Godło RP
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 41

Kultura i twórczość

Sprawy dotyczące kultury, dostępu do niej, twórczości i twórców.

 Konstytucja zapewnia każdemu wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Data początkowa
np.: 09/2019
Data końcowa
np.: 09/2019
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

MKiDN: spory między inwestorem a architektem nie wymagają zmiany prawa

Data: 2019-07-05
  • Resort kultury nie widzi potrzeby zmiany prawa w celu ochrony integralności dzieła architektonicznego - aby zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów
  • Opowiada się za tym RPO, bo inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Architekci podkreślają zaś, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są jednak słabszą stroną  

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciły jego uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu - najczęściej inwestora lub właściciela obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Prawo autorskie nie przewiduje odrębnej regulacji integralności dzieł  architektonicznych. Tymczasem prawo do poszanowania integralności utworu przybiera szczególną postać w przypadku dzieł architektonicznych i urbanistycznych. Muszą one uwzględniać wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest ostro konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku.

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Nie należą do nich instalacje i rozwiązania typowe, ale kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej, jak i elementy estetyczne. Właściciel budynku powinien mieć je na względzie  przy dokonywaniu zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy tak chronione są również elementy funkcjonalne obiektu. Może to prowadzić do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę odrębnej regulacji prawnej, która określałaby możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego.

Obecne przepisy okazują się bowiem niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki. Oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Mogłaby też uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Praktyka zrzekanie się przez twórców uprawnień prowadzi do pozbawienia ochrony integralności ich utworu. Świadczy to też o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Odpowiedź MKiDN

Podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski odpisał, że nie widzi potrzeby odrębnej regulacji ochrony integralności utworu architektonicznego. W ocenie resortu odpowiednio wyważone zabezpieczenie interesów zarówno twórców, jak i zamawiających, stanowią obecne przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - związane z prawem odstąpienia od umowy o stworzenie dzieła, jej wypowiedzenia, czy z ochroną integralności utworów w powiązaniu z innymi przepisami prawa cywilnego. Regulacje dotyczące integralności utworów mają zaś uniwersalny charakter, które w dostateczny i jednakowy sposób chronią wszystkich twórców.

Zdaniem MKiDN zarówno norma prawna ustanowiona w art. 16, jak i art. 49 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest pojemna i na tyle generalna, że stanowi wystarczającą ochronę praw twórców w różnych sytuacjach, zaś zgłaszane przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych problemy znajdują jednak rozwiązanie w obowiązujących przepisach prawa.

Odpowiedź powołuje się m.in. na komentarze do prawa autorskiego, że z biegiem czasu z natury rzeczy konieczna jest ingerencja w dzieło architekta, np. remont fasady budynku. Odtworzenie jej pierwotnego kształtu z wielu powodów jest bądź niemożliwe, bądź ze względów ekonomicznych lub technicznych niepożądane. Nie bez znaczenia są również zmieniające się odczucia estetyczne, trendy mody. Fluktuacji podlega też przeznaczenie dzieła.

Według tych komentarzy kolizja praw twórcy i osób uprawnionych do korzystania z utworu jest właściwie nieunikniona. Skuteczność powołania się na prawa podmiotowe zależy m.in. od udowodnienia  respektowania granic treści i wykonywania prawa własności. Konieczne jest postępowanie w granicach prawa i zasad współżycia społecznego. W przeciwnym razie właściciel spotka się z zarzutem nadużycia prawa. Z kolei autor utworu użytkowego powinien uwzględniać wymagania swojego partnera. Następstwem tej zasady jest rozszerzenie granic  dozwolonych modyfikacji, ponieważ istotą projektów architektonicznych i urbanistycznych jest podleganie przeobrażeniom w toku realizacji.

Jeśli zaś chodzi o praktyczne aspekty związane z korzystaniem z uprawnień przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych, MKiDN wskazuje, że dotyczą one kwestii egzekwowania istniejących już uprawnień wynikających z obowiązujących przepisów prawa przez twórców, niż konieczności zastąpienia ich nowymi rozwiązaniami.

Do MKiDN nie wpływały podobne zgłoszenia, jak opisane w wystąpieniu Rzecznika. Trudno zatem w sposób precyzyjny ocenić skalę opisywanych zjawisk, czy też ich utrwalenie w praktyce, co mogłoby uzasadniać zmianę obowiązujących przepisów. Podobnie w zakresie orzecznictwa brak jest istotnych rozstrzygnięć w zakresie sporów powstałych na tle kwestii integralności utworów architektonicznych i architektoniczno-urbanistycznych - podkreślił wiceminister.

IV.712.1.2015

RPO zaniepokojony ograniczeniami praw właścicieli zabytków, które mają trafić do rejestru

Data: 2019-06-27
  • Właściciele zabytkowych obiektów skarżą się, że nie mogą prowadzić przy nich żadnych prac w trakcie postępowania o ich wpis do rejestru zabytków
  • RPO ma wątpliwości, bo taki przepis ingeruje nadmiernie w konstytucyjne prawo własności i może nie służyć ochronie zabytków 
  • O swój zabytek właściciel musi bowiem dbać pod sankcją karną. Jak pogodzić z tym zakaz jakichkolwiek prac, np. w celu usunięcia skutków burzy czy wichury?
  • W ocenie Rzecznika dopuszczalne powinny być konieczne prace przy zabytku, pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego 

Skarga dotyczy tzw. ochrony tymczasowej zabytku w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru. Zgodnie z nowelizacją ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która weszła w życie 9 września 2017 r., od  wszczęcia postępowania ws. wpisu do rejestru do dnia, w którym decyzja stanie się ostateczna, przy danym zabytku nie wolno prowadzić prac konserwatorskich, restauratorskich, robót budowlanych oraz innych działań mogących prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. Jak głosiło uzasadnienie projektu noweli, jej celem miało być wyeliminowanie „stosunkowo częstych sytuacji, gdy po wszczęciu postępowania w sprawie wpisania zabytku do rejestru właściciel tego zabytku dokonuje jego zniszczenia”.

Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma wątpliwości, że zagwarantowanie skutecznej ochrony dóbr kultury, w tym zabytków, jest obowiązkiem władzy publicznej.  Realizacja tego obowiązku nie może jednak odbywać się z naruszeniem Konstytucji, a zwłaszcza nie może stanowić nadmiernej ingerencji w sferę praw człowieka i obywatela, a zwłaszcza prawo własności.

Prawo to nie jest prawem absolutnym i może podlegać ograniczeniom. Ograniczenie własności zabytków znajduje zaś konstytucyjne uzasadnienie. Nie oznacza to jednak dowolności ustawodawcy w sposobie oraz głębokości ograniczenia. Konieczne jest w tym przypadku wyważenie praw właścicieli oraz przede wszystkim interesu publicznego. 

Dlatego dopuszczalność zabezpieczenia zabytków na czas postępowania o wpis co do zasady nie budzi wątpliwości Rzecznika. Jest on zaś zaniepokojony sposobem i zakresem ingerencji ustawodawcy.

Niejasność zakresu zakazu prowadzenia prac

Zasadniczą kwestią jest określenie zakresu prac, których właściciel lub posiadacz zabytku nie może podejmować w trakcie postępowania. Powstaje pytanie, czy zakaz obejmuje wszystkie prace, czy też można wskazać takie, które można by prowadzić.

Nieuzasadnione wydaje się wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia prac konserwatorskich oraz restauratorskich. Wstrzymanie prac konserwatorskich -zapobiegających destrukcji zabytku - wydaje się bowiem sprzeczne z ciążącym na właścicielu obowiązkiem opieki nad zabytkiem. Jeśli nie zabezpieczył go w należyty sposób przed uszkodzeniem czy zniszczeniem podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku grozi zaś kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Zakaz prowadzenia wszelkich prac w czasie trwania postępowania o wpis z jednej strony uniemożliwia bowiem właścicielowi lub posiadaczowi realizację obowiązku dbania o zabytek, z drugiej zaś naraża go na sankcje w przypadku niezabezpieczenia czy zniszczenia zabytku. Nie jest zatem jasne i jednoznaczne, czy na gruncie tego zakazu można podejmować jakiekolwiek prace, w jakim trybie powinno to się zgłaszać i na podstawie jakich pozwoleń.

Może to powodować niepewność właściciela co do dopuszczalności podjęcia określonych prac i ich zakresu. Wydaje się, że to praktyka stosowania zakazu może przesądzić o jego treści. Może to jednak prowadzić również do sytuacji, w których w takich samych stanach faktycznych zapadać będą różne decyzje. Wydaje się to trudne do pogodzenia z zasadą zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Nadmierna ingerencja w prawo własności właściciela zabytku

Ustawa o ochronie zabytków przewiduje różne formy ochrony zabytków nieruchomych. To ma zaś wpływ na zakres praw i obowiązków właścicieli. Wpis do rejestru stanowi wyjątkowo rygorystyczną formę ochrony i z tego właśnie powodu dużo silniej wkracza w prawo własności i ogranicza je. Świadczy o tym m.in. fakt, że wpisanie zabytku ujawnia się w księdze wieczystej nieruchomości. Właściciel ma zaś obowiązek uzyskania pozwolenia konserwatora zabytków m.in. na prowadzenie prac konserwatorskich, restauratorskich lub robót budowlanych.

W przeciwieństwie do ochrony wynikającej z wpisu do rejestru, co wymaga decyzji administracyjnej, objęcie zabytku ochroną tymczasową następuje z mocy prawa wraz z wszczęciem postępowania w sprawie wpisu. W praktyce wydaje się jednak, że przyjęta regulacja prowadzi do sytuacji, w której zabytek w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru objęty jest ochroną która ma de facto bardziej rygorystyczny charakter niż ochrona obiektów już wpisanych do rejestru.

W przypadku bowiem zabytku wpisanego do rejestru właściciel może – za pozwoleniem konserwatora - prowadzić prace konserwatorskie, restauratorskie, roboty budowlane lub podejmować inne działania, które mogłyby prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. W czasie postępowania w sprawie wpisu możliwość taka - jak się wydaje - jest wykluczona.

Tymczasem obowiązek zabezpieczenia i utrzymania zabytku w jak najlepszym stanie nie jest związany z decyzją o wpisie do rejestru i spoczywa na jego dysponencie także w czasie trwania postępowania o wpis. A pogorszenie stanu zabytku może nastąpić nagle, na skutek chociażby nagłych zdarzeń atmosferycznych. Zerwanie np. części dachu przez wiatr, może wiązać się z koniecznością podjęcia stosownych działań, które niewątpliwie będą wiązały się z substancją zabytku – wskazuje RPO.

Dolegliwość zakazu prowadzenia prac może się zwiększyć wraz przedłużającym się postępowaniem o wpis. Z uwagi na skomplikowany charakter oraz konieczność gromadzenia i analizowania dokumentacji może to trwać nawet kilka lat.

- Wydaje się, iż wprowadzenie ochrony tymczasowej, gdy organ ma pewność, że właściciel nie może w stosunku do zabytku podjąć de facto jakichkolwiek działań, może wpłynąć na wydłużenie postępowań – uważa Rzecznik. Tym bardziej zasadne wydaje się istnienie mechanizmu, który pozwalałby na podejmowanie określonych, koniecznych prac, oczywiście pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego.

Brak rozwiązań prawnych, które mogłyby uzupełniać mechanizm ochrony tymczasowej, powoduje, że właściciel nie ma możliwości wystąpienia o przeprowadzenie koniecznych prac. Tym samym zostaje on w rzeczywistości pozbawiony możliwości decydowania o swojej własności  i dysponowania nią do czasu wydania ostatecznej decyzji co do wpisu.

W ocenie Rzecznika zakaz prowadzenia prac przy zabytku, nie przewidujący wyjątków bądź procedury w ramach której możliwe byłyby - pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego - zastosowanie określonych wyłączeń,  stanowi zatem nadmierną ingerencję w prawo własności.

O stanowisko w tej sprawie Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Jeśli podzieliłby on zaprezentowaną argumentację, Rzecznik poprosił o rozważenie prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zabytków - aby ochronić prawa właścicieli nieruchomości, w stosunku do których wszczęto postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków.

IV.7002.11.2018

Trzeba dostosować filmy do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Rzecznik pisze do MKiDN

Data: 2019-06-19
  • Osoby z niepełnosprawnościami, także niewidzące i niesłyszące, mogą z powodzeniem korzystać z filmów jako przekazu kultury. Filmy te powinny być odpowiednio przygotowane
  • Część kopii każdego filmu powinna być obowiązkowo udostępniana w formach dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami
  • Powinno to dotyczyć zwłaszcza bajek i kina familijnego - dzieci z niepełnosprawnością słuchu często nie znają w wystarczającym stopniu języka polskiego, więc nawet filmy z napisami nie są dla nich dostępne
  • Doprowadzenie do tego jest zadaniem państwa – jest ono stroną Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, która gwarantuje prawo do niezależnego życia, w tym do korzystania z dóbr kultury

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się z tym postulatem do ministra kultury i dziedzictwa narodowego, wicepremiera Piotra Glińskiego.

Kultura jest pośrednikiem między jednostką a społeczeństwem, a obcowanie z nią zapobiega zamykaniu się osób niepełnosprawnych w kręgu własnych spraw i problemów. Zwiększa też ich zaangażowanie w życie społeczne. Jedną z bardziej popularnych formą poznawania kultury są produkcje filmowe – dostępne w kinach, za pośrednictwem telewizji czy usług on-line.

Ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych przywiązuję wielką wagę do zapewnienia tym osobom możliwości pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Mieści się w tym m.in. prawo dostępu do dóbr kultury. Konwencja wskazuje na obowiązki  państw co do zapewnienia, aby osoby z niepełnosprawnościami miały dostęp do programów telewizyjnych, filmów, teatru i innego rodzaju działalności kulturalnej, w dostępnych dla nich formach. Zasadę upowszechniania oraz równego dostępu do dóbr kultury określa art. 6 ust. 1 Konstytucji.
 

Aby jednak produkcja filmowa była dostępna dla osób z niepełnosprawnościami, powinna być zaopatrzona w odpowiednie udogodnienia. W przypadku osób z niepełnosprawnością wzroku jest to audiodeskrypacja, natomiast osoby z niepełnosprawności słuchu mogą odbierać utwór filmowy za pomocą napisów lub tłumacza języka migowego. Dopiero zapewnienie tych form gwarantuje rzeczywisty dostęp osób z niepełnosprawnościami do interesujących ich produkcji.

Dziś tego praktycznie nie ma – rozwiązania te są dostępne w zasadzie jedynie w przypadku seansów organizowanych przez organizacje pozarządowe, co oznacza, że jest to dostęp tylko na specjalnych seansach w wybranych miejscowościach, a więc w bardzo ograniczonym zakresie. Doceniając starania tych organizacji na rzecz przybliżenia kultury filmowej osobom z niepełnosprawnościami, RPO stwierdza, że w świetle standardów zawartych w Konwencji są to działania co najmniej niewystarczające w stosunku do potrzeb. Osoby z niepełnosprawnością słuchu lub wzroku nie mogą bowiem na równych zasadach z innymi osobami wybrać dogodnego dla siebie czasu i miejsca, w którym będą uczestniczyć w seansie filmowym.

Rzecznik przypomina, że postulat wprowadzenia stosownych rozwiązań ustawowych w zakresie zamieszczania ścieżki z audiodeskrypcją oraz napisów zastał zawarty w petycji Stowarzyszenia Instytut Praw Głuchych skierowanej do Sejmu.

Na potrzebę takich działań zwrócił uwagę już w 2014 r. działający przy RPO  Zespół ds. Głuchych. W przygotowanym przezeń raporcie podkreślono, że polska kinematografia jest właściwie nieznana osobom głuchym i słabosłyszącym.

Aby zapewnić osobom z niepełnosprawnościami dostęp do kultury filmowej na równych zasadach z innymi odbiorcami konieczne jest zatem przyjęcie rozwiązań systemowych.

Część kopii każdego filmu powinna być obowiązkowo udostępniana w formach dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami. Dzięki temu kina mogłyby wyznaczać seanse, podczas których emitowano by taką kopię. Regulacje takie powinny dotyczyć zwłaszcza bajek i kina familijnego. Dzieci z niepełnosprawnością słuchu często bowiem nie znają w wystarczającym stopniu języka polskiego, wskutek czego nawet filmy wyposażone w napisy nie są dla nich dostępne.

Obowiązek taki powinien w dalszej kolejności objąć także dystrybutorów w celu zapewnienia dostępności filmów zagranicznych.

XI.815.12.2019

Interwencja RPO ws. zwolnienia dyrektorki Teatru Rozrywki w Chorzowie

Data: 2019-06-17
  • Dyrektorka Teatru Rozrywki w Chorzowie została odwołana po upublicznieniu nagrania prywatnej wymiany zdań między nią a reżyserem wystawianego tam spektaklu
  • Opinie wyrażane podczas rozmowy prywatnej wpisują się w prawo do wolności słowa i nie powinny uzasadniać decyzji o charakterze służbowym – wskazuje RPO
  • Rozmowy prywatne są też objęte ochroną konstytucyjną
  • Rzecznik poprosił Marszałka Województwa Śląskiego o wyjaśnienia w sprawie

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich powziął wiadomość, że 4 czerwca 2019 r. zarząd Województwa Śląskiego podjął uchwałę w sprawie odwołania Aleksandry Gajewskiej ze stanowiska dyrektora Teatru Rozrywki w Chorzowie. Decyzja wywołała protest pracowników teatru, a także dyrektorów i zespołów teatrów muzycznych z całej Polski, którzy  wystosowali w tej sprawie list otwarty do marszałka województwa.

Powodem decyzji miała być treść upublicznionego nagrania prywatnej wymiany zdań pomiędzy nią a reżyserem wystawianego w teatrze spektaklu Jerzym Bończakiem. Rozmowa dotycząca  m.in. obecnych na widowni przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego została zarejestrowana 29 maja 2019 r. przez dziennikarza lokalnego portalu przed oficjalnym rozpoczęciem konferencji prasowej, a następnie upubliczniona.

W uzasadnieniu uchwały wskazano, że zachowanie dyrektor „nie mieściło się w przyjętej i powszechnie rozumianej lojalności wobec pracodawcy, a w tym przypadku pracowników związanych z pracodawcą pozostając bierną względem padających określeń i formułowanych tez dotyczących pracodawcy”. Według zarządu brak reakcji na słowa reżysera stanowił naruszenie z art. 100 § 2 pkt 4  Kodeksu pracy. Zgodnie nim obowiązkiem pracownika jest dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Organ nie uzasadnił jednak, w jaki sposób dyrektor  naruszyła „dobro zakładu pracy”.

RPO zwraca uwagę, że zgodnie z art. 54 Konstytucji Rzeczypospolita Polska zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a zatem stwarza każdemu możliwość przekazywania pochodzących od niego wiadomości i idei innym osobom, jak również zapewnia odbiorcy informacji prawo swobodnego wyboru ich źródła i zapewnia ich kształtowanie w drodze procesu społecznego, chronionego przed ograniczeniami jego pluralizmu ze względów politycznych, kulturalnych itp.

Wolność słowa pozwala na swobodne wyrażanie poglądów w sferze życia prywatnego, jak i publicznego i politycznego. Treść opinii i poglądów wyrażanych na gruncie rozmowy prywatnej wpisuje się w prawo do wolności słowa i nie powinna uzasadniać decyzji o charakterze służbowym. Wygłoszone opinie w tej sprawie stanowią prywatny pogląd ich autorki. Rozmowy prywatne są zaś objęte ochroną konstytucyjną. Art. 49 Konstytucji gwarantuje bowiem wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się.

Z kolei art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowi o prawie do  wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz samorealizacji każdej jednostki.

Przepisy prawa pracy dopuszczają co prawda różne formy monitorowania pracy pracowników, ale tylko i wyłącznie, jeśli jest to niezbędne do zapewnienia organizacji pracy umożliwiającej pełne wykorzystanie czasu pracy oraz właściwego użytkowania udostępnionych pracownikowi narzędzi pracy. W tej sytuacji jednak pracodawca nie prowadził takiego monitoringu. Ponadto Kodeks pracy wyraźnie stanowi, że żadna z form monitorowania pracowników nie może naruszać tajemnicy komunikowania się ani dóbr osobistych pracowników. Nie może zatem być mowy o legalnym monitorowaniu prywatnych rozmów pracowników.

VII.564.47.2019

Usuwanie prac z wystawy. Dyrektor Muzeum Narodowego odpowiedział Rzecznikowi

Data: 2019-05-16
  • Dobrze jest mi znane miejsce prac Natalii LL i Katarzyny Kozyry w polskiej sztuce - tak dyrektor Muzeum Narodowego prof. Jerzy Miziołek odpowiedział RPO w sprawie usunięcia ich prac z galerii sztuki współczesnej
  • Zmiany galerii to realizacja nowej, bardziej dynamicznej wizji  funkcjonowania, a nie deprecjonowanie zbiorów czy ich „cenzurowanie” - zapewnił
  • Podkreślił, że misją Muzeum jest prezentowanie różnorodnych kierunków i postaw artystycznych, a przy ograniczonych warunkach lokalowych muszą następować „kreatywne zmiany”

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił dyrektora Muzeum Narodowego o wyjaśnienie przyczyn usunięcia z Galerii Sztuki XX i XXI Wieku dwóch prac – „Sztuki konsumpcyjnej” Natalii LL oraz „Lou Salome” Katarzyny Kozyry. W wyniku protestów i wielu komentarzy opinii publicznej oba eksponaty mają zostać czasowo przywrócone do Muzeum.

Wątpliwości Rzecznika

W ocenie RPO sytuacja ta budzi uzasadnione wątpliwości z puntu widzenia konstytucyjnej zasady równego dostępu do dziedzictwa kulturowego oraz wolności twórczości artystycznej, zwłaszcza w kontekście planowanych zmian w Galerii Sztuki XX i XXI wieku.

Konstytucja obejmuje ochroną dzieła artystyczne reprezentujące różne nurty w sztuce, w tym także dzieła o charakterze krytycznym i podejmujące kontrowersyjne tematy. Dyrektor instytucji kultury ma prawo do autonomicznego określania polityki wystawienniczej tej instytucji. Rzecznik ze zrozumieniem odnosi się również do konieczności wymiany eksponowanych w Muzeum Narodowym dzieł, która ma na celu udostępnianie zwiedzającym również obiektów znajdujących się aktualnie w archiwum Muzeum.

Niemniej forma wycofania dzieł budzi poważne wątpliwości. Oba eksponaty stanowiły bowiem element wystawy stałej obecnej w Muzeum od kilku lat, a ich czasowe usunięcie nie było powiązane w żaden sposób ze zmianą tej wystawy.

Obie artystki mają ugruntowaną pozycję w historii polskiej sztuki współczesnej, a ich dzieła stanowią istotny element polskiego dziedzictwa kulturowego. Dlatego usunięcie ich dzieł przez placówkę kultury o tak istotnym znaczeniu jak Muzeum Narodowe w Warszawie może zostać odebrane jako komunikat skierowany do artystów i opinii publicznej, że podejmowanie pewnych tematów w polskiej sztuce jest nieodpowiednie, a zatem może negatywnie wpływać na realizację wolności twórczości artystycznej zwłaszcza przez rozpoczynających karierę twórców - ocenił RPO.

Odpowiedź dyrektora Muzeum Narodowego

- Uprzejmie informuję, że nowy pokaz malarstwa XX wieku był planowany od grudnia 2018 r., a jego koncepcja powstała przy ścisłej współpracy z pracownikami Działu Sztuki Nowoczesnej MNW. Po opracowaniu scenariusza nowej wystawy, prace nabrały tempa, a od 6 maja przystąpiono do demontażu poprzedniej, trwającej od sześciu lat ekspozycji - napisał w odpowiedzi RPO prof. Jerzy Miziołek.

Zapewnił, że zmiany w galerii są związane z wizją bardziej dynamicznego funkcjonowania Muzeum Narodowego w Warszawie. W zbiorach MNW znajduje się prawie 900 tys. obiektów. Na stałej ekspozycji prezentowane jest jedynie 0,5%. Zmiany w przestrzeni dotychczasowej Galerii Sztuki XX i XXI wieku to realizacja podjętych zobowiązań związanych, ze wspomnianą nową, bardziej dynamiczną, wizją funkcjonowania instytucji, a nie deprecjonowanie zbiorów MNW czy ich „cenzurowanie”.

- Dobrze jest mi znane miejsce prac Natalii LL i Katarzyny Kozyry w polskiej sztuce - podkreślił dyrektor Muzeum. Zaznaczył, że misją MNW jest prezentowanie różnorodnych kierunków i postaw artystycznych, co w sytuacji bardzo ograniczonych warunków lokalowych powoduje, iż muszą następować kreatywne zmiany.

Prowadzone są intensywne prace nad montażem wystawy Widoczne Niewidoczne - pokaz malarstwa XX wieku ze zbiorów Muzeum Narodowego, na którym zostanie zaprezentowane prawie 150 obiektów głównie XX-wiecznego malarstwa polskiego. Wszystkie eksponaty zostały wybrane przez zespół pracowników odpowiedzialnych za Zbiory Sztuki Nowoczesnej. Otwarcie wystawy planowane jest na początek czerwca.

VII.715.10.2019

Usuwanie prac z wystawy. RPO prosi o wyjaśnienia dyrektora Muzeum Narodowego

Data: 2019-05-13
  • RPO poprosił dyrektora Muzeum Narodowego prof. Jerzego Miziołka o wyjaśnienie przyczyn usuwania prac z galerii sztuki współczesnej
  • Przypomina, że Konstytucja obejmuje ochroną dzieła artystyczne reprezentujące różne nurty w sztuce, w tym także dzieła o charakterze krytycznym i podejmujące kontrowersyjne tematy

Na podstawie licznych doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich powziął informację o zdjęciu z Galerii Sztuki XX i XXI Wieku w Muzeum Narodowym w Warszawie dwóch prac – „Sztuki konsumpcyjnej” Natalii LL oraz „Lou Salome” Katarzyny Kozyry. W wyniku protestów i wielu komentarzy opinii publicznej oba eksponaty mają zostać czasowo przywrócone do Muzeum. Niemniej sytuacja ta budzi uzasadnione wątpliwości z puntu widzenia konstytucyjnej zasady równego dostępu do dziedzictwa kulturowego oraz wolności twórczości artystycznej, zwłaszcza w kontekście planowanych zmian w Galerii Sztuki XX i XXI wieku.

Dyrektor instytucji kultury, jaką jest Muzeum Narodowe w Warszawie, ma prawo do autonomicznego określania polityki wystawienniczej tej instytucji. Rzecznik ze zrozumieniem odnosi się również do konieczności wymiany eksponowanych w Muzeum Narodowym dzieł, która ma na celu udostępnianie zwiedzającym również obiektów znajdujących się aktualnie w archiwum Muzeum. Niemniej forma wycofania dzieł w niniejszej sprawie budzi poważne wątpliwości. Oba eksponaty stanowiły bowiem element wystawy stałej obecnej w Muzeum od kilku lat, a ich czasowe usunięcie nie było powiązane w żaden sposób ze zmianą tej wystawy.

Konstytucja stwarza warunki upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju (art. 6). Należy zwrócić uwagę, że ustrojodawca posłużył się pojęciem „dobro kultury”, które ma szersze znaczenie niż pojęcie „zabytku” odnoszące się do przedmiotów przedstawiających określoną wartość historyczną.

W doktrynie prawa wskazuje się, że pojęcie dóbr kultury obejmuje zatem „przedmioty, środki i wartości składające się na materialny dorobek narodu polskiego”. Należy więc uznać, że ochroną Konstytucji są objęte dzieła artystyczne reprezentujące różne nurty w sztuce, w tym także dzieła o charakterze krytycznym i podejmujące kontrowersyjne tematy.

Obie artystki, których dotyczy niniejsza sprawa, mają ugruntowaną pozycję w historii polskiej sztuki współczesnej, a ich dzieła stanowią istotny element polskiego dziedzictwa kulturowego. Dlatego usunięcie ich dzieł przez placówkę kultury o tak istotnym znaczeniu jak Muzeum Narodowe w Warszawie może zostać odebrane jako komunikat skierowany do artystów i opinii publicznej, że podejmowanie pewnych tematów w polskiej sztuce jest nieodpowiednie, a zatem może negatywnie wpływać na realizację wolności twórczości artystycznej zwłaszcza przez rozpoczynających karierę twórców.

RPO zwrócił się do dyrektora J. Miziołka o stanowisko w sprawie i przedstawienie wyjaśnień.

VII.715.10.2019

RPO pyta o podstawy działań przedstawicieli państwa wobec Elżbiety Podleśnej

Data: 2019-05-08
  • O wskazanie podstaw prawnych działania policji, która o godz. 6 rano wkroczyła do mieszkania kobiety podejrzewanej o to, że przetworzyła w tęczę aureolę Matki Boskiej Częstochowskiej, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapytał 7 maja policję i prokuraturę.

Jak wynika z przekazu medialnego, w poniedziałek 6 maja o godz. 6 rano kilku policjantów weszło do warszawskiego mieszkania Elżbiety Podleśnej. Przeprowadzili rewizję i zarekwirowali jej sprzęt elektroniczny m.in. telefon i komputer. Po przeszukaniu zdecydowali o zatrzymaniu i przewieźli ją do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Postawili jej zarzut obrazy uczuć religijnych, ponieważ wiążą ją z plakatem przedstawiającym Matkę Boską Częstochowską w tęczowej aureoli.

Pojawił się on w Płocku m.in. na kościele, w którym Grób Pański w Wielkanoc został udekorowany pudłami z napisami: „LGBT”, „gender”, „chciwość”, „homozboczenia”, „pycha”, „plotki”, „odrzucenie wiary”, „egoizm”, „nienawiść”, „kradzież”, „pogarda”, „kłamstwa”.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi prokuratora rejonowego w Płocku Norberta Pęcherzewskiego o informacje o stanie sprawy i wyjaśnienie, czy to on zatwierdził przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej.

Nadinspektora Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji pyta natomiast:

  • o podstawy prawne i przesłanki zatrzymania oraz przeszukania;
  • o okoliczności realizacji zatrzymania i przeszukania (z wyjaśnieniem, czy wcześniej były podejmowane działania mające na celu zapewnienie stawiennictwa zatrzymanej oraz czy wcześniejsza postawa p.  E. Podleśnej uzasadniała podejrzenie, że nie stawi się na wezwanie lub w inny bezprawny sposób będzie utrudniała postępowanie);
  • czy podczas zatrzymania i przewożenia zatrzymanej do Komendy Miejskiej Policji w  Płocku były stosowane środki przymusu bezpośredniego i jakie, oraz ewentualnie – jaka była podstawa faktyczna i prawna stosowania tych środków;
  • czy zatrzymana złożyła zażalenie na zatrzymanie, bądź skargę na funkcjonariuszy, co do sposobu realizacji zatrzymania.

Gdyby się miało okazać, że przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej nie wynikało z zarządzenia prokuratora Pęcherzewskiego, Adam Bodnar pyta nadinspektora Dobrodzieja, kto wydał taki rozkaz.

II.519.499.2019

RPO: konflikt między inwestorem a architektem wymaga odrębnej regulacji prawnej

Data: 2019-04-12
  • Inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Tymczasem architekci wskazują, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są oni jednak słabszą stroną 
  • RPO opowiada się za odrębnym uregulowaniem ochrony integralności dzieła architektonicznego - tak by zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwracają uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu, będącego najczęściej inwestorem bądź właścicielem obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają także, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Co do ochrony integralności utworu polska regulacja prawa autorskiego nie przewiduje odrębnej regulacji w odniesieniu do dzieł architektonicznych. Prawo do poszanowania integralności utworu przybiera bardzo szczególną postać w przypadku utworów architektonicznych i urbanistycznych. Rzadko które dzieło musi uwzględniać tak wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest tutaj najostrzej konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku. Można go wywodzić zarówno z ogromnego nakładu inwestycyjnego (którego ryzyko ponosi tylko ten drugi), jak i prawa do realizacji prywatności (w przypadku budynków mieszkalnych).

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Instalacje i rozwiązania typowe do takich nie należą, natomiast kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej. Nie budzi także wątpliwości, że ochronie podlegają elementy estetyczne utworu architektonicznego - właściciel budynku powinien mieć je na względzie w trakcie dokonywania zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy również elementy funkcjonalne obiektu architektonicznego stanowią element twórczy, podlegający ochronie prawnoautorskiej.

Prawdopodobnie właśnie to prowadzi do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. Dobrowolność takich zobowiązań ma niejednokrotnie charakter pozorny. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są bowiem w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych. Z drugiej strony są przypadki, w których brak stosownego zastrzeżenia w umowie powodował, że twórca żądał wysokiego wynagrodzenia za możliwość dokonania jakichkolwiek zmian w projekcie. Można to traktować jako nadużycie prawa podmiotowego bądź wykorzystanie autorskiego prawa osobistego do celów sprzecznych z jego istotą.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Zdaniem Rzecznika należy zatem rozważyć celowość odrębnej regulacji prawnej, która określałaby w sposób szczególny możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego. Praktyka obrotu prawnego wskazuje bowiem, że obecne regulacje okazują się niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki.

Taka oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Co więcej, mogłaby uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Utrwalona praktyka klauzul umownych, dotyczących zrzekania się przez twórców swoich uprawnień, prowadzi w efekcie do pozbawienia twórców jakiejkolwiek ochrony integralności ich utworu. Świadczy to także o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę takiej odrębnej regulacji oraz konieczność zrównoważenia interesów wszystkich zainteresowanych.

IV.712.1.2015 

Art. 212 Kodeksu Karnego – jeśli chcecie go zostawić, to go zmieńmy. Debata u Rzecznika

Data: 2019-03-05
  • Czy przyzwoity człowiek stosuje artykuł 212 Kodeksu Karnego? Czy nowoczesne społeczeństwo może przetrwać bez takiej obrony przed destrukcyjnymi pomówieniami?
  • Jak bronić wolność słowa – nie narażając jednocześnie demokracji na niszczące ataki fake newsów rozprzestrzenianych w internecie?
  • W dyskusji zorganizowanej w Biurze RPO jej uczestnicy zaproponowali kilka konkretnych zmian przepisu, który dziś pozwala ukarać dziennikarza więzieniem za słowo. Podumował je na zakończenie Adam Bodnar w pięciu punktach
  • Sprawa stosowania i istnienia art. 212 Kk jest tak ważna, że być może w porozumieniu z Prezydentem RP będziemy tę debatę kontynuować razem z Panem Rzecznikiem już w Kancelarii Prezydenta – powiedział minister Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta

RPO Adam Bodnar zaproponował otwartą rozmowę na temat „Wolność słowa a zniesławienie? Art. 212 kk – co dalej? Znieść? Poprawić? Znaleźć inne rozwiązanie?” Odbyła się 5 marca w siedzibie RPO. Wzięli w niej udział m.in. min. Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta RP, poseł Krzysztof Mieszkowski, posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, sędzia SN prof. Włodzimierz Wróbel, dziennikarze, przedstawiciele organizacji pozarządowych, adwokaci, pracownicy Biura RPO – w sumie 30 osób.

Rozmowa prowadzona była w otwartej formule rzecznikowskich „Debat Jata Nowaka Jeziorańskiego” (patrz – relacje z takich debat niżej).

Art. 212 Kodeksu Karnego

§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

***

- Temat art. 212 Kodeksu karnego towarzyszy mi w całej mojej pracy jako obrońcy praw człowieka – powiedział Adam Bodnar. Przypomniał sprawę dziennikarza Andrzeja Marka skazanego z tego artykułu w 2007 r. - Nie spodziewałem się, że temat ten zajmować nas będzie po tylu latach. Dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy.

Dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego trwa w Polsce od kilkunastu lat. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią polskiego porządku prawnego. Nic się nie zmienia, mimo zapowiedzi polityków.

Sprawa wróciła teraz, po skazaniu w lutym 2019 r. dziennikarza „Wpolityce” Wojciecha Biedronia właśnie z tego przepisu.

Debata u Rzecznika

- Problem mamy raczej z praktyką stosowania art. 212 niż z jego istnieniem. Kiedyś myślałam, że można go zlikwidować, ale jestem teraz przekonany, że przepis nie jest potrzebny -  powiedział w zagajeniu min. Andrzej Dera zaznaczając, że nie jest to oficjalne stanowisko Prezydenta ani jego Kancelarii. Podkreślił, że przepis chroni godność, zaś w obronie przed kłamstwem przydaje się pomoc prokuratora.

Red. Łukasz Warzecha: - Myślałem, że w sprawie tego, że art. 212 powinien zniknąć, panuje zgoda. Ale jeśli nie, to chcę podkreślić, że w tym sporze nie chodzi tylko o godność (którą można bronić w inny sposób), ale też o wolność słowa.

Charakterystyczne, zauważył, że politycy tylko będąc w opozycji są przeciw temu przepisowi. Zmienić status quo mogłaby być zatem presja całego środowiska dziennikarskiego. A także przekonanie opinii publicznej, że artykuł ten wcale nie chroni zwykłych ludzi, ale wręcz im zagraża uniemożliwiając praktycznie np., działanie mediów lokalnych.

Aby jednak przekonać do tego ludzi, trzeba pomyśleć o ułatwieniach w procedurze cywilnej.

Marek Frąckowiak, Izba Wydawców Prasy powiedział, że art. 212 trzeba znieść, i jest to ważne zwłaszcza dla mediów lokalnych: Wierzę, że godność i wolność słowa to wartości równoważne – ale art. 212, „przeczołgiwanie” ludzi oskarżonych z tego przepisu, pozbawia ich tej godności (od ciągania do sądu na drugi koniec Polski po kierowanie na badania psychiatryczne – kiedy w końcu sprawa się kończy uniewinnieniem, jest już dużo za późno) - dodał.

Jego zdaniem art. 212 przynosi więcej szkody niż korzyści – musimy jednak usprawnić drogę cywilną, by ludzie mogli się bronić w sądzie bez wzywania na pomoc prokuratora.

- Nie możemy liczy na polityków, to, co musi niepokoić, to skłonność także przedstawicieli mediów do używania tego kija. Pierwszym krokiem ku zniesieniu tego przepisu powinno być to, że nie będziemy z niego korzystać a innym będziemy to wypominać

Mec. Dominika Bychawska-Siniarska, HFPC, także uważa, że przepis powinien być zniesiony. Powiedziała, że także po stronie prawników-przeciwników zdarzają się tacy, którzy akceptują jego użycie w konkretnych, ważnych dla siebie sprawach.

Dodała, że kampania prowadzona przeciwko stosowaniu art. 212 sprawiła, że do roku 2015 był on używany coraz rzadziej, a znaczący politycy go nie stosowali. Niestety, trend się teraz odwrócił. A przepis ten nie jest do pogodzenia ze standardami wolności słowa. Więzienie nie jest dla słów.

Red. Jacek Żakowski: Eskalacja używania art. 212 jest niepokojąca. Wiąże się pewnie z atmosferą wzmożenia moralnego – dlatego zacznijmy może od tego, by nie szafować w tej debacie pojęciem godności. Pojęcie „reputacja” w niej całkiem wystarczy.

- Tak naprawdę rozstrzygamy między reputacją a wolnością. A jeśli tak się postawi sprawę – zauważył – widzimy, że wolność jest ważniejsza. Nie możemy w imię ochrony reputacji niszczyć naszą wspólną polityczną wolność.

Dlatego cywilizowane społeczeństwa biorą stronę wolności – ma ona cenę. Jest nią m.in. to, że o prezydencie USA można powiedzieć „jaszczur”, a on na to nie zareaguje. - Nie wolno ograniczać wolności w imię czyjejś reputacji - podkreślił.

Poseł Krzysztof Mieszkowski podkreślił, że przepis pozwalający cenzurować wolność wypowiedzi (nie tylko art. 212 ale i art. 196 Kk, pozwalający na ściganie obrazy uczuć religijnych), zagraża demokracji i otwartej debacie. W sytuacji, gdy większość mediów nastawiona jest na zysk, a nie na wspieranie debaty, są tym bardziej niebezpieczne.

Mec. Michał Hara, BRPO: Istotą problemu jest, że teoretycznie karaniu z art. 212 podlega mówienie nieprawdy, ale praktyka i kontekst Kodeksu Karnego nie pozwala ustrzec przed karą ludzi mówiących prawdę.

Mec. Dariusz Pluta: Osoba urażona powinna mieć prawo uzyskania przeprosin i zadośćuczynienia. Ale dziś art. 212 służy do tego, by inną osobę nazwać przestępcą. By przestraszyć, że jako skazany nie dostanie wizy do USA, posady na renomowanej uczelni czy nawet kredytu. Po co nam zatem taki przepis? Po co naprawdę go wprowadziliśmy?

PROPOZYCJA Na początek – zdaniem mec. Pluty – należy pozbyć się paragrafu 2 z art. 212, czyli tej części, która dotyczy dziennikarzy i pozwala posadzić w więzieniu za słowo.

Kolejny krok – to taka zmiana, która kazałaby wykazać nie tylko możliwość zniesławienia, ale i dowieść jego realnego skutku.

A tak naprawdę – powiedzmy sobie, że przyzwoity człowiek nie korzysta z art. 212.

Red. Jan Ordyński: Z art. 212 jest jak z Senatem. Każda opozycja zapowiada jego likwidację, a każda władza utrzymuje. Bo ten przepis ma znaczenie polityczne.

Są takie pomówienia i oszczerstwa, na które trzeba mieć narzędzie (konfident, agent, zdrajca kapo…). Przed takimi słowami nie ma się jak bronić – Kodeks cywilny tu nie wystarczy. Penalizacji za to znosić raczej się nie powinno.

PROPOZYCJA Przy wyborze procedury (karna czy cywilna) ważne jest też to, która przebiegnie sprawniej. Cywilna skuteczna nie jest – potrzebna jest nam głęboka zmiana, coś na kształt przepisów wprowadzonych do wyjaśniania sporów w kampanii wyborczej.

Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska: Pamiętajmy, że przepis ten dotyczy nie tylko oskarżonego o zniesławianie, ale i zniesławionego. Zniszczenie czyjejś reputacji może przecież prowadzić do ograniczenia wolności tej osoby – to działa tak samo, jak udowodnienie dziennikarzowi, że mówi nieprawdę.

A w naszej przestrzeni publicznej pojawiają się straszliwe oskarżenia.

PROPOZYCJA. Prawa obu stron trzeba dobrze wyważyć. I da się to zrobić – ale do tego konieczne bardzo głębokie przebudowanie procedury cywilnej.

Sędzia Sądu Najwyższego prof. Włodzimierz Wróbel: Nasza debata jest ciekawa, ale też przewidywalna. Jednak prowadzimy ją już w innej już rzeczywistości – rzeczywistości fake newsów, operowania informacjami w taki sposób, że może to doprowadzać do nieodwracalnych szkód.

Ta zmiana paradygmatu zdaniem prof. Wróbla powinna nam dać do myślenia. Nawet w debacie amerykańskiej zaczyna się dopuszczać myśl, że muszą być lepsze narzędzia przeciwdziałania fake newsom i mowie nienawiści w internecie.

Środki masowej komunikacji to nie tradycyjne media – ale także media społecznościowe. Szkody wyrządzane w internecie są nieodwracalne, bo z internetu nic nie ginie.

Jeśli zniesiemy art. 212, będziemy mieć kolejną debatę – jak bronić ludzi niszczonych fake newsami.

Dominika Bychawska-Siniarska: Art. 212 nie nadaje się do eliminowania fałszywych treści.

Red. Żakowski: niestety „fachowiec” może tak kogoś zniesławić, że nie da się tego w sądzie naprostować. Straszliwych oskarżeń nie usunie się artykułem 212 – one przetrwają w szeptance, plotkach itd. A obrona w procesie karnym niszczy, bo jest kosztowna. 

Potwarzy i zniesławienia się nie zlikwiduje – ale demokrację udało się już ludziom parę razy zlikwidować.

Mec Maciej Lach (jak powiedział, ma klienta z obu stron art. 212 KK): Świat nie dzieli się na dzielnych dziennikarzy lokalnych i złych lokalnych samorządowców czy przedsiębiorców. Moi klienci mówią, że woleliby być pobici czy okradzeni – bo zniesławienie jest dla nich czymś tak strasznym.

Jutro mam sprawę o ochroną dóbr cywilnych – wniesioną w 2011 r. Sprawa bardzo poważna. Cztery lata trwało postępowanie w pierwszej instancji, dwa lata – apelacja, teraz jest kasacja. Spieramy się o zadośćuczynienie, ale same przeprosiny do tej pory nie zostały zrealizowane.

Pamiętajcie Państwo, że tylko postępowanie karne daje pokrzywdzonemu szansę na dojście do tego, kto jest sprawcą pomówienia w sieci (numer IP). Droga cywilna tu nie wystarczy, a sądy cywilne sobie z tym rady nie dadzą. Żadnym rozwiązaniem nie są „szybkie ścieżki” – bo jak odpowiecie na pytanie ojców o to, kiedy przyspieszą się sprawy o ich kontakty z dziećmi.

PROPOZYCJA Co zrobić? Znieść karę więzienia, może przywrócić przestępstwo oszczerstwa (świadomego zniesławienia). Ale pozostać przy procedurze karnej – bo procedura cywilna nam nie wystarczy.

Red. Warzecha: Zachowanie art. 212, by przeciwdziałać opiniom? Mówienie o kimś „zdrajca” czy – współcześnie – „folksdojcz” – to opinia a nie fakt. Znoszenie tego typu określeń jest ceną wolności, o której mówił red. Żakowski. Razem z nim stawiam na wolność słowa.

Art. 212 KK nie nadaje się też do powstrzymywania mowy nienawiści w sieci, bo mówi o publicznym zniesławianiu – a sieć pozwala też szerzyć potwarz w zamkniętych kręgach.

PROPOZYCJA Mec Pluta: Doprowadźmy zatem do tego, by art. 212 nie mógł być stosowany do dziennikarzy i zarejestrowanej prasy. Być może można go zostawić do hejterów w sieci

Podsumowanie – pięć punktów na koniec

Min. Dera: Dyskusja jest trudna, z wieloma głosami się nie zgadzam (godność to coś więcej niż reputacja, a wolność nigdy nie może być nieograniczona).

Sprawa jest tak ważna, że być może w porozumieniu z Prezydentem będziemy tę debatę kontynuować z Panem Rzecznikiem już w Kancelarii Prezydenta.

Adam Bodnar: Zmieniły się czasy i w naszej debacie nie powtarzaliśmy starych argumentów. Nowe można podsumować tak:

1.      Redakcjom i dziennikarzom nie wypada stosować art. 212 KK w swojej obronie

2.      Zniesieniu art. 212 powinno towarzyszyć przywrócenie przestępstwa oszczerstwa (patrz wystąpienie RPO w tej sprawie – załączone pod relacją)

3.      Przepisy art. 212 należy „ociosywać” (kontratyp prawdziwości, wykluczyć możliwość stosowania tego przepisu do ochrony godności instytucji, skasowanie kary więzienia)

4.      Trzeba wzmacniać narzędzia do polubownego rozwiązywania sporu także na podstawie art. 212

5.      Ludzie muszą dostać coś w zamian – sprawniejsze postępowania cywilne, ślepe pozwy (możliwość wniesienia pozwu bez podana danych oszczercy z internetu– bo tego zwykły człowiek nie może sam ustalić, bez pomocy państwa)

Zagadnienia do dyskusji przedstawione przez RPO Adama Bodnara

POLITYKA

1. Dlaczego politycy różnych opcji, pomimo składanych deklaracji, nie dążą do zniesienia art. 212 kodeksu karnego? Dlaczego korzystają z art. 212 kk, pomimo wcześniejszych stanowisk?

2. W jaki sposób doprowadzić do porozumienia wszystkich opcji politycznych w kontekście przyszłości art. 212 kodeksu karnego lub też reformy środków prawnych służących ochronie reputacji?

3. Czy wybory parlamentarne w 2019 r. mogą być okazją do dyskusji na temat przyszłości art. 212 kodeksu karnego?

4. Dlaczego organy naszego państwa zasadniczo nigdy nie zareagowały kompleksowo na rekomendacje organizacji międzynarodowych (OBWE, ONZ) w zakresie zniesienia zniesławienia?

5. Czy brak jednoznacznego stanowiska Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w kontekście zniesienia przestępstwa zniesławienia może być argumentem za pozostawieniem tej regulacji?

SPOŁECZEŃSTWO I MEDIA

1. Czy zagrożenia dla reputacji występujące we współczesnym świecie (nowe technologie, szybkość rozpowszechniania informacji) uzasadniają utrzymywanie ochrony prawnokarnej? Czy nie jest wystarczająca ochrona przed zniewagą (art. 216 kk)?

2. Czy polaryzacja mediów, ale także brak jednolitej reprezentacji środowiska dziennikarskiego, ma wpływ na utrzymywanie aktualnego porządku rzeczy w zakresie korzystania ze środków prawnokarnych w kontekście ochrony reputacji?

3. Czy jakość współczesnego dziennikarstwa uzasadnia stosowanie środków prawnokarnych w przypadku zniesławienia?

4. Jakie znaczenie praktyczne i reputacyjne ma dla dziennikarzy (ale także innych osób) występowanie w charakterze oskarżonego w procesie karnym?

5. Czy w praktyce życia społecznego ważne byłoby ściganie przestępstwa oszczerstwa (umyślne zniesławienie)?

6. Czy prywatne akty oskarżenia są wykorzystywane jako środek uciszenia krytyki i zainteresowania dziennikarzy przez biznesmenów (na zasadzie strategic lawsuit against public participation)?

PRAWO I PRAKTYKA ORZECZNICZA

1. Czy środki cywilnoprawne (ochrona dóbr osobistych) są wystarczające dla ochrony reputacji? Jak się rozkłada ciężar dowodu oraz koszty takich postępowań w porównaniu do prywatnego aktu oskarżenia o zniesławienie?

2. Czy w przypadku anonimowej wypowiedzi możliwe jest ustalenie tożsamości sprawcy naruszenia dóbr w drodze cywilnoprawnej (celem pozwania)? Jak to wygląda w praktyce?

3. Jak się kształtuje sytuacja osoby oskarżonej (na podstawie art. 212 k.k.) do sytuacji osoby pozwanej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych?

4. Czy o wyborze powództwa o ochronie dóbr osobistych lub prywatnego aktu oskarżenia mogą decydować względy praktyczne, takie jak długość postępowania sądowego (w tym w poszczególnych miastach)?

5. Jak się kształtują obecnie sankcje w stosunku do dziennikarzy w przypadku (1) stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych oraz (2) stwierdzenia zniesławienia? Czy są istotne różnice? Czy są one w praktyce porównywalne?

6. Czy możliwość prowadzenia postępowania z art. 212 k.k. na podstawie publicznego aktu oskarżenia powinna być dopuszczalna? Czy prokuratura powinna być kontrolowana w zakresie przyłączania się do tego typu postępowań? 

Od kilkunastu lat trwa w Polsce dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego. Pomimo licznych publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, organizacji pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje stałą częścią polskiego porządku prawnego. Podczas naszego spotkania chcielibyśmy się wspólnie zastanowić, jakie działania należałoby podjąć, aby doprowadzić do realnej zmiany w tym zakresie. 

Do rozmowy zapraszamy wszystkie zainteresowane strony. Bez warunków wstępnych, bez ograniczeń merytorycznych. Jedynym naszym celem jest znalezienie możliwego konsensusu, zwłaszcza środowiska dziennikarskiego, ale także środowisk prawniczych, naukowych, politycznych i społecznych, co do kierunku i głębokości zmiany. Jak wyważyć proporcje i zapewnić względną równowagę między takimi wartościami, jak wolność słowa i prawo do ochrony czci. Uważamy, że należy to osiągnąć w drodze rozmowy i otwartej konsultacji.  

Bardziej szczegółowy zakres pytań i dylematów Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawi – jako organizator debaty – w krótkim słowie wstępnym. Ponadto Rzecznik zobowiązuje się przekazać relację z debaty oraz ewentualne wypracowane stanowisko zarówno opinii publicznej, jak i odnośnym władzom. A w perspektywie kontynuować społeczne konsultacje w tym zakresie ze środowiskami lokalnymi podczas wyjazdów regionalnych.

Do udziału w debacie Rzecznik Praw Obywatelskich zaprosił:

  • dziennikarzy i dziennikarki, redakcje, organizacje dziennikarskie;
  • przedstawicieli władz publicznych (m.in. komisji sejmowych i senackich, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego);
  • ekspertów i ekspertki zajmujące się prawnymi i społecznymi aspektami funkcjonowania art. 212 kk;
  • organizacje specjalizujące się w gwarancjach wolności słowa i praw jednostki;

 

****

Wydarzenie odbyło się w formacie debat Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Dotychczas w Biurz RPO odbyło się 10 takich spotkań. Pierwsza debata 21 czerwca 2011 roku nosiła tytuł „O godności człowieka”. Temat ostatniej debaty, 18 listopada 2016 r., brzmiał: "Facebook – mowa nienawiści – wolność słowa. Wyzwanie cywilizacyjne i prawnicze czy kryzys wartości?".  

W debatach uczestniczyła liczna i różnorodna grupa ważnych postaci życia publicznego, m.in. Tadeusz Mazowiecki, ks. Adam Boniecki, Piotr Gliński, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Fedorowicz, Piotr Winczorek, Bronisław Wildstein, Anna Grodzka, Tomasz Terlikowski, Joanna Szczepkowska, Halina Bortnowska, Ireneusz Krzemiński, Bogusław Chrabota, Magdalena Środa, Aleksander Spempkowski, Wiktor Osiatyński, Krzysztof Śmiszek, o. Maciej Zięba, Zbigniew Bujak, Krystyna Starczewska, Krzysztof Bosak. W każdym spotkaniu uczestniczył też mec. Jacek Taylor, przyjaciel i wykonawca testamentu Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Ubezpieczenia społeczne twórców. Wicepremier wyjaśnia, co się znajdzie w rządowym projekcie

Data: 2019-02-14
  • Rząd pracuje nad projektem ustawy o statusie artysty – zapewnia RPO wicepremier Piotr Gliński
  • Celem jest m.in. rozwiązanie problemu ubezpieczeń społecznych i emerytur artystów
  • RPO zabiega w tej kwestii od ponad trzech lat, kiedy twórcy zaalarmowali go w czasie spotkań regionalnych Rzecznika

Problem polega na tym, że twórcy na ogół mają nieregularne dochody. Większość z nich nie pracuje na etat. Tymczasem zasady ubezpieczenia społecznego wymagają stałych, miesięcznych opłat składkowych w określonej wysokości. Jest ona ustalana na zasadach, jakie obowiązują przedsiębiorców. W efekcie może to prowadzić do wykluczenia twórców z dostępu do systemu ubezpieczenia społecznego, w tym świadczeń emerytalno-rentowych. 

Wicepremier i minister kultury informuje teraz Rzecznika, że projekt, który ma doprowadzić do poprawy tej sytuacji, jest wstępny i jest przedmiotem konsultacji z Zespołem Ekspertów Ogólnopolskiej Konferencji Kultury

Projekt zakłada, że osoby zawodowo prowadzące działalność twórczą i artystyczną, a nie posiadające tytułu do ubezpieczenia społecznego, po prostu opłacałyby składki takie, jak przy płacy minimalnej – pisze wicepremier i minister kultury.

Projekt zakłada ponadto, że artystom, których przeciętny miesięczny przychód byłby niższy niż przeciętne wynagrodzenie, przysługiwałyby dopłaty do składek na ubezpieczenie społeczne w wysokości dostosowanej do przychodu uzyskanego w poprzednim roku.

Zgodnie z projektem dopłaty finansowane byłyby ze specjalnego państwowego funduszu celowego - Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych - którego operatorem byłby Narodowy Fundusz Artystów.

III.7060.158.2016

Ograniczanie filmowcom wstępu do Sejmu może naruszać Konstytucję

Data: 2019-01-29
  • Ekipa filmowa nie została wpuszczona do Sejmu, bo nie działała „z upoważnienia redakcji”
  • Jeśli tak stanowią sejmowe przepisy, to trzeba je zmienić – pisze RPO do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego

Ekipa filmowa przygotowująca materiał dokumentalny nie została wpuszczona do Sejmu, by zarejestrować przebieg jednego z posiedzeń parlamentu. W marcu 2018 r. Rzecznik interweniował w tej sprawie u Marszałka Sejmu. Dowiedział się, że na wpuszczenie filmowców nie pozwala zarządzenie Marszałka Sejmu z 9 stycznia 2008 r. w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu oraz wstępu i wjazdu na tereny pozostające w zarządzie Kancelarii Sejmu, zgodnie z którym karty prasowe są wydawane dziennikarzom w celu wykonywania czynności zawodowych na terenie Sejmu i Senatu.

Szef Kancelarii Sejmu zinterpretował  w 2018 r. te przepisy, powołując się na prawo prasowe z 1984 r. Uznał, że filmowcy nie są dziennikarzami, bo dziennikarzem jest „osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji". Ekipa filmowa przygotowująca film dokumentalny na zleceniu podmiotu zajmującego się produkcją filmową, takich przesłanek nie spełniała.

Teraz RPO zwraca uwagę Marszałkowi Sejmu, że takie regulacje nie gwarantują w pełni możliwości korzystania z konstytucyjnych praw gwarantowanych w art. 61 Konstytucji (Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne) oraz 73 Konstytucji (Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury).  A to budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika.

Prosi on marszałka Marka Kuchcińskiego o rozważenie zmiany przepisów.

VII.600.20.2017

RPO zaniepokojony nowymi zasadami dotyczącymi czasopism naukowych

Data: 2019-01-25
  • Ludzie nauki skarżą się na nowe zasady ustalania listy czasopism naukowych, przygotowane przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
  • W ocenie RPO może to zahamować ważne badania, grozić likwidacją renomowanych polskich czasopism i powodować patologie na rynku 
  • Ograniczy to także możliwość awansu młodych naukowców ze względu na niemożność opublikowania wyników ich badań w czasopismach z ministerialnej listy

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do wicepremiera, ministra Jarosława Gowina o zmianę jego rozporządzenia -  tak aby zasady tworzenia list czasopism punktowanych uwzględniały zgłoszone uwagi. 

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 7 listopada 2018 r. w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych oraz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów, wykaz czasopism winien obejmować czasopisma naukowe ujęte w międzynarodowych bazach wskazanych w rozporządzeniu, recenzowane materiały z konferencji międzynarodowych ujęte w odpowiednich, międzynarodowych bazach oraz czasopisma naukowe będące przedmiotem projektów finansowanych w ramach programu „Wsparcie dla czasopism naukowych”.

W skargach do Biura RPO i na forum publicznym prezentowane są wątpliwości w tej sprawie. W ocenie RPO nie ma ona jedynie charakteru technicznego. W praktyce może bowiem negatywnie wpłynąć na rozwój polskiej nauki, na możliwości awansu młodych naukowców oraz przyczynić się do  patologicznych zachowań na rynku wydawnictw naukowych.

- Nie negując zasadności przyjętej koncepcji zmierzającej do wzrostu znaczenia na arenie międzynarodowej polskiej nauki, której elementem są też zasady tworzenia wykazu, pragnę wskazać na trudne do zaakceptowania praktyczne implikacje wprowadzonego rozwiązania – napisał Adam Bodnar w swym wystąpieniu.

Rozporządzenie nie uwzględnia specyfiki nauk humanistycznych. Badania dotyczące tego obszaru często mają charakter lokalny. O ile więc ich wyniki mają bardzo istotne znaczenie w perspektywie polskiej, o tyle w  bardzo ograniczonym zakresie mogą być przedmiotem zainteresowania zagranicznych czasopism naukowych uwzględnionych w rozporządzeniu. W międzynarodowych bazach brak jest m.in. polskich czasopism prawniczych, a ich uwzględnienie w wykazie wymaga czasu. W  bazach tych często nie ma znaczących międzynarodowych czasopism z zakresu np. nauk prawnych, a niektóre z uwzględnionych zagranicznych tytułów koncentrują się na tematach krajowych.

Według Rzecznika wystarczającym rozwiązaniem nie jest uwzględnianie w wykazie także czasopism naukowych finansowanych w ramach programu „Wsparcie dla czasopism naukowych”, gdyż:  

  • szereg uznanych polskich czasopism naukowych nie spełnia wymogu publikowania tekstów w otwartym dostępie, co jest niezbędne aby uzyskać finansowanie w ramach programu;
  • po ustaniu finansowania w jego ramach czasopisma nie będą mogły znaleźć się na liście, chyba że zostaną w tym czasie uwzględnione w bazach zagranicznych (co  może być wysoce utrudnione m.in. z uwagi na lokalny charakter badań);
  • liczba tytułów mogących być objętych finansowaniem (maksymalnie 500), jest nieproporcjonalna w perspektywie liczby osób potencjalnie zainteresowanych publikacją;
  • rozporządzenie nie precyzuje zasad sporządza listy wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe. Zgodnie z obowiązującym prawem, takie listy nie byłyby tworzone w oparciu o złożone wnioski.

Ponadto wątpliwości Rzecznika budzą podstawy różnicowania statusu czasopism naukowych w zależności, od tego, czy są one finansowane w ramach tego programu. Źródło finansowania czasopisma – w przeciwieństwie do jego naukowej jakości – nie powinno mieć znaczenia w perspektywie tworzenia list czasopism punktowanych.

W ocenie Rzecznika kwestia nie ma jedynie charakteru technicznego. W praktyce może to mieć negatywny wpływ na rozwój polskiej nauki, gdyż.

  • może to wpłynąć na zahamowanie prowadzenia ważnych w perspektywie polskiej badań naukowych,
  • prowadzić do likwidacji szeregu renomowanych krajowych czasopism naukowych,
  • powodować patologie na rynku wydawniczym spowodowane brakiem transparentnych procedur tworzenia list wydawców.

- Przede wszystkim jednak zaproponowane rozwiązania wpłyną na ograniczenie możliwości awansu naukowego młodych naukowców, którzy – z uwagi na przedmiot prowadzonych badań i brak możliwości opublikowania ich wyników w czasopismach z listy ministerialnej – zostaną wykluczeni z grona osób mogących uzyskać stopień naukowy doktora, czy doktora habilitowanego – wskazuje Adam Bodnar.

Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra Jarosława Gowina o zmianę rozporządzenia - tak by zasady tworzenia list czasopism punktowanych uwzględniały uwagi Rzecznika, podzielane przez środowisko naukowe.

VII.7033.40.2018

Spotkanie w Ministerstwie Cyfryzacji ws. patostreamingu

Data: 2019-01-17

17 stycznia 2019 r. w Ministerstwie Cyfryzacji odbyło się spotkanie poświęcone problematyce patologicznych treści w internecie, w szczególności – patostreamingowi. 

To pokazywanie przemocy i wulgarnych treści, niekiedy będących łamaniem prawa, po to, by oglądający to przez internet widzowie płacili nadawcy. W Polsce w ostatnich latach zjawisko nasila się w sposób nieznany w innych krajach.

W spotkaniu, prowadzonym przez wiceministrów Wandę Buk i Adama Andruszkiewicza, wzięły udział m.in. przedstawicielki Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Dziecka, NASK, Komendy Głównej Policji, Kigeit, PIKE, a także platform internetowych – Google’a i Facebooka. 

Wiceminister Adam Andruszkiewicz wskazał, że - zwłaszcza w świetle tragedii w Gdańsku - walka z patostreamingiem jest teraz szczególnie ważna. W dyskusji podkreślano niepokojące zjawiska związane z internetem:

  • bardzo niską liczbę zgłoszeń przypadków patostreamingu przez użytkowników sieci,
  • wzrastającą falę mowy nienawiści w internecie po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza,
  • korzystanie przez streamerów z płatności alternatywnych po zablokowaniu możliwości zarabiania na streamach przez youtube.

Dyskutanci mówili, że zjawisko patologicznych treści w internecie należy potraktować szeroko, nie ograniczając się wyłącznie do streamów. Nie zawsze treści łamią prawo, ale często są bulwersujące, zwłaszcza jeśli miałyby oglądać je dzieci.

Dyskutowano także o możliwości podjęcia współpracy w zakresie standaryzacji narzędzia do zgłaszania niepożądanych treści oraz propozycje zmian legislacyjnych.

Wszyscy podkreślali, że konieczne są bardzo szerokie działania edukacyjne w zakresie treści znajdujących się na platformach, możliwości reagowania i zgłaszania treści niepożądanych w sieci, ale też skutków, jakie te treści niosą. Wyrażono jednogłośną wolę współpracy w tej kwestii.

Przedstawicielki Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wskazały na działająca przy RPO koalicję podmiotów: youtuberów, instytucji państwowych, dziennikarzy, organizacji pozarządowych, SWPS, przedstawicieli policji i prokuratury. Zaprosiły wszystkie chętne podmioty do współpracy w ramach kolejnych działań przeciwko patotreściom w internecie.

RPO chce uznania niekonstytucyjności przepisów o gminnej ewidencji zabytków

Data: 2018-12-03
  • Właściciel prywatnego obiektu włączonego do gminnej ewidencji zabytków nie może dziś skutecznie zakwestionować takiego wpisu - nawet o nim nie wie
  • Tymczasem wpis taki ogranicza np. remonty czy rozbudowę danego budynku 
  • RPO od lat upomina się o prawa tych osób. Przyłączył się do pytania prawnego Naczelnego Sądu Administracyjnego do Trybunału Konstytucyjnego
  • Rzecznik wnosi o uznanie niekonstytucyjności obecnych przepisów

Od 2012 r. RPO wielokrotnie zwracał się do kolejnych ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w sprawie procedury włączania prywatnych nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków, uregulowanej w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Wpis ogranicza korzystanie z własności ze względu na interes publiczny. Tymczasem szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis - jakkolwiek w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. W sprawie takiego wpisu nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej. W ocenie RPO jest to nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności (według art. 64 Konstytucji RP każdy ma prawo do własności, która podlega równej dla wszystkich ochronie prawnej i może być ograniczona tylko ustawą i jedynie w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności).  

Pytanie prawne NSA

Sprawa w NSA dotyczyła skargi obywatela, który zakwestionował wpis swego budynku do rejestru, bo - jego zdaniem - nie ma on cech zabytkowych. Wskazywał na nieprzeprowadzenie postępowania, w którym ustalono by wartość zabytkową budynku; nie zbadano także jego aktualnego stanu.

Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę. Uznał, że skoro ani ustawa, ani rozporządzenie ministra nie precyzują, jakie czynności, w jakim trybie i formie powinny zostać dokonane przy włączaniu danej nieruchomości do ewidencji, to wystarczy sprawdzenie karty adresowej takiego obiektu, uzupełnione oświadczeniem konserwatora zabytków potwierdzającym, że czynność taka została dokonana.

Badając skargę kasacyjną, NSA 13 czerwca 2018 r. postanowił zadać TK (sygn. akt II OSK 2781/17) pytanie prawne. Zakwestionował w nim konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków  - w zakresie, w jakim ogranicza on prawo własności nieruchomości poprzez dowolne i arbitralne włączanie jej do ewidencji, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej. Co więcej, wszystkie czynności pozostają niejawne dla właściciela, który o dokonanym ograniczeniu dowiaduje się już po fakcie.

Według NSA przepisy nie precyzują,  jak sprawdzać karty adresowe danego obiektu ani też jaki tę czynność dokumentować. Powoduje to, że każdy przejaw aktywności organu staje się prawidłowy, zaś kontrola sądowoadministracyjna tego – formalna. Sąd nie może  bowiem zweryfikować, czy dany obiekt rzeczywiście jest zabytkiem i czy ograniczenie własności, np. w procesach inwestycyjno-budowlanych, jest uzasadnione.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak, jak ujmował go w swoich wystąpieniach także Rzecznik. NSA podał w wątpliwość, czy poziom ochrony zapewnianej właścicielowi spełnia konstytucyjne i konwencyjne standardy, zagwarantowane w art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Argumenty RPO

Rzecznik przyłączył się do tego postępowania w TK (P 12/18). Wniósł o uznanie, że art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy jest niezgodny z art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  oraz z art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji.

W pisemnym uzasadnieniu stanowiska RPO wskazuje, że art. 64 Konstytucji gwarantuje obywatelom poszanowanie „prawa własności i innych praw majątkowych” oraz ochronę tego prawa - równą  dla wszystkich równą. Normy te dopełnia wynikająca z art. 31 ust. 3 Konstytucji zasada proporcjonalności.

Zbliżone gwarancje zawiera też Konwencja, która w art. 1 Protokołu „Ochrona własności” głosi, że „Każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa międzynarodowego”.

Na tej podstawie Europejski Trybunał Praw Człowieka  stwierdził w sprawie Potomscy przeciwko Polsce naruszenie gwarancji, bo państwo nie zapewniło odpowiednich procedur ochronnych względem naruszonego prawa własności (w tym wypadku - umożliwienia wykupu nieruchomości bądź jej wywłaszczenia na wniosek właściciela, którego całkowicie pozbawiono możliwości korzystania z własności, ze względu na jej cenne walory zabytkowe).

Rzecznik podkreśla, że właściciel nieruchomości nie jest informowany o tym, że w stosunku do jego nieruchomości władze będą podejmowały działania zmierzające do ograniczeń w korzystaniu z własności, mające służyć dobru wspólnemu. Nie wie także, co uzasadnia objęcie jego nieruchomości ochroną konserwatorską. Na żadnym etapie żaden z organów nie jest nawet formalnie zobligowany do jakichkolwiek badań, czy dany obiekt w ogóle spełnia kryteria uznania go za zabytek. Podstawową gwarancją, że nadzorem konserwatorskim rzeczywiście obejmuje się obiekt o walorach zabytkowych jest to, że ze sprawą zaznajomiony jest wojewódzki konserwator zabytków, który nieformalnie porozumiał się w tej sprawie z organem gminy.

Gdy zaś nieruchomość zostaje oficjalnie uznana za zabytek przez państwo, jego organy są uprawnione do głębszej ingerencji w prawo własności. Chodzi np. o udział konserwatora w postępowaniach inwestycyjno-budowlanych i możliwość ich zablokowania. Konieczność uzgodnienia planów budowlanych pośrednio umożliwia konserwatorowi skłonienie właściciela do konkretnych rozwiązań projektowych. Może to stanowić skuteczne narzędzie wpływu.

Rzecznik wskazuje,  że wzgląd na lepszą ochronę zabytku uzasadniałby jak najszybsze ostrzeżenie właściciela, że dysponuje on szczególnym dobrem kultury i musi bardziej o niego dbać.  Ukrycie tej informacji nie zapobiegnie np. ewentualnej  dewastacji obiektu czy potencjalnie szkodliwym inwestycjom. Brak informacji o wpisie nie przyspieszy też stworzenia ewidencji gminnej - z tego punktu widzenia niejawność nie jest do niczego potrzebna.

Objęcie nieruchomości ochroną konserwatorską  wpływa na ekonomiczną racjonalność decyzji o zakupie danego obiektu, jak i jego na wartość, a więc i cenę zakupu. - Jeżeli więc dopiero co nabyta nieruchomość została bez wiedzy właściciela wpisana do ewidencji gminnej jako obiekt zabytkowy, okoliczność taka może oczywiście budzić u nabywcy (ale i zbywcy) uzasadnione i całkowicie zrozumiałe poczucie bycia oszukanym przez władze publiczne – skoro przedmiotem zakupu była nieruchomość o innych cechach faktycznych i prawnych, niż to się stronom z początku wydawało – napisał RPO do TK.

Wątpliwości budzi kwestia zakresu ochrony udzielanej właścicielom w takich sprawach przez sądy administracyjne – czy mogą np. badać, czy obiekt włączany do ewidencji wykazuje cechy zabytku. Jeden z sądów przyjął, że ewidencja jest zbiorem przeznaczonym dla zabytków, a posiadanie walorów zabytkowych nie może być z góry zakładane, lecz winno być poprzedzone badaniami. Nie podzielono stanowiska organu, że można dokonać wpisu obiektu, który nie został zakwalifikowany jako zabytek bez odpowiednich analiz - wtedy wpis stanowi dowolne działanie organu. Stanowisko takie wydaje się obecnie dominować. Są jednak i  orzeczenia o braku możliwości zakwestionowania przed sądem zabytkowego charakteru nieruchomości. Sama fachowa wiedza organu konserwatorskiego może wystarczyć dla oceny, czy dany obiekt jest zabytkiem – uznał inny sąd.

W ocenie Rzecznika niepewność co do zakresu ochrony udzielanej przez sąd osłabia bezpieczeństwo prawne obywateli i podważa ich zaufanie w sprawiedliwość i racjonalność działań prawodawcy.

Przedmiotem postępowania w TK jest tzw.  pominięcie prawodawcze (gdy ustawodawca uregulował pewną kwestię, lecz uczynił to w sposób niepełny). Zdaniem RPO brak gwarancji ochronnych dla właściciela - choć niektóre wypracowało orzecznictwo sądowoadministracyjne) - nie może być traktowany jako celowe i świadome pozostawienie danej materii poza zakresem ustawy.

Wcześniejsze działania RPO w sprawie

W listopadzie 2017 r. minister kultury, wicepremier Piotr Gliński poinformował RPO o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Deklarował, iż jeszcze przed zakończeniem prac zespołu możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków. Miałaby ona poprawić standard ochrony właścicieli - m.in. przez zobligowanie organów administracji do zawiadomienia właściciela o takim wpisie i jego uzasadnieniu.

W odpowiedzi na kolejne pismo RPO z 21 czerwca 2018 r., wiceminister kultury Jarosław Sellin napisał, że planowany termin wydania rozporządzenia to IV kwartał 2018 r. Zapowiedział, że nowelizacja przewiduje:

  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wojewódzkiego konserwatora zabytków o włączeniu zabytku do wojewódzkiej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o włączeniu zabytku do gminnej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • dodanie przepisu, że porozumienie organu prowadzącego gminną ewidencję zabytków z wojewódzkim konserwatorem zabytków co do ujęcia w ewidencji zabytku, który nie jest wpisany do rejestru zabytków ani nie został włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków, ma formę pisemną, a stanowisko wojewódzkiego konserwatora o zasadności włączenia zabytku do ewidencji wymaga szczegółowego uzasadnienia.

IV.7002.8.2018

Dlaczego w samorządowym kinie w Strzyżowie nie wyświetlono filmu „Kler”

Data: 2018-11-30

Rzecznik zwrócił się do burmistrza Strzyżowa o wskazanie przyczyn niewyświetlania filmu „Kler” w kinie prowadzonym przez miejską jednostkę organizacyjną.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga dotycząca niewyświetlania tego filmu  w samorządowym kinie „Sokół”. Sprawa była również opisywana w mediach. Skarżący podkreśla, że władze miasta publicznie formułowały krytyczne wypowiedzi dotyczące filmu.

Opisana sytuacja może budzić wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 73 Konstytucji RP wolności twórczości artystycznej i  prawa do dostępu do dóbr kultury.

Sztuka często wyraża krytyczne poglądy artystów na rzeczywistość i wpływa na kształtowanie przekonań opinii publicznej. Dlatego też, wolność artystyczna ściśle wiąże się ze swobodą wypowiedzi, która jest chroniona na mocy art. 54 Konstytucji RP. Wolność wypowiedzi i twórczości artystycznej obejmuje również dzieła poruszające tematy trudne i kontrowersyjne. Tak rozumiana wolność artystyczna jest jednym z podstawowych gwarantów demokratycznego państwa prawa. 

VII.715.33.2018

Patostreaming - co robimy? Deklaracja uczestników Okrągłego Stołu RPO do walki z patotreściami w internecie

Data: 2018-11-28

W Biurze RPO spotkali się po raz drugi uczestnicy Okrągłego Stołu do walki z patotreściami w internecie. Efektem spotkania jest deklaracja:

DEKLARACJA UCZESTNIKÓW OKRĄGŁEGO STOŁU RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH DO WALKI Z PATOTREŚCIAMI W INTERNECIE

Patologiczne treści w internecie, w tym patostreaming, są jednym z tych zjawisk internetowych, wobec których nie możemy pozostać obojętni. Wulgarne, poniżające, pełne przemocy fizycznej i słownej treści, nierzadko nagrywane pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, z lekceważeniem prawa i zasad współżycia społecznego – niosą demoralizujący przekaz. Tym bardziej, że szczególnie często dociera on do młodych ludzi.

Rzecznik Praw Obywatelskich zorganizował w swoim Biurze spotkanie „okrągłego stołu” poświęcone problematyce patologii w internecie. Udział w nim wzięli: prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz publicznych, organizacji pozarządowych, firm technologicznych oraz youtuberzy i dziennikarze. W trakcie spotkania zgłoszono liczne postulaty podjęcia działań, które mogłyby prowadzić do ograniczenia samego zjawiska patostreamingu oraz jego destrukcyjnych skutków społecznych i wychowawczych. Są to miedzy innymi:

  1. Zebranie informacji na temat działań podejmowanych przez rząd i instytucje publiczne w walce z patologiami w internecie.
  2. Wypracowanie strategii dotyczącej bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w sieci.
  3. Przygotowanie sprofilowanych instrukcji: „Co robić, gdy zetknę się z patotreściami w sieci?”.
  4. Podejmowanie w mediach tematów edukacyjnych dotyczących konieczności reagowania na przemoc i patologię w internecie.
  5. Wypracowanie mechanizmów, które pozwolą zwiększyć skuteczność zgłoszeń przypadków występowania patotreści platformom internetowym.
  6. Dążenie do stworzenia instytucji na wzór komisji etyki reklamy, która mogłaby się zająć monitorowaniem zjawisk związanych z patostreamingiem.
  7. Postulowanie zmian w prawie, które prowadziłyby zarówno do ograniczenia możliwości zarabiania na tym procederze, jak i pokusy sponsorowania go.
  8. Dążenie do zwiększenia aktywności platform internetowych w zakresie ograniczenia dostępności patologicznych treści.
  9. Ograniczanie dostępu dzieci do patotreści przez zmianę algorytmów i wprowadzenie ograniczeń wiekowych. 

Jako organizacje i osoby zajmujące się zjawiskiem patologii w internecie, wyrażamy pełne poparcie dla powyższych postulatów. Deklarujemy wolę działania na rzecz ich realizacji. Pragniemy również współpracować w tym zakresie zarówno między sobą (sygnatariuszami tego porozumienia), jak i z innymi podmiotami. Naszym celem jest takie kształtowanie przestrzeni publicznej, aby szanowana była w niej ludzka godność oraz bezpieczeństwo dzieci i młodzieży.

Warszawa, 28 listopada 2018 roku.

Sygnatariusze deklaracji:

  1. Rzecznik Praw Obywatelskich
  2. Rzecznik Praw Dziecka
  3. Ministerstwo Cyfryzacji
  4. NASK
  5. Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”  
  6. Helsińska Fundacja Praw Człowieka
  7. SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny
  8. Fundacja Szkoła z Klasą
  9. Ośrodek Monitorowania Zachowań Ksenofobicznych i Rasistowskich
  10. Fundacja Centrum Cyfrowe
  11. Onet KOBIETA
  12. Orange Polska
  13. Wykop.pl
  14. Google Polska
  15. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę
  16. Lifetube, Kamil Bolek
  17. Ludmiła Anannikova
  18. Grzegorz Zajączkowski
  19. Mediafun, Maciek Budzich
  20. Karol Paciorek
  21. Aula Polska, Artur Kurasiński
  22. Fundacja ePaństwo
  23. Porcelanowe Aniołki, Rafał Szymański
  24. Krzysztof Woźniak
  25. Good for you, Wojtek Kardyś
  26. Maciej Broniarz

 

Jak dojechać do miasta? O wykluczeniu transportowym na spotkaniu regionalnym w Lublińcu

Data: 2018-11-27
  • Kilkanaście osób przyszło na spotkanie z RPO Adamem Bodnarem w Lublińcu.
  • Najciekawsze problemy? Wykluczenie komunikacyjne i opłaty pobierane przez jedną z przychodni za wystawianie zwolnień do szkoły

Spotkanie było ostatnim z cyklu pięciu spotkań regionalnych  w województwie śląskim zorganizowanych 26 i 27 listopada. Ich celem było zbieranie tematów, którymi Rzecznik Praw Obywatelskich może się zająć, a przy okazji – pokazywanie, co RPO może zrobić, jakie ma kompetencje i możliwości.

Transport publiczny, wykluczenie transportowe

Po likwidacji PKS wsie łączy z Lublińcem tylko autobus szkolny. Ludzie zdani są tylko na prywatne samochody. Są osoby, które nie mogą jak dostać się do lekarza, do urzędów. A poza tym zwiększa to problem smogu.

Samo miasto Lubliniec nie rozwiąże tego problemu, potrzebne jest wsparcie ościennych gmin

RPO: Nikt się na to nie skarży, to nawet nie jest temat luźno kojarzony z prawami człowieka. A jeżdżąc po kraju widzimy, jak w całym kraju rośnie problem wykluczenia transportowego. Jak nierówny jest przez to dostęp do edukacji, służby zdrowia, urzędów.

Rzecznik mówi o tym głośno. Musimy doprowadzić najpierw do tego, że temat ten stanie się przedmiotem debaty publicznej. Wtedy większe będzie prawdopodobieństwo, że rząd się tym zajmie

Emerytury artystów

Artyści zarabiają w taki sposób, że nie są objęci systemem emerytalnym. Specyficzna jest sytuacja tancerzy, którzy nie mogą tego zawodu wykonywać w wieku średnim. 60-letni tancerz nie zatańczy w „Jeziorze Łabędzim”. Jednocześnie w okolicach 40-tki nie ma szansy na przekwalifikowanie. Nie ma rynku dla instruktorów, nie ma pracy dla dojrzałych tancerzy – tak jak może być dla śpiewaków.

Dziś radzimy sobie tak, że staramy się tańczyć jak najdłużej, nawet do 50-tki. Potem szukamy pracy na zapleczu teatru. Ale to nie starcza dla wszystkich.

RPO: Zatem musimy się temu ponownie przyjrzeć, dopytać Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Prawa osób z niepełnosprawnościami

Stowarzyszenie osób niewidomych nie dostaje dofinansowania do swoich projektów od gminy. Przez to niewidomi mieszkańcy miasta nie mogą korzystać z dóbr kultury, z teatru, z kina – co jest możliwe dla niewidomych w dużych miastach.

Problem polega na tym, że organizacja osób niewidomych może korzystać ze wsparcia na podstawie przepisów o ochronie zdrowia – a ochrona zdrowia należy do zadań powiatu. Gmina nie ma prawa na finansowanie takich działań. Tymczasem powiat dofinansowuje siedzibę, ale już nie aktywności organizacji.

RPO: A jakbyście Państwo założyli drugie stowarzyszenie, takie, które będzie mogło wystąpić o wsparcie na aktywizację do gminy? Warto  też nawiązywać współpracę z biznesem, z ludźmi dobrej woli. Bo państwo nie we wszystkim może pomóc.  Skoro go nawet nie stać na pekaes dla ludzi.

- My w Lublińcu mamy tradycję biegów charytatywnych. Zbieramy pieniądze na różne cele.

Sytuacja organizacji pozarządowych, rządowy nadzór nad organizacjami

- Na jakim etapie jest centralizacja nadzoru rządowego na organizacje?

RPO: Została przyjęta ustawa o Narodowym Instytucie Wolności, który ma centralizować pieniądze na instytucje rządowe. Nie udała się jednak koncepcja centralizacji funduszy rządowych( bo poszczególne ministerstwa zatrzymały swoje pieniądze dla organizacji). Narodowy Instytut jeszcze nie podzielił żadnych pieniędzy, ale można się spodziewać, że będzie finansował określone tematy, a innych – nie.

Jednocześnie jednak Narodowy Instytut nie dostał do dzielenia pieniędzy z Funduszy Norweskich. Te pieniądze będą dzielone w sposób niezależny.

Generalnie – należy ufać procedurom konkursowym, bo prawdopodobnie tylko część organizacji straci szansę na finansowanie.

RODO, ochrona danych osobowych, prawa konsumentów

Jak się bronić przed telemarketerami, zwłaszcza jeśli dzwonią do starszych rodziców

RPO: Najważniejsze jest zidentyfikowanie dzwoniącego. Trzeba pytać o imię, nazwisko i nazwę firmy. I formalnie wystąpić do tej firmy o usunięcie danych. RODO sprawia, że firmy będą reagowały na takie listy. Jeśli nie odpowiedzą, to Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych może na taką firmę nałożyć karę.

Wybory

Czy jest monitoring w lokalach wyborczych czy nie?

RPO: Nie, bo to jest niezgodne z ochroną danych osobowych

-  Ale czy można mieć zaufanie do wyborów? Czy nie są fałszowane

RPO: Ani Państwowa Komisja Wyborcza ani OBWE nie stwierdziła poważnych naruszeń. Istotę uczciwego procesu wyborczego pokazuje to, co dzieje się na Węgrzech. Tam niezależni obserwatorzy mówili, że procedury wyborcze były dotrzymane, za to wszystko co działo się przed wyborami, nie było w porządku.

Rzeczniczka lublinieckiej policji  dostała się ponownie do rady miasta i nagle została odwołana z funkcji. Czy policjant nie ma prawa do funkcji publicznej? Mówi się w Lublińcu, że komendant główny chce zniechęcić funkcjonariuszy do działalności publicznej. Nasza radna czuje się pokrzywdzona takim potraktowaniem.

RPO: Problem jest głębszy – jak łączyć zawody zaufania publicznego z funkcjami publicznymi, gdy polityka wkracza w każdy aspekt życia. Być może pani radna zechce się do nas zwrócić, żeby można było tę sprawę wyjaśnić.

Służba zdrowia (pytania przekazane przez ucznia nauczycielce WOS, która przyszła na spotkanie)

- Czy ośrodek zdrowia może pobierać opłaty za wystawianie zwolnienia do szkoły (kosztuje to 15 zł)

RPO: Nie można. Z prawa do edukacji wynika konieczność usprawiedliwiania nieobecności. To nie może być prawne i już.

Prawa osób pozbawionych wolności

Stowarzyszenie prowadzące działalność na rzecz pomocy postpenitencjarnej w Lublińcu chce się zajęć się pomocą dla osób starszych pozbawionych wolności.

Smog

Macie problem? – Tak!

RPO: Zaproście ludzi Rybnickiego Alarmu Smogowego. Nikt Wam lepiej nie wytłumaczy, co i jak robić [relacja ze spotkania RPO w Rybniku, gdzie omawialiśmy problem smogu, zamieszczona jest pod tą relacją].

W ochronie praw właścicieli zabytków. RPO przyłączył się do pytania prawnego do Trybunału Konstytucyjnego

Data: 2018-11-05
  • Właściciele prywatnych obiektów włączanych do gminnej ewidencji borykają się z szeregiem problemów
  • Dziś ustawa nie przewiduje np. ochrony prawnej właściciela kwestionującego wpis do ewidencji zabytków
  • Dlatego RPO przyłączył się do pytania prawnego Naczelnego Sadu Administracyjnego, skierowanego w takiej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego

Od 2012 r. RPO wielokrotnie zwracał się do kolejnych ministrów kultury i dziedzictwa narodowego w sprawie procedury włączania prywatnych nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków, uregulowanej w ustawie z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Rzecznik podkreśla, że wpis do ewidencji ogranicza korzystanie z własności ze względu na interes publiczny. Tymczasem szczątkowe regulacje ustawowe nie przewidują ochrony prawnej dla właściciela kwestionującego taki wpis - jakkolwiek w pewnym zakresie dopuszcza ją orzecznictwo sądów administracyjnych. W ocenie RPO jest to nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności (według art. 64 Konstytucji RP każdy ma prawo do własności, która podlega równej dla wszystkich ochronie prawnej i może być ograniczona tylko ustawą i jedynie w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności).  W sprawie takiego wpisu nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej.

W listopadzie 2017 r. minister kultury, wicepremier Piotr Gliński informował RPO o utworzeniu zespołu do opracowania projektu ustawy regulującej sprawy ochrony zabytków. Deklarował, iż jeszcze przed zakończeniem prac zespołu możliwa byłaby nowelizacja rozporządzenia MKiDN z 26 maja 2011 r. w sprawie prowadzenia rejestru zabytków. Miałaby ona poprawić standard ochrony właścicieli - m.in. przez zobligowanie organów administracji do zawiadomienia właściciela o takim wpisie i jego uzasadnieniu.

W odpowiedzi na kolejne pismo RPO z 21 czerwca 2018 r., wiceminister kultury Jarosław Sellin napisał, że planowany termin wydania rozporządzenia określił na IV kwartał 2018 r. Zapowiedział, że nowelizacja przewiduje:

  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wojewódzkiego konserwatora zabytków o włączeniu zabytku do wojewódzkiej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • wprowadzenie obowiązku zawiadamiania właściciela zabytku przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o włączeniu zabytku do gminnej ewidencji zabytków oraz o wyłączeniu zabytku z ewidencji
  • dodanie przepisu, że porozumienie organu prowadzącego gminną ewidencję zabytków z wojewódzkim konserwatorem zabytków co do ujęcia w ewidencji zabytku, który nie jest wpisany do rejestru zabytków ani nie został włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków, ma formę pisemną, a stanowisko wojewódzkiego konserwatora o zasadności włączenia zabytku do ewidencji wymaga szczegółowego uzasadnienia.

RPO zwracał uwagę, że wątpliwości w całej sprawie wyrażane są także w orzecznictwie sądów administracyjnych.

13 czerwca 2018 r. NSA skierował do Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt II OSK 2781/17) pytanie prawne. Zakwestionował w nim konstytucyjność art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków  - w zakresie, w jakim ogranicza on prawo własności nieruchomości poprzez dopuszczenie ujęcia nieruchomości jako zabytku nieruchomego w gminnej ewidencji zabytków, bez zapewnienia właścicielowi gwarancji ochrony prawnej.

Problem konstytucyjny został sformułowany przez NSA tak, jak ujmował go w swoich wystąpieniach także Rzecznik. NSA podał w wątpliwość, czy poziom ochrony zapewnianej właścicielowi spełnia konstytucyjne i konwencyjne standardy, zagwarantowane w art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

30 października 2018 r. Rzecznik przyłączył się do tego postępowania w TK (P 12/18). Wniósł o uznanie, że art. 22 ust. 5 pkt 3 ustawy jest niezgodny z art. 64 ust. 1 i ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  oraz z art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji. Pisemne uzasadnienia stanowiska RPO przedstawi Trybunałowi w ciągu miesiąca.

W listopadzie 2016 r. TK umorzył postępowanie w podobnej sprawie ze skargi konstytucyjnej, do którego przystąpił RPO (SK 3/15). Uznano, że skarżąca nie powołała adekwatnych wzorców konstytucyjnych. 

IV.7002.8.2018, IV.7002.21.2014   

Ktoś fotografował prywatne spotkanie księgowej Muzeum II Wojny Światowej, która potem straciła pracę. RPO pyta o to dyrektora placówki

Data: 2018-10-23
  • Ktoś potajemnie sfotografował spotkanie głównej księgowej Muzeum II Wojny Światowej z b. wicedyrektorem placówki, który odszedł po przejęciu jej przez nową ekipę
  • Udział w tym spotkaniu stał się podstawą działań dyrektora muzeum, aby rozwiązać z księgową umowę o pracę
  • Zaniepokojony możliwym naruszeniem prawa do prywatności, RPO pyta dyrektora muzeum, czy otrzymał te zdjęcia, a jeśli tak, to jaka była tego podstawa prawna 

Rzecznik Praw Obywatelskich z niepokojem przyjął informacje z artykułu  „Inwigilacja w Muzeum II Wojny Światowej. Ktoś z ukrycia fotografował prywatne spotkanie księgowej z byłym wicedyrektorem”. Chodziło o spotkanie księgowej z b. wicedyrektorem Muzeum, który odszedł z placówki w proteście przeciw zmianom po jej przejęciu przez nową ekipę w 2017 r. Gdy siedzieli w cukierni, zwrócono im uwagę, że jakiś człowiek w kapturze robi im zdjęcia przez szybę.

- Z artykułu wynika, że wizerunek pracownicy Muzeum II Wojny Światowej był utrwalany na prywatnym spotkaniu w czasie wolnym od pracy. Następnie udział w tym spotkaniu stał się podstawą do podjęcia przez Pana Dyrektora działań zmierzających do rozwiązania umowy o pracę z wspomnianą wyżej pracownicą (zakończonych rozwiązaniem umowy o pracę za porozumieniem stron) – napisał Adam Bodnar do dyrektora Karola Nawrockiego.

Rzecznik podkreślił, że regularnie zwraca uwagę na szczególnie wrażliwą konstytucyjnie materię ochrony prywatności.

Unijna reforma ochrony danych osobowych dowodzi jak istotną europejską wartością jest autonomia informacyjna jednostki. Waga zagadnienia  ma też odzwierciedlenie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W wyroku z  9 stycznia 2018 r. w sprawie López Ribalda przeciwko Hiszpanii ETPCz podsumował dotychczasowe orzecznictwo stwierdzając, że koncepcja życia prywatnego rozciąga się na aspekty odnoszące się do tożsamości osobistej, do których zaliczył nazwisko osoby lub wizerunek. Może obejmować działalność o naturze zawodowej lub biznesowej i działania podejmowane poza domem lub pomieszczeniami prywatnymi. Wizerunek stanowi jeden z głównych atrybutów jej osobowości, ujawnia bowiem jej wyjątkowe cechy i odróżnia ją od innych osób. Prawo do ochrony wizerunku stanowi zatem jeden z istotnych elementów osobistego rozwoju i zakłada prawo do kontroli dysponowania nim.

Co do zasady monitoring pracowników jest dopuszczalny po spełnieniu określonych wymagań (w szczególności obowiązków informacyjnych). Należy jednak stwierdzić, że poza wyznaczonymi godzinami pracy tego rodzaju działania pracodawcy stanowią nieusprawiedliwione wkroczenie w sferę prywatności pracownika.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do dyrektora Muzeum o wyjaśnienia, zwłaszcza o poinformowanie, czy wszedł w posiadanie zdjęć wspomnianych w artykule, a jeśli tak - to jaka była podstawa prawna dopuszczająca ich uzyskanie.

VII.520.72.2018

Prezydent Ostrołęki odpowiada RPO w sprawie filmu „Kler”: nie układam repertuaru ani przerw w szkołach

Data: 2018-10-23
  • Rzecznik dowiedział się z mediów o niewyświetlaniu w Ostrołęce filmu „Kler” i poprosił władze miasta o wyjaśnienia
  • Prezydent miasta odpowiedział mu w następujący sposób: „Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek zakazywał oglądania filmu „Kler". Choć ma  „sprecyzowane poglądy, co do wpływu niektórych „obrazów" na psychikę i rozwój, zwłaszcza młodych, kształtujących się osobowości”
  • Z repertuaru kina w Ostrołęce  „mieszkańcy raz są bardziej zadowoleni, raz mniej”
  • Prezydent napisał też: „Aferę" wokół filmu „Kler" wymyślił w Ostrołęce wyraźnie upolityczniony popularny portal internetowy, który znany jest z zamieszczania wulgarnych i prymitywnie atakujących wszelkie uniwersalne wartości komentarzy
  • Z odpowiedzi nie wynika, czy film „Kler” będzie wyświetlany. Prezydent wyraża natomiast gotowość zorganizowania spotkania z reżyserem

Pełna treść listu prezydenta miasta Janusza Kotowskiego podpisanego 15 października 2018 r.

W związku z Pana pismem dotyczącym sprawy filmu „Kler" uprzejmie informuję, że w Ostrołęce nie występuje, w moim najgłębszym przekonaniu, zagrożenie wolności twórczości artystycznej i prawa dostępu do dóbr kultury (zagwarantowanych w art. 73 Konstytucji RP).

Mógł się bez wątpienia o tym przekonać sam RPO p. Adam Bodnar podczas spotkania z mieszkańcami zorganizowanego niedawno w budynku UM Ostrołęki.

„Aferę" wokół filmu „Kler" wymyślił w Ostrołęce wyraźnie upolityczniony popularny portal internetowy, który znany jest z zamieszczania wulgarnych i prymitywnie atakujących wszelkie uniwersalne wartości komentarzy. Inne, w tym ogólnopolskie środki przekazu, nie sprawdzając informacji u źródła, wykorzystały sprawę do zmasowanego ataku na lokalny samorząd i prezydenta Miasta w kontekście zbliżających się wyborów.

Prezydent ani w tym przypadku, ani w żadnym innym nie układał repertuaru kina. Podobnie, jak nie układa rozkładu jazdy autobusów miejskich czy długości przerw w szkołach samorządowych. Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek zakazywał oglądania filmu „Kler". Choć mam sprecyzowane poglądy, co do wpływu niektórych „obrazów" na psychikę i rozwój, zwłaszcza młodych, kształtujących się osobowości.

W ostrołęckim kinie były i są grane różne filmy. Układanie repertuaru to zadania osób pracujących w Ostrołęckim Centrum Kultury. Nigdy nie uda się doprowadzić do sytuacji, żeby „puszczane" były wszystkie nowe produkcje. Jakaś kolejność i dobór to sprawy, które zawsze miały miejsce. Mieszkańcy raz są bardziej zadowoleni, raz mniej. Choć muszę przyznać, że po raz pierwszy o repertuar kina pyta Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

Na koniec dodam, iż władze kina (a także ja osobiście) zadeklarowały gotowość zaproszenia reżysera „Kleru" do Ostrołęki i przeprowadzenia dyskusji odnośnie filmu. Mam nadzieję, że do takiego spotkania dojdzie.

Medialną aferę wobec filmu „Kler" w Ostrołęce i bezpośrednie zarzuty stawiane prezydentowi Miasta uznaję za nieuczciwe i powodowane motywami ideologiczno-politycznymi.

Z poważaniem

Janusz Kotowski

Dlaczego w Kraśniku bilety na "Kler" są droższe niż na inne filmy?

Data: 2018-10-11

RPO dostał skargę, że  w Kinie Metalowiec w Kraśniku bilety na ten film „Kler” są droższe niż bilety na pozostałe seanse. Wprowadzono również dodatkowe ograniczenia wiekowe.

- Taka sytuacja może budzić wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 73 Konstytucji wolności twórczości artystycznej i prawa do dostępu do dóbr kultury – przypomina dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Biura RPO Mirosław Wróblewski w piśmie do Dyrektora Centrum Kultury i Promocji w Kraśniku. Sztuka często wyraża krytyczne poglądy artystów na rzeczywistość i wpływa na kształtowanie przekonań opinii publicznej. Dlatego też wolność artystyczna ściśle wiąże się ze swobodą wypowiedzi, która jest chroniona na mocy art. 54 Konstytucji RP. Należy zwrócić uwagę, że wolność wypowiedzi i twórczości artystycznej obejmuje również dzieła poruszające tematy trudne i kontrowersyjne. Tak rozumiana wolność artystyczna jest jednym z podstawowych gwarantów demokratycznego państwa prawa. 

VII.715.28.2018

Czy w Rabce, mimo zainteresowania widzów, nie będzie wyświetlany „Kler”? RPO pyta burmistrza

Data: 2018-10-09

RPO dostał skargę, że - pomimo zainteresowania mieszkańców - w kinie w Miejskim Ośrodku Kultury w Rabce-Zdroju najprawdopodobniej nie zostanie pokazany film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego.

Ludzie w Rabce pytali o to dyrektora Ośrodka, ale ten nie udzielił odpowiedzi. - Taka sytuacja może budzić wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 73 Konstytucji wolności twórczości artystycznej i prawa do dostępu do dóbr kultury – przypomina dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Biura RPO Mirosław Wróblewski w piśmie do burmistrzyni Ewy Przybyło.

Sztuka często wyraża krytyczne poglądy artystów na rzeczywistość i wpływa na kształtowanie przekonań opinii publicznej. Dlatego też wolność artystyczna ściśle wiąże się ze swobodą wypowiedzi, która jest chroniona na mocy art. 54 Konstytucji RP. Należy zwrócić uwagę, że wolność wypowiedzi i twórczości artystycznej obejmuje również dzieła poruszające tematy trudne i kontrowersyjne. Tak rozumiana wolność artystyczna jest jednym z podstawowych gwarantów demokratycznego państwa prawa. 

VII.715.26.2018

Interwencja RPO w sprawie niewyświetlania filmu „Kler” w Pułtusku

Data: 2018-10-05

RPO zwraca się do burmistrzyni Pułtuska o wskazanie ewentualnych przyczyn niewyświetlania filmu w kinie prowadzonym przez miejską jednostkę organizacyjną.

Ze skargi obywatela i doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich powziął informację, że - pomimo zainteresowania mieszkańców - w kinie prowadzonym przez Miejskie Centrum Kultury w Pułtusku najprawdopodobniej nie zostanie pokazany film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego.

Władze miasta publicznie formułowały krytyczne wypowiedzi dotyczące tego filmu.

Taka sytuacja może budzić wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 73 Konstytucji wolności twórczości artystycznej i  prawa do dostępu do dóbr kultury.

Sztuka często wyraża krytyczne poglądy artystów na rzeczywistość i wpływa na kształtowanie przekonań opinii publicznej. Dlatego też wolność artystyczna ściśle wiąże się ze swobodą wypowiedzi, która jest chroniona na mocy art. 54 Konstytucji RP. Należy zwrócić uwagę, że wolność wypowiedzi i twórczości artystycznej obejmuje również dzieła poruszające tematy trudne i kontrowersyjne. Tak rozumiana wolność artystyczna jest jednym z podstawowych gwarantów demokratycznego państwa prawa. 

VII.715.24.2018

Ekspertka ONZ ds. praw człowieka wyraża obawę, iż erozja wolności w dziedzinie kultury zagraża bogactwu życia kulturalnego w Polsce

Data: 2018-10-05

Specjalna sprawozdawczyni ONZ w dziedzinie praw kulturalnych Karima Bennoune wydała oświadczenie zamykające jej misję w Polsce, która odbyła się w dniach 24 września do 5 października 2018 r.

Specjalna sprawozdawczyni spotkała się w Warszawie, Krakowie i Gdańsku z osobami zajmującymi się szeroko rozumianym dostępem do kultury lub czynnie uczestniczącymi w tworzeniu kultury polskiej oraz z przedstawicielami władz rządowych i samorządowych oraz z Rzecznikiem Praw Obywatelskich. W oświadczeniu zamykającym wizytę prof. Bennoune odniosła się do wielu kwestii poruszanych w wystąpieniach Rzecznika Praw Obywatelskich.

Sprawa ubierania pomników w koszulki z nadrukiem konstytucja

Prawa kulturalne służą nie tylko ochronie istniejących już dóbr kulturalnych, lecz także zapewnianiu warunków sprzyjających dalszemu tworzeniu kultury. Zabytki i pomniki powinny również podlegać ciągłej interpretacji i inspirować debaty o tożsamości i wyzwaniach społecznych. Doskonale ilustruje to decyzja obywateli o ubraniu pewnych pomników w koszulki z napisem „konstytucja”. Pragnęli oni wyrazić w ten sposób swoje przywiązanie do tego dokumentu i zaprotestować przeciwko działaniom, które w ich ocenie podważały jego znaczenie. Chociaż Sprawozdawczyni popiera zaangażowanie w ochronę pomników, niepokoi ją stawianie zarzutów ich „znieważania” osobom odpowiedzialnym za te działania. Z uzyskanych przez nią informacji nie wynika, by na skutek powyższych działań pomniki uległy jakimkolwiek uszkodzeniom.

Muzeum II Wojny Świtowej i Festiwal Malta

Rozwiązanie umowy o pracę Pana Pawła Machcewicza, byłego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i ciągłe próby wprowadzenia zmian do stałej wystawy muzeum są znamienne i dobrze udokumentowane. Specjalna Sprawozdawczyni spotkała się jednakże z innymi jeszcze obecnymi i byłymi dyrektorami instytucji kulturalnych, którzy znaleźli się pod podobną presją na dostosowanie się do narzuconej wizji. W przypadku festiwalu teatralnego Malta w Poznaniu, dezaprobata dla doboru repertuaru przełożyła się na nieudzielenie organizatorom zatwierdzonego uprzednio dofinansowania. Jasnym jest, że rolą ministerstwa jest w tym kontekście zapewnienie różnorodności ofert i programów oraz możliwości korzystania z prawa wolności badań naukowych i twórczości artystycznej jako gwarancji bogatego życia kulturalnego, a nie narzucanie orientacji politycznej programom kulturalnym w celu stworzenia monokultury.

Białowieża

Na obecnym etapie Specjalną Sprawozdawczynię niepokoją wciąż jednakże skutki wyrębu Puszczy Białowieskiej, w związku z czym wzywa ona do całkowitego przywrócenia drzewostanu.

Mowa nienawiści

Poważny niepokój budzi również, stanowiący wyraz szerszej globalnej tendencji wspomnianej już wielokrotnie przez Specjalną Sprawozdawczynię wzrost znaczenia i agresywności w Polsce skrajnie prawicowych ugrupowań nacjonalistycznych, a także grup i mediów fundamentalistów chrześcijańskich rozpowszechniających poglądy dyskryminujące i wykluczające. Tendencja ta wpływa szkodliwie m.in. na możliwość korzystania z praw kulturalnych bez dyskryminacji. Szczególnie niepokojące jest występujące w Polsce zjawisko coraz częstszego uznawania niektórych tego rodzaju poglądów za normalne, czego przejawem jest wyrażanie ich bez żadnych konsekwencji przez niektórych urzędników państwowych. Na zjawisko to należy reagować natychmiast m.in. poprzez pociąganie do odpowiedzialności urzędników posługujących się mową nienawiści. Pojawiają się też grupy neonazistowskie i neofaszystowskie, które dążą do uzyskania wpływu na młodzież, wykorzystując do tego celu – jak dowiedziała się Specjalna Sprawozdawczyni – między innymi wydarzenia kulturalne, w tym festiwale muzyczne.

Przestępstwa z nienawiści

Specjalna Sprawozdawczyni z ogromną przykrością dowiedziała się o niedawnej fali incydentów noszących znamiona motywowanych uprzedzeniami, jak również o upowszechnieniu i nasileniu mowy nienawiści, również w Internecie, skierowanej przeciwko członkom mniejszości i miejscom ważnym dla ich kultury. W niektórych przypadkach osoby piastujące stanowiska publiczne posługiwały się mową nienawiści nie ponosząc za to odpowiedzialności. Pewien psycholog zwrócił uwagę Specjalnej Sprawozdawczyni, że w wyniku tego członkowie mniejszości mogą rzadziej wychodzić z domu, a pewien działacz społeczny wyjaśnił, że członkowie mniejszości mogą bardziej obawiać się publicznie przyznawać do swojej tożsamości.

Specjalna Sprawozdawczyni odniosła się także bezpośrednio do instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich:

Należy zwiększyć budżet Rzecznika Praw Obywatelskich, który stanowi ważny mechanizm pomocy w zapewnieniu zadośćuczynienia w przypadkach pogwałcenia praw kulturalnych. Wraz z właściwymi organami rządowymi i samorządowymi, jest to kluczowy podmiot chroniący życie kulturalne w Polsce. Należy też wstrzymać działania prowadzące do nadmiernej centralizacji zarządzania kulturą.

Sprawa wyświetlania filmu „Kler” w Ostrołęce – RPO zajmie się sprawą

Data: 2018-09-28

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę niewyświetlania filmu „Kler” w Ostrołęce.

O fakcie tym poinformowały media: Taką decyzję podjęły władze miasta, które mają wpływ na repertuar wyświetlany w kinie prowadzonym przez lokalny ośrodek kultury[1].

Konstytucja w art. 54 stanowi:

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

W artykule 73  Konstytucja gwarantuje zaś

Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

 

Specjalna sprawozdawczyni ONZ w zakresie praw kulturalnych spotkała się z RPO Adamem Bodnarem

Data: 2018-09-25

Specjalna sprawozdawczyni ONZ Karima Bennoune rozmawiała 25 września 2018 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich o stanie przestrzegania praw kulturalnych w Polsce.

RPO przedstawił jej informację dotyczącą działań podejmowanych w zakresie praw kulturalnych (w załączeniu), w której wskazuje na problemy związane z realizacją praw kulturalnych. Chodzi m.in. o:

  • Nowelizację ustawy o IPN
  • Zakres zmian w Muzeum II Wojny Światowej i sposób potraktowania jego twórców
  • Sytuację w telewizji publicznej TVP
  • Działania władz w związku z protestami obywatelskimi – wkładaniem koszulek z napisem „KonsTYtucJA”na pomniki
  • Skazanie Jana Kapeli za przetworzenie słów Mazurka Dąbrowskiego
  • Niewpuszczanie reżysera Konrada Szołajskiego do Sejmu (co utrudnia mu nakręcenie filmu „Dobra zmiana”)
  • Problemy obywateli polskich należących do mniejszości niemieckiej, którzy stracili prawo do posługiwania się językiem macierzystym w swojej miejscowości po tym, jak została włączona do Opola
  • Sprawę uprawnień emerytalnych twórców

Pochodząca z Algierii Karima Bennoune jest profesorką prawa na Uniwersytecie Kalifornijskim, gdzie wykłada zagadnienia związane z prawami człowieka i prawem międzynarodowym. Jej wykład na TED poświęcony prawu do kultury oglądało ponad milion osób. Specjalną sprawozdawczynią ONZ w zakresie praw kulturalnych jest od 2015 r.

Uniewinnić autora przeróbki hymnu. RPO składa kasację do Sądu Najwyższego

Data: 2018-09-21

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana, prawomocnie ukaranego przez sąd grzywną za wykroczenie polegające na zmianie słów polskiego hymnu.

W 2015 r. opublikował on w internecie film pt.  „Polacy witają uchodźców!”, na którym z innymi osobami wykonuje hymn ze zmienionymi przez siebie słowami. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; znalazły się  tam też słowa: „Migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

Pan Jan został prawomocnie ukarany przez sąd 1000 zł grzywny za wykroczenie naruszające przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Ukaranie grzywną za przerobienie polskiego hymnu

Data: 2018-09-21

słowa kluczowe: symbole narodowe, art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń

Sprawa pana Jana

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana, prawomocnie ukaranego przez sąd grzywną za wykroczenie polegające na zmianie słów polskiego hymnu  

Stan faktyczny

W  2015 r. pan Jan opublikował w internecie film zatytułowany „Polacy witają uchodźców!”. Na filmie z trzema innymi osobami wykonuje on hymn Rzeczypospolitej Polskiej ze zmienionymi przez siebie słowami na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; były tam też słowa, że „migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

Stan sprawy

Sąd Rejonowy w Wołominie wyrokiem z 12 kwietnia 2017 r. uznał pana Jana za winnego wykroczenia z art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim karze aresztu albo grzywny podlega ten, kto  narusza przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej. Według zaś ustawy z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP,  te symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach, a hymn jest „wykonywany lub odtwarzany w sposób zapewniający należną cześć i szacunek”.

Sąd wymierzył obwinionemu 1000 zł grzywny. Uznał, że niedopuszczalne jest przetwarzanie artystyczne hymnu czy też nadawanie mu stylizowanej formy. Zachowanie obwinionego uznał za celowe i mające charakter prowokacyjny. Sąd wskazał, że mógł on zabrać głos w debacie publicznej i zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię uchodźców, wykonując hymn z oryginalnym tekstem, wyjaśniając jednocześnie jego historię i znaczenie.

Obrońca odwołał się, wnosząc o uniewinnienie. Apelacja kwestionowała m.in. przyjęcie zakazu przetwarzania hymnu narodowego w jakimkolwiek celu, w tym w ramach działalności artystycznej. Obrońca powoływał się na ustawę o godle, barwach i hymnie RP, która  pozwala na artystyczne przetwarzanie godła lub barw.

13 lutego 2018 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał wyrok. Ocenił, że wykonanie hymnu w sposób zapewniający mu należytą cześć i szacunek to wykonanie go właściwe językowo. Deformowanie słów hymnu jest zaś naruszeniem przepisów ustawy i wykroczeniem. Sąd wskazał, że możliwość przetwarzania, na co powołuje się obrona, nie dotyczy hymnu. Dla przyjęcia kontratypu, związanego z działalnością artystyczną, konieczne byłoby ustalenie, że: sprawcą czynu jest artystą, efektem czynu jest dzieło artystyczne, a motywem działania - osiągnięcie celu artystycznego. Zdaniem sądu pan Jan (pisze on wiersze  i książki) spełnił dwa pierwsze warunki, ale powoływał się na kwestie społeczno-polityczne - nie działał zatem w celu artystycznym.

Od wyroku w sprawie o wykroczenie stronie nie przysługuje kasacja. Korzystając ze swoich ustawowych uprawnień, złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by Sad Najwyższy uniewinnił pana Jana, gdyż jego zachowanie - z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynu - nie stanowiło wykroczenia.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Art. 73 Konstytucji RP gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie zaś  z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo. Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Skąd Rzecznik wie o sprawie

Wniosek obwinionego

Argumenty RPO

Wartość, jaką jest cześć i szacunek dla hymnu państwowego powinna pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie. Zgodnie z art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka są one możliwe pod trzema warunkami:  ingerencja musi być przewidziana przez prawo (kryterium legalności); ma służyć ochronie publicznych lub indywidualnych dóbr bądź interesów (kryterium celowości); musi być konieczna w demokratycznym społeczeństwie (kryterium konieczności).

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPC wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPC, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPC podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany jakie wprowadził on do hymnu są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. Eksponują fakt, że pieśń napisana przez Józefa Wybickiego była pierwotnie pieśnią uchodźców, skazanych na cudzą gościnność. Autor opinii prof. Piotr Śliwiński podkreślał, że narodowe symbole mogą i winny być rozumiane jako żywa treść, a utwór pana Jana włącza się w szereg parafraz, których przedmiotem bywały dzieła kanoniczne w momentach krytycznych dla naszej zbiorowości.

Celem działania obwinionego nie była zatem kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.

Numer sprawy

II.564.2.2018

 

 

Prokurator: interwencja na konferencji naukowej - zgodna z prawem. RPO: to podważenie konstytucyjnej gwarancji autonomii uczelni

Data: 2018-08-16
  • Co dla organów władzy oznacza zasada autonomii uczelni? Kiedy np. policja może wejść na teren uczelni bez pytania o zgodę rektora?
  • Według prokuratury w Szczecinie, kiedy policjanci dostają zgłoszenie o propagowaniu niewłaściwych treści na konferencji naukowej, to mogą wkroczyć na salę –zamiast sprawdzić zasadność zgłoszenia w programie konferencji
  • Zdaniem RPO taka wykładnia przepisów prowadzi do podważenia konstytucyjnej gwarancji autonomii uczelni
  • Adam Bodnar zwrócił się do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego, aby zagwarantowano na przyszłość niewkraczanie policji na teren uczelni bez zgody jej władz

W maju 2018 r. policjanci interweniowali podczas konferencji naukowej „Karol Marks: 2018” w  Pobierowie. Jak poinformowali, ich obecność była spowodowana „koniecznością sprawdzenia, czy konferencja nie ma charakteru działalności antynarodowej bądź czy nie stanowi propagowania praktyk totalitarnych” (art. 256 par. 1 Kodeksu karnego).

Działania policji wzbudziły wątpliwości Rzecznika. O tym, jaki charakter ma konferencja, można było stwierdzić, czytając jej program – wkroczenie na teren uczelni nie było do tego potrzebne. A uczestnicy konferencji naukowej, wygłaszając wystąpienia i biorąc udział w konferencyjnych dyskusjach, korzystali z konstytucyjnej wolności nauki (art. 73 Konstytucji). RPO zwrócił się o wyjaśnienia do lokalnej policji i prokuratury.

Choć Prokurator Okręgowy w Szczecinie zgadza się, że Konstytucja gwarantuje wolności nauki i związanej z nią wolności dyskursu naukowego, to uważa, że policja zareagowała prawidłowo na zgłoszenie. Dalej prokurator okręgowy Remigiusz Dobrowolski dowodzi:

- W tej sprawie nie znajduje zastosowania art. 227 ust. 3 ustawy z 27 lipca 2005 r.  Prawo o szkolnictwie wyższym, że służby państwowe odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą wkroczyć na teren uczelni tylko na wezwanie rektora .

Według prok. Dobrowolskiego, podejmując interwencję policja działała na podstawie Kodeksu postępowania karnego, a nie za na podstawie art. 227 ustawy. W ocenie prokuratora artykuł ten nie ma zastosowania w sytuacji, gdy prowadzone jest postępowanie przygotowawcze w sprawie o przestępstwo w oparciu o Kpk. Ponadto adresatem normy z art. 227  nie jest prokurator - nie jest on bowiem „służbą państwową odpowiedzialną za utrzymanie porządku publicznego  i bezpieczeństwa wewnętrznego”.

Prok. Dobrowolski przytoczył opinię autora jednego z komentarzy do  Prawa o szkolnictwie wyższym, według którego art. 227 nie ogranicza uprawnień policji. Dodatkowo jeden z sądów okręgowych uznał, że art. 227 nie może być traktowany jako podstawa „immunitetu” osób obecnych na terenie uczelni.

W ocenie Rzecznika taka wykładnia jest sprzeczna z celem art. 227 ustawy i prowadzi do podważenia konstytucyjnej gwarancji autonomii uczelni , której przejawem jest m.in. zasada niewkraczania władzy publicznej i jej służb na teren uczelni bez zgody jej władz.

Adam Bodnar podkreślił, że zgodnie z at. 227 służby państwowe odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą wykonywać swoje obowiązki - mające źródło w innych regulacjach prawnych - co do zasady jedynie na wezwanie rektora. To bowiem na nim ciąży ustawowy obowiązek dbania o utrzymanie porządku i bezpieczeństwa na terenie uczelni. 

Chcąc należycie wywiązać się z tego obowiązku, rektor może np. zawrzeć porozumienie z policją, na którego mocy możliwe będzie ściganie przestępców na terenie uczelni i akademików bez konieczności uzyskiwania za każdym razem zgody rektora  - wskazał RPO. Takie porozumienia zawarli rektorzy m.in. Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Wrocławskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

O ile komentatorzy Prawa o szkolnictwie wyższym nie poddają bliższej analizie tego, czy prokurator jest służbą państwową odpowiedzialną za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego, o tyle wątpliwości nie budzi, że taką służbą jest policja. 

Rzecznik podkreślił, że autonomia uczelni nie ma oczywiście charakteru absolutnego, o czym świadczy chociażby przepis, że służby mogą wkroczyć z własnej inicjatywy na teren uczelni w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia ludzkiego lub klęski żywiołowej, zawiadamiając o tym niezwłocznie rektora.

Takie stanowisko RPO jest zbieżne ze stanowiskiem Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich z 15 maja 2018 r. w tej sprawie. Wskazano w nim m.in., że ,,działania funkcjonariuszy w sposób bezsporny naruszają art. 227 ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym”.

- Także pan minister przeprosił władze Uniwersytetu Szczecińskiego i organizatorów konferencji za zaistniałą sytuację, co zasługuje na szacunek – napisał Adam Bodnar do Joachima Brudzińskiego.

Zwrócił się do niego o zastosowanie odpowiednich środków w odniesieniu do działań policji w tej sprawie. - Będę wdzięczny również za informację o podjętych działaniach w celu uniknięcia podobnego sposobu działania policji w przyszłości – głosi pismo RPO do ministra.

VII.7033.15.2018

Analiza skutków noweli ustawy o IPN: wzmożenie antysemickie w debacie publicznej

Data: 2018-06-13
  • Okres zaognionej dyskusji wokół ustawy o IPN  był czasem ewidentnego wzmożenia antysemickiego w debacie publicznej - wynika z analizy przeprowadzonej przez Centrum Badań Nad Uprzedzeniami na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich

  • Antysemityzm pojawiał się w wypowiedziach osób publicznych i przekazach medialnych, gdzie uprzedzenia antysemickie stanowiły raczej temat tabu

  • Ustawa, która w zamierzeniu projektodawców miała doprowadzić do ograniczenia wadliwych kodów pamięci, paradoksalnie doprowadziła do zwiększenia się powszechności ich użycia

Uchwalona 26 stycznia 2018 r. nowelizacja wprowadziła  do ustawy o IPN nowe przestępstwo. Przewiduje teraz karę grzywny lub do 3 lat pozbawienia wolności dla każdego (także cudzoziemca spoza Polski), kto publicznie i wbrew faktom przypisuje "Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu" odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką (art. 55a). Taka kara grozi też za „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”. Karane jest również działanie nieumyślne. Odpowiedzialności nie podlega działalność artystyczna i naukowa.

Jak stwierdzają autorzy analizy, ustawa - która w zamierzeniu projektodawców miała doprowadzić do ograniczenia użycia wadliwych kodów pamięci - paradoksalnie doprowadziła do zwiększenia się powszechności ich użycia. Zdecydowanie wzrosła liczba osób wyszukujących w google frazę „polskie obozy koncentracyjne” (ponad pięciokrotnie w porównaniu do okresu sprzed nowelizacji, jednocześnie liczba wyszukań hasła „hitlerowskie obozy koncentracyjne” nie wzrosła znacząco).

Wśród amerykańskich, kanadyjskich czy brytyjskich użytkowników wyszukiwarki google, którzy jeszcze niedawno najczęściej wyszukiwali określenia „German death camps”, dziś dominuje poszukiwanie wadliwego kodu pamięci: „Polish death camps”. Wzrost częstotliwości użycia na świecie wadliwego kodu pamięci jest dziewięciokrotny – pomimo, że odsetek osób poszukujących informacji o nazistowskich obozach zagłady nie wzrósł.

Kolejnym istotnym następstwem debaty publicznej wokół ustawy o IPN jest ewidentna polaryzacja przekonań Polaków na temat historii stosunków polsko-żydowskich. W widoczny sposób wzrosła liczba osób idealizujących zachowania Polaków w czasie okupacji dwukrotnie zwiększyła się liczba osób przekonanych, że wszyscy Polacy zaangażowani byli w ratowanie Żydów) – ale jednocześnie wzrósł odsetek Polaków gotowych do mówienia o aktach kolaboracji z niemieckim okupantem.

Gotowość do krytycznego namysłu nad historią lat wojny wzrosła szczególnie u Polaków o nienarcystycznym stosunku do własnego narodu i o niskim poziomie antysemityzmu. Badani o silnie narcystycznym nastawieniu nadal woleliby przemilczać akty kolaboracji. Podobnie osoby wierzące w teorie spiskowe na temat Żydów – ich debata wokół ustawy o IPN również nie skłoniła do zmiany przekonań o zachowaniach Polaków w czasie II Wojny Światowej. Myślenie spiskowe i narcyzm są więc zapewne buforami chroniącymi ludzi przed niechcianą wiedzą historyczną – taką, jaka została nagłośniona przy okazji debaty o IPN.

Analiza wykazuje, że okres zaognionej dyskusji wokół ustawy o IPN oraz reakcji Izraela i środowisk żydowskich  był czasem ewidentnego wzmożenia antysemickiego w debacie publicznej. W jej głównym nurcie znacznie częściej pojawiały się określenia, które wcześniej funkcjonowały jedynie na obrzeżach.

Widać to wyraźnie w analizach portali społecznościowych, na których takie określenia, jak „parchy”, „gudłaje” czy „żydki” stosowane są pod koniec stycznia i na początku lutego 2018 wyraźnie częściej. Co więcej, po debacie o IPN zainteresowania internautów tematyką żydowską czy izraelską wiąże się wyraźnie z nasileniem obecności antysemickiej mowy nienawiści.

Szczególnie niepokoi, że antysemityzm ten wprost pojawiał się w wypowiedziach osób publicznych i przekazach medialnych, gdzie dotychczas uprzedzenia antysemickie stanowiły raczej temat tabu, które wykluczało osobę używającej takiego języka z debaty publicznej.

Szczególną rolę odgrywał tu element „rywalizacji cierpienia”, który, jak się wydaje, stanowi przyjętą publicznie formę negowania Zagłady i stanowi zakamuflowany sposób otwartego wyrażania negatywnych postaw antysemickich.

Pokazuje to relatywną słabość norm politycznej poprawności w Polsce, brak silnego ostracyzmu społecznego dla antysemityzmu, a przede wszystkim utożsamienie uprzedzeń antyizraelskich z antysemityzmem w analizowanej debacie.

Szczęśliwie jednak wzmożenie internetowej mowy nienawiści nie przełożyło się na trwałe zmiany postaw. Badanie przeprowadzone na ogólnopolskiej próbie nie wykazało znaczącego wzrostu postaw antysemickich.

Nowelę ma zbadać Trybunał Konstytucyjny, do którego skierował ją prezydent Andrzej Duda. Rzecznik Praw Obywatelskich, który zgłosił udział w tym postępowaniu przed TK, wniósł o uznanie zaskarżonych przepisów za niezgodne z Konstytucją. Adam Bodnar ma wątpliwości, czy nowela doprowadzi do ograniczenia nieprawdziwych zwrotów typu  „polskie obozy śmierci”. Przestrzega zarazem, że może ona mieć „mrożący skutek” dla debaty publicznej i rodzić autocenzurę wśród dziennikarzy. Według RPO sądy nie są od rozstrzygania sporów historycznych, a państwo może inaczej reagować na wypowiedzi godzące w jego dobre imię.

 

RPO pisze do premiera ws. łagodniejszej sankcji za nieświadome naruszenie praw autorskich

Data: 2018-03-15
  • Nieświadome naruszenie autorskich praw majątkowych nie powinno rodzić takiej samej odpowiedzialności jak działanie umyślne, podjęte np. w celach zarobkowych – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Adam Bodnar podkreśla, że w epoce cyfrowego dostępu do dóbr kultury trudno jest uzyskać wiarygodną informację o legalności ich udostępniania
  • RPO napisał w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego, ponieważ dwukrotnie  na jego wcześniejsze wystąpienia nie odpowiedział Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Obecnie Prawo autorskie przyznaje  osobom, których  autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, roszczenie o zapłatę kwoty pieniężnej odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia za zgodę na korzystanie z utworu. Wysokość roszczenia jest niezależna od winy użytkownika praw autorskich. „Skutkiem tego, takie same sankcje grożą osobie, która umyślnie narusza autorskie prawa majątkowe np. w celach zarobkowych, jak i osobie, która takie prawa narusza w sposób nieświadomy” – głosi pismo Adama Bodnara do premiera .

Według RPO rozwiązanie takie narusza zasady sprawiedliwości społecznej. Jest też o tyle niesprawiedliwe, że powszechna i masowa eksploatacja dóbr kultury w środowisku cyfrowym znacznie utrudnia użytkownikom uzyskanie wiarygodnej informacji o legalności ich udostępniania.  Transgraniczny charakter udostępniania i nowe jego formy (jak np. licencje Creative Commons, aplikacje społecznościowe czy streamingowe) powodują, iż wielu użytkowników nie jest w stanie ocenić, czy eksploatacja danego dobra kultury odbywa się na podstawie zezwolenia uprawnionych podmiotów.

Dlatego RPO uznał, że dopuszczalność roszczeń o zapłatę dwukrotności  wynagrodzenia – nawet w przypadku nieumyślnego naruszenia – wydaje się nieuprawnioną ingerencją w sferę wolności majątkowej użytkowników utworów chronionych Prawem autorskim.

Adam Bodnar przypomniał, że w czerwcu 2015 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł (sygn. SK 32/14)   niezgodność z normami konstytucyjnymi roszczenia o zapłatę trzykrotności wynagrodzenia -  w przypadku zawinionego naruszenia autorskich praw majątkowych. Orzeczenie to trzeba odnieść właśnie do niezawinionego naruszenia, które dziś może być – na równi z zawinionym – podstawą roszczenia o zapłatę dwukrotności wynagrodzenia.

Na konieczność podjęcia działań legislacyjnych w celu zmiany przepisów RPO zwracał uwagę już w wystąpieniu z 1 sierpnia 2016 r. do prof. Piotra Glińskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. „Niestety, pomimo wagi zasygnalizowanego problemu, istotnego z punktu widzenia zgodności norm Prawa autorskiego ze standardami konstytucyjnymi, na powyższe wystąpienie nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, chociaż zwracałem się o to ponownie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pismem z 27 listopada 2017 r.” – napisał Adam Bodnar.

W tej sytuacji poprosił on Prezesa Rady Ministrów o spowodowanie udzielenia odpowiedzi zawierającej niezbędne wyjaśnienia dotyczące tego doniosłego społecznie problemu.

IV.715.1.2016

 

RPO przyłączył się do postępowania w Trybunale Konstytucyjnym z wniosku prezydenta ws. noweli ustawy o IPN

Data: 2018-03-14

Zaskarżone przez Prezydenta RP przepisy noweli ustawy o IPN z 26 stycznia 2018 r. są niezgodne z Konstytucją - takie stanowisko dla Trybunału Konstytucyjnego przedstawił Rzecznik Praw Obywatelskich. W środę Adam Bodnar zgłosił udział w postępowaniu przed Trybunałem w sprawie wniosku prezydenta Andrzeja Dudy.

RPO wniósł o uznanie, że:  

  • art. 55a ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej-Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. z 2016 r., poz. 1575 ze zm.) jest niezgodny z art. 2 oraz z art. 42 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 54 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;
  • art. 1 pkt 1 lit. a tiret trzecie ustawy wymienionej w punkcie 1 w części obejmującej wyrazy „ukraińskich nacjonalistów i" oraz art. 2a tej ustawy w części obejmującej wyrazy „ukraińskich nacjonalistów" oraz wyrazy „i Małopolski Wschodniej" są niezgodne z art. 2 oraz art 42 ust. 1 w związku z art. 31 ust 3 Konstytucji RP.

W piśmie do Trybunału Adam Bodnar poinformował także, że uzasadnienie swego stanowiska prześle  w terminie trzech tygodni.  

Swe pismo RPO wysłał w odpowiedzi na pismo Trybunału Konstytucyjnego z 15 lutego 2018 r., doręczone Rzecznikowi w dniu 15 lutego 2018 r.

14 lutego 2018 r. prezydent złożył do Trybunału - w trybie kontroli następczej - wniosek o zbadanie zgodności nowelizacji ustawy o IPN z konstytucją.

VII.564.9.2018

Obywatele zwracają uwagę na wątpliwe rozwiązania w ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami

Data: 2018-02-06
  • Po nowelizacji przepisów poszukiwanie zabytków bez pozwolenia  nie jest już wykroczeniem, ale przestępstwem, jednocześnie nie jest wystarczająco jasne, co stanowiłoby tego rodzaju naruszenie.
  • Obywatele zwracają także uwagę, że brakuje szczegółowych uregulowań co do sposobu funkcjonowania nowoutworzonego Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.
  • Rzecznik zwraca się w tej sprawie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają wnioski obywateli wskazujące na pewne wątpliwości dotyczące niektórych rozwiązań normatywnych zawartych w ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Nowelizacja ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, które weszła w życie 1 stycznia, wprowadziła art. 109c, zgodnie z którym poszukiwanie bez pozwolenia albo wbrew jego warunkom ukrytych lub porzuconych zabytków, w tym przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Oznacza to, że dotychczasowe wykroczenie zostało przekształcone w przestępstwo.

Jednocześnie zachowania stypizowane w art. 109c wcale nie muszą doprowadzić do skutecznego naruszenia dóbr chronionych za pomocą tego przepisu, lecz jedynie stwarzają pewien stan niebezpieczeństwa, który potencjalnie może się rozwinąć w ich naruszenie. Sam fakt wyboru takiej konstrukcji zdaje się nie budzić istotnych wątpliwości ze względu na wagę dóbr chronionych przez art. 109c. Bardziej dyskusyjna wydaje się natomiast technika legislacyjna, jaką posłużył się ustawodawca, konstruując ów przepis.

Zdaniem Rzecznika wysoce utrudnione może się okazać jednoznaczne ustalenie pełnej treści normy zawartej w art. 109c. Przepis ten w zakresie znamion „zabytek ruchomy”, „zabytek archeologiczny” oraz „bez pozwolenia” odsyła bowiem pośrednio do kilku innych jednostek redakcyjnych ustawy. W praktyce może to oznaczać, że aprioryczne ustalenie całokształtu znamion czynu zabronionego może się okazać wysoce utrudnione dla przeciętnego podmiotu prawa.

Rzecznik zwrócił również uwagę na sprzeczności, w jakiej pozostają przepisy ustawy o ochronie zabytków. Zgodnie z art. 36 ust. 2 pozwolenia wymagają poszukiwania zabytków prowadzone przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania, natomiast art. 109c wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialnością karną na podstawie tego przepisu zagrożone są także zachowania prowadzone bez użycia takiego sprzętu.

Zgodnie z Konstytucją przepisy ograniczające konstytucyjne prawa i wolności jednostki powinny być sformułowane w sposób pozwalający jednoznacznie ustalić, kto i w jakiej sytuacji podlega owym ograniczeniom. Tymczasem, w ocenie Rzecznika, z uwagi na opisane wyżej mankamenty przepisu art. 109c ustawy, jednoznaczne i pełne określenie zespołu znamion przestępstwa określonego w tym przepisie, wydaje się być zadaniem wysoce utrudnionym.

Rzecznik podniósł także, że w kierowanych do Biura RPO wnioskach obywatele wskazują na brak szczegółowych uregulowań co do sposobu funkcjonowania nowoutworzonego Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków i wydatkowania gromadzonych w nim środków.

Wobec powyższego Rzecznik zwrócił się do Ministra z pytaniem, czy planowane jest wprowadzenie stosownego aktu wykonawczego, ustanawiającego szczegółowe zasady funkcjonowania Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków. Ponadto zwrócił się z prośbą o rozważenie możliwości podjęcia stosownych kroków legislacyjnych zmierzających do usunięcia wątpliwości pojawiających się na gruncie art. 109c  ustawy.

II.510.897.2017

Należy zmienić procedurę przyznawania dofinansowania przez Polski Instytut Sztuki Filmowej

Data: 2018-01-22
  • Jeśli twórca złoży wniosek o przyznanie dofinasowania przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, ale go nie otrzyma to nie może odwołać się od tej decyzji w postępowaniu sądowoadministracyjnym.
  • Rzecznik zwrócił się w tej sprawie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi podmiotów ubiegających się o przyznanie dofinasowania przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i kwestionujących decyzje dyrektora PISF o braku dofinansowania projektu ze środków instytutu. Rzecznik w toku ich rozpoznawania dostrzegł problem braku możliwości zastosowania przepisów prawnych dotyczących postępowania sądowoadministracyjnego do procedury przyznawania dofinansowania przez dyrektora PISF.

Jednym z podstawowych zadań Instytutu jest dofinansowywanie przedsięwzięć z zakresu przygotowania projektów filmowych, produkcji filmów, dystrybucji filmów i rozpowszechniania filmów, promocji polskiej twórczości filmowej i upowszechniania kultury filmowej, w tym produkcji filmów podejmowanych przez środowiska polonijne. Na przychody PISF składają się m.in. dotacje podmiotowe z budżetu państwa, przekazywane przez ministra oraz wpłaty dokonywane zgodnie z przepisami ustawy przez podmioty prowadzące kina, dystrybutorów, nadawców telewizyjnych, operatorów platform cyfrowych oraz operatorów telewizji kablowej. Wpłaty te mają charakter danin publicznych. Nie budzi więc wątpliwości, że PISF realizując swoje zadania rozdysponowuje środki publiczne.

Zgodnie z przepisami ustawy o kinematografii PISF udziela dofinansowania przedsięwzięcia w drodze umowy cywilnoprawnej, którą w imieniu Instytutu zawiera Dyrektor, po zasięgnięciu opinii ekspertów. Takie rozwiązanie ma na celu uwzględnienie specyfiki dofinansowywanej działalności, jaką jest twórczość kinematograficzna. Zawarcie umowy poprzedzone jest procedurą, w której dokonuje się wyboru projektów, które uzyskają dofinasowanie ze środków Instytutu. Oceny te są dokonywane przez wskazanych przez ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego ekspertów – specjalistów z dziedziny filmu, obradujących w komisjach, co wyklucza nieprzejrzystość i arbitralność decyzji.

Zdaniem Rzecznika brak możliwości sądowej kontroli w zakresie dochowania procedury przyznania dofinasowania budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia art. 45 ust. 1 Konstytucji. Nie chodzi tutaj o kontrolę rzetelności ocen dokonywanych przez ekspertów PISF, ale o kontrolę zgodności działań podjętych w toku rozpatrywania wniosku o przyznanie dofinasowania z obowiązującymi przepisami prawa. Co za tym idzie, w obowiązującym stanie prawnym brak jest możliwości wniesienia skargi do sądu administracyjnego na decyzję w przedmiocie przyznania bądź odmowy przyznania dofinasowania.

Specyfika działalności kinematograficznej warunkuje konieczność dużej uznaniowości przy wyborze dofinansowywanych projektów. Niemniej jednak ważne jest zabezpieczenie przez ustawodawcę należytej ochrony interesów podmiotów ubiegających się o dofinansowanie. Pomimo tego, że realizacja dofinansowania jest dokonywana przez zawarcie umowy cywilnoprawnej, to na etapie oceny wniosku nie sposób mówić o równorzędności podmiotów stosunku prawnego. Decyzja dyrektora PISF w przedmiocie przyznania bądź odmowy przyznania dofinasowania jest władczym rozstrzygnięciem organu publicznoprawnego, którego skutkiem jest powstanie bądź niepowstanie uprawnień po stronie podmiotu ubiegającego się o przyznanie środków. Prowadzi to do wniosku, iż czynności podejmowane przez dyrektora PISF na etapie oceny projektu i podejmowania decyzji w przedmiocie udzielenia dofinasowania są aktami z zakresu prawa publicznego. Mają one charakter zbliżony do decyzji administracyjnej, ze względu na ich jednostronny i władczy charakter oraz fakt, że są skierowane do podmiotu pozostającego poza strukturą administracji publicznej i w sposób ostateczny rozstrzygają o prawach podmiotów ubiegających się o dofinasowanie.

Tymczasem uznanie, że decyzja dyrektora PISF w przedmiocie przyznania bądź odmowy przyznania dofinasowania jest aktem cywilnoprawnym, prowadzi do sytuacji, w której podmiotowi ubiegającemu się o przyznanie środków publicznych jest zagwarantowana jedynie iluzoryczna ochrona sądowa. W praktyce bowiem dochodzenie jakichkolwiek roszczeń przed sądem powszechnym na etapie poprzedzającym zawarcie umowy cywilnoprawnej jest bardzo utrudnione.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o zajęcie stanowiska w niniejszej sprawie.

VII.712.1.2016

Dlaczego za nieświadome naruszenie praw autorskich ponosi się taką samą karę, jak ktoś kto robi to w celach zarobkowych?

Data: 2017-12-05

Kwestionowany przez Rzecznika Praw Obywatelskich przepis przyznaje osobom, uprawnionym z tytułu autorskich praw majątkowych - w przypadku naruszenia ich praw - roszczenie o naprawienie wyrządzonej szkody poprzez zapłatę dwukrotności stosownego wynagrodzenia. Możliwość dochodzenia tego roszczenia i jego wysokość jest niezależna od winy po stronie użytkownika praw autorskich, co oznacza, że takie same sankcje grożą osobie, która umyślnie narusza autorskie prawa majątkowe np. w celach zarobkowych, jak i osobie, która takie prawa narusza w sposób nieświadomy.

Zdaniem Rzecznika dopuszczalność podnoszenia roszczeń o zapłatę sumy pieniężnej, stanowiącej dwukrotność stosownego wynagrodzenia, nawet w przypadku nieumyślnego naruszenia autorskich praw majątkowych, wydaje się być nieuprawnioną ingerencją w sferę wolności majątkowej użytkowników utworów chronionych prawem autorskim.

Istotne w tym kontekście jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wyrokiem z dnia 23 czerwca 2015 r. orzekł o niezgodności z normami konstytucyjnymi analogicznego roszczenia o zapłatę trzykrotności wynagrodzenia w przypadku zawinionego naruszenia autorskich praw majątkowych. Pogląd prawny zawarty w tym orzeczeniu Trybunału, w ocenie Rzecznika, powinien w sposób szczególny zostać odniesiony właśnie do niezawinionego naruszenia praw autorskich, które w chwili obecnej może być – na równi z naruszeniem zawinionym – podstawą do ponoszenia zryczałtowanego roszczenia o naprawienie wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do właściwego uregulowania odpowiedzialności cywilnoprawnej podmiotów, które w sposób niezawiniony naruszyły autorskie prawa majątkowe.

O standardach wolności zgromadzeń. RPO do prezydent Warszawy w sprawie zakazu demonstracji pod Teatrem Powszechnym

Data: 2017-05-30

Podstawowymi obowiązkami organu władzy publicznej związanymi z wolnością zgromadzeń jest umożliwienie odbycia zgromadzenia i następnie zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Najbardziej radykalne środki w postaci zakazu demonstracji można natomiast stosować tylko wyjątkowo  – pisze RPO do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz po tym jak  warszawski ratusz zakazał zwołania zgromadzenia publicznego, którego cel określony został w zawiadomieniu jako: „modlitwa różańcowa wynagradzająca Maryi Królowej Polski za bluźnierstwa przeciw Bogu, protest przeciw łamaniu Konstytucji przez Teatr Powszechny i deptaniu przez ten teatr prawa zabezpieczenia dowodów przestępstwa”.

Jako organ powołany konstytucyjnie do stania na straży praw i wolności obywatelskich, Rzecznik jest  zobowiązany do przypomnienia standardów konstytucyjnych i międzynarodowych obowiązujących w zakresie wolności zgromadzeń – stwierdza RPO.

Wynikająca z art. 57 Konstytucji wolność zgromadzeń gwarantuje każdemu wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Takie same gwarancje wynikają także z aktów międzynarodowych tj. Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich  i Politycznych z 19 grudnia 1966 r. (art. 21), Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (art. 11) czy Karty Praw Podstawowych UE (art. 12).

Wolność organizowania zgromadzeń oznacza w szczególności swobodę wyboru czasu i miejsca zgromadzenia, formy wyrażania poglądów oraz swobodne ustalanie przebiegu zgromadzenia i prowadzenie obrad. Obowiązkiem władz publicznych jest natomiast, jak stwierdził Trybunał Konstytucyjny w sprawie K 34/99, nie tylko usunięcie przeszkód w zakresie korzystania z tak określonej sfery wolności i zaniechanie nieuzasadnionej ingerencji w tę sferę, ale również podjęcie pewnych kroków pozytywnych mających na celu urzeczywistnienie tego prawa.

Zakaz zgromadzenia w Warszawie

To stanowisko Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawia po tym, jak na podstawie informacji prasowych podjął z urzędu sprawę dotyczącą decyzji o zakazie zwołania zgromadzenia publicznego wydanej w dniu 23 maja 2017 r. przez Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy  (decyzja nr WV/5310/ZG/25/2017 z dnia 23 maja 2017 r.[1]) Wynikało z tej decyzji wynikało, że zakazane zostało zgromadzenie określone jako: „modlitwa różańcowa wynagradzająca Maryi Królowej Polski za bluźnierstwa przeciw Bogu, protest przeciw łamaniu Konstytucji przez Teatr Powszechny i deptaniu przez ten teatr prawa zabezpieczenia dowodów przestępstwa”. Organ uzasadniał decyzję tym, że  zgromadzenie to blokowałoby wejścia na teren Teatru i mogłoby doprowadzić do faktycznego pozbawienia wolności ludzi znajdujących się wewnątrz.

Organizatorzy zgromadzenia zapewniali wprawdzie władze miasta, że manifestacja będzie miała pokojowy przebieg. Jednak podczas spotkania nie udało się doprowadzić do uzgodnienia z organizatorem takiego przebiegu zgromadzenia, które nie powodowałyby w praktyce zablokowania funkcjonowania Teatru Powszechnego.

Ponadto – zdaniem organu wydającego decyzję – ze względu na długi czas trwania zgromadzenia wątpliwe było, czy planowane zgromadzenie wypełniało definicję zgromadzenia publicznego, o której mowa w art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. – Prawo o zgromadzeniach (Dz. U. z 2015 r., poz. 1485 ze zm). Władze miasta uznały tym samym, że faktycznym celem zgromadzenia było zajęcie terenu Teatru Powszechnego.

W dniu 25 maja 2017 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił tę decyzję Prezydenta m.st. Warszawy. Oceny sytuacji dokonał zatem niezawisły sąd, co oznacza, że prawidłowo funkcjonują procedury przewidziane w ustawie - Prawo o zgromadzeniach. Rzecznik Praw Obywatelskich nie będzie zatem odnosił się do zaistniałej sytuacji.

Standardy konstytucyjne i międzynarodowe

Zgodnie ze standardem wynikającym z art. 57 Konstytucji RP[2], a także art. 11 EKPCz, każdy może publicznie i w rozmaitych formach wyrażać swoje opinie i sprzeciw, w tym również kwestionować decyzje i politykę władz[3], a prawo to nie może być interpretowane wąsko[4].

Europejski Trybunał Praw Człowieka (dalej jako: ETPCz), dokonując interpretacji art. 11 EKPCz wskazywał wielokrotnie, iż możliwość udziału w demonstracji ekstremistów cechujących się agresywnymi zamiarami, którzy nie są członkami grupy organizacyjnej uczestniczącej w demonstracji nie może również pozbawić innych osób prawa zgromadzeń[5]. Nawet jeśli istnieje rzeczywiste ryzyko demonstracji publicznej powodującej zakłócenia w wyniku wydarzeń pozostających poza kontrolą osób organizujących zgromadzenia, demonstracja taka nie leży poza zakresem regulacji art. 11 ust. 1 EKPCz, a wszelkie ograniczenia nałożone na takie zgromadzenia muszą być zgodne z warunkami określonymi w ust. 2 tego artykułu.

Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że zgromadzenie zwoływane z pierwotnym zamiarem zakłócenia porządku publicznego nie korzysta z ochrony na podstawie tego artykułu[6]. Wolnością nie jest objęte takie zgromadzenie, którego organizatorzy i uczestnicy mają od początku niepokojowe intencje.

ETPCz zwracał też uwagę, że każdy środek ingerujący w wolność zgromadzania się i wypowiedzi stosowany w przypadkach innych niż podżeganie do przemocy lub odrzucanie zasad demokratycznych źle służy demokracji, a często stanowi jej zagrożenie. Fakt, że w podobnych przypadkach wcześniej dochodziło do wydarzeń wymuszających interwencje policji nie ma dużego znaczenia, jeśli możliwe były działania prewencyjne zapewniające dostateczną ochronę, takie jak rozdzielenie przez policję obu zgromadzeń. Trybunał wskazywał też wielokrotnie, że sam fakt, że zgromadzenie zostało zwołane niezgodnie z prawem albo jego uczestnicy je naruszają, nie może usprawiedliwiać zamachu na wolność zgromadzania się[7].

Trybunał uznał także, że gdyby przyjąć, iż każde prawdopodobieństwo napięć i gorącej wymiany między przeciwstawnymi grupami podczas demonstracji miałoby stanowić podstawę do ich zakazania, społeczeństwo pozbawione zostałoby sposobności zapoznania się z różnymi poglądami na jakikolwiek temat, który może być obraźliwy dla wrażliwości i opinii większości. Trybunał nie zaakceptował chociażby twierdzenia władz krajowych, że groźba taka była na tyle znacząca, że wymagała tak drastycznego środka jakim jest powtarzający całkowity zakaz danego rodzaju zgromadzeń w okresie trzech lat[8].

Z orzecznictwa TK oraz ETPCz wynika również, że to na organach władzy publicznej ciąży obowiązek wykazania, że w danych okolicznościach mamy faktycznie do czynienia z niemożliwą do usunięcia kolizją w sferze realizacji wolności zgromadzania się. Punktem wyjścia takiej oceny przez organy władzy publicznej musi być zawsze domniemanie pokojowego charakteru zgłoszonych zgromadzeń. Ocena realności zagrożenia bezpieczeństwa lub porządku publicznego nie może opierać się wyłącznie na szacowanej liczbie uczestników. Istnienie relacji między liczbą osób biorących udział w zgromadzeniu, a liczbą zagrożeń związanych z takim wydarzeniem ma pewne uzasadnienie. Nie może jednak prowadzić do przyjmowania prostych zależności w tym zakresie[9].

Podkreślić zatem należy, że podstawowymi obowiązkami organu władzy publicznej związanymi z wolnością zgromadzeń jest umożliwienie odbycia zgromadzenia i następnie zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Rolą władzy publicznej jest bowiem przede wszystkim zabezpieczenie zgromadzenia, tj. zapobieżenie  naruszeniu integralności cielesnej osób fizycznych – zarówno uczestników zgromadzenia, kontrdemonstrantów, osób postronnych, jak i personelu zabezpieczającego przebieg zgromadzenia i funkcjonariuszy sił porządkowych – a także zapobieżenie naruszeniu mienia prywatnego lub publicznego[10]. Jak podkreślał TK, na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony grupom organizującym demonstracje i biorącym w nich udział, bo tylko w ten sposób można realnie gwarantować wolność zgromadzeń, bez względu na stopień kontrowersyjności przedstawianych publicznie poglądów i opinii[11].   

Najbardziej radykalne środki w postaci zakazu demonstracji można natomiast stosować wyjątkowo.

Jak wskazywał ETPCz, umyślne niepodporządkowanie się przez organizatorów publicznego protestu obowiązującym regulacjom oraz zorganizowanie go (albo jego części) w sposób zaburzający normalne życie oraz inne działania wykraczające poza to, co jest zwykle nieuniknione, np. blokada przez protestujących rolników traktorami ważnej drogi, stanowią zachowania niekorzystające z takiej samej uprzywilejowanej ochrony na podstawie Konwencji, jak wypowiedzi polityczne albo debata w kwestiach interesu publicznego czy związane z nimi pokojowe manifestowanie opinii. Państwa mają szerszą swobodę reakcji na takie działania[12].

Mając powyższe na uwadze, należy podkreślić, że na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz stworzenia warunków do zgodnego z prawem odbycia się zgromadzeń. Jeżeli zatem przebieg zgromadzenia publicznego zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach lub narusza przepisy Prawa o zgromadzeniach albo przepisy karne, zgromadzenie takie – w myśl art. 20 ustawy - Prawo o zgromadzeniach – może zostać rozwiązane przez przedstawiciela organu gminy.

Tym samym, w ocenie Rzecznika, wszelkie działania organu gminy zakazujące zorganizowania zgromadzenia uzasadniane wyłącznie potencjalną możliwością wywołania zakłóceń w funkcjonowaniu danej instytucji, które jedynie przypuszczalnie mogłyby w ocenie organu zagrażać zdrowiu i życiu obywateli, prowadzi do nieuzasadnionego ograniczenia wolności zgromadzania. W takim przypadku zagwarantowanie prawa do wolności zgromadzania przez organ wiąże się z aktywnością funkcjonariuszy policji, którzy powinni zabezpieczyć miejsce zgromadzenia w taki sposób, aby zapewnić bezpieczeństwo zarówno uczestników zgromadzenia jak i osób przebywających na terenie danej instytucji. Decyzja zakazująca zwołania zgromadzenia prowadzi zaś do naruszenia praw demonstrantów. Wydanie decyzji zakazującej zwołanie zgromadzenia, prowadzącej do naruszenia prawa do demonstrowania musi być szczegółowo uzasadniona w oparciu o kryteria wynikające z art. 31 ust. 3 Konstytucji oraz art. 11 ust. 2 EKPCz i nie może być oparta jedynie na formułowaniu przypuszczeń co do ewentualnych zagrożeń wynikających z planowanego zgromadzenia.  




[2]  W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wolność ta została szeroko omówiona w wyrokach z: 28 czerwca 2000 r., sygn. K 34/99, OTK ZU nr 5/2000, poz. 142; 10 listopada 2004 r., sygn. Kp 1/04, OTK ZU nr 10/A/2004, poz. 105; 18 stycznia 2006 r., sygn. K 21/05, OTK ZU nr 1/A/2006, poz. 4; 10 lipca 2008 r., sygn. P 15/08, OTK ZU nr 6/A/2008, poz. 105 oraz 18 września 2014 r., sygn. K 44/12, OTK ZU nr 8/A/2014, poz. 92.

[3] Wyrok ETPCz z 2007 r. w sprawie Çiloğlu i in. p. Turcji, skarga 73333/01.

[4] Wyrok ETPCz z 2014 r. w sprawie Taranenko p. Rosji, skarga 19554/05.

[5] Wyrok ETPCz z 2011 r. w sprawie Schwabe i M.G. p. Niemcom, skargi nr 8080/08 i 8577/08.

[6] Wyrok ETPCz z 2007 r. w sprawie Stankov i in. p. Bułgarii, skarga 68490/01 oraz wyrok ETPCz z 2012 r. w sprawie Fáber p. Węgrom, skarga 40721/08.

[7] Wyrok ETPCz z 2002 r. w sprawie Cisse p. Francji, skarga nr 51346/99; wyrok ETPCz z 2007 r. w sprawie Çiloğlu i in. p. Turcji, skarga 73333/01 oraz wyrok z 2014 r. w sprawie Navalnyy i Yashin p. Rosji, skarga nr 76204/11.

[8] Wyrok ETPCz z 2010 r. w sprawie  Alekseyev przeciwko Rosji, skargi nr 4916/07, 25924/08 i 145599/09.

[9] Wyrok TK z 18 września 2014 r., sygn. K 44/12, OTK ZU nr 8/A/2014, poz. 92.

[10] Wyrok TK z 14 marca 2008 r., sygn. P 15/08, OTK ZU nr 6/A/2008, poz. 105.

[11] Wyroki TK we wspomnianych wyżej sprawach o sygnaturach K 21/05 czy P 15/08.

[12] Wyrok ETPCz z 2015 r. w sprawie Kudrevičius i inni p. Litwie, skarga nr 37553/05.

 

 

RPO w sprawie zakazu demonstracji przeciwko spektaklowi „Klątwa” w Teatrze Powszechnym

Data: 2017-05-25

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę zakazu demonstracji przeciwko spektaklowi „Klątwa” w Teatrze Powszechnym, zgłoszonej na najbliższą sobotę. Prezydent m.st. Warszawy jako powód podała przebieg poprzedniego protestu, podczas którego interweniowała policja. Zdaniem RPO zakaz może naruszać wolność zgromadzeń i chociaż został uchylony przez Sąd Okręgowy w Warszawie, to Rzecznik wystąpi w tej sprawie do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz z prośbą o wyjaśnienia.

RPO w wyjątkowej bibliotece w Rumii

Data: 2017-05-19

Dr Adam Bodnar wraz z dyr. Krzysztofem Szerkusem z Biura Terenowego RPO w Gdańsku odwiedzili wyjątkową bibliotekę w Rumii (woj. pomorskie).

Biblioteka powstała w wyniku przekształcenia dworca kolejowego w Rumii. Swoją nazwą „Stacja Kultura” nawiązuje do nietypowej lokalizacji. Zdobyła liczne wyróżnienia architektoniczne, w tym w konkursach zagranicznych (I nagroda w konkursie Library Interior Design Awards).

Dotychczas niszczejący dworzec kolejowy został gruntownie przebudowany, przy wsparciu środków unijnych oraz środków gminy Rumia. Obecnie na jego terenie mieszczą się kasy dworca, poczekalnia, kawiarnia, ale także biblioteka służąca mieszkańcom Rumii i okolic.

W bibliotece znajduje się ok. 40 tys. książek, audiobooków, filmów oraz czasopism. Codziennie z jej usług korzysta ok. 300 klientów. Czasami czytelnicy zatrzymują się i czytają prasę oczekując na pociąg.

W bibliotece jest też kącik dla dzieci, ale także pomieszczenia służące lokalnym organizacjom pozarządowym, warsztatom ceramicznym, teatralnym czy wystawom. Jak podkreśla pomysłodawczyni Stacji Kultura oraz dyrektorka biblioteki Krystyna Laskowicz, na spotkaniach z pisarzami, odbywających się w klimatycznych wnętrzach biblioteki, bardzo często jest komplet widzów. Niezapomniane wrażenie wywierają kąciki do czytania przypominające przedziały w pociągu osobowym.

Artykuł 73 Konstytucji RP stanowi, że „Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury”. Stacja Kultura w pięknym stylu pokazuje, na czym w praktyce może polegać korzystanie z dóbr kultury. Oby więcej takich miejsc na mapie Polski.  

Co z procedurą wpisów do gminnej ewidencji zabytków?

Data: 2017-05-16

Problem zgodności z Konstytucją przepisów dotyczących procedury dokonywania wpisów do gminnej ewidencji zabytków, w brzmieniu nadanym ustawą o zmianie ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami oraz o zmianie niektórych innych ustaw, był już przedmiotem korespondencji między poprzednim Rzecznikiem Praw Obywatelskich a poprzednimi Ministrami Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pozostaje on jednak nadal aktualny i wymaga interwencji legislacyjnej ze strony resortu.

Na skutek przywołanej nowelizacji istotnym zmianom uległ, m.in. status prawny oraz znaczenie gminnej ewidencji zabytków.

Przed wejściem w życie przepisów ustawy zmieniającej ewidencja zabytków prowadzona była wyłącznie dla celów wewnętrznych i porządkowych i nie mogła stanowić samodzielnej podstawy do kształtowania sytuacji prawnej obywateli, względnie osób typu korporacyjnego.

Obecnie wpis do gminnej ewidencji zabytków skutkuje ingerencją w prawo własności, mogącą przejawiać się w skrajnych sytuacjach w ograniczeniu jego istoty. Sytuacja ta jest tym bardziej nie do pogodzenia z gwarancjami konstytucyjnymi ochrony prawa własności, gdy zwróci się uwagę na fakt, że w sprawie wpisu do gminnej ewidencji zabytków nie prowadzi się postępowania administracyjnego, a co za tym idzie – nie wydaje się decyzji administracyjnej podlegającej kontroli sądowoadministracyjnej.

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w odpowiedzi na poprzednie wystąpienie Rzecznika w przedmiotowej sprawie wskazała, że kompetencją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie jest rozstrzyganie zastrzeżeń natury konstytucyjnej, lecz realizacja polityki państwa w sferze ochrony zabytków, jako konsekwencji obowiązku wyrażonego w art. 5 Konstytucji.

Rzecznik nie zgodził się z takim stanowiskiem i podkreślił, że na Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego ciąży obowiązek prowadzenia polityki w dziedzinie kultury i dziedzictwa narodowego w sposób zapewniający realizację tej polityki, przy jednoczesnym poszanowaniu praw i wolności obywatelskich gwarantowanych w Konstytucji. W szczególności należy mieć na względzie dyrektywę wyrażoną w art. 31 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którą ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw, zaś realizowanie zadań resortu kultury i dziedzictwa narodowego nie może odbywać się w warunkach braku poszanowania dla praw konstytucyjnie chronionych.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o ponowną analizę zarzutów dotyczących niezgodności z Konstytucją statusu prawnego gminnej ewidencji zabytków oraz wyraził nadzieję, że podnoszone w wystąpieniu argumenty spowodują podjęcie postulowanych prac legislacyjnych.

Sprawa Muzeum II Wojny Światowej

Data: 2017-04-05

Rzecznik zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego zarządzenie Ministra Kultury o połączeniu założonego 8 lat temu gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej z nowo utworzonym Muzeum na Westerplatte.

Stan faktyczny:

W kwietniu 2016 r. Minister Kultury zapowiedział chęć połączenia Muzeów. To sposób na utworzenie nowej placówki, w której minister może powołać nowe kierownictwo w miejsce ekipy, która ma kontrakt na stworzenie i prowadzenie muzeum do roku 2019, ale która podlegała krytyce rządu od wyborów w 2015 r.

Połączenie zostało wstrzymane po wystąpieniu RPO i w efekcie Muzeum II Wojny Światowej w starym kształcie rozpoczęło działalność. 23 marca 2017 r. jego wystawa stała została otwarta dla publiczności.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego

Stan sprawy:

WSA w Warszawie po przyjęciu wniosku RPO wstrzymał wykonalność decyzji Ministra Kultury do czasu rozpatrzenia sprawy. Na skutek zażalenia Ministra kultury, w dniu 5 kwietnia 2017 r. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił postanowienie WSA  o wstrzymaniu połączenia obu muzeów. W efekcie powstała formalnie nowa placówka – z nowym kierownictwem.

We wrzesniu 2017 r. NSA nie uwzględnił skargi kasacyjnej Rzecznika w sprawie połączenia instytucji kultury – Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Westerplatte. NSA stoi na stanowisku, że zarządzenie MKiDN w sprawie połączenia muzeów stanowi akt kierownictwa wewnętrznego i jako taki nie może podlegać kontroli sądowoadministracyjnej.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył zarządzenie Ministra Kultury wskazując, że zostało przygotowane z naruszeniem przepisów prawa, w tym konstytucyjnego prawa obywateli do dostępu do dóbr kultury. 

Tak jak w przypadku skargi na decyzję umożliwiającą wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej, RPO nie wypowiada się w sprawach merytorycznych (dotyczących urządzenia lasu albo treści wystaw). Stwierdza tylko, że decyzje ministrów dotyczące dobra wspólnego (jakim jest przyroda i kultura) muszą podlegać rygorom prawa wprowadzonym po to, by w jak największym stopniu uwzględniać prawo wszystkich obywateli do korzystania z tych dóbr.

Chodzi m.in., by powody decyzji były jawne, i by zapadały po analizie różnych punktów widzenia, bo to pozwala uniknąć błędów. Decyzje muszą też spełniać warunek racjonalności, jeśli chodzi o sposób wydawania pieniędzy publicznych. Tak stanowi polskie prawo.

Skąd RPO wie o sprawie?

Z blisko tysiąca skarg i wniosków które wpłynęły od osób indywidualnych

Argumenty prawne RPO:

Uzasadniając swoją skargę Rzecznik przede wszystkim zauważa, że zarządzenie Ministra jest aktem podlegającym ocenie sądu administracyjnego. „Muzea nie są bowiem tworzone dla zaspokojenia potrzeb ich organizatorów” – przypomina RPO.

Z art. 1 ustawy o muzeach wynika, że podstawowym celem muzeum jest realizacja konstytucyjnego prawa do wolności korzystania z dóbr kultury (art. 73 in fine Konstytucji RP). A to oznacza, że decydowanie o sposobie organizacji muzeów musi podlegać pewnym rygorom: obywatele mają prawo być powiadamiani o tym, co i dlaczego robi władza publiczna.

Po drugie – zarządzenie ministra dotyczy nie tylko zbiorów państwowych, ale i samorządowych. Minister nie może zmieniać losu tego, co ludzie oddali w zarząd samorządowi, i zakładać, że taka decyzja nie podlega zaskarżeniu.

W przypadku muzeum w Gdańsku chodzi o to, że przedmiotem działalności (powstałej w wyniku połączenia jednostki) miałaby być ochrona, utrzymanie i rewitalizacja zespołu obiektów architektury militarnej na terenie Westerplatte. Problem polega jednak na tym, że w istotnej części zarządcą owych obiektów jest Miasto Gdańsk, a dodatkowo w niektórych z tych obiektów prowadzona już jest od lat działalność muzealna. Nie ulega w związku z tym wątpliwości, że w tym zakresie zarządzenie MKiDN wkracza w sposób bezpośredni w sferę samodzielności jednostki samorządu terytorialnego.

Zarzut 1: Sposób ogłoszenia zamiaru i powodu decyzji

Minister (organizator instytucji kultury) ma prawo dokonać połączenia instytucji kultury (art. 18 ust. ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej), jeśli na trzy miesiące przed planowanym terminem poda do publicznej wiadomości informację o zamiarze i przyczynach takiej decyzji.

Zapowiedź decyzji nie jest czczym aktem. Musi to być informacja odpowiadająca rzeczywistym przyczynom podjęcia takiej decyzji.

W przypadku gdańskich muzeów warunek ten nie został spełniony, gdyż do połączenia muzeów doszło z innych przyczyn niż podane przez MKiDN.

Dlatego zarządzenie Ministra jest niezgodne z ustawą o działalności kulturalnej. W rezultacie uznać trzeba, że kwestionowane zarządzenie jest także niezgodne z wynikającą z art. 2 Konstytucji RP zasadą zaufania obywateli do państwa i prawa.

Dlaczego?

Zgodnie z formalną zapowiedzią (obwieszczeniem) Ministra przyczyną projektowanego połączenia było „zapewnienie zwiększonej efektywności działań na rzecz podtrzymania i upowszechniania tradycji narodowej i państwowej, w szczególności w nawiązaniu do dziejów Polski w okresie II wojny światowej, w tym wojny obronnej 1939 r., właściwe uhonorowanie miejsca symbolicznego, jakim jest pole bitwy na Westerplatte oraz racjonalne wykorzystanie nadzoru nad muzeami, dla których MKiDN jest organizatorem poprzez optymalne wykorzystanie potencjału placówek o zbliżonym profilu działalności zlokalizowanych w Gdańsku, przy jednoczesnej racjonalizacji wydatkowania środków finansowych pochodzących z budżetu państwa”.

To nie może być prawdziwa przyczyna, skoro w chwili ogłaszania obwieszczenia Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 nie dysponowało żadnym potencjałem, który mógłby zostać „optymalnie wykorzystany”. Fakt ten potwierdził również MKiDN odpowiadając na interpelację poselską nr 4326.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 utworzone zarządzeniem MKiDN w istocie zostało utworzone dla pozoru. Rzeczywistym celem wydania tego zarządzenia było doprowadzenie do likwidacji funkcjonującego od ośmiu lat Muzeum II Wojny Światowej i całkowita zmiana profilu powstałej w ten sposób instytucji muzealnej.

Zarzut 2: Nieracjonalność wydawania środków publicznych

Nie sposób również uznać, że rzeczywistą przyczyną przemawiającą za połączeniem muzeów mogła być też „racjonalizacja wydatkowania środków finansowych pochodzących z budżetu państwa”. Gdyby tak było, to MKiDN kilka miesięcy wcześniej nie podjąłby decyzji o utworzeniu Muzeum Westerplatte i Wojny 1939, a więc muzeum, które sam uznaje za placówkę „o zbliżonym profilu działalności zlokalizowaną na terenie Gdańska”.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich zaskarżone zarządzenie MKiDN jest także niezgodne z ustawą o finansach publicznych. Z jej art. 44 ust. 3 pkt 1 wynika, że wydatki publiczne powinny być dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad: uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów oraz optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów.

Tymczasem zarządzenie MKiDN łamie ten przepis przez to, że generuje dodatkowe wydatki publiczne. I na tym może się nie skończyć – Minister ryzykuje dodatkowymi poważnymi wydatkami publicznymi.

Zarzut 3: Zarządzenie Ministra może doprowadzić do unicestwienia dostępnego publicznie zbioru dóbr kultury

Zarządzenie w radykalny sposób zmienia dotychczasowy profil muzeum, odchodząc od profilu, który stanowił zasadniczy motyw podjęcia przez Miasto Gdańsk decyzji o rozporządzeniu mieniem komunalnym na rzecz muzeum.

Miasto Gdańsk umową darowizny zawartą w dniu 8 grudnia 2009 r. przekazało Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku nieruchomość na cel budowy siedziby. Strony ustaliły również (§ 5 umowy), że w przypadku niewykorzystania darowanej nieruchomości na wskazany cel do dnia 1 września 2019 r., darowizna podlega odwołaniu.

Muzeum II Wojny Światowej w nowym kształcie ma przede wszystkim skupiać się na militarnych aspektach tej wojny, decyzja Ministra podwyższa ryzyko odwołania przez samorząd darowizny. Wtedy, żeby muzeum w ogóle mogło istnieć, państwo będzie musiało mu wybudować nową siedzibę. 

Numer sprawy w BRPO

VII.715.27.2016