Zawartość

Władysław Bartoszewski

Data: 
2013-06-25

Władysław Bartoszewski to wybitny mąż stanu, polityk, pisarz, publicysta i działacz społeczny. Od wczesnej młodości, która przypadła na lata wojny i okupacji niemieckiej angażował się w walkę z reżimami totalitarnymi, w działalność społeczną i charytatywną. Był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Po uwolnieniu z obozu włączył się latem 1942 r. w działalność Frontu Odrodzenia Polski – konspiracyjnej katolickiej organizacji społeczno-wychowawczej i charytatywnej, a następnie został żołnierzem Armii Krajowej. Od września 1942 zaangażował się w działalność Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom „Żegota” (późniejszej Rady Pomocy Żydom „Żegota” przy Delegacie Rządu RP na Kraj). Jako opozycjonista sześć i pół roku spędził w komunistycznych więzieniach. W 1974 zaangażował się w działalność zmierzającą do ułaskawienia skazanych członków organizacji „Ruch”. Współpracował z Polskim Porozumieniem Niepodległościowym. W styczniu 1976 był jednym z pierwszych sygnatariuszy listu intelektualistów protestujących przeciwko zmianom w Konstytucji PRL. Od 1978 brał udział w tworzeniu Towarzystwa Kursów Naukowych i wykładał w tajnym Uniwersytecie Latającym. Był członkiem NSZZ „Solidarność”. W grudniu 1980 znalazł się wśród założycieli Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania przy Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Internowany w stanie wojennym. Po upadku komunizmu oddał Polsce nieocenione usługi jako wytrawny dyplomata.

Władysław Bartoszewski za swoje wybitne zasługi otrzymał wiele najwyższych odznaczeń w kraju i za granicą, w tym Order Orła Białego, Krzyż Wielki Orderu Zasługi RFN za pracę na rzecz pojednania między Polakami, Niemcami i Żydami oraz Wielki Krzyż Zakonu Rycerskiego i Szpitalnego św. Łazarza z Jerozolimy. Jest honorowym obywatelem Izraela, odznaczonym medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.

Władysław Bartoszewski i jego służba publiczna

Koleje życia i dokonania Władysława Bartoszewskiego to właściwie przegląd naszej narodowej historii ...

Urodzony w pierwszych latach po odbudowaniu Niepodległej, dorastał w atmosferze wiary w jej trwałość, ale u progu lat męskich we wrześniu 1939 zmowa systemu nazistowskiego z komunistycznym przyniosła groźbę zagłady dla państwa polskiego i jego obywateli. Właśnie wojna, okupacja i jej powojenne konsekwencje ukształtowały osobowość Władysława Bartoszewskiego oraz przesądziły o kierunku i charakterze jego publicznej aktywności.

Począwszy od dramatycznego doświadczenia, jakim było uwięzienie w obozie koncentracyjnym Auschwitz (wrzesień 1940 – kwiecień 1942), gdzie stał się ofiarą i świadkiem zbrodniczej brutalności mającej na celu odczłowieczenie, pozbawienie godności i nadziei tych, którzy zostali wciągnięci w tryby tej machiny zbudowanej na nienawiści. Uwolnienie z obozu otworzyło nowy etap: działalności konspiracyjnej we Froncie Odrodzenia Polski, jako zaprzysiężonego żołnierza Armii Krajowej, współpracownika Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, a przede wszystkim współorganizatora i członka Rady Pomocy Żydom („Żegoty”) oraz  pomoc dla warszawskiego getta i dla więźniów Pawiaka. Każdy dzień tej pracy dla ratowania najbardziej zagrożonych oznaczał ocieranie się o wyrok śmierci niemieckich okupantów. Ten okres kończy udział w Powstaniu Warszawskim. Za swą służbę otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami i Krzyż Walecznych.

Koniec wojny w 1945 zastał Bartoszewskiego w organizacji „Nie” oraz w sztabie Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Później, ujawniając swą przeszłość żołnierza AK nie kapitulował, nie rezygnował z ideału niepodległości, a przechodził na nowe pola: związał się z PSL, należał do organizatorów Ligi do Walki z Rasizmem, był współredaktorem „Gazety Ludowej”, w której rozpoczął publikację artykułów dokumentujących martyrologię ludności Warszawy, ukazujących dzieje AK i Powstania Warszawskiego, walkę zbrojną i cywilną w ramach Polskiego Państwa Podziemnego. To był już nowy etap służby dla Polski – czterdzieści lat z górą „życia trudnego, ale nie nudnego” jak to z właściwą sobie ekspresją wyraził.

Wnet okazało się, że Bartoszewski został uznany za niebezpiecznego przeciwnika narzuconego Polsce sytemu komunistycznego. Toteż w niespełna półtora roku po zakończeniu wojny znów znalazł się za kratami jako współredaktor „Gazety Ludowej” PSL (od listopada 1946 do kwietnia 1948), ale pod typowym wtedy zarzutem „szpiegostwa”. Zwolniony z więzienia przez kilkanaście miesięcy studiował polonistykę na UW, ale w grudniu 1949 ponownie znalazł się w rękach UB i został skazany na 8 lat więzienia za „szpiegostwo”. Zwolniony latem 1954 z uwagi na fatalny stan zdrowia na roczną przerwę doczekał się zmiany kwalifikacji: Sąd Wojskowy uznał, iż został niesłusznie skazany – po prawie siedmiu latach spędzonych za kratami „Polski Ludowej”.

Uwolnienie nie oznaczało przecież, aby „organa” zaniechały inwigilacji. Bartoszewski był nieustannie i pilnie obserwowany przez służbę bezpieczeństwa, przeprowadzano wielogodzinne rewizje w mieszkaniu, odmawiano paszportu, kiedy przychodziły zaproszenia od prestiżowych instytucji intelektualnych z krajów demokratycznych, usunięto go z pracy w „Stolicy”, cenzorskie zapisy przekreślały możliwość publikacji, były nawet próby prowokacji …

Dla niejednego było by to dość, aby przycichnąć, przecież nie dla Władysława Bartoszewskiego. Właśnie po 1955 przypada wielka aktywność pisarska dokumentalisty, historyka i publicysty, której zadatki widoczne były na łamach „Gazety Ludowej”. Efektem było kilkaset publikacji, w tym takie działa jak Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939-1945 (1966), wkrótce Warszawski pierścień śmierci 1939-1944 (1967), a wreszcie 1859 dni Warszawy (1974). Towarzyszyła temu ogromna aktywność wykładowcy ukazującego słuchaczom – w fascynującej formie wypowiedzi – najważniejsze zagadnienia niedawnej przeszłości Polski. Tak historyk, publicysta i pisarz polityczny ukazywał istotę zła zniewalającego systemu władzy, łamał cenzorskie bariery, oraz pomimo represji i szykan obnażał fałsze oficjalnej propagandy, rozszerzał sferę wolności i torował drogę dla prawdy historycznej …

Zgodnie z dobrą polską tradycją lat niewoli – wzorem poprzedniego pokolenia niepokornych inteligentów – praca legalna w prasie powojennego PSL, w ówczesnym Instytucie Pamięci Narodowej, później w Pen Clubie, w kręgu „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i Klubów Inteligencji Katolickiej oraz wykładowcy KUL rozwijała się – że tak powiem – „w symbiozie” z konspiracyjną współpracą z Radiem Wolnej Europy, w Towarzystwie Kursów Naukowych i Uniwersytecie Latającym, w Polskim Porozumieniu Niepodległościowym. Nie przypadkiem Niezależnej Oficynie Wydawniczej ogłosiła pierwszy zarys historyczny Polskie Państwo Podziemne (1979).

Wprawdzie żartobliwie powtarzał znaną ówczesną przestrogę: „… jak podpisujesz to się nie dziw …”, to przecież swym nazwiskiem sygnował apel o uwolnienie skazanych w procesie „Ruchu”, „list osiemnastu” z protestem przeciw serwilistycznemu wpisywaniu do konstytucji wiecznotrwałego sojuszu ze Związkiem Radzieckim (1976), list solidarności ze strajkującymi robotnikami wybrzeża (1980) i inne protesty oraz rezolucje. Dla tych, którzy musząc żyć w PRL-u, dystansowali się jednak od współpracy z władzami, otwarta i jednoznaczna postawa ludzi takich jak Bartoszewski była drogowskazem. Ta droga w sposób naturalny prowadziła do „Solidarności”, jej Komitetu Obrony Prześladowanych za Przekonanie, a 13 grudnia 1981 po raz czwarty za kraty – do obozu internowanych w Jaworzu.

Odzyskał wolność pod presją krajowej i międzynarodowej opinii zdumionej represjami w stosunku do osoby o tak ogromnym wkładzie w dzieło ratowania Żydów w latach wojny oraz pojednanie między narodem polskim i niemieckim. Od 1963 miał już Władysław Bartoszewski swoje drzewko w Alei Sprawiedliwych w Jerozolimie i dyplom „Sprawiedliwego wśród narodów świata”, a od 1966 takiż medal. Przez ćwierć wieku niestrudzenie zabierał głos w zagranicznych i krajowych debatach poświęconych zbrodniom na narodzie żydowskim i problemom stosunków polsko-żydowskich. W uznaniu tych zasług w 1991 otrzymał wyróżnienie wyjątkowe – honorowe obywatelstwo Izraela.

A równocześnie debaty w międzynarodowych kręgach intelektualnych i politycznych, wywiady, wykłady i seminaria uniwersyteckie, liczne publikacje, w tym zwłaszcza książka znana u nas najbardziej pod zamiennym tytułem Warto być przyzwoitym, służyły Władysławowi Bartoszewskiemu do najważniejszego celu, do jego życiowej misji: pokazania i uświadomienia Niemcom, czym była wywołana przez nich wojna i okupacyjne zbrodnie w Polsce, jak wyglądały warunki życia w mieście terroryzowanym ulicznymi egzekucjami i planową eksterminacją elit polskich. Pisał i mówił o ruchu konspiracyjnym i Armii Krajowej, o Getcie, o Powstaniu Warszawskim i zagładzie Warszawy oraz tragicznym losie zgotowanym jego mieszkańcom – Polakom i Żydom. A także o tej konsekwencji wojny, jaką było ujarzmienie Polski przez Związek Radziecki i system komunistyczny. Właśnie ta opowieść biograficzna człowieka prześladowanego przez oba totalitarne systemy, a co więcej czynnie z nimi walczącego z pełną świadomością najwyższej ceny jaką przyjdzie zapłacić, odegrała ogromna rolę w kształtowaniu wiedzy o sytuacji Polski od 1939 do lat osiemdziesiątych. Bo kierując do społeczeństwa niemieckiego ostre słowa prawdy o niechlubnej przeszłości przecież nie potępiał całego narodu. To pozwoliło mu zdobyć szacunek, uznanie i wpływ na intelektualne i polityczne kręgi niemieckie, a tym samym budować fundamenty pod porozumienie polsko-niemieckie, pod pojednanie na gruncie prawdy i pamięci o źródłach zła, bez relatywizowania zbrodni, usprawiedliwiania winnych i spychania odpowiedzialności na ofiary.

Nie jest to częste, że słowo historyka i publicysty, wypowiadającego się na tematy tak fundamentalne, a zarazem przecież obciążone wielkim ładunkiem emocji politycznych, przynosiły widoczne i w pełni uznawane rezultaty wpływające bezpośrednio na kształt stosunków między narodami polskim i niemieckim oraz na stosunki polsko-żydowskie. To jest dzieło Władysława Bartoszewskiego. Zawdzięczamy to Jego głębokiej wiedzy, niewątpliwemu talentowi w podejmowaniu dialogu o niełatwych sprawach, konsekwencji i wytrwałości, które wbrew wszelkim niebezpieczeństwom i trudnościom zawsze służyło Polsce, przyczyniając się do umocnienia naszego miejsca wśród państw i narodów kierujących się najlepiej rozumianymi demokratycznymi i humanistycznymi zasadami. Bez wątpienia zawdzięczamy to także znanej każdemu wyjątkowej ekspresji, która jest cechą immanentną Ministra, Profesora i naszego Przyjaciela.

To, co robił i o czym pisał, było kierowane także do nas, tu w Polsce. Pozwalało lepiej zrozumieć, iż walka o prawa człowieka i prawa obywatelskie wymaga bezwzględnego uznania za zbrodnicze wszystkich systemów, które w swej ideologii i praktyce gotowe są segregować ludzi na „swoich” i „obcych” wedle kryteriów rasy, ideologii, religii, obyczajów, tym się kierować i usprawiedliwiać. Znaliśmy autobiograficzną opowieść o tragedii Polski i jej obywateli po 1939 z przemycanych wydań emigracyjnych i druków podziemnych wydawnictw krajowych. A dobitnie wyrażona dewiza: Warto być przyzwoitym była dla nas moralnym oraz politycznym przykazaniem i weszła na trwałe do kanonu obywatelskich zachowań na każdy czas.

Kiedy po latach walki przyszedł wreszcie czas budowania odzyskanej niepodległej Polski, umacniania jej miejsca w Europie, Władysław Bartoszewski był ambasadorem w Wiedniu, Senatorem, dwukrotnie ministrem spraw zagranicznych.  Sejmowe exposé oraz polemiki ministra, to były lekcje myślenia o polskiej racji stanu, motywowane najlepiej rozumianym interesem Rzeczypospolitej. Dziś kontynuuje tę służbę na zaszczytnych funkcjach Przewodniczącego Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i Przewodniczącego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego.

Wielkie zasługi uhonorowane zostały Orderem Orła Białego (1995). Krajowe i emigracyjne środowiska obdarzyły dziesiątkami nagród, dyplomów i medali. Międzynarodowy świat kultury i polityki wyróżnił prestiżowymi nagrodami, doktoratami honorowymi, obywatelstwami miast, medalami stowarzyszeń i instytucji naukowych, w tym tak zaszczytnych jak tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata (1963) i Honorowego Obywatela Izraela (1991). Za wkład w pojednanie między narodami nadane zostały Wielki Krzyż Zasługi z Gwiazdą Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec (1997), Komandoria Legii Honorowej (2009), Order Św. Grzegorza Wielkiego (2006), najwyższe odznaczenia austriackie, estońskie, litewskie, słowackie.

Przyjaciele krajowi pisali o Władysławie Bartoszewskim, jako o wzorcu „życia prawego i oddanego krajowi”, o jednym z tego pokolenia, które „wytworzyło model patriotyzmu otwartego, pozbawionego nienawiści i ksenofobii” (B. Geremek), kierującego się „powinnością dla ojczyzny” (A. Friszke). Za granicą widziano „człowieka, który w najcięższych czasach pozostał wierny swoim chrześcijańskim przekonaniom, niestrudzenie wstawiał się za upokorzonymi bliźnimi oraz angażował się gorliwie w pojednanie między narodami” (R. Süssmuth). A zafascynowani osobą i dziełem pytali, jakim to cudem ofiara dwu totalitarnych systemów – nazistowskiego i komunistycznego – „prześladowany, nie został prześladowcą”, nie żądał odwetu, a przeciwnie, od kilkudziesięciu lat jest konsekwentnym orędownikiem pojednania Polaków z Żydami i Niemcami.

Przed kilku laty Zbigniew Brzeziński pisał: „Jego życie jest wyrazem niezmiernej wiary, że dobro nad złem w końcu zwycięży; że miłość bliźniego jest jednocześnie walką o wolność […], że pojednanie z dawnymi wrogami jest jak najbardziej patriotyczną postawą narodową”. A sam Władysław Bartoszewski, niejako usprawiedliwiająco, mówił, że skoro dane mu było ujść z życiem z Auschwitz, to „musi pomagać innym”, „być przy prześladowanych, mieć do nich szacunek, udzielać pomocy”. I dorzucał: „Ja nie robiłem w swoim życiu niczego nadzwyczajnego, lecz tylko to, co mi kazało sumienie”.
No właśnie, sumienie …

Panie Ministrze, Profesorze i Drogi Przyjacielu – dziękując za to, co już dla nas zrobiłeś, czego wyrazem jest również ta Honorowa Odznaka „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka” – życzymy wielu lat zdrowia …

 

Warszawa, 26 czerwca 2013 r.                                                      Jerzy Zdrada

 

(Laudacja z okazji wręczenia Min. Władysławowi Bartoszewskiemu przez Rzecznika Praw Obywatelskich Prof. Irenę Lipowicz Honorowej Odznaki „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka” w dniu 26 czerwca 2013 r.)

 

Przemówienie prof. Ireny Lipowicz podczas wręczenia Odznaki Honorowej "Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka" Profesorowi Władysławowi Bartoszewskiemu, Warszawa 26.06.2013 r.

 

Szanowny Panie Ministrze, Szanowny Panie Profesorze Bartoszewski, szanowni przedstawiciele rodziny, najwyższych władz państwowych, ekscelencje, panie
i panowie ambasadorowie, drodzy zebrani.
Wśród wielu wyróżnień wielkiej wagi, które otrzymał Władysław Bartoszewski chcemy dzisiaj mówić o wyróżnieniu wydawałoby się najbardziej oczywistym, o odznace, którą przyznaje Rzecznik Praw Obywatelskich na mocy prawa polskiego i rozporządzeń władz najwyższych – Prezydenta Rzeczypospolitej – za zasługi dla ochrony praw człowieka. Kiedy myślimy o tym, jak dawna jest ochrona praw człowieka i co oznacza ta konstrukcja, to w prawie międzynarodowym czytamy, że ona jest wiązana z rozwojem sytuacji po roku 1945, z zasługami Eleonory Roosevelt, z ruchem, który przyszedł po strasznych doświadczeniach hitleryzmu, po strasznych doświadczeniach totalitaryzmu i odkryciu indywidualnej odpowiedzialności i konieczności międzynarodowej i krajowej ochrony praw człowieka, idącej na wskroś wszystkich systemów prawnych i wszystkich dotychczasowych systemów odpowiedzialności.
Władysław Bartoszewski wszystkie elementy, które znajdujemy w konstrukcji praw człowieka, przypisywane zwykle dopiero rozwojowi doktryny po roku 1945, wprowadził osobiście w życie już wcześniej. Spójrzmy na to, jakie są to elementy: to jest przede wszystkim indywidualna odpowiedzialność za to, co spotyka człowieka, w sytuacji naruszenia jego prawa. Pan Profesor mówi, że wystarczyło zachowywać się przyzwoicie i odpowiadać na każde wyzwanie, które życie przed nami stawiało. To czas i życie, które w przypadku Pana Profesora zbiegło się z życiem bardzo szczególnego pokolenia, którego reprezentanci w osobie Anny Jakubowskiej i innych przedstawicieli Armii Krajowej są tu na sali, stawiało Pana Profesora przed ultymatywnymi wyzwaniami. Ale również w naszym życiu, te wyzwania pojawiają się, one się nam wydają o wiele mniejsze w skali, ale co do swojej istoty są takie same i dlatego odpowiedź, której Władysław Bartoszewski udzielał na swoje życiowe wyzwania w sytuacji skrajnego zagrożenia jest odpowiedzią, która pozostaje uniwersalna, która przekracza skalę doświadczenia pokolenia, która przekracza skalę doświadczenia polskiego, i która przekracza skalę doświadczenia europejskiego. To jest równocześnie cytat z naszego hymnu narodowego, który się wyraża w przekonaniu, że „jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”. Ale nie tylko żyjemy, ale podejmujemy odpowiedzialność. Indywidualne podejście do losu narodu, kraju i do losu każdego człowieka, którego spotykamy w sytuacji najstraszniejszego zagrożenia, przy wzniesieniu się ponad wszelkie podziały narodowe, przy odrzuceniu, co Władysław Bartoszewski czyni z całą siłą w wielu swoich przemówieniach, a co jest jeszcze zbyt rzadko dostrzegane, przy odrzuceniu kryteriów rasowych, niedopuszczaniu nawet dzisiaj, nawet w pytaniach o przeszłość, łącznie z pytaniami typu: „Ilu żydów było w Armii Krajowej?” – i na to Pan Minister mówi: „to jest w ogóle postawienie pytania, któremu ja gwałtowanie przez całe życie się sprzeciwiam, bo tak ludzi nie dzielimy”. To jest podejście do indywidualnego zobowiązania w sytuacji, kiedy człowiek może mieć już pokusę, że zrobił dostatecznie dużo. Ta pokusa może każdego z nas dotykać, jeżeli utrudziliśmy się w służbie publicznej. Ale nigdy nie zapomnę tego elementu wspomnień Władysława Bartoszewskiego, kiedy zapytany o jakiś moment słabości, aby osoba, o której mówi nie wydawała się już nazbyt pomnikowa, lecz pozostała żywa – to był fragment, kiedy Profesor mówił o tym, że po powrocie po cudownym ocaleniu z Auschwitz miał wielki lęk przed podjęciem kolejnego zadania, przeciwstawienia się osobistego i osobistego zorganizowania własnej akcji, dla ratowania prześladowanej najbardziej części w ramach Holocaustu, właśnie społeczności żydowskiej; i mówił, że to był ten moment, kiedy miał poczucie – wiedząc już czym było Auschwitz – miał poczucie, że nie jest w stanie temu podołać. I, jak sam mówi, kilka tygodni zajęło mu przezwyciężenie tego lęku, tej słabości. To i tak jest ponad ludzką miarę. Czy w takiej sytuacji zajęłoby nam kilka tygodni przezwyciężenie lęku i słabości po takim doświadczeniu, wiedząc, że w pojedynkę albo w kilka osób rzuca się wyzwanie ogromnej maszynie śmierci?
To poczucie, że przecież „dość już uczyniłem” mogło towarzyszyć Panu Ministrowi Bartoszewskiemu. Przecież po zakończeniu II wojny światowej, po działaniu w Armii Krajowej, po Powstaniu Warszawskim, po tym wszystkim, czego był świadkiem na polskiej ziemi, mógł powiedzieć „dość już uczyniłem”. Reagowanie na wyzwanie, nazwanie rzeczy po imieniu, a ta rzeczywistość to była rzeczywistość tego, że Polska nie jest bytem niepodległym i temu na drodze demokratycznej, bez przemocy, w pierwszej kampanii wyborczej w PSL-u mikołajczykowskim Władysław Bartoszewski się przeciwstawił. Poniósł za to straszne konsekwencje.
Z właściwym sobie poczuciem humoru opowiadał jak to został zatrzymany i już wtedy prokurator i zatrzymujący oficer śledczy powiedzieli, że będzie to 10 lat pozbawienia wolności. Kiedy potem ironicznie w swoim ostatnim słowie pochwalił przenikliwość władz śledczych, które już aresztując go wiedziały dokładnie jaki wymiar pozbawienia wolności otrzyma, zirytowany sąd postanowił udowodnić, że będzie to choćby odrobinę mniej, że przecież jest sądem niezależnym. Czy po latach spędzonych w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa i, co najbardziej gorzkie, już nazywającym się polskim więzieniu, czy wtedy Władysław Bartoszewski nie mógł powiedzieć „dosyć już uczyniłem”?
Pamiętam, kiedy po okresie internowania, moi koledzy, którzy w Jaworzu z Profesorem Bartoszewskim spędzali czas tego internowania, opowiadali, że trzeba było zawsze uważać z pytaniami stawianymi Władysławowi Bartoszewskiemu, bo odpowiadał na nie bardzo rzeczowo. Kiedy więc natychmiast po zatrzymaniu, przerażeni i zdumieni koledzy zapytali – tak mi opowiadano – Władysława Bartoszewskiego „i co teraz z nami zrobią?”, Władysław Bartoszewski w świetle swoich doświadczeń odpowiedział niezwykle rzeczowo: „W ciągu kilku godzin się dowiemy. Jeżeli dadzą nam jeść, to będzie oznaczało, ze nas nie rozstrzelają natychmiast, bo inaczej by nie inwestowali w posiłek. To już będzie dobrze”. Na tym polegał umiarkowany optymizm. „Potem są dwie możliwości: albo będziemy siedzieć w kraju, no wtedy to świetnie, natomiast no albo nas wywiozą na Wschód, to będzie gorzej”. Ale i tu zarysował różne lepsze i gorsze warianty tego postępowania. Koledzy mówili, że potem już z następnymi pytaniami, na które Profesor odpowiadał zawsze zgodnie z prawdą, w świetle swoich doświadczeń i bardzo rzeczowo, byli już bardziej ostrożni. Czy wtedy Profesor nie mógł powiedzieć „dość już uczyniłem?”
Człowiek, który był osobistym wrogiem wszystkich totalitarnych reżimów po drodze i tego, który wydawał się, tym którzy przeżyli piekło okupacji, tym reżimem, w którym mogli jeszcze najwięcej zdziałać, ale który nie był wolną Polską, czy nie mógł wtedy powiedzieć: „dość już uczyniłem”? A przecież wiemy, że dopiero potem nastąpiła podziemna działalność w Radiu Wolna Europa, dopiero potem nastąpiły dalsze działania, za które zresztą, co chcę przekazując również pozdrowienia Małżonce i Rodzinie, powiedzieć, płaciła tę cenę solidarnie i bez słowa protestu, również własnymi wyborami i własnym życiem, rodzina wspierająca Władysława Bartoszewskiego; a była to często cena wysoka.
Czy wreszcie po odzyskaniu niepodległości nie można było powiedzieć: „dość już uczyniłem, utrudziłem się, niech pracują inni”? Byłam następczynią Władysława Bartoszewskiego jako ambasador Rzeczypospolitej w Republice Austrii, na każdym kroku witały mnie rozjaśnione twarze i wspomnienia o Władysławie Bartoszewskim, który w pojedynkę w krótkim czasie zmienił zupełnie obraz Polski, reprezentując polską dyplomację, ale równocześnie nigdy nie zakłamywał przeszłości, pamiętał zawsze o obozie koncentracyjnym Gusen-Mauthausen, pamiętał o polskich kombatantach, pamiętał o ofiarach obozu i w swoich wystąpieniach przed austriackim parlamentem dawał świadectwo prawdzie i był wierny wobec tych, którzy zginęli. Dla mnie był również w tej roli zawsze wcieleniem Armii Krajowej. Czy wtedy wreszcie Pan Profesor nie mógł powiedzieć „dość już uczyniłem?”
Ludzie idą do parlamentu z różnych przyczyn. Byłam parlamentarzystką na tyle długo, aby móc ocenić, na czym polega ten trud i widziałam jak pełnił funkcję senatora Pan Profesor – nie szukając osobistej korzyści, nie wdając się w doraźne konflikty, reprezentując Polskę, przypominając o jej godności, pilnując jej honoru. Czy również w tym jego posłanie nie może być aktualne dzisiaj? Cienie przeszłości są wciąż z nami, dlatego to bardzo dobrze, że Władysław Bartoszewski reprezentuje, i nie jest to dekoracyjna reprezentacja, co obecni ambasadorowie mogą zaświadczyć, Polskę w dialogu międzynarodowym z tymi zwłaszcza krajami, z którymi ten balast przeszłości, te cienie przeszłości, mówię w tym przypadku o Niemczech i o wkładzie Władysława Bartoszewskiego w pojednanie polsko-niemieckie, pozostają ciągle żywe. Czasami uważam, w świetle również zajmowania się sprawami polsko-niemieckimi, że zbyt lekko, łatwo i w sposób samo przez się zrozumiały traktuje się to, że oczywiście Władysław Bartoszewski działa na rzecz pojednania i działał na rzecz pojednania polsko-niemieckiego. Podczas następnej wizyty w Muzeum Auschwitz proszę stanąć na tym placu apelowym i pomyśleć, czy po tym, co Państwo tam widzielibyście, bylibyście w stanie się zaangażować w pojednanie polsko-niemieckie. Zbyt łatwo nam się wydaje, że to dla Władysława Bartoszewskiego nie był wysiłek etyczny, tylko, że to była łatwa decyzja. W świetle nie tylko doświadczeń Auschwitz, ale i tragedii śmierci Warszawy, którą potem cierpliwie jako historyk jeszcze w dodatku dokumentował, bo nie mówię w ogóle o naukowej drodze Władysława Bartoszewskiego w tym miejscu. Dokumentował dni Warszawy, a więc znaczy to, że musiał się pochylić nad każdym dniem umierania tego miasta i musiał wszystkie straszne rzeczy przeżyć raz jeszcze.
Szanowni Państwo, dostojni goście! Niedawno zaproponowałam, abyśmy w Polsce obchodzili – i niech każde stronnictwo polityczne, i niech każda rodzina wyznaczy sobie tę datę według własnych przekonań – raz w roku dzień wdzięczności. Dzień wdzięczności wobec tych, którym zawdzięczamy naszą wolność i fakt, że nasze prawa człowieka, z kłopotami, lepiej lub gorzej, z wysiłkiem, który musimy sami stale odnawiać, ale są chronione. I tak jak Pan Profesor Władysław Bartoszewski powiedział, człowiek nie mówi bez przerwy „oddycham, oddycham, oddycham”, nie chodzimy i mówimy „jesteśmy wolni, jesteśmy wolni, jesteśmy wolni”. Bo wolność stała się czymś oczywistym. Ale ona jest drogo kupiona i powinna być wyżej ceniona, niż jest w tej chwili. I dlatego naszym, bo nie tylko moim, ale wszystkich moich współpracowników, bo była to też decyzja wspólna, naszym dniem wdzięczności jest dzień dzisiejszy wobec Władysława Bartoszewskiego, w dniu, w którym chcemy wręczyć mu odznakę za ochronę praw człowieka właśnie wtedy, kiedy nikt o nich nie pamiętał, kiedy były najbardziej deptane i wobec tych osób, i wobec tych członków naszego społeczeństwa, których prawa były deptane najbrutalniej. Dziękujemy Panie Profesorze!

Galeria

  • Mężczyzna odbiera dyplom od kobiety, obok kobieta z odznaczeniem

    Władysław Bartoszewski, Anna Jakubowska i Irena Lipowicz