Godło RP

List z Polski. Relacja Adama Bodnara ze spotkan regionalnych w województwie łódzkim

Data: 
2018-03-26

Łęczyca, Sieradz, Wieluń, Wieruszów, Bełchatów, Radomsko, Tomaszów Mazowiecki. Kolejny wyjazd regionalny RPO zakończony. Tym razem południowe i wschodnie rejony woj. łódzkiego. Wyjazd dla mnie nietypowy, bo z Sieradza wróciłem na chwilę do Warszawy (Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN), aby zaraz potem pojechać do Wielunia. Kilka przemyśleń.

Po pierwsze – lęk i gniew kobiet. Nigdy wcześniej w czasie 130 spotkań regionalnych nie zabrzmiał on tak mocno. Kobiety – w Łęczycy, Sieradzu, Tomaszowie Mazowieckim mówiły o lęku przed odebraniem prawa wyboru w dramatycznych sytuacjach, ale też lęk przed tym, że nikt nie pomoże w chwili dramatu.

Młode dziewczyny były złe, że nikogo nie będzie obchodzić, czy są katoliczkami i chcą świadomie żyć zgodnie ze wskazaniami religii, czy też nie –bo prawo świadomego wyboru zostanie im odebrane. A dla nich to znaczy, że nie będą już świadomymi obywatelkami. Pojawił się też inny lęk – że na przemoc i gwałt, który może się skończyć ciążą, nikt nie zareaguje.

Oto przykład ze spotkania z młodzieżą, pytanie zadane Rzecznikowi na krateczce: Co radzi Pan kobietom, które zostały ofiarami gwałtu i które chcą dobrowolnie dokonać aborcji, lecz nie mają środków lub społeczeństwo nie wierzy w zaistnienie takiej sytuacji?” Co byście Państwo odpowiedzieli?

Ale to nie wszystko, bo w tym wszystkim jest tez przekonanie, że jeśli przytrafi się coś złego, że jeśli dziecko dotknie niepełnosprawność, to rodzina zostanie sama bez pomocy. Bo to wsparcie, jakie oferuje państwo, nie starczy na wiele.

Po drugie – lęk i niezwykły hart ducha rodziców dzieci z niepełnosprawnościami. Opowiadali na spotkaniach, ile wysiłku, ile cierpliwości, ile wiedzy, ile godzin terapii potrzebują ich dzieci. I jak mało daje im państwo. Mówili o tym, jak trudno je dowozić na terapię. Ile kosztuje specjalna dieta, lekarstwa. Jak trudno załatwić cokolwiek w życiu, kiedy dziecko wymaga – latami! – stałej, 24 godzinnej opieki, w której nie ma cię kto zmienić. Opowiadali też o paraliżującej myśli, co będzie, kiedy mnie zabraknie. Zamkną moje dziecko w domu opieki i naszprycują lekami? 
- My tu jesteśmy na prowincji, ale dlaczego nasze dzieci mają mieć gorzej niż mają dzieci w innych krajach Unii Europejskiej – pytały matki.

Po trzecie – Polska, która nie ulega polityce agresji i dzielenia. To nie jest jednak tak, że z tych spotkań wieje tylko pesymizmem. Ludzie sobie radzą. Organizują się, protestują, ale też podejmują wspólne działania. Lokalne społeczności potrafią się wspierać, pomagać, dzielić sukcesami, uczuć się i pracować razem. Wspaniały przykład widziałem w Wieruszowie, gdzie oddolnie powstał kompletny system pomocy i opieki dla osób niesamodzielnych i z niepełnosprawnością – a wszystko dzięki pasji jednej liderki oraz wsparciu lokalnych włodarzy (burmistrz Rafał Przybył). Z takiej doradczyni społecznej – Henryki Sokołowskiej – Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak powinien być bardzo dumny.

Wieruszowianie są też przekonani, że takie działania możliwe są tylko tam, gdzie ludzie dobrze rozumieją wartości humanistyczne, wiedzą, co o tolerancja i wzajemny szacunek. Pytali, co zrobić, by na tym, a nie na animozjach i antagonizmach budować nasza tożsamość.

Odpowiedź znaleźliśmy w Szkole Dialogu w Wieluniu, w II Liceum Ogólnokształcącym imienia Janusza Korczaka. Tam uczniowie z pasją poznają – i dzielą się wiedzą – o przeszłości miasta, o jego żydowskich i polskich mieszkańcach, o tym, że historia nie jest ani czarna ani biała. Widać efekt pracy Forum Dialogu Między Narodami (m.in. Zuzanna Radzik) oraz lokalnych liderów – w tym przypadku nauczycielki Agnieszki Myssakowskiej.

Inny przykład to Radomsko, gdzie młodzi ludzie (pod przewodnictwem Dawid Wawryka) zrobili kontrmanifestację do marszu ONR. Co ciekawe marsz podnosił temat, że rzekomo migranci z Ukrainy zabierają pracę Polakom. Podobał mi się jeden komentarz, który znalazłem w sieci: „Jeśli protestują przeciwko Ukraińcom bo ci zabierają miejsca pracy, to niech wejdą na stronę Powiatowego Urzędu Pracy w Radomsku - wykaz miejsc pracy z 16 listopada, jest tam 220 wolnych miejsc pracy. Można obdzielić tych zapowiedzianych 100 protestujących z ONR po 2 miejsca pracy na głowę i jeszcze trochę…”

Po czwarte – smog, jakiego nie znamy w Warszawie. W Radomsku smog po prostu czuć. Ludzie już zauważają, jaki to problem, bo samorządy zainwestowały w urządzenia pomiarowe i wiadomo, jak zatrute jest tu powietrze. Ale ciągle myślą, że z takim problem trzeba sobie radzić samodzielnie: kupić lepszy opał, uszczelnić okna i ściany, sprawdzać czujniki przed spacerem z dziećmi. Powoli dociera myśl, że trzeba się organizować i wymuszać na władzach lokalnych nowe polityki publiczne. Że trzeba zbierać postulaty i zbierać pod nimi podpisy. Stawiać wymagania i słuchać argumentów. Mam wrażenie, że w Radomsku to się już zaczyna.

Po piąte – to co zawsze, choć czasem bardziej. Władza nie odpowiada na pisma, urzędy nie są dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami (choć o tym, że osoby na wózkach są z tego powodu obsługiwane na ulicy (naprawdę !), do tej pory nie słyszeliśmy – a tak wedle relacji uczestników spotkań jest w Wieluniu), o problemie złych spadków (czyli dziedziczenia długów po dalszych krewnych), o problemie z naciąganiem seniorów na umowy przez telefon, o dostępie do informacji publicznej. itd. itp.

Znowu do Warszawy przyjechało wielkie pudło z papierami w sprawach indywidualnych. I mnóstwo uwag generalnych w sprawie przestrzegania praw człowieka, którymi będziemy się teraz zajmować w Biurze RPO. Planujemy też kolejna trasę - na kwiecień. Jedziemy wtedy na tereny na północ od Noteci.

 

 

Więcej informacji w sprawie: