Godło RP
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 654

WYSTĄPIENIA GENERALNE

Zadaniem RPO jest sprawdzanie, czy przepisy nie uderzają w obywateli. Jeśli dojdzie do wniosku, że sprawa wymaga generalnego „poprawienia prawa”,  może m.in.: przedstawić problem władzom prezentując argumentację prawną  i standardy dotyczace praw człowieka. To ułatwia rozwiązanie problemu i przygotowanie projektów zmian. Tego typu wystąpienia noszą nazwę generalnych.

Data początkowa
np.: 08/2019
Data końcowa
np.: 08/2019
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

RPO do Ministra Infrastruktury: ulgowe bilety ZTM także dla studentów spoza UE

Data: 2019-08-16
  • Nie wszyscy studenci i doktoranci są w Polsce równo traktowani w kwestii ulg na przejazdy środkami transportu publicznego 
  • Takiego prawa pozbawieni są studenci spoza Unii Europejskiej, doktoranci-obywatele RP z uczelni zagranicznych oraz wszyscy studenci uczelni z zagranicy, którzy nie studiują w Polsce
  • Różnicowanie prawa do ulgi w zależności od obywatelstwa czy miejsca nauki jest sprzeczne nie tylko z polską ustawą, ale i z normami UE - podkreśla RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymuje skargi  na nierówne traktowaniu studentów i doktorantów w dostępie do ulg na przejazdy środkami publicznego transportu zbiorowego.  

Co mówią przepisy?

Zgodnie z ustawą z 20 czerwca 1992 r. o uprawnieniach do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego, studenci do ukończenia 26. roku życia oraz doktoranci mają prawo do ulgi na przejazdy na podstawie biletów jednorazowych, imiennych biletów miesięcznych oraz przy przejazdach środkami publicznego transportu zbiorowego autobusowego.

Ustawa stanowi, że minister właściwy do spraw transportu, w porozumieniu z ministrami pracy, oświaty i wychowania oraz szkolnictwa wyższego, określi w rozporządzeniu rodzaje dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulg. W upoważnieniu do wydania rozporządzenia wskazano, że ma ono określać jedynie rodzaje dokumentów poświadczających uprawnienia do ulg, nie zaś zawężać grono podmiotów mogących z nich korzystać.

Kto jest wykluczony?

Tymczasem rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Budownictwa z 20 kwietnia 2017 r. w sprawie rodzajów dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulgowych przejazdów zawiera regulacje, które w sposób nieuprawniony i dyskryminujący ograniczają uprawnienie do ulg. Wyklucza ono bowiem taką możliwość wobec:

  • studentów spoza Unii Europejskiej,
  • studentów będących obywatelami UE bądź członkami rodziny obywateli UE, którzy nie posiadają dokumentu potwierdzającego prawo stałego pobytu w Polsce,
  • doktorantów będących obywatelami Polski i studiujących za granicą,
  • wszystkich studentów uczelni zagranicznych, którzy nie są studentami uczelni polskich.

Sprzeczność z ustawą; wątpliwość pod kątem norm UE 

W ocenie Rzecznika takie przepisy rozporządzenia pozostają w sprzeczności z ustawą o uprawnieniach do ulgowych przejazdów - w związku z art. 92 ust. 1 Konstytucji. Ustawa przyznaje bowiem studentom oraz doktorantom możliwość skorzystania z ulgowego przejazdu - bez względu na obywatelstwo czy miejsce pobierania nauki. 

Zgodnie zaś z art. 92 ust. 1 Konstytucji, rozporządzenia są wydawane przez organy w niej wskazane, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Według RPO rozporządzenie przekracza zatem upoważnienie ustawowe. Wprowadza bowiem dodatkowe kryteria, nieprzewidziane w ustawie, odnoszące się do możliwości skorzystania z ulgi.

Ponadto z uwagi na fakt, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, przepisy rozporządzenia - w zakresie, w jakim różnicują możliwość skorzystania z ulgi w zależności od obywatelstwa czy miejsca zamieszkania - mogą budzić wątpliwości co do zgodności z normami UE.

Rzecznik zwrócił też uwagę, że obecne rozwiązania w kwestii ulg na przejazdy nie sprzyjają mobilności studentów i doktorantów.  Wręcz przeciwnie - premiują postawy osób, które z możliwości pobierania nauki zagranicą nie skorzystały. Ponadto takie regulacje nie przyczyniają się do optymalnych warunków studiowania i prowadzenia badań w Polsce dla studentów i doktorantów pochodzących z innych krajów.

Działania RPO 

W marcu 2019 r. Rzecznik zwrócił się w tej sprawie do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Wicepremier, minister Jarosław Gowin odpowiedział, że po wystąpieniu Komisji Europejskiej polskie władze zobowiązały się do zmiany rozporządzenia. Prawo do ulgi ma przysługiwać również studentom-obywatelom UE, mającym prawo stałego pobytu w Polsce, którzy studiują za granicą. 

Zarazem Jarosław Gowin uznał za zasadne rozważenie poszerzenia katalogu dokumentów uprawniających do ulg, tak by umożliwić wykorzystywanie w Polsce przez doktorantów legitymacji ISIC (International  Student Identity Card - międzynarodowej karty studenckiej dla uczniów i studentów całego świata).

Dodał, że nie posiada kompetencji co do ustalania ulg na przejazdy transportem zbiorowym, a adresatem uwag w tym zakresie powinien być minister właściwy do spraw transportu. Poszerzenie katalogu osób objętych tym wsparciem spowodowałoby zwiększenie obciążeń budżetu państwa, co winno uzyskać aprobatę ministra właściwego do spraw finansów publicznych. A organem właściwym do przeprowadzenia procesu legislacyjnego w tej sprawie jest Minister Infrastruktury.

Teraz RPO napisał do ministra Andrzeja Adamczyka. Zwrócił się do niego o podjęcie działań w celu odpowiednich zmian legislacyjnych. 

Inny wątek sprawy ulg zbada TK

W lipcu 2019 r. Rzecznik przyłączył się do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (sygn. akt SK 42/19) w sprawie skargi konstytucyjnej obywatela w sprawie tych ulg. 

RPO wniósł, by TK uznał niekonstytucyjność zaskarżonego przepisu rozporządzenia MI z 25 października 2002 r. - w zakresie, w jakim nakazuje on obywatelom polskim, studentom w wieku do lat 26., studiującym za granicą, którzy chcą skorzystać z ulgi komunikacyjnej, posiadanie międzynarodowej legitymacji studenckiej ISIC.

W ocenie RPO jest to niezgodne z art. 58 ust. 1 (wolność zrzeszania się), w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji oraz z art. 51 ust. 1 (nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby), w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  (wolność i jej dopuszczalne ograniczenia). 

VII.7033.8.2015

Kiedy wnieść do sądu, że więzień stwarza zagrożenie? Zdaniem SW 8 miesięcy wystarczy

Data: 2019-08-14
  • Służba Więzienna jest przeciwna wydłużeniu do półtora roku terminu na złożenie wniosku o uznanie więźnia kończącego karę za stwarzającego zagrożenie dla innych osób
  • Dziś daje się na to osiem miesięcy. Według sędziów i RPO to nie wystarczy, aby biegli uzgodnili opinię w tak trudnej kwestii 
  • Zdaniem SW na 8 miesięcy przed końcem kary dalsze oddziaływania terapeutyczne nie przyniosą już efektów
  • Osadzony traci zaś motywację do dalszej pracy nad sobą, gdy dowiaduje się o złożeniu wniosku o uznanie go za mogącego stwarzać zagrożenie

- Służba Więzienna stoi na stanowisku, że niehumanitarnym byłoby pozbawiać skazanych motywacji do pracy nad sobą już na 1,5 roku przed zakończeniem odbywania kary – napisał do Rzecznika Praw Obywatelskich zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz. 

Procedury uznawania za osobę stwarzającą zagrożenie 

Na mocy ustawy z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych, dana osoba (która odbyła karę więzienia), może zostać bezterminowo umieszczona w  Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Nie jest to jednak jedyny środek przewidziany w prawie, bowiem ustawa pozwala także na orzeczenie nadzoru prewencyjnego (bez umieszczania w Ośrodku).  Jeśli zatem sąd cywilny uznaje więźnia za stwarzającego zagrożenie, decyduje, co wybrać.

A do takiego uznania wystarczy, że przez jakiś czas odbywało się karę w systemie terapeutycznym dla osób z zaburzeniami preferencji seksualnych. Wcześniej konieczny jest zaś wniosek do sądu dyrektora właściwego więzienia czy aresztu. Najwięcej wniosków w takich sprawach wpływa do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Na jego obszarze są dwie jednostki penitencjarne, gdzie funkcjonują oddziały terapeutyczne dla sprawców przestępstw popełnionych w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych (Zakład Karny w Sztumie i Areszt Śledczy w Starogardzie Gdańskim).

Jak zwrócili Rzecznikowi uwagę sędziowie z Gdańska, decyzja sądu zapada na podstawie opinii biegłych. Jej przygotowanie jest czasochłonne. Niekiedy wśród opiniujących nie ma jednomyślności - co wydłuża wydanie postanowienia. Sędziowie zgłosili więc postulat, aby dyrektorzy zakładów karnych/aresztów śledczych występowali z wnioskiem do sądu rok albo nawet półtora roku przed końcem kary.

W ocenie sędziów zalecony przez Dyrektora Generalnego SW okres 8 miesięcy jest niewystarczający. Wydłużenie go pozwoliłoby na sprawne przeprowadzenie postępowania sądowego oraz dogłębne zweryfikowanie przesłanek uznania skazanego za osobę stwarzającą zagrożenie. Nie byłoby też wtedy konieczności sięgania po zakwestionowane przez Sąd Najwyższy zabezpieczenie cywilne (polegające na umieszczeniu osoby, po zakończeniu kary, w KOZZD - do czasu prawomocnego zakończenia postępowania o uznanie jej za stwarzającego zagrożenie).

Dlatego Rzecznik poprosił w lipcu 2019 r. Dyrektora Generalnego SW o poinstruowanie dyrektorów jednostek penitencjarnych, aby z wnioskami do sądów występowali znacznie wcześniej niż w terminie 8 miesięcy przed końcem kary. Wystąpił też o podanie, ilu skazanych odbywa karę pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym oraz wobec ilu z nich przygotowywane są wnioski o uznanie za osoby stwarzające zagrożenie.

Odpowiedź Służby Więziennej

Ustawa nie nakłada na dyrektorów jednostek żadnego terminu składania wniosków, co oznacza, że dyrektorzy mogą go złożyć w dowolnym momencie, uwzględniając oczywiście czas niezbędny do jego rozpatrzenia – odpowiedział Rzecznikowi zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz. 

Zaznaczył, że argumenty za wydłużeniem terminu składania wniosków (jak czasochłonność opinii, brak jednomyślności biegłych, potrzeba dogłębnego zweryfikowania przesłanek zagrożenia) dotyczą również dyrektorów jednostek penitencjarnych i specjalistów prowadzących oddziaływania terapeutyczne. 

Oddziaływania te stanowią proces i w każdym jego momencie pacjent ma prawo do zmiany. - Uwzględniając tę dynamikę w pracy terapeutycznej, zawsze mogą się pojawić nowe okoliczności, przesłanki przemawiające za występowaniem, bądź nie, z wnioskiem o uznanie osoby za stwarzającą zagrożenie – dodał płk Fedorowicz. 

Służba Więzienna nie może pozostawać bierna wobec zdarzeń, zachowań osadzonych oraz informacji, które wpływają na ich temat w okresie późniejszym niż 8 miesięcy przed końcem kary. Ponadto skazany powinien być poddawany procesowi resocjalizacji, oddziaływaniom edukacyjnym i terapeutycznym do ostatniego dnia pobytu w jednostce penitencjarnej. 

Aktualna sytuacja powoduje, że 8 miesięcy przed zakończeniem kary personel więzienny musi założyć, iż dalsze oddziaływania prawdopodobnie nie przyniosą już pozytywnych efektów. U osadzonego będącego podmiotem postępowania wynikającego z ustawy z 22 listopada 2013 r. - po uzyskaniu informacji o złożonym wniosku - dochodzi do zachwiania poczucia bezpieczeństwa i pewności, co do swojej przyszłości. Najczęściej wiąże się to z utratą motywacji do dalszej pracy nad sobą  - mimo, że decyzja sądu nie musi skończyć się orzeczeniem o umieszczeniu w KOZZD. 

Dalsze wydłużanie tego okresu budzi kolejne dylematy etyczne i jest szkodliwe z punktu widzenia możliwości realizowania wobec skazanego Indywidualnego Programu Terapeutycznego. Służba Więzienna stoi na stanowisku, że niehumanitarnym byłoby, uwzględniając okresowe i lokalnie pojawiające się trudności instytucji, pozbawiać skazanych szansy i motywacji do pracy nad sobą już 1,5 roku przed zakończeniem odbywania kary. 

Po wejściu w życie ustawy z 22 listopada 2013 r. uwzględniając interesy sądów, policji, biegłych, za rozsądny termin na rozpatrzenie wniosku uznano okres 6 miesięcy. Po informacji z Sądu Okręgowego w Gdańsku, w lutym 2015 r. termin ten wydłużono poleceniem Dyrektora Generalnego SW do 8 miesięcy. Było to podyktowane była chęcią umożliwienia sądom procedowania bez presji czasu. Jest to kompromis wypracowany przez osoby i instytucje biorące udział w procedurze opracowania wniosków o uznanie za stwarzającego zagrożenie – podkreślił płk Grzegorz Fedorowicz. 

W niektórych przypadkach nie będzie możliwe (z uwagi np. na informacje wpływające do jednostki o skazanym czy niski wyrok orzeczony przez sąd), aby zachować termin 8 miesięcy. Jednocześnie pracownicy oddziałów terapeutycznych i dyrektorzy jednostek dokładają wszelkich starań, by ten termin zachować. Centralny Zarząd SW stale to monitoruje.

SW poinformowała RPO, że na koniec II kwartału 2019 r. było 380 skazanych z zaburzeniami preferencji seksualnych przebywających w oddziałach terapeutycznych. Na koniec lipca dyrektorzy jednostek ogłosili, że z wnioskami o uznanie za stwarzających zagrożenie planują wystąpić wobec 8 z nich.

IX.517.1702.2017

Sądy nie pouczają odpowiednio stron procesu - Polska przegrywa w Strasburgu

Data: 2019-08-14
  • Polska przegrywa przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, bo sądy nie udzielają odpowiednich pouczeń obywatelom, którzy wytoczyli procesy cywilne - a nie mieli adwokata
  • Zostali oni wezwani przez sąd do uzupełnienia braków apelacji – przez złożenie ich odpisów
  • Nie zachowali jednak ich kopii, a nie byli w stanie odtworzyć tego z pamięci. W efekcie apelacje odrzucono 
  • A wszystko dlatego, że pouczając ich wcześniej o terminie i sposobie wniesienia apelacji, sąd nie poinformował, że należy je złożyć w dwóch odpisach

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości w sprawie właściwej realizacji obowiązków informacyjnych sądu, określonych w Kodeksie postępowania cywilnego. Chodzi o ujednolicenie pouczeń udzielanych stronom.

Ostatnio kilka rozstrzygnięć w takich sprawach wydał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Zapadły one na kanwie spraw cywilnych, w których skarżący - osoby pozbawione wolności - działający bez pomocy profesjonalnego pełnomocnika,  zostali wezwani do uzupełnienia braków formalnych apelacji poprzez złożenie ich odpisów. Z uwagi na niezachowanie ich kopii i niemożność odtworzenia z pamięci ich treści, nie wykonali zobowiązania sądu. W efekcie sąd odrzucił apelacje. 

W sprawie Parol przeciwko Polsce ETPC stwierdził (wyrok z 11 października 2018 r.), że sąd nie dopełnił obowiązku wynikającego z art. 327 § 2 Kpc. Nie powiadomił bowiem skarżącego o obowiązku złożenia apelacji w dwóch egzemplarzach. Dlatego ETPC uznał naruszenie art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (prawo do sądu). 

Również w sprawie Adamkowski przeciwko Polsce (wyrok z 28 marca 2019 r.)  ETPC zauważył, że pouczenie co do terminu i sposobu wniesienia apelacji nie zawierało informacji, że należy ją złożyć w dwóch odpisach. Ponadto skarżącego nie poinformowano o obowiązku przesyłania wszystkich pism procesowych do sądu w dwóch odpisach. Trybunał stwierdził naruszenie art. 6 ust. 1 Konwencji z uwagi na nieproporcjonalne ograniczenie dostępu do sądu. 

Prawo do sądu gwarantuje także art. 45 Konstytucji. W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wskazuje się zasadnicze elementy tego prawa. Jest wśród nich również prawo do odpowiedniego ukształtowania procedury sądowej. A niewątpliwie służy temu udzielenie wyczerpującego i pełnego pouczenia stronie postępowania. Obowiązek pouczeń wiąże się również z zasadą zaufania obywatela do państwa, wynikającą z art. 2 Konstytucji. Dlatego szczególnie uzasadnione jest ich uregulowanie zgodnie z postulatami jasności i zrozumiałości prawa.

Poza pouczeniami o treści wprost określonej w aktach wykonawczych do Kpc, ich zakres i forma w znacznej mierze wynikały z praktyki przyjętej w danym sądzie. Największa jej niejednolitość uwidacznia się właśnie co do pouczeń o terminie i sposobie wniesienia środka zaskarżenia.

Brak takiej wiedzy utrudnia, a często nawet uniemożliwia, realne skorzystanie ze środka odwoławczego przez osobę niebędącą profesjonalnym pełnomocnikiem. Tymczasem pouczenia, które spełniałyby standardy rzetelnego procesu, znacznie ograniczałyby przypadki odrzucania środków zaskarżenia wobec nieusunięcia braków formalnych. 

24 lipca 2019 r. prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację Kpc i niektórych innych ustaw. Zmieniony art. 5 Kpc upoważnia Ministra Sprawiedliwości do określenia w drodze rozporządzenia wzorów pouczeń, których udzielania na piśmie wymaga Kpc, przy uwzględnieniu zapewnienia komunikatywności przekazu. 

Do wskazanych pouczeń należy zaliczyć te udzielane w związku z zaskarżaniem orzeczeń. Dodany w nowelizacji przepis Kpk stanowi: „Stronie niezastępowanej przez adwokata, radcę prawnego, rzecznika patentowego lub Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej wraz z wyrokiem, który podlega doręczeniu z urzędu, doręcza się pouczenie o sposobie i terminie zgłoszenia wniosku o doręczenie wyroku z uzasadnieniem oraz warunkach, sposobie i terminie wniesienia środka zaskarżenia”.  Potrzeba takiego pouczenia odnosi się zwłaszcza do osób, które nie mają technicznych możliwości odtworzenia treści złożonych wcześniej pism procesowych, np. osób pozbawionych wolności. 

Rzecznik wystąpił do ministra Zbigniewa Ziobry o informację,  na jakim etapie znajdują się prace legislacyjne nad rozporządzeniem określającym wzory pouczeń. Poprosił o uwzględnienie w nim także informacji o wymaganej przez Kpc liczbie odpisów składanych pism procesowych.

IV.510.26.2019

RPO: zawód komornika - także dla tych bez studiów prawniczych

Data: 2019-08-14
  • Jeżeli komornik w ciągu 7 lat nie zostanie magistrem prawa, jego powołanie na to stanowisko wygaśnie - stanowi nowa ustawa o komornikach sądowych z 2018 r. 
  • Do RPO wpłynęła skarga wskazująca, że narusza to zasadę praw nabytych
  • Rzecznik zgadza się, że ogranicza to konstytucyjne prawa komorników,  którzy w chwili powołania nie byli zobowiązani do posiadania wyższego wykształcenia prawniczego
  • Ci, którzy przez lata wykonywali zawód komornika, dysponują niezbędną wiedzą prawniczą - mimo braku dyplomu 

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga z wątpliwościami co do zgodności z Konstytucją art. 303 ustawy z 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych. Zgodnie z nim komornicy i asesorzy, którzy nie skończyli wyższych studiów prawniczych, są obowiązani w ciągu 7 lat od wejścia ustawy w życie, ukończyć takie studia i uzyskać tytuł magistra prawa. Inaczej ich powołanie na stanowisko komornika wygaśnie z mocy prawa. Według skargi narusza to zasadę praw nabytych wywiedzioną z art. 2 Konstytucji.

Uzasadnienie projektu ustawy nie zawierało przyczyn wprowadzenia tego przepisu. Rodzi to wątpliwości, zwłaszcza wobec faktu, że ogranicza to jednostkom ich prawa konstytucyjne. 

Na nieprecyzyjność przepisu wskazywała Rada Legislacyjna przy Prezesie Rady Ministrów. Podkreślała, że osoby które przez wiele lat wykonywały zawód komornika, pomimo braku wykształcenia prawniczego, dysponują niezbędną wiedzą prawniczą do wykonywania zawodu. Rada zaznaczyła, że z wymogu uzyskania tytułu magistra prawa zwolnione są osoby posiadające tytuł profesora lub doktora habilitowanego nauk prawnych lub które po uzyskaniu stopnia doktora nauk prawnych co najmniej 4 lata pracowały na stanowiskach związanych ze stosowaniem lub tworzeniem prawa. Stopień dra hab. albo tytuł profesora nauk prawnych może zaś uzyskać osoba, która nie jest absolwentem magisterskich studiów prawniczych. 

W ocenie RPO art. 303 ustawy wykazuje cechy retroaktywności, obejmuje bowiem stany faktyczne zaistniałe przed jego wejściem w życie. Dotyczy wszystkich komorników i asesorów, którzy nie mają wyższego wykształcenia prawniczego. Przepis ten pozbawia nabytego już, nieograniczonego w czasie, uprawnienia do powołania na stanowisko komornika sądowego oraz asesora komorniczego osób, które uprawnienie to uzyskały przed jego wejściem w życie. Powoduje to, że powołani na te stanowiska muszą uzupełnić wykształcenie, mimo że w momencie ich powoływania nie istniał wymóg legitymowania się tytułem magistra prawa. 

Prowadzi to do naruszenia wywodzonej z art. 2 Konstytucji zasady ochrony praw nabytych - uznał RPO. Wprowadzając ten przepis, ustawodawca nie uzasadnił szczegółowo jego przyczyn. Nie powołał się także na konieczność ochrony innych praw konstytucyjnych.

W poprzednio obowiązującej ustawie z 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji również istniał wymóg uzyskania tytułu magistra prawa. Byli jednak z niego zwolnieni ci komornicy i asesorzy, którzy w dniu powołania ukończyli 35. rok życia oraz młodsi, w szczególnych przypadkach zwolnieni z tego obowiązku przez prezesa właściwego sądu apelacyjnego. Część komorników i asesorów komorniczych uzyskała takie zwolnienie i została powołana.

Zawód komornika sądowego jest zawodem zaufania publicznego, co obliguje ustawodawcę do nałożenia na kandydatów wymagań, które nie są stawiane przedstawicielom innych zawodów. Nie może być to jednak podstawą do takich działań legislacyjnych, które skutkują automatyzmem wygaśnięcia uprawnień do wykonywania zawodu. Dotyczy to zwłaszcza osób, które wcześniej spełniły wszystkie wymagania poprzedniej ustawy.

Adam Bodnar zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o podjęcie odpowiedniej inicjatywy legislacyjnej. 

VII.561.9.2019

Aby zapobiegać błędom w sprawach o przemoc w rodzinie, trzeba szkolić prokuratorów i sędziów 

Data: 2019-08-13
  • Zniechęcanie ofiar przemocy domowej do składania zawiadomień o tych przestępstwach czy kwalifikowanie ich jako czynów ściganych z oskarżenia prywatnego
  • Niewielki udział ofiar w procesach w roli oskarżycieli posiłkowych, co uniemożliwia reakcję prawną - gdy sąd np. uniewinnia oskarżonego lub umarza sprawę, a prokurator nie wnosi apelacji
  • Sposobem na takie i inne uchybienia byłyby regularne szkolenia dla sędziów i prokuratorów oraz aplikantów sędziowskich i prokuratorskich, zgodnie z wymogami UE 

- Uwzględniałyby one informacje na temat mechanizmu stosowania przemocy i stereotypów związanych ze stosowaniem przemocy domowej, środków prawnych i dostępnych form pomocy dla ofiar – napisał Rzecznik Praw Obywatelskich do dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury Małgorzaty Manowskiej.

Analiza Biura RPO wobec spraw o przestępstwa związane z przemocą w rodzinie wykazała, że w wielu przypadkach są one prowadzone z uchybieniami, co negatywnie wpływa na prawa pokrzywdzonych. Niejednokrotnie może prowadzić wręcz do wtórnej wiktymizacji ofiar.

Najczęstsze zarzuty

Na etapie postępowania przygotowawczego: 

  • zniechęcanie ofiar przemocy domowej do składania zawiadomień o popełnieniu przestępstwa; 
  • nieuwzględnianie wniosków  dowodowych składanych przez ofiary przemocy; 
  • deprecjonowanie wartości dowodów potwierdzających fakt przemocy domowej; 
  • kwalifikowanie jej jako czynu ściganego z oskarżenia prywatnego i nieobejmowanie przez prokuratorów ściganiem tych czynów z urzędu; 
  • niestosowanie wobec podejrzanych o przemoc w rodzinie środków zapobiegawczych, których skutkiem byłoby zapewnienie fizycznego bezpieczeństwa ofiarom przemocy; przewlekłość postępowań 
  • przygotowawczych.

Na etapie procesu:

  • niewielka aktywność procesową osób pokrzywdzonych. Tylko w nielicznych sprawach przystępują one do udziału w procesie jako oskarżyciele posiłkowi. Pozbywają się zatem prawa do zgłaszania wniosków dowodowych, czy też zaskarżenia wyroku – wtedy czynności takie może podjąć tylko prokurator;
  • jest to ważne, gdy np. sąd zmienia kwalifikację prawną czynu (na łagodniejszą dla podsądnego) i na tej podstawie uznaje niewielką szkodliwość społeczną czynu, a postępowanie umarza, prokurator zaś nie wnosi apelacji;
  • zdarzają się również sytuacje, gdy prokurator nie wnosi apelacji wobec uniewinnienia oskarżonego i uznaje argumentację sądu; 
  • gdy pokrzywdzonym jest małoletni,  a oskarżonym (podejrzanym) rodzic dziecka, to drugi rodzic (nawet z pełną władzę rodzicielską) nie może reprezentować małoletniego  - w takiej sprawie ustanowią się kuratora procesowego. Sądy w różnym jednak stopniu realizują to uprawnienie procesowe – czy to z uwagi na osobę kuratora (np. pracownika sekretariatu sądu), czy kurator może informować rodzica małoletniego o treści dowodów, czy też taki rodzic może mieć wpływ na podejmowane przez kuratora procesowego czynności;
  • postępowanie sądowe w tych sprawach również dotyka przewlekłość.

Tymczasem sprawy o przestępstwa przemocy w rodzinie powinny być prowadzone z uwzględnieniem wytycznych dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/29/UE z 25 października 2012 r. ustanawiającej normy minimalne w zakresie praw, wsparcia i ochrony ofiar przestępstw.

Jej podstawowym celem jest zapewnienie realizacji indywidualnych potrzeb ofiar przestępstw oraz wzmocnienie praw ofiar tak, aby każda mogła otrzymać minimalny poziom ochrony, informacji, wsparcia i dostępu do wymiaru sprawiedliwości, niezależnie od narodowości i miejsca zamieszkania w UE. Specjalną uwagę zwróciła na wsparcie i ochronę ofiar niektórych przestępstw, które szczególnie są narażone są na wtórną wiktymizację, zastraszenie oraz odwet ze strony sprawcy (np. ofiarom przemocy ze względu na płeć, czy ofiarom przemocy w bliskich związkach).

W myśl tej dyrektywy urzędnicy uczestniczący w postępowaniu karnym, którzy mogą mieć osobisty kontakt z ofiarami, powinni mieć możliwość dostępu do odpowiednich wstępnych i ustawicznych szkoleń. Chodzi o to, by mogli  identyfikować ofiary i zajmować się nimi taktownie, z szacunkiem, w sposób profesjonalny i niedyskryminacyjny. 

Należy także propagować szkolenia prawników, prokuratorów i sędziów oraz specjalistów udzielających wsparcia ofiarom lub służb świadczących usługi w zakresie sprawiedliwości naprawczej. Powinno to obejmować szkolenie dotyczące służb udzielających wsparcia ofiarom, szkolenie specjalistyczne, w tym z psychologii. 

Dlatego RPO zwrócił się do Dyrektor KSSiP z o rozważenie:

  • wprowadzenia do programu szkoleń aplikantów sędziowskich i prokuratorskich zagadnień dotyczących ochrony ofiar przemocy domowej;
  • prowadzenia szkoleń doskonalących dla sędziów i prokuratorów dotyczących aktualnych rozwiązań wynikających z prawa UE w zakresie ochrony ofiar przestępstw, w tym przemocy domowej.

Jeśli takie szkolenia są już prowadzone, RPO poprosił o udostępnienie ich programu.

II.518.2.2019

RPO ponawia postulat deinstytucjonalizacji wsparcia osób z niepełnosprawnościami oraz seniorów

Data: 2019-08-13
  • Osoby z niepełnosprawnościami i seniorzy przebywają w dużych instytucjach opieki - nawet jeśli tego nie chcą, bo wciąż nie mają właściwego wsparcia w lokalnej społeczności
  • RPO ponownie dopomina się od rządu o kompleksową strategię deinstytucjonalizacji systemu wsparcia dla tych osób - połączoną z odejściem od instytucji ubezwłasnowolnienia
  • Polskę zobowiązują do tego m.in. rekomendacje Komitetu ONZ ds. Praw Osób Niepełnosprawnych z 2018 r. 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił w tej sprawie do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożeny Borys-Szopy

Osoby z niepełnosprawnościami i osoby starsze powinny mieć możliwość niezależnego życia. Przewiduje to m.in. Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Chodzi o to, aby w pełni i w sposób równy z innymi mogły one korzystać ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności. Osoby takie muszą mieć możliwość decyzji co do tego, gdzie i z kim będą mieszkać, a nie być zobowiązywane do mieszkania w szczególnych warunkach (DPS-ach, domach seniora itp.).

Cel ten można osiągnąć dzięki deinstytucjonalizacji, czyli przejściu do wsparcia na poziomie społeczności lokalnych. Założeniem jest zastąpienie oferowania miejsc w dużych instytucjach, jak DPS-y, wsparciem w postaci mieszkania chronionego lub korzystania z usług asystenta osobistego. Proces ten odnosi się także do systemu ochrony zdrowia psychicznego - główny ciężar powinien zostać przeniesiony z dużych szpitali psychiatrycznych na świadczenie pomocy w lokalnych wspólnotach.

Problem ten był już wielokrotnie sygnalizowany rządowi przez RPO. W listopadzie 2017 r. RPO wraz z 54 organizacjami społecznymi skierował do premiera apel w tej sprawie. Wskazano, że liczba DPS-ów stale rośnie. Podkreślono niedostateczny rozwój alternatywnych form wsparcia wobec nich.  Apelowano o przyjęcie Narodowego Programu Deinstytucjonalizacji.

W sierpniu 2018 r. RPO ponownie napisał do rządu, że seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami nadal skazywani są na przeprowadzkę do dużych instytucji opieki, nawet jeśli tego nie chcą – nie ma bowiem dla nich właściwego wsparcia w miejscu zamieszkania. 

Rząd odpowiedział, że nie widzi potrzeby przyjmowania Narodowego Programu Deinstytucjonalizacji, ponieważ stosowane są inne narzędzia. A w ich ramach co roku 900 osób powraca z DPS-ów do społeczności lokalnych.

Rekomendacje Komitetu ONZ i wymogi UE

Problem nabiera jednak nowego znaczenia w kontekście rekomendacji wydanych we wrześniu 2018 r. przez Komitet ONZ ds. Praw Osób Niepełnosprawnych oraz procedowanego obecnie projektu nowelizacji ustawy o pomocy społecznej oraz ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Konwencja o prawach osób niepełnosprawnych, ratyfikowana w 2012 r. przez Polskę, nakłada na państwa-strony obowiązek podjęcia skutecznych i odpowiednich środków w celu umożliwienia osobom z niepełnosprawnościami życia w społeczności lokalnej. Osoby z niepełnosprawnościami mają mieć możliwość wyboru miejsca zamieszkania, na zasadzie równości z innymi i nie być zobowiązywane do mieszkania w szczególnych warunkach. Zgodnie z Kartą Praw Podstawowych UE  także osoby starsze mają prawo do godnego i niezależnego życia.

W myśl Rekomendacji CM/Rec(2014)5 Komitetu Ministrów Rady Europy dla państw członkowskich w sprawie promocji praw osób starszych, wsparcie dla seniorów powinno być świadczone w społecznościach lokalnych.

Według Ogólnoeuropejskich Wytycznych Przejścia od Opieki Instytucjonalnej do Opieki Świadczonej na Poziomie Społeczności Lokalnych, niezbędne jest stworzenie krajowych i regionalnych planów działania na rzecz deinstytucjonalizacji i rozwoju usług na poziomie lokalnym. Wytyczne podkreślają potrzebę przyjęcia regulacji ustawowych zapewniających dostęp do usług wsparcia w społecznościach lokalnych oraz zaprzestania tworzenia dużych instytucji opiekuńczych.

Deinstytucjonalizacja nie polega wyłącznie na rezygnacji z instytucji. Należy ją postrzegać w szerszym kontekście zmiany podejścia do osób z niepełnosprawnościami i osób starszych. Chodzi bowiem m.in. o: 

  • odejście od medycznego modelu niepełnosprawności na rzecz modelu społecznego, 
  • zniesienie ograniczeń zdolności do czynności prawnych osób z niepełnosprawnościami (ubezwłasnowolnienie), 
  • zmiany w systemie ochrony zdrowia, zabezpieczenia społecznego i edukacji. 

Chodzi także o zindywidualizowanie wsparcia oraz branie pod uwagę woli i preferencji osób, na których rzecz te usługi są świadczone. Wymaga to zatem koordynacji działań na wielu płaszczyznach.

Tymczasem w Polsce nie ma kompleksowej strategii dla przeprowadzenia tego procesu. Zauważył to Komitet ds. Praw Osób Niepełnosprawnych, który w rekomendacjach dla Polski uznał brak zmian za jeden z dwóch głównych problemów we wdrażaniu Konwencji. Komitet zarekomendował Polsce przyjęcie konkretnych planów działania na rzecz deinstytucjonalizacji i wyznaczenie ram czasowych przejścia osób z instytucji do życia w społeczności lokalnej. W ocenie Komitetu należy podjąć pilne działania gwarantujące prawidłowe wykorzystanie funduszy unijnych na deinstytucjonalizację. Wymaga to systemowej transformacji, która obejmuje zamknięcie zakładów opiekuńczych i eliminację przepisów ws. instytucjonalizacji. Powinno temu towarzyszyć ustanowienie programu zindywidualizowanych usług wsparcia, obejmujących m.in. plan przejściowy z budżetem i ramami czasowymi.

Co trzeba zmienić

Mimo to dotychczas jednak nie rozpoczęto prac nad kompleksowym wdrożeniem postanowień Konwencji oraz zaleceń Komitetu.

Dlatego Rzecznik zwraca uwagę minister Bożenie Borys-Szopie na potrzebę przeprowadzenia zmian legislacyjnych w art. 53 ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej, który reguluje zasady mieszkalnictwa chronionego. W ustawie powinno się znaleźć wyraźne wskazanie, że mieszkania te są kameralną formą wsparcia. Należy również wprowadzić zakaz tworzenia licznych mieszkań tego typu w jednym budynku. Wskazany byłby także zapis o włączeniu mieszkańców w społeczność lokalną. Ważne jest dopuszczenie do korzystania z mieszkań chronionych osób potrzebujących całodobowego wsparcia.

Konieczne są też rozwiązania zwiększające gwarancje przestrzegania praw osób, które w dalszym ciągu przebywają w instytucjach. Częściowo na tę potrzebę odpowiada projekt noweli ustawy o pomocy społecznej i ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Zawiera on niektóre zmiany postulowane przez RPO - ws. określenia trybu możliwości ograniczenia samodzielnego wychodzenia mieszkańców DPS-ów i placówek zapewniających całodobową opiekę w ramach działalności gospodarczej poza ich teren. 

Rzecznik z satysfakcją przyjął uwzględniony w tym projekcie obowiązek zgody sądu na umieszczenie osoby ubezwłasnowolnionej w placówce zapewniającej całodobową opiekę w ramach działalności gospodarczej. Dla pełnej jednak zgodności projektu z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz Trybunału Konstytucyjnego w ustawie należałoby wprost ująć zobowiązanie sądu do uwzględnienia racjonalnie wyrażanej woli osoby ubezwłasnowolnionej.

Pozytywnie należy także ocenić propozycję ustanawiającą limit osób mieszkających w jednym budynku w placówce zapewniającej całodobową opiekę w ramach działalności gospodarczej. Przyjęty limit 100 osób jest jednak zdecydowanie zbyt wysoki. Nie odpowiada on rekomendacjom Komitetu ds. Praw Osób Niepełnosprawnych i opóźni deinstytucjonalizację. 

W projekcie brakuje też określenia maksymalnej liczby osób, które mogą mieszkać w jednym budynku w ramach DPS. Nie ma też regulacji, które stopniowo zmniejszałyby liczbę mieszkańców w istniejących DPS-ach.

Warunkiem wstępnym efektywnej deinstytucjonalizacji jest zniesienie instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienie jej systemem wspieranego podejmowania decyzji - co Rzecznik wielokrotnie postulował. Ubezwłasnowolnienie stoi w sprzeczności z Konwencją. Osoby ubezwłasnowolnienie często są pozbawione możliwości realnego wpływu na własne życie, co powoduje, że częściej trafiają do instytucji. Już sama możliwość ubezwłasnowolnienia negatywnie wpływa na społeczny odbiór osób z niepełnosprawnościami. Są postrzegane jako  „niesamodzielne” i „wymagające opieki” - co ma uzasadniać znaczną ingerencję osób trzecich w ich życie. 

Adam Bodnar zwrócił się do minister Bożeny Borys-Szopy o podjęcie niezbędnych działań na rzecz zintensyfikowania procesu deinstytucjonalizacji, zgodnie z rekomendacjami Komitetu ONZ, w tym przede wszystkim - o opracowanie kompleksowej strategii deinstytucjonalizacji. Poprosił też o uwzględnienie uwag do projektu zmian ustawy o pomocy społecznej i o ochronie zdrowia psychicznego. 

XI.503.4.2016

MEN: tegoroczna rekrutacja do szkół przebiegała sprawniej niż dotychczas

Data: 2019-08-12
  • Rekrutacja do szkół ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych na rok szkolny 2019/2020 przebiegała sprawniej niż dotychczas - przekonuje Minister Edukacji Narodowej 
  • Wskazuje, że w poprzednim roku szkolnym, po pierwszym etapie rekrutacji, w miastach wojewódzkich do szkół dostało się 86% kandydatów, a w tym roku - 89%
  • Według Dariusza Piontkowskiego resort zapewnił odpowiednie otoczenie legislacyjne i środki finansowe, aby przygotować system do zmiany
  • Tak minister odpowiedział RPO w sprawie precedensowej sytuacji uczniów, którzy nie wiedzą, czy system zagwarantuje im edukację na miarę ich potrzeb, ambicji i możliwości

W tym roku do szkół ponadpodstawowych idą dwa roczniki: ci, którzy skończyli gimnazja (i mają za sobą 9 lat edukacji) oraz absolwenci nowych ośmioklasowych szkół podstawowych. Reformę  przygotowano i przyjęto w 2016 r. O problemie podwójnych roczników rodzice dzieci urodzonych w roku 2003 i 2004 od razu zaczęli alarmować Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO przekazywał te uwagi rządowi na bieżąco - bez sktutku.

Dla obu roczników przewidziane są co prawda odmienne ścieżki edukacyjne w liceach i technikach, ale miejsc w sumie powinno wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że miejsca są albo w szkołach daleko od miejsca zamieszkania, albo w niezgodnych z profilem edukacji, na jakim zależy młodemu człowiekowi.

RPO do MEN: naruszono prawa uczniów

Pospieszna, niepoparta rzetelną analizą reorganizacja szkół musiała doprowadzić do pogorszenia się jakości nauczania i naruszania praw uczniów. RPO przestrzegał przed tym wiele razy. Jego uwagi wynikały nie tylko z dogłębnej analizy projektowanych zmian, ale także z rozmów ze środowiskiem szkolnym i danych o liczbie miejsc w szkołach, jakie przesyłały mu samorządy.

- Codziennie dostaję informacje o uczniach, którzy nadal nie wiedzą, czy polskie szkoły są w stanie zagwarantować im edukację na miarę ich potrzeb, ambicji i możliwości. Taka trudna sytuacja nie miała w Polsce precedensu – pisał w lipcu 2019 r. Adam Bodnar do MEN. Poprosił o informacje o działaniach w celu poprawy położenia uczniów i odbudowy ich zaufania.

- Uczniowie – nawet ci, którzy uzyskali wysokie wyniki kończąc szkołę podstawową lub gimnazjum – nie dostali się do żadnej z wybranych szkół. Taka sytuacja jest nieakceptowalna i w sposób oczywisty prowadzi do naruszenia do gwarantowanego konstytucyjnie (art. 70 Konstytucji) prawa do nauki – podkreślał Adam Bodnar.

Zwracał uwagę ministrowi, że:
1.    Podwójny rocznik oznacza ciasnotę i pogorszenie się warunków nauki dla wszystkich uczniów, nie tylko dla pierwszej klasy.
2.    Brak miejsca w wybranej szkole może też oznaczać dużo większe koszty dojazdu do szkoły, w której są miejsca.
3.    Dla uczniów z małych miejscowości nie starcza miejsc w bursach, bo liczba miejsc noclegowych nie uległa podwojeniu. Będą musieli wynajmować pokoje po cenach rynkowych.
4.    Może to sprawić, że wielu uczniów zrezygnuje z korzyści, jakie daje nauka w dużym mieście, z bogatą ofertą kulturalną, lepszymi możliwościami zdobycia dodatkowych kwalifikacji i przygotowania się do edukacji na wyższej uczelni.

Negatywne skutki reformy oświaty mogą zatem znacząco wpłynąć na dalsze plany życiowe uczniów i rzutować na ich ocenę funkcjonowania państwa. Mogą także spowodować pogłębianie się różnic społecznych.

Efekty są takie, że:

  • w Warszawie aż 7 tys. z 47 tys. absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, którzy złożyli podania do stołecznych szkół, nadal nie wie, w jakiej szkole będzie kontynuować naukę;
  • w Zielonej Górze 552 uczniów nie zostało przyjętych do żadnej szkoły, podczas gdy zostało 533 wolnych miejsc;
  • w Lublinie do szkół nie dostało się 603 uczniów, w tym 104, którzy mieli świadectwa z wyróżnieniem.

Jest tak mimo zapewnień MEN z 5 lipca 2019 r., że „rozwiązania systemowe w edukacji zapewniają każdemu uczniowi (bez wyjątku) bezpłatną realizację obowiązku nauki w szkole, znajdującej się w siedzi szkół publicznych”. Na stwierdzenia MEN, że przepisy nie dają gwarancji, iż osoba zainteresowana zostanie przyjęta do wybranej jednostki oraz że „duża konkurencja do szkół najwyżej notowanych w rankingach nie jest związana z reformą oświaty, ponieważ jest to zjawisko znane od wielu lat” RPO odpowiada, że obecna sytuacja nie ma precedensu. Spowodowana jest konkretnymi decyzjami rządzących i można było jej uniknąć.

- Wierzę, że dzięki działaniom samorządów, przy dostatecznym wsparciu władz centralnych, wszyscy uczniowie ostatecznie dostaną się do takiego typu szkół, jakie uznali dla siebie za najlepsze. Zgadzam się jednak z oceną, że obecna sytuacja jest dla nich krzywdząca, a wyjaśnienia przedstawiane przez osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie systemu oświaty nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów kumulacji roczników. Wskazywanie na oczekiwania części wyborców oraz wybrane wyniki badania opinii społecznej nie stanowią moim zdaniem wystarczającego uzasadnienia dla rozwiązań, które dla wielu osób okazały się szkodliwe – brzmiała konkluzja pisma Adama Bodnara.

Minister: wiele obaw Rzecznika nie znajduje potwierdzenia w faktach

- To właśnie troska o młodzież i jej wykształcenie doprowadziła do reformy edukacji, która nie została wprowadzona, jak Pan sugeruje, dla wybranej grupy elektoratu, lecz dla dobra młodzieży - odpisał Rzecznikowi minister Dariusz Piontkowski. 

System edukacji wymagał bowiem gruntownej przebudowy, aby młodzież kończąca szkoły średnie była jak najlepiej przygotowana do kontynuacji nauki na uczelniach oraz dobrze przygotowana do wykonywania zawodu na szybko zmieniającym się rynku pracy. Według ministra wcześniejsza zapaść szkolnictwa zawodowego, pogarszająca się jakość wykształcenia maturzystów (po zbyt krótkim, zaledwie 3-letnim cyklu nauczania w liceum), miała negatywne konsekwencje właśnie dla młodych ludzi. Bez należytego przygotowania zawodowego i wiedzy ogólnej, często bezpowrotnie tracili szansę na właściwe wykształcenie i satysfakcjonującą ścieżkę kariery.

- MEN zapewniło odpowiednie otoczenie legislacyjne oraz środki finansowe, aby przygotować system do zmiany - twierdzi minister. Samorządy powiatowe otrzymały dodatkowo 890 mln zł subwencji oświatowej na rok 2019, w tym 51 mln na wychowanków burs i internatów. Samorządy mogły te środki wykorzystać na odpowiednie przygotowanie się do rekrutacji. Nie wszystkie tak zrobiły. Według deklaracji władz Warszawy, miasto przygotowało tylko 169 miejsc w bursach na rok szkolny 2019/2020 - zdając sobie sprawę, że uczniów spoza miasta aplikujących o te miejsca, może być nawet kilkanaście tysięcy.

Zdaniem ministra można odnieść wrażenie, że obawy Rzecznika opierają się głównie na wybranych informacjach prasowych, bez ich należytej weryfikacji. - Dziś widać wyraźnie, że nie znajdują one oparcia w rzeczywistości i są już nieaktualne. Uprzejmie informuję, że obecna rekrutacja, wbrew twierdzeniu Pana Rzecznika, że nie miała precedensu w latach poprzednich, przeprowadzona była według tych samych zasad i przebiegała nawet sprawniej niż dotychczas – wskazał szef MEN. W poprzednim roku szkolnym, po pierwszym etapie rekrutacji, w miastach wojewódzkich 86% kandydatów dostało się do szkół, a w roku 2019 wskaźnik ten  wyniósł 89% - napisał Dariusz Piontkowski.

Według niego nie wszystkie informacje dotyczące rekrutacji pojawiające się w przestrzeni publicznej są wiarygodne. Na przykładzie rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych w Warszawie minister przedstawił  mechanizm „wywoływania niepokoju społecznego, którego skutki można również dostrzec w piśmie Pana Rzecznika”.

Miasto Warszawa przez bardzo długi czas utrzymywało, że miejsc dla uczniów zabraknie oraz że nauka będzie musiała odbywać się w soboty, wywołując  zaniepokojenie wśród uczniów i ich rodziców. Jednak na konferencji prasowej 11 lutego wiceprezydent miasta Renata Kaznowska poinformowała, że nie będzie potrzeby organizowania zajęć w soboty. 

Także liczba rzekomo brakujących miejsc w szkołach średnich, w komunikatach m. st Warszawy, zmieniała się również dosyć płynnie. Początkowo miało to być ponad 7 tys. miejsc, potem około 3,5 tys. Ostatecznie miasto musiało przyznać, że po pierwszym etapie rekrutacji dostępnych jest ponad 6 tys. wolnych miejsc, w tym ponad 3,5 tys. w liceach, także tych uznawanych za elitarne. Te informacje, podane na konferencji prasowej miasta w końcu lipca wywołały zrozumiałą konsternację.-  Obawiam się, że mogą wpłynąć także na postrzeganie wiarygodności kolejnych komunikatów wysyłanych przez władze stolicy. Warto zaznaczyć, że podobna sytuacja dotyczyła także innych miast. Tam również, według części informacji prasowych, miało brakować miejsc – dodał minister. 

Obecnie, po zakończeniu I etapu rekrutacji, także tam nie ma problemu z dostępnością miejsc do różnych typów szkół, dla uczniów uczestniczących w rekrutacji uzupełniającej. Duża liczba samorządów i szkół wskazywała, że w związku z narastającym od wielu lat kryzysem demograficznym, rekrutacja 2019/20 jest szansą dla wielu placówek na odbudowanie naboru i utrzymanie miejsc pracy dla nauczycieli. Także w przestrzeni publicznej pojawiały się argumenty przedstawicieli samorządów, że zwiększona rekrutacja jest szansą na uzyskanie większej subwencji oświatowej, utrzymanie zatrudnienia kadry pedagogicznej czy dalszą modernizację szkół.

Minister podkreśla, że punkty za świadectwo ukończenia szkoły z wyróżnieniem są tylko jednym z kryteriów punktowanych w postępowaniu rekrutacyjnym.  Posiadanie świadectwa z wyróżnieniem nie gwarantuje, ani nigdy nie gwarantowało, dostania się do szkoły pierwszego wyboru. Jeżeli Pan Rzecznik posiada informacje odmienne, uprzejmie proszę o przekazanie szczegółów, celem weryfikacji tej, potencjalnie niezgodnej z prawem oświatowym, sytuacji. - Dobro uczniów i polskiej szkoły jest wartością przekraczającą granice poglądów i sympatii partyjnych. Mimo tego, że wiele obaw Pana Rzecznika nie znajduje potwierdzenia w faktach, wierzę, że dotychczasowe zaangażowanie w tej sprawie było motywowane wyłącznie dobrem polskiej szkoły – oświadczył minister edukacji. 

VII.7037.14.2019

Jak zapewnić publiczny charakter wyroków nakazowych. Ponaglenie RPO do MS

Data: 2019-08-09
  • Wyroki nakazowe - dopuszczalne, gdy okoliczności czynu i wina oskarżonego w drobniejszych sprawach nie budzą wątpliwości – są  wydawane na posiedzeniu sądu bez udziału stron
  • Treść takiego wyroku udostępnia się publicznie przez złożenie jego odpisu na 7 dni w sekretariacie sądu
  • RPO ma wątpliwości czy jest to zgodne z Konstytucją, która stanowi, że wyrok ogłaszany jest publicznie
  • Problem rozwiązałoby wywieszanie na tablicach ogłoszeń w sądach informacji, że w dany wyrok jest do wglądu w sekretariacie  

Rzecznik Praw Obywatelskich już w 2017 r. zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o  analizę tej kwestii. Mimo jej wagi, dotychczas nie otrzymał odpowiedzi. Dlatego ponownie wystąpił do ministra Zbigniewa Ziobry. Przypomniał, że niedotrzymanie ustawowego terminu 30 dni na odpowiedź, z przyczyn nieuzasadnionych, nie powinno mieć miejsca w demokratycznym państwie prawnym.

Kodeks postępowania karnego przewiduje, że w sprawach przestępstw, co do których prowadzono dochodzenie, uznając na podstawie zebranego materiału, że przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne, sąd może - w wypadkach pozwalających na orzeczenie kary ograniczenia wolności lub grzywny - wydać wyrok nakazowy. Jest to możliwe, jeśli okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Sąd wydaje taki wyrok na posiedzeniu bez udziału stron. Pisemne pouczenie o dopuszczalności zaskarżenia go doręcza się stronom wraz z odpisem wyroku.

RPO ma wątpliwości czy instytucja wyroku nakazowego jest zgodna z Konstytucją, przewidującą, że wyrok ogłaszany jest publicznie. Art. 418a Kpk stanowi bowiem, że w wypadku wyrokowania poza rozprawą, treść wyroku udostępnia się publicznie przez złożenie jego odpisu na okres 7 dni w sekretariacie sądu, o czym należy wspomnieć w protokole posiedzenia.

Skoro jednak posiedzenie w trybie nakazowym odbywa się bez udziału stron i nie zawiadamia się ich o jego terminie, to nie bierze w nim udziału także publiczność. Rozważenia wymaga, czy zasada publiczności, w tym jawność ogłoszenia wyroku, zostaje tutaj przełamana.

Podstawową formą upublicznienia wyroku jest jego ustne ogłoszenie – przez odczytanie sentencji i podanie jego zasadniczych motywów – na otwartym dla publiczności posiedzeniu sądowym po zamknięciu rozprawy. Nie jest to jednak jedyna forma upublicznienia rozstrzygnięcia, która spełnia standard konstytucyjny. Za wystarczające można też uznać udostępnienie orzeczenia w siedzibie sądu do wglądu osobom postronnym lub umieszczenie pełnej jego treści w rejestrze lub zbiorze orzeczeń. 

Nie rozwiązuje to jednak problemu, skąd osoba zainteresowana ma się dowiedzieć, że dana sprawa została zakończona, a odpis wyroku jest złożony w kancelarii sądowej. 

W ocenie RPO brakuje przepisu, który obligowałby sądy do wywieszania na tablicy ogłoszeń w gmachu sądu wokand z informacją o  posiedzeniu w przedmiocie wydania wyroku nakazowego, wraz z informacją o czasie i miejscu udostępnienia tego rozstrzygnięcia. Dzięki temu osoba zainteresowana byłaby w stanie realnie zapoznać się z treścią wyroku nakazowego. 

Wtedy art. 418a Kpk miałby szansę na realne stosowanie. Spełniałoby to także wymagania konstytucyjne i międzynarodowe. 

Dlatego Adam Bodnar uznaje za konieczną odpowiednią nowelizację art. 418a Kpk. 

II.511.507.2017

Regulaminy poszczególnych więzień nie gwarantują osadzonym pełni praw

Data: 2019-08-09
  • Więźniowie z niektórych aresztów czy zakładów karnych nie mają możliwości noszenia latem lżejszych ubrań czy zabierania napojów na spacery  
  • Część osadzonych podczas wizyt swych małych dzieci nie może im towarzyszyć w zabawie na sali widzeń - zabrania się im bowiem wstawać od stolika
  • Powodem zróżnicowania jest to, że nie wszystkie regulaminy jednostek penitencjarnych gwarantują pełnię praw osobom pozbawionym wolności

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił  w tej sprawie do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej. Polecił on wcześniej dyrektorom okręgowym SW przegląd zarządzeń regulujących porządek wewnętrzny jednostek penitencjarnych. Chodziło o wyeliminowanie zapisów, które nie gwarantują pełni praw osobom pozbawionym wolności.

Niektóre porządki wewnętrzne wciąż jednak zawierają zapisy sprzeczne z regulacjami aktów wyższego rzędu.

Wiele zarządzeń dyrektorów aresztów i więzień zobowiązuje osadzonych do korzystania z odzieży nieodpowiedniej do pory roku i panujących warunków atmosferycznych. RPO wielokrotnie wskazywał Służbie Więziennej, że jest to  sprzeczne z Kodeksem karnym wykonawczym oraz rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości ws. warunków bytowych osób osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych.

W Oddziale Zewnętrznym Zakładu Karnego w C. osadzeni są zobowiązani  do poruszania się po terenie oraz wewnątrz budynków w kompletnej odzieży skarbowej zapiętej na guziki, zamki błyskawiczne, itp. Oznacza to, że nawet w upalne dni skazani muszą być ubrani w długie spodnie, koszulę z długim rękawem lub bluzę i zabrania się im poruszania w rozpiętym ubraniu. Jedyne odstępstwo od tej zasady to możliwość korzystania w okresie letnim z krótkich spodenek i koszulki z krótkim rękawem oraz sandałów w trakcie przemarszu na plac spacerowy. Ale skorzystanie z tego wymaga zgody SW.

- Zobowiązywanie skazanych odbywających karę w zakładzie karnym typu półotwartego do korzystania z odzieży skarbowej (wydawanej przez więzienie), mimo że przepisy Kkw zezwalają im na korzystanie z własnej odzieży, jest bardzo niepokojące również dlatego, że ma miejsce także w innych jednostkach penitencjarnych – podkreśla Adam Bodnar.

Jest już regułą, że latem do Biura RPO wpływa wiele pism od  osób pozbawionych wolności w sprawie braku możliwości zaspokojenia pragnienia w trakcie spaceru. Analiza porządków wewnętrznych potwierdziła, że w niektórych jednostkach penitencjarnych zasadą jest zakaz wynoszenia napojów przez osadzonych na place spacerowe.

Ponadto zapisy niektórych porządków wewnętrznych nie pozostają też w związku z działaniami na rzecz skutecznej resocjalizacji. SW deklarowała, że szczególną wagę przywiązuje do podtrzymywania i umacniania więzi pomiędzy rodzicem odbywającym karę a dzieckiem. W efekcie wszystkie sale widzeń, w których dzieci mogą spotkać się ze swoimi rodzicami, zostały wyposażone w kąciki z grami i zabawkami. 

Wydawałoby się, że są to miejsca wspólnej zabawy skazanego rodzica z dzieckiem. Możliwości tej pozbawiono jednak osadzonych w Areszcie Śledczym w W. Podczas  widzenia zabrania się im bowiem wstawania od stolika, przy którym się ono odbywa. Zatem dziecko, które przybyło na spotkanie z rodzicem, tylko samo może korzystać z kącika zabaw. Tymczasem dobrą praktyką w każdym więzieniu powinno być zapewnienie skazanemu możliwości spędzenia czasu z dzieckiem również na wspólnej zabawie.

Innym przykładem jest możliwość używania komputera w Areszcie Śledczym w W. - z dostępem do wybranych serwisów, w tym BIP Służby Więziennej – jedynie przez prawomocnie skazanych. Prawa tego nie mają tymczasowo aresztowani. Wcześniej zaś zastępca Dyrektora Generalnego SW zapewniał RPO, że ze stanowisk komputerowych mogą korzystać wszystkie osoby pozbawione wolności, w tym tymczasowo aresztowani.

Adam Bodnar zwrócił się dyrektora generalnego SW gen. Jacka Kitlińskiego  o stanowisko w przedstawionych sprawach.

IX.517.1709.2016

Policja o „Marszu Równości” w Białymstoku: nie dopuściliśmy do zablokowania tego legalnego zgromadzenia

Data: 2019-08-08
  • 25 zatrzymanych, zarzuty wobec kilku podejrzanych o różne przestępstwa, 75 nałożonych mandatów karnych oraz kilka wniosków do sądu o ukaranie za wykroczenia
  • Takie dane o efektach działań policji wobec ataków na "Marsz Równości" w Białymstoku otrzymał RPO
  • Komendant Wojewódzki Policji podkreśla, że dzięki jej zaangażowaniu nie dopuszczono do eskalacji wydarzeń czy zablokowania tego legalnego zgromadzenia

20 lipca 2019 r., podczas „Marszu Równości” doszło do fizycznych i słownych ataków na uczestników tego pokojowego zgromadzenia. Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę zabezpieczenia marszu przez policję. Wskazał że brak stanowczej reakcji władz może doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych.

W piśmie do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku Rzecznik wyraził zaniepokojenie poziomem agresji osób usiłujących zablokować marsz. Chodzi o przypadki bicia uczestników marszu, rzucania w nich oraz w policjantów różnymi przedmiotami, wykrzykiwania obraźliwych i nienawistnych haseł.

Rzecznik dostrzegł, że policja  przeznaczyła znaczne siły do zabezpieczenia tego legalnego zgromadzenia. W ocenie RPO działania podjęte przed i podczas „Marszu Równości" powinny być konsekwentnie kontynuowane w celu ustalenia sprawców przestępstw i wykroczeń.

Odpowiedzi nadinsp. Daniela Kołnierowicza, komendanta wojewódzkiego policji, na poszczególne pytania pisma RPO

Jak przeprowadzono zabezpieczenie „Marszu Równości”

20 lipca w godz. 14.00-17.00 zaplanowano zgromadzenie w formie przemarszu pn. „Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku”. Organizator deklarował udział ok 1500 osób. W tym dniu w różnych przedziałach czasowych zaplanowano też  52 inne zgromadzenia, w tym 17 w formie przemarszu. Dwa zgromadzenia zostały zgłoszone przez osoby utożsamiane ze środowiskiem kibicowskim, w tym jedno jako „Ogólnopolski zjazd kibiców”. Planowana liczba uczestników tych zgromadzeń wynosiła ok. 10 tys. 

Mając na uwadze ochronę życia i zdrowia ludzi oraz mienia, w tym zapewnienia spokoju w miejscach publicznych. Komendant Wojewódzki Policji  zarządził operację policyjną (najwyższa forma organizacyjna działań policyjnych). W jej ramach m.in. wnioskowano o przydzielenie wsparcia z innych komend wojewódzkich policji w kraju oraz sił pozapolicyjnych. Wypracowano wielowariantową taktykę działania w celu zapobieżenia zakłóceniom porządku publicznego, a w przypadku ich zaistnienia - czynności przeciwdziałających. 

Celem oddzielenia uczestników marszu - ok. 800 osób - od kontrmanifestantów osoby biorące w przemarszu objęto asystą kroczącą.

Czy dokonano analizy zabezpieczenia z punktu widzenia zrealizowania założeń

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu policjantów nie dopuszczono do eskalacji wydarzeń, w tym do całkowitego zablokowania legalnego zgromadzenia lub jego rozwiązania przed planowanym zakończeniem. Po zakończeniu operacji  działania policji zostały ukierunkowane na identyfikację osób, które wyczerpały znamiona czynów zabronionych jako przestępstwa lub wykroczenia, w tym analizę zgromadzonego materiału foto i wideo. Wstępnie przebieg działań zabezpieczających oceniam bardzo wysoko i zostały one zrealizowane w sposób profesjonalny.

Ile osób zatrzymano podczas zabezpieczenia i za jakie czyny 

1) Sprawcy przestępstw - 4 osoby:

  • art. 13 § 1 kk w zw z art. 222 § 1 Kodeksu karnego; 
  • art. 224 § 2 kk; 
  • art. 13 § 1 kk w zw z 222 § 1; 
  • art. 158 § 1 kk w zw z art. 57a § 1 kk; 

2) Sprawcy wykroczeń 21 osób:

  • wnioski o ukaranie do sądu  - 2 osoby, z art. 54 Kodeksu wykroczeń i art. 90 kw;
  • art. 51 § 1 kw - 4 osoby ukarane mandatami na kwotę 1600 zł
  • art. 51 §2 kw - 1 osoba  ukarana mandantem 100 zł;
  • art. 52§2 kw - 10 osób ukaranych mandatami na kwotę 5000 zł;
  • art. 140 kw - 2 osoby ukarane mandatami na kwotę 200 zł; 
  • art. 145 kw - 2 osoby ukarane mandatami na kwotę 500 zł.

Ile osób wylegitymowano i w jakim kontekście

W trakcie działań w ramach operacji policyjnej wylegitymowano łącznie 49 osób - sprawców przestępstw i wykroczeń oraz świadków.

Czy zidentyfikowano sprawców napaści ( napaść na dziewczynę i młodego chłopaka)

Na podstawie materiałów uzyskanych z internetu, materiałów operacyjnych i zabezpieczonych nagrań monitoringu miejskiego zidentyfikowano sprawców napaści, w tym na dziewczynę oraz młodego chłopaka.

Ile było aktów przemocy wobec policjantów

W sprawie przemocy wobec policjantów ustalono sprawców: 

  • art. 13 § 1 kk w zw. z art. 222 § 1 kk - zatrzymany Piotr Sz. (usiłowanie naruszenia nietykalności funkcjonariuszki); 
  • art. 13 § 1 kk w zw. z art. 222 § 1 kk - zatrzymany Krzysztof D. (usiłowanie naruszenia nietykalności funkcjonariusza);
  •  art. 224 § 2 kk - zatrzymany Sebastian Ł. (stosowanie groźby oraz przemocy wobec insp. Jacka A. i nadkom. Roberta K.). 

Ponadto ustalono i zatrzymano sprawców innych przestępstw: 

  • dwa czyny z  art. 158 § 1 kk w zw. z art. 57a § 1 kk - ustalony sprawca Łukasz W. (tymczasowo aresztowany); 
  • art. 160 § 2 kk - ustalony sprawca Krzysztof C. (narażenie 11-miesięcznego syna na niebezpieczeństwo); 
  • art. 43 Prawo Prasowe, art. 216 § 1 kk, art. 217 § 1 kk - ustalony sprawca Piotr P.; 
  • art. 157 § 2 kk - uszkodzenie ciała nieletniej Wiktorii Z. - materiały przesłano do prokuratury z wnioskiem o objęciem ścigania czynu z urzędu. Prokurator objął to ściganiem z urzędu, na podstawie monitoringu ustalono wizerunek sprawcy. 

30.07.2019 r. zatrzymano Mariusza J., podejrzanego o uszkodzenia ciała  pokrzywdzonego Michała P. (czynności w kierunku art. 157 § l kk w zw. z art. 57a § 1 kk).

Czy złożono zawiadomienia ws.  niewłaściwego zachowania policjantów

Na chwilę obecną do KMP w Białymstoku nie wpłynęły zawiadomienia dotyczące niewłaściwego zachowania policjantów przez uczestników marszu lub inne osoby.

Czy policja dysponuje nagraniami z monitoringu

Policja dysponuje zabezpieczonymi nagraniami monitoringu miejskimi, materiałami operacyjnymi, na bieżąco zabezpieczane są nagrania z internetu.

Jakie działania podjęto w związku z poszukiwaniem sprawców

Wizerunki sprawców - zarówno przestępstw, jak  i wykroczeń - opublikowano na stronach internetowych. Skutkowało to uzyskaniem szeregu informacji o ich danych osobowych. Na prośbę policji społeczeństwo samo informuje i przesyła wizerunki sprawców.

Jaki był cel użycia helikoptera krążącego na bardzo niskiej wysokości 

W ramach operacji policyjnej śmigłowiec Straży Granicznej realizował zadania: 

  • monitorowania głównych ciągów komunikacyjnych oraz miejsc w Białymstoku, w tym na trasie przemarszu; 
  • rejestracji zachowań niezgodnych z prawem osób, które usiłowały zakłócić przebieg legalnego zgromadzenia, celem utrwalenia i zabezpieczenia materiału dowodowego;
  • współpracy z patrolami policji i przekazywaniu informacji o bieżącej sytuacji operacyjnej oraz pojawiających się zagrożeniach.

Lot wykonywany był przez funkcjonariuszy SG, którzy realizowali go w oparciu o obowiązujące ich unormowania prawne.

Ponadto na 30 lipca 2019 r. na podstawie zebranych różnego rodzaju materiałów ukarano sprawców różnego rodzaju wykroczeń: 

  • nałożono 75 mandatów karnych;
  • skierowano 4 wnioski o ukaranie; 
  • poinformowano w jednym przypadku Sąd Rodzinny.

W przypadku 30 zarejestrowanych zdarzeń trwają nadal ustalenia operacyjne.

II.519.889.2019

Rzecznik: trzeba zapobiegać dyskryminacji ze względu na płeć w sporcie

Data: 2019-08-06
  • Stereotypowe role przypisywane kobietom i mężczyznom mogą powstrzymywać dziewczęta i kobiety przed realizacją pasji sportowych
  • Utrudnia im to także obawa przed dyskryminacją w dostępie do obiektów sportowych
  • Dowodem tego jest spór o dostęp do boiska Orlik na warszawskim Mokotowie dla dziewczęcej drużyny piłki nożnej 
  • Dlatego dla zapobiegania dyskryminacji ze względu na płeć w sporcie niezbędne są działania wyrównawcze władz 

W sprawie systemowego wsparcia aktywności sportowej dziewcząt i kobiet Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.  

Niedawnym Mistrzostwom Świata w Piłce Nożnej Kobiet towarzyszyły głosy za równouprawnieniem obu płci w sporcie. Dziewczęta i kobiety zdecydowanie rzadziej niż chłopcy i mężczyźni podejmują aktywność sportową. Różnice są największe w grupach młodszych wiekowo. Według Głównego Urzędu Statystycznego mężczyźni stanowią 74,8%  ćwiczących w klubach sportowych. Wśród ogółu młodzieży ćwiczącej (71,3%), udział dziewcząt wyniósł zaledwie 28,4%.

Z badań wynika, że dominująca pozycja mężczyzn w sporcie uwarunkowana jest kulturowo. Aktywność taka jest tradycyjnie wiązana z cechami postrzeganymi jako „męskie” - siłą fizyczną, odpornością, szybkością, gotowością do współzawodnictwa i konfrontacji. Te stereotypowe przekonania wciąż negatywnie oddziałują na sytuację dziewcząt i kobiet w sporcie. Np. chłopcy i mężczyźni stanowią 94,2% ćwiczących piłkę nożną w Polsce; dziewcząt i kobiet jest tylko 5,8%. Stanowią zaś one 53,8% ćwiczących piłkę siatkową i ponad 40% ćwiczących sporty zimowe i wodne.

Wiele jest przyczyn wykluczenia i samowykluczenia dziewcząt i kobiet z aktywności sportowej. Oprócz utożsamienia sportu z męskością, są wśród nich także: niewystarczający dostęp do infrastruktury sportowej, systemów wsparcia sportu kobiecego, czy nierówności w nagradzaniu osiągnięć sportowych.  

Skarga klubu  

Do Rzecznika wpłynęła skarga klubu sportowego, który prowadzi treningi piłkarskie dla dziewczynek w wieku od 4 do 16 lat, z wykorzystaniem boisk Orlik podległych miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji na Mokotowie. Zarzucono w niej dyskryminację drużyny dziewczęcej w dostępie do obiektu OSiR, z którego korzysta kilka klubów. Pojawiły się bowiem wątpliwości,  jak rozdysponować jednostki treningowe pomiędzy drużyny. Dotychczasowy sposób przydzielania ich na podstawie wniosków trenerów i ustalany w drodze nieformalnego porozumienia pomiędzy klubami i Dyrektorem OSiR nie pozwolił na porozumienie.

Wprowadzono zatem parytet przyznający 50% jednostek treningowych dla dziewcząt. Spotkało się to jednak ze sprzeciwem pozostałych klubów. Po kilku dniach pomysł ten wycofano. Spór pogłębiał brak czytelnych zasad przyznawania boisk piłkarskich, np. w postaci regulaminu, który wskazywałby kryteria rozstrzygania ewentualnych wątpliwości klubów. Obawy klubu, który złożył skargę, należy uznać za zrozumiałe w świetle ogólnej tendencji, że olbrzymia większość zajęć organizowanych na Orlikach w Polsce jest skierowana do chłopców (93%).

Dyrektor OSiR zwrócił się do Biura Sportu i Rekreacji Urzędu m. st. Warszawy o rekomendacje dotyczące rozwiązania konfliktu i przedstawienie projektu regulaminu uwzględniającego potrzebę wspierania partycypacji dziewcząt. 

RPO z zaskoczeniem stwierdził, że projekt regulaminu, opracowany przez Biuro Sportu i Rekreacji, nie zawiera zapisu o działaniach wyrównawczych wobec grup tradycyjnie marginalizowanych w sporcie. Nie ma też w nim odpowiednich kryteriów rozstrzygania ewentualnych sytuacji konfliktowych - nakazuje jedynie spotkania, gdy więcej niż jeden klub zgłosi rezerwację tego samego terminu. Takie działania są jednak niewystarczające.

Ocena RPO

Stereotypowe role tradycyjnie przypisywane kobietom i mężczyznom mogą powstrzymywać dziewczęta i kobiety przed realizacją swoich pasji i aspiracji zawodowych związanych z piłką nożną. Zaniepokojenie budzi także obawa dyskryminacji, która powstrzymuje dziewczęta i kobiety przed podejmowaniem aktywności fizycznej. To zaś pozbawia je takich korzyści, jak pozytywny wpływ sportu na zdrowie, rozwój osobisty, rozwinięcie umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami i własnymi słabościami, poczucia pewności siebie.

Dlatego istotne jest, aby władze publicznie aktywnie działały na rzecz udziału dziewcząt w sporcie. Taki obowiązek wynika z konstytucyjnej zasady równości (art. 32 i 33 Konstytucji). Kluczowe znaczenie mają także przepisy Konwencji ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Nakładają one na władze zobowiązania do zmiany społecznych i kulturowych wzorców zachowania mężczyzn i kobiet w celu osiągnięcia likwidacji przesądów i zwyczajów lub innych praktyk, opierających się na przekonaniu o niższości lub wyższości jednej z płci albo na stereotypach roli mężczyzny i kobiety, likwidacji dyskryminacji kobiet, w tym równe możliwości aktywnego uczestniczenia w sporcie i wychowaniu fizycznym.

Także dokumenty UE podkreślają, by zasada równouprawnienia kobiet i mężczyzn nie stanowiła tylko formalnej gwarancji, ale znalazła odzwierciedlenie w praktyce. 

W ocenie RPO przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na płeć w sporcie jest warte wysiłku. Sport może być doskonałym środkiem zmiany społecznej w zakresie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, ponieważ opiera się na wartościach fair-play, niedyskryminacji i pracy zespołowej. Pozwala stworzyć dziewczętom i kobietom przestrzeń, w której mogą one nabyć i rozwijać cechy, które mają kluczowe znaczenie dla wzmocnienia kobiet: pewności siebie, efektywnej komunikacji, zdolności przywódczych.

Adam Bodnar zwrócił się do prezydenta Rafała Trzaskowskiego o analizę dostępności miejskich obiektów sportowych pod kątem potrzeb grup tradycyjnie marginalizowanych i - w razie potrzeby - opracowanie lokalnej polityki wspierania ich partycypacji. 

Poprosił też o rozważenie monitorowania działań ośrodków sportu i rekreacji w poszczególnych dzielnicach - zwłaszcza na Mokotowie, który jako pierwszy mierzy się z takim wyzwaniem - w zakresie ich udostępniania podmiotom szkolącym dzieci i młodzież, a przede wszystkim wprowadzania mechanizmów wyrównujących szanse dziewcząt i kobiet oraz innych grup dyskryminowanych.

- Mam nadzieję, że podjęcie przez Pana Prezydenta kroków w tym obszarze pozwoli nie tylko w pełni wykorzystać antydyskryminacyjny potencjał sportu, ale także kształtować obraz Warszawy jako miejsca wychodzącego naprzeciw potrzebom grup dotychczas marginalizowanym. Wypracowane dobre praktyki z pewnością będą też inspiracją dla innych wspólnot samorządowych – dodał Rzecznik.

XI.518.33.2019

RPO: Polsce grozi dyskryminacja na rynku usług 

Data: 2019-08-05
  • Polsce grozi dyskryminacja na rynku usług – przestrzega Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Taki może być efekt uchylenia przez Trybunał Konstytucyjny przepisu Kodeksu wykroczeń o karalności bezzasadnej odmowy wykonania usługi
  • Część społeczeństwa błędnie bowiem uznała, że TK wprowadził powszechną klauzulę sumienia dla wszystkich usługodawców
  • Naklejki „Strefa wolna od ideologii LGBT” mogą doprowadzić do dyskryminacji ze względu na orientację seksualną czy tożsamość płciową
  • Tymczasem dyskryminacja w dostępie do usług nadal pozostaje niezgodna z prawem, a zwłaszcza z Konstytucją

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania, by ocenił stan przestrzegania art. 32 Konstytucji. Stanowi on: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

Według Adama Bodnara należy też wziąć pod uwagę zapewnienie efektywności prawu unijnemu. Ustawę o równym traktowaniu z 3 grudnia 2010 r. przyjęto bowiem na mocy traktatowych dyrektyw antydyskryminacyjnych. Jednym z ich wymagań jest, by sankcje za naruszenie zakazu dyskryminacji były efektywne, odstraszające i proporcjonalne. - Dotychczasowa praktyka przyjętych w Polsce regulacji wykazała, że w tym zakresie zachodzą uzasadnione wątpliwości - napisał RPO do ministra Adama Lipińskiego.

Wyrok TK z 26 czerwca 2019 r.

Kanwą wystąpienia Rzecznika jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 26 czerwca 2019 r. (sygn. akt K 16/17). Stwierdził, on że art. 138 Kodeksu wykroczeń - w części przewidującej karalność odmowę usługi bez uzasadnionej przyczyny - jest niezgodny z art. 2 Konstytucji.

TK przychylił się do wniosku Prokuratora Generalnego, który ocenił go jako nadmiernie represyjny i stanowiący nieuzasadnioną ingerencję w sferę wolności jednostki. Tłem tego wniosku była sprawa drukarza uznanego za winnego bezzasadnej odmowy usługi dla fundacji LGBT. Oddalając kasację Prokuratora Generalnego 14 czerwca 2018 r., Sąd Najwyższy (sygn. II KK 333/17) stwierdził, że art. 138 pełni funkcję antydyskryminacyjną, a odmowy usługi nie mogą uzasadniać indywidualne cechy osób, dla których ma być ona wykonana.

W ustnym uzasadnieniu TK podkreślił, że art. 138 Kw nie jest konieczny dla ochrony konsumentów i ochrony przed dyskryminacją, gdyż cele te wystarczająco realizują  przepisy cywilnoprawne. W jednym z dwóch zdań odrębnych Leon Kieres wskazał na ograniczenie ochrony przed dyskryminacją do niesatysfakcjonujących środków cywilnoprawnych.

Rzecznik przyłączył się do tego postępowania przed TK, wnosząc o uznanie art. 138 Kw za zgodny z Konstytucją. Wskazał na jego szczególną antydyskryminacyjną funkcję.

RPO podtrzymuje to stanowisko. Uchylenie art. 138 Kw niesie bowiem wiele negatywnych konsekwencji dla równego traktowania w Polsce.    

Wzrost zagrożenia dyskryminacją w dostępie do usług

- 4 lipca br., kiedy przepis art. 138 Kw utracił moc, stanęliśmy wobec realnego zagrożenia występowania zjawiska segregacji na rynku usług - podkreśla Adam Bodnar. Pojawiły się bowiem komentarze, jakoby TK potwierdził istnienie powszechnej klauzuli sumienia - tak by usługodawca mógł dowolnie dobierać sobie klientów. Ta błędna interpretacja nie tylko doprowadziła do chaosu informacyjnego, ale może powodować dyskryminację w obszarze usług i przeświadczenie o bezkarności, a nawet legalności takich działań.

Wyrazem tego błędnego podejścia jest dołączenie do jednego z tygodników naklejek „Strefa wolna od ideologii LGBT”. -  Hasło to budzi mój głęboki sprzeciw. Można bowiem uznać, że nawiązuje w sposób nie budzący wątpliwości do hasła „Judenfrei” (Wolny od Żydów), stosowanego przez niemieckich nazistów oraz pogłębia i powiela uprzedzenia oraz wprost nawołuje do wykluczenia społeczności osób nieheteronormatywnych - wskazuje Rzecznik.

Działanie wydawcy naklejek jest sprzeczne z art. 32 ust. 2 Konstytucji, a jego konsekwencją może być dyskryminacja osób LGBT w dostępie do usług na szeroką skalę. Istnieje bowiem obawa, że przedsiębiorcy podzielający uprzedzenia wobec osób nieheteronormatywnych mogą wykorzystywać te naklejki do oznaczenia miejsc świadczenia usług jako „stref wolnych od ideologii LGBT”.

Może to prowadzić do bezpośredniej dyskryminacji w dostępie do usług ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową - niesłusznie postrzeganej przez część społeczeństwa za dopuszczalną po uchyleniu art. 138. A niezależnie od tego dyskryminacja w dostępie do usług pozostaje niezgodna z prawem, zwłaszcza z art. 32 ust. 2 Konstytucji.  

Ograniczenie prawnej ochrony przed dyskryminacją

Uchylony przepis sankcjonował dyskryminację klienta z jakiejkolwiek przyczyny. Pokrzywdzonemu tym wykroczeniem - i zarazem nierównym traktowaniem - oferował ścieżkę karną, czyli możliwość zaangażowania organów ścigania w dochodzenie praw. Z bezzasadnej i dyskryminującej odmowy usługi czyniło to sprawę państwa i pozwalało na ukaranie sprawcy. A wiele państw członkowskich UE za naruszenie zakazu dyskryminacji w dostępie do usług przewiduje sankcje karne. Nie tylko grzywnę - jak art. 138 - ale nawet karę pozbawienia wolności.

Art. 138 realizował obowiązki państwa wynikające z art. 32 ust. 2 Konstytucji. Był też implementacją prawa unijnego. Zgodnie z nim państwa członkowskie są zobowiązane wprowadzić skuteczne, proporcjonalne i odstraszające sankcje za nieprzestrzeganie zakazu dyskryminacji.

Obecnie ochrona ta ma charakter niepełny ze względu na:

  • nieskuteczność przepisów umożliwiających dochodzenie roszczeń,
  • zróżnicowanie zakresu ochrony w zależności od cechy osobistej, będącej przesłanką dyskryminacji.

Utrudnione dochodzenie roszczeń za naruszenie zasady równego traktowania 

Po wyroku TK osobie pokrzywdzonej dyskryminacją w dostępie do usług pozostaje jedynie droga cywilna, bardziej dla niej uciążliwa, bo musi sobie radzić bez pomocy państwa. Wiąże się to z koniecznością aktywnego zaangażowania w proces, z obowiązkiem zebrania materiału dowodowego oraz z kosztami oraz ryzykiem finansowym - co de facto zamyka tę drogę dla osób, które nie są w stanie go ponieść.

Te ułomności powództwa cywilnego próbowano wyeliminować, przyjmując szczególną regulację powództwa w ustawie o równym traktowaniu. Stanowi ona samodzielną podstawę prawną żądania naprawienia szkody za naruszenie zasady równego traktowania. Wydaje się to znacznym uproszczeniem drogi sądowej dla poszkodowanego, który musi jedynie uprawdopodobnić, a nie udowodnić, naruszenie zasady równego traktowania.

Praktyka stosowania ustawy rodzi jednak istotne problemy. Po ponad ośmiu latach od jej wejścia w życie zapadło jedynie kilka prawomocnych wyroków. Jej stosowanie może budzić wątpliwości, a charakter odszkodowania jest różnie interpretowany przez sądy.

W ocenie RPO odszkodowanie powinno być bowiem zarówno środkiem ochrony prawnej przed dyskryminacją, jak i pełnić rolę sankcji wobec sprawcy naruszenia - jako zadośćuczynienie za szkodę niemajątkową. Dyskryminacja przeważnie powoduje wszak nie tyle szkodę majątkową, co przede wszystkim krzywdę osoby dyskryminowanej. Jeśli zaś w praktyce orzeczniczej przepis rodzi wątpliwości interpretacyjne, należy rozważyć zasadność odpowiedniej zmiany lub też zintensyfikowania szkoleń sędziów z prawa antydyskryminacyjnego.

Zróżnicowanie ochrony w zależności od cechy osobistej  

Już w trakcie prac legislacyjnych uwagi do projektu ustawy o równym traktowaniu zgłaszały organizacje pozarządowe oraz RPO. Głównym zarzutem było zróżnicowanie sytuacji prawnej ofiar nierównego traktowania ze względu na ich cechę osobistą, będącą przesłanką dyskryminacji. Najszerszą ochronę ustawa przyznaje bowiem osobom traktowanym nierówno ze względu na rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość. Najsłabiej chroni zaś ofiary dyskryminacji ze względu na religię, wyznanie, światopogląd, wiek, niepełnosprawność i orientację seksualną. W konsekwencji ustawa nie zapewnia wszystkim jednakowej gwarancji.

Art. 138 Kw stanowił uzupełniającą - i  nie różnicującą ze względu na cechę osobistą - ochronę przed nierównym traktowaniem w dostępie do usług. Po wyroku TK tylko niektóre grupy społeczne mają gwarancję ochrony. Usługodawca odmawiający świadczenia usługi ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość może być zatem pociągnięty do odpowiedzialności przez poszkodowanego na gruncie przepisów ustawy o równym traktowaniu. Nie jest to zaś możliwe wobec usługodawcy, który w analogicznej sytuacji kieruje się uprzedzeniem co do wyznania, wieku, orientacji seksualnej, niepełnosprawności lub jakiejkolwiek innej cechy. W tym drugim przypadku można skorzystać tylko z drogi cywilnoprawnej.

Tymczasem standard ochrony przed dyskryminacją ustanowiony w polskiej Konstytucji jest wyższy niż wyznaczony w drodze regulacji prawnych UE. Tym samym przepisy prawa krajowego - zgodne co prawda co do zakresu regulacji z  dyrektywami UE - mogą realizować polski standard konstytucyjny w niesatysfakcjonujący sposób.

Dlatego w opinii RPO konieczne jest zastąpienie fragmentarycznej regulacji z ustawy o równym traktowaniu całościowym rozwiązaniem prawnym, zapewniającym ochronę przed dyskryminacją z jakiekolwiek przyczyny. Wtedy na gruncie ustawowym w pełni zostałaby zrealizowana zasada z art. 32 ust. 2 Konstytucji.

Dodatkowo przepisy należy przeanalizować także pod kątem ich zgodności z Konwencją ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Zakazuje ona jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność i gwarantuje osobom z niepełnosprawnościami jednakową dla wszystkich i skuteczną ochronę przed dyskryminacją z jakichkolwiek względów. Konwencję tę narusza ustawa o równym traktowaniu - w zakresie, w jakim wyznacza nierówną ochronę prawną przed dyskryminacją.

Dlatego w 2018 r.  Komitet ds. Osób Niepełnosprawnych rekomendował Polsce zapewnienie ochrony osób z niepełnosprawnościami przed dyskryminacją we wszystkich dziedzinach życia, w tym kompleksowego dochodzenia roszczeń oraz zakazanie tzw. dyskryminacji krzyżowej – czyli ze względu na niepełnosprawność, płeć, wiek, pochodzenie etniczne, tożsamość płciową i orientację seksualną.

Problemy z praktyką realizacji zasady równego traktowania

W następstwie wad ustawy o równym traktowaniu praktyczne stosowanie jej przepisów jest znikome. Świadczy to o jej nieskuteczności. Podważa też efektywność implementacji dyrektyw unijnych co do równego traktowania. Po uchyleniu art. 138 Kw będzie to jeszcze bardziej ograniczone.

Dodatkowym problemem pozostaje niewiarygodny system gromadzenia danych nt. sądowych spraw równego traktowania. Dane Ministerstwa Sprawiedliwości są obarczone licznymi błędami, co utrudnia prowadzenie rzetelnego monitoringu.

Liczba spraw sądowych odnoszących się do naruszenia ustawy jest dalece nieproporcjonalna w stosunku do rzeczywistej skali dyskryminacji w Polsce. Z badań wynika, że 84% osób, które doświadczyły dyskryminacji (bądź było tego świadkiem co do osoby bliskiej), nie zgłosiło tego żadnej instytucji.

Chaos informacyjny, związany z błędnymi interpretacjami wyroku TK, jeszcze bardziej pogłębi brak zrozumienia zjawiska dyskryminacji, zwłaszcza w usługach. Stan, w którym taka dyskryminacja przestała być sprawą państwa, wpłynie negatywnie na skalę problemu.  Wyrok Trybunału może być bowiem odczytany przez obywateli jako komunikat, że spotykające ich nierówne traktowanie jest ich sprawą osobistą, z którą powinni poradzić sobie sami.

Model organu ds. równego traktowania

W Polsce funkcje organów ds. równego traktowania pełnią Rzecznik Praw Obywatelskich i Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania. Gdy ochrona przed dyskryminacją jest niesatysfakcjonująca, rolą tych organów powinno być zagwarantowanie każdej osobie, że w obliczu dyskryminacji nie pozostanie sama.

Tymczasem model RPO jako organu  ds. równego traktowania jest daleki od najlepszych wzorców. Rzecznik chroni bowiem przed naruszeniami praw i wolności człowieka ze strony organów władzy publicznej. W praktyce RPO spotyka się zaś z licznymi przypadkami dyskryminacji obywateli ze strony podmiotów prywatnych - zwłaszcza w dostępie do usług. Dlatego dla pełnej realizacji europejskich standardów konieczne jest umożliwienie interwencji również w takich sprawach.  

Ponadto wśród wzorców dla organów ds. równego traktowania wymienia się dysponowanie wystarczającymi środkami finansowymi i strukturalnymi. Polska nie uwzględnia tych standardów zarówno wobec Rzecznika Praw Obywatelskich, jak i Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania.

W obliczu opisanych problemów i zagrożeń priorytetowym celem organów ds. równego traktowania powinno być dołożenie wszelkich starań, aby ochrona przed dyskryminacją była możliwie najszersza i jak najbardziej skuteczna.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się o stanowisko w sprawie do Adama Lipińskiego. Wyraził też nadzieję na intensywną współpracę w tym zakresie.

XI.816.17.2016

Ograniczenie wieku przyjęcia do Państwowej Straży Pożarnej będzie utrzymane, ale trafi do ustawy

Data: 2019-07-26
  • Od kilku lat RPO wskazywał, że niekonstytucyjne jest umieszczenie w rozporządzeniu ministra - nie zaś w ustawie - zapisu ograniczającego wiek chętnych do służby kandydackiej w Państwowej Straży Pożarnej
  • Przygotowano projekt zmian ustawy o PSP, który przeniesie do niej zapisy z rozporządzenia - poinformował komendant główny PSP gen. bryg. Leszek Suski
  • Według niego likwidacja kryterium wieku jest niezasadna. Służba kandydacka jest bowiem ukierunkowana głównie na ludzi młodych, których cechuje wysoka sprawność fizyczna, a przede wszystkim - dyspozycyjność

Od 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich występował do Komendanta Głównego PSP w sprawie cenzusu wiekowego przy przymowaniu do służby kandydackiej w PSP

Wskazywał, że zgodnie z ustawą z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania zakazane jest nierówne traktowanie osób fizycznych ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną w zakresie: podejmowania kształcenia zawodowego, w tym dokształcania, doskonalenia, przekwalifikowania zawodowego oraz praktyk zawodowych. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy takie kryterium jest obiektywnie uzasadnione słusznym celem, a środki mu służące są odpowiednie i konieczne. RPO pytał zatem, jakie kryteria mogą uzasadniać przyjmowanie do służby kandydackiej w PSP osób, które nie przekroczyły określonego wieku.

Ponadto Rzecznik podkreślał, że przepis rozporządzenia MSWiA z 11 sierpnia 1997 r. w sprawie zasad, warunków i trybu przyjmowania do służby - określający do 25 lat kryterium wieku kandydatów do szkół aspirantów PSP i do Szkoły Głównej Pożarniczej - może naruszać art. 92 ust. 1 Konstytucji. Została bowiem w nim uregulowana materia wykraczająca poza zakres upoważnienia ustawowego. 

Dlatego należy się zastanowić, czy kryterium wieku może mieścić się w pojęciu szczegółowych zasad, warunków i trybu przyjmowania do służby kandydackiej, a jeżeli, to czy nie powinna tego regulować ustawa.

W odpowiedzi z 8 listopada 2016 r. komendant pisał, że kryterium wieku nie jest warunkiem przyjęcia do służby w PSP. Informował, że przygotowano projekt nowelizujący rozporządzenie, który nie uwzględnia kryterium wieku przy rekrutacji do służby kandydackiej. Tymczasem z rozporządzenia MSWiA z  21 sierpnia 2017 r. zmieniającego rozporządzenie z 1997 r., wynikało, że do służby kandydackiej przyjmuje się osobę spełniającą wymagania, która nie przekroczyła 25. roku życia. 

Dlatego w czerwcu 2019 r. Rzecznik poprosił komendanta o odniesienie się do zapewnień, że projekt nie będzie uwzględniał kryterium wieku.

Odpowiedź PSP

Komendant potwierdził, że jednym z warunków przyjęcia do służby kandydackiej w PSP jest nieprzekroczenie wieku 25 lat. Granica ta została ustalona zarówno dla szkół PSP, kształcących w zawodzie technik pożarnictwa, jak i dla Szkoły Głównej Służby Pożarniczej, kształcącej w zawodzie inżynier pożarnictwa. Zgodnie z informacją z 8 listopada 2016 r. projekt zmiany rozporządzenia początkowo zakładał odstąpienie od wymogu wieku. W toku dalszych prac, z uwagi na dobro służby, uznano jednak, że wpłynęłoby to niekorzystnie na całą formację.

Leszek Suski wskazał, że służba kandydacka odbywa się w systemie skoszarowanym. Poza realizacją obowiązków ucznia i studenta, wykonują oni wiele dodatkowych zadań, jak odbywanie różnego rodzaju staży, praktyk zawodowych, pełnienie służb w jednostkach ratowniczo-gaśniczych i w centralnym odwodzie operacyjnym KG PSP, ponadprogramowych szkoleń i ćwiczeń, a także wykonywanie różnych prac gospodarczych. Stanowi to duże obciążenie psychofizyczne i wymaga ciągłej dyspozycyjności.

Jak pokazuje doświadczenie, nie każdy jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym strażakom w służbie kandydackiej. Jest to tym trudniejsze, im więcej tzw. doświadczenia życiowego, w tym również zobowiązań wynikających z założenia rodziny, dana osoba posiada. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kandydaci często nie są świadomi z jakimi wyrzeczeniami i trudnościami wiąże się służba.

Dlatego od początku służba kandydacka jest ukierunkowana przede wszystkim na ludzi młodych, którzy w ostatnich latach ukończyli szkołę średnią i uzyskali świadectwo dojrzałości. Osoby w tym wieku, oprócz tego, że posiadają dużą umiejętność szybkiego przyswajania wiedzy, charakteryzują się również wysokim poziomem sprawności fizycznej i przede wszystkim są dyspozycyjne.

- Umożliwienie pełnienia tej służby przez osoby w każdym wieku, a co za tym idzie funkcjonowanie mocno zróżnicowanych wiekowo kompanii kandydackich w szkołach PSP, niewątpliwie w negatywny sposób wpłynęłoby na efektywność procesu wychowawczego - podkreślił komendant główny.

Zaznaczył, że kwalifikacje technika, jak i inżyniera pożarnictwa, zgodnie z przyjętym systemem kształcenia, można również uzyskać w innym trybie - poza służbą kandydacką - w którym nie obowiązuje kryterium wieku.

Podobne wymagania związane z ograniczeniem wieku przy przyjęciu do służby, obowiązują w niektórych państwach Unii Europejskiej. 

W 2010 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok (C:2010:3) dotyczący zgodności przepisów niemieckich, które ustalają górną granicę wieku 30 lat przy rekrutacji do technicznej służby pożarniczej z Dyrektywą Unii Europejskiej 2000/78AA/E, ustanawiającą ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy. TS UE uznał, że przepisy Dyrektywy nie stoją na przeszkodzie w stosowaniu przepisu prawa krajowego, który wprowadza górną granicę wieku przy rekrutacji do tej służby.

Odnosząc się do zarzutu RPO, że określenie kryterium wieku w rozporządzeniu MSWiA może naruszać Konstytucję RP, Leszek Suski poinformował, że w lipcu 2018 r. powołano zespół ds. zmian przepisów dotyczących służby kandydackiej w PSP. Przygotował on projekty aktów prawnych, w tym także propozycję noweli ustawy o PSP.

Jej zapis miałby brzmieć: „O przyjęcie do służby kandydackiej może ubiegać się, na podstawia dobrowolnego zgłoszenia, osoba, która uzyskała świadectwo dojrzałości i w roku kalendarzowym, w którym ubiega się o przyjęcie do służby kandydackiej, nie przekracza 26 roku życia, spełniająca wymagania, o których mowa w art. 28 ust. 1, niekarana karą dyscyplinarną wydalenia ze służby, po złożeniu zobowiązania do pełnienia służby po ukończeniu nauki albo studiów w ramach służby kandydackiej".

Projekt zakłada zmianę części przepisów i przeniesienie do ustawy wszystkich regulacji zawartych w rozporządzeniu MSWiA z 11 sierpnia 1997 r. Komendant zastrzegł, że proces zmian ustawowych jest czasochłonny i obecnie nie można określić terminu wejścia w życie proponowanych zmian.

WZF.800.1.2016

Rolnik nie wie, jakim podatkiem go obciążą, gdy sprzeda kilka działek ziemi. RPO pisze do Ministra Finansów

Data: 2019-07-24
  • Właściciele ziemi nie mają pewności, czy przy sprzedaży kilku jej działek nie zapłacą takiego podatku dochodowego, jaki ponoszą przedsiębiorcy żyjący z handlu działkami
  • Organy skarbowe uznają z reguły na niekorzyść podatników, że to działalność gospodarcza - co obywatelom czasami udaje się podważyć w sądach  
  • Prawo daje fiskusowi zbyt duże pole do dowolnej interpretacji, czego nie można akceptować w demokratycznym państwie prawa - uważa Rzecznik Praw Obywatelskich

Adam Bodnar spytał ministra finansów Mariana Banasia, czy planuje doprecyzowanie przepisów o PIT, czy też może zamierza usystematyzować stosowanie prawa przez organy skarbowe przez wydanie interpretacji ogólnej.

RPO: za duże pole do interpretacji

Obywatele mają - na podstawie ustawy o PIT oraz orzecznictwa sądów administracyjnych - duże problemy z ustaleniem, czy sprzedaż cześci nieruchomości mieści się w granicach zwykłego zarządu majątkiem prywatnym, czy też wykazuje cechy profesjonalnego obrotu handlowego. A to oznacza prowadzenie działalności gospodarczej, co podlega wyższemu opodatkowaniu.  Sprawa jest przedmiotem licznych sporów obywateli z fiskusem. Organy skarbowe zasadniczo kwestionują czynności podatników - traktowane przez nich w ramach obowiązku samoobliczenia jako odpłatne zbycie nieruchomości. Klasyfikują zaś sprzedaż nieruchomości jako działalność gospodarczą.

W efekcie podatnicy nie wiedzą, jak fiskus oceni ich działania na tle okoliczności danej sprawy. W ocenie RPO organy skarbowe prezentują stanowisko profiskalne. Dlatego materiał dowodowy oceniają w sposób dowolny, na niekorzyść podatników, uznając, że to działalność gospodarcza. Dopiero, gdy sprawa trafia na etap postępowania sądowego, w niektórych przypadkach obywatelom udaje się podważyć decyzje fiskusa.

- Z punktu widzenia organu stojącego na staży konstytucyjnych praw i wolności obywatela, nie do zaakceptowania jest stan, w którym ustawodawca stwarza organom stosującym przepisy podatkowe zbyt duże pole do ich swobodnej interpretacji – ocenia Rzecznik. W demokratycznym państwie prawa - zwłaszcza w dziedzinie prawa daninowego - nie powinno dochodzić do sytuacji, w których ustawodawca jest w istocie zastępowany w kształtowaniu treści prawa przez organ je stosujący.

Stan prawny i jego ocena

Art. 10 ust. 1 ustawy z  26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych zawiera katalog źródeł przychodów opodatkowanych PIT. Żródłem przychodu jest co do zasady odpłatne zbycie:

  • nieruchomości lub ich części oraz udziału w nieruchomości,
  • spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub użytkowego oraz prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej,
  • prawa wieczystego użytkowania gruntów,
  • innych rzeczy - jeżeli odpłatne zbycie nie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej i zostało dokonane w przypadku odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych - przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie, a innych rzeczy - przed upływem pół roku, licząc od końca miesiąca, w którym nastąpiło nabycie.

W myśl art. 10 ust. 1 pkt 3 ustawy o PIT źródłem przychodu jest pozarolnicza działalność gospodarcza. Aby zaklasyfikować przychody ze sprzedaży nieruchomości do tego źródła zachowanie podatnika powinno spełniać cechy pozarolniczej działalności gospodarczej. Działalność gospodarcza albo pozarolnicza działalność gospodarcza oznacza zaś działalność zarobkową:

  • wytwórczą, budowlaną, handlową, usługową,
  • polegającą na poszukiwaniu, rozpoznawaniu i wydobywaniu kopalin ze złóż,
  • polegającą na wykorzystywaniu rzeczy oraz wartości niematerialnych i prawnych - prowadzoną we własnym imieniu bez względu na jej rezultat, w sposób zorganizowany i ciągły, z której uzyskane przychody nie są zaliczane do innych przychodów ze źródeł wymienionych w art. 10 ust. 1 pkt 1, 2 i 4-9 ustawy o PIT.

Problemy pojawiają się głównie przy interpretacji pojęć „zorganizowania” i „ciągłości”. Sądy przyjmują, że cechy te występują, gdy czynności podatnika istotnie odbiegają od normalnego wykonywania prawa własności, a z operacji tych uczyni on sobie (lub ma taki zamiar) stałe źródło zarobkowania.

W ocenie RPO trudno jednak o obiektywną ocenę przesłanek działalności gospodarczej na gruncie PIT w odniesieniu do danej sprawy. Granica pozwalająca oddzielić przychody z odpłatnego zbycia nieruchomości od przychodów z jej zbycia w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej ma bowiem charakter płynny. Trudności występują zwłaszcza, gdy podatnik sam nie definiuje tej czynności jako podejmowanych w ramach działalności gospodarczej.

Dlatego w orzecznictwie sądy przyjmują, że różnorodność form aktywności podatników nie pozwala na stworzenie uniwersalnego wzorca zachowań umożliwiającego jednoznaczną ocenę, które rozpoznawać jako sprzedaż związaną z wykonywaniem pozarolniczej działalności gospodarczej, a które - jako odpłatne zbycie mienia. Sądy stają na stanowisku, że w każdym przypadku o właściwej kwalifikacji musi zadecydować całokształt ustaleń faktycznych. Znaczenie mogą też mieć indywidualne cechy przedmiotu transakcji bądź okoliczności życiowe, w jakich znajdował się podatnik, a które miały wpływ na jego decyzje.

Ponadto ocena czy czynności związane ze sprzedażą nieruchomości świadczą o działalności gospodarczej, czy też są gospodarowaniem majątkiem prywatnym, rozpatrywana jest także na gruncie podatku od towarów i usług. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 15 września 2011 r. (C-180/10 i C-181/10 ) rozstrzygnął, że jeżeli w celu sprzedaży osoba podejmuje aktywne działania w obrocie nieruchomościami - angażując środki podobne do wykorzystywanych przez producentów, handlowców i usługodawców w rozumieniu art. 9 ust. 1 akapit drugi dyrektywy 2006/112, zmienionej dyrektywą 2006/138 - to należy uznać ją za podmiot prowadzący „działalność gospodarczą”.

Niektóre sądy administracyjne przyjmują, że parametry pozwalające odróżnić sprzedaż w ramach działalności gospodarczej od wyzbywania się majątku prywatnego nie powinny różnić się zarówno z punktu widzenia ustawy o PIT, jak i ustawy o VAT.  Sądy czasem uznają też, że ze względu na specyfikę systemu VAT trudno odnosić ten wyrok TSUE do spraw, których przedmiot dotyczy niezharmonizowanego PIT. Dlatego uznają, że wyrok TSUE nie może mieć zastosowania w sprawie sprzedaży nieruchomości na gruncie PIT.

V.511.385.2019

Ile czeka się w więzieniu na leczenie psychiatryczne – statystyki Służby Więziennej

Data: 2019-07-24
  • Więzienne oddziały psychiatrii sądowej są w pięciu miastach
  • Na leczenie w 2018 r. czekało się do 3 miesięcy

Służba Więzienna informują Rzecznika Praw Obywatelskich, że liczba miejsc w więziennych szpitalach psychiatrycznych jest niewystarczająca w stosunku do liczby osób, które potrzebują tego rodzaju leczenia (osób z niepełnosprawnością psychiczną i intelektualną). Dlatego RPO pytał o ogólną liczbę miejsc w tych placówkach. Chciał też wiedzieć, ile miejsc przewidziano na potrzeby obserwacji sądowo-psychiatrycznej, a ile dla osób diagnozowanych i wymagających leczenia.

Z odpowiedzi Służby Więziennej wynika, że dysponuje ona (według stanu na styczeń 2019 r.). oddziałami psychiatrii sądowej w:

  1. Zakładzie Karnym Nr 2 w Łodzi,
  2. w Areszcie Śledczym w Poznaniu,
  3. w Areszcie Śledczym w Szczecinie,
  4. w Areszcie Śledczym w Krakowie,
  5. w Areszcie Śledczym we Wrocławiu
  6. w Areszcie Śledczym w Poznaniu.

Liczba miejsc i pacjentów oraz czas oczekiwania

 

ŁÓDŹ

SZCZECIN

KRAKÓW

POZNAŃ

WROCŁAW

 

obserwacja

leczenie

Obserwacja

leczenie

obserwacja

leczenie

obserwacja

leczenie

obserwacja

leczenie

Liczba łóżek

60

5

28

27

22

5

27

5

23

23

Pacjentów

4

49

9

33

11

13

1

27

16

25

Ilu pacjentów czekało na przyjęcie w styczniu 2019?

22

0

20

3

11

0

3

9

11

0

Ile się czekało w 2018 r.

75 dni

0

62 dni

10 dni

14 dni

14 dni

90 dni

81 dni

2-3 mies.

0

 

Jak wyjaśnia Służba Więzienna, podział na tzw. łóżka lecznicze i obserwacyjne jest podziałem czysto formalnym, ponieważ wszystkie dostępne łóżka w oddziałach psychiatrycznych są wykorzystywane na bieżąco dla obu grup pacjentów - zależnie od potrzeb.

W 2018 r., zakończył się remont pawilonu w Areszcie Śledczym w Szczecinie, w związku z czym możliwe jest prowadzenie działalności dzięki kolejnym 28 łóżkom - co daje w sumie 84 miejsca.

Na 15 stycznia 2019 r., w jednostkach penitencjarnych przebywało 411 osób, u których zdiagnozowano chorobę psychiczną. W 2018 r. liczba pacjentów hospitalizowanych w więziennych oddziałach psychiatrii sądowej wynosiła zaś: obserwacje - 391, leczenie - 731.

Ilu jest psychiatrów w więziennych oddziałach psychiatrii sądowej

  Lekarze Etaty
AŚ Kraków 4 3,5
ZK nr 2 w Łodzi 2 2,02
AŚ Poznań 3 2,3
AŚ Szczecin 6 4,2
AŚ Wrocław 5 4,

Podobnie jak w pozawięziennych podmiotach leczniczych, dominującą formę zatrudnienia w więziennej służbie zdrowia są umowy cywilno-prawne. W braku możliwości wykonania w warunkach więziennych specjalistycznych badań, konsultacji lekarskich, czy specjalistycznego zabiegu operacyjnego więzienna służba zdrowia współdziała z pozawięziennymi podmiotami leczniczymi.

Ilu jest terapeutów i psychologów?

 

 

lekarze

etaty funkcjonariuszy

etaty cywilne

umowy cywilno-prawne w przeliczeniu na etat

SUMA etatów

Areszt Śledczy Kraków

starszy psycholog

1

1

 

 

1

Zakład Karny Nr 2 w Łodzi

psycholog

4

2

2

 

4

terapeutraterapii zajęciowe]

1

 

1

 

1

AŚ Poznań

starszy psycholog

1

1

0

0

1

młodszy psycholog

1

1

0

0

1

Areszt Śledczy Szczecin

terapeuta zajęciowy

2

0

2

0

2

psycholog

4

3

0,2

0

3,2

terapeuta uzależnień

1

0

0

0,1

0,1

AŚ Wrocław

psycholog

2

2

0

0

2

muzykoterapeuta

1

0

1

0

1

 

W 2018 r., wystawiono 10 397 świadectw lekarskich, w tym 485 z wnioskiem „nie może być leczony w zakładzie karnym”. 16 z nich dotyczyło osób ze zdiagnozowana chorobą psychiczną, jednakże nie we wszystkich przypadkach był to powód wnioskowania o udzielenie przerwy w karze.

Dodatkowo w 2018 r. wystawiono 796 opinii sądowo psychiatrycznych, w tym 83 z wnioskiem o internację w zakładzie zamkniętym. Na wykonanie prawomocnego środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym na 31 grudnia 2018 r., oczekiwało 27 osób.

Od 2018 r., w Oddziale Psychiatrii Zakładu Karnego Nr 2 w Łodzi z inicjatywy Służby Więziennej rezyduje Rzecznik Praw Pacjenta, który prowadzi szkolenia dla personelu medycznego, uczestniczy w obchodach i prowadzi rozmowy z pacjentami.

Dyrektor Aresztu Śledczego w Krakowie w odpowiedzi na pismo ze stycznia 2016 r., został poinformowany przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta o braku możliwości objęcia wsparciem przez obecnych Rzeczników Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego oddziału psychiatrycznego Aresztu Śledczego w Krakowie. Pacjentom udostępniona jest informacja o możliwości kontaktu telefonicznego z RPP oraz korespondencyjnego z Wydziałem ds. Zdrowia Psychicznego Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Wydawane są też ulotki Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

W Szpitalu Psychiatrycznym Aresztu Śledczego we Wrocławiu  Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego nie realizował jakichkolwiek działań. Nie wnosił o to ani sam Rzecznik, ani pacjenci i ich przedstawiciele ustawowi. W 2017 r. nie było kontroli Rzecznika Praw Obywatelskich w Szpitalu Aresztu Śledczego we Wrocławiu, tym samym nie było zaleceń pokontrolnych do realizacji.

W Areszcie Śledczym w Poznaniu pomocy w ochronie praw pacjenta udziela Departament ds. Zdrowia Psychicznego Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

IX.517.3524.2016

Zatrzymany, którego zwolniono bez zarzutu, musi mieć dostęp do akt sprawy

Data: 2019-07-23
  • Osoba, którą zatrzymano, a potem zwolniono bez zarzutów, nie ma prawa dostępu do akt sprawy, co uniemożliwia jej zażalenie na takie zatrzymanie
  • Nie jest bowiem stroną postępowania przygotowawczego, wobec czego nie przysługuje jej prawo dostępu do akt 
  • Zdaniem RPO narusza to konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego, prawo dostępu obywatela do dotyczących go urzędowych dokumentów oraz prawo do sądu i obrony
  • Jawne muszą być bowiem wszystkie materiały, które uzasadniały zatrzymanie

- Żaden przepis expressis verbis nie zabrania zatrzymanemu, któremu następnie nie postawiono zarzutów, dostępu do akt sprawy. Jednocześnie brak jest przepisu, który by na to zezwalał – wskazuje Adam Bodnar. To luka w polskim prawie, która nie ma żadnego uzasadnienia w świetle standardów konstytucyjnych. Należałoby zatem wprowadzić przepis umożliwiający zatrzymanemu dostęp do akt sprawy w celu uruchomienia mechanizmu sądowej weryfikacji zasadności i legalności jego zatrzymania.

Skarga obywatela

Obywatel poskarżył się Rzecznikowi, że został zatrzymany, a następnego dnia zwolniony. Nigdy nie przedstawiono mu żadnego zarzutu. Mimo jego starań, nie umożliwiono mu dostępu do akt sprawy - z braku takiej podstawy prawnej w Kodeksie postępowania karnego.

Zgodnie z art. 156 § 5 i 5a Kpk, jeżeli nie zachodzi potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania lub ochrony ważnego interesu państwa, w toku postępowania przygotowawczego jego akta udostępnia się stronom, obrońcom, pełnomocnikom i przedstawicielom ustawowym. Ponieważ zatrzymany, któremu nie przedstawiono potem zarzutów, nie jest stroną postępowania, nie uzyskuje statusu podejrzanego – nie przysługuje mu zatem prawo dostępu do akt postępowania przygotowawczego czy akt w związku z aresztowaniem.

Argumenty RPO za zmianą prawa

W ocenie RPO pozbawienie takiego zatrzymanego prawa dostępu do akt stanowi naruszenie art. 2 (zasada praworządności) oraz art. 42 ust. 2 (prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania) w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji (wolność i jej ograniczenia).

Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że prawo do obrony jest nie tylko fundamentalną zasadą procesu karnego, ale także elementarnym standardem demokratycznego państwa prawnego. Prawo to należy rozumieć szeroko, jako przysługujące każdemu od chwili wszczęcia przeciwko niemu postępowania karnego aż do wydania prawomocnego wyroku i jego wykonania.

Jeszcze dalej idą najnowsze orzeczenia Sądu Najwyższego, według których nie formalne postawienie zarzutu popełnienia przestępstwa, lecz już pierwsza czynność organów procesowych skierowana na ściganie określonej osoby czyni ją podmiotem prawa do obrony.

Skoro zatem prawo do obrony materializuje się z podjęciem pierwszej czynności procesowej, to zakres akt, które winny być udostępnione zatrzymanemu i jego adwokatowi, powinien być wyznaczany przez efektywność prawa do obrony. Jawne muszą być więc wszystkie te materiały postępowania przygotowawczego, które uzasadniają zatrzymanie.

Taka sytuacja stanowi również naruszenie art. 41 ust. 2 Konstytucji (każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia). Chodzi o zapewnienie jednostce kontroli prawidłowości działania organów państwa. Jak wynika z orzecznictwa TK, gwarancje te odnoszą się także do osób, które były pozbawione wolności, lecz zostały uwolnione przed wniesieniem odwołania do sądu. Postępowanie sądowe ma umożliwić pokrzywdzonemu dochodzenie prawa do odszkodowania z tytułu bezprawnego pozbawienia wolności.

Ponadto brak dostępu do akt sprawy narusza art. 51 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Podstawą decydowania o statusie prawnym danej osoby nie mogą być bowiem jakiekolwiek dokumenty i informacje, które pozostawałyby niedostępne, jako tajne, dla osoby zainteresowanej.

Jest to również niezgodne ze standardami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według art. 5 ust. 4 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności każdy, kogo pozbawiono wolności, ma prawo odwołania się do sądu w celu ustalenia legalności pozbawienia wolności. Z orzecznictwa ETPCz wynika, że procedura musi być kontradyktoryjna i gwarantować „równość broni” między stronami. Nie jest ona zapewniona, jeżeli adwokatowi odmawia się dostępu do akt.

Ta luka w polskim prawie budzi też wątpliwości z perspektywy prawa unijnego. Zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/13/UE z 22 maja 2012 r. w sprawie prawa do informacji w postępowaniu karnym, w przypadku gdy osoba zostaje zatrzymana i aresztowana, państwa członkowskie zapewniają jej lub obrońcy dostęp do dokumentów, które mają istotne znaczenie dla skutecznego zakwestionowania legalności zatrzymania lub aresztowania.

Brak regulacji dostępu do akt osób zatrzymanych, które nie uzyskały statusu strony postępowania, jest sprzeczny z art. 7 ust. 1 tej dyrektywy. Usunięcie tej luki w polskim prawie powinno było nastąpić do 2 czerwca 2014 r. Nowa regulacja powinna przewidywać nie tylko prawo dostępu do akt osobie zatrzymanej, ale również prawo do złożenia zażalenia na odmowę dostępu do akt.

Rzecznik wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o rozważenie odpowiedniej zmiany prawa. 

II.511.437.2019

RPO: studia techniczne powinny uczyć także zasad uniwersalnego projektowania

Data: 2019-07-23
  • W Polsce nadal wiele jest obiektów z niedogodnościami, które ograniczają lub wręcz uniemożliwiają korzystanie z nich osobom z niepełnosprawnościami
  • Powstają też rozwiązania nie spełniające wymogu dostępności, choć teoretycznie mają ją zapewnić - np. platformy przyschodowe, z których korzystanie wymaga asysty
  • Wciąż za mała jest wiedza o takim projektowaniu budynków, produktów i usług, aby były użyteczne dla wszystkich, na zasadzie równości
  • Dlatego RPO postuluje, by do studiów technicznych wprowadzić przedmioty poszerzające wiedzę o zasadach uniwersalnego projektowania

Uniwersalne projektowanie to takie, które tworzy przestrzeń, produkty i uslugi użyteczne dla wszystkich, w możliwie największym stopniu, bez potrzeby adaptacji lub specjalistycznego projektowania (np. wejście do budynku z poziomu gruntu, bez schodów i potrzeby budowy podjazdu).  Służy to nie tylko osobom z niepełnosprawnościami, ale też wszystkim innym, np. tym o czasowo ograniczonej sprawności, osobom starszym czy rodzicom z małymi dziećmi.

Pojęcie uniwersalnego projektowania definiuje ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Zobowiązuje ona państwa-strony do popierania tej zasady przy tworzeniu norm i wytycznych. Obowiązek jej wdrażania zasygnalizowano w rekomendacjach wydanych we wrześniu 2018 r. dla Polski przez Komitet ds. Praw Osób Niepełnosprawnych, badający przestrzeganie przepisów Konwencji. 

Uniwersalne projektowanie wciąż za rzadkie 

- Niestety, wiedza o zasadach uniwersalnego projektowania jest wśród architektów i projektantów wciąż niewystarczająca - wskazuje Adam Bodnar. Ich nieznajomość powoduje stosowanie rozwiązań, które nie spełniają wymogów dostępności, choć teoretycznie mają ją zapewnić.

Przykładem rozwiązania, który w odbiorze większości społeczeństwa ma służyć osobom o obniżonej sprawności, lecz stoi w oczywistej sprzeczności z ideą uniwersalnego projektowania, są platformy przyschodowe. Osoby z niepełnosprawnościami poruszające się na wózkach korzystają z nich niechętnie, bo nie mogą tego robić samodzielnie, ale wyłącznie z pomocą obsługi.

Krytyczne ustalenia Najwyższej Izby Kontroli

Jak wykazała Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z października 2018 r., w Polsce nie tylko nie są stosowane zasady uniwersalnego projektowania, ale ogólnie nie jest zapewniana dostępność przestrzeni publicznej. Niepokoi zwłaszcza fakt, że dotyczy to również nowych inwestycji. Ocena NIK 94 obiektów z 24 gmin pod kątem ich dostępności dla osób z ograniczoną sprawnością wykazała, że żaden z nich nie był wolny od barier, rozwiązań lub niedogodności ograniczających lub wręcz uniemożliwiających korzystanie z nich przez osoby z niepełnosprawnościami na zasadzie równości z innymi.

Rozwiązań służących takiej dostępności nie uwzględniono też w dokumentacji już zrealizowanych bądź zaplanowanych działań w przestrzeni publicznej (33 z 84 skontrolowanych przez  NIK).

Kroki w dobrą stronę

W ocenie RPO ważnym krokiem związanym z implementacją zasad projektowania uniwersalnego jest dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/882 z 17 kwietnia 2019 r. w sprawie wymogów dostępności produktów i usług, zwana Europejskim Aktem o Dostępności. Zawiera ona  oczekiwaną przez środowisko osób z niepełnosprawnościami regulację - powszechnie używane produkty i usługi mają się stawać coraz bardziej dostępne dla wszystkich, niezależnie od ich sprawności.

W Sejmie trwają zaś prace nad rządowym projektem ustawy o zapewnieniu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami (druk sejmowy nr 3524). W ocenie Rzecznika jest to ważny i potrzebny krok we wdrażaniu postanowień Konwencji. Budujące jest zwłaszcza przyjęcie w projekcie szerokiej definicji osoby ze szczególnymi potrzebami (a nie z niepełnosprawnością), a także uznanie zasad uniwersalnego projektowania.

Studia techniczne powinny dawać odpowiednią wiedzę

Adam Bodnar wskazuje jednak, że do skutecznej implementacji zasad uniwersalnego projektowania konieczna jest ich powszechna znajomość wśród absolwentów kierunków technicznych, którzy będą autorami projektów. Podkreślono to w rezolucji Komitetu Ministrów Rady Europy ResAP(2001)1 z 15 lutego 2001 r. w sprawie wprowadzenia zasad uniwersalnego projektowania. Stwierdza ona, że zasady uniwersalnego projektowania powinny być wprowadzone do programów nauczania wszystkich zawodów związanych z tworzeniem środowiska zabudowanego, w tym architektów, inżynierów, urbanistów.

Niestety, na polskich uczelniach dotychczas to nie nastąpiło. Tymczasem pozwoliłoby to uniknąć projektowania rozwiązań tylko pozornie dostosowanych lub powodujących dyskomfort u osób niepełnosprawnych. Uczuliłoby też studentów na potrzeby osób ze wszystkimi rodzajami niepełnosprawności. Sprawa nabiera również nowego znaczenia w związku ze procesem starzeniem się polskiego społeczeństwa.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina o rozważenie wprowadzenia do programów nauczania na kierunkach technicznych przedmiotów poszerzających wiedzę studentów o zasadach uniwersalnego projektowania.

XI.815.29.2019

RPO zaniepokojony atakami na „Marsz Równości” w Białymstoku; pyta też premiera o wypowiedź szefa MEN

Data: 2019-07-22
  • Rzecznik Praw Obywatelskich jest zaniepokojony agresją przeciwników „Marszu Równości” w Białymstoku
  • Brak stanowczej reakcji władz może doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych
  • Zajęcie przez premiera zdecydowanego stanowiska służyłoby uspokojeniu nastrojów społecznych
  • Rzecznik pyta premiera, czy stanowisko rządu wyrażają słowa szefa MEN Dariusza Piontkowskiego, że „Marsze Równości’ budzą „ogromny opór” wobec czego „warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane”

Podczas „Marszu Równości” 20 lipca 2019 r. w Białymstoku doszło do fizycznych i słownych ataków na uczestników tego pokojowego, legalnego zgromadzenia. 

RPO pyta policję o zabezpieczenie marszu

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę zabezpieczenia marszu przez policję. W piśmie do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku Rzecznik wyraził zaniepokojenie widocznym na nagraniach poziomem agresji osób usiłujących zablokować „Marsz Równości”. Chodzi o przypadki pobicia uczestników marszu, rzucania w nich oraz w policjantów różnymi przedmiotami, wykrzykiwania haseł obraźliwych i nienawistnych.

Rzecznik dostrzega, że policja  przeznaczyła znaczne siły do zabezpieczenia tego legalnego zgromadzenia. W ocenie RPO działania podjęte przed i podczas „Marszu Równości" powinny być konsekwentnie kontynuowane w celu ustalenia sprawców przestępstw i wykroczeń.

Rzecznik zwrócił się do komendanta o następujące informacje:

  • jak  zabezpieczano „Marsz Równości’, zwłaszcza w kontekście oddzielenia manifestacji i kontrmanifestacji oraz czy dokonano analizy przebiegu zabezpieczenia;
  • ile osób zatrzymano (w kontekście jakich przestępstw i zarzutów) a ile  wylegitymowano (i w jakim kontekście);
  • czy zidentyfikowani zostali sprawy napaści (w internecie są nagrania  napaści na dziewczynę oraz na młodego chłopaka);
  • ile było aktów przemocy w stosunku do policjantów; czy ustalono sprawców;
  • czy uczestnicy marszu lub inne osoby złożyły zawiadomienia dotyczące niewłaściwego zachowania policjantów;
  • czy policja dysponuje nagraniami z monitoringu;
  • jakie działania podjęto w związku z poszukiwaniem sprawców;
  • jaki był cel użycia przez policję krążącego na bardzo niskiej wysokości helikoptera, czy w tym zakresie dochowano standardów bezpieczeństwa.

W przypadku zainicjowania przez policję postępowań karnych lub wykroczeniowych Rzecznik prosi o przekazanie szczegółów.

Rzecznik pyta premiera o słowa ministra Dariusza Piontkowskiego

W wystąpieniu do premiera Mateusza Morawieckiego Adam Bodnar napisał, że jego poważne zaniepokojenie wzbudził komentarz nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. W wywiadzie dla  TVN24 stwierdził on: „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane”.

Według Rzecznika wyrażanie takich poglądów wskazuje na rażącą nieznajomość konstytucyjnego standardu ochrony praw człowieka i związanych z nim obowiązków państwa. - W ocenieRzecznika Praw Obywatelskich, w interesie Rady Ministrów, władzy wykonawczej demokratycznego państwa prawa powinno leżeć jak najszybsze odniesienie się do tych wypowiedzi – napisał Adam Bodnar.

Zajęcie przez premiera zdecydowanego stanowiska – opartego na wartościach konstytucyjnych i sprzeciwiającego się przemocy – posłuży uspokojeniu nastrojów społecznych. Rzecznik ma bowiem obawy, że brak stanowczej reakcji władzy publicznej może w niedługim czasie doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do premiera o wyjaśnienia, w szczególności o odniesienie się do wypowiedzi Ministra Edukacji Narodowej. - W szczególności proszę o wyjaśnienie, czy wypowiedź Ministra Edukacji Narodowej wyraża stanowisko Rady Ministrów w przedmiocie ochrony wolności zgromadzeń w Rzeczypospolitej Polskiej - głosi pismo RPO.

Standardy wolności zgromadzeń 

Rzecznik przypomniał też standardy wolności zgromadzeń - według prawa polskiego, europejskiego i międzynarodowego.

Zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, a ograniczenia tej wolności może określać ustawa. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym.

Stosownie do art. 32 Konstytucji wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do organizowania zgromadzeń i manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli poglądy te mogą budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te są również chronione przez akty prawa międzynarodowego oraz orzecznictwo międzynarodowych organów ochrony praw człowieka. W art. 20 ust. 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych 10 grudnia 1948 r.  zapewniono, że „każdy człowiek ma prawo do wolności pokojowego zgromadzania się”.

Kolejnym aktem określającym w sposób wiążący podstawowe prawa i wolności człowieka oraz zobowiązania państw wobec obywateli był Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, otwarty do podpisu w Nowym Jorku 19 grudnia 1966 r. Jest on w Polsce źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Zgodnie z art. 21 MPPOiP: uznaje się prawo do spokojnego gromadzenia się. Na wykonywanie tego prawa nie mogą być nałożone ograniczenia inne niż ustalone zgodnie z ustawą i konieczne w demokratycznym społeczeństwie w interesie bezpieczeństwa państwowego lub publicznego, porządku publicznego bądź dla ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo praw i wolności innych osób.

Efektywne i rzeczywiste poszanowanie wolności zgromadzeń nie może się ograniczać wyłącznie do obowiązku władz publicznych powstrzymania się od ingerencji w organizację lub przebieg pokojowego zgromadzenia. Istnieją bowiem także pozytywne zobowiązania państwa do zagwarantowania bezpiecznego korzystania z tej wolności. Organy władzy mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji.

Wolność zgromadzeń jest zagwarantowana także w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach, sprzeciwiających się głoszonym przez uczestników manifestacji hasłom. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną art. 11 ust. 1 EKPCz, a wszelkie ograniczenia swobody demonstrujących muszą być zgodne z treścią art. 11 ust. 2 EKPCz.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu.  Obejmuje to również obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności, co ma szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i narażonych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzeczeniu Bączkowski przeciwko Polsce ETPCz rozpatrywał zakaz Prezydenta Warszawy na Paradę Równości w 2005 r. Głównym powodem odmowy było to, że organizator nie przedstawił projektu organizacji ruchu, choć żaden oficjalny dokument takiego wymogu nie zawierał. W ocenie ETPCz naruszono art. 11, 13 i 14 EKPCz. Według Trybunału można przypuszczać, że rzeczywistą przyczyną odmowy była niechęć lokalnych władz do środowiska osób homoseksualnych.

W doktrynie podkreśla się, że z orzeczenia w sprawie Bączkowski przeciwko Polsce wynikają pozytywne obowiązki władz wobec osób głoszących niepopularne poglądy lub należących do mniejszości, jako grup bardziej narażonych na wiktymizację.  ETPCz pośrednio włączył mniejszości seksualne do tych grup społecznych, które wymagają szczególnej ochrony.

W bogatym orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego też wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności. Wykładnia przesłanki z art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach musi uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu, wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego.

Ograniczanie wolności zgromadzeń powinno być traktowane jako absolutny wyjątek, co wskazuje na potrzebę zawężającej interpretacji wszelkich ograniczeń dotyczących swobodnego i pokojowego zgromadzania się, a każdy zakaz odbycia zgromadzenia musi być w sposób przekonujący uzasadniony. Ograniczenia wolności zgromadzeń nigdy też nie powinny opierać się na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach. Zakaz zgromadzenia nie powinien być wydany bez oceny stopnia zagrożenia, zakończonej wnioskiem o wysokim prawdopodobieństwie jego wystąpienia. 

W wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 r.  uznano, że „ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa (wolności zgromadzeń) nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego zgromadzenia”. TK podkreślił, że na władzy ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, bez względu na stopień kontrowersyjności ich poglądów, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów  (np. wzywających do nienawiści rasowej czy propagujących ideologię faszystowską).

VII.613.43.2019, II.519.889.2019

PUODO: MEN nie mogło zbierać danych o udziale nauczyciela w strajku

Data: 2019-07-22
  • Nie ma podstaw, aby w Systemie Informacji Oświatowej odnotowywać nieprzeprowadzenie zajęć z powodu strajku
  • Tak wynika z odpowiedzi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych dla RPO
  • Adam Bodnar od początku zwracał uwagę MEN, że prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku

System Informacji Oświatowej (SIO)  to baza danych z informacjami o szkołach, ich majątku i wydatkach, o nauczycielach oraz uczniach. Powstał po to, by ułatwić prowadzenie polityki edukacyjnej państwa, usprawniania finansowania oświaty i podnoszenia jej jakości.

W czasie wiosennego strajku w szkołach władze próbowały przy jego pomocy zbierać informacje o strajkujących nauczycielach. Taką wiadomość dostało np. jeden z dyrektorów warszawskich liceów. MEN powiadomił go, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Działania Rzecznika

RPO napisał natychmiast do MEN, że to, jakie informacje mogą trafiać do SIO, reguluje prawo. Na liście nie ma czegoś takiego jak „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie”. A MEN nie może tej listy samodzielnie rozszerzać. Jest tak dlatego, że Konstytucja chroni prywatność i nie pozwala władzom dowolnie przetwarzać informacji o obywatelskich (art. 47 i 51 Konstytucji). Przepisu pozwalającego zbierać w SIO dane o strajkujących nie ma– napisał RPO 17 kwietnia do MEN.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak na podstawę prawną odnotowywania informacji o strajku (powoływał się na rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. w sprawie szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej).

W związku z tym Rzecznik spytał o sprawę prezesa UODO. Jest nim od 19 maja 2019 Jan Nowak. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych jest powołany do ochrony danych osobowych na terytorium Polski. Instytucja powstała po wdrożeniu ogólnego unijnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) w miejsce Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO).

RPO zapytał prezesa Nowaka, czy prowadzi on w tej sprawie postępowanie.

Odpowiedź Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Prezes UODO potwierdził, że zarówno przepisy ustawy o systemie informacji oświatowej, jak i przepisy rozporządzenia MEN, nie posługują się pojęciem „innej przyczyny nieprowadzenia zajęć”. - Nie ma zatem podstaw aby posługiwać się tego rodzaju kategorią przyczyny nieprowadzenia zajęć w celu odnotowania nieobecności nauczyciela w systemie SIO - odpisał Jan Nowak.

 

Prezes UODO przypomniał, że ustawa z 15 kwietnia 2011 o systemie informacji oświatowej określa rodzaj i zakres danych gromadzonych w systemie informacji oświatowej, a w tym dane identyfikacyjne i dane dziedzinowe nauczycieli.  

Kwestię przyczyn nieprowadzenia zajęć doprecyzowuje rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. Wskazuje ono, że przez dane dziedzinowe nauczycieli dotyczące przyczyn nieprowadzenia zajęć należy rozumieć wyłącznie:

  • urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;
  • urlop wychowawczy;
  • urlop bezpłatny udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 25 ust. 1);
  • zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 31 ust. 1);
  • urlop dla poratowania zdrowia;
  • zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 42 ust. 6);
  • zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 85t ust. 1-3);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 68 ust. 1);
  • urlop bezpłatny, o którym mowa w Kodeksie pracy (art. 174 § 1);
  • przeniesienie w stan nieczynny;
  • niezdolność do pracy, o której mowa w Kodeksie pracy (w art. 92 § 1);
  • zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w ustawie o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (art. 32 ust. 1);
  • urlop uzupełniający, o którym mowa w ustawie - Karta Nauczyciela (art. 66 ust. 1).

Odpowiadając na pytanie o prowadzone w tej sprawie postępowania, wskazał że do UODO wpływały sygnały o pozyskiwaniu przez MEN danych strajkujących nauczycieli oraz zobowiązaniu dyrektorów szkół i placówek oświatowych do wykazania nieobecności strajkujących nauczycieli w SIO poprzez wybranie przyczyny „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie” ze wskazaniem daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności.

Niemniej Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie prowadzi postępowań administracyjnych wszczętych na skutek skarg nauczycieli na niewłaściwe przetwarzanie ich danych osobowych w SIO w kontekście udziału w strajku.

Jednocześnie niewielka część administratorów danych (szkół) zgłosiła Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych naruszenia ochrony danych osobowych w myśl art. 33 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych związane z odnotowaniem w SIO nieobecności nauczycieli biorących udział w strajku - głosi odpowiedź PUODO.

VII.520.11.2019

Dzieci potrzebujące specjalnego kształcenia powinny mieć swobodę wyboru szkoły

Data: 2019-07-22
  • Ojciec niesłyszącego ucznia zwrócił Rzecznikowi Praw Obywatelskich uwagę, że dzieci potrzebujące kształcenia specjalnego są objęte rejonizacją – nie mają prawa do nauki poza powiatem, nawet jeśli jest tam szkoła lepiej dostosowana do ich potrzeb
  • Na naukę w ośrodku szkolno-wychowawczym w innym powiecie skierowanie musi wydać starosta, a nie wolno mu tego zrobić, jeśli dysponuje u siebie ośrodkiem o podobnym typie kształcenia
  • Rejonizacja nie dotyczy tymczasem pozostałych uczniów – mogą się uczyć w tej miejscowości, w jakiej chcą (o ile zostaną przyjęci do placówki)

Uczniowie objęci kształceniem specjalnym to przede wszystkim dzieci i młodzież z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Im już na starcie trudniej jest wybrać ścieżkę kształcenia. Tymczasem są systemowo odcięci od szkół położonych dalej od miejsca zamieszkania, nawet jeśli nauka tam byłaby dla nich lepsza (art. 127 ust. 13, 14 i 15 Prawa oświatowego).

Tymczasem placówki dla uczniów z niepełnosprawnościami nie są identyczne: specjalizują się w odniesieniu do danego kierunku kształcenia w powiązaniu z konkretnym rodzajem niepełnosprawności, co przydaje im pewnego rodzaju renomy, którą kierują się absolwenci przy wyborze szkoły. Ponadto uczniowie z niepełnoprawnościami niejednokrotnie wolą uczęszczać do placówek, które są im znane i do których mają zaufanie – do szkół, do których uczęszczali ich rodzice, czy inne osoby bliskie. Często nie są to ośrodki położone w pobliżu ich miejsca zamieszkania.

Przyznając rację rodzicowi, który napisał skargę, Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił Ministra Edukacji Narodowej o doprowadzenie do odpowiedniej zmiany przepisów. Jest to niezbędne dla realnego wyrównywania szans edukacyjnych tej grupy uczniów.

XI.7036.22.2019

Ustawa "środowiskowa". RPO ostrzega przed konsekwencjami jej przyjęcia

Data: 2019-07-19
  • Sejm poważnie ograniczył prawa społeczności lokalnej do uczestniczenia w postępowaniach dotyczących środowiska
  • To pogorszy ochronę prawną tych, którzy „sąsiadują” z terenem inwestycji podlegającej procedurom środowiskowym
  • Wady ustawy narażają Polskę na wszczęcie postępowania przez Komisję Europejską, co skończyć się może tak jak w sprawie Puszczy Białowieskiej

RPO ostrzega przed tym marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Chodzi o projekt skierowany do parlamentu 9 lipca 2019 r. i uchwalony przez Sejm w dniu 19 lipca 2019 r. Teraz trafi on do Senatu.

Zmiany zakładają, że:

  1. Mieszkańcom trudniej będzie dowiadywać się o przebiegu sprawy (jeśli bowiem w sprawie będzie uczestniczyć ponad 10 podmiotów, to nie będzie już korespondencji „imiennej”, w tym imiennie adresowanych decyzji – trzeba będzie sprawdzać wszystko w obwieszczeniach albo w Biuletynach Informacji Publicznej - wynika to ze zmniejszenia - z 20 do 10 -  liczby stron postępowania, od której uzależniona jest możliwość zastosowania w postępowaniu art. 49 Kodeksu postępowania administracyjnego, zakłada to nowe brzmienie art. 74 ust. 3 ustawy)
  2. Jednocześnie mniej mieszkańców będzie miało prawo zareagować na problem, bowiem ustawa zmniejsza obszar, o którym można mówić, że jest dotknięty inwestycją (obszar, na który może oddziaływać inwestycja uciążliwa, zostanie ograniczony do 100 m poza granic „przewidywanego terenu, na którym będzie realizowane przedsięwzięcie”; zakłada to art. 74 ust. 3a pkt 1 ustawy); To może znaczyć, że nawet właściciel domu, który sąsiaduje z działką, na której powstanie chlewnia, kurnik albo wysypisko śmieci, nie będzie miał prawa uczestniczenia w postępowaniu.
  3. Ci którzy będą mieli prawo reagować, ale z niego nie skorzystają, bo np. za późno się dowiedzą o problemie, stracą prawo do żądania wznowienia postępowania (osoby i instytucje, które nie z własnej winy nie wzięły udziału w postępowaniu, mimo że miały takie prawo, nie miałyby prawa do żądania wznowienia postępowania w myśl nowego ust. 3b-3e art. 74);
  4. Prawo do uczestniczenia w postępowaniach dotyczących miejsca zamieszkania tracą ci, którzy nie zadbali wcześniej o to, by ich dane były wpisane do księgi wieczystej (wykluczenie z udziału w postępowaniu właścicieli nieruchomości nieujawnionych w księgach wieczystych lub innych właściwych rejestrach –ust. 3f-3h art. 74 w powiązaniu z ograniczeniami we wznowieniu).
  5. Prawo uczestnictwa w postępowaniach stracą też ci, którzy teraz są ich stronami – o ile nie zakończą się one przed wejściem w życie zmian.

Te rozwiązania budzą zasadnicze wątpliwości co do zgodności z prawem unijnym i wiążącym Rzeczpospolitą Polską prawem międzynarodowym.

Jako członek Unii Polska ma obowiązek zapewnienia, aby członkowie zainteresowanej społeczności: mający wystarczający interes lub ewentualnie podnoszący naruszenie prawa, gdy administracyjne procedury prawne państwa członkowskiego wymagają tego jako warunku koniecznego, mieli dostęp do procedury odwoławczej przed sądem lub innym niezależnym i bezstronnym organem ustanowionym ustawą, by zakwestionować materialną lub proceduralną legalność decyzji, działań lub zaniechań.

Wynika to z dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE z dnia 13 grudnia 2011 r. w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko oraz z Konwencji z Aarhus o dostępie do informacji, udziale społeczeństwa w podejmowaniu decyzji oraz dostępie do sprawiedliwości w sprawach dotyczących środowiska.

Wprawdzie oba akty odsyłają do szczegółowego uregulowania prawa krajowego, ale z zastrzeżeniem, że nastąpi to „stosownie do celu, jakim jest przyznanie zainteresowanej społeczności szerokiego dostępu do wymiaru sprawiedliwości”.

V.7200.16.2019

RPO pyta o plany wdrożenia Europejskiego Aktu o Dostępności

Data: 2019-07-19
  • Unia Europejska podjęła kolejne działania na rzecz dostępności produktów i usług dla osób z niepełnosprawnościami
  • Europejski Akt Dostępności zawiera długo oczekiwaną przez środowisko osób z niepełnosprawnościami regulację: powszechnie używane produkty i usługi mają się stawać coraz bardziej dostępne dla wszystkich, niezależnie od ich sprawności

7 czerwca 2019 r. została opublikowany został Europejski Akt o Dostępności -  dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/882 z dnia 17 kwietnia 2019 r. Rzecznik pyta więc Ministra Inwestycji i Rozwoju, jak Polska zamierza wdrażać postanowienia Dyrektywy. Przewidywany termin na transpozycję jej przepisów do prawa krajowego upłynie 28 czerwca 2022 r.

W Sejmie trwają tymczasem prace nad rządowym projektem ustawy o zapewnieniu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami (druk sejmowy nr 3524).  Jest to w ocenie RPO ważny i potrzebny krok we wdrażaniu postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Budujące jest zwłaszcza przyjęcie w projekcie ustawy szerokiej definicji osoby ze szczególnymi potrzebami (a nie z niepełnosprawnością), a także uznanie zasad uniwersalnego projektowania (czyli takiego, dzięki któremu np. przestrzeń publiczna dostępna jest dla osób na wózkach, ale także dla rodziców z wózkami).

Rzecznik przypomina, że obowiązek przyjęcia środków w zakresie tworzenia warunków dostępności m.in. produktów i usług, w tym usług oferowanych publicznie oraz wdrażania zasady uniwersalnego projektowania został zasygnalizowany w rekomendacjach wydanych we wrześniu 2018 r. dla Polski przez Komitet do spraw Praw Osób Niepełnosprawnych badający stan przestrzegania przepisów Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. Toczące się prace nad wskazanym projektem ustawy przyjmuje zatem za krok w kierunku wdrożenia tychże rekomendacji.

XI.815.4.2019

Opinia RPO o zmianach w Kodeksie karnym wykonawczym

Data: 2019-07-18
  • Większość proponowanych zmian zmierza do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności i są krokiem wstecz w stosunku do obowiązujących rozwiązań. Są wśród nich zmiany niecelowe
  • Nie uwzględniają ponadto w sposób dostateczny standardów międzynarodowych zawartych w Regułach Mandeli oraz zaleceń wynikających z Raportu z wizyty w Polsce w 2013 r. Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) oraz Europejskich Reguł Więziennych
  • Uwagi RPO do proponowanych uregulowań zostały przedstawione Przewodniczącemu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w piśmie z dnia 12 lipca 2019 r.

Większość proponowanych zmian w Kodeksie karnym wykonawczym zmierza do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności (znaczące ograniczenia  kontaktów telefonicznych, w tym z obrońcą, wprowadzenie możliwości przeprowadzenia kontroli przez osobę odmiennej płci, wprowadzenie możliwości udziału osób postronnych przy przeprowadzaniu kontroli osobistej, ograniczenia dotyczące korzystania przez osadzonych z własnej odzieży jak również ograniczenie udziału w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego). Niektóre rozwiązania są niecelowe (np. wprowadzenie limitów dla udziału skazanych w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego), a niekiedy także niespójne z już istniejącymi uregulowaniami (np. w zakresie korzystania przez skazanych z własnej odzieży). Projektowane zmiany budzą zaniepokojenie, a niektóre z nich uzasadnione zastrzeżenia. Nie uwzględniają ponadto w sposób dostateczny standardów międzynarodowych zawartych w Regułach Mandeli oraz zaleceń wynikających z Raportu z wizyty w Polsce w 2013 r. Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) oraz Europejskich Reguł Więziennych. Godzą także w dotychczas przyjęte zasady w zakresie odbywania kary oraz naruszają zasady przyjęte w Zaleceniu Rec (2006)2 Komitetu Ministrów do państw członkowskich Rady Europy w sprawie Europejskich Reguł Więziennych , które stanowią że restrykcje nałożone na osoby pozbawione wolności są ograniczone do koniecznego minimum i proporcjonalne do uzasadnionego celu, dla którego zostały nałożone.

Uwagi RPO do proponowanych uregulowań zostały przedstawione Przewodniczącemu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w piśmie z dnia 12 lipca 2019 r. a także Zastępcy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

Oto one:

Uwagi do autopoprawki do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny (druk nr 3386)

Projektowane zmiany dotyczą przede wszystkim dwóch zasadniczych kwestii: realizacji rozmów telefonicznych przez skazanych i tymczasowo aresztowanych oraz przeprowadzania kontroli osób, przedmiotów, paczek i bagaży, pojazdów oraz pomieszczeń w zakładzie karnym, a także miejsc pracy osadzonych poza zakładem karnym.

Projektodawca restrykcyjnie ogranicza kontakty skazanych i tymczasowo aresztowanych z podmiotami wskazanymi w art. 8 § 3 k.k.w. oraz kontakty tymczasowo aresztowanych z najbliższymi, przy czym decyzję w przedmiocie ostatecznego kształtu i zakresu tych ograniczeń oddaje w ręce administracji więziennej. Rodzi to obawę, że interes Służby Więziennej, polegający na zmniejszeniu obciążenia funkcjonariuszy obowiązkami, może przeważyć nad potrzebą zapewnienia np. realizacji prawa osadzonych do obrony.

Projektowana nowelizacja tworzy ramy przeprowadzania kontroli przez funkcjonariuszy Służby Więziennej, określając warunki i sposoby ich dokonywania. Czyni to jednak w sposób nie w pełni respektujący zarówno standardy konstytucyjne, jak i międzynarodowe. W szczególności nie wprowadza dostatecznych gwarancji praworządnego stosowania tych środków, które ze swej istoty stanowią ingerencję w konstytucyjne prawo osadzonego do wolności i nietykalności osobistej. 

Większość proponowanych zmian zmierza do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności (ograniczenia w zakresie kontaktów telefonicznych, korzystania przez osadzonych z własnej odzieży, udziału w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego). Niektóre rozwiązania wprowadzone projektowanymi przepisami należy ocenić jako niecelowe (np. wprowadzenie limitów dla udziału skazanych w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego), a niekiedy także niespójne z już istniejącymi uregulowaniami (np. w zakresie korzystania przez skazanych z własnej odzieży). Uzasadnienie do projektu nie zawiera przekonującego wyjaśnienia zasadności tych uregulowań.

1.Rozmowy telefoniczne (art. 8 §4-6, art. 92 pkt 14, art. 204b, art. 217c)

Proponowane zmiany idą w kierunku zdecydowanego ograniczenia nawiązywania przez tymczasowo aresztowanych i skazanych kontaktów telefonicznych, przy czym – co jest najbardziej niepokojące – ograniczenia te mają dotyczyć w szczególności kontaktów z obrońcą, pełnomocnikiem będącym adwokatem lub radcą prawnym oraz przedstawicielem niebędącym adwokatem ani radcą prawnym, który został zaaprobowany przez Przewodniczącego Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka do reprezentowania skazanego przed tym Trybunałem, czyli podmiotami, o których mowa w art. 8 § 3 k.k.w.

Projektowane przepisy przewidują, że rozmowy telefoniczne z podmiotami, o których mowa w art. 8 § 3 k.k.w. mogą być prowadzone co najmniej raz w tygodniu w terminach określonych w porządku wewnętrznym zakładu karnego lub aresztu śledczego (art. 8 § 4 i art. 217c § 1a). Oznacza to, że wprowadzenie jako zasady jednej rozmowy telefonicznej w tygodniu ze wskazanymi podmiotami będzie w pełni realizowało dyspozycję projektowanego przepisu. Uzasadniona jest obawa, że ten minimalny standard zostanie przyjęty jako obowiązujący w zdecydowanej większości jednostek penitencjarnych, jako że będzie realizował oczekiwania Służby Więziennej zmniejszenia obciążenia pracą funkcjonariuszy. Podobnie uregulowano kwestie kąpieli osadzonych mężczyzn („tymczasowo aresztowany/skazany korzysta co najmniej raz w tygodniu z ciepłej kąpieli”) i do 2014 r. zasadą było udzielanie osadzonym tylko jednej kąpieli w tygodniu (później ten standard został podniesiony, ale nadal nieznacznie, o jedną kąpiel w tygodniu).

Dopuszczenie możliwości ograniczenia kontaktów telefonicznych z obrońcą lub pełnomocnikiem do jednego w tygodniu powoduje, że w praktyce  realizacja prawa do obrony poprzez kontakty telefoniczne staje się iluzoryczna. Należy wskazać, że aktualnie obowiązujące przepisy, w myśl których skazany i tymczasowo aresztowany, który posiada zgodę organu dysponującego, może skorzystać z samoinkasującego aparatu telefonicznego jeden raz w ciągu dnia[1], realizują wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 25 listopada 2014 r. sygn. akt K 54/13, wydany w wyniku rozpatrzenia wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich. Trybunał orzekł, iż bezwzględny zakaz kontaktu telefonicznego oskarżonego pozbawionego wolności z obrońcą narusza konstytucyjne prawo do obrony. Trybunał stwierdził, iż swobodne porozumiewanie sią oskarżonego ze swoim obrońcą stanowi element konstytucyjnego prawa do obrony i należy do fundamentów rzetelnego procesu sądowego, w którym umożliwia się przygotowywanie obrony i realizowanie jej w toku postępowania. Porozumiewanie się obrońcy i jego klienta powinno być co do zasady nieskrępowane, wolne od kontroli i innych, nadmiernych utrudnień. Ograniczenia tych kontaktów są dopuszczalne, jednak muszą mieć ważną podstawę i być rzetelnie uzasadnione. Projektowane przepisy są więc krokiem wstecz w stosunku do obowiązujących rozwiązań.

Projektowane przepisy dopuszczają możliwość skorzystania przez osadzonego z dodatkowej, poza terminami wskazanymi w porządku wewnętrznym zakładu karnego lub aresztu śledczego, rozmowy z podmiotami, o których mowa w art. 8 § 3 k.k.w., za zgodą dyrektora zakładu karnego lub aresztu śledczego, jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach, wyłącznie w sytuacji, gdy na konieczność niezwłocznego przeprowadzenia rozmowy będą wskazywały wyznaczone terminy czynności procesowych. Nie można zgodzić się, że potrzebę kontaktu z obrońcą wyznaczają wyłącznie terminy czynności procesowych. Realizacja prawa do obrony może wymagać intensyfikacji kontaktów oskarżonego z obrońcą w różnych stadiach procesu karnego. Tak restrykcyjne ograniczenie przypadków, w których oskarżony pozbawiony wolności będzie mógł skorzystać z dodatkowego kontaktu telefonicznego prowadzi w istocie do praktycznego pozbawienia go możliwości szybkiego nawiązania kontaktu z obrońcą, jeśli potrzeba taka zaistnieje w terminie niezbiegającym się z wyznaczonym terminem czynności procesowej. 

Projektowane przepisy przewidują, że skazany lub tymczasowo aresztowany może skorzystać z rozmowy telefonicznej z obrońcą lub pełnomocnikiem będącym adwokatem albo radcą prawnym wyłącznie pod numerem telefonu udostępnionym przez niego publicznie do kontaktu, w szczególności na stronie internetowej samorządu adwokackiego lub radców prawnych (art. 8 §5 i art. 217c § 1b). Przyjęcie tej zasady w stosunku do osób tymczasowo aresztowanych nie wydaje się celowe. W przypadku osób tymczasowo aresztowanych organ dysponujący wydaje zarządzenie o zgodzie na kontakt telefoniczny, wskazując jednocześnie numer telefonu, pod którym tymczasowo aresztowany może kontaktować się ze swoim obrońcą lub pełnomocnikiem. Przeprowadzenie weryfikacji numeru odbywa się więc na etapie wydawania zgody na rozmowę telefoniczną przez organ dysponujący i nie ma potrzeby dokonywania ponownego sprawdzenia numeru przez funkcjonariusza Służby Więziennej. Wystarczy, że funkcjonariusz potwierdzi nawiązanie połączenia z osobą wskazaną w zarządzeniu. Nie jest tym samym konieczne, aby tymczasowo aresztowany kontaktował się z obrońcą lub pełnomocnikiem wyłącznie pod numerem udostępnionym publicznie do kontaktu.

W projektowanych przepisach nie uregulowano sposobu weryfikacji przez administrację więzienną połączenia telefonicznego skazanego lub tymczasowo aresztowanego z przedstawicielem niebędącym adwokatem ani radcą prawnym, który został zaaprobowany przez Przewodniczącego Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka do reprezentowania skazanego przed tym Trybunałem. Potrzeba takiej weryfikacji wynika z uprawnienia osadzonego do przeprowadzenia rozmowy nieograniczonej czasowo.

W świetle projektowanych regulacji (art. 8 § 6) nie jest wiadome, w jaki sposób projektodawca widzi realizację rozmów z podmiotami wymienionymi w art. 8 § 3 k.k.w. przez skazanych w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego, których rozmowy nie podlegają kontroli administracji. W odniesieniu do tych skazanych rezygnuje się z weryfikacji rozmówcy przez funkcjonariusza Służby Więziennej na zasadach określonych w projektowanym przepisie art. 8 § 5 k.k.w. Do skorzystania przez skazanego z nielimitowanej czasowo rozmowy telefonicznej wystarczająca powinna być zatem jego deklaracja, iż zamierza nawiązać połączenie telefoniczne z jednym z podmiotów wskazanych w art. 8 § 3 k.k.w.

W odniesieniu do tymczasowo aresztowanych w projektowanych przepisach ograniczono także możliwość kontaktowania się telefonicznego z innymi niż wskazane w art. 8 § 3 k.k.w. osobami (art. 217c § 1c). Kontakt telefoniczny, na który zgodę - tak jak w obecnym stanie prawnym - wyrazić musi organ dysponujący, tymczasowo aresztowany może nawiązać wyłącznie z osobą najbliższą, o której mowa w art. 115 § 11 k.k. Zgoda może zostać wyrażona wyłącznie w szczególnie uzasadnionych przypadkach.

Zgodnie z projektowaną regulacją kontakt telefoniczny tymczasowo aresztowanego z osobami bliskimi innymi niż wskazane w art. 115 § 11 k.k. nie będzie możliwy w żadnych okolicznościach, niezależnie od jego sytuacji rodzinnej i życiowej. Jako szczególny wypadek uzasadniający wydanie zgody na kontakt telefoniczny projektodawca wskazuje sytuację, gdy bezpośredni kontakt nie jest możliwy lub jest szczególnie utrudniony lub gdy wynika to z nagłej sytuacji życiowej. W myśl tej regulacji tymczasowo aresztowany, który jest odwiedzany przez bliskich nie otrzyma zgody na  kontaktowanie się z nimi drogą telefoniczną, chyba że zaistnieje nagła sytuacja życiowa.

Obecnie, jeśli organ dysponujący nie widzi przeszkód dla kontaktu telefonicznego z daną osobą najbliższą, to udzielając zgody obejmuje nią stałe, wielokrotne kontakty tymczasowo aresztowanego z tą osobą, na zasadach określonych w porządku wewnętrznym aresztu śledczego. Projektowane przepisy przewidują, że przeprowadzenie rozmowy telefonicznej przez tymczasowo aresztowanego będzie wymagało każdorazowej zgody organu dysponującego (art. 217c § 1c zd. drugie). Wprowadzenie takiego rozwiązania nie wydaje się celowe. Jeżeli bowiem organ dysponujący raz już stwierdził brak przeszkód do kontaktu telefonicznego tymczasowo aresztowanego z daną osobą najbliższą, to nie ma potrzeby powtarzania procedury weryfikacyjnej, jeśli nie zaistniały konkretne okoliczności uzasadniające cofnięcie zgody na kontakt w tej formie.

Projektowane przepisy wprowadzają możliwość kontrolowania rozmów telefonicznych skazanych odbywających karę pozbawienia wolności w zakładzie karnym typu otwartego, które dotychczas kontroli nie podlegały (art. 92 pkt 14). Należy zauważyć, że w przyjętym w polskim prawie karnym wykonawczym progresywnym systemie odbywania kary jest to typ zakładu o najwyższym stopniu swobody i najniższym stopniu stosowanych zabezpieczeń ochronnych. Do zakładu karnego typu otwartego kierowani są skazani, których warunki i właściwości osobiste zostały rozpoznane na wcześniejszych etapach wykonywania kary, a ich postawa i zachowanie uzasadniają w ocenie administracji penitencjarnej odbywanie kary w warunkach zwiększonej swobody i zaufania. W zakładzie karnym typu otwartego skazani mogą sami opuszczać teren zakładu karnego udając się do pracy, do szkoły, na zajęcia terapeutyczne, kulturalno-oświatowe czy sportowe, ich korespondencja nie podlega cenzurze, a rozmowy w czasie widzeń nie podlegają kontroli. Mając na uwadze warunki, w jakich ci skazani odbywają karę, wprowadzenie wobec nich kontroli rozmów telefonicznych nie znajduje uzasadnienia. Stoi też w sprzeczności z innymi przepisami, przewidującymi stopniowe zwiększanie uprawnień skazanych w miarę przenoszenia ich do zakładów karnych o zmniejszonym stopniu kontroli.

2.Udział skazanych w zajęciach poza terenem zakładu karnego (art. 91 pkt 4 i art. 92 pkt 4)

Projektowane przepisy wprowadzają limity wyjść skazanych w zakładach karnych półotwartych i otwartych na zajęcia organizowane poza terenem zakładu karnego – w zakładzie karnym typu półotwartego maksymalnie 28 wyjść w ciągu roku (średnio raz na dwa tygodnie), w zakładzie karnym typu otwartego maksymalnie 56 wyjść w ciągu roku (średnio raz w tygodniu). Wprowadzenie w przepisach limitu wyjść wydaje się nieuzasadnione. O zgodzie na wyjście skazanego każdorazowo decyduje dyrektor zakładu karnego. Dyrektor udzieli zezwolenia tylko temu skazanemu, który swoją postawą i zachowaniem daje gwarancję właściwego wykorzystania zezwolenia. Wprowadzenie maksymalnego limitu stwarza ryzyko pozbawienia możliwości udziału w takich zajęciach osób, które spełniają wszelkie przesłanki do korzystania z zajęć poza jednostką, tylko dlatego, że przysługujący im limit został wyczerpany. Przyznanie uprawnienia dyrektorowi do kontroli wyjść skazanych w wystarczający sposób zabezpiecza interes wymiaru sprawiedliwości, w przypadku gdyby uczestnictwo skazanego w zajęciach poza terenem zakładu karnego nie było wskazane, dyrektor ma zawsze możliwość niewyrażenia zgody na udział w nich skazanego.

3.Korzystanie z własnej odzieży skazanych w zakładzie karnym typu półotwartego (art. 91 pkt 6)

Projektowany przepis przewiduje, iż w zakładzie karnym typu półotwartego skazani będą mogli korzystać jedynie z własnej bielizny i obuwia. Oznacza to, że ich sytuacja pod tym względem będzie gorsza niż skazanych w zakładzie karnym typu zamkniętego, ponieważ w tym ostatnim skazani mogą korzystać z własnej bielizny i obuwia, a za zezwoleniem dyrektora zakładu karnego – także z odzieży (art. 90 pkt 5 k.k.w.). Projektowany przepis w odniesieniu do zakładu karnego typu półotwartego nie przewiduje możliwości uzyskania zezwolenia dyrektora zakładu karnego na korzystanie z własnej odzieży.

4.Kontrola osadzonych  (Rozdział XXa)

Projektowane przepisy stanowią, że kontrola pobieżna przeprowadzana jest co do zasady przez funkcjonariusza Służby Więziennej tej samej płci co osoba kontrolowana (art. 241b § 3). Dopuszczają jednak rezygnację z tego warunku jeśli kontrola musi być przeprowadzona niezwłocznie, w szczególności ze względu na okoliczności mogące stanowić zagrożenie życia i zdrowia ludzkiego lub mienia. W ocenie Rzecznika rezygnacja z przeprowadzenia kontroli pobieżnej przez osobę tej samej płci powinna mieć miejsce absolutnie wyjątkowo, tylko i wyłącznie w sytuacji, gdy nieprzeprowadzenie jej niezwłocznie stwarzałoby zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego albo mienia. Rozszerzanie rezygnacji z tego warunku na inne sytuacje nie powinno być dopuszczone.

Zawarte w projektowanych przepisach zasady przeprowadzania kontroli osobistej przewidują dokonywanie jej przez osobę tej samej płci, co osoba kontrolowana, w miejscu niedostępnym w czasie dokonywania kontroli dla osób postronnych. Dopuszczają jednak rezygnację z obu tych warunków, jeżeli kontrola osobista musi być przeprowadzona niezwłocznie, w szczególności ze względu na okoliczności mogące stanowić zagrożenie życia i zdrowia ludzkiego lub mienia (art. 241c § 3). W ocenie Rzecznika rezygnacja z któregokolwiek z tych warunków w odniesieniu do kontroli osobistej jest niedopuszczalna. Kontrola osobista osadzonego jako czynność głęboko ingerująca w prawo do prywatności, powinna zawsze odbywać się w odpowiednich warunkach, czyli w miejscu niedostępnym dla osób postronnych, bez udziału takich osób, przy jednoczesnym zachowaniu wymogu jej dokonywania przez osobę tej samej płci co osoba kontrolowana. Odstępstwa od tych gwarancji nie powinny mieć miejsca nawet w sytuacjach wyjątkowych.

Projektowane przepisy dopuszczają obecność podczas kontroli osobistej innego pracownika lub pracowników Służby Więziennej, tej samej płci co osoba kontrolowana (art. 241c §4). Nie precyzują przy tym, jakie zadania mają te osoby wykonywać lub czemu ich obecność ma służyć. Wprowadzenie możliwości obecności przy przeprowadzaniu kontroli osobistej osób postronnych, nieuczestniczących w czynnościach kontrolnych, jest niezrozumiałe.

Projektowane przepisy przewidują, że z kontroli osobistej sporządza się protokół tylko w sytuacjach, gdy w jej trakcie ujawniono przedmioty niedozwolone lub inne substancje (art. 241a §5), jeżeli kontrola nie doprowadziła do ujawnienia takich środków, protokołu się nie sporządza. W ocenie Rzecznika protokół powinien być sporządzany za każdym razem, gdy osadzony jest poddawany kontroli osobistej, niezależnie od tego, czy znaleziono niedozwolone przedmioty, czy nie.

Protokół z kontroli pełni funkcję prewencyjną. Zamieszcza się w nim m.in. informacje o funkcjonariuszach, którzy przeprowadzali kontrolę, podstawie prawnej, czasie rozpoczęcia i zakończenia, opis jej przebiegu, informację o pouczeniu osoby kontrolowanej o przysługujących jej prawach. Sporządzenie tego dokumentu umożliwia więc zbadanie przebiegu kontroli i zasadności jej przeprowadzenia. Doświadczenie pokazuje też, że sama konieczność właściwego udokumentowania czynności służbowej może ograniczyć sięganie do kontroli osobistej bez potrzeby, z uwagi na świadomość, że podjęte działania muszą zostać odpowiednio udokumentowane i jest możliwość poddania ich ocenie.

Brak wymogu sporządzania protokołów z tych kontroli osobistych, których efektem nie było ujawnienie przedmiotów niedozwolonych będzie powodował, że weryfikacja zasadności i legalności przeprowadzania kontroli, prawidłowości ich przebiegu, a także częstotliwości ich stosowania będzie utrudniona. Np. w przypadku wprowadzenia możliwości dokonywania w sytuacjach szczególnych kontroli osobistej bez zachowania warunków, o których mowa w art. 241c § 2 (art. 241c § 3), wobec braku protokołu niemożliwa będzie weryfikacja, czy rzeczywiście istniały przesłanki do przeprowadzenia kontroli osobistej bez zachowania tych warunków.

Niezbędnym elementem w protokole z kontroli osobistej powinien być podpis osoby kontrolowanej. Projektowane zmiany do ustawy o Służbie Więziennej (art. 18 ust. 3f) uwzględniają ten warunek w odniesieniu do protokołu sporządzanego z kontroli osób ubiegających się o wstęp, przebywających i opuszczających teren jednostki oraz funkcjonariuszy lub pracowników. Nie zawarto go natomiast w treści projektowanego przepisu art. 241a §6 k.k.w. Dodatkowy charakter gwarancyjny ma uwzględnienie w protokole ewentualnych uwag osoby poddanej kontroli, dlatego należy postulować uzupełnienie wykazu zawartego w art. 241a §6 o punkt: „uwagi osoby kontrolowanej”.

W aktualnie obowiązujących przepisach przyjęto zasadę, że podczas kontroli osobistej funkcjonariusz Służby Więziennej nie powinien dotykać osoby kontrolowanej[2]. Od tego standardu odchodzi projektowana regulacja, która stanowi, iż sprawdzenia jamy ustnej, nosa, uszu, włosów oraz miejsc trudno dostępnych osoby kontrolowanej, jak również jej miejsc intymnych, dokonuje się nie tylko wzrokowo, ale również manualnie (art. 241c §6). Jest to bardzo daleko posunięta ingerencja w prawo osoby kontrolowanej do wolności i nietykalności osobistej, w uzasadnieniu do projektu nowelizacji nie wskazuje się, dlaczego uznano za konieczne wprowadzenie tej zmiany.

Manualna kontrola miejsc intymnych – o ile w ogóle znajduje uzasadnienie – powinna być obwarowana wyjątkowymi gwarancjami w zakresie możliwości jej zastosowania. Przepisy powinny regulować przypadki, w jakich dopuszcza się stosowanie kontroli osobistej w tej formie, wskazywać osoby uprawnione do jej przeprowadzenia (lekarz, ewentualnie specjalnie przeszkolony funkcjonariusz tej samej płci co osoba kontrolowana), gwarantować sporządzenie protokołu z kontroli, w którym odnotowane zostaną uwagi osoby kontrolowanej. Bez zapewnienia tych gwarancji prowadzenie kontroli w taki sposób może być uznane za naruszające godność ludzką osoby kontrolowanej i noszące cechy poniżającego traktowania.

W odniesieniu do przepisów regulujących dokonywanie w zakładach psychiatrycznych dysponujących warunkami wzmocnionego i maksymalnego zabezpieczenia kontroli przedmiotów posiadanych przez sprawców oraz pomieszczeń, w których oni przebywają, projektowane przepisy przewidują odpowiednie stosowanie art. 241a §4 i §9. Wskazane przepisy odnoszą się do czasu przeprowadzania kontroli oraz postępowania z przedmiotami znalezionymi podczas kontroli, których osoba kontrolowana nie może posiadać lub których właściciela nie ustalono. Za konieczne uznać należy także odpowiednie stosowanie innych przepisów art. 241a: §2 – zobowiązującego do przeprowadzania kontroli w sposób możliwie najmniej naruszający dobra osobiste osoby kontrolowanej oraz §5 i § 6 – odnoszących się do obowiązku sporządzenia protokołu z przebiegu kontroli w przypadku, gdy w trakcie kontroli ujawniono niedozwolone przedmioty lub substancje. Jako przepisy o charakterze gwarancyjnym powinny być one stosowane analogicznie jak w przypadkach przeprowadzania kontroli w zakładach karnych i aresztach śledczych.

Należy stwierdzić, że projektowane uregulowanie zasad przeprowadzania kontroli osobistej nie uwzględnia w sposób dostateczny standardów międzynarodowych zawartych w Regułach Mandeli oraz zaleceń wynikających z Raportu z wizyty w Polsce w 2013 r. Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT): prowadzenia przeszukań więźniów zgodnie z zasadami proporcjonalności, legalności i konieczności (Reguła 50), prowadzenia odpowiednich zapisów przeszukań, w szczególności przeszukań osobistych i szczegółowych oględzin ciała (Reguła 51), wykonywania przeszukań inwazyjnych przez wykwalifikowanych pracowników służby zdrowia lub przynajmniej przez personel odpowiednio przeszkolony przez pracownika medycznego (Reguła 52), oparcia przeprowadzenia kontroli na indywidualnej ocenie ryzyka, poddania jej rygorystycznym kryteriom i nadzorowi, podjęcia wszelkich rozsądnych wysiłków w celu zminimalizowania poczucia zażenowania u osoby kontrolowanej (CPT/Inf (2014) 21, § 106).

IX.517.1623.2019





[1] Art. 105b i art. 217c k.k.w. oraz § 24 ust.1 regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania kary pozbawienia wolności i § 28 ust. 1 regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania tymczasowego aresztowania

[2] §68 pkt 6 rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 17 października 2016 r. w sprawie sposobów ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej.

 

Trzeba poprawić procedury kwalifikowania do KOZZD w Gostyninie. RPO do Służby Więziennej

Data: 2019-07-18
  • Nad tym, czy więzień po wyjściu na wolność może stwarzać zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, trzeba się zastanawiać co najmniej rok, a nawet półtora roku przed końcem kary
  • Dziś daje się na to osiem miesięcy, a to za mało, by biegli uzgodnili opinię w tych trudnych sprawach
  • Wnioski te RPO przekazuje Dyrektorowi Generalnemu Służby Więziennej po spotkaniach z sędziami Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Do tego sądu wpływa najwięcej wniosków w takich sprawach, bo w jego właściwościach znajdują się dwie jednostki penitencjarne, w których funkcjonują oddziały terapeutyczne przeznaczone dla sprawców przestępstw popełnionych w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych (Zakład Karny w Sztumie oraz Areszt Śledczy w Starogardzie Gdańskim).

Osoby uznane za osobę stwarzające zagrożenie w myśl ustawy z dnia 22 listopada 2013 r. mogą być umieszczone po upływie kary bezterminowo – już jako pacjenci – w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Funkcjonuje on jako podmiot leczniczy podlegający Ministrowi Zdrowia, gdzie osoby te są poddawane terapii.

Żeby tak się stało, dyrektor jednostki penitencjarnej musi zgłosić do sądu stosowny wniosek. Jak zwrócili Rzecznikowi Praw Obywatelskich uwagę sędziowie z Gdańska, decyzja sądu zapada na podstawie opinii biegłych, a przygotowanie opinii w tej kategorii spraw jest czasochłonne, a niekiedy wśród opiniujących nie ma jednomyślności, co dodatkowo wydłuża proces wydania postanowienia. Sędziowie zgłosili więc postulat, aby dyrektorzy zakładów karnych/aresztów śledczych występowali z wnioskiem do sądu znacznie wcześniej, tj. rok albo nawet półtora roku przed końcem kary.

W ocenie sędziów zalecony przez Dyrektora Generalnego Służby Więziennej okres ośmiu miesięcy przed zakończeniem kary jest niewystarczający. Wydłużenie go pozwoliłoby na sprawne przeprowadzenie postępowania sądowego oraz dogłębne zweryfikowanie materialnych przesłanek uznania skazanego za osobę stwarzającą zagrożenie w myśl ustawy. Nie byłoby też konieczności sięgania po zakwestionowany przez Sąd Najwyższy środek w postaci zabezpieczenia cywilnego, polegający na umieszczeniu osoby po zakończeniu kary w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym do czasu prawomocnego zakończenia postępowania.

IX.517.1702.2017

E-zwolnienia w Policji są na papierze. RPO do MSWiA: to niezgodne z ustawą

Data: 2019-07-17
  • Policjant nie dostarczył do swojej komendy wydruku zwolnienia lekarskiego i miał z tego powodu kłopoty
  • Problem polega na złym przepływie informacji o e-zwolnieniach w samej Policji.
  • - W mojej ocenie zakłócenia komunikacji pomiędzy jednostkami Policji nie powinny być korygowane kosztem policjantów – stwierdza Adam Bodnar i zwraca uwagę na problem minister spraw wewnętrznych i administracji Elżbiecie Witek.

Zwolnienia lekarskie wystawia się teraz elektronicznie i są one tą drogą przekazywane pracodawcy. Policja ma jednak regulacje wewnętrzne, zgodnie z którymi mimo wystawienia e-zwolnienia trzeba jeszcze przynieść przełożonemu wydruk. Dlaczego? Bo płatnikami w rozumieniu przepisów o e-zwolnieniach Policja uczyniła komendantów wojewódzkich, tymczasem przełożonymi w sprawach osobowych są komendanci powiatowi i miejscy. A do nich informacja o e-zwolnieniu może trafić z opóźnieniem albo wcale. Dlatego system jest uszczelniany przez dodatkowe obowiązki nałożone na policjantów. Lekarze przekonują jednak pacjentów, że zgodnie z prawem e-zwolnienie wystarczy.

Jeden z tych policjantów napisał o tym do RPO: lekarz wystawiając mu zwolnienie powiadomił go, że wysyła je drogą elektroniczną. Policjant uznał więc, że czasowe regulacje wprowadzone w momencie wdrażania e-zwolnień już nie obowiązują, a system działa poprawnie. Miał z tego powodu postępowanie dyscyplinarne, podobnie jak 15 jego kolegów z którymi przeprowadzono rozmowy dyscyplinujące. Bo nie zastosowali się do wewnętrznej instrukcji Policji.

Rzecznik poprosił o wyjaśnienia i dowiedział się, że czasowa instrukcja, wprowadzana na czas wdrażania e-zwolnień, w praktyce nadal jest w mocy, a funkcjonariusze mają dostarczać zwolnienia na papierze w ciągu 7 dni: „W aktualnym stanie prawnym nadal mowa jest o obowiązku dostarczenia wydruku zaświadczenia lekarskiego i zobowiązaniu policjanta do dostarczenia go przełożonemu właściwemu do spraw osobowych w terminie 7 dni od dnia jego otrzymania. W kontekście istniejącej regulacji istotne jest to, że komendy miejskie/powiatowe Policji nie posiadają profilu informacyjnego płatnika, (…), tym samym zaświadczenia lekarskie nie trafiały i nie trafiają do tych jednostek Policji bezpośrednio, lecz za pośrednictwem Komendy Wojewódzkiej Policji (…).

Jak zauważył Rzecznik Praw Obywatelskich, nie da się takiego obowiązku wywieść z przepisów, zatem Policja wewnętrzną instrukcją zmienia przepisy prawa powszechnie obowiązującego. A z tych wynikają dwie rzeczy:

  1. obowiązek przekazania wydruku zwolnienia ciąży na chorym wtedy, gdy lekarz widzi w systemie e-zwolnień, że pracodawca nie ma w nim konta (profilu).
  2. Jeśli jednak zwolnienie zostało wystawione elektronicznie, to obowiązku pobierania wydruku nie ma – jest tylko taka możliwość. I dopiero wtedy, gdy chory policjant z niej skorzysta, to zobowiązuje się tym samym do dostarczenia kopii przełożonemu. Zatem jeśli nie pobrał dokumentu papierowego, to nie ciąży na nim obowiązek dostarczenia go dalej w ciągu 7 dni.

RPO zwraca się więc do min. Witek o rozwiązanie tego problemu prawnego. Prosi też o zbadanie, dlaczego komendanci powiatowi/miejscy mają ograniczony dostęp do profilu płatnika składek.

Równocześnie RPO zauważa, że problem na tym się nie kończy: przepisy ustawy o Policji nie przewidują możliwości kwestionowania notatek z rozmów dyscyplinujących ani żadnej formy wznowienia postępowania poprzedzającego ich wydanie. To także powinno być  zmienione, co RPO sygnalizował już w 2009 oraz 2015 roku.

WZF.7043.59.2018

Decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w „rejestrze pedofilów” powinna być jasno komunikowana w wyroku – RPO pisze do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2019-07-16
  • Pokrzywdzony przestępstwem na tle seksualnym może nie chcieć, by dane sprawcy znalazły się w publicznym rejestrze pedofilów. Bo np. w ten sposób można odgadnąć i jego tożsamość.
  • Przepisy o rejestrze są jednak skonstruowane tak, że o publikacji danych można się dowiedzieć już po upłynięciu wszelkich terminów na odwołanie się.
  • RPO zgłasza ministrowi Zbigniewowi Ziobrze kolejny problem z ustawą „o rejestrze pedofilów”.

W Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym umieszcza się dane osoby prawomocnie skazanej za przestępstwa na tle seksualnym (wymienione w art. 2 ustawy z 13 maja 2016 r.), a także osób, przeciwko którym w sprawach o takie przestępstwa prawomocnie warunkowo umorzono postępowanie karne lub orzeczono środki zabezpieczające.

Problem w tym, że umieszczenie w rejestrze następuje z mocy prawa. Dopiero jeśli sąd uzna, że w danym przypadku (z różnych przyczyn) danych sprawcy nie należy upubliczniać, wydaje w tej sprawie postanowienie. A zatem dla uczestników postępowania (w tym dla ofiar) może nie być oczywiste, że skazanie albo warunkowe umorzenie oznacza też publikację danych sprawcy.

W ocenie Rzecznika taka regulacja może stanowić pułapkę proceduralną dla osoby uczestniczącej w postępowaniu, która nie jest świadoma skutków orzeczenia sądu, albo dowiaduje się o tych skutkach dopiero po zakończonym postępowaniu, gdy upłynęły już wszystkie terminy procesowe (zwykle wówczas, gdy jest zawiadamiana w trybie art. 10 ustawy o umieszczeniu jej danych w Rejestrze). Pokrzywdzony – tak samo jak sprawca – może zostać zaskoczony informacją, że dane sprawcy zostały umieszczone w Rejestrze. W tym zakresie regulacje ustawy z dnia 13 maja 2016 r. prowadzą do zachwiania zaufania jednostki do państwa i stanowionego przez nie prawa, a także naruszają zasady sprawiedliwości proceduralnej, znajdujące oparcie w art. 2 oraz art. 45 Konstytucji.

Zdaniem RPO przepisy trzeba zmienić tak, by informacja o publikacji danych w Rejestrze była wyraźnie komunikowana. Sprawy, które badał Rzecznik Praw Obywatelskich, dotyczyły m. in. osób nieletnich, od których trudno jest wymagać pełnej świadomości skutków prawnych popełnionych czynów.

- Funkcja informacyjna orzeczenia sądowego polega właśnie na tym, że określa ono w wyczerpujący sposób sytuację prawną jednostki, i nie jest ona zaskakiwana dodatkowymi, niewynikającymi wprost z samej treści orzeczenia, skutkami – zauważa Adam Bodnar. - Zamieszczenie rozstrzygnięcia o umieszczeniu w rejestrze sprawców seksualnych pozwoli także stronie postępowania na skorzystanie z prawa do zaskarżenia orzeczenia w tym zakresie – które to prawo obecnie nie jest w wystarczającym stopniu zabezpieczone.

To kolejne wystąpienie RPO dotyczące rejestru pedofilów. Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał już uwagę na problem wtórnej wiktymizacji ofiar przestępstw seksualnych, a także stygmatyzacji rodzin sprawców, która jest niezamierzonym skutkiem ujawnienia danych sprawcy w Rejestrze. Zwracał uwagę na problem ujawniania danych nieletnich (co spotkało np. 16-latkęw związku z czynem, za który sąd udzielił jej upomnienia, uznając że sprawa „nie ma charakteru poważnego”).

IV.550.1.2019

Rząd rozszerzy prawo do premii gwarancyjnej z książeczki mieszkaniowej. Odpowiedź MIiR

Data: 2019-07-16
  • Katalog wydatków mieszkaniowych uprawniających do premii gwarancyjnych z PRL-owskiej książeczki mieszkaniowej zostanie rozszerzony
  • Rząd sprawdzi też, ile książeczek naprawdę przetrwało od czasu PRL – wtedy będzie wiadomo, z jakimi wydatkami musi się liczyć państwo. Na razie posługujemy się szacunkami na podstawie liczby wydanych książeczek
  • Po ponad dwóch latach zabiegów RPO rząd zaproponował zmiany w przepisach
  • Problem właścicieli „książeczek mieszkaniowych” jest na liście 15 problemów, które Adam Bodnar o które chce się upominać do końca swojej kadencji w 2020 r.

W czasach PRL władze zachęcały ludzi do oszczędzania na mieszkanie na tzw. książeczkach mieszkaniowych. Po uskładaniu wkładu na mieszkanie spółdzielcze właściciel książeczki mógł liczyć na dodatkową premię – tzw. gwarancyjną. System zawalił się jednak w kryzysie gospodarczym lat 70. i 80. Wkład zgromadzony na książeczce nie starczał już na mieszkanie. W III RP można już było jednak dzięki książeczce sfinansować część wydatków np. na wykup mieszkania czy wymianę okien.

Z tej możliwości nie skorzystało jednak do tej pory nadal ponad milion osób (tyle wydanych książeczek nie zostało zlikwidowanych). Mają prawo do premii, ale wydatki mieszkaniowe, jakie planują, nie są podstawą do wypłaty premii. Od stycznia 2017 r. RPO proponował, by rozszerzyć listę wydatków mieszkaniowych, na które można dostać premię.

Na posiedzeniu senackiej Komisji Praworządności, Praw Człowieka i Petycji 9 lipca RPO Adam Bodnar wymienił problem na liście 15, o które chce się upominać do końca swej kadencji. Miesiąc wcześniej wysłał do Ministra Inwestycji i Rozwoju kolejne ponaglenie w sprawie.

11 lipca wiceminister inwestycji i rozwoju przysłał Rzecznikowi Artur Soboń pismo, że gotowy jest już projekt poszerzający listę wydatków mieszkaniowych, na które można będzie dostać premię. Został on też skierowany do konsultacji (żeby wszedł w życie, musi być jeszcze przyjęty przez cały rząd, a następnie przez parlament i to przed końcem tej kadencji).

Większość pozycji w obecnym katalogu czynności uprawniających do wypłaty premii gwarancyjnej odnosi się do zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych właściciela książeczki w formie zakupu mieszkania (lub uzyskania mieszkania w TBS).

Teraz rząd proponuje rozszerzenie tego katalogu o:

  • opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności;
  • nowe przedsięwzięcia remontowe (poszerzone o wymianę instalacji centralnego ogrzewania, w tym wymianę źródeł ciepła, oraz instalacji wodno-kanalizacyjnej);
  • wydatki związane z zawarciem umowy najmu instytucjonalnego z dojściem do własności - premia gwarancyjna będzie przekazywana przed uzyskaniem własności mieszkania tytułem spłaty części kapitałowej;

Projekt zakłada też uwzględnienie właścicieli książeczek mieszkaniowych w kryteriach pierwszeństwa przy przeprowadzaniu naboru wniosków o zawarcie umowy najmu w programie „Mieszkanie na Start”.

Rząd chce też sprawdzić, ile realnie jest jeszcze niezrealizowanych książeczek. Część niezlikwidowanych książeczek mogła zostać zniszczona lub zgubiona – więc naprawdę na realizację praw właścicieli trzeba mniej pieniędzy, niż się teraz szacuje. Dlatego istniejące książeczki mają być teraz zarejestrowane w bankach. Na podstawie tej informacji zostanie zrobiona analiza dalszych rozwiązań.

Projekt ustawy został ujęty w Wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów pod numerem UD548.

Trzeba poprawić przepisy o byłych celnikach: RPO do Ministra Finansów

Data: 2019-07-15
  • Celnicy, którzy na mocy reformy służb celno-skarbowych zostali „ucywilnieni” (przeniesieni do pracy cywilnej), nie dostają świadectw służby, a to może oznaczać kłopoty przy wyliczaniu emerytur.
  • Formalnie bowiem nie zostali zwolnieni ze służby tylko przeniesieni do pracy cywilnej na mocy ustawy. Zawiera ona lukę, nie udało się jej też naprawić w wyniku wprowadzonych w 2017 r. poprawek.
  • RPO napisał o tym do ministra finansów Mariana Banasia po przeanalizowaniu spraw, z którymi byli funkcjonariusze celni zgłaszają się do jego Biura. Zwrócił się o rozważenie ponownych zmian w prawie, aby celnicy nie musieli w sprawie swoich świadectw iść do sądów.

Krajowa Administracja Skarbowa powstała w wyniku reformy z 2016 r. jako połączenie administracji podatkowej, kontroli skarbowej i Służby Celnej.

Celnicy, którzy do tej pory mieli status funkcjonariuszy, zachowywali go, o ile tak zdecydowały nowe władze KAS. Mogli też dostać propozycję przejścia na stanowisko cywilne w KAS. Nieprzyjęcie takiej propozycji oznaczało wygaśnięcie stosunku służbowego.

Ci celnicy, którzy przyjęli nowe warunki pracy, a teraz przechodzą na emeryturę albo chcą zmienić pracę, stanęli wobec problemu luki w świadectwie pracy. Formalnie nie zostali bowiem zwolnieni ze służby, więc świadectwo służby im się nie należy.

W 2017 r. uchwalono co prawda przepisy, które pozwalają na wydanie świadectwa służby po „ucywilnieniu” funkcjonariusza. Ale działają one od 1 stycznia 2018 r. Wobec „ucywilnionych” w 2017 r. stosuje się przepisy wcześniejsze, które pozwalają na wydanie świadectwa służby tylko w przypadku zwolnienia ze służby, dyscyplinarnego wydalenia ze służby albo wygaśnięcia stosunku służbowego. Krajowa Administracja Skarbowa usiłuje obejść ten problem wydając byłym celnikom świadectwa pracy uzupełnione o okres służby. Jest to jednak wątpliwe prawnie: świadectwo pracy i świadectwo służby to bowiem dwie różne rzeczy, tak jak służba to nie to samo co praca. Przy wyliczaniu emerytury może się okazać, że część aktywności zawodowej nie została udokumentowana właściwie. Dodatkowy prawny problem polega na tym, że jeśli w świadectwie pracy z „elementami służby” znajdą się informacje błędne i wymagające sprostowania, to nie ma tego jak poprawić. A wszystko to może wpłynąć na wymiar emerytury.

Byli celnicy zgłaszają się z tym do sądów – rozstrzygnięcie, że nie można wpisywać okresu służby do świadectwa pracy wydał już Sąd Rejonowy w Gdańsku (wyrok z dnia 6 lutego 2019 roku sygn. akt VI P 429/18, nieprawomocny).

Naprawienie tej sytuacji jest zdaniem RPO możliwe poprzez zmianę przepisów, względnie przyznanie, że funkcjonariuszy tych po prostu zwolniono ze służby.  Przekształcenie” (ucywilnienie) polega bowiem na jednoczesnym zakończeniu służby i rozpoczęciu pracy – za zgodą zainteresowanego. Wtedy dostaną właściwe świadectwa służby. Do wiążącej interpretacji w tym zakresie pozostaje byłym celnikom tylko droga sądowa.

WZF.7040.10.2019

Problem rozliczenia kosztów ogrzewania (podzielniki kosztów ciepła). Czy rządowi udało się wypracować rozwiązanie problemu?

Data: 2019-07-15
  • Ludzie skarżą się na nieprawidłowości w rozliczeniach za ogrzewanie mieszkań. Nie ma bowiem regulacji prawnych określających sposób funkcjonowania i użytkowania podzielników kosztów ciepła w lokalach mieszkalnych i użytkowych.
  • Rząd zna problem, w 2017 r. powstała nawet specjalna grupa robocza. Kiedy jednak w 2018 r. RPO pytał, co grupa ustaliła, dowiedział się, że podzieliła się na dwa podzespoły.
  • Teraz więc pyta, co udało się wypracować tym zespołom.

Kwestia podzielników kosztów ciepła dla rozliczania kosztów ogrzewania lokali mieszkalnych i użytkowych w budynkach wielolokalowych wciąż jest tematem skarg do Rzecznika Praw Obywatelskich. W licznych wystąpieniach Rzecznik wskazywał na potrzebę uregulowania zasad rozliczania z indywidualnymi użytkownikami. Jednak mimo kolejnych nowelizacji Prawa energetycznego, takich uregulowań wciąż nie ma.

Systemy rozliczeń oparte na wskazaniach podzielników kosztów ciepła nie dają użytkownikom mieszkań poczucia rzetelnego rejestrowania zużycia. Zdaniem skarżących nieprawidłowości często są wynikiem wadliwych regulaminów rozliczeń kosztów, w tym ustalanych przez właściciela lub zarządcę współczynników wyrównawczych zużycia ciepła na ogrzewanie, wynikających z położenia lokalu w budynku. System rozliczania jest stosowany bez uprzedniej termomodernizacji budynków.

Już w 2017 r. Minister Energii zapowiedział powołanie Grupy Roboczej ds. określenia wytycznych dla indywidualnego rozliczania kosztów zakupu ciepła w budynkach wielolokalowych. Stąd kolejne pytanie RPO o postęp prac.

W 2018 r. minister poinformował, że:

1.    członkowie Grupy Roboczej 27 września 2018 r. ze względu na szeroki zakres zadań oraz w celu usprawnienia pracy utworzyli dwa zespoły.

2.    pierwszy zespół pracuje nad przygotowaniem zbioru zaleceń do metodyki rozliczania kosztów ciepła dostarczonego do budynku wielolokalowego, drugi – nad techniczną stroną pomiarów ciepła zużytego przez dany budynek/lokal.

RPO pyta więc teraz oficjalnie ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego o informacje, na jakim etapie znajdują się prace tych zespołów wchodzących w skład Grupy Roboczej, a jeżeli prace te już się zakończyły, to jakie są wyniki tych prac.

IV.7215.186.2016

Nowy program wsparcia w wywożeniu trucizn nie zadziała - Rzecznik do NFOŚiGW

Data: 2019-07-12
  • Problemy wysypisk śmieci i trujących odpadów porzuconych na prywatnych gruntach stają się coraz poważniejsze i dotyczą wielu miejsc w Polsce. Zgłaszają je regularnie ludzie na spotkaniach z RPO. Gminy same nie uporają się z tym bez pomocy administracji centralnej. Koszty oczyszczania terenu mogą sięgać nawet kilku kilkudziesięciu mln zł.
  • RPO apelował do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) o zmianę programów tak, by wsparcie dla samorządów było realne. Dostał zapewnienie, że tak będzie.
  • Jednak choć program wsparcia został zmieniony, nadal gminy mogą mieć kłopoty z korzystaniem z pomocy państwa.
  • RPO po raz kolejny interweniuje w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Zgodnie z prawem obowiązek usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska spoczywa na ich posiadaczu. Często nie stosuje się on do tego, mimo sankcji lub kar pieniężnych. Rzecznik zna takie przypadki, które sam badał  (np: sprawa nielegalnego składowiska odpadów w Brzegu). W takiej sytuacji obowiązek usunięcia spada na gminy (zwykle w formie tzw. zastępczego wykonania decyzji). Mogą dostać na to pożyczkę z NFOŚiGW, zwłaszcza w ramach działania programu „Ochrona powierzchni ziemi”. Program nie działa, bo gminy nie są w stanie zaciągać takich zobowiązań finansowych, nawet na korzystnych warunkach.

W lutym 2019 r. – jako że sytuacja się nie poprawiła – RPO zwrócił się do NFOŚiGW o pilne podjęcie prac w celu zmiany programów Funduszu. Dowiedział się, że uchwałami Zarządu NFOŚiGW z 26 kwietnia 2019 r. oraz Rady Nadzorczej NFOŚiGW z 8 maja 2019 r. przyjęto nowy Program priorytetowy 2.9. „Usuwanie porzuconych odpadów".

Rzecznik przeanalizował szczegóły programu i doszedł do wniosku, że może on nie zadziałać tak jak poprzednio. Bo choć pojawiła się możliwość umorzenia pożyczki na koszty wywiezienia trucizn, to warunkiem jest kupienie potem przez samorząd nieruchomości, którą doprowadził do użytku.

Rzecznik zdaje sobie sprawę, że pokrycie z publicznych środków kosztów usunięcia odpadów z nieruchomości „prywatnych” powinno być wyjątkiem. Trzeba jednakże mieć na względzie, że brak możliwości wyegzekwowania usunięcia odpadów (lub kosztów usunięcia w trybie wykonania zastępczego) od „sprawcy” zanieczyszczenia jest, wobec występujących w gospodarce odpadami patologii, nader częsty. W takiej zaś sytuacji, finansowe odium związane z usunięciem odpadów i tak spada na barki „podatnika”, tyle że mniej zasobnego, bo lokalnego. Jest zatem zasadne, by w tego rodzaju przypadkach interweniował Fundusz, do którego wszak trafiają środki m.in. z opłat za składowanie odpadów.

V.7204.29.2018

RPO do MEN o kumulacji roczników: jak zamierzacie poprawić sytuację uczniów?

Data: 2019-07-11
  • Codziennie dostaję informacje o uczniach, którzy nadal nie wiedzą, czy polskie szkoły są w stanie zagwarantować im edukację na miarę ich potrzeb, ambicji i możliwości. Taka trudna sytuacja nie miała w Polsce precedensu – pisze Adam Bodnar w wystąpieniu do MEN
  • Pospieszna, niepoparta rzetelną analizą reorganizacja szkół musiała doprowadzić do pogorszenia się jakości nauczania i naruszania praw uczniów
  • RPO przestrzegał przed tym wiele razy. Jego uwagi wynikały nie tylko z dogłębnej analizy projektowanych zmian, ale także z rozmów ze środowiskiem szkolnym i danych o liczbie miejsc w szkołach, jakie przesyłały mu samorządy
  • Zwracam się do Pana Ministra o potraktowanie skarg młodzieży z największą powagą oraz przedstawienie informacji o działaniach podejmowanych przez Ministerstwo w celu poprawy położenia uczniów i odbudowy ich zaufania do polskiej szkoły – pisze RPO.

W tym roku do szkół ponadpodstawowych idą dwa roczniki: ci, którzy skończyli gimnazja (i mają za sobą 9 lat edukacji) oraz absolwenci nowych ośmioklasowych szkół podstawowych. Reforma została przygotowana i przyjęta w 2016 r. O problemie podwójnych roczników rodzice dzieci urodzonych w roku 2003 i 2004 zaczęli alarmować Rzecznika Praw Obywatelskich od razu. RPO przekazywał te uwagi rządowi - bez sktutku.

Dla obu roczników przewidziane są co prawda odmienne ścieżki edukacyjne w liceach i technikach, ale miejsc w sumie powinno wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że miejsca są w szkołach daleko od miejsca zamieszkania albo niezgodnych z profilem edukacji, na jakim zależy młodemu człowiekowi.

- Uczniowie – nawet ci, którzy uzyskali wysokie wyniki kończąc szkołę podstawową lub gimnazjum – nie dostali się do żadnej z wybranych szkół. Taka sytuacja jest nieakceptowalna i w sposób oczywisty prowadzi do naruszenia do gwarantowanego konstytucyjnie (art. 70 Konstytucji) prawa do nauki – pisze Adam Bodnar do nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. To on odpowiedział na kolejne alarmujące wystąpienie RPO, wysłane w maju do poprzedniej minister Anny Zalewskiej (obecnie europosłanki PiS).

Rzecznik zwraca teraz uwagę nowemu ministrowi, że:

  1. Podwójny rocznik oznacza ciasnotę i pogorszenie się warunków nauki dla wszystkich uczniów, nie tylko dla pierwszej klasy.
  2. Brak miejsca w wybranej szkole może też oznaczać dużo większe koszty dojazdu do szkoły, w której są miejsca.
  3. Dla uczniów z małych miejscowości nie starcza miejsc w bursach, bo liczba miejsc noclegowych nie uległa podwojeniu. Będą musieli wynajmować pokoje po cenach rynkowych, a przez to koszty ich edukacji wzrosną.
  4. Może to sprawić, że wielu uczniów zrezygnuje z korzyści, jakie daje nauka w dużym mieście, z bogatą ofertą kulturalną, lepszymi możliwościami zdobycia dodatkowych kwalifikacji i przygotowania się do edukacji na wyższej uczelni.

Negatywne skutki reformy oświaty mogą zatem znacząco wpłynąć na dalsze plany życiowe uczniów urodzonych w konkretnych rocznikach i rzutować na ich ocenę funkcjonowania państwa. Mogą także spowodować pogłębienie się różnic społecznych.

Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie przestrzegał, że pospieszne przekształcenia ustroju szkolnego, niepoparte rzetelną analizą, mogą doprowadzić do pogorszenia się jakości nauczania i naruszania praw uczniów. Głos w tej sprawie zabierał także Rzecznik Praw Dziecka, przedstawiciele władz samorządowych, eksperci z instytucji zajmujących się edukacją oraz osoby, które zmiany te miały dotknąć bezpośrednio – uczniowie, ich rodzice i nauczyciele. Wielu z nich wskazywało na ryzyko związane z kumulacją roczników, ale ich wątpliwości były ignorowane.

Efekty są takie, że:

  • w Warszawie aż 7 tysięcy z 47 tysięcy absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, którzy złożyli podania do stołecznych szkół, nadal nie wie, w jakiej szkole będzie kontynuować naukę;
  • w Zielonej Górze 552 uczniów nie zostało przyjętych do żadnej szkoły, podczas gdy zostało 533 wolnych miejsc;
  • w Lublinie do szkół nie dostało się 603 uczniów, w tym 104, którzy mieli świadectwa z wyróżnieniem.

Jest tak mimo zapewnień MEN z 5 lipca 2019 r., że „rozwiązania systemowe w edukacji zapewniają każdemu uczniowi (bez wyjątku) bezpłatną realizację obowiązku nauki w szkole, znajdującej się w siedzi szkół publicznych”. Na stwierdzenia MEN, że przepisy nie dają gwarancji, że osoba zainteresowana zostanie przyjęta do wybranej jednostki (s. 1 pisma) oraz że „duża konkurencja do szkół najwyżej notowanych w rankingach nie jest związana z reformą oświaty, ponieważ jest to zjawisko znane od wielu lat” (s. 2 pisma)  RPO odpowiada, że obecna sytuacja w szkołach nie ma precedensu. Spowodowana jest konkretnymi decyzjami rządzących i można było jej uniknąć.

Młodzi ludzie, których przez lata przekonuje się, jak ważne jest dobre wykształcenie, zdają sobie sprawę, że wybór konkretnego typu szkoły może rzutować na całe przyszłe życie człowieka. Dlatego też słuszne są oczekiwania społeczne, że reformy systemu oświaty poprzedzone będą podsumowaniem korzyści i strat, a następnie wprowadzane z myślą o dobru osób, którym mają w największym stopniu służyć. - Z przykrością stwierdzam, że obecna sytuacja dowodzi, że warunki te nie zostały spełnione - wskazuje Rzecznik.

- Wierzę, że dzięki działaniom samorządów, przy dostatecznym wsparciu władz centralnych, wszyscy uczniowie ostatecznie dostaną się do takiego typu szkół, jakie uznali dla siebie za najlepsze. Zgadzam się jednak z oceną, że obecna sytuacja jest dla nich krzywdząca, a wyjaśnienia przedstawiane przez osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie systemu oświaty nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów kumulacji roczników. Wskazywanie na oczekiwania części wyborców oraz wybrane wyniki badania opinii społecznej nie stanowią moim zdaniem wystarczającego uzasadnienia dla rozwiązań, które dla wielu osób okazały się szkodliwe – brzmi konkluzja Adama Bodnara.

VII.7037.14.2019

W uzdrowiskach stosuje się zamienniki naturalnych surowców leczniczych. RPO pisze do Ministra Zdrowia

Data: 2019-07-09
  • W leczeniu uzdrowiskowym powszechnie wykorzystuje się zamienniki naturalnych surowców leczniczych – stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli
  • Nie określono bowiem standardów wykorzystywania naturalnych surowców oraz wykonywania zabiegów z ich użyciem
  • Dlatego nie ma pewności, że zabiegi są wykonywane właściwie, a środki publiczne wydatkowane w sposób właściwy - wskazuje RPO Ministrowi Zdrowia

W skargach kierowanych do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich pacjenci często wyrażają niezadowolenie z powodu jakości świadczeń udzielanych w lecznictwie uzdrowiskowym.

Dlatego zaniepokojenie Rzecznika wzbudziły ustalenia Najwyżej Izby Kontroli wynikające z wyników kontroli „Wykorzystywanie naturalnych surowców leczniczych w lecznictwie uzdrowiskowym”. W informacji o tej kontroli z 18 grudnia 2018 r. wskazano bowiem, że NIK ujawniła powszechną praktykę wykorzystywania zamienników naturalnych surowców leczniczych w leczeniu uzdrowiskowym.

Nie stosowano ich w co piątym zabiegu bodźcowym. W 12 na 16 skontrolowanych zakładach zamiast naturalnych surowców nielegalnie używano dodatkowo innych produktów. W 11 skontrolowanych zakładach leczniczych co czwartemu pacjentowi udzielono świadczeń zdrowotnych niezgodnie z warunkami określonymi przez Ministra Zdrowia i Prezesa NFZ. Co dziesiątemu nie wykonano wymaganej liczby zasadniczych zabiegów bodźcowych z wykorzystaniem naturalnych surowców leczniczych, a co trzeciemu leczonemu w szpitalu – wymaganych badań lekarskich.

Ponadto połowa skontrolowanych zakładów nieprawidłowo prowadziła dokumentację medyczną. Nadzór nad wykorzystywaniem naturalnych surowców leczniczych nie był w pełni skuteczny. Nie obejmował weryfikowania, czy do zabiegów bodźcowych stosowane są naturalne surowce o odpowiednich parametrach mikrobiologicznych i fizykochemicznych. W jednym z pięciu województw naczelny lekarz uzdrowisk w ogóle nie kontrolował ich wykorzystywania.

Według NIK we wszystkich pięciu województwach do tych zabiegów stosowano produkty, które nie są naturalnymi surowcami leczniczymi. Nie ma zatem pewności, że zabiegi bodźcowe są właściwie wykonywane, a środki publiczne zasadnie wydatkowane na takie zabiegi.

W ocenie NIK stwierdzone nieprawidłowości są konsekwencją słabości rozwiązań prawnych. Nie opracowano bowiem standardów wykorzystywania surowców ani wykonywania zabiegów z ich użyciem. Sprzyja to używaniu do zabiegów bodźcowych produktów, które nie są naturalnymi surowcami leczniczymi i traktowaniu ich jako zamienniki.

Surowce naturalne po wydobyciu ze złóż i odwiertów nie podlegają obowiązkowym badaniom zachowania właściwości leczniczych i czystości bakteriologicznej. Nie są także badane na etapie udzielania świadczeń zdrowotnych. Nie ma również wymogu badania innych produktów, takich jak np. pasta czy plastry borowinowe stosowane do zabiegów bodźcowych.

NIK postuluje wprowadzenie przepisów określających standardy prowadzenia leczenia uzdrowiskowego - tak, aby zapewnić odpowiednią jakość zabiegów. Określone też być powinny warunki przechowywania naturalnych surowców leczniczych. Konieczne jest również stworzenie systemu badań parametrów mikrobiologicznych i fizyko-chemicznych naturalnych surowców leczniczych - także na etapie udzielania świadczeń zdrowotnych

W trosce o dobro i zdrowie pacjentów Adam Bodnar spytał ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, jakie działania zamierza podjąć w celu usunięcia wskazanych przez NIK nieprawidłowości oraz realizacji propozycji  legislacyjnych.

V.7011.21.2019

MKiDN: spory między inwestorem a architektem nie wymagają zmiany prawa

Data: 2019-07-05
  • Resort kultury nie widzi potrzeby zmiany prawa w celu ochrony integralności dzieła architektonicznego - aby zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów
  • Opowiada się za tym RPO, bo inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Architekci podkreślają zaś, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są jednak słabszą stroną  

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciły jego uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu - najczęściej inwestora lub właściciela obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Prawo autorskie nie przewiduje odrębnej regulacji integralności dzieł  architektonicznych. Tymczasem prawo do poszanowania integralności utworu przybiera szczególną postać w przypadku dzieł architektonicznych i urbanistycznych. Muszą one uwzględniać wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest ostro konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku.

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Nie należą do nich instalacje i rozwiązania typowe, ale kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej, jak i elementy estetyczne. Właściciel budynku powinien mieć je na względzie  przy dokonywaniu zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy tak chronione są również elementy funkcjonalne obiektu. Może to prowadzić do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę odrębnej regulacji prawnej, która określałaby możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego.

Obecne przepisy okazują się bowiem niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki. Oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Mogłaby też uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Praktyka zrzekanie się przez twórców uprawnień prowadzi do pozbawienia ochrony integralności ich utworu. Świadczy to też o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Odpowiedź MKiDN

Podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski odpisał, że nie widzi potrzeby odrębnej regulacji ochrony integralności utworu architektonicznego. W ocenie resortu odpowiednio wyważone zabezpieczenie interesów zarówno twórców, jak i zamawiających, stanowią obecne przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - związane z prawem odstąpienia od umowy o stworzenie dzieła, jej wypowiedzenia, czy z ochroną integralności utworów w powiązaniu z innymi przepisami prawa cywilnego. Regulacje dotyczące integralności utworów mają zaś uniwersalny charakter, które w dostateczny i jednakowy sposób chronią wszystkich twórców.

Zdaniem MKiDN zarówno norma prawna ustanowiona w art. 16, jak i art. 49 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest pojemna i na tyle generalna, że stanowi wystarczającą ochronę praw twórców w różnych sytuacjach, zaś zgłaszane przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych problemy znajdują jednak rozwiązanie w obowiązujących przepisach prawa.

Odpowiedź powołuje się m.in. na komentarze do prawa autorskiego, że z biegiem czasu z natury rzeczy konieczna jest ingerencja w dzieło architekta, np. remont fasady budynku. Odtworzenie jej pierwotnego kształtu z wielu powodów jest bądź niemożliwe, bądź ze względów ekonomicznych lub technicznych niepożądane. Nie bez znaczenia są również zmieniające się odczucia estetyczne, trendy mody. Fluktuacji podlega też przeznaczenie dzieła.

Według tych komentarzy kolizja praw twórcy i osób uprawnionych do korzystania z utworu jest właściwie nieunikniona. Skuteczność powołania się na prawa podmiotowe zależy m.in. od udowodnienia  respektowania granic treści i wykonywania prawa własności. Konieczne jest postępowanie w granicach prawa i zasad współżycia społecznego. W przeciwnym razie właściciel spotka się z zarzutem nadużycia prawa. Z kolei autor utworu użytkowego powinien uwzględniać wymagania swojego partnera. Następstwem tej zasady jest rozszerzenie granic  dozwolonych modyfikacji, ponieważ istotą projektów architektonicznych i urbanistycznych jest podleganie przeobrażeniom w toku realizacji.

Jeśli zaś chodzi o praktyczne aspekty związane z korzystaniem z uprawnień przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych, MKiDN wskazuje, że dotyczą one kwestii egzekwowania istniejących już uprawnień wynikających z obowiązujących przepisów prawa przez twórców, niż konieczności zastąpienia ich nowymi rozwiązaniami.

Do MKiDN nie wpływały podobne zgłoszenia, jak opisane w wystąpieniu Rzecznika. Trudno zatem w sposób precyzyjny ocenić skalę opisywanych zjawisk, czy też ich utrwalenie w praktyce, co mogłoby uzasadniać zmianę obowiązujących przepisów. Podobnie w zakresie orzecznictwa brak jest istotnych rozstrzygnięć w zakresie sporów powstałych na tle kwestii integralności utworów architektonicznych i architektoniczno-urbanistycznych - podkreślił wiceminister.

IV.712.1.2015

Jak skuteczniej przeciwdziałać przemocy wobec osób starszych

Data: 2019-07-03
  • Przestrzeganie praw osób starszych to jedna z miar solidarności międzypokoleniowej
  • U jej podstaw leży założenie, że niezależnie od swego wieku każdy powinien cieszyć się podstawowymi prawami i wolnościami ujętymi w Konstytucji, takimi jak poszanowanie godności i brak dyskryminacji
  • Konieczne jest wprowadzenie daleko idących zmian systemowych, które sprawią, że w każdej gminie osoby starsze będą mogły liczyć, że otrzymają potrzebne wsparcie

Rzecznik Praw Obywatelskich, nawiązując do obchodzonego 15 czerwca Światowego Dnia Świadomości Znęcania się nad Osobami Starszymi, ponownie zwrócił uwagę na obszar przeciwdziałania przemocy wobec osób starszych.

Podziękował za podjęte już prace: Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zadeklarował bowiem, że rozważy stworzenie mechanizmu, który ułatwiłby zgłaszanie nadużyć i przemocy oraz usprawniłby reakcję odpowiednich organów.

Niemniej – jak podpowiada RPO - pierwsze pomysły (typy kontroli placówek opiekuńczych oraz wskazanie godzin dyżurów dyrektorów domów pomocy społecznej) mogą być mało efektywne w przypadku osób leżących, o słabszej kondycji psychicznej lub fizycznej, czy o ograniczonej percepcji poznawczej.

RPO podkreśla też, że mechanizm reagowania na nadużycia nie powinien dotyczyć jedynie osób korzystających z opieki instytucjonalnej. Seniorów powyżej 80. roku życia jest w Polsce bowiem półtora miliona, zaś w placówkach opieki przebywa w sumie tylko 90 tys. osób.

Warto również zwrócić uwagę na problem prawny: przepisy ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie odnoszą się do członków rodziny i do osób, które wspólnie mieszają. Tymczasem blisko 1/4 starszych kobiet oraz co dziesiąty mężczyzna mieszka samotnie, choć ma rodziną (tylko niewielki odsetek seniorów i seniorek deklaruje, że nie ma rodziny lub bliskich osób w ogóle).

RPO powołał się na badania dotyczące przemocy wobec osób starszych i osób z niepełnosprawnościami, zlecone przez resort w 2015 r. Ponad 30% respondentów zaobserwowało we własnych rodzinach przynajmniej jedną z form przemocy wobec tej grupy osób: fizycznej, psychicznej, ekonomicznej lub seksualnej. Ważnym wnioskiem badania było stwierdzenie powszechnej obojętności - 50% z nas nie chce się wtrącać do spraw związanych z przemocą wobec tych osób lub nie wie, jak by zareagowało jako świadkowie takiej sytuacji. Nadal niewielka widoczność problematyki osób starszych w dokumentach odnoszących się do przeciwdziałania przemocy może utrwalać takie postawy. Dlatego jednym z mierników sukcesu działań rządu byłby m.in. mniejszy odsetek osób obojętnych na krzywdę seniorów i seniorek.

Kwestia wzmocnienia ochrony prawnej osób starszych przed przemocą jest również przedmiotem debaty nad nową Konwencją ONZ o prawach osób starszych, której opracowanie i przyjęcie pozwoliłoby na bardziej efektywne wprowadzanie zmian systemowych adekwatnych do potrzeb tej powiększającej się grupy osób w Polsce i na świecie.

XI.503.2.2016

Prokurator Generalny podtrzymuje prawo do kasacji ws. umorzenia adwokackich „dyscyplinarek”

Data: 2019-07-03
  • W ocenie Prokuratora Generalnego w pełni zasadne są jego kasacje kwestionujące umorzenie postępowania dyscyplinarnego w sprawie adwokatów Romana Giertycha i Jacka Dubois
  • Wątpliwości, czy kasacje takie nie są sprzeczne z normami prawa, ma Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Orzecznictwo SN wyklucza bowiem możliwość kasacji Prokuratora Generalnego w trybie Kodeksu postępowania karnego od decyzji adwokackiego sądu dyscyplinarnego I instancji o podtrzymaniu umorzenia
  • Prawo o adwokaturze pozwala zaś na kasację, ale Ministrowi Sprawiedliwości, a nie Prokuratorowi Generalnemu i tylko od orzeczenia sądu adwokackiego II instancji – czego w tej sprawie nie było

Adwokacki rzecznik dyscyplinarny umorzył dochodzenie w sprawie wypowiedzi medialnych znanych adwokatów Romana Giertycha (o śledztwie smoleńskim) i Jacka Dubois (o oskarżeniu Józefa Piniora). O postępowania dyscyplinarne wobec nich wniósł Prokurator Krajowy. Decyzję o umorzeniu obu spraw utrzymał w 2017 r. adwokacki sąd dyscyplinarny I instancji, do którego zażalił się Prokurator Krajowy. 

Kasacje w obu sprawach do nowo powołanej ustawą o SN z 2017 r. Izby Dyscyplinarnej SN złożył Prokurator Generalny. Wniósł o ich zwrot sądowi dyscyplinarnemu do ponownego rozpoznania.

9 maja 2019 r. trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej SN uznało, że wobec „niejednoznaczności przepisów” sprawą zajmie się poszerzony skład Izby. Ma odpowiedzieć na pytanie prawne, czy do kasacji od dyscyplinarnych spraw adwokackich stosować wyłącznie regulacje Prawa o adwokaturze, czy też także zapisy Kodeksu postępowania karnego

Wątpliwości RPO

W piśmie z 31 maja do Zbigniewa Ziobry jako Prokuratora Generalnego RPO Adam Bodnar napisał że z zaniepokojeniem przyjął wiadomość o złożeniu kasacji na podstawie art. 521 Kpk od orzeczeń Sądu Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Warszawie w sprawie umorzenia spraw obu adwokatów. - Skorzystanie w powyższych przypadkach z nadzwyczajnego środka zaskarżenia skłania do zastanowienia się czy działanie takie nie stoi w sprzeczności z normami wynikającymi z przepisów powszechnie obowiązującego prawa - podkreślił. Poprosił Prokuratora Generalnego o  wyjaśnienia. 

Według art. 521 Kpk, Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny, a także Rzecznik Praw Obywatelskich może wnieść kasację od każdego prawomocnego orzeczenia sądu kończącego postępowanie.  Zgodnie zaś z art. 91a ust. 1 Prawa o adwokaturze od orzeczenia Wyższego Sąd Dyscyplinarnego w drugiej instancji stronom, Ministrowi Sprawiedliwości, RPO oraz Prezesowi Naczelnej Rady Adwokackiej przysługuje kasacja do SN.

-  W obowiązującym modelu postępowania dyscyplinarnego w stosunku do adwokatów regulacja zawarta w art. 91a ust. 1 prawa o adwokaturze stanowi lex specialis w stosunku do wniesienia kasacji przewidzianej w art. 521 Kpk – wskazał Adam Bodnar. Rodzaj rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, podlegających zaskarżeniu kasacją, jak i katalog podmiotów uprawnionych do jej złożenia wynika wprost z Prawa o adwokaturze. Ponadto kasację w sprawach dyscyplinarnych adwokatów może wnieść wyłącznie Minister Sprawiedliwości, nie zaś Prokurator Generalny.

W orzecznictwie SN ugruntowany jest pogląd, że określenie w Prawie o adwokaturze podstaw, granic, przedmiotu zaskarżenia i kręgu podmiotów uprawnionych do kasacji nie pozwala na uznanie, że jest to „sprawa nieuregulowana w niniejszym rozdziale” (art. 95n pkt 1 Prawa o adwokaturze). Wyklucza to możliwość zaskarżenia kasacją Prokuratora Generalnego w trybie art. 521 Kpk rozstrzygnięcia sądu dyscyplinarnego, które nie było orzeczeniem.SN podkreślał także, że kasacja przysługuje wyłącznie od orzeczenia wydanego przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny w II instancji, zaś kasację wniesioną od innego rozstrzygnięcia pozostawia się bez rozpoznania.

Z kolei Trybunał Konstytucyjny orzekł 8 grudnia 1998 r., że Konstytucja zezwala na regulację zakresu i trybu zaskarżenia orzeczeń w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej z ograniczeniem do jednej instancji sądowej.

W ocenie RPO rozszerzenie katalogu rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, które podlegają zaskarżeniu kasacją, powoduje odejście od dotychczasowego wzorca postępowania dyscyplinarnego. Oznaczałoby to stosowanie w stosunku do adwokatów dwóch odrębnych trybów postępowania kasacyjnego, mających swe źródło w dwóch różnych aktach prawnych – Kpk i Prawa o adwokaturze. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji). Obywatele pozostaną bowiem w niepewności prawnej związanej ze swoją sytuacją prawną.

Odpowiedź Prokuratora Krajowego

Zastępca prokuratora generalnego prokurator krajowy Bogdan Święczkowski odpisał RPO, że w uzasadnieniu obu kasacji wskazano, powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, argumenty przemawiające za formalną dopuszczalnością ich wniesienia.

Bogdan Święczkowski odniósł się do zarzutu nieuzasadnionego rozszerzenia katalogu rozstrzygnięć wydawanych w postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów, podlegających zaskarżeniu kasacją, co prowadzi do stosowania wobec adwokatów dwóch trybów postępowania kasacyjnego. Podkreślił, że regulacja zawarta w art. 91a - 91d Prawa o adwokaturze wskazuje na rodzaj rozstrzygnięć podlegających zaskarżeniu kasacją oraz katalog podmiotów uprawnionych do występowania z nią od orzeczeń Wyższego Sądu Dyscyplinarnego, jednakże nie obejmuje ona rozstrzygnięć wydawanych przez sądy dyscyplinarne izb adwokackich orzekających jako sądy odwoławcze od postanowień rzeczników dyscyplinarnych o umorzeniu dochodzenia dyscyplinarnego.

- W tym zakresie zasadne jest przyjęcie, iż kwestia ta, nie będąc uregulowaną w ustawie - Prawo o adwokaturze, daje możliwość Prokuratorowi Generalnemu do wywiedzenie kasacji od wymienionych wyżej rozstrzygnięć jedynie poprzez odesłanie zawarte w art. 95n pkt 1 ustawy - Prawo o adwokaturze - na podstawie art. 521 § 1 Kodeksu postępowania karnego - napisał Bogdan Święczkowski.

Według niego jest to jedyna możliwość kontroli decyzji o zaniechaniu ścigania dyscyplinarnego adwokatów przez sąd powszechny, nie będący sądem korporacyjnym.

Prokurator Krajowy zaznaczył, że stanowisko w tym przedmiocie przedstawione w jednej z kasacji nie zostało już na wstępie zanegowane i odrzucone przez Sąd Najwyższy. Wobec niejednolitości dotychczasowego orzecznictwa sądowego odnoszącego się do tych kwestii oraz wątpliwości co do wyczerpującego charakteru regulacji zawartej w art. 91a ustawy Prawo o adwokaturze  w odniesieniu do dopuszczalności, trybu i przesłanek zaskarżenia kasacją, SN 9 maja 2019 r. przedstawił składowi siedmiu sędziów Izby Dyscyplinarnej SN Najwyższego do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne. Brzmi ono” „Czy w postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów przepis art. 521 k.p.k. znajduje zastosowanie do postanowień sądu dyscyplinarnego dla adwokatów, czy też art. 9la ustawy z dnia 26 maja 1982 r. - Prawo o adwokaturze w sposób wyczerpujący reguluje zagadnienie dopuszczalności kasacji od rozstrzygnięć wydawanych przez sądy dyscyplinarne dla adwokatów ?".

- W związku z powyższym trudno zgodzić się z podniesionymi przez Pana wątpliwościami co do sprzeczności wywiedzenia, w przedstawionych powyżej sprawach, nadzwyczajnego środka zaskarżenia z normami wynikającymi z przepisów powszechnie obowiązującego prawa oraz ewentualnym naruszeniem takim działaniem praw obywatelskich – brzmi konkluzja pisma Bogdana Święczkowskiego. Według niego wniesienie kasacji było w pełni zasadne.

VII.511.34.2019

MEN do RPO: zaangażowanie polskich uczniów w prace domowe - "nieprzesadne"

Data: 2019-07-03
  • MEN uważa, że czas, jaki polscy uczniowie poświęcają na prace domowe „nie wydaje się przesadny”
  • Poza tym to zależy od nauczycieli,  bo przepisy nie nakazują im zadawania prac domowych
  • To nauczyciele powinni uwzględnić obciążenie uczniów innymi przedmiotami oraz ocenić, czy rodzaj prac domowych będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań

Tak resort edukacji odpowiedział na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich ze stycznia 2019 r. w sprawie przeciążenia uczniów  pracami domowymi.

Zwracali na to uwagę rodzice w skargach do Rzecznika. Wynikało z nich, że dzieci są przemęczone i zniechęcone do zajęć szkolnych. Nie są w stanie  wypocząć, nie rozwijają swoich pasji. Rodzice zaś muszą poświęcać wolny czas na pomoc dzieciom w nadrabianiu zaległości lub pracę nad materiałem w domu.

RPO: nadmierne obciążanie dzieci może być groźne 

Apelując do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych, RPO zwracał uwagę, że konsekwencje nadmiernego obciążenia dzieci mogą być groźne i dla rodzin, i dla całego systemu oświaty w Polsce. Mogą o tym świadczyć  krążące w sieci oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody "na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”.

- Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych - pisze Adam Bodnar. Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.

RPO nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak jego zdaniem obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie.

Zaniepokojenie RPO budzi też nastawienie uczniów do szkół. Z  badania TIMSS z 2015 r. wynika, że mimo sukcesów w  nauce, uczniowie w Polsce raczej nie lubią szkoły i nie wierzą we własne możliwości. W  rankingu pozytywnego nastawienia wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się dopiero na 46. miejscu – tylko o trzy miejsca wyższym od japońskich, ostatnich na liście. W Europie są na samym końcu, wraz z Francuzami i Czechami. 

Na problem zwracał już uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś RPO.

Odpowiedź MEN

- O tym, czy i jakie prace domowe zadawać swoim uczniom (w znaczeniu ilościowym i jakościowym), decyduje nauczyciel organizujący proces dydaktyczno-wychowawczy – odpowiedział  RPO wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Celem prac domowych jest wspomaganie pracy dydaktycznej, pod warunkiem, że uczeń opanował treści nauczania w czasie zajęć i jest w stanie samodzielnie wykonać zadania domowe. Nakłada to na nauczyciela obowiązek zadawania takich prac domowych, do których uczeń został przygotowany.

Samodzielne wykonanie pracy domowej powinno być dla ucznia źródłem satysfakcji i motywacji do nauki. Podejmując decyzję co do liczby oraz jakości zadawanych prac, nauczyciel powinien brać również pod uwagą obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania  innych przedmiotów. Im młodszy wiek dziecka, tym więcej czasu po powrocie ze szkoły powinno ono odpoczywać i bawić się. A im starszy uczeń i wyższy etap edukacyjny, tym cenniejsza jest jego praca samodzielna - wskazał wiceminister. 

Każdy nauczyciel na początku roku szkolnego ma obowiązek poinformować uczniów oraz ich rodziców m.in. o wymaganiach edukacyjnych oraz sposobach sprawdzania osiągnięć ucznia. Wtedy również może poinformować o tym, w jakiej liczbie i formie będą zadawane prace domowe i za pomocą jakich kryteriów będą oceniane.

Nauczyciel nie ma obowiązku zadawania uczniom prac domowych. Za zgodność sposobu określania wymagań edukacyjnych z  przepisami i statutem szkoły odpowiada zaś jej dyrektor.

Do obowiązków nauczyciela należy dostosowanie wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb oraz możliwości ucznia. Dlatego nauczyciel jest zobowiązany do indywidualizacji procesu edukacyjnego (w tym prac domowych, jako integralnej części tego procesu). Oznacza to, że zadając pracę domową, nauczyciel powinien uwzględnić obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania innych przedmiotów, jak również powinien ocenić czy rodzaj zadań i poziom ich trudności będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań uczniów, czy ich wykonanie w domu nie będzie zbyt czasochłonne oraz czy uczniowie mają właściwe warunki do ich wykonania (dostęp do źródeł informacji, technologii cyfrowych).

Nauczyciel ma obowiązek kierować się również dobrem uczniów i troską o ich zdrowie. Ewentualne sprawy sporne powinny być zgłaszane do wychowawcy klasy lub do dyrektora szkoły. Szczegółowe regulacje określa statut danej szkoły. Ważnym podmiotem są rady rodziców. Mogą one występować do dyrektora lub organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach dotyczących szkoły.

Odnosząc się do uwag RPO ws. przyjrzenia się efektom prac domowych, Maciej Kopeć odpisał, że najbardziej wymierna jest realizacja wymagań podstawy programowej kształcenia ogólnego oraz realizowanych w szkole programów nauczania.

Najnowsze opracowanie OECD Education at a Glance 2018 wskazuje, że polscy uczniowie cyklu Lower secondary (czyli mniej więcej dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej) spędzają w szkole obowiązkowo średnio 827 pełnych godzin zajęć obowiązkowych rocznie. Tymczasem średnia dla państw OECD wynosi 913 godzin, a dla 22 państw Unii Europejskiej objętych badaniem sięga zaś 894 godzin. Spośród państw członkowskich OECD jedynie uczniowie litewscy i łotewscy spędzają w szkole mniej czasu: odpowiednio 787 i 794 godzin.

Zróżnicowana długość trwania godziny lekcyjnej (od 45 do 60 minut) w różnych państwach zmusiła autorów opracowania OECD do operowania godzinami zegarowymi, a nie lekcyjnymi. Tym samym dwie polskie godziny lekcyjne to półtorej godziny zegarowej wedle Education at a Glance. Po doliczeniu zajęć uznanych dla celów statystycznych za nieobowiązkowe (np. religii czy wychowania do życia w rodzinie) wskaźnik dla Polski wynosi 891 godzin - wciąż poniżej średniej dla państw OECD. Osiąga on wyższe stany np. we Francji (1135 godzin), Niemczech (916 godzin) czy Danii (1200 godzin).

Polskie ramowe plany nauczania wyraźnie różnią się od innych państw europejskich. Opisują bowiem nie minimalny wymiar godzin, lecz de facto wymiar maksymalny i ograniczone możliwości jego zwiększenia przez organ prowadzący szkołę na jego własny koszt. Tym samym w ramowe plany nauczania wpisane są mechanizmy chroniące uczniów przed przeciążeniem zajęciami szkolnymi. Dotyczą one jednak wyłącznie szkół publicznych - niepubliczne placówki mogą zwiększać obciążenie swoich uczniów.

Drugim istotnym aspektem dotyczącym przeciążenia uczniów ostatnich klas szkół podstawowych jest czas spędzany na nauce łącznie w szkole, poza nią i w domu. Wskaźnik udało się skonstruować autorom badania PISA, dzięki wypełnianym przez uczniów kwestionariuszom, co może jednak odzwierciedlać subiektywne przeświadczenia. Dane z 2015 r. przynoszą bowiem obraz zaskakujący w porównaniu z liczbą godzin lekcyjnych. Uczniów podzielono na trzy kategorie: deklarujących, że uczą się (w szkole i w domu) do 40 godzin tygodniowo, poświęcających na naukę między 40 a 60 godzin tygodniowo i uczących się powyżej 60 godzin tygodniowo. Średni rozkład procentowy tych trzech grup 15-latków w państwach OECD kształtuje się odpowiednio - 48,1%, 38,6% i 13,3%. Polskie wyniki wynoszą zaś: 38,6%, 46,9% i 14,5%. Oznacza to, że o ile polscy uczniowie mało czasu spędzają w szkole, to stosunkowo dużo uczą się poza nią.

Należy jednak zwrócić uwagę, że w 2012 r. deklarowana przez polskich uczniów w kwestionariuszu PISA liczba godzin spędzonych na odrabianiu lekcji sięgnęła 6,6 godzin. Jest to więcej niż średnia dla państw OECD (niecałe 5 godzin), ale wydaje się nieprawdopodobne, by trzy lata później odsetek uczniów uczących się powyżej 40 i 60 godzin był tak wysoki wyłącznie z tego powodu. Należy zwrócić tu uwagę na zajęcia pozalekcyjne (głównie językowe) i samodzielną pracę z podręcznikiem.

Autorzy opracowania „Szkolne pytania. Wyniki badań nad efektywnością nauczania w klasach IV-VI” doszli do wniosku, że największy odsetek uczniów (ponad 40%) z tego przedziału wiekowego deklarował w 2015 r. poświęcanie po pół godziny dziennie na odrabianie prac domowych z języka polskiego i matematyki. Dane pochodzące z badania TIMMS 2011 wskazują, że największe osiągnięcia z matematyki odnotowują uczniowie, którzy odrabiali lekcje z tego przedmiotu dłużej niż 45 minut dziennie, ale mniej niż 3 godziny. Zaangażowanie czasowe polskich uczniów w prace domowe nie wydaje się więc przesadne - podkreślił Maciej Kopeć.

Podsumowując, stwierdził, że obciążenie polskich uczniów lekcjami szkolnymi jest na tle innych państw członkowskich OECD niewielkie, mimo że stosunkowo dużo czasu spędzają na nauce poza szkołą. Należy jednak pamiętać, że struktura kwestionariuszy PISA z 2015 r. nie pozwala ocenić, czy składa się nań przede wszystkim odrabianie lekcji, nauka z podręcznika czy zajęcia pozalekcyjne. Najprawdopodobniej niska liczba godzin, przygotowanie nauczycieli i skala oferty przedmiotów fakultatywnych skutkują samodzielnym przyswajaniem przez uczniów części materiału w domu i uczestnictwem w zajęciach dodatkowych.

Według wiceministra edukacji prace domowe są nieodłącznym elementem systemu oświatowego i stanowią jedno z kluczowych narzędzi kształcenia  w dyspozycji nauczycieli. Badania na uczniach amerykańskich pozwalają określić optymalny nakład czasu na odrabianie prac domowych. Trzeba jednak pamiętać, że uczniowie o różnym potencjale intelektualnym mogą poświęcić na poradzenie sobie z tym samym zadanym materiałem odmienny odcinek czasu. Obszerność prac domowych to kwestia bardzo indywidualna - zależna od metod dydaktycznych stosowanych przez danego nauczyciela i możliwości konkretnej klasy. Jakiekolwiek regulowanie czy też limitowanie czasu przeznaczanego na prace domowe jest więc z metodologicznego punktu widzenia niewykonalne.

VII.501.68.2018

Przez zaniedbania państwa psychologowie nie mają prawa wykonywania zawodu. Cierpią wszyscy. RPO pisze do MRPiPS

Data: 2019-07-02
  • Przyjęta 13 lat temu ustawa o zawodzie psychologa nigdy nie zaczęła być stosowana. Nie powołano samorządu zawodowego psychologów, który ma dawać prawo do wykonywania zawodu
  • Sądy powołują więc biegłych psychologów na podstawie niejasnych kryteriów; to samo dotyczy psychologów szkolnych czy tych, którzy oceniają osoby ubiegające się o broń albo odpowiadające za bezpieczeństwo jądrowe
  • Ludziom w kryzysie doradzają psychologowie, którzy formalnie nie mają prawa wykonywania zawodu
  • To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Sytuacja ta, wynikająca z wieloletnich zaniechań kolejnych rządów, stanowi naruszenie praw obywatelskich, w szczególności prawa do bezpieczeństwa (art. 5 Konstytucji) i prawa do ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji).

Problem przez lata uznawany był za mało istotny, choć ma on wpływ na sprawy setek tysięcy jeśli nie milionów obywateli. Dowodem są bezskuteczne interwencje kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich. Adam Bodnar przypomina o tym nowej minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożenie Borys-Szopie.

Jej wszyscy poprzednicy niezmiennie i konsekwentnie stali na stanowisku, że z powodu wad ustawa o zawodzie psychologa jest niewykonalna. Nie powstał jednak żaden inny projekt, więc ustawy nie dało się też uchylić. Nadal obowiązuje, tworząc fikcję prawa, co narusza konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego (pismo RPO z 9 lutego 2012 r, nr RPO-683517).  

Brak przepisów wykonawczych oraz niepowołanie regionalnych izb psychologów formalnie uniemożliwia wykonywanie zawodu psychologa (pismo z 4 sierpnia 2008 r., nr RPO-573306-VI/07). Taki stan rzeczy, nie do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawnym, jest jaskrawym przykładem naruszenia art. 146 ust. 4 pkt 1 Konstytucji, który obliguje Radę Ministrów do zapewnienia wykonania ustaw (tak też w piśmie z 14 lutego 2012 r., nr RPO-683517-V/11).

Tysiące psychologów, serki tysięcy osób, które badają

Niewykonanie ustawy jest w dalszym ciągu przedmiotem skarg do RPO. Brak samorządu zawodowego psychologów, który m.in. powinien stwierdzać prawo wykonywania zawodu, nie powoduje bowiem, że psychologów nie ma. Wykonują oni zadania także w sferze publicznej: w edukacji, lecznictwie, więziennictwie, wymiarze sprawiedliwości, administracji. To co najmniej kilka tysięcy osób, które – przynajmniej formalnie – nie mają prawa wykonywania zawodu.  

Jak powołać biegłego?

To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO. - Wymaga bowiem od różnych organów państwa znalezienia sposobów na radzenie sobie ze skutkami zaniechania wykonania ustawy o zawodzie psychologa. W takiej sytuacji są m.in. marszałkowie województw, wydający zezwolenia na wykonywanie zawodu w ramach indywidualnej praktyki psychologicznej. Choć weryfikacja kompetencji przed wydaniem zezwolenia odbywa się za pomocą wszelkich dostępnych środków, część marszałków napisała do RPO, że nie mają pewności co do kompetencji psychologów, którym wydawane są zezwolenia.

Z problemem borykają się też sądy, które muszą powoływać biegłych z dziedziny psychologii. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie biegłych sądowych z 24 stycznia 2005 r., kandydat na biegłego musi mieć opinię albo zakładu pracy, albo organizacji zawodowej. Psychologowie wykonujący zawód na własny rachunek w sposób oczywisty nie są w stanie tego wymogu spełnić. Sądy radzą sobie z tym w ten sposób, że traktują tych psychologów jako „współpracujących” z jakąś instytucją i jej opinię biorą pod uwagę. Opinia nieistniejącego samorządu zawodowego bywa też zastępowana opinią różnych stowarzyszeń psychologów.

Jest to sytuacja wysoce niepokojąca, jeśli się pamięta, że na psychologach wykonujących swoją pracę w sferze publicznej ciąży ogromna odpowiedzialność.

Zezwolenie na broń? Opinię wyda psycholog z rejestru komendanta policji

Skutki niewykonania ustawy widać także w przepisach resortowych. Np. zatrudnieni w szkołach psycholodzy nie muszą się legitymować prawem wykonywania zawodu, a jedynie odpowiednim wykształceniem.

Najbardziej rozbudowaną „resortową” regulacją dotyczącą zawodu psychologa są przepisy dotyczące psychologów transportu. Tworzą one kategorię „psychologów uprawnionych”, podlegających wpisowi w ewidencji prowadzonej przez marszałka województwa. Prawodawca nie wymaga od nich uzyskania prawa wykonywania zawodu, a jedynie odpowiedniego wykształcenia.

W systemie prawa występuje również kategoria „psychologów upoważnionych”. Odpowiadają oni za badanie psychologiczne osób ubiegających się o pozwolenie na broń. Także oni nie muszą dysponować prawem wykonywania zawodu, a wystarczające jest wykształcenie i – dodatkowo – doświadczenie zawodowe, stanowiące podstawę do wpisu do rejestru komendanta wojewódzkiego policji. „Psycholodzy upoważnieni” są również uprawnieni do badań związanych z wykonywaniem zawodu pracownika ochrony fizycznej, pełnieniem funkcji sędziego, czy też osób wykonujących czynności w zakresie bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej.

Podobnie rzecz się ma z psychologami obecnymi w publicznej służbie zdrowia. Wymogami stawianymi przed nimi jest, co do zasady, wykształcenie.

Choć Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – jak wynika z pisma z 12 czerwca 2019 r. do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów – prowadzi już prace nad nowelizacją przepisów, próżno szukać informacji o tym wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów (nie wspominając o informacjach o konkretnych kierunkach rozwiązań), co sugeruje, że są one na bardzo wczesnym etapie.

Doświadczenie instytucjonalne Rzecznika Praw Obywatelskich każe przypuszczać, że na gotowy projekt ustawy przyjdzie wszystkim jej interesariuszom – zarówno samym psychologom, jak również osobom, którym świadczą oni pomoc – poczekać nawet kilka lat.

Oznacza to, że czynności wpływające na to:

  • kto będzie mógł prowadzić pojazdy,
  • kto zajmie się opieką psychologiczną nad dziećmi w szkołach,
  • kto będzie mógł posługiwać się bronią,
  • kto będzie mógł rozstrzygać sprawy sądowe,
  • jak przebiegnie powrót do zdrowia,

nadal dokonywać będą osoby, które:

  • nie muszą kierować się kodeksem etycznym,
  • nie posiadają ustandaryzowanych metod psychologicznych,
  • nie podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej za ewentualne błędy.

RPO ma nadzieję, że resort pracy podejmie energiczne działania, które zaowocują szybkim sformułowaniem projektu ustawy, rozwiązującym problem ważny dla setek tysięcy (jeśli nie milionów) obywateli naszego państwa.

V.7014.23.2018

Co pozwala kurierom Ubera obchodzić obowiązek zezwolenia na pracę w Polsce

Data: 2019-07-01
  • Po interwencji RPO Inspekcja Pracy odtwarza mechanizm działania w Polsce firmy z grupy UBER. Nie zatrudnia ona nikogo poza pracownikami biurowymi. Nie zajmuje się też rozwożeniem jedzenia
  • Dowożący je kurierzy-cudzoziemcy formalnie są tylko użytkownikami aplikacji internetowej. Prowadzą działalność gospodarczą, a kolejni kurierzy mogą być podzleceniodawcami takich małych firm
  • Kurierzy ci nie podlegają ustawie o działalności gospodarczej, bo wykazują bardzo małe dochody. Dzięki temu nie muszą występować o zgodę na pracę w Polsce 
  • Utrudnia to skuteczne kontrole inspektorom pracy. Skomplikowany system rozliczeń sprawia zaś, że cudzoziemcy nie otrzymują należnego wynagrodzenia

Na ulicach największych miast często widać osoby na rowerach z pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie zamawiane przez aplikację internetową. Są nimi głównie obywatele Indii ze statusem studentów. Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.

Działania RPO

RPO podjął z urzędu sprawę kurierów Uber Eats po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r.  „Pracowałem na czarno w Uber Eats”. Nabrał wątpliwości m.in., czy dowożenie posiłków w systemie Uber Eats jest zgodne z warunkami pracy w Polsce.

Z reportażu wynikało, że część kurierów wykonuje zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich są samozatrudnienii; większość dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest ustnie przez pośredników (tzw. partnerów flotowych). Obywatele Indii przyjeżdżają do Polski, zapisują na studia w prywatnych uczelniach, a następnie korzystają ze statusu studenta (płacą niższe podatki i składki).

Sam Uber Eats podaje, że jest tylko pośrednikiem, a nie organizatorem dowozu.

Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa o udostępnienie zapowiadanej w 2018 r. kontroli dotyczącej działania Uber Eats. Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka zwrócił się zaś o rozważenie kontroli warunków pracy kurierskiej w systemie Uber Eats. A ponieważ kurierzy są formalnie studentami dwóch prywatnych uczelni, o zwrócenie na to uwagi wystąpił do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.

Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – model funkcjonowania UBER Eats

Okręgowy Inspektorat Pracy w Warszawie ustalił, że UBER Eats nie jest podmiotem gospodarczym prowadzącym działalność w Polsce. Tę prowadzi firma Uber Poland Sp. z o.o., której właścicielami są dwa podmioty zarejestrowane w Holandii. Uber Poland sp. z o.o. zatrudnia 20 obywateli polskich, wykonujących prace administracyjno-biurowe (to wynika z kontroli Inspekcji Pracy w  2018 r. i w 2017 r.). Nie zatrudnia natomiast kurierów i nie zajmuje się rozwożeniem żywności czy przewozem osób.  Jej działalnośc polega głównie na obsłudze aplikacji internetowych umożliwiających przewozy osób czy jedzenia. 

Sama aplikacja internetowa, za której pośrednictwem można zamówić posiłek z restauracji, a także zostać kurierem (po zarejestrowaniu na www uber.com), jest prowadzona przez firmę Uber Technologies Inc. z siedzibą w USA. Kurier jest więc po prostu użytkownikiem aplikacji. Udostępnianie tego rodzaju aplikacji jest natomiast przedmiotem działalności gospodarczej innych podmiotów wchodzących w skład grupy UBER.

Kurierzy rozwożący jedzenie w Polsce formalnie prowadzą działalność gospodarczą lub też wykonują tzw. działalność nieewidencjonowaną - z uwagi na to, że ich przychód nie przekracza 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Nie są więc przedsiębiorcami w rozumieniu ustawy z 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców.

Mogą powierzać pracę zarobkową innym osobom. Zatem mogą być zleceniodawcami innych kurierów.

Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – jak to wygląda w praktyce

Główny Inspektor Pracy wystąpił 8 marca 2019 r. do Komendanta Głównego Straży Granicznej o wspólne działania kontrolne. Znane są wyniki z obszarów inspektoratów pracy w Krakowie, Rzeszowie i Olsztynie. Udało się np. wytypować podmioty, na rzecz których wykonywało pracę dwóch kierowców samochodów osobowych.

Kierowcy ci oświadczyli:

  • że mają umowy z firmami powierzającymi pracę. 
  • że realizują przewóz osób, jednak dla nikogo nie świadczą pracy,
  • że jeżdżą za kolegę,
  • że dorabiają sobie w ramach nierejestrowanej działalności gospodarczej itp.

Te kontrole pozwoliły wytypować do kontroli kolejne podmioty współpracujące z firmami należącymi do grupy UBER.

Działalność jednej polega na poszukiwaniu kierowców okazjonalnych do przewozów osób dla podmiotu zewnętrznego. Nie zatrudnia pracowników, a na jej rzecz wykonuje usługi jeden zleceniobiorca. Kierowcy funkcjonują w ramach aplikacji internetowych i mają zawarte umowy zlecenia z partnerem kontrolowanej firmy. Sama zaś firma zapewnia obsługę techniczno-organizacyjną kierowców, tj. rejestruje ich w aplikacji internetowej, doradza im oraz pomaga rozwiązywać problemy z aplikacją i rozliczeniami finansowymi.

Działalność drugiej firmy, z woj. warmińsko-mazurskiego polega na odpłatnym przewozie osób w ramach platform Uber i Taxify, a usługi świadczone są na terenie Warszawy i okolic. Powierza ona pracę wyłącznie obywatelom polskim. Czynności Straży Granicznej również nie wykazały powierzania pracy cudzoziemcom.

Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – wnioski

- Podsumowując, należy stwierdzić, że wykonywanie pracy z wykorzystaniem aplikacji internetowych jest nową formą związaną z pracą cudzoziemców. W tym modelu trudno mówić o istnieniu typowego związku między podmiotem powierzającym pracę a cudzoziemcem. Jest to relacja zbliżona raczej do wykonywania zleceń w ramach prowadzonej działalności gospodarczej – napisał RPO Główny Inspektor Pracy Wiesław Łyszczek.

Firmy oferujące pracę cudzoziemcom, wykorzystując aplikacje internetowe, zawierają z nimi jedynie umowy dotyczące wypożyczenia sprzętu i udostępnienia aplikacji, ale nie jest to równoznaczne z zatrudnieniem cudzoziemca w danym podmiocie. Skomplikowany (zwłaszcza dla cudzoziemców) system rozliczeń finansowych wynikający ze wspomnianych umów prowadzi często do sytuacji, że osoby wykonujące pracę nie otrzymują należnego, wynagrodzenia lub jest ono obciążone karami pieniężnymi. Poza tym stosowany przez firmy z grupy UBER i podmioty z nimi współpracujące schemat „zatrudniania" utrudnia prowadzenie skutecznych kontroli przez inspektorów pracy.

Wiesław Łyszczek podkreślił, że wprowadzony 30 kwietnia 2018 r. art. 5 ust. 1 ustawy z 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców - zgodnie z którym nie stanowi działalności gospodarczej taka forma działalności, z której przychód nie przekracza w żadnym miesiącu 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę - umożliwia cudzoziemcom oraz podmiotom powierzającym im pracę obchodzenie przepisów dotyczących obowiązku posiadania zezwolenia na pracę na terytorium Polski

III.7041.6.2019

Upały dokuczają m.in. pasażerom kolei, które mają dbać o ich bezpieczeństwo

Data: 2019-07-01
  • Upały dają się we znaki pasażerom pociągów pozbawionych klimatyzacji, zwłaszcza kursujących na długich trasach
  • Koleje apelują o zabieranie odpowiednich zapasów wody. Ale prawo europejskie nakazuje im zapewnić pasażerom odpowiednie warunki bezpieczeństwa, higieny i należytej obsługi
  • Na naruszanie praw konsumentów wskazuje 9-godzinne opóźnienie pociągu TLK „Gwarek”, w którym wiele osób mdlało z upału i braku wody
  • W ocenie RPO na kolei powinno powstać centrum kryzysowe, które organizowałoby i koordynowaloby pomoc w nagłych przypadkach

Głośnym echem w mediach odbił się w połowie czerwca 2019 r. przypadek kursującego z Katowic do Słupska pociągu TLK „Gwarek”. Zmarł w nim pasażer, co spowodowało trzygodzinny postój w Pleszewie. Potem doszło do awarii sieci trakcyjnej, wskutek czego pociąg utknął na kolejne godziny w Rogoźnie. Z powodu upału ludzie, w tym kierowniczka pociągu, tracili przytomność - konieczna była interwencja służb medycznych. Straż pożarna schładzała wodą perony i rozdawała wodę pasażerom, wśród których było wiele dzieci i osób starszych jadących nad morze do uzdrowisk.

Nie byli oni informowani przez przewoźnika o całej sytuacji, a napoje rozdano po upływie znacznego czasu. Postój pociągu uniemożliwiał także korzystanie z toalety. Przewoźnik nie był w stanie zapewnić komunikacji zastępczej.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich takie zdarzenia mogą naruszać zbiorowe interesy konsumentów-podróżnych, szczególnie co do ich obsługi i bezpieczeństwa. Pod tym względem wątpliwe było zbyt późne i niedostosowanie do potrzeb i liczby pasażerów udostępnienie napojów, a także brak posiłków. Naruszające zasady bezpieczeństwa, w tym zdrowia i życia pasażerów, może być także niedostosowanie do tak długiej trasy składu pozbawionego klimatyzacji w upalne dni (o czym informowały wcześniej odpowiednie służby).

- Należy rozważyć, czy w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa osobistego pasażerów, nie jest zasadne zbudowanie specjalnego centrum kryzysowego na kolei, monitorującego i organizującego pomoc w nadzwyczajnych okolicznościach, w ramach którego następowałaby koordynacja działania służb kolejowych i innych (pogotowia ratunkowego, straży pożarnej, policji), w celu zapewnienia i zachowania wysokiego standardu obsługi pasażerów oraz ich bezpieczeństwa – napisał RPO Adam Bodnar 18 czerwca do prezesa Urzędu Transportu Kolejowego Ignacego Góry.

Ochrona praw konsumentów-pasażerów gwarantowana jest na mocy Konstytucji. Z jej art. 76 wynika, że władze publiczne chronią konsumentów przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi.

Zgodnie z Prawem przewozowym przewoźnik ma obowiązek dołożenia najwyższej staranności dla zapewnienia pasażerom odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny oraz wygody i należytej obsługi. Zawierając umowę przewozu przez wykup biletu, pasażerowie mają prawo tego oczekiwać - tym bardziej, że kolejowy przewóz pasażerski dofinansowywany jest dodatkowo ze środków publicznych.

Ustawa o transporcie kolejowym zakazuje bezprawnych praktyk naruszających zbiorowe interesy pasażerów w transporcie kolejowym, w szczególności w  kontekście odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny oraz użycia środków transportowych odpowiednich do danego przewozu.

Z kolei rozporządzenie nr 1371/2007/WE  Parlamenty Europejskiego i Rady nakłada na przedsiębiorców kolejowych obowiązek zapewnienia osobistego bezpieczeństwa pasażerów w pociągach i na stacjach kolejowych. Pasażerowie mają  prawo do uzyskania informacji o opóźnieniu pojazdu. Przy   opóźnieniu trwającym powyżej 60 minut, powinni być zaopatrzeni w posiłki i napoje odpowiednio do czasu oczekiwania. O ile jest to możliwe, powinien zostać zapewniony transport z pociągu do stacji kolejowej, do miejsca odjazdu zastępczego środka transportu lub do miejsca przeznaczenia, jeżeli pociąg został unieruchomiony na trasie. Gdy połączenie kolejowe nie może być dalej wykonywane, przedsiębiorstwa kolejowe zobowiązane jest do zorganizowania jak najszybciej zastępczego transportu pasażerów. Pasażer ma zaś prawo żądania zwrotu kosztów biletu lub odszkodowania za opóźnienie.

W związku z wzmożonym ruchem pasażerskim w okresie wakacyjnym Rzecznik zwrócił się do Prezesa UTK o zbadanie sprawy i podjęcie działań dla zapewnienia pasażerom godnych i bezpiecznych warunków podróży, spełniających standardy unijne. Poprosił również o wskazanie, czy UTK prowadzi w tym celu prewencyjne kontrole przewoźników.

Adam Bodnar spytał także, czy rozważana jest potrzeba zbudowania centrum kryzysowego, obligująca wszystkich przewoźników do współpracy, pomocy i koordynacji z pogotowiem ratunkowym, strażą pożarną oraz policją w przypadku utrudnień, awarii czy wypadków.

V.7224.96.2019

Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Kodeksu karnego

Data: 2019-06-28
  • 28 czerwca 2019 r. Prezydent RP ogłosił decyzję o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej ustawy z 13 czerwca 2019 r. o zmianie Kodeksu karnego oraz innych ustaw
  • Zgodnie z komunikatem ze strony internetowej Prezydenta, podstawowym powodem są zastrzeżenia co do trybu uchwalenia ustawy i jego zgodności z konstytucyjnymi standardami procesu legislacyjnego
  • 14 czerwca 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do prezydenta o zawetowanie noweli - i z powodu wadliwego trybu, i z powodu licznych zastrzeżenia natury merytorycznej

Ustawa została uchwalona w Sejmie w dwa dni od wpłynięcia projektu. Tymczasem Regulamin Sejmu RP - znajdujący swe oparcie w art. 112 Konstytucji  - wymaga, aby pomiędzy wpłynięciem projektu nowelizacji kodeksu oraz jego pierwszym czytaniem upłynęło przynajmniej 14 dni. Oczywistym jest zatem, że ustawa została przyjęta z naruszeniem regulaminu Sejmu, a tym samym z naruszeniem Konstytucji.

Podkreślić trzeba, że poza wadliwym trybem przyjęcia, ustawa z 13 czerwca 2019 r. budzi liczne zastrzeżenia natury merytorycznej. Zaproponowane w niej rozwiązania cechują się nadmierną represyjnością i surowością, zmierzają także do znacznego ograniczenia możliwości niezależnego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd poprzez radykalne zmniejszenie swobody sędziowskiego uznania. 

Część przepisów ustawy, w szczególności kara bezwarunkowego dożywotniego pozbawienia wolności, jest także w sposób oczywisty sprzeczna z gwarancjami praw człowieka wynikającymi z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Dlatego też 14 czerwca Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Prezydenta RP list postulujący zawetowanie ustawy (II.510.177.2019).

W przypadku uznania ustawy z 13 czerwca 2019 r. za zgodną z Konstytucją, Prezydent będzie musiał ją podpisać - nie będzie już miał możliwości jej zawetowania. Tymczasem stosowanie wprowadzonych nią rozwiązań narazi Polskę m. in. na odpowiedzialność przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

Jak wojsko powinno reagować na łamanie dyscypliny, jeśli prokurator nie dopatrzył się przestępstwa? RPO do MON

Data: 2019-06-28
  • Czy rzeczywiście dowódca nie może wszcząć postępowania dyscyplinarnego w sprawie picia alkoholu i kontaktów seksualnych (a może gwałtu) na terenie jednostki jeśli prokurator wojskowy nie wystąpi z takim wnioskiem?
  • RPO pyta o to po sprawie grilla, w czasie którego nie tylko był alkohol, ale „doszło do kontaktu seksualnego z udziałem żołnierzy” i „przynajmniej jedna osoba uczyniła to dobrowolnie”.
  • Dowódca nie wyciągnął w tej sprawie konsekwencji, bo nie wymagała tego prokuratura.

Rzecznik Praw Obywatelskich pyta o to szefa MON po zbadaniu sprawy.

Zdarzenie miało miejsce w nocy na poligonie wojskowym. Z postanowienia prokuratury wynika , że w czasie szkolenia poligonowego za zgodą przełożonego został zorganizowany grill i że był tam alkohol. W efekcie „doszło do kontaktu seksualnego z udziałem żołnierzy  jednostki wojskowej”. Udało się też ustalić, że „przynajmniej jedna osoba uczyniła to dobrowolnie”.

Niezależnie od prawnokamej oceny tego zdarzenia bezsporne jest, że doszło do kontaktu seksualnego pomiędzy żołnierzami. Być może z perspektywy prokuratury informacja o spożywaniu alkoholu w miejscu, w którym jest on zabroniony, jest bez znaczenia. W ocenie RPO wydaje się jednak, że informacja taka ma znaczenie dla dowódców z punktu widzenia dyscypliny wojskowej i zasad żołnierskiego zachowania.

Wojskowy Regulamin Ogólny (pkt 33 i 34) zakazuje wprost picia alkoholu, wnoszenia go i pozostawania „pod wpływem” w obiektach wojskowych.. Wyraźnie tez zakazuje też zachowań seksualnych, albo mających tylko podtekst lub zamiar seksualny.

7 maja 2019 r. RPO zwrócił się do Dowódcy Jednostki Wojskowej o informacje, czy w tej sprawie prowadzone były czynności wyjaśniające lub dyscyplinarne oraz ewentualnie z jakim skutkiem.

Dowódca wskazał iż w przedmiotowej sprawie nie były prowadzone żadne postępowania wyjaśniające ani dyscyplinarne. Postępowania nie były prowadzone w Jednostce Wojskowej z uwagi na prowadzenie postępowania karnego przez Placówkę Żandarmerii Wojskowej pod nadzorem Wojskowej Prokuratury Garnizonowej, która w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa nie zleciła dla Dowódcy Jednostki Wojskowej przeprowadzenia żadnego postępowania dyscyplinarnego.”

Istotnie, w postanowieniu o umorzeniu śledztwa Wojskowa Prokuratura Garnizonowa nie zleciła Dowódcy przeprowadzenie postępowania.

Powstaje zatem pytanie, na ile dowódcy jednostek wojskowych są związani wskazaniami wojskowej prokuratury garnizonowej.

Zgodnie z ustawą o dyscyplinie wojskowej (art. 44 ust. 1 ustawy z dnia 9 października 2009 r., Dz.U. z 2017 r. poz. 2024 ze zm.) przełożony dyscyplinarny niezwłocznie wszczyna postępowanie dyscyplinarne, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że żołnierz popełnił przewinienie dyscyplinarne. Z przepisów tych wynika też, że postępowania dyscyplinarnego nie można wszcząć, jeżeli w sprawie o czyny o znamionach przestępstwa (np. gwałtu) prokurator wojskowy nie wystąpił do dowódcy z wnioskiem o ukaranie dyscyplinarne. Brak takiego wniosku w ocenie RPO, nie powinien jednak uniemożliwiać wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przez dowódcę jednostki. Zgodnie z ustawą o dyscyplinie wojskowej (art. 17 ust. 1) żołnierze ponoszą przecież odpowiedzialność dyscyplinarną niezależnie od odpowiedzialności ponoszonej na podstawie innych przepisów.

Dlatego RPO prosi Ministra Obrony Narodowej o rozważenie inicjatywy ustawodawczej w celu zmiany pragmatyki dyscyplinarnej żołnierzy w zakresie, w jakim przepisy te uniemożliwiają podjęcie postępowania dyscyplinarnego przez dowódców wojskowych, w sytuacji gdy uprawnione podmioty nie wystąpią z wnioskiem o ukaranie dyscyplinarne.

WZF.505.1.2019

RPO zaniepokojony ograniczeniami praw właścicieli zabytków, które mają trafić do rejestru

Data: 2019-06-27
  • Właściciele zabytkowych obiektów skarżą się, że nie mogą prowadzić przy nich żadnych prac w trakcie postępowania o ich wpis do rejestru zabytków
  • RPO ma wątpliwości, bo taki przepis ingeruje nadmiernie w konstytucyjne prawo własności i może nie służyć ochronie zabytków 
  • O swój zabytek właściciel musi bowiem dbać pod sankcją karną. Jak pogodzić z tym zakaz jakichkolwiek prac, np. w celu usunięcia skutków burzy czy wichury?
  • W ocenie Rzecznika dopuszczalne powinny być konieczne prace przy zabytku, pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego 

Skarga dotyczy tzw. ochrony tymczasowej zabytku w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru. Zgodnie z nowelizacją ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która weszła w życie 9 września 2017 r., od  wszczęcia postępowania ws. wpisu do rejestru do dnia, w którym decyzja stanie się ostateczna, przy danym zabytku nie wolno prowadzić prac konserwatorskich, restauratorskich, robót budowlanych oraz innych działań mogących prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. Jak głosiło uzasadnienie projektu noweli, jej celem miało być wyeliminowanie „stosunkowo częstych sytuacji, gdy po wszczęciu postępowania w sprawie wpisania zabytku do rejestru właściciel tego zabytku dokonuje jego zniszczenia”.

Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma wątpliwości, że zagwarantowanie skutecznej ochrony dóbr kultury, w tym zabytków, jest obowiązkiem władzy publicznej.  Realizacja tego obowiązku nie może jednak odbywać się z naruszeniem Konstytucji, a zwłaszcza nie może stanowić nadmiernej ingerencji w sferę praw człowieka i obywatela, a zwłaszcza prawo własności.

Prawo to nie jest prawem absolutnym i może podlegać ograniczeniom. Ograniczenie własności zabytków znajduje zaś konstytucyjne uzasadnienie. Nie oznacza to jednak dowolności ustawodawcy w sposobie oraz głębokości ograniczenia. Konieczne jest w tym przypadku wyważenie praw właścicieli oraz przede wszystkim interesu publicznego. 

Dlatego dopuszczalność zabezpieczenia zabytków na czas postępowania o wpis co do zasady nie budzi wątpliwości Rzecznika. Jest on zaś zaniepokojony sposobem i zakresem ingerencji ustawodawcy.

Niejasność zakresu zakazu prowadzenia prac

Zasadniczą kwestią jest określenie zakresu prac, których właściciel lub posiadacz zabytku nie może podejmować w trakcie postępowania. Powstaje pytanie, czy zakaz obejmuje wszystkie prace, czy też można wskazać takie, które można by prowadzić.

Nieuzasadnione wydaje się wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia prac konserwatorskich oraz restauratorskich. Wstrzymanie prac konserwatorskich -zapobiegających destrukcji zabytku - wydaje się bowiem sprzeczne z ciążącym na właścicielu obowiązkiem opieki nad zabytkiem. Jeśli nie zabezpieczył go w należyty sposób przed uszkodzeniem czy zniszczeniem podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku grozi zaś kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Zakaz prowadzenia wszelkich prac w czasie trwania postępowania o wpis z jednej strony uniemożliwia bowiem właścicielowi lub posiadaczowi realizację obowiązku dbania o zabytek, z drugiej zaś naraża go na sankcje w przypadku niezabezpieczenia czy zniszczenia zabytku. Nie jest zatem jasne i jednoznaczne, czy na gruncie tego zakazu można podejmować jakiekolwiek prace, w jakim trybie powinno to się zgłaszać i na podstawie jakich pozwoleń.

Może to powodować niepewność właściciela co do dopuszczalności podjęcia określonych prac i ich zakresu. Wydaje się, że to praktyka stosowania zakazu może przesądzić o jego treści. Może to jednak prowadzić również do sytuacji, w których w takich samych stanach faktycznych zapadać będą różne decyzje. Wydaje się to trudne do pogodzenia z zasadą zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Nadmierna ingerencja w prawo własności właściciela zabytku

Ustawa o ochronie zabytków przewiduje różne formy ochrony zabytków nieruchomych. To ma zaś wpływ na zakres praw i obowiązków właścicieli. Wpis do rejestru stanowi wyjątkowo rygorystyczną formę ochrony i z tego właśnie powodu dużo silniej wkracza w prawo własności i ogranicza je. Świadczy o tym m.in. fakt, że wpisanie zabytku ujawnia się w księdze wieczystej nieruchomości. Właściciel ma zaś obowiązek uzyskania pozwolenia konserwatora zabytków m.in. na prowadzenie prac konserwatorskich, restauratorskich lub robót budowlanych.

W przeciwieństwie do ochrony wynikającej z wpisu do rejestru, co wymaga decyzji administracyjnej, objęcie zabytku ochroną tymczasową następuje z mocy prawa wraz z wszczęciem postępowania w sprawie wpisu. W praktyce wydaje się jednak, że przyjęta regulacja prowadzi do sytuacji, w której zabytek w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru objęty jest ochroną która ma de facto bardziej rygorystyczny charakter niż ochrona obiektów już wpisanych do rejestru.

W przypadku bowiem zabytku wpisanego do rejestru właściciel może – za pozwoleniem konserwatora - prowadzić prace konserwatorskie, restauratorskie, roboty budowlane lub podejmować inne działania, które mogłyby prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. W czasie postępowania w sprawie wpisu możliwość taka - jak się wydaje - jest wykluczona.

Tymczasem obowiązek zabezpieczenia i utrzymania zabytku w jak najlepszym stanie nie jest związany z decyzją o wpisie do rejestru i spoczywa na jego dysponencie także w czasie trwania postępowania o wpis. A pogorszenie stanu zabytku może nastąpić nagle, na skutek chociażby nagłych zdarzeń atmosferycznych. Zerwanie np. części dachu przez wiatr, może wiązać się z koniecznością podjęcia stosownych działań, które niewątpliwie będą wiązały się z substancją zabytku – wskazuje RPO.

Dolegliwość zakazu prowadzenia prac może się zwiększyć wraz przedłużającym się postępowaniem o wpis. Z uwagi na skomplikowany charakter oraz konieczność gromadzenia i analizowania dokumentacji może to trwać nawet kilka lat.

- Wydaje się, iż wprowadzenie ochrony tymczasowej, gdy organ ma pewność, że właściciel nie może w stosunku do zabytku podjąć de facto jakichkolwiek działań, może wpłynąć na wydłużenie postępowań – uważa Rzecznik. Tym bardziej zasadne wydaje się istnienie mechanizmu, który pozwalałby na podejmowanie określonych, koniecznych prac, oczywiście pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego.

Brak rozwiązań prawnych, które mogłyby uzupełniać mechanizm ochrony tymczasowej, powoduje, że właściciel nie ma możliwości wystąpienia o przeprowadzenie koniecznych prac. Tym samym zostaje on w rzeczywistości pozbawiony możliwości decydowania o swojej własności  i dysponowania nią do czasu wydania ostatecznej decyzji co do wpisu.

W ocenie Rzecznika zakaz prowadzenia prac przy zabytku, nie przewidujący wyjątków bądź procedury w ramach której możliwe byłyby - pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego - zastosowanie określonych wyłączeń,  stanowi zatem nadmierną ingerencję w prawo własności.

O stanowisko w tej sprawie Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Jeśli podzieliłby on zaprezentowaną argumentację, Rzecznik poprosił o rozważenie prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zabytków - aby ochronić prawa właścicieli nieruchomości, w stosunku do których wszczęto postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków.

IV.7002.11.2018

Opozycjonistka z PRL nie dostała Krzyża Wolności i Solidarności - obawia się opinii, że była agentką SB

Data: 2019-06-25
  • Działaczka opozycji antykomunistycznej nie poznała przyczyn decyzji prezesa IPN o niewystąpieniu do Prezydenta o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności
  • Może to rodzić wobec niej przypuszczenia o związki ze służbami specjalnymi PRL – takie osoby nie mają bowiem prawa do tego odznaczenia
  • RPO zwrócił się do prezesa IPN o rozważenie zmiany przepisów
  • Chodzi o to, aby informować zainteresowanych o powodach odstąpienia od wniosku o nadanie Krzyża

W skardze do RPO obywatelka opisała postępowanie o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności. W odpowiedzi na inicjatywę o przedstawienie Prezydentowi wniosku o nadanie jej tego odznaczenia, prezes Instytutu Pamięci Narodowej powiadomił, że w efekcie procedury sprawdzającej odstąpił od wystąpienia z takim wnioskiem. Nie podał przyczyn tej decyzji, powołując się na przepis ustawy o orderach i odznaczeniach (który tego nie nakazuje - ani wobec inicjatorów wniosku o odznaczenie, ani osoby, która ma je otrzymać).

Krzyż Wolności i Solidarności jest nadawany aktywnym działaczom opozycji wobec dyktatury komunistycznej w PRL. Zgodnie z ustawą z 2010 r., do otrzymania Krzyża nie mają prawa osoby:

  • które były pracownikami, funkcjonariuszami, żołnierzami organów bezpieczeństwa państwa, chyba że przedłożą dowody, iż przed 4 czerwca 1989 r., bez wiedzy przełożonych czynnie wspierały osoby lub organizacje działające na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowania praw człowieka w PRL;
  • co do których w archiwum IPN zachowały się dokumenty wytworzone przez nie lub przy ich udziale, w ramach czynności wykonywanych przez nie w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.

Obywatelka poprosiła o uzasadnienie tej decyzji oraz o dokumentację  postępowania sprawdzającego. Prezes IPN odpowiedział, że ustawa nie daje uprawnień do informowania o przyczynach odstąpienia. Skarżąca uznała, że narusza to jej konstytucyjne prawa, w tym prawo do informacji oraz zasadę ochrony godności człowieka. Mogą bowiem powstać  podejrzenia o jej współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

Kobieta podkreśliła, że nie była karana, ani nigdy nie podjęła działalności na rzecz organów bezpieczeństwa PRL. Ma zaś status działacza opozycji antykomunistycznej (nadany decyzją Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych); została też odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz przemian demokratycznych.

Rzecznik ma świadomość, że okoliczności prowadzące do utraty prawa otrzymania odznaczenia wiążą się z tzw. danymi wrażliwymi  (współpraca z organami bezpieczeństwa PRL lub karalność).

Przepis o nieinformowaniu o przyczynach odstąpienia od wniosku dla Prezydenta RP miał na celu uniknięcie przekazywania tych danych podmiotom inicjującym (np. organy samorządowe, organizacje społeczne i zawodowe). Chodziło o ochronę godności i dobrego imienia osoby, wobec której złożono wniosek o nadanie tego odznaczenia.

Należy jednak zauważyć, że mogą wystąpić również sytuacje (jak w przypadku skarżącej), gdy skutkiem stosowania przepisów może być powstanie nieprawdziwych podejrzeń o współpracy z organami bezpieczeństwa PRL lub o karalności.

Dla byłych działaczy opozycji antykomunistycznej samo powstanie tych podejrzeń może szkodzić ich dobremu imieniu. Obywatel nie ma w takiej sytuacji żadnej możliwości reakcji na decyzję o odstąpieniu przez Prezesa IPN od przedstawienia wniosku, która może być źródłem tych podejrzeń, a tym samym możliwości np. zdementowania nieprawdziwych przypuszczeń. Nie ma też możliwości zapoznania się z dokumentacją IPN.

Dlatego Rzecznik uznał za niezbędne szersze przeanalizowanie przyczyn decyzji o odstąpieniu od przedstawienia wniosku o nadawanie Krzyża w praktyce działalności Prezesa IPN. Chodzi zwłaszcza o wskazanie, jaką grupę stanowią decyzje podjęte z uwagi na fakt współpracy z organami bezpieczeństwa państwa, na karalność, a jaką - podjęte z innych przyczyn.

Ze względu na potrzebę jak najlepszego zabezpieczenia praw obywateli w postępowaniu w sprawach o nadanie Krzyża Wolności i Solidarności, Rzecznik poprosił prezesa IPN Jarosława Szarka o ocenę ewentualnej zmiany przepisów ustawy w tym zakresie.

VII.600.6.2019

Resort infrastruktury przeciw pierwszeństwu dla pieszych, którzy wchodzą na pasy

Data: 2019-06-25
  • Kierowcy w państwach Europy są przyzwyczajeni do obowiązującego tam od lat nakazu ustępowania pierwszeństwa pieszym mającym zamiar przejść przez pasy na jezdni
  • Dlatego Ministerstwo Infrastruktury nie uznaje za właściwe,  by  przenieść do polskiego prawa zasady pierwszeństwa pieszego w takich sytuacjach
  • Tak resort odpowiedział RPO, który wystąpił o zmianę przepisów tak, by piesi mieli pierwszeństwo, zanim wejdą na pasy 
  • Rzecznik będzie o to konsekwentnie zabiegał

Kierowcy w Polsce coraz częściej potrącają pieszych na przejściach. Piesi to najsłabiej dziś chroniona grupa uczestników ruchu drogowego. Główną przyczyną takich wypadków jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przez kierowców.

Dlatego 29 stycznia 2019 r.  Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka o rozważenie zainicjowania zmiany Prawa o ruchu drogowym przez przyznanie pierwszeństwa pieszym, którzy oczekują na przejście przez jezdnie lub na nie wkraczają. Wystąpienie było efektem spotkań Adama Bodnara z  przedstawicielami stowarzyszeń „Miasto Jest Nasze” i „Piesza Masa Krytyczna”.

RPO: Poprawić bezpieczeństwo pieszych 

Dziś pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, kiedy wejdzie na przejście. Ale nie wcześniej. Prawo o ruchu drogowym nakazuje zaś kierowcy zachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia. Nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pieszy zamierza wejść na przejście lub właśnie na nie wkracza.

Dlatego podczas spotkania w grudniu 2019 r. z Adamem Bodnarem przedstawiciele organizacji społecznych opowiedzieli  się za wprowadzeniem do Prawa o ruchu drogowym przepisu, który dawałby pieszemu pierwszeństwo już w momencie, gdy ma zamiar wejść na pasy, co sygnalizuje w ten sposób, że staje i czeka na możliwość przejścia. W takiej sytuacji kierowca musiałby ustąpić pierwszeństwa.

Poprawiłoby to bezpieczeństwo pieszych. Wiedząc, że pierwszeństwo przysługuje nie tylko człowiekowi na przejściu, ale także oczekującej na to, kierowca musiałby zachować jeszcze większą ostrożność i w większym stopniu zmniejszyć prędkość.

Rzecznik wskazuje, że w polskim prawie są już przepisy, z których można by wywodzić pierwszeństwo ludzi wchodzących na przejście dla pieszych. Zgodnie z § 47 ust. 4 rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. z 2002 r. Nr 170, poz. 1393), kierujący pojazdem zbliżający się do przejścia oznaczonego znakiem D-6 jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osób znajdujących się na przejściu lub na nie wchodzących. Przepis ten nakazuje kierowcy zmniejszyć prędkość na tyle, aby mógł się zatrzymać przed przejściem - jeżeli pieszy na nim się znajduje lub na nie wchodzi.

Przepis ten pozostaje jednak w sprzeczności z Prawem o ruchu drogowym, w myśl którego pierwszeństwo przed pojazdem ma tylko pieszy na przejściu. Ponadto ustawa nie przekazuje do uregulowania w rozporządzeniu zasad zachowania się uczestników ruchu w miejscach oznaczonych znakami drogowymi.

Dane statystyczne niepokoją

W 2017 r. w Polsce doszło do 32 760 wypadków drogowych (w 25 proc. z udziałem pieszych). Śmierć poniosło 873 pieszych, a rannych zostało 7587. Do śmierci pieszego dochodziło w co piątym potrąceniu wskutek nadmiernej prędkości auta. Główną przyczyną potrąceń było nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu - wynika z danych Komendy Głównej Policji. 

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w sprawozdaniu za 2017 r. zwróciła  uwagę, że liczba ofiar śmiertelnych wśród pieszych nieznacznie wzrosła w porównaniu z rokiem 2016 r. Wskazuje to na konieczność nowych działań zapobiegawczych dla poprawy bezpieczeństwa tej najsłabiej chronionej grupy uczestników ruchu drogowego.

Przepisy w państwach Europy Zachodniej

Zasada, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na przejście, obowiązuje w krajach skandynawskich i w większości państw Europy Zachodniej (we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Austrii, Niemczech).

  • W Norwegii i we Francji kierowca ma obowiązek zatrzymania się przed przejściem nawet wtedy, gdy człowiek stojący w pobliżu nie wykazuje wyraźnego zamiaru przejścia przez jezdnię, a jedynie zbliża się do jezdni.
  • W Szwajcarii kierowca musi się zatrzymać także wtedy, gdy pieszy stoi przed przejściem, ale ma oczywisty zamiar przejścia przez jezdnię. Liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w tych państwach zdecydowanie niższa niż w Polsce

Odpowiedź MI

- Koncepcja zwiększenia bezpieczeństwa pieszych w rejonie przejścia dla pieszych i na samym przejściu wydaje się niewątpliwie słuszna – odpisał RPO Rafał Weber, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Zarazem wskazał, że prowadzone dotychczas prace w tej kwestii (druk sejmowy nr 1859), które ostatecznie nie zostały sfinalizowane, wykazały szereg wątpliwości towarzyszących próbie radykalnego zwiększenia uprzywilejowania niechronionych uczestników ruchu drogowego.

- W wielu państwach europejskich ochrona pieszego mającego zamiar przejścia przez przejście dla pieszych obowiązuje już od lat, w związku z czym kierujący pojazdami na tamtejszych drogach są przyzwyczajeni do obowiązku ustępowania im pierwszeństwa w takich sytuacjach – zaznaczył Rafał Weber. Według niego państwa te nie prowadziły tzw. „badań przed i po” przy zmianie swojego prawodawstwa w tym zakresie, stąd też nie jest możliwa ocena tego, w jakim stopniu postulowane przez Rzecznika zmiany wpłynęłyby na sytuację na polskich drogach.

Ponadto wyniki takiego badania nie mogłyby być rzetelnym argumentem popierającym, czy też negującym zasadność wprowadzenie takiej zmiany w prawie polskim, gdyż każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa.

- Dlatego też, mając na względzie przywołane wyżej uwarunkowania – specyficzne dla danego państwa – nie wydaje się właściwym bezpośrednie przeniesienie do polskiego systemu prawnego rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich - podkreślił Rafał Weber.

W jego ocenie wpływ na bezpieczeństwo pieszych przekraczających jezdnię ma nie tylko sposób uregulowania tej problematyki w przepisach. Znaczącą rolę odgrywają też działania organu zarządzającego ruchem oraz zarządcy drogi.  Chodzi m.in. o lokalizację przejść dla pieszych, ich utrzymanie i zastosowane rozwiązania w celu poprawy bezpieczeństwo pieszych (geometria drogi, urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, oświetlenie przejść, itp.).

Niezbędne jest też skuteczne egzekwowanie przepisów dotyczących przechodzenia przez jezdnię oraz zachowania kierujących pojazdami wobec pieszych przez policję, straże gminne i miejskie.

Ponadto Rafał Weber poinformował, że resort dostrzega sygnalizowany przez Rzecznika problem braku jednoznaczności obecnych przepisów ze względu na ich lokalizację w dwóch aktach prawnych, a także wątpliwości w przedmiocie zgodności § 47 ust. 4 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych z zakresem upoważnienia ustawowego. W przyszłych działaniach legislacyjnych resort  rozważa skonsolidowanie w Prawie o ruchu drogowym regulacji zawartych obecnie w ustawie oraz rozporządzeniu.

Konferencja w NiK o prawach pieszego

24 czerwca 2019 r. w Najwyższej Izbie Kontroli odbyła się konferencja "Bezpieczeństwo pieszych w ruchu drogowym", współorganizowana przez Biuro RPO.

Ta publiczna debata była odpowiedzią na duży odzew społeczny wystąpienia RPO do MI. Uczestniczyli w niej przedstawiciele parlamentu, KGP oraz organizacji pozarządowych -  Miasto Jest Nasze, Zielone Mazowsze, Drogi Mazowsza, Normalne Miasto Fenomen.

Zastępca RPO dr Maciej Taborowski zapowiedział w swym wystąpieniu, że RPO będzie konsekwentnie domagał się przyjęcia regulacji chroniących pieszych – w myśl styczniowego wystąpienia  do MI.

Przedstawiciel resortu podtrzymał stanowisko wyrażone w piśmie Rafała Webera.

Maciej Taborowski poruszył też kwestie braku przepisów dotyczących  elektrycznych hulajnóg, które dla pieszych stanowią istotne zagrożenie. Dodał, że razem z partnerami społecznymi Rzecznik przedstawił kilka postulatów do projektu ustawy o urządzeniach transportu osobistego. Uregulowane powinny być m.in. kwestie parkowania hulajnóg na chodnikach, fabrycznego ograniczenia ich prędkości oraz wyposażenia w dwa niezależne hamulce, sygnał ostrzegawczy i system sygnalizowania zmiany kierunku jazdy.

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski wskazywał, że Izba uznała za niewystarczające działania policji i straży miejskich dla zapewnienia bezpieczeństwa pieszym i rowerzystom. Zapowiedział, że w 2020 r. NIK przeprowadzi kontrolę bezpieczeństwa tych osób.

V.511.12.2019

RPO: zmienić zasady kształcenia policyjnych specjalistów

Data: 2019-06-24
  • Zasady kształcenia na certyfikowanego specjalistę policyjnego powinny być zmienione – uważa RPO
  • Chodzi o przywrócenie wcześniejszej zasady potwierdzania przez sąd obecności kandydata na rozprawie
  • Od osoby ubiegającej się o taką specjalizację wymaga się bowiem m.in. obecności co najmniej w trzech rozprawach sądowych z udziałem biegłych

Na tle jednej ze spraw indywidualnych badanych w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich ujawniły się nieprawidłowości w procesie kształcenia na certyfikowanego specjalistę z zakresu badań antroskopijnych policyjnego laboratorium kryminalistycznego. Problem ten może dotyczyć kandydatów na biegłego. 

Od  kandydata na specjalistę wymaga się m.in. uczestniczenia w charakterze obserwatora w co najmniej trzech rozprawach sądowych z udziałem biegłych lub specjalistów. 

W niektórych komendach policji wykształciła się praktyka „rezerwowania” terminów rozpraw sądowych do uczestnictwa w charakterze obserwatora z udziałem biegłych. Polegała ona na dokonaniu w książce pracy specjalisty wpisu terminu oraz sygnatury sprawy, a biegły uczestniczący w rozprawie podpisywał się  i przybijał pieczęć. Pozostałe rubryki potwierdzające uczestnictwo w rozprawie wypełniał policjant prowadzący w trakcie procesu kształcenia lub sam kandydat. Praktykę tę uzasadniono dużym zainteresowaniem udziałem policjantów w rozprawach. Fakt potwierdzenia pieczęcią przez biegłego miał być rodzajem „rezerwacji” udziału konkretnego policjanta w rozprawie sądowej.

Obecnie obowiązującą regulacją jest zarządzenie nr 3 Komendanta Głównego Policji z 17 stycznia 2014 r. w sprawie uprawnień do wydawania opinii oraz wykonywania czynności w policyjnych laboratoriach kryminalistycznych.

Przed tym zarządzeniem obowiązywała zasada potwierdzania obecności kandydata w charakterze obserwatora na rozprawie z udziałem biegłego przez pracownika sądu. Kandydat zgłaszał udział w rozprawie przed jej rozpoczęciem, po czym udawał się do sekretariatu sądu w celu uzupełnienia informacji związanych z daną rozprawą (data, miejsce, sygnatura, nr ekspertyzy). Było to sprawdzane przez sąd przed rozpoczęciem rozprawy przez okazanie książki z wypełnionymi wpisami. Sekretariaty sądów nie chciały jednak potwierdzać faktu udziału kandydatów na biegłych w rozprawach. Prawdopodobnie fakt ten stał się powodem do odejścia od tej praktyki.

W ocenie Rzecznika odstąpienie od praktyki potwierdzania obecności na rozprawie przez podmiot zewnętrzny może prowadzić do nieprawidłowości w procesie kształcenia, zarówno certyfikowanych specjalistów, jak i biegłych policyjnych laboratoriów kryminalistycznych.

Rzecznik zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o rozważenie możliwości powrotu do wcześniejszej praktyki poświadczania obecności kandydata na biegłego/specjalistę przez pracowników sądu.

WZF.7043.3.2019

Kolejny wyrok ETPC ws. nadmiernego przymusu policji. Rzecznik pisze do MSWiA

Data: 2019-06-21
  • W czasie zatrzymania w 2011 r. człowiek odniósł obrażenia; był też rażony paralizatorem przez policjantów - mimo że się poddał i był unieruchomiony. Po dwóch dniach zwolniono go z aresztu bez zarzutów
  • W maju 2019 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że stosując wobec skarżącego nadmierny przymus oraz nie wyjaśniając należycie sprawy, Polska naruszyła zakaz tortur oraz nieludzkiego i poniżającego traktowania
  • To przełomowy wyrok wskazujący m.in., jak ważne jest prawidłowe i proporcjonalne użycie środków przymusu przez uprawnione służby
  • Wyrok powinien być dla policji impulsem do skutecznej walki ze źle pojmowaną solidarnością zawodową, prowadzącą do zmowy milczenia, a nawet do unikania odpowiedzialności przez sprawców złego  traktowania

- Funkcjonariusze muszą mieć świadomość, że podstawą skuteczności policji w państwie demokratycznym jest respekt i szacunek, jaką darzą ją obywatele. To nie jest to samo, co strach przed brutalnym i nieprzewidywalnym policjantem - głosi pismo Rzecznika Praw Obywatelskich do sekretarza stanu w MSWiA Jarosława Zielińskiego.

Rzecznik opisał w nim wyrok ETPC z 23 maja 2019 r. w sprawie Kanciał przeciwko Polsce (skarga nr 37023/13). Skargę do Trybunału wniósł obywatel, który w czerwcu 2011 r. został zatrzymany przez antyterrorystów i Centralne Biuro Śledcze w związku z podejrzeniem udziału w porwaniu. Funkcjonariusze wtargnęli rano do mieszkania, w którym przebywał ze znajomymi. Mężczyzna twierdził, że został pobity oraz rażony paralizatorem w plecy, pośladki i genitalia - pomimo że się poddał i był unieruchomiony. Badanie lekarskie  wykazało ślady obrażeń m.in. twarzy i nadgarstków. Po dwóch dniach mężcyzna został zwolniony z aresztu. Nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów.

Skarżący zażalił się do prokuratury na traktowanie w czasie zatrzymania. Postępowanie po roku umorzono. Prokuratura uznała, że brak było wystarczających dowodów  przestępstwa, a paralizatora użyto zgodnie z przepisami.

ETPC uznał, że Polska naruszyła zakaz tortur oraz nieludzkiego i poniżającego traktowania ze względu na zastosowanie nadmiernego przymusu bezpośredniego w trakcie i po zatrzymaniu podejrzanego oraz brak odpowiedniego postępowania wyjaśniającego.

W opinii Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur to przełomowy wyrok podkreślający nie tylko, jak ważne jest prawidłowe i proporcjonalne stosowanie środków przymusu przez uprawnione służby, ale przede wszystkim, jak kluczową rolę odgrywa rzetelne postępowanie wyjaśniające.

ETPC wskazał na dwie fazy zatrzymania: do momentu zakucia w kajdanki i unieruchomienia oraz po tym. ETPCz nie mógł jednak ocenić, czy do nadużycia przymusu doszło w pierwszej fazie - ze względu na sprzeczne zeznania stron. Władze twierdziły, że mężczyzna został porażony paralizatorem, bo stawiał opór i nie pozwalał na założenie kajdanek. Skarżący twierdził, że spełniał wszystkie polecenia, a mimo to był uderzany, kopany i rażony paralizatorem.

Trybunał uznał, że funkcjonariusze niepotrzebnie użyli siły wobec skarżącego po jego unieruchomieniu, a zastosowanie takich środków przymusu bezpośredniego jak paralizator nie było konieczne.

W opinii ETPC ani prokuratura, ani sądy nie przeprowadziły odpowiedniej analizy legalności użycia środków przymusu. Należało przeprowadzić rygorystyczną weryfikację konieczności użycia paralizatora ze względu na dolegliwość obrażeń. Zdaniem ETPC faworyzowano też zeznania funkcjonariuszy, przyznając o wiele mniejsze znaczenie zeznaniom skarżącego, mimo iż wyniki obdukcji i badań lekarskich potwierdzały jego wersję

Trybunał stwierdził naruszenie art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zasądził na rzecz skarżącego 25 tys. euro zadośćuczynienia.

W opinii KMPT wyrok ten powinien stać się impulsem do głębszej refleksji co do stosowania przymusu bezpośredniego, w szczególności tzw. paralizatorów oraz w kontekście prowadzenia rzetelnych postępowań wyjaśniających nadużycia.

Kwestia  paralizatorów jest podnoszona od ujawnienia nagrań w sprawie Igora Stachowiaka, torturowanego we wrocławskim komisariacie. Zastosowanie broni elektrycznej rodzi wiele  konsekwencji, które w chwili jej użycia nie zawsze są możliwe do przewidzenia. Na kanwie tego przypadku Europejski Komitet Przeciwko Torturom (CPT) zalecił po wizycie w Polsce w 2017 r. przypomnienie wszystkim policjantom instrukcji używania paralizatorów. Mogą być one stosowane wyłącznie w przypadku rzeczywistego i bezpośredniego zagrożenia dla życia lub ryzyka poważnych obrażeń. Sięgnięcie po nie wyłącznie po to, by dana osoba zastosowała się do polecenia, jest niedopuszczalne. Ich stosowanie powinno być dozwolone wyłącznie gdy łagodniejsze środki przymusu nie odniosły skutku lub są niepraktyczne, oraz jeżeli jedyną alternatywą jest użycie np. broni palnej.

W tym kontekście z zadowoleniem należy przyjąć, że po apelach RPO dotyczących poddania używania tego środka rygorom podobnym jak w przypadku broni palnej - w szczególności w zakresie ich dokumentowania oraz kontrolowania - Komenda Główna Policji w sierpniu 2018 r. wydała w tej sprawie wytyczne. Należy jednak pamiętać, że same standardy nie wystarczą. Zdaniem KMPT kluczową rolę powinno odgrywać profesjonalne szkolenie funkcjonariuszy, ukierunkowane nie tylko na aspekty praktyczne samego wykorzystania tego rodzaju środków, ale także na budowanie kultury sprzeciwu wobec tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania.

Wyrok ETPC powinien stać się impulsem dla samej policji, by rozpocząć skuteczną walkę ze źle pojmowaną solidarnością zawodową prowadzącą do zmowy milczenia, a w skrajnych przypadkach do unikania odpowiedzialności przez sprawców złego  traktowania.

Funkcjonariusze muszą mieć świadomość, że podstawą skuteczności policji w państwie demokratycznym jest respekt i szacunek jaką darzą ją obywatele. To nie jest to samo co strach przed brutalnym i nieprzewidywalnym policjantem.

Tortury, nieludzkie i poniżające traktowanie stanowią najbardziej skrajny przykład łamania praw człowieka, wyrażają pogardę dla jego godności i degradują społeczeństwo, które na nie przyzwala. Muszą o tym pamiętać przedstawiciele zawodów zaufania publicznego, którzy jako pierwsi powinni stać na straży przestrzegania zakazu tortur.

W opinii KMPT jest to szczególnie ważne w kontekście postępowań prowadzonych przez prokuraturę w spawach dotyczących przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy. Wszelkie sygnały dotyczące nadużywania siły, znęcania się nad zatrzymanymi, torturowania ich, by przyznali się do winy, czy zachowywali w określony sposób, powinny być każdorazowo kompleksowo wyjaśniane, a sprawcy odpowiednio ukarani. Rzetelne prowadzenie postępowań, zarówno na etapie prokuratorskim, jak i sądowym, jest w tym kontekście kluczowe.

W państwie, które w ubiegłym roku obchodziło 25-lecie wejścia w życie Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, wszystkie instytucje i organy władzy publicznej, a w szczególności przedstawiciele organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, muszą pamiętać, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach - takich jak walka z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną - art. 3 Konwencji, jak i art. 40 Konstytucji w sposób bezwzględny zakazują stosowania tortur i nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania, niezależnie od zachowania danej osoby. Nie możemy zapomnieć, że przestrzeganie tego zakazu świadczy o istocie demokratycznego państwa.

KMP.570.16.2019

Jest nowy program wsparcia usuwania porzuconych odpadów (NFOŚiGW do RPO)

Data: 2019-06-21
  • Gmin nie stać na samodzielne usuwanie składowisk odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz – koszty sięgają nawet kilkudziesięciu mln zł
  • Państwo ma realnie pomagać gminom w usuwaniu takich odpadów
  • RPO zwrócił się do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej NFOŚiGW o zmianę obecnych programów, by zapewnić realne wsparcie
  • Teraz prezes NFOŚiGW poinformował o nowym programie priorytetowym dla samorządów

Obywatele skarżą się na składowiska i magazyny różnych odpadów, znajdujące się w sąsiedztwie terenów mieszkaniowych. Często działają one bez wymaganych pozwoleń; zdarza się też, że pozwolenia są cofane wobec uchybień w ich prowadzeniu.

Zgodnie z prawem obowiązek usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska spoczywa na ich posiadaczu. Często nie stosuje się on do tego, mimo sankcji w postępowaniu egzekucyjnym lub kar pieniężnych przewidzianych przez prawo ochrony środowiska. Rzecznik zna takie przypadki, które sam badał  (np:  sprawa nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Brzegu).  

Wobec bierności posiadacza odpadów, ich usunięcie spada głównie na gminy (zwykle w formie tzw. zastępczego wykonania decyzji). Muszą one wyasygnować środki na ten cel, przy często iluzorycznej szansie na ich zwrot od posiadacza odpadów. A kwoty te często  wynoszą od kilku do kilkudziesięciu milionów zł. Samorządy mogą uzyskać na to wsparcie NFOŚiGW, zwłaszcza w ramach działa  programu „Ochrona powierzchni ziemi”.

Co robił RPO, by zapewnić wsparcie gminom

W 2018 r. Rzecznik spytał prezesa NFOŚiGW, czy możliwe jest wsparcie gmin w usuwaniu odpadów z nieruchomości niestanowiących ich własności lub niepozostających w ich użytkowaniu wieczystym.

Dostał odpowiedź, że gmina może dostać dotację Funduszu  do wysokości do 80 proc. kosztów - ale odpady muszą zagrażać zdrowiu lub życiu ludzi albo powodować nieodwracalne szkody środowiska, a miejsce ich składowania musi być własnością gminy lub Skarbu Państwa. Gmina może też dostać pożyczkę do 100 proc. kosztów na usunięcie odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz. Gminy rzadko jednak występują o takie pożyczki.  

Fundusz informował, że w Ministerstwie Środowiska trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o odpadach w zakresie usuwania magazynowanych lub składowanych odpadów z miejsc na ten cel nieprzeznaczonych, jak również z miejsc, w których zakończono działalność w zakresie gospodarki odpadami niezgodnie z przepisami obowiązującego prawa. Po wprowadzeniu tych zmian prawnych oferta finansowa NFOŚIGW dla gmin zostanie odpowiednio dostosowana.

Rzecznik uznał, że odpowiedź Funduszu potwierdza, że obecna oferta Funduszu dla gmin szukających środków na usunięcie nielegalnych odpadów z nieruchomości prywatnych jest niewystarczająca. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w ciągu trzech lat (2015-2017) obowiązywania programu priorytetowego „Ochrona powierzchni ziemi”, złożono jedynie dwa wnioski o przyznanie pożyczki na ten cel - oba zostały zresztą odrzucone.

Doceniając zasygnalizowaną przez Fundusz zapowiedź zmian, Rzecznik nabrał jednak wątpliwości co do tego, że zmiany są uzależnione od nowelizacji ustawy o odpadach. A prace nad tym projektem nadal pozostają na etapie rządowym. Z uwagi na jego obszerność, trudno uznać za przesądzone jego rychłe uchwalenie – podkreślał Adam Bodnar.

Tymczasem media cyklicznie donoszą o nowo odkrywanych nielegalnych magazynach lub składowiskach odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych zagrażających zdrowiu i życiu okolicznych mieszkańców.  A problem przez wzgląd na ochronę życia i zdrowia ludzkiego powinien być rozwiązany niezwłocznie – wskazał Rzecznik.

Dlatego w lutym 2019 r. zwrócił się do wiceprezesa NFOŚiGW Dominika Bąka o pilne podjęcie prac w celu zmiany programów Funduszu, tak aby zapewnić gminom odpowiednie instrumenty finansowe.

Odpowiedź NFOŚiGW

- W pełni rozumiemy potrzebę likwidacji problemu porzucanych odpadów. Fundusz na bieżąco analizuje sytuację na rynku gospodarki odpadami w kraju i dostosowuje swoją ofertę finansową do zidentyfikowanych potrzeb - odpisał Rzecznikowi  Dominik Bąk.

Poinformował, że uchwałami Zarządu NFOŚiGW z 26 kwietnia 2019 r. oraz Rady Nadzorczej NFOŚiGW z 8 maja 2019 r. przyjęto nowy Program priorytetowy 2.9. „Usuwanie porzuconych odpadów".

Jest on przeznaczony na wspieranie przedsięwzięć polegających na usuwaniu i zagospodarowaniu niewłaściwie składowanych lub magazynowanych odpadów, wraz z przeprowadzeniem remediacji powierzchni ziemi w zakresie skutków spowodowanych oddziaływaniem usuwanych odpadów. Beneficjentami mogą być jednostki samorządu terytorialnego oraz ich związki. Program oferuje wsparcie w formie dotacji lub pożyczki. Uruchomienie naboru wniosków planowane jest w najbliższym czasie. Szczegółowe informacje są dostępne na stronie internetowej NFOŚiGW.

NFOŚiGW podkreśla, że finansowanie usunięcia takich odpadów nie może naruszać zasady „zanieczyszczający płaci" oraz stanowić niedopuszczalnej pomocy dla podmiotów działających niezgodnie z prawem, a często również z przekroczeniem posiadanych decyzji.

Przypomniano, że to posiadacz odpadów jest zobowiązany do usunięcia odpadów z miejsc nieprzeznaczonych do ich składowania lub magazynowania, w tym odpadów porzuconych po zakończeniu prowadzenia działalności gospodarczej. Wójt, burmistrz lub prezydent miasta jest zobowiązany wydać decyzję nakazującą usunięcie odpadów ich posiadaczowi. W przypadku niewykonania decyzji organ może podjąć działania w formie wykonania zastępczego. Procedura ta dotyczy również przypadku posiadacza odpadów, któremu cofnięto zezwolenie ze względu na prowadzenie działalności niezgodnie z zezwoleniem.

Działania te podejmowane są na koszt posiadacza odpadów, co wyklucza możliwość udzielenia dofinansowania w formie bezzwrotnej. W obecnym stanie prawnym wsparcie ze środków publicznych zadań, gdzie istnieje podmiot odpowiedzialny za dokonane zanieczyszczenie, który prowadził działalność niezgodnie z prawem, jest niedopuszczalne i mogłoby stanowić tylko zachętę do takiego procederu – zaznaczył wiceprezes NFOŚiGW.

V.7204.29.2018

Trzeba dostosować filmy do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Rzecznik pisze do MKiDN

Data: 2019-06-19
  • Osoby z niepełnosprawnościami, także niewidzące i niesłyszące, mogą z powodzeniem korzystać z filmów jako przekazu kultury. Filmy te powinny być odpowiednio przygotowane
  • Część kopii każdego filmu powinna być obowiązkowo udostępniana w formach dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami
  • Powinno to dotyczyć zwłaszcza bajek i kina familijnego - dzieci z niepełnosprawnością słuchu często nie znają w wystarczającym stopniu języka polskiego, więc nawet filmy z napisami nie są dla nich dostępne
  • Doprowadzenie do tego jest zadaniem państwa – jest ono stroną Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, która gwarantuje prawo do niezależnego życia, w tym do korzystania z dóbr kultury

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się z tym postulatem do ministra kultury i dziedzictwa narodowego, wicepremiera Piotra Glińskiego.

Kultura jest pośrednikiem między jednostką a społeczeństwem, a obcowanie z nią zapobiega zamykaniu się osób niepełnosprawnych w kręgu własnych spraw i problemów. Zwiększa też ich zaangażowanie w życie społeczne. Jedną z bardziej popularnych formą poznawania kultury są produkcje filmowe – dostępne w kinach, za pośrednictwem telewizji czy usług on-line.

Ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych przywiązuję wielką wagę do zapewnienia tym osobom możliwości pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Mieści się w tym m.in. prawo dostępu do dóbr kultury. Konwencja wskazuje na obowiązki  państw co do zapewnienia, aby osoby z niepełnosprawnościami miały dostęp do programów telewizyjnych, filmów, teatru i innego rodzaju działalności kulturalnej, w dostępnych dla nich formach. Zasadę upowszechniania oraz równego dostępu do dóbr kultury określa art. 6 ust. 1 Konstytucji.
 

Aby jednak produkcja filmowa była dostępna dla osób z niepełnosprawnościami, powinna być zaopatrzona w odpowiednie udogodnienia. W przypadku osób z niepełnosprawnością wzroku jest to audiodeskrypacja, natomiast osoby z niepełnosprawności słuchu mogą odbierać utwór filmowy za pomocą napisów lub tłumacza języka migowego. Dopiero zapewnienie tych form gwarantuje rzeczywisty dostęp osób z niepełnosprawnościami do interesujących ich produkcji.

Dziś tego praktycznie nie ma – rozwiązania te są dostępne w zasadzie jedynie w przypadku seansów organizowanych przez organizacje pozarządowe, co oznacza, że jest to dostęp tylko na specjalnych seansach w wybranych miejscowościach, a więc w bardzo ograniczonym zakresie. Doceniając starania tych organizacji na rzecz przybliżenia kultury filmowej osobom z niepełnosprawnościami, RPO stwierdza, że w świetle standardów zawartych w Konwencji są to działania co najmniej niewystarczające w stosunku do potrzeb. Osoby z niepełnosprawnością słuchu lub wzroku nie mogą bowiem na równych zasadach z innymi osobami wybrać dogodnego dla siebie czasu i miejsca, w którym będą uczestniczyć w seansie filmowym.

Rzecznik przypomina, że postulat wprowadzenia stosownych rozwiązań ustawowych w zakresie zamieszczania ścieżki z audiodeskrypcją oraz napisów zastał zawarty w petycji Stowarzyszenia Instytut Praw Głuchych skierowanej do Sejmu.

Na potrzebę takich działań zwrócił uwagę już w 2014 r. działający przy RPO  Zespół ds. Głuchych. W przygotowanym przezeń raporcie podkreślono, że polska kinematografia jest właściwie nieznana osobom głuchym i słabosłyszącym.

Aby zapewnić osobom z niepełnosprawnościami dostęp do kultury filmowej na równych zasadach z innymi odbiorcami konieczne jest zatem przyjęcie rozwiązań systemowych.

Część kopii każdego filmu powinna być obowiązkowo udostępniana w formach dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami. Dzięki temu kina mogłyby wyznaczać seanse, podczas których emitowano by taką kopię. Regulacje takie powinny dotyczyć zwłaszcza bajek i kina familijnego. Dzieci z niepełnosprawnością słuchu często bowiem nie znają w wystarczającym stopniu języka polskiego, wskutek czego nawet filmy wyposażone w napisy nie są dla nich dostępne.

Obowiązek taki powinien w dalszej kolejności objąć także dystrybutorów w celu zapewnienia dostępności filmów zagranicznych.

XI.815.12.2019

SW: po śmierci Agnieszki Pysz nie było sygnałów co do pomocy psychologa dla współosadzonych

Data: 2019-06-19
  • Po śmierci Agnieszki Pysz w warszawskim areszcie nie zauważono niepokojących zachowań czy zaburzeń u innych kobiet
  • Gdyby była taka potrzeba, z inicjatywy personelu więziennego przeprowadzono by z nimi konsultacje psychologiczne; każda osadzona mogła też sama zgłosić się do psychologa
  • Tak Służba Więzienna odpowiedziała RPO w sprawie braku właściwej pomocy psychologicznej dla kobiet w areszcie po śmierci ich koleżanki  
  • Osoby doświadczające kryzysu często nie zwracają się po pomoc, nawet jeśli bardzo jej potrzebują - psycholog więzienny nie powinien był zatem uchylać się od własnej inicjatywy

Śmierć Agnieszki Pysz w 2017 r. wstrząsnęła polskim więziennictwem. Początkowo ukrywana, została ujawniona po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich, którego eksperci zebrali dokumenty i przeprowadzili rozmowy z wszystkimi związanymi ze sprawą. Kobieta zmarła, bo choć poważnie chorowała, nie dostała na czas pomocy lekarskiej. Służba Więzienna próbowała to ukryć, przedstawiając jej śmierć jako zdarzenie nagłe, niczym nie zapowiedziane.

Kiedy sprawa stała się publiczna, zajęła się nią prokuratura a także komisja sejmowa. Podczas obrad nadzorujący więziennictwo wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przepraszał matkę Agnieszki Pysz za śmierć córki.

To tragicznie zdarzenie jest jednym z tych, po których trzeba sprawdzić sposób działania przedstawicieli państwa, by nigdy więcej się nie powtórzyły.

RPO: psycholog powinien był pomóc aresztantkom

Jednym z kroków, jakie podejmuje w tej sprawie RPO, jest analiza sytuacji, w jakiej znalazły się współosadzone z Agnieszką Pysz. Z ustaleń Rzecznika wynika, że jej zgon, który nastąpił w tak dramatycznych okolicznościach, wywołał bardzo silne emocje zwłaszcza wśród tych skazanych, które wcześniej bezskutecznie zabiegały o udzielenie pomocy medycznej.

Po tym, jak powiadomiły one funkcjonariuszy SW o radykalnym pogorszeniu stanu Agnieszki Pysz, podjęto decyzję o zamknięciu cel mieszkalnych. Osadzone nie zostały poinformowane, co się wydarzyło, ich wiedza o zdarzeniu pochodziła z zasłyszanych z korytarza urywków rozmów prowadzonych przez funkcjonariuszy SW i pracowników pogotowia ratunkowego.

Po zdarzeniu psycholog przeprowadził rozmowy tylko z tymi osadzonymi, które były zakwaterowane w celi z Agnieszką Pysz - mimo że wiele innych osadzonych żywo interesowało się jej stanem i opiekowało się nią podczas choroby. W czasie tych rozmów nie powiedział im o śmierci koleżanki, więc i tę interwencję psychologa trudno uznać za pomoc w traumatycznym wydarzeniu.

Nie można się zatem zgodzić ze stanowiskiem Dyrektora Generalnego Służby Więziennej, że w tej sytuacji psycholog nie miał obowiązku przeprowadzić rozmów ze współosadzonymi o śmierci współosadzonej.

Zgodnie z przepisami do zadań psychologa należy m.in. obejmowanie skazanych odpowiednimi oddziaływaniami psychokorekcyjnymi, które polegają w szczególności na psychoedukacji, poradnictwie psychologicznym oraz interwencjach kryzysowych. Sprawa śmierci Agnieszki Pysz była sytuacją kryzysową. Psycholog powinien był rozeznać, kto w oddziale, w jakim stopniu i zakresie potrzebuje pomocy psychologicznej i dostosować do tego swoje działania, nie ograniczając ich arbitralnie do osób zakwaterowanych w celi z Agnieszką Pysz - uznał Rzecznik.

Osadzone zapewne wiedziały, że mogą same zgłosić się do psychologa. Jednak osoby doświadczające kryzysu często same nie zwracają się po pomoc, nawet jeśli bardzo jej potrzebują. Psycholog więzienny, mając wiedzę o zaistniałym problemie, nie powinien był uchylać się od podejmowania inicjatywy.

Dlatego Rzecznik poprosił Dyrektora Generalnego SW, aby ponownie przeanalizował swe stanowisko i uwzględnił problem w programach szkolenia zawodowego psychologów więziennych.

Odpowiedź SW

- Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem stwierdzenie przez Pana zaniedbań w zakresie udzielania właściwego wsparcia psychologicznego osadzonym po zdarzeniu - odpisał Rzecznikowi zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz.  

W sytuacjach kryzysowych, więzienni psycholodzy dokonują identyfikacji osób wymagających bezwzględnie pomocy psychologicznej i osób, które w danym momencie nie wymagają takiego kontaktu. Psycholog również dokonał takiej oceny i przeprowadził rozmowy z osadzonymi z celi, w której zakwaterowana była pani Agnieszka Pysz. - Trudno teraz jednoznacznie orzec (po dwóch latach od zdarzenia), czy w omawianym przypadku taka ocena była prawidłowa lub nie - wskazał płk Fedorowicz.

W jego ocenie trudno przyjąć za bezsprzecznie wiarygodne informacje z pisma RPO „pozyskane wyłącznie od osadzonych, bez jakichkolwiek informacji ze strony administracji, czy psychologa bezpośrednio zaangażowanego w tę sprawę”.

Czynnikiem wspomagającym pomoc psychologiczną jest charakter relacji, jaką buduje psycholog z osadzonym. W sytuacji wywierania presji i nacisku, o którym pisze Rzecznik („wychodzenia z inicjatywą poza zasadę informowania, że w razie potrzeby każdy osadzony może skorzystać z pomocy psychologicznej"), rozmowa przestaje mieć walor pomocy psychologicznej. - Każdy osadzony w takiej sytuacji powinien być świadomy dobrowolności kontaktu z psychologiem z jednoczesną świadomością o przysługującym mu prawie - do odmowy rozmowy, jeśli tego nie chce – podkreślił zastępca dyrektora generalnego SW.

Według niego część osadzonych może nie przejawiać chęci kontaktu z psychologiem a przyjęcie zasady, iż każdy osadzony w tej sytuacji powinien być objęty obligatoryjnymi oddziaływaniami psychologicznymi bez oceny ich realnej potrzeby, może doprowadzać do sytuacji ponownej retraumatyzacji i nasilenia reakcji kryzysowych bądź traumatyzacji zastępczej. W konsekwencji takie działania mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc osobom w kryzysie.

- Kierowaliśmy się empatią i zrozumieniem tej bardzo trudnej dla wszystkich sytuacji – głosi pismo płk. Grzegorza Fedorowicza. Po zdarzeniu sytuacja w oddziale mieszkalnym oraz w całej jednostce penitencjarnej była monitorowana przez personel więzienny. Nie zauważono żadnych sygnałów wskazujących na niepokojące zachowania czy zaburzenia w codziennym funkcjonowaniu osadzonych, poczucia silnego zagrożenia, które spowodowane mogły być ekstremalnym stresem w wyniku doświadczania intensywnych negatywnych emocji po zdarzeniu.

Z pełną odpowiedzialnością należy podkreślić, ze gdyby taka potrzeba zaistniała, takie konsultacje psychologiczne byłyby przeprowadzone z inicjatywy personelu więziennego. Niezależnie od tego każda osadzona miała możliwość indywidualnego zgłoszenia się do psychologa.

Nawiązując do podnoszonej przez RPO potrzeby poświęcenia większej uwagi w programie szkolenia kwestiom reakcji psychologa w sytuacjach kryzysowych, płk Grzegorz Fedorowicz poinformował, że problematyka ta jest ujęta w programie szkolenia zarówno w formie teoretycznej jak i praktycznej, a umiejętność pracy z osobą w kryzysie jest jedną z podstawowych umiejętności niezbędnych w wykonywaniu zawodu psychologa.

IX.517.1778.2017

Czy za kraty już więcej nie trafią osoby śmiertelnie chore? RPO docenia taką propozycję

Data: 2019-06-19
  • Służba Więzienna chce takiej zmiany prawa, aby za kraty nie trafiali skazani i aresztowani w ostrej psychozie lub w stanie zagrażającym życiu
  • Pozytywnie ocenia to RPO, który od 4 lat zwraca uwagę na to, że w więzieniach nie można zapewnić takim osobom leczenia
  • Umierający więźniowie nie powinni zaś odchodzić w samotności w szpitalach więziennych - prawo pozwala zwolnić ich do domu lub szpitala, gdzie może przyjść rodzina
  • Problemem trzeba się zająć, bo według statystyk coraz więcej więźniów i aresztantów  umiera- 105 zgonów było w 2015 r. a 170 w 2018 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich od dawna monitoruje kwestię należytej opieki medycznej wobec osób pozbawionych wolności.

Działania RPO

W ramach wizytacji więzień i aresztów w lutym 2019 r. eksperci RPO ujawnili przypadki  osadzonych:

  1. w stanie terminalnym, co do których zachodzi przekonanie, że leczenie będzie nieskuteczne (Służba Więzienna powinna wtedy korzystać z procedur pozwalających na powrót umierającego więźnia do rodziny,;gzasady humanitaryzmu i poszanowania godności ludzkiej nie można odrzucić tylko dlatego, że zdarzało się, iż z więzienia zwolniono kogoś, ktoa mimo złego zdrowia zagroził bezpieczeństwu innych);
  2. wymagających dalszego specjalistycznego leczenia, czego nie zapewnią więzienne szpitale;
  3. niesamodzielnych, a  wymagających świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych, najczęściej w związku z głębokim zespołem otępiennym - ich pobyt w więzieniu nie zagraża zdrowiu i życiu, ale ich stan uniemożliwia osiągnięcie celów kary.

Sprawa była przedmiotem obszernego wystąpienia RPO do dyrektora Służby Więziennej z 22 marca 2019 r.  

Adam Bodnar zwracał uwagę m.in. na niepokojącą ostrożność dyrektorów więzień w kierowaniu do sądów wniosków o przerwę w wykonywaniu kary wobec ciężkiej choroby osadzonego. SW nie informuje też sądu o chorobie skazanego, która nie poddaje się leczeniu i może być powodem podjęcia z urzędu procedury o umorzenie albo zawieszenie postępowania wykonawczego. Niektórzy dyrektorzy próbują umieszczać ciężko chorych więźniów w placówkach stacjonarnej opieki paliatywnej finansowanej z NFZ. Zwykle kończy się to fiaskiem z braku pieniędzy lub miejsc. Dla drugiej grupy chorujących brakuje zaś miejsc w więziennych szpitalach, lekarzy oraz kadry pielęgniarskiej. Z kolei osoby niesamodzielne nie powinny przebywać w izolacji penitencjarnej - brak tu systemowych rozwiązań.

W odpowiedzi z maja 2019 r. Służba Więzienna uznała pismo RPO za materiał poznawczy, którego nie sposób kwestionować. Zarazem wskazano, że ustalenia pracowników Biura RPO „opierają się przede wszystkim na relacjach osadzonych, ich odczuciach i subiektywnej ocenie”. Podkreślono, że SW może tylko wnosić o przerwę w karze osoby ciężko chorej, ale już nie o zawieszenie wykonania jej kary. Podjęto zaś np. inicjatywę legislacyjną, która umożliwiłaby nieprzyjmowanie do więzień i aresztów pacjentów w ostrej psychozie czy stanie zagrożenia życia. Podkreślono trudności we współpracy z pozawięziennymi podmiotami leczniczymi podległymi Ministrowi Zdrowia.

Kolejne wystąpienie do SW

Rzecznik z zadowoleniem przyjął informację o inicjatywie legislacyjnej ws. nowelizacji rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 23 czerwca 2015 r. w sprawie czynności administracyjnych związanych z wykonywaniem tymczasowego aresztowania oraz kar i środków przymusu skutkujących pozbawienie wolności oraz dokumentowania tych czynności. Przewiduje ona nieprzyjmowanie do jednostek penitencjarnych tymczasowo aresztowanych i skazanych, będących w ostrej psychozie czy w ciężkim stanie zdrowia, zagrażającym życiu.

Od 1 lipca 2015 r. obowiązuje przepis, że każda osoba aresztowana lub skazana - choćby nawet była w stanie bezpośredniego zagrożenia życia - musi być przyjęta. Dopiero później ma mieć zapewnioną odpowiednią opiekę lekarską. Wcześniej prawo stanowiło, że nie można przyjąć osoby, która wymagała leczenia szpitalnego z powodu ostrej psychozy albo ze względu na bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia. - Z tej regulacji wycofano się z niezrozumiałych przyczyn - oceniał RPO w piśmie do MS jeszcze z 19 lipca 2016 r., w którym wnosił o przywrócenie wcześniejszych przepisów.

Odpowiedź SW nie odnosi się do uwag RPO na temat ostrożności dyrektorów jednostek w kierowaniu do sądów penitencjarnych wniosków w przedmiocie obligatoryjnego udzielenia przerwy w wykonaniu kary w związku z ciężką chorobą. Budzi to tym większe zaniepokojenie, że statystyki więzienne w sposób jednoznaczny wskazują na stały wzrost umieralności osób przebywających w jednostkach penitencjarnych: 105 zgonów w 2015 r., 123 -w 2016 r., 153 - w 2017 r. i 170 w - 2018 r.  - Tendencja ta wymaga szczególnego przeanalizowania pod kątem właściwego zdiagnozowania jej przyczyn - podkreślił Adam Bodnar.

Nie zgodził się ponadto ze stanowiskiem z odpowiedzi, by ustalenia BRPO były jednostronne. - W sposób możliwie kompletny staramy się dokonać analizy każdego przypadku, a przyjęta metodologia badania spraw na miejscu każdorazowo obejmuje również rozmowy z personelem więziennym (w tym medycznym) - głosi pismo RPO. W rozmowach z ekspertami RPO pracownicy więziennej służby zdrowia wielokrotnie formułowali oceny zbieżne z ich spostrzeżeniami, zwłaszcza co do zasadności pobytu w więzieniu pacjentów w bardzo zaawansowanym stanie chorobowym.

Wobec trudności w zakresie współpracy z pozawięziennymi podmiotami leczniczymi, Służba Więzienna musi podejmować skuteczne działania w celu zapewnienia realizacji zapisu Kkw o tym, że „skazanemu zapewnia się bezpłatne świadczenia zdrowotne, leki i artykuły sanitarne”. Jeżeli jakiekolwiek podmioty lecznicze publicznej służby zdrowia odmawiają współpracy, konieczne jest wystąpienie do MZ w sprawie wyeliminowania sytuacji niezgodnej z przepisami – podkreśla RPO.

W odpowiedzi SW  słusznie zauważono, że art. 15 K.k.w. nie wskazuje dyrektora zakładu karnego jako organu uprawnionego do wnioskowania do sądu o  zawieszenie postępowania wykonawczego. Rzecznik podkreślił, że nie oczekiwał składania wniosków w tym przedmiocie przez dyrektorów. - Postulując zwiększenie aktywności dyrektorów, wskazałem na konieczność informowania sądu karnego o stanie zdrowia skazanego, który nie pozwala na osiągnięcie celów kary, co może być przesłanką do podjęcia przez sąd z urzędu procedury o umorzenie albo zawieszenie postępowania wykonawczego – napisał Adam Bodnar.

W praktyce zaś art. 15 K.k.w. jest stosowany w związku ze złym stanem zdrowia osadzonego. Dobrym przykładem są działania Dyrektora Zakładu Karnego w Czarnem, który o sytuacji jednego z więźniów poinformował sąd. Z urzędu podjął on postępowanie ws. zawieszenia postępowania wykonawczego. Zakończyło się ono zwolnieniem skazanego, którego stan wyłączał świadomość odbywania kary.

Rzecznik przypomniał, że w wystąpieniu z 22 marca precyzyjnie opisał sytuację pacjentów, których traktowanie przez służby medyczne i penitencjarne budzi poważne wątpliwości. Chodzi o osoby bezpośrednio zagrożone śmiercią, których uwaga jest zogniskowana na ich chorobach, albo znajdują się w stanie głębokiego otępienia. wyłączającego świadomość odbywania kary. Dlatego też zdumienie RPO wzbudził zawarty w odpowiedzi SW opis adresowanych do funkcjonariuszy i pracowników SW działań, „które w założeniu powinny skutkować podniesieniem jakości prowadzonych wobec tych wrażliwych grup osadzonych oddziaływań”. Przedstawiono również szeroką paletę możliwości uczestniczenia przez te osoby w programach resocjalizacyjnych i readaptacji społecznej.

- Niezmiernie trudno jest wyobrazić sobie, by wskazani przeze mnie pacjenci (np. pan G., u którego zdiagnozowano otępienie głębokie i brak orientacji w czasie i miejscu) korzystali z przedstawień teatralnych, koncertów muzycznych i wystaw na terenie więzień i poza nimi - wskazał Adam Bodnar.

Podczas spotkania 4 marca 2019 r. z przedstawicielami CZ SW padła deklaracja przeprowadzenia screeningu jednostek penitencjarnych pod kątem pobytu w nich innych pacjentów z omawianych grup oraz dogłębnego, rzetelnego zbadania ich sytuacji. Jednak w odpowiedzi SW nie było niestety informacji na ten temat.

RPO podkreślił, że docenia działania SW dla zapewnienia miejsc zamieszkania lub zakwaterowania osobom nieposiadającym rodzin, zwalnianym z izolacji penitencjarnej, zwłaszcza w przypadku umieszczenia ich w domach pomocy społecznej.

Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego SW o odniesienie się do tych uwag.

IX.517.532.2019

Czy MEN mogło zbierać dane o udziale nauczyciela w strajku. Rzecznik pyta Prezesa UODO

Data: 2019-06-18
  • Podczas strajku nauczycieli Ministerstwo Edukacji Narodowej polecało dyrektorom odnotowywać informacje o strajkujących
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich obowiązujące prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi MEN nie wskazało Rzecznikowi, który konkretny przepis prawa mógłby być tego podstawą
  • Teraz Rzecznik wystąpił w tej sprawie do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych ministra. Z żadnego z tych przepisów nie wynika jednak podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar. Poprosił ówczesną minister Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania tych danych, stanowiących ingerencję w prywatność nauczycieli.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak, który z przypadków wymienionych w rozporządzeniu MEN z 11 sierpnia 2017 r. (w sprawie  szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej) stanowił podstawę prawną wykorzystaną w przypadku odnotowywania nieobecności nauczycieli w czasie strajku.

W związku z tym Rzecznik spytał prezesa UODO Jana Nowaka, czy prowadzi w tej sprawie postępowanie albo ewentualnie inne działania. Jeśli działań prezes UODO nie podjął, Rzecznik zwrócił się o ich rozważenie.

VII.520.11.2019

 

RPO zwraca się do Prezydenta o weto do ustawy zaostrzającej prawo karne

Data: 2019-06-16
  • Zwracam się do Pana Prezydenta o odmowę podpisania nowelizacji Kodeksu karnego
  • Przemawiają za tym zarówno argumenty natury proceduralnej (ustawa została przyjęta w nieprawidłowym trybie), jak i materialnej (jest ona sprzeczna z prawem międzynarodowym i zawiera rozwiązania naruszające prawa obywatelskie).

Apeluję do Pana Prezydenta aby, pomny przyrzeczenia złożonego przy objęciu urzędu, skorzystał Pan z kompetencji określonej w art. 122 ust. 5 Konstytucji RP i odmówił podpisania ustawy z dnia 16 maja 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw – napisał do prezydenta Andrzeja Dudy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Wystąpienie zostało skierowane do Prezydenta 14 czerwca 2019 r., tuż po ostatecznym przyjęciu przez Sejm poprawek Senatu do ustawy.

Złamany został Regulamin Sejmu, który ma umocowanie w Konstytucji

Ustawa z dnia 16 maja o zmianie ustawy – Kodeks karny i niektórych innych ustaw jest ustawą zmieniającą kodeks. Tymczasem, z naruszeniem prawa, projekt był w Sejmie procedowany jak ustawa zwykła.

Do ustawy zmieniającej kodeks stosowane są zaś szczególne zasady wynikające z rodz. 4 Regulaminu Sejmu RP: pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu. Tymczasem w nastąpiło dzień po dostarczeniu projektu.

Naruszenie tego trybu procedowania jest w konsekwencji naruszeniem art. 112 Konstytucji („Organizację wewnętrzną i porządek prac Sejmu oraz tryb powoływania i działalności jego organów, jak też sposób wykonywania konstytucyjnych i ustawowych obowiązków organów państwowych wobec Sejmu określa regulamin Sejmu uchwalony przez Sejm”).

Podobne zastrzeżenia można mieć wobec wielu z poprawek zgłoszonych przez Senat. Dotyczyły one bowiem materii, która nie była przedmiotem ustawy uchwalonej przez Sejm, a zatem doszło do przekroczenia zakresu przedłożenia. Dotyczy to m.in. dodanych przez Senat art. 12a-12c, które wprowadzają zastosowanie nowych rozwiązań prawnokarnych do czynów popełnionych przed wejściem w życie ustawy, co nie było przedmiotem procedowania w Sejmie.

Ustawa jest tak represyjna, że łamie standardy międzynarodowe

  • Wprowadzone zmiany charakteryzują się nadmierną represyjnością, ograniczają sędziego w wymierzaniu sprawiedliwości. Wprowadza surowsze kary, ogranicza swobodę orzeczniczej sądów, zwiększy liczbę więźniów i to w sytuacji, gdy przestępczość w Polsce spada. 

Część z zaproponowanych zmian jest wprost sprzeczna z wiążącym Polskę prawem międzynarodowym (patrz wcześniejsze uwagi RPO, załączone pod tekstem, potwierdzone przez opinie licznych ekspertów prawa karnego.

RPO: po zmianie prawa dpsy, szkoły i fundacje mają trudności z zakupem leków

Data: 2019-06-14
  • Domy pomocy opieki społecznej, szkoły i fundacje mają ogromne trudności z zakupem leków dla swych podopiecznych - alarmuje RPO
  • Nie mogą bowiem kupować leków w aptece na fakturę,  a w obrocie pozaaptecznym mają ograniczony dostęp do produktów leczniczych 
  • To efekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, która weszła w życie 6 czerwca 2019 r.
  • Rzecznik zwrócił się do Ministra Zdrowia o pilną nowelizację prawa farmaceutycznego w tej kwestii

Według znowelizowanego Prawa farmaceutycznego sprzedaż leku przez aptekę może odbywać się wyłącznie wobec podmiotów uprawnionych - pacjentów oraz podmiotów prowadzących działalność leczniczą. W przypadku podmiotów niewykonujących działalności leczniczej i niebędących uprawnionymi do prowadzenia obrotu produktami leczniczymi (co dotyczy np. fundacji, domów pomocy społecznej, domów dziecka) możliwa jest wyłącznie sprzedaż produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu w sklepach ogólnodostępnych, oraz w sklepach specjalistycznych zaopatrzenia medycznego.

Dochodzi zatem do sytuacji, w której domy pomocy opieki społecznej, szkoły czy fundacje nie mogą zakupić leku w aptece na fakturę. Wówczas, zgodnie z art. 86a prawa farmaceutycznego, są traktowane jako podmiot nieuprawniony. Natomiast w obrocie pozaaptecznym posiadają ograniczony dostęp do produktów leczniczych.  Oznacza to, że mają one obecnie ogromne trudności z zakupem leków dla swoich podopiecznych.   

Wątpliwości RPO budzą również regulacje co do kar za naruszenie tych przepisów. Stanowią one, że kto zbywa produkt leczniczy z naruszeniem ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Może zatem dojść do sytuacji, w której farmaceuta  może podlegać odpowiedzialności karnej za sprzedaż leku podmiotom nieuprawnionym np. dps-om czy fundacjom, który jest niezbędny do leczenia podopiecznego pacjenta.

W myśl art. 68 Konstytucji obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Adam Bodnar wystąpił do ministra Łukasza Szumowskiego o pilne podjęcie inicjatywy ustawodawczej w celu nowelizacji prawa farmaceutycznego we wskazanym zakresie.

V.7013.42.2019

Zmiany w prawie karnym. Opinie ekspertów

Data: 2019-06-13

Jakie skutki dla obywateli będą miały wdrażane w pośpiesznym trybie zmiany w Kodeksie karnym i innych przepisach?

Zamieszczamy opinie i uwagi do projektu ustawy przyjętej przez Sejm 16 maja 2019 r. 24 maja 2019 r.  Senat wprowadził do niej 42 poprawki.  

11 czerwca sejmowa Komisja Ustawodawcza zaopiniowała te poprawki. 13 czerwca w głosowaniu Sejm przyjął wszystkie, oprócz jednej. Teraz ustawa trafi do Prezydenta RP.

Poniżej (pod obrazkiem) Czytelnik znajdzie kompleksowe informacje o działaniach Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie.

Zasady "dyscyplinarek" rzeczoznawców majątkowych budzą wątpliwości RPO

Data: 2019-06-13
  • Rzeczoznawcy majątkowi skarżą się na zasady postępowań dyscyplinarnych - odmienne niż innych zawodów zaufania publicznego
  • Prowadząca je Komisja Odpowiedzialności Zawodowej występuje w dwóch rolach: stawia zarzuty dyscyplinarne, i zarazem sama potem je bada
  • Komisja żąda też od obwinionych ujawniania informacji dotyczących sfery ich życia osobistego
  • Najczęstszą karą dysycyplinarną jest okresowe pozbawienie uprawnień, co oznacza brak środków do życia przez ten czas, gdyż znaczna część rzeczoznawców czerpie dochody tylko z tego

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Inwestycji i Rozwoju o rozważenie zmian legislacyjnych w sprawie zasad odpowiedzialności zawodowej rzeczoznawców majątkowych - tak by ukształtować je zgodnie ze standardami konstytucyjnymi

Obecne zasady (regulowane przez ustawę o gospodarce nieruchomościami i rozporządzenie Ministra) są przedmiotem skarg przedstawicieli polskiego Towarzystwa Rzeczoznawców Majątkowych. Art. 175 ustawy wskazuje, że rzeczoznawca jest zobowiązany do wykonywania czynności zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardami zawodowymi, ze szczególną starannością właściwą dla zawodowego charakteru tych czynności oraz z zasadami etyki zawodowej, kierując się zasadą bezstronności w wycenie nieruchomości.

Postępowanie z tytułu odpowiedzialności zawodowej rzeczoznawców znacząco różni się od postępowań dyscyplinarnych prowadzonych wśród innych grup zawodowych, jak np. adwokaci, radcowie prawni, notariusze czy lekarze. Nie ma w nim bowiem etapu wstępnego, w którym rzecznik dyscyplinarny danego zawodu samodzielnie bada,  czy wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Może on np. już na wstępie odrzucić skargę, którą uzna za bezzasadną.

Tymczasem wobec rzeczoznawcy od razu wszczyna się postępowanie – jest on a priori osobą obwinioną. Dopiero potem umożliwia się mu złożenie wyjaśnień. Minister zawiadamia rzeczoznawcę o wszczęciu postępowania i przekazaniu sprawy do KOZ. A podstawą do wszczęcia postępowania, jak i  odmowy,  jest jedynie skarga. Pismo takie nie zawiera wskazania czy jest to postanowienie czy decyzja, brak w nim informacji, jakie przesłanki decydują o wszczęciu postępowania, a jakie przesądzają o odmowie jego wszczęcia; brak jest również pouczenia.

Dopiero zespół KOZ, w reakcji na pismo ministra, opracowuje listę zarzutów, a rzeczoznawca jest zawiadamiany o terminie posiedzenia zespołu KOZ. Po zakończeniu postępowania wyjaśniającego KOZ sporządza protokół, w którym występuje w dwóch rolach: jako prokurator - gdyż stawia zarzuty - oraz jako sąd, ponieważ prowadzi postępowanie dowodowe, dokonuje oceny materiału dowodowego i zasadności zarzutów oraz składa wniosek o karę dyscyplinarną albo o umorzenie postępowania.

Rzeczoznawca może zapoznać się z zarzutami dopiero w trakcie posiedzenia zespołu. Budzi to wątpliwości czy rzeczoznawca ma odpowiednio zagwarantowane możliwości przygotowania się do obrony i odparcia zarzutów.

Skarżący wskazują,  że zarzuty są przepisywane z pism skarżących i uznawane za udowodnione bez wyjaśnień. Najczęstszym uzasadnieniem jest odwołanie się do naruszenia zasady „szczególnej staranności”. To pojęcie niedookreślone, co powoduje powstawanie rozbieżności w jego interpretacji pomiędzy poszczególnymi zespołami KOZ.

Ponadto skargi wskazują na żądanie od rzeczoznawców w postępowaniach wyjaśniających ujawniania informacji dotyczących sfery ich życia osobistego. Wykracza to poza art. 175 u.n.g. W konsekwencji, może dochodzić do naruszenia prawa do ochrony osobistych informacji.

Kolejną wątpliwość budzi fakt, że rzeczoznawca może powołać pełnomocnika, który jednak nie ma prawa do udziału w postępowaniu wyjaśniającym przed zespołem KOZ. Tym samym możliwość skorzystania z pomocy pełnomocnika na tym etapie wydaje się iluzoryczna.

W przepisach nie ma też żadnych kryteriów co do stosowania kar dyscyplinarnych. W efekcie rodzaj kary ustalany jest według norm przyjętych przez dany zespół KOZ. Najczęściej wymierzaną karą jest pozbawienie uprawnień zawodowych na okres trzech lub sześciu miesięcy. W związku z tym, że znaczna część rzeczoznawców czerpie dochód jedynie z tej działalności, orzeczenie takiej kary pozbawia ich środków do życia w tym okresie - podkreśla Adam Bodnar.

Z kolei koszty postępowania poniesione przez niesłusznie obwinionego nie są mu zwracane, co podważa zaufanie obywateli do państwa. Zarówno wszczęcie postępowania, jak i jego ostateczne rozstrzygnięcie odbywa się również z pominięciem osoby pokrzywdzonej przez rzeczoznawcę. W efekcie nie zna ona ostatecznego rozstrzygnięcia, a postępowanie pomija jej stanowisko.

W ocenie Rzecznika wszystkie te okoliczności świadczą, że regulacje prawne dotyczące postępowań dyscyplinarnych rzeczoznawców majątkowych nie chronią należycie praw obwinionego. Nie korzysta on w tych postępowaniach z prawa do obrony na zasadzie odpowiedniego stosowania procedury karnej. Tymczasem zakres stosowania art. 42 Konstytucji RP obejmuje wszelkie postępowania, których celem jest ustalenie naganności ludzkiego zachowania i wymierzenie sankcji o charakterze represyjnym. Obejmuje więc nie tylko postępowanie karne sensu stricto, ale także odpowiedzialność dyscyplinarną.

VII.501.46.2018 

Czy w ABW podwładny może zarabiać więcej niż przełożony? Wątpliwości Rzecznika

Data: 2019-06-10
  • Wskutek zmian grup zaszeregowania i stawek uposażenia zasadniczego w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego mogło dojść do nierównego traktowania funkcjonariuszy
  • Obok dotychczasowej, stworzono bowiem równoległą siatkę płac, w której dostaje się średnio kilkaset zł więcej  
  • Skutkiem może być sytuacja, w której funkcjonariusz zajmujący kierownicze stanowisko, zarabiałby mniej niż jego podwładny
  • Według RPO może to spowodować niechęć do obejmowania stanowisk funkcyjnych, wiążących się z większą odpowiedzialnością za decyzje

W Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich przeprowadzono czynności wyjaśniające w sprawie nierównego traktowania funkcjonariuszy ABW  Wewnętrznego w związku z wprowadzeniem dodatkowych grup zaszeregowania. Nastąpiło to na podstawie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z 5 kwietnia 2018 r. Zmieniło ono rozporządzenie w sprawie grup zaszeregowania i stawek uposażenia zasadniczego funkcjonariuszy ABW w tych grupach oraz wzrostu uposażenia zasadniczego z tytułu wysługi lat.

Wątpliwości Rzecznika wzbudziło stworzenie równoległej siatki zaszeregowania funkcjonariuszy. Dotychczasowe grupy uposażenia zachowano, przy czym wprowadzono do nich dodatkowe grupy uposażenia oznaczone symbolem „a” - średnio o kilkaset zł wyższe od istniejących. Skutkiem rozporządzenia było przyznanie podwyżek funkcjonariuszom przeniesionym  przez  Szefa ABW do grup „a” – na podstawie kryteriów nieczytelnych dla ogółu funkcjonariuszy.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu rozporządzenia, funkcjonariusz powinien realizować zadania związane z pionem kontrwywiadu, pionem przeciwdziałania terroryzmowi, pionem zagrożeń strategicznych oraz pionem bezpieczeństwa teleinformatycznego, a także legitymować się doświadczeniem, specjalistycznym wykształceniem i wysokimi kwalifikacjami oraz posiadać szczególne predyspozycje, wiedzę i umiejętności.

Tymczasem do grup „a ”awansowani zostali nie tylko funkcjonariusze tych pionów, ale również wszystkich innych, w tym także - logistyki, kadr, finansów, ewidencji, archiwum, ochrony. Jednocześnie do grup „a” nie zostali częściowo awansowani funkcjonariusze realizujący zadania pionów kontrwywiadu, przeciwdziałania terroryzmowi, zagrożeń strategicznych, bezpieczeństwa teleinformatycznego. W efekcie np. dwaj funkcjonariusze kontrwywiadu, zajmujący się tą samą sprawą, zostali przez ABW potraktowani w odmienny sposób.

Wątpliwości Rzecznika budzi takie nadmierne spłaszczenie wysokości uposażeń w ABW. Może to doprowadzić do sytuacji, w której funkcjonariusze nie będą skłonni do obejmowania stanowisk decyzyjnych (funkcyjnych), wiążących się z większą odpowiedzialnością za podejmowane decyzje.

RPO Adam Bodnar poprosił o stanowisko w tej sprawie koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

WZF.7043.16.2019

Za mało kobiet we władzach spółek giełdowych i Skarbu Państwa. Postulaty RPO do premiera

Data: 2019-06-06
  • Udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych polskich spółek nadal jest alarmująco niski
  • Rzecznik Praw Obywatelskich uznaje za niezbędne wprowadzenie obowiązkowych kwot reprezentowania obu płci w organach decyzyjnych spółek giełdowych
  • Powinno to dotyczyć przede wszystkim spółek z udziałem Skarbu Państwa – pisze Adam Bodnar do Prezesa Rady Ministrów

Równe uczestnictwo kobiet i mężczyzn w procesie decyzyjnym jest związane ze sprawiedliwością, poszanowaniem praw człowieka i dobrymi rządami. Mimo prawnej gwarancji równego prawa do zajmowania stanowisk (art. 33 Konstytucji), udział kobiet w podejmowaniu decyzji ekonomicznych jest wciąż alarmująco niski. Kobiety stanowią połowę populacji i są dobrze wykształcone, a wciąż nie są dostatecznie reprezentowane na stanowiskach decyzyjnych.

Bariery dla kobiet – straty dla firm

Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) docenił wysiłki Polski na rzecz  przyspieszenia likwidacji dyskryminacji kobiet i promowania równości płci, w tym udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych w sektorze prywatnym. W 2014 r. wyraził jednak zaniepokojenie zaledwie 15-procentowym  udziałem kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Wezwał wtedy Polskę do szerszych działań w celu osiągnięcia równego i pełnego uczestnictwa kobiet w sferze gospodarczej, w szczególności w zarządach i radach nadzorczych spółek notowanych na giełdzie i spółek Skarbu Państwa.

Badacze wskazują, że główną przyczyną niższej aktywności kobiet na rynku pracy jest ich większe zaangażowanie w życie rodzinne, a także stereotypy dotyczące ról kobiet i mężczyzn w społeczeństwie, w tym wypadku postrzegania przywództwa, kojarzonego z siłą i męskością. Rodzi to bariery świadomościowe, ograniczające dostęp kobiet do stanowisk kierowniczych.

Według badań Fundacji Liderek Biznesu pt.  „Kobiety we władzach spółek giełdowych w Polsce. Czas na zmiany”, odpowiednia liczba kobiet we władzach (za którą  uważa się przynajmniej trzy kobiety), umożliwia generowanie istotnych korzyści ekonomicznych dla spółki.  W Polsce wskaźnik kobiet absolwentek uczelni wyższych kształtuje się na poziomie 65%-67%5. Tymczasem, jak wskazuje Rada Unii Europejskiej w zaleceniach (COM(2018) 420) z 23 maja 2018 r. w sprawie krajowego programu reform Polski na 2018 r., współczynnik aktywności zawodowej kobiet pozostaje niski w porównaniu z innymi państwami członkowskimi.

Z raportu Fundacji Liderek Biznesu wynika też, że udział kobiet w organach spółek giełdowych w latach 2012-2015 niemal się nie zmieniał. W 2015 r. w zarządach spółek notowanych na Rynku Głównym GPW było zaledwie 12,05% kobiet (w 2012 r. było ich 10,55%), a w radach nadzorczych 14,49% (w 2012 r. 12,94%). Z raportu „Women in the boardroom: a global perspective” firmy Deloitte wynika, że kobiety w Polsce mają 15,2% udziału w radach nadzorczych i stoją na czele 6,3% zarządów firm spośród ponad 480 spółek giełdowych z rynku głównego. Według tej analizy obecność kobiety na stanowisku prezesa lub dyrektora generalnego wpływa znacząco na wzrost liczby kobiet zasiadających w zarządzie danej firmy.

Niski odsetek kobiet w zarządach i radach nadzorczych to nie tylko problem socjologiczno-społeczny, ale też wymierna strata dla spółek. Według Peterson Institute for International Economics, jeśli udział kobiet w organach zarządzających wynosi co najmniej 30%, to takie przedsiębiorstwa osiągają lepsze o 6% wyniki finansowe. Obecność kobiet w gremiach kontrolujących funkcjonowanie firm poprawia ich przejrzystość finansową oraz wyniki finansowe. Taką prawidłowość widać, gdy w radach nadzorczych kobiety stanowią 20-40%.

W 2017 r. Europejski Instytut ds. Równości Płci w UE opublikował trzecią edycję wskaźnika równouprawnienia płci. W latach 2005-2015 wskaźnik ten w UE poprawił się jedynie o 4 punkty procentowe, przy 66,2 punktów dla całej UE (100 punktów oznacza pełną równość kobiet i mężczyzn). Sześć głównych dziedzin wskaźnika to: władza, czas, wiedza, zdrowie, pieniądze i praca. Najniższy wynik (48,5) dla UE, mimo że rozwijała się ona w najszybszym tempie, wciąż ma dziedzina władzy (dostęp do stanowisk decyzyjnych). Polska w tej mierze znajduje się poniżej średniej europejskiej z wynikiem 35,1. Jeśli chodzi o władzę gospodarczą, Polska plasuje się nieznacznie wyżej, z wynikiem 38,2 przy średniej dla UE 39,5 punktów.

Brak równowagi w obsadzaniu wyższych stanowisk w przedsiębiorstwach ze względu na płeć jest obecnie wielkim wyzwaniem we wszystkich państwach UE. W październiku 2018 r. kobiety w UE zajmowały 29,3% stanowisk niewykonawczych w organach decyzyjnych dużych przedsiębiorstw, ale tylko 16,6% najwyższych stanowisk kierowniczych - w Polsce odpowiednio 21% i 13%.

Analiza porównawcza wszystkich krajów członkowskich UE przedstawiona w raporcie Fundacji Liderek Biznesu dowodzi, że rekomendacje i Dobre Praktyki ładu korporacyjnego przyjmowane dobrowolnie były praktycznie nieskuteczne. Dopiero wprowadzenie regulacji kwotowych, których stosowanie zostało zabezpieczone sankcjami, zmniejszyło nierówności pomiędzy kobietami i mężczyznami w radach spółek publicznych.

Zmiany, które zaszły dzięki wprowadzeniu w życie Kodeksu Dobrych Praktyk Giełdy Papierów Wartościowych dotyczących zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn w zarządzie i radzie nadzorczej, są nieznaczne. W przypadku spółek z udziałem Skarbu Państwa, zaszły pewne zmiany, ale nadal jest bardzo mało kobiet we władzach, przede wszystkim w zarządach. W 2014 r. tylko 3,03% spółek miało w zarządzie kobietę, w 2015 było ich 4,84%. Zwiększył się też procent spółek mających kobiety w radach nadzorczych z 19,66% w 2014 r. do 21,74% w 2015 r.

Są trzy sposoby zwiększania udziału kobiet we władzach spółek. Pierwszy, norweski, to wdrożenie twardych regulacji kwotowych z systemem sankcji prawnych. Drugi, stosowany m.in. w Finlandii i Wielkiej Brytanii, zobowiązuje spółki do wyznaczenia konkretnych celów obejmujących udział kobiet w organach spółek i do ujawniania stopnia zaawansowania ich realizacji. Trzecia droga to zostawienie kwestii zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn we władzach spółek własnemu biegowi. Najczęściej nie daje ona jednak znaczących zmian. Dlatego w wielu krajach UE przepisy prawne zobowiązują do powoływania kobiet w skład organów spółek.

Projekt dyrektywy UE

Teza, że przeszkodą w osiągnięciu większego zrównoważenia płci wśród członków organów spółek jest brak przejrzystości procedur rekrutacji i kryteriów kwalifikacji, stała się podstawą do przygotowania projektu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie poprawy równowagi płci wśród dyrektorów niewykonawczych spółek, których akcje są notowane na giełdzie (COM(2012) 614). Rada UE przyjęła konkluzje z 7 grudnia 2015 r., w których zobowiązała się, że zajmie się istniejącymi wyzwaniami w dziedzinie równości płci, w tym - nierównej reprezentacji kobiet i mężczyzn w procesie decyzyjnym.  Wezwała państwa członkowskie m.in. do rozważenia wprowadzenia szerokiego zakresu różnorodnych środków - ustawodawczych lub o innym charakterze, nieobowiązkowych lub wiążących, a także wymianę dobrych praktyk. Zaapelowała do państw, aby ustanowiły dalekosiężne polityki równości szans oraz ustaliły cele i harmonogramy dalszego rozwijania i wdrażania skutecznych środków zrównoważonej reprezentacji kobiet i mężczyzn w procesie decyzyjnym, w tym poprzez systemy szkolenia, pomocy mentorskiej i sponsoringu oraz inne inicjatywy.

W projekcie dyrektywy wskazano, że najszybszy wzrost odnotowano w krajach, gdzie wprowadzono zalecenia i wiążące minimalne wymagania dotyczące reprezentacji każdej płci. Niestety projekt został uchwałą Sejmu z 4 stycznia 2013 r. uznany za niezgodny z zasadą pomocniczości. W stanowisku przesłanym Przewodniczącemu Komisji Europejskiej stwierdzono, że polskie rozwiązania na poziomie krajowym gwarantują wyższe standardy przestrzegania zasady równouprawnienia. W świetle przedstawionych danych stanowisko to jest co najmniej wątpliwe.

Należy pamiętać  o art. 11 ustawy z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania oraz art. 23 Karty Praw Podstawowych UE. Stanowią one, że zasada równości nie stanowi przeszkody w utrzymywaniu lub przyjmowaniu środków zapewniających specyficzne korzyści dla osób płci niedostatecznie reprezentowanej (akcja afirmatywna). Brak reakcji ustawodawcy w pewnych sferach na faktyczną nierówność płci w praktyce utrwala gorszą pozycję prawną kobiet, co pociąga za sobą zmniejszenie ich szans w życiu społecznym i gospodarczym. Uniemożliwia też wyrównanie szans kobiet w celu zmniejszenia faktycznych nierówności.

Postulaty RPO

Działając jako niezależny organ ds. równego traktowania Rzecznik od lat wskazuje na potrzebę podjęcia i konsekwentnego kontynuowania działań w tym zakresie. Przyjęcie szczególnych środków w celu zapewnienia zasady niedyskryminacji w świetle przedstawionych statystyk jest bowiem nieodzowne.

Sugerowane mechanizmy powinny być stopniowe i ewolucyjne. Na uwagę zasługuje możliwość podjęcia tzw. miękkich działań - takich jak monitoring obowiązkowych sprawozdań spółek, połączonych ze statystyką publiczną oraz zachęcanie firm do informowania o liczbie kobiet i mężczyzn zasiadających w jej organach, a także o strukturze wynagrodzeń. Celem długofalowym jest wyrównywanie szans kobiet i doprowadzenie do zmian świadomości społecznej w zakresie ich kompetencji i aspiracji.

Jednocześnie jednak, ze względu na funkcjonujące obecnie głębokie nierówności, niezbędnym wydaje się wprowadzenie do polskiego porządku prawnego regulacji z obowiązkowymi kwotami reprezentowania obu płci w organach decyzyjnych spółek notowanych na giełdzie, celem osiągnięcia realnych rezultatów. Obowiązek taki powinien spoczywać przede wszystkim na spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Należy bowiem podkreślić, że żadna zmiana nie będzie mogła zostać uznana za trwałą, jeśli narzucające ją organy państwa same nie będą stanowić swoistego modelu w tym zakresie.

W piśmie do RPO z 28 stycznia 2014 r. Minister Skarbu Państwa wskazał, że dokonanie rzetelnej oceny implementacji Zarządzenia Nr 6 Ministra Skarbu Państwa z dnia 7 marca 2013 r. oraz Dobrych praktyk w zakresie zapewnienia zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn w organach spółek z udziałem Skarbu Państwa, będzie możliwe nie wcześniej, niż w II połowie 2014 r.  W  Dobrych praktykach Minister Skarbu Państwa zaznaczył, że stosowanie zasad doboru składu osobowego powinno zapewnić przynajmniej 30 % średniego udziału niedoreprezentowanej płci wśród członków rad nadzorczych wybieranych i powoływanych przez Ministra Skarbu Państwa. W spółkach publicznych oraz kluczowych zakładano osiągnięcie tego wskaźnika do 2015 r. Niestety, nie przekazano wówczas Rzecznikowi oczekiwanych informacji.

W 2017 r. Ministerstwo Skarbu Państwa przeszło w stan likwidacji, a ustawą z dnia 16 grudnia 2016 r. o zasadach zarządzania mieniem państwowym Prezesowi Rady Ministrów przekazano kompetencje w zakresie koordynowania wykonywania uprawnień przysługujących Skarbowi Państwa w spółkach, w tym do określania dobrych praktyk w szczególności w zakresie ładu korporacyjnego czy społecznej odpowiedzialności biznesu.

- Zwracam się do Pana Premiera z uprzejmą prośbą o dokonanie oceny funkcjonowania zasady zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn w organach spółek z udziałem Skarbu Państwa - napisał Adam Bodnar do premiera Mateusza Morawieckiego. Poprosił także o informację, jakie są lub będą  wdrażane rozwiązania systemowe mające na celu zwiększenie udziału osób płci niedostatecznie reprezentowanej w życiu gospodarczym, zgodnie z przyjętymi zobowiązaniami.

XI.801.14.2016

Czy kasacja PG ws. umorzenia adwokackiej „dyscyplinarki” jest zgodna z prawem?

Data: 2019-06-06
  • RPO ma wątpliwości, czy kasacja Prokuratora Generalnego kwestionująca umorzenie postępowania dyscyplinarnego w sprawie adwokatów Romana Giertycha i Jacka Dubois nie jest sprzeczna z normami prawa
  • Rzecznik z zaniepokojeniem przyjął wiadomość o złożeniu takiej kasacji do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
  • Orzecznictwo SN wyklucza bowiem możliwość kasacji Prokuratora Generalnego w trybie Kodeksu postępowania karnego od decyzji adwokackiego sądu dyscyplinarnego I instancji o podtrzymaniu umorzenia
  • Prawo o adwokaturze pozwala zaś na kasację, ale Ministrowi Sprawiedliwości, a nie Prokuratorowi Generalnemu i tylko od orzeczenia sądu adwokackiego II instancji – czego w tej sprawie nie było

Adwokacki rzecznik dyscyplinarny umorzył dochodzenie w sprawie wypowiedzi medialnych znanych adwokatów Romana Giertycha (o śledztwie smoleńskim) i Jacka Dubois (o oskarżeniu Józefa Piniora). O postępowania dyscyplinarne wobec nich wniósł Prokurator Krajowy.  Decyzję  o umorzeniu obu spraw utrzymał swym postanowieniem sąd dyscyplinarny I instancji, do którego zażalił się Prokurator Krajowy. 

Kasacje w obu sprawach - do nowo powołanej ustawą o SN z 2017 r. Izby Dyscyplinarnej SN - złożył Prokurator Generalny. Wniósł o ich zwrot sądowi dyscyplinarnemu do ponownego rozpoznania.

9 maja 2019 r. trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej SN uznało, że wobec „niejednoznaczności przepisów” sprawą zajmie się poszerzony skład Izby. Ma odpowiedzieć na pytanie prawne, czy do kasacji od dyscyplinarnych spraw adwokackich stosować wyłącznie regulacje Prawa o adwokaturze, czy też także zapisy Kpk.

W piśmie do Zbigniewa Ziobry jako Prokuratora Generalnego RPO Adam Bodnar napisał że z zaniepokojeniem przyjął wiadomość o złożeniu kasacji na podstawie art. 521 Kodeksu postępowania karnego od orzeczeń Sądu Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Warszawie w sprawie umorzenia dochodzenia w sprawie wypowiedzi adwokatów Romana Giertycha i Jacka Dubois. - Skorzystanie w powyższych przypadkach z nadzwyczajnego środka zaskarżenia skłania do zastanowienia się czy działanie takie nie stoi w sprzeczności z normami wynikającymi z przepisów powszechnie obowiązującego prawa - podkreślił.

Według art. 521 Kpk, Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny, a także Rzecznik Praw Obywatelskich może wnieść kasację od każdego prawomocnego orzeczenia sądu kończącego postępowanie.  Zgodnie zaś z art. 91a ust. 1 ustawy z 26 maja 1982 r. - Prawo o adwokaturze, od orzeczenia Wyższego Sąd Dyscyplinarnego w drugiej instancji stronom, Ministrowi Sprawiedliwości, RPO oraz Prezesowi Naczelnej Rady Adwokackiej przysługuje kasacja do SN.

-  W obowiązującym modelu postępowania dyscyplinarnego w stosunku do adwokatów regulacja zawarta w art. 91a ust. 1 prawa o adwokaturze stanowi lex specialis w stosunku do wniesienia kasacji przewidzianej w art. 521 Kpk – zaznaczył Adam Bodnar. Rodzaj rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, podlegających zaskarżeniu kasacją, jak i katalog podmiotów uprawnionych do jej złożenia wynika wprost z Prawa o adwokaturze. A kasację w sprawach dyscyplinarnych adwokatów może wnieść wyłącznie Minister Sprawiedliwości, nie zaś Prokurator Generalny.

W orzecznictwie SN ugruntowany jest pogląd, że określenie w Prawie o adwokaturze podstaw, granic, przedmiotu zaskarżenia i kręgu podmiotów uprawnionych do kasacji nie pozwala na uznanie, że jest to „sprawa nieuregulowana w niniejszym rozdziale” (art. 95n pkt 1 Prawa o adwokaturze). Wyklucza to możliwość zaskarżenia kasacją Prokuratora Generalnego w trybie art. 521 Kpk rozstrzygnięcia sądu dyscyplinarnego, które nie było orzeczeniem.

SN podkreślał także, że kasacja przysługuje wyłącznie od orzeczenia wydanego przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny w II instancji, zaś kasację wniesioną od innego rozstrzygnięcia pozostawia się bez rozpoznania.

Z kolei Trybunał Konstytucyjny orzekł 8 grudnia 1998 r., że ustawy mogą określać na innych zasadach zakres kontroli sądowej w procedurach innych niż sądowe postępowanie dwuinstancyjne. Art. 78 Konstytucji zezwala więc na taką szczególną regulację zakresu i trybu zaskarżania postępowania dyscyplinarnego. Uzasadnieniem zmiany w postępowaniu kasacyjnym adwokatów nowelizacją Prawa o adwokaturze z 16 marca 2000 r.  był właśnie ten wyrok TK, że Konstytucja zezwala na regulację zakresu i trybu zaskarżenia orzeczeń w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej z ograniczeniem do jednej instancji sądowej.

W ocenie RPO rozszerzenie katalogu rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, które podlegają zaskarżeniu kasacją, powoduje odejście od dotychczasowego wzorca postępowania dyscyplinarnego. Oznaczałoby to stosowanie w stosunku do adwokatów dwóch odrębnych trybów postępowania kasacyjnego, mających swe źródło w dwóch różnych aktach prawnych – Kpk i Prawa o adwokaturze. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji). Obywatele pozostaną bowiem w niepewności prawnej związanej ze swoją sytuacją prawną.

Adam Bodnar poprosił Zbigniewa Ziobrę o  wyjaśnienia w tej sprawie.

VII.511.34.2019

Procedura kierowania do uzdrowisk dyskryminuje osoby niesamodzielne

Data: 2019-06-06
  • Jeśli do sanatorium ma jechać osoba wymagająca pomocy w codziennym funkcjonowaniu, to powinna móc się tam udać z bliską osobą. W efekcie w ogóle nie dostaje skierowania
  • Przepisy nie sprzeciwiają się temu, by do sanatorium jechać ze wsparciem. Jednak oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia z reguły nie uwzględniają takich próśb
  • Od 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca na to uwagę Ministrowi Zdrowia

Problem polega na tym, że lekarz kierujący do uzdrowiska musi sprawdzić przeciwskazania do pobytu w sanatorium i to, czy pacjent ma zdolność do samoobsługi i samodzielnego poruszania się (na nogach albo na wózku). RPO zgadza się, że pacjent może być w takim stanie, że nie powinno się go kierować do sanatorium. Jednak niepełnosprawność nie może być jedynym czynnikiem decydującym o niemożności skorzystania z uzdrowiska.

Ratyfikując Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, Polska uznała równe prawo wszystkich osób z niepełnosprawnościami do życia w społeczności lokalnej, wraz z prawem dokonywania wyborów na równi z innymi osobami. Jednym z instrumentów realizacji prawa do niezależnego życia jest dostępność usług asystenta osobistego osoby z niepełnosprawnością, o którym mowa w Konwencji. A leczenie uzdrowiskowe osób niesamodzielnych można powiązać z wdrożeniem usług asystenckich.

Minister Zdrowia nie kwestionował argumentów RPO, ale zwrócił uwagę, że powiązanie asystencji z leczeniem uzdrowiskowym wymaga:

  • przypisania asystencji do struktury zawodów z zakresu ochrony zdrowia,
  • dostosowania warunków udzielania świadczeń zdrowotnych w sposób umożliwiający ich realizację przez asystencję,
  • stworzenia systemu finansowania świadczeń udzielanych przez asystentów.

Jednak, jak wynikało z odpowiedzi, takie prace nie były prowadzone w Ministerstwie Zdrowia.

Dlatego teraz RPO ponowił wystąpienie. Przypomniał, że problemy z dostępnością świadczeń ochrony zdrowia dla osób z niepełnosprawnościami lub seniorów często są sygnalizowane w korespondencji do Rzecznika oraz w trakcie spotkań regionalnych (ostatnio – w Augustowie). Problem jest ważny i wymaga rozwiązania.

V.7011.58.2016

Prezes IPN: nie działamy opieszale w sprawach autolustracyjnych

Data: 2019-05-31
  • Nie ma podstaw do opinii o braku sprawnego działania prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej w postępowaniach autolustracyjnych - uważa prezes IPN Jarosław Szarek
  • RPO wskazywał, że sądy miesiącami czekają na stanowisko IPN w procesach  autolustracyjnych, inicjowanych przez osoby pomówione o związki ze służbami specjalnymi PRL
  • IPN nie bowiem żadnego terminu, w którym musi złożyć takie stanowisko. RPO wnosił, aby termin ten określił prezes IPN
  • Jarosław Szarek uważa, że nie ma podstaw prawnych, by określał to wewnętrzny akt IPN - powinno to być w gestii sądu

Zgodnie z ustawą lustracyjną każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego nt. związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę ze służbami PRL, mogą się oczyścić same, kierując sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN dokumenty i stanowisko, czy uważa tę osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Skargi obywateli na przewlekłość IPN 

Do Biura RPO wpływają skargi na budzącą wątpliwości praktykę IPN w przypadku tej tzw. autolustracji. Sąd przekazuje złożone przez daną osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu  przedstawienia stanowiska co do jego zgodności z prawdą. Ustawa nie przewiduje żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

W praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi też negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o związki ze służbami PRL, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Przepis ustawy lustracyjnej z 2006 r. - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjny.  - W oczekiwaniu na zmiany legislacyjne zmierzające do wykonania wyroku TK zasadne wydaje się wydanie wewnętrznego aktu organizacyjnego, który określałby termin, w jakim IPN musi zająć stanowisko - napisał Rzecznik.

Odpowiedź prezesa IPN

Jak odpowiedział prezes IPN Jarosław Szarek, prokuratorzy Oddziałowych Biur Lustracyjnych IPN prowadzą na podstawie stosownych postanowień sądowych tzw. postępowania przygotowujące postępowania autolustracyjne. Przedstawiają też sądowi stanowisko w przedmiocie zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego wnioskodawcy. W ramach tego postępowania przygotowującego niezbędne jest wykonanie wielu czasochłonnych czynności procesowych, które muszą być wykonane osobiście przez prokuratorów pionu lustracyjnego IPN (nie można ich powierzyć prokuratorom prokuratury powszechnej czy policji).

W szczególności niezbędne jest przeprowadzenie pełnej kwerendy lustracyjnej w Archiwum IPN oraz w zasobie archiwalnym wszystkich Oddziałowych Archiwów IPN. Po uzyskaniu wyników kwerendy wstępnej oraz jej analizie, w wielu przypadkach konieczne jest przeprowadzenie dalszej kwerendy  zagadnieniowej i niezbędnych sprawdzeń w zasobach archiwalnych innych podmiotów. Takie sytuacje występują w szczególności, gdy doszło do zniszczenia kluczowych materiałów archiwalnych.

W dalszej kolejności - w zależności od stanu faktycznego sprawy - niezbędne jest ustalenie danych adresowych i przesłuchanie w charakterze świadków funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa, którzy mogą mieć informacje istotne dla sprawy. Wielokrotnie osoby te są w podeszłym wieku lub ich zdrowia uniemożliwia stawiennictwo. To rodzi zaś konieczność przesłuchania w miejscu zamieszkania oraz uzyskania opinii biegłego co do stanu zdrowia świadka lub możliwości zeznań.

Ponadto specyfika spraw lustracyjnych powoduje, iż w wielu wypadkach zachodzi konieczność powołania biegłego z zakresu badania dokumentów i pisma ręcznego celem oceny prawdziwości zachowanych dokumentów.

W toku postępowania przygotowującego postępowanie autolustracyjne - po zebraniu materiału dowodowego - prokurator ma ponadto obowiązek zawiadomić lustrowanego o możliwości złożenia wyjaśnień i zapoznania się z zebranym materiałem dowodowym. W sytuacji złożenia wyjaśnień przez lustrowanego wielokrotnie zachodzi konieczność ich procesowej weryfikacji poprzez przeprowadzenie kolejnych dowodów.

Wszystkie te czynności są niezbędne dla wszechstronnego wyjaśniania okoliczności sprawy oraz przedstawienia sądowi pełnego materiału dowodowego, umożliwiającego wydanie orzeczenia. Z uwagi na konieczność ich wykonania okres trwania postępowania przygotowującego postępowania autolustracyjne trwa kilka miesięcy. Może on się przedłużyć w szczególności, gdy niezbędne jest wykonanie dużej liczby czynności procesowych oraz zasięgniecie opinii biegłego z zakresu pisma ręcznego.

Ponadto poza postępowaniami autolustracyjnymi prokuratorzy pionu lustracyjnego IPN prowadzą równolegle weryfikacje prawdziwości oświadczeń lustracyjnych osób publicznych. W 2018 r. zakończono ponad 12 tys. takich postępowań. Biorąc pod uwagę obsadę kadrową pionu lustracyjnego (łącznie 33 prokuratorów), należy stwierdzić, iż ich obciążenie pracą jest bardzo duże.

- Mając na uwadze powyższe argumenty uważam, iż brak jest podstaw do formułowania opinii o braku sprawnego działania ze strony prokuratorów pionu lustracyjnego IPN w odniesieniu do postępowań autolustracyjnych – podkreślił Jarosław Szarek. Okres ich trwania jest bowiem każdorazowo determinowany konicznością wykonania niezbędnych czynności procesowych.

Odnosząc się do kwestii braku terminu na przedstawienie sądowi stanowiska ws. zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego, prezes IPN uznał, że podstawa prawna do tego powinna wynikać z przepisów rangi ustawowej. Termin powinien być wyznaczany przez niezawisły sąd, podejmujący decyzję o wszczęciu postępowania autolustracyjnego, z uwzględnieniem realiów procesowych danej sprawy, w szczególności stopnia jej skomplikowania.

W ocenie Jarosława Szarka brak jest zaś podstaw prawnych, aby termin na przedstawienie sądowi stanowiska procesowego w sprawie autolustracyjnej był określany przez wewnętrzny akt organizacyjny IPN oraz by sąd - będący gospodarzem wszczętego postępowania autolustracyjnego - był nim związany.

Prezes IPN poinformował, że w związku z pismem RPO, dyrektor Biura Lustracyjnego IPN wystosował do podległych prokuratorów pismo, w którym przypomniał o konieczności przedstawienia stanowiska dla sądu bez zbędnej zwłoki.

II.510.1321.2018

Służba Więzienna odpowiada RPO na wystąpienie ws. ciężko chorych w więzieniach

Data: 2019-05-31
  • To materiał poznawczy, którego nie sposób kwestionować - tak Służba Więzienna ocenia wystąpienie RPO nt. osób pozbawionych wolności, które są śmiertelnie chore, wymagają specjalistycznego leczenia lub też świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych
  • Zasady humanitaryzmu i poszanowania godności ludzkiej nie można odrzucić tylko dlatego, że zdarzało się, iż z więzienia zwolniono osobę, która mimo złego zdrowia zagroziła bezpieczeństwu innych - wskazywał Rzecznik
  • Służba Więzienna odpowiada, że może tylko wnosić o przerwę w karze osoby ciężko chorej, ale już nie o zawieszenie wykonania jej kary
  • Podjęto zaś np. inicjatywę legislacyjną, która umożliwiłaby nieprzyjmowanie do więzień i aresztów pacjentów w ostrej psychozie czy stanie zagrożenia życia

W lutym 2019 r. eksperci Biura RPO wizytowali sześć miejsc pozbawienia wolności – areszty śledcze w Gdańsku i Radomiu oraz zakłady Karne w Czarnem, Łodzi, Rawiczu i Siedlcach. Wszędzie zastali osadzonych w ciężkim stanie zdrowia. 

Jednym z nich był chory na raka, zakwalifikowany do leczenia paliatywnego w hospicjum lub szpitalu więziennym. Mimo to nadal przebywał w zwykłej celi: zaniedbanej i brudnej. Cały czas leżał w łóżku, wstawał jedynie, i to z trudem, do kącika sanitarnego. Nie nawiązywał z nikim kontaktu, oddzielił przesłoną z prześcieradła. Mimo to służba zdrowia nie wdrożyła zaleceń lekarskich: nie umieszczono go w izbie chorych, nie stworzono warunków higieny. Dopiero teraz chory w stanie ciężkim trafił do szpitala publicznej służby zdrowia, gdzie przebywa pod konwojem uzbrojonych funkcjonariuszy SW.

Ustalenia RPO

Analiza materiału pozwoliła RPO na wyodrębnienie trzech grup osadzonych, którzy wymagają szczególnego traktowania – pisał Rzecznik w wystąpieniu do dyrektora generalnego SW gen. Jacka Kitlińskiego

  • Grupa I - chorzy w stanie terminalnym, u których choroba spowodowała postępujące, poważne i trwałe pogorszenie stanu zdrowia i istnieje uzasadnione medycznie przekonanie, że leczenie będzie nieskuteczne.

Według RPO w każdym przypadku osób w stanie terminalnym, mających wsparcie w rodzinie, SW powinna korzystać z procedur pozwalających na powrót umierającego więźnia do bliskich. Ciężka choroba uniemożliwiająca wykonanie kary jest przecież przesłanką do obligatoryjnego udzielenia przerwy w wykonaniu kary. Zauważalna i niepokojąca jest ostrożność dyrektorów jednostek penitencjarnych w kierowaniu takich wniosków do sądów. SW nie informuje też sądu karnego o chorobie skazanego, która nie poddaje się leczeniu i może być przesłanką do podjęcia z urzędu procedury o umorzenie albo zawieszenie postępowania wykonawczego.

Niektórzy dyrektorzy podejmują próby umieszczenia ciężko, nieuleczalnie chorych więźniów w placówkach stacjonarnej opieki paliatywnej finansowanej z NFZ: hospicjum, czy zakładzie leczniczo-opiekuńczym. Działania te zwykle kończą się fiaskiem z powodu braku pieniędzy bądź braku miejsc.

  • Grupa II - chorzy, którzy wymagają dalszego specjalistycznego leczenia, a więzienna służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich świadczeń medycznych z uwagi na brak miejsc w szpitalu więziennym lub wąski zakres świadczonych usług.

Państwo jest zobowiązane do zagwarantowania osobom pozbawionym wolności świadczeń zdrowotnych na takim samym poziomie jak osobom na wolności. Aby rozwiązać problem, ustanowiono m.in. „Program modernizacji Służby Więziennej w latach 2017–2020”, modernizację podmiotów leczniczych dla osób pozbawionych wolności i zmianę systemu zatrudniania personelu medycznego. Nadal jednak brakuje miejsc w więziennych szpitalach, lekarzy i kadry pielęgniarskiej.

Więziennictwo boleśnie odczuwa likwidację Aresztu Śledczego w Warszawie-Mokotowie, który dysponował dużym zapleczem szpitalnym (interna, ortopedia, chirurgia, oddział psychiatrii sądowej). Od tego czasu pojemność innych więziennych szpitali zwiększyła się nieznacznie. Stąd decyzje o odmowie przyjęcia chorego bądź wyznaczanie odległych terminów przyjęć.

  • Grupa III - osoby niesamodzielne, wymagające świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych, najczęściej w związku z głębokim zespołem otępiennym, dla których pobyt w warunkach więziennych nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia, ale stan ich zdrowia uniemożliwia osiągnięcie celów kary.

W ocenie RPO takie osoby nie powinny przebywać w warunkach izolacji penitencjarnej. Jeśli są obiektywne przeszkody by je zwolnić, to należy zadbać, aby przebywały w warunkach zapewniających ochronę godności. Ustalenia RPO dają podstawę do stwierdzenia o braku systemowych rozwiązań. Konieczność uwzględnienia przez SW szczególnych potrzeb osadzonych, w tym związanych z ich wiekiem i stanem zdrowia, wynika z określonej w art. 67 k.k.w. zasady zindywidualizowanego oddziaływania. Regulacje nie są jednak wystarczające. 

Odpowiedź SW

Spostrzeżenia i wnioski zawarte w wystąpieniu RPO stanowią dla Służby Więziennej materiał poznawczy, którego ustaleń nie sposób kwestionować – napisał zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz. Zapewnił, że przywołane przykłady sytuacji osób ciężko chorych lub wymagających świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych są wykorzystywane oraz wkomponowane w systemowe działania, umożliwiające minimalizowanie prawdopodobieństwa tak drastycznych przykładów w przyszłości.

Przytoczone przykłady wskazują, że w przypadku niemożności zapewnienia świadczeń przez więzienną służbę zdrowia i braku decyzji organu dysponującego lub sądu co do udzielania przerwy w karze, Służba Więzienna ponosi koszty procedur medycznych, jak również zapewnia warunki logistyczne i ochronne celem ich realizacji, niejednokrotnie korzystając ze środków finansowych przeznaczonych na inne cele, kosztem np. mniej pilnych inwestycji i zakupów - głosi odpowiedź SW.

W zakresie pacjentów z I i III grupy więziennictwo na bieżąco ponosi znaczne nakłady na modernizację więziennych podmiotów leczniczych i zmianę systemu zatrudnienia personelu medycznego. Zdaniem SW widoczny jest ogrom prowadzonych i zakończonych prac, zmierzających do dostosowania szpitali, ambulatoriów, izb chorych, cel dla osób niepełnosprawnych czy też działań zmierzających do dostosowania infrastruktury jednostek penitencjarnych do potrzeb osadzonych niepełnosprawnych, bez względu na jej przyczynę.

Z niedoborem kadry medycznej borykają się również zewnętrzne podmioty lecznicze.  Oferowany przez SW poziom wynagrodzeń oraz warunki socjalne, są porównywalne z placówkami pozawięziennymi. Niechęć personelu medycznego do pracy w jednostkach penitencjarnych wynika raczej z faktu konieczności pracy z „trudnym pacjentem", który nie zawsze jest zainteresowany poprawą swojego stanu zdrowia.

Służba Więzienna dostrzega rosnące potrzeby w zakresie świadczeń zdrowotnych zwłaszcza w stosunku do osób niepełnosprawnych, wymagających świadczeń opiekuńczych, pielęgnacyjnych czy chorych będących w stanie terminalnym, w ramach posiadanych możliwości je zapewnia. Dotyczy to osób, którym pomimo wystawienia przez więzienną służbę zdrowia opinii o stanie zdrowia z wnioskiem „nie może być leczony w zakładzie karnym", organy dysponujące nie udzieliły przerwy w karze.

Podjęto inicjatywę legislacyjną mającą na celu zachowanie humanitaryzmu wobec osób ciężko chorych, jak też nieświadomych odbywania kary pozbawienia wolności, poprzez przywrócenie poprzedniego brzmienia przepisów – tak by do jednostek penitencjarnych nie przyjmowano pacjentów w ostrej psychozie czy stanie zagrożenia życia.

Łóżka szpitalne powinny być wykorzystane dla potrzeb wszystkich grup pacjentów, w tym chorych terminalnie i wymagających jedynie świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych, szczególnie jeżeli umieszczenie pacjenta zapewni mu godne, humanitarne warunki pielęgnacyjne, całodobową opiekę medyczną z powodu nieuleczalnej choroby.

SW podkreśla, że podane przez RPO przykłady umieszczania, a także pokrywania kosztów umieszczenia pacjenta w odpłatnym pozawięziennnym zakładzie leczniczym, świadczą o zrozumieniu problemu przez dyrektorów jednostek penitencjarnych. Nie zastąpi to jednak ubezpieczenia zdrowotnego osadzonych opuszczających zakłady karne, a co za tym idzie - zapewnienia świadczeń zdrowotnych po zwolnieniu z zakładu karnego. Regulacja ta leży w gestii Ministra Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.

Przypomniano, że dyrektor zakładu karnego nie ma prawa do składania wniosków o zawieszenie postępowania wykonawczego wobec więźnia z powodu choroby psychicznej bądź innej ciężkiej choroby. Ustawodawca tworząc przepisy art. 15 k.k.w, nie wskazał dyrektora zakładu karnego jako organu uprawnionego do wnioskowania o zawieszenie postępowania wykonawczego, tak jak zrobił to w przepisie art. 153 k.k.w - w myśl którego w przypadku choroby psychicznej lub innej ciężkiej choroby uniemożliwiającej wykonywanie kary, wniosek o udzielenie przerwy w wykonywaniu kary pozbawienia wolności może złożyć również dyrektor zakładu karnego.

Postępowanie w sprawie zawieszenia postępowania wykonawczego oraz jego podjęcia może być wszczęte na wniosek skazanego, jego obrońcy, prokuratora oraz z urzędu. W przypadku ujawnienia się okoliczności związanej ze stanem zdrowia skazanego, która stanowi przeszkodę w wykonaniu wobec niego kary - postępowanie w przedmiocie ewentualnego zawieszenia wykonania kary podejmowane jest z urzędu przez sąd.

SW wskazała, że nawet długotrwała czy przewlekła choroba nie daje podstaw do zawieszenia postępowania, jeżeli może być leczona w warunkach więziennych. Należy zatem wnioskować, że zawieszenie postępowania wykonawczego z powodu "ciężkiej choroby" stosuje się w wyjątkowych przypadkach. Stanowi ono bowiem odstępstwo od zasady bezzwłocznego wykonania kary. Natomiast przypadki, które nie stanowią przesłanki do zawieszenia postępowania wykonawczego, mogą być podstawą np. do warunkowego zwolnienia albo przerwy w wykonaniu kary.

Według SW znacznie wzrosła w ostatnich dwóch latach liczba funkcjonariuszy i pracowników, którzy ukończyli kursy języka migowego. Osadzeni chorzy, seniorzy oraz niepełnosprawni mają pełną możliwość korzystania z pomocy psychologicznej i pedagogicznej w każdej jednostce penitencjarnej. W każdym zakładzie karnym i areszcie śledczym zatrudnieni są psycholodzy.

Sygnalizowane w piśmie RPO sytuacje, w których zakres i formę opieki nad skazanymi chorymi bądź z zaburzeniami otępiennymi oceniono jako nieadekwatną do potrzeb i niewystarczającą, Służba Więzienna traktuje z należytą powagą w celu wypracowania mechanizmów zmierzających do zminimalizowania prawdopodobieństwa ich występowania.

SW zwraca przy tym uwagę na fakt, że ustalenia pracowników Biura RPO opierają się przede wszystkim na relacjach osadzonych, ich odczuciach i subiektywnej ocenie zdarzeń. Mają tym samym charakter nieco jednostronny, ponieważ nie są skonfrontowane ze stanowiskiem kadry wizytowanych aresztów śledczych i zakładów karnych. Odnoszą się do zagadnień, w których merytoryczne rozstrzygnięcia zapadają poza kompetencjami dyrektorów jednostek penitencjarnych, a zarezerwowanym dla decyzji sądów.

Osoby chore i z niepełnosprawnościami kwaterowane są w miarę możliwości w celach odpowiednio dla nich przystosowanych oraz mniej licznych. Wychowawcy dokładają szczególnej staranności w doborze mieszkańców takich cel, niezbędne jest także prowadzenie stałego rozpoznania nastrojow, by zapobiegać zachowaniom dyskryminacyjnym, przemocowym, których ofiarami mogą stać się osoby nieporadne, wymagające wsparcia lub opieki innych.

Skazanym i tymczasowo aresztowanym, których stan zdrowia lekarz ocenił jako uniemożliwiający samodzielne funkcjonowanie oraz wymagającym opieki i pomocy innych osób, zapewniano pomoc innych osadzonych posiadających odpowiednie kwalifikacje, zatrudnionych jako opiekunowie osób niepełnosprawnych. Było to możliwe dzięki realizacji szkoleń zawodowych pod nazwą „Opiekun osoby starszej lub niepełnosprawnej", w ramach których przeszkolono ponad 600 osadzonych. W 2018 r. na terenie jednostek penitencjarnych 14 osób zostało zatrudnionych na stanowisku opiekuna osób starszych lub niepełnosprawnych odpłatnie, a ponad 100-nieodpłatnie.

IX.517.532.2019 

Sprawa „Plastusi” z TVP Info. KRRiT podziela stanowisko prezesa TVP

Data: 2019-05-29
  • „Plastusie” z programu TVP Info to satyra, która korzysta z szerszych możliwości dozwolonej ekspresji - uznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • KRRiT podzieliła stanowisko prezesa TVP, że ta satyra, choć dopuszczalna, godziła w wiarygodność i powagę telewizji publicznej, dlatego osoby odpowiedzialne poniosły konsekwencje służbowe  
  • Odpowiedź KRRiT nie odnosi się jednak do zastrzeżeń RPO, że program sugerował defraudację pieniędzy zebranych przez WOŚP

10 stycznia 2019 r., tuż przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, TVP Info nadała satyryczną animację, w której wystąpiły plastelinowe postacie prezesa Fundacji WOŚP Jerzego Owsiaka oraz byłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Sugerowano, że pieniądze zebrane podczas WOŚP przekazywane są politykom.

- Zarzucanie bez żadnych dowodów defraudacji pieniędzy zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, w którą zaangażowana jest co roku ogromna liczba ludzi, musi budzić ogromny niepokój – wskazywał Rzecznik Praw Obywatelskich. Na jednym z banknotów umieszczona została gwiazda Dawida. Możliwy antysemicki wydźwięk animacji także musi budzić wątpliwości. - Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety budować przekaz przyzwolenia na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym - podkreślał Adam Bodnar.

Rzecznik w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi jako jednej z podstawowych wolności. W treści art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią. Oczywiste jest również prawo do krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków. W ocenie Sądu Najwyższego satyryczny charakter utworu jest istotną, ale jednak niewystarczającą przesłanką wyłączenia bezprawności, ponieważ możliwe jest także przekroczenie jej dopuszczalnych granic (tzw. eksces satyry).

Zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych, których programy zgodnie z ustawą powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

RPO zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy i podjęcie działań przewidzianych prawem.

Odpowiedź KRRiT

Jak napisał RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski, Rada przeprowadziła analizę materiału filmowego, który został wyemitowany w audycji pt. ,Minęła dwudziesta'' w programie TVP Info. Szczególnie wnikliwie KRRiT przeprowadziła analizę tej części audycji, w której prezentowana była satyryczna animacja autorstwa Barbary Pieli.

W swoim stanowisku prezes TVP SA Jacek Kurski informował, że „Plastusie komentują w sposób artystyczny, ekspresyjny oraz satyryczny i karykaturalny różne wydarzenia z kraju oraz bieżącą rzeczywistość polityczną i społeczną”. Wkrótce po emisji dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski podkreślał, iż TVP stanowczo potępia powielanie antysemickich stereotypów oraz zapewnił o wyciągnięciu konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych. Autorka odniosła się do zarzutu szerzenia antysemityzmu poprzez umieszczenie gwiazdy Dawida na jednym, co należy podkreślić, z bardzo wielu maleńkich, dwucentymetrowych banknotów. Barbara Piela przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się taką ilustracją dotknięci i zapewniła o braku jakichkolwiek celowych działań czy sugestii ze swej strony.

- Prezes TVP zwrócił przy tym uwagę na fakt, iż w praktyce było wręcz niemożliwe, aby widz zauważył ten szczegół na tak niewielkim elemencie animacji, jakim był banknot. Wymagałoby to skupienia jego szczególnej uwagi właśnie na tym elemencie bądź dokonania jakichś zabiegów technicznych, powiększających obraz czy zatrzymujących kadr, albo niezwykle uważnego i, co trzeba podkreślić, wielokrotnego oglądania – głosi odpowiedź KRRiT.

Prezes TVP informował ponadto, że jednym z elementów animacji był również banknot z wizerunkiem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, opatrzony napisami odnoszącymi się m.in. do cech związanych z wyglądem zewnętrznym śp. Lecha Kaczyńskiego.

W opinii prezesa TVP animacja w całości bardziej odpychała widzów od oglądania audycji niż przyciągała i zachęcała. I chociaż animacja - jak podkreśla Jacek Kurski - w świetle prawa stanowiła dozwolony przejaw satyry, to jednak dla TVP stała się wizerunkowym obciążeniem, godzącym w wiarygodność i powagę telewizji publicznej. Odpowiadały za to konkretne osoby, które przygotowywały do emisji to wydanie audycji. Osoby te, jak informuje prezes, poniosły konsekwencje służbowe popełnionych błędów dziennikarskich.

KRRiT przekonała argumentacja prezesa TVP

KRRiT dokonała analizy materiału filmowego, rozważyła argumenty podniesione przez Rzecznika oraz oceniła przesłanki wskazane przez prezesa Jacka Kurskiego, podparte przykładami pochodzącymi z opinii zawartych w literaturze tematu i wynikającymi z orzecznictwa. Źródła te łącznie potwierdzają szczególny charakter utworów definiowanych jako satyryczne.

Ze ściśle prawnych uzasadnień wynika możliwość stosowania różnego rodzaju prześmiewczych karykatur uwydatniających, a niekiedy deformujących charakterystyczne cechy człowieka czy zjawiska. Jednak ta stricte prawna ocena nie pozwoliła, aby nie zgłosić zastrzeżeń do pracy dziennikarskiej przy tym wydaniu audycji, która - jak podkreślił prezes TVP - w telewizji publicznej musi być przede wszystkim połączona z odpowiedzialnością, a to oznacza, iż nie ma tam miejsca na tego rodzaju błędy powodujące poważne straty wizerunkowe.

- Po zapoznaniu się z całością materiałów zgromadzonych w tej sprawie i po przeprowadzeniu wewnętrznej wymiany opinii informuję, iż Krajową Radę Radiofonii i Telewizji przekonuje argumentacja przedstawiona przez prezesa Zarządu Spółki TVP SA – napisał Witold Kołodziejski.

Argumentacja ta w zasadniczej mierze została oparta na motywach wprost płynących z orzecznictwa krajowego i europejskiego. Prezes TVP przywołał m.in. klasyczny już wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w którym stwierdzono, że swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, podstawą jego rozwoju i warunkiem samorealizacji jednostki (...) Nie może obejmować tylko poglądów odbieranych przychylnie albo postrzeganych jako nieszkodliwe lub obojętne, ale i takie które (...) oburzają lub wprowadzają niepokój (...) w jakiejś grupie społeczeństwa (sprawa Handyside vs. Wielka Brytania). Ponadto zacytował wyrok Sądu Najwyższego z 2 lutego 2011 r., w którym stwierdził, że na dozwolone granice utworu satyrycznego wymiernie wpływa zachowanie osoby objętej satyrą, w której może znaleźć odbicie - w przejaskrawionej skali - treść i sposób wyrażanych przez nią poglądów oraz prezentowanych postaw.

Już te dwa stanowiska orzecznicze pokazują, iż prawne granice wypowiedzi satyrycznej są znacznie szersze, gdyż m,in. są uzasadnione podstawowym celem satyry, czyli ośmieszającą krytyką. Z tych względów satyra posługuje się wynaturzeniem, karykaturą, paradoksem, a jej sformułowania krytyczne mogą być bardziej ostre, swobodne, szydercze.

KRRiT podzieliła również przekonanie prezesa TVP, że w tym konkretnym przypadku imperatyw swobody wypowiedzi nie wpłynął na zmianę całościowej, krytycznej oceny postępowania i pracy dziennikarzy bezpośrednio zaangażowanych w przygotowanie audycji do emisji. KRRiT uważa, iż zastosowanie przez pracodawcę kar dyscyplinujących było zatem uzasadnione okolicznościami tego zdarzenia i jego skutkami, zarówno tymi zaistniałymi, jak i potencjalnymi.

Wobec faktu, iż treści zaprezentowane w przedmiotowej audycji stanowią satyrę, stąd korzystają z szerszych możliwości dozwolonej ekspresji, a z kolei przekroczenia należące do zakresu deontologii zawodu dziennikarza zostały krytycznie ocenione przez samego pracodawcę, KRRiT przyjęła stanowisko przedstawione przez prezesa TVP SA oraz pozytywnie odniosła się do podjętych działań wewnętrznych w spółce.

VII.564.5.2019

Jak samorządy oceniają sytuację w edukacji. RPO zebrał ich opinie i przekazał MEN

Data: 2019-05-28
  • Rosnące koszty edukacji, wydłużenie godzin nauki, brak nauczycieli – to główne problemy, jakie zgłosiły RPO największe miasta w związku z „kumulacją roczników” w szkołach średnich w roku szkolnym 2019/2020
  • W klasach będzie więcej uczniów, ale żadne miasto nie widzi konieczności nauki w soboty
  • Nauka w większych grupach może negatywnie wpłynąć na sytuację młodzieży i warunki pracy nauczycieli
  • Najważniejszą rekomendacją samorządów wobec władz jest zwiększenia nakładów na oświatę

Ponieważ RPO dostawał skargi i niepokojące informacje, zwrócił się do samorządów kilkudziesięciu polskich miast o informacje o stanie przygotowań do przyjęcia dwukrotnie większej niż w latach poprzednich liczby uczniów do liceów, techników i szkół branżowych. Spytał też, jakie działania są konieczne do podjęcia przez władze państwowe dla poprawy sytuacji.

Kumulacja roczników jest skutkiem likwidacji gimnazjów.

Informacje o odpowiedziach Adam Bodnar przekazał minister edukacji narodowej Annie Zalewskiej, wraz z prośbą o stanowisko w tej sprawie.

Miasta informują Rzecznika, że zapewniły odpowiednią liczbę miejsc w szkołach średnich w roku szkolnym 2019/2020. Przygotowaniami zajęły się od momentu wejścia w życie ustaw Prawo oświatowe oraz Przepisy wprowadzające ustawę - Prawo oświatowe  . Miasta zdawały sobie sprawę, że „kumulacja roczników” będzie dużym wyzwaniem dla samorządów.

Przygotowania polegały m.in. na:

  • analizie zasobów lokalowych i kadrowych,
  • spotkaniach z dyrektorami szkół w celu omówienia możliwych trudności i wspólnego wypracowania rozwiązań,
  • przeprowadzeniu ankiet wśród kandydatów do klas pierwszych szkół ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych oraz ich rodziców dla zbadania preferencji młodzieży co do wyboru szkoły.

Szczególnie popularne szkoły dostały zgody na dodatkową „lokalizację prowadzenia zajęć”. Wiele działań zrealizowano w ramach projektów edukacyjnych finansowanych ze środków Unii Europejskiej, nakierowanych głównie na rozwój szkolnictwa zawodowego. Rady miast podejmowały też uchwały umożliwiające kandydatom składanie podań o przyjęcie do większej niż dotychczas liczby szkół (np. w Poznaniu do 9, a w Kielcach do dowolnej liczby).

Wśród problemów samorządów w pierwszej kolejności wymieniano konieczność ponoszenia rosnących kosztów edukacji. Obecny system finansowania oświaty, oparty na podziale części oświatowej subwencji ogólnej, nie zapewnia prawidłowego wykonywania zadań oświatowych przez samorządy.  Mimo zapewnień, że zmiana ustroju szkolnego nie obciąży samorządów, zostały one zmuszone do wielu inwestycji (budowa lub modernizacja pracowni, podział pomieszczeń dla pozyskania dodatkowych sal dydaktycznych, dostosowanie łazienek i zakup wyposażenia). Duże wydatki wiązały się też z potrzebą stworzenia nowych miejsc noclegowych dla uczniów zamieszkałych w okolicznych gminach. Dotychczasowe miejsca w bursach szkolnych nie byłyby w stanie zaspokoić potrzeb w nadchodzących latach.

Dyrektorzy szkół spodziewają się zwiększenia średniej liczby uczniów w oddziałach oraz wydłużenia godzin nauki w niektórych szkołach (np. w Białymstoku do godz. 19.00). Żadne miasto nie zgłosiło konieczności zorganizowania nauki w soboty. Wydłużenie czasu pracy szkół spowodowane jest przede wszystkim niewystarczającymi zasobami pracowni przedmiotowych, pracowni zawodowych oraz bazy sportowej. Rozważa się możliwość szerszego udostępnienia miejskich obiektów sportowych na potrzeby zajęć szkolnych. Z uwagi na naukę na dwie zmiany konieczna może być rezygnacja z zajęć dodatkowych, jak kółka zainteresowań lub zajęcia wyrównawcze.

Dla zapewnienia miejsc dla wszystkich uczniów samorządy proponowały wykorzystanie potencjału placówek, które dotychczas ze względu na mniejsze zainteresowanie młodzieży nie dokonywały pełnego naboru. Możliwości lokalowe szkół branżowych i technicznych pozwalają na zwiększenie liczby oddziałów; mogą one być alternatywą dla liceów ogólnokształcących. W roku 2019/2020 samorządy spodziewają się większej popularności tego typu szkół.

Poważnym problemem dyrektorów placówek będzie zapewnienie obsady kadrowej, zwłaszcza w zakresie przedmiotów zawodowych, matematycznych, przyrodniczych i języków obcych. Ewentualne braki kadrowe w roku szkolnym 2019/2020 będą widoczne dopiero w czasie przygotowywania arkuszy organizacyjnych. Jednakże już teraz w dużych miastach jest zgłaszany problem wakatów i brak zainteresowania studentów specjalizacją nauczycielską (np. z danych Miasta St. Warszawy wynika, że w stolicy brakuje 1590 nauczycieli). W związku z wygaszeniem gimnazjów część nauczycieli zdecydowała się odejść na emeryturę lub zmienić zawód. Brak kadry powoduje konieczność zatrudniania osób bez przygotowania pedagogicznego lub bez pełnych kwalifikacji (za zgodą kuratora oświaty), a także nauczycieli, którzy od lat przebywają na emeryturze.

Istnieją poważne obawy, że zwiększona liczba uczniów może negatywnie wpłynąć nie tylko na sytuację młodzieży, ale także doprowadzić do pogorszenia warunków pracy kadry pedagogicznej. Konieczność pracy w powiększonych oddziałach, wydłużone godziny pracy, utrudniony dostęp do pracowni przedmiotowych, potrzeba przenoszenia się do innych budynków lub łączenie pracy w kilku szkołach może obniżyc poziom nauczania. W klasach pierwszych uczyć się będą uczniowie urodzeni w latach 2003, 2004 i 2005 - według różnych programów nauczania. W ocenie samorządów władze państwowe nie przedstawiły żadnego programu wsparcia dla nauczycieli, którzy pracując w nowych, nierzadko gorszych warunkach, będą prawdopodobnie mieć większe obciążenie obowiązkami i wyższy poziom stresu.

Samorządy spodziewają się także problemów organizacyjnych wynikających z braku przepisów wykonawczych koniecznych do przygotowania arkuszy organizacyjnych. Rozporządzenie MEN w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół skierowano do podpisu ministra dopiero 3 kwietnia 2019 r., nie zapewniając szkołom wystarczającego czasu do dobrego przygotowania się do nadchodzącego roku szkolnego. Brak wszystkich przepisów wykonawczych uniemożliwia planowanie zatrudnienia nowych nauczycieli oraz sporządzenie arkusza organizacyjnego na rok szkolny 2019/2020 w odpowiednim terminie.

Wśród najważniejszych rekomendacji samorządów co do  działań koniecznych do podjęcia przez władze państwa, czołowe miejsce zajmuje zwiększenie środków na finansowanie oświaty. Od kilku lat udział dochodów własnych miast w finansowaniu subwencjonowanych zadań oświatowych systematycznie wzrasta. Problemem jest egzekwowanie przez samorządy prawa do dochodów odpowiednich do przypadających im zadań. Samorządy nie mają też wpływu na treść ustaw określających wysokość i strukturę wynagrodzeń nauczycieli. Zdaniem samorządów to przede wszystkim organy państwa powinny ponosić odpowiedzialność za właściwe zapewnienie funduszy na sfinansowanie kosztów reformy i dalszego funkcjonowania szkół. 

Zachętą do podjęcia pracy w szkołach powinno być odpowiednio ustalone minimalne wynagrodzenie zasadnicze dla nauczycieli, zwiększenie motywacji do podnoszenia kwalifikacji oraz satysfakcjonujące warunki pracy. Zmiany w tym zakresie mogłyby w pewnym stopniu zapobiec odpływowi kadry nauczycielskiej ze szkół. Potrzebne jest także zwiększenie środków na doskonalenie nauczycieli, pedagogów i psychologów z uwagi na coraz szersze spektrum problemów dotykających dzieci i młodzież.

W odpowiedziach udzielonych RPO pojawiła się również kwestia organizowania kształcenia osób dorosłych w szkołach niepublicznych.

Inne rekomendacje to:

  • większa stabilność i przewidywalność prawa oświatowego,
  • ułatwienie organom prowadzącym organizacji lekcji religii poza szkołą, 
  • dokonanie analizy podstaw programowych w celu zmniejszenia obciążenia uczniów i zapewnienia większej niezależności i swobody pracy nauczycielom.

RPO podkreśla wielkie zaangażowanie samorządów w przygotowania do tegorocznej rekrutacji do szkół średnich. Dokładają one starań, aby przebiegła ona w spokojnej atmosferze oraz aby potrzeby i zainteresowania uczniów były w pełni uwzględnione. Jednakże w porównaniu do jakości kształcenia i warunków, jakie były wcześniej, może okazać się, że mimo prób złagodzenia negatywnych skutków reformy oświaty, komfort nauki będzie mniejszy. W niektórych liceach ogólnokształcących profile nauk ścisłych i profile innowacyjne zostaną zredukowane do podstawowych w celu zapewnienia porównywalnej oferty dla dwóch roczników uczniów. Część nawet bardzo zdolnych uczniów nie znajdzie miejsca w wymarzonych szkołach, a ci, którym się to uda, będą uczyć się w gorszych warunkach w porównaniu z latami ubiegłymi.

Dostosowanie się do zmian w systemie oświaty okazało się dużym obciążeniem finansowym dla samorządów. Podkreślały one, że nakłady na przekształcenie istniejących szkół – często doskonale funkcjonujących - mogły być przeznaczone na ważniejsze cele, np. na rozwiązania systemowe wspierające rozwój dzieci i odpowiadające na wyzwania związane ze zmieniającymi się realiami życia.

Adam Bodnar uznał, że jest zobowiązany przedstawić minister Annie Zalewskiej opinie podmiotów, które  bezpośrednio zetknęły się z efektami zmian w systemie oświaty i mają najlepszą wiedzę na ten temat.  Wyraził nadzieję, że oceny i rekomendacje przedstawione przez władze samorządowe będą dla resortu cennym źródłem informacji oraz zachętą do działań w celu lepszego zagwarantowania realizacji prawa do nauki wyrażonego w art. 70 Konstytucji. 

VII.7037.14.2019

MRPiPS chce, by Zakopane chroniło ofiary przemocy domowej. Minister Elżbieta Rafalska odpowiada RPO

Data: 2019-05-28
  • Zakopane nadal nie uchwaliło gminnego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie
  • Takie lekceważenie potrzeb osób oczekujących wsparcia łamie ustawę, Konstytucję oraz prawo międzynarodowe - zwracał uwagę resortowi pracy Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Minister Elżbieta Rafalska wystąpiła do Wojewody Małopolskiego o skuteczne zmobilizowanie samorządu Zakopanego, by zrealizował ustawowe zadania w tym zakresie  

Zakopane jest jedyną gminą w Polsce, która nie wdrożyła ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu w rodzinie. Przewiduje ona m.in. obowiązek uchwalenia programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie przez radę gminy oraz powołanie zespołu interdyscyplinarnego w tej sprawie. Sprawą tą RPO razem z resortem rodziny zajmuje się od 2015 r.

13 marca 2019 r. radni Zakopanego po raz dziesiąty odmówili podjęcia uchwały o uchwaleniu Gminnego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie oraz Ochrony Ofiar Przemocy w Rodzinie dla Miasta Zakopane na lata 2019-2020.

Oceny i działania RPO 

Jak wskazywał RPO, takie zaniechanie narusza przepisy ustawy, Konstytucji oraz normy prawa międzynarodowego. Świadczy też o lekceważeniu potrzeb osób oczekujących wsparcia.

Zaniepokojenie Adama Bodnara budzi również to, że dyskusja nad projektem uchwały ujawniła wśród niektórych jej uczestników całkowite niezrozumienie specyfiki zjawiska przemocy w środowisku rodzinnym. Wskazuje na to zwłaszcza twierdzenie, że działania państwa zmierzające do ochrony przed przemocą ze strony innych członków rodziny są nadmierną ingerencją państwa w życie rodzinne.

Rzecznik konsekwentnie stoi na stanowisku, że przemoc w rodzinie nie jest prywatną sprawą rodziny, lecz w istocie stanowi zagadnienie z zakresu zdrowia publicznego. Zadania władz publicznych są jasno określone. Obejmują one obowiązki zapobiegania przemocy, niezwłocznego reagowania na sygnały jej stosowania, udzielania specjalistycznego wsparcia osobom doznającym przemocy i adekwatnego oddziaływania na osoby odpowiedzialne za przemoc.

18 kwietnia 2019 r. Rzecznik ponownie napisał w tej sprawie do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej. To jej resort odpowiada za realizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej w tym za to, by samorządy przyjmowały lokalne programy przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Adam Bodnar zwrócił się o podjęcie stanowczych działań wobec Rady Miasta Zakopane w celu wyegzekwowania obowiązku wynikającego z ustawy. 

Odpowiedź MRPiPS

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podejmowało dotychczas szereg działań mających na celu wyegzekwowanie powołania w Zakopanem zespołu oraz przyjęcia stosownego programu – odpowiedziała minister Elżbieta Rafalska.

W tym celu kierowano pisma do władz samorządowych o pilne powołanie zespołu interdyscyplinarnego w celu umożliwienia realizacji zadań wynikających z przepisów ustawy oraz stworzenia odpowiednich warunków prawnych do pracy przedstawicieli służb w ramach procedury „Niebieskiej Karty". Ministerstwo występowało też o interwencję do Wojewody Małopolskiego pełniącego nadzór i kontrolę nad realizacją zadań z zakresu przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

- Niemniej jednak, mając na względzie, że niewypełnienie przez samorząd gminy zadań ustawowych w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie nadal skutkuje utrudnieniem uzyskania odpowiedniego wsparcia w tym zakresie przez osoby doznające krzywdzenia, odrębnym pismem wystąpiłam w chwili obecnej do Wojewody Małopolskiego o podjęcie stosownych działań w tym zakresie wynikających ze sprawowanego nadzoru nad realizacją zadań z zakresu przeciwdziałania przemocy w rodzinie realizowanych przez samorząd gminny - głosi pismo minister Elżbiety Rafalskiej.

Jej prośba dotyczyła również podjęcia skutecznych działań mobilizujących Burmistrza Miasta Zakopane oraz Radę Miasta do realizacji zadań obowiązujących w prawie polskim w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

Jak wynika z odpowiedzi, informacja resortu o ustaleniach dotyczących stopnia i sposobu realizacji przez Zakopane zadań w tym zakresie zostanie udzielona RPO w późniejszym terminie, po uzyskaniu wyczerpujących wyjaśnień od Wojewody Małopolskiego.

Wcześniejsze reakcje resortu

W odpowiedzi na wcześniejsze interwencje Rzecznika w tej sprawie, 29 grudnia 2015 r. Elżbieta Bojanowska, ówczesna podsekretarz stanu w MRPiPS informowała, że wystosowano pismo ponaglające do Burmistrza Miasta Zakopane oraz zwrócono się do Wojewody Małopolskiego jako organu sprawującego nadzór i kontrolę nad jednostkami samorządu terytorialnego o podjęcie działań. Wyraziła nadzieję, że podjęte działania przyczynią się do efektywnego realizowania w Zakopanem działań mających na celu udzielanie pomocy osobom doznającym przemocy w rodzinie oraz skierowanych do sprawców przemocy.

XI.816.1.2015

Wybory do PE: Polacy za granicą już bez możliwości głosowania korespondencyjnego. A Malta i Kanary - bez lokalu wyborczego

Data: 2019-05-24
  • Wybory 26 maja do Parlamentu Europejskiego są pierwszymi, w których obywatele polscy mieszkający za granicą nie mają już możliwości głosowania korespondencyjnego
  • Dlatego RPO za bardzo ważne uznał odpowiednie przygotowanie lokali wyborczych za granicami Polski. MSZ utworzył tam więcej obwodów głosowania niż w wyborach do PE w 2014 r. 
  • Z rozporządzenia MSZ w tej sprawie wynika, że w niedzielę nie będą mogli oddać głosu Polacy przebywający na Malcie i Wyspach Kanaryjskich - gdzie nie powołano obwodów
  • MSZ wskazuje na problemy związane z tworzeniem dodatkowych lokali wyborczych poza siedzibami przedstawicielstw dyplomatycznych RP

Polacy przebywający za granicą skarżą się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na niemożność głosowania korespondencyjnego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Likwidacja takiej możliwości na mocy zmiany prawa w 2018 r. szczególnie dotknęła tę grupę wyborców – pisał Adam Bodnar w wystąpieniu z 13 maja 2019 r. do ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza.

Zmiany wprowadzono wbrew sprzeciwowi RPO, które uznał je za  poważne osłabienie gwarancji zasady powszechności wyborów.  Procedura głosowania korespondencyjnego stosowana od 2011 r. cieszyła się dużym uznaniem i popularnością, szczególnie wśród polskich wyborców przebywających za granicą.

Dlatego Rzecznik za szczególnie ważne uznał odpowiednie przygotowanie lokali wyborczych w wyborach 26 maja 2019 r. dla obywateli polskich przebywających za granicą. Rzecznik spytał ministra, jakie działania podjął dla pełnego zagwarantowania ich praw wyborczych.

W tym kontekście przywołał sygnały, jakie napływały po ostatnich wyborach organizowanych poza granicami do Sejmu i Senatu w 2015 r. W jednej ze skarg wskazano na niewielkie wymiary lokalu wyborczego i niewłaściwą organizację wewnętrzną, powodującą dużą niedogodność dla wyborców.

Rzecznik zapoznał się z listą lokali przedstawioną w załączniku do rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych z 8 kwietnia 2019 r. w sprawie utworzenia obwodów głosowania w wyborach do PE. Wpłynęła skarga również w tej sprawie - podniesiono w niej brak lokalu wyborczego w Las Palmas de Gran Canaria w Królestwie Hiszpanii.

Odpowiedź MSZ

W odpowiedzi wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk podkreślił, że zmiany Kodeksu wyborczego z 11 stycznia 2018 r., w których ustawodawca zrezygnował z możliwości głosowania korespondencyjnego dla osób zamieszkałych za granicą, zostały wprowadzone na podstawie projektu poselskiego.

W związku z tymi zmianami w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego zdecydowano o powołaniu większej liczby obwodów głosowania. Dla porównania w roku 2014 w wyborach do Parlamentu Europejskiego Minister Spraw Zagranicznych powołał 176 obwodów głosowania, a w 2019 r. - 203 obwody.

Piotr Wawrzyk podkreślił, że liczba powoływanych obwodowych komisji wyborczych jest wypadkową kilku czynników. Ich rozmieszczenie uwzględnia przede wszystkim rzeczywiste potrzeby wyborców, oceniane na podstawie liczby obywateli polskich zamieszkujących lub przebywających na obszarze okręgu konsularnego oraz realne możliwości zorganizowania i zapewnienia obsługi logistycznej głosowania przez konsula.

Konsulowie, którzy zgłaszają propozycje utworzenia obwodów głosowania, każdorazowo przed wyborami starają się skonsultować to z przedstawicielami środowisk polonijnych, aby jak największa liczba obywateli polskich mogła skorzystać z czynnego prawa wyborczego.

- Jednakże należy mieć na uwadze fakt, że utworzenie dodatkowych obwodów głosowania poza przedstawicielstwami dyplomatycznymi wiąże się często z koniecznością uzyskania zgód państwa przyjmującego na utworzenie dodatkowych siedzib komisji, znalezienia odpowiednio dużych, dostosowanych do potrzeb wyborców lokali wyborczych w celu przeprowadzenia sprawnego głosowania oraz zapewnienia odpowiedniej liczby osób chętnych do udziału w pracach komisji – napisał wiceminister.

Ponadto głosowanie za granicą przeprowadzane jest bardzo często w obiektach należących do władz miejscowych (np. szkoły, świetlice). Lokal taki nie może być zwolniony do czasu ustalenia wyników głosowania, co w sytuacji przedłużającego się liczenia głosów i sporządzania protokołu zrodzić może problem związany ze zwrotem lokalu, by mógł pełnić swoje podstawowe funkcje.

Niejednokrotnie występują też problemy z dostępnością lokali spełniających niezbędne kryteria dotyczące ich usytuowania i zabezpieczenia. Z uwagi na to, że część lokali pozostaje we władaniu władz lub instytucji państwa przyjmującego, istnieją w tym zakresie pewne ograniczenia.

Ponadto Piotr Wawrzyk zaznaczył, że z doświadczeń lat poprzednich wynika, iż wybory do parlamentu krajowego czy wybory Prezydenta RP cieszą się zawsze dużo większym zainteresowaniem i dużo większą frekwencją wśród obywateli polskich.

Dlatego też przed wyborami do Sejmu RP i Senatu RP, które mają odbyć się jesienią tego roku - przy uwzględnieniu propozycji zgłoszonych przez Konsulów RP, m.in. po konsultacjach z organizacjami polonijnymi - Minister Spraw Zagranicznych rozważy potrzebę utworzenia dodatkowych obwodów głosowania dla obywateli polskich, również w innych lokalizacjach, aniżeli w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

VII.602.13.2014

Długotrwałe czynności sprawdzające Komisji Weryfikacyjnej. RPO pisze do Patryka Jakiego

Data: 2019-05-24
  • Obywatele skarżą się, że Komisja Weryfikacyjna ds. warszawskiej reprywatyzacji prowadzi długotrwałe czynności sprawdzające - nie podejmując decyzji bądź o ich zakończeniu, bądź o wszczęciu właściwego postępowania rozpoznawczego
  • Osoba zainteresowana rozstrzygnięciem Komisji nie ma żadnych instrumentów by wpłynąć na zakończenie tych czynności w rozsądnym terminie – nie jest bowiem stroną postępowania
  • Rzecznik podkreśla konstytucyjną zasadę lojalności organów władzy wobec obywateli, zwłaszcza tych, wobec których trwają jedynie czynności sprawdzające, bez stwierdzenia, by naruszyli prawo

Skargi wpływające do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich zwracają uwagę na problem stosowania przepisów ustawy z 9 marca 2017 r. o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa.

Chodzi o tzw. czynności sprawdzające Komisji Weryfikacyjnej i podejmowane w ich toku rozstrzygnięcia. Zgodnie z ustawą Komisja podejmuje je by sprawdzić, czy są podstawy do wszczęcia postępowania rozpoznawczego wobec danej nieruchomości. Gdy je podejmuje, toczy się ono co do zasady według przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego.

Czynności sprawdzające podejmowane są zaś w sposób pozaprocesowy, a przepisy Kpa nie są stosowane. Tymczasem w tej procedurze zapadają rozstrzygnięcia ingerujące w sytuację obywateli. Chodzi głównie o ustawową możliwość zawieszenia postępowania egzekucyjnego dotyczącego nieruchomości lub też osoby zajmującej lokal w nieruchomości będącej przedmiotem decyzji reprywatyzacyjnej. Komisja może wystąpić do sądu o zawieszenie tego postępowania lub o wstrzymanie czynności.

Rzecznik ma wątpliwości co do stosowania tych przepisów w odniesieniu do dwóch kwestii: 

  • przewlekłości postępowania sprawdzającego, w którego toku wydano postanowienie o zawieszeniu postępowania,
  • przesłanek zawieszenia postępowania egzekucyjnego i zakresu sądowej kontroli takiego wniosku Komisji.

Ponieważ w postępowaniu sprawdzającym nie stosuje się Kpa, osoby, wobec których  podejmowane są czynności, nie mają statusu strony. Nie mogą ani kwestionować zasadności wniosku o zawieszenie postępowania ani też przeciwdziałać ewentualnej przewlekłości czynności sprawdzających.

Gdy doszło do zawieszenia postępowania egzekucyjnego – a tym samym ograniczenia konstytucyjnego prawa do sądu – nie istnieją żadne systemowe mechanizmy, za których pomocą jednostka mogłaby skłonić Komisję czy to do zwolnienia spod nałożonych na nią ograniczeń, czy to do sprawnego prowadzenia postępowania i jego zakończenia w rozsądnym terminie. A ustawa nie wskazuje przesłanek uzasadniających zawieszenie postępowania - wystarczy przekonanie Komisji, że wstrzymanie egzekucji jest potrzebne.

Rzecznikowi znane są rozstrzygnięcia sądów co do wniosków Komisji o zawieszenie (niezawierających zresztą uzasadnienia), których zasadności sąd w ogóle nie badał. Do ich uwzględnienia wystarczyło jedynie to, że złożył je uprawniony organ, czyli Komisja.

Uniemożliwia to skuteczną ochronę sądową w przypadku ograniczenia konstytucyjnych praw obywateli rozstrzygnięciem organu władzy - podkreśla Adam Bodnar. Tymczasem stosowne gwarancje ochronne przewiduje i Konstytucja (art. 45 i art. 78, ale i art. 64), i Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

RPO wskazuje, że wstrzymanie egzekucji – a także postępowań eksmisyjnych – może naruszać prawa obu stron. Chodzi nie tylko o wierzyciela (pozbawionego możliwości korzystania ze swego mieszkania), ale i lokatora (któremu narastają opłaty z tytułu bezumownego korzystania z lokalu). Może się zdarzyć, że eksmisja nie wynika z naruszenia prawa przez właściciela nieruchomości, ale z przyczyn leżących po stronie lokatora.

Ochronę lokatorów wyłącza zaś - w świetle ustawy o ochronie praw lokatorów – np. wykraczanie przeciwko porządkowi domowemu, niewłaściwe zachowanie czyniące uciążliwym korzystanie z innych lokali, przemoc domowa czy zajęcie lokalu bez tytułu prawnego. Przyczyną eksmisji może też być ustanie stosunku najmu, m.in. na skutek długotrwałego niepłacenia czynszu. Tymczasem może dochodzić do wstrzymywania postępowań egzekucyjnych także i takich spraw.

Adam Bodnar poprosił przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej Patryka Jakiego o podanie przeciętnego czasu trwania postępowań sprawdzających. Spytał także, czy w sytuacji, gdy wszczęto postępowanie sprawdzające, a Komisja dowie się o trwających postępowaniach egzekucyjnych, skierowanie stosownego wniosku jest regułą, czy też zdarza się, że Komisja uznaje zawieszenie postępowania za niezasadne. Chce także wiedzieć, czy wnioski Komisji do sądu prowadzącego postępowanie egzekucyjne zawierają uzasadnienie oraz czy sąd z reguły uwzględnia wniosek, czy też zdarza się, że go oddala, a jeżeli tak - jak to uzasadnia.

IV.7004.2.2019

RPO: zalecenia ochronne Służby Więziennej nie mogą ograniczać praw osób pozbawionych wolności

Data: 2019-05-24
  • Zalecenia penitencjarno-ochronne Służby Więziennej nie mogą w sposób niedopuszczalny ingerować w prawa osób pozbawionych wolności
  • RPO zbadał sytuację aresztowanego, wobec którego takie zalecenia stworzyły szczególny rygor pobytu w areszcie
  • Jego widzenia z adwokatami nie były swobodne; poddawano go po nich kontroli osobistej; musiał nosić więzienne ubranie
  • Na kanwie tej sprawy Rzecznik postuluje, by z decyzją o zaleceniach ochronnych osadzony był zapoznawany oraz informowany o prawie jej zaskarżenia do sądu

Nieuprawnione stosowanie wobec pozbawionych wolności zaleceń penitencjarno-ochronnych, które w sposób nadmierny i nieuzasadniony ingerują w ich prawa, od lat jest przedmiotem krytyki Rzecznika Praw Obywatelskich.

Już w 2013 r. Rzecznik zwracał uwagę, że stosowanie procedur i środków przewidzianych dla osadzonych stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu karnego, wobec więźniów niezakwalifikowanych do tej kategorii, jest nieuprawnione. Zmiany prawa nie rozwiązały problemu stosowania przez Służbę Więzienną zaleceń ograniczających prawa osób pozbawionych wolności, które nie mają ustawowego umocowania lub znacznie zwiększają dolegliwość pozbawienia wolności, przekraczając poziom uciążliwości nierozłącznie związany z izolacją.

Za przykład RPO podaje zastosowanie szczególnych zaleceń penitencjarno-ochronnych wobec tymczasowo aresztowanego biznesmena, którego sprawę ostatnio zbadał. Wydano je bezterminowo, nie przewidziano ich okresowej weryfikacji. Jako przyczynę ich wydania dyrektorzy aresztu wskazali duże zainteresowanie mediów jego osobą i potencjalne wystąpienie „zdarzeń niepożądanych”. Sam aresztant miał nie dać do tego żadnego powodu. Nie został on nawet zaznajomiony z tymi wytycznymi, bo są one „dokumentacją wewnętrzną jednostki”. Żalił się na wynikające z nich uciążliwości. Wdrożone procedury uznał za upokarzające. Odbierał to wszystko jako szykanę.

Zalecenia, które budzą wątpliwości RPO, to:

  • realizacja widzeń z adwokatami w pomieszczeniu przy dyżurce funkcjonariusza;
  • poddawanie osadzonego kontroli osobistej bezpośrednio po widzeniu;
  • realizacja wszystkich czynności z jego udziałem w więziennym ubraniu.

RPO nie zgadza się ze stanowiskiem dyrektora Aresztu Śledczego, że zalecenia stanowią jedynie dokumentację wewnętrzną jednostki, która nie wymaga zakomunikowania aresztowanemu oraz pouczenia go o możliwości ich zaskarżenia. Są one bowiem aktem indywidualnym i konkretnym, nakładającym na aresztowanego wiele sprecyzowanych ograniczeń jego praw określonych w Kodeksie karnym wykonawczym. Stanowią zatem decyzję w rozumieniu kodeksu, która powinna zostać więźniowi zakomunikowana wraz z pouczeniem o możliwości jej zaskarżenia do sądu penitencjarnego.

Widzenia z adwokatami przy dyżurce umożliwiały  temu funkcjonariuszowi zarówno wgląd w treść dokumentów, jak i zapoznanie się z treścią rozmów aresztowanego z obrońcą. Tymczasem aresztowany ma prawo do swobodnego kontaktu z adwokatem bez obecności innych osób.

Poddawanie aresztowanego za każdym razem kontroli osobistej bezpośrednio po  widzeniu z adwokatem, nie miało podstawy w jego zachowaniu, które można by interpretować jako wpływające na porządek i bezpieczeństwo.

Kontrola osobista osób pozbawionych wolności dotyka chronionego konstytucyjnie prawa do nietykalności osobistej i wolności osobistej oraz prawa do prywatności. Zastrzeżenia co takich kontroli przedstawił Raport z wizytacji Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) w Polsce z 2013 r. Jak wskazano, taka praktyka mogłaby zostać uznana za poniżające traktowanie. Kontrola taka powinna być oparta na indywidualnej ocenie ryzyka i być poddana rygorystycznym kryteriom oraz nadzorowi. Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreślał zaś, że takie kontrole naruszają art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Trybunał wskazywał, iż jest świadomy konieczności zapewnienia bezpieczeństwa w jednostkach penitencjarnych, ale niezwykle inwazyjne oraz potencjalnie poniżające środki, jak przeszukanie osobiste połączone z rozebraniem się, wymagają odpowiedniego uzasadnienia. W przypadku tego aresztowanego nie miało to miejsca, a dyrekcja aresztu nie przedstawiła argumentów za takim zaleceniem.

Zalecenia odnosiły się też do korzystania przez aresztowanego z  odzieży wydawanej przez areszt. Zgodnie z prawem aresztowany może korzystać z własnej odzieży, bielizny i obuwia, chyba że zakłóca to porządek lub sprzeciwiają się temu względy bezpieczeństwa albo sanitarne. Aresztowany nie dał podstaw do wniosku, że korzystanie z własnej odzieży zagraża porządkowi lub bezpieczeństwu. Duże zainteresowanie mediów jego osobą oraz potencjalne ryzyko wystąpienia związanych z nim zdarzeń niepożądanych, nie jest moim zdaniem wystarczającą przesłanką do ograniczenia prawa aresztowanego do korzystania z własnej odzieży, bielizny i obuwia – podkreśla Adam Bodnar.

W jego ocenie dostrzeżone przez dyrektora aresztu zagrożenia nie dawały podstaw do ograniczenia praw aresztowanego. Połączenie ograniczeń zawartych w profilaktycznych zaleceniach ochronnych spowodowało szczególny rygor wykonywania jego tymczasowego aresztowania.

Tymczasem prawo nakłada na funkcjonariuszy SW zarówno obowiązki zapewnienia w zakładach karnych i aresztach porządku i bezpieczeństwa, jak również zapewnienia więźniom przestrzegania ich praw. Podejmowane działania muszą być jednak adekwatne do ryzyka oraz realizowane w sposób zgodny z obowiązującym prawem. Zastosowane wobec aresztowanego procedury nie odpowiadają ustawowym wzorcom traktowania osób pozbawionych wolności.

Dlatego RPO zwrócił się do Dyrektora Generalnego SW o  podjęcie działań, które doprowadzą do każdorazowego wydawania przez dyrektorów jednostek penitencjarnych decyzji w sprawie zastosowania zaleceń ochronnych, z którą osadzony będzie zapoznawany i informowany o prawie jej zaskarżenia. Niezbędne jest również wyeliminowanie wprowadzania, w drodze zaleceń, takich ograniczeń praw osób pozbawionych wolności, które ingerują w ich kodeksowe prawa w sposób niedopuszczalny.

IX.517.632.2019

Czy niedowidzący wyborcy będą musieli czekać na specjalne nakładki na karty do głosowania także 26 maja?

Data: 2019-05-23
  • W poprzednich wyborach osoba niedowidząca musiała oczekiwać na dostarczenie do jej lokalu wyborczego nakładek na karty do głosowania w  alfabecie Braille’a
  • RPO spytał Państwową Komisję Wyborczą, czy powtórzy się to w wyborach do Parlamentu Europejskiego 26 maja 2019 r.
  • Tymczasem przygotowanie lokali wyborczych z uwzględnieniem potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami jest kluczowe dla ich udziału w głosowaniu
  • W rekomendacjach dla Polski Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami wskazał na konieczność dążenia do tego, aby zapewnić dostępność wszystkich lokali wyborczych dla tej grupy osób

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Rzecznik Praw Obywatelskich bada realizację praw wyborczych obywateli, w tym stosowania ułatwień w  głosowaniu. Art. 40a Kodeksu wyborczego przewiduje możliwość głosowania przy użyciu nakładek na karty do głosowania sporządzonych w alfabecie Braille’a. Z przepisu wynika, że taki wyborca nie musi wcześniej zgłaszać zamiaru korzystania z nakładki, którą powinien uzyskać w każdym lokalu wyborczym.

Procedurę uzyskania nakładek w lokalu wyborczym podczas wyborów 26 maja 2019 r. opisują wytyczne Państwowej Komisji Wyborczej z 26 kwietnia 2019 r. Zgodnie z nimi, gdy wyborca zażąda wydania nakładek wraz z kartami do głosowania, komisja informuje go o konieczności ich dostarczenia z urzędu gminy. Komisja niezwłocznie informuje gminę o konieczności pilnego doręczenia nakładek do tego obwodu. Na czas oczekiwania zapewnia się wyborcy i ewentualnie osobie mu towarzyszącej miejsca do siedzenia, a także miejsce zapewniające komfort oddania głosu z wykorzystaniem nakładki. Po doręczeniu nakładek komisja wydaje je wyborcy wraz z kartami do głosowania, informując, że obowiązany jest zwrócić nakładki po głosowaniu. Komisja zwraca uwagę, by wyborca wraz z kartami nie wrzucił nakładek do urny. Po oddaniu głosu nakładki zwracane są przedstawicielowi gminy, który powinien odwieźć je do urzędu.

Procedura zakłada zatem, że gdy obwodowa komisja wyborcza nie otrzyma uprzednio nakładek z gminy, to wyborca z niepełnosprawnością musi czekać w lokalu wyborczym na umożliwienie mu głosowania - podkreśla Adam Bodnar. 

Takie same wytyczne PKW wydała przed wyborami samorządowymi w 2018 r.  Wywołalo to obawy m.in. przedstawicieli organizacji społecznych co do ewentualnych zagrożeń dla praw wyborczych wyborców z dysfunkcją wzroku. 10 października 2018 r. RPO zwrócił się do PKW o wskazanie, ile nakładek zostanie przygotowywanych w każdej gminie, ilu przedstawicieli urzędu gminy będzie w gotowości dowiezienia nakładek do lokali wyborczych i wyjaśnienie, czy procedura przewiduje sytuację, gdy równocześnie w tej samej gminie zamiar głosowania zgłosi kilku wyborców głosujących w różnych lokalach. W odpowiedzi RPO nie uzyskał konkretnych informacji o procedurze dostarczania nakładek z gminy do lokali, która była zróżnicowana w poszczególnych gminach. 

Po wyborach z 21 października 2018 r. obywatele skarżyli się zaś RPO na sposób korzystania z nakładek, zwłaszcza na konieczność oczekiwania na ich dowiezienie. Obywatelka wskazywała np.: "Razem z moją sąsiadką poszłyśmy głosować […]. Koleżanka jest niewidoma. Okazało się, że nakładki na karty do głosowania są jedne na całą dzielnicę i trzeba czekać, aż zostaną dowiezione z Urzędu. […] Od pana z komisji dowiedziałyśmy się […], że członków komisji informuje się na szkoleniu, że takie nakładki nie są potrzebne, bo osoby niepełnosprawne i tak nie głosują, więc jest to jakaś fanaberia. […] Po interwencji innej pani z komisji nakładki zostały dowiezione po półgodzinnym oczekiwaniu. Moim zdaniem taka sytuacja to ograniczanie prawa do głosowania oraz stygmatyzacja i dyskryminacja osób z niepełnosprawnościami”.

Rzecznik podkreśla, że po wyborach samorządowych do Sejmu złożono petycję zmiany Kodeksu wyborczego w zakresie nałożenia odpowiedzialności na PKW za dostarczenie nakładek do obwodów głosowania.

W związku z tym RPO zwrócił się do PKW w sprawie przewidzianej w wyborach do Parlamentu Europejskiego procedury dostarczania nakładek. Rzecznik chce zwłaszcza wiedzieć, czy sytuacja oczekiwania wyborcy na nakładkę w lokalu wyborczym jest uznawana za wyjątkową, czy też zakłada się, że będzie ona powszechna. Poprosił też o podanie, czy ustalono liczbę nakładek, jakie powinny zostać przygotowywane w każdej gminie w odniesieniu do liczby obwodowych komisji wyborczych.

Właściwe przygotowanie  i wyposażenie lokali wyborczych z uwzględnieniem potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami jest kwestią kluczową dla udziału w głosowaniu tej grupy obywateli – podkreślił Adam Bodnar. Przypomniał, że  w 2018 r. Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami w rekomendacjach dla Polski wskazał na konieczność dążenia do zapewnienia dostępności wszystkich lokali wyborczych i procedur głosowania dla osób niepełnosprawnych.

VII.602.6.2014

RPO: przedawnienie roszczeń obywatela wobec państwa za niesłuszne skazanie, aresztowanie lub zatrzymanie - po 3 latach, a nie po roku

Data: 2019-05-23
  • Obywatel musi się spieszyć, jeśli chce w trybie karnym wystąpić o odszkodowanie i zadośćuczynienie od Skarbu Państwa za niesłuszne skazanie, aresztowanie lub zatrzymanie
  • Prawo przewiduje bowiem roczny termin przedawnienia takich roszczeń - co w ocenie RPO narusza standardy Konstytucji
  • Tymczasem w procedurze cywilnej obowiązuje trzyletni okres przedawnienia podobnych roszczeń
  • Według Rzecznika przedawnienie powinno generalnie wynosić trzy lata - niezależnie, czy sprawiedliwości dochodzi się  na gruncie prawa karnego, cywilnego, czy też administracyjnego  

Art. 77 Konstytucji stanowi: „Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Ustawa nie może nikomu zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw”. Zasady dochodzenia odszkodowania lub zadośćuczynienia za niesłuszne skazanie, tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie reguluje rozdział 58 Kodeksu postępowania karnego. Art. 555 Kpk przewiduje roczny termin przedawnienia tych roszczeń. Liczy się on od uprawomocnienia się orzeczenia (w przypadku uniewinnienia),  od uprawomocnienia się orzeczenia kończącego postępowanie (w przypadku tymczasowego aresztowania) oraz od daty zwolnienia (w przypadku zatrzymania).

- W moim przekonaniu roczny termin przedawnienia roszczeń o odszkodowanie za niesłuszne skazanie, tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie, jest nieproporcjonalnie krótki, przez co narusza standardy konstytucyjne, w szczególności z art. 77 ust. 1 w związku  z art. 32 ust. 1 Konstytucji; a także z art. 64 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  - uważa Adam Bodnar.

Przypomniał, że wprawdzie Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 11 października 2012 r. (sygn. SK 18/10) uznał roczny okres przedawnienia roszczeń od Skarbu Państwa w wypadku niewątpliwie niesłusznego tymczasowego aresztowania za zgodny z art. 41 ust. 5 Konstytucji. Kontrola ta ograniczyła się jednak wyłącznie do zarzutów sformułowanych w skardze konstytucyjnej. TK nie rozważył natomiast licznych argumentów pisma RPO z 8 czerwca 2011 r. , przemawiających za niezgodnością art. 555 Kpk z Konstytucją. Trybunał uznał bowiem, że „udział RPO w postępowaniu w sprawie skargi konstytucyjnej nie może służyć naprawieniu braków formalnych i merytorycznych tej skargi”. Ponieważ autor skargi jako wzorzec kontroli powołał jedynie art. 41 ust. 5 Konstytucji (a postępowanie w odniesieniu do innych artykułów Konstytucji umorzono), TK nie zbadał argumentów ze stanowiska RPO. Sugerował on wtedy niezgodność art. 555 Kpk z art. 77 ust. 1 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji, a także z art. 64 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

W ocenie Adama Bodnara argumenty te nadal są aktualne. Zgodnie z orzecznictwem TK art. 77 ust. 1 daje gwarancję, że ekonomiczny skutek błędów czy pomyłek organów władzy publicznej nie będzie obciążał osoby poszkodowanej. Przenosi to ciężar ryzyka nieprawidłowego i szkodliwego dla obywateli działania władzy publicznej z jednostki na państwo.

Urzeczywistnienie konstytucyjnych gwarancji odszkodowania z tytułu niezgodnego z prawem działania władzy publicznej w związku z prowadzonym postępowaniem karnym następuje na gruncie rozdziału 58 Kpk. Z kolei zgodnie z art. 4421 Kodeksu cywilnego roszczenie osoby poszkodowanej czynem niedozwolonym przedawnia się z upływem trzech lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie. Dotyczy to np. roszczeń  za szkodę wywołaną przez niezgodne z prawem orzeczenie sądu karnego spoza art. 552 Kpk. (m.in. nieprawidłowe zastosowanie środka zapobiegawczego innego niż tymczasowe aresztowanie). Kodeks cywilny pozwala też poszukiwać odpowiedzialności Skarbu Państwa za niewłaściwe wykonanie kary pozbawienia wolności bądź tymczasowego aresztowania.

Art. 32 ust. 1 Konstytucji, wyznaczający standard równości, w odniesieniu do art. 77 ust. 1 zezwalałby na modyfikację przesłanek odpowiedzialności Skarbu Państwa za bezprawne lub niesłuszne działania w sferze orzeczniczej w stosunku do innych rodzajów odpowiedzialności; ustawodawca mógł także, w pewnych ramach, uregulować odmienny tryb dochodzenia roszczeń. Jednak cechą istotną jest szkoda wskutek działań orzeczniczych organów władzy publicznej i pod tym kątem należy ocenić zgodność art. 555 Kpk z art. 77 ust. 1 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji.

Rzecznik wskazał, że roczny termin przedawnienia z art. 555 Kpk nie spełnia przesłanki  racjonalności, jeśli chodzi o zróżnicowanie podmiotów podobnych. Jeżeli celem art. 555 Kpk jest mobilizacja wierzyciela do niezwłocznej realizacji roszczeń, a także sprawne rozstrzygnięcie o konsekwencjach nieprawidłowości w postępowaniach karnych, to nie sposób wskazać, aby wartości te miały zasadniczo inne znaczenie niż te wobec osób pokrzywdzonych wadliwą decyzją administracyjną, orzeczeniem sądu cywilnego, sądu administracyjnego, bądź także karnego.

Według Rzecznika zróżnicowanie terminów przedawnienia w zależności od tego, czy szkodliwe działanie władzy publicznej jest oceniane w drodze postępowania karnego, cywilnego czy administracyjnego, ma charakter przypadkowy, który wynika z historycznej genezy odszkodowawczej Kpk. Nie ma powodu by wobec osób realizujących roszczenie z art. 77 ust. 1 Konstytucji nie obowiązywał równy standard gwarancji materialnoprawnych, niezależnie, czy roszczenie jest dochodzone na gruncie prawa karnego, cywilnego czy administracyjnego – podkreśla Adam Bodnar.

W jego ocenie art. 555 K.p.k. narusza też konstytucyjne prawa majątkowe (art. 64 ust.2 Konstytucji), przez nadmierne ograniczenie prawa majątkowego do odszkodowania, a także zróżnicowanie praw majątkowych tej samej kategorii. Zdaniem Rzecznika roszczenia wobec działań władzy publicznej w zakresie działań sądów powszechnych i administracyjnych należą do praw tej samej kategorii jak cywilnoprawne prawa majątkowe. Terminy przedawnienia muszą być odpowiednio wyważone, by wierzyciel miał odpowiedni czas na wniesienie sprawy do sądu.

Dlatego RPO uważa, że trzyletni termin przedawnienia roszczeń o odszkodowanie za niesłuszne skazanie, tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie - przyjęty przez ustawodawcę w okresie od 1 lipca 2015 r. do 14 kwietnia 2016 r. - zapewniał realną możliwość korzystania z prawa do wyrównania szkody wyrządzonej przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Ujednolicił on kwestię przedawnienia, przyjmując rozwiązanie z art. 4421 Kc. 

Powrót do trzyletniego terminu przedawnienia w tych sprawach postuluje doktryna prawa. Łagodziłoby to restrykcyjne podejście sądów i umożliwiałoby skuteczniejsze dochodzenie odpowiedzialności Skarbu Państwa. Przyczyniłoby się też do ujednolicenia terminów karnych i cywilnych, co kształtowałoby zaufanie obywateli do państwa. Nie dezorientowałoby ponadto tych wnioskodawców, którzy nie korzystają z pomocy profesjonalnego pełnomocnika.

Adam Bodnar wystąpił do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o analizę problemu.

II.513.1.2016 

Za mało kobiet we władzach spółek komunalnych. Wystąpienie RPO do prezydentów największych miast

Data: 2019-05-22
  • Kobiety stanowią połowę społeczeństwa, są dobrze wykształcone, a wciąż nie są dostatecznie reprezentowane na stanowiskach decyzyjnych wszystkich szczebli
  • Dane wskazują, że konstytucyjna zasada równości kobiet i mężczyzn w zakresie zatrudnienia i awansów, do zajmowania stanowisk i pełnienia funkcji nie jest w praktyce właściwie realizowana
  • Niezbędne jest zatem wdrożenie odpowiednich działań pozytywnych

Aby zapewnić faktyczną równość między kobietami i mężczyznami w życiu społecznym i zawodowym, utrzymuje się lub przyznaje środki przewidujące szczególne korzyści osobom płci niedostatecznie reprezentowanej. Zarówno prawodawstwo polskie, jak i unijne, przewiduje możliwość tzw. akcji afirmatywnej. Takie rozwiązania mają umożliwić wyrównanie szans kobiet przez przyznanie im, w niektórych sferach i sytuacjach, uprzywilejowanej pozycji w stosunku do mężczyzn, które ma na celu zmniejszenie faktycznych nierówności. Rozwiązania te powinny być uchylone z chwilą osiągnięcia celów w zakresie równości szans i traktowania bez względu na płeć.

Brak równowagi w obsadzaniu wyższych stanowisk w przedsiębiorstwach ze względu na płeć jest obecnie wielkim wyzwaniem we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej. Kobiety w dalszym ciągu muszą – wbrew stereotypom i praktykom życia społecznego i gospodarczego – udowadniać, że są dynamiczne, kompetentne, i że sprawdzają się w pracy na stanowiskach zarządzających. Z badań wynika, że kobiety w Polsce mają 15,2% udziału w radach nadzorczych i stoją na czele 6,3% zarządów firm spośród ponad 480 spółek giełdowych z rynku głównego[1]. Niski odsetek kobiet w zarządach i radach nadzorczych to nie tylko problem socjologiczno-społeczny, ale też wymierna strata dla spółek. Inne badania wskazują, że jeśli udział kobiet w organach zarządzających wynosi co najmniej 30%, to takie przedsiębiorstwa osiągają lepsze o 6% wyniki finansowe[2].

Zmiany mające na celu zapewnienie faktycznej równości płci w sferze działalności gospodarczej powinny być wprowadzane stopniowo, w szczególności poprzez promowanie dobrych praktyk, jednak w tempie, które możliwie szybko pozwoli osiągnąć oczekiwane efekty. Jednym z przykładów dobrych praktyk w Polsce była inicjatywa Karty Różnorodności oraz ogłaszanie przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie informacji o tym, ile kobiet zasiada w radach nadzorczych (jako jeden z nielicznych krajów UE). Jednak, jak się okazało, samoregulacje przedsiębiorstw nie są wystarczająco skuteczne - liczba kobiet we władzach spółek giełdowych w Polsce rosła, ale od 2013 r. sytuacja się nie zmienia[3].

Tzw. „szklany sufit” stanowi barierę nie do przekroczenia dla wielu polskich kobiet i hamuje je przed dążeniem do realizacji ambitnej ścieżki kariery zawodowej. Wydaje się, że wdrożenie z inicjatywy władz miejskich odpowiednich „miękkich” działań w odniesieniu do podległych jednostek gminnych mogłoby przełożyć się na ewolucję w sposobie postrzegania kobiety jako pracownika i szefa. Należą do nich w szczególności: sprawozdawczość połączona ze statystyką publiczną, która może wskazać, jak różnorodność wpływa na wyniki spółek komunalnych, stworzenie bądź promowanie programów szkoleniowych i mentoringowych dla kobiet, promocja elastycznych form zatrudnienia i pracy zdalnej, która pozwala na lepsze łączenie obowiązków prywatnych i zawodowych, zarówno kobiet jak i mężczyzn.

Trzeba jednak podkreślić, że tam, gdzie „miękkie” rozwiązania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, konieczne jest wprowadzenie środków prawnych.

Rzecznik wystąpił w związku z tym do 25 prezydentów największych miast o informacje, czy rozważane jest przyjęcie odpowiednich regulacji prawa miejscowego w celu zapewnienia w składzie zarządów i rad nadzorczych spółek komunalnych minimalnych udziałów płci niedostatecznie reprezentowanej. Zwrócił się też o przekazanie aktualnych danych dotyczących udziału kobiet i mężczyzn w organach tych jednostek.

XI.801.2.2019 

[1] Piąta edycja raportu Deloitte Women in the boardroom: a global perspective, 2016.

[2] Peterson Institute for International Economics, przy wsparciu EY – badanie zrealizowane w 2014 r. obejmujące 22 tysiące firm w 91 krajach.

[3] Kobiety we władzach spółek giełdowych w Polsce 2016. Czas na zmiany, Warszawa 2016, Fundacja Liderek Biznesu.

 

W opinii dla Senatu RPO negatywnie ocenia zaostrzenie prawa karnego przez Sejm 16 maja 2019 r.

Data: 2019-05-21
  • Nadmiernie represyjna, znacząco ograniczająca swobodę sądów, zwiększająca rolę prokuratora - tak Rzecznik Praw Obywatelskich ocenia uchwaloną 16 maja 201 r. przez Sejm nowelizację prawa karnego
  • Pod pretekstem zmiany katalogu kar zaostrzono kary za wiele przestępstw, bez wykazania potrzeby tych zmian; w świetle danych statystycznych od 10 lat przestępczość w Polsce spada
  • Tymczasem lepszy skutek odstraszający ma kara łagodniejsza, lecz nieuchronna niż surowsza, na której uniknięcie liczy sprawca 
  • Krytyczny stosunek do nowelizacji wynika ponadto z szybkich, dwudniowych prac w Sejmie nad projektem, nieuzasadnienia wielu propozycji i braku debaty społecznej
  • RPO jest także przeciwny nowym przepisom dotyczącym pomówienia, które mogą znacząco ograniczać wolność słowa

RPO Adam Bodnar przedstawił Senatowi obszerną opinię dotyczącą nowelizacji Kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw, przyjętej przez Sejm 16 maja 2019 r. po zaledwie dwóch dniach debaty (druk sejmowy nr 3451, druk senacki nr 1184). Ustawa ta zawiera wiele rozwiązań budzących zastrzeżenia, co winno być przedmiotem analizy Senatu. Według Rzecznika usunięte powinny być zapisy sprzeczne nie tylko ze standardami konstytucyjnymi i międzynarodowymi.

W ocenie Rzecznika zwiększenie represyjności nie przyczyni się do zmniejszenia przestępczości. W doktrynie prawa karnego od dawna wyrażany jest pogląd, poparty licznymi badaniami kryminologów, że o zapobiegawczym wpływie kary nie stanowi jej surowość, lecz jej nieuchronność. Lepszy skutek odstraszający wywołuje bowiem łagodniejsza, lecz nieuchronna kara, niż sankcja surowsza, wobec której sprawca ma uzasadnione oczekiwania, że jej uniknie.

Zaostrzenie polityki karnej nie znajduje uzasadnienia także w świetle policyjnych danych statystycznych. Wynika z nich, że przynajmniej od 10 lat przestępczość w Polsce systematycznie spada.

Większa represyjność prawa  

Zwiększenie  represyjności prawa karnego zakładają zmiany systemowe części ogólnej Kodeksu karnego, w tym:

  • podwyższenie górnej granicy kary pozbawienia wolności do lat 30 (art. 37) i w konsekwencji podwyższenie maksymalnego wymiaru kary łącznej (art. 86 § 1),
  • ograniczenie możliwości orzeczenia kary wolnościowej w miejsce pozbawienia wolności (art. 37a § 1 i 2),
  • rozszerzenie stosowania środków karnych, w tym obligatoryjne orzeczenie środków karnych w sytuacjach, w których obecnie jest ono fakultatywne (art. 41 § 1a, art. 41 § 2, art. 42 § 2 i 3),
  • podniesienie granicy kary wymierzanej za czyn ciągły (art. 57b),
  • wnioskowy tryb stosowania nadzwyczajnego złagodzenia kary wobec tzw. małego świadka koronnego (art. 60 § 3),
  • podniesienie dolnej granicy kary wymierzanej w warunkach recydywy specjalnej wielokrotnej (64 § 1a i 2),
  • przedłużenie okresu po zakończeniu okresu próby, w którym można zarządzić wykonanie kary warunkowo zawieszonej (art. 75 § 4),
  • wyłączenie możliwości zamiany zarządzenia wykonania kary pozbawienia wolności na karę ograniczenia wolności (uchylenie art. 75a),
  • przedłużenie terminu po zakończeniu okresu próby po którym następuje zatarcie skazania (art. 76 § 1),
  • wyłączenie możliwości uzyskania przez skazanego warunkowego przedterminowego zwolnienia (art. 77 § 3 i 4),
  • przedłużenie okresu po którym można udzielić warunkowego przedterminowego zwolnienia osobie skazanej na karę dożywotniego pozbawienia wolności (art. 78 § 3),
  • przedłużenie okresu po którym można warunkowo zwolnić osobę skazaną na karę pozbawienia wolności (art. 79 § 2),
  • wydłużenie okresu próby dla warunkowo zwolnionej osoby skazanej na karę dożywotniego pozbawienia wolności (art. 80 § 3),
  • orzekanie kary łącznej powyżej najwyższej z kar uprzednio orzeczonych (art. 85 § 1),
  • przedłużenie okresu przedawnienia zbrodni zabójstwa (art. 101 § 1 pkt 1),
  • przyznanie organom ścigania dodatkowych możliwości przedłużania okresu przedawnienia zgodnie z art. 102 k.k. (art. 102 § 2),
  • wprowadzenie instytucji kradzieży szczególnie zuchwałej (art. 115 § 9a),
  • zmiana definicji osoby pełniącej funkcję publiczną (art. 115 § 19),
  • szereg zmian ustawowych zagrożeń w części szczególnej Kodeksu karnego.

ETPCz: bezwzględne dożywocie to nieludzkie traktowanie

Nowelizacja przewiduje wydłużenie z 25 do 35 lat okresu odbywania kary, po którym skazany na dożywocie może się starać o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Będzie też możliwe  wyłączenie możliwości ubiegania się o takie zwolnienie  - sądy musiałyby obligatoryjnie orzekać to wobec osób wcześniej skazanych na dożywocie albo na 20 i więcej lat pozbawienia wolności, które dopuściły się kolejnego przestępstwa, a za nie orzeczono dożywocie.

W ocenie Rzecznika pozbawienie skazanego tej możliwości oraz wydłużenie okresu na takie starania do 35 lat jest sprzeczne z gwarancjami wynikającymi art. 3  Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz art. 30 Konstytucji w związku z art. 40 Konstytucji. Jest to bowiem środek o charakterze eliminacyjnym, pozbawia skazanego nadziei i czyni bezcelowymi dążenie do rehabilitacji społecznej i edukację skazanego.

Ponadto rozwiązanie to jest niezgodne ze standardami międzynarodowymi, w szczególności orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. ETPCz wskazał np. w orzeczeniach w sprawie Vinter i in. przeciwko Wielkiej Brytanii (9.07.2013 r.), Öcalan przeciwko Turcji (18.02.2014 r.) i László Magyar przeciwko Węgrom (20.05.2014 r.), że kara dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości uzyskania wcześniejszego zwolnienia stanowi nieludzkie i poniżające traktowanie, a zatem naruszenie art. 3 EKPC.

Ponadto ETPCz wskazał, że prawo łaski prezydenta nie jest wystarczające do zagwarantowania zgodności takich przepisów z art. 3 EKPC. Dlatego samo istnienie kompetencji Prezydenta RP do stosowania prawa łaski nie przekreśla tych zastrzeżeń.

Rekomendacja Komitetu Ministrów Rady Europy 2003(23) przyjęta 9 października 2003 r. podkreśla, że skazani na dożywotnie pozbawienie wolności powinni mieć możliwość warunkowego przedterminowego zwolnienia. Na podobnym stanowisku stanął także Komitet Ministrów Rady Europy w Rekomendacji 2003(22) przyjętej 24 września 2003 r., wskazując, że skazani na dożywocie nie powinni zostać pozbawieni nadziei na zwolnienie.

Niektóre inne przepisy zwiększające represyjność prawa

Zmiany ograniczają swobodę orzekania przez sąd. Obecnie art. 10 § 2 k.k. pozwala na postawienie przed sądem małoletniego, który ukończył 15 lat, jako dorosłego za enumeratywnie wymienione czyny zabronione. Nowe przepisy wskazują przypadki, w których byłoby to obligatoryjne. Tymczasem aprioryczne określenie sytuacji, kiedy małoletni może odpowiadać jak dorosły wydaje się niezwykle trudne, wręcz niemożliwe, bo zależy to od stopnia dojrzałości, rozwoju intelektualnego i środowiska.

Wprowadzenie przykładowej listy okoliczności łagodzących i obciążających może prowadzić do automatyzmu w orzekaniu i zniechęcać organy ścigania do poszukiwania innych okoliczności niemieszczących się w tym katalogu, a mogących mieć wpływ na wymiar kary.

Ograniczono zakres przestępstw, w których przypadku sąd może odstąpić od wymierzenia kary pozbawienia wolności i zastosować w jej miejsce karę wolnościową.

Zwrócenia uwagi wymaga wprowadzenie nowego brzmienia art. 60 § 3 k.k., który możliwość

Możliwość zastosowania nadzwyczajnego złagodzenia kary uzależniono wyłącznie od działań prokuratora (sąd nie może tego orzec bez wniosku prokuratora, którym będzie związany). Przenosi to m.in. na prokuratora decyzję o możliwości zastosowania przez sąd instytucji tzw. małego świadka koronnego, co pozostaje w jawnej sprzeczności z zasadą podziału władzy z art. 10 ust. 1 Konstytucji w związku z art. 175 ust. 1 i art. 173 Konstytucji.

W przepisach dotyczących kary łącznej  wprowadza się regułę, że jej wymiar musi zawsze być wyższy od najsurowszej z łączonych kar. Obecny sposób określania, które kary podlegają łączeniu, wprowadzony w 2015 r., upraszczał i urealniał wymiar kary łącznej. W uzasadnieniu projektu nie ma argumentów za zmianą.

Rozszerzenie karalności pomówienia - art. 212 Kk

Nowelizacja wprowadza nową formę przestępstwa pomówienia (zniesławienia). Karalne byłyby wszelkie działania mające uprawdopodobnić stawiany komuś nieprawdziwy zarzut. Nowy przepis art. 212 § 2a Kk przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku dla tego, „kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w § 1 albo po jego popełnieniu tworzy fałszywe dowody na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłania inne osoby do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią”. Będzie to dotyczyć pomówienia nie dokonywanego za pomocą środków masowego komunikowania.  

W efekcie zmian próba uprawdopodobnienia nieprawdziwego zarzutu ma być surowiej karana niż samo jego postawienie (zagrożone karą grzywny i ograniczenia wolności). Samo pomówienie z art. 212 § 1 Kk pozostałoby przestępstwem ściąganym z oskarżenia prywatnego, nowy art. 212 § 2a  byłby zaś ścigany z urzędu.  Może zatem dojść do paradoksalnej sytuacji, że samo pomówienie nie będzie ścigane (gdy np. pokrzywdzony nie będzie tym zainteresowany), ale działania uboczne wobec tego czynu będą ścigane z urzędu.

W ocenie RPO nie ma potrzeby takiej zmiany, bo obecne przepisy pozwalają chronić wymiar sprawiedliwości przed bezprawnymi próbami wpływania na jego funkcjonowanie. - Istnieje zatem ryzyko, że przepis ten będzie stanowić narzędzie służące wywołaniu efektu mrożącego i ograniczenia wolności słowa. Przepis ten bowiem, biorąc pod uwagę upolitycznienie prokuratury, może stanowić narzędzie wywierania presji na niewygodnych dziennikarzy i aktywistów, godząc w pluralizm mediów oraz zamykając usta przeciwnikom politycznym – podkreślił Adam Bodnar.

Istnieje też obawa, że przepis ten może obejmować autorów memów internetowych. Również samo powtórzenie za innym medium niewygodnych informacji, bez sprawdzenia ich prawdziwości, mogłoby być uznane przez organy ścigania za tworzenie fałszywych dowodów. Jest to możliwe w kontekście powszechnego powielania informacji przez internautów bez sprawdzenia ich wiarygodności.

Dodatkowo, zniechęca to do składania prywatnych aktów oskarżenia w przypadku tworzenia fałszywych dowodów czy też pomówienia i przerzucenia na organy ścigania ciężaru ustalania faktów oraz prowadzenia postępowania przygotowawczego. Może się to również wiązać z próbą wikłania w długoletnie wyczerpujące procesy niewygodnych dziennikarzy.

W ocenie RPO takie ukształtowanie odpowiedzialności nie jest uzasadnione. RPO przypomina, że w doktrynie prawa od dawna zgłaszane są postulaty likwidacji art. 212 Kk i pozostawienia odpowiedzialności za pomówienie jedynie na gruncie prawa cywilnego. Taki postulat przedstawiał także Rzecznik; podobne głosy podnoszono również podczas debaty nt. art. 212 w Biurze RPO 5 marca 2019 r.

- Reasumując wskazać należy, że procedowana obecnie w Parlamencie ustawa z dnia 16 maja 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw zawiera szereg rozwiązań, które budzą uzasadnione zastrzeżenia, co stanowi, że winna być ona przedmiotem pogłębionej analizy podjętej przez Senat RP, w tym, w celu usunięcia rozwiązań, które sprzeciwiają się nie tylko standardom konstytucyjnym, ale również międzynarodowym wiążącym Polskę - napisał Adam Bodnar. 

Co istotne, wiele z zaproponowanych zmian nie zostało w żaden sposób uzasadnionych, ani popartych jakimikolwiek badaniami naukowymi. Na etapie sejmowym prac nad projektem (2 dni) wprowadzono nowe typy czynów zabronionych. Wydaje się, że dwudniowe prace i brak uzasadnienia powyższych propozycji, brak czasu na stworzenie rozsądnych rozwiązań w tym zakresie oraz brak debaty społecznej zmuszają do krytycznego stosunku do nich. Wszystkie powyższe uwagi skłaniają do wniosku, że uchwaloną w dniu 16 maja 2019 r. przez Sejm ustawę o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw należy ocenić negatywnie. 

II.510.177.2019

RPO do MSZ: czy grożą nam problemy w wyborach do PE za granicą?

Data: 2019-05-21
  • Polacy przebywający za granicą skarżą się na niemożność głosowania korespondencyjnego w wyborach do Parlamentu Europejskiego
  • Likwidacja takiej możliwości na mocy zmiany prawa w 2018 r. szczególnie dotknęła tę grupę wyborców - podkreśla RPO
  • Dlatego ważne jest odpowiednie przygotowanie lokali wyborczych w wyborach 26 maja 2019 r. dla obywateli polskich przebywających za granicą

Adam Bodnar spytał ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza, jakie działania podjął dla pełnego zagwarantowania ich praw wyborczych.

W kontekście zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego Rzecznik powołał się na skargi i sygnały płynące od obywateli, a także analizy stanu prawnego i doświadczenia wcześniejszych wyborów organizowanych poza granicami kraju.

Jedna ze skarg dotyczyła braku możliwości zdalnej procedury oddawania głosu. Na mocy ustawy z 11 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych, ta grupa wyborców została bowiem pozbawiona możliwości głosowania korespondencyjnego.

Zmiany wprowadzono wbrew sprzeciwowi RPO, które uznał je za  poważne osłabienie gwarancji zasady powszechności wyborów.  Procedura głosowania korespondencyjnego stosowana od 2011 r. cieszyła się dużym uznaniem i popularnością, szczególnie wśród polskich wyborców przebywających za granicą.

W związku z tym szczególnie istotna jest kwestia odpowiedniego przygotowania lokali wyborczych w obwodach głosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego dla obywateli polskich przebywających za granicą.

W tym kontekście przywołał sygnały, jakie napływały do Rzecznika po ostatnich wyborach organizowanych poza granicami do Sejmu i Senatu w 2015 r. W jednej ze skarg wskazano na niewielkie wymiary lokalu wyborczego i niewłaściwą organizację wewnętrzną, powodującą dużą niedogodność dla wyborców.

Rzecznik zapoznał się z listą lokali przedstawioną w załączniku do rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych z 8 kwietnia 2019 r. w sprawie utworzenia obwodów głosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. Do Rzecznika wpłynęła skarga również w tej sprawie - podniesiono w niej brak lokalu wyborczego w Las Palmas de Gran Canaria w Królestwie Hiszpanii.

Adam Bodnar zwrócił się do ministra Jacka Czaputowicza o uwzględnienie tych uwag.

VII.602.13.2014

MEN: ustawa nakazuje dyrektorom szkół odnotować przyczynę braku zajęć

Data: 2019-05-20
  • Obowiązek odnotowania w Systemie Informacji Oświatowej przyczyny nieprowadzenia zajęć nakazuje dyrektorom szkół ustawa o SIO
  • Tak MEN odpowiedziało Rzecznikowi, zaniepokojonemu żądaniem resortu w czasie strajku, aby dyrektorzy szkół wpisywali dane o strajkujących nauczycielach do tego centralnego systemu
  • RPO wskazywał, że może to naruszać Konstytucję, nie ma bowiem podstawy prawnej dla przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi resort nie odniósł się jednak do faktu, że z ustawy o SIO nie wynika podstawa odnotowywania, iż przyczyną braku zajęć był udział nauczyciela w strajku

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Wątpliwości RPO

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Rzecznik już w wystąpieniu z 22 lutego 2013 r. do MEN sygnalizował wątpliwości dotyczące przetwarzania zbyt dużej liczby danych osobowych na poziomie centralnym w ramach SIO. Gromadzenie danych osobowych rodzi po stronie administratora danych odpowiedzialność za ich przetwarzanie i za ochronę konstytucyjnych wartości, do jakich należy prywatność i autonomia informacyjna.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych. Z żadnego z tych przepisów nie wynika zaś podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar.

Dlatego poprosił minister edukacji narodowej Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania w ramach SIO danych o udziale nauczycieli w strajku. Jeżeli taka podstawa zostałaby wskazana, zwrócił się o podanie dokładnego i konkretnego celu przetwarzania danych dotyczących nieprowadzenia zajęć przez strajkujących nauczycieli. Chciał także dowiedzieć się, jakie podmioty mają dostęp do tych danych i jak są zabezpieczone.

W odpowiedzi wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć napisał, że komunikat wysłany do dyrektorów szkół i placówek, dotyczący wykazywania przyczyn nieprowadzenia zajęć w Systemie Informacji Oświatowej, miał związek z licznymi pytaniami dyrektorów szkół, którzy zgłaszali problemy natury techniczno-informatycznej związane z systemem.

- Dyrektorom została udzielona pomoc w postaci instrukcji, jak wykazywać przyczyny nieprowadzenia zajęć - dodał Maciej Kopeć. Obowiązkiem ustawowym dyrektora szkoły jest wprowadzanie do SIO m.in. powodów nieprowadzenia zajęć przez nauczyciela np. z powodu urlopu macierzyńskiego, urlopu wychowawczego, urlopu dla poratowania zdrowia, niezdolności do pracy w związku z chorobą. Ponadto, informacje te są istotne dla dyrektorów do prowadzenia prawidłowej organizacji pracy szkoły.

Wiceminister przekazał, że obowiązek odnotowania przyczyn nieprowadzenia zajęć wynika wprost z ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o systemie informacji oświatowej. Zgodnie m.in. z art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h dane dziedzinowe nauczyciela obejmują także przyczyny nieprowadzenia zajęć.

Według rozporządzenia MEN ws. szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej z 11 sierpnia 2017 r., przyczyny nieprowadzania zajęć obejmują:

1) urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;

2) urlop wychowawczy;

3) urlop bezpłatny udzielony na podstawie art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a Karty Nauczyciela;

4) urlop udzielony na podstawie art. 25 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych;

5) zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie art. 31 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych;

6) urlop dla poratowania zdrowia;

7) zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie art. 42 ust. 6 Karty Nauczyciela;

8) zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie art. 85t ust. 1-3 Karty Nauczyciela;

9) urlop udzielony na podstawie art. 68 ust. 1 Karty Nauczyciela;

10) urlop bezpłatny, o którym mowa w art. 174 § 1 Kodeksu pracy;

11) przeniesienie w stan nieczynny;

12) niezdolność do pracy, o której mowa w art. 92 § 1 Kodeksu pracy;

13) zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w art. 32 ust. 1 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa;

14) urlop uzupełniający, o którym mowa w art. 66 ust. 1 Karty Nauczyciela.

(w spisie tym jako przyczyna nieodbycia się zajęć nie figuruje udział nauczyciela w strajku - red.)

- Informacja m. in. o prawidłowym, zgodnym z ww. rozporządzeniem, wykazywaniu przyczyny nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli została wysłana do dyrektorów szkół i placówek w dniu 29 kwietnia br. pocztą elektroniczną – poinformował Maciej Kopeć. 

Zapewnił, że dane gromadzone w Systemie Informacji Oświatowej są wykorzystywane wyłącznie w celach określonych w ustawie o SIO. Zgodnie z nią, są one gromadzone w celu:

1) prowadzenia polityki oświatowej państwa na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym, w tym wspomagania zarządzania oświatą;

2) efektywnego funkcjonowania systemu finansowania zadań oświatowych na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym;

3) analizy efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie zadań oświatowych;

4) nadzorowania i koordynowania wykonywania nadzoru pedagogicznego na terenie kraju oraz podnoszenia jakości edukacji.

Według MEN kwestia bezpieczeństwa zgromadzonych danych jest traktowana priorytetowo. System ma zapewnioną wielowarstwową i zgodną z najwyższymi standardami ochronę danych, w tym m. in.: oprogramowanie raportujące o występujących incydentach i system wczesnego ostrzegania o zagrożeniach. Ponadto infrastruktura informatyczna jest okresowo poddawana testom penetracyjnym przez pracowników CERT Polska.

VII.520.11.2019

Raport nt. pasków „Wiadomości” TVP - bez oceny KRRiT

Data: 2019-05-20
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wstrzymuje się z oceną sprawozdania Rady Języka Polskiego o nierzetelności tzw. pasków „Wiadomości” TVP 
  • Dokument trafił do sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu i będzie przedmiotem debaty - tak uzasadnia przewodniczący KRRiT
  • Zarazem KRRiT wskazuje na mankamenty raportu co do zastosowanej metodologii; podkreśla że badanie nie uwzględniało podobnych przekazów telewizji komercyjnych
  • Tymczasem RPO prosił KRRiT o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście ustawowych obowiązków telewizji publicznej

Rada Języka Polskiego przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017  pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim.

Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała, że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu, a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić ustawowego obowiązku dostarczania obywatelom rzetelnej informacji.

Rzecznik: TVP oferuje przekaz nierzetelny i nieobiektywny

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

RPO podkreśla, że ustalenia Rady oznaczają, iż dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 Prawa prasowego, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające z tych przepisów.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z opłaty abonamentowej, pobieranej w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. - Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem - uznał Adam Bodnar.

8 kwietnia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy. Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Odpowiedź KRRiT

- Uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała stanowiska w sprawie treści dokumentu z tego względu, że jako druk sejmowy, przekazany obecnie do rozpatrzenia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu, będzie on przedmiotem debaty na kolejnych etapach prac parlamentarnych - napisał w odpowiedzi RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

Dodał, że KRRiT zapoznała się z tym dokumentem i dostrzega pewne jego mankamenty w zakresie metodologii zastosowanej do oceny przekazów emitowanych w programach TVP SA (tzw. pasków informacyjnych), w szczególności w zakresie doboru próby poddanej badaniom.

- KRRiT wskazuje także, że badanie nie miało charakteru komparatystycznego i nie uwzględniało podobnych przekazów emitowanych w programach informacyjnych innych nadawców (w szczególności ogólnopolskich komercyjnych nadawców telewizyjnych) – głosi odpowiedź.

Ponadto przewodniczący KRRiT poinformował, że zgodnie z obowiązującą w KRRiT procedurą zwrócił się do prezesa Telewizji Polskiej SA o przedstawienie w tej sprawie stanowiska, które będzie poddane dodatkowej analizie.

VII.505.8.2019

Uczniowie ukraińskiej mniejszości narodowej bez podręczników w ojczystym języku. RPO pisze do MEN

Data: 2019-05-17
  • Uczniowie ukraińskiej mniejszości narodowej nadal nie mają podręczników w swym ojczystym języku
  • Do RPO wpływają skargi, z których wynika, że nauczyciele zmuszeni są prowadzić zajęcia według własnych, autorskich programów nauczania
  • Rzecznik już wcześniej występował w tej sprawie do MEN. Do dziś jednak nie poprawiła się sytuacja dzieci ukraińskiej mniejszości narodowej, ani innych mniejszości korzystających z prawa do nauki własnego języka, historii, geografii i kultury

Jedną z podstawowych gwarancji korzystania z prawa do nauczania własnego języka, kultury czy historii jest zapewnienie społecznościom mniejszościowym dostępu do podręczników i materiałów edukacyjnych z tych przedmiotów, dostosowanych do aktualnej podstawy programowej. Tymczasem do Biura RPO od lat wpływają skargi, z których wynika, że podręczniki takie nie powstają, a nauczyciele zmuszeni są prowadzić zajęcia według własnych programów nauczania. Ostatnią taka skarga wpłynęła od Przewodniczącego Rady Rodziców Międzyszkolnego Zespołu Nauczania Mniejszości Ukraińskiej w Warszawie (przesłano ją także MEN).

Problem ten Rzecznik poruszył w wystąpieniu do Minister Edukacji Narodowej 11 lutego 2016 r.  W odpowiedzi resort poinformował, że w przypadku podręczników do nauki języka ukraińskiego nie został przyjęty żaden plan wydawniczy, a organizacje mniejszości ukraińskiej z przyczyn finansowych nie są w stanie przygotować ich we własnym zakresie. MEN zadeklarowało wówczas podjęcie starań, aby pozyskać autorw podręczników w ramach umów ze szkołami wyższymi lub na podstawie konkursów.

Resort edukacji zwrócił się wtedy do uniwersytetów i szkół wyższych z propozycją opracowania podręczników do nauki języka ukraińskiego i nauki w tym języku. W 2018 r., w związku z wprowadzaniem reformy programowej do szkół, działania wstrzymano do zakończenia prac nad nową podstawą programową Pomimo jej opracowania, do dziś sytuacja dzieci ukraińskiej mniejszości narodowej, a także innych mniejszości korzystających z prawa do nauki własnego języka, historii, geografii i kultury, nie uległa zmianie.

Zgodnie z postanowieniami Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych, Polska jest zobowiązana do udostępniania oświaty w językach mniejszościowych i języku regionalnym na poziomach przedszkolnym, podstawowym i średnim oraz do podjęcia kroków w celu zapewnienia nauczania historii i kultury, które mają swoje odzwierciedlenie we wspomnianych językach. Aby nauczanie języków mniejszościowych oraz nauka w tych językach w ogóle były możliwe, państwo musi przeznaczyć niezbędne środki finansowe na ten cel oraz zapewnić odpowiednią kadrę pedagogiczną i pomoce naukowe.

- Brak efektywnego systemu wydawania i dystrybucji podręczników i materiałów edukacyjnych świadczyć zatem może o naruszaniu przez Polskę zobowiązań wynikających z Karty – podkreśla Aam Bodnar.

Zwrócił się do minister Anny Zalewskiej o stanowisko w sprawie oraz o poinformowanie o efektach dotychczasowyxh działań dla zapewnienia uczniom dostępu do podręczników języka ukraińskiego.

XI.816.3.2015

Jak polepszyć politykę senioralną. Kolejne wystąpienie RPO do resortu pracy

Data: 2019-05-16
  • Przyjęta przez rząd „Polityka społeczna wobec osób starszych do 2030 r.” niewystarczająco odpowiada na wyzwania związane ze starzeniem się polskiego społeczeństwa
  • W ocenie RPO brakuje w niej m.in. partnerskiego podejścia do seniorów oraz źródeł finansowania polityki senioralnej
  • Za kluczowe Rzecznik uznaje kompleksową nowelizację ustawy o osobach starszych obejmującą m.in. wprowadzenie koordynacji i ewaluacji polityki senioralnej
  • Większe zaangażowanie rządu w prace nad powstaniem Konwencji ONZ o prawach osób starszych może zaś przyczynić się do poprawy realizacji polityki senioralnej w kraju
  • Warunkiem całościowej polityki senioralnej jest też efektywna współpraca między różnymi resortami

Wielu spośród ponad 9 mln polskich seniorów dotykają ograniczenia uniemożliwiające korzystanie z pełni ich praw. Część programów rządowych i samorządowych sprawdza się, inne nie.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje na potrzebę spójnej polityki państwa w tej kwestii. Jest to tym ważniejsze, że od 2025 r. przyrost osób powyżej 80. roku życia zacznie przyśpieszać ze względu na osiągnięcie tego wieku przez powojenny wyż demograficzny. Oznacza to nowe wyzwania dotyczące m.in. usług opiekuńczych, transportu publicznego, rynku pracy czy systemów emerytalnych. 

Adam Bodnar w wystąpieniu do Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej przedstawił rekomendacje działań umożliwiających skuteczną ochronę praw starszych obywateli. Chodzi o to, by najważniejsze wartości zapisane w Konstytucji - takie jak godność i równe traktowanie - realizowano w sytuacji nadchodzącej zmiany proporcji między generacjami. Zasadą powinno być partnerskie traktowanie osób starszych jako współtwórców działań podejmowanych na ich rzecz, a posiadających autonomię - niezależnie od stopnia sprawności.

Działania na rzecz przyjęcia Konwencji o prawach osób starszych

Rzecznik z zadowoleniem odnotowuje włączenie się MRPiPS w międzynarodową debatę w sprawie opracowania Konwencji o prawach osób starszych - poprzez przygotowanie wkładu w dwóch obszarach tematycznych do dyskusji podczas X Sesji Grupy Roboczej ONZ ds. Starzenia się OEWGA 15-18 kwietnia 2019 r. w Nowym Jorku. Konieczne jest jednak zwiększenie zaangażowania  polskiego rządu w tej mierze. Według RPO opracowanie i przyjęcie Konwencji byłoby milowym krokiem w pracy nad niezbędnymi zmianami. Wspierałaby ona rządzących na poziomie lokalnym i centralnym we wprowadzaniu niezbędnych rozwiązań. Obywatele mogliby zaś odwoływać się do niej w kontaktach z administracją publiczną.

Dlatego Rzecznik apeluje o przygotowanie na kolejną Sesję OEWGA nie tylko odpowiedzi wobec nowych obszarów tematycznych, ale również propozycji w zakresie normatywnych elementów tego nowego instrumentu prawa międzynarodowego. Nawet państwa europejskie nie wyrażające wprost poparcia dla Konwencji (Niemcy, Hiszpania czy Włochy) nie ograniczają się do samych odpowiedzi. Kierują się zasadą, że należy uczestniczyć w procesie, którego efekty będą miały w przyszłości wpływ na sytuację w kraju.

Pozwoliłoby to na analizę stanu implementacji praw człowieka w odniesieniu do sytuacji osób starszych w Polsce. Można bowiem dostrzec luki w przepisach lub niedociągnięcia w ich wdrażaniu, które powodują, że liczna grupa osób starszych i osób je wspierających pozostają pozostawione same sobie. Nadal brakuje np. dobrze skoordynowanego systemu wsparcia na poziomie gminy, efektywnego informowania obywateli o możliwości i zakresie wsparcia, czy wdrożenia Narodowego Planu Alzheimerowskiego.

W 2014 r.  (to data ostatnich badań) jedna trzecia osób w wieku 65 lat i więcej miała trudności w wykonywaniu czynności życia codziennego, a 45 % nie miało do kogo zwrócić się o pomoc. W części gmin nie oferuje się usług opiekuńczych w miejscu zamieszkania. W ocenie RPO, mimo takiej diagnozy, nie są podejmowane adekwatne działania zaradcze w postaci odpowiednich usług sektora publicznego.

Efektywny mechanizm zgłaszania nadużyć i przemocy

Należy zweryfikować paternalistyczne podejście do osób, które potrzebują większego wsparcia ze względu na wiek, a także na związane z nim choroby demencyjne. Pomijanie ich zdania w zakresie spraw, które ich dotyczą, a w których chcą i mogą się wypowiedzieć oraz zdecydować, narusza ich autonomię oraz godność. Chodzi o tak podstawowe kwestie jak to, w co dana osoba chce się ubrać i co chciałaby zjeść; czy woli otrzymywać wsparcie we własnym domu czy w instytucji opieki oraz o świadomą zgodę na podejmowanie określonego sposobu leczenia.

Może to prowadzić do takich nadużyć, jak np. ustalanie postępowania wobec osoby starszej jedynie z członkami jej rodziny, pozostawianie jej w placówce opiekuńczej przez cały dzień w piżamie, stosowanie leków otępiających bez wskazań lekarza czy przywiązywanie do krzesła na widoku innych osób. Takie praktyki  odnotowano podczas wizytacji w domach pomocy społecznej przez pracowników Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur.

Jednym z możliwych środków zaradczych byłby efektywny mechanizm zgłaszania nadużyć i przemocy dostępny na poziomie konkretnych instytucji opiekuńczych, jak domy pomocy społecznej, ale również na poziomie lokalnym dla mieszkańców w starszym wieku. Powinno zapewnić się dotarcie z informacją o możliwości zgłaszania nadużyć i zaniedbań do osób osamotnionych lub pozostających w izolacji społecznej. Taki mechanizm da poczucie bezpieczeństwa osobie starszej oraz zagwarantuje, że nie pozostanie bez wsparcia, jeżeli zgłosi nadużycia ze strony osób, które udzielają jej pomocy. - Jeżeli konwencja zostałaby opracowana i przyjęta, wdrożenie takiego mechanizmu byłoby obowiązkowe na poziomie lokalnym i tym samym stanowiłoby instrument, do którego można się odwołać, słusznie oczekując sprawnego reagowania na krzywdę - wskazuje RPO.

„Polityka społeczna wobec osób starszych do 2030 r.” nie uwzględnia jednak sprawdzania funkcjonowania procedur zgłaszania nadużyć i przemocy na poziomie gminy, a także w placówkach opiekuńczych. Potencjał w tym zakresie RPO dostrzega w zadaniu odnoszącym się do tworzenia sieci poradnictwa dla osób starszych doznających przemocy w miejscu zamieszkania. Powstaje jednak pytanie o jakość tego poradnictwa oraz szybkość i efektywność w docieraniu do osób starszych doznających przemocy. Inne wątpliwości dotyczą tego, czy liczba podmiotów świadczących tego rodzaju poradnictwo będzie adekwatna do potrzeb, na ile ich zasięg będzie obejmował gminy wiejskie oraz w jakim zakresie osoby świadczące poradnictwo będą przeszkolone.

Ewaluacja polityki senioralnej

W „Polityce społecznej wobec osób starszych do 2030 r.” jako sposób monitorowania podaje się liczbę podmiotów, którym udzielono wsparcia finansowego lub które wzięły udział w określonym działaniu. Są to jednak tylko wskaźniki ilościowe. Na ich podstawie trudno wnioskować, czy dane działanie wykonano satysfakcjonująco i czy rzeczywiście poprawiło sytuację osób starszych. Ponadto cele określone w poszczególnych obszarach powinny mieć charakter mierzalny. Nie ma zaś możliwości efektywnej oceny działań w odniesieniu do ogólnie sformułowanych zamierzeń i celów. Niemożność takiej oceny przekłada się zaś na brak możliwości pełnoprawnego stwierdzenia, że prawa osób starszych są w Polsce skutecznie chronione - podkreśla Rzecznik.

Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie przemyślanych mierników odnoszących się także do jakościowych aspektów działań. Właściwe byłoby np. wprowadzenie ankiet mierzących zadowolenie samych zainteresowanych co do jakości działań podejmowanych na ich rzecz. Zasadne wydaje się również wprowadzenie wskaźników, które zestawiałyby liczbowo wyniki działań w kontekście zapotrzebowania na konkretne usługi (np. liczba osób, które potrzebują wsparcia w czynnościach życia codziennego w danym regionie/powiecie/gminie z liczbą usług świadczonych w miejscu zamieszkania). Poszczególne resorty powinny przedstawić propozycje celów określonych w sposób liczbowy (np. wzrost określonych wskaźników o 30%).

Zakres nowelizacji ustawy o osobach starszych

Ewaluacja

RPO rekomenduje wprowadzenie do „Polityki społeczna wobec osób starszych do 2030 r.” adekwatnych wskaźników realizacji zadań poprzez nowelizację ustawy o osobach starszych z 11 września 2015 r. Wnosi o rozszerzenie zakresu ustawy - obejmującej dotychczas jedynie monitoring sytuacji osób starszych i realizacji polityki senioralnej - także o ewaluację działań. Odpowiednie mierniki i wskaźniki mogłyby zostać wprowadzone do ustawy osobnym rozporządzeniem.

Koordynacja

Konieczne wydaje się wprowadzenie instytucji koordynującej politykę senioralną. „Polityka społeczna wobec osób starszych do 2030 r.” zakłada wypracowanie mechanizmów współpracy pomiędzy sektorem zdrowia i polityki społecznej. Rzecznik docenia ten kierunek prac, ale działania podejmowane z seniorami i seniorkami na ich rzecz łączą w sobie działania ze znacznie szerszego spektrum. Aktywne docieranie z informacją o usługach i ofercie, dostosowanie mieszkań do potrzeb osób starszych, rozwiązanie problemu osób zamkniętych na wyższych piętrach bez windy, działania kulturalno-oświatowe, partycypacja społeczna, przeciwdziałanie samotności i depresji - to obok ogólnej ochrony zdrowia i pomocy społecznej równie istotne obszary, wymagające spójnych działań. Instytucja koordynująca powinna mieć uprawnienia korygujące poszczególne działania oraz wskazywać luki i priorytety w zakresie wypracowania międzysektorowych rozwiązań.

Przeciwdziałanie przemocy

RPO postuluje rozszerzenie ustawy o obszar przeciwdziałania przemocy wobec osób starszych, którego zabrakło wśród obecnie obowiązujących 13 obszarów. Zwracał się o to już w wystąpieniu do MRPiPS z 24 października 2017 r. Dziś takie dane stanowią jedynie fragment In`formacji o sytuacji osób starszych w Polsce za 2017 r. Zakres zbierania danych powinien zostać rozszerzony. W odpowiedzi z 14 listopada 2017 r. resort wyraził przychylność w tej sprawie.

Przeciwdziałanie dyskryminacji

Adam Bodnar zwraca uwagę na szczątkowe informacje przedstawiane przez władze w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na wiek. Dlatego rozporządzenie do ustawy powinno również dookreślić sposób gromadzenia danych do Informacji o sytuacji osób starszych w Polsce w zakresie przeciwdziałania takiej dyskryminacji. Projekty rządowe powinny zaś wskazywać, czy i w jakim zakresie w  inicjatywach legislacyjnych uwzględniono prawa osób starszych oraz informować czy projektowane zmiany wpłyną na wyrównywanie szans osób starszych.

Miałoby to doniosłe znaczenie dla przeciwdziałania zjawisku dyskryminacji pośredniej - kiedy to pozornie neutralne rozwiązania pozostawiają daną grupę osób w gorszej sytuacji.

Uwzględnienie tych wytycznych byłoby pomocne i w przeciwdziałaniu dyskryminacji i w poprawie współpracy międzyresortowej. Np. obecnie leczenie uzdrowiskowe jest faktycznie niedostępne dla wielu osób starszych (co RPO sygnalizował Ministrowi Zdrowia). Warunkiem skierowania na to leczenie jest uzyskanie zaświadczenia lekarza o zdolności do samoobsługi. Stanowi to barierę i tym samym dyskryminację systemową osób starszych. Wprowadzenie przepisów umożliwiających zatrudnienie asystentów osób z niepełnosprawnością w placówkach medycznych mogłoby przyczynić się do zniwelowania tego problemu.

Mimo opracowanych w MZ rekomendacji zmian w zakresie dostępności leczenia uzdrowiskowego, prace nad ich wdrożeniem nie są prowadzone. Minister Zdrowia jako jeden z powodów wskazał na odrębność obszarów ochrony zdrowia oraz pomocy społecznej, w ramach których rozwijane są usługi asystentury osobistej. Jednakże „Polityka społeczna wobec osób starszych do 2030 r.” zakłada wypracowanie mechanizmów współpracy między sektorem ochrony zdrowia oraz pomocy społecznej. Problem pozostaje nierozwiązany.

Rzecznik zwrócił się do minister Elżbiety Rafalskiej o stanowisko w przedstawionych kwestiach.

XI.503.2.2016

Uczelnia z Józefowa, w której studiują kurierzy Uber Eats, nie narusza praw i wolności

Data: 2019-05-15
  • Wyższa Szkoła Gospodarki Euroregionalnej, gdzie studiują m.in. obywatele Indii-dostawcy Uber Eats, nie narusza ich praw i wolności
  • Stwierdził tak Rzecznik Praw Obywatelskich po wyjaśnieniach uczelni co do zasad rekrutacji, kwestii opłat za studia i jakości kadry naukowej
  • Także Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznał, że nie ma potrzeby podjęcia działań nadzorczych wobec tej uczelni

Na ulicach największych miast często widać osoby na rowerach z charakterystycznymi pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie klientom do domów lub miejsc pracy – zamawiane przez specjalną aplikację.  Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.

Działania RPO

RPO podjął z urzędu wielowątkową sprawę kurierów Uber Eats po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r.  „Pracowałem na czarno w Uber Eats”, gdzie opisano warunki dowozu jedzenia przez kurierów.

Z reportażu wynikało, że część kurierów wykonuje swe zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich wykonują pracę w formie samozatrudnienia; większość dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest przez pośredników (tzw. partnerów flotowych), bez zachowania formy pisemnej.

Jedzenie dostarczają głównie obywatele Indii o statusie studentów. Zachęceni obietnicami lepszych warunków życia, mają płacić wysokie czesne za studia w prywatnych uczelniach, które ich rekrutują w Indiach. Już w Polsce, w celu zdobycia środków utrzymania, podejmują pracę jako kurierzy. Ich status studentów umożliwia niższe obciążenia podatkowe oraz z tytułu ubezpieczeń społecznych – pisał „DF” .

W 2018 r. media donosiły, że inspekcja sanitarna zainteresowała się sprawą i zapowiedziała kontrolę warunków higienicznych przewożenia posiłków. Sam Uber Eats podaje, że jest tylko pośrednikiem, a nie organizatorem dowozu.

O udostępnienie raportu z zapowiadanej 2018 r. kontroli podmiotów realizujących dostawy jedzenia na zlecenie Uber Eats lub podmiotów współpracujących, Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa. Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka zwrócił się zaś o rozważenie kompleksowej kontroli warunków wykonywania pracy kurierskiej w systemie Uber Eats. 

Według reportażu „DF”, zajęcia dla obcokrajowców w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie prowadzone są na niskim poziomie, przez osoby nieposługujące się w dostatecznym stopniu językiem angielskim. Na zajęciach nie jest wymagana obecność. Rekrutacja na uczelnię studentów z Indii jest prowadzona we współpracy z zagranicznym pośrednikiem, który ma pobierać dodatkową opłatę związaną z rekrutacją.

Z kolei Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I w Poznaniu, ma nie zwracać kandydatom opłat za wystawienie zaproszenia do studiów, jeśli kandydat nie uzyska polskiej wizy. Praktyki takie budzą wątpliwości co do zgodności z prawem.

W związku z tym RPO zwrócił się do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina o podjęcie przewidzianych prawem działań nadzorczych.

Wyjaśnienia WSGE

Zarzutom „DF” zaprzeczyła w piśmie z 8 marca 2019 r. do RPO rektor Wyższej Szkoły Gospodarki Euroregionalnej dr hab. Magdalena Sitek. Zadeklarowała  poddanie się ewentualnej kontroli MNiSW. Jednocześnie, zarzucając tekstowi „DF” podawanie nieprawdy, a nawet pomówień, wskazała m.in., że

  • we wszystkich polskich uczelniach, poza WSGE, wystarczy zapłacić czesne za pierwszy rok studiów, aby otrzymać list zapraszający. Dla WSGE nie wystarczy to do rekrutacji, a pracownik szkoły na miejscu w Indiach weryfikuje jakość kandydatów i ich znajomość jęz. angielskiego;
  • czesne WSGE jest jednym z najniższych wśród uczelni oferujących studia w jęz. angielskim, a jego wysokość nie zmienia się od wielu lat, wyższe czesne dotyczy tylko informatyki;
  • pracę dorywczą podejmują studenci nie tylko WSGE, ale też publicznych uczelni;   
  • podawanie w wątpliwość jakości kształcenia w WSGE jest krzywdzące dla uczelni, zajęcia dla cudzoziemców prowadzą osoby biegle władające jęz. angielskim, posiadające co najmniej stopień doktora oraz pracują lub pracowały w renomowanych uczelniach;
  • uczelnia prowadzi elektroniczny system sprawdzania obecności studentów i wykładowców; mimo, że żadna uczelnia w Polsce nie ma prawa wymagać obecności studenta na zajęciach, WSGE to sprawdza, a na podstawie sumarycznego wyniku studenta z każdego przedmiotu stawiane są mu inne, dodatkowe wymagania. Za najlepszą obecność oraz najlepsze wyniki w nauce uczelnia przydziela własne stypendium.

Wnioski RPO i MNiSW

13 maja 2019 r. Rzecznik napisał do rektor Magdaleny Sitek, że po zapoznaniu się z jej pismem i w wyniku uzyskanych wyjaśnień nie stwierdził naruszenia praw i wolności obywatelskich.

Minister Nauki powiadomił zaś 23 kwietnia RPO, że pismo rektor Magdaleny Sitek do Rzecznika wyjaśnia m.in. zasady procesu rekrutacyjnego, kwestię czesnego oraz jakości kadry naukowej uczelni. - Wyjaśnienia te w wystarczający sposób przedstawiły sytuację; zasadnym jest zatem wstrzymanie się od podejmowania działań nadzorczych w niniejszej sprawie – ocenił minister.

Jednocześnie Jarosław Gowin wezwał Wyższą Szkolę Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I w Poznaniu do złożenia wyjaśnień w kwestii zasad zwrotu opłat od kandydatów na studia. Po otrzymaniu informacji od uczelni możliwe będzie podjęcie decyzji co do ewentualnych dalszych działań nadzorczych.

VII.7033.10.2019

Kurator oświaty mówiła o części nauczycieli, że „nie są godni tego zawodu”. Interwencja RPO

Data: 2019-05-14
  • "Nauczyciele wzywają do tego, by zrobić krzywdę uczniom? "- mówiła w kwietniu podczas strajku nauczycieli małopolska kurator oświaty Barbara Nowak
  • Komentowała w ten sposób smsy strajkujących nauczycieli, którzy - w jej ocenie – chcieli nie dopuścić do egzaminów maturalnych
  • Wyraziła też przekonanie, że przestaną oni być nauczycielami, bo „nie są godni tego zawodu”
  • W ocenie RPO takie słowa urzędnika państwowego wzbudzają niechęć i pogardę do całej grupy zawodowej

Jeden z nauczycieli złożył skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie naruszania jego praw obywatelskich przez Barbarę Nowak - Małopolskiego Kuratora Oświaty.

11 kwietnia 2019 r. w „Wiadomościach” TVP zaprezentowano panią kurator odczytującą podczas konferencji prasowej smsy, jakie rzekomo mieli do siebie przesyłać członkowie ZNP. Na tej podstawie można było, jej zdaniem, wysnuć wniosek, że strajkujący realizują plan, jak nie dopuścić do odbycia się egzaminów maturalnych z uwagi na brak możliwości zwołania rad pedagogicznych i dokonania klasyfikacji uczniów.

Następnie kurator pyta: „Co to jest, proszę państwa? Nauczyciele wzywają do tego, by zrobić krzywdę uczniom?”, nazywając takie działanie rzeczą niebywałą i skandalem. Krytykując nauczycieli korzystających z prawa do strajku, Barbara Nowak stwierdziła: „Jestem przekonana, że ci, którzy wysyłają takie smsy, którzy namawiają do zrobienia krzywdy swoim uczniom, z całą pewnością przestaną być nauczycielami. Nie są godni tego zawodu”.

W ocenie skarżącego przedstawienie nauczycieli w taki sposób narusza jego godność, do której poszanowania i ochrony, zgodnie z art. 30 Konstytucji RP, zobowiązane są władze publiczne.

Wypowiedź Barbary Nowak w najważniejszym programie informacyjnym TVP, bez wskazania źródła i autora wiadomości, nie ma wartości informacyjnej, przedstawia wszystkich nauczycieli (a w szczególności członków ZNP) w złym świetle i ma na celu wzbudzenie niechęci i pogardy do całej grupy zawodowej.

Jest także przejawem lekceważenia ze strony organu, powołanego m.in. w celu realizowania polityki oświatowej państwa, oraz przyczynia się do zaostrzenia kryzysowej sytuacji w systemie oświaty.

Opisane zachowanie urzędnika państwowego może być uznane za krzywdzące przez wielu nauczycieli, którzy całym swoim życiem zawodowym dowodzą że dobro uczniów jest dla nich najważniejszą wartością.

Zapowiedzi wydalenia z zawodu nie uwzględniają ustawy z 26 stycznia 1982 r. Karta Nauczyciela, która zawiera gwarancje wymierzania kar dyscyplinarnych we właściwym trybie. Zgodnie z  Kartą Nauczyciela kary dyscyplinarne wymierzają komisje dyscyplinarne, a odwołania rozpatruje sąd apelacyjny - sąd pracy i ubezpieczeń społecznych.

- W tym kontekście wypowiedzi przedstawicieli państwa mogą być postrzegane jako bezprawne próby wpływania na orzeczenia tychże komisji i sądów – ocenia RPO.

Jego zdaniem konieczne jest zaprezentowanie aktywnej i otwartej postawy w celu rozwiązania konfliktu, przy jednoczesnym zachowaniu powagi i powściągliwości w ocenach aktualnej sytuacji.

Rzecznik zwrócił się do minister edukacji Anny Zalewskiej o zajęcie stanowiska w sprawie.

VII.505.9.2019

Ministerstwo Sprawiedliwości nadal analizuje, jak zmienić instytucję ubezwłasnowolnienia

Data: 2019-05-14
  • W Ministerstwie Sprawiedliwości nadal trwają prace analityczne dotyczące reformy instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienia jej modelem indywidualnego wspierania decyzji
  • Tak resort odpowiedział na pytanie RPO o postęp prac nad zmianami, zapowiedzianymi przez rząd jesienią 2018 r.
  • MS podejmie współpracę w tej sprawie z organizacjami i instytucjami zajmującymi się prawami osób z niepełnosprawnościami na etapie konsultacji publicznych
  • Wówczas też projekt zostanie udostępniony. Nie podano, kiedy to nastąpi

Rzecznik Praw Obywatelskich od wielu lat postuluje zniesienie instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienie jej modelem zindywidualizowanego wspierania decyzji, na wzór wielu państw europejskich. Domaga się tego również środowisko osób z niepełnosprawnościami.

Mogłoby to pomóc osobom, które obecnie są ubezwłasnowolnione, zachować podmiotowość i zdolność do czynności prawnych, jednocześnie chroniąc je przed konsekwencjami chybionych decyzji i zapewniając bezpieczeństwo obrotu prawnego.  Zdaniem Rzecznika całkowite ubezwłasnowolnienie człowieka można porównać tylko z jego śmiercią cywilną.

W kwietniu 2017 r. RPO zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry w sprawie zniesienia instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienia jej systemem wspierania decyzji, nieprowadzącego jednak do pozbawiania osoby zdolności do czynności prawnych. W lutym 2018 r. uzyskał odpowiedź, że zmiany co do ubezwłasnowolnienia są konieczne, jednak obecnie nie toczą się żadne prace legislacyjne w tej sprawie ze względu na inne priorytetowe projekty realizowane w Ministerstwie.

Podczas badania przez Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami 4-5 września 2018 r. w Genewie sprawozdania polskiego rządu z wykonywania Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości poinformował jednak, iż resort podjął prace nad zmianą prawa dotyczącego ubezwłasnowolnienia. Prace miały mieć charakter koncepcyjny, lecz ich następstwem miało być podjęcie kroków legislacyjnych. Szczegółów nie podano. W rekomendacjach dla Polski z października 2018 r. Komitet ONZ m.in. zalecił  likwidację instytucji ubezwłasnowolnienia.

19 kwietnia 2019 r. Adam Bodnar poprosił ministra Zbigniewa Ziobrę o informację o postępach tych prac i o przekazanie kopii projektu - o ile w ciągu ostatniego półrocza już powstał.

RPO zwrócił się też o poinformowanie, z jakimi osobami bądź organizacjami, zajmującymi się prawami osób z niepełnosprawnościami, MS współpracuje przy tych pracach. Rzecznik zauważa bowiem od dawna brak współpracy rządu ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami; zwracał już na to uwagę w swoim raporcie o stanie wdrożenia Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami, jaki przygotował w zeszłym roku dla ONZ.

Odpowiedź Ministerstwa Sprawiedliwości

- Aktualnie w Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace analityczne dotyczące reformy instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienia jej modelem wspierania decyzji – napisał Rzecznikowi wiceminister Łukasz Piebiak.

Odpowiadając na pytanie, z jakimi osobami bądź instytucjami, zajmującymi się prawami osób z niepełnosprawnościami, Ministerstwo Sprawiedliwości współpracuje, wiceminister podkreślił, że prace nad reformą mają obecnie charakter wewnętrzny. - Podjęcie współpracy z organizacjami i instytucjami zajmującymi się prawami osób z niepełnosprawnośćiami niewątpliwie nastąpi na właściwym etapie prac legislacyjnych, w toku konsultacji publicznych - dodał. Wówczas też projekt, w opracowanym kształcie, zostanie publicznie udostępniony.

IV.7024.26.2014

RPO: niejasne przepisy emerytalne uderzają w górników z kopalni odkrywkowych węgla brunatnego

Data: 2019-05-13
  • Górnicy z Turku i Konina nie mają prawa do emerytury górniczej, z powodu luki w przepisach
  • Od 20 lat kolejne rządy nie wydały przepisów wykonawczych do ustawy emerytalnej, które precyzyjnie wyliczałaby, jakie stanowiska są objęte emeryturami górniczymi
  • Przepisy, jakie mamy, odwołują się bowiem do pojęcia „praca na przodku”, co nie jest jasno zdefiniowane w przypadku kopalni odkrywkowej

Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawia ten problem w wystąpieniu do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiecie Rafalskiej. Adam Bodnar dowiedział się o nim dzięki swojemu unikalnemu programowi spotkań regionalnych (polega on na regularnym spotykaniu się z ludźmi w całym kraju i słuchaniu o ich problemach).

W Koninie oraz w Turku górnicy z odkrywkowych kopalń węgla brunatnego opowiedzieli mu o problemie z emeryturami górniczymi. Żeby dowiedzieć się więcej w tej złożonej sprawie, RPO spotkał się jeszcze raz z delegacją górników, już w Warszawie.

Kiedy pracownicy kopalń z Turku i Konina występują o emeryturę górniczą, ZUS zwraca uwagę, że w przepisach nie ma podstaw, by uznać, że ich praca miała charakter górniczy. Sprawy trafiają do sądu pracy, ale ten także ma problem. Przedstawiana przez pracodawców dokumentacja dotycząca przebiegu zatrudnienia (charakterystyka pracy na danym stanowisku) okazuje się w wielu wypadkach dla ZUS niewystarczająca, co przekłada się na wydłużenie postępowania wyjaśniającego. Zdarza się często, że wątpliwości dotyczące charakteru zatrudnienia wymagają dodatkowego wyjaśniania w toku postępowania sądowego. Powoływani w takich sprawach biegli sądowi wydają zaś rozbieżne opinie.

W trakcie spotkań Rzecznik poznał przykłady:

  • decyzji odmownych w sprawach emerytur górniczych, gdy takie świadczenie dostała już osoba zatrudniona na takim samym stanowisku pracy,
  • decyzji początkowo pozytywnej – która (ponieważ górnik emeryturę zawiesił, a potem wystąpił ponownie o nią) – za drugim razem została zmieniona na negatywną.

Szczególne trudności napotykają górnicy zatrudnieni przy przewozie nadkładu i złoża koleją. W ocenie ZUS, który analizuje przepisy, transport węgla w ciągu technologicznym odstawy węgla - od miejsca jego wydobycia do miejsca rozładunku na estakadach elektrowni - odbywa się poza odkrywką, co oznacza, że praca ta nie jest pracą górniczą.

W ocenie RPO trudności w prawidłowym kwalifikowaniu stanowisk pracy jako wykonywania pracy górniczej mają charakter systemowy i wynikają z braku prawidłowej i wyczerpującej regulacji prawnej.

Za pracę górniczą ustawa emerytalna uznaje zatrudnienie na odkrywce w kopalniach siarki i węgla brunatnego przy ręcznym lub zmechanizowanym urabianiu, ładowaniu oraz przewozie nadkładu i złoża, przy pomiarach w zakresie miernictwa górniczego oraz przy bieżącej konserwacji agregatów i urządzeń wydobywczych (art. 50c ust. 1 pkt 4 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych).

Ustawodawca nakazuje przy tym odróżniać pracę górniczą „zwykłą” (art. 50c ust. 1 pkt 4) od pracy górniczej „kwalifikowanej”. Ta uprawnia do wcześniejszej emerytury, bo zalicza się w wymiarze półtorakrotnym. Musi być jednak wykonywana w przodkach (art. 50d ust. 1 pkt 1 tej ustawy).

Szczegółowe określenie stanowisk pracy, o których tu mowa, powinno nastąpić w rozporządzeniu (art. 50c ust. 4 oraz 50d ust. 3 ustawy emerytalnej). Problem w tym, że od 20 lat nie zostało wydane.

ZUS musi więc posługiwać się rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Socjalnej sprzed 25 lat (z 1994 r.). Wylicza ono w załącznikach stanowiska w kopalniach odkrywkowych, ale odsyła do przepisów, które dziś trzeba czytać z przepisami o pracy na przodku z ustawy z 1998 r.

Przodek na odkrywce

Prace w przodku, na co zwraca uwagę orzecznictwo, są to prace związane z bezpośrednim i zasadniczym procesem produkcyjnym zakładu górniczego, polegającym na urobku i wydobywaniu kopalin. Gdy zaś chodzi o odkrywkę, to określenie to bywa rozumiane jako miejsce zatrudnienia w kopalni odkrywkowej, a nie jako miejsce wykonywania czynności.

Ustawa emerytalna, wobec braku legalnej definicji przodka i odkrywki, nie definiuje pracy górniczej „przodkowej”, nie definiuje też pracy górniczej wykonywanej „na odkrywce”. Utrudnia to rozstrzyganie spraw spornych przy ustalaniu prawa do emerytury górniczej i jej wysokości. Co więcej, prowadzi to do powstania kolejnych wątpliwości związanych z zakwalifikowaniem pracy w oddziałach kolei górniczej, należącej do kopalni węgla brunatnego, jako pracy górniczej wykonywanej na odkrywce, w szczególności dotyczącej odstaw węgla z odkrywek kopalni do elektrowni.

W ostatnim czasie ZUS podważa prezentowane w tym zakresie stanowisko pracodawców, że ten rodzaj pracy, jako świadczonej w ruchu zakładu górniczego, powinien być kwalifikowany jako praca górnicza.

Zdaniem RPO trzeba przygotować jasne przepisy. O zainicjowanie tego Rzecznik zwrócił się do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

III.7060.267.2019

MSWiA: trwają prace nad zaostrzeniem prawa za propagowanie faszyzmu i nawoływanie do nienawiści

Data: 2019-05-13
  • Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad propozycjami zmian prawa wobec przestępstw propagowania faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych oraz nawoływania do nienawiści
  • Tak MSWiA odpowiedziało na wystąpienie RPO do premiera z 20 rekomendacjami dotyczącymi skutecznej walki z tymi przestępstwami
  • Powołany przez premiera w 2018 r. międzyresortowy zespół zaproponował m.in. podwyższenie kar za te czyny do 3 lat oraz wprowadzenie karalności  także niepublicznego propagowania faszyzmu i ustrojów totalitarnych  
  • Według MSWiA poza zakresem działań zespołu były postulaty RPO kompleksowej strategii przeciwdziałania mowie nienawiści; utworzenia kodeksu dobrych praktyk przez dostawców usług internetowych oraz ich obowiązku zawiadamiania organów ścigania o mowie nienawiści

19 lutego 2019 r. Adam Bodnar przedstawił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu rekomendacje dotyczące skutecznej walki z mową nienawiści i przestępstwami z nią związanymi. Były wśród nich propozycje m.in.

  • ścigania z urzędu przestępstw motywowanych uprzedzeniami ze względu na czyjąś niepełnosprawność, wiek, orientację seksualną i tożsamość płciową;
  • karania samego członkostwa w organizacjach odwołujących się do totalitaryzmów, a zakazanych na mocy Konstytucji;  
  • wprowadzenia ustawowej definicji mowy nienawiści i skuteczniejszego oczyszczania internetu z takich treści;
  • szerokich kampanii społecznych, edukacyjnych i szkoleniowych dla różnych środowisk o szkodliwości mowy nienawiści.

Adam Bodnar wyrażał nadzieję, że premier potraktuje rekomendacje jako wstęp do poważnej debaty na temat zaangażowania władz w walkę z mową nienawiści. Coraz więcej środowisk wskazuje na potrzebę skuteczniejszej walki z mową nienawiści. Postępuje bowiem brutalizacja języka. Godność drugiego człowieka nie stanowi już oczywistej granicy swobody wypowiedzi. Dlatego jedyną odpowiedzią na język nienawiści i związane z nim zagrożenia dla demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa jest stworzenie kompleksowej strategii przeciwdziałania mowie nienawiści w przestrzeni publicznej.  

RPO miał nadzieję, że okazją do krytycznej analizy prawa i praktyki zwalczania przestępstw motywowanych nienawiścią będzie powołanie przez premiera 20 lutego 2018 r. Międzyresortowego Zespołu ds. przeciwdziałania propagowaniu faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych oraz przestępstwom nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Premier zrobił to w reakcji na reportaż „Superwizjera” TVN, opisujący m.in. obchody rocznicy urodzin Adolfa Hitlera. Powołanie zespołu RPO przyjął z uznaniem, zwłaszcza że premier i ministrowie wyrażali jednoznaczny i zdecydowany sprzeciw wobec propagowania nienawiści i sycących się nią ideologii.

Efekty pracy Zespołu Rzecznik uznał za rozczarowujące. Głównym jego postulatem okazała się karalność oddawania czci lub upamiętniania postaci odpowiedzialnych za zbrodnie nazistowskie i komunistyczne. Dziś jest to karalne, jeśli ktoś robi to publiczne. Zespół zaproponował, by dotyczyło to też działań niepublicznych (np. w lesie, jak w przypadku sprawy przedstawionej w reportażu TVN). Zespół nie przedstawił zaś żadnych nowych rozwiązań - ani w zakresie przeciwdziałania mowie nienawiści w internecie, ani zwalczania organizacji, o których mowa w art. 13 Konstytucji. Zespół nie wykorzystał zatem szansy na wypracowanie choćby zarysu strategii walki z przestępczością motywowaną nienawiścią.

Odpowiedź MSWiA

Jak odpisał Rzecznikowi sekretarz stanu w MSWiA Krzysztof Kozłowski, do zadań Zespołu należała identyfikacja problemów pojawiających się w praktyce ścigania przestępstw publicznego propagowania faszystowskiego i innego totalitarnego ustroju państwa oraz nawoływania do nienawiści  na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu  na bezwyznaniowość (art. 256 Kk), a także opracowanie założeń ewentualnych zmian przepisów mających na celu wyeliminowanie tych problemów.

- Poza zakresem zadań Zespołu znajdowało się natomiast podjęcie innego rodzaju działań, na które Pan Rzecznik zwrócił uwagę w wystąpieniu, jak: stworzenie kompleksowej strategii przeciwdziałania mowie nienawiści; utworzenie kodeksu dobrych praktyk przez dostawców usług internetowych oraz organizacje pozarządowe; powołanie niezależnych punktów kontaktowych i organów doradczych, które będą czuwały nad egzekwowaniem obowiązków dostawców usług internetowych,  w tym również obowiązków związanych z przeciwdziałaniem rozprzestrzeniania się mowy nienawiści; wprowadzenie po stronie usługodawców internetowych obowiązku zawiadamiania organów ścigania  w przypadku działań stanowiących mowę nienawiści - pod groźbą proporcjonalnej kary administracyjnej.

Krzysztof Kozłowski przypomniał rekomendacje Zespołu ws. ewentualnych zmian prawa w celu wyeliminowania zagrożeń i problemów pojawiających się w praktyce ścigania tych przestępstw. Było to m.in.:

  • zaostrzenie sankcji karnych za przestępstwo z art. 256 Kodeksu karnego przez  podwyższenie górnej granicy zagrożenia do 3 lat pozbawienia wolności (dziś to 2 lata); 
  • uwzględnienie wśród znamion przestępstwa publicznego propagowania ustroju komunistycznego  i nazistowskiego;
  • kryminalizacja publicznego propagowania ideologii faszystowskiej, nazistowskiej, komunistycznej lub też innej ideologii totalitarnej opowiadającej się za użyciem przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne;
  • uzupełnienie znamion przestępstwa określonego w § 2 art. 256 w celu objęcia kryminalizacją również oferowania określonych w treści tego przepisu przedmiotów,  a także uzupełnienie opisu czynu co do nośników symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej poprzez określenie sposobu jej użycia;
  • penalizację zachowań związanych także z niepublicznym oddawaniem czci lub inną formą upamiętniania postaci odpowiedzialnych za zbrodnie nazistowskie i komunistyczne.

- Obecnie zostały podjęte prace nad realizacją opracowanych przez Zespół rekomendacji – poinformował Krzysztof Kozłowski. Np. w aktualnie procedowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekcie ustawy o zmianie Kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw są zawarte m.in. propozycje ustawowych zmian dotyczących  art. 256 Kk rekomendowanych przez Zespół. 

Ponadto wiceminister napisał, że na szczeblu krajowym zagadnienie dotyczące mowy nienawiści jest koordynowane przez Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji. W przypadku sieci internet monitorowaniem pod kątem ujawniania treści mogących posiadać znamiona szeroko rozumianej mowy nienawiści zajmują się komórki do walki z cyberprzestępczością utworzone  w komendach wojewódzkich i w Komendzie Stołecznej Policji.  We wrześniu 2017 r. został powołany koordynator do zwalczania przestępstw z nienawiści  w cyberprzestrzeni w Biurze do Walki z Cyberprzestępczością KGP oraz koordynatorzy w komórkach właściwych do zwalczania Cyberprzestępczości w komendach wojewódzkich.  W Wydziale Rozpoznania ww. Biura działa Sekcja Obsługi Całodobowej w systemie 24/7, do której internauci mogą zgłaszać informacje o niewłaściwych treściach opublikowanych w sieci Internet.

Z uwagi na charakter funkcjonowania internetu oraz mediów społecznościowych, brak jest możliwości tzw. działań wyprzedzających. Aktualnie liderami w mediach społecznościowych są podmioty z siedzibami poza granicami Polski. W związku z powyższym nie w każdym przypadku jest możliwe ustalenie sprawców przestępstw motywowanych nienawiścią – podkreślił Krzysztof Kozłowski.

Poinformował też, że w KGP opracowano Plan działań Policji na lata 2018-2021 w zakresie przeciwdziałania propagowaniu faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych oraz przestępstwom nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość.

Ponadto przedstawiciele MSWiA, Ministerstwa Cyfryzacji i KGP (w tym Koordynatora Krajowego do zwalczania przestępstw z nienawiści w cyberprzestrzeni) rozpoczęli prace nad sposobem wdrożenia Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania nielegalnego nawoływania do nienawiści w internecie, przyjętego w ramach Grupy Wysokiego Szczebla Unii Europejskiej w sprawie zwalczania rasizmu, ksenofobii i innych form nietolerancji.

XI.518.50.2017

Kolejne uwagi RPO do zmian w Kodeksie karnym

Data: 2019-05-09
  • Pomimo zmian ministerialny projekt w dalszym ciągu charakteryzuje się nadmierną represyjnością
  • To kolejne uwagi RPO – pierwsze przedstawił w lutym

Rzecznik podkreśla, że projekt, gdyby wszedł w życie, nie tylko podwyższyłby  kary za niektóre czyny, ale też generalnie górną granicę kary pozbawienia wolności - do lat 30 (art. 37). Ograniczona zostałaby też m.in. możliwość orzeczenia kary wolnościowej (w miejsce pozbawienia wolności). Rzecznik powtarza, że zwiększenie represyjności nie przyczyni się do zmniejszenia przestępczości. Lepszy skutek odstraszający wywołuje bowiem łagodniejsza, lecz nieuchronna kara, niż sankcja surowsza, kiedy sprawca ma nadzieję, że jej uniknie.

Zgłoszone przez RPO uwagi są szeroko udokumentowane. Rzecznik prosi o ponowne przeanalizowanie projektu.

Uwagi RPO – przykładowe zagadnienia:

Warunkowe zwolnienie przy dożywociu

Projekt przewiduje wydłużenie okresu odbywania kary, po którym skazany na dożywotnie pozbawienie wolności może starać się o uzyskanie warunkowego zwolnienia z 25 do 35 lat. Rozwiązanie takie pozostaje w jawnej sprzeczności z gwarancjami wynikającymi art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.  Trybunał w Strasburgu wywiódł, że skazani na karę dożywotniego pozbawienia wolności powinni mieć prawo do uruchomienia procedury oceny potrzeby dalszego pozbawienia wolności po odbyciu nie więcej niż 25 lat kary. System prawa winien zostać tak ukształtowany, aby skazany miał hipotetyczną możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Zasady sądzenia małoletnich

W obecnym brzmieniu art. 10 § 2 k.k. pozwala w niektórych wypadkach na postawienie przed sądem małoletniego który ukończył 15 lat jako dorosłego w konkretnych przypadkach. Proponowane tu zmiany sprowadzają się do zamiany możliwości w obowiązek. Tymczasem aprioryczne określenie sytuacji, kiedy małoletni może odpowiadać jak dorosły wydaje się niezwykle trudne, wręcz niemożliwe, bowiem zależy ono od stopnia dojrzałości, rozwoju intelektualnego i środowiska, w którym sprawca się wychowuje.

Okoliczności łagodzące i obciążające

Rzecznik podtrzymuje krytyczne uwagi dotyczące wprowadzenia przykładowej listy okoliczności łagodzących i obciążających (projektowany art. 53 § 2a i 2b k.k.). Może to prowadzić do automatyzmu w orzekaniu i zniechęcać organy ścigania do poszukiwania innych okoliczności niemieszczących się w tym katalogu, a mogących mieć wpływ na wymiar kary.

Zabójstwo

W odniesieniu do zaostrzenia odpowiedzialności karnej za zabójstwo (art. 148 k.k.) zaakcentować należy, że w porównaniu z poprzednim projektem, w nowym zaostrza się odpowiedzialność karną za zabójstwo z 8 do 10 lat (art. 148 § 1 k.k.) i z 12 do 15 lat (art. 148 § 2 k.k.). Z uzasadnienia projektu nie wynika jednak dlaczego doszło do zaostrzenia odpowiedzialności.

II.510.177.2019

Sprawa Agnieszki Pysz. Jak wygląda pomoc psychologiczna dla więźnia po dramatycznej śmierci współosadzonego.

Data: 2019-05-07
  • Kobiety, które mieszkały w jednej celi z Agnieszką Pysz, nie dostały właściwej pomocy psychologicznej po jej śmierci
  • Agnieszka Pysz zmarła w Areszcie Śledczym na warszawskim Grochowie, bo nie dostała na czas pomocy lekarskiej – mimo że współosadzone o to apelowały
  • RPO po raz kolejny występuje w tej prawie do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej

Śmierć Agnieszki Pysz w 2017 r. wstrząsnęła polskim więziennictwem. Początkowo ukrywana, została ujawniona po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich, którego eksperci zebrali dokumenty i przeprowadzili rozmowy z wszystkimi, którzy mieli coś wspólnego z tą sprawą. Okazało się, że kobieta zmarła, bo choć poważnie chorowała, nie dostała na czas pomocy lekarskiej. Służba Więzienna próbowała to ukryć przedstawiając jej śmierć jako zdarzenie nagłe, niczym nie zapowiedziane.

Kiedy sprawa stała się publiczna, zajęła się nią prokuratura a także komisja sejmowa. To w czasie jej obrad nadzorujący więziennictwo wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przepraszał matkę Agnieszki Pysz za śmierć córki.

To tragicznie zdarzenie jest jednym z tych, po których trzeba sprawdzić sposób działania przedstawicieli państwa po to, by nigdy więcej się nie powtórzyły.

Jednym z kolejnych kroków, jakie podejmuje w tej sprawie RPO, jest analiza sytuacji, w jakiej znalazły się współosadzone z Agnieszką Pysz. Z ustaleń RPO wynika, że zgon, który nastąpił w tak dramatycznych okolicznościach, wywołał bardzo silne emocje zwłaszcza wśród tych skazanych, które wcześniej bezskutecznie zabiegały o udzielenie pomocy medycznej.

Po tym, jak skazane powiadomiły funkcjonariuszy Służby Więziennej o radykalnym pogorszeniu stanu Agnieszki Pysz, podjęto decyzję o zamknięciu cel mieszkalnych. Osadzone nie zostały poinformowane, co się wydarzyło, ich wiedza o zdarzeniu pochodziła z zasłyszanych z korytarza urywków rozmów prowadzonych przez Służbę Więzienną i pracowników pogotowia ratunkowego. Po zdarzeniu psycholog przeprowadził rozmowy tylko z tymi osadzonymi, które były zakwaterowane w celi wraz z panią Agnieszką Pysz, mimo że wiele innych osadzonych żywo interesowało się jej stanem i opiekowało się nią podczas choroby. W czasie tych rozmów nie powiedział im o śmierci koleżanki, więc i tę interwencję psychologa trudno uznać za pomoc w traumatycznym wydarzeniu.

Nie można się zgodzić ze stanowiskiem Dyrektora Generalnego Służby Więziennej, iż w tej sytuacji psycholog nie miał obowiązku przeprowadzić rozmów ze współosadzonymi o śmierci współosadzonej.

Zadania psychologa – przypomina RPO - zostały określone w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości z dnia 14 sierpnia 2003 r. w sprawie sposobów prowadzenia oddziaływań penitencjarnych i doprecyzowane w Zarządzeniu Nr 16/19 Dyrektora Generalnego Służby Więziennej z dnia 14 kwietnia 2016 r. w sprawie szczegółowych zasad prowadzenia i organizacji pracy penitencjarnej.

Zgodnie z § 3 ust. 7 do zadań psychologa należy m.in. obejmowanie skazanych odpowiednimi oddziaływaniami psychokorekcyjnymi, które polegają w szczególności na psychoedukacji, poradnictwie psychologicznym oraz interwencjach kryzysowych (§ 69 ust. 2 zarządzenia). Nie ulega wątpliwości, że sytuacja, która zaistniała w oddziale mieszkalnym w związku ze śmiercią Agnieszki Pysz, była sytuacją kryzysową. Psycholog powinien był rozeznać, kto w oddziale, w jakim stopniu i zakresie potrzebuje pomocy psychologicznej i dostosować do tego swoje działania, nie ograniczając ich arbitralnie do osób zakwaterowanych w jednej celi z panią Agnieszką Pysz. Istotnie, jak wskazał Dyrektor Generalny Służby Więziennej w piśmie do Rzecznika, osadzone zapewne miały wiedzę, iż mogą same zgłosić się do psychologa. Jednak osoby doświadczające kryzysu często same nie zwracają się po pomoc, nawet jeśli bardzo jej potrzebują. Psycholog więzienny, mając wiedzę o zaistniałym problemie, nie powinien uchylać się od podejmowania inicjatywy.

Dlatego Rzecznik prosi dyrektora generalnego Służby Więziennej, by raz jeszcze przeanalizował stanowisko w sprawie i uwzględnił przedstawiony problem w programach szkolenia zawodowego psychologów więziennych.

IX.517.1778.2017

RPO: Więźniów trzeba uprzedzać, że na pogrzeb pojadą w kajdankach i pod strażą

Data: 2019-05-06
  • Więzień, który dostaje przepustkę losową na pogrzeb bliskiej osoby, może się tuż przed wyjazdem dowiedzieć, że pojedzie tam nie tylko w konwoju, ale w odzieży więziennej i kajdankach.
  • Dziecko może tak zobaczyć ojca w kościele na I Komunii Św. , a leżąca w szpitalu żona – męża.
  • RPO podpowiada po raz kolejny, że warunki, na jakich więzień dostaje przepustkę losową, powinny być sprecyzowane od razu, w samej decyzji o zgodzie na przepustkę.

Rzecznik występuje w tej sprawie po raz kolejny, bo cały czas dostaje skargi od osadzonych i ich rodzin. Np. uczestnik pogrzebu napisał o upokorzeniu, jakiego doznał, widząc na pogrzebie syna zmarłego w kajdankach. Nietrudno sobie też wyobrazić, jaka może być reakcja dziecka przystępującego do I Komunii Św., gdy życzenia składa mu rodzic w kajdankach, w towarzystwie umundurowanych funkcjonariuszy.

Inny ojciec – za niepłacenie alimentów i odbywający karę pół roku pozbawienia wolności w zakładzie półotwartym i codziennie chodzący stamtąd do pracy – na pogrzeb ojca został dowieziony w kajdankach zespolonych i pod uzbrojoną strażą. Kolejny został dowieziony pod uzbrojoną strażą i w kajdankach do szpitala żony, która poroniła.

Więźniowie w Polsce długo mieli ograniczone prawo do przepustek losowych. Dopiero wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawach przeciwko Polsce, że odmowa przepustki w celu wzięcia udziału w pogrzebie osoby najbliższej narusza art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, sprawiły, że w 2011 r. kodeks karny został znowelizowany: obecnie dyrektor zakładu karnego może udzielić skazanemu zezwolenia na opuszczenie zakładu karnego pod konwojem funkcjonariusza Służby Więziennej, osoby godnej zaufania lub samodzielnie, na czas nieprzekraczający 5 dni, w celu odwiedzenia poważnie chorego członka rodziny, uczestnictwa w pogrzebie członka rodziny oraz w innych wypadkach szczególnie ważnych dla skazanego.

Statystyki pokazują, że zmiana prawa zadziałała dobrze: więźniowie otrzymują przepustki losowe i nie wiążą się z tym negatywne zjawiska. Pozostał jednak do rozwiązania problem, kiedy więzień dowiaduje się, w jakich warunkach odbędzie przepustkę.  Otóż o tym, że na spotkanie rodzinne pojedzie się pojadą nie tylko pod strażą, ale też w kajdankach i odzieży więziennej, osadzeni dowiadują się w chwili wyjazdu. Wielu woli w takiej sytuacji zrezygnować z wyjazdu, a nie mają już możliwości wyjaśnienia bliskim, dlaczego ich nie będzie.

RPO zwracał na to uwagę w pismach z dnia 19 marca oraz 17 lipca 2015 r. Wskazywał, że wystarczyłoby, by dyrektor zakładu karnego już w decyzji o udzieleniu zezwolenia na opuszczenie zakładu karnego wskazywał, na jakich warunkach się to odbędzie i jakie środki bezpieczeństwa będą stosowane..

Służba Więzienna tego stanowiska nie podzieliła. RPO liczy jednak na ponowne przeanalizowanie sytuacji, bo skargi w tej sprawie cały czas płyną do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Służba Więzienna najwyraźniej błędnie zakłada, że osadzeni powinni się domyślać, na jakich zasadach będą mogli pojawić się na pogrzebie.

Poza tym stosowanie szczególnych środków bezpieczeństwa w sytuacji spotkań rodzinnych jest niezwykle stresogenne także dla członków rodziny. Może też narażać ich na stygmatyzację. Zatem warunki, w jakich skazany będzie brał udział w wydarzeniach rodzinnych, są ważne nie tylko dla samego skazanego, ale również dla jego rodziny.

Gdyby osadzony od razu wiedział, jakie są warunki spotkania z bliskimi, mógłby ich zawczasu o tym uprzedzić i przygotować do tego – albo w inny sposób wyrazić swe rodzinne uczucia.

Warto wziąć pod uwagę, że taka zmiana pomogłaby też samej Służbie Więziennej - organizacja konwoju jest skomplikowaną i pracochłonną operacją. Lepiej, żeby praca ta nie szła na marne tylko dlatego, że tuż przed wyjazdem więzień zrozumie, że stanie przed najbliższymi w kajdankach i zrezygnuje z wyjazdu.

IX.517.3125.2018

Jak wygląda realizacja projektu zabudowy kącików sanitarnych i modernizacji więziennych łaźni?

Data: 2019-05-06
  • Do zabudowy pozostało w celach 666 kącików sanitarnych (z 1050 z poprzedniej informacji dla RPO).
  • Na 758 łaźni więziennych 78 nie ma przepierzeń wyodrębniających indywidualne stanowiska.

Informacje w trakie modernizacji przekazał RPO Dyrektor Generalny Służby Więziennej. Rzecznik Praw Obywatelskich od wielu lat monitoruje postępy tych prac przede wszystkim z uwagi na wymóg respektowania prawa do prywatności osób pozbawionych wolności, ale również z powodu konieczności wdrożenia wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Szafrański przeciwko Polsce (wyrok z dnia 15 grudnia 2015 r., skarga nr 17249/12).

Obecnie, jak wynika z informacji Służby Więziennej, na terenie inspektoratów Służby Więziennej w: Białymstoku, Bydgoszczy, Koszalinie, Lublinie, Łodzi, Olsztynie, Opolu, Rzeszowie oraz Szczecinie we wszystkich celach wieloosobowych kąciki są już zabudowane.

Problem z nieosłoniętymi toaletami dotyczy jednostek penitencjarnych na terenie Inspektoratów: katowickiego (306 cel) i wrocławskiego (154). W mniejszym zakresie problem ten jest odczuwalny na terenie inspektoratów: krakowskiego, łódzkiego, poznańskiego i warszawskiego.

W 2019 roku Służba Więzienna planuje zabudowanie toalet w 381 celach wieloosobowych, w tym:

  1. OISW w Katowicach - 260 kącików
  2. OISW w Krakowie - 34 kąciki
  3. OISW w Łodzi -16 kącików
  4. OISW w Poznaniu - 10 kącików
  5. OISW w Warszawie - 5 kącików
  6. OISW we Wrocławiu - 56 kącików.

Realizacja tych przedsięwzięć możliwa jest między innymi dzięki wejściu w życie ustawy z dnia 15 grudnia 2016 roku o ustanowieniu „Programu modernizacji Służby Więziennej w latach 2017-2020" (Dz.U. z 2016 r. poz.2176).

Na 758 łaźń użytkowanych obecnie w jednostkach penitencjarnych 78 nie ma wyodrębnionych, indywidualnych stanowisk prysznicowych. W 2019 r. powstaną one w 30 łaźniach więziennych.

IX.517.1494.2015

Lokale wyborcze trzeba lepiej dostosować do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami - RPO pisze do pełnomocników

Data: 2019-05-06
  • O podjęcie działań na rzecz wyborców z niepełnosprawnościami RPO zwrócił się do pełnomocnika rządu ds. równego traktowania oraz pełnomocnika ds. osób z niepełnosprawnościami.
  • Zeszłoroczne wybory samorządowe wykazały, że ¾ lokali przygotowanych z myślą o wyborcach z niepełnosprawnościami nie spełnia wymogów prawa.

W tym roku odbędą się dwa ważne powszechne głosowania: do Parlamentu Europejskiego i do parlamentu RP. Z badań przeprowadzonych przez CBOS na zamówienie BRPO (patrz załącznik) wynika, że większość wyborców, w tym wyborcy starsi i z niepełnosprawnościami, wolą głosować osobiście, a nie przez pełnomocników. Dlatego tak ważne jest poprawne dostosowanie lokali wyborczych do ich potrzeb. Takie wymogi musi spełniać połowa lokali w gminie, a szczegółowo określa je jednostronnicowe rozpąrządzenie Ministra Infrastruktury (z 2011 r., znowelizowane w 2018 r.)

Rzecznik Praw Obywatelskich, który regularnie przed każdymi wyborami wizytuje wybrane lokale, zauważa, że większość z nich nie spełnia tych wymogów (dokładnie – 78 % skontrolowanych lokali). Dlaczego? Bo nie ma kompletnego wyposażenia: albo nie ma podjazdów, albo schody są źle oznaczone (można nie zauważyć stopnia), albo osoba nie może usiąść czy nie ma jak swobodnie się oprzeć i w warunkach poufności oddać głos (nie ma wyższego stolika), albo w miejscach dostosowanych dla osób na wózkach brakuje dodatkowego oświetlenia, albo w końcu szklane drzwi i przegrody nie są oznaczone – więc ktoś, kto ma kłopot ze wzrokiem, może na nie wpaść.

Uchybienia te nie są trudne do usunięcia. Niestety, jak wynika z badań RPO, członkowie komisji wyborczych, które mają obowiązek sprawdzać, czy wymogi prawa są w lokalu spełnione, często nie zauważają problemu lub go bagatelizują. Czasem po prostu nie znają przepisów (dlatego tym razem do swego raportu Rzecznik dołącza treść rozporządzenia MI).

Wszystkie te ustalenia Rzecznik zawarł w raporcie, do którego dołączył też wspomniane Rozporządzenie Ministra Infrastruktury. Raport ten był omawiany w czasie konferencji w parlamencie, a teraz Adam Bodnar przekazuje go min. Krzysztofowi Michałkiewiczowi, pełnomocnikowi Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych oraz do Adama Lipińskiego, pełnomocnikowi Rządu  ds. Równego Traktowania.

VII.602.6.2014

Jak rząd chce naprawić sytuację w psychiatrii dziecięcej? Ponowne wystąpienie RPO

Data: 2019-05-02
  • Obłożenie oddziałów psychiatrii dzieci i młodzieży w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym wynosi 180%, a w Instytucie Psychiatrii i Neurologii - 150%.
  • Problemy w obszarze psychiatrii dzieci i młodzieży to problem nie tylko województwa mazowieckiego i podlaskiego, ale już całego kraju.
  • Czas oczekiwania na planową wizytę dziecka u psychiatry lub psychologa wynosi kilka miesięcy. Na planowe przyjęcie do oddziału całodobowego oczekiwanie wynosi od kilku miesięcy do ponad roku, podobnie jak na przyjęcie do oddziału dziennego lub oddziału nerwic.
  • Minister Zdrowia do tej pory nie odpowiedział na wystąpienia RPO w tej sprawie.

Dlatego w kolejnym wystąpieniu Rzecznik Praw Obywatelskich prosi o pilne przekazanie szczegółowych informacji o:

  1. doraźnych działaniach mających poprawić dramatyczną sytuację oddziałów psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej.
  2. aktualnym etapie prac nad reformą psychiatrycznej opieki zdrowotnej dla dzieci i młodzieży

Zaburzenia psychiczne okresu rozwojowego są zjawiskiem narastającym w skali światowej. Również w Polsce obserwujemy wzrost częstotliwości diagnozowania większości zaburzeń psychicznych u dzieci i młodzieży – zwraca uwagę RPO. - W systemie opieki zdrowotnej i edukacji brak jest procedur postępowania w przypadku zagrożenia próbą samobójczą, agresją, autoagresją lub innymi zaburzeniami psychicznymi w wieku rozwojowym. Mimo że liczba dzieci i młodzieży z trudnościami psychicznymi wzrasta, nie przybywa ośrodków oferujących kompetentną pomoc terapeutyczną, psychologiczną i psychoterapeutyczną.

System pomocy jest źle zorganizowany.

Brakuje kompleksowości i spójności prowadzonego wsparcia. Nie ma wymiany informacji o dziecku i jego potrzebach między poradniami psychologiczno-pedagogicznymi a podmiotami leczniczymi i instytucjami opieki społecznej. Brak jest uregulowań prawnych zobowiązujących do takiej współpracy podmioty należące do różnych resortów. 

Powoduje to, że do lekarzy psychiatrów kierowane są w trybie pilnym osoby nie wymagające tego typu pomocy. Skutkuje to również tym, że osoby z nasilonymi objawami i ryzykiem samobójczym lub zachowaniami agresywnymi oczekują miesiącami na wizytę i leczenie.

Ponieważ sieć opieki innej niż szpitalna jest głęboko niewydolna, obecnie jedyną formą pomocy względnie dostępnej, która jest w stanie szybko i realnie zaopiekować się pacjentem, są oddziały całodobowe. Na tych oddziałach permanentnie brakuje miejsc – alarmuje RPO.

V.7016.84.2018

Jak zagwarantować osobie z niepełnosprawnością prawo do pomocy prawnej, nawet jeśli sama o to nie wniesie w sprawie o ustanowienie kuratora?

Data: 2019-04-30
  • Kiedy sąd prowadzi sprawę o ustanowienie osobie z niepełnosprawnością kuratora do pomocy w podejmowaniu decyzji, to nie ma prawa wskazać jej pełnomocnika. Tymczasem taka osoba nie zawsze jest w stanie sama wystąpić o pomoc prawną.
  • W procedurze cywilnej brakuje przepisu pozwalającego na udzielenie stosownej pomocy osobom, których zdolność do świadomego podejmowania decyzji procesowych może być ograniczona.
  • RPO prosi o zajęcie się problemem Ministra Sprawiedliwości.

Problemu nie ma w sprawach o ubezwłasnowolnienie, o uchylenie oraz o zmianę ubezwłasnowolnienia – tu sąd ma prawo ustanowić adwokata z urzędu dla osoby, która sama o to nie jest w stanie poprosić.

Istnieją jednak jeszcze inne postępowania sądowe, w których takich uprawnień nie ma. Przykładem są postanowienia o ustanowienie kuratora, jeżeli osoba z niepełnosprawnością potrzebuje pomocy do prowadzenia sowich spraw. Logika wskazuje, że jeśli ktoś potrzebuje pomocy kuratora w życiu codziennym, to może także potrzebować pomocy fachowego pełnomocnika w toku postępowania o ustanowienie tego kuratora.  

Opisana sytuacja wymaga zatem interwencji ustawodawcy, o co RPO wnosi do ministra Zbigniewa Ziobry.

IV.7024.13.2019

Jak wygląda postęp prac nad zniesieniem ubezwłasnowolnienia? RPO pyta Ministra Sprawiedliwości

Data: 2019-04-30
  • Wprowadzenie systemu zindywidualizowanego wspieranego podejmowania decyzji mogłoby pomóc osobom, które obecnie są ubezwłasnowolniane, zachować podmiotowość i zdolność do czynności prawnych, jednocześnie chroniąc je przed konsekwencjami chybionych decyzji i zapewniając bezpieczeństwo obrotu prawnego
  • Rzecznik po raz kolejny apeluje do Ministra Sprawiedliwości o zmianę obecnego systemu, gdyż całkowite ubezwłasnowolnienie człowieka można porównać tylko z jego śmiercią cywilną
  • W czasie sprawozdania Polski z wykonania postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami jesienią 2018 r. rząd zapowiedział Komitetowi ONZ, że podejmie takie prace, ale nie podał szczegółów

Rzecznik Praw Obywatelskich monitoruje sytuację osób z niepełnosprawnościami i podejmuje wiele działań zmierzających do zapewnienia im większej autonomii osobistej oraz bezpieczeństwa prawnego. Od wielu lat Rzecznik postuluje także zniesienie instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienia jej modelem wspierania decyzji na wzór wielu państw europejskich.

Już w kwietniu 2018 r. RPO zwracał się do ministra Zbigniewa Ziobry w sprawie zniesienia instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienia jej systemem wspierania decyzji, nieprowadzącego jednak do pozbawiania osoby zdolności do czynności prawnych. Zwracał również uwagę na szereg przeszkód, z którymi muszą się na co dzień zmagać osoby z niepełnosprawnościami. 7 lutego 2018 r. uzyskał odpowiedź, że rzeczywiście zmiany w instytucji ubezwłasnowolnienia są konieczne, jednak obecnie nie toczą się żadne prace legislacyjne w tej sprawie ze względu na inne priorytetowe projekty realizowane w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Podczas spotkania w Komitecie ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami 4-5 września 2018 r. w Genewie, związanego z badaniem przez Komitet sprawozdania polskiego rządu z wykonywania Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami, przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości poinformował jednak, iż w Ministerstwie podjęto prace nad zmianą prawa dotyczącego ubezwłasnowolnienia. Prace miały mieć charakter koncepcyjny, lecz ich następstwem miało być podjęcie kroków legislacyjnych.

W związku z tym Adam Bodnar prosi ministra Ziobrę o informację o postępach tych prac i o przekazanie kopii projektu, o ile w ciągu ostatniego półrocza już powstał.

Prosi też o poinformowanie, z jakimi osobami bądź organizacjami, zajmującymi się prawami osób z niepełnosprawnościami, współpracuje Ministerstwo przy przedmiotowych pracach. Rzecznik zauważa bowiem od dawna problem braku współpracy rządu ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami; zwracał już na to uwagę w swoim raporcie o stanie wdrożenia Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami, jaki przygotował w zeszłym roku dla ONZ.

IV.7024.26.2014

RPO: MEN nie ma prawa zbierać danych strajkujących nauczycieli

Data: 2019-04-29
  • MEN domagało się w czasie strajku, by dyrektorzy szkół wpisywali do centralnego Systemu Informacji Oświatowej dane o strajkujących nauczycielach.
  • RPO zwraca uwagę, że takie przetwarzanie danych o obywatelach może naruszać Konstytucję.
  • Brak jest bowiem podstawy prawnej dla przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku.

Niepokój Rzecznika Praw Obywatelskich wzbudziły doniesienia o działaniach Ministerstwa Edukacji Narodowej związanych ze strajkiem nauczycieli. Jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN do spraw Systemu Informacji Oświatowej (SIO), że powinien odnotować w SIO informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Rzecznik Praw Obywatelskich już w wystąpieniu z 22 lutego 2013 r. do Ministra Edukacji Narodowej sygnalizował wątpliwości dotyczące przetwarzania zbyt dużej liczby danych osobowych na poziomie centralnym w ramach systemu informacji oświatowej. Gromadzenie danych osobowych rodzi po stronie administratora danych odpowiedzialność za ich przetwarzanie i za ochronę konstytucyjnych wartości, do jakich należy prywatność i autonomia informacyjna jednostki. Odpowiedzialność ta w wypadku organu władzy wykonawczej upoważnionego przez ustawę do wydawania aktów wykonawczych ma podwójny wymiar.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO (art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h i pkt 1a lit. h) oraz odpowiednich przepisów wykonawczych. Z żadnego z tych przepisów nie wynika zaś podstawa prawna do gromadzenia danych, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku.

Rzecznik prosi więc minister edukacji narodowej Annę Zalewską o wyjaśnienia, w tym w szczególności:

  • o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania w ramach SIO danych o udziale nauczycieli w strajku,
  • jeśli taka podstawa zostanie wskazana  - o podanie dokładnego i konkretnego celu przetwarzania danych dotyczących nieprowadzenia zajęć przez strajkujących nauczycieli,
  • o wskazanie, jakie podmioty mają dostęp do tych danych i jakie zabezpieczenia proceduralne i techniczne zostały wprowadzone dla ochrony osób, których dane dotyczą.

VII.520.11.2019

Dwa kolejne problemy z przepisami o Komisji Reprywatyzacyjnej

Data: 2019-04-24
  • Jaka jest sytuacja właściciela mieszkania kupionego na wolnym rynku, ale w kamienicy, której reprywatyzację następnie unieważniła Komisja Reprywatyzacyjna?
  • Jak długo Komisja może blokować postępowanie sądowe wobec lokatora w kamienicy, co do której nie ma jeszcze nawet podejrzenia, że doszło w niej do reprywatyzacyjnych nieprawidłowości?
  • RPO przedstawił Ministrowi Sprawiedliwości dwa kolejne problemy, z którymi borykają się ludzie z powodu niejasności przepisów ustawy o Komisji Reprywatyzacyjnej.

- Pragnę zwrócić uwagę Pana Ministra na niektóre kwestie związane ze stosowaniem w praktyce przepisów ustawy o Komisji Weryfikacyjnej (o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa) – napisał Adam Bodnar do ministra Zbigniewa Ziobro.

Jeśli w nieprawidłowo zreprywatyzowanej kamienicy są lokatorzy, nabywca mieszkania traci je?

W jednej ze skarg zwrócono uwagę na praktyczne skutki sytuacji, gdy z nieruchomości warszawskiej wyodrębniono lokale, które uległy dalszemu zbyciu, natomiast Komisja Weryfikacyjna uchyla w całości decyzję reprywatyzacyjną i przekazuje sprawę do ponownego rozpoznania. Brzmienie ustawy po jej gruntownej nowelizacji w marcu 2018 r. (zwłaszcza art. 30 ust. 4, art. 29 ust. 1 pkt 3 oraz art. 40 i art. 41a ust. 2) może utrudniać ustalenie, jak kształtuje się wówczas sytuacja osób, które w dobrej wierze nabyły mieszkania na wolnym rynku.

Ustawa w jej pierwotnym brzmieniu pozwalała taką sytuację zakwalifikować jako zajście nieodwracalnych skutków prawnych. Komisja ograniczała się do stwierdzenia, że decyzja została wydana z z naruszeniem prawa; rodziło to dalsze skutki o charakterze odszkodowawczym.

Obecnie jednak wydanie takiego rozstrzygnięcia nie jest możliwe, jeśli mieszkanie, o które chodzi, znajduje się w kamienicy zamieszkałej przez choćby jednego lokatora, który do dnia wydania decyzji reprywatyzacyjnej nie dostał innego mieszkania. W takiej sytuacji Komisja musi uchylić decyzję reprywatyzacyjną w całości.

Stanowi ona podstawę nie tylko wykreślenia wpisu dokonanego „na podstawie” lub „z uwzględnieniem” decyzji uchylonej, ale też i (wszelkich?) wpisów późniejszych, „na podstawie aktu notarialnego” czyli w ramach obrotu cywilnoprawnego. Decyzja Komisji jest jednocześnie podstawą wpisania jako właściciela nieruchomości odpowiednio m.st. Warszawy albo Skarbu Państwa. Do tego na podstawie ustawy o własności lokali ułamkowym współwłaścicielem nieruchomości gruntowej (budynkowej – przy nieprzekształconym prawie użytkowania wieczystego) nadal pozostaje właściciel lokalu  – czego ustawa o Komisji Reprywatyzacyjnej zdaje się nie uwzględniać.

Ustawa nie przesądza, czy w takiej sytuacji sąd wieczystoksięgowy rzeczywiście powinien ujawnić m.st. Warszawę bądź Skarb Państwa jako wyłącznego właściciela i np. wpisać z urzędu ostrzeżenia o niezgodności księgi gruntowej (budynkowej) z rzeczywistym stanem prawnym – chociażby z tego powodu, że nie zgadza się suma udziałów we współwłasności. Jeżeli zaś tak, to powstają pytania o wpływ takich wpisów na treść księgi prowadzonej dla samego lokalu.

Skutki postępowania rozpoznawczego

Postępowanie sprawdzające służy Komisji Weryfikacyjnej do wstępnego zbadania, czy w procesie reprywatyzacji rzeczywiście doszło do naruszenia prawa lub innego rodzaju nadużyć. Na tym etapie badane orzeczenia i decyzje korzystają zatem z przymiotu legalności, a ich beneficjentom nie sposób postawić zarzut naruszenia prawa. Dopiero jeśli Komisja poweźmie wątpliwości co do prawidłowości procesu reprywatyzacyjnego, wszczyna postępowanie rozpoznawcze, które może zakończyć się także utrzymaniem w mocy decyzji reprywatyzacyjnej. Wtedy z mocy prawa ulegają zawieszeniu postępowania egzekucyjne (i inne).

Już jednak na etapie postępowania sprawdzającego, które nie jest objęte żadnymi ramami prawnymi czy terminami, Komisja może już wnieść do sądu o zawieszenie postępowania egzekucyjnego „dotyczącego nieruchomości warszawskiej lub dotyczącego osoby zajmującej lokal w nieruchomości warszawskiej będącej przedmiotem decyzji reprywatyzacyjnej”. Ten „stan prowadzenia postępowania” może trwać bez końca, nie ma żadnej możliwości przeciwdziałania jego przewlekłości.

Zdaniem RPO zawieszenie postępowań egzekucyjnych na podstawie art. 26a ustawy na etapie czynności „zaledwie” sprawdzających winno być stosowane z poszanowaniem konstytucyjnej zasady ochrony praw niewadliwie nabytych i z uwzględnieniem zasady proporcjonalności w ograniczaniu konstytucyjnych praw.

IV.7000.538.2018

Podawanie leków przedszkolakom z chorobami przewlekłymi – rząd zaczyna myśleć o doprecyzowaniu przepisów

Data: 2019-04-23
  • Ministerstwo Edukacji Narodowej zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o podjęcie wspólnych działań, których efektem będzie przedstawienie rekomendacji w sprawie kierunku ewentualnych zmian prawa.

Taką odpowiedź dostał RPO, którego od dawna niepokoi ten problem: przepisy mamy niejasne i nie wiadomo, kto w przedszkolu może, a kto powinien podać dziecku lek w przypadku ataku choroby.

Przykład podali RPO rodzice cierpiącego na ciężką alergię dziecka. W razie wstrząsu anafilaktycznego musi ono natychmiast dostać adrenalinę. Dotychczas nauczyciele w przedszkolu na podstawie instrukcji lekarza godzili się w takiej sytuacji podać lek. Teraz jednak nie chcą, bo zmieniły się zasady w samym przedszkolu.

RPO powtarza więc, że należy uregulować w przepisach zasady podawania leków czy wykonywania innych czynności dzieciom z chorobami przewlekłymi w przedszkolach. Obecnie dzieje się to na postawie komunikatów Ministerstwa Zdrowia, a to nie jest źródło prawa powszechnie obowiązującego. Sytuacja dzieci z chorobą przewlekłą, które wymagają podawania leków różnymi drogami i technikami, jest więc uzależniona wyłączenie od wewnętrznych zasad postępowania przyjętych przez przedszkola.

Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się uregulować kwestię podawania leków w projekcie ustawy o zdrowiu dzieci i młodzieży w wieku szkolnym, ale nie dotyczy do przedszkolaków. W 2018 r. Minister Zdrowia nie widział potrzeby zmiany podejścia, choć nie wykluczał tego w przyszłości. Rzecznik zwrócił na problem zwrócił uwagę MEN i podjął współpracę z resortem zdrowia.

Zakopane nadal nie chce chronić ofiar przemocy domowej. Wystąpienie do MRPiPS

Data: 2019-04-23
  • RPO z przykrością odnotowuje, że 13 marca 2019 r. radni Miasta Zakopane po raz 10. odmówili podjęcia uchwały o uchwaleniu Gminnego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie oraz Ochrony Ofiar Przemocy w Rodzinie dla Miasta Zakopane na lata 2019-2020.
  • Zakopane w dalszym ciągu pozostaje gminą, w której osoby pokrzywdzone przemocą są pozbawione kompleksowego wsparcia.
  • Zaniepokojenie budzi również to, że dyskusja nad projektem uchwały ujawniła wśród niektórych jej uczestników całkowite niezrozumienie specyfiki zjawiska przemocy w środowisku rodzinnym, na co wskazuje w szczególności twierdzenie, że działania państwa zmierzające do ochrony przed przemocą ze strony innych członków rodziny stanowią nadmierną ingerencję państwa w życie rodzinne.

RPO kieruje te uwagi do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej, bo to jej resort odpowiada za realizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej w tym za to, by samorządy przyjmowały lokalne programy przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

Jednocześnie Rzecznik dziękuje za deklarację wzięcia pod uwagę jego wniosków i rekomendacji przekazanych premierowi 28 stycznia 2019 r. Docenia też  aktywność Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie i reagowania na to niezmiernie negatywne zjawisko.

Przemoc domowa to nie prywatna sprawa rodziny

Rzecznik Praw Obywatelskich konsekwentnie stoi na stanowisku, że przemoc w rodzinie nie jest prywatną sprawą rodziny, a w istocie stanowi zagadnienie z zakresu zdrowia publicznego.

Zadania władz publicznych są w tym obszarze jasno określone i obejmują obowiązki zapobiegania przemocy, niezwłocznego reagowania na sygnały jej stosowania, udzielania specjalistycznego wsparcia osobom doznającym przemocy i adekwatnego oddziaływania na osoby odpowiedzialne za przemoc.

Nieuchwalenie programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie przez Radę Miasta Zakopane i niepowołanie zespołu interdyscyplinarnego – wbrew treści art. 6 ust. 2 pkt 1, 4 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – nie tylko narusza przepisy ustawy i ratyfikowanych przez Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych, ale także świadczy o lekceważeniu potrzeb osób potrzebujących wsparcia.

Realizacja wszystkich zadań określonych w art. 6 ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest obowiązkowa. Dlatego zaniechanie Rady Miasta Zakopane naruszają także przepisy Konstytucji oraz normy prawa międzynarodowego.

Zakopane wie, że prywatną sprawą rodziny nie jest alkoholizm

Na marginesie należy zwrócić uwagę, że miasto Zakopane w pewnym zakresie realizuje zadania przewidziane w art. 6 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, co wynika z Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Przykładowo, „udzielanie rodzinom, w których występują problemy uzależnień pomocy psychospołecznej, prawnej, a w szczególności ochrony przed przemocą w rodzinie” to jedno z przewidzianych w Programie zadań miasta, realizowane poprzez: finansowanie programów terapeutycznych oraz programów wsparcia dla osób doznających przemocy, wspieranie działań edukacyjnych i informacyjnych poświęconych tematyce przeciwdziałania przemocy w rodzinie, zapewnienie wsparcia psychologicznego w punkcie konsultacyjnym dla ofiar przemocy w rodzinie dla osób doznających przemocy i świadków przemocy, czy wreszcie prowadzenie procedury Niebieskiej Karty.

Trudno jest tym bardziej znaleźć uzasadnienie dla dotychczasowego niepowołania przez Radę Miasta Zakopane zespołu interdyscyplinarnego i nieuchwalenia programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

Prokuratura nie rozpatruje wniosku o skargę nadzwyczajną, jeśli za niezasadny uznał go wcześniej RPO

Data: 2019-04-19
  • Dla Prokuratury Generalnej wystarczającym powodem do odrzucenia wniosku o skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego jest to, że wniosek odrzucił już wcześniej Rzecznik Praw Obywatelskich.
  • - Cieszę się, że Prokurator Generalny takim zaufaniem obdarza kierowaną przeze mnie instytucję, jednak takie postępowanie sprzeczne jest z forsowaną przez rząd nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym – pisze RPO do ministra Ziobry.
  • Postępowanie Prokuratury może czynić fikcyjnym uprawnienie obywatela do złożenia w jego sprawie skargi nadzwyczajnej.

Skarga nadzwyczajna została wprowadzona nowelizacjami ustawy o Sądzie Najwyższym w 2018 r. Miała pomóc w naprawieniu błędów sądowych. Ostatecznie, po zmianach, prawo do wnoszenia takich skarg w sprawach "starych", z ostatnich 20 lat, dostał tylko RPO i Prokurator Generalny-Minister Sprawiedliwości.

Rzecznik zaczął dostawać od ludzi sygnały, że jeśli skieruje się do Prokuratora Generalnego wniosek w o skargę, który wcześniej negatywnie rozpatrzył RPO, to Prokuratura odrzuci wniosek bez analizy merytorycznej. Okazało się, że takie postępowanie wynika wprost z Regulaminu wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury.

- Oczywiście jako Rzecznik Praw Obywatelskich cieszę się, że Prokurator Generalny takim zaufaniem obdarza kierowaną przeze mnie instytucję i czuje się związany moim stanowiskiem. Mam nadzieję, że również i w innych sprawach moje stanowisko będzie traktowane z równą atencją. Stwierdzić jednak muszę, że rozwiązanie przyjęte przez Prokuraturę pozostaje w kolizji nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym – napisał Adam Bodnar do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Z przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym nie da się wyprowadzić wniosku, że odmowa wniesienia skargi nadzwyczajnej przez Prokuratora Generalnego powoduje, że Rzecznik Praw Obywatelskich zwolniony jest z merytorycznego badania skierowanego do niego wniosku o złożenie tego środka zaskarżenia. Nie jest również możliwa sytuacja odwrotna – pisze RPO.  - Ustawa zawiera w tym zakresie tylko jedno ograniczenie: że skarga może być wniesiona tylko raz.

Biorąc to pod uwagę powstrzymywanie się przez prokuratorów z wykonywaniem obowiązków nałożonych ustawą o Sądzie Najwyższym – a do czego uprawniają przywołane postanowienia Regulaminu – w rzeczywistości może czynić fikcyjnym uprawnienie obywatela do złożenia w jego sprawie skargi nadzwyczajnej. Sytuacja taka nie powinna występować w praworządnym państwie prawa, którego jedną z zasad jest zasada zaufania do państwa i tworzonego przez nie prawa.

  • RPO dostał już ponad 4000 wniosków o skargę nadzwyczajną, a choć zwracał uwagę parlamentu, że na rozpatrywanie skarg potrzebne są dodatkowe środki i ludzie, nie dostał na to żadnego budżetu. Dodatkowe pieniądze na rozpatrywanie wniosków o skargi nadzwyczajne otrzymał natomiast Prokurator Generalny.

IV.7000.61.2018

Koncepcja bezpiecznego kraju pochodzenia to zły pomysł na rozwiązanie sytuacji na przejściu w Terespolu - RPO do MSWiA

Data: 2019-04-18
  • RPO prosi MSWiA, by zrezygnowało z koncepcji „bezpiecznego kraju pochodzenia” przy procedurze oceny, czy cudzoziemiec starający się o ochronę międzynarodową może wjechać do Polski
  • Wydaje się prawdopodobne, że na liście znajdzie się Białoruś, a przecież to właśnie z tego kraju wjeżdżają cudzoziemcy z Czeczenii i Tadżykistanu

Rzecznik przedstawił uwagi do projektu ustawy o zmianie ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej. To kolejny element dłuższej korespondencji z MSWiA w sprawie sytuacji na przejściu granicznym w Terespolu, którym do Polski bezskutecznie próbują dostać się cudzoziemcy, głównie z Czeczenii i Tadżykistanu, którzy nie mają dokumentów uprawniających ich do przekroczenia granicy, ale, jak wynika z licznych skarg kierowanych również do RPO, zamierzają ubiegać się w Polsce o ochronę międzynarodową.

Sytuacja w Terespolu

Według relacji skarżących, funkcjonariusze Straży Granicznej prowadzący odprawę na przejściu granicznym nie przyjmują od cudzoziemców deklaracji świadczących o zamiarze ubiegania się o ochronę, a tym samym nie dopuszczają do złożenia formalnych wniosków o jej udzielenie i w konsekwencji, na podstawie decyzji o odmowie prawa wjazdu do Polski, zawracają cudzoziemców na terytorium Białorusi.

Główny postulat Rzecznika w tej sprawie polega na zmianie przepisów polegającej na ustanowieniu zasady protokołowania rozmów przeprowadzanych z cudzoziemcami w ramach kontroli granicznej II linii, przy jednoczesnym wprowadzeniu jednolitych formularzy protokołów, zawierających obligatoryjne pytanie o zamiar ubiegania się w Polsce o ochronę międzynarodową.

W ocenie RPO tylko taka forma dokumentowania tej kluczowej dla cudzoziemców rozmowy stanowić może rzeczywistą gwarancję, że każda wypowiedź świadcząca o zamiarze wystąpienia z wnioskiem o ochronę międzynarodową zostanie utrwalona w dokumentacji Straży Granicznej i wywoła skutek w postaci przyjęcia od cudzoziemca wniosku o udzielenie mu ochrony.

Dopiero ustanowienie takich gwarancji w akcie prawa powszechnie obowiązującego będzie oznaczać realizację obowiązku zapewnienia cudzoziemcom skutecznego dostępu do procedur rozpatrzenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej.

Niestety, postulat RPO nie został uwzględniony.

Propozycja MSWiA, by do oceny sytuacji wprowadzić koncepcję bezpiecznego kraju pochodzenia

W projekcie ustawy zaproponowano wprowadzenie trybu granicznego rozpatrywania wniosków o ochronę międzynarodową, który w dalszym ciągu nie zapewnia skutecznej realizacji prawa do wystąpienia z wnioskiem o taką ochronę na granicy.

Dla tego trybu kluczowa stać się ma to, czy cudzoziemiec nie przybywa z kraju z listy krajów bezpiecznych, którą ustalać będzie raz na dwa lata Rada Ministrów. Jeśli tak, to wniosek cudzoziemca o udzielenie mu ochrony międzynarodowej rozpatrzony zostanie w trybie przyspieszonym.

RPO zwraca uwagę na polityczny charakter listy - dostaje już sygnały, że znajdzie się na niej Białoruś, a to przez ni a docierają do Polski cudzoziemcy usiłujący potem, z różnym skutkiem, złożyć na polskiej granicy wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej.

Po drugie - Rzecznika ma wątpliwości, czy wprowadzenie do polskiego porządku prawnego koncepcji bezpiecznego kraju pochodzenia, zakładającej odmienne traktowanie cudzoziemców pochodzących z państw wpisanych na listę bezpiecznych krajów pochodzenia, nie będzie pozostawać w sprzeczności z zasadą niedyskryminacji cudzoziemców ubiegających się o status uchodźcy, wyrażoną w art. 3 Konwencji genewskiej.

Z uwagi na powyższe wątpliwości, zwłaszcza w zakresie naruszenia zasady równego traktowania, RPO postuluje, aby zrezygnować z koncepcji bezpiecznego kraju pochodzenia.

Czy numery PESEL pracowników sądów są należycie chronione?

Data: 2019-04-18
  • Coraz szersze zastosowanie podpisu elektronicznego i związane z tym ujawnianie numeru PESEL pracowników sądów może naruszać ich prywatność
  • Rzecznik Praw Obywatelskich na podstawie skarg, które do niego napływają, zwrócił się w tej sprawie do Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Początkowo Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w Ministerstwie Cyfryzacji, ale dostał odpowiedź, że wymogi, które mogą skutkować naruszeniem prawa do prywatności, wynikają z rozwiązań technicznych umocowanych w prawie europejskim.

Odpowiedź ta nie usunęła jednak wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich co do potencjalnych naruszeń prawa do prywatności pracowników sądów, którzy mają obowiązek podpisywać dokumenty podpisem elektronicznym. Numer PESEL dostępny jest za pośrednictwem certyfikatu dla podpisu elektronicznego. Należy pamiętać, że znajomość numerów identyfikacyjnych (PESEL, nr dowodu osobistego) może ułatwić nieautoryzowany dostęp np. do usług bankowości internetowej pracownika sądu. Identyfikatory te są również wykorzystywane np. do potwierdzenia tożsamości przy zawieraniu umów drogą telefoniczną. Co więcej, korzystanie z uniwersalnych identyfikatorów umożliwia również tworzenie profili osobowościowych, które mogą stanowić ingerencję
w prywatność.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, przyjęte rozwiązanie może nie być zgodne z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP, który stanowi, że władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Podobne wątpliwości należy odnieść również do realizacji ujętej w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) zasady minimalizacji danych.          

Wobec braku rozwiązania tego problemu RPO zwrócił się o zajęcie stanowiska do prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

VII.501.24.2019

 

Poprawić procedurę dotyczącą oskarżycieli posiłkowych - RPO do Ministra Sprawiedliwości po wyroku TK

Data: 2019-04-18
  • Do Rzecznika napływają skargi od osób pokrzywdzonych, którym sąd nie przyjął zażalenia na odmowę prawa bycia oskarżycielem posiłkowym
  • Tymczasem zgodnie z wyrokiem TK z 2018 r. osoba pokrzywdzona ma prawo do takiego zażalenia
  • Żeby wyrok Trybunału był respektowany, trzeba zmienić procedurę karną – napisał RPO do Ministra Sprawiedliwości

W sprawach o przestępstwa ścigane z oskarżenia publicznego pokrzywdzony może działać jako strona w charakterze oskarżyciela posiłkowego obok oskarżyciela publicznego lub zamiast niego.

Sąd może jednak ograniczyć liczbę oskarżycieli posiłkowych jeżeli jest to konieczne dla zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania w sprawie. Może orzec, że oskarżyciel posiłkowy nie może brać udziału w postępowaniu, bo nie jest osobą uprawnioną lub jego akt oskarżenia albo oświadczenie o przystąpieniu do postępowania zostało złożone po terminie. Ostatni ustęp art. 56 Kodeksu postępowania karnego, który to reguluje (ust. 3) głosi zaś, że na postanowienie wydane na podstawie ust. 1 i 2. zażalenie nie przysługuje.

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 56 ust. 3 Kpk - w zakresie, w jakim wyłącza dopuszczalność zaskarżenia zażaleniem postanowienia wydanego na podstawie art. 56 ust. 2 Kpk, odnoszącego się do oskarżyciela posiłkowego - jest niezgodny z Konstytucją.

Trybunał podzielił argumenty RPO, że uprawnienie oskarżyciela posiłkowego do udziału w postępowaniu sądowym w charakterze strony jest istotne z perspektywy całego postępowania karnego. Uznał, że ograniczenia praw konstytucyjnych pokrzywdzonego nie spełniają testu konieczności i proporcjonalności, wynikającego z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Wyrok powinien był zmienić sytuację osób, które chciały zostać oskarżycielami posiłkowymi, a sąd im tego odmówił. Wyrok zakresowy Trybunału Konstytucyjnego winnien im otwierać możliwość przywrócenia terminu do zaskarżenia decyzji sądu.

W przypadku osoby, która napisała do RPO tak się nie stało, choć oczywiste jest, że na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego przepis uznany za niezgodny z Konstytucją z dniem ogłoszenia orzeczenia przestaje obowiązywać i nie może już być stosowany do zdarzeń, które powinny być oceniane w świetle prawa obowiązującego.

RPO zauważa w piśmie do Ministra Sprawiedliwości, że w tej sytuacji inspiracją i wyznacznikiem dla procedury karnej może być art. 4161 Kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z tym przepisem, w sprawie zakończonej prawomocnym wyrokiem mogą być uchylone postanowienia niekończące postępowania w sprawie, jeżeli zostały wydane na podstawie aktu normatywnego uznanego przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z Konstytucją, ratyfikowaną umową międzynarodową lub z ustawą. Nie jest to procedura wznowienia postępowania, lecz procedura szczególna, do której tylko odpowiednio stosuje się przepisy o wznowieniu postępowania.

Ponieważ podobne do wskazanego powyżej rozwiązanie nie zostało przewidziane w procedurze karnej, należałoby rozważyć jego wprowadzenie do Kodeksu postępowania karnego rozwiązania analogicznego do art. 416 k.p.c.. Pozwoliłoby to na pełniejszą ochronę interesów jednostki oraz urzeczywistnienie konstytucyjnych standardów.

II.511.54.2019, wyrok TK z 16 maja 2018 r., sygn. akt K 12/15

16-latka w „rejestrze pedofilów”. RPO ma wątpliwości, czy powinny być w nim dzieci

Data: 2019-04-16
  • 16-latka trafiła do „rejestru pedofilów” w związku z czynem, za który sąd udzielił jej upomnienia, uznając że sprawa „nie ma charakteru poważnego”
  • Według psychologa całe zdarzenie spowodowała nadpobudliwość emocjonalna dziewczynki oraz trudności wieku dorastania
  • Będzie ona jednak figurować w rejestrze przez 10 lat po osiągnięciu pełnoletności, co według RPO może negatywnie rzutować na całą jej przyszłość
  • Rzecznik ma poważne wątpliwości wobec umieszczania dzieci w tym rejestrze. Narusza to prywatność i mocno ingeruje w psychikę. Tymczasem prawo uznaje za priorytet dobro dziecka 

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wciąż napływają wnioski obywateli związane z funkcjonowaniem Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Na mocy specjalnej ustawy, od 1 stycznia 2018 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są dostępne dane osobowe, fotografie i miejsca pobytu najgroźniejszych skazanych przestępców seksualnych. Druga część rejestru jest dostępna tylko dla przedstawicieli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są ponadto numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

16-latka w "rejestrze pedofilów"

Do Rzecznika wpłynęła skarga matki nastolatki, której dane zamieszczono w rejestrze o ograniczonym dostępie. Stało się to na mocy postanowienia sądu, który udzielił dziewczynce upomnienia za czyn z art. 200a  par. 2 Kodeksu karnego (składanie małoletniemu poniżej lat 15., za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej, propozycji obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej).

Ponadto sąd zobowiązał ją do kontynuowania terapii psychologicznej (na którą uczęszcza). Udzielając upomnienia, sąd poinformował, że sprawa nie ma charakteru poważnego, a upomnienie to najłagodniejszy środek wychowawczy, jaki sąd może zastosować wobec osoby nieletniej.

Według zaświadczenia psychologa zdarzenie, które stało się przyczyną sprawy sądowej, było spowodowane nadpobudliwością emocjonalną dziewczynki oraz wiekiem dorastania, a dziecko pozostaje pod opieką matki, która poważnie podchodzi do zdrowia psychicznego.

Umieszczenie danych w rejestrze narusza prywatność dziewczynki i może mieć poważne konsekwencje dla jej przyszłości - uznał Adam Bodnar w wystąpieniu do Prezesa Rady Ministrów.

Prawo do prywatności i jego ograniczenia

Prywatność może podlegać ograniczeniom na zasadach określonych w art. 31 ust. 3 Konstytucji. Muszą one być określone w ustawie, nie mogą naruszać istoty prawa do prywatności oraz muszą być konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego, ochrony środowiska, zdrowia, moralności publicznej czy też wolności i praw innych osób. Ważnym kryterium oceny tych ograniczeń jest ich proporcjonalność.

Wartością na rzecz której ograniczana jest prywatność w przypadku Rejestru ma być porządek publiczny. Tego rodzaju ograniczenie może być dopuszczalne na gruncie art. 31 ust. 3 Konstytucji, jednak w omawianym przypadku, w odniesieniu do osób nieletnich, w mojej ocenie, jest ono sformułowane wadliwie - wskazuje Rzecznik.

Konstytucja w art. 72 ust. 1 w sposób szczególny chroni bowiem prawa dziecka. W tym celu zgodnie z art. 72 ust. 4 Konstytucji powołano Rzecznika Praw Dziecka. Ochrona praw dzieci jest również ważnym zadaniem RPO, który współpracuje z RPD.

Zgodnie zaś z ratyfikowaną przez Polskę Konwencją ONZ o prawach dziecka, we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, sprawą nadrzędną będzie najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka.

Dlatego też ustawa z 26 października 1982 r. o postępowaniu w sprawach nieletnich stwierdza m.in, że w sprawie nieletniego należy kierować się przede wszystkim jego dobrem, dążąc do osiągnięcia korzystnych zmian w osobowości i jego zachowaniu się.

Wątpliwości RPO wobec umieszczania dzieci w rejestrze 

Zapisy ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (na której podstawie powstał rejestr) budzą wątpliwości RPO z perspektywy proporcjonalności ograniczeń prawa do prywatności osób nieletnich.

Podczas prac legislacyjnych Prokurator Generalny w opinii z 26 stycznia 2016 r. wyrażał zastrzeżenia co do umieszczenia w rejestrze danych nieletnich, wobec których zastosowano środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze. Wskazał, że jest to  „w rażący sposób sprzeczne z dobrem małoletniego i może spowodować nieodwracalne skutki dla ich psychiki, niwecząc zupełnie cele, dla których zastosowano wobec nieletniego wymienione wyżej formy jego readaptacji społecznej”.

Tymczasem,  zgodnie z ustawą, usuwanie danych nieletnich z rejestru następuje co do zasady 10 lat po ukończeniu przez nich 18. roku życia. Oznacza to, że niejednokrotnie dane nieletnich są w rejestrze znacząco dłużej niż dane sprawców pełnoletnich. W dekadzie w której młodzi ludzie podejmują wiele ważnych decyzji na temat wyboru ścieżki życiowej, muszą oni cały czas liczyć się z możliwością ujawnienia swoich wrażliwych danych – wskazuje Adam Bodnar.

Zagrożenie to jest tym bardziej realne, że nie wprowadzono odpowiednich gwarancji w odniesieniu do dostępu do rejestru z dostępem ograniczonym. Procedura uzyskiwania informacji polega na rejestracji i zalogowaniu, a podstawa faktyczna zapytania nie podlega weryfikacji. Dziś jednorazowe nieautoryzowane ujawnienie informacji może się wiązać z jej nieograniczonym funkcjonowaniem w sferze publicznej. W wypadku młodych osób może to rzutować na ich zdrowie psychiczne, relacje społeczne czy możliwość zdobycia pracy. Zdaniem Rzecznika fakt, że dane są umieszczone w rejestrze z dostępem ograniczonym nie niweluje wystarczająco tego ryzyka; jest też nieproporcjonalne.

Ponadto każda osoba, której dane są w rejestrze, ma obowiązek zgłoszenia policji swego adresu oraz każdorazowej jego zmiany. - Biorąc pod uwagę wspomniany okres przetwarzania danych nieletnich w rejestrze, trzeba stwierdzić, że jest to szczególnie dotkliwy obowiązek, który będzie negatywnie oddziaływał na możliwość osiągnięcia celów postępowania w sprawach nieletnich – podkreśla RPO.

Młody człowiek będzie bowiem musiał cały czas podejmować czynności, które mogą u niego wywoływać wrażenie stygmatyzacji i wykluczenia społecznego. Cechą demokratycznego społeczeństwa jest to, że raz popełniony  czyn - zwłaszcza gdy nie naraża w sposób poważny chronionych społecznie wartości - nie powinien wpływać na całe życie jednostki. Na tym zbudowana jest również koncepcja odrębnego postępowania w sprawach nieletnich.

Dlatego w ocenie Rzecznika przyjęcie tych rozwiązań  jest błędem i może mieć nieproporcjonalne konsekwencje dla młodych ludzi.

Adam Bodnar zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o ustosunkowanie się do problemu oraz o podjęcie działań zmierzających do przywrócenia stanu zgodnego z Konstytucją.

Swe wystąpienie RPO przekazał do wiadomości rzecznikowi praw dziecka Mikołajowi Pawlakowi.

Wcześniej RPO bronił dzieci osoby z rejestru przed wtórną wiktymizacją 

W lutym 2018 r. RPO wystąpił do Ministra Sprawiedliwości w sprawie zagrożenia tzw. wtórną wiktymizacją dwojga dzieci ujawnionego w „rejestrze pedofilów” skazanego mężczyzny.  Obawiali się oni powrotu traumy oraz wykluczenia, gdy otoczenie odkryje, kim był ojciec. Oboje byli ofiarami przemocy ze strony ojca (choć nie przestępstw  na tle seksualnym). 

W wielu przypadkach jedynym ratunkiem dla dzieci takich osób może być usunięcie danych z rejestru – zmiana nazwiska nie pomoże w małej miejscowości. „Niestety, w obecnym kształcie ustawa nie przewiduje żadnych możliwości wystąpienia do sądu o usunięcie danych ojca skarżącego z rejestru i zapewnienia ochrony zarówno jemu, jak i jego rodzeństwu” – pisał RPO. W świetle badań widać jednoznacznie, że dzieci osób z rejestru odczuwają znaczne niedogodności w swym otoczeniu, odrzucenie, czy wręcz wrogość i prześladowanie.  

Adam Bodnar zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o zmianę prawa, tak by ochronić dzieci - ofiary sprawców ujawnionych w rejestrze. Wobec braku odpowiedzi ministra, RPO wystpił w lipcu 2018 r. do premiera - takze bez skutku. 

VII.501.21.2019

RPO: prawa osob internowanych w szpitalach psychiatrycznych musi określać ustawa

Data: 2019-04-16
  • Osoby, które trafiły do szpitali psychiatrycznych, bo wobec niepoczytalności nie mogły odpowiadać karnie za swe czyny, mają zróżnicowane prawa w zależności od szpitala
  • Powodem jest luka prawna, wobec czego dyrektorzy poszczególnych szpitali określają prawa tych osób w regulaminach wewnętrznych
  • Jest to niezgodne z Konstytucją, która wymaga aby ograniczenia wolności i praw były zapisane w ustawie - wskazuje RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o znowelizowanie Kodeksu karnego wykonawczego. Zgodnie z wymogami Konstytucji to przepisy rangi ustawy mają określać prawa, ich ograniczenia oraz obowiązki osób, wobec których orzeczono środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Sąd stosuje taki środek – zazwyczaj bezterminowo - wobec sprawcy czynu karalnego, który nie podlega odpowiedzialności karnej z powodu niepoczytalności.  

Przymusowy pobyt w zakładzie psychiatrycznym ma charakter leczniczo-izolacyjny. Ogranicza on jedno z podstawowych praw człowieka - prawo do wolności osobistej. Dlatego prawa  takich internowanych osób powinny zostać precyzyjnie określone w myśl art. 31 ust. 3 Konstytucji. Zgodnie z nim ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Tymczasem prawa osób, wobec których sąd zastosował ten środek zabezpieczający, są ograniczane na mocy wewnętrznych regulaminów poszczególnych szpitali psychiatrycznych. Jest to efektem luk prawnych w Kodeksie karnym wykonawczym.

Wobec zakładów psychiatrycznych o podstawowym zabezpieczeniu przepisy Kkw odnoszą się jedynie do możliwości zezwolenia na czasowy pobyt internowanych poza zakładem pod opieką członka rodziny. W przypadku zakładów o wzmocnionym i maksymalnym poziomie zabezpieczenia, Kkw stanowi o kontroli przedmiotów posiadanych przez sprawców oraz pomieszczeń, w których  przebywają. Ponadto  kontakty internowanego z odwiedzającymi mogą odbywać się tylko za zgodą kierowników zakładów. Mogą oni odmówić zgody, gdy zwiększa to ryzyko zachowań niebezpiecznych.

Zakres regulacji Kkw określających prawa bądź podstawy ich ograniczenia osób internowanych jest zatem bardzo wąski. Braków tych nie naprawiają przepisy rozporządzenia Ministra Zdrowia.

W związku z tym dyrektorzy zakładów psychiatrycznych  określają zasady życia internowanych w regulaminach wewnętrznych, co w przypadku ograniczania praw określonych w Konstytucji narusza jej art. 31 ust. 3. Jako podstawę tych regulaminów, wobec braku innej delegacji ustawowej, wskazują art. 23 ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej. Zgodnie z nim sprawy dotyczące sposobu i warunkówów udzielania świadczeń zdrowotnych przez podmiot wykonujący działalność leczniczą, nieuregulowane w ustawie lub statucie, określa regulamin organizacyjny ustalony przez kierownika.

W ocenie Rzecznika taka podstawa prawna określenia zasad życia w zakładzie psychiatrycznym jest niedopuszczalna. Prowadzi także do sytuacji, że osoby internowane dysponują różnymi prawami i obowiązkami, w zależności od indywidualnego podejścia kierowników zakładów psychiatrycznych.

Przykładem jest regulamin zakładu psychiatrycznego o wzmocnionym zabezpieczeniu, który uniemożliwia internowanym wysyłanie pieniędzy z kont depozytowych osobom niebędącym najbliższymi członkami ich rodziny. To ewidentne naruszenie art. 64 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności - podkreśla RPO.

W regulaminach innych szpitali zawarto takie zapisy, które ingerują w konstytucyjne wolności i prawa, jak:

  • „pacjent poddawany jest przez personel tej samej płci  czynnościom kontrolnym”,
  • „w uzasadnionym przypadku, w pomieszczeniach odwiedzin może przebywać także pracownik Oddziału”,
  • „po zakończeniu odwiedzin pacjent poddawany jest kontroli przez personel Oddziału”,
  • „kontakt pacjenta z osobami z zewnątrz odbywa się w wyznaczonym pokoju odwiedzin w obecności pracownika ochrony, nie dłużej niż do godziny 17.30”,
  • „kontakt telefoniczny z innymi osobami może odbyć się do godziny 22.00”,
  • „pacjent ma obowiązek poddania się rewizji osobistej w przypadku podejrzenia o posiadanie przedmiotów zakazanych”.

W ocenie RPO pilnego uregulowania w przepisach rangi ustawowej wymagają zatem kwestie związane z: monitoringiem wizyjnym, kontrolami rzeczy i kontroli osobistej, kontrolą korespondencji i zawartości korespondencji, widzeniami na terenie i poza terenem zakładu, badaniami na zawartość substancji psychoaktywnych i alkoholu, korzystania z aparatu telefonicznego i Internetu, posiadania sprzętu audiowizualnego, kontroli zawartości paczek, korzystania z odzieży, dokonywania zakupów, poddania się koniecznym zabiegom higienicznym i posiadania przedmiotów niebezpiecznych.

IX.517.961.2018

MF rozważy dostęp RPO do tajemnicy skarbowej w postępowaniu administracyjnym

Data: 2019-04-16
  • Dziś dostęp Rzecznika Praw Obywatelskich do akt zawierających tajemnicę skarbową jest ograniczony. Może je dostać tylko, gdy już trwa proces przed sądem administracyjnym 
  • Utrudnia to możliwość interwencji Rzecznika w sporze obywatela z fiskusem zanim sprawa trafi do sądu  
  • Adam Bodnar zwrócił się do Minister Finansów o zmianę prawa, aby miał dostęp także do akt postępowania toczącego się przed organem podatkowym
  • Resort odpowiedział, że rozważy taką możliwość

Obecne przepisy ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa, które regulują zasady udostępniania akt objętych tajemnicą skarbową, przewidują, że naczelnicy urzędów skarbowych i naczelnicy urzędów celno-skarbowych udostępniają takie akta m.in. Rzecznikowi Praw Obywatelskich – wyłącznie w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym. Podobne rozwiązanie przewiduje projektowana zmiana Ordynacji podatkowej.

- W praktyce okazuje się, że w wielu przypadkach organy podatkowe odmawiają Rzecznikowi Praw Obywatelskich nadesłania akt (zazwyczaj dotyczy to kopii wydanych rozstrzygnięć) z postępowania administracyjnego strony, która zwróciła się o pomoc do Biura Rzecznika – wskazuje RPO. Organy argumentują, że dostęp do akt objętych tajemnicą skarbową przysługuje RPO tylko w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym.

Z ustawy z 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich wynika, że po zbadaniu sprawy Rzecznik może zgłosić udział zarówno w postępowaniu administracyjnym, jak i w postępowaniu przed sądem administracyjnym w celu ochrony konstytucyjnych praw i wolności podatnika.

W sytuacji zaś, gdy kopie z akt sprawy zawierających tajemnicę skarbową nie są udostępniane Rzecznikowi na wcześniejszym etapie (gdy spór jeszcze toczy się przed organem), możliwości analizy sprawy pod kątem podjęcia przez Rzecznika interwencji procesowej są zdecydowanie utrudnione.

Adam Bodnar poprosił minister Teresę Czerwińską o uwzględnienie tej uwagi w ramach prac nad zmianami w Ordynacji podatkowej.

Odpowiedź MF

W odpowiedzi RPO wiceminister finansów Filip Świtała napisał, że przepisy ustawy - Ordynacja podatkowa dotyczące tajemnicy skarbowej nie tylko ograniczają możliwość udostępnienia akt spraw podatkowych zawierających informacje, o których mowa w art. 182 Ordynacji podatkowej (informacje pochodzące z banków i instytucji finansowych), lecz także zawężają krąg podmiotów, którym można udostępnić te akta. Przepisy art. 297 Ordynacji podatkowej wskazują enumeratywnie podmioty, którym organy podatkowe udostępniają akta spraw podatkowych zawierające informacje pochodzące z banków i instytucji finansowych.

Zasadą jest zatem ograniczanie kręgu podmiotów, którym mogą być udostępniane akta objęte tajemnicą skarbową, zawierające informacje pochodzące z banków i instytucji finansowych. Podobne rozwiązania są projektowane w art. 106 nowej ustawy - Ordynacja podatkowa (w wersji z dnia 8 marca 2019 r.).

Resort zwraca uwagę, że przepis art. 297 § 1 pkt 4 Ordynacji podatkowej (odpowiednik zawierającego podobne rozwiązanie art. 106 § 1 pkt 5 projektu ustawy Ordynacja podatkowa w wersji z dnia 8 marca 2019 r.) wszedł w życie z dniem 1 stycznia 2004 r. Przepisy art. 297 Ordynacji podatkowej zawierają ograniczenia w dostępie tylko do akt zawierających informacje, o których mowa w art. 182 tej ustawy, tj. zawierających informacje z instytucji finansowych, w tym banków. Akta niezawierające takich informacji mogą być udostępniane Rzecznikowi Praw Obywatelskich na podstawie art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy o RPO.
 
Wiceminister Filip Świtała podkreślił, że również udostępnienie prokuratorowi akt zawierających tajemnice skarbowe także musi mieć związek z postępowaniem, które toczy się przed tym organem. Nie można zatem udostępnić akt przed formalnym wszczęciem postępowania. Dotyczy to także postępowań prokuratorskich wszczynanych w związku z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Bez wydania postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia nie ma podstaw do udostępniania prokuratorowi akt w trybie art. 297 § 1 pkt 3 Ordynacji podatkowej.
 
Jednocześnie w projekcie ustawy - Ordynacja podatkowa (w wersji z dnia 8 marca 2019 r.) - w związku z wprowadzeniem instytucji Rzecznika Praw Podatnika - proponuje się, aby Rzecznik ten miał dostęp do akt „w celu realizacji jego zadań ustawowych”. Byłby to dostęp do akt szerszy niż w przypadku Rzecznika Praw Obywatelskich.

- Takie zróżnicowanie w dostępie do akt podatkowych może budzić wątpliwości. W konsekwencji Minister Finansów rozważy propozycję zmiany przepisu art. 106 § 1 pkt 5 projektu ustawy - Ordynacja podatkowa (w wersji z dnia 8 marca 2019 r.) zgodnie z wystąpieniem Rzecznika – brzmi konkluzja pisma wiceministra Filipa Świtały.

V.511.129.2019

Dziecko nieformalnie wychowywane przez dziadków - bez pomocy państwa. MRPiPS nie przewiduje zmian prawa

Data: 2019-04-15
  • Gdy rodzice dziecka nie ubiegają się o zasiłek rodzinny, świadczenie wychowawcze czy świadczenie „Dobry start”, prawo do tych świadczeń nie przysługuje np. dziadkom nieformalnie opiekującym się wnukiem
  • RPO wystąpił do resortu rodziny, by w wyjątkowych okolicznościach było to możliwe. Powołał się na sprawę wychowywanego przez dziadków 13-latka, którego matka cierpi na schizofrenię
  • MRPiPS nie planuje zmian przepisów w sytuacji, gdy krewni zarzucają rodzicowi niezdolność do racjonalnych decyzji co do wychowywania i utrzymania dziecka
  • A dla zapewnienia praw dziecka w sytuacjach wyjątkowych może zostać ustanowiony np. opiekun prawny małoletniego, który do tych świadczeń jest upoważniony – podkreśla resort

Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się problemem ograniczeń w dostępie do świadczeń rodzinnych, świadczenia wychowawczego 500+ i świadczenia „Dobry Start” dla osób, które de facto opiekują się dzieckiem, gdy rodzice nie wykonują obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej i nie pobierają świadczeń dla dziecka.  

13-latek pod opieką dziadków - bez wsparcia państwa

Kanwą wystąpienia Rzecznika do MRPiPS była sprawa, w której dziadkowie 13-letniego chłopca (od drugiego miesiąca jego życia) sprawują nad nim wyłączną opiekę. Jego matka od lat zmaga się z kryzysem psychicznym, zdiagnozowaną schizofrenią. W trosce o spokojne dzieciństwo wnuka, dziadkowie – za zgodą matki – przejęli trud jego wychowania. Przekazanie prawa opieki do czasu jego pełnoletności, w tym prawa do podejmowania wszelkich decyzji, zostało wyrażone w formie notarialnego oświadczenia matki.

Niezwykle trudna sytuacja, wynikająca z choroby matki, powoduje, że jej rodzice - aktualni opiekunowie dziecka - nie dokonali formalnego przejęcia opieki prawnej nad chłopcem, tym bardziej, że matka nie wyraziła zgody na ingerencję we władzę rodzicielską. Dziadkowie, mimo że od 13 lat sprawują nad nim nieprzerwanie opiekę i w praktyce w sposób nieformalny realizują obowiązki wynikające z opieki prawnej lub władzy rodzicielskiej, nie mają obecnie możliwości uzyskania jakiejkolwiek pomocy finansowej państwa.

Rzecznik zwrócił się do minister Elżbiety Rafalskiej o rozważenie odpowiednich zmian w prawie.

Kim jest opiekun faktyczny

Zgodnie z ustawą o świadczeniach rodzinnych, prawo do zasiłku rodzinnego i dodatków do tego zasiłku przysługuje rodzicom, jednemu z rodziców, opiekunowi prawnemu dziecka, opiekunowi faktycznemu dziecka, osobie uczącej się. Natomiast zgodnie z zawartą w ustawie definicją – opiekun faktyczny, to osoba faktycznie opiekująca się dzieckiem, jeżeli wystąpiła z wnioskiem do sądu rodzinnego o przysposobienie dziecka.

Definicja jest identyczna w przypadku ustawy regulującej prawo do świadczenia 500+ (ustawa z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci) i programu „Dobry Start” (rozporządzenie Rady Ministrów z 30 maja 2018 r. w sprawie szczegółowych warunków realizacji rządowego programu „Dobry Start”). Osoby, które faktycznie wychowują dziecko - ale nie wystąpiły z wnioskiem do sądu rodzinnego o przysposobienie dziecka - nie mogą być zatem uznane za opiekuna faktycznego. Przepisy nie przewidują również możliwości uwzględnienia wyjątkowych okoliczności przez organ przyznający świadczenia.

Konstytucja i Konwencja o Prawach Dziecka

Zdaniem RPO osoba odpowiedzialna za dziecko, która faktycznie sprawuje pieczę nad jego wychowaniem i rozwojem, ma prawo skutecznego domagania się pomocy państwa w sprawowaniu tej opieki, w tym finansowej. Ograniczenie uprawnień  do świadczeń w tym czasie stanowi naruszenie praw dziecka, wynikających wprost z Konstytucji i Konwencji o Prawach Dziecka.

Zgodnie z Konstytucją, Polska zapewnia ochronę praw dziecka, a dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. Również Konwencja ONZ o Prawach Dziecka mówi o tym, że dziecko pozbawione czasowo lub na stałe swego środowiska rodzinnego lub gdy ze względu na swoje dobro nie może pozostawać w tym środowisku, będzie miało prawo do specjalnej ochrony i pomocy ze strony państwa. Zgodnie z zapisami Konwencji we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, decydujące powinno być jak najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka.         

Rzecznik zwraca również uwagę na cel świadczeń rodzinnych i wychowawczych oraz programu "Dobry Start", którym jest udzielanie rodzinom z dziećmi wsparcia w postaci częściowego pokrycia wydatków związanych z wychowaniem i utrzymaniem dziecka oraz rozpoczęciem roku szkolnego. W ocenie RPO charakter i cel tych świadczeń powinny mieć nadrzędne znaczenie przy ustalaniu prawa do nich. A na sytuację należy zawsze patrzeć przez pryzmat dzieci oraz ich dobra. Dlatego z powodu wymogów formalnych dziecko nie powinno być pozbawiane pomocy ze strony państwa.

Odpowiedź minister Elżbiety Rafalskiej

Odpowiadając RPO, Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej napisała, że ustawa z 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych, ustawa z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci oraz rozporządzenie Rady Ministrów z 30 maja 2018 r. w sprawie szczegółowych warunków realizacji rządowego programu „Dobry Start” zawierają jednoznaczne i równe dla wszystkich zasady  przyznawania prawa do odpowiednio zasiłku rodzinnego, świadczenia wychowawczego  i świadczenia „Dobry start”. Katalog osób uprawnionych do tych świadczeń wskazują jednoznaczne przepisy tych ustaw i rozporządzenia.

Minister Elżbieta Rafalska podkreśliła, że ubieganie się o pobieranie zasiłku rodzinnego, świadczenia wychowawczego i świadczenia „Dobry start” to prawo, a nie obowiązek danej osoby uprawnionej (w szczególności rodzica dziecka), z którego to prawa osoba może, ale nie musi korzystać.

- Nie są planowane zmiany wyżej wymienionych aktów prawnych, w wyniku których rodzice, posiadający pełną władzę rodzicielską nad dzieckiem i uprawnieni do zasiłku rodzinnego, świadczenia wychowawczego, jak i świadczenia dobry start na to dziecko, w sytuacji gdy nie są zainteresowani ubieganiem się o ww. świadczenia, mieliby być pozbawiani prawa do tych świadczeń na rzecz innych osób - nawet jeśli osoby te są spokrewnione z dzieckiem i zarzucają rodzicowi niezdolność do racjonalnych decyzji w zakresie spraw związanych z wychowywaniem i utrzymaniem dziecka – głosi odpowiedź MRPiPS.

Jednocześnie minister Elżbieta Rafalska podkreśliła, że w sytuacji, gdy rodzice nienależycie wykonują władzę rodzicielską, godząc w ten sposób w dobro dziecka, Kodeks rodzinny i opiekuńczy przewiduje odpowiednie instytucje i procedury służące zabezpieczeniu interesów tego dziecka. W takim przypadku w szczególności może zostać ustanowiony opiekun prawny małoletniego bądź, w uzasadnionej sytuacji, dziecko może zostać umieszczone w pieczy zastępczej do czasu zaistnienia warunków umożliwiających jego powrót do rodziny. Opiekun prawny zaś jak najbardziej jest uprawniony do otrzymywania ww. świadczeń na dziecko znajdujące się pod jego opieką.

O zastosowaniu tych środków każdorazowo decyduje sąd opiekuńczy, kierując się dobrem dziecka i uwzględniając okoliczności faktyczne danej sprawy. W świetle art. 1121 § 1 oraz art. 149 § 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, dziadkowie mogą zostać ustanowieni zarówno opiekunami prawnymi dziecka, jak i jego rodziną zastępczą.

- Z pewnością Pan Rzecznik zgodzi się z opinią, że w sytuacji gdy w danej rodzinie pojawiają się problemy i trudności, a rodzice niewłaściwie sprawują władzę rodzicielską lub nie sprawują jej wcale, to kwestią nadrzędną jest zabezpieczenie dobra i interesów dziecka, z poszanowaniem - na ile to możliwe - woli i uczuć pozostałych członków rodziny – stwierdziła minister Elżbieta Rafalska. W jej opinii skorzystanie z przywołanych powyżej instytucji prawa rodzinnego służy właśnie takiemu zabezpieczeniu całokształtu interesów i dobra dziecka.

III.7064.1.2019

 

Osoby homoseksualne utożsamiono w TVP Info z pedofilami. Interwencja RPO w KRRiT

Data: 2019-04-15
  • Deklarację o prawach osób LGBT+ przyjętą przez prezydenta Warszawy określono w programie TVP Info m.in. jako „promocję pedofilii i zachowań zaburzonych”
  • Taki przekaz, mający znamiona mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych, nie może być obecny w mediach publicznych
  • To wypowiedzi homofobiczne i naruszające godność osób LGBT - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich w skardze do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
  • A kojarzenie homoseksualności z pedofilią jest i nieprawdziwe, i krzywdzące dla osób nieheteronormatywnych 

RPO z wielkim niepokojem zapoznał się z programem „Salon Dziennikarski” TVP Info z 23 lutego 2019 r. Prowadzący program Jacek Karnowski i jego goście rozmawiali o Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+”, przyjętej przez Rafała Trzaskowskiego.

Dokument określono jako program deprawacji i molestowania dzieci za publiczne pieniądze, a także promocję pedofilii i zachowań zaburzonych. W odniesieniu do osób LGBT używano sformułowań „dziwaki” i „osoby zaburzone”, a homoseksualność nazwano „wampiryzmem” i „zawłaszczaniem bezbronnych dzieci”. Prowadzący program ostrzegał widzów, że przewidziane w Deklaracji działania z obszaru edukacji antydyskryminacyjnej będą wydaniem ich dzieci na "łup aktywistów". Postawił również bez podania źródeł tezę, że przekaz proponowany przez lewicę wpływa na zaburzenie tożsamości u dużej grupy młodzieży.

RPO: to słowa obraźliwe i poniżające

- Wskazane wypowiedzi i określenia należy ocenić jako jednoznacznie homofobiczne i naruszające godność osób LGBT - wskazuje Adam Bodnar. Miały one charakter obraźliwy i poniżający, sprzyjający utrwalaniu negatywnych stereotypów na temat tej społeczności i wynikających z nich uprzedzeń. Tego rodzaju przekaz, noszący znamiona mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych, nie może być obecny w mediach, w szczególności publicznych.

Realizując szczególną misję społeczną, media te powinny dokładać wszelkich starań aby wyeliminować język pogardy z debaty publicznej. Jego obecność może mieć bowiem tragiczne konsekwencje i godzić w fundamenty demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa.

Zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, a zwłaszcza nie mogą zawierać treści dyskryminujących lub nawołujących do nienawiści. W myśl art. 21 ust. 2 pkt 5a ustawy, programy emitowane w mediach publicznych powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

- W obliczu postępującej brutalizacji języka i niebezpiecznej tendencji do porzucania konstruktywnego dialogu na rzecz radykalnych opinii, przeciwdziałanie mowie nienawiści w przekazach medialnych powinno stanowić dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zadanie priorytetowe – ocenia Rzecznik. Samo obowiązywanie art. 18 ustawy nie wyeliminuje języka uprzedzeń z przestrzeni medialnej. Muszą pójść za nią konkretne działania, w tym reakcja i sprzeciw wobec jawnie dyskryminujących treści.

Łączenie homoseksualizmu i pedofilii - nieprawdziwe i krzywdzące

Przedstawione w programie TVP Info tezy - sformułowane w sposób sugerujący, że są oparte na faktach - nie tylko nie zostały poparte żadnymi obiektywnymi argumentami lub danymi, ale w świetle dostępnej wiedzy są oczywiście sprzeczne z prawdą. Światowa Organizacja Zdrowia już w 1990 r. usunęła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Wiele razy podkreślała później, że orientacja homoseksualna jest zdrową i naturalną formą ekspresji ludzkiej seksualności.

Warto również przypomnieć Stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w sprawie rozróżnienia dwóch odrębnych, lecz nagminnie mylonych pojęć: homoseksualizm i pedofilia - opublikowanym w związku z szerzącą się dezinformacją łączącą te zjawiska. Wskazano w nim, że przypisywanie osobom homoseksualnym szczególnej - w porównaniu do heteroseksualnych - skłonności do seksualnego wykorzystania dzieci stanowi nieuprawnione nadużycie. Rozpowszechnianie skojarzenia między homoseksualnością a pedofilią jest domeną ludzi nieświadomych i niekompetentnych bądź też uprzedzonych do ludzi homoseksualnych i sprzeciwiających się prawom obywatelskim tych osób. Podtrzymywanie  przekonania o szczególnej skłonności osób homoseksualnych do seksualnego wykorzystywania dzieci jest krzywdzące dla homoseksualnej części społeczeństwa, przyczynia się do niezwykłej trwałości uprzedzeń wobec tych osób i utrudnia pełne funkcjonowanie psychologiczne homoseksualnych obywatelek i obywateli.

TVP naruszyła normy etyczne

Rzecznik uznaje opisane treści programu TVP Info za naruszenie norm etycznych przez twórców materiału. Zgodnie z art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło. Zachowanie wymogów dobrej sztuki i etyki zawodowej, w tym rzetelności dziennikarskiej przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów, to ponadto próg graniczny dla ochrony swobody wypowiedzi dziennikarskiej.

Wolność słowa i wolność mediów wyrażone w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji, mimo fundamentalnej roli jaką pełnią w demokratycznym państwie, nie mają charakteru absolutnego. Dlatego są uzasadnione podstawy, aby dążyć do zbadania, czy w przedmiotowym programie telewizyjnym granice tych wolności nie zostały przekroczone.

Adam Bodnar zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego o zbadanie sprawy.

Warszawska deklaracja jest potrzebna

Warszawska deklaracja formułuje cele i kierunki dla działania władz samorządowych w obszarze ochrony praw osób LGBT+ i przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, w zakresie kompetencji samorządu terytorialnego. Stanowi ważny krok w stronę zapewnienia równego traktowania wszystkim obywatelom, a także wyraz wsparcia dla osób, w tym dzieci, które codziennie muszą mierzyć się z falą nienawiści i dyskryminacją ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Jak podkreśla RPO, dyskryminacja i przemoc motywowana uprzedzeniami zagraża bezpieczeństwu uczniów, więc przeciwdziałanie tym zjawiskom jest bardzo ważne. Dlatego Rzecznik popiera podpisaną przez Prezydenta Warszawy Deklarację LGBT+. Jest ona zgodna z polskim prawem. Należy przy tym zastanowić się, co zrobić by prawo lepiej chroniło dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym, hejtem i dyskryminacją.

XI.505.4.2019

Paski informacyjne "Wiadomości" TVP naruszeniem ustawy o rtv. Rzecznik pisze do KRRiT

Data: 2019-04-15
  • Tzw. paski „Wiadomości” TVP to przekaz nierzetelny i nieobiektywny - uznała Rada Języka Polskiego w sprawozdaniu dla Sejmu
  • Oznacza to, że telewizja publiczna narusza ustawę o rtv, która mówi o pluralizmie, bezstronności, wyważeniu i niezależności jej przekazu - uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W jego ocenie wskazuje to także, że opłata abonamentowa jest wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem
  • Dziennikarze TVP naruszają zaś Prawo prasowe, które nakazuje im szczególną staranność i rzetelność

Rada Języka Polskiego przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017  pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim.

Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała,  że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu,  a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić obowiązku nałożonego przez ustawodawcę, a polegającego na dostarczaniu obywatelom rzetelnej informacji.

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

Ustalenia Rady oznaczają także, że  dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające ze tych przepisów Prawa prasowego.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z dochodów z daniny publicznej jaką jest opłata abonamentowa. Pobiera się ją w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością.

- Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem – podkreśla Adam Bodnar.

Zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy.

Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

VII.505.8.2019

RPO: konflikt między inwestorem a architektem wymaga odrębnej regulacji prawnej

Data: 2019-04-12
  • Inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Tymczasem architekci wskazują, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są oni jednak słabszą stroną 
  • RPO opowiada się za odrębnym uregulowaniem ochrony integralności dzieła architektonicznego - tak by zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwracają uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu, będącego najczęściej inwestorem bądź właścicielem obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają także, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Co do ochrony integralności utworu polska regulacja prawa autorskiego nie przewiduje odrębnej regulacji w odniesieniu do dzieł architektonicznych. Prawo do poszanowania integralności utworu przybiera bardzo szczególną postać w przypadku utworów architektonicznych i urbanistycznych. Rzadko które dzieło musi uwzględniać tak wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest tutaj najostrzej konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku. Można go wywodzić zarówno z ogromnego nakładu inwestycyjnego (którego ryzyko ponosi tylko ten drugi), jak i prawa do realizacji prywatności (w przypadku budynków mieszkalnych).

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Instalacje i rozwiązania typowe do takich nie należą, natomiast kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej. Nie budzi także wątpliwości, że ochronie podlegają elementy estetyczne utworu architektonicznego - właściciel budynku powinien mieć je na względzie w trakcie dokonywania zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy również elementy funkcjonalne obiektu architektonicznego stanowią element twórczy, podlegający ochronie prawnoautorskiej.

Prawdopodobnie właśnie to prowadzi do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. Dobrowolność takich zobowiązań ma niejednokrotnie charakter pozorny. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są bowiem w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych. Z drugiej strony są przypadki, w których brak stosownego zastrzeżenia w umowie powodował, że twórca żądał wysokiego wynagrodzenia za możliwość dokonania jakichkolwiek zmian w projekcie. Można to traktować jako nadużycie prawa podmiotowego bądź wykorzystanie autorskiego prawa osobistego do celów sprzecznych z jego istotą.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Zdaniem Rzecznika należy zatem rozważyć celowość odrębnej regulacji prawnej, która określałaby w sposób szczególny możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego. Praktyka obrotu prawnego wskazuje bowiem, że obecne regulacje okazują się niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki.

Taka oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Co więcej, mogłaby uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Utrwalona praktyka klauzul umownych, dotyczących zrzekania się przez twórców swoich uprawnień, prowadzi w efekcie do pozbawienia twórców jakiejkolwiek ochrony integralności ich utworu. Świadczy to także o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę takiej odrębnej regulacji oraz konieczność zrównoważenia interesów wszystkich zainteresowanych.

IV.712.1.2015 

RPO: dyskryminacja w dostępie do specjalistycznych szkoleń w Lotniczej Akademii Wojskowej

Data: 2019-04-12
  • Część studentów Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie jest dyskryminowana w dostępie do oferty edukacyjnej – wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Kwalifikowanie na praktyczne szkolenie lotnicze jest bowiem różnicowane w zależności od tego, czy studenta przyjęto w wyniku pierwszej czy też kolejnej rekrutacji
  • Tymczasem o rekrutacji na takie specjalistyczne szkolenie powinny decydować względy merytoryczne, jak średnia ocen i doświadczenie lotnicze

Skarga w tej sprawie wzbudziła wątpliwości Rzecznika co do zgodności z prawem procedury kwalifikacji studentów Lotniczej Akademii Wojskowej na praktyczne szkolenie lotnicze.

Z przesłanych w skardze informacji wynika, że zgodnie z zapisami Regulaminu z 2018 r. ws. kwalifikowania studentów kierunku lotnictwo i kosmonautyka na praktyczne szkolenie lotnicze w Akademickim Centrum Szkolenia Lotniczego, uczelnia różnicuje możliwość skorzystania z tych zajęć w zależności od tego, czy student został przyjęty na studia w wyniku pierwszej czy kolejnej rekrutacji. Z uwagi zaś na duże zainteresowanie tym szkoleniem, w praktyce druga tura naboru, w której mogą brać udział studenci wykluczeni z pierwszej tury, nie odbywa się z uwagi na wyczerpanie miejsc.

W ocenie Rzecznika brak jest podstaw do takiego różnicowania studentów. Ustawodawca nie wprowadził odmiennych regulacji co do dostępu do szkół wyższych w zależności od tego, czy student ponownie rekrutował się na uczelnię. A przy rekrutacji na specjalistyczne szkolenie, o którym mowa, decydujące znaczenie powinny mieć czynniki merytoryczne, takie jak średnia ocen oraz posiadane doświadczenie lotnicze. Nie powinno zaś być istotne, w której rekrutacji student został przyjęty na studia

Dlatego zastosowane kryterium kwalifikujące prowadzi do odmiennego traktowania podmiotów podobnych w oparciu o pozbawioną znaczenia cechę, co narusza konstytucyjną zasadę niedyskryminacji (art. 32 Konstytucji). Uzasadnieniem dyskryminujących rozwiązań nie może być autonomia uczelni wyższych. Działania uczelni, choć autonomiczne, nie mogą bowiem naruszać powszechnie obowiązującego prawa.

Według uczelni ten zapis Regulaminu miał być reakcją na naganne - zdaniem uczelni - zachowanie studentów, polegające na celowej rezygnacji ze studiów i przystępowaniu do ponownej rekrutacji, by zwiększyć szanse na udział w szkoleniu. Zdaniem Rzecznika może budzić wątpliwości stawianie studentom zarzutu ze skorzystania z prawnie przewidzianej możliwości. A przyczyny ponownej rekrutacji na studia bywają różne. Mogą się wiązać np. z trudną sytuacją rodzinną bądź ekonomiczną studenta.

Choć rekrutacja na szkolenie lotnicze nie może być utożsamiana z rekrutacją na uczelnie wyższe, to nie zwalnia to uczelni z obowiązku zapewnienia niedyskryminującego dostępu do oferty edukacyjnej wszystkim studentom. Bez znaczenia jest fakt ograniczonych środków finansowych na szkolenie. Nie negując dopuszczalności limitowania dostępu do określonych kursów z uwagi na ograniczone zasoby, Rzecznik podkreśla konieczność zapewnienia równych zasad rekrutacyjnych w ramach dostępnych miejsc szkoleniowych.

Ponadto wątpliwości RPO budzi także wprowadzenie ograniczenia co do  możliwości rekrutacji na szkolenie bez jednoczesnego ustanowienia przepisów przejściowych, regulujących możliwość rekrutacji na szkolenie przez osoby będące aktualnie studentami. Wybierając uczelnię wyższą i podejmując na niej kształcenie, studenci – zgodnie z obowiązującymi wówczas zasadami – mieli możliwość ponownej rekrutacji na studia, z którą nie wiązały się żadne negatywne skutki. Rozpoczynając naukę, działali więc w zaufaniu do obowiązującego prawa, które umożliwiało im ponowną rekrutację na uczelnię i udział w naborze na szkolenie lotnicze na takich samych zasadach, jak inni. Dlatego nawet przyjęcie możliwości opisanego ograniczenia nie uzasadnia niewprowadzenia przepisów przejściowych, umożliwiających udział w naborze na szkolenie lotnicze na dotychczasowych zasadach osobom, które w chwili wejścia w życie nowych rozwiązań były studentami uczelni.

Rzecznik zwrócił się do Ministra Obrony Narodowej o stanowisko w sprawie.

VII.7033.6.2019

RPO upomina się o prawa ofiar "dzikiej reprywatyzacji", wobec których wydano wyroki eksmisji

Data: 2019-04-12
  • Wielu lokatorów reprywatyzowanych w stolicy kamienic nie było w stanie płacić czynszów radykalnie podwyższanych przez nowych właścicieli 
  • Z inicjatywy właścicieli zapadały wyroki sądowe, po których ludzie tracili prawo najmu do lokalu
  • Dziś nie mogą tego prawa odzyskać. Nie ma bowiem przepisu, który by to umożliwiał - nawet po uchyleniu decyzji reprywatyzacyjnej przez Komisję Weryfikacyjną

21 listopada 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o odpowiednie doprecyzowanie ustawy o usuwaniu skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych wydanych w Warszawie z naruszeniem prawa. Do dziś nie otrzymał odpowiedzi. Dlatego ponownie zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o poinformowanie o ewentualnych planowanych działaniach legislacyjnych na korzyść obywateli.

Wobec wielu lokatorów reprywatyzowanych kamienic zapadały - z inicjatywy beneficjenta decyzji reprywatyzacyjnej - prawomocne wyroki, nakazujące opróżnienie i opuszczenie zajmowanych lokali mieszkalnych. Osoby te nie były w stanie płacić rażąco wysokich czynszów wprowadzanych przez nowego właściciela. Efektem była utrata tytułu prawnego do lokalu wskutek wypowiedzenia najmu i w konsekwencji orzeczenia eksmisji.

Ta grupa byłych lokatorów pozostaje poza ochroną przewidzianą w ustawie z 9 marca 2017 r. o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa. Na mocy tej ustawy powołano Komisję Weryfikacyjną, która zajmuje się „dziką reprywatyzacją”.  

Założeniem ustawy miało być usunięcie wszelkich skutków decyzji reprywatyzacyjnych wydanych z naruszeniem prawa, zwłaszcza wyrównanie dotkliwych krzywd wyrządzonych lokatorom. Niestety, w praktyce okazuje się, że cel ten nie może zostać w pełni osiągnięty ze względu na złożoność stosunków prawnych, których ustawa nie uwzględnia.

Wprawdzie stanowi ona, że czynności prawne dokonane przez osobę, na rzecz której wydano decyzję reprywatyzacyjną, uznaje się za bezskuteczne wobec osoby zajmującej nieruchomość lub jej część, ale nie uwzględnia to bardziej skomplikowanych sytuacji. Nie daje też podstaw do uznania, że niweczy to skutki prawomocnych orzeczeń sądowych.

Kwestia dotyczy lokatorów, wobec których prawomocne wyroki eksmisyjne nie zostały wykonane; lokatorów, którzy dobrowolnie bądź w wyniku działań egzekucyjnych opuścili lokale, a także tych, których sytuacja została ukształtowana  wyrokami oddalającymi ich powództwo o ustalenie wstąpienia w stosunek najmu. Nadal zatem na byłych lokatorach ciąży obowiązek opróżnienia zajmowanych lokali, bowiem są oni związani sentencją prawomocnych orzeczeń sądowych.

Ustawa z 2017 r. rozbudziła ich nadzieje na odwrócenie niekorzystnych skutków „dzikiej reprywatyzacji”, jednakże nadzieje te nie mogą być zrealizowane – wskazuje RPO. Brak jest bowiem przepisu, który stanowiłby w takich sytuacjach podstawę do przywrócenia byłym lokatorom prawa najmu na dotychczasowych zasadach - po uchyleniu przez Komisję Weryfikacyjną decyzji o reprywatyzacji danej nieruchomości.

W takiej sytuacji możliwe wydaje się zaś przywrócenie posiadania lokali byłym lokatorom, którzy do opuszczenia swoich mieszkań zostali zmuszeni  wskutek rożnych działań właściciela sprywatyzowanej nieruchomości (ale nie zapadły wobec nich wyroki o eksmisje). Zgodnie z ustawą, gmina albo Skarb Państwa ma bowiem obowiązek niezwłocznego przywrócenia posiadania takiemu najemcy lub innej osobie zajmującej nieruchomość lub jej część przed dniem wydania decyzji reprywatyzacyjnej.

Z braku wyraźnej regulacji, decyzja Komisji Weryfikacyjnej o uchyleniu reprywatyzacji nie może zatem oznaczać bezskuteczności prawomocnych wyroków sądowych – podkreśla Rzecznik. Niestety, żaden środek prawa procesowego cywilnego, umożliwiający weryfikację prawomocnych orzeczeń sądowych, nie jest adekwatny do wyeliminowania tych orzeczeń z obrotu prawnego (nawet skarga nadzwyczajna do Sądu Najwyższego).

- Wbrew zatem słusznym założeniom prawodawcy oraz oczekiwaniom społecznym - na gruncie obowiązującego stanu prawnego - nie jest możliwe w omawianych przypadkach zadośćuczynienie krzywdom poniesionym przez byłych lokatorów poprzez przywrócenie im posiadanych wcześniej uprawnień – stwierdza Rzecznik. W jego ocenie próby rozwiązania problemu poprzez zawarcie nowych umów najmu przez gminę bądź Skarb Państwa nie zaspokoją uzasadnionych oczekiwań byłych lokatorów.

Dlatego konieczne jest uregulowanie sytuacji prawnej tej grupy byłych lokatorów. Zasadne jest zatem zmiana ustawy poprzez jej doprecyzowanie i uzupełnienie.

IV.7213.4.2018

 

Jakie powinny być zasady poddawania osób pozbawionych wolności badaniom toksykologicznym?

Data: 2019-04-11
  • Należałoby zmienić sposób badań skazanych na obecność środków odurzających lub substancji psychotropowych - tak aby możliwa była weryfikacja tych badań
  • Optymalne byłoby pobieranie dwóch próbek moczu
  • Przepisy powinny też określać, w jakich okolicznościach weryfikacja badań za pomocą analizy laboratoryjnej byłaby obowiązkowa

W skargach do Rzecznika Praw Obywatelskich osoby pozbawione wolności skarżyły się, że personel więzienny odmawiał weryfikacji wyników badań za pomocą badań laboratoryjnych krwi. Nie miały zaś możliwości udowodnienia, że kwestionowały wyniki badań. W ocenie RPO badania oraz ich weryfikacja - z powodu dotkliwych konsekwencji, jakie może ponieść skazany - powinny być przeprowadzane za pomocą metod, które w miarę możliwości pozwolą na uzyskanie wiarygodnych i jednoznacznych wyników.

Procedurę badań na obecność w organizmie skazanego zabronionych substancji określają przepisy art. 116b K.k.w. oraz rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 25 stycznia 2012 r. w sprawie sposobu przeprowadzania badań na obecność alkoholu, środków odurzających lub substancji psychotropowych w organizmie skazanego pozbawionego wolności, ich dokumentowania oraz weryfikacji.

Badanie przeprowadza się przy użyciu metod niewymagających badania laboratoryjnego. Polega na pobraniu, bez dodawania jakichkolwiek substancji, próbek śliny lub moczu i umieszczeniu ich w testerze. Gdy skazany kwestionuje wyniki, ich weryfikacja następuje za pomocą badania laboratoryjnego krwi.

O przybliżenie specjalistycznej wiedzy z zakresu toksykologii RPO zwrócił się do Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie. Wnioski skłaniają do postulatu zmiany sposobu przeprowadzania badań, a zwłaszcza weryfikacji tych badań.

Z ekspertyzy IES wynika, że optymalnym materiałem, pobieranym w warunkach więziennych, do badania obecności w organizmie środków odurzających lub substancji psychotropowych, jest próbka moczu. Postulowanym rozwiązaniem byłoby pobieranie dwóch próbek moczu: jedna posłużyłaby do badania nieinwazyjnego, a druga - do weryfikacji badania wykonanego za pomocą testerów.

Krótki okres oczekiwania na wynik badania laboratoryjnego moczu pozwalałby na wymierzenie kary dyscyplinarnej za używanie środków odurzających lub substancji psychotropowych, zgodnie z obowiązującymi przepisami, po zakończeniu procedury weryfikacyjnej.

Obecnie brakuje w pełni skutecznych narzędzi testowych, które byłyby w stanie wykryć obecność w organizmie tych substancji i  tym samym udowodnić, że osoba badana znajduje się pod wpływem tzw. dopalaczy.

Niejednokrotnie dochodzi do sytuacji, gdy osadzony zachowuje się w sposób wskazujący na zażycie środków odurzających, a wynik badania przeprowadzonego za pomocą testerów jest negatywny. Obowiązujące przepisy dają możliwość przeprowadzenia wówczas weryfikacji wyniku testu za pomocą badania laboratoryjnego. W praktyce funkcjonariusze Służby Więziennej nie korzystają z tej procedury, twierdząc, że nie ma podstaw do weryfikacji, jeżeli skazany nie kwestionuje wyniku badania. Tymczasem poddany badaniu nie neguje tego wyniku, ponieważ wynik jest negatywny i czasem zgodny z przekonaniem o niestosowaniu substancji zabronionych. Przełożeni skazanego przyjmują za pewnik ocenę lekarza, pielęgniarki lub wychowawcy czy strażnika, dokonaną na podstawie obserwacji zachowania skazanego, że jest on pod wpływem niedozwolonych środków.

W ocenie Rzecznika zmiany wymagałoby rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 25 stycznia 2012 r., które w nowym brzmieniu powinno określać, w jakich okolicznościach weryfikacja badań za pomocą badań laboratoryjnych byłaby obowiązkowa. Nie -  jak dotychczas - wyłącznie, gdy skazany kwestionuje wyniki badań, ale również wtedy, gdy wynik jest negatywny, ale istnieje uzasadnione podejrzenie, że skazany zażył niedozwolony środek.

Ponadto niewłaściwą praktyką jest wówczas poprzestanie na opinii personelu pielęgniarskiego bądź funkcjonariuszy, którzy nie wykonują zawodu medycznego (strażnik, wychowawca). Z uwagi na zagrożenie dla zdrowia i życia skazanego, oceny jego stanu powinien dokonać wyłącznie lekarz.

RPO zwrócił się do ministra sprawiedliwości o zainicjowanie zmian rozporządzenia.

IX.517.61.2016

Gdy przedszkole nie chce przyjąć dziecka z przewlekłą chorobą....

Data: 2019-04-10
  • Rodzice skarżą się, że przedszkola odmawiają przyjmowania dzieci z alergiami pokarmowymi lub innymi przewlekłymi chorobami
  • Budzi to poważne wątpliwości RPO co do realizacji konstytucyjnych praw dziecka oraz prawa do nauki (art. 70 i 72 Konstytucji)
  • Odmowa jest uzasadniana brakiem przeszkolonego personelu, koniecznością zapewnienia specjalistycznej diety, podawania leków czy reagowania na nagłe zagrożenia
  • Przede wszystkim przedszkola wskazują na brak precyzyjnych przepisów, co wymaga rozwiązań systemowych

Na częste u dzieci do 14. roku życia przewlekłe problemy ze zdrowiem wskazuje raport Głównego Urzędu Statystycznego „Stan zdrowia ludności Polski w 2014 r.” Zgłaszali je rodzice niemal 26 % badanych dzieci (o 10 punktów procentowych więcej niż w 2009 r.). Wśród dzieci do 4. roku życia odsetek ten wynosił 19 %, a wśród 5-9 letnich – 28 %. Długotrwałe problemy zdrowotne dotykają ogółem 29 % chłopców i 23 % dziewczynek. 15 % dzieci choruje na różnego rodzaju alergie, a 4% na astmę.

Choć w wielu przypadkach dyrektorzy przedszkoli, nauczyciele i inni pracownicy wykazują się dobrą wolą i wychodzą naprzeciw potrzebom dzieci, które potrzebują specjalistycznej diety lub podawania leków, Rzecznik Praw Obywatelskich nadal jest informowany o odmowach przyjęcia dziecka do przedszkola ze względu na jego stan zdrowia.

Dyrektorzy przedszkoli uzasadniają odmowy trudnościami lokalowymi, niewystarczającymi kompetencjami personelu, brakiem możliwości uzyskania zgody pracowników placówki na podejmowanie odpowiednich działań oraz obawą przed ponoszeniem odpowiedzialności za ewentualne błędy. Przede wszystkim zaś wskazują na brak precyzyjnych przepisów.

Dlatego Rzecznik upomina się o wprowadzenie rozwiązań systemowych, które jasno określą obowiązki pracowników placówek oraz uprawnienia rodziców. Należy też zadbać, aby pracownicy przedszkoli uzyskali wsparcie oraz rzetelne szkolenia co do sposobów postępowania w przypadku najczęściej występujących chorób.

W ocenie RPO należy zgodzić się z uwagami Rzecznika Praw Dziecka z 31 października 2018 r. do założeń projektu ustawy o zdrowiu dzieci i młodzieży w wieku szkolnym, w których proponował przyjęcie za punkt wyjścia potrzeb uczniów, a nie obaw nauczycieli. Jednocześnie z uwagą i zrozumieniem trzeba podchodzić do zastrzeżeń pracowników instytucji oświatowych i udzielić im wszelkiego możliwego wsparcia.

12 marca 2019 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami, który określa m.in. sposoby sprawowania opieki nad uczniami przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi podczas pobytu w szkole. W odpowiedzi na wystąpienie Rzecznika ws. zasad podawania leków dzieciom z chorobami przewlekłymi w przedszkolach, Minister Zdrowia 19 lutego 2018 r. informował, że nie wykluczono zastosowania w przyszłości takich rozwiązań, jak wobec uczniów, również wobec dzieci z przedszkoli. Niepewna sytuacja tych dzieci nadal jednak się utrzymuje.

W związku z tym Adam Bodnar zwrócił się do ministrów Edukacji Narodowej oraz Zdrowia o podjęcie działań w celu zapewnienia wszystkim dzieciom równych szans w dostępie do opieki przedszkolnej.

VII.7037.118.2017

Stan opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży zagraża ich zdrowiu. RPO pisze do Ministra Zdrowia

Data: 2019-04-08
  • Skargi od ludzi i publikacje mediów wskazują, że sytuacja opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży zagraża zdrowiu pacjentów
  • Narodowy Fundusz Zdrowia obniża wartości kontraktów z placówkami udzielającymi tych świadczeń. Są one o 50-65 % niższe od kontraktów z ubiegłego roku
  • Utrudnia to, a często wręcz uniemożliwia, objęcie opieką psychiatryczną osób jej potrzebujących
  • Może to naruszać gwarantowane przez Konstytucję prawo do ochrony zdrowia i powszechnej dostępności świadczeń opieki zdrowotnej finansowych ze środków publicznych

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich tak radykalne obniżanie wysokości kontraktów grozi zapaścią realizacji świadczeń dla najbardziej potrzebujących i najsłabszych pacjentów. A dodatkowo niejednokrotnie borykają się oni z niesamodzielnością, współistniejącą ze schorzeniami psychicznymi lub uzależnieniem.

Przy opiece psychiatrycznej najważniejsza jest ciągłość i zindywidualizowanie usług wobec pacjenta, koordynacja działań w jednolitym procesie zdrowienia, zaufanie oraz więź między pacjentem a prowadzącym go lekarzem psychiatrą.

W przypadku leczenia farmakologicznego powstaje ryzyko jego przerwania i gwałtownego pogorszenia stanu pacjentów. Pacjenci umówieni zaś na pierwsze wizyty w zamykanych poradniach (oczekiwali na nie kilka miesięcy) oraz wizyty kontrolne, trafią na koniec list oczekujących w innych podmiotach. Narazi ich to na kolejne miesiące bez pomocy.

W piśmie do Ministra Zdrowia Rzecznik wskazuje na problem o charakterze generalnym, dotyczący wyników przeprowadzonego przez NFZ konkursu ofert na świadczenia psychiatryczne i leczenie uzależnień dla dzieci, młodzieży i dorosłych (ambulatoryjne i dzienne) w 2019 r.

Już w listopadzie 2018 r. Konsultant Wojewódzki w Dziedzinie Psychiatrii w Gdańsku oraz Główny Koordynator ds. Zdrowia Psychicznego Biura RPO podjęli interwencję w Pomorskim Oddziale NFZ w sprawie obniżenia o 65 % wartości umowy w najstarszej w Gdańsku Poradni Psychiatryczno-Psychologicznej Gospody-Med. Rzecznik pisał też w tej sprawie do Prezesa NFZ.

Tożsamy problem pojawił się w województwie śląskim. Obniżenie finansowania o 50-65 %, mogące oznaczać likwidację, dotyczy bezpośrednio sześciu ośrodków medycznych. Są to:

  • Zespół Leczenia Środowiskowego (wzorcowy na Śląsku) przy Katowickim Centrum Psychiatrii,
  • Oddział Dzienny Szpitala Wojewódzkiego nr 4 w Bytomiu,
  • Oddział Dzienny i Poradnia Zdrowia Psychicznego przy Powiatowym Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Czeladzi,
  • Oddział Dzienny przy Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie,
  • Poradnia Zdrowia Psychicznego przy Szpitalu Miejskim w Sosnowcu,
  • Poradnia Terapii Nerwic Górnośląskiego Centrum Medycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Zaniepokojenie tą sytuacją wyraził również Zastępca Rzecznika Praw Pacjenta w wystąpieniu do Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ z 11 lutego 2019 r. Z pisma wynika, że alarmująca sytuacja w psychiatrii dzieci i młodzieży utrzymuje się w całym kraju niemal od roku.

Trudności występują też w województwie mazowieckim (szpital w Józefowie zawiesił działalność oddziału dziecięcego) i podlaskim.  Np. w Specjalistycznym Psychiatrycznym Samodzielnym Publicznym ZOZ w Suwałkach jest tylko jeden lekarz specjalista w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży. Najbliższy podmiot dysponujący stacjonarnym oddziałem dzieci i młodzieży znajduje się zaś w Olsztynie (oddalonym o 200 km).

Rzecznik wystąpił do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, aby rozważył interwencję u Prezesa NFZ w celu zagwarantowania realnej dostępności pacjentom świadczeń opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień.

BPK.7016.3.2019

Wątpliwości Rzecznika co do działań MEN w kontekście strajku nauczycieli

Data: 2019-04-08
  • Pośpieszne zmiany w organizacji egzaminów szkolnych wprowadzane w reakcji na strajk nauczycieli mogą naruszać prawa obywatelskie
  • Powołanie do zespołów nadzorujących egzaminy osób, które nie spełniają warunków z Karty Nauczyciela, może być podstawą unieważnienia egzaminów
  • 2 kwietnia MEN ogłosiło, że egzaminy planowane na drugi tydzień kwietnia będą mogli nadzorować nauczyciele spoza szkoły, a jest to sprzeczne z ustawą o Karcie Nauczyciela, która nie daje dyrektorom prawa do delegowania nauczyciela do innej szkoły, ani zatrudniania osoby wyłącznie do pracy w zespole nadzorującym
  • Egzaminy szkolne są kwestią niezwykle ważną, więc tym bardziej należy dbać o zgodności z prawem, przewidywalność reguł i zapewnienie spokoju pracy kadry szkolnej

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do minister Anny Zalewskiej w związku z wątpliwościami co do dwóch rozporządzeń MEN z 2 kwietnia 2019 r. Wprowadzają one - w przypadku niemożności powołania do zespołu nadzorującego przebieg egzaminów: gimnazjalnego, ósmoklasisty i maturalnego nauczyciela zatrudnionego w szkole, gdzie egzamin  jest przeprowadzany – możliwość powoływania w skład tych zespołów „innych nauczycieli”,  w tym  osób posiadających kwalifikacje pedagogiczne. W uzasadnieniu nie podano przyczyn braku możliwości powołania nauczyciela zatrudnionego w szkole.

Rzecznik kwestionuje zwrot  „inni nauczyciele”.

Karta Nauczyciela definiuje bowiem nauczycieli jako osobny zatrudnione w szkole (na etacie). A z tego wynika, że nie każda osoba z kwalifikacjami nauczycielskimi oraz doświadczeniem może być uznana za nauczyciela. W świetle ustawy o Karcie Nauczyciela nie są np. nauczycielami osoby o kwalifikacjach nauczycielskich zatrudnione na podstawie umowy cywilnoprawnej albo emerytowani pedagodzy.

Przed zmianą zarządzenia nauczyciel zatrudniony w jednej szkole mógł wejść w skład zespołu nadzorującego egzaminy w innej szkole na podstawie w porozumienia z dyrektorem jego szkoły. Już wtedy zgłaszano wątpliwości związane z możliwością powoływania do zespołów nadzorujących osób niepozostających w stosunku pracy z daną szkołą lub placówką (argumenty przeciw takim praktykom przedstawił Związek Nauczycielstwa Polskiego we wniosku do Głównego Inspektora Pracy z 13 marca 2019 r.)

Teraz rozporządzenie w ogóle zignorowało problem tego, czy członek zespołu egzaminacyjnego w ogóle pracuje na etacie w jakiejkolwiek szkole. Nie wskazuje też, w jaki sposób tym osobom się zapłaci.

Ponadto nowelizacje rozporządzeń weszły następnego dnia po ich ogłoszeniu -  z uwagi na wskazaną w uzasadnieniu „możliwą potrzebę” skorzystania z nich jeszcze w roku szkolnym 2018/2019. Tymczasem informacja o sposobie organizacji i przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty, gimnazjalnego i maturalnego powinna być ogłaszana przez Centralną Komisję Egzaminacyjną nie później niż do 10 września roku szkolnego.

Zmiana rozporządzeń na tak krótki czas przed rozpoczęciem egzaminów rodzi bardzo duże trudności dla przewodniczących zespołów egzaminacyjnych (dyrektorów szkół.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że szczególnie w tak wrażliwej i ważnej kwestii, jaką jest przeprowadzanie egzaminów szkolnych, należy dbać o zgodności z prawem, przewidywalność reguł i zapewnienie spokoju pracy kadry szkolnej.

VII.7037.43.2019

Obywatel bezradny, gdy samorząd nie wyda np. planu ochrony powietrza. RPO chce zmiany prawa

Data: 2019-04-05
  • Gdy sejmik województwa nie wyda np. planu ochrony powietrza określającego poziom dopuszczalnych substancji, obywatel może zaskarżyć taką bezczynność do sądu administracyjnego
  • Jego skarga nie doprowadzi jednak do przyjęcia odpowiedniego planu
  • Nie ma bowiem przepisów określających sposób jej rozpoznania przez sąd. Dlatego zostanie ona oddalona lub odrzucona, niezależnie od jej zasadności
  • W ocenie RPO jest to nie do pogodzenia z gwarantowanym konstytucyjnie prawem do sądu

Ludzie skarżą się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na niemożność skutecznego zaskarżenia do sądu administracyjnego bezczynności legislacyjnej organów jednostek samorządu terytorialnego.

Przepisy ustaw samorządowych formalnie dopuszczają zaskarżenie, gdy organ gminy, powiatu czy województwa „nie wykonuje czynności nakazanej prawem” przez osobę, której interes prawny taka bezczynność narusza. Skarga  może dotyczyć działalności prawodawczej w zakresie, w jakim ustawy nakładają na jednostki samorządu obowiązek podjęcia uchwały.

Czego dotyczą skargi na bezczynność samorządu

Skargi trafiające do RPO dotyczą m.in. trudności obywateli w skutecznym domaganiu się od sejmików wojewódzkich uchwalania - spełniających ustawowe wymogi - planów ochrony powietrza. Prawo ochrony środowiska zakłada, że przewidywane przez nie plany „mają na celu osiągnięcie poziomów dopuszczalnych substancji w powietrzu oraz pułapu stężenia ekspozycji”. Tymczasem - jak pokazuje praktyka - istniejące plany do takich pozytywnych zmian często nie doprowadzają. Obywatele nie mają zaś możliwości skutecznego domagania się dostosowania istniejących planów ochrony powietrza do ich ustawowego celu.

Skargi takie mogą również dotyczyć nieuchwalania planu miejscowego dla obszarów:

  • strefy ochrony uzdrowiskowej,
  • zajętych pod byłe lotniska wojskowe,
  • lotnisk objętych zatwierdzonymi planami generalnymi,
  • Pomnika Zagłady i jego strefy ochronnej,
  • parków kulturowych.

Dla obywateli jest to istotne, gdyż do czasu przyjęcia obowiązkowego planu miejscowego, zawieszone są postępowania o wydanie decyzji o warunkach zabudowy - co ogranicza prawa własności nieruchomości.

Rzecznikowi skarżono się również na nierealizowanie przez sejmik województwa obowiązku zmiany uchwały w sprawie wykonania planu gospodarki odpadami. Skarżyli się przedsiębiorcy, których zakłady nie mogą uzyskać statusu regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych.

Skarga nie będzie skuteczna 

Rzecznik wskazuje, że nawet jeśli obywatel złoży do sądu skargę na bezczynność w którejś z takich spraw, to może ona nie odnieść oczekiwanego przez niego skutku. Nie doprowadzi bowiem do wydania odpowiedniego aktu. Wynika to z braku przepisów określających sposób rozpoznania skargi przez sąd administracyjny.

Do takiej skargi nie może mieć zastosowania art. 149 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Stanowi on wprawdzie, że uwzględniając skargę na bezczynność, sąd administracyjny może  zobowiązać dany organ do wydania aktu, ale zgodnie z jego literalnym brzmieniem, stosuje się go wyłącznie do skarg na bezczynność w wydaniu decyzji administracyjnej, postanowienia oraz dokonania „innego aktu lub czynności”. Artykuł ten nie odsyła zaś do działalności prawodawczej samorządu terytorialnego, która została określona jako podlegająca sądowo-administracyjnej kontroli w przepisach tej ustawy.

Obecny stan prawny prowadzi zatem do paradoksalnej sytuacji. Obywatel dysponuje uprawnieniem do wniesienia skargi na bezczynność legislacyjną organu jednostki samorządu terytorialnego. Z uwagi jednak na brak przepisu procesowego, którym mógłby się posłużyć sąd administracyjny w razie uwzględnienia skargi, zostanie ona oddalona lub odrzucona - niezależnie od jej zasadności.

W ocenie Rzecznika taki stan jest nie do pogodzenia z gwarantowanym konstytucyjnie prawem do sądu (art. 45 Konstytucji). Jego nieodłącznym elementem jest bowiem prawo do wyroku sądowego, tj. prawo do uzyskania wiążącego rozstrzygnięcia danej sprawy przez sąd.

Dlatego interwencji ustawodawcy wymaga doprowadzenie do sytuacji, w której formalnie istniejący środek prawny będzie efektywny. Chodzi o wyposażenie sądów administracyjnych w jednoznaczną kompetencję do usunięcia niezgodnego z prawem stanu bezczynności legislacyjnej organów jednostek samorządu terytorialnego.

Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Roberta Mamątowa o rozważenie tego istotnego z punktu widzenia wolności i praw obywatelskich zagadnienia.

V.7203.273.2016

Ograniczony dostęp do ginekologii na terenach wiejskich. Rzecznik pisze do MZ i NFZ

Data: 2019-04-04
  • Powinniśmy umożliwić kobietom na terenach wiejskich realny dostęp do świadczeń wynikających ze standardów opieki okołoporodowej
  • Regularne kampanie muszą informować kobiety o należnych im świadczeniach
  • Ustalmy za świadczenia położniczo-ginekologiczne taryfę odpowiednią do ich zakresu, co może polepszyć dostęp do tych świadczeń na obszarach wiejskich
  • To najważniejsze rekomendacje RPO w wystąpieniu do Ministra Zdrowia i Prezesa NFZ

Art. 68 Konstytucji zapewnia równy dostęp obywateli do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Tymczaem z analizy kontroli Najwyższej Izby Kontroli z 2018 r. oraz informacji w mediach wynika, że kobiety zamieszkałe na terenach wiejskich mogą mieć ograniczony dostęp do poradni ginekologiczno-położniczych. Może to stanowić barierę w prawidłowej opiece podczas ciąży, we wczesnym wykrywaniu raka szyjki macicy i raka piersi, a także w dostępie do badań profilaktycznych, w tym określonych w standardach opieki okołoporodowej.

Przyczyny sytuacji

1. Odległość do poradni ginekologiczno – położniczej.

Kontrola NIK wykazała, że w sześciu województwach objętych kontrolą występowały obszary, na których w promieniu co najmniej 20 km nie było zakontraktowanej przez NFZ poradni ginekologiczno-położniczej. Najgorsza pod tym względem była sytuacja w woj. podlaskim. Dla kobiet w ciąży pokonywanie znacznych odległości w celu wykonywania podstawowych badań jest szczególnie uciążliwe.

2. Nierealizowanie standardów opieki okołoporodowej.

Rozporządzenie z 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej określa elementy opieki medycznej mające na celu uzyskanie dobrego stanu zdrowia matki i dziecka. Należą do nich m.in. badania, których wykonanie jest możliwe w gabinecie lekarza prowadzącego ciążę (np. badanie USG, cytologia) i takie, na które należy pacjentkę skierować. W standardach opieki okołoporodowej wskazano również osiem przedziałów czasowych ciąży, w których zalecane świadczenia powinny być wykonane.

Jak wynika z kontroli NIK w 19 poradniach (70,4% skontrolowanych), żadnej pacjentce nie wykonano kompletu 42 świadczeń zdrowotnych zalecanych standardami opieki okołoporodowej, w kolejnych pięciu, części pacjentek nie udzielono wszystkich z zalecanych świadczeń (od 44% do 96% pacjentek z próby objętej analizą), a w trzech podmiotach leczniczych nie było dowodów potwierdzających wykonanie zalecanych świadczeń (nie odnotowano tego w dokumentacji medycznej). Niewykonanie zalecanych świadczeń było wyjaśniane przez personel medyczny przeoczeniem i ich nadmiarem w stosunku do potrzeb wynikających z przebiegu ciąży.

3. Brak podmiotów chętnych do udzielania świadczeń zdrowotnych.

Podmioty lecznicze, które podjęły się wykonywania świadczeń, w niewystarczający sposób stosują się do standardu  okołoporodowego. W efekcie w 2017 r. dostęp mieszkanek wsi do poradni położniczo–ginekologicznych uległ dalszemu pogorszeniu. Zmniejszyła się liczba poradni w gminach wiejskich w siedmiu województwach. Np. w woj. podlaskim liczba miejsc udzielania tych świadczeń spadła z 6 do 4, w woj. lubelskim - z 15 do 13, w woj. wielkopolskim - z 44 do 39, a w woj. łódzkim - z 41 do 36. Powodem było wypowiedzenie umów przez podmioty lecznicze lub przez OW NFZ.

4. Zbyt niska jest wycena procedur, szczególnie zalecanych standardami opieki okołoporodowej. Nieopłacalność udzielanych świadczeń zdrowotnych na terenach wiejskich stanowi główny powód małej liczby podmiotów leczniczych przystępujących do postępowań konkursowych w sprawie zawarcia umów z NFZ.

Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie do Ministra Zdrowia i Prezesa NFZ zauważył, że wiedza o prawach i obowiązkach wynikających ze standardów nie jest powszechna zarówno wśród personelu medycznego, jak i samych pacjentek. Niezbędne są  działania edukacyjne skierowane zarówno do środowiska medycznego, jak i pacjentek. Mogłoby się to przyczynić do poprawy świadomości społecznej, wiedzy oraz właściwego stosowania standardu opieki okołoporodowej.

W ocenie RPO dostępność do świadczeń ginekologiczno–położniczych na obszarach wiejskich mogłaby zostać poprawiona dzięki zwiększeniu liczby położnych uczestniczących w procesie prowadzenia ciąży.

Mimo deklarowanego dostępu pacjentek na terenach wiejskich do świadczeń ginekologiczno–położniczych określonych w rozporządzeniu w sprawie standardu, pacjentkom nie została wykonana odpowiednia liczba przysługujących im świadczeń. Nierównomierny dostęp kobiet do opieki ginekologicznej na obszarach wiejskich ma szczególne znaczenie w aspekcie profilaktyki schorzeń narządów płciowych, w tym chorób nowotworowych, co niewątpliwie wpływa na stan zdrowia i jakość życia osób, które zamieszkują te tereny.

Działania zaradcze

Zdaniem Rzecznika na podstawie kontroli NIK pomocne w opracowaniu działań zaradczych może się okazać w szczególności: 

  • umożliwienie kobietom na terenach wiejskich realnego dostępu i wykonania świadczeń wynikających ze standardów opieki okołoporodowej;
  • prowadzenie regularnych kampanii informujących kobiety o należnych im świadczeniach wynikających ze standardów opieki okołoporodowej;
  • doprowadzenie, przy udziale Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, do ustalenia taryfy za świadczenia położniczo-ginekologiczne adekwatnej do ich zakresu przewidzianego w standardach opieki okołoporodowej, co może zwiększyć liczbę podmiotów leczniczych udzielających świadczeń zdrowotnych na terenach wiejskich oraz przeprowadzanie kontroli wykonywania przez podmioty świadczeń zdrowotnych zalecanych standardami opieki okołoporodowej.

RPO zwrócił się Ministra Zdrowia i Prezesa NFZ o stanowisko w sprawie, w tym poinformowanie, czy podjęto lub planuje się podjąć działania we wskazanym zakresie.

V.7010.8.2019

Dlaczego rodzice karmiący sztucznym pokarmem nie mają prawa do przerw w pracy? RPO proponuje zmiany

Data: 2019-04-04
  • Dlaczego nie uznać czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym?
  • Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem
  • Rzecznik zwrócił się do minister rodziny, aby w porozumieniu z MSWiA rozważyła wprowadzenie odpowiednich zmian

Co mówi obecnie kodeks pracy?

Zgodnie z kodeksem pracy:

  • pracownica (kobieta) karmiąca dziecko piersią ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w pracy wliczanych do czasu pracy;
  • pracownica karmiąca więcej niż jedno dziecko ma prawo do dwóch przerw w pracy, po 45 minut każda;
  • pracownicy zatrudnionej przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie przerwy na karmienie nie przysługują;
  • jeżeli czas pracy pracownicy nie przekracza 6 godzin dziennie, przysługuje jej jedna przerwa na karmienie;
  • przerwy na karmienie mogą być na wniosek pracownicy udzielane łącznie.

Kodeks pracy nie uzależnia prawa do korzystania z przerwy na karmienie od wieku dziecka i nie wymaga przedłożenia pracodawcy stosownego zaświadczenia lekarskiego (tak jak ma to miejsce w przypadku pracownic w ciąży – art. 185 Kodeks pracy).

Jak wygląda praktyka?

W praktyce przerwy na karmienie udzielane są często na wniosek pracownicy, na podstawie jej oświadczenia, że karmi dziecko piersią. W piśmiennictwie istnieje pogląd, zgodnie z którym pracodawca mający wątpliwości co tego, czy pracownica faktycznie karmi dziecko pokarmem własnym, może zażądać przedstawienia stosownego zaświadczenia lekarskiego. Pogląd ten wywołuje jednak w praktyce znaczne kontrowersje. Niektórzy przełożeni z uwagi na brak regulacji ustawowych próbują również we własnym zakresie określać maksymalny okres karmienia, w którym honorowane jest oświadczenie pracownicy (np. 1 rok). Po jego upływie oczekują od nich zaświadczeń lekarskich potwierdzających fakt karmienia piersią, a żądanie takie ponawiane jest co miesiąc.

Jakie są rozwiązania w innych krajach?

Przedstawione praktyki wywołały wątpliwości RPO, czy obowiązujące w Polsce przepisy w sposób właściwy chronią matki karmiące przed dyskryminacją ze względu na płeć. Rzecznik zwrócił się w ramach sieci EQUINET (European Network of Equality Bodies) do europejskich organów ds. równości z prośbą o przybliżenie rozwiązań prawnych co do prawa do przerw na karmienie w innych krajach UE.

  • Niemcy

Prawa związane z macierzyństwem odnoszą się tylko do kobiet zatrudnionych (także w niepełnym wymiarze czasu pracy). Kobiety karmiące piersią nie mogą wykonywać pracy, która mogłaby mieć negatywny wpływ na jej zdrowie i zdrowie dziecka. W prawie federalnym nie jest wskazane, jak długo można karmić piersią w czasie pracy, ale w orzecznictwie wskazuje się na termin 24 miesięcy od urodzenia dziecka. Przerwy na karmienie muszą być zapewnione przez pracodawcę na wniosek matki. Są to dwie 30-minutowe przerwy albo jedna godzinna. Jeżeli kobieta pracuje dłużej niż 8 godzin, przysługują jej dwie 45-minutowe przerwy lub jedna 90-minutowa. Jeżeli pracodawca wymaga zaświadczenia lekarskiego, ponosi jego koszt. Gdy ojciec zajmuje się dzieckiem, nie zmienia to sytuacji - matce także przysługują przerwy na karmienie.

  • Irlandia

Kobiecie karmiącej piersią przysługuje godzina przerwy w pracy. Można z niej skorzystać w całości i skrócić dzień pracy do 7 gdozin albo podzielić na dwie 30-minutowe przerwy, trzy 20-minutowe albo w porozumieniu z pracodawcą w inny sposób. Prawo to przysługuje matkom tylko do ukończenia przez dziecko 6. miesiąca życia. Termin ten wynika z definicji pracownika-kobiety karmiącej. Jeżeli kobieta skorzysta z urlopu macierzyńskiego i dodatkowego macierzyńskiego po powrocie do pracy przysługuje jej przerwa na karmienie jeszcze tylko przez 1 lub 2 tygodnie w zależności od wieku dziecka.Pracodawca musi dodatkowo ocenić ryzyko możliwości wystąpienia czynników szkodliwych dla zdrowia kobiet ciężarnych i karmiących piersią. Jeżeli takie ryzyko wystąpi zobowiązany jest przenieść taką kobietę na inne stanowisko pracy.

  • Wielka Brytania

Takiej samej oceny ryzyka jak w Irlandii musi dokonać także pracodawca w Wielkiej Brytanii.  Nie ma jednak przepisów zapewniających określoną przerwę na karmienie dla matek-pracowników. Pracodawca ma obowiązek jedynie zapewnić odpowiednie miejsce do odpoczynku dla kobiet karmiących piersią, gdzie mogą też karmić i przechowywać mleko w odpowiednich warunkach.

  • Czechy

Kobiecie karmiącej piersią przysługuje przerwa na karmienie. Są to dwie 30-minutowe przerwy na każde dziecko do ukończenia pierwszego roku, a potem jeszcze jedna 30-minutowa przez kolejne 3 miesiące. Nie ma obowiązku dostarczenia zaświadczenia lekarskiego.

  • Hiszpania

Sprawą prawa do przerw na karmienie piersią w Hiszpanii zajmował się Trybunał Sprawiedliwości UE (wyrok z 30 września 2010 r. w sprawie C-104/09, Pedro Manuel Roca Alvarez v Sesa Start Espana ETT SA). Hiszpański sąd krajowy wskazał, że przerwa przewidziana w art.37 ust.4 kodeksu pracy została ustanowiona początkowo w 1900 r. dla ułatwienia karmienia piersią przez matkę. Ewolucja uregulowania oderwała ją od tego celu, ponieważ przepis ten przestał odnosić się do karmienia piersią. Ponadto orzecznictwo od wielu lat dopuszcza korzystanie z tej przerwy w przypadku karmienia sztucznego. Sąd ten podniósł, że przerwa ta została oderwana od biologicznego faktu, jakim jest karmienie piersią i od tamtego czasu jest uznawana za czas uwagi poświęcanej dziecku i środek pojednawczy pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym po wygaśnięciu urlopu macierzyńskiego. Jak wynika z wyroku TSUE, przerwa taka przysługuje zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie.

Jakie są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)?

WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia 6. miesiąca życia oraz kontynuację karmienia piersią przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów uzupełniających do ukończenia 2. roku życia bądź dłużej.

Propozycje zmian

W ocenie Rzecznika obecne przepisy mogą powodować dyskryminujące zachowania pracodawców. Praktyka żądania przedstawiania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią może przyczyniać się do rezygnacji kobiet z przysługującego im uprawnienia lub w ogóle z karmienia piersią. W sytuacji, kiedy kobiety same muszą pokrywać koszt uzyskania takiego zaświadczenia czynnik ekonomiczny może przeważyć nad czynnikiem zdrowotnym i rozwojowym dziecka. Rozwiązaniem pozwalającym na ograniczenie takiej praktyki mogłoby być wprowadzenie po stronie pracodawcy obowiązku odpłatności za takie zaświadczenie.

Na rynku pracy są również kobiety, które utraciły pokarm oraz rodzice, którzy przysposobili niemowlę. Dlatego zdaniem RPO warto rozważyć uznanie czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym (takie rozwiązanie funkcjonuje w Hiszpanii). Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem.

Jak zaznaczył Rzecznik, wprowadzenie takich rozwiązań wymagałoby jednocześnie ustalenia maksymalnego okresu możliwości korzystania z prawa do przerw na karmienie.

WZF.7043.25.2015

„Nie idzie wytrzymać”. RPO upomina się u premiera o skuteczną walkę z odorami

Data: 2019-04-04
  • „Nie idzie wytrzymać. Dorosłego ciągnie na wymioty, a co dopiero dzieci. Oczy łzawią. Nasze ubrania, pościel, wszystko przesiąkło smrodem”
  • Takie słowa mieszkańca miejscowości z fermą norek cytuje RPO w wystąpieniu do premiera o braku skutecznej walki z uciążliwymi odorami
  • Konstytucja nakazuje władzom zapobieganie negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska. Oznacza to konieczność wyposażenia służb państwa w efektywne mechanizmy
  • Ich brak może naruszać nie tylko Konstytucję, ale także Europejską Konwencję Praw Człowieka i Podstawowych Wolności - wskazuje Rzecznik

Adam Bodnar wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego, bo resort środowiska nie odpowiedział na wspólny apel RPO i organizacji społecznych z października 2018 r. o podjęcie niezbędnych działań w tej sprawie, m.in. zmian prawa.

Smród, muchy, gryzonie...

Rzecznikowi Praw Obywatelskich od lat skarżą się ludzie mieszkający w pobliżu zakładów przemysłowych, ferm trzody chlewnej, drobiu, czy zwierząt futerkowych, wysypisk, składowisk oraz spalarni odpadów, ubojni i innych obiektów, które powodują uciążliwe zapachy. Często nie daje się otwierać okien w domach czy przebywać na powietrzu w promieniu wielu kilometrów od ferm. W okolicy rozmnażają się zaś gryzonie i muchy. Zagrożone mogą być ujęcia wody. Ponadto spada wartość nieruchomości.

Tymczasem w Polsce nie ma instrumentów prawnych, dzięki którym organy ochrony środowiska mogłyby prowadzić kontrole uciążliwości zapachowych, robić pomiary emisji lub jakości powietrza oraz wydawać wystąpienia pokontrolne i decyzje (np. nakazywać redukcję lub eliminację odoru). 

W latach 2006-2014 Rzecznicy poprzednich kadencji sygnalizowali konieczność podjęcia pilnych działań dla poprawy sytuacji. Problem pozostaje nierozwiązany, a wręcz narasta. W całym kraju działają, a nawet powstają nowe, inwestycje uciążliwe dla mieszkańców. Samorządy często się na nie godzą, kuszone perspektywą rozwoju gospodarczego. Tymczasem nie mierzy się uciążliwości tych inwestycji – smrodu, rozmnażających się gryzoni i much, problemów ujęć wody, spadku wartości nieruchomości itd.

Dlatego 18 października 2018 r. Rzecznik, wraz z przedstawicielami organizacji społecznych, zwrócił się do ministrów środowiska, rolnictwa oraz infrastruktury ze wspólnym apelem o podjęcie niezbędnych działań na rzecz zintensyfikowania ochrony przed uciążliwościami zapachowymi i wprowadzenia kompleksowych rozwiązań prawnych. Odpowiedzi nie było.

W związku z tym Adam Bodnar wystąpił do premiera. Przedstawił mu historię zabiegów kolejnych rzeczników oraz własnych w tej sprawie. Przypomniał, że w 2016 r. Minister Środowiska zapowiadał prace nad ustawą o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej.

Rzecznik podkreślił, że podczas spotkań z obywatelami  w Gnieźnie w 2017 r. przedstawili oni swą dramatyczną sytuację wskutek działalności fermy w Kawęczynie.

Problematyka ta jest również stale obecna w mediach. Np. opublikowany w magazynie reporterów „Duży Format” tekst pt. „My, Polacy, władcy much i smrodu” obrazowo pokazuje, jak wygląda codzienne życie w pobliżu ferm norek i kurczaków. Rzecznik przytacza słowa jednego z bohaterów reportażu: „Nie idzie wytrzymać. Dorosłego ciągnie na wymioty, a co dopiero dzieci Oczy łzawią. Mamy alergię. Podejrzewam, że to przez gazy w smrodzie. To nie był jeden, czy dwa dni, ale mdliło nas od maja do sierpnia. W tych miesiącach nasze ubrania, pościel, wszystko przesiąkło smrodem. (...) Kupiłbym mieszkanie we Wrześni, nawet mniejsze, byleby się stąd wyprowadzić. Ale za co? Kto kupi?”.

Brak skutecznych narzędzi państwa narusza prawa i wolności obywatelskie

Nie ulega wątpliwości, że uciążliwości odorowe - zwłaszcza jeżeli wiążą się z emisją silnych związków chemicznych - mogą negatywnie oddziaływać na zdrowie ludzkie. Według art. 68 ust. 4 Konstytucji obowiązkiem państwa jest zapobieganie negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska. Wskazuje to na konieczność zorganizowania służb publicznych tak, by móc wyeliminować niebezpieczne dla zdrowia zjawiska. W ramach realizacji tego obowiązku istnieje zatem konieczność wyposażenia służb publicznych w efektywne mechanizmy zapobiegania zagrożeniu dla zdrowia publicznego, jakim jest długotrwała ekspozycja na uciążliwości odorowe. 

Zawarty zaś w art. 21 ust. 1 i art. 64 ust. 2 Konstytucji nakaz ochrony własności oraz innych praw majątkowych nakłada na ustawodawcę obowiązek stanowienia przepisów i procedur udzielających ochrony prawnej prawom majątkowym. Chodzi o to, by organ państwa doprowadził do powstrzymywania działań, które zakłócają ponad przeciętną miarę korzystanie z sąsiednich nieruchomości.

Sytuacja, w której brak jest instrumentów prawnych, dzięki którym organy ochrony środowiska byłyby uprawnione do przeprowadzenia kontroli określających uciążliwości zapachowe, w tym pomiarów kontrolnych emisji lub zapachowej jakości powietrza oraz wydawania wystąpień pokontrolnych i decyzji, może oznaczać niewywiązanie się przez organy władzy publicznej z konstytucyjnego obowiązku zapewnienia efektywnej ochrony prawa własności.

Ponadto nieuregulowanie tej problematyki może naruszać art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Stanowi on, że każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji. Ingerencja władz w korzystanie z tego prawa jest niedopuszczalna, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza taką wykładnię art. 8 Konwencji, zgodnie z którą jego naruszenie może być związane z uciążliwościami zapachowymi. Jednostka ma prawo do poszanowania jej domu, postrzeganego nie tylko jako prawo do fizycznego obszaru, ale również jako prawo do korzystania z tej przestrzeni w spokoju. Naruszenie prawa do poszanowania domu nie dotyczy jedynie materialnych czy cielesnych naruszeń, takich jak wtargnięcie do domu nieuprawnionej osoby. Odnosi się również do naruszeń niematerialnych i bezcielesnych - takich jak hałas, emisja szkodliwych substancji, czy nieprzyjemnych zapachów.

Wobec braku odpowiedzi na apel, Rzecznik wystąpił do premiera o poinformowanie o stanowisku resortu środowiska co do konieczności podjęcia działań na rzecz zintensyfikowania poziomu ochrony przed uciążliwościami zapachowymi i wprowadzenia całościowych rozwiązań prawnych.

V.7203.78.2017

Trwają prace nad nową ustawą o pracownikach sądów i prokuratur, także co do płac. Odpowiedź MS

Data: 2019-04-03
  • Minister Sprawiedliwości zapowiada „wszelkie możliwe starania”, aby w projekcie budżetu na 2020 r. zapewniono środki na wzrost wynagrodzeń pracowników sądów i prokuratury
  • Tak resort odpowiedział RPO, który przytaczał sędziowskie uchwały, że nierozwiązanie słusznych żądań płacowych pracowników zagraża prawidłowej realizacji konstytucyjnego prawa do sądu
  • Dziś o wysokości tych wynagrodzeń decyduje Minister Sprawiedliwości - w  ustawie o pracownikach sądów i prokuratur brak ogólnych zasad ich wynagradzania
  • Trwają prace nad projektem nowej ustawy m.in. co do systemu wynagradzania tych pracowników – odpowiada ministerstwo, nie podając szczegółów

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymuje uchwały zebrań sędziów poszczególnych sądów dotyczące wynagrodzeń pracowników sądów. Wskazuje się w nich, że brak rozwiązania słusznych żądań płacowych pracowników sądów (o czym świadczy nieadekwatność ich wynagrodzeń do realiów rynkowych) destabilizuje pracę sądów. W rezultacie zagrożona jest prawidłowa realizacja konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

RPO do MS: ustalić ogólne zasady wynagradzania

W lutym 2019 r. Rzecznik wystąpił w tej sprawie do  Ministra Sprawiedliwości. Pisał, że sprawa ma także wymiar konstytucyjny, dotyczący prawidłowości regulacji określających zasady wynagradzania pracowników sądów i prokuratury.

Zasady wynagrodzenia pracowników sądów i prokuratury zależą bowiem od Ministra Sprawiedliwości.  Na poziomie ustawy o pracownikach sądów i prokuratury z 1998 r.  nie są uregulowane ogólne zasady wynagradzania urzędników i pracowników sądów oraz powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury.  Stanowi ona, że szczegółowe zasady wynagradzania określi rozporządzeniem Minister Sprawiedliwości.

W ocenie RPO, bez ogólnych zasad wynagradzania nie jest zaś możliwe określenie w rozporządzeniu zasad szczegółowych W rezultacie – i to jest źródło obecnych problemów –  rozporządzenie nie służy wykonaniu ustawy, lecz zastępuje regulacje, których brak w ustawie. To zaś niezgodne jest z Konstytucją (z jej art. 92 ust. 1).

Rzecznik poprosił ministra Zbigniewa Ziobrę o podjęcie działań w celu dostosowania przepisów regulujących wynagradzanie pracowników sądów i prokuratury do standardu Konstytucji.

Odpowiedź MS

Na mocy zarządzenia Ministra Sprawiedliwości z 19 czerwca 2018 r. został powołany Zespół ds. opracowania założeń projektu ustawy o pracownikach sądów i prokuratury – odpowiedział RPO 26 marca 2019 r. wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

Celem pracy Zespołu było opracowanie założeń do projektu ustawy kompleksowo regulującej pragmatykę służbową pracowników sądów powszechnych i prokuratury. Wypracowane przez Zespół rozwiązania mają służyć za podstawę reformy m.in. systemu wynagradzania pracowników sądów i prokuratury. Obecnie trwają prace nad projektem nowej ustawy o pracownikach sądów i prokuratury – poinformował wiceminister, nie podając szczegółów.  

Ponadto wskazał, że dzięki intensywnym działaniom obecnego Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego zmierzającym do poprawy sytuacji płacowej pracowników sądownictwa i prokuratury - po okresie całkowitego zamrożenia wynagrodzeń w latach 2010-2015 - w ustawie budżetowej na 2016 r. zabezpieczono środki na zwiększenie wydatków na wynagrodzenia dla asystentów sędziów, asystentów prokuratury, urzędników oraz pozostałych pracowników sądów i prokuratury o ponad 10 %, a w grupie kuratorów o 5,5 %. Przyjęty w ustawie budżetowej na rok 2018 średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej wynosi 100,0%, jednak dzięki staraniom Ministra Sprawiedliwości, wydatki na wynagrodzenia dla pracowników sądów i prokuratury wzrosły o 2%  - dodał Michał Wójcik.

Poinformował, że na 2019 rok średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej został określony co do zasady na poziomie 102,3 %, jednak Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny przyjął założenie zwiększenia poziomu wynagrodzeń (wraz z pochodnymi) pracowników sądów i prokuratury łącznie o 5%. Uchwalona 16 stycznia br. ustawa budżetowa na 2019 rok zabezpiecza podwyższenie wydatków na wynagrodzenia na tym poziomie.

Z kolei zgodnie z zawartym 18 grudnia 2018 r. porozumieniem pomiędzy Ministrem Sprawiedliwości-Prokuratorem Generalnym a związkami zawodowymi reprezentującymi pracowników wymiaru sprawiedliwości ustalono zasady podziału środków zaplanowanych na podwyższenie wynagrodzeń pracowników sądów w 2019 r. Wskazane wyżej środki w wysokości 5 % podzielone zostaną pomiędzy pracowników sądów kwotowo, w równej wysokości, na poziomie ok. 200 zł brutto na jeden etat.

W ocenie wiceministra wydatki na wynagrodzenia pracowników sądów i prokuratury od 2016 r. konsekwentnie zatem wzrastają i to w stopniu wyższym niż przyjęty dla sfery budżetowej (jedynie w roku 2017 wzrost nastąpił o wskaźnik przyjęty dla sfery budżetowej).

Jak podkreślił Michał Wójcik, Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny ma przy tym świadomość, że wynagrodzenia pracowników sądów powszechnych i prokuratury, pomimo ich corocznego zwiększania od 2016 r., w dalszym ciągu pozostają na poziomie niepozwalającym sądom być konkurencyjnymi na rynku pracy, a doraźne rozwiązania obejmujące niestałe składniki wynagrodzenia nie rozwiązują kwestii wynagrodzeń nieadekwatnych do sytuacji rynkowej. Niski poziom wynagrodzeń powoduje zwiększone odejścia pracowników, przy jednoczesnym braku nowych osób chętnych do pracy. Szczególnie trudna sytuacja jest w dużych aglomeracjach, gdzie rynek pracy oferuje zatrudnienie z dużo bardziej atrakcyjnym wynagrodzeniem.

Minister Sprawiedliwości będzie czynił wszelkie możliwe starania, aby w projekcie budżetu na rok 2020 zostały zabezpieczone środki niezbędne na wzrost wynagrodzeń pracowników sądów i prokuratury - podsumował wiceminister Michał Wójcik.

III.7040.13.2019 

Decydują o finansowaniu leczenia chorób ultrarzadkich - ich kompetencje powinna określać ustawa. RPO zgadza się z sygnalizacją TK

Data: 2019-04-03
  • Kompetencje zespołu, który decyduje o finansowaniu leczenia chorób ultrarzadkich, powinna określać ustawa
  • Chodzi m.in. o prawa pacjentów, którzy ze względu na koszty leczenia przekraczające milion zł rocznie, nie mają innej szansy na skuteczną terapię
  • Zespół decyduje o bezpłatnych lekach dla nich - dostępnych wyłącznie w ramach obowiązujących w danym okresie programów lekowych 
  • Nie mogą oni odwołać się od decyzji zespołu, czy żądać powtórnego rozpoznania sprawy. Sądy administracyjne odrzucają zaś ich skargi na wyłączenie z programu lekowego 

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do resortu zdrowia o niezwłoczne zainicjowanie odpowiednich prac legislacyjnych.

17 października 2018 r. Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt S 6/18) przedstawił Sejmowi postanowienie sygnalizacyjne w sprawie luk prawnych dotyczących statusu Zespołu Koordynacyjnego ds. Chorób Ultrarzadkich. Trybunał stwierdził, że obecne unormowanie kompetencji zespołu wyłącznie w aktach wewnętrznych, czyli zarządzeniu i regulaminie, nie spełnia wymogu konstytucyjnego. Bo to właśnie w ustawie powinny znaleźć się regulacje dotyczące warunków i zakresu udzielania świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Rzecznik przedstawił ten problem 9 marca 2016 r. ówczesnemu Ministrowi Zdrowia. Wskazał, że nieprawidłowe jest zawarcie w załącznikach do obwieszczenia, będących opisami programów lekowych, określenia uprawnień Zespołu Koordynacyjnego ds. Chorób Ultrarzadkich do kwalifikacji i wyłączania pacjentów z udziału w programie lekowym. Stanowisko TK potwierdza zasadność wątpliwości Rzecznika.

Jak zauważył bowiem Trybunał, procedury podejmowania decyzji o sposobie leczenia chorób ultrarzadkich (dostępu do leków refundowanych) są bardziej rygorystyczne niż zasady dostępu do innych świadczeń zdrowotnych, także specjalistycznych. Leki dla tej grupy chorych są bezpłatnie dostępne wyłącznie w ramach obowiązujących w danym okresie programów lekowych, do których pacjent może być zakwalifikowany tylko decyzją jednego zespołu w skali kraju.

Zainteresowany nie ma żadnego wpływu – nawet pośredniego – na skład tego zespołu (powoływanego przez Prezesa NFZ), nie może również w żaden sposób odwołać się od jego decyzji czy żądać powtórnego rozpoznania sprawy. Potwierdzają to orzeczenia sądów administracyjnych, które konsekwentnie odrzucają skargi na wyłączenie z programu lekowego. Brak jest również reguł umożliwiających mu uzupełnienie wniosku o włączenie do programu lekowego, gdyby już po jego złożeniu zmieniły się zasady kwalifikacji.

W opinii TK - którą RPO w pełni podziela - istnieje potrzeba ustawowej regulacji statusu Zespołu, który podejmuje ostateczne decyzje o finansowaniu leczenia chorób ultarzadkich, a więc realizuje konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia. - Wydaje się to tym bardziej potrzebne, że pacjentami w tym wypadku są osoby, które m.in. ze względu na koszty leczenia przekraczające milion zł rocznie nie mają w praktyce innej szansy na uzyskanie dostępu do skutecznych i nowoczesnych terapii - podkreśla Adam Bodnar.

Ustawowe uregulowanie kompetencji podmiotów uprawnionych do podejmowania decyzji w tym zakresie (konieczne z uwagi na konstytucyjny wymóg ustawowej regulacji warunków i zakresu świadczeń opieki zdrowotnej finansowej ze środków publicznych), nie wiązałoby się z żadnymi dodatkowymi wydatkami. Korzystnie wpłynęłoby zaś na jawność i przejrzystość procedur, w myśl zasady zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Rzecznik zwrócił się do Ministra Zdrowia z prośbą o niezwłoczne zainicjowanie prac legislacyjnych mających na celu wdrożenie zaleceń Trybunału.

V.7013.55.2015

RPO pyta minister rodziny, czy zmieni prawo, aby w pełni wykonać wyrok TK ws. „rocznika 1953”

Data: 2019-04-02
  • Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie emerytur kobiet urodzonych w 1953 r., mogą one żądać wznowienia postępowań
  • Wobec wielu kobiet nie będzie jednak możliwe korzystniejsze wyliczenie emerytury
  • Tymczasem TK zwrócił uwagę na konieczność ustanowienia przepisów gwarantujących jednolite zasady zwrotu świadczeń należnych uprawnionym
  • RPO wystąpił do minister Elżbiety Rafalskiej o informacje o działaniach legislacyjnych niezbędnych do należytej realizacji wyroku TK

6 marca 2019 r. Trybunał (sygn. akt  P 20/19) uznał, że  art. 25 ust. 1b ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - w zakresie, w jakim dotyczy urodzonych w 1953 r. kobiet, które przed 1 stycznia 2013 r. nabyły prawo do emerytury na podstawie art. 46  ustawy - jest niezgodny z art. 2 Konstytucji.

Na czym polegał problem?

Wyobraźmy sobie sytuację pani Katarzyny, urodzonej właśnie w 1953 r. W 2008 r. przeszła na tzw. wcześniejszą emeryturę w wieku 55 lat, po przepracowaniu 30 lat. Zrobiła tak samo, jak wcześniej to uczyniły jej koleżanki, Barbara (rocznik 1952) i Anna (rocznik 1949). Wszystkie po otrzymaniu świadczenia pozostawały aktywne zawodowo, licząc na otrzymanie wyższej emerytury przysługującej po osiągnięciu wieku emerytalnego w wysokości 60 lat. 

Tymczasem w maju 2012 r. zmodyfikowano zasady ustalania wysokości emerytury. Zmiana weszła w życie od 1 stycznia 2013 r. Podstawa wymiaru emerytury z tytułu osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego ulega pomniejszeniu o kwotę wcześniej wypłaconych świadczeń emerytalnych (tzw. wcześniejszych emerytur), co automatycznie przekłada się na niższą wysokość przyszłej emerytury. Pani Barbara i pani Anna  skorzystały z możliwości złożenia wniosku o przyznanie nowej emerytury jeszcze w 2012 r., a więc pod rządami niezmienionego stanu prawnego. Takiej możliwości nie miała pani Katarzyna, która 60 lat skończyła  dopiero w 2013 r.

Z danych rządowych wynika, że w sytuacji takiej, jak ona, znalazło się ponad 140 tys. kobiet.

Skutki wyroku TK 

Skutkiem wyroku jest prawo wznowienia postępowania z mocy art. 190 ust. 4 Konstytucji dla wszystkich kobiet urodzonych w  1953 r., objętych zakresem orzeczenia. W sprawach zakończonych prawomocnym orzeczeniem sądu, mają zastosowanie przepisy kodeksu postępowania cywilnego.

Skargę o wznowienie postępowania w trybie art. 145a k.p.a. wnosi się w terminie miesiąca od dnia wejścia w życie orzeczenia TK do organu rentowego, tj. do 23 kwietnia 2019 r. W myśl art. 146 k.p.a. uchylenie decyzji z przyczyn określonych w art. 145a nie może nastąpić,  jeżeli od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji upłynęło pięć lat.

Tymczasem, z uwagi na datę urodzenia, uprawnione kobiety powszechny wiek emerytalny osiągały od lutego 2013 r. do kwietnia 2014 r. W takim przypadku organ rentowy ograniczy się do stwierdzenia wydania zaskarżonej decyzji z naruszeniem prawa oraz wskazania okoliczności, z których powodu nie doszło do uchylenia tej decyzji (art. 158 w związku z  art.  151 § 2 w związku z art. 146 k.p.a.).

W pisemnym uzasadnieniu, oceniając skutki wyroku, Trybunał wskazał, że pojęcie „wznowienia postępowania", o którym mowa w art. 190 ust. 4 Konstytucji ma szersze znaczenie niż pojęcie „wznowienia" w sensie technicznym, przewidziane w odpowiednich procedurach regulowanych w ustawach i obejmuje wszelkie instrumenty proceduralne stojące do dyspozycji stron, organów i sądów, wykorzystanie których umożliwia przywrócenie stanu konstytucyjności orzeczeń.

Zdaniem Trybunału przepisy dotyczące wznowienia postępowania nie uwzględniają specyficznej sytuacji związanej z obowiązkiem sanacji konstytucyjności w sprawach dotyczących emerytury kobiet, które przed 1 stycznia 2013 r. nabyły prawa do emerytury. Pozostawiają tym samym znaczny margines dowolności organom i  sądom w rozstrzygnięciu następstw wyroku w konkretnych wypadkach.

Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę, że ustawodawca powinien wprowadzić odpowiednie regulacje w celu zagwarantowania jednolitych zasad zwrotu świadczeń należnych uprawnionym. W ocenie Rzecznika powinno to dotyczyć także kobiet, które przed uprawomocnieniem się decyzji organu rentowego wycofały wnioski w celu umorzenia postępowania oraz tych, które nigdy nie składały wniosków - uznając to za niecelowe. Ze skarg napływających do Rzecznika wynika, że osoby takie są informowane w organach rentowych, że nie zajdzie do nich możliwość zastosowania korzystniejszego wyliczenia tzw. dożywotniej emerytury po wyroku TK.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o informację o planowanych działaniach legislacyjnych, niezbędnych dla należytej realizacji wyroku TK.

III.7060.796.2016

Matka autystycznego dziecka, które przebywa w DPS, bez telefonicznej informacji o jego zdrowiu. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-04-02
  • Matka autystycznego dziecka, które przebywa w domu pomocy społecznej, z powodu RODO nie może telefonicznie uzyskać informacji o jego zdrowiu
  • Rzecznik widzi potrzebę podjęcia działań, które pozytywnie wpłynęłyby na prawa dzieci i rodziców znajdujących się niejednokrotnie w trudnej sytuacji
  • RPO wystąpił do Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych w sprawie zapewnienia rodzicom dostępu do informacji dotyczących ich dzieci z niepełnosprawnościami

2 kwietnia przypada Światowy Dzień Wiedzy na temat Autyzmu. Osoby z autyzmem mają problemy z mówieniem, postrzeganiem świata, rozumieniem relacji społecznych. Światowy Dzień Wiedzy na temat Autyzmu ma na celu propagowanie wiedzy na temat tego zaburzenia.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich skargę złożyła kobieta, która ze względu na sytuację życiową może odwiedzać syna w DPS raz na dwa tygodnie. A telefonicznie czy drogą elektroniczną nikt nie chce jej udzielić jakiejkolwiek informacji o zdrowiu czy samopoczuciu jej dziecka. Jako przyczynę odmowy informacji - wcześniej przekazywanej – podano unijną reformę ochrony danych osobowych i wprowadzone w jej ramach regulacje.

Wprowadzenie nowych zasad przetwarzania danych osobowych, związane z wejściem w życie RODO  -  rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE - doprowadziło do  stanu niepewności co do sposobu interpretacji zasad przetwarzania danych o stanie zdrowia, w szczególności po stronie podmiotów świadczących usługi zdrowotne oraz innych podmiotów publicznych przetwarzających te informacje.

Rzecznik widzi potrzebę podjęcia działań, które mogłyby wpłynąć pozytywnie na prawa dzieci i rodziców znajdujących się niejednokrotnie w trudnej sytuacji.

Zapewnienie ochrony tajemnicy medycznej jest konieczne. Jednocześnie pacjent ma też prawo do informacji o swoim stanie zdrowia. Co do dzieci prawo to realizują  rodzice. A udzielanie tego rodzaju informacji drogą telefoniczną nie jest zabronione przez prawo. Zgodnie zaś art. 51 ust. 3 Konstytucji, każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Również te prawa mogą realizować rodzice.

Rzecznik zdaje sobie sprawę, że w  przypadku domów pomocy społecznej sytuacja jest bardziej złożona. Tajemnica lekarska odnosi się bowiem do zachowania poufności przez osoby wykonujące zawód medyczny, a w DPS są one zatrudnione w różnym zakresie i wymiarze.

Jak stanowi RODO, dane dotyczące zdrowia oznaczają „dane osobowe o zdrowiu fizycznym lub psychicznym osoby fizycznej - w tym o korzystaniu z usług opieki zdrowotnej - ujawniające informacje o stanie jej zdrowia”. Podlegają one szczególnej ochronie. Co do zasady RODO  wprowadza zakaz ich przetwarzania. Jednak po spełnieniu odpowiednich warunków, informacje te mogą być przetwarzane m.in. dla celów profilaktyki zdrowotnej, diagnozy medycznej, zapewnienia opieki zdrowotnej, leczenia lub zarządzania systemami i usługami opieki zdrowotnej lub zabezpieczenia społecznego (art. 9 ust. 2 lit. h RODO oraz art. 9 ust. 3 RODO).

Zdaniem Rzecznika, niezależnie od gwarancji dotyczących przetwarzania danych po stronie ustawodawcy i podmiotów je przetwarzających, osoba, której dane dotyczą, powinna mieć możliwość korzystania z jej praw.  W omawianej sytuacji powinny mieć zatem zastosowanie również ogólne przepisy RODO,  a w szczególności przepisy dotyczące dostępu do danych.

- Kwestia przekazywania danych przez telefon nie jest zagadnieniem prostym, ponieważ konieczne jest znalezienie równowagi pomiędzy prawami rodzica, bezpieczeństwem i zdrowiem dziecka a ochroną jego danych – wskazuje Adam Bodnar.

W sprawie takiej Rzecznik Praw Pacjenta wyjaśniał, że: „Kwestią problematyczną jest [...], aby udzielić informacji osobie do tego uprawnionej. Nie ma określonych reguł czy też sposobów weryfikacji statusu osoby kontaktującej się ze szpitalem telefonicznie. Stąd też ważne jest, aby każdy taki kontakt podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych rozpatrywał indywidualnie, z uwzględnieniem okoliczności danej sprawy. Niedopuszczalne jest postępowanie zakładające z góry odmowę udzielenia informacji o stanie zdrowia pacjenta, w tym o jego pobycie w podmiocie leczniczym, bez jakiejkolwiek próby indywidualnego rozpatrzenia sygnału i weryfikacji osoby dzwoniącej”.

W ocenie RPO w wypadku dzieci przebywających w DPS, gdzie nie mamy do czynienia z sytuacją nagłą, stworzenie systemu weryfikacji tożsamości dzwoniących rodziców, może być rozwiązaniem dopuszczanym z perspektywy prawa ochrony danych osobowych.

Rzecznik zwrócił się do prezes UODO Edyty Bielak-Jomaa o stanowisko w sprawie. Chciałby wiedzieć, czy i jakie rozwiązania uznałaby za dopuszczalne w omawianej sytuacji. Spytał też, czy w tej kwestii widzi ona konieczność podjęcia dodatkowych prac legislacyjnych.

Odpowiedź PUODO

W odpowiedzi Edyta Bielak-Jomaa wskazała, że pracownik socjalny może udzielić takiej informacji przez telefon tylko w przypadku gdy zweryfikuje, czy rozmawia z osobą, która ma prawo - zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami - taką informację uzyskać. Prowadząc rozmowę przez telefon, nie można być absolutnie pewnym, czy rozmawia się z właściwą osobą. Niemniej jednak pracownik socjalny przed udzieleniem informacji powinien poprowadzić rozmowę tak, aby jego rozmówca uwiarygodnił swą tożsamość, np. przez podanie kilku danych o sobie i swoim dziecku (numer PESEL dziecka, data jego urodzenia, drugie imię dziecka, znaki szczególne). Domy pomocy społecznej powinny stworzyć wewnętrzne procedury, które uregulowałyby postępowanie swoich pracowników w podobnych sytuacjach. Podobnie należy postąpić w sytuacji korespondencji pracownika socjalnego z rodzicem (opiekunem prawnym, przedstawicielem ustawowym) za pośrednictwem poczty elektronicznej. 

Oprócz weryfikacji tożsamości, na administratorze w rozumieniu przepisów ogólnego rozporządzenia o ochronie danych, będzie ciążył obowiązek dodatkowego technicznego (informatycznego) zabezpieczenia udostępnianych w taki sposób informacji. Stosowanie wskazanych środków ostrożności pomoże pracownikom socjalnym domów pomocy społecznej w dołożeniu należytej staranności w procesie identyfikacji rodzica, któremu następnie udzielone zostaną odpowiednie informacje. Należy przy tym pamiętać, że - z uwagi na występującą w każdym przypadku niepewność co do tożsamości osoby - przedmiotowe informacje powinny być adekwatne i niezbędne do celu udostępnienia, jakim będzie poinformowanie rodzica o stanie zdrowia, samopoczuciu, czy kondycji psychicznej jego dziecka.

W ocenie PUODO każdy przypadek takiego udostępnienia danych osobowych trzeba rozpatrywać indywidualnie. - Ze względu na mnogość oraz różnorodność sytuacji, w których takie udostępnienie może wystąpić, uregulowanie wprost w przepisach powszechnie obowiązujących poruszonej przez Rzecznika kwestii - zdaniem Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych - wydaje się być niecelowe - głosi odpowiedź Edyty Bielak-Jomaa.

VII.520.68.2018

Potrzebujemy działań systemowych dotyczących chorób rzadkich. Wystąpienie Rzecznika do Ministra Zdrowia

Data: 2019-04-02
  • Konieczne jest podjęcie pilnych działań systemowych dotyczących chorób rzadkich – chodzi o Narodowy Plan dla Chorób Rzadkich
  • W resorcie zdrowia przygotowywany jest projekt takiego dokumentu, który miał być wprowadzony do końca 2018 r.
  • Ze względu na brak informacji o zakończeniu prac Rzecznik zwrócił się do Ministra Zdrowia o informacje, kiedy spodziewane jest wdrożenie planu

Zarówno obecny Rzecznik Praw Obywatelskich, jak i jego poprzedniczka sygnalizowali kolejnym Ministrom Zdrowia konieczność podjęcia pilnych działań systemowych dotyczących chorób rzadkich. W szczególności istnieje potrzeba przyjęcia Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich, zgodnie z zaleceniami Rady Unii Europejskiej z 8 czerwca 2009 r. w sprawie działań w dziedzinie chorób rzadkich.

Rada UE zaleciła państwom członkowskim m.in. jak najszybsze – nie później niż przed końcem 2013 r. – opracowanie i przyjęcie planu lub strategii ukierunkowanej na podjęcie konkretnych działań w dziedzinie chorób rzadkich w ramach ich systemów zdrowotnych i socjalnych. Konkretne zobowiązania w tej materii na państwa członkowskie nałożyła też dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/24/UE z 9 marca 2011 r. w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Niestety, pomimo wzmożonej korespondencji Rzecznik nie otrzymał dotychczas informacji o konkretnych rezultatach i efektach działań podejmowanych przez Ministra Zdrowia w tym zakresie.

Z ostatniej odpowiedzi wynika, że w resorcie przygotowano projekt dokumentu pn. „Plan dla chorób rzadkich. Działania operacyjne na lata 2017–2019”, który ma na celu całościowe uregulowanie wsparcia dla osób cierpiących na choroby rzadkie oraz ich rodzin. Przekazano również, że projekt planu został skierowany do konsultacji wewnętrznych w Ministerstwie Zdrowia.

Według informacji z mediów plan dla chorób rzadkich miał być wprowadzony najpóźniej do końca roku 2018 r. Jednakże z kolejnych informacji wynika, że plan w dalszym ciągu znajduje się na etapie konsultacji wewnętrznych. Brak jest publicznej informacji o zakończeniu prac Zespołu i o wypracowanych rekomendacjach.

Rzecznik zwrócił się do Ministra Zdrowia o wskazanie, jakie działania co do przygotowania i wdrożenia planu zostały podjęte oraz poinformowanie, kiedy spodziewane jest wdrożenie planu dla chorób rzadkich.

V.7013.63.2014

Ulgowe bilety ZTM nie dla studentów spoza UE. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-04-01

 

  • Nie wszyscy studenci i doktoranci mają w Polsce równy dostęp do ulg na przejazdy transportem publicznym  
  • Prawa tego nie mają studenci spoza Unii Europejskiej, doktoranci-obywatele RP z uczelni zagranicznych oraz wszyscy studenci uczelni z zagranicy, którzy nie studiują w Polsce
  • Różnicowanie prawa do ulgi w zależności od obywatelstwa czy miejsca nauki jest sprzeczne nie tylko z polską ustawą, ale i z normami UE - podkreśla RPO

Do Rzecznika Praw Obywatelskich napływają informacje o nierównym traktowaniu studentów i doktorantów w dostępie do ulg na przejazdy środkami publicznego transportu zbiorowego. Rzecznik taką kwestię monitoruje od lat. 

Co mówią przepisy?

Zgodnie z ustawą z 20 czerwca 1992 r. o uprawnieniach do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego, studenci do ukończenia 26. roku życia oraz doktoranci mają prawo do ulgi na przejazdy na podstawie biletów jednorazowych, imiennych biletów miesięcznych oraz przy przejazdach środkami publicznego transportu zbiorowego autobusowego w komunikacji zwykłej i przyspieszonej.

Zgodnie z art. 6 ust. 1 tej ustawy, minister właściwy do spraw transportu, w porozumieniu z ministrami pracy, oświaty i wychowania oraz szkolnictwa wyższego, określi rozporządzeniem rodzaje dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulgowych przejazdów, z uwzględnieniem rodzaju posiadanych uprawnień określonych w tych przepisach. W upoważnieniu do wydania rozporządzenia wskazano, że ma ono określać jedynie rodzaje dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulg, nie zaś zawężać grono podmiotów mogących z tych ulg korzystać.

Kto jest wykluczony?

Tymczasem rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Budownictwa z 20 kwietnia 2017 r. w sprawie rodzajów dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulgowych przejazdów zawiera regulacje, które w sposób nieuprawniony i dyskryminujący ograniczają uprawnienie do uzyskania z ulgi. Wyklucza ono możliwość skorzystania z ulgi przez:

  • studentów spoza Unii Europejskiej,
  • studentów będących obywatelami Unii Europejskiej bądź członkami rodziny obywateli UE, którzy nie posiadają dokumentu potwierdzającego prawo stałego pobytu w Polsce,
  • doktorantów będących obywatelami Polski i studiujących za granicą,
  • wszystkich studentów uczelni zagranicznych, którzy nie są studentami uczelni polskich.

Postanowienia rozporządzenia są sprzeczne z usatwą i nie sprzyjają mobilności

Takie zapisy rozporządzenia pozostają w sprzeczności z ustawą o uprawnieniach do ulgowych przejazdów - w związku z art. 92 ust. 1 Konstytucji. Ustawa ta przyznaje bowiem studentom oraz doktorantom możliwość skorzystania z ulgowego przejazdu, bez względu na obywatelstwo czy miejsce pobierania nauki. Zgodnie zaś z art. 92 ust. 1 Konstytucji, rozporządzenia są wydawane przez organy w niej wskazane, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania.

W ocenie RPO rozporządzenie przekracza zatem upoważnienie ustawowe. Wprowadza ono bowiem dodatkowe kryteria, nieprzewidziane w ustawie, odnoszące się do możliwości skorzystania z ulgi komunikacyjnej przez studenta lub doktoranta.

Ponadto z uwagi na fakt, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, zapisy rozporządzenia - w zakresie, w jakim różnicują możliwość skorzystania z ulgi w zależności od obywatelstwa czy miejsca zamieszkania - mogą budzić wątpliwości co do zgodności z normami UE.

Rzecznik zwrócił też uwagę, że obecne rozwiązania w kwestii ulg na przejazdy nie sprzyjają mobilności studentów i doktorantów.  Wręcz przeciwnie - premiują postawy osób, które z możliwości pobierania nauki zagranicą nie skorzystały. Ponadto takie regulacje nie przyczyniają się do optymalnych warunków studiowania i prowadzenia badań w Polsce dla studentów i doktorantów pochodzących z innych krajów.

Rzecznik zwrócił się do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego o stanowisko w sprawie.

VII.7033.8.2015

Kiedy człowiek śmiertelnie choruje i umiera w więzieniu – wystąpienie RPO do Służby Więziennej

Data: 2019-03-27
  • Nie pozwalajmy na to, by umierający więźniowie odchodzili w samotności w szpitalach więziennych. Prawo pozwala zwolnić ich do domu lub szpitala, gdzie będzie mogła przyjść rodzina
  • Śmierć w więzieniu, nawet w szpitalnym oddziale, nie ma nic wspólnego z godnym umieraniem - zawsze następuje w samotności, nierzadko wśród mało empatycznych współosadzonych
  • Zasady humanitaryzmu i poszanowania godności ludzkiej nie można odrzucić tylko dlatego, że np. w przeszłości zdarzało się, iż z zakładu karnego zwolniono osobę, która mimo złego zdrowia zagroziła bezpieczeństwu innych

Eksperci Biura Rzecznika Praw Obywatelskich sprawdzali sytuację w sześciu miejscach pozbawienia wolności. 18-28 lutego 2019 r. wizytowali: Areszt Śledczy w Gdańsku, Areszt Śledczy w Radomiu, Zakład Karny w Czarnem, Zakład Karny Nr 2 w Łodzi, Zakład Karny w Rawiczu, Zakład Karny w Siedlcach. Wszędzie zastali osadzonych w ciężkim stanie zdrowia. 

Przykładem jest pan B., młody człowiek chorujący na chemoodpornego Chłoniaka Hodgkina i zakwalifikowany do leczenia paliatywnego w hospicjum lub szpitalu więziennym.

Kiedy przedstawiciele Rzecznika poznali tę sprawę, od decyzji lekarzy minęły już 4 miesiące, a chory nadal przebywał w zwykłej celi mieszkalnej: zaniedbanej, brudnej, ciemnej, o powierzchni tak niewielkiej, że nawet osoba sprawna fizycznie nie jest w stanie swobodnie się poruszać. Chory cały czas leżał w łóżku, wstawał jedynie, i to z trudem, do kącika sanitarnego.

Z relacji współosadzonych wynikało, że w ostatnim okresie osiwiał, bardzo schudł, niedojadał, miewał halucynacje. Twierdzili, że załamał się z powodu braku pozytywnych efektów leczenia. Nie nawiązywał z nikim kontaktu, oddzielił się od życia także fizycznie - przesłoną wykonaną z prześcieradła.

Mimo to służba zdrowia nie wdrożyła zaleceń lekarskich: nawet nie umieszczono go w izbie chorych, nie zapewniono opieki psychiatrycznej, nie kontrolowano przyjmowania leków, nie stworzono warunków szczególnej higieny, w tym zleconej przez lekarza codziennej kąpieli, nie przemywano niegojących się ran, nie dbano o częstszą zmianę bielizny osobistej i pościelowej.

Personel penitencjarny nie uznał, że trzeba mu wyznaczyć kogoś do pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Za to wychowawca nadal motywował go do nauki: „Przeprowadziłam z osadzonym rozmowę w sprawie propozycji nauki w CKU. […] Przedstawiłam korzyści płynące z faktu zdobycia zawodu i wykształcenia w postaci m.in. podniesienia swoich kwalifikacji, zwiększenia możliwości podjęcia pracy w warunkach izolacji oraz po zakończeniu odbywania kary. […] Osadzony aktualnie nie jest zainteresowany podjęciem nauki, głównym powodem takiej postawy jest fakt, że osadzony jest osobą chorą na nowotwór. Jego stan zdrowia jest dość poważny”.

Dopiero teraz pan B. - w stanie ciężkim - został przetransportowany do szpitala publicznej służby zdrowia, gdzie w oddziale onkologicznym przebywa pod konwojem uzbrojonych funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Jak naprawić taką sytuację?

Wstępna analiza zebranego materiału pozwoliła na wyodrębnienie trzech grup osadzonych, którzy wymagają szczególnego traktowania – pisze RPO w wystąpieniu do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej gen. Jacka Kitlińskiego:

  • Grupa I - chorzy w stanie terminalnym, u których choroba spowodowała postępujące, poważne i trwałe pogorszenie stanu zdrowia i istnieje uzasadnione medycznie przekonanie, że leczenie będzie nieskuteczne.
  • Grupa II - chorzy, którzy wymagają dalszego specjalistycznego leczenia, a więzienna służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich świadczeń medycznych z uwagi na brak miejsc w szpitalu więziennym lub wąski zakres świadczonych usług.
  • Grupa III - osoby niesamodzielne, wymagające świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych, najczęściej w związku z głębokim zespołem otępiennym, dla których pobyt w warunkach więziennych nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia, ale stan ich zdrowia uniemożliwia osiągnięcie celów kary, o których mowa w art. 67 k.k.w. Kara spełnia jedynie cel sprawiedliwościowy i izolacyjny.

1.Chorzy, którzy są w okresie bezpośredniego, bliskiego zagrożenia śmiercią, należą do tzw. grupy szczególnie wrażliwej

W stanach terminalnych norma Kodeksu Etyki Lekarskiej nakazuje lekarzowi objęcie pacjenta opieką humanitarną, czyli ludzką, a więc dostrzeżenie w pacjencie człowieka i traktowanie go jak człowieka – jako całość, z jego sferą fizyczną i psychiczną, ale także duchową i społeczną. Nic więc wspólnego z godnym umieraniem nie ma śmierć w więzieniu, nawet jeśli w szpitalnym oddziale, zawsze ona będzie w samotności, nierzadko wśród mało empatycznych współosadzonych.

Dlatego też w każdym przypadku osób w stanie terminalnym, mających wsparcie w rodzinie, Służba Więzienna powinna korzystać z przewidzianych prawem procedur, pozwalających na powrót umierającego więźnia do bliskich. Ciężka choroba uniemożliwiająca wykonanie kary jest przecież przesłanką do obligatoryjnego udzielenia przerwy w wykonaniu kary (art. 153 § 1 k.k.w. w zw. z art. 150 § 1 k.k.w).

Problemy

Zauważalna i niepokojąca jest ostrożność dyrektorów jednostek penitencjarnych w kierowaniu takich wniosków do sądów penitencjarnych.

Administracja więzienna nie informuje także sądu karnego o chorobie skazanego, która już nie poddaje się leczeniu i może być przesłanką do podjęcia z urzędu procedury o umorzenie albo zawieszenie postępowania wykonawczego

Próby rozwiązań

Niektórzy dyrektorzy podejmują próby umieszczenia ciężko, nieuleczalnie chorych więźniów w placówkach stacjonarnej opieki paliatywnej finansowanej z NFZ: hospicjum, czy zakładzie leczniczo-opiekuńczym. Działania te zwykle kończą się fiaskiem z powodu braku pieniędzy bądź braku miejsc.

2. Ciężko chorzy. Państwo jest zobowiązane do zagwarantowania osobom pozbawionym wolności świadczeń zdrowotnych na takim samym poziomie jak osobom na wolności

Europejski Trybunał Praw Człowieka w licznych wyrokach przeciwko Polsce wypowiadał się na ten temat. Aby rozwiązać problem, ustanowiono m.in. „Program modernizacji Służby Więziennej w latach 2017–2020”, modernizację podmiotów leczniczych dla osób pozbawionych wolności i zmianę systemu zatrudniania personelu medycznego przeznaczono w latach 2017 – 2018 65 mln zł. Nadal jednak brakuje miejsc w więziennych szpitalach, lekarzy i kadry pielęgniarskiej.

Więziennictwo boleśnie odczuwa likwidację Aresztu Śledczego w Warszawie-Mokotowie, który dysponował dużym zapleczem szpitalnym (interna, ortopedia, chirurgia, oddział psychiatrii sądowej). Od tego czasu pojemność innych więziennych szpitali zwiększyła się nieznacznie. Stąd decyzje o odmowie przyjęcia chorego bądź wyznaczanie odległych terminów przyjęć.

Tak było w przypadku pana B., a także pana W., który będąc w bardzo złym stanie zdrowia odbywał karę w oddziale zewnętrznym zakładu karnego (już nie żyje).

Współosadzeni zawiadomili Rzecznika, że jest on bardzo chory, a ciężar odpowiedzialności za codzienne jego funkcjonowanie ponoszą sami więźniowie (!). Jeden z nich relacjonował pracownikowi Biura RPO: „Mówił, że tutaj umrze. Było mu ciągle zimno, leżał w ubraniu, miał założone dwie bluzy, przykryty był trzema kocami. Krztusił się, w nocy strasznie kasłał, bałem się, żeby mi w nocy nie umarł”.

3. Przewlekle chorzy. Do trzeciej, wyodrębnionej na wstępie, grupy osób należą przewlekle chorzy somatycznie, wymagający leczenia ambulatoryjnego oraz całodobowej opieki i pielęgnacji, u których stwierdza się stan wyłączający świadomość odbywania kary

W ocenie RPO takie osoby nie powinny przebywać w warunkach izolacji penitencjarnej. Jeśli jednak są obiektywne przeszkody by ich zwolnić, to należy zadbać, aby przebywali w warunkach zapewniających ochronę godności ludzkiej.

Europejski Trybunał Praw Człowieka niejednokrotnie podkreślał, że art. 3 EKPC wymaga od Państwa zapewnienia, aby więźniowie osadzeni byli w warunkach, które nie uwłaczają godności ludzkiej, aby sposób wykonywania kary nie narażał ich na ból czy trudności, których intensywność przekraczałaby nieunikniony poziom cierpienia, nieodłącznie związany z faktem osadzenia. Wyniki badania Rzecznika dają podstawę do stwierdzenia, że brakuje nam systemowych rozwiązań dotyczących sposobu odbywania kary pozbawienia wolności przez te osoby.

Konieczność uwzględnienia przez Służbę Więzienną szczególnych potrzeb osadzonych, w tym związanych z ich wiekiem i stanem zdrowia, wynika z określonej w art. 67 k.k.w. zasady zindywidualizowanego oddziaływania. Istniejące regulacje nie są jednak wystarczające, co pokazuje aktualna sytuacja tych osób. 

1.Brak miejsc dysponujących odpowiednimi warunkami, dostosowanymi do potrzeb tych osób pod względem bytowym i prowadzonych oddziaływań

Chodzi o skazanych, którzy mają problemy z samodzielnym poruszaniem się, utrzymaniem higieny osobistej, kontrolą potrzeb fizjologicznych. Niejednokrotnie są kwaterowani w celach o małej powierzchni. Kąciki sanitarne nie są wyposażone w stanowiska prysznicowe, nie ma uchwytów przy toalecie i umywalce, jest tylko zimna woda. Z uwagi na sposób funkcjonowania – osoby te są bardzo mało aktywne, głównie leżą w łóżku - niezbędne jest wyposażenie łóżek w materace przeciwodleżynowe i zainstalowanie sygnalizacji przyzywowej, w taki sposób, by była dla nich dostępna.

2.Brak systemu specjalnego nadzoru medycznego dla osób z demencją, czy z innego rodzaju niepełnosprawnością na tle intelektualnym lub psychicznym i procedur dotyczących zapewnienia im całodobowych świadczeń pielęgnacyjnych i opiekuńczych

Osoby te powinny być objęte szerszym spektrum diagnostyki medycznej, tak by wykrywać choroby, których same nie zasygnalizują. Powinny mieć cykliczne badania profilaktyczne (morfologia, próby wątrobowe, rtg płuc), odbywać regularne spotkania z psychologiem i psychiatrą oraz neurologiem. Taka dobra praktyka w tym zakresie jest w Zakładzie Karnym w Rawiczu.

Dobrą praktyką jest organizowanie dla więźniów kursów dla opiekunów osób starszych i z niepełnosprawnością.

3.Brak przygotowania kadry penitencjarnej do pracy z tą grupą osób

Np. psycholodzy w notatkach z rozmowy z osobami z zaburzeniami otępiennymi zawierają informację – „powiadomiłem, że w przypadku problemów może zgłosić się do psychologa”.

Przykładem może być skazany pan G. - osoba niesamodzielna, z problemami z chodzeniem i utrzymaniem równowagi, która sama nie ubiera się i nie myje.

Jest mocno zaniedbany higienicznie, nie kontroluje potrzeb fizjologicznych, ma więc zakładanego pampersa. W badaniu psychologicznym testem MMSE skazany uzyskał wynik wskazujący na otępienie głębokie („…brak orientacji osadzonego w czasie i miejscu, wysokie trudności w zakresie funkcji zapamiętywania, liczenia, wykonywania poleceń, pisania, rysowania”). Zespół terapeutyczny zgodnie ocenił, że z osadzonym nie ma możliwości współpracy wychowawczej i terapeutycznej. W dniu wizytacji osadzony był bez kontaktu logicznego. Zdaniem personelu terapeutycznego nie powinien on przebywać w warunkach izolacji penitencjarnej.

Zagadnienia te zasygnalizowano przedstawicielom Centralnego Zarządu Służby Więziennej na spotkaniu 4 marca 2019 r. RPO podziękował dyrektorowi generalnemu SW za dobrą, merytoryczną dyskusję, jaka wówczas miała miejsce. Jednocześnie wyraził nadzieję, że deklaracje dogłębnego, rzetelnego zbadania opisanych przypadków zostaną wdrożone w życie.

IX.517.532.2019 

Zabudowa więziennych kącików sanitarnych - pod lupą Rzecznika

Data: 2019-03-26
  • W wielu jednostkach penitencjarnych zakończono prace remontowe kącików sanitarnych
  • Nadal jednak kilkaset kącików sanitarnych i więziennych łaźni wymaga modernizacji, w tym wyodrębnienia indywidualnych stanowisk prysznicowych

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się ponownie do Służby Więziennej o informacje o wykonanych w 2018 r. zabudowach kącików sanitarnych i modernizacji więziennych łaźni.

Od wielu lat Rzecznik monitoruje realizację tego projektu -  głównie z uwagi na respektowanie prawa do prywatności osób pozbawionych wolności, ale również z powodu konieczności implementacji wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Szafrański przeciwko Polsce z 15 grudnia 2015 r.

W wielu jednostkach penitencjarnych zakończono już prace remontowe kącików sanitarnych, nadal jednak kilkaset cel mieszkalnych powinno zostać zmodernizowanych. Według informacji Służby Więziennej z 26 marca 2018 r., do zabudowy pozostawało jeszcze 1050 kącików sanitarnych, a 112 łaźni wymagało modernizacji pod kątem wyodrębnienia indywidualnych stanowisk prysznicowych.

Nadal potrzebne są działania w celu zapewnienia osadzonym właściwych warunków utrzymania higieny osobistej, także w tych celach mieszkalnych, w których kącik sanitarny jest zabudowany, ale umywalka znajduje się poza jego obrębem. Na tę kwestię Rzecznik zwracał uwagę w wystąpieniu z 2015 r. do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

- Wyrażona w nim opinia, że codzienne czynności osadzonego związane z utrzymaniem czystości ciała, realizowane w celi mieszkalnej, powinny odbywać się w warunkach zapewniających minimum intymności, jest nadal aktualna – napisał teraz zastępczyni RPO Hanna Machińska.

IX.517.1494.2015

Trudności z uzyskaniem polskiego paszportu w związku z Brexitem. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-03-22

Obywatele polscy mieszkający w Wielkiej Brytanii skarżą się Rzecznikowi, że w związku ze zbliżającym się Brexitem polskie placówki konsularne nie są w stanie sprostać liczbie składanych wniosków paszportowych

Skarżący wskazują m.in. na utrudniony dostęp do konsulatu RP w Manchesterze. Podkreślają, że dyżurów w placówce jest za mało wobec potrzeb lokalnej Polonii.

Terminy na wizyty w sprawach paszportowych są często rozdysponowywane w kilka minut.

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich spytał Ministra Spraw Zagranicznych, czy w tym szczególnym okresie nie byłoby wskazane zwiększenie obsady kadrowej polskich placówek konsularnych w Wielkiej Brytanii oraz czy podjęto odpowiednie działania.

VII.531.6.2019

RPO: sankcje służbowe za nielegalny zakaz wstępu do Puszczy Białowieskiej podczas jej wycinki

Data: 2019-03-21
  • Zakaz wstępu do Puszczy Białowieskiej podczas jej wycinki był nielegalny. Wprowadzono go bowiem na czas nieokreślony, a prawo dopuszcza tylko zakaz okresowy
  • Orzekł tak Sąd Najwyższy, uniewinniając po kasacji RPO jedną z osób protestujących przeciw wycince
  • Oznacza to, że osoby pokojowo protestujące nie złamały prawa - naruszyły je zaś Lasy Państwowe
  • Dlatego Rzecznik wystąpił do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych o sankcje służbowe wobec osób, które wydały zakaz wstępu do lasu z naruszeniem prawa

17 kwietnia 2018 r. - w związku ze skargą Komisji Europejskiej - Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej uchybiła zobowiązaniom wynikających z dyrektywy siedliskowej oraz ptasiej. Rzecznik Praw Obywatelskich podkreślał, że Trybunał potwierdził tym samym, iż wycinka  Puszczy była nielegalna, a manifestacje w jej obronie - uzasadnione. Miały one bowiem na celu doprowadzenie do przestrzegania prawa przez polskie władze i powstrzymania Lasów Państwowych od zwiększenia wycinki.

27 kwietnia 2018 r. Rzecznik spytał Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Białymstoku, czy w świetle tego wyroku nadal będą popierane wnioski o ukaranie osób protestujących przeciw wycince w Nadleśnictwie Białowieża. Zostały one obwinione, głównie przez Straż Leśną, o wykroczenie polegające na przechodzeniu i przebywaniu na gruntach leśnych, na których jest to zabronione (art. 151 § 1 Kodeksu wykroczeń).

W odpowiedzi z 18 maja 2018 r. dyrektor RDLP Andrzej Józef Nowak poinformował, że działania leśników w Puszczy Białowieskiej „nigdy nie naruszały praw i wolności obywatelskich”. Z odpowiedzi  wynikało też, że „większość wniosków skierowanych przez nadleśnictwa dotyczyła naruszenia okresowych zakazów wstępu do lasu, które były wprowadzone przez nadleśniczych w pełni zasadnie i legalnie, byli zresztą do tego zobligowani na podstawie ustawy o lasach”.

Rzecznik nie podziela oceny, że ten zakaz wstępu wprowadzono legalnie. Z art. 26 ust. 3 ustawy z 28 września 1991 r. o lasach wynika bowiem, że nadleśniczy jest uprawniony do wprowadzenia okresowego zakazu wstępu do lasu stanowiącego własność Skarbu Państwa. Tymczasem zarządzenie Nr 10/17 Nadleśniczego Nadleśnictwa Białowieża z  27 marca 2017 r. w sprawie wprowadzenia okresowego zakazu wstępu do lasu (zmienione zarządzeniem Nr 15/17 Nadleśniczego z 28 kwietnia 2017 r.), nie pozostawia wątpliwości, że zakaz w tym przypadku wprowadzono na czas nieokreślony. Zakaz wprowadzony „do odwołania” jest bowiem zakazem na czas nieokreślony, a nie zakazem okresowym. Został więc wprowadzony z rażącym naruszeniem art. 26 ust. 3 ustawy o lasach.

Taką ocenę prawną Rzecznik przedstawił, wnosząc do Sądu Najwyższego kasacje od wyroków nakazowych wydanych przez sąd w Hajnówce w postępowaniach wykroczeniowych wobec protestujących.

11 grudnia 2018 r. SN podzielił ocenę prawną Rzecznika i uwzględnił kasacje wobec trzech osób ukaranych w 2017 r. przez sąd w Hajnówce grzywnami za złamanie zakazu wejścia do lasu. Sąd rejonowy wydał wyroki nakazowe bez przeprowadzania rozpraw i wzywania obwinionych. Według Rzecznika, sąd naruszył przepisy, nie prowadząc rozpraw. Dlatego wniósł o uchylenie tych wyroków i zbadanie spraw w zwykłym trybie.   

SN jedną z obwinionych uniewinnił, a sprawy dwóch pozostałych (w tym operatora telewizji) zwrócił sądowi w Hajnówce (sygn. akt III KK 649/18, III KK 648/18, III KK 647/18).  SN orzekł, że zarządzenie, zamiast ustalić wymagany przez ustawę okresowy zakaz wstępu do lasu, wprowadziło w istocie stały zakaz.

Uniewinniając obwinioną A.G., Sąd Najwyższy stwierdził, że „towarzyszyła jej rzeczywista i autentyczna troska o stan polskiej przyrody i że swoją postawą, zasługującą na uznanie, zmierzała i ostatecznie w jakiejś mierze przyczyniła się do położenia kresu dewastacji znanego i cenionego na świecie kompleksu leśnego. Pozbawione wszelkiej agresji zachowanie (…) – trzeba to z całą mocą zaakcentować – nie odznaczało się w najmniejszym stopniu społeczną szkodliwością. Przeciwnie – zasługiwało na to, aby potraktować je jako społecznie korzystne i godne szacunku”.

Po wyrokach TS UE i SN nie budzi zatem wątpliwości, że:

  • wycinka drzew w Nadleśnictwie Białowieża była prowadzona z naruszeniem prawa;
  • wprowadzony zakaz wstępu do lasu miał charakter nielegalny, gdyż został wprowadzony na czas nieokreślony, a więc z rażącym naruszeniem ustawy o lasach;
  • osoby pokojowo protestujące nie dopuściły się czynu zabronionego z  art. 151 § 1 Kodeksu wykroczeń. Nie może dopuścić się bowiem tego wykroczenia  osoba, która nie przestrzega nielegalnego zakazu.

- Mając na uwadze powyższe, stwierdzam, że Lasy Państwowe w wyniku podejmowanych przez swoich funkcjonariuszy niezgodnych z prawem działań, doprowadziły do naruszenia praw obywatelskich licznych osób, przeciwko którym kierowały wnioski o ukaranie oparte na nielegalnej podstawie prawnej – napisał Rzecznik do RDLP w Białymstoku. W efekcie tych działań, paradoksalnie, to osoby broniące porządku prawnego zostały narażone na odpowiedzialność prawą, zaś naruszyciele tego porządku nie ponieśli dotychczas żadnych konsekwencji. Taki stan rzeczy nie może być tolerowany.

Dlatego Rzecznik wystąpił do dyrektora RDLP w Białymstoku o zastosowanie sankcji służbowych wobec osób, które doprowadziły do wydania zakazu wstępu do lasu z oczywistą obrazą art. 26 ust. 3 ustawy o lasach.

Zgodnie z ustawą RPO może kierować wystąpienie do organu, organizacji lub instytucji, w których działalności stwierdził naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela oraz żądać wszczęcia postępowania dyscyplinarnego lub zastosowania sankcji służbowych.

VII.613.4.2017

Bezdomni nie mogą być wypisywani ze szpitali do noclegowni. RPO pisze do ministerstwa rodziny i prezydenta Warszawy

Data: 2019-03-21
  • Osoby bezdomne po leczeniu w szpitalu mogą potrzebować opieki, np. w schronisku świadczącym usługi opiekuńcze
  • Ale skierowanie do niego jest obwarowane skomplikowanymi formalnościami – przepisy nie przewidują żadnej awaryjnej, szybkiej ścieżki dla osób chorych. Szczegółowa warszawska procedura zakłada np. wypełnienie aż 9 załączników
  • W efekcie bezdomni pacjenci są wypisywani ze szpitali wprost do noclegowni, które nie mają odpowiedniego zaplecza i personelu
  • Na problem zwróciła uwagę Komisję Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, dlatego przedstawia on problem Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz prezydentowi Warszawy

Zjawisko bezdomności nie tylko stwarza zagrożenie dla życie i zdrowia, ale też godzi w przyrodzoną i niezbywalna godność człowieka. Dlatego wspieranie ludzi w wychodzeniu z kryzysu bezdomności jest jednym z priorytetów Adama Bodnara jako Rzecznika Praw Obywatelskich. W październiku 2015 r. powołał on Komisję Ekspertów, w której skład wchodzą przedstawiciele organizacji pozarządowych zajmujących się przeciwdziałaniem bezdomności i pomocą osobom jej doświadczającym, naukowcy oraz prawnicy.

Ostatnie posiedzenie Komisji 21 stycznia 2019 r. poświęcone było sytuacji osób bezdomnych wymagających rekonwalescencji po leczeniu. Wciąż zdarzają się przypadki bezdomnych pacjentów, wypisywanych ze szpitali bez skierowania do schroniska dla osób bezdomnych świadczącego pomoc opiekuńczą, co jest bardzo niepokojące. Dochodzi bowiem do sytuacji, gdy osoby wymagające szczególnego wsparcia w okresie rekonwalescencji, trafiają do miejsc do tego nieprzygotowanych: schronisk czy noclegowni, które nie dysponują odpowiednim zapleczem i personelem.

Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać nie tylko w niewystarczającej liczbie miejsc tymczasowego schronienia, ale także w ograniczeniach wynikających z ustawy o pomocy społecznej, dotyczących udzielania pomocy osobom w kryzysie bezdomności.

Ustawa o pomocy społecznej – do poprawy

Ustawa o pomocy społecznej nie przewiduje bowiem interwencyjnego umieszczenia osoby bezdomnej w schronisku, a następnie dopełnienia formalności. Żeby zamieszkać w takim schronisku, trzeba poddać się wywiadowi środowiskowemu, podpisać kontrakt socjalny i – w efekcie - dostać odpowiednią decyzję administracyjną. Tego wszystkiego nie jest w stanie zrobić osoba w kryzysie bezdomności leżąca w szpitalu, a sztuczne przedłużanie je pobytu mija się z celem. Widać więc – zauważa RPO – że ustawa nie jest dostosowana do istoty bezdomności i powoduje, że często niezbędna pomoc jest ograniczona, bo prawo nie przewiduje sytuacji wyjątkowych.

W ocenie RPO w przypadku wszystkich osób bezdomnych wypisywanych ze szpitali (a także cudzoziemców z nieustalonym statusem pobytowym w Polsce), trzeba sprawdzać, czy mają jak egzystować poza szpitalem. W przypadkach uzasadnionych m.in. stanem zdrowia, prawo powinno dawać możliwość zastosowania szybkiej ścieżki interwencyjnego umieszczenia na okres rekonwalescencji albo do czasu umieszczenia w zakładzie opiekuńczo-leczniczym czy pielęgnacyjno-opiekuńczym, w schronisku dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi.

Brak stosownej regulacji w ustawie o pomocy społecznej skutkuje niejednokrotnie koniecznością długotrwałej i kosztownej hospitalizacji tych osób.

Warszawskie procedury – do uproszczenia

Rzecznik analizuje w swym piśmie także sytuację w Warszawie, bo miasto dopracowało się „Procedury dotycząca zasad i trybu postępowania w sprawach przyznania tymczasowego schronienia w schroniskach dla osób bezdomnych oraz schroniskach dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi finansowanych z budżetu m.st. Warszawy oraz ustalenia odpłatności za pobyt w schroniskach dla osób bezdomnych oraz schroniskach dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi”. Obowiązuje ona od 1 grudnia 2018 r. i można już stwierdzić, co da się w niej poprawić.

Przede wszystkim – zauważa RPO – dokumenty potrzebne Ośrodkowi Pomocy Społecznej Dzielnicy Wola m.st. Warszawy, który ma wydać decyzję o przyznania miejsca w schronisku, zajmują załączniki od 1 do 9 do Procedury. Rzecznik jest zdania, że Procedurę trzeba pilnie uprościć, skrócić i pozbyć się nadmiernego formalizmu.

Za mało miejsc w schroniskach

Schronisko dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi to jedyne miejsce w systemie pomocy oferowanej osobom bezdomnym, do którego mogą zostać skierowane osoby wymagające wzmożonego wsparcia po leczeniu, szczególnie szpitalnym. Dostęp do tej formy wsparcia jest jednak w Warszawie poważnie ograniczony, gdyż pomoc w tym standardzie jest świadczona przez 10 jednostek dysponujących 392 miejscami.

Problemy cudzoziemców w kryzysie bezdomności – przydałaby się baza tłumaczy

Środowiska wspierające osoby dotknięte kryzysem bezdomności wskazują także na problemy komunikacyjne w kontakcie z cudzoziemcami oraz brak pomocy w tym zakresie.

Rozwiązania problemu bariery językowej upatrują w stworzeniu przez miasto bazy dostępnych tłumaczy, z których pomocy mogłyby korzystać zarówno jednostki świadczące pomoc dla osób bezdomnych, jak i realizatorzy Procedury.

III.7065.60.2019

Świadek dostaje za niską rekompensatę zarobku utraconego wskutek zeznań. RPO apeluje o jej podwyższenie

Data: 2019-03-21
  • Jesteś świadkiem w sądzie lub w prokuraturze? Państwo zwróci Ci za utracony zarobek lub dochód najwyżej 82,31 zł brutto, choć dzienne wynagrodzenie przy płacy minimalnej to dziś 102 zł
  • RPO uznaje taki stan za niezgodny z zasadą demokratycznego państwa prawa i apeluje o podwyższenie tej kwoty  
  • Trzeba to też zrobić, jeśli chcemy, by mniej spraw przeciągało się z powodu niestawiania się świadków

Problem za niskiej kwoty zwrotu utraconego zarobku lub dochodu pojawia się w wielu skargach do Rzecznika. Zwracał on na to uwagę Ministrowi Sprawiedliwości już w 2015 r. Zasady ustalania rekompensat mają prawie 30 lat – wysokość zwrotu wyliczana jest na podstawie płac osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, a płace te ostatnio rosną dużo wolniej niż płaca minimalna. Efekty tego zjawiska dotknęły świadków.

Obowiązki świadka

Osoba wezwana na świadka musi się stawić pod karą grzywny. Może ją zwolnić tylko zaświadczenie wydane przez lekarza sądowego. Ignorowanie wezwania może się skończyć nawet zatrzymaniem przez policję i przymusowym doprowadzona na zeznania.

Świadek musi więc tak zaplanować swe obowiązki zawodowe, aby stawić się w wyznaczonym miejscu i czasie (przysługuje na to zwolnienie z pracy). Może się to wiązać z utratą przychodu, zwłaszcza, jeśli przesłuchanie trwa dłużej niż jeden dzień, a dojazd na miejsce wymaga np. całonocnej podróży. Ponadto świadek musi się liczyć z oczekiwaniem na wywołanie sprawy lub przesłuchanie pozostałych świadków (zdarza się, że na tę samą godzinę sąd wzywa kilka osób).

Żeby dostać zwrot za utracony zarobek lub dochód, trzeba wykazać, że to tej utraty doszło i ile wynosi ta strata. Światek ma na złożenie stosownego wniosku tylko trzy dni.

Obecne przepisy - przestarzałe 

Ze skarg obywateli do RPO wynika, że przepisy o zwrocie kosztów stawiennictwa - zarówno w sprawach cywilnych, jak i karnych - nie przystają do rzeczywistości.

Górną wysokość przysługującego zwrotu ustalono na poziomie 4,6% kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe (ustala się je co roku w ustawie budżetowej). W ostatnich latach ta kwota się nie zmieniła – więc i maksymalny pułap zwrotu dla świadka wynosił i w 2018 r., i w 2019 r., 82,31 zł. A jest to kwota przed odliczeniem składek i podatku dochodowego.

Rzecznik uznaje tą kwotę za rażąco niską. Z wyliczeń wynika, że osoba pobierająca wynagrodzenie minimalne otrzymywała w 2018 r. średnio dziennie 100,80 zł a w tym roku otrzymuje 102,80 zł.

W ocenie RPO nie znajduje uzasadnienia utrzymywanie maksymalnej stawki zwrotu utraconego dochodu lub zarobku na poziomie z 1990 r. (Obecne rozwiązania są wywodzą się z rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 4 lipca 1990 r. w sprawie wysokości należności świadków i stron w postępowaniu sądowym). 

Wzrost płac, zwłaszcza płacy minimalnej, następuje w innym tempie niż waloryzacja kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska. Wysokość wynagrodzenia minimalnego i kwoty bazowej wynikają z odrębnych aktów prawnych - z rozporządzenia premiera i ustawy budżetowej. Nie są więc waloryzowane jednocześnie

W opinii Rzecznika ten stan wymaga pilnej interwencji ustawodawcy. Choć samo wprowadzenie maksymalnego pułapu zwrotu należy uznać za zasadne (inaczej przesłuchanie osób najlepiej zarabiających mogłoby przekroczyć możliwości finansowe sądów i prokuratur), to obecna górna granica jest rażąco za niska.

Konieczność złożenia zeznań w roli świadka jest wprawdzie dopuszczalnym obowiązkiem nałożonym na obywatela w demokratycznym państwie prawnym, ale art. 31 ust. 3 Konstytucji przemawia za tym, aby związane z tym ujemne konsekwencje zostały w rozsądnym stopniu wyrównane. Ochronie konstytucyjnej z art. 64 ust. 2 podlegają bowiem również prawa majątkowe, a do takich zalicza się prawo do żądania zwrotu utraconego dochodu lub wynagrodzenia z powodu stawiennictwa w roli świadka.

Chodzi o prawa obywateli, ale też i przyspieszenie postępowań 

Zdaniem Adama Bodnara brak pełnego, czy nawet proporcjonalnego, zwrotu utraconego przychodu może zniechęcać świadka do stawiennictwa. A to z kolei może prowadzić do wyznaczenia dodatkowego terminu rozprawy;  może też być konieczne jego zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie  do sądu. Wszystko to generuje koszty i może przyczyniać się do przedłużania postępowań. - Podwyższenie maksymalnego pułapu zwrotu utraconego zarobku lub dochodu może doprowadzić do zwiększenia skuteczności wezwań do stawiennictwa i tym samym do oszczędności związanych z brakiem konieczności wyznaczania dodatkowych terminów, a także do przyspieszenia postępowań - wskazuje Rzecznik.

W jego ocenie obecny stan prawny nosi znamiona pewnej nielojalności ze strony prawodawcy wobec obywatela. Wymogi formalne przyznania zwrotu są bowiem dość daleko idące. W przypadku ich spełnienia prawodawca uniemożliwia jednak świadkowi uzyskanie zwrotu faktycznie utraconych przychodów, ograniczając ich zwrot do poziomu poniżej tego, który sam prawodawca uznaje za wynagrodzenie minimalne. Można to ocenić jako niezgodne z zasadą demokratycznego państwa prawa, określoną w art. 2 Konstytucji. Dbałość o interes finansowy Skarbu Państwa w tym przypadku jest nieproporcjonalna do dolegliwości wyrządzonej świadkowi.

W przypadku podniesienia maksymalnego pułapu zwrotu, jeśli świadek faktycznie utracił niższą kwotę (bo np. zeznania były krótkie), należeć mu się będzie kwota rzeczywiście utracona.  

Rzecznik zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości  o zainicjowanie zmian prawa w celu podwyższenia, a tym samym - urealnienia, maksymalnej kwoty zwrotu utraconego wynagrodzenia lub dochodu.

II.510.197.2019

 

Rzecznik pyta MON o efekty zapowiedzianych działań w sprawie skarg żołnierzy

Data: 2019-03-21
  • W 2018 roku żołnierze jednej z jednostek wojskowych skarżyli się RPO m.in. na złą jakość przestarzałego sprzętu, problemy z awansami podoficerów czy nieodpowiednią pomoc medyczną
  • Ministerstwo w odpowiedzi zapewniło, że zbada wskazane przez Rzecznika problemy i podejmie odpowiednie działania
  • Teraz RPO dopytuje o efekty tych zapowiedzianych działań

W kwietniu 2018 roku Adam Bodnar opisał w wystąpieniu do Ministra Obrony Narodowej skargi i uwagi żołnierzy jednej z jednostek wojskowych po kontroli przestrzegania praw i wolności obywatelskich.

Żołnierze skarżyli się Rzecznikowi Praw Obywatelskich m.in. na złą jakość sprzętu, zwłaszcza transportowego, który jest eksploatowany od ponad 30 lat. Jakość tego sprzętu zagraża bezpieczeństwu samych żołnierzy. Remontowane pojazdy jednostki często wracają jako niesprawne i nienadające się do dalszej eksploatacji.

Podkreślano też, że w tym samym kompleksie koszar mieści się Batalion Obrony Terytorialnej, który w odróżnieniu od kontrolowanej jednostki jest wyposażany w najnowszy sprzęt (w tym transportowy, uzbrojenie, umundurowanie itp.). Dzieje się tak, chociaż ten sprzęt jest użytkowany tylko w czasie 16-dniowego szkolenia żołnierzy tego rodzaju wojsk. „Priorytetowe traktowanie potrzeb w zaopatrzeniu tej jednostki oraz brak realizacji podstawowych potrzeb kontrolowanej jednostki operacyjnej, prowadzi do kierowania przez żołnierzy wniosków o przeniesienie do formowanego Batalionu OT” - napisał Adam Bodnar.

Żołnierze wskazywali również na problemy z awansami podoficerów i negatywnie oceniali wprowadzenie do wojska systemu zmniejszania uposażenia do 80 proc. w przypadku zwolnienia lekarskiego.

Ministerstwo w odpowiedzi z maja 2018 roku zapewniło, że właściwe instytucje i organy resortu obrony narodowej zostały zobligowane do zbadania wskazanych problemów oraz podjęcia działań zmierzających do ich rozwiązania.

Teraz Rzecznik ponownie wystąpił do MON o przedstawienie efektów zapowiedzianych działań, dotyczących w szczególności:

  • zmiany struktury etatowej jednostki (brak odpowiednich stanowisk dla podoficerów młodszych),
  • wysokości uposażenia w okresie przebywania na zwolnieniu lekarskim oraz pomocy medycznej dla żołnierzy,
  • niskiej jakości sprzętu transportowego oraz wadliwego wykonywania jego napraw,
  • braku sprawnego systemu kontroli jakości umundurowania.

WZF.7040.6.2018

Poprawmy ochronę dzieci przed HIV. Wystąpienie Rzecznika do Ministra Zdrowia

Data: 2019-03-20
  • W ostatnich 30 latach ponad 200 dzieci zaraziło się HIV od swoich matek. Nie chronimy ich dostatecznie przed zakażeniem w ciąży, w czasie porodu i karmienia, bo matki po prostu nie wiedzą, że są zakażone
  • Dlatego potrzebne są obowiązkowe i bezpłatne dla wszystkich kobiet w ciąży testy na obecność HIV do 10. tygodnia ciąży. Bo w razie wykrycia zakażenia, można niemal ze stuprocentową pewnością zapobiec zakażeniu dziecka
  • Dziś takie testy refunduje NFZ, ale nawet ginekolodzy z kontraktem z NFZ ich nie zlecają, nie mówiąc już o prywatnych gabinetach, gdzie za takie badanie trzeba by było zapłacić

Z postulatem poprawy bezpieczeństwa dzieci Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Zdrowia. Podstawą są informacje od organizacji pozarządowych i uwagi zgłoszone przez ludzi w czasie spotkań regionalnych (np. w Szczecinie). Rzecznik przytacza szczegółowe dane zebrane przez ekspertów, którzy z inicjatywy organizacji pozarządowych i pod kierunkiem dr Edyty Widawskiej przygotowali kompleksowy raport „Funkcjonowanie systemu zapobiegania zakażeniom HIV drogą wertykalną. Analiza danych, wnioski i rekomendacje” (na podstawie ogólnopolskich badań prowadzonych przez Społeczny Komitet ds. AIDS).

Ostrzegają oni, że liczba osób zakażonych wirusem HIV w Polsce rośnie z roku na rok[1]. Jedną z dróg jest przeniesienie wirusa z matki na dziecko.

  • Od 1985 do 2016 r. w Polsce zarejestrowano około 220 takich zakażeń, a na AIDS zmarło 13 dzieci[2].
  • W latach 2012-2016 doszło w Polsce do 19 zakażeń odmatczynych[3].
  • W ponad 90% przypadków do zakażenia HIV dzieci dochodzi w czasie ciąży, porodu i karmienia piersią.
  • Jeśli matka nie wie, że jest zakażona, ryzyko transmisji HIV na dziecko w trakcie ciąży, porodu i karmienia piersią może sięgać nawet 50%.
  • W większości krajów europejskich oraz w USA ryzyko zakażenia dziecka HIV, jeśli zakażona jest matka, wynosi obecnie ok. 1%, w Polsce – ok. 20%.

Warunkiem urodzenia zdrowego dziecka jest dwukrotne wykonanie przez kobietę w ciąży testu w kierunku HIV (do 10. tygodnia ciąży oraz pomiędzy 33. a 37. tygodniem) i wdrożenie leczenia przy wyniku dodatnim.

Należy zatem wprowadzać i realizować programy oraz działania profilaktyczne skierowane bezpośrednio do kobiet w ciąży, nie pomijając oczywiście profilaktyki pierwotnej kierowanej do kobiet, potencjalnych matek i mężczyzn, ich partnerów seksualnych, potencjalnych ojców.

Dziś – od 2012 r. - badanie w kierunku HIV są w standardach opieki okołoporodowej (obecnie zakłada je rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej). Takie badania lekarz powinien zlecić dwukrotnie każdej kobiecie w ciąży. Pierwszy raz w pierwszym trymestrze (do 10. tygodnia) i drugi raz w trzecim trymestrze ciąży (między 33. a 37. tygodniem ciąży). Są one refundowane przez NFZ, ale tylko dla pacjentek poradni z kontraktem z NFZ.

Tymczasem większość pacjentek chodzi do prywatnych ginekologów, którzy kontraktów z NFZ nie mają. Co więcej, z ankiet w przychodniach z kontraktem z NFZ wynika, że i one takich badań nie zlecają (badacze szacują, że tak jest w ponad 80 proc. publicznych poradni).

Należy przy tym podkreślić, że obowiązek zalecenia pacjentce w ciąży badania w kierunku zakażenia HIV spoczywa na lekarzu/położnej, czyli na osobie udzielającej świadczeń zdrowotnych - prowadzącej ciążę.

W celu wypracowania działań mających na celu wyeliminowanie zakażeń wertykalnych, w opinii autorki raportu niezbędne jest:

  • pełne finansowanie ze środków publicznych dwukrotnego badania w kierunku HIV dla kobiet w ciąży (bezpłatność badań bez względu na to, czy pacjentka korzysta z publicznej, czy prywatnej opieki medycznej oraz wypracowanie mechanizmu zapewnienia bezpłatnych badań i jego wdrożenie);
  • zalecanie przez osoby prowadzące ciąże badań w kierunku HIV partnerom kobiet w ciąży i informowanie, iż może on wykonać test anonimowo, bezpłatnie i bez skierowania;
  • wprowadzenie obligatoryjnych i cyklicznych szkoleń dla osób prowadzących ciąże na temat profilaktyki zakażeń wertykalnych oraz działań ukierunkowanych na promowanie testowania wśród kobiet w ciąży oraz ich partnerów przygotowanie informacji dla osób prowadzących ciąże dotyczących badań profilaktycznych wykonywanych w trakcie ciąży w celu zapobiegania zakażeniom wertykalnym oraz tego, w jaki sposób zalecać ciężarnym pacjentkom takie badania i o ważności wskazania ich celu;
  • wprowadzenie obowiązku dokumentacji odmów wykonania zalecanych badań.

V.7010.82.2018

(więcej danych znajduje się w załączonym tekście wystąpienia RPO)




[2]Według danych prof. dr hab. med. Magdaleny Marczyńskiej w: Sprawozdanie z realizacji Krajowego Programu Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS w 2016 roku, opracowane przez Krajowe Centrum ds. AIDS, Minister Zdrowia, Warszawa 2017, s. 47.

[3] Zakażenia HIV i zachorowania na AIDS w Polsce, http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/hiv_aids/index.htm.

 

Zagraniczny akt urodzenia dziecka w parze jednopłciowej. Problemy z wykonaniem wyroku NSA o wpisie do akt stanu cywilnego

Data: 2019-03-19
  • Urzędy stanu cywilnego mają problemy z wykonaniem wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego o wpisywaniu do akt stanu cywilnego zagranicznego aktu urodzenia, w którym rodzicami są osoby tej samej płci
  • Urzędnicy nie wiedzą m.in., jak prawidłowo wypełnić formularz aktu urodzenia, gdzie figurują rubryki „ojciec” i ”matka”
  • RPO jest zaniepokojony, że MSWiA nie szuka rozwiązania tych trudności
  • A przecież chodzi o dobro dzieci, które nie mogą być nierówno traktowane ze względu na status prawny rodziców

Obywatele skarżyli się Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że ich dzieci, w których zagranicznych aktach urodzenia figurują rodzice tej samej płci, nie mogą dostać polskiego dokumentu tożsamości ani potwierdzenia obywatelstwa polskiego. Z uwagi na tzw. klauzulę porządku publicznego (zapisaną w art. 107 pkt 3 Prawa o aktach stanu cywilnego), kierownicy urzędów stanu cywilnego odmawiali dokonania transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia i wpisania dziecka do polskich ksiąg stanu cywilnego. Uniemożliwiało to wydanie polskiego dokumentu tożsamości. Sądy dotychczas podtrzymywały takie odmowy.

10 października 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny wydał jednak przełomowy wyrok w takiej sprawie. Uchylił wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie oraz decyzję Wojewody Małopolskiego o odmowie transkrypcji brytyjskiego aktu urodzenia, w którym jako rodzice wskazane zostały dwie matki, obywatelki Polski.

Wojewoda i WSA powoływały się na klauzulę porządku publicznego. Rozpatrując skargę kasacyjną, NSA przychylił się do argumentacji, którą zaprezentował Rzecznik, przystępując do tego postępowania. NSA wskazał, że zarówno organy administracji, jak i sąd powinny były kierować się zasadą priorytetu dobra dziecka, wynikającą z Konwencji ONZ o prawach dziecka, która na podstawie art. 91 ust. 2 Konstytucji ma pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawą.

Ponadto NSA powołał się na ustawowy obowiązek transkrypcji zagranicznego aktu stanu cywilnego, gdy obywatel Polski ubiega się o polski dokument tożsamości lub nadanie numeru PESEL. W ocenie NSA odmowa transkrypcji aktu ze względu na porządek publiczny, równoznaczna z odmową wydania dziecku dokumentu potwierdzającego jego tożsamość – obywatelstwo nabyte z mocy prawa – nie jest zgodna z obowiązującymi przepisami prawa.

Rzecznik z satysfakcją przyjął argumentację NSA, opartą na zasadzie pierwszeństwa dobra dziecka i jego ochrony przed dyskryminacją ze względu na cenzus urodzenia i status prawny rodziców. - Z tym większym zaniepokojeniem powziąłem wiadomość, że urzędy stanu cywilnego napotykają problemy z wykonaniem wyżej wskazanego wyroku, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie poszukuje rozwiązania tych trudności – napisał Adam Bodnar do ministra Joachima Brudzińskiego.

Z informacji medialnych wynika, że chcąc dokonać transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, gdy rodzicami są osoby tej samej płci, urzędnicy borykają się z wątpliwościami natury technicznej, nie wiedząc, jak prawidłowo wypełnić wzór formularza aktu urodzenia. Mówili o tym także uczestnicy spotkania regionalnego w Biłgoraju (patrz relacja niżej).

Problem ten był też przedmiotem interpelacji poselskiej co do zmiany rozporządzenia MSW z 29 stycznia 2015 r. w sprawie wzorów dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego  - tak aby wzór formularza aktu urodzenia umożliwiał transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia dziecka pary jednopłciowej.  W odpowiedzi na interpelację  minister powołał się na Kodeks rodzinny i opiekuńczy,  argumentując ze zagadnienie powinno być rozpatrywane szerzej, przez pryzmat przepisów dotyczących pochodzenia dziecka, a nie tylko w aspekcie zmiany formularzy.

- W odniesieniu do tej argumentacji pragnę wyrazić opinię, że zgodnie z omówionym wyżej wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, kwestia ta powinna być rozpatrywana przede wszystkim przez pryzmat zasady priorytetu dobra dziecka  - oświadczył Rzecznik. NSA wskazał, że odmowa transkrypcji wyłącznie ze względu na fakt, że w aktach urodzenia jako rodzice wskazane są dwie osoby tej samej płci, prowadzi do naruszenia praw dziecka, chronionych przez Konstytucję, Konwencję o prawach dziecka oraz Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności - w tym prawa do nabycia obywatelstwa, prawa do zachowania tożsamości, nazwiska i stosunków rodzinnych oraz prawa do poszanowania życia rodzinnego.

Zdaniem NSA kluczowy jest fakt, iż odmowa transkrypcji aktu urodzenia prowadzi do uniemożliwienia nadania dziecku numeru PESEL oraz wydania polskiego dowodu tożsamości, których pozbawienie wiąże się z licznymi negatywnymi konsekwencjami. Wskazanie numeru PESEL jest konieczne w przypadku ubiegania się przez rodziców o objęcie dziecka opieką w żłobku lub klubie dziecięcym. Numerem PESEL posługuje się cały system świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Brak dokumentu tożsamości może powodować problemy z ustaleniem legalnej podstawy pobytu w Polsce. W skrajnych przypadkach małoletni może zostać uznany za przebywający w Polsce bez opieki i umieszczony w placówce opiekuńczo-wychowawczej lub w strzeżonym ośrodku. Brak dokumentu tożsamości może zatem prowadzić do naruszenia prawa dziecka do ochrony zdrowia, prawa do nauki, prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Po uzyskaniu pełnoletności bez dokumentu potwierdzającego obywatelstwo nie jest natomiast możliwe korzystanie z wielu praw zastrzeżonych w Konstytucji dla polskich obywateli.

W najlepszym interesie dziecka jest zatem dokonanie transkrypcji aktu urodzenia i umożliwienie wydania dokumentu tożsamości i nadania numeru PESEL. Realizacja tego interesu nie powinna zostać zakłócona przez organizacyjno-techniczne problemy związane z używaniem wzoru formularza aktu urodzenia.

Dlatego Adam Bodnar spytał ministra Joachima Brudzińskiego, czy planowana jest zmiana rozporządzenia MSWA z 29 stycznia 2015 r. w sprawie wzorów dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego, tak aby wzór formularza aktu urodzenia umożliwiał transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia dziecka pary jednopłciowej. Jeśli nie jest to planowane, RPO chciałby wiedzieć, jakie inne działania prawne, techniczne i organizacyjne zostały lub zostaną podjęte w celu umożliwienia tych transkrypcji.

XI.534.4.2016

Rzecznik: europejska dyrektywa gwarantuje prawa dzieci, które są podejrzane i oskarżone

Data: 2019-03-18
  • Dzieci podejrzane i oskarżone o przestępstwa muszą rozumieć przebieg postępowania karnego; mieć prawo do adwokata od chwili zatrzymania oraz do obecności rodzica na procesie
  • Takie są m.in. standardy dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/800, na której wprowadzenie państwa członkowskie mają czas do 11 czerwca 2019 r.
  • RPO wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o zainicjowanie odpowiednich zmian prawa w interesie dzieci

Chodzi  o  dyrektywę z 11 maja 2016 r. w sprawie gwarancji procesowych dla dzieci będących podejrzanymi lub oskarżonymi w postępowaniu karnym. Ma ona dać im możliwość  zrozumienia i śledzenia przebiegu tego postępowania. Ważne jest również zapewnienie przysługującego dzieciom prawa do rzetelnego procesu, zapobieganie ponownemu łamaniu prawa oraz wspieraniem ich integracji społecznej.

Prawo do informacji

Według dyrektywy 2016/800 obowiązkiem państwa jest zagwarantowanie, aby w sytuacji, gdy dzieci zostają poinformowane, że są podejrzanymi lub oskarżonymi, niezwłocznie udzielono im informacji o przysługujących im prawach zgodnie z dyrektywą 2012/13/UE oraz o ogólnych aspektach przebiegu postępowania. To informacje, których należy udzielić niezwłocznie, m.in.:

  • prawo do poinformowania rodziców,
  • prawo do pomocy adwokata,
  • prawo do ochrony prywatności,
  • prawo do towarzyszenia dziecku poza rozprawą i posiedzeniem sądu przez rodziców,  prawo do pomocy prawnej z urzędu.

A także informacje, których należy udzielić na najwcześniejszym właściwym etapie postępowania:

  • prawo do indywidualnej oceny,
  • prawo do badania lekarskiego i pomocy medycznej,
  • prawo do ograniczenia pozbawienia wolności i do stosowania środków alternatywnych,
  • prawo do towarzyszenia dziecku podczas rozprawy i posiedzeń sądowych przez rodziców,
  • prawo do osobistej obecności na rozprawie oraz prawo do skutecznych środków naprawczych.

Ważne aby realizacja prawa do informacji nie tylko następowała na piśmie lub ustnie, ale żeby informacja była sformułowana w prostym i przystępnym języku, a fakt jej udzielenia  został odnotowany. Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej podkreśla konieczność dostosowania informacji do wieku dziecka, jego poziomu dojrzałości, zdolności rozumienia i przekazywania z uwzględnieniem trudności komunikacyjnych. Może pomóc w tym zakresie materiał wizualny. Ponadto osoba służąca dziecku wsparciem powinna sprawdzić, czy czuje się ono należycie poinformowane o swoich prawach oraz czy wie, czego spodziewać się podczas postępowania.

Tymczasem rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 11 czerwca 2015 r. w sprawie określenia wzoru pouczenia o uprawnieniach i obowiązkach podejrzanego w postępowaniu karnym nie określa specjalnej formuły pouczenia dla dzieci będących podejrzanymi – w prostym i przystępnym języku. Dlatego należałoby opracować specjalną formę pouczenia dla dzieci, z uwzględnieniem wytycznych z dyrektywy – podkreśla Adam Bodnar.

Pomoc adwokata

Dzieci będące podejrzanymi lub oskarżonymi mają prawo do adwokata zgodnie z dyrektywą 2013/48/UE z 22 października 2013 r. w sprawie prawa dostępu do adwokata w postępowaniu karnym i w postępowaniu dotyczącym europejskiego nakazu aresztowania oraz w sprawie prawa do poinformowania osoby trzeciej o pozbawieniu wolności i prawa do porozumiewania się z osobami trzecimi i organami konsularnymi w czasie pozbawienia wolności.

Zgodnie zaś z dyrektywą 2016/800 państwo ma obowiązek zapewnić dzieciom możliwości skorzystania z pomocy adwokata bez zbędnej zwłoki po tym, jak zostaną poinformowane, że są podejrzanymi lub oskarżonymi. Należy przez to rozumieć:

  • prawo dziecko do spotykania się na osobności i porozumiewania się z reprezentującym je adwokatem, także przed przesłuchaniem;
  • prawo do obecności adwokata przy przesłuchaniu oraz by adwokat miał możliwość skutecznego udziału w przesłuchaniu;
  • korzystanie z pomocy adwokata przynajmniej podczas następujących czynności dochodzeniowo-śledczych: okazania, konfrontacji oraz eksperymentów procesowych. 

Tymczasem przepisy Kodeksu postępowania karnego w ogóle nie regulują kwestii obecności adwokata osoby podejrzanej podczas czynności z jej udziałem. Dodatkowo wątpliwości budzi brak precyzyjnego uregulowania możliwości przeprowadzenia przez podejrzanego konsultacji z obrońcą przed pierwszym przesłuchaniem w ramach  przedstawienia zarzutów.

Według dyrektywy zadaniem państwa jest również przestrzeganie zasady poufności porozumiewania się pomiędzy dziećmi a ich adwokatem. Poufność porozumiewania się między dzieckiem a adwokatem ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia skutecznego wykonywania prawa do obrony i jest istotną częścią prawa do rzetelnego procesu. Z dyrektywy wynika, że państwo powinno zapewnić, aby kara pozbawienia wolności nie była orzekana, jeżeli dziecko nie korzystało z pomocy adwokata w sposób umożliwiający skuteczne wykonywanie prawa do obrony oraz zawsze podczas rozprawy. Nieobecność adwokata powinna powodować odroczenie przesłuchania dziecka lub innych czynności na inny termin, umożliwiający przybycie adwokata.

Nagrywanie przesłuchań prowadzonych przez policję lub prokuratora

Dzieci będące podejrzanymi lub oskarżonymi w postępowaniu karnym nie zawsze są w stanie zrozumieć treści przesłuchań, w których uczestniczą. W celu zapewnienia takim dzieciom dostatecznej ochrony, przesłuchania przez policję lub inne organy ścigania, należy nagrywać w postaci zapisu audiowizualnego. Dyrektywa nie nakłada na wymogu sporządzania takiego zapisu przesłuchań dzieci przez sędziego lub przez sąd. Nagrywanie przesłuchań przez policję lub inne organy ścigania stanowiłoby bowiem istotny element gwarancyjny dla osoby przesłuchiwanej. Eliminowałoby podejrzenia o wywieranie przez prowadzącego czynność nacisku lub zadawanie tendencyjnych pytań. Zapobiegałoby też ewentualnym zarzutom o niewłaściwe zachowanie lub traktowanie przesłuchiwanego, w szczególności znajdującego się w tak wrażliwym położeniu z uwagi na wiek.

Dziś możliwość taką jedynie fakultatywnie przewiduje art. 147 § 1 k.p.k. Wykonanie dyrektywy powinno polegać na obligatoryjnym nagrywaniu przesłuchań dzieci przez policję lub organy ścigania.

Pobyt dziecka w areszcie czy policyjnej izbie zatrzymań

Zgodnie z dyrektywą dzieci przebywające w areszcie powinny mieć specjalne środki ochrony. Należy je odseparować od dorosłych. Po ukończeniu przez aresztowane dziecko 18 lat powinna istnieć możliwość, w uzasadnionych przypadkach, dalszego odseparowania od osób dorosłych. Dzieci powinny też mieć dostęp do placówek edukacyjnych odpowiadających ich potrzebom.

Obecne przepisy k.k.w.  nie spełniają  wymagań dyrektywy, gdyż używają pojęcia młodocianego (osoba, która w chwili czynu nie osiągnęła 21. roku życia). Dyrektywa dotyczy zaś dzieci, które powinny znaleźć szczególną ochronę i zostać odseparowane od dorosłych. Tymczasem młodociani w wieku powyżej 18 lat nie są już dziećmi. Nie spełnia też wymagań dyrektywy inny artykuł k.k.w., zgodnie z którym tymczasowo aresztowani powinni być rozmieszczani w areszcie śledczym w sposób zapobiegający ich wzajemnej demoralizacji. W szczególności należy oddzielać niekaranych od uprzednio odbywających karę pozbawienia wolności oraz młodocianych od dorosłych, chyba że szczególne względy wychowawcze przemawiają za umieszczeniem dorosłego z młodocianym lub młodocianymi.

Udział rodzica oraz dziecka na rozprawie

Zgodnie z dyrektywą dzieci powinny mieć prawo do tego, by podczas rozprawy oraz posiedzeń sądowych, w których uczestniczą, towarzyszył im rodzic. Jeżeli odpowiedzialność rodzicielska za dziecko spoczywa na więcej niż jednej osobie, dziecko powinno mieć prawo, aby towarzyszyły mu wszystkie takie osoby (chyba że nie jest to wykonalne mimo starań). W związku z tym należy postulować uwzględnienie tych rozwiązań w K.p.k. w celu wykonania dyrektywy.

Formułuje ona też postulat wprowadzenia do krajowego porządku prawnego odrębnej podstawy wznowienia postępowania karnego z uwagi na nieobecność dziecka będącego oskarżonym na dotyczącej go rozprawie. Takiej podstawy nie ma dziś w k.p.k.

Specjalne kwalifikacje sędziów i prokuratorów oraz pracowników organów ścigania i ośrodków detencyjnych

Dyrektywa stanowi, że obowiązkiem państwa jest przeszkolenie pracowników organów ścigania i ośrodków detencyjnych, którzy zajmują się dziećmi. Powinno ono dotyczyć praw przysługującym dzieciom, odpowiednich technik prowadzenia przesłuchań, psychologii dziecięcej i komunikowania się w języku dostosowanym do poziomu dziecka.  Sędziowie i prokuratorzy prowadzący postępowania karne z udziałem dzieci mają mieć specjalne kwalifikacje w tej dziedzinie. Państwo powinno także wspierać  takie szkolenia dla obrońców w postępowaniach karnych z udziałem dzieci.

II.510.820.2018

Rzecznik o trudnościach sportowców uprawiających karate

Data: 2019-03-15
  • Mistrzyni świata w olimpijskiej odmianie karate nie mogła oficjalnie reprezentować Polski, bo Polska Unia Karate, pod której szyldem występuje, nie jest uznawana przez resort sportu za związek sportowy
  • Z powodu konfliktu w polskim środowisku karate sportowcy uprawiający tę dyscyplinę nie mogą też korzystać z ministerialnego dofinansowania
  • Rzecznik zwrócił się do ministra Witolda Bańki o zajęcie się tym problemem

Jak donosiły media, Dorota Banaszczyk, aktualna mistrzyni świata w olimpijskiej odmianie karate, podczas czempionatu w Madrycie występowała bez orzełka na piersi, bo Polska Unia Karate, pod której szyldem występuje, nie jest uznawana za związek sportowy. Na podstawie tych informacji Rzecznik zainteresował się trudnościami, z jakimi spotykają się w Polsce sportowcy uprawiający tę dyscyplinę.

Źródłem problemów jest konflikt między poszczególnymi działaczami. Z informacji mediów wynika, że akceptowana przez Światową Federację Karate (WKF) jest Polska Unia Karate, która jednak nie jest uznawana za związek sportowy przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Polski Związek Karate z kolei nie jest uznawany przez WKF; trwa odbieranie temu związkowi odpowiedniego statusu.

Nie jest więc jasne, którzy sportowcy uprawiający olimpijskę odmianę karate mogą reprezentować Polskę w zawodach międzynarodowych. Doprowadziło to również do tego, że nie są organizowane mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie. Przede wszystkim wpływa ona jednak na brak możliwości korzystania przez sportowców z ministerialnego dofinansowania. Budzi to poważne wątpliwości Rzecznika z punktu widzenia wyrażonej w art. 32 Konstytucji RP zasady równości.

Możliwość typu problemów ze statusem polskich związków sportowych była sygnalizowana przez Rzecznika w wystąpieniach kierowanych do Ministra Sportu i Turystyki w 2015 r.

VII.711.1.2019

Brak dostępu RPO do tajemnicy skarbowej w postępowaniu administracyjnym utrudnia obronę obywateli

Data: 2019-03-15
  • Dostęp Rzecznika Praw Obywatelskich do akt zawierających tajemnicę skarbową jest ograniczony. Może je dostać tylko, gdy już trwa proces przed sądem administracyjnym 
  • Utrudnia to możliwość interwencji Rzecznika w sporze obywatela z fiskusem zanim sprawa trafia do sądu  
  • Adam Bodnar zwrócił się do Minister Finansów o odpowiednią zmianę Ordynacji podatkowej

Obecne przepisy ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa, które regulują zasady udostępniania akt objętych tajemnicą skarbową, przewidują, że naczelnicy urzędów skarbowych i naczelnicy urzędów celno-skarbowych udostępniają takie akta m.in. Rzecznikowi Praw Obywatelskich – wyłącznie w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym. Podobne rozwiązanie przewiduje projektowana zmiana Ordynacji podatkowej.

- W praktyce okazuje się, że w wielu przypadkach organy podatkowe odmawiają Rzecznikowi Praw Obywatelskich nadesłania akt (zazwyczaj dotyczy to kopii wydanych rozstrzygnięć) z postępowania administracyjnego strony, która zwróciła się o pomoc do Biura Rzecznika – wskazuje RPO. Organy argumentują, że dostęp do akt objętych tajemnicą skarbową przysługuje RPO tylko w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym.

Rzecznik podkreśla, że z ustawy z 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich wynika, że po zbadaniu sprawy Rzecznik może zgłosić udział zarówno w postępowaniu administracyjnym, jak i w postępowaniu przed sądem administracyjnym w celu ochrony konstytucyjnych praw i wolności podatnika.

W sytuacji zaś, gdy kopie z akt sprawy zawierających tajemnicę skarbową nie są udostępniane Rzecznikowi na wcześniejszym etapie (gdy spór jeszcze toczy się przed organem), możliwości analizy sprawy pod kątem podjęcia przez Rzecznika interwencji procesowej są zdecydowanie utrudnione.

Adam Bodnar poprosił minister Teresę Czerwińską o uwzględnienie tej uwagi w ramach prac nad zmianami w Ordynacji podatkowej.

V.511.129.2019

Rząd zapowiada zmiany w ustawie dotyczącej Ośrodka w Gostyninie. Szczegółów brak

Data: 2019-03-14
  • Resorty zdrowia i sprawiedliwości podjęły pracę nad „kompleksowymi zmianami” ustawy pozwalającej kierować osoby stwarzające zagrożenie do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie
  • Nie są znane szczegóły proponowanych zmian, które obecnie analizuje Ministerstwo Sprawiedliwości
  • Rzecznik liczy, że projekt będzie mu przedstawiony do zaopiniowania. RPO chodzi nie tylko o zmiany ustawy, ale także aktów wykonawczych leżących w wyłącznej gestii Ministra Zdrowia
  • RPO upomina się od kilku lat, by m.in. ustawowo zagwarantować prawa pacjentów KOZZD i doprecyzować zasady kierowania do niego, zgodnie z Konstytucją i prawem międzynarodowym

W KOZZD są bezterminowo pozbawiane wolności (już jako pacjenci) osoby, które odbyły kary więzienia, ale ze względu na zaburzenia psychiczne zostały uznane za stwarzające zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Przewiduje to ustawa z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Pozwala także na orzeczenie środka ograniczającego wolność - nadzór prewencyjny (bez umieszczania w Ośrodku). O tym, który środek wybrać, decyduje sąd cywilny.

Ośrodek funkcjonuje jako podmiot leczniczy podlegający Ministrowi Zdrowia, gdzie osoby te są poddawane terapii. Pierwszy pacjent trafił tam na początku 2014 r. Dotychczas nikogo z niego nie zwolniono. Wciąż napływają nowi – wystarczy, że przez jakiś czas odbywali karę w systemie terapeutycznym. Obecnie ich liczba przekroczyła maksymalną pojemność (60 osób). 

W grudniu 2018 r. RPO apelował do ministrów zdrowia i sprawiedliwości o nowelizację ustawy.  Wskazywał, że 5 lat stosowania ustawy pozwala stwierdzić, że wymaga ona nowelizacji, a sama koncepcja funkcjonowania Ośrodka  - weryfikacji. Chodzi m.in. o luki w przepisach (np. w sprawie praw i obowiązków pacjentów KOZZD). 

W styczniu 2019 r. Rzecznik wystąpił do Ministra Zdrowia - jest bowiem przeciwny, aby KOZZD był zakładem psychiatrycznym, w którym wykonuje się obserwację podejrzanych orzeczoną przez sąd (jak stanowi rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 listopada 2018 r.). W obecnych warunkach lokalowych Ośrodka przeprowadzanie obserwacji psychiatrycznej, która może trwać nawet do 4 tygodni, jest niemożliwe; negatywnie wpływa też na proces terapeutyczny pacjentów.

- Profil KOZZD, ustalony przez ustawę z 22 listopada 2013 r. nie pozwala na uznanie go za zakład psychiatryczny. Zadaniem ośrodka jest prowadzenie postępowania terapeutycznego wobec osób stwarzających zagrożenie w nim umieszczonych – podkreślał Adam Bodnar.

Pod koniec lutego 2019 r. wiceminister zdrowia Zbigniew Król w odpowiedzi RPO poinformował, że po analizie postulatów legislacyjnych odnoszących się do ustawy z 22 listopada 2013 r. oraz uwzględniając aktualne możliwości realizacji przez KOZZD ustawowych zadań, Ministerstwo Zdrowia podjęło współpracę z Ministerstwem Sprawiedliwości w celu wprowadzenia kompleksowych zmian w ustawie. - Zaproponowane zostały szczegółowe zmiany legislacyjne dotyczące prawidłowej realizacji zadań przez Ośrodek, które w chwili obecnej są analizowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości – dodał wiceminister.

- W kontekście wagi zgłaszanych przeze mnie postulatów informacja ta jest dalece niesatysfakcjonująca – napisał teraz Adam Bodnar do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Zwracał się bowiem do niego o inicjatywę prawodawczą w celu usunięcia uchybień w aktach wykonawczych, w tym rozporządzenia w sprawie wskazania zakładu psychiatrycznego wykonującego obserwację orzeczoną przez sąd. RPO nie dostał też odpowiedzi ministra na pytanie, czy resort rozważa utworzenie kolejnych ośrodków na wzór Gostynina.

Jednocześnie Adam Bodnar poinformował ministra, że pod koniec marca planuje odwiedzić KOZZD i spotkać się zarówno z personelem, jak i jego pacjentami.

Postulaty RPO ws. Gostyninia do premiera

27 lutego 2019 r. Rzecznik wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego. Wskazał, że nie można już nie dostrzegać, iż musi nastąpić gruntowna nowelizacja ustawy, przy jednoczesnym przeanalizowaniu filozofii Ośrodka. Przy jego 65 pacjentach jest oczywiste, że system będzie wchłaniał kolejne osoby, wobec znikomej szansy na opuszczenie przez nie KOZZD. Otwarcie nowych budynków Ośrodka, także w innych częściach Polski, jest nieuniknione. 

Najważniejsze problemy ustawy i KOZZD przedstawione premierowi

  • prawa i wolności pacjentów KOZZD nie mogą być ograniczane regulaminem wydanym przez Dyrektora Ośrodka. Tak jest obecnie z braku zapisów ustawowych, które określałyby podstawy ograniczenia praw pacjentów. Ustawa nie upoważnia zaś Dyrektora do wydania regulaminu wewnętrznego;
  • podczas decydowania przez sąd o dalszym pobycie danej osoby w KOZZD powinno się jej zagwarantować realizację prawa do bycia wysłuchanym przez sąd. Decyzja  o przedłużeniu pobytu powinna zaś przybierać formę postanowienia sądu, które jest zaskarżalne, nie zaś tylko notatki do akt;
  • niedopuszczalne jest stosowanie przez sądy zabezpieczenia cywilnego polegającego na pozbawieniu wolności w KOZZD osoby, wobec której trwa sądowa procedura, czy uznać ją za stwarzającą  zagrożenie. W styczniu 2019 r. Sąd Najwyższy orzekł, że przepisy regulujące zabezpieczenie cywilne nie mogą być podstawą umieszczenia danej osoby w KOZZD;  
  • obecnie ani ustawa, ani Kodeks postępowania cywilnego nie regulują sytuacji osób, wobec których zapadło prawomocna decyzja o umieszczeniu w Ośrodku – następnie uchylona przez Sąd Najwyższy, który po kasacji zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. W efekcie nie ma wtedy podstawy do dalszego pobytu takiej osoby w KOZZD;
  • powinno się zlikwidować lukę prawną polegającą na braku podstaw, by przekazać do szpitala psychiatrycznego osobę chorującą psychicznie, którą błędnie skierowano do KOZZD;
  • ustawa powinna przewidywać możliwość zastosowania Systemu Dozoru Elektronicznego przy nadzorze prewencyjnym (gdy sąd orzeka, że ktoś stwarza zagrożenie, ale nie decyduje się umieścić go w KOZZD).

W konkluzji Rzecznik poprosił premiera o:

  • wyznaczenie jednego resortu odpowiedzialnego za kompleksową nowelizację ustawy, która doprowadzi do wypełnienia licznych luk prawnych, w duchu poszanowania Konstytucji i konwencji międzynarodowych, z uwzględnieniem postulatów RPO z wystąpień do ministrów sprawiedliwości oraz zdrowia;
  • doprowadzenie do pilnego powołania międzyresortowego zespołu roboczego, który przy współudziale ekspertów określi filozofię funkcjonowania KOZZD oraz opracuje nową ustawę;
  • doprowadzenie do rozwiązania obecnej sytuacji bytowej pacjentów KOZZD wobec przekroczenia limitu miejsc.

IX.517.1702.2017

Poprawić system kuratorów sądowych. Wystąpienie Rzecznika do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2019-03-14
  • System kurateli sądowej nie funkcjonuje należycie: zasady naboru nie gwarantują wyłonienia najlepszych kandydatów; niewystarczający jest też nadzór nad kuratorami
  • Kontrola NIK wykazała nieprawidłowości w działalności kuratorów we wszystkich sądach objętych badaniem
  • Zasady pracy kuratorów sądowych nie były jednolite i przejrzyste, a standardy obciążenia pracą nie przystawały do obecnych realiów

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga na funkcjonowanie systemu kurateli sądowej.

Kuratorzy sądowi wykonują orzeczenia sądów, działając na rzecz zmniejszania patologii społecznych. Pomagają w readaptacji skazanych i resocjalizacji nieletnich; wspierają rodziców w opiece nad dziećmi. Funkcjonują także kuratorzy społeczni, którzy działają co do zasady pro bono, a koszty są im rekompensowane ryczałtowo.

Kontrola NIK, której wyniki przedstawiono w 2018 r., wykazała, że przepisy dotyczące kompetencji nadzorczych Ministra Sprawiedliwości odnosiły się zasadniczo do działalności administracyjnej sądów i nie zawierały postanowień, które wprost wiązałyby się z nadzorem nad funkcjonowaniem kuratorskiej służby sądowej. Bezpośredni nadzór nad działalnością kuratorów sprawowało 45 kuratorów okręgowych, ale ustawa z 27 lipca 2001 r. o kuratorach sądowych nie określa szczegółowych zasad tego zadania. Kierownicy zespołów kuratorskiej służby sądowej nie mają zaś skutecznych narzędzi do nadzoru.

Izba wskazała także na niejednolite zasady naboru i aplikacji kuratorskiej. We wszystkich skontrolowanych sądach okręgowych nabór kandydatów poprzedzony był postępowaniem konkursowym, niemniej nie zawsze nabór przebiegał w sposób gwarantujący wybór najlepszych kandydatów. A ustawa nie ujednolica zasad naboru.

Z kolei określenie ramowego planu aplikacji kuratorskiej powierzono kuratorom okręgowym, co spowodowało niejednolite w skali kraju zasady organizacji i przebiegu szkolenia aplikantów. Aktualne pozostaje zatem postulowane przez Krajową Radę Kuratorów wprowadzenie centralnego systemu szkolenia aplikantów.

Nieprawidłowości związane z działalnością kuratorów sądowych stwierdzono we wszystkich sądach objętych kontrolą NIK. Na szczeblu sądów okręgowych nie ustrzeżono się uchybień związanych z zatrudnianiem aplikantów kuratorskich, przebiegiem aplikacji kuratorskiej oraz rozpatrywaniem skarg na czynności kuratorów. Kuratorzy zawodowi i społeczni w sądach rejonowych realizowali zadania nie zawsze w sposób zgodny z wymogami przewidzianymi dla poszczególnych kategorii spraw. Nieprawidłowości bądź uchybienia stwierdzono w 45 ze 139 zbadanych spraw (w 32,4 % przypadków).

W ocenie NIK funkcjonowanie kuratorskiej służby sądowej jest zatem obarczone licznymi mankamentami o charakterze systemowym. Zasady podejmowania i wykonywania pracy przez kuratorów sądowych nie były jednolite i przejrzyste, a standardy obciążenia pracą nie przystawały do obecnych realiów.

Uchybienia te nie zostały dotychczas wyeliminowane. W Ministerstwie Sprawiedliwości dopiero bowiem trwają prace nad projektem kompleksowej nowelizacji ustawy o kuratorach sądowych.

W związku z tym RPO Adam Bodnar zwrócił się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o rozważenie podjęcia odpowiedniej inicjatywy legislacyjnej w opisanych kwestiach.

Wcześniejsze działania RPO ws. kuratorów

W styczniu 2019 r. Rzecznik wystapił do MS o uzupełnienie uprawnień i obowiązków kuratorów sądowych obecnych - na mocy orzeczenia sądu - przy kontaktach rodzica z dzieckiem (gdy sąd tak ograniczył kontakty). Rodzice mają bowiem rozbieżne oczekiwania wobec kuratorów. Część podkreśla zbyt aktywną ich postawę - inni wskazują zaś na ich bierność. Tymczasem według prawa kuratorzy są tylko biernymi uczestnikami spotkań. Nie mogą np. ich przerywać, gdy widzą niepokojące zachowania mogące zagrażać dziecku. Z drugiej strony muszą zakończyć spotkanie, gdy minie wyznaczony na nie czas – nawet wtedy, gdy może to być sprzeczne z dobrem dziecka. Problemy te wynikają z faktu, że dziś przepisy tylko szczątkowo określają uprawnienia i obowiązki kuratorów w takiej sytuacji.

Ministerstwo odpowiedziało, że trwają prace nad zmianami prawa wobec kuratorów sądowych, m.in. w zakresie ich udziału w spotkaniach rodzica z dzieckiem. Prace nad projektem są w fazie wstępnej i nie ma on jeszcze ostatecznego kształtu. 

VII.519.3.2018

Dziecko wychowywane przez dziadków - bez pomocy państwa. Rzecznik prosi minister rodziny o zajęcie się problemem

Data: 2019-03-12
  • 13-letni chłopiec, którego matka cierpi na schizofrenię, wychowywany jest przez dziadków
  • Dziadkowie nie mogą ubiegać się o świadczenia rodzinne, 500+ i dofinansowanie wyprawki szkolnej, ponieważ według definicji ustawowej nie są faktycznymi opiekunami dziecka
  • RPO zwrócił się do minister rodziny, pracy i polityki społecznej o wprowadzenie możliwości uwzględnienia takich wyjątkowych okoliczności przez organ przyznający świadczenia 

Dziadkowie 13-letniego chłopca od 2-go miesiąca życia sprawują nad nim wyłączną opiekę, ponieważ matka dziecka od lat zmaga się z kryzysem  psychicznym – zdiagnozowaną schizofrenią. W trosce o spokojne i bezpieczne dzieciństwo wnuka, dziadkowie – za zgodą matki – przejęli trud opieki i wychowania dziecka. Przekazanie prawa opieki do czasu uzyskania przez chłopca pełnoletności, w tym prawa do podejmowania wszelkich decyzji związanych z opieką, zostało wyrażone w formie oświadczenia złożonego przed matkę przed notariuszem.

Niezwykle trudna sytuacja relacji w rodzinie, wynikająca z choroby córki powoduje, że jej rodzice - aktualni opiekunowie dziecka - nie dokonali formalnego przejęcia opieki prawnej nad chłopcem, tym bardziej, że matka dziecka nie wyraziła zgody na ingerencję we władzę rodzicielską. Dziadkowie chłopca, pomimo że od 13 lat sprawują nad nim nieprzerwanie opiekę i w praktyce w sposób nieformalny realizują obowiązki wynikające z opieki prawnej lub władzy rodzicielskiej, nie mają w obecnym systemie możliwości uzyskania jakiejkolwiek pomocy finansowej od państwa.

Ten przykład rozpatrywanej w Biurze RPO sprawy obrazuje problem ograniczenia w dostępie do świadczeń rodzinnych, świadczenia wychowawczego 500+ i świadczenia Dobry Start dla osób, które faktycznie opiekują się dzieckiem, gdy rodzice nie wykonują obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej i nie pobierają świadczeń. Dlatego Rzecznik zwrócił się do minister Elżbiety Rafalskiej o rozważenie odpowiednich zmian w prawie.

Kim jest opiekun faktyczny

Zgodnie z ustawą o świadczeniach rodzinnych prawo do zasiłku rodzinnego i dodatków do tego zasiłku przysługuje rodzicom, jednemu z rodziców, opiekunowi prawnemu dziecka, opiekunowi faktycznemu dziecka, osobie uczącej się. Natomiast zgodnie z zawartą w ustawie definicją – opiekun faktyczny, to osoba faktycznie opiekująca się dzieckiem, jeżeli wystąpiła z wnioskiem do sądu rodzinnego o przysposobienie dziecka. Definicja jest identyczna w przypadku ustawy regulującej prawo do świadczenia 500+ (ustawa z dnia 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci) i programu „Dobry Start” (rozporządzenie Rady Ministrów z 30 maja 2018 r. w sprawie szczegółowych warunków realizacji rządowego programu „Dobry Start”). Osoby, które faktycznie wychowują dziecko, ale nie wystąpiły z wnioskiem do sądu rodzinnego o przysposobienie dziecka nie mogą być więc uznane za opiekuna faktycznego. Przepisy nie przewidują również możliwości uwzględnienia wyjątkowych okoliczności przez organ przyznający świadczenia.

Konstytucja i Konwencja o Prawach Dziecka

Zdaniem RPO osoba odpowiedzialna za dziecko, która faktycznie sprawuje pieczę nad jego wychowaniem i rozwojem, ma prawo skutecznego domagania się pomocy państwa w sprawowaniu tej opieki, w tym pomocy finansowej. Ograniczenie uprawnień  do świadczeń w tym czasie stanowi naruszenie praw dziecka, wynikających wprost z Konstytucji RP i Konwencji o Prawach Dziecka. Zgodnie bowiem z Konstytucją,  Polska zapewnia ochronę praw dziecka, a dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. Również Konwencja ONZ o Prawach Dziecka mówi o tym, że dziecko pozbawione czasowo lub na stałe swego środowiska rodzinnego lub gdy ze względu na swoje dobro nie może pozostawać w tym środowisku, będzie miało prawo do specjalnej ochrony i pomocy ze strony państwa. Zgodnie z zapisami Konwencji we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, decydujące powinno być jak najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka.         

Nadrzędne cele świadczeń

Rzecznik zwraca również uwagę na cel świadczeń rodzinnych i wychowawczych oraz programu "Dobry Start", którym jest udzielanie rodzinom z dziećmi wsparcia w postaci częściowego pokrycia wydatków związanych z wychowaniem i utrzymaniem dziecka oraz rozpoczęciem roku szkolnego. W ocenie RPO charakter i cel tych świadczeń powinny mieć nadrzędne znaczenie przy ustalaniu prawa do nich. A na sytuację należy zawsze patrzeć przez pryzmat dzieci oraz ich dobra. Dlatego z powodu wymogów formalnych dziecko nie powinno być pozbawiane pomocy ze strony państwa.

III.7064.1.2019

Jak zwiększyć udział kobiet we władzach - propozycja RPO dla ministra Adama Lipińskiego

Data: 2019-03-12
  • Wciąż niewiele kobiet pełni funkcje w organach władzy pochodzących z wyborów. W Sejmie jest ich 27 proc., w Senacie – 13 proc., a wśród  wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast – tylko 12 proc.
  • By zwiększyć ten odsetek, niezbędna jest odpowiednia edukacja i promocja, ale także i zmiany prawne gwarantujące rzeczywistą zasadę równości płci w procesie wyborczym – wskazuje RPO
  • Należy w tym celu wprowadzić zasadę „suwaka” – tak by na listach wyborczych na przemian umieszczać kobiety i mężczyzn
  • Ludzie często głosują na kandydujących z początkowych miejsc listy. Kobiety rzadko się na  nich znajdują, choć zgodnie z mechanizmem kwotowym na samej liście musi być ich co najmniej 35 proc.

W wystąpieniu do pełnomocnika ds. równego traktowania Adama Lipińskiego z 8 marca 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich przypomniał, że w 2019 r. w Polsce odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu i Senatu RP. Choć proponowane zmiany nie objęłyby tegorocznych wyborów, prace nad zmianami prawnymi należałoby rozpocząć wkrótce.

Niedawno obchodziliśmy setną rocznicę wyborów do Sejmu Ustawodawczego w 1919 r. po odzyskaniu niepodległości. W wyborach tych obowiązywała ordynacja wyborcza, na mocy której Polki - jako jedne z pierwszych kobiet na świecie - uzyskały pełnię praw wyborczych – przypomniał Adam Bodnar. Rocznica ta skłania do głębszej refleksji nad uczestnictwem kobiet w wyborach, zwłaszcza korzystania z biernego prawa wyborczego.

Na podstawie licznych badań i analiz (w tym przygotowywanych przez Biuro RPO) można sformułować wniosek o wciąż niewielkim udziale kobiet w składzie organów publicznych pochodzących z wyboru. W tym kontekście Adam Bodnar zwrócił uwagę na ustalenia wspólnego projektu badawczego Uniwersytetu SWPS i Biura RP.  Wyniki badań przedstawiono w raporcie A. Kwiatkowska, Kobiety w wyborach a mechanizmy antydyskryminacyjne – stan aktualny i prognozy na przyszłość, który RPO  przekazał Adamowi Lipińskiemu. Omówiono je też na konferencji zorganizowanej na Uniwersytecie SWPS w listopadzie 2018 r.

Wskazywano m.in., że odsetek kobiet kandydujących w wyborach do rad gmin, miast, powiatów, sejmików rośnie sukcesywnie w odniesieniu do wyborów z 2010 i 2014 r. Podobną tendencję można zauważyć, analizując dane dotyczące odsetka kandydatek, które zostały wybrane i uzyskały mandaty w wyborach 2018 r. (średnio 30 %). Jednak tempo tego wzrostu nadal nie jest satysfakcjonujące.

Ważną kwestią są miejsca na listach wyborczych, jakie zajmują kobiety (w wyborach proporcjonalnych). Bardzo niepokojący jest, utrzymujący się od wielu lat na podobnym poziomie, niewielki odsetek kobiet wśród wybranych wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast (w 2018 r. było to tylko 12 %). Wciąż niski jest odsetek kobiet zasiadających w Sejmie i  w Senacie. W porównaniu z parlamentami innych państw Polska plasuje się w tym względzie na bardzo odległej pozycji.

W ocenie RPO aby przeciwdziałać niedoreprezentowaniu kobiet w życiu publicznym, konieczne jest podjęcie równolegle różnorodnych, skoordynowanych działań. Zasadne jest przygotowywanie i wdrażanie rozbudowanych inicjatyw w zakresie edukacji i promocji.

- W moim przekonaniu należy rozważyć zmiany prawne mające na celu wpłynięcie na skuteczniejsze, rzeczywiste zagwarantowanie zasady równości płci i zwiększenie zaangażowania kobiet w proces wyborczy – napisał Adam Bodnar. Na mocy ustawy z 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy, w wyborach proporcjonalnych, na liście każdego komitetu wyborczego nie może być mniej niż 35 % przedstawicieli każdej z płci. Już w toku prac legislacyjnych podkreślano jednak mankamenty wprowadzanego mechanizmu kwotowego, powodujące  jego  ograniczoną skuteczność. Wskazywano bowiem na brak równoczesnej regulacji co do  kolejności umieszczania kandydatek oraz kandydatów na listach. Rozwiązanie stosowane w wielu państwach obejmuje np. obowiązek naprzemiennego umieszczania na liście kandydatek i kandydatów („zamek błyskawiczny” lub „suwak”). Takie uzupełnienie jest szczególnie istotne w Polsce, gdzie częstym zachowaniem wyborców jest głosowanie na osoby kandydujące z początkowych miejsc listy.

O ile mechanizm kwotowy w ubiegłych latach znacząco zwiększył liczbę kandydatek na posłanki, które zostały zgłoszone na listach komitetów wyborczych (co stanowiło warunek ich rejestracji), o tyle były one umieszczane na dalszych miejscach list. Wśród ogółu osób z pierwszych miejsc w wyborach z 2015 r. tylko niespełna 25 % to kobiety. Wzrost liczby kobiet wybranych do Sejmu trudno uznać za satysfakcjonujący. Od 2015 r. w  Sejmie kobiety stanowią jedynie 27 %, podczas gdy w wyborach 2011 r. – gdy po raz pierwszy zastosowano mechanizm kwotowy – było to 24 %.

RPO zwraca też uwagę na wyjątkowo niski odsetek kobiet w wyborach do Senatu RP. W wyborach z 2015 r. wśród ogółu kandydatów stanowiły one niespełna 14 %. Mandaty uzyskało zaś 13 kobiet i 87 mężczyzn. Tendencja ta utrzymuje się już od wielu kadencji.  Według Rzecznika należy podjąć analizy w celu zidentyfikowania barier w kandydowaniu kobiet w wyborach w systemie większościowym i wskazania skutecznych metod ich likwidowania.

W tym kontekście RPO przywołał opinie i rekomendacje Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE).  W raporcie OBWE, oceniającym przebieg wyborów parlamentarnych w Polsce w 2011 r., podkreślono, że „reprezentacja kobiet uległa tylko skromnej poprawie w stosunku do stanu z 2007 r., co nasuwa wątpliwości co do obecnego sposobu wprowadzania w życie parytetu”.  Raport Misji Oceny Wyborów OBWE, która obserwowała wybory w 2015 r., głosił, że należy rozważyć możliwość wsparcia systemu kwotowego poprzez mechanizmy odnoszące się do kolejności kandydatek i kandydatów na liście.

Również w Uwagach końcowych Komitetu CEDAW z 7 listopada 2014 r., dotyczących siódmego i ósmego sprawozdania okresowego Polski z realizacji Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (CEDAW/C/POL/CO/7-8), wyrażono zalecenie zmiany Kodeksu wyborczego pod kątem naprzemiennego umieszczania kobiet i mężczyzn na listach wyborczych.

Z badań opinii społecznej zrealizowanych w 2018 roku w ramach wspólnego projektu Uniwersytetu SWPS i Biura RPO wynika generalne poparcie Polaków wobec stosowania różnorodnych mechanizmów antydyskryminacyjnych – w tym mechanizmów prawnych dotyczących bezpośrednio prawa wyborczego. Jedynie 27-28 % (w zależności od rodzaju wyborów) ankietowanych jest zdania, że prawo nie powinno regulować minimalnego odsetka dla każdej z płci na listach wyborczych.

Rzecznik poprosił Adama Lipińskiego o stanowisko w sprawie.

VII.602.20.2015

RPO: za długi spółdzielni nie mogą odpowiadać właściciele lokali

Data: 2019-03-07
  • Członkowie spółdzielni mieszkaniowych, jak i osoby z prawem do lokali, muszą mieć ochronę prawną przed przerzucaniem na nich odpowiedzialności za długi spółdzielni – wskazuje RPO
  • W świetle orzecznictwa jest jednak niebezpieczeństwo obciążania hipotecznego nie tylko całej nieruchomości spółdzielni, ale także poszczególnych lokali stanowiących odrębną własność  
  • Rzecznik pyta Ministra Inwestycji i Rozwoju, czy w tej sprawie zostaną podjęte odpowiednie działania legislacyjne dla ochrony praw obywateli

Z przepisów Prawa spółdzielczego i ustawy z 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych jednoznacznie wynika, że wolą ustawodawcy było, aby tytuły prawne  do lokali w ramach spółdzielni mieszkaniowej nie były zagrożone, gdy spółdzielnia jest zadłużona, np. z powodu ryzykownej działalności inwestycyjnej (jak np. Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Warszawie).

W praktyce jednak ten cel nie zostaje osiągnięty. Gdy spółdzielnia popadnie w długi, a nie stać jej na ich spłatę, to wierzyciel może wystąpić o zabezpieczenie swego długu poprzez ustanowienie hipoteki na nieruchomości takiej spółdzielni.

Zgodnie z dotychczasowym utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego, przepisy ustawy z 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece dopuszczają sytuację, w której takie hipoteki na nieruchomości spółdzielni mieszkaniowej przekształcałyby się z mocy tej ustawy w tzw. hipoteki łączne, obciążające także te lokale, które - w toku likwidacji, postępowania upadłościowego albo postępowania egzekucyjnego z nieruchomości spółdzielni - zmieniły status ze spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w prawo odrębnej własności

Według Rzecznika istnieje zatem realne niebezpieczeństwo przerzucenia na gruncie obowiązującego stanu prawnego zobowiązań spółdzielni mieszkaniowych na osoby, którym służy spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, w tym nawet na te, które w ogóle nie są członkami spółdzielni.

RPO już od kilku lat prowadzi korespondencję w tej sprawie. W odpowiedzi na ostatnie wystąpienie z lutego 2017 r. resort infrastruktury i budownictwa w marca 2017 r poinformował  o podjęciu w trybie roboczym współpracy w tej sprawie z Ministerstwem Sprawiedliwości. To Ministerstwo w  marca 2016 r. pisało zaś, że kwestia jest skomplikowana i nie pozwala na jednoznaczne przesądzenie kwestii odpowiedzialności rzeczowej nabywców odrębnej własności lokalu w toku postępowania upadłościowego, egzekucyjnego i likwidacyjnego. Za uzasadniono uznano postulat zmiany obowiązującego stanu prawnego tak, aby jednoznacznie przesądzić, którego rodzaju prawom przyznać prymat - prawom byłych spółdzielców stających się z mocy prawa właścicielami odrębnych obciążonych hipotecznie nieruchomości, czy też wierzyciela hipotecznego. Ewentualne skierowanie projektu założeń ustawy do rozpatrzenia przez Radę Ministrów uzależniono od rekomendacji ekspertów, co było wstępnie przewidywane na II kwartał 2018 r.

W związku z tym Rzecznik zwrócił się do Ministra Inwestycji i Rozwoju o poinformowanie, jakie ustalenia ostatecznie przyjęto w ramach roboczej współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości oraz, czy zostaną podjęte działania legislacyjne, a jeśli tak, to jakie.

IV.7000.251.2015

Państwo ma realnie pomagać gminom w usuwaniu nielegalnych odpadów. Rzecznik pisze do NFOŚiGW

Data: 2019-03-07
  • Gmin nie stać na samodzielne usuwanie składowisk odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz – a koszty sięgają nawet kilkudziesięciu mln zł
  • Pomoc finansowa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest niewystarczająca   
  • Przez trzy lata  programu „Ochrona powierzchni ziemi” złożono tylko dwa wnioski o pożyczki na ten cel - oba zostały odrzucone
  • Rzecznik zwrócił się do NFOŚiGW o zmianę obecnych programów, tak by gminom zapewnić realne wsparcie

Obywatele skarżą się na składowiska i magazyny różnych odpadów, znajdujące się w sąsiedztwie terenów mieszkaniowych. Często działają one bez wymaganych pozwoleń; zdarza się też, że pozwolenia są cofane wobec uchybień w ich prowadzeniu. Z taką sytuacją RPO spotkał się np. w Brzegu, w czasie spotkań regionalnych w 2017 r.

Zgodnie z prawem obowiązek usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska spoczywa na ich posiadaczu. Często nie stosuje się on do tego, mimo sankcji w postępowaniu egzekucyjnym lub kar pieniężnych przewidzianych przez prawo ochrony środowiska. Rzecznik zna takie przypadki, które sam badał  (np: głośna sprawa nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Brzegu).  

Wobec bierności posiadacza odpadów, ich usunięcie spada głównie na gminy (zwykle w formie tzw. zastępczego wykonania decyzji). Muszą one wyasygnować środki na ten cel, przy często iluzorycznej szansie na ich zwrot od posiadacza odpadów. A kwoty te często  wynoszą od kilku do kilkudziesięciu milionów zł. Samorządy mogą uzyskać na to wsparcie NFOŚiGW, zwłaszcza w ramach działa  programu „Ochrona powierzchni ziemi”. Włodarzom gmin znajdujących się w opisanej sytuacji RPO sugerował kierowanie odpowiednich wniosków do Funduszu.

W 2018 r. Rzecznik spytał prezesa NFOŚiGW, czy możliwe jest wsparcie gmin w usuwaniu odpadów z nieruchomości niestanowiących ich własności lub niepozostających w ich użytkowaniu wieczystym.

Dostał odpowiedź, że gmina może dostać dotację Funduszu  do wysokości do 80 proc. kosztów - ale odpady muszą zagrażać zdrowiu lub życiu ludzi albo powodować nieodwracalne szkody środowiska, a miejsce ich składowania musi być własnością gminy lub Skarbu Państwa. Gmina może też dostać pożyczkę do 100 proc. kosztów na usunięcie odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz. Gminy rzadko jednak występują o takie pożyczki.  

Fundusz poinformował, że w Ministerstwie Środowiska trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o odpadach w zakresie usuwania magazynowanych lub składowanych odpadów z miejsc na ten cel nieprzeznaczonych, jak również z miejsc, w których zakończono działalność w zakresie gospodarki odpadami niezgodnie z przepisami obowiązującego prawa. Po wprowadzeniu tych zmian prawnych oferta finansowa NFOŚIGW dla gmin zostanie odpowiednio dostosowana.

Rzecznik uznał, że odpowiedź Funduszu potwierdza, iż obecna oferta Funduszu adresowana do gmin szukających środków na usunięcie nielegalnych odpadów z nieruchomości prywatnych jest niewystarczająca. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w ciągu trzech lat (2015-2017) obowiązywania programu priorytetowego „Ochrona powierzchni ziemi”, złożono jedynie dwa wnioski o przyznanie pożyczki na ten cel - oba zostały zresztą odrzucone.

Doceniając zasygnalizowaną przez Fundusz zapowiedź zmian, Rzecznik nabrał jednak wątpliwości co do tego, że zmiany są uzależnione od nowelizacji ustawy o odpadach. A prace nad tym projektem nadal pozostają na etapie rządowym. Z uwagi na jego obszerność, trudno uznać za przesądzone jego rychłe uchwalenie – podkreślił Adam Bodnar.

Tymczasem media cyklicznie donoszą o nowo odkrywanych nielegalnych magazynach lub składowiskach odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych zagrażających zdrowiu i życiu okolicznych mieszkańców [1].  A problem przez wzgląd na ochronę życia i zdrowia ludzkiego powinien być rozwiązany niezwłocznie – wskazuje Rzecznik.

Dlatego zwrócił się do wiceprezesa NFOŚiGW Dominika Bąka o pilne podjęcie prac w celu zmiany programów Funduszu, tak aby zapewnić gminom odpowiednie instrumenty finansowe.

V.7204.29.2018

 

Resort rolnictwa określi kwalifikacje dla gleboznawcy - razem z MIiR lub samemu

Data: 2019-03-06
  • Resort rolnictwa przygotował propozycję ustawowego określenia kwalifikacji dla osób, które mają prowadzić gleboznawczą klasyfikację gruntów
  • Dziś upoważnienia takim osobom wydają starostowie - bez ustawowych kryteriów wyboru. O ich określenie RPO ubiega się od 2008 r.
  • Przy okazji ujawnił się spór w tej sprawie między resortem rolnictwa a inwestycji. Pierwszy resort chce zmienić przepisy - we współpracy z drugim lub samemu 

W toku korespondencji prowadzonej przez Rzecznika Praw Obywatelskich, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi przyznał konieczność odpowiedniej nowelizacji Prawa geodezyjnego i kartograficznego. Zarazem wskazał na Ministra Inwestycji i Rozwoju jako właściwy organ do zmiany prawa. MIiR uznał jednak, że sprawa leży jednak w kompetencjach resortu rolnictwa.    

- Mając na uwadze potrzebę ustawowej regulacji określającej niezbędne kwalifikacje osób ubiegających się o uprawnienia zawodowe w zakresie gleboznawczej klasyfikacji gruntów, w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi została przygotowana kolejna propozycja uregulowania tej kwestii w ustawie - Prawo geodezyjne i kartograficzne - napisał Rzecznikowi wiceminister rolnictwa Rafał Romanowski.

- Projekt zmiany w najbliższym czasie zostanie przekazany Ministrowi Inwestycji i Rozwoju (jako gospodarzowi ustawy) celem podjęcia wspólnych prac legislacyjnych w tym zakresie lub ewentualnie, po upoważnieniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi do przeprowadzenia samodzielnej zmiany ustawy - Prawo geodezyjne i kartograficzne, podejmę odpowiednie prace zmierzające do uregulowania tych kwestii – dodał wiceminister rolnictwa .

Od ponad 10 lat RPO wnosi o zmianę prawa 

Sprawa była przedmiotem licznych wystąpień RPO, kierowanych do kolejnych ministrów rolnictwa począwszy od 2008 r. Prawidłowe określanie klasyfikacji gruntów ma istotne znaczenie z punktu widzenia konsekwencji zawarcia określonych danych w ewidencji gruntów. Jest ona bowiem urzędowym źródłem informacji faktycznych wykorzystywanych w postępowaniach administracyjnych.

W Prawie geodezyjnym i kartograficznym nie ma jednak zapisu określającego kwalifikacje dla osób ubiegających się o uprawnienie klasyfikacji gruntów na prawidłowym poziomie merytorycznym. W rozporządzeniu do ustawy zapisano jedynie wymóg posiadania przez klasyfikatora upoważnienia właściwego starosty. Nie wymaga to weryfikowania kwalifikacji, a zatem klasyfikatorem może być dowolna osoba, skoro nie określono żadnych kryteriów wyboru. Tymczasem ustawa nakazuje, aby sposób i tryb prowadzenia klasyfikacji gruntów określano tak, by zapewniać jej prawidłowe i merytoryczne wykonanie.

Zdaniem RPO nadawanie tych upoważnień przez starostę nie znajduje odpowiedniej podstawy prawnej. Jest to też nie do zaakceptowania z punktu widzenia art. 92 Konstytucji RP (głosi on, że rozporządzenia są wydawane na podstawie szczegółowego upoważnienia z ustawy i w celu jej wykonania). Budzi to też wątpliwość z punktu widzenia art. 65 ust. 1 Konstytucji RP (wolność wyboru i wykonywania zawodu).

Dlatego Rzecznik uznaje za niezbędne ustawowe uregulowanie statusu klasyfikatorów gruntów.

Rozbieżne stanowiska ministerstw

Na kolejne wystąpienie RPO w sprawie z 20 maja 2016 r. Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformował  9 sierpnia 2016 r., że w pełni podziela stanowisko Rzecznika o konieczności  ustawowej regulacji określającej  kwalifikacje dla klasyfikatorów. Podkreślił, że z uwagi na przepisy ustawy z 4 września 1997 r. o działach administracji rządowej, skierował do Ministra Infrastruktury i Budownictwa przygotowany w MRiRW  projekt odpowiednich zapisów ustawowych.  

W marcu 2018 r. Rzecznik skierował kolejne wystąpienie do ministra rolnictwa. W odpowiedzi otrzymał informację, iż działania legislacyjne w tym zakresie prowadzone są w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

21 czerwca 2018 r. Rzecznik wystąpił do tego resortu. W odpowiedzi z 31 lipca 2018 r. MIiR poinformował, że w jego opinii ustawa geodezyjna, jako akt regulujący sprawy geodezji i kartografii - należące do działu administracji rządowej: budownictwo, planowanie i zagospodarowanie przestrzenne oraz budownictwo -  nie jest aktem właściwym do  określenia statusu klasyfikatorów gruntów. W ocenie ministra przepisy dotyczące problematyki na gruncie tej ustawy powinny ograniczać się do kwestii związanych z ujawnianiem wyników postępowań klasyfikacyjnych w ewidencji gruntów i budynków, bo za prowadzenie tego rejestru odpowiadają organy administracji geodezyjnej i kartograficznej.

Według MIiR regulacje dotyczące ustanowienia zawodu klasyfikatora (nadawania uprawnień, zasad wykonywania zawodu, odpowiedzialności, ewentualnego samorządu zawodowego), powinny mieć miejsce w aktach ustawowych pozostających w kompetencjach MRiRWi, jako odpowiedzialnego za sprawy gleboznawczej klasyfikacji gruntów.

Jednocześnie MIiR poinformował, że w jego resorcie nie były i nie są prowadzone prace legislacyjne nad nowelizacją. Przedstawił wyrażające tożsame stanowisko pismo do ministra rolnictwa z 13 lipca 2018 r.

W związku z tym Rzecznik w styczniu 2019 r. zwrócił  się do ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego o zajęcie ostatecznego stanowiska, czy w jego ocenie określenie wymagań dla gleboznawców należy do właściwości MRiRW.

Odpowiedź Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi

W odpowiedzi wiceminister Rafał Romanowski przedstawił szczegółową  dokumentację działań obu resortów i RPO w tej sprawie.  

Zwrócił m.in. uwagę, że dopiero po dwóch latach od przekazania projektu ustawy, MIiR w piśmie z 13 lipca 2018 r. i z 31 lipca 2018 r. - adresowanym do RPO - zajął stanowisko, że Prawo geodezyjne i kartograficzne nie jest właściwym aktem do regulowania tego zagadnienia. W ocenie MIiR kwestia ta powinna zostać uregulowana w akcie rangi ustawowej pozostającym w wyłącznej kompetencji MRiRW. - Trudno się zgodzić ze stanowiskiem wyrażonym przez Ministra Inwestycji i Rozwoju. W mojej ocenie nie jest zasadne tworzenie odrębnej ustawy regulującej jedynie kwestie określające niezbędne kwalifikacje dla osób przeprowadzających gleboznawczą klasyfikację gruntów - napisał Rafał Romanowski.

Podkreślił, że zgodnie z Prawem geodezyjnym i kartograficznym, od 1 stycznia 1997 r. MRiRW nie jest organem państwowej służby geodezyjnej i kartograficznej, nie sprawuje nadzoru nad służbą geodezyjną i kartograficzną oraz nie wykonuje zadania tej państwowej służby.

Wiceminister przypomniał też, że do 2012 r. obowiązywało rozporządzenie Rady Ministrów z 4 czerwca 1956 r. w sprawie klasyfikacji gruntów, które regulowało obowiązek posiadania przez gleboznawców odpowiedniego wykształcenia i kwalifikacji. Przepisy tego rozporządzenia obowiązywały na podstawie art. 59 Prawa geodezyjnego i kartograficznego, który stanowił, że do czasu wydania przepisów wykonawczych przewidzianych w ustawie pozostają w mocy dotychczasowe przepisy, jeżeli nie są z nią sprzeczne.

W związku z tym, że MRiRW jest odpowiedzialny za dział rozwój wsi, który obejmuje sprawy gleboznawczej klasyfikacji gruntów, został wyznaczony do przygotowania projektu rozporządzenia. 29 listopada 2012 r. weszło w życie nowe rozporządzenie Rady Ministrów z 12 września 2012 r. w sprawie gleboznawczej klasyfikacji gruntów. Ustawodawca nie upoważnił Rady Ministrów do określenia wymogów, jakie powinien spełniać klasyfikator. Dlatego też w tym rozporządzeniu wskazano jedynie, że czynności te wykonuje osoba upoważniona przez starostę. 

- W pełni podzielam pogląd Pana Rzecznika o konieczności wprowadzenia regulacji, która określałaby wymagania kwalifikacyjne dla osób ubiegających się o uprawnienia do wykonywania gleboznawczej klasyfikacji gruntów, ale w ustawie Prawo geodezyjne i kartograficzne – dodał Rafał Romanowski. Ustawa ta jako jedyna reguluje bowiem sprawy gleboznawczej klasyfikacji gruntów, a także zagadnienia uprawnień zawodowych dla osób wykonujących inne samodzielne funkcje w dziedzinie geodezji i kartografii.

IV.7007.50.2014

Co z pomocą dla weteranów wojskowych? RPO pyta MON o system opieki psychologicznej

Data: 2019-03-06
  • System pomocy psychologicznej dla żołnierzy, zwłaszcza uczestniczących w misjach poza Polską, jest nieskuteczny - uważa RPO
  • Częściowo lukę w systemie wypełniały organizacje pozarządowe oferujące wsparcie psychologiczne
  • Tymczasem, jak piszą media, MON przestał wspierać warsztaty psychologiczne dla weteranów organizowane przez jedno ze stowarzyszeń 

W lutym 2019 r. w internetowym wydaniu gazety Fakt ukazał się artykuł pt. „Matka weterana oskarża: Armia zostawiła syna samego!”[1]. Wynika z niego m.in., że resort obrony narodowej przestał wspierać warsztaty psychologiczne dla weteranów organizowane przez Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju.

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Ministra Obrony Narodowej o zbadanie skuteczności istniejącego w Siłach Zbrojnych systemu pomocy psychologicznej oraz odniesienie się do informacji artykułu.

Problemem braku odpowiedniej opieki psychologicznej nad żołnierzami Rzecznik interesował się już wcześniej. Było on zgłaszany pracownikom Biura RPO podczas wizytacji jednostek wojskowych. Z rozmów z żołnierzami wynikało, że istniejący system diagnozowania i leczenia skutków zespołu stresu pourazowego (Posttraumatic Stress Disorder - PTSD), jest nieskuteczny. Po ujawnieniu zaburzenia żołnierz może bowiem zostać skierowany na wojskową komisję lekarską, która z kolei może orzec o nieprzydatności do czynnej służby wojskowej. W obawie przed zwolnieniem ze służby żołnierze mogą więc ukrywać objawy stresu, nieporozumień i agresji w rodzinach czy trudności w przystosowaniu się do dalszej służby wojskowej.

Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być wprowadzenie wobec psychologów wojskowych (co sami podnosili) uprawnień, które pozwoliłyby im na samodzielne kierowanie żołnierzy - bez pośrednictwa ich przełożonych - do konsultacji i weryfikacji postawionych diagnoz, włącznie z konsultacją psychiatryczną umożliwiającą wypracowanie właściwego postępowania leczniczego. Dopiero w sytuacjach uzasadnionych medycznie, dowódca byłby informowany o stanie zdrowia żołnierza i uruchamiałby procedury określające jego zdolność do dalszej służby. Brak obawy żołnierzy przed automatycznym wdrożeniem tych procedur może przełożyć się na ich większą otwartość, a w konsekwencji ograniczyć występowanie skutków zespołu stresu pourazowego.

Poza tym pomoc psychologiczna, szczególnie dla weteranów poszkodowanych w misjach poza granicami państwa, jest niezwykle potrzebna również w miejscach znacznie oddalonych od wyspecjalizowanych ośrodków wojskowej służby zdrowia. Częściowo lukę tę wypełniały organizacje pozarządowe weteranów (w tym Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju), które oferowały wsparcie psychologiczne dla żołnierzy, pozostając przy tym poza strukturami resortu obrony narodowej.

WZF.7040.7.2016

 

MS odpowiada Rzecznikowi. Przepisy ws. kuratorów sądowych - do zmiany

Data: 2019-03-06
  • Trwają prace nad zmianami prawa wobec kuratorów sądowych, m.in. w zakresie ich udziału w spotkaniach rodzica z dzieckiem - gdy w ten sposób sąd ograniczył kontakty 
  • Tak Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziało Rzecznikowi, który zwracał uwagę na rozbieżne oczekiwania rodziców wobec kuratora  
  • Cześć podkreśla zbyt aktywną postawę kuratorów - inni wskazują na ich bierność. Tymczasem według prawa kuratorzy są tylko biernymi uczestnikami spotkań
  • Nie mogą np. ich przerywać, gdy widzą niepokojące zachowania mogące zagrażać dziecku. Muszą zaś zakończyć spotkanie, gdy minie wyznaczony na nie czas – nawet, gdy może to być sprzeczne z dobrem dziecka

Skargi rodziców i opisywane przez nich problemy wynikają z faktu, że dziś przepisy tylko szczątkowo określają uprawnienia i obowiązki kuratorów obecnych, na mocy orzeczenia sądu, przy kontaktach rodzica z dzieckiem – pisał w styczniu 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich do Ministra Sprawiedliwości. Zwrócił się o uzupełnienie i doprecyzowanie przepisów. 

Ich braki wyjątkowo drastycznie ukazała tragedia z listopada 2018 r. w warszawskiej sali zabaw, gdzie ojciec najprawdopodobniej otruł siebie i 4,5-letniego chłopca.

Wystąpienie było też pokłosiem zorganizowanego przez RPO w czerwcu 2018 r. Kongresu Praw Rodzicielskich, gdzie kwestię omawiano z udziałem samych kuratorów. Zwracano uwagę na brak regulacji prawnych dotyczących postępowania wykonawczego w tych sprawach.

Co mówi prawo?

Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, jeżeli wymaga tego dobro dziecka, sąd opiekuńczy ogranicza utrzymywanie kontaktów rodziców z dzieckiem. Sąd może np. nakazać spotykanie się rodzica z dzieckiem wyłącznie w obecności kuratora sądowego w wyznaczonym  miejscu i czasie. 

Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie szczegółowego sposobu wykonywania uprawnień i obowiązków kuratorów sądowych stanowi tylko, że: 

  • kurator ma stawić się w określonym przez sąd miejscu i terminie spotkania rodzica z dzieckiem,
  • ma być obecny przez cały czas trwania kontaktu,
  • ma dbać, aby kontakt  ten nie trwał dłużej niż postanowił sąd,
  • z każdej obecności przy kontaktach kurator niezwłocznie składa sądowi pisemną notatkę.

Tak ogólnikową regulację RPO uznaje  za niewystarczającą. Braki w przepisach uwypukla duża liczba skarg kierowanych do Biura RPO. Wiele z nich odnosi się do przebiegu spotkania rodzica z dzieckiem. Z jednej strony skarżący wskazują nadmiernie - w ich ocenie - aktywną postawę kuratora. W innych skargach podnoszona jest z kolei  bierność kuratorów - w których niektórzy rodzice chcieliby  upatrywać swoistego „rozjemcy” i „strażnika” dbającego o prawidłowy przebieg kontaktów z dzieckiem. 

Co należałoby uregulować?

Według obecnych przepisów nie wiadomo, jak rozwiązywać najbardziej prozaiczne dylematy:

  • czy np. kurator może skorzystać z toalety (stwarzając stan „nieobecności” w kontakcie),
  • czy musi iść z dzieckiem do toalety,
  • czy może jeść w trakcie spotkania,
  • czy jeżeli rodzi chce iść z dzieckiem na basen, to czy kurator ma wejść z nimi do szatni,
  • kto ma płacić za posiłki kuratora, bilety np. na basen czy koszty dojazdu.  

Często spotkania rodzica z dzieckiem ustalane są w soboty, niedziele czy święta i trwają do dziewięciu godzin. A kuratorzy nie mają wystarczająco dużo czasu, aby zapoznać się z aktami sprawy. Nie do końca wiedzą, z jakim konfliktem mają do czynienia i co uzasadniało ograniczenie przez sąd kontaktów rodzica z dzieckiem. W ocenie kuratorów ciężar decyzji, które podejmują, może być bardzo duży. Kurator musi bowiem zadbać nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale i o bezpieczeństwo stron.

Problem dostrzegły środowiska prawnicze, Rzecznik Praw Dziecka, NIK. Wskazywano, że kurator jest sprowadzony do roli biernego obserwatora, pozbawionego możliwości realnego wpływu na przebieg kontaktu, czy jego przerwania w sytuacji zagrożenia dobra dziecka. Postulowano rozszerzenie uprawnień i obowiązków kuratorów i zmian w określaniu ich kosztów. 

Sami kuratorzy podkreślają, że sytuacje, w których podejmują rolę moderatorów kontaktu, rozmowy, zabawy, doradców rodzica względem zachowania wobec dziecka mogą być postrzegane jako wyjście poza zakres uprawnień i obowiązków. Są też często stawiani przed sytuacją, gdy kontakt rodzica z dzieckiem przebiega tak pomyślnie, że przerywanie go z powodu upływu wyznaczonego czasu wydaje się sprzeczne z dobrem dziecka. Z kolei kurator nie jest uprawniony do interwencji, gdy zauważy niepokojące go zachowania, które np. mogą zagrażać dziecku.

Odpowiedź MS

W odpowiedzi wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak napisał, że w resorcie trwają prace nad projektem ustawy o kuratorskiej służbie sądowej. Obejmuje on również nowelizację przepisów ustawy z 25 lutego 1964 r. - Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz ustawy z 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego w zakresie problematyki poruszonej w piśmie RPO, czyli postępowania wykonawczego w sprawach opiekuńczych oraz praw i obowiązków kuratorów sądowych w postępowaniu wykonawczym.

Prace nad projektem są w fazie wstępnej i nie ma on jeszcze ostatecznego kształtu. Trwa oczekiwanie na decyzję Zespołu do spraw Programowania Prac Rządu w przedmiocie rozpatrzenia wniosku Ministra Sprawiedliwości o wprowadzenie projektu do „Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów”.

Na etapie skierowania projektu do konsultacji publicznych, opiniowania oraz uzgodnień międzyresortowych, projekt zostanie przedstawiony do zaopiniowania również Rzecznikowi – zapewnił wiceminister Łukasz Piebiak.

IV.7021.28.2019

Sposób ustalania płac pracowników sądów może być niezgodny z Konstytucją. RPO pisze do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2019-03-05
  • Brak rozwiązania słusznych żądań płacowych pracowników sądów destabilizuje pracę sądów. Zagrożona jest prawidłowa realizacja konstytucyjnego prawa do sądu
  • Dzieje się tak m.in. dlatego, że o wysokości wynagrodzeń decyduje Minister Sprawiedliwości - w samej ustawie brakuje ogólnych zasad wynagradzania tych grup zawodowych
  • Rzecznik dostaje w tej sprawie uchwały zebrań sędziów, dlatego zwraca się do Ministra Sprawiedliwości

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich sprawa ma także swój wymiar konstytucyjny, dotyczący prawidłowości regulacji określających zasady wynagradzania pracowników sądów i prokuratury.

Zasady wynagrodzenia pracowników sądów i prokuratury zależą bowiem od Ministra Sprawiedliwości.  Niestety, na poziomie ustawy o pracownikach sądów i prokuratury nie zostały uregulowane ogólne zasady wynagradzania urzędników i pracowników sądów oraz  powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury. W rezultacie – i to jest źródło obecnych problemów – ministerialne rozporządzenie nie służy wykonaniu ustawy, lecz zastępuje regulacje, których brak w ustawie. To zaś niezgodne jest z Konstytucją (z jej art. 92 ust. 1).

Rzecznik prosi ministra Zbigniewa Ziobrę o podjęcie działań w celu dostosowania przepisów regulujących wynagradzanie pracowników sądów i prokuratury do standardu Konstytucji.

III.7040.13.2019 

Uber Eats pod lupą Rzecznika Praw Obywatelskich

Data: 2019-03-05
  • Czy dowożenie posiłków w systemie Uber Eats - najczęściej przez cudzoziemców – jest zgodne z warunkami pracy w Polsce?
  • Czy rynek takich dostaw wymaga regulacji prawnych?
  • Jak ocenić uczelnię, która rekrutuje studentów – późniejszych dostawców Uber Eats - w Indiach? Nie wymaga od nich obecności na zajęciach, a na egzaminach pozwala korzystać z pomocy naukowych

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę kurierów Uber Eats, dowożących posiłki w kilku polskich miastach. Wystąpił w tej sprawie do Głównego Inspektora Pracy, Głównego Inspektora Sanitarnego, a także do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Na ulicach największych miast często widać (niezależnie od dnia czy pory roku) osoby na rowerach z charakterystycznymi pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie klientom do domów lub miejsc pracy – zamawiane przez specjalną aplikację.  Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.

RPO podjął sprawę po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r.  „Pracowałem na czarno w Uber Eats”, gdzie opisano warunki dowozu jedzenia przez kurierów.

Z reportażu wynika, że część kurierów wykonuje swe zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich wykonują pracę w formie samozatrudnienia; większa grupa dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest przez pośredników (tzw. partnerów flotowych), bez zachowania formy pisemnej.

W 2018 r. media donosiły, że inspekcja sanitarna zainteresowała się sprawą i zapowiedziała kontrolę warunków higienicznych przewożenia posiłków. Sam Uber Eats podaje, że jest tylko pośrednikiem, a nie organizatorem dowozu.

Dostarczają je głownie obywatele Indii o statusie studentów. Zachęceni obietnicami lepszych warunków życia, płacą wysokie czesne w prywatnych uczelniach, które ich rekrutują w Indiach. Już w Polsce, w celu zdobycia środków utrzymania, podejmują pracę jako kurierzy. Ich status studentów umożliwia niższe obciążenia podatkowe oraz z tytułu ubezpieczeń społecznych.

Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka Rzecznik zwrócił się o rozważenie kompleksowej kontroli warunków wykonywania pracy kurierskiej w systemie Uber Eats. 

- Mając na uwadze treść art. 24 Konstytucji, według którego państwo sprawuje nadzór nad warunkami wykonywania pracy, zwracam się o przedstawienie uwag i opinii dotyczących tej niestandardowej formy świadczenia pracy w rozumieniu konstytucyjnym - głosi pismo do Wiesława Łyszczka (Zgodnie z art. 66 Konstytucji każdy ma prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Sposób realizacji tego prawa oraz obowiązki pracodawcy określa ustawa).

O udostępnienie raportu z zapowiadanej 2018 r. kontroli podmiotów realizujących dostawy jedzenia na zlecenie Uber Eats lub podmiotów współpracujących, Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa.

Spytał go, czy kontrola stwierdziła nieprawidłowości, a jeśli tak, to jakie podjęto działania. RPO chce także wiedzieć, czy do inspekcji sanitarnej wpływały skargi dotyczące Uber Eats. - Ponadto będę wdzięczny za wskazanie, czy w ocenie Pana Ministra rynek dostaw gotowych posiłków wymaga dodatkowych regulacji prawnych – napisał Adam Bodnar do GIS.

W związku z opisanym w reportażu nieprawidłowościami, do jakich ma dochodzić w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie oraz w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I, oddział w Warszawie, Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.

Według reportażu, zajęcia dla obcokrajowców w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej prowadzone są na niskim poziomie, przez osoby nieposługujące się w dostatecznym stopniu językiem angielskim. Na zajęciach nie jest wymagana obecność, a na egzaminach dopuszcza się możliwość niesamodzielnego rozwiązywania zadań, w tym  korzystania z pomocy naukowych.

Rekrutacja na uczelnię studentów z Indii jest prowadzona we współpracy z zagranicznym pośrednikiem, który ma pobierać dodatkową opłatę związaną z rekrutacją. Z kolei Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji ma nie zwracać kandydatom opłat za wystawienie zaproszenia do studiów, jeśli kandydat nie uzyska polskiej wizy. Praktyki takie budzą wątpliwości co do zgodności z prawem.

Dlatego Adam Bodnar poprosił Jarosława Gowina o podjęcie przewidzianych prawem działań nadzorczych.

III.7041.6.2019,  V.7108.32.2019, VII.7033.10.2019

RPO apeluje do premiera o poprawę ustawy lustracyjnej

Data: 2019-03-05
  • Należy ustawowo określić termin, w którym Instytut Pamięci Narodowej ma złożyć sądowi akta tajnych służb PRL o osobie, która wystąpiła o tzw. autolustrację oraz własne stanowisko w jej sprawie 
  • Dziś IPN nie ma na to żadnego terminu, co jeszcze w 2007 r. zakwestionował Trybunał Konstytucyjny
  • Oczekiwanie sądu może trwać miesiącami, a w tym czasie dana osoba pozostaje napiętnowana jako współpracownik służb PRL
  • W ustawie trzeba też wprost zapisać prawo każdej osoby lustrowanej do złożenia kasacji w swojej sprawie – także brak takiego zapisu TK uznał w 2007 r. za niekonstytucyjny

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego o niezwłoczne wszczęcie prac legislacyjnych w celu wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2007 r. (sygn. akt K 2/07)  w obu tych kwestiach.

Skargi od obywateli wskazują na braki legislacyjne ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów – czyli tzw. ustawy lustracyjnej.

Zgodnie z nią każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego co do ewentualnych związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które z mocy ustawy lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę z tajnymi służbami PRL, mogą się oczyścić, kierując same sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN odpowiednie dokumenty archiwalne i stanowisko, czy uważa taką osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Sąd przekazuje złożone przez taką osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu przygotowania postępowania lustracyjnego oraz przedstawienia stanowiska w sprawie zgodności oświadczenia z prawdą. Ustawa nie przewiduje jednak żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

Jak wynika z wniosków do RPO, w praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań lustracyjnych przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi to także negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o pracę lub służbę w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracę z nimi, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego zarzutu.

Przepis ustawy lustracyjnej - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z art. 2 i art. 45 Konstytucji w związku z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Chodzi o wyrok wydany tuż przed wejściem w życie nowej ustawy lustracyjnej, której wiele przepisów Trybunał zakwestionował (m.in. obowiązek lustracji ogółu dziennikarzy, naukowców czy dyrektorów i rektorów niepublicznych szkół oraz uczelni).

- Pomimo upływu ponad 11 lat od wydania przez Trybunał tego orzeczenia, omawiany przepis nie został jednak znowelizowany, choć sam Trybunał wprost wskazywał na taką konieczność – napisał Adam Bodnar do premiera.

Wcześniej Rzecznik wystąpił też do prezesa IPN, aby w oczekiwaniu na zmiany legislacyjne w celu wykonania wyroku Trybunału, wydał wewnętrzny akt określający termin, w jakim IPN musiałby zająć takie stanowisko.

Ponadto w tym samym wyroku Trybunał Konstytucyjny stwierdził niezgodność art. 21b ust. 6 ustawy z art. z art. 2, art. 31 ust. 3 Konstytucji i art. 6 EKPC w zakresie, w jakim pozbawia on osobę lustrowaną (niezależnie, czy na wniosek IPN, czy w drodze autolustracji) prawa do wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego od prawomocnego orzeczenia sądu w jej sprawie. Pozbawienie osób poddanych lustracji możliwości wniesienia kasacji TK uznał za arbitralne naruszenie zasad rzetelnej procedury.

Przed tym orzeczeniem prawo wniesienia kasacji w sprawie lustracyjnej przysługiwało wyłącznie Prokuratorowi Generalnemu oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Obecnie, w świetle wyroku Trybunału, prawo wniesienia kasacji przysługuje też osobie lustrowanej. Niemniej jednak, konieczna jest zmiana legislacyjna, które dostosują brzmienie art. 21b ust. 6 do skutków wyroku TK. Jak wynika bowiem z wniosków wpływających do RPO, sądy orzekające pouczają osoby lustrowane o treści art. 21b ust. 6 ustawy w jego dotychczasowym, niekonstytucyjnym brzmieniu.

Uczestnik postępowania nie znający wyroku Trybunału (zwłaszcza  niekorzystający z pomocy pełnomocnika profesjonalnego) może więc w ogóle nie wiedzieć o swoim uprawnieniu do wniesienia kasacji lub też dowiedzieć się o nim już po upływie terminu na złożenie tego nadzwyczajnego środka zaskarżenia. Zdarza się nawet, że sąd apelacyjny odmawia przyjęcia kasacji i przekazania jej do Sądu Najwyższego, powołując się właśnie na brak legitymacji po stronie osoby lustrowanej (takie postanowienie uchylił później SN).

Wprowadzenie zmiany w art. 21b ust. 6 ustawy dostosowującej go do orzeczenia TK jest zatem konieczne dla zapewnienia pełnej możliwości korzystania przez osoby lustrowane z przysługujących im uprawnień - podkreślił Adam Bodnar w wystąpieniu do premiera Mateusza Morawieckiego.

II.510.1321.2018

Zmienić ustawę, przemyśleć koncepcję ośrodka w Gostyninie. Wystąpienie RPO do premiera

Data: 2019-02-28
  • Ustawa przewidująca bezterminowe umieszczanie osób stwarzających zagrożenie w Ośrodku w Gostyninie musi być znowelizowana, a koncepcja Ośrodka - zweryfikowana 
  • Należy ustawowo zagwarantować prawa pacjentów Ośrodka i doprecyzować zasady kierowania do niego, zgodnie z Konstytucją i prawem międzynarodowym
  • Propozycje zmian powinien przygotowac międzyresortowy zespół roboczy, a za kompleksową nowelizację ustawy odpowiadać wyznaczony jeden resort
  • Przygotowując nowe przepisy o osobach chorujących psychicznie w więzieniach, trzeba uniknąć błędów ustawy o ośrodku w Gostyninie - przestrzega RPO  

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego w związku z problemami funkcjonowania Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie (KOZZD) oraz ustawy z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. 

Adam Bodnar zwrócił się do premiera, bo po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i spekulacjach o problemach psychicznych sprawcy ruszyły prace nad przepisami, które będą prowadziły do izolowania od społeczeństwa kolejnych kategorii osób. W ocenie Rzecznika sprawa KOZZD pokazuje, że stosunkowo łatwo można stworzyć nowy rodzaj miejsca detencji, kierując się wyłącznie sprawą indywidualną.

- Czuję się zaniepokojony treścią wypowiedzi, które utożsamiają Ośrodek w Gostyninie z miejscem, gdzie można izolować od społeczeństwa niemalże każdą osobę opuszczającą zakład karny – napisał Adam Bodnar. Tymczasem ustawa z 22 listopada 2013 r. powinna stanowić negatywny przykład, jak nie należy procedować nad nowymi rozwiązaniami prawnymi – w pośpiechu, pomijając unormowanie wielu istotnych kwestii bądź tworząc normy bez gwarancji proceduralnych lub rodzące rozbieżną praktykę orzeczniczą. - Podkreślam powyższą kwestię wobec opracowywanych obecnie zmian obowiązujących regulacji prawnych, na tle sprawy Stefana W. Kluczowe, aby przemyśleć w jakim kierunku powinny one  zmierzać i jakiej docelowej grupy osób faktycznie dotyczyć - zaznaczył RPO.

Przekazał premierowi 27 wystąpień RPO w tej sprawie, kierowanych od 2014 r. głównie do ministrów Sprawiedliwości oraz Zdrowia. Na wiele z nich Rzecznik nie otrzymał odpowiedzi.

Czym jest KOZZD

W Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssojalnym są bezterminowo pozbawiane wolności (już jako pacjenci) osoby, które odbyły kary więzienia, ale ze względu na zaburzenia psychiczne zostały uznane za stwarzające zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Przewiduje to ustawa z 22 listopada 2013 r. Pozwala ona też na orzeczenie środka ograniczającego wolność - nadzór prewencyjny (bez umieszczania w Ośrodku). O tym, który środek wybrać, decyduje sąd cywilny.

Ośrodek funkcjonuje jako podmiot leczniczy podlegający Ministrowi Zdrowia, gdzie osoby te są poddawane terapii. Pierwszy pacjent trafił tam na początku 2014 r. Dotychczas nikogo z niego nie zwolniono. Wciąż napływają nowi – wystarczy, że przez jakiś czas odbywali karę w systemie terapeutycznym. Obecnie ich liczba przekroczyła maksymalną pojemność (60 osób). 

RPO wiele razy apelował do ministrów zdrowia i sprawiedliwości o nowelizację ustawy. Podkreślał, że 5 lat stosowania ustawy wskazuje na konieczność jej nowelizacji, a sama koncepcja funkcjonowania Ośrodka - weryfikacji. Chodzi m.in. o luki w przepisach (np. w sprawie praw i obowiązków pacjentów KOZZD oraz zasad stosowania przepisów prawa cywilnego do pozbawiania wolności w KOZZD). 

Najważniejsze problemy ustawy i KOZZD przedstawione premierowi

Procedura przedłużania pobytu w Ośrodku

W wyroku z 23 listopada 2016 r. Trybunał Konstytucyjny uznał zaskarżone przepisy ustawy z 22 listopada 2013 r. w większości za zgodne z Konstytucją. Za niekonstytucyjny uznał on przepis, że opinię w sprawie dalszego pobytu w KOZZD sporządza tylko jeden psychiatra. Obecnie Sejm pracuje nad zmianą ustawy, ale tylko w zakresie wykonania wyroku TK. 

Zdaniem RPO przy okazji tej nowelizacji powinno się też zagwarantować pacjentowi Ośrodka realizację prawa do bycia wysłuchanym przez sąd. Ponadto ustawa powinna przewidywać obligatoryjny udział obrońcy i  prokuratora w posiedzeniu sądu (w składzie trzyosobowym). Z kolei decyzja  o przedłużeniu pobytu w KOZZD powinna przybierać formę postanowienia sądu, które jest zaskarżalne, nie zaś tylko notatki do akt.

Zabezpieczenie cywilne nie może być podstawą umieszczenia w KOZZD

Rzecznik już wcześniej kilka razy wskazywał Ministrowi Sprawiedliwości, że niedopuszczalne jest stosowanie przez sądy zabezpieczenia cywilnego polegającego na pozbawieniu wolności w KOZZD osoby, wobec której trwa sądowa procedura, czy uznać ją za stwarzającą  zagrożenie. Sądy odwołują się do przepisów prawa cywilnego o takim zabezpieczeniu i na tej podstawie umieszczają takie osoby w Ośrodku do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia. Minister nie odpowiedział RPO.

30 stycznia 2019 r. Sąd Najwyższy podjął uchwałę, zgodnie z którą przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o zabezpieczeniu mają zastosowanie do ustawy z  22 listopada 2013 r., ale niedopuszczalne jest udzielenie takiego zabezpieczenia w postaci umieszczenia danej osoby w KOZZD. Tym samym SN uznał, że przepisy regulujące zabezpieczenie cywilne nie mogą być podstawą umieszczenia danej osoby w KOZZD.  

W ocenie RPO potwierdza to, że tego rodzaju kwestie należy przesądzić w ustawie, która powinna uregulować:

  • katalog środków stosowanych tymczasowo wobec danej osoby, możliwie precyzyjnie określającego ramy prawne ograniczenia wolności jednostki,
  • terminy stosowania tych środków bądź tryb obowiązkowego badania przez sąd zasadności dalszego ich stosowania w trakcie postępowania.

Po uchwale SN z 30 stycznia 2019 r. należy postawić pytanie co się stanie z osobami, które przebywają w KOZZD w ramach zabezpieczenia cywilnego - napisał Adam Bodnar. Ocenił, że bezczynność ustawodawcy w tym zakresie przez  5 lat funkcjonowania ustawy prowadzi obecnie do sytuacji, gdy osoba zwalniana z zakładu karnego do czasu rozstrzygnięcia przez sąd w kwestii uznania za osobę stwarzającą zagrożenie, nie będzie mogła być tymczasowo pozbawiona wolności ani w inny sposób kontrolowana na mocy ustawy.

Mimo tej uchwały SN żaden sąd nie wystąpił do Dyrektora Ośrodka w sprawie zwolnienia pacjenta, wobec którego realizowane jest zabezpieczenie wniosku o uznanie go za osobę stwarzającą zagrożenie. A w takich przypadkach trzeba mieć świadomość odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa – zaznaczył RPO. Od początku funkcjonowania KOZZD na podstawie zabezpieczenia cywilnego przebywało w nim 21 pacjentów (najdłuższe trwało 478 dni).

Obecnie ani ustawa, ani Kodeks postępowania cywilnego nie regulują sytuacji osób, wobec których zapadło prawomocna decyzja o umieszczeniu w Ośrodku – następnie uchylona przez Sąd Najwyższy, który po kasacji zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. W efekcie nie ma wtedy podstawy do dalszego pobytu takiej osoby w KOZZD - zabezpieczenie upadło z mocy art. 757 k.p.c., a orzeczenie o umieszczeniu w Ośrodku uchylił SN. Przetrzymywanie takiej osoby w KOZZD stanowi zatem bezprawne pozbawienie człowieka wolności i rodzi odpowiedzialność odszkodowawczą Skarbu Państwa – wskazuje Adam Bodnar. Jego postulat aby pilnie to uregulować, nie spotkał się z reakcją resortu sprawiedliwości.

Ośrodek to nie miejsce dla osób chorujących psychicznie

KOZZD nie jest szpitalem psychiatrycznym, a osoby tam umieszczone powinny być poddawane terapii ze względu na zaburzenie osobowości, zaburzenie preferencji seksualnych bądź upośledzenie umysłowe. Tymczasem błędne skierowanie przez sąd bądź zachorowanie w trakcie pobytu w Ośrodku mogą sprawić, że osoby chorujące psychicznie będą tam przebywać.

Rzecznik zna przypadek, że do KOZZD trafiła – i wciąż w nim przebywa - osoba za  czyn popełniony w stanie ograniczonej poczytalności, za który wymierzono jej karę nieprzekraczającą 3 lat pozbawienia wolności (wykonywana była przez większość czasu w szpitalu psychiatrycznym przy więzieniu, a jedynie przez bardzo krótki okres w oddziale terapeutycznym). Choć u tej osoby zdiagnozowano chorobę psychiczną, dyrektor zakładu karnego wszczął procedurę z ustawy, a sąd umieścił ją w KOZZD. Dyrektor Ośrodka wielokrotnie wnioskował do Sądu Okręgowego w Płocku o zwolnienie jej  ze względu na chorobę psychiczną, gdyż KOZZD nie udziela świadczeń z zakresu leczenia psychiatrycznego. Sąd przedłużył jednak pobyt tej osoby w Gostyninie.

W ocenie RPO powinno się zatem zlikwidować lukę prawną polegającą na braku podstaw by przekazać do szpitala psychiatrycznego osobę chorującą psychicznie, którą błędnie skierowano do KOZZD. Dyrektor Ośrodka informuje zaś o kolejnych osobach, które jego zdaniem - jako lekarza psychiatry - chorują psychicznie. Tymczasem Ośrodek nie może zapewnić im właściwego leczenia, co zagraża życiu chorego.

Rzecznik jest też przeciwny, aby KOZZD był zakładem psychiatrycznym, w którym wykonuje się obserwację podejrzanych orzeczoną przez sąd (jak stanowi rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 listopada 2018 r.). W obecnych warunkach lokalowych Ośrodka przeprowadzanie obserwacji psychiatrycznej, która może trwać nawet do 4 tygodni, jest niemożliwe; negatywnie wpływa też na proces terapeutyczny pacjentów. Na taką obserwację trafiła dotychczas jedna osoba. Umieszczono ją w sali wieloosobowej, razem z innymi pacjentami KOZZD.

Filozofia Ośrodka i warunki pobytu w nim - do zmiany

Ustawa nie wskazuje, jak wypełnić codzienne życie pacjenta KOZZD i przygotować go do opuszczenia tego miejsca - np. poprzez możliwość wykonywania pracy, naukę zawodu, realizację zainteresowań. Jeśli zaś nigdy nie otrzyma szansy na wyjście z KOZZD, powstaje pytanie, jak ma wyglądać jego długoterminowy tam pobyt.

Rzecznik wiele razy opisywał w wystąpieniach generalnych, że prawa i wolności pacjentów KOZZD nie mogą być ograniczane regulaminem wydanym przez Dyrektora Ośrodka. Tak jest obecnie z braku zapisów ustawowych, które określałyby podstawy ograniczenia praw pacjentów. Ustawa nie upoważnia zaś Dyrektora do wydania regulaminu wewnętrznego.

Nieuregulowanie przez ustawodawcę praw, obowiązków i podstaw ograniczenia praw pacjentów rodzi problemy w funkcjonowaniu KOZZD. Pacjenci muszą mieć jasność, jakie prawa im przysługują, jakie środki dyscyplinujące mogą być stosowane wobec naruszenia zasad porządku i bezpieczeństwa, czy np. jaka  jest procedura uzyskania zgody na udział w pogrzebie członka rodziny. Braki te powodują niepewność także u pracowników Ośrodka. Zakłóca to proces terapeutyczny i wpływa na brak zaufania pacjentów do decyzji personelu, co utrudnia wzajemne relacje.

Problemy nadzoru prewencyjnego

Ustawa powinna przewidywać możliwość zastosowania Systemu Dozoru Elektronicznego przy nadzorze prewencyjnym (gdy sąd orzeka, że ktoś stwarza zagrożenie, ale nie decyduje się umieścić go w KOZZD). W wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości z 31 lipca 2018 r. Rzecznik pisał, że ten sprawdzony już system mógłby pomóc policjantom wykonującym zadania związane z nadzorem prewencyjnym i stanowić większą gwarancję kontroli takiej osoby.

Ustawa nie określa, jaki skład sądu orzeka przy zamianie nadzoru prewencyjnego na pobyt w KOZZD. Sąd Najwyższy 19 października 2018 r. uznał, że ma orzekać o tym trzech sędziów po przeprowadzeniu rozprawy z udziałem prokuratora i pełnomocnika danej osoby. W ocenie RPO to kolejny przykład, gdy sądy cywilne  - w  braku jednoznacznych regulacji ustawy - kierują zagadnienie prawne do SN. A chodzi o kwestie zasadnicze: skład sądu i uczestników postępowania w sprawie pozbawienia człowieka wolności - podkreśla Adam Bodnar.

Ponadto sąd może połączyć nadzór prewencyjny z obowiązkową terapią. Nie została jednak określona lista podmiotów leczniczych prowadzących terapię zaburzeń osobowości lub zaburzeń preferencji seksualnych. Zgodnie z informacją Narodowego Funduszu Zdrowia prowadzenie programu terapii zaburzeń preferencji seksualnych  zakontraktowano tylko w pięciu województwach, po jednym w każdym. W związku z tym istnieje duża trudność w ustaleniu takiego podmiotu leczniczego w miarę możliwości blisko miejsca zamieszkania osoby zobowiązanej do terapii.

Wnioski

Rzecznik ocenia, że nie można już nie dostrzegać, iż musi nastąpić gruntowna nowelizacja ustawy, przy jednoczesnym przeanalizowaniu filozofii Ośrodka. Przy jego 65 pacjentach jest oczywiste, że system będzie wchłaniał kolejne osoby, wobec znikomej szansy na opuszczenie przez nie KOZZD. Otwarcie nowych budynków Ośrodka, także w innych częściach Polski, jest nieuniknione.

Analiza powinna uwzględniać regulacje funkcjonowania takich ośrodków np. w Niemczech czy Holandii. W Niemczech działają one przy zakładach karnych - być może warto rozważyć takie rozwiązanie. Możliwe jest też skorzystanie z niezagospodarowanych budynków na terenie dużych szpitali psychiatrycznych.

W konkluzji Rzecznik poprosił premiera Mateusza Morawieckiego o:

  • wyznaczenie jednego resortu odpowiedzialnego za kompleksową nowelizację ustawy, która doprowadzi do wypełnienia licznych luk prawnych, w duchu poszanowania Konstytucji i konwencji międzynarodowych, z uwzględnieniem postulatów RPO z wystąpień do ministrów sprawiedliwości oraz zdrowia (w załączeniu);
  • doprowadzenie do pilnego powołania międzyresortowego zespołu roboczego, który przy współudziale ekspertów określi filozofię funkcjonowania KOZZD oraz opracuje nową treść ustawy;
  • doprowadzenie do rozwiązania obecnej sytuacji bytowej pacjentów KOZZD wobec przekroczenia limitu miejsc.

Kopie pisma do premiera Rzecznik wysłał ministrom Zdrowia oraz Sprawiedliwości.

IX.517.1702.2017

Dlaczego hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna” nie nadaje się do paszportów? Wystąpienie do MSWiA

Data: 2019-02-28
  • Ponad 1500 osób wniosło skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich na umieszczenie w nowym wzorze paszportu hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”
  • Zdaniem skarżących narusza to ich wolność sumienia i wyznania. Zwłaszcza że dewiza znajduje się w obrysie hologramu zdjęcia, co może prowadzić do utożsamienia wizerunku człowieka z konkretnym światopoglądem.

Nowe paszporty wydawane są od jesieni 2018 r. i część autorów skarg już je dostała. Rzecznik Praw Obywatelskich w ich imieniu zwraca się do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, aby rozważył zmiany w przepisach o paszportach tak, aby uszanować prawa wszystkich obywateli.

Paszport to dokument urzędowy a nie deklaracja światopoglądowa. Powinien być więc w najwyższym stopniu – z każdego punktu widzenia – neutralny i techniczny, i nie budzić sporów. Zrozumieniem w tym zakresie wykazało się już Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, rezygnując z umieszczenia w nowych paszportach wizerunków Ostrej Bramy i Cmentarza Orląt Lwowskich, co mogło godzić w uczucia obywateli litewskich i ukraińskich – podkreśla Adam Bodnar.

Co nam gwarantuje Konstytucja?

Dla Polaków ważne jest zarówno ich dziedzictwo historyczne, jak i różnorodne światopoglądy obecne w społeczeństwie. Dlatego preambuła do naszej Konstytucji nie odwołuje się do Boga (invocatio Dei), za to stwierdza, że to najwyższe prawo Rzeczypospolitej przyjął „Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”.

Konstytucja daje więc wyraz tego, że wspólnotę narodową tworzą ludzie o różnych światopoglądach. Wszyscy oni powinni w  równy sposób móc korzystać z konstytucyjnych praw i wolności.

Tymczasem hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie ma dziś w odbiorze społecznym charakteru neutralnego i często bywa odbierane jako deklaracja o charakterze konfesyjnym bądź odniesienie do światopoglądu konserwatywnego.

„My, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej….”*

Zgodnie z art. 1 Konstytucji Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Umieszczenie hasła o charakterze konfesyjnym w dokumencie tożsamości godzi w wyrażoną w art. 53 Konstytucji wolność sumienia i wyznania oraz zasadę równego traktowania zawartą w art. 32 Konstytucji.

Zasada bezstronności światopoglądowej władz publicznych wyrażona w art. 25 ust. 2 Konstytucji jest podstawowym gwarantem korzystania przez obywateli z wolności sumienia i wyznania wyrażonej w art. 53 Konstytucji.

Kluczowe znaczenie ma tu wolność religijna rozumiana jako zakaz zmuszania do zachowań religijnych.

Pojęcie praktyk religijnych należy rozumieć bardzo szeroko, a więc jako wszelkie przejawy uzewnętrzniania wolności religii, czyli m.in. modlitwy, posty, udział w nabożeństwach, czynności rytualne, ale również sposób ubierania się. Dlatego także zakaz zmuszania do uczestnictwa w praktykach religijnych powinien być rozumiany szeroko - zarówno jako wolność od religii (np. wolność od ateizmu) - jak i jako zakaz przymuszania do nieuczestnictwa w praktykach religijnych.

Umieszczenie hasła o charakterze religijnym w dokumencie tożsamości, którym obywatele polscy legitymują się za granicą, może być uznane za pośrednie zmuszenie do reprezentowania określonego światopoglądu w życiu publicznym i godzić w swobodę uzewnętrzniania wolności religii także osób wierzących.

„…. wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach….”*

Rzecznik Praw Obywatelskich jest w pełni świadomy znaczenia polityki historycznej państwa i nie podważa autonomii organów władzy publicznej w kształtowaniu tej polityki. Wzór paszportu, zawierający graficzne wizerunki ważnych postaci historycznych i wydarzeń z polskiej historii, niewątpliwie jest przejawem sprawowania tego rodzaju polityki. Warto w tym miejscu dodatkowo podkreślić, że wśród postaci historycznych umieszczonych w paszportach nie znalazła się żadna kobieta, co w  kontekście setnej różnicy uzyskania przez kobiety praw wyborczych może budzić istotne wątpliwości i zastrzeżenia.

Należy pamiętać, że zgodnie z art. 33 Konstytucji kobieta i  mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.

„…w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem…” *

W wystąpieniu Rzecznik wskazuje też szerszy kontekst – używania symboli religijnych w przestrzeni medialnej.

- Kwestia obecności symboli religijnych bądź jej braku w przestrzeni publicznej nie podlega w Polsce szczegółowym uregulowaniom prawnym. Oznacza to pewien margines dowolności działań poszczególnych organów państwowych w tym zakresie – pisze RPO.

Wskazuje się, że w demokratycznym państwie prawnym „symbolika państwowa nie zawiera zazwyczaj akcentów konfesyjnych; ich ewentualna obecność w życiu publicznym nie jest wyrazem afirmacji religii ze strony państw, lecz poszanowania tradycji narodowych lub zwyczajów ludności”. Należy podkreślić, że obecność symboli religijnych, w tym przede wszystkim rzymskokatolickiego krzyża w miejscach użyteczności publicznej, była przedmiotem orzeczeń sądów krajowych i międzynarodowych. Szczególnie istotny jest tu wyrok ETPCz w Strasburgu w sprawie Lautsi i inni przeciwko Włochom z 18 marca 2011 r. (skarga nr 30814/06). Oceniając kwestię obecności krzyży w salach lekcyjnych publicznych szkół we Włoszech ETPCz wziął pod uwagę całokształt działalności szkół respektujących pluralizm religijny i uznał, że sama obecność krzyża nie stanowi naruszenia wolności wyznania. ETPCz podkreślił, że decyzja o pielęgnowaniu tradycji mieści się co do zasady w granicach swobody uznania państwa.

Sam fakt, że w związku z użyciem danego symbolu religia większościowa staje się bardziej widoczna nie wystarcza do uznania, że mamy do czynienia z procesem indoktrynacji przez państwo. ETPCz podkreślił, że krzyż stanowi symbol pasywny, który sam w sobie nie ingeruje w wolność światopoglądową jednostki.

Wyrok w sprawie Lautsi i inni przeciwko Włochom uwzględnił różnorodność kontekstów kulturowo-historycznych co do sposobu ułożenia stosunków pomiędzy państwem a Kościołem. Niewątpliwie wyrok ten wskazał, że przy ocenie, czy doszło do ewentualnego naruszenia wolności wyznania jednostki konieczne jest także uwzględnienie prawa większości do kultywowania tradycji w przestrzeni publicznej.

Mając to na względzie wydaje się, że umieszczenie deklaratoryjnej formuły „Bóg, Honor, Ojczyzna” w urzędowym dokumencie tożsamości stanowi sytuację odmienną od obecności chrześcijańskiego krucyfiksu w urzędach publicznych i szkołach. Może być bowiem odbierane przez część obywateli jako działanie wprost utożsamiające ich osobę z określonym światopoglądem.

Nie wydaje się natomiast, aby obecność wskazanej formuły w paszportach wiązała się z ochroną wartości kolektywnych takich jak porządek publiczny, czy harmonia wyznaniowa. Nie wynika ona z dotychczasowej utrwalonej praktyki w tym zakresie i w związku z tym nie wydaje się „konieczna w demokratycznym społeczeństwie” – stwierdza RPO.

VII.534.20.2018

* Cytaty z Preambuły do Konstytucji

10 lat na wpis na listę adwokatów. MS od trzech lat nie odpowiada Rzecznikowi

Data: 2019-02-28
  • Po 10 latach od zdania egzaminu adwokackiego wygasa prawo złożenia wniosku o wpis na listę adwokatów
  • W ocenie Rzecznika taki przepis z 2014 r. ogranicza konstytucyjne prawo dostępu do zawodu oraz zasadę demokratycznego państwa prawnego
  • Wcześniej prawo pozwalało na taki wpis bezterminowo
  • Od trzech lat Ministerstwo Sprawiedliwości nie odpowiada na wystąpienie RPO w tej sprawie

Skargi napływające do Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczą przepisu art. 69b ustawy – Prawo o adwokaturze. Po nowelizacji z 26 czerwca 2014 r. przewiduje on wygaśnięcie uprawnienia do złożenia wniosku o wpis na listę adwokatów po 10 latach od uzyskania pozytywnego wyniku egzaminu adwokackiego. Wcześniej przepisy stanowiły, że osoba, która spełnia ustawowe wymagania do wpisu na listę adwokatów, uprawnienie to uzyskiwała bezterminowo.

Zdaniem skarżących nowa regulacja w sposób nieuzasadniony ogranicza prawo dostępu do zawodu oraz zasadę demokratycznego państwa prawnego. Nie uwzględnia bowiem takich okoliczności jak zatrudnienie danej osoby na stanowisku wymagającym kwalifikacji na poziomie stwierdzonym wynikiem egzaminu. 

W 2016 r. Rzecznik napisał w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości. Wskazywał, że nowy przepis dotyczy wszystkich osób, które kiedykolwiek uzyskały uprawnienie do złożenia wniosku o wpis. W konsekwencji pozbawia on nabytego już i nieograniczonego w czasie uprawnienia do złożenia wniosku o wpis osoby, które uprawnienie to uzyskały przed wejściem noweli w życie.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego odstępstwa od zasady ochrony praw nabytych są dopuszczalne tylko w szczególnych sytuacjach. W ocenie Rzecznika wprowadzone ograniczenie nie ma wystarczającego uzasadnienia. Nie jest nim stwierdzenie, że nowa regulacja ma zapewnić prawidłowe funkcjonowanie mechanizmu powrotu do wykonywania zawodu.

Zawód adwokata należy do zawodów zaufania publicznego. Dlatego ustawodawca powinien wprowadzić ograniczenia w możliwości jego wykonywania. Nie może to jednak być podstawą stanowienia prawa, które powoduje automatyczne wygaśnięcie uprawnień do wykonywania zawodu.

Według Rzecznika nowy przepis może być zasadny wobec osób, które po zdaniu egzaminu nie podejmowały przez 10 lat czynności związanych z wykorzystaniem wiedzy prawniczej. Trudno jednak uznać za słuszne stosowanie go wobec osób, które zadania takie wykonywały. Dlatego w zakresie, w jakim uzależnia on wygaśnięcie uprawnienia do wniosku o wpis na listę adwokatów wyłącznie od upływu 10 lat, może prowadzić do nieuzasadnionego ograniczenia prawa dostępu do zawodu (art. 65 ust. 1 Konstytucji w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji) oraz zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji) - uznał RPO.

Resort nie odpowiedział. Swe wystąpienia Rzecznik ponawiał  w 2016 i 2017 r.

- Zmuszony jestem zauważyć, że nieudzielanie Rzecznikowi Praw Obywatelskich odpowiedzi na jego wystąpienia stanowi naruszenie art. 15 ust. 2 zd. 1 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich, który wymaga, by każdy organ otrzymujący wystąpienie Rzecznika udzielał na nie odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 30 dni – napisał Adam Bodnar do ministra Zbigniewa Ziobry. Zwrócił się z prośbą o niezwłoczną odpowiedź.

VII.561.11.2015

Zadbajmy o prawa opiekunów rodzinnych. Wystąpienie RPO do minister rodziny, pracy i polityki społecznej

Data: 2019-02-26
  • Ponad 2 mln Polek i Polaków opiekuje się starszymi lub niepełnosprawnymi członkami rodziny
  • Państwo o tych opiekunach nie pamięta – poza zasiłkami dla niektórych. Nie organizuje opieki wyręczającej, szkoleń, nie zapewnia opieki psychologicznej, nie pomaga w godzeniu opieki z pracą
  • RPO apeluje o taki całościowy program do minister rodziny pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej

Osoby, na które spada obowiązek zaopiekowania się mniej sprawnym czy słabnącym członkiem rodziny, podejmują się niezwykle trudnego zadania - i to bez żadnego przygotowania. Opieka to praca wymagającą  i psychicznie, i fizycznie. Wiąże się ona z koniecznością ograniczenia bądź rezygnacji z pracy zawodowej, co pociąga za sobą pogorszenie sytuacji materialnej i drastyczną zmianę dotychczasowego stylu życia.

Praca opiekuna rodzinnego, często niedostrzegalna dla państwa i otoczenia, jest wyjątkowo czasochłonna. Miewa negatywny wpływ m.in. na relacje opiekuna z innymi członkami rodziny. Szczególnie problematyczna jest sytuacja opiekunów z mniejszych miejscowości, gdzie trudniej o wsparcie samorządów czy organizacji pozarządowych[1]. Nierzadko wsparcia wymagają sami opiekunowie - z uwagi na podeszły wiek, niepełnosprawność bądź problemy zdrowotne.

Generalnie problem polega na tym, że państwo swoją pomoc kieruje do osób z niepełnosprawnościami, zapominając o opiekunach – pisze rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Zwróciła mu na to uwagę Fundacja Hospicyjna, a temat był już dyskutowany w czasie I Kongresu Praw Obywatelskich.

W działaniach państwa brak jest systemowego podejścia do problemu, uwzgledniającego nie tylko wsparcie w postaci zasiłków, do których dostęp uzależniony jest od dochodu. Brak jest rozwiązań umożliwiających skorzystanie przez wszystkich opiekunów rodzinnych m.in. z:

  • dostępu do opieki wyręczającej,
  • szkoleń,
  • opieki psychologicznej
  • rozwiązań umożliwiających godzenie opieki z pracą.

Takie kompleksowe działania uregulowano m.in. w Wielkiej Brytanii w Care Act z 2014 r., który m.in. definiuje pojęcie opiekuna faktycznie niosącego pomoc bliskim oraz wskazuje na obowiązki władz lokalnych w udzielaniu wsparcia.

Dziś nie wiemy nawet, ilu jest w Polsce opiekunów rodzinnych. Nie znamy ich potrzeb – znają je jednak organizacje społeczne, które od lat wspierają opiekunów rodzinnych – podkreśla RPO. Ich zdaniem pomogłoby np. wprowadzenie karty opiekuna rodzinnego, dzięki której miałby on m.in. prawo do szybszego dostępu do lekarza. Postulat ten został zgłoszony przez uczestników panelu „Opiekun rodzinny – samotny bohater?” podczas I Kongresu Praw Obywatelskich 8-9 grudnia 2017 r.

Poważnym wyzwaniem jest zapewnienie opiekunom dostępu do informacji o przysługujących im prawach. Zbyt wielu opiekunów i opiekunek nie wie, z jakich form wsparcia mogą skorzystać. Udzielaniu rzetelnych informacji nie sprzyja brak wymiany wiedzy o dostępnej pomocy między specjalistami z różnych dziedzin, tj. z sektora zdrowia, ubezpieczeń społecznych i pomocy społecznej. Także świadomość pracowników służby zdrowia w tym zakresie bywa znikoma.

VII.7013.1.2018 

 

[1] Zob. np. List otwarty Fundacji Hospicyjnej do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 27 lutego 2017 r.

 

Na co idą pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. RPO ponawia pytania do Zbigniewa Ziobry

Data: 2019-02-26
  • Minister Sprawiedliwości nie odpowiedział na wątpliwości RPO w sprawie wsparcia Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej dla m.in. Fundacji Lux Veritatis, Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, Ochotniczej Straży Pożarnej i CBA
  • Celem Funduszu jest pomoc pokrzywdzonym przestępstwami, przeciwdziałanie przestępczości oraz pomoc postpenitencjarna
  • Rzecznik ponawia pytania do ministra Zbigniewa Ziobry

O szczegóły działania Funduszu Sprawiedliwości Rzecznik Praw Obywatelskich zapytał ministra 7 maja 2018 r. - dotychczas nie otrzymał odpowiedzi.

W 2017 r. Minister Sprawiedliwości dostał prawo określenia w rozporządzeniu „szczegółowych zadań, na które przeznaczane są środki Funduszu”. Teoretycznie daje to ministrowi dużo swobody – ale Fundusz nadal pozostaje „państwowym funduszem celowym ukierunkowanym na pomoc pokrzywdzonym i świadkom, przeciwdziałanie przestępczości oraz pomoc postpenitencjarną” (art. 43 ust 2 Kodeksu karnego wykonawczego).

Niezależnie więc od tego, że minister dodał w rozporządzeniu wykonawczym, że z Funduszu można finansować np. roboty budowlane i zakup urządzeń, to nie może tu w grę wchodzić każdy remont i każdy zakup – ale to, co ma związek z zadaniami samego Funduszu Postpenitencjarnego.

Czym zatem wykazały się instytucje i organizacje, które minister wsparł w ramach Funduszu? Jaki związek miała ich działalność z przeciwdziałaniem przestępczości?

Jedyną informacją w tej sprawie są dotychczas doniesienia medialne i cząstkowe informacje samego resortu sprawiedliwości, że środki z Funduszu przeznaczane są m.in. na „modernizację zaplecza sportowo-rekreacyjnego” Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu, wsparcie dla fundacji Lux Veritatis i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, zakup sprzętu dla jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej (na co resort zamierzał przeznaczyć ponad 100 milionów zł),  czy też na ustawową działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego

II.518.3.2018

Rzecznik pyta Służbę Więzienną o dostępność psychologów dla osadzonych

Data: 2019-02-26
  • Są więzienia, gdzie na jednego psychologa penitencjarnego przypada ponad 200 osadzonych – wynika z analiz Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur
  • Rzecznik spytał Dyrektora Generalnego Służby Więziennej o działania dla poprawy dostępu więźniów do pomocy psychologicznej
  • Zbyt duże obciążenie pracą psychologów nie sprzyja resocjalizacji

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla konieczność zapewnienia właściwego poziomu i warunków prowadzenia oddziaływań terapeutyczno-resocjalizacyjnych przez psychologów penitencjarnych. Niezbędne jest zwiększenie dostępności pomocy psychologicznej dla pozbawionych wolności oraz zapewnienie psychologom odpowiednich standardów pracy.

Przedstawiciele Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, wyspecjalizowanego zespołu eksperów działających w ramach Biura RPO a zajmujących się przeciwdziałaniem tortur,  wskazują, że psycholog penitencjarny ma pod opieką często więcej osadzonych niż wynika to ze standardów określonych przez Dyrektora Generalnego SW. Zgodnie z nimi na jednego psychologa penitencjarnego powinna przypadać grupa 200 osadzonych, co i tak sprawia, że wypełnianie wszystkich zadań wymaganych od psychologów nie jest możliwe.

Na nadmierne obciążenie pracą psychologów penitencjarnych zwracało uwagę także Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Wskazywało, że liczba psychologów zatrudnionych w zakładach penitencjarnych nie gwarantuje efektywnego wykonywania zadań. Populacja więźniów jest zróżnicowana, różne są też problemy ich funkcjonowania w warunkach izolacji więziennej. Dlatego kryterium liczby więźniów przypadających na jednego psychologa nie jest wystarczające. Inna jest  bowiem sytuacja skazanych odbywających karę w zakładach typu półotwartego i otwartego, inna natomiast – skazanych przebywających w zakładach zamkniętych oraz tymczasowo aresztowanych. 

Z dotychczasowej korespondencji wynika, że Służba Więzienna podziela stanowisko RPO. Przyznawano, że długotrwała praca psychologów w warunkach przeciążenia, nadmiar obowiązków, a w szczególności odpowiedzialność za zbyt liczne grupy podopiecznych, może prowadzić do poważnych konsekwencji, np. wzrostu napięcia w zakładzie karnym, obniżenia efektywności podejmowanych przez psychologów oddziaływań i skuteczności procesu resocjalizacji.

Służba Więzienna wskazywała też na potrzebę racjonalizacji zatrudnienia, której zakładanym efektem miało być m.in. zwiększenie zatrudnienia w pionie penitencjarnym czy ograniczenie zakresu dokumentacji prowadzonej przez psychologów.

Zapowiadano też analizę przyczyn sporadycznego stosowania artykułu ustawy o Służbie Więziennej, który umożliwia zatrudnianie na zastępstwo pracowników cywilnych w przypadku długotrwałej nieobecności funkcjonariusza związanej z przebywaniem na urlopie macierzyńskim, ojcowskim, rodzicielskim i wychowawczym.

Doceniając te działania, Rzecznik zwraca uwagę na występujące nadal problemy. Przeprowadzone w 2018 r. przez Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur wizytacje jednostek penitencjarnych ujawniają przypadki, w których na jednego psychologa przypada więcej niż 200 osadzonych.

Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego SW o informacje na temat aktualnych i planowanych działań zmierzających do poprawy dostępu więźniów do pomocy psychologicznej.

KMP.571.8.2016

Projekt rozporządzenia o odpadach. Rzecznik pisze do resortu środowiska

Data: 2019-02-25
  • Ministerstwo Środowiska chce bardziej rygorystycznie określić przepisy magazynowania odpadów. Tak chce rozwiązać narastający problem nielegalnego zbierania odpadów i ich przetwarzania
  • RPO ma wątpliwości do jednego z zapisów projektu, który ma nie dotyczyć m.in. „władającego nieruchomością, który zbiera odpady komunalne wytwarzane na jej terenie”
  • Rzecznik pyta resort, czy rozporządzenie obejmie wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, które nie władają nieruchomościami lokalowymi, pozostającymi w ich zarządzie
  • Ewentualne objęcie rozporządzeniem wspólnot i spółdzielni mogłoby oznaczać dodatkowe koszty

Nowe rozporządzenie w sprawie szczegółowych wymagań dla magazynowania odpadów do ustawy z 14 grudnia 2012 r. o odpadach ma być odpowiedzią na nasilające się zjawisko nielegalnego gospodarowania odpadami w sposób naruszający zezwolenia na ich zbieranie lub przetwarzanie. Ma to też związek z głośnymi w 2018 r. pożarami składowisk odpadów. Rozporządzenie ma na celu jak największe ograniczenie możliwego negatywnego wpływu na środowisko. Dlatego ma ono szczegółowo wskazywać sposób magazynowania odpadów i obowiązki podmiotów gospodarujących nimi.  

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymał opracowywany w resorcie projekt rozporządzenia. Jego uwagę zwróciło wyłączenie stosowania rozporządzenia w odniesieniu do „magazynowania odpadów przez wytwórcę odpadów komunalnych lub przez władającego nieruchomością, który zbiera odpady komunalne wytwarzane na terenie tej nieruchomości”.

Zapis sugeruje, że wyłączenie nie będzie zatem dotyczyło wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni mieszkaniowych, które wykonują obowiązki (również w zakresie zbierania odpadów komunalnych) właścicieli nieruchomości lokalowych w budynku pozostającym w ich zarządzie. Wspólnoty i spółdzielnie magazynują zatem odpady komunalne wytworzone na nieruchomościach (lokalowych), którymi nie władają, przez co – jak się wydaje – nie  obejmie ich wyłączenie i będą musiały stosować się do wymogów rozporządzenia.

Dlatego Rzecznik spytał wiceminister środowiska Małgorzatę Golińską,  czy jest to celowy  zabieg twórcy projektu, a jeśli tak, poprosił o podanie jego motywów.

Co przewiduje projekt rozporządzenia MŚ

Jak głosi uzasadnienie projektu rozporządzenia, z jego zakresu zostali wyłączeni wytwórcy odpadów komunalnych oraz wytwórcy niewielkich ilości odpadów, którzy na podstawie ustawy z 14 grudnia 2012 r. o odpadach są zwolnieni z obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów lub prowadzą wyłącznie uproszczona ewidencję odpadów. Przepisom rozporządzenia nie podlega także magazynowanie niezanieczyszczonej gleby lub ziemi. Wskazano ponadto rodzaje odpadów i działalności do których nie mają zastosowania przepisy rozporządzenia, ze względu na obowiązujące już przepisy odrębne,

Zgodnie z projektem, magazynowanie odpadów należy prowadzić w wydzielonej i przeznaczonej wyłącznie do tego celu instalacji, obiekcie budowlanym lub jego części albo innym miejscu. Muszą one być odpowiednio zaprojektowanie i wyposażone oraz dostosowane do właściwości chemicznych i fizycznych odpadów. Zapewnione mają być m.in.:

  • odpowiednia pojemność miejsc magazynowania odpadów,
  • zabezpieczenie przed dostępem osób nieupoważnionych,
  • zabezpieczenie przed wpływem czynników atmosferycznych,
  • zabezpieczenie przed uwolnieniem się do gleby, wód powierzchniowych i podziemnych odcieków z miejsc magazynowania,
  • właściwa rotacja odpadów (magazynowane najdłużej byłyby usuwane w pierwszej kolejności),
  • zabezpieczenie przed rozprzestrzenianiem się odpadów poza wyznaczane miejsca,
  • przechowywanie odpadów mogących powodować uciążliwości zapachowe wyłącznie w pomieszczeniach wyposażonych w odpowiednie systemy wentylacyjne.

V.7204.13.2019

Resort finansów pracuje nad postulatem RPO, by nie opodatkowywać odsetek za opóźnienia wypłat należności wolnych od podatku

Data: 2019-02-22
  • Odsetki od alimentów i innych świadczeń zwolnionych z podatku ze względów społecznych nie powinny być opodatkowane – uznał RPO, który wystąpił w tej sprawie do Minister Finansów
  • Ponieważ dziś podatek jest naliczany, to dzieci albo ofiary ofiary wypadków drogowych tracą na tym, że należne im pieniądze przychodzą nieterminowo 
  • Postulat ten jest przedmiotem prac koncepcyjnych – poinformował Rzecznika resort finansów
  • Nie podał konkretnej propozycji rozwiązania, bo przepisy są dopiero na wstępnym etapie

Ludzie skarżą się na opodatkowanie odsetek wypłacanych za opóźnienie w sytuacji,  gdy należność główna jest zwolniona z podatku. Chodzi np. o dzieci, którym przez lata nie wypłacano alimentów czy też ofiary wypadków komunikacyjnych.

Jak wskazywał Adam Bodnar w wystąpieniu z 15 stycznia 2019 r. do Minister Finansów, problem dotyczy podatników, którym należne są odsetki na podstawie art. 481 § 1 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z nim, jeżeli dłużnik opóźnia się z zapłatą, wierzyciel może żądać odsetek za czas opóźnienia, choćby nie poniósł żadnej szkody, a  opóźnienie wynikało z okoliczności, za które dłużnik nie odpowiada.

Powstaje pytanie, jak traktować należne podatnikowi odsetki, jeżeli świadczenie główne zwolnione jest z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Ustawa o PIT przewiduje zwolnienia podatkowe, jak m.in.:

  • alimenty na rzecz dzieci, które nie ukończyły 25. roku życia oraz dzieci bez względu na wiek, które otrzymują zasiłek (dodatek) pielęgnacyjny lub rentę socjalną,
  • kwoty otrzymane z tytułu ubezpieczeń majątkowych i osobowych,
  • niektóre inne odszkodowania lub zadośćuczynienia otrzymane na podstawie wyroku lub ugody sądowej.

Rozbieżne stanowiska sądów 

W związku z tym, że ustawa o PIT nie przewiduje wprost zwolnienia odsetek od tych należności, organy skarbowe, a za nimi niektóre sądy administracyjne, przyjmują, że skoro odsetki nie zostały wymienione jako zwolnione, to podlegają opodatkowaniu PIT. Wskazuje się, że zwolnienia podatkowe są odstępstwem od zasady powszechności opodatkowania, co powoduje, że niedopuszczalne jest poszerzanie zakresu zwolnień w drodze wykładni.

Tak było np. w przypadku, gdy fiskus zakwestionował stanowisko podatnika, uznając że kwota zasądzonych alimentów korzysta ze zwolnienia podatkowego, ale kwota odsetek z tytułu nieterminowej ich wpłaty podlega opodatkowaniu jako "przychód z innych źródeł”. Stanowisko to potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 8 maja 2018 r.

Podobny pogląd prezentowany jest wobec ofiar wypadków komunikacyjnych, którym zasądzono zadośćuczynienia i renty, łącznie z odsetkami. Mimo że kwota główna korzysta ze zwolnienia podatkowego, organy skarbowe twierdzą, że odsetki ustawowe od tych świadczeń podlegają opodatkowaniu.

Z drugiej strony część sądów stoi jednak na stanowisku, że nie można odrębnie traktować obu świadczeń. Dają prymat celowi, jaki przyświecał ustawodawcy przy zwalnianiu z opodatkowania odszkodowań  i zadośćuczynień.  Dostrzegają aspekt społeczny zwolnienia z opodatkowania tej kategorii świadczeń, które powstały w wyniku krzywdy doznanej przez obywatela.

Np. WSA we Wrocławiu w nieprawomocnym orzeczeniu z 21 marca 2017 r. podkreślił, że takim działaniem ustawodawca akceptuje naganne zachowanie dłużnika. Prowadzi bowiem to do tego, że im dłużej zobowiązany nie płaci świadczenia, tym więcej podatku może pobrać państwo. Zdaniem sądu, burzy to przeciętne poczucie słuszności i racjonalności.

W orzecznictwie sądów administracyjnych zarysowują się zatem dwie odmienne wykładnie spornych przepisów. Część sądów wskazuje, że mamy do czynienia z wątpliwościami co do przepisów prawa podatkowego, o jakich mowa w art. 2a Ordynacji podatkowej, tj. mających charakter obiektywny i nieusuwalny, które należałoby rozstrzygnąć na korzyść podatnika.

RPO: respektować zasadę sprawiedliwości społecznej

Rzecznik podziela pogląd o konieczności zwolnienia takich odsetek z opodatkowania. Jednocześnie zdecydowanie sprzeciwia się takiemu stanowi prawodawstwa, który sprzyja profiskalnej wykładni przepisów prawa podatkowego przez organy i część sądów administracyjnych.

Skutek jest taki, że osoby poszkodowane, znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej (np. dzieci, którym przez lata nie wypłacano alimentów czy też ofiary wypadków komunikacyjnych), ponoszą negatywne konsekwencje podatkowe w związku z nieterminową wypłatą zasądzonych na ich rzecz należności.

W ocenie Rzecznika nie sposób doszukać się uzasadnionej racji w opodatkowaniu odsetek od świadczeń, które sam ustawodawca uznał za zwolnione z podatku ze względów społecznych. Co istotne, tego rodzaju odsetki mają charakter swoistej rekompensaty za to, że obywatel nie mógł korzystać z należnych mu środków pieniężnych.

Dlatego respektowanie zasady sprawiedliwości społecznej, wynikającej z art. 2 Konstytucji, wymaga, aby w taki sam sposób traktować odsetki wypłacane za opóźnienie co należność główną, korzystającą ze zwolnienia podatkowego.

Adam Bodnar zwrócił się do minister Teresy Czerwińskiej o rozważenie zastosowania prokonstytucyjnej wykładni przepisów oraz o zainicjowanie prac legislacyjnych w celu rozszerzenia zwolnień podatkowych w tych  ważnych dla obywateli sprawach. Po raz pierwszy RPO poruszył tę kwestię w wystąpieniu generalnym z lipca 2013 r. - bez skutku.

Odpowiedź Ministerstwa Finansów

- Wniosek zawarty w wystąpieniu zbiegł się w czasie z trwającymi pracami koncepcyjnymi dotyczącymi zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych – napisał w odpowiedzi RPO wiceminister finansów Filip Świtała. - Miło mi zatem poinformować, iż przedmiotem tych prac jest m.in. rozwiązanie, które wypełnia Pana postulat. Jest jeszcze za wcześnie na  przywołanie konkretnej propozycji legislacyjnej, gdyż zmieniane przepisy są na wstępnym etapie projektowania - dodał.

Wiceminister finansów podkreślił, że z chwilą skierowania projektu do uzgodnień, konsultacji publicznych lub opiniowania zostanie on udostępniony w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

V.511.222.2018

 

Bliżej przyjęcia standardów Konwencji Stambulskiej ws. przemocy w rodzinie. RPO pisze do ministra Adama Lipińskiego

Data: 2019-02-22
  • Za poszerzeniem pojęcia przemocy w rodzinie o przemoc psychiczną i seksualną opowiada się pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Adam Lipiński
  • Według niego ustawa o przeciwdziałaniu przemocy mogłaby też objąć przemoc w związkach osób nie będących małżeństwem, a nawet nie mieszkających razem  
  • RPO wiele razy wskazywał na konieczność przyjęcia przez Polskę takich standardów wynikających m.in. z tzw. Konwencji Stambulskiej
  • Aby móc skutecznie zwalczać przemoc w rodzinie, trzeba także o wiele szerzej niż dziś zbierać dane statystyczne o tym zjawisku – wskazuje Rzecznik

RPO Adam Bodnar napisał do ministra Adama Lipińskiego, że z uznaniem przyjął jego stanowisko wyrażone w programie TVN „Czarno na Białym” 24 stycznia 2019 r. Adam Lipiński wskazał w nim na konieczność wdrożenia w toku prac legislacyjnych nad nowelizacją ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie międzynarodowych standardów wynikających m.in. z Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, sporządzonej w Stambule 11 maja 2011 r.

Adam Lipiński mówił w tym programie m.in, że do ustawy należałoby wprowadzić przemoc psychiczną i seksualną oraz objąć nią także osoby nie będące małżeństwem, a nawet nie mieszkające razem, ale tworzące stałe związki.

- Nie mam wątpliwości, że dostrzeżona przez pana potrzeba objęcia ochroną prawną ofiar przed wszelkimi rodzajami przemocy w rodzinie – w tym fizycznej, psychicznej, seksualnej i ekonomicznej - w istotny sposób poprawi sytuację pokrzywdzonych – napisał Adam Bodnar. Propozycje ministra pozostają zbieżne z propozycjami, które Rzecznik konsekwentnie przedstawiał właściwym organom od początku swojej kadencji.

W styczniu 2019 r. RPO przedstawił swe rekomendacje w tej sprawie premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Przygotował je po tym, jak na przełomie roku rząd najpierw zapowiedział prace nad zmianą ustawy o przemocy w rodzinie, a po powszechnej krytyce projektu zwrócił go Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W rekomendacjach Rzecznik wskazywał m.in, że trzeba lepiej pomagać ofiarom przemocy; sprawca przemocy musi natychmiast dostawać nakaz opuszczenia mieszkania, które dzieli z ofiarą; definicja przemocy powinna obejmować wszelkie jej formy, także ekonomiczną, a państwo musi zapewnić ochronę również ofiarom jednorazowego aktu przemocy. 

W piśmie do ministra Adama Lipińskiego Rzecznik wskazał, że  konieczne jest rozszerzenie kręgu osób uprawnionych do wsparcia przewidzianego przez ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie o osoby, które doznają przemocy ze strony byłego małżonka lub partnera. Zobowiązanie takie wynika z definicji „przemocy domowej” określonej w Konwencji Stambulskiej. Pod tym pojęciem rozumie ona „wszelkie akty przemocy fizycznej, seksualnej, psychologicznej lub ekonomicznej zdarzające się w rodzinie lub gospodarstwie domowym, lub między byłymi, lub obecnymi małżonkami, lub partnerami, niezależnie od tego, czy sprawca i ofiara dzielą lub dzielili miejsce zamieszkania, czy nie”.

Przyjęcie takiego zakresu przemocy w bliskich związkach rekomenduje również Europejski Instytut ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE), który definiuje ją jako  „wszystkie akty przemocy fizycznej, seksualnej, psychicznej lub ekonomicznej, która występuje między byłymi bądź obecnymi małżonkami lub partnerami, niezależnie od tego, czy sprawca zamieszkuje lub nie zamieszkuje wspólnie z ofiarą”.

Obecnie prawo w tym zakresie nie spełnia tych standardów – ustawa przyznaje ochronę prawną tylko przed aktami przemocy ze strony członka rodziny w rozumieniu art. 115 § 11 Kodeksu karnego oraz osoby, która zamieszkuje lub gospodaruje wspólnie z osobą pokrzywdzoną. Osoby doznające przemocy ze strony niezamieszkujących wspólnie byłych partnerów lub małżonków są pozbawione niezbędnego wsparcia ze strony władz. RPO podnosił problem w wystąpieniach do m.in. Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Prezesa Rady Ministrów.

Ponadto z analizy ekspertów Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn wynika konieczność efektywnego gromadzenia danych statystycznych dotyczących zjawiska przemocy wobec kobiet w bliskich związkach. Chodzi o opublikowane w lipcu 2018 r. raport Data collection on intimate partner violence by the police and justice sectors: Poland. 

13 ważnych wskaźników przemocy dla jej lepszego zwalczania 

Mając na uwadze, że tylko poprawne oszacowanie skali przemocy w bliskich związkach pozwoli na dobranie właściwych środków zaradczych, eksperci EIGE opracowali listę 13 wskaźników, których osiągnięcie spełnia standard  wymagany przez Konwencję Stambulską i dyrektywę PE o prawach ofiar.

Z analizy opracowania wynika, że obecne rozwiązania w Polsce są dalece niewystarczające. Polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości osiągają w pełni tylko jeden z 13 wskaźników - dotyczący liczby kobiet zgłaszających gwałt. Tymczasem Konwencja Stambulska wymaga m.in. gromadzenia  oddzielnych danych statystycznych w odpowiednim podziale i w regularnych odstępach czasu, dotyczących przypadków wszystkich form przemocy fizycznej, psychicznej, seksualnej i ekonomicznej wobec kobiet. Ponadto Konwencja mówi o wspieraniu badań dotyczących wszystkich form przemocy w celu poznania ich przyczyn i skutków, częstości występowania oraz karalności, a także skuteczności działań w celu wykonania Konwencji oraz przeprowadzania badań ludności, by oceniać skalę i tendencje w stosowaniu wszystkich form przemocy.

Raport wyjaśniający do Konwencji Stambulskiej podaje, że gromadzenie tych danych ma olbrzymie znaczenie nie tylko dla projektowania skutecznej polityki zwalczania przemocy wobec kobiet, ale także pozwala na bieżąco doskonalić system wsparcia osób pokrzywdzonych, jak również monitorować dynamikę i skalę zjawiska..

Eksperci EIGE za kluczowe uznają, aby przedstawiciele organów ścigania gromadzili następujące dane statystyczne pozwalające ocenić w skali rocznej:

  • liczbę kobiet-ofiar aktów przemocy w bliskich związkach popełnianych przez mężczyzn, jak również ogólnej liczby kobiet-ofiar aktów poszczególnych rodzajów przemocy w bliskich związkach (tj. fizycznej, psychicznej, seksualnej i ekonomicznej) popełnianych przez mężczyzn;
  • liczbę zgłoszonych przypadków przemocy związanych z przemocą w bliskich związkach przeciwko kobietom popełnianym przez mężczyzn;
  • liczbę mężczyzn-sprawców przemocy w bliskich związkach przeciwko kobietom i odsetek mężczyzn w grupie sprawców;
  • liczbę zabójstw, których ofiarą była kobieta, a sprawcą – jej partner/mąż.

Organy wymiaru sprawiedliwości powinny zaś gromadzić dane pozwalające określić w skali rocznej:

  • liczbę wniosków oraz orzeczonych przez sąd środków z zakresu izolacji sprawcy od ofiary przemocy w bliskich związkach wobec kobiet (tj. nakazu opuszczenia lokalu, zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonym), z uwzględnieniem rodzaju sądu;
  • liczbę mężczyzn oskarżonych o stosowanie przemocy w bliskich związkach wobec kobiet;
  • liczbę mężczyzn skazanych za stosowanie przemocy w bliskich związkach wobec kobiet, w tym na karę pozbawienia wolności, jak również odbywających karę.

Raport zawiera również rekomendację, aby relacja pomiędzy ofiarą a sprawcą przemocy w bliskich związkach była systematycznie odnotowywana w statystykach jako jedna z obowiązkowych zmiennych na wszystkich etapach postępowania karnego. Systemy gromadzenia danych przez organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości powinny być kompatybilne i umożliwiać tworzenie niezbędnych zestawień. Istotne jest również, żeby wszelkie dane dotyczące zjawiska były upowszechniane. EIGE za pożądane uznaje zwiększenie roli Głównego Urzędu Statystycznego w publikowaniu danych źródłowych.

Raport EIGE wskazuje także na rozwiązania o charakterze legislacyjnym, które mogą ułatwić gromadzenie niezbędnych danych. Chodzi np. o wprowadzenie do Kodeksu karnego odrębnego przestępstwa stosowania przemocy w bliskim związku wobec partnera/partnerki, nowelizację  art. 207 Kk poprzez uregulowanie w odrębnych paragrafach odmiennych form znęcania się (psychicznego i fizycznego) czy rozszerzenie zakresu stosowania ustawy wobec osób, które doznają przemocy ze strony byłych partnerów. 

Adam Bodnar ma nadzieję, że rekomendacje EIGE będą istotną pomocą w dalszych pracach zmierzających do pełnego wdrożenia postanowień Konwencji Stambulskiej i dyrektywy o prawach ofiar. Rzecznik poprosił ministra Adama Lipińskiego o ustosunkowanie się do tych rekomendacji oraz o stanowisko dotyczące ich wdrożenia.

 XI.518.19.2019

Jak walczyć z mową nienawiści. 20 rekomendacji RPO dla premiera

Data: 2019-02-21
  • Ściganie z urzędu przestępstw motywowanych uprzedzeniami ze względu na czyjąś niepełnosprawność, wiek, orientację seksualną i tożsamość płciową  
  • Karalność samego członkostwa w organizacjach odwołujących się do totalitaryzmów, a zakazanych na mocy Konstytucji  
  • Wprowadzenie ustawowej definicji mowy nienawiści i skuteczniejsze oczyszczanie internetu z takich treści
  • Szerokie kampanie społeczne, edukacyjne i szkoleniowe dla różnych środowisk o szkodliwości mowy nienawiści 

Rzecznik Praw Obywatelskich przekazał premierowi Mateuszowi Morawieckiemu 20 rekomendacji dotyczących skutecznej walki z mową nienawiści i przestępstwami z nią związanymi. Wcześnie przedstawił te rekomendacje opinii publicznej na Facebooku; teraz formułuje je w prawniczym piśmie do szefa rządu.

- Rekomendacje przekazuję Panu Premierowi z prośbą o merytoryczną analizę oraz, na co szczególne liczę, o przedstawienie stanowiska w poruszonych kwestiach – napisał Adam Bodnar do premiera. Wyraził nadzieję, że premier potraktuje te rekomendacje jako wstęp do poważnej debaty na temat zaangażowania władz w walkę z mową nienawiści 

W polskim społeczeństwie rośnie sprzeciw wobec nienawistnego języka używanego w debacie publicznej. Coraz więcej środowisk wskazuje na potrzebę skuteczniejszej walki z mową nienawiści. Postępuje bowiem brutalizacja języka. Widoczna jest niebezpieczna tendencja do porzucenia dialogu na rzecz radykalnych opinii, bazujących na negatywnych emocjach, które dążą do wywołania u odbiorców uczucia wrogości czy nienawiści wobec osób lub poglądów określanych jako inne bądź obce. Dla wielu godność drugiego człowieka nie stanowi już oczywistej granicy swobody wypowiedzi.

Dlatego jedyną odpowiedzią na język nienawiści i związane z nim zagrożenia dla demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa jest stworzenie kompleksowej strategii przeciwdziałania mowie nienawi