Godło RP
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 157

Wolność słowa, media

Data początkowa
np.: 11/2019
Data końcowa
np.: 11/2019
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Książkę Piotra Zychowicza wycofano z konkursu jako wydaną po regulaminowym terminie - tłumaczą organizatorzy

Data: 2019-11-13
  • O tytuł „Książki Historycznej Roku” mogły się ubiegać pozycje wydane między 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r. – datą publikacji książki Piotra Zychowicza  „Wołyń zdradzony" jest lipiec 2019 r.
  • Tym uchybieniem regulaminu szefowie TVP, Polskiego Radia i Narodowego Centrum Kultury tłumaczą wycofanie książki z konkursu
  • Była to suwerenna decyzja organizatorów, która nie wymagała konsultacji z jurorami – piszą w jednobrzmiących odpowiedziach dla RPO Jacek Kurski, Andrzej Rogoyski i Rafał Wiśniewski

W październiku 2019 r. z XII edycji konkursu „Książka Historyczna Roku” wycofano publikację pt. „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”. Decyzja miała zostać podjęta z pominięciem jury konkursu oraz bez udziału jednego z organizatorów – Instytutu Pamięci Narodowej. Organizatorami konkursu są TVP, Polskie Radio, IPN i Narodowe Centrum Kultury.

Jak wskazuje były już członek jury prof. Sławomir Cenckiewicz, który w związku z tym złożył rezygnację, była to już druga próba usunięcia tej książki z konkursu. Recenzent książki Piotra Zychowicza dr Piotr Gontarczyk złożył wcześniej wniosek o wykluczenie książki przez jury. Argumentował to wolą kierownictwa TVP, według którego autor w publikacji afirmuje okupację niemiecką na kresach południowo-wschodnich. Siedmioosobowe jury odrzuciło ten wniosek jako nieuzasadniony.

Książka Zychowicza była faworytem w głosowaniu internetowym, a zatem miała duże szanse na nagrodę. Do jury przez czas trwania konkursu nie wpłynęły zastrzeżenia dotyczące książki ze strony któregokolwiek z organizatorów.

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Nabrał wątpliwości co do poszanowania praw obywatelskich Piotra Zychowicza, przede wszystkim zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa i debaty publicznej, w tym wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji). Przepis ten gwarantuje również zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu.

Nagroda ufundowana jest ze środków publicznych. A ich wydatkowanie musi być zgodne z ogólnymi zasadami jawności, celowości i przejrzystości gospodarowania środkami budżetu państwa wynikającymi z ustawy o finansach publicznych.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do prezesów TVP, PR i NCK o wskazanie, jakie uchybienia wobec regulaminu konkursu zostały zidentyfikowane przez organizatorów. Prosił też o wskazanie przyczyn pominięcia jury oraz wcześniejszej decyzji tego ciała wobec książki Piotra Zychowicza.

Odpowiedzi prezesów TVP S.A. i Polskiego Radia

W jednobrzmiących, choć oddzielnych, odpowiedziach prezesów TVP i Polskiego Radia oraz dyrektora NCK podano, że decyzja o wycofaniu z konkursu publikacji Piotra Zychowicza została podjęta przez organizatorów i fundatorów nagród na podstawie §7 ust. 3 regulaminu konkursu. Stanowi on: "Organizatorzy mogą odmówić przyjęcia książek lub wycofać je z Konkursu, jeżeli zostaną zidentyfikowane uchybienia wobec niniejszego Regulaminu".

Zidentyfikowanym przez organizatorów uchybieniem jest data wydania książki, niezgodna z §2 ust. 1 regulaminu. Zgodnie z nim "do danej edycji Konkursu można zgłaszać książki oraz publikacje elektroniczne (e-booki), zwane dalej „książkami" wydane w języku polskim po raz pierwszy pomiędzy 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r."

Zgodnie z treścią wpisu wydawcy do Międzynarodowego Znormalizowanego Numeru Książki ISBN 978-83-8062-564-8 oraz informacjami zawartymi w opisie książki, a pochodzącymi od wydawcy, powszechnie dostępnymi w internecie, np. w księgarniach internetowych, datą tą jest lipiec 2019 r. Pozostaje to w sprzeczności z wymogami konkursu oraz treścią formularza zgłoszeniowego książki do konkursu, przekazanego przez wydawcę, gdzie podana jest data czerwiec 2019 r.

Na podstawie tego formularza jury w I etapie konkursu zakwalifikowało „Wołyń zdradzony" do udziału w nim. - Powziąwszy informację o rzeczywistej dacie wydania książki organizatorzy podjęli decyzję jak wyżej. Zgodnie z regulaminem była to suwerenna decyzja organizatorów, która nie wymagała konsultacji z jurorami – głoszą pisma Jacka Kurskiego, Andrzeja Rogoyskiego i Rafała Wiśniewskiego. Ich pisma zawierają też identyczne załączniki.

VII.712.1.2019

RPO spotka się z uczestnikami protestu z 2 lutego 2019 r. pod TVP

Data: 2019-11-12
  • Uczestnicy protestu z 2 lutego 2019 r. pod TVP w Warszwie kwestionują prawdziwość prezentowanego w mediach opisu wydarzeń, że zaatakowali wychodzącą ze studia Magdalenę Ogórek
  • Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynął wniosek w tej sprawie. Rzecznik spotka się z autorami listu

W swoim wniosku autorzy wskazują jednocześnie, że opublikowanie ich wizerunków w „Wiadomościach” TVP w istotny sposób ograniczyło ich prawa (list w załączniku).

Rzecznik Praw Obywatelskich podejmował już działania w tej sprawie. Skierował wystąpienia do Prezesa TVP i Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Kwestionował w nich dopuszczalność publikowania wizerunków osób fizycznych biorących udziału w protestach bez ich zgody. Zarówno TVP, jak i KRRiT zaprezentowały jednak odmienny pogląd w tej sprawie.

Rzecznik zapoznał się ze skierowanym do niego listem. Spotka się z jego autorami w celu ustalenia możliwości podjęcia dalszych działań w tej sprawie.

Dziennikarz przyszedł do prokuratury w Nysie po informacje - ma sprawę o wykroczenie 

Data: 2019-11-05
  • Dziennikarz chciał w prokuraturze w Nysie dowiedzieć się o powodach odmowy dochodzenia wobec trzech lokalnych polityków 
  • Skarży się, że jeden z prokuratorów próbował wypchnąć go z ogólnodostępnego pomieszczenia, naruszając jego nietykalność cielesną
  • A prokurator rejonowy nakazał mu opuszczenie budynku, grożąc sprawą o wykroczenie za „zakłócenie spokoju” – takie postępowanie już się toczy
  • Działania prokuratury można odbierać jako próbę wywołania tzw. „efektu mrożącego” wśród dziennikarzy – ocenia RPO

Dyrektor Regionalnej Telewizji Opolskie poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na działania prokuratorów 24 września 2019 r. w Prokuraturze Rejonowej w Nysie. Dziennikarz zbierał informacje dotyczące odmowy wszczęcia dochodzenia wobec trzech lokalnych polityków. 

W siedzibie prokuratury pytał o powód tej odmowy. Zamiast odpowiedzi, jeden z prokuratorów - naruszając nietykalność cielesną dziennikarza - próbował wypchnąć go z ogólnodostępnego pomieszczenia. Następnie prokurator rejonowy, który był proszony o wypowiedź przed kamerą, zagroził wezwaniem policji, powołując się na art 51 §1 Kodeksu wykroczeń. Nakazał mu opuszczenie budynku.

Postępowanie o wykroczenie przeciwko redaktorowi prowadzi Komenda Powiatowa Policji. Zgodnie z art. 51 Kw, karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny podlega, kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym.

Według skarżącego doszło do nadużycia władzy i próby stłumienia krytyki prasowej.

W ocenie Rzecznika opisane działania prokuratury mogą budzić wątpliwości z punktu widzenia standardów konstytucyjnych i europejskich w kwestii wolności słowa i zadań mediów, zwłaszcza pod względem adekwatności i proporcjonalności reakcji prokuratury. Zbieranie informacji o postępowaniu toczącym się w prokuraturze i udostępnianie ich opinii publicznej jest prawem i obowiązkiem dziennikarzy.

Z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wynika, że dziennikarze pełnią szczególną rolę w społeczeństwie jako sygnaliści (ang. public watchdogs). Praca dziennikarzy ma kluczowe znaczenie dla ochrony wolności słowa obywateli. Jej elementem jest prawo do otrzymywania informacji o działalności organów publicznych, zwłaszcza spraw istotnych dla debaty publicznej, jak np. działalność lokalnych polityków.

Działania prokuratury w tej sprawie mogą być odbierane jako zmierzające do wywołania „efektu mrożącego”. Polegałby on na zniechęceniu dziennikarzy do publikowania artykułów na temat osób pełniących funkcje publiczne.

W ocenie Rzecznika działania organów ścigania w związku z obowiązkami dziennikarzy i ich materiałami o osobach pełniących funkcje publiczne powinny być podejmowane ze szczególną rozwagą. Współpraca z mediami jest obowiązkiem prokuratury jako organu władzy publicznej. Może sie odbywać się w różnych formach, np. poprzez powołanie rzecznika prasowego, konferencje prasowe itp. Na prokuraturze ciąży też realizacja konstytucyjnej zasady zaufania obywateli do państwa, wynikającej z art. 2 Konstytucji.

4 listopada 2019 r. Rzecznik poprosił o wyjaśnienia Sebastiana Bieguna, prokuratora rejonowego w Nysie. Spytał go o okoliczności podjęcia interwencji przez prokuratorów. Chce też wiedzieć, czy i jakie zarzuty postawiono dziennikarzowi.

VII.564.78.2019

Interwencja policji w gdańskim teatrze. RPO prosi o wyjaśnienia  

Data: 2019-10-31
  • Policjanci wkroczyli do gdańskiego Teatru Wybrzeże po sygnale, że spektakl „Śmierć białej pończochy” może demoralizować młodzież
  • W ocenie RPO działania funkcjonariuszy mogły być nieadekwatne do informacji, jakie otrzymali
  • Na stronie internetowej teatru jest bowiem informacja, że spektakl grany od półtora roku zaleca się dla widzów od 16. roku życia
  • Działania funkcjonariuszy mogły być odebrane przez artystów i widzów jako godzące w ich prawa i wolności

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do komendanta Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku o  wskazanie podstawy prawnej interwencji i ocenę jej adekwatności.

Media podawały, że „funkcjonarusze przyszli zweryfikować wiek widzów i dopytywali o stopień nagości występującej w spektaklu”.  Zaprzeczono temu w komunikacie Komendy Miejskiej Policji. Według niego, funkcjonariusze podjęli interwencję w związku ze zgłoszeniem od przedstawiciela organizacji pozarządowej, iż podczas spektaklu może dojść do demoralizacji młodzieży. Wylegitymowano zaś jedynie pracownika teatru i opiekuna grupy uczniów, która przyszła na spektakl.

Rzecznik zwraca uwagę, że spektakl „Śmierć białej pończochy” znajduje się w repertuarze Teatru Wybrzeże od marca 2018 r. Na jego stronie internetowej jest informacja, że jest on zalecany dla widzów od 16. roku życia.

Wydaje się więc, że działania podjęte przez funkcjonariuszy policji w dniu wystawiania spektaklu mogły być nieadekwatne do informacji, jakie otrzymali w zgłoszeniu. 

W ocenie RPO takie interwencje powinny być podejmowane ze szczególnym uwzględnieniem wolności twórczości artystycznej oraz wolności korzystania z dóbr kultury -  zagwarantowanych w art. 73 Konstytucji. Działania funkcjonariuszy mogły być odebrane przez artystów i widzów jako godzące w ich prawa i wolności.

VII.715.22.2019

Prezes TVP: spot Izby Lekarskiej - obraźliwy dla naszej Ojczyzny

Data: 2019-10-29
  • Emisja spotu, którego już sam tytuł zawiera treść obraźliwą dla naszej Ojczyzny, stoi w oczywistej sprzeczności nie tylko z obowiązkami nadawcy publicznego, ale również z dobrymi obyczajami
  • Tak prezes TVP uzasadnia odmowę emisji spotu Okręgowej Izby Lekarskiej  w ramach kampanii „Polska to chory kraj”
  • To ograniczenie konstytucyjnej zasady wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom - ocenia RPO
  • Opiniując reklamy, TVP kieruje się dobrem widzów, powszechnie stosowanymi kryteriami oceny przekazów i pluralizmem oraz wrażliwością odbiorców - replikuje Jacek Kurski

Telewizja Polska odmówiła Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie wykupienia czasu reklamowego na emisję spotu w ramach organizowanej przez Izbę kampanii „Polska to chory kraj”. Uzasadniono to faktem, że „spot nie wpisuje się w charakter treści emitowanych w programach Telewizji Publicznej i jest niezgodny z linią programową TVP S.A., co w świetle Zasad Sprzedaży może być podstawą do odmowy emisji reklamy”.

Oferta TVP ma być zróżnicowana, zgodnie z misją publiczną

 „Wydawca i redaktor mają prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeżeli ich treść lub forma jest sprzeczna z linią programową bądź charakterem publikacji” - głosi art. 36 ust. 4 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Jak jednak podkreślał Adam Bodnar, na TVP - będącej społecznym środkiem przekazu - ciąży szczególny obowiązek realizacji misji publicznej oraz oferowania zróżnicowanych programów i innych usług w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu.

Chodzi zwłaszcza o zadania wymienione w art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Zgodnie z nią jednym z zadań mediów publicznych jest „umożliwienie obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej”.

Zdaniem RPO, kampania Izby Lekarskiej może wypełniać ustawowe zadania programów i innych usług publicznej radiofonii i telewizji w ramach jej misji publicznej. Spot wpisuje się bowiem w wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej. Sprzyja też „swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli” oraz służy „kształtowaniu postaw prozdrowotnych” (art. 21 ust. 2 pkt 3 ustawy). Spot nie zawierał treści znieważających ani w żaden inny sposób nie naruszał porządku prawnego.

A linia programowa nie może być niezgodna z realizacją misji mediów publicznych. Wewnętrzne regulacje nie mogą również negatywnie wpływać na wykonywanie ustawowych zadań TVP. Odwołanie się do niezgodności spotu z bliżej niezidentyfikowaną linią programową nosi cechy arbitralności i wymaga uszczegółowienia.  Dlatego zdaniem Rzecznika linia programowa powinna zostać zdefiniowana w odpowiedniej regulacji wewnętrznej. W przeciwnym razie odmowa zamieszczenia reklamy może stanowić nieuzasadnioną odmowę wykonania usługi.

Odmowę wobec istotnej akcji społecznej należy uznać za ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom na podstawie art. 54 Konstytucji. Działania TVP S.A. mogą także prowadzić do ograniczania praw do uzyskiwania rzetelnych informacji.

Adam Bodnar poprosił prezesa Jacka Kurskiego o wyjaśnienia.

Jacek Kurski: przekazy TVP nie mogą być obraźliwe dla odbiorców

Telewizja Polska S.A. działa w zgodzie z obowiązującymi przepisami określonymi m.in. w ustawie z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji oraz ustawie z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Ustawa prawo prasowe wyraźnie wskazuje na prawo odmowy zamieszczenia reklamy, jeżeli jest ona sprzeczna z linią programową nadawcy – odpowiedział prezes Jacek Kurski.

16 września Biuro Reklamy Telewizji Polskiej S.A. otrzymało zapytanie mailowe od jednego z domów mediowych w kwestii wyrażenia zgody na emisję spotu promującego akcję społeczną pod hasłem „Polska to chory kraj", dotyczącą publicznego systemu ochrony zdrowia. Biuro Reklamy poinformowało dom mediowy o braku czasu reklamowego do końca miesiąca i wykonało wstępną kolaudację przekazu reklamowego.

W literaturze tematu podkreśla się, że aby skutecznie móc powoływać się na sprzeczność reklamy bądź ogłoszenia z linią programową, musi być ona w jakiś sposób utrwalona, skodyfikowana. Zbiór ten może przybrać postać pisemnego regulaminu, statutu redakcji.  W TVP S.A. takim dokumentem są Zasady Sprzedaży Biura Reklamy.

Zgodnie z komentarzami wydawca oraz redaktorzy odpowiadający za publikowanie ogłoszeń i reklam są zobowiązani do wstępnej analizy każdego zgłoszonego do publikacji materiału tego typu. Oznacza to obowiązek eliminowania tych inseratów, które na pierwszy rzut oka kolidują z prawem lub dobrymi obyczajami. Wobec podwyższonego stopnia staranności wymaganego od profesjonalistów nie może być to ocena zupełnie pobieżna, powierzchowna. Tak było również w tym przypadku.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego podkreśla się, że wydawca i redaktor naczelny dziennika nie mają obowiązku publikowania ogłoszeń i reklam. Taka odmowa nie ogranicza swobody wypowiedzi i wolności wyrażania poglądów. Do naruszenia prawa przez nadawców radiowych i telewizyjnych może dojść także w sytuacji, gdy zagrożenie takie ma charakter prawdopodobny.

Niewątpliwie zwrot „coś jest chore" ma w sobie elementy agresji i jest eufemistycznym wulgaryzmem. Dwuznaczność tutaj jest oczywista (odniesienie do dosłownego znaczenia „być chorym"), jednak sformułowanie „Polska jest chora" jest co najmniej kontrowersyjne w kontekście rozpowszechniania go w przestrzeni publicznej.

Emisja spotu wskazującego, że Rzeczpospolita Polska, będąca zgodnie z normą konstytucyjną dobrem wspólnym wszystkich obywateli, narusza dobre obyczaje i stoi w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego. Określa się je jako kolizję z ogólnie i powszechnie przyjmowanym katalogiem dobrych obyczajów. Nie może chodzić o sprzeczność ze zbiorem zasad jakiejś szczególnej, wybranej grupy czy społeczności, ale ogółu społeczeństwa. Sprzeczne z dobrymi obyczajami nie musi oznaczać "konserwatywne". "zachowawcze", "ostrożne", "w dobrym guście".

Nazwa naszego kraju jest traktowana przez nadawcę publicznego podobnie jak barwy narodowe, hymn oraz godło Rzeczypospolitej, które pozostają pod szczególną ochroną prawa. Rozpowszechnianie spotu, który już w tytule zawiera treść obraźliwą dla naszej Ojczyzny stoi w oczywistej sprzeczności nie tylko z obowiązkami nadawcy publicznego określonymi w art. 21 ustawy o radiofonii i telewizji, ale również z dobrymi obyczajami.

- Zgadzam się z Panem, że linia programowa nie może być niezgodna z realizacją misji nadawcy publicznego. Jednak linia programowa nadawców publicznych nie może dopuszczać emisji audycji i innych przekazów, które mogą być obraźliwe dla naszych odbiorców – odpisał Rzecznikowi prezes TVP.

- Zapewniam, że Telewizja Polska S.A. dba o odpowiednie wywiązywanie się z obowiązków w ramach realizacji misji publicznej. Pragnę poinformować, że wszystkie reklamy przeznaczone do emisji podlegają ścisłej kontroli prawnej, językowej i technicznej, przy uwzględnieniu kontekstu obyczajowo-społecznego. Biorąc pod uwagę powyższe, zapewniam, że przy wydawaniu opinii na temat przekazów reklamowych Telewizja Polska S.A. kieruje się dobrem widzów, powszechnie stosowanymi kryteriami oceny przekazów telewizyjnych i pluralizmem, ale także wrażliwością naszych odbiorców – podsumował Jacek Kurski.

VII.564.68.2019

Sprawa książki Piotra Zychowicza. RPO prosi o wyjaśnienia TVP, PR i NCK

Data: 2019-10-25

Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się sprawą wycofania z 12. edycji konkursu „Książka Historyczna Roku” publikacji Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”.

  • Organizatorami konkursu są TVP, Polskie Radio i Narodowe Centrum Kultury.
  • Decyzja miała zostać podjęta  z pominięciem jury konkursu oraz bez udziału jednego z organizatorów – Instytutu Pamięci Narodowej.
  • RPO wskazuje możliwe naruszenia praw obywatela i zasad wydatkowania pieniędzy publicznych. Prosi o wskazanie podstawy działań przedstawicieli instytucji państwowych w sprawie książki.

Jak wskazuje były już członek jury prof. Sławomir Cenckiewicz, który złożył rezygnację w związku z zaistniałą sytuacją, była to już druga próba usunięcia tej książki z konkursu. Recenzent książki Piotra Zychowicza, dr Piotr Gontarczyk, złożył wniosek o wykluczenie książki przez jury  argumentując to wolą kierownictwa TVP, według którego autor w publikacji afirmuje okupację niemiecką na polskich ziemiach południowo-wschodnich. Jury w składzie siedmioosobowym odrzuciło ten wniosek jako nieuzasadniony. Jednocześnie książka Zychowicza była faworytem w głosowaniu internetowym, a zatem miała duże szanse na nagrodę. Do jury przez cały czas trwania konkursu nie wpłynęły żadne zastrzeżenia dotyczące książki ze strony któregokolwiek z organizatorów konkursu.

Zdarzenia te zdaniem RPO mogą budzić szereg wątpliwości co do poszanowania praw obywatelskich Piotra Zychowicza, przede wszystkim zagwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa i debaty publicznej, w tym wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji). Przepis ten gwarantuje również zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu.

Nagroda w Konkursie ufundowana jest ze środków publicznych. Ich wydatkowanie musi być zgodne z ogólnymi zasadami jawności, celowości i przejrzystości gospodarowania środkami budżetu państwa wynikającymi z ustawy o finansach publicznych.

Dlatego RPO zwrócił się do szefów trzech instytucji: prezesów TVP, PR i NVK o wskazanie, jakie uchybienia wobec Regulaminu Konkursu zostały zidentyfikowane przez jego organizatorów. Prosi też o wskazanie przyczyn pominięcia jury oraz wcześniejszej decyzji tego ciała podczas podejmowania tej decyzji względem Piotra Zychowicza.

VII.712.1.2019

Prezes TVP nie zgadza się, że paski "Wiadomości" naruszają ustawę o rtv. Ale je zmienił

Data: 2019-10-24
  • Tzw. paski „Wiadomości” TVP to przekaz nierzetelny i nieobiektywny - uznała Rada Języka Polskiego w sprawozdaniu dla Sejmu
  • Oznacza to, że telewizja publiczna narusza ustawę o rtv, która mówi o pluralizmie, bezstronności, wyważeniu i niezależności jej przekazu – oceniał Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Według niego dziennikarze TVP naruszają też Prawo prasowe, które nakazuje im szczególną staranność i rzetelność
  • Prezes TVP Jacek Kurski nie zgadza się z tą oceną. Podkreśla zarazem, że po uwagach paski poprawiano - tak, ”aby nie budziły żadnych wątpliwości co do realizowania ustawowych obowiązków nadawcy publicznego”

- Mając na uwadze sprawozdanie (Rady Języka Polskiego), Telewizja Polska S.A. ze swojej strony deklaruje analizę dokumentu, jak również zamieszczanych pasków informacyjnych – napisał Jacek Kurski 18 października 2019 r. w piśmie do RPO.

Rada Języka Polskiego: paski mogły nie wypełnić obowiązku dostarczania  rzetelnej informacji

Rada przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017 pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim. Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała, że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu, a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić ustawowego obowiązku dostarczania obywatelom rzetelnej informacji.

RPO: TVP oferuje przekaz nierzetelny i nieobiektywny

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

Ustalenia Rady oznaczają, iż dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 Prawa prasowego, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające z tych przepisów.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z opłaty abonamentowej, pobieranej w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. - Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem - uznał Adam Bodnar.

8 kwietnia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy. Zgodnie z Konstytucją, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Odpowiedź przewodniczącego KRRiT

- Uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała stanowiska w sprawie treści dokumentu z tego względu, że jako druk sejmowy, przekazany obecnie do rozpatrzenia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu, będzie on przedmiotem debaty na kolejnych etapach prac parlamentarnych - odpowiedział  RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

Dodał, że KRRiT zapoznała się z tym dokumentem i dostrzega pewne jego mankamenty w zakresie metodologii zastosowanej do oceny przekazów emitowanych w programach TVP SA (tzw. pasków informacyjnych), w szczególności w zakresie doboru próby poddanej badaniom. - KRRiT wskazuje także, że badanie nie miało charakteru komparatystycznego i nie uwzględniało podobnych przekazów emitowanych w programach informacyjnych innych nadawców (w szczególności ogólnopolskich komercyjnych nadawców telewizyjnych) – głosi odpowiedź.

Poinformował też, że zgodnie z procedurą zwrócił się do prezesa TVP o przedstawienie stanowiska, które będzie poddane dodatkowej analizie.

Odpowiedź prezesa TVP

Jacek Kurski w piśmie do RPO podkreślił, że sprawozdanie dotyczyło lat 2016-2017. - W tym okresie wpływały do TVP S.A. uwagi dotyczące treści pasków, które były następczo analizowane oraz poprawiane, tak, aby nie budziły żadnych wątpliwości, co do realizowania ustawowych obowiązków nadawcy publicznego. Telewizja Polska podjęła działania zmierzające do poprawy jakości przekazu - poinformował prezes TVP. - Mogę zapewnić Pana, że wszystkie uwagi zgłoszone w sprawozdaniu zostaną starannie przeanalizowane oraz zostaną podjęte działania mające na celu wyeliminowanie ewentualnych nieprawidłowości w przyszłości - dodał.

Uznał zarazem, że nie sposób natomiast zgodzić się z oceną sprawozdania oraz treści pasków informacyjnych dokonaną przez Rzecznika Praw Obywatelskich, który wskazuje, iż powyższe nieprawidłowości oznaczają, iż dziennikarze TVP S.A. nie realizują obowiązków wynikających m.in. z art. 10 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe.

Prezes TVP zwrócił uwagę, że ze względu na specyfikę przekazu, wpisy na paskach często muszą posługiwać się pewnymi skrótami. Niejednokrotnie tylko sygnalizują wydarzenia, które mają miejsce, zaś pełne ich omówienie znajduje miejsce materiałach informacyjnych. Skrótowość przekazu zawartego na pasku, którą można porównać do zapowiedzi materiału prasowego, ma na celu nie tylko poinformowanie widzów, ale także zainteresowanie ich pełnymi materiałami dziennikarskimi dotyczącymi poszczególnych wydarzeń. Trudno jest więc oceniać jeden konkretny wpis na pasku w oderwaniu od całości materiału – wskazał prezes TVP.

Powołał się na prof. Walerego Pisarka, który pisał, że tytuły  prasowe (paski w programach telewizyjnych są odpowiednikiem tytułu w prasie drukowanej), pełnią dwojaką rolę - informacyjną i publicystyczną. W literaturze podkreśla się, że nagłówki powinny być ciekawe, atrakcyjne i oryginalne. W 2004 r. dr hab. Zbigniew Bauer stwierdził, że „czysta informacja, to konstrukcja czysto teoretyczna, niemożliwa do zrealizowania w akiach komunikacji językowej”. Każdy nagłówek prasowy, czy belka w telewizji, zawsze będą zawierały elementy wartościujące, co wynika z opisanych zasad ich tworzenia oraz ich specyfiki, mających na celu zainteresowanie odbiorcy.

- Niemniej jednak, mając na uwadze sprawozdanie, Telewizja Polska S.A. ze swojej strony deklaruje analizę dokumentu, jak również zamieszczanych pasków informacyjnych – napisał Jacek Kurski.

W swym piśmie przywołał uwagi do stanowiska Rady, podkreślając, że w praktyce ma ono charakter „wyłącznie informacyjny”. Ustawodawca nie wskazał bowiem konsekwencji, jakie z niego wynikają. Prezes podkreślił także, że „analizą Rady Języka Polskiego objęta została niewielka część pasków informacyjnych”.

Np. dr hab. Dorota Kubicka (kierownik Zakładu Psychologii Rozwojowej i Wychowawczej im. Stefana Szumana Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego) w swej recenzji zwróciła uwagę, że „z punktu widzenia celu sprawozdania, czyli "stanu ochrony języka polskiego", błędem jest analizowanie  wyłącznie treści pasków. Paski (nieruchome) u dołu ekranu mają status tytułów zapowiadających określone treści. Dlatego, tak jak tytuły prasowe czy zapowiedzi radiowe,  mają przyciągnąć uwagę użytkownika i muszą być mocno nasycone emocjonalnie pozytywnie lub negatywnie! Dopiero analiza całego komunikatu pozwala stwierdzić, czy kryją się tam treści dyskredytujące, agresywne, kłamstwa itp., czy też jest to uzasadniona merytorycznie i właściwa krytyka”.

Dr Kubicka zwróciła też uwagę na bardzo małą próbę badawczą (306 spośród od 8 do 9 tys. pasków pokazanych  w badanym okresie)). Jak napisała, "Język informacji politycznej to nie tylko paski, dlatego błędem jest nie tylko ograniczanie się do analizy samych pasków, ale także analizowanie tak skąpej próbki - 306 pasków z około 4000 dotyczących informacji politycznych  wybranych na podstawie arbitralnych decyzji autorów. Taki materiał nie jest reprezentatywny i budziłby zastrzeżenia nawet na poziomie pracy seminaryjnej/ magisterskiej, a co dopiero przy ogólnopolskim sprawozdaniu".

Podobne stanowisko zaprezentowało Centrum Monitoringu i Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w którym zwrócono uwagę, że ocenie poddano i przeanalizowano mniej niż 4%  wszystkich pasków Wiadomości - podkreślił prezes TVP.

VII.505.8.2019

Dyrektor liceum: gdy uczeń chce brać udział udział w strajku klimatycznym, ma dostarczyć zgodę rodzica

Data: 2019-10-22
  • W odpowiedzi na skargę uczniów dyrektor sprostował, że udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym nie jest w żaden sposób sankcjonowany
  • Aby uczeń mógł uczestniczyć w zgromadzeniu, które odbywa się w godzinach lekcji, ma dostarczyć zgodę rodzica lub opiekuna prawnego na opuszczenie szkoły - co się stało
  • Jest to niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa uczniów uczestniczących w wydarzeniach poza szkołą
  • Kwestie ochrony klimatu, aktywności obywatelskiej i kształtowania u uczniów postaw prospołecznych należą do priorytetów wychowawczych szkoły – zapewnia dyrektor

Skarga uczniów

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga uczniów jednego ze społecznych liceów ogólnokształcących. Chcieli się dowiedzieć, czy dyrektor szkoły może im zakazać udziału w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Ze skargi wynika, że spotkali się oni z ostrzeżeniem, iż uczestnicy wydarzenia i jego organizatorzy poniosą surowe konsekwencje swych działań.

RPO udzielił uczniom wyjaśnień na temat ich praw i wolności wynikających z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz Konwencji o prawach dziecka. Należą do nich prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów, prawo do swobodnego zrzeszania się oraz wolność pokojowych zgromadzeń.

Ponadto Rzecznik podkreślił, że kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, a także upowszechnianie wiedzy o zasadach zrównoważonego rozwoju oraz sprzyjaniu jego wdrażaniu, jest celem systemu oświaty, określonym w ustawie Prawo oświatowe.

Rzecznik zwrócił się do dyrektora liceum o stanowisko w sprawie.

Odpowiedź dyrektora szkoły

- Dyrekcja szkoły nie sugerowała i nie ostrzegała, że uczniowie poniosą surowe konsekwencje za udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym – napisał dyrektor liceum w odpowiedzi dla RPO. Uczniowie zostali jedynie poinformowani o konieczności wypełnienia obowiązków wynikających z przepisów prawa związanych z bezpieczeństwem.

Ustawa Prawo Oświatowe, akty wykonawcze do niej, statut szkoły jak i umowy edukacyjne, zawarte między szkołą a rodzicami lub opiekunami prawnymi uczniów, nakładają na dyrektora szkoły obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w czasie zajęć szkolnych.

- Z uwagi na fakt, że Młodzieżowy Strajk Klimatyczny odbywa się w godzinach tych zajęć, a nie jest to wydarzenie organizowane przez szkołę, poprosiliśmy uczniów, aby rodzice wyrazili zgodę na ich wyjście poza szkołę w czasie lekcji, zwolnili ich z zajęć na czas strajku lub usprawiedliwili nieobecność – wskazał dyrektor.

Podkreślił, że to standardowa procedura, stosowana w każdym przypadku, gdy szkoła nie jest organizatorem wydarzenia a niezbędne jest zapewnienie uczniom bezpieczeństwa (np. w trakcie przejścia na miejsce jego odbywania się zgromadzenia) lub jasne zdefiniowanie odpowiedzialności stron.

Dlatego dyrektor ocenił zapytanie uczniów skierowane do RPO  w kategorii nieporozumienia. - Uczniowie uczestniczyli zarówno w strajku w maju 2019 r., jak i we wrześniu 2019 r. Rodzice lub opiekunowie prawni uczestników wyrazili stosowne zgody, co wypełniło wymagania ustawowe i wynikające z umów edukacyjnych kwestie odpowiedzialności za bezpieczeństwo uczniów - dodał dyrektor.

Podkreślił, że kwestie ochrony klimatu, aktywności obywatelskiej i kształtowania u uczniów postaw prospołecznych są jednym z priorytetów wychowawczych szkoły, zawartych zarówno w jej misji, statucie, jak w realizowanych działaniach. Zaznaczył, że liceum angażuje się w działania na rzecz poszanowania i promowania wiedzy o prawach człowieka, prawach obywatelskich czy kwestiach ochrony środowiska. Przykładem jest nagroda główna w konkursie Rzecznika Praw Obywatelskich na multimedialną interpretację praw i wolności obywatelskich, wygrane projekty edukacyjne w ramach konkursów Fundacji Rozwoju Sytemu Edukacji.

VII. 7037.33.2019

Rzecznik pyta PKW o skargi na kampanię wyborczą w mediach publicznych

Data: 2019-10-16
  • Czy Państwowa Komisja Wyborcza dostała skargi na sposób przedstawiania przez nadawców publicznych kampanii  wyborczej w wyborach do Sejmu i Senatu?
  • RPO spytał o to przewodniczącego PKW, ponieważ Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie prowadziła stałego monitoringu pod tym względem
  • Telewizji publicznej zarzucano ostatnio brak bezstronności w kampaniach wyborczych
  • Czyniły tak m.in. Towarzystwo Dziennikarskie ws. majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Konfederacja - przy wyborach do Sejmu i Senatu  

Przed wyborami do Sejmu i Senatu 13 października 2019 r. Towarzystwo Dziennikarskie uznało, że propaganda partii rządzącej w publicznej telewizji znosi wymaganą przez prawo równość szans partii uczestniczących w wyborach. Taki był wniosek cząstkowego raportu z monitoringu wyborczego mediów, prowadzonego przez Towarzystwo Dziennikarskie. Wcześniej Towarzystwo Dziennikarskie i Fundacja im. Stefana Batorego przygotowały raport ws. postawy mediów publicznych w kampanii do PE w maju 2019 r. Wynikało z niego, że w kampanii wyborczej "Wiadomości" TVP prowadziły agitację na rzecz partii rządzącej, a informacje dla niej niekorzystne były pomijane.

Zdaniem Konfederacji podczas kampanii do Sejmu i Senatu telewizja publiczna dopuściła się licznych manipulacji i złamania prawa wyborczego. Ugrupowanie skieruje do Sądu Najwyższego protest wyborczy, domagając się unieważnienia wyników wyborów do parlamentu, bo TVP nie wykonała prawomocnej decyzji sądu ws. opublikowania przed wyborami sondaży dotyczących ugrupowania.

Działania RPO

W lipcu 2019 r. RPO wysłał do KRRiT raport przygotowany przez Towarzystwo Dziennikarskie i Fundację im. Stefana Batorego ws. kampaniii do PE. Poprosił przewodniczącego KRRiT o ustosunkowanie się do niego oraz o informację, jak zostanie on wykorzystany przez Radę.

W ocenie RPO raport może być ważnym materiałem dla oceny zachowania przez media publiczne ustawowych zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności, a także wypełniania międzynarodowych standardów w tym zakresie.

Ponadto Rzecznik pytał, czy Rada przewiduje prowadzenie stałego monitoringu sposobu przedstawiania przez nadawców publicznych kampanii wyborczej w wyborach do Sejmu i do Senatu (w tym komitetów wyborczych i kandydatów).

We wrześniu 2019 r. przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski odpisał RPO, że Rada nie będzie prowadzić stałego monitoringu kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu w mediach publicznych, lecz tylko interwencyjny.

Podtrzymał on stanowisko Rady sprzed kampanii do PE w maju 2019 r. o tym, że stały monitoring wyborczy powinien uwzględniać analizę jakościową oferty programowej, ale nie powinien się ograniczać tylko do programów mediów publicznych. A przeprowadzenie takiej analizy byłoby możliwe wyłącznie po wyłonieniu w przetargu (co trwa ok. czterech miesięcy) podmiotu zewnętrznego o odpowiedniej wiedzy i doświadczeniu. Na rynku brakuje zaś takich ofert, a koszty takich badań są wysokie.

Według szefa KRRiT na przeszkodzie efektywności takiego monitoringu  mogą również stanąć strategie podmiotów uczestniczących w wyborach.  Przywołał decyzje Zarządu Krajowego Platformy Obywatelskiej o  powstrzymanie się od udziału w programach TVP do czasu odwołania Zarządu Spółki.

Ponadto szef KRRiT przypomniał, że podczas rozpatrywania sprawozdania z działalności KRRiT w lipcu 2019 r. przez Sejm zwracał uwagę na "braki metodologiczne" raportu Towarzystwa Dziennikarskiego.

- Wobec odmowy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przeprowadzenia opartego na metodologii, stałego monitoringu wyborczego, to sygnały od wyborców i innych podmiotów biorących udział w kampanii wyborczej, jak również opracowania i raporty organizacji społecznych, wydają się stanowić obecnie szczególnie istotne źródło wiedzy dotyczącej problematyki funkcjonowania mediów w okresie kampanii wyborczych - napisał 8 października 2019 r. Adam Bodnar do przewodniczącego PKW Wiesława Kozielewicza.

RPO poprosił przewodniczącego PKW o informację o ewentualnych skargach co do kampanii wyborczej w mediach publicznych, wpływających do Państwowej Komisji Wyborczej.

VII.602.66.2019

Odmowa TVP emisji spotu Izby Lekarskiej ogranicza wolność słowa

Data: 2019-10-15
  • Telewizja Polska odmówiła Okręgowej Izbie Lekarskiej emisji spotu w ramach kampanii „Polska to chory kraj” - uznanego za „niezgodny z linią programową TVP S.A”
  • Kampania Izby może się jednak mieścić w ramach misji publicznej TVP, a linia programowa nie może być z nią sprzeczna - wskazuje RPO
  • Odmowa ogranicza konstytucyjną zasadę wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom

TVP odmówiła Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie możliwości wykupienia standardowego czasu reklamowego na emisję spotu w ramach organizowanej przez Izbę kampanii „Polska to chory kraj”. Jak podają organizatorzy, uzasadniono to faktem, że „spot nie wpisuje się w charakter treści emitowanych w programach Telewizji Publicznej i jest niezgodny z linią programową TVP S.A., co w świetle Zasad Sprzedaży może być podstawą do odmowy emisji reklamy”.

„Wydawca i redaktor mają prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeżeli ich treść lub forma jest sprzeczna z linią programową bądź charakterem publikacji” - głosi art. 36 ust. 4 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.

Jak jednak podkreśla Adam Bodnar, na TVP - będącej społecznym środkiem przekazu - ciąży szczególny obowiązek realizacji misji publicznej oraz oferowania zróżnicowanych programów i innych usług w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu.

Chodzi zwłaszcza o zadania wymienione w art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Zgodnie z nią jednym z zadań mediów publicznych jest „umożliwienie obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej”.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, kampania Okręgowej Izby Lekarskiej może wypełniać ustawowe zadania programów i innych usług publicznej radiofonii i telewizji w ramach jej misji publicznej. Spot wpisuje się bowiem w wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej. Sprzyja też „swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli” oraz służy „kształtowaniu postaw prozdrowotnych” (art. 21 ust. 2 pkt 3 ustawy).

Sam spot nie zawierał treści znieważających ani w żaden inny sposób nie naruszał porządku prawnego.

A linia programowa nie może być niezgodna z realizacją misji mediów publicznych. Wewnętrzne regulacje nie mogą również negatywnie wpływać na wykonywanie ustawowych zadań TVP. Dlatego zdaniem Rzecznika linia programowa powinna zostać zdefiniowana w odpowiedniej regulacji wewnętrznej. W przeciwnym razie odmowa zamieszczenia reklamy może stanowić nieuzasadnioną odmowę wykonania usługi.

Pojęcie linii programowej nie zostało zdefiniowane ani w statucie TVP, ani w Regulaminie Rady Programowej TVP S.A., ani w regulaminie organizacyjnym TVP. Dlatego odwołanie się w uzasadnieniu odmowy do niezgodności spotu z bliżej niezidentyfikowaną linią programową nosi cechy arbitralności i wymaga uszczegółowienia.

Odmowę wobec istotnej akcji społecznej należy uznać za ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom na podstawie art. 54 Konstytucji. Działania TVP S.A. mogą także prowadzić do ograniczania praw do uzyskiwania rzetelnych informacji.

Adam Bodnar poprosił prezesa Telewizji Polskiej S.A. Jacka Kurskiego o wyjaśnienia.

VII.564.68.2019

Zmienił słowa hymnu, tak by zapraszał do Polski uchodźców. To wzniosły cel - uznał Sąd Najwyższy i uniewinnił autora przeróbki

Data: 2019-10-14
  • Pan Jan odśpiewał "Mazurka Dąbrowskiego" ze zmienionymi słowami - tak by zapraszał do Polski uchodźców
  • Dwa sądy uznały to za wykroczenie, bo przetwarzanie słów hymnu jest niedopuszczalne, bez względu na motyw
  • Cel obwinionego był wzniosły i zasługiwał na aprobatę - uznał Sąd Najwyższy i uniewinnił autora przeróbki

Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie obywatela ukaranego prawomocnie za wykroczenie polegające na przerobieniu słów hymnu narodowego – i jego odśpiewaniu w internecie – tak, by zachęcał uchodźców do przybycia do Polski.

Historia sprawy

W  2015 r. pan Jan opublikował w internecie film zatytułowany „Polacy witają uchodźców!”. Z innymi osobami wykonał on hymn Rzeczypospolitej Polskiej ze zmienionymi przez siebie słowami, na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; padły też słowa: „Migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

W kwietniu 2017 r. Sąd Rejonowy w Wołominie uznał pana Jana za winnego wykroczenia z art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim karze aresztu albo grzywny podlega ten, kto  narusza przepisy o godle, barwach i hymnie RP. Według zaś ustawy z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP symbole te pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach, a hymn jest „wykonywany lub odtwarzany w sposób zapewniający należną cześć i szacunek”.

Sąd wymierzył obwinionemu 1000 zł grzywny. Uznał, że niedopuszczalne jest przetwarzanie artystyczne hymnu czy też nadawanie mu stylizowanej formy. Zachowanie obwinionego uznał za celowe i mające charakter prowokacyjny. Sąd wskazał, że mógł on zabrać głos w debacie publicznej i zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię uchodźców, wykonując hymn z oryginalnym tekstem, wyjaśniając jednocześnie jego historię i znaczenie.

Obrona odwołała się, wnosząc o uniewinnienie. Apelacja kwestionowała m.in. przyjęcie zakazu przetwarzania hymnu narodowego w jakimkolwiek celu, w tym w ramach działalności artystycznej. Obrona podkreślała, że ustawa o godle, barwach i hymnie RP pozwala na artystyczne przetwarzanie godła lub barw.

W lutym 2018 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał wyrok. Ocenił, że wykonanie hymnu w sposób zapewniający mu należytą cześć i szacunek to wykonanie go właściwe językowo. Deformowanie słów hymnu jest zaś naruszeniem przepisów ustawy i wykroczeniem. Sąd wskazał, że możliwość przetwarzania, na co powołuje się obrona, nie dotyczy hymnu. Dla przyjęcia kontratypu, związanego z działalnością artystyczną, konieczne byłoby ustalenie, że: sprawcą czynu jest artystą, efektem czynu jest dzieło artystyczne, a motywem działania - osiągnięcie celu artystycznego. Zdaniem sądu pan Jan (pisze on wiersze  i książki) spełnił dwa pierwsze warunki, ale powoływał się na kwestie społeczno-polityczne - nie działał zatem w celu artystycznym.

Od wyroku w sprawie o wykroczenie stronie nie przysługuje kasacja. Korzystając ze swoich ustawowych uprawnień, złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by SN uniewinnił pana Jana, gdyż jego zachowanie - z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynu - nie stanowiło wykroczenia.

Argumenty kasacji RPO

Art. 73 Konstytucji gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie zaś z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo.

Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Wartość, jaką jest cześć i szacunek dla hymnu państwowego powinna pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie.

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPCz wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPCz, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPCz podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany jakie wprowadził on do hymnu są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. Eksponują fakt, że pieśń napisana przez Józefa Wybickiego była pierwotnie pieśnią uchodźców, skazanych na cudzą gościnność. Autor opinii prof. Piotr Śliwiński podkreślał, że narodowe symbole mogą i winny być rozumiane jako żywa treść, a utwór pana Jana włącza się w szereg parafraz, których przedmiotem bywały dzieła kanoniczne w momentach krytycznych dla naszej zbiorowości.

Celem działania obwinionego nie była zatem kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.

Wyrok SN

14 października 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt II KK 381/18) ogłosił wyrok. Uchylił wyroki obu sądów i uniewinnił obwinionego.

Trzech sędziów Izby Karnej uznało, że z formalnego punktu widzenia doszło do naruszenia. Wyroków skazujących za zmianę słów hymnu nie można jednak aprobować bez szczegółowej analizy motywów.

Według SN cel obwinionego był wzniosły i zasługuje na aprobatę. Chodziło bowiem o podkreślenie otwartości narodu polskiego wobec uchodźców, którymi Polacy przecież często w historii sami bywali.  

Czyn nie miał żadnego ładunku szkodliwości społecznej. Słowa hymnu nie zostały bowiem zmienione w celu jego znieważenia czy lekceważenia. Dlatego nie sposób w tej przeróbce znaleźć coś nagannego.

Ponadto SN odwołał się do orzecznictwa ETPCz. Zgodnie z nim standard swobody wypowiedzi jest bardzo szeroki, czego nie dostrzegł sąd okręgowy. 

Prokuratura wnosiła o oddalenie kasacji Rzecznika.

II.564.2.2018

RPO: czy szkoła może grozić uczniom konsekwencjami za udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym

Data: 2019-10-02
  • Dyrektor jednego z liceów ostrzegł uczniów, że poniosą „surowe konsekwencje” udziału w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Do RPO wpłynęła ich skarga 
  • RPO jest zaniepokojony możliwością zniechęcania młodych ludzi do działań obywatelskich
  • A udział uczniów w MŚK mieści się w zakresie praw wynikających z Konstytucji i Konwencji o prawach dziecka
  • Kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych jest zaś wymienione jako ustawowy cel systemu oświaty

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga uczniów jednego z liceów, którzy chcieli się dowiedzieć, czy dyrektor szkoły może im zakazać udziału w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Z treści skargi wynika bowiem, że spotkali się oni z ostrzeżeniem, iż uczestnicy wydarzenia i jego organizatorzy poniosą surowe konsekwencje swych działań.

Rzecznik udzielił uczniom wyjaśnień na temat ich praw i wolności wynikających z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz Konwencji o prawach dziecka. Należą do nich prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów, prawo do swobodnego zrzeszania się oraz wolność pokojowych zgromadzeń.

Ponadto RPO podkreślił że kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, a także upowszechnianie wiedzy o zasadach zrównoważonego rozwoju oraz sprzyjaniu jego wdrażaniu, jest celem systemu oświaty, określonym w ustawie Prawo oświatowe.

Rzecznik zwrócił się do dyrektora liceum o stanowisko w sprawie.

VII.7037.33.2019

Sformułowanie "polskie obozy zagłady" narusza dobra osobiste polskiego więźnia Auschwitz - wyrok w sprawie niemieckiej TV jest ostateczny

Data: 2019-09-25
  • Wyrok uznający naruszenie dóbr osobistych Karola Tendery przez niemiecką stację telewizyjną ZDF – poprzez użycie słów „polskie obozy zagłady” – nie może już zostać zmieniony.
  • Rozprawa przed Sądem Najwyższym, która miała odbyć się 25 września , została odwołana.
  • Pozwana niemiecka stacja telewizyjna ZDF cofnęła skargę kasacyjną dotyczącą Wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 22 grudnia 2016 r.

Odwołanie rozprawy i umorzenie postępowania przed Sądem Najwyższym oznacza koniec trwającej prawie 6 lat batalii sądowej Karola Tendery, dziś 98-letniego byłego więźnia obozu w Auschwitz. Karol Tendera w styczniu 2014 r. wniósł pozew o ochronę dóbr osobistych w postaci godności narodowej i tożsamości narodowej, naruszonych poprzez użyte w zapowiedzi programu przez ZDF sformułowanie: „polskie obozy zagłady”. Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania sądowego wskazując na istnienie dóbr osobistych w postaci godności i tożsamości narodowej oraz na konieczność właściwego przeproszenia powoda. Rzecznik wskazał, iż tylko przeprosiny adekwatne pod względem treści i formy do dokonanego naruszenia dóbr osobistych – a zatem przeprosiny skierowane do Karola Tendery, na stronie internetowej ZDF - mogą usunąć w pełni skutki tego naruszenia.

W prawomocnym wyroku z 22 grudnia 2016 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał, że sformułowanie „polskie obozy śmierci” naruszyło dobra osobiste byłego więźnia obozu w Auschwitz i że było to naruszenie bezprawne. Od tego wyroku skargę kasacyjną wniósł ZDF.

Mimo istnienia wiążącego strony prawomocnego wyroku, nie został on prawidłowo wykonany przez ZDF. Sąd Apelacyjny wskazał wymogi przeprosin: publikację na stronie głównej ZDF, pozostawiona tam przez 1 miesiąc, o określonej w wyroku treści – które nie zostały przez pozwaną telewizję spełnione. Batalia o wykonanie wyroku toczyła się przed sądami niemieckimi i została zakończona wyrokiem Federalnego Trybunału Sprawiedliwości w Karlsruhe uznaniem, że wyrok nie może być wykonany w Niemczech z uwagi na konstytucyjnie chronioną wolność słowa, wykluczającą nakazanie komukolwiek konkretnej treści przeprosin. Pełnomocnik Karola Tendery wniósł skargę do niemieckiego sądu konstytucyjnego.

Bezpieczeństwo dziennikarek online - debata w Biurze RPO

Data: 2019-09-18
  • Choć dziennikarki wykonują tę samą pracę co dziennikarze, to spotykają się z dużo bardziej drastycznymi i brutalnymi atakami i groźbami.
  • Hejt internetowy, zorganizowana nagonka trolli i botów wobec kobiet ma seksualny kontekst. I tak jest w wielu krajach
  • Charakterystyczne są organizowane fale gróźb gwałtu nie tylko wobec samych dziennikarek – ale wobec ich dzieci. Dziennikarze tego w zasadzie nie doświadczają.

By społeczeństwa demokratyczne mogły się skutecznie mierzyć z tym problemem, muszą zauważyć wyraźną różnicę w skali i formie ataków na dziennikarzy i dziennikarki. To one spotykają się codziennie z groźbami gwałtu, przemocy fizycznej, drastycznymi obrazkami wysyłanymi im do skrzynek mailowych. W skrajnych przypadkach te formy ataku powodują autocenzurę  i wycofywanie się kobiet ze sfery publicznej – mówili uczestnicy debaty o bezpieczeństwie dziennikarek w sieci. Zostało ono zorganizowane jako wydarzenie towarzyszące Human Dimention Implementation Meeting, warszawskiemu spotkaniu działaczy i prawników działających na rzecz praw człowieka.

Dyskusja poprzedziła projekcję filmu „Ciemne miejsce” („A Dark Place: Documentary on safety of female journalists”; zwiastun filmu jest do obejrzenia tu: https://www.osce.org/representative-on-freedom-of-media/410423). W prowadzonej po angielsku dyskusji wzięli udział dziennikarze, prawnicy i działacze praw człowieka.

Otwierając debatę Adam Bodnar, gospodarz spotkania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, przypomniał, że cechą szczególną współczesnej debaty publicznej jest to, że osoby zabierające w niej głos muszą się liczyć nie tylko ze zorganizowanymi atakami w mediach tradycyjnych, ale także z hejtem w mediach społecznościowych. Podał przykład Khadiyi Ismayilovej z Azerbejdżanu, która stała się celem ataku prawdopodobnie ze strony państwowych służb specjalnych (publikowano w sieci nagrania z jej prywatnego życia). Zdaniem Bodnara taka sytuacja jest skrajnie niebezpieczna także dlatego, że to właśnie do państwa i jego służb należy zapewnienie bezpieczeństwa dziennikarzom (pozytywnym przykładem w tej mierze jest sprawa Jessikki Aro z  Finlandii).

Zastępczyni RPO Hanna Machińska zwracała uwagę na konieczność wdrażania standardów Rady Europy w zakresie przeciwdziałania seksizmowi w debacie publicznej i zapewniania bezpieczeństwa dziennikarkom.

- Dziennikarki wykonują taką samą pracę jak dziennikarze, ale krytyka, jaka je spotyka, jest inna, bo nacechowana seksualnie – podkreślił Harlem Désir, przedstawiciel OBWE ds. Wolności Mediów.

Świadectwo prześladowania i kampanii nienawiści przedstawiła Banu Güven, turecka dziennikarka pracująca dziś dla Deutsche Welle (ma ponad 2 mln followersów na Twitterze): Umiem odróżnić internetowy hejt od realnych gróźb. Wiem, kiedy hejter korzysta z internetu, by tylko dać upust swej nienawiści, a kiedy gotów jest do fizycznego ataku, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Opowiadała o trudnej do wyobrażenia fali hejtu po artykułach nieprzychylnych tureckim władzom. Jak powiedziała, dziennikarz-mężczyzna dowiaduje się w takich sytuacjach „najwyżej”, że jest zdrajcą – kobieta staje się obiektem ataków seksualnych.

 – Nie zgłaszam już tego prokuraturze, ale samemu Twitterowi. Zdarzyło mi się jednego dnia, po tekście krytycznym wobec tureckiego ministra, zgłosić 230 hejterskich twitów.

Nani Jansen Reventlow, dyrektorka, Fundusz Cyfrowej Wolności (reprezentowała Khadyiję Ismayilovą w jej sprawie) mówiła o narzędziach i mechanizmach pozwalających ograniczać i przeciwdziałać zjawisku nacechowanej seksualnie przemocy wobec dziennikarek. Wskazała na konieczność poprawy prawa – na jego interpretowanie w sposób pozwalający na stosowanie go w cyfrowej rzeczywistości, na doprecyzowaniu, czym jest przemoc seksualna w świecie cyfrowym (nie można się ograniczać tylko do interakcji między konkretnymi osobami, bo problemem jest także tworzenie fejkowych kont dziennikarek czy organizowanie kampanii, w których poszczególni uczestnicy robią niewiele zła, ale cała akcja tworzy krzywdzącą falę nienawiści).

Nani Jansen Reventlow mówiła też o znaczeniu edukacji w wymiarze sprawiedliwości (policjanci muszą rozumieć, czym jest atak seksualny w sieci, sędziowie muszą rozumieć, jak działa świat cyfrowy, na czym polegają media społecznościowe). Podkreślała, jak ważne jest skuteczne i sprawne identyfikowanie sprawców – większość z nich nie dysponuje przecież aż tak zaawansowanymi umiejętnościami, by skutecznie ukryć się przed śledczymi, o ile ktoś będzie ich ścigał.

Przeciwdziałanie nacechowanej seksualnie przemocy wobec dziennikarek jest też – o czym wszyscy muszą pamiętać – obroną wolności słowa, podstawy demokracji.

Sarah Clarke z broniącej wolności słowa organizacji ARTYKUŁ 19 mówiła z kolei o narzędziach pozwalających analizować, badać i identyfikować ogniska hejtu. - Zajmujemy się problemem od lat. wiemy, że taka zorganizowana przemoc ma wiele warstw: z wierzchu widać fale twitów, ale są one organizowane i koordynowane w zamkniętych grupach na Facebooku czy innych mediach społecznościowych. To stamtąd dane osobowe, adresy, imiona dzieci atakowanych dziennikarek trafiają do „masowej dystrybucji”. Sarah Clarke podkreśliła, że obok seksualizacji to także groźby wobec dzieci są cechą charakterystyczną organizowanych ataków wobec dziennikarek. Dlatego tak ważne jest tworzenie narzędzi pozwalających na identyfikowanie seksualnie nacechowanych ataków hejtu i mobilizowanie przez to służb państwowych do reakcji – podkreśliła.

Javier Luque, szef Departamentu Komunikacji Cyfrowej Międzynarodowego Instytutu Prasy powiedział na koniec, że dziennikarki nie są ofiarami – każdego dnia wstają przecież rano i podejmują swą pracę. Nie są bohaterkami, bo gdyby tak było, cóż warta by była demokracja. Ale są celami kampanii poniżania, grożenia, dyskredytowania, co jest cechą naszych czasów.

Ale - jak mówiły bohaterki wyświetlonego po dyskusji filmu - jeśli hejterzy myślą, że nas wystraszą, to bardzo się mylą. Jesteśmy od nich silniejsze.

Czy TVP uczestniczyła w akcji zniesławiania sędziów przez pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości?

Data: 2019-09-02
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna dogłębnie wyjaśnić sprawę powiązań pracowników TVP z resortem sprawiedliwości i ustalić, czy dochodziło do publikowania niesprawdzonych informacji przekazywanych przez osoby powiązane z Ministerstwem
  • Gdyby taki proceder miał miejsce, stanowiłoby to naruszenie ustawy o radiofonii i telewizji, która zobowiązuje TVP do tworzenia programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

19 sierpnia 2019 r. portal onet.pl opublikował artykuł, z którego wynikało, że urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości na czele z byłym już wiceministrem Łukaszem Piebiakiem prowadzili działania dyskredytujące sędziów, którzy publicznie wypowiadali się przeciwko działaniom resortu. Elementem tych działań miał być atak w TVP na sędziego Piotra Gąciarka ze stowarzyszenia Iustitia. Reportaż, w którym przedstawiano bez weryfikacji informacje z osobistego życia sędziego, pokazano 25 maja 2018 roku w programie "Alarm!" w TVP 1.

23 sierpnia 2019 r. magazyn „Press” opisał jeszcze inne działania, w jakie mieli być zaangażowani dziennikarze TVP SA, w tym m.in. Michał Rachoń prowadzący "Minęła dwudziesta" w TVP Info, Jacek Łęski prowadzący „Alarm!” w TVP 1 i „Studio Polska” w TVP Info czy Michał Adamczyk prowadzący „Wiadomości” TVP.

Jeżeli informacje te potwierdzą się, trudno będzie uznać, że TVP S.A. realizuje misję publiczną w kształcie wymaganym przez ustawę o radiofonii i telewizji. Stąd wezwanie RPO do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o podjęcie działań. RPO prosi KRRiT o informację, co zostało zrobione w celu wyjaśnienia zarzutów wobec TVP i jakie są tego rezultaty. Analogiczne wystąpienie RPO skierował do prezesa Zarządu TVP SA Jacka Kurskiego.

VII.564.65.2019

RPO przystąpił do sprawy "zabezpieczeniowej" dziennikarza Grzegorza Rzeczkowskiego

Data: 2019-08-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego, którą wytoczyli mu prokuratorzy Anna i Przemysław Hopfer.
  • RPO wniósł o oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, które w tym przypadku oznacza usunięcie artykułów w serwisie „Polityka”.
  • W ocenie RPO sąd nie zestawił ze sobą odpowiednio dwóch przesłanek w tej sprawie: interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów.
  • Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

W październiku 2018 roku na łamach tygodnika "Polityka" ukazała się publikacja Grzegorza Rzeczkowskiego, który analizował w niej m.in. kariery zawodowe prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”). Opisani w artykule prokuratorz wnieśli pozew przeciw dziennikarzowi oraz redakcji o ochronę dóbr osobistych, wnosząc jednoczesnie o usunięcie artykułów w ramach zabezpieczenia roszczenia.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane w oparciu o art. 7301 § 1 kpc w zw. z art. 755 § 2 kpc. Sprawa toczy się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie, a wniosek o zabezpieczenie roszczenia rozpatrzył Sąd Okręgowy. RPO zgłosił swój udział w sprawie 23 sierpnia 2019 r.

Kiedy można zabezpieczyć roszczenie?

Zgodnie z art. 7301 Kodeksu postępowania cywilnego, przesłankami udzielenia zabezpieczenia w każdej sprawie cywilnej są:

  • uprawdopodobnienie roszczenia
  • oraz uprawdopodobnienie interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia.

W ocenie Sądu Okręgowego obie przesłanki zostały spełnione.

Sąd przyjął bowiem, iż „o interesie społecznym można mówić jedynie w przypadku przekazywania informacji prawdziwych”, a w niniejszym przypadku zachodzi „ewentualna wątpliwość co do merytorycznej zawartości publikacji”. Skoro „wskazane dowody uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji”, sąd uznał za zasadne ograniczenie funkcjonowania publikacji w internecie i to na maksymalny czas trwania zakazu z uwagi na niskie prawdopodobieństwo zakończenia postępowania w okresie wcześniejszym.

Jednocześnie jednak sąd przyjął, iż „artykuły odnoszą się do istotnych okoliczności” oraz ocenił, iż „awanse i kariery w sferze publicznej powinny podlegać ocenie społecznej i z tego względu mogą być tematem podlegającym zainteresowaniu dziennikarzy”.

W ocenie RPO Sąd Okręgowy nie zestawił ze sobą - jak wymaga tego dyspozycja art. 755 § 2 kpc - interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra zgodnie z twierdzeniami pozwu zostały naruszone w taki sposób. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów. Uznając za prawdopodobne uznanie roszczeń powodów, sąd wykluczył analizę wpływu zabezpieczenia na interes publiczny, pomijając szczególną misję środków społecznego przekazu i szerszy kontekst publikacji. Takie zaś rozumienie art. 755 § 2 kpc nie znajduje uzasadnienia w literalnej treści tego przepisu i jest nieuprawnione.

Interes publiczny – rola mediów w państwie demokratycznym

W kontekście publikacji prasowych przyjmuje się, że interes publiczny odnosi się do kluczowej roli prasy w demokratycznym państwie prawnym w zakresie rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). Wolność słowa, urzeczywistniająca ustawową rolę prasy, gwarantowana jest zarówno przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej w art. 14 oraz art. 54, jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka w art. 10.

Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Sąd Okręgowy pominął, że artykuły poddane zakazowi publikacji dotyczyły nie tylko kwestii „awansów i karier w sferze publicznej”, lecz szerszego kontekstu związanego z jedną z największych afer politycznych ostatniej dekady, której kulisy budziły i budzą zainteresowanie opinii publicznej. Tymczasem, jak przyjmuje się w orzecznictwie, „w interesie publicznym leży to, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli, przy czym chodzi tu o zainteresowanie pożądane – dyktowane przez rangę poruszanych zagadnień”. Stanowisko to, sformułowane przez Sąd Okręgowy w Warszawie na gruncie wniosku o zabezpieczenie powództwa w formie zakazu publikacji artykułów dotyczących tzw. afery KNF, jest całkowicie aktualne w kontekście tzw. afery taśmowej.

Rola prokuratury

Publikacje będące przedmiotem oceny w niniejszej sprawie zawierają przede wszystkim analizę karier prokuratorów związanych z prowadzeniem postępowania karnego w sprawie afery podsłuchowej. Prokuratura jest urzędem państwowym stojącym na straży praworządności. Udzielenie zabezpieczenia w sposób żądany przez powodów może pozbawić społeczeństwo pełnego dostępu do opisu zdarzeń istotnych z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania państwa.

Zważywszy na pozycję ustrojową prokuratury, zwłaszcza w związku z wprowadzonymi w 2016 r. zmianami dotyczącymi m.in. ponownego połączenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości (krytykowanymi za poddanie prokuratury wpływom politycznym) opinia publiczna powinna mieć dostęp do informacji dotyczących funkcjonowania tej instytucji, w tym w szczególności powinna być informowana o wszelkich wpływach polityków na prowadzących kluczowe śledztwa prokuratorów.

Standardy międzynarodowe dotyczące mediów

Jak podkreśla Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie obowiązkiem prasy jest przekazywanie informacji ważnych dla interesu publicznego (zob. m.in. Dalban przeciwko Rumunii, § 49 oraz Tammer przeciwko Estonii, § 62). Zważywszy na społeczne i polityczne znaczenie afery taśmowej oraz rolę prokuratury w demokratycznym państwie prawnym należy przyjąć, że publikacje autorstwa pozwanego Grzegorza Rzeczkowskiego takie informacje zawierały.

W świetle powyższego, orzekanie zakazu publikacji powinno mieć charakter wyjątkowy. Każdy zakaz publikacji, a szczególnie dotyczący prasy, musi być przedmiotem wnikliwego badania. Sąd Okręgowy nie rozważał przy tym zastosowania innego środka zabezpieczającego, który nie stałby w sprzeczności z interesem publicznym. Takim środkiem mogłoby stać się umieszczenie przy artykułach, na czas do zakończenia postępowania, informacji że są one przedmiotem postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych.

Jak przyjmuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, w sferze publicznej wolność prasy jest zwiększona, gdyż pełni ona rolę „strażnika publicznego” (ang. watchdog) w przekazywaniu informacji o poważnym znaczeniu publicznym (zob. Bladet Tromsø i Stensaas, § 59). W tym kontekście interes publiczny łączy się z obywatelskim prawem do informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji). Oczywiście wolność krytyki osób publicznych nie jest nieograniczona i w tym zakresie należy podzielić zdanie Sądu Okręgowego w Warszawie, iż na ochronę nie zasługują informacje nieprawdziwe.

Wolność prasy, z jakiej korzysta pozwany Grzegorz Rzeczkowski wykonując zawód dziennikarza, nie oznacza bowiem prawa do krytyki opartej na nieprawdziwych lub niesprawdzonych zarzutach (tak: Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 kwietnia 2002 r., sygn. akt II CKN 1095/99). W myśl art. 6 ust. 1 Prawa prasowego, prasa ma obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, zaś dziennikarz obowiązany jest do zachowania szczególnej staranności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Kwestie te będą podlegały szczegółowej analizie w postępowaniu głównym; na obecnym etapie postępowania pomocniczego, w świetle treści zażalenia złożonego przez pozwanych ad. 1 i ad. 3 nie wykazano jednak, by zabrakło rzetelności w działaniach Grzegorza Rzeczkowskiego, który podjął starania, aby informacje zweryfikować.

Sąd Okręgowy w uzasadnieniu postanowienia nie wskazał także, które okoliczności dotyczące powodów, przedstawione w publikacjach, uznał za „prawdopodobnie” nieprawdziwe. Samo stwierdzenie, że wskazane dowody „uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji a powodów postawiono w negatywnym świetle”, w żadnej mierze nie mogło wyłączyć analizy ewentualnej sprzeczności zakazu publikacji z ważnym interesem publicznym. Jedną z nieodłącznych cech debaty publicznej, w które kluczową rolę odgrywają dziennikarze, jest krytyka określonych zjawisk i wskazywanie na nieprawidłowości życia społecznego. Jak stwierdził Europejski Trybunał Praw Człowieka, „swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu od takich, które są głęboko krytyczne, obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje”.

W związku ze szczególną rolą, jaką spełnia prasa przyjmuje się, że wolność dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do pewnego stopnia przesady, a nawet prowokacji. Zbieżne z tym poglądem jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał iż „nie ma wolnej, demokratycznej debaty w sytuacji, w której poziom emocji i >soczystość< używanego języka miałaby być z góry narzuconym standardem, określonym w sposób sformalizowany i zbiurokratyzowany przez organy władzy publicznej”.

Rzecznik Praw Obywatelskich w żaden sposób nie rozstrzyga, ani nie podejmuje się oceny, czy tezy zawarte w publikacji Grzegorza Rzeczkowskiego są prawdziwe. Zdaniem RPO udzielenie zabezpieczenia w formie wskazanej w postanowieniu z dnia 29 maja 2019 r. stanowi zagrożenie dla ważnego interesu publicznego - rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej w odniesieniu do kluczowych instytucji państwa oraz osób pełniących funkcje publiczne.

VII.510.128.2019

Sprawa dziennikarza Polityki i wniosku o usunięcie publikacji z internetu do czasu rozstrzygnięcia sporu

Data: 2019-08-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy dziennikarza „Polityki” Grzegorza Raczkowskiego, którą wytoczyli mu prokuratorzy Anna i Przemysław Hopfer.
  • RPO wniósł o oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, czyli o usunięcie artykułów w serwisie „Polityka”.
  • W ocenie RPO sąd nie zestawił ze sobą odpowiednio dwóch przesłanek w tej sprawie: interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone. Nie odpowiedział na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów.
  • Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Publikacje dotyczyły m.in. kariery zawodowej prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”). Dziennikarz analizował w nich kariery prokuratorów związanych z powadzeniem postępowania karnego w sprawie afery.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane w oparciu o art. 7301 § 1 kpc w zw. z art. 755 § 2 kpc. Sprawa toczy się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie a wniosek o zabezpieczenie roszczenia rozpatrzył Sąd Okręgowy.

  • sygn. akt Sądu Okręgowego w Warszawie: IV C 261/19
  • numer sprawy w BRPO:VII.510.128.2019

Przełożony ma wiedzieć o każdym zajęciu prokuratora - Bogdan Święczkowski odpowiada Rzecznikowi

Data: 2019-08-20
  • Każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli przełożonego, niezależnie czy jest podejmowana odpłatnie - uważa Prokurator Krajowy  
  • Tak Bogdan Święczkowski odpowiedział RPO, zaniepokojonemu wymaganiem przełożonych prokuratorów, by zawiadamiali ich nie tylko o podjęciu dodatkowego zatrudnienia, ale także każdego "innego zajęcia" 
  • Na tej podstawie przełożony sprzeciwił się np. udziałowi trojga prokuratorów w edukacyjnej akcji Tygodnia Konstytucyjnego
  • Zdaniem Rzecznika może to powodować tzw. "efekt mrożący" i nieangażowanie się prokuratorów w akcje edukacyjne dotyczące wymiaru sprawiedliwości 

W styczniu 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Prokuratora Krajowego w sprawie możliwego naruszania praw i wolności obywatelskich prokuratorów. Teraz dostał odpowiedź.

Jaka jest dziś interpretacja przepisów?

Prawo o prokuraturze stanowi, że prokurator nie może podejmować dodatkowego zatrudnienia, z wyjątkiem zatrudnienia na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym, jeżeli nie przeszkadza to w pełnieniu obowiązków. Prokuratorowi nie wolno także podejmować innego zajęcia ani sposobu zarobkowania, które by przeszkadzało w pełnieniu obowiązków, mogło osłabiać zaufanie do jego bezstronności lub przynieść ujmę godności urzędu. O zamiarze "podjęcia dodatkowego zatrudnienia, a także o podjęciu innego zajęcia lub sposobu zarobkowania" prokuratorzy muszą informować swych przełożonych. Ci zaś mogą zgłosić sprzeciw, jeżeli uznają, że przeszkadza to w pełnieniu obowiązków, przynosi ujmę godności urzędu lub osłabia zaufanie do bezstronności.

Na wadliwą interpretację tych przepisów przez przełożonych i prokuratorskie sądy dyscyplinarne wskazali w skardze do RPO przedstawiciele Stowarzyszenia Prokuratorów "Lex Super Omnia". Podkreślili, że nie dają one podstaw do twierdzenia, że każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli przełożonego. Partykuła "ani" łączy bowiem inne zajęcie ze sposobem zarobkowania.  Zakaz dotyczy zatem "innego zajęcia o charakterze zarobkowym i sposobu zarobkowania". Dlatego zdaniem Stowarzyszenia powinnością prokuratora jest zgłoszenie tylko zajęć o charakterze zarobkowym.

Rzecznik podjął też sprawę prokuratora z Legnicy, który w lipcu 2017 r. brał udział w demonstracji w obronie niezależności sądów. Miał w ten sposób sprzeniewierzyć się zasadzie apolityczności prokuratorów. We wrześniu 2018 r. rzecznik dyscyplinarny umorzył postępowanie. Uznał, że prokurator nie może "demonstracyjnie ujawniać swoich poglądów politycznych, ale może być uczestnikiem pokojowych zgromadzeń, co nie oznacza działalności politycznej". Od tego orzeczenia Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski odwołał się do Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym. Według przytaczanych w mediach jego argumentów uważa on, że manifestacja miała charakter polityczny, ponieważ protestujący sprzeciwiali się woli większości sejmowej.

Argumenty RPO

Adam Bodnar przypominał, że konstytucyjne prawa do zgromadzeń publicznych oraz wolności słowa i wyrażania poglądów są  fundamentami demokratycznego państwa prawa, którym jest Polska. Z prawa do swobody wypowiedzi prokuratorzy muszą - jak nakazuje kodeks etyczny prokuratorów - korzystać rozważnie. Ich służba nie pozwala na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy. Z drugiej jednak strony przełożeni powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ewentualne krytyczne wypowiedzi prokuratorów, którzy działają w instytucjach społecznych, fundacjach, stowarzyszeniach, o ewentualnych nieprawidłowościach w wymiarze sprawiedliwości czy w organach ścigania należy uznać za działalność w interesie publicznym.

Dlatego prokuratorzy powinni mieć prawo do udziału w dyskusji publicznej nt. praworządności, wymiaru sprawiedliwości oraz ochrony praw człowieka - bez obawy narażania się na problemy dotyczące ich kariery zawodowej. Powinni przy tym przestrzegać zasad etyki zawodowej.

RPO zwrócił się do Bogdana Święczkowskiego o wyjaśnienia, co przemawiało za wniesieniem odwołania ws. prokuratora z Legnicy oraz o stanowisko co do "innego zajęcia". 

Rzecznik wystąpił także do Prokuratura Okręgowego Warszawa-Praga, który zgłosił sprzeciw wobec udziału trojga podległych mu prokuratorów w VI edycji Tygodnia Konstytucyjnego, zorganizowanego w listopadzie 2018 r. przez Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy. Uznał on, że uczestnictwo w tej akcji stanowi przejaw politycznego zaangażowania, mającego osłabiać zaufanie do bezstronności prokuratora.

W ocenie Rzecznika jego negatywnym efektem może być wywołanie wśród prokuratorów tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na wywołaniu w nich obaw związanych z zaangażowaniem się w akcje edukacyjne dotyczące wymiaru sprawiedliwości.

Zdaniem Stowarzyszenia "Lex Super Omnia" wadliwa interpretacja Prawa o prokuraturze doprowadziła do naruszenia praw i wolności obywatelskich prokuratorów. Rzecznik podkreśla, że akcja miała charakter edukacyjny, a jej uczestnicy - przedstawiciele różnych profesji prawniczych - brali w niej udział w celu społecznym.

Odpowiedź Prokuratora Krajowego

W odpowiedzi na pismo RPO z 16 stycznia 2019 r. Bodgan Święczkowski odpisał 7 sierpnia 2019 r., że jednym z najpoważniejszych ograniczeń prokuratorów są rygorystyczne zasady podejmowania i wykonywania przez nich jakiejkolwiek działalności - i to zarówno na podstawie stosunku pracy, jak i innych stosunków prawnych. Źródłem obostrzeń są modelowe założenia o niezależności oraz bezstronności (obiektywizmie) prokuratora. 

Ustalając właściwe znaczenie zwrotu „inne zajęcie”, użytego na oznaczenie pozazawodowej aktywności prokuratora, należy wyjść od reguł wykładni językowej. Według definicji słownikowych "zajęcie" to "czynność, praca przez kogoś wykonywana", "zwykle wykłady, ćwiczenia". Sformułowanie to obejmuje zatem każdą aktywność, niezależnie od tego, czy ma ona charakter odpłatny, czy też nie. Skoro ustawodawca w analizowanym przepisie nie wprowadził rozróżnienia na zajęcia odpłatne i zajęcia o charakterze nieodpłatnym, to jest oczywiste, że nie wolno ich wprowadzać interpretatorowi. 

Bogdan Święczkowski zauważył, że pojęcia "zajęcie" nie można utożsamiać z pojęciem "sposób zarobkowania" z uwagi na to, że ustawodawca różnicuje ich znaczenie, umieszczając te sformułowania obok siebie. Gdyby termin "inne zajęcie" miał oznaczać wszelkie czynności podejmowane za wynagrodzeniem, zbędne stałoby się posługiwanie sformułowaniem "sposób zarobkowania".

Taki rezultat wykładni językowej znajduje potwierdzenie w wykładni funkcjonalnej. Nie ulega bowiem wątpliwości, że nawet nieodpłatne "inne zajęcie" może kolidować z obowiązkami służbowymi, osłabiać zaufanie do bezstronności prokuratora lub przynieść ujmę godności urzędu. Sprzeciw właściwego prokuratora będzie w takich wypadkach nieodzowny. 

- Biorąc pod uwagę wszystkie powołane wyżej argumenty, brak jest podstaw do przyjęcia innej interpretacji pojęcia "inne zajęcie" użytego w treści przepisu art. 103 § 2 i 4 ustawy - Prawo o prokuraturze - podsumował Prokurator Krajowy.

Nie odniósł się on do swego odwołania w sprawie prokuratora z Legnicy. 

VII.564.77.2018 

Prezydent Gdańska dostaje groźby m.in. po materiałach „Wiadomości” TVP. Interwencja RPO do KRRiT

Data: 2019-08-08
  • Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz dostaje coraz więcej listów z groźbami i obelgami
  • Jak podają media, w części tych listów są odniesienia m.in. do treści z "Wiadomości" TVP
  • „Wiadomości” twierdzą, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje II wojnę światową i prowadzi do zatarcia granic między sprawcami i ofiarami
  • Padło nawet stwierdzenie, że "władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska"

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie, czy w tym zakresie nadawca publiczny właściwie zrealizował ustawowy obowiązek zachowania bezstronności.

RPO z niepokojem przyjął informację mediów (http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,25055087,kto-grozi-smie...) o zwiększającej się liczbie listów z groźbami i obelgami, kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska. Z informacji tych wynika, że w części tych listów znajdują się wprost odniesienia do treści publikowanych m.in. w „Wiadomościach TVP”.

W ostatnich tygodniach telewizja publiczna wyemitowała szereg materiałów poświęconych władzom Gdańska i pani prezydent Aleksandrze Dulkiewicz. - Materiały te – jak wskazuje wstępna analiza ich treści - odbiegały od standardu wyznaczonego art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji i polegającego na zachowaniu bezstronności i wyważenia – głosi pismo RPO do KKRiT. 

W części z nich podnoszono zarzut, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje tragedię II wojny światowej i prowadzi do zatarcia granic pomiędzy sprawcami i ofiarami. Przykładem może być materiał pt. „Specustawa z podpisem Prezydenta” z 2 sierpnia 2018 r. W opublikowanym 24 lipca 2019 r. materiale pt. „Atak na Kościół po zajściu w Białymstoku” sformułowano nawet pogląd, że „władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska”.

W tych materiałach TVP przedstawiła działania władz miasta w sposób selektywny, w oderwaniu od kontekstu w jakim zostały podjęte i bez wskazania ich rzeczywistych intencji. W materiale poświęconym atakom na Marsz Równości w Białymstoku informacje dotyczące Gdańska połączono z wiadomościami dotyczącymi aktów przemocy dokonywanymi przez chuliganów. 

Opisana sytuacja budzi wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania przez nadawcę publicznego obowiązków określonych w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, w szczególności obowiązku zachowania bezstronności i wyważenia.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego KRRiT o zbadanie, czy w tym zakresie nadawca publiczny w sposób właściwy zrealizował obowiązki ciążące na nim z mocy prawa. Rzecznik poprosił też o stanowisko w sprawie. 

VII.564.61.2019
 

Wolność słowa to element wolności udziału w wyborach i życiu publicznym. Debata RPO na Pol'and'Rock Festival

Data: 2019-08-02
  • Od 12 lat bardzo osłabia się jakość demokracji w większości państw OBWE
  •  Przed nami jeszcze parę lat walki o tę demokrację. Wzrasta znaczenie partii populistycznych, ale też zaangażowanych pieniędzy  
  • To tematy debaty "Wolność słowa, pluralizm, demokracja" Rzecznika Praw Obywatelskich na Pol’and’Rock Festival

W debacie 2 sierpnia 2019 r. wystąpili :

  • prof. Wojciech Sadurski – profesor Uniwersytecie w Sydney, Uniwersytet Warszawski
  • dr Marcin Walecki – dyrektor Departamentu Demokratyzacji i Praw Człowieka , OBWE 
  • Paulina Kieszkowska-Knapik – Wolne Sądy, Okręgowa Rada Adwokacka

Jakie są problemy?  

WOLNE SĄDY
Demokracja nie jest dana nam na zawsze – trzeba o nią dbać. 
Jednym z jej podstawowych elementów są wolne sądy. W obecnej sytuacji prawnej, zmianach w systemie sądownictwa powodują, że niezależność sądów jest zagrożona. Dlatego konieczne jest wzmacnianie sędziów, szczególnie tych, którzy walczą o demokrację w Polsce. 
„Przykładowo: jesteście kierowcami cinquecento. Wyjeżdżacie nie w tym miejscu, gdzie trzeba, znajdujecie się nie o tej porze, co trzeba. I jeśli prokuratura jest zależna od władzy, która tą kolumną jechała to musicie mieć prawnika. Ale musi do tego być wolny sąd, który orzecze bez zależności politycznej zgodnie z prawem i stanem faktycznym. A w sytuacji, kiedy sąd nie jest niezależny, to orzecze tak, jak mu wskaże osoba, której to jest konieczne do korzyści politycznej” – prof. Wojciech Sadurski.
Wszystkie kraje wschodnie zostały przejęte przez środowiska oligarchiczne, kontrolujące cały system państwa. Bez wolnych sądów nie będzie można normalnie skutecznie walczyć z korupcją. 
Bez wolnych sądów nie będzie można być na zgromadzeniu – wolnym zgromadzeniu – będziecie wynoszeni w kajdankach, nie będziecie mogli wyrażać swoich poglądów. 
Zapomnijmy o tym, że będzie można swobodnie założyć ngosy np. działające na rzecz migrantów bo powstanie ustawa, która tego zakazuje, która powie, że osoby działające na rzecz np. migrantów jako działanie przeciw bezpieczeństwu państwa.
Czy ktoś z was miał poczucie że boi się własnego Państwa? Czy boicie się, samoograniczacie się w komentowaniu publicznym, komentowania publicznego i wyrażania własnych poglądów? Czy boicie się podsłuchów, zostawiacie telefony wchodząc na spotkania? Wiele osób podniosło ręce. Tak. I do tego też są konieczne wolne sądy – żeby obywatele się nie bali – mówiła Paulina Kieszkowska-Knapik.
Nie mamy gwarancji wolnych wyborów, jeśli nie mamy niezależnych sędziów, bo to sąd potwierdza ich ważność. 

SPOŁECZEŃSTWO OBYWATELSKIE
To drugi niezwykle ważny element demokracji. Na Pol’and’Rock jest wiele organizacji pozarządowych, działających w różnych obszarach, musimy tym organizacjom i obywatelom pozwolić na działanie. 
WOLNE MEDIA
„Musimy też zadbać o wolne media. Jak nie ma wolności słowa – nie ma pluralizmu, wolności – to oznacza, że demokracja jest bardzo zagrożona.” – mówił prof. Wojciech Sadurski.
POLARYZACJA
Toksyczna polaryzacja – to coś do czego prowadzi teraz obecny język życia politycznego i debaty publicznej – cierpią na tym obywatele, parlamentarzyści, organizacje pozarządowe, media. To co się dzieje w Turcji, na Węgrzech może wydarzyć się w Polsce. „Nie mówię, że to się dzieje dzisiaj, ale może się wydarzyć” – powiedział dr Marcin Walecki – „Wielu ekspertów uważa, że stracimy Państwową Komisję Wyborczą. Co się dzieje kiedy tracimy kontrolę nad Prokuratorem Generalnym, Trybunałem Konstytucyjnym? Wyłączenie tych bezpieczników spowoduje, że nas wszystkich jutro kopnie prąd. I część z nas tego kopnięcia nie przeżyje”.

Jesteśmy wszyscy razem w tym kraju – osoby LGBT, osoby ze strony lewicowych czy prawicowych poglądach, wszyscy. Zastanówmy się, co nas łączy i nad tym pracujmy, bo łączy nas 80% zagadnień.

CO MOŻEMY ZROBIĆ?
Popracujmy nad polaryzacją. Różnice pomiędzy poglądami nie są złe – różnice nas wzbogacają. Złe jest to, kiedy jedna ze stron używa języka nienawiści wobec tej drugiej strony i to jest niebezpieczne. To jest język nienawiści, który buduje złą polaryzację. 
Nie przejmujmy tego języka – nie nazywajmy ludzi o innych poglądach gorszymi.
Apolityczność
Rozmawiajmy i przekonujmy – na różnych polach. Dajmy sobie szansę na działania poza podziałami politycznymi.
Udział w wyborach
Idźmy na wybory, aby żadna osoba nie czuła, że to nie jest państwo. Mamy najmniejszy udział w wyborach i nie tylko jako wyborcy, ale społeczeństwo obywatelskie ma najmniejszą reprezentację w parlamencie. To jest bardzo trudne, bo organizacje pozarządowe tracą źródła finansowania. Nie ma już grantów polskich. Pozostały fundusze norweskie, ale to już ostatnie źródło finansowania NGO-sów. Są jednak inicjatywy takie, jak Wolne Sądy, które działają pro bono – bez żadnych źródeł finansowania. Tak też się da zrobić wiele. Ale zaangażowanie musi być większe. 
Jak twierdzą eksperci międzynarodowi, organizacje europejskie, którzy monitorują stan praworządności w Polsce - najważniejszą instytucją demokratyczną jest Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO działa ponad podziałami, ale należy wzmacniać jego kompetencje jako element demokracji i miejsce dialogu. 
Dlaczego to działanie jest takie ważne? Dlaczego wolne sądy są tak ważne dla wszystkich wolności?
Powstają takie grupy prześladowane: adwokaci, artyści, muzealnicy, środowiska LGBT i inne, które są atakowane, obrażane. I do ich wsparcia potrzebne są osoby, które pomogą czynić dobro.

Jak tworzone jest prawo w Polsce? Czy mamy na to w ogóle jakiś wpływ? Tworzy się tysiące ustaw, nocą, wtedy, kiedy nawet nie mamy często możliwości śledzenia procesu stanowienia prawa ale my nie mamy na to wpływu. 
Co przestało działać w parlamentaryzmie?
Zbyt często zmieniamy stanowione już prawo. Poprawka za poprawką, potem kolejne. Skrajnym patologicznym przykładem była ustawa o Sądzie Najwyższym, zmieniana 9 razy. Dla rządzących nie jest to wiążące, jest zmieniane wtedy, kiedy trzeba kolejną rzecz załatwić.
Ustawy przedstawiane w parlamencie, a mimo że są tworzone wewnątrz resortów, to przedstawiane są jako projekty poselskie - bez wysłuchania głosów ekspertów, organizacji, bez konsultacji społecznych. W nieprawdopodobnie szybkim trybie. Ale to także ustawy dotyczące obywateli – podatkowe, prawo budowlane, przepisy dotyczące przedsiębiorców.
W ustawie o Sądzie Najwyższym 596 razy występuje słowo "dyscyplinowanie", "dyscyplinarny"– nie o szybkości, sprawności, naprawie.

Minimalizacja i obniżenie roli opozycji. Wyłącza się głosy opozycji w parlamencie, nie daje się możliwości wypowiedzi, wprowadzania poprawek do przedstawianych projektów. Nie ma dialogu. 
Wszystkie organizacje międzynarodowe wytykają Polsce właśnie dramatycznie szybki i słaby proces stanowienia prawa. 

Przepis jak wspierać demokrację? 
Przystępujmy do NGO-sów, chodźmy na wybory, wpłacajmy datki na organizacje pozarządowe, chodźmy na demonstracje. To jest nasz obywateli codzienny udział w demokracji. 

Czy nie jest tak, że jeśli większość wybiera władzę to zawsze będzie to zagrożenie?
Nawet przy rządach większości, musi być gwarant wolności. A tym jest właśnie rozdzielność władzy. Wyobraźmy sobie - jakieś radio zbiera podpisy pod petycją, żeby zlikwidować Pol’and’Rock. We współczesnej demokracji mniejszość ma gwaranty wolności bo większość może zdecydować o losie mniejszości, a ta nie będzie mieć żadnych możliwości odwołania, protestu. Gwarantami są sądy, Rzecznik Praw Obywatelskich, wolne media. De facto nie mamy rządów większości, bo biorąc pod uwagę system wyborczy, frekwencję nie wybiera władzy ponad połowa obywateli.
„Jeśli nie mamy wolnych sądów, prokuratury mediów zwiększa się korupcja polityczna. Pamiętajmy albo demokracja kontroluje pieniądze, albo pieniądze demokrację” - stwierdził dr Marcin Walecki.

Czy my po odwróceniu tej destrukcji demokracji w Polsce za jakiś czas jesteśmy w stanie wprowadzić jakieś dodatkowe bezpieczniki, które pozwolą w przyszłości uchronić Polskę od destrukcji?
„Nie mamy 100% bezpieczników. Obywatelska presja, sprzeciw, siła społeczeństwa obywatelskiego – to jest przepis” – Wojciech Sadurski
„Stworzenie bardzo silnego frontu organizacji pozarządowych, które wspólnie zadbają o demokrację, i jej jakość” – Marcin Walecki
Konstytucja zapewnia wszystkim wolności obywatelskie, chyba że są ograniczone ustawą. Kolejną grupą, która jest zagrożona – służba cywilna. Były już przypadki zwolnienia pracowników za to, że biorą udział w demonstracjach. Zabicie profesjonalnej służby cywilnej nie możemy iść do przodu jako państwo, rozwijać się. Służba cywilna musi być profesjonalna, dobrze opłacana. I ona też powinna być niezależna. To właśnie ona była podstawą odchodzenia od komunistycznego Państwa.

Codziennie myjemy zęby to i codziennie bądźmy obywatelami. Musimy to robić w jak najlepszym stylu. 
 

RPO pyta sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego o wezwanie sędziego Łukasza Bilińskiego

Data: 2019-08-02
  • Sędziowski rzecznik dyscyplinarny wezwał na przesłuchanie jako świadka sędziego Łukasza Bilińskiego, bo wypowiadał się w mediach o przeniesieniu go z wydziału karnego do wydziału rodzinnego
  • Wzywanie sędziów w związku z ich wypowiedziami w mediach może wywoływać wśród nich „efekt mrożący” - wskazuje RPO
  • Podkreśla, że w ramach czynności wyjaśniających jako świadka można przesłuchać wyłącznie osobę zgłaszającą przewinienie dyscyplinarne danego sędziego

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Piotra Schaba o wyjaśnienia, na jakiej podstawie wezwał sędziego Łukasza Bilińskiego i jakie przesłanki za tym przemawiały.  Spytał też o to, na czyj wniosek podjęto czynności wyjaśniające.

Sędzia Łukasz Biliński z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia orzekał m.in. w procesach obywateli za protesty pod Sejmem, sprzeciw wobec marszów narodowców czy kontrmanifestacje wobec oficjalnych uroczystości ws. katastrofy smoleńskiej. Wydawał liczne wyroki uniewinniające, z powołaniem się na Konstytucję.

W czerwcu 2019 r. prezes Maciej Mitera zdecydował o przeniesieniu sędziego – bez jego zgody - z wydziału karnego do wydziału rodzinnego i nieletnich tego samego sądu. Uzasadnił to brakami kadrowymi w wydziale cywilnym i likwidacją wydziału karnego, w którym sędzia dotychczas orzekał.

Jednak sędziowie z tego wydziału mają trafić do innych wydziałów karnych. Jedynym wyjątkiem jest sędzia Łukasz Biliński, który miałby orzekać w materii zupełnie dla niego nowej. Jego zdaniem przeniesienie może mieć związek z jego działalnością orzeczniczą – czemu zaprzeczył prezes Mitera. Według części mediów zmiany organizacyjne były tylko pretekstem, by sędziego odsunąć od spraw karnych. 

Sędzia Łukasz Biliński odwołał się do Krajowej Rady Sądownictwa, która 25 lipca 2019 r. oddaliła jego odwołanie.

W związku ze swoimi wypowiedziami w mediach na temat tej sprawy sędzia Biliński został wezwany przez Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych do stawienia się w charakterze świadka.

Według Adama Bodnara taka praktyka rodzi poważne wątpliwości co do prawidłowości postępowania.

Zgodnie z przepisami, rzecznik  dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości,  prezesa sądu apelacyjnego lub prezesa sądu okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub  kolegium sądu okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy.

Z art. 114 Prawa o ustroju sądów powszechnych nie wynika jednak kompetencja rzecznika  dyscyplinarnego do przesłuchiwania w charakterze świadka sędziów w ramach czynności  wyjaśniających. W charakterze świadka może zostać  przesłuchana  wyłącznie osoba zgłaszająca delikt dyscyplinarny.

W ocenie Adama Bodnara wzywanie sędziów w charakterze świadków w związku z ich wypowiedziami medialnymi może prowadzić do wywołania wśród nich „efektu mrożącego”. Polegałby on na zniechęceniu sędziów do udziału w jakiejkolwiek debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie - problemów związanych ze zmianami kadrowymi i z zapewnieniem niezależności sądów.

VII.510.118.2019

Czy zmiany struktury Polskiego Radia będą się wiązały ze zwolnieniami dziennikarzy?

Data: 2019-07-30
  • Niektórzy dziennikarze Polskiego Radia są odsuwani od anteny i przesuwani do archiwum
  • Dział kadr spytał działające w radiu związki zawodowe o uprawnienia pracownicze przysługujące tym dziennikarzom
  • Może to podważać deklarację władz spółki, że zmiany struktury Polskiego Radia nie będą się wiązały ze zwolnieniami dziennikarzy – ocenia RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich śledzi doniesienia dotyczące wprowadzanych od lipca 2019 r. zmian struktury wewnętrznej Polskiego Radia w kontekście poszanowania praw obywatelskich.  

Jak wynika z informacji prasowych, w związku z tymi zmianami, wieloletni dziennikarz „Trójki” Ernest Zozuń został oddelegowany do archiwum Informacyjnej Agencji Radiowej, a dziennikarka gospodarcza Sylwia Zadrożna została odsunięta od anteny „Jedynki”.  Wcześniej, w kwietniu br., Agata Kasprolewicz została odsunięta od prowadzenia audycji w „Jedynce”, co spotkało się z dużym protestem pracowników radia. Po reorganizacji struktury dziennikarce tej nie została przydzielona żadna audycja.

Z informacji mediów wynika ponadto, że dział kadr Polskiego Radia zapytał  związki zawodowe o uprawnienia pracownicze przysługujące wymienionym  dziennikarzom (działaczom związkowym przysługuje szczególna ochrona przed zwolnieniem z pracy).

- Może to budzić wątpliwości co do prawdziwości deklaracji władz spółki, że zmiany struktury Polskiego Radia nie będą się wiązały ze zwolnieniami dziennikarzy - uważa Adam Bodnar.

Polskie Radio jest źródłem informacji dla znacznej części obywateli. Pełni istotną rolę w zakresie realizacji zadań mediów publicznych wynikających z Konstytucji. Odsuwanie od anteny oraz zwalnianie z pracy zatrudnionych w mediach publicznych dziennikarzy, o dużym dorobku zawodowym i wieloletnim doświadczeniu, może budzić w tym kontekście wątpliwości.

W ocenie Rzecznika decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane na  podstawie przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego. Media publiczne powinny wykazywać się szczególną troską o zapewnienia pluralizmu przekazywanych treści i swobody pracy dziennikarzom.

Adam Bodnar zwrócił się do prezesa Polskiego Radia Andrzeja Rogoyskiego o stanowisko i poinformowanie o przyczynach decyzji kadrowych dotyczących wskazanych dziennikarzy. Poprosił również o wskazanie podstawy prawnej  wystąpienia do związków zawodowych.

VII.564.53.2019

 

TVP nie ogranicza swobody wypowiedzi dziennikarzy, ale egzekwuje umowy cywilnoprawne. Prezes Kurski odpowiada RPO

Data: 2019-07-19
  • - Ma Pan błędne informacje, jakoby w stosunku do red. Michała Olszańskicgo został wydany jakikolwiek zakaz wypowiadania się w mediach – pisze do RPO szef TVP Jacek Kurski
  • Zapewnia, że „TVP w swojej działalności przestrzega przepisów prawa powszechnie obowiązującego, w szczególności Konstytucji oraz Prawa prasowego i nie stosuje wobec swoich dziennikarzy żadnej cenzury prewencyjnej”
  • "Redaktor Michał Olszański związany był po prostu z TVP umową cywilnoprawną, która przewiduje zachowanie w poufności informacji uzyskanych w związku z realizacją umowy, a mogących naruszyć interes programowy, ekonomiczny lub dobre imię TVP"
  • "Plotkarskie przedstawienie przez niego kulisów rozmowy z prezesem Kaczyńskim, wraz z subiektywnymi i nieuprawnionymi komentarzami, mogło doprowadzić do naruszenia interesów TVP. Mimo to TVP nie wydała żadnego zakazu - a jedynie przypomniała dziennikarzowi zasady, na jakich odbywa się współpraca pomiędzy stronami"

Chodzi o sprawę wywiadu z prezesem PiS, Jarosławem Kaczyńskim, jaki TVP wyemitowała  w maju 2019 r., tuż przed wyborami do europarlamentu. Wywiad przeprowadzony był w konwencji telewizji śniadaniowej, dotyczył życia prywatnego i upodobań polityka. Nie padły żadne pytania o wydarzenia polityczne, co wzbudziło zdumienie w środowisku dziennikarskim. Współprowadzący wywiad Michał Olszański zaczął więc wyjaśniać, że schemat rozmowy został opracowany po konsultacjach PR-owców prezesa i kierownictwa programu „Pytanie na Śniadanie”.

Po tej wypowiedzi miał – jak podawały media - otrzymać od władz TVP zakaz dalszego publicznego zabierania głosu w sprawie. RPO pytał więc, czy tak się stało naprawdę, zwracając uwagę iż dziennikarzowi, jak każdemu Konstytucja zapewnia wolność słowa i rozpowszechniania informacji.

Redaktor Michał Olszański związany był z TVP umową cywilnoprawną, która przewiduje zachowanie w poufności informacji uzyskanych w związku z realizacją umowy, a mogących naruszyć interes programowy, ekonomiczny lub dobre imię TVP. Oznacza to, że red. Olszański powinien w swojej zawodowej działalności , w tym przede wszystkim w publicznych wypowiedziach dochować należytej staranności zapewniających ochronę wyżej wymienionym dobrom. Zasady, o których mowa są powszechnie stosowane w relacjach z mediami, standardem korespondującym ściśle z >>Zasadami etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej S.A. - informacja, publicystyka, reportaż, dokument, edukacja<< zobowiązującymi dziennikarza do zachowania lojalności wobec TVP i dbania o jej dobre imię" - dopisał prezes Kurski. - "Z całą pewnością plotkarskie przedstawienie przez red. Olszańskiego kulisów, zasad organizacji planu jednej z najbardziej popularnych audycji TVP wraz z subiektywnymi i nieuprawnionymi komentarzami mogło doprowadzić do naruszenia interesów TVP S.A. Mimo to, TVP informuje, iż w stosunku do ww. nie został wydany żaden zakaz wypowiadania się do mediów - a jedynie zostały mu przypomniane zasady, na jakich odbywa się współpraca pomiędzy stronami, stosownie do postanowień trwającej wtedy umowy cywilnoprawnej oraz obowiązujących od kilkunastu lat wewnętrznych przepisów TVP".

VII.564.39.2019

Sąd nie umorzył procesu z art. 212 Kk - choć musiał. Kasacja Rzecznika

Data: 2019-07-12
  • Proces z oskarżenia prywatnego podlega umorzeniu, jeśli w sądzie bez usprawiedliwienia nie stawia się ani sam oskarżyciel, ani jego adwokat
  • Zgodnie z prawem oznacza to bowiem odstąpienie od oskarżenia
  • Sąd nie tylko to zignorował, ale potem ukarał dziennikarza grzywną za zniesławienie wójta ze słynnego artykułu 212 Kodeksu karnego

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego.

Chodzi o budzący liczne kontrowersje art. 212 Kk, który pozwala sądom na karanie m.in. dziennikarzy za zniesławienie. Dyskusja na temat zniesienia takiej odpowiedzialności trwa w Polsce od kilkunastu lat. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych czy postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią porządku prawnego. Nic się nie zmienia - mimo zapowiedzi polityków róznych opcji.

- Proponuję rozważenie takich zmian legislacyjnych, które doprowadziłyby do uproszczenia procedury dochodzenia roszczeń  w sprawach o zniesławienie na drodze cywilnoprawnej, przy jednoczesnym pozostawieniu możliwości zastosowania sankcji karnych do tych przypadków, w których sankcje cywilnoprawne mogą okazać się niewystarczające – pisał w 2016 RPO Adam Bodnar w wystąpieniu do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Zmian nie było. Ostatnio resort chciał nawet zaostrzenia art. 212 przy okazji nowelizacji prawa karnego, ale wycofał się z tych propozycji.

Historia sprawy

W jednym z lokalnych tygodników w 2006 r. porównano wójta gminy-kobietę do komendanta obozu podobnego do Berezy Kartuskiej. Padły też porównania do „truchła” i „padliny zalatującej batiuszką Stalinem na odległość”.

Wójt uznała to za przestępstwo pomówienia o postępowanie, które mogło poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego stanowiska. Złożyła w sądzie prywatny akt oskarżenia z art. 212 par 2 Kk. Za takie zniesławienie grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności.

W 2009 r. sąd rejonowy uznał autora publikacji za winnego przestępstwa. Wymierzył mu 2800 zł grzywny. Ponadto sąd nakazał mu zwrócić oskarżycielce prywatnej koszty procesu.

W odwołaniu oskarżony wniósł o uniewinnienie, ewentualnie o uchylenie orzeczenia i zwrot sprawy sądowi I instancji. Sąd okręgowy w 2010 r. utrzymał zaskarżony wyrok.

Argumenty RPO

Rzecznik zaskarżył orzeczenie sądu okręgowego utrzymujące wyrok I instancji, który zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego. Sąd rejonowy kontynuował bowiem ten proces po 18 sierpnia 2009 r.  – mimo braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Tego dnia ani oskarżycielka prywatna, ani jej pełnomocnik nie stawili się w sądzie bez usprawiedliwionych powodów. Byli zaś prawidłowo zawiadomieni o terminie rozprawy.

Zgodnie z art. 496 Kodeksu postępowania karnego postępowanie w sprawach z oskarżenia prywatnego umarza się za zgodą oskarżonego, jeżeli oskarżyciel prywatny odstąpi od oskarżenia przed prawomocnym zakończeniem postępowania. Zgoda oskarżonego nie jest wymagana, jeżeli oskarżyciel prywatny odstąpi od oskarżenia przed rozpoczęciem przewodu sądowego. Niestawiennictwo oskarżyciela prywatnego i jego pełnomocnika na rozprawie głównej bez usprawiedliwionych powodów uważa się za odstąpienie od oskarżenia - głosi par. 3 art. 496 Kpk.

Pominięcie tego przez sąd rejonowy spowodowało dalsze prowadzenie postępowania oraz wydanie wyroku - mimo braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Nie mogła tego zmienić obecność oskarżycielki prywatnej lub jej pełnomocnika na kolejnych rozprawach. Jedyną bowiem okolicznością, która może spowodować obalenie domniemania wynikającego z art. 496 § 3 Kpk jest wykazanie, że niestawiennictwo było usprawiedliwione – do czego w tej sprawie nie doszło. 

Odstąpienie od oskarżenia jest dla sądu odwoławczego nakazem uchylenia wyroku I instancji - nawet gdy w apelacji nie postawiono zarzutu z tym związanego. Brak skargi uprawnionego oskarżyciela jest bowiem tzw. bezwzględną przyczyną odwoławczą, która sąd uwzględnia z urzędu. 

Jak wskazywał Sąd Najwyższy, postępowania prywatnoskargowe toczą się z inicjatywy oskarżyciela prywatnego i przede wszystkim w jego interesie. Przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego bezpośrednio naruszają bowiem interes pokrzywdzonego. A zatem to oskarżyciel ma obowiązek wykazywania w sądzie, że jest zainteresowany dalszym tokiem procesu. Dlatego też wykluczone jest prowadzenie postępowania przez sąd wbrew lub mimo braku  woli oskarżyciela prywatnego.

Rzecznik wniósł w kasacji by Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki i umorzył postępowanie. 

Wcześniej Prokuratura Krajowa uznała brak podstaw do złożenia w tej sprawie kasacji nadzwyczajnej przez Prokuratora Generalnego.  Według niej analiza akt sprawy nie wskazała, aby sądy dopuściły się uchybień stanowiących bezwzględne przyczyny odwoławcze.

II.511.78.2017

RPO prosi o wyjaśnienia w sprawie zakazu wypowiedzi dla dziennikarza TVP

Data: 2019-07-08
  • RPO dowiedział się z mediów o zakazie dla red. Michała Olszańskiego z TVP wypowiedzi w mediach w związku z przeprowadzeniem wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim w programie „Pytanie na Śniadanie”
  • Rzecznik uznał to za bardzo poważne ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej na podstawie art. 54 Konstytucji 

Chodzi o wywiad z prezesem PiS 13 maja 2019 r., tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wywiad przeprowadzony był w konwencji telewizji śniadaniowej, dotyczył życia prywatnego i upodobań polityka. Nie padły żadne pytania o wydarzenia polityczne, co wzbudziło zdumienie w środowisku dziennikarskim. Współprowadzący wywiad Michał Olszański zaczął więc wyjaśniać, że schemat rozmowy został opracowany dla tej rozmowy po konsultacjach PR-owców prezesa i kierownictwa programu „Pytania na Śniadanie”.

Po tej wypowiedzi miał otrzymać od władz TVP zakaz dalszego publicznego zabierania głosu w sprawie.

- Środek ten podjęty przez pracodawcę wobec dziennikarza należy uznać za bardzo poważne ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej red. M. Olszańskiemu na podstawie art. 54 Konstytucji – zauważył RPO Adam Bodnar.

Sytuacja ta budzi też wątpliwości z punktu widzenia wyrażonej w art. 14 Konstytucji zasady wolności prasy i innych środków przekazu.

Wypowiedź red. M. Olszańskiego nie zawierała treści znieważających ani w żaden inny sposób nie naruszała porządku prawnego. Działania podjęte przez TVP SA w tej sprawie stwarzają poważne ryzyko wywołania "efektu mrożącego" wobec dziennikarzy pracujących w mediach publicznych, co w istotny sposób może odbić się na prawie ogółu obywateli do uzyskiwania rzetelnych informacji.

Szczególnie media publiczne powinny bowiem wykazywać się w tym zakresie wysokimi standardami i zapewniać swoim dziennikarzom możliwość nieskrepowanego wyrażania poglądów.

Rzecznik poprosił prezesa TVP o wyjaśnienia.

VII.564.39.2019

KRRiT: materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci Pawła Adamowicza nie naruszał prawa do rzetelnej informacji

Data: 2019-06-27
  • Materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie naruszał praw odbiorców do rzetelnej informacji - uznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • To odpowiedź na wystąpienie RPO, że ten materiał nt. „mowy nienawiści" polityków był całkowicie jednostronny i nie uwzględniał zasady pluralizmu
  • Pomijał bowiem przypadki, gdy to przedstawiciele dziś rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi
  • Ponadto sugerował, że część odpowiedzialności za nieodpowiednie zabezpieczenie koncertu, gdzie zaatakowano Pawła Adamowicza, może ponosić prezes WOŚP Jerzy Owsiak

- Następstwa braku pluralizmu w mediach publicznych są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie - pisał Adam Bodnar w styczniu 2019 r. do prezesa TVP Jacka Kurskiego (i do wiadomości przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego).

Pismo RPO w sprawie materiału „Wiadomości” TVP

Chodziło o wyemitowany w „Wiadomościach” 14 stycznia 2019 r. materiał o zjawisku "mowy nienawiści" ze strony polityków. W programie tym przytoczono jedynie wypowiedzi polityków opozycji, pomijając przypadki, gdy to przedstawiciele obecnie rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi.

Szef „Wiadomości” i Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski podawał, że materiał prezentował „przykłady najbardziej drastycznych wypowiedzi polityków, wzywające wprost do stosowania przemocy fizycznej”. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego w materiale nie pojawiły się wypowiedzi polityków partii rządzących. 

Rzecznik zwrócił uwagę prezesa TVP na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów, ale również do różnorodności przekazywanych informacji.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.  Art. 54 Konstytucji zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wolności te odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji.

Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu – wskazał Rzecznik.

Powołał się na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, który stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, obejmującym wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei, a społeczeństwo ma prawo do ich otrzymywania.

Rzecznik zwrócił się do prezesa TVP o wyjaśnienia w sprawie. W szczególności poprosił o wyjaśnienie, dlaczego materiał „Wiadomości” był całkowicie jednostronny, bez uwzględnienia niezbędnej w pracy dziennikarskiej zasady pluralizmu.

Odpowiedź KRRiT

25 czerwca 2019 r. Witold Kołodziejski napisał Rzecznikowi, że podczas postępowania wyjaśniającego KRRiT szczegółowo rozważyła zarzuty Rzecznika, stanowisko prezesa Zarządu TVP SA Jacka Kurskiego; dokonała też analizy materiału filmowego.

Prezes TVP  Jacek Kurski w stanowisku przekazanym KRRiT odniósł się do zarzutów RPO i przedstawił argumentację zawierającą odniesienia do literatury tematu oraz orzecznictwa krajowego i europejskiego. Szef KRRiT przywołał fragment, w którym Jacek Kurski wyjaśniał powód podjęcia tematu przez „Wiadomości”: Problem w tym, że tragedia ta, mimo iż była autorstwa osobnika nie w pełni władz umysłowych, tj. leczącego się psychiatrycznie kryminalisty, już chwilę po ogłoszeniu wiadomości o zgonie Pawia Adamowicza 14 stycznia ok. g. 14 zaczęła być wykorzystywana przez czołowych polityków i liderów opinii opozycyjnej do kreowania syndromu mordu politycznego. Oskarżenie takie wysunęli publicznie w godzinach popołudniowych, tj. Jeszcze przed głównym wydaniem Wiadomości m.in. wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz z PO, b. szef MSW w rządzie PO-PSL Bartłomiej Sienkiewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej Jarosław Kurski czy redaktor naczelny Rzeczpospolitej Bogusław Chrabota. Osoby o tym statusie społecznym nie mogą nie wiedzieć co oznacza mord polityczny: mord polityczny nie jest mordem, w którym polityk ginie, lecz mordem, który przez polityka łub polityków zostaje zlecony. Oznaczało to oskarżenie wprost oponentów politycznych Pawła Adamowicza, rozumianych dowolnie i rozszerzająco, o odpowiedzialność za jego śmierć. Nadużycie grania śmiercią ze strony ww. osób publicznych, uzasadniało w ocenie redakcji Wiadomości podjęcie wątku debaty na temat siania nienawiści w połskim życiu publicznym.

Odnosząc się do zarzutu dotyczącego sugerowania, że prezes Fundacji WOSP  Jerzy Owsiak może ponosić część odpowiedzialności za nieodpowiednie zabezpieczenie koncertu, prezes TVP wyjaśnił, że w materiale przytoczono jedynie słowa Jerzego Owsiaka o prawidłowym zabezpieczeniu imprezy przez firmę ochroniarską i nie sugerowano, że ponosi on odpowiedzialność za to tragiczne wydarzenie.

Prezes TVP podkreślił ponadto, że w materiale Wiadomości zaprezentowane zostały różne, czasami drastyczne wypowiedzi publiczne, w których przedstawiciele obecnej opozycji nawoływali wprost do fizycznej agresji wobec politycznych oponentów. Wśród tych wypowiedzi znalazły się te, których autorami były osoby niegdyś sprawujące najważniejsze funkcje w państwie (m.in. były Prezes Rady Ministrów, dwóch byłych Marszałków Sejmu RP, dwóch byłych Prezydentów RP, były Prezes Trybunału Konstytucyjnego).

Jednocześnie prezes TVP wskazał: Brak w materiale symetrycznych wypowiedzi przedstawicieli obecnej koalicji rządowej, wynika z tego, że nigdy nie nawoływali oni, na porównywalnym poziomie w hierarchii państwa, do agresji fizycznej wobec swoich oponentów. Wynika po prostu z braku symetrii. Podczas wielu debat publicznych, owszem, zdarzały się wypowiedzi emocjonalne np. padające ze strony urzędującego Prezydenta czy Prezesa partii rządzącej. Nigdy jednak nie oznaczały one wezwania do agresji fizycznej (np. dorżnięcia watahy, strącenia szarańczy, wyskakiwania przez okna czy lania się dechą), gdyż one takich treści po prostu nie zawierały.

Witold Kołodziejski dodał, że KRRiT ocenę materiału Wiadomości przeprowadziła na podstawie przepisów ustawy z 29 grudnia 1992 r. Została w niej sformułowana zasada autonomii programowej nadawcy. Nadawca kształtuje program samodzielnie i ponosi odpowiedzialność za jego treść, co m.in. oznacza, że nadawca sprawuje faktyczną kontrolę nad wyborem audycji, sposobem ich realizowania czy zestawiania w programie.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie ma zatem wpływu na kształt programu. Działania kontrolne KRRiT przeprowadza wyłącznie ex post oraz zawsze tylko wtedy, gdy ustawa wskazuje na naruszenie prawa i upoważnia organ do podjęcia działań.

KRRiT uwzględniła również fakt, iż zgodnie z powszechnie uznawanym stanowiskiem judykatury, osoba publiczna musi liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa w sprawach dotyczących jej działalności zawodowej i społecznej. Tego rodzaju stanowisko podkreślane jest w literaturze fachowej i orzecznictwie, z którego wybór stosownych przykładów przywołał prezes TVP SA.

- W świetle powyższych ustaleń Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, analizując wskazany na wstępie materiał filmowy, nie stwierdziła popełnienia naruszeń w zakresie określonym w Pańskim wystąpieniu, tj. naruszenia praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie – brzmi konkluzja pisma Witolda Kołodziejskiego do RPO.

VII.564.6.2019

RPO: zarekwirowanie projektora, który miał wyświetlić film "Tylko nie mów nikomu" - bez podstawy prawnej

Data: 2019-06-14
  • Policja zarekwirowała projektor, za którego pomocą na fasadzie budynku przyległego do Katedry Polowej WP miał być wyświetlony film „Tylko nie mów nikomu”
  • Za podstawę działań przyjęto artykuł Kodeksu wykroczeń, mówiący o wystawieniu na widok publiczny w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ”ogłoszenia, plakatu, afiszu, apelu, ulotki, napisu lub rysunku”
  • RPO zwraca uwagę, że nie może to być podstawą czynności, bo film nie jest wymieniony w tym artykule
  • Z Konstytucji wynika że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia

13 maja 2019 r. policja zarekwirowała projektor multimedialny należący do osób, które chciały zorganizować publiczny pokaz głośnego filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego na fasadzie budynku, który przylega do Katedry Polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej w Warszawie. Jako podstawę działań policjanci podali wtedy art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń.

Stanowi on: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. W razie wykroczenia można orzec przepadek przedmiotów służących do jego popełnienia oraz do 1500 zł nawiązki lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy. W tej sprawie trudno mówić o takiej  szkodliwości. Wyświetlenie filmu było związane z toczącą się intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Nie bez znaczenia jest fakt, że ostatecznie do emisji nie doszło. Trudno więc uznać, że miało miejsce naruszenie porządku publicznego, który jest przedmiotem ochrony art. 63a Kw.

W ocenie Rzecznika sprawa ma istotne znaczenie z punktu widzenia wolności słowa. Przepisy Kodeksu wykroczeń powinny być wykładane zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, uczestnicy debaty publicznej mogą sobie pozwolić na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.

RPO spytał Komendanta Stołecznego Policji czy art. 63a Kw faktycznie był podstawą działań policji. W  odpowiedzi z 28 maja komendant potwierdził to.

Teraz w piśmie do zastępcy Komendanta Głównego Policji Rzecznik podkreślił, że wyjaśnienia te nie usuwają wątpliwości, lecz je wręcz potęgują.

Wyświetlenie filmu nie jest bowiem czynnością z art. 63a Kw, a polegającą na „umieszczeniu” czy też „wystawieniu” na widok publiczny w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenia, plakatu, afiszu, apelu, ulotki, napisu lub rysunku. - Gdyby ustawodawca chciał penalizować wyświetlanie filmu w miejscu do tego nieprzeznaczonym, uczyniłby to w treści normy prawnej, jednak takiej normy nie zawiera art. 63a § 1 Kw – głosi pismo Rzecznika.

Z art. 42 ust. 1 Konstytucji wynika, że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Oznacza to, że obwarowany sankcją karną zakaz lub nakaz powinien być sformułowany w przepisie, który jest szczególnie precyzyjny i ścisły, w myśl zasady nullum delictum sine lege certa  (nie ma czynu zabronionego bez ustawy).

W nakazie określoności czynu zabronionego wynikającego z art. 42 ust. 1 Konstytucji chodzi o maksymalną określoność tworzonych ustawą typów tych czynów. W sferze stosowania prawa oznacza on zaś zakaz stosowania analogii i wykładni rozszerzającej. Stąd też w ocenie RPO art. 63a § Kw nie może stanowić podstawy podejmowania działań przez policję.

Konstytucyjna zasada wolności słowa może podlegać ograniczeniom, ale muszą one wynikać z ustawy (art. 31 ust. 3 Konstytucji). Z art. 63a § 1 Kw nie sposób jest jednak wywieść takie ograniczenie.

VII.564.37.2019

Spotkanie regionalne w Goleniowie

Data: 2019-06-11

Co pan sądzi o zmianach w Kodeksie Karnym? Co właściwie może Rzecznik Praw Obywatelskich, jakie sprawy przychodzą do RPO? Jakie jeszcze prawa zostaną nam zabrane?

40 osób przyszło na spotkanie z Adamem Bodnarem do Powiatowej Biblioteki Publicznej im. Norwida w Goleniowie.

Ludzie słuchali opowieści RPO Adama Bodnara w napięciu, jeden pan poprosił nawet, by pisząca te słowa (i robiąca notatki na spotkaniu) przestała stukać na klawiaturze laptopa, bo mu to przeszkadza.

Rzecznik Praw Obywatelskich jest powoływany na pięcioletnią kadencję i praktycznie nie można go odwołać. Ta kadencja RPO kończy się we wrześniu 2020 r. Zadaniem RPO jest upominanie się o prawa obywateli – niezależnie od tego, czy należą do grup większościowych, mających wpływ na polityków, czy mniejszości. Z wykonywania tych zadań odpowiada przed obywatelami. Przedstawia też co roku informację o stanie przestrzegania praw i wolności Sejmowi i Senatowi.

Te prawa i wolności opisuje Konstytucja, ale także umowy międzynarodowe ratyfikowane przez Polskę (np. Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, czy Europejska Konwencja Praw Człowieka, która daje nam prawo do upominania się o swoje prawa do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Jeśli pytają Państwo o procedowane teraz zaostrzenie Kodeksu Karnego, to są w ustawie (przyjętej już przez Sejm i odesłanej tam z kilkudziesięcioma poprawkami przez Senat) zapisy sprzeczne z Konwencją Praw Człowieka, np. bezwzględne dożywocie (standardy praw człowieka przewidują, że nie można człowiekowi odbierać nadziei, ze jeśli się poprawi, może mieć szansę na życie na wolności).

Do RPO przychodzą różne typy spraw – co roku z całej korespondencji RPO indentyfikuje ich ok. 20 tysięcy (np. choć 1500 osób poskarżyło się na obowiązkowe hasło „Bóg Honor i Ojczyzna” w paszportach, dla RPO była to jedna sprawa).

Na szczęście RPO nie działa sam – są też inni rzecznicy: Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Finansowy (od ubezpieczeń, ale i kredytów, w tym tzw. „frankowych”), nowo powstały Rzecznik Przedsiębiorców, Rzecznik Praw Pacjenta, rzecznicy konsumentów (urzędnicy samorządowi) i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, a także Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (wcześniej GIODO).

Warto wiedzieć, że sprawy, które trafiają do Rzecznika Praw Obywatelskich, są takie same od lat – emerytalne, mieszkaniowe, dotyczące osób z niepełnosprawnościami, więźniów (szczegóły można znaleźć na stronie rpo.gov.pl w sekcji Sprawy Ważne dla Obywateli). To wynika z tego, że wiele spraw zagwarantowanych w Konstytucji władze nie traktują priorytetowo, na część po prostu nie ma pieniędzy – to wszystko zostanie do zrobienia i kolejni rzecznicy będą musieli stawić temu czoła.

Praca RPO polega na z jednej strony pomaganiu w sprawach indywidualnych, a z długiej – na poprawianiu systemu i usuwaniu przyczyn naruszania praw człowieka. Przykład? Przemoc na policji. Tu już wiadomo, że tym zdarzeniom, które mogą skończyć się śmiercią (tak jak w przypadku Igora Stachowiaka), można zapobiec tylko zapewniając monitoring na komisariacie i pomoc adwokata każdej zatrzymanej osobie (a nie tylko zaradnym i zamożnym). O to RPO upomina się od lat – niestety bezskutecznie.

Ale w wielu innych sprawach prawo udaje się nam poprawić.

RPO stracił jedno z ważniejszych narzędzi upominania się o prawa obywateli – skarżył przepisy do Trybunału Konstytucyjnego (moja poprzedniczka zaskarżyła ustawę o przejęciu środków z OFE, zaskarżyliśmy przepisy o kwocie wolnej od podatków). Teraz Trybunał stracił niezależność od władz i już nie stanowi oparcia dla RPO w sprawach ważnych dla obywateli.

Rzecznik może jednak przystępować do spraw w sądach. Robi to często – np. w sprawach o uciążliwe inwestycje (smród, śmieci).

Rzecznik zapobiega torturom i nieludzkiemu traktowaniu – upomina się o prawa więźniów. Eksperci z jego Biura, z zespołu Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (działającego na mocy Konwencji ONZ o zakazie tortur) wizytują w sposób niezapowiedziany wszystkie miejsca po zbawienia wolności – od aresztów i więzień po izby wytrzeźwień i domy pomocy (bo tam też można trafić i nie móc wyjść). I to właśnie oni w czasie rutynowej wizytacji na komisariacie policji w Rykach znaleźli tam w zeszłym roku człowieka pobitego przez policjantów. Gdyby nie oni, sprawa by nie wyszła na światło dzienne.

Rzecznik podpowiada też samorządom, jak dbać o prawa seniorów zapewniając im samodzielność i niezależność u siebie w domu. Zajmuje się też pomocą dla osób chorujących na chorobę Alzheimera i ich opiekunom.

- Podpowiadamy, ale także uczymy się od ludzi – mówił też Adam Bodnar. – W naszym kraju wiele problemów jest rozwiązywanych na najwyższym poziomie, tyle że lokalnie. A nasz program spotkań regionalnych pozwala nam to zobaczyć. Stargard jest liderem we wsparciu dla seniorów, Wieruszów – w kompleksowej opiece i zatrudnieniu osób z niepełnosprawnościami, Jarosław na Podkarpaciu znakomicie pomaga osobom z niepełnosprawnością intelektualną. A w Mrągowie młodzi ludzie umieją formułować zadania i cele dla miasta.

Pytania z sali

Po dłuższej wypowiedzi uczestnicy spotkania zaczęli zadawać pytania:

- Czy jeśli w mediach pojawiają się informacje np. o inwestycjach niszczących przyrodę, to RPO może interweniować?

RPO: na pewno może się sprawie przyglądać. Ale my interweniujemy, jeśli łamane jest prawo i wymóg konsultacji społecznych. Sam pogląd na ochronę środowiska nie wystarcza.

- Czemy RPO zajmuje się prawami głuchych? Przecież jest Związek Głuchych – wy jesteście daleko.

Barbara Imiołczyk, Biuro RPO – My właśnie pracujemy z głuchymi, z ich różnymi organizacjami (bo Głusi to nie tylko Związek Głuchych), ze słyszącymi wychowywanymi w rodzinach głuchych. Dajemy im głos i nie mówimy za nich, najwyżej pomagamy. Przykład z Olsztyna: tam przestała działać aplikacja pozwalająca osobom głuchym wezwać pomoc ze 112. Jedyna w Polsce. Osoby głuche mówiły: niech nam Pan pomoże, my sami nie umiemy tego po prostu wyrazić.

Oczywiście problem nie jest rozwiązany – bo takiej aplikacji nie ma np. w Zachodnioporskim. A powinna być.

- A czy RPO interweniuje w sprawie publicznych mediów, które przekazują informacje zgodne z poglądami tylko jednej grupy obywateli – i tylko dla nich. Przykład: zwycięstwo premier Szydło 27:1

- Dlaczego ja mam za to płacić, skoro nie oglądam?

RPO: To jest skutek, a nie przyczyna. A przyczyną jest takie ukształtowanie prawa, które na to pozwala, choć w sprzeczności z Konstytucją (Trybunał Konstytucyjny uznał, zgodnie z wnioskiem RPO, że Rada Mediów Narodowych powołująca władze mediów publicznych z pominięciem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jest niezgodne z Konstytucją). Wyrok nie został wykonany, a TVP została dodatkowo wsparta środkami publicznymi.

Problem nie polega jednak na tym, jak doprowadzić do tego, by za oglądanie TVP można byłoby nie płacić abonamentu, ale by TVP realizowała misję publiczną i pokazywała pluralistyczny obraz świata. Że tego nie robi, wykazała w swoim dorocznym sprawozdaniu Rada Języka Polskiego.

Ile ma Pan sygnałów o łamaniu praw osób LGBT? Co Pan sądzi o uchwałach samorządów o odrzuceniu Karty LGBT?

RPO: Stale współpracujemy z organizacjami pozarządowymi, wyjaśniamy akty przemocy, przystępujemy do spraw sądowych (ostatnio – w spawach zakazów marszów równości).

Uchwały samorządów, o które Państwo pytacie, mogą być sprzeczne z Konstytucją. Bo nie są wyrazem poglądów, ale prowadzą do realnej dyskryminacji osób z danej mniejszości.

Jakie będą Pana dalsze działania w kwestii opieki naprzemiennej nad dzieckiem?

RPO: Udało nam się nawiązać współpracę ze środowiskami rodziców, którzy uważają, że ich prawa są naruszane. Stąd Kongres Praw Rodzicielskich w zeszłym roku (z kilkunastoma ciekawymi panelami) i prowadzimy regularne spotkania. Bardzo liczymy na to, że wprowadzenie alimentów natychmiastowych obniży poziom konfliktu między rodzicami po rozwodzie.

Przesłuchanie zaraz po zatrzymaniu. Czy powinny być nagrywane i rejestrowane?

RPO: naszym zdaniem ważniejsze jest zapewnienie prawnika od razu po zatrzymaniu. Występowaliśmy też o nagrywanie przesłuchań i o wprowadzenie ograniczeń czasu trwania tymczasowego aresztowania.

Niestety, Minister Sprawiedliwości na to po prostu nie odpowiada. A na Trybunał Konstytucyjny nie można liczyć, że się sprawie poważnie przyjrzy.

Czy RPO wkracza w sprawy między księżmi-pedofilami a ich ofiarami?

RPO: Tak, bo skala ukrywania tych przestępstw była ogromna. Jestem za powołaniem komisji, która wyjaśni sprawy dotyczące Kościoła katolickiego.

Dlaczego policja odnotowuje pokazy publiczne „Tylko nie mów nikomu”? Zdawkowa odpowiedź KGP

Data: 2019-05-31
  • Komendant Główny Policji zdawkowo odpowiedział RPO w sprawie odnotowywania przez policję odtwarzania filmu „Tylko nie mów nikomu” w miejscach publicznych, klubach, czy restauracjach
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie wystąpi w tej sprawie

11 maja 2019 r. w internecie pojawił się film Marka i Tomasza Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” o molestowaniu seksualny dzieci przez duchownych.

13 maja 2019 r. policja zarekwirowała projektor multimedialny należący do osób, które chciały zorganizować publiczny pokaz głośnego filmu na fasadzie budynku, który przylega do Katedry Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Jako podstawę działań policjanci mieli wskazać art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń. Stanowi on: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. W razie wykroczenia można orzec przepadek przedmiotów służących do jego popełnienia oraz do 1500 zł nawiązki lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego. RPO wystąpił w tej sprawie do komendanta stołecznego policji. 

Z kolei - według doniesień medialnych - Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku skierowała do podległych jednostek pismo o treści: „Zgodnie z poleceniem Komendanta KWP w Gdańsku  nadinsp. Jarosława Rzymkowskiego polecam informować niezwłocznie o wszelkich doniesieniach nt. odtwarzania filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego 'Tylko nie mów nikomu' Dyżurnego KWP w Gdańsku. Dotyczy to odtwarzania zarówno w miejscach publicznych, jak i w klubach restauracjach itp”. Podobne komunikaty miały być skierowane również do innych jednostek policji.

W piśmie z 21 maja do KGP Rzecznik podkreślał, że film budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Jego projekcje wiążą się z intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Nie jest jednak jasne, na podstawie jakich przesłanek uznano, że projekcje filmu wiążą się ze szczególnym zagrożeniem, które uzasadniałoby podejmowanie tak daleko idących działań.

Zarówno organizatorzy pokazów tego filmu, jak i ich uczestnicy, korzystają z konstytucyjnie chronionej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także konstytucyjnego prawa dostępu do dóbr kultury. Wszelkie działania policji powinny być zgodne z konstytucyjnymi standardami w tym zakresie oraz z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę – podkreśla orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według niego, uczestnicy debaty publicznej mogą pozwolić sobie na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nierzadko wyrazistymi, czy nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.  

Dlatego RPO zwrócił się do komendanta głównego policji gen. insp. Jarosława Szymczyka o pilne przedstawienie informacji w sprawie oraz o wskazanie podstawy prawnej działań policji.

Odpowiedź KGP

- Uprzejmie informuję, że do podstawowych zadań Policji należy m. in. ochrona życia i zdrowia ludzi oraz mienia przed bezprawnymi zamachami, ochrona bezpieczeństwa i porządku publicznego, w tym zapewnienie spokoju w miejscach publicznych. Należy przy tym wskazać, że tryb postępowania w omawianej sytuacji reguluje art. 63a Ustawy z dnia 20 maja 1971 roku Kodeks wykroczeń, a zgodnie z art. 1 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 roku o Policji funkcjonariusze Policji zobowiązani są prawem do reagowania na popełniane przestępstwa i wykroczenia – głosi odpowiedź z 28 maja, podpisana przez zastępcę komendanta głównego nadinsp. Kamila Brachę.

VII.564.38.2019

Sprawa „Plastusi” z TVP Info. KRRiT podziela stanowisko prezesa TVP

Data: 2019-05-29
  • „Plastusie” z programu TVP Info to satyra, która korzysta z szerszych możliwości dozwolonej ekspresji - uznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • KRRiT podzieliła stanowisko prezesa TVP, że ta satyra, choć dopuszczalna, godziła w wiarygodność i powagę telewizji publicznej, dlatego osoby odpowiedzialne poniosły konsekwencje służbowe  
  • Odpowiedź KRRiT nie odnosi się jednak do zastrzeżeń RPO, że program sugerował defraudację pieniędzy zebranych przez WOŚP

10 stycznia 2019 r., tuż przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, TVP Info nadała satyryczną animację, w której wystąpiły plastelinowe postacie prezesa Fundacji WOŚP Jerzego Owsiaka oraz byłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Sugerowano, że pieniądze zebrane podczas WOŚP przekazywane są politykom.

- Zarzucanie bez żadnych dowodów defraudacji pieniędzy zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, w którą zaangażowana jest co roku ogromna liczba ludzi, musi budzić ogromny niepokój – wskazywał Rzecznik Praw Obywatelskich. Na jednym z banknotów umieszczona została gwiazda Dawida. Możliwy antysemicki wydźwięk animacji także musi budzić wątpliwości. - Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety budować przekaz przyzwolenia na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym - podkreślał Adam Bodnar.

Rzecznik w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi jako jednej z podstawowych wolności. W treści art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią. Oczywiste jest również prawo do krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków. W ocenie Sądu Najwyższego satyryczny charakter utworu jest istotną, ale jednak niewystarczającą przesłanką wyłączenia bezprawności, ponieważ możliwe jest także przekroczenie jej dopuszczalnych granic (tzw. eksces satyry).

Zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych, których programy zgodnie z ustawą powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

RPO zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy i podjęcie działań przewidzianych prawem.

Odpowiedź KRRiT

Jak napisał RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski, Rada przeprowadziła analizę materiału filmowego, który został wyemitowany w audycji pt. ,Minęła dwudziesta'' w programie TVP Info. Szczególnie wnikliwie KRRiT przeprowadziła analizę tej części audycji, w której prezentowana była satyryczna animacja autorstwa Barbary Pieli.

W swoim stanowisku prezes TVP SA Jacek Kurski informował, że „Plastusie komentują w sposób artystyczny, ekspresyjny oraz satyryczny i karykaturalny różne wydarzenia z kraju oraz bieżącą rzeczywistość polityczną i społeczną”. Wkrótce po emisji dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski podkreślał, iż TVP stanowczo potępia powielanie antysemickich stereotypów oraz zapewnił o wyciągnięciu konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych. Autorka odniosła się do zarzutu szerzenia antysemityzmu poprzez umieszczenie gwiazdy Dawida na jednym, co należy podkreślić, z bardzo wielu maleńkich, dwucentymetrowych banknotów. Barbara Piela przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się taką ilustracją dotknięci i zapewniła o braku jakichkolwiek celowych działań czy sugestii ze swej strony.

- Prezes TVP zwrócił przy tym uwagę na fakt, iż w praktyce było wręcz niemożliwe, aby widz zauważył ten szczegół na tak niewielkim elemencie animacji, jakim był banknot. Wymagałoby to skupienia jego szczególnej uwagi właśnie na tym elemencie bądź dokonania jakichś zabiegów technicznych, powiększających obraz czy zatrzymujących kadr, albo niezwykle uważnego i, co trzeba podkreślić, wielokrotnego oglądania – głosi odpowiedź KRRiT.

Prezes TVP informował ponadto, że jednym z elementów animacji był również banknot z wizerunkiem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, opatrzony napisami odnoszącymi się m.in. do cech związanych z wyglądem zewnętrznym śp. Lecha Kaczyńskiego.

W opinii prezesa TVP animacja w całości bardziej odpychała widzów od oglądania audycji niż przyciągała i zachęcała. I chociaż animacja - jak podkreśla Jacek Kurski - w świetle prawa stanowiła dozwolony przejaw satyry, to jednak dla TVP stała się wizerunkowym obciążeniem, godzącym w wiarygodność i powagę telewizji publicznej. Odpowiadały za to konkretne osoby, które przygotowywały do emisji to wydanie audycji. Osoby te, jak informuje prezes, poniosły konsekwencje służbowe popełnionych błędów dziennikarskich.

KRRiT przekonała argumentacja prezesa TVP

KRRiT dokonała analizy materiału filmowego, rozważyła argumenty podniesione przez Rzecznika oraz oceniła przesłanki wskazane przez prezesa Jacka Kurskiego, podparte przykładami pochodzącymi z opinii zawartych w literaturze tematu i wynikającymi z orzecznictwa. Źródła te łącznie potwierdzają szczególny charakter utworów definiowanych jako satyryczne.

Ze ściśle prawnych uzasadnień wynika możliwość stosowania różnego rodzaju prześmiewczych karykatur uwydatniających, a niekiedy deformujących charakterystyczne cechy człowieka czy zjawiska. Jednak ta stricte prawna ocena nie pozwoliła, aby nie zgłosić zastrzeżeń do pracy dziennikarskiej przy tym wydaniu audycji, która - jak podkreślił prezes TVP - w telewizji publicznej musi być przede wszystkim połączona z odpowiedzialnością, a to oznacza, iż nie ma tam miejsca na tego rodzaju błędy powodujące poważne straty wizerunkowe.

- Po zapoznaniu się z całością materiałów zgromadzonych w tej sprawie i po przeprowadzeniu wewnętrznej wymiany opinii informuję, iż Krajową Radę Radiofonii i Telewizji przekonuje argumentacja przedstawiona przez prezesa Zarządu Spółki TVP SA – napisał Witold Kołodziejski.

Argumentacja ta w zasadniczej mierze została oparta na motywach wprost płynących z orzecznictwa krajowego i europejskiego. Prezes TVP przywołał m.in. klasyczny już wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w którym stwierdzono, że swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, podstawą jego rozwoju i warunkiem samorealizacji jednostki (...) Nie może obejmować tylko poglądów odbieranych przychylnie albo postrzeganych jako nieszkodliwe lub obojętne, ale i takie które (...) oburzają lub wprowadzają niepokój (...) w jakiejś grupie społeczeństwa (sprawa Handyside vs. Wielka Brytania). Ponadto zacytował wyrok Sądu Najwyższego z 2 lutego 2011 r., w którym stwierdził, że na dozwolone granice utworu satyrycznego wymiernie wpływa zachowanie osoby objętej satyrą, w której może znaleźć odbicie - w przejaskrawionej skali - treść i sposób wyrażanych przez nią poglądów oraz prezentowanych postaw.

Już te dwa stanowiska orzecznicze pokazują, iż prawne granice wypowiedzi satyrycznej są znacznie szersze, gdyż m,in. są uzasadnione podstawowym celem satyry, czyli ośmieszającą krytyką. Z tych względów satyra posługuje się wynaturzeniem, karykaturą, paradoksem, a jej sformułowania krytyczne mogą być bardziej ostre, swobodne, szydercze.

KRRiT podzieliła również przekonanie prezesa TVP, że w tym konkretnym przypadku imperatyw swobody wypowiedzi nie wpłynął na zmianę całościowej, krytycznej oceny postępowania i pracy dziennikarzy bezpośrednio zaangażowanych w przygotowanie audycji do emisji. KRRiT uważa, iż zastosowanie przez pracodawcę kar dyscyplinujących było zatem uzasadnione okolicznościami tego zdarzenia i jego skutkami, zarówno tymi zaistniałymi, jak i potencjalnymi.

Wobec faktu, iż treści zaprezentowane w przedmiotowej audycji stanowią satyrę, stąd korzystają z szerszych możliwości dozwolonej ekspresji, a z kolei przekroczenia należące do zakresu deontologii zawodu dziennikarza zostały krytycznie ocenione przez samego pracodawcę, KRRiT przyjęła stanowisko przedstawione przez prezesa TVP SA oraz pozytywnie odniosła się do podjętych działań wewnętrznych w spółce.

VII.564.5.2019

Na jakiej podstawie policja odnotowuje pokazy publiczne „Tylko nie mów nikomu”? Rzecznik pyta KGP

Data: 2019-05-27
  • Policja ma odnotowywać przypadki odtwarzania filmu „Tylko nie mów nikomu” w miejscach publicznych, klubach, czy restauracjach
  • Nie wiadomo dlaczego uznano, że projekcje filmu o molestowaniu dzieci przez duchownych wiążą się ze szczególnym zagrożeniem, co uzasadniałoby takie działania
  • Organizatorzy i uczestnicy pokazów korzystają z konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów; pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także prawa do dóbr kultury
  • Rzecznik poprosił Komendanta Głównego Policji o wskazanie podstawy prawnej działań

Nieznane wcześniej przypadki molestowania seksualnego dzieci przedstawia pokazany 11 maja 2019 r. w internecie film Marka i Tomasza Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” . Głos zabrały w nim m.in. dorosłe dziś ofiary molestowania, których dzisiejszą konfrontację z prześladowcami zarejestrowano ukrytą kamerą.

Według doniesień medialnych Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku skierowała do podległych jednostek pismo o treści: „Zgodnie z poleceniem Komendanta KWP w Gdańsku  nadinsp. Jarosława Rzymkowskiego polecam informować niezwłocznie o wszelkich doniesieniach nt. odtwarzania filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego 'Tylko nie mów nikomu' Dyżurnego KWP w Gdańsku. Dotyczy to odtwarzania zarówno w miejscach publicznych, jak i w klubach restauracjach itp”. Podobne komunikaty miały być skierowane również do innych jednostek policji.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że zarówno organizatorzy pokazów tego filmu, jak i ich uczestnicy, korzystają z konstytucyjnie chronionej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także konstytucyjnego prawa dostępu do dóbr kultury.

Wszelkie działania policji powinny być zgodne z konstytucyjnymi standardami w tym zakresie oraz z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę – podkreśla orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według niego, uczestnicy debaty publicznej mogą pozwolić sobie na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nierzadko wyrazistymi, czy nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.  

Film budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Jego projekcje wiążą się z intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Nie jest jednak jasne, na podstawie jakich przesłanek uznano, że projekcje filmu wiążą się ze szczególnym zagrożeniem, które uzasadniałoby podejmowanie tak daleko idących działań.

Dlatego RPO zwrócił się do komendanta głównego policji gen. insp. Jarosława Szymczyka o pilne przedstawienie informacji w sprawie oraz o wskazanie podstawy prawnej działań policji.

Wcześniej Rzecznik poprosił Prokuratora Krajowego o informacje o działaniach specjalnego zespołu prokuratorów odnoszących się do wszystkich przypadków ujawnionych w filmie.  RPO chce też wiedzieć, czy będzie badana także odpowiedzialność osób nadzorujących poszczególnych księży, które nie poinformowały organów ścigania o ich przestępstwach

VII.564.38.2019

Nie wszczęła „dyscyplinarki” sędziego – może ją mieć sama. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-05-24
  • Sędziowski rzecznik dyscyplinarny wniósł o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi Marioli Głowackiej
  • Jako zastępca rzecznika dyscyplinarnego poznańskiego sądu, nie znalazła ona podstaw by wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego Sławomira Jęksy, który uniewinnił żonę prezydenta Poznania za użycie nieprzyzwoitych słów podczas demonstracji
  • Państwo, w którym wobec badających przewinienia dyscyplinarne wszczynane są postępowania dyscyplinarne za podejmowanie decyzji, nie można uznać za demokratyczne państwo prawa – ocenia RPO

Na podstawie informacji prasowych Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę złożenia przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi Marioli Głowackiej.

Jako zastępca rzecznika dyscyplinarnego w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu prowadziła ona czynności wyjaśniające wobec sędziego Sławomira Jęksy, który uniewinnił żonę prezydenta Poznania panią Joannę Jaśkowiak. Stanęła ona przed sądem za użycie w miejscu publicznym słów nieprzyzwoitych słów podczas demonstracji w Poznaniu. Sędzia Mariola Głowacka nie znalazła podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego Sławomira Jęksy1.

W ocenie Rzecznika takie działania zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych mogą prowadzić do wywołania wśród przedstawicieli zawodów prawniczych tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na obawie wydawania orzeczeń czy podejmowania decyzji będących nie po myśli przedstawicieli władzy wykonawczej.

Zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub prezesa sądu okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub kolegium sądu okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy.

Jeżeli rzecznik nie znajduje podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, na żądanie uprawnionego organu, wydaje postanowienie o odmowie jego wszczęcia. Odpis postanowienia doręcza się organowi, który złożył wniosek o wszczęcie postępowania, kolegium odpowiednio sądu okręgowego lub apelacyjnego i obwinionemu. Odpis postanowienia doręcza się również Ministrowi Sprawiedliwości, który w terminie 30 dni może złożyć sprzeciw. Jego wniesienie jest równoznaczne z obowiązkiem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Wskazania ministra co do dalszego toku postępowania są zaś wiążące dla rzecznika dyscyplinarnego.

Rzecznik dyscyplinarny jest organem niezależnym, nikomu niepodporządkowanym. Prowadzi czynności wyjaśniające samodzielnie. Jedynie od niego zależy, jakie czynności podejmie by ustalić, czy doszło do wypełnienia znamion przewinienia dyscyplinarnego. 

Jak wskazuje RPO, niezależność organu prowadzącego czynności wyjaśniające w postępowaniu dyscyplinarnym jest wartością dla każdego obywatela. To gwarancja rzetelnego prowadzenia postępowania.

- Państwo, w którym wobec organów badających przewinienia dyscyplinarne wszczynane są postępowania dyscyplinarne za podejmowanie określonych decyzji, mimo dopuszczenia przez ustawodawcę ich kontroli przez Ministra Sprawiedliwości, nie można uznać za demokratyczne państwo prawa, w którym obywatele mają pewność, że ich sprawa będzie toczyła się z zachowaniem podstawowych gwarancji procesowych – podkreśla Adam Bodnar.

Rzecznik zwrócił się do Piotra Schaba, rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych, o wyjaśnienie, jakie przesłanki przemawiały za wszczęciem postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi Marioli Głowackiej.

VII.510.44.2019

1 https://archiwumosiatynskiego.pl/wpis-w-debacie/to-juz-inkwizycja-rzeczn... dyscyplinarnego/

Obywatele jak dwaj chłopcy w kartonie – spotkanie RPO w Bartoszycach

Data: 2019-05-21

W spotkaniu z RPO Adamem Bodnarem w Bartoszyckim Centrum Kultury wzięło udział 50 osób. Młodzi i starsi, uczniowie, nauczyciele, pasjonaci historii, poeta i sędzia w stanie spoczynku.

Zebranych powitał wiceburmistrz Bartoszyc - Krzysztof Hećman

- Tylko okazując sobie wzajemnie głęboki szacunek możemy tworzyć społeczeństwo obywatelskie. Ważna jest postawa człowieka – odważna, ale i pełna wrażliwości, która każe pamiętać o słabszych, także osobach starszych, którzy mają takie samo prawo do godnego życia. Za tą działalność, w sposób szczególny serdecznie rzecznikowi w imieniu mieszkańców dziękuję.

Rzecznik przedstawił swoich współpracowników, a także poprosił o kilka słów mieszkańców. Podkreślił także, że jeśli mają taka wolę, mogą nie przedstawiać się z nazwiska.

- Podczas tego spotkania nie musicie się przedstawiać i jest to ważne prawo, które ma swoje źródło także w prawie ustalonym przez parlament europejski. Dlatego między innymi tak ważne jest, abyście Państwo chodzili na wybory i mieli realny wpływ na to, jak przyjmowane są takie regulacje jak słynne już RODO.

Rzecznik przedstawił także swoje zadania, opowiedział, jak działa, jak współpracuje także z ekspertami wielu dziedzin.

Współpracujemy z komisjami ekspertów w tym z komisją ds. osób głuchych – przygotowujemy w związku z tym ulotkę która będzie mogła być rozprowadzana we wszystkich instytucjach służby zdrowia. Osoba głucha ma prawo wybory sposobu komunikacji. Są osoby głuche, które nie znają dobrze języka Polskiego. – mówiła dyrektor Barbara Imiołczyk. - Chcemy rozpowszechnić także wiedzę o tym, kim są dzieci KODA (słyszące dzieci głuchych rodziców), czego potrzebują i z jakimi problemami mierzą się na co dzień.

Obywatele jak dwaj chłopcy w kartonie

- Chciałbym złożyć podziękowania Panu i wszystkim poprzednikom za wypełnianie tej cudownej roli i kształtowania wiedzy obywatelskiej. Poziom tej wiedzy jest niestety wciąż niski. Kiedyś dwóch chłopców schowało się w kartonie, przejechał samochód ciężarowy, kierowca nie myślał, chłopcy zginęli. Dla mnie urząd RPO jest spojrzeniem społecznym na nasze prawa i obowiązki. Mamy prawo schować się w kartonie, ale mamy też prawo oczekiwać, że Ci którzy na ten karton patrzą, będą mieli tyle wyobraźni, żeby nie krzywdzić tego, co w tym kartonie jest. Nie raz w komentarzach się słyszy, że rzecznik czegoś chce od rządzących. On niczego innego nie chce, tylko tego, żeby Ci rządzący nie rozjeżdżali tych mniejszych i słabszych. Tak to rozumiejąc, dziękuję za pracę całemu biuru i również Panu. – powiedział jeden z uczestników.

RPO: Rzecznik jest właśnie od tego, aby przez ciągłe przypominanie wpływać na działania rządzących.

O przymusie państwowym

Czy w ostatnim czasie zauważył Pan, by państwowy przymus się zwiększył? Czy zwiększyła się liczba skarg i czego najczęściej one dotyczą?

RPO: Typy skarg podzieliłbym na dwie kategorie: problemy systemowe istniejące od lat (jak np. prawa więźniów, dostęp do lokali socjalnych czy emerytury) oraz problemy nowe – np. zachowania policji zabezpieczającej demonstracje, problemy z nierespektowaniem wyroków TK, jak w przypadku sprawy opiekunów osób z niepełnosprawnościami, problemy związane z ustawą dezubekizacyjną czy działaniami prokuratury.

O problemach z obrotem ziemią rolną

Czy są skargi, dotyczące ustawy o obrocie ziemią? Czy ludzie skarżą się na zapisy skutkujące odbieraniem ziemi rolnikom?  

RPO: Tak. Mieliśmy nawet skuteczną interwencję. Udało nam się wprowadzić sprawę przed SN. W tej sprawie złożyłem też wniosek do TK, ale niestety nie został rozpoznany. Wiem, że rząd przygotowuje nowelizację przepisów i odstąpienie od ustawowych wymogów.

O braku możliwości dostępu do opieki zdrowotnej

 - Konstytucja RP zapewnia wszystkim obywatelom prawo do opieki zdrowotnej. W moim przypadku została złamana. Pięć lat temu złożyłam dokumenty, które stwierdzały moją chorobę do szpitala w Busku Zdroju. Dostałam informację, że termin mojego przyjęcia przypada na  2021 rok. – oceniła jedna z uczestniczek. - Konsultowałam się z rzecznikiem praw pacjenta. Po interwencji u dyrektora oddziału dalej nie mam możliwości leczenia.

RPO: Konstytucja mówi, że zakres prawa do ochrony zdrowia określa ustawa. Cele jest, aby jak największej liczbie obywateli zapewnić jak najlepszy standard zdrowotny. Należy pamiętać, że pracownicy ochrony zdrowia muszą rozważnie myśleć o kwestiach finansowych. Przekazywanie środków finansowych musi uwzględniać daleko idące potrzeby, ale niestety także rachunek ekonomiczny.

Mamy gigantyczny problem z ochroną zdrowia – zła organizacja i odpływ kadr. Mamy też problem z odpowiednim dostępem do różnego rodzaju świadczeń specjalistycznych. To także problem z dostępem do lekarzy geriatrów. W pani przypadku rzecznik praw pacjenta jest może bardziej właściwy.

Mowa nienawiści

To ten trudny, ale bardzo istotny. Od niedawna Biuro współpracuje w tej kwestii także z Jurkiem Owsiakiem, podejmuje działania w ramach okrągłego stołu ds. patostreamingu. Wiąże się z tym także język nienawiści w stosunku do kobiet, szeroko rozumiane prawa kobiet. Cieszy, że promocja tych zagadnień odbywa się także w popularnych serialach telewizyjnych.

O obowiązkowej maturze z matematyki

Czy matematyka musi być obowiązkowa na maturze? Słyszałem, że rzecznik wypowiadał się w tej kwestii.

RPO: Pojawił się raport NIK, według którego poziom nauczania matematyki nie jest satysfakcjonujący i być może warto zawiesić egzamin do czasu, w którym osiągnie on stan zadowalający. Mam wrażenie, że to się niestety w najbliższym czasie nie stanie.

O środkach przymusu bezpośredniego

Polskie państwo traktuje policjantów jako antyobywateli. Środki przymusu są często niezbędne, a policjanci boją się ich nawet w obronie własnego życia w obawie przed konsekwencjami. Czy nie jest to paradoks?

RPO: Nie do końca. Należy spojrzeć na Konstytucję. Tam jest bezwzględny zakaz tortur. W każdej policji na świecie zdarza się, że policjanci nadużywają środków przymusu bezpośredniego. Zauważcie jak teraz rozwiązuje się demonstracje – kilku policjantów przenosi daną osobę, bez agresji ani nadmiernego przymusu – to kwestia profesjonalnego treningu. Ale zdarzają się też sytuacje nadużycia – przykład Władysława Frasyniuka – czy rzeczywiście była potrzeba zakuwania w kajdanki. Sąd orzekł, że w tej sytuacji nie było to potrzebne. W BRPO było wiele sytuacji, w których funkcjonariusze stosowali tortury– tym zajmuje się specjalna jednostka w BRPO – Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur.

Rozwiązaniem tej sytuacji może być zwiększenie monitoringu, w tym tzw. body camera.

O zanieczyszczeniu środowiska

Mamy już maj i nie trzeba się dogrzewać. Jak zapobiec temu, aby polskie miasta nie miały najgorszego powietrza w Europie?

RPO: Warto zaangażować się w działalność jednej z organizacji, która walczy z tym problemem. Najlepszym dowodem na to, że ta walka może być skuteczna jest postać Grety Thunberg – uczennicy, która demonstruje przed parlamentem szwedzkim w związku ze zmianami klimatycznymi. Tu chodzi o jej przyszłość, nie dorosłych rządzących światem.

O problemach mniejszości narodowych

W Polsce wiele mniejszości narodowych, które mają swoje potrzeby – u nas w Bartoszycach jest szkoła ukraińska, ale to wyjątek. Czy Pan jako rzecznik organizuje spotkania z mniejszościami narodowymi?

RPO: Tak. Udało nam się zorganizować stały rytm spotkań z takimi organizacjami. Odbyły się też trzy spotkania, w których uczestniczyli przedstawiciele wszystkich mniejszości.

Jeżeli chodzi o mniejszość ukraińską jest problem rozliczeniem przeszłości. Interweniowaliśmy w sprawie Pana Grzegorza Kuprianowicza. To też problem praw migrantów. Cieszę się, że takie sprawy mają szczęśliwy finał, że sprawcy zakłócenia procesji w Przemyślu zostali skazani przez sąd.

O dyskryminacji ze względu na wyznanie

Zabójstwo chłopca na Wawrze. Okazało się, że chłopak ten był muzułmaninem. Czy Pan obserwuje to postępowanie i identyfikuje, jako następstwo mowy nienawiści?

RPO: Uznałem, że skoro sprawą zajął się Rzecznik Praw Dziecka, nie zajmowałem się wnikliwie sprawą, ale nie wiedziałem, że ofiarą był muzułmanin. To absolutnie zmienia kontekst i jest moim obowiązkiem, aby zareagować.

 

 

 

Kolejna sędzia pod lupą rzecznika dyscyplinarnego. RPO pyta o powód

Data: 2019-05-21
  • Sędzia Dorota Zabłudowska, która przyjęła Gdańską Nagrodę Równości od śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, ma postępowanie wyjaśniające sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego
  • RPO poprosił go o informacje o przyczynach tych działań  
  • W ocenie Rzecznika ich skutkiem może być „efekt mrożący”, który zniechęci sędziów do udziału w debacie publicznej nt. sądownictwa

Na podstawie informacji prasowych Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę wszczęcia postępowania wyjaśniającego wobec sędzi Doroty Zabłudowskiej. Została ona wyróżniona przez kapitułę Nagrody Równości za sprzeciwianie się niekorzystnym dla praworządności zmianom w ustawach o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa i sądach powszechnych. W ocenie rzecznika dyscyplinarnego w ten sposób sędzia miała dopuścić się przewinienia dyscyplinarnego w postaci uchybienia godności urzędu.

Według Adama Bodnara negatywnym skutkiem wezwania sędzi do wyjaśnień w ramach postępowania może być wywołanie „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów.

Rzecznik wskazał, że w tym omawianym kontekście należy mieć na uwadze wyrok z  23 czerwca 2016 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom, wydany przez Wielką Izbę Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Skarżący,  jako prezes Sądu Najwyższego, skrytykował publicznie rządowe reformy sądownictwa. W reakcji rząd skrócił mu kadencję prezesa SN. ETPCz stwierdził, że naruszyło to prawo do sądu oraz wolność słowa sędziego Baki.

ETPCz stwierdził naruszenie art. 6 i 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Uznał, że była to swoista retorsja za publiczne wypowiedzi sędziego, mogąca wpływać mrożąco na debatę, a zwłaszcza na swobodę wypowiedzi środowiska sędziowskiego. ETPC odwołał się przy tym do dokumentów Rady Europy, które uznają że każdy sędzia jest odpowiedzialny za promowanie i ochronę niezawisłości sędziowskiej, a sędziowie i sądownictwo powinni być konsultowani i zaangażowani w prace nad ustawodawstwem dotyczącym ich statusu oraz - bardziej ogólnie - funkcjonowania systemu sądowniczego.

Z analizy tego orzeczenia ETPC płynie wniosek, że znaczenie zakresu swobody wypowiedzi sędziów wykracza poza ścisłe pojęcie korzystania z wolności słowa i zyskuje rangę ustrojową w kontekście ochrony pozycji wymiaru sprawiedliwości.

RPO zwrócił się do Michał Lasoty, zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych o wskazanie, jakie przesłanki przemawiały za wszczęciem i prowadzeniem czynności wobec sędzi Doroty Zabłudowskiej.

VII.510.34.2019

Raport nt. pasków „Wiadomości” TVP - bez oceny KRRiT

Data: 2019-05-20
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wstrzymuje się z oceną sprawozdania Rady Języka Polskiego o nierzetelności tzw. pasków „Wiadomości” TVP 
  • Dokument trafił do sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu i będzie przedmiotem debaty - tak uzasadnia przewodniczący KRRiT
  • Zarazem KRRiT wskazuje na mankamenty raportu co do zastosowanej metodologii; podkreśla że badanie nie uwzględniało podobnych przekazów telewizji komercyjnych
  • Tymczasem RPO prosił KRRiT o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście ustawowych obowiązków telewizji publicznej

Rada Języka Polskiego przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017  pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim.

Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała, że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu, a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić ustawowego obowiązku dostarczania obywatelom rzetelnej informacji.

Rzecznik: TVP oferuje przekaz nierzetelny i nieobiektywny

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

RPO podkreśla, że ustalenia Rady oznaczają, iż dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 Prawa prasowego, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające z tych przepisów.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z opłaty abonamentowej, pobieranej w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. - Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem - uznał Adam Bodnar.

8 kwietnia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy. Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Odpowiedź KRRiT

- Uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała stanowiska w sprawie treści dokumentu z tego względu, że jako druk sejmowy, przekazany obecnie do rozpatrzenia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu, będzie on przedmiotem debaty na kolejnych etapach prac parlamentarnych - napisał w odpowiedzi RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

Dodał, że KRRiT zapoznała się z tym dokumentem i dostrzega pewne jego mankamenty w zakresie metodologii zastosowanej do oceny przekazów emitowanych w programach TVP SA (tzw. pasków informacyjnych), w szczególności w zakresie doboru próby poddanej badaniom.

- KRRiT wskazuje także, że badanie nie miało charakteru komparatystycznego i nie uwzględniało podobnych przekazów emitowanych w programach informacyjnych innych nadawców (w szczególności ogólnopolskich komercyjnych nadawców telewizyjnych) – głosi odpowiedź.

Ponadto przewodniczący KRRiT poinformował, że zgodnie z obowiązującą w KRRiT procedurą zwrócił się do prezesa Telewizji Polskiej SA o przedstawienie w tej sprawie stanowiska, które będzie poddane dodatkowej analizie.

VII.505.8.2019

Policja udaremniła wyświetlenie filmu Tomasza Sekielskiego. Interwencja RPO

Data: 2019-05-15
  • Policja zarekwirowała projektor, za którego pomocą na fasadzie budynku przyległego do Katedry Polowej Wojska Polskiego miał być wyświetlony film Tomasza Sekielskiego pt. „Tylko nie mów nikomu”
  • W ocenie Rzecznika trudno uznać, aby doszło do naruszenia porządku publicznego. Wyświetlenie filmu miało związek z intensywną debatą publiczną nt. skutecznej ochrony praw dziecka
  • RPO wystąpił do komendanta stołecznego policji o wskazanie podstawy prawnej interwencji i zarekwirowania projektora

Według doniesień medialnych 13 maja 2019 r. policja zarekwirowała projektor multimedialny należący do osób, które chciały zorganizować publiczny pokaz głośnego filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego na fasadzie budynku, który przylega do Katedry Polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej w Warszawie.

Jako podstawę działań policjanci mieli wskazać art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń. Stanowi on: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. W razie wykroczenia można orzec przepadek przedmiotów służących do jego popełnienia oraz do 1500 zł nawiązki lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę, że taki przepadek, może zostać orzeczony jedynie przez sąd.

W ocenie Rzecznika sprawa ma istotne znaczenie z punktu widzenia wolności słowa. Przepisy Kodeksu wykroczeń powinny być wykładane zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę.

Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, uczestnicy debaty publicznej mogą sobie pozwolić na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.

Odpowiedzialności za wykroczenie podlega zaś tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy. W tej sprawie trudno mówić o takiej  szkodliwości. Planowane wyświetlenie filmu było związane z toczącą się w Polsce intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Planowane było w miejscu publicznym. Nie bez znaczenia jest fakt, że ostatecznie do emisji nie doszło. Trudno więc uznać, że miało miejsce naruszenie porządku publicznego, który jest przedmiotem ochrony art. 63a Kw.

Do podobnych sytuacji dochodziło w ostatnich latach. W wyroku z 7 marca 2018 r., dotyczącym wyświetlania za pomocą projektora haseł na fasadzie Pałacu Prezydenckiego w trakcie legalnej manifestacji, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał, że czyn nie był szkodliwy społecznie.

VII.564.37.2019

RPO o wolności słowa i społeczeństwie obywatelskim w internecie na zaproszenie Facebooka

Data: 2019-05-08

Rzecznik praw obywatelskich dr Adam Bodnar uczestniczył w debacie z cyklu „Przestrzeń do dyskusji” zorganizowanej przez Facebook oraz „Rzeczpospolitą”, dotyczącej wolności słowa i społeczeństwa obywatelskiego w internecie.

Oprócz Adama Bodnara do dyskusji zaproszeni zostali minister cyfryzacji Marek Zagórski, Joanna Grabarczyk ze stowarzyszenia „HejtStop” oraz  Jakub Turowski szef zespołu ds. polityki publicznej w Polsce i krajach bałtyckich z ramienia Facebooka.

Dyskusję rozpoczęło pytanie dotykające sedna problemu. Czy wolność słowa ma sens?

- To, czym jest wolność słowa w ostatnim czasie, dobrze obrazuje film „Czwarta władza” (ang. The Post). Opowiada on historię ujawnienia dokumentów opisujących aktywność amerykańską w czasie wojny w Wietnamie i sens tego zaangażowania („Pentagon Papers”). Film o tym był kolejnym głosem w dyskusji dotyczącej tego, co jest wolnością słowa, a co bezpieczeństwem państwowym. Przez taka debatę już przeszliśmy, dzięki przypadkom Juliana Assange’a i Edwarda Snowdena. Powstało wiele opracowań traktujących o tym, gdzie kończy się wolność słowa, a gdzie zaczyna bezpieczeństwo narodowe. Należy pamiętać, że to nadmierne korzystanie z wolności może prowadzić do zgubnych skutków – mówił Adam Bodnar

W kwestii bezkarności internetowych hejterów, rzecznik podkreślał, że wielokrotnie argumentował przed sądami powszechnymi, że komentarz hejterski w internecie, na przykład na temat Romów jest wypowiadany w miejscu publicznym. Dopiero po rozstrzygnięciu sprawy przez Sąd Najwyższy takie znaczenie zaczyna się upowszechniać. Rzecznik podkreślił, że można potraktować taką praktykę w kategoriach uczenia się wolności słowa.

Na pytanie do RPO, czy w możliwościach, które dają media społecznościowe i przestrzeń internetowa, widzi zagrożenie dla demokracji, Adam Bodnar stwierdził, że jest to zarówno zagrożenie, jak i szansa na urzeczywistnienie się idei demokracji bezpośredniej.

- Internet stwarza taką możliwość, ale pod warunkiem, że mechanizmy mające chronić użytkowników przed negatywnymi treściami działają dobrze. To, że możliwość wypowiedzi jest powszechna, nie znaczy od razu, że debata publiczna zyskuje na jakości – mówił rzecznik.

Podkreślił także, że ten swoisty zalew nienawiści powoduje, że niektóre osoby, które mają istotne znaczenie dla debaty publicznej, wycofują się z dyskusji, bo polemika z nienawistnymi komentarzami – to coś czego nie mogą zaakceptować. Rzecznik upatrywał istotne zagrożenie dla debaty w podniesieniu poziomu emocji. Jak sam mówił, z tego właśnie powodu często na kilka dni odpuszcza sobie aktywne uczestniczenie w debacie internetowej.

- Na przykładzie pracy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wiemy, że bardzo trudno jest przeprowadzić sensowną debatę w internecie na tematy wymagające głębokiej wiedzy politycznej. Tematy takie jak reprywatyzacja czy izolacja prewencyjna w więzieniach są nośnikiem wielu skrajnych opinii, więc jedynym sposobem na rzetelne zajęcie się tymi kwestiami, jest ich wypchnięcie poza dyskurs internetowy – zakończył rzecznik.

Na pytanie, czy zaostrzenie odpowiedzialności karnej może być dobrą bronią w walce z mową nienawiści w internecie, rzecznik zasugerował odmienne podejście.

- Do tej pory państwo mówili o narzędziach, ale z różnych, dyskusji które prowadziliśmy na ten temat, wynika, że być może chodzi o uczenie podstawowych wartości w społeczeństwie. Co znaczą dane słowa, jak odróżnić prawdziwą informację od fałszywej. Rozmawiam z nauczycielami o patotreściach i okazało się, że to temat zupełnie im obcy - w przeciwieństwie do uczniów. Nie chodzi o to, aby wyłącznie zwalczać negatywne zjawiska takie jak patostreaming, ale zastanowić się, z czego to się bierze i dlaczego dzieci nie umieją rozróżniać dobra i zła.

O tym także mówi wydany niedawno raport EU Kids online  zakończył rzecznik

Na ostatnie pytanie, o możliwe rozwiązania problemu, rzecznik po raz kolejny zaapelował do premiera Morawieckiego o ustosunkowanie się do 20 rekomendacji o sposobach rozwiązywania problemu mowy nienawiści. Podkreślił przy tym, że nauczenie się tego jak walczyć z mową nienawiści to zadanie nie tylko Ministra Cyfryzacji, ale także całej administracji państwa.

RPO pyta o podstawy działań przedstawicieli państwa wobec Elżbiety Podleśnej

Data: 2019-05-08
  • O wskazanie podstaw prawnych działania policji, która o godz. 6 rano wkroczyła do mieszkania kobiety podejrzewanej o to, że przetworzyła w tęczę aureolę Matki Boskiej Częstochowskiej, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapytał 7 maja policję i prokuraturę.

Jak wynika z przekazu medialnego, w poniedziałek 6 maja o godz. 6 rano kilku policjantów weszło do warszawskiego mieszkania Elżbiety Podleśnej. Przeprowadzili rewizję i zarekwirowali jej sprzęt elektroniczny m.in. telefon i komputer. Po przeszukaniu zdecydowali o zatrzymaniu i przewieźli ją do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Postawili jej zarzut obrazy uczuć religijnych, ponieważ wiążą ją z plakatem przedstawiającym Matkę Boską Częstochowską w tęczowej aureoli.

Pojawił się on w Płocku m.in. na kościele, w którym Grób Pański w Wielkanoc został udekorowany pudłami z napisami: „LGBT”, „gender”, „chciwość”, „homozboczenia”, „pycha”, „plotki”, „odrzucenie wiary”, „egoizm”, „nienawiść”, „kradzież”, „pogarda”, „kłamstwa”.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi prokuratora rejonowego w Płocku Norberta Pęcherzewskiego o informacje o stanie sprawy i wyjaśnienie, czy to on zatwierdził przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej.

Nadinspektora Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji pyta natomiast:

  • o podstawy prawne i przesłanki zatrzymania oraz przeszukania;
  • o okoliczności realizacji zatrzymania i przeszukania (z wyjaśnieniem, czy wcześniej były podejmowane działania mające na celu zapewnienie stawiennictwa zatrzymanej oraz czy wcześniejsza postawa p.  E. Podleśnej uzasadniała podejrzenie, że nie stawi się na wezwanie lub w inny bezprawny sposób będzie utrudniała postępowanie);
  • czy podczas zatrzymania i przewożenia zatrzymanej do Komendy Miejskiej Policji w  Płocku były stosowane środki przymusu bezpośredniego i jakie, oraz ewentualnie – jaka była podstawa faktyczna i prawna stosowania tych środków;
  • czy zatrzymana złożyła zażalenie na zatrzymanie, bądź skargę na funkcjonariuszy, co do sposobu realizacji zatrzymania.

Gdyby się miało okazać, że przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej nie wynikało z zarządzenia prokuratora Pęcherzewskiego, Adam Bodnar pyta nadinspektora Dobrodzieja, kto wydał taki rozkaz.

II.519.499.2019

Sprawa red. Tomasza Surdela: dziennikarz nie chciał pomocy konsula; to wyczerpuje zobowiązania państwa polskiego - twierdzi MSZ

Data: 2019-04-23
  • Polski dziennikarz Tomasz Surdel został w marcu pobity w Wenezueli - najprawdopodobniej przez tamtejszą policję w związku z jego publikacjami o sytuacji w tym kraju
  • Zawiadomiony o tym polski konsul przedstawił poszkodowanemu „możliwości swojego zaangażowania w wyjaśnienie okoliczności zdarzenia”. Ponieważ jednak dziennikarz „nie oczekiwał podjęcia interwencji ze strony konsula”, przedstawiciel polskiego państwa na tym poprzestał.
  • Takie wyjaśnienie przedstawił Rzecznikowi w imieniu ministra Jacka Czaputowicza jego zastępca Piotr Wawrzyk.
  • Słowem nie odpowiedział na propozycję RPO, jak lepiej chronić polskich dziennikarzy za granicą.

W połowie marca 2019 r. Tomasz Surdel, który w „Gazecie Wyborczej" opisuje dramatyczną sytuację Wenezueli i protesty przeciw prezydentowi Nicolasowi Maduro, został pobity w stolicy tego kraju, Caracas. Jak opisywał, zatrzymali go uzbrojeni ludzie w czarnych mundurach i z kominiarkami na głowach. Byli to najprawdopodobniej członkowie FAES, oddziałów specjalnych wenezuelskiej policji. Władze używają ich m.in. do pacyfikowania antyrządowych demonstracji.

- Opisana sytuacja budzi ogromny niepokój z punktu wolności prasy i stanowi bardzo poważne naruszenie praw człowieka - napisał RPO Adam Bodnar do ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza. Ocenił, że powinna się ona spotkać ze stanowczą reakcją polskich władz konsularnych i dyplomatycznych oraz publicznym podkreśleniem znaczenia wolności prasy dla demokratycznego porządku.

RPO: jak lepiej chronić polskich dziennikarzy za granicą?

Zdaniem RPO rząd polski powinien podjąć bardziej aktywne działania na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa polskich dziennikarzy pracujących poza granicami kraju. RPO poprosił też ministra o rozważenie szerszego upowszechnienia przez MSZ informacji o funkcjonowaniu platformy Rady Europy na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dziennikarzom https://www.coe.int/en/web/media-freedom/the-platform.  Ułatwia ona przetwarzanie i rozpowszechnianie informacji  o poważnych obawach dotyczących wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy  w państwach członkowskich Rady Europy - co gwarantuje art. 10 Europejskiej konwencji  praw człowieka. Ma na celu poprawę ochrony dziennikarzy, lepsze reagowanie na  zagrożenia i przemoc wobec pracowników mediów oraz wspieranie mechanizmów  wczesnego ostrzegania i zdolności reagowania w ramach Rady Europy.

Zakres działania platformy ograniczony jest do państwa Rady Europy, lecz z pewnością może służyć jako wzór działań na rzecz zapewniania bezpieczeństwa dziennikarzom i wymiany informacji dotyczących innych krajów świata - wskazał Rzecznik.

MSZ: bo nie miał akredytacji

W odpowiedz wiceminister Wawrzyk napisał,  że ochrona praw i interesów obywateli polskich za granicą jest jednym z priorytetowych zadań realizowanych przez polskie urzędy konsularne i przedstawicielstwa dyplomatyczne.

Sprawą Tomasza Surdela zajmuje się konsul RP w Caracas, który zna osobiście zainteresowanego i utrzymuje z nim bieżący kontakt. Tomasz Surdel „aktualnie nie posiada akredytacji dziennikarskiej” w Wenezueli. W nocy 14 marca 2019 r. poinformował konsula o zdarzeniu oraz o odniesionych w wyniku pobicia przez policję obrażeniach. Podczas rozmów z poszkodowanym konsul zaproponował pomoc przedstawiając możliwości swojego zaangażowania w wyjaśnienie okoliczności zdarzenia, jednak pan Tomasz Surdel kilkakrotnie zapewnił konsula, że nie oczekuje podjęcia interwencji ze strony Ambasady i dlatego nie będzie występował z wnioskiem o udzielenie pomocy. Oświadczył również, że nie ma zamiaru składać zawiadomienia o pobiciu miejscowym służbom. Pan Tomasz Surdel został poinformowany przez konsula, że w każdej chwili może zmienić zdanie co do sposobu postępowania w tej sprawie i o ile wyrazi wolę skorzystania z zaoferowanej pomocy, zostanie mu ona udzielona.

Adam Bodnar pyta o manipulacje TVP. Raport Rady Języka Polskiego to dowód - wywiad dla Gazety Wyborczej

Data: 2019-04-23
  • - Mam nadzieję, że raport Rady Języka Polskiego będzie swoistym otrzeźwieniem - mówi rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. - Skoro misją KRRiT jest stanie - jak powiada konstytucja - na straży wolności słowa oraz prawa do informacji, to Rada ma obowiązek zbadać, czy TVP narusza to konstytucyjne prawo obywateli do bycia rzetelnie poinformowanym.

Gazeta Wyborcza opublikowała 22 kwietnia wywiad RPO dotyczący raportu Rady Języka Polskiego o "paskach informacyjnych" w państwowej telewizji TVP. Wywiad przeprowadziła red. Agnieszka Kublik. Oto gragmenty

Agnieszka Kublik: Czy TVP może bezkarnie manipulować informacją?

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar: To pytanie o odpowiedzialność państwa: czy są organy, które chcą i są w stanie rozliczyć TVP?

Nie ma. Bo TVP od stycznia 2016 r., kiedy prezes Jacek Kurski został szefem telewizji publicznej, manipuluje informacją, czym łamie ustawę medialną, prawo prasowe i konstytucję.

– Bardzo ciekawym źródłem pozwalającym zbadać, czy są łamane zasady obiektywnego, rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa, jest dokument przygotowany przez Radę Języka Polskiego. Do tej pory bazowaliśmy na tym, co o kulisach pracy w TVP opowiadali wyrzucani z pracy dziennikarze, i na ogólnym wrażeniu, które nie zawsze było poparte dowodami.

Były przecież analizy historyków, np. prof. Piotra Osęki, medioznawców, np. prof. Wiesława Godzica i publicystów, którzy opisywali przypadki manipulacji „Wiadomości”.

– Raport Rady Języka Polskiego to działalność podjęta w ramach ustawowych zadań organu, który został powołany na podstawie przepisów prawa i który ma zadanie przedstawiać Sejmowi swoje sprawozdania z przestrzegania ustawy o języku polskim. Dlatego to tak wartościowy dowód do oceny naruszenia dziennikarskich standardów. Raport imponuje fachowością przygotowania i kompleksowością analizy. [chodzi o "Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016–2017" publikowane na podstawie art. 12 ust. 2 ustawy o języku polskim przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN]

Dowiadujemy się między innymi, jak są konstruowane paski „Wiadomości” i ewentualnie jakie metody manipulacji informacją są w nich wykorzystywane. Raport Rady dokumentuje całą rzecz z taką precyzją, że bardzo łatwo jest wyłowić wszystkie nadużycia.

Dotyczące wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa, działania instytucji europejskich w sprawie kontroli praworządności w Polsce, katastrofy smoleńskiej, słynnego posiedzenia Sejmu w grudniu 2016 r. w Sali Kolumnowej, ponownego wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, reprywatyzacji w Warszawie, rezydentów. W tych kwestiach „Wiadomości” nie przekazywały obiektywnych i rzetelnych informacji. Pan zapytał Witolda Kołodziejskiego, szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, co zamierza z tym zrobić.

– Bo ani przewodniczący Krajowej Rady, ani sama Rada nie zareagowali na raport Rady Języka Polskiego. Gdyby tego typu raport dotyczył działalności, która wchodzi w sferę działalności rzecznika praw obywatelskich, dla mnie byłoby oczywiste, że następnego dnia powinienem się tym zająć. Niedawno podjąłem próbę zainteresowania szefa Krajowej Rady listem prezydentów pięciu miast, który był zaadresowany do prezesa Rady Ministrów, KRRiT, Rady Etyki Mediów, RPO, a dotyczył tego, jak media traktowały prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, m.in. co media publiczne robiły w tej sprawie. Spotkałem się z panem przewodniczącym KRRiT Witoldem Kołodziejskim, ale – mówiąc delikatnie – rozmowa była mało satysfakcjonująca. Odniosłem wrażenie, że po prostu nikt nie ma najzwyczajniej w świecie ochoty zajmować się tym tematem.

Więcej:  http://wyborcza.pl/7,75398,24688648,adam-bodnar-pyta-o-manipulacje-tvp-raport-rady-jezyka-polskiego.html (Dostęp płatny)

Osoby homoseksualne utożsamiono w TVP Info z pedofilami. Interwencja RPO w KRRiT

Data: 2019-04-15
  • Deklarację o prawach osób LGBT+ przyjętą przez prezydenta Warszawy określono w programie TVP Info m.in. jako „promocję pedofilii i zachowań zaburzonych”
  • Taki przekaz, mający znamiona mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych, nie może być obecny w mediach publicznych
  • To wypowiedzi homofobiczne i naruszające godność osób LGBT - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich w skardze do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
  • A kojarzenie homoseksualności z pedofilią jest i nieprawdziwe, i krzywdzące dla osób nieheteronormatywnych 

RPO z wielkim niepokojem zapoznał się z programem „Salon Dziennikarski” TVP Info z 23 lutego 2019 r. Prowadzący program Jacek Karnowski i jego goście rozmawiali o Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+”, przyjętej przez Rafała Trzaskowskiego.

Dokument określono jako program deprawacji i molestowania dzieci za publiczne pieniądze, a także promocję pedofilii i zachowań zaburzonych. W odniesieniu do osób LGBT używano sformułowań „dziwaki” i „osoby zaburzone”, a homoseksualność nazwano „wampiryzmem” i „zawłaszczaniem bezbronnych dzieci”. Prowadzący program ostrzegał widzów, że przewidziane w Deklaracji działania z obszaru edukacji antydyskryminacyjnej będą wydaniem ich dzieci na "łup aktywistów". Postawił również bez podania źródeł tezę, że przekaz proponowany przez lewicę wpływa na zaburzenie tożsamości u dużej grupy młodzieży.

RPO: to słowa obraźliwe i poniżające

- Wskazane wypowiedzi i określenia należy ocenić jako jednoznacznie homofobiczne i naruszające godność osób LGBT - wskazuje Adam Bodnar. Miały one charakter obraźliwy i poniżający, sprzyjający utrwalaniu negatywnych stereotypów na temat tej społeczności i wynikających z nich uprzedzeń. Tego rodzaju przekaz, noszący znamiona mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych, nie może być obecny w mediach, w szczególności publicznych.

Realizując szczególną misję społeczną, media te powinny dokładać wszelkich starań aby wyeliminować język pogardy z debaty publicznej. Jego obecność może mieć bowiem tragiczne konsekwencje i godzić w fundamenty demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa.

Zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, a zwłaszcza nie mogą zawierać treści dyskryminujących lub nawołujących do nienawiści. W myśl art. 21 ust. 2 pkt 5a ustawy, programy emitowane w mediach publicznych powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

- W obliczu postępującej brutalizacji języka i niebezpiecznej tendencji do porzucania konstruktywnego dialogu na rzecz radykalnych opinii, przeciwdziałanie mowie nienawiści w przekazach medialnych powinno stanowić dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zadanie priorytetowe – ocenia Rzecznik. Samo obowiązywanie art. 18 ustawy nie wyeliminuje języka uprzedzeń z przestrzeni medialnej. Muszą pójść za nią konkretne działania, w tym reakcja i sprzeciw wobec jawnie dyskryminujących treści.

Łączenie homoseksualizmu i pedofilii - nieprawdziwe i krzywdzące

Przedstawione w programie TVP Info tezy - sformułowane w sposób sugerujący, że są oparte na faktach - nie tylko nie zostały poparte żadnymi obiektywnymi argumentami lub danymi, ale w świetle dostępnej wiedzy są oczywiście sprzeczne z prawdą. Światowa Organizacja Zdrowia już w 1990 r. usunęła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Wiele razy podkreślała później, że orientacja homoseksualna jest zdrową i naturalną formą ekspresji ludzkiej seksualności.

Warto również przypomnieć Stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w sprawie rozróżnienia dwóch odrębnych, lecz nagminnie mylonych pojęć: homoseksualizm i pedofilia - opublikowanym w związku z szerzącą się dezinformacją łączącą te zjawiska. Wskazano w nim, że przypisywanie osobom homoseksualnym szczególnej - w porównaniu do heteroseksualnych - skłonności do seksualnego wykorzystania dzieci stanowi nieuprawnione nadużycie. Rozpowszechnianie skojarzenia między homoseksualnością a pedofilią jest domeną ludzi nieświadomych i niekompetentnych bądź też uprzedzonych do ludzi homoseksualnych i sprzeciwiających się prawom obywatelskim tych osób. Podtrzymywanie  przekonania o szczególnej skłonności osób homoseksualnych do seksualnego wykorzystywania dzieci jest krzywdzące dla homoseksualnej części społeczeństwa, przyczynia się do niezwykłej trwałości uprzedzeń wobec tych osób i utrudnia pełne funkcjonowanie psychologiczne homoseksualnych obywatelek i obywateli.

TVP naruszyła normy etyczne

Rzecznik uznaje opisane treści programu TVP Info za naruszenie norm etycznych przez twórców materiału. Zgodnie z art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło. Zachowanie wymogów dobrej sztuki i etyki zawodowej, w tym rzetelności dziennikarskiej przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów, to ponadto próg graniczny dla ochrony swobody wypowiedzi dziennikarskiej.

Wolność słowa i wolność mediów wyrażone w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji, mimo fundamentalnej roli jaką pełnią w demokratycznym państwie, nie mają charakteru absolutnego. Dlatego są uzasadnione podstawy, aby dążyć do zbadania, czy w przedmiotowym programie telewizyjnym granice tych wolności nie zostały przekroczone.

Adam Bodnar zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego o zbadanie sprawy.

Warszawska deklaracja jest potrzebna

Warszawska deklaracja formułuje cele i kierunki dla działania władz samorządowych w obszarze ochrony praw osób LGBT+ i przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, w zakresie kompetencji samorządu terytorialnego. Stanowi ważny krok w stronę zapewnienia równego traktowania wszystkim obywatelom, a także wyraz wsparcia dla osób, w tym dzieci, które codziennie muszą mierzyć się z falą nienawiści i dyskryminacją ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Jak podkreśla RPO, dyskryminacja i przemoc motywowana uprzedzeniami zagraża bezpieczeństwu uczniów, więc przeciwdziałanie tym zjawiskom jest bardzo ważne. Dlatego Rzecznik popiera podpisaną przez Prezydenta Warszawy Deklarację LGBT+. Jest ona zgodna z polskim prawem. Należy przy tym zastanowić się, co zrobić by prawo lepiej chroniło dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym, hejtem i dyskryminacją.

XI.505.4.2019

Paski informacyjne "Wiadomości" TVP naruszeniem ustawy o rtv. Rzecznik pisze do KRRiT

Data: 2019-04-15
  • Tzw. paski „Wiadomości” TVP to przekaz nierzetelny i nieobiektywny - uznała Rada Języka Polskiego w sprawozdaniu dla Sejmu
  • Oznacza to, że telewizja publiczna narusza ustawę o rtv, która mówi o pluralizmie, bezstronności, wyważeniu i niezależności jej przekazu - uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W jego ocenie wskazuje to także, że opłata abonamentowa jest wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem
  • Dziennikarze TVP naruszają zaś Prawo prasowe, które nakazuje im szczególną staranność i rzetelność

Rada Języka Polskiego przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017  pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim.

Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała,  że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu,  a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić obowiązku nałożonego przez ustawodawcę, a polegającego na dostarczaniu obywatelom rzetelnej informacji.

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

Ustalenia Rady oznaczają także, że  dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające ze tych przepisów Prawa prasowego.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z dochodów z daniny publicznej jaką jest opłata abonamentowa. Pobiera się ją w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością.

- Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem – podkreśla Adam Bodnar.

Zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy.

Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

VII.505.8.2019

Prawnicy z Olsztyna wspierali sędziów - wylegitymowała ich policja. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-04-11
  • Sędziowie i inni prawnicy z Olsztyna zrobili sobie zdjęcie pod tamtejszym sądem, gdy manifestowali wsparcie dla sędziów, wobec których trwają postępowania dyscyplinarne lub też już ich ukarano
  • Na miejscu pojawiła się policja; wiele osób stojących przed sądem wylegitymowano
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił o wyjaśnienia do Komendanta Miejskiego Policji w Olsztynie
  • Zebrani korzystali bowiem z chronionych konstytucyjnie wolności słowa oraz publicznego zgromadzania się

5 kwietnia 2019 r. pod gmachem Sądu Okręgowego w Olsztynie grupa ubranych na czarno sędziów, adwokatów i radców prawnych ustawiła się do zdjęcia, trzymając napis: "Murem za Dorotą". Chodziło o wsparcie m.in. sędzi tego sądu Doroty Lutostańskiej, która ma postępowanie dyscyplinarne za założenie koszulki z napisem "Konstytucja".  

W związku z informacjami z prasy, RPO z urzędu podjął sprawę działań policji pod sądem.

W ocenie Rzecznika zebrane osoby korzystały z konstytucyjnie chronionych wolności słowa (art. 54 Konstytucji) oraz publicznego zgromadzania się (art. 57 Konstytucji).

RPO zwrócił się do komendanta miejskiego o wyjaśnienia - zwłaszcza o poinformowanie, jakie były przyczyny interwencji wobec zgromadzonych pod sądem oraz o wskazanie podstawy prawnej podjętych czynności.

VII.613.7.2019

Stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie działań zmierzających do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej redaktor Ewy Ivanovej

Data: 2019-04-08

W ostatnich dniach Rzecznik Praw Obywatelskich powziął informację o działaniach prokuratury zmierzających do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej red. Ewy Ivanovej, która miałaby przedstawić zeznania jako świadek w postępowaniu dyscyplinarnym toczącym się wobec ś.p. prok. Andrzeja Kaucza. Pan prokurator Andrzej Kaucz, członek zarządu Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, zmarł 21 marca 2019 r.

26 lutego 2019 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie uznał swoją niewłaściwość w sprawie wniosku prokuratora Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, pełniącego funkcję Rzecznika Dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla gdańskiego okręgu regionalnego, o zwolnienie z obowiązku tajemnicy dziennikarskiej świadka Ewy Ivanovej. Wskazał jednocześnie, że sądem właściwym do rozpoznania wniosku, zgodnie z art. 329 § 1 Kodeksu postępowania karnego, jest sąd powołany do rozpoznania sprawy w pierwszej instancji - w tym przypadku miałby to być Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym.

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie w tym kontekście przypomnieć, że tajemnica dziennikarska jest instytucją szczególną. Ochrona tajemnicy dziennikarskiej jest podstawową gwarancją wolności mediów i swobody wypowiedzi, chronionych przez art. 14 i 54 Konstytucji RP oraz art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznaje ochronę źródeł informacji za jeden z fundamentów ochrony prasy. 

Brak gwarancji w tym zakresie mógłby powstrzymywać informatorów od wspierania mediów w przekazywaniu wiadomości o podstawowych problemach istotnych dla społeczeństwa. Taki efekt mający charakter mrożący mógłby w efekcie doprowadzić do osłabienia podstawowej funkcji mediów, czyli roli publicznego kontrolera, wiążącej się z ujawnianiem nieprawidłowości, sprzyjającej właściwemu funkcjonowaniu instytucji publicznych (tak m.in. w fundamentalnej sprawie Goodwin p. Wielkiej Brytanii, nr skargi 28957/95 czy w sprawie Bladet Tromsø p. Norwegii, nr skargi  21980/93). Niezależne media, jako przekaźnik informacji, mają urzeczywistniać zasadę jawności spraw publicznych, umożliwiać podjęcie debaty, efektem której będzie podjęcie działań zmierzających do zapewnienia wspólnego dobra.

W Polsce tajemnica dziennikarska, czyli ochrona informatora i autora materiału prasowego, zagwarantowana jest wymienionymi wyżej przepisami Konstytucji RP, a także art. 12 ust. 1 pkt 2 i art. 15 ust. 2 ustawy - Prawo prasowe. Tajemnica dziennikarska obejmuje dane umożliwiające identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych. Wolność mediów musi wyrażać się między innymi w prawie do zachowania w tajemnicy danych osobowych informatorów dziennikarskich, co ma pozwolić na nieskrępowane pełnienie roli publicznego obserwatora i strażnika. Dziennikarz jest obowiązany chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które oferują mu zaufanie. Biorąc pod uwagę wskazane wyżej znaczenie mediów i rolę dziennikarzy nie można zgodzić się, by decyzja o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej traktowana była jako zwykła formalność. 

W każdym przypadku, również w przypadku sprawy, w której świadkiem ma być red. Ewa Ivanova, to niezależny sąd musi dokonać oceny okoliczności konkretnej sprawy, zaś przesłanki uprawniające do zwolnienia z tajemnicy powinny być wykładane ściśle. Jednym z kluczowych elementów gwarancji tajemnicy dziennikarskiej jest też kontrola decyzji o jej ograniczeniu przez sąd lub inny niezależny organ (zob. wyrok ETPCz w sprawie Sanoma Uitgevers B.V. p. Holandii, nr skargi 38224/03). Taka procedura przewidziana jest również w prawie polskim. Zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej powinno, zgodnie z art. 180 § 2 Kodeksu postępowania karnego, następować w wyjątkowych i szczególnie uzasadnionych okolicznościach, jak również wyłącznie wówczas, gdy przemawia za tym dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczności sprawy nie da się ustalić przy pomocy innych dowodów. W świetle tego przepisu dziennikarza z tajemnicy dziennikarskiej może zwolnić tylko sąd.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich rozpoznanie wniosku o zwolnienie z obowiązku tajemnicy zawodowej w trybie art. 180 § 2 k.p.k. leży tylko i wyłącznie w gestii sądu, który jest sądem w rozumieniu art. 175 § 1 Konstytucji RP. Sprawa ta dotyczy bowiem sprawy z zakresu wymiaru sprawiedliwości i dotyczy kluczowej dla swobody wypowiedzi tajemnicy dziennikarskiej. Nie wchodząc w kwestię konieczności umorzenia w tym przypadku postępowania dyscyplinarnego w związku ze śmiercią prokuratora Andrzeja Kaucza, to jednak systemowo nie można zaakceptować sytuacji, w której decyzja o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej podjęta byłaby przez podmiot który nie ma kompetencji do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym nie jest sądem w rozumieniu Konstytucji RP. Art. 175 ust. 1 w związku z art. 10 ust. 1 Konstytucji RP wprowadza zasadę sądowego wymiaru sprawiedliwości i wyczerpująco wylicza sądy uprawnione do jego sprawowania. Żaden inny podmiot nie ma prawa wkraczania w tę sferę.

Jakakolwiek próba zwolnienia red. Ewy Ivanovej z tajemnicy dziennikarskiej przez organ powołany do orzekania w postępowaniu dyscyplinarnym niebędący sądem w rozumieniu art. 175 ust. 1 Konstytucji RP stanowić może nieuzasadnione naruszenie swobody wypowiedzi, które może powstrzymywać nie tylko informatorów od przekazywania ważnych dla społeczeństwa informacji, ale również dziennikarzy od podejmowania tematów istotnych dla funkcjonowania państwa i społeczeństwa.  

VII.564.27.2019

Sędziowie mogą wypowiadać się w sprawach ważnych dla sądownictwa. RPO o działaniach Piotra Schaba

Data: 2019-04-04
  • Sędzia Alina Czubieniak uchyliła areszt 19-latkowi z niepełnosprawnością intelektualną podejrzanemu o molestowanie, bo nie miał obrońcy ani w prokuraturze, ani w sądzie I instancji
  • Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ukarała ją za to upomnieniem. Za skomentowanie tej decyzji sędzia Czubieniak ma zaś kolejne postępowanie sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego
  • Może to prowadzić do nieuzasadnionego konstytucyjnie ograniczenia wolności słowa sędziów – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Tymczasem sędziom przysługuje szersza swoboda wypowiedzi w sprawach fundamentalnych dla niezależności sądów, niezawisłości sędziowskiej i ustroju sądownictwa

Adam Bodnar zwrócił się do rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Piotra Schaba o podanie, co przemawiało za podjęciem czynności wyjaśniających wobec sędzi Aliny Czubieniak. Sprawę tę RPO podjął  z własnej inicjatywy. - W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich opisane powyżej działania Pana Rzecznika mogą prowadzić do nieuzasadnionego konstytucyjnie ograniczenia wolności słowa sędziów – napisał do Piotra Schaba.

Sędzia upomniała sie o obrońcę dla 19-latka z niepełnosprawnością

22 marca 2019 r. sędzia z Sądu Okręgowego w Gorzowie Wlkp. została ukarana przez Izbę Dyscyplinarną SN. Powodem było, że w 2106 r. uchyliła areszt 19-latkowi z niepełnosprawnością intelektualną. Uznała, że osoba z niepełnosprawnością intelektualną powinna mieć obrońcę z urzędu już od samego początku postępowania (o prawo do obrońcy dla każdego już od chwili zatrzymania upomina się od dawna RPO). 

Mimo że 19-latek jest analfabetą, za wystarczające pouczenie o jego prawach prokuratura uznała wręczenie mu pliku dokumentów. Miał on zarzut „innej czynności seksualnej” z małoletnią. Ostatecznie jego sprawę umorzono z powodu niepoczytalności. Został skierowany na terapię seksuologiczno-psychiatryczną, dostał też nakaz noszenia "elektronicznej obrączki".

W wypowiedziach dla mediów sędzia Czubieniak nazwała wyrok Izby Dyscyplinarnej SN "ustawką", a samo posiedzenie - "tragifarsą". Sędziowski rzecznik dyscypliny Piotr Schab poinformował o wszczęciu wobec sędzi postępowania wyjaśniającego w związku z tymi wypowiedziami. Uznał, że "dokonała znieważających ocen składu orzekającego w Izbie Dyscyplinarnej SN", przez co mogła  uchybić godności zawodu sędziego.

Co mówi prawo

Swoboda wypowiedzi sędziego jest ograniczana z uwagi na jego obowiązki i status w polskim systemie prawnym. Jest on zobowiązany m.in. do zachowania bezstronności. Ma postępować zgodnie ze złożonym ślubowaniem, w służbie i poza nią strzec powagi stanowiska i unikać wszystkiego, co mogłoby przynieść ujmę godności sędziego i osłabiać zaufanie do jego bezstronności.

Sędzia odpowiada dyscyplinarnie za przewinienia służbowe, w tym za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa i uchybienia godności urzędu. Przewinieniem dyscyplinarnym są także publiczne wypowiedzi wykraczające poza granice wyznaczone przez Prawo o ustroju sądów powszechnych. Wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego zawsze  rzuca cień na osobę sędziego i jakość wykonywanej przez niego pracy, a tym samym może prowadzić do podważenia zaufania do niego w oczach obywateli.

Wymagania etyczne stawiane sędziom, także w zakresie treści, zakresu i formy ich ekspresji i wypowiedzi, są bardzo wysokie i wynikają  z wzorców, których podstawą są: godność urzędu sędziego, niezawisłość sędziego i niezależność sądownictwa, bezstronność w pełnieniu obowiązków oraz nieskazitelność charakteru.

Sędzia ma swobodę wypowiedzi w fundamentalnych kwestiach

W ocenie Rzecznika istnieje jednak kategoria publicznych wypowiedzi sędziów, które należy zakwalifikować i potraktować zdecydowanie w inny  sposób, przyznając sędziom znaczny margines swobody wypowiedzi, warunkowany potrzebą ochrony interesu publicznego i społecznego w zakresie ochrony niezależności  sądów i niezawisłości sędziów (art. 173 oraz art. 178 ust. 1 Konstytucji) oraz zasady  podziału władz (art. 10 ust. 1 Konstytucji).

Standard prawny najlepiej oddaje wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 27 maja 2014 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Skarżący,  b. prezes Sądu Najwyższego, skrytykował publicznie rządowe reformy sądownictwa. W reakcji rząd skrócił mu kadencję prezesa SN. ETPC stwierdził, że naruszyło to art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Uznał, że była to swoista retorsja za publiczne wypowiedzi sędziego, mogąca wpływać mrożąco na debatę, a zwłaszcza na swobodę wypowiedzi środowiska sędziowskiego.

Z analizy tego orzeczenia ETPC płynie wniosek, że znaczenie zakresu swobody wypowiedzi sędziów wykracza poza ścisłe pojęcie korzystania z wolności słowa i zyskuje rangę ustrojową w kontekście ochrony pozycji wymiaru sprawiedliwości.

Z kolei w sprawie Kudeszkina przeciwko Rosji ETPC orzekł w 2009 r., że dyscyplinarne zwolnienie sędzi moskiewskiego sądu za publiczne wypowiedzi o  wywieraniu presji na sędziów przez polityków było naruszeniem art. 10 EKPC. ETPC wskazał, że wypowiedzi sędzi były elementem publicznej debaty i nawet mimo ich uproszczonego i przejaskrawionego brzmienia odgrywały istotną rolę dla interesu publicznego i jako takie podlegały ochronie.

- W kontekście orzecznictwa Sądu Najwyższego w sprawach dyscyplinarnych oraz ETPC uznać należy, że sędziom przysługuje znacznie szersza swoboda wypowiedzi w sprawach dotyczących kondycji i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, ponieważ kwestie te dotyczą spraw zainteresowania publicznego, a debata na ich temat korzysta z ochrony przewidzianej w art. 10 EKPC - stwierdził Adam Bodnar

Również Komisja Wenecka zwróciła uwagę na niepożądany tzw. efekt mrożący, kiedy obawa przed sankcjami dyscyplinarnymi powstrzymuje sędziego od korzystania z prawa do swobody wypowiedzi. Sędzia musi ważyć swe ewentualne zaangażowanie publiczne i unikać wypowiedzi wiążących się ze sferą polityki. Za wyjątek Komisja uznała wypowiadanie się o sprawach, „które są politycznie kontrowersyjne”, a które bezpośrednio wpływają na działalność sądów, niezależność sądownictwa, administrację systemem sądownictwa lub integralność osobistą sędziego.

Rzecznik podkreśla, że wypowiedzi prasowych sędzi Aliny Czubieniak nie można sprowadzać do krótkich fragmentów, ale interpretować w kontekście doniosłości sprawy w jakiej rozstrzygała, dla praw osób z niepełnosprawnościami, nieprawidłowości w działaniach prokuratury oraz zarzutów dotyczących próby wywierania wpływu na sędziów przez polityków i kształtu postępowania dyscyplinarnego w SN.

Wolność ekspresji sędziego powinna być zatem postrzegana w taki sposób, aby zapewnić odpowiednią równowagę pomiędzy prawnymi obowiązkami i ograniczeniami sędziów, wynikającymi z Prawa o ustroju sądów powszechnych a potrzebą ich uczestnictwa w życiu publicznym i społecznym, zwłaszcza w odniesieniu do spraw mających fundamentalne znaczenie dla niezależności sądów, niezawisłości sędziów oraz ustroju sądownictwa.

Według komunikatu Piotra Schaba z 25 marca 2019 r. sędzia Alina Czubieniak naruszyła wynikający z § 13 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów zakaz publicznego wyrażania opinii na temat toczącego się lub mającego się toczyć postępowania. - Należy jednak zauważyć, że w chwili, kiedy ukazał się wywiad, postępowanie to zostało już zakończone – podkreślił Adam Bodnar.

VII.564.26.2019

 

Porównał szefa portalu tvp.info do Jerzego Urbana – został zablokowany na twitterze TVP

Data: 2019-04-04
  • Porównanie redaktora naczelnego portalu tvp.info do rzecznika rządu PRL Jerzego Urbana było przyczyną zablokowania przez TVP użytkownika twittera
  • Taką przyczynę zablokowania podał prezes TVP Jacek Kurski w odpowiedzi dla RPO
  • Uznał to za uzasadnione, gdyż debata publiczna nie powinna polegać na obrzucaniu niezasłużonymi inwektywami adwersarzy lub osób o innych poglądach

11 marca 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prezesa TVP o wyjaśnienia w sprawie zablokowania w 2018 r. konta pewnego użytkownika na twitterze TVP. Sprawa została zgłoszona do Biura RPO przez pełnomocnika prawnego zainteresowanego.

Został zablokowany po komentarzu „Samuel, ty przejdziesz do historii. Ty przebiłeś chłopie Urbana"  - skomentował tak informację na koncie @tvpjnfo na Twitterze o o nielegalnie nagranych rozmowach z restauracji „Sowa i Przyjaciele". Konto jest prowadzone przez publiczną instytucję, więc zablokowanie zdaniem skarżącego narusza jego dostęp do informacji publicznych i możliwość wypowiadania się.

W odpowiedzi na skargę skierowaną do zarządu TVP S.A.  telewizja wyjaśniła, że administrator konta miał prawo zablokować konto użytkownika, ponieważ post ma obraźliwy wydźwięk.

RPO podjął postępowanie wyjaśniające. To, czy doszło do naruszeń praw lub wolności obywatelskich, zależy m.in. od tego, dlaczego wpis użytkownika TVP uznała za obraźliwy. 

W  odpowiedzi z 27 marca 2019 r. prezes Jacek Kurski napisał, że chodzi o porównanie redaktora naczelnego portalu tvp.info do rzecznika rządu w okresie stanu wojennego Jerzego Urbana. - Dla wszystkich naszych widzów, którzy pamiętają okres stanu wojennego oraz cotygodniowe konferencje prasowe p. J. Urbana, a także jego artykuły z lat 1983-1984 m.in. szkalujące śp. ks. Jerzego Popiełuszkę takie jak "Garsoniera obywatela Popiełuszki", czy "Seanse nienawiści", rzecznik rządu p. J. Urban uosabiał komunistyczne represje, łamanie praw człowieka i swobód obywatelskich.

- W tym wypadku decyzja o zablokowaniu konta użytkownika była w pełni uzasadniona, gdyż debata publiczna nie powinna polegać na obrzucaniu niezasłużonymi inwektywami swoich adwersarzy lub osób o innych poglądach – dodał prezes TVP. Zaznaczył, że nie zostało zablokowane konto TT, a jedynie użytkownik TT.

Wyjaśnił też, że możliwości komentowania programów telewizyjnych przez użytkowników portali społecznościowych m.in. TT są kontrolowane przez redaktorów odpowiedzialnych za emisję programu. Redaktor sprawdzający pojawiające podczas programu wpisy zwraca uwagę na ich charakter m.in. pod kątem ich zgodności z prawem. Z decyzji wydanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, za działanie takie uznaje się m.in. uchybienie godności człowieka (decyzje Przewodniczącego KRRiT nr 2/2006, nr 3/2006 z 22 marca 2006 r.), nawet w formie satyrycznej (Decyzja Przewodniczącego KRRiT nr 6/2013 z 9 sierpnia 2013 r.), naruszenie dóbr osobistych (Decyzja Przewodniczącego KRRiT nr 15/2011 z 13 października 2011 r.), czy mowę nienawiści (decyzje Przewodniczącego KRRiT nr 3/2012 z 30 marca 2012 r., 7/2012 z 30 lipca 2012 r). Decyzje te zostały wydane w oparciu o bogate orzecznictwo sądów powszechnych oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

W tej sprawie w przestrzeni publicznej pojawiały się opinie, że użytkownik w swych wpisach miał używać wulgaryzmów. Nie wynikało to z pisma pełnomocnika skarżącego do Biura RPO. Nie wspomniał o tym także prezes TVP w piśmie do RPO.

VII.564.17.2019

Ingerencje, naciski - RPO zaniepokojony sytuacją w publicznym radiu

Data: 2019-04-03
  • Była dziennikarka Polskiego Radia jest zaproszona do „Klubu Trójki”, ale tuż przed audycją dowiaduje się, że zarząd radia nie zgadza się na jej udział w programie
  • Była dziennikarka Radia Gdańsk mówi w wywiadzie prasowym o  ingerencjach i naciskach, by w jej audycji nie zadawać gościom „niewygodnych pytań”
  • Z przekazu tej stacji  usuwano np. informacje o Lechu Wałęsie i Donaldzie Tusku; unikano też tematów dotyczących śp. prezydenta Pawła Adamowicza
  • RPO wystąpił w tych sprawach o wyjaśnienia do prezesa Polskiego Radia oraz Prezesa Radia Gdańsk, przypominając o pluralistycznym charakterze mediów publicznych

W początkach marca 2019 r. media obiegła informacja o zaproszeniu do prowadzonej przez red. Piotra Semkę audycji „Klubu Trójki” nt. wyborów na Ukrainie byłej dziennikarki Polskiego Radia Oleny Babakovej. Już w studiu dowiedziała się, że zarząd radia nie wyraził zgody na jej udział w programie. Przyczyną miały być okoliczności dotyczące rozwiązania jej umowy o pracę z Polskim Radiem. Ostatecznie dziennikarka wzięła udział w nagraniu. Sytuację potwierdził publicznie prowadzący audycję.

- Opisana sytuacja budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa  i prawa do informacji ogółu obywateli – wskazuje Adam Bodnar. Ingerencja zarządu Polskiego Radia w kształt audycji przygotowywanych przez dziennikarzy może w istotny godzić w zasadę wolności prasy i ograniczać wolność słowa. Zakaz zapraszania do audycji określonych osób niezależnie od ich merytorycznych kompetencji, budzi poważne wątpliwości z punktu  widzenia wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Taka praktyka nosić może znamiona cenzury prewencyjnej.

Także w początkach marca wieloletnia dziennikarka Radia Gdańsk  Agnieszka Michajłow w wywiadzie dla „Gazecie Wyborczej” opowiadała, jak podczas prowadzenia przez nią „Rozmowy kontrolowanej” zaczęły pojawiać się ingerencje w program i naciski  z zewnątrz, które uniemożliwiały zadawanie gościom niewygodnych pytań i rzetelne wykonywanie pracy dziennikarza.

RPO z dużym niepokojem zapoznał się z negatywną oceną funkcjonowania Radia  Gdańsk przedstawioną przez jej byłą już dziennikarkę. Za bardzo niepokojące uznał informacje o odmiennym traktowaniu przez stację reprezentantów różnych opcji politycznych. Szczególne wątpliwości budzi usunięcie z przekazu medialnego informacji o takich osobach publicznych związanych z Pomorzem, jak Lech Wałęsa i Donald Tusk oraz unikanie tematów dotyczących śp. Prezydenta Pawła Adamowicza.

W ocenie Rzecznika budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa i prawa do informacji ogółu obywateli. Z uwagi na istotne opiniotwórcze znaczenie Radia Gdańsk może ona mieć bardzo negatywne skutki dla lokalnej społeczności samorządowej i w istotny sposób utrudniać budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Może się ona również przyczyniać się do utrwalania społecznych podziałów, które w istotny sposób wpływają na obniżenie poziomu debaty publicznej w ostatnim czasie, w tym także do zwiększenia przypadków używania mowy nienawiści w przestrzeni publicznej.

W tych sprawach Rzecznik zwrócił się do prezesa Polskiego Radia Andrzeja Rogoyskiego oraz prezesa Radia Gdańsk Dariusza Wasielewskiego.

Przypomniał im konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Według art. 54 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz  pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego  przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji zakazane.

Wolność słowa i wolność mediów, wyrażone w Konstytucji, odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii  i telewizji. Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak  i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

W omawianym kontekście zasadne jest także odwołanie się do art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Stanowi on o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz  publicznych i bez względu na granice państwowe. ETPCz uznał zagwarantowaną w nim wolność za niezbędny fundament społeczeństwa demokratycznego i warunek rozwoju każdej jednostki. ETPCz w swych orzeczeniach stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów  demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. W tym kontekście należy podkreślić, że prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei, a społeczeństwo ma prawo do ich otrzymywania.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych UE wyrażono zasadę pluralizmu. Na potrzebę ochrony zasady pluralizmu zwróciła także uwagę Komisja Europejska w analizie opracowanej w styczniu 2007 r. Zgodnie  z nią pluralizm wymaga dbania o różnorodność geopolityczną i kulturową. Oznacza to  konieczność przedstawiania zróżnicowanych poglądów, ujęć i wieloaspektowego  ukazywania spraw w celu realizacji tzw. „communication right” odbiorcy, dającego mu prawo do uzyskania pełnej, uczciwej informacji oraz możliwość usłyszenia i porównania wielu opinii.

Z kolei rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, że wydawcy  programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza  to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy też odnośnie gości zapraszanych do programu.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw  odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

VII.564.20.2019, VII.564.22.2019

RPO: konieczna stanowcza reakcja władz na pobicie polskiego dziennikarza w Wenezueli

Data: 2019-04-02
  • Polski dziennikarz Tomasz Surdel został pobity w Wenezueli - najprawdopodobniej przez tamtejszą policję i w związku z jego publikacjami o sytuacji w tym kraju
  • Według RPO powinno się to spotkać ze stanowczą reakcją polskich władz konsularnych i dyplomatycznych oraz podkreśleniem znaczenia wolności prasy  
  • W ocenie Rzecznika należałoby też podjąć bardziej aktywne działania dla zapewnienia bezpieczeństwa polskich dziennikarzy poza krajem

W połowie marca 2019 r. Tomasz Surdel, który w „Gazecie Wyborczej" opisuje dramatyczną sytuację Wenezueli i protesty przeciw prezydentowi Nicolasowi Maduro, został pobity w stolicy tego kraju, Caracas. Jak opisywał, zatrzymali go uzbrojeni ludzie w czarnych mundurach i z kominiarkami na głowach. Byli to najprawdopodobniej członkowie FAES, oddziałów specjalnych wenezuelskiej policji. Władze używają ich m.in. do pacyfikowania antyrządowych demonstracji.

Poprosili dziennikarza o dokumenty, po czym ustalali z kimś przez radio, co z nim zrobić. W końcu kazali mu wysiąść z samochodu, po czym założyli mu worek na głowę i zaczęli bić, m.in.  twardym przedmiotem. Gdy już ściągnęli mu z głowy worek, zobaczył przy swej twarzy pistolet. Jeden z napastników, śmiejąc się, pociągnął za spust – broń nie była jednak naładowana. W końcu odjechali, zostawiając pobitego dziennikarza na drodze. Skontaktował się on z wenezuelskim kolegą-ratownikiem medycznym, który udzielił mu pomocy.

- Opisana sytuacja budzi ogromny niepokój z punktu wolności prasy i stanowi bardzo poważne naruszenie praw człowieka - napisał RPO Adam Bodnar do ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza. Ocenił, że  powinna się ona spotkać ze stanowczą reakcją polskich władz konsularnych i dyplomatycznych oraz publicznym podkreśleniem znaczenia wolności prasy  dla demokratycznego porządku.

Rzecznik docenia działania ministra i jego resortu związane z ochroną praw polskich obywatelskich za granicą. - Jednak w mojej ocenie zasadne byłoby podejmowanie przez polski rząd aktywniejszych działań  na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa polskich dziennikarzy pracujących poza granicami kraju - podkreślił.

Adam Bodnar poprosił też ministra o rozważenie szerszego upowszechnienia przez MSZ informacji o funkcjonowaniu platformy Rady Europy na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dziennikarzom https://www.coe.int/en/web/media-freedom/the-platform.  Ułatwia ona przetwarzanie i rozpowszechnianie informacji  o poważnych obawach dotyczących wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy  w państwach członkowskich Rady Europy - co gwarantuje art. 10 Europejskiej konwencji  praw człowieka. Ma na celu poprawę ochrony dziennikarzy, lepsze reagowanie na  zagrożenia i przemoc wobec pracowników mediów oraz wspieranie mechanizmów  wczesnego ostrzegania i zdolności reagowania w ramach Rady Europy.

Zakres działania platformy ograniczony jest do państwa Rady Europy, lecz z pewnością może służyć jako  wzór działań na rzecz zapewniania bezpieczeństwa dziennikarzom i wymiany informacji dotyczących innych krajów świata - wskazał Rzecznik.

VII.531.19.2019

Kwestionowanie działań dyscyplinarnych to wsparcie nagannych postaw sędzi. Sędzia Piotr Schab odpowiada RPO

Data: 2019-03-20
  • Sędziowski rzecznik dyscyplinarny zarzuca sędzi Monice Frąckowiak i sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek przekroczenie ustawowych terminów sporządzania uzasadnień orzeczeń
  • RPO wskazuje, że wcześniej wobec tych sędzi zbierano informacje „na zapas i na wszelki wypadek"
  • Przytacza opinię środowiska, że może to mieć "efekt mrożący" i odwodzić sędziów od obrony praworządności
  • Kwestionowanie działań dyscyplinarnych wobec tych sędzi oceniam jako wsparcie ich nagannych postaw – replikuje RPO sędziowski rzecznik dysycyplinarny Piotr Schab

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się 28 lutego 2019 r. do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Przemysława Radzika w sprawie Moniki Frąckowiak, sędzi Sądu Rejonowego Poznań-Nowe Miasto i Wilda oraz Olimpii Barańskiej-Małuszek, sędzi Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. Pierwszej postawiono 172 zarzuty dyscyplinarne związane z nieterminowym sporządzeniem uzasadnień orzeczeń i spowodowaniem nieważności postępowań, drugiej - 10 zarzutów przewinień związanych z przekroczeniem terminu sporządzenia uzasadnień.

Wcześniej wobec tych sędzi toczyły się postępowania wyjaśniające w związku z ich udziałem w festiwalu Pol`and`Rock w roli edukatorek prawnych. Wykorzystując to postępowanie, wystąpiono do prezesów sądów, w których pracują sędzie, o dane statystyczne dotyczące ich pracy. RPO ocenił, że wszczęcie postępowań wyjaśniających było zatem jedynie pretekstem do skierowania do prezesów sądów zapytań dotyczących ich pracy (stabilności orzecznictwa, kontrolki uzasadnień, przewlekłości postępowań).

W ocenie Rzecznika  informacje te wykraczały poza zakres postępowania wyjaśniającego i prowadziły do zbierania informacji „na zapas i na wszelki wypadek” - w celu znalezienia ewentualnego uchybienia w zachowaniu sędzi, które mogłoby stanowić podstawę do postawienia  jej zarzutu dyscyplinarnego. Takie zachowanie krytycznie oceniał Trybunał Konstytucyjny. RPO przypomniał też, że przedmiotem czynności wyjaśniających jest wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym delikcie dyscyplinarnym, służą one więc wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych.

Rzecznik przywołał opinię prawną prof. dr hab. Katarzyny Dudki  z 6 grudnia 2018 r., że działanie rzecznika dyscyplinarnego prowadzącego przeciwko sędziemu postępowanie wyjaśniające lub dyscyplinarne o określony czyn, który żąda od innych podmiotów dotyczących sędziego danych niemających związku z przedmiotem prowadzonego postępowania dyscyplinarnego, lecz mogących stanowić choćby hipotetycznie podstawę do wszczęcia przeciwko temu sędziemu nowego postępowania dyscyplinarnego o inny delikt dyscyplinarny, co do którego brak jest w chwili podjęcia tych czynności uzasadnionego podejrzenia jego popełnienia, jest całkowicie bezprawne i wypełnia znamiona przestępstwa z art. 231 § 1 Kodeksu Karnego. Według opinii rzecznik dyscyplinarny przekracza wtedy przysługujące mu uprawnienia, czym działa zarówno na szkodę interesu prywatnego sędziego, jak i na szkodę interesu publicznego wyrażającego się w potrzebie ochrony dobra wymiaru sprawiedliwości.

RPO przytoczył uchwałę Zespołu Interwencyjnego Forum Współpracy Sędziów w sprawie postępowań dyscyplinarnych przeciw obu sędziom. Wskazano w niej, że „ogromny wzrost wpływu spraw do wydziałów cywilnych (w jakich pełnią służbę obwinione sędzie), przy jednoczesnym wieloletnim wstrzymywaniu przez Ministra Sprawiedliwości ogłaszania konkursów na wolne stanowiska sędziowskie, przełożył się na znane wszystkim sędziom zjawisko nadmiernego obciążenia referatów i bardzo często występujące problemy przewlekłości postępowań i nieterminowości uzasadnień”. - Dlatego nie budzi wątpliwości, że postawienie zarzutów sędziom Frąckowiak i Barańskiej-Małuszek ma charakter szykany i obliczone jest na osiągnięcie tzw. efektu mrożącego, mającego odwieść sędziów od aktywnej obrony praworządności i wartości konstytucyjnych – uznał Zespół.

Dlatego RPO poprosił rzecznika dyscyplinarnego  o podanie, czy i o jakich czynach, koniecznych dla stwierdzenia przewinienia dyscyplinarnego, miał wiedzę, gdy podjął czynności wyjaśniające w sprawie obu sędzi.

Odpowiedź sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego  

Podjęcie wstępnych czynności wyjaśniających wobec pani sędzi Moniki Frąckowiak oraz pani sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek, a następnie sformułowanie zarzutów przewinień dyscyplinarnych, polegających m. in. na zaniechaniu sporządzania uzasadnień orzeczeń w powierzonych im sprawach wynikło z rażącego naruszenia prawa uczestników postępowań do uzyskania rozstrzygnięcia ich spraw bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd – odpowiedział RPO Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych. - Zagadnienie to zostało niestety pominięte w wystąpieniu z 28 lutego - dodał.

Piotr Schab ocenia próbę zakwestionowania legalności oraz trafności merytorycznej działań Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych - ściśle związanych z jaskrawymi naruszeniami obowiązków służbowych przez sędzię Monikę Frąckowiak i sędzię Olimpię Barańską-Małuszek - jako wsparcie nagannych postaw, skutkujących sformułowaniem zarzutów dyscyplinarnych.

- Nie sposób ocenić inaczej argumentacji odwołującej się do opinii wydanej na zlecenie stowarzyszenia sędziowskiego, którego członkiniami pozostają osoby obwinione, wykorzystywanej publicznie do negacji czynności procesowych Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych – dodał Piotr Schab. W jego przekonaniu opinia ta jest głęboko sprzeczna z regulacjami ustawowymi.

- Najzupełniej chybiona jest supozycja, mogąca wynikać jedynie z założenia braku rzetelności Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, iż dane, gromadzone w toku wstępnych czynności wyjaśniających, służyć mają wyszukaniu ewentualnego uchybienia w zachowaniach sędziów i wykorzystaniu go do sformułowania zarzutu deliktu dyscyplinarnego – napisał Piotr Schab.

Według niego taka argumentacja musi zostać oceniona jako próba pozbawienia Rzecznika Dyscyplinarnego środków działania, także w wypadkach szczególnie rażącego naruszenia elementarnych wymogów pełnienia służby sędziowskiej. Dlatego za konieczne Piotr Schab uznał przypomnienie treści art. 114 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku - Prawo o ustroju sądów powszechnych, w myśl którego Rzecznik Dyscyplinarny ma tytuł do podjęcia czynności wyjaśniających z własnej inicjatywy.

W ocenie Piotra Schaba inicjatywa ta może polegać na gromadzeniu danych, służących badaniu informacji kierowanych do Rzecznika Dyscyplinarnego. Skargi i wnioski pochodzą m. in. od uczestników postępowań sądowych, kwestionujących czynności bądź zaniechania sędziów. Analogiczną drogą uzyskano sygnał o nieprawidłowościach, będących przedmiotem wystąpienia RPO z  28 lutego br. Zakres wstępnych czynności wyjaśniających odpowiadał zaś stanowisku Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, dotyczącemu sposobu weryfikacji czynności służbowych sędziów.

VII.510.8.2019

KRRiT przeprowadziła wnikliwą analizę sprawy Magdaleny Ogórek i podzieliła stanowisko TVP i jej prezesa

Data: 2019-03-19
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania w sprawie materiału Wiadomości TVP, w którym ujawniono wizerunki osób demonstrujących przeciw Magdalenie Ogórek pod TVP.
  • „Osoby regularnie uczestniczące w demonstracjach, a nawet kierujące nimi, są osobami publicznymi i jako takie muszą liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa” – wyjaśnił przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski

RPO interweniował u przewodniczacego KRRiTV i prezesa TVP w związku z opublikowaniem w „Wiadomościach” TVP 4 lutego 2019 r. materiału o osóbach, które 2 lutego protestowały przed siedzibą TVP Info, utrudniając wyjazd dziennikarce Magdalenie Ogórek. Osoby te zostały wymienione w telewizji publicznej z imienia i nazwiska. Prawo mówi wyraźnie, w jakich okolicznościach można ujawniać czyjś wizerunek. Żadna z nich nie wystąpiła w tym przypadku - wskazywał Rzecznik

Prezes Jacek Kurski odpisał od razu, że skoro osoby te biorą udział w publicznych zgromadzeniach, to TVP ma prawo je traktować tak jak osoby publiczne. Teraz pogląd ten podzielił przewodniczący konstytucyjnego organu nadzorującego media – Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji:

- Po wnikliwym zapoznaniu się z materiałami i po przeprowadzeniu wewnętrznej wymiany opinii w tej sprawie informuję, iż Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła argumentację przedstawioną przez prezesa Zarządu Spółki TVP SA Jacka Kurskiego. Zgodnie z tym stanowiskiem osoby regularnie uczestniczące w demonstracjach, a nawet kierujące nimi, są osobami publicznymi i jako takie muszą liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa w sprawach dotyczących ich działalności zawodowej i społecznej. Analogiczne motywy przywoływane są w uzasadnieniach wyroków w orzecznictwie krajowym i europejskim. Stosowne przykłady prezes TVP SA podał w swojej odpowiedzi, wskazując między innymi na wyrok z 20 marca 2006 roku Trybunału Konstytucyjnego (K 17/05), w którym sędziowie wywodzą, iż osoby powszechnie znane nie mogą być utożsamiane wyłącznie z osobami pełniącymi funkcje publiczne: Pojęcie „osoba publiczna” nie jest równoznaczne z pojęciem „osoba pełniąca funkcje publiczne” – napisał Witold Kołodziejski.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła argument, iż z samej istoty udziału w demonstracjach wynika, że do publicznej dyspozycji uczestnicy pozostawiają m.in. swój wizerunek. Udzielenie wsparcia publicznemu wydarzeniu poprzez osobisty w nim udział oznacza również rezygnację z anonimowości i uczestnicy publicznego zgromadzenia powinni uwzględnić tę okoliczność przy podejmowaniu swoich decyzji.

KRRiT nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania na podstawie ustawy o radiofonii i telewizji. Nie pozostaje to w sprzeczności z możliwością dochodzenia ochrony dóbr osobistych w postępowaniu cywilnoprawnym przed sądami powszechnymi - dodał przewodniczący KRRiT.

VII.522.1.2019

Jak Departament Stanu USA ocenia przestrzeganie praw człowieka w Polsce

Data: 2019-03-18
  • Polski rząd ogranicza zakres niezawisłości sędziowskiej – stwierdza amerykański Departamentu Stanu w raporcie nt. przestrzegania praw człowieka na świecie
  • Amerykański raport wskazuje na wiele problemów, które są także przedmiotem uwagi i działań Rzecznika Praw Obywatelskich
  • To np. dyskryminacja kobiet, osób LGBTI, mniejszości narodowych i etnicznych

Na swej stronie internetowej Departament Stanu USA opublikował doroczny raport o przestrzeganiu praw człowieka na świecie. 

29-stronicowy raport na temat Polski stwierdza, że to republika z wielopartyjną demokracją. Obserwatorzy uznali wybory samorządowe z 21 października 2018 r. za wolne i uczciwe. Władze cywilne zachowały skuteczną kontrolę nad siłami bezpieczeństwa. Kwestie praw człowieka obejmowały kary za zniesławienie i przemoc wymierzone w członków mniejszości etnicznych. Rząd podejmuje kroki w celu zbadania, ścigania i karania urzędników, którzy złamali prawa człowieka.

Więzienia i nieludzkie traktowanie zatrzymanych

Konstytucja i prawo zabraniają takich praktyk. Pojawiły się jednak doniesienia o problemach związanych z niewłaściwym postępowaniem policji i złym traktowaniem zatrzymanych. W ustawie brakuje jasnej prawnej definicji tortur, ale wszelkie działania, które można uznać za „tortury”, są zakazane i karane w postępowaniu karnym na podstawie innych przepisów prawa, które bezpośrednio stosują zobowiązania wynikające z międzynarodowych traktatów i konwencji zakazujących tortur.

Grupy społeczeństwa obywatelskiego odnotowały przypadki niewłaściwego postępowania policji wobec aresztowanych.

Odnotowano skazanie przez lubelski sąd trzech policjantów za użycie paralizatora przeciw dwóm nietrzeźwym mężczyznom - sąd ustalił, że były to tortury. Wspomniano także, że rozpoczął się proces przeciwko czterem byłym policjantom oskarżonym o nadużycie władzy oraz przemoc fizyczną i psychiczną wobec 25-letniego Igora Stachowiaka, który poniósł śmierć w komisariacie we  Wrocławiu w 2016 r. - kilka razy rażony paralizatorem, gdy był skuty w kajdanki w celi. 

W lipcu 2018 r. Europejski Komitet ds.  Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) opublikował raport z wizyty w Polsce w maju 2017 r. W raporcie przytoczono szereg zarzutów nadmiernej siły wykorzystywanych w czasie zatrzymania wobec osób, które nie opierały się aresztowaniu i kilku oskarżeń o ciosy i kopnięcia w trakcie przesłuchania. CPT stwierdził, że osoby zatrzymane nadal odczuwają znaczne ryzyko złego traktowania.

W sierpniu RPO powiadomił prokuraturę, że policja pobiła 70-letniego mężczyznę na komisariacie w Rykach w związku z podejrzeniami, że zdewastował grób funkcjonariusza policji - odnotował raport.

Nie było istotnych informacji dotyczących warunków w więzieniach, które wzbudzałyby obawy dotyczące praw człowieka. Problemem nadal są jednak: niewystarczająca liczba  personelu medycznego w więzieniach i ograniczony dostęp więźniów do specjalistycznego leczenia.

W ramach RPO działa Krajowy Mechanizm Prewencji, niezależny program monitorujący warunki i traktowanie osadzonych w więzieniach i aresztach.

Raport CPT stwierdza, że dostęp do adwokata w areszcie policyjnym był w praktyce problematyczny.

Prawo do sprawiedliwego procesu

Choć Konstytucja przewiduje niezależne sądownictwo, rząd przyjął w 2018 r. ograniczające zakres niezawisłości sędziowskiej – głosi raport. Rząd kontynuował wprowadzanie nowych środków związanych z sądownictwem, które spotkały się z ostrą krytyką ze strony niektórych ekspertów prawnych, organizacji pozarządowych i organizacji międzynarodowych. 

Podkreślono, że strona rządowa twierdziła, iż reformy sądownictwa były przynajmniej częściowo motywowane lepszą efektywnością sądów, niektórzy eksperci prawni wskazali, że skutek był  odwrotny. Przywołano statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości, że średnio proces w 2017 r. trwał ok. 5,5 miesięcy, w porównaniu z 4,7 w 2016 r. i 4,2 w 2015 r.

Raport opisuje działania Komisji Europejskiej oraz wystąpienia polskich sądów do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Reprywatyzacja

Według organizacji pozarządowych nie poczyniono znaczących postępów w rozwiązywaniu roszczeń z epoki Holokaustu, w tym dla cudzoziemców. Osoby fizyczne mogą domagać się zwrotu skonfiskowanej własności prywatnej w drodze postępowania administracyjnego i sądów, co jest uciążliwe i nieskuteczne.

Rząd ogłosił, że kompleksowy projekt ustawy reprywatyzacyjnej, ogłoszony przez Ministerstwo Sprawiedliwości w 2017 r., wymaga dalszych zmian i analiz. Krytycy twierdzili, że projekt wyklucza roszczenia cudzoziemców, z których wielu było ocalałymi z Holokaustu lub ich spadkobiercami, i zezwala jedynie bezpośrednim spadkobiercom na zgłaszanie roszczeń. Nie ogłoszono żadnych aktualizacji projektu.

Ingerencja władz w życie prywatne i tajemnice korespondencji

Prawo umożliwia nadzór elektroniczny z kontrolą sądową w zakresie zapobiegania przestępstwom i prowadzenia dochodzeń. RPO wycofał wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy dotyczącej inwigilacji z 2016 r.  z powodu niemożliwości bezstronnej i merytorycznej oceny TK. Rzecznik zaskarżył ustawę, argumentując że narusza prawo do prywatności.

Wolność słowa

Konstytucja zabrania cenzury, ale krytycy zarzucali uporczywą stronniczość prorządową w programach informacyjnych telewizji publicznej.

Raport przypomina karalność zniesławienia  na mocy art. 212 Kodeksu karnego, a także karalność znieważenia prezydenta RP oraz Narodu Polskiego. Podkreślono, że dziennikarze nigdy nie byli skazani na maksymalne kary za te czyny. Właściciele mediów, zwłaszcza lokalnych niezależnych gazet, byli jednak świadomi, że potencjalnie duże grzywny mogą zagrozić ich przetrwaniu.

Opisano też sprawę nowelizacji ustawy o IPN, przewidującą karalność każdego, kto publicznie przypisuje państwu lub Narodowi Polskiemu odpowiedzialność za zbrodnie III Rzeszy. W czerwcu 2018 r., w następstwie międzynarodowej krytyki, parlament  usunął przepisy kryminalne. Nie zmieniono przepisów o odpowiedzialności cywilnej oraz przepisów penalizujących zaprzeczanie zbrodni ukraińskich nacjonalistów.

Przypomniano, że nadal trwa śledztwo w sprawie słów historyka Uniwersytetu Princeton Jana T. Grossa, że Polacy zabili podczas II wojny światowej więcej Żydów niż nazistów. 

Raport wspomina także sprawę reportażu TVN o obchodach urodzin Adolfa Hitlera z 2017 r.

Podkreślono też, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ​​anulowała grzywnę 1,48 mln zł wobec TVN za relacje stacji na temat protestów w 2016 r. pod Sejmem.

Wolność zgromadzeń

Konstytucja zapewnia wolność pokojowego zgromadzania się i zrzeszania się, a rząd generalnie respektuje te prawa. 

We wrześniu 2018 r. RPO opublikował raport zalecający uchylenie poprawek z 2017 r. do ustawy o zgromadzeniach publicznych, które ustanowiły specjalne zabezpieczenia dla tzw. zgromadzeń „cyklicznych”. Rzecznik stwierdził, że poprawki ograniczają prawo do zgromadzeń, tworząc hierarchię zgromadzeń, którym przysługuje większa i mniejsza ochrona. Zauważył również, że w latach 2016-2018 instytucje publiczne często naruszały prawo do wolności zgromadzeń, nakładając kary na ich uczestników.

Raport przypomina umorzenie przez prokuraturę śledztwa w sprawie pobicia kobiet demonstrujących na trasie Marszu Niepodległości w 2017 r.

Obrona praw człowieka

Krajowe i międzynarodowe organizacje zajmujące się prawami człowieka na ogół działały bez ograniczeń ze strony rządu, badając i publikując swoje ustalenia.

RPO oraz pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania mają za zadanie wdrożenie zasady równego traktowania.

Niezależny RPO rozpatruje skargi, prowadzi swe postępowania, uczestniczy w postępowaniach sądowych, podejmuje badania, doradza innym organom publicznym, proponuje organom władzy inicjatywy legislacyjne, prowadzi kampanie i współpracuje z organizacjami pozarządowymi.

Dyskryminacja

Kobiety

Konstytucja zapewnia taki sam status prawny i prawa kobietom i mężczyznom oraz zakazuje dyskryminacji kobiet, chociaż istnieje niewiele przepisów wykonawczych do tego przepisu. Konstytucja wymaga jednakowej płacy za równą pracę, ale istniała dyskryminacja kobiet w zatrudnieniu.

Choć sądy mogą skazać za przemoc w rodzinie na pięć lat więzienia, większość skazanych otrzymała wyroki w zawieszeniu.  Według Centrum Praw Kobiet  policja czasami niechętnie interweniowała w przypadkach przemocy domowej, jeśli sprawcą był funkcjonariusz policji lub ofiary nie chciały współpracować.  

Prawo wymaga, aby każda gmina w kraju utworzyła zespół ekspertów zajmujących się przemocą domową. Według niektórych organizacji pozarządowych zespoły skupiły się raczej na rozwiązaniu „problemu rodzinnego” niż na ocenie doniesień o przemocy domowej jako o sprawach kryminalnych. 

Prawo zabrania molestowania seksualnego, za co może grozić do trzech lat więzienia. Według Centrum Praw Kobiet molestowanie seksualne nadal stanowi poważny i niezgłaszany problem.

Antysemityzm

Nadal dochodziło do incydentów antysemickich, często było to zbezczeszczenie synagog i cmentarzy żydowskich. Były też antysemickie komentarze w radiu i mediach społecznościowych. Pojawiły się doniesienia o wzroście antysemickich wypowiedzi  po nowelizacji ustawy o IPN. Organizacje żydowskie wyraziły zaniepokojenie ich bezpieczeństwem fizycznym. 

Pojawiały się komentarze telewizyjne i drukowane, że sprzeciw izraelskiego rządu wobec tej ustawy miał być częścią działań zmierzających do „złagodzenia” Polski, aby uzyskać miliardy dolarów na zwrot mienia dla ofiar Holokaustu.

Osoby z niepełnosprawnościami

Prawo zabrania dyskryminacji osób z niepełnosprawnościami. Choć rząd skutecznie egzekwował te przepisy, pojawiły się doniesienia o społecznej dyskryminacji osób niepełnosprawnych. Rząd ograniczył prawo osób niepełnosprawnych intelektualnie do głosowania i udziału w sprawach obywatelskich. Prawo stanowi, że budynki powinny być dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, ale wiele budynków pozostało niedostępnych. Budynki użyteczności publicznej i transport były ogólnie dostępne, choć starsze pociągi i pojazdy - w mniejszym stopniu. Wiele dworców kolejowych nie było w pełni dostępnych.

Mniejszości narodowe i etniczne

Doszło do wielu incydentów ksenofobicznych i rasistowskich. Raport przytacza kilka najgłośniejszych. 

Przytoczono wyniki badań RPO i Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) stwierdzają, że tylko 5 procent przestępstw z nienawiści wobec migrantów z krajów muzułmańskich, Afryki subsaharyjskiej i Ukrainy jest zgłaszanych policji. 

Problem nadal stanowiła dyskryminacja społeczna wobec Romów. Przywódcy romscy skarżyli się na powszechną dyskryminację w zakresie zatrudnienia, mieszkalnictwa, bankowości, wymiaru sprawiedliwości, mediów i edukacji.

Nękania i dyskryminacji nadal doświadczały mniejszości ukraińskie i białoruskie. 

Dyskryminacja ze względu na płeć i orientację seksualną

Choć Konstytucja nie zabrania dyskryminacji ze względu na specyficzną orientację seksualną, zakazuje dyskryminacji „z jakiegokolwiek powodu”. Przepisy dotyczące dyskryminacji w zatrudnieniu obejmują orientację seksualną i tożsamość płciową, ale przestępstwa z nienawiści i podżegania – już nie. 

Sprawami dotyczącymi praw osób LGBTI (lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i interseksualnych) nadal zajmował się RPO.

Pełnomocnik premiera ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania jest odpowiedzialny za monitorowanie dyskryminacji osób LGBTI. Grupy wsparcia LGBTI krytykowały jednak biuro pełnomocnika za brak zainteresowania i zaangażowania w te kwestie. 

Organizacje pozarządowe i politycy donosili o rosnącej akceptacji osób LGBTI przez społeczeństwo. Zarazem stwierdzili, że dyskryminacja jest nadal powszechna w szkołach, miejscach pracy, szpitalach i klinikach. Według organizacji pozarządowych, większość tych przypadków nie została zgłoszona.

Prawa pracownicze

Przywódcy związkowi nadal informowali, że pracodawcy regularnie dyskryminują pracowników, którzy próbowali zorganizować się lub wstąpić do związków, szczególnie w sektorze prywatnym.  Dyskryminacja zwykle przybierała formę zastraszania, rozwiązywania umów o pracę bez wypowiedzenia i zamykania miejsca pracy. Niektórzy pracodawcy wyciągali sankcje wobec pracowników, którzy próbowali zorganizować związki zawodowe.

Rząd nie egzekwował skutecznie kar za utrudnianie działalności związkowej. Kontrole i działania naprawcze nie były odpowiednie, a niewielkie grzywny były nieskutecznym środkiem odstraszającym pracodawców. Procedury administracyjne i sądowe miały długie opóźnienia. Związki twierdziły, że rząd niekonsekwentnie egzekwował prawa zabraniające zemsty na strajkujących. Raport opisuje m.in. sytuację po strajku  w PLL LOT.

Prawo zabrania dyskryminacji w odniesieniu do zatrudnienia w jakikolwiek sposób ze względu na rasę, płeć, kolor skóry, religię, poglądy polityczne, pochodzenie narodowe, pochodzenie etniczne, niepełnosprawność, orientację seksualną, wiek, przynależność do związków zawodowych oraz niezależnie od tego, czy dana osoba jest zatrudniona na czas określony, czy na czas nieokreślony, albo na pracę w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin. Prawo nie zabrania konkretnej dyskryminacji ze względu na język, status HIV, tożsamość płciową lub status społeczny.  Według Polskiego Towarzystwa Antydyskryminacyjnego, zgodnie z prawem to oskarżony musi udowodnić, że dyskryminacja nie miała miejsca, ale sędziowie często nakładali na ofiarę ciężar dowodu, że doszło do dyskryminacji.

Dyskryminacja w zakresie zatrudnienia i pracy dotyczyła płci, wieku, statusu mniejszości, niepełnosprawności, poglądów politycznych, orientacji seksualnej i tożsamości płciowej oraz członkostwa w związkach zawodowych. Według opublikowanego w marcu raportu KE na temat równości, różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w 2016 r. wyniosła 7,2 proc. Nastąpiła również dyskryminacja pracowników romskich.

Spotkanie regionalne RPO we Wrześni: transport publiczny, czyste powietrze, konstytucyjne standardy

Data: 2019-03-13
  • Na spotkanie z Adamem Bodnarem we Wrzesińskim Ośrodku Kultury przyszło 40 osób. Wielu z nich zaangażowanych jest w walkę o czyste środowisko i usuwanie skutków uciążliwych inwestycji. Przyszli też lokalni działacze polityczni z różnych partii, obywatele zaniepokojeni łamaniem Konstytucji.
  • „Miałam Konstytucję naklejoną na witrynie mojego sklepu”
    „Jestem sołtysem”
    „Interesuje mnie sytuacja w kraju”
    „Działam w PSL i organizacji ekologicznej”
    „Jestem w sprawie szkoły muzycznej we Wrześni”
    „Jestem z partii pana premiera Gowina”.
  • Tak się przedstawiali uczestnicy spotkania. Ale dyskusja skupiła się na sprawach samorządu, bo jak powiedział Adam Bodnar, walka o prawa człowieka to nie tylko walka o wielkie hasła.

Na początku rzecznik praw obywatelskich dostał kwiaty od mieszkanki Kawęczyna koło Wrześni. Tam – w Kawęczynie, Marzeninie i Gulczewie działają smrodliwe fermy hodowlane. Kiedy mieszkańcy dwa lata temu zgłosili problem na spotkaniu regionalnym w Gnieźnie, RPO zareagował, przyłączył się do postępowania przed sądem administracyjnym i doprowadził do unieważnienia decyzji pozwalającej na rozbudowę kompleksu. - Te kwiaty należą się ekspertom Biura - dyr. Piotrowi Mierzejewskiemu i dyr. Łukaszowi Kosiedowskiemu - powiedział Adam Bodnar.

Przyszła też kobieta, która przedstawiła się jako „emerytka z rocznika 1953”, żeby podziękować – to jej (i 140 tys. innych kobiet) sprawę Rzecznik wygrał przed tygodniem przed Trybunałem Konstytucyjnym. TK uznał, że sposób przeliczenia ich wcześniejszych emerytur na normalne był niekonstytucyjny i teraz mogą liczyć na podwyżkę. – Przeszłam na emeryturę wcześniejsza, bo firma w której pracowałam zwalniła pod hasłem „już coś Pani ma, to może pani odejść”. Zgodnie z ustawą miałam prawo do przeliczenia sobie emerytury  po osiągnięciu pełnego wieku emerytalnego. Ale dla mojego rocznika zastosowano nowe przepisy i wyszło, że moja powszechna emerytura będzie niższa niż ta wcześniejsza. Najpierw się załamałam, ale potem znalazłam w internecie, że kobiety się organizują. Pisałam do posłów, do Rzecznika, w końcu sąd zadał w tej sprawie pytanie do Trybunału Konstytucyjnego. I wygraliśmy. Teraz mam pytanie, jak mam moją sprawę załatwić – do kiedy mam prawo wnieść o ponowne przeliczenie emerytury?

- Walka o prawa człowieka to nie tylko walka o wielkie hasła – tylko staranie się o rozwiązanie wielu tych, z pozoru drobnych – mówił zebranym Adam Bodnar.

Rzecznik wie o podobnych problemach przede wszystkim ze skarg od ludzi, choć może też interweniować z urzędu, na podstawie doniesień medialnych. Z tych sygnałów Rzecznik wyciąga wnioski także przystępując do spraw przed sądami, w tym administracyjnymi, składając kasacje i skargi kasacyjne, przedstawiając rządowi kompleksowe zagadnienia prawne z propozycjami rozwiązań problemów ludzi w postaci tzw. wystąpień generalnych.

Zatem co z emeryturą wcześniejszą dla rocznika 1953?

RPO: W normalnym świecie ZUS sam by już przeliczał emeryturę. Proszę składać wnioski, czas się liczy od dnia opublikowania wyroku w Dzienniku Ustaw. My będziemy się temu procesowi przyglądać.

Niestety, mamy już złe precedense – niewykonany do tej pory wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów krzywdzących opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnościami.

Kiedy, w jakim wieku, człowiek zaczyna kłamać?

RPO: To jest pytanie do psychologa rozwojowego (Psycholożka obecna na sali mówi, że dzieje się to w momencie, kiedy pojawia się zdolność do abstrakcyjnego myślenia).

Jak to możliwe, że starostwo uniemożliwia gminie uchwalenie planu przestrzennego, który uniemożliwiłby budowę uciążliwych ferm? Sąd – dzięki pomocy RPO – uznał, że blokada ze strony starostwa była niesłuszna, ale starostwo nadal tego planu nie uzgadnia.

RPO: Widzimy konflikt między różnymi szczeblami samorządu, bo mają one różne wizje rozwoju. Naszym głównym problemem jest długotrwałość tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego.

To, co warto pokreślić, to prawo Rzecznika do występowania do sądów administracyjnych o rozpatrywanie spraw dotyczących środowiska poza kolejnością. To nam się coraz częściej udaje – bo przecież nie można doprowadzić do tego, by sporna decyzja zostanie przeprowadzona zanim sąd się wypowie.

Jak wyrównać szale, kiedy władze samorządowe są bardzie przychylne uciążliwemu biznesowi, a nie mieszkańcom.

Gminy straszą mieszkańców, że jeśli sprzeciwią się inwestorom, to będzie pozew.

RPO: Nie da się tego analizować ogólnie. Ale obawa samorządu przed pozwem może się łączyć z istnieniem jakichś listów intencyjnych. Jeśli tak, to trzeba się skupić na lepszej kontroli samorządów i zobowiązań, jakie podejmują za obywateli.

Do 20 proc. sołectw nie dociera w Polsce żadna komunikacja publiczna, a są takie, gdzie jeździ tylko autobus szkolny.

RPO: to jest bardzo ważny temat. Doprowadziliśmy do tego, że w Polsce do aktywnego życia i korzystania z praw potrzebny jest prywatny samochód. To właśnie jest wykluczenie transportowe. Na szczęście zaczęliśmy o tym mówić (blog Z biegiem szyn, raport Klubu Jagiellońskiego, panel 5 na II Kongresie Praw Obywatelskich).

Jak rozwiązać problem: nie uda się bez inwestycji szczebla centralnego.

Barbara Imiołczyk, BRPO: najprostszym, choć niewystarczającym ruchem, jest np. otwarcie dla wszystkich autobusów szkolnych.

Źle ustalane przystanki dla autobusów szkolnego.

Kierowca nie chce dzieci wysadzić pod domem, tylko 800 m dalej, na przystanku

RPO: Sprawdzimy. Ale kierowca raczej nie może dzieci wysadzać na drodze. Może da się przenieść przystanek?

Zdawalność na prawo jazdy w Wielkopolsce jest niższa niż gdzie indziej.

RPO:  Tej kwestii Rzecznik nie ma jak zbadać. Tym mogłaby się jednak zająć Najwyższa Izba Kontroli.

Zabieranie prawa jazdy bez realnej możliwości odwołania (bo przed SKO trwa to zbyt długo) – a bez prawa jazdy nie da się funkcjonować

RPO: Zaskarżyłem te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, ale uznane zostały prawie w całości za zgodne z Konstytucją.

Problem wydawania prasy przez samorządy – jak mieszkańcy mają zaradzić na proces ograniczający wolność słowa?

RPO: Problem istnieje od lat i od lat jest nierozwiązany. Samorządy powinny wydawać biuletyny i prowadzić strony internetowe. Wydawanie gazet nie jest zadaniem władzy publicznej tylko prawem obywateli.

To nie tylko kwestia – promowanie lokalnych władz, ale też zagarnianie reklam z rynku lokalnego (kosztem prywatnych wydawców) i przewagę konkurencyjną samorządowego wydawcy, który swoich autorów może zatrudniać na etatach w urzędzie[1].

Jak reagować na nierzetelnych dziennikarzy lokalnych?

RPO: Żądać sprostowań i pozywać dziennikarzy o ochronę dóbr osobistych.

Jak można skutecznie zaprotestować przeciwko „Bóg, honor i ojczyzna” na paszporcie?

RPO: Jedyne, co mogę powiedzieć, to że wysłałem opinię w tej sprawie do MSWiA i spotkałem się z hejtem.

Jak otworzyć popołudniową szkołę muzyczną we Wrześni?

Tu przeprowadza się wiele rodzin, w których dzieci uczyły się już muzyki. Szkoły nie ma, mimo że starostwo zapewniło miejsce i środki. Ale ministerstwo kultury nie daje na to zgody, bo mamy szkołę muzyczną 25 kilometrów stąd.

RPO: Musimy się temu przyjrzeć. Jeśli to była nie decyzja administracyjna, ale wewnętrzna Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – może być kłopot. Tak przegraliśmy sprawę Muzeum II Wojny Światowej.

Wywóz odpadów – jest to działalność gospodarcza wymagająca wpisu do rejestru, co utrudnia prowadzenie działalności polegającej na wywozie własnych odpadów. Dlaczego? Czy można to zmienić?

RPO: Sprawdzimy.

Polityka rozdawnicza państwa: jako przedsiębiorca na to zarabiam, ale jako obywatel jestem w tym pomijany? Co mogę z tym zrobić?

RPO: Ma Pan prawo głosu.

Lata pracy nieudokumentowane z powodu braku wpisu w książeczce ubezpieczeniowej – czy da się temu zaradzić?

RPO: Może da się to wyjaśnić? Choć może być z tym trudno, bo wiele zakładów poupadało

Skoro macie tyle spraw w Biurze, to znaczy, że administracja w Polsce nie działa.

RPO: To nadmierne uproszczenie. Państwo działa skutecznie w wielu dziedzinach – nawet tego nie zauważamy. Więc zamiast mówić „państwo w ogóle nie działa”, umieśćmy je na skali od 0 do 100.  Państwa skandynawskie są bliskie setki, Polska – owszem, spada, ale to nie dzieje się z dnia na dzień (zdaniem RPO jesteśmy raczej w połowie skali).

- Tak, ja widziałam to w Turcji, to trwało 8-9 lat i na początku to wyglądało nawet całkiem sensownie – opowiadała uczestniczka spotkania, a pozostali słuchali tego z uwagą.

RPO dodał, że proces ten trwa i polega na tym, że obywatele przestają wyrażać sprzeciw (Co opisała niedawno Ece Temulkuran w książce „How to lose a country”).

Wiele rzeczy bardzo niepokoi (choćby działanie prokuratury, która jest już poza jakąkolwiek kontrolą), ale ciągle wiele instytucji działa.

A dlaczego Rzecznika powołują politycy, a nie obywatele?

RPO: Pomyślmy o tym tak: zmiana standardów konstytucyjnych może dać efekt gorszy od zamierzonego. Mnie co prawda wybrali politycy, ale byłem przecież kandydatem organizacji pozarządowych, które przekonały do mojej kandydatury polityków.

Żeby zmienić ten system, trzeba by zmienić Konstytucję. Co więcej, osoba wybierana w wyborach powszechnych, musi zdobywać przychylność większości. Czy to daje gwarancję ochrony praw jednostki?

Czy ograniczenie budżetu RPO to przemoc ekonomiczna?

RPO: Nie. Nie nadużywajmy słów – przemocą ekonomiczną jest sytuacja, gdy w rodzinie ktoś komuś nie daje pieniędzy po to, by wymusić jakieś zachowanie.

Z jakiego regionu Polski jest najwięcej skarg?

RPO: W różnych regionach ludzie skarżą się na różne rzeczy, więc trudno to porównywać.

Jaki procent spraw do RPO dotyczy dyskryminacji, zwłaszcza ze względu na płeć czy orientację seksualną

RPO: Niewiele. Ludzie tego nie zgłaszają – to wynika z badan (np. tylko 5 proc. osób dotkniętych mową nienawiści zgłasza takie przestępstwo).




[1] Dorota Głowacka , Adam Ploszka, Wydawanie gazet przez jednostki samorządu terytorialnego - wątpliwości konstytucyjne, http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.ekon-element-000171328929

 

Spotkanie RPO z szefem KRRiT

Data: 2019-03-06

Rzecznik praw obywatelskich dr Adam Bodnar wraz z dr hab. Agnieszką Grzelak, ktora pracuje w BRPO na stanowiku Zastępcy Dyrektora Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego, spotkali się z przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Witoldem Kołodziejskim.

Przedmiotem rozmowy były sprawy bieżące - dotyczące skarg kierowanych do Rzecznika Praw Obywatelskich, kwestia konieczności wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 13/16 dotyczącego ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji (w tym roli KRRiT i Rady Mediów Narodowych), a przede wszystkim reakcja KRRiT na wniosek o podjęcie działań przewidzianych prawem w celu wyjaśnienia okoliczności mogących mieć związek ze śmiercią Prezydenta Pawła Adamowicza, skierowanego przez Związek Miast Polskich i podpisanego przez prezydentów pięciu miast w dniu 26 stycznia 2019 r.

Art. 212 Kodeksu Karnego – jeśli chcecie go zostawić, to go zmieńmy. Debata u Rzecznika

Data: 2019-03-05
  • Czy przyzwoity człowiek stosuje artykuł 212 Kodeksu Karnego? Czy nowoczesne społeczeństwo może przetrwać bez takiej obrony przed destrukcyjnymi pomówieniami?
  • Jak bronić wolność słowa – nie narażając jednocześnie demokracji na niszczące ataki fake newsów rozprzestrzenianych w internecie?
  • W dyskusji zorganizowanej w Biurze RPO jej uczestnicy zaproponowali kilka konkretnych zmian przepisu, który dziś pozwala ukarać dziennikarza więzieniem za słowo. Podumował je na zakończenie Adam Bodnar w pięciu punktach
  • Sprawa stosowania i istnienia art. 212 Kk jest tak ważna, że być może w porozumieniu z Prezydentem RP będziemy tę debatę kontynuować razem z Panem Rzecznikiem już w Kancelarii Prezydenta – powiedział minister Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta

RPO Adam Bodnar zaproponował otwartą rozmowę na temat „Wolność słowa a zniesławienie? Art. 212 kk – co dalej? Znieść? Poprawić? Znaleźć inne rozwiązanie?” Odbyła się 5 marca w siedzibie RPO. Wzięli w niej udział m.in. min. Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta RP, poseł Krzysztof Mieszkowski, posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, sędzia SN prof. Włodzimierz Wróbel, dziennikarze, przedstawiciele organizacji pozarządowych, adwokaci, pracownicy Biura RPO – w sumie 30 osób.

Rozmowa prowadzona była w otwartej formule rzecznikowskich „Debat Jata Nowaka Jeziorańskiego” (patrz – relacje z takich debat niżej).

Art. 212 Kodeksu Karnego

§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

***

- Temat art. 212 Kodeksu karnego towarzyszy mi w całej mojej pracy jako obrońcy praw człowieka – powiedział Adam Bodnar. Przypomniał sprawę dziennikarza Andrzeja Marka skazanego z tego artykułu w 2007 r. - Nie spodziewałem się, że temat ten zajmować nas będzie po tylu latach. Dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy.

Dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego trwa w Polsce od kilkunastu lat. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią polskiego porządku prawnego. Nic się nie zmienia, mimo zapowiedzi polityków.

Sprawa wróciła teraz, po skazaniu w lutym 2019 r. dziennikarza „Wpolityce” Wojciecha Biedronia właśnie z tego przepisu.

Debata u Rzecznika

- Problem mamy raczej z praktyką stosowania art. 212 niż z jego istnieniem. Kiedyś myślałam, że można go zlikwidować, ale jestem teraz przekonany, że przepis nie jest potrzebny -  powiedział w zagajeniu min. Andrzej Dera zaznaczając, że nie jest to oficjalne stanowisko Prezydenta ani jego Kancelarii. Podkreślił, że przepis chroni godność, zaś w obronie przed kłamstwem przydaje się pomoc prokuratora.

Red. Łukasz Warzecha: - Myślałem, że w sprawie tego, że art. 212 powinien zniknąć, panuje zgoda. Ale jeśli nie, to chcę podkreślić, że w tym sporze nie chodzi tylko o godność (którą można bronić w inny sposób), ale też o wolność słowa.

Charakterystyczne, zauważył, że politycy tylko będąc w opozycji są przeciw temu przepisowi. Zmienić status quo mogłaby być zatem presja całego środowiska dziennikarskiego. A także przekonanie opinii publicznej, że artykuł ten wcale nie chroni zwykłych ludzi, ale wręcz im zagraża uniemożliwiając praktycznie np., działanie mediów lokalnych.

Aby jednak przekonać do tego ludzi, trzeba pomyśleć o ułatwieniach w procedurze cywilnej.

Marek Frąckowiak, Izba Wydawców Prasy powiedział, że art. 212 trzeba znieść, i jest to ważne zwłaszcza dla mediów lokalnych: Wierzę, że godność i wolność słowa to wartości równoważne – ale art. 212, „przeczołgiwanie” ludzi oskarżonych z tego przepisu, pozbawia ich tej godności (od ciągania do sądu na drugi koniec Polski po kierowanie na badania psychiatryczne – kiedy w końcu sprawa się kończy uniewinnieniem, jest już dużo za późno) - dodał.

Jego zdaniem art. 212 przynosi więcej szkody niż korzyści – musimy jednak usprawnić drogę cywilną, by ludzie mogli się bronić w sądzie bez wzywania na pomoc prokuratora.

- Nie możemy liczy na polityków, to, co musi niepokoić, to skłonność także przedstawicieli mediów do używania tego kija. Pierwszym krokiem ku zniesieniu tego przepisu powinno być to, że nie będziemy z niego korzystać a innym będziemy to wypominać

Mec. Dominika Bychawska-Siniarska, HFPC, także uważa, że przepis powinien być zniesiony. Powiedziała, że także po stronie prawników-przeciwników zdarzają się tacy, którzy akceptują jego użycie w konkretnych, ważnych dla siebie sprawach.

Dodała, że kampania prowadzona przeciwko stosowaniu art. 212 sprawiła, że do roku 2015 był on używany coraz rzadziej, a znaczący politycy go nie stosowali. Niestety, trend się teraz odwrócił. A przepis ten nie jest do pogodzenia ze standardami wolności słowa. Więzienie nie jest dla słów.

Red. Jacek Żakowski: Eskalacja używania art. 212 jest niepokojąca. Wiąże się pewnie z atmosferą wzmożenia moralnego – dlatego zacznijmy może od tego, by nie szafować w tej debacie pojęciem godności. Pojęcie „reputacja” w niej całkiem wystarczy.

- Tak naprawdę rozstrzygamy między reputacją a wolnością. A jeśli tak się postawi sprawę – zauważył – widzimy, że wolność jest ważniejsza. Nie możemy w imię ochrony reputacji niszczyć naszą wspólną polityczną wolność.

Dlatego cywilizowane społeczeństwa biorą stronę wolności – ma ona cenę. Jest nią m.in. to, że o prezydencie USA można powiedzieć „jaszczur”, a on na to nie zareaguje. - Nie wolno ograniczać wolności w imię czyjejś reputacji - podkreślił.

Poseł Krzysztof Mieszkowski podkreślił, że przepis pozwalający cenzurować wolność wypowiedzi (nie tylko art. 212 ale i art. 196 Kk, pozwalający na ściganie obrazy uczuć religijnych), zagraża demokracji i otwartej debacie. W sytuacji, gdy większość mediów nastawiona jest na zysk, a nie na wspieranie debaty, są tym bardziej niebezpieczne.

Mec. Michał Hara, BRPO: Istotą problemu jest, że teoretycznie karaniu z art. 212 podlega mówienie nieprawdy, ale praktyka i kontekst Kodeksu Karnego nie pozwala ustrzec przed karą ludzi mówiących prawdę.

Mec. Dariusz Pluta: Osoba urażona powinna mieć prawo uzyskania przeprosin i zadośćuczynienia. Ale dziś art. 212 służy do tego, by inną osobę nazwać przestępcą. By przestraszyć, że jako skazany nie dostanie wizy do USA, posady na renomowanej uczelni czy nawet kredytu. Po co nam zatem taki przepis? Po co naprawdę go wprowadziliśmy?

PROPOZYCJA Na początek – zdaniem mec. Pluty – należy pozbyć się paragrafu 2 z art. 212, czyli tej części, która dotyczy dziennikarzy i pozwala posadzić w więzieniu za słowo.

Kolejny krok – to taka zmiana, która kazałaby wykazać nie tylko możliwość zniesławienia, ale i dowieść jego realnego skutku.

A tak naprawdę – powiedzmy sobie, że przyzwoity człowiek nie korzysta z art. 212.

Red. Jan Ordyński: Z art. 212 jest jak z Senatem. Każda opozycja zapowiada jego likwidację, a każda władza utrzymuje. Bo ten przepis ma znaczenie polityczne.

Są takie pomówienia i oszczerstwa, na które trzeba mieć narzędzie (konfident, agent, zdrajca kapo…). Przed takimi słowami nie ma się jak bronić – Kodeks cywilny tu nie wystarczy. Penalizacji za to znosić raczej się nie powinno.

PROPOZYCJA Przy wyborze procedury (karna czy cywilna) ważne jest też to, która przebiegnie sprawniej. Cywilna skuteczna nie jest – potrzebna jest nam głęboka zmiana, coś na kształt przepisów wprowadzonych do wyjaśniania sporów w kampanii wyborczej.

Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska: Pamiętajmy, że przepis ten dotyczy nie tylko oskarżonego o zniesławianie, ale i zniesławionego. Zniszczenie czyjejś reputacji może przecież prowadzić do ograniczenia wolności tej osoby – to działa tak samo, jak udowodnienie dziennikarzowi, że mówi nieprawdę.

A w naszej przestrzeni publicznej pojawiają się straszliwe oskarżenia.

PROPOZYCJA. Prawa obu stron trzeba dobrze wyważyć. I da się to zrobić – ale do tego konieczne bardzo głębokie przebudowanie procedury cywilnej.

Sędzia Sądu Najwyższego prof. Włodzimierz Wróbel: Nasza debata jest ciekawa, ale też przewidywalna. Jednak prowadzimy ją już w innej już rzeczywistości – rzeczywistości fake newsów, operowania informacjami w taki sposób, że może to doprowadzać do nieodwracalnych szkód.

Ta zmiana paradygmatu zdaniem prof. Wróbla powinna nam dać do myślenia. Nawet w debacie amerykańskiej zaczyna się dopuszczać myśl, że muszą być lepsze narzędzia przeciwdziałania fake newsom i mowie nienawiści w internecie.

Środki masowej komunikacji to nie tradycyjne media – ale także media społecznościowe. Szkody wyrządzane w internecie są nieodwracalne, bo z internetu nic nie ginie.

Jeśli zniesiemy art. 212, będziemy mieć kolejną debatę – jak bronić ludzi niszczonych fake newsami.

Dominika Bychawska-Siniarska: Art. 212 nie nadaje się do eliminowania fałszywych treści.

Red. Żakowski: niestety „fachowiec” może tak kogoś zniesławić, że nie da się tego w sądzie naprostować. Straszliwych oskarżeń nie usunie się artykułem 212 – one przetrwają w szeptance, plotkach itd. A obrona w procesie karnym niszczy, bo jest kosztowna. 

Potwarzy i zniesławienia się nie zlikwiduje – ale demokrację udało się już ludziom parę razy zlikwidować.

Mec Maciej Lach (jak powiedział, ma klienta z obu stron art. 212 KK): Świat nie dzieli się na dzielnych dziennikarzy lokalnych i złych lokalnych samorządowców czy przedsiębiorców. Moi klienci mówią, że woleliby być pobici czy okradzeni – bo zniesławienie jest dla nich czymś tak strasznym.

Jutro mam sprawę o ochroną dóbr cywilnych – wniesioną w 2011 r. Sprawa bardzo poważna. Cztery lata trwało postępowanie w pierwszej instancji, dwa lata – apelacja, teraz jest kasacja. Spieramy się o zadośćuczynienie, ale same przeprosiny do tej pory nie zostały zrealizowane.

Pamiętajcie Państwo, że tylko postępowanie karne daje pokrzywdzonemu szansę na dojście do tego, kto jest sprawcą pomówienia w sieci (numer IP). Droga cywilna tu nie wystarczy, a sądy cywilne sobie z tym rady nie dadzą. Żadnym rozwiązaniem nie są „szybkie ścieżki” – bo jak odpowiecie na pytanie ojców o to, kiedy przyspieszą się sprawy o ich kontakty z dziećmi.

PROPOZYCJA Co zrobić? Znieść karę więzienia, może przywrócić przestępstwo oszczerstwa (świadomego zniesławienia). Ale pozostać przy procedurze karnej – bo procedura cywilna nam nie wystarczy.

Red. Warzecha: Zachowanie art. 212, by przeciwdziałać opiniom? Mówienie o kimś „zdrajca” czy – współcześnie – „folksdojcz” – to opinia a nie fakt. Znoszenie tego typu określeń jest ceną wolności, o której mówił red. Żakowski. Razem z nim stawiam na wolność słowa.

Art. 212 KK nie nadaje się też do powstrzymywania mowy nienawiści w sieci, bo mówi o publicznym zniesławianiu – a sieć pozwala też szerzyć potwarz w zamkniętych kręgach.

PROPOZYCJA Mec Pluta: Doprowadźmy zatem do tego, by art. 212 nie mógł być stosowany do dziennikarzy i zarejestrowanej prasy. Być może można go zostawić do hejterów w sieci

Podsumowanie – pięć punktów na koniec

Min. Dera: Dyskusja jest trudna, z wieloma głosami się nie zgadzam (godność to coś więcej niż reputacja, a wolność nigdy nie może być nieograniczona).

Sprawa jest tak ważna, że być może w porozumieniu z Prezydentem będziemy tę debatę kontynuować z Panem Rzecznikiem już w Kancelarii Prezydenta.

Adam Bodnar: Zmieniły się czasy i w naszej debacie nie powtarzaliśmy starych argumentów. Nowe można podsumować tak:

1.      Redakcjom i dziennikarzom nie wypada stosować art. 212 KK w swojej obronie

2.      Zniesieniu art. 212 powinno towarzyszyć przywrócenie przestępstwa oszczerstwa (patrz wystąpienie RPO w tej sprawie – załączone pod relacją)

3.      Przepisy art. 212 należy „ociosywać” (kontratyp prawdziwości, wykluczyć możliwość stosowania tego przepisu do ochrony godności instytucji, skasowanie kary więzienia)

4.      Trzeba wzmacniać narzędzia do polubownego rozwiązywania sporu także na podstawie art. 212

5.      Ludzie muszą dostać coś w zamian – sprawniejsze postępowania cywilne, ślepe pozwy (możliwość wniesienia pozwu bez podana danych oszczercy z internetu– bo tego zwykły człowiek nie może sam ustalić, bez pomocy państwa)

Zagadnienia do dyskusji przedstawione przez RPO Adama Bodnara

POLITYKA

1. Dlaczego politycy różnych opcji, pomimo składanych deklaracji, nie dążą do zniesienia art. 212 kodeksu karnego? Dlaczego korzystają z art. 212 kk, pomimo wcześniejszych stanowisk?

2. W jaki sposób doprowadzić do porozumienia wszystkich opcji politycznych w kontekście przyszłości art. 212 kodeksu karnego lub też reformy środków prawnych służących ochronie reputacji?

3. Czy wybory parlamentarne w 2019 r. mogą być okazją do dyskusji na temat przyszłości art. 212 kodeksu karnego?

4. Dlaczego organy naszego państwa zasadniczo nigdy nie zareagowały kompleksowo na rekomendacje organizacji międzynarodowych (OBWE, ONZ) w zakresie zniesienia zniesławienia?

5. Czy brak jednoznacznego stanowiska Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w kontekście zniesienia przestępstwa zniesławienia może być argumentem za pozostawieniem tej regulacji?

SPOŁECZEŃSTWO I MEDIA

1. Czy zagrożenia dla reputacji występujące we współczesnym świecie (nowe technologie, szybkość rozpowszechniania informacji) uzasadniają utrzymywanie ochrony prawnokarnej? Czy nie jest wystarczająca ochrona przed zniewagą (art. 216 kk)?

2. Czy polaryzacja mediów, ale także brak jednolitej reprezentacji środowiska dziennikarskiego, ma wpływ na utrzymywanie aktualnego porządku rzeczy w zakresie korzystania ze środków prawnokarnych w kontekście ochrony reputacji?

3. Czy jakość współczesnego dziennikarstwa uzasadnia stosowanie środków prawnokarnych w przypadku zniesławienia?

4. Jakie znaczenie praktyczne i reputacyjne ma dla dziennikarzy (ale także innych osób) występowanie w charakterze oskarżonego w procesie karnym?

5. Czy w praktyce życia społecznego ważne byłoby ściganie przestępstwa oszczerstwa (umyślne zniesławienie)?

6. Czy prywatne akty oskarżenia są wykorzystywane jako środek uciszenia krytyki i zainteresowania dziennikarzy przez biznesmenów (na zasadzie strategic lawsuit against public participation)?

PRAWO I PRAKTYKA ORZECZNICZA

1. Czy środki cywilnoprawne (ochrona dóbr osobistych) są wystarczające dla ochrony reputacji? Jak się rozkłada ciężar dowodu oraz koszty takich postępowań w porównaniu do prywatnego aktu oskarżenia o zniesławienie?

2. Czy w przypadku anonimowej wypowiedzi możliwe jest ustalenie tożsamości sprawcy naruszenia dóbr w drodze cywilnoprawnej (celem pozwania)? Jak to wygląda w praktyce?

3. Jak się kształtuje sytuacja osoby oskarżonej (na podstawie art. 212 k.k.) do sytuacji osoby pozwanej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych?

4. Czy o wyborze powództwa o ochronie dóbr osobistych lub prywatnego aktu oskarżenia mogą decydować względy praktyczne, takie jak długość postępowania sądowego (w tym w poszczególnych miastach)?

5. Jak się kształtują obecnie sankcje w stosunku do dziennikarzy w przypadku (1) stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych oraz (2) stwierdzenia zniesławienia? Czy są istotne różnice? Czy są one w praktyce porównywalne?

6. Czy możliwość prowadzenia postępowania z art. 212 k.k. na podstawie publicznego aktu oskarżenia powinna być dopuszczalna? Czy prokuratura powinna być kontrolowana w zakresie przyłączania się do tego typu postępowań? 

Od kilkunastu lat trwa w Polsce dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego. Pomimo licznych publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, organizacji pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje stałą częścią polskiego porządku prawnego. Podczas naszego spotkania chcielibyśmy się wspólnie zastanowić, jakie działania należałoby podjąć, aby doprowadzić do realnej zmiany w tym zakresie. 

Do rozmowy zapraszamy wszystkie zainteresowane strony. Bez warunków wstępnych, bez ograniczeń merytorycznych. Jedynym naszym celem jest znalezienie możliwego konsensusu, zwłaszcza środowiska dziennikarskiego, ale także środowisk prawniczych, naukowych, politycznych i społecznych, co do kierunku i głębokości zmiany. Jak wyważyć proporcje i zapewnić względną równowagę między takimi wartościami, jak wolność słowa i prawo do ochrony czci. Uważamy, że należy to osiągnąć w drodze rozmowy i otwartej konsultacji.  

Bardziej szczegółowy zakres pytań i dylematów Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawi – jako organizator debaty – w krótkim słowie wstępnym. Ponadto Rzecznik zobowiązuje się przekazać relację z debaty oraz ewentualne wypracowane stanowisko zarówno opinii publicznej, jak i odnośnym władzom. A w perspektywie kontynuować społeczne konsultacje w tym zakresie ze środowiskami lokalnymi podczas wyjazdów regionalnych.

Do udziału w debacie Rzecznik Praw Obywatelskich zaprosił:

  • dziennikarzy i dziennikarki, redakcje, organizacje dziennikarskie;
  • przedstawicieli władz publicznych (m.in. komisji sejmowych i senackich, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego);
  • ekspertów i ekspertki zajmujące się prawnymi i społecznymi aspektami funkcjonowania art. 212 kk;
  • organizacje specjalizujące się w gwarancjach wolności słowa i praw jednostki;

 

****

Wydarzenie odbyło się w formacie debat Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Dotychczas w Biurz RPO odbyło się 10 takich spotkań. Pierwsza debata 21 czerwca 2011 roku nosiła tytuł „O godności człowieka”. Temat ostatniej debaty, 18 listopada 2016 r., brzmiał: "Facebook – mowa nienawiści – wolność słowa. Wyzwanie cywilizacyjne i prawnicze czy kryzys wartości?".  

W debatach uczestniczyła liczna i różnorodna grupa ważnych postaci życia publicznego, m.in. Tadeusz Mazowiecki, ks. Adam Boniecki, Piotr Gliński, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Fedorowicz, Piotr Winczorek, Bronisław Wildstein, Anna Grodzka, Tomasz Terlikowski, Joanna Szczepkowska, Halina Bortnowska, Ireneusz Krzemiński, Bogusław Chrabota, Magdalena Środa, Aleksander Spempkowski, Wiktor Osiatyński, Krzysztof Śmiszek, o. Maciej Zięba, Zbigniew Bujak, Krystyna Starczewska, Krzysztof Bosak. W każdym spotkaniu uczestniczył też mec. Jacek Taylor, przyjaciel i wykonawca testamentu Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Adam Bodnar: W demonstracji chodzi o to, żeby dotrzeć z przekazem, a nie o to, żeby zastraszyć. Tekst wywiadu dla Gazety Wyborczej

Data: 2019-03-01
  • Obowiązujące standardy praw człowieka muszą być przestrzegane w każdej sytuacji. Badam więc sprawę demonstracji i blokowania auta Magdaleny Ogórek pod TVP Info - mówi rzecznik praw obywatelskich red. Pawłowi Gawlikowi.

Podjął pan z urzędu sprawę protestu pod TVP Info 2 lutego. Co to oznacza w praktyce? 

– Zgodnie z pojawiającymi się w mediach informacjami mogło wówczas dojść do przekroczenia granicy pokojowego charakteru demonstracji. Moim obowiązkiem w takiej sytuacji jest poproszenie policji o informację, jakie są jej ustalenia i czy demonstracja była dobrze zabezpieczona. Wydaje mi się jednak, że w tym konkretnym przypadku policja jest wystarczająco zmotywowana przez ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego, by do końca wyjaśnić sprawę, tak że moją rolą jest raczej monitorowanie jej działań w tym zakresie.

Napisał pan: „Grupa osób zablokowała auto dziennikarki Magdaleny Ogórek, uniemożliwiając jej wyjazd i kierując wobec niej groźby i wyzwiska”. To zachowanie mieści się w formule pokojowego protestu?

– Można zorganizować spontaniczną, pokojową demonstrację na chodniku, ale pod warunkiem że zachowujemy przestrzeń bezpieczeństwa dla adresatów protestu. Oczywiście ten adresat powinien widzieć i słyszeć demonstrantów. Jeśli protestujący stoją metr od drogi z transparentami, wykrzykują różne hasła, robią harmider, to wszystko jest pokojowe. W momencie gdy pochodzą do samochodu, próbują go zablokować, to nie powinniśmy pytać, czy ostatecznie coś się stało, tylko czy osoba, która jest w tym samochodzie, może mieć poczucie zagrożenia.

Tu dodatkowo mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której adresatem protestu była osoba korzystająca z samochodu prywatnego i która jest dziennikarzem. Czyli należy do grupy, która powinna być szczególnie chroniona. Na to policja też powinna zwracać uwagę i zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa.

Osoby sympatyzujące z protestującymi pytają, czym różni się blokowanie samochodu pani Ogórek od blokad samochodów senatorów podczas protestów przeciw zmianom w sądownictwie latem 2017 r. 

– Wówczas mieliśmy do czynienia z klasycznymi demonstracjami sit-in, czyli blokadami: osoby protestujące w zmasowany i zorganizowany sposób usadawiały się na jezdni i uniemożliwiały wyjazd z danej instytucji. Te sit-iny odbywały się w obecności dużych grup funkcjonariuszy. W efekcie żaden urzędnik ani przez moment nie mógł poczuć się zagrożony.

Te sit-iny miały też absolutnie pokojowy charakter. To była pasywna obecność, nie dochodziło do żadnego fizycznego zbliżania się do konkretnych osób, tylko łączono się w łańcuchy ciał i ograniczano czasowo możliwość wyjazdu. To raczej inna sytuacja, niż kiedy ktoś spontanicznie próbuje zablokować wyjazd konkretnego samochodu.

Adresat protestu ma go widzieć i słyszeć

Protestujący podkreślają, że nie doszło pod budynkiem telewizji do żadnego kontaktu fizycznego z dziennikarzami. 

– Ale byłby to bardzo niski standard, gdyby polegał tylko i wyłącznie na niestosowaniu przemocy fizycznej. Jeśli podejdziemy do kogoś np. na odległość 40 cm, będziemy mu patrzyli głęboko w oczy i wykrzykiwali wrogie hasła, to nadal zachowujemy się pokojowo? Zastanówmy się zawsze, jakie odczucia możemy powodować, czy wywołujemy poczucie zagrożenia.

Warto zawsze zadać sobie pytanie, jak ja bym się czuł w sytuacji takiej osoby. Wyobraźmy sobie, że ktoś sprawujący funkcję publiczną wychodzi z budynku i jego prywatny samochód jest okupowany przez zwolenników innych poglądów. Czy też mówilibyśmy, że to standard? Ale jeśli demonstranci staliby przed bramą, w pewnym oddaleniu, i wznosiliby nawet wyszydzające go hasła – absolutnie czyniłoby to różnicę. Założenie przy demonstracjach jest takie: chodzi o to, żeby dotrzeć z przekazem, a nie zastraszać.

Dlatego na przykład wypracowano standard „sight and sound”. Zgromadzenia publiczne są organizowane po to, by przekazać komunikat do określonej osoby czy grupy, więc powinny być organizowane w taki sposób, aby być w zasięgu słuchu i wzroku tych, do których przekaz jest kierowany. To dotyczy też kontrdemonstracji. Z jednej strony demonstracja i kontrdemonstracja nie powinny się przecinać, bo wtedy może dojść do przemocy, ale z drugiej strony – powinny się widzieć wzajemnie. Dlatego kiedy na Marszu Niepodległości Obywatele RP zostali odgrodzeni kurtyną i nie było ich z marszu widać, mogło dojść do naruszenia standardu.

Ten sam standard trzeba zachować w przypadku demonstracji wobec polityka, osoby pełniącej funkcję publiczną, dziennikarza. Ma usłyszeć, widzieć, ale nie ma czuć się bezpośrednio zagrożony.

Ochrona przysługuje wszystkim dziennikarzom niezależnie od ich poglądów

Podkreśla pan, że dziennikarzom przysługuje szczególna ochrona. Część protestujących pod TVP odmawia tego określenia pracownikom telewizji publicznej. Przypominają wypowiedzi prezesa TVP Jacka Kurskiego, który w „Rzeczpospolitej” wyłożył swoje credo: „Oczywiście, że telewizja publiczna jest dużo bardziej państwowa, (...) więcej informuje o działaniach rządu i władzy publicznej niż telewizje komercyjne. (...) TVP po prostu stała się przeciwwagą dla TVN i Polsatu, które prawie już nie informują o pracach państwa i rządu, tylko zajmują się metodycznym zwalczaniem obozu rządzącego. Telewizja publiczna musi to równoważyć. Dlatego wyważenie i pluralizm nie powinny być rozliczane na poziomie TVP, tylko w bilansie wszystkich wiodących mediów elektronicznych w Polsce”. 

– Musimy tu rozdzielić dwie sfery. Po pierwsze, zastanówmy się, na ile standard przedstawiony przez prezesa Jacka Kurskiego odpowiada powszechnie przyjętym w demokracji standardom mediów publicznych. Niestety, jest daleki od tych standardów. Nie można patrzeć na media w taki sposób, że subiektywnie ocenia się, kto komu służy i jaką opcję ideową reprezentuje. Trzeba przede wszystkim brać pod uwagę, na ile media publiczne – utrzymywane przez podatników – realizują wartości i zadania określone w ustawie o radiofonii i telewizji oraz w konstytucji. Czyli czy swoją misją służą wszystkim obywatelom, a nie tylko jednej opcji politycznej. U nas ten standard nie jest zachowany. Nie został chociażby wykonany wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2016 r., który analizował kompetencje Rady Mediów Narodowych i stwierdzał, że przy jej tworzeniu zostały pominięte kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji sprawującej bezpośrednią kontrolę nad mediami publicznymi. Tak więc już na poziomie prawnym stworzono instrumentarium mające dać wpływ na media publiczne większości politycznej. I zrealizowano to w praktyce, ponieważ prezes Jacek Kurski nie ukrywa specjalnie, że rolą mediów publicznych jest dziś służenie opcji obecnie rządzącej. To jest sprzeczne ze wszystkimi standardami, którymi kieruje się nasza konstytucja (wynika z nich cała konstrukcja KRRiT) i które wypracowano na forum Rady Europy.

To jedna sprawa. Z drugiej jednak strony przestrzegałbym przed tworzeniem podziału na dziennikarzy i pracowników mediów publicznych. Nie można pozbawiać kogoś statusu dziennikarza na podstawie prezentowanych przez niego poglądów. Jeśli dana osoba wykonuje określone funkcje dziennikarskie, czyli jest komentatorem, prowadzącym spotkania itd. – to jest ona dziennikarzem.

Bezpieczeństwo pracy dziennikarza to cała dziedzina praw człowieka. Chodzi przede wszystkim o zniwelowanie zagrożenia przemocą. W Polsce szczęśliwie nie musimy dyskutować o śmierci dziennikarzy, ale możemy już rozmawiać o groźbach pod ich adresem. Weźmy choćby przykład red. Grzegorza Rzeczkowskiego. który od pewnego czasu nie ma łatwego życia. Możemy też mówić o pogróżkach ze strony niektórych przedstawicieli władzy. Ale na Słowacji niedawno zginął dziennikarz Jan Kuciak.

Byłoby zatem niezwykle szkodliwe, gdybyśmy teraz zaczęli podważać te standardy bezpieczeństwa, zastanawiając się, komu one przysługują. Tu potrzebny jest możliwie niski próg. No bo spróbujmy na to spojrzeć też z drugiej strony. Potrafię wskazać wielu dziennikarzy, którzy wyrażają poglądy jasno wspierające określoną partię opozycyjną, nie kryją się z tym. Czy oni nie są dziennikarzami i nie powinni korzystać z ochrony? Powinni. Przekazują jakąś ważną wiedzę społeczeństwu i nie chcemy, żeby spotkała ich z tego tytułu przemoc.

Gdzie przebiegają granice prywatności polityków i demonstrantów

Podkreśla pan też, że znaczenie ma to, iż Magdalena Ogórek poruszała się prywatnym samochodem. W ostatnich latach spotykaliśmy się z protestami pod domami polityków – choćby byłych premierów Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Taka forma protestu powinna być dopuszczalna? 

– Z punktu widzenia standardów praw człowieka trudno mieć obiekcje. Mamy do czynienia z przestrzenią publiczną, czyli chodnikiem albo ulicą. Organizujemy protest. Z takimi protestami spotykamy się na całym świecie.

Z drugiej strony mamy jednak oczekiwanie, że politycy będą blisko ludzi, nie będą budowali murów ani ukrywali się za ochroną. Jak te dwie wartości w demokratycznym społeczeństwie wyważyć? Pamiętajmy, że nie chodzi tu tylko o poczucie bezpieczeństwa polityków, ale też ich rodzin, dzieci.

Wydaje mi się więc, że nic nie stałoby na przeszkodzie, gdybyśmy w naszym życiu publicznym dążyli do ustanowienia takiego standardu, że dom prywatny traktujemy jak twierdzę, która korzysta z ochrony. Tego nie można prawnie uregulować, ale powinniśmy oczekiwać od poważnych sił politycznych, że nie będą korzystać z takich form protestu. One będą się zdarzać, ale powinny pozostać absolutnie na marginesie naszego życia publicznego. A jeśli jakiś polityk będzie chciał takie protesty wspierać, to powinien się zastanowić, czy chce, aby za kilka miesięcy podobna demonstracja odbyła się pod jego domem.

Do tego dochodzi dalekosiężny skutek takich demonstracji w postaci odstraszania ludzi od polityki. Bo jeśli polityka będzie się wiązać z tak głęboką ingerencją w życie prywatne, to wiele osób może się nigdy nie zdecydować w nią wejść ze szkodą dla jakości naszego życia publicznego.

"Wiadomości" TVP podały imiona i nazwiska osób protestujących. Posłanka PiS Joanna Lichocka, która zasiada w Radzie Mediów Narodowych, oceniła, że „jeżeli ktoś bierze udział w demonstracjach o charakterze publicznym, wówczas jego wizerunek i nazwisko mogą zostać ujawnione”. Co pan na to? 

– Na gruncie art. 24 Kodeksu cywilnego to, co powszechnie postrzegane jest za naruszenie prawa do wizerunku jako dobra osobistego, jest najczęściej także naruszeniem innych dóbr osobistych – prawa do prywatności czy dobrego imienia. Jeżeli opublikowane zdjęcie czy materiał wideo przedstawiają daną osobę w określonej sytuacji życiowej, w której nie chce ona zostać publicznie pokazywana, to mamy do czynienia z naruszeniem prawa do prywatności. Jeżeli dodatkowo sytuacja ta będzie kompromitująca i nieprawdziwa, można również mówić o naruszeniu prawa do dobrego imienia.

Do okoliczności wyłączających bezprawność rozpowszechniania wizerunku na gruncie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zaliczyć należy m.in.: otrzymanie umówionej zapłaty przez osobę przedstawioną na wizerunku, zgodę prokuratora lub sądu na ujawnienie wizerunku osoby, przeciwko której toczy się postępowanie przygotowawcze czy sądowe, zgodę sądu na fotografowanie czy utrwalanie obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy, opublikowanie wizerunku w liście gończym. Zgody nie wymaga również rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek powstał w związku z wykonywaniem przez nią czynności służbowych, a także rozpowszechnianie wizerunku stanowiącego jedynie szczegół całości.

Żadna z powyższych okoliczności nie miała miejsca w przypadku publikacji wizerunku osób protestujących przed siedzibą TVP Info. W szczególności zaś nie można uznać, iż wskazane osoby, których wizerunek opublikowany został w „Wiadomościach”, stanowiły jedynie szczegół całości (zgromadzenia).

Zdjęcia rozerwanych płodów – tak, ale w obrębie demonstracji antyaborcyjnej

Podkreśla pan, że w obrębie demonstracji pokojowej jest miejsce nawet na hasła, które mogą obrażać adresatów. Przeciwnicy aborcji oceniają jednak, że w Polsce ich wolność wypowiedzi jest ograniczana przez uniemożliwianie im pokazywania w przestrzeni publicznej zdjęć uszkodzonych płodów na antyaborcyjnych plakatach. 

– Znów rozróżnijmy dwie kwestie. Po pierwsze – każda demonstracja ma prawo używać haseł, które mogą niepokoić, prowokować, być kontrowersyjne. Do momentu, gdy hasła są objęte przepisami dotyczącymi mowy nienawiści, gdy wyrażane są poglądy sprzeczne z ideą demokracji, pluralizmem, de facto zmierzające do zniszczenia demokracji jako takiej. Wyrażanie mocnych, może nawet czasami brutalnych dla adresatów poglądów, na przykład na temat tego, co sądzimy o aborcji, jest dopuszczalne. Osoby pro-life mają prawo tak samo zabierać głos, jak prawo ma do tego Robert Biedroń, który chce liberalizacji dostępu do aborcji.

Jednak druga kwestia to środki ekspresji. Jeśli wspomniane billboardy pojawiłyby się w obrębie demonstracji, to moim zdaniem musielibyśmy wtedy szukać dla nich ochrony. Bo demonstracja ma to do siebie, że korzysta z różnych gadżetów, eksponatów, masek, stylistyki. Ale jeśli tworzy się instalacje – billboardy czy oklejone samochody – to reguluje to kodeks wykroczeń: artykuł 51 § 1 mówiący o wywoływaniu zgorszenia w miejscu publicznym lub art. 141 mówiący o eksponowaniu w miejscu publicznym treści nieprzyzwoitych.

Standard praw człowieka mówi, że można takie obrazy eksponować przed przygotowaną publicznością. To trochę jak w muzeach czy galeriach, gdzie też możemy się spotkać z pracami związanymi z wykorzystaniem ciała czy pokazującymi ofiary wojny, ale wcześniej, przed wejściem do takiej sali, jest ostrzeżenie. Tak samo na stronach internetowych mamy ostrzeżenie przed wyświetlaniem pewnych filmów. Musimy zakładać, że uczestnikami życia publicznego są nie tylko dorośli, świadomi obywatele, ale mogą być nimi też dzieci albo osoby o szczególnej wrażliwości. Przestrzeń publiczna powinna być więc wolna od ekspresji, która może je narażać na zbędny stres. Dlatego sądy ten przepis stosują i czasami ograniczają tego typu wyjątkowo drastyczne wystawy antyaborcyjne.

 

(wywiad opublikowany za zgodą Wydawcy)

Wsparcie międzynarodowych instytucji praw człowieka dla RPO pozwanego przez TVP

Data: 2019-02-21
  • Głębokie zaniepokojenie pozwem TVP wobec rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara wyraziły Europejska Sieć Krajowych Instytucji Praw Człowieka (ENNHRI) oraz Globalny Soujsz Krajowych Instytucji Praw Człowieka (GANHRI)
  • Solidaryzujemy się z polskim RPO. Silny, skuteczny i niezależny krajowy organ praw człowieka jest kluczowym elementem promocji i ochrony praw człowieka w Polsce i Europie – głosi oświadczenie
  • Takie postępowanie cywilne wobec RPO uznano za niezgodne z międzynarodowymi zobowiązaniami Polski
  • Z kolei sprawozdawca Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy lord Richard Balfe wezwał TVP do wycofania pozwu  

We wspólnym oświadczeniu ENNHRI (European Network of National Human Rights Institutions) i GANHRI (Global Alliance of National Human Rights Institutions) podkreślają, że:

  • Zgodnie z zasadami paryskimi ONZ, przyjętymi przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, organ decyzyjny i personel krajowych instytucji praw człowieka muszą mieć immunitet funkcjonalny. Ma to zapewniać niezależność instytucjonalną i gwarantować wykonywanie mandatu w zakresie praw człowieka w szeroki i skuteczny sposób.
  • W listopadzie 2017 r. RPO został ponownie akredytowany ze statusem "A", jako w pełni zgodny z zasadami paryskimi. Podkomisja GANHRI ds. Akredytacji ponownie podkreśliła znaczenie ochrony przed odpowiedzialnością prawną za działania podejmowane w dobrej wierze prze krajowe instytucje, w tym polskiego RPO
  • Zgodnie z zasadami paryskimi, krajowe instytucje muszą być upoważnione do promowania i ochrony praw człowieka. W ramach mandatu RPO, zgodnie z funkcjami promocyjnymi krajowych instytucji praw człowieka, mieści się zajęcie stanowiska w sprawie bieżących wydarzeń związanych z prawami człowieka, w tym poprzez działania podnoszące świadomość, edukację na temat praw człowieka i publiczne przemówienia.
  • Zgromadzenie Ogólne ONZ i Rada Praw Człowieka ONZ konsekwentnie podkreślały, że krajowe instytucje zajmujące się prawami człowieka oraz ich członkowie i personel nie powinni być narażeni na jakąkolwiek formę odwetu lub zastraszania, w wyniku działań podejmowanych zgodnie z ich  mandatem, w tym przy podejmowaniu poszczególnych spraw lub zgłaszaniu poważnych lub systematycznych naruszeń w ich krajach.
  • Podczas okresowego przeglądu w 2017 r. Rzeczpospolita Polska przyjęła zalecenie dotyczące wdrożenia propozycji Międzynarodowego Instytutu Rzecznika Praw Obywatelskich, w tym, że "niezależność [Rzecznika Praw Obywatelskich] nie może zostać naruszona przez ustawodawcze, administracyjne lub polityczne środki". 

Dlatego też ENNHRI i GANHRI wzywają wszystkie organy RP, by działały zgodnie z zobowiązaniami międzynarodowymi państwa, stosując swoje uprawnienia w celu ochrony rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara.

ENNHRI i GANHRI przypomniały wspólne oświadczenie Rady Europy, ENNHRI, ODIHR i UN OHCHR na poparcie polskiego RPO z marca 2016 r. Stwierdzono wtedy, że "istnieje szeroki konsensus, który uznaje korzyści Polski z posiadania instytucji o takiej pozycji, która cieszy się niezależnością i immunitetem funkcjonalnym, a zatem jest w stanie działać bezstronnie w celu ochrony praw jednostki ".

- Solidaryzujemy się z polskim RPO. Silny, skuteczny i niezależny krajowy organ praw człowieka, zgodnie z zasadami paryskimi, jest kluczowym elementem promocji i ochrony praw człowieka w Polsce i Europie – głosi oświadczenie. NNHRI i GANHRI pozostają otwarte na wsparcie i współpracę w tej dziedzinie.

Oświadczenie sprawozdawcy Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (PACE) lorda Richarda Balfe  

- Polski Rzecznik Praw Obywatelskich jest instytucją niezależną, zapisaną w Konstytucji RP i odpowiedzialną za swoje czyny przed Sejmem. Wypowiedź pana Bodnara miała na celu potępienie mowy nienawiści w ogóle i sygnalizowanie pewnych konkretnych problemów dotyczących telewizji publicznej. Pozew TVP wygląda na próbę uciszenia go w jego konstytucyjnej roli obrońcy praw człowieka i podstawowych wolności, co byłoby całkowicie nieodpowiednim zachowaniem dla organu publicznego - glosi oświaczenie.

Rada Europy zawsze promowała kluczową rolę instytucji Ombudsmana w zakresie ochrony praw człowieka. W rezolucji 1959 (z 2013 r.) w sprawie "Wzmocnienia instytucji rzecznika praw obywatelskich w Europie" Zgromadzenie Parlamentarne wezwało państwa członkowskie do promowania klimatu przyjaznego dla ombudsmana, w szczególności poprzez umożliwienie mu skutecznego wykonywania zadań.

- Ufam, że polskie sądy zastosują standardy Rady Europy dotyczące praw człowieka i rządów prawa przy badaniu tej sprawy. Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne: wzywam Polską Telewizję Publiczną, aby wycofała swój pozew - oświadczył sprawozdawca.

Equinet: to próba podważenia niezależności polskiego organu ds. równego traktowania 

Zaniepokojenie sprawą wyraziła również Equinet - Europejska Sieć Organów ds. równego traktowania w rozumieniu dyrektyw Unii Europejskiej. W oświadczeniu wezwała do zagwarantowania niezależności polskiego organu ds. równego traktowania, jakim jest RPO. Do jego mandatu należy bowiem przedstawienie komentarza na temat działań, które mogą być związane z mową nienawiści. 

Equinet obawia się, że pozew nadawcy publicznego może oznaczać próbę podważenia niezależności polskiego organu ds. równego traktowania i uniemożliwienia mu wypełnienia mandatu promowania równości i zwalczania dyskryminacji. Byłoby to niedopuszczalnym naruszeniem norm określonych w zaleceniu Komisji Europejskiej w sprawie norm dla organów ds. równego traktowania oraz Zalecenia nr 2 Komisji Europejskiej przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji Rady Europy ( ECRI),  dotyczącego roli tych organów  w zwalczaniu rasizmu i nietolerancji na szczeblu krajowym. Standardy te wyraźnie wymagają, aby organy ds. równego traktowania funkcjonowały bez ingerencji państwa, partii politycznych lub innych podmiotów - głosi oświadczene.
 
List ze wsparciem od IOI  

List z wyrazami wsparcia do Adama Bodnara wystosował Międzynarodowy Instytut Ombudsmana (International Ombudsman Institute - IOI).  Prezydent IOI Peter Tyndall, jego sekretarz generalny Günther Kräuter  i regionalny sekretarz na Europę Rafael Ribó stwierdzili, że z wielkim niepokojem przyjęli informację o pozwie,  wniesionym przez telewizję publiczną po wypowiedzi Adama Bodnara na temat mowy nienawiści, która była wykonaniem funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich.

Europejscy członkowie IOI spotykają się obecnie na konferencji w Atenach z okazji 20-lecia  rzecznika praw obywatelskich Grecji. Uczestnicy tej konferencji jednomyślnie wyrazili poparcie dla Rzecznika - głosi list. IOI deklaruje pełne wsparcie dla RPO i jego Biura w przyszłości.

Stanowisko Amnesty International 

Amnesty International uznała pozew TVP za najnowszy przykład nękania i zastraszania, których RPO doświadcza w ostatnich trzech latach. Według Amnesty International, taki komentarz idealnie mieści się w mandacie Rzecznika Praw Obywatelskich, którego postrzegamy jako niezbędną, niezależną krajową instytucję praw człowieka odgrywającą kluczową rolę w walce o prawa człowieka i godność w Polsce.

Pozew TVP

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 11 lutego 2019 r. doręczono  pozew sądowy skierowany przez Telewizję Polską S.A. przeciwko Adamowi Bodnarowi jako osobie prywatnej o naruszenie dóbr osobistych, w związku z wypowiedzią Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara w dniu 16 stycznia 2019 r. dla portalu Onet.pl dotyczącą sprawy zabójstwa śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

W pozwie powtórzone są wszystkie zarzuty zawarte we wcześniejszym wezwaniu przedsądowym w tej sprawie. Takie same są również żądania powoda, czyli zamieszczenie przeprosin w formie ogłoszenia płatnego opublikowanego na stronie głównej portalu Onet.pl, zapłata 25 tys. zł na rzecz Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz zwrot koszów sądowych.

Adam Bodnar odniósł się do tych zarzutów oraz precyzyjnie wyjaśnił swoje stanowisko w piśmie skierowanym do TVP S.A. 4 lutego br. Wskazał w nim m.in. że nastąpiło niezrozumienie roli RPO, błędna interpretacja wypowiedzi oraz niedopuszczalna próba nacisku na konstytucyjny organ.

Jak podkreślono w pozwie, TVP S.A. nie czekała na te wyjaśnienia i nie brała ich w ogóle pod uwagę, ale od razu skierowała sprawę do sądu. Zaznaczono też, że zaskarżenie dotyczy Adama Bodnara jako osoby prywatnej, chociaż portal Onet.pl zaprosił do rozmowy urzędującego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Skoro demonstrowali, to ich prywatność nie podlega ochronie: stanowisko TVP w sprawie "Wiadomości" z 4 lutego

Data: 2019-02-15
  • Zdaniem TVP osoby, które regularnie uczestniczą w demonstracjach, są osobami publicznymi
  • TVP ma zatem prawo pokazywać ich wizerunek w taki sposób, jak zrobiły to „Wiadomości” 4 lutego

Prezes Jacek Kurski odpisał  Rzecznikowi Praw Obywatelskich na wystąpienie z 5 lutego 2019 r. w sprawie materiału „.Wiadomości” TVP z 4 lutego. Opublikowano  w nim wizerunki oraz dane osobowe demonstrantów, którzy 2 lutego protestowali przed siedzibą TVP Info przeciwko nierzetelności programów telewizji państwowej, utrudniając wyjazd pracowniczki TVP Magdalenie Ogórek.

Argumenty RPO: ludzi chroni prawo

Rzecznik wskazywał, że prawo mówi wyraźnie, kiedy można ujawniać czyjś wizerunek.  Może to nastąpić (tzw. okoliczności wyłączające bezprawność rozpowszechniania wizerunku na gruncie ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych) kiedy:

  • osoba na wizerunku otrzymała za publikację umówioną zapłatę (art. 81 ust. 1 zd. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych),
  • prokurator lub sąd wydał zgodę  na ujawnienie wizerunku osoby, przeciwko której toczy się postępowanie przygotowawcze czy sądowe (art. 13 ust. 3 ustawy Prawo prasowe),
  • sąd wydał zgodę na fotografowanie, czy utrwalanie obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy (art. 357 § 1 Kodeksu postępowania karnego),
  • wizerunek jest publikowany w liście gończym (art. 279 § 1 i art. 280 Kodeksu postępowania karnego),
  • osoba na wizerunku jest powszechnie znana a jej wizerunek powstał w związku z wykonywaniem przez nią czynności służbowych (art. 81 ust. 2 pkt 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych),
  • wizerunek osób stanowi jedynie szczegół całości (zgromadzenia, krajobrazu, publicznej imprezy, itp.).

W ocenie Rzecznika żadna z tych okoliczności nie wystąpiła w przypadku osób protestujących pod TVP.

RPO prosił także Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o interwencję w tej sprawie.

Odpowiedź prezesa TVP: demonstranci nie wnieśli o ochronę prawa

W odpowiedzi RPO z 12 lutego Jacek Kurski napisał, że władze TVP znanalizowały materiał „Wiadomości” o „brutalnym ataku zorganizowanej grupy osób na Magdalenę Ogórek” 

- Osoby te w żaden sposób nie wnosiły do ekipy dziennikarskiej TVP, która zbierała i przygotowywała materiał, o zakazie ich publikacji ich wizerunku, ostentacyjnie przechadzając się przed kamerami TVP oraz udzielając wypowiedzi dziennikarzom Telewizji Polskiej na temat ataku na panią M. Ogórek, a niektóre z osób wręcz szczyciły się swoim zachowaniem – napisał Jacek Kurski. Dodał, że osoby te rejestrowały przebieg zdarzenia  kamerami i telefonami, a  powstałe materiały publikowały m.in. na portalu społecznościowym.

Jacek Kurski podkreślił, że „czynna napaść na dziennikarkę TVP S.A.” była wydarzeniem bez precedensu. Spotkała się z potępieniem ze strony dziennikarzy i polityków  reprezentujących różne poglądy, w tym np.  Dominiki Wielowiejskiej, Sławomira Neumanna, Adama Pieczyńskiego, Wojciecha Czuchnowskiego, Seweryna Blumsztajna.

Ustawa o prawie autorskim zawiera wyjątki od zasady ochrony wizerunku, do których zalicza prawo do rozpowszechniania wizerunku osób powszechnie znanych, jeżeli wizerunek wykorzystano w związku z pełnieniem przez nich funkcji  społecznych, zawodowych, politycznych etc. - Powstaje oczywiście pytanie jak zdefiniować pojęcie osób powszechnie znanych oraz co jest równie ważne osób budzących powszechne zainteresowanie – napisał prezes TVP.

Powołując się na przedstawicieli doktryny, wskazał że do takich osób zaliczani mogą być ci, którzy świadomie wybrali życie na oczach publiczności.  W doktrynie  istnieje również pojęcie osób budzących usprawiedliwione zainteresowanie, które służy wyodrębnieniu tych informacji, które opinia publiczna powinna poznać ponieważ służy to dobru ogółu. Prawo do ochrony wizerunku nie jest więc prawem nieograniczonym.

W ocenie Jacka Kurskiego pokazane w wyemitowanym materiale osoby uczestniczyły w wielu manifestacjach  i demonstracjach. Niektóre z nich są koordynatorami tego rodzaju działań, inne pełnią bądź do niedawna pełniły funkcje polityczne. - Prowadzą zatem działalność publiczną, czyli de facto zgadzają się na ograniczenie własnego prawa do prywatności - ocenił. A jako osoby o takim statusie podlegają zarówno krytyce prasowej, zwłaszcza w sytuacji, w której dopuszczają się naruszenia prawa.

Według prezesa TVP osoby regularnie uczestniczące w demonstracjach i kierujące nimi, są osobami publicznymi i jako takie muszą liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa w sprawach dotyczących ich działalności zawodowej i społecznej. Jak głosi orzecznictwo, każda osoba podejmująca działalność publiczną powinna być świadoma, że jej życie, czyny oraz poglądy będą poddawane ocenie i weryfikacji, ponieważ społeczeństwo ma prawo do pełnej informacji o wszystkich przejawach życia publicznego (Wyrok Sądu Najwyższego z 11 maja 2007 roku, sygn. akt: I CSK 47/07).

Podobne stanowisko zaprezentował Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdzając, że osoby podejmujące działalność publiczną muszą się w znacznie większym stopniu niż osoby prywatne liczyć się z tym, że ramy (...) dostępnej krytyki są szersze, ich zachowania będą oceniane i komentowane. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 29 września 2006 roku, sygn. akt I ACa 385/06).

Krytyka prasowa jest jednym z przejawów realizowania w praktyce zasady wolności słowa – podkreślił Jacek Kurski. Może zawierać ujemne oceny działalności publicznej, czym służy realizacji zadań prasy określonych w art. 1 ustawy z  26 stycznia 1984 roku Prawo prasowe, czyli w tym wypadku prawa do kontroli i krytyki społecznej.

Prezes TVP przypomniał, że wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka stwierdzał, że swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, podstawą jego rozwoju i warunkiem samorealizacji jednostki (...) Nie może obejmować tyłko poglądów odbieranych przychylnie albo postrzeganych jako nieszkodliwe łub obojętne, ale i takie które (...) oburzają lub wprowadzają niepokój (...) w jakiejś grupie społeczeństwa (Wyrok ETPC w sprawie Handyside v. Wielka Brytania z 7 grudnia 1976 r).

W TVP Info zdyskredytowano działalność założyciela Stowarzyszenia „Nigdy więcej”. Rzecznik pisze do KRRiT

Data: 2019-02-14
  • TVP Info zdyskredytowała dr. hab. Rafała Pankowskiego, współzałożyciela Stowarzyszenia „Nigdy więcej”, które przeciwdziała nienawiści rasowej, ksenofobii i innym formom nietolerancji
  • RPO poprosił przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy

W programie „W tyle wizji” TVP Info z 24 stycznia 2019 r. Rafał Ziemkiewicz powiedział: „Będzie mowa nienawiści teraz. Pan Pankowski jest jedną z najbardziej nikczemnych person, z jaką się w życiu zetknąłem. (...) Mówimy o człowieku, który żyje z tego, że (..) oskarża Polaków o faszyzm. Jeździ po całym świecie i opowiada kocopały o polskim antysemityzmie”.

Wykładowca akademicki dr hab. Rafał Pankowski jest współzałożycielem Stowarzyszenia „Nigdy więcej” i koordynatorem Centrum Monitorowania Rasizmu w Europie Wschodniej. Jego kariera naukowa i zawodowa związana jest z badaniem przyczyn rasizmu i  poszukiwaniem skutecznych metod przeciwdziałania temu zjawisku. Organizuje m.in. liczne akcje społeczne, których celem jest podnoszenie poziomu wiedzy na temat różnic kulturowych. W ocenie Rzecznika działalność  Rafała  Pankowskiego zasługuje na najwyższe uznanie, o czym świadczy przyznanie mu w 2017 r. odznaki honorowej RPO „Za zasługi dla ochrony praw człowieka”.

Wypowiedź z TVP Info, niepodparta żadnymi materiałami ani odwołaniami do wypowiedzi Rafała Pankowskiego, mogła zostać odebrana jako dyskredytowanie jego działalności, a szerzej jako dyskredytowanie działań na rzecz walki z rasizmem i antysemityzmem w Polsce w ogóle. Słowa te w sposób budzący wątpliwości z punktu widzenia misji mediów publicznych bagatelizują również bardzo niebezpieczne dla życia społecznego zjawiska, jakimi są mowa nienawiści i antysemityzm.

Rzecznik Praw Obywatelskich w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi, jako jednej z podstawowych wolności w społeczeństwie obywatelskim i demokratycznym państwie prawnym. Ma też świadomość specyficznego charakteru programu  „W tyle wizji”. Oczywiste jest również prawo do krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków. Niewątpliwie w ramach art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią.

W orzecznictwie sądów przyjmuje się, że wprawdzie satyryczna forma wypowiedzi pozwala na użycie bardziej dosadnych środków wyrazów, jednak nie może być wykorzystywana do krytyki w sposób, który narusza dobra osobiste krytykowanego (wyrok SN z  5 listopada 2008 r., sygn. akt I CSK 164/08). W ocenie SN satyryczny charakter utworu stanowi istotną, ale niewystarczającą przesłankę wyłączenia bezprawności działania autora, ponieważ w utworach o takim charakterze możliwe jest także przekroczenie dopuszczalnych granic satyry (wyrok SN z 20 czerwca 2001 r., sygn. akt I CKN 1135/98). Nawet opublikowanie materiału bezspornie ujętego w formie utworu satyrycznego podlega ochronie prawnej wynikającej z art. 41 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe  tylko wówczas, gdy służy osiągnięciu celów wskazanych w tym przepisie. Chodzi o prawa obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej, a krytyka jest rzeczowa i rzetelna (wyrok SN z 19 maja 2011 r., sygn. akt I CSK 497/10). 

Zgodnie zaś z art. 18 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw  i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych, których programy powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o zbadanie sprawy, w ramach konstytucyjnych i ustawowych kompetencji Rady.

VII.564.11.2019

Sprawa wstępu do Sejmu: nie było podstaw do niewpuszczenia dziennikarza – stwierdza sąd

Data: 2019-02-12
  • Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podzielił stanowisko dziennikarza OKO.press niewpuszczonego do Sejmu oraz RPO
  • Stwierdził bezskuteczność czynności polegającej na odmowie wstępu na posiedzenie Sejmu.

W sierpniu 2018 roku Rzecznik przystąpił do postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie w sprawie ze skargi dziennikarza OKO.press Daniela Flisa na odmowę wydania jednorazowej karty prasowej umożliwiającej wstęp do Sejmu w trakcie posiedzenia 10 maja 2018 r. . Trwał wtedy protest osób z niepełnosprawnościami. 

Podstawą by komunikat Centrum Informacyjnego Sejmu RP: „Kancelaria Sejmu informuje, że od środy (25 kwietnia) ulegają zmianie zasady wstępu na teren kompleksu sejmowego. Z  przyczyn organizacyjnych i bezpieczeństwa przyznawanie jednorazowych kart wstępu zostaje zawieszone. Jednocześnie dostęp do Sejmu pozostaje możliwy dla posiadaczy stałych i okresowych kart wstępu. Decyzja Straży Marszałkowskiej, w porozumieniu z  kierownictwem Kancelarii Sejmu, ma charakter tymczasowy i ukierunkowana jest przede wszystkim na zapewnienie bezpieczeństwa i porządku na administrowanym terenie”.

Decyzja Straży Marszałkowskiej została wydana na podstawie § 6 z dnia 9 stycznia 2008 r. zarządzenia Marszałka Sejmu  w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu oraz wstępu i wjazdu na tereny pozostające w zarządzie Kancelarii Sejmu.

W ocenie Rzecznika w niniejszej sprawie doszło do naruszenia szeregu konstytucyjnych praw i wolności. Przede wszystkim ograniczone zostało prawo wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu (art. 61 ust. 2 Konstytucji RP) oraz wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji). Z uwagi na fakt, że sprawa dotyczyła dziennikarza, Rzecznik zwrócił uwagę na zasadę ustrojową wynikającą z art. 14 Konstytucji RP, zgodnie z którą  Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. W ocenie Rzecznika ograniczenie tych praw mogło zostać dokonane tylko w ustawie, a nie akcie wewnętrznym, jakim jest zarządzenie Marszałka Sejmu. Ponadto w ocenie Rzecznika ograniczenie to było nieuzasadnione i nie spełniało wymogów zasady proporcjonalności.

W  szczególności podejmując czynność polegającą na odmowie wydania jednorazowej karty prasowej wstępu do Sejmu RP, nie wskazano, w jaki sposób obecność Pana D. Flisa w dniu 10 maja 2018 r. w budynku Sejmu RP w trakcie jego posiedzenia wpłynie negatywnie na pracę Sejmu (względy organizacyjne) oraz na bezpieczeństwo parlamentarzystów oraz innych osób przebywających w tym dniu w Sejmie RP.

W wyroku z 12 stycznia 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podzielił stanowisko dziennikarza OKO.press oraz RPO i stwierdził bezskuteczność czynności polegającej na odmowie wstępu na posiedzenie Sejmu.

W uzasadnieniu wyroku Sąd podkreślił brak ustawowego umocowania do ograniczania konstytucyjnych praw w niniejszej sprawie oraz nieproporcjonalność ograniczenia prawa do wstępu na posiedzenie Sejmu. Sąd poinformował również, że na gruncie innej sprawy uchylił przepisy budzącego wątpliwości zarządzenia Marszałka Sejmu. Sprawa ma istotne znaczenie dla realizacji zasady jawności w życiu publicznym. 

Informacja o pozwie sądowym TVP SA skierowanym do Biura RPO

Data: 2019-02-11

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 11 lutego 2019 r. doręczony został pozew sądowy skierowany przez Telewizję Polską S.A. przeciwko Adamowi Bodnarowi jako osobie prywatnej o naruszenie dóbr osobistych, w związku z wypowiedzią Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara w dniu 16 stycznia 2019 r. dla portalu Onet.pl dotyczącą sprawy zabójstwa śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

W pozwie powtórzone są wszystkie zarzuty zawarte we wcześniejszym wezwaniu przedsądowym w tej sprawie. Takie same są również żądania powoda, czyli zamieszczenie przeprosin w formie ogłoszenia płatnego opublikowanego na stronie głównej portalu Onet.pl, zapłata 25 tys. zł na rzecz Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz zwrot koszów sądowych.

Adam Bodnar odniósł się do tych zarzutów oraz precyzyjnie wyjaśnił swoje stanowisko w piśmie skierowanym do TVP S.A. w dniu 4 lutego br. Wskazał w nim m.in. że nastąpiło niezrozumienie roli RPO, błędna interpretacja wypowiedzi oraz niedopuszczalna próba nacisku na konstytucyjny organ.

Jak podkreślono w pozwie, TVP S.A. nie czekała na te wyjaśnienia i nie brała ich w ogóle pod uwagę, ale od razu skierowała sprawę do sądu. Zaznaczono też, że zaskarżenie dotyczy Adama Bodnara jako osoby prywatnej, chociaż portal Onet.pl zaprosił do rozmowy urzędującego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Stanowisko RPO w sprawie oskarżeń TVP S.A.

Rzecznik działał w ramach swych uprawnień i obowiązków

Obowiązkiem Rzecznika wynikającym z Konstytucji RP jest interweniowanie w każdym przypadku naruszenia konstytucyjnych praw i wolności. Obejmuje to zarówno informowanie o podejmowanych działaniach, jak i sygnalizowanie opinii publicznej problemów, które wymagają rozważenia pod kątem zgodności z Konstytucją. Kwestionowana wypowiedź została sformułowana w ramach wykonywania tych obowiązków.

Zgodnie z art. 1 ust. 3 ustawy z 15 lipca 1987 r.  o Rzeczniku Praw Obywatelskich w sprawach o ochronę wolności i praw człowieka i obywatela Rzecznik bada, czy wskutek działania lub zaniechania organów, organizacji i instytucji, obowiązanych do przestrzegania i realizacji tych wolności i praw, nie nastąpiło naruszenie prawa, a także zasad współżycia i sprawiedliwości społecznej. Upoważnia to zatem do kontroli również i telewizji publicznej.

Rzecznik zajmuje stanowisko poprzez reagowanie na bieżące wydarzenia, ale musi też prowadzić działania prewencyjne, by zapobiec negatywnym czy wręcz tragicznym zdarzeniom w przyszłości. Takie działania realizowane są nie tylko przez szeroko pojętą edukację, ale i wystąpienia publiczne.

Oprócz działań z urzędu w sprawie mediów publicznych, Rzecznik podejmuje też czynności wskutek licznych skarg obywateli. Przykładem może być „Apel pamięci dla Pawła Adamowicza”, wystosowany przez prezydentów miast zrzeszonych w Związku Miast Polskich do Prezesa Rady Ministrów, Prezesa Najwyższej Izby Kontroli oraz Rzecznika. Wezwano w nim m.in. do podjęcia czynności wyjaśniających czy działania nadawcy publicznego wobec śp. Pawła Adamowicza realizowano w duchu zasad uczciwości, rzetelności i staranności wymaganych zasadami etyki dziennikarskiej.

Niepełna analiza i błędna interpretacja wypowiedzi RPO

Stanowisko TVP może wynikać z niepełnej analizy i błędnej interpretacji wypowiedzi. Prawidłowa jej analiza powinna prowadzić do wniosku, że nie przypisywała Telewizji Polskiej współodpowiedzialności za działania Stefana W. Adam Bodnar wielokrotnie podkreślał w tej wypowiedzi, że nie wie, co było motywem jego działań i nie jest w stanie przesądzić, czy istniał związek między programami TVP na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza a motywacją sprawcy. RPO wyraźnie wskazał także, że powinno to zostać dogłębnie zbadane, a przesądzić o tym może wyłącznie sąd.

Kwestionowana wypowiedź koncentrowała się nie na przesądzaniu jakichkolwiek okoliczności sprawy, ale wyłącznie na zarysowaniu problemu, wymagającego weryfikacji i rozstrzygnięcia w kontekście konstytucyjnego prawa dostępu do informacji. Wstępne komunikaty Służby Więziennej - wskazujące na brak dostępu więźniów, w tym Stefana W., do TVP Info – zostały zakwestionowane w wyniku dziennikarskich ustaleń dziennikarzy (portal demaskator24.pl). Ostateczne wyjaśnienie tej powszechnie zauważonej sprawy jest zatem szczególnie istotne. Jej podniesienie było motywowane troską o konstytucyjnie gwarantowaną wolność dostępu do informacji i wolność światopoglądu.

Ponadto nie można zgodzić się ze stanowiskiem, aby dobra osobiste Telewizji Polskiej S.A. naruszała wypowiedź, iż sposób w jaki telewizja publiczna w ostatnich miesiącach mówiła o śp. prezydencie Pawle Adamowiczu, może być uznany za mowę nienawiści. Liczba, a zwłaszcza wydźwięk materiałów wyemitowanych w telewizji publicznej na jego temat powoduje, że uzasadnione było zasygnalizowanie wątpliwości co do ich rzetelności.  Ponadto wypowiedź ta nie miała charakteru przesądzającego - wskazywała, że teza o nierzetelnych informacjach na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza wymaga starannego sprawdzenia.

Zgodnie z art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, „publiczna telewizja realizuje misję publiczną całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Stan TVP jest i musi być przedmiotem publicznego zainteresowania i debaty publicznej, a gdy jest to zasadne - również krytyki. Tylko to może bowiem doprowadzić do umacniania realizowanej przez TVP misji publicznej, co będzie miało pozytywny efekt dla całego społeczeństwa.

Dlatego też telewizja publiczna powinna liczyć się z krytyką ze strony obywateli oraz instytucji takich, jak Rzecznik Praw Obywatelskich - zwłaszcza wobec licznych głosów zaniepokojenia i oburzenia.

Standardy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podmioty publiczne muszą mieć większą tolerancję na krytyczne, ocenne wypowiedzi.

W wyroku z 5 lipca 2016 r.  (skarga nr 26115/10, Jacek Kurski przeciwko Polsce) ETPCz skomentował znaczenie wypowiedzi polityka oceniającego postępowanie jednej z redakcji. Trybunał uznał, że oświadczenie polityka „było częścią trwającej debaty w sprawach interesu publicznego” i podnosiło „kwestię zainteresowania publicznego, czyli niezależności mediów w społeczeństwie demokratycznym”. Odnosząc się do być może nadmiernie sensacyjnych zwrotów używanych przez polityka, Trybunał wskazał, że o ile polityk ten „skorzystał z pewnej przesady w jego wypowiedzi, w tym samym czasie nie wydaje się, że uciekł się do nieuzasadnionego obraźliwego i niestosownego języka lub wykraczał poza ogólnie akceptowalny stopień przesady”. W efekcie ETPCz przyznał rację skarżącemu i stwierdził naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Z orzecznictwa ETPCz wynikają zatem daleko idące gwarancje wolności słowa w odniesieniu do dyskusji o sprawach mających znaczenie dla debaty publicznej. Wobec informacji o wątpliwościach wobec działalności TVP Rzecznik Praw Obywatelskich jest nie tylko uprawniony, ale wręcz zobowiązany, do udziału w takiej debacie.

Rola mediów w walce z mową nienawiści – kluczowa

Z uwagi na fakt, że mowa nienawiści stała się w ostatnim czasie palącym problemem, Rzecznik od dłuższego czasu prowadzi liczne działania dotyczące walki z tym zjawiskiem w internecie i  w życiu publicznym. Kluczowe znaczenie mają tu media, które biorą udział w kształtowaniu światopoglądu obywateli, a ich język wpływa na relacje społeczne.

Rolą Rzecznika jest reagowanie na wszelkie zagrożenia rozprzestrzeniania się mowy nienawiści, w szczególności, jeżeli kwestionowana jest postawa właśnie telewizji publicznej. Wypowiedzi sformułowane w ramach pełnionej funkcji wynikały wyłącznie z troski o dobro wspólne, jakim jest telewizja publiczna, która powinna kształtować w społeczeństwie najlepsze postawy, urzeczywistniając najwyższe standardy.

W związku z przekonaniem o całkowitej bezzasadności roszczeń Telewizji Polskiej S.A. – która wynika zarówno z niepełnej analizy wypowiedzianych słów, jak i z ich nadinterpretacji – Rzecznik Praw Obywatelskich jest zmuszony wyrazić zaniepokojenie, że wezwanie TVP może być rozumiane jako próba nacisku na konstytucyjny organ. Może też stanowić próbę ukrócenia debaty, której przedmiotem jest rzetelność materiałów prasowych i pluralizm myśli, przedstawiany przez publicznego nadawcę. Takie działanie jest nie do pogodzenia z zasadami demokratycznego państwa prawnego.

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie

24 maja 2019 r. sąd oddalił pozew TVP. Uznał, że wypowiedzi Adama Bodnara nie naruszyły dóbr osobistych powodowej spółki. 

Oświadczenie RPO w związku z pismem TVP

Data: 2019-02-08

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 22 stycznia 2019 r. wpłynęło pismo Telewizji Polskiej S.A. w związku z wypowiedzią Adama Bodnara 16 stycznia 2019 r. dla Onet.pl, dotyczącą sprawy zabójstwa śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Jest to wezwanie przedsądowe do dobrowolnego zaniechania dalszego naruszania dóbr osobistych TVP oraz usunięcia skutków naruszeń poprzez złożenie przez Adama Bodnara publicznych przeprosin i wpłatę określonej kwoty na wskazany cel społeczny. Chodzi o złożenie oświadczenia o przeproszeniu w formie ogłoszenia płatnego opublikowanego przez kolejne 72 godziny na stronie głównej portalu Onet.pl oraz zapłatę 25 tys. zł na rzecz Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Pismo głosi, że brak dobrowolnego wykonania tych czynności w terminie 2 tygodni spowoduje skierowanie sprawy na drogę sądową.

Rzecznik działał w ramach swych uprawnień i obowiązków

Obowiązkiem Rzecznika wynikającym z Konstytucji RP jest interweniowanie w każdym przypadku naruszenia konstytucyjnych praw i wolności. Obejmuje to zarówno informowanie o podejmowanych działaniach, jak i sygnalizowanie opinii publicznej problemów, które wymagają rozważenia pod kątem zgodności z Konstytucją. Kwestionowana wypowiedź została sformułowana w ramach wykonywania tych  obowiązków.

Zgodnie z art. 1 ust. 3 ustawy z 15 lipca 1987 r.  o Rzeczniku Praw Obywatelskich w sprawach o ochronę wolności i praw człowieka i obywatela Rzecznik bada, czy wskutek działania lub zaniechania organów, organizacji i instytucji, obowiązanych do przestrzegania i realizacji tych wolności i praw, nie nastąpiło naruszenie prawa, a także zasad współżycia i sprawiedliwości społecznej. Upoważnia to zatem do kontroli również i telewizji publicznej.

Rzecznik zajmuje stanowisko poprzez reagowanie na bieżące wydarzenia, ale musi też prowadzić działania prewencyjne,  by zapobiec negatywnym czy wręcz tragicznym zdarzeniom w przyszłości. Takie działania realizowane są nie tylko przez szeroko pojętą edukację, ale  i wystąpienia publiczne.

Oprócz działań z urzędu w sprawie mediów publicznych, Rzecznik podejmuje też czynności wskutek licznych skarg obywateli. Przykładem może być „Apel pamięci dla Pawła Adamowicza”, wystosowany przez prezydentów miast zrzeszonych w Związku Miast Polskich do Prezesa Rady Ministrów, Prezesa Najwyższej Izby Kontroli oraz Rzecznika. Wezwano w  nim m.in. do podjęcia czynności wyjaśniających czy działania nadawcy publicznego wobec śp. Pawła Adamowicza realizowano w duchu zasad uczciwości, rzetelności i staranności wymaganych zasadami etyki dziennikarskiej.

Niepełna analiza i błędna interpretacja wypowiedzi RPO

Stanowisko TVP może wynikać z niepełnej analizy i błędnej interpretacji wypowiedzi. Prawidłowa jej analiza powinna prowadzić do wniosku, że nie przypisywała Telewizji Polskiej współodpowiedzialności za działania Stefana W. Adam Bodnar wielokrotnie podkreślał w tej wypowiedzi, że nie wie, co było motywem jego działań i nie jest w stanie przesądzić, czy istniał związek między programami TVP na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza a motywacją sprawcy. RPO wyraźnie wskazał także, że powinno to zostać dogłębnie zbadane, a przesądzić o tym może wyłącznie sąd.

Kwestionowana wypowiedź koncentrowała się nie na przesądzaniu jakichkolwiek okoliczności sprawy, ale wyłącznie na zarysowaniu problemu, wymagającego weryfikacji i rozstrzygnięcia w kontekście konstytucyjnego prawa dostępu do informacji. Wstępne komunikaty Służby Więziennej - wskazujące na brak dostępu więźniów, w tym Stefana W.,  do TVP Info - zostały zakwestionowane w wyniku ustaleń dziennikarzy. Ostateczne wyjaśnienie tej  powszechnie  zauważonej sprawy jest  zatem szczególnie istotne. Jej podniesienie było motywowane troską o konstytucyjnie gwarantowaną wolność dostępu do informacji i wolność światopoglądu.

Ponadto nie można zgodzić się ze stanowiskiem, aby dobra osobiste Telewizji Polskiej S.A. naruszała wypowiedź, iż sposób w jaki telewizja publiczna w ostatnich miesiącach mówiła o śp. prezydencie Pawle Adamowiczu, może być uznany za mowę nienawiści. Liczba, a zwłaszcza  wydźwięk materiałów wyemitowanych w telewizji publicznej na jego temat powoduje, że uzasadnione było zasygnalizowanie wątpliwości co do ich rzetelności.  Ponadto wypowiedź ta nie miała charakteru przesądzającego - wskazywała, że teza o nierzetelnych informacjach na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza wymaga starannego sprawdzenia.

Zgodnie z art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, „publiczna telewizja realizuje misję publiczną całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Stan TVP jest i musi być przedmiotem publicznego zainteresowania i debaty publicznej, a gdy jest to zasadne - również krytyki. Tylko to może bowiem doprowadzić do umacniania realizowanej przez TVP misji publicznej, co będzie miało pozytywny efekt dla całego społeczeństwa.

Dlatego też telewizja publiczna  powinna liczyć się z krytyką ze strony obywateli oraz instytucji takich, jak Rzecznik Praw Obywatelskich - zwłaszcza wobec licznych głosów zaniepokojenia i oburzenia.

Standardy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podmioty publiczne muszą mieć większą tolerancję na krytyczne, ocenne wypowiedzi.

W wyroku z 5 lipca 2016 r.  (skarga nr 26115/10, Jacek Kurski przeciwko Polsce) ETPCz skomentował znaczenie wypowiedzi polityka oceniającego postępowanie jednej z redakcji. Trybunał uznał, że oświadczenie polityka „było częścią trwającej debaty w sprawach interesu publicznego” i podnosiło „kwestię zainteresowania publicznego, czyli niezależności mediów w społeczeństwie demokratycznym”. Odnosząc się do być może nadmiernie sensacyjnych zwrotów używanych przez polityka, Trybunał wskazał, że o ile polityk ten „skorzystał z pewnej przesady w jego wypowiedzi, w tym samym czasie nie wydaje się, że uciekł się do nieuzasadnionego obraźliwego i niestosownego języka lub wykraczał poza ogólnie akceptowalny stopień przesady”. W efekcie ETPCz przyznał rację skarżącemu i stwierdził naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Z orzecznictwa ETPCz wynikają zatem daleko idące gwarancje wolności słowa w odniesieniu do dyskusji o sprawach mających znaczenie dla debaty publicznej. Wobec informacji o wątpliwościach wobec działalności TVP Rzecznik Praw Obywatelskich jest nie tylko uprawniony, ale wręcz zobowiązany, do udziału w takiej debacie.

Rola mediów w walce z mową nienawiści – kluczowa

Z uwagi na fakt, że mowa nienawiści stała się w ostatnim czasie  palącym problemem, Rzecznik od dłuższego czasu prowadzi liczne działania dotyczące walki z tym zjawiskiem w internecie i  w życiu publicznym. Kluczowe znaczenie mają tu media, które biorą udział w kształtowaniu światopoglądu obywateli, a ich język wpływa na relacje społeczne.

Rolą Rzecznika jest reagowanie na wszelkie zagrożenia rozprzestrzeniania się mowy nienawiści, w szczególności jeżeli kwestionowana jest postawa właśnie telewizji publicznej. Wypowiedzi  sformułowane w ramach pełnionej funkcji wynikały wyłącznie z troski o dobro wspólne, jakim jest telewizja publiczna, która powinna kształtować w społeczeństwie najlepsze postawy, urzeczywistniając najwyższe standardy.

W związku z przekonaniem o całkowitej bezzasadności roszczeń Telewizji Polskiej S.A. – która wynika zarówno z niepełnej analizy wypowiedzianych słów, jak i z ich nadinterpretacji –  Rzecznik Praw Obywatelskich jest zmuszony wyrazić zaniepokojenie, że wezwanie TVP może być rozumiane jako próba nacisku na konstytucyjny organ. Może też stanowić próbę ukrócenia debaty, której przedmiotem jest rzetelność materiałów prasowych i pluralizm myśli, przedstawiany przez publicznego nadawcę. Takie działanie jest nie do pogodzenia z zasadami demokratycznego państwa prawnego.

 

Otwartość TVP nie polega na tym, że każdy, kto myśli, że ma coś do powiedzenia społeczeństwu, może oczekiwać udostępnienia anteny. Prezes TVP do RPO o "czarnej liście"

Data: 2019-02-08
  • Zarząd TVP nie polecał sporządzenia jakiejkolwiek „czarnej listy"; gdyby takie listy powstawały w redakcjach, wobec odpowiedzialnych wyciągnięto by konsekwencje służbowe - zapewnia prezes TVP Jacek Kurski 
  • Latem 2018 r. media obiegła informacja o „czarnej liście” dziennikarzy, ekspertów i polityków, którzy nie mogą być zapraszani do mediów publicznych
  • RPO poprosił wtedy prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia. Odpowiedź dostał dopiero teraz
  • Otwartość TVP nie może polegać na tym, że każdy kto myśli, że ma coś do powiedzenia społeczeństwu, może oczekiwać udostępnienia anteny – podkreślił Jacek Kurski

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich latem 2018 r. powziął informację o możliwym istnieniu „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów, polityków, którzy nie mogą być zapraszani do mediów publicznych. Informacja ta, chociażby ze względu na osobę publicznie ją prezentującą, wymagała wyjaśnienia[1]. Dlatego 8 sierpnia 2018 r. Rzecznik poprosił prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia. Wobec braku odpowiedzi, pod koniec stycznia 2019 r. Rzecznik ponowił swą prośbę. 

Argumenty RPO

W piśmie do prezesa TVP Adam Bodnar wskazywał na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych. Ich elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu). Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Według art. 54 Konstytucji, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Wolności te odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych informacji i jest warunkiem wypełniania misji.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Publiczna telewizja zobowiązana jest oferować społeczeństwu zróżnicowane programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji). W związku z tym programy telewizji publicznej powinny m.in. umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej (art. 21 ust. 2 pkt 4 ustawy o radiofonii i telewizji). Wykluczenie możliwości udziału określonych osób w audycjach telewizji publicznej musiałoby w związku z tym zostać uznane za naruszenie tych obowiązków.

Standardy europejskie

Art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności  stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznaje tą wolność za niezbędny fundament społeczeństwa demokratycznego i warunek rozwoju każdej jednostki. ETPCz konsekwentnie  stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Prasa ma nie tylko za zadanie przekazywanie informacji i idei – społeczeństwo ma też prawo do ich otrzymywania.

W wyroku z 17 września 2009 r. w sprawie Manole i in. przeciwko Mołdawii ETPCz stwierdził, że „państwo, jako najwyższy gwarant pluralizmu, musi zapewnić, poprzez prawo i praktykę, że publiczność ma za pośrednictwem telewizji i radia dostęp do niezależnej i rzetelnej informacji, oraz do spektrum opinii i komentarzy, odzwierciedlających m.in. różnorodność perspektyw politycznych w kraju oraz że dziennikarze i inni pracownicy mediów audiowizualnych nie są powstrzymywani od przekazywania takich informacji i komentarzy”.

Z wyroku tego wynika obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków; powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej wyrażono zasadę pluralizmu. Rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, iż wydawcy programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu czy zapraszanych gości.

Odpowiedź prezesa TVP

Swą odpowiedź Jacek Kurski zaczął od informacji, że polecił prawnikom TVP przeanalizowanie sprawy wpisu o istnieniu  „czarnej listy” pod kątem ewentualnego podjęcia kroków procesowych wobc jego autora. - Gdyby bowiem sprawa była skierowana do sądu, z pewnością Pan jako Rzecznik Praw Obywatelskich nie miałby wątpliwości, że zostanie ona należycie wyjaśniona rozstrzygnięciem niezawisłego sądu - napisał.

Przypomniał, że już wcześniej służby prasowe TVP oświadczyły, że u publicznego nadawcy nie ma żadnej „czarnej listy” . - Oczywiście mogę również potwierdzić, że  Zarząd TVP S.A. nie sporządził, nie wdrożył, ani nie polecił sporządzić i wdrożyć jakiejkolwiek „czarnej listy” osób zapraszanych do TVP – głosi list prezesa.

Podkreślił, że gdyby podlegli pracownicy w istotny sposób wykroczyli poza standardy dziennikarskie i na jakimkolwiek poziomie zarządzania lub w redakcjach powstawałyby jakiekolwiek „czarne listy”, motywowane osobistym stosunkiem do osób lub względami politycznymi, reakcja Zarządu byłaby natychmiastowa, a w stosunku do odpowiedzialnych wyciągnięte zostałyby konsekwencje służbowe. 

Jacek Kurski dodał, że z wielkim zainteresowaniem zapoznał się z wywodem RPO dotyczącym podstaw prawnych koniecznych dla zachowania pluralizmu, wolności mediów i wolności słowa. - Są to niewątpliwie wolności podstawowe, szczególnie istotne dla rozwoju demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa. W tym zakresie TVP S.A. realizuje swoje zadania w ramach misji publicznej – stwierdził.

Przypomniał, że również jego dotknęła sytuacja ograniczenia zasady wolności słowa,  gdy „jeden z potężnych koncernów medialnych wytaczając mi proces, z pomocą polskich sędziów i przy bierności osób oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę praw obywatelskich, próbował zmusić mnie do zaprzestania krytyki jednego z wydawanych przez ten koncern tytułów”. Dodał, że jego  prawa zostały dostrzeżone i przywrócone dopiero w wyniku skargi do ETPC.

- Zapewniam Pana, że tak długo, jak pełnić będę funkcję prezesa TVP S.A., troska o utrzymywanie tych standardów w telewizji publicznej było i jest moim absolutnym priorytetem – oświadczył Jacek Kurski. Podkreślił, że tylko część przytoczonych przez RPO regulacji i orzeczeń adresowana jest do nadawców publicznych - większość adresowana jest do państwa, które dla tych nadawców tworzy otoczenie regulacyjne.

W ocenie prezesa TVP w wielu tych obszarach aktywność Rzecznika byłaby pożądana zwłaszcza w zakresie wyjaśniania społeczeństwu i innym mediom, jak ważne dla demokratycznego pluralistycznego społeczeństwa jest zapewnienie mediom publicznym stabilnego i proporcjonalnego finansowania.  - Bezpardonowe ataki niektórych mediów komercyjnych, ataki różnego rodzaju lobby na każdą próbę uregulowania tej kwestii przez rząd i większość parlamentarną, pozostawały dotychczas bez reakcji Rzecznika Praw Obywatelskich - ocenił.

Jacek Kurski zwrócił też uwagę na „zasadniczą okoliczność, która bywa przedmiotem licznych nieporozumień”. Zapewnił, że w TVP zasada niezależności redakcyjnej była i jest przestrzegana. Oznacza to, że Zarząd spółki nie ustala listy gości programów publicystycznych, tematów rozmów oraz treści emitowanych materiałów.

- Otwartość TVP nie może polegać jednak  na tym, że każdy, kto myśli, że ma coś do powiedzenia społeczeństwu może od publicznego nadawcy oczekiwać, że zostanie mu w tym celu udostępniona antena – napisał prezes TVP. Goście programów, osoby udzielające komentarzy i inni uczestnicy audycji zapraszani są przez stosowne reakcje i redaktorów w związku z posiadaną wiedzą i kompetencjami w zakresie tematu rozmowy lub audycji. Dla audycji produkowanych zewnętrznie decyzje takie najczęściej podejmuje producent. W żadnym z tych przypadków decyzja nie należy do organu zarządzającego nadawcy publicznego. Zarząd nie ingerował i nie zamierza ingerować w te kwestie - zaznaczył Jacek Kurski.

[1]  Istnieje „czarna lista” gości TVP? Cezary Łazarewicz opisuje swoją rozmowę z pracownikiem stacji, z dnia 17 lipca 2018 roku, dostęp: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23682626,tvp-ma-czarna-l...

VII.716.3.2018

 

 


[1]  Istnieje „czarna lista” gości TVP? Cezary Łazarewicz opisuje swoją rozmowę z pracownikiem stacji, z dnia 17 lipca 2018 roku, dostęp: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23682626,tvp-ma-czarna-l...

 

 






Rzecznik pyta policję o incydent pod gmachem TVP

Data: 2019-02-05
  • RPO pyta policję o przebieg incydentu pod gmachem TVP, gdy grupa osób zablokowała samochód Magdaleny Ogórek, kierując wobec nie groźby i wyzwiska
  • Rzecznik prosi też o informacje o interwencji policjantów wobec tych osób, w tym - ile osób wylegitymowano i jakie podjęto wobec nich czynności

W piśmie do komendanta stołecznego policji nadinsp. Paweła Dobrodzieja Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował o podjęciu z urzędu sprawy zdarzenia pod siedzibą TVP 2 lutego 2019 r. Grupa osób zablokowała wtedy auto dziennikarki Magdaleny Ogórek, uniemożliwiając jej wyjazd i kierując wobec niej groźby i wyzwiska.

W związku z tym Rzecznik poprosił stołeczną policję o udzielenie informacji o ustalonym przebiegu tego zdarzenia oraz interwencji funkcjonariuszy wobec osób blokujących auto Magdaleny Ogórek, w szczególności ile osób wylegitymowano i jakie podjęto wobec nich czynności.

II.519.114.2019

Adam Bodnar o ujawnieniu przez "Wiadomości" TVP danych protestujących: Takich metod nie można stosować

Data: 2019-02-05

W "Wiadomościach" TVP 4 lutego pokazane zostały wizerunki i dane osób, które brały udział w sobotnim proteście przed siedzibą telewizji i otaczały samochód pracowniczki TVP i kandydatki SLD na prezydenta RP Magdaleny Ogórek.

Osoby te  wymieniono je z imienia i nazwiska. W przypadku jednej z kobiet, która brała udział w incydencie przed TVP, podano również jej miejsce pracy. Była minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska zapytała na Twitterze rzecznika praw obywatelskich, czy TVP mogła to zrobić. - "Jeżeli nie może tego robić nawet policja (chyba, że są wydane listy gończe), to tym bardziej takich metod nie może stosować telewizja, zwłaszcza publiczna" - napisał Adam Bodnar.

Cywilna droga ochrony czci będzie lepsza. Marcin Malecko z BRPO w Rzeczpospolitej

Data: 2019-02-03

Dyskusja o utrzymaniu art. 212 kodeksu karnego penalizującego zniesławienie, a w szczególności stosowaniu go do dziennikarzy, odżywa regularnie w związku z kolejnymi medialnymi sprawami.

Jego zniesienie bądź ograniczenie postulowali wcześniej m.in. rzecznik praw obywatelskich, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, politycy różnych partii. Ostatnie wypowiedzi ministra sprawiedliwości pozwalają mieć nadzieję, że przypadek redaktora Wojciecha Biedronia przyniesie długo oczekiwany przełom.

Artykuł 212 k.k. przewiduje karę grzywny albo ograniczenia wolności za pomówienie danej osoby o postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Jeżeli sprawca dopuścił się czynu za pomocą środków masowego komunikowania, możliwa jest kara pozbawienia wolności do roku. Oznacza to surowszy wymiar kary dla dziennikarza.

 

Ograniczanie filmowcom wstępu do Sejmu może naruszać Konstytucję

Data: 2019-01-29
  • Ekipa filmowa nie została wpuszczona do Sejmu, bo nie działała „z upoważnienia redakcji”
  • Jeśli tak stanowią sejmowe przepisy, to trzeba je zmienić – pisze RPO do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego

Ekipa filmowa przygotowująca materiał dokumentalny nie została wpuszczona do Sejmu, by zarejestrować przebieg jednego z posiedzeń parlamentu. W marcu 2018 r. Rzecznik interweniował w tej sprawie u Marszałka Sejmu. Dowiedział się, że na wpuszczenie filmowców nie pozwala zarządzenie Marszałka Sejmu z 9 stycznia 2008 r. w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu oraz wstępu i wjazdu na tereny pozostające w zarządzie Kancelarii Sejmu, zgodnie z którym karty prasowe są wydawane dziennikarzom w celu wykonywania czynności zawodowych na terenie Sejmu i Senatu.

Szef Kancelarii Sejmu zinterpretował  w 2018 r. te przepisy, powołując się na prawo prasowe z 1984 r. Uznał, że filmowcy nie są dziennikarzami, bo dziennikarzem jest „osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji". Ekipa filmowa przygotowująca film dokumentalny na zleceniu podmiotu zajmującego się produkcją filmową, takich przesłanek nie spełniała.

Teraz RPO zwraca uwagę Marszałkowi Sejmu, że takie regulacje nie gwarantują w pełni możliwości korzystania z konstytucyjnych praw gwarantowanych w art. 61 Konstytucji (Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne) oraz 73 Konstytucji (Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury).  A to budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika.

Prosi on marszałka Marka Kuchcińskiego o rozważenie zmiany przepisów.

VII.600.20.2017

RPO pyta o udział KRRiT w powoływaniu władz mediów publicznych – zgodnie z wyrokiem TK

Data: 2019-01-23
  • O obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP wciąż decyduje Rada Mediów Narodowych z pominięciem konstytucyjnego organu, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • Dzieje się tak mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w 2016 r. uznał za niekonstytucyjne pozbawienie KRRiT udziału w powoływaniu i odwoływaniu władz TVP i Polskiego Radia - na rzecz nowej instytucji, RMN
  • Rzecznik kolejny raz pyta wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego o nowelizację przepisów w związku z tym wyrokiem 
  • Wcześniej minister zapowiadał, że odpowiednie rozwiązania powinny być gotowe do końca 2018 r. 

W piśmie Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że w „Wiadomościach” TVP  14 stycznia 2019 r. – w dzień śmierci prezydenta Gdańska Pana Pawła Adamowicza -  w materiale dotyczącym  „mowy nienawiści” ze strony polityków przytoczono jedynie wypowiedzi polityków opozycji. Pominięto zaś przypadki, gdy to przedstawiciele obecnie rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi.

Rzecznik przypomniał, jak ważnym elementem poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny).

W związku z tym Adam Bodnar ponownie zwrócił się do wicepremiera-ministra Piotra Glińskiego o informację, czy w resorcie podjęto działania zmierzające do nowelizacji przepisów ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o Radzie Mediów Narodowych w związku z wyrokiem TK z 13 grudnia 2016 r., wydanym z wniosku RPO (sygn. K 13/16).

13 lipca 2018 r. minister Glińskiego zapowiedział, że jego resort  we współpracy z KRRiT rozważa możliwe rozwiązania dotyczące powoływania i odwoływania organów jednostek publicznej radiofonii i telewizji, które zapewnią zgodność ustaw o rtv i o RMN z Konstytucją. Według ministra rozwiązania miały być przygotowane do końca 2018 r.

Adam Bodnar zaskarżył do TK tzw. małą ustawę medialną z 30 grudnia 2015 r., która wyłączyła KRRiT z procesu powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Wskazał, że naruszyła ona konstytucyjne gwarancje wolności słowa i wolności mediów, podporządkowując publiczne radio i telewizję bezpośrednio rządowi oraz ignorując konstytucyjną rolę KRRiT. W wyroku Trybunał uznał m.in., że niekonstytucyjne jest całkowite wyłączenie udziału KRRiT z procedury obsadzania organów spółek publicznej radiofonii i telewizji.

W związku z wyrokiem konieczna jest zmiana przepisów i włączenie KRRiT w procedury powoływania i odwoływania władz mediów publicznych. Na taką koniecznośc Rzecznik wskazywał w kilku pismach kierowanych do ministra Piotra Glińskiego od poczatków 2017 r. Podkreślał, że wyrok TK powinien być przedmiotem starannej analizy organów odpowiedzialnych za podejmowanie inicjatywy legislacyjnej. Wykonywanie wyroków Trybunału jest bowiem obowiązkiem o charakterze publicznoprawnym. 

VII.603.1.2016

Spotkanie w Ministerstwie Cyfryzacji ws. patostreamingu

Data: 2019-01-17

17 stycznia 2019 r. w Ministerstwie Cyfryzacji odbyło się spotkanie poświęcone problematyce patologicznych treści w internecie, w szczególności – patostreamingowi. 

To pokazywanie przemocy i wulgarnych treści, niekiedy będących łamaniem prawa, po to, by oglądający to przez internet widzowie płacili nadawcy. W Polsce w ostatnich latach zjawisko nasila się w sposób nieznany w innych krajach.

W spotkaniu, prowadzonym przez wiceministrów Wandę Buk i Adama Andruszkiewicza, wzięły udział m.in. przedstawicielki Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Dziecka, NASK, Komendy Głównej Policji, Kigeit, PIKE, a także platform internetowych – Google’a i Facebooka. 

Wiceminister Adam Andruszkiewicz wskazał, że - zwłaszcza w świetle tragedii w Gdańsku - walka z patostreamingiem jest teraz szczególnie ważna. W dyskusji podkreślano niepokojące zjawiska związane z internetem:

  • bardzo niską liczbę zgłoszeń przypadków patostreamingu przez użytkowników sieci,
  • wzrastającą falę mowy nienawiści w internecie po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza,
  • korzystanie przez streamerów z płatności alternatywnych po zablokowaniu możliwości zarabiania na streamach przez youtube.

Dyskutanci mówili, że zjawisko patologicznych treści w internecie należy potraktować szeroko, nie ograniczając się wyłącznie do streamów. Nie zawsze treści łamią prawo, ale często są bulwersujące, zwłaszcza jeśli miałyby oglądać je dzieci.

Dyskutowano także o możliwości podjęcia współpracy w zakresie standaryzacji narzędzia do zgłaszania niepożądanych treści oraz propozycje zmian legislacyjnych.

Wszyscy podkreślali, że konieczne są bardzo szerokie działania edukacyjne w zakresie treści znajdujących się na platformach, możliwości reagowania i zgłaszania treści niepożądanych w sieci, ale też skutków, jakie te treści niosą. Wyrażono jednogłośną wolę współpracy w tej kwestii.

Przedstawicielki Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wskazały na działająca przy RPO koalicję podmiotów: youtuberów, instytucji państwowych, dziennikarzy, organizacji pozarządowych, SWPS, przedstawicieli policji i prokuratury. Zaprosiły wszystkie chętne podmioty do współpracy w ramach kolejnych działań przeciwko patotreściom w internecie.

Materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci Pawła Adamowicza - jednostronny. RPO pisze do prezesa TVP

Data: 2019-01-16
  • Materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza był całkowicie jednostronny; nie uwzględniał niezbędnej w pracy dziennikarskiej zasady pluralizmu
  • RPO pyta prezesa TVP, dlaczego materiał o „mowie nienawiści” ze strony polityków pomijał przypadki, gdy to przedstawiciele dziś rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi
  • Ponadto w TVP sugerowano, że część odpowiedzialności za nieodpowiednie zabezpieczenie koncertu, gdzie zaatakowano Pawła Adamowicza, może ponosić prezes WOŚP Jerzy Owsiak

- Następstwa braku pluralizmu w mediach publicznych są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie – napisał Adam Bodnar do prezesa TVP Jacka Kurskiego.

Wystąpienie dotyczy wyemitowanego w „Wiadomościach” 14 stycznia 2019 r. materiału dotyczącego zjawiska "mowy nienawiści" ze strony polityków. W programie tym przytoczono jedynie wypowiedzi polityków opozycji, pomijając przypadki, gdy to przedstawiciele obecnie rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi.

Szef „Wiadomości” i Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski informował, że materiał prezentował „przykłady najbardziej drastycznych wypowiedzi polityków, wzywające wprost do stosowania przemocy fizycznej”. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego w materiale nie pojawiły się wypowiedzi polityków partii rządzących. Taki sposób przedstawienia problemu mowy nienawiści został skrytykowany przez wielu obywateli, w tym dziennikarzy i internautów – podkreślił Rzecznik.

W związku z tym Rzecznik zwraca uwagę prezesa TVP na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.  Art. 54 Konstytucji zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Wolności te odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę  funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu – wskazuje Rzecznik.

Powołał się także na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, który stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, obejmującym wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.

W orzecznictwie dotyczącym tego przepisu Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei, a społeczeństwo ma prawo do ich otrzymywania.

Na konieczność przedstawiania przez media publiczne zróżnicowanych informacji i poglądów wskazano np. w wyroku ETPCz z 17 września 2009 r. w sprawie Manole i in. przeciwko Mołdawii (skarga 13936/02). Wynika z niego obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków. Powinny one powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej wyrażona została zasada pluralizmu. Na potrzebę ochrony pluralizmu zwróciła także uwagę Komisja Europejska w analizie opracowanej w styczniu 2007 r. Zgodnie z nią pluralizm wymaga dbania o różnorodność geopolityczną i kulturową. Oznacza to konieczność przedstawiania zróżnicowanych poglądów, ujęć i wieloaspektowego ukazywania spraw w celu realizacji tzw. „communication right” odbiorcy, dającego mu prawo do uzyskania pełnej, uczciwej informacji oraz możliwość usłyszenia i porównania wielu opinii.

Rzecznik zwrócił się do prezesa TVP o wyjaśnienia w sprawie. W szczególności poprosił o wyjaśnienie, dlaczego materiał „Wiadomości” był całkowicie jednostronny, bez uwzględnienia niezbędnej w pracy dziennikarskiej zasady pluralizmu.

VII.564.6.2019

Rzecznik prosi KRRiT o zbadanie sprawy „plastusi” TVP Info

Data: 2019-01-16
  • Stawianie przez państwową TV niczym nie popartego zarzutu defraudowania pieniędzy, zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, jest niepokojące
  • Audycja TVP mogła mieć też wydźwięk antysemicki
  • Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety przyzwalać na mowę nienawiści w dyskursie publicznym
  • RPO zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy i podjęcie działań przewidzianych prawem

Tuż przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy telewizja publiczna nadała satyryczną animację, w której wystąpiły plastelinowe postacie prezesa WOŚP Jerzego Owsiaka oraz byłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Autorzy animacji sugerowali, że pieniądze zebrane podczas WOŚP przekazywane są politykom. Zarzucanie bez żadnych dowodów defraudacji pieniędzy zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, w którą zaangażowana jest co roku ogromna liczba ludzi, musi budzić ogromny niepokój.

Na jednym z banknotów umieszczona została gwiazda Dawida - możliwy antysemicki wydźwięk animacji budzić musi wątpliwości.

- Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety budować przekaz przyzwolenia na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym – podkreśla Rzecznik.

Rzecznik w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi jako jednej z podstawowych wolności w społeczeństwie obywatelskim i demokratycznym państwie prawnym. W treści art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią. Oczywiste jest również prawo do formułowania krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków.

Granice satyry

W orzecznictwie sądów przyjmuje się, że wprawdzie satyryczna forma wypowiedzi pozwala na użycie bardziej dosadnych środków wyrazów, jednak nie może być wykorzystywana do krytyki w sposób, który narusza dobra osobiste krytykowanego. W ocenie Sądu Najwyższego satyryczny charakter utworu stanowi istotną, ale niewystarczającą przesłankę wyłączenia bezprawności działania autora, ponieważ w utworach o takim charakterze możliwy jest także przekroczenie jej dopuszczalnych granic (tzw. eksces satyry).

Obowiązki mediów publicznych

Zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji (art. 18) audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych , których programy zgodnie z art. 21 ust. pkt 5a u.r.t. powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

VII.564.5.2019 

RPO pyta prezesa NBP o niewpuszczenie dziennikarzy na konferencję prasową

Data: 2019-01-11
  • Dziennikarze „Gazety Wyborczej” nie zostali wpuszczeni w grudniu 2018 r. na konferencję prasową w Narodowym Banku Polskim, po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej
  • Mieli oni nie zostać skutecznie powiadomieni o konieczności akredytacji
  • Nie było to jednak dotychczasową praktyką podczas tych konferencji organizowanych przez NBP

RPO poprosił  prezesa NBP Adama Glapińskiego o wyjaśnienia w tej sprawie.

Brak możliwości udziału w konferencji prasowej był przeszkodą do zadania przez dziennikarzy pytań w sprawach istotnych z punktu widzenia opinii publicznej. Dlatego może zostać uznany za naruszenie wyrażonej w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Rzecznik przypomina, że art. 2 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe stanowi, że organy państwowe zgodnie z Konstytucją stwarzają prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji i  zadań. Zgodnie zaś z art. 1 tej ustawy prasa korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej.

VII.564.75.2018

Sesja 40: Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne (BLOK A)

Data: 2018-12-15
  • Rok wyborczy będzie dla mediów bardzo trudny  
  • Media są podzielone i nie ma już takich, które spełniałyby funkcję głównego nurtu
  • W idealnym świecie taką rolę mogłyby pełnić media publiczne, ale w Polsce ich nie ma. Obywatele muszą wyciągać z tego wnioski

Media są podzielone, jak i my wszyscy. Tkwimy w „bańkach informacyjnych”, które mogą wpłynąć na przyszły kształt demokracji jako takiej. Czy wybory w Polsce w 2019 r. będą uczciwe? Mówiono o tym podczas panelu poświęconego wyborom, wolności wypowiedzi i mediom publicznym.

Według raportu Freedom House „The Assault on Press Freedom in Poland” w Polsce wolność słowa jest poważnie zagrożona. Ma to związek z sytuacją mediów publicznych oraz nierównowagą sił, jeśli chodzi o wsparcie publiczne (budżety reklamowe spółek Skarbu Państwa) dla różnych rodzajów mediów. Powstaje pytanie, czy obecna sytuacja medialna może mieć wpływ na przebieg wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Sejmu i Senatu? Czy krytyka niektórych portali internetowych, tytułów prasowych oraz telewizji ze strony przedstawicieli władzy może ograniczać przestrzeń do debaty publicznej?

Panelistami byli: 

  • Jan Ordyński, Towarzystwo Dziennikarskie
  • Ewa Hołuszko, działaczka opozycji w PRL, Stowarzyszenie Wolnego Słowa 
  • Karolina Wigura, szefowa Obserwatorium Debaty Publicznej "Kultury Liberalnej", adiunktka w Instytucie Socjologii UW

Relacja na gorąco:

Ewa Hołuszko:  Dziś już nie trzeba cenzury, takiej jak za PRL, aby kontrolować media. Wystarczą działania  ekonomiczne i polityczne. Media publiczne zostały zawłaszczone przez jedną stronę, choć jest faktem,  że i za poprzednich rządów były takie próby. Po objęciu rządów przez PiS „Gazeta Polska Codziennie” odnotowała 256 proc. wzrostu dochodów z reklam; najwięcej straciła Agora. A przecież biznes pójdzie tam, gdzie może zaistnieć. To, co robi obóz rządzący, jest „madziaryzacją”, tam państwo przejęło wszystkie media. Myślę jednak, że wolność słowa zwycięży.

Naprawdę uczciwych wyborów nie dla się w Polsce przeprowadzić, bo wyborcy są w swoich „bańkach informacyjnych” i nie ma przypływu informacji między nimi.

Karolina Wigura:  Jeden z prezydenckich ministrów powiedział, że „skoro TVN prowadzi hejt elit wobec ludu, to TVP ma hejt ludowy wobec elit”, co uznał za przejaw pluralizmu. Jednocześnie zapowiedział, że „jeszcze zrobią polskie BBC”. Ale przecież polskiego BBC nie da się już zrobić, nawet gdyby ktoś tego chciał.

Zamiast o mediach publicznych, mówmy o mediach w Polsce. Dziś nie ma żadnej debaty w mediach, bo one się spolaryzowały, czego nie można mylić z pluralizacją - a rozmawiają ze sobą tylko ludzie podobni. Te „bańki komunikacyjne” ze sobą nie rozmawiają, co nie jest tylko polską specyfiką. Tymczasem w mediach społecznościowych naprawdę panuje wolny rynek. To, jak sobie dane ugrupowanie sobie w nich radzi, wynika tylko z umiejętności tych działań. Tego nie da się zmonopolizować.

A zatem PiS nie może zdominować przekazu medialnego. Pytanie, czy mówienie przez obie strony tylko do przekonanych, przyniesie nam lepszą demokrację? Wątpię. To może nam przynieść np. ruch sfrustrowanych ludzi typu „żółte kamizelki”, jak we Francji.

Jeśli mówimy o „bańkach informacyjnych”, to nigdzie na świecie nie odbywałyby się już w pełni uczciwe wybory. Skoro rożne grupy społeczne słuchają różnych mediów, to jak pojutrze będzie wyglądał system polityczny?  Czy np. przetrwa system partyjny? Skoro dziś każdy w internecie ma równy głos, to nie może to nie wpłynąć na rodzaj demokracji.

Czy ktoś z Państwa ostatnio poprosił kogoś, z kim się absolutnie nie zgadza, o opinię w jakiejś sprawie i jeszcze potem za nią podziękował? (Podniosło się kilka rąk). To świetnie. Ale generalnie media  społecznościowe sprawiają, że nikt nie jest na coś takiego gotowy.

Jan Ordyński: Dziennikarze mediów publicznych, np. Polskiego Radia mają dziś włączony ”bezpiecznik”, aby się nie narażać. Bo mają dzieci, kredyty. To zmusza ich do ostrożności, by nie powiedzieć - autocenzury. Jednocześnie starają się nie stracić twarzy. Gdy zakazano w Polskim Radiu podawania informacji o wielkiej demonstracji opozycji, dwie dziennikarki po prostu wyszły z pracy. Do Polskiego Radia 24 zaprasza się wyłącznie polityków partii rządzącej i trudno odróżnić gościa od dziennikarza. Świat jest jaki jest i można różne rzeczy robić delikatnie skalpelem, a można też i siekierą i do tego tępą.

Moim zdaniem grubsze fałszerstwo wyborcze jest w Polsce niemożliwe, Nikt przecież nie zgłosił poważniejszych zarzutów wobec wyborów  samorządowych. Nie jesteśmy jednak na tym etapie działań antydemokratycznych, np. nie zmieniono ordynacji wyborczej. 

Najważniejsze głosy w dyskusji

„Czy w ogóle media publiczne w Polsce mają jeszcze sens; przecież one mogłyby właśnie rozbijać te bańki”.

„Wybory w 2019 mogą nie być demokratyczne, liczyłem, że coś więcej usłyszę na ten temat”

„Upartyjnienie mediów publicznych zawsze w Polsce występowało. Czy dziś nie ma to jednak większego wpływu niż kiedyś, bo internet bez mediów publicznych nie funkcjonuje. Fake newsy nakręcają internet dopiero wtedy, gdy zostaną zacytowane przez media publiczne”.

„W Sejmie są posłowie zasiadający w nim już od siedmiu kadencji, którzy zmieniają kluby i partie polityczne. A ani TVP, ani TVN nie podają pełnej prawdy. Szkoda, że nie mamy polskiego BBC”.

„Nie mówimy w ogóle o mediach lokalnych, które są daleko i są biedne, w odróżnieniu od centralnych. Sytuacja tych mediów jest dramatyczna, a internet nie wystarcza”.

„Szkoda, że w Warszawie przetrwała poprzednia ekipa, która nie dbała o ludzi wyrzucanych z domów”.

„Potrzebna jest edukacja obywatelska z prawdziwego zdarzenia”

Konkluzje

Wybory w 2019 r. będą miały charakter plebiscytu. W użyciu będzie ciężka artyleria.

Dziś nie ma już mainstreamu w mediach. W idealnym państwie byłyby nim media publiczne. Ale nawet i one nie uchroniły Wlk. Brytanii przed „Brexitem”

Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy

Data: 2018-12-15
  • Presja ze strony władz – m.in. ekonomiczna i prawna – utrudnia dziś spełnianie przez media ich roli.
  • A bezpieczeństwo dziennikarzy pod każdym względem to gwarancja, że będziemy mieli rzetelną informację w erze „fake newsów”.

Dziennikarze odgrywają kluczową rolę w funkcjonowaniu nowoczesnych demokracji. Rzetelne dziennikarstwo jest w stanie doprowadzić do odkrycia nadużyć władzy, przestępstw korupcji czy naruszeń praw człowieka. Jednocześnie dziennikarze narażeni są na coraz większe niebezpieczeństwa w swojej pracy. Codzienne ataki personalne, polaryzacja debaty publicznej, trudne relacje z politykami, presja ze strony prokuratury na ujawnienie źródeł informacji – to wszystko staje się codziennością w pracy dziennikarskiej. Niestety wiąże się z tym także zagrożenie bezpieczeństwa osobistego, czego przykładem jest zabójstwo Jana Kuciaka, słowackiego dziennikarza.

Celem panelu było zastanowienie się, jakie są współczesne metody zapewnienia większego bezpieczeństwa dziennikarzom, szczególnie tym, którzy narażeni są na szykanowanie ze względu na rodzaj wykonywanej pracy. 

Warsztat zorganizowano we współpracy OSCE oraz Press Club 

Panelistami byli

  • Dominika Bychawska-Siniarska - członkini zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, koordynator projektów
  • Jarosław Włodarczyk - dziennikarz, sekretarz generalny International Association of Press Clubs, członek rady Press Club Polska
  • Deniz Yazici – przedstawicielka Departamentu Wolności Mediów OSCE/ODIHR 
  • Oleksandra Matviichuk - przewodnicząca Centrum Wolności Obywatelskich
  • Grzegorz Rzeczkowski - dziennikarz śledczy „Polityki”, wykładowca Collegium Civitas.

Relacja na gorąco:

Dominika Bychawska-Siniarska: Bezpieczeństwo dziennikarzy to nie tylko bezpieczeństwo fizyczne, ale i bezpieczeństwo prawne w przypadku prób ich zatrzymywania czy ścigania. To też agresja werbalna, którą można dziś obserwować w Polsce - zarówno ze strony polityków, i niestety  także ze strony innych dziennikarzy. Nie ma prawie dnia, aby jakieś polskie media nie informowały nas o wytaczanych im sprawach cywilnych lub karnych przez różne władze.

Deniz Yazici: Bezpieczeństwo prawne ma zasadnicze znaczenie, zwłaszcza w sytuacji zorganizowanych akcji przeciw dziennikarzom.

Dużym zagrożeniem jest przemoc fizyczna. A w tym roku  było najwięcej zabitych dziennikarzy OBWE w ostatnich latach. Inne wyzwania to sankcje karne za wypowiedzi dziennikarzy na dany temat lub też presja ekonomiczna. Są też zagrożenia technologiczne. Kobiety-dziennikarki są narażone na przemoc seksualną. Wszystko to utrudnia wykonywanie dziennikarskich obowiązków. 

W 9 przypadkach na 10 sprawcy przestępstw wobec dziennikarzy nie są zatrzymywani.

Oleksandra Matviichuk: Nasze centrum udziela pomocy w sprawach  oskarżanych i atakowanych dziennikarzy, jak i innymi osobami, których prawa były lub są łamane. Uczymy także dziennikarzy  kwestii etycznych oraz zasad obsługi dziennikarskiej wojny na wschodzie Ukrainy, gdzie ich życie może być zagrożone  - nalepka „Press” to cel dla snajperów. Muszą np. zgłaszać codziennie miejsce swego pobytu i trasę przejazdów. Ważne jest też bezpieczeństwo psychologiczne. Ok. 80 dziennikarzy było zatrzymanych na wschodzie Ukrainy. Dla ukraińskich dziennikarzy nie ma tam żadnej ochrony, byli bici i torturowani. Nie mamy żadnej możliwości pomocy niezależnym dziennikarzom na Krymie czy ludziom zamieszczającym informacje w mediach społecznościowych. Potrzebujemy międzynarodowej solidarności w takich przypadkach.

Jarosław Włodarczyk: Tylko od 6 do 10 proc. ludzi na świecie żyje w państwach, gdzie jest wolność słowa. Wielu ludzi w ogóle nie rozumie potrzeby ochrony zawodu dziennikarza. Kim jest zaś dziennikarz? Zgodnie z definicją z USA, dziennikarzem jest ten, kto ma nad sobą redaktora, który mu zleca pracę i z kim może się skonfrontować. Nie jest nim zatem np. bloger.

Sytuacja dziennikarzy jest coraz gorsza. Zwiększają się naciski na nich. Coraz częściej trafiają do więzień (w Turcji jest ich dziś 68). Zwiększa się liczba dziennikarzy oskarżanych przez państwo, np. o naruszanie jego interesów. Ataki fizyczne to wierzchołek góry lodowej. Główny problem to brak pieniędzy redakcji, a freelancerzy nie mają ochrony redakcji.                   

Bezpieczeństwo dziennikarzy to gwarancja, że będziemy mieli rzetelną informację. Ale w tym zawiera się także dostawanie przez nich terminowo zapłaty za swą pracę.

Zawód traci też prestiż, m.in. wskutek błędów dziennikarskich. Ale fake newsy, które niszczą społeczeństwa, uświadamiają, że trzeba znaleźć wiarygodne źródła informacji. Społeczeństwa, np. w USA, coraz częściej rozumieją że trzeba inwestować w media, bo inaczej staniemy się ślepi i głusi.

W Polsce od 3 lat dziennikarze mają problem z dostępem do informacji, a ministrowie nie chcą nawet odpowiadać na pytania. Od 30 lat nie wypracowano standardów wydawania publicznych środków na media w postaci reklam skarbu państwa. Powinno to być  pluralistyczne. Tymczasem kiedy rządzą liberałowie,  to reklam nie dostają media konserwatywne – a jak rządzi PiS, od reklam odcięte są media liberalne.

Polscy politycy coraz częściej korzystają z możliwości doniesień do prokuratury za niekorzystne o nich artykuły, zamiast sięgać po pozew cywilny. Bo doniesienie ich nic nie kosztuje, a za działania prokuratury płacą podatnicy.

Grzegorz Rzeczkowski:  Bezprecedensowa jest presja ze strony władz w celu zaniechania mediów do zbytniego interesowania się tym, co robi władza. W rankingu „Reporterów Bez Granic” Polska spadła o 40 miejsc od czasów rządów PiS.

Trzy rodzaje presji:

  • Ekonomiczna. Z „Polityki” odpłynęły reklamy spółek Skarnu Państwa. Na stacjach „Orlenu” widzi się najpierw całe strony tytułowe pism sympatyzujących z władzą; inne są wykładane tak, że widać tylko grzbiet okładki  
  • Prawna. Żądanie sprostowania jest najdelikatniejszą formą tej presji. Nawet jedno ze stowarzyszeń dziennikarskich pozwało redakcję, co jest zupełnym postawienie sprawy na głowie,
  • Informacyjna. Wysłanie mejla o informację, to jak wołanie na pustyni, to nie działa. Wyjściem jest powoływanie się na ustawę o dostępie do informacji publicznej. Wtedy jednak odpowiedź przychodzi nawet po 30 dniach i nie zawiera zazwyczaj nic konkretnego. Wiele instytucji nie ma w ogóle rzecznika prasowego.

Niektóre media obraźliwie nazywa się „polskojęzycznymi”. W sferze publicznej wolno dziś atakować dziennikarzy, bo wiadomo, że nikt się za nimi nie wstawi.

Najważniejsze głosy w dyskusji

„Za obecną sytuację w jakimś stopniu odpowiada także samo środowisko”.

„Na studiach dziennikarskich nie mówi  się o bezpieczeństwie prawnym dziennikarzy”.

„Jak zachęcić polskie społeczeństwo, aby doceniło wagę dziennikarstwa?”

„W małym mieście w Szwecji wychodzą dwa poważne dzienniki; dlaczego nie jest to możliwe w Polsce”

„Z uwagi na argument bezpieczeństwa w kontekście ataków seksualnych kobiety są rugowane z mediów; mają też problemy w redakcjach z pisaniem o sprawach kobiet”

Konkluzje

Potrzebna jest większa solidarność środowiska dziennikarskiego

Dziennikarstwo w Polsce jest bardzo podzielone nie tylko politycznie, ale także pokoleniowo i pod innymi wieloma względami  

Warto rozważyć szkolenia dla dziennikarzy w kwestii bezpieczeństwa prawnego, które mogłyby organizować ngo-sy.

Sesja 29: Kontrowersje wokół ustawy o IPN – lekcja na przyszłość (BLOK B)

Data: 2018-12-15
  • Ustawa o IPN przyniosła Polsce ogromne szkody. Stało się to w dużej mierze dlatego, że była przyjmowana w sposób nieprawidłowy, więc wszystkich konsekwencji rządzący nie zdołali sobie uświadomić
  • Ustawa (nawet w wersji po zmianach) jest groźna dla lokalnych aktywistów i nauczycieli
  • Bezmiar niewiedzy i uprzedzeń antysemickich, jaki ujawnił się w czasie debaty  ustawie, jest wyzwaniem dla wszystkich

Już sam tytuł panelu w pewnym zakresie tłumaczy, dlaczego znalazł się on w programie II Kongresu Praw Obywatelskich. Gdyby ustawa o IPN była klarowna, prosta i oczywista, zgodna w każdym swoim artykule z ustawą zasadniczą i odpowiadająca oczekiwaniom społecznym, nie było by KONTROWERSJI, a tak… spotykamy się, dyskutujemy i próbujemy znaleźć odpowiedzi na masę pytań…

Przyjęcie na początku 2018 r. ustawy o IPN wywołało dyplomatyczną burzę na linii Polska – Izrael oraz USA, a także Polska – Ukraina. Ustawa została podpisana a nastepinie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez Prezydenta, a następnie zmieniona (w ciągu jednego dnia) przez Parlament. Pozornie wydaje się, że główne niebezpieczeństwa związane z ustawą zostały wyeliminowane. Natomiast warto pamiętać, że wciąż obowiązują przepisy, które mogą powodować odpowiedzialność karną historyków czy innych osób w kontekście badań nad relacjami polsko-ukraińskimi. Obowiązują także przepisy pozwalające na odpowiedzialność cywilnoprawną osób, które dopuszczają się znieważania Narodu Polskiego.

Celem panelu była refleksja, jakie wnioski można wyciągnąć z kryzysu dotyczącego ustawy o IPN, czy ustawa powinna pozostać niezmieniona w aktualnym kształcie, jakie może ona rodzić niebezpieczeństwa w kontekście praktyki polskiego życia publicznego? Wreszcie – czy możliwe jest pogodzenie wolności słowa z tzw. ustawami o pamięci (memory laws)?

W panelu wzięli udział:

  • dr Aleksandra Gliszczynska-Grabias, Centrum Praw Człowieka Polskiej Akademii Nauk Poznań
  • prof. Grzeogorz Motyka, Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk
  • Zuzanna Radzik, Forum Dialogu
  • dr Bartłomiej Nowak, Vistula University
  • Agnieszka Markiewicz, American Jewish Committee
  • Moderator: Stanisław Trociuk ZRPO

Prof. Grzegorz Motyka:  Ustawa (art. 55 a) mówił o ściganiu i karaniu osób za pomawianie Narodu Polskiego za zbrodnie Holokaustu oraz negowanie zbrodni nacjonalistów ukraińskich. Zbrodnie te miały być popełnione w latach 1925 – 1950. Nikt nie wie skąd wzięła się ta cezura. Nie ma to uzasadnienia w faktach historycznych. W „części ukraińskiej” ustawy  nie ma zwolnień dla artystów i historyków.  Negowanie zbrodni UPA zrównuje się tym samym z zamachem na ministra Pierackiego w 1931 r.

Te przepisy są martwe, ale możliwość użycia ich, żeby kogoś postawić w stan oskarżenia, istnieje.

Gdyby ta ustawa była procedowana w normalny sposób, czyli eksperci historyczni mogliby się wypowiedzieć, nie doszłoby do uchwalenia tej ustawy. Wydaje się, że obawa rzecznika Stanisława Trociuka, czy sąd jest właściwy do rozstrzygania prawdy historycznej – jest zasadna.

Dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias: Moim zdaniem uchwalenie tej ustawy w przeddzień Rocznicy Holokaustu było zamierzone.

Badam, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka widzi kwestię wolności słowa w relacjonowaniu zbrodni  nazistowskich oraz komunistycznych (stalinowskich).

Ustawodawca niewątpliwie wiedział, jakie oddziaływanie będzie miało uchwalenie tej ustawy i że jest ona niezgodna z przepisami międzynarodowymi. Ta ustawa jest straszakiem nie na wybitnych historyków, którym świat pomoże, ale na nauczycieli w małych miasteczkach, czy działaczy, którzy będą się bali poruszać zagadnienia, za które mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności.

Bartłomiej Nowak: Wróciłem właśnie ze USA i tego, co się nasłuchałem, nie da się obronić, właśnie w kontekście Holokaustu i ustawy o IPN – to oznacza, że ta sprawa urosła do ogromnych rozmiarów. Budowaliśmy ponad 30 lat swój dobry wizerunek, a zniszczyliśmy go w kilka chwil.

Moim zdaniem „odmrożenie” tej ustawy nastąpiło dlatego, że w tamtym czasie wybuchła afera o premiach dla członków rządu  i trzeba było ją czymś przykryć.

Nie dokonano należytej analizy, jak odebrana zostanie ta ustawa w Izraelu, USA czy na Ukrainie.

Mamy prawo o tym oczywiście rozmawiać, ale rozwiązanie to poszło w stronę krajów, które mają niechlubne przepisy w tym zakresie, czyli Rosji czy Turcji, a wcześniej byliśmy wzorem, jeżeli chodzi o prawodawstwo w tym zakresie.

Na szczęście ustawodawca wycofał się z najgorszych zapisów, ale niestety wymiar polityki zagranicznej bardzo na tym stracił.

Zuzanna Radzik: Jako fundacja szykowaliśmy się do obchodów 20-lecia istnienia i mieliśmy poczucie sukcesu. A kiedy uchwalona została w styczniu ustawa o IPN, widzimy, że my POLACY, nie umiemy i boimy się mówić o Żydach o naszych relacjach. I nie jest to problem wielkich miast, ale właśnie o małych miasteczkach.

Zgadzam się że ta ustawa straszy dyrektorów szkół, nauczycieli w środowiskach maleńkich miasteczek. Do wielu dotarło, że w Polsce wciąż jest antysemityzm. Niepokojące jest to jak wiele zła uruchomiła ta nowelizacja ustawy.

Należy wprowadzić edukację o stosunkach polsko-żydowskich, które są gorzko-słodkie. Jest niewątpliwie wielkie wyzwanie, ale uważam że czas podjąć reformę edukacji, żeby te relacje zaczęły być bardziej słodkie niż gorzkie.

Agnieszka Markiewicz:Mówi się, że 70-80% amerykańskich żydów ma korzenie w Polsce, a to oznacza, że Polska jest ważna w perspektywie środowisk żydowskich. Zabieraliśmy głos w sprawie nieużywania określenia „polskich obozów zagłady”, interweniowaliśmy New York Times.

Moim zdaniem ustawa o IPN pokazała bezmiar niewiedzy i pamięci o sytuacji żydów w holokauście.

Uchwalenie tej ustawy pokazało, że antysemityzm w Polsce jest ogromny i ustawodawca nie spodziewał się tak złego odbioru w Izraelu. Teraz staramy się relacje naprawiać i uważam, że należy odrobić pracę domową, ale mam tu na myśli również stronę żydowską. Pozytywne jest to, że o relacjach polsko-żydowskich i o antysemityzmie, na tle ustawy o IPN, mówimy dzisiaj na Kongresie Praw Obywatelskich.

Dyskusja:

  • „Co zrobić, żeby podobne ustawy nie były ekspresowo uchwalane?”

Agnieszka Markiewicz: Nie ma recepty – zawsze może się zdarzyć, że znowu wrócimy do tematu”

Aleksandra Gliszczyńska-Grabias: Nie jesteśmy w stanie w obecnej sytuacji politycznej zrobić niczego, co by nas zabezpieczyło. Gdyby Trybunał Konstytucyjny działał, jak trzeba, byłoby to jakieś zabezpieczenie, ale obecnie nawet tego nie ma.

Zuzanna Radzik: moim zdaniem te wszystkie treści krążą w Polsce od wielu (ok.30) lat, natomiast teraz Ci który od dziecka byli taką propagandą karmieni, teraz są dojrzali i tym językiem  mówią.

Prof. Grzegorz Motyka: Kiedy ustawa o IPN została uchwalona, mówiono, że prezydent Duda powinien ją zawetować. I pojawiły się głosy, że nie może przez to przegrać następne wybory. Oznacza to, że rządzący obawiają się że poglądy antysemickie mogą wpłynąć na wynik wyborów.

Prezydent uległ wpływowi „idziemy przez błoto”, wiemy że jest źle, ale nie wycofamy się bo nie możemy  pokazać słabości.

Każde państwo prowadzi politykę historyczną – wiele środowisk uważa, że polska stara się pokazywać wyłącznie dobre strony polskiej historii, przy okazji ustawy o IPN pokazało, że nie da się zrobić tego do końca.

Dr Bartłomiej Nowak: wypowiedzi ministrów po uchwaleniu ustawy o IPN były bardzo złe dla państwa polskiego. Krok wstecz zrobili po pierwsze ze względu na odbiór międzynarodowy, ale to, że opozycja uświadomiła rządzącym, że wchodzimy w spór z Izraelem i USA

Dr Dominika Kozłowska (redaktor naczelna „Znak”): Co jeszcze można zrobić, żeby w obszarze faktów dojść do wspólnego kanonu, którego będziemy nauczać w szkołach?”

Agnieszka Markiewicz: temat Holokaustu nigdy nie był  głównym tematem dyskursu w Polsce. Przecież Francuzi dopiero kilka lat temu zajęła ostateczne stanowisko do sytuacji francuskich żydów. To zależy od tego ile lat jeszcze Polacy potrzebują na zmierzenie się z tematem.

Zuzanna Radzik: może odarcie z narodowości pozwoliło by nam przyznać co się wydarzyło i jak się z tym zmierzyć

Stanisław Trociuk: Podsumowują – procedura uchwalania ustawy o IPN była nieprawidłowa, być może gdyby była poddana prawidłowej procedurze legislacyjnej byłby lepiej. Jest tu też pole dla Rzecznika do działania, zmierzające do poprawy tej ustawy.

Sesja 25: Warsztat: "Wyłącz ego. Zrozum drugiego” - warsztat dialogu

Data: 2018-12-15
  • Współdecydowanie w sprawach ważnych dla obywateli nie będzie możliwe, jeśli nie będziemy ćwiczyc i trenować umiejętności prowadzenia konsultacji

Argumenty za i przeciw lokalizacji na osiedlu mieszkaniowym, tuż przy szkole, domu socjalnego dla mężczyzn po wyrokach – to temat warsztatów „Wyłącz ego. Zrozum drugiego”.

Wykazały one, że wysłuchanie drugiego niekoniecznie musi  oznaczać porozumienie - ale można wtedy dalej normalnie żyć z takim człowiekiem.

W Polsce coraz trudniej jest rozmawiać o sprawach publicznych. Polaryzacja debaty, powstawanie środowisk o różnych zapatrywaniach ideowych, powoduje, że tracimy wspólną przestrzeń, nie chcemy słuchać drugiej osoby czy „Innego”.

Celem warsztatu było zastanowienie się, jak możemy temu przeciwdziałać. Jakie metody można wykorzystać, aby dialog i faktyczne wzajemne zrozumienie stały się możliwe. Uczestnicy warsztatu wcielali się w konkretne role, aby w praktyce zrozumieć źródła i dynamikę konfliktu.

Panelistami byli: 

  • Kuba Wygnański
  • Daria Drabik - koordynatorka inicjatywy „Wyłącz ego. Zrozum drugiego”, Orange Polska
  • Katarzyna Pliszczyńska, członkini Laboratorium Partycypacji Obywatelskiej w Pracowni Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia”.
  • Maja Zabokrzycka, wiceprezeska wrocławskiej Fundacji Dom Pokoju

Relacja na gorąco:

Kuba Wygnański: Coraz trudniej się dogadujemy, a jakość sporu jest większa niż wcześniej. Dla wielu konflikt jest celem samym w sobie. Media płaczą że się nie możemy porozumieć, ale bardzo dobrze żyją z tego konfliktu. Nie mamy autorytetów, które mogą nas posadzić obok sobie. Kościół  zawodzi. Parlamentaryzm staje się swoim przeciwieństwem Media publiczne, które mają zlepiać wspólną przestrzeń, są też częścią całej operacji.

Polacy są zmęczeni konfliktem i chętnie by o tym porozmawiali. Dlatego podjęliśmy działania, aby temu się przeciwstawić – tak powstał program „Wyłącz ego – zrozum drugiego” z udziałem Orange Polska. Wezwaliśmy na pomoc norweskich ekspertów, którzy pomagają w skomplikowanych sytuacjach z grupy Nansen Center for Peace and Dialogue.. Ich trenerzy szkolą nasze zespoły m.in. w grach, takich jak ta.

Maja Zabokrzycka: Przygotowaliśmy grę symulacyjną na podstawie autentycznej sytuacji, gdy doszło do konfliktu.

Na osiedle mieszkaniowe ma być przeniesiony dom socjalny dla mężczyzn, którym nie powiodło się w życiu - są po wyrokach. Teraz mają dostać  niszczejący pustostan, użytkowany  przez chuliganów.  Jest on w sąsiedztwie  szkoły podstawowej. W domu jest zakaz spożywania alkoholu. Prowadzące go stowarzyszenie jest finansowane przez gminę, która wskazała tę lokalizację.

Na osiedlu nakręca się spirala strachu. Część mieszkańców protestuje i zgłasza petycję aby zmienić lokalizację. Odbija się to na uczniach szkoły, którzy boją się że może ich spotkać coś złego.

Strony mają się spotkać i porozmawiać. Uczestnicy warsztatów wcielili się w rónże role – rodziców, dyrektor szkoły, członków rady osiedla,  urzędników gminy, stowarzyszenia prowadzącego dom.

Symulowana debata

Mieszkaniec będący „za”: Ci ludzie są weryfikowani, nie wolno im pić, muszą znaleźć pracę w 5 dni, inaczej muszą opuścić tę placówkę. Uważam, że trzeba im dać szansę.

Rodzic1: Wychowuje dzieci by nie miały kontaktu ze złymi ludźmi, a tu co?

Rrodzic2: Ja swoje dziecko wychowałam tak, aby pomagać. Nie dajemy szansy na wyjście z tego co zrobili, to wrócą do tego na szkodę nas wszystkich.

Członek rady osiedla1: Chcemy wiedzieć za co ci ludzie są skazani.

Członek Stowarzyszenia: Nie za przestępstwa przeciwko życiu czy zdrowiu. To nie są przypadkowe osoby. Oni są gotowi na zerwanie ze swą przeszłością. - Ale dlaczego przy szkole? Mamy 20 lat doświadczeń, nigdy nie było żadnych incydentów. – A czy może pani zagwarantować, że to się nie wydarzy?

Dyrektor szkoły: tam wcześniej w pustostanie mieszkali różni ludzie, i różne rzeczy się działy, a dzieci to widziały.

Stowarzyszenie: to urząd miasta nam to  miejsce wyznaczył. A dzieci zobaczą, że pracują, że mogą zerwać z przeszłością.

Mieszkańcy: Ale co, jeśli dzieci będą się patrzeć i brać z nich przykład?

Stowarzyszenie: Były pikiety protestacyjne pod naszym domem – dwóch naszych podopiecznych w efekcie się wyprowadziło.

Członek rady: Bardzo dobrze. Niech się wszyscy wyprowadzą i  zamieszkają gdzieś w lesie i tam sobie sami szałasy zbudują.

Mieszkaniec: Wartość mojego mieszkania się zmniejszy, gdybym chciał je sprzedać. Co na to urząd miasta?

Urząd miasta: jesteśmy za ochroną praw wszystkich. Musimy pomagać tym, którym nie powiodło w się w życiu. Te osoby maja obowiązek znaleźć pracę, a np. na państwa osiedlu nie wszyscy pracują.

Mieszkaniec: Czujemy się pominięci w decydowaniu, Nikt nas nie pytał, czy chcemy brać udział w tym eksperymencie społecznym? Nie było konsultacji.

Urząd miasta: była zakładka na stronie internetowej urzędu miasta o tym. – To kpina! (okrzyki z sali). Chcemy referendum!

Podsumowanie

Maja Zabokrzycka: Państwo odtworzyli prawdziwe emocje, które naprawdę miały miejsce podczas realnego spotkania. Choć tam prawie dochodziło do rękoczynów. Jak państwo czuli się w tych rolach?

Osoba wcielająca się w radną: Naprawdę jestem radną, i po tym szkoleniu uścisnę wszystkich najbardziej nieprzyjemnych radnych u siebie.

Odgrywająca rolę urzędnika miasta: wydawało mi się, że mieszkańcy pogadają, a my i tak zrobimy po swojemu.

Wcielający się w rolę mieszkańca: miałam poczucie, że spotkanie zrobiono  tylko po to, by nic się nie zmieniło

Wcielający się w rolę członka stowarzyszenia: mam wrażenie, że mieszkańcy i tak stosunkowo łagodnie odnosili się do sprawy.

Konkluzje

W dialogu często nie znajdziemy rozwiązania problemu, ale dajemy szansę, by się ludzie wypowiedzieli. By się usłyszeli i podjęli próbę zrozumienia drugiej strony. To, co mówimy, niekoniecznie jest tym, co chcemy osiagnąć. To co w środku, to nasze potrzeby czy wartości, których możemy sobie nie uświadamiać.

W każdej odtwarzanej roli można by znaleźć wartości, która były ważne. Chodzi o to by rozmawiać o tych wartościach i realnych potrzebach, a nie o słowach, które mogą ranić.

Najważniejsze pytanie to: „Dlaczego nie chcę ustąpić, skoro ten drugi ma taką samą potrzebę czy wartości, jak i ja”? Chodzi o to, by spojrzeć w oczy przeciwnikowi i zobaczyć,  że oprócz odpychającej warstwy zewnętrznej ma swoje motywacje które nimi kierują,. Niekoniecznie musi to oznaczać porozumienie. Ale można wtedy dalej z normalnie żyć z takim człowiekiem

Sesja 10: Warsztat: Komunikacja działań w zakresie praw człowieka z wykorzystaniem mediów społecznościowych i innych narzędzi (BLOK C)

Data: 2018-12-14
  • Istota przekazu to treść – a nie umiejętności techniczne
  • Prawa człowieka są czymś osobistym – musimy ludziom pokazać, jak to przekłada się na ich osobiste problemy.
  • Przekaz powinien być prosty. Kluczowe jest tworzenie ram komunikacyjnych (ang. frames)

Warsztat miał na celu przybliżenie działaczom i działaczkom organizacji pozarządowych oraz aktywistom i aktywistkom możliwości wykorzystania mediów społecznościowych (oraz innych narzędzi nowych technologii) do ich codziennej działalności oraz wypracowanie odpowiedzi na następujące pytania:

  • Jak z nich korzystać?
  • Czy jest to skuteczne?
  • Czy jesteśmy w stanie przekroczyć granice naszej „bańki internetowej”?
  • Jak łączyć wiedzę specjalistyczną z uproszczoną komunikacją?
  • Czy warto promować indywidualne profile internetowe ekspertów i ekspertek związanych z organizacją czy stawiać na promocję organizacji?
  • Jak walczyć z mową nienawiści, która bywa reakcją na komunikaty zamieszczane w mediach społecznościowych?

Próbę odpowiedzi na podjęli: zastępczyni Dyrektora Biura instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE Katarzyna Gardaphadze, dziennikarz LibertyEU Israel Butler oraz bloger I przedsiębiorca zajmujący się wspieraniem i inwestowaniem w projekty technologiczne Artur Kurasiński.

Katarzyna Gardaphadze mówiła, że jeżeli przekaz jest głównie negatywny, wywołuje to w ludziach zobojętnienie. W mediach społecznościowych widzimy głównie wiadomości negatywne. Problem leży w braku weryfikacji - nie szukamy czy informacja jest prawdziwa. Tworzymy w naszej bańce komunikacyjnej przekaz w gruncie rzeczy fałszywy.

Israel Butler podkreślił, że popularyzacja praw człowieka w UE nie jest zupełnie nową dziedziną, ale wymaga dużego nakładu sił. Wskazał również, że środkiem do realizacji tych celów są często materiały wizualne, które potwierdziły swoją skuteczność, lecz należy unikać długich komunikatów, które zniechęcają odbiorców.

Opisując działalność “Libierties “ wskazał na wage, jaką powinno się przykładać do spersonalizowanych sposobów komunikacji, min. memów, które stały się ważną częścią kultury popularnej.

Wśród interaktywnych metod panelista wymienił również komunikaty wideo – vlogi oraz relacje w mediach społecznościowych cechujące się wysoką skuteczność przekazywanych komunikatów.

Na pytanie o skuteczność komunikatu przedstawiciel LibertiesEU głosił potrzebę podsumowania ważnych kwestie w jednym zdaniu. Uproszczenie komunikatu to kwestia kluczowa w tego  typu relacji z odbiorcą.

Do tego niezbędne jest tworzenie ram komunikacyjnych (ang. frames) – to one zapadają w pamięci odbiorcy. Gdy dla przykładu Victor Orban stworzy taką ramę, to komunkat z niej wynikły jest na tyle silny, że odbiorca musi się dostosować. Rozwiązaniem tego problemu jest zdaniem dziennikarza niereagowanie na ataki. To powoduje bowiem odwrotny skutek. Zamiast tego należy tworzyc własne ramy. Zamiast mówić, że nie ma kryzysu migracyjnego – lepiej opowiadać swoja historię – o tym, że bycie Polakiem to wyciaganie ręki, żeby pomoc innym. Nie jest to kwestia braku podawania faktów, ale wiązanie ich z wartościami.

Prawa człowieka są czymś osobistym – musimy ludziom pokazać, jak to przekłada się na ich osobiste problemy.

Katarzyna Gardaphadze przedstawiła interaktywne metody komunikacji z odbiorcą inspirowane serią “Humans of New York”. Pracownicy ODIHR OBWE w specjalnych nagraniach dzielą się tym, jak istotne są prawa człowieka w ich życiu.

Podkreśliła też, że należy wychodzić z komunkatem poza powszechnie utrwalone schematy. Za przykład skutecznego i atrakcyjnego przekazywania treści może tu służyć  niedawny nowojorski fashionweek – gdzie jedna ze znanych marek odieżowych zamiast modelek do prezentacji swoich ubrań zaprosiła obronców praw człowieka.

Artur Kurasiński wskazał na wagę treści, które przekazujemy. Te treści, tak zwany “content” są rozpowszechnianane na platformach, które maja swoją specyficzną polityke. Ważne, abyśmy wiedzieli, kto te komunikaty wysyła. I czy wszysycy uzytkownicy mediów społecznościowych mają równe prawa w tym zakresie.

Jeżeli chcemy mieć demokrację w takim stopniu, jak mieliśmy – te platformy muszą być ograniczone, szczególnie Facebook i Google, które przez algorytmy śledzące wpływają bezpośrednio na naruszenia naszej prywatności.

Pytania z sali dotyczyły między innymi problemu ucywilizowania nowych technologii , skutecznego organizowania kampanii społecznych czy wykorzystania nowych technologii do promocji wartości demokratycznych, w tym praw kobiet.

Czego (i dlaczego) policja szukała w domu dziennikarki OKO.press?

Data: 2018-12-13
  • Dlaczego policjanci z Komendy Rejonowej Policji Warszawy VI przeszukali dom dziennikarki OKO.press i zabrali jej pendrive’a z nagraniem?
  • Jaka była podstawa działania policjantów?
  • Czy w  tej sprawie doszło do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej?

Z informacji przekazanych w mediach wynika, że dziennikarce uniemożliwiono zapoznanie się z postanowieniem o dokonaniu przeszukania, co w oczywisty sposób stanowi naruszenie art. 220 § 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks postępowania karnego.

Należy zwrócić uwagę, że na pendrive’ie były nagrania zrobione przez dziennikarkę w ramach wykonywania czynności zawodowych. Mogą zawierać informacje objęte tajemnicą dziennikarską, o której mowa w art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.

Zasady zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej zostały uregulowane w art. 180 k.p.k. Zezwolenie takie jest wydawane przez sąd lub prokuratora z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości, przy czym  zwolnienie dziennikarza z obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych.

Należy zwrócić uwagę, że zgodnie z Kodeksem postępowania karnego (art. 217 §2) osobę mającą rzecz podlegającą wydaniu wzywa się do wydania jej dobrowolnie. W niniejszej sprawie natychmiastowe działania funkcjonariuszy uniemożliwiły dziennikarce kontakt z redakcją i ocenę, czy nagrania zawierają informacje objęte tajemnicą dziennikarską. Z okoliczności sprawy nie wynika zaś, aby konieczne było podjęcie środków naruszających prywatność dziennikarki i mir domowy bez wcześniejszego wezwania jej do dobrowolnego udzielenia informacji, tudzież wydania rzeczy.

Taki sposób działania organów państwa może powodować „efekt mrożący” dla debaty publicznej oraz działalności mediów. Może zniechęcać dziennikarzy do zbierania materiałów dotyczących istotnych społecznych kwestii. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 14 Konstytucji RP ustrojowej zasady wolności prasy, wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji wyrażonej w art. 54 Konstytucji RP.

Dlatego RPO prosi komendanta Rejonowego Policji Warszawa VI o informację o stanie sprawy. Prosi też o kopię dokumentu stanowiącego podstawę dokonanego przeszukania oraz wskazanie, czy w  niniejszej sprawie doszło do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej.

VII.564.74.2018

NIE PRZEGAP NA KONGRESIE PRAW OBYWATELSKICH PANELI

  • Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy
  • Sesja 40: Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne 
  • Sesja 13: Warsztat: Jak uczyć o historii i prawach człowieka)
  • Sesja 10: Warsztat: Komunikacja działań w zakresie praw człowieka z wykorzystaniem mediów społecznościowych i innych narzędzi

Dlaczego KRS nie wpuszcza na konferencję dziennikarza?

Data: 2018-12-13

Na podstawie informacji w mediach Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o niewpuszczeniu niezależnego dziennikarza i pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie Macieja Pacha na organizowaną 7 grudnia 2018 r. przez Krajową Radę Sądownictwa konferencję 100-lecie niezawisłego wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Z informacji wynikało, że w konferencji wzięło udział kilku dziennikarzy, mimo braku oficjalnych zaproszeń dla prasy.

Należy uznać, że centralny konstytucyjny organ, jakim jest Krajowa Rada Sadownictwa, powinien zapewniać dziennikarzom równy dostęp do relacjonowania organizowanych przez siebie wydarzeń. Wymaga tego wyrażona w art. 14 Konstytucji RP zasada wolności prasy.

RPO prosi więc Macieja Miterę, rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa i sędziego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia o zajęcie stanowiska w tej sprawie.

VII.713.2.2018

NIE PRZEGAP NA KONGRESIE PANELI

  • Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy
  • Sesja 40: Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne 
  • Sesja 13: Warsztat: Jak uczyć o historii i prawach człowieka)
  • Sesja 10: Warsztat: Komunikacja działań w zakresie praw człowieka z wykorzystaniem mediów społecznościowych i innych narzędzi

Plany zwolnień w Radiu Gdańsk. Słuchacze protestują. Wątpliwości ma RPO

Data: 2018-12-11
  • Władze Radia Gdańsk planują zwolnienie dwojga doświadczonych dziennikarzy, którym zarzucają m.in. „nielojalność wobec pracodawcy” i „podważanie wiarygodności zarządu”
  • Słuchacze podpisują petycję przeciwko zwolnieniu dziennikarzy
  • Odsuwanie od anteny oraz zwalnianie z pracy z mediów publicznych dziennikarzy o dużym dorobku i doświadczeniu budzi wątpliwości RPO
  • Z orzecznictwa Trybunału w Strasburgu wynika obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania pracy bez nacisków

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się o wyjaśnienia w tej sprawie do prezesa Radia Gdańsk Dariusza Wasielewskiego.

Media podają, że prezes poinformował związki zawodowe o planowanym rozwiązaniu umowy o pracę z Agnieszką Michajłow, zastępcą sekretarza redakcji i szefową redakcji reportażu i edukacji oraz Jackiem Naliwajkiem, sekretarzem redakcji. Wskazano, że przyczyną wypowiedzenia umowy jest „utrata zaufania: nielojalność wobec pracodawcy, podważanie wiarygodności zarządu, kontestowanie uzgodnień kolegium redakcyjnego, odmowa współpracy”. Agnieszka Michajłow we wrześniu 2018 r., po 18 latach, przestała prowadzić audycję  publicystyczną „Rozmowa kontrolowana”. Wywołało to protest słuchaczy, którzy podpisują petycję przeciwko zwolnieniu.

W ocenie Rzecznika, który jest zaniepokojony polityką kadrową w Radiu Gdańsk, decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane na podstawie przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego.

Adam Bodnar przypomniał konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych.  Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania ich misji.

Art. 14 Konstytucji zapewnia wolność prasy. Według art. 54 Konstytucji, każdemu – również dziennikarzom – zapewnia się wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu. - Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i  gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu w treściach redakcyjnych – wskazał RPO.

Przypomniał, że art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych. Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie stwierdza w swych wyrokach, że swoboda wypowiedzi jest jednym z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. W tym kontekście należy podkreślić, że prasa ma za zadanie przekazywanie informacji, a społeczeństwo - prawo do ich otrzymywania.

Z wyroku ETPCz z 17 września 2009 r. w sprawie Manole i inni przeciw Mołdawii wynika obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania pracy bez nacisków. Władze publicznych mediów powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. Rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, iż wydawcy programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy zapraszanych gości.

VII.564.72.2018

JUŻ 14 i 15 GRUDNIA KONGRES PRAW OBYWATELSKICH, A NA NIM PANEL

Sesja 40: Wybory, wolnośc wypowiedzi i media publiczne  (BLOK A)

 

Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy (BLOK A)

 

RPO: działania prokuratury wobec "Newsweeka" za artykuł "Dubler" mogą wywołać efekt mrożący

Data: 2018-12-11
  • Działania prokuratury w sprawie artykułu "Newsweeka" o Mariuszu Muszyńskim "Dubler" mogą wywołać „efekt mrożący”
  • W takich sprawach prokuratura powinna uwzględniać gwarantowane konstytucyjnie zasady wolności prasy oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji
  • RPO ma wątpliwości, czy do rozwiązywania sporów o prywatność osób pełniących funkcje publiczne z mediami powinny być angażowane organy ścigania
  • Osoby takie mogą bowiem korzystać z drogi cywilnej o ochronę dóbr osobistych

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prokuratury Okręgowej w Warszawie o informacje w sprawie wezwania na przesłuchanie dziennikarza "Newsweeka", który opublikował artykuł pt. "Dubler".

Z komunikatu na stronie internetowej prokuratury  wynika, że wpłynęło do niej zawiadomienie dotyczące ujawnienia danych wrażliwych, a konkretnie miejsca zamieszkania. Dodano, że prawo obligowało prokuraturę do wszczęcia w dochodzenia, aby wyjaśnić, czy popełniono czyn z art. 49 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe. Prokuratura zaznaczyła, że postępowanie nie obejmuje okoliczności objętych tajemnicą dziennikarską, a jedynie „ujawnienia prywatnych danych”. Wskazano, że dane wrażliwe, jakim jest m.in miejsce zamieszkania, są chronione na mocy art. 107 ust. 1 ustawy z 10 maja 2018 r. o  ochronie danych osobowych.

W ocenie Adama Bodnara z komunikatu nie wynika wprost, czy dochodzenie wszczęto w kontekście Prawa prasowego, czy też ustawy o ochronie danych osobowych. Sprawa ma znaczenie, gdyż miejsce zamieszkania nie należy do katalogu tzw. wrażliwych danych osobowych - ani na gruncie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679, ani na gruncie ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (obowiązującej nadal w części na mocy art. 175 ustawy z  10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych).

Rzecznik nie kwestionuje, że informacje te mogą być ogólnie uznane za dane osobowe i wiązać się z naruszeniem prawa do prywatności osoby, której dotyczy artykuł. Istotne jest jednak prawidłowe wyważanie relacji między prawem do prywatności a wolnością wypowiedzi i działalnością mediów.

Działania prokuratury w sprawie publikacji „Newsweeka’ mogą być odbierane jako takie, które mają wywołać „efekt mrożący”, polegający na zniechęceniu dziennikarzy do publikowania artykułów na temat osób pełniących funkcje publiczne (w tym wypadku chodzi o członka Komisji Weneckiej). Dlatego prokuratura w takich przypadkach powinna działać ze szczególnym uwzględnieniem zagwarantowanej w art. 14 Konstytucji zasady wolności prasy oraz wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji wyrażonej w art. 54 Konstytucji RP. Winna mieć też na uwadze konieczność interpretacji przepisów prawa krajowego w świetle prawa UE.

To nie pierwszy przypadek, w którym prawo do ochrony danych osobowych i prawo do wolności wypowiedzi pozostają ze sobą w konflikcie, jednak powstaje pytanie, czy do rozwiązywania tego typu sporów powinny być angażowane organy ścigania. W  ocenie Rzecznika działania organów ścigania w sprawie działalności prasy i publikacji artykułów na temat osób pełniących funkcje publiczne powinny być podejmowane ze szczególną rozwagą. Osoby takie, opisywane w prasie, mogą bowiem korzystać z przysługujących im środków ochrony prawnej na zasadach ogólnych, w tym przede wszystkich z ochrony dóbr osobistych, dla ochrony swojej prywatności.

VII.564.69.2018 

JUŻ 14 i 15 GRUDNIA KONGRES PRAW OBYWATELSKICH, A NA NIM PANEL

Sesja 40: Wybory, wolnośc wypowiedzi i media publiczne  (BLOK A)

 

Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy (BLOK A)

 

RPO: zakaz publikacji o NBP może naruszać ważny interes publiczny i wolność prasy

Data: 2018-12-10
  • Sądowy zakaz  publikacji może być wydany tylko wtedy, gdy dopuszcza to ważny interes publiczny – przypomina Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W sprawie afery Komisji Nadzoru Finansowego interes publiczny polega tymczasem na dbaniu o przejrzystość sfery publicznej a więc na możliwości pisania przez media o nadzorze nad rynkiem finansowym
  • Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację tego interesu oraz konstytucyjnej zasady wolności prasy i swobody wypowiedzi; mogą też rodzić tzw. efekt mrożący

Rzecznik Praw Obywatelskich jest poważne zaniepokojony działaniami Narodowego Banku Polskiego.

NBP skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie sześć wniosków o zabezpieczenie, które miałoby polegać na zakazie rozpowszechniania tekstów o NBP w kontekście afery KNF.

W opinii NBP już opublikowane teksty sugerują niezgodne z prawem działania organów NBP przez insynuowanie, że Prezes NBP uczestniczył w aferze KNF. NBP  żąda tez nakazania tymczasowego usunięcia artykułów dotyczących  afery.

Sąd może dokonać zabezpieczenia w ramach postępowania o ochronę dóbr osobistych. Zgodnie z art. 755 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, „w sprawach o ochronę dóbr osobistych zabezpieczenie polegające na zakazie publikacji może być udzielone tylko wtedy, gdy nie sprzeciwia się temu ważny interes publiczny”. Oznacza to, że zakaz publikacji może być udzielony wyłącznie wtedy, gdy na przeszkodzie nie stoją względy interesu publicznego.

W sprawie, która stała się kanwą wniosków NBP, takim interesem publicznym jest przejrzystość sfery publicznej, wiążąca się szczególnie z dysponowaniem środkami finansowymi i nadzorem nad rynkiem finansowym. Wynika to z konstytucyjnie chronionego prawa obywateli do dostępu do informacji publicznej oraz pozyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (art. 54 oraz art. 61 Konstytucji RP).

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z  9 listopada 2010 r. (sygn. akt K 13/07), wydanym na wniosek RPO, podkreślił, że „zakaz publikacji przewidziany w art. 755 § 2 K.p.c. powinien być wyjątkowy i uzasadniony dodatkowym dobrem osób trzecich”.

Rzecznik nie kwestionuje, że podmioty mają prawo ubiegania się o ochronę swych dóbr  osobistych. Ostateczna decyzja należy do niezawisłego sądu. Działania prawne podejmowane przez centralny organ konstytucyjny państwa powinny jednak uwzględniać ciążące na nim obowiązki wynikające z ochrony praw człowieka oraz podstawowe zasady ustrojowe Rzeczypospolitej Polskiej.

Wolność prasy w Polsce ma bowiem rangę ustrojową. Art. 14 Konstytucji RP stanowi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”. Zasada ta znajduje potwierdzenie w art. 54 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym każdemu - a więc również przedstawicielom mediów - zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji. Prawu temu odpowiada prawo obywatelskie do uzyskiwania informacji o działaniu organów państwa, zawarte w art. 61 Konstytucji RP.

Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację interesu publicznego w postaci transparentności debaty publicznej oraz praw obywatelskich, związanych z  wolnością prasy i wypowiedzi. Organ władzy publicznej powinien uwzględniać, że kierując taki wniosek do sądu, może wywrzeć tzw. efekt mrożący (uznawany w  orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka za naruszający art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) w odniesieniu do debaty publicznej o  sprawach ważnych dla społeczeństwa, państwa i gospodarki.

Może to być równie z uznane za naruszenie Prawa prasowego, które zakazuje tłumienia krytyki prasowej.

Bank centralny powinien ze szczególną troską i ostrożnością podchodzić do zagadnień przejrzystości sektora finansowego, kierując się  potrzebą ochrony stabilności rynków finansowych. Obowiązek ten podkreślany jest w  publikacjach wydawanych przez sam Narodowy Bank Polski. 

VII.564.70.2018

 

Działania ABW i prokuratury wobec operatora TVN wątpliwe. Wystąpienie RPO

Data: 2018-12-03
  • Działania ABW i prokuratury wobec operatora TVN budzą poważne wątpliwości RPO z punktu widzenia konstytucyjnych praw i wolności; mogą one wywołać tzw. efekt mrożący wobec dziennikarzy śledczych
  • Celem reportażu o środowiskach neonazistowskich było ujawnienie aktywności niezwykle szkodliwej dla demokracji, a dziennikarze TVN działali ewidentnie w interesie publicznym
  • Wykonywanie przez operatora gestów nazistowskich w oczywisty sposób nie miało na celu propagowania faszyzmu, a jedynie wtopienie się w określone środowisko
  • Dziennikarstwo wcieleniowe często jest  jedynym sposobem na zebranie informacji o zamkniętej grupie. To uznana metoda stosowana powszechnie w Polsce i na świecie, którą dopuszcza  ETPCz  

Rzecznik Adam Bodnar wystąpił do Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Prokuratora Regionalnego w Katowicach o informacje o stanie sprawy oraz  wskazanie podstaw prawnych i przyczyn podjęcia nagłej interwencji wobec operatora.

Chodzi o szeroko opisywaną w mediach sprawę wkroczenia 23 listopada 2018 r. funkcjonariuszy ABW do domu operatora  TVN i wręczenia mu wezwania do prokuratury pod zarzutem propagowania nazizmu w związku z realizacją reportażu wcieleniowego na temat polskich neonazistów. 25 listopada 2018 r. Prokuratura Krajowa w komunikacie wskazała, że przedwczesne jest stawianie zarzutów operatorowi TVN, który wykonywał gesty nazistowskiego pozdrowienia w trakcie spotkania ku czci Adolfa Hitlera w kwietniu 2017 r. i odwołała wyznaczony termin stawienia się go w  prokuraturze. Prokuratura Krajowa zdecydowała jednocześnie o przekazaniu sprawy Prokuraturze Regionalnej w Katowicach, która prowadzi postępowanie w sprawie „podżegania do zorganizowania spotkania ku czci Hitlera poprzez przekazanie jego organizatorowi kwoty 20 tysięcy zł”.

Konstytucja zapewnia wolność słowa

- W mojej ocenie opisane wyżej działania służb specjalnych mogą budzić poważne wątpliwości z punktów widzenia konstytucyjnych praw i wolności oraz wywołać tzw. efekt mrożący stosunku do dziennikarzy śledczych podejmujących w swej pracy niezwykle trudne i społecznie doniosłe tematy – głoszą pisma Adam Bodnara do ABW i prokuratury.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Art. 54 Konstytucji RP gwarantuje zaś każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Przepisy te mają na celu nie tylko ochronę dziennikarzy i osób formułujących wypowiedzi publiczne, ale także służą zagwarantowaniu społeczeństwu możliwości uzyskiwania informacji o sprawach istotnych z punktu widzenia całej zbiorowości.

Dziennikarze działają na podstawie ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Zgodnie z jego art. 10 dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa. Według art. 12 Prawa prasowego musi on zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

Reportaż dotyczący środowisk neonazistowskich miał na celu ujawnienie aktywności niezwykle szkodliwej dla demokracji. Dziennikarze działali tu ewidentnie w interesie publicznym, kierując się wskazanymi wyżej standardami etyki dziennikarskiej. Wykonywanie przez operatora gestów nazistowskich w oczywisty sposób nie miało na celu propagowania faszyzmu, a jedynie wtopienie się w określone środowisko.

Dziennikarstwo wcieleniowe, jako szczególna forma prowokacji dziennikarskiej, jest często jedynym sposobem na zebranie przez dziennikarza informacji dotyczących pewnej zamkniętej grupy osób. Jest to uznana metoda pracy dziennikarza śledczego stosowana powszechnie w Polsce i na świecie.

ETPCz aprobuje dziennikarstwo wcieleniowe 

Swobodę wypowiedzi gwarantuje art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.  W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przyjmuje się, że swoboda dziennikarska obejmuje także możliwość posłużenia się przesadą, a nawet prowokacją. Standardy dziennikarstwa śledczego, w tym także metoda dziennikarstwa wcieleniowego, znalazły aprobatę ETPCz.

Np. w sprawie Jersild przeciwko Danii 5890/89) ETPCz uznał za ograniczenie wolności informacji  ukaranie duńskiego dziennikarza odpowiedzialnego za powstanie reportażu z nagraniami wypowiedzi miejscowych faszyzujących ekstremistów. Celem reportażu było ostrzeżenie przed odżyciem postaw faszystowskich. Kara była uzasadniana zarzutem szerzenia poglądów faszystowskich. ETPCz uznał, że postępowanie władz duńskich było formalistyczne i godziło w swobodę informacyjną przez to, że nie brało pod uwagę motywów emisji.

W  sprawie Haldimann i inni przeciwko Szwajcarii ETPCz uznał za naruszenie wolności słowa ukaranie dziennikarzy, którzy wykorzystali ukryte kamery podczas przygotowania filmu dotyczącego działalności sprzedawców ubezpieczeń. Celem  filmu było ujawnienie nieprawidłowości i nadużyć w praktykach rynkowych. Sąd uznał, że dziennikarze mogli osiągnąć ten cel za pomocą innych metod, nienaruszających prawa do prywatności bohaterów dokumentu. ETPCz podkreślił znaczenie wskazanego dokumentu dla interesu publicznego.

Rzecznik zwrócił się do szefa ABW Piotra Pogonowskiego o przekazanie informacji o stanie sprawy prowadzonej przez ABW i wskazanie podstaw prawnych i przyczyn podjęcia nagłej interwencji wobec operatora.  Prokuratora regionalnego w Katowicach Tomasza Janeczka poprosił o informacje o stanie sprawy.

VII.564.68.2018

Sędziowski rzecznik dyscyplinarny: nie chodzi o wywołanie u sędziów „efektu mrożącego”

Data: 2018-11-30

 

  • Sędziowie Monika Frąckowiak i Arkadiusz Krupa mają postępowania nie z powodu symulacji rozpraw sądowych na festiwalu Pol'and'Rock, ale „osobliwego sposobu posłużenia się elementami sędziowskiego stroju służbowego, który uznać należy za dalece niewłaściwy”
  • Dlatego Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Piotr Schab uważa, że podjęte czynności nie wywołają „efektu mrożącego” u sędziów rozważających uczestnictwo w takich symulacjach
  • Rzecznik Dyscyplinarny nie ma  intencji, aby wyroki sądowe poddawać weryfikacji z punktu widzenia ich zgodności z oczekiwaniami władzy
  • Czynności wobec sędziego Sławomira Jęksy nie wynikają zaś z treści jego wyroku uniewinniającego Joannę Jaśkowiak, lecz ustnego uzasadnienia

Piotr Schab odpowiedział na wystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prowadzenia czynności wyjaśniających wobec sędziów. Chodziło o czynności wobec sędziów:

  • Moniki Frąckowiak i Arkadiusza Krupy podjętych przez zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego Przemysława Radzika. Zakwestionował on publiczne wystąpienie obojga sędziów w todze sędziowskiej i z łańcuchem z orłem, podczas symulacji rozprawy sądowej na festiwalu Pol'and'Rock,
  • Sławomira Jęksy, który  uniewinnił Joannę Jaśkowiak, żonę prezydenta Poznania, sądzoną za użycie w miejscu publicznym słów nieprzyzwoitych podczas demonstracji w Poznaniu. W uzasadnieniu wyroku sędzia Jęksa odniósł się do aktualnej sytuacji dotyczącej sądownictwa. Czynności podjęto na wniosek Przemysława Radzika,
  • Ewy Maciejewskiej, Krystiana Markiewicza i Igora Tuleyi, za ich wypowiedzi na temat aktualnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości. Czynności podjął Michał Lasota, zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego.

Sprawa symulacji rozpraw

RPO podkreślał, że udział w symulacji rozpraw pomaga obywatelom zrozumieć rolę sądu w demokratycznym państwie prawa. Uczestnicząc w symulacji rozprawy sądowej,  sędziowie działali w celu edukacyjnym. Wzywanie ich do złożenia wyjaśnień może zniechęcać do akcji edukacyjnych.

Zdaniem  RPO, Rzecznik Dyscyplinarny zbiera materiały „na zapas i na wszelki wypadek”, poszukując jakichkolwiek uchybień w pracy sędziów. - Pragnę przypomnieć uprzejmie, iż przedmiotem czynności wyjaśniających jest wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym popełnieniu deliktu dyscyplinarnego; służą one więc wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych – pisał RPO.

Odpowiadając na to wystąpienie, sędzia Piotr Schab zgodził się, że symulacje rozpraw co do zasady pełnią chwalebną funkcję edukacyjną, przyczyniając się do podnoszenia świadomości prawnej społeczeństwa.  Rzecznik Dyscyplinarny i jego zastępcy najdalsi są od kwestionowania zamysłu wzbogacania wiedzy społeczeństwa o pracy organów wymiaru sprawiedliwości przez inscenizację procesu sądowego.

Przedmiot podjętych czynności  jest natomiast inny: chodzi wyłącznie o sposób zachowania sędziego, odbiegający od jej celu, jako dalece niewłaściwy. - Przesłanką działania Zastępcy Rzecznika było natomiast zachowanie sędziego, uczestniczącego w symulacji procesu, w szczególności zaś - osobliwy sposób posłużenia się przez niego elementami sędziowskiego stroju służbowego, który uznać należy za dalece niewłaściwy i jaskrawo sprzeczny z akcentowaną przez Pana Rzecznika edukacyjną rolą powyższego przedsięwzięcia – napisał Piotr Schab.

Zapewnił, że czynności wobec sędziów nie zmierzają zatem żadną miarą do wywołania u sędziów, gotowych uczestniczyć w akcjach tego rodzaju, skutku określonego przez Rzecznika jako „efekt mrożący”.

Piotr Schab nie zgodził się ze stwierdzeniem RPO, że Rzecznik Dyscyplinarny może być limitowany w gromadzeniu materiału dowodowego, także na etapie czynności wstępnych. - Potrzeba uzyskania dokumentacji dotyczącej przebiegu służby sędziego wynikać musi z oceny organu prowadzącego postępowanie, zaś niczym nie poparta sugestia, że dyspozycje tego organu w zakresie postępowania dowodowego powodowane być mogą względami pozaprawnymi, jest całkowicie bezpodstawna - oświadczył.

Czynności wobec sędziego Sławomira Jęksy

W piśmie do sędziego Przemysława Radzika Rzecznik pisał, że wszczynanie postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, których wyroki nie podobają się rządzącym, prowadzi do tzw. „efektu mrożącego”, czyli obawy przed wydawaniem wyroków nie po myśli władzy.

Państwa, w którym wszczyna się takie postępowania, nie można uznać za demokratyczne państwo prawa, w którym obywatele mają pewność, że ich proces będzie toczył się bez ingerencji czynników politycznych. Ze standardów polskich i europejskich wynika, że sędziom przysługuje szersza swoboda wypowiedzi w  sprawach dotyczących kondycji i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości  - wskazywał Rzecznik.

W odpowiedzi sędzia Piotr Schab poinformował, że stanowi faktycznemu nie odpowiada teza pisma RPO, iż wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego  Sławomira Jęksy w związku z uniewinnieniem  Joanny Jaśkowiak. Na wniosek Zastępcy Rzecznika wstępne czynności wyjaśniające podjął bowiem rzecznik dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu. Chodzi o ustalenie, czy publiczne wypowiedzi sędziego, stanowiące ustne uzasadnienie jego wyroku, mogły uchybiać  godności urzędu  oraz naruszać zasady etyki zawodowej.

- Pochylając się z uwagą nad obszernymi rozważaniami Szanownego Pana Rzecznika dotyczącymi zjawiska, określonego jako „efekt mrożący”, który polegać miałby na „obawie wydawania wyroków będących nie po myśli przedstawicielom władzy wykonawczej”,  pozwalam sobie zaakcentować, że wstępne czynności wyjaśniające w powyższej sprawie nie dotyczą żadną miarą treści orzeczenia sądu - głosi odpowiedź Piotra Schaba. - Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych nie ma intencji ani też instrumentów by jakiekolwiek wyroki sądowe poddawać weryfikacji z punktu widzenia ich zgodności z oczekiwaniami organów władzy; supozycja tej treści jawi się więc jako jaskrawe nadużycie - dodał.

Wyjaśnił, że to nie fakt uniewinnienia obwinionej skłonił Zastępcę Rzecznika  do zainicjowania wstępnych czynności wyjaśniających. Przesłanką były wypowiedzi publiczne sędziego Sławomira Jęksy, iż jego subiektywna ocena zjawisk w życiu publicznym skutkuje bezkarnością osoby, która swym niebudzącym wątpliwości zachowaniem wyczerpała znamiona czynu zabronionego.

- Precedens, polegający na wprowadzeniu takiego mechanizmu działania organów ochrony prawnej zawiera w sobie istotne zagrożenie dla porządku publicznego. Jego skutkiem może być wszak relatywizacja udzielania tej ochrony w zależności od postrzegania przez sędziów i innych funkcjonariuszy publicznych uwarunkowań o charakterze pozaustawowym, pozostawionych bez reszty  przekonaniom osób odpowiedzialnych za ład prawny – napisał sędzia.

Według niego chodzi zatem o zagwarantowanie, aby - jak pisze Rzecznik - „obywatele mieli pewność, że ich proces będzie toczył się bez ingerencji czynników politycznych w czynności orzecznicze sędziego”.  Nie sposób więc doszukiwać się uzasadnienia dla postawy sędziego Sławomira Jęksy w gwarancjach wolności wypowiedzi, potwierdzanych w niekwestionowanym orzecznictwie Sądu Najwyższego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wedle istotnego prawdopodobieństwa zachowanie to jest bowiem wyrazem zakwestionowania przez sędziego zasadniczych wymogów jego służby; stanowisko w tej mierze wymaga zbadania okoliczności sprawy, czemu służą podjęte czynności.                 

Piotr Schab wyraził pełne przekonanie o zgodności z prawem i słuszności działań swego zastępcy.

Czynności wobec Ewy Maciejewskiej, Krystiana Markiewicza i Igora Tuleyi

Rzecznik pytał o powody przesłuchań tych sędziów - którzy zabierają głos o sytuacji w wymiarze sprawiedliwości lub zadali pytania Trybunałowi Sprawiedliwości UE.  W ocenie RPO działania te mogą prowadzić do wywołania tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa.

Rzecznik wskazywał, że sędzia nie może być przesłuchiwany jako  świadek w ramach czynności wyjaśniających sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego. Dlatego wystąpił do sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego o dostosowanie podejmowanych czynności wyjaśniających do obowiązującego prawa

Odpowiadając, sędzia Piotr Schab podkreślił, że przesłuchanie przez jego zastępców sędziów Maciejewskiej, Markiewicza i Tulei jako świadków w ramach czynności wyjaśniających odpowiadało prawu. Wcześniej Michał Lasota wyjaśniał, że sędziowie Maciejwska i Tuleya zeznawali jako świadkowie w ramach czynności wyjaśniających dotyczących "możliwych zachowań innych sędziów".

Rzecznik Dyscyplinarny powołał się na stała linię orzeczniczą Sądu Najwyższego jako Sądu Dyscyplinarnego odnoszącą się do charakteru czynności wstępnych. Według SN ich treścią jest postępowanie dowodowe, regulowane przepisami Kodeksu postępowania karnego,
a zatem przesłuchanie świadków, opinie biegłych, konfrontacje czy oględziny. SN podkreślał też, że zakres czynności wyjaśniających ”nie został sprecyzowany przez prawodawcę, niemniej konieczne jest sięganie w tym wypadku do przepisów Kodeksu postępowania karnego, albowiem chodzi tu o działania z zakresu postępowania dowodowego".
 
- Przytoczone argumenty przekreślają słuszność konkluzji Szanownego Pana Rzecznika, iż postępowanie wyjaśniające, przewidziane w art. 114 § 1 u.s.p. „nie może przerodzić się w czynności procesowe takie, jak na przykład przesłuchanie świadków" - stwierdził Piotr Schab.

Uzasadniając odmowę dopuszczenia pełnomocnika świadka Igora Tulei do udziału w przesłuchaniu 10 października, Piotr Schab poinformował, że jego zastępca podjął tę decyzję zgodnie z art. 87 § 3 Kpk w związku z art. 128 u.s.p. Zgodnie z  nimi sąd, a w postępowaniu przygotowawczym prokurator, może odmówić dopuszczenia do udziału w postępowaniu pełnomocnika jeżeli uzna, że nie wymaga tego obrona interesów osoby nie będącej stroną.

 
VII.564.56.2018, VII.510.64.2018, VII.510.61.2018

 

Patostreaming - co robimy? Deklaracja uczestników Okrągłego Stołu RPO do walki z patotreściami w internecie

Data: 2018-11-28

W Biurze RPO spotkali się po raz drugi uczestnicy Okrągłego Stołu do walki z patotreściami w internecie. Efektem spotkania jest deklaracja:

DEKLARACJA UCZESTNIKÓW OKRĄGŁEGO STOŁU RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH DO WALKI Z PATOTREŚCIAMI W INTERNECIE

Patologiczne treści w internecie, w tym patostreaming, są jednym z tych zjawisk internetowych, wobec których nie możemy pozostać obojętni. Wulgarne, poniżające, pełne przemocy fizycznej i słownej treści, nierzadko nagrywane pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, z lekceważeniem prawa i zasad współżycia społecznego – niosą demoralizujący przekaz. Tym bardziej, że szczególnie często dociera on do młodych ludzi.

Rzecznik Praw Obywatelskich zorganizował w swoim Biurze spotkanie „okrągłego stołu” poświęcone problematyce patologii w internecie. Udział w nim wzięli: prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz publicznych, organizacji pozarządowych, firm technologicznych oraz youtuberzy i dziennikarze. W trakcie spotkania zgłoszono liczne postulaty podjęcia działań, które mogłyby prowadzić do ograniczenia samego zjawiska patostreamingu oraz jego destrukcyjnych skutków społecznych i wychowawczych. Są to miedzy innymi:

  1. Zebranie informacji na temat działań podejmowanych przez rząd i instytucje publiczne w walce z patologiami w internecie.
  2. Wypracowanie strategii dotyczącej bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w sieci.
  3. Przygotowanie sprofilowanych instrukcji: „Co robić, gdy zetknę się z patotreściami w sieci?”.
  4. Podejmowanie w mediach tematów edukacyjnych dotyczących konieczności reagowania na przemoc i patologię w internecie.
  5. Wypracowanie mechanizmów, które pozwolą zwiększyć skuteczność zgłoszeń przypadków występowania patotreści platformom internetowym.
  6. Dążenie do stworzenia instytucji na wzór komisji etyki reklamy, która mogłaby się zająć monitorowaniem zjawisk związanych z patostreamingiem.
  7. Postulowanie zmian w prawie, które prowadziłyby zarówno do ograniczenia możliwości zarabiania na tym procederze, jak i pokusy sponsorowania go.
  8. Dążenie do zwiększenia aktywności platform internetowych w zakresie ograniczenia dostępności patologicznych treści.
  9. Ograniczanie dostępu dzieci do patotreści przez zmianę algorytmów i wprowadzenie ograniczeń wiekowych. 

Jako organizacje i osoby zajmujące się zjawiskiem patologii w internecie, wyrażamy pełne poparcie dla powyższych postulatów. Deklarujemy wolę działania na rzecz ich realizacji. Pragniemy również współpracować w tym zakresie zarówno między sobą (sygnatariuszami tego porozumienia), jak i z innymi podmiotami. Naszym celem jest takie kształtowanie przestrzeni publicznej, aby szanowana była w niej ludzka godność oraz bezpieczeństwo dzieci i młodzieży.

Warszawa, 28 listopada 2018 roku.

Sygnatariusze deklaracji:

  1. Rzecznik Praw Obywatelskich
  2. Rzecznik Praw Dziecka
  3. Ministerstwo Cyfryzacji
  4. NASK
  5. Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”  
  6. Helsińska Fundacja Praw Człowieka
  7. SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny
  8. Fundacja Szkoła z Klasą
  9. Ośrodek Monitorowania Zachowań Ksenofobicznych i Rasistowskich
  10. Fundacja Centrum Cyfrowe
  11. Onet KOBIETA
  12. Orange Polska
  13. Wykop.pl
  14. Google Polska
  15. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę
  16. Lifetube, Kamil Bolek
  17. Ludmiła Anannikova
  18. Grzegorz Zajączkowski
  19. Mediafun, Maciek Budzich
  20. Karol Paciorek
  21. Aula Polska, Artur Kurasiński
  22. Fundacja ePaństwo
  23. Porcelanowe Aniołki, Rafał Szymański
  24. Krzysztof Woźniak
  25. Good for you, Wojtek Kardyś
  26. Maciej Broniarz

 

Cena wolności, prawa osób z niepełnosprawnościami, szkoła. Spotkanie regionalne RPO w Tarnowskich Górach

Data: 2018-11-27

Na spotkanie w Tarnogórskim Centrum Kultury w Tarnowskich Górach wczesnym popołudniem 27 listopada przyszło około 40 osób, w tym grupa uczniów VII klasy, dla których spotkanie z RPO było lekcją wiedzy o społeczeństwie (i których, jak się szybko okazało, bardzo interesowało, co RPO myśli o reformie edukacji). Kilka osób przyszło po prostu posłuchać i dowiedzieć się, „co nurtuje innych mieszkańców”.

26 i 27 listopada Rzecznik Praw Obywatelskich spotykał się z mieszkańcami województwa śląskiego. Można było zgłosić problem swojej społeczności, ale także sprawę indywidualną. Jedno z tych pięciu spotkań odbyło się w Tarnowskich Górach.

Wolność. Problem ludzi wychodzących z więzienia

Ludzie wychodzący z więzienia często nie mają gdzie wrócić. To rodzi niebezpieczeństwo, że popełnią przestępstwo tylko po to, by wrócić z powrotem za kraty – do jedynego domu, jaki mają. Gdyby w miastach, gdzie są zakłady karne, były też hostele, w których po wyjściu na wolność można było mieszkać przez rok i znaleźć pracę, to by rozwiązało wiele problemów.

Są już takie rozwiązania na świecie, w Polsce też – np. w Wodzisławiu Śląskim.

RPO: Odbywanie kary pozbawienia wolności w Polsce łączy się z tym, że człowiek przestaje podejmować decyzje. Wszystko rozstrzyga za niego zakład karny. Powrót na wolność po latach jest bardzo trudny – na wolności człowiek musi się zastanawiać, gdzie mieszkać, z czego żyć, czym się zajmować, z kim się spotykać. Mogą sobie z tym poradzić ci, co mają rodziny i przyjaciół. Jeśli jednak straci się z nimi kontakt, to pokusa powrotu do uporządkowanego życia jest ogromna. A to oznacza pokusę kolejnego przestępstwa.

Stąd pomysł, by tworzyć "śluzy wolności", miejsca przygotowujące do życia na wolności. Takie ośrodki funkcjonują np. w Krakowie albo w Toruniu, gdzie działa pan Waldemar Dąbrowski (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/spotkanie-adama-bodnara-w-osrodku-stowarzyszenia-profilaktyki-i-resocjalizacji-mateusz)

Rolą RPO jest wspieranie i promowanie takich inicjatyw – powiedział Adam Bodnar.

Prawa OzN na otwartym rynku pracy

Na spotkanie przyszli przedstawiciele organizacji pozarządowej wspierającej zatrudnienie osób z niepełnosprawnością intelektualną (znaleźli w ciągu 10 lat na  Śląsku pracę dla 130 osób). Mówili, że osoby z niepełnosprawnością często nie wiedzą, że mogą pracować (że jest dla nich praca). To je wyklucza z samodzielnego życia. Praca jest ogromną wartością i pozbawianie jej narusza prawa tych osób. Do zrobienia jest bardzo wiele

  • wsparcie w zatrudnieniu osób z niepełnosprawnościami nie jest powszechne – ma charakter wyspowy, udaje się tam, gdzie organizacje pozarządowe i samorządy współpracują ze sobą (przykład – „Jasne że Częstochowa”).  
  • ludzie nie rozumieją też, że sformułowanie na orzeczeniu o niepełnosprawnościami „niezdolny/a do pracy” nie wyklucza z zatrudnienia (patrz - problem z orzeczeniami o niepełnosprawności; RPO naciska, by odejść od orzekania o „niezdolności do pracy” na rzecz orzekania o wsparciu potrzebnym, by móc pracować).
  • brakuje sensownych przepisów o zatrudnieni wspomaganym – miały się znaleźć w ustawie „Za życiem” (Rzecznik mógłby sprawdzić, co się dzieje z tymi przepisami).

RPO: za często słyszymy o tym problemie. Musimy się zastanowić, co zrobić, aby naprawdę problem ruszyć.

Siódmoklasiści i reforma edukacji

Siódmoklasiści nie mogli długo zostać na spotkaniu, bo autobus do ich miejscowości jeździ tylko raz na godzinę.

RPO powiedział więc krótko na pytanie o ocenę reformę edukacji, która tych młodych ludzi bezpośrednio dotknęła – mówił o tym, jak alarmował władze o problemie kumulacji roczników w liceach. Zobowiązał się też zapytać starostwo w Tarnowskich Górach o sytuację, w jakiej znaleźli się młodzi uczestnicy spotkania

Utracone prawa nauczycieli

- Wcześniejsza emerytura była dla nauczycieli rekompensatą za niską płacę. Odebranie tego prawa po latach pracy to naruszenie praw nabytych – policjanci umieli się ostatnio upomnieć o swoje, a my? Nie mamy takiej siły nacisku. Mnie dodano kilkanaście lat dodatkowej pracy.

RPO: jako "adwokat diabła" przypomnę jednak, że państwo zaczęło jednak lepiej płacić nauczycielom, poprawił się też status nauczyciela (status nauczyciela dyplomowanego). Czy to nie jest podstawa do zmiany umowy w sprawie uprawnień emerytalnych?

- Nie neguję likwidacji uprawnień. Bo rzeczywiście sytuacja zawodowa nauczycieli się poprawiła. Jednak tak nie są traktowani wszyscy. Mnie  pod koniec kariery zmienia się zasady gry, policjantom – zapowiada się, że nowe reguły dotkną tylko nowych pracowników, ale starych już nie.

Fotoradary i karanie kierowców na podstawi zdjęć

Uczestnicy spotkania skarżą się na niejasne przepisy i niesprawiedliwe ich zdaniem rozstrzygnięcia sądowe.

RPO zapowiada przyjrzenie się sprawie orzecznictwu sądów w tej sprawie.

Ochrona praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym

- My uważamy, że art. 11 projektowanej dyrektywy ogranicza dostęp do informacji. Jaki jest stosunek Rzecznika do tego?

RPO: a co jest dla Pana ważniejsze: art. 54 Konstytucji (wolność słowa) czy art. 64 (prawo własności)? Zgadzamy się, że są to równoważne prawa, będące ze sobą w kolizji. Dla Rzecznika najlepszą strategią jest zostawienie sprawy ustawodawcy i zbadanie, jak rzecz się będzie miała w praktyce. Rzecznik nie może się wypowiadać za jedną a przeciw drugiej wartości. Możemy jednak zainteresować przepisami ograniczającymi dostęp obywateli Unii Europejskich do treści spoza Unii Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Bezpieczeństwo finansowe obywateli

Czy w przypadku bankructwa większego banku (a nie SKOK) asekuracyjne dla właścicieli wkładów działanie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego  nie spowodowałoby załamania całego systemu bankowego (bo BFG musiałby upłynnić stanowiące zabezpieczenie wkładów obligacje skarbu państwa)?

RPO: Pytanie jest zasadne. Ale Rzecznik nie ma chyba narzędzi, by to zbadać. Sprawdzimy to.

Specustawa drogowa, nadużycia

Ustawa ta powstała, by ułatwiać duże inwestycje drogowe. Dała specjalne uprawnienia starostom. Ale teraz w miastach na prawach starostwa na podstawie tej ustawy powstają nawet ścieżki rowerowe i chodniki – ludzie tracą w ten sposób całe fragmenty działek i nie mogą się bronić.

Tęczowy piątek

Szkoła zareagowała na akcje dobrze, "tęczowy piątek" był wydarzeniem wewnątrzszkolnym, ale posłanka PIS i inne organizacje, w tym lokalna strona internetowa zareagowały taką agresją (oskarżenia o zboczenia, "wysyłanie do gazu"), że moim zdaniem naruszone zostały prawa tych młodych ludzi. Młodzi ludzie są zastraszeni.

RPO: A czemu Państwo tego nie zgłosili do Rzecznika. To jest nasze zadanie. A ta nienawistna akcja organizowana była nie lokalnie, ale w całym kraju. Zgłoszenie od Państwa  to mandat do działania.

- Nie wiem, chyba ludzie już za bardzo się boją. Czyli co? Trzeba zgłosić?

RPO spyta prokuraturę i ABW o sprawę zarzutu „propagowania nazizmu” dla operatora TVN

Data: 2018-11-26
  • Operator TVN miał usłyszeć zarzut  „propagowania nazizmu”, bo  uczestniczył w tworzeniu głośnego reportażu, w którym ujawniono m.in. obchody rocznicy urodzin Adolfa Hitlera
  • Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyła 23 listopada 2018 r. do domu operatora; wręczono mu wezwanie do prokuratury jako podejrzanego. Po dwóch dniach Prokuratura Krajowa podała, że stawianie zarzutów jest „przedwczesne”
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpi o wyjaśnienia w sprawie działań  prokuratury i ABW
  • Akcja ABW może rodzić tzw. efekt mrożący, a przecież w tym przypadku chodzi o ujawnienie działań maksymalnie szkodliwych dla demokracji

23 listopada 2018 r. ABW wkroczyła do domu operatora TVN. Wręczono mu pismo z wezwaniem do prokuratury – miał mu być postawiony zarzut dotyczący propagowania nazizmu w związku z realizacją reportażu na temat polskich neonazistów. 25 listopada 2018 r. Prokuratura Krajowa poinformowała, że "przedwczesne jest stawienie zarzutów operatorowi TVN, który wykonywał gesty nazistowskiego pozdrowienia w trakcie spotkania ku czci Adolfa Hitlera w kwietniu 2017 r”. Wyznaczony termin stawienia się w prokuraturze odwołano.

Gdy reportaż się ukazał, premier Mateusz Morawiecki dziękował dziennikarzom TVN, że przyczynili się do zwalczania praktyk neonazistowskich. Teraz się okazuje, że służby podległe premierowi robią coś zupełnie odwrotnego. Dokonują aktu, który mógłby być uznany za szykanowanie dziennikarza, czy stacji, która nadała materiał. Powstaje pytanie o przyczyny takich działań, które mogą wywołać tzw. efekt mrożący i zniechęcić do ujawniania przypadków propagowania nazizmu.

A w tym przypadku chodziło przecież o ujawnienie aktywności maksymalnie szkodliwej dla demokracji. Dziennikarze działali tu ewidentnie w interesie publicznym. Podstawą prawną ich działań była Konstytucja i etyka dziennikarska.

Prowokacja dziennikarska może pozwalać na ujawnianie przestępstw lub nieprawidłowości w działaniach władz. Musi odpowiadać określonym standardom, bo nie jest prawnie uregulowana – ich niedochowanie może oznaczać odpowiedzialność karną. Ujawniania niezgodnych z prawem działań w takich przypadkach nie można jednak utożsamiać z ich propagowaniem.

Do pewnych środowisk dziennikarz nie może dotrzeć poprzeć tradycyjne nawiązanie kontaktu. Na potrzeby tzw. dziennikarstwa wcieleniowego trzeba zatem zataić fakt, że jest się dziennikarzem. Taka forma dziennikarstwa jest dopuszczalna, pod warunkiem działania z zachowaniem ogólnych standardów etyki dziennikarza.

Polskie prawo nie reguluje prowokacji dziennikarskiej czy związanego z nią materiału wcieleniowego.  Gdy prowokacja budzi wątpliwości co do jej legalności, o tym czy doszło do złamania prawa decyduje ostatecznie sąd. Jeśli dziennikarz wykaże, że choć naruszono jakieś dobro chronione prawem, to nastąpiło to w imię ważnego interesu społecznego, wtedy nie spotka go kara.

Zgodnie z  art. 10 Prawa prasowego, dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa.  Według art. 12 Prawa prasowego musi on zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

Art. 14 Konstytucji RP głosi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Z kolei zgodnie z art. 54 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Ustawa o radiofonii i telewizji stanowi ponadto, że audycje oraz inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym.

Art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności  gwarantuje swobodę wypowiedzi. W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przyjmuje się, że swoboda dziennikarska obejmuje także możliwość posłużenia się przesadą, a nawet prowokacją. Standardy dziennikarstwa śledczego, w tym także metoda dziennikarstwa wcieleniowego, znalazły aprobatę ETPCz.

W sprawie z 1985 r. Jersild v. Dania, ETPCz uznał za ograniczenie wolności informacji  postępowanie władz duńskich, które ukarały dziennikarza odpowiedzialnego za powstanie reportażu wyemitowanego w radio i zawierającego nagrania wypowiedzi miejscowych faszyzujących ekstremistów. Celem reportażu było ostrzeżenie przed odżyciem postaw faszystowskich. Kara była uzasadniana zarzutem szerzenia poglądów faszystowskich - co w Danii było karalne. ETPCz uznał, ze postępowanie władz duńskich było formalistyczne i godziło w swobodę informacyjną przez to, że nie brało pod uwagę motywów emisji.

W  wyroku z 2015 r. w sprawie Haldimann i Inni v. Szwajcaria ETPCz uznał za naruszenie wolności słowa ukaranie dziennikarzy, którzy wykorzystali ukryte kamery podczas przygotowania filmu dokumentalnego dotyczącego działalności sprzedawców ubezpieczeń. Celem powstania filmu było ujawnienie nieprawidłowości i nadużyć w praktykach rynkowych. Sąd krajowy uznał jednak, że dziennikarze mogli osiągnąć ten cel za pomocą innych metod, nienaruszających prawa do prywatności bohaterów dokumentu. ETPCz podkreślił znaczenie wskazanego dokumentu dla interesu publicznego.

Według teorii dziennikarstwa, granice dozwolonej prowokacji dziennikarskiej wyznacza np.:

  • działanie w ważnym interesie społecznym (powinna służyć wywołaniu publicznej dyskusji na dany  temat, a nie np. poniżeniu innej osoby),
  • ujawnienie w jej wyniku prawdziwego stanu rzeczy, który wymaga napiętnowania ale bez skłaniania do bezprawnych zachowań (celem ma być np. ujawnienie przestępstwa lub nieprawidłowości w działaniu organów władzy czy innych podmiotów publicznych),
  • niemożność zdobycia informacji inną drogą (są grupy unikające kontaktu z mediami, zwłaszcza jeśli działają na granicy prawa lub poza nią - jak właśnie np. środowiska odwołujące się do teorii i praktyki faszyzmu czy nazizmu) ,
  • działanie za wiedzą i zgodą redakcji oraz określenie od samego początku prowokacji, jakie działania będą podjęte przez dziennikarzy, którzy muszą być niezależni od jakichkolwiek wpływów,
  • ewentualne naruszenie przepisów przez dziennikarzy powinna cechować niska szkodliwość społeczna.

I tak kodeksy etyki dziennikarskiej dopuszczają takie działania. Według kodeksu etyki Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, jest to możliwe ze względu na ważny interes społeczny, gdy nie ma innej możliwości zdobycia ważnych informacji, kiedy wszystko dzieje się za zgodą i wiedzą przełożonych oraz wówczas, gdy takie metody stosowane są w ramach dziennikarstwa śledczego, tj. tropienia w imię dobra publicznego – za wiedzą i zgodą przełożonych – zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy.

Zasady etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej SA głoszą: „Niedopuszczalne jest posługiwanie się metodami moralnie nagannymi, takimi jak: wprowadzanie rozmówcy w błąd, podszywanie się pod inne osoby, ukrywanie rzeczywistego charakteru nagrywanej rozmowy, a także molestowanie i zastraszanie[…]. Jedyny wyjątek może stanowić działanie w imię wyższego interesu publicznego, gdy uzyskanie ważnej informacji w inny sposób jest niemożliwe, a sprawa wymaga jej potwierdzenia lub zaprzeczenia. Może to mieć miejsce w przypadku tropienia przestępstwa, oszustwa, nadużycia władzy. Zawsze jednak o takim zamiarze należy wcześniej uprzedzić przełożonego i uzyskać jego zgodę […].Posługiwanie się ukrytą kamerą lub ukrytym mikrofonem może być również uzasadnione jedynie działaniem w interesie publicznym i to tylko za wiedzą i zgodą przełożonego”.

Wojewoda lubelski twierdzi, że określanie homoseksualizmu mianem „zboczenia” nie jest obraźliwe

Data: 2018-11-26
  • Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek podtrzymuje nazwanie  homoseksualizmu „zboczeniem” i  twierdzi, że nie jest to określenie obraźliwe
  • Mianem „promocji zboczeń” wojewoda nazwał październikowy Marsz Równości w Lublinie
  • W piśmie do wojewody RPO uznał, że ta wypowiedź może być przejawem „mowy nienawiści” ze względu na orientację seksualną
  • W odpowiedzi Przemysław Czarnek napisał, że Rzecznik ignoruje bezsporne znaczenie słowa „zboczenie”, a zdecydowana większość obywateli to heteroseksualiści

Przed zaplanowanym na 13 października 2018 r. Marszem Równości w Lublinie wojewoda wrzucił na youtube filmik „Czarnek przeciwko zboczeniom, dewiacjom i wynaturzeniom”. Marsz  określił jako „obrzydliwy”, a rodziny tworzone przez osoby tej samej płci - „zboczeniami”, „dewiacjami” i „wynaturzeniami”. Twierdził, że nie powinno się dopuścić do manifestowania przez osoby LGBT w dniu rocznicy objawień fatimskich. Wyrażał tez zdziwienie, że prezydent Lublina nie sprzeciwił się organizacji Marszu.

Jednak 8 października 2018 r. prezydent miasta Krzysztof Żuk zakazał marszu, z obawy na zagrożenie ze strony kontrmanifestantów. Sąd Okręgowy w Lublinie podtrzymał tę decyzję 6 października. 12 października Sąd Apelacyjny w Lublinie uchylił zakaz, który do SA zaskarżył m.in. RPO Adam Bodnar. Marsz się odbył.

Pismo RPO do wojewody

Jeszcze 4 października Adam Bodnar napisał do wojewody w sprawie jego wypowiedzi. - Jako Rzecznik Praw Obywatelskich – organ stojący na straży przestrzegania zasady równego traktowania, a także wszelkich praw człowieka, które swe źródło mają w godności ludzkiej – nie mogłem pozostać obojętny wobec przytoczonych, publicznie prezentowanych twierdzeń przez Pana Wojewodę, osobę pełniącą wysoką funkcję publiczną – podkreślił. Sformułowania wojewody można bowiem uznać za obraźliwe dla osób LGBT.

RPO pisał, że organizacja Marszu Równości stanowi realizację gwarantowanej art. 57 Konstytucji RP wolności organizowania pokojowych zgromadzeń, a także art. 54 Konstytucji RP wolności wyrażania poglądów i wyrażania opinii, o której mowa także w art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Realizacja tych praw i wolności powinna być zapewniona bez dyskryminacji m.in. ze względu na orientację seksualną (art. 32 ust. 2 Konstytucji i art. 14 Konwencji).

Adam Bodnar podkreślał, że zakaz dyskryminacji obywateli m.in. ze względu na orientację psychoseksualną dotyczy również ujawniania osobistych poglądów podczas wszelkich wystąpień publicznych. Osoby pełniące wysokie funkcje w organach władzy publicznej powinny w sposób rozważny i ostrożny wypowiadać się na tematy światopoglądowe, które mogą być istotne z punktu widzenia kształtowania polityki. Ich opinie mogą być bowiem odbierane przez urzędników niższego szczebla jako sugestie.

Wartości kulturowe, tradycyjne, religijne, ani też reguły „dominującej kultury” nie mogą być przywoływane w celu usprawiedliwienia jakiejkolwiek formy dyskryminacji, włączając w to dyskryminację opartą na orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.

Zdaniem RPO określenie mającego się odbyć zgromadzenia jako „obrzydliwe”, a rodzin tworzonych przez osoby tej samej płci „zboczeniami”, „dewiacjami” i „wynaturzeniami”, może wskazywać na brak wiedzy, odwoływanie się wyłącznie do utrwalonych stereotypów, a także brak odpowiedzialności społecznej. Wypowiedź wojewody może stanowić przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną wobec uczestników tego wydarzenia.

Im częściej słyszymy agresję słowną, tym mniej zwracamy na nią uwagę i chętniej jej używamy. Dlatego też publiczne przyzwolenie na używanie języka pogardy jest wyjątkowo niebezpieczne.  Obowiązkiem władz publicznych jest dokładanie wszelkich starań w celu eliminacji tego szkodliwego zjawiska – ostrzegał  Rzecznik. Wskazywał, że przedstawiciele polskiego rządu powinni stać na straży kultury w debacie publicznej. Mowa nienawiści sprawia bowiem, że przemoc staje się bardziej społecznie akceptowalna.

Odpowiedź wojewody

- Wbrew zawartym w Pana piśmie - uchybiającym grzeczności i nie podpartym rzeczową argumentacją - sugestiom co do braku z mojej strony „wiedzy, odwoływanie się wyłącznie do utrwalonych stereotypów, a także braku  odpowiedzialności społecznej”, sygnowany przez Pana tekst ignoruje elementarne i bezsporne znaczenie słowa „zboczenie” – głosi odpowiedź wojewody z 8 listopada 2018 r.

Przemysław Czarnek przywołał definicję ze Słownika Języka Polskiego PWN, według którego zboczenie to „zaspokajanie popędu płciowego w sposób odbiegający od normy”. - Nie spodziewam się, aby Pan Rzecznik był zdolny, a także skłonny, przekonywać mnie, że Rzeczpospolitą Polską zamieszkuje 90, czy 99 proc. homoseksualistów -napisał. Według niego w Polsce, w świetle potocznej i niekwestionowanej wiedzy, jest ok. 97-99 proc. heteroseksualistów i od 1 do 3 proc. homoseksualistów.

- Nawet skrajnie ideologicznie traktujące tę kwestie środowiska - mówiące o dziesięcioprocentowej populacji homoseksualistów - muszą przyznać, że zdecydowana większość obywateli to heteroseksualiści. Zatem normą (czyli ogólnie, szeroko przyjętym sposobem postępowania) jest heteroseksualizm, a nie homoseksualizm – oświadczył wojewoda. - Zaprezentowane powyżej elementarne i bezsporne ustalenia terminologiczne nie dają podstaw do stwierdzeń o obraźliwym charakterze słowa „zboczenie”  - podkreślił.

Przemysław Czarnek wyraził też  głębokie ubolewanie, że pismo Rzecznika stało się „narzędziem erystycznych zabiegów moich adwersarzy w odbywającej się w ostatnich tygodniach debacie publicznej w Lublinie”. - W obronie jej prowadzenia, a zatem także w obronie wolności formułowania m.in. przeze mnie sądów - nietrafnie atakowanych przez Pana Rzecznika - stanął Sąd Okręgowy w Lublinie w swoim rozstrzygnięciu z dnia 6 listopada br. – zakończył wojewoda.

XI.613.8.2018

SENAT. Informacja o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w 2017 r. oraz o działalności RPO

Data: 2018-11-23
  • Występuję tu po roku od dramatycznych w wydarzeń i debat w obronie Sądu Najwyższego. I dziś pani pierwsza prezes SN może powiedzieć, że dalej pełni tę funkcję. To jest fundament obrony praw obywateli – zakończył swoje wystąpienie w Senacie RPO Adam Bodnar
  • Senat zapoznał się z informacją RPO o stanie przestrzegania praw człowieka w Polsce w 2017 r.
  • Rzecznik przypomniał w debacie, że media będą w Polsce wolne, póki się o tę wolność będziemy upominać.

​Jako Rzecznik będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby obywatelom pomagać, będę szukał rozwiązań. Jeśli uda się pomóc kolejnej osobie, kolejnej grupie wykluczonej, to jest to warte każdego wysiłku. Będę domagał się także, konsekwentnie i stanowczo, respektowania ich praw obywatelskich, bo przestrzeganie praw obywatelskich jest obowiązkiem każdego organu państwa, a moją rolą jest o to się upominać, to przypominać i o to zabiegać.

I nie ma to nic wspólnego – chciałbym to podkreślić – z polityką - powiedział senatorom Adam Bodnar. 

Moja rola jako Rzecznika to jest stanie na straży praw i wolności obywatelskich i to ode mnie zależy – to jest moja sfera niezawisłości – jakie ja instrumenty wykorzystam do tego: czy będę bardziej wierzył sądom powszechnym, Sądowi Najwyższemu, czy też będę raczej ryzykował, że Trybunał Konstytucyjny spowoduje stan trwałej niezgodności prawa ze standardami praw człowieka - powiedział.

Wystąpienie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara:

Szanowny Panie Marszałku! Szanowne Panie oraz Panowie Senatorowie!

Na podstawie art. 212 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przesłałem do Senatu w dniu 30 maja. obszerną informację o działalności Rzecznika Praw Obywatelskich oraz o stanie przestrzegania praw i wolności obywatelskich w Polsce w 2017 r. Dzisiaj, ze względu na ograniczony czas, pozwolę sobie omówić tylko wybrane zagadnienia.

Rzecznik Praw Obywatelskich jest najczęstszym w państwie adresatem skarg obywateli. Liczba nowych skarg zasadniczo od lat się nie zmienia i utrzymuje się na poziomie ponad 20 tysięcy skarg. Są to sprawy systemowe, istniejące od lat, ale także sprawy nowe, związane z aktualnymi problemami.

Wiedzę o ludzkich problemach Biuro Rzecznika czerpie z listów i zgłaszanych spraw, ale także ze spotkań i rozmów z konkretnymi ludźmi podczas organizowanych wyjazdów regionalnych. Jako rzecznik uczestniczę w takich wyjazdach dość regularnie. Od początku kadencji odwiedziłem wraz z moim zespołem łącznie ponad 140 miejscowości. I w każdym z tych miast i miasteczek, w każdej z tych wiosek mogliśmy z bliska przyglądać się problemom obywateli oraz zdobyć wrażliwość wykraczającą poza granice wielkich miast.

Chciałbym także podkreślić, że otrzymujemy sporo zapytań oraz próśb o interwencję od posłów i senatorów. Na każdą z tych próśb staramy się odpowiedzieć z maksymalną życzliwością, z maksymalnym zaangażowaniem moich współpracowników.

Chciałbym podkreślić, że w obecnych realiach ustrojowych rola notariusza ludzkich krzywd i adwokata praw obywateli staje się coraz bardziej złożona.

Wymaga konsekwencji i pryncypialności, jeśli chodzi o dochowanie standardów demokracji oraz realizację ustawowych celów, a jednocześnie wymaga poszukiwania rozwiązań, które będą służyć poprawie sytuacji obywateli w warunkach, w których przyszło nam działać.

Dlatego bardzo często pojawia się pytanie, ile w działalności rzecznika powinno być pryncypialności, a ile pragmatyzmu.

Jak chronić prawa obywateli w państwie, w którym polityka i politycy przejmują coraz to nowe obszary życia publicznego i ograniczona jest podmiotowość obywateli, a jednocześnie utrzymuje się podobna jak we wcześniejszych latach liczba skarg na działanie instytucji publicznych, utrzymuje się także duży poziom braku zaufania do działalności organów władzy publicznej?

Chciałbym podkreślić, że moją odpowiedzią jest determinacja w dochowaniu wierności obowiązującej konstytucji, a równocześnie poszukiwanie rozwiązań, które w optymalny sposób będą służyły ochronie praw obywateli. Konsekwentnie staram się walczyć o naprawienie ludzkich krzywd wszędzie tam, gdzie jest to dzisiaj możliwe.

Tworzę także miejsca do debaty i wypracowywania najlepszych możliwych rozwiązań. Przykładem tego może być I Kongres Praw Obywatelskich, który odbył się w grudniu 2017 r. W 36 panelach dyskusyjnych wzięło udział ponad 1 tysiąc 500 osób. Na końcu informacji o działalności rzecznika załączony jest zbiór rekomendacji, które zostały opracowane po tym Kongresie.

Bardzo konkretny zbiór rekomendacji odnośnie do tego, co należałoby poprawić w funkcjonowaniu naszego państwa. Chciałbym państwa poinformować, że w tym roku odbędzie się kolejny kongres, 14 i 15 grudnia 2018 r.

Chciałbym podkreślić, że celem mojego działania, zarówno w obszarze wymiaru sprawiedliwości, jak i w innych dziedzinach, nigdy nie było i nie jest utrzymanie tego stanu, który istnieje. Bo nie tak odczytuję oczekiwania obywateli.

Chciałbym zawsze poszukiwać drogi do rozmowy, do dialogu o tym, jak powinny przebiegać zmiany, jak usprawniać system wymiaru sprawiedliwości, jak dbać o efektywność postępowań, jak walczyć z przewlekłością postępowań, jak przybliżać sądy ludzkim potrzebom. Dostrzegam te wszystkie problemy – te wszystkie problemy są przedmiotem licznych wystąpień kierowanych chociażby do Ministerstwa Sprawiedliwości – ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że każda reforma musi oznaczać jednoczesne poszanowanie standardów niezależności sądownictwa, a także dobrej współpracy z sądami innych państw członkowskich Unii Europejskiej.

Przygotowując sprawozdanie za 2017 r., spojrzeliśmy na działalność rzecznika praw obywatelskich, a także na problemy występujące w Polsce, przez pryzmat konkretnych postanowień konstytucji. W każdej dziedzinie analizujemy – można powiedzieć, że przepis po przepisie – to, w jaki sposób konstytucja jest respektowana, co się zmieniło, co się nie zmieniło, gdzie występują zasadnicze problemy związane z przestrzeganiem praw i wolności. Odnosząc się także do działalności rzecznika, staramy się to ilustrować konkretnymi przykładami podejmowanych działań, wystąpień, debat. Chciałbym także podkreślić, że ten sposób przygotowania raportu rocznego jest związany z chęcią pokazania, że istnieje silny bezpośredni związek między sposobem funkcjonowania instytucji publicznych i stanem przestrzegania naszych praw i wolności obywatelskich. Za każdym listem, za każdą zgłoszoną sprawą stoi żywy człowiek. Jeśli dochodzi do protestów całych środowisk, np. rodziców osób z niepełnosprawnościami… Nie biorą się one znikąd, lecz są najczęściej poprzedzone licznymi skargami czy postulatami zgłaszanymi za pośrednictwem rzecznika.

Jednocześnie chcę podkreślić, że z całą konsekwencją dostrzegam te działania państwa, które dobrze służą ludziom – wspierają od strony materialnej i prawnej realizację ich obywatelskich praw. Myślę tu o programach na rzecz rodzin i ich dzieci, o zmianach legislacyjnych umacniających pozycję pracowników czy choćby o niektórych posunięciach w sprawie lepszej ściągalności alimentów. Jako rzecznik praw obywatelskich doceniam kierunek zmian. Widzę także, że dzięki aktywności państwa polepszają się statystyki chociażby w zakresie lepszej ściągalności alimentów czy poprawia się jakość funkcjonowania Państwowej Inspekcji Pracy.

Szanowne Panie i Panowie Senatorowie,

Szczególną uwagę chciałbym poświęcić zmianom legislacyjnym, które dotyczą systemu konstytucyjnego.

Mój największy niepokój budzi nieprzestrzeganie w praktyce konstytucyjnej zasady dialogu społecznego i współdziałania władz, co przejawia się m.in. brakiem konsultacji projektów wielu ważnych ustaw. Z ubolewaniem dostrzegam, że niektóre ustawy potrafią być przyjęte – przejść cały proces legislacyjny – w ciągu bardzo krótkiego czasu. Powstaje pytanie, jak można wtedy uniknąć błędów, jak można spowodować, że te błędy dostrzeże się na czas i w ten sposób nie spowoduje się szkody dla obywateli.

Chciałbym podkreślić, że jesteśmy w pewnym szczególnym momencie – dyskutujemy na temat zmian legislacyjnych dotyczących sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego w sytuacji, kiedy na forum tej Izby te problemy były wielokrotnie dyskutowane; ja sam starałem się być częścią tej debaty. Uważam, że zmiany wprowadzone w funkcjonowaniu sądów powszechnych oraz Krajowej Rady Sądownictwa zwiększają wpływ czynników politycznych na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji osłabiają system ochrony praw człowieka, bo to niezależne sądy są gwarancją ochrony praw i wolności obywatelskich. Dostrzegam także poważnie ograniczoną rolę Trybunału Konstytucyjnego.

W tym kontekście konieczne jest wspomnienie o sytuacji Sądu Najwyższego. To właśnie w 2017 r. na forum tej Izby wielokrotnie dyskutowano o jego niezależności. To tutaj, korzystając z możliwości występowania na forum Senatu, przestrzegałem państwa, jakie to może mieć konsekwencje dla naszej współpracy europejskiej, w tym dla stosowania europejskiego nakazu aresztowania. Nawet nie spodziewałem się, że faktycznie później dojdzie do takiej debaty na forum europejskim. Chodzi chociażby o wydanie rozstrzygnięć dotyczących stosowania europejskiego nakazu aresztowania w stosunku do obywateli polskich przebywających za granicą. To tutaj także padły słynne słowa o tym, że o wolnych sądach będą pamiętać wolni ludzie. I dlatego cieszę się, że niezależność Sądu Najwyższego – właśnie dzięki społeczeństwu obywatelskiemu – została utrzymana i że dzięki protestom społeczeństwa obywatelskiego ten problem związany z zagrożeniem dla niezależności Sądu Najwyższego został dostrzeżony. (Oklaski)

Chciałbym podkreślić, że w Polsce dochodzi do licznych ograniczeń naszych praw i wolności o charakterze osobistym oraz politycznym.

  • Wolność zgromadzeń jest tego najlepszym przykładem, w tym to, co się stało w konsekwencji ograniczania wolności zgromadzeń, a mianowicie reakcja ze strony policji i naruszenie prawa do organizowania kontrmanifestacji. Szczęśliwie w wielu przypadkach sądy potrafiły właściwie ocenić naruszenie prawa do uczestniczenia w zgromadzeniach i odpowiednio ocenić działania ze strony policji.
  • Nie zostały usunięte zagrożenia dla ochrony prawa do prywatności wynikające z obowiązywania wielu przepisów dających Policji oraz służbom specjalnym szerokie uprawnienia w zakresie stosowania kontroli operacyjnej i pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych oraz internetowych, a w szczególności sprawdzania, weryfikowania billingów telefonicznych oraz danych geolokacyjnych. Wątpliwości budzi zarówno zakres pozyskiwanych danych o jednostce, jak i ciągły brak efektywnej kontroli sądowej nad procesem pozyskiwania tych danych i ich wykorzystywania. Na ten temat Komisja Wenecka wydała kompleksowy raport. Zalecenia tego raportu w zasadzie do dzisiaj nie zostały wykonane.
  • Nie został także rozwiązany sygnalizowany w poprzednich latach problem niewykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego świadczeń finansowych dla opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnością. To jest przykład szczególny. Wyrok powinien być wykonany. Zaniechanie jego wykonania zmusza opiekunów do poszukiwania należnej im sprawiedliwości poprzez inicjowanie długotrwałych postępowań przed sądami administracyjnymi, które to postępowania nie zawsze kończą się sukcesem, a do tego mogą być inicjowane przez stosunkowo niewielką liczbę osób. To jest różnica, czy otrzymuje się wsparcie w wysokości 1 tysiąca 477 zł, czy też 520 zł, bo taka jest różnica, jeśli chodzi o świadczenia przyznawane opiekunom dorosłych osób z niepełnosprawnością, w zależności od tego, kiedy powstała niepełnosprawność dziecka, osoby, którą się opiekują.
  • Pomimo ratyfikacji Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych wciąż dalecy jesteśmy od zapewnienia prawa do niezależnego życia oraz prawa do godnego życia takim osobom, a także ich opiekunom. Protest osób z niepełnosprawnościami w Sejmie pokazał, jak ważny to jest problem.
  • Doceniam powstanie rządowego programu „Dostępność Plus”, bo to jest faktyczny krok w kierunku udostępnienia przestrzeni publicznej, stron internetowych, wielu różnych przestrzeni, z którymi spotykają się osoby z niepełnosprawnościami, a które są dostępne wszystkim. To jest program w kierunku promocji uniwersalnego projektowania, ale to jest niewystarczające, bo wciąż jest wiele barier, nie tylko tych barier fizycznych, technologicznych, które utrudniają realizację prawa do niezależnego życia dla osób z niepełnosprawnościami. Co więcej, to jest ta przestrzeń, w której widzimy swoistą wyspowość działania naszego państwa, czyli to, że pewne problemy udaje się czasami rozwiązać na szczeblu lokalnym dzięki dobrej współpracy samorządów z organizacjami pozarządowymi, ale brakuje, powiedziałbym, jednolitego podejścia na wyższym szczeblu, jeśli chodzi o całe państwo.
  • Wciąż nie uregulowano spraw skutków powojennych wywłaszczeń oraz nacjonalizacji, wciąż czekamy na kompleksową ustawę reprywatyzacyjną, która by pozwoliła na docelowe rozwiązanie problemu. Do tej pory nie został nawet wykonany wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2015 r. orzekający częściową niekonstytucyjność przepisu umożliwiającego stwierdzenie nieważności decyzji administracyjnej wydanej z rażącym naruszeniem prawa bez żadnych ograniczeń czasowych. Ta sytuacja narusza poczucie bezpieczeństwa prawnego uczestników obrotu prawnego.
  • Z niepokojem obserwujemy także wzrost liczby przestępstw motywowanych uprzedzeniami lub wręcz nienawiścią, np. wobec osób innej rasy, pochodzenia etnicznego lub narodowości i religii. Alarmujemy w tej sprawie odpowiednie organy państwa, w szczególności Policję oraz prokuraturę. Chciałbym podkreślić, że według badań, które zostały przeprowadzone niedawno przez moje biuro wraz z Organizacją Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, tylko 5% tzw. przestępstw z nienawiści jest zgłaszanych organom państwa. Dominuje niestety podejście opierające się na nieufności w stosunku do działania organów państwa. Czyli to, że pozostałe 95% nie jest zgłaszane, powodowane jest głównie brakiem zaufania, wiary w to, że z taką sprawą cokolwiek się stanie, że organy państwa się tym odpowiednio zajmą.
  • W Polsce jest wciąż wiele do zrobienia, jeśli chodzi o poszanowanie praw osób homoseksualnych i osób pozostających w związkach osób tej samej płci, ale też w zakresie walki z homofobią. Konieczne jest także wprowadzenie procedury uzgodnienia płci osób transpłciowych, która nie będzie wymuszała na nich pozywania własnych rodziców, co powoduje kolejne traumatyczne doświadczenia.
  • Istotna część pracy rzecznika to kwestia praw rodziców w kontekście funkcjonowania współczesnej rodziny. W tym zakresie współpracuję blisko z rzecznikiem praw dziecka, panem Markiem Michalakiem. Problemy niepłacenia alimentów, kontaktów rodziców z dziećmi po rozwodzie, problemy małżeństw transgranicznych, walka z przemocą domową, sytuacja rodziców opiekujących się osobami z niepełnosprawnościami to problemy, które cały czas budzą moje zainteresowanie i są przedmiotem różnych działań.

W czerwcu tego roku właśnie z tego powodu, a także z tego powodu, że stanowi to przedmiot wielkiego zainteresowania publicznego, zorganizowaliśmy duży kongres praw rodzicielskich, w którym uczestniczyli przedstawiciele różnych środowisk, w tym także środowiska pokrzywdzonych ojców.

Uważam, że w tej sferze życia potrzebne są dialog, rozmowa i zrozumienie tego, że zmiany społeczne, zmieniający się model rodziny powodują dodatkowe wyzwania dla organów państwa. Potrzebne są także sprawne i efektywne sądy, gdyż każde opóźnienie postępowań w sprawach rodzinnych może mieć tragiczne skutki dla życia rodziny i dla życia poszczególnych rodziców. W tym zakresie chciałbym docenić inicjatywy, a także zmiany legislacyjne przyjęte w ostatnim czasie, które poprawiają skuteczność postępowań transgranicznych i w pewnym sensie centralizują wysiłki państwowe dotyczące odpowiadania na różne potrzeby sądów innych państw członkowskich w tym zakresie.

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich podejmuje także wiele działań na rzecz ochrony praw kobiet.

W roku, w którym świętujemy stulecie uzyskania czy wywalczenia przez kobiety praw wyborczych, powinniśmy się zastanowić, czy faktycznie ich prawa są w pełni realizowane. Mówię o prawach kobiet w kontekście prawa do ochrony zdrowia, faktycznej realizacji ustawy o planowaniu rodziny i warunkach przerywania ciąży, dostępności terapii in vitro, walki z przemocą domową, równoważenia ról zawodowych i prywatnych lub opieki okołoporodowej. To jest cały czas lista spraw do załatwienia, do rozwiązania. Co więcej, w tym zakresie wyraźnie widać różnicę między sytuacją kobiet zamożnych, mieszkających w dużych miastach, a pochodzących z mniejszych miast, tych, które są mniej zamożne. Prywatyzacja usług publicznych rozwiązuje tu niektóre problemy, ale powoduje pogorszenie sytuacji osób, które mieszkają dalej od centrum.

Kolejne działania rzecznika dotyczą dyskryminacji osób starszych w ochronie zdrowia, dostępu do różnych usług, a przede wszystkim wsparcia tych osób w ich miejscu zamieszkania zamiast oferowania im opieki instytucjonalnej, czyli tworzenia dużych instytucji, izolowania seniorów, zapominania o nich.

To jest coś, co się nazywa instytucjonalizacją opieki. Powinniśmy robić wszystko co w naszej mocy, aby doprowadzić do tzw. deinstytucjonalizacji, czyli zrezygnowania z tych wielkich ośrodków ochrony na rzecz indywidualnego wsparcia możliwie najbliżej miejsca zamieszkania. W tym zakresie w czasie moich wyjazdów regionalnych staram się organizować spotkania na poziomie poszczególnych powiatów dotyczące promocji modelu wsparcia osób starszych w miejscu zamieszkania. Kilka takich spotkań się odbyło, np. w Stargardzie Szczecińskim, w Krapkowicach czy też w Lesznie.

W ramach pracy biura rzecznika staramy się alarmować o problemach niedostrzeganych z perspektywy dużych miast. Są w Polsce miejsca, gdzie wykluczenie transportowe staje się coraz większym problemem, gdzie młoda osoba, która kończy gimnazjum, wybiera nie taką szkołę, która odpowiada jej talentom i zainteresowaniom, ale taką, do której po prostu można dojechać. To jest też problem dostępu do lekarzy specjalistów i problem związany z szansą na codzienną aktywność seniorów.

Naruszenia praw człowieka dotykają w Polsce właśnie tych najsłabszych, tych, którzy nie potrafią się upomnieć albo z różnych powodów nie mają na to szans. W tym kontekście chciałbym wspomnieć o 3 grupach, które mają szczególnie trudną sytuację, choć każda z nich jest odmienna.

  • Pierwsza to osoby dotknięte kryzysem bezdomności. Mamy ciągle powyżej 30 tysięcy osób dotkniętych kryzysem bezdomności. Trzeba zmienić nasze myślenie o bezdomności. Trzeba myśleć o bezdomności w taki sposób, że jest to kryzys, z którego można wyjść, a państwo służy do tego, aby podać pomocną dłoń, i to niezależnie od tego, czy osoba bezdomna mieszka w Polsce, czy też jest obywatelem RP mieszkającym poza granicami Polski, bo przecież takich osób też ten kryzys dotyczy. Osoby te często z tego powodu, że ich własna godność im na to nie pozwala, nie decydują się nawet na powrót do własnego kraju, decydują się na to, aby dalej pozostawać w stanie bezdomności. Jest to dziedzina, w której współpraca organizacji pozarządowych i samorządów może przynieść wiele korzyści, ale także jest to przestrzeń, w której bardzo wiele można zrobić, jeżeli odpowiednio skoordynuje się wysiłki na szczeblu centralnym.
  • Druga grupa osób to są osoby dotknięte kryzysem zdrowia psychicznego. To jest wycinek naszej ogólnej trudnej sytuacji w służbie zdrowia. Dobrze wiemy, że dyskusja na temat prawa do ochrony zdrowia w sytuacji niewystarczających środków finansowych, ale także niewłaściwej organizacji służby zdrowia, jest trudna.

Ten kryzys w ochronie zdrowia psychicznego to jest coś bardzo szczególnego. I znowu: w tym zakresie musimy działać na rzecz rezygnacji z opieki instytucjonalnej w dużych, wielkich szpitalach psychiatrycznych na rzecz pomocy w miejscu zamieszkania. Cieszy mnie uruchomienie od 1 lipca programu pilotażowego, który zmienia system ochrony zdrowia psychicznego, bo jest to ważna jaskółka zmian. Mam nadzieję, że realizacja tego programu pilotażowego doprowadzi do trwałych zmian w dziedzinie ochrony zdrowia psychicznego.

  • Wreszcie trzecia taka grupa osób – myślę, że szczególnie niedostrzegalna z perspektywy wielkich miast, ale wydaje mi się, że szczególnie znana państwu jako senatorom Rzeczypospolitej, gdyż państwo, ze względu na swój mandat, mają bezpośredni kontakt z wyborcami – a mianowicie osoby mieszkające na terenach wiejskich, które są dotknięte konsekwencjami różnych inwestycji energetycznych, budowlanych czy przemysłowych. To są często osoby na straconej pozycji. Nie mają siły, determinacji, wiedzy, kwalifikacji prawniczych, aby tego typu inwestycje ograniczać czy po prostu brać udział w dyskusji, aby uzyskiwać informacje w trybie dostępu do informacji publicznej, przyłączać się do postępowań, korzystać z prawa do petycji. To są problemy Wrześni, problemy Bakałarzewa, problemy Piły i wielu innych polskich miejscowości. I tutaj widzę moją rolę jako polegającą na tym, że zarówno staram się te osoby wzmacniać, interweniować tam, gdzie mogę, jak i przyłączać się do postępowań, często także z dobrym skutkiem.

Szanowne Panie i Panowie Senatorowie,

Rzecznik Praw Obywatelskich to jest także organ, który zajmuje się prawami osób pozbawionych wolności.

Na podstawie protokołu dodatkowego do konwencji ONZ o zakazie tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania rzecznik praw obywatelskich ma zadanie stałego monitorowania wszystkich miejsc pozbawienia wolności w Polsce, zarówno zakładów karnych, aresztów śledczych, jak i szpitali psychiatrycznych, domów pomocy społecznej, młodzieżowych ośrodków wychowawczych, zakładów poprawczych itd., itd., wszystkich miejsc, w których osoba bez własnej woli pozbawiana jest wolności. Otrzymujemy także bardzo wiele skarg od osób pozbawionych wolności, w szczególności od osób osadzonych. I to jest dla nas wielkie wyzwanie, jak łączyć działania na rzecz prewencji, polegające na bieżącym monitorowaniu sytuacji w tych miejscach, z działaniami polegającymi na odpowiadaniu za poszczególne skargi. W 2017 r. przedstawiciele Krajowego Mechanizmu Prewencji przeprowadzili łącznie prawie 100 wizytacji, z których wyciągnęli określone wnioski i przedstawili je organom władzy.

Chciałbym podkreślić, że wciąż mamy sporo problemów: przeludnienie w więzieniach, sytuacja osób z niepełnosprawnościami, niskie standardy opieki zdrowotnej. To są te, powiedziałbym, najważniejsze problemy dotyczące samych więzień.

Jak mówię o przeludnieniu w więzieniach, to nie mówię tylko i wyłącznie o tym, że nie respektujemy normy, która jest nam od lat proponowana i rekomendowana przez komitet Rady Europy do spraw przeciwdziałania torturom, nieludzkiemu i poniżającemu traktowaniu, a która mówi, że powinniśmy mieć 4 m2 na jednego więźnia, ale mówię także o tym, że w Polsce wciąż są więzienia, w których w celi przebywa ponad 10 osób. Proszę sobie wyobrazić, że ponad 10 osób – a byłem w takich celach 13-, 14-, 15-osobowych – mieszka cały czas ze sobą w wielkim pomieszczeniu, bo to jest 50–60 m2. Tych kilkanaście osób przez 23 godziny na dobę przebywa razem ze sobą. To nie jest standard, który powinniśmy dopuszczać w państwie członkowskim Unii Europejskiej, państwie, które mieni się jako to, które przestrzega tak podstawowych praw. Tak więc wydaje mi się, że chociażby ograniczenie istnienia cel 10-osobowych powinno być niezwykle istotnym postulatem.

Ale skoro mówimy o niskich standardach opieki zdrowotnej, to chciałbym wspomnieć, że w 2017 r. dokładnie zbadaliśmy sprawę śmierci pani Agnieszki Pysz, która zmarła w areszcie śledczym w Warszawie w wyniku nieudzielenia pomocy medycznej. Nasze zbadanie sprawy doprowadziło do tego, że zajęła się tym nawet Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej, a pan minister Patryk Jaki na forum komisji przepraszał matkę pani Agnieszki Pysz za to, co jej się stało. To są takie historie, które niezwykle uruchamiają naszą wyobraźnię, które pokazują, że każde zaniedbanie, jeżeli chodzi o przestrzeganie standardów, może prowadzić do wielkich tragedii, tragedii, których można było uniknąć, gdybyśmy tylko lepiej o te kwestie zadbali.

Zupełnie osobnym problemem związanym z kwestiami, na które się skarżą osoby, jest funkcjonowanie Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.

Problem ten jest znany szanownym państwu, ponieważ wielokrotnie zajmowała się tym Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu Rzeczypospolitej, pojawia się też coraz więcej artykułów prasowych na ten temat. Szanowne Panie i Panowie Senatorowie, naprawdę musimy sobie z tym problemem poradzić. Jesteśmy w stanie doprowadzić do tego, że… Jeżeli już taki ośrodek musi w Polsce istnieć, to powinien funkcjonować tak, jak chociażby ośrodek niemiecki w Rosdorfie, i powinien być opatrzony odpowiednimi regulacjami prawnymi na poziomie ustawy, a nie na poziomie zarządzeń wewnętrznych dyrektora ośrodka w Gostyninie.

Chciałbym podkreślić, że w 2017 r. Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur przygotował obszerny materiał będący analizą prawomocnych orzeczeń sądowych za stosowanie tortur w latach 2008–2015, które związane były z wymierzeniem kary pozbawienia wolności funkcjonariuszom publicznym za stosowanie tortur. W tym czasie, w ciągu tych 8 lat skazano 33 funkcjonariuszy Policji w 22 sprawach karnych. Jeżeli mówię o torturach, to mówię naprawdę o torturach. Nie mówię o sytuacji, kiedy funkcjonariusz przekracza granicę stosowania środków przymusu bezpośredniego, np. w czasie demonstracji czy w czasie zatrzymania danej osoby, ale mówię o sytuacji, kiedy funkcjonariusze Policji gdzieś w izolacji, w pomieszczeniach zamkniętych stosują przemoc w stosunku do osób pozbawionych wolności, upokarzają je, zmuszają je do zeznań i stosują metody, których nie można określić inaczej, jak tortury. Tak jak powiedziałem, w ciągu tych 8 lat skazano 33 funkcjonariuszy Policji. Uważam, że skoro żyjemy w państwie, w którym mówi się o tym, że mamy być pomni czasów, kiedy prawa człowieka były w naszej ojczyźnie łamane, i dlatego ustanawiamy katalog praw i wolności obywatelskich, dlatego ustanawiamy bezwzględny zakaz tortur, to musimy faktycznie dbać o to, żeby wyeliminować stosowanie tortur w Polsce.

Efektem badań mojego zespołu było duże wystąpienie do ministra sprawiedliwości, wskazujące, co należałoby zrobić, aby ten problem naprawić. I to są stosunkowo proste rzeczy: stała obecność adwokatów na posterunkach Policji; stały monitoring tego, co się dzieje na posterunkach, w tym także monitoring tych miejsc, które mogą nie być temu monitoringowi poddane; rzetelny nadzór nad tym, co się dzieje z materiałami z monitoringu. Chciałbym podkreślić, że nie dostałem odpowiedzi od ministra sprawiedliwości. Apelowałem nawet do premiera, aby zmotywował ministra sprawiedliwości, ale odpowiedzi wciąż się nie doczekałem. Chciałbym powiedzieć jedno: jak mamy walczyć z torturami, skoro Ministerstwo Sprawiedliwości nie poczuwa się do przeprowadzenia zmian w zakresie funkcjonowania naszego państwa, nie poczuwa się do zmian legislacyjnych oraz nie poczuwa się do tego, aby ten problem naprawić? Chciałbym podkreślić jeszcze raz, że konstytucja, preambuła, nasze doświadczenia historyczne zobowiązują nas do tego, aby Polska była państwem całkowicie wolnym od tortur.

Szanowne Panie i Szanowni Panowie Senatorowie!

W ostatnich latach na rzecznika praw obywatelskich sukcesywnie nakładane są nowe zadania: realizacja mandatu Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur

To jest  realizowanie tego mandatu od 10 lat; realizacja zasady równego traktowania, czyli przepisów antydyskryminacyjnych, które Polska wdrożyła w wyniku implementacji dyrektyw unijnych; monitorowanie wdrożenia konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami; a także monitorowanie niewłaściwych działań Policji i innych służb, monitorowanie sytuacji funkcjonariuszy. Jak się spojrzy na to z perspektywy, to wszystko to następowało w zasadzie bez przyznania wystarczających, dodatkowych środków finansowych. I moja poprzedniczka, i ja wielokrotnie powtarzaliśmy, że realizacja tego mandatu jest niezwykle utrudniona. W zasadzie to, że my staramy się wykonywać naszą pracę maksymalnie rzetelnie bez tych środków finansowych, zawdzięczam mojemu wspaniałemu zespołowi, moim wspaniałym dyrektorom, dyrektorkom, zastępcom, zastępczyniom, dyrekcji generalnej, którzy są tutaj ze mną, a którzy mają tę siłę, żeby motywować pracowników do ciężkiej pracy. Chciałbym im za to bardzo serdecznie podziękować. (Oklaski)

Szanowne Panie i Panowie Senatorowie

Rzecznik ma nowe zadania, to przyznanie kompetencji do składania skargi nadzwyczajnej.

Skarga nadzwyczajna była przedmiotem dyskusji na forum tej izby wielokrotnie. Ale chciałbym podkreślić, że po ostatniej zmianie legislacyjnej prawo do składania skargi nadzwyczajnej w odniesieniu do, można powiedzieć, historii z przeszłości, czyli z ostatnich 20 lat, ma prokurator generalny oraz rzecznik praw obywatelskich. Jak do tej pory – a sprawdzałem statystyki na 22 listopada – wpłynęło do nas 2407 wniosków o wniesienie skargi nadzwyczajnej.

Podkreślam: 2407 wniosków.

Każdy z tych wniosków oznacza, że musimy zapoznać się z nimi, przeczytać dokładnie dokumenty, częstokroć ściągnąć akta i odpowiedzieć. To jest wielki wysiłek. To nie jest tak, że można w 5 minut odpowiedzieć obywatelom, że skargi nadzwyczajnej nie wniesiemy. Każdy ten wniosek wymaga wielkiego zaangażowania. I tu podkreślam, że rozpatrzenie wniosków w sposób rzetelny i odpowiedzialny, w rozsądnym terminie, przekracza obecne możliwości kadrowe i finansowe Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Uchwalając te zmiany, pominięto aspekt ekonomiczny, pomimo tego, że apelowałem, także na forum tej izby, o to, aby przyznać dodatkowe środki finansowe na rozpatrywanie skarg nadzwyczajnych.

Apelowałem do premiera o przesunięcie środków w budżecie rzecznika bądź o przyznanie na ten cel środków z rezerwy budżetowej.

Nie uzyskałem pozytywnej odpowiedzi.

Złożyłem wniosek o odpowiedni budżet na przyszły rok, ale – sądząc po doświadczeniach z tego tygodnia i debacie, która przebiegała na forum Komisji Finansów Publicznych – nie jestem przekonany, czy faktycznie uda się to wywalczyć.

A chciałbym podkreślić, że to jest niezwykle ważne. Powierzanie dodatkowych obowiązków bez odpowiedniego finansowania niestety powoduje, że relacja między obywatelem a biurem rzecznika może być zakłócona, ale to także jest kwestia budowania ogólnego zaufania do funkcjonowania państwa.

Mimo wszystko chciałbym się odnieść do samej instytucji skargi nadzwyczajnej.

Zdaję sobie sprawę z wątpliwości konstytucyjnych dotyczących tej instytucji, z tego, że stwarza ona możliwość podważania prawomocnych orzeczeń i że ten okres 20 lat jest niezwykle długi. Sam wyrażałem te wątpliwości. Jednakże będąc urzędnikiem państwowym, odpowiedzialnym w stosunku do obywateli, nie mogę uznać, że instytucji tej nie będę stosował. Dlatego jak do tej pory skierowałem dwie skargi nadzwyczajne w sprawach dotyczących prawa spadkowego, w sprawach, w których, można powiedzieć, ta skarga może spełnić swoją oryginalną funkcję, czyli może stanowić wentyl bezpieczeństwa, który powinien mieć zastosowanie w absolutnie wyjątkowych przypadkach. I liczę, że w przyszłości skarga nadzwyczajna będzie stosowana tylko i wyłącznie w tego typu sprawach, tj. w takich, w których w inny sposób nie można naprawić sytuacji życiowej obywateli.

Szanowni Państwo,

Na koniec mojego wystąpienia chciałbym podzielić się refleksją na temat tego, dlaczego ludzie skarżą się do Rzecznika Praw Obywatelskich.

Skarżą się, bo są różne problemy w naszym państwie, stare i nowe.

Skarżą się, bo są pokrzywdzeni przez organy państwa lub też dyskryminowani w życiu społecznym czy gospodarczym.

Dla każdego człowieka jego indywidualna krzywda jest najważniejsza – możemy być mobingowanym pracownikiem; emerytem, którego dotknęła ustawa represyjna z 16 grudnia 2016 r., przez co stracił on dużą część uprawnień emerytalnych; rolnikiem, który został pozbawiony ojcowizny w wyniku działania specustawy drogowej; ojcem, który nie ma kontaktu z własnymi dziećmi; przedsiębiorcą spierającym się z urzędem skarbowym; mieszkańcem, któremu niedaleko od domu wybudowano fabrykę akumulatorów. Każda historia jest inna i nie można jednej przedkładać nad drugą, dokonywać ich ważenia, bo każdy z tych obywateli zasługuje na wysłuchanie i reakcję. I każdy zasługuje na ochronę konstytucyjną jego praw i wolności.

Ale chciałbym podkreślić, że rolą Rzecznika Praw Obywatelskich nie jest potakiwanie obywatelom i mówienie każdemu, że faktycznie każdego obywatela, który zwrócił się do rzecznika, spotkała krzywda. Bo czym innym jest nasze subiektywne poczucie, że zostaliśmy pokrzywdzeni, a czym innym jest ocena dokonywana w świetle konstytucji i standardów praw człowieka wynikających z ratyfikowanych umów międzynarodowych.

Rzecznik ma za zadanie nie tylko pomagać, ale także musi to robić profesjonalnie. Do tego musi mieć świetnych fachowców – a tym akurat, jak powiedziałem, mogę się poszczycić. Ale aby pomagać, rzecznik musi także działać w ekosystemie demokratycznego państwa prawnego.

Bo jeśli następuje erozja i rozchwianie tradycyjnych instytucji państwa demokratycznego, to staje się to trudniejsze. Dzieje się tak, jeśli zawodzi dialog w stanowieniu prawa, jeśli zawodzą konsultacje społeczne albo ich nie ma, jeśli nie szuka się kompromisowych rozwiązań, jeśli brakuje współpracy między konstytucyjnymi organami państwa.

Nie można mieć gwarancji demokratycznego państwa prawnego oraz przestrzegania praw i wolności jednostek, jeśli zawodzą mechanizmy ochrony praw i wolności, a są nimi niezależne sądy oraz niezależny Trybunał Konstytucyjny. Bez niezależnych instytucji, szczególnie sądów, obywatel jest skazany na arbitralność władzy, a jego prawa mogą nie być przestrzegane.

Chciałbym powiedzieć, że jako Rzecznik będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby obywatelom pomagać, będę szukał rozwiązań.

Jeśli uda się pomóc kolejnej osobie, kolejnej grupie wykluczonej, to jest to warte każdego wysiłku.

Będę domagał się także, konsekwentnie i stanowczo, respektowania ich praw obywatelskich, bo przestrzeganie praw obywatelskich jest obowiązkiem każdego organu państwa, a moją rolą jest o to się upominać, to przypominać i o to zabiegać.

I nie ma to nic wspólnego – chciałbym to podkreślić – z polityką. Jest to po prostu moje świadectwo rzetelnego wykonywania zadania, które zostało mi powierzone przez Sejm i Senat w połowie 2015 r.

Dziękuję za uwagę.(Oklaski)

Odpowiedź RPO na wystąpienia senatorów

Dokładamy maksymalnych starań i staramy się działać z maksymalnie dobrą wiarą i maksymalnym poszanowaniem Konstytucji, aby jak najlepiej w trudnych warunkach realizować mandat Rzecznika Praw Obywatelskich, a tym mandatem jest stanie na straży praw i wolności określonych w konstytucji oraz w ratyfikowanych umowach międzynarodowych.

Jak słuchałem wystąpień, uznałem, że jednak chciałbym kilka rzeczy skomentować.

Zgromadzenia cykliczne

Pierwsza sprawa to zgromadzenia cykliczne.

To jest faktycznie innowacja. To jest innowacyjna instytucja, ponieważ w świecie państw demokratycznych nie jest znane rezerwowanie na przyszłość miejsca na demonstracje i jednoczesne zakazywanie organizowania kontrmanifestacji. Tak po prostu nie można czynić i jest to sprzeczne z podstawowymi standardami praw i wolności, które dotyczą wolności zgromadzeń, co było sygnalizowane przez wiele osób na różnych etapach procesu legislacyjnego. I możemy się cieszyć, że już tych, można powiedzieć, zgromadzeń cyklicznych, które są organizowane, jest mniej, ale wciąż jednak się zdarzają, chociażby Marsz Niepodległości korzystał z tego statusu, co powodowało różne wątpliwości prawne.

Prawa osób głuchych

Mamy w ogóle w Biurze Rzecznika cały zespół, zespół, który się zajmuje problematyką osób głuchych. W skrócie i tak bardzo szybko powiem o 3 tematach.

  • Pierwsza sprawa. Administracja wciąż nie jest dostosowana, bo z jednej strony mamy ustawę o języku migowym, ale później jej realizacja w praktyce, w szczególności dostępność tłumaczeń, dostępność wideotłumaczy, jest na niewystarczającym poziomie. Pamiętam, że jak byłem w Człuchowie, to jedna pani nam opowiadała, że czasami za własne, prywatne pieniądze po prostu zamawia tłumacza, żeby przyjechał, bo już nie chce się bawić w te wszystkie rozliczenia, byleby tylko, jak osoba głucha się pojawi, jak najlepiej jej pomóc. Tak że kwestia w ogóle faktycznego funkcjonowania administracji to jest jeden problem.
  • Drugi problem jest związany z audiotranskrypcją w kinach, w programach telewizyjnych. Ale chciałbym państwu właśnie przy okazji zgłosić problem z Wrocławia. Bo jak byłem we Wrocławiu, to jedna działaczka, bodajże Fundacji „Katarynka”, jeżeli mnie pamięć nie myli, zgłosiła, że była absolutnie oburzona, i środowisko osób głuchych było absolutnie oburzone, tym, że wszystkie programy związane z rocznicą niepodległości nie były opatrzone audiotranskrypcją, i że to jest właśnie taki najbardziej dobitny przykład, jak można wykluczyć. Organizuje się obchody, przeznacza się określone środki finansowe i nie ma audiotranskrypcji. Przyznam szczerze, że jeszcze nie zdążyłem napisać oficjalnej interwencji w tym zakresie, ale dzielę się tym, co zostało mi przekazane. Tak że myślę, że o tym warto pamiętać.
  • Trzecia sprawa, która mnie szczególnie interesuje, bo ona jest trudna do zrozumienia i ujęcia bezpośrednio, a dotyczy może nie sporej, ale pewnej grupy osób, to problem dzieci CODA, czyli dzieci słyszących, ale żyjących w rodzinach osób niesłyszących. One w związku z tym stają się w młodym wieku takimi, można powiedzieć, naturalnymi tłumaczami swoich rodziców, co powoduje bardzo poważne konsekwencje dla ich rozwoju emocjonalnego, rozwoju psychicznego, takie nadmierne obciążenie odpowiedzialnością, przyspieszone dorastanie. I w tym zakresie skierowałem wystąpienie do pani minister edukacji narodowej, która obiecała, że uwrażliwi pedagogów szkolnych na ten problem. Ale warto pamiętać o tym, że takie dzieci też są u nas i że potrzebują one wsparcia. Dziękuję.

Mowa nienawiści

Nigdy bym nie powiedział, że polskie społeczeństwo jest z założenia nietolerancyjne. Nigdy bym nie powiedział, że, powiedzmy, dominuje rasizm. Jedyne, o czym ja powiedziałem w moim wystąpieniu, to jest to, że… Powiedziałem o bardzo konkretnych sprawach, które trafiają do biura rzecznika, którymi się zajmuję, które mogą dotyczyć chociażby przestępstw z nienawiści.

Chciałbym podkreślić, że pobicia – szczególnie pobicia, bo one mi najbardziej leżą na sercu – zdarzają się przez to, że tolerujemy czy przyzwalamy na mowę nienawiści. To są niezwykle dramatyczne historie. To są historie, które dla mnie są nie do zrozumienia, jeśli się weźmie pod uwagę naszą historię, nasze tradycje, naszą tradycję szlachecką tolerancji religijnej i to, że Polska zawsze była czy przez wiele wieków była państwem różnorodności kulturowej oraz narodowościowej.

I teraz, jeżeli spojrzelibyśmy do raportu á propos konkretnych spraw, to w 2017 r. my sami zarejestrowaliśmy 100 różnych spraw, które dotyczyły aktów przemocy i mowy nienawiści, motywowanych przynależnością narodowo-etniczną bądź rasową czy wyznawaną religią. Czyli to są te sprawy, o których się dowiedzieliśmy, które podjęliśmy, z którymi się do nas zwróciły osoby bądź organizacje pozarządowe. Gdybyśmy spojrzeli do raportu, który odnosi się do art. 32 konstytucji mówiącego o zakazie dyskryminacji, to przeczytamy tam, że interweniowałem w sprawie: napaści na obywatela Bangladeszu w Legnicy, pobicia Saudyjczyka w Zakopanem, pobicia hinduskiego studenta w Poznaniu, pobicia obywatela Ukrainy w Warszawie, napaści na izraelskich sportowców w hotelu w Sochocinie, pobicia Czeczenki na warszawskiej Woli, znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej obywatela Ukrainy w Opolu i napaści kilkudziesięcioosobowej grupy na cudzoziemców przebywających w jednym z wrocławskich barów z kebabem. Prawda? To jest przykład kilku bardzo konkretnych spraw, które…

(Senator Jerzy Czerwiński: Osiem.)

Ale to…

(Senator Jerzy Czerwiński: Osiem.)

Jeżeli, Panie Senatorze, 8 spraw to jest mało…

(Rozmowy na sali)

Jeżeli chodzi o pobicie, to my się chyba różnimy oceną, bo dla mnie to jest bardzo dużo. Tak? To znaczy, dla mnie każda sytuacja, kiedy kogoś bije się z powodu pochodzenia rasowego i etnicznego, to jest powód do wstydu. Wstydu, że to się w ogóle w Polsce dzieje. I nie jestem w stanie tego zrozumieć. Ja muszę to dokumentować, muszę to wyjaśniać, muszę badać, czy te osoby mają… czy odpowiednio reaguje policja, czy odpowiednio reaguje prokurator i sąd. Co więcej, w przypadku każdej z tych spraw my staramy się też do tych osób dotrzeć, porozmawiać z nimi, zastanowić się, jak moglibyśmy pomóc w danej sytuacji. I uważam, że to jest bardzo przykre, że aż takie historie się w Polsce dzieją.

Ale znowu chciałbym podkreślić: ja z tego nie będę wyciągał takich wniosków. I nie podałem w swoim przemówieniu takiego wniosku, który pan senator mógłby mi wskazać. Ja tylko mówię o pewnej liczbie spraw, które się pojawiają.

Dyskryminacja

Jeśli zaś chodzi o sytuacje dyskryminacyjne, to pamiętajmy o tym, że te sytuacje są przeróżne. To nie są tylko i wyłącznie tego typu historie. Występuje np. taki problem, który jest dyskutowany w Polsce, jak dyskryminacja w dostępie do różnych dóbr i usług. Tak? I znowu zdarzają się takie sytuacje, że np. jest osoba, która się porusza na wózku, i odmawia się jej wstępu do klubu na koncert, chociaż lokal był dostępny dla osób z niepełnosprawnościami, albo odmawia się osobie ubogiej obsługi, albo są osoby niewidome czy osoby korzystające z psa przewodnika, którym odmawia się korzystania z różnych usług. To też są sprawy, którymi się zajmujemy.

Ja myślę, że jeśli chodzi o sprawy dyskryminacyjne, to problemem jest nie tyle liczba spraw, ile kwestia tego, czy ludzie mają świadomość, że mają instrumenty prawne, za pomocą których mogą sobie sami pomóc; czy znowu występuje takie zjawisko, że się obawiają, jaka będzie konsekwencja zgłoszenia danej sprawy i czy faktycznie ktoś im będzie w stanie skutecznie pomóc. I to jest, myślę, jeden z większych problemów dotyczących praw osób homoseksualnych. To znaczy, one często nie raportują spraw indywidualnych, bo boją się, że konsekwencją tego będzie po prostu ujawnienie ich tożsamości, ich orientacji, a nie chcą czy nie mogą sobie na to pozwolić. Ale to nie znaczy, że te problemy nie występują, bo występują. Ja jestem w stałym kontakcie z organizacjami, które zajmują się pomocą takim osobom, ale także z niektórymi osobami, które niekoniecznie chciały mówić o swoich indywidualnych problemach.

Prawa lokatorów. Reprywatyzacja

Ustawa jest potrzebna, żeby zakończyć pewien etap polskiej historii, żeby te roszczenia spisać, rozliczyć, określić termin, do którego roszczenia można by zgłaszać, a także stworzyć mechanizm kompensaty, który z jednej strony dawałby poczucie satysfakcji osobom, które zostałyby objęte ustawą, a z drugiej strony byłby, można powiedzieć, impulsem rozwojowym polegającym na tym, że niektóre grunty mające nieuregulowaną sytuację mogłyby się jakby rozwijać, mogłyby być przedmiotem obrotu. Dodatkowo rozkładałoby to ciężar na przyszłe lata. Zaraz powiem, co mam na myśli.

Utrzymywanie stanu, w którym nie mamy ustawy, powoduje przerzucenie ciężaru odpowiedzialności na sądy. Sądy muszą się posługiwać zasadami ogólnymi i mogą przy okazji popełniać błędy. Te błędy po czasie… Nawet jeśli sądy działają w dobrej wierze, to później ich orzeczenia mogą być oceniane w różny sposób. Sądy mogą być wręcz za to niezwykle krytykowane.

Wczoraj nawet mieliśmy w Biurze Rzecznika pewną debatę, w której uczestniczyła pani profesor Ewa Łętowska. Sformułowała ona taki pogląd, że sądy w ostatnich latach dawały się być może nadmiernie uwieść pełnomocnikom procesowym i trochę za bardzo przyjmowały niektóre przedstawiane argumenty. To niebezpieczeństwo cały czas istnieje. To pogłębia stan nie tylko niepewności prawnej, ale też nierównowagi, bo niektóre grupy czy niektóre instytucje w pełni, można powiedzieć, skorzystały z procesu reprywatyzacji, a niektórzy muszą dociekliwie dochodzić uprawnień przed sądami.

Podam państwu przykład. Uczestniczyliśmy jako biuro w bardzo poważnej sprawie, którą prowadziła pani dyrektor Dołowska z biura rzecznika. Sprawa dotyczyła reprywatyzacji w Michałowicach pod Warszawą, gdzie zostały zgłoszone roszczenia jednej z rodzin. Rodzina rościła sobie tytuły do gruntów i na podstawie decyzji ministra rolnictwa próbowała je odzyskać. Rzecz dotyczyła interesów 1 tysiąca 500 mieszkańców Michałowic. Szczęśliwie NSA, można powiedzieć, powstrzymał roszczenia reprywatyzacyjne i ci mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie. Ja mogę się cieszyć, że mogłem pomóc i w tym uczestniczyć. Aczkolwiek tak zupełnie na marginesie muszę państwu powiedzieć, że wysłanie do sądu 1 tysiąca 500 odpisów skargi kasacyjnej to jest duży wysiłek organizacyjny. Kosztowało nas kilka ładnych tygodni pracy, żeby to przygotować. Ale to na marginesie. Ta sprawa pokazuje problem, z którym mamy tutaj do czynienia, pokazuje niepewność w zakresie interesów mieszkańców, osób, które w międzyczasie nabyły tytuły własności.

Myślę, że warto w tym kontekście wspomnieć o komisji weryfikacyjnej. Ja przedstawiałem dość krytyczne stanowisko, jeśli chodzi o komisję weryfikacyjną. Główny argument był taki, że w tym kształcie ona nie byłaby w stanie dokonać przeglądów wszystkich nieruchomości w Warszawie. Po jakimś czasie mogę w sumie powiedzieć, że faktycznie tak się nie stało, że sprawy pewnej części nieruchomości zostały jedynie przejrzane.

Jeśli chodzi o przyszłość, to myślę, że musimy po prostu skorzystać z naszych własnych, krajowych rozwiązań, mianowicie z ustawy, która dotyczy mienia zabużańskiego. W kontekście mienia zabużańskiego wprowadzono zasadę spisania wszystkich roszczeń do określonego momentu i wypłacono 20% wartości. Można powiedzieć, że rozliczenie tego wszystkiego było domknięciem sytuacji.

Oczywiście w kontekście reprywatyzacji byłoby znacznie trudniej tak z dnia na dzień wypłacić w gotówce 20%. Moim zdaniem, pewnym rozwiązaniem mogłoby być wyemitowanie albo obligacji Skarbu Państwa, albo jakichś bonów, które byłyby do zrealizowania. Od razu byłyby one w obrocie, ale byłyby realizowane przez państwo sukcesywnie przez kolejne, najbliższe, powiedzmy, 15–20 lat, tak żeby nie obciążać jakąś wielką kwotą budżetu na kolejny rok, tylko rozłożyć to na kolejne lata. No, po prostu to trzeba w którymś momencie w Polsce zrobić, oby jak najszybciej.

Chciałbym podkreślić, że w biurze rzecznika w Zespole Prawa Cywilnego, którym kieruje pani dyrektor Dołowska, pracuje 20 osób, które zajmują się całą problematyką prawa cywilnego. Prawem mieszkaniowym, w tym także różnymi problemami związanymi z reprywatyzacją w Warszawie, zajmuje się kilka osób i mogę pana senatora zapewnić, że staramy się na bieżąco zajmować tymi sprawami i odpowiadać na te wszystkie skargi, podejmować działania w relacjach z miastem stołecznym Warszawa, tak aby sytuacje osób, których lokale objęte są reprywatyzacją i których dotyczą inne problemy mieszkaniowe, rozwiązywać.

Ośrodek w Gostyninie

Bo założenie było takie, że ośrodek w Gostyninie i cała konstrukcja ustawy są po to, aby stworzyć możliwość dalszej terapii, także dalszego odizolowania osób skazanych na karę śmierci, która następnie została zamieniona na karę 25 lat pozbawienia wolności. Ale praktyka poszła w zupełnie innym kierunku, właśnie w tym kierunku, którego się obawialiśmy, a mianowicie w takim, że kiedy teraz dochodzi do zakończenia kary osoby, która została skazana za przestępstwo o podłożu seksualnym, to dyrektorzy zakładów mają pewną obawę przed zwalnianiem takich osób z zakładu i podejmują działania, które następnie skutkują tym, że osoby te dostają orzeczenie o izolacji prewencyjnej i trafiają do Gostynina. W związku z tym obecnie Gostynin, można powiedzieć, pęka w szwach, tak? Wszystkie 54 miejsca są wypełnione. W zasadzie należałoby oddać pewnie kolejne pawilony. Miejsce, które miało być czymś w rodzaju schroniska, ośrodka terapeutycznego, staje się de facto więzieniem. Są łóżka piętrowe i naprawdę nie przypomina to w żaden sposób tego standardu, jaki powinien być, porównując go chociażby ze standardem w Rosdorfie w Niemczech.

Pomoc prawna, prawa „frankowiczów”

Podstawowy problem z bezradnością obywateli jest taki, że oni często nie wiedzą nawet, jakie mają możliwości działania w warunkach naszego państwa.

Podam taki przykład. My dość intensywnie zajęliśmy się problemem tzw. kredytów frankowych. Wiemy, że jest to temat budzący zainteresowanie obywateli, i stwierdziliśmy, że naszą rolą, razem z panią Aleksandrą Wiktorow, Rzecznikiem Finansowym, jest udzielenie obywatelom przynajmniej podstawowej informacji, co mogą z tymi kredytami zrobić. Zorganizowaliśmy spotkania w 16 miastach, to były spotkania informacyjne, w każdym ze spotkań uczestniczyło 200–300 osób. I okazało się, że zdecydowana większość obywateli w ogóle nie wiedziała o istnieniu Rzecznika Finansowego, o tym, jak wygląda procedura reklamacyjna i jak sobie z tym kredytem radzić. Myślę, że w Polsce sytuacja jest taka, że często budujemy różne instytucje, tworzymy różne rozwiązania, ale później niekoniecznie się zastanawiamy, czy to w praktyce działa, czy obywatele mają faktyczny, rzeczywisty dostęp do pomocy prawnej, do rzeczywiście fachowej porady.

Z tym jest związany m.in. drugi problem, podobny: w każdym powiecie są rzecznicy konsumentów, ale, jak się okazuje, w Poznaniu rzecznik konsumenta zatrudnia ponad 10 osób, ma całe biuro i aktywnie działa na rzecz praw konsumenta, a w niektórych miastach rzecznik konsumenta jest zatrudniony na pół etatu i siłą rzeczy nie jest w stanie skutecznie pomóc, nie jest w stanie nawet odpowiednio się przygotować. I jak trafia do niego, przykładowo, emeryt, który kupił garnki za 5 tysięcy zł, to taki rzecznik nawet nie ma wystarczających, powiedziałbym, mocy przerobowych na poziomie lokalnym, żeby mu pomóc. I z tego się tworzą kolejne problemy. Zdarza się też tak, że ludzie trafiają do adwokatów, radców prawnych, którzy popełniają błędy, którzy nie zawsze są rzetelni, którzy nie są w stanie odpowiednio pomóc. I później czasami jeden błąd przesądza o całym losie danego człowieka.

Wreszcie… Myślę, że to jest też doświadczenie państwa senatorów, że do państwa pewnie trafiają osoby… może nawet nie tyle roszczeniowe, ile osoby, które przeszły przez wszystkie instancje… Później państwo nawet do nas piszą, żebyśmy komuś pomogli. A my przeglądamy całą dokumentację i widzimy, że błędy zostały popełnione dawno temu i w zasadzie nie można już pomóc. Bo system prawny funkcjonuje tak, a nie inaczej, i jeżeli ktoś w odpowiednim momencie nie wykorzystał odpowiednich środków zaskarżenia, to nie można tej sytuacji po latach przywrócić, nawet jeżeli mamy poczucie niesprawiedliwości. Wtedy nawet państwu możemy odpowiedzieć, że się czymś nie zajmiemy, i jest pretensja do nas, że rzecznik nie jest w stanie się sprawą zająć. Tak że, powiedziałbym, to wszystko w zależności od sytuacji… różnie to wygląda.

Niemniej jednak ja wychodzę z założenia, że długofalowo musimy działać na rzecz wzmocnienia obywateli, że potrzebne jest takie faktyczne myślenie, jak im pomóc. Ale nie tylko na takiej zasadzie, żeby dać pomoc, ale tak, żeby ta pomoc była skuteczna. Czyli, przykładowo, jak mówię o tych rzecznikach konsumentów, to nie chodzi tylko o to, żeby te stanowiska stworzyć, ale o to, żeby ich odpowiednio wyposażyć, dokształcić i spowodować, że oni faktycznie będą odpowiednio działali.

Pracownicy cudzoziemscy

Przede wszystkim problem dotyczy oczywiście głównie Ukraińców, którzy pracują w Polsce i których jest ok. 2 milionów. To jest, wydaje się, w ogóle największa od 70 lat migracja zarobkowa w Polsce. To jest zjawisko, które należy rozpatrywać nie tylko pod kątem prawnym, ale także jako zjawisko społeczne, które trwale zmienia oblicze naszego państwa i wymaga również szczególnej odpowiedzialności ze strony organów władzy publicznej. Udało mi się nawiązać dość dobry dialog ze związkiem zawodowym Ukraińców, który działa na terytorium Polski. Także w tym roku organizowaliśmy konferencję, która była poświęcona, powiedziałbym, 3 aspektom: po pierwsze, mowie nienawiści w stosunku do Ukraińców, po drugie, właśnie prawom pracowniczym, po trzecie, kwestiom historycznym. Na pewno warto pamiętać o tym, i to była jedna z konkluzji tej konferencji, że ta ogólna atmosfera dotycząca rozliczeń historycznych oraz jednak pojawiające się przejawy mowy nienawiści mają wpływ, można powiedzieć, na samopoczucie Ukraińców, którzy w Polsce pracują.

Jeśli chodzi już o same prawa migrantów, to wyróżniłbym tutaj dwie kwestie.

  • Pierwsza to jest taka, czy ten jeden związek zawodowy, który nawet współpracuje z Państwową Inspekcją Pracy, jest wystarczający, żeby te prawa migrantów zabezpieczyć, tym bardziej że jest to ta grupa, która jest szczególnie narażona na nieznajomość przepisów, procedur i wykorzystywanie. Nawet była historia osoby, która zachorowała w zakładzie pracy – chyba w okolicach Poznania, w Szamotułach to było, o ile się nie mylę – i która przez pracodawcę została po prostu odwieziona na przystanek PKS, której nie zapewniono odpowiedniego wsparcia. Uważam, że remedium jest po prostu wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, spojrzenie naprawdę takie dogłębne, czy Państwowa Inspekcja Pracy w tej sytuacji ma wystarczające środki, czy dobrze działają infolinie, czy jest wystarczająca liczba osób władających językiem ukraińskim, które byłyby w stanie pomóc, i czy ta cała struktura jest dostosowana do potrzeb.
  • Ale, Szanowni Państwo, jak niedawno byłem w Norwegii, to, proszę sobie wyobrazić, zwrócono mi uwagę… Dla nich Polska z ostatnich lat kojarzyła się z jednej strony z kryzysem praworządności, a z drugiej strony z tym, co się zdarzyło w Stoczni Gdańskiej, w której pracownicy z Korei Północnej pracowali w ramach działalności podwykonawcy i, ich zdaniem, narażeni byli na pracę wręcz niewolniczą. I proszę zauważyć, że to jest niezwykle trudna sytuacja. Bo gdy jest przedsiębiorca, który mówi: okej, to ja wykonam część usługi i zatrudniam podwykonawcę, a ten podwykonawca sprowadza pracowników delegowanych z państw azjatyckich, to bardzo trudno jest później sprawdzić, co faktycznie z nimi się dzieje, jak ich prawa są przestrzegane i czy są przestrzegane.

I znowu: co można zrobić w tej sytuacji? Powinna być aktywność Państwowej Inspekcji Pracy oraz prokuratury, tak? Inaczej nie da rady. Zrozumienie, że możemy mieć taki problem, że na terytorium Polski, państwa, które ma dziedzictwo „Solidarności” i szczególnej dbałości o prawa pracownicze, może dochodzić do takich sytuacji… Jak sobie to uświadomimy, to wtedy widzimy, co należałoby zrobić, jeśli chodzi o działanie Państwowej Inspekcji Pracy, i czy mechanizmy w tym zakresie są wystarczające.

Zwalnianie z pracy pod pretekstem reorganizacji

Druga kwestia, o której chciałbym powiedzieć, dotyczy celników, także pracowników Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej.

Ja wczoraj jeszcze zdążyłem wysłać wystąpienie w tej sprawie do marszałka Senatu, być może za późno. To jest problem, który jest szerszy. Mianowicie nie można mocą ustawy dokonywać automatycznego przerwania stosunku pracy pracowników. Nie można tego skrócić i powiedzieć: od teraz przerywamy stosunek pracy i na nowych zasadach to będzie się odbywało.

Ale przecież, Szanowni Państwo, ta kwestia dotyczy nie tylko celników, bo… Tutaj patrzę na pana ministra Warchoła, który się pojawił. Ja pamiętam, że właśnie o tym dyskutowaliśmy w kontekście ustawy o Sądzie Najwyższym w lipcu 2017 r. Przecież taka sama regulacja dotyczyła pracowników Sądu Najwyższego, mianowicie chciano w ich przypadku przerwać stosunek pracy niezależnie od ich statusu, niezależnie od tego, czy np. wśród asystentów czy specjalistów w Biurze Studiów i Analiz były osoby, które mogły być objęte szczególną ochroną. To ustawodawcy w ogóle nie obchodziło, nikt na to nawet nie patrzył. I gdyby nie weto prezydenta akurat w tym przypadku, to tak by się właśnie stało. Akurat weto prezydenta pomogło w tym, że późniejsza nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, niezależnie od różnych innych wad, jednak tego przepisu nie zawierała. Nie można na mocy ustawy w taki sposób traktować pracowników, gdyż to podważa konstytucyjną ochronę pracy.

RPO i Trybunał Konstytucyjny

Kolejna kwestia: Trybunał Konstytucyjny, ten zarzut wycofywania wniosków i kwestia tego, że urzędnik nie powinien tak czynić.

No, ale jeżeli ten urzędnik wcześniej ma, tak jak pan senator to powiedział, pełny skład, później skład jest zmieniany i jest to 5 osób, następnie zmiany są przeprowadzane w taki sposób, że nie można mieć zaufania do tego, że faktycznie ten skład będzie w pełni niezależny…

Jeżeli składam wnioski o wyłączenie osób nieuprawnionych do orzekania i te wnioski nie są rozpoznawane, to nie mam innej opcji.

Bo ja wolę, żeby sędziowie, chociażby Sąd Najwyższy, w toku swojego orzekania rozstrzygali problemy konstytucyjne, niż żeby to zostawiać w taki sposób, że Trybunał Konstytucyjny de facto będzie legitymizował stan, który godzi w podstawowe prawa i wolności obywatelskie.

Moja rola jako Rzecznika to jest stanie na straży praw i wolności obywatelskich i to ode mnie zależy – to jest moja sfera niezawisłości – jakie ja instrumenty wykorzystam do tego: czy będę bardziej wierzył sądom powszechnym, Sądowi Najwyższemu, czy też będę raczej ryzykował, że Trybunał Konstytucyjny spowoduje stan trwałej niezgodności prawa ze standardami praw człowieka?

Wolność mediow

Pan minister Radziwiłł powiedział o mediach, powiedział, że ilu tu dziennikarzy, że wolność słowa.

Ale ja pamiętam moje interwencje, które dotyczyły ograniczania wolności mediów i właśnie ich obecności na korytarzach Sejmu i Senatu, kiedy powstał plan, aby dziennikarzy przenieść, najlepiej do osobnego budynku, żeby tam oni się zajmowali kontaktami z politykami.

(Głos z sali: Pamiętamy.)

Przecież to był wielki spór. To był spór, który był efektem protestów po 16 grudnia 2016 r., spór dotyczący tego, żeby dziennikarzy wyprowadzić stąd, najlepiej gdzieś poza budynek Sejmu. I to, że oni tutaj są, Panie Ministrze, to jest efekt właśnie m.in. protestu dziennikarzy, ale także m.in. moich protestów, bo mówiłem, że tego typu sytuacja zagrażać będzie wolności słowa, wolności pozyskiwania informacji.

Ja już nawet nie będę mówił o sytuacji w mediach publicznych, o licznych sprawach, o tym, że reprezentowaliśmy bądź wspieraliśmy dziennikarzy w procesach przed sądami, o sprawie Jerzego Sosnowskiego zwolnionego z Polskiego Radia, z Programu 3 i innych dziennikarzy, którzy pozawierali ugody w efekcie zwolnień z mediów publicznych. Ja już nawet nie będę mówił o tym, że nie jest wykonany wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia – symboliczna data – 2016 r., który dotyczył kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Domagam się wykonania tego wyroku, domagam się uwzględnienia pluralizmu w mediach, ale niestety to nie trafia na podatny grunt.

Tak że nie jest tak kolorowo i tak pięknie, jeżeli chodzi o standardy debaty, standardy wolności słowa w Polsce.

Szanowni Państwo, bardzo dziękuję za te słowa. I powiem państwu na sam koniec, a żałuję, że tego nie słyszy pani pierwsza prezes, że…

(Senator Robert Mamątow: Słyszy.)

(Senator Jerzy Fedorowicz: Słyszy.)

…dla mnie to jest największa nagroda, że mogę dzisiaj tutaj przed państwem występować, mogę występować po roku od tych dramatycznych wydarzeń w lipcu 2017 r. – i jeszcze raz chciałbym spojrzeć w oczy panu ministrowi Warchołowi, bo to pan minister Warchoł był m.in. za to odpowiedzialny – występować w momencie, kiedy pani pierwsza prezes Sądu Najwyższego może cały czas twierdzić, i być, bo cały czas nim jest, że jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego.

To jest fundament ochrony praw i wolności, że Sąd Najwyższy pozostał niezależnym organem sądowniczym w Polsce. Dziękuję państwu. (Oklaski)

 

Gdy dziennikarz w audycji "na żywo" nie reaguje, jeśli jego gość kogoś obraża. Wystąpienie RPO do prezesa Polskiego Radia

Data: 2018-11-20
  • Wojciech Reszczyński nie zareagował, gdy gość jego audycji w radiowej „Trójce” użył obrażliwego sformułowania wobec Władysława Bartoszewskiego
  • Z informacji mediów wynika, że dziennikarz został zawieszony w obowiązkach służbowych
  • O wskazanie działań mających na celu zapobieganie takim wypowiedziom Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił prezesa Polskiego Radia       

Rzecznik powziął informację o wysoce niewłaściwej wypowiedzi, do której doszło podczas audycji „Trójka na poważnie”, wyemitowanej 7 listopada 2018 r. Gość programu Paweł Piekarczyk użył wobec zmarłego ministra Władysława Bartoszewskiego określenia powszechnie uważanego za znieważające. Prowadzący audycję Wojciech Reszczyński nie odniósł się w sposób krytyczny do tych bulwersujących słów. Z informacji medialnych wynika, że został on zawieszony w obowiązkach służbowych.

Sytuacja ta spotkała się z bardzo negatywnymi opiniami słuchaczy i budzi istotne wątpliwości z punktu widzenia etyki dziennikarskiej.

Adam Bodnar zwrócił się do p.o. prezesa Polskiego Radia Andrzeja Rogoyskiego o przedstawienie informacji w tej sprawie. Poprosił również o wskazanie, jakie działania podjęto w celu zapobiegania podobnym wypowiedziom w przyszłości.

Gdy w TVP Info w lipcu 2017  r. jeden z uczestników programu na żywo „Studio Polska” powiedział, że „sądy mogą być niezawisłe, ale niektórzy sędziowie powinni wisieć", Rzecznik interweniował  w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Jej przewodniczący wyjaśniał, że skierował do Zarządu TVP SA wystąpienie, w którym podkreślił istotną rolę dziennikarzy w tego typu audycjach telewizyjnych. Prowadzenie takich audycji nie może być rozumiane jako wyłącznie organizowanie, porządkowanie przebiegu dyskusji czy udzielanie głosu komentatorom, ale musi wiązać się z właściwym odnoszeniem się do treści przekazywanych w trakcie ich trwania.

Władysław Bartoszewski był niezwykle zasłużony dla historii Polski, a w szczególności dla ochrony praw człowieka i dialogu międzykulturowego. Był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, żołnierzem Armii Krajowej, uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Za działalność m.in. w Radzie Pomocy Żydom „Żegota” odebrał odznaczenie Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Był również członkiem NSZZ „Solidarność”. W grudniu 1980 r. znalazł się wśród założycieli Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania przy Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Po 1989 r. dwukrotnie pełnił funkcję m.in. ministra spraw zagranicznych, a także był senatorem IV kadencji. Za swoje osiągnięcia w 2013 r. otrzymał on odznakę honorową Rzecznika Praw Obywatelskich „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka”. W 2015 r. jego imię nadano sali konferencyjnej w Biurze RPO.

VII.564.65.2018

Sprawa sędziego Radzika. RPO: wzywanie sędziów do wyjaśnień za udział w symulacji rozprawy może wywołać „efekt mrożący”

Data: 2018-11-06
  • Tymczasem udział w symulacji rozpraw pomaga obywatelom zrozumieć rolę sądu w demokratycznym państwie prawa. Uczestnicząc w symulacji rozprawy sądowej, sędziowie Monika Frąckowiak i Arkadiusz Krupa działali w celu edukacyjnym
  • Wzywanie ich przez obecnego rzecznika dyscyplinarnego do złożenia wyjaśnień może zniechęcać do akcji edukacyjnych - podkreśla RPO
  • Z działań rzecznika dysycplinarnego wynika, że zbiera materiały „na zapas i na wszelki wypadek”, poszukując jakichkolwiek uchybień 

Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się sprawą  wszczęcia postępowania wyjaśniającego wobec sędziów Moniki Frąckowiak i Arkadiusza Krupy przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Przemysława Radzika. RPO spytał  go o powody tych działań.

Sędzia Radzik zakwestionował publiczne wystąpienie obojga sędziów w todze sędziowskiej i z łańcuchem z orłem, podczas symulacji rozprawy sądowej na festiwalu Pol'and'Rock.

- Sędziowie zaznajamiali uczestników symulacji z instytucją sądu, zasadami zachowania oraz prawami, jakie przysługują nam podczas rozprawy - napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do sędziego Radzika. Akcja ta miała charakter edukacyjny, a sędziowie brali w niej udział w celu społecznym.

Na podobnej zasadzie działa choćby popularny wśród widzów serial telewizyjny „Sędzia Anna Maria Wesołowska”. Każdy odcinek przedstawia symulację sprawy na określony temat. Serial szerzy wiedzę na tematy prawne i stara się przybliżać obywatelom problematykę wymiaru sprawiedliwości.

Z tym, że podnoszenie się świadomości prawnej obywateli jest ważne, zgadza się również Ministerstwo Sprawiedliwości („podnoszenie świadomości prawnej powinno być nieodzownym elementem kształcenia młodych Polaków”). Dlatego we wrześniu 2018 r. resort przygotował przedsięwzięcie edukacyjne dla młodzieży „Dzień z prawem - w sądzie”, do którego mogą włączyć się wszystkie sądy rejonowe i okręgowe (materiał dostępny pod adresem: https://www.ms.gov.pl/pl/informacje/news,11719,nowy-projekt-edukacyjnyministerstwa.html).

Przykłady te pokazują, że symulacja rozpraw sądowych jest powszechnie wykorzystywana w celach edukacyjnych. Udział w niej pomaga m.in. zrozumieć rolę sądu w demokratycznym państwie prawa. Tego rodzaju wiedza potrzebna jest każdemu obywatelowi, także po to, aby jeśli zetknie się z sądem, lepiej rozumiał jego pracę.

W ocenie Rzecznika negatywnym skutkiem wezwania sędziów Moniki Frąckowiak i Arkadiusza Krupy do złożenia wyjaśnień w ramach postępowania wyjaśniającego może być powstanie wśród prawników „efektu mrożącego” - obaw związanych z angażowaniem się w akcje edukacyjne dotyczące zasad funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości - z uwagi na możliwość wszczynania wobec nich postępowań wyjaśniających.

Ponadto RPO ma wątpliwości, co do żądanego przez sędziego Przemysława Radzika zakresu informacji w ramach postępowania wyjaśniającego prowadzonego wobec sędzi Moniki  Frąckowiak.  Zwrócił się on bowiem 11 października 2018 r. do Prezesa Sądu Rejonowego Poznań - Nowe Miasto  i Wilda o opinię służbową o niej, informacje o stabilności jej orzecznictwa, nadesłanie „kontrolki” jej uzasadnień  oraz zapytań związanych z ewentualną przewlekłością prowadzonych przez nią postępowań.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich zbieranie takich informacji wykracza w oczywisty sposób poza zakres przedmiotowy prowadzonego postępowania wyjaśniającego, jest „na zapas i na wszelki wypadek”, w celu znalezienia ewentualnego uchybienia, które mogłoby stanowić podstawę do zarzutu deliktu dyscyplinarnego - napisał Stanisław Trociuk.

Takie zachowanie  krytycznie ocenia Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z 20 listopada 2002 r. (sygn.  K 41/02), stwierdził on, że „naruszenie autonomii informacyjnej poprzez żądanie niekoniecznych, lecz wygodnych dla władzy publicznej informacji, jest typowym dla czasów współczesnych instrumentem, po który władza publiczna chętnie sięga i dzięki któremu uzyskuje potwierdzenie swej pozycji wobec jednostki”.

- Z uwagi na powyższe pragnę przypomnieć uprzejmie, iż przedmiotem czynności wyjaśniających jest wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym popełnieniu deliktu dyscyplinarnego; służą one więc wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych – głosi pismo RPO.

Stanisław Trociuk poprosił sędziego Przemysława Radzika  o wskazanie, jakie przesłanki przemawiały za wszczęciem czynności wobec obojga sędziów. Ponadto zwrócił się o podanie podstawy prawnej zbierania w ramach postępowania wyjaśniającego wobec sędzi Moniki Frąckowiak informacji wykraczających poza jego zakres przedmiotowy.

VII.510.64.2018

RPO pisze do KRRiT w sprawie programu Polsatu „Ex na plaży Polska”

Data: 2018-11-05

Obywatel poskarżył się Rzecznikowi na program Polsatu, w którym miała być propagowana przemoc fizyczna.

Jak pisał skarżący, osoby pod wpływem alkoholu lub tak się przedstawiające na potrzeby programu „Ex na plaży Polska”, propagują przemoc fizyczną  jak bicie po twarzy i innych częściach ciała.

- Trzeba sprawdzić, czy program ten nie narusza art. 18 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji - napisał do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego zastępca RPO Stanisław Trociuk. Przekazał on wniosek obywatela, wraz z prośbą o przesłanie Rzecznikowi kopii odpowiedzi.

Zgodnie z art. 18 ustawy, audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. M.in. zabronione jest rozpowszechnianie audycji lub innych przekazów zagrażających fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi małoletnich, w szczególności zawierających treści pornograficzne lub w sposób nieuzasadniony eksponujących przemoc.

VII.564.63.2018

Dziennikarz TVN nie wpuszczony na konferencję. Odpowiedź PGZ po materiale TVN „Wody skażone trotylem”

Data: 2018-10-30
  • Prawo każe nam udzielać informacji, ale to nie to samo, co wpuszczanie na konferencję prasową, bo na to trzeba akredytacji. A nie ma obowiązku ich wydawania. Dlatego nie zaprosiliśmy TVN na konferencję prasową
  • Takie jest stanowisko Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którą o wyjaśnienia poprosił RPO. Chodzi o program Superwizjera TVN  „Wody skażone trotylem”
  • Według PGZ ograniczenie możliwości pozyskania informacji przez dziennikarzy TVN wynikało z działania w interesie spółki i dążenia do zaniechania działań naruszających jej wartości konstytucyjne, tj. dobra osobiste
  • To, że inni dziennikarze nie mogli zadawać pytań na konferencji, wynikało z kolei z formy konferencji przyjętej przez spółkę

Dlaczego dziennikarze TVN nie zostali wpuszczeni 16 października 2018 r. na konferencję prasową dotyczącą działań Zakładów Chemicznych „Nitro-Chem SA" należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA? RPO zapytał o to 17 października, a 30 października dostał odpowiedź PGZ:

- Co prawda Prawo prasowe nakazuje przedsiębiorstwom sektora publicznego udzielać prasie informacji o swojej działalności. Ale pojęcie „akredytacji” jest pojęciem odmiennym od pojęcia „informacji prasowej”, a zatem odmowa udzielenia akredytacji nie jest tożsama z odmową udzielenia informacji prasowej (postanowienie WSA w Warszawie z 24 kwietnia 2008 r., sygn. akt II SA/Wa 1536/06, ONSAiWSA 2010, nr 1, poz. 13). W ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego zawartej w wyroku z 30 października 2008 r. udzielenie akredytacji należy uznać za uprawnienie organizatora imprezy publicznej do swobodnego wyboru przedstawicieli mediów zainteresowanych udziałem w niej na uprzywilejowanych warunkach (sygn. akt 1 OSK 955/08, LEX nr 515400) – pisze w odpowiedzi dla RPO dyrektor Biura Prawnego PGZ dr Marcin Mazuryk.

Prawo prasowe

- Warto także podkreślić, że Prawo prasowe, nakładając na określone podmioty obowiązek udostępniania dziennikarzom informacji, nie określa równocześnie formy realizacji tej powinności (postanowienie NSA z 25 lipca 2002 r. sygn. akt II SA/Łd 951/02, Lex nr 54825) - kontynuuje.

Z uzyskanych od Nitro-Chem SA informacji wynika, że spółka udzieliła dziennikarzom TVN informacji, bowiem Superwizjer wyemitował 13 października 2018 r. materiał „Wody skażone trotylem”.

16 października 2018 r. spółka nie udzieliła dziennikarzom TVN jedynie akredytacji, co polegało na niezaproszeniu i w konsekwencji niewpuszczeniu ich na teren zakładu pracy. W świetle literalnego brzmienia art. 4 ust. 1 ustawy Prawo prasowe oraz ukształtowanego na jego gruncie orzecznictwa nie można mówić, w odniesieniu do działań i Nitro-Chem SA o uzasadnionych wątpliwościach prawnych.

Prawa i wolności konstytucyjne

- Odnosząc się z kolei do art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, należy wskazać, że te prawa wolnościowe nie mają charakteru absolutnego i podlegają ograniczeniom wynikającym zarówno z samej Konstytucji, jak i z ustaw – stwierdza dyrektor Mazuryk.

- Swoboda wypowiedzi oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji nie może realizować się poza granicami proporcjonalności ograniczeń, wyznaczonymi ze względu na konieczność poszanowania innych praw i wolności konstytucyjnych (wyrok TK z 30 października 2006 r., sygn. akt P 10/06, OTK-a 2006, nr 9, poz. 128) – podkreśla dyrektor z PGZ. - Do wartości tych należy zaliczyć m.in. dobre imię, cześć czy godność.

Zasady organizowania konferencji prasowych

16 października 2018 r. Nitro-Chem na terenie zakładu pracy zorganizował i przeprowadził konferencję prasową, aby odnieść się do nieprawdziwej i naruszającej dobra osobiste spółki publikacji redakcji TVN. „Wobec uzasadnionych wątpliwości co do rzetelności i obiektywności przekazywanych przez stację informacji, władze spółki podjęły decyzję o niezaproszeniu dziennikarzy TVN na konferencję prasową. Było to podyktowane również chęcią zapobieżenia dalszej eskalacji konfliktu oraz zapewnienia możliwie spokojnego przebiegu konferencji prasowej, bez udziału przedstawicieli osób, które ten konflikt wywołały. Ograniczenie możliwości pozyskania informacji przez dziennikarzy TVN wynikało z potrzeby działania w interesie spółki i dążenia do zaniechania działań naruszających jej wartości konstytucyjne, tj. dobra osobiste”.

Zasady zadawania pytań

Z kolei brak możliwości zadawania pytań na konferencji wynikał z formy konferencji przyjętej przez spółkę, która miała na celu krótkie i zwięzłe przedstawienie faktów. Należy jednak podkreślić, że Nitro-Chem nie uchylał się od obowiązku udzielenia prasie informacji o swojej działalności, zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy - Prawo prasowe, o ile informacje te nie stanowiły tajemnicy przedsiębiorstwa lub nie stanowiły informacji poufnej. Spółka udziela również informacji na temat swojej działalności każdorazowo po otrzymaniu stosownego wniosku od dziennikarza lub redakcji.

Cel konferencji

W ocenie PGZ SA, w opisanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich sytuacji nie doszło do ograniczenia prawa dziennikarzy do pozyskiwania informacji.

Konferencja prasowa została zorganizowana z inicjatywy władz Nitro-Chem SA w celu przedstawienia opinii publicznej informacji w związku z publikacją nieprawdziwych, niepotwierdzonych i niezgodnych z rzeczywistością informacji TVN.

Działanie Nitro-Chem nie stanowiło również ograniczenia prawa do pozyskiwania informacji, skoro jedynie dziennikarze jednej redakcji - TVN nie zostali zaproszeni na konferencję.

Zakłady Chemiczne Nitro-Chem SA 22 października 2018 r. wystąpiły przeciwko TVN S.A. oraz autorom reportażu „Wody skażone trotylem" do Sądu Okręgowego w Warszawie o zaniechanie działań naruszających dobra osobiste spółki oraz o usunięcie skutków naruszenia tych dóbr.

Sędzia nie może być przesłuchany jako świadek w ramach czynności wyjaśniających rzecznika dyscyplinarnego

Data: 2018-10-25
  • Sędzia nie może być przesłuchiwany jako  świadek w ramach czynności wyjaśniających sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego – wskazuje RPO
  • Wystąpił do sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego o dostosowanie podejmowanych czynności wyjaśniających do obowiązującego prawa
  • RPO prosi też o wyjaśnienie, dlaczego do przesłuchania sędziego Igora Tuleyi jako świadka nie został dopuszczony jego adwokat

We wrześniu 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich spytał sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych o powody przesłuchań sędziów, którzy zabierają głos o sytuacji w wymiarze sprawiedliwości lub zadali pytania Trybunałowi Sprawiedliwości UE. RPO chciał też wiedzieć, na czyj wniosek te czynności są podejmowane. Według RPO przesłuchania mogą prowadzić do „efektu mrożącego”, zniechęcającego sędziów do udziału w debacie publicznej na temat reform sądownictwa

Sędziowie Ewa Maciejewska, Igor Tuleya i Krystian Markiewicz byli przesłuchani jako świadkowie w ramach czynności wyjaśniających, podjętych  z urzędu, a dotyczących „możliwych zachowań innych sędziów” – odpowiedział 5 października zastępca sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Michał Lasota. Zapewnił, że przyczyną przesłuchań sędziów Ewy Maciejewskiej i Igora Tulei nie było zadanie przez nich pytań prejudycjalnych TS UE 

Wcześniej Antoni Łuczak, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu, informował RPO, że nie stwierdził  wykroczeń dyscyplinarnych sędzi Moniki Frąckowiak. Dlatego nie wszczął postępowania dyscyplinarnego m.in. za jej wypowiedzi w obronie niezależności sądów. 

Dziękując Michałowi Lasocie za jego wyjaśnienia, Adam Bodnar odpisał, że "z przykrością stwierdza, iż rodzą one poważne wątpliwości co do prawidłowości prowadzonego w tym zakresie postępowania".

RPO wskazał, że art. 114 Prawa o ustroju sądów powszechnych otrzymał nowe brzmienie na podstawie nowelizacji z 8 grudnia 2017 r. ustawy o Sądzie Najwyższym i innych ustaw (weszła ona w życie 3 kwietnia 2018 r.). Pojęcie „czynności dyscyplinarnych” podejmowanych przez rzecznika dyscyplinarnego zostało bowiem zastąpione pojęciem „czynności wyjaśniające”. Pojęcia te mają inny zakres i nie są tożsame.

Obecnie zgodnie z art. 114 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych rzecznik podejmuje czynności wyjaśniające po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego. Czynności te powinny być przeprowadzone w terminie 30 dni od pierwszej czynności rzecznika. W ramach czynności wyjaśniających może on wezwać sędziego do złożenia pisemnego oświadczenia dotyczącego przedmiotu tych czynności, może również odebrać od sędziego oświadczenie ustne. Z art. 114 § 3 Prawa o ustroju sądów powszechnych wynika natomiast, że jeżeli po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających zachodzą podstawy do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, rzecznik dyscyplinarny wszczyna je i sporządza zarzuty dyscyplinarne na piśmie.

- Z powołanych powyżej przepisów z całą pewnością nie wynika kompetencja rzecznika dyscyplinarnego do przesłuchiwania w charakterze świadka sędziów w ramach czynności wyjaśniających – podkreślił RPO.  

W jego ocenie kompetencji takiej nie można uzasadnić tym, że w sprawach nieuregulowanych stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania karnego. Czynności wyjaśniające nie odpowiadają bowiem treściowo czynnościom dyscyplinarnym, które miały szerszy zakres. Obejmowały wszak wszelkie czynności rzecznika dyscyplinarnego w ramach regulowanego Prawem o ustroju sądów powszechnych postępowania dyscyplinarnego, a więc czynności zarówno procesowe, jak też czynności pozaprocesowe.

Przedmiotem czynności wyjaśniających jest natomiast wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym popełnieniu deliktu dyscyplinarnego. Służą one wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych. W związku z tym, ze swej istoty czynności wyjaśniające nie mogą przerodzić się w czynności procesowe, takie jak np. przesłuchanie świadków.

Odpowiednie stosowanie do czynności wyjaśniających przepisów k. p. k. oznacza zaś przede wszystkim stosowanie art. 307 k. p. k. regulującego postępowanie sprawdzające. W konsekwencji oznacza to, że w postępowaniu wyjaśniającym nie przeprowadza się czynności wymagających spisania protokołu, a w charakterze świadka może zostać przesłuchana wyłącznie osoba zgłaszająca delikt dyscyplinarny.

- Treść otrzymanych wyjaśnień wskazuje natomiast, że rzecznik dyscyplinarny nie dostrzega różnicy pomiędzy poprzednio przyznanym mu z mocy art. 114 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych uprawnieniem do podejmowania czynności dyscyplinarnych, a obecnie przyznanym mu z mocy tego przepisu uprawnieniem do podejmowania czynności wyjaśniających – głosi pismo RPO. Różnica ta ma zasadniczy charakter -  przesądza bowiem o tym, że przesłuchania świadków w ramach czynności wyjaśniających są podejmowane poza granicami obowiązującego prawa.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do Michała Lasoty „o dostosowanie podejmowanych czynności wyjaśniających w sprawach dyscyplinarnych do obowiązującego od dnia 3 kwietnia 2018 r. prawa”.

Ponadto do Rzecznika wpłynęła skarga adwokata Jacka Dubois, pełnomocnika sędziego Igora Tuleyi, dotycząca odmowy dopuszczenia go 10 października  do udziału w przesłuchaniu tego sędziego w charakterze świadka. W związku z tym Adam Bodnar  poprosił Michała Lasotę o wyjaśnienie motywów, którymi się kierował, podejmując taką decyzję.

VII.564.56.2018

Krakowski sąd nie uchyli decyzji o akredytacjach dla dziennikarzy. Mają ułatwiać im wstęp do sądu

Data: 2018-10-23
  • Sąd Okręgowy w Krakowie nie wycofuje się z akredytacji dla dziennikarzy
  • Wnosił o to Rzecznik Praw Obywatelskich, który wskazywał m.in. na zagrożenia dla wolności prasy
  • Wyłącznym celem wprowadzenia akredytacji było ułatwienie  dziennikarzom wstępu do sądu  - odpowiedział sąd
  • Zapewnił, że brak akredytacji nie uniemożliwia wstępu do sądu i swobodnego wykonywania obowiązków

14 września 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że decyzja o wprowadzeniu akredytacji jest pozbawiona podstaw prawnych. Zażądał jej uchylenia od prezeski sądu Dagmary Pawełczyk-Woickiej.

Zarządzeniem Prezesa i Dyrektora Sądu Okręgowego w Krakowie z 6 sierpnia 2018 r., w sądzie wprowadzono regulamin przyznawania akredytacji prasowych. Zgodnie z nim „akredytacja prasowa upoważnia do wejścia na teren budynku Sądu Okręgowego w Krakowie z urządzeniem technicznym (…) - posiadającym funkcję rejestracji dźwięku lub obrazu (w tym kamery, urządzenia nagrywające, mikrofony), za okazaniem dokumentu ze zdjęciem”. Akredytacji udziela rzecznik prasowy sądu.

Argumenty RPO

Wzbudziło  to poważne wątpliwości RPO w świetle art. 14 oraz 54 Konstytucji RP. Według nich Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, a  każdemu zapewnia się wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ograniczenia prasy w dostępie do sądu – choćby tylko związane z formalnościami – budzą także wątpliwości z punktu widzenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Pojęcie akredytacji prasowej  nie ma definicji legalnej ani w ustawie z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, ani w innym powszechnie obowiązującym akcie prawnym regulującym prawo mediów. Skoro zatem obowiązek posiadania przez dziennikarza akredytacji nie wynika z przepisów powszechnie obowiązującego prawa, to niezrozumiałym oraz nieuzasadnionym jest wprowadzanie takiego ograniczenia dla dziennikarzy regulaminem wydanym przez prezesa i dyrektora sądu – uznał Rzecznik.

Podstawą prawną były tu przepisy Prawa o ustroju sądów powszechnych, zgodnie z którymi prezes sądu kieruje działalnością administracyjną sądu i zapewnia właściwy tok wewnętrznego urzędowania, a dyrektor sądu zapewnia m.in. odpowiednie warunki technicznoorganizacyjne. Żaden z tych przepisów nie upoważnia do wkraczania w materię, o której mowa w art. 14 i 54 Konstytucji RP oraz ograniczania praw dziennikarzy, chcących wejść do sądu - poprzez uzależnienie tego od posiadania akredytacji. 

Zarządzenia nie mogą ograniczać wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, której beneficjentami są obywatele i która stanowi fundament demokratycznego państwa. Działanie takie, w ocenie Rzecznika, nie ma żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa. 

Według Rzecznika przez wprowadzenie regulaminu naruszone mogą zostać: wolność prasy, słowa, wyrażania poglądów i prawo do społecznie pożądanej krytyki oraz prawo obywateli do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Skutkiem wydawania akredytacji jest bowiem uniemożliwienie wstępu do sądu dziennikarzom, którzy ich nie posiadają.

Zastrzeżenia RPO budzi też fakt, że decyzja o wydaniu akredytacji bądź jej odmowie zależy wyłącznie od rzecznika prasowego sądu. Brak jest przesłanek, jakimi miałby się on kierować przy podejmowaniu tych decyzji. Nie ma też mowy o ewentualnej drodze odwoławczej w przypadku odmowy.

Ponadto Rzecznik wskazuje, że postanowienia regulaminu mogą prowadzić do naruszenia art. 44 ust. 1 Prawa prasowego. Zgodnie z nim, „kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. A utrudnianie krytyki prasowej to m.in. selekcjonowanie dostępu dziennikarzy do wydarzeń i przeszkadzanie w zbieraniu materiałów przed publikacją.

Odpowiedź sądu

W odpowiedzi z 8 października 2018 r. wiceprezes Sądu Okręgowego Katarzyna Wysokińska-Walenciak napisała, że regulamin został wprowadzony na podstawie art. 22 § 1 ust. 1 pkt a oraz art. 31a § 1 pkt. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych w związku z § 34 ust. 1 pkt 7 i § 35 ust. 2 pkt 4 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 25 czerwca 2015 r. Regulamin urzędowania sądów powszechnych. W myśl tych regulacji prezes sądu m.in. zapewnia przestrzeganie przez podległych pracowników zasad ochrony i bezpieczeństwa obiektów sądowych, a czynności dyrektora sądu obejmują m.in. zapewnienie ochrony i bezpieczeństwa obiektów  sądowych w zakresie nie powierzonym prezesowi sądu, w tym ogłaszanie ewakuacji sądu.

- Wprowadzenie w regulaminie trybu wydawania dziennikarskich akredytacji rocznych do Sadu Okręgowego w Krakowie w żadnym wypadku nie uniemożliwia wstępu do budynku sądu dziennikarzom, którzy nie posiadają takich akredytacji - podkreśliła Katarzyna Wysokińska-Walenciak.

Według niej wprowadzenie akredytacji miało na celu wyłącznie ułatwienie wstępu dziennikarzom na teren sądu. Dziennikarz posiadający taką akredytację prasową jest bowiem upoważniony - za okazaniem dokumentu ze zdjęciem - do wejścia na teren budynku sądu z urządzeniem technicznym, o którym mowa w zarządzeniu nr 3/18 Prezesa i Dyrektora SO w Krakowie z 18 kwietnia 2018 r. w sprawie fotografowania, filmowania oraz utrwalania w inny sposób obrazu na terenie obiektów sądu. Dziennikarze nie posiadający takiej akredytacji, mogą wejść na teren sądu z urządzeniem  nagrywającym po wypełnieniu druku zgłoszenia (stanowi ono załącznik do zarzadzenia nr 3/18).

- Tym samym brak akredytacji prasowej w żadnym wypadku nie uniemożliwia swobodnego wykonywania zawodu przez dziennikarza, nie ogranicza możliwości relacjonowania i utrwalania obrazu i dźwięku z przebiegu rozpraw oraz jawnych posiedzeń, osobistego uzyskiwania informacji z pracy i wydarzeń dotyczących Sądu Okręgowego w Krakowie - głosi pismo.

Wiceprezes sądu podkreśliła, że przesłanką wydania akredytacji jest dołączenie do wniosku skanu ważnej legitymacji prasowej czy zaświadczenia o współpracy z redakcją. Niespełnienie tych warunków oznacza odrzucenie wniosku, co nie uniemożliwia jego ponowienia. 

Decyzja rzecznika prasowego w sprawie akredytacji nie ma charakteru decyzji administracyjnej. Tym samym brak jest możliwości jej zaskarżenia  - napisała Katarzyna Wysokińska-Walenciak.

VII.564.31.2018

Sędziowski rzecznik dyscyplinarny pisze do RPO o przyczynach przesłuchań znanych sędziów

Data: 2018-10-12
  • Sędziowie Ewa Maciejewska, Igor Tuleya i Krystian Markiewicz byli przesłuchani jako świadkowie w ramach czynności wyjaśniających dotyczących „możliwych zachowań innych sędziów”
  • Tak zastępca sędziowskiego rzecznika  dyscyplinarnego Michał Lasota odpowiedział RPO na pytanie o powody przesłuchań sędziów zabierających m.in. głos na temat sytuacji w wymiarze sprawiedliwości 
  • Zapewnił, że przyczyną przesłuchań sędziów Ewy Maciejewskiej i Igora Tulei nie było zadanie przez nich pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE 

We wrześniu 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę wzywania kilkorga sędziów na przesłuchania prowadzone przez sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych. W trzech pismach zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do rzeczników o podanie przesłanek, które przemawiały za wezwaniem sędziów do złożenia wyjaśnień oraz na czyj wniosek podjęto czynności wyjaśniające.

Zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy - po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego.

Odpowiedź sędziego Michała Lasoty

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Michał Lasota odpowiadając 5 października na dwa pisma do niego skierowane („z treścią których zapoznał się w pierwszej kolejności poprzez przekaz medialny”) poinformował, że czynności wyjaśniające we wskazanych sprawach podjęto z urzędu.

Napisał, że sędziowie Bartłomiej Przymusiński i Igor Tuleya nie zostali wezwani do złożenia wyjaśnień, bowiem w żadnej ze spraw nie zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne i nie przedstawiono zarzutów dyscyplinarnych na piśmie. Zostali zaś oni wezwani w trybie art. 114 § 2 ustawy z  27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych do „złożenia pisemnych oświadczeń dotyczących przedmiotów czynności wyjaśniających, w tym treści wypowiedzi”.

- Sędzia Krystian Markiewicz nie został wezwany do złożenia wyjaśnień, czy do złożenia oświadczenia, a jedynie przesłuchany w charakterze świadka w ramach czynności wyjaśniających dotyczących możliwych zachowań innych sędziów – dodał Michał Lasota.

Ponadto poinformował , że sędziowie Ewa Maciejewska i Igor Tuleya nie zostali wezwani do złożenia „wyjaśnień w charakterze świadka, w związku ze skierowaniem przez nich pytań prejudycjalnych". Zostali bowiem przesłuchani w charakterze świadków w ramach czynności wyjaśniających dotyczących "możliwych zachowań innych sędziów".

Pod koniec września Antoni Łuczak, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu, informował RPO, że nie stwierdził  wykroczeń dyscyplinarnych sędzi Moniki Frąckowiak. Dlatego nie wszczął postępowania dyscyplinarnego m.in. za jej wypowiedzi w obronie niezależności sądów. 

RPO: to może powodować „efekt mrożący”

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich takie wezwania mogą prowadzić do tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie - problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów.

Według RPO w tym kontekście należy mieć na uwadze wyrok Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 23 czerwca 2016 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Trybunał stwierdził w niej naruszenie prawa do sądu oraz wolności słowa sędziego Baki (art. 6 i 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka). Jako prezes Sądu Najwyższego i przewodniczący węgierskiej Krajowej Rady Sądownictwa, publicznie wyraził swoje poglądy na temat reform węgierskiego sądownictwa.

Zdaniem Trybunału, sędzia Baka miał nie tylko prawo, ale i obowiązek jako przewodniczący Rady, wyrazić opinię, bowiem funkcje i obowiązki sędziego obejmowały wyrażanie poglądów na temat reform ustawodawczych mogących wpływać na sądownictwo i jego niezależność. Trybunał odwołał się przy tym do dokumentów Rady Europy, które uznają, że każdy sędzia jest odpowiedzialny za promowanie i ochronę niezawisłości sędziowskiej.  Sędziowie powinni wręcz być zaangażowani w prace nad ustawodawstwem dotyczącym ich statusu oraz funkcjonowania systemu sądowniczego.

- W pełni aprobuję zacytowane przez pana stanowisko zawarte w rozstrzygnięciu Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - pisał do RPO sędzia Antoni Łuczak. 

VII.564.56.2018, VII.564.55.2018

KRRiT: zdaniem TVP kampania samorządowa relacjonowana jest obiektywnie

Data: 2018-10-09
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie planuje monitorowania obecnej kampanii wyborczej w programach telewizyjnych
  • KRRiT analizuje natomiast ewentualne naruszenia w kontekście skarg i sygnałów kierowanych przez komitety wyborcze oraz widzów i słuchaczy
  • Z TVP dostała wyjaśnienie, że TVP Info przedstawia kampanię w Warszawie w sposób obiektywny
  • To odpowiedź na pytanie RPO o to, co Rada robi w sprawie zachowania przez media publiczne bezstronności w czasie kampanii wyborczej

Analizie poddawane są konkretnie wskazane audycje, co do których pojawiają się wątpliwości dotyczące ich zgodności z ustawą medialną i Kodeksem wyborczym – wyjaśnia przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

Odpowiedział on na pismo RPO, którego obywatele alarmowali w sprawie sposobu relacjonowania przez Telewizję Polską i Polskie Radio kampanii samorządowej, zwłaszcza w Warszawie. RPO zapytał więc Radę, czy też dostaje podobne skargi, a jeśli tak, to co z nimi robi.

Przewodniczący wyjaśnia:

  • od 14 sierpnia. (tj. od dnia ogłoszenia terminu wyborów samorządowych przez premiera) do KRRiT wpłynęło 11 wystąpień w sprawie prezentowania kandydatów lub programów poszczególnych ugrupowań startujących w wyborach. Na sposób relacjonowania kampanii wyborczej w Warszawie poskarżyła się posłanka Kornelia Wróblewska. Rada zapytała o zadanie TVP i dowiedziała się, że „TVP Info przedstawia w sposób obiektywny i zrównoważony samorządową kampanię wyborczą we wszystkich ośrodkach, w tym również w Warszawie. W oczywisty sposób na antenie stacji dominują ci kandydaci, którzy prowadzą bardziej aktywną kampanię, ale także przejawiają wolę współpracy z mediami” (pełen tekst listu Pawła Gajewskiego z Zarządu TVP przewodniczący Kołodziejski załączył pod swoim tekstem).  
  • Do KRRiT zwróciła się również posłanka Agnieszka Pomaska w sprawie audycji TVP 3 Gdańsk z 6 września 2018 r., dotyczącej kandydatki Koalicji Obywatelskiej do Rady Miasta Gdańska Doroty Topolewskiej oraz kandydata Koalicji Obywatelskiej na Prezydenta Gdańska Jarosława Wałęsy. Postępowanie w tej sprawie jeszcze się nie zakończyło.
  • KRRiT  otrzymała także wystąpienia dwóch komitetów wyborczych dotyczące niezapraszania ich kandydatów do udziału w debatach telewizyjnych i radiowych (skarga Stowarzyszenia „Tu i Teraz", dotycząca niezaproszenia 17 września 2018 r. do audycji "Lustra" na antenie TVP 3 Poznań Zbigniewa Maja, kandydata na prezydenta Kalisza oraz skarga pełnomocnika wyborczego KWW "Olsztyn Kocham", dotycząca braku zaproszenia kandydata do audycji w Radiu Olsztyn, 19 września 2018 r.). W sprawach tych toczą się w KRRiT postępowania wyjaśniające.

W przypadku, gdyby do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęły kolejne skargi dotyczące prezentowania kandydatów w programach mediów publicznych, informacja będzie przekazna Rzecznikowi odrębnie.

VII.602.16.2018

 

Przed Marszem Równości w Lublinie RPO przypomina wojewodzie, na czym polega zakaz dyskryminacji, wolność słowa i zgromadzeń

Data: 2018-10-05
  • Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek wrzucił na youtube filmik „Czarnek przeciwko zboczeniom, dewiacjom i wynaturzeniom”, gdzie Marsz Równości w Lublinie określa jako „obrzydliwy”, a rodziny tworzone przez osoby tej samej płci - „zboczeniami”, „dewiacjami” i „wynaturzeniami”
  • RPO przypomina wojewodzie o zasadach prawa obowiązujących w Polsce: o konstytucyjnym zakazie dyskryminacji i o postanowieniach ustawy o równym traktowaniu
  • Wypowiedź wojewody może stanowić przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną wobec uczestników tego wydarzenia
  • Im częściej słyszymy agresję słowną, tym mniej zwracamy na nią uwagę i chętniej jej używamy. Dlatego też publiczne przyzwolenie na używanie języka pogardy jest wyjątkowo niebezpieczne – ostrzega RPO

- Jako Rzecznik Praw Obywatelskich – organ stojący na straży przestrzegania zasady równego traktowania, a także wszelkich praw człowieka, które swe źródło mają w godności ludzkiej – nie mogłem pozostać obojętny wobec przytoczonych, publicznie prezentowanych twierdzeń przez Pana Wojewodę, osobę pełniącą wysoką funkcję publiczną – pisze Adam Bodnar.

Co uważa wojewoda?

  • w jego wypowiedzi użyte zostały sformułowania, które można uznać za obraźliwe dla osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych). Opisuje bowiem marsze równości jako promujące postawy antyrodzinne i sprzeczne z Konstytucją, a ich uczestników jako osoby, które „obnoszą się ze swoją seksualnością”
  • wojewoda stwierdził, że nie powinno się dopuścić do manifestowania przez osoby LGBT w dniu rocznicy objawień fatimskich oraz wyraził zdziwienie, że prezydent Lublina nie sprzeciwił się organizacji Marszu Równości w Lublinie zaplanowanego na 13 października 2018 r.

Co stanowi prawo

  • organizacja Marszu Równości w Lublinie stanowi realizację gwarantowanej art. 57 Konstytucji RP wolności organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, a także art. 54 Konstytucji RP wolności wyrażania poglądów i wolności wyrażania opinii, o której mowa także w art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności
  • realizacja praw i wolności wyrażonych w Konstytucji RP i Konwencji powinna być zapewniona bez dyskryminacji m.in. ze względu na orientację seksualną (art. 32 ust. 2 Konstytucji i art. 14 Konwencji)
  • Do obowiązku zadbania, by obywatele mogli skutecznie korzystać z prawa do swobodnego wyrażania swojej opinii, wolnego od dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej, wzywa państwa Komitet Ministrów Rady Europy (rekomendacja CM/Rec(2010)5 w sprawie środków zwalczania dyskryminacji ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową, pkt 13)
  • zakazanie organizacji zgromadzenia publicznego – Marszu Równości z powodu osobistych przekonań Prezydenta Miasta lub kolizji terminu manifestacji z rocznicą wydarzeń religijnych byłoby rażącym przejawem niezgodnego z prawem ograniczenia wolności organizowania pokojowych zgromadzeń oraz wyrażania poglądów i opinii, a także dyskryminacji ze względu na orientację seksualną
  • Konstytucja nakazuje organom państwa powstrzymanie się od podejmowania działań tłumiących wolność wypowiedzi. Rolą przedstawicieli władzy publicznej jest zapewnienie warunków do pełnej realizacji prawa do swobodnego wyrażania opinii przez obywateli, o ile oczywiście wypowiedzi te pozostają w granicach wolności słowa, a w szczególności nie naruszają norm prawa karnego. Niedopuszczalne jest nierówne traktowanie w zakresie dostępu do organizacji pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich poprzez odmowę organizacji marszu równości z powodu idei stojących za jego organizacją – równości i tolerancji dla wszystkich ludzi
  • zakaz dyskryminacji obywateli m.in. ze względu na orientację psychoseksualną dotyczy również ujawniania osobistych poglądów podczas wszelkich wystąpień publicznych. Osoby pełniące wysokie funkcje w organach władzy publicznej powinny w sposób rozważny i ostrożny wypowiadać się na tematy światopoglądowe, które mogą być istotne z punktu widzenia kształtowania polityki. Ich opinie mogą być bowiem odbierane przez urzędników niższego szczebla jako sugestie

Wartości europejskie

Wartości kulturowe, tradycyjne, religijne, ani też reguły „dominującej kultury” nie mogą być przywoływane w celu usprawiedliwienia jakiejkolwiek formy dyskryminacji, włączając w to dyskryminację opartą na orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.

Komitet Ministrów Rady Europy zachęca wręcz władze publiczne na wszystkich szczeblach do publicznego potępiania, szczególnie w mediach, wszelkich bezprawnych ingerencji w prawo do korzystania ze swobody wyrażania opinii, zwłaszcza gdy są one związane z prawami człowieka lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych (pkt 17). Oczekiwanie zagwarantowania przez państwa członkowskie prawa do wolności wypowiedzi wyraził również Parlament Europejski w rezolucji z 4 lutego 2014 r. w sprawie unijnego planu przeciwdziałania homofobii i dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową (2013/2183(INI)).

Jak podkreślił Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 3 maja 2007 r. Bączkowski i inni przeciwko Polsce (skarga nr 1543/06), takie wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne mogą w sposób nadmierny kolidować z wykonywaniem innych praw zagwarantowanych Konwencją (§ 98 wyroku).

Określenie mającego się odbyć zgromadzenia jako „obrzydliwe”, a rodzin tworzonych przez osoby tej samej płci „zboczeniami”, „dewiacjami” i „wynaturzeniami”, może wskazywać na brak wiedzy, odwoływanie się wyłącznie do utrwalonych stereotypów, a także brak odpowiedzialności społecznej. Wypowiedź wojewody może stanowić przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną wobec uczestników tego wydarzenia.

Na pełną realizację prawa do życia bez dyskryminacji – w tym ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową – niebagatelny wpływ ma język debaty publicznej. Istotnym wyzwaniem pozostaje wyeliminowanie z tej debaty języka nienawiści, agresji i pogardy, co powinno być przedmiotem wspólnej troski wszystkich organów i instytucji publicznych. Przedstawiciele polskiego rządu powinni stać na straży kultury w debacie publicznej. Wzajemny szacunek okazywany w przestrzeni publicznej stanowi bowiem bezcenny wzór dla reszty społeczeństwa.

Jak wynika z badań Centrum Badań nad Uprzedzeniami przeprowadzonych we współpracy z Fundacją Batorego, które zostały zaprezentowane w raporcie „Mowa nienawiści, mowa pogardy”, ponad 95% młodzieży spotyka się z mową nienawiści w Internecie. W ostatnich dwóch latach znacząco wzrósł odsetek osób mających do czynienia z mową nienawiści w mediach tradycyjnych i sytuacjach codziennych. Spadła także wrażliwość młodych ludzi na nienawistne wypowiedzi. Mowa nienawiści sprawia, że przemoc staje się bardziej społecznie akceptowalna.

Im częściej słyszymy agresję słowną, tym mniej zwracamy na nią uwagę i chętniej jej używamy. Dlatego też publiczne przyzwolenie na używanie języka pogardy jest wyjątkowo niebezpieczne. Obowiązkiem władz publicznych jest dokładanie wszelkich starań w celu eliminacji tego szkodliwego zjawiska. Dbanie o odpowiedni poziom debaty publicznej stanowi naszą wspólną odpowiedzialność.

XI.613.8.2018

Nie będzie „dyscyplinarki” sędzi Moniki Frąckowiak - informuje RPO sędziowski rzecznik dyscyplinarny

Data: 2018-10-03
  • Sędzia Monika Frąckowiak z Poznania nie będzie miała postępowania dyscyplinarnego m.in. za wypowiedzi w obronie niezależności sądów
  • Antoni Łuczak, zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu, nie stwierdził jej wykroczeń dyscyplinarnych wobec czego nie wszczął postępowania dyscyplinarnego  
  • Informację taką sędzia Antoni Łuczak przekazał RPO, który pytał rzeczników dyscyplinarnych o powody przesłuchań sędziów zabierających m.in. głos o sytuacji w wymiarze sprawiedliwości 

We wrześniu 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich z własnej inicjatywy podjął sprawę wzywania kilkorga sędziów na przesłuchania przez rzeczników dyscyplinarnych. W trzech pismach zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do rzeczników o podanie przesłanek, które przemawiały za wezwaniem sędziów do złożenia wyjaśnień oraz na czyj wniosek podjęto czynności wyjaśniające.

Zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy - po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego.

W jednym z tych pism RPO pytał Antoniego Łuczaka o wezwanie sędzi Moniki Frąckowiak do złożenia wyjaśnień dotyczących jej publicznych wystąpień w mediach oraz podczas manifestacji w obronie sądów. Według mediów, mówiła ona m.in. że reforma Sądu Najwyższego prowadzi tylko do „czystki kadrowej”.

W odpowiedzi z 26 września 2018 r. sędzia Łuczak poinformował, że skarga wobec sędzi Moniki Frąckowiak dotyczyła jej wypowiedzi medialnych oraz obrazy przepisów prawa procesowego w sprawie sądowej, którą prowadziła. Pismo ze skargą przekazał mu zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Przemysław Radzik.

- Przeprowadziłem czynności sprawdzające mające wyjaśnić celowość wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. W  celu ustalenia wstępnego okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego uzyskano też pisemne stanowisko sędzi – napisał sędzia Łuczak. Po zapoznaniu się z aktami sprawy, jak i z treścią wypowiedzi medialnych, nie stwierdził  on wykroczeń dyscyplinarnych i nie podjął postępowania dyscyplinarnego.  O tym stanowisku poinformował sędzię Frąckowiak oraz Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Przemysława Radzika.

- W pełni aprobuję zacytowane przez pana stanowisko zawarte w rozstrzygnięciu Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - napisał RPO sędzia Łuczak. Zarazem podkreślił, iż po wpłynięciu każdej skargi - czy to złożonej przez zwykłego obywatela, czy to, jak w tym wypadku miało miejsce, złożonej przez Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, czy nawet jeśliby wpłynęła skarga RPO - jest on zobowiązany do podjęcia działań sprawdzających w celu ustalenia wstępnych okoliczności. W tej sprawie pozwoliły one ustalić brak deliktu dyscyplinarnego.

Sędziowie są grupą podlegającą ciągłej ocenie społecznej i nie mogą się uchylać od jakichkolwiek działań kontrolnych czy sprawdzających. - Nasze działania i zachowania muszą być transparentne, także po to aby móc jednoznacznie i autorytatywnie wypowiadać się w debacie społecznej związanej z reformą sądownictwa i zagrożeniem dla jego niezależności – oświadczył sędzia Łuczak.
 
We wrześniu Stanisław Trociuk pisał także do Michała Lasoty, zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, w sprawie wezwania sędziów Igora Tuleyi i Bartłomieja Przymusińskiego do złożenia wyjaśnień w sprawie udziału  w programach informacyjnych, gdzie wypowiadali się na temat aktualnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości.  Według mediów także przewodniczący Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” Krystian Markiewicz został wezwany na przesłuchanie w sprawie przekroczenia granic swobody wypowiedzi publicznej w opiniach  na temat innych sędziów i „przedstawicieli organów konstytucyjnych”.
 
Kolejne pismo do Michała Lasoty dotyczyło sędziów Ewy Maciejewskiej i Igora Tuleyi, wezwanych aby złożyli wyjaśnienia jako świadkowie w związku ze skierowaniem przez nich pytań prejudycjalnych do TSUE. Pytania dotyczyły tego, czy polscy sędziowie  - wobec przeprowadzonych zmian w wymiarze sprawiedliwości – mają szansę pozostać niezawiśli i niezależni od czynników politycznych. Zdaniem sędziów, obecne regulacje prawne odnoszące się do postepowań dyscyplinarnych naruszają niezawisłość sędziowską i pozbawiają stronę skutecznego środka odwoławczego, który przewiduje artykuł 19 ust. 1 akapitu drugiego Traktatu o UE.
 
W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich działania takie mogą prowadzić do wywołania tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie - problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów.
 
Według RPO w tym kontekście należy mieć na uwadze wyrok Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 23 czerwca 2016 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Trybunał stwierdził w niej naruszenie prawa do sądu oraz wolności słowa sędziego Baki (art. 6 i 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka). Jako prezes Sądu Najwyższego i przewodniczącego węgierskiej Krajowej Rady Sądownictwa, publicznie wyraził on swoje poglądy na temat reform węgierskiego sądownictwa.
 
Zdaniem Trybunału, sędzia Baka miał nie tylko prawo, ale i obowiązek jako przewodniczący Rady, wyrazić opinię, bowiem funkcje i obowiązki sędziego obejmowały wyrażanie poglądów na temat reform ustawodawczych mogących wpływać na sądownictwo i jego niezależność. Trybunał odwołał się przy tym do dokumentów Rady Europy, które uznają, że każdy sędzia jest odpowiedzialny za promowanie i ochronę niezawisłości sędziowskiej, a sędziowie i sądownictwo powinni być konsultowani  i zaangażowani w prace nad ustawodawstwem dotyczącym ich statusu oraz  funkcjonowania systemu sądowniczego.

VII.564.56.2018, VII.564.55.2018

RPO: na czyj wniosek rzecznicy dyscyplinarni wzywają sędziów na przesłuchania?

Data: 2018-09-24
  • O powody przesłuchań sędziów - którzy zabierają głos o sytuacji w wymiarze sprawiedliwości lub zadali pytania Trybunałowi Sprawiedliwości UE - Rzecznik Praw Obywatelskich pyta sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych
  • RPO chce też wiedzieć, na czyj wniosek te czynności są podejmowane. Prawo takie mają: Minister Sprawiedliwości, prezesi lub kolegia sądów apelacyjnych i okręgowych, Krajowa Rada Sądownictwa oraz rzecznicy dyscyplinarni
  • Według RPO przesłuchania mogą prowadzić do „efektu mrożącego”, zniechęcającego sędziów do udziału w debacie publicznej na temat reform sądownictwa
  • Z kolei według Traktatu o funkcjonowaniu UE polscy sędziowie mają prawo zadawać pytania TSUE, jeżeli mają wątpliwości wobec danego aktu prawnego

Rzecznik Praw Obywatelskich z własnej inicjatywy podjął sprawę wzywania kilkorga sędziów na przesłuchania przez rzeczników dyscyplinarnych sądów powszechnych. W trzech pismach zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do rzeczników dyscyplinarnych o podanie przesłanek, które przemawiały za wezwaniem sędziów do złożenia wyjaśnień oraz na czyj wniosek podjęto czynności wyjaśniające.

Zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy - po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego.

Wezwania w związku z wypowiedziami sędziów

Pismo do Michała Lasoty, zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, dotyczy wezwania sędziów Igora Tuleyi i Bartłomieja Przymusińskiego do złożenia wyjaśnień w sprawie udziału  w programach informacyjnych, gdzie wypowiadali się na temat aktualnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości.  Według mediów także przewodniczący Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” Krystian Markiewicz został wezwany na przesłuchanie w sprawie przekroczenia granic swobody wypowiedzi publicznej w opiniach  na temat innych sędziów i „przedstawicieli organów konstytucyjnych”.

W innym piśmie RPO pyta Antoniego Łuczaka, zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu o wezwanie sędzi Moniki Frąckowiak do złożenia wyjaśnień dotyczących jej publicznych wystąpień w mediach oraz podczas manifestacji w obronie sądów.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich działania te mogą prowadzić do wywołania tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie - problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów.

Według  RPO w tym kontekście należy mieć na uwadze wyrok Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 23 czerwca 2016 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Trybunał stwierdził w niej naruszenie prawa do sądu oraz wolności słowa sędziego Baki (art. 6 i 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka). Jako prezes Sądu Najwyższego i przewodniczącego węgierskiej Krajowej Rady Sądownictwa, publicznie wyraził on swoje poglądy na temat reform węgierskiego sądownictwa.

Zdaniem Trybunału, sędzia Baka miał nie tylko prawo, ale i obowiązek jako przewodniczący Rady, wyrazić opinię, bowiem funkcje i obowiązki sędziego obejmowały wyrażanie poglądów na temat reform ustawodawczych mogących wpływać na sądownictwo i jego niezależność. Trybunał odwołał się przy tym do dokumentów Rady Europy, które uznają, że każdy sędzia jest odpowiedzialny za promowanie i ochronę niezawisłości sędziowskiej, a sędziowie i sądownictwo powinni być konsultowani  i zaangażowani w prace nad ustawodawstwem dotyczącym ich statusu oraz  funkcjonowania systemu sądowniczego.

Trybunał podkreślał, że poglądy i oświadczenia sędziego Baki nie zawierały ataków na innych sędziów ani krytyki sądów w toczących się sprawach - były wyłącznie krytyką ze ściśle zawodowego punktu widzenia. Jego słowa dotyczyły m.in. niezawisłości
i nieusuwalności sędziów oraz obniżenia ich wieku emerytalnego - co  było kwestiami interesu publicznego. Dlatego Trybunał uznał, że wypowiedzi te - mieszczące się w kontekście debaty o sprawach bardzo ważnego interesu publicznego - wymagały wysokiego poziomu ochrony wolności wypowiedzi.

Wezwania za pytania do TSUE

Kolejne pismo do Michała Lasoty dotyczy sędziów Ewy Maciejewskiej i Igora Tuleyi, wezwanych aby złożyli wyjaśnienia jako świadkowie w związku ze skierowaniem przez nich pytań prejudycjalnych do TSUE. Pytania dotyczyły tego, czy polscy sędziowie  - wobec przeprowadzonych zmian w wymiarze sprawiedliwości – mają szansę pozostać niezawiśli i niezależni od czynników politycznych. Zdaniem sędziów, obecne regulacje prawne odnoszące się do postepowań dyscyplinarnych naruszają niezawisłość sędziowską i pozbawiają stronę skutecznego środka odwoławczego, który przewiduje artykuł 19 ust. 1 akapitu drugiego Traktatu o UE.

RPO przypomniał, że podstawą prawną procedury pytań prejudycjalnych jest art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE. Zgodnie z nim TSUE jest właściwy do orzekania w trybie prejudycjalnym o wykładni Traktatów oraz o ważności i wykładni aktów przyjętych przez instytucje, organy lub jednostki organizacyjne Unii. Sąd państwa członkowskiego może, jeśli uzna, że decyzja w tej kwestii jest niezbędna do wydania wyroku, zwrócić się do Trybunału o rozpatrzenie tego pytania. W przypadku, gdy pytanie jest podniesione przed sądem krajowym - którego orzeczenia nie podlegają już zaskarżeniu - sąd taki jest zobowiązany wnieść sprawę do Trybunału.

Podmiotami prawa unijnego, które sądy krajowe są zobligowane stosować, są nie tylko państwa członkowskie, ale także ich obywatele. Istotą pytania jest zapewnienie jednolitej wykładni oraz stosowania prawa unijnego w państwach członkowskich. Zgodnie z zasadą pierwszeństwa prawa unijnego, sąd krajowy w razie niezgodności prawa unijnego z prawem krajowym stosuje prawo unijne.

Stanisław Trociuk przypomniał, że w  wyroku z 5 lipca 2016 r. w sprawie C-614/14 TSUE uznał, że sprzeczne z art. 267 TFUE są takie uregulowania prawa krajowego, które w postępowaniu głównym mogą skutkować powstrzymaniem się przez sąd krajowy od zadania pytań prejudycjalnych TSUE w celu m.in. uniknięcia narażenia się na sankcje dyscyplinarne.

Zgodnie z orzecznictwem TSUE, art. 267 TFUE przyznaje sądom krajowym jak najszersze uprawnienie do wystąpienia do TSUE, jeśli uznają one, że w zawisłej przed nimi sprawie pojawiły się pytania związane z wykładnią lub oceną ważności przepisów prawa Unii, wymagające udzielenia odpowiedzi. Sądy krajowe mają więc swobodę w wykonywaniu tego uprawnienia na każdym etapie postępowania, jaki uznają za stosowny. Jak podkreśla TSUE, wyłącznie do sądu krajowego należy ocena  konieczności uzyskania orzeczenia w trybie prejudycjalnym dla wydania wyroku, jak i znaczenia przedstawionych TSUE pytań.

Za warty odnotowania RPO uznał fakt, że w skierowanym do Trybunału Konstytucyjnego wniosku z 23 sierpnia 2018 r. Prokurator Generalny wyraził stanowisko, iż "art. 267 TFUE jest bezpośrednio skuteczny, stanowi bowiem samodzielną podstawę dla sądów krajowych do zwracania się z pytaniem prejudycjalnym do TSUE. Niezależnie zatem od treści przepisów procesowych państwa członkowskiego, sąd krajowy może oprzeć się bezpośrednio na art. 267 w celu uzasadnienia swej kompetencji do skorzystania z procedury prejudycjalnej”.

Tym samym polscy sędziowie – zgodnie z art. 267 TFUE – mają prawo zadawać pytania prejudycjalne Trybunałowi przy jakiekolwiek wątpliwości co do wykładni lub ważności danego aktu prawnego UE - wskazał RPO.

VII.564.56.2018, VII.564.55.2018
 

Uniewinnić autora przeróbki hymnu. RPO składa kasację do Sądu Najwyższego

Data: 2018-09-21

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana, prawomocnie ukaranego przez sąd grzywną za wykroczenie polegające na zmianie słów polskiego hymnu.

W 2015 r. opublikował on w internecie film pt.  „Polacy witają uchodźców!”, na którym z innymi osobami wykonuje hymn ze zmienionymi przez siebie słowami. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; znalazły się  tam też słowa: „Migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

Pan Jan został prawomocnie ukarany przez sąd 1000 zł grzywny za wykroczenie naruszające przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Ukaranie grzywną za przerobienie polskiego hymnu

Data: 2018-09-21

słowa kluczowe: symbole narodowe, art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń

Sprawa pana Jana

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana, prawomocnie ukaranego przez sąd grzywną za wykroczenie polegające na zmianie słów polskiego hymnu  

Stan faktyczny

W  2015 r. pan Jan opublikował w internecie film zatytułowany „Polacy witają uchodźców!”. Na filmie z trzema innymi osobami wykonuje on hymn Rzeczypospolitej Polskiej ze zmienionymi przez siebie słowami na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; były tam też słowa, że „migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

Stan sprawy

Sąd Rejonowy w Wołominie wyrokiem z 12 kwietnia 2017 r. uznał pana Jana za winnego wykroczenia z art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim karze aresztu albo grzywny podlega ten, kto  narusza przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej. Według zaś ustawy z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP,  te symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach, a hymn jest „wykonywany lub odtwarzany w sposób zapewniający należną cześć i szacunek”.

Sąd wymierzył obwinionemu 1000 zł grzywny. Uznał, że niedopuszczalne jest przetwarzanie artystyczne hymnu czy też nadawanie mu stylizowanej formy. Zachowanie obwinionego uznał za celowe i mające charakter prowokacyjny. Sąd wskazał, że mógł on zabrać głos w debacie publicznej i zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię uchodźców, wykonując hymn z oryginalnym tekstem, wyjaśniając jednocześnie jego historię i znaczenie.

Obrońca odwołał się, wnosząc o uniewinnienie. Apelacja kwestionowała m.in. przyjęcie zakazu przetwarzania hymnu narodowego w jakimkolwiek celu, w tym w ramach działalności artystycznej. Obrońca powoływał się na ustawę o godle, barwach i hymnie RP, która  pozwala na artystyczne przetwarzanie godła lub barw.

13 lutego 2018 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał wyrok. Ocenił, że wykonanie hymnu w sposób zapewniający mu należytą cześć i szacunek to wykonanie go właściwe językowo. Deformowanie słów hymnu jest zaś naruszeniem przepisów ustawy i wykroczeniem. Sąd wskazał, że możliwość przetwarzania, na co powołuje się obrona, nie dotyczy hymnu. Dla przyjęcia kontratypu, związanego z działalnością artystyczną, konieczne byłoby ustalenie, że: sprawcą czynu jest artystą, efektem czynu jest dzieło artystyczne, a motywem działania - osiągnięcie celu artystycznego. Zdaniem sądu pan Jan (pisze on wiersze  i książki) spełnił dwa pierwsze warunki, ale powoływał się na kwestie społeczno-polityczne - nie działał zatem w celu artystycznym.

Od wyroku w sprawie o wykroczenie stronie nie przysługuje kasacja. Korzystając ze swoich ustawowych uprawnień, złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by Sad Najwyższy uniewinnił pana Jana, gdyż jego zachowanie - z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynu - nie stanowiło wykroczenia.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Art. 73 Konstytucji RP gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie zaś  z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo. Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Skąd Rzecznik wie o sprawie

Wniosek obwinionego

Argumenty RPO

Wartość, jaką jest cześć i szacunek dla hymnu państwowego powinna pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie. Zgodnie z art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka są one możliwe pod trzema warunkami:  ingerencja musi być przewidziana przez prawo (kryterium legalności); ma służyć ochronie publicznych lub indywidualnych dóbr bądź interesów (kryterium celowości); musi być konieczna w demokratycznym społeczeństwie (kryterium konieczności).

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPC wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPC, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPC podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany jakie wprowadził on do hymnu są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. Eksponują fakt, że pieśń napisana przez Józefa Wybickiego była pierwotnie pieśnią uchodźców, skazanych na cudzą gościnność. Autor opinii prof. Piotr Śliwiński podkreślał, że narodowe symbole mogą i winny być rozumiane jako żywa treść, a utwór pana Jana włącza się w szereg parafraz, których przedmiotem bywały dzieła kanoniczne w momentach krytycznych dla naszej zbiorowości.

Celem działania obwinionego nie była zatem kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.

Numer sprawy

II.564.2.2018

 

 

RPO żąda od prezeski krakowskiego sądu uchylenia jej zarządzenia o akredytacjach dla mediów

Data: 2018-09-20
  • Dziennikarze muszą występować do Sądu Okręgowego w Krakowie o przyznanie rocznej akredytacji - aby móc wejść do budynku z kamerą, aparatem fotograficznym, mikrofonem lub dyktafonem
  • Takie zarządzenie prezeski i dyrektora sądu Rzecznik Praw Obywatelskich uznaje za pozbawione podstaw prawnych i żąda jego uchylenia
  • Według Adama Bodnara zapisy te mogą naruszać m.in. wolność prasy i słowa, wyrażania poglądów oraz prawo obywateli do informacji o działalności organów władzy 

Na podstawie art. 14 pkt 2 ustawy o RPO Adam Bodnar stwierdził naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela w tej sprawie. Zwrócił się do prezeski sądu Dagmary Pawełczyk-Woickiej z żądaniem uchylenia kwestionowanych przepisów regulaminu.

Zarządzeniem Prezesa i Dyrektora Sądu Okręgowego w Krakowie z 6 sierpnia 2018 r., w Sądzie Okręgowym w Krakowie wprowadzono regulamin przyznawania akredytacji prasowych. Zgodnie z nim „akredytacja prasowa upoważnia do wejścia na teren budynku Sądu Okręgowego w Krakowie z urządzeniem technicznym (…) - posiadającym funkcję rejestracji dźwięku lub obrazu (w tym kamery, urządzenia nagrywające, mikrofony), za okazaniem dokumentu ze zdjęciem”. Akredytacji udziela rzecznik prasowy sądu. O przyznaniu akredytacji lub odrzuceniu takiego wniosku biuro prasowe sądu informuje drogą e-mailową.

Te postanowienia regulaminu budzą poważne wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich w świetle art. 14 oraz 54 Konstytucji RP. Pierwszy głosi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Drugi stanowi: Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Pojęcie akredytacji prasowej nie zostało objęte definicją legalną ani w ustawie z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, ani też w żadnym innym powszechnie obowiązującym akcie prawnym regulującym prawo mediów. W potocznym rozumieniu jest to zgoda organizatora imprezy, uprawniająca do udziału w niej na ściśle określonych warunkach, co do zasady szerszych od uprawnień publiczności. Skoro zatem obowiązek posiadania przez dziennikarza akredytacji nie wynika z przepisów powszechnie obowiązującego prawa, to niezrozumiałym oraz nieuzasadnionym jest wprowadzanie takiego ograniczenia dla dziennikarzy regulaminem wydanym przez prezesa i dyrektora sądu.

Jego podstawą prawną były przepisy Prawa o ustroju sądów powszechnych, zgodnie z którymi prezes sądu kieruje działalnością administracyjną sądu i zapewnia właściwy tok wewnętrznego urzędowania, a dyrektor sądu zapewnia m.in. odpowiednie warunki technicznoorganizacyjne. Żaden z tych przepisów nie zawiera upoważnienia do wkraczania przez prezesa sądu i dyrektora sądu w materię, o której mowa w art. 14 i 54 Konstytucji RP oraz ograniczania praw dziennikarzy, chcących wejść do sądu, poprzez uzależnienie tego od posiadania akredytacji. Prawo o ustroju sądów powszechnych nie może stanowić podstawy tego typu zakazów wobec dziennikarzy w formie aktu prawnego o charakterze wewnętrznym.

Zarządzenia nie mogą ograniczać wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, której beneficjentami są obywatele, i która stanowi fundament demokratycznego państwa. Działanie takie, w ocenie Rzecznika, nie ma żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa. Żaden organ państwowy, a więc i organy sądu, nie powinny działać w sposób, który mógłby wpłynąć na ograniczenie dostępu do budynku sądu, a przez to ograniczenie dostępu społeczeństwa do informacji.

W ocenie Rzecznika, wskutek wprowadzenia regulaminu naruszone mogą zostać: wolność prasy, słowa, wyrażania poglądów i prawo do społecznie pożądanej krytyki oraz prawo obywateli do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Skutkiem wydawania akredytacji jest bowiem uniemożliwienie wstępu do sądu dziennikarzom, którzy ich nie posiadają.

Nie sprecyzowano przyczyn tej decyzji. Uniemożliwia ona swobodne wykonywanie zawodu przez dziennikarzy, którym nie zostanie przyznana akredytacja. Nie mają oni możliwości relacjonowania oraz utrwalania obrazu i dźwięku z przebiegu rozpraw czy posiedzeń, nagrywania materiałów z udziałem pracowników sądu i osobistego uzyskiwania informacji, a następnie przekazywania ich opinii publicznej.

Dodatkowe zastrzeżenia RPO budzi fakt, że decyzja o wydaniu akredytacji bądź jej odmowie zależy wyłącznie od woli rzecznika prasowego sądu. Brak jest przesłanek, jakimi miałby się on kierować przy podejmowaniu tych decyzji. Nie ma też mowy o ewentualnej drodze odwoławczej w przypadku odmowy.

Ponadto Rzecznik wskazuje, że postanowienia regulaminu mogą prowadzić do naruszenia art. 44 ust. 1 Prawa prasowego. Zgodnie z nim, „kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. Utrudnianie krytyki prasowej to m.in. selekcjonowanie dostępu dziennikarzy do wydarzeń i przeszkadzanie w zbieraniu materiałów przed publikacją. Do popełnienia tego przestępstwa dochodzi w momencie tych działań - bez względu na to czy sprawca osiągnął efekt.

Dziennikarze pełnią w społeczeństwie demokratycznym co najmniej potrójną rolę w stosunku do wymiaru sprawiedliwości

  • informują o tym co dzieje się w sądach
  • edukują, przekazując informację o tym jak działa prawo, jak je wykorzystywać, jakie są konsekwencje naszych wyborów
  • kontrolują, pełnią społeczny nadzór nad sprawowaniem władzy, potocznie „patrzą władzy na ręce”, w tym przypadku władzy sądowej

Aby dziennikarze mogli pełnić tę rolę na najwyższym poziomie oraz sprawnie i rzetelnie relacjonować pracę sądu nie może dochodzić – tak jak w tym przypadku – do ograniczania aktem wewnętrznym ich prawa wstępu do sądu wraz z narzędziami pracy w postaci kamer i innych urządzeń nagrywających.

Jakiekolwiek ograniczenia prasy w dostępie do sądu – choćby tylko związane z formalnościami – budzą też wątpliwości z punktu widzenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. RPO przypomina, że Komitet Ministrów Rady Europy w oświadczeniu z 30 kwietnia 2014 r. o ochronie dziennikarstwa i bezpieczeństwie dziennikarzy oraz innych podmiotów na rynku mediów, zwrócił uwagę na konieczność ograniczania przeszkód w dostępie do ważnych publicznie informacji. Według Komitetu może to bowiem zniechęcać dziennikarzy do pełnienia obowiązków kontrolnych. Wolność wypowiedzi, w tym w szczególności wolność prasy, jako „psa stróżującego demokracji” (public watchdog), obejmuje nie tylko pozyskiwanie informacji słownych, ale również tych wyrażonych obrazem. Ograniczenie praw dziennikarzy stanowi poważne naruszenie praw człowieka, ponieważ prowadzi do pozbawienia obywateli prawa do informacji, a tym samym do ograniczenia debaty publicznej, która jest jednym z kamieni węgielnych pluralistycznej demokracji.

VII.564.31.2018

RPO: działania prezesa IPN mogą ograniczać konstytucyjną swobodę wypowiedzi

Data: 2018-08-23
  • Prezes Instytutu Pamięci Narodowej ustalił, kto z IPN może wypowiadać się w mediach; określił też zasady aktywności pracowników w mediach społecznościowych, w tym - powstrzymywania się od krytyki przełożonych 
  • Według Rzecznika Praw Obywatelskich może to ograniczać konstytucyjną swobodę wypowiedzi, wolność wyrażania poglądów i udzielania informacji prasie
  • Rzecznik obawia się też „mrożącego skutku” dla debaty publicznej i powstrzymywania się od komentowania ewentualnych kontrowersji dotyczących IPN 

Adam Bodnar wystąpił do prezesa IPN Jarosława Szarka po wniosku przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w IPN. Zwrócił się on do RPO o zbadanie, czy pismo prezesa Instytutu z 8 czerwca 2018 r. do pracowników IPN nie narusza przepisów prawa i wolności obywatelskich.

W piśmie prezes IPN informował o nowych zasadach publicznych wypowiedzi pracowników. Określają one listę uprawnionych do wypowiedzi w mediach. Odnoszą się do też do aktywności pracowników w mediach społecznościowych lub innych środkach masowego przekazu, mającej na celu ewentualną krytykę  wobec przełożonego czy współpracowników. Prezes wskazywał, że takie prywatne opinie należy formułować tak, aby nie wpływały negatywnie na wizerunek Instytutu i nie podważały oficjalnego stanowiska urzędu.

Jarosław Szarek "uprzejmie poprosił" pracowników o stosowanie się do tych zasad. Jednocześnie zapowiedział, że niestosowanie się do nich będzie rodzić konsekwencje prawne.

Rzecznik z uwagą i troską analizuje wszelkie sygnały dotyczące zapewnienia przestrzegania wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Stanowi to jeden z fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki.

W opinii RPO działanie prezesa IPN może ograniczać zagwarantowaną każdemu swobodę wypowiedzi, wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także udzielania informacji prasie, które zagwarantowano w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz art. 5 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.

Adam Bodnar przypomniał, że zgodnie z Prawem prasowym, w imieniu jednostek organizacyjnych informacji obowiązani są udzielać ich kierownicy, zastępcy, rzecznicy prasowi lub inne upoważnione osoby. Niemniej jednak z wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP) oraz prawa do krytyki wynika, że każdy może udzielać informacji prasie w imieniu własnym, zgodnie ze swoją wiedzą i kompetencjami (art. 5 ust. 1  Prawa prasowego). Ponadto kierownicy jednostek organizacyjnych są zobowiązani ustawowo do umożliwienia dziennikarzom kontaktu z pracownikami oraz swobodnego zbierania wśród nich informacji i opinii  (art. 11 ust. 2 Prawa prasowego).

- Odnosząc się natomiast do konsekwencji prawnych, jakie grożą pracownikom za niestosowanie się do wprowadzonych przez pana prezesa zasad, pragnę zaznaczyć, że pracownik, który udzielił informacji prasie w imieniu własnym, nie może być z tego powodu narażony na uszczerbek lub zarzut, jeżeli działał w granicach dozwolonych prawem (art. 5 ust. 2  Prawa prasowego) – napisał  Adam Bodnar do Jarosława Szarka.

Rzecznik ma obawy, że działania prezesa IPN mogą tworzyć „mrożący skutek” - choćby dla debaty publicznej, który przejawiać się będzie w przyszłości powstrzymywaniem się od komentowania ewentualnych kontrowersyjnych wydarzeń dotyczących Instytutu Pamięci Narodowej.

Dlatego RPO zwrócił się do prezesa IPN o przedstawienie stanowiska w sprawie.

VII.564.46.2018

Policja legitymuje za wybryki, a nie za zadawanie niewygodnych pytań rządzącym

Data: 2018-08-20
  • Policja wie, że nie wolno legitymować obywateli tylko dlatego, że zadają niewygodne pytania premierowi, ministrom lub posłom PIS
  • Policja musi jednak legitymować tych, którzy  „podejmują próby zakłócania” spotkań z przedstawicielami władzy
  • Nie oznacza to jednak, że przeciwko każdemu z wylegitymowanych jest prowadzone postepowanie

O praktykę legitymowania osób, które na publicznych spotkaniach zadawały niewygodne pytania przedstawicielom wladz, ludzie alarmowali wiosną Rzecznika Praw Obywatelskich. Uważali, że zachowania policjantów są skutkiem odgórnych zaleceń. 13 czerwca RPO zapytał o to Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Teraz dostał odpowiedź od wiceministra Jarosława Zielińskiego:

  1. Komenda Główna Policji nie kierowała do jednostek organizacyjnych poleceń, wytycznych i instrukcji postępowania nakazujących policjantom legitymowanie uczestników spotkań z politykami partii Prawo i Sprawiedliwość.

  2. Teza o zatrzymywaniu lub legitymowania przez policję osób z uwagi na zadawane przez nie pytania jest bezpodstawna, bo takie przypadki nie miały miejsca.

  3. Miały za to miejsce przypadki legitymowania tych, którzy „krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołują zgorszenie w miejscu publicznym”, bo to jest wykroczenie na podstawie art 51 § 1 Kodeksu wykroczeń i  podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

  4. Legitymowanie nie  oznacza obligatoryjnego wszczynania przez policję postępowań karnych i mandatowych.

Minister Zieliński zapewnił też Rzecznika Praw Obywatelskich, że na spotkaniach z przedstawicielami władz „jest miejsce dla osób z wszystkich opcji politycznych, jednak sam fakt prezentowania innej opinii nie może prowadzić do podejmowania przez te osoby prób zakłócania spotkania”.

Natomiast policja reaguje tam, gdzie jest naruszane prawo i w sytuacjach, w których doszło do naruszenia porządku publicznego.

Czy w TVP jest czarna lista dziennikarzy, polityków i ekspertów?

Data: 2018-08-14
  • O możliwości istnienia takiej listy piszą media
  • RPO prosi prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia
  • Przypomina zasady, jakimi powinny się zgodnie z Konstytucją kierować media

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich powziął informację o możliwym istnieniu „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów, polityków, którzy nie mogą być zapraszani do mediów publicznych. Informacja ta, już chociażby ze względu na osobę publicznie ją prezentującą, wymaga wyjaśnienia[1].

Przy okazji RPO zwraca uwagę prezesa TVP na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu).

Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny).

Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania przez nie swej misji.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji RP, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Natomiast, stosownie do brzmienia art. 54 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji RP zakazane.

Wolność słowa i wolność mediów, wyrażone w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

Publiczna telewizja zobowiązana jest oferować społeczeństwu zróżnicowane programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji – Dz. U. z 2017 r. poz. 14141 ze zm.; dalej jako: ustawa o radiofonii i telewizji). W związku z tym programy telewizji publicznej powinny m.in. umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej (art. 21 ust. 2 pkt 4 ustawy o radiofonii i telewizji). Wykluczenie możliwości udziału określonych osób w audycjach telewizji publicznej musiałoby w związku z tym zostać uznane za naruszenie tych obowiązków.

W omawianym kontekście zasadne jest także odwołanie się do art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (dalej jako: EKPCz). Przepis ten stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. W orzecznictwie dotyczącym tego przepisu ETPCz uznał zagwarantowaną w nim wolność za niezbędny fundament społeczeństwa demokratycznego i warunek rozwoju każdej jednostki (sprawa Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii, skarga nr 5493/72). ETPCz podkreślił także rolę prasy i mediów w przekazywaniu informacji oraz prawo publiczności do ich otrzymywania (wyrok z 1979 r. w sprawie Sunday Times przeciwko Wielkiej Brytanii, skarga nr 6548/74). Podkreślając zasadę pluralizmu, ETPCz przypisał państwu funkcję najwyższego gwaranta w tym zakresie (wyrok z 24 listopada 1993 r. w sprawie Informationsverein Lentia i in. przeciwko Austrii, skarga 13914/88). ETPCz konsekwentnie w swych orzeczeniach stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. W tym kontekście należy podkreślić, że nie tylko prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei – społeczeństwo ma też prawo do ich otrzymywania.

Na tle art. 10 EKPCz, w doktrynie wskazuje się, że „skoro Konwencja wymaga od państwa poszanowania zasady pluralizmu, to musi to znajdować należyte zapewnienie w działalności mediów publicznych, zwłaszcza przybierając postać pluralizmu wewnętrznego zorientowanego na sposób działania i treści programowe nadawcy publicznego. W żadnym więc razie media publiczne nie mogą pozostawać w pełnej kontroli i dyspozycji aktualnego gabinetu rządowego czy większości parlamentarnej” (zob. L. Garlicki, P. Hofmański, A. Wróbel, Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Komentarz do artykułów 1-18, Tom I. Komentarz, Warszawa 2010, Legalis).

Na konieczność przedstawiania przez media publiczne zróżnicowanych informacji i poglądów wskazano również w wyroku ETPCz z dnia 17 września 2009 r. w sprawie Manole i in. przeciwko Mołdawii (skarga 13936/02), stwierdzając, że (punkt 108.): „państwo, jako najwyższy gwarant pluralizmu, musi zapewnić, poprzez prawo i praktykę, że publiczność ma za pośrednictwem telewizji i radia dostęp do niezależnej i rzetelnej informacji, oraz do spektrum opinii i komentarzy, odzwierciedlających m.in. różnorodność perspektyw politycznych w kraju oraz że dziennikarze i inni pracownicy mediów audiowizualnych nie są powstrzymywani od przekazywania takich informacji i komentarzy (...)”. Z powyższego wyroku wynika, obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków i powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej. Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów.

W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej wyrażona została zasada pluralizmu. W myśl powołanego przepisu „szanuje się wolność i pluralizm mediów”. Na potrzebę ochrony zasady pluralizmu zwróciła także uwagę Komisja Europejska w analizie opracowanej w styczniu 2007 r. (Commission three-step approachfor advancing the debate on media pluralism within the European Union, IP/07/52). Zgodnie z nią pluralizm wymaga dbania o różnorodność geopolityczną i kulturową. Oznacza to konieczność przedstawiania zróżnicowanych poglądów, ujęć i wieloaspektowego ukazywania spraw w celu realizacji tzw. „communication right” odbiorcy, dającego mu prawo do uzyskania pełnej, uczciwej informacji oraz możliwość usłyszenia i porównania wielu opinii (za: Własność mediów. Pluralizm informacyjny. Wolność słowa, red. D. Bychawska-Siniarska, Warszawa 2011, s. 8).

Warto również zaznaczyć, że Rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, iż wydawcy programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy też odnośnie do gości zapraszanych do programu.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

 

VII.716.3.2018




[1]  Istnieje „czarna lista” gości TVP? Cezary Łazarewicz opisuje swoją rozmowę z pracownikiem stacji, z dnia 17 lipca 2018 roku, dostęp: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23682626,tvp-ma-czarna-l...

 

 

Dlaczego PAP usunęła z serwisu depeszę o tym, że prezes NBP krytykuje działania resortu finansów? RPO pyta o to prezesa PAP

Data: 2018-08-14
  • Z mediów[1] Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się, że kierownictwo Polskiej Agencji Prasowej poleciło usunąć z serwisu agencji depeszę, w której prezes Narodowego Banku Polskiego krytykował projekt ustawy o pracowniczych planach kapitałowych przygotowany przez Ministerstwo Finansów.
  • W efekcie usunięcia depeszy oraz braku jakichkolwiek wyjaśnień ze strony kierownictwa agencji, jej autor wystąpił z wnioskiem o rozwiązanie umowy o pracę.

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie wyrazić swoje zaniepokojenie zaistniałą sytuacją dotyczącą polityki kadrowej w Polskiej Agencji Prasowej. Niezagwarantowanie dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków i niepotrzebnej ingerencji budzi wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich, przede wszystkim pod kątem możliwości naruszenia zasady wolności prasy i innych środków masowego przekazu (art. 14 Konstytucji RP) oraz konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP).

Rzecznik przypomnina, iż cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu jest na mocy Konstytucji RP zakazana (art. 54 ust. 2 Konstytucji RP). Jakiekolwiek jej przejawy mogłyby być bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, bowiem bezpośrednio przekładałyby się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Mając na uwadze powyższe, działając na podstawie art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2017 r. poz. 908 ze zm.), zwracam się do Pana Prezesa z uprzejmą prośbą o zajęcie stanowiska w opisywanej sprawie – napisał Adam Bodnar.

VII.564.50.2018 
 

[1]  PAP usunęła depeszę, jej autor uznaje to za cenzurę i odchodzi z agencji, z dnia 6 sierpnia 2018 roku, dostęp: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/pap-usunela-depesze-jej-autor-uznaje-to-...

 

Sprawa wstępu dziennikarza do Sejmu. RPO przystępuje do postępowania przed WSA

Data: 2018-08-14
  • 10 maja, w trakcie protestu osób z niepełnosprawnościami, Marszałek nie wpuścił dziennikarza oko.press na posiedzenie Sejmu. Dziennikarz zaskarżył tę decyzję do sądu administracyjnego
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił 10 sierpnia do tego postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie po stronie dziennikarza
  • Rzecznik wnioskuje o stwierdzenie bezskuteczności czynności Marszałka Sejmu, a także uznanie, że dziennikarzowi przysługiwało mu prawo do wstępu na posiedzenia Sejmu

Dzień przed posiedzeniem Sejmu redakcja wystąpiła do Dyrektora Centrum Informacyjnego Sejmu o jednorazową kartę prasową. Centrum Informacyjne odpowiedziało: „Kancelaria Sejmu informuje, że od środy (25 kwietnia) ulegają zmianie zasady wstępu na teren kompleksu sejmowego. Z  przyczyn organizacyjnych i bezpieczeństwa przyznawanie jednorazowych kart wstępu zostaje zawieszone.(…)

Rzecznik zauważa, że w ten sposób dziennikarzowi odmówiono wstępu na posiedzenie kolegialnego organu władzy publicznej pochodzącego z powszechnych wyborów (zob. art. 61 ust. 2 Konstytucji RP).

Uzasadnienie przystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich do postępowania przed WSA

Stanowisko Kancelarii Sejmu odmawiające dziennikarzowi prawa wstępu na posiedzenie Sejmu, zdaniem Rzecznika, prowadzi do niczym nieuzasadnionego ograniczenia konstytucyjnego prawa do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji RP). Co również istotne, wstęp na posiedzenie kolegialnego organu (Sejmu RP) miał służyć realizacji ustrojowej zasady wolności prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14 Konstytucji RP) oraz wolności pozyskiwania informacji, w tym przypadku informacji o  działalności organu władzy publicznej, jakim jest Sejm RP (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP). Wstęp do Sejmu RP był więc w tym przypadku także działaniem podejmowanym w  słusznym interesie społecznym. Odmowa realizacji tego słusznego interesu społecznego stanowi w ocenie Rzecznika naruszenie norm konstytucyjnych określonych w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP.

W tym miejscu należy wskazać, że przedstawiona sprawa odmowy wstępu na teren Sejmu RP była przedmiotem wystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich skierowanego do  Szefa Kancelarii Sejmu RP (pismo RPO z dnia 10 maja 2018 r.). Rzecznik zwracał w nim uwagę, że analizując decyzję Straży Marszałkowskiej należy mieć na względzie konsekwencje decyzji Straży Marszałkowskiej w kontekście gwarancji praw wynikających z art. 61 Konstytucji RP, a także wystąpienie ograniczenia możliwości wykonywania czynności zawodowych dziennikarza. Rzecznik wskazywał także, że brak możliwości udziału w pracach legislacyjnych osób nie posiadających stałych kart wstępu utrudnia zapewnienie odpowiedniej pomocy w procesie legislacyjnych m.in. ze strony ekspertów, czy pracowników instytucji, co negatywnie wpłynie na jakość stanowionego prawa, a  w  konsekwencji na przestrzeganie praw człowieka i obywatela.

W odpowiedzi z dnia 7 czerwca 2018 r. Szef Kancelarii Sejmu RP poinformował, że standardowe zasady wstępu na teren Sejmu RP zostały przywrócone 29 maja, niezwłocznie po zakończeniu trwającego wówczas Szczytu Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz 40-dniowego protestu okupacyjnego w głównym gmachu Sejmu RP.

Ponadto Szef Kancelarii Sejmu RP podzielił wyrażone w piśmie Rzecznika spostrzeżenie, że istniejące przez pewien czas utrudnienia w dostępie do Sejmu RP dla osób uzyskujących wstęp na podstawie kart jednorazowych nie były korzystne z punktu widzenia procesu stanowienia prawa. Podkreślał jednak, że trudności te były bezpośrednio związane z okolicznościami, na których powstanie Kancelaria Sejmu nie miała wpływu i zostały zniesione natychmiast po ich ustąpieniu. Wskazano również, że sytuacja, która legła u podstaw pisma Rzecznika Praw Obywatelskich, nie powinna być poddawana analizie bez osadzenia jej w kontekście praktyki funkcjonowania mediów w parlamencie. Jak uzasadniano, „wspomniana (…) grupa dziennikarzy, posiadających okresowe (ważne przez rok kalendarzowy) oraz stałe (ważne bezterminowo) przepustki liczby obecnie około 450 osób, co skutecznie zapewnia możliwość nieskrępowanego relacjonowania prac Sejmu, komisji sejmowych i innych wydarzeń parlamentarnych”.

To stanowisko Szefa Kancelarii Sejmu RP budzi poważne zastrzeżenia Rzecznika Praw Obywatelskich.

Prawo dostępu do informacji i wolność słowa

  • W pierwszej kolejności Rzecznik zwraca uwagę, że czynności Marszałka Sejmu polegające na skierowanej do dziennikarza odmowie wstępu do Sejmu RP nie można uznać za czynność o charakterze technicznym, dotyczy ona bowiem chronionych konstytucyjnie praw jednostki. Zasadą ustrojową wynikającą z art. 14 Konstytucji RP jest, że Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Z  art. 54 ust. 1 Konstytucji RP wynika natomiast, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Stąd też organy państwowe, zgodnie z Konstytucją RP, są zobowiązane stwarzać prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji (art. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe), a ponadto nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych (art. 6 ust. 4 Prawa prasowego).
  • W zakresie dotyczącym funkcjonowania organów władzy publicznej, w tym Sejmu, należy także zasadnicze znaczenie przypisać art. 61 ust. 1 Konstytucji RP, który gwarantuje obywatelom prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej. Prawo to obejmuje wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu (art. 61 ust. 2 Konstytucji RP). Na poziomie ustawowym prawo to znajduje potwierdzenie w treści art. 3 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej stanowiącego, że prawo do informacji publicznej obejmuje uprawnienie do dostępu do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów. Z art. 18 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej wynika zaś, że posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów są jawne i dostępne. Organy te są obowiązane zapewnić lokalowe lub techniczne środki umożliwiające wykonywanie prawa, o którym mowa w art. 3 ust. 1 pkt 3 (art. 18 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Ograniczenie dostępu do posiedzeń organów, o których mowa w art. 18 ust. 1 tej ustawy, z  przyczyn lokalowych lub technicznych nie może prowadzić do nieuzasadnionego zapewnienia dostępu tylko wybranym podmiotom (art. 18 ust. 4 ustawy o dostępie do informacji publicznej).

Dlatego czynność polegająca na odmowie wydania dziennikarzowi jednorazowej karty prasowej w bezpośredni sposób dotyczy konstytucyjnie chronionych praw jednostki, w tym wolności prasy i dostępu do informacji publicznej.

Podstawy działania Straży Marszałkowskiej i SOP

Z obowiązującego w dacie dokonywania tej czynności ustawy Służbie Ochrony Państwa (art. 246 ust. 1 pkt 3, Dz. U. z 2018 r. poz. 138) wynikało, że zadania w zakresie ochrony Sejmu i Senatu wykonują strażnicy Straży Marszałkowskiej. Jednorazowe karty prasowe wystawia Dział Przepustek Straży Marszałkowskiej na podstawie aktualnej legitymacji prasowej, z zastrzeżeniem ust. 2 i § 38. (Z§ 36 ust. 1 zarządzenia Nr 1 Marszałka Sejmu RP z dnia 9 stycznia 2008 r. w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu RP oraz wstępu i  wjazdu na tereny pozostające w zarządzie Kancelarii Sejmu). Natomiast w myśl § 6 pkt 4 tego zarządzenia (w brzmieniu ustalonym przez § 1 pkt 2 zarządzenia Nr 4 Marszałka Sejmu RP z dnia 19 maja 2017 r.) w wyjątkowych przypadkach Komendant Straży Marszałkowskiej może ograniczyć albo wyłączyć prawo wstępu na tereny i do budynków.

To zarządzenie Marszałka wydane na podstawie Regulamin Sejmu (art. 10 ust. 1 pkt 13 uchwały Sejmu RP z dnia 30 lipca 1992 r., M. P. z 2012 r. poz. 23 ze zm.) stanowiącego, że Marszałek Sejmu RP sprawuje pieczę nad spokojem i porządkiem na całym obszarze należącym do Sejmu RP oraz wydaje stosowne zarządzenia porządkowe, w tym o użyciu w razie konieczności Straży Marszałkowskiej.

Mając na uwadze powołane przepisy zarządzenia przyjąć trzeba, że czynność w  postaci odmowy wydania dziennikarzowi jednorazowej przepustki do Sejmu RP w dniu 10 maja 2018 r., a tym samym czynność polegająca na ograniczeniu wolności prasy oraz wynikającego z art. 61 ust. 2 Konstytucji RP prawa wstępu na posiedzenie kolegialnego organu, tj. Sejmu RP oraz jego komisji sejmowych, w znaczeniu prawnym została podjęta przez Komendanta Straży Marszałkowskiej kierującego z mocy art. 250 ust. 2 ustawy o  Służbie Ochrony Państwa Strażą Marszałkowską (chociaż została zakomunikowana przez Centrum Informacyjne Sejmu).

To Komendant Straży Marszałkowskiej działający na podstawie udzielonego mu przez Marszałka Sejmu RP ogranicza bowiem albo wyłącza prawo wstępu na teren i do budynku Sejmu RP. W tym zakresie (ale już nie w zakresie materialnych przesłanek wprowadzanego ograniczenia albo wyłączenia) zarządzenie ma charakter wewnętrzny, jest ono bowiem skierowane do osoby kierującej formacją podległą Marszałkowi Sejmu RP (art. 246 ust. 2 ustawy o Służbie Ochrony Państwa) i upoważnia do podejmowania stosownych czynności w imieniu Marszałka Sejmu RP.

W niniejszej sprawie działając z upoważnienia Marszałka Sejmu RP Komendant Straży Marszałkowskiej w sposób władczy przesądził, że każdy imiennie określony dziennikarz, ubiegający się o jednorazową kartę prasową od środy dnia 25 kwietnia 2018 r. aż do odwołania, karty tej nie otrzyma. Jest to w związku z tym złożona czynność z zakresu administracji publicznej, podejmowana z upoważnienia Marszałka Sejmu RP przez Komendanta Straży Marszałkowskiej i komunikowana w tym przypadku dziennikarzowi przez Centrum Informacyjne Sejmu RP. Jej istota sprowadza się do tego, że osoby ją podejmujące w imieniu organu upoważniającego (Marszałka Sejmu RP) w sposób władczy rozstrzygnęły o tym, że dziennikarz nie może realizować przysługujących mu konstytucyjnych praw podmiotowych.

Dlaczego sprawę powinien rozstrzygnąć sąd administracyjny

Zgodnie z prawem o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (art. 3 § 2 pkt 4 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r., Dz. U. z 2017 r. poz. 1369 ze zm.) kontrola działalności administracji publicznej obejmuje orzekanie w sprawach skarg na inne niż decyzje i  postanowienia administracyjne akty lub czynności z zakresu administracji publicznej dotyczące uprawnień lub obowiązków wynikających z przepisów prawa.

Uprawnienia dziennikarza wynikały z przepisów prawa, będących najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej (art. 8 ust. 1 Konstytucji RP), stąd też nie ulega wątpliwości, że odmowa ich realizacji przez Komendanta Straży Marszałkowskiej działającego w tym zakresie z  upoważnienia Marszałka Sejmu RP jest czynnością z zakresu administracji publicznej podlegającą kontroli sądu administracyjnego.

Potwierdza to art. 21 ustawy o dostępie do informacji publicznej, według którego do skarg rozpatrywanych w postępowaniach o  udostępnienie informacji publicznej (a więc również spraw wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej, co reguluje art. 18 tej ustawy) stosuje się przepisy Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi.

Za takim poglądem przemawia także dotychczasowe orzecznictwo sądów administracyjnych dotyczące udziału obywateli w posiedzeniach kolegialnych organów jednostek samorządu terytorialnego. W postanowieniu z dnia 24 lutego 2015 r. (sygn. akt I OSK 2517/14) Naczelny Sąd Administracyjny wskazał, że uprawnienie obywatela do udziału w sesji rady gminy stanowi wyraz konstytucyjnej jawności działania organów publicznych wyrażonej w art. 61 Konstytucji RP. Tożsamy pogląd wyraził także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w wyroku z dnia 27 października 2016 r. (sygn. akt III SA/Kr 523/16).

Wreszcie wskazać należy na argumenty natury konstytucyjnej, które powodują, że nie jest możliwe wyłączenie w tym zakresie drogi przed sądami administracyjnymi. W  wyroku z dnia 10 maja 2000 r. (sygn. akt K 21/99, OTK z 2000 r. Nr 4, poz. 109) Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że „jeśli więc art. 45 ust. 1 Konstytucji dotyczy dochodzenia przed sądem wszelkich praw (także ustanowionych w innych aktach prawnych niż w Konstytucji), to art. 77 ust. 2 Konstytucji obejmuje swym zakresem jedynie prawa i  wolności gwarantowane konstytucyjnie. W tym znaczeniu art. 77 ust. 2 Konstytucji, stanowiąc uzupełnienie i rozwinięcie ogólniejszego ujęcia z art. 45 ust. 1, zawiera regulację szczególną w stosunku do art. 45 ust. 1 Konstytucji. Płynie stąd istotny wniosek co do zakresu dopuszczalnych ograniczeń prawa do sądu. Ograniczenia prawa do sądu ustanowione normą ustawową, stosownie do art. 31 ust. 3 Konstytucji muszą uwzględniać kategoryczny zakaz zamykania drogi do sądu zawarty w art. 77 ust. 2 w zakresie dochodzenia konstytucyjnych wolności i praw; ergo wyłączenie drogi sądowej w sprawach związanych z naruszeniem wolności i praw może być ustanowione jedynie wprost w  przepisami konstytucyjnymi”.

Ponieważ wolności i prawa określone w art. 14, art. 54 ust. 1 i art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP mają rangę konstytucyjną, odnosi się do nich wprost konstytucyjny zakaz zamykania drogi sądowej (art. 77 ust. 2 Konstytucji RP).

W świetle tego czynność polegająca na odmowie wydania dziennikarzowi jednorazowej karty prasowej, umożliwiającej wstęp do Sejmu w trakcie posiedzenia, podlega kontroli sądu administracyjnego na podstawie art. 3 § 2 pkt 4 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi.

Standardy konstytucyjne i międzynarodowe

Podkreślić trzeba, że w stosunku do Sejmu Konstytucja nie pozostawia żadnych wątpliwości, że materia wstępu obywateli na jego posiedzenia powinna być uregulowana wyłącznie na poziomie ustawy oraz regulaminu Sejmu.

Z  art.  61 ust. 3 Konstytucji RP wynika w sposób jednoznaczny, że ograniczenie tego prawa może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i  praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa. Natomiast tryb wstępu na posiedzenia Sejmu stanowi materię regulaminową (art. 61 ust. 4 Konstytucji RP). Dlatego też zaskarżona czynność jest również niezgodna z art. 61 ust. 3 i 4 Konstytucji RP, gdyż wbrew warunkom postawionym przez ustrojodawcę, została podjęta na podstawie zarządzenia, a nie ustawy i regulaminu sejmowego.

Zaskarżona czynność jest również niezgodna z art. 61 ust. 1 i 2 w związku z art. 61 ust. 3 Konstytucji RP, a w konsekwencji także z art. 3 ust. 1 pkt 3 i art. 18 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Podstawę jej podjęcia stanowiły bowiem bliżej niesprecyzowane względy bezpieczeństwa i względy organizacyjne. W  szczególności podejmując czynność polegającą na odmowie wydania dziennikarzowi jednorazowej karty prasowej wstępu do Sejmu RP, nie wskazano, w jaki sposób obecność dziennikarza 10 maja 2018 r. w budynku Sejmu RP w trakcie jego posiedzenia wpłynie negatywnie na pracę Sejmu RP (względy organizacyjne) oraz na bezpieczeństwo parlamentarzystów oraz innych osób przebywających w tym dniu w Sejmie RP. Podjęta w  tym zakresie czynność w stosunku do dziennikarza nosi więc wszelkie cechy arbitralności i w konsekwencji narusza jego prawo podmiotowe wstępu nas posiedzenie kolegialnego organu pochodzącego z powszechnych wyborów, jakim jest niewątpliwie Sejm RP.

Podkreślić trzeba, że wskazane powyżej prawo podmiotowe Skarżący zamierzał realizować jako dziennikarz, redakcja OKO.press wystąpiła w jego imieniu o wydanie jednorazowej karty prasowej. Wstęp na posiedzenie kolegialnego organu (Sejmu RP) miał więc służyć także realizacji ustrojowej zasady wolności prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14 Konstytucji RP) oraz wolności pozyskiwania informacji, w  tym przypadku informacji o działalności organu władzy publicznej jakim jest Sejm RP (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP). Wstęp do Sejmu RP był więc w tym przypadku także działaniem w słusznym interesie społecznym. Społeczeństwo poprzez swoich przedstawicieli, jakimi są dziennikarze, ma prawo pozyskiwać niezależne od władzy informacje na temat jej działań i podejmowanych przez tę władzę decyzji. Odmowa realizacji tego słusznego interesu społecznego stanowi w związku z tym naruszenie norm konstytucyjnych określonych w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP.

Ponadto, czynione w  tym zakresie utrudnienia dotyczące dostępu dziennikarza do informacji publicznej stanowią naruszenie art. 2 Prawa prasowego, organ państwowy nie stworzył bowiem zgodnie z Konstytucją RP reprezentantowi prasy warunków niezbędnych do wykonywania jego dziennikarskiej funkcji i zadań. W konsekwencji poprzez odmowę wstępu do Sejmu RP utrudnił zbieranie materiałów krytycznych, co stanowi naruszenie zakazu wynikającego z art. 6 ust. 4 Prawa prasowego.

W kontekście powoływania się, tak jak w treści komunikatu Centrum Informacyjnego Sejmu, na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa i porządku na administrowanym terenie warto również odwołać się do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 9 lutego 2017 r. (sprawa Selmani i inni przeciwko byłej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii, skarga nr 67259/14, LEX nr 2209249). W wyroku tym stwierdzono, że zakłócenia porządku publicznego na sali obrad parlamentarnych oraz sposób, w jaki organy władzy im zaradziły, stanowiły sprawy uprawnionego interesu publicznego. Wobec tego zadaniem mediów było przekazywanie informacji na temat tego zdarzenia, a społeczeństwo miało prawo do otrzymania takich informacji. Zasada ta znajduje według Trybunału zastosowanie tym bardziej, gdy dziennikarze wykonują swe prawo do przekazywania społeczeństwu informacji na temat zachowania wybranych przedstawicieli w parlamencie oraz na temat sposobu, w jaki władze reagują na zakłócenia porządku w czasie sesji parlamentarnych. W takim przypadku nie wystarczy więc odwołanie się do abstrakcyjnego porządku i bezpieczeństwa po to, aby uzasadnić usunięcie dziennikarzy z parlamentu, czy też odmowę wstępu do parlamentu, konieczne jest bowiem wykazanie, że było to niezbędne w demokratycznym społeczeństwie. Tych warunków z  pewnością nie spełnia czynność polegająca na odmowie wydania jednorazowej karty prasowej.

VII.6060.30.2018

Co i na jakiej podstawie policja robi w sprawie akcji „ubierania” pomników w koszulki z napisem KonsTYtucJA?

Data: 2018-08-08
  • W całej Polsce trwa happening polegający na zakładaniu na różne pomniki koszulek z napisem KonsTYtucJA. Zaczęło się w Białej Podlaskiej i w Szczecinie, gdzie koszulki założono na pomniki prezydenta Lecha Kaczyńskiego
  • Media podały, że w sprawach tych interweniowała policja, a w domu jednego z uczestników happeningu zrobiła przeszukanie o godz. 6 rano
  • Sprawę podjął rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar 

Kodeks karny dosyć jasno stwierdza, ma czym mogłoby polegać „znieważenie pomnika”: Art. 261. Znieważenie pomnika lub innego publicznie urządzonego miejsca: Kto znieważa pomnik lub inne miejsce publiczne urządzone w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Rzecznik ma prawo prosić o wyjaśnienia instytucje publiczne. Te wyjaśnienia są przekazywane na piśmie i pozwalają już na jasną i precyzyjną ocenę tego, czy działania przedstawicieli władz były właściwe prawnie i stosowne do sytuacji. 

Realizując swój mandat Rzecznik zwrócił się do komendantów miejskich policji w Szczecinie i w Białej Podlaskiej o informacje dotyczących prowadzonych czynności:

  • czy w sprawach tych zostało wszczęte postępowanie przygotowawcze,
  • jaki jest stan tego postępowania,
  • czy zostały w nim przedstawione komukolwiek zarzuty i ewentualnie jakie,
  • jeśli zostały wydane postanowienia o wszczęciu postępowania oraz o przedstawieniu zarzutów - także o nadesłanie kopii tych postanowień.

Dodatkowo komendanta bialskiego RPO dopytuje: 

  • czy osobę u której dokonano przeszukania, wezwano do wydania poszukiwanych przedmiotów; jakie to były przedmioty,
  • czy prokurator wydał postanowienie o przeszukaniu, a jeśli nie - czy przeszukanie zostało przez niego zatwierdzone,
  • jaki był cel przeszukania - w kontekście czynu polegającego na „ubraniu” pomnika,
  • czy na czynności policji związane z przeszukaniem wniesione zostało zażalenie.

II.519.727.2018

Zarzut za napis „PZPR” na biurze parlamentarzystów PiS. Rzecznik ma poważne wątpliwości

Data: 2018-08-01
  • Napis „PZPR” na biurze parlamentarzystów PiS nie może zachęcać do wprowadzenia ustroju komunistycznego - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Rzecznik jest zaniepokojony, że za taki napis policja stawia zarzut „propagowania ustroju totalitarnego”
  • Budzi to poważne wątpliwości pod kątem przestrzegania podstawowych praw i wolności obywateli, zwłaszcza konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów

Biuro RPO wystąpiło do prokuratury w Bydgoszczy o informacje o stanie tej sprawy.

Z doniesień medialnych RPO dowiedział się o zatrzymaniu, a następnie przesłuchaniu kobiety, która napisała sprejem „PZPR” na szybach biur parlamentarzystów Krzysztofa Czabańskiego i Andrzeja Mioduszewskiego, a na chodniku przed ich siedzibą - „Czas na sąd ostateczny”. Z artykułu wynika, że policja przedstawiła jej zarzut propagowania ustroju totalitarnego.

Art. 256 par. 1 Kodeksu karnego głosi: Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Według par. 2, tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w par. 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie wyrazić zaniepokojenie zaistniałą sytuacją. Praktyka taka, w jego ocenie, może budzić poważne wątpliwości pod kątem zapewnienia przestrzegania podstawowych praw i wolności przysługujących obywatelom, w szczególności konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP).

Rzecznik zwraca uwagę, że pojęcie „propagowania” nie powinno być utożsamiane jedynie z „prezentowaniem”, gdyż tak szeroka interpretacja prowadzić mogłaby do ograniczeń choćby wolności wyrażania poglądów. Propagowanie stanowi bowiem prezentowanie, któremu towarzyszą pozytywne sądy wartościujące odnoszące się do przedstawianych treści. Propagowanie jest też nastawione na jak najszerszy odbiór, podczas gdy samo prezentowanie nie musi być związane z realizacją tego celu. 

Takie rozumienie pozostaje w zgodzie z utrwalonym znaczeniem językowym pojęcia propagowania, oznaczającego "krzewienie, rozpowszechnianie, popularyzowanie, szerzenie, zyskiwanie zwolenników dla wyznawanych zasad". Należy zatem określić je jako szerzenie wiedzy o totalitarnym ustroju i popieranie go, zachęcanie do wprowadzenia tego ustroju, podkreślanie jego zalet oraz przemilczanie wad.

Rzecznik powziął zatem poważną wątpliwość, czy czyn ten zawiera znamiona przestępstwa z art. 256 Kk. Jak wynika z doniesień prasowych,  działanie kobiety miało na celu jedynie „zwrócenie uwagi na komunistyczne metody, jakie stosuje partia rządząca”, a w których uczestniczą parlamentarzyści Krzysztof Czabański i Andrzej Mioduszewski. Trudno bowiem zgodzić się z tym, iż swoim działaniem zachęca ona do wprowadzenia ustroju komunistycznego oraz ma aprobujący stosunek do prezentowanych przez nią treści.

Dlatego Mirosław Wróblewski, dyrektor zespołu prawa konstytucyjnego, międzynarodowego i europejskiego Biura RPO wystąpił o informacje o stanie całej sprawy do Włodzimierza Marszałkowskiego, prokuratora rejonowego Bydgoszcz-Południe.

VII.564.47.20I8

Interwencja u premiera w sprawie wykonania wyroku TK o zmianie ustawy o rtv

Data: 2018-07-27
  • RPO poprosił premiera Mateusza Morawieckiego, by minister kultury Piotr Gliński odpowiedział w sprawie wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego wobec tzw. małej nowelizacji ustawy o rtv z grudnia 2015 r.
  • W 2016 r. TK uznał za niekonstytucyjne m.in. pozbawienie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji udziału w powoływaniu i odwoływaniu władz TVP i Polskiego Radia - na rzecz nowej instytucji, Rady Mediów Narodowych
  • Resort kultury nie odpowiedział na wystąpienia o nowelizację ustaw o rtv i o RMN - zgodnie z wyrokiem 
  • Po piśmie RPO szef kancelarii premiera poprosił Piotra Glińskiego o udzielenie odpowiedzi rzecznikowi

13 grudnia 2016 r. Trybunał - pod przewodnictwem ówczesnego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego - orzekł (syg. akt  K13/16) niekonstytucyjność tzw. małej ustawy medialnej z 30 grudnia 2015 r., która wyłączyła KRRiT z procesu powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Ustawę zaskarżył RPO, wskazując że naruszyła ona konstytucyjne gwarancje wolności słowa i wolności mediów, podporządkowując publiczne radio i telewizję bezpośrednio rządowi oraz ignorując konstytucyjną rolę KRRiT. Rzecznik podkreślał, że aby media publiczne mogły gwarantować wolność wypowiedzi i pluralizm, muszą być niezależne - i od interesów politycznych, i gospodarczych.

TK potwierdził, że KRRiT jako konstytucyjny organ ochrony prawa ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie modelu radiofonii i telewizji, który ma się opierać na wzajemnym równoważeniu wolności i praw jednostek do wyrażania własnych poglądów i pozyskiwania informacji. Zdaniem TK niedopuszczalne jest zarówno całkowite pozbawienie KRRiT skutecznych instrumentów pozwalających na wykonywanie jej zadań, jak i wykreowanie modelu, w którym pozostawia się tylko pewne kompetencje, a rozstrzyganie o zasadniczych sprawach przekazano innym organom.

Na podstawie ustawy o Radzie Mediów Narodowych utworzono nowy organ państwowy, któremu przyznano uprawnienia przysługujące wcześniej Radzie. Całkowite wyłączenie udziału KRRiT w tej procedurze TK uznał za niezgodne z art. 213 ust. 1 w związku z art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP.  TK dodał, że ustawodawca jest zobligowany  do wprowadzenia takich instrumentów, które umożliwią KRRiT wykonywanie jej konstytucyjnych zadań.

W wystąpieniu do MKiDN z 9 lutego 2017 r. (ponowionym w maju 2017 r.) RPO pisał, że wyrok TK może prowadzić do wniosku o niezgodności z Konstytucją RP przepisów ustawy o RMN z 22 czerwca 2016 r., zwłaszcza tych, które zmieniły ustawę o rtv.

Całkowite umiejscowienie KRRiT poza sferą rozstrzygania o tym, kto i jak długo będzie członkiem zarządu czy rady nadzorczej spółek publicznej radiofonii i telewizji, wyklucza możliwość efektywnego wykonywania zadań przypisanych KRRiT w Konstytucji RP i wymaga natychmiastowego podjęcia działań legislacyjnych w celu wykonania wyroku TK - wskazywał Adam Bodnar.

Podkreślał, że wyrok TK  powinien być przedmiotem starannej analizy organów odpowiedzialnych za podejmowanie inicjatywy legislacyjnej. Wykonywanie wyroków Trybunału jest bowiem obowiązkiem o charakterze publicznoprawnym, w odpowiednich proporcjach ciążącym na wszystkich podmiotach, które dysponują prawem inicjatywy ustawodawczej lub innymi kompetencjami z zakresu tworzenia prawa.

W związku z brakiem odpowiedzi ministra, RPO napisał do premiera Mateusza Morawieckiego, że mimo wagi problemu do chwili obecnej nie otrzymał odpowiedzi w tej sprawie.

- Chciałbym więc zwrócić Panu Premierowi uwagę, że zgodnie z art. 15 ust. 2 ustawy 3 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich organ, organizacja lub instytucja, do których zostało skierowane wystąpienie, obowiązane są bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 30 dni, poinformować Rzecznika o podjętych działaniach lub zajętym stanowisku. Udzielenie Rzecznikowi powyższych informacji jest obowiązkiem prawnym i niedotrzymanie ustawowego terminu, z przyczyn nieuzasadnionych nie powinno mieć miejsca w demokratycznym państwie prawnym. Dlatego też z ubolewaniem przyjmuję brak odpowiedzi Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na moje wystąpienie - głosi pismo Adama Bodnara.

Rzecznik zwrócił się do premiera z prośbą o osobiste zainteresowanie się kwestią. Rzecznik pragnąłby w szczególności uzyskać  informację, czy wyrok TK był już przedmiotem analizy w MKiDN oraz czy podjęto działania zmierzające do nowelizacji ustawy o rtv i ustawy o RMN - zgodnie z wyrokiem Trybunału.

Po trzech dniach od wysłania pisma do premiera, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów poprosił pisemnie wicepremiera Piotra Glińskiego o udzielenie odpowiedzi RPO.

VII.603.1.2016

Informacja vs. manipulacja. Jak nie poddać się propagandzie.

Data: 2018-05-30

"Wolność słowa jest nierozerwalnie związana z demokracją oraz jakością funkcjonowania. Powinna jednak mieć granice - w Europie, ze względu na traumę Holocaustu - uznaje się, że granicą jest mowa nienawiści..."

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich rozpoczął spotkanie podsumowujące pracę młodzieży z Polski, Węgier i Czech w projekcie edukacyjnym Informacja vs. manipulacja. Jak nie poddać się propagandzie. Jego celem było uwrażliwienie młodzieży szkół ponadgimnazjalnych na to, jaki wpływ na losy zwykłych ludzi miała w niedalekiej przeszłości, ale również współcześnie propaganda i mowa nienawiści.
Rozwój nowych technologii oraz sposobów komunikowania się zmienia całkowicie realia funkcjonowania sfery wolności słowa i demokracji. Stała się masowa, każdy może być twórcą treści komentatorem, uczestnikiem debaty publicznej. Rozwijają się sieci społecznościowe (nie tylko FB, Twitter, Snapchat czy Instagram, ale także możliwość zamieszczania i rozpowszechniania treści poprzez gry komputerowe czy programy muzyczne -Musica.ly. Obserwujemy również kryzys tradycyjnego dziennikarstwa. Sieci społecznościowe są wykorzystywane do osiągania celów krajowych i zagranicznych. Bardzo wyraźnie obserwujemy jaki wpływ na debatę o sprawach publicznych mają fake news.
Od dwóch lat w Polsce mamy do czynienia z dodatkowymi procesami. Dziennikarstwo stało się narzędziem do realizacji interesów różnych partii. Media publiczne podporządkowane władzy stale naruszają zasadę pluralizmu w mediach. Stworzono możliwości prawne podejmowania działań przeciwko dziennikarzom. Polityka uprawiana jest obecnie poprzez budowanie podziałów społecznych co sprzyja używaniu "mowy nienawiści".

W kontekście tych wszystkich zmian szczególnym zagadnieniem wydaje się młodzież. Rzecznik przeprowadził badania na temat korzystania przez młodych z mediów. Badania przeprowadzone zostały wśród młodzieży z 16 liceów w całej Polsce. Pokazały one, że młodzież żyje w tzw. bańce informacyjnej obejmującej jedynie czerpanie wiedzy z najbliższego otoczenia, rodziny, znajomych, najbliższe środowisko. Nie znają jednak środowisk uchodzących za opiniotwórcze, znanych i cenionych dziennikarzy.

"Konieczne jest stworzenie prawdziwych programów edukacji obywatelskiej oraz edukacji medialnej lecz wymaga to również zrozumienie dorosłych czym żyją młodzi ludzie - kim są siostry Godlewskie, dlaczego Taconfide jest teraz popularny oraz jaki jest nowy projekt Rafała Masnego." - mówił rzecznik - "Tylko dzięki zmianie edukacyjnej możliwa jest skuteczna walka z propagandą. Wiedza i świadomość staje się  wtedy szczepionką przed kłamstwem i manipulacją".

Dlaczego protestujące w Sejmie osoby z niepełnosprawnościami dostały zakaz wychodzenia na zewnątrz budynku? Rzecznik apeluje do Marszałka Sejmu

Data: 2018-05-18
  • Dlaczego protestujące w Sejmie osoby z niepełnosprawnościami dostały zakaz wychodzenia na zewnątrz budynku? Rzecznik apeluje do Marszałka Sejmu
  • Zakaz spacerów szkodzi zdrowiu osób z niepełnosprawnościami

RPO apeluje do marszałka Marka Kuchcińskiego o bardziej otwarte podejście do protestujących oraz o respektowanie ich wolności

Podczas ostatniego spotkania z protestującymi do Rzecznika dotarła wiadomość o wprowadzeniu przez Marszałka wobec osób protestujących, w tym panów Jakuba Hartwicha i Adriana Glinki, zakazu opuszczania budynku sejmowego. Decyzję tę, jak donoszą media, dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka tłumaczy faktem, że ostatnie spacery protestujących poza budynkiem Sejmu nie wynikały z kwestii zdrowotnych, lecz związane były z ich udziałem w konferencji prasowej.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich decyzja zakazująca osobom z niepełnosprawnościami opuszczania budynku Sejmu może negatywnie wpływać na stan ich zdrowia. Spacery poza budynkiem, w którym osoby te przebywają, mają dla nich znaczenie terapeutyczne. Tym samym zapewnienie możliwości realizowania takiej aktywności jest niezbędne do zachowania możliwie najwyższego stopnia sprawności fizycznej.

Występując w imieniu Rzecznika, jego zastępczyni ds. równego traktowania dr Sylwia Spurek zwróciła się do marszałka Kuchcińskiego z apelem o bardziej otwarte podejście do protestujących oraz o respektowanie ich wolności (XI.071.10.2018).

Warto wiedzieć, że: 

  • Rzecznik Praw Obywatelskich jest w Polsce niezależnym organem stojącym na straży wolności i praw człowieka i obywatela. Do jego zadań należy monitorowanie wdrażanie Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych (Dz. U. z 2012, poz. 1169). Z tego powodu  od początku z uwagą śledzi przebieg prowadzonego w Sejmie od 18 kwietnia 2018 r. protestu osób z niepełnosprawnościami i ich rodziców

  • Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie podkreślał potrzebę poprawy sytuacji osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Chodzi o wprowadzenie systemowych rozwiązań, które umożliwiłyby tym osobom prowadzenie niezależnego życia

  • Rzecznik, monitorując prowadzoną debatę publiczną oraz zmiany legislacyjne będące konsekwencją podjętego protestu, pozostaje jednocześnie w gotowości do współpracy poprzez wskazywanie standardów ochrony praw człowieka osób z niepełnosprawnościami, które powinny być odzwierciedlone w przyjmowanych regulacjach prawnych.

 

RPO pyta, kiedy znikną ograniczenia dostępu do Sejmu

Data: 2018-05-10
  • O termin przywrócenia dostępu do Sejmu na dotychczasowych zasadach Rzecznik Praw Obywatelskich pyta szefową Kancelarii Sejmu RP
  • Rzecznik jest zaniepokojony poważnymi następstwami dla przestrzegania praw obywatelskich wskutek zawieszenia wydawania jednorazowych kart wstępu do Sejmu
  • Utrudnia to pomoc w pracach legislacyjnych ze strony ekspertów i pracowników różnych instytucji oraz ogranicza relacjonowanie prac Parlamentu przez dziennikarzy   

RPO z dużym niepokojem przyjmuje sygnały dotyczące poważnych następstw dla przestrzegania praw obywatelskich, jakie wynikają z trwającego zawieszenia przyznawania jednorazowych kart wstępu do budynku Sejmu RP - napisał zastępca Rzecznika Stanisław Trociuk do szefowej Kancelarii Sejmu RP Agnieszki Kaczmarskiej.

Biuro RPO postanowiło zbadać okoliczności tej sprawy.

Zastępca RPO przypomniał, że - jak głosił komunikat Centrum Informacyjnego Sejmu - decyzja Straży Marszałkowskiej, podjęta w porozumieniu z kierownictwem Kancelarii Sejmu o zawieszeniu przyznawania jednorazowych kart, miała mieć charakter tymczasowy. Tymczasem obowiązuje ona od środy 25 kwietnia.

„Powoduje to niewątpliwie poważne, długotrwałe komplikacje w funkcjonowaniu Sejmu RP, w tym ma negatywny wpływ na jego merytoryczne prace” – podkreśla list. Trociuk powołał się m.in. na informację przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia, który z uwagi na uniemożliwienie udziału ekspertów z dziedziny diagnostyki laboratoryjnej, konsultanta krajowego oraz izb lekarskich, musiał 7 maja zakończyć posiedzenie.

Brak możliwości udziału w pracach legislacyjnych osób nie mających stałych kart wstępu utrudnia zapewnienie odpowiedniej pomocy w procesie legislacyjnym m.in. ze strony ekspertów  czy pracowników instytucji. Negatywnie wpłynie to na jakość stanowionego prawa, a w konsekwencji na prawa człowieka i obywatela.

Ogranicza to także możliwości wykonywania czynności zawodowych przez dziennikarzy. W wyniku odmów uzyskania jednorazowej karty prasowej, nie mogą oni relacjonować prac Sejmu.  

Zastępca RPO zwrócił uwagę na konsekwencje tej decyzji w kontekście gwarancji wynikających z art. 61 Konstytucji RP. Stanowi on, że  obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu. Ograniczenie tego prawa może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach okoliczności: ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

Stanisław Trociuk poprosił minister Agnieszkę Kaczmarską o pilne zajęcie stanowiska w sprawie i wskazanie, w jakim terminie zostanie przywrócony dostęp do Sejmu na dotychczasowych zasadach.

VII.600.58.2018

 

Dziennikarz prawomocnie wygrał proces za zwolnienie z Polskiego Radia

Data: 2018-05-10
  • Red. Jerzy Sosnowski prawomocnie wygrał proces wytoczony Polskiemu Radiu SA za zwolnienie z pracy z powodu „utraty zaufania”
  • Sądy uznały, że pracodawca nie wskazał konkretnych przyczyn wypowiedzenia stosunku pracy
  • Dziennikarza w procesie wspierał Rzecznik Praw Obywatelskich

W czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił apelację Polskiego Radia SA od wyroku sądu I instancji, który uwzględnił pozew dziennikarza o odszkodowanie.

Dziennikarz III Programu został zwolniony w marcu 2016 r. Jako przyczynę rozwiązania stosunku pracy podano utratę zaufania, wynikającą m.in. z publicznej krytyki pracodawcy i podważania kompetencji przełożonych. Dziennikarz oddał sprawę do sądu. Zwolnienie uznał za bezprawne, bo  miał prawo wypowiadać się w mediach o sytuacji w Radiu jako człowiek, dziennikarz i związkowiec.

RPO, który przyłączył się do tego postępowania, wskazał, że sprawa może być uznana za tłumienie krytyki prasowej, gdyż powód korzystał z wolności wyrażania poglądów. Lojalność wobec pracodawcy nie może zaś prowadzić do zaniechania krytyki, zwłaszcza jeśli jej celem jest społecznie uzasadniony interes - np. troska o zachowanie niezależności mediów publicznych. Dziennikarz był przewodniczącym związku zawodowego. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, taka osoba ma szczególny obowiązek wypowiadania się w kwestiach kluczowych dla pracowników, do których należą m.in. nowe decyzje programowe publicznego nadawcy.

W 2017 r. stołeczny Sąd Rejonowy uwzględnił powództwo i przyznał powodowi odszkodowanie w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia wraz z odsetkami. Sąd uznał, że przyczyny wypowiedzenia stosunku pracy były niekonkretne i zbyt ogólne. Pracodawca nie wskazał bowiem, jakie konkretnie zachowania powoda stanowiły publiczną krytykę ani nie skonkretyzował, na czym polegało podważanie kompetencji przełożonych.

Polskie Radio złożyło apelację, wnosząc albo o oddalenie powództwa, albo o zwrot sprawy do I instancji. RPO złożył wniosek o oddalenie apelacji. Argumentował m.in., iż strona pozwana nie wykazała, aby krytyka powoda była nierzetelna czy niezgodna z zasadami współżycia społecznego. Miał on nie tylko prawo, ale i obowiązek poinformować opinię publiczną o zagrożeniach niezależności mediów publicznych. Niedopuszczalne jest, aby z tego powodu mogło dojść do jego zwolnienia - ocenił Rzecznik.

W ustnych motywach rozstrzygnięcia Sąd Okręgowy podkreślił, że zarzuty apelacji nie są zasadne. Sąd podzielił stanowisko sądu I instancji, że przyczyna wypowiedzenia nie była konkretna. 

Sąd podniósł, że z racji swego zawodu powód miał prawo wypowiadać się publicznie. Pracodawca pownien był zaś wskazać, które jego konkretne wypowiedzi spowodowały utratę zaufania. Sąd podkreślił, że nie można krytykować pracodawcy w sposób nieuzasadniony, ale strona pozwana nie wykazała by krytyka powoda była nieuzasadniona. 

III.7043.59.2016

Ograniczenia dla dziennikarzy w krakowskim sądzie są sprzeczne z prawem

Data: 2018-05-10
  • Rzecznik Praw Obywatelskich chce by prezes Sądu Okręgowego w Krakowie uchyliła swą decyzję, że bez jej zgody nie wolno mediom przeprowadzać wywiadów i zdobywać informacji na terenie sądu od sędziów, asesorów, referendarzy sądowych i asystentów sędziów
  • Decyzja taka jest niezgodna z Konstytucją RP i z Prawem prasowym. Każdy obywatel, zgodnie z zasadą wolności słowa i prawem do krytyki, może udzielać prasie informacji
  • Jakiekolwiek próby uniemożliwienia kontaktu pracownika z dziennikarzami są sprzeczne z prawem i mogą zostać potraktowane jako tłumienie krytyki prasowej - podkreśla Rzecznik

Na podstawie informacji prasowych Adam Bodnar  podjął z własnej inicjatywy sprawę ograniczenia dostępu do informacji dla dziennikarzy w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Napisał w tej sprawie do prezes sądu Dagmary Pawełczyk–Woickiej, wnosząc o uchylenie kwestionowanych zapisów  jej zarządzenia.

Z zarządzenia nr 3/18 prezesa i dyrektora Sądu Okręgowego w Krakowie z 18 kwietnia 2018 r. ws. fotografowania, filmowania oraz utrwalania w inny sposób obiektów sądu wynika, że udzielanie wywiadów, informacji na terenie sądu przez sędziów, asesorów, referendarzy sądowych i asystentów sędziów, wymaga zgody prezesa sądu, a w przypadku kadry urzędniczej – dyrektora sądu. Nie dotyczy to rzecznika prasowego sądu i pracowników jego biura.

Zarządzenie wydano na podstawie artykułu Prawa o ustroju sądów powszechnych, zgodnie z którym prezes sądu zapewnia właściwy tok wewnętrznego urzędowania, a dyrektor sądu zapewnia odpowiednie warunki technicznoorganizacyjne oraz majątkowe funkcjonowania sądu.

W opinii Rzecznika wskazane przepisy Prawa o ustroju sądów powszechnych, zawierają jedynie ogólne normy o charakterze kompetencyjnym i nie mogą stanowić podstawy tego typu zakazów. Żaden z tych przepisów nie zawiera bowiem upoważnienia do wkraczania przez prezesa sądu i dyrektora sądu w materię wolności wypowiedzi, która to wolność (co jest truizmem) może być realizowana także na terenie obiektu użyteczności publicznej, jakim jest budynek sądowy - wskazał RPO.

Wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP) może być ograniczona wyłącznie w ustawie (art. 31 ust. 3 Konstytucji RP). Dlatego też art. 7 ust. 3 zarządzenia nr 3/18 jest niezgodny z art. 54 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Wprowadza bowiem ograniczenie aktem, który nie tylko nie ma rangi ustawy, lecz nie jest również źródłem powszechnie obowiązującego prawa (art. 87 Konstytucji RP).

Art. 7 ust. 3 zarządzenia pozostaje także w oczywistej kolizji z art. 5 ustawy z 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe. Stanowi on, że każdy obywatel, zgodnie z zasadą wolności słowa i prawem do krytyki, może udzielać informacji prasie. Ponadto z Prawa prasowego wynika, że nikt nie może być narażony na uszczerbek lub zarzut z powodu udzielenia informacji prasie, jeżeli działał w granicach prawem dozwolonych.

W świetle Prawa prasowego informacji w imieniu jednostek organizacyjnych są obowiązani zaś udzielać ich kierownicy, rzecznicy prasowi lub inne upoważnione osoby. Szczególnie istotny w kontekście tej sprawy jest zapis Prawa prasowego, że kierownicy jednostek organizacyjnych są obowiązani umożliwiać dziennikarzom nawiązanie kontaktu z pracownikami oraz swobodne zbieranie wśród nich informacji i opinii.

Prezes i dyrektor sądu ma zatem nie tylko prawny obowiązek udzielania informacji osobiście bądź poprzez upoważnione osoby, lecz również prawny obowiązek powstrzymania się od działań, które utrudniałyby bądź uniemożliwiałyby dziennikarzom nawiązanie kontaktu z pracownikami oraz swobodne zbieranie wśród nich informacji i opinii. Dlatego jakiekolwiek próby uniemożliwienia kontaktu pracownika z dziennikarzami są sprzeczne z prawem i mogą zostać potraktowane jako tłumienie krytyki prasowej - głosi list RPO do prezes sądu.

Prawo prasowe stanowi, że nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki prasowej. Tak czyni jednak przepis art. 7 ust. 3 zarządzenia, gdyż zabrania udzielania wywiadów i informacji na terenie sądu przez wskazane w nim osoby bez zgody prezesa sądu bądź dyrektora. Nie ma bowiem swobodnego zbierania informacji i opinii wówczas, gdy na ich uzyskanie potrzebna jest każdorazowo zgoda - wskazuje Adam Bodnar.

- Działając na podstawie art. 14 pkt 2 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, stwierdzając naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela w niniejszej sprawie, zwracam się do pani prezes z żądaniem uchylenia kwestionowanego art. 7 ust. 3 zarządzenia nr 3/18 - brzmi konkluzja listu RPO. 

Zwrócił się on także o wyjaśnienie podstaw prawnych oraz przyczyn wprowadzenia w art. 1 zarządzenia zakazów fotografowania, filmowania oraz utrwalania w inny sposób obrazu wymienionych w tym przepisie miejsc.

VII.564.31.2018

RPO: samorządy nie powinny wydawać prasy, ale jedynie biuletyny informacyjne

Data: 2018-05-09
  • Władze samorządu terytorialnego nie powinny wydawać prasy, ale jedynie biuletyny z obiektywnymi informacjami i komunikatami urzędowymi – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Niedopuszczalne jest łączenie przez samorządy funkcji biuletynu informacyjnego i niezależnej prasy, gdyż jednym z jej zadań jest społeczna kontrola lokalnych władz
  • RPO opowiada się za ustawowym zakazem wydawania prasy finansowanej bezpośrednio lub pośrednio przez samorząd terytorialny

Adam Bodnar ponownie napisał do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o negatywnych skutkach wydawania prasy przez władze samorządowe.  Wcześniej RPO pisał o tym do wicepremiera, ministra Piotra Glińskiego w lipcu i listopadzie 2016 r. oraz w lutym i wrześniu 2017 r.

Biuletyny nie są prasą

W ocenie Rzecznika niedopuszczalne jest łączenie przez władze samorządu terytorialnego funkcji biuletynu informacyjnego organu administracji z funkcją niezależnej prasy. Jednym z głównych zadań tejże jest bowiem sprawowanie społecznej kontroli (tzw. „public watchdog”) nad działaniem władz lokalnych.

Uzurpowanie przez biuletyny samorządowe roli gazet wiąże się niejednokrotnie z utrudnianiem dostępu do informacji dziennikarzom prasy prywatnej, co jest podważeniem fundamentalnej zasady wolności słowa i prawa dostępu obywateli do informacji publicznej - wskazał Adam Bodnar.

Mimo wyraźnych gwarancji konstytucyjnych, w ocenie Rzecznika istnieją zagrożenia, które powodują że w praktyce korzystanie z wolności słowa napotyka trudności. Za jedno z zagrożeń dla wolności słowa można uznać właśnie wydawanie tytułów prasowych przez jednostki samorządu terytorialnego.

Wątpliwości RPO budzi również kwestia łączenia przez pisma samorządowe funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Obawy te dotyczą w szczególności tego, iż samorząd może wydawać swe pismo w oderwaniu od zasad rynkowych, z pomocą środków publicznych oraz przy wsparciu zatrudnionych urzędników, którzy redagują jego treść w ramach obowiązków służbowych.

Wydawana przez jednostki samorządu terytorialnego prasa jest często rozprowadzona bezpłatnie, a zatem jest pozbawiona ważnego – standardowego dla prasy prywatnej – źródła finansowania, które jest uzupełnianie ze środków publicznych. Niezależnie od powyższego, bardzo niepokojący – z punktu widzenia zasady społecznej gospodarki rynkowej – jest udział prasy samorządowej w rynku reklamowym, który niejednokrotnie warunkuje funkcjonowanie prywatnej prasy lokalnej.

Odrębna wątpliwość natury konstytucyjnej wynika z wydawania przez jednostki samorządu terytorialnego tytułów prasowych, za które pobierana jest opłata. Wydawanie tego typu gazet samorządowych może bowiem budzić wątpliwość z punktu widzenia art. 61 Konstytucji, który przewiduje prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej i osób pełniących funkcje publiczne.

Adam Bodnar ponowił postulat wprowadzenia wyraźnej normy ustawowej zakazującej prowadzenia działalności wydawniczej o cechach konstytutywnych dla prasy finansowanej bezpośrednio lub pośrednio przez samorząd terytorialny.  Zasadne wydają się też rozwiązania, które w jednoznaczny sposób określą zasady wydawania biuletynów informacyjnych przez władze samorządowe.

W 2017 r. podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski zapewniał RPO, iż cała kwestia zostanie poruszona w trakcie dyskusji o zakresie nowelizacji ustawy z 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe. Wiceminister dodawał, że „należy zastanowić się nad nowymi regulacjami prawa prasowego, które wzmocnią pozycję prasy lokalnej, która będzie niezależna od decyzji jednostek samorządu terytorialnego, a także będą zgodne z wyrażoną w art. 14 Konstytucji RP zasadą wolności prasy i innych środków masowego przekazu”.

Część obywateli bez prawa głosu 

Mimo apeli Rzecznika i tych zapewnień wiceministra, kwestia wydawania prasy lokalnej przez władze samorządu terytorialnego nie została poddana powszechnej i pogłębionej analizie. Regulacje prawne  pozostały niezmienione; w dalszym ciągu wywołują skutki negatywne dla obywateli.

Adam Bodnar podał przykład  grupy mieszkańców powiatu hajnowskiego, którzy sprzeciwiali się planom zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Podczas spotkania regionalnego Rzecznika  wskazali oni, że w lokalnej gazecie „Głosie Białowieży” - miesięczniku społeczności lokalnej - prezentowana jest tylko jedna strona sporu, związana z Lasami Państwowymi (współfinansującymi gazetę). Mieszkańcy mające inne zdanie, nie mogą go przedstawić na łamach tej gazety.

Rzecznik ponownie zwrócił się do wicepremiera, ministra Piotra Glińskiego o rozważenie stosownej inicjatywy ustawodawczej. Spytał też, kiedy zostanie przeprowadzona dyskusja na temat nowelizacji Prawa prasowego  w kwestii wzmocnienia pozycji prasy lokalnej oraz jej uniezależnienia od władz samorządu terytorialnego.

VII.564.8.2015

 

OPIS STATYSTYCZNY (dla wyszukiwarki http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/)

VII.564.8.2015 z 25 kwietnia 2018 r. – wystąpienie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawie wydawania prasy przez władze samorządowe.

Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie zwrócił uwagę na negatywne skutki wynikające z wydawania prasy przez władze jednostek samorządów terytorialnych, w tym na zagrożenia związane z tym zjawiskiem dotyczące naruszenia swobody wypowiedzi.

W ocenie Rzecznika niedopuszczalne jest łączenie przez władze samorządu terytorialnego funkcji biuletynu informacyjnego organu administracji z funkcją niezależnej prasy, której jednym z głównych zadań jest sprawowanie społecznej kontroli (tzw. „public watchdog”) nad działaniem władz lokalnych. Uzurpowanie przez biuletyny samorządowe roli gazet wiąże się niejednokrotnie z utrudnianiem dostępu do informacji dziennikarzom prasy prywatnej, co jest podważeniem fundamentalnej zasady wolności słowa i prawa dostępu obywateli do informacji publicznej. Pomimo istnienia wyraźnych gwarancji konstytucyjnych, w ocenie Rzecznika istnieją zagrożenia, które powodują że w praktyce korzystanie z wolności słowa napotyka trudności. Za jedno z zagrożeń dla wolności słowa można uznać właśnie wydawanie tytułów prasowych przez jednostki samorządu terytorialnego.

Poza wskazanymi obawami dotyczącymi naruszenia swobody wypowiedzi przez opisaną praktykę, wątpliwości Rzecznika budzi również kwestia łączenia przez pisma samorządowe funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Obawy te – z punktu widzenia art. 20 Konstytucji – dotyczą w szczególności tego, iż samorząd może wydawać swoje pismo w oderwaniu od zasad rynkowych, z pomocą środków publicznych oraz przy wsparciu zatrudnionych urzędników, którzy redagują jego treść w ramach obowiązków służbowych. Wydawana przez jednostki samorządu terytorialnego prasa jest często rozprowadzona bezpłatnie, a zatem jest pozbawiona ważnego – standardowego dla prasy prywatnej – źródła finansowania, które jest uzupełnianie ze środków publicznych. Niezależnie od powyższego, bardzo niepokojący – z punktu widzenia zasady społecznej gospodarki rynkowej – jest udział prasy samorządowej w rynku reklamowym, który niejednokrotnie warunkuje funkcjonowanie prywatnej prasy lokalnej.

Odrębna wątpliwość natury konstytucyjnej wynika z wydawania przez jednostki samorządu terytorialnego tytułów prasowych, za które pobierana jest opłata. Wydawanie tego typu gazet samorządowych może bowiem budzić wątpliwość z punktu widzenia art. 61 Konstytucji, który przewiduje prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej i osób pełniących funkcje publiczne.

Pomimo wielokrotnych apeli Rzecznika w przedmiotowej sprawie, regulacje odnoszące się do zagadnień budzących wskazane powyżej wątpliwości konstytucyjne nadal pozostają w polskim porządku prawnym i w dalszym ciągu wywołują negatywne dla obywateli skutki.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o rozważenie podjęcia stosownej inicjatywy ustawodawczej we wskazanym zakresie, z uwzględnieniem przedstawionej w niniejszym piśmie argumentacji.

Rzecznik pyta minister Annę Zalewską o powody niewpuszczenia dziennikarzy na debatę

Data: 2018-04-24
  • Niewpuszczenie dziennikarzy  przez minister edukacji narodowej na debatę może naruszać Konstytucję RP, Europejską Konwencję Praw Człowieka i standardy funkcjonowania środków masowego przekazu – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Rzecznik zwrócił się do minister Anny Zalewskiej o podanie przyczyn odmowy wpuszczenia przedstawicieli TVN24 na debatę w Brzegu

W piśmie do MEN zastępca RPO Stanisław Trociuk powołał się na doniesienia medialne o odmowie wpuszczenia w połowie kwietnia dziennikarzy TVN24 przez minister Annę Zalewską na debatę organizowaną w Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu.

Stojąc na straży wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji RP oraz w innych aktach normatywnych, Rzecznik analizuje wszelkie sygnały dotyczące przestrzegania wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Rzecznik Trociuk przypomniał, że prawo dostępu do informacji należy postrzegać z punktu widzenia podstawowych zasad demokratycznego państwa prawnego, jakimi są:

  • zasada jawności życia publicznego (art. 2 Konstytucji );
  • zasada wolności prasy i innych środków masowego przekazu (art. 14 Konstytucji);
  • prawo obywatela do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (art. 61 Konstytucji);
  • wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie (art. 54 ust. 1 Konstytucji).

Uniemożliwienie dziennikarzom pozyskiwania informacji może prowadzić do naruszenia wskazanych postanowień Konstytucji RP – podkreślił Stanisław Trociuk. Wskazał, że może to też naruszać art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która zapewnia każdemu prawo do otrzymywania i przekazywania informacji.

Dlatego zastępca RPO zwrócił się do minister o przedstawienie wyjaśnień w sprawie, a przede wszystkim - wskazanie przyczyn odmowy wpuszczenia przedstawicieli telewizji TVN24 na debatę w Brzegu.

VII.564.29.2018

Prezes TVP odpowiedział RPO: materiały Klaudii Jachiry to nie parodia

Data: 2018-04-20
  • Materiały audiowizualne Klaudii Jachiry trudno zaliczyć do parodii, pastiszu lub karykatury - napisał prezes TVP Jacek Kurski w odpowiedzi RPO  
  • Według Jacka Kurskiego, użycie przez blogerkę mikrofonu z logiem TVP1 prowadziło widzów do mylnego przekonania, że to reportaż telewizji publicznej
  • Zdaniem prezesa TVP zawiadamiając prokuraturę o przestępstwie naruszenia przez nią praw autorskich, telewizja publiczna nie naruszyła wolności wyrażania poglądów

Klaudia Jachira - autorka prześmiewczych wobec rządzących materiałów audiowizualnych w internecie - została w lutym 2018 r. przesłuchana jako podejrzana o naruszenie art. 116 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim  i prawach pokrewnych. Postawiono jej zarzut rozpowszechniania cudzego utworu bez uprawnienia - za co grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Powodem zarzutu było użycie przez blogerkę mikrofonu z logiem TVP1.

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Tłumaczył, że stojąc na straży wolności i praw człowieka i obywatela, analizuje wszelkie sygnały dotyczące  przestrzegania wolności wyrażania poglądów.

Powołując się na doniesienia medialne, Rzecznik podkreślił, że za utwór uznano logo TVP. Może to budzić poważne wątpliwości pod kątem zapewnienia przestrzegania podstawowych praw i wolności przysługujących obywatelom, w szczególności konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji).

RPO zwrócił uwagę na treść art. 29 ustawy o prawie autorskim, zgodnie z którym wolno korzystać z utworów na potrzeby „parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości”. Jego zdaniem Klaudia Jachira korzystała zatem z loga telewizji w ramach tzw. dozwolonego użytku.

Rzecznik wystąpił o informacje o sprawie  do TVP i do Komendanta Rejonowego Policji.

Odpowiedział już prezes TVP Jacek Kurski. W piśmie do zastępcy RPO Stanisława Trociuka z 19 marca br. wskazał, że spółka uznała, iż zachodzi uzasadnione podejrzenie przestępstwa z art. 116 ustawy o prawie autorskim, gdyż TVP nie wyraziła zgody na użycie swego loga w materiałach Klaudii Jachiry. Dlatego TVP złożyła do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów zawiadomienie o przestępstwie, wraz z wnioskiem o naprawienie szkody.

Zdaniem prezesa TVP S.A. w sprawie nie znajduje zastosowania art. 29 ustawy o prawie autorskim. „Materiały audiowizualne pani Klaudii Jachiry trudno bowiem zaliczyć do parodii, pastiszu lub karykatury, a wykorzystanie w tych materiałach utworu, do którego autorskie prawa majątkowe należą do TVP S.A. nie sposób uznać za wykorzystanie w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości” - głosi pismo Jacka Kurskiego (który nie uzasadnił takiego stanowiska).

Według prezesa TVP przedstawienie Klaudii Jachiry wraz z mikrofonem ze znakiem TVP1 zwiększyło zainteresowanie materiałem i bardziej przyciągnęło uwagę widza. Spowodowało też utożsamienie Klaudii Jachiry, prezentowanych przez nią treści oraz samego kanału z profesjonalną działalnością TVP  S.A. Jak stwierdził Jacek Kurski, prowadziło to do mylnego przekonania, że jest to reportaż Telewizji Polskiej S.A., czego spółka chce uniknąć.

TVP uważa, że działając w obronie swych interesów jako podmiot pokrzywdzony, nie naruszyła konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów ani też pluralizmu środków społecznego przekazu.

VII.564.15.2018

Sąd Najwyższy: kasacja RPO zasadna - internet jest „miejscem publicznym”

Data: 2018-04-17
  • Internet jest miejscem publicznym w rozumieniu prawa - potwierdził Sąd Najwyższy
  • Uwzględniając kasację Rzecznika Praw Obywatelskich, SN nakazał ponowne zbadanie sprawy Mateusza S.
  • Lidera stowarzyszenia Duma i Nowoczesność obwiniono o umieszczenie w miejscu publicznym (czyli w internecie) nieprzyzwoitych napisów i rysunków

W 2017 r. sąd umorzył sprawę Mateusza S. za opublikowanie w sieci naklejek z tzw. „zakazem pedałowania”. Uznał bowiem, że internet nie jest „miejscem publicznym”. Skutecznie zakwestionował to RPO.

Za co odpowiadał Mateusz S. 

Opublikowane obrazki były stylizowane na drogowe znaki zakazu. Przedstawiały m.in. dwa ludziki w pozycji sugerującej seks analny, z tekstem m.in. „Zakaz pedałowania, homoseksualiści wszystkich krajów, leczcie się”.

Policja postawiła Mateuszowi S. zarzut z art. 141 Kodeksu wykroczeń. Za umieszczenie nieprzyzwoitych rysunków i napisów w miejscu publicznym przewiduje on karę ograniczenia wolności, do 1,5 tys. zł grzywny albo karę nagany.  

W 2017 r. Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim umorzył  sprawę. Przyznał, że rysunki przez część odbiorców mogą zostać uznane za nieprzyzwoite. Stwierdził jednak, że umieszczenie ich w sieci nie wypełnia znamion wykroczenia, gdyż internet nie jest miejscem publicznym w myśl art. 141 Kw. Według sądu wszystkie treści dostępne w sieci stanowią jedynie „zapis danych w komputerach”.

RPO złożył kasację 

W kasacji na niekorzyść Mateusza S. Adam Bodnar dowodził, że sąd błędnie przyjął, iż internet nie jest miejscem publicznym - w efekcie niezasadne umorzył postępowanie.

W kasacji Rzecznik podkreślał, że działanie w miejscu publicznym musi być podjęte w przestrzeni dostępnej dla ogółu, do której nieograniczony dostęp ma  nieokreślona liczba ludzi. Skoro zatem osoba przekazuje w sieci treści do nieokreślonego kręgu podmiotów, to strona internetowa jest miejscem publicznym w rozumieniu art. 141 Kw. "Wbrew przekonaniu wyrażonemu przez sąd rejonowy, internet nie jest jedynie zapisem danych w komputerach, lecz stanowi on ogólnoświatową sieć, system" - napisał Adam Bodnar.  

RPO wniósł by SN uchylił umorzenie i zwrócił sprawę Mateusza S. sądowi w Wodzisławiu Śląskim.

SN podzielił stanowisko Rzecznika

SN podzielił stanowisko RPO, że w rozumieniu art. 141 Kw internet jest miejscem publicznym. Wskazał, że zaskarżone postanowienie Sądu Rejonowego nie było uzasadnione w sposób rzetelny. Argumenty, na które powoływał się sąd, umarzając postępowanie, SN uznał za anachroniczne.

Według SN treści publikowane w internecie, choć fizycznie rzeczywiście znajdują się na dyskach twardych, to jednak tworzą „pewną przestrzeń”. Jeśli są zaś dostępne na stronie internetowej, na którą każdy bez ograniczeń może wejść, to tym samym jest to miejsce publiczne. 

Zarazem SN zwrócił uwagę, że nie każda strona internetowa może być traktowana jako przestrzeń publiczna. „Dostęp do niektórych treści wymaga np. zalogowania się i w takich sytuacjach pojawić się może wątpliwość czy mówimy o przestrzeni publicznej” - wyjaśniał sędzia sprawozdawca.

SN uchylił postanowienie o umorzeniu sprawy i zwrócił ją sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Duma i Nowoczesność stała się znana, gdy w lesie pod Wodzisławem w 2017 r. jej członkowie świętowali rocznicę urodzin Adolfa Hitlera, co sfilmowała ukryta kamera TVN24. Zarzuty propagowania nazistowskiego ustroju usłyszało w tej sprawie siedem osób, w tym Mateusz S. W oddzielnym trybie sąd zbada wniosek starosty wodzisławskiego o rozwiązanie stowarzyszenia.

Komentarz Marka Łukaszuka, dyrektora zespołu prawa karnego w Biurze RPO:

Następstwem wykładni językowej terminu internet musi być uznanie, że strona internetowa jest miejscem publicznym w rozumieniu art. 141 Kw. W orzecznictwie SN wyraźnie wskazuje się, że miejsce publiczne jest miejscem dostępnym dla nieokreślonej liczby osób i że może być nim także internet.

RPO w pełni identyfikuje się też z poglądem Trybunału Konstytucyjnego, który we wrześniu 2015 r. stwierdził, że za miejsce publiczne w myśl Kodeksu wykroczeń należy uznać także internet.   

Dzisiejszy wyrok wspiera dotychczasowe orzecznictwo. Ma też swoisty walor edukacyjny. Tym rozstrzygnięciem sąd wypełnia swoją rolę, określoną w ustawie o SN, a dotyczącą kształtowania orzeczeń sądów powszechnych, nie tylko w tej konkretnej sprawie.

BPK.511.37.2017

RPO przyłączył się do postępowania w Trybunale Konstytucyjnym z wniosku prezydenta ws. noweli ustawy o IPN

Data: 2018-03-14

Zaskarżone przez Prezydenta RP przepisy noweli ustawy o IPN z 26 stycznia 2018 r. są niezgodne z Konstytucją - takie stanowisko dla Trybunału Konstytucyjnego przedstawił Rzecznik Praw Obywatelskich. W środę Adam Bodnar zgłosił udział w postępowaniu przed Trybunałem w sprawie wniosku prezydenta Andrzeja Dudy.

RPO wniósł o uznanie, że:  

  • art. 55a ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej-Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. z 2016 r., poz. 1575 ze zm.) jest niezgodny z art. 2 oraz z art. 42 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 54 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;
  • art. 1 pkt 1 lit. a tiret trzecie ustawy wymienionej w punkcie 1 w części obejmującej wyrazy „ukraińskich nacjonalistów i" oraz art. 2a tej ustawy w części obejmującej wyrazy „ukraińskich nacjonalistów" oraz wyrazy „i Małopolski Wschodniej" są niezgodne z art. 2 oraz art 42 ust. 1 w związku z art. 31 ust 3 Konstytucji RP.

W piśmie do Trybunału Adam Bodnar poinformował także, że uzasadnienie swego stanowiska prześle  w terminie trzech tygodni.  

Swe pismo RPO wysłał w odpowiedzi na pismo Trybunału Konstytucyjnego z 15 lutego 2018 r., doręczone Rzecznikowi w dniu 15 lutego 2018 r.

14 lutego 2018 r. prezydent złożył do Trybunału - w trybie kontroli następczej - wniosek o zbadanie zgodności nowelizacji ustawy o IPN z konstytucją.

VII.564.9.2018

Blokowanie kont przez portale społecznościowe może naruszać wolność słowa - ocenia RPO

Data: 2018-03-13
  • Blokowanie i kasowanie kont użytkowników oraz usuwanie komentarzy przez portale społecznościowe może być uznane za naruszenie wolności słowa - ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Według RPO filtrowanie napastliwych treści na Facebooku jest nieskuteczne, kryteria kasowania profili są niejasne, a cały proces jest zapewne zautomatyzowany
  • Państwo polskie powinno koniecznie ustosunkować się do tego problemu - napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do Ministerstwa Cyfryzacji

W liście do Marka Zagórskiego, sekretarza stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, Stanisław Trociuk zwrócił uwagę na potrzebę zapewnienia większej przejrzystości funkcjonowania Facebooka i innych tego typu portali społecznościowych. Powołał się na wpływające do Biura RPO liczne skargi dotyczące blokowania lub usuwania kont. Skarżący wskazują, iż dochodzi do tego ze względu na ich przekonania bądź określone wypowiedzi. Obywatele skarżą się też na usuwanie komentarzy na Facebooku.

Według RPO dotychczasowa praktyka wskazuje, iż filtrowanie napastliwych treści na Facebooku jest nieskuteczne. Niejasne są kryteria kasowania profili. Można zakładać, że jest to proces zautomatyzowany .

W ocenie Rzecznika tego typu działania mogą zostać uznane za ograniczenie, a nawet naruszenie konstytucyjnie chronionej wolności słowa. Wobec tego państwo polskie powinno koniecznie ustosunkować się do wskazanego problemu” - głosi list Stanisława Trociuka.

W listopadzie  2016 r. w Biurze RPO zorganizowano debatę pt. „Facebook  - mowa nienawiści - wolność słowa. Wyzwanie cywilizacyjne i prawnicze czy kryzys wartości?”.  Brali w niej udział  przedstawiciele administracji, naukowcy, aktywiści na rzecz wolności w internecie, działacze organizacji praw człowieka, zabiegających o wolność słowa i reprezentujących prawa mniejszości, a także ruchów nacjonalistycznych, których profile na Facebooku wtedy skasowano.

Debata potwierdziła problem blokowania  lub usuwania kont na Facebooku, który dotyczy różnych opcji światopoglądowych i ideowych. Mimo odmiennych poglądów dyskutanci zgodzili się, że procedury usuwania treści, czy blokowania lub usuwania kont są niewystarczające. Rozważano m.in. stosowanie ostrzeżeń, trybu odwoławczego i włączenia w procedurę wymiaru sprawiedliwości (z wykorzystaniem przepisów karnych).

Ówczesna minister cyfryzacji Anna Streżyńska spotkała się wtedy z reprezentantami Facebooka w Europie.  Trociuk zwrócił się do MC o informacje o tym spotkaniu, zwłaszcza co do ustaleń dotyczących polityki blokowania kont i profili użytkowników na Facebooku .

Ze strony internetowej Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że rozmowy w celu wypracowania szczegółowych rozwiązań ma koordynować Rada ds. Cyfryzacji, ciało doradcze ministra. Wchodzący w skład Rady eksperci wspólnie z przedstawicielami Facebooka mają analizować politykę serwisu oraz  przedstawić ministrowi swe rekomendacje. Trociuk zwrócił się do resortu o informacje w sprawie ewentualnych  rezultatów tych działań.

„Jednocześnie proszę uprzejmie Pana Ministra o przedstawienie propozycji rozwiązania problemów wskazywanych we wnioskach obywateli” - zaznaczył Trociuk.

VII.562.1.2018

RPO pisze do MEN w sprawie możliwości połączenia funkcji katechety i wychowawcy

Data: 2018-03-08
  • Zakaz pełnienia przez katechetę funkcji  wychowawcy klasy był traktowany jako gwarant wolności sumienia i wyznania uczniów nie uczęszczających na lekcje religii  - podkreśla Rzecznik Praw Obywatelskich     
  • Wprowadzenie możliwości pełnienia funkcji wychowawcy przez katechetę, którym może być także ksiądz, może ograniczać swobodę wyboru lekcji religii przez uczniów i rodziców
  • Adam Bodnar ma wątpliwości wobec takiej zmiany ze względu na poszanowanie praw obywatelskich. Swe uwagi przedstawił minister edukacji narodowej Annie Zalewskiej

W swym piśmie RPO odniósł się do propozycji zmiany rozporządzenia MEN z 14 kwietnia 1992 r. ws. warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. Projekt przewiduje usunięcie zapisu, że nauczyciel religii nie przyjmuje funkcji wychowawcy klasy. Adam Bodnar wskazał, że jest to  przedmiotem szczególnej uwagi opinii publicznej, o czym świadczą liczne doniesienia mediów, skargi wpływające do Biura RPO oraz  sygnały, jakie otrzymuje on od obywateli podczas spotkań regionalnych.

„Zakaz przyjmowania funkcji wychowawcy przez katechetów przez lata nie budził wątpliwości i był traktowany jako gwarant wolności sumienia i wyznania uczniów nie uczęszczających na lekcje religii, bądź uczęszczających na lekcje religii mniejszościowych, a także stanowił jeden z elementów praktycznej realizacji zasady bezstronności światopoglądowej władz publicznych wywodzonej z art. 25 Konstytucji RP” – napisał Adam Bodnar.

Według niego, w uzasadnieniu projektu nie przedstawiono kluczowych rozważań, jak zmiana wpłynie na poszanowanie praw i wolności uczniów nieuczęszczających na lekcje religii i na zapewnienie bezstronności światopoglądowej szkół publicznych. Nie wskazano również  argumentów, jakie za zasadnością zmiany podnoszą podmioty ją postulujące. Zdaniem RPO bardzo pomocne przy ocenie tej zasadności byłoby zebranie danych statystycznych o liczbie uczniów uczęszczających na lekcje etyki i religii (o co wcześniej już wnosił do MEN).

RPO nie uznaje za zasadne rozwiązywania problemów natury organizacyjnej konkretnych szkół poprzez zmianę przepisów dotyczących tak wrażliwej kwestii jak nauczanie religii i wychowawstwo. „Z faktu, że nauczyciele religii są członkami rady pedagogicznej nie wynika wprost wniosek, że powinni oni przyjmować również funkcję wychowawcy” - napisał..

Wskazał, że pomimo deklaracji uzasadnienia projektu, iż możliwość powierzenia funkcji wychowawcy ma dotyczyć przede wszystkim katechetów świeckich, nauczających również innych przedmiotów, to zgodnie z literalną wykładnią projektowanego art. 7 rozporządzenia będzie możliwe powierzenie tej funkcji także osobom duchownym i katechetom świeckim uczącym wyłącznie religii.

RPO w tym kontekście przypomniał, że możliwość nauczania religii w szkole publicznej wiąże się z wymogiem posiadania przez nauczycieli tzw. misji kanonicznej - skierowania wydanego przez władzę kościelną. „Decyzja dyrektora szkoły o powierzeniu określonych obowiązków nauczycielowi religii nigdy nie będzie miała zatem charakteru w pełni autonomicznego. Misja kanoniczna jest niejako gwarantem wierności danego katechety doktrynie kościoła, który go desygnował” - podkreślił Adam Bodnar.

Dodał, że na status nauczycieli religii istotny wpływ wywiera możliwość cofnięcia misji kanonicznej. Może do niego dojść m.in. z powodu drastycznego naruszenia dyscypliny kościelnej, dokonania czynów niezgodnych z moralnością i obyczajami katolickimi lub wystąpieniem niezgodności doktrynalnej z nauczaniem Kościoła - wskazał RPO.

Przypomniał, że edukacja religijna w szkole jest rozwinięciem wyrażonego w art. 53. ust. 3 Konstytucji RP prawa rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego oraz religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Udział w nauce religii jest wyrazem indywidualnej wolności sumienia i wyznania, gdyż lekcje religii stanowią niewątpliwie formę formacji religijnej, a nie jedynie źródło przekazywanej przez nauczyciela wiedzy – napisał Adam Bodnar.

„Nauczanie religii nie ma bowiem charakteru neutralnego aksjologicznie czy ideowo. Jest ono czym innym niż katecheza z jednej strony i nauczanie religioznawstwa - z drugiej. Poza realizacją celów poznawczo-informacyjnych istotnym jego aspektem jest również wychowanie w pewnym duchu ideowym” – głosi pismo RPO.

Uznał on, że dlatego istotne jest zapewnienie poczucia poszanowania praw rodziców uczniów z różnych powodów nieuczęszczających na lekcję religii. Dopiero w dalszej kolejności nauczanie religii stanowi uprawnienie związków wyznaniowych. Wątpliwości budzi więc oparcie uzasadnienia projektu rozporządzenia głównie na odniesieniu się do postulatów kościołów i innych związków wyznaniowych prowadzących nauczanie religii w szkołach, bez odwołania się do indywidualnego aspektu wolności sumienia i wyznania.

Adam Bodnar podkreślił, że nie budzi wątpliwości, iż kościoły i związki wyznaniowe w Polsce są równouprawnione, ale nie są równe pod względem faktycznym, co wynika bezpośrednio z liczebności ich członków. „Władze publiczne podejmując współpracę z kościołami i związkami wyznaniowymi, w celu zachowania bezstronności powinny więc powstrzymywać się od działań uprzywilejowujących wyznanie faktycznie dominujące” – napisał.

Według RPO możliwość pełnienia przez nauczycieli religii funkcji wychowawcy w praktyce może doprowadzić do umocnienia już istniejącej dominacji faktycznej Kościoła Katolickiego, będącego najliczniejszym pod względem liczby wyznawców związkiem wyznaniowym w Polsce. Religia dominująca uzyska bowiem jeszcze lepszą pozycję oficjalną w procesie edukacyjnym i zyska dodatkowo na znaczeniu w codziennym życiu społeczności szkolnej.

Adam Bodnar podkreślił, że regulując zasady nauczania religii w szkołach, ustawodawca musi uwzględnić pozostałe zasady konstytucyjne, aby zapewnić awyznaniowy (co nie znaczy antywyznaniowy) charakter szkoły publicznej.

Przypomniał, że z uwagi na dobrowolny charakter nauczania religii, możliwe jest wycofanie deklaracji o chęci udziału w tym nauczaniu także w trakcie semestru. „Fakt pełnienia przez katechetę funkcji wychowawcy może w praktyce prowadzić do ograniczenia swobody podejmowania decyzji co do wyboru lekcji religii przez uczniów i rodziców. Może on również być powodem rezygnacji uczniów z nauki w określonej klasie pomimo profilu nauczania zgodnego z zainteresowaniami tych uczniów” – zaznaczył RPO.

VII.5600.3.2018

 

RPO: trzeba poprawić dostęp osób z niepełnosprawnościami do telewizji

Data: 2018-03-07
  • Rzecznik Praw Obywatelskich popiera zmiany prawa, które mają doprowadzić do tego, że co najmniej 50 proc. programów telewizyjnych będzie dostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
  • RPO zabiega o to, by uprawnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do wyłączenia niektórych typów programów z obowiązku dostosowywania nie były zbyt szerokie.
  • Po raz kolejny Rzecznik zwraca się do Sejmu o uwzględnienie jego uwag.

Rzecznik skierował pisma w tej sprawie do przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Petycji i do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego (XI.815.5.2017).

Programy telewizyjne mogą być odbierane przez osoby niesłyszące lub niewidome. Osoby niesłyszące znające język polski mogą korzystać z napisów, w tym z napisów tworzonych na żywo. Inne osoby niesłyszące mogą korzystać z tłumacza migowego. Osoby niewidzące mogą korzystać z telewizji dzięki audiodeskrypcji.

Ratyfikując Konwencję ONZ „o prawach osób niepełnosprawnych” Polska zobowiązała się  do zapewnienia osobom z niepełnosprawnościami do dostępu o programów telewizyjnych, filmów, teatru i innego rodzaju działalności kulturalnej w przystępnych dla nich formach.

Jednak ciągle dostępnych programów telewizyjnych jest za mało, na co obywatele skarżą się Rzecznikowi. Dziś programy dostępne muszą stanowić 10 proc. oferty (z wyłączeniem reklam i telezakupów). Projekt procedowany w Sejmie zakłada podniesienie tego progu do 50 proc.

Z danych KRRiT wynika, że udział audycji z udogodnieniami dla osób z niepełnosprawnościami w 2016 r. wyniósł 16,6%. Czas, jaki przeznaczano na audycje z napisami, zajmował 12% programu, z tłumaczeniem na język migowy – 3%, z audiodeskrypcją – 1,6%. Obowiązująca interpretacja jest taka, ze wszystkie te sposoby dostosowania mierzy się łącznie – choć z różnych udogodnień mogą korzystać osoby z różnymi niepełnosprawnościami.

„Tymczasem procedowany obecnie projekt przewiduje upoważnienie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do określenia, w drodze rozporządzenia, rodzajów udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami, jak również udziału poszczególnych rodzajów tych udogodnień w łącznym czasie nadawania, w zależności od pory emisji, charakteru i rodzaju programu (proponowana treść art. 18a ust. 2 pkt 1 ustawy). Jako Rzecznik Praw Obywatelskich stoję jednak na stanowisku, że dokładne określenie rodzajów i procentowego udziału poszczególnych typów dostosowań programów dla osób z niepełnosprawnościami w ogólnym czasie emisji powinno nastąpić w ustawie. Najbardziej pożądanym rozwiązaniem byłoby ustalenie obowiązku dostosowania co najmniej 50% audycji do potrzeb osób niewidomych i niedowidzących (audiodeskrypcja), co najmniej 50% programów do potrzeb osób niesłyszących i niedosłyszących (napisy) oraz co najmniej 50% audycji do potrzeb osób głuchych, które nie posługują się biegle językiem polskim (tłumaczenie na język migowy). Precyzyjne uregulowanie obowiązków nadawców programów telewizyjnych ułatwi osobom ze wszystkimi rodzajami niepełnosprawności dostęp do tych programów na zasadzie równości, przy uwzględnieniu zasady stopniowej realizacji praw społecznych. Bardzo ważne jest też zapewnienie, aby dostępne dla osób z niepełnosprawnościami były w szczególności programy telewizyjne o najwyższej oglądalności, emitowane w godzinach wysokiej oglądalności, a także programy nadawane na żywo” – stwierdza RPO Adam Bodnar.

Rzecznik wyraża także wątpliwość dotyczącą upoważnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do określenia w drodze rozporządzenia rodzaju programów, w których nadawcy nie są w ogóle obowiązani do wprowadzania udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami, a także niższego udziału w programie telewizyjnym audycji z udogodnieniami dla osób z niepełnosprawnościami (projektowany art. 18a ust. 2 pkt 2 i 3 ustawy).

W wydanym na podstawie obowiązującego art. 18a ust. 2 rozporządzeniu (Dz. U. z 2013 r. poz. 631), Krajowa Rada obniżyła wymagany próg procentowy w stosunku do wybranych programów telewizyjnych do 5 % i 1 %. Takie rozwiązanie budzi wątpliwości. Uprawnienia Krajowej Rady sprowadzono bowiem nie tyle do wydania szczegółowych dyspozycji mających na celu wykonanie przepisów ustawy, co de facto zmiany treści tej ustawy. W efekcie Rada ustanowiła aż 10-krotnie niższe wymogi udziału audycji z udogodnieniami wobec wybranych programów telewizyjnych.

Rzecznik nie neguje zasadności obniżenia wymogów dla niektórych programów telewizyjnych (np. programów muzycznych), jednak decyzja w tej sprawie nie powinna być pozostawiona arbitralnej decyzji organów władzy wykonawczej.

XI.815.5.2017

Po interwencji RPO Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwraca uwagę TVP, że prowadzący audycje na żywo muszą reagować na komentarze gości, jeśli łamią one zasady prawa

Data: 2018-02-26
  • KRRiTV do TVP: Prowadzenie audycji na żywo nie może być rozumiane jako wyłącznie udzielanie głosu komentatorom, ale musi wiązać się z właściwym odnoszeniem się do treści przekazywanych w trakcie ich trwania.

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji w sprawie programu „Studio Polska” w TVP Info. 22 lipca 2017 jeden z uczestników powiedział w nim, że „Sądy mogą być niezawisłe, ale niektórzy sędziowie powinni wisieć”.

RPO przypominał w piśmie, że audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Na gruncie wskazanej ustawy nadawca ponosi odpowiedzialność za treść emitowanego przez niego programu (art. 13 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji). Stosownie zaś do art. 21 ust. 2 u.r.t., programy i inne usługi publicznej radiofonii i telewizji powinny kierować się odpowiedzialnością za słowo i dbać o dobre imię publicznej radiofonii i telewizji.

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wyjaśnił, że skierował do Zarządu TVP SA wystąpienie, w którym podkreślił istotną rolę dziennikarzy w tego typu audycjach telewizyjnych. Prowadzenie takich audycji nie może być rozumiane jako wyłącznie organizowanie, porządkowanie przebiegu dyskusji czy udzielanie głosu komentatorom, ale musi wiązać się z właściwym odnoszeniem się do treści przekazywanych w trakcie ich trwania.

Rzecznik pyta Trybunał Konstytucyjny o przyczyny niewpuszczenia dziennikarzy na konferencję

Data: 2018-02-16

W konferencji w Trybunale Konstytucyjnym, która odbyła się 2 lutego, uczestniczyć mogli tylko dziennikarze państwowej telewizji i radia, choć zaproszenia w imieniu uczestniczącego w konferencji premiera jego kancelaria rozesłała do wszystkich mediów

Niewpuszczanie dziennikarzy – pisze RPO Adam Bodnar do rzecznika prasowego Trybunału Roberta Lubańskiego - może stanowić naruszenie postanowień Konstytucji RP, Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a także standardów funkcjonowania środków masowego przekazu.

Należy bowiem przypomnieć, że prawo dostępu do informacji należy postrzegać z punktu widzenia podstawowej zasady demokratycznego państwa prawnego, jaką jest zasada jawności życia publicznego (art. 2 Konstytucji RP), zasada wolności prasy i innych środków masowego przekazu (art. 14 Konstytucji RP), konstytucyjnego prawa obywatela do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (art. 61 Konstytucji RP), a także konstytucyjnej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP).

Tym samym uniemożliwienie dziennikarzom pozyskiwania informacji może prowadzić do naruszenia wskazanych postanowień Konstytucji RP. Jednocześnie należy wskazać, iż działania takie mogą także stanowić naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która zapewnia każdemu prawo do otrzymywania i przekazywania informacji.

Dlatego RPO prosi rzecznika Lubańskiego o wyjaśnienia.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w sprawie zakresu tajemnicy dziennikarskiej: działania dziennikarza naruszyły prawa jego informatora

Data: 2018-02-02

Sąd: wola informatora, by dziennikarz nie ujawniał jego danych osobowych, była wyraźna, mimo, że nie uwidoczniona w żadnej formie. Tym samym dziennikarz naruszył dobra osobiste tego człowieka

1 lutego 2018 r. Sąd Apelacyjny ogłosił wyrok w sprawie o ochronę dóbr osobistych M.K. przeciwko jednemu z wydawnictw ogólnopolskich. MK zarzucał dziennikarzowi naruszenie tajemnicy dziennikarskiej. Przekazał bowiem dziennikarzowi do publikacji informacje dotyczące sytuacji w jednej z firm, jednakże z publikacji po pewnym czasie zrezygnował.

W sprawie pojawiło się kilka wątpliwości.

Po pierwsze: czy osoba przekazująca informacje dziennikarzowi, bez ujawniania swoich danych personalnych, poza numerem telefonu z którego dzwoniła do dziennikarza, lecz w warunkach pozwalających na ocenę, że nie życzy ona sobie ujawniania jej danych, w rzeczywistości złożyła takie zastrzeżenie, dzięki czemu wiązałaby dziennikarza tajemnica dziennikarska. Czy też zgodnie z art. 15 ust. 2 pkt 1 Prawa prasowego dla powstania tajemnicy dziennikarskiej wymagana jest jakakolwiek forma dla takiego oświadczenia.

Druga wątpliwość dotyczyła możliwości odpowiedzialności wydawcy za naruszenie dóbr osobistych informatora, przez dziennikarza.

W obydwu kwestiach Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił swoje stanowisko w pismach procesowych. W jego opinii stosowanie art. 60 K.c. w tym wypadku (jako do oświadczenia) wymaga jedynie, by wola informatora utrzymania w tajemnicy jego danych była dostatecznie jasno wyrażona i czytelna dla dziennikarza. Zdaniem Rzecznika, w niniejszej sprawie taka sytuacja miała miejsce.

Odpowiedzialność zaś wydawcy zdaniem Rzecznika można wiązać z faktem zatrudnienia dziennikarza jako pracownika.

Podzielając stanowisko Rzecznika odnośnie do faktu naruszenia tajemnicy dziennikarskiej, Sąd Apelacyjny stwierdził, że wola powoda, by dziennikarz nie ujawniał jego danych osobowych, była wyraźna, mimo, że nie uwidoczniona w żadnej formie. Z jego zachowania i oświadczeń kierowanych do dziennikarza (m.in. żądanie, by dziennikarz zniszczył wszelkie materiały i nigdzie ich nie publikował) wynika, że takie zastrzeżenie zostało przez niego uczynione. Tym samym dobra osobiste powoda (prawo do prywatności, prawo do anonimowości, tajemnica korespondencji) zostały naruszone bezprawnym działaniem dziennikarza.

W niniejszej sprawie Sąd nie dopatrzył się żadnej okoliczności usprawiedliwiającej bezprawne działanie naruszyciela.

W kwestii podstawy prawnej odpowiedzialności wydawcy Sąd oparł się na art. 430 K.c. stwierdzając, że dokonane naruszenie miało miejsce w ramach powierzonych czynności przez wydawcę.  

Kasacja Rzecznika na niekorzyść lidera stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. Internet jest miejscem publicznym.

Data: 2018-01-24

Już 27 lipca 2017 r. Rzecznik zaskarżył do Sądu Najwyższego prawomocne postanowienie Sądu Rejonowego w Wodzisławiu Śląskim z 26 kwietnia 2017 r. (sygn. akt II W 33/17). Sąd umorzył wtedy sprawę o wykroczenie przeciwko Mateuszowi S. z ruchu Duma i Nowoczesność.  

Pod koniec 2016 r. DiN opublikowało w internecie serię naklejek z nieprzyzwoitymi i obraźliwymi napisami stylizowanymi na znaki zakazu. Obrazki przedstawiały m.in. dwa „ludziki” w pozycji sugerującej seks analny i były opatrzone napisem: „Zakaz pedałowania, homoseksualiści wszystkich krajów, leczcie się”. Policjanci z Wodzisławia ustalili, że naklejki opublikował lider DiN. Przedstawiono mu więc zarzut umieszczania w miejscu publicznym nieprzyzwoitych napisów oraz rysunków. To wykroczenie, za które grozi grzywna lub ograniczenie wolności.

Sąd w Wodzisławiu Śląskim przyznał, że rysunki „przez część odbiorców mogą zostać uznane za nieprzyzwoite”, ale umieszczenie ich w internecie nie wypełnia znamion wykroczenia.

Zdaniem Rzecznika sąd błędnie przyjął, że: „internet nie jest miejscem publicznym” i w konsekwencji, że czyn zarzucony obwinionemu nie jest wykroczeniem. Skutkiem tego było niezasadne umorzenie postępowania przeciwko Mateuszowi S.

Strona internetowa jest miejscem publicznym w rozumieniu art. 141 k.w. Działanie „w miejscu publicznym” musi być podjęte w przestrzeni dostępnej dla ogółu, do której nieograniczony dostęp ma bliżej nieokreślona liczba ludzi. Oznacza to, że w internecie nie można bezkarnie publikować wszystkiego, co się chce. Właściciele stron internetowych i wydawcy portali odpowiadają za pojawiające się tam treści.

BPK.511.37.2017

RPO do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji: są prawne w tym konstytucyjne powody, by zmienić decyzję o karze dla TVN 24

Data: 2018-01-10
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ukarała TVN24 1,5 mln zł kary za sposób relacjonowania protestów pod Sejmem 16 grudnia 2016 r. Stacja nie zgadza się z decyzją i podnosi, że zapadła ona na podstawie błędnych przesłanek. Sprawę może ocenić sąd.
  • RPO przypomina jednak, że Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji ma prawne podstawy do samodzielnego uchylenia decyzji Rady.
  • Przewodniczący KRRiT może zmienić decyzję tym bardziej, że głównym konstytucyjnym zadaniem – i sensem istnienia Rady - jest stanie na straży wolności słowa – przypomina RPO

- Uprzejmie proszę Pana Przewodniczącego o rozważenie uchylenia decyzji o ukaraniu TVN 24 w trybie autokontroli – pisze do szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego RPO Adam Bodnar.

Rzecznik Praw Obywatelskich monitoruje sytuację po nałożeniu na TVN24 1,5 mln zł kary przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, w związku ze „sposobem relacjonowania wydarzeń w Sejmie i pod Sejmem w dniach 16–18 grudnia 2016 r.”. W piśmie  z 9 stycznia (VII.564.2.2018) RPO Adam Bodnar przypomina konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej przez Krajową Radę oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych.

Wolność słowa w Konstytucji

Zadaniem KRRiT (art. 213 Konstytucji) jest stanie na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Z literalnego brzmienia Konstytucji wynika więc wprost, że sensem istnienia, a więc fundamentalną rolą Rady  jest ochrona wolności słowa oraz wypełniania przez nadawców funkcji informacyjnej wobec społeczeństwa. Natomiast regulacja rynku nadawców - a więc funkcja kontrolna KRRiT - jest wyłącznie konsekwencją realizacji pierwotnej roli tej instytucji państwowej.

Rzecznik praw obywatelskich przypomina, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu” (art. 14 Konstytucji).  Każdemu – a więc również przedstawicielom mediów – zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji).

Wolność słowa i wolność mediów, wyrażone w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji.

Wprawdzie Europejska Konwencja Ochrony Praw Człowieka (art. 10 ust. 2 )[1] przewiduje, że korzystanie z wolności wyrażania opinii pociąga za sobą określone obowiązki i odpowiedzialność uprawnionych podmiotów, niemniej są one kwestią wtórną wobec fundamentalnej kwestii, jaką jest ochrona wolności słowa tych podmiotów prawa.

Możliwość cofnięcia decyzji na podstawie KPA

- W świetle powyższego z zadowoleniem przyjąłem informację o możliwości wszczęcia procedury odwoławczej od decyzji o nałożeniu kary Spółce TVN SA[2] - pisze RPO Adam Bodnar. - W mojej ocenie za uchyleniem wskazanej decyzji przemawia interes społeczny. Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego (z art. 155, Dz.U. z 2017 r., poz. 1257), „decyzja ostateczna, na mocy której strona nabyła prawo, może być w każdym czasie za zgodą strony uchylona lub zmieniona przez organ administracji publicznej, który ją wydał, jeżeli przepisy szczególne nie sprzeciwiają się uchyleniu lub zmianie takiej decyzji i przemawia za tym interes społeczny lub słuszny interes strony”. Uważam, że w interesie społecznym jest, aby sprawy związane z tak delikatną materią, jaką stanowi ochrona wolności słowa, zostały rozstrzygnięte na drodze innej, niż droga sądowa. Jestem przekonany, iż wezwanie do wyjaśnień przedstawicieli TVN24 zamiast nakładania na ten podmiot bardzo wysokiej kary również mogłoby doprowadzić do zrealizowania przez KRRiT jej misji, jaką jest zagwarantowanie ochrony wolności słowa oraz regulacji rynku nadawców, bez wywoływania przy tym „efektu mrożącego” wobec pozostałych nadawców.

Warto zauważyć, że w wielu przypadkach w ten sposób właśnie KRRiT realizowała swoją misję – podkreśla Adam Bodnar.




[1] Sporządzonej w Rzymie dnia 4 listopada 1950 r., zmieniona następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2 (Dz.U.1993.61.284)

 

Prawa obywatelskie w mediach. O czym i jak informować?

Data: 2017-12-09

Jakie są główne grzechy mediów, jeśli chodzi o informowanie o prawach obywatela? Prawa obywatelskie to przecież nie tylko kwestie tak oczywiste jak wolność od tortur, ale także prawo do sprawiedliwego procesu, ochrony zdrowia psychicznego czy równego traktowania. W jaki sposób media mogą być sojusznikiem w walce o ich respektowanie?

Na te pytania odpowiedzi szukali prelegenci: Łukasz Warzecha z tygodnika „Do Rzeczy”, Justyna Kopińska, dziennikarka, Przemysław Talkowski, dziennikarz i prawnik, Krystyna Skarżyńska, psycholog, SWPS oraz Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, główna koordynatorka ds. Strategicznych Postępowań Sądowych w BRPO.

Zuzanna Rudzińska-Bluszcz mówiła o obowiązkach mediów wobec obywateli w zakresie informowania o sprawach ważnych społecznie, takich jak np. eksmisje na bruk. Jej zdaniem przedmiotem dogłębnej refleksji powinien być przede wszystkim język, jakiego używają dziennikarze.

- Problemem mediów jest to, że nie piszą o tym, co dotyka zwykłych ludzi. W dziennikarstwie najważniejsze jest oddanie głosu tym, którzy na co dzień go nie mają – zauważyła z kolei Justyna Kopińska.

Kolejną rzeczą, na którą zwróciła uwagę Kopińska, jest niekompetencja i nierzetelność, która nierzadko wkrada się w pracę dziennikarza. Negatywnym zjawiskiem, zdaniem redaktorki, jest także zbytnie ujawnianie swoich poglądów politycznych przez dziennikarzy na swoich profilach w mediach społecznościowych.

- Dziennikarz, zajmujący się sprawami społecznymi, powinien szanować wyborców każdej partii – podkreśliła.

Głos zabrał z kolei Przemysław Talkowski, wskazując, że jak istotne jest, aby dziennikarz dysponował odpowiednim czasem na przygotowanie swych materiałów reporterskich.

- W dzisiejszych czasach internet dosłownie goni nas, dziennikarzy. Niezwykle dynamizuje naszą pracę i upraszcza przekaz. Często nie idzie to w parze z rzetelną informacją i skutkuje przedstawianiem spraw bez pogłębionej analizy okoliczności im towarzyszących.

Zdaniem Łukasza Warzechy, jeśli chodzi o pokazywanie ludzkich spraw, to bardzo użyteczną formą są programy interwencyjne. Pojawia się tu jednak zagrożenie popadnięcia w populizm. Przekaz powinien być zatem zrównoważony, dzięki przedstawieniu złożoności sprawy i wnikliwej analizie jej szczegółów.

- Kolejny problem jest taki, że ogromna część mediów uprawia dziś politykę, bo dobrze sprzedaje się mocno nacechowany tożsamościowo przekaz – powiedział Warzecha.

Profesor Skarżyńska stwierdziła, że media przeceniają wiedzę przeciętnego odbiorcy w zakresie praw obywatelskich. Ten jest zaś często tzw. nierealistycznym optymistą, co znaczy, iż pozostaje w przekonaniu, że łamanie praw obywatelskich przedstawiane przez media go nie dotyczy lub sytuacja taka nigdy mu się nie przydarzy. Bardzo ważna jest także kwestia przystępnej formy przekazu.

- Ile osób reaguje, gdy słyszy, że za ścianą dochodzi do przemocy? Bardzo niewiele – argumentowała Skarżyńska, podejmując problem generalnego zaangażowania ludzi w ochronę praw obywatelskich.

Redaktor Agata Szczęśniak spytała, na ile zmiana prawa dotyczącego mediów ma szansę poprawić sytuację w zakresie dyskutowanych problemów. Być może etos pracy dziennikarza powinien być w większej mierze regulowany przez prawo stanowione? – dodała.

Zdaniem Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz ważniejsza w tej sferze jest zmiana mentalności dziennikarzy i obywateli, a nie uchwalanie nowych praw:

- Chodzi właśnie o tę reakcję na płacz za ścianą, o którym mówiła profesor Skarżyńska. Tego nie da się narzucić ustawą. To pewna wrażliwość społeczna i kwestia edukacji obywatelskiej - przekonywała. - Ich kształtowanie to nasza wspólna misja.

Dyskutowano także o języku używanym przez media. Jak ważne jest posługiwanie się językiem wrażliwym społecznie?

Zdaniem Rudzińskiej-Bluszcz semantyka kształtuje świadomość. Prawniczka uważa, że używanie form równościowych, takich jak „psycholożka”, „adwokatka” czy „osoba z niepełnosprawnością” (zamiast „niepełnosprawna”) ma wielkie znaczenie dla osób, względem których są używane. Profesor Skarżyńska dodała, że jest to istotny element tożsamości.

Zupełnie odmienny pogląd miał na ten temat Łukasz Warzecha.

- Nikt nie może zmusić mnie do posługiwania się łamanymi formami językowymi, które nie są naturalne. Implementacja takich sformułowań odzwierciadla poglądy i ja jako konserwatysta jestem temu przeciwny – stwierdził.

Z widowni padł głos, zarzucający dziennikarzom, że zbytnią wagę przywiązują do pozostawania neutralnym, podczas gdy dzisiejsza rzeczywistość polityczna wymaga jednoznacznego piętnowania naruszeń praw obywatelskich przez władzę i uczestnictwa w demonstracjach.

Jako wątpliwe ocenił jednak opowiadanie się za jedną opcją polityczną Przemysław Talkowski. Justyna Kopińska dodała, że dzięki temu, że nie angażuje się bezpośrednio w politykę, może docierać do ludzi o różnych poglądach, wzbudzać ich zaufanie i opisywać ich historie w reportażach. Z przedmówcami zgodził się Łukasz Warzecha:

- To nie my mamy stawać się aktorami rzeczywistości, ale ją opisywać. Być może gdyby zmiany legislacyjne uderzały w interes dziennikarzy, byłoby inaczej. Jednak nasze środowisko jest obecnie tak skrajnie podzielone, że nie sądzę, żebym wziął kiedykolwiek w takiej demonstracji udział – podsumował Warzecha.

Joanna Derlikiewicz, „Kultura Liberalna”

Zwolnienie dziennikarza z Polskiego Radia z powodu krytyki pracodawcy - nieuzasadnione

Data: 2017-09-13

Dziennikarzowi Programu III Polskiego Radia, zwolnionemu w marcu 2016 r. z powodu krytyki pracodawcy, należy się odszkodowanie. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie ogłosił wyrok w sprawie, do której RPO przyłączył się w ramach programu postępowań strategicznych.

Rzecznik Praw Obywatelskich w toku postępowania podniósł, że przyczyna wypowiedzenia umowy o pracę była zbyt ogólna. Wskazanie przez pracodawcę na utratę zaufania niezbędnego do świadczenia pracy na zajmowanym stanowisku, wynikającą m.in. z faktu publicznej krytyki pracodawcy i podważania kompetencji przełożonych, nie może być uznane za wystarczające uzasadnienie w świetle wymogów konkretności i pozostaje w sprzeczności z art. 30 § 4 Kodeksu pracy.

Przede wszystkim jednak zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich sprawa dziennikarza ma kluczowe znaczenie dla wolności słowa - może być zakwalifikowana jako tłumienie krytyki prasowej. Dziennikarze stoją na straży dostępu do informacji, zaś informowanie o tym, co się dzieje w przestrzeni publicznej jest nie tylko ich prawem, ale i obowiązkiem wobec społeczeństwa. Lojalność wobec pracodawcy nie może prowadzić do wyłączenia krytyki, zwłaszcza jeśli jej celem jest społecznie uzasadniony interes (np. troska o zachowanie niezależności mediów publicznych, jak w omawianej sprawie). Rzecznik wskazał, że kwestią dopuszczalności zwolnienia pracownika – dziennikarza za jego wypowiedzi (lub też ukarania go przez pracodawcę) zajmował się wielokrotnie Europejski Trybunał Praw Człowieka. W orzecznictwie Trybunał podkreśla szczególną rolę dziennikarza jako sygnalisty (ang. public watchdog) informującego społeczeństwo o nieprawidłowościach lub dostrzeżonych zagrożeniach.

W sprawie zwolnionego dziennikarza istotną kwestią był także fakt pełnienia przez niego funkcji przewodniczącego związku zawodowego. Zgodnie ze stanowiskiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wyrażonym m.in. w sprawie Wojtas-Kaleta przeciwko Polsce, to na przewodniczącym związku zawodowego spoczywa szczególny obowiązek wypowiadania się w kwestiach kluczowych dla pracowników, do których należą m.in. nowe decyzje programowe publicznego nadawcy.

Więcej o sprawie i o argumentach prawnych przedstawionych przez Rzecznika Praw Obywatelskich można dowiedzieć się z opisu całego postępowania - link poniżej

Specjalny Sprawozdawca OBWE ds. Wolności Mediów z wizytą w Biurze RPO

Data: 2017-09-12

Harlem Désir, który od 18 czerwca 2017 r. pełni funkcję Specjalnego Sprawozdawcy OBWE ds. Wolności Mediów, spotkał się z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem.

Specjalny sprawozdawca przebywa z wizytą w Polsce w związku z konferencją OBWE – Human Dimension Implementation Meeting, która w dniach 11 – 22 września odbywa się w Warszawie.

Przedmiotem rozmowy z polskim RPO były kwestie wolności mediów w Polsce. Rzecznik omówił m.in. swoje stanowisko sprawie ustawy medialnej, szczegółowo przedstawione we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego. W trakcie spotkania poruszono również kwestię polskich przepisów o zniesławieniu. W lipcu 2017 r. w sprawie Kącki przeciwko Polsce zapadł wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczący zniesławienia. Trybunał orzekł, że skazanie dziennikarza z art. 212 Kodeksu karnego stanowiło naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Harlem Désir został wybrany na trzyletnią kadencję. Wcześniej pełnił funkcję eurodeputowanego, był także francuskim sekretarzem stanu do spraw europejskich. Jest laureatem Nagrody im. Olofa Palmego, przyznawanej za walkę o pokój, działania przeciwko rasizmowi i ksenofobii.

Zwolnienie dziennikarza z Polskiego Radia z powodu krytyki pracodawcy

Data: 2017-08-30

Sprawa dziennikarza z Warszawy:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do pierwszoinstancyjnego postępowania w sprawie dziennikarza zwolnionego z Polskiego Radia z powodu utraty zaufania niezbędnego na zajmowanym stanowisku.

Stan faktyczny:

Dziennikarz  był zatrudniony w Polskim Radiu na stanowisku kierownika redakcji na podstawie umowy o pracę. Był także przewodniczącym związku zawodowego dziennikarzy i pracowników Programu Trzeciego Polskiego Radia. W marcu 2016 r. otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę, z powodu utraty zaufania niezbędnego na zajmowanym stanowisku, wynikającej m.in. z faktu publicznej krytyki pracodawcy i podważania kompetencji przełożonych.

Stan sprawy:

Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy 13 września 2017 r. uznał zwolnienie dziennikarza za sprzeczne z prawem i przysznał mu odszkodowanie (patrz załączona informacja z rozprawy). 10 maja 2018 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił apelację Polskiego Radia SA od wyroku sądu I instancji, który uwzględnił pozew dziennikarza o odszkodowanie.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Sprawa ma istotne znaczenie dla wolności słowa i dopuszczalności krytyki pracodawcy, który jest publicznym nadawcą. Rzecznik wskazał, że dziennikarz miał prawo do krytykowania pracodawcy zarówno jako pracownik, przewodniczący związku zawodowego i dziennikarz (dziennikarze mają prawo, a nawet obowiązek komentowania spraw o znaczeniu publicznym, w tym także tych odnoszących się do organizacji pracy czy funkcjonowania mediów realizujących misję publiczną).

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatela.

Argumenty RPO

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich:

  • przyczyna wypowiedzenia umowy o pracę jest zbyt ogólna. Prawo nakazuje pracownikowi podać konkretny powód zwolnienia.
  • pracownik ma prawo do krytycznej oceny pracodawcy (to prawo wynikające z Konstytucji, art. 54, i przysługuje każdemu), a możliwość krytykowania pracodawcy mieści się w ramach obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy. Także prawo prasowe (art. 41) stanowi, że publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy krytyce społecznej i pozostaje pod ochroną prawa.
  • zwolniony dziennikarz prezentował swoje poglądy nie tylko jako pracownik, ale także jako dziennikarz. W podobnych sprawach wypowiadał się już Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazując, że dziennikarze mają prawo, a nawet obowiązek komentowania spraw o znaczeniu publicznym, w tym także tych odnoszących się do organizacji pracy czy funkcjonowania mediów realizujących misję publiczną. W ocenie RPO zwolniony dziennikarz z owego prawa do krytyki korzystał w granicach pozostających pod ochroną prawa i czynił to w imię ochrony interesu publicznego wynikającego z art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Dlatego też wypowiedzenie mu umowy o pracę w istocie stanowiło w tych warunkach tłumienie krytyki prasowej. Okoliczność ta uzasadnia zgłoszenie udziału Rzecznika w niniejszym postępowaniu.

Ponadto dziennikarz był przewodniczącym związku zawodowego, a jako taki miał „szczególne uprawnienia” do krytykowania pracodawcy. 

Szczegóły argumentacji RPO - w załączniku.

Numer sprawy:

III.7043.59.2016

Odpowiedź Komendanta Głównego Policji na wystąpienie RPO w sprawie „podszywania się” policjantów pod dziennikarzy

Data: 2017-08-02

Komendant Główny Policji poinformował Rzecznika Praw Obywatelskich, że posługiwanie się przez policjantów kamizelkami charakterystycznymi dla przedstawicieli mediów podczas meczu piłki nożnej na stadionie w Chorzowie w dniu 2.06.2017 r. uwarunkowane było realnym zagrożeniem zdrowia i życia osób uczestniczących w tym sportowym wydarzeniu.

Komendant wyjaśnił, że w ramach działań Policji związanych z zabezpieczeniem tej imprezy, policjanci z zespołu monitorującego przebywali na stadionie w strefie przeznaczonej dla osób filmujących oraz robiących zdjęcia i byli ubrani w kamizelki obsługi. Mieli oni za zadanie rejestrowanie i obserwowanie wydarzeń w trakcie trwania spotkania. Podkreślał przy tym skuteczność działań policjantów z zespołu monitorującego wskazując na zatrzymanych sprawców.

Komendant podkreślił, że nadrzędnym celem działań Policji związanych z zabezpieczeniem imprez sportowych jest ochrona życia i zdrowia osób w nich uczestniczących, w tym także przedstawicieli środowisk dziennikarskich, przed bezprawnymi zamachami naruszającymi te dobra. Stosowanie takich metod działania jest zaś dopuszczalne w świetle obowiązującej ustawy o Policji.

Komendant zaznaczył, że opisana sytuacja nie jest stałym elementem praktyki Policji, a przedstawione przez Rzecznika sugestie zostaną uwzględnione w przyszłości, w taktyce i formach działań Policji prowadzonych w ramach zabezpieczenia imprez masowych. 

Wyrok ETPCz przeciwko Polsce: warunkowe umorzenie postępowania karnego o zniesławienie naruszyło prawo dziennikarza do wolności wyrażania opinii

Data: 2017-07-10

W dniu 4 lipca 2017 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie Kącki przeciwko Polsce (skarga nr 10947/11).

Fakty

A.R. - członek Samoobrony, wysłała maila do „Gazety Wyborczej”. Następnego dnia skarżący, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, skontaktował się z A.R. telefonicznie. Po zakończeniu rozmowy poinformował ją, że rozmowa została nagrana a jej transkrypcja zostanie opublikowana.

W dniu 6 grudnia 2006 r. w Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z A.R. zatytułowany „Płaca za seks, wybór należy do pani”, dotyczący tzw. seksafery.

A.R. twierdziła, że po rozpoczęciu pracy w Samoobronie nie płacono jej, a kiedy zwróciła się o zapłatę, jeden z polityków zaproponował, że zapłaci jej, jeśli pójdzie z nim do łóżka. A.R. wskazała też, że otrzymała propozycję pracy w kole poselskim jednego z posłów Samoobrony w zamian za usługi seksualne. Dziennikarz zapytał: „Czy dostała pani tę pracę?”. A.R. odparła: „Nie, otrzymała ją córka „MC”. Problem polegał na tym, że „MC” nie miał córki.

Przeciwko dziennikarzowi został wniesiony prywatny akt oskarżenia o zniesławienie. Sąd I instancji warunkowo umorzył postępowanie na okres 1 roku i nakazał skarżącemu zapłatę 1000 zł na cele społeczne. W ocenie sądu dziennikarz nie dołożył należytej staranności nie sprawdzając prawdziwości zarzutu nepotyzmu, w szczególności, czy w rzeczywistości pracę zaoferowano córce „MC”, a co za tym idzie nie ustalił, czy „MC” w ogóle córkę miał.

Zdaniem sądu, sama autoryzacja – potwierdzenie i zaakceptowanie treści udzielonego wywiadu, nie stanowiło o dołożeniu należytej staranności przez dziennikarza.

Stanowisko Trybunału

Trybunał jednomyślnie stwierdził naruszenie Artykułu 10 (wolność wyrażania opinii) Konwencji.  

Zdaniem Trybunału, profesjonalne dziennikarstwo wymaga od dziennikarza sprawdzenia publikowanych informacji tylko do pewnego stopnia. Zachowanie należytej staranności jest uzależnione od charakteru publikacji, w tym wypadku wywiadu. W ocenie Trybunału, nie można zawsze wymagać od dziennikarza sprawdzenia wszystkich informacji zawartych w wywiadzie.

Trybunał przypomniał, iż sąd odwoławczy dokonywał oceny apelacji skarżącego pod kątem art. 10 Konwencji wskazując, iż przepis ten nie jest nieograniczony, a Konwencja nie chroni tych, którzy korzystając z wolności naruszają dobre imię i reputację innych osób. Trybunał zwrócił jednak uwagę na fakt, iż sąd odwoławczy nie wyważył konkurujących interesów w sprawie, zgodnie z wymogami art. 10 Konwencji. Uznając ingerencję za nieproporcjonalną, Trybunał wziął pod uwagę fakt, iż pomimo jedynie warunkowego umorzenia postępowania, powyższa informacja widnieć będzie w Krajowym Rejestrze Karnym.

Zdaniem Trybunału, podjęte przez sądy środki oraz uzasadniony cel ingerencji nie były proporcjonalne. Nie wyważono bowiem prawidłowo konkurujących interesów: ochrony prawa polityka do zachowania reputacji oraz prawa dziennikarza do wolności wyrażania opinii, zwłaszcza w sprawach o szczególnym zainteresowaniu publicznym. Stąd, ingerencja w prawo dziennikarza do wolności wyrażania opinii nie była konieczna w demokratycznym społeczeństwie w rozumieniu art. 10 Konwencji. 

RPO przestrzega: Przepisy ustawy o grach hazardowych mogą zostać wykorzystane do blokowania różnych treści w internecie

Data: 2017-07-05

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi dotyczące ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, która w części dotyczącej blokowania stron internetowych weszła w życie dnia 1 lipca 2017 r. Skarżący wskazują na wątpliwości dotyczące zgodności z Konstytucją uchwalonych przepisów i obawiają się, że mechanizm blokowania stron internetowych będzie wykorzystywany w przyszłości również do innych celów.

Blokowanie dostępu do stron internetowych to środek, który ma uniemożliwić dostęp do określonej treści końcowemu użytkownikowi internetu. Ustawodawca w przypadku omawianej ustawy wybrał mechanizm blokowania, który ma być wykonywany przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego świadczącego usługi dostępu do sieci Internet. Tak ukształtowany mechanizm blokowania stron w internecie jest bez wątpienia rozwiązaniem, które stwarza poważne ryzyko dla wolności słowa i dostępu do informacji. Konstytucyjnie gwarantowana wolność słowa oznacza nie tylko możliwość swobodnego otrzymywania i przekazywania informacji, ale również jej aktywne poszukiwanie i zdobywanie. W art. 54 ust. 2 Konstytucji wprowadza się zaś zakaz cenzury prewencyjnej. Każde ograniczenie wolności słowa musi być zatem uzasadnione w sposób szczególny.

Rzecznik zauważył, że uchwalona ustawa o zmianie ustawy o grach hazardowych może budzić konstytucyjne i międzynarodowoprawne wątpliwości i zastrzeżenia, dotyczące przyjętych rozwiązań, w szczególności w kontekście uzasadnienia dla jej przyjęcia, niezbędności i proporcjonalności. W uzasadnieniu do ustawy nie odniesiono się do już istniejących mechanizmów walki z nielegalnymi treściami w internecie, nie wykazano zatem, że zakładany cel, jakim jest walka z hazardem, realizowany jest spójnie i systematycznie.

Problematyczna jest również kwestia tego, czy w istocie rejestr będzie narzędziem efektywnym zwłaszcza w związku z obiektywnymi trudnościami związanymi z blokowaniem nielegalnych treści znajdujących się na zagranicznych serwerach. Nie ma zatem pewności, że rozwiązanie osiągnie w istocie zamierzony przez ustawodawcę cel, polegający na ograniczeniu dostępu do treści szkodliwych.

Ponadto, ustawodawca poprzestał na wybraniu środka, jakim jest decyzja organu administracyjnego o wpisie do rejestru. Nie podążył zatem drogą ustawy o działaniach antyterrorystycznych, która do zablokowania dostępu do treści znajdujących się na stronie wymaga postanowienia sądu. Proponowany mechanizm prewencyjnego blokowania dostępu do stron oferujących nielegalny hazard na mocy decyzji podejmowanej przez urzędnika państwowego może budzić sprzeciw. Istnieje bowiem zbyt duże ryzyko, że będzie to instrument nadużywany i będący poza kontrolą.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o ustosunkowanie się do powyższych wątpliwości dotyczących nowelizacji ustawy o grach hazardowych. Poprosił również o informację na temat pierwszych wniosków dotyczących jej stosowania oraz informację na temat ilości zablokowanych stron internetowych w trybie z niej wynikającym.

 

Filip Memches i Krzysztof Gottesman pracują w Polskim Radiu. Gdyby doszło do ich zwolnienia po audycji z udziałem prof. Jana Hartmana, istotnie RPO miałby prawo się niepokoić – władze Polskiego Radia odpowiadają Rzecznikowi Praw Obywatelskich

Data: 2017-07-03

W połowie maja media podały, że z powodu zaproszenia do studia w Polskim Radiu 24 prof. Jana Hartmana zwolnieni z pracy zostali dziennikarz Filip Memches i wicedyrektor Polskiego Radia Krzysztof Gottesman.

Sytuację tę krytykowało środowisko dziennikarskie. W efekcie w kolejnych dniach pojawiły się (także w mediach) kolejne informacje: że p. Filip Memches otrzymał następnie propozycję odnowienia umowy o pracę, a p. Krzysztof Gottesman pracuje w innym programie Polskiego Radia.

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił władze Polskiego Radia o wyjaśnienie tej sprawy.

Powołując się na doniesienia mediów RPO wyraził zaniepokojenie sytuacją dotyczącą polityki kadrowej w redakcji Polskiego Radia 24. „Brak transparentności w odsuwaniu od anteny oraz zwalniania z pracy dziennikarzy pracujących w mediach publicznych może bowiem powodować naruszenie wolności słowa. W mojej ocenie decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane w oparciu o przejrzyste zasady,  z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego” – napisał Adam Bodnar 5 czerwca.

Teraz otrzymał odpowiedź od prezesa Polskiego Radia Jacka Sobali:

„Zarówno Pan Filip Memches, jak i Pan Krzysztof Gottesman są obecnie pracownikami Polskiego Radia S.A. i aktywnie wykonują swoje obowiązki. Z tego punktu widzenia argumenty wskazane w Pana piśmie nie odnoszą się do sytuacji zawodowej tych osób. Istotnie, doniesienia medialne dotyczące rzekomych skutków zaproszenia prof. Jana Hartmana do studia Polskiego Radia 24 mogły wywołać zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich, natomiast nie znajduje ono uzasadnienia.

Polskie Radio S.A. w swojej działalności przestrzega konstytucyjnych oraz międzynarodowych standardów realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, na które był Pan uprzejmy zwrócić uwagę w swoim wystąpieniu. Świadczą o tym treści programowe wszystkich anten Polskiego Radia S.A. jako nadawcy publicznego. Natomiast Zarząd Polskiego Radia S.A. jako pracodawca zachowuje autonomię w kształtowaniu polityki kadrowej, działając w ramach określonych przepisami prawa pracy”.

Sejm odpowiada RPO w sprawie niewpuszczenia do budynku uczniów z przypinkami

Data: 2017-07-03

"W ocenie interesującego Pana wydarzenia powinno zostać poczynione istotne rozróżnienie między dyskusjami i polemikami toczonymi przez parlamentarzystów a próbą rozciągnięcia akceptacji dla tego typu zachowań na osoby będące w parlamencie - bardzo mile widzianymi i zapraszanymi, ale jednak gośćmi" – wskazuje szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska w piśmie z 28 czerwca  (VII.600.11.2017).

12 czerwca na debatę organizowaną w Sejmie przez IPN pod honorowym patronatem Marszałka Sejmu nie zostali wpuszczeniu uczniowie I Społecznego Liceum Bednarska wyłącznie z powodu przypinek, jakie mieli na swojej odzieży. Jak zauważył RPO w swoim wystąpieniu, zachowanie Straży Marszałkowskiej sugerowało, że przy podejmowaniu decyzji zwróciła ona  uwagę przede wszystkim na merytoryczną treść przypinek, które nawiązywały do poglądów na sprawy społeczne i polityczne młodych osób.

W odpowiedzi szefowa Kancelarii wyjaśnia także że,

  1. Kompleks obiektów Sejmu i Senatu, jako miejsce stanowienia prawa i zarazem obecności najważniejszych osób w państwie, jest chroniony w sposób szczególny.
  2. Podstawą działania jest osobny rozdział ustawy z 16 marca 2001 r. o Biurze Ochrony Rządu, a podstawowym zarządzeniem porządkowym - zarządzenie nr 1 Marszałka Sejmu z dnia 9 stycznia 2008 r. w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu, którego:.
  • § 59, zobowiązujący osoby wchodzące do budynków do podporządkowania się poleceniom strażników Straży Marszałkowskiej wydawanym w celu zachowania porządku i bezpieczeństwa,
  • §63 ust. 1, zobowiązujący osoby wchodzące do budynków do pozostawienia w szatni przedmiotów, które mogą zostać użyte w sposób zagrażający porządkowi
  • oraz § 69 ust. 1, niezezwalającym na wejście do budynków parlamentu osobom, które swoim zachowaniem lub wyglądem naruszają powagę Sejmu.

Jednocześnie min. Kaczmarska zaznacza, że jest nieścisłością twierdzić, że uczniowie nie zostali wpuszczeni decyzja o rezygnacji z udziału w debacie była finalnie podjęta przez uczniów, a nie strażników Straży Marszałkowskiej czy przedstawiciela IPN”).

Wskazuje jednak na istotną rolę strażników Straży Marszałkowskiej: „w ocenie strażników Straży Marszałkowskiej pełniących tego dnia służbę próba wejścia na teren Sejmu uczestników debaty z emblematami nienawiązującymi do tematyki spotkania była wyrazem zamiaru przekształcenia wydarzenia edukacyjnego w >>happening polityczny<<”.

RPO pyta Sejm o podstawy prawne niewpuszczenia uczniów z przypinkami na turniej wiedzy historycznej

Data: 2017-06-16

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Kancelarii Sejmu o precyzyjne wskazanie podstawy prawnej i uzasadnienia decyzji o odmowie wstępu do Sejmu RP uczniom uczestniczącym w II Turnieju Debat Historycznych IPN. RPO prosi w szczególności o wskazanie, na czym miałoby polegać naruszenie porządku publicznego przez noszenie przypinek przez uczniów.

- Z dużym niepokojem odebrałem informację, że uczniowie I Społecznego Liceum Bednarska biorący udział w II Turnieju Debat Historycznych IPN (pod honorowym patronatem Marszałka Sejmu RP) nie zostali wpuszczeni do Sejmu RP przez Straż Marszałkowską wyłącznie z powodu przypinek, jakie mieli na swojej odzieży– napisał rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar do szefowej Kancelarii Sejmu Agnieszki Kaczmarskiej w liście z 14 czerwca (VII.600.11.2017).

- Pragnę podkreślić, że na stronie internetowej Sejmu RP zamieszczono komunikat Centrum Informacyjnego Sejmu w tej sprawie. W kontekście uniemożliwienia uczniom udziału w Turnieju Debat Historycznych wskazano w nim: „Parlament - jako miejsce stanowienia prawa - nie powinien być miejscem organizowania happeningów politycznych przez osoby odwiedzające tę instytucję”. Sugeruje to wyraźnie, że przy podejmowaniu decyzji przez Straż Marszałkowską zwrócono uwagę przede wszystkim na merytoryczną treść przypinek, które nawiązywały do poglądów na sprawy społeczne i polityczne młodych osób. Należy jednocześnie zauważyć, że paradoksalnie na stronach Sejmu znalazł się również opis imprezy, w którym podkreślono: „Turniej jest projektem edukacyjnym, dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych […] Dzięki uczestnictwu w debacie młodzież uczy się m.in. samodzielnego myślenia, budowania spójnej i logicznej argumentacji, występowania publicznie, słuchania innych, brania odpowiedzialności za swoje słowa oraz szanowania swoich rozmówców”.

Mając powyższe na uwadze, postanowiłem o zbadaniu okoliczności wydania wspomnianej wyżej decyzji Straży Marszałkowskiej. Przywołanie w komunikacie CIS „obowiązujących na terenie Sejmu przepisów bezpieczeństwa i organizacyjnych” nie uważam za satysfakcjonujące i adekwatne – napisał rzecznik praw obywatelskich.

W związku z tym, działając na podstawie art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2017 r., poz. 958), uprzejmie proszę Panią Minister o zajęcie stanowiska w opisanej powyżej sprawie, w tym precyzyjne wskazanie podstawy prawnej i uzasadnienie podjęcia decyzji o odmowie wstępu do Sejmu RP uczniom uczestniczącym w II Turnieju Debat Historycznych IPN. Proszę w szczególności o wskazanie, na czym miałoby polegać naruszenie porządku publicznego przez noszenie przypinek - napisał RPO.

Wystąpienie do Komendanta Głównego Policji w sprawie podszywania się policjantów pod dziennikarzy

Data: 2017-06-14

Na podstawie informacji prasowych Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę sposobu działania policji podczas meczu Ruchu Chorzów i Górnik Łęczna 2 czerwca 2017 r. Jak wynika z tych informacji, podczas w interwencji wobec agresywnie zachowujących się kibiców braki udział także funkcjonariusze w kamizelkach, jakie noszą fotoreporterzy[1].

Takie działanie policji wywołało protest kilku śląskich redakcji[2]. W oświadczeniu śląskich redaktorów naczelnych wskazywano, że "media były, są i powinny pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń. Dotyczy to zwłaszcza demonstracji, starć i działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje nam, że nie zostaniemy potraktowani jako jedna ze stron konfliktu. Brak pewności, że pod szyldem »media« występuje dziennikarz, może doprowadzić do tragedii. Dlatego oczekujemy od osób odpowiedzialnych za działania policji natychmiastowego zaprzestania takich praktyk".

Na negatywne konsekwencje opisywanych działań policji wskazała również Helsińska Fundacja Praw Człowieka[3]. Fundacja zwróciła uwagę, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest jednym z kluczowych zadań mediów jako tzw. „publicznego stróża” w demokratycznym społeczeństwie.

Opisywane praktyki policji mogą natomiast przyczyniać się do istotnego obniżenia poziomu bezpieczeństwa dziennikarzy. Stanowczy sprzeciw wobec takiego sposobu działania policji wyraziło także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich[4].

Jak podkreślano, ukrywanie się  przedstawicieli jakichkolwiek służb mundurowych pod szyldem prasy jest praktyką skrajnie nieodpowiedzialną i niedopuszczalną w demokratycznym państwie, w którym wolność słowa i realizacja w praktyce prawa obywateli do rzetelniej i obiektywnej informacji opiera się na wiarygodności i neutralności  mediów.

W kontekście tych opinii Rzecznik Praw Obywatelskich – jako konstytucyjny organ stojący na straży praw i wolności człowieka i obywatela – wyraża swoje szczególne zaniepokojenie opisanymi działaniami policji (VII.16.1.2017).

W ocenie Rzecznika policja powinna podejmować adekwatne środki działania w odniesieniu do wykonywanych przez siebie ustawowych zadań. Działanie policji pod „przebraniem” dziennikarzy w warunkach stadionowych, gdzie może dochodzić do użycia siły, wydaje się szczególnie niebezpieczne. Może bowiem przyczynić się do wywołania agresywnych reakcji wobec dziennikarzy, a w konsekwencji zagrażać ich życiu i zdrowiu, czy prowadzić do zniszczenia bardzo drogiego sprzętu elektronicznego, jakim posługują się dziennikarze. Podważać to może również zaufanie do dziennikarzy jako niezależnych i bezstronnych obserwatorów publicznych wydarzeń.

W ocenie Rzecznika, taki sposób działania policji zagrażający bezpieczeństwu prasy, budzi wątpliwości z punktu widzenia wolności prasy wyrażonej w Konstytucji RP (art. 14 w związku z art. 54), w także w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Obywatela (art. 10). Zasada wolności prasy, będącą pochodną ogólnej wolności wypowiedzi, stanowi szczególny przejaw wolności słowa. Oznacza więc swobodę wyrażania poglądów, swobodę pozyskiwania informacji oraz swobodę rozpowszechniania informacji za pośrednictwem środków masowego przekazu. Podkreślić zatem należy istotną rolę dziennikarzy jaką jest rozpowszechnianie informacji i idei dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie. Pozostaje to w ścisłym związku z prawem opinii publicznej do otrzymywania informacji.

 

Europejski Trybunał Praw Człowieka: Naruszenie wolności politycznej debaty w Polsce w sprawie z listopada 2010 r.

Data: 2017-06-07

1 czerwca 2017 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie Kość przeciwko Polsce (skarga nr 34598/12).

Fakty

Sprawa dotyczyła wniosku podpisanego przez czterech mieszkańców Jadwigowa (w tym skarżącego) do starosty powiatowego Tomaszowa Mazowieckiego z prośbą o wyjaśnienie działań sołtysa Z.M. związanych z wydawaniem publicznych pieniędzy, braku komunikacji z mieszkańcami, niejasnych powiązań między prowadzoną przez niego firmą VFB oraz publicznymi wydatkami, o których jako sołtys decydował (VFB wynajmowało wsi lokale), braku dostępu dla mieszkańców do świetlicy odnowionej za publiczne pieniądze.

Wniosek został wysłany tuż przed wyborami samorządowymi w listopadzie 2010 r.

W odpowiedzi powołano komisję audytową, która nie potwierdziła żadnych wątpliwości mieszkańców Jadwigowa. W związku z tym sołtys Z.M. wytoczył sprawę o ochronę dóbr osobistych żądając przeprosin. Jego powództwo zostało uwzględnione przez sądy obu instancji, które wskazały, że skarżący nie udowodnił prawdziwości swoich zarzutów.

Stanowisko Trybunału

Trybunał podkreślił, że celem wniosku było wyjaśnienie spraw finansowych oraz uzyskanie informacji, w jaki sposób wydano publiczne pieniądze.

Trybunał zwrócił uwagę, że sądy krajowe przyjęły, że zapłaty za czynsz od wsi mogły być przyjmowane przez powoda jako prezesa VFB, które było właścicielem wynajmowanych budynków. Ponadto, sądy krajowe w uzasadnieniach wyroków nie rozróżniły, czy oświadczenie skarżącego stanowiło ocenę czy fakt.

W ocenie Trybunału, oświadczenie skarżącego nie było bezinteresownym oraz pozbawionym faktycznych podstaw atakiem na sołtysa Z.M. Ponadto oświadczenie zostało złożone w formie listu nieprzeznaczonego do publicznej wiadomości. Zarówno skarżący jak i Z.M. były osobami publicznymi (kandydatami w wyborach), więc granice dozwolonej krytyki były szersze w tym wypadku. Mimo to, sądy krajowe ograniczyły się jedynie do badania wykazania prawdziwości swoich twierdzeń przez skarżącego, nie biorąc pod uwagę żadnej z wyżej wymienionych okoliczności.

Trybunał podkreślił, że zarówno wolne wybory jak i wolność wyrażania opinii, w szczególności wolność politycznej debaty stanowią razem sedno każdego systemu demokratycznego. Oba te prawa są współzależne i wzajemnie się wzmacniają. Dlatego jest istotnym, aby w okresie przed wyborami opinie i informacje mogły przepływać swobodnie. Mając to na uwadze, niezależnie od faktu, iż skarżącego zobowiązano jedynie do przeproszenia Z.M., ingerencja państwa została uznana za nieproporcjonalną do poszukiwanego celu (ochrona reputacji Z.M.).

Dlatego Trybunał stwierdził naruszenie Artykułu 10 (wolność wyrażania opinii) Konwencji. 

Rzecznik pisze do Prezesa TVP w sprawie niedopuszczenia prezydenta Sopotu do udziału w programie telewizyjnym

Data: 2017-05-30

Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się, że 6 maja 2017 r. prezydent Sopotu  Jacek Karnowski miał wziąć udział w programie „Studio Polska” jako przedstawiciel Zarządu Związku Miast Polskich i członek Komisji Wspólnej Rządu oraz Samorządu. Ostatecznie nie został on jednak dopuszczony do wzięcia udziału w tym programie.

Ważnym elementem w konstytucyjnych oraz międzynarodowych standardach realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu). Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, zaś stosownie do brzmienia art. 54 Konstytucji, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji zakazane. Wolność słowa i wolność mediów odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego oraz cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

Z kolei art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Media publiczne nie mogą pozostawać w pełnej kontroli i dyspozycji aktualnego gabinetu rządowego czy większości parlamentarnej. Także Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie w swych orzeczeniach stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Obowiązkiem władz mediów publicznych jest zagwarantowanie dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków i powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Co za tym idzie, władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Rzecznik podkreślił, że pluralizm wymaga dbania o różnorodność geopolityczną i kulturową. Oznacza to konieczność przedstawiania zróżnicowanych poglądów, ujęć i wieloaspektowego ukazywania spraw w celu realizacji tzw. „communication right” odbiorcy, dającego mu prawo do uzyskania pełnej, uczciwej informacji oraz możliwość usłyszenia i porównania wielu opinii. Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Rzecznik zwrócił się do Prezesa Zarządu TVP z prośbą o przedstawienie wyjaśnień w niniejszej sprawie.

Prokuratura nie może ustalić, co stało się z postępowaniami, o których informował w Sejmie minister Mariusz Kamiński

Data: 2017-05-16

Rzecznik Praw Obywatelskich kontynuuje swoje działania podjęte w związku z wystąpieniem Ministra - Koordynatora Służb Specjalnych Mariusza Kamińskiego podczas posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 11 maja 2016 r., w którym zostały przedstawione informacje o szerokim zakresie inwigilowania różnych grup społecznych i osób w latach 2007 – 2015 przez służby specjalne oraz zaniechaniach podejmowania działań przez te służby w przypadkach, gdy ich prowadzenie było nieodzowne.

W sprawie tej Rzecznik, pismem z dnia 8 marca 2017 r., zwrócił się ponownie do Ministra Sprawiedliwości - Prokuratora Generalnego z prośbą o poinformowanie, do jakich prokuratur regionalnych lub wydziałów zamiejscowych Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji przekazane zostały wszystkie zawiadomienia o popełnieniu przestępstw (wspomniane przez ministra Mariusza Kamińskiego) oraz jakie sygnatury zostały nadane postępowaniom w tych sprawach w  poszczególnych jednostkach.

Z odpowiedzi udzielonej Rzecznikowi pismem z 28 kwietnia 2017 r. przez Prokuraturę Krajową wynika, że nie jest możliwe ustalenie w prokuraturze, których spraw dotyczyło wystąpienie Ministra Mariusza Kamińskiego. 

 - W okresie od 11 maja 2016 r. do 1 czerwca 2016 r. wpłynęła znaczna, przekraczająca 19 spraw, ilość skierowanych przez służby nadzorowane przez Pana Ministra Mariusza Kamińskiego zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw. Każda z tych spraw została rozpoznana indywidualnie. Nie miało miejsca przekazanie wyodrębnionej grupy 19 zawiadomień, dotyczących podnoszonej przez Pana Rzecznika problematyki – wskazuje Przemysław Funiok dyrektor Biura Prezydialnego Prokuratury Krajowej. Dodał, że jedynie Pan Minister Mariusz Kamiński posiada precyzyjną wiedzę, które jednostki prokuratury prowadzą postępowania we wspomnianych sprawach.

 

Komentarz komisarza praw człowieka Rady Europy Nilsa Muižnieksa na temat zagrożeń dla nadawców publicznych w Europie

Data: 2017-05-11

Odpowiednio finansowane, silne media publiczne są dobrym wskaźnikiem właściwie funkcjonującej demokracji – to wniosek z badań opublikowanych w ubiegłym roku przez Europejską Unię Nadawców (ang.: European Broadcasting Union - EBU). Raport na temat tych badań stwierdza w szczególności, że kraje, które posiadają cieszących się popularnością, odpowiednio finansowanych nadawców publicznych rzadziej odnotowują zjawiska prawicowego ekstremizmu i korupcji, a jednocześnie charakteryzują się większą swobodą mediów.

Istniejąca sytuacja rodzi jednak obawy: analiza ostrzeżeń nadsyłanych do Platformy Rady Europy na rzecz ochrony dziennikarstwa oraz bezpieczeństwa dziennikarzy - od chwili jej uruchomienia w 2015 r. - wskazuje na rosnący poziom zagrożeń dla niezależności nadawców publicznych lub ich organów regulacyjnych. Coraz większa liczba ostrzeżeń dotyczy ingerencji politycznych w redagowanie materiałów nadawców publicznych, a także niewystarczających zabezpieczeń prawnych przed możliwością upolitycznienia mediów oraz braku odpowiedniego finansowania, gwarantującego niezależność nadawców publicznych.

Najważniejsza jest niezależność

Jednym z problemów napotkanych przeze mnie podczas wielu wizyt w różnych krajach jest fakt, że rządy usiłują wywierać wpływ na niezależność i pluralizm mediów publicznych. W zeszłym roku w Chorwacji wyraziłem zaniepokojenie nagłymi, licznymi zmianami, które nastąpiły tam na stanowiskach w mediach publicznych, a także zarzutami dotyczącymi stosowania cenzury. Obawy dotyczące wywieranych w tym kraju nacisków politycznych na organ regulujący działalność nadawców publicznych były również spowodowane wnioskiem rządu o cofnięcie uprawnień do działania tego organu oraz o zwolnienie jego członków.

W Polsce w 2016 r. przeprowadzono reformę mediów publicznych, w efekcie której publiczne radio i telewizja znalazły się pod bezpośrednią kontrolą rządu, a określona konstytucyjnie rola istniejącego regulatora tych mediów uległa ograniczeniu. Ostrzegłem polskie władze, iż brak jest zabezpieczeń gwarantujących niezależność mediów publicznych od wpływów politycznych, zwłaszcza jeżeli chodzi o mechanizm określania składu i wyznaczania członków nowo utworzonej, równoległej instytucji regulacyjnej - Rady Mediów Narodowych. Reforma ta wywarła niekorzystny wpływ na wolność mediów, a szczególnie na sytuację dziennikarzy. Lista sporządzona przez niezależne stowarzyszenie Towarzystwo Dziennikarskie wskazuje, że od początku ubiegłego roku 228 dziennikarzy w mediach publicznych zwolniono z pracy lub ze stanowisk kierowniczych, przeniesiono na inne stanowiska, a część z nich zwolniła się sama w ramach protestu.

Kilka ostrzeżeń zarejestrowanych przez Platformę Rady Europy wskazuje, że w innych miejscach również istnieje szereg problemów dotyczących ustawodawstwa oraz praktyki w zakresie mianowania i odwoływania członków organów regulacyjnych lub zarządzających w sektorze nadawców publicznych - od nominacji politycznych w najważniejszych publicznych stacjach telewizyjnych w Hiszpanii, aż po wywieranie presji przez partię polityczną w celu zmiany członka organu nadzorującego nadawców publicznych na Ukrainie.

Zapewnienie stabilnego i odpowiedniego finansowania

System finansowania nadawców publicznych jest również niezwykle istotny, ponieważ może być powodem ich zależności politycznej. W swoim raporcie z 2015 r. na temat sytuacji w Bułgarii, gdzie głównym źródłem finansowania są dotacje z budżetu państwa wyraziłem ubolewanie, że budżet bułgarskiej telewizji krajowej został znacząco obniżony (co było postrzegane jako reakcja na transmitowanie w telewizji publicznej protestów antyrządowych latem 2013 r.).

Problem dotyczący finansowania pojawił się również w Rumunii, gdzie w październiku 2016 r. parlament przyjął ustawę znoszącą ponad 100 opłat fiskalnych, w tym abonament radiowo-telewizyjny, który był głównym źródłem finansowania nadawców publicznych. Ten krok został poważnie skrytykowany przez organizacje dziennikarskie, ponieważ media publiczne stały się w znacznym stopniu zależne od budżetu państwa. System opłacania abonamentu był uważany za najlepszy sposób zagwarantowania niezależności redakcyjnej w mediach publicznych.

Najbardziej skrajną sytuację zaobserwowano w Grecji. W czerwcu 2013 r. rząd tego kraju podjął decyzję o zamknięciu publicznej stacji ERT. Celem było zmniejszenie kosztów. ERT nadal nadawała programy przez internet, ale w 2015 r. ponownie rozpoczęła nadawanie sygnału telewizyjnego. To czasowe wyeliminowanie nadawcy publicznego przez władze greckie spowodowało poważne naruszenie pluralizmu mediów w tym kraju. Obecnie w obliczu podobnego ryzyka stoją publiczne radio i telewizja w Bośni i Hercegowinie (BHRT) - mogą one zostać zamknięte z powodu braku uzgodnionego planu stabilnego finansowania mediów publicznych.

Nowe okoliczności, nowe wyzwania

Powyższe przykłady wskazują na szeroko rozpowszechnione zjawisko podejmowania przez rządy państw prób przekształcenia nadawców publicznych w nadawców rządowych. Jak podkreślono w Zaleceniu nr (2012)1 Komitetu Ministrów Rady Europy, w pewnych przypadkach wciąż niezbędna jest zmiana roli: z nadawców państwowych, mających silne powiązania z rządem, a mniejszą odpowiedzialność wobec szerokiego grona odbiorców oraz społeczeństwa obywatelskiego – w autentycznych nadawców publicznych, cieszących się redakcyjną i operacyjną niezależnością od państwa.

Nie jest to jednak jedyne wyzwanie; kolejnym jest dostosowanie się do zmian w środowisku technologii cyfrowych. Coraz częściej termin „nadawcy publiczni” - określani jako nadawcy finansowani przez państwo lub społeczeństwo, posiadający zarządy mianowane przez podmioty publiczne oraz nadający treści będące przedmiotem zainteresowania ogółu społeczeństwa – zastępowany jest terminem „media publiczne”, który obejmuje również nowe formy i platformy przekazu, takie jak internet, a nie tylko telewizja i radio.

Organizacje mediów publicznych stoją przed poważnymi wyzwaniami w procesie dotarcia do odbiorców w zmieniającym się środowisku działania mediów – środowisko to charakteryzuje się gwałtownym rozwojem nowych technologii cyfrowych, które coraz bardziej dominują w łańcuchu przekazu informacji. Niektóre organizacje mediów publicznych zmieniają więc swoje modele zarządzania, inwestują w nowe technologie i wdrażają strategie mediów społecznościowych. Inne starają się docierać do odbiorców przez internet pomimo faktu, że cieszą się już wielką popularnością w środowisku poza-internetowym.

Informacja kontra dezinformacja

W środowisku działania, które charakteryzuje się silnie spolaryzowanymi społeczeństwami, przy braku zaufania do instytucji i "elit",  w sytuacji, gdy w mediach społecznościowych upowszechniane są informacje stronnicze lub po prostu dezinformacja, tym ważniejsze jest istnienie silnych i naprawdę niezależnych nadawców publicznych.

Problemu dezinformacji nie da się rozwiązać poprzez ograniczanie treści lub przez ich arbitralne blokowanie, ale poprzez zapewnienie społeczeństwu dostępu do bezstronnych, rzetelnych informacji pochodzących od cieszących się zaufaniem nadawców publicznych. Najlepszą reakcją na celową dezinformację jest większa swoboda i pluralizm mediów. Można to osiągnąć w szczególności poprzez tworzenie wysokiej jakości nadawców publicznych, którzy działają w oparciu o wysokie standardy zawodowe oraz budują zaufanie odbiorców zapewniając rzetelny, odpowiedzialny i etyczny przekaz informacji.

W Deklaracji wspólnej w sprawie swobody wypowiedzi oraz "fałszywych informacji", dezinformacji i propagandy, przyjętej w marcu 2004 r., czterech specjalnych sprawozdawców ds. swobody wypowiedzi podkreśliło znaczenie posiadania "silnych, niezależnych, wyposażonych w odpowiednie środki mediów publicznych, działających w ramach jasno określonych uprawnień i mających obowiązek służyć interesowi ogółu społeczeństwa, a także wyznaczać i utrzymywać wysokie standardy pracy dziennikarskiej".

Plan dalszego działania nadawców publicznych

Jeśli chodzi o wszystkie wyżej wspomniane kwestie, ogólne wytyczne zawarte są w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Artykuł 10 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka, gwarantujący swobodę wypowiedzi, nie nakłada co prawda obowiązku posiadania nadawców publicznych, jednak Trybunał wskazał, iż takie podmioty mogą w największym stopniu przyczynić się do zachowania wysokiej jakości i równowagi nadawanych programów. Ponadto, jeżeli jakieś państwo zdecyduje się utworzyć system nadawców publicznych, to "krajowe prawo i praktyka muszą gwarantować, aby system ten zapewniał pluralizm działania (...) oraz przekaz bezstronnych, niezależnych i zrównoważonych wiadomości, informacji i komentarzy, a także stanowił forum dyskusji publicznej, w której można wyrazić jak największe spektrum poglądów i opinii" (Manole i inni przeciwko Mołdawii).

Państwa członkowskie powinny wykorzystywać istniejące instrumenty Rady Europy, a także wdrażać wszystkie zasady i normy zawarte w różnych jej zaleceniach w celu wzmocnienia organizacji nadawców publicznych. W szczególności państwa powinny zapewnić:

• istnienie środków prawnych, gwarantujących niezależność redakcyjną i autonomię instytucjonalną tych organizacji, a także pozwalających uniknąć ich upolitycznienia;

• stabilne finansowanie tych organizacji;

• mianowanie członkowie organów zarządzających i nadzorczych tych organizacji w drodze przejrzystego procesu, z uwzględnieniem ich kwalifikacji i umiejętności zawodowych oraz obowiązków związanych z pracą w służbie publicznej;

• wyposażenie tych organizacji w środki niezbędne do tworzenia programów wysokiej jakości, odzwierciedlających różnorodność kulturową i językową, ze zwróceniem uwagi na języki mniejszości.

Działalność nadawców publicznych to nie tylko informowanie, edukacja, kultura i rozrywka, ale także istotny czynnik pluralistycznej komunikacji, która jest jedną z podstawowych cech demokratycznego społeczeństwa.

Nils Muižnieks

 

Lista powiązanych materiałów:

Publikacje Rady Europy:

·         Human rights and a changing media landscape – Prawa człowieka a zmiany w sektorze mediów
(2011 r.)

·         Journalism at risk – Zagrożenia dla dziennikarstwa (2015 r.) 

Rzecznik interweniuje w sprawie postępowania dyscyplinarnego wobec nauczyciela udostępniającego w mediach społecznościowych program satyryczny

Data: 2017-04-06

Wobec nauczyciela wychowania fizycznego z Zespołu Szkół Technicznych i Licealnych w Żaganiu zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne na skutek opublikowania przez niego na portalu społecznościowym linku do satyrycznego serialu oraz wyrażenia swojego poparcia dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Rzecznik zwrócił się w tej sprawie do Przewodniczącej Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubuskim.

 - W ocenie Rzecznika, decyzja o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec wskazanego nauczyciela powinna uwzględniać konstytucyjne oraz międzynarodowe gwarancje wolności wypowiedzi oraz swobody wyrażania poglądów – wskazuje Mirosław Wróblewski dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze RPO.

Zauważył, że postawienie takiego zarzutu dyscyplinarnego musi budzić poważne wątpliwości zarówno w świetle Konstytucji RP, jak i Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

- Swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu do takich, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój i otwartości na inne poglądy, bez których demokratyczne społeczeństwo nie istnieje – podkreślił Mirosław Wróblewski.

Ograniczenia tej wolności, zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, mogą być ustanawiane wyłącznie w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

- Z tych też powodów poważne wątpliwości budzi fakt, czy opisane okoliczności stanowią wystarczającą podstawę do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego – wskazuje przedstawiciel RPO.

W związku z tym Przewodnicząca Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubuskim została poproszona o przekazanie Rzecznikowi Praw Obywatelskich informacji dotyczących wszczętego postępowania dyscyplinarnego, w szczególności o wskazanie zarzutów skierowanych pod adresem obwinionego oraz podstaw prawnych ich sformułowania.

Wyrok w sprawie z powództwa Paula Camerona, do której przyłączył się RPO

Data: 2017-03-30

Ci, którzy „angażują się w homoseksualizm” nie są pełnowartościowymi obywatelami, ponieważ „kosztują społeczeństwo więcej niż kontrybuują” „w sposób nieproporcjonalnie duży wykorzystują seksualnie młodzież, przez co przekształcają molestowane przez siebie dzieci w homoseksualistów” - to tylko niektóre z poglądów głoszonych przez Paula Camerona.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich przy okazji jego wizyt w Polsce wpływały skargi w związku z jego publicznymi wystąpieniami w szkołach i na uczelniach wyższych. Jak wynika z kierowanych do BRPO skarg, Paul Cameron głosi publicznie poglądy homofobiczne, co stanowi przejaw dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Jego działalność krytykowała organizacja pozarządowa działająca na rzecz praw osob LGBT - Pracownia Różnorodności - publikując artykuły kwestionujące kompetencje naukowe i zachęcając uczelnie wyższe do odwoływania jego wykładów. Paul Cameron wytoczył powództwo w sprawie naruszenia jego dobrego imienia i renomy przez Pracownię Różnorodności. Sad Okręgowy w Toruniu częściowo uwzględnił powództwo i nakazał organizacji m.in. przeproszenie Paula Camerona za naruszenie jego dóbr osobistych. Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania apelacyjnego, stojąc na stanowisku, ze Sąd I instancji nie wziął pod uwagę, że pozwane stowarzyszenie korzystało z gwarantowanej w Konstytucji i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka wolności słowa, zaś grancie krytyki względem Paula Camerona, jako osoba publicznej, są szersze. Wypowiedzi pozwanych zasługują na szczególną ochronę m.in. z tego względu, ze były krytyczne względem wypowiedzi homofobicznych, dyskryminacyjnych i naruszających godność osób homoseksualnych. Apelację od wyroku złożył także Paul Cameron, żądając zasądzenia 30 000 zł zadośćuczynienia.

Wyrok w tej sprawie Sąd ogłosił 30 marca. Sąd Apelacyjny w Gdańsku zgodził się z Rzecznikiem, że Paul Cameron jest osobą publiczną i w związku z tym dopuszczalna jest względem niego surowsza krytyka, choć pozwane stowarzyszenie powinno przeprosić za niektóre z użytych w publikacjach i listach do rektorów określenia, które naruszały jego dobra osobiste. Zgodnie z wnioskiem Rzecznika, sąd oddalił także apelację Paula Camerona, tak więc Pracownia Różnorodności nie jest zobowiązana do wypłaty wysokiego zadośćuczynienia.

Senacka Komisja Petycji nie zajmie się postulatem RPO, by zmienić przepisy karne o zniesławieniu (art. 212 kodeksu karnego)

Data: 2017-03-21

Petycja RPO dotyczyła tego, by zmienić przepisy pozwalające na pociąganie do odpowiedzialności karnej za zniesławienie. Rzecznik Praw Obywatelskich proponował, by zastąpić obecne rozwiązanie przepisem o karaniu za oszczerstwo (czyli o działanie świadome, w złej wierze)

Dziś bowiem dziennikarze rzetelnie wykonujący swój zawód musza się liczyć z tym, że zostaną posadzeni na ławie oskarżonych (liczba skazanych rośnie -  w 2015 było ich około siedemdziesięciu, a w samej I połowie roku 2016 – pięćdziesięciu). - To poważny problem i RPO nie może przechodzić nad nim obojętnie – mówił senatorom Adam Bodnar.

Przedstawiciel Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dodał, że obecne sformułowanie art. 212 kk dotyka najbardziej dziennikarzy lokalnych i ogranicza ich możliwości patrzenia na ręce władzy samorządowej.

Adam Bodnar przypominał z kolei, że za zmianą art. 212  opowiadali się w ostatnich latach przedstawiciele wszystkich sił politycznych (także prezes PiS Jarosław Kaczyński). Mówił też, że jego propozycja miałaby doprowadzić do rozpoczęcia poważnej debaty o tym, jak artykuł 212 działa, jak dotyka dziennikarzy i dlaczego dotknięte zniesławieniem osoby nie korzystają z naturalnej w tym przypadku drogi cywilnej.

Przeciwko propozycji RPO było Ministerstwo Sprawiedliwości. A na posiedzeniu Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji przeciw temu pomysłowi opowiedzieli się wszyscy senatorowie z wyjątkiem jednego.

Senator Aleksander Pociej z PO uznał, że zmiana art. 212. zwiększy liczbę agresywnych i kłamliwych wypowiedzi, a senator i przewodniczący Komisji Michał Seweryński (PiS)  - że art. 212 daje bardziej skuteczną ochronę przed zniesławieniem, gdyż obecnie wyroki cywilne nie są wykonywane.

Na koniec senator Seweryński  zadeklarował chęć udziału w szerszej debacie o art. 212: senatorowie chętnie wezmą udział w dyskusji eksperckiej zorganizowanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich.

Raport Departamentu Stanu USA na temat przestrzegania praw człowieka na świecie i w Polsce

Data: 2017-03-13

W ostatnim czasie został opublikowany raport Departamentu Stanu USA na temat przestrzegania praw człowieka na świecie (2016 Human Rights Report). 

W części poświęconej przestrzeganiu praw człowieka w Polsce podkreślono, że w ciągu ostatniego roku polski parlament uchwalił prawo, które może mieć negatywny wpływ na ochronę praw człowieka i poszanowanie zasad demokracji oraz państwa prawa. W tym kontekście przywołano między innymi ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, ustawę antyterrorystyczną, ustawę o zgromadzeniach publicznych, ustawę medialną.

Autorzy raportu wskazują przede wszystkim na problemy z ksenofobią i rasizmem oraz antysemityzmem. Pojawiają się również problemy związane z korupcją, dyskryminacją kobiet na rynku pracy, dyskryminacją mniejszości narodowych oraz osób LGBTI. Polska zmaga się z pojawiającymi się nadużyciami wobec osób pozbawionych wolności oraz zatrzymanych przez Policję. Autorzy zwracają uwagę na wzrost zjawiska mowy nienawiści i przestępstw motywowanych nienawiścią.

W raporcie poruszono również temat ograniczenia budżetu Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Reportaże TVP dotyczące sytuacji w Polskim Związku Działkowców

Data: 2017-03-07

W programie TVP „Magazyn Śledczy Anity Gargas” w dniach 5 października i 23 listopada 2016 r. zostały wyemitowane dwa reportaże dotyczące Polskiego Związku Działkowców. W materiałach tych wskazano na liczne nadużycia i nieprawidłowości, a także ograniczanie praw niektórych działkowców. Część bohaterów wskazanych reportaży kierowała również skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich. Z komunikatów zamieszczanych na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Działkowców  wynika, że w ocenie PZD reportaże zostały oparte w całości na nieprawdziwych informacjach i mają na celu atak na legalnie działające stowarzyszenie.

Rzecznik w tej sprawie wystąpił do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz przesłał pismo do wiadomości Prezesa TVP Jacka Kurskiego. W odpowiedzi Prezes TVP zapewnił, że reportaże przygotowywane przez redakcję programu zostały zrealizowane w zgodzie ze sztuką dziennikarską, tj. wszelkie informacje tam podane były sprawdzone i przedstawiają stan faktyczny. 

Wszystko jest w porządku - prezes Radia Merkury odpowiada RPO w sprawie dziennikarza odsuniętego od prowadzenia audycji

Data: 2017-02-21

Rzecznik Praw Obywatelskich napisał do prezesa Radia Merkury Filipa Rdesińskiego po tym, jak powziął wiadomość , że po przeprowadzeniu w dniu 30 stycznia 2017 r. rozmowy z europosłem Ryszardem Czarneckim dziennikarz Maciej Kluczka został odsunięty od wywiadów z politykami, a następnego dnia także od przygotowywania wszelkich serwisów dotyczących polityki.

W związku z tym RPO Adam Bodnar wyraził zaniepokojenie obecną sytuacją dotyczącą polityki kadrowej w redakcji Regionalnej Rozgłośni w Poznaniu „Radio Merkury” S.A Polskiego Radia. Brak transparentności w odsuwaniu od anteny dziennikarzy pracujących w mediach publicznych może bowiem powodować naruszenie wolności słowa. W mojej ocenie decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane w oparciu o przejrzyste zasady, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego.

Dalej RPO opisał w liście do prezesa Rdesińskiego międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu).

Należy przy tym zauważyć – podkreślił -  że zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny).

W odpowiedzi prezes Filip Rdesiński stwierdził, że „wszystkie decyzje dotyczące Spółki, którą zarządzam od marca 2016 roku, podejmowane są zgodnie z literą prawa i na podstawie obowiązujących przepisów. To właśnie w trosce o jak najwyższą jakość programów na antenie Radia Merkury, jak i o dostępność do anteny radia publicznego poglądów reprezentowanych przez możliwie najszerszą grupę osób (w tym samorządowców i polityków różnych opcji politycznych), podjąłem w ostatnim czasie wiele konkretnych decyzji związanych nie tylko ze zmianą ramówki, ale też doborem specjalistów i dziennikarzy, którzy tę jakość będą gwarantowali.

Z przykrością przeczytałem, że jest Pan zaniepokojony obecną sytuacją kadrową w naszym radiu. Zapewniam Pana, że to właśnie podjęte przeze mnie decyzje gwarantują obecnie pluralizm na antenie i obiektywne przekazywanie naszym Słuchaczom pełnego spektrum poglądów, opinii oraz profesjonalną pracę całego zespołu dziennikarzy.

Jednocześnie zapewniam, że wszyscy pracownicy radia mają pełne prawo do wyrażania swoich poglądów, zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej. Osobną kwestię stanowi publiczne wypowiadanie się dziennikarzom innych mediów na tematy wewnętrzne Spółki przez osoby, które nie są do tego upoważnione. Te kwestie reguluje uchwała Zarządu a treść dokumentu znana jest wszystkim pracownikom.

Odnosząc się do informacji prasowych, na których treść się Pan powołuje, a które dotyczą

Macieja Kluczki, informuję, że Maciej Kluczka przez cały czas jest pracownikiem Radia Merkury. Aktualnie przebywa na zwolnieniu lekarskim” – napisał prezes Rdesiński.

Efekt interwencji RPO w KRRiTV w sprawie programów wzywających do nienawiści: TVP przyznała się, że nie spełniła wszystkich standardów, choć nikogo nie dyskryminowała

Data: 2017-02-20

TVP nie zgodziła się, że jej program propagował treści dyskryminujące ze względu na rasę czy narodowość oraz treści nawołujących do nienawiści, ale przyznała, że wyemitowany materiał nie spełniał wszystkich standardów rzetelności i obiektywizmu obowiązujących w Telewizji Polskiej.

Taka jest reakcja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 9 lutego. 

Niepokój Rzecznika wzbudziła emisja na antenie TVP Info zapowiedzi programu „Minęła dwudziesta”, którą charakteryzowała wyraźnie antymigrancką treść. Bez wątpienia spot ten, w zamierzeniu autorów, miał przedstawić społeczność migrantów w negatywnym świetle, wywołać u odbiorców lęk i niechęć wobec tej społeczności, a pośrednio – także wobec inicjatywy Prezydenta Gdańska, który powołał przy gdańskim magistracie Radę Imigrantów.

- Pojawienie się tego typu materiału na antenie telewizji publicznej może budzić zastrzeżenia w kontekście nastrojów społecznych, a zwłaszcza pojawiających się i manifestowanych coraz częściej przez społeczeństwo polskie postaw ksenofobicznych. Ich skrajnym, ale niestety nierzadkim przejawem są natomiast akty przemocy, werbalnej lub fizycznej, których ofiarami są osoby o różnej narodowości, pochodzeniu etnicznym, rasie czy wyznaniu. Statystyki policyjne wyraźnie wskazują, że w ostatnim roku gwałtownie wzrosła liczba takich czynów popełnianych wobec muzułmanów i osób pochodzenia arabskiego, jednoznacznie utożsamianych ze społecznością migrantów. Wpływ treści i formy komunikatów prezentowanych w mediach na bezpieczeństwo społeczności, których one dotyczą, jest oczywisty. To zaś sprawia, że na twórcach i nadawcach audycji, spotów i innych przekazów medialnych spoczywa duża odpowiedzialność. Rzecznik przypomniał, że zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji audycje i inne przekazy nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, narodowość lub wyznanie – napisał Adam Bodnar.

Jednocześnie Rzecznik poprosił o podanie liczby skarg, które wpłynęły do Rady w ciągu ostatnich 12 miesięcy w sprawach dotyczących pojawiających się w audycjach i przekazach medialnych treści dyskryminujących lub treści nawołujących do nienawiści ze względu na rasę, narodowość, pochodzenie etniczne lub wyznanie.

Przewodniczący KRRiTV Witold Kołodziejski wyjaśnił w odpowiedzi, że w ramach przeprowadzonego w tej sprawie postępowania nadawca przedstawił stanowisko, w którym nie zgodził się z zarzutem propagowania w audycji treści  dyskryminujących ze względu na rasę czy narodowość oraz treści nawołujących do nienawiści. Przyznał jednak, że wyemitowany materiał nie spełniał wszystkich standardów rzetelności i obiektywizmu obowiązujących w Telewizji Polskiej. Z tego względu, jak poinformował w nadesłanych wyjaśnieniach, dwaj dziennikarze (autor materiału i wydawca) zostali zawieszeni w obowiązkach na okres jednego miesiąca, a ponadto materiał został usunięty z mediów społecznościowych.

Na tym etapie postępowania Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, przyjmując do wiadomości powyższe informacje, postanowiła odstąpić od kolejnych czynności w tej sprawie, w szczególności z uwagi na okoliczność, iż sprawą zajmie się sąd, gdyż 28 grudnia 2016 roku Gmina Miasta Gdańska skierowała przeciwko TVP pozew w tej sprawie.

Przewodniczący KRRiTV przedstawił też  wykaz postępowań prowadzonych przez KRRiT w 2016  roku w związku ze skargami dotyczącymi problematyki dyskryminacji.

  1. Postępowanie prowadzone w związku ze skargą dotyczącą felietonu red. Stanisława Michalkiewicza pt. Myśląc Ojczyzna (emisja: Radio Maryja i TV Trwam, 17 lutego 2016 r.). Autor skargi zarzucił nadawcom dyskryminowanie osób żydowskiego pochodzenia poprzez określenie: „Gazeta Wyborcza jako część lobby żydowskiego". Przewodniczący KRRiT skierował do nadawców wystąpienie, w którym zwrócił się o unikanie w przyszłości tego rodzaju określeń o charakterze dyskryminującym;
  2. Postępowanie w związku ze skargą dotyczącą treści audycji porannej w programie Antyradio (28 lipca 2016 r.). W audycji znalazła się m.in. informacja, że polska firma produkuje w Afryce rowery z bambusa. Słuchacz uznał słowo „bambus" za określenie dyskryminujące w stosunku do mieszkańców Afryki. Zarzut nie potwierdził się, użyte sformułowanie dotyczyło naprawdę materiału, z którego produkowane są rowery;
  3. Postępowanie w związku ze skargą dotyczącą wypowiedzi redaktora prowadzącego audycję Starcie cywilizacji (emisja: TV Republika, 13 sierpnia 2016 r.). Rozmowa w studio dotyczyła kwestii uchodźców w Europie. Telewidz zacytował w skardze wypowiedź prowadzącego wyrażającą żal, że muzułmanów w Europie nie można sterylizować. Analiza audycji wykazała, że kontekst tej wypowiedzi był inny - prowadzący dał do zrozumienia, że z uwagi na to, że tak skrajne rozwiązanie jak sterylizacja oczywiście nie wchodzi w rachubę, Europa musi znaleźć inne rozwiązanie problemów związanych z napływającą wciąż falą uchodźców. Wypowiedź ta nie miała cech dyskryminowania uchodźców ze względu na wyznanie czy narodowość;
  4. Postępowanie prowadzone w związku ze skargą posła Jana Grabca, rzecznika Platformy Obywatelskiej, dotyczącą treści materiału pt. Łączenie przez dzielenie, wyemitowanego w „Wiadomościach" (TVP 1, 24 września 2016 r.). W materiale, podczas relacji z marszu Komitetu Obrony Demokracji z udziałem m.in. polityków Platformy Obywatelskiej, pokazano ich zdjęcie opatrzone wulgarnym komentarzem, pochodzące z anonimowego konta na portalu społecznościowym. Rzecznik PO uznał takie działanie TVP za szerzenie mowy nienawiści. Incydent omówiony został podczas spotkania KRRiT z Zarządem TVP SA, 20 października 2016 r., podczas którego prezesowi TVP SA zwrócona została uwaga o konieczności przestrzegania w programach telewizji publicznej standardów wynikających z art. 21 ust. 2 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji;
  5. Postępowanie w związku ze skargą poseł Krystyny Pawłowicz, dotyczącą dziewięciu wydań Faktów (TVN, 30 września oraz 1, 2, 3, 12, 13, 19, 23 i 24 października 2016 r.). W skardze przedstawiony był m.in. zarzut szerzenia mowy nienawiści i włączania się przez nadawcę w „przemysł pogardy" w stosunku do obozu obecnie rządzącego. Po przeprowadzonej analizie treści wskazanych audycji Przewodniczący KRRiT skierował do nadawcy wezwanie do unikania w przyszłości takiego stylu narracji, który jest oparty na negatywnych emocjach, szczególnie przy prezentowaniu spraw ważnych dla wszystkich obywateli lub określonych grup społecznych, wskazując jednocześnie na prawne ograniczenia zasady wolności słowa i konieczność kierowania się odpowiedzialnością przy jej stosowaniu.

Do tego wykazu spraw dołączyć należy również sprawę opisaną na wstępie listu, związaną z postępowaniem w związku ze skargami dotyczącymi audycji Minęła Dwudziesta (TYP Info, 31 października 2016 r.) - napisał przewodniczący KRRiTV

KRRiT odpowiada w sprawie emisji krytycznych materiałów dotyczących organizacji pozarządowych w Wiadomościach TVP

Data: 2017-02-17

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w odpowiedzi na wystąpienie RPO poinformował o postępowaniu przeprowadzonym w sprawie krytycznych materiałów dotyczących organizacji pozarządowych wyemitowanych jesienią 2016 r. w Wiadomościach TVP.

W udzielonej KRRiT odpowiedzi nadawca przedstawił stanowisko, w którym nie zgodził się z zarzutem prowadzenia przez redakcję Wiadomości jakiejkolwiek działalności mającej na celu dyskredytowanie organizacji pozarządowych.

Przewodniczący KRRiT wskazał jednak, że: „z analizy treści materiałów będących przedmiotem skarg, które wpłynęły do KRRiT w tej sprawie, wynika, iż nadawca wielokrotnie podejmował w kolejnych wydaniach audycji informacyjnych problematykę związaną z działalnością organizacji pozarządowych, koncentrując uwagę przede wszystkim na związkach personalnych pomiędzy przedstawicielami fundacji a politykami. Zabrakło informacji odnoszącej się do rzeczywistych zadań realizowanych przez te organizacje i ich społecznej roli, a także kosztów ich funkcjonowania w związku z realizacją statutowych obowiązków oraz zaangażowania się osób w nich działających. Krytyczna ocena sposobu funkcjonowania i finansowania fundacji przedstawiona została przez pryzmat związków personalnych i powiązań rodzinnych, co z kolei dało podstawę do dalszych domniemań o wzajemnym wspieraniu się bez zwracania uwagi na potrzeby społeczne i zadania stawiane tego rodzaju organizacjom.”

Przewodniczący KRRiT zwrócił się więc do Prezesa TVP SA o wprowadzenie stosownych procedur umożliwiających realizację zadań telewizji publicznej związanych z rzetelnym informowaniem o sprawach istotnych ze społecznego punktu widzenia. Rzecznik oczekuje na zajęcie stanowiska przez Prezesa TVP SA w tej sprawie. 

Rzecznik na temat wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego zmian w ustawie o radiofonii i telewizji

Data: 2017-02-15

Rzecznik zwrócił się do Ministra Kultury o podjęcie działań zmierzających do nowelizacji przepisów ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o Radzie Mediów Narodowych zgodnie ze wskazaniami Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia.

W wystąpieniu do Ministra Kultury z 9 lutego Rzecznik przypomniał, że orzeczenie wyroku Trybunału Konstytucyjnego (K 13/16) może prowadzić do wniosku o niezgodności z Konstytucją niektórych przepisów ustawy o Radzie Mediów Narodowych (z dnia 22 czerwca 2016 r.), w szczególności tych, które dokonują zmian w ustawie z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Trybunał wskazał w tym orzeczeniu na szereg konstytucyjnych kwestii dotyczących wolności wypowiedzi (dotyczących art. 54 Konstytucji w związku z konstytucyjną zasadą wolności mediów  wyrażoną w art. 14 Konstytucji).

W orzeczeniu Trybunał potwierdził, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji  jako konstytucyjny organ ochrony prawa ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie modelu radiofonii i telewizji, który ma się opierać na wzajemnym równoważeniu wolności i praw jednostek do wyrażania własnych poglądów i pozyskiwania informacji oraz odpowiednim ukształtowaniu formy oraz treści przekazu medialnego.

Wykonywanie zadań określonych w art. 213 ust. 1 Konstytucji, w szczególności czuwanie nad realizacją tzw. misji publicznej, nie jest możliwe bez zapewnienia niezależności KRRiT, przede wszystkim od Rady Ministrów.

Zdaniem Trybunału niedopuszczalne jest zarówno całkowite pozbawienie KRRiT skutecznych instrumentów pozwalających na wykonywanie jej zadań, jak i wykreowanie takiego modelu, w którym Radzie pozostawia się tylko pewne kompetencje, a rozstrzyganie o zasadniczych sprawach związanych z funkcjonowaniem radiofonii i telewizji przekazane jest innym organom państwa, mającym w tym zakresie kompetencje rozstrzygające.

Tymczasem na podstawie ustawy o Radzie Mediów Narodowych utworzony został nowy organ państwowy, właściwy w sprawach powoływania i odwoływania składów osobowych organów jednostek publicznej radiofonii i telewizji oraz Polskiej Agencji Prasowej, któremu przyznano uprawnienia przysługujące wcześniej Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Całkowite wyłączenie udziału KRRiT w powyższej procedurze Trybunał uznał za niezgodne z art. 213 ust. 1 w związku z art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji.

Rzecznik podkreśla, że umiejscowienie KRRiT poza sferą rozstrzygania o tym, kto i jak długo będzie członkiem zarządu spółek publicznej radiofonii i telewizji, czy też członkiem rady nadzorczej, wyklucza możliwość efektywnego wykonywania zadań przypisanych KRRiT w Konstytucji i wymaga natychmiastowego podjęcia działań legislacyjnych w celu wykonania wspomnianego wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Wykonywanie wyroków Trybunału jest bowiem obowiązkiem o charakterze publicznoprawnym, w odpowiednich proporcjach ciążącym na wszystkich podmiotach, które dysponują prawem inicjatywy ustawodawczej lub innymi kompetencjami z zakresu tworzenia prawa.

Odpowiedzialność karna za zniesławienie - wystąpienie do Przewodniczącego Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu RP

Data: 2017-02-14

1 września 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystosował pismo do Ministra Sprawiedliwości, w którym wskazał na problem odpowiedzialności karnej za zniesławienie oraz negatywne skutki obowiązywania art. 212 k.k. dla wolności słowa, w szczególności w związku z sytuacją dziennikarzy. W przypadku tej grupy zawodowej, utrzymywanie możliwości zastosowania sankcji karnych wskazanych w ww. przepisie może mieć tzw. „mrożący skutek” (ang. chilling effect) i powstrzymywać dziennikarzy przed wykonywaniem przypisanej im funkcji społecznej.

W opinii Rzecznika zasadne i możliwe jest wprowadzenie takich zmian w ustawodawstwie, które uczyniłby z powództwa cywilnego rzeczywistą alternatywę dla odpowiedzialności prawnokarnej i umożliwiły ograniczenie zastosowania art. 212 k.k., bez konieczności całkowitego jego usunięcia. Niestety, Minister Sprawiedliwości nie przychylił się do stanowiska zaprezentowanego przez Rzecznika.

9 lutego br. w piśmie do Przewodniczącego komisji senackiej Rzecznik przypomniał, że chociaż dotychczasowe działania doprowadziły do ograniczenia stosowania art. 212 k.k., to obowiązujący stan prawny nadal nie odpowiada istniejącemu międzynarodowemu nurtowi dążenia do ograniczenia stosowania sankcji karnych na rzecz środków cywilnoprawnych. Jednym z rozwiązań postulowanych przez RPO w tym zakresie jest przywrócenie w Kodeksie karnym przestępstwa „oszczerstwa”, które pozwalałoby na wszczęcie postępowania karnego np. w sytuacji, w której intencją dziennikarską byłoby w istocie rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, z wyraźnym zamiarem umyślnym, związanym np. z działalnością polityczną. Rzecznik podkreślił także, że jego zdaniem, w obecnym stanie prawnym zachwiana jest spójność w obrębie systemu prawa karnego, bowiem art. 212 k.k. w praktyce wykorzystywany jest często jako mechanizm odpowiedzialności za tzw. mowę nienawiści, ponieważ art. 256 i 257 k.k. posiadają ograniczony katalog przesłanek uruchamiających odpowiedzialność prawnokarną z tytułu mowy nienawiści (pochodzenie rasowe i etniczne, religia i bezwyznaniowość).

Rzecznik zwrócił się do Przewodniczącego z prośbą o przedstawienie stanowiska w sprawie oraz o rozważenie zainicjowania przez Senat RP stosownej dyskusji i zmian legislacyjnych, które wychodziłyby naprzeciw proponowanym powyżej postulatom, w celu zapewnienia lepszej ochrony praw obywatelskich.

Sprawa pana K. Sąd uwzględnił apelację

Data: 2017-02-06

W sprawie pana K. Sąd Apelacyjny uwzględnił 3 lutego apelację, uchylił wyrok Sądu Okręgowego i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Do postępowania tego przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich pismem procesowym z dnia 30.01.2017 r. zarzucając Sądowi I instancji naruszenie w tej sprawie art. 24 Kodeksu cywilnego oraz wnosząc o zmianę wyroku.

Jak wskazał Sąd Apelacyjny, pozwana korporacja  podnosiła zarzut braku legitymacji biernej, a Sąd nie przeprowadził postępowania dowodowego w tym zakresie.

Pan K., który pracował w dużej korporacji i obawiał się, że obejmą go zwolnienia grupowe, powiadomił dziennikarza, że dysponuje informacjami o nieprawidłowościach w tej firmie. Na poparcie swych słów przekazał pewne dokumenty. Dziennikarz zaczął je weryfikować w korporacji i wtedy pan K. wycofał swoją ofertę i zobowiązał dziennikarza do zniszczenia materiałów. Wtedy jednak korporacja zaczęła sprawę badać (wiedziała o istnieniu dokumentów od dziennikarza), a kiedy na dodatek powołała się na pismo podpisane rzekomo przez dziennikarza, ten – obawiając się fałszerstwa i prowokacji – podał numer telefonu osoby, która się z nim kontaktowała. Był to numer służbowy pana K. W efekcie został on zwolniony z pracy za działanie na szkodę pracodawcy, więc nie mógł skorzystać z odprawy przysługującej w ramach zwolnień grupowych.

Czy dziennikarz ujawnił tajemnicę czy nie?

W pierwszej instancji przeważył pogląd, że nie, gdyż pan K. nie zastrzegł sobie wyraźnie anonimowości.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił  do postępowania (VII.511.19.2016) w kwestii tajemnicy dziennikarskiej i naruszenia dóbr osobistych powoda. 

Po pierwsze – jak wskazał, do ujawnienia danych pana K. doszło w ten sposób, że dziennikarz przesłał maila z dokumentami od pana K. do władz korporacji. A było to po dyspozycji pana K., by maila tego (i załączniki) zniszczyć. Gdyby nie to, nie doszłoby też do ujawnienia telefonu pana K. i jego identyfikacji jako informatora.

Ujawnienie tych materiałów stanowi zdaniem RPO naruszenie zarówno obowiązku opisanego w art. 12 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego, zgodnie z którym dziennikarz ma obowiązek  chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie, jak też norm prawa zwyczajowego, wynikających z zasad etyki dziennikarskiej.

Zdaniem RPO nie ma zatem racji Sąd Okręgowy twierdząc, że dziennikarz miał prawo i obowiązek powziąć czynności mające na celu wyjaśnienie sprawy rzekomo podpisanego przez niego pisma, w tym ujawnić numer telefonu informatora. Powzięcie takich informacji nie uprawnia do naruszania danych osobowych powoda i ujawniania tym samym elementów pozwalających na identyfikację jego nazwiska (a więc naruszenie prywatności) bez zgody zainteresowanego.

Jeżeli dziennikarz zaczął podejrzewać, że autorem pisma mógł być pan K., staranność i lojalność dziennikarza wymaga od niego przede wszystkim kontaktu ze swoim informatorem, a nie z jego pracodawcą, w celu weryfikacji podejrzeń.

Po drugie, w sprawie występuje niezwykle ważny problem, decydujący o ocenie, czy dziennikarza obowiązywała tajemnica dziennikarska. Rzecznik podziela w tej mierze opinię Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (k. 944-952), który wskazał,  że wprawdzie „w kontaktach z dziennikarzami nie istnieje domniemanie, że tajemnica dziennikarska obowiązuje”,  to z punktu widzenia art. 15 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego istotny jest brak wymogu złożenia wyraźnego zastrzeżenia nieujawniania swoich danych.

Tym samym stosować należy w tej sytuacji art. 60 K.c., zgodnie z którym z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).

Zdaniem Rzecznika w niniejszej sytuacji kluczowe znaczenie dla ustalenia istnienia po stronie dziennikarza obowiązku zachowania przekazanych danych w tajemnicy, mają okoliczności, w których doszło do kontaktu między powodem a dziennikarzem (np. okoliczności spotkania w celu przekazania dokumentów, posługiwanie się pseudonimem), czy wreszcie wyraźne oświadczenie o wycofaniu się ze współpracy. 

Sąd Apelacyjny

Sąd apelacyjny zbadał całość materiału dowodowego. Ustalił, że brak było informacji ustalającej relację między wydawcą a dziennikarzem. Sąd wskazał także na definicję materiału prasowego i fakt, że materiały przekazane przez powoda nigdy nie zostały opracowane ani nie zostały przekazane w celu przygotowania materiału prasowego. Sąd odniósł się również do przepisu art. 15 ust. 2 prawa prasowego, czyli ujawnienia informacji chronionych tajemnicą dziennikarską.

Sąd wskazał, że orzeczenie I instancji podlega uchyleniu tak, aby sąd I instancji przeprowadził niezbędne postępowanie dowodowe w zakresie legitymacji biernej i po ustaleniu tych informacji, ocenił czy doszło do naruszenia dóbr osobistych.

Stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie dostępu mediów do Trybunału Konstytucyjnego

Data: 2017-02-02

W komunikacie umieszczonym na stronie internetowej Trybunału Konstytucyjnego zapowiedziano wydanie przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego zarządzenia dotyczącego nowych zasady współpracy Trybunału z mediami (http://trybunal.gov.pl/wiadomosci/uroczystosci-spotkania-wyklady/art/9525-komunikat-w-sprawie-dostepu-mediow-do-prac-trybunalu-konstytucyjnego/). Trybunał przypominał, że standard rozprawy publicznej zapewniony jest poprzez umożliwienie obywatelom udziału w rozprawie w charakterze publiczności. Jednocześnie podkreślono w nim, że Trybunał podwyższył ten standard zapewniając równocześnie:

  • Możliwość obserwacji przebiegu rozprawy za pośrednictwem transmisji dostępnej na stronie internetowej Trybunału;
  • Możliwość uzyskania nagrania z publicznej rozprawy w trybie pytania o udzielenie informacji publicznej;
  • Obecność dziennikarzy w sali rozpraw podczas rozprawy z wyłączeniem możliwości fotografowania i filmowania;
  • Organizowanie konferencji prasowych po rozprawie na wniosek dziennikarzy.

Trybunał Konstytucyjny zaznaczył przy tym, że fotografowanie i filmowanie przebiegu rozprawy przez dziennikarzy będzie możliwe w przypadkach uzasadnionych wagą sprawy, na wniosek zainteresowanej redakcji. Wątpliwości Rzecznika budzi właśnie kwestia zakazu filmowania i fotografowania. W ocenie Rzecznika stwarza on możliwość arbitralnej dyskryminacji odnośnie tego, kto i kiedy będzie mógł to robić.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie przypomnieć o standardach odnoszących się do relacji mediów oraz sądów i trybunałów.

Art. 54 Konstytucji RP stanowi, że każdemu zapewnia się wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Przepis ten rozwija postanowienie art. 14 Konstytucji RP, zgodnie z którym Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Z kolei art. 61 polskiej Konstytucji gwarantuje dostęp do informacji publicznej: obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Pojęcie władzy „publicznej” w rozumieniu konstytucyjnym obejmuje wszystkie władze publiczne – władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.

Konstytucja RP gwarantując obywatelom prawo do uzyskiwania informacji publicznej obejmuje nim dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu (art. 61 ust. 2). Zdaniem Rzecznika podstawą dla objęcia zakresem prawa do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne, a do takich organów z pewnością należy zaliczyć sądy i trybunały oraz osoby wchodzące w ich skład,  uprawnienia do rejestracji dźwięku lub obrazu (art. 61 ust. 2) wynika z treści art. 45 Konstytucji, który statuuje zasadę jawności postępowań sądowych. Zgodnie z powołanym przepisem, „każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Wyłączenie jawności rozprawy może nastąpić ze względu na moralność, bezpieczeństwo państwa i porządek publiczny oraz ze względu na ochronę życia prywatnego stron lub inny ważny interes prywatny. Wyrok ogłaszany jest publicznie.” Zatem Konstytucja RP stanowi, że wyłączenie jawności postępowania jest możliwe jedynie w wyjątkowych przypadkach, wyraźnie wskazanych w art. 45 ust. 2 Konstytucji.

Pojęcie jawności postępowania sądowego wyjaśnił Trybunał Konstytucyjny wskazując na dwa znaczenia tego typu jawności. Pierwsze z nich – jawność dla publiczności, oznacza możliwość wstępu publiczności na sądowe rozprawy. Drugie znaczenie to jawność dla stron, czyli możliwość uczestniczenia stron w czynnościach procesowych. Na gruncie art. 45 ust. 2 Konstytucji RP właściwe jest pierwsze rozumienie, jednak nie wyklucza to znaczenia drugiego (wyrok TK z dnia 11 czerwca 2002 r. o sygn. akt SK 5/02). Zasada jawności ma więc swój aspekt wewnętrzny i zewnętrzny.

W świetle powyższego należy uznać, że informacja o przebiegu postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym powinna odpowiadać wskazanym wyżej wymogom wynikających z konstytucyjnej zasady jawności. Co więcej, w ocenie Rzecznika, informacja o czynnościach podejmowanych przez sędziów będących funkcjonariuszami publicznymi, ma charakter informacji publicznej.

Nie można jednak zapomnieć, że w rozprawie przez sądem biorą udział strony postępowania oraz inne osoby zainteresowane w charakterze publiczności. Zakres ochrony prywatności takich osób jest znacznie szerszy niż w stosunku do osób wykonujących władzę publiczną. Jeśli chodzi o postępowanie karne, które toczy się przed sądami powszechnymi, to kwestia rejestracji przebiegu rozprawy przez obywateli uregulowana została w art. 357 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks postępowania karnego (Dz.U. z 2016 r., poz. 1749). Zgodnie z powołanym przepisem, sąd zezwala przedstawicielom środków masowego przekazu na dokonywanie za pomocą aparatury utrwaleń obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy. Sąd może określić warunki udziału przedstawicieli środków masowego przekazu w rozprawie. Jeżeli ze względów techniczno-organizacyjnych obecność przedstawicieli środków masowego przekazu utrudnia przebieg rozprawy, sąd ogranicza liczbę przedstawicieli środków masowego przekazu na sali rozprawy i wskazuje uprawnionych do dokonywania za pomocą aparatury utrwaleń obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy według kolejności zgłoszeń lub na podstawie losowania. Sąd zarządza opuszczenie sali rozprawy przez przedstawicieli środków masowego przekazu, którzy zakłócają przebieg rozprawy. osoby. Umożliwienie każdemu niczym nieograniczonej możliwości nagrywania obrazu i dźwięku z rozprawy mogłoby w określonych sytuacjach zagrażać prawu do prywatności osób występujących przed sądem w charakterze strony lub obserwatora rozprawy. Stąd też, w wyjątkowych wypadkach, gdy należy się obawiać, że obecność przedstawicieli środków masowego przekazu mogłaby oddziaływać krępująco na zeznania świadka, przewodniczący może zarządzić opuszczenie sali rozprawy przez przedstawicieli środków masowego przekazu na czas przesłuchania danej osoby.

Jeśli chodzi o postępowanie cywilne, to ustawa z dnia 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. z 2016 r., poz. 1822; dalej jako: k.p.c.) nie reguluje w sposób jednoznaczny i bezpośredni rejestracji posiedzenia sądowego. 

Na gruncie przepisów k.p.c. ustawodawca wyraźnie przewiduje okoliczności wyłączenia jawności. Sąd z urzędu zarządza odbycie całego posiedzenia lub jego części przy drzwiach zamkniętych, jeżeli publiczne rozpoznanie sprawy zagraża porządkowi publicznemu lub moralności lub jeżeli mogą być ujawnione okoliczności objęte ochroną informacji niejawnych (art. 153. § 1 k.p.c.) Sąd na wniosek strony zarządza odbycie posiedzenia lub jego części przy drzwiach zamkniętych, gdy mogą być ujawnione okoliczności stanowiące tajemnicę jej przedsiębiorstwa (art. 153 § 11 k.p.c.). Sąd może ponadto zarządzić odbycie posiedzenia lub jego części przy drzwiach zamkniętych na wniosek strony, jeżeli podane przez nią przyczyny uzna za uzasadnione lub jeżeli roztrząsane być mają szczegóły życia rodzinnego. Postępowanie dotyczące tego wniosku odbywa się przy drzwiach zamkniętych. Postanowienie w tym przedmiocie sąd ogłasza publicznie (art. 153 § 2 k.p.c.).

Należy zwrócić uwagę, że zgodnie z art. 36 ustawy z dnia 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (Dz. U. poz. 2072) w zakresie nieuregulowanym w tej ustawie stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania cywilnego.

W zasadach relacjonowania procesów sądowych przez media zwraca się uwagę na związane z tym zagrożenia dla prywatności uczestników tych postępowań (w szczególności w sprawach karnych), które mogą stanowić uzasadnienie dla ograniczenia korzystania przez dziennikarzy z tego uprawnienia. Zdaniem Rzecznika, odmienność funkcji sądów powszechnych oraz Trybunału Konstytucyjnego (sądu prawa) w demokratycznym państwie prawnym, przemawia jednak za zróżnicowaniem standardu odnoszącego się do zasad udziału dziennikarzy w postępowaniach przed tymi organami. W postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym bowiem – odmiennie niż w postępowaniach przed sądami powszechnymi – nie można, co do zasady mówić o takim zagrożeniu, ponieważ Trybunał –  w przeciwieństwie do sądów powszechnych – nie zajmuje się wymierzaniem sprawiedliwości, a więc rozstrzyganiem  konfliktów pomiędzy podmiotami prawa prywatnego, których prawo do prywatności może zostać naruszone. Orzeczenia Trybunału odnoszące się do kontroli konstytucyjności obowiązującego prawa dotyczą co do zasady sfery publicznej; często odnoszą się również do funkcjonowania państwa i jego organów. Ponadto, informacja o przebiegu rozprawy, a w szczególności o czynnościach podejmowanych przez sędziów będących funkcjonariuszami publicznymi, ma charakter informacji publicznej. Uzasadnia to, w ocenie Rzecznika, pełniejszy zakres dostępu dziennikarzy do dokumentowania przebiegu rozpraw i posiedzeń przed Trybunałem[1].

Należy także przypomnieć, że środki masowego przekazu (dziennikarze prasy, radia, TV, itd.) pełnią szczególną rolę w realizacji prawa do informacji publicznej, o którym mowa w art. 61 Konstytucji. Z okoliczności, iż dziennikarze gromadzą informację w celu ich upowszechnienia w interesie publicznym, wynikają określone konsekwencje. Jedną z nich jest właśnie adresowana do wszystkich przedstawicieli władzy publicznej dyrektywa szczególnych ułatwień dla dziennikarzy w gromadzeniu informacji[2]. Słusznie zwróciła uwagę w swoim stanowisku z dnia 11 stycznia 2017 r. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, że sama obecność dziennikarzy w sali rozpraw podczas rozprawy z wyłączeniem możliwości fotografowania i filmowania uniemożliwiałaby przygotowanie relacji „na żywo” oraz opóźniałaby przygotowanie relacji z wykorzystaniem zapisu przekazywanego przez Trybunał Konstytucyjny. Zgodzić się należy również z tezą, że  wybór formy relacjonowania (fotografia, filmowanie) powinien zostać pozostawiony do uznania dziennikarza[3].

Reasumując, prawo do prywatności stron i uczestników postępowań sądowych, zwłaszcza w sprawach karnych może stanowić uzasadnioną przyczynę ograniczenia prawa dziennikarzy do relacjonowania procesów sądowych przed sądami powszechnymi. Sytuacja taka nie zachodzi jednak w przypadku postępowań, które toczą się przed Trybunałem Konstytucyjnym ze względu na odmienną naturę spraw rozstrzyganych przez Trybunał. Podstawy takiej nie może, w ocenie Rzecznika, stanowić założenie, iż obecność dziennikarzy na rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym „spowoduje chaos i nie będzie sprzyjać spokojnemu rozpoznaniu sprawy”[4].

Jak wykazano powyżej, ze względu na funkcję, jaką pełni Trybunał Konstytucyjny w demokratycznym państwie prawa oraz z uwagi na rolę dziennikarzy, jako pośredników w przekazywaniu opinii publicznej informacji o działaniach organów władzy publicznej, wprowadzenie ograniczeń w dostępie mediów do relacjonowania przebiegu posiedzeń i rozpraw Trybunału Konstytucyjnego nie znajduje uzasadnienia, a więc stanowi nieproporcjonalne ograniczenie prawa do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji RP) oraz wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji RP).

Niezależnie od powyższego, wydaje się, że istotą problemu w przedmiotowej sprawie nie jest samo prawo, ponieważ ani przepisy Konstytucji RP, ani przepisy Kodeksu postępowania cywilnego stosowane odpowiednio do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym nie zakazują rejestrowania rozpraw, ani tej możliwości nie ograniczają (choć mogłoby zapewnić gwarancję dla osób chcących zarejestrować rozprawę). Zdaniem Rzecznika istotą problemu w tej sferze działania państwa jest deficyt kultury jawności, który negatywnie wpływa na  praktykę stosowania obowiązującego prawa[5].

 




[1] Zob. też B. Mendyk, Kilka słów o jawności rozpraw i ochronie danych osobowych w sądach i trybunałach, http://bartoszmendyk.natemat.pl/198875,kilka-slow-o-jawnosci-rozpraw-i-ochronie-danych-osobowych-w-sadach-i-trybunalach, data dostępu; 24 stycznia 2017 r.

[2] M. Fazan, Projekty ustaw o dostępie do informacji nie mają szans na uchwalenie, „Prawo i Życie” 2001, nr 1, s. 47.

[3] Stanowisko Helsińskiej Fundacjo Praw Człowieka w sprawie ograniczeń relacjonowania rozpraw odbywających się przed Trybunałem Konstytucyjnym, http://www.hfhr.pl/stanowisko-hfpc-w-sprawie-oraniczen-relacjonowania-ro... , data ostatniego dostępu: 24 stycznia 2017 r.

[4] J. Przyłębska dla Programu Pierwszego Polskiego Radia; za:http://www.tvn24.pl/nowa-prezes-tk-wprowadza-ograniczenia-w-relacjonowan..., data ostatniego dostępu: 24 stycznia 2017 r.

[5] Podobnie: opinia Stowarzyszenie Sieć obywatelska - Watchdog Polska, http://siecobywatelska.pl/co-sady-sadza-o-rejestrowaniu-rozpraw/, data ostatniego dostępu: 24 stycznia 2017 r.

 

Sprawa pana K., czyli zakres tajemnicy dziennikarskiej

Data: 2017-02-02

Pan K., który pracował w dużej korporacji i obawiał się, że obejmą go zwolnienia grupowe, powiadomił dziennikarza, że dysponuje informacjami o nieprawidłowościach w tej firmie. Na poparcie swych słów przekazał pewne dokumenty. Dziennikarz zaczął je weryfikować w korporacji i wtedy pan K. wycofał swoją ofertę i zobowiązał dziennikarza do zniszczenia materiałów. Wtedy jednak korporacja zaczęła sprawę badać (wiedziała o istnieniu dokumentów od dziennikarza), a kiedy na dodatek powołała się na pismo podpisane rzekomo przez dziennikarza, ten – obawiając się fałszerstwa i prowokacji – podał numer telefonu osoby, która się z nim kontaktowała. Był to numer służbowy pana K. W efekcie został on zwolniony z pracy za działanie na szkodę pracodawcy, więc nie mógł skorzystać z odprawy przysługującej w ramach zwolnień grupowych.

Czy dziennikarz ujawnił tajemnicę czy nie?

Zdaniem prokuratury nie - pan K. nie zastrzegł nieujawnianie swoich danych (dlatego prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej).

Sąd nie zgodził się, że dziennikarz naruszył prawa pana K. ujawniając jego dane. Jak stwierdził sąd, tajemnica dziennikarska obowiązuje jedynie wtedy, gdy „z inicjatywą utajnienia wystąpi informator dziennikarza”.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił  do postępowania (VII.511.19.2016) w kwestii właśnie tajemnicy dziennikarskiej i naruszenia dóbr osobistych powoda. Nie zgadza się bowiem ze stanowiskiem sądu.

Po pierwsze – do ujawnienia danych pana K. doszło w ten sposób, że dziennikarz przesłał maila z dokumentami od pana K. do władz korporacji. A było to po dyspozycji pana K., by maila tego (i załączniki) zniszczyć. Gdyby nie to, nie doszłoby też do ujawnienia telefonu pana K. i jego identyfikacji jako informatora.

Ujawnienie tych materiałów stanowi zdaniem RPO naruszenie zarówno obowiązku opisanego w art. 12 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego, zgodnie z którym dziennikarz ma obowiązek  chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie, jak też norm prawa zwyczajowego, wynikających z zasad etyki dziennikarskiej.

Zdaniem RPO nie ma zatem racji Sąd Okręgowy twierdząc, że dziennikarz miał prawo i obowiązek powziąć czynności mające na celu wyjaśnienie sprawy rzekomo podpisanego przez niego pisma, w tym ujawnić numer telefonu informatora. Powzięcie takich informacji nie uprawnia do naruszania danych osobowych powoda i ujawniania tym samym elementów pozwalających na identyfikację jego nazwiska (a więc naruszenie prywatności) bez zgody zainteresowanego.

Jeżeli dziennikarz zaczął podejrzewać, że autorem pisma mógł być pan K., staranność i lojalność dziennikarza wymaga od niego przede wszystkim kontaktu ze swoim informatorem, a nie z jego pracodawcą, w celu weryfikacji podejrzeń.

Po drugie, w sprawie występuje niezwykle ważny problem, decydujący o ocenie, czy dziennikarza obowiązywała tajemnica dziennikarska. Rzecznik podziela w tej mierze opinię Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (k. 944-952), który wskazał,  że wprawdzie „w kontaktach z dziennikarzami nie istnieje domniemanie, że tajemnica dziennikarska obowiązuje”,  to z punktu widzenia art. 15 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego istotny jest brak wymogu złożenia wyraźnego zastrzeżenia nieujawniania swoich danych.

Tym samym stosować należy w tej sytuacji art. 60 K.c., zgodnie z którym z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).

Zdaniem Rzecznika w niniejszej sytuacji kluczowe znaczenie dla ustalenia istnienia po stronie dziennikarza obowiązku zachowania przekazanych danych w tajemnicy, mają okoliczności, w których doszło do kontaktu między powodem a dziennikarzem (np. okoliczności spotkania w celu przekazania dokumentów, posługiwanie się pseudonimem), czy wreszcie wyraźne oświadczenie o wycofaniu się ze współpracy. 

AKTUALIZACJA - wrzesień 2017

W sprawie dotyczącej ujawnienia danych osoby przekazującej informacje dziennikarzowi SN na skutek zażalenia Rzecznika na wyrok SA uchylający wyrok SO i przekazujący sprawę do ponownego rozpoznania, uchylił zaskarżony przez RPO wyrok, pozostawiając rozstrzygnięcie o kosztach postępowania zażaleniowego w orzeczeniu kończącym postępowanie w sprawie.

Czy TVP INFO naruszyła przepisy o ochronie danych osobowych? RPO podjął sprawę z urzędu

Data: 2017-01-05

W dniu 3 stycznia 2017 r. w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa Ewy Tylman, przeciwko Adamowi Z. Rzecznik Praw Obywatelskich z informacji medialnych dowiedział się o sytuacji, jaka miała miejsce podczas retransmisji rozprawy przez stację telewizyjną TVP Info. Z dostępnych informacji wynika, że mimo braku zgody Sądu Okręgowego na bezpośrednią transmisję z rozprawy, niektóre stacje telewizyjne nadawały przekaz z pewnym opóźnieniem. Sąd wyraził bowiem zgodę na rejestrację procesu. Pomimo tego opóźnienia, stacja TVP Info nie wygłuszyła danych osobowych, w tym danych wrażliwych osób, które pojawiły się w odczytywanych podczas rozprawy pełnych wyjaśnieniach oskarżonego.

Tym samym, w ocenie Rzecznika, mogło dojść do naruszenia dóbr osobistych osób, których dane zostały ujawnione, ich prawa do ochrony danych osobowych i prawa do prywatności, chronionych na mocy ustawy o ochronie danych osobowych. Należy dodatkowo zwrócić uwagę na przepisy Prawa prasowego, zgodnie z którymi Nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę.

W związku z tą sytuacją, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prezesa Sądu Okręgowego w Poznaniu oraz do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych z prośbą o dodatkowe informacje w sprawie, a także do Prezesa Zarządu TVP S.A. z prośbą o informacje o podjętych działaniach mających na celu usunięcie powstałych szkód, a także zapobieżenie takim zdarzeniom w przyszłości. Dodatkowo należy podkreślić, że osobom, których dane zostały ujawnione, przysługują odpowiednie środki prawne, z których mogą skorzystać w trybie indywidualnym, takie jak chociażby powództwo do sądu cywilnego w sprawie o ochronę dóbr osobistych.