Godło RP
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 95

Własność

Data początkowa
np.: 10/2019
Data końcowa
np.: 10/2019
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Nie można odzyskać nieruchomości wywłaszczonej mocą "specustawy drogowej". RPO popiera skargę konstytucyjną obywateli

Data: 2019-10-09
  • Obywatele stracili część nieruchomości, którą państwo wywłaszczyło pod budowę drogi na mocy tzw. specustawy drogowej z 2003 r.
  • Nieruchomość nie wróciła do właścicieli - mimo że stała się zbędna na cel wywłaszczenia, bo droga powstała tylko na jej części
  • Ich skargę konstytucyjną poparł Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Nie ma bowiem konstytucyjnych podstaw, by państwo przetrzymywało nieruchomości przymusowo a niepotrzebnie odebrane pod budowę drogi prywatnym właścicielom

W ocenie Rzecznika niemożność zwrotu nieruchomości przejętej na potrzeby budowy dróg publicznych na podstawie specustawy jest sprzeczna z konstytucyjnymi gwarancjami ochrony przed nieuzasadnionym wywłaszczeniem. Chodzi o sytuację, w której państwo przejmuje nieruchomość pod cel publiczny, np. budowę drogi. Generalne zasady prawa przewidują w takiej sytuacji możliwość zwrotu wywłaszczonej nieruchomości, jeśli inwestycja nie powstała. W przypadku tzw. specustawy drogowej z 2003 r. przepisy skonstrowano tak, że jest to niemożliwe.

Historia sprawy

W 2009 r. prezydent Warszawy ustalił lokalizację drogi powiatowej, która objęła m.in. nieruchomość skarżących na stołecznych Jelonkach. Zgodnie z ustawą z 10 kwietnia 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych (tzw. specustawą drogową) decyzja ta przesądzała podział tej nieruchomości i przejście jej na własność państwa. Decyzję utrzymał Wojewoda Mazowiecki.

W 2014 r. skarżący wystąpili o zwrot. Argumentowali, że znaczna część nieruchomości jest zbędna na cel, dla którego nastąpiło wywłaszczenie, a władze zamierzają ją wykorzystać  w inny sposób. Starosta umorzył postępowanie. Uznał, że nie ma przesłanek zbędności nieruchomości na cel określony w decyzji o wywłaszczeniu, wymienionych w ustawie z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami. Wojewoda wprost zaś odmówił zwrotu nieruchomości.

Obywatele odwołali się do sądu. Korzystny dla nich wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie uchylił jednak w 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny.

NSA uznał, że po przejęciu własności w trybie specustawy nie jest możliwy zwrot - nawet jeżeli okazała się ona zbędna na cele wywłaszczenia. Specustawa nie reguluje bowiem kwestii związanych ze zwrotem lub alternatywnym wykorzystaniem nieruchomości bądź ich części, które nie zostały wykorzystane na inwestycje drogowe. W sprawach nią nieuregulowanych odsyła zaś do ustawy o gospodarce nieruchomościami z 1997 r. Ta z kolei umożliwia zwrot jedynie tych nieruchomości, które albo wywłaszczono indywidualną decyzją, albo nabyto lub przejęto na podstawie ustaw w niej wymienionych. Żaden zaś z tych przepisów nie obejmuje jednak wywłaszczenia na podstawie specustawy.

W skardze konstytucyjnej do Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt SK 37/19) obywatele wskazali, że utracona nieruchomość powinna być przywracana w każdym przypadku, gdy okazała się ona zbędna na cele wywłaszczenia. Inaczej daje to podstawę do nadużyć i wykorzystywania procedury pozyskiwania nieruchomości w trybie specustawy bez zamiaru budowy drogi.

Skarga stwierdza naruszenie konstytucyjnych zasad zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz ochrony praw nabytych,  zasady ochrony własności, zasady proporcjonalności oraz zasady równości i zakazu dyskryminacji. Zarzuca niekonstytucyjność art. 216 ust. 1 u.g.n. oraz art. 23 specustawy drogowej - w zakresie, w jakim uniemożliwiają zwrot nieruchomości przejętych mocą specustawy.

Rzecznik przystąpił do tego postępowania w TK. Wniósł o uznanie, że:

  • art. 216 ust. 1 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami - w zakresie, w jakim wyklucza  odpowiednie stosowanie jej przepisów  do nieruchomości nabytych przez Skarb Państwa na podstawie specustawy drogowej z 2003 r. - jest niezgodny z art. 64 ust. 1-3, art. 32 ust. 1 i 2, art. 21 ust. 1 i 2, art. 31 ust. 3 Konstytucji;
  • art. 23 specustawy drogowej - w zakresie, w jakim wyłącza stosowanie przepisów Rozdziału 6 działu 111 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami do nieruchomości nabytych na podstawie specustawy drogowej z 2003 r. - jest niezgodny z art. 2 i art. 32 ust. 1 i 2 w związku z art. 21 ust. 2 i z art. 64 ust. 1 Konstytucji.

Argumenty RPO

Według Rzecznika niemożność zwrotu nieruchomości przejętej na budowę dróg na podstawie specustawy nie służy żadnemu racjonalnie uzasadnionemu celowi. Wydaje się zaś niezamierzonym przez ustawodawcę przypadkowym skutkiem upraszczania procedur inwestycyjnych. Nie realizuje żadnej konstytucyjnej wartości, bo drogi nieistniejące (bądź przechodzące w innym miejscu niż pierwotnie zakładano) w żaden sposób nie służą społeczeństwu. Nie istnieje więc konstytucyjna podstawa do przetrzymywania w zasobie publicznym nieruchomości przymusowo (i niepotrzebnie) odebranych na taki cel ich prywatnym właścicielom.

Rozwiązanie takie stoi w oczywistej sprzeczności z podstawową funkcją art. 21 ust. 2 Konstytucji - zapobiegania nadużyciom władz w stosunku do mienia obywateli pod pretekstem realizacji celów, które potem okazują się fikcyjne.

Jest to tym bardziej niesprawiedliwe, że jedynym uzasadnieniem tak znacznego ograniczania praw właścicieli miała być nadrzędna potrzeba nadrabiania cywilizacyjnych zaległości poprzez sprawną budowę dróg. Jeżeli potrzeba ta się dezaktualizuje, ingerencja w prawa jednostek traci uzasadnienie. Wówczas powstaje zaś obowiązek zwrócenia własności odebranej pochopnie i w sposób niezgodny z ustawą zasadniczą.

Ze względu na specyfikę celu publicznego i skalę inwestycji drogowych, grupa osób dotkniętych niekonstytucyjnym wyłączeniem wydaje się stosunkowo liczna. Dodatkowo uzasadnia to potrzebę orzeczenia o niekonstytucyjności.

Ponadto kryterium różnicowania ochrony prawnej obywateli w zależności od formy wywłaszczenia ma cechy dowolności. Nie jest ani racjonalne, ani proporcjonalne, ani sprawiedliwe. Realizacja konstytucyjnego prawa do zwrotu wywłaszczonego mienia nie może zależeć od tego, w jaki techniczny sposób ustawodawca zaprojektował procedury inwestycyjne. A kryteria różnicowania dobrano zupełnie przypadkowo. Nie powinny one zatem decydować o dopuszczalności realizacji prawa konstytucyjnie gwarantowanego.

Skutkiem jest pozbawienie określonej, arbitralnie dobranej grupy uprawnionych, przysługujących im roszczeń, a zarazem zwolnienie podmiotów publicznych z obowiązków nałożonych bezpośrednio w Konstytucji. Tym samym zaskarżona norma jest sprzeczna z konstytucyjnymi gwarancjami ochrony własności i innych praw majątkowych.

W tym przypadku można mówić o tzw. pominięciu prawodawczym. Polega to na uregulowaniu danej kwestii w sposób niepełny, choć - postępując zgodnie z Konstytucją - ustawodawca powinien był ją unormować. W przeciwieństwie bowiem do „zwykłego” (na podstawie u.g.n.) wywłaszczenia nieruchomości na potrzeby budowy drogi publicznej - nie przyznał wprost roszczenia o zwrot nieruchomości przejętych na identyczne cele w trybie specustawy drogowej.

IV.7003.38.2019

Już nie ma wątpliwości, kto dziedziczy spadek. Na wniosek RPO sąd naprawił swój błąd

Data: 2019-10-01
  • Z inicjatywy RPO sąd naprawił sytuację, w której w odstępie 22 lat wydał dwa rozbieżne orzeczenia w sprawie spadkowej
  • W 1995 r. sąd orzekł, że całość spadku należy się jednemu z synów zmarłej. W 2017 r. stwierdził zaś, że spadkobiercami są: wdowiec po zmarłej, córka i obaj synowie
  • RPO dostał wniosek o skargę nadzwyczajną w tej sprawie. Ale wystarczyła skarga o wznowienie postępowania, bo nie upłynął jeszcze taki termin dla Rzecznika

To kolejna interwencja, którą w interesie obywateli podjął Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego przez wydanie sprzecznych ze sobą decyzji o spadku. W efekcie spadkobiercy nie mogli np. sprzedać majątku.

Dwie odmienne decyzje spadkowe

W 1995 r. do wydziału cywilnego sądu rejonowego przyszedł syn zmarłej z testamentem, w którym zapisała mu swój majątek. Syn nabył spadek w całości. Rodzina otrzymała postanowienie i nie zareagowała (zmarła miała męża i poza synem, który przyszedł z testamentem, także córkę i syna). Postanowienie uprawomocniło się.

W 2017 r. inni spadkobiercy zgłosili się jednak do sądu, a ten podzielił spadek, nie upewniając się, czy nie było już w tej sprawie postanowienia - najwyraźniej w przekonaniu, że rodzina porządkuje sprawy spadkowe dopiero po latach.

Ponieważ nikt nie okazał testamentu, sąd stwierdził nabycie spadku na podstawie ogólnych przepisów o dziedziczeniu. Spadek nabyli mąż, córka i dwaj synowie (po jednej czwartej).

Na to postanowienie nikt z rodziny nie zareagował, minął więc termin apelacji. Ale jedną osobę to postanowienie zaniepokoiło i poszła z tym do prawnika. Ten napisał wniosek o wznowienie postanowienia. Ale już z nim nie zdążył: strona postępowania ma na to tylko trzy miesiące.

Wtedy prawnik w kwietniu 2019 r. złożył wniosek o skargę nadzwyczajną do RPO.

Skarga nadzwyczajna a skarga o wznowienie postępowania

Skarga nadzwyczajna to nowy, szczególny środek zaskarżenia, wprowadzony na mocy ustawy o Sądzie Najwyższym z grudnia 2017 r. Skargi rozpatruje nowa Izba SN - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powołana przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Do jej umocowania prawnego są zgłaszane wątpliwości.

Rzecznik występuje ze skargami nadzwyczajnymi, gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, a nie ma innego sposobu zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej (dotychczas złożył ich 6). Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach (z 20 lat) ma tylko RPO i Prokurator Generalny. 

Pierwsza skarga nadzwyczajna rozpatrzona przez Sąd Najwyższy 26 marca 2019 r. dotyczyła właśnie podobnej sprawy spadkowej.

Ale akurat w sprawie zgłoszonej w kwietniu 2019 r. skarga nadzwyczajna nie była konieczna. Ponieważ chodziło o rozstrzygnięcie stosunkowo nowe - z 2017 r., Rzecznik mógł wnieść o wznowienie postępowania. Zgodnie z orzecznictwem SN ma na to trzy miesiące od dnia, w którym dowiedział się o podstawie wznowienia.

Skarga o wznowienie postępowania była zatem w tym przypadku odpowiednim środkiem prawnym dla wyeliminowania postanowienia sądu z 2017 r.

Argumenty RPO

Nieuprawnione przeprowadzenie w 2017 r. przez sąd rejonowy kolejnego postępowania w sprawie spadku spowodowało rażące naruszenie przepisów postępowania. Doprowadziło też do istotnego naruszenia zasad konstytucyjnych oraz chronionych na gruncie Konstytucji praw przysługujących spadkobiercom.

Wskutek postanowienia z 2017 r. doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji.

Funkcjonowanie dwóch odmiennych postanowień sądu w sprawie spadku po zmarłej narusza przysługujące jej bliskim konstytucyjne prawo do sądu (art. 45 Konstytucji) oraz do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Osoby, wobec których sąd stwierdził nabycie spadku, mają bowiem prawo oczekiwać, że w przypadku skierowania wniosku o ponowne rozpoznanie tej samej sprawy sąd będzie respektował wcześniejsze prawomocne rozstrzygnięcie. Bezpieczeństwo prawne wymaga, by jakakolwiek modyfikacja postanowienia o spadku następowała w ramach postępowań mających na celu korektę już funkcjonującego prawomocnego postanowienia. Sąd powinien zaś zachować należytą czujność procesową, by uniknąć prowadzenia postępowania o nabycie spadku bez odniesienia się do wcześniejszego rozpoznania tożsamej sprawy.

Niedopuszczalne było już samo przeprowadzenie postępowania cywilnego w 2017 r. przez sąd rejonowy. Powinien był on odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, skoro sprawa dotycząca spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana. 

Wznowienie postępowania daje możliwość naprawienia tego ewidentnego uchybienia sądu. Dlatego Rzecznik wniósł do sądu rejonowego o uchylenie zaskarżonego postanowienia z 6 czerwca 2017 r. i odrzucenie wniosku o stwierdzenie nabycia spadku.

Postanowienie sądu

26 września 2019 r. Sąd Rejonowy w K. wydał postanowienie uwzględniające skargę RPO. Postanowienie z 6 czerwca 2017 r. zostało uchylone, a wniosek o stwierdzenie nabycia spadku odrzucono.

IV.7000.202.2019

Do przewodniczącego Sebastiana Kalety w sprawie jego pisma niezawierającego informacji dotyczących spraw reprywatyzacyjnych

Data: 2019-09-04
  • RPO dziękuje Sebastianowi Kalecie, przewodniczącemu działającej przy Ministerstwie Sprawiedliwości Komisji Weryfikacyjnej zajmującej się reprywatyzacją w Warszawie, za odpowiedź na swoje pismo.
  • Zauważa jednak, że nie porusza ona kwestii zawartych w wystąpieniu Rzecznika, a komentarze przewodniczącego Kalety świadczą o tym, że najprawdopodobniej nie zna kompetencji RPO, nie dowiedział się też o jego działaniach na rzecz lokatorów i ofiar reprywatyzacji, mimo że informacje o nich są publicznie dostępne.
  • W kolejnym adresowanym do przewodniczącego Kalety  piśmie RPO przypomina więc, o co mu chodziło, co stanowi prawo, i jakie problemy prawne już zdiagnozował i podsunął władzom do rozwiązania

Sam fakt otrzymania odpowiedzi z resortu sprawiedliwości jest wart odnotowania, ponieważ – jak wynika to choćby z Informacji Rocznej RPO za rok 2018 – takie odpowiedzi nie zawsze przychodzą z tej instytucji. Na czym jednak polega nieporozumienie z tą odpowiedzią?

  1. O co chodzi w sprawie – problem prawny

Swoje wystąpienie Rzecznik Praw Obywatelskich skierował w związku z problemami pojawiającymi się przy prowadzeniu postępowania „sprawdzającego”, w którym Komisja Weryfikacyjna dopiero wstępnie bada, czy przy reprywatyzacji danej nieruchomości w ogóle doszło do nieprawidłowości. Właściwe postępowanie „rozpoznawcze” Komisja wszczyna dopiero wtedy, gdy przy takim wstępnym sprawdzaniu legalność reprywatyzacji wzbudzi wątpliwości Komisji. Przedmiotem wystąpienia Rzecznika nie była jednak krytyka postępowania sprawdzającego jako takiego – jego konieczność wydaje się dość oczywista – ale sytuacja osób, których prawa zostały naruszone, mimo że sama Komisja nie zakwestionowała dotyczących ich decyzji reprywatyzacyjnych.

Wynika to z niedoskonałości prawa dotyczącego działań Komisji - już na etapie postępowania sprawdzającego zapadają rozstrzygnięcia władcze bezpośrednio ingerujące w sferę prawną jednostek (jak np. zablokowanie wykonania prawomocnego wyroku sądu), a sądowa ochrona ich praw wydaje się nieskuteczna. Osoby te nie mają też dostępu do akt sprawy, trudno im polemizować ze stanowiskiem Komisji.

Tu przedmiotem zainteresowania Rzecznika była kwestia, w jaki sposób Komisja rozstrzyga pojawiające się tu nieuchronnie konflikty i jakie okoliczności bierze pod uwagę.

Rzecznik ponownie zwraca się o wyjaśnienia i z przykrością przypomina, że nieudzielenie mu wyjaśnień, o jakie zwraca się w oparciu o ustawowe podstawy, stanowi naruszenie art. 17 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich.

  1. Jak to jest z tą skutecznością?

Odnosząc się zaś do porównań Przewodniczącego „skuteczności” działań Rzecznika Praw Obywatelskich ze „skutecznością” działań Komisji do spraw nieruchomości warszawskich, RPO przypomina, że oba te organy pełnią odmienne funkcje, różne jest ich konstytucyjne umocowanie, a przede wszystkim – ustawowe kompetencje.

Rzecznik Praw Obywatelskich bada działania władzy wobec obywateli, ale ich nie rozstrzyga, tylko wskazuje obszary naruszenia praw. Dzięki temu instytucje, które mają do tego uprawnienia, mogą sytuację obywateli naprawić.

Komisja tymczasem sama podejmuje decyzje, została bowiem wyposażona w wyjątkowe, nawet w skali systemu prawnego, kompetencje w wąskim (aczkolwiek bardzo skomplikowanym) zakresie reprywatyzacji gruntów warszawskich.

Ponieważ problemy sygnalizowane władzom przez Rzecznika Praw Obywatelskich wynikają z kierowanych do niego skarg, to fakt, że nie są one rozwiązywane, świadczy – co logiczne -  o braku skuteczności działania samych adresatów pism Rzecznika.

Jakie są zatem typowe przejawy tej rzeczywistej nieskuteczności adresatów pism Rzecznika? To:

  • unikanie odpowiedzi na pytania Rzecznika,
  • odmowa współpracy
  • nieprzekazywanie żądanych przez niego informacji i wyjaśnień.
  1. O jakich problemach obywateli związanych z reprywatyzacją i ochroną obywateli warto wiedzieć, jeśli działa się w tej dziedzinie?

W swojej odpowiedzi Przewodniczący Komisji dał wyraz swojemu zdumieniu, że Rzecznik Praw Obywatelskich w ogóle wystosował w tej sprawie wystąpienie.

- Pragnę wierzyć, że reakcja ta nie jest wynikiem złej woli, lecz jedynie skutkiem braku wystarczającej wiedzy o przepisach regulujących działalność Rzecznika (co, mam nadzieję, zostało wyżej wyjaśnione), jak też o działaniach, które Rzecznik Praw Obywatelskich podejmuje w ramach swoich ustawowych obowiązków – zauważa RPO. Jego zdaniem być może Przewodniczący Komisji nie zdołał dowiedzieć się o innych wystąpieniach, bo nie są one adresowane do niego, ale do innych instytucji państwa, które także zajmują się tymi zagadnieniami, a wyposażone są w inicjatywę ustawodawczą (Rzecznik jej nie ma, ale może do tych instytucji kierować wnioski w trybie art. 16 ustawy o RPO).

W piśmie do przewodniczącego Kalety RPO te wystąpienia streszcza:

Problem reprywatyzacji, w tym gruntów warszawskich, był od samego początku działalności Rzecznika Praw Obywatelskich jednym z kluczowych obszarów jego zainteresowania. Od przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku Rzecznik nieustannie apelował o przyjęcie systemowych rozwiązań, także adekwatnie chroniących lokatorów reprywatyzowanych kamienic i wskazywał na obawy tych osób przed prywatyzacją mienia publicznego oraz zagrożenie perspektywą utraty mieszkań jako konsekwencją postępującej komercjalizacji rynku mieszkaniowego. Sprawy na tym tle zawsze stanowiły istotny obszar aktywności Rzecznika, a wystąpienia – dotyczące różnych aspektów tego złożonego problemu – były kierowane już od pierwszych lat transformacji; opisane one są zresztą w przedkładanych corocznie Sejmowi obszernych Informacjach Rzecznika o jego działalności.

1. Przede wszystkim należy wskazać, że w dniu 7 października 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował obszerne i wieloaspektowe wystąpienie do ówczesnej prezes Rady Ministrów Beaty Szydło, w którym przedstawił swoje argumenty przemawiające za koniecznością uchwalenia tzw. ustawy reprywatyzacyjnej.

2. To w efekcie działań Rzecznika (w szczególności prof. Ireny Lipowicz), do Kodeksu karnego został wprowadzony w 2015 r. art. 191a  oraz zsynchronizowane z nim zmiany w przepisach prawa budowlanego, rozszerzające kompetencje organów nadzoru budowlanego w przypadku stwierdzenia szykanowania mieszkańców poprzez celowe pogarszanie stanu technicznego budynku czy wręcz doprowadzanie do jego „śmierci technicznej”.

3. Rzecznik podejmuje liczne działania dotyczące potrzeby zmian przepisów ustawy z dnia 21 czerwca 2001r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (t. jedn. Dz.U. z 2019 r., poz. 1182), podejmowane w ostatnich latach. Lepsza ochrona prawna lokatorów dotyczy bowiem także wprost tej grupy lokatorów, która jest przedmiotem szczególnej uwagi i troski ze strony kierowanej przez Pana Przewodniczącego Komisji.

4. Z kolei w wystąpieniu z 21 listopada 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę Ministra Sprawiedliwości na niekorzystną sytuację prawną osób, wobec których wydane zostały z inicjatywy beneficjenta decyzji reprywatyzacyjnej prawomocne wyroki nakazujące opuszczenie lokalu.

5. Wydaje się również zasadne wspomnieć, że już w wystąpieniu skierowanym 16 marca 2017 r. do Prezydenta, zatem jeszcze na etapie prac legislacyjnych nad ustawą powołującą Komisję, Rzecznik analizował wpływ projektowanej regulacji na sytuację prawną lokatorów prywatyzowanych kamienic. Wskazywał, że wejście w życie ustawy nie doprowadzi do całościowej likwidacji reprywatyzacyjnych patologii, do jakich mogło dochodzić przy realizacji roszczeń na tle dekretu warszawskiego. Ich źródłem są przede wszystkim mechanizmy rynkowe, skłaniające do maksymalizacji zysków przez właścicieli nieruchomości, także kosztem lokatorów oraz - zaniechanie przez prawodawcę rzetelnego rozliczenia się z tzw. „kwestią gruntów warszawskich”: uporządkowania spraw własnościowych, odszkodowawczych dla właścicieli oraz poszanowania praw lokatorów.

6. Na koniec warto wspomnieć również o choćby niektórych działaniach Rzecznika podejmowanych w indywidualnych sprawach, sygnalizowanych przez obywateli we wnioskach do Rzecznika Praw Obywatelskich.

I tak, Rzecznik przystąpił do postępowania sądowego w sprawie dotyczącej ochrony dóbr osobistych lokatorki, naruszonych przez właściciela kamienicy, którego działania nosiły cechy „czyszczenia kamienicy”. Sąd I instancji częściowo uwzględnił żądania powódki, od wyroku tego odwołała się zarówno sama powódka, jak i pozwany. Ostatecznie apelacja pozwanego została oddalona jako bezzasadna.

W 2018 r. Rzecznik korespondował z Dyrektorem Biura Polityki Lokalowej Urzędu m.st. Warszawy, wskazując na – zgłaszaną w skargach – wadliwą praktykę niektórych Dzielnic m.st. Warszawy polegającą na odmawianiu uznania wstąpienia z mocy samego prawa w stosunek najmu lokalu mieszkalnego po zmarłym najemcy, a w konsekwencji – nierespektowaniu przejścia wynikających stąd uprawnień.

Rzecznik w swym piśmie podpowiada, że opis wszystkich wystąpień wskazanych w niniejszym piśmie znajduje się na stronie internetowej Rzecznika: www.rpo.gov.pl. (sprawy te są wyodrębnione w kategorii SPRAWY OBYWATELI/REPRYWATYZACJA, i kategorii SPRAWY OBYWATELI/LOKATORZY)

- Jeżeli Pan Przewodniczący byłby zainteresowany ich lekturą i wzbogaceniem perspektywy Komisji przy rozpatrywaniu badanych przez nią spraw, deklaruję gotowość przekazania tych pism również droga pocztową. Mając też i tę ostatnią kwestię na uwadze ponownie uprzejmie proszę o udzielenie odpowiedzi na pismo Rzecznika z dnia 13 maja br. – kończy swą odpowiedź RPO.

IV.7004.2.2019

Wygrana skarga nadzwyczajna RPO w sprawie dwóch różnych orzeczeń spadkowych

Data: 2019-07-16
  • W sprawie, w której były dwa różne orzeczenia spadkowe, Sąd Najwyższy uchylił wyrok późniejszy i umorzył postępowanie. W ten sposób stało się jasne, kto odziedziczył majątek po zmarłej w 1993 r. pani B.
  • Sąd w tej sprawie dzielił spadek dwukrotnie – w 1997 na korzyść córki zmarłej, a w 2003– na rzecz jej i brata. W obu przypadkach inicjatorką postępowania była córka pani B., a za drugim razem sąd założył bez sprawdzenia, że sprawą zajmuje się pierwszy raz.

Skarga nadzwyczajna jest nadzwyczajnym narzędziem prawnym wprowadzonym do ustawy o Sądzie Najwyższym w 2017 r. Skargi rozpatruje nowa Izba SN - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powołana przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Rzecznik występuje więc ze skargami nadzwyczajnymi, gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, a nie ma innego sposobu zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej.

Sprawa rozstrzygana 16 lipca (I NSNc 11/19) dotyczyła spadku po pani B., która zmarła w 1994 r. W 1997 r. jej córka przedstawiła w sądzie w S. testament matki i sąd uznał, że to ona dziedziczy po matce, a jej brat – nie. W 2003 r. córka pani B. ponownie wniosła sprawę o spadek po matce. Ten sam sąd - zamiast uznać, że sprawa już została rozstrzygnięta - zabrał się do niej po raz drugi. I tym razem testament pani B. uznał za nieważny i rozdzielił spadek między córkę i syna pani B. Uczestnicy postępowania nie apelowali, w efekcie i to postanowienie się uprawomocniło. Córka pani B. wniosła o wznowienie postępowania, ale jej wniosek został odrzucony w 2017 r.

W tym przypadku także RPO nie ma prawa do wznowienia postępowania (w przeciwieństwie do innej sprawy spadkowej – patrz link poniżej) – jedynym sposobem na rozwikłanie sprzeczności prawnej była skarga nadzwyczajna. Rzecznik złożył ją w lutym 2019 r. wnosząc o uchylenie postanowienia z 2003 r. Nie może być bowiem tak, że córka pani B. - zgodnie z wyrokiem w imieniu Rzeczypospolitej - odziedziczyła zarazem cały majątek matki i tylko jego połowę. Jej brat zaś – nie dostał spadku, a zarazem odziedziczył połowę (po jego śmierci przed problemem, co naprawdę dziedziczą, stanęły też jego dzieci).

W skardze nadzwyczajnej RPO zarzucił sądowi w S.  naruszenie:

  • zasady zaufania do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji,
  • prawa do dziedziczenia, chronionego w ramach art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji,
  • prawa do sądu, wyrażonego w ramach art. 45 ust. 1 Konstytucji, z uwagi na wydanie drugiego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku, co nie pozwala na uznanie, iż zainteresowani uzyskali wiążące stanowisko sądu.

Został w ten sposób stworzony stan niepewności prawnej, w którego ramach uczestnicy postępowań nie mogą legitymować się jednoznacznym i nie budzącym wątpliwości potwierdzeniem nabycia uprawnień spadkowych. Oznacza to pozbawienie ich możliwości skutecznej realizacji uprawnień majątkowych nabytych na podstawie dziedziczenia.

Rzecznik Praw Obywatelskich cały czas otrzymuje wnioski o złożenie skargi nadzwyczajnej (choć nie dostał na to dodatkowe zadanie żadnych środków). W 2018 r. wpłynęło takich wniosków 2991– a w 2019 r. – 1500.  Mimo to wszystkie te wnioski RPO rozpatruje. W przypadku stwierdzenia, że nie zachodzą podstawy do skorzystania z tego nadzwyczajnego środka zaskarżenia, kieruje też merytoryczną odpowiedź do wnioskodawców.

Natomiast w sprawach, w których zidentyfikowane zostałyby naruszenia uzasadniające złożenie skargi nadzwyczajnej, RPO obecnie wstrzymuje się z działaniami - do czasu rozstrzygnięcia kwestii prejudycjalnych przedstawionych przez polskie sądy, w tym przez sam Sąd Najwyższy, Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zagadnienia prejudycjalne dotyczą bowiem tak fundamentalnych kwestii jak prawidłowość utworzenia nowych izb w Sądzie Najwyższym (w tym także Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) oraz prawidłowość powołania sędziów do tych izb.

Rozstrzygniecie tych kwestii przez TSUE będzie miało więc zasadnicze znaczenie z punktu widzenia ważności postępowania przez tymi izbami – a więc także o ważności rozstrzygnięć dotyczących skarg nadzwyczajnych. 

IV.7000.394.2018

Dwa rozbieżne orzeczenia spadkowe. RPO wniósł o wznowienie postępowania

Data: 2019-07-12
  • Sąd wydał w odstępie 22 lat dwa rozbieżne orzeczenia w sprawie spadkowej
  • W 1995 r. orzekł, że całość spadku należy się jednemu z synów zmarłej. W 2017 r. stwierdził zaś, że spadkobiercami są: mąż kobiety, córka i obaj synowie
  • RPO dostał wniosek o wystąpienie o skargę nadzwyczajną w tej sprawie. Ale wystarczyła skarga o wznowienie postępowania, bo nie upłynął jeszcze taki termin dla Rzecznika

To kolejna interwencja, którą w interesie obywateli podjął Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego przez wydanie sprzecznych ze sobą decyzji o spadku. W efekcie spadkobiercy nie mogą np. sprzedać majątku.

Dwie odmienne decyzje spadkowe

W 1995 r. do wydziału cywilnego sądu rejonowego przyszedł syn zmarłej z testamentem, w którym zapisała mu swój majątek. Syn nabył spadek w całości. Rodzina otrzymała postanowienie i nie zareagowała (zmarła miała męża i poza synem, który przyszedł z testamentem, także córkę i syna). Postanowienie uprawomocniło się.

W 2017 r. inni spadkobiercy zgłosili się jednak do sądu, a ten podzielił spadek, nie upewniając się, czy nie było już w tej sprawie postanowienia - najwyraźniej w przekonaniu, że rodzina porządkuje sprawy spadkowe dopiero po latach.

Ponieważ rodzina nie pokazała testamentu, sąd stwierdził nabycie spadku na podstawie ogólnych przepisów o dziedziczeniu. Spadek nabyli mąż, córka i dwaj synowie (po jednej czwartej).

Na to postanowienie nikt z rodziny nie zareagował, minął więc termin apelacji. Ale jedną osobę to postanowienie zaniepokoiło i poszła z tym do prawnika. Ten napisał wniosek o wznowienie postanowienia. Ale już z nim nie zdążył: strona postępowania ma na to tylko trzy miesiące.

Wtedy prawnik w kwietniu 2019 r. złożył wniosek o skargę nadzwyczajną do RPO.

Skarga nadzwyczajna a skarga o wznowienie postępowania

To nowy, szczególny środek zaskarżenia wprowadzony na mocy ustawy o SN z grudnia 2017 r. Skargi rozpatruje nowa Izba SN - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powołana przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Dlatego do jej umocowania prawnego są zgłaszane wątpliwości.

Rzecznik występuje więc ze skargami nadzwyczajnymi, gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, a nie ma innego sposobu zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej (dotychczas złożył ich 6). Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach (z 20 lat) ma tylko RPO i Prokurator Generalny. 

Pierwsza skarga nadzwyczajna rozpatrzona przez Sąd Najwyższy 26 marca 2019 r. dotyczyła właśnie podobnej sprawy spadkowej – a media ją nagłośniły.

Ale akurat w  sprawie zgłoszonej w kwietniu 2019 r. skarga nadzwyczajna nie była konieczna. Ponieważ chodzi o rozstrzygnięcie stosunkowo nowe - z 2017 r., Rzecznik może wnieść o wznowienie postępowania. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego ma na to termin trzech miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o podstawie wznowienia.

Skarga na wznowienie postępowania jest zatem w tym przypadku odpowiednim środkiem prawnym, który może wyeliminować postanowienie sądu z 2017 r.

Argumenty RPO

Nieuprawnione przeprowadzenie w 2017 r. przez sąd rejonowy kolejnego postępowania w sprawie spadku spowodowało rażące naruszenie przepisów postępowania. Doprowadziło też do istotnego naruszenia zasad konstytucyjnych oraz chronionych na gruncie Konstytucji praw przysługujących spadkobiercom.

Wskutek postanowienia z 2017 r. doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji.

Funkcjonowanie dwóch odmiennych postanowień sądu w sprawie spadku po zmarłej narusza przysługujące jej bliskim konstytucyjne prawo do sądu (art. 45 Konstytucji) oraz do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Osoby, wobec których sąd stwierdził nabycie spadku, mają bowiem prawo oczekiwać, że w przypadku skierowania wniosku o ponowne rozpoznanie tej samej sprawy sąd będzie respektował wcześniejsze prawomocne rozstrzygnięcie. Bezpieczeństwo prawne wymaga, by jakakolwiek modyfikacja postanowienia o spadku następowała w ramach postępowań mających na celu korektę już funkcjonującego prawomocnego postanowienia. Sąd powinien zaś zachować należytą czujność procesową, by uniknąć prowadzenia postępowania o nabycie spadku bez odniesienia się do wcześniejszego rozpoznania tożsamej sprawy.

Niedopuszczalne było już samo przeprowadzenie postępowania cywilnego w 2017 r. przez sąd rejonowy. Powinien był on odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, skoro sprawa dotycząca spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana. 

Wznowienie postępowania daje możliwość naprawienia tego ewidentnego uchybienia sądu. Dlatego Rzecznik wniósł do sądu rejonowego o uchylenie zaskarżonego postanowienia z 6 czerwca 2017 r. i odrzucenie wniosku o stwierdzenie nabycia spadku.

IV.7000.202.2019

MKiDN: spory między inwestorem a architektem nie wymagają zmiany prawa

Data: 2019-07-05
  • Resort kultury nie widzi potrzeby zmiany prawa w celu ochrony integralności dzieła architektonicznego - aby zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów
  • Opowiada się za tym RPO, bo inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Architekci podkreślają zaś, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są jednak słabszą stroną  

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciły jego uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu - najczęściej inwestora lub właściciela obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Prawo autorskie nie przewiduje odrębnej regulacji integralności dzieł  architektonicznych. Tymczasem prawo do poszanowania integralności utworu przybiera szczególną postać w przypadku dzieł architektonicznych i urbanistycznych. Muszą one uwzględniać wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest ostro konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku.

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Nie należą do nich instalacje i rozwiązania typowe, ale kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej, jak i elementy estetyczne. Właściciel budynku powinien mieć je na względzie  przy dokonywaniu zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy tak chronione są również elementy funkcjonalne obiektu. Może to prowadzić do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę odrębnej regulacji prawnej, która określałaby możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego.

Obecne przepisy okazują się bowiem niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki. Oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Mogłaby też uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Praktyka zrzekanie się przez twórców uprawnień prowadzi do pozbawienia ochrony integralności ich utworu. Świadczy to też o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Odpowiedź MKiDN

Podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski odpisał, że nie widzi potrzeby odrębnej regulacji ochrony integralności utworu architektonicznego. W ocenie resortu odpowiednio wyważone zabezpieczenie interesów zarówno twórców, jak i zamawiających, stanowią obecne przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - związane z prawem odstąpienia od umowy o stworzenie dzieła, jej wypowiedzenia, czy z ochroną integralności utworów w powiązaniu z innymi przepisami prawa cywilnego. Regulacje dotyczące integralności utworów mają zaś uniwersalny charakter, które w dostateczny i jednakowy sposób chronią wszystkich twórców.

Zdaniem MKiDN zarówno norma prawna ustanowiona w art. 16, jak i art. 49 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest pojemna i na tyle generalna, że stanowi wystarczającą ochronę praw twórców w różnych sytuacjach, zaś zgłaszane przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych problemy znajdują jednak rozwiązanie w obowiązujących przepisach prawa.

Odpowiedź powołuje się m.in. na komentarze do prawa autorskiego, że z biegiem czasu z natury rzeczy konieczna jest ingerencja w dzieło architekta, np. remont fasady budynku. Odtworzenie jej pierwotnego kształtu z wielu powodów jest bądź niemożliwe, bądź ze względów ekonomicznych lub technicznych niepożądane. Nie bez znaczenia są również zmieniające się odczucia estetyczne, trendy mody. Fluktuacji podlega też przeznaczenie dzieła.

Według tych komentarzy kolizja praw twórcy i osób uprawnionych do korzystania z utworu jest właściwie nieunikniona. Skuteczność powołania się na prawa podmiotowe zależy m.in. od udowodnienia  respektowania granic treści i wykonywania prawa własności. Konieczne jest postępowanie w granicach prawa i zasad współżycia społecznego. W przeciwnym razie właściciel spotka się z zarzutem nadużycia prawa. Z kolei autor utworu użytkowego powinien uwzględniać wymagania swojego partnera. Następstwem tej zasady jest rozszerzenie granic  dozwolonych modyfikacji, ponieważ istotą projektów architektonicznych i urbanistycznych jest podleganie przeobrażeniom w toku realizacji.

Jeśli zaś chodzi o praktyczne aspekty związane z korzystaniem z uprawnień przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych, MKiDN wskazuje, że dotyczą one kwestii egzekwowania istniejących już uprawnień wynikających z obowiązujących przepisów prawa przez twórców, niż konieczności zastąpienia ich nowymi rozwiązaniami.

Do MKiDN nie wpływały podobne zgłoszenia, jak opisane w wystąpieniu Rzecznika. Trudno zatem w sposób precyzyjny ocenić skalę opisywanych zjawisk, czy też ich utrwalenie w praktyce, co mogłoby uzasadniać zmianę obowiązujących przepisów. Podobnie w zakresie orzecznictwa brak jest istotnych rozstrzygnięć w zakresie sporów powstałych na tle kwestii integralności utworów architektonicznych i architektoniczno-urbanistycznych - podkreślił wiceminister.

IV.712.1.2015

RPO zaniepokojony ograniczeniami praw właścicieli zabytków, które mają trafić do rejestru

Data: 2019-06-27
  • Właściciele zabytkowych obiektów skarżą się, że nie mogą prowadzić przy nich żadnych prac w trakcie postępowania o ich wpis do rejestru zabytków
  • RPO ma wątpliwości, bo taki przepis ingeruje nadmiernie w konstytucyjne prawo własności i może nie służyć ochronie zabytków 
  • O swój zabytek właściciel musi bowiem dbać pod sankcją karną. Jak pogodzić z tym zakaz jakichkolwiek prac, np. w celu usunięcia skutków burzy czy wichury?
  • W ocenie Rzecznika dopuszczalne powinny być konieczne prace przy zabytku, pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego 

Skarga dotyczy tzw. ochrony tymczasowej zabytku w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru. Zgodnie z nowelizacją ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która weszła w życie 9 września 2017 r., od  wszczęcia postępowania ws. wpisu do rejestru do dnia, w którym decyzja stanie się ostateczna, przy danym zabytku nie wolno prowadzić prac konserwatorskich, restauratorskich, robót budowlanych oraz innych działań mogących prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. Jak głosiło uzasadnienie projektu noweli, jej celem miało być wyeliminowanie „stosunkowo częstych sytuacji, gdy po wszczęciu postępowania w sprawie wpisania zabytku do rejestru właściciel tego zabytku dokonuje jego zniszczenia”.

Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma wątpliwości, że zagwarantowanie skutecznej ochrony dóbr kultury, w tym zabytków, jest obowiązkiem władzy publicznej.  Realizacja tego obowiązku nie może jednak odbywać się z naruszeniem Konstytucji, a zwłaszcza nie może stanowić nadmiernej ingerencji w sferę praw człowieka i obywatela, a zwłaszcza prawo własności.

Prawo to nie jest prawem absolutnym i może podlegać ograniczeniom. Ograniczenie własności zabytków znajduje zaś konstytucyjne uzasadnienie. Nie oznacza to jednak dowolności ustawodawcy w sposobie oraz głębokości ograniczenia. Konieczne jest w tym przypadku wyważenie praw właścicieli oraz przede wszystkim interesu publicznego. 

Dlatego dopuszczalność zabezpieczenia zabytków na czas postępowania o wpis co do zasady nie budzi wątpliwości Rzecznika. Jest on zaś zaniepokojony sposobem i zakresem ingerencji ustawodawcy.

Niejasność zakresu zakazu prowadzenia prac

Zasadniczą kwestią jest określenie zakresu prac, których właściciel lub posiadacz zabytku nie może podejmować w trakcie postępowania. Powstaje pytanie, czy zakaz obejmuje wszystkie prace, czy też można wskazać takie, które można by prowadzić.

Nieuzasadnione wydaje się wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia prac konserwatorskich oraz restauratorskich. Wstrzymanie prac konserwatorskich -zapobiegających destrukcji zabytku - wydaje się bowiem sprzeczne z ciążącym na właścicielu obowiązkiem opieki nad zabytkiem. Jeśli nie zabezpieczył go w należyty sposób przed uszkodzeniem czy zniszczeniem podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku grozi zaś kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Zakaz prowadzenia wszelkich prac w czasie trwania postępowania o wpis z jednej strony uniemożliwia bowiem właścicielowi lub posiadaczowi realizację obowiązku dbania o zabytek, z drugiej zaś naraża go na sankcje w przypadku niezabezpieczenia czy zniszczenia zabytku. Nie jest zatem jasne i jednoznaczne, czy na gruncie tego zakazu można podejmować jakiekolwiek prace, w jakim trybie powinno to się zgłaszać i na podstawie jakich pozwoleń.

Może to powodować niepewność właściciela co do dopuszczalności podjęcia określonych prac i ich zakresu. Wydaje się, że to praktyka stosowania zakazu może przesądzić o jego treści. Może to jednak prowadzić również do sytuacji, w których w takich samych stanach faktycznych zapadać będą różne decyzje. Wydaje się to trudne do pogodzenia z zasadą zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Nadmierna ingerencja w prawo własności właściciela zabytku

Ustawa o ochronie zabytków przewiduje różne formy ochrony zabytków nieruchomych. To ma zaś wpływ na zakres praw i obowiązków właścicieli. Wpis do rejestru stanowi wyjątkowo rygorystyczną formę ochrony i z tego właśnie powodu dużo silniej wkracza w prawo własności i ogranicza je. Świadczy o tym m.in. fakt, że wpisanie zabytku ujawnia się w księdze wieczystej nieruchomości. Właściciel ma zaś obowiązek uzyskania pozwolenia konserwatora zabytków m.in. na prowadzenie prac konserwatorskich, restauratorskich lub robót budowlanych.

W przeciwieństwie do ochrony wynikającej z wpisu do rejestru, co wymaga decyzji administracyjnej, objęcie zabytku ochroną tymczasową następuje z mocy prawa wraz z wszczęciem postępowania w sprawie wpisu. W praktyce wydaje się jednak, że przyjęta regulacja prowadzi do sytuacji, w której zabytek w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru objęty jest ochroną która ma de facto bardziej rygorystyczny charakter niż ochrona obiektów już wpisanych do rejestru.

W przypadku bowiem zabytku wpisanego do rejestru właściciel może – za pozwoleniem konserwatora - prowadzić prace konserwatorskie, restauratorskie, roboty budowlane lub podejmować inne działania, które mogłyby prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. W czasie postępowania w sprawie wpisu możliwość taka - jak się wydaje - jest wykluczona.

Tymczasem obowiązek zabezpieczenia i utrzymania zabytku w jak najlepszym stanie nie jest związany z decyzją o wpisie do rejestru i spoczywa na jego dysponencie także w czasie trwania postępowania o wpis. A pogorszenie stanu zabytku może nastąpić nagle, na skutek chociażby nagłych zdarzeń atmosferycznych. Zerwanie np. części dachu przez wiatr, może wiązać się z koniecznością podjęcia stosownych działań, które niewątpliwie będą wiązały się z substancją zabytku – wskazuje RPO.

Dolegliwość zakazu prowadzenia prac może się zwiększyć wraz przedłużającym się postępowaniem o wpis. Z uwagi na skomplikowany charakter oraz konieczność gromadzenia i analizowania dokumentacji może to trwać nawet kilka lat.

- Wydaje się, iż wprowadzenie ochrony tymczasowej, gdy organ ma pewność, że właściciel nie może w stosunku do zabytku podjąć de facto jakichkolwiek działań, może wpłynąć na wydłużenie postępowań – uważa Rzecznik. Tym bardziej zasadne wydaje się istnienie mechanizmu, który pozwalałby na podejmowanie określonych, koniecznych prac, oczywiście pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego.

Brak rozwiązań prawnych, które mogłyby uzupełniać mechanizm ochrony tymczasowej, powoduje, że właściciel nie ma możliwości wystąpienia o przeprowadzenie koniecznych prac. Tym samym zostaje on w rzeczywistości pozbawiony możliwości decydowania o swojej własności  i dysponowania nią do czasu wydania ostatecznej decyzji co do wpisu.

W ocenie Rzecznika zakaz prowadzenia prac przy zabytku, nie przewidujący wyjątków bądź procedury w ramach której możliwe byłyby - pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego - zastosowanie określonych wyłączeń,  stanowi zatem nadmierną ingerencję w prawo własności.

O stanowisko w tej sprawie Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Jeśli podzieliłby on zaprezentowaną argumentację, Rzecznik poprosił o rozważenie prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zabytków - aby ochronić prawa właścicieli nieruchomości, w stosunku do których wszczęto postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków.

IV.7002.11.2018

WSA: repatriacja właściciela mienia zabużańskiego po 1945 r. to nie warunek prawa do rekompensaty

Data: 2019-06-26
  • Powrót właściciela nieruchomości zabużańskiej po 1945 r. do Polski nie jest ustawową przesłanką prawa do rekompensaty od Skarbu Państwa za takie mienie
  • Orzekł tak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, który uchylił odmowę rekompensaty dla spadkobierców pana Feliksa za jego dom w Wilnie 
  • Odmowę uzasadniono tym, że po 1945 r. nie repatriował się on do Polski. A pan Feliks nawet nie mógł tego uczynić, gdyż w 1943 r. zmarł na zesłaniu w Kazachstanie
  • RPO wskazywał,  że z ustawy o prawie do rekompensaty nie wynika, aby jej warunkiem był powrót właściciela nieruchomości do Polski

Właściciele nieruchomości (i ich spadkobiercy), które po 1945 r. znalazły się na terenach II RP wcielonych do ZSRR, mogą domagać się za to rekompensat od państwa polskiego. Reguluje to ustawa z 8 lipca 2005 r. o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami RP. Warunkiem jest pozostawienie nieruchomości w wyniku wypędzenia z byłego terytorium RP lub jego opuszczenia w związku z wojną rozpoczętą w 1939 r. albo wskutek innych okoliczności z nią związanych. Prawo do rekompensaty przysługuje właścicielowi nieruchomości, jeżeli:

  • 1 września 1939 r. był obywatelem polskim i miał miejsce zamieszkania na byłym terytorium RP oraz opuścił je z wyżej podanych przyczyn lub z tych przyczyn nie mógł na nie powrócić;
  • posiada obywatelstwo polskie.

Historia sprawy

W 2013 r. Wojewoda Mazowiecki potwierdził spadkobiercom pana Feliksa prawo do rekompensaty z tytułu pozostawienia przez niego nieruchomości ziemskiej w woj. wileńskim. Odmówił zaś tego prawa co do nieruchomości w Wilnie. MSWiA stwierdziło nieważność decyzji w wątku tej nieruchomości. Rozpatrując ten wątek ponownie, Wojewoda Mazowiecki w styczniu 2019 r. znów odmówił rekompensaty za dom w Wilnie.

Wojewoda wskazał, że pan Feliks po aresztowaniu przez sowieckie władze okupacyjne 14 czerwca 1941 r. i wywiezieniu do Kazachstanu, zmarł tam w 1943 r. Uzasadniając odmowę rekompensaty, wojewoda stwierdził, że skoro nie powrócił on na obecne terytorium RP, to  „nie został spełniony wymóg dotyczący powrotu właściciela nieruchomości pozostawionej na obecne terytorium RP”.

- Przybycie na obecne terytorium państwa polskiego jest fundamentem dającym gwarancję przynajmniej w podstawowym stopniu, iż pomiędzy daną osobą a państwem i narodem polskim istnieje więź - uznał wojewoda. Jego zdaniem pozbycie się tego wymogu przekreślałoby istotę i cel ustawy z 2005 r., czyli budowanie relacji pomiędzy państwem polskim a jego obywatelami.

Stanowisko wojewody podzielił MSWiA, który podtrzymał odmowę. Spadkobiercy złożyli skargę do WSA.

Argumenty RPO

Mając na uwadze szczególny charakter sprawy, Rzecznik Praw Obywatelskich postanowił przyłączyć się do tego postępowania. Wniósł o uchylenie decyzji Wojewody Mazowieckiego oraz MSWiA i zwrot sprawy wojewodzie.

Rzecznik uznał, że odmowa narusza prawo materialne w stopniu uzasadniającym uchylenie obu decyzji. Z ustawy z 2005 r. nie wynika bowiem obowiązek spełnienia warunku repatriacji na terytorium Polski w granicach powojennych. A podstawą nabycia prawa do rekompensaty może być zarówno opuszczenie przedwojennych granic RP na podstawie umów międzynarodowych (zawartych z ZSRR po 1944 r.), jak i „inne okoliczności związane z wojną rozpoczętą w 1939 r.”. Nie ma znaczenia, że dawny właściciel nie został repatriowany.

Pan Feliks obiektywnie nie mógł powrócić do kraju, po tym jak - wskutek zesłania - został zmuszony do  opuszczenia kraju „na skutek innych okoliczności związanych z wojną rozpoczętą w 1939 r.”. Zmarł dwa lata przed końcem II wojny światowej, a powrót na terytorium RP był wtedy obiektywnie niemożliwy.

W ocenie Rzecznika w tym stanie faktycznym odmowa prawa do rekompensaty jest wyjątkowo krzywdząca. Nie zasługuje na akceptację kreowanie przez organy dodatkowego, pozaustawowego wymogu repatriacji - i to w sytuacji, gdy właściciel nieruchomości został aresztowany i wywieziony przez władze sowieckie w głąb Rosji, gdzie zmarł.

Pozbawienie skarżących prawa do rekompensaty narusza nie tylko przepisy ustawy z 2005 r., ale także standardy konstytucyjne.  Rekompensata zabużańska jest bowiem prawem majątkowym, objętym ochroną konstytucyjną. Wykładnia ustawy z 2005 r. musi zatem  uwzględniać takie zasady konstytucyjne, jak zasada proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji); równej ochrony praw majątkowych i prawa dziedziczenia (art. 64 ust. 2 Konstytucji) oraz równego traktowania przez władze publiczne (art. 32 Konstytucji).

Działanie organu, który odmawia przyznania prawa do rekompensaty na podstawie pozaustawowej przesłanki, należy uznać za naruszenie zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji). Nie można bowiem uznać za działanie w granicach prawa sytuacji, w której organ rozstrzyga sprawę administracyjną na podstawie nieistniejącej normy prawnej.

W uzasadnieniu wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 1 października 2009 r.  (sygn. akt I OSK 182/09) wskazano, że brzmienie art. 1 ust. 2 ustawy z 2005 r. nie uprawnia do przyjęcia, iż dla uzyskania rekompensaty konieczne jest spełnienie warunku przesiedlenia się osoby uprawnionej na obecne terytorium Polski.

Wymaganie, by przedwojenny właściciel nieruchomości położonej na Kresach w celu otrzymania rekompensaty powrócił na ziemie polskie (w zmienionych granicach) - w sytuacji dramatycznych kolei losu obywateli polskich - stanowi niczym nieuzasadnioną nadinterpretację przepisów ustawy z 2005 r.

Ponadto oba organy w sposób nieusprawiedliwiony odmiennie oceniły przesłanki ustawy w odniesieniu do tego samego właściciela nieruchomości w kontekście decyzji dotyczącej majątku ziemskiego. Tym bardziej zatem nieuzasadniona jest odmowa potwierdzenia prawa do rekompensaty w przypadku mienia pozostawionego w Wilnie.

Orzeczenie WSA

26 czerwca 2019 r. WSA (sygn. akt I SA/Wa 583/19) uchylił obie zaskarżone decyzje i zwrócił sprawę Wojewodzie Mazowieckiemu.

W ustnych motywach orzeczenia sąd zwrócił uwagę na pozaustawowy charakter przesłanki repatriacji właściciela nieruchomości. Ponadto wskazał, że organy orzekły rozbieżnie co do części tego samego majątku tej samej osoby.

Orzeczenie jest nieprawomocne.

IV.7003.16.2019

Odmówiono im rekompensaty za mienie zabużańskie. Rzecznik wspiera ich przed sądem

Data: 2019-06-24
  • Spadkobiercom pana Feliksa odmówiono rekompensaty za tzw. mienie zabużańskie - dom w Wilnie. Bo po 1945 r. nie repatriował się on do Polski
  • Pan Feliks nie był w stanie tego uczynić, gdyż  w 1943 r. zmarł na zesłaniu w Kazachstanie
  • Tymczasem z ustawy o prawie do rekompensaty nie wynika, aby jej warunkiem był powrót właściciela nieruchomości po 1945 r. do Polski
  • Odmowa była wyjątkowo krzywdząca, zwłaszcza że spadkobiercy pana Feliksa uzyskali rekompensatę za inne utracone mienie - majątek ziemski niedaleko Wilna
  • ROZPRAWA PRZED WSA - 26 czerwca

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do skargi spadkobierców pana Feliksa, złożonej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie na odmowę potwierdzenia prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami RP. Rzecznik wniósł o uchylenie decyzji Wojewody Mazowieckiego oraz MSWiA i zwrot sprawy wojewodzie.

Właściciele nieruchomości (i ich spadkobiercy), które po 1945 r. znalazły się na terenach II RP wcielonych do ZSRR, mogą domagać się za to rekompensat od państwa polskiego. Reguluje to ustawa z 8 lipca 2005 r. o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami RP. Warunkiem jest pozostawienie nieruchomości w wyniku wypędzenia z byłego terytorium RP lub jego opuszczenia w związku z wojną rozpoczętą w 1939 r. albo wskutek innych okoliczności z nią związanych. Prawo do rekompensaty przysługuje właścicielowi nieruchomości, jeżeli:

  • 1 września 1939 r. był obywatelem polskim i miał miejsce zamieszkania na byłym terytorium RP oraz opuścił je z wyżej podanych przyczyn lub z tych przyczyn nie mógł na nie powrócić;
  • posiada obywatelstwo polskie.

Historia sprawy

W 2013 r. Wojewoda Mazowiecki potwierdził spadkobiercom pana Feliksa prawo do rekompensaty z tytułu pozostawienia przez niego nieruchomości ziemskiej w woj. wileńskim. Odmówił zaś tego prawa co do nieruchomości w Wilnie. MSWiA stwierdziło nieważność decyzji w wątku tej nieruchomości. Rozpatrując ten wątek ponownie, Wojewoda Mazowiecki w styczniu 2019 r. znów odmówił rekompensaty za dom w Wilnie.

Wojewoda wskazał, że pan Feliks po aresztowaniu przez sowieckie władze okupacyjne 14 czerwca 1941 r. i wywiezieniu do Kazachstanu, zmarł tam w 1943 r. Uzasadniając odmowę rekompensaty, wojewoda stwierdził, że skoro nie powrócił on na obecne terytorium RP, to  „nie został spełniony wymóg dotyczący powrotu właściciela nieruchomości pozostawionej na obecne terytorium RP”.

- Przybycie na obecne terytorium państwa polskiego jest fundamentem dającym gwarancję przynajmniej w podstawowym stopniu, iż pomiędzy daną osobą a państwem i narodem polskim istnieje więź - uznał wojewoda. Jego zdaniem pozbycie się tego wymogu przekreślałoby istotę i cel ustawy z 2005 r., czyli budowanie relacji pomiędzy państwem polskim a jego obywatelami.

Stanowisko wojewody podzielił MSWiA, który podtrzymał odmowę. Spadkobiercy złożyli skargę do WSA. Mając na uwadze szczególny charakter sprawy, RPO postanowił się do niej przyłączyć.

Argumenty RPO

Rzecznik uznał, że odmowa narusza prawo materialne w stopniu uzasadniającym uchylenie obu decyzji. Z ustawy z 2005 r. nie wynika bowiem obowiązek spełnienia warunku repatriacji na terytorium Polski w granicach powojennych. A podstawą nabycia prawa do rekompensaty może być zarówno opuszczenie przedwojennych granic RP na podstawie umów międzynarodowych (zawartych z ZSRR po 1944 r.), jak i „inne okoliczności związane z wojną rozpoczętą w 1939 r.”. Nie ma znaczenia, że dawny właściciel nie został repatriowany.

Nie ulega wątpliwości, że pan Feliks obiektywnie nie mógł powrócić do kraju, po tym jak - wskutek zesłania - został zmuszony do  opuszczenia kraju „na skutek innych okoliczności związanych z wojną rozpoczętą w 1939 r.”. Zmarł dwa lata przed zakończeniem II wojny światowej, a powrót na terytorium RP był wtedy obiektywnie niemożliwy.

W ocenie Rzecznika w tym stanie faktycznym odmowa prawa do rekompensaty jest wyjątkowo krzywdząca. Nie zasługuje na akceptację kreowanie przez organy dodatkowego, pozaustawowego wymogu repatriacji - i to w sytuacji, gdy właściciel nieruchomości został aresztowany i wywieziony przez władze sowieckie w głąb Rosji, gdzie zmarł.

Pozbawienie skarżących prawa do rekompensaty narusza nie tylko przepisy ustawy z 2005 r., ale także standardy konstytucyjne.  Rekompensata zabużańska jest bowiem prawem majątkowym, objętym ochroną konstytucyjną. Wykładnia ustawy z 2005 r. musi zatem  uwzględniać takie zasady konstytucyjne, jak zasada proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji); równej ochrony praw majątkowych i prawa dziedziczenia (art. 64 ust. 2 Konstytucji) oraz równego traktowania przez władze publiczne (art. 32 Konstytucji).

Z kolei działanie organu, który odmawia przyznania prawa do rekompensaty na podstawie pozaustawowej przesłanki, należy uznać za naruszenie zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji). Nie można bowiem uznać za działanie w granicach prawa sytuacji, w której organ rozstrzyga sprawę administracyjną na podstawie nieistniejącej normy prawnej.

Rzecznik przypomniał, że w uzasadnieniu wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 1 października 2009 r.  (sygn. akt I OSK 182/09) wskazano, że brzmienie art. 1 ust. 2 ustawy z 2005 r. nie uprawnia do przyjęcia, iż dla uzyskania rekompensaty konieczne jest spełnienie warunku przesiedlenia się osoby uprawnionej na obecne terytorium Polski.

Wymaganie, by przedwojenny właściciel nieruchomości położonej na Kresach w celu otrzymania rekompensaty powrócił na ziemie polskie (w zmienionych granicach) - w sytuacji dramatycznych kolei losu obywateli polskich - stanowi niczym nieuzasadnioną nadinterpretację przepisów ustawy z 2005 r.

Ponadto oba organy w sposób nieusprawiedliwiony odmiennie oceniły przesłanki ustawy w odniesieniu do tego samego właściciela nieruchomości w kontekście decyzji dotyczącej innego majątku będącego jego własnością – majątku ziemskiego. Tym bardziej zatem nieuzasadniona jest odmowa potwierdzenia prawa do rekompensaty w przypadku mienia pozostawionego w Wilnie.

WSA zaplanował rozprawę w tej sprawie na 26 czerwca 2019 r. (sygn. akt I SA/Wa 583/19) o godz. 9.20 w sali A.

IV.7003.16.2019

Aby adoptowane dziecko nie dziedziczyło długów biologicznego ojca. Druga skarga nadzwyczajna RPO - uwzględniona

Data: 2019-05-22
  • Aby adoptowane dziecko nie odziedziczyło długów po zmarłym biologicznym ojcu, Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego swoją drugą skargę nadzwyczajną 
  • Chodzi o decyzję sądu, który uznał, że dziecko nie jest spadkobiercą biologicznego ojca, a zatem rodzice adopcyjni nie mogą w jego imieniu odrzucić spadku
  • Tymczasem inny sąd zgodnie z prawem uznał to dziecko w sprawie spadkowej za pełnoprawnego spadkobiercę. Zdaniem RPO pierwszy sąd się pomylił
  • Sąd Najwyższy uwzględnił skargę Rzecznika i zgodnie z nią uchylił orzeczenie Sądu Rejonowego w O., któremu zwrócił sprawę

Rodzina adoptowała dziewczynkę, chcąc zapewnić jej lepszą przyszłość. Pomyłka sądu mogłaby jednak zaważyć na jej dalszych losach. Sąd uznał, że dziecko nie musi zrzec się spadku (długu) po biologicznym ojcu, bo ma nowych rodziców. Tymczasem proces adopcyjny w momencie śmierci ojca się jeszcze nie zakończył. Teraz już nie ma możliwości zrzeczenia się spadku, bo rodzice adopcyjni nie zakwestionowali decyzji sądu. Nie podejrzewali, że jest błędna. Nie było innego sposobu prawnego, by to naprawić niż skarga nadzwyczajna.

Historia sprawy

W sprawie, której dotyczy skarga, orzeczenie sądu rejonowego o adopcji dziecka stało się prawomocne w grudniu 2013 r. Biologiczny ojciec zmarł zaś pół roku wcześniej, w maju 2013 r.

Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, adoptowane dziecko nie dziedziczy po biologicznych rodzicach, jeśli w chwili tzw. otwarcia spadku (czyli śmierci spadkodawcy)  orzeczenie o adopcji było już prawomocne. Tu tak nie było.

O tym, czy się chce przyjąć spadek, decydował jeden sąd rejonowy (w miejscu zamieszkania dziewczynki), a o podziale spadku - drugi sąd rejonowy (w miejscu zamieszkania biologicznego ojca). Są odległe prawie o 300 km.

Sąd, przed którym toczyło się postępowanie spadkowe po zmarłym, wezwał do udziału w sprawie jego dzieci, w tym także dziewczynkę. W związku z tym matka adopcyjna złożyła w jej imieniu (ale w  innym sądzie, bo mieszkała w innej miejscowości) oświadczenie o odrzuceniu spadku. W ten sposób dziecko nie dziedziczyłoby długów biologicznego ojca. Ale 5 października 2017 r. ten sąd rejonowy oddalił wniosek jako bezprzedmiotowy. Przyjął, że dziecko przysposobione już po śmierci rodzica naturalnego nie jest jego spadkobiercą i nie rozpoznał sprawy merytorycznie (nie zauważył, że zmarły w chwili śmierci był według prawa ojcem tego dziecka). Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Tymczasem w marcu 2018 r. sąd prowadzący postępowanie spadkowe po zmarłym stwierdził, że spadek z dobrodziejstwem inwentarza nabyło - po połowie - dwoje jego dzieci (w tym i dziewczynka). Niestety jest to decyzja prawidłowa – rzeczywiście, w chwili śmierci nie istniały jeszcze prawomocne orzeczenia o adopcji.

W chwili złożenia skargi nadzwyczajnej orzeczenie to nie było jeszcze prawomocne, zostało zaskarżone przez przedstawicieli ustawowych obojga dzieci. Jeżeli nie wyjaśni się sprawa odrzucenia spadku, do dziecka może przyjść komornik.

Skarga nadzwyczajna RPO

Z punktu widzenia zasad demokratycznego państwa prawnego nie do pogodzenia byłoby jednoczesne funkcjonowanie prawomocnego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku przez małoletnią i oświadczenia o odrzuceniu spadku złożonego w jej imieniu przez przedstawicieli ustawowych - uznał RPO.

Dlatego złożył skargę nadzwyczajną na decyzję sądu z 5 października 2017 r. Adam Bodnar zaskarżył ją jako rażąco sprzeczną z prawem. Wniósł, aby SN zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia Sądowi Rejonowemu w O.

Zarazem Rzecznik wniósł do właściwego sądu o wstrzymanie skuteczności postanowienia z 5 października 2017 r. o bezpodstawności wniosku o odrzucenie spadku. W ocenie RPO jest to konieczne, by zapewnić dziecku ochronę przed niepowetowaną szkodą.

Jeśli to postanowienie zostałoby wstrzymane, Sąd Okręgowy dostałby realną szansę na odroczenie rozpoznania apelacji w sprawie o nabycie spadku (gdyby bowiem sąd prawomocnie uznał dziewczynkę za spadkobierczynię, byłoby bardzo trudno ustrzec dziecko przed komornikiem, nawet jeśli potem dowiodłoby się błędu sądu rejonowego w sprawie odrzucenia spadku).

RPO wskazuje, że w decyzji z 5 października 2017 r. sąd pominął, iż śmierć biologicznego ojca nastąpiła przed uprawomocnieniem się postanowienia o przysposobieniu, a nawet jeszcze przed wszczęciem postępowania adopcyjnego.

- Uchybienie prawu ma charakter oczywisty i bezsporny. Nie jest ono wynikiem odmiennej wykładni, konsekwencją wyboru jednej z możliwych do przyjęcia interpretacji, lecz ewidentnym błędem sądu - napisał Adam Bodnar w skardze nadzwyczajnej. Sąd w sposób oczywisty przeoczył bowiem podstawową zasadę prawa spadkowego, że skutek dziedziczenia następuje z mocy prawa, a o porządku dziedziczenia decyduje stan prawny w dacie śmierci spadkodawcy.

Sąd zawiódł zaufanie rodziców dziecka

Według Rzecznika postanowienie z 5 października 2017 r. naruszyło konstytucyjną zasadę zaufania do państwa, wywodzoną z art. 2 Konstytucji oraz prawa do sądowej ochrony własności i praw majątkowych, gwarantowanego przez art. 64 ust. 2 Konstytucji. 

Skoro sąd stwierdził, że dziecko nie dziedziczy po biologicznym ojcu, przedstawiciele ustawowi małoletniej nabrali przekonania, że nie będzie ona wchodziła do kręgu spadkobierców - podkreśla Rzecznik. Nie zaskarżyli oni orzeczenia, bo mimo negatywnego rozstrzygnięcia, argumentacja leżąca u jego podstaw wskazywała, że nie jest ono niekorzystne dla ich córki. Zaufali zatem decyzji sądu, co doprowadziło do naruszenia ich zaufania do działań organów władzy państwowej i stanowionego przez nie prawa.

Uwagi sądu nie zwróciła nawet okoliczność, że wszyscy najbliżsi zmarłego, pozostający z nim - w przeciwieństwie do małoletniej - w bezpośredniej styczności, spadek odrzucili. Sąd zaniechał zaś oceny, czy wnioskowana czynność jest zgodna z dobrem małoletniej.

Orzeczenie SN

22 maja 2019 r. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN uwzględniła skargę RPO (sygn. akt I NSNc 3/19). Rozstrzygnięcie zapadło na posiedzeniu w składzie dwojga sędziów i ławnika.

To druga skarga nadzwyczajna RPO uwzględniona przez Sąd Najwyższy. Pierwsza dotyczyła błędu sądu w sprawie spadkowej.

IV.7000.184.2018

Samowolnie użytkował państwową rolę, ale jej sobie nie przywłaszczył. SN uznał kasację Rzecznika

Data: 2019-05-22
  • Obywatel, który samowolnie użytkował działkę rolną Skarbu Państwa, został prawomocnie skazany za przywłaszczenie majątkowego prawa do niej
  • Według RPO zamiarem skazanego nie było przejęcie praw do działki, ale uzyskanie dotacji unijnej (do czego nie trzeba mieć tytułu prawnego do gruntu) oraz zebranie plonów
  • W tej sprawie można zatem mówić o bezumownym korzystaniu z cudzej nieruchomości, co uzasadnia roszczenia jej właściciela w trybie cywilnym
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i uniewinnił skazanego wobec braku znamion zarzucanego mu przestępstwa  

S.K. przez kilka lat samowolnie użytkował działkę rolną Skarbu Państwa o powierzchni 61 ha. Zaorał ją i zasiał gryką. Wyrządził tym Agencji Nieruchomości Rolnych szkodę w wysokości 21 tys. zł. Prokuratura oskarżyła go o przestępstwo z art. 284 § 1 Kodeksu karnego. Za przywłaszczenie prawa majątkowego przewiduje on karę do 3 lat więzienia.

Skazany za przywłaszczenie praw do państwowej działki

W 2017 r. sąd rejonowy uznał, że oskarżony wyczerpał ustawowe znamiona czynu z art. 284 Kk przez przywłaszczenie sobie prawa użytkowania działki rolnej. Skazał go na 7200 zł grzywny, obciążył go też kosztami procesu.

Według sądu przywłaszczyć prawo majątkowe można postępując tak, jak gdyby ono sprawcy przysługiwało. Oskarżony nie tylko bowiem użytkował działkę bez zgody właściciela, ale podpisał też umowę oddania jej byłej żonie w dzierżawę. Sąd uznał, że dowodzi to zamiaru oskarżonego włączenia prawa użytkowania tego gruntu do swego majątku.

Sąd podkreślił, że ma świadomość nagminności takich zachowań wobec gruntów Skarbu Państwa i ich związku z wykorzystywaniem przez rolników regulacji prawnych dotyczących dopłat unijnych, których pozyskanie nie wymaga od beneficjenta wskazania tytułu prawnego do gruntu.

Wyrok I instancji prawomocnie utrzymał sąd okręgowy.

Argumenty kasacji RPO

Kasację od tego wyroku złożył RPO, zarzucając mu rażące naruszenie prawa materialnego przez uznanie S.K. za winnego, mimo braku w jego działaniu znamion przestępstwa z art. 284 Kk. Wniósł o uchylenie obu wyroków i uniewinnienie S.K. od popełnienia przypisanego mu czynu.

Według Rzecznika rozumowanie obu sądów co do motywacji oskarżonego i sposobu jego działania było błędne, w efekcie czego zaakceptowały one niewłaściwą kwalifikację z art. 284 Kk. Tymczasem celem S.K. nie było dążenie do definitywnego przejęcia cudzego prawa majątkowego. Tezę tę potwierdza skorzystanie z niego dla otrzymania dotacji unijnych i związana z tym powszechność zjawiska „piractwa rolnego”. Metodą na pozyskanie dotacji było także zawarcie przez oskarżonego fikcyjnej umowy dzierżawy z byłą żoną.

RPO podkreślił, że S.K. bezsprzecznie wkroczył w sferę uprawnień właścicielskich. Nie sposób jednak przypisać mu dążenia do pozbawienia właściciela faktycznej możliwości dysponowania nieruchomością. Oskarżonemu nie przyświecał ani cel zerwania więzi pokrzywdzonego z nieruchomością i postępowania z nią, jak z własną, ani zamiar trwałego włączenia cudzego prawa majątkowego do swego majątku. Właściciel miał zaś uprawnienie do przejęcia nieruchomości, choć z uwagi na chęć uniknięcia konieczności rozliczenia nakładów oraz szczupłe zasoby oddziału terenowego ANR stało się to dopiero po zbiorach w 2013 r.

Sąd nie wziął też pod uwagę, że przy przestępstwie z art. 284 Kk cel sprawcy sprowadza się do nieodwracalnego pozbawienia właściciela składnika majątku bądź prawa majątkowego i uczynienia z niego swojej własności.

W piśmiennictwie przyjmuje się, że działanie sprawcy z zamiarem obejmującym jedynie bezprawne skorzystanie z prawa majątkowego - bez dążenia do definitywnego przejęcia go - nie spełnia przesłanki czynu z art. 284 § 1 Kk. S.K. był jedynie posiadaczem „w złej wierze”, co nie może stanowić przedmiotu przywłaszczenia z art. 284 Kk, ponieważ nie jest podmiotowym prawem majątkowym, ale stanem faktycznym.

Celem europejskiej wspólnej polityki rolnej jest co do zasady wspieranie osób faktycznie gospodarujących na nieruchomościach rolnych. Pomoc jest przyznawana niezależnie, czy ubiegający się o dopłaty jest legalnym posiadaczem gruntu. Decydujące jest faktyczne użytkowanie działki rolnej, a nie przysługujący do niej tytuł prawny.

Ocena działań oskarżonego prowadzi zatem do wniosku że ma ono charakter cywilnoprawny i jest bezumownym użytkowaniem nieruchomości. Przyznanie płatności nie ogranicza przecież właściciela w dochodzeniu ochrony swych praw np. na drodze powództwa windykacyjnego przeciw użytkownikowi gruntu. A osoba władająca nieruchomością wchodzącą w skład Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa bez tytułu prawnego jest zobowiązana do zapłaty Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa wynagrodzenia za korzystanie z tej nieruchomości w wysokości pięciokrotności wywoławczej wysokości czynszu, który byłby należny, gdyby działka była przedmiotem umowy dzierżawy po przeprowadzeniu przetargu.

22 maja 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt V KK 222/18) zgodnie z wnioskiem kasacji RPO uchylił zaskarżone wyroki i uniewinnił S.K.  

II.511.758.2017

Spotkanie regionalne RPO w Elblągu

Data: 2019-05-21

W spotkaniu z RPO Adamem Bodnarem w sali elbląskiego ratusza wzięło udział ponad 60 osób.

O sprawności działania urzędu RPO

- Mówił Pan o tym, jakie są sukcesy urzędu - ja powiem, co robi źle. Głównym problemem jest szybkość – prosiłem o kasacje nadzwyczajną w 2008 roku – czekałem bardzo długo. Czy czas działania w tych sprawach skrócił się podczas Pana kadencji?

RPO: Nie pamiętam, jak było w 2008 roku, ale ten czas jest niestety długi. Pomimo moich licznych zabiegów, żeby dostać dodatkowe etaty, które pomogłyby w przyspieszeniu prac, nie dostałem na to środków. Mimo to, składamy około 60 kasacji rocznie. Mogę jedynie nagłaśniać te sukcesy, którzy mają moi pracownicy. Wielu osobom udało nam się jednak pomóc. Pracuję ciągle tym samym zespołem prawników. Co roku w parlamencie wnioskuję o pieniądze o dodatkowe etaty, nie tylko w zespole kasacyjnym, ale także w dziale, który od niedawna zajmuje się wnioskami o skargi nadzwyczajne.

O odpowiedzialności sędziów za wyroki

- Miałem sprawę przed SN, orzeczenie było druzgocące, na podstawie przepisów nieistniejących. Ten sędzia jest członkiem wojewódzkiej komisji wyborczej. Nie mam zaufania do takiej struktury wyborczej. Co zrobić, żeby sędziowie, którzy zostali negatywnie ocenieni, nie pełnili swojej roli?

RPO: W kwestii związanych z odpowiedzialnością sędziów – tak długo, jak sędzia nie popełnia przestępstwa, może się mylić orzekając. Może nam się wydawać, że sędzia popełnił błąd, ponieważ oceniamy działalność sędziego na podstawie faktów, które zdarzyły się później – w sprawie Tomasza Komendy sędzia, który go skazał mówił, że w tym momencie na takich samych dowodach orzekłby tak samo – wtedy dowody jasno wskazywały na winę. Należy dbać o sprawność postępowania, żeby błędów było jak najmniej.

O fukcjonowaniu lokalnego stowarzyszenia

Problemem są stosunki między mną a jedym z lokalnych stowarzyszeń – krytykuję sposób ich działania. Moim zdaniem uchwała stowarzyszenia narusza działanie ustawy o organizacji pożytku publicznego. Czy można coś z tym zrobić?

RPO: Rozumiem, że Pan się jeszcze do nas nie zwrócił? RPO reaguje w sytuacji konfliktu jednostki z władzą publiczną. Pytanie, czy możemy to stowarzyszenie za organ publiczny, wydaje mi się, że nie.

- Chciałbym mieć taki przepis, że skoro uchwała mi się nie podoba, to chciałbym poprosić sąd o zmianę takiego prawa -kontynuuje Pan

RPO: W takich relacjach ustawodawca nie przewidział nic innego od czasu Kodeksu Napoleona, niż powództwo cywilne.

O pospiesznym uchwalaniu prawa

- Cztery dni temu usłyszałem, że prezes rządzącej partii powiedział, że nie jest to problemem stanowienie prawa w ciągu kilku dni. Mamy w tej kwestii bałagan. Dotychczas był pewien określony tryb. Jeszcze jako działacz związkowy, chciałem aby projekty poselskie również były uchwalane w trybie, w jakim uchwalane są projekty rządowe. Ta inicjatywa upadła. Rozumiem, że Pana rolą jest obrona praw obywatelskich. Tryb legislacji jest dla mnie nie do przyjęcia. Oczekuję od Pana, aby publicznie zajął Pan stanowisko na ten temat. Aby w biurze można było pezygotować projekt, który by to usprawnił. – powiedział uczestnik spotkania.

RPO: Tą sprawą w biurze nie zajmowaliśmy się dostatecznie wnikliwie. Tu nie tylko chodzi o tryb legislacyjny i tę furtkę, o której Pan powiedział, ale to co się w parlamencie dzieje – skrócony czas na debatę, uchwalanie zmian wjeden dzień. Na tle Sejmu, prace Senatu wydaj się wypadać lepiej. Tam udało się zachować pewien poziom dyskusji. To kwestia kultury prawnej oraz tego, jak marszałek widzi swoją rolę – jako polityka czy niezależnego arbitra, który dba o dobro społeczne. Warto też zwrócić uwagę na element czytań projektów ustaw - są one po to, aby za każdym razem przemyśleć, czego dotyczą przepisy, aby wyeliminować błędy.

O prawie do sądu

- Chodzi o zwolnienie z kosztów sądowych dla podmiotów z trudnościami finansowymi. Znam wniosek, w którym pewna spółka prosi o zwolnienie z opłat udowadniając, że nie prowadzi działalności i nie ma środków na pokrycie opłat sdowych. Sąd się do tego nie przychyla i prosi o informację o finansach, których przecież nie ma. Uzasadnienia są absurdalne, a sądy interpretują prawo dowolnie. Co taki podmiot może zrobić, kiedy rzeczywiście jego sytuacja jest ciężka?

RPO: Uzasadnienie jest pewnie szablonowe. Sąd w takiej sytuacji powinien wiedzieć, że nie powinien pytać o dokumenty, które nie istnieją. Jeśli sprawa przeszła już przez II instancję może Pan zaskarżyć sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W sprawie Kreutz przeciwko Polsce i innych trybunał stwierdzał, że takie sprawy naruszają art. 6 Konwencji, czyli prawo do sądu i przyznawał zadośćuczynienie. Takie orzeczenia czasem dają możliwość wznawiania postępowania. Proszę przekazać tę sprawę do nas. Zastanowimy się, jak będzie można systemowo takie sprawy rozwiązać. Porozmawiam z Krajową Izbą Radców Prawnych i adwokaturą.

O prawach osób z niepełnosprawnościami

System orzecznictwa o niepełnosprawności. Mamy do czynienia z podwójnym systemem: zusowskim - rentowym i tym powoływanym przez powiatowe zespoły. Powstaje paradoks, gdyż po orzekaniu o niezdolności do pracy w ramach jednego systemu, dostajemy dotację z PFRON w ramach drugiego na aktywizację zawodową. Co można z tym zrobić?

RPO: Ma pani rację, że należy coś z tym zrobić. Najlepszy czas na to był po proteście osób niepełnosprawnościami. Należy pamiętać, że do tego systemu dochodzi także orzekanie KRUSu. Rząd podjął działania w tym zakresie. Powstała komisja, która pracowała nad reformą orzekania. Prace trwały, ale nic z tego nie wyszło – chodziło o koszty i to, że rząd nie chciał działać w tym zakresie w roku wyborczym. Przygotowaliśmy raport, który pokazuje co z zapowiedzi zostało zrealizowane. Mam nadzieję, że projekt „Dostępność +” pomoże rozwiązać pewne problemy.

O reprezentowaniu pokrzywdzonych przed sądami

Styk działania pro bono i sądów administracyjnych. Od pół roku walczę pro bono o właściwy budżet dla domu pomocy społecznej. Po pokryciu kosztów w sprawie okazało się, że nie jestem uprawniony do występowania w sprawie, bo nie wykazałem osobistego interesu prawnego – stanąłem pod ścianą. Mogę wnieść do RPO skargę, ale nie wiem, co skarżyć. Sprawa stanęła w punkcie beznadziejnym. Najłatwiej oszczędzać na tych, którzy się o to nie upomną – osobach starszych i niepełnosprawnych.

RPO: Ustawa o RPO daje możliwość skarżenia prawa miejscowego w sposób bezpośredni. Skarżymy uchwały dotyczące spraw płatnego parkowania, czy innych, w których protestowali obywatele. Być może jest to przestrzeń do naszej interwencji.

O problemach przy kontrolach skarbowych

Kontrolą skarbową zarządza naczelnik urzędu skarbowego. Załóżmy, że w czasie kontroli dochodzi do naruszenia prawa przez kontrolujących. Naczelnik Urzędu Skarbowego nie jest pracodawcą kontrolujących mimo, że wydał upoważnienie, tylko dyrektor Izby Skarbowej. Powstaje w takiej sytuacji problem dwuinstancyjności. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w takiej sytuacji rozstrzyga także w swojej sprawie. Jeżeli jest zalecenie pokontrolne – taka dwuinstancyjność jest pozorna.

RPO: Trzeba sprawdzić, jak to wygląda w Najwyższej Izbie Kontroli – ona też ma zalecenia pokontrolne. To, czego nie mamy, a co by się przydało to rzecznik praw podatnika – instytucja działająca podobnie do rzecznika praw konsumenta. Będziemy zastanawiali się, co z tym zrobić.  

O problemach powiatowego rzecznika praw konsumenta

Jestem elbląskim rzecznikiem praw konsumenta i chciałbym podnieść problem ochrony osób starszych przy zawieraniu umów poza lokalem przedsiębiorstwa. Większość spraw odstąpienia od takich umów dotyczy osób starszych. Niieuczciwi przedsiębiorcy wyspecjalizowali się w poszukiwaniu osób niepełnosprawnych, starszych i to do nich skierowana jest ich oferta. Czy może Pan w tym jakoś pomóc?

RPO: Na wstępie zapytam, ilu Pan ma pracowników ? - Jestem sam – Powinien mieć Pan co najmniej dwóch współpracnikow – tak ważne są Pana zadania. Problem jest nam znany. Istnieją dwa rozwiązania – wydłużanie okresu odstąpienia od umowy – kwestia nagrywania – wydłużenie okresu archiwizacji nagrań.

- Nie mam na myśli dużych przedsiębiorców. Myślałem o tych spotkaniach, które dzieją się w salach zamkniętych. -

RPO: Rozmawiamy o tym zawsze kiedy jesteśmy na spotkaniach z Uniwersytetami Trzeciego Wieku. Najważniejsza rzecz to walka o uświadomienie konsumentów – osób starszych. Porozumienie między rzecznikiem praw konsumenta, lokalnymi radcami i adwokatami a UTW mogłoby być przydatne w odpowiednim wyszkoleniu seniorów. Myślę, że rzeczywiście legislacyjnie należy się zastanowić, jak to prawo zmienić.

O nierzetelnym reprezentowaniu klienta przed sądem

Przegrałem sprawę w sądach polskich – wysłałem dokumenty do Strasburga – dał mi symboliczne odszkodowanie – adwokat nie działał na moją korzyść. Zwróciłem się do RPO z prośbą o skargę nadzwyczajną. Chciałbym poznać opinię pana rzecznika. Sprawa dotyczyła kradzieży praw autorskich – młody student jako mój asystent wykradł moje prace. W opinii uniwersytetu – moje prawa autorskie są własnością uczelni – uczelnia przejęła całą moją pracę.

RPO: Podobne sprawy były już rozstrzygane przez trybunał w Strasburgu (Staroszczyk vs Polska).  Adwokat powinien przygotować sprawę w takim terminie, żeby mógł Pan się przygotować do rozprawy. Proszę mi dać szansę spojrzeć jeszcze raz na tę sprawę. Być może skarga nadzwyczajna znajdzie w tym przypadku zastosowanie.

O wpływie nawozów sztucznych na środowisko

Rząd podjął decyzję o zgodzie na stosowanie pestycydów w uprawie roślin, co może skutkować tym, że niedługo wyginą pszczoły. Żywność także może być skażona. Czy to jest sprawa do RPO ?

RPO: Jeżeli chodzi o używanie środków chemicznych – muszę poczekać, czy do Biura zaczną wpływać podobne skargi. Nie mamy kompetencji, żeby samemu się tym zająć.

O niebezpieczeństwie wprowadzenia sieci szybkiego internetu

Wchodzi nowy system sieci internetowej 5G, co wiąże się z powstawaniem niebezpiecznych stacji wysokiego napięcia. Co Pan może z tym zrobić?

RPO: Każde opóźnienie we wprowadzeniu systemu 5G wiąże się z wydaniem nowych licencji, co powoduje zysk dla wielkich sieci komórkowych. Powstaje pytanie, czy zgłaszanie tego problemu nie leży w ich interesie. 

O referendach lokalnych

W 2013 roku odbyło się w Elblągu referendum w sprawie odwołania prezydenta. W tym przypadku nie wystąpiły wątpliwości, co do miejsca zorganizowania referendum. W 2014 roku zaś planowaliśmy przeprowadzić referendum o przeniesienie Elbląga do województwa pomorskiego, nie wiedzieliśmy, gdzie takie referendum zrobić, czy w województwie warmińsko-mazurskim czy pomorskim?

RPO: W naszym prawie nie wszystko jest określone. Mamy w BRPO kompetentną osobę. Zlecimy analizę tego tematu. To, o czym wiem, to kwestia przyłączania gmin, czy zmian granic miejscowości – sprawa poszerzenia granic Opola, czy likwidacji gminy Ostrowice, która była zadłużona w parabankach.

O problemach z emeryturami

Sytuacja emerytek z rocznika 1953. ZUS odmówił przeliczenia emerytury, co teraz można zrobić?

RPO: Mamy kompleksowe opracowanie. Prośba do każdego, kto ma taki problem – żeby przesłać opis sprawy do Biura RPO wraz z kopią dokumentów.

Jestem emerytką z 23-letnim stażem. Przeszłam na emeryturę ze względu na opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem. Po wprowadzeniu świadczeń przysługujących rodzicom, opiekunom osob niepełnosprawnych. Świadczenie dla tych osob wynosi 1400 a moje świadczenie 1000 zł. Mimo, że w tym czasie opiekowałam się niepełnosprawnym dzieckiem, czuję się pokrzywdzona.

RPO: Mamy wybór, jakie świadczenie wybrać. Skoro świadczenie pielęgnacyjne jest wyższe, to można je wybrać. Zastanowimy się w Biurze RPO, co jeszcze możemy w tej sprawie zrobić.  

O dostępie do informacji publicznej

Czy działalność gospodarcza otwierana z funduszu pracy podlega udostępnieniu w zakresie dostępu do informacji publicznej? Złożyłem wniosek, ale nie otrzymałem odpowiedzi.

RPO: Skoro mamy środki w funduszu pracy na prowadzenie działalności gospodarczej, to informacja na co zostało udzielone wsparcie, powinna być informacją publiczną. Jeżeli urząd nie odpowiedział, należy stwierdzić, że działał w trybie bezczynności.

Zachęcam do odwiedzenia strony: www.watchdog.org.pl -  tam są wszystkie instrukcje, jak można skarżyć taki tryb. Polskie organy wiedzą, jak nie odpowiadać na informację publiczną, należy wiedzieć, jak się przed tym bronić.

TK: egzekucja z nieruchomości, gdy roszczenie wierzyciela przedawnione- zgodna z Konstytucją

Data: 2019-05-15
  • Zgodny z Konstytucją jest przepis, że przedawnienie wierzytelności zabezpieczonej hipoteką nie narusza uprawnienia wierzyciela hipotecznego do uzyskania zaspokojenia z obciążonej nieruchomości
  • Takie rozstrzygnięcie wydał 15 maja 2019 r. Trybunał Konstytucyjny, który nie uwzględnił skargi konstytucyjnej wobec art. 77 ustawy o księgach wieczystych i hipotece
  • Skarżącą wsparł Rzecznik Praw Obywatelskich, który uznał, że zaskarżony przepis nieproporcjonalnie ogranicza konstytucyjną ochronę prawa własności

Art. 77 ustawy o księgach wieczystych i hipotece stanowi:  „Przedawnienie wierzytelności zabezpieczonej hipoteką nie narusza uprawnienia wierzyciela hipotecznego do uzyskania zaspokojenia z nieruchomości obciążonej. Przepisu tego nie stosuje się do roszczeń o świadczenia uboczne”.

Od skarżącej bank egzekwował spłatę kredytu hipotecznego zaciągniętego przez inną osobę, ale zabezpieczonego na jej nieruchomości. Wierzytelność już się  przedawniła, wobec czego sąd nie uwzględnił powództwa co do odsetek (tzw. świadczenie uboczne), ale uznał roszczenie główne. W skardze konstytucyjnej podniesiono, że art. 77 ustawy narusza konstytucyjną zasadę równości wobec prawa, różnicuje bowiem sytuację dłużników  zależnie od rodzaju zabezpieczenia.

RPO, ktory przystąpił do sprawy, uznał że funkcjonowanie normy prawnej, przewidującej możliwość uzyskania przez wierzyciela hipotecznego zaspokojenia z nieruchomości obciążonej hipoteką, mimo przedawnienia wierzytelności zabezpieczonej hipoteką, wydaje się nieuzasadnione koniecznością ochrony konstytucyjnej zasady proporcjonalności. Zgodnie z nią  ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie, jednak ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Rzecznik stoi na stanowisku, że kwestionowany przepis nie spełnia wynikającego z zasady proporcjonalności wymogu niezbędności. Z punktu widzenia ochrony sfery prawnej wierzyciela hipotecznego wystarczająca pozostaje możliwość podjęcia działań zmierzających do uzyskania zaspokojenia rzeczowego w terminie właściwym dla przedawnienia wierzytelności zabezpieczonej hipoteką.

TK wskazał, że zaskarżony przepis odnosi się w równym stopniu do wszystkich dłużników osobistych, którzy dokonali obciążenia przedmiotu swojej własności hipoteką, jak również osób trzecich – właścicieli niebędących dłużnikami osobistymi. W opinii TK nie prowadzi on zatem do zróżnicowania sytuacji dłużników. Nie skutkuje również zróżnicowanym poziomem ochrony własności i praw majątkowych, z których mogą być egzekwowane wierzytelności wobec osoby trzeciej niebędącej dłużnikiem osobistym.

Zdaniem TK z zaskarżonego przepisu wynikają gwarancje ochrony praw zarówno dla wierzyciela, jak i dłużnika hipotecznego. Upływ terminu przedawnienia prowadzi bowiem do istotnego ograniczenia uprawnień wierzyciela, który traci możliwość zaspokojenia świadczeń ubocznych. Zapobiega jednocześnie narastaniu świadczeń ubocznych w długim okresie czasu, które mogłyby być źródłem dodatkowych korzyści dla wierzycieli. Z drugiej strony art. 77  stanowi gwarancję ochrony dłużnika, który po upływie terminu przedawnienia może skutecznie uchylić się od spełnienia świadczeń ubocznych.

Trybunał uznał, że wyważenie interesów właściciela nieruchomości niebędącego dłużnikiem osobistym i wierzyciela hipotecznego nie narusza zasady proporcjonalności.

Trybunał nie uwzględnił wniosku RPO o wyłączenie od orzekania osoby do tego nieuprawnionej - Justyna Piskorskiego, który był przewodniczącym pięcioosobowego składu TK.

IV.7000.295.2017

RPO: jak zapobiegać wyłudzeniom mieszkań od starszych osób w zmian za pożyczki

Data: 2019-05-14
  • Samorząd notarialny powinien zapewnić pełną ochronę osobom starszym przed przejmowaniem ich nieruchomości na podstawie aktów notarialnych będących zabezpieczeniem oszukańczych pożyczek 
  • RPO ponownie wystąpił do Krajowej Rady Notarialnej w sprawie inicjatyw, które mogłyby przeciwdziałać temu zjawisku, zwłaszcza wobec osób cierpiących na demencję czy otępienie starcze
  • W ocenie Rzecznika przywołany wcześniej przez KRN projekt tzw. przedstawiciela opiekuńczego dla takich osób nie uchroniłby ich przed negatywnymi skutkami oszukańczych działań

Osoby starsze i mniej zorientowane padają ofiarami procederu przejmowania własności mieszkań poniżej ich wartości - na podstawie aktów notarialnych sprzedaży nieruchomości, stanowiących zabezpieczenie pożyczek udzielanych przez oszustów. Za niewielkie w stosunku do wartości mieszkania pożyczki osoby takie tracą własność zamieszkiwanych nieruchomości.  Często przy składaniu podpisów w kancelarii notarialnej nie miały one świadomości, że zawierają umowę, której przedmiotem jest definitywne przeniesienie ich własności. O trudnych do odwrócenia skutkach dowiadywały się, gdy nowi właściciele mieszkań żądali kluczy. Proceder ten rozwinął się mimo że przeniesienie własności nieruchomości następowało w formie aktu notarialnego, a więc w tego typu czynnościach uczestniczył przedstawiciel zawodu zaufania publicznego – notariusz.  

Działania RPO 

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich opisywane w mediach takie przypadki ujawniły słabość systemu prawnego. Rzecznik zwracał się kilka razy do prezesa Krajowej Rady Notarialnej, wskazując na potrzebę zmian w prawie w celu wzmocnienia ochrony praw i interesów stron aktów notarialnych.

W korespondencji z KRN Rzecznik zwracał uwagę, że notariusz ma obowiązek czuwać nad należytym zabezpieczeniem praw i słusznych interesów stron oraz innych osób, dla których czynność ta może powodować skutki prawne. Ponadto notariuszowi nie wolno dokonywać czynności notarialnej, jeżeli poweźmie wątpliwość, czy strona czynności notarialnej ma zdolność do czynności prawnych. Rada rozesłała to pismo notariuszom. Rzecznik zwracał jednak uwagę, że to za mało – potrzebne są bardziej aktywne działania samorządu notarialnego.

RPO podkreślał, że nie tylko nie sposób obecnie zapobiec takim praktykom, ale przede wszystkim - jednoznacznie ustalić przebieg czynności notarialnej, w której wyniku nastąpiła niezamierzona sprzedaż nieruchomości,  w wielu przypadkach podstawy egzystencji obywatela. Dlatego też RPO podał pod rozwagę propozycję nagrywania czynności notarialnych z udziałem stron. Taką inicjatywę legislacyjną ogłosił w lipcu 2016 r. Minister Sprawiedliwości. W lutym 2017 r. resort informował zaś, że prace nad zmianami w ustawie Prawo o notariacie trwają. Z niewiadomych przyczyn zmiany nie zostały dotychczas przeprowadzone.
 
- Niezbędne są jednak dalej idące działania i inicjatywy ze strony samorządu notarialnego, które pozwolą zagwarantować ochronę osób starszych przed czynnościami dokonywanymi z ich pokrzywdzeniem. W niektórych przypadkach ochrona powinna polegać wręcz na odmowie dokonania czynności notarialnej – pisał Rzecznik w grudniu 2018 r. do prezesa Krajowej Rady Notarialnej Mariusza Białeckiego.  

Odpowiedzi samorządu notarialnego

W odpowiedziach Rada przyznawała, że w obowiązującym stanie prawnym zarzuty wobec notariuszy rzeczywiście są ex post trudne lub wręcz niemożliwe do odparcia. Zwróciła zarazem uwagę, że koncepcja nagrywania czynności notarialnych wymaga dokładnego sprecyzowania zakresu rejestrowanych czynności oraz zapewnienia bezpieczeństwa zarejestrowanych materiałów ze względu na dobro chronione tajemnicą zawodową.

Rada opowiadała się także za zakazem pożyczek, zabezpieczanych nieruchomością o znacznie wyższej wartości niż one. Proponowała też, aby przejęta w ten sposób nieruchomość mogła wrócić do pożyczkobiorcy po jej spłacie. 

W odpowiedzi dla RPO z 12 marca 2019 r. Rada przywołała projekt powołania instytucji przedstawiciela opiekuńczego starszej osoby, przygotowany w 2015 r. przez Komisję ds. Wzmocnienia Ochrony Osób Starszych i Niepełnosprawnych, działającą w ramach Fundacji na rzecz Bezpiecznego Obrotu Prawnego. Projekt ten nie uzyskał wymaganej akceptacji i nie był procedowany w Parlamencie.

RPO o propozycji przedstawiciela opiekuńczego

W ocenie Rzecznika projekt ten nie uchroniłby osób cierpiących na demencję albo otępienie starcze przed negatywnymi skutkami działań, które mogłyby podjąć, mimo wcześniejszego ustanowienia przedstawiciela opiekuńczego.

Wzmocnienie ochrony tych osób można byłoby częściowo osiągnąć wyłącznie wtedy, gdy z uwagi na niepełnosprawność nie byłyby one w stanie podjąć określonych działań samodzielnie, ale zachowałaby pełną świadomość i rozeznanie rzeczywistości. Przedstawiciel byłby bowiem ustanawiany jeszcze na etapie, gdy dana osoba wykazywałaby dość wysoką świadomość swoich działań, ograniczeń i otaczającej go rzeczywistości.

Nie uchroniłoby to jej jednak przed zawarciem niekorzystnej umowy w późniejszym czasie - już po wystąpieniu symptomów otępienia czy demencji starczej.Ustanowienie przedstawiciela opiekuńczego nie ograniczałoby bowiem prawa osobistego działania danej osoby. W ramach nadal przysługujących jej uprawnień mogłaby ona, za namową osób trzecich, działających dla zysku, nadal dokonać niekorzystnej umowy przeniesienia własności nieruchomości.

Zdaniem RPO jedynie na etapie bezpośrednio poprzedzającym zawarcie aktu notarialnego, w którym uczestniczy notariusz, może zostać roztoczona szeroka ochrona nad osobami starszymi.

Dlatego też Rzecznik widzi potrzebę wdrożenia przez samorząd notarialny stosownych środków, które zapewnią pełną ochronę osobom starszym i uchronią je od zawierania niekorzystnych umów.

W związku z tym RPO ponownie zwrócił się o stanowisko samorządu notarialnego i informacje o podjętych bądź planowanych inicjatywach w tej sprawie.

IV.7000.301.2017

Jak notariusze radzą sobie z transakcjami na rynku mieszkaniowym po zmianach w użytkowaniu wieczystym?

Data: 2019-04-18
  • Sprzedaż mieszkania bez zaświadczenia z gminy o przekształceniu użytkowania wieczystego we własność może się skończyć dla nabywcy przykrą niespodzianką: dostanie za kilka miesięcy informację, że musi jeszcze ponieść dodatkową opłatę przekształceniową.
  • Na problem zwraca uwagę resort sprawiedliwości, który jednak nie chce dawać żadnych wytycznych, jak sobie z problemem poradzić u notariusza i w sądzie.
  • Dlatego RPO pyta Krajową Radę Notarialną, czy znane są jej takie konsekwencje obecnego zamieszania na rynku nieruchomości oraz jak sobie z tym notariusze radzą.

Problem wziął się stąd, że 1 stycznia 2019 r, prawo użytkowania wieczystego gruntu, na których stoi dom, zamieniło się dla właścicieli 2,5 mln mieszkań w prawo własności. Stało się to z mocy prawa, jednak na potwierdzenie tego trzeba poczekać, aż gmina wystawi stosowne zaświadczenie – ustawa dała na to 12 miesięcy.

Ponieważ większość właścicieli zaświadczeń jeszcze nie dostała, a bez tego trudniej jest sprzedać, pojawiła się nawet obawa, że opóźnienia w uzyskiwaniu zaświadczeń sparaliżować mogą rynek obrotu mieszkaniami.

Żeby temu zapobiec Krajowa Rada Notarialna 11 stycznia poradziła notariuszom, że dopuszczalna jest transakcja sprzedaży mieszkania bez zaświadczenia, jest ono natomiast niezbędne na rynku pierwotnym obrotu nieruchomościami (np. przy ustanawianiu odrębnej własności lokali w budynkach wzniesionych na gruntach będących przed dniem 1 stycznia 2019 r. w użytkowaniu wieczystym deweloperów czy spółdzielni mieszkaniowych).

Stanowisko to nie jest jednak obowiązujące, a poza tym nawet jeśli notariusz sporządzi akt notarialny bez zaświadczenia, to nie jest pewne, czy nowy właściciel uzyska wpis swojego prawa do księgi wieczystej w sądzie wieczystoksięgowym. Nie wykształciła się jednolita linia orzecznicza w tej kwestii.

Część sądów czekała na oficjalne wytyczne Ministerstwa Sprawiedliwości, tych jednak – jak wynika ze stanowiska resortu – nie będzie. Ministerstwo nie znajduje bowiem podstaw do podejmowania działań, które mogłyby - choćby w sposób pośredni - oddziaływać na praktykę orzeczniczą sądów wieczystoksięgowych, oraz na treść aktów notarialnych i treść wniosków kierowanych przez notariuszy do sądów wieczystoksięgowych.

Otóż – jak przypomina resort – zaświadczenie z gminy potwierdza nie tylko przekształcenie prawa do gruntu. Informuje też o obowiązku wnoszenia rocznej opłaty przekształceniowej, wysokości i okresie jej wnoszenia, a także możliwości wniesienia opłaty jednorazowo i zasadach jej wnoszenia. Zaświadczenie stanowi też podstawę wpisu w dziale III księgi wieczystej roszczenia o opłatę przekształceniową w odniesieniu do każdoczesnego właściciela nieruchomości.

Dlatego, w ocenie Ministra Sprawiedliwości, wykładnia KRN może być źródłem problemów z ustaleniem odpowiedzialności za ponoszenie opłaty przekształceniowej.

IV.7000.30.2019

RPO: konflikt między inwestorem a architektem wymaga odrębnej regulacji prawnej

Data: 2019-04-12
  • Inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Tymczasem architekci wskazują, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są oni jednak słabszą stroną 
  • RPO opowiada się za odrębnym uregulowaniem ochrony integralności dzieła architektonicznego - tak by zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwracają uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu, będącego najczęściej inwestorem bądź właścicielem obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają także, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Co do ochrony integralności utworu polska regulacja prawa autorskiego nie przewiduje odrębnej regulacji w odniesieniu do dzieł architektonicznych. Prawo do poszanowania integralności utworu przybiera bardzo szczególną postać w przypadku utworów architektonicznych i urbanistycznych. Rzadko które dzieło musi uwzględniać tak wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest tutaj najostrzej konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku. Można go wywodzić zarówno z ogromnego nakładu inwestycyjnego (którego ryzyko ponosi tylko ten drugi), jak i prawa do realizacji prywatności (w przypadku budynków mieszkalnych).

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Instalacje i rozwiązania typowe do takich nie należą, natomiast kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej. Nie budzi także wątpliwości, że ochronie podlegają elementy estetyczne utworu architektonicznego - właściciel budynku powinien mieć je na względzie w trakcie dokonywania zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy również elementy funkcjonalne obiektu architektonicznego stanowią element twórczy, podlegający ochronie prawnoautorskiej.

Prawdopodobnie właśnie to prowadzi do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. Dobrowolność takich zobowiązań ma niejednokrotnie charakter pozorny. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są bowiem w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych. Z drugiej strony są przypadki, w których brak stosownego zastrzeżenia w umowie powodował, że twórca żądał wysokiego wynagrodzenia za możliwość dokonania jakichkolwiek zmian w projekcie. Można to traktować jako nadużycie prawa podmiotowego bądź wykorzystanie autorskiego prawa osobistego do celów sprzecznych z jego istotą.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Zdaniem Rzecznika należy zatem rozważyć celowość odrębnej regulacji prawnej, która określałaby w sposób szczególny możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego. Praktyka obrotu prawnego wskazuje bowiem, że obecne regulacje okazują się niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki.

Taka oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Co więcej, mogłaby uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Utrwalona praktyka klauzul umownych, dotyczących zrzekania się przez twórców swoich uprawnień, prowadzi w efekcie do pozbawienia twórców jakiejkolwiek ochrony integralności ich utworu. Świadczy to także o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę takiej odrębnej regulacji oraz konieczność zrównoważenia interesów wszystkich zainteresowanych.

IV.712.1.2015 

Jak ustalić wartość mieszkania kupionego na kredyt przy podziale majątku? Uchwała Sądu Najwyższego

Data: 2019-03-28
  • Jak sąd – dzieląc majątek rozwodzących się małżonków - ma oszacować wartość wspólnego mieszkania lub domu, jeśli był kupiony na kredyt? Czy ma odliczyć od wartości rynkowej wysokość hipoteki, czy może realną wartość kredytu?
  • Rzecznik Praw Obywatelskich uważa, że należy się po prostu posługiwać wartością rynkową nieruchomości, bo rozliczenia spłat między małżonkami powinny być dokonywane osobno
  • Sąd Najwyższy rozstrzygnął zgodnie z tą argumentacją: ustalając wartość nieruchomości w podziale majątku dorobkowego nie należy pomniejszać tej wartości o wartość zobowiązania kredytowego, zabezpieczonego hipoteką

28 marca 2019 r. Sąd Najwyższy rozstrzygnął (sygn. III CZP 21/18) zagadnienie prawne przedstawione przez Sąd Okręgowy w Łodzi. W uchwale Sąd Najwyższy zajął stanowisko, że w postępowaniu o podział majątku wspólnego byłych małżonków sąd, ustalając wartość wchodzącej w skład majątku wspólnego nieruchomości obciążonej hipoteką zabezpieczającą udzielony małżonkom kredyt bankowy, uwzględnia wartość rynkową tej nieruchomości – o ile nie zachodzą szczególne okoliczności – z pominięciem wartości obciążenia hipotecznego.

Sąd Najwyższy przychylił się zatem do stanowiska, jakie zajął uczestniczący w postępowaniu Rzecznik Praw Obywatelskich. W ustnych motywach uchwały Sąd Najwyższy podkreślił, że pomimo podziału majątku, wspólnie i solidarnie zaciągnięty dług osobisty (kredyt) obciąża oboje małżonków. Bank może, ale nie musi korzystać z zabezpieczenia hipotecznego i nie jest wykluczona sytuacja, w której zadłużenie będzie spłacał nie ten małżonek, któremu w wyniku podziału przypadła nieruchomość obciążona hipoteką.

Sąd Najwyższy zastrzegł jednak, że zasada ta pozostaje aktualna dopóty, dopóki w sprawie nie zachodzą szczególne okoliczności przemawiające za stanowiskiem przeciwnym. Do takich okoliczności SN zaliczył – przykładowo – zwolnienie przez bank jednego z małżonków z długu, bądź porozumienie zawarte pomiędzy małżonkami co do przejęcia zobowiązań.

IV.7000.159.2018

Rodzina rolników już wie, kto jest spadkobiercą. SN uwzględnił pierwszą skargę nadzwyczajną RPO

Data: 2019-03-26
  • Rodzina rolników już nie ma problemu, kto w niej jest spadkobiercą - Sąd Najwyższy uwzględnił pierwszą skargę nadzwyczajną. Złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Jej przedmiotem były dwa sprzeczne orzeczenia o spadku, wydane w odstępie pięciu lat przez ten sam sąd  
  • Na wniosek Rzecznika Sąd Najwyższy uchylił  postanowienie spadkowe z 2000 r., co oznacza, że liczy się tylko decyzja z 1995 r.

26 marca 2019 r. Sąd Najwyższy pierwszy raz w historii rozpoznawał taką skargę, wprowadzoną nową ustawą o SN z grudnia 2017 r. Rzecznik występuje ze skargami nadzwyczajnymi (dotychczas złożył ich 6), gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli. Rozstrzyga je nowo utworzona Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach ma tylko RPO i Prokurator Generalny.

Historia spadku

W 1995 r. Sąd Rejonowy w B. wydał postanowienie o spadku w rodzinie rolników. Na podstawie ustawy spadek nabyli mąż zmarłej oraz trójka dorosłych dzieci w częściach po ¼. Wchodzące w skład spadku gospodarstwo rolne odziedziczył tylko mąż. Podstawą były m.in. zeznania dzieci, że tylko ojciec pracował w gospodarstwie, w czym mu nie pomagali. Nikt nie złożył apelacji w sprawie.

Po kilku latach jeden ze spadkobierców wystąpił do tego samego sądu z wnioskiem o stwierdzenie nabycia spadku po matce po ¼ części - także w odniesieniu do gospodarstwa rolnego. Według niego wszystkie dzieci pomagały ojcu w pracy w gospodarstwie.

Sąd zawiadomił pozostałych spadkobierców o terminie rozprawy. Nie stawili się na nią, pewni że to nieporozumienie, bo sprawa spadku została już rozstrzygnięta. Sądu nieobecność uczestników postępowania nie zdziwiła, bo zasadą jest, że stawiennictwo nie jest obowiązkowe.

W efekcie w 2000 r. Sąd Rejonowy w B. uwzględnił wniosek jednego ze spadkobierców na podstawie jego twierdzeń – którym w sądzie nikt nie zaprzeczył. Sąd nie wziął jednak pod uwagę, że w 1995 r. zapadło już postanowienie o spadku. Apelacji nikt nie złożył.

O istnieniu dwóch sprzecznych ze sobą postanowień w sprawie spadku pozostali spadkobiercy dowiedzieli się, gdy na rzecz jednego z nich ojciec chciał przepisać gospodarstwo. U notariusza okazało się, że istnieje spór, kto jest właścicielem tego gospodarstwa.

W tej sytuacji jedna ze stron wystąpiła do sądu ze skargą o wznowienie postępowania. W 2016 r. sąd odrzucił taki wniosek z przyczyn formalnych. Dopiero wówczas osoba ta zwróciła  się do Rzecznika Praw Obywatelskich, ale nie dało się już nic zrobić, gdyż upłynął pięcioletni termin ustawowy na złożenie przez RPO ewentualnej skargi o wznowienie postępowania.

Skarga nadzwyczajna RPO

W skardze z sierpnia 2018 r. RPO wniósł, aby postanowienie sądu z 2000 r. zostało uchylone, a ponowny wniosek jednego ze spadkobierców - odrzucony z powodu prawomocnego rozpoznania tej samej sprawy przez ten sam sąd w 1995 r.

Adam Bodnar zdecydował się na wniesienie skargi nadzwyczajnej, gdyż jest to konieczne dla poszanowania wartości konstytucyjnych i zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego. Ma to także na celu przywrócenie ładu w stosunkach prawnych między spadkobiercami. Dwa sprzeczne postanowienia spadkowe skomplikowały ich sytuację, stwarzając stan niepewności prawnej, skutkiem czego nie mogą uregulować spraw majątkowych na wypadek śmierci ojca.

Nawet jeśli można mieć zastrzeżenia do samej instytucji skargi nadzwyczajnej, to zasada zaufania obywatela do państwa musi być przestrzegana zawsze. Konstytucja (art. 2) go tu wspiera – i to Konstytucja każe Rzecznikowi podjąć działania na rzecz obywatela w tego rodzaju sprawach – wyjaśniał Adam Bodnar.

W jego ocenie sąd w 2000 r. dopuścił się naruszenia zasad zaufania do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP; prawa do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP) i prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

W wyniku przeprowadzenia kolejnego postępowania w tej samej sprawie spadkowej doszło też do naruszenia prawa procesowego. Zgodnie z procedurą sąd powinien był odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, jeżeli sprawa o nabycie spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana.

Orzeczenie Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy rozpoznał skargę (sygn. akt I NSNc 1/19) na rozprawie w składzie dwóch sędziów SN i ławnika. Przedstawiciel RPO poparł skargę; sprawa odbyła sie bez udziału prokuratora. 

Uwzględniając skargę nadzwyczajną, Sąd Najwyższy zgodził sie z całością argumentacji RPO w tej sprawie. Zgodnie z wnisokiem Rzecznika, SN uchylił postanowienie spadkowe z 2000 r.

Zarazem zmodyfikował - co nie ma znaczenia merytorycznego - jego wniosek by odrzucić ponowny wniosek jednego ze spadkobierców - sprawę tę SN umorzył (na taką ingerencję co do skargi nadzwyczajnej pozwala SN nowa ustawa).

Do Biura RPO wpłynęły dotychczas 3464 wnioski o wystąpienie ze skargą nadzwyczajną. Najwięcej dotyczyło spraw karnych (1629), cywilnych (994) oraz z zakresu prawa pracy (440). Wprowadzenie skargi nadzwyczajnej spowodowało dodatkowe obciążenie Biura RPO, bez zwiększenia jego finansowania.

IV.7000.288.2016

 

Pytania o prawo. Spotkanie regionalne RPO w Ostrowie Wielkopolskim

Data: 2019-03-13

Spotkanie w Ostrowie było przykładem tego, że Rzecznik Praw Obywatelskich zajmuje się wszystkim: hałasem, reprywatyzacją, reformą oświaty, prawem do sądu, inwigilacją, równością kobiet i mężczyzn, mową nienawiści… Oraz pergolą.

Sto kilkadziesiąt osób przyszło na spotkanie z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem w Starej Synagodze – Forum Synagoga Ostrowskiego Centrum Kultury w Ostrowie Wielkopolskim. Przeważali młodzi ludzie – uczniowie.

Jak zwykle Adam Bodnar wyjaśnił na początek, czym się zajmuje: Rzecznik Praw Obywatelskich ma kontrolować i równoważyć inne władze – musi więc być od nich niezależny, zachowywać dystans do sił politycznych i kierować się ustawami i Konstytucją. Stanie na straży praw i wolności obywateli wymaga codziennej aktywności – reagowania na sygnały o naruszeniach praw. Głównym źródłem wiedzy Rzecznika o tym, co się dzieje, są skargi, jakie do niego napływają od ludzi.

Z tych sygnałów Rzecznik wyciąga wnioski i wskazuje, jak lepiej respektować prawa zawarte w Konstytucji – nie tylko interweniując w poszczególnych sprawach, ale też przystępując do spraw przed sądami, składając kasacje i skargi kasacyjne, zamawiając badania, przedstawiając rządowi kompleksowe zagadnienia prawne z propozycjami rozwiązań problemów ludzi w postaci tzw. wystąpień generalnych.

Chodzi o to, by poprawić to, jak się nam wszystkim żyje i sprawić, by to, co zapisano w Konstytucji, żyło i było faktycznie respektowane – podkreślił rzecznik praw obywatelskich.

Spotkanie potwierdziło, że faktycznie, RPO zajmuje się wszystkim albo prawie wszystkim. Tak wyszło z pytań uczestników.

Pytanie 1. Sprawa nowej Krajowej Rady Sądownictwa

RPO: Jutro rzeczywiście Trybunał Konstytucyjny ma ogłosić wyrok w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa – czyli organu, który decyduje o tym, kto zostaje sędzią i kto w sądzie awansuje.

Problem polega na tym, że ustawa zmieniła sposób powoływania członków KRS – nie robią tego już sami sędziowie, ale politycy (parlament, który wcześniej – zgodnie z Konstytucją - miał swoją reprezentację, ale nie wpływał na skład całej Rady).

To oznacza, że Rada zmieniła sposób działania.

Problem ten jest przedmiotem zainteresowania na świecie – bo nadmierne upolitycznienie KRS jest sprzeczne z ideą niezależności sądownictwa.

Sprawę przed Trybunał wniosła sama KRS, tak jakby chciała uzyskać ze strony Trybunału jakąś formę akceptacji. Zobaczymy, co jutro zrobi TK.

Generalnie – problem polega na tym, czy istotne w systemie naszego państwa instytucje, które mają służyć obywatelom, są odpowiednio niezależne od rządzących. Bo niezależność sądów jest istotną gwarancją praw obywatelskich – dlatego Rzecznik  protestuje przeciwko jej ograniczaniu.

Pytanie 2. Hałas z nowych dróg i autostrad

Hałas, jaki powodują oddawane ostatnio drogi, narusza Konstytucję (art. 74). Minister Środowiska zliberalizował normy dotyczące hałasu, nie konsultując się z Ministrem Zdrowia – obywatele nie mają jak się bronić.

- Bardzo chętnie wystąpię w tej sprawie – ale czy Rzecznik się przyłączy? – mówi pani zadająca pytanie.

RPO: Inwestycje w przemysł, drogi, infrastrukturę coraz częściej wiąże się z uciążliwościami dla ludzi. To smog, zapylenie, ale też hałas (nie tylko drogi, ale także – imprezy masowe).

W opisanej przez Panią sytuacji Rzecznik może sprawdzić, czy normy hałasu odpowiadają standardom, a także w jaki sposób są prowadzone pomiary hałasu. Możemy sprawdzić, jak instaluje się ekrany dźwiękochłonne.

Musimy być zatem w kontakcie.

Pytane 3. Utracona własność bractwa kurkowego

Stowarzyszenie Bractwo Kurkowe w Ostrowie nie jest w stanie odebrać własności, jaką nabyło ze swoich składek w 1926 r. Przegrali przed sądem – choć w innych miejscowościach te sprawy udawało się załatwić pozytywnie. Bardzo cenne tereny zostały przejęte przez osoby trzecie, nie ma ich jak odzyskać – wszyscy rozkładają ręce. To co to jest za prawo?

RPO: Przemiany ustrojowe naruszyły prawa własności wielu osób i wielu organizacji. Nie bez powodu Rzecznik zajmuje się reprywatyzacją. Potrzebne jest nam najwyraźniej spotkanie, by zanalizować tę konkretną sprawę.

Pytanie 4. Ochrona danych osobowych

Po po co nam takie prawo, skoro właściciele stron wymuszają zgodę na przetwarzanie danych osobowych? Jeśli wszystkich nas podgląda się w sieci.

RPO: Faktem jest, że prawo nas nie obroni, skoro nie da się funkcjonować bez płacenia w sieci za usługi swoimi danymi osobowymi. A ludzie nie mają świadomości, z czym to się wiąże (warto sprawdzić, co o tym wiedzą osoby młode – pokazuje to raport EuKidsOnline)

Jednak RODO, unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, nakłada na wielkich graczy internetowych ograniczenia i kontrolę.

Sprawą przetwarzania danych przez firmy zajmuje się Urząd Ochrony Danych Osobowych. Rzecznika dużo bardziej interesuje to, w jaki sposób dane osobowe obywateli są przetwarzane przez służby i instytucje państwowe. Czyli – w jaki sposób jesteśmy inwigilowani.

Zdaniem RPO to, że nie wiemy dokładnie, kto i co na nasz temat zbiera, spowodowane jest niedostateczną kontrolą sądową. Nie mamy niezależnego organu, który sprawowałby kontrolę nad służbami specjalnymi.

Pytanie 5. Problem kumulacji roczników – brak miejsc dla uczniów w wymarzonych szkołach i brak miejsc w internatach

RPO: O tym, że problem nastąpi, ostrzegaliśmy. MEN uspakajał, że wszystko będzie dobrze. Teraz mogę tylko dopytywać samorządy, jak sobie radzą – zbierzemy dane i pokażemy, jak to w Polsce wygląda.

Oczywiście, pomogłoby, gdyby budżet centralny wsparł samorządy w tej sytuacji. Niestety, to się nie dzieje.

Pytanie 6. O emeryturę rolniczą, której nie można dostać, bo współmałżonek ma gospodarstwo rolne

RPO: To jest temat, który przekażemy naszym ekspertom w Biurze RPO.

Pytanie 7. Pergola i zmienione przepisy budowlane pozwalające na stawianie na prywatnych działkach większych budowli bez pozwolenia

A w moim przypadku starosta uznał, że mam rozebrać pergolę. I po sądach latam pięć lat. I to dobrze, że posłowie wybierają KRS, bo może ci sędziowie zmienią zdanie.

RPO: To też jest do sprawdzenia, musimy zobaczyć dokumenty.

Pytanie 8. Przewlekłe postępowanie spadkowe w sądzie

RPO: Przewlekłość postępowania narusza nasze prawo do sądu – i możemy się na to poskarżyć do sądu wyższej instancji. Samo stwierdzenie przewlekłości daje prawo do odszkodowania.

Może być tak, że człowiek nie zna jakiegoś przepisu i przez to sprawa się ciągnie – a to dlatego, że choć nie oszczędzamy na dentyście, to żałujemy na prawników. No i nie korzystamy z pomocy w nieodpłatnych punktach pomocy prawnej.

Pytanie 8. Szubienice, swastyki na ścianach – co człowiek może z tym zrobić?

RPO: Odwoływanie się do systemów totalitarnych jest w Polsce zakazane. Trzeba to zgłaszać i egzekweować.

Pytania od uczniów na karteczkach

Tradycyjnie Adam Bodnar prosi młode osoby, by – jeśli nie chcą zabierać głosu publicznie – zadawały pytania na karteczkach

Czy będziemy chodzić do szkoły w soboty i na zmiany? Czy będziemy mieli szansę dostania się do wybranej szkoły? Czy będzie strajk nauczycieli?

RPO: Nie znam odpowiedzi na te pytania. Ale widać, że to może się zdarzyć.

Jeśli chodzi o strajk nauczycieli – to niepokoi mnie przeciwstawianie praw nauczycieli prawom uczniów i rodziców. To rząd jest stroną sporu a nie rodzice i uczniowie.

Kiedy będzie lotnisko w Ostrowie?

RPO: Nie wiem. A czy wiecie, czy jest potrzebne? Może ważniejsze jest dobre połączenie z innym lotniskiem?

Dlaczego mężczyźni mogą dalej więcej niż kobiety? Dlaczego płeć przeciwna nas za wszystko ocenia?

RPO: Konstytucja (art. 33) mówi o równości kobiety i mężczyzny, ale praktyka  jest inna, co wynika i z tradycji, i ze stereotypów. I z tego, że nie potrafimy dobrze łączyć życia osobistego i zawodowego.

Jak ograniczyć hałas z lokali rozrywkowych?

RPO: Zawiadamiać policję o naruszeniu ciszy nocnej, składać pozwy o naruszenie dóbr osobistych i dogadywać się.

Czy prawa człowieka są w Polsce przestrzegane?

RPO: Mamy kłopoty z niezależnością pewnych instytucji stojących na straży praw obywatelskich. Dotyczące ich ograniczenia wcześniej czy później uderzają w obywateli.

Zmieniła się też rola parlamentu – debaty w nim nie służą wyłapywaniu błędów i ucieraniu stanowisk. W efekcie – prawo jest testowane na ludziach (przykład – kumulacja roczników w szkołach)

Jak poprawić sytuację smogową w Ostrowie? Jesteśmy piątym zasmogowanym miastem w Polsce. Co może zrobić samorząd?

RPO: Warto zacząć od zainstalowania czujników w mieście. Zastanowić się, jak ogrzewane są domy. Można kontrolować, jakie samochody wjeżdżają do miasta.

Ale prawdziwa zmiana zacznie się wtedy, gdy obywatele się zorganizują. Bo wtedy mogą się kontaktować z innymi, którzy już zebrali wiedzę, korzystać z niej. Przykładem jest Rybnik.

Jak wygląda sytuacja reformy orzecznictwa o niepełnosprawności?

Barbara Imiołczyk, BRPO: Problem w tym, że my nie mamy systemu, ale kilka systemików. Ministerstwo prowadzi jakieś prace, ale nie chce ujawnić ich wyników, co jest naprawdę bardzo nieprzyjemne. Można mieć tylko nadzieję, że to się zmieni.

Skoro mamy w Polsce wolność wyznania, to dlaczego jedna religia jest uprzywilejowana?

RPO: Relacja państwa i kościołów nie musi naruszać wolności sumienia i wyznania. To nieprawda, że tylko jedna religia jest wspierana w Polsce - państwo finansuje też lekcje religii w przypadku osób prawosławnych i protestantów.

Czy przeniesienie składek z OFE do ZUS było sprawiedliwe?

RPO: Moja poprzedniczka prof. Irena Lipowicz miała podobne wątpliwości i skierowała sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Ten uznał, że zmiana była w porządku, bo składki na OFE nie były prywatne.

Dlaczego nie można poprawić pracy sądów i są niesłuszne skazania?

RPO: Pomyłki zdarzają się niestety nawet najlepszym. Ale błędom trzeba się przeciwdziałać. Tylko że to jest żmudne, trudne, wymaga pieniędzy, rozwiązywania szeregu szczegółowych problemów. To jak naprawianie łodzi, która płynie – nie zmieni się starej łódki w nowoczesną z dnia na dzień.

Dlaczego pracodawcy w małych miejscowościach nie respektują przepisów o płacy minimalnej?

RPO: To jest ciężkie naruszenie przepisów i powinna się tym zająć inspekcja pracy. Człowiek, który by z taką sprawą poszedł do sądu, wygrałby.

Pytanie 9 z sali: Kiedy się napisze do Rzecznika, to w jakim czasie odpisze?

RPO: To zależy w jakiej sprawie. Są zespoły tak obciążone, że mają nawet półtoraroczne opóźnienia. Ale zawsze warto pisać. Bo my naprawdę robimy, co możemy.

I nie chce Pan zostać na drugą kadencję?

Adam Bodnar: Prawo dopuszcza taką możliwość, ale obrona praw obywatelskich wiąże się w Polsce z takim poziomem sporu, że to po prostu nie jest możliwe. Rzecznik nie może uzależniać swoich działań i zaniechań od tego, czy to zwiększy czy zmniejszy jego szanse na reelekcję. Dlatego od początku mówiłem: jestem tylko na jedną kadencję, do września 2020 r.

Jak zwracać nieruchomości wywłaszczone pod publiczne inwestycje, do których nie doszło. Uwagi RPO do zmian prawa

Data: 2019-03-12
  • Zasady zwrotów nieruchomości - wywłaszczonych na cele publiczne, których potem nie zrealizowano  - powinny być jednakowe dla wszystkich grup dawnych współwłaścicieli
  • Celem nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami, nad którą pracuje teraz Senat, jest wykonanie dwóch wyroków Trybunału Konstytucyjnego dotyczących zwrotu wywłaszczonych nieruchomości
  • Rzecznik wnosi, aby nowelizacja prawa uwzględniła także tych współwłaścicieli, którzy pogodzili się z wywłaszczeniem i wcale nie chcieli, by im zwracano ich dawną własność 
  • Skoro TK uznał, że każdy ze współwłaścicieli może działać osobno, powinno się uszanować wolę osób, które albo zagospodarowały już nieruchomość zamienną, albo nie mają pieniędzy na zwrot odszkodowania, które im kiedyś wypłacono. Nie można po raz kolejny odbierać tym osobom ich własności, a przepisy przejściowe powinny to uwzględnić

W ciągu wielu lat ludzi byli wywłaszczani pod inwestycje publiczne. Część z tych inwestycji nie powstała, więc byli właściciele mają prawo do zwrotu ziemi i nieruchomości. Bywa np. tak – jak Rzecznik Praw Obywatelskich usłyszał w Hajnówce – że ziemia wywłaszczona pod niewykonaną inwestycje rośnie w cenę, dysponuje nią gmina, chętni na jej zakup są – a dawni właściciele widzą, jak ich ojcowizną dysponuje się bez ich wiedzy. Choć powód, dla którego zostali jej pozbawieni, przestał istnieć.

Przepisy pozwalają w takich sytuacjach własność odzyskać, ale nie w każdym przypadku, stąd problemy. Najwięcej jest ich tam, gdzie wywłaszczona pod cel publiczny nieruchomość miała kilku współwłaścicieli.

Analizując ustawę, Trybunał Konstytucyjny wskazał, w których miejscach sprzeczna jest ona z Konstytucją. Teraz parlament próbuje te błędy naprawić.

Sytuacja 1. Ktoś występuje od zwrot nieruchomości, ale zgody nie wyrażają na to inni dawni współwłaściciele. Wedle ustawy zwrot nieruchomości nie następuje. 14 lipca 2015 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł (sygn. SK 26/14), że uzależnienie zwrotu od zgody pozostałych współwłaścicieli, jest niezgodna z Konstytucją.

Sytuacja 2. Przed laty, na wieść o inwestycji publicznej właściciel nie czekał na decyzję wywłaszczeniową, tylko sprzedał nieruchomość państwu. Cel publiczny, jakiemu miała ta operacja posłużyć, nie został zrealizowany. Ale ponieważ nie doszło do wywłaszczenia, nie ma też prawa do zwrotu. 12 grudnia 2017 r. Trybunał Konstytucyjny uznał (sygn. SK 39/15) za niezgodny z Konstytucją przepis pozwalający na zwrot tylko takiej wywłaszczonej nieruchomości, która była przejęta przez państwo na podstawie decyzji administracyjnej.

Te dwie usterki prawa Sejm naprawił w ustawie z 20 lutego.

Rzecznik Praw Obywatelskich – na podstawie skarg, jakie dostaje, pokazał jednak, że nowelizacja nie załatwia wszystkich problemów.

Sytuacja 3. Czyjaś współwłasność przed laty została przejęta pod cel publiczny, który nie został zrealizowany. Ta osoba przyjęła w zamian nieruchomość zamienną, zagospodarowała ją. Ale teraz o zwrot starej nieruchomości wnieśli pozostali jej współwłaściciele, którzy mieli co najmniej połowę udziałów  – nastąpił zwrot.  A to oznacza konieczność oddania nieruchomości zamiennej.

W ten sposób na podstawie art. 136 ust. 3 ustawy dochodzi – jak zauważał RPO - do przymuszenia do stania się właścicielem, a zarazem do przymusowego odebrania praw majątkowych (czyli własności nieruchomości zamiennej bądź zwaloryzowanego odszkodowania).

Uwaga ta nie została uwzględniona w toku prac sejmowych, ale Rzecznik dostał odpowiedź Ministra Inwestycji i Rozwoju, że te postulaty są zasadne, jednakże proponowana poprawka – uzupełnienie przepisu przejściowego –zostanie uwzględniona dopiero przy kolejnej nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami (terminu tego jednak nie sprecyzowano).

Rzecznik przedstawił swe uwagi ministrowi, bo odłożenie na bliżej nieokreślony termin prac legislacyjnych może grozić pozbawieniem prawnej ochrony osób, które już zostały pokrzywdzone niekonstytucyjnym przepisem.

Rzecznikowi Praw Obywatelskich nie przysługuje inicjatywa ustawodawcza, niemniej jednak może przedstawiać właściwym organom oceny i wnioski zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw człowieka i obywatela. Uznając zatem, że skorygowanie zakresu art. 3 ust. 1 ustawy nowelizującej ustawę o gospodarce nieruchomościami mieści się w materii regulowanej uchwaloną ustawą, a zarazem jest konieczne zarówno dla zapewnienia prawidłowej realizacji konstytucyjnych praw obywateli niegdyś wywłaszczonych, jak i dla pełnego wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zwrócił się do przewodniczących dwoch komisji Senatu  o zgłoszenie odpowiedniej poprawki.

IV.7003.274.2016

RPO: za długi spółdzielni nie mogą odpowiadać właściciele lokali

Data: 2019-03-07
  • Członkowie spółdzielni mieszkaniowych, jak i osoby z prawem do lokali, muszą mieć ochronę prawną przed przerzucaniem na nich odpowiedzialności za długi spółdzielni – wskazuje RPO
  • W świetle orzecznictwa jest jednak niebezpieczeństwo obciążania hipotecznego nie tylko całej nieruchomości spółdzielni, ale także poszczególnych lokali stanowiących odrębną własność  
  • Rzecznik pyta Ministra Inwestycji i Rozwoju, czy w tej sprawie zostaną podjęte odpowiednie działania legislacyjne dla ochrony praw obywateli

Z przepisów Prawa spółdzielczego i ustawy z 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych jednoznacznie wynika, że wolą ustawodawcy było, aby tytuły prawne  do lokali w ramach spółdzielni mieszkaniowej nie były zagrożone, gdy spółdzielnia jest zadłużona, np. z powodu ryzykownej działalności inwestycyjnej (jak np. Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Warszawie).

W praktyce jednak ten cel nie zostaje osiągnięty. Gdy spółdzielnia popadnie w długi, a nie stać jej na ich spłatę, to wierzyciel może wystąpić o zabezpieczenie swego długu poprzez ustanowienie hipoteki na nieruchomości takiej spółdzielni.

Zgodnie z dotychczasowym utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego, przepisy ustawy z 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece dopuszczają sytuację, w której takie hipoteki na nieruchomości spółdzielni mieszkaniowej przekształcałyby się z mocy tej ustawy w tzw. hipoteki łączne, obciążające także te lokale, które - w toku likwidacji, postępowania upadłościowego albo postępowania egzekucyjnego z nieruchomości spółdzielni - zmieniły status ze spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w prawo odrębnej własności

Według Rzecznika istnieje zatem realne niebezpieczeństwo przerzucenia na gruncie obowiązującego stanu prawnego zobowiązań spółdzielni mieszkaniowych na osoby, którym służy spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, w tym nawet na te, które w ogóle nie są członkami spółdzielni.

RPO już od kilku lat prowadzi korespondencję w tej sprawie. W odpowiedzi na ostatnie wystąpienie z lutego 2017 r. resort infrastruktury i budownictwa w marca 2017 r poinformował  o podjęciu w trybie roboczym współpracy w tej sprawie z Ministerstwem Sprawiedliwości. To Ministerstwo w  marca 2016 r. pisało zaś, że kwestia jest skomplikowana i nie pozwala na jednoznaczne przesądzenie kwestii odpowiedzialności rzeczowej nabywców odrębnej własności lokalu w toku postępowania upadłościowego, egzekucyjnego i likwidacyjnego. Za uzasadniono uznano postulat zmiany obowiązującego stanu prawnego tak, aby jednoznacznie przesądzić, którego rodzaju prawom przyznać prymat - prawom byłych spółdzielców stających się z mocy prawa właścicielami odrębnych obciążonych hipotecznie nieruchomości, czy też wierzyciela hipotecznego. Ewentualne skierowanie projektu założeń ustawy do rozpatrzenia przez Radę Ministrów uzależniono od rekomendacji ekspertów, co było wstępnie przewidywane na II kwartał 2018 r.

W związku z tym Rzecznik zwrócił się do Ministra Inwestycji i Rozwoju o poinformowanie, jakie ustalenia ostatecznie przyjęto w ramach roboczej współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości oraz, czy zostaną podjęte działania legislacyjne, a jeśli tak, to jakie.

IV.7000.251.2015

Ministerstwo Sprawiedliwości nie wyjaśni sytuacji kupujących mieszkania po 1 stycznia

Data: 2019-03-05

Chodzi o problem związany z ustawą o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów (Dz.U. z 2018 r. poz. 1716 ze zm.).

Chodzi o to, że choć przekształcenie nastąpiło z mocy prawa 1 stycznia 2019 r., to podstawą zmiany wpisu w księdze wieczystej (oraz w ewidencji gruntów i budynków) ma być zaświadczenie wydawane przez właściwy organ (art. 4 ust. 1). Takich zaświadczeń gminy mają wydać 2,5 mln. Ustawa daje im na to rok, choć w przypadku transakcji mieszkaniowych skraca ten czas do miesiąca. Jest jednak wątpliwe, czy samorządy, zwłaszcza w dużych miastach, zdążą z tym.

Rozumiejąc problem, Krajowa Rada Notarialna 11 stycznia 2019 r. uznała, że w przypadku sprzedaży mieszkania dopuszczalne jest sporządzanie aktów notarialnych dokumentujących transakcje nieruchomościami przed uzyskaniem zaświadczenia (nie da się natomiast bez zaświadczenia sprzedać domu jednorodzinnego czy ustanowić odrębnej własności lokali w nowych domach na gruntach do 2019 r. w użytkowaniu wieczystym deweloperów czy spółdzielni mieszkaniowych). Jest to jednak tylko opinia i nie wiadomo, jak w tej sytuacji zachowają się sądy wieczystoksięgowe.

Nie wykształciła się jednak jednolita linia orzecznicza i część sądów oczekuje na oficjalne wytyczne Ministerstwa Sprawiedliwości. Mogą więc odmawiać nowym właścicielom wpisu do księgi wieczystej, skoro aktowi notarialnemu nie towarzyszyło zaświadczenie o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego we własność.

Dlatego RPO prosił  Ministerstwo Sprawiedliwości o jasne stanowisko.

W odpowiedzi wiceminister Łukasz Piebiak napisał, że stanowiska nie będzie -  ze względu na poszanowanie zasada niezawisłości sędziowskiej a także ze względu na obawę o możliwość wywołania negatywnych następstw w obszarze praw i obowiązków stron czynności notarialnych oraz podmiotów uprawnionych z tytułu opłaty przekształceniowej.

Dlatego resort sprawiedliwości nie bierze pod uwagę podejmowania jakichkolwiek działań „w celu ujednolicenia praktyki postępowania (...) w sadach wieczystoksięgowych".

Wątpliwości związane z tokiem tych postępowań oraz co do roli zaświadczenia o przekształceniu jako podstawy wpisu mogą zostać rozwiane wyłącznie w drodze wykładni dokonywanej przez sądy w indywidualnych sprawach.

Proces stosowania tych przepisów będzie podlegać stałemu monitorowaniu ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości.

Nie tylko RPO, ale i Sejm za niekonstytucyjnością przepisów o gminnej ewidencji zabytków

Data: 2019-03-01
  • Właściciel obiektu włączonego do gminnej ewidencji zabytków nie może dziś skutecznie zakwestionować takiego wpisu – a nawet o nim nie wie
  • Naczelny Sąd Administracyjny zadał w tej sprawie pytanie prawne Trybunałowi Konstytucyjnemu 
  • RPO wniósł, aby TK uznał niekonstytucyjność przepisów jako nadmiernie ograniczających prawo własności
  • Takie stanowisko przedstawił także i Sejm

Właściciele skarżą się na procedury włączania ich nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków, uregulowanej w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Nie są bowiem informowani, że wobec ich nieruchomości toczy się odpowiednia procedura. O wpisie dowiadują się po fakcie. Tymczasem wpis ogranicza prawo własności. Chodzi np. o udział konserwatora zabytków w postępowaniach inwestycyjno-budowlanych i możliwość ich zablokowania.

Wpływa to także na racjonalność decyzji o zakupie. Gdy np. dopiero co nabyta nieruchomość została bez wiedzy właściciela uznana za zabytek, budzi to i u nabywcy, i sprzedającego poczucie bycia oszukanym przez władze publiczne - skoro przedmiotem kupna był obiekt  o innych cechach faktycznych i prawnych, niż strony transakcji myślały.

Od 2012 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wiele razy zwracał się do ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w tej sprawie. Szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis – choć w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. W takiej sprawie nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej. 

W ocenie RPO jest to nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności. Według art. 64 Konstytucji każdy ma prawo do własności, która podlega równej dla wszystkich ochronie prawnej i może być ograniczona tylko ustawą i jedynie w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności.  

Pytanie prawne NSA

W 2018 r. NSA  zadał TK (sygn. akt II OSK 2781/17) pytanie prawne. Zakwestionował konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków - w zakresie, w jakim ogranicza prawo własności nieruchomości poprzez dowolne i arbitralne włączanie jej do ewidencji, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej.

Sprawa dotyczyła skargi obywatela, który podważał wpis swego budynku do rejestru, bo - jego zdaniem - nie ma on cech zabytku. Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę. Uznał, że skoro ani ustawa, ani rozporządzenie ministra nie precyzują, jakie czynności, w jakim trybie i formie powinny być dokonane przy włączaniu do ewidencji, to wystarczy sprawdzenie karty adresowej obiektu, uzupełnione oświadczeniem konserwatora zabytków.

Według NSA przepisy nie precyzują,  jak sprawdzać karty adresowe obiektu ani też jaki tę czynność dokumentować. Powoduje to, że każdy przejaw aktywności organu staje się prawidłowy, a kontrola sądowoadministracyjna – formalna. Sąd nie może  zweryfikować, czy dany obiekt rzeczywiście jest zabytkiem i czy ograniczenie własności jest uzasadnione.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak, jak ujmował go w swoich wystąpieniach także Rzecznik.

Argumenty RPO

Rzecznik przyłączył się do tego postępowania w TK (P 12/18). Wniósł o uznanie, że zaskarżony przepis jest niezgodny z art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  oraz z art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

RPO wskazał, że art. 64 Konstytucji gwarantuje obywatelom poszanowanie „prawa własności i innych praw majątkowych” oraz ochronę tego prawa - równą  dla wszystkich równą. Normy te dopełnia wynikająca z art. 31 ust. 3 Konstytucji zasada proporcjonalności. Zbliżone gwarancje zawiera też Konwencja, która głosi, że „Każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa międzynarodowego”.

Na tej podstawie Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził w sprawie Potomscy przeciw Polsce naruszenie gwarancji, bo państwo nie zapewniło odpowiednich procedur ochronnych co do naruszonego prawa własności (w tym wypadku - umożliwienia wykupu nieruchomości bądź jej wywłaszczenia na wniosek właściciela, którego całkowicie pozbawiono możliwości korzystania z własności, ze względu na jej walory zabytkowe).

W ocenie Rzecznika wzgląd na lepszą ochronę zabytku uzasadniałby jak najszybsze ostrzeżenie właściciela, że dysponuje on szczególnym dobrem kultury i musi bardziej o niego dbać. Ukrycie tej informacji nie zapobiegnie np. ewentualnej dewastacji obiektu czy potencjalnie szkodliwym inwestycjom.

Stanowisko Sejmu

Także Marszałek Sejmu wniósł o uznanie niekonstytucyjności zaskarżonego przepisu w zakresie, w jakim umożliwia ujęcie w gminnej ewidencji zabytków nieruchomości bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony jego praw przed dokonaniem takiego ujęcia. Ocenił, że jest to niezgodne z art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji oraz z art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji.

Marek Kuchciński zwrócił m.in. uwagę, że trudno uznać, iż taka ingerencja w prawo własności jest konieczna w państwie demokratycznym dla realizacji takich wartości, jak porządek publiczny oraz ochrona wolności i praw innych osób. Według orzecznictwa ETPCz jest zaś oczywiste, że procedury ochronne powinny zapewniać efektywne przedstawienie sprawy właściwym władzom oraz zapewniać skuteczne kwestionowanie działań ingerujących w gwarantowane prawa.

Trybunał nie wyznaczył jeszcze teminu rozpoznania sprawy.

Po wystąpieniach RPO resort planuje zmiany 

W listopadzie 2017 r. minister kultury, wicepremier Piotr Gliński informował RPO o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Deklarował, iż jeszcze wcześniej możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków.

Resort zapowiedział, że zmiana dotyczyłaby:

  • wprowadzenia obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wojewódzkiego konserwatora zabytków o włączeniu zabytku do wojewódzkiej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu z niej,
  • wprowadzenia obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o włączeniu zabytku do gminnej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu z niej,
  • dodania przepisu, że porozumienie organu prowadzącego gminną ewidencję zabytków z wojewódzkim konserwatorem zabytków co do ujęcia w ewidencji zabytku, który nie jest wpisany do rejestru zabytków ani nie został włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków, ma formę pisemną, a stanowisko wojewódzkiego konserwatora o zasadności włączenia zabytku do ewidencji wymaga szczegółowego uzasadnienia.

Z informacji na stronie internetowej resortu wynika, że planowany termin wydania rozporządzenia to I kwartał 2019 r.

IV.7002.8.2018

Niezgodny z prawem nakaz zapłaty po wymianie rur. Kolejna skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2019-02-25
  • Wspólnota mieszkaniowa wymieniała instalację wodno-kanalizacyjną, na co nie zgodzili się właściciele jednego z mieszkań
  • W efekcie nowe rury ominęły ich lokal. Kosztami tych prac Wspólnota obciążyła właścicieli, ale sąd prawomocnie oddalił jej pozew o zapłatę 8,5 tys. zł   
  • Po roku w tym samym sądzie wydano jednak nakaz zapłaty tej kwoty, a komornik wszedł na konto pozwanych
  • Prawo zakazuje dwa razy orzekać w tej samej sprawie. RPO wniósł skargę nadzwyczajną, bo tylko tak można naprawić straty wyrządzone właścicielom

To szósta skarga nadzwyczajna, złożona do Sądu Najwyższego przez Rzecznika Praw Obywatelskich w obronie praw obywateli i Konstytucji.

Historia sprawy

W 2007 r. Wspólnota Mieszkaniowa wymieniała instalację wodno-kanalizacyjnej w budynku. Właściciele jednego z mieszkań odmówili udziału w kosztach. Wspólnota odcięła im wodę, a mieszkzanie zostało ominięte przy tzw. poziomach wody. Kosztami tych prac w wysokości 8,5 tys. zł obciążono właścicieli lokalu.

Wspólnota pozwała ich do sądu o zapłatę. 26 maja 2008 r. sąd rejonowy oddalił pozew. Uznał, że Wspólnota nie dowiodła, aby przeprowadzenie instalacji przez lokal pozwanych kosztowałoby mniej niż jego pominięcie. Sąd wskazał, że pozwani mogliby odpowiadać za następstwa nieudostępnienia lokalu wtedy, gdyby koszty Wspólnoty wynikały ze wstrzymania prac. Apelacja Wspólnoty została odrzucona przez sąd okręgowy.

W 2009 r. Wspólnota ponownie złożyła do tego samego wydziału tego samego sądu rejonowego pozew o zasądzenie tych samych kosztów, przedstawiajac te same dowody. Sąd przekazał sprawę do tzw. rozpoznania upominawczego. To odrębny tryb dochodzenia roszczeń - pozwala na szybsze wyegzekwowanie należności od dłużnika w porównaniu z postępowaniem zwykłym. Jest on możliwy, jeśli zachodzą określone przesłanki, m.in. pieniężny charakter roszczenia czy okoliczności faktyczne uzasadniające żądanie.

Nie wiadomo, dlaczego sąd się tak pomylił - czy powodem był nadmiar spraw, czy nieuwaga, czy może jedno i drugie. Niestety, 23 listopada 2009 r. referendarz sądowy przy sądzie rejonowym wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Pozwanym nakazano zapłacić Wspólnocie 8,5 tys. zł z odsetkami. Sprzeciw pozwanych odrzucono w 2010  r. Potem sąd przez kilka lat odrzucał kolejne sprzeciwy i zażalenia pozwanych oraz wniosek o wznowienie postepowania.

Tymczasem Wspólnota wniosła do sądu o wydanie tytułu wykonawczego, co nastąpiło i komornik sądowy w 2013 r. zajął rachunek bankowy pozwanych. Wyegzekwował z niego łączną kwotę 15,3 tys. zł. (doszły odsetki oraz koszty postępowania upominawczego i egzekucyjnego).

Skarga nadzwyczajna RPO

Rzecznik wniósł, aby Sąd Najwyższy uchylił nakaz zapłaty i odrzucił objęty tym nakazem pozew Wspólnoty. Otworzy to pozwanym drogę do naprawienia poniesionej szkody, zarówno wobec Wspólnoty, jak i Skarbu Państwa.

Zaskarżonej decyzji RPO zarzucił rażące naruszenie prawa poprzez nieodrzucenie pozwu, zakwalifikowanie sprawy do rozpoznania w postępowaniu upominawczym i wydanie nakazu zapłaty - w sytuacji, gdy o to samo roszczenie, pomiędzy tymi samymi stronami, sprawa została już wcześniej prawomocnie osądzona. A to oznaczało bezwzględną niedopuszczalność wszczęcia nowego postępowania w sprawie.

Przewodniczący wydziału, a następnie referendarz sądowy, nie dopełnili obowiązku dokonywania za każdym razem z  urzędu oceny danej sprawy cywilnej. Na etapie poprzedzającym wydanie nakazu zapłaty Kodeks postępowania cywilnego nakazuje bowiem zbadanie, czy w sprawie nie zachodzą tzw. bezwzględne przesłanki procesowe. Jedną z nich jest sytuacja, jeśli o to samo roszczenie pomiędzy tymi samymi stronami sprawa została już prawomocnie osądzona. Wtedy sąd, a odpowiednio - referendarz, mają obowiązek od razu odrzucić pozew.

Tymczasem wskutek naruszenia tych przepisów referendarz błędnie uznał, że istnieją postawy do wydania nakazu zapłaty i nie odrzucił pozwu - zgodnie z  art. 498 § 2 k.p.c. w zw. z art. 199 § 1 pkt 2 k.p.c.

Zarzuty konstytucyjne Rzecznika

To rażące naruszenie prawa wywołało negatywne konsekwencje dla praw i wolności pozwanych, których ochrona gwarantowana jest konstytucyjnie. A to podstawa wniesienia skargi nadzwyczajnej.

Nakazowi zapłaty RPO zarzucił naruszenie:

  • zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji. Nakaz zapłaty, wydany mimo że wcześniej to samo roszczenie pomiędzy tymi samymi stronami zostało prawomocnie oddalono, podważa wiarygodność rozstrzygnięć sądowych. Może też być to postrzegane jako przejaw wycofywania się przez państwo z ustalonych reguł postępowania wobec obywatela. Pozwani mieli bowiem prawo oczekiwać, iż skoro sprawa została już prawomocnie osądzona, nie będą zaskakiwani jej ponownym rozstrzygnięciem z wszelkimi negatywnymi dla nich konsekwencjami;
  • prawa do sądu określonego z art. 45 ust. 1 Konstytucji, bo nakaz naruszył gwarancje pozwanych co do pewności wydanego prawomocnego orzeczenia, a wymogi postępowania miały ich chronić przed niekorzystnymi skutkami ponownego powództwa o to samo roszczenie. Prawomocny wyrok, który – co gwarantuje art. 45 ust. 1 Konstytucji – powinien w sposób wiążący rozstrzygnąć sytuację pozwanych, okazał się w praktyce „bezwartościowy”, bowiem ten sam spór pomiędzy tymi samymi podmiotami został ponownie, w kolejnym postępowaniu rozstrzygnięty odmiennie – napisał Adam Bodnar;
  • chronionych przez art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji praw majątkowych pozwanych przez uszczuplenie ich środków pieniężnych. Na podstawie nakazu przeprowadzono egzekucję zasądzonego roszczenia, kosztów postępowania upominawczego oraz egzekucyjnego. W wyniku tych działań pozwani zostali pozbawieni wymiernych środków, co skutkowało obniżeniem ich warunków bytowych. Łącznie wyegzekwowano od pozwanych na rzecz wierzyciela 15 351 zł.

Z zasady demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej wynika m. in. że wyroki sądowe, jak i nakazy zapłaty, powinny być sprawiedliwe. Wydany nakaz zapłaty stanowi przykład orzeczenia rażąco niesprawiedliwego, łamiącego elementarne standardy demokratycznego państwa prawnego. 

Wcześniej pozwani podejmowali liczne próby uchylenia niekorzystnego dla nich orzeczenia. Mimo że obiektywnie ich zastrzeżenia były uzasadnione, to jednak z powodów formalnych nie udało im się doprowadzić sprawy do zgodności z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. Spełnione zatem zostały przesłanki skorzystania przez Rzecznika z instytucji skargi nadzwyczajnej, której głównym celem jest umożliwienie przywrócenia elementarnego ładu prawnego zgodnego z zasadą sprawiedliwości społecznej. Jedynym środkiem prawnym, który może doprowadzić do wyeliminowania wydanego nakazu zapłaty pozostaje zatem skarga nadzwyczajna.

Skarga nadzwyczajna to nowa możliwość prawna, którą Rzecznikowi Praw  Obywatelskich przyznała zmieniona ustawa o SN. Prawo ich kierowania, jeśli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej, ma tylko RPO i Prokurator Generalny (Minister Sprawiedliwości). RPO otrzymał już prawie 3 tys. wniosków w takich sprawach - przy niezmienionym budżecie.

IV.7212.26.2014

Ludzie i rosnące lotniska. Czy właściciele domów zyskają realną szansę na odszkodowania za hałas?

Data: 2019-02-15
  • Parlament poprawia właśnie ustawę, którą przed rokiem Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjną: na złożenie wniosku o odszkodowanie dawała tylko dwa lata od decyzji rozpoczynającej budowę lub rozbudowę lotniska
  • Parlament do 15 marca powinien zmienić te przepisy. Początkowo senacki projekt dawał mieszkańcom realną szansę na uzyskanie odszkodowań, teraz jednak coraz bardziej zmierza w stronę ochrony interesów przedsiębiorców i państwa
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wyraża zaniepokojenie tym faktem

Oświadczenie to RPO wydaje w związku z toczącymi się pracami parlamentarnymi nad projektem zmiany art. 129 ust. 4 ustawy – Prawo ochrony środowiska, uznanego wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 7 marca 2018 r. (sygn. akt K 2/17) za niezgodny z Konstytucją.

Kiedy w danej okolicy ma powstać uciążliwa inwestycja, np. lotnisko, trzeba najpierw wskazać obszar ograniczonego użytkowania wokół. Na tym terenie nie będą w przyszłości spełniane normy środowiskowe – np. dużo wyższy może być poziom hałasu. Ale właściciele nieruchomości zyskują prawo do odszkodowania za utratę wartości ich własności.

Niestety, przepisy dawały na wystąpienie z takim wnioskiem tylko dwa lata – a ponieważ lotniska są budowane z reguły dłużej, wiele osób poniewczasie dowiadywało się, że prawo do odszkodowania już im wygasło. Lotniska w naszym kraju rozbudowywały się gwałtownie w ostatnich latach – dla większości tych inwestycji dwuletni termin już wygasł.

Przepisy te zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego Rzecznik Praw Obywatelskich i przed rokiem sprawę wygrał. 7 marca 2018 r. Trybunał uznał, że dwuletni termin na dochodzenie roszczeń jest zbyt krótki, a przez to niezgodny z Konstytucją. Nadmiernie ogranicza bowiem ochronę praw właścicieli (art. 64 Konstytucji).

Zaskarżony przepis traci moc 15 marca 2019 r. – do tego czasu parlament musi zmienić przepisy. Rzecznik śledzi prace parlamentarne z uwagą, dlatego dziś musi zaalarmować opinię publiczną, że przybrały one obrót niekorzystny dla ludzi.

12 lutego połączone senackie komisje: Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej, Środowiska oraz Ustawodawcza obradowały nad projektem nowelizacji ustawy (druk senacki nr 1069).

Przewidywał on, że :

  • z roszczeniami odszkodowawczymi można by było wystąpić w terminie PIĘCIOLETNIM od wejścia w życie aktu powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości,
  • w przypadku roszczeń, które jeszcze nie wygasły, termin na składanie wniosków byłby także PIĘCIOLETNI,
  • najważniejsze jednak było uregulowanie sytuacji osób, które zgłosiły wnioski, ale po upływie dwuletniego, niekonstytucyjnego terminu - dla nich  projekt przewidywał nowy, TRZYLETNI termin na wystąpienie z roszczeniem od dnia wejścia w życie nowelizacji.

Niestety, rozwiązania korzystne dla mieszkańców stref ograniczonego użytkowania nie zostały przyjęte – w nowej wersji (druk 1069s) senatorowie uznali, że:

  • do TRZECH a nie pięciu lat zostanie wydłużony czas na wnoszenie roszczeń odszkodowawczych w przypadku obszarów ograniczonego użytkowania (OOU), które dopiero powstaną,
  • do TRZECH lat wydłuży się termin w przypadku osób, którym roszczenia jeszcze nie wygasły (ich dom znalazł się w OOU nie dalej niż dwa lata temu),
  • Ci, którym termin na roszczenia już upłynął – nie będą mogli już NIC zrobić.

Taką zmianę projektu zainicjowało Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, wskazując, że inaczej zbyt wiele osób wystąpi z roszczeniami. To spowoduje z kolei zbyt poważne skutki finansowe dla samorządów, które zbudowały lotniska, a także dla skarbu państwa i podmiotów, których działalność doprowadziła do ustanowienia obszaru ograniczonego użytkowania.

Rzecznik Praw Obywatelskich wyraża zdecydowany sprzeciw wobec przekazania takiego projektu  do dalszych prac parlamentarnych.

Należy przypomnieć, że to właśnie konieczność ochrony praw tych osób, którym dwuletni termin zawity upłynął, stała się przyczyną skierowania przez Rzecznika wniosku do Trybunału i wydania jego wyroku. W wielu przypadkach bowiem roszczenia wygasały, zanim obywatele uświadamiali sobie ich istnienie.

W ocenie RPO pełna realizacja wyroku winna uwzględniać prawa osób pokrzywdzonych niekonstytucyjnym przepisem. Tylko tak można naprawić szkody wyrządzone im w przeszłości. Tylko w ten sposób wyrok Trybunału Konstytucyjnego będzie mógł odnieść realny skutek. Nie można zapominać, że roszczenia odszkodowawcze z art. 129 ust. 4 ustawy dotyczą przede wszystkim właścicieli gruntów sąsiadujących z lotniskami, przy czym większość z tych inwestycji została już zrealizowana, natomiast uprawnieni nie zdążyli wystąpić z tym roszczeniem. Jeśli ustawodawca nie ureguluje – w przepisach przejściowych – sytuacji tych osób, nie będą one mogły w ogóle zrealizować swoich roszczeń, choć regulacja odbierająca im te została uznana za niezgodną z Konstytucją RP.

Trybunał Konstytucyjny uchylając ten przepis uznał, że jego podstawowym celem nie była „realizacja tradycyjnych funkcji prekluzji”, rozumiana jako określenie terminów na dochodzenie roszczeń, co jest konieczne dla prawidłowego regulowania stosunków prawnych. Trybunał wprost stwierdził, że w regulacji tej chodziło o „minimalizację skali dochodzonych roszczeń właścicieli nieruchomości i innych uprawnionych o odszkodowanie lub wykup. Prawodawca, wprowadzając krótki termin zawity na dochodzenie roszczenia, w istocie liczył na to, że nie wszyscy uprawnieni zdążą skorzystać z przedmiotowych roszczeń. Dominuje w tym troska o finanse publiczne, chęć ograniczenia wydatków obciążających budżet państwa czy jednostek samorządu terytorialnego; mniejszą rolę odgrywa wola wynagrodzenia uszczerbków poniesionych wskutek ograniczenia własności lub innych praw majątkowych.”.

W związku z powyższym Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie wyrazić głębokie zaniepokojenie związane z przyjętym brzmieniem projektu zmiany art. 129 ust. 4 ustawy – Prawo ochrony środowiska. Zarówno w zakresie, w jakim z projektu wykreślony został przepis przejściowy umożliwiający osobom uprawnionym „reaktywację” roszczeń opartych na przepisie uznanym za niezgodnym z Konstytucją, jak i w zakresie przyjętej formuły wydłużenia terminu występowania z roszczeniem: uznany przez Trybunał termin 2-letni jako rażąco za krótki został wydłużony zaledwie do lat 3.

Uchwalona w komisjach senackich zmiana projektu jest wyraźnie sprzeczna z istotą wniosku Rzecznika do Trybunału, a zarazem i z duchem samego wyroku sądu konstytucyjnego. Nie można zaakceptować sytuacji, w której to właśnie te osoby, których skargi – i prawna sytuacja – skłoniły Rzecznika do złożenia wniosku do TK, a naruszenie ich praw przez niekonstytucyjny przepis TK potwierdził, pozostaną bez jakiejkolwiek prawnej ochrony. Jedynym tego uzasadnieniem nie może zaś być – zdyskredytowana w tym przypadku przez TK – chęć ograniczenia wydatków budżetowych, kosztem osób, których konstytucyjne prawa naruszono.  

Niekorzystny dla właścicieli gruntów, opisywany wyżej w linku, projekt zmiany art. 129 ust. 4, zostały przyjęty przez Sejm na 22 lutego 2019 posiedzeniu, 26 lutego będzie procedowany w Senacie – załączam plik do uchwalonego przez Sejm tekstu nowelizacji. Projekt będzie procedowany 26 lutego (pkt 3. porządku) – link: https://www.senat.gov.pl/prace/senat/posiedzenia/tematy,517,1.html

W Senacie – o projekcie ustawy dotyczącym m.in. właścicieli gruntów przy lotniskach

Data: 2019-02-12
  • Jak będzie wyglądała ustawa realizująca wyrok TK sprzed roku, który dotyczył przede wszystkim właścicieli gruntów sąsiadujących z lotniskami, tam gdzie zostały utworzone tzw. obszary ograniczonego użytkowania?

12 lutego 2019 r. na wspólnym posiedzeniu senackie komisje: Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej, Ustawodawcza i Środowiska zajmują się senackim projektem zmian ustawy Prawo o ochronie środowiska.

Projekt ma doprowadzić do realizacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 7 marca 2018 r. (sygn. K 2/17) . Trybunał stwierdził wtedy, że art. 129 ust. 4 ustawy – Prawo o ochronie środowiska, który określał bardzo krótki termin zawity (2 lata) na zgłaszanie przez właścicieli nieruchomości, których prawa zostały ograniczone w związku z ochroną środowiska, roszczeń o odszkodowanie, jest niezgodny z Konstytucją.

Przepis ten dotyczył przede wszystkim właścicieli gruntów sąsiadujących z lotniskami, tam gdzie zostały utworzone tzw. obszary ograniczonego użytkowania.

Trybunał Konstytucyjny odroczył wejście w życie wyroku. Jeżeli jednak do 13 marca 2019 r. ustawodawca nie wprowadzi nowych regulacji, to wówczas:

  1. każdy właściciel będzie mógł dochodzić odszkodowania na zasadach ogólnych, zgodnie z terminami przedawnienia roszczeń określonymi w Kodeksie cywilnym,
  2. otworzy się możliwość wznawiania postępowań zakończonych niekorzystnymi wyrokami, opartymi na niekonstytucyjnym przepisie.

Dlatego ważne jest uchwalenie nowelizacji przed 13 marca.

W ramach prac w Komisji Ustawodawczej Senatu przygotowano projekt, który jest bardzo korzystny dla wszystkich zainteresowanych właścicieli gruntów. Przewiduje m.in. przedłużenie terminów zawitych do 5 lat, a także „reaktywuje” terminy wygasłe przed dniem wejścia w życie nowelizacji na kolejne trzy lata.

Ta propozycja spotkała się jednak z krytyczną oceną m.in. Ministerstwa Środowiska oraz Związku Powiatów Polskich (głownie z uwagi na daleko idące, niekorzystne skutki dla finansów publicznych) oraz Sądu Najwyższego, który zgłosił zasadnicze zastrzeżenia co do samej siatki pojęciowej oraz konstrukcji prawnych przyjętych w projekcie.

Sprawa jest zatem rozwojowa i interesująca, choć na zmianę przepisów pozostał zaledwie miesiąc.

RPO do ministra Ziobry o pomoc dla kupujących mieszkania po 1 stycznia

Data: 2019-02-05
  • Kupujesz mieszkanie, do którego przypisane było prawo użytkowania wieczystego gruntu, na którym stoi budynek? Z mocy ustawy prawo to od 1 stycznia przekształcone zostało we własność. Tyle że sprzedający nie ma na to zaświadczenia. Gmina nie zdążyła go wydać.
  • Pytanie, czy sąd wieczysto-księgowy taką transakcję wpisze do ksiąg. Czy zaakceptuje fakt, że w akcie notarialnym pojawia się własność, choć w poprzednich dokumentach mieszkania mowa była tylko o użytkowaniu wieczystym?
  • O wyraźną wytyczną dla sądów RPO apeluje do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry

Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę na problem związany z ustawą o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów (Dz.U. z 2018 r. poz. 1716 ze zm.).

Ustawa ta od 1 stycznia 2019 r. przekształciła prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności. Ta sama ustawa dała właścicielom prawo do bardzo wysokiej bonifikaty związanej z opłatami za przekształcenie prawa użytkowania wieczystego we własność. Dlatego nie do każdego dociera problem z samym przekształceniem. Sygnalizowali go już jednak dziennikarze, m.in. „Dziennika Gazety Prawnej” i „Rzeczpospolitej”.

Chodzi o to, że choć przekształcenie nastąpiło z mocy prawa, to podstawą zmiany wpisu w księdze wieczystej (oraz w ewidencji gruntów i budynków) ma być zaświadczenie wydawane przez właściwy organ (art. 4 ust. 1). Takich zaświadczeń gminy mają wydać 2,5 mln. Ustawa daje im na to rok, choć w przypadku transakcji mieszkaniowych skraca ten czas do miesiąca. Jest jednak wątpliwe, czy samorządy, zwłaszcza w dużych miastach, zdążą z tym.

Rozumiejąc problem, Krajowa Rada Notarialna 11 stycznia 2019 r. uznała, że w przypadku sprzedaży mieszkania dopuszczalne jest sporządzanie aktów notarialnych dokumentujących transakcje nieruchomościami przed uzyskaniem zaświadczenia (nie da się natomiast bez zaświadczenia sprzedać domu jednorodzinnego czy ustanowić odrębnej własności lokali w nowych domach na gruntach do 2019 r. w użytkowaniu wieczystym deweloperów czy spółdzielni mieszkaniowych). Jest to jednak tylko opinia i nie wiadomo, jak w tej sytuacji zachowają się sądy wieczystoksięgowe. Nie wykształciła się jednolita linia orzecznicza i część sądów oczekuje na oficjalne wytyczne Ministerstwa Sprawiedliwości. Mogą więc odmawiać nowym właścicielom wpisu do księgi wieczystej, skoro aktowi notarialnemu nie towarzyszyło zaświadczenie o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego we własność.

Dlatego RPO prosi  Ministerstwo Sprawiedliwości o jasne stanowisko.

IV.7000.30.2019

Rzecznik w obronie praw wszystkich właścicieli wywłaszczonych pod cel publiczny

Data: 2019-02-05
  • Zasady dotyczące zwrotów nieruchomości - wywłaszczonych na cele publiczne, których potem nie zrealizowano  - powinny być jednakowe dla wszystkich grup dawnych współwłaścicieli
  • Rzecznik wnosi, aby nowelizacja prawa uwzględniała także tych współwłaścicieli, którzy zwrotu wywłaszczonej nieruchomości nie chcieli, a dostali za nią odszkodowanie czy nieruchomość zamienną
  • Celem nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami, nad którą pracuje Sejm, jest wykonanie dwóch wyroków Trybunału Konstytucyjnego dotyczących zwrotu wywłaszczonych nieruchomości

Poprzedni właściciel lub jego spadkobierca mogą żądać zwrotu wywłaszczonej na cel publiczny nieruchomości lub jej części, jeżeli stała się ona zbędna na ten cel. Gdy taka nieruchomość miała wielu właścicieli, warunkiem zwrotu było wspólne wystąpienie wszystkich właścicieli. Brak zgody choć jednego oznaczał odmowę zwrotu.

14 lipca 2015 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł (sygn. SK 26/14), że zasada zwrotu takich nieruchomości w zakresie, w jakim uzależnia żądanie poprzedniego współwłaściciela od zgody pozostałych współwłaścicieli, jest niezgodna z Konstytucją.

12 grudnia 2017 r. Trybunał uznał zaś (sygn. SK 39/15) za niezgodny z Konstytucją przepis pozwalający na zwrot tylko takiej wywłaszczonej nieruchomości, która była przejęta przez państwo na podstawie decyzji administracyjnej. Ktoś, kto sam odprzedał swą własność państwu, wiedząc że może być wywłaszczony na cel publiczny, nie mógł się ubiegać o jej zwrot. 

Obecnie Sejm pracuje nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami, która ma być wykonaniem obu tych wyroków.

W ocenie RPO projekt co do zasady prawidłowo wykonuje wyroki TK. M.in. zapewnia  ochronę praw osób dotkniętych w przeszłości niekonstytucyjnym przepisem. Umożliwia wszczynanie na nowo postępowania administracyjnego o zwrot udziałów w wywłaszczonej nieruchomości tym osobom, którym tego wcześniej odmówiono ze względu na brak zgody wszystkich współwłaścicieli. Każdy mógłby wystąpić w ramach swego udziału.

W ocenie Rzecznika projekt nie obejmuje jednak tych współwłaścicieli, którym udział w wywłaszczonej nieruchomości zwrócono wbrew ich woli -  wskutek prawomocnego orzeczenia sądu na podstawie art. 199 Kodeksu cywilnego. Stanowi on, że współwłaściciele, którzy mają co najmniej połowę udziałów, mogą żądać rozstrzygnięcia danej sprawy przez sąd, mimo braku zgody na to innego współwłaściciela.

Według Rzecznika sytuacja prawna tych osób jest podobna do tych, którym odmówiono zwrotu ze względu na brak zgody wszystkich uprawnionych, a którzy dzięki nowelizacji mogliby występować o wszczęcie nowych postępowań administracyjnych przez 3 lata od wejścia noweli w życie.

Takie same prawo powinni mieć także i ci współwłaściciele, którzy wówczas sprzeciwiali się zwrotowi, a których stanowisko - wbrew ich woli - zostało zastąpione orzeczeniem sądu. W zamian za swój udział w wywłaszczonej nieruchomości dostawali oni odszkodowanie lub nieruchomość zamienną.

Niekonstytucyjna wykładnia art. 136 ust. 3 ustawy prowadziła do przymuszenia ich do stania się właścicielem nieruchomości, której nie chcą uzyskać, a zarazem do przymusowego odebrania praw majątkowych (czyli własności nieruchomości zamiennej bądź zwaloryzowanego odszkodowania).

Rzecznik podkreśla, że wszczęcie przez nich nowego postępowania nie pozbawiałoby żadnych praw osób, które udziały w dawnej własności odzyskały (skoro udziały współwłaścicieli w prawie do zwrotu będą mocą nowelizacji prawnie niezależne).

- Obie te kategorie podmiotów powinny być przez ustawę traktowane jednolicie. Obie powinny mieć możliwość doprowadzenia do ponownego orzekania o ich prawach, obie bowiem są dotknięte działaniem tej samej niekonstytucyjnej normy  – wskazał Rzecznik.

RPO wystąpił do Ministra Inwestycji i Rozwoju o rozważenie pilnej korekty projektu. Do  przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Petycji zwrócił się zaś o wniesienie odpowiedniej poprawki podczas drugiego czytania projektu.

IV.7003.274.2016

Kopalnia zarabia a ludzie mają za to płacić? NSA uznał argumenty RPO w interesie podatników

Data: 2019-02-01
  • Właściciele działki dostali kilkadziesiąt tysięcy zł podatku od nieruchomości, bo na ich ziemi działa kopalnia węgla brunatnego
  • Ale to nie oni czerpią korzyści z wydobycia. Kopalnia płaci im tylko za zajęcie gruntu
  • Gmina domagała się jednak od swoich mieszkańców podatku tak zdecydowanie, że sprawa trafiła ostatecznie do NSA. Z pomocą RPO obywatele sprawę wygrali

Gmina nałożyła podatek od nieruchomości  za pięciohektarową działkę, która choć stanowi własność prywatną, użytkowana jest przez spółkę-kopalnię węgla brunatnego. Decyzją sądu kopalnia dostała pozwolenie na użytkowanie tej nieruchomości za wynagrodzeniem.

Gmina uznała jednak, że skoro kopalnia nie jest właścicielem ziemi, to nie może być podmiotem ustawy o podatkach i opłatach lokalnych. A zatem podatek należny gminie powinni zapłacić właściciele.

Ci skierowali sprawę najpierw do Samorządowego Kolegium Odwoławczego a po przegranej – do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. I tam wygrali. Ale od wyroku tego skargę kasacyjną złożyło SKO. Wtedy po stronie właścicieli do sprawy przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Uznał bowiem, że ewentualne uchylenie wyroku sądu administracyjnego mogłoby negatywnie oddziaływać na sferę praw i wolności podatników.  Zauważył, że w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych brak jest definicji legalnej pojęć takich jak: właściciel, posiadacz samoistny. Wywiódł jednak relację między prawem podatkowym a definiującym sprawy własności prawem cywilnym w taki sposób, by obronić ludzi przed wysokim podatkiem za ziemię, z której nie mogą korzystać. Przedsiębiorca wykorzystujący do prowadzenia działalności gospodarczej grunty osoby fizycznej i osiągający z tego tytułu korzyści jest podatnikiem podatku od nieruchomości, która jest w jego władaniu. Przyjęcie odmiennego stanowiska oznaczałoby akceptację przerzucenia ciężaru podatku na właścicieli, nie uzyskujących żadnych korzyści z prowadzonej przez Kopalnię działalności gospodarczej – argumentował m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich.

Stanowisko to zostało uwzględnione przez Naczelny Sąd Administracyjny, który oddalił skargę kasacyjną i utrzymał korzystny wyrok I instancji (sygn. akt II FSK 254/17).

Ludzie nie muszą płacić zatem podatku.

V.511.341.2017

 

Sprawa dwóch różnych rozstrzygnięć spadkowych. Piąta skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2019-02-01
  • Kolejną skargę nadzwyczajną RPO składa w sprawie spadkowej
  • Sąd dwukrotnie i rozbieżnie  rozstrzygnął, kto nabywa spadek
  • Tej sytuacji nie da się naprawić dostępnymi narzędziami prawnymi – potrzebna jest skarga nadzwyczajna
  • RPO wnosi do Sądu Najwyższego o stwierdzenie nieważności drugiego postanowienia

Pani B. zmarła w 1994 r. W 1997 r. jej córka przedstawiła w sądzie testament matki i sąd w S. uznał, że to ona dziedziczy po matce, a jej brat – nie.

W 2003 r. córka pani B. ponownie wniosła sprawę o spadek po matce. Ten sam sąd w S. -zamiast uznać, że sprawa już została rozstrzygnięta - zabrał się do niej po raz drugi. I tym razem przedstawiony testament pani B. uznał bowiem za nieważny i rozdzielił spadek między córkę i syna pani B. Uczestnicy postępowania nie apelowali, w efekcie i to postanowienie się uprawomocniło. Córka pani B. wniosła o wznowienie postępowania, ale jej wniosek został odrzucony w 2017 r.

Zatem córka pani B. - zgodnie z wyrokiem w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej - odziedziczyła raz cały majątek matki, a raz – tylko połowę. Jej brat – nie dostał spadku, a zarazem odziedziczył jego połowę. Kiedy zmarł, sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy trzeba było ustalić, co dziedziczą jego spadkobiercy.

Sprawę może naprawić tylko skarga nadzwyczajna - nowa możliwość prawna, którą Rzecznikowi Praw  Obywatelskich przyznała zmieniona ustawa o SN. Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach, jeśli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej, ma tylko RPO i Prokurator Generalny (Minister Sprawiedliwości). RPO otrzymał już prawie 3 tys. wniosków w takich sprawach (przy niezmienionym budżecie RPO).

W skardze nadzwyczajnej RPO wnosi o uchylenie postanowienia z 2003 r., zarzucając sądowi w S.  naruszenie:

  • zasady zaufania do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji,
  • prawa do dziedziczenia, chronionego w ramach art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji,
  • prawa do sądu, wyrażonego w ramach art. 45 ust. 1 Konstytucji, z uwagi na wydanie drugiego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku, co nie pozwala na uznanie, iż zainteresowani uzyskali wiążące stanowisko sądu.

Został w ten sposób stworzony stan niepewności prawnej, w którego ramach uczestnicy postępowań nie mogą legitymować się jednoznacznym i nie budzącym wątpliwości potwierdzeniem nabycia uprawnień spadkowych. Oznacza to pozbawienie ich możliwości skutecznej realizacji uprawnień majątkowych nabytych na podstawie dziedziczenia.

Argumenty RPO

Osoby pozostające w kręgu oddziaływania postanowienia stwierdzającego nabycie spadku po danej osobie, mają prawo oczekiwać, iż w przypadku skierowania wniosku o ponowne rozpoznanie tej samej sprawy sąd będzie respektował fakt uprzedniego uprawomocnienia się rozstrzygnięcia stwierdzającego nabycie spadku. Bezpieczeństwo prawne w zakresie prawa spadkowego wymaga, by jakakolwiek modyfikacja konsekwencji prawnych, wynikających z prawomocnego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku, następowała w ramach postępowań mających na celu korektę już funkcjonującego w obrocie prawomocnego postanowienia spadkowego.

W tym kontekście pożądane pozostaje zachowanie przez sąd spadku należytej czujności procesowej, celem uniknięcia prowadzenia postępowania dotyczącego stwierdzenia nabycia spadku po danej osobie bez stosownego (proceduralnego) odniesienia się do faktu wcześniejszego rozpoznania tożsamej sprawy przez sąd powszechny.

Na gruncie art. 2 Konstytucji istota prawomocnego rozpoznania sprawy cywilnej przez sąd implikuje samo ograniczenie możliwości jego zmiany jedynie do sytuacji, w ramach której uprawniony podmiot korzysta z przewidzianych ustawą nadzwyczajnych środków zaskarżenia. Tymczasem w przedmiotowej sprawie Sąd Rejonowy w S. rozpoznał kolejny wniosek [córki pani B.] tak, jakby sprawa cywilna, dotycząca stwierdzenia nabycia spadku po zmarłej [pani B.], nigdy wcześniej nie była rozpoznawana przez sąd.

Tak więc, zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich samo błędne rozpoznanie sprawy z wniosku [córki pani B.] z 2003 r., jako pierwotnej sprawy dotyczącej stwierdzenia nabycia spadku po zmarłej [pani B.], stanowi naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa (działającego w jego imieniu sądu powszechnego) oraz konstytucyjnej zasady bezpieczeństwa prawnego. W zakresie prawa spadkowego wyraża się ona w możliwości układania przez spadkobierców istotnych spraw życiowych bez obawy, że sąd łamiąc jednoznaczny zakaz proceduralny może wydać drugie (równoległe) postanowienie, określające porządek dziedziczenia po danej osobie, w sposób odbiegający od wcześniejszego prawomocnego postanowienia spadkowego.

Ponadto samo funkcjonowanie w obrocie dwóch postanowień Sądu Rejonowego w S., odmiennie stwierdzających nabycie spadku po tej samej spadkodawczyni, stanowi naruszenie przysługującego uczestnikom postępowania o stwierdzeniu nabycia spadku po zmarłej konstytucyjnego prawa do sądu.

Zgodnie z treścią art. 45 ust. 1 Konstytucji każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Istota prawa do sądu sprowadza się więc do zapewnienia ochrony sądowej w sprawach dotyczących sfery praw lub wolności danego podmiotu (por. postanowienie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 13 kwietnia 1999 r., sygn. akt Ts 24/99, OTK 1999/6/130). Jest to jedno z podmiotowych praw podstawowych jednostki i jedna z fundamentalnych gwarancji praworządności w demokratycznym państwie prawa. Prawo do sądu, wedle utrwalonego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego obejmuje: prawo dostępu do sądu (prawo do uruchomienia procedury przed właściwym, niezależnym, bezstronnym i niezawisłym sądem); prawo do właściwej procedury przed sądem; prawo do wiążącego rozstrzygnięcia sprawy.

To właśnie ten ostatni aspekt nabiera wyjątkowego znaczenia w przedmiotowej sprawie, gdzie mamy do czynienia z dwoma prawomocnymi rozstrzygnięciami spadkowymi, odmiennie określającymi stwierdzenie nabycia spadku po zmarłej [pani B.]. W potwierdzonej sytuacji procesowej trudno o uzasadnione stwierdzenie, iż uczestnicy przeprowadzonych postępowań uzyskali wiążące rozstrzygnięcie zainicjowanej sprawy spadkowej, skoro Sąd Rejonowy w S. wydał dwa niezależne od siebie postanowienia dotyczącego tego samego przedmiotu.

Jednocześnie, zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, wskutek uprawomocnienia się zaskarżonego postanowienia doszło do uszczerbku w zakresie przysługującego spadkobiercom [pani B.] konstytucyjnego prawa do dziedziczenia.

W świetle art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji samo stosowanie przepisów ustawowych (norm materialnych i proceduralnych) winno gwarantować spadkobiercom należytą ochronę prawną w zakresie uprawnień przysługujących im z tytułu dziedziczenia. W tym kontekście instytucja stwierdzenia nabycia spadku stanowi instrument prawny, dzięki któremu w obrocie może się urzeczywistnić stosowna ochrona sfery prawnej spadkobierców. Samo stwierdzenie praw do spadku na drodze postępowania sądowego ma charter deklaratoryjny.

Jakkolwiek kwalifikacja prawna spadkobiercy w sporze między nim a innym spadkobiercą może być udowodniona na zasadach ogólnych, to jednak stwierdzenie nabycia spadku pozostaje wyłącznym dowodem prawa spadkobiercy do spadku wobec tych osób trzecich, które nie roszczą sobie prawa do spadku.

Postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku legitymuje spadkobiercę wobec osób trzecich. Wywiera ono znaczący skutek materialnoprawny dla spadkobiercy, jeśli chodzi o jego działanie na zewnątrz w stosunku do osób trzecich, które nie roszczą sobie praw do spadku.

W szczególności więc w sprawach o wierzytelność spadkową lub o wydanie rzeczy należącej do spadku wytoczonych przeciwko takim osobom spadkobierca, w razie zakwestionowania jego przymiotu przez pozwanych, będzie musiał uzyskać postanowienie stwierdzające jego kwalifikację prawną. Uzyskanie stwierdzenia nabycia spadku pozostaje także niezbędne w przypadku postępowania wieczystoksięgowego oraz administracyjnego. Brak stosownego stwierdzenia nabycia spadku stanowi przeszkodę do ujawnienia następstwa prawnego spadkobiercy po zmarłym spadkodawcy.

W postępowaniu administracyjnym zaś organ administracji publicznej nie jest władny do samodzielnego ustalenia następstwa prawnego po zmarłej osobie. Następstwo to powinno być wykazane według przepisów prawa cywilnego, a więc w postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku lub w drodze notarialnego poświadczenia dziedziczenia (por. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 16 stycznia 2002 r., sygn. akt I SA 1421/00, ONSA 2003/3/64; wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 maja 2011 r., sygn. akt III CSK 221/10, OSNC-ZD 2012/2/38; wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 24 listopada 2005 r., sygn. akt I SA/Wa 1991/04, Lex nr 213429; Piotr Borkowski. Komentarz do zmiany art.1027 Kodeksu cywilnego wprowadzonej przez Dz.U. z 2007 r. Nr 181 poz. 1287, LEX; Elżbieta Niezbecka. Komentarz do art. 1027 Kodeksu cywilnego, LEX, stan prawny: 15 czerwca 2015 r.).

Należy zatem mieć na uwadze, iż w przypadku funkcjonowania dwóch prawomocnych postanowień dotyczących stwierdzenia nabycia spadku po tej samej osobie, spadkobiercy nie mogą w obrocie legitymować się jednoznacznym sądowym potwierdzeniem uprawnień nabytych tytułem dziedziczenia. Ochrona prawna gwarantowana na gruncie Konstytucji staje się iluzoryczna, bowiem instytucja stwierdzenia nabycia spadku w takiej sytuacji nie może zrealizować przypisanych jej systemowo celów.

Wobec faktu, iż postanowienie Sądu Rejonowego w S. z 2003 r. zapadło mimo wcześniejszego prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy o stwierdzenie nabycia spadku po [pani B.] postanowieniem tegoż Sądu z 1997 r., doszło do nieuprawnionej ingerencji w zakres ochrony prawnej przysługującej uczestnikom obu postępowań na gruncie Ustawy Zasadniczej, bowiem w chwili obecnej nie jest możliwe należyte zrealizowanie przez nich nabytych na podstawie dziedziczenia uprawnień majątkowych.

Istnienie dwóch postanowień stwierdzających nabycie spadku po [pani B.] stanowi przejaw rażącej wadliwości prawnej, zaistniałej w procesie sądowego stosowania prawa, która ze względu na konieczność ochrony porządku prawnego oraz powinność zapewnienia należytej ochrony uprawnień przysługujących spadkobiercom uzasadnia odstępstwo od zasady stabilności prawomocnego rozstrzygnięcia.

W tym stanie rzeczy niniejsza skarga nadzwyczajna, zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich pozostaje uzasadniona i niezbędna dla zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

IV.7000.394.2018

O prawach naszych sąsiadów, naszych pracowników i naszych klientów. Spotkania regionalne RPO w Lublinie

Data: 2019-01-10
  • Na popołudniowe spotkanie z RPO Adamem Bodnarem  w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej przyszło 40 osób – młodzi i starzy, w tym przedstawiciele lubelskiego środowiska prawniczego.
  • Interesowały ich sprawy sądów, lokatorów, zatrudnienia cudzoziemców, mowy nienawiści, pomagania uchodźcom, zasady, na jakich RPO może pomóc albo przystąpić do postępowań sadowych.

Kto i jak może pomóc uchodźcom (na miejscu)?

RPO: Rzecznik zajmuje się prawami osób, które znalazły się pod opieką Rzeczypospolitej i sytuacją na granicy. Za granicą aktywne są organizacje: Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej i Polska Akcja Humanitarna, a także Caritas Polska.

W sprawie osób LGBT, które sprzeciwiają się odesłaniu do krajów pochodzenia, możemy interweniować, o ile ta osoba jest w Polsce i o ile można udowodnić zagrożenie związane z orientacją.

Studenci z zagranicy. Odmowa wizy

RPO: Decyzje odmowne przyznania wizy nie podlegają w Polsce zaskarżeniu. Taka regulacja jest sprzeczna z prawem europejskim i RPO w tej sprawie interweniował. MSWiA nie jest najwyraźniej gotowe do zmian

Jakie są szanse przeciwdziałania mowie nienawiści (po wypowiedzi wojewody lubelskiego o osobach LGBT)

Przepisy chroniące przed mową nienawiści nie chronią w Polsce osób z niepełnosprawnościami, atakowanych z powodu płci czy orientacji seksualnej. Postulaty, żeby to poprawić, zostały zgłoszone. Robił to także RPO. Nie widać jednak większej szansy na szybką zmianę.

A jest to zmiana kluczowa. Bo nie mając prokuratora po swojej stronie nie daje się praktycznie identyfikować osób posługujących się mowa nienawiści w internecie.

Odpowiedzialność urzędników za decyzje

Wydawanie decyzji dla agencji pracy tymczasowej na zatrudnianie cudzoziemców przez Urząd Wojewódzki zaczyna trwać tak długo że agencjom pracy tymczasowej, które ich zatrudniają, grozi bankructwo.

Nie wszyscy cudzoziemcy mogą wrócić do kraju pochodzenia. Nie mogą pracować, utrzymywać ich musi agencja pracy tymczasowej.

Tymczasem w regionie brakuje rąk do pracy. Skargi na takie działanie urzędników powodują to, że urzędnicy jeszcze gorzej załatwiają sprawy zezwoleń.

RPO:  Rzecznik interesuje się tą problematyką. Jeśli dostaniemy dokumenty od Państwa, będziemy mogli podjąć interwencję w lubelskim urzędzie wojewódzkim. Ponieważ zabierający głos rozważają sprawę o przewlekłość postępowania administracyjnego, RPO sprawdzi, czy się do takiej sprawy nie przyłączyć.

Komentarz do relacji o kontaktach obywateli z urzędami miał obecny na spotkaniu prawnik, który skorzystał przed sądem z pomocy RPO w sprawie o ulgę meldunkową. Przedstawiał szczegóły tej sprawy – i skali problemu ulgi meldunkowej, to znaczy niezrozumiałego, ukrytego w gąszczu paragrafów przepisu, który egzekwuje z zapałem fiskus. Okazuje się, że mimo korzystnych dla podatników wyroków sądowych skarbówka nie zmieniła jeszcze nastawienia do spraw obywateli.

PESEL dla wszystkich

PESEL jest ważną daną osobową, konieczną w wielu umowach. A można je łatwo wyciągać z ksiąg wieczystych. Jak Pan przymusi Ministra Sprawiedliwości, by chronił dane?

RPO: To jest do sprawdzenia.

Dlaczego są różne rodzaje bonifikat przy wykupie własności

Dlaczego grunty warszawskie można wykupić z większą bonifikatą niż państwowe?

RPO: Bo są różne typy własności – państwowa i komunalna. RPO nie ma dobrego argumentu, by skarżyć się na to, że „ci w Warszawie mają lepiej”. Prawo stanowi jasno, że jeśli działki mają różny status prawny, to nie mogą być tak samo traktowane, choćby leżały blisko siebie.

Ta kwestia nadaje się do debaty politycznej, a Rzecznik politykiem nie jest.

Co z biegłymi sądowymi?

RPO: Mamy całkowicie archaiczny system biegłych sądowych. Nie powiem Państwu nawet, ile wystąpień w tej sprawie skierowałem.

Uczestnik spotkania powiedział, że reforma postępowania cywilnego (UD 309) podejmuje zagadnienie biegłych.

Przydziały lokatorskie po reprywatyzacji

Po sprywatyzowaniu kamienicy na rynku w Lublinie okazało się, że lokatorzy z przydziałem lokatorskim dowiedziały się w urzędzie miasta, że muszą wystąpić o nowy przydział. Pod presją nowego właściciela wycofały te wnioski i oddały mieszkania komunalne w tym domu.

Aktywiści społeczni nie są dla władz samorządowych partnerami w rozwiązywaniu takich spraw. Co zatem powinniśmy robić w sytuacji, gdy naszym mieszkańcom tak radykalnie pogarszają się warunki mieszkaniowe?

RPO obiecuje przeanalizowanie sprawy. (a zgłaszający dziękuje Rzecznikowi za pomoc w sprawie lokatorskiej zgłoszonej w czasie spotkania regionalnego w Lublinie w 2016 r.)

Kwestia wynagrodzeń wypłacanych na podstawie stosunków służbowych

Zdaniem zgłaszającego przepisy są wadliwe i w przypadku niewypłacenia wynagrodzenia nie ma narzędzi do skutecznego ich egzekwowania.

Prawa wyborcze

Prokuratura nie podejmuje zgłoszeń organizacji pozarządowych o naruszeniu prawa wyborczego. Polegały one m.in. na tym, że jeden komitet (nie wystawiający kandydata) agitował na rzecz kandydata innego komitetu.

Widać też, że słabo działają rejestry wpłat na komitety wyborcze (bo nie obejmują wpłat na partie polityczne). To będzie ważne w wyborach parlamentarnych.

RPO: Prosimy podesłać nam dokumenty i zawiadomienia do prokuratury.

Sposób działania sądów. Prawa ojców

Uczestnik spotkania opowiada o swojej sprawie dotyczącej opieki nad dziećmi i alimentów dla ojca, który z dziećmi został, w której, zdaniem relacjonującego, udział wzięła bardzo niekompetentna biegła, sam ojciec był zastraszany, niesłusznie aresztowany, a wszystko to się działo dlatego, że sędziowie i prokuratorzy są ze sobą powiązani.

RPO: Tak skomplikowanej sprawy tu nie załatwimy. Musimy się umówić na oddzielne spotkanie, w czasie którego przejrzelibyśmy dokumenty.

Zachowania komorników. Prawa ojców

Ściga mnie komornik za dawno zapłacone alimenty. Urzędnicy tworzą mi fikcyjny dług.

Sądy nie reagują na nadużycia komorników. Co Pan z tym zrobi?!?

RPO: Rozumiem, że dostanę od Pana dokumenty?

Prawa rodzin, konflikty i spory o dziecko, uprowadzenia rodzicielskie, przysposobienia zagraniczne

Stan prawny nie pozwala na rozwiązywanie trudnych sytuacji rodzinnych, tracą na tym dzieci. Co w tej sprawie zrobić może Rzecznik?

RPO: To jest na tyle poważny problem, że w połowie zeszłego roku zorganizowaliśmy Kongres Praw Rodzicielskich, by zebrać ekspertów, pedagogów i rodziców. Próbowaliśmy postawić diagnozę i szukać rozwiązań.

W dobrym kierunku idzie sposób załatwiania spraw w postępowaniach transgranicznych.

Dziś najważniejszym problemem do rozwiązania jest przewlekłość postępowań w sądach rodzinnych. To są sprawy, w których na to nie wolno sobie pozwalać.

Trzeba też tak zmieniać prawo rodzinne, by nie eskalowało konfliktu w rodzinie, bo wtedy dzieci stają się przedmiotem sporu – tak jak wysokość wzajemnych rozliczeń. Niestety nie udało się nam przekonać resortu sprawiedliwości do pomysłu adwokata dla dziecka.

Największym teraz problemem jest to, że specjaliści Biura są już przeciążeni, a teraz musieli podjąć także sprawy skarg nadzwyczajnych do Sądu Najwyższego. Przygotowywanie kasacji (także w sprawach alimentów) jest niezwykle pracochłonne, a parlament w żaden sposób nie chce uwzględnić naszych wniosków o choć lekkie podniesienie budżetu.

A ja mam taki problem: udzieliłem zgodę na przysposobienie dziecka za granicą. I teraz od kilkunastu lat trwa proces w sprawie alimentów na nie, bo urząd stanu cywilnego nie wydaje decyzji stwierdzającej, że nie mam już takich zobowiązań. I nie ma tego jak zaskarżyć…

RPO: O czymś takim jeszcze nie słyszeliśmy. Ale od wyjaśniania także takich spraw jesteśmy.

Rozliczenia podatkowe małżonków w przypadku konieczności ubezwłasnowolnienia

Jeśli jedno z małżonków ulegnie takiemu wypadkowi, że nie jest w stanie samodzielnie egzystować i drugi małżonek musi go ubezwłasnowolnić, to ustaje tym samy wspólnota majątkowa. I w takim wypadku nie da się wspólnie rozliczyć podatków. Wiedział Pan o tym?

RPO: Nie, ale teraz wiem. Dziękuję za to zgłoszenie.

 

Z punktu widzenia mieszkańców Biłgoraja. Spotkanie regionalne RPO

Data: 2019-01-09

50 osób przyszło do Biłgorajskiego Centrum Kultury. Zebranych witał pochodzący z Biłgoraja członek Rady Społecznej RPO Henryk Wujec. Ludzie przyszli z ciekawości i by porozmawiać o sprawiedliwości, ale dyskusja szybko zaczęła dotyczyć konkretnych spraw. Spotkanie zapowiadał wielki baner przed budynkiem.

- RPO jest od patrzenia władzy na ręce, jest niezależny od polityków i dlatego powoływany na pięć lat. W tym czasie co roku ma przedstawiać parlamentowi sprawozdanie o stanie przestrzegania praw i wolności obywateli – zaczął spotkanie Adam Bodnar. - Nie jestem członkiem żadnej partii politycznej, nie byłem w żadnej i w żadnej być nie zamierzam. Moja praca polega na wchodzeniu w spór z władzą w interesie obywateli – powiedział Adam Bodnar. Rzecznik, który kłaniałby się władzy, nie nadawałby się do tej pracy. Jego zadaniem jest bowiem ochrona praw obywateli. Dlatego np. może się wypowiadać tylko wtedy, kiedy widzi jasną konstytucyjną podstawę (i nie może za bardzo wypowiadać się w sprawie ochrony dzików przed ostrzałem, co było jednym z pierwszych pytań na spotkaniu).

Sprawy zgłoszone na spotkaniu:

Z punktu widzenia telewidza: niepokojące zatrzymania rejestrowane przez kamery

Każdy jest niewinny do momentu prawomocnego skazania. Organizowanie zatrzymań w świetle fleszy jest złą praktyką. Nie powinno tak być.

RPO: Uzyskiwanie korzyści politycznych z aresztowania narusza prawa jednostki. Ale są sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia i służby muszą się tak zachować.

Ważne jest, że obywatel ma prawo w takiej sytuacji poskarżyć się do sądu na sposób zatrzymania.

Osobnym problemem są komentarze polityków do zatrzymań, a także pomyłkowe zatrzymania. Takie sprawy muszą być wyjaśniane, a prawo do odszkodowania egzekwowania.

Z punktu widzenia związkowca

  • Dlaczego trzeba płacić za ogromne pakiety telewizyjne, skoro człowiek ogląda tylko kilka programów. Do tego umowy są konstruowane tak, że człowiek nic z nich nie rozumie.
  • Dlaczego oszczędności w bankach są nisko oprocentowane, a banki pobierają od pożyczek wysokie odsetki. Kiedyś odsetki z oszczędności były większe.
  • Dlaczego rozpiętość plac w zakładach jest taka duża?

RPO: 1. Za abonament RTV mamy wszyscy dostęp do kilkunastu stacji telewizji naziemnej. Tu nie mamy wyboru. Jednak pozostałe kanały wynikają z umowy z operatorem telewizji. Nie ma tu naruszenia praw człowieka. Jeśli ktoś uważa, że traci na tym jako konsument (naruszenie praw konsumenta), powinien zwracać się do rzecznika konsumentów.

Poważnym problemem z punktu widzenia RPO jest niejasność umów – bo to powoduje, że człowiek nie jest w stanie świadomie podjąć decyzji. Dlatego tak wazna jest dla nas współpraca z rzecznikami konsumentów.

2. Odsetki są związane z poziomem inflacji. Teraz mamy bardzo niską inflację, kiedyś była wysoka, stąd zmiany oprocentowania.

3. Różnice w zarobkach są cechą gospodarki rynkowej. Zmieniać je można nakładając wyższe podatki od wyższych dochodów oraz ustalając na odpowiednim poziomie minimalne wynagrodzenie.

Z punktu widzenia matki: przemoc w rodzinie

Przeciwdziałanie przemocy jest trudne, szczególnie, jeśli sprawcą jest osoba wysoko postawiona, ze znajomościami w policji i świecie prawniczym.

RPO: Prawnicy mają dzieci i nie żyją w układach, ale w naturalnych związkach koleżeńskich. W opisanych przez panią przypadkach trzeba sprawę przenosić do innego sądu i również informować o tym RPO i Rzecznika Praw Dziecka.

Z punktu widzenia działacza rozczarowanego zmianami w kraju z ostatnich 30 lat: RPO jest stronniczy

Dlaczego RPO jest za podnoszeniem wieku emerytalnego, nie broni kibiców, za to esbeków?

RPO: W sprawie reformy emerytalnej RPO nigdy nie wypowiadał się, bo to jest kompetencja rządu. Za to w sprawami kibiców zajmowałem się od pierwszego dnia kadencji.

Z punktu widzenia osoby, która przegrała sprawę w sądzie: co zrobić, żeby RPO wniósł skargę nadzwyczajną?

Skarga nadzwyczajna jest bardzo poważnym narzędziem, bo jest do zastosowania wtedy, gdy zawiodły już inne narzędzia. Ale nie można wzruszać prawomocnych wyroków, zwłaszcza sprzed lat, lekką ręką – bo to ma konsekwencje dla wielu ludzi, nie tylko dla tych, którzy wnoszą o zmianę wyroku.

Są jednak sytuacje, kiedy RPO już reaguje i wnioski o skargę nadzwyczajną składa. Robi to wtedy, kiedy człowiekowi nie można inaczej pomóc.

Z punktu widzenia porządku i prawa: Prawa dzieci z jednopłciowych małżeństw

Dziecko z rodziny, w które rodzice są jednej płci, nie mają prawa do polskiego PESEL, bo podnosi się argument, że polska konstytucja mówi o tym, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. I system komouterowy nie pozwala zarejestrować dziecka.

RPO: NSA tę kwestię rozstrzygnął. Powiedział, że tu nie liczy się status małżeństwa (art. 18 Konstytucji) ale kwestia praw dziecka (art. 72 Konstytucji).- 

Tak, ale to wyrok niewykonalny. Własnie dlatego, że systemy infornatyczne nie są do takiego rozstrzygnięcia przygotowane i praktycznie nie da się takiej decyzji wydać. 

Z punktu widzenia dziecka rolników: prawo do mojej ziemi

Ziemię należącą do mojej rodziny chcą przejąć krewni przez zasiedzenie. Sprawa jest w sądzie i nie wiem, jak mam udowodnić swoją rację.

RPO: To warto omówić na spotkaniu indywidualnym z prawnikiem Biura. Dlatego jest z Rzecznikiem pani mecenas, z którą można o tym porozmawiać.

Z punktu widzenia obywateli, którzy słyszeli coś o sądach: nie można ich bronić

Czy Pan tego nie widzi, że z sądami jest coś nie tak?

RPO: Widzę. To jest dziedzictwo niedemokratycznej przeszłości. Rok 1989 przyniósł ogromne zmiany społeczne, które sprawiły, że coraz więcej nowych typów spraw trafia do sądu. A sądy nie zmieniły się aż tak bardzo pod względem organizacji pracy, są zarządzane po staremu – sędziowie nie mają odpowiedniej pomocy w pracy, takiej jak choćby w kancelariach adwokackich. Przez to sądy się zatykają (w Sądzie Okręgowym w Warszawie ¼ spraw dotyczy kredytów frankowych – kto o tym słyszał 20 lat temu?). Sędziowie przez lata zamykali się przed społeczeństwem i odgradzali od przedstawicieli innych zawodów sędziowskich.

Niestety, dotychczasowe reformy nie mierzyły się z tymi problemami, zamiast tego od 3 lat politycy próbują podporządkować sobie sędziów.

A do zrobienia jest naprawdę wiele – temu poświęciliśmy wiele paneli ostatniego II Kongresu Praw Obywatelskich.

  • Mówi Pan o konkursowym wybieraniu ludzi na stanowiska w sądach. Ale po co są konkursy– nie lepiej je w ogóle zlikwidować, skoro i tak zatrudniają kogo chcą? RPO: konkursy to najlepsza rzecz, jaka może być w administracji.
  • Albo przenośmy sędziów co kilka lat. Żeby się nie zżywali ze środowiskiem RPO: a wyobrażacie sobie Państwo życie rodziny takiego sędziego.

Z punktu widzenia pracownika szpitali

Byłam na zwolnieniu po wypadku w pracy, kiedy przyznawali „dodatek zembalowy” (podwyżki przyznane jako dodatek  w 2015 r.). Nie dostałam. Nie dostałam też podwyżki. Nie reaguje Inspekcja Pracy.

RPO: Wtedy trzeba się skarżyć do Rzecznika. My od tego jesteśmy.

Z punktu widzenia ucznia: dlaczego nie mieliśmy spotkania z RPO?

RPO: Przed wyjazdami regionalnymi zwracamy się do szkół z pytaniem, czy nie chcą spotkania z RPO. Czasami odpowiadają, że „nie są zainteresowane”.

Z punktu widzenia lekarza: jak uzyskać świadomą zgodę pacjenta z zaburzeniami poznawczymi, a nie ubezwłasnowolnionego

Gdybyśmy mieli respektować prawo, to nie moglibyśmy leczyć, z wyjątkiem sytuacji zagrożenia życia.

Czy takie sprawy interesują Rzecznika

RPO: Tak.

Debata jest trudna, bo szalenie zideologizowana. Ale dotyczy fundamentalnych praw.

Tę sprawę też sprawdzimy.

...

A nie zająłby się Pan jednak sprawami dzików?

Seminarium eksperckie „Problemy prawne w obszarze praktyki geodezyjno-ewidencyjnej” w Biurze RPO

Data: 2019-01-07

Seminarium eksperckie poświęcone było problemom wynikającym ze stosowania przepisów ustawy z dnia 17 maja 1989 r.  – Prawo geodezyjne i kartograficzne. Celem seminarium była ocena obowiązującego stanu prawnego i zdefiniowanie potrzeb zmian legislacyjnych w obszarze praktyki geodezyjno-ewidencyjnej. 

W seminarium 7 stycznia wzięli udział m.in. główny geodeta kraju, sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, przedstawiciele: Najwyższej Izby Kontroli, Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, Biura Geodezji i Katastru Urzędu m.st. Warszawy, Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, geodeci, grono redakcyjne „Magazynu Geoinformacyjnego – Geodeta”, niezależni eksperci oraz przedstawiciele doktryny. Seminarium otworzył rzecznik praw obywatelskich dr Adam Bodnar

Pracownicy Zespołu Prawa Cywilnego BRPO nakreśliligłówne problemy wynikające ze skarg obywateli dotyczące wadliwego odzwierciedlania stanu nieruchomości skarżących w zasobach przyjętych do ewidencji gruntów i budynków.

Wadliwość ta znajduje nierzadko potwierdzenie w przeprowadzanej okresowo przez starostę bądź właściwego miejscowo wojewódzkiego inspektora nadzoru geodezyjnego i kartograficznego weryfikacji danych ewidencyjnych - w zakresie zgodności tych danych z treścią dokumentów źródłowych, stanowiących podstawę wpisu do ewidencji, oraz zgodności treści mapy ewidencyjnej ze stanem faktycznym w terenie.

Problemem jest m.in., iż organ często zwleka z podjęciem czynności urzędowych w celu usunięcia stwierdzonych niezgodności, skutkiem czego właściciel nie zawsze nie posiada aktualne i prawidłowe wpisy w urzędowych ewidencjach.

W skargach do Rzecznika obywatele wskazują także na problem związany z nieujawnianiem w ewidencji gruntów zmian w odniesieniu do nieruchomości, które zostały zajęte pod drogi publiczne i przeszły na własność Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego, na podstawie art. 73 ust. 4 ustawy – Przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną. W tego typu sprawach obywatele przez wiele lat oczekują na wydanie przez właściwy organ deklaratoryjnej decyzji administracyjnej stwierdzającej przejście z mocy prawa części nieruchomości pod drogę publiczną, która to decyzja może stać się podstawą do wprowadzenia zmiany w ewidencji gruntów; do momentu wydania decyzji o przejściu prawa własności, nie ma podstaw do wprowadzenia zmian do ewidencji gruntów. Na skutek takiego stanu rzeczy obywatel napotyka również na problemy w zakresie możliwości wszczęcia procedury rozgraniczenia nieruchomości, gdy granice gruntu są sporne (osoba wpisana do ewidencji gruntów nadal jest właścicielem pasa drogowego).

Wątpliwości obywateli budzi również kwestia obciążania strony kosztami postępowania, w sytuacji, gdy to strona ujawnia nieprawidłowości zaistniałe w przyjętych do zasobu materiałach geodezyjnych.

Obywatele nierzadko mają problem ze zrozumieniem procedury wszczęcia postępowania w ww. sprawach, co przejawia się w tym, iż oczekują, że organ z urzędu zbada sprawę błędnego wpisu i z urzędu ten wpis sprostuje. Nie pomaga również stosowana przez organy praktyka odpowiadania na pisma strony w formie zwykłego pisma, bez pouczania wnioskodawcy o treści k.p.a. w zakresie wszczęcia postępowania, jak również dokonywanie zmian w ewidencji gruntów na podstawie tzw. czynności materialnotechnicznej.

Osobnym problemem, ujawnianym w skargach obywateli do Rzecznika, jest brak określenia – na poziomie ustawy – wymagań kwalifikacyjnych dla osób ubiegających się o uprawnienie do wykonywania gleboznawczej klasyfikacji gruntów; zagadnienie to jest przedmiotem wystąpień Rzecznika Praw Obywatelskich od 2008 roku.

Pierwszy panel otworzyło wystąpienie Bogdana Grzechnika, redaktora „Magazynu Geoinformacyjnego – Geodeta”, który omówił kwestię błędnych wpisów do ewidencji gruntów i budynków - na przykładach z praktyki zawodowej.

Następnie głos zabrała dr Magdalena Durzyńska, sędzia WSA w Warszawie, która wskazywała m.in. na problem modernizowania ewidencji gruntów i wprowadzenia w tym trybie zmian do ewidencji, de facto bez wiedzy właścicieli nieruchomości (jest tylko możliwość wniesienia zastrzeżeń do operatu, o ile strona dowie się, iż była prowadzona modernizacja ewidencji gruntów; zwykle informacja taka zamieszczana jest na tablicy informacyjnej urzędu gminy). Brak jest zaś trybu, aby zmusić właściwego starostę, aby wszczął postępowanie z urzędu, w sytuacji, gdy istnieje nieprawidłowość w operacie ewidencyjnym, ujawniona w trybie modernizacji ewidencji. Prelegentka wskazywała także, iż często obywatele chcą przerzucić ciężar dbania o własność (tj. o granice własności), wynikający z przepisów Kodeksu cywilnego, na administrację, która ma obowiązek utrzymywać ewidencję w stanie aktualności, przez co spór graniczny strony wprowadzają do postępowania rejestracyjnego, na koszt ewidencji (ustalenia granic są przerzucane na administrację). Dodatkowo wskazano również na kwestię do rozważenia, tj. dotyczącą ustawowego zobowiązania geodetów do realizowania obowiązku doskonalenia zawodowego (cyklicznych szkoleń), co mogłoby zapobiec występującym w praktyce przypadkom błędów „w sztuce geodezyjnej”. Podniesiono również problem rozbieżności formy prawnej w zakresie orzeczeń dotyczących wprowadzania zmian do ewidencji gruntów: w niektórych rejonach kraju zmiany wprowadzane są na mocy czynności materialnotechnicznej, w innych zaś na mocy decyzji administracyjnej. 

Po prezentacjach głównych prelegentów głos zabrał Główny Geodeta Kraju, p. Waldemar Izdebski. Wskazał m.in., iż jakkolwiek w praktyce błędy zdarzają się, to jednak jawność danych pozwala wykryć te błędy. Odniósł się do kwestii nieujawniania w ewidencji gruntów numeru księgi wieczystej, i problemu powiązania danych w rejestrach: ewidencji gruntów i księgach wieczystych.

Po panelu nastąpiła ożywiona dyskusja, dotyczącą problemów występujących w obszarze praktyki geodezyjno-ewidencyjnej.

Głos zabrała także p. Jadwiga Wojciechowska, Dyrektor Biura Geodezji i Katastru m.st. Warszawy, która wskazywała na problem, polegający na ujawnieniu w księdze wieczystej nieruchomości według dawnych oznaczeń (sprzed założenia ewidencji gruntów bądź sprzed odnowienia ewidencji gruntów) w kontekście dokumentu, który powinien być podstawą sprostowania działu I księgi wieczystej. Z praktyki wynika, iż niektóre powiaty ujednolicają dane na podstawie wykazu synchronizacyjnego i sądy powszechne sprostowują dokumenty na tej podstawie, mimo, iż taki wykaz nie ma „pieczątki” z organu, inne powiaty wydają zaś zaświadczenia synchronizujące bądź tez są wysyłane opisowe zawiadomienia do sądu wieczystoksięgowego. W tym zakresie niezbędna wydaje się interwencja ustawodawcy.

W dyskusji pojawił się także, odnotowany przez Rzecznika, problem skutków prawnych zwrotu przez sąd powszechny wniosku o rozgraniczenie nieruchomości (np. z powodu jego nieopłacenia), i tym samym wątpliwości co do statusu tejże decyzji administracyjnej o rozgraniczeniu: czy wobec zwrotu wniosku, decyzja pozostaje w obrocie prawnym. Zapytana o tę kwestię Dyrektor Biura Geodezji i Katastru m.st. Warszawy wyjaśniła, iż praktyka reprezentowanego przez nią organu jest taka, aby „wstrzymać” wpisanie tego typu zmiany do ewidencji gruntów, jednakże nie jest to praktyka powszechna.

Dyskusja w ramach panelu drugiego uwidoczniła istnienie szeregu problemów, także o charakterze systemowym. M.in. w dalszym ciągu nie została uregulowana kwestia uprawnień do sporządzania kwalifikacji gleboznawczej gruntu.

W związku z powyższym, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich zamierza w dalszym ciągu podejmować  starania w zakresie ustawowej regulacji osób upoważnionych do sporządzania klasyfikacji gleboznawczej. Zasadne jest także dalsze monitorowanie orzecznictwa sądów administracyjnych pod kątem rozbieżności, uzasadniających zadanie pytania prawnego w kwestiach omawianych na seminarium. Biuro rozważa także zorganizowanie w przyszłości kolejnego seminarium eksperckiego poświęconego stricte kwestii właściwego zagwarantowania właścicielom nieruchomości możliwości inicjowania postępowań dotyczących weryfikacji błędnych wpisów w ewidencji gruntów i budynków.

Kolejna interwencja RPO w sprawie mieszkań wyłudzanych za pożyczki

Data: 2018-12-28
  • Notariusze powinni odmawiać dokonania czynności, by skuteczniej chronić osoby starsze przed przejęciem ich nieruchomości na podstawie aktów notarialnych będących zabezpieczeniem pożyczek udzielanych przez oszustów
  • RPO ponownie wystąpił do Krajowej Rady Notarialnej w sprawie inicjatyw samorządu, które mogłyby się przyczynić do przeciwdziałania temu zjawisku
  • Chodziłoby np. o wypracowanie standardów postępowania w takich sprawach czy o specjalne szkolenia dla notariuszy

Od kliku lat w zainteresowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich pozostaje proceder przejmowania własności mieszkań poniżej ich wartości - na podstawie aktów notarialnych sprzedaży nieruchomości, stanowiących zabezpieczenie pożyczek udzielanych przez oszustów. Ich ofiarą najczęściej padają ludzie starsi i mniej zorientowani. Za niewielkie w stosunku do wartości mieszkania pożyczki tracili oni własność zamieszkiwanych nieruchomości. Z ich relacji wynikało, że w chwili składania podpisów w kancelarii notarialnej nie mieli świadomości, że zawierają umowę, której przedmiotem jest definitywne przeniesienie własności.

Działania RPO 

Opisywane w mediach takie przypadki ujawniły - według RPO - słabość systemu prawnego. Rzecznik zwracał się wcześniej do prezesa Krajowej Rady Notarialnej, wskazując na potrzebę zmian w prawie w celu wzmocnienia ochrony praw i interesów stron aktów notarialnych. Podkreślał, że nie tylko nie sposób obecnie zapobiec takim praktykom, ale przede wszystkim - jednoznacznie ustalić przebieg czynności notarialnej, w której wyniku nastąpiła niezamierzona sprzedaż nieruchomości,  w wielu przypadkach podstawy egzystencji obywatela. Dlatego też RPO podał pod rozwagę propozycję nagrywania czynności notarialnych z udziałem stron.

W odpowiedziach Rada przyznawała, że w  obowiązującym stanie prawnym zarzuty podnoszone wobec notariuszy rzeczywiście są ex post trudne lub wręcz niemożliwe do odparcia. Jednocześnie zwróciła uwagę, że koncepcja nagrywania czynności notarialnych wymaga dokładnego sprecyzowania zakresu rejestrowanych czynności oraz zapewnienia bezpieczeństwa zarejestrowanych materiałów ze względu na dobro chronione tajemnicą zawodową.

Rada opowiadała się też za zakazem pożyczek, zabezpieczanych nieruchomością o znacznie wyższej wartości niż one. Proponowała też, aby przejęta w ten sposób nieruchomość mogła wrócić do pożyczkobiorcy po jej spłacie. Takie były pomysły Rady złożone Ministrowi Sprawiedliwości  dla skutecznej walki z tym procederem. Wstępne założenia inicjatywy legislacyjnej, uwzględniającej postulat nagrywania czynności notarialnych, ogłosił w 2016 r. Minister Sprawiedliwości.

Krajowa Rada Notarialna postanowiła przekazać pismo RPO z 8 lutego 2018 r. do rad izb notarialnych z prośbą o zapoznanie z  nim notariuszy poszczególnych izb. W ocenie Rzecznika powinno to zaowocować dalszymi rozwiązaniami w celu przeciwdziałanie zjawisku wykorzystywania majątkowego osób starszych.

Notariusz powinien czasem odmówić czynności 

- Niezbędne są jednak dalej idące działania i inicjatywy ze strony samorządu notarialnego, które pozwolą zagwarantować ochronę osób starszych przed czynnościami dokonywanymi z ich pokrzywdzeniem. W niektórych przypadkach ochrona powinna polegać wręcz na odmowie dokonania czynności notarialnej – napisał Rzecznik do prezesa Krajowej Rady Notarialnej Mariusza Białeckiego.   

Zgodnie z art. 81 ustawy z 14 lutego 1991 r. - Prawo o notariacie, notariusz ma obowiązek odmówić dokonania czynności notarialnej sprzecznej z prawem. W orzecznictwie Sądu Najwyższego prezentowany jest  pogląd, że ocena na gruncie art. 81 obejmuje badanie, czy konkretna umowa nie narusza uzasadnionych interesów jednej ze stron i przez to nie jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego. Notariusz odpowiada za treść sporządzonej przez siebie umowy i za jej skutki, a jego obowiązkiem jest dbać o to, by umowa ta była bezstronna i zgodna z przepisami prawa oraz zasadami współżycia społecznego.

W przypadkach, w których notariusz nie ma podstaw do stwierdzenia, że osoba starsza znajduje się w stanie wyłączającym możliwość składania oświadczeń woli, szczególnego znaczenia nabiera zatem obowiązek czuwania przez notariusza nad należytym zabezpieczeniem praw i słusznych interesów stron oraz innych osób, dla których czynność ta może powodować skutki prawne.

Zdaniem Rzecznika z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich istotne są wszelkie inicjatywy samorządu notarialnego, które mogłyby przyczynić się do przeciwdziałania opisanemu zjawisku. Wydaje się, że warto rozważyć choćby takie działania jak np. ustalenie standardów postępowania w przypadkach dokonywania czynności notarialnych, szczególnie z osobami starszymi, przeprowadzenie cyklu szkoleń dotyczących obowiązków notariusza w kontekście tego zjawiska, czy też dokonanie rewizji treści Kodeksu etyki zawodowej notariusza.

Ważne jest bowiem, aby notariusze realizowali obowiązki  w sposób zgodny z wykładnią SN, uwzględniający ochronę stron czynności notarialnych i z dbałością o słuszne interesy, szczególnie tych stron, które nie są w stanie ich samodzielnie zabezpieczyć.

Dlatego zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do prezesa Rady o informację, jakie działania podjęto w celu rozwiązania problemu.

IV.7000.301.2017

Obywatele nie mogą podważać decyzji tzw. ustawy uwłaszczeniowej z 1971 r. Wniosek RPO do TK

Data: 2018-12-21
  • Obywatele nie mogą kwestionować decyzji o przejęciu ich nieruchomości wchodzących w skład gospodarstw rolnych przez państwo na podstawie tzw. ustawy uwłaszczeniowej z 1971 r.
  • Od 1992 r. w tych sprawach nie można bowiem stosować przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego o wznowieniu postępowania, stwierdzeniu nieważności czy uchyleniu albo zmiany decyzji
  • Według RPO w niekonstytucyjny sposób pozbawia to obywateli możliwości weryfikacji w tym trybie  decyzji o przejęciu ich nieruchomości

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego art. 63 ust. 2 i 3 ustawy z 19 października 1991 r. o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa w zakresie, w jakim wyłącza stosowanie przepisów Kpa dotyczących wznowienia postępowania, stwierdzenia nieważności i uchylenia lub zmiany decyzji wydanych na podstawie tzw. ustawy uwłaszczeniowej z 1971 r.

Wielu rolników w czasach PRL nie przywiązywało wagi do uporządkowania spraw własności ziemi. Państwo przez lata prowadziło politykę wrogą indywidualnemu rolnictwu. Zaczęło się to zmieniać w latach 70., kiedy władza de facto uznała rolę rolnictwa indywidualnego. Wtedy też zaczęto porządkować stosunki własnościowe. Zapewnić to miała ustawa uwłaszczeniowa z 1971 r.

Na jej podstawie rolnik dostawał akt własności ziemi, którą posiadał i uprawiał. Zdarzały się jednak przypadki, że w wyniku tej ustawy ziemię można było stracić na rzecz państwa. Np. jeśli dziecko po śmierci rodziców-rolników trafiło do domu dziecka, a ziemię uprawiał sąsiad, który nie był formalnie rolnikiem (bo np. pracował też gdzieś na etacie) – w takim wypadku ziemia przypadała Skarbowi Państwa. Decyzję wydawali urzędnicy i nie można się było od tego odwołać do sądu. Taki stan trwa do dzisiaj.

Co przewidywała "ustawa uwłaszczeniowa" z 1971 r.

Ustawa z 26 października 1971 r. o uregulowaniu własności gospodarstw rolnych („ustawa uwłaszczeniowa”) miała na celu uporządkowanie skomplikowanych stosunków własnościowych. Chodziło m.in. o potwierdzenie stanów faktycznych samoistnego posiadania przez rolników nieruchomości wchodzących w skład gospodarstw rolnych. Z chwilą wejścia ustawy w życie z mocy prawa stawali się oni właścicielami tych gruntów.

Wniosek RPO dotyczy zaś sytuacji nieruchomości przejętych przez państwo. Zgodnie z art. 2 ust. 1 „ustawy uwłaszczeniowej”,  nieruchomości - na których właściciele nie gospodarowali osobiście lub przy pomocy członków rodziny pozostających we wspólności domowej, od lat pięciu do dnia wejścia w życie ustawy, z powodu stałego zatrudnienia w innych zawodach niż praca w indywidualnym gospodarstwie rolnym albo w rolniczej spółdzielni produkcyjnej – mogły być przekazane dzierżawcom we własność albo przejęte przez państwo. Postępowania w tych sprawach były prowadzone przez organy administracji, które wydawały ostateczne decyzje.

Porządkowanie sytuacji własności gospodarstw rolnych samoistnych posiadaczy w zasadniczym stopniu zakończono w 1982 r. Wtedy ustawa uwłaszczeniowa została uchylona, a prowadzenie spraw niezakończonych przekazano sądom. Wydane akty własności dla posiadaczy samoistnych mogły być nadal podważane w drodze wniosków o wznowienie postępowania lub stwierdzenia jego nieważności na podstawie Kpa. Ustawa z 1982 r. pomijała jednak kwestię decyzji o przejęciu nieruchomości na podstawie art. 2 ust. 1 „ustawy uwłaszczeniowej”. Od kwietnia 1982 r. decyzje takie  nie mogły być już wydawane, a właściwe do trwających nadal postępowań pozostały organy  administracji - spraw tych nie przekazano sądom.

Ostatecznie proces porządkowania zakończono ustawą o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa z 19 października 1991 r. W art. 63 ust. 2 i 3 wprowadziła ona od 1 stycznia 1992 r. zakaz weryfikacji w trybach nadzwyczajnych Kpa wszelkich decyzji wydanych na podstawie „ustawy uwłaszczeniowej”; trwające postępowania umorzono. Wzruszanie wszelkich decyzji stało się niemożliwe.

Obywatel nie zakwestionuje decyzji o przejęciu ziemi przez państwo

Problemem konstytucyjnym wniosku RPO jest kwestia dopuszczalności i zasadności ograniczenia możliwości weryfikacji w trybach nadzwyczajnych Kpa tych decyzji o przejęciu przez państwo nieruchomości, których podstawą był art. 2 ust. 1 „ustawy uwłaszczeniowej”.

W ocenie Rzecznika regulacja ta jest niezgodna z art. 7 Konstytucji i wyrażoną w nim zasadą praworządności. Wyłączenie możliwości wzruszenia decyzji administracyjnej o przejęciu przez państwo nieruchomości prowadzi do sytuacji, w której decyzje obarczone wadami, jak np. wydanie z rażącym naruszeniem prawa, pozostają w obrocie prawnym, kształtując sytuację prawną byłych właścicieli przejętych nieruchomości. Sytuacja taka narusza zasadę praworządności i nie znajduje uzasadnienia w innych wartościach konstytucyjnych.

Regulacja ta zrównała - w sposób niezgodny z konstytucyjną zasadą sprawiedliwości społecznej oraz równości wobec prawa - podmioty znajdujące się w różnych sytuacjach prawnych i faktycznych. Za cechę wspólną uznała bowiem wyłącznie fakt pozbawienia właścicieli nieruchomości na podstawie decyzji wydanych na gruncie „ustawy uwłaszczeniowej”. Wprowadzając zakaz wzruszania decyzji wydanych na tej podstawie, ustawodawca zrównał sytuację prawną i prawa byłych właścicieli, którzy de facto zostali wywłaszczeni na rzecz samoistnych posiadaczy, oraz byłych właścicieli, których nieruchomości zostały przejęte przez państwo w trybie decyzji wydanych na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy uwłaszczeniowej. W ocenie RPO zrównanie to nie jest uzasadnione i skutkuje naruszeniem praw byłych właścicieli nieruchomości przejętych przez państwo. W ich przypadku nie ma bowiem wartości konstytucyjnych, które ograniczenie to by uzasadniały.

RPO wskazuje, że ustawodawstwo z lat 1945-1989 przewidywało liczne przypadki przejęcia gospodarstw rolnych przez państwo - zarówno o charakterze przymusowym,  jak i regulacji dających jedynie taką możliwość. Aktami należącymi do tej drugiej kategorii były np. ustawa z 29 maja 1974 r. o przekazywaniu gospodarstw rolnych na własność państwa za rentę i spłaty pieniężne czy ustawa z 26 marca 1982 r. o ochronie gruntów rolnych i leśnych. W żadnym z tych przypadków ustawodawca nie wyłączył możliwości weryfikacji prawidłowości wydanych decyzji w trybach nadzwyczajnych Kpa. Właściciele nieruchomości przejętych na podstawie tych aktów prawnych oraz na podstawie „ustawy uwłaszczeniowej” znajdowali się w podobnej sytuacji prawnej. Zaskarżona przez Rzecznika ustawa wprowadziła zatem nieuzasadnione zróżnicowanie praw w ramach jednej kategorii.

Należy zatem uznać, że pozbawienie przez art. 63 ust. 2 i 3 zaskarżonej ustawy byłych właścicieli możliwości weryfikacji po 1 stycznia 1992 r. decyzji o przejęciu ich nieruchomości wchodzących w skład gospodarstw rolnych przez państwo stanowi istotną, nieproporcjonalną, a przede wszystkim  niezasadną i rażąco niesprawiedliwą ingerencję w art. 32 ust. 1 Konstytucji i zasadę równości wobec prawa oraz art. 2 i zasadę sprawiedliwości społecznej.

Zasady kierowania wniosków RPO do Trybunału

Art. 16 ust. 2 pkt 2 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich stanowi, że „RPO może występować do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskami w sprawach, o których mowa w art. 188 Konstytucji”. Wynika to z niezawisłości i niezależności instytucji Rzecznika (art. 210 Konstytucji RP) oraz związanej z tym pełni kompetencji w jakich sprawach i kiedy może skorzystać z tego środka ochrony praw obywatelskich.

Podejmując decyzje o skierowaniu wniosku do Trybunału, Rzecznik zawsze kieruje się literą prawa, interesem obywateli i poczuciem konstytucyjnej współodpowiedzialności za państwo. 

Ten wniosek do Trybunału leży właśnie w interesie obywateli, którzy mogli zostać pokrzywdzeni przez państwo. Gdyby artykułu 63. ust. 2 i 3 nie było, to osoby, których nieruchomości przejęło państwo - a decyzja ta była np. niezgodna z prawem - mogłyby próbować je odzyskać lub przynajmniej starać się o stosowne odszkodowanie. Dziś jest to niemożliwe.

IV.7005.1.2018

Wniosek do prezydenta RP o weto do zmian Prawa energetycznego

Data: 2018-12-11
  • RPO kwestionuje przepisy, które za bardzo ułatwiają życie właścicielom sieci energetycznych kosztem właścicieli gruntów
  • Chodzi o sytuacje, kiedy trzeba zmodernizować instalację (np. gazociąg, linię energetyczną)
  • W niekorzystnej sytuacji mogą się znaleźć np. rolnicy

W tej chwili jest tak, że jeśli inwestor stwierdza, iż musi zmodernizować sieć, występuje o decyzję o udostępnieniu nieruchomości, a następnie – o ile zajdzie taka konieczność – o zgodę na zajęcie nieruchomości. Może być bowiem tak, że właściciel działki nie chce wpuścić na nią energetyków. Może być jednak też i tak, że mówi: "Proszę przyjechać za miesiąc, kiedy będzie po zbiorach".

Wprowadzona w nowelizacji prawa energetycznego drobna zmiana do ustawy o gospodarce nieruchomościami zakłada, że jeśli organ zgodzi się, że konieczna jest modernizacja, to musi dać też zgodę na zajęcie nieruchomości z natychmiastową wykonalnością. Właściciel ziemi, np. rolnik, może więc to zaskarżyć, ale w tym czasie energetycy/gazownicy i tak będą mogli wjechać na jego pole.

Zdaniem RPO taka zmiana jest niepotrzebna i zbytnio ingeruje w relacje między stronami. Wprowadzenie automatyzmu w nadawaniu rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji, o których mowa w art. 124b ust. 1 ustawy o gospodarce nieruchomościami nie jest konieczne, ani uzasadnione. Obecnie istnieje bowiem tryb, który gwarantuje możliwość opatrzenia decyzji o zajęciu nieruchomości rygorem natychmiastowej wykonalności, w przypadku, gdy okoliczności sprawy tego wymagają w przypadku, gdy przeprowadzenie prac związanych z urządzeniami infrastruktury technicznej byłoby konieczne z uwagi na ochronę zdrowia lub życia ludzkiego albo dla zabezpieczenia gospodarstwa narodowego przed ciężkimi stratami bądź też ze względu na inny interes społeczny lub wyjątkowo ważny interes strony albo ważny interes gospodarczy.

W dotychczasowym stanie prawnym ustawodawca przewidział bowiem możliwość niezwłocznego zajęcia nieruchomości w określonych sytuacjach. W przypadkach opisanych w art. 108 Kodeksu postępowania administracyjnego lub uzasadnionych ważnym interesem gospodarczym, może być zatem wydane – w drodze odrębnej decyzji, ale dopiero po wydaniu decyzji o udostępnieniu nieruchomości – zezwolenie na niezwłoczne zajęcie nieruchomości, które opatruje się rygorem natychmiastowej wykonalności (zob. komentarz do art. 124b [w:] D. Pęchorzewski, M. Horoszko, Gospodarka nieruchomościami. Komentarz, Warszawa 2014, Legalis). Co więcej – jak podkreśla doktryna – w przypadku zaistnienia okoliczności wskazanych w art. 108 Kodeksu postępowania administracyjnego albo uzasadnionych ważnym interesem gospodarczym, wydanie przez organ takiej decyzji o zezwoleniu na zajęcie nieruchomości oraz opatrzenie jej rygorem natychmiastowej wykonalności jest obligatoryjne (zob. M. Wolanin, komentarz do art. 124, nb 18, [w:] J. Jaworski, A. Prusaczyk, A. Tułodziecki, M. Wolanin, Ustawa o gospodarce nieruchomościami. Komentarz, Warszawa 2017, Legalis).

Nadanie rygoru natychmiastowej wykonalności każdej decyzji wydawanej na podstawie art. 124b ust. 1 u.g.n. stanowi nadmierną ingerencję przede wszystkim w przysługujące stronie prawo własności. Ingerencja ta nie jest uzasadniona w tym przypadku szczególnymi okolicznościami, które miałyby charakter realny. Nowa regulacja odwraca natomiast dotychczasowe stosowanie instytucji natychmiastowej wykonalności decyzji nieostatecznej, czyniąc z wyjątku zasadę.

Należy zatem raz jeszcze podkreślić, że stosowanie instytucji natychmiastowej wykonalności stanowi wyjątek i dopuszczalne jest tym samym tylko w szczególnych przypadkach realnego zagrożenia określonych wartości lub praw. Wprowadzenie zatem obligatoryjności nadawania rygoru natychmiastowej wykonalności decyzjom, o których mowa w art. 124b ust. 1 u.g.n., nie tylko nie jest konieczne, ponieważ tryb nadawania rygoru został już przez ustawodawcę zagwarantowany, lecz również jest nieproporcjonalne.

Zapewnienie sprawności wykonywania prac nie tylko nie stanowi wyjątkowych okoliczności, lecz jest wartością nieadekwatną dla ograniczenia konstytucyjnie chronionego prawa własności oraz innych praw majątkowych. W tym przypadku wydaje się, że tylko usuwanie awarii mogłoby stanowić uzasadnienie dla takiej ingerencji, gdyby – co należy jednoznacznie zaznaczyć – nie istniał inny tryb, pozwalający na realną ochronę zagrożonych wartości, jednocześnie niewkraczający tak głęboko w sferę praw jednostki.

IV.7000.522.2018

RPO chce uznania niekonstytucyjności przepisów o gminnej ewidencji zabytków

Data: 2018-12-03
  • Właściciel prywatnego obiektu włączonego do gminnej ewidencji zabytków nie może dziś skutecznie zakwestionować takiego wpisu - nawet o nim nie wie
  • Tymczasem wpis taki ogranicza np. remonty czy rozbudowę danego budynku 
  • RPO od lat upomina się o prawa tych osób. Przyłączył się do pytania prawnego Naczelnego Sądu Administracyjnego do Trybunału Konstytucyjnego
  • Rzecznik wnosi o uznanie niekonstytucyjności obecnych przepisów

Od 2012 r. RPO wielokrotnie zwracał się do kolejnych ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w sprawie procedury włączania prywatnych nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków, uregulowanej w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Wpis ogranicza korzystanie z własności ze względu na interes publiczny. Tymczasem szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis - jakkolwiek w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. W sprawie takiego wpisu nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej. W ocenie RPO jest to nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności (według art. 64 Konstytucji RP każdy ma prawo do własności, która podlega równej dla wszystkich ochronie prawnej i może być ograniczona tylko ustawą i jedynie w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności).  

Pytanie prawne NSA

Sprawa w NSA dotyczyła skargi obywatela, który zakwestionował wpis swego budynku do rejestru, bo - jego zdaniem - nie ma on cech zabytkowych. Wskazywał na nieprzeprowadzenie postępowania, w którym ustalono by wartość zabytkową budynku; nie zbadano także jego aktualnego stanu.

Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę. Uznał, że skoro ani ustawa, ani rozporządzenie ministra nie precyzują, jakie czynności, w jakim trybie i formie powinny zostać dokonane przy włączaniu danej nieruchomości do ewidencji, to wystarczy sprawdzenie karty adresowej takiego obiektu, uzupełnione oświadczeniem konserwatora zabytków potwierdzającym, że czynność taka została dokonana.

Badając skargę kasacyjną, NSA 13 czerwca 2018 r. postanowił zadać TK (sygn. akt II OSK 2781/17) pytanie prawne. Zakwestionował w nim konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków  - w zakresie, w jakim ogranicza on prawo własności nieruchomości poprzez dowolne i arbitralne włączanie jej do ewidencji, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej. Co więcej, wszystkie czynności pozostają niejawne dla właściciela, który o dokonanym ograniczeniu dowiaduje się już po fakcie.

Według NSA przepisy nie precyzują,  jak sprawdzać karty adresowe danego obiektu ani też jaki tę czynność dokumentować. Powoduje to, że każdy przejaw aktywności organu staje się prawidłowy, zaś kontrola sądowoadministracyjna tego – formalna. Sąd nie może  bowiem zweryfikować, czy dany obiekt rzeczywiście jest zabytkiem i czy ograniczenie własności, np. w procesach inwestycyjno-budowlanych, jest uzasadnione.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak, jak ujmował go w swoich wystąpieniach także Rzecznik. NSA podał w wątpliwość, czy poziom ochrony zapewnianej właścicielowi spełnia konstytucyjne i konwencyjne standardy, zagwarantowane w art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Argumenty RPO

Rzecznik przyłączył się do tego postępowania w TK (P 12/18). Wniósł o uznanie, że art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy jest niezgodny z art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  oraz z art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji.

W pisemnym uzasadnieniu stanowiska RPO wskazuje, że art. 64 Konstytucji gwarantuje obywatelom poszanowanie „prawa własności i innych praw majątkowych” oraz ochronę tego prawa - równą  dla wszystkich równą. Normy te dopełnia wynikająca z art. 31 ust. 3 Konstytucji zasada proporcjonalności.

Zbliżone gwarancje zawiera też Konwencja, która w art. 1 Protokołu „Ochrona własności” głosi, że „Każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa międzynarodowego”.

Na tej podstawie Europejski Trybunał Praw Człowieka  stwierdził w sprawie Potomscy przeciwko Polsce naruszenie gwarancji, bo państwo nie zapewniło odpowiednich procedur ochronnych względem naruszonego prawa własności (w tym wypadku - umożliwienia wykupu nieruchomości bądź jej wywłaszczenia na wniosek właściciela, którego całkowicie pozbawiono możliwości korzystania z własności, ze względu na jej cenne walory zabytkowe).

Rzecznik podkreśla, że właściciel nieruchomości nie jest informowany o tym, że w stosunku do jego nieruchomości władze będą podejmowały działania zmierzające do ograniczeń w korzystaniu z własności, mające służyć dobru wspólnemu. Nie wie także, co uzasadnia objęcie jego nieruchomości ochroną konserwatorską. Na żadnym etapie żaden z organów nie jest nawet formalnie zobligowany do jakichkolwiek badań, czy dany obiekt w ogóle spełnia kryteria uznania go za zabytek. Podstawową gwarancją, że nadzorem konserwatorskim rzeczywiście obejmuje się obiekt o walorach zabytkowych jest to, że ze sprawą zaznajomiony jest wojewódzki konserwator zabytków, który nieformalnie porozumiał się w tej sprawie z organem gminy.

Gdy zaś nieruchomość zostaje oficjalnie uznana za zabytek przez państwo, jego organy są uprawnione do głębszej ingerencji w prawo własności. Chodzi np. o udział konserwatora w postępowaniach inwestycyjno-budowlanych i możliwość ich zablokowania. Konieczność uzgodnienia planów budowlanych pośrednio umożliwia konserwatorowi skłonienie właściciela do konkretnych rozwiązań projektowych. Może to stanowić skuteczne narzędzie wpływu.

Rzecznik wskazuje,  że wzgląd na lepszą ochronę zabytku uzasadniałby jak najszybsze ostrzeżenie właściciela, że dysponuje on szczególnym dobrem kultury i musi bardziej o niego dbać.  Ukrycie tej informacji nie zapobiegnie np. ewentualnej  dewastacji obiektu czy potencjalnie szkodliwym inwestycjom. Brak informacji o wpisie nie przyspieszy też stworzenia ewidencji gminnej - z tego punktu widzenia niejawność nie jest do niczego potrzebna.

Objęcie nieruchomości ochroną konserwatorską  wpływa na ekonomiczną racjonalność decyzji o zakupie danego obiektu, jak i jego na wartość, a więc i cenę zakupu. - Jeżeli więc dopiero co nabyta nieruchomość została bez wiedzy właściciela wpisana do ewidencji gminnej jako obiekt zabytkowy, okoliczność taka może oczywiście budzić u nabywcy (ale i zbywcy) uzasadnione i całkowicie zrozumiałe poczucie bycia oszukanym przez władze publiczne – skoro przedmiotem zakupu była nieruchomość o innych cechach faktycznych i prawnych, niż to się stronom z początku wydawało – napisał RPO do TK.

Wątpliwości budzi kwestia zakresu ochrony udzielanej właścicielom w takich sprawach przez sądy administracyjne – czy mogą np. badać, czy obiekt włączany do ewidencji wykazuje cechy zabytku. Jeden z sądów przyjął, że ewidencja jest zbiorem przeznaczonym dla zabytków, a posiadanie walorów zabytkowych nie może być z góry zakładane, lecz winno być poprzedzone badaniami. Nie podzielono stanowiska organu, że można dokonać wpisu obiektu, który nie został zakwalifikowany jako zabytek bez odpowiednich analiz - wtedy wpis stanowi dowolne działanie organu. Stanowisko takie wydaje się obecnie dominować. Są jednak i  orzeczenia o braku możliwości zakwestionowania przed sądem zabytkowego charakteru nieruchomości. Sama fachowa wiedza organu konserwatorskiego może wystarczyć dla oceny, czy dany obiekt jest zabytkiem – uznał inny sąd.

W ocenie Rzecznika niepewność co do zakresu ochrony udzielanej przez sąd osłabia bezpieczeństwo prawne obywateli i podważa ich zaufanie w sprawiedliwość i racjonalność działań prawodawcy.

Przedmiotem postępowania w TK jest tzw.  pominięcie prawodawcze (gdy ustawodawca uregulował pewną kwestię, lecz uczynił to w sposób niepełny). Zdaniem RPO brak gwarancji ochronnych dla właściciela - choć niektóre wypracowało orzecznictwo sądowoadministracyjne) - nie może być traktowany jako celowe i świadome pozostawienie danej materii poza zakresem ustawy.

Wcześniejsze działania RPO w sprawie

W listopadzie 2017 r. minister kultury, wicepremier Piotr Gliński poinformował RPO o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Deklarował, iż jeszcze przed zakończeniem prac zespołu możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków. Miałaby ona poprawić standard ochrony właścicieli - m.in. przez zobligowanie organów administracji do zawiadomienia właściciela o takim wpisie i jego uzasadnieniu.

W odpowiedzi na kolejne pismo RPO z 21 czerwca 2018 r., wiceminister kultury Jarosław Sellin napisał, że planowany termin wydania rozporządzenia to IV kwartał 2018 r. Zapowiedział, że nowelizacja przewiduje:

  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wojewódzkiego konserwatora zabytków o włączeniu zabytku do wojewódzkiej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o włączeniu zabytku do gminnej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • dodanie przepisu, że porozumienie organu prowadzącego gminną ewidencję zabytków z wojewódzkim konserwatorem zabytków co do ujęcia w ewidencji zabytku, który nie jest wpisany do rejestru zabytków ani nie został włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków, ma formę pisemną, a stanowisko wojewódzkiego konserwatora o zasadności włączenia zabytku do ewidencji wymaga szczegółowego uzasadnienia.

IV.7002.8.2018

SENAT. Informacja o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w 2017 r. oraz o działalności RPO

Data: 2018-11-23
  • Występuję tu po roku od dramatycznych w wydarzeń i debat w obronie Sądu Najwyższego. I dziś pani pierwsza prezes SN może powiedzieć, że dalej pełni tę funkcję. To jest fundament obrony praw obywateli – zakończył swoje wystąpienie w Senacie RPO Adam Bodnar
  • Senat zapoznał się z informacją RPO o stanie przestrzegania praw człowieka w Polsce w 2017 r.
  • Rzecznik przypomniał w debacie, że media będą w Polsce wolne, póki się o tę wolność będziemy upominać.

​Jako Rzecznik będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby obywatelom pomagać, będę szukał rozwiązań. Jeśli uda się pomóc kolejnej osobie, kolejnej grupie wykluczonej, to jest to warte każdego wysiłku. Będę domagał się także, konsekwentnie i stanowczo, respektowania ich praw obywatelskich, bo przestrzeganie praw obywatelskich jest obowiązkiem każdego organu państwa, a moją rolą jest o to się upominać, to przypominać i o to zabiegać.

I nie ma to nic wspólnego – chciałbym to podkreślić – z polityką - powiedział senatorom Adam Bodnar. 

Moja rola jako Rzecznika to jest stanie na straży praw i wolności obywatelskich i to ode mnie zależy – to jest moja sfera niezawisłości – jakie ja instrumenty wykorzystam do tego: czy będę bardziej wierzył sądom powszechnym, Sądowi Najwyższemu, czy też będę raczej ryzykował, że Trybunał Konstytucyjny spowoduje stan trwałej niezgodności prawa ze standardami praw człowieka - powiedział.

Wystąpienie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara:

Szanowny Panie Marszałku! Szanowne Panie oraz Panowie Senatorowie!

Na podstawie art. 212 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przesłałem do Senatu w dniu 30 maja. obszerną informację o działalności Rzecznika Praw Obywatelskich oraz o stanie przestrzegania praw i wolności obywatelskich w Polsce w 2017 r. Dzisiaj, ze względu na ograniczony czas, pozwolę sobie omówić tylko wybrane zagadnienia.

Rzecznik Praw Obywatelskich jest najczęstszym w państwie adresatem skarg obywateli. Liczba nowych skarg zasadniczo od lat się nie zmienia i utrzymuje się na poziomie ponad 20 tysięcy skarg. Są to sprawy systemowe, istniejące od lat, ale także sprawy nowe, związane z aktualnymi problemami.

Wiedzę o ludzkich problemach Biuro Rzecznika czerpie z listów i zgłaszanych spraw, ale także ze spotkań i rozmów z konkretnymi ludźmi podczas organizowanych wyjazdów regionalnych. Jako rzecznik uczestniczę w takich wyjazdach dość regularnie. Od początku kadencji odwiedziłem wraz z moim zespołem łącznie ponad 140 miejscowości. I w każdym z tych miast i miasteczek, w każdej z tych wiosek mogliśmy z bliska przyglądać się problemom obywateli oraz zdobyć wrażliwość wykraczającą poza granice wielkich miast.

Chciałbym także podkreślić, że otrzymujemy sporo zapytań oraz próśb o interwencję od posłów i senatorów. Na każdą z tych próśb staramy się odpowiedzieć z maksymalną życzliwością, z maksymalnym zaangażowaniem moich współpracowników.

Chciałbym podkreślić, że w obecnych realiach ustrojowych rola notariusza ludzkich krzywd i adwokata praw obywateli staje się coraz bardziej złożona.

Wymaga konsekwencji i pryncypialności, jeśli chodzi o dochowanie standardów demokracji oraz realizację ustawowych celów, a jednocześnie wymaga poszukiwania rozwiązań, które będą służyć poprawie sytuacji obywateli w warunkach, w których przyszło nam działać.

Dlatego bardzo często pojawia się pytanie, ile w działalności rzecznika powinno być pryncypialności, a ile pragmatyzmu.

Jak chronić prawa obywateli w państwie, w którym polityka i politycy przejmują coraz to nowe obszary życia publicznego i ograniczona jest podmiotowość obywateli, a jednocześnie utrzymuje się podobna jak we wcześniejszych latach liczba skarg na działanie instytucji publicznych, utrzymuje się także duży poziom braku zaufania do działalności organów władzy publicznej?

Chciałbym podkreślić, że moją odpowiedzią jest determinacja w dochowaniu wierności obowiązującej konstytucji, a równocześnie poszukiwanie rozwiązań, które w optymalny sposób będą służyły ochronie praw obywateli. Konsekwentnie staram się walczyć o naprawienie ludzkich krzywd wszędzie tam, gdzie jest to dzisiaj możliwe.

Tworzę także miejsca do debaty i wypracowywania najlepszych możliwych rozwiązań. Przykładem tego może być I Kongres Praw Obywatelskich, który odbył się w grudniu 2017 r. W 36 panelach dyskusyjnych wzięło udział ponad 1 tysiąc 500 osób. Na końcu informacji o działalności rzecznika załączony jest zbiór rekomendacji, które zostały opracowane po tym Kongresie.

Bardzo konkretny zbiór rekomendacji odnośnie do tego, co należałoby poprawić w funkcjonowaniu naszego państwa. Chciałbym państwa poinformować, że w tym roku odbędzie się kolejny kongres, 14 i 15 grudnia 2018 r.

Chciałbym podkreślić, że celem mojego działania, zarówno w obszarze wymiaru sprawiedliwości, jak i w innych dziedzinach, nigdy nie było i nie jest utrzymanie tego stanu, który istnieje. Bo nie tak odczytuję oczekiwania obywateli.

Chciałbym zawsze poszukiwać drogi do rozmowy, do dialogu o tym, jak powinny przebiegać zmiany, jak usprawniać system wymiaru sprawiedliwości, jak dbać o efektywność postępowań, jak walczyć z przewlekłością postępowań, jak przybliżać sądy ludzkim potrzebom. Dostrzegam te wszystkie problemy – te wszystkie problemy są przedmiotem licznych wystąpień kierowanych chociażby do Ministerstwa Sprawiedliwości – ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że każda reforma musi oznaczać jednoczesne poszanowanie standardów niezależności sądownictwa, a także dobrej współpracy z sądami innych państw członkowskich Unii Europejskiej.

Przygotowując sprawozdanie za 2017 r., spojrzeliśmy na działalność rzecznika praw obywatelskich, a także na problemy występujące w Polsce, przez pryzmat konkretnych postanowień konstytucji. W każdej dziedzinie analizujemy – można powiedzieć, że przepis po przepisie – to, w jaki sposób konstytucja jest respektowana, co się zmieniło, co się nie zmieniło, gdzie występują zasadnicze problemy związane z przestrzeganiem praw i wolności. Odnosząc się także do działalności rzecznika, staramy się to ilustrować konkretnymi przykładami podejmowanych działań, wystąpień, debat. Chciałbym także podkreślić, że ten sposób przygotowania raportu rocznego jest związany z chęcią pokazania, że istnieje silny bezpośredni związek między sposobem funkcjonowania instytucji publicznych i stanem przestrzegania naszych praw i wolności obywatelskich. Za każdym listem, za każdą zgłoszoną sprawą stoi żywy człowiek. Jeśli dochodzi do protestów całych środowisk, np. rodziców osób z niepełnosprawnościami… Nie biorą się one znikąd, lecz są najczęściej poprzedzone licznymi skargami czy postulatami zgłaszanymi za pośrednictwem rzecznika.

Jednocześnie chcę podkreślić, że z całą konsekwencją dostrzegam te działania państwa, które dobrze służą ludziom – wspierają od strony materialnej i prawnej realizację ich obywatelskich praw. Myślę tu o programach na rzecz rodzin i ich dzieci, o zmianach legislacyjnych umacniających pozycję pracowników czy choćby o niektórych posunięciach w sprawie lepszej ściągalności alimentów. Jako rzecznik praw obywatelskich doceniam kierunek zmian. Widzę także, że dzięki aktywności państwa polepszają się statystyki chociażby w zakresie lepszej ściągalności alimentów czy poprawia się jakość funkcjonowania Państwowej Inspekcji Pracy.

Szanowne Panie i Panowie Senatorowie,

Szczególną uwagę chciałbym poświęcić zmianom legislacyjnym, które dotyczą systemu konstytucyjnego.

Mój największy niepokój budzi nieprzestrzeganie w praktyce konstytucyjnej zasady dialogu społecznego i współdziałania władz, co przejawia się m.in. brakiem konsultacji projektów wielu ważnych ustaw. Z ubolewaniem dostrzegam, że niektóre ustawy potrafią być przyjęte – przejść cały proces legislacyjny – w ciągu bardzo krótkiego czasu. Powstaje pytanie, jak można wtedy uniknąć błędów, jak można spowodować, że te błędy dostrzeże się na czas i w ten sposób nie spowoduje się szkody dla obywateli.

Chciałbym podkreślić, że jesteśmy w pewnym szczególnym momencie – dyskutujemy na temat zmian legislacyjnych dotyczących sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego w sytuacji, kiedy na forum tej Izby te problemy były wielokrotnie dyskutowane; ja sam starałem się być częścią tej debaty. Uważam, że zmiany wprowadzone w funkcjonowaniu sądów powszechnych oraz Krajowej Rady Sądownictwa zwiększają wpływ czynników politycznych na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji osłabiają system ochrony praw człowieka, bo to niezależne sądy są gwarancją ochrony praw i wolności obywatelskich. Dostrzegam także poważnie ograniczoną rolę Trybunału Konstytucyjnego.

W tym kontekście konieczne jest wspomnienie o sytuacji Sądu Najwyższego. To właśnie w 2017 r. na forum tej Izby wielokrotnie dyskutowano o jego niezależności. To tutaj, korzystając z możliwości występowania na forum Senatu, przestrzegałem państwa, jakie to może mieć konsekwencje dla naszej współpracy europejskiej, w tym dla stosowania europejskiego nakazu aresztowania. Nawet nie spodziewałem się, że faktycznie później dojdzie do takiej debaty na forum europejskim. Chodzi chociażby o wydanie rozstrzygnięć dotyczących stosowania europejskiego nakazu aresztowania w stosunku do obywateli polskich przebywających za granicą. To tutaj także padły słynne słowa o tym, że o wolnych sądach będą pamiętać wolni ludzie. I dlatego cieszę się, że niezależność Sądu Najwyższego – właśnie dzięki społeczeństwu obywatelskiemu – została utrzymana i że dzięki protestom społeczeństwa obywatelskiego ten problem związany z zagrożeniem dla niezależności Sądu Najwyższego został dostrzeżony. (Oklaski)

Chciałbym podkreślić, że w Polsce dochodzi do licznych ograniczeń naszych praw i wolności o charakterze osobistym oraz politycznym.

  • Wolność zgromadzeń jest tego najlepszym przykładem, w tym to, co się stało w konsekwencji ograniczania wolności zgromadzeń, a mianowicie reakcja ze strony policji i naruszenie prawa do organizowania kontrmanifestacji. Szczęśliwie w wielu przypadkach sądy potrafiły właściwie ocenić naruszenie prawa do uczestniczenia w zgromadzeniach i odpowiednio ocenić działania ze strony policji.
  • Nie zostały usunięte zagrożenia dla ochrony prawa do prywatności wynikające z obowiązywania wielu przepisów dających Policji oraz służbom specjalnym szerokie uprawnienia w zakresie stosowania kontroli operacyjnej i pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych oraz internetowych, a w szczególności sprawdzania, weryfikowania billingów telefonicznych oraz danych geolokacyjnych. Wątpliwości budzi zarówno zakres pozyskiwanych danych o jednostce, jak i ciągły brak efektywnej kontroli sądowej nad procesem pozyskiwania tych danych i ich wykorzystywania. Na ten temat Komisja Wenecka wydała kompleksowy raport. Zalecenia tego raportu w zasadzie do dzisiaj nie zostały wykonane.
  • Nie został także rozwiązany sygnalizowany w poprzednich latach problem niewykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego świadczeń finansowych dla opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnością. To jest przykład szczególny. Wyrok powinien być wykonany. Zaniechanie jego wykonania zmusza opiekunów do poszukiwania należnej im sprawiedliwości poprzez inicjowanie długotrwałych postępowań przed sądami administracyjnymi, które to postępowania nie zawsze kończą się sukcesem, a do tego mogą być inicjowane przez stosunkowo niewielką liczbę osób. To jest różnica, czy otrzymuje się wsparcie w wysokości 1 tysiąca 477 zł, czy też 520 zł, bo taka jest różnica, jeśli chodzi o świadczenia przyznawane opiekunom dorosłych osób z niepełnosprawnością, w zależności od tego, kiedy powstała niepełnosprawność dziecka, osoby, którą się opiekują.
  • Pomimo ratyfikacji Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych wciąż dalecy jesteśmy od zapewnienia prawa do niezależnego życia oraz prawa do godnego życia takim osobom, a także ich opiekunom. Protest osób z niepełnosprawnościami w Sejmie pokazał, jak ważny to jest problem.
  • Doceniam powstanie rządowego programu „Dostępność Plus”, bo to jest faktyczny krok w kierunku udostępnienia przestrzeni publicznej, stron internetowych, wielu różnych przestrzeni, z którymi spotykają się osoby z niepełnosprawnościami, a które są dostępne wszystkim. To jest program w kierunku promocji uniwersalnego projektowania, ale to jest niewystarczające, bo wciąż jest wiele barier, nie tylko tych barier fizycznych, technologicznych, które utrudniają realizację prawa do niezależnego życia dla osób z niepełnosprawnościami. Co więcej, to jest ta przestrzeń, w której widzimy swoistą wyspowość działania naszego państwa, czyli to, że pewne problemy udaje się czasami rozwiązać na szczeblu lokalnym dzięki dobrej współpracy samorządów z organizacjami pozarządowymi, ale brakuje, powiedziałbym, jednolitego podejścia na wyższym szczeblu, jeśli chodzi o całe państwo.
  • Wciąż nie uregulowano spraw skutków powojennych wywłaszczeń oraz nacjonalizacji, wciąż czekamy na kompleksową ustawę reprywatyzacyjną, która by pozwoliła na docelowe rozwiązanie problemu. Do tej pory nie został nawet wykonany wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2015 r. orzekający częściową niekonstytucyjność przepisu umożliwiającego stwierdzenie nieważności decyzji administracyjnej wydanej z rażącym naruszeniem prawa bez żadnych ograniczeń czasowych. Ta sytuacja narusza poczucie bezpieczeństwa prawnego uczestników obrotu prawnego.
  • Z niepokojem obserwujemy także wzrost liczby przestępstw motywowanych uprzedzeniami lub wręcz nienawiścią, np. wobec osób innej rasy, pochodzenia etnicznego lub narodowości i religii. Alarmujemy w tej sprawie odpowiednie organy państwa, w szczególności Policję oraz prokuraturę. Chciałbym podkreślić, że według badań, które zostały przeprowadzone niedawno przez moje biuro wraz z Organizacją Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, tylko 5% tzw. przestępstw z nienawiści jest zgłaszanych organom państwa. Dominuje niestety podejście opierające się na nieufności w stosunku do działania organów państwa. Czyli to, że pozostałe 95% nie jest zgłaszane, powodowane jest głównie brakiem zaufania, wiary w to, że z taką sprawą cokolwiek się stanie, że organy państwa się tym odpowiednio zajmą.
  • W Polsce jest wciąż wiele do zrobienia, jeśli chodzi o poszanowanie praw osób homoseksualnych i osób pozostających w związkach osób tej samej płci, ale też w zakresie walki z homofobią. Konieczne jest także wprowadzenie procedury uzgodnienia płci osób transpłciowych, która nie będzie wymuszała na nich pozywania własnych rodziców, co powoduje kolejne traumatyczne doświadczenia.
  • Istotna część pracy rzecznika to kwestia praw rodziców w kontekście funkcjonowania współczesnej rodziny. W tym zakresie współpracuję blisko z rzecznikiem praw dziecka, panem Markiem Michalakiem. Problemy niepłacenia alimentów, kontaktów rodziców z dziećmi po rozwodzie, problemy małżeństw transgranicznych, walka z przemocą domową, sytuacja rodziców opiekujących się osobami z niepełnosprawnościami to problemy, które cały czas budzą moje zainteresowanie i są przedmiotem różnych działań.

W czerwcu tego roku właśnie z tego powodu, a także z tego powodu, że stanowi to przedmiot wielkiego zainteresowania publicznego, zorganizowaliśmy duży kongres praw rodzicielskich, w którym uczestniczyli przedstawiciele różnych środowisk, w tym także środowiska pokrzywdzonych ojców.

Uważam, że w tej sferze życia potrzebne są dialog, rozmowa i zrozumienie tego, że zmiany społeczne, zmieniający się model rodziny powodują dodatkowe wyzwania dla organów państwa. Potrzebne są także sprawne i efektywne sądy, gdyż każde opóźnienie postępowań w sprawach rodzinnych może mieć tragiczne skutki dla życia rodziny i dla życia poszczególnych rodziców. W tym zakresie chciałbym docenić inicjatywy, a także zmiany legislacyjne przyjęte w ostatnim czasie, które poprawiają skuteczność postępowań transgranicznych i w pewnym sensie centralizują wysiłki państwowe dotyczące odpowiadania na różne potrzeby sądów innych państw członkowskich w tym zakresie.

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich podejmuje także wiele działań na rzecz ochrony praw kobiet.

W roku, w którym świętujemy stulecie uzyskania czy wywalczenia przez kobiety praw wyborczych, powinniśmy się zastanowić, czy faktycznie ich prawa są w pełni realizowane. Mówię o prawach kobiet w kontekście prawa do ochrony zdrowia, faktycznej realizacji ustawy o planowaniu rodziny i warunkach przerywania ciąży, dostępności terapii in vitro, walki z przemocą domową, równoważenia ról zawodowych i prywatnych lub opieki okołoporodowej. To jest cały czas lista spraw do załatwienia, do rozwiązania. Co więcej, w tym zakresie wyraźnie widać różnicę między sytuacją kobiet zamożnych, mieszkających w dużych miastach, a pochodzących z mniejszych miast, tych, które są mniej zamożne. Prywatyzacja usług publicznych rozwiązuje tu niektóre problemy, ale powoduje pogorszenie sytuacji osób, które mieszkają dalej od centrum.

Kolejne działania rzecznika dotyczą dyskryminacji osób starszych w ochronie zdrowia, dostępu do różnych usług, a przede wszystkim wsparcia tych osób w ich miejscu zamieszkania zamiast oferowania im opieki instytucjonalnej, czyli tworzenia dużych instytucji, izolowania seniorów, zapominania o nich.

To jest coś, co się nazywa instytucjonalizacją opieki. Powinniśmy robić wszystko co w naszej mocy, aby doprowadzić do tzw. deinstytucjonalizacji, czyli zrezygnowania z tych wielkich ośrodków ochrony na rzecz indywidualnego wsparcia możliwie najbliżej miejsca zamieszkania. W tym zakresie w czasie moich wyjazdów regionalnych staram się organizować spotkania na poziomie poszczególnych powiatów dotyczące promocji modelu wsparcia osób starszych w miejscu zamieszkania. Kilka takich spotkań się odbyło, np. w Stargardzie Szczecińskim, w Krapkowicach czy też w Lesznie.

W ramach pracy biura rzecznika staramy się alarmować o problemach niedostrzeganych z perspektywy dużych miast. Są w Polsce miejsca, gdzie wykluczenie transportowe staje się coraz większym problemem, gdzie młoda osoba, która kończy gimnazjum, wybiera nie taką szkołę, która odpowiada jej talentom i zainteresowaniom, ale taką, do której po prostu można dojechać. To jest też problem dostępu do lekarzy specjalistów i problem związany z szansą na codzienną aktywność seniorów.

Naruszenia praw człowieka dotykają w Polsce właśnie tych najsłabszych, tych, którzy nie potrafią się upomnieć albo z różnych powodów nie mają na to szans. W tym kontekście chciałbym wspomnieć o 3 grupach, które mają szczególnie trudną sytuację, choć każda z nich jest odmienna.

  • Pierwsza to osoby dotknięte kryzysem bezdomności. Mamy ciągle powyżej 30 tysięcy osób dotkniętych kryzysem bezdomności. Trzeba zmienić nasze myślenie o bezdomności. Trzeba myśleć o bezdomności w taki sposób, że jest to kryzys, z którego można wyjść, a państwo służy do tego, aby podać pomocną dłoń, i to niezależnie od tego, czy osoba bezdomna mieszka w Polsce, czy też jest obywatelem RP mieszkającym poza granicami Polski, bo przecież takich osób też ten kryzys dotyczy. Osoby te często z tego powodu, że ich własna godność im na to nie pozwala, nie decydują się nawet na powrót do własnego kraju, decydują się na to, aby dalej pozostawać w stanie bezdomności. Jest to dziedzina, w której współpraca organizacji pozarządowych i samorządów może przynieść wiele korzyści, ale także jest to przestrzeń, w której bardzo wiele można zrobić, jeżeli odpowiednio skoordynuje się wysiłki na szczeblu centralnym.
  • Druga grupa osób to są osoby dotknięte kryzysem zdrowia psychicznego. To jest wycinek naszej ogólnej trudnej sytuacji w służbie zdrowia. Dobrze wiemy, że dyskusja na temat prawa do ochrony zdrowia w sytuacji niewystarczających środków finansowych, ale także niewłaściwej organizacji służby zdrowia, jest trudna.

Ten kryzys w ochronie zdrowia psychicznego to jest coś bardzo szczególnego. I znowu: w tym zakresie musimy działać na rzecz rezygnacji z opieki instytucjonalnej w dużych, wielkich szpitalach psychiatrycznych na rzecz pomocy w miejscu zamieszkania. Cieszy mnie uruchomienie od 1 lipca programu pilotażowego, który zmienia system ochrony zdrowia psychicznego, bo jest to ważna jaskółka zmian. Mam nadzieję, że realizacja tego programu pilotażowego doprowadzi do trwałych zmian w dziedzinie ochrony zdrowia psychicznego.

  • Wreszcie trzecia taka grupa osób – myślę, że szczególnie niedostrzegalna z perspektywy wielkich miast, ale wydaje mi się, że szczególnie znana państwu jako senatorom Rzeczypospolitej, gdyż państwo, ze względu na swój mandat, mają bezpośredni kontakt z wyborcami – a mianowicie osoby mieszkające na terenach wiejskich, które są dotknięte konsekwencjami różnych inwestycji energetycznych, budowlanych czy przemysłowych. To są często osoby na straconej pozycji. Nie mają siły, determinacji, wiedzy, kwalifikacji prawniczych, aby tego typu inwestycje ograniczać czy po prostu brać udział w dyskusji, aby uzyskiwać informacje w trybie dostępu do informacji publicznej, przyłączać się do postępowań, korzystać z prawa do petycji. To są problemy Wrześni, problemy Bakałarzewa, problemy Piły i wielu innych polskich miejscowości. I tutaj widzę moją rolę jako polegającą na tym, że zarówno staram się te osoby wzmacniać, interweniować tam, gdzie mogę, jak i przyłączać się do postępowań, często także z dobrym skutkiem.

Szanowne Panie i Panowie Senatorowie,

Rzecznik Praw Obywatelskich to jest także organ, który zajmuje się prawami osób pozbawionych wolności.

Na podstawie protokołu dodatkowego do konwencji ONZ o zakazie tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania rzecznik praw obywatelskich ma zadanie stałego monitorowania wszystkich miejsc pozbawienia wolności w Polsce, zarówno zakładów karnych, aresztów śledczych, jak i szpitali psychiatrycznych, domów pomocy społecznej, młodzieżowych ośrodków wychowawczych, zakładów poprawczych itd., itd., wszystkich miejsc, w których osoba bez własnej woli pozbawiana jest wolności. Otrzymujemy także bardzo wiele skarg od osób pozbawionych wolności, w szczególności od osób osadzonych. I to jest dla nas wielkie wyzwanie, jak łączyć działania na rzecz prewencji, polegające na bieżącym monitorowaniu sytuacji w tych miejscach, z działaniami polegającymi na odpowiadaniu za poszczególne skargi. W 2017 r. przedstawiciele Krajowego Mechanizmu Prewencji przeprowadzili łącznie prawie 100 wizytacji, z których wyciągnęli określone wnioski i przedstawili je organom władzy.

Chciałbym podkreślić, że wciąż mamy sporo problemów: przeludnienie w więzieniach, sytuacja osób z niepełnosprawnościami, niskie standardy opieki zdrowotnej. To są te, powiedziałbym, najważniejsze problemy dotyczące samych więzień.

Jak mówię o przeludnieniu w więzieniach, to nie mówię tylko i wyłącznie o tym, że nie respektujemy normy, która jest nam od lat proponowana i rekomendowana przez komitet Rady Europy do spraw przeciwdziałania torturom, nieludzkiemu i poniżającemu traktowaniu, a która mówi, że powinniśmy mieć 4 m2 na jednego więźnia, ale mówię także o tym, że w Polsce wciąż są więzienia, w których w celi przebywa ponad 10 osób. Proszę sobie wyobrazić, że ponad 10 osób – a byłem w takich celach 13-, 14-, 15-osobowych – mieszka cały czas ze sobą w wielkim pomieszczeniu, bo to jest 50–60 m2. Tych kilkanaście osób przez 23 godziny na dobę przebywa razem ze sobą. To nie jest standard, który powinniśmy dopuszczać w państwie członkowskim Unii Europejskiej, państwie, które mieni się jako to, które przestrzega tak podstawowych praw. Tak więc wydaje mi się, że chociażby ograniczenie istnienia cel 10-osobowych powinno być niezwykle istotnym postulatem.

Ale skoro mówimy o niskich standardach opieki zdrowotnej, to chciałbym wspomnieć, że w 2017 r. dokładnie zbadaliśmy sprawę śmierci pani Agnieszki Pysz, która zmarła w areszcie śledczym w Warszawie w wyniku nieudzielenia pomocy medycznej. Nasze zbadanie sprawy doprowadziło do tego, że zajęła się tym nawet Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej, a pan minister Patryk Jaki na forum komisji przepraszał matkę pani Agnieszki Pysz za to, co jej się stało. To są takie historie, które niezwykle uruchamiają naszą wyobraźnię, które pokazują, że każde zaniedbanie, jeżeli chodzi o przestrzeganie standardów, może prowadzić do wielkich tragedii, tragedii, których można było uniknąć, gdybyśmy tylko lepiej o te kwestie zadbali.

Zupełnie osobnym problemem związanym z kwestiami, na które się skarżą osoby, jest funkcjonowanie Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.

Problem ten jest znany szanownym państwu, ponieważ wielokrotnie zajmowała się tym Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu Rzeczypospolitej, pojawia się też coraz więcej artykułów prasowych na ten temat. Szanowne Panie i Panowie Senatorowie, naprawdę musimy sobie z tym problemem poradzić. Jesteśmy w stanie doprowadzić do tego, że… Jeżeli już taki ośrodek musi w Polsce istnieć, to powinien funkcjonować tak, jak chociażby ośrodek niemiecki w Rosdorfie, i powinien być opatrzony odpowiednimi regulacjami prawnymi na poziomie ustawy, a nie na poziomie zarządzeń wewnętrznych dyrektora ośrodka w Gostyninie.

Chciałbym podkreślić, że w 2017 r. Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur przygotował obszerny materiał będący analizą prawomocnych orzeczeń sądowych za stosowanie tortur w latach 2008–2015, które związane były z wymierzeniem kary pozbawienia wolności funkcjonariuszom publicznym za stosowanie tortur. W tym czasie, w ciągu tych 8 lat skazano 33 funkcjonariuszy Policji w 22 sprawach karnych. Jeżeli mówię o torturach, to mówię naprawdę o torturach. Nie mówię o sytuacji, kiedy funkcjonariusz przekracza granicę stosowania środków przymusu bezpośredniego, np. w czasie demonstracji czy w czasie zatrzymania danej osoby, ale mówię o sytuacji, kiedy funkcjonariusze Policji gdzieś w izolacji, w pomieszczeniach zamkniętych stosują przemoc w stosunku do osób pozbawionych wolności, upokarzają je, zmuszają je do zeznań i stosują metody, których nie można określić inaczej, jak tortury. Tak jak powiedziałem, w ciągu tych 8 lat skazano 33 funkcjonariuszy Policji. Uważam, że skoro żyjemy w państwie, w którym mówi się o tym, że mamy być pomni czasów, kiedy prawa człowieka były w naszej ojczyźnie łamane, i dlatego ustanawiamy katalog praw i wolności obywatelskich, dlatego ustanawiamy bezwzględny zakaz tortur, to musimy faktycznie dbać o to, żeby wyeliminować stosowanie tortur w Polsce.

Efektem badań mojego zespołu było duże wystąpienie do ministra sprawiedliwości, wskazujące, co należałoby zrobić, aby ten problem naprawić. I to są stosunkowo proste rzeczy: stała obecność adwokatów na posterunkach Policji; stały monitoring tego, co się dzieje na posterunkach, w tym także monitoring tych miejsc, które mogą nie być temu monitoringowi poddane; rzetelny nadzór nad tym, co się dzieje z materiałami z monitoringu. Chciałbym podkreślić, że nie dostałem odpowiedzi od ministra sprawiedliwości. Apelowałem nawet do premiera, aby zmotywował ministra sprawiedliwości, ale odpowiedzi wciąż się nie doczekałem. Chciałbym powiedzieć jedno: jak mamy walczyć z torturami, skoro Ministerstwo Sprawiedliwości nie poczuwa się do przeprowadzenia zmian w zakresie funkcjonowania naszego państwa, nie poczuwa się do zmian legislacyjnych oraz nie poczuwa się do tego, aby ten problem naprawić? Chciałbym podkreślić jeszcze raz, że konstytucja, preambuła, nasze doświadczenia historyczne zobowiązują nas do tego, aby Polska była państwem całkowicie wolnym od tortur.

Szanowne Panie i Szanowni Panowie Senatorowie!

W ostatnich latach na rzecznika praw obywatelskich sukcesywnie nakładane są nowe zadania: realizacja mandatu Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur

To jest  realizowanie tego mandatu od 10 lat; realizacja zasady równego traktowania, czyli przepisów antydyskryminacyjnych, które Polska wdrożyła w wyniku implementacji dyrektyw unijnych; monitorowanie wdrożenia konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami; a także monitorowanie niewłaściwych działań Policji i innych służb, monitorowanie sytuacji funkcjonariuszy. Jak się spojrzy na to z perspektywy, to wszystko to następowało w zasadzie bez przyznania wystarczających, dodatkowych środków finansowych. I moja poprzedniczka, i ja wielokrotnie powtarzaliśmy, że realizacja tego mandatu jest niezwykle utrudniona. W zasadzie to, że my staramy się wykonywać naszą pracę maksymalnie rzetelnie bez tych środków finansowych, zawdzięczam mojemu wspaniałemu zespołowi, moim wspaniałym dyrektorom, dyrektorkom, zastępcom, zastępczyniom, dyrekcji generalnej, którzy są tutaj ze mną, a którzy mają tę siłę, żeby motywować pracowników do ciężkiej pracy. Chciałbym im za to bardzo serdecznie podziękować. (Oklaski)

Szanowne Panie i Panowie Senatorowie

Rzecznik ma nowe zadania, to przyznanie kompetencji do składania skargi nadzwyczajnej.

Skarga nadzwyczajna była przedmiotem dyskusji na forum tej izby wielokrotnie. Ale chciałbym podkreślić, że po ostatniej zmianie legislacyjnej prawo do składania skargi nadzwyczajnej w odniesieniu do, można powiedzieć, historii z przeszłości, czyli z ostatnich 20 lat, ma prokurator generalny oraz rzecznik praw obywatelskich. Jak do tej pory – a sprawdzałem statystyki na 22 listopada – wpłynęło do nas 2407 wniosków o wniesienie skargi nadzwyczajnej.

Podkreślam: 2407 wniosków.

Każdy z tych wniosków oznacza, że musimy zapoznać się z nimi, przeczytać dokładnie dokumenty, częstokroć ściągnąć akta i odpowiedzieć. To jest wielki wysiłek. To nie jest tak, że można w 5 minut odpowiedzieć obywatelom, że skargi nadzwyczajnej nie wniesiemy. Każdy ten wniosek wymaga wielkiego zaangażowania. I tu podkreślam, że rozpatrzenie wniosków w sposób rzetelny i odpowiedzialny, w rozsądnym terminie, przekracza obecne możliwości kadrowe i finansowe Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Uchwalając te zmiany, pominięto aspekt ekonomiczny, pomimo tego, że apelowałem, także na forum tej izby, o to, aby przyznać dodatkowe środki finansowe na rozpatrywanie skarg nadzwyczajnych.

Apelowałem do premiera o przesunięcie środków w budżecie rzecznika bądź o przyznanie na ten cel środków z rezerwy budżetowej.

Nie uzyskałem pozytywnej odpowiedzi.

Złożyłem wniosek o odpowiedni budżet na przyszły rok, ale – sądząc po doświadczeniach z tego tygodnia i debacie, która przebiegała na forum Komisji Finansów Publicznych – nie jestem przekonany, czy faktycznie uda się to wywalczyć.

A chciałbym podkreślić, że to jest niezwykle ważne. Powierzanie dodatkowych obowiązków bez odpowiedniego finansowania niestety powoduje, że relacja między obywatelem a biurem rzecznika może być zakłócona, ale to także jest kwestia budowania ogólnego zaufania do funkcjonowania państwa.

Mimo wszystko chciałbym się odnieść do samej instytucji skargi nadzwyczajnej.

Zdaję sobie sprawę z wątpliwości konstytucyjnych dotyczących tej instytucji, z tego, że stwarza ona możliwość podważania prawomocnych orzeczeń i że ten okres 20 lat jest niezwykle długi. Sam wyrażałem te wątpliwości. Jednakże będąc urzędnikiem państwowym, odpowiedzialnym w stosunku do obywateli, nie mogę uznać, że instytucji tej nie będę stosował. Dlatego jak do tej pory skierowałem dwie skargi nadzwyczajne w sprawach dotyczących prawa spadkowego, w sprawach, w których, można powiedzieć, ta skarga może spełnić swoją oryginalną funkcję, czyli może stanowić wentyl bezpieczeństwa, który powinien mieć zastosowanie w absolutnie wyjątkowych przypadkach. I liczę, że w przyszłości skarga nadzwyczajna będzie stosowana tylko i wyłącznie w tego typu sprawach, tj. w takich, w których w inny sposób nie można naprawić sytuacji życiowej obywateli.

Szanowni Państwo,

Na koniec mojego wystąpienia chciałbym podzielić się refleksją na temat tego, dlaczego ludzie skarżą się do Rzecznika Praw Obywatelskich.

Skarżą się, bo są różne problemy w naszym państwie, stare i nowe.

Skarżą się, bo są pokrzywdzeni przez organy państwa lub też dyskryminowani w życiu społecznym czy gospodarczym.

Dla każdego człowieka jego indywidualna krzywda jest najważniejsza – możemy być mobingowanym pracownikiem; emerytem, którego dotknęła ustawa represyjna z 16 grudnia 2016 r., przez co stracił on dużą część uprawnień emerytalnych; rolnikiem, który został pozbawiony ojcowizny w wyniku działania specustawy drogowej; ojcem, który nie ma kontaktu z własnymi dziećmi; przedsiębiorcą spierającym się z urzędem skarbowym; mieszkańcem, któremu niedaleko od domu wybudowano fabrykę akumulatorów. Każda historia jest inna i nie można jednej przedkładać nad drugą, dokonywać ich ważenia, bo każdy z tych obywateli zasługuje na wysłuchanie i reakcję. I każdy zasługuje na ochronę konstytucyjną jego praw i wolności.

Ale chciałbym podkreślić, że rolą Rzecznika Praw Obywatelskich nie jest potakiwanie obywatelom i mówienie każdemu, że faktycznie każdego obywatela, który zwrócił się do rzecznika, spotkała krzywda. Bo czym innym jest nasze subiektywne poczucie, że zostaliśmy pokrzywdzeni, a czym innym jest ocena dokonywana w świetle konstytucji i standardów praw człowieka wynikających z ratyfikowanych umów międzynarodowych.

Rzecznik ma za zadanie nie tylko pomagać, ale także musi to robić profesjonalnie. Do tego musi mieć świetnych fachowców – a tym akurat, jak powiedziałem, mogę się poszczycić. Ale aby pomagać, rzecznik musi także działać w ekosystemie demokratycznego państwa prawnego.

Bo jeśli następuje erozja i rozchwianie tradycyjnych instytucji państwa demokratycznego, to staje się to trudniejsze. Dzieje się tak, jeśli zawodzi dialog w stanowieniu prawa, jeśli zawodzą konsultacje społeczne albo ich nie ma, jeśli nie szuka się kompromisowych rozwiązań, jeśli brakuje współpracy między konstytucyjnymi organami państwa.

Nie można mieć gwarancji demokratycznego państwa prawnego oraz przestrzegania praw i wolności jednostek, jeśli zawodzą mechanizmy ochrony praw i wolności, a są nimi niezależne sądy oraz niezależny Trybunał Konstytucyjny. Bez niezależnych instytucji, szczególnie sądów, obywatel jest skazany na arbitralność władzy, a jego prawa mogą nie być przestrzegane.

Chciałbym powiedzieć, że jako Rzecznik będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby obywatelom pomagać, będę szukał rozwiązań.

Jeśli uda się pomóc kolejnej osobie, kolejnej grupie wykluczonej, to jest to warte każdego wysiłku.

Będę domagał się także, konsekwentnie i stanowczo, respektowania ich praw obywatelskich, bo przestrzeganie praw obywatelskich jest obowiązkiem każdego organu państwa, a moją rolą jest o to się upominać, to przypominać i o to zabiegać.

I nie ma to nic wspólnego – chciałbym to podkreślić – z polityką. Jest to po prostu moje świadectwo rzetelnego wykonywania zadania, które zostało mi powierzone przez Sejm i Senat w połowie 2015 r.

Dziękuję za uwagę.(Oklaski)

Odpowiedź RPO na wystąpienia senatorów

Dokładamy maksymalnych starań i staramy się działać z maksymalnie dobrą wiarą i maksymalnym poszanowaniem Konstytucji, aby jak najlepiej w trudnych warunkach realizować mandat Rzecznika Praw Obywatelskich, a tym mandatem jest stanie na straży praw i wolności określonych w konstytucji oraz w ratyfikowanych umowach międzynarodowych.

Jak słuchałem wystąpień, uznałem, że jednak chciałbym kilka rzeczy skomentować.

Zgromadzenia cykliczne

Pierwsza sprawa to zgromadzenia cykliczne.

To jest faktycznie innowacja. To jest innowacyjna instytucja, ponieważ w świecie państw demokratycznych nie jest znane rezerwowanie na przyszłość miejsca na demonstracje i jednoczesne zakazywanie organizowania kontrmanifestacji. Tak po prostu nie można czynić i jest to sprzeczne z podstawowymi standardami praw i wolności, które dotyczą wolności zgromadzeń, co było sygnalizowane przez wiele osób na różnych etapach procesu legislacyjnego. I możemy się cieszyć, że już tych, można powiedzieć, zgromadzeń cyklicznych, które są organizowane, jest mniej, ale wciąż jednak się zdarzają, chociażby Marsz Niepodległości korzystał z tego statusu, co powodowało różne wątpliwości prawne.

Prawa osób głuchych

Mamy w ogóle w Biurze Rzecznika cały zespół, zespół, który się zajmuje problematyką osób głuchych. W skrócie i tak bardzo szybko powiem o 3 tematach.

  • Pierwsza sprawa. Administracja wciąż nie jest dostosowana, bo z jednej strony mamy ustawę o języku migowym, ale później jej realizacja w praktyce, w szczególności dostępność tłumaczeń, dostępność wideotłumaczy, jest na niewystarczającym poziomie. Pamiętam, że jak byłem w Człuchowie, to jedna pani nam opowiadała, że czasami za własne, prywatne pieniądze po prostu zamawia tłumacza, żeby przyjechał, bo już nie chce się bawić w te wszystkie rozliczenia, byleby tylko, jak osoba głucha się pojawi, jak najlepiej jej pomóc. Tak że kwestia w ogóle faktycznego funkcjonowania administracji to jest jeden problem.
  • Drugi problem jest związany z audiotranskrypcją w kinach, w programach telewizyjnych. Ale chciałbym państwu właśnie przy okazji zgłosić problem z Wrocławia. Bo jak byłem we Wrocławiu, to jedna działaczka, bodajże Fundacji „Katarynka”, jeżeli mnie pamięć nie myli, zgłosiła, że była absolutnie oburzona, i środowisko osób głuchych było absolutnie oburzone, tym, że wszystkie programy związane z rocznicą niepodległości nie były opatrzone audiotranskrypcją, i że to jest właśnie taki najbardziej dobitny przykład, jak można wykluczyć. Organizuje się obchody, przeznacza się określone środki finansowe i nie ma audiotranskrypcji. Przyznam szczerze, że jeszcze nie zdążyłem napisać oficjalnej interwencji w tym zakresie, ale dzielę się tym, co zostało mi przekazane. Tak że myślę, że o tym warto pamiętać.
  • Trzecia sprawa, która mnie szczególnie interesuje, bo ona jest trudna do zrozumienia i ujęcia bezpośrednio, a dotyczy może nie sporej, ale pewnej grupy osób, to problem dzieci CODA, czyli dzieci słyszących, ale żyjących w rodzinach osób niesłyszących. One w związku z tym stają się w młodym wieku takimi, można powiedzieć, naturalnymi tłumaczami swoich rodziców, co powoduje bardzo poważne konsekwencje dla ich rozwoju emocjonalnego, rozwoju psychicznego, takie nadmierne obciążenie odpowiedzialnością, przyspieszone dorastanie. I w tym zakresie skierowałem wystąpienie do pani minister edukacji narodowej, która obiecała, że uwrażliwi pedagogów szkolnych na ten problem. Ale warto pamiętać o tym, że takie dzieci też są u nas i że potrzebują one wsparcia. Dziękuję.

Mowa nienawiści

Nigdy bym nie powiedział, że polskie społeczeństwo jest z założenia nietolerancyjne. Nigdy bym nie powiedział, że, powiedzmy, dominuje rasizm. Jedyne, o czym ja powiedziałem w moim wystąpieniu, to jest to, że… Powiedziałem o bardzo konkretnych sprawach, które trafiają do biura rzecznika, którymi się zajmuję, które mogą dotyczyć chociażby przestępstw z nienawiści.

Chciałbym podkreślić, że pobicia – szczególnie pobicia, bo one mi najbardziej leżą na sercu – zdarzają się przez to, że tolerujemy czy przyzwalamy na mowę nienawiści. To są niezwykle dramatyczne historie. To są historie, które dla mnie są nie do zrozumienia, jeśli się weźmie pod uwagę naszą historię, nasze tradycje, naszą tradycję szlachecką tolerancji religijnej i to, że Polska zawsze była czy przez wiele wieków była państwem różnorodności kulturowej oraz narodowościowej.

I teraz, jeżeli spojrzelibyśmy do raportu á propos konkretnych spraw, to w 2017 r. my sami zarejestrowaliśmy 100 różnych spraw, które dotyczyły aktów przemocy i mowy nienawiści, motywowanych przynależnością narodowo-etniczną bądź rasową czy wyznawaną religią. Czyli to są te sprawy, o których się dowiedzieliśmy, które podjęliśmy, z którymi się do nas zwróciły osoby bądź organizacje pozarządowe. Gdybyśmy spojrzeli do raportu, który odnosi się do art. 32 konstytucji mówiącego o zakazie dyskryminacji, to przeczytamy tam, że interweniowałem w sprawie: napaści na obywatela Bangladeszu w Legnicy, pobicia Saudyjczyka w Zakopanem, pobicia hinduskiego studenta w Poznaniu, pobicia obywatela Ukrainy w Warszawie, napaści na izraelskich sportowców w hotelu w Sochocinie, pobicia Czeczenki na warszawskiej Woli, znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej obywatela Ukrainy w Opolu i napaści kilkudziesięcioosobowej grupy na cudzoziemców przebywających w jednym z wrocławskich barów z kebabem. Prawda? To jest przykład kilku bardzo konkretnych spraw, które…

(Senator Jerzy Czerwiński: Osiem.)

Ale to…

(Senator Jerzy Czerwiński: Osiem.)

Jeżeli, Panie Senatorze, 8 spraw to jest mało…

(Rozmowy na sali)

Jeżeli chodzi o pobicie, to my się chyba różnimy oceną, bo dla mnie to jest bardzo dużo. Tak? To znaczy, dla mnie każda sytuacja, kiedy kogoś bije się z powodu pochodzenia rasowego i etnicznego, to jest powód do wstydu. Wstydu, że to się w ogóle w Polsce dzieje. I nie jestem w stanie tego zrozumieć. Ja muszę to dokumentować, muszę to wyjaśniać, muszę badać, czy te osoby mają… czy odpowiednio reaguje policja, czy odpowiednio reaguje prokurator i sąd. Co więcej, w przypadku każdej z tych spraw my staramy się też do tych osób dotrzeć, porozmawiać z nimi, zastanowić się, jak moglibyśmy pomóc w danej sytuacji. I uważam, że to jest bardzo przykre, że aż takie historie się w Polsce dzieją.

Ale znowu chciałbym podkreślić: ja z tego nie będę wyciągał takich wniosków. I nie podałem w swoim przemówieniu takiego wniosku, który pan senator mógłby mi wskazać. Ja tylko mówię o pewnej liczbie spraw, które się pojawiają.

Dyskryminacja

Jeśli zaś chodzi o sytuacje dyskryminacyjne, to pamiętajmy o tym, że te sytuacje są przeróżne. To nie są tylko i wyłącznie tego typu historie. Występuje np. taki problem, który jest dyskutowany w Polsce, jak dyskryminacja w dostępie do różnych dóbr i usług. Tak? I znowu zdarzają się takie sytuacje, że np. jest osoba, która się porusza na wózku, i odmawia się jej wstępu do klubu na koncert, chociaż lokal był dostępny dla osób z niepełnosprawnościami, albo odmawia się osobie ubogiej obsługi, albo są osoby niewidome czy osoby korzystające z psa przewodnika, którym odmawia się korzystania z różnych usług. To też są sprawy, którymi się zajmujemy.

Ja myślę, że jeśli chodzi o sprawy dyskryminacyjne, to problemem jest nie tyle liczba spraw, ile kwestia tego, czy ludzie mają świadomość, że mają instrumenty prawne, za pomocą których mogą sobie sami pomóc; czy znowu występuje takie zjawisko, że się obawiają, jaka będzie konsekwencja zgłoszenia danej sprawy i czy faktycznie ktoś im będzie w stanie skutecznie pomóc. I to jest, myślę, jeden z większych problemów dotyczących praw osób homoseksualnych. To znaczy, one często nie raportują spraw indywidualnych, bo boją się, że konsekwencją tego będzie po prostu ujawnienie ich tożsamości, ich orientacji, a nie chcą czy nie mogą sobie na to pozwolić. Ale to nie znaczy, że te problemy nie występują, bo występują. Ja jestem w stałym kontakcie z organizacjami, które zajmują się pomocą takim osobom, ale także z niektórymi osobami, które niekoniecznie chciały mówić o swoich indywidualnych problemach.

Prawa lokatorów. Reprywatyzacja

Ustawa jest potrzebna, żeby zakończyć pewien etap polskiej historii, żeby te roszczenia spisać, rozliczyć, określić termin, do którego roszczenia można by zgłaszać, a także stworzyć mechanizm kompensaty, który z jednej strony dawałby poczucie satysfakcji osobom, które zostałyby objęte ustawą, a z drugiej strony byłby, można powiedzieć, impulsem rozwojowym polegającym na tym, że niektóre grunty mające nieuregulowaną sytuację mogłyby się jakby rozwijać, mogłyby być przedmiotem obrotu. Dodatkowo rozkładałoby to ciężar na przyszłe lata. Zaraz powiem, co mam na myśli.

Utrzymywanie stanu, w którym nie mamy ustawy, powoduje przerzucenie ciężaru odpowiedzialności na sądy. Sądy muszą się posługiwać zasadami ogólnymi i mogą przy okazji popełniać błędy. Te błędy po czasie… Nawet jeśli sądy działają w dobrej wierze, to później ich orzeczenia mogą być oceniane w różny sposób. Sądy mogą być wręcz za to niezwykle krytykowane.

Wczoraj nawet mieliśmy w Biurze Rzecznika pewną debatę, w której uczestniczyła pani profesor Ewa Łętowska. Sformułowała ona taki pogląd, że sądy w ostatnich latach dawały się być może nadmiernie uwieść pełnomocnikom procesowym i trochę za bardzo przyjmowały niektóre przedstawiane argumenty. To niebezpieczeństwo cały czas istnieje. To pogłębia stan nie tylko niepewności prawnej, ale też nierównowagi, bo niektóre grupy czy niektóre instytucje w pełni, można powiedzieć, skorzystały z procesu reprywatyzacji, a niektórzy muszą dociekliwie dochodzić uprawnień przed sądami.

Podam państwu przykład. Uczestniczyliśmy jako biuro w bardzo poważnej sprawie, którą prowadziła pani dyrektor Dołowska z biura rzecznika. Sprawa dotyczyła reprywatyzacji w Michałowicach pod Warszawą, gdzie zostały zgłoszone roszczenia jednej z rodzin. Rodzina rościła sobie tytuły do gruntów i na podstawie decyzji ministra rolnictwa próbowała je odzyskać. Rzecz dotyczyła interesów 1 tysiąca 500 mieszkańców Michałowic. Szczęśliwie NSA, można powiedzieć, powstrzymał roszczenia reprywatyzacyjne i ci mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie. Ja mogę się cieszyć, że mogłem pomóc i w tym uczestniczyć. Aczkolwiek tak zupełnie na marginesie muszę państwu powiedzieć, że wysłanie do sądu 1 tysiąca 500 odpisów skargi kasacyjnej to jest duży wysiłek organizacyjny. Kosztowało nas kilka ładnych tygodni pracy, żeby to przygotować. Ale to na marginesie. Ta sprawa pokazuje problem, z którym mamy tutaj do czynienia, pokazuje niepewność w zakresie interesów mieszkańców, osób, które w międzyczasie nabyły tytuły własności.

Myślę, że warto w tym kontekście wspomnieć o komisji weryfikacyjnej. Ja przedstawiałem dość krytyczne stanowisko, jeśli chodzi o komisję weryfikacyjną. Główny argument był taki, że w tym kształcie ona nie byłaby w stanie dokonać przeglądów wszystkich nieruchomości w Warszawie. Po jakimś czasie mogę w sumie powiedzieć, że faktycznie tak się nie stało, że sprawy pewnej części nieruchomości zostały jedynie przejrzane.

Jeśli chodzi o przyszłość, to myślę, że musimy po prostu skorzystać z naszych własnych, krajowych rozwiązań, mianowicie z ustawy, która dotyczy mienia zabużańskiego. W kontekście mienia zabużańskiego wprowadzono zasadę spisania wszystkich roszczeń do określonego momentu i wypłacono 20% wartości. Można powiedzieć, że rozliczenie tego wszystkiego było domknięciem sytuacji.

Oczywiście w kontekście reprywatyzacji byłoby znacznie trudniej tak z dnia na dzień wypłacić w gotówce 20%. Moim zdaniem, pewnym rozwiązaniem mogłoby być wyemitowanie albo obligacji Skarbu Państwa, albo jakichś bonów, które byłyby do zrealizowania. Od razu byłyby one w obrocie, ale byłyby realizowane przez państwo sukcesywnie przez kolejne, najbliższe, powiedzmy, 15–20 lat, tak żeby nie obciążać jakąś wielką kwotą budżetu na kolejny rok, tylko rozłożyć to na kolejne lata. No, po prostu to trzeba w którymś momencie w Polsce zrobić, oby jak najszybciej.

Chciałbym podkreślić, że w biurze rzecznika w Zespole Prawa Cywilnego, którym kieruje pani dyrektor Dołowska, pracuje 20 osób, które zajmują się całą problematyką prawa cywilnego. Prawem mieszkaniowym, w tym także różnymi problemami związanymi z reprywatyzacją w Warszawie, zajmuje się kilka osób i mogę pana senatora zapewnić, że staramy się na bieżąco zajmować tymi sprawami i odpowiadać na te wszystkie skargi, podejmować działania w relacjach z miastem stołecznym Warszawa, tak aby sytuacje osób, których lokale objęte są reprywatyzacją i których dotyczą inne problemy mieszkaniowe, rozwiązywać.

Ośrodek w Gostyninie

Bo założenie było takie, że ośrodek w Gostyninie i cała konstrukcja ustawy są po to, aby stworzyć możliwość dalszej terapii, także dalszego odizolowania osób skazanych na karę śmierci, która następnie została zamieniona na karę 25 lat pozbawienia wolności. Ale praktyka poszła w zupełnie innym kierunku, właśnie w tym kierunku, którego się obawialiśmy, a mianowicie w takim, że kiedy teraz dochodzi do zakończenia kary osoby, która została skazana za przestępstwo o podłożu seksualnym, to dyrektorzy zakładów mają pewną obawę przed zwalnianiem takich osób z zakładu i podejmują działania, które następnie skutkują tym, że osoby te dostają orzeczenie o izolacji prewencyjnej i trafiają do Gostynina. W związku z tym obecnie Gostynin, można powiedzieć, pęka w szwach, tak? Wszystkie 54 miejsca są wypełnione. W zasadzie należałoby oddać pewnie kolejne pawilony. Miejsce, które miało być czymś w rodzaju schroniska, ośrodka terapeutycznego, staje się de facto więzieniem. Są łóżka piętrowe i naprawdę nie przypomina to w żaden sposób tego standardu, jaki powinien być, porównując go chociażby ze standardem w Rosdorfie w Niemczech.

Pomoc prawna, prawa „frankowiczów”

Podstawowy problem z bezradnością obywateli jest taki, że oni często nie wiedzą nawet, jakie mają możliwości działania w warunkach naszego państwa.

Podam taki przykład. My dość intensywnie zajęliśmy się problemem tzw. kredytów frankowych. Wiemy, że jest to temat budzący zainteresowanie obywateli, i stwierdziliśmy, że naszą rolą, razem z panią Aleksandrą Wiktorow, Rzecznikiem Finansowym, jest udzielenie obywatelom przynajmniej podstawowej informacji, co mogą z tymi kredytami zrobić. Zorganizowaliśmy spotkania w 16 miastach, to były spotkania informacyjne, w każdym ze spotkań uczestniczyło 200–300 osób. I okazało się, że zdecydowana większość obywateli w ogóle nie wiedziała o istnieniu Rzecznika Finansowego, o tym, jak wygląda procedura reklamacyjna i jak sobie z tym kredytem radzić. Myślę, że w Polsce sytuacja jest taka, że często budujemy różne instytucje, tworzymy różne rozwiązania, ale później niekoniecznie się zastanawiamy, czy to w praktyce działa, czy obywatele mają faktyczny, rzeczywisty dostęp do pomocy prawnej, do rzeczywiście fachowej porady.

Z tym jest związany m.in. drugi problem, podobny: w każdym powiecie są rzecznicy konsumentów, ale, jak się okazuje, w Poznaniu rzecznik konsumenta zatrudnia ponad 10 osób, ma całe biuro i aktywnie działa na rzecz praw konsumenta, a w niektórych miastach rzecznik konsumenta jest zatrudniony na pół etatu i siłą rzeczy nie jest w stanie skutecznie pomóc, nie jest w stanie nawet odpowiednio się przygotować. I jak trafia do niego, przykładowo, emeryt, który kupił garnki za 5 tysięcy zł, to taki rzecznik nawet nie ma wystarczających, powiedziałbym, mocy przerobowych na poziomie lokalnym, żeby mu pomóc. I z tego się tworzą kolejne problemy. Zdarza się też tak, że ludzie trafiają do adwokatów, radców prawnych, którzy popełniają błędy, którzy nie zawsze są rzetelni, którzy nie są w stanie odpowiednio pomóc. I później czasami jeden błąd przesądza o całym losie danego człowieka.

Wreszcie… Myślę, że to jest też doświadczenie państwa senatorów, że do państwa pewnie trafiają osoby… może nawet nie tyle roszczeniowe, ile osoby, które przeszły przez wszystkie instancje… Później państwo nawet do nas piszą, żebyśmy komuś pomogli. A my przeglądamy całą dokumentację i widzimy, że błędy zostały popełnione dawno temu i w zasadzie nie można już pomóc. Bo system prawny funkcjonuje tak, a nie inaczej, i jeżeli ktoś w odpowiednim momencie nie wykorzystał odpowiednich środków zaskarżenia, to nie można tej sytuacji po latach przywrócić, nawet jeżeli mamy poczucie niesprawiedliwości. Wtedy nawet państwu możemy odpowiedzieć, że się czymś nie zajmiemy, i jest pretensja do nas, że rzecznik nie jest w stanie się sprawą zająć. Tak że, powiedziałbym, to wszystko w zależności od sytuacji… różnie to wygląda.

Niemniej jednak ja wychodzę z założenia, że długofalowo musimy działać na rzecz wzmocnienia obywateli, że potrzebne jest takie faktyczne myślenie, jak im pomóc. Ale nie tylko na takiej zasadzie, żeby dać pomoc, ale tak, żeby ta pomoc była skuteczna. Czyli, przykładowo, jak mówię o tych rzecznikach konsumentów, to nie chodzi tylko o to, żeby te stanowiska stworzyć, ale o to, żeby ich odpowiednio wyposażyć, dokształcić i spowodować, że oni faktycznie będą odpowiednio działali.

Pracownicy cudzoziemscy

Przede wszystkim problem dotyczy oczywiście głównie Ukraińców, którzy pracują w Polsce i których jest ok. 2 milionów. To jest, wydaje się, w ogóle największa od 70 lat migracja zarobkowa w Polsce. To jest zjawisko, które należy rozpatrywać nie tylko pod kątem prawnym, ale także jako zjawisko społeczne, które trwale zmienia oblicze naszego państwa i wymaga również szczególnej odpowiedzialności ze strony organów władzy publicznej. Udało mi się nawiązać dość dobry dialog ze związkiem zawodowym Ukraińców, który działa na terytorium Polski. Także w tym roku organizowaliśmy konferencję, która była poświęcona, powiedziałbym, 3 aspektom: po pierwsze, mowie nienawiści w stosunku do Ukraińców, po drugie, właśnie prawom pracowniczym, po trzecie, kwestiom historycznym. Na pewno warto pamiętać o tym, i to była jedna z konkluzji tej konferencji, że ta ogólna atmosfera dotycząca rozliczeń historycznych oraz jednak pojawiające się przejawy mowy nienawiści mają wpływ, można powiedzieć, na samopoczucie Ukraińców, którzy w Polsce pracują.

Jeśli chodzi już o same prawa migrantów, to wyróżniłbym tutaj dwie kwestie.

  • Pierwsza to jest taka, czy ten jeden związek zawodowy, który nawet współpracuje z Państwową Inspekcją Pracy, jest wystarczający, żeby te prawa migrantów zabezpieczyć, tym bardziej że jest to ta grupa, która jest szczególnie narażona na nieznajomość przepisów, procedur i wykorzystywanie. Nawet była historia osoby, która zachorowała w zakładzie pracy – chyba w okolicach Poznania, w Szamotułach to było, o ile się nie mylę – i która przez pracodawcę została po prostu odwieziona na przystanek PKS, której nie zapewniono odpowiedniego wsparcia. Uważam, że remedium jest po prostu wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, spojrzenie naprawdę takie dogłębne, czy Państwowa Inspekcja Pracy w tej sytuacji ma wystarczające środki, czy dobrze działają infolinie, czy jest wystarczająca liczba osób władających językiem ukraińskim, które byłyby w stanie pomóc, i czy ta cała struktura jest dostosowana do potrzeb.
  • Ale, Szanowni Państwo, jak niedawno byłem w Norwegii, to, proszę sobie wyobrazić, zwrócono mi uwagę… Dla nich Polska z ostatnich lat kojarzyła się z jednej strony z kryzysem praworządności, a z drugiej strony z tym, co się zdarzyło w Stoczni Gdańskiej, w której pracownicy z Korei Północnej pracowali w ramach działalności podwykonawcy i, ich zdaniem, narażeni byli na pracę wręcz niewolniczą. I proszę zauważyć, że to jest niezwykle trudna sytuacja. Bo gdy jest przedsiębiorca, który mówi: okej, to ja wykonam część usługi i zatrudniam podwykonawcę, a ten podwykonawca sprowadza pracowników delegowanych z państw azjatyckich, to bardzo trudno jest później sprawdzić, co faktycznie z nimi się dzieje, jak ich prawa są przestrzegane i czy są przestrzegane.

I znowu: co można zrobić w tej sytuacji? Powinna być aktywność Państwowej Inspekcji Pracy oraz prokuratury, tak? Inaczej nie da rady. Zrozumienie, że możemy mieć taki problem, że na terytorium Polski, państwa, które ma dziedzictwo „Solidarności” i szczególnej dbałości o prawa pracownicze, może dochodzić do takich sytuacji… Jak sobie to uświadomimy, to wtedy widzimy, co należałoby zrobić, jeśli chodzi o działanie Państwowej Inspekcji Pracy, i czy mechanizmy w tym zakresie są wystarczające.

Zwalnianie z pracy pod pretekstem reorganizacji

Druga kwestia, o której chciałbym powiedzieć, dotyczy celników, także pracowników Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej.

Ja wczoraj jeszcze zdążyłem wysłać wystąpienie w tej sprawie do marszałka Senatu, być może za późno. To jest problem, który jest szerszy. Mianowicie nie można mocą ustawy dokonywać automatycznego przerwania stosunku pracy pracowników. Nie można tego skrócić i powiedzieć: od teraz przerywamy stosunek pracy i na nowych zasadach to będzie się odbywało.

Ale przecież, Szanowni Państwo, ta kwestia dotyczy nie tylko celników, bo… Tutaj patrzę na pana ministra Warchoła, który się pojawił. Ja pamiętam, że właśnie o tym dyskutowaliśmy w kontekście ustawy o Sądzie Najwyższym w lipcu 2017 r. Przecież taka sama regulacja dotyczyła pracowników Sądu Najwyższego, mianowicie chciano w ich przypadku przerwać stosunek pracy niezależnie od ich statusu, niezależnie od tego, czy np. wśród asystentów czy specjalistów w Biurze Studiów i Analiz były osoby, które mogły być objęte szczególną ochroną. To ustawodawcy w ogóle nie obchodziło, nikt na to nawet nie patrzył. I gdyby nie weto prezydenta akurat w tym przypadku, to tak by się właśnie stało. Akurat weto prezydenta pomogło w tym, że późniejsza nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, niezależnie od różnych innych wad, jednak tego przepisu nie zawierała. Nie można na mocy ustawy w taki sposób traktować pracowników, gdyż to podważa konstytucyjną ochronę pracy.

RPO i Trybunał Konstytucyjny

Kolejna kwestia: Trybunał Konstytucyjny, ten zarzut wycofywania wniosków i kwestia tego, że urzędnik nie powinien tak czynić.

No, ale jeżeli ten urzędnik wcześniej ma, tak jak pan senator to powiedział, pełny skład, później skład jest zmieniany i jest to 5 osób, następnie zmiany są przeprowadzane w taki sposób, że nie można mieć zaufania do tego, że faktycznie ten skład będzie w pełni niezależny…

Jeżeli składam wnioski o wyłączenie osób nieuprawnionych do orzekania i te wnioski nie są rozpoznawane, to nie mam innej opcji.

Bo ja wolę, żeby sędziowie, chociażby Sąd Najwyższy, w toku swojego orzekania rozstrzygali problemy konstytucyjne, niż żeby to zostawiać w taki sposób, że Trybunał Konstytucyjny de facto będzie legitymizował stan, który godzi w podstawowe prawa i wolności obywatelskie.

Moja rola jako Rzecznika to jest stanie na straży praw i wolności obywatelskich i to ode mnie zależy – to jest moja sfera niezawisłości – jakie ja instrumenty wykorzystam do tego: czy będę bardziej wierzył sądom powszechnym, Sądowi Najwyższemu, czy też będę raczej ryzykował, że Trybunał Konstytucyjny spowoduje stan trwałej niezgodności prawa ze standardami praw człowieka?

Wolność mediow

Pan minister Radziwiłł powiedział o mediach, powiedział, że ilu tu dziennikarzy, że wolność słowa.

Ale ja pamiętam moje interwencje, które dotyczyły ograniczania wolności mediów i właśnie ich obecności na korytarzach Sejmu i Senatu, kiedy powstał plan, aby dziennikarzy przenieść, najlepiej do osobnego budynku, żeby tam oni się zajmowali kontaktami z politykami.

(Głos z sali: Pamiętamy.)

Przecież to był wielki spór. To był spór, który był efektem protestów po 16 grudnia 2016 r., spór dotyczący tego, żeby dziennikarzy wyprowadzić stąd, najlepiej gdzieś poza budynek Sejmu. I to, że oni tutaj są, Panie Ministrze, to jest efekt właśnie m.in. protestu dziennikarzy, ale także m.in. moich protestów, bo mówiłem, że tego typu sytuacja zagrażać będzie wolności słowa, wolności pozyskiwania informacji.

Ja już nawet nie będę mówił o sytuacji w mediach publicznych, o licznych sprawach, o tym, że reprezentowaliśmy bądź wspieraliśmy dziennikarzy w procesach przed sądami, o sprawie Jerzego Sosnowskiego zwolnionego z Polskiego Radia, z Programu 3 i innych dziennikarzy, którzy pozawierali ugody w efekcie zwolnień z mediów publicznych. Ja już nawet nie będę mówił o tym, że nie jest wykonany wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia – symboliczna data – 2016 r., który dotyczył kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Domagam się wykonania tego wyroku, domagam się uwzględnienia pluralizmu w mediach, ale niestety to nie trafia na podatny grunt.

Tak że nie jest tak kolorowo i tak pięknie, jeżeli chodzi o standardy debaty, standardy wolności słowa w Polsce.

Szanowni Państwo, bardzo dziękuję za te słowa. I powiem państwu na sam koniec, a żałuję, że tego nie słyszy pani pierwsza prezes, że…

(Senator Robert Mamątow: Słyszy.)

(Senator Jerzy Fedorowicz: Słyszy.)

…dla mnie to jest największa nagroda, że mogę dzisiaj tutaj przed państwem występować, mogę występować po roku od tych dramatycznych wydarzeń w lipcu 2017 r. – i jeszcze raz chciałbym spojrzeć w oczy panu ministrowi Warchołowi, bo to pan minister Warchoł był m.in. za to odpowiedzialny – występować w momencie, kiedy pani pierwsza prezes Sądu Najwyższego może cały czas twierdzić, i być, bo cały czas nim jest, że jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego.

To jest fundament ochrony praw i wolności, że Sąd Najwyższy pozostał niezależnym organem sądowniczym w Polsce. Dziękuję państwu. (Oklaski)

 

Aby adoptowane dziecko nie dziedziczyło długów biologicznego ojca. Druga skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2018-11-21
  • Aby adoptowane dziecko nie odziedziczyło długów po zmarłym biologicznym ojcu, Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego swoją drugą skargę nadzwyczajną 
  • Chodzi o decyzję sądu, który uznał, że dziecko nie jest spadkobiercą biologicznego ojca, a zatem rodzice adopcyjni nie mogą w jego imieniu odrzucić spadku
  • Tymczasem inny sąd zgodnie z prawem uznał to dziecko w sprawie spadkowej za pełnoprawnego spadkobiercę
  • Zdaniem RPO pierwszy sąd się pomylił. Nie ma innego sposobu prawnego, by to naprawić niż skarga nadzwyczajna. Jedynym sposobem nieobjęcia niechcianego spadku jest jego odrzucenie

Rodzina adoptowała dziewczynkę, chcąc zapewnić jej lepszą przyszłość. Pomyłka sądu mogłaby jednak zaciążyć na jej dalszych losach. Sąd uznał, że dziecko nie musi zrzec się spadku (długu) po biologicznym ojcu, bo ma nowych rodziców. Tymczasem proces adopcyjny w momencie śmierci ojca się jeszcze nie zakończył. Teraz już nie ma możliwości zrzeczenia się spadku, bo rodzice adopcyjni nie zakwestionowali decyzji sądu. Nie podejrzewali, że jest błędna. Skarga nadzwyczajna może odwrócić ten bieg wydarzeń.

Historia sprawy

W sprawie, której dotyczy skarga, orzeczenie sądu rejonowego o adopcji dziecka stało się prawomocne w grudniu 2013 r. Biologiczny ojciec zmarł zaś pół roku wcześniej, w maju 2013 r.

Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, adoptowane dziecko nie dziedziczy po biologicznych rodzicach, jeśli w chwili tzw. otwarcia spadku (czyli śmierci spadkodawcy)  orzeczenie o adopcji było już prawomocne. Tu tak nie było.

W tym przypadku o tym, czy się chce przyjąć spadek, decydował jeden sąd rejonowy (w miejscu zamieszkania dziewczynki), a o podziale spadku - drugi sąd rejonowy (w miejscu zamieszkania biologicznego ojca). Odległe o prawie 300 km.

Sąd, przed którym toczyło się postępowanie spadkowe po zmarłym, wezwał do udziału w sprawie jego dzieci, w tym także dziewczynkę. W związku z tym matka adopcyjna złożyła w jej imieniu (ale w  innym sądzie, bo mieszkała w innej miejscowości) oświadczenie o odrzuceniu spadku. W ten sposób dziecko nie dziedziczyłoby długów biologicznego ojca. Ale 5 października 2017 r. ten sąd rejonowy oddalił wniosek jako bezprzedmiotowy. Przyjął, że dziecko przysposobione już po śmierci rodzica naturalnego nie jest jego spadkobiercą i nie rozpoznał sprawy merytorycznie (nie zauważył, że zmarły w chwili śmierci był według prawa ojcem tego dziecka). Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Tymczasem w marcu 2018 r. sąd prowadzący postępowanie spadkowe po zmarłym stwierdził, że spadek z dobrodziejstwem inwentarza nabyło - po połowie - dwoje jego dzieci (w tym i dziewczynka). Niestety jest to decyzja prawidłowa – rzeczywiście, w chwili śmierci nie istniały jeszcze prawomocne orzeczenia o adopcji.

Orzeczenie to nie jest jeszcze prawomocne, zostało zaskarżone przez przedstawicieli ustawowych obojga dzieci. Sąd okręgowy wyznaczył termin apelacji w tej sprawie na 11 grudnia 2018 r.

Jeżeli nie wyjaśni się sprawa odrzucenia spadku, do dziecka może przyjść komornik. A tamtej decyzji sądu o nierozpoznaniu odrzucenia spadku nie można zmienić inaczej niż skargą nadzwyczajną. Co więc można zrobić?

Skarga nadzwyczajna RPO

Z punktu widzenia zasad demokratycznego państwa prawnego nie do pogodzenia byłoby jednoczesne funkcjonowanie prawomocnego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku przez małoletnią i oświadczenia o odrzuceniu spadku złożonego w jej imieniu przez przedstawicieli ustawowych - uznał RPO.

Dlatego złożył skargę nadzwyczajną na decyzję sądu z 5 października 2017 r. Adam Bodnar zaskarżył ją jako rażąco sprzeczną z prawem. Wniósł, aby SN zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi rejonowemu.

Zarazem Rzecznik wniósł do właściwego sądu o wstrzymanie skuteczności postanowienia z 5 października 2017 r. o bezpodstawności wniosku o odrzucenie spadku. W ocenie RPO jest to konieczne, by zapewnić dziecku ochronę przed niepowetowaną szkodą.

Jeśli to postanowienie zostanie wstrzymane, Sąd Okręgowy dostanie realną szansę na odroczenie rozpoznania apelacji w sprawie o nabycie spadku (gdyby bowiem sąd prawomocnie uznał dziewczynkę za spadkobierczynię, byłoby bardzo trudno ustrzec dziecko przed komornikiem, nawet jeśli potem dowiodłoby się błędu sądu rejonowego w sprawie odrzucenia spadku).

RPO wskazuje, że w decyzji z 5 października 2017 r. sąd pominął, iż śmierć biologicznego ojca nastąpiła przed uprawomocnieniem się postanowienia o przysposobieniu, a nawet jeszcze przed wszczęciem postępowania adopcyjnego.

- Uchybienie prawu ma charakter oczywisty i bezsporny. Nie jest ono wynikiem odmiennej wykładni, konsekwencją wyboru jednej z możliwych do przyjęcia interpretacji, lecz ewidentnym błędem sądu - napisał Adam Bodnar w skardze nadzwyczajnej. Sąd w sposób oczywisty przeoczył bowiem podstawową zasadę prawa spadkowego, że skutek dziedziczenia następuje z mocy prawa, a o porządku dziedziczenia decyduje stan prawny w dacie śmierci spadkodawcy.

Sąd zawiódł zaufanie rodziców dziecka

Według Rzecznika postanowienie z 5 października 2017 r. naruszyło konstytucyjną zasadę zaufania do państwa, wywodzoną z art. 2 Konstytucji oraz prawa do sądowej ochrony własności i praw majątkowych, gwarantowanego przez art. 64 ust. 2 Konstytucji. 

Skoro sąd stwierdził, że dziecko nie dziedziczy po biologicznym ojcu, przedstawiciele ustawowi małoletniej nabrali przekonania, że nie będzie ona wchodziła do kręgu spadkobierców - podkreśla Rzecznik. Nie zaskarżyli oni orzeczenia, bo mimo negatywnego rozstrzygnięcia, argumentacja leżąca u jego podstaw wskazywała, że nie jest ono niekorzystne dla ich córki. Zaufali zatem decyzji sądu,  co doprowadziło do naruszenia ich zaufania do działań organów władzy państwowej i stanowionego przez nie prawa.

Uwagi sądu nie zwróciła nawet okoliczność, że wszyscy najbliżsi zmarłego, pozostający z nim - w przeciwieństwie do małoletniej - w bezpośredniej styczności, spadek odrzucili.  Sąd  zaniechał zaś oceny, czy wnioskowana czynność jest zgodna z dobrem małoletniej.

To druga skarga nadzwyczajna skierowana przez RPO do Sądu Najwyższego. Rzecznik otrzymał ponad 1940 wniosków obywateli o wystąpienie z taką skargą. Dotychczas 207 z nich uznał za bezpodstawne.

IV.7000.184.2018

W ochronie praw właścicieli zabytków. RPO przyłączył się do pytania prawnego do Trybunału Konstytucyjnego

Data: 2018-11-05
  • Właściciele prywatnych obiektów włączanych do gminnej ewidencji borykają się z szeregiem problemów
  • Dziś ustawa nie przewiduje np. ochrony prawnej właściciela kwestionującego wpis do ewidencji zabytków
  • Dlatego RPO przyłączył się do pytania prawnego Naczelnego Sadu Administracyjnego, skierowanego w takiej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego

Od 2012 r. RPO wielokrotnie zwracał się do kolejnych ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w sprawie procedury włączania prywatnych nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków, uregulowanej w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Rzecznik podkreśla, że wpis do ewidencji ogranicza korzystanie z własności ze względu na interes publiczny. Tymczasem szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis - jakkolwiek w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. W ocenie RPO jest to nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności (według art. 64 Konstytucji RP każdy ma prawo do własności, która podlega równej dla wszystkich ochronie prawnej i może być ograniczona tylko ustawą i jedynie w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności).  W sprawie takiego wpisu nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej.

W listopadzie 2017 r. minister kultury, wicepremier Piotr Gliński informował RPO o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Deklarował, iż jeszcze przed zakończeniem prac zespołu możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków. Miałaby ona poprawić standard ochrony właścicieli - m.in. przez zobligowanie organów administracji do zawiadomienia właściciela o takim wpisie i jego uzasadnieniu.

W odpowiedzi na kolejne pismo RPO z 21 czerwca 2018 r., wiceminister kultury Jarosław Sellin napisał, że planowany termin wydania rozporządzenia określił na IV kwartał 2018 r. Zapowiedział, że nowelizacja przewiduje:

  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wojewódzkiego konserwatora zabytków o włączeniu zabytku do wojewódzkiej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o włączeniu zabytku do gminnej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • dodanie przepisu, że porozumienie organu prowadzącego gminną ewidencję zabytków z wojewódzkim konserwatorem zabytków co do ujęcia w ewidencji zabytku, który nie jest wpisany do rejestru zabytków ani nie został włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków, ma formę pisemną, a stanowisko wojewódzkiego konserwatora o zasadności włączenia zabytku do ewidencji wymaga szczegółowego uzasadnienia.

RPO zwracał uwagę, że wątpliwości w całej sprawie wyrażane są także w orzecznictwie sądów administracyjnych.

13 czerwca 2018 r. NSA skierował do Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt II OSK 2781/17) pytanie prawne. Zakwestionował w nim konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków  - w zakresie, w jakim ogranicza on prawo własności nieruchomości poprzez dopuszczenie ujęcia nieruchomości jako zabytku nieruchomego w gminnej ewidencji zabytków, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak, jak ujmował go w swoich wystąpieniach także Rzecznik. NSA podał w wątpliwość, czy poziom ochrony zapewnianej właścicielowi spełnia konstytucyjne i konwencyjne standardy, zagwarantowane w art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

30 października 2018 r. Rzecznik przyłączył się do tego postępowania w TK (P 12/18). Wniósł o uznanie, że art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy jest niezgodny z art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  oraz z art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji. Pisemne uzasadnienia stanowiska RPO przedstawi Trybunałowi w ciągu miesiąca.

W listopadzie 2016 r. TK umorzył postępowanie w podobnej sprawie ze skargi konstytucyjnej, do którego przystąpił RPO (SK 3/15). Uznano, że skarżąca nie powołała adekwatnych wzorców konstytucyjnych. 

IV.7002.8.2018, IV.7002.21.2014   

TK ostrzega parlament, że jeśli nie zmieni przepisów w sprawie służebności przesyłu, to wyda wyrok

Data: 2018-10-24
  • Ustawodawca powinien rozstrzygnąć wątpliwości związane z korzystaniem ze słupów, gazociągów i innych urządzeń przesyłowych na prywatnym terenie - przed wprowadzeniem w 2008 r. służebności przesyłu do polskiego  prawa
  • Takie postanowienie sygnalizacyjne wydał Trybunał Konstytucyjny, który zarazem umorzył sprawę pytań prawnych o zasiedzenie prawa do gazociągu i magistrali ciepłowniczej na cudzym gruncie
  • Do sprawy przyłączył się RPO, wskazując na pozbawienie prawa własności ochrony konstytucyjnej 
  • Trybunał przyznał, że wyważenie interesów właścicieli nieruchomości i przedsiębiorstw przesyłowych nie jest łatwe, ale wobec bezczynności ustawodawcy może w przyszłości wydać orzeczenie merytoryczne

Służebność przesyłu to wprowadzone przez zmianę Kodeksu cywilnego z 2008 r. obciążenie czyjejś nieruchomości na rzecz przedsiębiorcy, którego własnością są np. słupy wysokiego napięcia czy rury pod  ziemią lub na niej. By uniknąć roszczenia odszkodowawczego, przedsiębiorca powinien zawrzeć z właścicielem umowę o ustanowienie takiej służebności. 

Problemy obywateli ze słupami czy rurami na działce

Sądy prowadzą wiele procesów dotyczących spraw sprzed 2008 r., w których obywatele występują przeciw przedsiębiorstwom energetycznym o zapłatę za bezumowne korzystanie z ich nieruchomości. Sądy często uznają, że Skarb Państwa (jako poprzednik prawny przedsiębiorstwa energetycznego) nabył wiele lat temu przez zasiedzenie taką służebność gruntową. A ona odpowiada obecnej służebności przesyłu.

Sądy powołują się na utrwalone orzecznictwo po uchwale Sądu Najwyższego z 17 stycznia 2003 r. SN uznał wówczas możliwość zasiedzenia przez Skarb Państwa lub przedsiębiorcę służebności gruntowej o treści służebności przesyłu - w sytuacji, gdy nie wydano decyzji administracyjnej ograniczającej prawa właściciela do gruntu. SN powoływał się m.in. na uzasadnione potrzeby gospodarcze użytkowników sieci przesyłowych. Skarżący argumentują, że do 2008 r. nie było podstaw do takiej służebności, a tym bardziej do jej zasiedzenia. Według nich jedynie błędna wykładnia przepisów spowodowała, iż uchwała SN i orzecznictwo sądów chroni interesy Skarbu Państwa i przedsiębiorców kosztem właścicieli gruntów.

Sąd z Poznania zadał TK kilka pytań prawnych co do zgodności z Konstytucją przepisów Kodeksu cywilnego  jako podstawy nabycia przed 2008 r. służebności gruntowej odpowiadającej treścią służebności przesyłu. Kanwą pytań był spór o gazociąg i magistralę ciepłowniczą na prywatnym terenie. Sąd miał wątpliwości, czy są podstawy stwierdzenia zasiedzenia służebności gruntowej o treści odpowiadającej służebności przesyłu, jeśli nie wydano decyzji wywłaszczeniowej.

RPO, który przyłączył się do postępowania w TK, uznał że przepis k.c. w zakresie, w jakim umożliwia przed 2008 r. takie zasiedzenie, jest niezgodny z art. 64 ust. 2 i 3 w związku z art. 31 ust. 3, w związku z art. 2 Konstytucji oraz jest niezgodny z art. 1 protokołu. Pozbawia to bowiem prawo własności konstytucyjnej ochrony i w sposób nieproporcjonalny ogranicza prawo własności w drodze przyjęcia analogii na niekorzyść właściciela.

Decyzje Trybunału

17 października 2018 r. TK (sygn. P 7/17) umorzył sprawę tych pytań z powodu niedopuszczalności  wydania wyroku. Przypomniano, że już wcześniej TK dwa razy wydał takie rozstrzygnięcie w sprawie podobnych pytań.

Zdaniem Trybunału, pytające sądy oczekiwały stwierdzenia, że wykładnia funkcjonalna - polegająca na dopuszczeniu istnienia służebności o treści odpowiadającej służebności przesyłu - jest zgodna albo niezgodna z Konstytucją. TK uznał, że nie jest uprawniony do stwierdzania, która z wykładni jest zgodna z Konstytucją, a która nie - natomiast sąd powszechny ma obowiązek stosowania prokonstytucyjnej wykładni przepisów. Wskazano, że sprawy, w których skierowano pytanie, dotyczą wielu zagadnień szczegółowych i wymagają uwzględnienia różnych stanów faktycznych, podczas gdy TK  jest „sądem prawa", a nie   „sądem faktów".

Uznano, że wyrokowanie po myśli pytającego sądu stanowiłoby złamanie przez TK   Konstytucji przez zawoalowaną próbę skorzystania z – nieprzysługującej od 1997 r. - kompetencji ustalania powszechnie obowiązującej wykładni ustaw. To Sąd Najwyższy powołany jest do zapewnienia jednolitości orzecznictwa sądów powszechnych, m.in. za pomocą uchwał rozstrzygających zagadnienia prawne.

Zarazem Trybunał  uznał za uzasadnione (sygn. S 5/18) zasygnalizowanie Sejmowi i Senatowi uchybień w prawie, których usunięcie jest niezbędne do zapewnienia spójności systemu prawnego RP. . Uchybienie to polega na nieunormowaniu wprost w ustawie stanów faktycznych korzystania z urządzeń przesyłowych usytuowanych na cudzym gruncie przed wprowadzeniem do polskiego systemu prawa służebności przesyłu 3 sierpnia 2008 r. W noweli  tej nie uregulowano skutków stanu faktycznego, sprowadzającego się do korzystania bez podstawy prawnej z urządzeń przesyłowych położonych na cudzym gruncie.

Zdaniem Trybunału ze względu na powszechność stanowiącego zaszłość historyczną problemu, a także na konieczność uwzględnienia interesu publicznego oraz interesu osób. które bezskutecznie dochodziły wcześniej roszczeń, ustawodawca powinien rozstrzygnąć wątpliwości, wprowadzając odpowiednie unormowania.

Trybunał ma świadomość, że wyważenie sprzecznych interesów właścicieli nieruchomości i przedsiębiorstw przesyłowych nie jest łatwe, o czym świadczą choćby losy wniesionych do Sejmu projektów ustaw. Zaniechanie prac nad nimi na etapie poprzedzającym pierwsze czytanie, albo tuż po nim, świadczy o tym, że ustawodawca, choć dostrzega istniejącą lukę, dotychczas nie znalazł rozwiązań prawnych, które by ją wypełniły.

Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że bezczynność władzy ustawodawczej może skutkować wydaniem w przyszłości orzeczenia merytorycznie rozstrzygającego sprawę  - głosi uzasadnienie postanowienia sygnalizacyjnego.

Argumenty RPO

RPO przystąpił do kilku spraw o takie zasiedzenie, m.in. do skargi konstytucyjnej obywateli, na których terenie stoi od pół wieku słup linii energetycznej. Właściciele chcieli uzyskać za to zapłatę, ale przegrali sprawę w sądzie, który uznał, że jeszcze w latach 80. Skarb Państwa zasiedział prawo do słupa, które przejęła firma energetyczna. 

Według Rzecznika zasiedzenie służebności, jako forma ustawowego pomniejszenia uprawnień właściciela nieruchomości, jest konstytucyjnie dopuszczalne - o ile regulacje prawne umożliwiają właścicielowi podjęcie realnych działań przeciwdziałających skutkom zasiedzenia. Aby zasiedzenie było dopuszczalne, wynikające z niego skutki prawne powinny być też uznawane przez ustawę obowiązującą w ciągu biegu terminu zasiedzenia. Taki wymóg nie jest spełniony, gdy norma dopuszczająca zasiedzenie zostaje wprowadzona w wyniku wykładni sądowej, radykalnie zmieniającej dotychczas powszechne zapatrywanie prawne negujące możliwość zasiadywania.

Tymczasem wykładnia SN z 2003 r. dopuszcza możliwość zasiedzenia, gdy sam bieg zasiedzenia zakończył się przed wprowadzeniem ocenianej normy prawnej w wyniku uchwały SN. W efekcie właściciele nieruchomości zostali postawieni w sytuacji, w której nie mogli podjąć działań obronnych przed skutkami zasiedzenia. Przed powstaniem kwestionowanej wykładni nie było mowy o możliwości nabycia tej służebności w drodze zasiedzenia. Wykładnia doprowadziła do swoistej instytucji zasiedzenia z mocą wsteczną, która nie pozwala na obronę właściciela.

Ponadto nie spełnia ona warunku proporcjonalności. Według Rzecznika dalsze akceptowanie możliwości takiego zasiedzenia przed 3 sierpnia 2008 r. jest konstytucyjnie nieuzasadnione, bowiem istotne społecznie cele, które przyświecały SN w 2003 r. mogą być osiągnięte na innej, mniej dolegliwej dla właścicieli drodze prawnej. Obecnie istnieją instrumenty prawne należycie chroniące interesy przedsiębiorców przesyłowych, wyrażające się w uzyskaniu dostępu do nieruchomości, wymaganego potrzebą należytej eksploatacji sieci przesyłowych. 

IV.7000.67.2017

Sąd Najwyższy przychylił się do argumentów RPO w sprawie rolników (sprawa drogi pod Ostrołęką)

Data: 2018-10-22

Sad Najwyższy i uchylił postanowienie Sądu Okręgowego w Ostrołęce oddalające apelację w sprawie o zasiedzenie, przekazując temu Sądowi sprawę do ponownego rozpoznania – postanowienie SN z dnia 18 października 2018 r. (sygn. IV CSK 361/17).

SN skutecznie tym samym skorygował stanowisko zajęte przez sąd drugiej instancji, sprzeczne z podjętą następnie uchwałą składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego w sprawie III CZP 57/16.

Ww. postanowienie sądu II instancji było w tym sensie krzywdzące dla wnioskodawców, że postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 6 kwietnia 2016 r., w którym przedstawiono Sądowi Najwyższemu zagadnienie prawne zakończone wydaniem uchwały III CZP 57/16, wydano w dacie, gdy w sprawie z wniosku Państwa P. o zasiedzenie nie zostało jeszcze zakończone postępowanie apelacyjne, zaś uchwała III CZP 57/16 zapadła, gdy wniosek państwa P. o nabycie nieruchomości przez zasiedzenie został prawomocnie oddalony, tj. na kilka dni przed upływem terminu do wniesienia skargi kasacyjnej przez wnioskodawców.  

Sprawa jest sukcesem RPO, gdyż SN niezwykle rzadko przyjmuje skargi kasacyjne do rozpoznania.

IV.7000.102.2017

Rząd czeka na orzecznictwo sądów z oceną ustawy ws. ośrodków wczasowych FWP. Odpowiedź KPRM dla Rzecznika

Data: 2018-10-16
  • Jednolita i utrwalona wykładnia sądowa będzie miała podstawowe znaczenie dla nabywców mienia należącego do Funduszu Wczasów Pracowniczych – uważa rząd
  • To odpowiedź na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich w obronie prawa własności dużej grupy osób, które w dobrej wierze nabyły to mienie, a dziś mogą je stracić
  • Według rządu celowe jest monitorowanie ustalenia wykładni przepisów ustawy o FWP w orzecznictwie sądów, gdyby interwencja ustawodawcy była uznana za działanie przedwczesne

W czerwcu i wrześniu 2018 r. RPO Adam Bodnar apelował do premiera Mateusza Morawieckiego o systemowe rozwiązanie problemu i pilną nowelizację ustawy. Państwo nie może konsekwencji swoich błędów i zaniechań przerzucać na obywateli - wskazywał.

Właściciele hoteli i ośrodków wczasowych kupionych od FWP mogą stracić swą własność, bo ustawa z 2015 r. o FWP wywłaszczyła ich i uniemożliwiła praktycznie dochodzenie ich praw. Wszczynane są już postępowania sądowe, których wynik wydaje się przesądzony - własność najprawdopodobniej stracą nawet ci, którzy nabyli mienie FWP w dobrej wierze.   

Problem wziął się m.in. stąd, że Sejm przez 17 lat zwlekał z wykonaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie majątku FWP, który był przez ten czas sprzedawany. Według Adama Bodnara przepisy ustawy z 2015 r. naruszają konstytucyjne prawa obywateli do własności i praw majątkowych. Są sprzeczne z wywodzonymi z art. 2 Konstytucji RP zasadami ochrony praw słusznie nabytych, zaufania obywateli do państwa i tworzonego przez nie prawa oraz zasadą społecznej sprawiedliwości.

Odpowiedź rządu

- W swoim wystąpieniu Pan Rzecznik zawarł ocenę, zgodnie z którą ustawa o FWP jest niezgodna z Konstytucją w szczególności z tego powodu, że pozbawia prawa własności dużą grupę osób, nabywców składników mienia należącego do Funduszu Wczasów Pracowniczych. Interpretacja przepisów ustawy o FWP prowadząca do takich konsekwencji w istocie może budzić wątpliwości natury konstytucyjnej – napisał w odpowiedzi RPO z 10 października 2018 r. Paweł Szrot, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Poinformował, iż KPRM nie dysponuje informacjami, aby postępowania sądowe w sprawach toczących się na kanwie przepisów ustawy o FWP zakończyły się prawomocnymi rozstrzygnięciami, w których sądy przyjęłyby przedstawioną przez Rzecznika wykładnię przepisów ustawy.

- Jednolita i utrwalona wykładnia sądowa będzie miała natomiast podstawowe znaczenie w niniejszej sprawie. Wydaje się bowiem, że istnieje także możliwość prokonstytucyjnej wykładni art. 4 ust. 1 pkt 1 ustawy o FWP, zakładającej, że celem ustawodawcy nie było „wywłaszczenie” nabywców składników mienia, a jedynie wskazanie momentu, od którego reprezentatywnym organizacjom związkowym przysługują prawa wynikające z art. 3 ust. 1 ustawy o FWP oraz roszczenia przewidziane w art. 4 ust. 5 ustawy o FWP – dodał Paweł Szrot.

Według niego dla takiej interpretacji przepisów ustawy o FWP znaczenie ma również to, że adresatem wspomnianych roszczeń, zgodnie z ustawą, nie są osoby trzecie, a wyłącznie podmioty wykonujące prawa z udziałów w spółce. - Mając na uwadze powyższe, interwencja ustawodawcy może być uznana za działanie przedwczesne. Przyjąć zatem należy, że w obecnym stanie prawnym i faktycznym celowe jest monitorowanie kwestii ustalenia w orzecznictwie sądów wykładni przepisów ustawy o FWP - głosi pismo Pawła Szrota.

Wczasy z FWP

W czasach PRL jeździło się na dotowane ze środków publicznych „wczasy urlopowe” do ośrodków zarządzanych przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. FWP miał w dyspozycji pokaźny państwowy majątek: pensjonaty, ośrodki z domkami kempingowymi, hotele. Kiedy gospodarka PRL weszła w stan permanentnego kryzysu, nie było z czego robić remontów i łożyć na utrzymanie. Dlatego jeszcze w PRL, w 1988 r., gdy władze szukały sposobów na bardziej efektywne zarządzanie gospodarką, status prawny FWP  zmieniono – stał się on „samodzielną jednostką organizacyjną ogólnokrajowej organizacji międzyzwiązkowej”. Zyskując osobowość prawną, mógł rozporządzać majątkiem.

Choć wtedy NSZZ „Solidarność” nadal działała w podziemiu, a jedyną legalną organizacją ogólnokrajową była OPZZ, ustawa nie przekazała jej majątku. Stało się to dopiero w 1997 r. (pod koniec rządów SLD-PSL), kiedy nowelizacja ustawy o związkach zawodowych pozwoliła FWP przekazać majątek do spółki stworzonej właśnie przez OPZZ (z pominięciem „Solidarności”).

Rok później Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za sprzeczne z Konstytucją (wyrok TK z 3 czerwca 1998 r., sygn. K 34/97). 12 stycznia 1999 r. zaskarżone przepisy utraciły moc. Tyle że kolejne rządy  - reprezentujące całą scenę polityczną w Polsce - tego wyroku nie wykonały.

Przez 17 lat spółka OPZZ sprzedawała nieruchomości (przy czym od 1997 r. do  wyroku TK robiła to bezsprzecznie legalnie), tłumacząc to np. ich zbędnością czy złym stanem technicznym. Według NIK zbyciu uległo w tym czasie 65% gruntów w dyspozycji FWP, w tym 85% obiektów hotelowych. Nowi właściciele inwestowali w te ośrodki, remontowali je, odsprzedawali.

Realizacja wyroku TK 17 lat za późno

W 2015 r., tuż przed wyborami,  wyrok TK z 1997 r. został w końcu wykonany ustawą z 11 września 2015 r. Żeby zaspokoić zasadne roszczenia organizacji związkowych („Solidarności” i utworzonego z początkiem lat dwutysięcznych Forum Związków Zawodowych), ustawa uznała za majątek FWP wszystko to, co do Funduszu należało 31 sierpnia 1997 r. Wszystko to miało zostać podzielone między trzy centrale związkowe. Było to więc automatyczne cofnięcie stanu prawnego nieruchomości o blisko 18 lat - niezależnie od tego, czyją obecnie są one własnością. Skutek ten dotyczy ok. 250 obiektów hotelowych i nieruchomości o łącznej powierzchni ok. 420 tys. m2.

Wszystkie prawa powstałe później – w tym, jak należy sądzić, także prawa właścicielskie uzyskane przez osoby trzecie – zostały bądź wygaszone, bądź przeniesione, z mocy prawa i ze skutkiem wstecznym, na wskazane w ustawie organizacje związkowe. Organizacje te mogą obecnie –  jak wynika ze skarg kierowanych do Rzecznika, właśnie to czynią – dochodzić roszczeń wobec osób trzecich.

Ci, którzy obecnie zarządzają tym majątkiem, mogą się teraz domagać rekompensat, ale w ograniczonym zakresie. Górną granicą odpowiedzialności związków zawodowych wyznacza wartość mienia z dnia jego przejęcia. Osoby trzecie nie mogą też zgłosić żadnych roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa, mimo że to państwo doprowadziło do sytuacji, iż sprzedaż obiektów była możliwa.

Dlaczego ustawa z 2015 r. łamie Konstytucję?

Ustawodawca w sposób generalny pozbawił więc własności wszystkich, którzy nabyli mienie FWP – niezależnie od tego, w jakich okolicznościach i mimo tego, że żaden przepis ustawy nie uznaje obrotu mieniem FWP za niezgodny z prawem. Przeciwnie, rozwiązania systemowe, w szczególności odnoszące się do obrotu wieczystoksięgowego i działania zasady rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych czy generalnie do nabycia (zwłaszcza odpłatnego) praw przez osoby pozostające w dobrej wierze, jednoznacznie potwierdzają, że przynajmniej część nabywców mienia FWP (a zwłaszcza nabywcy kolejni), miała uzasadnione prawo oczekiwać, że ich własność zostanie uszanowana.

  1. Ustawodawca całkowicie zlekceważył zarówno konstytucyjne prawa obywateli, jak i zasady tworzenia prawa w demokratycznym państwie prawnym.
  2. Doszło do jawnego pogwałcenia praw nabytych i bezpieczeństwa prawnego jednostek (pewności obrotu), poprzez właściwie bezrefleksyjne odwrócenie skutków prawnych z przeszłości i proste wygaszenie stosunków ukształtowanych w ciągu kilkunastu lat, niezależnie od towarzyszących im okoliczności i z pominięciem nieodwracalnych skutków prawnych ze względu na skuteczne nabycie praw majątkowych przez osoby trzecie, działające w dobrej wierze.
  3. W sposób ewidentny została też złamana zasada lojalności państwa wobec swoich obywateli.
  4. Prawodawca nie zadbał nawet w należyty sposób o zadośćuczynienie słusznym roszczeniom tych osób: nie dość, że całkowicie wyłączył odpowiedzialność Skarbu Państwa za jakiekolwiek roszczenia z tego tytułu, to mechanizmy odszkodowawcze ukształtowano w sposób niejasny, zarówno co do kręgu zobowiązanych i uprawnionych, jak i zakresu podnoszonych roszczeń (m.in. o nakłady) czy terminu ich zgłaszania.
  5. Z niezrozumiałych względów uwłaszczenie mieniem Funduszu skonstruowano też w sposób odbiegający od rozwiązań konsekwentnie przyjmowanych od samego początku transformacji – by, próbując przywrócić historyczną sprawiedliwość, nie wyrządzać nowych krzywd, a w szczególności – chronić prawa osób trzecich działających w zaufaniu do państwa i tworzonego przez nie prawa.

Co trzeba zmienić w przepisach?

RPO apeluje o pilne działania eliminujące skutki naruszenia konstytucyjnych praw obywateli. Trzeba przede wszystkim:

  • prawidłowo ustalić datę przywrócenia mienia Spółce FWP
  • skonstruować przepisy przejściowe (intertemporalne) tak, by cofnąć skutki ustawowego przewłaszczenia pomiędzy podmiotami prawa prywatnego, do jakiego doszło 7 grudnia 2015 r.
  • usunąć regulacje, które pozbawiają własności (bądź innych praw majątkowych) osoby trzecie, zwłaszcza te działające w dobrej wierze; te które nabyły nieruchomości odpłatnie; czy te, które zostały już ujawnione w księgach wieczystych
  • przemyśleć na nowo, w jaki sposób zapewnić ochronę organizacji związkowych, gdy byłe mienie Funduszu zostało skutecznie nabyte przez osoby trzecie i przestało stanowić zasób reprywatyzacyjny, pozostający do dyspozycji największych organizacji związkowych
  • absolutnym minimum pozostaje zaś otwarcie drogi sądowej do rozstrzygania sporów na tle stosunków własnościowych
  • składniki mienia FWP podlegały obrotowi w różnym czasie i w różnych okolicznościach (przykładowo, w okresie kilkunastu miesięcy, tj. do czasu wejścia w życie wyroku TK z 3 czerwca 1998 r., Spółka FWP pozostawała prawowitym właścicielem przedsiębiorstwa Funduszu). Ochrona obrotu zapewniana przez rękojmię wiary publicznej ksiąg wieczystych może zatem działać w różnym zakresie. Każda ze spraw winna być zatem oceniana odrębnie, z uwzględnieniem całokształtu okoliczności faktycznych danego przypadku – a takiej analizy może prawidłowo dokonać wyłącznie niezawisły sąd.

Zastosowanie zaś identycznego, bardzo restrykcyjnego (a w ocenie Rzecznika oczywiście niekonstytucyjnego) mechanizmu wobec wszystkich prywatnych właścicieli mienia stanowiącego przed wielu laty majątek Funduszu, należy zatem ocenić jako zabieg z gruntu niesprawiedliwy i niedopuszczalny w demokratycznym państwie prawnym, realizującym zasady społecznej sprawiedliwości.

Jak właściwie zadbać o interes pokrzywdzonych związków zawodowych

RPO podkreśla, że współwinnym ewentualnych nadużyć, do jakich mogło dojść kosztem pokrzywdzonych organizacji związkowych – w tym wypadku NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych – pozostaje przede wszystkim ustawodawca. Tymczasem praktyczny skutek ustawy o FWP jest taki, że za rażącą i wieloletnią nieudolność prawodawcy, który dopuścił do obecnej sytuacji, mają obecnie płacić swoją prywatną własnością obywatele – i to także ci, którym nie sposób przypisać jakiegokolwiek naruszenia prawa ani też ukrytych, niegodziwych zamiarów pokrzywdzenia innych uprawnionych.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, sytuacja taka jest nie do przyjęcia w praworządnym państwie.

IV.7000.99.2018

Rzecznik dopomina się u premiera o konstytucyjne prawa nabywców ośrodków wczasowych FWP

Data: 2018-09-28
  • Właściciele hoteli i ośrodków wczasowych kupionych od Funduszu Wczasów Pracowniczych mogą stracić swą własność - ustawa z 2015 r. o FWP wywłaszczyła ich i uniemożliwiła praktycznie dochodzenie ich praw
  • W czerwcu 2018 r. RPO apelował do premiera o systemowe rozwiązanie problemu, ale nie dostał odpowiedzi
  • Wszczynane są już postępowania sądowe, których wynik wydaje się przesądzony - własność najprawdopodobniej stracą nawet ci, którzy nabyli mienie FWP w dobrej wierze
  • Dlatego Adam Bodnar ponowił wystąpienie do premiera

4 czerwca 2108 r. RPO zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie pilnej nowelizacji ustawy z 11 września 2015 r. o uprawnieniach do mienia Funduszu Wczasów Pracowniczych. Państwo nie może konsekwencji swoich błędów i zaniechań przerzucać na obywateli – wskazywał Rzecznik. Problem wziął się m.in. stąd, że Sejm przez 17 lat zwlekał z wykonaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie majątku FWP, który był przez ten czas sprzedawany.

Według Adama Bodnara przepisy ustawy z 2015 r. naruszają konstytucyjne prawa obywateli do własności i praw majątkowych. Pozostają w sprzeczności z wywodzonymi z art. 2 Konstytucji RP zasadami ochrony praw słusznie nabytych, zaufania obywateli do państwa i tworzonego przez nie prawa oraz zasadą społecznej sprawiedliwości.

- Niestety, pomimo upływu ponad trzech miesięcy, wystąpienie RPO nie spotkało się do tej pory z jakąkolwiek reakcją - napisał teraz Adam Bodnar. Tymczasem ze skarg do RPO wynika, że przepisy ustawy stały się już podstawą wszczęcia postępowań sądowych. Ich wynik, w świetle kontrowersyjnych rozwiązań ustawy o FWP, wydaje się przesądzony: nawet osoby, które nabyły byłe składniki mienia Funduszu w sposób niewadliwy i w dobrej wierze, najprawdopodobniej utracą swoją własność.

Właśnie dlatego Rzecznik ponowił wystąpienie do premiera. Zwrócił w nim uwagę na konieczność jak najszybszego wyeliminowania tych przepisów  ustawy, które pozostają w oczywistej sprzeczności z gwarancjami, jakie obywatelom daje Konstytucja RP.

Wczasy z FWP

W czasach PRL jeździło się na dotowane ze środków publicznych „wczasy urlopowe” do ośrodków zarządzanych przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. FWP miał w dyspozycji pokaźny państwowy majątek: pensjonaty, ośrodki z domkami kempingowymi, hotele. Kiedy gospodarka PRL weszła w stan permanentnego kryzysu, nie było z czego robić remontów i łożyć na utrzymanie. Dlatego jeszcze w PRL, w 1988 r., gdy władze szukały sposobów na bardziej efektywne zarządzanie gospodarką, status prawny FWP  zmieniono – stał się on „samodzielną jednostką organizacyjną ogólnokrajowej organizacji międzyzwiązkowej”. Zyskując osobowość prawną, mógł rozporządzać majątkiem.

Choć wtedy NSZZ „Solidarność” nadal działała w podziemiu, a jedyną legalną organizacją ogólnokrajową była OPZZ, ustawa nie przekazała jej majątku. Stało się to dopiero w 1997 r. (pod koniec rządów SLD-PSL), kiedy nowelizacja ustawy o związkach zawodowych pozwoliła FWP przekazać majątek do spółki stworzonej właśnie przez OPZZ (z pominięciem „Solidarności”).

Rok później Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za sprzeczne z Konstytucją (wyrok TK z 3 czerwca 1998 r., sygn. K 34/97). 12 stycznia 1999 r. zaskarżone przepisy utraciły moc. Tyle że kolejne rządy  - reprezentujące całą scenę polityczną w Polsce - tego wyroku nie wykonały.

Przez 17 lat spółka OPZZ sprzedawała nieruchomości (przy czym od 1997 r. do  wyroku TK robiła to bezsprzecznie legalnie), tłumacząc to np. ich zbędnością czy złym stanem technicznym. Według NIK zbyciu uległo w tym czasie 65% gruntów w dyspozycji FWP, w tym 85% obiektów hotelowych. Nowi właściciele inwestowali w te ośrodki, remontowali je, odsprzedawali.

Realizacja wyroku TK 17 lat za późno

W 2015 r., tuż przed wyborami,  wyrok TK z 1997 r. został w końcu wykonany ustawą z 11 września 2015 r. Żeby zaspokoić zasadne roszczenia organizacji związkowych („Solidarności” i utworzonego z początkiem lat dwutysięcznych Forum Związków Zawodowych), ustawa uznała za majątek FWP wszystko to, co do Funduszu należało 31 sierpnia 1997 r. Wszystko to miało zostać podzielone między trzy centrale związkowe. Było to więc automatyczne cofnięcie stanu prawnego nieruchomości o blisko 18 lat - niezależnie od tego, czyją obecnie są one własnością. Skutek ten dotyczy ok. 250 obiektów hotelowych i nieruchomości o łącznej powierzchni ok. 420 tys. m2.

Wszystkie prawa powstałe później – w tym, jak należy sądzić, także prawa właścicielskie uzyskane przez osoby trzecie – zostały bądź wygaszone, bądź przeniesione, z mocy prawa i ze skutkiem wstecznym, na wskazane w ustawie organizacje związkowe. Organizacje te mogą obecnie –  jak wynika ze skarg kierowanych do Rzecznika, właśnie to czynią – dochodzić roszczeń wobec osób trzecich.

Ci, którzy obecnie zarządzają tym majątkiem, mogą się teraz domagać rekompensat, ale w ograniczonym zakresie. Górną granicą odpowiedzialności związków zawodowych wyznacza wartość mienia z dnia jego przejęcia. Osoby trzecie nie mogą też zgłosić żadnych roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa, mimo że to państwo doprowadziło do sytuacji, iż sprzedaż obiektów była możliwa.

Dlaczego ustawa z 2015 r. łamie Konstytucję?

Ustawodawca w sposób generalny pozbawił więc własności wszystkich, którzy nabyli mienie FWP – niezależnie od tego, w jakich okolicznościach i mimo tego, że żaden przepis ustawy nie uznaje obrotu mieniem FWP za niezgodny z prawem. Przeciwnie, rozwiązania systemowe, w szczególności odnoszące się do obrotu wieczystoksięgowego i działania zasady rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych czy generalnie do nabycia (zwłaszcza odpłatnego) praw przez osoby pozostające w dobrej wierze, jednoznacznie potwierdzają, że przynajmniej część nabywców mienia FWP (a zwłaszcza nabywcy kolejni), miała uzasadnione prawo oczekiwać, że ich własność zostanie uszanowana.

  1. Ustawodawca całkowicie zlekceważył zarówno konstytucyjne prawa obywateli, jak i zasady tworzenia prawa w demokratycznym państwie prawnym.
  2. Doszło do jawnego pogwałcenia praw nabytych i bezpieczeństwa prawnego jednostek (pewności obrotu), poprzez właściwie bezrefleksyjne odwrócenie skutków prawnych z przeszłości i proste wygaszenie stosunków ukształtowanych w ciągu kilkunastu lat, niezależnie od towarzyszących im okoliczności i z pominięciem nieodwracalnych skutków prawnych ze względu na skuteczne nabycie praw majątkowych przez osoby trzecie, działające w dobrej wierze.
  3. W sposób ewidentny została też złamana zasada lojalności państwa wobec swoich obywateli.
  4. Prawodawca nie zadbał nawet w należyty sposób o zadośćuczynienie słusznym roszczeniom tych osób: nie dość, że całkowicie wyłączył odpowiedzialność Skarbu Państwa za jakiekolwiek roszczenia z tego tytułu, to mechanizmy odszkodowawcze ukształtowano w sposób niejasny, zarówno co do kręgu zobowiązanych i uprawnionych, jak i zakresu podnoszonych roszczeń (m.in. o nakłady) czy terminu ich zgłaszania.
  5. Z niezrozumiałych względów uwłaszczenie mieniem Funduszu skonstruowano też w sposób odbiegający od rozwiązań konsekwentnie przyjmowanych od samego początku transformacji – by, próbując przywrócić historyczną sprawiedliwość, nie wyrządzać nowych krzywd, a w szczególności – chronić prawa osób trzecich działających w zaufaniu do państwa i tworzonego przez nie prawa.

Co trzeba zmienić w przepisach?

RPO apeluje o pilne działania eliminujące skutki naruszenia konstytucyjnych praw obywateli. Trzeba przede wszystkim:

  • prawidłowo ustalić datę przywrócenia mienia Spółce FWP
  • skonstruować przepisy przejściowe (intertemporalne) tak, by cofnąć skutki ustawowego przewłaszczenia pomiędzy podmiotami prawa prywatnego, do jakiego doszło 7 grudnia 2015 r.
  • usunąć regulacje, które pozbawiają własności (bądź innych praw majątkowych) osoby trzecie, zwłaszcza te działające w dobrej wierze; te które nabyły nieruchomości odpłatnie; czy te, które zostały już ujawnione w księgach wieczystych
  • przemyśleć na nowo, w jaki sposób zapewnić ochronę organizacji związkowych, gdy byłe mienie Funduszu zostało skutecznie nabyte przez osoby trzecie i przestało stanowić zasób reprywatyzacyjny, pozostający do dyspozycji największych organizacji związkowych
  • absolutnym minimum pozostaje zaś otwarcie drogi sądowej do rozstrzygania sporów na tle stosunków własnościowych
  • składniki mienia FWP podlegały obrotowi w różnym czasie i w różnych okolicznościach (przykładowo, w okresie kilkunastu miesięcy, tj. do czasu wejścia w życie wyroku TK z 3 czerwca 1998 r., Spółka FWP pozostawała prawowitym właścicielem przedsiębiorstwa Funduszu). Ochrona obrotu zapewniana przez rękojmię wiary publicznej ksiąg wieczystych może zatem działać w różnym zakresie. Każda ze spraw winna być zatem oceniana odrębnie, z uwzględnieniem całokształtu okoliczności faktycznych danego przypadku – a takiej analizy może prawidłowo dokonać wyłącznie niezawisły sąd.

Zastosowanie zaś identycznego, bardzo restrykcyjnego (a w ocenie Rzecznika oczywiście niekonstytucyjnego) mechanizmu wobec wszystkich prywatnych właścicieli mienia stanowiącego przed wielu laty majątek Funduszu, należy zatem ocenić jako zabieg z gruntu niesprawiedliwy i niedopuszczalny w demokratycznym państwie prawnym, realizującym zasady społecznej sprawiedliwości.

Jak właściwie zadbać o interes pokrzywdzonych związków zawodowych

RPO podkreśla, że współwinnym ewentualnych nadużyć, do jakich mogło dojść kosztem pokrzywdzonych organizacji związkowych – w tym wypadku NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych – pozostaje przede wszystkim ustawodawca. Tymczasem praktyczny skutek ustawy o FWP jest taki, że za rażącą i wieloletnią nieudolność prawodawcy, który dopuścił do obecnej sytuacji, mają obecnie płacić swoją prywatną własnością obywatele – i to także ci, którym nie sposób przypisać jakiegokolwiek naruszenia prawa ani też ukrytych, niegodziwych zamiarów pokrzywdzenia innych uprawnionych.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, sytuacja taka jest nie do przyjęcia w praworządnym państwie.

IV.7000.99.2018

Kobieta straciła 75 tys. zł wskutek fałszerstwa, którego sprawcę potem skazano. RPO chce by sąd wznowił jej sprawę

Data: 2018-09-26
  • Kobieta straciła 75 tys. zł wskutek sfałszowanej umowy pożyczki. Pieniądze zajął komornik po wyroku sądu cywilnego z pozwu firmy windykacyjnej 
  • Pięć lat potem mężczyznę, z którym kobieta miała rzekomo zawrzeć umowę pożyczki, prawomocnie skazano za jej sfałszowanie
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do sądu, który wydał nakaz zapłaty, aby wznowił postępowanie, oddalił pozew firmy windykacyjnej i orzekł zwrot pieniędzy kobiecie
  • Ustalenia sądu, który prawomocnie uznał przestępstwo, wiążą sąd w postępowaniu cywilnym

- Utrzymanie nakazu zapłaty wydanego w tej sprawie nie daje się pogodzić z zasadami praworządnego państwa realizującego zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2 Konstytucji RP) - napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do Sądu Okręgowego w S. w skardze o wznowienie postępowania. Ponadto zobowiązanie kobiety do spłaty rzekomego zobowiązania - powstałego wskutek przestępstwa na jej szkodę, co prawomocnie stwierdził sąd wyrokiem skazującym - godzi w jej konstytucyjne prawo do sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP) oraz jej konstytucyjnie chronione prawa majątkowe (art. 64 ust. 2 Konstytucji RP).

Historia sprawy

Firma windykacyjna wystąpiła przeciw kobiecie z powództwem o zapłatę 176 tys. zł. Podstawą roszczenia była przedstawiona sądowi umowa pożyczki 60 tys. zł (na 10 lat, o rocznym oprocentowaniu 20 proc.), zawartej w 2002 r. przez kobietę ze Zbigniewem U. Zabezpieczeniem umowy był weksel „in blanco” wystawiony przez kobietę na kwotę 176 tys. zł, z terminem płatności do 21 września 2012 r. 28 września 2012 r. Zbigniew U sprzedał tę wierzytelność firmie windykacyjnej.

W październiku 2012 r. Sąd Okręgowy nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu nakazowym (czyli bez przeprowadzania rozprawy i wzywania świadków, co jest trybem przeznaczonym dla spraw prostych i nie budzących wątpliwości) zasądził od kobiety kwotę 176 tys. zł., zgodnie z żądaniem pozwu. Nakaz uprawomocnił się w listopadzie 2012 r. Sąd odrzucił wnioski kobiety o przywrócenie terminu do wniesienia zarzutów od nakazu zapłaty. Wskazywała w nich, że umowa została przez Zbigniewa U. sfałszowana, a weksel (będący zabezpieczeniem zupełnie innej umowy) został przez niego przerobiony niezgodnie z jej wolą.

Firma skierowała sprawę do egzekucji, a komornik wyegzekwował od kobiety 75 699 tys. zł. Sąd odrzucił wniosek pozwanej o wstrzymanie wykonania nakazu zapłaty w części dotyczącej egzekucji z prawa własności jej nieruchomości. Bezskuteczne były też dwa wnioski kobiety by doprowadzić  do wznowienia postępowania w sprawie.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w S. uznał Zbigniewa U. za winnego sfałszowania  umowy z 2002 r., którą przedłożył firmie windykacyjnej jako autentyczną. Sąd uznał, że wpisał on dane stron, termin umowy i wysokość pożyczki i odsetek - „która to czynność faktycznie nie miała miejsca, a także przedłożył wypełniony niezgodnie z wolą wystawcy weksel na kwotę 176 tys. zł”.  Sąd uznał, że doprowadził tym pokrzywdzoną do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Mężczyzna został skazany na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 10 tys. zł grzywny. Wyrok uprawomocnił się w sierpniu 2017 r. Wkrótce potem komornik umorzył postępowanie egzekucyjne wobec kobiety.

Argumenty RPO

Ustalenia wydanego w postępowaniu karnym prawomocnego wyroku skazującego co do popełnienia przestępstwa wiążą sąd w postępowaniu cywilnym. Osoba, która nie była oskarżona, może powoływać się w postępowaniu cywilnym na wszelkie okoliczności wyłączające lub ograniczające jej odpowiedzialność cywilną.

Zgodnie z art. 403 § 1 pkt 1 Kodeksu postępowania cywilnego można żądać wznowienia na tej podstawie, że wyrok został oparty na dokumencie podrobionym lub przerobionym albo na skazującym wyroku karnym.

Rzecznikowi znane jest stanowisko Sądu Najwyższego, zgodnie z którym możność żądania wznowienia postępowania na tej podstawie, że wyrok został oparty na dokumencie podrobionym lub przerobionym, nie dotyczy sytuacji, gdy zarzut fałszu dokumentu był zgłoszony w dotycchczasowym postępowaniu i został przez sąd uznany za bezzasadny".

Jak wskazuje Stanisław Trociuk, pozwana w zarzutach od nakazu zapłaty wskazywała na sfałszowanie przez U. umowy pożyczki i przerobienia weksla. Z uwagi na odrzucenie wniosku o przywrócenie terminu i samych zarzutow od nakazu zapłaty, kwestia ta nie była merytorycznie zbadana przez Sąd Okręgowy. Chociaż zatem zarzut fałszu dokumentu został zgłoszony w dotychczasowym postępowaniu, to nie został oceniony przez sąd, a tym bardziej uznany za bezzasadny.

W konsekwencji możliwe jest żądanie wznowienia postępowania na podstawie przesłanki oparcia orzeczenia (nakazu zapłaty) na dokumencie podrobionym. Nie minął też jeszcze 10-letni termin do żądania wznowienia postępowania. 

RPO wnosi aby Sąd Okręgowy wznowił swe postępowanie, oddalił pozew firmy windykacyjnej wobec kobiety i orzekł jej zwrot 75 tys. zł, wyegzekwowanych dotychczas przez komornika na rzecz firmy windykacyjnej. 

IV.511.153.2018 

MKiDN: właściciel nieruchomości będzie zawiadamiany o jej wpisie do rejestru zabytków

Data: 2018-09-17
  • Właściciel nieruchomości będzie zawiadamiany o wpisie do rejestru zabytków
  • Przewiduje to projekt rozporządzenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które ma być wydane w czwartym kwartale 2018 r.
  • To odpowiedź resortu na wystąpienie RPO, który  od lat upomina się o prawa właścicieli obiektów włączanych do ewidencji zabytków
  • Dziś regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego wpis do ewidencji

Rzecznik Praw Obywatelskich od 2012 r. wielokrotnie zwracał się do kolejnych ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w sprawie procedur włączania prywatnych nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków.

RPO upomina się o prawa właścicieli zabytków

Rzecznik podkreśla, że wpis do ewidencji ogranicza korzystanie z własności ze względu na interes publiczny. Tymczasem szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis – jakkolwiek w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. Jest to nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności, gdyż w sprawie takiego wpisu nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej.

W ostatniej odpowiedzi z listopada 2017 r. wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński informował Rzecznika o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Jego zadaniem miał być m.in. przegląd i ocena przepisów ustawy o ochronie zabytków i opracowanie projektu nowej ustawy. Przedmiotem analiz miała być też problematyka gminnej ewidencji zabytków i procedur umieszczania w niej zabytków.

Minister deklarował wtedy, iż jeszcze przed zakończeniem prac zespołu możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków. Według jego zapowiedzi, miałaby ona poprawić standard ochrony właścicieli - m.in. przez zobligowanie organów do zawiadomienia właściciela o takim wpisie i jego uzasadnieniu. Rozpoczęcie prac na nowelizacją rozporządzenia miało nastąpić do końca listopada 2017 r.

Resort: zmiana rozporządzenia jeszcze w tym roku

W odpowiedzi na kolejne pismo RPO z 21 czerwca 2018 r. wiceminister Jarosław Sellin napisał ostatnio, że deklarowana w piśmie z listopada 2017 r. nowelizacja rozporządzenia z 26 maja 2011 r.  jest na etapie opracowywania. Planowany termin wydania rozporządzenia został określony na IV kwartał 2018 r.

Projektowane rozwiązania wychodzą naprzeciw oczekiwaniom z wystąpień RPO - dodał wiceminister. Zapowiedział, że nowelizacja przewiduje:

  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wojewódzkiego konserwatora zabytków o włączeniu zabytku do wojewódzkiej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o włączeniu zabytku do gminnej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • dodanie przepisu, że porozumienie organu prowadzącego gminną ewidencję zabytków z wojewódzkim konserwatorem zabytków co do ujęcia w ewidencji zabytku, który nie jest wpisany do rejestru zabytków ani nie został włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków, ma formę pisemną, a stanowisko wojewódzkiego konserwatora o zasadności włączenia zabytku do ewidencji wymaga szczegółowego uzasadnienia

Ponadto wiceminister poinformował, że nadal swe prace prowadzi prace do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków, wspomagany ekspertami zewnętrznymi. - Na obecnym etapie prac nie jest przesądzone, jakie rozwiązania prawne zostaną zawarte w wersji projektu, która zostanie skierowana do prac legislacyjnych - głosi pismo Jarosława Sellina.

NSA także ma wątpliwości

Wątpliwości wobec przepisów są wyrażane także w orzecznictwie sądów administracyjnych. W czerwcu 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny skierował do Trybunału Konstytucyjnego pytanie prawne (sygn. akt II OSK 2781/17), w którym zakwestionował konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków  - w zakresie, w jakim ogranicza on prawo własności nieruchomości poprzez dopuszczenie ujęcia nieruchomości jako zabytku nieruchomego w gminnej ewidencji zabytków, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej przed takim ograniczeniem.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak, jak ujmował go w swoich wystąpieniach także Rzecznik Praw Obywatelskich. NSA podał w wątpliwość, czy poziom ochrony zapewnianej właścicielowi spełnia konstytucyjne i konwencyjne standardy, zagwarantowane w art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz w art. 1 Protokołu nr 1 do europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

IV.7002.21.2014

RPO przyłączył się do skargi w Trybunale Konstytucyjnym o zasiedzenie „służebności przesyłu”

Data: 2018-09-13
  • Od pół wieku na działce stoi słup linii energetycznej. Właściciele chcieli uzyskać za to zapłatę, ale przegrali sprawę w sądzie
  • Uznał on, że jeszcze w latach 80. Skarb Państwa zasiedział prawo do słupa, które przejęła firma energetyczna 
  • Właściciele złożyli skargę konstytucyjną, powołując się na naruszenie m.in. konstytucyjnego prawa ochrony własności
  • Do tego postępowania w Trybunale Konstytucyjnym przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich 

Służebność przesyłu to wprowadzone przez zmanę Kodeksu cywilnego z 2008 r. obciążenie czyjejś nieruchomości na rzecz przedsiębiorcy, którego własnością są np. słupy wysokiego napięcia. By uniknąć roszczenia odszkodowawczego, przedsiębiorca powinien zawrzeć z właścicielem umowę o ustanowienie takiej służebności przesyłu. 

Proces o słup na działce

W tej sprawie obywatele wystąpili przeciw przedsiębiorstwu energetycznemu z powództwem o zapłatę za bezumowne korzystanie z ich nieruchomości. Od 1967 r. stoi na niej słup linii energetycznej. Wskazywali, że przedsiębiorstwo nie ma żadnego tytułu prawnego do takiego korzystania z ich nieruchomości.

Sąd Rejonowy oddalił powództwo, uznając że Skarb Państwa (jako poprzednik prawny przedsiębiorstwa energetycznego) nabył w 1987 r. przez zasiedzenie taką służebność gruntową. A ona odpowiada obecnej służebności przesyłu. Sąd powołał się na utrwalone orzecznictwo po uchwale Sądu Najwyższego z 17 stycznia 2003 r. SN uznał wówczas możliwość zasiedzenia przez Skarb Państwa lub przedsiębiorcę służebności gruntowej o treści służebności przesyłu - w sytuacji, gdy nie wydano decyzji administracyjnej ograniczającej prawa właściciela do gruntu. SN powoływał sie m.in. na uzasadnione potrzeby gospodarcze użytkowników sieci przesyłowych.

Skarżący odwołali się, argumentując, że do 3 sierpnia 2008 r. - gdy wprowadzono służebność przesyłu - nie było podstaw do jej ustanawiania, a tym bardziej do jej zasiedzenia. Według nich jedynie błędna wykładnia przepisów spowodowała, iż uchwała SN i orzecznictwo sądów chroni interesy Skarbu Państwa i przedsiębiorców przesyłowych kosztem właścicieli gruntu. Wyrok utrzymał jednak prawomocnie Sąd Okręgowy, który uznał uchwałę SN i orzecznictwo sądów za uzasadnione.

Po wyczerpaniu drogi sądowej, obywatele złożyli skargę konstytucyjną do TK (sygn. akt SK 18/18). Wnieśli o uznanie za niezgodne z Konstytucją RP przepisów Kodeksu cywilnego – w zakresie, w jakim umożliwiają zasiedzenie przez przedsiębiorstwo energetyczne przed 3 sierpnia 2003 r. służebności gruntowej o treści odpowiadającej służebności przesyłu, gdy nie wydano decyzji administracyjnej ograniczającej prawa właściciela do gruntu. Zdaniem skarżących kwestionowane rozumienie przepisów Kodeksu cywilnego - utrwalone w  orzecznictwie SN i sądów powszechnych - narusza konstytucyjne prawo własności, zasadę proporcjonalności, zasadę równości wobec prawa oraz zasadę demokratycznego państwa prawnego.

Argumenty RPO

Do postępowania w TK w tej sprawie przyłączył się RPO. Wniósł o uznanie niezgodności odpowiednich artykułów Kodeksu cywilnego z art. 64 ust. 2 w związku z art. 2 Konstytucji RP, gdyż pozbawiają prawo własności konstytucyjnej ochrony.  Są  też niezgodne z art. 64 ust. 3 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, gdyż w sposób nieproporcjonalny ograniczają prawo własności w drodze przyjęcia analogii na niekorzyść właściciela.

Jak napisał RPO do TK, zgodnie z art. 64 Konstytucji własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza istoty prawa własności.  W związku z tym ustawodawca ma obowiązek nie tylko pozytywny - ustanowienia przepisów i procedur ochrony prawnej prawu własności-  ale także obowiązek negatywny - powstrzymania się od regulacji, które prawo własności mogłyby pozbawiać ochrony prawnej lub też ją bezpodstawnie ograniczać. W orzecznictwie TK kładzie się nacisk na realność ochrony zapewnianej prawu własności.

Według Rzecznika zasiedzenie służebności, jako forma ustawowego pomniejszenia uprawnień właściciela nieruchomości, jest konstytucyjnie dopuszczalne - o ile regulacje prawne umożliwiają właścicielowi podjęcie realnych działań przeciwdziałających skutkom zasiedzenia. Aby zasiedzenie było dopuszczalne, wynikające z niego skutki prawne powinny być też uznawane przez ustawę obowiązującą w ciągu biegu terminu zasiedzenia. Taki wymóg nie jest spełniony, gdy norma dopuszczająca zasiedzenie zostaje wprowadzona w wyniku wykładni sądowej, radykalnie zmieniającej dotychczas powszechne zapatrywanie prawne negujące możliwość zasiadywania.

Tymczasem zakwestionowana wykładnia prawa SN dopuszcza możliwość zasiedzenia, gdy sam bieg zasiedzenia zakończył się przed wprowadzeniem ocenianej normy prawnej w wyniku uchwały SN. W efekcie właściciele nieruchomości zostali postawieni w sytuacji, w której nie mogli podjąć działań obronnych przed skutkami zasiedzenia. Przed powstaniem kwestionowanej wykładni nie było mowy o możliwości nabycia tej służebności w drodze zasiedzenia. Wykładnia doprowadziła do swoistej instytucji zasiedzenia z mocą wsteczną, która nie pozwala na obronę właściciela. Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w sprawie stanowiącej podstawę skargi konstytucyjnej.

Dlatego zdaniem Rzecznika zaskarżone przepisy prawa są niezgodne z art. 64 ust. 2 (prawo własności) w związku z art. 2 Konstytucji (zasada praworządności).

Według RPO opisywana wykładnia jest też przejawem stosowania prawa analogii na niekorzyść prawa własności. Sam fakt posłużenia się przez SN analogią przy dopuszczeniu możliwości zasiedzenia służebności przed 3 sierpnia 2008 r. nie budzi wątpliwości. W ocenie Rzecznika posługiwanie się jednak analogią przy rekonstrukcji przesłanek zasiedzenia służebności musi budzić poważne wątpliwości konstytucyjne.

Wiąże się to bezpośrednio z ograniczeniem uprawnień właścicielskich w następstwie nieuprawnionego odniesienia skutków prawnych zasiedzenia do stanów faktycznych nieobjętych zakresem działania ustawy. Zaskarżona norma, dopuszczająca zasiedzenie przed 3 sierpnia 2008 r. nie czerpie bowiem wymaganego konstytucyjnie uzasadnienia wprost z ustawy. SN rozszerzył zakres możliwego zasiedzenia służebności, umożliwiając nabycie w drodze zasiedzenia prawa, które wykazuje istotne różnice względem służebności gruntowych. Ograniczenie w konstytucyjnie chronionym prawie własności, wprowadzone wykreowaną przez SN normą prawną, nie spełnia zatem rygorystycznie pojmowanego wymogu legalności.

Zdaniem Rzecznika zakwestionowana norma prawna pozostaje niezgodna z art. 64 ust. 3 i art. 31 ust. 3 (wolność i jej dopuszczalne ograniczenia) Konstytucji RP, bowiem dokonana nią ingerencja w prawo własności została przeprowadzona mimo braku wyraźnego i jednoznacznego przyzwolenia ustawodawcy.

Ponadto nie spełnia ona warunku proporcjonalności. Według Rzecznika dalsze akceptowanie możliwości takiego zasiedzenia przed 3 sierpnia 2008 r. jest konstytucyjnie nieuzasadnione, bowiem istotne społecznie cele, które przyświecały SN w 2003 r. mogą być osiągnięte na innej, mniej dolegliwej dla właścicieli drodze prawnej. Obecnie istnieją instrumenty prawne należycie chroniące interesy przedsiębiorców przesyłowych, wyrażające się w uzyskaniu dostępu do nieruchomości, wymaganego potrzebą należytej eksploatacji sieci przesyłowych. 

IV.7000.299.2018

Sąd Najwyższy: ograniczenia sprzedaży ziemi - nie w sprawach egzekucyjnych sprzed wejścia ustawy w życie

Data: 2018-09-10
  • Ktoś, kto po 30 kwietnia 2016 r. kupił ziemię rolną, musi przez 10 lat ją osobiście uprawiać i nie może jej w tym czasie sprzedać   
  • Ograniczenia te nie obejmują jednak nabywców licytacyjnych ziemi w sprawach egzekucyjnych, które wszczęto przed wejściem nowych przepisów w życie - orzekł Sąd Najwyższy 
  • Tak – zgodnie z wnioskiem Rzecznika Praw Obywatelskich - SN odpowiedział na pytanie prawne jednego z sądów
  • Uchwała SN chroni zasadę zaufania obywateli do państwa i prawa; umożliwia dokończenie przedsięwzięć rozpoczętych przed zmianą przepisów - podkreśla RPO

Chodzi o zapisy znowelizowanej 14 kwietnia 2016 r. ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, które weszły w życie 30 kwietnia 2016 r. Wymagają one, by nabywca ziemi przez 10 lat osobiście prowadził na niej gospodarstwo rolne.  Nie może też jej w tym czasie sprzedać czy wydzierżawić (art. 2b ustawy). Zwolnić z  tego może sąd jedynie w szczególnych, losowych przypadkach.

Pytanie prawne zadał sąd okręgowy, rozpatrując odwołanie od odmowy uznania przez notariusza aktu sprzedaży ziemi przez jej właściciela, który nabył ją podczas licytacji. Postępowanie egzekucyjne w sprawie wszczęto jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów. Licytacja odbyła się 16 stycznia 2016 r.; przysądzenie własności przez sąd nastąpiło zaś 16 sierpnia 2016 r. Sąd wskazał, że proces nabywania nieruchomości zapoczątkowano długo przed wejściem w życie nowych zasad. Na to zaś, kiedy efektywnie dojdzie do nabycia własności, uczestnicy postępowania egzekucyjnego nie mają wpływu.

Do osoby, na której rzecz przysądzono własność nieruchomości rolnej, w toku egzekucji sądowej z nieruchomości wszczętej przed dniem 30 kwietnia 2016 r., nie stosuje się ograniczeń wynikających z art. 2b ust. 1 ustawy z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego – głosi uchwała SN podjęta 7 września 2018 r. (sygn. III CZP 32/18). 

Jest ona zgodna ze stanowiskiem Rzecznika, który powoływał się na wykładnię zakorzenioną w konstytucyjnym systemie wartości przyjmowanych w demokratycznym państwie prawnym. Chroni ona bowiem prawa obywateli dotkniętych nowymi przepisami, ograniczającymi nie tyle „obrót nieruchomościami”, ile przede wszystkim konstytucyjnie gwarantowane prawa właścicieli nieruchomości. 

Według RPO ochrona uczestników obrotu przed zmianą prawa następującą w toku realizowania procesów rozłożonych w czasie - w szczególności prowadzących do nabycia własności - jest przedmiotem gwarancji wyrażonych w art. 2 Konstytucji RP, zasady zaufania obywatela do państwa i tworzonego przez nie prawa oraz zasady poszanowania praw nabytych.

W czerwcu 2017 r. Sąd Najwyższy wydał zaś inną uchwałę po pytaniu prawnym sądu. Chodziło wtedy o rolników, którzy przechodząc na emeryturę rolniczą, chcieli przekazać ziemię dzieciom, ale którzy część swojej ziemi nabyli od innych rolników już po 30 kwietnia 2016 r. Notariusze odmawiali takich czynności, żądając zezwolenia sądu. SN uznał, że w takich sytuacjach zgoda sądu nie jest wymagana - zgodnie z wnioskiem RPO, który przystąpił do tego postępowania.

Jeszcze na etapie prac legislacyjnych Rzecznik Praw Obywatelskich zgłaszał wątpliwości co do zgodności całego projektu m.in. z konstytucyjnymi gwarancjami ochrony własności. Sejm tych zastrzeżeń nie uwzględnił. Do Biura RPO wpływały liczne skargi obywateli, wskazujących, że nowe zasady naruszyły ich konstytucyjne wolności i prawa. Skarżyli się również rolnicy i ich zrzeszenia, a także notariusze. 

Ze względu na wielość i złożoność stwierdzonych naruszeń konstytucyjnych wolności i praw, RPO zaskarżył nowelizację z 14 kwietnia 2016 r. do Trybunału Konstytucyjnego. Sprawa czeka na rozstrzygnięcie.

Komentarz Małgorzaty Świętczak, wicedyrektorki Zespołu Prawa Cywilnego Biura RPO

Teza uchwały jest zgodna ze stanowiskiem RPO: Sąd Najwyższy opowiedział się za liberalną wykładnią bardzo restrykcyjnych przepisów. Z tezy tej uchwały, a także kilku poprzednich, wynika, że w sytuacji, gdy egzekucja została wszczęta przed wejściem w życie przepisów o ograniczeniach w obrocie ziemią rolną - czyli 30 kwietnia 2016 r. - nabywcy licytacyjni nieruchomości nie podlegają najbardziej dolegliwym ograniczeniom. Nie muszą spełniać kryterium rolnika indywidualnego (art. 2a ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego), ani też nie muszą takim rolnikiem de facto zostać, będąc zmuszonym do osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego przez najbliższe 10 lat, praktycznie bez możliwości jego zbycia.

W świetle uchwały SN, wprowadzający taki przymus art. 2b ustawy nie znajduje w takiej sytuacji zastosowania. Pogląd przyjęty przez SN chroni więc przede wszystkim zasadę zaufania obywateli do państwo i prawa, umożliwiając dokończenie przedsięwzięć rozpoczętych przed zmianą przepisów na dotychczas obowiązujących zasadach.

IV.7005.5.2018

Notariusze proponują: zakazać pożyczek zabezpieczanych nieruchomością wartą wiele więcej niż one

Data: 2018-09-10
  • Po zaciągnięciu niewielkiej pozyczki można dziś stracić mieszkanie
  • Za zakazem pożyczek, zabezpieczanych nieruchomością o znacznie wyższej wartości niż one, opowiada się Krajowa Rada Notarialna
  • To jedna z jej propozycji zmian prawa, złożonych Ministrowi Sprawiedliwości dla skutecznej walki z wyłudzeniami mieszkań wskutek niekorzystnych umów pożyczkowych 
  • Rada wnosi też, aby przejęta w ten sposób nieruchomość mogła wrócić do pożyczkobiorcy po jej spłacie

Rada odpowiedziała Rzecznikowi Praw Obywatelskich w sprawie możliwości przeciwdziałania przejmowaniu - na podstawie aktów notarialnych - mieszkań poniżej ich wartości, będących zabezpieczeniem wysoko oprocentowanych pożyczek, udzielanych przez oszustów. Ich ofiarą najczęściej padają ludzie starsi i mniej zorientowani. Nie mogąc spłacić niewielkich - w stosunku do wartości mieszkania - pożyczek, tracili oni własność zamieszkiwanych nieruchomości, często jedynego ich majątku. Z ich relacji wynikało, że przy składaniu podpisów w kancelarii notarialnej nie mieli świadomości, że zawierają umowę, której przedmiotem jest przeniesienie własności.

RPO podejmuje działania od 2016 r.  

RPO wskazywał, że opisywane w mediach takie przypadki ujawniły słabość systemu prawnego. W czerwcu 2016 r. rzecznik zwrócił się do prezesa Krajowej Rady Notarialnej w sprawie potrzeby zmian prawa w celu wzmocnienia ochrony praw i interesów stron aktów notarialnych. Podkreślał, że nie tylko nie sposób obecnie zapobiec takim praktykom, ale przede wszystkim - jednoznacznie ustalić przebieg czynności notarialnej, w której wyniku nastąpiła niezamierzona sprzedaż nieruchomości. Dlatego RPO poddał pod rozwagę propozycję nagrywania czynności notarialnych z udziałem stron.

W odpowiedzi Rada przyznała, że w obowiązującym stanie prawnym zarzuty wobec notariuszy rzeczywiście są ex post trudne lub wręcz niemożliwe do odparcia. Jednocześnie zwróciła uwagę, że nagrywanie czynności notarialnych wymaga dokładnego sprecyzowania zakresu rejestrowanych czynności oraz zapewnienia bezpieczeństwa zarejestrowanych materiałów ze względu na ochronę tajemnicy zawodowej.

Wstępne założenia inicjatywy legislacyjnej, uwzględniającej postulat nagrywania czynności notarialnych, ogłosił w lipcu 2016 r. Minister Sprawiedliwości. W lutym 2017 r. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak informował zaś, że w resorcie  trwają prace analityczne i koncepcyjne nad zmianami w ustawie Prawo o notariacie szerokich zmian legislacyjnych, zmierzających do zwiększenia bezpieczeństwa obrotu prawnego.

Z niewiadomych przyczyn zapowiadane zmiany nie zostały dotychczas przeprowadzone - pisał 25 lipca 2018 r. RPO do prezesa Krajowej Rady Notarialnej. Podtrzymał postulat nagrywania czynności notarialnych. Ponadto poprosił o informacje, czy Rada rozważała propozycje rozwiązań, które pozwoliłyby zapewnić szerszą ochronę stronom czynności notarialnych.

Notariusze za pilną zmianą prawa 

W odpowiedzi z 24 sierpnia 2018 r. wiceprezes Rady Krzysztof Czaplicki poinformował, że Rada widzi pilną potrzebę zabezpieczenia obywateli przed takim nieuczciwym przejmowaniem ich nieruchomości. Dlatego Rada poddała Ministrowi Sprawiedliwości pod rozwagę propozycje uregulowania instytucji tzw. przewłaszczenia na zabezpieczenie.

Według Rady to właśnie brak regulacji prawnych w tym zakresie powoduje, że powtarza się proceder nadużywania zasady swobody umów przy zabezpieczaniu wierzytelności przez przenoszenie własności nieruchomości. Ustawodawca powinien ukształtować przepisy w sposób umożliwiający jednoznaczną interpretację takich umów - uważa Rada. Generalne przyzwolenie na zawieranie umów przewłaszczenia nieruchomości na zabezpieczenie wynika z braku szczegółowej regulacji, która kształtowałaby zasady tego rodzaju czynności, czy też wprost wyłączałaby taką możliwość w określonych przypadkach. 

Rada podkreśla, że brak szczegółowych regulacji niesie za sobą ryzyko naruszania art. 157 § 1 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym własność nieruchomości nie może być przeniesiona pod warunkiem ani z zastrzeżeniem terminu.

Precyzyjne uregulowanie instytucji przewłaszczenia na zabezpieczenie będzie stanowić pomoc i jednoznaczną interpretację - zarówno dla osób zawierających umowy, innych podmiotów, jak również notariuszy. Rada przypomina zapis Prawa o notariacie, zgodnie z którym notariusz odmawia dokonania czynności notarialnej sprzecznej z prawem.

Rada widzi potrzebę wprowadzenia zakazu dokonywania przewłaszczenia na zabezpieczenie w sytuacji, gdy wartość nieruchomości znacznie przewyższa kwotę udzielonej pożyczki.

Za konieczne rada uznaje wprowadzenie przepisów, które zapewnią realną możliwość zwrotu rzeczy oraz określą zakres uprawnień strony, która nabyła własność tytułem zabezpieczenia.

Według Rady istotne byłoby uregulowanie zasad zwrotnego przeniesienia własności będącej przedmiotem zabezpieczenia. Następowałoby ono w przypadku spełnienia świadczenia przez dłużnika. Rada wskazuje też na potrzebę uregulowania terminu, w jakim dłużnik będzie mógł spełnić świadczenie, dzięki czemu odzyska własność.
 
Istotną kwestią jest należyte zabezpieczenie interesów, w szczególności w przypadków konsumentów. Przemyślenia wymaga wprowadzenie nieważności umów przenoszących własność nieruchomości na zabezpieczenie wierzytelności, której stroną jest konsument.
 
Ponadto Rada uznała, że utrwalanie przebiegu czynności notarialnych za pomocą urządzeń rejestrujących dźwięk i obraz nie spełni funkcji ochronnych w takich przypadkach. Zapis taki może pełnić jedynie rolę dowodową na etapie sporu między stronami. Dokonywanie takich nagrań byłoby trudne do pogodzenia z nałożonym na notariuszy obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej w celu ochrony ich klientów.
 
IV.7000.507.2015

Spółdzielcy proszą Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w naprawieniu błędu w nowelizacji prawa spółdzielczego z 2017 r.

Data: 2018-08-20
  • Przepisy niezamierzenie wymusiły likwidację „spółdzielni popegeerowskich”, czyli specjalnych podmiotów stworzonych do zarządzania infrastrukturą obsługującą mieszkania w likwidowanych PGR-ach

- Krajowa Rada Spółdzielcza  wyraża ogromną wdzięczność za zainteresowanie się tą wrażliwą społecznie i istotną dla byłych pracowników i członków zamieszkujących w tzw. spółdzielniach popegeerowskich- sprawą związaną z utratą przez nich członkostwa w tych spółdzielniach po wejściu w życie ustawy z 20 lipca 2017 r. o zmianie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych – pisze prezes Zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej Mieczysław Grodzki w odpowiedzi na pismo Rzecznika Praw Obywatelskich.

Nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z 2017 r. zawiera przepis przejściowy, zgodnie z którym wraz z wejściem jej w życie wygasa członkostwo osoby, która w spółdzielni mieszkaniowej nie ma prawa do lokalu.  Przepis ten w sposób bardzo niekorzystny rzutuje m.in. na byt tzw. „spółdzielni popegeerowskich", które są szczególnym przypadkiem, bo nie mają w swoich zasobach mieszkań, a zatem nie zrzeszają spółdzielców mających prawa do mieszkań. Zakładane były one bowiem wyłącznie w celu zarządzania mieniem po PGR-ach (państwowych gospodarstwach rolnych, masowo bankrutujących na początku lat 90. i w związku z tym likwidowanych). Chodzi np. o kotłownie i inne obiekty infrastruktury technicznej towarzyszącej budynkom mieszkalnym, w których mieszkania sprzedano na własność byłym pracownikom PGR. Takie obiekty były przekazywane nieodpłatnie gminie albo właśnie spółdzielni utworzonej przez nabywców lokali.

Teraz nowelizacja prawa spółdzielczego sprawiła, że spółdzielnie te automatycznie straciły członków (ponieważ członkowie są właścicielami mieszkań, które nie stanowią „zasobu” omawianych spółdzielni), a wskutek spadku wymaganej liczby członków, prawo nakazuje ich likwidację.

To nie tylko nieracjonalny, ale kosztowny i pracochłonny proces, który teraz spada na barki albo spółdzielczych związków rewizyjnych (przypada na nie ok. 120 takich podmiotów), albo Krajowej Rady Spółdzielczej (ok. 400 podmiotów), albo ostatecznie  - ministra budownictwa.

Sposób, w jaki ustawodawca narzucił "spółdzielniom popegeerowskim" konieczność likwidacji, budzi wątpliwości spółdzielców co do konstytucyjności przyjętych rozwiązań. Nie tylko wiążą się z tym określone koszty, ale nie do końca wiadomo, co stanie się z majątkiem likwidowanych spółdzielni, który - jak wskazano - stanowi infrastruktura potrzebna do obsługi mieszkań (głównie kotłownie, stacje transformatorowe, place zabaw). Ponadto spółdzielnie te na bieżąco administrowały budynkami mieszkalnymi, a nie wiadomo, czy po ich likwidacji na terenach wiejskich, często oddalonych od większych ośrodków miejskich, uda się znaleźć profesjonalnego zarządcę nieruchomości, który przejmie to zadanie od spółdzielni.

Krajowa Rada Spółdzielcza zwróciła ponadto uwagę, iż podobny problem dotyczy też spółdzielni powołanych wyłącznie do budowy domów jednorodzinnych. Także te spółdzielnie – na skutek pozbawienia członkostwa dotychczasowych członków – będą musiały zostać zlikwidowane.

O problemie „spółdzielni pegeerowskich” Rzecznik dowiedział się z wniosków od obywateli i zwrócił się do Krajowej Rady Spółdzielczej o wskazanie skali problemu. Odpowiedź Rady potwierdza, że jest to bardzo istotny problem, który wymaga dalszych działań Rzecznika.

IV.7211.8.2018.

MSWiA w sprawie unieważnienia decyzji administracyjnych z czasów PRL: problem nadal wymaga rozważenia

Data: 2018-08-13
  • Uniknięcie nadużyć w reprywatyzacji poprzez zmianę prawa administracyjnego (art. 156 Kpa) jest trudne. Taka zmiana mogłaby uderzyć w interesy wielu osób.
  • Być może nie ma co zajmować się tym przepisem, skoro resort sprawiedliwości pracuje nad kompleksową ustawą reprywatyzacyjną
  • Taka jest odpowiedź MSWiA na kolejne wystąpienie RPO w sprawie poprawienia przepisów dotyczących reprywatyzacji

Chodzi o przepis Kodeksu postępowania administracyjnego (art. 156), który pozwala na stwierdzenie nieważności decyzji administracyjnej wydanej w PRL kilkadziesiąt lat temu. Rzecznik Praw Obywatelskich zauważa od dawna, że przepis ten może prowadzić do nadużywania prawa w sprawach reprywatyzacyjnych.

Wystarczy wyobrazić sobie sytuację osoby, która prowadzi działalność gospodarczą w oparciu o decyzję o użytkowaniu gruntu wydaną kilkadziesiąt lat temu - a teraz wzruszoną. Albo kogoś, kto dowiaduje się pod koniec kariery zawodowej, ze decyzja ustanawiająca mu wysługę lat zostaje unieważniona.

I w końcu możliwa jest sytuacja, że ktoś straci w ten sposób (nie w sądzie) prawo do nieruchomości, którą dysponuje.

Takim nadużyciom miał zapobiec wyrok[1] Trybunału Konstytucyjnego z  12 maja 2015 r., w którym Trybunał orzekł o niekonstytucyjności przepisu właśnie jeśli od wydania decyzji nastąpił znaczny upływ czasu, a decyzja była podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy (przyszłej wierzytelności). Wyrok nie został jednak wykonany. Zmian do art. 156 nie wprowadzono przy okazji ostatniej dużej nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego.

Skutkiem tego jest niepewność uczestników obrotu (a w tym i organów administracyjnych), czy w konkretnej sprawie dopuszczalne jest stwierdzenie nieważności danej decyzji, np. wydanej kilkadziesiąt lat temu, czy też nie. Przez to też wiele osób żyje w stanie niepewności - ukształtowały one już swoje stosunki majątkowe i osobiste w oparciu o decyzje administracyjne sprzed wielu lat – nawet jeżeli były one wadliwe.

W tej sprawie RPO koresponduje z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji od dłuższego czasu[2].

  • Minister najpierw odpowiadał, że dopiero analizuje, jak rozwija się orzecznictwo sądów administracyjnych w tych właśnie sprawach. TO JEST ODPOWIEDŹ ZE STYCZNIA 2016 R.
  • Później odsyłał Rzecznika[3] do Senatu (który przygotowywał projekt nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego w tym zakresie – ale się z tego wycofał)
  • Potem zawiadomił, że zorganizował robocze spotkanie przedstawicieli ministerstw, w których prowadzone są postępowania administracyjne i że obecni zgodzili się, że nowelizacja art. 156 Kodeksu postępowania administracyjnego jest potrzebna, ale nie wiadomo, jak to zrobić
  • Teraz (na kolejne wystąpienie ponowione już w 2018 r.) odpowiedział, że „ustanowienie cezury czasowej ograniczającej możliwość wyeliminowania decyzji, z uwagi na wydanie jej z rażącym naruszeniem prawa, mogłaby spowodować utrudnienia w sprawach reprywatyzacji mienia Skarbu Państwa, w szczególności jeżeli byłaby zbyt krótka. Taka sytuacja mogłaby również prowadzić do powstania poczucia krzywdy u wielu osób, które nie mogłyby dochodzić swoich praw, a tym samym do naruszenia podstawowych praw i wolności obywatelskich. Dodatkowym aspektem wymagającym wnikliwej analizy jest ustalenie skutków finansowych dla Skarbu Państwa wprowadzenia cezury czasowej, powodującej >>przesunięcie<< spraw na drogę postępowania przez sądem powszechnym o odszkodowanie. Niewątpliwie będzie to miało miejsce z uwagi na ograniczenie możliwości zwrotu w naturze w przypadku postępowań dotyczących nieruchomości”.

W odpowiedzi powołano się i na to, że Ministerstwo Sprawiedliwości podjęło prace nad tzw. dużą ustawą reprywatyzacyjną, mającą na celu definitywne uregulowanie kwestii dóbr przejętych przez władze komunistyczne po 1944 roku, proponującą rozwiązania stanowiące kompromis pomiędzy moralną powinnością a ekonomicznymi możliwościami państwa. Ewentualne uchwalenie ww. przepisów w proponowanym kształcie uczyniłoby przynajmniej częściowo nieaktualnym przywołany wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Prawdą jest jednak – o czym Minister już nie wspomniał – że projekt ten został z początkiem roku odrzucony przez Komitet Stały Rady Ministrów jako zbyt kosztowny dla budżetu i wycofany do dalszych prac; opinii publicznej nie są znane ani jego losy, ani nawet to, w jakim kierunku ewentualne prace miałyby przebiegać i według jakich – nowych? – zasad państwo miałoby się wreszcie uporać z niedokończonymi procesami reprywatyzacyjnymi.

- Podsumowując należy zauważyć, że omawiana materia jest szczególnie istotna i wymaga pogłębionej analizy oraz refleksji – pisze wiceminister sprawa wewnętrznych i administracji Krzysztof Kozłowski. - Wspomniana kwestia dotyczy bowiem bezpośrednio obywateli w związku z dużą liczbą roszczeń reprywatyzacyjnych (ale również z negatywnymi skutkami dla obecnych użytkowników reprywatyzowanych obiektów). Obejmuje także interesy Skarbu Państwa, który potencjalnie mógłby stanąć przed trudną do oszacowania skalą roszczeń finansowych. O tym jak jest to skomplikowany i delikatny problem, świadczy stanowisko Senatu RP, który po podjęciu prac legislacyjnych zmierzających do realizacji ww. wyroku Trybunału Konstytucyjnego ostatecznie postanowił w dniu 19 października 2016 roku o wycofaniu projektu zmian w K.p.a. (druk senacki nr 154).

IV.7004.45.2015




[1] Sygn. P 46/13

[3] Pismo z 31 maja 2017 r.

 

Pierwsza skarga nadzwyczajna RPO do SN: w imię Konstytucji niesie pomoc spadkobiercom rolniczki

Data: 2018-08-10
  • Sprawa dwóch sprzecznych orzeczeń spadkowych w rodzinie rolników jest wynikiem wprowadzenia sądu w błąd przez stronę, a sytuacji nie da się naprawić inaczej niż poprzez złożenie skargi nadzwyczajnej
  • RPO podkreśla, że naruszone zostały konstytucyjne prawa tych osób – znaleźli się w sytuacji, w jakiej nie powinien się znaleźć obywatel demokratycznego państwa prawnego
  • Art. 2 Konstytucji brzmi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”
  • Mimo wszelkich zastrzeżeń do ustaw o SN – Adam Bodnar zdecydował o wniesieniu pierwszej skargi nadzwyczajnej RPO, bowiem jest to korzystne dla wszystkich zainteresowanych

Do rodziny rolników przychodzi zawiadomienie z sądu o trwającym postępowaniu spadkowym. Reagują zdziwieniem: „Przecież już pięć lat temu sąd ustalił spadek po mamie”. Nie reagują na dosyć skomplikowane prawnicze pismo. Sprawa się toczy i sąd ją rozstrzyga. Nie wie, że wcześniej w tej sprawie zapadło postanowienie, a teraz jedno z dzieci zmarłej próbuje je zmienić na swoją korzyść. Udaje mu się – bo sąd wydaje kolejne postanowienie tylko na podstawie jego słów. Dopiero po kilku latach reszta rodzeństwa od notariusza dowiaduje się, że gospodarstwo rodziców zostało odziedziczone inaczej niż sądzą.

Ale – choć ostatecznie rodzina ustaliła, że wszystkiemu winne są dwa sprzeczne, wydane w odstępie kilku lat postanowienia spadkowe – to dziś nie ma już możliwości prawnych, by sprawę naprawić. Problem w ogóle by się nie pojawił, gdyby ustawodawca wprowadził możliwości korygowania takich sytuacji prawnych w zwykłym trybie – o co w wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości bezskutecznie apelował RPO jeszcze w 2012 r., po nieudanej próbie wystąpienia do SN z wnioskiem o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego. 

W aktualnej sytuacji, aby wybrnąć z impasu pozostaje tylko złożenie skargi nadzwyczajnej.

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył 10 sierpnia 2018 r. swoją pierwszą skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. To możliwość prawna, którą Rzecznikowi Praw  Obywatelskich przyznała ostatnio zmieniona ustawa o SN.

Skargi nadzwyczajne ma rozstrzygać aktualnie tworzona Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (nowa KRS prowadzi do niej nabór). Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach posiada tylko RPO i Prokurator Generalny (Minister Sprawiedliwości).

Adam Bodnar zdecydował się na wniesienie skargi nadzwyczajnej, gdyż jest to konieczne dla poszanowania wartości konstytucyjnych i zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego. Ma to także na celu przywrócenie ładu w stosunkach prawnych między spadkobiercami. Dwa sprzeczne postanowienia spadkowe skomplikowały ich sytuację, stwarzając stan niepewności prawnej, skutkiem czego nie mogą uregulować spraw majątkowych na wypadek śmierci ojca.

Nawet jeśli można mieć zastrzeżenia do samej instytucji skargi nadzwyczajnej, to zasada zaufania obywatela do państwa musi być przestrzegana zawsze. Konstytucja (art. 2) go tu wspiera – i to Konstytucja każe Rzecznikowi podjąć działania na rzecz obywatela w tego rodzaju sprawach – wyjaśnia Adam Bodnar.

Historia spadku

W 1995 r. Sąd Rejonowy w B. wydał postanowienie o spadku. Na podstawie ustawy spadek nabyli mąż zmarłej oraz trójka dorosłych dzieci w częściach po ¼. Wchodzące w skład spadku gospodarstwo rolne odziedziczył tylko mąż. Podstawą były m.in. zeznania dzieci, że tylko ojciec pracował w gospodarstwie, w czym mu nie pomagali. Nikt nie złożył apelacji w sprawie.

Po kilku latach jeden ze spadkobierców wystąpił do tego samego sądu z wnioskiem o stwierdzenie nabycia spadku po matce po ¼ części - także w odniesieniu do gospodarstwa rolnego. Według niego wszystkie dzieci pomagały ojcu w pracy w gospodarstwie.

Sąd zawiadomił pozostałych spadkobierców o terminie rozprawy. Nie stawili się na nią, pewni że to nieporozumienie, bo sprawa spadku została już rozstrzygnięta. Sądu nieobecność uczestników postępowania nie zdziwiła, bo zasadą jest, że stawiennictwo nie jest obowiązkowe. W efekcie w 2000 r. Sąd Rejonowy w B. uwzględnił wniosek jednego ze spadkobierców na podstawie jego twierdzeń – którym w sądzie nikt nie zaprzeczył.

Apelacji nikt nie złożył.

O istnieniu dwóch sprzecznych ze sobą postanowień w sprawie spadku pozostali spadkobiercy dowiedzieli się, gdy na rzecz jednego z nich ojciec chciał przepisać gospodarstwo. U notariusza okazało się, że istnieje spór, kto jest właścicielem tego gospodarstwa.

W tej sytuacji jedna ze stron wystąpiła do sądu ze skargą o wznowienie postępowania. W 2016 r. sąd odrzucił  taki wniosek z przyczyn formalnych. Dopiero wówczas osoba ta zwróciła  się do Rzecznika Praw Obywatelskich, ale nie dało się już nic zrobić, gdyż upłynął pięcioletni termin ustawowy na złożenie przez RPO ewentualnej skargi o wznowienie postępowania.

Skarga nadzwyczajna

W skardze RPO wnosi, aby postanowienie Sądu Rejonowego w B. z 2000 r.  zostało  uchylone, a ponowny wniosek jednego ze spadkobierców - odrzucony z powodu prawomocnego rozpoznania tej samej sprawy przez ten sam sąd już w 1995 r.

Zdaniem Adama Bodnara sąd w 2000 r. dopuścił się naruszenia zasad zaufania do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP; prawa do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP) i prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

W wyniku przeprowadzenia kolejnego postępowania w tej samej sprawie spadkowej doszło też do naruszenia prawa procesowego. Zgodnie z procedurą sąd powinien odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, jeżeli sprawa  o nabycie spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana.

Wnioski o skargi nadzwyczajne do RPO

Do Biura RPO wpłynęło dotychczas 1013 wniosków o wystąpienie do SN ze skargą nadzwyczajną.  Tylko do zespołu prawa cywilnego BRPO, który przygotował pierwszą skargę,  trafiło dotychczas 330 takich wniosków.  

Rzecznik będzie występował ze skargami nadzwyczajnymi w przypadkach,  gdy byłoby to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, a które w danej sytuacji będą przeważać nad takimi wartościami, jak stabilność orzecznictwa sądowego czy zaufanie do prawa.

Motywacje idei skargi nadzwyczajnej były zdaniem Rzecznika słuszne. Jak jednak podkreślał w wystąpieniach w czasie prac legislacyjnych nad „ustawami sądowymi” w 2017 r., instytucja skargi nadzwyczajnej ma sens w bardzo szczególnych sytuacjach. Chodzi np. o sprawy, w których nie przysługiwała kasacja do SN, sprawy dotyczące odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa za naruszenie praw i wolności obywatelskich, czy też sprawy cywilne, w których skarga kasacyjna jest zakreślona dość wąsko, a także o sytuacje, gdy skarga nie narusza interesów innej strony postępowania. Rzecznik wskazywał, że środek ten powinien służyć naprawie oczywistych błędów sądowych i mieć niezbyt odległe ramy czasowe.

Wprowadzenie skargi nadzwyczajnej spowodowało dodatkowe obciążenie Biura Rzecznika i konieczność badania zwiększonej liczby akt sądowych. Nowe zadania nie spowodowały jednak zwiększenia finansowania Biura, a  przedstawiony przez Rzecznika projekt budżetu na rok 2018 został istotnie zmniejszony przez parlament.

IV.7000.288.2016

Nagrywanie czynności notarialnych – sposobem na wyłudzenia mieszkań. RPO ponawia apel o zmianę prawa

Data: 2018-08-03
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie podkreśla konieczność szerszej ochrony prawnej stron czynności notarialnych - zwłaszcza tych, których przedmiotem jest nieruchomość zamieszkiwana przez sprzedającego
  • Nadal bowiem jest możliwe wykorzystywanie aktu notarialnego w niegodziwym celu, a strony wciąż nie mają sposobu ustalenia ich rzeczywistej woli i weryfikacji okoliczności zawarcia aktu
  • Dlatego RPO podtrzymuje postulat nagrywania czynności notarialnych, co pozwalałoby jednoznacznie ustalić przebieg czynności, w której wyniku nastąpiła np. niezamierzona sprzedaż nieruchomości 

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do prezesa Krajowej Rady Notarialnej Mariusza Białeckiego o informacje, czy rada rozważała propozycje rozwiązań, które pozwoliłyby zapewnić szerszą ochronę stronom czynności notarialnych i czy wystąpiła, bądź też planuje wystąpić, z inicjatywą odpowiednich zmian legislacyjnych.

Od kliku lat w zainteresowaniu RPO  pozostaje proceder przejmowania własności mieszkań poniżej ich wartości - na podstawie aktów notarialnych sprzedaży nieruchomości, stanowiących zabezpieczenie pożyczek udzielanych przez oszustów. Ich ofiarą najczęściej padają ludzie starsi i mniej zorientowani. Za niewielkie w stosunku do wartości mieszkania pożyczki tracili oni własność zamieszkiwanych nieruchomości. Z ich relacji wynikało, że w chwili składania podpisów w kancelarii notarialnej nie mieli świadomości, że zawierają umowę, której przedmiotem jest definitywne przeniesienie własności,

Opisywane w mediach takie przypadki ujawniły - według RPO - słabość systemu prawnego. W czerwcu 2016 r. rzecznik zwrócił się do prezesa Krajowej Rady Notarialnej, wskazując na potrzebę zmian w prawie w celu wzmocnienia ochrony praw i interesów stron aktów notarialnych. Podkreślał, że nie tylko nie sposób obecnie zapobiec takim praktykom, ale przede wszystkim - jednoznacznie ustalić przebieg czynności notarialnej, w której wyniku nastąpiła niezamierzona sprzedaż nieruchomości,  w wielu przypadkach podstawy egzystencji obywatela. Dlatego też RPO podał pod rozwagę propozycję nagrywania czynności notarialnych z udziałem stron.

W odpowiedzi Rada przyznała, że w  obowiązującym stanie prawnym zarzuty podnoszone wobec notariuszy rzeczywiście są ex post trudne lub wręcz niemożliwe do odparcia. Jednocześnie zwróciła uwagę, że koncepcja nagrywania czynności notarialnych wymaga dokładnego sprecyzowania zakresu rejestrowanych czynności oraz zapewnienia bezpieczeństwa zarejestrowanych materiałów ze względu na dobro chronione tajemnicą zawodową.

Wstępne założenia inicjatywy legislacyjnej, uwzględniającej postulat nagrywania czynności notarialnych, ogłosił w lipcu 2016 r. Minister Sprawiedliwości. W lutym 2017 r. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak informował zaś, że w resorcie  trwają prace analityczne i koncepcyjne nad zmianami w ustawie Prawo o notariacie szerokich zmian legislacyjnych, zmierzających do zwiększenia bezpieczeństwa obrotu prawnego.

Z niewiadomych przyczyn zapowiadane zmiany nie zostały dotychczas przeprowadzone - podkreślił w swym piśmie Stanisław Trociuk. Obowiązujący stan prawny nadal zatem stwarza możliwości wykorzystywania instytucji prawa cywilnego i  aktu notarialnego w niegodziwym celu, a jednocześnie nie daje stronom aktu notarialnego narzędzi do ustalenia rzeczywistej woli stron, weryfikacji przebiegu czynności notarialnej i okoliczności zawarcia aktu notarialnego.

Dlatego też w dalszym ciągu niezbędne są zmiany w prawie w kierunku zapewnienia stronom czynności notarialnych szerszej ochrony prawnej, która może polegać na rejestrowaniu dźwięku albo dźwięku i obrazu z czynności notarialnych. Jeżeli ta propozycja stwarza trudności w realizacji, ochrona stron aktu notarialnego może przybrać inną postać – przyznaje rzecznik. Niewątpliwie kwestią istotną i trudną  do rozstrzygnięcia pozostaje kształt ewentualnych zmian legislacyjnych w tym zakresie.

Problem wyzyskiwania nieświadomości lub bezradności osób - zwłaszcza starszych - był przedmiotem wystąpienia RPO do Prokuratora Generalnego w 2014 r. Z uzyskanej odpowiedzi wynikało, że Prokurator Generalny skierował do prokuratorów apelacyjnych zalecenia dotyczące prowadzenia postępowań w tego rodzaju sprawach. 

IV.7000.507.2015

Uwagi RPO wobec przepisów ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji

Data: 2018-07-11
  • Rzecznik zwrócił się do Minister Finansów o rozważenie zasadności wprowadzenia do art. 34 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji instytucji milczenia organu współdziałającego
  • Dzięki niej, w przypadku niezajęcia przez wierzyciela stanowiska w określonym przez prawo terminie, z mocy prawa powstanie stan fikcji prawnej
  • To z kolei będzie równoważne z sytuacją wyrażenia określonego stanowiska przez wierzyciela

W zainteresowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich pozostaje kwestia stosowania przepisów ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, a konkretnie przeciwdziałania przypadkom bezczynności wierzycieli, polegającej na nieprzedstawianiu organom egzekucyjnym stanowiska w przedmiocie zarzutów zgłoszonych przez zobowiązanego. Uniemożliwia to organowi egzekucyjnemu rozstrzygnięcie o zasadności zgłoszonych zarzutów.

Rzecznik wskazał, że w doktrynie prawa podnosi się, że odpowiednie zastosowanie w postępowaniu egzekucyjnym znajduje art. 106 Kodeksu postępowania administracyjnego, który normuje zagadnienia proceduralne dotyczące zajmowania stanowiska przez inny organ na potrzeby prowadzonego postępowania administracyjnego. Zgodnie z tym przepisem organ, do którego zwrócono się o zajęcie stanowiska, obowiązany jest przedstawić je niezwłocznie, jednak nie później niż w terminie dwóch tygodni od dnia doręczenia mu żądania - chyba, że przepis prawa przewiduje inny termin.

W przypadku niezajęcia stanowiska w terminie określonym w art. 106 § 3 k.p.a., stosuje się przepisy art. 36-38 k.p.a., przy czym organ obowiązany do zajęcia stanowiska niezwłocznie informuje organ załatwiający sprawę o wniesieniu ponaglenia. Nawet jednak uwzględnienie ponaglenia nie gwarantuje, że organ zobowiązany do zajęcia stanowiska w przedmiocie zarzutów wykona swój obowiązek. Z zobowiązaniem do niezwłocznego załatwienia sprawy nie idzie bowiem w parze możliwość stosowania sankcji względem organu, który dopuszcza się przewlekłości.

RPO zwrócił się do Minister Finansów z prośbą o rozważenie zasadności wprowadzenia do art. 34 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji instytucji milczenia organu współdziałającego. Dzięki temu,  w przypadku niezajęcia przez wierzyciela stanowiska w określonym przez prawo terminie, z mocy prawa powstanie stan fikcji prawnej - równoważnej z sytuacją wyrażenia określonego stanowiska przez wierzyciela.

V.512.21.2017

Rzecznik ponownie pyta MSWiA o wykonanie wyroku TK ws. nieważności decyzji administracyjnej

Data: 2018-07-11
  • W 2015 r. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował brak ograniczeń czasowych na stwierdzenie nieważności decyzji administracyjnej wydanej bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa
  • Mimo wyroku, wciaż nie znowelizowano odpowiedniego artykułu Kodeksu postępowania administracyjnego - zwraca uwagę MSWiA Rzecznik Praw Obywatelskich, który od trzech lat sygnalizuje pilną potrzebę nowelizacji
  • Stwierdzanie nieważności decyzji to ważny element systemu kontroli orzeczeń administracji, zwłaszcza tych, na których podstawie obywatelom przyznawane są prawa bądź nakładane obowiązki

Adam Bodnar poprosił ministra Joachima Brudzińskiego o wskazanie, kiedy można oczekiwać konkretnych propozycji legislacyjnych – tak by przywrócić konstytucyjność rozwiązań ustawowych precyzujących zasady, według których obywatele mogą bronić się przed działaniami władz publicznych rażąco naruszającymi prawa jednostek.

Niepokój RPO budzi fakt, że od wyroku upłynęły już ponad trzy lata, a - jak się wydaje - dotychczas nie udało się wypracować chociażby koncepcji, w jaki sposób rozstrzygnięcie TK mogłoby być wprowadzone.

Wyrok TK i jego konsekwencje

Obecnie art. 156 Kodeksu postępowania administracyjnego umożliwia kontrolę prawidłowości takiej decyzji administracyjnej praktycznie w każdym czasie, nawet po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach od jej wydania. Od trzech lat Rzecznik prowadzi z kolejnymi ministrami spraw wewnętrznych korespondencję dotyczącą konieczności nowelizacji art. 156 Kpa.

Chodzi o wykonanie wyroku  Trybunału Konstytucyjnego (sygn. P 46/3) z 12 maja 2015 r. TK orzekł wtedy o niekonstytucyjności art. 156 par. 2 Kpa w zakresie, w jakim umożliwia stwierdzenie - bez żadnych ograniczeń czasowych - nieważności decyzji wydanej bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa, gdy od wydania decyzji nastąpił znaczny upływ czasu, a decyzja była podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy. TK uznał to za sprzeczne z zasadą zaufania obywatela do państwa, w tym zasadą pewności prawa, która ogranicza działanie zasady praworządności - o ile restrykcyjnie rozumiany legalizm prowadziłby do nowych krzywd i naruszania słusznych praw innych osób.

Orzeczenie nie uchyliło mocy obowiązującej zaskarżonego przepisu, ale nałożyło na ustawodawcę obowiązek ograniczenia możliwości stwierdzania nieważności takiej decyzji administracyjnej. Nie wiadomo bowiem, po upływie jakiego czasu nie można skutecznie jej podważać. Problem dotyczy zarówno osób, które chcą podważyć dane rozstrzygnięcie, jak i zainteresowanych utrzymaniem obecnego stanu rzeczy, ukształtowanego przed laty.

Tymczasem sprawnie funkcjonująca procedura kontroli decyzji administracyjnych ma fundamentalne znaczenie nie tylko dla beneficjentów decyzji nacjonalizacyjno-wywłaszczeniowych, ale także dla każdego obywatela, którego spraw dotyczy decyzja administracyjna wydana przez organ władzy publicznej na podstawie Kpa.

RPO od trzech lat pyta o sprawę

W styczniu 2016 r. RPO pytał MSWiA o prace nad nowelizacją. Podkreślał wtedy, że stwierdzanie nieważności decyzji administracyjnej wydanej bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa - bez ograniczeń czasowych - jest podstawowym instrumentem dochodzenia roszczeń reprywatyzacyjnych. Wobec braku ustawy reprywatyzacyjnej - o której uchwalenie RPO od wielu lat bezskutecznie zabiega - instytucja nieważności decyzji administracyjnych umożliwiała naprawianie krzywd wyrządzonych rażąco bezprawnymi rozstrzygnięciami władz administracyjnych z lat PRL. W niektórych jednak przypadkach wnioski o stwierdzenie nieważności decyzji po upływie wielu lat od jej wydania mogły być nadużywaniem prawa. Tego typu działaniom miał m.in. zapobiec wyrok Trybunału z 12 maja 2015 r.

W dotychczasowej korespondencji z MSWiA niezbędność działań legislacyjnych w tej sprawie nie była kwestionowana; problemy jednak stwarzało właściwe uregulowanie przesłanek ograniczających dopuszczalność stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej, w szczególności wprowadzenie ram czasowych. 

W 2016 r. RPO był informowany o analizowaniu przez resort orzeczeń sądów administracyjnych wydanych w sprawach, w których sąd odwołuje się do wyroku TK. Celem analizy miało być znalezienie optymalnego rozwiązania, uwzględniającego interesy stron postępowań administracyjnych o sprzecznych interesach. W 2017 r. rzecznik uzyskał informację, że w MSWiA podjęto na nowo prace koncepcyjne oraz działania w kierunku opracowania propozycji zmiany - miały one wtedy znajdować się na etapie końcowym. W ostatniej zaś odpowiedzi z października 2017 r. MSWiA podało, że "nie zostało wypracowane jednolite stanowisko" kilku zainteresowanych resortów, ale działania w tym kierunku są nadal prowadzone.

W ocenie Adama Bodnara instytucja stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej stanowi kluczowy element systemu kontroli legalności orzeczeń organów administracji publicznej, w szczególności tych, na których podstawie obywatelom przyznawane są prawa bądź nakładane obowiązki. Z tego powodu regulacje umożliwiające podważenie stanu prawnego ukształtowanego taką decyzją powinny być maksymalnie precyzyjne – tak, by gwarantować jednostkom bezpieczeństwo prawne, niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Tymczasem art. 156 Kpa nadal nie został znowelizowany. W tej sytuacji RPO po raz kolejny zwrócił się do ministra o pilne doprowadzenie do oczekiwanych zmian legislacyjnych. Poprosił także o wskazanie, na jakim etapie znajdują się prace oraz w jakim czasie można oczekiwać przedstawienia konkretnych propozycji zmian.

IV.7004.45.2015

Zapłaciła za jazdę bez biletu, a i tak komornik prowadził egzekucję. Rzecznik interweniuje

Data: 2018-07-04

Zainteresowana dostała mandat za jazdę bez biletu. Potem sąd wydał nakaz zapłaty. Całą kwotę zapłaciła niezwłocznie matka interesantki. Niestety w opisie przelewu nie zaznaczyła ona, że płaci za córkę. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne nie zaksięgowało więc wpłaty na poczet zobowiązania i nie poinformowało o tym wpłacającej. Dlatego zainteresowana była przekonana, że mandat opłaciła.

Tymczasem po 2 miesiącach dostała od komornika sądowego zawiadomienie o prowadzonym postępowaniu egzekucyjnym. Po reklamacji wpłata została zaksięgowana na właściwym koncie, ale MPK nie wycofało jednak wniosku o egzekucję. Dlaczego? Bo chciało też wyegzekwować 12,33 zł odsetek.

Komornik doliczył do tego opłatę egzekucyjną i wraz z wszystkimi kosztami, zainteresowana musiałaby zapłacić 605 zł. Taka kwota zdecydowanie przekraczała wartość egzekwowanego roszczenia.

Rzecznik miał wątpliwości, czy naliczenie kosztów było prawidłowe.

Poprosił on więc komornika, aby wyjaśnił, jak nalicza i egzekwuje od dłużniczki podatek VAT, w kontekście uchwały Sądu Najwyższego, sygn. III CZP 34/16 z dnia 7.07.2016 r. W tezie wspomnianej uchwały Sąd Najwyższy stwierdził bowiem, że „Komornik sądowy, określając wysokość kosztów postępowania egzekucyjnego, nie może podwyższyć opłaty egzekucyjnej, ustalonej na podstawie art. 49 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji (jedn. tekst: Dz.U. z 2015 r., poz. 790 ze zm.), o stawkę podatku od towarów i usług.”

Rzecznik skierował też wystąpienie do Prezesa Sądu Rejonowego z prośbą o zbadanie sprawy w trybie nadzoru administracyjnego nad komornikiem. Rzecznik powołał się przy tym na odpowiedź Ministra Sprawiedliwości, w której ten poinformował, że przedstawiona problematyka będzie rozważana w ramach prac specjalnego zespołu powołanego w Ministerstwie Sprawiedliwości do zaplanowania kompleksowej reformy postępowania egzekucyjnego. Minister wyraził również stanowisko, że sytuacja, w której koszty egzekucyjne są równe lub przekraczają wysokość egzekwowanego świadczenia jest nie do zaakceptowania. Planowane jest uregulowanie wysokości opłat egzekucyjnych w taki sposób, aby stanowiły one określoną część egzekwowanej należności – bez zastrzegania minimalnej wysokości opłaty.

Zdaniem Rzecznika, w indywidualnej sprawie zainteresowanej nie ma zastrzeżeń do samego naliczenia opłaty egzekucyjnej, ale do jej wysokości. W każdym z pism wystosowanych przez komornika widniały inne kwoty dotyczące naliczeń w postępowaniu.

Sąd odpowiedział Rzecznikowi, że w ramach nadzoru sądu z urzędu nad komornikiem w trybie przepisu art. 759 § 2 k.p.c. uchylono postanowienie komornika w części dotyczącej ustalenia kosztów postępowania egzekucyjnego i nakazano komornikowi ponowne wydanie postanowienia w przedmiocie ustalenia wysokości kosztów postępowania egzekucyjnego bez podwyższenia opłaty egzekucyjnej o stawkę podatku od towarów i usług (Vat), a nadto szczegółowe jego uzasadnienie z wyjaśnieniem podstawy faktycznej i prawnej rozstrzygnięcia, jak również sposobu wyliczenia wysokości każdego ze składników tworzących sumę kosztów egzekucyjnych.

BPW.7224.7.2016

RPO upomina się o prawa właścicieli zabytków

Data: 2018-06-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich od lat upomina się o prawa właścicieli prywatnych obiektów, włączanych do gminnej ewidencji zabytków
  • Dziś regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego wpis do ewidencji
  • Rzecznik pyta ministra kultury o zapowiadane zmiany, które miały m.in. nakazywać właściwym organom zawiadamianie właściciela o wpisie i jego uzasadnieniu

Od 2012 r. RPO wielokrotnie zwracał się do kolejnych ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w sprawie procedur stosowanych przy włączaniu prywatnych nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków,  uregulowanej w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. W ocenie rzecznika wpis do ewidencji oznacza ograniczenie w korzystaniu z własności prywatnej ze względu na dominujący interes publiczny. 

Tymczasem szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis – jakkolwiek w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. Według RPO sytuacja taka jest nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności, gdyż w sprawie takiego wpisu nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej.

Minister zapowiadał zmiany

W ostatniej odpowiedzi z listopada 2017 r. minister, wicepremier Piotr Gliński informował RPO o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Jego zadaniem miał być m.in. przegląd i ocena przepisów ustawy o ochronie zabytków i opracowanie projektu nowej ustawy. Przedmiotem analiz miała być też problematyka gminnej ewidencji zabytków i procedur umieszczania w niej zabytków.

Minister deklarował wtedy, iż jeszcze przed zakończeniem prac zespołu możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków. Według jego zapowiedzi, miałaby ona poprawić standard ochrony właścicieli - m.in. przez zobligowanie organów do zawiadomienia właściciela o takim wpisie i jego uzasadnieniu. Rozpoczęcie prac na nowelizacją rozporządzenia miało nastąpić do końca listopada 2017 r.

Dotychczas oczekiwane zmiany nie zostały jednak wprowadzone. Nie wiadomo też, kiedy mogłaby nastąpić nowelizacja zarówno ustawy, jak i rozporządzenia. Tymczasem problem nadal nie jest rozwiązany, a obecny stan prawny budzi zastrzeżenia konstytucyjne.

Także NSA ma wątpliwości

Wyrażane są one także w orzecznictwie sądów administracyjnych. Niedawno Naczelny Sąd Administracyjny skierował bowiem do Trybunału Konstytucyjnego pytanie prawne, w którym zakwestionował konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków  - w zakresie, w jakim ogranicza on prawo własności nieruchomości poprzez dopuszczenie ujęcia nieruchomości jako zabytku nieruchomego w gminnej ewidencji zabytków, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej przed dokonaniem takiego ograniczenia.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak,  jak ujmował go w swoich wystąpieniach także RPO. NSA podał w wątpliwość, czy poziom ochrony zapewnianej właścicielowi spełnia konstytucyjne i konwencyjne standardy, zagwarantowane w art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się w tej sprawie do ministra Piotra Glińskiego. Poprosił o poinformowanie, na jakim etapie znajdują się prace ministerialnego zespołu oraz (jeżeli to możliwe) o przedstawienie założeń projektowanej nowelizacji ustawy. Wystąpił ponadto o informacje, kiedy można oczekiwać wprowadzenia zapowiadanych rozwiązań wzmacniających pozycję właściciela nieruchomości wpisywanej do gminnej ewidencji zabytków.

IV.7002.21.2014

Trybunał Konstytucyjny: dwa przepisy rozporządzenia o wynagrodzeniu biegłych - niekonstytucyjne

Data: 2018-06-28

Dwa przepisy rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości o wynagrodzeniu biegłych sądowych są niezgodne z Konstytucją RP - orzekł 28 czerwca 2018 r. Trybunał Konstytucyjny. Do skargi konstytucyjnej w tej sprawie przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Sprawa (sygn. akt SK 4/17) dotyczyła paragrafów 2 i 4 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 24 kwietnia 2013 r. w sprawie określenia stawek wynagrodzenia biegłych, taryf zryczałtowanych oraz sposobu dokumentowania wydatków niezbędnych dla wydania opinii w postępowaniu karnym. Pierwszy z przepisów określa przesłanki, na jakich mają opierać się organy państwa podczas określania wynagrodzenia biegłych. Drugi wskazuje okoliczności uzasadniające podniesienie wysokości takiej stawki o kolejne 50%. Jednym  tych wymogów jest, aby biegły wcześniej pełnił funkcję stałego biegłego sądowego przez przynajmniej jedną kadencję.

Oba przepisy zostały uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją, w szczególności z zasadą ochrony praw majątkowych (art. 64 Konstytucji), zasadą równości (art. 32 Konstytucji) oraz regułami dotyczącymi wydawania rozporządzeń (art. 92 Konstytucji).

Trybunał stwierdził, że określając katalog przesłanek w par. 2 rozporządzenia, Minister Sprawiedliwości pominął pewne przesłanki, do których uwzględnienia zobowiązywała go delegacja ustawowa (art. 618f k.p.k.) Minister nie uwzględnił w szczególności okoliczności nakładu pracy biegłego jako mającej wpływ na wysokość wynagrodzenia.

Ponadto Trybunał uznał, że wprowadzenie w par. 4 rozporządzenia wymogu wykonywania funkcji biegłego sądowego przynajmniej przez jedną kadencję jest nieuprawnione oraz narusza interes biegłych powoływanych na zasadzie ad hoc. Orzeczenie zapadło jednogłośnie.

Rozstrzygnięcie jest zgodne ze stanowiskiem, które w sprawie przedstawił RPO .

Orzeczenie jest ostateczne. Par. 2 rozporządzenia straci moc po 6 miesiącach od ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw.  Par. 4 rozporządzenia, w zakresie w jakim odnosi się do wymogu pełnienia funkcji biegłego przynajmniej przez jedną kadencję, straci moc niezwłocznie po publikacji.

II.801.1.2017

Spotkanie ekspertów w sprawie nowelizacji prawa upadłościowego

Data: 2018-06-14

W dniu 14 czerwca w Biurze RPO w Warszawie odbyło się spotkanie ekspertów, podczas którego dyskutowano nad projektem zmian prawa upadłościowego, w szczególności dotyczącym upadłości konsumenckiej.

Przedstawiciele środowiska sędziowskiego, uczelni, profesjonalni pełnomocnicy, doradcy restrukturyzacyjni, przedstawiciele organizacji  wspierających osoby w procesie upadłości wyrazili pozytywne opinie, że system upadłości konsumenckiej w ogóle został wprowadzony w Polsce.

Uczestnicy spotkania zastanawiali się nad polskim modelem upadłości konsumenckiej na tle innych państw europejskich. Wskazano problemy, z jakimi spotykają się osoby chcące skorzystać z instytucji upadłości konsumenckiej oraz pojawiające się w trakcie trwającego postępowania upadłościowego.

Rzecznik Praw Obywatelskich przekaże uzyskane uwagi Ministrowi Sprawiedliwości oraz wykorzysta w dalszej pracy na rzecz ochrony praw konsumentów.

RPO w obronie nabywców ośrodków wczasowych FWP: nie mogą ponosić konsekwencji niewykonania wyroku TK przez 17 lat

Data: 2018-06-12
  • Właściciele 250 hoteli i ośrodków wczasowych kupionych od Funduszu Wczasów Pracowniczych, mają teraz bardzo poważne kłopoty: ustawa z 2015 r. o FWP wywłaszczyła ich i uniemożliwiła praktycznie dochodzenie ich praw
  • Dzieje się tak dlatego, że Sejm aż 17 lat zwlekał z wykonaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie majątku FWP. W tym czasie był on sprzedawany
  • RPO apeluje do premiera o systemowe rozwiązanie problemu, wskazując, jak można zmienić przepisy

Rzecznik praw obywatelskich zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o rozwiązanie sprawy FWP. – Państwo nie może konsekwencji swoich błędów i zaniechań przerzucać na obywateli – wskazał (IV.7000.99.2018).

Wczasy z FWP

W czasach PRL jeździło się na dotowane ze środków publicznych „wczasy urlopowe” do ośrodków zarządzanych przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. FWP miał w dyspozycji pokaźny państwowy majątkek: pensjonaty, ośrodki z domkami kempingowymi, hotele. Kiedy jednak gospodarka PRL weszła w stan permanentnego kryzysu, nie było z czego robić remontów i łożyć na utrzymanie. Dlatego jeszcze w PRL, w 1988 r., gdy władze szukały sposobów na bardziej efektywne zarządzanie gospodarką, status prawny FWP został zmieniony – stał się on „samodzielną jednostką organizacyjną ogólnokrajowej organizacji międzyzwiązkowej”. Zyskując osobowość prawną, mógł rozporządzać majątkiem.

Charakterystyczne, że choć w owym czasie „Solidarność” nadal działała w podziemiu, a jedyną legalną organizacją ogólnokrajową była OPZZ, ustawa nie przekazała jej majątku. Stało się to dopiero w 1997 r. (pod koniec rządów SLD-PSL), kiedy nowelizacja ustawy o związkach zawodowych pozwoliła FWP przekazać majątek do spółki stworzonej właśnie przez OPZZ (z pominięciem „Solidarności”). Już rok później Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za sprzeczne z Konstytucją (wyrok TK z 3 czerwca 1998 r., sygn. K 34/97).

Zgodnie z obwieszczeniem Prezesa Trybunału Konstytucyjnego wyrok stał się skuteczny 12 stycznia 1999 r. i z tą datą zaskarżone przepisy utraciły moc.

Tyle że kolejne rządy (reprezentujące całą scenę polityczną w Polsce) tego wyroku nie wykonały.

Przez 17 lat spółka OPZZ sprzedawała nieruchomości (przy czym od 1997 r. do ogłoszenia wyroku TK robiła to bezsprzecznie legalnie), tłumacząc to np. ich zbędnością czy złym stanem technicznym. Według NIK zbyciu uległo w tym czasie 65% gruntów w dyspozycji FWP, w tym 85% obiektów hotelowych. Nowi właściciele inwestowali w te ośrodki, remontowali je, sprzedawali kolejnym osobom.

Realizacja wyroku TK 17 lat za późno

W 2015 r., tuż przed wyborami,  wyrok TK z 1997 r. został w końcu wykonany ustawą z 11 września 2015 r. Żeby zaspokoić zasadne roszczenia organizacji związkowych („Solidarności” i utworzonego z początkiem lat dwutysięcznych Forum Związków Zawodowych), ustawa uznała za majątek FWP wszystko to, co do Funduszu należało 31 sierpnia 1997 r. Wszystko to miało zostać podzielone między trzy centrale związkowe. Było to więc automatyczne cofnięcie stanu prawnego nieruchomości o blisko 18 lat - niezależnie od tego, czyją obecnie są one własnością. Skutek ten dotyczy ok. 250 obiektów hotelowych i nieruchomości o łącznej powierzchni ok. 420 tys. m2.

Wszystkie prawa powstałe później – w tym, jak należy sądzić, także prawa właścicielskie uzyskane przez osoby trzecie – zostały bądź wygaszone, bądź przeniesione, z mocy prawa i ze skutkiem wstecznym, na wskazane w ustawie organizacje związkowe. Organizacje te mogą obecnie –  i, jak wynika ze skarg kierowanych do Rzecznika, właśnie to czynią – dochodzić roszczeń wobec osób trzecich.

Ci, którzy obecnie zarządzają tym majątkiem, mogą się teraz domagać rekompensat, ale w ograniczonym zakresie. Górną granicą odpowiedzialności związków zawodowych wyznacza wartość mienia z dnia jego przejęcia. Osoby trzecie nie mogą też zgłosić żadnych roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa, mimo że to państwo doprowadziło do sytuacji, iż sprzedaż obiektów była możliwa.

Dlaczego ustawa z 2015 r. łamie Konstytucję?

Ustawodawca w sposób generalny pozbawił więc własności wszystkich, którzy nabyli mienie FWP – niezależnie od tego, w jakich okolicznościach i mimo tego, że żaden przepis ustawy nie uznaje obrotu mieniem FWP za niezgodny z prawem. Przeciwnie, rozwiązania systemowe, w szczególności odnoszące się do obrotu wieczystoksięgowego i działania zasady rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych czy generalnie do nabycia (zwłaszcza odpłatnego) praw przez osoby pozostające w dobrej wierze, jednoznacznie potwierdzają, że przynajmniej część nabywców mienia FWP (a zwłaszcza nabywcy kolejni), miała uzasadnione prawo oczekiwać, że ich własność zostanie uszanowana.

  1. Ustawodawca całkowicie zlekceważył zarówno konstytucyjne prawa obywateli, jak i zasady tworzenia prawa w demokratycznym państwie prawnym.
  2. Doszło do jawnego pogwałcenia praw nabytych i bezpieczeństwa prawnego jednostek (pewności obrotu), poprzez właściwie bezrefleksyjne odwrócenie skutków prawnych z przeszłości i proste wygaszenie stosunków ukształtowanych w ciągu kilkunastu lat, niezależnie od towarzyszących im okoliczności i z pominięciem nieodwracalnych skutków prawnych ze względu na skuteczne nabycie praw majątkowych przez osoby trzecie, działające w dobrej wierze.
  3. W sposób ewidentny została też złamana zasada lojalności państwa wobec swoich obywateli.
  4. Prawodawca nie zadbał nawet w należyty sposób o zadośćuczynienie słusznym roszczeniom tych osób: nie dość, że całkowicie wyłączył odpowiedzialność Skarbu Państwa za jakiekolwiek roszczenia z tego tytułu, to mechanizmy odszkodowawcze ukształtowano w sposób niejasny, zarówno co do kręgu zobowiązanych i uprawnionych, jak i zakresu podnoszonych roszczeń (m.in. o nakłady) czy terminu ich zgłaszania.
  5. Z niezrozumiałych względów uwłaszczenie mieniem Funduszu skonstruowano też w sposób odbiegający od rozwiązań konsekwentnie przyjmowanych od samego początku transformacji – by, próbując przywrócić historyczną sprawiedliwość, nie wyrządzać nowych krzywd, a w szczególności – chronić prawa osób trzecich działających w zaufaniu do państwa i tworzonego przez nie prawa.

Co trzeba zmienić w przepisach?

RPO apeluje o pilne działania eliminujące skutki naruszenia konstytucyjnych praw obywateli. Trzeba przede wszystkim:

  • prawidłowo ustalić datę przywrócenia mienia Spółce FWP
  • skonstruować przepisy przejściowe (intertemporalne) tak, by cofnąć skutki ustawowego przewłaszczenia pomiędzy podmiotami prawa prywatnego, do jakiego doszło 7 grudnia 2015 r.
  • usunąć regulacje, które pozbawiają własności (bądź innych praw majątkowych) osoby trzecie, zwłaszcza te działające w dobrej wierze; te które nabyły nieruchomości odpłatnie; czy te, które zostały już ujawnione w księgach wieczystych
  • przemyśleć na nowo, w jaki sposób zapewnić ochronę organizacji związkowych, gdy byłe mienie Funduszu zostało skutecznie nabyte przez osoby trzecie i przestało stanowić zasób reprywatyzacyjny, pozostający do dyspozycji największych organizacji związkowych
  • absolutnym minimum pozostaje zaś otwarcie drogi sądowej do rozstrzygania sporów na tle stosunków własnościowych
  • składniki mienia FWP podlegały obrotowi w różnym czasie i w różnych okolicznościach (przykładowo, w okresie kilkunastu miesięcy, tj. do czasu wejścia w życie wyroku TK z 3 czerwca 1998 r., Spółka FWP pozostawała prawowitym właścicielem przedsiębiorstwa Funduszu). Ochrona obrotu zapewniana przez rękojmię wiary publicznej ksiąg wieczystych może zatem działać w różnym zakresie. Każda ze spraw winna być zatem oceniana odrębnie, z uwzględnieniem całokształtu okoliczności faktycznych danego przypadku – a takiej analizy może prawidłowo dokonać wyłącznie niezawisły sąd.

Zastosowanie zaś identycznego, bardzo restrykcyjnego (a w ocenie Rzecznika oczywiście niekonstytucyjnego) mechanizmu wobec wszystkich prywatnych właścicieli mienia stanowiącego przed wielu laty majątek Funduszu, należy zatem ocenić jako zabieg z gruntu niesprawiedliwy i niedopuszczalny w demokratycznym państwie prawnym, realizującym zasady społecznej sprawiedliwości.

Jak właściwie zadbać o interes pokrzywdzonych związków zawodowych

RPO podkreśla, że współwinnym ewentualnych nadużyć, do jakich mogło dojść kosztem pokrzywdzonych organizacji związkowych – w tym wypadku NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych – pozostaje przede wszystkim ustawodawca. Tymczasem praktyczny skutek ustawy o FWP jest taki, że za rażącą i wieloletnią nieudolność prawodawcy, który dopuścił do obecnej sytuacji, mają obecnie płacić swoją prywatną własnością obywatele – i to także ci, którym nie sposób przypisać jakiegokolwiek naruszenia prawa ani też ukrytych, niegodziwych zamiarów pokrzywdzenia innych uprawnionych.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, sytuacja taka jest nie do przyjęcia w praworządnym państwie.

OPIS STATYSTYCZNY (dla wyszukiwarki http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/)

IV.7000.99.2018 z 4 czerwca 2018 r. – wystąpienie do Prezesa Rady Ministrów w sprawie wątpliwości co do zgodności z Konstytucją przepisów ustawy o uprawnieniach do mienia Funduszu Wczasów Pracowniczych.

W ostatnim czasie do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło kilka skarg ujawniających poważny problem systemowy, którego źródłem są pewne rozwiązania ustawy o uprawnieniach do mienia Funduszu Wczasów Pracowniczych (dalej jako „ustawa o FWP”).

W ocenie Rzecznika sposób, w jaki ustawodawca rozwiązał skomplikowane kwestie majątkowe Funduszu – przede wszystkim stanu prawnego nieruchomości FWP, które w okresie ostatnich kilkunastu lat stały się własnością prywatną – narusza konstytucyjne gwarancje poszanowania własności obywateli, poprzez pozbawienie ich, z mocy prawa, ich własności, także i tej nabytej skutecznie wiele lat temu i zgodnie z obowiązującym prawem.

Jednocześnie doszło w tym przypadku do naruszenia fundamentalnych zasad tworzenia prawa w demokratycznym państwie prawnym: zasady poszanowania praw słusznie nabytych, zakazu działania prawa wstecz, zasady pewności prawa (bezpieczeństwa prawnego) i zasady zaufania obywateli do państwa i tworzonego przez nie prawa (zasady lojalności). Stopień naruszenia tych praw i zasad przez aktualne rozwiązania ustawowe, jak również dotkliwe skutki dla obywateli, wywłaszczonych ze skutkiem wstecznym, a pozostających obecnie stronami już toczących się procesów sądowych, zdaniem Rzecznika, wymaga pilnej interwencji ustawodawczej celem przywrócenia stanu zgodnego z prawem.

Rzecznik zwrócił uwagę, że prawodawca podjął się rozwiązania kwestii majątkowych Funduszu uchwalając przedmiotową ustawę po upływie ponad 17 lat od wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 3 czerwca 1998 r. (sygn. akt K 34/97) stwierdzającego niekonstytucyjność regulacji uwłaszczeniowych i w sytuacji skutecznego zadysponowania większością majątku FWP. Jakkolwiek ustawa o FWP realizowała ww. wyrok TK poprzez wprowadzenie specyficznych mechanizmów komercjalizacji Funduszu, z zagwarantowaniem parytetu wszystkich ogólnokrajowych reprezentatywnych organizacji związkowych, to jednak podjętą przez ustawodawcę próbę naprawienia istniejącej sytuacji należy ocenić wyjątkowo krytycznie.

Obecnie obowiązująca ustawa o FWP wprost stwierdza, że z dniem wejścia jej w życie, tj. z dniem 7 grudnia 2015 r., własnością Spółki Fundusz Wczasów Pracowniczych spółka z ograniczoną odpowiedzialnością staje się całe „przedsiębiorstwo (w rozumieniu art. 551 Kodeksu cywilnego) należące do Funduszu według stanu na dzień 31 sierpnia 1997 r.”. Oznacza to automatyczne przywrócenie (cofnięcie) stanu prawnego nieruchomości na datę blisko 18 lat wstecz, niezależnie od tego, czyją obecnie są one własnością.

W opinii Rzecznika ustawodawca uchwalając we wrześniu 2015 r. krytykowane rozwiązania całkowicie zlekceważył zarówno konstytucyjne prawa obywateli, jak i zasady tworzenia prawa w demokratycznym państwie prawnym. Doszło tu do jawnego pogwałcenia praw nabytych i bezpieczeństwa prawnego jednostek (pewności obrotu), poprzez właściwie bezrefleksyjne odwrócenie skutków prawnych, jakie zaszły w przeszłości i proste wygaszenie stosunków ukształtowanych w ciągu kilkunastu lat, niezależnie od towarzyszących im okoliczności i z pominięciem faktu zajścia nieodwracalnych skutków prawnych ze względu na skuteczne nabycie praw majątkowych przez osoby trzecie działające w dobrej wierze. W sposób ewidentny została też złamana zasada lojalności państwa wobec swoich obywateli. Co więcej, prawodawca nie zadbał w należyty sposób o zadośćuczynienie słusznym roszczeniom tych osób: nie dość, że całkowicie wyłączył odpowiedzialność Skarbu Państwa za jakiekolwiek roszczenia z tego tytułu, to mechanizmy odszkodowawcze ukształtowano w sposób niejasny, zarówno co do kręgu zobowiązanych i uprawnionych, jak i zakresu podnoszonych roszczeń (m.in. o nakłady) czy terminu ich zgłaszania. Rzecznik wskazał też, że – z niezrozumiałych względów – uwłaszczenie mieniem Funduszu skonstruowano też w sposób odbiegający od rozwiązań konsekwentnie przyjmowanych od samego początku transformacji – by, próbując przywrócić historyczną sprawiedliwość, nie wyrządzać nowych krzywd, a w szczególności – chronić prawa osób trzecich działających w zaufaniu do państwa i tworzonego przez nie prawa.

Rzecznik zwrócił się do Premiera z prośbą o podjęcie przez Radę Ministrów pilnych działań w celu nowelizacji ustawy regulującej status mienia Funduszu Wczasów Pracowniczych, w taki sposób, by wyeliminować wadliwe rozwiązania, naruszające konstytucyjne prawa i wolności obywateli.

Spotkanie regionalne RPO w Giżycku

Data: 2018-05-16

W Giżycku w sali konferencyjnej Urzędu Miasta, pod wielkim łacińskim napisem PRO PUBLICO BONO (dla dobra publicznego) zgromadziło się prawie 40 osób. Przedsiębiorcy, osoby zainteresowane działaniem prawa wodnego, działacze pozarządowi, kilkoro rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, w tym dzieci już dorosłych, obywatele zaniepokojeni działaniem władz a także przez działania tych władz poszkodowani, zainteresowani nową instytucją skargi nadzwyczajnej i skarżący się na działania sądów.

Tak jak na każdym spotkaniu RPO przedstawia też zebranym, jakie konkretnie kompetencje ma jego instytucja.

- Cała sztuka, to być skutecznym, kompetentnym i działać na podstawie Konstytucji - mówił o swojej pracy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. - Rzecznik nie jest od tego, by coś kazać, ale by zwracać uwagę, podpowiadać rozwiązania, tworzyć pole do debaty, wyjaśniać. Pewne jest jedno: Rzecznik nie jest tylko od "wielkich spraw" z pierwszych stron gazet i portali - zajmujemy się wszystkimi zwykłymi sprawami, jakie się ludziom przytrafiają w kontaktach z państwem. Warunkiem koniecznym jest to, że o tych sprawach wiemy - ludzie je nam zgłosili albo zdołaliśmy się tego dowiedzieć z mediów.

Sprawy osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów

Protest w Sejmie unaocznia wszystkim nam, na czym polegają problemy osób z niepełnosprawnościami - powiedział Adam Bodnar.

Rodzic pierwszy: Dziecko po ukończeniu szkoły nie ma już w zasadzie terapii. Ostatnie programy kończą się po pół roku od końca szkoły i nasze dzieci zostają w domu. Nie ma dla nich miejsc w środowiskowych domach samopomocy i warsztatach terapii zajęciowej. Nowe placówki miały być finansowane z programu "Za życiem", ale nie będą. - Co mamy zrobić? Odejść na emeryturę, żeby zająć się dziećmi?

RPO: Mogę przedstawić Państwa problemy ministrom, ale mogę też pomóc wspólnie rozwiązać problem na miejscu. Tak jak udało się to zrobić w Chełmie, właśnie po takim spotkaniu jak nasze. Mogę zrobić jedno i drugie.

Rodzic drugi: Lokal mamy i jest dwadzieścioro chętnych dzieci. Problemem jest utrzymanie takiej placówki.

Rodzic trzeci: Chętnych na pewno będzie z czasem coraz więcej. Rodzice, zwłaszcza matki, potrzebują wytchnienia (opieki wytchnieniowej).

Uczestnik spotkania: A może warto skorzystać z budżetu obywatelskiego? Wydajemy z niego pieniądze na budki dla jaskółek, a tu mówicie Państwo o bardzo ważnych sprawach.

[Budżet obywatelski to ta część budżetu samorządowego, który jest rozdysponowywany decyzją samych mieszkańców, którzy zgłaszają propozycje i następnie głosują na nie.]

RPO: Tak można zacząć. Ale tu chodzi o zobowiązania państwa na wiele, wiele lat. Tego sam budżet obywatelski nie rozwiąże.

Ustawa "Za życiem" nie działa

Matka dziecka z głęboką niepełnosprawnością mówi, że nie funkcjonuje w praktyce zapowiedziany w ustawie "Za życiem" szybki dostęp do specjalistów.  - Nie dostaję skierowań, jak słyszę, "u nas to nie działa".

RPO: Ustawa "Za życiem" częściowo działa. Ale akurat ta obietnica była całkowicie niewykonalna. Widzimy, że sprawą musimy się poważnie zająć, zebrać wszystkie obserwacje dotyczące funkcjonowania tej ustawy.

Ale bardzo ważne jest, byście się Państwo skarżyli. Bo bez tego nie da się interweniować. Możecie zastrzegać dane, ale Rzecznik musi wiedzieć, że jest problem, by mógł się nim zająć.

 

Kolejny uczestnik spotkania zgłasza bardzo konkretne propozycje zmian w przepisach, by poprawić sytuację osób z niepełnosprawnością stwierdzoną w wieku dorosłym oraz emerytów.

Kto powinien reprezentować dorosłe osoby z niepełnosprawnością

Z chwilą ukończenia 18 lat rodzice nie mogą wyrażać zgody na zabiegi medyczne swoich dzieci z niepełnosprawnościami. Tymczasem te dzieci, ze względu na niepełnosprawność, nie nabywają pełnej zdolności do czynności prawnych. Rodzice nie chcą dziecka ubezwłasnowolnić. I co zrobić, kiedy taką osobę zaczyna ostro boleć ząb? Kto ma wyrazić zgodę na zabieg?

RPO: To jest bardzo poważny problem i nadaje się na wystąpienie generalne RPO. 

 Prawdopodobnie trzeba też pomyśleć o konferencji, która dotyczyć będzie wszystkich problemów osób, które wchodzą w dorosłość. Zebrać informacje o ograniczeniach praw, jakie może powodować paradoksalnie osiągniecie pełnoletności.

Zmiana prawa wodnego

Mimo obietnic władz prawo wodne zostało zmienione w sposób niekorzystny dla właścicieli ziemi nad wodami. Stawka podatkowa za metr ziemi zalanej wodą miała - jak nas zapewniano na komisjach sejmowych - nie przekraczać osiemdziesięciu kilku groszy. A teraz stawki wynoszą nawet 5 zł. Tak się nie da prowadzić działalności gospodarczej!

RPO: To teraz przypomnijmy sobie, czym jest zasada demokratycznego państwa prawnego zapisana w Konstytucji. Z niej wynika także ochrona uprawnionych oczekiwań obywateli. Nie wolno np. zmieniać zasad nagle, bez możliwości dostosowania się do nich. 

Problemem są też błędy w rozporządzeniu nakładającym opłaty. Przez to nie da się wnosić opłat, ale właścicielom ziemi i tak grozi egzekucja podatkowa i wywłaszczenie. Urzędnicy Wód Polskich na to nie reagują.

 

Ustawa o obrocie ziemią w praktyce

W regionie jest wiele działek o charakterze letniskowym, choć są traktowane jako rolne. Tymczasem od 1 maja 2016 r. takie "gospodarstwo rolne", nawet poniżej hektara (ale od 2999 m kw) można sprzedać wyłącznie rolnikowi. A przecież nikt z właścicieli nie kupował tego jako gospodarstwa rolnego. Teraz tej ziemi nie daje się sprzedać.

Inny głos: Te ograniczenia przyczyniają się jednak do ochrony krajobrazu. Nie zapominajmy o tym.

RPO: Musimy zatem zwrócić uwagę na potrzebę takiej zmiany ustawy, by te działki o charakterze rekreacyjnym dało się jednak sprzedać.

Problem zawiadomienia o wyrokach

Tymczasowo aresztowani, o ile nie są doprowadzani na ogłoszenie wyroku, nie mają jak zakomunikować adwokatowi w terminie, czy chcą apelacji. Sąd nie ma obowiązku informowania o wyroku. W praktyce to prowadzi do dodatkowej pracy i adwokatów i sądów (adwokaci nie mają wyjścia i zapowiadają apelację, po to by tym sposobem wywołać na czas reakcję swego klienta).

Sprawa osobistego sporu z wpływowymi politykami

Na spotkanie przyszedł też ksiądz Tomasz Jegierski (jest księdzem z diecezji w Kanadzie) z problemem nierozliczonej pożyczki dla ojca premiera Morawieckiego. Przedstawił sprawę publicznie i poskarżył się, że spotykają go obecnie groźby. Ksiądz opisał dziwne działania wobec niego i jego babci prowadzone wczesnym rankiem przez funkcjonariuszy ABW. Prokuratura sprawy zgłaszanej przez księdza nie podejmuje. W mediach sprawa ucichła.

RPO: Problem bierze się z tego, że policja nie reaguje w sposób bezstronny – wobec jednych jest aktywna, wobec innych – nie. Coś podobnego widać też w zachowaniu prokuratury: w jednych sprawach jest nadaktywna, w innych – milczy. To wszystko zaczyna mieć cechy działań motywowanych politycznie a nie dobrem śledztwa.

To wszystko znaczy, że my jako obywatele nie możemy liczyć na ochronę naszych praw.

Dzięki wnioskowi RPO polowania w Lubuskiem na prywatnych terenach nadal niemożliwe

Data: 2018-04-12

Gospodarka łowiecka może być prowadzona tylko na podstawie Prawa łowieckiego, z możliwością wyrażenia sprzeciwu wobec polowań przez właścicieli nieruchomości - orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim.

Na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich sąd ten 11 kwietnia 2018 r. stwierdził  nieważność uchwały Sejmiku Województwa Lubuskiego. Dopuszczała ona polowania na prywatnych gruntach, których właściciele tego sobie nie życzyli.

Sąd zgodził się z Rzecznikiem, że uchwała w sposób sprzeczny z Konstytucją naruszała prawo własności osób posiadających nieruchomości położone na objętym nią obszarze.

W 2014 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził niekonstytucyjność przepisów Prawa łowieckiego dotyczących procedury tworzenia obwodów łowieckich. Z objęciem nieruchomości obwodem łowieckim związany był obowiązek właściciela, by pozwalał na polowania na niej. Trybunał uznał, że właściciel powinien mieć możliwość sprzeciwu wobec objęcia nieruchomości obwodem łowieckim, czego ówczesna procedura tego nie zapewniała.

Trybunał dał ustawodawcy 18 miesięcy na zmianę przepisów, jednak parlamentowi nie  dokonać zmian w tym czasie. W rezultacie przepis, na którego podstawie sejmiki wojewódzkie tworzyły obwody łowieckie, utracił moc obowiązującą.

To z kolei spowodowało, że sądy administracyjne stwierdzały – na wniosek właścicieli nieruchomości położonych na terenach obwodów – nieważność uchwał powołujących te obwody. W ten sposób zlikwidowano m.in. dwa obwody łowieckie w woj. lubuskim. Dzięki temu nie można było prowadzić polowań na prywatnych gruntach położonych w ich obrębie.

Nie mogąc powołać nowych obwodów łowieckich, Sejmik Województwa Lubuskiego wydał nową uchwałę - na podstawie art. 33a ustawy o ochronie zwierząt. Przepis ten przewiduje możliwość „ograniczenia populacji zwierząt”, jeżeli stwarzają one „nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka”. Jest on wykorzystywany przede wszystkim do ograniczenia liczby dzikich zwierząt przebywających na terenach wojskowych lotnisk.

Uchwała przewidywała „odstrzał redukcyjny” zwierząt (dziki, jelenie, sarny, lisy, jenoty, borsuki i kuny) na terenie zlikwidowanych obwodów łowieckich. Oznaczała, że polowania znów będą mogły się odbywać na nieruchomościach, których właściciele sobie tego nie życzą.

RPO zaskarżył uchwałę do WSA (sygn. akt II SA/Go 103/18).  Sąd uznał, że w sposób sprzeczny z Konstytucją naruszała ona prawa właścicieli nieruchomości, gdyż

  • została wydana z przekroczeniem upoważnienia ustawowego (art. 33a ustawy nie może służyć regularnej gospodarki łowieckiej, lecz dotyczy sytuacji nadzwyczajnych).

  • naruszała zasadę proporcjonalności (Sejmik nie rozważył, czy jest konieczność prowadzenia polowań na całym terenie zlikwidowanych wcześniej obwodów łowieckich)

Wyrok nie jest prawomocny.

 

RPO pisze do premiera ws. łagodniejszej sankcji za nieświadome naruszenie praw autorskich

Data: 2018-03-15
  • Nieświadome naruszenie autorskich praw majątkowych nie powinno rodzić takiej samej odpowiedzialności jak działanie umyślne, podjęte np. w celach zarobkowych – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Adam Bodnar podkreśla, że w epoce cyfrowego dostępu do dóbr kultury trudno jest uzyskać wiarygodną informację o legalności ich udostępniania
  • RPO napisał w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego, ponieważ dwukrotnie  na jego wcześniejsze wystąpienia nie odpowiedział Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Obecnie Prawo autorskie przyznaje  osobom, których  autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, roszczenie o zapłatę kwoty pieniężnej odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia za zgodę na korzystanie z utworu. Wysokość roszczenia jest niezależna od winy użytkownika praw autorskich. „Skutkiem tego, takie same sankcje grożą osobie, która umyślnie narusza autorskie prawa majątkowe np. w celach zarobkowych, jak i osobie, która takie prawa narusza w sposób nieświadomy” – głosi pismo Adama Bodnara do premiera .

Według RPO rozwiązanie takie narusza zasady sprawiedliwości społecznej. Jest też o tyle niesprawiedliwe, że powszechna i masowa eksploatacja dóbr kultury w środowisku cyfrowym znacznie utrudnia użytkownikom uzyskanie wiarygodnej informacji o legalności ich udostępniania.  Transgraniczny charakter udostępniania i nowe jego formy (jak np. licencje Creative Commons, aplikacje społecznościowe czy streamingowe) powodują, iż wielu użytkowników nie jest w stanie ocenić, czy eksploatacja danego dobra kultury odbywa się na podstawie zezwolenia uprawnionych podmiotów.

Dlatego RPO uznał, że dopuszczalność roszczeń o zapłatę dwukrotności  wynagrodzenia – nawet w przypadku nieumyślnego naruszenia – wydaje się nieuprawnioną ingerencją w sferę wolności majątkowej użytkowników utworów chronionych Prawem autorskim.

Adam Bodnar przypomniał, że w czerwcu 2015 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł (sygn. SK 32/14)   niezgodność z normami konstytucyjnymi roszczenia o zapłatę trzykrotności wynagrodzenia -  w przypadku zawinionego naruszenia autorskich praw majątkowych. Orzeczenie to trzeba odnieść właśnie do niezawinionego naruszenia, które dziś może być – na równi z zawinionym – podstawą roszczenia o zapłatę dwukrotności wynagrodzenia.

Na konieczność podjęcia działań legislacyjnych w celu zmiany przepisów RPO zwracał uwagę już w wystąpieniu z 1 sierpnia 2016 r. do prof. Piotra Glińskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. „Niestety, pomimo wagi zasygnalizowanego problemu, istotnego z punktu widzenia zgodności norm Prawa autorskiego ze standardami konstytucyjnymi, na powyższe wystąpienie nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, chociaż zwracałem się o to ponownie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pismem z 27 listopada 2017 r.” – napisał Adam Bodnar.

W tej sytuacji poprosił on Prezesa Rady Ministrów o spowodowanie udzielenia odpowiedzi zawierającej niezbędne wyjaśnienia dotyczące tego doniosłego społecznie problemu.

IV.715.1.2016

 

TK: termin 2 lat na roszczenia właścicieli, których prawa ograniczono ze względu na ochronę środowiska - niekonstytucyjny

Data: 2018-03-07
  • Tysiące ludzi mieszkających blisko lotnisk ma szansę na wznowienie przegranych spraw o odszkodowanie za obniżenie wartości nieruchomości, albo też o jej wykup przez państwo.
  • Takie są konsekwencje wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który za niezgodny z Konstytucją uznał dwuletni termin na zgłaszanie roszczeń, jeśli np. mieszkają blisko lotnisk.
  • Przepisy zaskarżył do TK Rzecznik Praw Obywatelskich

Orzeczenie, po posiedzeniu niejawnym, wydał Trybunał w pięcioosobowym składzie  pod przewodnictwem sędzi Małgorzaty Pyziak-Szafnickiej. Sprawozdawcą był sędzia Michał Warciński. Zaskarżony przepis straci moc obowiązującą  po 12 miesiącach od ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw.

W lutym 2017 r. Adam Bodnar zaskarżył do TK przepis Prawa ochrony środowiska określający termin na zgłaszanie roszczeń przez właścicieli, których korzystanie z nieruchomości stało się niemożliwe lub istotnie ograniczone ze względu na ochronę środowiska. Może do tego dochodzić np. tzw. obszarach ograniczonego użytkowania (a także przy tworzeniu rezerwatów, parków narodowych, obszarów Natura 2000).

Obszary ograniczonego użytkowania tworzone są m.in. wokół lotnisk, bo tam nie da się zagwarantować standardu co do poziomu hałasu. W tej sytuacji właściciele nieruchomości  mogli żądać ich wykupienia lub odszkodowania.  Mieli na to jednak tylko dwa lata od wejścia w życie przepisów ustanawiających obszar.

Galimatias prawny powstał wobec rozbieżności w orzecznictwie między Naczelnym Sądem Administracyjnym a Sądem Najwyższym na tle obszaru wokół warszawskiego Okęcia.  NSA uznał, że w 2008 r.  obszar wokół Okęcia przestał istnieć z mocy prawa. SN orzekł zaś, że obszar ten istniał do momentu, gdy sejmik województwa podjął w 2011 r. kolejną  uchwałę o ustanowieniu takiego obszaru.

SN nie brał pod uwagę stanowiska NSA. Powstała sytuacja  patowa, bo nie przewidziano sytuacji  by dwa sady wypowiadały się rozbieżnie, choć na różnych płaszczyznach, co do aktów prawa miejscowego.

Jedyną możliwością było zatem zaskarżenie  tego do TK.  I to właśnie zrobił RPO.

"Krótki termin nie zapewnia wszystkim realnej możliwości podniesienia przysługujących im roszczeń, gdyż w wielu przypadkach roszczenia mogą wygasnąć, zanim uprawnieni uświadomią sobie ich istnienie" - pisał RPO we wniosku do TK. Dodawał, że odpowiednie informacje nie są indywidualnie komunikowane uprawnionym. Powoływał się na liczne skargi obywateli na problemy z uzyskaniem należnej rekompensaty, wynikające z niezgłoszenia roszczenia w tak krótkim terminie.

Adam Bodnar ocenił, że możliwość zgłoszenia roszczeń w tym terminie ogranicza prawa własności, a w krańcowych przypadkach może prowadzić do naruszenia jego istoty. Uznał, że termin ten wydaje się podyktowany względami budżetowymi, co nie może mieć prymatu nad ochroną fundamentalnego - z punktu widzenia zasad ustrojowych państwa - prawa własności.

RPO wskazywał też na nierówne traktowanie właścicieli nieruchomości objętych ograniczeniami ze względu na ochronę środowiska w porównaniu z tymi, gdy powodem ograniczenia były inne cele publiczne. W tym drugim przypadku nie ma tak krótkiego terminu na dochodzenie roszczeń.

Teraz piłka jest po stronie ustawodawcy. Po wyroku  TK termin na złożenie roszczeń musi być wydłużony. Wydłużony na tyle by - niezależnie od tego, pod rządami którego aktu ktoś wytoczył powództwo - było ono badane nie pod względem, czy ktoś dochował dwuletniego terminu, tylko czy jego roszczenie jest zasadne. Ustawodawca musi też unormować , w jaki sposób mieszkańcy danego obszaru mają być informowani o pogorszeniu warunków środowiska.

Być może ustawodawca wprowadzi zapisy co do spraw już zakończonych, spraw obywateli, którzy przegrali swe procesy.

Gdy wyrok zacznie po 12 miesiącach obowiązywać, obywatele będą mogli wnosić o wznawianie postępowań sądowych, wytaczanych w takich sprawach  - zakończonych lub tych, które się do tego czasu zakończą.  Procesy będą mogły się toczyć od nowa.

RPO będzie monitorował, czy ustawodawca podejmie jakieś działania. Ważne też będzie, co TK napisze w pisemnym uzasadnieniu wyroku. To dopiero będzie podstawą do prac  legislacyjnych.

Komentarz Artura Zalewskiego z zespołu prawa cywilnego Biura RPO:

Wyrok, zgodny z wnioskiem Rzecznika, jest fundamentalnym rozstrzygnięciem co do zakresu dopuszczalnej ingerencji publicznej w prawo własności. Stanowi też punkt odniesienia do oceny innych regulacji ograniczających krótkim terminem zawitym możność podnoszenia roszczeń odszkodowawczych. 

Rzecznik w żaden sposób nie podważał zasadności wprowadzania ograniczeń konstytucyjnych praw podmiotowych ze względu na ochronę środowiska, których dopuszczalność wynika wprost z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Głównym zarzutem Rzecznika było nadmierne ograniczenie prawa do odszkodowania za wprowadzane, nierzadko bardzo daleko idące, ograniczenia sposobu korzystania z nieruchomości, w wyniku których mogła ona niemal całkowicie stracić swoją przydatność dla właściciela (np. pozbawiając go prawa jej zabudowy, korzystania dla celów działalności gospodarczej czy rolniczej).

W wielu przypadkach świadomość wprowadzanych ograniczeń pojawia się u osób uprawnionych dopiero w momencie działań zmierzających do zmiany sposobu korzystania z nieruchomości (np. wszczęcia bądź realizacji procedur inwestycyjnych). Wprowadzenie krótkiego dwuletniego terminu, liczonego od momentu wejścia w życie ograniczeń - niezależnie od świadomości uprawnionych co do ich wprowadzenia - na zgłoszenie roszczeń o odszkodowanie godziło w ocenie Rzecznika w konstytucyjną ochronę prawa własności stanowioną art. 64 ust. 1 Konstytucji. Ochrona własności jest zaś jedną z naczelnych wartości konstytucyjnych, chronioną nie tylko jako prawo podmiotowe, ale będącą również podstawową zasadą ustroju Rzeczypospolitej Polskiej (art. 21 Konstytucji) i stanowiącą jeden z wyznaczników społecznej gospodarki rynkowej, będącej podstawą ustroju gospodarczego RP.  

Ograniczanie sposobu wykonywania prawa własności jest dopuszczalne w świetle Konstytucji ze względu na inne ważne wartości wskazane w art. 31 ust. 3, ale musi być zgodne z zasadą proporcjonalności. Zaskarżona przez Rzecznika regulacja zgodna z zasadą proporcjonalności nie była. Skłoniło to Rzecznika, otrzymującego wiele skarg na nią, do jej zaskarżenia przed Trybunałem Konstytucyjnym.  

IV.7002.55.2014

 

 

 

 

 

Spotkanie regionalne RPO w Hajnówce: jak się bronić przed agresją?

Data: 2018-03-01

Mieszkańcy, pracownicy instytucji samorządowych, nauczyciele, bibliotekarze i radni. Ponad 30 osób przyszło na spotkanie z rzecznikiem praw obywatelskich w Bibliotece Miejskiej w Hajnówce. Tematy: kłopoty z wywłaszczeniami, szczepienia, sprawy społeczności prawosławnej, ustawa o IPN. Po raz kolejny pojawia się sprawa ustawy represyjnej z 16 grudnia 2016 r. I sprawa obojętności władz centralnych na narastający konflikt między nacjonalistami a lokalną społecznością.

Problem narastającej agresji nacjonalistów

Hajnówka jest miastem wielowyznaniowym, gdzie ludzie żyli w zgodzie. Teraz jednak społeczność prawosławną obraża marsz ONR, który wysławia „Burego” – w marszu uczestniczą głównie przyjezdni. Wygląda to tak, jakby ktoś chciał sprowokować konflikt, bo marsz odbywa się koło cerkwi, kiedy na nabożeństwo w święto wybaczenia przychodzą krewni ofiar „Burego”.

Zebrani nie rozumieją też sensu ustawy o IPN i pytają, jak należy się temu przeciwstawiać, jak reagować na zafałszowany, czarno-biały przekaz polityki historycznej.

- Żyjemy w bardzo groźnych czasach. Polityka rządu jest sprzężona z przymykaniem oka na takie zjawiska – mówi Adam Bodnar. A skoro nie można liczyć na policję, to trzeba reagować inaczej – reagować powinno społeczeństwo. Dlatego tak ważne są uroczystości ku czci ofiar „Burego”.

A Rzecznik będzie na to reagował – tak jak reaguje do tej pory (tak jak w przypadku marszu 11 listopada). Nie może jednak zostać sam. Państwo nie możecie zostawać sami. Musimy szukać sojuszników, zwłaszcza takich, którzy nie zapomną o problemie po tygodniu.

Prawa własności

W latach 70. wywłaszczona została na cel publiczny wieś Łuka. Miał tam powstać obiekt hydrotechniczny dostarczający wodę do Białegostoku: zbiornik wodny i kanał. Powstał tylko zbiornik, czyli cel publiczny nie został osiągnięty. Władze uważały jednak, że wszystko jest w porządku.

Mieszkańcy dostali odszkodowania i mieszkania komunalne - teraz w imieniu wywłaszczonych rodziców występują dzieci, które chcą zwrotu ziemi. Tymczasem gmina rozdysponowuje te ziemie na cele wskazane rzez prywatnych inwestorów (hotele i pensjonaty).

RPO: To jest sprawa dla naszych prawników. Dobrze, że już Państwo ją do nas zgłosiliście. Dzięki temu, że tu przyjechaliśmy, lepiej rozumiemy problem.

Świadczenia dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami

Opiekunowie dzieci z niepełnosprawnościami dostają 1400 zł z opieki społecznej, ale zasiłki z ZUS dla innej grupy opiekunów, tych, którzy mają staż zawodowy – wynoszą tylko 700 zł.

Zasiłek pielęgnacyjny z opieki społecznej wynosi 153 zł, a z ZUS – ponad 200 zł.

RPO: Jeśli to nie jest kwestia zróżnicowania wsparcia w zależności od wieku, w jakim stwierdzono niepełnosprawność, to musimy się tej sprawie przyjrzeć. Możemy albo doprowadzić do indywidualnych spraw sądowych, albo wystąpienia do ministerstwa.

Nienowoczesne szczepionki

W Polsce podaje się szczepionki drugiej generacji przeciw WZW „B”. Szczepionki trzeciej generacji są lepsze i bardziej skuteczne. Czy nie można tego zmienić?

RPO: Rzecznik nie może wskazywać Ministrowi Zdrowia, jakie mają być szczepionki. Ale może np. napisać do krajowego konsultanta w tej dziedzinie o opinię. A to już jest podstawa do pytania Ministra Zdrowia.

Ustawa represyjna z 16 grudnia 2016 r.

- Jak to jest możliwe, że takie rzeczy dzieją się w Unii Europejskiej? Że zabierają ludziom świadczenia?

- A co mamy zrobić z pensjonariuszami prywatnych domów opieki, którzy mają obniżane renty w ramach tej ustawy?

RPO opowiada, jak zajmuje się sprawą tej ustały niesłusznie nazywanej „dezubekizacyjną”.

Prawa społeczności prawosławnej

  • Osoby prawosławne maja prawo do odbioru dnia wolnego w dniu świątecznym zgodnie ze swoim kalendarzem liturgicznym. Jednak w praktyce bywają z tym problemy.

RPO: Proszę to zgłaszać.  Bez tego nic nie zmienimy. Zajmujemy się takimi sprawami (np. sprawą rekolekcji w szkołach).

  • Wydawnictwa i gazety prawosławne są coraz słabiej wspierane przez państwo, zamknięto dostęp do dotacji.

RPO: To też trzeba zgłaszać. Możemy wyjaśniać, szukać sposobów poprawy tej sytuacji.

Koniec spotkania przynosi więcej optymizmu: uczestnicy opowiadają o tworzonych w mieście inicjatywach społecznych i kulturalnych. A Adam Bodnar opowiada o wzorach, z których można korzystać, a które zna dzięki spotkaniom i podróżom po Polsce  (#WielkodusznaPolska). Zebrani też zaczynają dzielić się pomysłami i sposobami na ich realizację.

 

Artykuł Adama Bodnara dla Magazynu TVN24 o konsekwencjach ustawy o jawności życia publicznego

Data: 2018-02-22

Rząd przygotowuje ustawę, która zmusi kilkaset tysięcy ludzi do szczegółowego i bardzo precyzyjnego opisania swojego majątku. Duża część z nich będzie musiała ogłosić te opisy w internecie. Jeśli sądzisz, że to dotyczy tylko najważniejszych osób w państwie, mylisz się. Skutki tego rozwiązania dotkną wszystkich.

Rzecznik Praw Obywatelskich z zadowoleniem przyjmuje zapowiedź wycofania się rządu z planów szerokiej jawnej lustracji majątkowej obywateli.

Data: 2018-02-22

RPO Adam Bodnar interweniował w sprawie zapisów ustawy „o jawności” zgłaszając szereg prawnych zastrzeżeń:

a także publikując teksty pokazujące opinii publicznej zastrzeżenia do projektu.

Przeciwko projektowi protestowały też organizacje pozarządowe wskazując, że "publikowanie w internecie oświadczeń o stanie majątkowym kilkuset tysięcy osób, które ani nie są wybierane w wyborach, ani nie odpowiadają realnie za podejmowanie ważnych z perspektywy obywateli decyzji, jest zbyt daleko idącą, nieproporcjonalną do celu i niekonieczną ingerencją w prywatność". Wspólny apel podpisały m.in. Fundacja im. Stefana Batorego, Forum Odpowiedzialnego Rozwoju, Fundacja e-Państwo, Fundacja Panoptykon, Fundacji Rodzić po Ludzku, Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Według ostatniego opublikowanego projektu (z 8 stycznia) szczegółowa lustracja majątkowa miała objąć od 1 marca 2018 r. 151 grup zawodowych, w tym część lustracją jawną – gdyż oświadczenia lustracyjne miały być dostępne w Biuletynach Informacji Publicznej.  Zgodnie z tym projektem oświadczenia jawne mieliby składać nie tylko najwyżsi urzędnicy w państwie, ale także sędziowie, kierownicy samorządowych instytucji (takich jak np. domy pomocy społecznej, szkoły, biblioteki, cmentarze, targowiska itd. ), oraz dyrektorzy wojewódzkich inspektoratów, specjalistycznych urzędów administracji, kuratorzy.

– Projektodawca przyjął argumenty niektórych opiniodawców, że większa część oświadczeń majątkowych powinna pozostać niedostępna dla opinii publicznej – oświadczył 21 lutego rzecznik koordynatora do spraw służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Rzecznik wyraża satysfakcję, że dzięki temu kilkaset tysięcy osób nie będzie musiało poddawać się publicznej lustracji majątkowej.

WSA w Krakowie uwzględnił skargę RPO na uchwałę Rady Tarnowa

Data: 2018-02-21

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie stwierdził w środę nieważność uchwały Rady Tarnowa zakazującej utrzymywania zwierząt gospodarskich na  obszarze miasta. Skargę w tej sprawie złożył Rzecznik Praw Obywatelskich.

WSA uwzględnił skargę Rzecznika na jeden z przepisów Regulaminu utrzymania czystości i porządku w Tarnowie, przyjętego 25 lutego 2016 r. jako uchwała Rady Miasta. Zabroniono w nim „utrzymywania  zwierząt gospodarskich na obszarze miasta Tarnowa na terenach wyłączonych z produkcji  rolniczej”.

RPO wniósł o stwierdzenie nieważności tego przepisu. Ocenił, że przekracza on granice upoważnienia ustawowego, czym narusza konstytucyjne zasady prawidłowej legislacji.

W skardze Rzecznik wskazał,  że kwestionowany przepis nie mieści się w delegacji ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Stanowi ona m.in., że regulamin ma określać zasady dotyczące „wymagań  utrzymywania zwierząt gospodarskich na terenach wyłączonych z produkcji rolniczej, w tym także zakazu ich utrzymywania na określonych obszarach lub w poszczególnych nieruchomościach”.

Według RPO Rada mogła wprowadzić zakaz wyłącznie na określonych obszarach miasta. Rzecznik powołał się m.in. na uzasadnienie wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 21 czerwca 2017 r. (sygn. II OSK 991/17) . Wynika z niego, że w regulaminie należy określić zarówno wymagania ws. utrzymywania zwierząt na terenach wyłączonych z produkcji rolniczej, jak i  zakaz ich utrzymywania na określonych obszarach lub w poszczególnych nieruchomościach. Dopiero zawarcie w regulaminie obu tych kwestii czyni zadość delegacji ustawowej.

„Gdyby wolą ustawodawcy było upoważnienie organu stanowiącego gminy do wprowadzenia generalnego zakazu hodowli zwierząt gospodarskich na terenach wyłączonych z produkcji rolnej, niewątpliwie upoważnienie o takiej  treści wyraźnie zamieściłby w treści normy upoważniającej” - pisał RPO w skardze.

Dodał, że gdyby zaś uznać dopuszczalność takiego zakazu, to wtedy pozbawiony znaczenia prawnego byłby zapis o określeniu wymagań utrzymywania zwierząt na terenach wyłączonych z produkcji.  Zdaniem RPO oznacza to zatem, że ustawa nakazuje zapisanie w regulaminie również przesłanek dopuszczalności utrzymywania zwierząt gospodarskich na terenach wyłączonych z produkcji rolniczej.

Od wyroku WSA przysługuje skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

 

V.7204.1.201704.1.27

Rzecznik praw obywatelskich pisze dla Onet na temat ustawy o jawności życia publicznego

Data: 2018-02-21

Mamy unikalną szansę, aby być mądrym przed szkodą. Po katastrofalnym dla wizerunku kraju doświadczeniu z ustawą o IPN możemy za chwilę popaść w kolejne wielkie tarapaty za sprawą przygotowywanej przez rząd ustawy o jawności życia publicznego.

Rzecznik do Ministra Finansów w sprawie sytuacji podatkowej tzw. ofiar ulgi meldunkowej

Data: 2018-02-15
  • Do Biura RPO wciąż wpływają skargi obywateli, których prawo do skorzystania z ulgi podatkowej jest kwestionowane.
  • Rzecznik po raz kolejny napisał w tej sprawie do Ministra Finansów.

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w dalszym ciągu napływają liczne skargi obywateli, wobec których organy kwestionują prawo do skorzystania z ulgi meldunkowej. Organy stoją na stanowisku, zgodnie z którym sprzedaż nieruchomości nabytej w latach 2007–2008 przed upływem 5 lat od daty nabycia nie jest zwolniona z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych, w sytuacji gdy podatnik faktycznie był zameldowany w danym lokalu przez okres co najmniej 12 miesięcy, jednak nie złożył w terminie oświadczenia o spełnieniu warunków do zwolnienia.

Z uwagi na to, że postępowania podatkowe wszczynane są na krótko przed upływem terminu przedawnienia, oprócz zaległości podatkowej pojawia się konieczność zapłaty narosłych przez lata odsetek. Co więcej, jak wynika z informacji przekazanych przez Fundację Praw Podatnika, w praktyce wobec ofiar ulgi meldunkowej stawiane są także zarzuty w postępowaniach karnych skarbowych. Tego rodzaju działania aparatu skarbowego wzbudzają istotne zastrzeżenia z punktu widzenia organu stojącego na straży konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich.

W ocenie Rzecznika w sprawach ofiar ulgi meldunkowej trzeba zdecydowanie odwołać się do względów słusznościowych i opowiedzieć się za prokonstytucyjną wykładnią przepisów warunkujących przyznanie ulgi meldunkowej, tak aby w jak najszerszym zakresie dopuścić możliwość skorzystania przez obywateli z tego zwolnienia.

Rzecznik podkreślił, że problem dotyczy obywateli, którzy faktycznie spełnili warunek materialny w postaci konieczności bycia zameldowanym w danym lokalu przez okres co najmniej 12 miesięcy, jednak nie dopełnili wymogu formalnego w postaci złożenia oświadczenia potwierdzającego zaistniały już stan faktyczny. Co istotne, sporne oświadczenie nie kreowało żadnego nowego stosunku prawnego. Potwierdzało wyłącznie stan faktyczny, tj. fakt zameldowania. Zdaniem Rzecznika należałoby je zatem traktować jak oświadczenie wiedzy.

Ponadto, skoro w przepisach podatkowych nie określono ani treści, ani też formy, w jakiej należy złożyć sporne oświadczenie o spełnieniu warunków uprawniających do zastosowania ulgi meldunkowej, to – w ocenie Rzecznika – należałoby dopuścić ewentualność jego odzwierciedlenia w inny dorozumiany sposób w takich dokumentach jak np. zeznanie podatkowe czy akt notarialny przekazywany organom podatkowym za pośrednictwem notariuszy.

W niektórych stanach faktycznych, tj. w przypadku osób, które dokonały zbycia nieruchomości nabytej w drodze spadku lub darowizny na rzecz osoby najbliższej, może powstać wątpliwość co zakresu opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Zdaniem Fundacji Praw Podatnika, skoro ustawodawca zdecydował o zwolnieniu z opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn majątku przekazywanego na rzecz osób najbliższych i jednocześnie zdecydował o wyłączeniu darowizn i spadków z zakresu opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych, to nie powinno opodatkowywać się wartości tego majątku przy braku rzeczywistego jego powiększenia. Tym samym, opodatkowaniu podatkiem dochodowym powinien podlegać przyrost majątku (nadwyżka ponad wartość otrzymanego w formie spadku lub darowizny majątku), a nie majątek wcześniej z opodatkowania wyłączony.

Rzecznik zwrócił się do Minister z prośbą o ustosunkowanie się do przedstawionych uwag.

V.511.253.2017

Obywatele zwracają uwagę na wątpliwe rozwiązania w ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami

Data: 2018-02-06
  • Po nowelizacji przepisów poszukiwanie zabytków bez pozwolenia  nie jest już wykroczeniem, ale przestępstwem, jednocześnie nie jest wystarczająco jasne, co stanowiłoby tego rodzaju naruszenie.
  • Obywatele zwracają także uwagę, że brakuje szczegółowych uregulowań co do sposobu funkcjonowania nowoutworzonego Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.
  • Rzecznik zwraca się w tej sprawie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają wnioski obywateli wskazujące na pewne wątpliwości dotyczące niektórych rozwiązań normatywnych zawartych w ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Nowelizacja ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, które weszła w życie 1 stycznia, wprowadziła art. 109c, zgodnie z którym poszukiwanie bez pozwolenia albo wbrew jego warunkom ukrytych lub porzuconych zabytków, w tym przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Oznacza to, że dotychczasowe wykroczenie zostało przekształcone w przestępstwo.

Jednocześnie zachowania stypizowane w art. 109c wcale nie muszą doprowadzić do skutecznego naruszenia dóbr chronionych za pomocą tego przepisu, lecz jedynie stwarzają pewien stan niebezpieczeństwa, który potencjalnie może się rozwinąć w ich naruszenie. Sam fakt wyboru takiej konstrukcji zdaje się nie budzić istotnych wątpliwości ze względu na wagę dóbr chronionych przez art. 109c. Bardziej dyskusyjna wydaje się natomiast technika legislacyjna, jaką posłużył się ustawodawca, konstruując ów przepis.

Zdaniem Rzecznika wysoce utrudnione może się okazać jednoznaczne ustalenie pełnej treści normy zawartej w art. 109c. Przepis ten w zakresie znamion „zabytek ruchomy”, „zabytek archeologiczny” oraz „bez pozwolenia” odsyła bowiem pośrednio do kilku innych jednostek redakcyjnych ustawy. W praktyce może to oznaczać, że aprioryczne ustalenie całokształtu znamion czynu zabronionego może się okazać wysoce utrudnione dla przeciętnego podmiotu prawa.

Rzecznik zwrócił również uwagę na sprzeczności, w jakiej pozostają przepisy ustawy o ochronie zabytków. Zgodnie z art. 36 ust. 2 pozwolenia wymagają poszukiwania zabytków prowadzone przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania, natomiast art. 109c wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialnością karną na podstawie tego przepisu zagrożone są także zachowania prowadzone bez użycia takiego sprzętu.

Zgodnie z Konstytucją przepisy ograniczające konstytucyjne prawa i wolności jednostki powinny być sformułowane w sposób pozwalający jednoznacznie ustalić, kto i w jakiej sytuacji podlega owym ograniczeniom. Tymczasem, w ocenie Rzecznika, z uwagi na opisane wyżej mankamenty przepisu art. 109c ustawy, jednoznaczne i pełne określenie zespołu znamion przestępstwa określonego w tym przepisie, wydaje się być zadaniem wysoce utrudnionym.

Rzecznik podniósł także, że w kierowanych do Biura RPO wnioskach obywatele wskazują na brak szczegółowych uregulowań co do sposobu funkcjonowania nowoutworzonego Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków i wydatkowania gromadzonych w nim środków.

Wobec powyższego Rzecznik zwrócił się do Ministra z pytaniem, czy planowane jest wprowadzenie stosownego aktu wykonawczego, ustanawiającego szczegółowe zasady funkcjonowania Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków. Ponadto zwrócił się z prośbą o rozważenie możliwości podjęcia stosownych kroków legislacyjnych zmierzających do usunięcia wątpliwości pojawiających się na gruncie art. 109c  ustawy.

II.510.897.2017

Trybunał Konstytucyjny zgadza się z RPO, że zasady wywłaszczenia trzeba interpretować korzystniej dla obywateli

Data: 2017-12-27
  • Pojęcie „wywłaszczenie” najeży rozumieć szerzej.
  • Jeśli ktoś sprzedał nieruchomość państwu wiedząc, że i tak grozi mu wywłaszczenie pod cele publiczne, to także ma prawo do zwrotu tej nieruchomości, jeśli ostatecznie okazała się ona dla publicznej inwestycji niepotrzebna.

Trybunał Konstytucyjny podzielił zastrzeżenia Rzecznika Praw Obywatelskich z 2015 r. względem przepisów o zwrocie wywłaszczonych nieruchomości.

Żądanie zwrotu nieruchomości, która okazała się zbędna na cele wywłaszczenia, powinno przysługiwać także i wtedy, gdy nieruchomość wywłaszczono na podstawie umowy cywilnoprawnej  w toku tzw. negocjacji przedwywłaszczeniowych, będących obligatoryjnym etapem poprzedzającym wszczęcie postępowania administracyjnego (sygn. akt SK 39/15,  IV.7003.94.2015).

Prawo to nie ogranicza się tylko do sytuacji, gdy do wywłaszczenia doszło decyzją administracyjną.

W wyroku z 12 grudnia 2015 r. (sygn. SK 39/15) uwzględniającym skargę konstytucyjną Trybunał stwierdził, że art. 136 ust. 3 zdanie pierwsze ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami - w zakresie, w jakim wyłącza prawo do żądania przez poprzedniego właściciela lub jego spadkobiercę zwrotu nieruchomości nabytej przez Skarb Państwa lub jednostkę samorządu terytorialnego w drodze umowy, o której mowa w art. 114 ust. 1 tej ustawy, gdy nieruchomość stała się zbędna na cel publiczny uzasadniający jej nabycie, jest niezgodny z art. 21 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 oraz art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Trybunał podzielił argumentację Rzecznika Praw Obywatelskich i potwierdził, że także i w takiej sytuacji mamy do czynienia z "wywłaszczeniem" w rozumieniu konstytucyjnym.

Przyjął zatem szersze rozumienie tego pojęcia, niż wynikałoby jedynie z przepisów rangi ustawowej.

Umowy sprzedaży zawierane w takich właśnie okolicznościach - ze świadomością grożącego wywłaszczenia na cele publicznoprawne - nie są zawierane w sposób swobodny; istnieje tu swoisty przymus.

Pozbawienie prawa do zwrotu takiej nieruchomości narusza zatem konstytucyjne gwarancje ochrony praw majątkowych i legalnego wywłaszczenia. Zaskarżone przepisy naruszają zarazem zasadę równego traktowania, bowiem tylko niektórzy właściciele mogą odzyskać nieruchomości przejęte w taki właśnie sposób (ci, którzy je sprzedali przed dniem 1 grudnia 1998 r., tj. pod rządami poprzednio obowiązującej ustawy z 1985 r. o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości), natomiast osoby, które w takich samych okolicznościach sprzedały swoje nieruchomości już po wejściu w życie ustawy o gospodarce nieruchomościami, są tego prawa pozbawione.

Trybunał również krytycznie ocenił skutek takiego rozwiązania, które gorzej traktuje osoby współpracujące z władzami publicznymi i sprzedające swoją własność na cele publicznie (oszczędzając organowi wywłaszczającemu czas i koszty) niż te, które - broniąc swoich praw - do końca opierają się wywłaszczeniu. Władze publiczne muszą przeprowadzić wówczas pełne postępowanie administracyjne (a zapewne i sądowoadministracyjne). Tymczasem jedynie ta druga grupa właścicieli może nieruchomości odzyskać (gdy cel wywłaszczenia nie zostanie zrealizowany), ta pierwsza zaś nie - co może burzyć poczucie zaufania do państwa i tworzonego przez nie prawa.

Dlaczego za nieświadome naruszenie praw autorskich ponosi się taką samą karę, jak ktoś kto robi to w celach zarobkowych?

Data: 2017-12-05

Kwestionowany przez Rzecznika Praw Obywatelskich przepis przyznaje osobom, uprawnionym z tytułu autorskich praw majątkowych - w przypadku naruszenia ich praw - roszczenie o naprawienie wyrządzonej szkody poprzez zapłatę dwukrotności stosownego wynagrodzenia. Możliwość dochodzenia tego roszczenia i jego wysokość jest niezależna od winy po stronie użytkownika praw autorskich, co oznacza, że takie same sankcje grożą osobie, która umyślnie narusza autorskie prawa majątkowe np. w celach zarobkowych, jak i osobie, która takie prawa narusza w sposób nieświadomy.

Zdaniem Rzecznika dopuszczalność podnoszenia roszczeń o zapłatę sumy pieniężnej, stanowiącej dwukrotność stosownego wynagrodzenia, nawet w przypadku nieumyślnego naruszenia autorskich praw majątkowych, wydaje się być nieuprawnioną ingerencją w sferę wolności majątkowej użytkowników utworów chronionych prawem autorskim.

Istotne w tym kontekście jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wyrokiem z dnia 23 czerwca 2015 r. orzekł o niezgodności z normami konstytucyjnymi analogicznego roszczenia o zapłatę trzykrotności wynagrodzenia w przypadku zawinionego naruszenia autorskich praw majątkowych. Pogląd prawny zawarty w tym orzeczeniu Trybunału, w ocenie Rzecznika, powinien w sposób szczególny zostać odniesiony właśnie do niezawinionego naruszenia praw autorskich, które w chwili obecnej może być – na równi z naruszeniem zawinionym – podstawą do ponoszenia zryczałtowanego roszczenia o naprawienie wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do właściwego uregulowania odpowiedzialności cywilnoprawnej podmiotów, które w sposób niezawiniony naruszyły autorskie prawa majątkowe.

Wpis do gminnej ewidencji zabytków

Data: 2017-11-14

9 listopada 2017 r. wpłynęła odpowiedź Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na wystąpienie Rzecznika z 13 maja 2017 r. w sprawie procedury wpisu do gminnej ewidencji zabytków (IV.7002.21.2014). Na niedostateczną ochronę praw właścicieli nieruchomości objętych taką procedurą (przede wszystkim brak jawności takiego quasi-postępowania) Rzecznik zwraca uwagę od kilku już lat; wystąpienia te nie doprowadziły jednak do zmiany przepisów.

Tym razem jednak Minister zapewnił Rzecznika, że jeszcze w listopadzie rozpoczną się prace nad nowelizacją rozporządzenia wykonawczego do ustawy o ochronie zabytków, m.in. właśnie w celu podwyższenia standardu ochrony praw właścicieli, w szczególności poprzez wprowadzenie obowiązku pisemnego powiadomienia właściciela o włączeniu danego obiektu do ewidencji, wraz z przedstawieniem uzasadnienia takiego stanowiska.

Niezależnie od powyższego, w grudniu 2016 r. utworzono specjalny zespół do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków; także problematyka gminnej ewidencji zabytków, jej statusu oraz procedur umieszczania w niej zabytków będzie przedmiotem analiz ww. zespołu.

Nie trzeba się osobiście stawiać na wezwanie komornika: Minister Sprawiedliwości zgadza się z Rzecznikiem

Data: 2017-10-26

Minister Sprawiedliwości podziela stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, że nie ma dziś przepisu, który  pozwalałby komornikowi sądowemu wezwać dłużnika do osobistego stawiennictwa w kancelarii pod rygorem ukarania go karą grzywny w trybie art. 762 § 1 k.p.c. Pogląd ten jest konsekwentnie podtrzymywany przez Ministra Sprawiedliwości i wszelkie przeciwne działania organów egzekucyjnych należy ocenić jako nie znajdujące oparcia w powszechnie obowiązujących normach prawnych – informuje RPo wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Sankcja określona w art. 762 § 1 k.p.c. dotyczy jedynie niezłożenia żądanych wyjaśnień, a nie niezastosowania się dłużnika do oczekiwanej przez organ formy wyjaśnień. Zgodnie z zasadą „Gdy ustawa nie rozróżnia, nie do nas należy rozróżnianie” (Lege non distinguente nec nostrum est distinguere), wybór formy złożenia wyjaśnień należy do składającego wyjaśnienia i nie może zostać obwarowany żadną sankcją, w tym kary grzywny.

Również sygnalizowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich (IV.512.299.2015 ) stosowanie przez komorników sądowych rygoru w postaci otwarcia i przeszukania mieszkania w przypadku niezgłoszenia się przez dłużnika w kancelarii, należy uznać za ze wszech miar wadliwe.

Komornik sądowy winien oczywiście pouczyć dłużnika, iż takie uprawnienie organowi egzekucyjnemu przysługuje, jednakże nie powinien wiązać go w żadnej mierze z niestawieniem się dłużnika w kancelarii celem złożenia wyjaśnień, a nawet niezłożenia ich wcale.

Minister Sprawiedliwości przygotował projekt nowej ustawy o komornikach sądowych (druk sejmowy nr 1582). Po pierwszym czytaniu, które odbyło się 7 czerwca 2017 r., projekt został skierowany do prac Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Powołana została Podkomisja Nadzwyczajna do rozpatrzenia projektu, a pierwsze jej posiedzenie odbyło się w dniach 19 i 27 września 2017 r.

Projekt ten obejmuje również nowelizację art. 760 k.p.c. W projektowanym art. 760 § 1 k.p.c. wyraźnie zaznaczono, że wybór sposobu składania oświadczeń należy do składającego to oświadczenie. W tej sytuacji nie będzie żadnych wątpliwości, że komornik sądowy nie może narzucić (do czego i obecnie nie ma uprawnień) sposobu złożenia oświadczenia przez dłużnika co do jego majątku pod rygorem ukarania karą grzywny.

W stosunku do art. 814 k.p.c, zdaniem Ministra Sprawiedliwości, problem polega na wadliwym stosowaniu. Jego błędne stosowanie przez komorników sądowych winno spotkać się z określoną reakcją organów nadzoru, w pierwszej kolejności prezesów sądów rejonowych oraz sądów działających w trybie art. 759 § 2 k.p.c. lub rozpoznających skargi na czynności komornika.

Minister wystosuje też  pismo zobowiązujące Krajową Radę Komorniczą do uczulenia komorników sądowych na podnoszone powyżej przez Rzecznika Praw Obywatelskich kwestie oraz zobowiązujące do rozważenia zasadności przeprowadzenia szkoleń komorników w zakresie stosowania analizowanych regulacji prawnych.

Jednocześnie zwracam się do Pana, aby w przypadku wystąpień tego rodzaju naruszeń prawa przez komorników stwierdzonych w sprawach prowadzonych przez Rzecznika Praw Obywatelskich sygnalizować je Ministrowi Sprawiedliwości, które dokona ich analizy w kierunku oceny podstaw wszczęcia postępowań dyscyplinarnych – pisze wiceminister Marcin Warchoł.

Interwencja RPO w sprawie jednej z ofiar ulgi meldunkowej - korzystny wyrok WSA w Lublinie

Data: 2017-09-22

Sprawa dotyczyła odmowy umorzenia zaległości podatkowej w PIT, wynikającej z zakwestionowania prawa do skorzystania z ulgi meldunkowej przy sprzedaży nieruchomości.

Stan sprawy pana Adama

W 2012 r. pan Adam sprzedał mieszkanie przed upływem 5 lat od daty jego nabycia. Obywatel twierdzi, że wysłał do urzędu skarbowego oświadczenie wymagane do skorzystania z ulgi meldunkowej. Zdaniem organu, dokumenty ostatecznie nie dotarły. Podatnik złożył też zeznanie roczne, w którym wykazał kwotę podlegającą zwolnieniu, ale w błędnej rubryce.

Rok później pan Adam uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, na skutek którego doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu. Obywatel został uznany za częściowo niezdolnego do pracy oraz za osobę z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności.

Organy sprawą zaczęły się interesować w 2015 r. W wyniku przeprowadzonego postępowania uznały, że pan Adam nie może skorzystać z ulgi meldunkowej i powinien zapłacić podatek z odsetkami.

Podatnik dwukrotnie ubiegał się o umorzenie zaległości podatkowej. W pierwszym postępowaniu w tej sprawie miał miejsce absolutnie niedopuszczalny incydent. Urząd skierował nieoficjalne pismo do organu odwoławczego, w którym powoływał się na plotki, pogłoski dotyczące podatnika oraz przytaczał wypowiedzi zasłyszane w środowisku lokalnym typu „niech się cieszy, że żyje”.

Kolejne postępowanie o udzielenie ulgi w spłacie zobowiązania podatkowego również zakończyło się niekorzystnie dla pana Adama. Organ wprawdzie uznał, że w sprawie wystąpił zarówno ważny interes podatnika, jak i interes publiczny, ale całokształt okoliczności sprawy nie pozwala na umorzenie podatku z odsetkami. Podatnik zaskarżył decyzję odmowną do sądu administracyjnego.

Interwencja RPO

Na etapie postępowania przed WSA w Lublinie do sprawy pana Adama przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich.

W ocenie Rzecznika, w opisanej sprawie organy dopuściły się przekroczenia granic swobody uznania administracyjnego. Rzecznik podkreślał, że oceniając wniosek podatnika, organ powinien także wziąć pod uwagę:

  • wielokrotne zmiany stanu prawnego w obszarze opodatkowania nieruchomości na przełomie lat 2006-2009 r,
  • występujące problemy z interpretacją niejasnych przepisów o uldze meldunkowej,
  • okoliczności związane z genezą powstania zaległości podatkowej,
  • okoliczność, że interes publiczny powinien uwzględniać nie tylko interes fiskalny, ale także potencjalne wydatki w dziedzinie pomocy społecznej.

Zdaniem Rzecznika, ulgi podatkowe nie powinny stawać się swoistą pułapką dla obywatela. W szczególności dotyczy to systemu ulg, mających na celu wsparcie obywateli w realizacji potrzeb mieszkaniowych. Wprowadzenie ulg podatkowych w tym obszarze stanowi bowiem jedną z form realizacji gwarancji konstytucyjnych przewidujących, że władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli.

W dniu 22 września 2017 r. WSA w Lublinie uwzględnił skargę podatnika i uchylił zaskarżona decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Lublinie. W ustnym uzasadnieniu orzeczenia sąd uznał, że w sytuacji, gdy organ stwierdza istnienie obu interesów przemawiających za udzieleniem ulgi w spłacie zobowiązania podatkowego, nie może ogólnikowo powołać się na stwierdzenie, że całokształt okoliczności przemawia za odmową umorzenia. Organ ma swobodę wyboru, niemniej jednak rozstrzygnięcie podejmowane w ramach uznania administracyjnego nie może być dowolne.

Ponadto, sąd podzielił pogląd RPO, zgodnie z którym organ powinien skonfrontować zasadę powszechności opodatkowania z innymi konstytucyjnymi zasadami, jak np. zasada zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa.

 

Wyrok WSA w Lublinie (sygn.akt I SA/Lu 428/17) jest nieprawomocny.

Sąd Najwyższy rozstrzygnął pytanie prawne RPO w sprawie upływu terminu użytkowania wieczystego nieruchomości

Data: 2017-08-25

Chodzi o rozstrzygnięcie, czy upływ terminu, na jaki zostało ustanowione prawo użytkowania wieczystego nieruchomości, na której znajduje się budynek wielolokalowy, powoduje wygaśnięcie prawa odrębnej własności lokalu w tym budynku (art. 235 § 2 k.c. w zw.  z art. 3 ust. 1  i art. 4 ust. 3 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali – Dz. U. z 2015 r. poz. 1892)

W orzecznictwie sądowym zarysowały się dwa rozbieżne poglądy na temat bytu prawnego odrębnej własności lokalu w sytuacji wygaśnięcia użytkowania wieczystego gruntu, na którym posadowiony jest budynek wielolokalowy, z których jeden dopuszcza wygaśnięcie prawa odrębnej własności lokali w budynku wielolokalowym po upływie terminu, na który ustanowione zostało użytkowanie wieczyste gruntu - to zaś skutkuje utratą przez dotychczasowego właściciela prawa własności mieszkania, ponieważ prawo własności „przechodzi” na podmiot będący właścicielem gruntu (Skarb Państwa bądź gmina). Według drugiego poglądu, prawo własności lokalu jest prawem wiodącym, które nie może wygasnąć na skutek upływu terminu użytkowania wieczystego nieruchomości. A zatem, brak jednoznacznego określenia, jakie są losy prawa odrębnej własności lokalu w wypadku wygaśnięcia prawa użytkowania wieczystego gruntu. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował więc do Sądu Najwyższego pytanie prawne po to, by rozwiać wątpliwości w tej kwestii.

25 sierpnia 2017 r. Sąd Najwyższy w poszerzonym siedmioosobowym składzie wskazał, że upływ terminu, na który zostało ustanowione prawo użytkowania wieczystego gruntu, nie powoduje wygaśnięcia prawa odrębnej własności lokalu znajdującego się w budynku położonym na tym gruncie (III CZP 11/17)

Tym samym Sąd Najwyższy zgodził się z argumentacją Rzecznika Praw Obywatelskich i stanowiskiem Prokuratora Prokuratury Krajowej, które było zbieżne z wnioskiem RPO.

RPO pisze do Ministra Sprawiedliwości w sprawie nierównego poziomu ochrony osoby trzeciej w zakresie roszczeń z tzw. skargi pauliańskiej

Data: 2017-08-10

Jedna ze skarg wpływających do Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczyła kwestii z zakresu prawnej ochrony wierzyciela przed krzywdzącymi go działaniami dłużnika. Skarżąca podniosła, że przepisy Kodeksu cywilnego nie zapewniają właściwej równowagi pomiędzy interesami wierzyciela oraz interesami osoby trzeciej, która dokonała czynności prawnej z dłużnikiem. Problem ten uwydatnia się zwłaszcza wówczas, gdy porównamy instytucję skargi pauliańskiej, przewidzianą przez Kodeks cywilny, z podobnymi regulacjami istniejącymi w Prawie upadłościowym oraz w Prawie restrukturyzacyjnym.

W przypadku skargi pauliańskiej jeśli dłużnik w inny sposób – niż zaspokojenie wierzycieli – spożytkował „ekwiwalent” otrzymany od osoby trzeciej, np. cenę za nabycie nieruchomości roztrwonił, osoba trzecia jest zobowiązana do zapłaty (bądź do wskazania mienia należącego do dłużnika). W innym wypadku, musi znosić egzekucję ze swojego majątku, tzn. z tego jego składnika, który nabyła od dłużnika. Jakiekolwiek jej roszczenia mogą być kierowane, następczo, do dłużnika (art. 518 § 1 pkt 1 k.c.). Na dolegliwość sytuacji osoby trzeciej może wpływać również fakt poczynienia nakładów na rzecz, z której egzekucja jest prowadzona.

Nie ulega wątpliwości, że osoba trzecia, która dokonała czynności z dłużnikiem prowadzącej do pokrzywdzenia wierzycieli, korzysta z gwarancji o wiele wyższych na tle ustaw Prawo upadłościowe oraz Prawo restrukturyzacyjne. Aby uniknąć egzekucji, osoba taka zobowiązana jest do zapłaty różnicy między wartością rynkową świadczenia dłużnika z dnia zawarcia umowy, a wartością świadczenia otrzymanego przez dłużnika (jednak na takie zwolnienie od odpowiedzialności musi wyrazić zgodę sędzia – komisarz). Regułą jest zatem, że osoba ta zwraca jedynie tę wartość, jaką rzeczywiście zyskała na transakcji z dłużnikiem, nie uiściwszy za to żadnego ekwiwalentu. Jeśli otrzymane świadczenie było darowizną, podlega zwrotowi jego rynkowa wartość; jeśli np. jego cena sprzedaży była niższa od rynkowej, zwrot obejmuje tę różnicę, osoba trzecia uiszcza w takim wypadku rzeczywistą, rynkową cenę nabycia rzeczy lub prawa. Konsekwentnie należy przyjąć, iż jeśli transakcja była ekwiwalentna, osoba trzecia jest zwolniona (tzn. może być zwolniona przez sędziego – komisarza) z obowiązku zwrotu jakiejkolwiek korzyści. Konstrukcja ta rozwiązuje również problem ewentualnych nakładów, poczynionych przez osobę trzecią na rzecz – istotna jest wartość rzeczy z dnia zawarcia umowy. Nie ma także znaczenia, na jaki cel dłużnik przeznaczył otrzymane świadczenie – czy je roztrwonił, czy może ono służyć zaspokojeniu wierzycieli.

Powody tak istotnego zróżnicowania (w trzech przywołanych ustawach) sytuacji osoby trzeciej, dokonującej czynności z dłużnikiem, nie są jasne. Do 2016 r. obrona osoby trzeciej w prawie upadłościowym kształtowała się analogicznie do tej przewidzianej w art. 533 k.c., a uzasadnienie projektu ustawy wprowadzającej nowe rozwiązania prawne, obowiązujące od 1 stycznia 2016 r., nie zawiera bliższego wyjaśnienia tych kwestii.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o wskazanie, jakie były powody odmiennego ukształtowania instytucji bezskuteczności czynności prawnej na tle wyżej wskazanych ustaw oraz przedstawienie stanowiska w sprawie.

SN zgadza się z RPO: Możesz domagać się zmiany wpisu w księdze wieczystej, nawet jeśli pozostałe osoby, które wraz z Tobą miałyby być do księgi wpisane, nie są sprawą zainteresowane

Data: 2017-07-26

Było tak: do księgi wieczystej jako właściciel domu został wpisany pan X. Jednak pani Z. uznała, że to błąd – umowa, na którą się powołał pan X., była jej zdaniem nieważna. Dlatego wystąpiła do sądu o zmianę wpisu w księdze: twierdziła, że to ona powinna tam figurować jako właścicielka wraz z dwójką krewnych.

Ci jednak nie byli nieruchomością zainteresowani i do sprawy nie przystąpili. W tej sytuacji sąd uznał, że nie ma wyjścia i powództwo pani Z. musi oddalić.

Rozpatrujący apelację pani Z. Sąd Apelacyjny w Gliwicach miał jednak wątpliwości. Czy rzeczywiście w takiej sytuacji nie da się sprawy rozpatrzyć?

26 lipca 2017 roku Sąd Najwyższy w sprawie o sygn. akt III CZP 31/17 podjął uchwałę, będącą wynikiem skierowanego przez Sąd Okręgowy w Gliwicach zagadnienia prawnego:

  1. Czy dopuszczalne jest uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym poprzez wpisanie prawa własności na rzecz współwłaścicieli nieruchomości, którzy pomimo zawiadomienia w trybie art. 195 § 2 k.p.c. nie przystąpili do sprawy w charakterze powodów?,
  2. Jeżeli wspólne występowanie po stronie powodowej współwłaścicieli o jakich mowa w punkcie 1 zagadnienia nie jest wymagane, to czy konieczny wówczas jest ich udział w sprawie w charakterze pozwanych?

Jak argumentował Sąd Okręgowy, w dotychczasowym orzecznictwie Sądu Najwyższego zauważalne były bowiem dwie rozbieżne linie orzecznicze, przy czym jedna z nich zakładała, iż w sytuacji, gdy pozostałe osoby mające być wpisane do księgi wieczystej nie wstąpią do procesu w charakterze powodów (a więc nie poprą – z różnych względów – wniesionego powództwa), powództwo o uzgodnienie treści księgi podlega oddaleniu, ze względu na niewłaściwie ukształtowanie strony procesu. Druga linia orzecznicza nie była jednolita i skłaniała się bądź to do koncepcji samodzielnej legitymacji procesowej każdego ze współwłaścicieli (w oparciu o art. 209 Kodeksu cywilnego), bądź wskazywała na konieczność pozwania pozostałych współwłaścicieli, jeżeli nie wyrazili woli udziału w procesie

Rzecznik Praw Obywatelskich zdecydował się zgłosić swój udział w postępowaniu przed Sądem Najwyższym w zakresie rozstrzygnięcia przedstawionego zagadnienia prawnego, nie tylko ze względu na jego duże znaczenie dla konstytucyjnie chronionych praw obywateli, ale i mającego niebagatelne znaczenie dla bezpieczeństwa obrotu prawnego, ściśle powiązanego przecież z wpisami dokonywanymi w jawnych księgach wieczystych.

Rzecznik stał na stanowisku, iż w postępowaniu o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym współwłaściciele nieruchomości, którzy pomimo zawiadomienia w trybie art. 195 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego nie przystąpili do sprawy w charakterze powodów, biorą udział w procesie w charakterze pozwanych.

Rzecznik wskazywał między innymi na fundamentalną zasadę ustrojową ksiąg wieczystych, jaką jest ich jawność, a która implikuje dalsze zasady, mające ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa i obrotu prawnego – domniemanie zgodności wpisów praw w księdze z rzeczywistym stanem prawnym, jak również rękojmię wiary publicznej ksiąg wieczystych.

Rzecznik wskazał również na wynikającą z art. 21 i 64 Konstytucji zasadę ochrony prawa własności, jak i na obowiązki nałożone na obywateli w zakresie ujawniania swoich praw w księdze wieczystej.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, podstawową powinnością sądu winno więc być udzielenie ochrony współwłaścicielowi, który dąży do doprowadzenia zgodności wpisów w księdze wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym, bez uzależniania skuteczności złożonego przez niego powództwa od postawy pozostałych współwłaścicieli.

Sąd Najwyższy podzielił stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich i uznał, że osobami pozwanymi w sprawie o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym są osoby, które zostały ujawnione w księdze jako właściciele (współwłaściciele), jak również osoby, które – w razie uzgodnienia księgi – winny być do niej wpisane, ale – prawidłowo zawiadomione przez sąd – nie wstąpiły po stronie powodowej do toczącego się postępowania.

Jak – między innymi – wskazał Sędzia Sądu Najwyższego Jacek Gudowski w ustnym uzasadnieniu podjętej uchwały, rozpatrując sprawę o uzgodnienie treści księgi wieczystej nie można tracić z pola widzenia znaczenia, jakie mają księgi wieczyste i ujawniane w nich wpisy dla interesu publicznego i porządku prawnego. Wyraził nadzieję, iż podjęta uchwała pozwoli na uporządkowanie niejednolitego dotychczas orzecznictwa, co z kolei będzie miało bezpośrednie przełożenie na procedowanie we wnoszonych przez obywateli sprawach o uzgodnienie treści księgi wieczystej.

Rzecznik w sprawie ograniczenia obrotu lokalami spółdzielczymi w sytuacji braku tytułu prawnego spółdzielni do gruntu

Data: 2017-07-05

W stałym zainteresowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich pozostaje problem dotyczący sytuacji prawnej obywateli, którzy w przeszłości uzyskali spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego w budynku posadowionym na gruncie o nieuregulowanym stanie prawnym, tj. na gruncie, do którego spółdzielni mieszkaniowej nie przysługuje prawo własności, ani prawo użytkowania wieczystego. Mimo dalekosiężnych skutków społecznych i prawnych, jakie wynikają z braku tytułu prawnego spółdzielni mieszkaniowej do gruntu pod budynkami spółdzielczymi, do chwili obecnej ustawodawca nie podjął działań legislacyjnych zmierzających do uregulowania sytuacji prawnej omawianej grupy osób.

Do Biura Rzecznika wciąż wpływają liczne skargi od obywateli, a także od spółdzielni mieszkaniowych, w których problem ten jest podnoszony w różnych aspektach. Skarżący wskazują, że nie mogą zbyć, ani zamienić swoich mieszkań, mimo iż ustawodawca ukształtował spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu jako prawo zbywalne (ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych).

Podkreślają, że nie są w stanie przewidzieć, jak długo jeszcze potrwa taki stan. Skarżą się, że mimo różnych, nierzadko tragicznych okoliczności życiowych, powodujących konieczność zmiany miejsca zamieszkania, zmuszeni są pozostać w dotychczas zajmowanych lokalach. Obywatele skarżą się również, że w ramach tej samej spółdzielni mieszkaniowej funkcjonują prawa spółdzielcze „lepsze” – bo ustanowione w budynku posadowionym na gruncie o uregulowanym stanie prawnym, i „gorsze” – znajdujące się na gruncie, do którego spółdzielni mieszkaniowej nie służy tytuł prawnorzeczowy. Stan taki oceniają jako krzywdzący i niesprawiedliwy.

Zdaniem Rzecznika zachodzi potrzeba podjęcia przez ustawodawcę pilnych działań legislacyjnych w celu rozwiązania opisanego problemu. Skoro ustawodawca dopuścił w przeszłości prawną możliwość ustanawiania spółdzielczych praw do lokali także w sytuacji braku uregulowania tytułu prawnego spółdzielni do gruntu pozostającego w jej władaniu i zakładania dla takich praw ksiąg wieczystych, a następnie tolerował ten stan przez wiele lat, to na ustawodawcy spoczywa teraz obowiązek uporządkowania sytuacji prawnej w omawianym zakresie.

Brak uregulowania tytułu prawnego części spółdzielni mieszkaniowych do będących w ich władaniu gruntów zabudowanych budynkami spółdzielczymi wynika nie tylko z opieszałości ich organów statutowych, ale często jest powodowane czynnikami zewnętrznymi, na które organy te nie mają wpływu.

Ponadto, w sytuacji, gdy wiele spółdzielni do chwili obecnej nie uregulowało jeszcze tytułu prawnego do gruntów, a proces regulacji stanu prawnego gruntów przebiega bardzo długo, tym bardziej pożądana wydaje się interwencja ustawodawcy. Niepodjęcie jakichkolwiek działań w omawianym zakresie oznacza tolerowanie przez ustawodawcę sytuacji, w której omawiana grupa obywateli – nie ze swojej winy – zmuszona jest do ponoszenia niekorzystnych skutków prawnych stanów, które w dużej mierze są efektem zaniechań legislacyjnych w minionych latach. Stan taki narusza zaufanie obywateli do państwa i stanowionego prawa i nie może być akceptowany w praworządnym państwie.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie stanowiska w sprawie oraz o rozważenie potrzeby pilnego podjęcia działań legislacyjnych w omawianym zakresie.

RPO przystąpił do postępowania przed Sądem Najwyższym w sprawie pytania prawnego o to, czy przy pierwszej aktualizacji opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste można uwzględniać koszty, jakie użytkownik poniósł na budowę infrastruktury technicznej

Data: 2017-07-03

Postanowieniem z dnia 19 stycznia 2017 r. (sygn. VI ACa 1651/15) Sąd Apelacyjny w Warszawie przekazał Sądowi Najwyższemu do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne o następującej treści: ,,czy przy aktualizacji opłaty, o której mowa w art. 77 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (Dz. U. z 2016 roku, poz. 2147)[1], możliwe jest zaliczenie na poczet różnicy między opłatą dotychczasową a opłatą zaktualizowaną wartości nakładów poniesionych przez użytkownika wieczystego nieruchomości na budowę poszczególnych urządzeń infrastruktury technicznej dokonanych przed pierwszą aktualizacją opłaty, a jeśli tak – to czy można je zaliczyć w toku pierwszej aktualizacji?”.

Wątpliwości Sądu Apelacyjnego powstały przy rozpoznaniu odwołania od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpatrzył sprawę, gdzie wypowiedzenie opłaty za użytkowanie wieczyste nastąpiło po raz pierwszy.

Apelujący zakwestionował możliwość rozliczenia poniesionych nakładów przy pierwszej aktualizacji, stwierdzając, że z brzmienia art. 77 wynika, że rozliczenie takie może nastąpić najwcześniej przy drugiej aktualizacji.




[1] Art. 77. 1. Wysokość opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej, z zastrzeżeniem ust. 2 i 2a, podlega aktualizacji nie częściej niż raz na 3 lata, jeżeli wartość tej nieruchomości ulegnie zmianie. Zaktualizowaną opłatę roczną ustala się, przy zastosowaniu dotychczasowej stawki procentowej, od wartości nieruchomości określonej na dzień aktualizacji opłaty.

 

Hipoteka przymusowo-omyłkowa. Udana interwencja Rzecznika.

Data: 2017-06-27

Interesant dowiedział się, że na jego udziale w nieruchomości sąd wpisał hipotekę. Interesant nie miał długów i podejrzewał, że są to długi jego bratanka, który ma to samo imię i nazwisko.

Biuro Pełnomocnika Terenowego RPO we Wrocławiu ustaliło, że podstawą wpisu hipoteki przymusowej było postanowienie Sądu Okręgowego. W tym postanowieniu sąd podał tylko imię i nazwisko dłużnika bez imion rodziców, czy numeru PESEL. Hipoteka została zatem wpisana (BPW.7000.18.2016).

Po kilku miesiącach udało się jednak pomyślnie zakończyć sprawę. Błędnie wpisana hipoteka na nieruchomości interesanta została wykreślona. Interesant podziękował Rzecznikowi za pomoc i interwencję w sprawie. Wnioskodawca napisał: Jeszcze raz chciałbym bardzo podziękować Panu za wszelką interwencję w mojej sprawie, gdyby nie Pan nie wiem, czy mógłbym wyjść z tego marazmu. Bardzo dziękuję za okazaną pomoc, życzę wszystkiego dobrego i rozwiązania pomyślnie wielu spraw, które z pewnością czekają w kolejce.

Sąd Najwyższy w interesie starszych rolników i zgodnie ze stanowiskiem RPO wydaje uchwałę w sprawie ustawy o obrocie ziemią

Data: 2017-06-25

Sąd Najwyższy podjął 22 czerwca uchwałę wyjaśniającą wątpliwości co do wykładni znowelizowanych przepisów ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego (tzw. ustaw o obrocie ziemią rolną) - zgodną ze stanowiskiem Rzecznika (sprawa III CZP 24/17).

Chodzi o sytuację rolników, którzy przechodząc na emeryturę rolniczą chcieli przekazać ziemię dzieciom (również prowadzącym działalność rolniczą), ale którzy część swojej ziemi nabyli (od innych rolników) już po 30 kwietnia 2016 r., tj. po wejściu w życie tzw. ustawy o obrocie ziemią.

Nowe przepisy wymagają, by nabywca ziemi przez 10 lat osobiście prowadził na niej gospodarstwo rolne, a zwolnienie z tego obowiązku jest możliwe tylko za zezwoleniem sądu, udzielanym jedynie w szczególnych, losowych wypadkach (art. 2b ustawy).

I o ile co do zasady obrót pomiędzy osobami bliskimi jest zwolniony spod restrykcji, w takiej akurat sytuacji tego rodzaju zwolnienia nie przewidziano.

Notariusze, u których rolnicy przechodzący na emeryturę próbowali sporządzić akt, odmawiali, żądając zezwolenia sądu na dokonanie takiej czynności - sprzedaż czy darowizna bez zgody sądu byłaby bowiem bezwzględnie nieważna.

Rolnicy taki wniosek złożyli, jednakże sąd uznał, że jego zgoda nie jest tu w ogóle konieczna. Sąd dostrzegł jednak problemy z wykładnią nowych przepisów i skierował w tej sprawie pytanie prawne do Sądu Najwyższego.

Rzecznik Praw Obywatelskich do tego postępowania przystąpił (pismo z 4 maja 2017 r., IV.7005.8.2017), wnosząc o uznanie, iż w takiej sytuacji, w jakiej wnioskodawcy się znaleźli, zgoda sądu nie jest w ogóle wymagana.

Przemawia za tym głównie to, że ustawa, która praktycznie każdą czynność obrotu ziemią rolną poddaje restrykcjom (zakazy, nakazy, zezwolenia sądu, zgody administracyjne itp.), niemal zawsze spod tych restrykcji zwalnia obrót pomiędzy członkami najbliższej rodziny. Pominięcie takiej sytuacji, jak ta w niniejszej sprawie, można uznać właściwie za przeoczenie: wykładnia restrykcyjna wydaje się więc nielogiczna, nieracjonalna i niespójna z pozostałymi regulacjami ustawy.

Rzecznik podkreślił także, że obowiązki nałożone na właścicieli ziemi rolnej są nieproporcjonalnie uciążliwe, a zatem niekonstytucyjne, co m.in. stało się przedmiotem wniosku RPO do Trybunału Konstytucyjnego (sygn. sprawy w TK: K 36/16, IV.7005.8.2016). W sytuacji zaś, gdy sąd ma do wyboru różne sposoby wykładni prowadzące do różnych rezultatów, powinien wybrać taki, który jak najlepiej wyraża konstytucyjne zasady - jedynie w taki sposób w procesie stosowania prawa konstytucyjne gwarancje poszanowania praw obywateli zyskują realną treść.

Sąd Najwyższy przychylił się do stanowiska Rzecznika i podjął uchwałę o następującej treści:

Zbycie nieruchomości rolnej przez nabywcę przed upływem okresu przewidzianego w art. 2b ust. 1 ustawy z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (jedn. tekst: Dz.U. z 2016 r., poz. 2052) osobie bliskiej w rozumieniu art. 2 pkt 6 wymienionej ustawy nie wymaga zgody sądu wydanej na podstawie art. 2b ust. 3 tej ustawy.

 

Rząd odpowiada na wystąpienie RPO w sprawie reprywatyzacji

Data: 2017-06-21

Kompleksowa regulacja kwestii związanych z zaspokajaniem tzw. roszczeń reprywatyzacyjnych  stanowi wyzwanie dla każdego rządu. Nie sprostał do tej pory żaden rząd. Nie znaczy to jednak, iż zagadnienie to nie pozostaje w sferze zamierzeń Rady Ministrów kierowanej przez Premier Beatę Szydło – pisze do RPO w imieniu pani premier minister Henryk Kowalczyk. Przekazuje też przeprosiny za opóźnienie w przekazaniu niniejszej odpowiedzi. Potwierdza opinię RPO o „pewnych niedoskonałościach” ustawy o Komisji Reprywatyzacyjnej, którą Sejm uchwalił w marcu.

W kompleksowym wystąpieniu z 7 października 2016 rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar napisał, że niejasność i niesprawiedliwość prawa, ewidentnie nierówne traktowanie poszczególnych grup obywateli pokrzywdzonych powojennymi nacjonalizacjami (ale również i obecnymi niesprawiedliwymi zasadami zwrotu majątków), wciąż domagają się aktywnego działania ustawodawcy. Kluczowe jest jednak przede wszystkim zapewnienie obywatelom równego traktowania i stworzenie transparentnych zasad przyznawania rekompensat. W wystąpieniu tym RPO przedstawił też 7 istotnych kwestii, których rozwiązanie przyczyni się do zaradzenia problemowi. To:

  1. uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej;
  2. skatalogowanie istniejących potencjalnych roszczeń
  3. wykonanie wyroku TK w sprawie P 46/13 i znowelizowanie przepisów umożliwiających podważanie dawnych decyzji administracyjnych o charakterze nacjonalizacyjno-wywłaszczeniowym (art. 156 k.p.a.);
  4. wykonanie wyroków TK dotyczących odszkodowań za przejęte grunty warszawskie;
  5. wzięcie pod uwagę wniosków płynących z orzecznictwa tak Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak i Trybunału Konstytucyjnego pod kątem warunków, jakie muszą być spełnione, by ewentualne miarkowanie rekompensat było zgodne zarówno z polską Konstytucją, jak i z Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – co do zasady dopuszczalne byłoby zarówno odpowiednie obniżenie wysokości ewentualnych rekompensat, jak i rozłożenie ich wypłaty w czasie, o ile takie działania były by rzetelnie uzasadnione koniecznością ochrony konstytucyjnie chronionych wartości;
  6. szczególne potraktowanie lokatorów mieszkających w reprywatyzowanych kamienicach;
  7. zintensyfikowanie działań Prokuratury w sprawach reprywatyzacyjnych, nie tyle jednak w tych sytuacjach, w których zachodzi podejrzenie popełnienia czynów zabronionych na szkodę mienia publicznego, ale przede wszystkim tam, gdzie może dochodzić do naruszenia praw grup słabszych społecznie (lokatorów). 

Rzecznik ponowił to wystąpienie w maju 2017 r. zwracając dodatkowo uwagę na fakt, że ustawa o komisji reprywatyzacyjnej w Warszawei (ustawa  z dnia 9 marca 2017 r. o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich wydanych z naruszeniem prawa ) – niezależnie od kontrowersyjności niektórych jej przepisów, sygnalizowanych też wcześniej przez Rzecznika – nie stanowi rozwiązania o charakterze systemowym.

Ustawa ta nie zmieniła bowiem przepisów, na podstawie których aktualnie wydawane są decyzje dekretowe, a ponadto dotyczy  wyłącznie obszaru Warszawy. Tymczasem nadużycia, także wobec lokatorów, zdarzają się przecież na terenie całego kraju, zwłaszcza w większych miastach, gdzie grunty inwestycyjne mają wyższą wartość.

Ustawa o reprywatyzacji jest planowana, ale nie trafiła jeszcze do planu prac rządu

W odpowiedzi na te wystąpienia min. Kowalczyk pisze:

Prace nad  tym projektem prowadziło w zeszłym roku ówczesne Ministerstwo Skarbu. Dziś ono nie istnieje, i za problem reprywatyzacji odpowiada teraz Minister Finansów. „Obecnie w resorcie finansów trwają prace mające na celu osiągnięcie przez dedykowaną do tych zadań komórkę organizacyjną pełnej funkcjonalności i przejęcie ciężaru kontynuacji prac merytorycznych nad omawianym projektem. – stwierdził min. Kowalczyk.

Ministerstwo Skarbu zdążyło przed likwidacją zgłosić wniosek o wpisanie projektu ustawy reprywatyzacyjnej do wykazu prac Rady Ministrów (jest to formalny dokument – bowiem zgodnie z przepisami ustawy o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa, Rada Ministrów prowadzi wykaz prac legislacyjnych obejmujący: projekty założeń projektów ustaw, projekty ustaw oraz projekty rozporządzeń Rady Ministrów.)

Jednak minister Kowalczyk (jako Przewodniczący Zespołu ds. Programowania Prac Rządu) uznał, że taki projekt jest na tyle istotny, że sprawą najpierw powinien zająć się Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów (KERM). Dopiero uzyskanie kierunkowej, pozytywnej rekomendacji KERM będzie warunkiem dalszych prac i działań legislacyjnych.

- Do czasu wpisu do Wykazu, wstępny projekt nie podlega udostępnieniu – zaznaczył min. Kowalczyk.

Ustawa o komisji reprywatyzacyjnej w Warszawie

- W tym miejscu chciałbym także odnieść się do wyrażonej przez Pana opinii na temat ustawy z dnia 9 marca 2017 r. o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich wydanych z naruszeniem prawa – pisze min. Kowalczyk.

Zdając sobie sprawę z pewnych niedoskonałości tej regulacji, które Pan również identyfikuje, wyrażam przekonanie, że jest to pierwszy, istotny i konkretny krok w celu zwiększenia pewności prawnej oraz zmniejszenia skali nieprawidłowości związanych z obrotem nieruchomościami.

Reasumując pragnę zapewnić, że przedmiotowa kwestia, szeroko i szczegółowo przedstawiona w Pańskiej korespondencji, pozostaje w kręgu istotnego zainteresowania Pani Premier.

Po wypracowaniu docelowej koncepcji rozwiązań, stanie się ona, zgodnie z obowiązującymi wymogami w zakresie rządowego procesu 

Sprawa drogi pod Ostrołęką. RPO składa skargę kasacyjną w interesie małżeństwa rolników

Data: 2017-06-21

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną w sprawie państwa P.,  rolników, którym sądy odmówiły uznania nabycia ziemi przez zasiedzenie. Przedstawiając argumenty na ich rzecz RPO opisuje też generalny problem prawny: czy obywatele mają prawo odwołać się w swojej sprawie do Sądu Najwyższego, skoro ten poprawił sądową interpretację przepisów, ale już po prawomocnym orzeczeniu w ich konkretnej sprawie.

Małżeństwo starszych rolników postanowiło uporządkować sprawy gospodarstwa, które uprawiają od początku lat. 70. Wnieśli do sądu o stwierdzenie, że nabyli przez zasiedzenie działkę przylegająca do ich gospodarstwa. Kiedy je kupili, sprzedający powiedział im, że mogą rozporządzać także sąsiednim terenem, na którym stoi rozdzielnia prądu. Rzeczywiście - zakład energetyczny stwierdził, że interesuje go tylko ta cześć, która jest ogrodzona płotem. Resztę państwo P. uprawiali, potem dobudowali tam drogę i postawili kolejne budynki gospodarcze.

W tym czasie nikt nigdy nie wezwał ich do „wydania nieruchomości”, która nie miała nawet księgi wieczystej( co pokazuje, że właściciel zupełnie się nią nie interesował). Kiedy jednak w 2005 r. państwo P. wystąpili o uznanie, że nabyli prawo do tej ziemi przez zasiedzenie, PGE Dystrybucja, obecny formalny dysponent działki, zaprotestował.

Przed sądem argumentował, że sytuacja prawna działki jest dużo bardziej skomplikowana, niż się rolnikom wydawało: wnioskodawcy mogli zasiedzieć jedynie prawo użytkowania wieczystego, które w realiach tej sprawy jest prawem dominującym, co jednak także zdaniem PGE Dystrybucja nie wchodziło tutaj w grę.

PGE Dystrybucja: tej działki nie da się zasiedzieć

PGE Dystrybucja podniosła też, że posiadanie wnioskodawców spornej działki nie miało charakteru posiadania samoistnego, lecz było posiadaniem zależnym, przez co nie mogło doprowadzić do nabycia w drodze zasiedzenia prawa własności tej nieruchomości. Sporna nieruchomość była i jest wykorzystywana na cele związane z dostarczaniem energii elektrycznej tak podmiotom gospodarczym (przedsiębiorstwom), jak i gospodarstwom domowym. PGE Dystrybucja podkreśliła, że użytkowanie wieczyste tej nieruchomości zostało ustanowione w konkretnym celu - zapewnienia dostaw energii elektrycznej, a takiego celu wnioskodawcy zrealizować nie zdołają.

Sądy I i II instancji przychyliły się do tej argumentacji i oddaliły wniosek rolników.

Skarga kasacyjna Rzecznika Praw Obywatelskich: to nie takie proste

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył od tych rozstrzygnięć skargę kasacyjną na rzecz państwa P. (IV.7000.102.2017).

Argumentuje, że sądy niezasadnie przyjęły wywód PGE Dystrybucji. Sprawa jest bowiem jeszcze bardziej złożona i wiele może przemawiać na rzecz rolników.

Sąd Najwyższy analizował już to zagadnienie

Po pierwsze – zauważył RPO - dokonana przez Sąd Okręgowy w Ostrołęce wykładnia przepisów (art. 172 § 1 i § 2 k.c. w zw. z art. 232 § 1 k.c.),  zgodnie z którą, samoistny posiadacz nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste nie może nabyć przez zasiedzenie własności nieruchomości, tylko co najwyżej użytkowanie wieczyste, była przedmiotem poważnych wątpliwości Sądu Najwyższego.

Dlatego dnia 6 kwietnia 2016 r.  (sygn. IV CSK 414/15) Sąd Najwyższy przedstawił do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów zagadnienie prawne o treści następującej: „Czy samoistny posiadacz nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste może nabyć jej własność przez zasiedzenie?”.

W uchwale składu siedmiu sędziów z 9 grudnia 2016 r(. o sygn. III CZP 57/16) Sąd Najwyższy potwierdził, że samoistny posiadacz nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste może nabyć jej własność przez zasiedzenie.

W uzasadnieniu Sąd Najwyższy podkreślił, że na gruncie obowiązujących przepisów nie ma podstaw do uznania, że nieruchomości obciążone prawem użytkowania wieczystego mają cechy wyłączające je spod zasiedzenia; jeśli właściciel utracił posiadanie samoistne nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste i przez odpowiednio długi, określony w ustawie czas nie odzyskał posiadania, to traci przysługujące mu dotąd prawo do nieruchomości.

Sąd Najwyższy zaaprobował tym samym pogląd wyrażony w postanowieniu Sądu Najwyższego z dnia 18 stycznia 2008 r. (sygn. V CSK 383/07) według którego oddanie gruntu w użytkowanie wieczyste nie może stanowić przeszkody dla zasiedzenia jego własności.

Tymczasem rozpoznając apelację w sprawie oddalenia wniosku państwa P. Sąd Okręgowy w Ostrołęce przyjął, że w ustalonym stanie faktycznym nie mogło dojść do zasiedzenia prawa własności, skoro nieruchomość była przedmiotem  prawa użytkowania wieczystego.

Tym samym Sąd Okręgowy dokonał wykładni art. 172 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 232 § 1 k.c. w kierunku przeciwnym do podjętej następnie przez Sąd Najwyższy uchwały w sprawie III CZP 57/16.

Czy państwo P. mogą skorzystać z tej uchwały?

Po drugie – Sąd Najwyższy dostrzegł problem prawny, który dotyczy państwa P., gdy w ich sprawie trwał jeszcze postępowanie przed sądem drugiej instancji (chodzi o uchwałę SN z 6 kwietnia 2016 r., w którym przedstawił on zagadnienie prawne składowi siedmiu sędziów). Jednak odpowiedź w postaci uchwały składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego zapadła, gdy apelacja państwa P. została już prawomocnie oddalona. Mieli jeszcze kilka dni na wniesienia skargi kasacyjnej. Ale czy mieli do niej prawo? Rzecznik powziął wątpliwość, czy w takiej sytuacji w ogóle możliwe było skuteczne zaskarżenie orzeczenia II instancji skargą kasacyjną. Chodzi generalnie o sytuację, gdy rozstrzygająca dla wykładni przepisów stanowiących przedmiot orzekania uchwała Sądu Najwyższego zapada po prawomocnym rozstrzygnięciu sprawy.

Jak prawo chroni interes obywateli w podobnej do państwa P. sytuacji?

Po trzecie - na kanwie przedstawionej przez wnioskodawców sprawy Rzecznik dostrzegł ujawnienie się istotnego zagadnienia prawnego dotyczącego istoty tzw. przedsądu (wstępnej oceny merytorycznej dokonywana przez SN, czego efektem jest przyjęcie lub odmową przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania).

Zagadnienie to sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, czy przesłanki warunkujące przyjęcie skargi kasacyjnej do rozpoznania (określone w art. 3989§ 1 pkt 1 i 2 k.p.c.), winny ziścić się w dacie uprawomocnienia orzeczenia, kiedy to w ostateczny sposób została ukształtowana sytuacja prawna wnioskodawców, czy też w dacie wniesienia skargi kasacyjnej.

- Wydaje się, że tak przedstawionym zagadnieniem prawnym Sąd Najwyższy dotychczas się nie zajmował, tymczasem ma ono kluczowe znaczenie tak dla sytuacji prawnej państwa P., jak również dla innych podobnych spraw – stwierdza Rzecznik Praw Obywatelskich.

Przedstawione przez Rzecznika zagadnienie stanowi abstrakcyjny problem prawny dotyczący dopuszczalności formułowania przesłanek przedsądu, zawartych w art. 3989§ 1 pkt 1 i 2 k.p.c., warunkujących przyjęcie skargi kasacyjnej do rozpoznania, w sytuacji, gdy w dacie wyrokowania przez sąd II instancji istnieją poważne wątpliwości co do wykładni przepisu prawa, stanowiącego podstawę do nabycia prawa, które to wątpliwości zostają następnie wyjaśnione przez Sąd Najwyższy w podjętej uchwale składu siedmiu sędziów SN, lecz uchwała SN zapada już po prawomocnym rozstrzygnięciu sprawy, a w terminie do zaskarżenia orzeczenia sądu II instancji – skargą kasacyjną.  

Ubocznie Rzecznik zauważa, że sam fakt stwierdzenia przez Sąd Najwyższy poważnych wątpliwości co do wykładni art.172 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 232 § 1 k.c., i przedstawienie do rozstrzygnięcia powyższej sprawy powiększonemu składowi sędziów Sądu Najwyższego, świadczy o tym, iż zagadnienie to wymagało zdecydowanej interwencji Sądu Najwyższego, wyrażonej w uchwale siedmiu sędziów SN.

Dodatkowo, należy zwrócić uwagę, iż państwo P., mimo wyraźnego stwierdzenia w uchwale Sądu Najwyższego III CZP 57/16, iż dokonana w ich sprawie wykładnia art.172 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 232 § 1 k.c. była w istocie nieprawidłowa, obecnie nie mają możliwości doprowadzenia do zmiany przedmiotowego orzeczenia, jak tylko poprzez podjęcie próby zaskarżenia tego orzeczenia skargą kasacyjną, gdyż ani skarga o wznowienie postępowania ani inny środek prawny, w tej sytuacji nie przysługują.  

Sąd Najwyższy sądem dla ludzi

Rzecznik wnosi o przyjęcie niniejszej skargi kasacyjnej do rozpoznania również z uwagi na funkcję Sądu Najwyższego, polegającą na sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości w indywidualnych sprawach – wynika ona z art. 175 ust. 1 Konstytucji RP.

Rzecznik dostrzega, iż zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem, Sąd Najwyższy rozpoznając nadzwyczajny środek zaskarżenia, jakim jest skarga kasacyjna, nie jest trzecią instancją sądową, lecz działa w interesie publicznym, na straży wykonywania prawa oraz jego jednolitej wykładni (tak Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 4 lutego 2000 r., II CZ 178/99, OSNC 2000, nr 7-8, poz. 147), natomiast Rzecznik zwraca uwagę, iż w niniejszej sprawie interes wnioskodawców może stać się podłożem zaspokojenia interesu ogólnego w odniesieniu do zaprezentowanych wątpliwości odnośnie możliwości sformułowania przedsądu w przedstawionych okolicznościach sprawy.

Rzecznik podkreśla, że o ile obecnie skarga kasacyjna pełni zarówno funkcje publiczne, jak i prywatne (co do zasady, skargę kasacyjną wnosi sama strona, na swój własny koszt, w obronie swoich praw), to jednak wymaga głębszego rozważenia wzajemna relacja obu tych funkcji w tak szczególnej sytuacji procesowej, gdy rozbieżności w orzecznictwie sądów zostają usunięte (i to tylko na przyszłość), w okresie biegu terminów kasacyjnych. W takim przypadku wykluczenie możliwości powołania się na przesłankę przedsądu z art. 3989§ 1 pkt 2 k.p.c. (a w istocie – brak możliwości oparcia skargi kasacyjnej na innych przesłankach z art. 3989§ 1 k.p.c.) sprowadzałoby skargę kasacyjną wyłącznie do roli instrumentu publicznoprawnego. Całkowicie zlekceważyłoby zaś interes indywidualny, który wymaga prawnej ochrony w ramach sprawowania wymiaru sprawiedliwości – także i przez Sąd Najwyższy (art. 175 ust. 1 Konstytucji RP). Tym samym wyłączenie dostępu do Sądu Najwyższego w sytuacji, gdy istnieje jeszcze możliwość skorygowania błędnego rozstrzygnięcia, naruszającego prawa uczestnika (tu: prawo własności), należałoby uznać za naruszenie zasady proporcjonalności w wyważeniu ochrony interesu publicznego i prywatnego, wynikającej z art. 2 Konstytucji RP.

Dostrzegając też istotną wartość, jaką w demokratycznym państwie prawa pełni zasada swobody orzekania sędziowskiego, w tym poszukiwania najwłaściwszych rozwiązań prawnych, warunkująca systematyczny rozwój prawa, Rzecznik zwraca jednak uwagę, że rozwój ten nie powinien odbywać się nieproporcjonalnym kosztem poświęcenia praw i wolności jednostek – do czego prowadziłaby restrykcyjna wykładnia postawionego na wstępie zagadnienia prawnego. Jeżeli w ramach systemu istnieje możliwość korekty wadliwego rozstrzygnięcia o konstytucyjnych prawach i wolnościach jednostek, należy poszukiwać takich metod wykładni, by umożliwić jednostkom efektywną ochronę naruszonych wolności i praw.

W tym stanie rzeczy niniejsza skarga kasacyjna jest zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich niezbędna i uzasadniona. 

Rząd realizuje postulat RPO, by doprecyzować pojęcie dochodu miesięcznego, który upoważnia do bonifikaty w opłatach za użytkowanie wieczyste

Data: 2017-06-01

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Ministra Infrastruktury i Budownictwa, by w ustawie o gospodarce nieruchomościami doprecyzować, czym jest dochód miesięczny, który bierze się przy udzielaniu  udzielenia bonifikaty od opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego (art. 74 ust. 1 ustawy). Rzecznik postuluje, by odwołać się  do pojęcia dochodu miesięcznego w rozumieniu przepisów ustawy o świadczeniach rodzinnych .

Na to, że trzeba definicję dochodu miesięcznego z art. 74 ust. 1 doprecyzować,. zwracała już uwagę rzeczniczka praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz 13 stycznia 2014 r. Dziś bowiem nie jest jasne, komu i kiedy przysługuje bonifikata od opłat za użytkowanie wieczyste. (V.7001.1.2014)

Analiza korespondencji prowadzonej między urzędem Rzecznika Praw Obywatelskich a resortem sprawiedliwości na przestrzeni lat 2014-2016 prowadzi do wniosku, że konieczność zmiany i doprecyzowania tego przepisu nie budzi już wątpliwości. Tym bardziej budzi niepokój to, że tak długo trzeba czekać na stosunkowo prostą prawniczo zmianę w prawie (tymczasem od 2014 r. ten sam artykuł 74 ust. 1  był zmieniany już czterokrotnie).

Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczyło, że rządowy projekt, który przewiduje tę zmianę, znajduje się nadal na etapie uzgodnień z Komisją Europejską (chodzi o projekt ustawy wpisany do Wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów pod nr UC33). Ostatecznie, zdając sobie sprawę, że problem jest dla ludzi ważny, zmiana art. 74 została wyłączona z tego kompleksowego projektu i wpisana do innego - o zmianie ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz niektórych innych ustaw (w wykazie prac legislacyjnych rządu nr UD67). 9 maja 2017 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy i zdecydowała o skierowaniu go do Sejmu (projekt otrzymał tam numer 1560)

Projekt ten zakłada, że w art. 74 ustawy o gospodarce nieruchomościami pojęcie dochodu miesięcznego zostanie doprecyzowane poprzez nawiązanie do przepisów ustawy o dodatkach mieszkaniowych. Obie te regulacje mają podobny cel polegający na wsparciu zaspokajania potrzeb mieszkaniowych.

Projektowane przepisy zawierają również definicję pojęcia „gospodarstwo domowe”, sformułowaną również na wzór definicji zawartej w przepisach o dodatkach mieszkaniowych oraz określają termin na złożenie wniosku o udzielenie bonifikaty. 

Co z procedurą wpisów do gminnej ewidencji zabytków?

Data: 2017-05-16

Problem zgodności z Konstytucją przepisów dotyczących procedury dokonywania wpisów do gminnej ewidencji zabytków, w brzmieniu nadanym ustawą o zmianie ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami oraz o zmianie niektórych innych ustaw, był już przedmiotem korespondencji między poprzednim Rzecznikiem Praw Obywatelskich a poprzednimi Ministrami Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pozostaje on jednak nadal aktualny i wymaga interwencji legislacyjnej ze strony resortu.

Na skutek przywołanej nowelizacji istotnym zmianom uległ, m.in. status prawny oraz znaczenie gminnej ewidencji zabytków.

Przed wejściem w życie przepisów ustawy zmieniającej ewidencja zabytków prowadzona była wyłącznie dla celów wewnętrznych i porządkowych i nie mogła stanowić samodzielnej podstawy do kształtowania sytuacji prawnej obywateli, względnie osób typu korporacyjnego.

Obecnie wpis do gminnej ewidencji zabytków skutkuje ingerencją w prawo własności, mogącą przejawiać się w skrajnych sytuacjach w ograniczeniu jego istoty. Sytuacja ta jest tym bardziej nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności, gdy zwróci się uwagę na fakt, że w sprawie wpisu do gminnej ewidencji zabytków nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej podlegającej kontroli sądowoadministracyjnej.

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w odpowiedzi na poprzednie wystąpienie Rzecznika w przedmiotowej sprawie wskazała, że kompetencją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie jest rozstrzyganie zastrzeżeń natury konstytucyjnej, lecz realizacja polityki państwa w sferze ochrony zabytków, jako konsekwencji obowiązku wyrażonego w art. 5 Konstytucji.

Rzecznik nie zgodził się z takim stanowiskiem i podkreślił, że na Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego ciąży obowiązek prowadzenia polityki w dziedzinie kultury i dziedzictwa narodowego w sposób zapewniający realizację tej polityki, przy jednoczesnym poszanowaniu praw i wolności obywatelskich gwarantowanych w Konstytucji. W szczególności należy mieć na względzie dyrektywę wyrażoną w art. 31 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którą ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw, zaś realizowanie zadań resortu kultury i dziedzictwa narodowego nie może odbywać się w warunkach braku poszanowania dla praw konstytucyjnie chronionych.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o ponowną analizę zarzutów dotyczących niezgodności z Konstytucją statusu prawnego gminnej ewidencji zabytków oraz wyraził nadzieję, że podnoszone w wystąpieniu argumenty spowodują podjęcie postulowanych prac legislacyjnych.

Czy rolnik, który po 30 kwietnia 2016 r. nabył ziemię rolną od osób spoza najbliższej rodziny, może bez przeszkód podarować ją dzieciom? – przystąpienie RPO do zagadnienia prawnego rozpatrywanego przez Sąd Najwyższy (sprawa III CZP 24)

Data: 2017-05-10

W orzecznictwie sądów cywilnych coraz częściej pojawiają się wątpliwości, w jaki sposób rozumieć i stosować poszczególne regulacje z nowych przepisów o obrocie ziemią rolną. Sprawa III CZP 24/17 dotyczy tego, czy w sytuacji, kiedy rolnik nabył nieruchomość rolną po wejściu w życie nowelizacji ustawy z 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (tzw. ustaw o obrocie ziemią), może ją potem swobodnie podarować swoim dzieciom, czy też musi uzyskać na to zgodę sądu. Z zasady bowiem każdy, kto kupi bądź otrzyma ziemię po dniu 30 kwietnia 2016 r. musi ją osobiście uprawiać przez 10 lat, a przekazanie jej innym osobom (nie tylko w drodze darowizny czy sprzedaży, ale nawet jej wydzierżawienie) przed upływem tego terminu wymaga zezwolenia sądu, udzielanego tylko wówczas, gdy wnioskodawca wykaże, że „konieczność dokonania takiej czynności wynika z przyczyn losowych, niezależnych od nabywcy”. W sytuacji, gdy ziemia została wcześniej nabyta od osób obcych (nie z najbliższej rodziny),  rolnik nie może jej podarować nawet własnym dzieciom. Akurat w takiej sytuacji ustawa nie przewiduje żadnego wyjątku; taki pogląd prezentuje też Ministerstwo Rolnictwa. Z drugiej strony obrót pomiędzy członkami rodziny jest właściwie całkowicie uwolniony od ingerencji państwa. Niejasny przepis rodzi poważne ryzyko dla obrotu, gdyż jakiekolwiek naruszenie przepisów ustawy – np. właśnie darowizna bez zgody sądu – powoduje nieważność takiej czynności, w niektórych przypadkach jest też możliwe przejęcie ziemi przez Agencję Nieruchomości Rolnych na rzecz państwa.

Rzecznik Praw Obywatelskich pismem procesowym z 4 maja 2017 r. przystąpił do postępowania przed Sądem Najwyższym (4. IV.7005.8.2017), prezentując stanowisko liberalne, korzystne dla nabywców, iż w takiej sytuacji jak wyżej opisana zgoda sądu nie jest wymagana. Rzecznik uzasadnia swój pogląd argumentami odwołującymi się zarówno do założeń (ratio legis) nowych przepisów, jak i bezpośrednio do konstytucyjnych gwarancji ochrony własności – także przed nieproporcjonalnymi, nieracjonalnymi i nadmiernie uciążliwymi ograniczeniami. Powołuje się także na konstytucyjne założenia ustroju rolnego, który ma się opierać na wspieraniu „gospodarstw rodzinnych”, nie naruszając jednakże wolności majątkowej i gospodarczej. Rzecznik przytacza również argumenty przedstawione w swoich wnioskach do Trybunału Konstytucyjnego dotyczących ustaw o obrocie ziemią, wskazując, że do czasu rozpoznania ich przez Trybunał to na sądach powszechnych spoczywa obowiązek poszukiwania, w drodze wykładni, takich rozwiązań, które zapewnią poszanowanie konstytucyjnych zasad i ochronę praw obywateli.

Właściciel nieruchomości, przez którą przebiegają urządzenia wodociągowe gminy, może żądać ustanowienia służebności oraz dochodzić od gminy wynagrodzenia za korzystanie z jego własności

Data: 2017-05-08

Sąd Najwyższy podzielił  stanowisko Rzecznika zgłoszone w postępowaniu przed Sądem Najwyższym  i w uchwale z dnia 13 kwietnia 2017 r. stwierdził, że: „Właściciel nieruchomości, na której znajduje się sieć wodociągowa, może żądać ustanowienia służebności przesyłu obciążającej tę nieruchomość na rzecz gminy będącej właścicielem tej sieci także wtedy, gdy gmina wydzierżawiła sieć przedsiębiorstwu wodociągowo - kanalizacyjnemu (art. 305[2] § 2 w związku z art. 305[1] k.c.) – sygn. akt III CZP 3/17.

Oznacza to, że dla właściciela nieruchomości otwarta jest droga sądowa do uregulowania sytuacji na jego gruncie,  gdy znajdują się na nim urządzenia stanowiące własność gminy, niezbędne do świadczenia usług wodociągowych, ale wykonywanych przez przedsiębiorstwo wodociągowe.

Literalna wykładnia przepisów regulujących służebność przesyłu  skłaniała do odmiennego wniosku, gdyż przepisy te wskazują  przedsiębiorcę jako ten podmiot, wobec którego właściciel nieruchomości powinien kierować swoje żądania związane korzystaniem z jego nieruchomości, ale tylko wtedy, gdy własność urządzeń wodociągowych należy do przedsiębiorcy.

Występują zaś sytuacje, gdy gmina przekazuje wykonywanie usług wodociągowych przedsiębiorstwu wodociągowemu, pozostawiając sobie własność sieci wodociągowej i wchodzących w jej skład urządzeń.

W takiej sytuacji zachodziła wątpliwość co do podmiotu biernie legitymowanego w postępowaniu o  ustanowienie służebności przesyłu.

Ustawodawca zdecydował, że nie jest nim przedsiębiorstwo wodociągowe (przedsiębiorca), któremu nie przysługuje prawo własności urządzeń. Zrodziła się zatem wątpliwość, czy za przedsiębiorcę może zostać uznana gmina i czy ona będzie tym podmiotem, którego właściciel powinien wskazać jako zobowiązanego uczestnika postępowania.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich te wątpliwości należało rozstrzygnąć na rzecz uznania gminy jako podmiotu, wobec którego właściciel nieruchomości może kierować swoje żądania. W przeciwnym razie właściciel pozostałby bez możliwości uregulowania sytuacji na swoim gruncie, w tym bez możliwości dochodzenia wynagrodzenia, co oznacza, że jego prawo własności, doznające ograniczeń wskutek przebiegających przez grunt urządzeń, zostałoby całkowicie pozbawione należnej mu ochrony prawnej.  Stan taki prowadziłby do nieakceptowanego z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich  ograniczenia konstytucyjnych wartości i praw.

Dlatego też Rzecznik wskazał, że przepisy o służebności przesyłu  powinny być interpretowane w sposób „przyjazny” Konstytucji. Tylko taka wykładnia w/w przepisów może zostać zaakceptowana,  która gwarantuje ochronę  konstytucyjnych wartości i praw, w tym, w szczególności, prawo do ochrony własności.

znak sprawy: IV.7000.99.2017

Rzecznik pisze do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie konieczności nowelizacji art. 156 Kodeksu postępowania administracyjnego

Data: 2017-04-28

W wyroku z 12 maja 2015 r. (sygn. P 46/13) Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją art. 156 § 2 k.p.a. – w zakresie, w jakim przepis ten nie wyłącza dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa, gdy od wydania decyzji nastąpił znaczny upływ czasu, a decyzja była podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy.

Pomimo upływu znacznego czasu oraz zapowiedzi resortu spraw wewnętrznych i administracji odnośnie planów opracowania koncepcji zmian w zakresie k.p.a., problem ten nie został do tej pory rozwiązany. Zmian do art. 156 k.p.a. nie wprowadzono przy okazji ostatniej dużej nowelizacji kodeksu. Nieskuteczna okazała się też inicjatywa legislacyjna Senatu.

Niewątpliwie orzeczenie TK, a zwłaszcza uzasadniająca je argumentacja, wpływa na sposób wykładni tego przepisu. Skutkiem tego jest niepewność uczestników obrotu (a w tym i organów administracyjnych), czy w konkretnej sprawie dopuszczalne jest stwierdzenie nieważności danej decyzji, np. wydanej kilkadziesiąt lat temu, czy też nie.

Jest to bez wątpienia stan niepożądany, naruszający poczucie prawnego bezpieczeństwa tych osób, które ukształtowały już swoje stosunki majątkowe i osobiste w oparciu o decyzje administracyjne sprzed wielu lat – nawet jeżeli były one wadliwe.

Te właśnie względy – bezpieczeństwo obrotu oraz ochrona zaufania obywateli do państwa i tworzonego przez nie prawa – skłoniły TK do wskazania, że art. 156 § 2 k.p.a., w niektórych zakresach swojego zastosowania, może naruszać prawa obywateli, którzy nie mają pewności, czy stan ukształtowany dawnymi decyzjami ma charakter definitywny i ostateczny, czy jednak może on zostać jeszcze podważony.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie informacji o stanie prac zmierzających do wykonania powyższego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a jeżeli projekt wciąż jeszcze jest na etapie prac koncepcyjnych – o przedstawienie planowanego kierunku zmian.

 

Co dalej z wycinką drzew? Rzecznik zgłasza swoje propozycje Sejmowi

Data: 2017-03-28

Regulacje ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, przewidujące zezwolenia na usunięcie drzewa, opłaty za usunięcie, a także administracyjne kary za wycinkę bez zezwolenia (często nakładane w sposób automatyczny), wiązały się ze znaczną dolegliwością dla obywateli i zostały uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją jako formy ograniczenia prawa własności nieruchomości.

16 grudnia 2016 r.  Sejm zniósł obowiązek uzyskania zezwolenia na usunięcie drzew lub krzewów, które rosną na nieruchomościach stanowiących własność osób fizycznych i są usuwane na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Praktyka stosowania znowelizowanej ustawy pokazała jednak, że rozwiązanie, które weszło w życie z początkiem 2017 r., nie gwarantuje zachowania równowagi pomiędzy dwoma wartościami chronionymi przez Konstytucję: ochroną środowiska i prawem własności.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał dwie zasadnicze wady obecnej regulacji.

  • Po pierwsze może się ona okazać swoistą pułapką na obywateli, którzy – przeświadczeni o całkowitej swobodzie w usuwaniu drzew i krzewów z należących do nich nieruchomości – mogą narazić się na odpowiedzialność za naruszenie odrębnych regulacji dotyczących ochrony przyrody (w szczególności – ochrony krajobrazu i ochrony konserwatorskiej).
  • Po drugie, usuwanie zadrzewień bez wątpienia wpływa negatywnie na jakość powietrza, a tym samym na zdrowie i życie ludzkie. Jednym z istotnych elementów przeciwdziałania zanieczyszczeniu powietrza powinno być zatem przeciwdziałanie zmniejszaniu się (w szczególności na obszarach miejskich) terenów zadrzewionych.

Zdaniem Rzecznika organy ochrony przyrody muszą zostać wyposażone w narzędzie, za pomocą którego mogłyby  – w każdych okolicznościach – ocenić prawną dopuszczalność usunięcia drzew lub krzewów jeszcze przed dokonaniem wycinki.

Celowe wydaje się wprowadzenie obowiązku zgłoszenia usunięcia drzewa lub krzewu z przyznaniem organom ochrony przyrody uprawnienia do wniesienia – w rozsądnym terminie i w przewidzianych prawem przypadkach – sprzeciwu od zamiaru wycinki. Rozwiązanie takie pozwalałoby z jednej strony na uzyskanie przez osobę fizyczną pewności co do legalności planowanego zamierzenia. Z drugiej, gwarantowałoby możliwość zapobieżenia przypadkom wycinki wbrew obowiązującym regulacjom. Instytucja sprzeciwu nie byłaby przy tym na gruncie prawa administracyjnego novum, gdyż z powodzeniem funkcjonuje od lat np. w prawie budowlanym.

Rzecznik zwrócił się do Przewodniczącego z prośbą o ewentualne uwzględnienie powyższych uwag podczas trwających aktualnie prac legislacyjnych.

Rzecznik prosi senatorów o wprowadzenie poprawek w projekcie ustawy dotyczącej tzw. rozszerzonej konfiskaty

Data: 2017-03-14

Projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw zawiera liczne rozwiązania dotyczące także postępowania cywilnego, funkcjonowania służb mundurowych, tajemnic prawnie chronionych i finansowania terroryzmu. Niektóre znajdujące się w nim zapisy mogą budzić obawy w zakresie ich zgodności z Konstytucją oraz standardami ochrony praw i wolności człowieka.

Proponowany art. 44a § 5 k.k. zawiera zastrzeżenie, że przepadku przedsiębiorstwa nie można orzec, jeśli „szkoda wyrządzona przestępstwem lub wartość ukrytej korzyści nie jest znaczna wobec rozmiaru działalności przedsiębiorstwa”. Zdaniem Rzecznika takie sformułowanie nie jest optymalne oraz wydaje się niewystarczające do zabezpieczenia stosowania zasady proporcjonalności sensu stricto przy ewentualnym orzekaniu przepadku przedsiębiorstwa. Wątpliwości może budzić także wprowadzenie możliwości orzeczenia nawiązki w przypadku, w którym sąd nie stosowałby przepadku z przyczyn wskazanych w projektowanym art. 44a § 4-6 k.k. (proponowany art. 48a k.k.). Konstrukcja taka potencjalnie umożliwia orzeczenie środka karnego wobec osoby, przeciwko której nie toczy się nawet postępowanie karne – właściciela przedsiębiorstwa będącego osobą trzecią. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że osoba trzecia, wobec której zostanie orzeczony przepadek przedsiębiorstwa następnie sama zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej. Takie rozwiązanie należy ocenić negatywnie z perspektywy prawa do sprawiedliwego procesu, którego jedną z emanacji jest zasada ne bis in idem.

Zastrzeżenia Rzecznika wzbudziła także proponowana możliwość ustanowienia zabezpieczenia na przedsiębiorstwie na poczet ewentualnego przyszłego przepadku poprzez wprowadzenie zarządu przymusowego (art. 292a i 292b k.p.k.). Niejasne jest zwłaszcza brzmienie art. 292b k.p.k., wprowadzające możliwość dokonania zabezpieczenia na przedsiębiorstwie należącym do podmiotu zbiorowego, podczas gdy projektowany art. 44a § 1 i 2 k.k. wskazują wprost, że przepadek przedsiębiorstwa możliwy jest jedynie, gdy należy ono do osoby fizycznej. Rzecznik przypomniał, że wszelkie środki służące zabezpieczeniu wykonania kary powinny być z natury rzeczy tymczasowe. Zasadne wydaje się zatem określenie ścisłych ram czasowych utrzymywania zabezpieczenia na przedsiębiorstwie.

Negatywnie należy ocenić art. 45a k.k. i art. 43a k.k.s. przewidujące możliwość orzeczenia przepadku w razie umorzenia postępowania ze względu na śmierć sprawcy lub jego niewykrycie, a także w wypadku zawieszenia postępowania spowodowanego jego chorobą psychiczną lub inną ciężką chorobą.

Orzeczenie przepadku mienia, które zostało nabyte w drodze dziedziczenia narusza konstytucyjnie gwarantowane prawa spadkobierców, wprowadzając w istocie odpowiedzialność zbiorową (spadkobiercy nieuczestniczący w żaden sposób w przestępczym procederze odpowiadają bowiem swoim majątkiem za czyn spadkodawcy), niedopuszczalną na gruncie prawa karnego.

Z kolei zgodnie z proponowanym art. 45 § 2 k.k. w przypadku skazania sprawcy wszelkie mienie, które nabył on w okresie 5 lat przed wydaniem orzeczenia traktowane ma być jak korzyść pochodząca z przestępstwa i ma podlegać przepadkowi. Rzecznik podkreślił, że taka treść przepisu oraz proponowany zakres temporalny jego obowiązywania są nie do pogodzenia z konstytucyjnymi i międzynarodowymi standardami domniemania niewinności.

Rzecznik odniósł się także do zaproponowanego w projekcie ustawy rozszerzenia katalogu przestępstw, w odniesieniu do których dozwolone jest stosowanie kontroli operacyjnej oraz znacznego rozszerzenia uprawnień różnych służb mundurowych związanych z dostępem do informacji prawnie chronionych. Rzecznik stwierdził, iż propozycje te budzą istotne wątpliwości w zakresie poszanowania prawa do prywatności i życia w rodzinie określonego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz Konstytucji. Ponadto stanowią poważny wyłom w samej instytucji tajemnicy prawnie chronionej i otwierają pole do niemal niczym nieograniczonej inwigilacji.

W związku z projektowaną ustawą Żandarmeria Wojskowa nabywa niezwykle szerokie uprawnienia, takie jak dostęp do informacji objętych tajemnicą. Podobnie, jak miałoby to miejsce w przypadku Policji, udostępnienie całego katalogu danych następuje bez kontroli sądu, na żądnie funkcjonariusza ŻW oraz bez konieczności podania uzasadnienia. W tym kontekście niepokój musi budzić także proponowana zmiana art. 34a ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu dotyczącego dostępu do informacji objętych tajemnicą. Zgodnie z projektem z przepisu tego usunięte zostają słowa „w zakresie swojej właściwości”; a zatem ABW uzyska dostęp do ww. informacji nawet w sprawach wykraczających poza jej kompetencje.

Zawarte w projekcie propozycje dążą także do istotnej zmiany charakteru art. 165a k.k. penalizującego obecnie finansowanie terroryzmu i objęcia zakresem penalizacji szerokiego kręgu zachowań, w tym niemających żadnego związku z terroryzmem oraz podejmowanych nieumyślnie. Tak daleko idąca ingerencja nie znajduje uzasadnienia i nie spełnia konstytucyjnego testu proporcjonalności.

Rzecznik zwrócił się do Senatorów z prośbą o podjęcie działań dla wprowadzenia do projektu ustawy niezbędnych poprawek w celu zagwarantowania jego zgodności z Konstytucją oraz wiążącymi Polskę normami prawa międzynarodowego i unijnego. Wystąpienia w tej sprawie zostały skierowane do przewodniczących klubów parlamentarnych w Senacie oraz do senatorów niezrzeszonych.

Rzecznik złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie terminu ubiegania się o rekompensatę za ograniczenia w gospodarowaniu nieruchomościami ze względu na ochronę środowiska

Data: 2017-02-24

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego regulację prawną, która ograniczała krótkim (dwuletnim) terminem możliwość zgłaszania roszczeń mających rekompensować właścicielom nieruchomości ograniczenie przysługującym im uprawnień - ze względu na ochronę środowiska, zawartą w art. 129 ust. 4 ustawy  Prawo ochrony środowiska.

Ograniczenia tych uprawnień właścicielskich wiążą się przede wszystkim z ustanawianiem takich form ochrony przyrody, jak rezerwaty, parki narodowe czy obszary Natura 2000 (na podstawie ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody). Ograniczenia takie wynikają również z ustanawiania  obszarów cichych oraz obszarów ograniczonego użytkowania (na podstawie ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. Prawo ochrony środowiska).

Zakres tych ograniczeń jest zróżnicowany w zależności od konkretnej formy ochrony przyrody, jednakże co do zasady obejmuje szereg zakazów dotyczących sposobów zagospodarowania nieruchomości objętych aktami prawnymi wprowadzającymi ochronę środowiska na tych terenach.

Ograniczenia sposobu korzystania z tych nieruchomości mogą być bardzo daleko idące i prowadzić do pozbawienia właściciela realnej korzyści z przedmiotu własności. Ochrona środowiska naturalnego stanowi bardzo istotną wartość konstytucyjną, która uzasadnia ograniczenie prawa własności, podlegającego jak każde prawo podmiotowe ograniczeniom ze względu na najważniejsze wartości konstytucyjne, o których mowa w art. 31 ust. 3 Konstytucji. Ograniczenia prawa własności nie mogą jednak prowadzić do naruszenia istoty prawa własności, które powodowałoby, że prawo to traciłoby użyteczność dla swojego właściciela.

W przypadku prawa własności  zakaz naruszania istoty tego prawa znajduje szczególne podkreślenie w art. 64 ust. 3, co widzieć należy w kontekście art. 21 ust. 1 Konstytucji, który ustanawia ochronę prawa własności jako jedną z podstawowych zasad ustroju oraz jej art. 20, który określa własność prywatną jako jeden z wyznaczników społecznej gospodarki rynkowej, będącej podstawą ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Z tego względu bardzo istotne ingerencje w uprawnienia właściciela muszą być powiązane z istnieniem roszczeń, które kompensowałyby właścicielowi istotne ograniczenie jego prawa, podlegającego przecież ochronie na mocy art. 64 ust. 1 Konstytucji. Ograniczenie krótkim terminem możności zgłaszania tych roszczeń, którego niedotrzymanie skutkuje ich wygaśnięciem, stanowi nieproporcjonalne ograniczenie prawa własności, a w krańcowych przypadkach może prowadzić do naruszenia istoty prawa własności, wbrew postanowieniom art. 64 ust. 3 i 31 ust. 3 Konstytucji.

Krótki termin, co jest szczególnie istotne, nie zapewnia wszystkim realnej możliwości podniesienia przysługujących im roszczeń, gdyż w wielu przypadkach roszczenia mogą wygasnąć, zanim uprawnieni uświadomią sobie ich istnienie.

Samo ustalenie zakresu istniejących ograniczeń i przysługujących roszczeń nie jest rzeczą prostą, o czym może świadczyć kilka uchwał prawnych podejmowanych przez Sąd Najwyższy w celu rozstrzygnięcia wątpliwości w orzecznictwie sądów powszechnych, powstałych na tle obowiązywania aktów prawa miejscowego tworzących obszary ograniczonego użytkowania wokół Portu Lotniczego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

W tej sytuacji uprawnieni mogą zostać bez swojej winy pobawieni możności dochodzenia przysługujących im roszczeń, co w sposób oczywisty jest niezgodne z zasadą zaufania do państwa i stanowionego przez niego prawa, stanowiącą jedną z wyznaczników zapisanej w art. 2 Konstytucji RP zasady demokratycznego państwa prawa.

Mogący zaistnieć brak realnej i rzeczywistej możności dochodzenia roszczeń stoi również w  sprzeczności z wypracowaną w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na tle art. 1 Protokołu Nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności zasadą „właściwej równowagi” pomiędzy potrzebami wynikającymi z ogólnego interesu społeczeństwa, a wymaganiami związanymi z ochroną podstawowych praw jednostki.

Rzecznik dostrzega także problem konstytucyjny w nierównym, dyskryminującym traktowaniu roszczeń właścicieli i innych uprawnionych z tytułu ograniczonych praw rzeczowych do nieruchomości, które zostały objęte ograniczeniami ze względu na ochronę środowiska,  w porównaniu do roszczeń właścicieli nieruchomości, które objęte zostały ograniczeniami w zagospodarowaniu ze względu na inne cele publiczne.

Dochodzenie roszczeń wynikających z wprowadzenia ograniczeń sposobu zagospodarowania w regulacjach planistycznych nie jest ograniczone takim krótkim terminem, a nie można zaś twierdzić, iż dolegliwość ograniczeń zagospodarowania wprowadzonych ze względu na ochronę środowiska jest, co do zasady, mniejsza niż ograniczeń wprowadzanych chociażby w drodze aktów planistycznych.

Z tych właśnie względów Rzecznik zdecydował się zaskarżyć art. 129 ust. 4 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. Prawo ochrony środowiska do Trybunału Konstytucyjnego wnosząc, że  jest on niezgodny z:

  • art. 64 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 3 i w zw. z art. 64 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej,
  • art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej,
  • art. 1 Protokołu Nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (Dz. U. z 1995 r., Nr 36, poz. 175, ze zm.),
  • art. 64 ust. 2 w zw. z art. 32 ust. 1  Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Pytanie prawne do Sądu Najwyższego w sprawie upływu terminu użytkowania wieczystego nieruchomości

Data: 2017-02-13

Czy upływ terminu, na jaki zostało ustanowione prawo użytkowania wieczystego nieruchomości, na której znajduje się budynek wielolokalowy, powoduje wygaśnięcie prawa odrębnej własności lokalu w tym budynku (art. 235 § 2 k.c. w zw.  z art. 3 ust. 1  i art. 4 ust. 3 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali – Dz. U. z 2015 r. poz. 1892) ?

Nieruchomość, na której znajduje się budynek z lokalami mieszkalnymi, może być przedmiotem tzw. użytkowania wieczystego, ustanawianego przez Skarb państwa bądź gminę na określony okres, np. na 99 lat. W tym czasie budynek posadowiony na gruncie jest co do zasady własnością użytkownika wieczystego, w takim budynku można również ustanowić prawo odrębnej własności lokalu.

Nie wiadomo jednak, jakie są losy prawa odrębnej własności lokalu w wypadku wygaśnięcia prawa użytkowania wieczystego gruntu.

W związku z zarysowaniem się w orzecznictwie sądowym dwóch rozbieżnych poglądów na temat bytu prawnego odrębnej własności lokalu w sytuacji wygaśnięcia użytkowania wieczystego gruntu, na którym posadowiony jest budynek wielolokalowy, Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego pytanie prawne.

Jeden z zaprezentowanych w orzeczeniach sądów poglądów dopuszcza wygaśnięcie prawa odrębnej własności lokali w budynku wielolokalowym po upływie terminu, na który ustanowione zostało użytkowanie wieczyste gruntu. To zaś skutkuje utratą przez dotychczasowego właściciela prawa własności mieszkania, ponieważ prawo własności „przechodzi” na podmiot będący właścicielem gruntu (Skarb Państwa bądź gmina).

W ocenie Rzecznika, obowiązujące obecnie przepisy nie regulują tej kwestii wprost, konieczne jest zatem dokonanie wykładni przez Sąd Najwyższy.

Konfiskata rozszerzona. Projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw

Data: 2017-01-13

W dniu 30 grudnia 2016 r. do Sejmu wpłynął projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, który zawiera liczne rozwiązania dotyczące także postępowania cywilnego, funkcjonowania służb mundurowych, tajemnic prawnie chronionych i finansowania terroryzmu. Niektóre znajdujące się w nim zapisy mogą budzić obawy w zakresie ich zgodności z Konstytucją oraz standardami ochrony praw i wolności człowieka.

I tak w proponowanym art. 44a § 5 k.k. wprowadzono zastrzeżenie, że przepadku przedsiębiorstwa nie można orzec, jeśli „szkoda wyrządzona przestępstwem lub wartość ukrytej korzyści nie jest znaczna wobec rozmiaru działalności przedsiębiorstwa”. Zdaniem Rzecznika takie sformułowanie nie jest optymalne oraz wydaje się niewystarczające do zabezpieczenia stosowania zasady proporcjonalności sensu stricto przy ewentualnym orzekaniu przepadku przedsiębiorstwa. Wątpliwości może budzić także wprowadzenie możliwości orzeczenia nawiązki w przypadku, w którym sąd nie stosowałby przepadku z przyczyn wskazanych w projektowanym art. 44a § 4-6 k.k. (proponowany art. 48a k.k.). Konstrukcja taka potencjalnie umożliwia orzeczenie środka karnego wobec osoby, przeciwko której nie toczy się nawet postępowanie karne – właściciela przedsiębiorstwa będącego osobą trzecią i nie można jej zaakceptować z perspektywy prawa do sprawiedliwego procesu, którego jedną z emanacji jest zasada ne bis in idem.

Zastrzeżenia Rzecznika wzbudziła także proponowana możliwość ustanowienia zabezpieczenia na przedsiębiorstwie na poczet ewentualnego przyszłego przepadku poprzez wprowadzenie zarządu przymusowego (art. 292a i 292b k.p.k.). Niejasne jest zwłaszcza brzmienie art. 292b k.p.k., wprowadzające możliwość dokonania zabezpieczenia na przedsiębiorstwie należącym do podmiotu zbiorowego, podczas gdy projektowany art. 44a § 1 i 2 k.k. wskazują wprost, że przepadek przedsiębiorstwa możliwy jest jedynie, gdy należy ono do osoby fizycznej. Rzecznik przypomniał, że wszelkie środki służące zabezpieczeniu wykonania kary powinny być z natury rzeczy tymczasowe. Zasadne wydaje się zatem określenie ścisłych ram czasowych utrzymywania zabezpieczenia na przedsiębiorstwie.

Negatywnie należy ocenić art. 45a k.k. i art. 43a k.k.s. przewidujące możliwość orzeczenia przepadku w razie umorzenia postępowania ze względu na śmierć sprawcy lub jego niewykrycie, a także w wypadku zawieszenia postępowania spowodowanego jego chorobą psychiczną lub inną ciężką chorobą. Takie rozwiązanie narusza konstytucyjnie gwarantowane prawa spadkobierców mienia, wobec którego orzeczono przepadek,  wprowadza bowiem odpowiedzialność zbiorową (spadkobiercy nieuczestniczący w żaden sposób w przestępczym procederze odpowiadają bowiem swoim majątkiem za czyn spadkodawcy), niedopuszczalną na gruncie prawa karnego.

Z kolei zgodnie z proponowanym art. 45 § 2 k.k. w przypadku skazania sprawcy wszelkie mienie, które nabył on w okresie 5 lat przed wydaniem orzeczenia traktowane ma być jak korzyść pochodząca z przestępstwa i ma podlegać przepadkowi. Rzecznik podkreślił, że taka treść przepisu oraz proponowany zakres temporalny jego obowiązywania są nie do pogodzenia z konstytucyjnymi i międzynarodowymi standardami domniemania niewinności.

Rzecznik odniósł się także do zaproponowanych w projekcie ustawy: rozszerzenia katalogu przestępstw, w odniesieniu do których dozwolone jest stosowanie kontroli operacyjnej oraz znacznego rozszerzenia uprawnień różnych służb mundurowych związanych z dostępem do informacji prawnie chronionych. Rzecznik stwierdził, iż propozycje te budzą istotne wątpliwości w zakresie poszanowania prawa do prywatności i życia w rodzinie określonego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz Konstytucji, stanowią poważny wyłom w samej instytucji tajemnicy prawnie chronionej i otwierają pole do niemal niczym nieograniczonej inwigilacji.

Rzecznik zwrócił się do Przewodniczącego z prośbą o rozważenie wprowadzenia do projektu ustawy wspomnianych wyżej poprawek.