Godło RP

„O strachu” - wykład Adama Bodnara w Polskim PEN Clubie

Data: 
2019-03-28
słowa kluczowe: 
  • Strach w działaniach sędziów, prokuratorów i urzędników to zagrożenie dla praworządności oraz ochrony praw i wolności człowieka i obywatela
  • To także zagrożenie dla funkcjonowania całego państwa. Niszczenie instytucji polega właśnie na wpuszczaniu „dżina strachu” i obserwowaniu reakcji
  • Na stopniowym przyzwyczajaniu nas do zmian. Na akceptowaniu tego, co wcześniej wydawałoby się niedopuszczalne. Na hamowaniu społecznych reakcji na zło czy niesprawiedliwość
  • Ale strach może też tworzyć nowe więzi społeczne i skłania do doceniania autorytetów i osób charakteryzujących się odwagą obywatelską

To tezy wykłądu rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara w PEN Clubie 28 marca 2019 r. "Strach a funkcjonowanie demokratycznego państwa prawnego". Spotkanie w Domu Literatury w Warszawie prowadził prezes Polskiego PEN Clubu Adam Pomorski. 

Tekst wystąpienia RPO

Szanowni Państwo,

Dostojni Goście,

Chciałbym serdecznie podziękować za możliwość wystąpienia na forum PEN Clubu. To dla mnie szczególny zaszczyt, biorąc pod uwagę renomę  Państwa instytucji. Jednocześnie okazja do podzielenia się niektórymi przemyśleniami i możliwość rozmowy z ludźmi, których dorobek artystyczny i intelektualny budzi mój wielki szacunek.

Zostałem zaproszony przez Państwa jako kolejny Rzecznik Praw Obywatelskich. Osoba mająca za zadanie stać na straży naszych praw i wolności. Jednak warto zauważyć, że zaproszenie nastąpiło w szczególnym momencie naszej historii, kiedy w różnych sferach naszego życia przechodzimy czas turbulencji, burz i naporu. Kiedy tak wielu oczekuje – mówiąc słowami wiersza Juliana Kornhausera: że być może „kiedyś się rozwidni, opadnie mgła, echo odżyje” (Julian Kornhauser, Co będzie potem).  W czasie takich żywiołowych zmian bowiem liczne zastane reguły stają się nieaktualne i podejmując decyzje często trzeba się kierować busolą moralną. A to jest trudne, niesie ryzyko, zwłaszcza kiedy brakuje jasnych i precyzyjnych drogowskazów.

Strach a demokratyczna wspólnota

Dlatego zastanawiając się nad moim wystąpieniem uznałem, że warto podjąć temat „strachu”. Strach to pojęcie przede wszystkim z zakresu psychologii. W pewnych sytuacjach może też wkraczać w pole zainteresowania socjologii, np. w kontekście wpływania na masy ludzkie, oddziaływania na nie. Mnie natomiast interesować będzie pojęcie „strachu” w kontekście funkcjonowania demokratycznej wspólnoty, a w szczególności instytucji państwa demokratycznego i jego funkcjonariuszy.

Przypomnijmy, ze w państwie demokratycznym system prawny opiera się na Konstytucji oraz hierarchii źródeł prawa. Aby system ten działał sprawnie, konieczne jest poprawne stosowanie przepisów, w tym odpowiednich reguł interpretacji oraz reguł kolizyjnych. Porównywany jest ten system – między innymi przez prof. Ewę Łętowską – do wielkiego zegara, w którym istnieją różne przekładnie, zębatki, koła obrotowe. Są one w ciągłej interakcji, w ciągłym ruchu, muszą uwzględniać zmianę społeczną, ale także być odpowiednio naoliwione.

System ten nie może być statyczny. Wtedy mechanizm się zatrze. Musi być dynamiczny, tak aby odpowiadać na potrzeby społeczne, aby reagować wydarzenia i procesy, aby realizować podstawowe funkcje prawa. Dlatego też system prawny nie może być zanadto oparty na kazuistyce, na nadmiernej precyzyjności przepisów. Musi stwarzać przestrzeń dla różnych metod interpretacji (literalnej, systemowej), uwzględniać oddziaływanie różnych centrów prawa (prawo europejskie, prawo międzynarodowe, czy prawo krajowe), pozwalać na bezpośrednie stosowanie zasad konstytucyjnych, ale także posługiwać się zwrotami niedookreślonymi czy klauzulami generalnymi. Jest ich w systemie prawa sporo, jak np. „znikoma szkodliwość społeczna czynu”, „interes publiczny”, „społeczno-gospodarcze przeznaczenie rzeczy”, „nadzwyczajna zmiana okoliczności”, „dobro wymiaru sprawiedliwości”.

Tego typu klauzule są zupełnie naturalne. One stwarzają przestrzeń do działania, która musi być wypełniana przez tych, którzy prawo stosują – sędziów, prokuratorów, urzędników. One także tworzą przestrzeń argumentacyjną dla tych, którzy bronią swoich klientów czy reprezentują ich interesy w postępowaniach sądowych – dla adwokatów i radców prawnych. Bo stosowanie prawa opiera się na wymianie argumentów, na pogłębionym dialogu, którego ramy ustalają normy Konstytucji, zasady proceduralne, ale także kultura prawna.

To poprawne działanie systemu zakłada pewien poziom swobody dla sędziów, prokuratorów i urzędników. Oni nie mogą mieć związanych rąk, bo wtedy system tego zegara może się zatrzeć. Nie oznacza to oczywiście, że mają pełną swobodę i mogą być nieomylni. Bo omylność jest rzeczą naturalną, zdarza się nawet w najlepszych systemach prawnych. Sztuka zatem polega na tym, jak spowodować, aby tych błędów było jak najmniej.

Podstawowy sposób to kształcenie kadr demokratycznego państwa prawnego. Wykształcenie prawnicze, zazwyczaj dość elitarne, następnie aplikacja, trudny egzamin, później terminowanie w zawodzie oraz zdobywanie doświadczenia i przechodzenie przez kolejne etapy wtajemniczenia. Podobnie w przypadku urzędników – wykształcenie, wiedza oraz doświadczenie są niezbędne do dobrego wykonywania tego zawodu. Przygotowanie do służby jest zatem mechanizmem nie tyle tworzenia wyobcowanych od społeczeństwa elit, co jest raczej typowe dla systemu biurokratycznego, ale nastawieniem na jakość funkcjonowania państwa. Szkolenie powinno być także ciągłe, nastawione w zasadzie na nieustanne podnoszenie kwalifikacji.

Drugi element to kontrola instancyjna orzeczeń sądowych oraz decyzji administracyjnych. Bo jeśli błędy się zdarzają, to muszą być stworzone mechanizmy ich wychwytywania oraz eliminowania, w tym także wyciągania wniosków na przyszłość.

Każdy sędzia, prokurator oraz urzędnik musi mieć zatem świadomość, że w ramach systemu prawnego musi się dokształcać, ale że jego / jej ewentualne błędy mogą podlegać ocenie, weryfikacji oraz korekcie. Musi mieć świadomość, że błędy mogą się zdarzać, natomiast jeśli nie są spowodowane przestępstwem, złą wolą bądź zwyczajną nieuczciwością zawodową, to nawet pomimo ich popełnienia, nie poniesie odpowiedzialności. Nie będzie za nie rozliczany nadmiernie niż to, co w sposób jasny wynika z przepisów prawa, po przeprowadzeniu odpowiedniej procedury.

Sędzia, prokurator, urzędnik nie mogą się bać

Ale aby tak się stało, sędzia, prokurator oraz urzędnik nie może się bać. Bo strach, czyli kierowanie się własnymi emocjami, poczuciem zagrożenia dla swojego bezpieczeństwa lub swojej rodziny, w tym – finansowego, powoduje zakłócenie racjonalności w podejmowaniu decyzji. Zamiast stosować Konstytucję oraz ustawy, dochodzi element kalkulacji, opłacalności, niebezpieczeństwa, a więc kryteria pozaprawne, które nie powinny mieć racji dojścia do głosu. Kierowanie się strachem siłą rzeczy powodować może błędy interpretacyjne oraz złe stosowanie prawa. Są różne mechanizmy, w jaki sposób to może nastąpić. Prof. Marcin Matczak m.in. opisywał różne strategie swoistej ucieczki od orzekania. To może być nadmierna ostrożność, wstrzemięźliwość w pełnej ocenie stanu faktycznego czy tzw. ucieczka w formalizm. Oczywiście są całe studia na ten temat, ale nie czas, by je tu teraz rozwijać.

W kontekście polskiej rzeczywistości znacznie ważniejsze jest zastanowienie się, dlaczego tak się dzieje. Sędzia, prokurator oraz urzędnik, aby się nie bać, musi mieć poczucie:

  • Po pierwsze – trwałości służby. W kontekście sędziów to może oznaczać mianowanie do końca życia zawodowego. W przypadku osób funkcyjnych – kadencyjność i wszystkie gwarancje z tym związane. W przypadku urzędników – daleko idące gwarancje zabezpieczające przed odwołaniem z funkcji czy przeniesieniem na inne stanowisko;
  • Po drugie – muszą istnieć racjonalne mechanizmy oceny służby. Ocena musi opierać się na rzeczywistej weryfikacji działań lub zaniechań, być przeprowadzana obiektywnie, w dobrej wierze i na podstawie ustalonych reguł;
  • Po trzecie – osoba sprawująca taką funkcję musi być doceniana za swoje osiągnięcia oraz za zwiększone kwalifikacje;
  • Po czwarte – ta osoba musi mieć poczucie, że stanowi część struktury państwa. Że występując w imieniu państwa, państwo uznaje ją za jego pełnoprawną część.

W kontekście wydarzeń w Polsce, szczególnie w ciągu ostatnich lat, poczucie strachu zaczyna być jednak dominujące. Nawet jeśli osoby pełniące określone urzędy nie nazywają tego uczucia po imieniu, to trudno nie zauważyć jego występowania. Strach coraz bardziej przenika nasze życie publiczne, a szczególnie sferę działania tych funkcjonariuszy, którzy są najbardziej podstawowym elementem naszego systemu państwowego. Jest to wynik zmian instytucjonalnych, które dotknęły najpierw Trybunał Konstytucyjny, następnie prokuraturę, media publiczne, służbę cywilną, wreszcie sądy. Są to zmiany, które objęły także w pewnym zakresie sferę oświaty, sferę kultury, czy nawet szkolnictwo wyższe. Podważenie wartości konstytucyjnych, podważenie wagi instytucji oraz znaczenia prawa spowodowało kryzys zaufania społecznego, polaryzację nastrojów, a w konsekwencji przełożyło się na funkcjonowanie wielu instytucji. Niestety, mnożą się przypadki gdy osąd prawniczy zastępowany bywa osądem politycznym.

Oczywiście te procesy wszyscy dostrzegamy. Jesteśmy ich niemal codziennymi świadkami. Niektórzy z nas na różne sposoby protestują. Jedni starają się to robić bezpośrednio, na przysłowiowej ulicy. Inni, używając naszego profesjonalnego warsztatu, starają się wszystko nazywać, opisywać, nagłaśniać, a czasami po prostu archiwizować. Kolejni podejmują działania prawne, aby oszczędzić to, co się da. Innymi słowy, nawiązując do słynnego wiersza Czesława Miłosza, staramy się być tymi wystającymi kamieniami, które mogą zmienić bieg niszczącej lawiny.

Ale ta lawina jednak cały czas się toczy. I powoduje trwałe zmiany w codziennym funkcjonowaniu sędziów, prokuratorów czy urzędników. Zastanówmy się zatem, czego mogą się bać; jakie mogą być rzeczywiste i wyobrażone powody strachu z ich strony. Wyróżniłbym siedem kategorii.

Czego można się bać?

Po pierwsze – odpowiedzialność służbowa i karna. Aktywność społeczna sędziów i prokuratorów, zadawanie pytań prejudycjalnych TS UE, protesty przeciwko reformom, czy wręcz wydawanie wyroków w „politycznych” sprawach już teraz naraża sędziów na zainteresowanie rzeczników dyscyplinarnych i przedstawianie zarzutów dyscyplinarnych. Stworzony jest ciąg technologiczny, który może objąć każdego sędziego. Choć bezpośrednio dotkniętych jest na razie kilkanaście osób (które prawdopodobnie wytrzymają presję), to jednak wysyłany jest stały sygnał do całego środowiska: „obserwujemy, patrzymy, możesz być kolejny, mamy mechanizmy”. Nie jest także jasne, czy kiedyś w przyszłości postępowania dyscyplinarne nie zamienią się w karne.

Po drugie – możliwość pozbawienia stanowiska. Odpowiedzialność dyscyplinarna może przecież się tym zakończyć. Ale zmiany legislacyjne (np. zmiana struktury sądów) może także prowadzić do tego typu konsekwencji. Bo jeśli nagle zrezygnujemy z sędziów sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych, a wprowadzimy np. sądy regionalne i apelacyjne, to może nastąpić weryfikacja w sądownictwie. Ponownie – przyszłość staje się wyjątkowo niepewna, a to powoduje p oczucie zagrożenia. 

Po trzecie – inne mechanizmy odpowiedzialności służbowej. Już teraz wiemy, że prokuratorzy mogą być dyscyplinowani nie tylko w drodze formalnej odpowiedzialności dyscyplinarnej, co do której trybu można mieć wątpliwości. Mogą być zdegradowani do niższej instancji albo przeniesieni do innej jednostki prokuratury. Niby na maksymalnie 12 miesięcy, ale w praktyce może być trudno powrócić np. z Hrubieszowa do Warszawy.

Po czwarte – brak wsparcia ze strony państwa. Organy władzy wykonawczej prowadzą kampanie nienawiści przeciwko sędziom. Pisał o tym specjalny sprawozdawca ONZ ds. niezależności sądownictwa Diego Garcia-Sayan. Krajowa Rada Sądownictwa nie wypełnia swoich zadań stania na straży niezależności sądów, a w sposób jawny wypełnia zalecenia partii rządzącej (niedawno sędzia KRS meldował politykowi „wykonanie zadania”). Sędziowie i prokuratorzy z kolei nie mogą liczyć na swoich przełożonych, bo są oni politycznymi nominatami. To wszystko wpływa na poczucie osamotnienia, na ciągły sygnał, że sędzia w zakresie instytucjonalnym jest de facto sam ze sobą, swoimi orzeczeniami, referatem, trudnymi kwestiami do rozstrzygnięcia.

Po piąte – poczucie strachu może wynikać z emocjonalności debaty publicznej. W świecie emocji, 280-znakowych tweetów, tabloidów i szybkich komentarzy, brakuje często czasu na rozsądek, niezależną ocenę, rozważenie wszystkich za i przeciw, czy spojrzenie poza granice krótkiego horyzontu czasowego. Politycy chętnie z tego korzystają, a później nigdy się nie przyznają do popełnionego błędu. Idą zaś za tym czyny. Przykład to niedawna sprawa sędzi Aliny Czubieniak, która została osądzona przez sąd dyscyplinarny prawdopodobnie w wyniku wcześniejszych ocen Ministra Sprawiedliwości. Populizm i niska jakość debaty publicznej są wrogami władzy sądowniczej. Nie tylko w Polsce. Także na całym świecie.

Po szóste – nacisk na członków rodziny. Takie tytuły jak „Resortowe togi” sprzedają się świetnie. Nazwiska sędziów poddawane są regularnej weryfikacji. Czasami do trzeciego pokolenia wstecz. Niektórzy się tym nie przejmują. Innych to boli i być może wpływa na ich decyzje procesowe.

Po siódme wreszcie – zagrożenia horyzontalne. Bo nie tylko organy państwa mogą być wrogiem tych, co podejmują decyzje. Mogą być nimi także współobywatele, koledzy, otoczenie, które nie reaguje, jest pasywne, daje milczące przyzwolenie na przemoc słowną ze strony organów państwa. Tego doświadcza wiele osób pełniących funkcje publiczne.

Warto zauważyć, że strach od dawna jest elementem koncepcji praw człowieka. Pojęcie „strachu” jest związane z koncepcją tzw. mrożącego skutku (chilling effect). Wielokrotnie pojawiała się ona w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w kontekście obaw dziennikarzy przed:

  • zastosowaniem sankcji karnych (np. za odmowę opublikowania sprostowania);
  • skazaniem za zniesławienie na podstawie art. 212 K.k.;
  • niewystarczającą ochroną dziennikarskich źródeł informacji;
  • stosowaniem postanowień zabezpieczających w sprawach cywilnych;
  • czy nadmiernym roszczeniem w postępowaniach cywilnoprawnych.

Pojęcie to stosowane jest zatem kontekstowo. Nie chodzi o ocenę określonej sytuacji przy użyciu zasady proporcjonalności, lecz raczej o zastanowienie się, jaki wpływ ma zastosowanie określonych środków prawnych (takich jak pozew, prywatny akt oskarżenia, wysokość roszczeń) na konkretnego dziennikarza, a także na wartości, takie jak: wolna prasa, swoboda wymiany poglądów, interes publiczny, czy dobro wspólne. Dlatego ważna jest ocena tego skutku, ale także czynników, które mogą mieć wpływ na zachowanie określonego dziennikarza. Czy będzie się on obawiał opisywania polityków określonych opcji? Czy będzie podejmował  tematy dotyczące danego biznesmena? Czy tytuł prasowy będzie stosował autocenzurę, podejmując takie a nie inne tematy? Słowem – w jaki sposób różnego rodzaju potencjalne sankcje mogą zakłócić normalne działanie wolnych mediów.

Również w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego pojawiła się ta koncepcja, zwłaszcza w sprawach dotyczących dziennikarzy. Można mieć przekonanie, że jest to efekt inspiracji orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Natomiast w sprawach dotyczących art. 212 k.k. hamujący i mrożący efekt był przywoływany w zdaniach odrębnych podczas analizy skutków, które wywołuje ten przepis.

Ale warto podkreślić, że z czasem koncepcja ta zaczęła wykraczać poza sferę wolności dziennikarskiej i obejmować inne sytuacje stosowania prawa, np. wolność zgromadzeń. Dotyczyło to zwłaszcza tych sfer, które są trudne do jednoznacznego określenia.

Jedna z reform przeprowadzonych w latach 2005-2007 dotyczyła 24-godzinnych sądów dyscyplinarnych wprowadzonych dla sędziów i prokuratorów. Patronem tych projektów był pan minister Zbigniew Ziobro. Szczęśliwie w wyroku z 28 listopada 2007 r. rozprawił się z nimi Trybunał Konstytucyjny. Argumentacja dotycząca potencjalnego „mrożącego skutku” to jedna z ważniejszych części rozstrzygnięcia. Cytuję:

„Sytuację, w której usiłowanie zniesienia immunitetu jest nazbyt łatwe, można porównać z sytuacją, w której immunitet nie istnieje. Sam fakt skierowania przeciw sędziemu wniosku o pozbawienie immunitetu szkodzi jego reputacji. I jeśli nawet później okaże się, że wniosek był bezpodstawny, a sędzia wróci do orzekania, zarówno jego dobre imię, jak i własna gotowość do okazywania odwagi i niezależności nie będą nienaruszone. Dlatego niepodobna w zakresie oceny ograniczania proceduralnych gwarancji związanych z postępowaniem immunitetowym operować argumentem, że „niewinny nie ma czego się bać”. Tego rodzaju argument negliżuje bowiem „efekt mrożący”, wynikający z możliwości łatwego uruchomienia procedury odsunięcia sędziego. Orzecznictwo na tle Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności uznaje w wielu wypadkach samo powstanie efektu mrożącego (w Polsce efekt ten określił Tadeusz Kotarbiński jako „potencjalizację działania prawa”) za realny fakt, mogący przesądzać o negatywnej ocenie prawa wewnętrznego z punktu widzenia Konwencji.” Autorem tych słów była prof. Ewa Łętowska.

Zmiany w latach 2015-2019 uruchomiły w Polsce szeroką dyskusję na temat właśnie potencjalnego „skutku mrożącego”. Nie tylko w stosunku do dziennikarzy, ale przede wszystkim sędziów i prokuratorów. Znalazło to odzwierciedlenie w stanowiskach międzynarodowych w odniesieniu do Polski. Dla przykładu, Frans Timmermans 13 grudnia 2018 r. odnosząc się do wciąż istniejących zagrożeń dla sędziów, w kontekście postępowań dyscyplinarnych, stwierdził: „Jest wiele przykładów pokazujących, że środki dyscyplinarne były wykorzystywane do wzywania sędziów, aby usłyszeć ich wyjaśnienia, dlaczego mówili publicznie o niezależności sądownictwa. To ma wywiera mrożący efekt na sędziów”.

Warto w tym miejscu także pamiętać o innym sformułowaniu, które jest używane w kontekście sędziów, a mianowicie “łącznym skutku” (cumulative effect). Tym pojęciem operuje m.in. specjalny sprawozdawca ONZ ds. niezależności sądownictwa Diego Garcia-Sayan: „Po pomyślnym zneutralizowaniu Trybunału Konstytucyjnego, rząd podjął daleko idącą reformę systemu sądownictwa. Od maja do grudnia 2017 r. przyjęto trzy akty wprowadzające daleko idące zmiany w składzie i funkcjonowaniu sądów powszechnych, Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Każdy z tych aktów budzi wiele obaw co do zgodności z międzynarodowymi standardami prawnymi, ale w sumie ich łącznym skutkiem jest poddanie sądownictwa pod kontrolę władzy wykonawczej i ustawodawczej”.

Moim zdaniem, zagrożenia dla funkcjonowania różnego rodzaju instytucji to nie tylko te, które są jasno zdefiniowane i przejawiają się w przepisach czy praktyce ich stosowania. To mogą być także zagrożenia służbowe, wynikające z hierarchii i podporządkowania w ramach struktury. Chociaż mimo wszystko w przypadku sędziów jest to mniej dolegliwe, niż w przypadku innych zawodów charakteryzujących się niższymi gwarancjami niezależności.

No właśnie, zastanówmy się nad prokuratorami. Jedną z gwarancji niezależności jest wydawanie poleceń na piśmie. Natomiast w Polsce rozwija się system, w którym już samo żądanie polecenia na piśmie staje się aktem sprzeciwu w stosunku do prokuratora nadrzędnego i może wiązać się z sankcjami (przypadek prokuratorów, którzy zajmowali się sprawą Pawła Adamowicza). Dlatego zamiast tego pojawiają się elementy nieformalnej presji bądź oczekiwań. Czasami wręcz można mieć wrażenie, że prokuratorzy, ze względu na własne obawy, starają się wczuwać w oczekiwania przełożonych.

Dlatego też tak szczegółowo regulowane są kwestie związane z niezależnością sądownictwa. Bo władza sędziów jest ogromna z punktu widzenia praw i wolności obywateli, a zagrożeń bardzo wiele. Dlatego też poprzez przykłady wielu pokoleń na poziomie wręcz kazuistycznym zapisywane są gwarancje niezależności i niezawisłości – aby minimalizować ryzyko, że sędziowie orzekają kierując się pozaprawnymi kryteriami.

Gdy przełożony publicznie wyraża swój pogląd

System praw człowieka zna wszakże takie sytuacje, gdy urzędnicy podejmują działania zgodnie z oczekiwaniami przełożonych. W przypadku zakazu Marszu Równości w Warszawie w 2005 r. publicznie na temat demonstracji wypowiadał się Prezydent m.st. Warszawy Lech Kaczyński. Natomiast decyzje administracyjne wydawał dyrektor Zarządu Dróg Miejskich, podległy Prezydentowi Miasta. Decyzje te opierały się na czysto formalnych wywodach i nie wskazywały na kwestie dyskryminacyjne jako powód odmowy organizacji Marszu Równości.

W wyroku z 3 maja 2007 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że urzędnicy „korzystając z wolności słowa powinni […] wykazywać się powściągliwością, zważywszy na to, że ich poglądy mogą być odbierane przez urzędników służby cywilnej, których zatrudnienie i awanse zależą od ich zgody, jako wskazówki.”

W tym kontekście ETPCz zauważył, że „przedmiotowe decyzje zostały wydane przez władze miejskie działające z upoważnienia Prezydenta, po tym jak ujawnił on publicznie swoje poglądy dotyczące wykonywania wolności zgromadzeń i „propagandy homoseksualizmu”. Ponadto Trybunał zauważa, że Prezydent wyraził swoje poglądy w okresie, kiedy wniosek o zgodę na zorganizowanie wieców był na etapie rozpoznawania przez władze miejskie. Trybunał uważa, iż można zasadnie przypuszczać, że poglądy Prezydenta mogły mieć wpływ na proces podejmowania decyzji w niniejszej sprawie i w rezultacie, negatywnie wpłynąć na korzystanie przez skarżących z prawa do zgromadzeń w sposób dyskryminujący.”

Myślę, że to jest dylemat wielu współczesnych prokuratorów i urzędników. Co zrobić, jak szef (minister, prokurator przełożony, szef partii, agencji państwowej) wyraża swój pogląd publicznie? Przesądza, jak do sprawy podejść, jak ją należy ocenić, jak przeprowadzić postępowanie dowodowe, jak się nią zająć. Czy zlekceważyć ten pogląd i robić swoje, kierując się literą prawa, w ten sposób ryzykując różnego rodzaju sankcje? Czy też jednak się podporządkować? Oczywiście w niektórych sytuacjach nic nie jest pozostawione przypadkowi i następuje już dobór personelu w taki sposób, że decyzje zgodne z oczekiwaniami przełożonych zostają wydane.

Myślę, że każdy z nas słuchając tych słów może przypomnieć sobie przypadki z praktyki. Jest ich tak wiele, że wręcz się do nich przyzwyczajamy, puszczamy mimo uszu słowa polityków, nie zastanawiając się nawet nad ich destrukcyjnym wpływem dla państwa prawa. Liczymy na to, że może kiedyś powstanie przestrzeń do rozliczeń, ale nawet na bieżąco nie monitorujemy i nie spisujemy wszystkich wypowiedzi i zdarzeń, właśnie ze względu na ich skalę.

Co to oznacza dla praw człowieka i rządów prawa? Poważne konsekwencje. Strach pojawiający się w działaniach sędziów, prokuratorów i urzędników oznacza zagrożenie dla respektowania zasad praworządności oraz ochrony praw i wolności człowieka i obywatela. Nie mamy pewności, dlaczego określone decyzje i orzeczenia są wydawane lub wstrzymywane. Z czego wynika ich treść. Czy jest dyktowana przepisami czy innymi, pozaprawnymi czynnikami? Niektóre osoby stają się ofiarami presji. Ale znowu powstaje pytanie, czy wtedy ich aktywność orzecznicza jest wynikiem normalnej pracy, czy też być może także dochodzą emocje i własne uprzedzenia. Bo przecież jeśli wahadło jest rozhuśtane, to może odbić się także boleśnie w drugą stronę.

Podam w tym kontekście własny przykład. Jako urzędnik państwowy także się cieszę gwarancjami niezależności i niezawisłości. Zostałem jednak niedawno pozwany, jako osoba fizyczna przez TVP SA. Jednocześnie rozważam, czy w najbliższej przyszłości przyłączyć się do sprawy osób, których wizerunek został ujawniony przez TVP SA w związku z ich udziałem w demonstracji w pobliżu gmachu TVP. Jak moje przyłączenie się do tej sprawy może zostać odebrane? Jako wyraz troski o ochronę praw tych osób, czy też może jako przejaw własnych, osobistych uprzedzeń czy interesów? Wskazuję na to, że sam fakt pozwania mnie przez TVP SA może wpływać na percepcję wykonywania przeze mnie urzędu i stawiać pod znakiem zapytania moją zawodową integralność.

Słowem, aktualna sytuacja to nie tylko zagrożenia dla poszczególnych osób, które stają się (jako sędziowie, prokuratorzy, urzędnicy) ofiarami, ale dla funkcjonowania całego państwa. Bo na tym właśnie polega niszczenie instytucji. Na wpuszczeniu „dżina strachu” i obserwowaniu reakcji. Na stopniowym przyzwyczajaniu nas do zmian. Na akceptowaniu tego, co wcześniej wydawałoby się nam niedopuszczalne. Na zniewalaniu umysłów, na autocenzurze w podejmowanych działaniach. Na hamowaniu społecznych reakcji w związku z dostrzeżonym złem czy niesprawiedliwością. 

Dodawanie otuchy, poszukiwanie nadziei

Oczywiście w Polsce wiele osób dokonuje obecnie różnego rodzaju pogłębionych diagnoz. Natomiast wydaje mi się, że moją rolą jako Rzecznika jest także dodawanie otuchy, wskazywanie rozwiązań, poszukiwanie nadziei. Idąc tym tropem chciałem wskazać, że nasza walka ze strachem, jako zagrażającym normalności elementem funkcjonowania naszego państwa, powinna mieć charakter zarówno ogólny, jak i indywidualny.

Jeśli chodzi o charakter ogólny, to jest to walka o silne państwo. Państwo zbudowane na trwałych i silnych instytucjach. Państwo, które szanuje swoich urzędników oraz wszystkie osoby mające zaszczyt posługiwać się „orzełkiem”, które docenia ich wysiłek, tworzy odpowiednie warunki pracy, ale także jasne i przejrzyste zasady oceny ich pracy oraz odpowiedzialności. To państwo, w którym kultywuje się tradycję instytucji, ich doniosłość oraz znaczenie, ale także przybliża się ich funkcjonowanie obywatelom – na przykład poprzez edukację obywatelską. To państwo, w którym dziękuje się urzędnikom za ich godną postawę, za ich odwagę i determinację, czasami za pracę w cieniu, ale oddaną interesowi publicznemu (np. uhonorowanie córki Michała Falzmanna, urzędnika NIK, który doprowadził do ujawnienia afery FOZZ). To państwo, w którym decyzja o służbie na rzecz państwa jest decyzją wiążącą obie strony – urzędnika i państwo – przez wiele lat, bo został dokonany wybór określonej drogi życiowej, jako sędziego, prokuratora, nauczyciela, urzędnika, dyplomaty, legislatora. To jest także państwo, w którym istnieje konsekwencja i pełna przejrzystość metod w rozliczaniu tych, którzy sprawują władzę Metod wolnych od selektywności i populizmu.

Mówiąc o sile instytucji, warto wspomnieć książkę Timothy Snydera „O tyranii. Dwadzieścia lekcji z XX wieku”. Postulował on właśnie, aby każdy z obywateli chronił jedną wybraną instytucję. Jego uwagi dotyczyły przede wszystkim USA, które jednak są w zupełnie innym miejscu, jeśli chodzi o trwałość instytucji. W Polsce nie mamy szczęścia przywiązywania się do silnych instytucji, bo prawie każda z nich ma swoje własne problemy i wady. Ta relacja może być zatem trochę bardziej szorstka. Natomiast T. Snyderowi chodzi o coś więcej – skoro jest nas tak wielu jako obywateli, to musimy podzielić nasz wysiłek; dostrzec, że na funkcjonowanie państwa składa się cały zestaw instytucji, a każda z nich ma swoją wartość i znaczenie. Oraz każda wymaga ochrony przed autorytarnymi zapędami.

Natomiast walka ze strachem to nie tylko długoterminowe zmiany instytucjonalne. Bo zagrożenie jest tu i teraz. Bo dotyczy coraz większej liczby osób, które są stawiane w trudnej sytuacji. Dlatego warto się zastanawiać, jak można je wesprzeć oraz jakie czynniki powodują, że strachu jest mniej, a przyzwoitość, a czasami nawet odwaga, staje się coraz powszechniejsza.

Istotna jest rola autorytetów – odwoływanie się w codziennej pracy do przykładów osób, które pokazują znaczenie etosu zawodowego, służby  na rzecz państwa oraz przywiązania do Konstytucji. Dla sędziów taką osobą stał się prof. Adam Strzembosz. „Skoro potrafił być odważny w znacznie trudniejszych czasach, skoro ryzykował tak wiele, to również my powinniśmy potrafić’ – tak pewnie myśli wielu sędziów. Ale nie zawsze to jest możliwe. Bo czy prokuratorzy mogą się powołać na podobny autorytet? Być może w przypadku prokuratorów i urzędników ważna jest dyskusja z autorytetami moralnymi, filozofami prawa, historykami, aby nabyć odporność na presję oraz siłę do codziennego przeciwstawiania się trudnościom.

Ważne są różne formy wsparcia i solidarności. Takie inicjatywy, jak współpraca organizacji prawniczych, powstanie Komitetu Obrony Sprawiedliwości są nie do przecenienia. Istotna jest także samoorganizacja, która daje poczucie siły ze względu na wspólnotę losów. Taką rolę wypełniają obecnie stowarzyszenia sędziowskie oraz stowarzyszenie prokuratorów Lex Super Omnia.

Osoby poddane presji muszą mieć także bezpośrednią grupę wsparcia. Nie tylko najbliższych członków rodziny, lecz również osoby z kręgu zawodowego, które są w stanie ich wysłuchać i wesprzeć w trudnych chwilach, które stają się swoistym piorunochronem, umacniają poczucie sensu, zachęcają do wytrwałości i przypominają o celu działań. W normalnej sytuacji takimi osobami powinni być przełożeni. Ale obecnie to często przełożeni są zagrożeniem dla niezawisłości. To powoduje konieczność poszukiwania grup wsparcia wśród kolegów i koleżanek, ale także poza najbliższym środowiskiem zawodowym.

Wreszcie metodą wsparcia jest także nastawienie na edukację i kształcenie. Podnoszenie własnych kwalifikacji może być nie tylko sposobem na ucieczkę przed codziennością lęku, ale także budowaniem tarczy i miecza zarazem. Bo im lepiej sędziowie są w stanie stosować Konstytucję i standardy praw człowieka, tym mają większe oręże w dłoni. I  właśnie to oręże może czasami ich obronić przed presją polityczną. Bo dobre i przemyślane orzeczenia znacznie trudniej zaatakować. Natomiast rolą społeczeństwa jest wspieranie sędziów, prokuratorów i urzędników w tym wysiłku – tworzenie przestrzeni, w której będą oni mogli względnie bezpiecznie inwestować w swoje samokształcenie.

Strach może być siłą niszczącą. Strach może obezwładniać i paraliżować. Strach może wpływać destrukcyjnie na nasze życie indywidualne i społeczne. Ale strach może także tworzyć przestrzeń do refleksji, prowadzić do tworzenia nowych więzi społecznych. Skłania też do zauważania i doceniania tych osób, które charakteryzują się odwagą obywatelską, które nawet pod presja nie rezygnują z zawodowej etyki i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. I może to będzie dobrym skutkiem tego zła, którego wszyscy doświadczamy. A któremu na imię strach.

 

 

  • Osoba przemawia
    Adam Bodnar przemawia w PEN Clubie. Obok jego prezes Adam Pomorski
  • Osoby siedzą w sali
    Podczas spotkania w PEN Clubie