Zawartość

Prawo do zapomnienia - jak się wypisać z facebooka, czy facebook o tobie zapomni? Siła mediów społecznościowych - sesja 3 KPO

Data: 
piątek, 13 Grudzień, 2019 - Od 11:40 do 13:10
Miejsce: 
Muzeum Polin
sala konferencyjna A
Tagi: 
  • Prawo do zapomnienia jako jedna z gwarancji prawa do prywatności – choć coraz częściej i chętniej wykorzystywane – pozostaje w niedoregulowanej sferze prawnej powodując jednocześnie trudności w realizacji prawa do jawności życia publicznego
  • Choć w interesie zainteresowanego „zniknięciem” pozostaje twarde trzymanie się reguły zapomnienia, wciąż zbyt rzadko rozpatrujemy tę kwestię pod kątem dostępu do niewygodnych informacji np. o osobach sprawujących funkcje publiczne.
  • Tymczasem rozwój internetu i wzrost prędkości przepływu oraz ilości przetwarzanych danych sprawiają, że usunięcie czy skorygowanie informacji, która już znalazła się w sieci, staje się znacząco utrudnione.

Jak zaistniała potrzeba niepamięci?

Powszechnie uznaje się, że historia prawa do zapomnienia choć łączy się ze znaczeni dłuższą historią prawa do prywatności, rozpoczęła się od hiszpański przedsiębiorcy Mario Costeja Gonzalez, który popadł w kłopoty finansowe. Choć długi udało mu się spłacić w całości, materiały dotyczące jego problemów pozostawały w sieci, wpływając negatywnie na jego wiarygodność wśród kontrahentów i utrudniając mu dalsze prowadzenie biznesu. Gonzalez chciał, by media które publikowały nieaktualne już informacje, usunęły je ze swoich stron internetowych. Sprawa znalazła swój finał w Trybunale Sprawiedliwości UE, który w odniesieniu do gazety piszącej o długach przedsiębiorcy pozwolił zachować treści, ale jednocześnie orzekł, że wyszukiwarka Google nie może dalej łączyć nazwiska Skarżącego z dawno nieaktualną sprawą. Co więcej, Trybunał uznał, że wszystkim obywatelom UE przysługuje prawo do zwrócenia się do tej korporacji z podobnymi prośbami.

Przywołany wyrok wywołał lawinową dyskusję nad potrzebą dostosowania przepisów do cyfrowej rzeczywistości. Od tego czasu weszło w życie także unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wzmacniające obywateli w walce o swoją prywatność, w tym w sieci, ale także wskazujące na konkretne obszary i cele przetwarzania danych osobowych. Z pewnością pozytywnym efektem wszystkich tych zmian jest sam fakt społecznej dyskusji na temat prywatności i potrzeby jej chronienia.

Dziś statystyki Google pokazują, że coraz więcej osób, w tym takie działających w sferze publicznej, składa żądanie wobec Google o usunięcie danych na swój temat. Niemal połowa z tych żądań rozpatrywana jest pozytywnie. Pokazuje to, że skala zjawiska jest olbrzymia a samo prawo do zapomnienia, mimo swoich niedostatków, staje się potężnym orężem.

Nieprzewidziane „korzyści”

Podczas III Kongresu Praw Obywatelskich zdecydowaliśmy się przyłączyć do dyskusji o prawie do zapomnienia. Do rozmowy na ten temat zaprosiliśmy multidyscyplinarne grono panelistów: dziennikarkę pisząca o wymiarze sprawiedliwości, prawach człowieka, kwestiach jawności życia publicznego i problematyce inwigilacj, laureatkę Złotej Wagi  – Ewę Ivanową; radczynię prawną specjalizującego się w ochronie danych osobowych Marlenę Sakowską-Baryła oraz działacza sieci obywatelskiej Watchdog Polska wspierającej jawność w życiu publicznym – Krzysztofa Wychowałka. Moderowania całej dyskusji podjął się Krzysztof Izdebski – dyrektor programowy Fundacji ePaństwo, która ma dba o jasność życia publicznego .

Wszyscy paneliści zgodnie stwierdzili, że niezależnie od niepodważalnych korzyści płynących z możliwości stosowania prawa do zapomnienia chociażby przez osoby prywatne, często niechętnie wspominające udostępniane przez siebie informacje z przeszłości, sprawa ma drugie dno.

Dopuszczony wymiar ingerencji w informacje zamieszczone w sieci dość łatwo może stać się bardzo poważnym narzędziem np. władzy politycznej. Paneliści podkreślali wadliwość polskiego systemu oświadczeń majątkowych, z którego wynika, że szeregowi urzędnicy posiadający uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych są zobligowani do udostępniania publicznie swoich oświadczeń majątkowych podczas gdy np. ministrowie nie musza tego robić. Wydaje się być to kuriozalnym podejściem do jawności życia publicznego, tym bardziej w kontekście ostatnio głośnej sprawy Prezesa NIK i jego oświadczeń majątkowych z ostatnich lat ( część z nich nie jawna, ponieważ założono, że mogą one naruszać prawo do prywatności). Jeszcze inne skutki może wywołać możliwość stosowania prawa do zapomnienia przez osoby publiczne lub prowadzące działalność publiczną, na przykład jako urzędnik państwowy. Informacje o tym, co ma wpływ na sferę publiczną powinny być jawne i powszechnie dostępne.

Podczas panelu szeroko omówiliśmy także dostępności danych uznanych za informacje publiczne. Przykładem dyskusyjnej decyzji Prezesa UODO jest relacjonowana w mediach decyzja o karze dla Burmistrza Aleksandrowa Kujawskiego. Prezes UODO zdecydował, że włodarz miasta będzie musiał zapłacić 40 tys. złotych za nieprzestrzeganie RODO. Jak podano, jednym z powodów nałożenia kary było to, że burmistrz nie zawarł umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych z podmiotami, które odpowiadają za funkcjonowanie BIP-u od strony technicznej oraz brak procedur wewnętrznych dotyczących przeglądu zasobów dostępnych w BIP pod kątem ustalenia okresu ich publikowania.

Można zatem wnioskować, że decyzja PUODO wskazuje niejako, że istnieje czas, w jakim dane informacje publiczne powinny być udostępniane. Taka wykładnia wydaje się jednak być niezgodna z ustawą o informacji publicznej, ponieważ informacja, która została uznana za informację publiczną, nie może przestać nią być na skutek upływu czasu.

Krzysztof Wychowałek z Watchdog Polska wskazał także na ciekawą praktykę stosowaną w Czechach, gdzie umowy zawierane przez instytucje publiczne (ich rejestry stanowią informację publiczną) nie tylko są udostępnianie w ramach Biuletynów Informacji Publicznej, ale także tworzą odrębny zasób o zindywidualizowanym adresie internetowym, co pozwala na dokładne śledzenie biegu konkretnej umowy.

Podobne wątpliwości może budzić także stosowanie prawa do zapomnienia wobec dziennikarzy. Jeśli jakieś słowa padły w dyskursie i zostały opublikowane, trudno wymagać, by były usuwane tylko dlatego, że ich autor obecnie zmienił swój pogląd. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której na skutek wyroku gazety miałyby usuwać swoje archiwalne artykuły. Społeczeństwo ma pełne prawo do dostępu do informacji, a archiwa internetowe stanowią źródło wiedzy, które uzupełnia prawo mediów do stania na straży demokracji.

Z punktu widzenia dziennikarza i mediów priorytetem jest wolność słowa. Głośną sprawą przywołaną przez Evę Ivanovą jest historia Jakuba Kalusa – osoby, która mocno wkroczyła w życie publiczne w pikiecie narodowców w Katowicach, a następnie wniosła o usuwanie informacji na jego temat z mediów. - Jeśli ktoś wkracza w życie publiczne, musi zdawać sobie sprawę że informacje na ten temat podane zostaną opinii publicznej do wiadomości – podkreśliła dziennikarka.- Na kanwie tej sprawy decyzja organu administracji, przyznająca rację panu Kalusowi byłą sporym zaskoczeniem. Nie wiemy, co orzeknie NSA, ale póki co cieszymy się z orzeczenia sądu I instancji. Jestem przekonana, że jeśli ktoś publikuje i sam wkracza w sferę publiczną, nie może gumować swojej działalności. Nawet jeśli uda się komuś wymóc na firmach  takich jak Google, takie działanie , pozostaje kwestia userów – a potem po dwóch trzech latach wychodzi działalność, bo z internetu nic nie ginie.  A wówczas okazuje się, że to dziennikarze zaczynają naruszać prawo do informacji i rzetelność wobec swoich odbiorców. – zakończyła Ivanova.

Dodatkowo pojawia się także pytanie, czy prawo do zapomnienia nie stwarza nadmiernych możliwości  tworzenia własnego wizerunku, nie zawsze zgodnego z rzeczywistością. Podejmując decyzję, wg której informacja o danej osobie należy do niej samej a nie do odbiorców, nie tylko chronimy prywatność tej osoby, ale także stwarzamy możliwość niejako manipulacji. Bowiem naturalnym ludzkim odruchem jest potrzeba przedstawianie siebie w pozytywnym, korzystnym świetle, nawet jeśli miałoby to oznaczać usuwanie informacji niekorzystnych dla naszego wizerunku. Problem pojawia się gdy dotyczy to osób zaufania publicznego.

Można zatem postawić tezę, że na skutek braku doprecyzowania podmiotów uprawnionych do prawa do zapomnienia istnieje konflikt wartości między prawem do zapomnienia, a prawem do informacji.

Moderuje: 

Galeria

  • Ludzie na sali
    Debata o Facebooku, 13.12.2019, fot. Marcin Kluczek
  • Ludzie na sali
    Debata o Facebooku, 13.12.2019, fot. Marcin Kluczek
  • Ludzie na sali
    Debata o Facebooku, 13.12.2019, fot. Marcin Kluczek