Zawartość

#Rozmowa-na-dzień-niepodległości. Śluza do wolności. Waldemar Dąbrowski, twórca Domu Readaptacyjnyjnego „Mateusz” w Toruniu

Data: 
2020-11-10

To fragment książki „Z urzędu. Nieurzędowy raport ze skarg, rozmów, spotkań z Rzecznikiem Praw Obywatelskich VII Kadencji 2015–2020 Adamem Bodnarem” Jej bohaterowie opowiadają, jak „w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny” walczą o wartości i prawa zagwarantowane w Konstytucji.

„Mateusz” to dawny barak położony w dzielnicy przemysłowej Torunia. Wyremontowany i wyposażony przez mieszkańców – osoby po wyrokach. Przewinęło się przezeń 180 osób. Nikt nie wrócił do więzienia, co jest ewenementem na skalę krajową.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar był tam z ekipą jesienią 2016 r.

Waldemar Dąbrowski[1]: – Jak teraz działamy? Normalnie. Nie jest tak, że nie mamy obaw w związku z koronawirusem, ale przecież nie zamknę ośrodka. Zmieniliśmy tylko trochę reguły: nikt nie jeździ do pracy komunikacją, pracodawcy podjeżdżają do nas, zabierają i odwożą ludzi. Zakupy robimy rzadziej, a większe. Ograniczamy kontakty ze studentami, którzy przychodzili tu, pisząc prace magisterskie, nie robimy większych spotkań – choć oczywiście rodzin nie wypraszamy.

Teraz mieszka tu dziewięciu panów i cztery dziewczyny.

Jestem byłym sportowcem, hokeistą. Odnosiłem sukcesy. Ale wiecie, jak to jest, za to płaci się samotnością. Kończy się to alkoholem, poważnymi problemami, bo ludzie nie radzą sobie z życiem po zakończeniu kariery sportowej. Ja też się o to otarłem. Ale zrobiłem ze sobą porządek. Na terapii nauczyłem się, że nie mam pić. Ale tego, jak żyć, żeby nie pić, na terapii nikt nie mówi. Moją metodą było myślenie o innych – o ludziach z chorymi uczuciami i emocjami.

I wymyśliłem sobie takie miejsce – dla ludzi, którzy pili czy ćpali, żeby mieli gdzie pobyć, kiedy kończy się terapia.

Kiedy „Mateusz” ruszył, to śp. Janusz Dzięcioł zaprosił mnie do Grudziądza na konferencję, gdzie usłyszałem o sytuacji więźniów. Dotarło do mnie, że wielu z nich trafiło do zakładów karnych, bo byli okaleczeni przez swoje środowiska. Przemoc, brak rozeznania, czym jest dobro i zło, samotność plus alkohol i narkotyki.

Zaczęliśmy przyjmować ludzi po wyrokach, nawet wieloletnich, uczyć ich rozmowy, innych relacji z ludźmi. Tu nie ma alkoholu, nie wolno używać gwary więziennej. Zamiast „rzuć mi, k…, łyżkę”, mówimy „Czy możesz mi podać łyżkę?”. Nauczenie się, że można tak powiedzieć, zajmuje trzy-cztery dni, jeszcze więcej to, że ktoś chce Cię naprawdę wysłuchać, że go interesujesz, że jest ważne, co u Ciebie się dzieje – nawet to, że z wypłaty kupiłeś sobie nowe buty i chcesz się tym pochwalić. Nikt cię tu nie wyśmieje. I to działa.

Nasze państwo znakomicie pozbawia wolności, oducza pływać. Ale jak wyrok minie, rzucają człowieka na głęboką wodę i mówią „pływaj”. Przychodzą do mnie ludzie, którzy nie mają za co kupić jedzenia, nie mają gdzie spać – mogą wrócić do starego środowiska, gdzie jest przemoc i przestępstwa, albo zacząć kraść.

Był u nas mężczyzna, który za zabójstwo odsiedział 19 lat. I 31-latek, który w więzieniu spędził 15 lat. Jakie oni mogą mieć pojęcie o życiu na wolności, jakie umiejętności?

Po latach w więzieniu otaczający cię świat bombarduje informacjami, których nie umiesz przetworzyć. Nie jesteś w stanie.

Dlatego jest „Mateusz” – śluza wolności. Wpływamy do niej na niskim poziomie wody, ona podnosi poziom, i potem wypływamy na normalne wody. Zaczynamy nisko, ale wspólnie wyciągamy się do góry. Na wolność prawdziwą, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Zaczynamy od wskazania zasad – dlatego tak ważny jest język i absolutny zakaz alkoholu. Za to się stąd wylatuje. I cały czas powtarzam, że to my kształtujemy przyszłość. Po prostu żeby zdobyć wynik, trzeba trenować. Trzeba pracować ciężko, ale można wrócić do społeczeństwa.

Ci, co pracują, zrzucają do kapelusza po 400 zł. Ale dopiero jak pozałatwiają swoje długi, grzywny, alimenty. Sąd pozwolił na to, by prace społeczne były odpracowywane u nas, więc czyszczą sobie konta. Budujemy nowe życie. Dokładam ze swojego też.

Dostaliśmy 80 tys. z Funduszu Sprawiedliwości.

– To wspaniale, bo jak byliśmy w 2016 r., nie mieliście żadnego wsparcia.

– Nieco się poprawia [uśmiech].

Tych, którzy zostali okaleczeni nie ze swojej winy, bo dorastali w złym środowisku, wychwytujemy jeszcze w więzieniach. Jeździmy tam w ramach projektu „Przedsionek wolności” i mówimy: chcesz u nas nauczyć się wolności, innego życia, daj znać, kiedy wychodzisz, a znajdziemy miejsce.

Drugą grupą są pokiereszowani życiowo – wykształceni, którzy osiągnęli w życiu coś, ale rozwód, błąd, inne życiowe problemy doprowadziły ich do więzienia. Nie umieją sobie radzić z kulturą więzienną. Przestają walczyć o siebie, nie wierzą, że jeszcze coś potrafią. Im przywracamy wiarę w siebie. To są np. mężczyźni, którzy wiedzą, że nie mają gdzie wracać, bo w ich kapciach chodzi już ktoś inny.

Dlatego ważna była wizyta RPO – zdjęcia z waszej wizyty nadal tu wiszą. Oto ważna osoba, minister, z dyrektorami przyjechał, podał rękę, słuchał. To ogromnie dużo dało.

Ile trwa pobyt? Różnie. Jednemu wystarczy kilka miesięcy i jest gotowy do życia, inny potrzebuje więcej czasu. Niektórzy już po usamodzielnieniu się przychodzą po pomoc, na posiłek, rozmowę – nie zostają sami. A jak komuś się nie uda, może wrócić. W końcu polówkę zawsze można dostawić. A świadomość, że jest takie miejsce, gdzie Cię przyjmą, jest ogromnie ważna.

Dwóch naszych mieszkańców skończyło studia, wielu pozakładało nowe rodziny – przyjeżdżają z nimi, pokazują „dom, w którym urodzili się na nowo”. Tylko nie myślcie, że to są historie samych sukcesów. To są ludzie po strasznych doświadczeniach i nie oczekuję, że ktokolwiek mi tu powie „Życie jest piękne”. Ale jeśli powie „Waldek, warto jest żyć”, to już coś.

Bo moi mieszkańcy nie mają dokąd pójść. Zastanawialiście się, dokąd może pójść 70-letni człowiek po wieloletniej odsiadce?

Tylko do „Mateusza”.

Taki dom powinien być co najmniej jeden na województwo. I to na kilkanaście osób góra, nie na 40-50, bo wtedy nie ma wspólnoty, tworzą się grupy.

Mówiłem jeszcze ministrowi Budce za rządów PO, rozmawiałem z ministrem Jakim i teraz z wiceministrem sprawiedliwości od więziennictwa Andrzejem Romanowskim. I on nawet zaproponował, żebyśmy mu pomogli tworzyć listy realnych potrzeb wychodzących z więzień. Pomożemy, bo w Ministerstwie nikt nie zgadnie, że zwalniana z więzienia kobieta potrzebuje bielizny i porządnego kosmetyku, żeby zaleczyć krosty na twarzy od tego mydła, którego musiała używać. Bez tego trudno wracać do domu, do dzieci.

Obiecali nam w Ministerstwie, że to uwzględnią. Mam nadzieję, że po koronawirusie zacznie się coś na lepsze zmieniać.

– Czy można tworzyć takie domy-śluzy bez lidera takiego jak Pan?

– Drugiego Waldka Dąbrowskiego nie będzie. Ale najlepszymi szefami dla tych ośrodków byliby moi mieszkańcy. Oni potrafią usłyszeć to, o czym człowiek nie mówi – a to jest istotą zrozumienia ludzi, zwłaszcza z takimi doświadczeniami.

To jest skuteczny model wsparcia. Dlatego nikt z moich nie wrócił do więzienia. Naukowcy tylko kręcą głowami i mówią, że to niemożliwe.

– Ze statystyk wynika, że w ciągu pięciu lat od wyjścia na wolność kolejne przestępstwo popełnia co czwarty skazany.

– To chyba rozumiecie już, dlaczego.

 

[1] Rozmowa 26 marca 2020 r., autoryzacja 13 maja 2020 r.

Galeria

  • Zdjęcie grupowe przed niskim budynkiem

    Listopad: Mieszkańcy i przyjaciele domu "Mateusza" w Toruniu z ekipą Rzecznika. W środku pan Waldemar Dąbrowski. 5 listopada 2016 r.
  • Ogrodzenie z napisem "Uwaga, dobry pies"

    Wejście do domu Mateusz