Na obrazku ludzie podwyższeniu pod dachem

Jak można rozwiązać problem reprywatyzacji: ograniczyć roszczenia, sfinansować je obligacjami

Jedni potrafią rozpychać się łokciami i odzyskiwać od państwa wszystko, co się da. Drudzy na tym tracą, bo nie mają takiej siły przebicia. Dlatego bez kompleksowej ustawy nie rozwiążemy problemu reprywatyzacji. O sytuacji lokatorów, komisji weryfikacyjnej Prawa i Sprawiedliwości i przywiązaniu Polaków do "świętego prawa własności" - TVN rozmawia z Adamem Bodnarem, rzecznikiem praw obywatelskich.

Jakie w takim razie rozwiązania powinniśmy przyjąć? Jak zwracać i komu?

To co mi odpowiada, to podejście, które zostało przyjęte zarówno przez nasz Trybunał Konstytucyjny, jak i przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Broniowski i inni przeciwko Polsce. To była najważniejsza sprawa dotycząca mienia zabużańskiego.

Co było szczególnego w tym orzeczeniu?

Stwierdzenie, że względy historyczne czy względy transformacji ustrojowej mogą uzasadniać ograniczenie kompensaty dla właścicieli. Czyli nie możemy podchodzić na zasadzie: nic się nie stało, nie mieliśmy do czynienia z żadnymi problemami ustrojowymi czy wojnami i rekompensujemy wszystko w stu procentach. Ale uznajemy, że te wydarzenia spowodowały różnego rodzaju zawirowania społeczne, demograficzne i prawne. Nie może być tak, że obecne pokolenia ponoszą koszt tego wszystkiego, co było wcześniej. Należy to w jakiś sposób ograniczać. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyjął, że prawo własności oczywiście jest istotne, ale ze względów historycznych może ulegać pewnemu ograniczeniu co do wysokości kompensaty. To co zaakceptował, to 20 procent wartości nieruchomości pozostawionej za rzeką Bug.

I teraz zastanówmy się, gdyby w Polsce udało się przyjąć tego typu ustawę reprywatyzacyjną, która oznaczałaby, że po pierwsze przyznajemy, że roszczenia istnieją. Po drugie - spisujemy je. Po trzecie - wprowadzamy mechanizm kompensacyjny, który oznacza wypłatę zadośćuczynienia i odszkodowanie, ale w kwocie maksymalnej 20 proc. wartości nieruchomości.

Uważam, że niekonieczne byłoby, aby spłacać od razu w gotówce, ale na przykład wyemitować papiery dłużne, obligacje. Aby nie obciążać kosztem reprywatyzacji aktualnego pokolenia, ale być może rozłożyć to na 10 czy 15 lat. Oczywiście każdy papier dłużny powoduje koszt, ale nie sprawia, że nagle minister finansów musi znaleźć w budżecie jakąś bardzo konkretną kwotę. Wydaje mi się, że gdyby była wola polityczna i chęć rozwiązania tego problemu, można byłoby to w ten sposób zrobić.

Oczywiście osoby, które są zwolennikami pełnej reprywatyzacji powiedziałyby, że to skandal i naruszanie ich prawa własności. Z pytaniem, dlaczego ustawodawca decyduje się na tego typu rozwiązanie.

Mężczyzna w garniturze, znak "play"