Godło RP
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 95

Art. 47 - Prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia

Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

CO TO ZNACZY?

Artykuł ten dotyczy dwóch sytuacji: prawa jednostki do prawnej ochrony wskazanych sfer życia oraz prawa do decydowania o sprawach dotyczących życia osobistego.

Z prawa do ochrony życia prywatnego wynika obowiązek władz publicznych, by uregulować te zagadnienia oraz powstrzymać się od ingerencji w sfery prywatne. Przepis ten powiązany jest bezpośrednio z wolnością człowieka (art. 31 ust. 1) i wolnością osobistą jednostki (art. 41).

Twórcy Konstytucji posłużyli się trzema zazębiającymi się pojęciami: życie prywatne, życie rodzinne oraz życie osobiste.

Data początkowa
np.: 09/2019
Data końcowa
np.: 09/2019
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Błędy przy decydowaniu o odebraniu władzy rodzicielskiej i adopcji. Wyrok ETPCz

Data: 2019-09-16
  • 10 września 2019 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie Strand Lobben i Inni przeciwko Norwegii (skarga nr 37283/13)
  • Sprawa dotyczyła decyzji sądu norweskiego o odebraniu władzy rodzicielskiej matce i pozwoleniu rodzinie zastępczej na adopcję jej syna.

Z uwagi na problemy w czasie ciąży kobieta zwróciła się do opieki społecznej o pomoc. Zaakceptowała propozycję, że będzie mogła przebywać w ośrodku rodzinnym w czasie pierwszych miesięcy życia dziecka, ale służby społeczne będą w tym czasie oceniać jej sytuację (ewaluacja). Ponieważ po miesiącu opuściła ośrodek, dziecko zostało przymusowo umieszczone w ośrodku dla dzieci a następnie w rodzinie zastępczej. Jako przyczynę podano wątpliwości co do tego, czy dziecko jest karmione w stopniu pozwalającym na jego przeżycie.

Sąd rodzinny podkreślił, że pobyt w rodzinie zastępczej jest najlepszym rozwiązaniem, kiedy są tak poważne wątpliwości, czy matka ma odpowiednie umiejętności, aby zająć się dzieckiem. Jednocześnie sąd uregulował jej kontakty z dzieckiem wskazując, że nie powinny one jednak doprowadzić do odzyskania dziecka – stąd ich częstotliwość: cztery razy w roku.

Rodzina zastępcza w grudniu 2011 r. adoptowała dziecko na podstawie decyzji Regionalnej Opieki Społecznej – organu złożonego z prawnika, psychologa i jeszcze jednej osoby. Organ ten odebrał władzę rodzicielską matce i zezwolił na adopcję. W ciągu 3 dni przesłuchał 21 świadków, konkludując, że adopcja będzie w najlepszym interesie dziecka. W toku procedury odwoławczej sądy przyznając, że sytuacja matki uległa poprawie (wyszła za mąż i miała kolejne dziecko w 2011 r.), stwierdziły, że jednak nie wykazały poprawy w zrozumieniu jej syna, który był psychicznie narażony i potrzebował spokoju, bezpieczeństwa i wsparcia. Wskazywała na to 3-letnia obserwacja kontaktów matki z dzieckiem, z której wynikało, że dziecko nie było  psychicznie związane z biologiczną matką.

Trybunał stwierdził, że decyzje o odebraniu władzy rodzicielskiej oraz pozwoleniu na adopcję jednoznacznie wpłynęła na prawo skarżących do poszanowania ich życia prywatnego i rodzinnego. Mimo że ingerencja była zgodna z prawem oraz uzasadniona ochroną zdrowia i obyczajów, a także prawami i wolnościami syna skarżącej, to władze krajowe nie próbowały przeprowadzić prawdziwego testu wyważenia między interesami dziecka oraz jego biologicznej rodziny ani wziąć pod uwagę rozwoju w rodzinie swojej matki, a mianowicie, że w między czasie wyszła za mąż i miała drugie dziecko. Sądy nigdy nie wzięły na poważnie możliwości jego powrotu do biologicznej rodziny.

Trybunał zauważył, że decyzje zostały oparte na ustaleniu niezdolności matki do odpowiedniej opieki nad synem z uwagi na jego szczególne potrzeby jako narażone dziecko. Mimo to, decyzje oparte zostały na braku związku psychicznego matki z dzieckiem i ich znikomym kontakcie, ponieważ spotkania w ramach utrzymywania kontaktów między matką i synem po jego umieszczeniu w rodzinie zastępczej były nieliczne i odległe, zawsze w obecności matki zastępczej i kuratora – nie mogły więc doprowadzić do zawiązania relacji. Ich celem nigdy nie było przywrócenie dziecka do biologicznej rodziny. Nadto zgromadzono zbyt mały materiał dowodowy co do zdolności do opieki matki dziecka. Nadto, w toku postępowania w 2012 r. oparto się na nieaktualnych opiniach biegłych psychologów wydanych w 2010 r. W końcu, decydujące znaczenie miało szczególne potrzeby syna skarżącej jako narażonego dziecka. Sądy jednak nie przeprowadziły żadnej dogłębnej analizy charakteru jego narażenia, ani wyjaśnienia jak mógł nadal być narażony pomimo państwowej opieki nad nim od trzeciego tygodnia życia.

Z tych przyczyn, postępowanie sądowe nie zagwarantowało należytej analizy wszystkich poglądów i interesów. Postępowaniu nie towarzyszyły zatem gwarancje, które mogłyby odpowiadać wadze ingerencji oraz powadze interesów do wyważenia.

W konsekwencji, Trybunał stwierdził 13 głosami do 4 naruszenie Artykułu 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w stosunku do obu skarżących: matki i syna.

RPO ma wątpliwości dotyczące zakupu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne systemu Pegasus

Data: 2019-09-13
  • Jak donosi TVN24 w posiadaniu CBA od dwóch lat jest system Pegasus służący do inwigilowania i niejawnego nadzoru.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich nigdy nie kwestionował potrzeby stosowania kontroli operacyjnej.
  • Jednak zasada legalizmu wymaga, by wykreowany został mechanizm, który z jednej strony umożliwiłby służbom efektywną walkę z zagrożeniami, ale i zapewniał nadzór nad działalnością służb.
  • Obecnie taki system kontroli nad działalnością służb nie istnieje, dlatego RPO zwrócił się do Prezesa Rady Ministrów oraz Przewodniczącego Komisji do spraw Służb Specjalnych.

 

Jedna ze stacji telewizyjnych (TVN24) przeprowadziła dochodzenie dziennikarskie, z którego wynika, że w posiadaniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego od dwóch lat jest system o nazwie Pegasus. System ten ma być obecnie najdoskonalszym narzędziem inwigilacji i niejawnego nadzoru wycelowanym w konkretne osoby poprzez program operacyjny instalowany na urządzeniach mobilnych, wykorzystywanym również przez służby specjalne innych państw. Istota tego systemu polega na możliwości pozyskania wszelkich informacji z każdego telefonu komórkowego typu smartfon, po dokonaniu przełamania zabezpieczeń i zainstalowaniu niewykrywalnego w praktyce oprogramowania, pozwalającego przejąć kontrolę nad urządzeniem.

Materiał ujawniony przez dziennikarzy budzi najwyższe obawy Rzecznika Praw Obywatelskich i rodzi potrzebę natychmiastowego wyjaśnienia przedstawionych informacji. Zarówno w kontekście dopuszczalności inwigilowania obywateli przez służby, jak i w związku z nadal nieistniejącym systemem niezależnego nadzoru nad niejawnymi działaniami organów państwowych oraz ze sposobem wydatkowania środków publicznych z funduszy, które miały służyć zupełnie innym celom.

Kontrola operacyjna jest narzędziem stosowanym przez organy ścigania i służby specjalne na całym świecie. Umożliwia ona realne prowadzenie czynności, do których te służby zostały powołane. Trudne, jeżeli nie niemożliwe, byłoby zapewnienie bezpieczeństwa państwu i jego obywatelom, bez dopuszczenia do korzystania z niejawnych technik operacyjnych. Jednak nie można zapominać, że czynności operacyjno-rozpoznawcze w swojej istocie w sposób poważny ingerują w fundamentalne wolności i prawa człowieka, w prawo do prywatności czy wolność komunikowania się. Rzecznik podkreślił, że działania nakierowane na ochronę bezpieczeństwa obywateli nie mogą w sposób nieograniczony ingerować w inne dobra prawne – zbyt duży zakres dopuszczalnej ingerencji prowadziłby niewątpliwie do ryzyka poważnych nadużyć polegających na wykorzystywaniu szerokich uprawnień przez organy państwa w celu realizacji dobra nie tyle wspólnego, co bardziej partykularnego interesu służb.

Rzecznik zwrócił uwagę, że w przypadku działania systemu Pegasus problemem jest jednak nie tylko nieproporcjonalne wykorzystanie zasadniczo dopuszczalnych środków, lecz w ogóle działanie służb bez żadnej podstawy prawnej, co wyklucza badanie proporcjonalności. W kontekście domniemanego zakupu systemu i użytkowania go przez polskie służby państwowe – jeżeli potwierdzą się ustalenia dziennikarzy – istnieje niemal pewność, że konstytucyjna zasada legalizmu została naruszona. Żaden bowiem przepis prawa nie pozwala żadnemu organowi państwowemu na przełamywanie zabezpieczeń i przechwytywanie, a także wykorzystywanie, w ten sposób treści przekazów komunikacyjnych oraz uzyskiwanie dostępu do wszelkich informacji i danych z urządzenia mobilnego. Również przepisy prawa regulujące zasady stosowania kontroli operacyjnej na to nie zezwalają. Nie dopuszczają tego nawet przepisy ustawy o działaniach antyterrorystycznych, ani żadne inne przepisy regulujące działania poszczególnych służb, w tym w szczególności przepisy ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Wielokrotnie w swoich wystąpieniach kierowanych do różnych organów państwowych Rzecznik wskazywał także na istotę zapewnienia niezależnego systemu kontroli na działalnością służb. W ocenie Rzecznika, w chwili obecnej taki system nie funkcjonuje. Tymczasem zarówno z orzecznictwa sądów międzynarodowych (w szczególności ETPCz, ale również TSUE) jasno wynika, jak taki system powinien wyglądać i jakie kryteria powinien spełniać.

Wreszcie, Rzecznik odniósł się do źródła sfinansowania zakupu systemu Pegasus. W raporcie ogłoszonym w czerwcu 2018 r. Najwyższa Izba Kontroli wyraźnie wskazywała, że 29 września 2017 r. zawarto umowę z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym na kwotę 25 mln zł (umowa objęta jest klauzulą niejawności), w ramach realizacji przez jednostki sektora finansów publicznych zadań ustawowych związanych z ochroną interesów osób pokrzywdzonych i świadków, a także wykrywaniem i zapobieganiem przestępczości. W ocenie NIK, Ministerstwo Sprawiedliwości złamało prawo przekazując CBA te środki, co mogło stanowić naruszenie dyscypliny finansów publicznych. W efekcie tych działań, miliony złotych przeznaczone dla ofiar przestępstw popłynęły na zakup środków techniki specjalnej dla CBA, która to służba może wykorzystać je wbrew przepisom i zasadom obowiązującym w demokratycznym państwie prawnym.

Rzecznik zwrócił się do Premiera o pilne wyjaśnienie sprawy, o której mowa w doniesieniach dziennikarskich, dotyczących zakupu systemu Pegasus i przedstawienie wszelkich analiz i wyników przeprowadzonej kontroli, a także stanowisko w sprawach problemów systemowych podniesionych w niniejszym piśmie. Do Przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Rzecznik zwrócił się z prośbą o poinformowanie o stanowisku Komisji w tej sprawie.

VII.519.2.2019

Sprawa wysokich urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości i ich działań wobec obywateli. RPO prosi PUODO o informacje

Data: 2019-08-27
  • Jednym z najważniejszych zadań państwa w tych dniach jest dogłębne wyjaśnienie, czy ujawnione ostatnio działania pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości wobec obywateli, nie naruszają prawa.
  • RPO pisze o tym do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Jana Nowaka.
  • Działania podejmowane wobec sędziów, którzy nie zgadzają się ze zmianami w sądownictwie, nie są wyłącznie jednym z kolejnych przykładów zachowań, które nadają się do rozpatrywania tylko w kategoriach moralnych.
  • Działania te mogą bowiem nosić znamiona poważnych naruszeń prawa, prowadzących do podważenia podstawowych fundamentów zasad demokracji i państwa praworządnego.

RPO Adam Bodnar poprosił 27 sierpnia 2019 r. prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Jana Nowaka o odpowiedzi, jakie wpłyną do PUODO z Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i Krajowej Rady Sądownictwa.

W ostatnich dniach opinia publiczna dowiedziała się o sytuacji, jaka miała miejsce w Ministerstwie Sprawiedliwości: w Ministerstwie Sprawiedliwości mogło dochodzić do bardzo poważnych naruszeń zasad ochrony danych osobowych sędziów, o których informacje – być może pochodzące z teczek osobowych – mogły być przekazywane osobom nieuprawnionym do ich posiadania – stwierdza RPO.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, do którego zadań należy badanie, czy wskutek działania lub zaniechania organów państwowych nie nastąpiło naruszenie prawa, dogłębne i wszechstronne wyjaśnienie tej sprawy zarówno przez organy prokuratury, jak i Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, jest jednym z najważniejszych zadań w tych dniach. Działania podejmowane wobec sędziów, którzy nie zgadzają się ze zmianami w sądownictwie, nie są wyłącznie jednym z kolejnych przykładów zachowań, które nadają się do rozpatrywania tylko w kategoriach moralnych. Działania te mogą bowiem nosić znamiona poważnych naruszeń prawa, prowadzących do podważenia podstawowych fundamentów zasad demokracji i państwa praworządnego.

Wielokrotnie w swoich wystąpieniach do różnych organów państwa RPO wskazywał na istotę ochrony wartości, jaką jest prywatność i w tym kontekście również potrzebę wzmacniania systemu ochrony danych osobowych wszystkich obywateli w relacji do władz państwowych. Wystąpienia te nie spotykały się jednak z należytą reakcją, co daje przypuszczenia i rodzi obawy, że treść art. 47 i 51 Konstytucji RP nie jest brana wystarczająco poważnie pod uwagę.

W tej chwili jednak priorytetem jest dogłębne i całościowe wyjaśnienie zdarzeń i ujawnienie mechanizmów, jakie miały miejsce w opisanej w mediach działalności urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości oraz być może innych podmiotów.

RPO z zadowoleniem przyjął zatem informację, która pojawiła się na stronie Urzędu Ochrony Danych Osobowych o wszczęciu postępowania wobec Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Rady Sądownictwa i skierowaniu wystąpień, w oparciu o art. 58 ust. 1 lit. a) i e) rozporządzenia RODO.

W związku z powyższym, działając na podstawie 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2018 r. poz. 2179 ze zm.) Adam Bodnar zwraca się o informowanie Rzecznika Praw Obywatelskich o przebiegu wszczętych postępowań, a w szczególności o bezzwłoczne przekazanie odpowiedzi, jakie wpłyną zarówno z Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i Krajowej Rady Sądownictwa. Prosi również o poinformowanie Rzecznika Praw Obywatelskich o kierunku dalszych działań, jakie w tej sprawie zamierza podejmować Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

VII.522.4.2019

Czy planowana komisja ds. pedofilii ma zastąpić sądy? RPO ma wątpliwości

Data: 2019-08-26
  • RPO ma wątpliwości, czy komisja ds. pedofili powinna móc wpisywać do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym osoby, wobec których postępowania karne umorzono z powodu przedawnienia
  • Komisja ma bowiem decydować o ich winie. Tymczasem zgodnie z Konstytucją każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego winy prawomocnym wyrokiem nie stwierdzi sąd 
  • Czy dopuszczalne jest zatem powoływanie organów quasi-sądowych, orzekających w sprawach właściwych dla sądów? - pyta Rzecznik
  • Zarazem podkreśla konieczność zapewnienia praw ofiar przestępstw seksualnych, zwłaszcza tych, którzy nie ukończyli 15. roku życia

Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił  marszałek Sejmu Elżbiecie Witek opinię o projekcie ustawy powołującej Państwową Komisję ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 (druk sejmowy nr 3663).

Właściwy jest sam cel ustawy - wobec ujawnionych w ostatnim czasie niedostatków ochrony prawnej małoletnich ofiar przestępczości na tle seksualnym (m.in. chodzi o film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”). Jednak przyznanie Komisji prawa do wydawania postanowień o wpisie do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym budzi wątpliwości z perspektywy ochrony prawa do prywatności (art. 47 Konstytucji i  art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) oraz standardów odpowiedzialności karnej (art. 42 Konstytucji oraz art. 6 EKPCz). 

Rzecznik pozytywnie ocenia działania legislacyjne dla zapewnienia ochrony praw ofiar przestępstw seksualnych, przy szczególnym uwzględnieniu tych, którzy w chwili ich popełnienia nie ukończyli 15. roku życia. Docenia pochylenie się nad sytuacją osób dorosłych, które dopiero po dłuższym czasie są gotowe, by mówić o przemocy z dzieciństwa. 

Nie ma wątpliwości, że problem powinien zostać rozwiązany. Uprawnienia Komisji mają przede wszystkim wymiar prewencyjny i edukacyjny. Istotne jest również wsparcie ofiar. - Można jednak postawić pytanie, czy konieczne jest powoływanie kolejnego organu do tych celów, czy też może część zadań Komisji nie może być wykonywana przez istniejące organy - podkreśla RPO. 

Podstawowym organem ochrony praw jednostki są bowiem sądy. Ponadto funkcjonują takie organy, jak np. Rzecznik Praw Dziecka. Dlatego powołanie nowego organu powinno być powiązane z rzetelną analizą jego pozycji ustrojowej i zakresu kompetencji.

Wpis do Rejestru może ujawniać ofiary pedofilów

Zasadnicze wątpliwości Rzecznika budzą uprawnienia Komisji do wpisywania osób do Rejestru, który jest częścią Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Na mocy ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, od 1 października 2017 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są dostępne dane osobowe, fotografie i miejscowości, w których przebywają osoby skazane za najpoważniejsze przestępstwa na tle seksualnym. Druga część rejestru, gromadząca również informacje o pozostałych sprawców przestępstw na tle seksualnym, jest dostępna tylko dla przedstawicieli określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości oraz instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są zamieszczone także numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

W trakcie prac nad tamtą ustawą Rzecznik wyrażał zastrzeżenia co do zgodności z Konstytucją przepisów o publicznym rejestrze. Miał wątpliwości z punktu widzenia zgodności z prawem do prywatności (art. 47 i 51 Konstytucji)  nie tyle w odniesieniu do sprawcy przestępstw, ile ewentualnych pokrzywdzonych z kręgu bliskich członków rodziny, jak również w ogóle członków rodziny (w małych społecznościach łatwo zidentyfikować takie osoby). 

Wątpliwości te potwierdziły się w praktyce. Do RPO wpływały wnioski członków rodzin osób (w tym dzieci), których dane trafiły do Rejestru. 22 lutego 2018 r. Rzecznik wystąpił w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości, wskazując na wtórną wiktymizację ofiar. Do dziś nie uzyskał odpowiedzi, mimo interwencji u Prezesa Rady Ministrów.

Projekt ustawy o Komisji rozszerza Rejestr o osoby, które może ona wpisać. Przewiduje, że w przypadku odmowy wszczęcia albo umorzenia postępowania z powodu przedawnienia karalności przestępstwa pedofilii, prokurator albo sąd przekazuje sprawę Komisji. Po postępowaniu wyjaśniającym może ona zdecydować o wpisie w Rejestrze lub nie wydać takiego postanowienia. Dane te mają być dostępne bez ograniczeń na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości.

To sąd decyduje o wpisie do Rejestru

Dotychczas w Rejestrze umieszczano dane osób skazanych za przestępstwa na tle seksualnym, a także tych, wobec których warunkowo umorzono postępowanie lub orzeczono środki zabezpieczające (w określonych przypadkach sąd może orzec, że dane sprawcy nie trafią do Rejestru). Są tam  także dane nieletnich, wobec których orzeczono środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze albo którym wymierzono karę na podstawie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich. 

Oznacza to, że umieszczenie danych osoby w Rejestrze jest konsekwencją orzeczenia sądu, przy zachowaniu konstytucyjnych gwarancji oraz niezależności sądów i niezawisłości sędziów. 

- Należy zatem zadać pytanie, czy wobec funkcjonowania w Polsce systemu sądownictwa, dopuszczalne jest powoływanie na podstawie ustawy organów quasi- sądowych orzekających w sprawach właściwych dla sądów – wskazuje Rzecznik. Chodzi o kwestię odpowiedzialności karnej, co do której Konstytucja przewiduje szczególnie silne gwarancje praw jednostki (art. 42 Konstytucji). 

Konstytucyjne prawo do sądu gwarantuje każdemu obronę jego interesów przed niezawisłym organem kierującym się wyłącznie obowiązującym w państwie prawem (wyrok TK z 12 marca 2002 r.). TK co prawda dopuszcza, aby pewne spory dotyczące sytuacji prawnej jednostki były rozstrzygane przez organy niesądowe. Ale to kompetencją sądów musi być jednak ostateczna weryfikacja rozstrzygnięcia organu. 

Jest wysoce wątpliwe, że może to mieć miejsce w wypadku odpowiedzialności karnej. Postępowanie prowadzone przez Komisję odnosi się bowiem do kwestii winy, a postanowienie Komisji jest podstawą umieszczenia danych osoby w Rejestrze. 

Tymczasem zgodnie z art. 42 ust. 3 Konstytucji każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. Domniemanie niewinności gwarantuje również art. 6 ust. 2 EKPCz. A postępowanie przed komisją nie uwzględnia gwarancji właściwych dla postępowania karnego (art. 42 ust. 2 Konstytucji oraz art. 6 ust. 3 EKPCz).

W ocenie Rzecznika, realizacja celu ustawodawcy - unikania odpowiedzialności przez sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci - powinna się raczej wiązać ze zmianą terminów przedawnienia ścigania tych przestępstw. W takim wypadku sprawy rozstrzygałby sąd, przy zachowaniu wszystkich gwarancji procesowych.

RPO ma nadzieję, że zgłoszone wątpliwości uda się usunąć w toku prac parlamentarnych.

VII.501.136.2019

Policja: konwojowanie więźnia do lekarza z kajdankami na rękach i nogach - zasadne

Data: 2019-08-23
  • Z kajdankami na rękach i nogach więzień w asyście policji szedł przez miasto na wizytę do lekarza. Poskarżył się on RPO na poniżające traktowanie
  • Rzecznik uznał taki sposób konwojowania za nieuzasadniony, zbyt dolegliwy i nieproporcjonalny do ewentualnego zagrożenia
  • Policja podtrzymuje, że decyzja o zastosowaniu tych kajdanek była  usprawiedliwiona i słuszna 
  • Brak zaufania policji do konwojowanego wynikał m.in. z jego wcześniejszych skazań i z tego, że był doprowadzany do publicznej poradni zdrowia psychicznego, gdzie nie ma oddzielnych pomieszczeń do badań skazanych  

Mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności musiał zostać doprowadzony z aresztu sądu w dużym mieście do poradni zdrowia psychicznego. Drogę tę przebył pieszo, konwojowany przez dwóch policjantów. Użyli oni kajdanek zakładanych na nogi i na ręce (trzymane z przodu).

Na taki sposób konwoju skazany poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Za poniżający uznał fakt, że przechodnie mogli go widzieć z kajdankami na nogach. 

Zastosowanie tych środków policja uzasadniła faktem, że osadzony był recydywistą. Podczas wcześniejszego pobytu w więzieniu był zaś karany dyscyplinarnie za niewłaściwe odnoszenie się do Służby Więziennej.  Powołano się także na to, że był on doprowadzany do poradni zdrowia psychicznego.

Ustawa z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej stanowi, że kajdanek zakładanych na nogi, używanych równocześnie z kajdankami na ręce, można użyć m. in. wobec osób pozbawionych wolności. Rzecznik przypomniał, że ustawa nie zobowiązuje do tego w przypadku każdego konwojowania. Zawsze powinna to poprzedzić ocena, czy użycie danego środka jest niezbędne, proporcjonalne do stopnia zagrożenia oraz czy możliwe jest użycie środka mniej dolegliwego.  

Rzecznik uznał skargę za zasadną. Stosowanie podczas konwojowania pieszego kajdanek założonych na nogi jest bardzo dolegliwe, ponieważ wiąże się wystawieniem tej osoby na widok publiczny, gdy znajduje się w poniżającym położeniu. Dlatego ocena, jakich środków użyć, powinna uwzględniać naczelną zasadę traktowania osób pozbawionych wolności w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej skazanego.

RPO wskazał, że policja pominęła, że mężczyzna odbywał krótkoterminową karę pozbawienia wolności 4 miesięcy, do której odbycia sam się zgłosił. Świadczy to o tym, że nie zamierzał uniknąć odbywania kary. Prawdopodobieństwo, że podejmie próby ucieczki, należało zatem ocenić jako nikłe. Dlatego zastosowanie, oprócz kajdanek na ręce, także kajdanek na nogi było nieuzasadnione i nadmiernie dolegliwe, nieproporcjonalne do zagrożenia stwarzanego przez konwojowanego.

Rzecznik wystąpił do komendanta wojewódzkiego policji o ponowne rozważenie sprawy i o skuteczniejsze zapewnienie praw osób pozbawionych wolności, które są konwojowane przez funkcjonariuszy.

Odpowiedź policji

- Zastosowanie wobec konwojowanego tego  środka przymusu podyktowane było przede wszystkim względami bezpieczeństwa konwoju - odpowiedział RPO zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Gorzowie Wlkp. mł. insp. Bogdan Piotrowski. Dodał, że było to zgodne z art. 11 pkt 9 ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej.

Podkreślił, że tylko ostatnia część konwoju prowadzona była pieszo - z uwagi na brak miejsc parkingowych pod Poradnią Zdrowia Psychicznego. Stwarzało to dodatkowe zagrożenia dla bezpieczeństwa konwoju i dawało podstawy do utrzymania zastosowanego środka przymusu. Konwój organizowano do publicznej placówki zdrowia, nie dysponującej  pomieszczeniami do badań osób skazanych. Konwojowani poruszali się ciągami ogólnie dostępnymi, w których zwiększało się prawdopodobieństwo próby odbicia konwojowanego, jego ucieczki lub innego wypadku.

- To dowódca konwoju, który odpowiada za sposób jego wykonania, podejmuje decyzję o rodzaju zastosowanego środka przymusu bezpośredniego. - W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia podczas konwoju, skutkującego obrażeniami ciała u konwojowanego, jego ucieczką, bądź napaścią na osobę postronną konsekwencje swoich decyzji ponoszą konwojenci, a zwłaszcza dowódca konwoju – podał zastępca komendanta.

Policjanci kierowali się obiektywną oceną sytuacji, na podstawie informacji od Służby Więziennej, według których konwojowany był już karany za kradzieże, wymuszenia, oszustwo. Był też dwa razy karany dyscyplinarnie w zakładzie karnym za znieważenie funkcjonariusza SW i groźby wobec niego. Funkcjonariusze nie mogli zbagatelizować tych wiadomości. Skarżący miał być przewieziony na badania do Poradni Zdrowia Psychicznego, co mogło powodować dodatkowe wątpliwości w zakresie jego stabilności emocjonalnej. 

Dlatego brak zaufania do konwojowanego był uzasadniony, a decyzja o zastosowaniu, zgodnie z przepisami, kajdanek zakładanych na ręce i na nogi była w pełni usprawiedliwiona i słuszna. 

Według komendanta także w tym przypadku policjanci kierowali się zasadą, że środków przymusu należy używać proporcjonalnie do stopnia zagrożenia, w sposób wyrządzający możliwie najmniejszą szkodę, a od użycia środków należy odstąpić, gdy cel ich użycia został osiągnięty. Konwojowany nie miał problemów z wysiadaniem z pojazdu, wsiadaniem do niego i poruszaniem się. Konstrukcja kajdanek pozwala bowiem na stawianie swobodnych, naturalnych kroków. Zatem funkcjonariusze zastosowali środki adekwatne do sytuacji. - Zastosowali kajdanki na ręce trzymane z przodu, nie z tyłu, co byłoby znacznie bardziej uciążliwe. Kajdanki zdjęto konwojowanemu jak tylko został zrealizowany cel konwoju - podkreślił mł. insp. Bogdan Piotrowski.

Odnosząc się do wniosku RPO o ponowne rozpatrzenie skargi konwojowanego, zastępca komendanta wskazał, że Kodeks postępowania administracyjnego nie przewiduje takiej procedury w postępowaniu skargowym. Jedyną formą odwołania się od rozstrzygnięcia skargi przez organ niższego rzędu jest złożenie przez zainteresowanego kolejnej skargi do organu nadrzędnego. Skarżący nie odebrał zaś odpowiedzi policji, nie mógł zatem odnieść się do rozstrzygnięcia Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wlkp.

Uwagi ze stanowiska RPO zostaną uwzględnione podczas szkoleń oraz odpraw służb konwojowych – poinformował ponadto mł. insp. Bogdan Piotrowski.

IX.517.3112.2017

Rzecznik apeluje do prezydentów miast i starostów o powoływanie „powiatowych koronerów"

Data: 2019-08-09
  • W Polsce nadal nie ma urzędnika, który mógłby stwierdzać zgon i sprawowałby pieczę nad zwłokami 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich od lat apeluje o uregulowanie tej kwestii, ale bez skutku
  • Zwrócił się zatem do kilkudziesięciu włodarzy miast, by rozważyli powołanie - wzorem niektórych miejscowości - „powiatowego koronera” lub by zawierali umowy z podmiotem leczniczym na takie usługi

Mimo że śmierć zdarza się codziennie, wciąż nie mamy precyzyjnych przepisów i procedur dotyczących stwierdzania zgonu oraz pieczy nad zwłokami. W wielu państwach działa taka instytucja - koronera, który łączy potrzebną w takich przypadkach wiedzę prawniczą i medyczną.

Aby tego typu funkcja mogła istnieć w Polsce, trzeba zmienić przepisy. Obecnie zagadnienia dotyczące stwierdzania zgonu i wydawania karty zgonu reguluje ustawa z  31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Jej przepisy nie uwzględniają m.in. przemian w systemie ochrony zdrowia.

W Biurze RPO prowadzona była np. bulwersująca sprawa mężczyzny - ofiary  wypadku drogowego. W drodze do szpitala zmarł, wobec czego załoga karetki pogotowia wróciła na miejsce wypadku i tam zostawiła zwłoki. Ratownik medyczny nie jest bowiem uprawniony do stwierdzania zgonu. Uprawnienie takie ma lekarz pogotowia ratunkowego, ale do wypadków często wysyłani są  sami ratownicy. 

Problem pojawia się również w przypadku rodzin, których bliscy zmarli w domu. Dyspozytor często odmawia przyjazdu lekarza pogotowia, by stwierdził zgon i wypisał niezbędne dokumenty. Lekarz rodzinny może być zaś trudno dostępny (np. w weekendy), a bez karty zgonu rodzina nie może rozpocząć formalności z organizacją pogrzebu. 

15 maja 2014 r. RPO wystąpił do Ministra Zdrowia o podjęcie działań legislacyjnych, które zapewniłyby sprawne działanie w zakresie stwierdzenia zgonu oraz pieczy nad zwłokami i szczątkami ludzkimi. Mimo ponawiania tego postulatu do kolejnych ministrów, ustawa nie została znowelizowana (resort pracuje nad projektem, przewidującym instytucję koronera na poziomie województwa).

Był to również jeden z postulatów Porozumienia Zielonogórskiego z 7 stycznia 2015 r. Apelowano o powoływanie przez starostwa powiatowe osób odpowiedzialnych za stwierdzenie zgonu.

W kilku miejscowościach powierzono już lekarzom zadania koronera, opierając się na środkach samorządowych. Takie decyzje podjęli starostowie i prezydenci miast na prawach powiatu m.in. w Łodzi, Opolu czy Będzinie. W Piotrkowie Tryb. władze miasta zawarły umowy z pięcioma lekarzami, do których kontakty otrzymała policja i Straż Miejska. W Mysłowicach podpisano zaś umowę  z tamtejszym centrum zdrowia.

W związku z tym Rzecznik zwrócił się do starostów i prezydentów miast o rozważenie powołania takich „powiatowych koronerów” bądź o zawarcie umowy z podmiotami leczniczymi na świadczenie tego rodzaju usług.

BPK.519.89.2014

Minister Sprawiedliwości nie odpowiada RPO - choć zobowiązała go do tego kancelaria premiera

Data: 2019-08-07
  • Od półtora roku Minister Sprawiedliwości nie odpowiada Rzecznikowi Praw Obywatelskich ws. kontroli osób wchodzących do sądów - choć dwa razy zobowiązała go do tego kancelaria premiera
  • Lekceważenie obowiązków wynikających z ustawy o RPO stanowi oczywiste naruszenie prawa
  • Ustawa wymaga, by każdy organ, który dostał wystąpienie Rzecznika, udzielał odpowiedzi nie później niż w ciągu 30 dni

2 marca 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o informacje na temat aktualnego stanu prac ws. uregulowania uprawnień pracowników ochrony do kontroli osób wchodzących do sądów.  Dotychczas podstawą prawną tych działań są regulaminy sądów, a wymaga to ustawy, gdyż wiąże się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności.  O pracach nad zmianami w tej kwestii resort informował RPO 25 marca 2016 r.  Ponaglenie o odpowiedź RPO wysłał do MS w lipcu 2018 r.

Wobec braku reakcji 21 stycznia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego, aby spowodował udzielenie odpowiedzi przez Ministra Sprawiedliwości. Potem RPO ponowił tę prośbę 7 maja 2019 r. 

Mimo dwukrotnej reakcji Prezesa Rady Ministrów - za pośrednictwem Michała Dworczyka (ministra-członka Rady Ministrów, wykonującego zadania szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów), który wysłał Ministra Sprawiedliwości odpowiednie pisma w tej sprawie 29 stycznia 2019 r. i 20 maja 2019 r. - Rzecznik nadal nie otrzymał odpowiedzi. 

- Lekceważenie obowiązków ustawowych wynikających z ustawy o RPO stanowi oczywiste naruszenie prawa – napisał RPO do ministra Michała Dworczyka w kolejnym piśmie z 5 sierpnia 2019 r.

Rzecznik poprosił ministra Michała Dworczyka  o zastosowanie środków przewidzianych w przepisach prawa w celu spowodowania udzielenia odpowiedzi Rzecznikowi przez Ministra Sprawiedliwości.  

Art. 15 ust. 2 ustawy z 5 lipca 1987 r. o RPO wymaga, by każdy organ otrzymujący wystąpienie Rzecznika udzielał na nie odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 30 dni.

VII.510.16.2014

Więzień szedł przez miasto z kajdankami na rękach i nogach. Rzecznik uznał jego skargę

Data: 2019-07-29
  • Z kajdankami na rękach i nogach więzień w asyście policji szedł przez miasto na wizytę do lekarza. Poskarżył się on RPO na poniżające traktowanie
  • Rzecznik uznał taki sposób konwojowania za nieuzasadniony, zbyt dolegliwy i nieproporcjonalny do ewentualnego zagrożenia
  • Skoro bowiem skazany sam zgłosił się do odbycia kary pozbawienia wolności - a były to niecałe 4 miesiące - to trudno uznać, by mógł podjąć próbę ucieczki
  • Decyzja, jakich środków przymusu użyć podczas konwoju, musi uwzględniać naczelną zasadę traktowania osób pozbawionych wolności - w sposób humanitarny i z poszanowaniem ich godności

Mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności musiał zostać doprowadzony z aresztu sądu w dużym mieście do poradni zdrowia psychicznego. Drogę tę przebył pieszo, konwojowany przez dwóch policjantów. Na ten czas użyli wobec niego środków przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek zakładanych na nogi i na ręce (trzymane z przodu).

Na taki sposób konwoju skazany poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Za poniżający uznał fakt, że przechodnie mogli go widzieć z kajdankami na nogach. 

Zastosowanie tych środków policja uzasadniła faktem, że osadzony był recydywistą. Podczas wcześniejszego pobytu w więzieniu był zaś karany dyscyplinarnie za niewłaściwe odnoszenie się do Służby Więziennej.  Powołano się także na to, że był on doprowadzany do poradni zdrowia psychicznego.

Ustawa z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej stanowi, że kajdanek zakładanych na nogi, używanych równocześnie z kajdankami na ręce, można użyć m. in. wobec osób pozbawionych wolności. Rzecznik przypomniał, że ustawa nie zobowiązuje do tego w przypadku każdego konwojowania. Zawsze powinna to poprzedzić ocena, czy użycie danego środka jest niezbędne, proporcjonalne do stopnia zagrożenia oraz czy możliwe jest użycie środka mniej dolegliwego.  

Rzecznik uznał skargę za zasadną. Stosowanie podczas konwojowania pieszego kajdanek założonych na nogi jest bardzo dolegliwe, ponieważ wiąże się wystawieniem tej osoby na widok publiczny, gdy znajduje się w poniżającym położeniu. Dlatego ocena, jakich środków użyć w takim przypadku, powinna być przeprowadzona wnikliwie i uwzględniać naczelną zasadę traktowania osób pozbawionych wolności w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej skazanego.

Podejmując decyzję w tej sprawie, funkcjonariusze nie dysponowali wiedzą o postawie i zachowaniu osadzonego podczas aktualnego pobytu w zakładzie karnym. Pominęli zatem istotne okoliczności - które bez trudu mogli uzyskać od Służby Więziennej - że odbywał on krótkoterminową karę pozbawienia wolności w wymiarze niepełnych 4 miesięcy, do której odbycia sam się zgłosił.

- Świadczy to o tym, że nie zamierzał uniknąć odbywania kary - podkreślił Rzecznik. Prawdopodobieństwo, że podczas konwoju podejmie próby ucieczki, należało zatem ocenić jako nikłe. Dlatego zastosowanie, oprócz kajdanek na ręce, także kajdanek na nogi było nieuzasadnione i nadmiernie dolegliwe, nieproporcjonalne do zagrożenia stwarzanego przez konwojowanego.

Uznając, że taki sposób konwoju nie realizował ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, Rzecznik wystąpił do odpowiedniego komendanta policji o ponowne rozważenie sprawy. Zwrócił się też o podjęcie działań w celu skuteczniejszego zapewnienia praw osób pozbawionych wolności, które są konwojowane przez funkcjonariuszy.

IX.517.3112.2017

Osoby internowane przez sąd trafiają na oddziały ogólne szpitala psychiatrycznego. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-07-29
  • Do jednego z przepełnionych szpitali psychiatrycznych nadal są kierowane osoby, które sąd uznał za nie mogące odpowiadać za popełnione przestępstwa z powodu niepoczytalności  
  • Takie osoby powinny trafiać na zabezpieczone oddziały psychiatrii sądowej
  • Z braku miejsc w takim oddziale osoby internowane są jednak umieszczane w oddziałach ogólnych tego szpitala
  • Rodzi to obawy dyrekcji szpitala o życie i zdrowie leczonych w nim pacjentów; ponadto pogarszają się warunki ich pobytu i leczenia

Jeśli sąd uzna, że osoba oskarżona o przestępstwo jest niepoczytalna, to nie podlega ona odpowiedzialności karnej. Postępowanie karne wobec sprawcy czynu jest wtedy umarzane, a sąd orzeka środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym. Nie określa się terminu takiego internowania. Środek ten wykonuje się w zakładach psychiatrycznych, które mają określone zabezpieczenia.

Rzecznik Praw Obywatelskich został zawiadomiony o piśmie, które do Komisji Psychiatrycznej ds. Środków Zabezpieczających skierował pewien Samodzielny Publiczny Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych.

Dyrekcja tego szpitala prosi o rozwiązanie przez Komisję problemu kierowania osób internowanych przez sąd do Oddziału Psychiatrii Sądowej o Podstawowym Zabezpieczeniu dla Dorosłych - mimo braku w nim wolnych miejsc. W związku z wyczerpaniem limitu łóżek, od grudnia 2018 r. pacjenci, wobec których sąd wydał postanowienie o zastosowaniu środka zabezpieczającego, są umieszczani w oddziałach ogólnych psychiatrycznych.

W takiej sytuacji dyrekcja nie ma możliwości zapewnienia bezpieczeństwa pacjentom leczonym w tym szpitalu. Istnieje bowiem realna obawa o ich życie i zdrowie. Ponadto, co również ważne, pogarszają się warunki pobytu tych chorych i ich leczenia.

Sytuacja ta budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika. W placówce może bowiem dochodzić do naruszania praw pacjentów.

Środki zabezpieczające wykonuje się w zakładach psychiatrycznych, które posiadają określone warunki zabezpieczenia. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 16 stycznia 2017 r. w sprawie Komisji Psychiatrycznej ds. Środków Zabezpieczających, zakłady dysponujące podstawowymi zabezpieczeniami zapewniają stały nadzór nad sprawcami w nich przebywającymi. Są tam m.in. drzwi i okna wyposażone w urządzenia uniemożliwiające samowolne opuszczenie zakładu.

Zastępczyni Rzecznika Hanna Machińska wystąpiła do Komisji  o wyjaśnienia. Poprosiła też o podanie, jakie działania powinny być podjęte dla rozwiązania problemu. Zwróciła się również o informacje, czy z takimi trudnościami zmagają się też i inne zakłady psychiatryczne, a także ile osób, które obecnie przebywają w oddziałach ogólnych, oczekuje na umieszczenie w Oddziałach Psychiatrii Sądowej.

Komisję powołuje Minister Zdrowia w celu zapewnienia właściwego miejsca wykonywania środków zabezpieczających. Do jej zadań należy m.in.:

  • wydawanie opinii dla sądów w sprawie przyjmowania, wypisywania lub przenoszenia sprawców, wobec których orzeczono środek zabezpieczający
  • analiza dostępnej dokumentacji; 
  • analiza informacji o liczbie dostępnych miejsc w zakładach psychiatrycznych przeznaczonych do wykonywania środków zabezpieczających;
  • wizytacja i ocena zakładów psychiatrycznych dysponujących warunkami podstawowego, wzmocnionego i maksymalnego zabezpieczenia, w których wykonywany jest środek zabezpieczający. 
IX.517.1757.2019

Dlaczego żona nie może zaskarżyć braku zgody na rozmowę telefoniczną z aresztowanym mężem?

Data: 2019-07-25
  • Tylko osoba aresztowana może zaskarżyć odmowę prokuratury na telefoniczny kontakt z rodziną; prawa takiego nie ma inny członek jej rodziny
  • Dlatego prokuratura odrzuciła zażalenie pani Agnieszki na odmowę kontaktu z mężem, który był w areszcie 360 km od domu
  • Do jej skargi konstytucyjnej przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Ocenił, że kwestionowany przepis narusza konstytucyjną zasadę praworządności, prawo do zaskarżania orzeczeń oraz nieproporcjonalnie ogranicza prawa i wolności obywatelskie

Rzecznik zgłosił udział w postępowaniu Trybunału Konstytucyjnego ze skargi konstytucyjnej pani Agnieszki (sygn. akt SK 32/19).

Stan prawny

Kodeks karny wykonawczy pozwala osobie tymczasowo aresztowanej na korzystanie z telefonu, zgodnie z regulaminem i za zgodą organu, do którego dyspozycji pozostaje (w tym przypadku - prokuratury). Zgoda nie jest wydawana, gdy zachodzi uzasadniona obawa, że zostanie wykorzystana w celu:

  • bezprawnego utrudniania postępowania karnego;
  • do popełnienia przestępstwa, w szczególności podżegania do przestępstwa.

Na zarządzenie o odmowie zgody na korzystanie z telefonu tymczasowo aresztowanemu przysługuje zażalenie do sądu,. Zażalenie na zarządzenie prokuratora rozpoznaje prokurator nadrzędny (art. 217c § 4 Kkw).

Pani Agnieszka nie porozmawia z mężem przez telefon  

Mąż pani Agnieszki został aresztowany  we wrześniu 2017 r. Trafił do aresztu śledczego w mieście oddalonym o 360 km od domu. Żona wraz z dziećmi nie mogła często go odwiedzać.

Wystąpiła zatem do prokuratury o zgodę na kontakt telefoniczny. Prokurator odmówił, powołując się na dobro śledztwa. Uznał, że mogłoby to być wykorzystane do próby skomunikowania się z innymi podejrzanymi w sprawie członkami jego rodziny - a to utrudniałoby śledztwo.

Pani Agnieszka zażaliła się na tę decyzję, wskazując, że odmowa umożliwienia kontaktu ojca z córkami jest niczym innym niż złą wolą. Podkreślała, że nie ma też podstaw, aby zakładać, że taki kontakt mógłby utrudnić śledztwo.

Prokuratura regionalna odmówiła przyjęcia zażalenia. Powołano się na art. 217c § 4 Kkw, według którego żona podejrzanego nie należy do kręgu osób mogących wnieść takie zażalenie. Skarżąca odwołała się jeszcze do Prokuratury Krajowej, ale z tym samym skutkiem.

Skarga konstytucyjna

Po wyczerpaniu drogi prawnej pani Agnieszka złożyła w 2018 r. skargę konstytucyjną do TK (sygn. akt SK 32/19). Wniosła o uznanie zaskarżonego przepisu Kkw za sprzeczny z:

  • art 2 Konstytucji (zasada demokratycznego państwa prawa);  
  • art. 78 Konstytucji RP (prawo do zaskarżenia decyzji I instancji);
  • w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji (wolność i jej dopuszczalne ograniczenia);

W skardze podkreślono, że wniosek o kontakt telefoniczny może złożyć nie tylko aresztowany, ale także osoba, z którą ten kontakt miałby się odbywać. Odmowa wpływa na prawa i wolności obu tych osób. Kkw daje zaś  organowi możliwość arbitralnej odmowy, bo przesłanki utrudniania śledztwa lub popełnienia przestępstwa jedynie on uprawdopodabnia - nie musi ich  udowadniać. W efekcie nie liczą się takie okoliczności, jak w tej sprawie, czyli podtrzymywanie więzów rodzinnych.

Ponadto skarga pani Agnieszki wskazuje na brak konsekwencji ustawodawcy w ustalaniu praw tymczasowo aresztowanych i ich najbliższych. Bo w przypadku odmowy zgody na widzenie bezpośrednie osoba,  która się o to ubiegała, ma prawo do zażalenia (art. 217 § 1c Kkw). A widzenie pozwala przecież na znacznie bliższy kontakt osadzonego z osobą z zewnątrz. Ponadto i widzenia bezpośrednie, i rozmowy telefoniczne przebiegają od nadzorem Służby Więziennej.

RPO przyłączył się do sprawy

Rzecznik Praw Obywatelskich zgłosił udział w tym postępowaniu. Przedstawił stanowisko,  że art. 217c § 4 Kkw - w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości złożenia przez osobę, z którą osoba tymczasowo aresztowana chce utrzymywać kontakt telefoniczny, będącą osobą najbliższą dla podejrzanego -  zażalenia na zarządzenie o odmowie korzystania z aparatu telefonicznego i takie uprawnienie przyznaje jedynie osobie  tymczasowo aresztowanej, jest niezgodny z art. 2 i art. 78 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Pisemne uzasadnienie swego stanowiska Rzecznik przedstawi TK do 30 września 2019 r.

IX.517.1357.2019

PUODO: MEN nie mogło zbierać danych o udziale nauczyciela w strajku

Data: 2019-07-22
  • Nie ma podstaw, aby w Systemie Informacji Oświatowej odnotowywać nieprzeprowadzenie zajęć z powodu strajku
  • Tak wynika z odpowiedzi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych dla RPO
  • Adam Bodnar od początku zwracał uwagę MEN, że prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku

System Informacji Oświatowej (SIO)  to baza danych z informacjami o szkołach, ich majątku i wydatkach, o nauczycielach oraz uczniach. Powstał po to, by ułatwić prowadzenie polityki edukacyjnej państwa, usprawniania finansowania oświaty i podnoszenia jej jakości.

W czasie wiosennego strajku w szkołach władze próbowały przy jego pomocy zbierać informacje o strajkujących nauczycielach. Taką wiadomość dostało np. jeden z dyrektorów warszawskich liceów. MEN powiadomił go, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Działania Rzecznika

RPO napisał natychmiast do MEN, że to, jakie informacje mogą trafiać do SIO, reguluje prawo. Na liście nie ma czegoś takiego jak „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie”. A MEN nie może tej listy samodzielnie rozszerzać. Jest tak dlatego, że Konstytucja chroni prywatność i nie pozwala władzom dowolnie przetwarzać informacji o obywatelskich (art. 47 i 51 Konstytucji). Przepisu pozwalającego zbierać w SIO dane o strajkujących nie ma– napisał RPO 17 kwietnia do MEN.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak na podstawę prawną odnotowywania informacji o strajku (powoływał się na rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. w sprawie szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej).

W związku z tym Rzecznik spytał o sprawę prezesa UODO. Jest nim od 19 maja 2019 Jan Nowak. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych jest powołany do ochrony danych osobowych na terytorium Polski. Instytucja powstała po wdrożeniu ogólnego unijnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) w miejsce Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO).

RPO zapytał prezesa Nowaka, czy prowadzi on w tej sprawie postępowanie.

Odpowiedź Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Prezes UODO potwierdził, że zarówno przepisy ustawy o systemie informacji oświatowej, jak i przepisy rozporządzenia MEN, nie posługują się pojęciem „innej przyczyny nieprowadzenia zajęć”. - Nie ma zatem podstaw aby posługiwać się tego rodzaju kategorią przyczyny nieprowadzenia zajęć w celu odnotowania nieobecności nauczyciela w systemie SIO - odpisał Jan Nowak.

 

Prezes UODO przypomniał, że ustawa z 15 kwietnia 2011 o systemie informacji oświatowej określa rodzaj i zakres danych gromadzonych w systemie informacji oświatowej, a w tym dane identyfikacyjne i dane dziedzinowe nauczycieli.  

Kwestię przyczyn nieprowadzenia zajęć doprecyzowuje rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. Wskazuje ono, że przez dane dziedzinowe nauczycieli dotyczące przyczyn nieprowadzenia zajęć należy rozumieć wyłącznie:

  • urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;
  • urlop wychowawczy;
  • urlop bezpłatny udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 25 ust. 1);
  • zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 31 ust. 1);
  • urlop dla poratowania zdrowia;
  • zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 42 ust. 6);
  • zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 85t ust. 1-3);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 68 ust. 1);
  • urlop bezpłatny, o którym mowa w Kodeksie pracy (art. 174 § 1);
  • przeniesienie w stan nieczynny;
  • niezdolność do pracy, o której mowa w Kodeksie pracy (w art. 92 § 1);
  • zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w ustawie o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (art. 32 ust. 1);
  • urlop uzupełniający, o którym mowa w ustawie - Karta Nauczyciela (art. 66 ust. 1).

Odpowiadając na pytanie o prowadzone w tej sprawie postępowania, wskazał że do UODO wpływały sygnały o pozyskiwaniu przez MEN danych strajkujących nauczycieli oraz zobowiązaniu dyrektorów szkół i placówek oświatowych do wykazania nieobecności strajkujących nauczycieli w SIO poprzez wybranie przyczyny „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie” ze wskazaniem daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności.

Niemniej Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie prowadzi postępowań administracyjnych wszczętych na skutek skarg nauczycieli na niewłaściwe przetwarzanie ich danych osobowych w SIO w kontekście udziału w strajku.

Jednocześnie niewielka część administratorów danych (szkół) zgłosiła Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych naruszenia ochrony danych osobowych w myśl art. 33 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych związane z odnotowaniem w SIO nieobecności nauczycieli biorących udział w strajku - głosi odpowiedź PUODO.

VII.520.11.2019

Dla dobra dziecka i rodziny. Pozew RPO w sprawie unieważnienia uznania ojcostwa

Data: 2019-07-09
  • Nastolatka dowiedziała się od matki, że nie jest córką jej byłego męża. Nawiązała wtedy kontakt z biologicznym ojcem; powstała między nimi więź rodzinna   
  • Dziś pani Anna nie może wystąpić do sądu o uznanie, że były mąż matki nie jest jej ojcem
  • Jest to możliwe w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności - które w tym przypadku już minęły  
  • Na wniosek pani Anny RPO złożył powództwo o unieważnienie uznania w latach 90. jej ojcostwa przez byłego męża matki

Pani Anna urodziła się w latach 90. Jej matka wyszła za mąż za mężczyznę, który uznał dziewczynkę za swoje dziecko przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego. Małżeństwo rozpadło się – przez ten czas dziewczynka nie miała świadomości, że mąż matki nie jest jej biologicznym ojcem (o czym on sam wiedział).

Po rozwodzie, gdy pani Anna miała kilkanaście lat, matka poinformowała ją, że jej ojcem nie jest były mąż, ale inny mężczyzna. Nastolatka nawiązała z nim kontakt. Powstała między nimi więź rodzinna; wygasła zaś taka relacja z byłym mężem matki. Badania kodu genetycznego DNA wykazały zgodność między profilami domniemanego ojca i  córki.

Pani Anna chciała sformalizować więź ze swym ojcem, ale na przeszkodzie stanęły przepisy. Na mocy art. 81 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dziecko, którego ojcostwo zostało uznane przed osiągnięciem pełnoletności, może żądać ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa dokonanego przez mężczyznę, który je uznał. Z żądaniem tym dziecko może wystąpić po dojściu do pełnoletności – jednak nie później niż w ciągu trzech lat od jej osiągnięcia.

W przypadku pani Anny te trzy lata już upłynęły. Nie może ona samodzielnie wystąpić z powództwem o unieważnienie uznania. Dlatego złożyła wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich, powołując się na swe prawo do tożsamości.

Pozew RPO

Rzecznik zbadał sprawę i zgodnie z ustawowymi kompetencjami wystąpił do właściwego Sądu Rejonowego z pozwem o unieważnienie uznania ojcostwa pani Anny z lat 90.

Wszystkie zainteresowane osoby - pełnoletnie dziecko, matka, jej były mąż oraz  ojciec biologiczny - popierają powództwo. Ich dobro wymaga zatem zniesienia fikcji prawnej.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego stosunków rodzinnych nie należy podważać w sposób dowolny, w jakimkolwiek postępowaniu i w jakimkolwiek czasie. Granicą ingerencji sądów jest zawsze dobro dziecka. Tak właśnie jest w tej sprawie.

Wyrok TK i propozycja zmiany prawa

16 maja 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjny art. 70 ust. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Stanowi on, że dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności". TK zakwestionował ten termin.  Przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka. Wynika  z niego, że termin na wytoczenie powództwa nie może zaczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby.

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa.

RPO, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym jej godność.

W wykonaniu wyroku TK senacka Komisja Ustawodawcza przygotowała projekt inicjatywy ustawodawczej, nowelizującej Kodeks rodzinny i opiekuńczy - w tym także jego art. 81. Trzyletni termin na zaprzeczenie ojcostwa czy macierzyństwa oraz ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa byłby liczony od osiągnięcia przez dziecko pełnoletności - chyba że dowie się ono o pochodzeniu od innego ojca dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Wtedy termin biegłby od daty dowiedzenia się o takim fakcie.

Senat przyjął taki projekt 9 maja 2019 r. 3 czerwca 2019 r. marszałek Sejmu skierował go do I czytania na posiedzeniu plenarnym.

IV.7020.14.2019

MEN do RPO: zaangażowanie polskich uczniów w prace domowe - "nieprzesadne"

Data: 2019-07-03
  • MEN uważa, że czas, jaki polscy uczniowie poświęcają na prace domowe „nie wydaje się przesadny”
  • Poza tym to zależy od nauczycieli,  bo przepisy nie nakazują im zadawania prac domowych
  • To nauczyciele powinni uwzględnić obciążenie uczniów innymi przedmiotami oraz ocenić, czy rodzaj prac domowych będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań

Tak resort edukacji odpowiedział na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich ze stycznia 2019 r. w sprawie przeciążenia uczniów  pracami domowymi.

Zwracali na to uwagę rodzice w skargach do Rzecznika. Wynikało z nich, że dzieci są przemęczone i zniechęcone do zajęć szkolnych. Nie są w stanie  wypocząć, nie rozwijają swoich pasji. Rodzice zaś muszą poświęcać wolny czas na pomoc dzieciom w nadrabianiu zaległości lub pracę nad materiałem w domu.

RPO: nadmierne obciążanie dzieci może być groźne 

Apelując do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych, RPO zwracał uwagę, że konsekwencje nadmiernego obciążenia dzieci mogą być groźne i dla rodzin, i dla całego systemu oświaty w Polsce. Mogą o tym świadczyć  krążące w sieci oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody "na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”.

- Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych - pisze Adam Bodnar. Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.

RPO nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak jego zdaniem obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie.

Zaniepokojenie RPO budzi też nastawienie uczniów do szkół. Z  badania TIMSS z 2015 r. wynika, że mimo sukcesów w  nauce, uczniowie w Polsce raczej nie lubią szkoły i nie wierzą we własne możliwości. W  rankingu pozytywnego nastawienia wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się dopiero na 46. miejscu – tylko o trzy miejsca wyższym od japońskich, ostatnich na liście. W Europie są na samym końcu, wraz z Francuzami i Czechami. 

Na problem zwracał już uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś RPO.

Odpowiedź MEN

- O tym, czy i jakie prace domowe zadawać swoim uczniom (w znaczeniu ilościowym i jakościowym), decyduje nauczyciel organizujący proces dydaktyczno-wychowawczy – odpowiedział  RPO wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Celem prac domowych jest wspomaganie pracy dydaktycznej, pod warunkiem, że uczeń opanował treści nauczania w czasie zajęć i jest w stanie samodzielnie wykonać zadania domowe. Nakłada to na nauczyciela obowiązek zadawania takich prac domowych, do których uczeń został przygotowany.

Samodzielne wykonanie pracy domowej powinno być dla ucznia źródłem satysfakcji i motywacji do nauki. Podejmując decyzję co do liczby oraz jakości zadawanych prac, nauczyciel powinien brać również pod uwagą obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania  innych przedmiotów. Im młodszy wiek dziecka, tym więcej czasu po powrocie ze szkoły powinno ono odpoczywać i bawić się. A im starszy uczeń i wyższy etap edukacyjny, tym cenniejsza jest jego praca samodzielna - wskazał wiceminister. 

Każdy nauczyciel na początku roku szkolnego ma obowiązek poinformować uczniów oraz ich rodziców m.in. o wymaganiach edukacyjnych oraz sposobach sprawdzania osiągnięć ucznia. Wtedy również może poinformować o tym, w jakiej liczbie i formie będą zadawane prace domowe i za pomocą jakich kryteriów będą oceniane.

Nauczyciel nie ma obowiązku zadawania uczniom prac domowych. Za zgodność sposobu określania wymagań edukacyjnych z  przepisami i statutem szkoły odpowiada zaś jej dyrektor.

Do obowiązków nauczyciela należy dostosowanie wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb oraz możliwości ucznia. Dlatego nauczyciel jest zobowiązany do indywidualizacji procesu edukacyjnego (w tym prac domowych, jako integralnej części tego procesu). Oznacza to, że zadając pracę domową, nauczyciel powinien uwzględnić obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania innych przedmiotów, jak również powinien ocenić czy rodzaj zadań i poziom ich trudności będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań uczniów, czy ich wykonanie w domu nie będzie zbyt czasochłonne oraz czy uczniowie mają właściwe warunki do ich wykonania (dostęp do źródeł informacji, technologii cyfrowych).

Nauczyciel ma obowiązek kierować się również dobrem uczniów i troską o ich zdrowie. Ewentualne sprawy sporne powinny być zgłaszane do wychowawcy klasy lub do dyrektora szkoły. Szczegółowe regulacje określa statut danej szkoły. Ważnym podmiotem są rady rodziców. Mogą one występować do dyrektora lub organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach dotyczących szkoły.

Odnosząc się do uwag RPO ws. przyjrzenia się efektom prac domowych, Maciej Kopeć odpisał, że najbardziej wymierna jest realizacja wymagań podstawy programowej kształcenia ogólnego oraz realizowanych w szkole programów nauczania.

Najnowsze opracowanie OECD Education at a Glance 2018 wskazuje, że polscy uczniowie cyklu Lower secondary (czyli mniej więcej dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej) spędzają w szkole obowiązkowo średnio 827 pełnych godzin zajęć obowiązkowych rocznie. Tymczasem średnia dla państw OECD wynosi 913 godzin, a dla 22 państw Unii Europejskiej objętych badaniem sięga zaś 894 godzin. Spośród państw członkowskich OECD jedynie uczniowie litewscy i łotewscy spędzają w szkole mniej czasu: odpowiednio 787 i 794 godzin.

Zróżnicowana długość trwania godziny lekcyjnej (od 45 do 60 minut) w różnych państwach zmusiła autorów opracowania OECD do operowania godzinami zegarowymi, a nie lekcyjnymi. Tym samym dwie polskie godziny lekcyjne to półtorej godziny zegarowej wedle Education at a Glance. Po doliczeniu zajęć uznanych dla celów statystycznych za nieobowiązkowe (np. religii czy wychowania do życia w rodzinie) wskaźnik dla Polski wynosi 891 godzin - wciąż poniżej średniej dla państw OECD. Osiąga on wyższe stany np. we Francji (1135 godzin), Niemczech (916 godzin) czy Danii (1200 godzin).

Polskie ramowe plany nauczania wyraźnie różnią się od innych państw europejskich. Opisują bowiem nie minimalny wymiar godzin, lecz de facto wymiar maksymalny i ograniczone możliwości jego zwiększenia przez organ prowadzący szkołę na jego własny koszt. Tym samym w ramowe plany nauczania wpisane są mechanizmy chroniące uczniów przed przeciążeniem zajęciami szkolnymi. Dotyczą one jednak wyłącznie szkół publicznych - niepubliczne placówki mogą zwiększać obciążenie swoich uczniów.

Drugim istotnym aspektem dotyczącym przeciążenia uczniów ostatnich klas szkół podstawowych jest czas spędzany na nauce łącznie w szkole, poza nią i w domu. Wskaźnik udało się skonstruować autorom badania PISA, dzięki wypełnianym przez uczniów kwestionariuszom, co może jednak odzwierciedlać subiektywne przeświadczenia. Dane z 2015 r. przynoszą bowiem obraz zaskakujący w porównaniu z liczbą godzin lekcyjnych. Uczniów podzielono na trzy kategorie: deklarujących, że uczą się (w szkole i w domu) do 40 godzin tygodniowo, poświęcających na naukę między 40 a 60 godzin tygodniowo i uczących się powyżej 60 godzin tygodniowo. Średni rozkład procentowy tych trzech grup 15-latków w państwach OECD kształtuje się odpowiednio - 48,1%, 38,6% i 13,3%. Polskie wyniki wynoszą zaś: 38,6%, 46,9% i 14,5%. Oznacza to, że o ile polscy uczniowie mało czasu spędzają w szkole, to stosunkowo dużo uczą się poza nią.

Należy jednak zwrócić uwagę, że w 2012 r. deklarowana przez polskich uczniów w kwestionariuszu PISA liczba godzin spędzonych na odrabianiu lekcji sięgnęła 6,6 godzin. Jest to więcej niż średnia dla państw OECD (niecałe 5 godzin), ale wydaje się nieprawdopodobne, by trzy lata później odsetek uczniów uczących się powyżej 40 i 60 godzin był tak wysoki wyłącznie z tego powodu. Należy zwrócić tu uwagę na zajęcia pozalekcyjne (głównie językowe) i samodzielną pracę z podręcznikiem.

Autorzy opracowania „Szkolne pytania. Wyniki badań nad efektywnością nauczania w klasach IV-VI” doszli do wniosku, że największy odsetek uczniów (ponad 40%) z tego przedziału wiekowego deklarował w 2015 r. poświęcanie po pół godziny dziennie na odrabianie prac domowych z języka polskiego i matematyki. Dane pochodzące z badania TIMMS 2011 wskazują, że największe osiągnięcia z matematyki odnotowują uczniowie, którzy odrabiali lekcje z tego przedmiotu dłużej niż 45 minut dziennie, ale mniej niż 3 godziny. Zaangażowanie czasowe polskich uczniów w prace domowe nie wydaje się więc przesadne - podkreślił Maciej Kopeć.

Podsumowując, stwierdził, że obciążenie polskich uczniów lekcjami szkolnymi jest na tle innych państw członkowskich OECD niewielkie, mimo że stosunkowo dużo czasu spędzają na nauce poza szkołą. Należy jednak pamiętać, że struktura kwestionariuszy PISA z 2015 r. nie pozwala ocenić, czy składa się nań przede wszystkim odrabianie lekcji, nauka z podręcznika czy zajęcia pozalekcyjne. Najprawdopodobniej niska liczba godzin, przygotowanie nauczycieli i skala oferty przedmiotów fakultatywnych skutkują samodzielnym przyswajaniem przez uczniów części materiału w domu i uczestnictwem w zajęciach dodatkowych.

Według wiceministra edukacji prace domowe są nieodłącznym elementem systemu oświatowego i stanowią jedno z kluczowych narzędzi kształcenia  w dyspozycji nauczycieli. Badania na uczniach amerykańskich pozwalają określić optymalny nakład czasu na odrabianie prac domowych. Trzeba jednak pamiętać, że uczniowie o różnym potencjale intelektualnym mogą poświęcić na poradzenie sobie z tym samym zadanym materiałem odmienny odcinek czasu. Obszerność prac domowych to kwestia bardzo indywidualna - zależna od metod dydaktycznych stosowanych przez danego nauczyciela i możliwości konkretnej klasy. Jakiekolwiek regulowanie czy też limitowanie czasu przeznaczanego na prace domowe jest więc z metodologicznego punktu widzenia niewykonalne.

VII.501.68.2018

Ojciec nie mógł się spotkać z synem w więzieniu. Po interwencji RPO Służba Więzienna uznała swój błąd

Data: 2019-06-28
  • Odbywający karę więzienia pan Wojciech nie został doprowadzony na widzenie z ojcem – z powodu swej choroby
  • Ojciec osadzonego nadaremnie zatem pokonał trasę 390 km w jedną stronę
  • Tymczasem zwolnienie lekarskie pana Wojciecha z zapisem „winien leżeć” było tylko zaleceniem lekarza, a nie bezwzględnym zakazem opuszczania celi
  • Dyrektor więzienia uznał skargę w tej sprawie za zasadną

Gdy ojciec pana Wojciecha przyjechał na widzenie z synem, funkcjonariusz pełniący służbę jako oddziałowy pawilonu mieszkalnego poinformował funkcjonariusza odpowiedzialnego za widzenia, że osadzony ten przebywa na zwolnieniu lekarskim i zgodnie z zaleceniami lekarskimi powinien leżeć. Informację tę przekazano dowódcy zmiany, który podjął decyzję o nieudzieleniu widzenia.

W związku ze skargą pana Wojciecha Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do dyrektora Zakładu Karnego o  wyjaśnienia. Po analizie materiałów dyrektor uznał skargę za zasadną. Wskazał, że zwolnienie lekarskie z zapisem „winien leżeć” stanowiło wyłącznie zalecenie lekarza, a nie bezwzględny zakaz opuszczania celi mieszkalnej. A w takiej sytuacji to osadzony powinien sam podjąć decyzję, czy wyraża chęć uczestniczenia w widzeniu.

W konsekwencji dyrektor polecił przeprowadzić rozmowę dyscyplinującą z funkcjonariuszem Służby Więżiennej, który pełnił tego dnia służbę jako dowódca zmiany.

Zgodnie z art. 247 §1 Kodeksu karnego wykonawczego w wypadkach uzasadnionych szczególnymi względami sanitarnymi lub zdrowotnymi albo poważnym zagrożeniem bezpieczeństwa, dyrektor zakładu karnego lub aresztu śledczego może na czas określony wstrzymać lub ograniczyć m.in. udzielanie widzeń. W przypadku pana Wojciecha dyrektor nie podejmował takiej decyzji.

IX.517.43.2019

Opozycjonistka z PRL nie dostała Krzyża Wolności i Solidarności - obawia się opinii, że była agentką SB

Data: 2019-06-25
  • Działaczka opozycji antykomunistycznej nie poznała przyczyn decyzji prezesa IPN o niewystąpieniu do Prezydenta o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności
  • Może to rodzić wobec niej przypuszczenia o związki ze służbami specjalnymi PRL – takie osoby nie mają bowiem prawa do tego odznaczenia
  • RPO zwrócił się do prezesa IPN o rozważenie zmiany przepisów
  • Chodzi o to, aby informować zainteresowanych o powodach odstąpienia od wniosku o nadanie Krzyża

W skardze do RPO obywatelka opisała postępowanie o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności. W odpowiedzi na inicjatywę o przedstawienie Prezydentowi wniosku o nadanie jej tego odznaczenia, prezes Instytutu Pamięci Narodowej powiadomił, że w efekcie procedury sprawdzającej odstąpił od wystąpienia z takim wnioskiem. Nie podał przyczyn tej decyzji, powołując się na przepis ustawy o orderach i odznaczeniach (który tego nie nakazuje - ani wobec inicjatorów wniosku o odznaczenie, ani osoby, która ma je otrzymać).

Krzyż Wolności i Solidarności jest nadawany aktywnym działaczom opozycji wobec dyktatury komunistycznej w PRL. Zgodnie z ustawą z 2010 r., do otrzymania Krzyża nie mają prawa osoby:

  • które były pracownikami, funkcjonariuszami, żołnierzami organów bezpieczeństwa państwa, chyba że przedłożą dowody, iż przed 4 czerwca 1989 r., bez wiedzy przełożonych czynnie wspierały osoby lub organizacje działające na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowania praw człowieka w PRL;
  • co do których w archiwum IPN zachowały się dokumenty wytworzone przez nie lub przy ich udziale, w ramach czynności wykonywanych przez nie w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.

Obywatelka poprosiła o uzasadnienie tej decyzji oraz o dokumentację  postępowania sprawdzającego. Prezes IPN odpowiedział, że ustawa nie daje uprawnień do informowania o przyczynach odstąpienia. Skarżąca uznała, że narusza to jej konstytucyjne prawa, w tym prawo do informacji oraz zasadę ochrony godności człowieka. Mogą bowiem powstać  podejrzenia o jej współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

Kobieta podkreśliła, że nie była karana, ani nigdy nie podjęła działalności na rzecz organów bezpieczeństwa PRL. Ma zaś status działacza opozycji antykomunistycznej (nadany decyzją Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych); została też odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz przemian demokratycznych.

Rzecznik ma świadomość, że okoliczności prowadzące do utraty prawa otrzymania odznaczenia wiążą się z tzw. danymi wrażliwymi  (współpraca z organami bezpieczeństwa PRL lub karalność).

Przepis o nieinformowaniu o przyczynach odstąpienia od wniosku dla Prezydenta RP miał na celu uniknięcie przekazywania tych danych podmiotom inicjującym (np. organy samorządowe, organizacje społeczne i zawodowe). Chodziło o ochronę godności i dobrego imienia osoby, wobec której złożono wniosek o nadanie tego odznaczenia.

Należy jednak zauważyć, że mogą wystąpić również sytuacje (jak w przypadku skarżącej), gdy skutkiem stosowania przepisów może być powstanie nieprawdziwych podejrzeń o współpracy z organami bezpieczeństwa PRL lub o karalności.

Dla byłych działaczy opozycji antykomunistycznej samo powstanie tych podejrzeń może szkodzić ich dobremu imieniu. Obywatel nie ma w takiej sytuacji żadnej możliwości reakcji na decyzję o odstąpieniu przez Prezesa IPN od przedstawienia wniosku, która może być źródłem tych podejrzeń, a tym samym możliwości np. zdementowania nieprawdziwych przypuszczeń. Nie ma też możliwości zapoznania się z dokumentacją IPN.

Dlatego Rzecznik uznał za niezbędne szersze przeanalizowanie przyczyn decyzji o odstąpieniu od przedstawienia wniosku o nadawanie Krzyża w praktyce działalności Prezesa IPN. Chodzi zwłaszcza o wskazanie, jaką grupę stanowią decyzje podjęte z uwagi na fakt współpracy z organami bezpieczeństwa państwa, na karalność, a jaką - podjęte z innych przyczyn.

Ze względu na potrzebę jak najlepszego zabezpieczenia praw obywateli w postępowaniu w sprawach o nadanie Krzyża Wolności i Solidarności, Rzecznik poprosił prezesa IPN Jarosława Szarka o ocenę ewentualnej zmiany przepisów ustawy w tym zakresie.

VII.600.6.2019

Sąd ubezwłasnowolnił matkę dwójki dzieci. RPO złożył skargę kasacyjną

Data: 2019-06-21
  • Sąd ubezwłasnowolnił częściowo matkę dwojga dzieci. Uznał, że potrzebuje ona pomocy do prowadzenia jej spraw wobec niepełnosprawności intelektualnej
  • Tymczasem samodzielnie podejmuje ona decyzje, np. rozstanie z przemocowym partnerem, wynajem mieszkania, zapisanie dziecka do szkoły
  • Po ubezwłasnowolnieniu straci zaś władzę rodzicielską nad dziećmi - które według biegłych nadają sens jej życiu  
  • W ocenie RPO ubezwłasnowolnienie kobiety narusza jej konstytucyjne prawa, a odpowiednim wsparciem byłby kurator dla osoby niepełnosprawnej

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, wnosząc o uchylenie ubezwłasnowolnienia pani Joanny i zwrot sprawy sądowi odwoławczemu. W uzasadnieniu powołuje się na Konstytucję, orzecznictwo SN, Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.

Rzecznik uznał, że decyzja sądu zbyt głęboko ingeruje w życie rodzinne pani Joanny. Odbiera jej bowiem prawo do wypełniania podstawowej dla niej roli - matki, z którą sobie prawidłowo radzi. A ubezwłasnowolnienie częściowe ma przecież pomagać danej osobie w załatwianiu jej spraw osobistych i majątkowych.

Ubezwłasnowolnienie polega na pozbawieniu albo ograniczeniu przez sąd zdolności do czynności prawnych z uwagi na chorobę danej osoby lub psychiczne problemy. Ubezwłasnowolnienie całkowite oznacza zupełne pozbawienie danej osoby zdolności do czynności prawnych, czynności te podejmuje zamiast niej opiekun. Ubezwłasnowolnienie częściowe zasadniczo polega na tym, że dana osoba może osobiście podejmować czynności prawne - jednak zgodę na konkretną transakcję musi wyrazić jej kurator; osoba ubezwłasnowolniona częściowo może samodzielnie rozporządzać swoim zarobkiem oraz przedmiotami oddanymi do jej swobodnego użytku.

Wniosek matki o ubezwłasnowolnienie i decyzje sądów

Wniosek o częściowe ubezwłasnowolnienie pani Joanny złożyła jej matka (deklarowała chęć zostania jej kuratorem). Powołała się na znaczny stopień niepełnosprawności intelektualnej córki i konieczność stałej opieki, wynikającą z niemożliwości zajmowania się przez nią swoimi sprawami, zwłaszcza w sprawach majątkowych. Argumentowała, że córka zaciąga liczne zobowiązania finansowe.

Pani Joanna nie zgadzała się na ubezwłasnowolnienie. Wskazywała, że jest z matką w konflikcie, a co najmniej jedno ze zobowiązań finansowych zaciągnęła za jej namową. Przed sądem I instancji pełnomocniczka pani Joanny wskazywała na możliwość ustanowienia dla niej kuratora jako osoby niepełnosprawnej. Wnosiła o przesłuchanie jako świadka asystenta rodziny MOPS pani Joanny, by wykazać jej zdolność do codziennego funkcjonowania. Sąd ten wniosek oddalił.

W 2017 r. Sąd Okręgowy orzekł całkowite ubezwłasnowolnienie pani Joanny z powodu upośledzenia umysłowego w stopniu umiarkowanym. Uznał, że dba ona o podstawowe potrzeby życiowe oraz proste czynności. Podejmuje jednak nierozsądne decyzje życiowe i ulega otoczeniu, co sprawia, że nie ma zdolności kierowania swym postępowaniem oraz podejmowania działań prawnych z pełnym rozeznaniem.

W apelacji pełnomocniczka pani Joanny zarzuciła sądowi brak wszechstronnej oceny jej sytuacji oraz pominięcie faktu, że jest ona jedynym opiekunem prawnym dwójki dzieci, korzysta z pomocy asystenta rodziny i funkcjonuje w środowisku bez pomocy swej matki.

Sąd Apelacyjny w 2018 r. ubezwłasnowolnił panią Joannę częściowo - z powodu upośledzenia umysłowego na pograniczu stopnia lekkiego i umiarkowanego. Uznał, że choć ubezwłasnowolnienie całkowite nie jest zasadne, to jednakże potrzebny jest stały kurator do prowadzenia jej spraw.

„Rola matki nadaje sens jej życiu”

W ocenie Rzecznika głównym uchybieniem sądów było nieustalenie wszystkich aspektów sytuacji osobistej pani Joanny oraz całkowite pominięcie jej sytuacji rodzinnej. Skutkiem było orzeczenie, które może być sprzeczne z dobrem osoby ubezwłasnowolnionej i powodować istotne pogorszenie jej sytuacji - zwłaszcza co do wykonywania władzy rodzicielskiej.

Ubezwłasnowolnienie rodzica - niezależnie, którą z form ono przyjmie - jest równoznaczne z wyłączeniem sprawowania przez niego władzy rodzicielskiej i nieograniczonej pieczy nad własnymi dziećmi. Oznacza konieczność przejęcia całości reprezentacji dziecka przez drugiego rodzica; jeśli jest on pozbawiony władzy bądź także ubezwłasnowolniony,  sytuacja wymaga wyznaczenia innych osób do pełnienia pieczy (rodzina zastępcza) oraz reprezentowania dziecka (opiekun prawny). A taka sytuacja zachodzi w tym przypadku.

Tymczasem konsekwencja utrata władzy rodzicielskiej pani Joanny nad dziećmi w ogóle nie jest poruszona w uzasadnieniu Sądu Apelacyjnego. Nie wziął on pod uwagę opinii biegłych, że pełnienie przez nią Joannę roli matki ”nadaje sens jej życiu, jest dla niej nadrzędną wartością”. Uniemożliwienie jej tego może mieć dla niej niekorzystny skutek pod względem psychologicznym - pisali biegli.

Ponadto pani Joanna samodzielnie podejmuje decyzje życiowe, także trudne, jak rozstanie z partnerem z powodu stosowania przez niego przemocy, samodzielnie wynajmuje mieszkanie, zapisała starsze dziecko do szkoły, aktywnie poszukuje pomocy, gdy jej potrzebuje. Jest samodzielna w codziennym funkcjonowaniu, higienie, przyrządzaniu posiłków, zakupach, opłatach. Z pomocą wcześniej matki, a potem asystenta rodziny, prowadziła gospodarstwo domowe, opiekowała się dziećmi.

RPO podkreślił, że żaden z sądów nie odniósł się do możliwości ustanowienia dla pani Joanny kuratora dla osoby niepełnosprawnej. Jest on ustanawiany przez sąd, jeżeli osoba z niepełnosprawnością potrzebuje pomocy do prowadzenia swych spraw. Jego zakres obowiązków i uprawnień określa sąd. Jest to forma najbardziej elastyczna, wskazywana w literaturze jako możliwa baza instytucji, mającej zastąpić niezgodną z obecnymi standardami praw człowieka instytucję ubezwłasnowolnienia.

Orzecznictwo SN i Konwencja ONZ

Zgodnie z orzecznictwem SN podstawową przesłanką orzeczenia ubezwłasnowolnienia jest celowość - pomoc osobie, która ma być ubezwłasnowolniona, w załatwianiu jej spraw osobistych lub majątkowych. Nie wystarcza ustalenie, że spełnione są przesłanki choroby psychicznej, niedorozwoju psychicznego albo innych zaburzeń. Musi ponadto zachodzić niemożność kierowania swym postępowaniem (gdy chodzi o ubezwłasnowolnienie całkowite) lub też potrzeba pomocy do prowadzenia spraw danej osoby (przy ubezwłasnowolnieniu częściowym). Sąd musi brać pod uwagę konkretną sytuacji życiowej danej osoby i powinien oddalić wniosek o ubezwłasnowolnienie - jeśli jej sytuacja życiowa jest ustabilizowana, ma zapewnioną dostateczną opiekę i nie zachodzi potrzeba podjęcia żadnych działań wymagających ustanowienia opieki prawnej.

SN uznawał już, że sąd może nie ubezwłasnowolniać częściowo danej osoby, gdyby w większym stopniu osłabiło to jej pozycję, niż jej pomogło. Także Sąd Apelacyjny, którego dotyczy skarga, stawał na stanowisku, że powinno się to stosować wyjątkowo - gdy nie ma możliwości ochrony osoby chorej lub upośledzonej w inny sposób.

Podobne dyrektywy płyną także z ratyfikowanej przez Polskę Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych.

W konkluzji Rzecznik ocenił, że sąd nie rozważył w sposób wnikliwy, czy sytuacja osobista pani Joanny rzeczywiście uzasadnia ubezwłasnowolnienie. Dlatego sprawa musi być zbadana ponownie.

RPO: Sąd naruszył konstytucyjne wolności

Na mocy art. 18 Konstytucji rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z art. 47 Konstytucji każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Art. 48 ust. 1 zapewnia zaś rodzicom prawo do wychowania swoich dzieci. Z kolei według art. 68 ust. 3 i art. 69, art. 71 Konstytucji osoby niepełnosprawne oraz rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych i uwzględnienia dobra rodziny.

Postanowienie Sądu Apelacyjnego naruszyło wszystkie te zapisy Konstytucji. Wkroczyło też w sposób nieuzasadniony w wynikające z nich prawa podmiotowe pani Joanny. Ubezwłasnowolnienie częściowe głęboko ingeruje w jej życie rodzinne, de facto uniemożliwiając sprawowanie władzy rodzicielskiej nad dziećmi. Ingerencja ta jest arbitralna, gdyż skutki prawne tożsame z pozbawieniem władzy rodzicielskiej pani Joanny powstały w oderwaniu od tego, jak władzę tę dotychczas sprawowała - czego sąd nie zbadał.

Niezastosowanie przez Sąd Apelacyjny innych, mniej ingerujących środków, narusza konstytucyjne prawa rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej oraz osób z niepełnosprawnościami do szczególnej pomocy ze strony władz. Zasada pomocniczości wymaga, by interwencje państwa były podejmowane tylko wówczas, gdy są konieczne. Pomoc państwa - realizowana w przypadku pani Joanny m.in. przez pomoc asystenta rodziny i pracowników pomocy społecznej - powinna zostać uzupełniona przez pomoc kuratora dla osoby niepełnosprawnej, bez znaczącego ograniczenia jej zdolności do czynności prawnych.

Postulaty zniesienia ubezwłasnowolnienia

Rzecznik od dawna uważa, że instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji. Domaga się także tego samo środowisko osób z niepełnosprawnościami.

Stanowisko takie RPO prezentował  wcześniej w toku procedury legislacyjnej, mającej na celu zmianę Kc w tym zakresie, toczącej się w ramach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości. W wyniku jej prac powstawał projekt znoszący ubezwłasnowolnienie, który zarzucono wraz z likwidacją Komisji w grudniu 2015 r. W 2018 r. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało rację RPO, że zmiany są konieczne, ale muszą zaczekać, „z uwagi na inne priorytetowe projekty i zadania”.

We wrześniu 2018 r. inne stanowisko zaprezentował przedstawiciel rządu podczas dialogu z Komitetem ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami w Genewie, w ramach badania przez Komitet polskiego raportu z wykonywania Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami (przyznaje im ona zdolność do czynności prawnych). Przedstawiciel rządu zapowiedział, że w MS zostaną podjęte prace koncepcyjne nad zmianą w zakresie ubezwłasnowolnienia. Kierunku zmian nie określono. W rekomendacjach dla Polski z października 2018 r. Komitet ONZ zalecił m.in. likwidację instytucji ubezwłasnowolnienia.

Trybunał Konstytucyjny bada skargę konstytucyjną w sprawie niezgodności ubezwłasnowolnienia z Konstytucją. RPO przystąpił do tego postępowania, wnosząc o uznanie niekonstytucyjności tej instytucji.

IV.7024.28.2018

Czy MEN mogło zbierać dane o udziale nauczyciela w strajku. Rzecznik pyta Prezesa UODO

Data: 2019-06-18
  • Podczas strajku nauczycieli Ministerstwo Edukacji Narodowej polecało dyrektorom odnotowywać informacje o strajkujących
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich obowiązujące prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi MEN nie wskazało Rzecznikowi, który konkretny przepis prawa mógłby być tego podstawą
  • Teraz Rzecznik wystąpił w tej sprawie do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych ministra. Z żadnego z tych przepisów nie wynika jednak podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar. Poprosił ówczesną minister Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania tych danych, stanowiących ingerencję w prywatność nauczycieli.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak, który z przypadków wymienionych w rozporządzeniu MEN z 11 sierpnia 2017 r. (w sprawie  szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej) stanowił podstawę prawną wykorzystaną w przypadku odnotowywania nieobecności nauczycieli w czasie strajku.

W związku z tym Rzecznik spytał prezesa UODO Jana Nowaka, czy prowadzi w tej sprawie postępowanie albo ewentualnie inne działania. Jeśli działań prezes UODO nie podjął, Rzecznik zwrócił się o ich rozważenie.

VII.520.11.2019

 

Rodzice dzieci martwo urodzonych wciąż bez prawa do świadczeń. RPO interweniuje u Marszałka Sejmu

Data: 2019-06-13
  • Rodzice dzieci martwo urodzonych, których płci nie da się ustalić, nie mają prawa do świadczeń z ubezpieczenia społecznego, w tym zasiłku pogrzebowego
  • Niezbędny jest bowiem do tego akt urodzenia z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe - wraz z podaniem  jego płci
  • Od pięciu lat o prawa rodziców będących w tej sytuacji ubiega się Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Wprawdzie w styczniu 2017 r. Senat przyjął odpowiednią inicjatywę ustawodawczą, ale do dziś nie zajął się nią Sejm

RPO Adam Bodnar wystąpił do marszałku Sejmu Marka Kuchcińskiego, aby podjął działania w celu zakończeniu procesu legislacyjnego tego niezwykle ważnego społecznie projektu w obecnej kadencji.

Rodzice skarżyli się, że nie mogą otrzymać ani zasiłku pogrzebowego, ani macierzyńskiego, ani też skorzystać ze skróconego okresu urlopu macierzyńskiego w razie urodzenia martwego dziecka, którego płci nie da się ustalić. 

Zgodnie z przepisami, by mogli oni otrzymać świadczenia z ubezpieczenia społecznego, muszą bowiem przedstawić odpis aktu urodzenia z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe. Aktu urodzenia w tej sytuacji nie można zaś sporządzić z uwagi na niemożliwość określenia płci dziecka (co jest elementem obligatoryjnym w akcie urodzenia). Niemożność określenia płci uniemożliwia zatem uzyskanie dokumentu, który warunkuje możliwość ubiegania się o skrócony urlop macierzyński, zasiłek macierzyński, czy też zasiłek pogrzebowy.

Działania RPO

W opinii Rzecznika - który w tej sprawie pisał jeszcze w 2015 r. do ówczesnego MRPiPS - niezrozumiałe jest wymaganie określenia płci w akcie urodzenia dziecka martwego w celu uzyskania przez rodziców określonych świadczeń. Jak odpowiedział Minister, odwołując się do stanowiska Ministra Zdrowia, „w odniesieniu do martwych dzieci, (w szczególności w sytuacji utraty wczesnej ciąży) należy wskazać, iż jest to prawo rodziców do pochówku, a nie obowiązek”. Rzecznik jest jednak zdania, że każdy rodzic powinien mieć zagwarantowane prawo do godnego pożegnania swego dziecka, bez względu na wiek i kondycję fizyczną, w jakiej przyszło na świat.

W 2016 r. RPO zwrócił się do MRPiPS  o ponowne rozważenie zmiany przepisów – tak by świadczenia możliwe były do udzielenia w razie przedstawienia karty zgonu dziecka (w części karty zgonu wymaganej dla administracji cmentarza nie jest wymagane oznaczenie płci). Chodzi o rozwiązania analogiczne, jak w ustawie o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

Pismo w tej sprawie Rzecznik skierował też 1 czerwca 2016 r.  do przewodniczącego senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Wychodząc naprzeciw postulatom RPO, podjęła ona działania. Ich rezultatem była inicjatywa legislacyjna Komisji. Zgodnie z zaproponowaną nowelą ustawy o emeryturach i rentach z FUS, uprawnione do zasiłku pogrzebowego byłyby osoby, które pokryły koszty pogrzebu dziecka martwo urodzonego, bez względu na czas trwania ciąży, dla którego, na wniosek osoby uprawnionej do pochowania, sporządzono kartę zgonu  w celu pochowania zwłok.

Senat przyjał projekt - Sejm czeka

11 stycznia 2017 r. Senat wniósł do Sejmu  projekt takiej ustawy. Ze strony internetowej Sejmu wynika, że senacki projekt (druk 1250) został skierowany 27 stycznia 2017 r. do I czytania w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.  9 sierpnia 2017 r. wpłynęło do niej stanowisko rządu. Niestety, od tego czasu projekt nie był procedowany w Sejmie.

- Doceniając ogromną wagę podjętej przez Senat RP inicjatywy zmierzającej do poprawy sytuacji rodziców, którzy na skutek utraty dziecka, którego płci nie da się ustalić, nie otrzymywali żadnego wsparcia ze strony organów państwa, uprzejmie proszę Pana Marszałka o rozważenie podjęcia działań, mogących pomóc w zakończeniu procesu legislacyjnego tego niezwykle ważnego społecznie projektu w czasie obecnej kadencji Sejmu i Senatu RP - napisał Adam Bodnar do marszałka Marka Kuchcińskiego.

VII.534.18.2015

Prezes IPN: nie działamy opieszale w sprawach autolustracyjnych

Data: 2019-05-31
  • Nie ma podstaw do opinii o braku sprawnego działania prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej w postępowaniach autolustracyjnych - uważa prezes IPN Jarosław Szarek
  • RPO wskazywał, że sądy miesiącami czekają na stanowisko IPN w procesach  autolustracyjnych, inicjowanych przez osoby pomówione o związki ze służbami specjalnymi PRL
  • IPN nie bowiem żadnego terminu, w którym musi złożyć takie stanowisko. RPO wnosił, aby termin ten określił prezes IPN
  • Jarosław Szarek uważa, że nie ma podstaw prawnych, by określał to wewnętrzny akt IPN - powinno to być w gestii sądu

Zgodnie z ustawą lustracyjną każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego nt. związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę ze służbami PRL, mogą się oczyścić same, kierując sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN dokumenty i stanowisko, czy uważa tę osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Skargi obywateli na przewlekłość IPN 

Do Biura RPO wpływają skargi na budzącą wątpliwości praktykę IPN w przypadku tej tzw. autolustracji. Sąd przekazuje złożone przez daną osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu  przedstawienia stanowiska co do jego zgodności z prawdą. Ustawa nie przewiduje żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

W praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi też negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o związki ze służbami PRL, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Przepis ustawy lustracyjnej z 2006 r. - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjny.  - W oczekiwaniu na zmiany legislacyjne zmierzające do wykonania wyroku TK zasadne wydaje się wydanie wewnętrznego aktu organizacyjnego, który określałby termin, w jakim IPN musi zająć stanowisko - napisał Rzecznik.

Odpowiedź prezesa IPN

Jak odpowiedział prezes IPN Jarosław Szarek, prokuratorzy Oddziałowych Biur Lustracyjnych IPN prowadzą na podstawie stosownych postanowień sądowych tzw. postępowania przygotowujące postępowania autolustracyjne. Przedstawiają też sądowi stanowisko w przedmiocie zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego wnioskodawcy. W ramach tego postępowania przygotowującego niezbędne jest wykonanie wielu czasochłonnych czynności procesowych, które muszą być wykonane osobiście przez prokuratorów pionu lustracyjnego IPN (nie można ich powierzyć prokuratorom prokuratury powszechnej czy policji).

W szczególności niezbędne jest przeprowadzenie pełnej kwerendy lustracyjnej w Archiwum IPN oraz w zasobie archiwalnym wszystkich Oddziałowych Archiwów IPN. Po uzyskaniu wyników kwerendy wstępnej oraz jej analizie, w wielu przypadkach konieczne jest przeprowadzenie dalszej kwerendy  zagadnieniowej i niezbędnych sprawdzeń w zasobach archiwalnych innych podmiotów. Takie sytuacje występują w szczególności, gdy doszło do zniszczenia kluczowych materiałów archiwalnych.

W dalszej kolejności - w zależności od stanu faktycznego sprawy - niezbędne jest ustalenie danych adresowych i przesłuchanie w charakterze świadków funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa, którzy mogą mieć informacje istotne dla sprawy. Wielokrotnie osoby te są w podeszłym wieku lub ich zdrowia uniemożliwia stawiennictwo. To rodzi zaś konieczność przesłuchania w miejscu zamieszkania oraz uzyskania opinii biegłego co do stanu zdrowia świadka lub możliwości zeznań.

Ponadto specyfika spraw lustracyjnych powoduje, iż w wielu wypadkach zachodzi konieczność powołania biegłego z zakresu badania dokumentów i pisma ręcznego celem oceny prawdziwości zachowanych dokumentów.

W toku postępowania przygotowującego postępowanie autolustracyjne - po zebraniu materiału dowodowego - prokurator ma ponadto obowiązek zawiadomić lustrowanego o możliwości złożenia wyjaśnień i zapoznania się z zebranym materiałem dowodowym. W sytuacji złożenia wyjaśnień przez lustrowanego wielokrotnie zachodzi konieczność ich procesowej weryfikacji poprzez przeprowadzenie kolejnych dowodów.

Wszystkie te czynności są niezbędne dla wszechstronnego wyjaśniania okoliczności sprawy oraz przedstawienia sądowi pełnego materiału dowodowego, umożliwiającego wydanie orzeczenia. Z uwagi na konieczność ich wykonania okres trwania postępowania przygotowującego postępowania autolustracyjne trwa kilka miesięcy. Może on się przedłużyć w szczególności, gdy niezbędne jest wykonanie dużej liczby czynności procesowych oraz zasięgniecie opinii biegłego z zakresu pisma ręcznego.

Ponadto poza postępowaniami autolustracyjnymi prokuratorzy pionu lustracyjnego IPN prowadzą równolegle weryfikacje prawdziwości oświadczeń lustracyjnych osób publicznych. W 2018 r. zakończono ponad 12 tys. takich postępowań. Biorąc pod uwagę obsadę kadrową pionu lustracyjnego (łącznie 33 prokuratorów), należy stwierdzić, iż ich obciążenie pracą jest bardzo duże.

- Mając na uwadze powyższe argumenty uważam, iż brak jest podstaw do formułowania opinii o braku sprawnego działania ze strony prokuratorów pionu lustracyjnego IPN w odniesieniu do postępowań autolustracyjnych – podkreślił Jarosław Szarek. Okres ich trwania jest bowiem każdorazowo determinowany konicznością wykonania niezbędnych czynności procesowych.

Odnosząc się do kwestii braku terminu na przedstawienie sądowi stanowiska ws. zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego, prezes IPN uznał, że podstawa prawna do tego powinna wynikać z przepisów rangi ustawowej. Termin powinien być wyznaczany przez niezawisły sąd, podejmujący decyzję o wszczęciu postępowania autolustracyjnego, z uwzględnieniem realiów procesowych danej sprawy, w szczególności stopnia jej skomplikowania.

W ocenie Jarosława Szarka brak jest zaś podstaw prawnych, aby termin na przedstawienie sądowi stanowiska procesowego w sprawie autolustracyjnej był określany przez wewnętrzny akt organizacyjny IPN oraz by sąd - będący gospodarzem wszczętego postępowania autolustracyjnego - był nim związany.

Prezes IPN poinformował, że w związku z pismem RPO, dyrektor Biura Lustracyjnego IPN wystosował do podległych prokuratorów pismo, w którym przypomniał o konieczności przedstawienia stanowiska dla sądu bez zbędnej zwłoki.

II.510.1321.2018

PG: ubezwłasnowolnienie - konstytucyjne, gdy inne sposoby ochrony danej osoby są niewystarczające

Data: 2019-05-28
  • Człowieka można całkowicie ubezwłasnowolnić, gdy inne środki ochrony jego interesu są niewystarczające. Zdaniem Prokuratora Generalnego tak rozumiany przepis o ubezwłasnowolnieniu jest zgodny z Konstytucją
  • To stanowisko dla Trybunału Konstytucyjnego, który bada skargę konstytucyjną
  • Wcześniej RPO ocenił, że ubezwłasnowolnienie całkowite jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami godności i wolności człowieka oraz poszanowania życia prywatnego i rodzinnego
  • Ta instytucja prawa cywilnego powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji

Postępowanie przed Trybunałem zainicjowała pani Barbara, którą wcześniej opiekowała się przyjaciółka. Na wniosek prokuratury sąd orzekł jej całkowite ubezwłasnowolnienie z powodu zaburzeń psychicznych. Ona sama była temu przeciwna. Apelacje pani Barbary i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zostały oddalone; Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia skarg kasacyjnych. W 2017 r. pani Barbara złożyła skargę konstytucyjną (sygn. akt SK 23/18).

Czym jest ubezwłasnowolnienie

Zaskarżony art. 13 Kodeksu cywilnego głosi: "Osoba, która ukończyła lat trzynaście, może być ubezwłasnowolniona całkowicie, jeżeli wskutek choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego albo innego rodzaju zaburzeń psychicznych, w szczególności pijaństwa lub narkomanii, nie jest w stanie kierować swym postępowaniem".

Ubezwłasnowolnienie polega na pozbawieniu albo ograniczeniu przez sąd zdolności do czynności prawnych. Ubezwłasnowolnienie całkowite to zupełne pozbawienie zdolności do czynności prawnych  (podejmuje je opiekun). Przy ubezwłasnowolnieniu częściowym osoba może osobiście podejmować czynności prawne - zgodę na konkretną transakcję musi wyrazić jej kurator.

Konsekwencje ubezwłasnowolnienia całkowitego to m.in.:

  • niemożność zawarcia małżeństwa,
  • niemożność uznania swego ojcostwa lub wytoczenia samodzielnie powództwa o ustalenie albo zaprzeczenie ojcostwa lub macierzyństwa,
  • niemożność sprawowania władzy rodzicielskiej,
  • niemożność nawiązania stosunku pracy,
  • brak czynnego i biernego prawa wyborczego,
  • niemożność sporządzenia i odwołania testamentu.

Poza umowami w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, osoba ubezwłasnowolniona całkowicie nie może działać w obrocie gospodarczym i prawnym. Wszelkie jej działania wymagają pośrednictwa opiekuna ustanowionego przez sąd. Sąd stosuje ubezwłasnowolnienie bezterminowo; nie jest poddawane okresowej kontroli. Konsekwencje ubezwłasnowolnienia całkowitego bywają porównywane w literaturze i doktrynie prawa do śmierci cywilnej.

W Polsce stosuje się najczęściej ubezwłasnowolnienie całkowite (od 89 do 92% proc. uwzględnionych wniosków). W Polsce ubezwłasnowolnionych całkowicie jest ok. 90 tys. osób, a liczba ta stale rośnie.

RPO od dawna uważa, że instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji. Domaga się tego także środowisko osób z niepełnosprawnościami.

Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami przyznaje im zdolność do czynności prawnych. We wrześniu 2018 r., podczas dialogu z Komitetem ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, przedstawiciel rządu zapowiedział podjęcie prac koncepcyjnych nad zmianą w zakresie ubezwłasnowolnienia. Kierunku zmian nie określono. W rekomendacjach dla Polski z października 2018 r. Komitet ONZ zalecił m.in. likwidację ubezwłasnowolnienia.

Argumenty RPO

Jeszcze w 2018 r. Adam Bodnar, który przyłączył się do postępowania TK, wniósł o uznanie że art. 13 § 1 Kc jest niezgodny z art. 30, z art. 31 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 47 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Ubezwłasnowolnienie w pierwszej kolejności narusza fundamentalną zasadę ochrony przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, stanowiącej źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Najważniejszym zarzutem dotyczącym naruszenia godności człowieka jest przedmiotowe traktowanie i odebranie ubezwłasnowolnionym całkowicie możności decydowania o samych sobie. W większości  osoby z niepełnosprawnością intelektualną i z zaburzeniami psychicznymi potrafią artykułować swe potrzeby i wolę. A trudności komunikacyjne nie mogą pozbawiać człowieka wszystkich praw i w każdym zakresie.

Tymczasem to opiekun decyduje np. o miejscu pobytu podopiecznego, kształtując jego środowisko życiowe i wpływając na możliwy krąg znajomych. Opiekun ma wprawdzie obowiązek działania w interesie osoby będącej pod jego pieczą, ale przepisy - inaczej niż w niektórych ustawodawstwach europejskich - nie precyzują, że musi brać pod uwagę jej życzenia. Tym samym podopieczny nie ma prawa udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego majątku i osoby.

Osoby ubezwłasnowolnione całkowicie nawiązują znajomości, podejmują współżycie, rodzą dzieci i zakładają rodziny. Nie mogą jednak sformalizować tych związków w ramach swego prawa do życia osobistego i rodzinnego. W wyniku ubezwłasnowolnienia jednego z małżonków z mocy prawa powstaje też między nimi rozdzielność majątkowa.

Ubezwłasnowolnienie całkowite bardzo głęboko ingeruje w wolność człowieka we wszystkich jej aspektach. W związku z tym wchodzi ono w zakres zastosowania art. 31 ust. 1 Konstytucji (mówi on, kiedy dopuszczalne są ograniczenia wolności). Z uwagi na swoją niekonieczność i nieproporcjonalność nie służy realizacji żadnych z wartości z art. 31 ust. 3. Nie spełnia też kryterium konieczności ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności.

W maju 2018 r. Sąd Najwyższy uznał, że także prawo do kontaktowania się osoby ubezwłasnowolnionej z innymi osobami jest zależne od działań i inicjatywy opiekuna. Nawet najbliższa rodzina (rodzice lub potomstwo ubezwłasnowolnionego dziecka) nie ma podstaw prawnych by żądać uregulowania takich kontaktów przez sąd, który nie ma prawa wszcząć takiego postępowania z urzędu.

Prokurator Generalny wnosi o wyrok interpretacyjny

Art. 13 § 1 Kc - rozumiany w ten sposób, że wskazana w tym przepisie osoba może być ubezwłasnowolniona całkowicie tylko wtedy, gdy inne środki służące ochronie jej interesu są niewystarczające - jest zgodny z art. 30, z art. 31 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 47 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji - napisał  w stanowisku dla TK z kwietnia 2019 r. zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand.

Wskazał, że odnosząc się do godności osób ze zniesioną lub ograniczoną zdolnością do czynności prawnych, TK zauważał, że w niektórych sytuacjach takie ograniczenia mają na celu ochronę godności. Konstytucyjnym uzasadnieniem ubezwłasnowolnienia całkowitego jest bowiem wyłącznie ochrona godności. Jak podkreśla literatura przedmiotu, sama ta instytucja nie stoi w sprzeczności z art. 30 Konstytucji RP, a do naruszenia godności człowieka może dochodzić w przypadku jej niewłaściwego zastosowania.

Zdaniem PG prowadzi to do uznania, że pozbawienie - na skutek ubezwłasnowolnienia całkowitego - zdolności do czynności prawnych osób z niepełnosprawnością psychiczną lub intelektualną, które nie są w stanie kierować swym postępowaniem w takim stopniu, że inne środki służące ochronie interesu takich osób są niewystarczające, nie może być uznane za sprzeczne ze standardem konstytucyjnym. Wręcz przeciwnie - pozostawienie osoby z głęboką niepełnosprawnością, której egzystencja jest uzależniona od wsparcia drugiego człowieka - bez pomocy opiekuna, godziłoby wprost w godność tej osoby; stanowiłoby też naruszenie obowiązku państwa z art. 69 Konstytucji.

Nie przeczy to argumentacji skarżącej, że poziom ingerencji prawnej wobec osób z niepełnosprawnością psychiczną lub intelektualną winien być dostosowany do potrzeb wynikających ze stanu psychicznego tej osoby a rozstrzygnięcie znoszące zdolność do czynności prawnych winno stanowić środek ostateczny.

R. Hernand przywołał stanowisko TK z 7 marca 2007 r., że „ubezwłasnowolnienie często jest nadużywane przez rodziny osób ubezwłasnowolnionych w celu uzyskania korzyści majątkowych lub praktycznie wymuszane przez instytucje państwowe, takie jak ZUS czy domy opieki społecznej, które uzyskanie orzeczenia o ubezwłasnowolnieniu traktują jako warunek przyznania świadczeń, np. renty, miejsca w domu opieki".

Podzielając poglądy wskazujące na potrzebę reformy instytucji ubezwłasnowolnienia - która uwzględniłaby Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych - nie sposób jednak dostrzec, że dopuszczalność orzekania ubezwłasnowolnienia całkowitego jako środka nadzwyczajnego (gdy zabezpieczenie w inny sposób interesów osób niezdolnych do samodzielnego kierowania postępowaniem nie jest możliwe) nie jest co do zasady kwestionowana.

R. Hernand przypomniał, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nie podważa ubezwłasnowolnienia całkowitego, ale mocno akcentuje pogląd, że powinno ono stanowić ultima ratio. Dopuszczalność ubezwłasnowolnienia całkowitego jako ostatecznego środka przyjął też TK w wyroku z 7 marca 2007 r. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego orzeczenie ubezwłasnowolnienia całkowitego wobec osoby z niepełnosprawnością psychiczną lub intelektualną, która nie jest w stanie kierować swym postępowaniem, jest możliwe tylko, gdy zabezpieczenie jej interesu może zostać osiągnięte przez zastosowanie innych, mniej uciążliwych środków.

Marszałek Sejmu wniósł o umorzenie postępowania przed TK. Alternatywny wniosek to stwierdzenie, że zaskarżony przepis - rozumiany w ten sposób, że pojęcie "nie jest w stanie kierować swym postępowaniem" oznacza "trwałą i całkowitą niezdolność kierowania swoim postępowaniem, w stopniu wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli" - jest zgodny z art. 30, art. 31 ust. 3 w związku z art. 31 ust. 1, art. 41 ust. 1 i art. 47 Konstytucji.

TK nie wyznaczył jeszcze terminu rozstrzygnięcia skargi.

IV.7024.23.2018

Spotkanie regionalne w Olsztynie

Data: 2019-05-23
  • Na spotkaniu RPO w gościnnych progach Olsztyńskiego Centrum Organizacji Pozarządowych zebrało się ponad 70 osób.
  • Rzecznikowi i jego współpracownikom towarzyszyła tłumaczka języka migowego, gdyż taką potrzebę zgłosiły osoby głuche, które chciały wziąć udział w spotkaniu.

Na wstępie z podziękowaniami dla rzecznika wystąpił przedstawiciel Uniwersytetu Obywatela – Mamy zaszczyt mieć Pański honorowy patronat. Dzięki Panu bierzemy udział w dwóch niezwykle ważnych programach – w kwestii równego traktowania i działań na rzecz osób starszych. Z prawdziwą przyjemnością dziękuję za kampanie społeczne, które służą aktywności obywatelskiej.

O problemach mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych

Było porozumienie między urzędem i prezesem spółdzielni, zapisane w aktach notarialnych jako uwłaszczeni – nie wykazali, gdzie jest część wspólna a podali ułamek. W części wspólnej – pralnie i suszarnie – wygodnie jest tego pozbawić a potem przerobić na lokalne. Nie zgodziłam się na to – sprawa trwa 8 lat. To nie jest już sprawa prezesa i prezydenta – teraz prokuratorów i sędziów.

Wyszło na jaw, że deklaracje ludzi są nieprawidłowe – oskarża się obywatela, który jest już w wieku podeszłym i nie zna przepisów – należy to uregulować i podatek od części wspólnej ma każdy płacić. Można złożyć nową deklarację, ale osoby nie mogą tego zrobić, bo część pomieszczeń ma już inne przeznaczenie.

Człowieka którego nie stać na dom traktuje się gorzej. Jeżeli faktycznie ten co ma dom i ten który mieszka w spółdzielni ma te same prawa – proszę abyście się państwo zajęli – skala jest duża.

RPO: W BRPO mamy dwa zespoły właściwe – prawa cywilnego w wydziale prawa mieszkaniowego. To może być też zagadnienie dla zespołu prawa karnego – nadzór nad działalnością prokuratury. Będziemy musieli się przyjrzeć. Często przy takich sprawach wychodzi nam problem systemowy.

O prawach osób skazanych

Jestem przedstawicielem Mission4Freedom International. Zajmujemy się osobami skazanymi i ich rodzinami. Jest to dziedzina w naszym społeczeństwie traktowana po macoszemu. Powstał pewien problem z jednym z nowych przepisów – karta byłego skazanego – zatarcie skazania. W naszych strukturach staramy się aktywizować byłych skazanych do pomocy obecnym skazanym – w tych działaniach najlepiej się sprawdzają. Byli skazani nie mogą pracować w jednostkach penitencjarnych na zasadzie społecznej. Jaki jest pogląd RPO na interwencję wspomaganie tych działań?

RPO: Chciałbym Panu podziękować, że prowadzi Pan działalność, mimo że nie budzi ona akceptacji społecznej. Jeśli się widzi organizację, która mówi, że to ludzie z rodzinami, którym należy się wsparcie, to wcale nie trafia na podatny grunt. Nie wiem czy Państwo korzystają z Funduszu Sprawiedliwości – to powinien być ten cel, a są wykorzystywane na inne aktywności.

Może dobrym pomysłem byłoby działanie crowdfundingowe.

Problem pomocy dla osób skazanych – do nas trafia bardzo dużo skarg od więźniów – prawa do widzeń też intymnych, prawa do przepustek losowych – nie zawsze są udzielane. W BRPO – zespół do spraw wykonywania kar, którym kieruje dr Ewa Dawidziuk. W zasadzie poza RPO nie mają nikogo, kto by się tymi sprawami zajmował.

Ten temat trafił do nas dzięki interwencji organizacji społecznych. Cała idea pracy ze skazanymi to muszą być osoby, które przeszły przez więzienie. Osoby z czystą kartoteką nie rozumieją wszystkich problemów

Zobacz: Wystąpienie do Centralnego Zarządu Służby Więziennej

Bardzo ważna rzecz nierozwiązana systemowo w Polsce to to, co się dzieje ze skazanym, który kończy odbywanie kary. Jeśli ma rodzinę, jest łatwiej, ale zawsze może trafić z powrotem do złego środowiska.

Mało jest w Polsce instytucji przejściowych. Jest jedno miejsce – ośrodek Mateusz. Razem z nim w wielkim domu mieszka ponad 20 mężczyzn, którzy uczą się prostych rzeczy i normalnych zasad wypoczynku, na czym polega codzienne branie odpowiedzialności za nowe życie. To miejsce to „śluzy do wolności” – na 100 osób tylko dwie wróciły do przestępstwa.

O prawach seniorów do ochrony zdrowia

Przewodniczący społecznej rady seniorów: -  Zajmujemy się między innymi ochroną zdrowia. Przeczytałem w wywiadzie, że rząd chce likwidacji 150 szpitali w powiatach, tylko boi się podjąć taką decyzję.  Czy jest panu znany ten wywiad i tendencje rządu do likwidacji szpitali?

RPO: Nie natknąłem się na ten wywiad. Wiemy dobrze, że ustawa o sieci szpitali miała dokonać restrukturyzacji aby osiągnąć oszczędności, a doprowadziła do likwidacji wielu oddziałów i wielu specjalizacji. Zapoznam się z wywiadem. Będę miał spotkanie z komisją ekspertów ds. ochrony zdrowia. W tej kwestii RPO może być wpływowy. Jedynym ograniczeniem dla mnie jest brak ludzi. Od ochrony zdrowia mam raptem kilka osób. Mamy problem, że rząd nie wykonuje swoich zobowiązań – przykładem - protest lekarzy rezydentów – zwiększenie finansowania – co nie zostało wykonane.

Dyrektor Barbara Imiołczyk, BRPO  – geriatra to specjalista od leczenia osób starszych które cechują się wielochorobowością. Potrzebny jest lekarz, który z zespołem ustala metodę leczenia i sposób pomocy rodzinie. Taka wizyta trwa godzinę. Wprowadzenie nowego sposobu finansowania szpitali. Przychodnie i oddziały geriatryczne zaczynają się zamykać. Geriatrzy pracują w innych specjalnościach, bo nie mają pracy – tam są lepiej opłacani.

Powiat musi mieć kluczowe instytucje, szkoły, prokuratury i właśnie szpital – sieć powiatowa to sieć usług, które możliwie są najbliżej człowieka, żeby mu pomóc. Aby mógł posłużyć szybkim przypadkom dla danej okolicy. Pediatria, oddział wewnętrzny chirurgia, a my idziemy w zupełnie innym kierunku.

O prawach osób niesłyszących

Problem dotyczy aplikacji 112 która po czterech latach przestaje działać – osoby głuche zwracają uwagę – pisaliśmy do Ministerstwa, ale nie wiemy co będzie dalej. Osoby głuche bardzo potrzebują takiej formy komunikacji. Prosimy Pana o interwencję – powiedział wiceprezes stowarzyszenia osób głuchych.

RPO: Z tego, co pamiętam, byliście tym pierwowzorem i pierwszym województwem, które wprowadziło tego typu rozwiązania. Ta aplikacja była dostępna, po czym MSWiA wzięła się za to, żeby przygotować jedna aplikacje na potrzeby całego kraju – nie wiadomo, co ministerstwo robi w tym zakresie, a zlikwidowało waszą aplikację. Z pozycji pioniera spadliście na pozycję pokrzywdzonych.

Dyrektor Imiołczyk: Aplikacja została stworzona wspólnie przez centrum zarzadzania kryzysowego wojewody i głuchych ze stowarzyszenia. Dla mnie to, że ona nie działa jest zaskoczeniem. To wymaga wyjaśnienia.

RPO: Jeżeli podczas spotkania był nam przedstawiony harmonogram prac to zwrócę na to uwagę. Apel do mediów, aby o tym pisali. Taka sytuacja jest absolutnie niedopuszczalna.

Chciałabym dodać jeszcze jedną rzecz – głusi nie mogą napisać tego w j. polskim – nie znają też przepisów są zieloni w tej sprawie, dlatego bardzo prosimy o wsparcie RPO. My możemy to napisać, ale w języku migowym, wtedy osoba czytająca nie będzie w stanie pomóc. Proszę o pomoc.

RPO: Od tego jestem, władza musi to zrozumieć. Chcę się porozumieć z Panem ministrem, być może także w mediach społecznościowych.

Jestem osobą z niedosłuchem – przeprowadziłem badanie dotyczące języka migowego. Język migowy jest niezbędny, a rzecznik ma środki do tego, aby poruszyć publicznie kwestię edukacji i służby zdrowia.

Dyrektor Imiołczyk: Wielokrotnie poruszaliśmy kwestie nauczanie PJM i kształcenia tłumaczy PJM, żeby tłumacz migowy mógł być tłumaczem przysięgłym. RPO też przygotowywał wystąpienie i do minister edukacji i do ministra zdrowia i do parlamentu dlatego, że w tej chwili trwają prace nad nowelizacją ustawy o PJM – jest niewystarczająca, ale idzie w dobrym kierunku – głuchy będzie mógł korzystać z PJM we wszystkich służbach ratunkowych – w straży pożarnej, na policji, czy na SORze. Niestety od lipca ubiegłego roku nic się z ustawą nie dzieje. Jest w podkomisji sejmowej. Państwo się nie skarżą do RPO – apel do państwa – szukamy osoby, która chciałaby zgłosić swoją sprawę dyskryminacji do sądu aby RPO mógł do takiej sprawy przystąpić. Walczcie o swoje prawa!

RPO: Czasem trzeba mieć odwagę zadziałać. Macie tu wsparcie specjalistów, prawników – być może zamiana może zacząć się od Was. Mamy wielką kancelarię, która chce pomóc pro bono. Jak się państwo zdecydują i będą mieli bohaterów to będziemy mogli pomóc.

- Mam skargę od głuchych – oni się boją, nie są odważnie, żeby walczyć o prawo – mówią w swoim języku – można nagrać filmik i wysłać do izby skarżącej.

RPO: Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie nagrywają państwo filmik z pozwem - prawdopodobnie sądy nie będą wiedziały co z tym zrobić, ale na tym to polega! Jeśli sąd to odrzuci taki pozew ze względów formalnych to są państwo pozbawieni prawa do sądu – to jest przecież Wasz język. Przetestowanie jak się sądy zachowają to też jest wartość społeczna. To sądy same muszą się do tego dostosować.

Dyrektor Imiołczyk: Do BRPO można wysłać skargę w języku migowym. Jeśli sąd odrzuci taką skargę – proszę ją skierować. Jak chcecie możemy przeprowadzić w Olsztynie warsztaty jak zgłaszać skargę do rzecznika.

O prawach do wcześniejszej emerytury kobiet z rocznika 1953

Należę do kobiet, w stosunku do których nie działa przedawnienie. To rocznik 1953. Nie godzimy się na takie traktowanie. W tej chwili powstaje projekt ustawy o zmianie przepisów emerytalnych. Wiem, że RPO prowadził tę sprawę. Prosimy o pomoc.

RPO: Ta sprawa była dla nas bardzo ważna. Udało się -wygrać sprawę przed TK, ale problemem jest jego realizacja – to kwestia obciążeń finansowych dla rządu.

O ustawie „dezubekizacyjnej”

Wydawałoby się, że prawa są niezmienne, a niedziałanie prawa wstecz, brak odpowiedzialności zbiorowej, prawa człowieka – kilkadziesiąt tysięcy mundurowych zostało pozbawionych praw. Jak już odebrano im te prawa, można zabrać emerytury. Jak RPO do tego się ustosunkowuje bo wiem, że robił Pan już coś w tym przedmiocie – mówił pan ze stowarzyszenia emerytów i rencistów policyjnych.

RPO: To, o czym Pan powiedział, to ustawa, która pozbawiła uprawnień emerytalnych osoby, które były pod nadzorem MSW przed 1989 roku. Osoby te przeszły pozytywną weryfikację, załapały się pod zakres tej ustawy. To też np. osoby, które wprowadzały numery PESEL – cybernetycy też zostały objęte ustawą. Ustawa jest po prostu niesprawiedliwa na wielu poziomach. Wprowadziła zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Środki zaskarżenia stały się iluzoryczne. W normalnej sytuacji – sprawa dla TK. Sąd w Warszawie skierował takie pytanie, ale sprawa leży nierozpatrzona.

Pan słusznie powiedział, że przecież na tym niekoniecznie musi się skończyć. Ustawa dotycząca dyplomatów, czemu nie?

Pokazuje wady ustawy poprzez przyłączanie się do spraw – wybraliśmy 12 symbolicznych spraw a dwie już udało nam się wygrać. Mam tylko kilka osób, które się zajmują tym tematem więc nie możemy podjąć więcej interwencji. Chcemy zachęcić sądy do bezpośredniego stosowania Konstytucji – Europejski Trybunał Praw Człowieka powinien się tym zająć.

- Pamiętajmy, że to coraz więcej starszych osób – ludzie zostali obdarci także z godności – wtrącił pan

RPO: Robimy dużo, ale nie mam mocy, żeby zmusić rząd do zmiany ustawy.

O prawach ojców

Doskonale zna Pan problem alienacji rodzicielskiej przez przyznawanie opieki jednemu z rodziców. Czy mógłby się Pan pochwalić, jeżeli chodzi o interwencje RPO, jeśli chodzi o łamanie prawa dzieci przez sądy rodzinne – powiedział pan z portalu internetowego www.tyjakotata.pl

RPO: Zajmujemy się tym problemem w Biurze. Rok temu zorganizowaliśmy Kongres Praw Rodzicielskich. To przede wszystkim kwestia dialogu miedzy sędziami, organizacjami, psychologami. Należy pamiętać, że społeczeństwo nam się zmieniło. To rola ojca w społeczeństwie – powinien mieć przyznany równy dostęp. To na czym nam bardzo zależy to kwestia prowadzenia na etapie postępowania rozwodowego – kuratora dla dziecka.

Podejmujemy interwencje na rzecz osób indywidualnych. W ostatnim czasie udało mi się podjąć rozmowy ze środowiskami.

Przygotowujemy wystąpienie dotyczące miejsca zamieszkania. Planuję zorganizowanie w BRPO konferencji ze stowarzyszeniami sędziowskimi. Jest wielki mit wśród sędziów – mają obawę, że to nie działa. Należy korzystać z praktyk z innych państw.

O problemie z instytucją „małego świadka koronnego”

Chciałam zapytać, czy jest Panu znany projekt Piotra „Liroya” Marca w sprawie pomówienia osób skazanych. To sprawa między innymi Oliwiera Romanowskiego – rapera „Bonusa RPK” . Czy jest Panu znana ta sprawa.?

RPO: Chodzi o kwestie stosowania zeznań małego świadka koronnego, któremu często nie towarzyszy weryfikacja. Rok temu odezwał się do mnie poseł Artur Dębski. Mniej więcej rok temu spotkałem się z Oliwierem Romanowskim – „Bonusem RPK”. Przygotowaliśmy wystąpienia do ministerstwa sprawiedliwości – należy uszczegółowić przepisy w takim kierunku jak przy świadku anonimowym.

-  Pisałam pisma do RPO.

Wszyscy, którzy byli na konferencji u nas, byli przekonani, że jest problem z tym przepisem. Z obecnym ministerstwem sprawiedliwości nie dogadam się w tej sprawie. Pan Oliwier został prawomocnie skazany – muszę obserwować. Aby spowodować, aby doprowadzić do poważnej wypowiedzi Sądu Najwyższego. Widzimy wadę systemową przepisów. Jeżeli chodzi o pani sprawę – może za chwilę

O problemach finansowych Biura RPO

Uznanie dla pana i urzędu. Śledzę wystąpienia publiczne i wywiady. W tamtym roku powiedział pan, że zostały ograniczone fundusze, czy to dalej jest kontynuowane. Ograniczenie wyjazdów, ludzi. Okazuje się, że państwo też mają problemy.

RPO: Parlament nie odpowiedział na podstawowe potrzeby które ma biuro. Problem kasacji, przy urzędzie pracowników trzyma bardziej misja niż fundusze. Skarga nadzwyczajna i ani złotówki na nowe etaty. Pieniądze na delegacje mogą się skończyć w październiku. Każda najmniejsza aktywność kosztuje. Nie mogę się zrażać.

MEN: ustawa nakazuje dyrektorom szkół odnotować przyczynę braku zajęć

Data: 2019-05-20
  • Obowiązek odnotowania w Systemie Informacji Oświatowej przyczyny nieprowadzenia zajęć nakazuje dyrektorom szkół ustawa o SIO
  • Tak MEN odpowiedziało Rzecznikowi, zaniepokojonemu żądaniem resortu w czasie strajku, aby dyrektorzy szkół wpisywali dane o strajkujących nauczycielach do tego centralnego systemu
  • RPO wskazywał, że może to naruszać Konstytucję, nie ma bowiem podstawy prawnej dla przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi resort nie odniósł się jednak do faktu, że z ustawy o SIO nie wynika podstawa odnotowywania, iż przyczyną braku zajęć był udział nauczyciela w strajku

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Wątpliwości RPO

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Rzecznik już w wystąpieniu z 22 lutego 2013 r. do MEN sygnalizował wątpliwości dotyczące przetwarzania zbyt dużej liczby danych osobowych na poziomie centralnym w ramach SIO. Gromadzenie danych osobowych rodzi po stronie administratora danych odpowiedzialność za ich przetwarzanie i za ochronę konstytucyjnych wartości, do jakich należy prywatność i autonomia informacyjna.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych. Z żadnego z tych przepisów nie wynika zaś podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar.

Dlatego poprosił minister edukacji narodowej Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania w ramach SIO danych o udziale nauczycieli w strajku. Jeżeli taka podstawa zostałaby wskazana, zwrócił się o podanie dokładnego i konkretnego celu przetwarzania danych dotyczących nieprowadzenia zajęć przez strajkujących nauczycieli. Chciał także dowiedzieć się, jakie podmioty mają dostęp do tych danych i jak są zabezpieczone.

W odpowiedzi wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć napisał, że komunikat wysłany do dyrektorów szkół i placówek, dotyczący wykazywania przyczyn nieprowadzenia zajęć w Systemie Informacji Oświatowej, miał związek z licznymi pytaniami dyrektorów szkół, którzy zgłaszali problemy natury techniczno-informatycznej związane z systemem.

- Dyrektorom została udzielona pomoc w postaci instrukcji, jak wykazywać przyczyny nieprowadzenia zajęć - dodał Maciej Kopeć. Obowiązkiem ustawowym dyrektora szkoły jest wprowadzanie do SIO m.in. powodów nieprowadzenia zajęć przez nauczyciela np. z powodu urlopu macierzyńskiego, urlopu wychowawczego, urlopu dla poratowania zdrowia, niezdolności do pracy w związku z chorobą. Ponadto, informacje te są istotne dla dyrektorów do prowadzenia prawidłowej organizacji pracy szkoły.

Wiceminister przekazał, że obowiązek odnotowania przyczyn nieprowadzenia zajęć wynika wprost z ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o systemie informacji oświatowej. Zgodnie m.in. z art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h dane dziedzinowe nauczyciela obejmują także przyczyny nieprowadzenia zajęć.

Według rozporządzenia MEN ws. szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej z 11 sierpnia 2017 r., przyczyny nieprowadzania zajęć obejmują:

1) urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;

2) urlop wychowawczy;

3) urlop bezpłatny udzielony na podstawie art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a Karty Nauczyciela;

4) urlop udzielony na podstawie art. 25 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych;

5) zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie art. 31 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych;

6) urlop dla poratowania zdrowia;

7) zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie art. 42 ust. 6 Karty Nauczyciela;

8) zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie art. 85t ust. 1-3 Karty Nauczyciela;

9) urlop udzielony na podstawie art. 68 ust. 1 Karty Nauczyciela;

10) urlop bezpłatny, o którym mowa w art. 174 § 1 Kodeksu pracy;

11) przeniesienie w stan nieczynny;

12) niezdolność do pracy, o której mowa w art. 92 § 1 Kodeksu pracy;

13) zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w art. 32 ust. 1 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa;

14) urlop uzupełniający, o którym mowa w art. 66 ust. 1 Karty Nauczyciela.

(w spisie tym jako przyczyna nieodbycia się zajęć nie figuruje udział nauczyciela w strajku - red.)

- Informacja m. in. o prawidłowym, zgodnym z ww. rozporządzeniem, wykazywaniu przyczyny nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli została wysłana do dyrektorów szkół i placówek w dniu 29 kwietnia br. pocztą elektroniczną – poinformował Maciej Kopeć. 

Zapewnił, że dane gromadzone w Systemie Informacji Oświatowej są wykorzystywane wyłącznie w celach określonych w ustawie o SIO. Zgodnie z nią, są one gromadzone w celu:

1) prowadzenia polityki oświatowej państwa na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym, w tym wspomagania zarządzania oświatą;

2) efektywnego funkcjonowania systemu finansowania zadań oświatowych na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym;

3) analizy efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie zadań oświatowych;

4) nadzorowania i koordynowania wykonywania nadzoru pedagogicznego na terenie kraju oraz podnoszenia jakości edukacji.

Według MEN kwestia bezpieczeństwa zgromadzonych danych jest traktowana priorytetowo. System ma zapewnioną wielowarstwową i zgodną z najwyższymi standardami ochronę danych, w tym m. in.: oprogramowanie raportujące o występujących incydentach i system wczesnego ostrzegania o zagrożeniach. Ponadto infrastruktura informatyczna jest okresowo poddawana testom penetracyjnym przez pracowników CERT Polska.

VII.520.11.2019

Informacja RPO dotycząca rejestru pedofilów

Data: 2019-05-14

W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej informacjami, które mogą wprowadzać w błąd odbiorców, Biuro RPO wyjaśnia. 

Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił swoje wątpliwości dotyczące Rejestru Sprawców na Tle Seksualnym najpierw w trakcie prac nad ustawą, a następnie – już w trakcie jej obowiązywania - w związku z napływającymi do niego skargami od obywateli.

Na mocy ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym od 1 października 2017 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są dostępne dane osobowe, fotografie i miejscowości, w których przebywają osoby skazane za najpoważniejsze przestępstwa popełnione na tle seksualnym, wyliczone w ustawie. Do drugiej części rejestru, gromadzącej również informacje na temat pozostałych sprawców przestępstw popełnionych na tle seksualnym, dostęp mają tylko przedstawiciele określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są zamieszczone dodatkowe dane – w tym numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

W trakcie prac legislacyjnych w Sejmie Rzecznik podnosił zastrzeżenia co do zgodności z Konstytucją tych przepisów ustawy, które dotyczyły publicznego rejestru sprawców przestępstw seksualnych. Rzecznik podkreślał wielokrotnie, że nie można co do zasady negować  potrzeby ustanawiania odpowiednich środków prewencyjnych, ale podejmowane działania nie mogą stać w sprzeczności z Konstytucją czy ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi. W tym przypadku, tworzony system rejestru z dostępem publicznym rodził zasadnicze wątpliwości z punktu widzenia zgodności z prawem do prywatności (w szczególności art. 47 i 51 Konstytucji, w zw. z art. 31 ust. 3) – nie tyle w odniesieniu do sprawcy przestępstw, ale przede wszystkim ewentualnych pokrzywdzonych z kręgu bliskich członków rodziny, jak również w ogóle członków rodziny (w małych społecznościach osoba zostanie błyskawicznie zidentyfikowana).

Z punktu widzenia standardów ochrony danych osobowych za nieprawidłowy Rzecznik uznał zbyt szeroki zakres podmiotów, które mogą korzystać z rejestru z dostępem ograniczonym.

Po wejściu ustawy w życie do BRPO zaczęły napływać skargi zarówno od osób, znajdujących się w rejestrze, jak i od ich ofiar lub bliskich. W przypadku sprawców przestępstw Rzecznik zasadniczo udzielał wyłącznie informacji dotyczących brzmienia przepisów ustawy. Szczególną uwagę Rzecznik przykładał jednak do skarg wpływających od ofiar przestępstw lub ich bliskich.

Jedną ze skarg złożyła matka 16-latki, której dane trafiły do rejestru o ograniczonym dostępie. Stało się to na mocy postanowienia sądu rejonowego, który udzielił dziewczynie upomnienia za czyn z art. 200a  par. 2 Kodeksu karnego. Nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą (nie miał 15 lat), w trakcie której wymieniali smsy o treści seksualnej. Udzielając upomnienia, sąd poinformował, że sprawa nie ma charakteru poważnego, a upomnienie to najłagodniejszy środek wychowawczy, jaki można zastosować wobec osoby nieletniej.

Rzecznik ma poważne wątpliwości wobec umieszczania dzieci w Rejestrze. Narusza to prywatność i mocno ingeruje w psychikę. 8 kwietnia 2019 r. wystąpił w tej sprawie do Prezesa Rady Ministrów. 

Jednocześnie 26 kwietnia 2019 r. sąd uwzględnił wniosek RPO i usunął dane dziewczyny z Rejestru.

Z kolei w lutym 2018 r. RPO wystąpił do Ministra Sprawiedliwości w sprawie zagrożenia tzw. wtórną wiktymizacją na wniosek dwojga dzieci ujawnionego w Rejestrze skazanego mężczyzny. Obawiali się oni powrotu traumy oraz wykluczenia, gdy otoczenie odkryje, kim był ojciec. Oboje byli ofiarami przemocy ze strony ojca (choć nie przestępstw  na tle seksualnym). 

W wielu przypadkach jedynym ratunkiem dla dzieci takich osób może być usunięcie danych z Rejestru. - Niestety, w obecnym kształcie ustawa nie przewiduje żadnych możliwości wystąpienia do sądu o usunięcie danych ojca skarżącego z rejestru i zapewnienia ochrony zarówno jemu, jak i jego rodzeństwu – pisał RPO.  Zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o zmianę prawa, tak by ochronić dzieci – ofiary sprawców ujawnionych w Rejestrze. Wobec braku odpowiedzi ministra, RPO wystąpił w lipcu 2018 r. do premiera – jak dotychczas, również nie odnosi to skutku. 

Według Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego ogólnodostępny rejestr zmniejsza możliwości prowadzenia terapii przestępców seksualnych, ponieważ dla sprawców, których dane zostaną tam umieszczone, nie będzie perspektywy powrotu do społeczeństwa.

RPO: Więźniów trzeba uprzedzać, że na pogrzeb pojadą w kajdankach i pod strażą

Data: 2019-05-06
  • Więzień, który dostaje przepustkę losową na pogrzeb bliskiej osoby, może się tuż przed wyjazdem dowiedzieć, że pojedzie tam nie tylko w konwoju, ale w odzieży więziennej i kajdankach.
  • Dziecko może tak zobaczyć ojca w kościele na I Komunii Św. , a leżąca w szpitalu żona – męża.
  • RPO podpowiada po raz kolejny, że warunki, na jakich więzień dostaje przepustkę losową, powinny być sprecyzowane od razu, w samej decyzji o zgodzie na przepustkę.

Rzecznik występuje w tej sprawie po raz kolejny, bo cały czas dostaje skargi od osadzonych i ich rodzin. Np. uczestnik pogrzebu napisał o upokorzeniu, jakiego doznał, widząc na pogrzebie syna zmarłego w kajdankach. Nietrudno sobie też wyobrazić, jaka może być reakcja dziecka przystępującego do I Komunii Św., gdy życzenia składa mu rodzic w kajdankach, w towarzystwie umundurowanych funkcjonariuszy.

Inny ojciec – za niepłacenie alimentów i odbywający karę pół roku pozbawienia wolności w zakładzie półotwartym i codziennie chodzący stamtąd do pracy – na pogrzeb ojca został dowieziony w kajdankach zespolonych i pod uzbrojoną strażą. Kolejny został dowieziony pod uzbrojoną strażą i w kajdankach do szpitala żony, która poroniła.

Więźniowie w Polsce długo mieli ograniczone prawo do przepustek losowych. Dopiero wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawach przeciwko Polsce, że odmowa przepustki w celu wzięcia udziału w pogrzebie osoby najbliższej narusza art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, sprawiły, że w 2011 r. kodeks karny został znowelizowany: obecnie dyrektor zakładu karnego może udzielić skazanemu zezwolenia na opuszczenie zakładu karnego pod konwojem funkcjonariusza Służby Więziennej, osoby godnej zaufania lub samodzielnie, na czas nieprzekraczający 5 dni, w celu odwiedzenia poważnie chorego członka rodziny, uczestnictwa w pogrzebie członka rodziny oraz w innych wypadkach szczególnie ważnych dla skazanego.

Statystyki pokazują, że zmiana prawa zadziałała dobrze: więźniowie otrzymują przepustki losowe i nie wiążą się z tym negatywne zjawiska. Pozostał jednak do rozwiązania problem, kiedy więzień dowiaduje się, w jakich warunkach odbędzie przepustkę.  Otóż o tym, że na spotkanie rodzinne pojedzie się pojadą nie tylko pod strażą, ale też w kajdankach i odzieży więziennej, osadzeni dowiadują się w chwili wyjazdu. Wielu woli w takiej sytuacji zrezygnować z wyjazdu, a nie mają już możliwości wyjaśnienia bliskim, dlaczego ich nie będzie.

RPO zwracał na to uwagę w pismach z dnia 19 marca oraz 17 lipca 2015 r. Wskazywał, że wystarczyłoby, by dyrektor zakładu karnego już w decyzji o udzieleniu zezwolenia na opuszczenie zakładu karnego wskazywał, na jakich warunkach się to odbędzie i jakie środki bezpieczeństwa będą stosowane..

Służba Więzienna tego stanowiska nie podzieliła. RPO liczy jednak na ponowne przeanalizowanie sytuacji, bo skargi w tej sprawie cały czas płyną do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Służba Więzienna najwyraźniej błędnie zakłada, że osadzeni powinni się domyślać, na jakich zasadach będą mogli pojawić się na pogrzebie.

Poza tym stosowanie szczególnych środków bezpieczeństwa w sytuacji spotkań rodzinnych jest niezwykle stresogenne także dla członków rodziny. Może też narażać ich na stygmatyzację. Zatem warunki, w jakich skazany będzie brał udział w wydarzeniach rodzinnych, są ważne nie tylko dla samego skazanego, ale również dla jego rodziny.

Gdyby osadzony od razu wiedział, jakie są warunki spotkania z bliskimi, mógłby ich zawczasu o tym uprzedzić i przygotować do tego – albo w inny sposób wyrazić swe rodzinne uczucia.

Warto wziąć pod uwagę, że taka zmiana pomogłaby też samej Służbie Więziennej - organizacja konwoju jest skomplikowaną i pracochłonną operacją. Lepiej, żeby praca ta nie szła na marne tylko dlatego, że tuż przed wyjazdem więzień zrozumie, że stanie przed najbliższymi w kajdankach i zrezygnuje z wyjazdu.

IX.517.3125.2018

Dane nastolatki usunięte z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym

Data: 2019-04-30

W dniu 26 kwietnia 2019 r. Sąd Rejonowy w Bochni uwzględnił wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich o uzupełnienie postanowienia z dnia 23 listopada 2019 r. – poprzez rozstrzygnięcie, że dane nastolatki nie zostaną umieszczone w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

W listopadzie 2019 r. Sąd Rejonowy w Bochni udzielił upomnienia szesnastoletniej dziewczynce z uwagi na popełniony przez nią czyn karalny: nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą (nie ukończył on 15 roku życia), w trakcie której wymieniali oni sms-y o treści seksualnej. Działanie dziewczynki zostało zakwalifikowane jako czyn karalny z art. 200 a § 2 kk (złożenie z użyciem sieci telekomunikacyjnej propozycji obcowania płciowego małoletniemu poniżej lat 15), jednak z uwagi na całokształt okoliczności Sąd zdecydował się na orzeczenie wobec nieletniej najlżejszego środka wychowawczego w postaci upomnienia. Jednak dane nieletniego, wobec którego zastosowano środki wychowawcze – nawet najlżejsze – w związku z popełnieniem czynu karalnego o charakterze seksualnym, są ujawniane z urzędu w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym (art. 6 ust. 1 pkt 4 ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym). Dane takie nie są umieszczane w Rejestrze wyłącznie wtedy, gdy sąd tak orzeknie w szczególnie uzasadnionych wypadkach, ze względu na ochronę pokrzywdzonego lub gdy zamieszczenie danych w Rejestrze spowodowałoby niewspółmiernie surowe skutki dla nieletniego sprawcy (art. 9 ust. 3 ustawy).

Zdaniem RPO w sprawnie rozpatrywanej przez Sąd w Bochni miała miejsce taka właśnie sytuacja: umieszczenie danych szesnastoletniej dziewczynki w Rejestrze wywołałoby dla niej ogromne i negatywne konsekwencje życiowe. Zważywszy na to, że dane te pozostają w Rejestrze jeszcze 10 lat od uzyskania przez nieletniego pełnoletności, dziewczynka mogłaby napotkać trudności w  funkcjonowaniu w życiu społecznym, np. w znalezieniu pracy. Zebrany w sprawie materiał dowodowy w żadnym stopniu nie wskazuje na to, iż jest ona groźnym przestępcą seksualnym, który zagraża porządkowi społecznemu, i o którym należy ostrzec lokalną społeczność. Zachowanie nieletniej, które stało się podstawą sprawą sądowej było typowym „błędem młodości”, i nie miało swoich źródeł w zaburzeniach o charterze seksualnym.    

Sąd przychylił się do stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich (i uczestniczącego w postępowaniu Rzecznika Praw Dziecka) i uzupełnił orzeczenie – dane nastolatki zostaną usunięte z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

RPO: MEN nie ma prawa zbierać danych strajkujących nauczycieli

Data: 2019-04-29
  • MEN domagało się w czasie strajku, by dyrektorzy szkół wpisywali do centralnego Systemu Informacji Oświatowej dane o strajkujących nauczycielach.
  • RPO zwraca uwagę, że takie przetwarzanie danych o obywatelach może naruszać Konstytucję.
  • Brak jest bowiem podstawy prawnej dla przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku.

Niepokój Rzecznika Praw Obywatelskich wzbudziły doniesienia o działaniach Ministerstwa Edukacji Narodowej związanych ze strajkiem nauczycieli. Jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN do spraw Systemu Informacji Oświatowej (SIO), że powinien odnotować w SIO informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Rzecznik Praw Obywatelskich już w wystąpieniu z 22 lutego 2013 r. do Ministra Edukacji Narodowej sygnalizował wątpliwości dotyczące przetwarzania zbyt dużej liczby danych osobowych na poziomie centralnym w ramach systemu informacji oświatowej. Gromadzenie danych osobowych rodzi po stronie administratora danych odpowiedzialność za ich przetwarzanie i za ochronę konstytucyjnych wartości, do jakich należy prywatność i autonomia informacyjna jednostki. Odpowiedzialność ta w wypadku organu władzy wykonawczej upoważnionego przez ustawę do wydawania aktów wykonawczych ma podwójny wymiar.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO (art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h i pkt 1a lit. h) oraz odpowiednich przepisów wykonawczych. Z żadnego z tych przepisów nie wynika zaś podstawa prawna do gromadzenia danych, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku.

Rzecznik prosi więc minister edukacji narodowej Annę Zalewską o wyjaśnienia, w tym w szczególności:

  • o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania w ramach SIO danych o udziale nauczycieli w strajku,
  • jeśli taka podstawa zostanie wskazana  - o podanie dokładnego i konkretnego celu przetwarzania danych dotyczących nieprowadzenia zajęć przez strajkujących nauczycieli,
  • o wskazanie, jakie podmioty mają dostęp do tych danych i jakie zabezpieczenia proceduralne i techniczne zostały wprowadzone dla ochrony osób, których dane dotyczą.

VII.520.11.2019

Debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki"

Data: 2019-04-25

W dniu 25 kwietnia 2019 r. na  Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki. Jak wytyczyć linię demarkacyjną?” organizowana przez Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskie

W debacie wzięli udział byli szefowie polskich służb: gen. Marek Bieńkowski (Najwyższa Izba Kontroli, wcześniej m.in. Komendant Główny Policji), gen. Krzysztof Bondaryk (Szef ABW w latach 2008-2013), gen. Janusz Nosek (Szef SKW w latach 2008-2013) oraz Paweł Wojtunik (Szef CBA w latach 2009-2015). Perspektywę obywatelską zaprezentowali Wojciech Klicki (Fundacja Panoptykon), adw. Marcin Mrowicki (Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich) oraz adw. Artur Pietryka (Naczelna Rada Adwokacka). Debatę moderowała Dominika Wielowieyska.

Mec. Marcin Mrowicki poinformował o pięciu wnioskach Rzecznika Praw Obywatelskich składanych do Trybunału Konstytucyjnego w latach 2015-2016 a dotyczących m.in. nowelizacji ustawy o policji, ustawy antyterrorystycznej, nowelizacji kodeksu postępowania karnego (odstąpienie od zasady zakazu korzystania z owoców zatrutego drzewa oraz następczej zgody prokuratora na wykorzystanie materiału z kontroli procesowej). Pomimo wycofania tych wniosków (z uwagi na udział w składzie Trybunału osób, co do których statusu można mieć wątpliwości, a także na proceduralne błędy), problem arbitralnej i niekontrolowanej władzy służb specjalnych w zakresie kontroli procesowej pozostaje aktualny.

Były szef CBA p. Paweł Wojtunik apelował, by składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w sytuacji, gdy obywatel dowiaduje się z prasy o prowadzonej wobec niego inwigilacji.

Pan Wojciech Klicki wskazywał na konieczność informowania osoby inwigilowanej, wobec której ostatecznie nie wytoczono postępowania karnego, o tym, że taka inwigilacja miała miejsce. Należy również stworzyć niezależny organ, który będzie kontrolował służby. Konieczna jest także przejrzystość po stronie służb. Wskazywał, że aktualnie żadna służba nie chce podać liczby bilingów, z których korzystała. Przed 2015 r. praktyką było podawanie takiej informacji.

W ocenie gen. Janusza Noska wolność nie jest dobrem najwyższym – należy ją poświęcać dla bezpieczeństwa obywatela, społeczeństwa, państwa. Nie zgodziła się z tym redaktor Wielowieyska wskazując, że zbyt duża władza służb prowadzi do nadużyć. Zdaniem gen. Noska, kontrola nie jest doskonała. Osoby, które stoją na czele służb bez poczucia praworządności, jeżeli będą chciały wykorzystywać te instrumenty w złej wierze – zawsze będą mogły to zrobić. Czynnik ludzki jest tu szalenie istotny  - ważne by na czele służb stała odpowiednia osoba, o odpowiednich właściwościach osobowościowych i moralnych.

Mec. Artur Pietryka zaznaczył, że linia demarkacyjna między uprawnieniami służb a prawami obywateli przebiega w każdej sali sądowej. Wskazywał na bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego w tym zakresie. Redaktor Dominika Wielowieyska wskazała jednak na to, że wiele spraw nie dociera do sądów. Może zdarzyć się tak, że przeciek z kontroli procesowej dostanie się do mediów tuż przed wyborami, który może mieć skutki polityczne i społeczne -  niszczy człowieka, nie pozwalając mu na odkręcenie sprawy.

Gen. Bieńkowski wskazywał na wyniki kontroli NIKu z 2005 r., z których wynikało, że nadzór nad służbami specjalnymi premiera był iluzoryczny. Konieczny jest taki organ niezależny, który po zakończeniu postępowania służb powinien je ocenić, przy zachowaniu jednak dyskretności (ochrona źródeł i funkcjonariuszy). Problem polega na tym, że nie ma realnej debaty na ten temat w Polsce, a powinna była się odbyć wiele lat temu.

Mec. Marcin Mrowicki wskazał, że przy mówieniu o granicach wolności należy mieć na względzie art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, zgodnie z którym ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Zgodził się, że należy wprowadzić niezależny organ dokonujący kontroli działania służb, szczególnie w zakresie wykonywanych działań operacyjno-rozpoznawczych (w tym kontroli procesowej). Zwrócił uwagę na standardy strasburskie wynikające choćby z takich wyroków jak Sacharow przeciwko Rosji czy Karabeyoglu przeciwko Turcji. Podkreślił, że do tej pory nie zostały uwzględnione wnioski wynikające z opinii Komisji weneckiej, które mogłyby przywrócić zgodność działania służb ze standardami europejskimi. Przypomniał, że chodzi tu m.in. o:

  1. Wzmocnienie zasady proporcjonalności przy dokonywaniu oceny kontroli procesowej zgodnie z art. 19 ustawy o policji oraz wprowadzenie tego testu do pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych zgodnie z art. 20c ustawy o policji – chodzi o to, by kontrola procesowa była przeprowadzana w najpoważniejszych przypadkach, w szczególności ma to znaczenie w „przypadkach niecierpiących zwłoki” (art. 19 ust. 3 ustawy o policji);
  2. Zakazanie kontroli komunikacji, co do których z góry wiadomo, że są objęte tajemnicą adwokacką i radcowską
  3. Ograniczenie czasu trwania pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych; wymaganie prowadzenia rejestru przez policję, który umożliwiałby skuteczną kontrolę ex post przeprowadzanych kontroli, w szczególności w drodze „bezpośredniego dostępu”
  4. Uzupełnienie systemu uprzedniej zgody sądu na kontrolę procesową gwarancjami procesowymi („adwokat prywatności”, mechanizm skargowy, system następczego automatycznego wglądu w takie operacje przez niezależny organ, etc.)
  5. Zapewnienie, w celu poszanowania gromadzenia danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych, skutecznego mechanizmu wglądu w pobierane dane przez niezależny organ, który miałby odpowiednią władzę do przeprowadzania dochodzenia i wydawania opinii, a także stosowania odpowiednich środków prawnych.

Czy numery PESEL pracowników sądów są należycie chronione?

Data: 2019-04-18
  • Coraz szersze zastosowanie podpisu elektronicznego i związane z tym ujawnianie numeru PESEL pracowników sądów może naruszać ich prywatność
  • Rzecznik Praw Obywatelskich na podstawie skarg, które do niego napływają, zwrócił się w tej sprawie do Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Początkowo Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w Ministerstwie Cyfryzacji, ale dostał odpowiedź, że wymogi, które mogą skutkować naruszeniem prawa do prywatności, wynikają z rozwiązań technicznych umocowanych w prawie europejskim.

Odpowiedź ta nie usunęła jednak wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich co do potencjalnych naruszeń prawa do prywatności pracowników sądów, którzy mają obowiązek podpisywać dokumenty podpisem elektronicznym. Numer PESEL dostępny jest za pośrednictwem certyfikatu dla podpisu elektronicznego. Należy pamiętać, że znajomość numerów identyfikacyjnych (PESEL, nr dowodu osobistego) może ułatwić nieautoryzowany dostęp np. do usług bankowości internetowej pracownika sądu. Identyfikatory te są również wykorzystywane np. do potwierdzenia tożsamości przy zawieraniu umów drogą telefoniczną. Co więcej, korzystanie z uniwersalnych identyfikatorów umożliwia również tworzenie profili osobowościowych, które mogą stanowić ingerencję
w prywatność.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, przyjęte rozwiązanie może nie być zgodne z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP, który stanowi, że władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Podobne wątpliwości należy odnieść również do realizacji ujętej w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) zasady minimalizacji danych.          

Wobec braku rozwiązania tego problemu RPO zwrócił się o zajęcie stanowiska do prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

VII.501.24.2019

 

NSA wyda uchwałę 7 sędziów w sprawie transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka rodziców tej samej płci

Data: 2019-04-17

17 kwietnia 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny rozpoznawał kolejną sprawę dotyczącą transkrypcji (przepisania do polskich ksiąg stanu cywilnego) zagranicznego aktu urodzenia dziecka będącego obywatelem Polski, w którym to akcie jako rodziców wskazano dwie kobiety. NSA postanowił odroczyć merytoryczne rozpoznanie sprawy i przedstawić to zagadnienie prawne składowi siedmiu sędziów, jako budzące poważne wątpliwości.  

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania przed NSA, popierając skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, którą wniosła matka dziecka.

W opinii RPO ponieważ transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia małoletniego obywatela Polski jest warunkiem koniecznym uzyskania przez niego polskiego dokumentu tożsamości i numeru PESEL, ma ona charakter obligatoryjny. Wynika to nie tylko z przepisów ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego, ale też z obowiązku kierowania się w takich sprawa przede wszystkim dobrem dziecka i koniecznością ochrony jego prawa do obywatelstwa i wynikających z niego prawa do tożsamości, poszanowania życia rodzinnego i relacji z obojgiem rodziców. W najlepszym interesie dziecka jest więc dokonanie transkrypcji jego zagranicznego aktu urodzenia do polskiego rejestru stanu cywilnego. Na takim stanowisku stanął też wcześniej Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 10 października 2018 r. (sygn. akt II OSK 2552/16), wydanym w sprawie o analogicznym stanie faktycznym, do której również przystąpił RPO.

Tym razem, postanowieniem wydanym 17 kwietnia 2019 r., skład orzekający sformułował zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia przez skład siedmiu sędziów NSA, zadając pytanie: „Czy przepis art. 104 ust. 5 ustawy - Prawo o aktach stanu cywilnego z związku z art. 7 ustawy - Prawo prywatne międzynarodowe dopuszcza transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodziców wskazano osoby tej samej płci?”. W uzasadnieniu ustnym postanowienia NSA wskazał na rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych w sprawach dotyczących transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodzice wskazane są osoby tej samej płci oraz na poważne wątpliwości prawne, które zagadnienie to rodzi w tej konkretnej sprawie. Z tego względu, w opinii składu orzekającego, jedynie uchwała siedmiu sędziów może ostatecznie wyjaśnić, czy na gruncie obecnie obowiązującego w Polsce prawa transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodziców wskazano osoby tej samej płci jest dopuszczalna, czy też można jej odmówić ze względu na konieczność ochrony porządku publicznego.

Uchwała wydana w składzie siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego będzie bezwzględnie wiążąca w tej sprawie, a także, zgodnie z dominującym poglądem doktryny, będzie musiała być respektowana we wszystkim podobnych sprawach rozpatrywanych w przyszłości. W praktyce oznacza to więc, że wydając uchwałę, NSA ostatecznie rozwieje wątpliwości prawne co do możliwości transkrybowania zagranicznych aktów urodzenia, w których jako rodziców wskazano osoby tej samej płci.

Postanowienie o przedstawieniu zagadnienia prawnego składowi siedmiu sędziów jest niezaskarżalne, a termin, w którym sprawa będzie rozpatrywana, nie jest jeszcze znany

XI.534.3.2016

RPO: prawa osob internowanych w szpitalach psychiatrycznych musi określać ustawa

Data: 2019-04-16
  • Osoby, które trafiły do szpitali psychiatrycznych, bo wobec niepoczytalności nie mogły odpowiadać karnie za swe czyny, mają zróżnicowane prawa w zależności od szpitala
  • Powodem jest luka prawna, wobec czego dyrektorzy poszczególnych szpitali określają prawa tych osób w regulaminach wewnętrznych
  • Jest to niezgodne z Konstytucją, która wymaga aby ograniczenia wolności i praw były zapisane w ustawie - wskazuje RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o znowelizowanie Kodeksu karnego wykonawczego. Zgodnie z wymogami Konstytucji to przepisy rangi ustawy mają określać prawa, ich ograniczenia oraz obowiązki osób, wobec których orzeczono środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Sąd stosuje taki środek – zazwyczaj bezterminowo - wobec sprawcy czynu karalnego, który nie podlega odpowiedzialności karnej z powodu niepoczytalności.  

Przymusowy pobyt w zakładzie psychiatrycznym ma charakter leczniczo-izolacyjny. Ogranicza on jedno z podstawowych praw człowieka - prawo do wolności osobistej. Dlatego prawa  takich internowanych osób powinny zostać precyzyjnie określone w myśl art. 31 ust. 3 Konstytucji. Zgodnie z nim ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Tymczasem prawa osób, wobec których sąd zastosował ten środek zabezpieczający, są ograniczane na mocy wewnętrznych regulaminów poszczególnych szpitali psychiatrycznych. Jest to efektem luk prawnych w Kodeksie karnym wykonawczym.

Wobec zakładów psychiatrycznych o podstawowym zabezpieczeniu przepisy Kkw odnoszą się jedynie do możliwości zezwolenia na czasowy pobyt internowanych poza zakładem pod opieką członka rodziny. W przypadku zakładów o wzmocnionym i maksymalnym poziomie zabezpieczenia, Kkw stanowi o kontroli przedmiotów posiadanych przez sprawców oraz pomieszczeń, w których  przebywają. Ponadto  kontakty internowanego z odwiedzającymi mogą odbywać się tylko za zgodą kierowników zakładów. Mogą oni odmówić zgody, gdy zwiększa to ryzyko zachowań niebezpiecznych.

Zakres regulacji Kkw określających prawa bądź podstawy ich ograniczenia osób internowanych jest zatem bardzo wąski. Braków tych nie naprawiają przepisy rozporządzenia Ministra Zdrowia.

W związku z tym dyrektorzy zakładów psychiatrycznych  określają zasady życia internowanych w regulaminach wewnętrznych, co w przypadku ograniczania praw określonych w Konstytucji narusza jej art. 31 ust. 3. Jako podstawę tych regulaminów, wobec braku innej delegacji ustawowej, wskazują art. 23 ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej. Zgodnie z nim sprawy dotyczące sposobu i warunkówów udzielania świadczeń zdrowotnych przez podmiot wykonujący działalność leczniczą, nieuregulowane w ustawie lub statucie, określa regulamin organizacyjny ustalony przez kierownika.

W ocenie Rzecznika taka podstawa prawna określenia zasad życia w zakładzie psychiatrycznym jest niedopuszczalna. Prowadzi także do sytuacji, że osoby internowane dysponują różnymi prawami i obowiązkami, w zależności od indywidualnego podejścia kierowników zakładów psychiatrycznych.

Przykładem jest regulamin zakładu psychiatrycznego o wzmocnionym zabezpieczeniu, który uniemożliwia internowanym wysyłanie pieniędzy z kont depozytowych osobom niebędącym najbliższymi członkami ich rodziny. To ewidentne naruszenie art. 64 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności - podkreśla RPO.

W regulaminach innych szpitali zawarto takie zapisy, które ingerują w konstytucyjne wolności i prawa, jak:

  • „pacjent poddawany jest przez personel tej samej płci  czynnościom kontrolnym”,
  • „w uzasadnionym przypadku, w pomieszczeniach odwiedzin może przebywać także pracownik Oddziału”,
  • „po zakończeniu odwiedzin pacjent poddawany jest kontroli przez personel Oddziału”,
  • „kontakt pacjenta z osobami z zewnątrz odbywa się w wyznaczonym pokoju odwiedzin w obecności pracownika ochrony, nie dłużej niż do godziny 17.30”,
  • „kontakt telefoniczny z innymi osobami może odbyć się do godziny 22.00”,
  • „pacjent ma obowiązek poddania się rewizji osobistej w przypadku podejrzenia o posiadanie przedmiotów zakazanych”.

W ocenie RPO pilnego uregulowania w przepisach rangi ustawowej wymagają zatem kwestie związane z: monitoringiem wizyjnym, kontrolami rzeczy i kontroli osobistej, kontrolą korespondencji i zawartości korespondencji, widzeniami na terenie i poza terenem zakładu, badaniami na zawartość substancji psychoaktywnych i alkoholu, korzystania z aparatu telefonicznego i Internetu, posiadania sprzętu audiowizualnego, kontroli zawartości paczek, korzystania z odzieży, dokonywania zakupów, poddania się koniecznym zabiegom higienicznym i posiadania przedmiotów niebezpiecznych.

IX.517.961.2018

MEN aprobuje homofobiczną wypowiedź małopolskiej kurator oświaty

Data: 2019-04-12
  • Małopolska kurator oświaty Barbary Nowak uważa, że działalność na rzecz praw osób LGBT jest „propagowaniem pedofilii”
  • Ta homofobiczna wypowiedź naruszała godność osób nieheteronormatywnych; spełniała też przesłanki mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną
  • Adam Bodnar wystąpił do minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej o stanowisko i zastosowanie środków dyscyplinarnych wobec kurator
  • Minister nie widzi podstaw do stwierdzenia zaniedbania lub nienależytego wykonywania zadań ustawowych przez Małopolskiego Kuratora Oświaty - głosi odpowiedź MEN

Rzecznik Praw Obywatelskich wyraził sprzeciw wobec słów Małopolskiej Kurator Oświaty Barbary Nowak, która 20 lutego 2019 r. opublikowała na Twitterze wypowiedź jednoznacznie określającą działalność na rzecz praw osób nieheteronormatywnych (LGBT) jako „propagowanie pedofilii”. Komentując w przyjęcie przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+” 2, pytała też: „Dlaczego godzicie się na krzywdzenie własnych dzieci?”. Sugerowała tym samym, że przeciwdziałanie dyskryminacji osób LGBT jest działaniem krzywdzącym dla społeczeństwa.

Pismo RPO do minister Anny Zalewskiej

- Powyższa wypowiedź ma w mojej opinii wymiar homofobiczny, a użyte przez panią kurator porównania i sugestie są obraźliwe i wymierzone w godność osób LGBT - napisał RPO do minister Anny Zalewskiej 11 marca 2019 r. Uznał, że istnieją przesłanki by ocenić tę wypowiedź jako przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną.

Stanowiąc w każdym przypadku niedopuszczalne naruszenie praw człowieka, a używana w debacie publicznej, może ona prowadzić do szczególnie niebezpiecznych konsekwencji. Brutalizacja języka, a także tendencja do porzucenia dialogu na rzecz radykalnych opinii opartych na stereotypach, mogą wywoływać i potęgować u odbiorców uczucie wrogości i nienawiści wobec określonych grup mniejszościowych. Szerzone w ten sposób uprzedzenia stanowią  realne zagrożenie dla fundamentów demokracji i wymagają stanowczej reakcji.

RPO nie ma wątpliwości, że język debaty publicznej ma niebagatelny wpływ na kształtowanie norm społecznych, wyznaczanie wzorców zachowań i budowanie społecznej świadomości. Dlatego osoby pełniące funkcje publiczne mają w tym zakresie szczególne powinności - powinny włączać, a nie wykluczać - jednoczyć, a nie dzielić.

W piśmie do MEN Adam Bodnar podkreślał, że zakaz dyskryminacji obywateli m.in. ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, dotyczy także ujawniania osobistych poglądów w sferze publicznej, do której należy internet. Osoby pełniące wysokie funkcje w organach administracji, w tym kuratorzy oświaty, powinni w sposób rozważny korzystać z prawa do wolności wypowiedzi, pamiętając że prawo to nie ma charakteru absolutnego.

Stanowisko to znajduje oparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Strasburgu. Wskazał on m.in., że wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne mogą w sposób nadmierny kolidować z wykonywaniem innych praw zagwarantowanych Europejską Konwencją Praw Człowieka. Korzystając zatem z wolności słowa, osoby te powinny wykazywać się powściągliwością, świadome tego, że ich wypowiedzi mogą zostać uznane przez podległych im urzędników państwowych jako drogowskazy kierunków działania.

W świetle stanowiska ETPCz, kuratorzy powinni reprezentować wartości stanowiące fundament demokratycznego społeczeństwa. Polska polityka oświatowa i zawarte w niej cele kształcenia kładą szczególny nacisk na kształtowanie wśród uczniów postaw otwartości i tolerancji, a także na budowanie szacunku dla ludzkiej godności. Dlatego w ocenie Rzecznika kuratorzy oświaty są zobowiązani przeciwdziałać dyskryminacji i dawać przykład działania na rzecz praw człowieka.

Rzecznik przypomniał, że uczniowie LGBT są w polskich szkołach szczególnie narażeni na dyskryminację i przemoc motywowaną uprzedzeniami, a jednym z podstawowych zadań kuratorów oświaty jest zapewnienie, aby polskie placówki edukacyjne były wolne od homofobii i transfobii.

RPO zwrócił się do minister Anny Zalewskiej o zajęcie stanowiska i zastosowanie przewidzianych prawem środków dyscyplinarnych wobec Barbary Nowak.

Odpowiedź MEN

- Minister Edukacji Narodowej nie znajduje podstaw do stwierdzenia zaniedbania lub nienależytego wykonywania zadań ustawowych przez Małopolskiego Kuratora Oświaty - napisał 8 kwietnia w odpowiedzi RPO wiceminister edukacji Maciej Kopeć.

Tę konkluzję pisma poprzedziło przytoczenie na dwóch jego stronach zadań i kompetencji kuratorów oświaty, których działalność nadzoruje minister właściwy do sprawy oświaty i wychowania.

Pismo Macieja Kopcia nie zawiera żadnego odniesienia do słów Barbary Nowak.

XI.505.2.2019

Spotkanie regionalne w Zambrowie: o rodzinie z perspektywy ojców oraz opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami

Data: 2019-04-09

W Miejskim Ośrodku Kultury w Zambrowie z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem spotkało się po południu 15 osób. Bardzo dużo rozmawialiśmy o prawach ojców i pomocy dzieciom z niepełnosprawnościami, bo na spotkanie przyszli prawdziwi eksperci w tych sprawach.

- Praca RPO polega na interweniowaniu w pojedynczych sprawach i wysupływania z nich tego, co da się rozwiązać systemowo – tak, by nikogo więcej podobny problem nie spotkał. Nie może załatwić wszystkiego, ale to co robimy, wpływa na poprawę prawa, które nas wszystkich  dotyczy - wyjaśnił Adam Bodnar.

– Mandat Rzecznika określa Konstytucja. Rzecznik patrzy na prawa obywateli przez jej pryzmat – widzi, jak bardzo nie są respektowane jej wskazania w wielu dziedzinach. Każdy może to sprawić na stronie Rzecznika www.rpo.gov.pl/konstytucja klikając na poszczególne artykuły Konstytucji – tam widać, ile problemów na podstawie zgłoszeń od ludzi wypunktował RPO.

Prawa osób z niepełnosprawnościami

Koszty dowozu do WTZ

- Przyjechałem z pomysłem na zmianę prawa. Działam w stowarzyszeniu, które zajmuje się osobami z niepełnosprawnościami i na terenie podlaskiego prowadzi sześć placówek

Większość naszych warsztatów terapii zajęciowej (WTZ) jest w małych miejscowościach, a tam uczestników zajęć trzeba dowozić.

Taki bus wyjeżdża o szóstej rano, jedzie po różnych miejscowościach zbierając uczestników zajęć. A po siedmiu godzinach zajęć ich rozwozi. Jeśli więc warsztat ma np. 55 uczestników, to mamy cztery 19-osobowe busy. Być może lepsze byłyby mniejsze, bo dojazd trwałby szybciej -ale to by nas zrujnowało. I tak 40 proc. kosztów działania WTZ zabiera nam transport.

-> Czy zatem nie dałoby się tak zmienić zasad dofinansowania, by te wiejskie warsztaty miały więcej środków, które mogą przeznaczyć na transport?  Albo może można zmienić zasady dofinansowania samochodów dla WTZ?

RPO: Tak, to jest zadanie dla nas, by przedstawić ten problem w wystąpieniu generalnym [to jest forma działania RPO, która polega na przedstawieniu władzom generalnego problemu z rozbudowaną argumentacją prawną – by ułatwić podjęcie działań].

Koszty remontu ośrodka rewalidacyjno-wychowawczego

Ośrodki takie oferują dzieciom  z upośledzeniem umysłowym w oraz ze sprzężeniami zajęcia edukacyjno-terapeutyczne, rewalidacyjno-wychowawczych oraz specjalistyczne. Takie ośrodki trzeba remontować, ale ani samorząd ani rząd nie widzi powodu na wparcie takich prac budowlanych. Takie kwestie rządowy program Za Życiem pomija.

RPO: Warto sprawdzić, czy nie zechciałoby tego wesprzeć Ministerstwo Sprawiedliwości w ramach Funduszu Sprawiedliwości. Warto też szukać wsparcia na samą działalność z Funduszy Norweskich. Zostaną uruchomione do końca roku.

Rekomenduję też gorąco korzystanie z znakomitych pomysłów społeczności lokalnych. Dwa miasta w Polsce są naszym zdaniem liderami w organizowaniu pomocy dla osób z niepełnosprawnością umysłową: Wieruszów i Jarosław.

Prawa ojców

Jeden z uczestników spotkania reprezentuje ojców. Sam, jak mówi, swoje sprawy ułożył, ale chce pomóc kolegom w sprawach rozwodowych i o kontakty z dziećmi po rozwodach.

  • Osoby zaufania, czyli ojcowie, którzy wspierają w sprawach sądowych innych ojców, nie są wpuszczani do sądów. Problem dotyczy zwłaszcza Łomży.
  • Nie ma dostępu do wyników pracy opiniodawczych zespołów specjalistów sądowych (OZSS).  Ich zadaniem jest sporządzanie, na zlecenie sądu lub prokuratora, opinii w sprawach rodzinnych i opiekuńczych oraz w sprawach nieletnich. Zazwyczaj opinie te są na niekorzyść ojców. Rozprawy nie są nagrywane i nie sposób ustalić, co naprawdę zaszło w czasie badania.
  • Opieka naprzemienna jest w Polsce zwalczana argumentem, że się nie da, bo jeśli ojciec mieszka w Szczecinie a matka w Warszawie, to dziecko nie może co chwila zmieniać mieszkania. Ale większość rodziców mieszka w jednej miejscowości i to się da wprowadzić
  • Tabele alimentacyjne. Muszą być sprawiedliwe metody ustalania wysokości alimentów. Bo mogą one ojca zrujnować – a tabela alimentacyjna nie pozwala zarabiać na sporze rodziców, bo ogranicza roszczenia.
  • Bardzo potrzebne jest nagrywanie rozpraw rozwodowych i w sprawach o kontakty z dziećmi.
  • Brakuje kar za utrudnianie kontaktów z dziećmi.

RPO:  Mieliśmy ostatnio w Biurze dwa poważne spotkania ze środowiskiem ojców – i o OZSS-ach, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że zawód psychologa nie jest uregulowany.

Także projekt tabel alimentacyjnych jest zaawansowany – zakłada wprowadzenie alimentów natychmiastowych ustalanych automatycznie, bez sądowego sporu.

Dużym problemem jest zachowanie sądów rodzinnych i wyraźne faworyzowanie matek. Ale rzeczywiście warto zająć się problemem niewykonywania postanowień sądów w zakresie kontaktów z dzieckiem (np. w ramach art. 244 KK)

Jak wygląda działanie organizacji ojcowskich?

- To nie jest takie proste. Bo jak człowiek goni między sądem a koniecznością zarobienia na alimenty, to nie ma czasu na działalność społeczną. Coraz częściej dociera do nas, jak ryzykowną rzeczą jest formalne małżeństwo w małych społecznościach, gdzie wyroki zapadają przy grillu czy jajeczku. Lepiej jednak się nie żenić, dbać o dzieci. Albo od razu wykształcić się na adwokata. - podsumował uczestnik spotkania.

Dlaczego rodzice karmiący sztucznym pokarmem nie mają prawa do przerw w pracy? RPO proponuje zmiany

Data: 2019-04-04
  • Dlaczego nie uznać czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym?
  • Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem
  • Rzecznik zwrócił się do minister rodziny, aby w porozumieniu z MSWiA rozważyła wprowadzenie odpowiednich zmian

Co mówi obecnie kodeks pracy?

Zgodnie z kodeksem pracy:

  • pracownica (kobieta) karmiąca dziecko piersią ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w pracy wliczanych do czasu pracy;
  • pracownica karmiąca więcej niż jedno dziecko ma prawo do dwóch przerw w pracy, po 45 minut każda;
  • pracownicy zatrudnionej przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie przerwy na karmienie nie przysługują;
  • jeżeli czas pracy pracownicy nie przekracza 6 godzin dziennie, przysługuje jej jedna przerwa na karmienie;
  • przerwy na karmienie mogą być na wniosek pracownicy udzielane łącznie.

Kodeks pracy nie uzależnia prawa do korzystania z przerwy na karmienie od wieku dziecka i nie wymaga przedłożenia pracodawcy stosownego zaświadczenia lekarskiego (tak jak ma to miejsce w przypadku pracownic w ciąży – art. 185 Kodeks pracy).

Jak wygląda praktyka?

W praktyce przerwy na karmienie udzielane są często na wniosek pracownicy, na podstawie jej oświadczenia, że karmi dziecko piersią. W piśmiennictwie istnieje pogląd, zgodnie z którym pracodawca mający wątpliwości co tego, czy pracownica faktycznie karmi dziecko pokarmem własnym, może zażądać przedstawienia stosownego zaświadczenia lekarskiego. Pogląd ten wywołuje jednak w praktyce znaczne kontrowersje. Niektórzy przełożeni z uwagi na brak regulacji ustawowych próbują również we własnym zakresie określać maksymalny okres karmienia, w którym honorowane jest oświadczenie pracownicy (np. 1 rok). Po jego upływie oczekują od nich zaświadczeń lekarskich potwierdzających fakt karmienia piersią, a żądanie takie ponawiane jest co miesiąc.

Jakie są rozwiązania w innych krajach?

Przedstawione praktyki wywołały wątpliwości RPO, czy obowiązujące w Polsce przepisy w sposób właściwy chronią matki karmiące przed dyskryminacją ze względu na płeć. Rzecznik zwrócił się w ramach sieci EQUINET (European Network of Equality Bodies) do europejskich organów ds. równości z prośbą o przybliżenie rozwiązań prawnych co do prawa do przerw na karmienie w innych krajach UE.

  • Niemcy

Prawa związane z macierzyństwem odnoszą się tylko do kobiet zatrudnionych (także w niepełnym wymiarze czasu pracy). Kobiety karmiące piersią nie mogą wykonywać pracy, która mogłaby mieć negatywny wpływ na jej zdrowie i zdrowie dziecka. W prawie federalnym nie jest wskazane, jak długo można karmić piersią w czasie pracy, ale w orzecznictwie wskazuje się na termin 24 miesięcy od urodzenia dziecka. Przerwy na karmienie muszą być zapewnione przez pracodawcę na wniosek matki. Są to dwie 30-minutowe przerwy albo jedna godzinna. Jeżeli kobieta pracuje dłużej niż 8 godzin, przysługują jej dwie 45-minutowe przerwy lub jedna 90-minutowa. Jeżeli pracodawca wymaga zaświadczenia lekarskiego, ponosi jego koszt. Gdy ojciec zajmuje się dzieckiem, nie zmienia to sytuacji - matce także przysługują przerwy na karmienie.

  • Irlandia

Kobiecie karmiącej piersią przysługuje godzina przerwy w pracy. Można z niej skorzystać w całości i skrócić dzień pracy do 7 gdozin albo podzielić na dwie 30-minutowe przerwy, trzy 20-minutowe albo w porozumieniu z pracodawcą w inny sposób. Prawo to przysługuje matkom tylko do ukończenia przez dziecko 6. miesiąca życia. Termin ten wynika z definicji pracownika-kobiety karmiącej. Jeżeli kobieta skorzysta z urlopu macierzyńskiego i dodatkowego macierzyńskiego po powrocie do pracy przysługuje jej przerwa na karmienie jeszcze tylko przez 1 lub 2 tygodnie w zależności od wieku dziecka.Pracodawca musi dodatkowo ocenić ryzyko możliwości wystąpienia czynników szkodliwych dla zdrowia kobiet ciężarnych i karmiących piersią. Jeżeli takie ryzyko wystąpi zobowiązany jest przenieść taką kobietę na inne stanowisko pracy.

  • Wielka Brytania

Takiej samej oceny ryzyka jak w Irlandii musi dokonać także pracodawca w Wielkiej Brytanii.  Nie ma jednak przepisów zapewniających określoną przerwę na karmienie dla matek-pracowników. Pracodawca ma obowiązek jedynie zapewnić odpowiednie miejsce do odpoczynku dla kobiet karmiących piersią, gdzie mogą też karmić i przechowywać mleko w odpowiednich warunkach.

  • Czechy

Kobiecie karmiącej piersią przysługuje przerwa na karmienie. Są to dwie 30-minutowe przerwy na każde dziecko do ukończenia pierwszego roku, a potem jeszcze jedna 30-minutowa przez kolejne 3 miesiące. Nie ma obowiązku dostarczenia zaświadczenia lekarskiego.

  • Hiszpania

Sprawą prawa do przerw na karmienie piersią w Hiszpanii zajmował się Trybunał Sprawiedliwości UE (wyrok z 30 września 2010 r. w sprawie C-104/09, Pedro Manuel Roca Alvarez v Sesa Start Espana ETT SA). Hiszpański sąd krajowy wskazał, że przerwa przewidziana w art.37 ust.4 kodeksu pracy została ustanowiona początkowo w 1900 r. dla ułatwienia karmienia piersią przez matkę. Ewolucja uregulowania oderwała ją od tego celu, ponieważ przepis ten przestał odnosić się do karmienia piersią. Ponadto orzecznictwo od wielu lat dopuszcza korzystanie z tej przerwy w przypadku karmienia sztucznego. Sąd ten podniósł, że przerwa ta została oderwana od biologicznego faktu, jakim jest karmienie piersią i od tamtego czasu jest uznawana za czas uwagi poświęcanej dziecku i środek pojednawczy pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym po wygaśnięciu urlopu macierzyńskiego. Jak wynika z wyroku TSUE, przerwa taka przysługuje zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie.

Jakie są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)?

WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia 6. miesiąca życia oraz kontynuację karmienia piersią przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów uzupełniających do ukończenia 2. roku życia bądź dłużej.

Propozycje zmian

W ocenie Rzecznika obecne przepisy mogą powodować dyskryminujące zachowania pracodawców. Praktyka żądania przedstawiania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią może przyczyniać się do rezygnacji kobiet z przysługującego im uprawnienia lub w ogóle z karmienia piersią. W sytuacji, kiedy kobiety same muszą pokrywać koszt uzyskania takiego zaświadczenia czynnik ekonomiczny może przeważyć nad czynnikiem zdrowotnym i rozwojowym dziecka. Rozwiązaniem pozwalającym na ograniczenie takiej praktyki mogłoby być wprowadzenie po stronie pracodawcy obowiązku odpłatności za takie zaświadczenie.

Na rynku pracy są również kobiety, które utraciły pokarm oraz rodzice, którzy przysposobili niemowlę. Dlatego zdaniem RPO warto rozważyć uznanie czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym (takie rozwiązanie funkcjonuje w Hiszpanii). Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem.

Jak zaznaczył Rzecznik, wprowadzenie takich rozwiązań wymagałoby jednocześnie ustalenia maksymalnego okresu możliwości korzystania z prawa do przerw na karmienie.

WZF.7043.25.2015

RPO przeciw ograniczeniu in vitro tylko do małżeństw. Takiej m.in. zmiany chce grupa posłów

Data: 2019-04-02
  • Propozycja ograniczenia metody zapłodnienia in vitro wyłącznie do małżeństw budzi wątpliwości RPO
  • Konstytucyjna zasada ochrony małżeństwa nie może bowiem oznaczać zakazu tej metody dla związków niesformalizowanych 
  • Rzecznik jest też przeciw zakazowi zamrażania zarodków, możliwości zapładniania tylko jednej komorki rozrodczej oraz karalności surogacji
  • To opinia Rzecznika Praw Obywatelskich o poselskim projekcie nowelizacji prawa co do in vitro, przedstawiona Marszałkowi Sejmu

Chodzi o złożony 6 listopada 2018 r. do Sejmu przez grupę posłów PiS, Kukiz'15 oraz niezrzeszonych projekt nowelizacji kilku ustaw w związku z ochroną zdrowia i życia dzieci poczętych metodą in vitro. Zakłada on m.in. ograniczenie tej metody tylko do małżeństw i nadanie embrionom statusu osoby ludzkiej. Ponadto wprowadza zakazy zamrażania zarodków, anonimowego dawstwa komórek rozrodczych oraz surogacji, która byłaby karalna. Według autorów projektu obecne przepisy nie chronią wystarczająco godności i praw dziecka poczętego tą metodą. Opracowanie projektu wspierał Instytut Ordo Iuris.

- Proponowana regulacja dotyczy zagadnień, co do których brak jest powszechnego konsensusu - napisał Adam Bodnar w opinii. A projekt znacznie ogranicza dostęp do tych świadczeń zdrowotnych. Wymusiłby on również zmian w lokalnych programach finansowania procedury in vitro. Dlatego za bardzo ważne Rzecznik uznaje poprzedzenie ewentualnych zmian szeroką debatą publiczną i konsultacjami społecznymi.

Od wejścia w życie ustawy z 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności Rzecznik uważnie monitoruje efektywność jej wykonania, w tym zapewnienie równego dostępu do in vitro, co jest możliwe m.in. dzięki zagwarantowaniu publicznego jej finansowania bądź współfinansowania.

Niektóre postanowienia projektu budzą wątpliwości RPO w perspektywie poszanowania podstawowych praw i wolności człowieka.

Ograniczenie możliwości pozaustrojowego zapłodnienia tylko do par małżeńskich 

Według projektodawców, obecne przepisy, które umożliwiają tę procedurę zarówno małżeństwom, jak i osobom pozostającym we wspólnym pożyciu, są sprzeczne z konstytucyjną zasadą ochrony dobra dziecka i ochrony małżeństwa. 

Rzecznik nie zgadza się, że takie ograniczenie może być uzasadnione zapisami Konstytucji. Zarówno bowiem jej art. 18 jaki i 72 nie mogą być postrzegane jako wykluczające dostęp do tej metody dla osób pozostających w konkubinacie.

Wątpliwości rodzi też  konieczność ochrony dobra dziecka, m.in. poprzez zapewnienie mu możliwości wychowania się w „pełnej” (jak piszą projektodawcy) rodzinie. - Ustrojodawca nie zawęża interpretacji pojęcia rodzina jedynie do rodzin zakładanych przez małżeństwa, a konstytucyjna ochrona rozciąga się także na rodziny zakładane przez osoby pozostające w innych związkach – podkreśla Rzecznik.  

Prawo nie różnicuje też pozycji dzieci w zależności od charakteru prawnego związku ich rodziców. Dobro i ochrona dziecka w świetle standardów konstytucyjnych winna być realizowana bez względu, czy dziecko pochodzi z małżeństwa czy też nie. Wpływu na ochronę tych wartości nie powinny mieć wybory życiowe rodziców, którzy z różnych przyczyn, mogą nie być zainteresowani sformalizowaniem związku. Odmienna interpretacja byłaby sprzeczna z zasadą niedyskryminacji.

Dlatego obecne przepisy, dopuszczające posiadanie przez osoby pozostające w konkubinacie dzieci, które przyszły na świat dzięki metodom wspomaganej prokreacji, są zgodne z prawem. Nie można ich uznać a priori za godzące w dobro dziecka. Założenie o braku trwałości relacji łączących rodziców dziecka niepozostających w związku małżeńskim jest arbitralne. Z drugiej strony, stanowisko dotyczące dużo większej trwałości związków małżeńskich - w świetle badań statystycznych - może być podane w wątpliwość.

Ograniczenie liczby zapładnianych komórek rozrodczych

Obecna ustawa co do zasady dopuszcza zapłodnienie nie więcej niż sześciu komórek rozrodczych - projekt ogranicza to do jednej. Według autorów projektu, dzisiejsze  regulacje, są niedopuszczalne, bo nie gwarantują pełnej ochrony życia ludzkiego i dobra dziecka oraz poszanowania godności człowieka od poczęcia.

Z uzasadnienia nie wynika jednak, by wzięto pod uwagę wskazania aktualnej wiedzy medycznej. Tymczasem według Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii oraz Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego takie ograniczenie liczby tworzonych embrionów kilkukrotnie zmniejsza skuteczność leczenia.

Rzecznik wskazuje, że tak powstałe embriony -  zgodnie z przeważającym stanowiskiem doktryny - mieszczą się w zakresie wartości, jaką jest godność ludzka, stanowiąca źródło wszelkich innych praw i wolności. Sam zaś fakt dopuszczalności tworzenia nadliczbowych embrionów nie może być uznany za przesądzający o przedmiotowym traktowaniu embrionów i w konsekwencji naruszający ich godność. Dopiero analiza całokształtu rozwiązań prawnych, dotyczących zasad przechowywania embrionów i możliwości ich późniejszego wykorzystania (w tym przekazania ich w celu dawstwa), może potwierdzić lub wykluczyć ewentualną niezgodność istniejących rozwiązań z art. 30 Konstytucji.

Poważniejsze kontrowersje budzi kwestia przysługiwania embrionowi ludzkiemu prawa do życia, o którym stanowi art. 38 Konstytucji. Trybunał Konstytucyjny 28 maja 1997 r. uznał, że życie ludzkie winno podlegać ochronie na każdym etapie jego rozwoju - i to bez względu na kondycję fizyczną człowieka. Wskazuje to, że również embrion mieści się w zakresie podmiotowym prawa do życia.

Choć pogląd ten wydaje się dominować także w literaturze, nie brak głosów negujących istnienie prawa do życia od poczęcia bądź wskazujących na węższy jego zakres. Stanowiska mniejszościowe wspierane są brakiem jednoznacznego rozstrzygnięcia tej kwestii w prawie międzynarodowym i regulacjach europejskich, a także niekonsekwencją ustawodawstwa krajowego. Nawet opowiedzenie się za osobowym statusem embrionów i w konsekwencji za istnieniem ich prawa do życia, nie oznacza, że wartość ta nie może podlegać ograniczeniom na zasadach Konstytucji.

Obecne przepisy nie rozstrzygają o statusie embrionu ludzkiego. Problem ten od lat jest dyskutowany w doktrynie prawa. Można wskazać racje zarówno za stanowiskiem, że embrion jest osobą jak i wspierające pogląd przeciwny.  W ustawie o leczeniu niepłodności, rezygnując z określania statusu embrionu,  zagwarantowano pewien poziom ochrony zarodków (np. zakaz niszczenia embrionów zdolnych do rozwoju oraz karalność niszczenia zarodków).

- Arbitralne i nieuzasadnione względami medycznymi proponowane rozwiązanie  może w praktyce prowadzić do  znaczącego ograniczenia liczby wykonywanych zabiegów - ocenia RPO. Uwzględniając zapisy projektu dotyczące dopuszczalności zapłodnienia jedynie jednej komórki rozrodczej, skuteczność takiego zabiegu oraz jego wysoki koszt, a także brak wsparcia finansowego tej procedury z budżetu państwa, zabiegi in vitro mogą w przyszłości stać się nieosiągalne dla wielu Polek i Polaków.

Zakaz zamrażania zarodków 

W ocenie projektodawców "procedura kriokonserwacji człowieka narusza jego godność". Uzasadnia to zakaz zamrażania, z wyjątkiem sytuacji, gdy przeniesienie zarodka do  organizmu kobiety nie jest możliwe z powodu "siły wyższej". Według uzasadnienia, ok. 15 % embrionów ginie w wyniku zamrożenia.

Rzecznik wskazuje, że zarówno zapłodnienie przy użyciu metod wspomaganej prokreacji, jak i kriokonserwacja same w sobie nie uzasadniają poglądu o instrumentalnym traktowaniu istoty ludzkiej, stanowiącego naruszenie godności. Ocena naruszenia tej wartości zależy od całokształtu konkretnego przypadku. Zakaz kriokonserwacji wydaje się abstrahować m.in. od istniejących już obecnie rozwiązań służących poszanowaniu godności embrionów przechowywanych  w celu późniejszej implantacji. Według RPO dopuszczalność kriokonserwacji embrionów powinna być uzasadniona względami medycznymi, a ewentualne negatywne skutki tego dla embrionu mogą uzasadniać wprowadzenie w ustawie maksymalnego czasu zamrożenia.

Karalność matki zastępczej oraz rodziców docelowych

Projekt przewiduje odpowiedzialność karną osób stosujących metody wspomaganej prokreacji w celu urodzenia i porzucenia dziecka poprzez przekazanie go innym osobom; organizujących macierzyństwo zastępcze bądź uczestniczących w nim - bez względu, czy jest to surogacja komercyjna, czy altruistyczna. Według projektodawców macierzyństwo zastępcze jest sprzeczne ze standardami międzynarodowymi dotyczącymi ochrony praw człowieka, a każda umowa o surogację narusza godność i prawa dzieci i matek zastępczych.

RPO nie ma wątpliwości, że kwestia macierzyństwa zastępczego budzi pytania o  charakterze etycznym i prawnym, a prawna regulacja tej kwestii jest wysoce pożądana. Sankcje karne powinny jednak być ostatecznym środkiem działań podejmowanych przez państwo.

Wątpliwości Rzecznika budzi zaś wprowadzenie odpowiedzialności karnej także dla matki zastępczej oraz osób, którym dziecko ma być przekazane. Osoby takie działają bowiem powodowani silną potrzebą zrealizowania się w roli rodziców oraz chęcią wychowania dziecka i stworzenia mu sprzyjających warunków do życia. Z kolei matka zastępcza może kierować się zarówno względami altruistycznymi, chcąc umożliwić innej parze posiadanie dziecka, jak i finansowymi. Nie wyklucza to jednak również szczytnej motywacji, związanej z chęcią umożliwienia posiadania dziecka innej parze.

Biorąc udział w procedurze, zarówno rodzice docelowi, jak i matka zastępcza, korzystają z przysługującej im wolności i możliwości podejmowania decyzji dotyczących życia prywatnego, w tym także prokreacji - podkreśla Adam Bodnar.

W państwach, w których surogacja jest zabroniona, sankcje karne dotyczą wyłącznie osób pośredniczących w zawieraniu umów o surogację lub publikujących ogłoszenia je propagujące.

Likwidacja anonimowości dawców komórek rozrodczych lub zarodka 

Projekt zakłada likwidację anonimowości dawców komórek rozrodczych lub zarodka, Ma to zapewnić poszanowanie prawa dziecka do poznania własnej tożsamości. Obecnie dzieci, które przyszły na świat dzięki in vitro w wyniku dawstwa innego niż partnerskie, nie mają możliwości poznania dawcy, a informacje, do jakich mogą uzyskać dostęp po uzyskaniu pełnoletności są bardzo ograniczone.

W ocenie RPO, wprowadzając nową regulację, powinno wziąć się pod uwagę całokształt jej skutków. W praktyce zmiana taka może bowiem oznaczać drastyczny spadek dawców. Dostrzegając wartość, jaką jest prawo do poznania własnej tożsamości genetycznej, Rzecznik uważa za celowe rozważenie możliwości rozwiązań kompromisowych, np. tzw. dawstwo dwuścieżkowe, zgłaszane niegdyś przez Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Od 2015 r. w TK leży wniosek RPO ws. praw samotnych kobiet do in vitro

Od października 2015 r. w Trybunale Konstytucyjnym na rozpoznanie czeka wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie niemożności skorzystania przez samotne kobiety z wcześniej zamrożonych ich zarodków. Zdaniem Rzecznika narusza to zasadę zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasadę ochrony praw nabytych. Wątpliwości RPO budzi także przepis, w którym przewidziano że po 20 latach od wejścia ustawy w życie lub po śmierci dawców zarodka, zostanie on przekazany do tzw. dawstwa innej parze. 

VII.5002.4.2018   

Nie można żądać zadośćuczynienia za zdradę małżeńską – orzekł Sąd Najwyższy po skardze RPO

Data: 2019-03-15
  • Zdrada małżeńska i narodziny pozamałżeńskiego dziecka nie mogą być podstawą dochodzenia zadośćuczynienia od zdradzającego małżonka i jego partnera w trybie ochrony dóbr osobistych
  • Orzekł tak Sąd Najwyższy, który uwzględnił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia
  • Sąd okręgowy uznał takie powództwo i przyznał zdradzanemu mężowi 20 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę od byłej już żony i 15 tys. od jej partnera
  • Była to nieuprawniona ingerencja sądu cywilnego w konstytucyjnie gwarantowaną wolność jednostki w zakresie życia osobistego i rodzinnego – uznał SN

Wyrokiem z 11 grudnia 2018 r. (sygn. IV CNP 31/17) Sąd Najwyższy uwzględnił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia w sprawie dotyczącej naruszenia dóbr osobistych. Sąd Najwyższy podzielił  stanowisko Rzecznika.

Wyrok za zdradę i skarga RPO 

Zaskarżonym orzeczeniem sąd okręgowy w 2015 r przyznał zdradzanemu mężowi 20 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę od byłej już żony i 15 tys. od jej partnera. Uznał, że naruszyli oni dobra osobiste powoda, do których należy więź rodzinna oraz dobre imię powoda. Więź rodzinna została naruszona poprzez utrzymywanie pozamałżeńskich relacji intymnych, czego skutkiem były narodziny dzieci. Zdaniem sądu okręgowego przez niemoralne prowadzenie się byłej żony ucierpiała cześć pozwanego, jego dobre imię w społeczności lokalnej; nastąpił u niego spadek poczucia własnej wartości jako mężczyzny; odczuwał  poczucie niższości i wstydu.

W skardze RPO wskazał, że sąd zastosował rażąco nieadekwatne środki ochrony więzi rodzinnej - chronionej wyłącznie zapisami Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a nie Kodeksem cywilnym. Ochrony tej więzi można się bowiem domagać na podstawie przepisów prawa rodzinnego (przewiduje ono m.in.  separację, rozwód, obciążenie winą za rozkład pożycia, zaprzeczenie ojcostwa, obowiązek alimentacji). W sprawie wykorzystano zaś instrumenty czysto finansowe dla ochrony więzi osobistych z zakresu prawa rodzinnego. Zdaniem Rzecznika, przyznanie zadośćuczynienia za naruszenie obowiązku wierności małżeńskiej stwarza ryzyko swoistej komercjalizacji relacji rodzinnych.

Argumentacja Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy zgodził się z argumentacją Rzecznika Praw Obywatelskich. Relacje pomiędzy mężem a żoną oraz pomiędzy rodzicami a dziećmi reguluje Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Domaganie się ochrony więzi pomiędzy małżonkami, więzi pokrewieństwa lub powinowactwa  przez instrumenty prawa rodzinnego jest możliwe tylko w takim zakresie, w jakim to prawo przewiduje. Małżonkowie nie mogą domagać się ochrony więzi rodzinnej na podstawie  konstrukcji dóbr osobistych z Kodeksu cywilnego,  a przyjęcie takiego poglądu prowadziłoby do nieakceptowalnych konsekwencji.

Zadośćuczynienie jest bowiem tylko jednym ze środków ochrony dóbr osobistych. Nie można zatem wykluczyć, że jeden z małżonków chciałby skorzystać z innych instrumentów ochrony dla ochrony więzi łączących go z drugim małżonkiem. Wówczas należałoby akceptować roszczenie małżonka dotyczące np. zakazu zbliżania się określonej osoby do jego współmałżonka albo też zbliżania się współmałżonka do tej osoby. To zaś prowadziłoby do nieuzasadnionego ograniczenia wolności osobistej jednostki, która chroniona jest na poziomie konstytucyjnym.  

Sąd Najwyższy wskazał także, że ochrona czci wewnętrznej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych nie obejmuje swym zakresem ochrony przed negatywnymi uczuciami związanymi z niepowodzeniami w życiu małżeńskim. Gdyby człowiek miałby prawo być wolny od tego rodzaju uczuć, to wówczas doszłoby do niedopuszczalnego ograniczenia wolności drugiej jednostki tworzącej relację międzyludzką.

Ponadto Sąd Najwyższy podkreślił, że o ile zdradzającemu małżonkowi można przypisać naruszenie normy prawnej - obowiązku wierności małżeńskiej, przewidzianego przez przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego - o tyle takiego zarzutu nie sposób postawić jego partnerowi w niemałżeńskiej relacji intymnej. Narusza on normy obyczajowe, ale takie zachowanie trudno uznać za bezprawne. Sąd Najwyższy zgodził się zatem z zarzutem Rzecznika, że w tej sprawie nastąpiło niedopuszczalne przemieszanie norm prawnych, moralnych i obyczajowych  i zastosowanie dwóch ostatnich jako wzorca kontroli zachowania pozwanych.

W ocenie Sądu Najwyższego zaskarżony wyrok nie tylko rażąco narusza artykuły Kodeksu cywilnego, ale także konstytucyjne prawa człowieka i obywatela zawarte w art. 31 ust. 1 oraz w art. 47 Konstytucji RP. Pierwszy wyraża zasadę ochrony wolności jednostki, zastrzegając, że nikogo nie można zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje. Drugi przyznaje każdemu prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia, a zatem wyklucza wszelką ingerencję w sferę uczuciową i seksualną człowieka.

Ingerencja sądu cywilnego w życie osobiste i wzajemne relacje małżonków i osoby trzeciej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych - i przypisywanie złamaniu norm obyczajowych nieprzewidzianych przez prawo skutków - stanowi zatem nieuprawnioną ingerencję w wolność jednostki w zakresie jej życia osobistego i rodzinnego  - uznał Sąd Najwyższy.

Co teraz?

Po wyroku Sądu Najwyższego pozwani mogą ubiegać się o odszkodowanie od Skarbu Państwa. Wcześniejszy prawomocny wyrok wyrządził im szkodę: mężczyzna przekazał powodowi 20 tys. zł, a kobieta wpłaciła 5 tys. zł komornikowi, który zajął także jej konto bankowe.

Uchylenie prawomocnego wyroku w inny sposób nie było możliwe. Skarga kasacyjna była  niedopuszczalna z uwagi na zbyt niską wartość przedmiotu zaskarżenia. Nie była też możliwa skarga o wznowienie postępowania ani powództwo przeciwegzekucyjne.

Rzecznik do MEN: homofobiczna wypowiedź małopolskiej kurator oświaty

Data: 2019-03-14
  • Słowa małopolskiej kurator oświaty, że działalność na rzecz praw osób LGBT jest „propagowaniem pedofilii”, mają wymiar homofobiczny 
  • Według RPO są przesłanki by tę wypowiedź ocenić jako przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną
  • Narusza to również godność osób nieheteronormatywnych
  • Adam Bodnar wystąpił do minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej o stanowisko i zastosowanie środków dyscyplinarnych wobec kurator

Rzecznik Praw Obywatelskich wyraził sprzeciw wobec słów Małopolskiej Kurator Oświaty Barbary Nowak, która 20 lutego 2019 r. opublikowała na Twitterze wypowiedź jednoznacznie określającą działalność na rzecz praw osób nieheteronormatywnych (LGBT) jako „propagowanie pedofilii”. Komentując w swym wpisie przyjęcie przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+” 2 , spytała też: „Dlaczego godzicie się na krzywdzenie własnych dzieci?”. Sugerowała tym samym, że przeciwdziałanie dyskryminacji osób LGBT jest działaniem krzywdzącym dla społeczeństwa.

- Powyższa wypowiedź ma w mojej opinii wymiar homofobiczny, a użyte przez panią kurator porównania i sugestie są obraźliwe i wymierzone w godność osób LGBT - napisał RPO. Uznał, że istnieją przesłanki by ocenić tę wypowiedź jako przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną. Stanowiąc w każdym przypadku niedopuszczalne naruszenie praw człowieka, a używana w debacie publicznej, może ona prowadzić do szczególnie niebezpiecznych konsekwencji. Brutalizacja języka, a także tendencja do porzucenia dialogu na rzecz radykalnych opinii opartych na stereotypach, mogą wywoływać i potęgować u odbiorców uczucie wrogości i nienawiści wobec określonych grup mniejszościowych. Szerzone w ten sposób uprzedzenia stanowią  realne zagrożenie dla fundamentów demokracji i wymagają stanowczej reakcji.

Nie pozostawia wątpliwości, że język debaty publicznej ma niebagatelny wpływ na kształtowanie norm społecznych, wyznaczanie wzorców zachowań i budowanie społecznej świadomości. Dlatego osoby pełniące funkcje publiczne mają w tym zakresie szczególne powinności - powinny włączać, a nie wykluczać - jednoczyć, a nie dzielić.

W piśmie do minister Anny Zalewskiej Adam Bodnar zauważa, że zakaz dyskryminacji obywateli m.in. ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, dotyczy także ujawniania osobistych poglądów w sferze publicznej, do której należy internet. Osoby pełniące wysokie funkcje w organach administracji, w tym kuratorzy oświaty, powinni w sposób rozważny korzystać z prawa do wolności wypowiedzi, pamiętając że prawo to nie ma charakteru absolutnego.

Stanowisko to znajduje oparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Strasburgu. Trybunał wskazał m.in., że wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne mogą w sposób nadmierny kolidować z wykonywaniem innych praw zagwarantowanych Konwencją, a zatem korzystając wolności słowa, osoby te powinny wykazywać się powściągliwością, świadome tego, że ich wypowiedzi mogą zostać uznane przez podległych im urzędników państwowych jako drogowskazy kierunków działania.

W świetle stanowiska ETPCz, kuratorzy powinni reprezentować wartości stanowiące fundament demokratycznego społeczeństwa. Polska polityka oświatowa i zawarte w niej cele kształcenia kładą szczególny nacisk na kształtowanie wśród uczniów postaw otwartości i tolerancji, a także na budowanie szacunku dla ludzkiej godności. Dlatego w ocenie Rzecznika kuratorzy oświaty są zobowiązani przeciwdziałać dyskryminacji i dawać przykład działania na rzecz praw człowieka.

Rzecznik w piśmie do Minister Edukacji Narodowej podkreślił, że uczniowie LGBT są w polskich szkołach szczególnie narażeni na dyskryminację i przemoc motywowaną uprzedzeniami, a jednym z podstawowych zadań kuratorów oświaty jest zapewnienie, aby polskie placówki edukacyjne były wolne od homofobii i transfobii.

RPO zwrócił się do minister Anny Zalewskiej o zabranie stanowiska i zastosowanie przewidzianych prawem środków dyscyplinarnych wobec Barbary Nowak.

XI.505.2.2019

RPO apeluje do premiera o poprawę ustawy lustracyjnej

Data: 2019-03-05
  • Należy ustawowo określić termin, w którym Instytut Pamięci Narodowej ma złożyć sądowi akta tajnych służb PRL o osobie, która wystąpiła o tzw. autolustrację oraz własne stanowisko w jej sprawie 
  • Dziś IPN nie ma na to żadnego terminu, co jeszcze w 2007 r. zakwestionował Trybunał Konstytucyjny
  • Oczekiwanie sądu może trwać miesiącami, a w tym czasie dana osoba pozostaje napiętnowana jako współpracownik służb PRL
  • W ustawie trzeba też wprost zapisać prawo każdej osoby lustrowanej do złożenia kasacji w swojej sprawie – także brak takiego zapisu TK uznał w 2007 r. za niekonstytucyjny

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego o niezwłoczne wszczęcie prac legislacyjnych w celu wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2007 r. (sygn. akt K 2/07)  w obu tych kwestiach.

Skargi od obywateli wskazują na braki legislacyjne ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów – czyli tzw. ustawy lustracyjnej.

Zgodnie z nią każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego co do ewentualnych związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które z mocy ustawy lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę z tajnymi służbami PRL, mogą się oczyścić, kierując same sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN odpowiednie dokumenty archiwalne i stanowisko, czy uważa taką osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Sąd przekazuje złożone przez taką osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu przygotowania postępowania lustracyjnego oraz przedstawienia stanowiska w sprawie zgodności oświadczenia z prawdą. Ustawa nie przewiduje jednak żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

Jak wynika z wniosków do RPO, w praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań lustracyjnych przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi to także negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o pracę lub służbę w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracę z nimi, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego zarzutu.

Przepis ustawy lustracyjnej - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z art. 2 i art. 45 Konstytucji w związku z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Chodzi o wyrok wydany tuż przed wejściem w życie nowej ustawy lustracyjnej, której wiele przepisów Trybunał zakwestionował (m.in. obowiązek lustracji ogółu dziennikarzy, naukowców czy dyrektorów i rektorów niepublicznych szkół oraz uczelni).

- Pomimo upływu ponad 11 lat od wydania przez Trybunał tego orzeczenia, omawiany przepis nie został jednak znowelizowany, choć sam Trybunał wprost wskazywał na taką konieczność – napisał Adam Bodnar do premiera.

Wcześniej Rzecznik wystąpił też do prezesa IPN, aby w oczekiwaniu na zmiany legislacyjne w celu wykonania wyroku Trybunału, wydał wewnętrzny akt określający termin, w jakim IPN musiałby zająć takie stanowisko.

Ponadto w tym samym wyroku Trybunał Konstytucyjny stwierdził niezgodność art. 21b ust. 6 ustawy z art. z art. 2, art. 31 ust. 3 Konstytucji i art. 6 EKPC w zakresie, w jakim pozbawia on osobę lustrowaną (niezależnie, czy na wniosek IPN, czy w drodze autolustracji) prawa do wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego od prawomocnego orzeczenia sądu w jej sprawie. Pozbawienie osób poddanych lustracji możliwości wniesienia kasacji TK uznał za arbitralne naruszenie zasad rzetelnej procedury.

Przed tym orzeczeniem prawo wniesienia kasacji w sprawie lustracyjnej przysługiwało wyłącznie Prokuratorowi Generalnemu oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Obecnie, w świetle wyroku Trybunału, prawo wniesienia kasacji przysługuje też osobie lustrowanej. Niemniej jednak, konieczna jest zmiana legislacyjna, które dostosują brzmienie art. 21b ust. 6 do skutków wyroku TK. Jak wynika bowiem z wniosków wpływających do RPO, sądy orzekające pouczają osoby lustrowane o treści art. 21b ust. 6 ustawy w jego dotychczasowym, niekonstytucyjnym brzmieniu.

Uczestnik postępowania nie znający wyroku Trybunału (zwłaszcza  niekorzystający z pomocy pełnomocnika profesjonalnego) może więc w ogóle nie wiedzieć o swoim uprawnieniu do wniesienia kasacji lub też dowiedzieć się o nim już po upływie terminu na złożenie tego nadzwyczajnego środka zaskarżenia. Zdarza się nawet, że sąd apelacyjny odmawia przyjęcia kasacji i przekazania jej do Sądu Najwyższego, powołując się właśnie na brak legitymacji po stronie osoby lustrowanej (takie postanowienie uchylił później SN).

Wprowadzenie zmiany w art. 21b ust. 6 ustawy dostosowującej go do orzeczenia TK jest zatem konieczne dla zapewnienia pełnej możliwości korzystania przez osoby lustrowane z przysługujących im uprawnień - podkreślił Adam Bodnar w wystąpieniu do premiera Mateusza Morawieckiego.

II.510.1321.2018

Aresztowana przez kilka miesięcy nie miała kontaktów z obrońcą i rodziną. RPO: jej skarga zasadna

Data: 2019-02-18
  • Aresztowana kobieta przez kilka miesięcy była pozbawiona możliwości kontaktu z obrońcą i rodziną za pomocą samoinkasującego aparatu telefonicznego
  • Było to dla niej tym bardziej dolegliwe, że w tym czasie zmarł jej partner, ojciec ich syna 
  • RPO uznał jej skargę za zasadną; wskazał na naruszenie prawa do humanitarnego traktowania i życia rodzinnego.
  • Rzecznik wystąpił do właściwej prokuratury o zapewnienie prawa aresztowanych do kontaktów z obrońcą od podczątku postępowania

W ocenie RPO okresy, w których prokuratura rozpatrywała wnioski kobiety o kontakt z najbliższymi były długie, a wymagały przecież pilnej reakcji w obliczu rodzinnej tragedii. Od momentu aresztowania do dnia uznania zażalenia i umożliwienia kontaktów telefonicznych z obrońcą minęło pięć miesięcy, w których trakcie skarżąca pozbawiona była szansy na sprawną i efektywną realizację swojego prawa do obrony. Korzystanie z prawa do kontaktów z obrońcą podczas widzeń było dla niej dodatkowo kosztowne, przez co kontakty te były rzadkie.

Pierwsze wnioski o kontakt telefoniczny z matką, partnerem i obrońcą kobieta skierowała do prokuratury 17 lipca 2017 r. i 16 sierpnia 2017 r. (odpowiedź sformułowano 29 sierpnia 2017 r.). W okresie wrzesień-październik 2017 r. kierowała ponowne wnioski w sprawie umożliwienia kontaktu telefonicznego z obrońcą i matką oraz kontaktu telefonicznego i widzeń z partnerem, a po jego śmierci - także z synem. Opisywała szczególne okoliczności swej sytuacji, związane ze stanem zdrowia matki, a później śmiercią partnera. Wskazywała, że jej pisma pozostają bez odpowiedzi.

Dla skarżącej szczególnie dotkliwa była niemożność skontaktowania się z synem i okazania mu wsparcia po śmierci ojca. Na pozytywne rozpatrzenie pierwszego wniosku o widzenie z synem po śmierci partnera skarżąca czekała ponad dwa miesiące. Zgodę na to widzenie wydano 1 grudnia 2017 r. Tymczasem 8 grudnia 2017 r. skarżąca została zwolniona z aresztu śledczego. Zgodę wydano zatem po długim okresie oczekiwania i na kilka dni przed zwolnieniem.

W opinii RPO najważniejsza z punktu widzenia ochrony praw obywateli jest zagwarantowanie prawa do obrony od pierwszych chwil postępowania oraz zapewnienie, że kontakty z obrońcą nie będą w żaden sposób ograniczane. Rzecznik przyznał, że jeśli prokurator ma informacje, iż obrońca wykorzystuje kontakt telefoniczny z aresztowanym do utrudniania postępowania karnego czy też popełnienia przestępstwa, to brak zgody na rozmowę telefoniczną należy uznać za uzasadniony. Należy jednak mieć na uwadze, że adwokaci i radcowie to zawody zaufania publicznego i trzeba przyjmować, że ich działania są zgodne z prawem.

W sprawie skarżącej prokuratura nie informowała jednak odpowiedniej Okręgowej Rady Adwokackiej lub Okręgowej Izby Radców Prawnych o takich podejrzeniach wobec adwokatów, z którymi skarżąca chciała się porozumiewać telefonicznie. W prokuratorskich zarządzeniach nie ma też szczegółowych uzasadnień wskazujących na okoliczności ewentualnego braku zaufania do adwokatów wskazanych przez kobietę.

Na dalszym etapie postępowania zażalenie uwzględniono, a skarżąca uzyskała możliwość telefonicznego kontaktowania się z obrońcą. Tymczasem zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z  22 grudnia 2016 r. w sprawie regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania tymczasowego aresztowania, zarządzenie o zgodzie na korzystanie z aparatu telefonicznego przez aresztowanego dla kontaktu z obrońcą - a w szczególnie uzasadnionych przypadkach także z osobą najbliższą - jest wydawane bezzwłocznie.

RPO podkreślił, że skarżąca znajdowała się w kryzysie psychicznym i niezwykle trudnej sytuacji osobistej, potęgowanej troską o syna, który utracił ojca. Niepełna realizacja prawa do obrony - wyrażająca się w początkowej odmowie kontaktów telefonicznych z obrońcą - oraz brak możliwości kontaktu z osobami najbliższymi w obliczu śmierci partnera, a także długi czas niepewności co do zgody na kontakty, budzi obawy o naruszenie zasady humanitaryzmu.

Dlatego Rzecznik zwrócił się Prokuratora Rejonowego o podjęcie działań w celu zapewnienia aresztowanym, tam gdzie to tylko możliwe, kontaktu telefonicznego z obrońcą od najwcześniejszych etapów postępowania. Wystąpił też o zadbanie, by decyzje ws. zgody na kontakty z osobami najbliższymi, zwłaszcza pozostającymi w trudnej i wymagającej pilnej reakcji sytuacji losowej, podejmowano bezzwłocznie. Chodzi o to, aby zapobiec obawie nieposzanowania prawa osoby tymczasowo aresztowanej do humanitarnego traktowania oraz prawa do życia rodzinnego.

IX.517.2780.2017

IPN działa opieszale podczas tzw. autolustracji. Interwencja Rzecznika do prezesa Instytutu

Data: 2019-02-13
  • Osoba pomówiona o związki ze służbami specjalnymi PRL może w drodze tzw. autolustracji wystąpić do sądu o oczyszczenie z zarzutu
  • Sąd zwraca się wtedy do Instytutu Pamięci Narodowej o materiały sprawy i stanowisko co do prawdziwości oświadczenia lustracyjnego tej osoby
  • Nie ma jednak żadnego terminu, w którym IPN ma je złożyć. Jeszcze w 2007 r. zakwestionował to Trybunał Konstytucyjny
  • Oczekiwanie sądu na stanowisko może trwać miesiącami, a w tym czasie osoba lustrowana pozostaje napiętnowana jako współpracownik służb PRL

Rzecznik wystąpił do prezesa IPN, aby w oczekiwaniu na zmiany legislacyjne w celu wykonania wyroku Trybunału, wydał wewnętrzny akt określający termin, w jakim IPN musiałby zająć stanowisko.

Zgodnie z ustawą lustracyjną każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Ale osoby, które z mocy ustawy lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę z tajnymi służbami PRL, mogą się oczyścić same, kierując sprawę do sądu. A sąd musi wtedy dostać od IPN dokumenty i stanowisko, czy uważa tę osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Do Biura RPO wpływają skargi na budzącą wątpliwości praktykę IPN w przypadku tej tzw. autolustracji. Ustawa (z 18 października 2006 r. "o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów") pozwala osobie pomówionej o współpracę z organami bezpieczeństwa PRL na wystąpienie o autolustrację do właściwego sądu okręgowego. Sąd przekazuje złożone przez taką osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN  w celu przygotowania postępowania lustracyjnego oraz przedstawienia stanowiska w sprawie zgodności oświadczenia z prawdą. Ustawa nie przewiduje jednak żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

Jak wynika z wniosków do RPO, w praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań lustracyjnych przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi to także negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o pracę lub służbę w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracę z nimi, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Przepis ustawy lustracyjnej z 2006 r. - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt K 2/07) za niezgodny z art. 2 i art. 45 Konstytucji w związku z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Chodzi o wyrok wydany tuż przed wejściem w życie nowej ustawy lustracyjnej, której wiele przepisów Trybunał zakwestionował (m.in. obowiązek lustracji ogółu dziennikarzy, naukowców czy dyrektorów i rektorów niepublicznych szkół oraz uczelni).

Trybunał uznał, że brak terminu na stanowisko narusza konstytucyjną zasadę poprawnej legislacji. Podkreślił, że ogólna zasada, iż w braku wskazania terminu miarodajny jest obowiązek działania bez zbędnej zwłoki, w tym wypadku jest nieefektywna, gdyż nie daje się wyegzekwować. Tworzy to sytuację niepewności i narażania w nieokreślonym czasie na negatywne skutki pomówienia - ocenił Trybunał.

Adam Bodnar zwrócił się prezesa IPN Jarosława Szarka o zwrócenie uwagi na konieczność niezwłocznego rozpatrywania wniosków sądów wpływających na podstawie art. 20 ust. 5a  ustawy. - W oczekiwaniu na zmiany legislacyjne zmierzające do wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 2/07 zasadne wydaje się wydanie wewnętrznego aktu organizacyjnego, który określałby termin, w jakim IPN musi zająć stanowisko – napisał Rzecznik.

II.510.1321.2018

100 tys. kamer na ulicach Krakowa? A co z prawem do prywatności?

Data: 2019-02-12
  • Mieszkańców Krakowa zaniepokoił pomysł umieszczenia przez miasto 3500 kamer w dzielnicy Prądnik Czerwony, a docelowo - 100 000 kamer w całym mieście.
  • W taki sposób Kraków chce walczyć z przestępczością – jednak przy okazji naruszy prywatność mieszkańców wprowadzając totalną obserwację: o każdym będzie można powiedzieć, kiedy, z kim i gdzie konkretnie przebywał w miejscu publicznym
  • RPO napisał o tym do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego:

- Na stronie inicjatora projektu radnego Miasta Krakowa, Łukasza Wantucha można przeczytać, że celem systemu kamer jest „redukcja przestępczości pospolitej praktycznie do zera (funkcja dowodowa, pomocy i prewencji)” oraz „zlikwidowanie problemu z zaginięciami osób oraz zwiększenie bezpieczeństwa policjantów i strażników miejskich podczas interwencji w miejscach publicznych” - piesze zastępcza RPO Stanisław Trociuk. Rzecznik Praw Obywatelskich wyraża jednak zaniepokojenie skutkami stałej - praktycznie totalnej - obserwacji każdego miejsca w przestrzeni publicznej.

Musimy pamiętać, że prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie oraz przez unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które do tego wprowadziło zasadę minimalizacji danych (muszą być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane).

Nie ma pewności, czy zasadę tę zrealizuje pomysł 100 tys. kamer w Krakowie: każdy z mieszkańców będzie przecież obserwowany w miejscach publicznych. Kamery zarejestrują, gdzie, z kim i kiedy przebywał.

Jak zauważył Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych podejmując decyzję o wprowadzeniu monitoringu, administrator musi pamiętać o przeprowadzeniu oceny skutków dla ochrony danych.

VII.501.13.2019

RPO za doprecyzowaniem senackiego projektu w sprawie zaprzeczenia ojcostwa

Data: 2019-02-06
  • Termin 3 lat od osiągnięcia pełnoletności na zaprzeczenie przez dziecko ojcostwa męża jego matki zakwestionował Trybunał Konstytucyjny
  • Senacka komisja przygotowała projekt, który wykonywałby ten wyrok
  • Rzecznik wnosi o doprecyzowanie najważniejszego przepisu projektu - aby jednoznacznie wskazywał, że chodzi o zaprzeczenie ojcostwa 

16 maja 2018 r. Trybunał uznał za niekonstytucyjny art. 70 ust. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: "Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności" - w zakresie trzyletniego terminu na takie powództwo.  

Wyrok Trybunału  

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa. 

Sądy oddaliły powództwo kobiety, wskazując, że wytoczono je po upływie trzyletniego ustawowego terminu. W skardze do TK kobieta wskazała, że doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady ochrony życia prywatnego oraz godności człowieka

16 maja 2018 r. TK uznał zaskarżony przepis (sygn.  SK 18/17) za niezgodny z art. 30 w związku  z art. 47 i art. 31 ust. 3 Konstytucji. Trybunał przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka, z którego wynika, że termin na wytoczenie powództwa nie może rozpoczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby. TK zwrócił też uwagę na niekonsekwencję ustawodawcy, który danej osobie przyznał tak krótki termin, a jednocześnie nieograniczone w czasie uprawnienie do wytoczenia takiego powództwa przyznał prokuratorowi.

Argumenty RPO w TK

RPO Adam Bodnar, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym samym jej godność.

Rzecznik podkreślał, że ten przepis nie jest jedynym zawierającym podobne ograniczenia - takie same dotyczą zaprzeczenia macierzyństwa oraz ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa.  "Skarga konstytucyjna dotyczy tylko tego pierwszego przepisu, jednak uznanie jego niekonstytucyjności powinno pociągnąć za sobą zmianę przez ustawodawcę treści wszystkich trzech wymienionych przepisów" - wskazał Adam Bodnar.

Senacki projekt nowelizacji 

W grudniu 2018 r. senacka Komisja Ustawodawcza złożyła projekt inicjatywy ustawodawczej polegającej na nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w zakresie wskazanym przez TK. Projekt przewiduje m.in. że 3-letni termin na zaprzeczenia ojcostwa byłby liczony od osiągnięcia przez dziecko pełnoletności - chyba że dziecko dowie się o pochodzeniu od innego ojca dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Wtedy termin 3 lat biegłby od daty dowiedzenia się o takim fakcie. Termin ten dotyczyłby także zaprzeczenia macierzyństwa oraz ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa.

Art. 70 § 1 KRO otrzymałby zatem brzmienie: „Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności. Jeżeli dziecko powzięło wiadomość o okoliczności, o której mowa w art. 62 § 1 albo 2, po osiągnięciu pełnoletności, termin ten zaczyna biec od dnia, w którym dziecko dowiedziało się o tej okoliczności”.

Uwagi Rzecznika do projektu

Rzecznik ma do tego projektu jedną uwagę. „Okoliczność, o której mowa w art. 62 § 1 albo 2” może bowiem dotyczyć kilku różnych faktów: 

  • urodzenia w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia;
  • pochodzenia od męża matki;
  • istnienia domniemania, że pochodzi od męża matki;
  • urodzenia po zawarciu drugiego małżeństwa;
  • pochodzenia od drugiego męża matki;
  • istnienia domniemania, że pochodzi od drugiego męża.

- W obu przepisach nie ma natomiast mowy o faktycznej okoliczności, będącej podstawą występowania przez dziecko o zaprzeczenie ojcostwa, czyli tej, że mąż matki nie jest jego ojcem – napisał Adam Bodnar do przewodniczącego Komisji Ustawodawczej Senatu  Stanisława Gogacza. Dlatego za bardziej jednoznaczne i zgodne z zasadami prawidłowej legislacji uznał odesłanie w proponowanym art. 70 do art. 67 KRO, który zawiera zdanie: „mąż matki nie jest ojcem dziecka”.

Proponowana treść art. 70 § 1 KRO brzmiałaby wtedy: „Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności. Jeżeli dziecko powzięło wiadomość o okoliczności, o której mowa w art. 67, po osiągnięciu pełnoletności, termin ten zaczyna biec od dnia, w którym dziecko dowiedziało się o tej okoliczności”.

Inna możliwość to umieszczenie w tym przepisie w zdaniu drugim zapisu: „Jeżeli dziecko powzięło wiadomość o tym, że mąż matki, którego dotyczy domniemanie z art. 62 § 1 albo § 2, nie jest jego ojcem, po osiągnięciu pełnoletności, termin ten zaczyna biec od dnia, w którym dziecko dowiedziało się o tej okoliczności”.

IV.7020.37.2014

Adam Bodnar o ujawnieniu przez "Wiadomości" TVP danych protestujących: Takich metod nie można stosować

Data: 2019-02-05

W "Wiadomościach" TVP 4 lutego pokazane zostały wizerunki i dane osób, które brały udział w sobotnim proteście przed siedzibą telewizji i otaczały samochód pracowniczki TVP i kandydatki SLD na prezydenta RP Magdaleny Ogórek.

Osoby te  wymieniono je z imienia i nazwiska. W przypadku jednej z kobiet, która brała udział w incydencie przed TVP, podano również jej miejsce pracy. Była minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska zapytała na Twitterze rzecznika praw obywatelskich, czy TVP mogła to zrobić. - "Jeżeli nie może tego robić nawet policja (chyba, że są wydane listy gończe), to tym bardziej takich metod nie może stosować telewizja, zwłaszcza publiczna" - napisał Adam Bodnar.

SN: osoby transpłciowe nie muszą pozywać swych dzieci w sprawie o ustalenie płci

Data: 2019-02-04
  • W sprawach o ustalenie płci metrykalnej osoby transpłciowe nie muszą pozywać swoich dzieci - orzekł Sąd Najwyższy. Pozwanymi w takiej sprawie są tylko rodzice
  • Prokurator Regionalny uważał inaczej. Powoływał się na prawo dzieci do tego, że ich rodzice pozostaną w rolach odpowiadających ich płci
  • SN uznał, że dzieci osoby transpłciowej nie mają związku z przedmiotem procesu, bo chodzi w nim o prawo do płci ich rodzica, a nie o relacje rodzicielstwa między nimi a rodzicem
  • O oddalenie skargi kasacyjnej prokuratora wnosił RPO. Ustalenie płci nie powoduje bowiem, że matką wskazaną w akcie urodzenia dziecka przestaje być kobieta, a ojcem - mężczyzna

Jeśli osoba transpłciowa chce w Polsce formalnie zmienić płeć, może to zrobić tylko w procesie cywilnym, pozywając swych rodziców. Ustawa, która miała – zgodnie ze standardami międzynarodowymi – wprowadzić mniej skomplikowaną i bolesną dla rodzin procedurę (m.in. by nie pozywać rodziców), została zawetowana jesienią 2015 r. przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Proces cywilny o zmianę płci metrykalnej jest doświadczeniem traumatycznym. Ponieważ muszą być w nim dwie strony, a ma on doprowadzić do zmiany płci w akcie urodzenia – osoba transpłciowa musi pozwać rodziców. Bo to oni są wraz z nią wpisani do aktu urodzenia (procedura polega na powołaniu się na art. 189 Kodeksu postępowania cywilnego, aby móc  żądać „ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w tym interes prawny”, a w efekcie – doprowadzić do zmiany wpisu w akcie urodzenia).

W przypadku R. spór prawny, który rozstrzygał Sąd Najwyższy, dotyczył tego, czy wystarczy pozwanie rodziców. Prokurator dowodził, że jeśli ktoś chce zmienić płeć, musi także pozwać swoje dzieci (takie stanowisko wyraził Sąd Najwyższy w 2013 r.).

Sprawa ta od początku toczyła się z udziałem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Sprawa R.

Powództwo R. polegało na zmianie płci metrykalnej z męskiej na żeńską. Sąd Okręgowy oddalił je, przychylając się do argumentów, że pozwanie rodziców to za mało. Uznał, że w takich sprawach pozywać trzeba także nierozwiedzionego małżonka i dzieci (tzw. współuczestnictwo konieczne z art. 72 § 2 K.p.c.).

Po apelacji R. Sąd Apelacyjny zmienił wyrok. Uznał, że uczestnictwo dzieci nie jest konieczne (w sprawie R był już orzeczony rozwód). Przedmiotem sporu nie są bowiem prawa i obowiązki członków rodziny powoda, lecz ustalenie płci. Sąd orzekł, że „powód jest płci żeńskiej (ma potwierdzone odpowiednimi badaniami trwałe poczucie przynależności do płci żeńskiej)”. 

Wyrok ustalający płeć rodzica nie wpływa jednak – podkreślił sąd - na zakres praw rodzicielskich. Prawa i obowiązki  rodziców wobec dziecka są takie same bez względu na płeć, a w aktach urodzenia dzieci nie zachodzą żadne zmiany. Tym samym dzieci powoda nie mają interesu prawnego w rozstrzygnięciu

Skargę kasacyjną do SN wniósł Prokurator Regionalny. Wskazał, że akceptacja poglądu sądu prowadzi do wniosku, że dziecko jest każdorazowo bezwarunkowo gotowe zaakceptować ustalenie płci rodzica. Płeć ma zaś fundamentalne znaczenie z punktu widzenia ustalenia ojcostwa i macierzyństwa zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym - tymczasem brak jest w Polsce ustawodawstwa dotyczącego postępowania w tych sprawach. Według prokuratora dziecko ma prawo oczekiwać pozostawania w rolach ojca oraz matki przez osoby o płci zgodnej z jej ustawowym rozumieniem.

Stanowisko RPO

Rzecznik wniósł do SN o oddalenie skargi kasacyjnej prokuratora. - Poczucie przynależności do innej płci, niż przypisana przy urodzeniu, nie jest decyzją osoby transpłciowej; potrzeby funkcjonowania zgodnie z odczuwaną płcią także nie można wybrać, a umożliwienie jej zaspokojenia jest obowiązkiem państwa – wskazał Adam Bodnar w stanowisku dla SN.

Osoba transpłciowa nie zmienia swojej roli społecznej w momencie uprawomocnienia się wyroku ustalającego jej płeć. W momencie orzekania funkcjonuje już zgodnie z odczuwaną przez siebie płcią, najczęściej od wielu lat. Brak akceptacji ze strony innych osób, w tym członków rodziny, nie doprowadzi do tego, że osoba transpłciowa przestanie funkcjonować zgodnie z odczuwaną przez siebie płcią czy przerwie leczenie.

Gdyby przyjąć, że także dzieci są stroną w takich postępowaniach, skomplikowałoby to ich sytuację. Dane o imionach rodziców gromadzone są w rejestrze PESEL, są w dowodzie osobistym czy świadectwie pracy. Osoba, której rodzic ustalił swoją płeć, byłaby zatem zmuszona do zmian w wielu dokumentach, gdyby miały one uwzględniać ustalenie płci przez transpłciowego rodzica. Konsekwencją odrzucenia pomysłu, że ustalenie płci nie zmienia aktów urodzenia dzieci, jest uznanie, że dziecko nie ma „interesu prawnego” w postępowaniu o ustalenie płci rodzica.

Sądowe ustalenie płci nie wpływa przecież na zakres praw rodzicielskich. Ustalenie płci nie powoduje zatem, że matką wskazaną w akcie urodzenia przestaje być kobieta, a ojcem – mężczyzna. Płeć rodzica, o której mowa w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, ma znaczenie wyłącznie w momencie ustalania treści aktu urodzenia jego dziecka.

W ocenie Rzecznika brak jest podstaw do stwierdzenia, że dzieci zmuszane są do zaakceptowania transpłciowości rodzica z tego powodu, że nie biorą udziału w postępowaniu jako strona. O ile sąd uzna, że małoletnie dzieci nie akceptują transpłciowości rodzica i w ich najlepszym interesie nie jest ustalenie płci zgodnie z jego pozwem, może on oddalić powództwo.

Zdaniem RPO istotnym problemem w Polsce jest to, że nie mamy ustawy wprowadzającej szybką, przejrzystą i przystępną procedurę uzgodnienia płci. Procedura ta powinna umożliwiać zmianę imienia, nazwiska i oznaczenia płci w sposób szybki, przejrzysty i przystępny, w oparciu o prawo do samostanowienia z poszanowaniem życia rodzinnego, w tym rezygnacji ze zmuszania osób transpłciowych pozostających w małżeństwie do rozwodu w celu ustalenia swojej płci

Nie dając takiej możliwości, polskie państwo narusza swoje obowiązki wynikającego z art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Dostępny obecnie tryb postępowania procesowego z powództwa przeciwko własnym rodzicom stanowi naruszenie prawa do poszanowania życia rodzinnego i prywatnego osoby transpłciowej i prowadzi do niepotrzebnej konfrontacji z członkami własnej rodziny.

Rzecznik przypomniał, że to polski Sąd Najwyższy jako jeden z pierwszych w Europie w wyroku z 25 lutego 1978 r. wykazał, że brak jest podstaw do zmuszania osób transpłciowych do poddania się zabiegom operacyjnym zewnętrznych narządów płciowych w celu ustalenia płci metrykalnej. ETPCz rozstrzygnął to dopiero w 2017 r. - Niniejsze postępowanie jest szansą na zwiększenie wyznaczonego orzecznictwem z lat ’70 i ‘90 standardu ochrony praw człowieka osób transpłciowych. Nałożenie na osoby transpłciowe obowiązku pozywania swoich dzieci w celu uzgodnienia płci byłoby jej zaprzepaszczeniem i rażącym naruszeniem godności i prawa do poszanowania życia rodzinnego także ich dzieci – brzmi konkluzja stanowiska RPO dla SN.

SN: poprzestać na wytoczeniu powództwa przeciw rodzicom

Sąd Najwyższy 10 stycznia 2019 r. na posiedzeniu niejawnym oddalił skargę kasacyjną prokuratora (sygn. akt II CSK 371/18).

Troje sędziów SN uznało, że pozywanie rodziców nie wynika z tego, że są oni prawnie zainteresowani sposobem realizacji prawa do płci przez ich dziecko, lecz służy wyłącznie temu, aby formalnie dochować zasady dwustronności procesu. Występowanie rodziców jako  pozwanych w takiej sprawie nie oznacza zatem, że bez ich udziału nie można by rozstrzygnąć sprawy, lecz jedynie to, że dzięki temu sprawa ta może być rozstrzygnięta w procesie jako takim – wskazał SN.

Przy takim założeniu jest oczywiste, że rozważanie, czy - oprócz rodziców osoby dochodzącej ustalenia zmiany płci - bierną legitymację procesową w sprawie mają (także) dzieci tej osoby, jest bezprzedmiotowe. Przyjęcie, że dzieci mają taką legitymację, oznaczałoby jedynie podmiotowe rozszerzenie rozwiązania dotyczącego rodziców jako pozwanych, do czego nie ma żadnej potrzeby. Dla dopełnienia wymagań zasady dwustronności procesu wystarczy poprzestanie na wytoczeniu powództwa przeciwko rodzicom, a w wypadku ich śmierci - przeciwko kuratorowi.

SN podkreślił, że wybór  rodziców, a nie dzieci osoby dochodzącej ustalenia zmiany płci, jest uzasadniony tym, że wyrok uwzględniający powództwo stanowi podstawę ujawnienia zmiany płci jedynie w akcie urodzenia powoda, w którym wpisani są jego rodzice - a nie dzieci.

Według SN dzieci osoby dochodzącej ustalenia zmiany jej płci nie mają związku z przedmiotem procesu. Przedmiotem tym jest prawo do płci ich rodzica, a nie stosunki rodzicielstwa zachodzące między nimi a ich rodzicem.

XI.501.6.2016

Rzecznik pisze do premiera ws. kontroli osób wchodzących do sądów

Data: 2019-01-29
  • Uprawnienia pracowników ochrony do kontroli osób wchodzących do sądów wciąż nie są określone ustawowo 
  • Podstawą prawną tych działań są regulaminy sądów, a wymaga to ustawy, gdyż wiąże się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności
  • Od 2014 r. Rzecznik Praw Obywatelskich upomina się o to u kolejnych ministrów sprawiedliwości - dostawał różne obietnice  
  • Wobec ustawicznego braku odpowiedzi od Ministra Sprawiedliwości, RPO zwrócił się o interwencję do premiera 

Działania w tej sprawie zapoczątkowała Irena Lipowicz, poprzednia rzeczniczka praw obywatelskich. Wskazywała na konieczność uregulowania w ustawie podstawy prawnej przeglądania zawartości bagażu i odzieży osób wchodzących do  budynku sądu przez pracowników ochrony. Za niedopuszczalne uznała, aby kwestie te były regulowane np. w regulaminach sądów.

Uniemożliwienie wnoszenia do sądów  broni czy innych przedmiotów niebezpiecznych wymaga czynności o charakterze prewencyjnym, m.in. przeglądania zawartości toreb czy odzieży osób wchodzących do sądu. Nawet takie przeglądanie - jako wiążące się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności (np. prawa do prywatności gwarantowanego w art. 47 Konstytucji) wymaga jednak regulacji ustawowej.

Ograniczenia praw i wolności są tu uzasadnione potrzebą ochrony zdrowia, życia innych osób, a także zapewnienia bezpiecznego funkcjonowania sądów. Znajdują zatem podstawę w art. 31 ust. 3 Konstytucji, ale zgodnie z tym przepisem mogą być wprowadzone jedynie ustawą.

W 2014 r. ówczesny wiceminister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn informował RPO, że w resorcie trwają prace zmierzające do powierzenia pracownikom ochrony tych uprawnień w drodze ustawy. 

Starania swej poprzedniczki kontynuuje Adam Bodnar.  W marcu 2016 r. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł przyznawał konieczność uregulowania kwestii w akcie rangi ustawowej. - Cieszy fakt, iż zarówno Minister Sprawiedliwości, jak i RPO zgadzają się w tym zakresie i wyrażają wolę współpracy - dodawał Marcin Warchoł.

Informował on wtedy, że w ministerstwie trwają prace nad szeroko rozumianą reformą wymiaru sprawiedliwości. W ramach tego projektu planowane jest ustawowe uregulowanie uprawnień pracowników ochrony wykonujących zadania w budynkach sądowych. - Przewiduje się, że zagadnienie to, jako doniosłe z uwagi na zapewnienie bezpieczeństwa w budynkach sądów, znajdzie odzwierciedlenie w szczegółowych pracach nad nową ustawą - Prawo o ustroju sądów powszechnych, o czym niezwłocznie poinformuję Pana Rzecznika – pisał wiceminister.

Do dziś RPO nie otrzymał jednak od MS żadnej informacji w tej sprawie, mimo ponagleń z marca i lipca 2018 r.

Dlatego Adam Bodnar poprosił premiera Mateusza Morawieckiego by spowodował udzielenie odpowiedzi przez Ministra Sprawiedliwości oraz podjęcie pilnych działań legislacyjnych w tym zakresie.

Rzecznik powołał się na przypadki, o których informowała prasa, dotyczące prób wejścia do sądu z niebezpiecznymi narzędziami.

- Zmuszony jestem także zauważyć, że nieudzielanie Rzecznikowi Praw Obywatelskich odpowiedzi na jego wystąpienia stanowi naruszenie art. 15 ust. 2 ustawy z 5 lipca 1987 r. o RPO, który wymaga, by każdy organ otrzymujący wystąpienie Rzecznika udzielał na nie odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 30 dni – napisał RPO do premiera.

VII.510.16.2014

RPO o ogromnej liczbie prac domowych: potrzebna interwencja resortu edukacji

Data: 2019-01-28
  • Nasze dzieci są przemęczone i zniechęcone do zajęć szkolnych. Nie są w stanie wypocząć, nie rozwijają swoich pasji
  • My sami musimy poświęcać wolny czas na pomoc dzieciom w nadrabianiu zaległości lub pracę nad materiałem, który nie został wytłumaczony na lekcjach
  • To skutki przeciążenia dzieci pracami domowymi, które rodzice opisują w skargach do Rzecznika
  • Konsekwencje mogą być groźne dla rodzin i dla całego systemu oświaty w Polsce

Rzecznik Praw Obywatelskich apeluje do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych. Brak nadzoru w tym zakresie może prowadzić bowiem rodziców do działań, które mogą przynieść negatywne skutki dla całego systemu oświaty (przykładem są krążące w sieci – i cytowane w piśmie RPO – oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody "na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”).

- Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych – pisze Adam Bodnar. - Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.

Rzecznik nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak zdaniem RPO obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie.

Ogromne zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich budzi nastawienie polskich uczniów do szkół. Z raportu z badania TIMSS z 2015 r. wynika, że mimo sukcesów w  nauce, uczniowie w Polsce raczej nie lubią szkoły i nie wierzą we własne możliwości. W  rankingu pozytywnego nastawienia wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się dopiero na 46. miejscu – tylko o trzy miejsca wyższym od japońskich, ostatnich na liście. W  Europie są na samym końcu, wraz z Francuzami i Czechami[1]

Na problem zwracał już uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś Rzecznik Praw Obywatelskich.

VII.501.68.2018




[1] Materiał prasowy z badania TIMSS 2015 r., http://www.ibe.edu.pl/pl/projekty-miedzynarodowe/timss-2019

 

RPO za wprowadzeniem prawa do zaskarżenia decyzji prokuratury o ekshumacji

Data: 2019-01-25
  • Najbliżsi osoby zmarłej muszą  mieć prawo zaskarżenia decyzji prokuratury o jej ekshumacji, gdy uznają, że narusza to kult zmarłych – uważa Rzecznik
  • Powołuje się na wyrok Trybunału w Strasburgu, który ze skarg rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej uznał, że brak takiej możliwości narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka
  • W ocenie RPO jest to też niezgodne z konstytucyjnymi zasadami prawa do sądu, ochrony prawnej życia prywatnego i rodzinnego oraz prawa do środka odwoławczego

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o zainicjowanie działań w celu wprowadzenia do Kodeksu postępowania karnego przepisów, które umożliwiłyby ochronę prawa do życia prywatnego i rodzinnego w przypadku zarządzenia ekshumacji.

20 września 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził naruszenie przez Polskę w tej sprawie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego).

Sprawa dotyczyła ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej z 2010 r., w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński. Prokuratura zarządziła w 2016 r. ekshumacje ciał ofiar w ramach toczącego się postępowania karnego w sprawie. Władze dokonywały sekcji zwłok w celu ustalenia przyczyn wypadku, sprawdzając m.in. wersję ewentualnego wybuchu na pokładzie.

Skarżące, wdowy po dwóch ofiarach, sprzeciwiły się ekshumacji zwłok mężów - jednak bezskutecznie. Ich zażalenia pozostawiono bez rozpoznania, powołując się na to, że polskie prawo nie przewiduje możliwości odwołania do sądu.

Wcześniej Rzecznik Praw Obywatelskich  podejmował działania w tej sprawie w związku z wnioskiem osób i reprezentującego je pełnomocnika. W korespondencji prowadzonej w październiku i listopadzie 2016 r. z Prokuratorem Generalnym Rzecznik wyrażał zaniepokojenie tym, że decyzja prokuratora nie podlega zewnętrznej kontroli. Rzecznik nie podzielił stanowiska z  odpowiedzi Prokuratora Generalnego, że decyzja prokuratora o zarządzeniu ekshumacji nie podlega zaskarżeniu do sądu.

- Ekshumacja zwłok i szczątków ludzkich dokonywana na zarządzenie prokuratora stanowi władcze wkroczenie w sferę prawnie chronionych dóbr osobistych w postaci kultu osoby zmarłej. Oznacza to, że osobom bliskim muszą służyć środki prawne w celu ustalenia, czy wkroczenie przez  prokuratora w ową prawnie chronioną sferę nie miało charakteru ekscesywnego – wskazywał Adam Bodnar. Podkreślał, że z art. 47 Konstytucji wynika, że każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego. W tym kontekście osoba, która uważa, że jej prawo do prywatności zostało naruszone, musi mieć możliwość skorzystania z ochrony prawnej. Ustawa nie może zatem zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw (art. 77 ust. 2 Konstytucji),  gdy osoba bliska uważa, że zarządzenie  ekshumacji narusza kult osoby zmarłej. Prokurator Generalny nie podzielił tych argumentów.

Teraz w wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości Rzecznik przypomniał, że niektórzy członkowie rodzin ofiar katastrofy złożyli zażalenia na zarządzenia prokuratora o odmowie przyjęcia zażaleń na decyzję o ekshumacji ciał ich bliskich. Rozpatrując zażalenia, Sąd Okręgowy w Warszawie nabrał wątpliwości co do zgodności odpowiedniego przepisu K.p.k. z Konstytucją i Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Dlatego 3 kwietnia 2017 r. Sąd Okręgowy skierował do Trybunału Konstytucyjnego pytanie prawne, czy art. 210 K.p.k. w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości zażalenia na zarządzenie wyjęcia zwłok z grobu, jest zgodny z art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 78 Konstytucji oraz z art. 8 i art. 13 Konwencji. 

Rzecznik w 2017 r. przyłączył się do tego postępowania. Przedstawił stanowisko, iż art. 210 K.p.k. jest niezgodny z art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 78 Konstytucji oraz z art. 8 i art. 13 Konwencji. Postępowanie przed Trybunałem pozostaje w toku.

Rzecznik przypomniał, że ETPCz stwierdził m. in., iż w pewnych okolicznościach dowody w śledztwie muszą zostać uzyskane poprzez przeprowadzenie ekshumacji. Wtedy powinny być jednak zapewnione uzasadnione interesy rodzin. Władze muszą zrównoważyć wymogi efektywnego śledztwa oraz potrzebę ochrony prawa do prywatności i życia rodzinnego stron postępowania. 

W konkluzji Trybunał stwierdził, że polskie prawo nie przewiduje wystarczającego zabezpieczenia przeciw  ewentualnej arbitralności zarządzenia prokuratora o ekshumacji i mechanizmu zagwarantowania proporcjonalności tego zarządzenia do prawa przewidzianego w art. 8 ust. 1 Konwencji. Wnioskodawczynie były zatem całkowicie pozbawione ochrony przysługujących im praw.

Orzeczenie ETPCz zapadło w sprawie jednostkowej, ale w ocenie Rzecznika ma ono walor ogólniejszy. Trybunał wskazał bowiem, że do naruszenia praw skarżących doszło nie tyle na skutek działań lub zaniechań organów państwa, ile ze względu na przepisy prawa, które uniemożliwiły im ochronę przysługujących im praw.

II.519.941.2016

O drodze z Chin do Portugalii przez nasze osiedle i o tym, co nas truje: spotkanie regionalne RPO w Dąbrowie Górniczej

Data: 2019-01-24
  • My nie mamy smogu. Nas truje przemysł. Ale nie wiemy, kto i jak. Koncentracja przemysłu w Dąbrowie Górniczej jest tak wielka, że bez porządnie zakrojonych badań, nie damy rady.
  • Nie możemy dalej – jak od kilkunastu lat – pisać listów z błaganiami o zbadanie stanu środowiska – mówili uczestnicy spotkania regionalnego w Dąbrowie Górniczej
  • Młodzi ludzie obecni na spotkaniu pytali o sprawę Pawła Adamowicza. I o koszulki „KonsTYtucJA”

"Ogłosiliśmy sukces gospodarczy. Polska jest krajem łączącym Chiny z Portugalią. A  cały ten szlak transportowy wiedzie przez moją ulicę. Bo powstał obok terminal przeładunkowy kontenerów z kolei na samochody, ale nie zbudowano planowanych wcześniej obwodnic. Ruch idzie drogą przez środek osiedla domków jednorodzinnych, w których żyjemy od dawna, bo wcześniej była to wieś pod Dąbrową"

Przed południem na spotkanie z RPO Adamem Bodnarem przyszło do Urzędu Miasta ponad sto osób. Działacze organizacji pozarządowych, radni, mieszkańcy i uczniowie liceum.

- Zaprosiliśmy tu Rzecznika, żeby zobaczył, w jakich warunkach żyjemy w Dąbrowie-Strzemieszycach – mówił przedstawiciel stowarzyszenia Stop Truciu.

O problemach z zanieczyszczeniem środowiska RPO Adam Bodnar rozmawiał z organizacjami pozarządowymi w czasie Szczytu Klimatycznego COP 24 w Katowicach. Wtedy dostał od nich zaproszenie do przyjechania na Śląsk.

Skumulowanie przemysłu

- Skumulowanie przemysłu oznacza ogromny, nadmierny ruch ciężkiego transportu. Oznacza zapylenie i emisję odorów (smród), niska emisja (smog). Liczę, że nowy zarząd miasta wspólnie z nami zacznie te problemy rozwiązywać – a Pan będzie nas wspomagał.

RPO: Opowiem Państwu najpierw, co mogę zrobić. Nie zmienię prawa, nie nakażę niczego władzom – ale mogę naciskać, mogę przyłączać się do spraw w sądach, mogę sprawdzać, co się dzieje ze sprawami, które zgłaszają.  Działamy wtedy, kiedy instytucje państwowe nie realizują swoich obowiązków wobec obywateli. To znaczy – sprawdzamy, czy władze działają zgodnie z przepisami.

Dyrektor Łukasz Kosiedowski z Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego BRPO (trafiają tam sprawy z zakresu ochrony środowiska) opowiadał o tym, jak Rzecznik działa w przypadku hałasu, smogu, odoru, problemów ze śmieciami, zanieczyszczenia wód – Rzecznik robi to na podstawie zgłoszeń od ludzi.

Prof. Danuta Mielżyńska z Instytutu Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu opowiadała o problemie z wdrożeniem programu badawczego dla Dąbrowy (Ocena środowiskowych zagrożeń zdrowia mieszkańców Dąbrowy Górniczej ze szczególnym uwzględnieniem dzielnicy Strzemieszyce Wielkie i Małe) – państwo nie jest do tego przygotowane organizacyjnie i finansowo. Sam zaś Instytut Pracy jest teraz likwidowany.

RPO: To znaczy, że państwo nie macie programu badawczego, który pozwalałby wam na podjęcie dialogu z władzami? Muszę się temu przyjrzeć. Jednak Rzecznik nie może wkraczać w politykę Ministra Nauki w sprawie organizacji instytucji naukowych – to wykracza poza tematykę praw człowieka.

- Tak, nie mamy badań, bo nasza sytuacja jest wyjątkowa na skalę europejską. Takiej kumulacji przemysłu nie ma nigdzie. Mamy fatalne wskaźniki stanu środowiska i zdrowia ludzi. Musimy to badać, sprawdzić, skąd to się bierze – nie możemy wskazać jednego truciciela i z nim rozmawiać – mówili uczestnicy spotkania.

  • Musimy mieć sposób na to, by nowych dróg dojazdowych do fabryk nie prowadzić przez środek osiedla, bo wtedy rozjeżdżają nas TIRy.
  • Ocena wpływu inwestycji na środowisko nie może być zamawiana przez inwestora. Trzeba zmienić przepisy.

RPO:  W tej sprawie możemy dopytywać władze. Bierzemy od Państwa dokumenty, na tej podstawie możemy działać.

Problem hałasu

Przez naszą dzielnicę biegnie droga krajowa DK 1.Przebudowa ma ruszyć w tym roku, a hałas już jest bardzo uciążliwy. Władze powołując się na pomiary hałasu zrezygnowały z budowy ekranów chroniących przed hałasem z jednej strony trasy. Nie wiemy, co to za pomiary i nie ufamy im.

RPO: Dobrze, bierzemy dokumenty

Opłata adjacencka (pobierana z tytułu wybudowania infrastruktury technicznej)

Ludzie uważają, że te opłaty są niesprawiedliwe (w tym samym miejscu opłaty są różne, bo część postępowań o ich ustalenie zaczęło się przed zmianą przepisów, a inne - już po), a sposób pobierania ich i zarządzania zebranymi pieniędzmi jest niegospodarny.

Sprawy oszustwa

Jeden z mieszkańców opowiada o oszustwie, którego ofiarą padła jego firma - a oszust najwyraźniej ma dobre układy, bo prokuratura i policja nic z tym nie robi.

Mój majątek zniknął. Co mogę zrobić?

Bo nie wierzę ani prokuraturze ani sądom – chciałbym, żeby ktoś wyższy się tym zajął.

RPO: Nie ma nikogo wyższego. Mamy prokuraturę i sądy.  Jeśli sprawa trafi do Prokuratora Generalnego, to ona i tak trafi do Pana prokuratury.

Rzecznik – po zakończeniu postępowania prokuratorskiego – może poprosić o akta i poprosić prokuraturę o ponowne zajęcie się tą sprawą.

Koła gospodyń

W ustawie o kołach gospodyń nie ma słowa o kołach gospodyń działających w miastach. A my mamy koła działające od 90 lat na terenach włączonych teraz do miast. I nie ma o nich słowa.

RPO: nie podzielam entuzjazmu wobec tej ustawy, bo ogranicza ona wolność zrzeszenia się. Pozwala na działanie jednego koła w danej miejscowości i tylko dla niego przewiduje wsparcie. Ale zwrócę uwagę na ten nowy aspekt, o którym Pani mówi.

Pytania na karteczkach od młodzieży

Licealiści, którzy przyszli na spotkanie, zadawali pytania na karteczkach (anonimowo)

  • Co Pan uważa o sprawie śmierci Prezydenta Gdańska? Co Pan uważa o obrażaniu osób publicznych? Jak sprawca ataku na prezydenta ma być uważany za niepoczytalnego, skoro już jako poczytalny odsiadywał karę?

RPO: Śmierć Prezydenta to niepowetowana strata i budzi ogromny żal. Musi nas prowadzić do tego, by przekuć to w coś dobrego, u siebie, w lokalnej wspólnocie.

Prezydent Adamowicz był osobą niezwykłą i ważna dla społeczeństwa. Wspierał rozwój Gdańska jako nowoczesnego i otwartego miasta. Zajmował się problemami osób dotkniętych kryzysem bezdomności (a to jest dziedzina, którą RPO się zajmuje).

Osoby publiczne muszą być przygotowane na krytykę. T wynika z prawa do wolności wypowiedzi. Krytyka powinna dotyczyć jednak działań, a nie cech. Granice można wyczuć – kiedy krytyka staje się mową nienawiści, dotyczy wyglądu albo cech. Wiemy dziś, że ta mowa nienawiści dotyczy osób należących do mniejszości ale też do osób publicznych.

Musimy sobie to uświadomić - tego nas uczy tragedia Pawła Adamowicza .

Bardzo przestrzegam przed opowiadaniem, co kierowało zabójcą. O tym, czy był poczytalny, może ustalić sąd pytając o to biegłych. Nie róbmy tego sami! Proszę pamiętać, że poczytalność ustala się dla momentu popełnienia czynu (łac: tempore crimini)

Inna sprawa to to, czy ktoś był – będąc w więzieniu – właściwie leczony. Czy miał odpowiednią terapię i wsparcie. Ta sprawa pokazała już problem luk w prawie.

Dlatego takie przypadki trzeba analizować pod kątem błędów, jakie zostały popełnione – po to, by im zapobiec  w przyszłości.

Mec. Rudzińska-Bluszcz z BRPO opowiedziała zebranym o patostreamingu (nadawaniu w internecie transmisji z zadawania bólu i innych przestępstw, na czym się zarabia) – o działaniach obywatelskich, o współpracy RPO z platformami internetowymi i władzami. W ten sposób udało się powtrzymać patostreamera, który szkalował pamięć prezydenta Adamowicza.

  • Czy nauczanie indywidualne w domu nie jest naruszeniem praw do kontaktów z rówieśnikami (RPO: powinniśmy dążyć do edukacji włączającej)
  • Czy jeśli nauczyciel zabierze mi telefon na lekcji, może zobaczyć, co na nim robiłem (RPO: art. 47 Konstytucji daje nam prawo do poszanowania prywatności. Ale to nie oznacza, że nauczyciel nie może zabrać telefonu, jeśli uczeń łamie regulamin. Ważne, by trzymać się zasad, a nie wymyślać je na bieżąco)
  • Czy będzie zaostrzenie kar w sprawie przemocy domowej? (RPO: kary są stosunkowo wysokie. Ważne jest co innego: pomoc dla ofiar i oddzielenie ofiary od sprawcy, a także terapia dla sprawcy, by oduczył się pewnych nawyków).
  • Gdzie jest sprawiedliwość, skoro pogróżki śmiercią (akty zgonu) nie są karane, a zakładanie koszulek na pomniki (nie bronię sprawców) – nie?

RPO: w sprawie 11 aktów zgonu prokuratura umorzyła śledztwo. W sprawie koszulek na pomnikach – nikt nie poniósł ostatecznie konsekwencji. Z tym, że ta ostatnia sprawa mieści się w ramach wolności słowa. W pierwszej kolejności – moim zdaniem prokuratura powinna się zająć sprawą w kierunku groźby karalnej. Być może to naprawi.

Bo mamy prawo oczekiwać, że prokuratura zajmie się dogłębnie takimi sprawami – tak jak pan, który opowiadał o oszustwach, ma prawo, by państwo tę sprawę zbadało.

Nauczycielka: Czy mogę ponieść odpowiedzialność za przyjście do szkoły w koszulce „KonsTYtucJA”?

RPO: Doszliśmy do tego, że mówienie  o Konstytucji stało się polityczne. Działania kuratorów niekoniecznie są motywowane zaufaniem, poszanowaniem wolności słowa – ale także polityków. W razie kłopotów – mogę Panią zapewnić – że może Pani liczyć na pomoc prawników i ma ogromną szansę na sukces. Do Pani jednak należy decyzja, czy ryzyko podjąć.

***

- Mówicie o prawach człowieka - ale przez moją ulicę na osiedlu prowadzi ruch z Chin do Portugalii. Tak, bo przez Strzemieszyce prowadzi droga do terminala przeładunkowego w Sławkowie. Wybudowali terminal, wielki gospodarczy sukces, a dojazd prowadzi przez osiedle domów. 

Rzecznik pisze do TK: ubezwłasnowolnienie całkowite jest niekonstytucyjne

Data: 2019-01-16
  • Ubezwłasnowolnienie całkowite jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami godności i wolności człowieka oraz poszanowania życia prywatnego i rodzinnego  
  • Takie jest stanowisko RPO dla Trybunału Konstytucyjnego, który bada skargę osoby ubezwłasnowolnionej
  • Ta instytucja prawa powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji - powtarza po raz kolejny Rzecznik
  • Szczegółowo opisuje, jak osoby ubezwłasnowolnione pozbawione są wielu podstawowych praw

Adam Bodnar przyłączył się do postępowania przed TK zainicjowanego skargą konstytucyjną pani Barbary, którą opiekowała się przyjaciółka. Na wniosek prokuratury z 2015 r. sąd orzekł jej ubezwłasnowolnienie całkowite z powodu zaburzeń psychicznych. Ona sama była temu przeciwna. Apelacje pani Barbary i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zostały oddalone. Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia skarg kasacyjnych. W lutym 2017 r. pani Barbara złożyła skargę konstytucyjną.

RPO wnosi by Trybunał uznał art. 13 § 1 Kodeks cywilnego za niezgodny z art. 30, z art. 31 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 47 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Czym jest ubezwłasnowolnienie

Art. 13 Kc głosi: "Osoba, która ukończyła lat trzynaście, może być ubezwłasnowolniona całkowicie, jeżeli wskutek choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego albo innego rodzaju zaburzeń psychicznych, w szczególności pijaństwa lub narkomanii, nie jest w stanie kierować swym postępowaniem".

Ubezwłasnowolnienie polega na pozbawieniu albo ograniczeniu przez sąd zdolności do czynności prawnych z uwagi na chorobę danej osoby lub psychiczne problemy. Ubezwłasnowolnienie całkowite oznacza zupełne pozbawienie danej osoby zdolności do czynności prawnych, czynności te podejmuje zamiast niej opiekun. Ubezwłasnowolnienie częściowe zasadniczo polega na tym, że dana osoba może osobiście podejmować czynności prawne - jednak zgodę na konkretną transakcję musi wyrazić jej kurator; osoba ubezwłasnowolniona częściowo może samodzielnie rozporządzać swoim zarobkiem oraz przedmiotami oddanymi do jej swobodnego użytku.

Konsekwencje ubezwłasnowolnienia całkowitego to m.in.:

  • niemożność zawarcia małżeństwa,
  • niemożność uznania swego ojcostwa lub wytoczenia samodzielnie powództwa o ustalenie albo zaprzeczenie ojcostwa lub macierzyństwa,
  • niemożność sprawowania władzy rodzicielskiej,
  • niemożność nawiązania stosunku pracy,
  • brak czynnego i biernego prawa wyborczego oraz udziału w referendach,
  • niemożność sporządzenia i odwołania testamentu.

Poza umowami w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, osoba  ubezwłasnowolniona całkowicie nie może działać w obrocie gospodarczym i prawnym. Wszelkie jej działania wymagają pośrednictwa opiekuna ustanowionego przez sąd. Ubezwłasnowolnienie jest stosowane bezterminowo i nie jest poddawane okresowej kontroli przez niezawisły organ. Konsekwencje ubezwłasnowolnienia całkowitego bywają porównywane w literaturze i doktrynie prawa do śmierci cywilnej.

Ze statystyk wynika absolutna przewaga orzekania ubezwłasnowolnienia całkowitego w stosunku do częściowego (od 89 do 92% proc. uwzględnionych wniosków). Sądy uwzględniają zaś 2/3 wszystkich składanych wniosków. W Polsce ubezwłasnowolnionych całkowicie jest ok. 90 tys. osób, a liczba ta stale rośnie.

Postulaty zniesienia ubezwłasnowolnienia

Rzecznik od dawna uważa, że instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji. Domaga się także tego samo środowisko osób z niepełnosprawnościami.

Stanowisko takie RPO prezentował  wcześniej w toku procedury legislacyjnej, mającej na celu zmianę Kc w tym zakresie, toczącej się w ramach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości. W wyniku jej prac powstawał projekt znoszący ubezwłasnowolnienie, który zarzucono wraz z likwidacją Komisji w grudniu 2015 r. W 2018 r. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało rację RPO, że zmiany są konieczne, ale muszą zaczekać, „z uwagi na inne priorytetowe projekty i zadania”.

We wrześniu 2018 r. inne stanowisko zaprezentował przedstawiciel rządu podczas dialogu z Komitetem ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami w Genewie, w ramach badania przez Komitet polskiego raportu z wykonywania Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami (przyznaje im ona zdolność do czynności prawnych). Przedstawiciel rządu zapowiedział, że w MS zostaną podjęte prace koncepcyjne nad zmianą w zakresie ubezwłasnowolnienia. Kierunku zmian nie określono.

W rekomendacjach dla Polski z października 2018 r. Komitet ONZ zalecił m.in. likwidację instytucji ubezwłasnowolnienia.

Argumenty RPO

Godność człowieka

W ocenie Rzecznika ubezwłasnowolnienie w pierwszej kolejności narusza fundamentalną zasadę ochrony przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, stanowiącej źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych (art. 30 Konstytucji).

Art. 13 Kc opiera się na archaicznej terminologii: „choroba psychiczna” i „niedorozwój umysłowy”. Pojęcie „choroby psychicznej” nie występuje już w światowych klasyfikacjach chorób. Zastąpiono je zaburzeniem psychicznym. Termin „niedorozwój umysłowy” zarzucono jako nieprecyzyjny, stygmatyzujący i niepoprawny. Obecnie stosuje się termin „niepełnosprawność intelektualna”.

- Dalsza obecność w przepisach prawa terminów, funkcjonujących obecnie nie jako terminy medyczne, lecz jedynie jako inwektywy, narusza godność nie tylko tych obywateli, których dotyczy wniosek o ich ubezwłasnowolnienie, lecz także wszystkich osób, dotkniętych przypadłościami niepełnosprawności intelektualnej czy psychicznej - podkreśla Rzecznik.

Najważniejszym jednak zarzutem dotyczącym naruszenia godności człowieka jest przedmiotowe traktowanie i odebranie osobom ubezwłasnowolnionym całkowicie możności decydowania o samych sobie. W większości przypadków osoby z niepełnosprawnością intelektualną i z zaburzeniami psychicznymi potrafią artykułować swe potrzeby i swoją wolę. Może to wprawdzie wymagać zmiany języka na bardzo prosty bądź pomocy innej osoby, ale trudności komunikacyjne nie mogą pozbawiać człowieka wszystkich praw i w każdym zakresie.

Może także być tak, że osoby z niepełnosprawnością intelektualną i z zaburzeniami psychicznymi czy niepełnosprawnością psychiczną nie mogą świadomie podjąć decyzji w niektórych sferach (np. zakup czy sprzedaż nieruchomości, przyjęcie czy odrzucenie spadku, wzięcie kredytu), ale w innych sferach mogą świadomie działać i wyrażać swą wolę (np. zawarcie małżeństwa, podjęcie zatrudnienia, wypłata pensji czy renty). Całkowite odebranie osobie prawa do wszelkich decyzji to fundamentalne naruszenie jej godności.

Opiekun ma wprawdzie obowiązek działania w interesie osoby będącej pod jego pieczą, ale przepisy - inaczej niż w niektórych ustawodawstwach europejskich - nie precyzują, że musi brać pod uwagę jej życzenia. Tym samym podopieczny nie ma prawa udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego majątku i osoby. Zdaniem Rzecznika powoduje to, że dorosłe osoby ubezwłasnowolnione są przez polskie prawo traktowane bardziej przedmiotowo niż małoletnie dzieci poniżej 13. roku życia.

Wolność człowieka

Ubezwłasnowolnienie całkowite bardzo głęboko ingeruje w wolność człowieka we wszystkich jej aspektach. Wszystkie decyzje są podejmowane przez opiekuna, bez udziału osoby ubezwłasnowolnionej, a jedynie – w ważniejszych sprawach – za zezwoleniem sądu opiekuńczego. W związku z tym instytucja ubezwłasnowolnienia całkowitego bez wątpienia dotyka kwestii wolności osoby i wchodzi w zakres zastosowania artykułu 31 ust. 1 Konstytucji (mówi on, kiedy dopuszczalne są ograniczenia wolności).

Zdaniem Rzecznika, ubezwłasnowolnienie całkowite – z uwagi na swoją niekonieczność i nieproporcjonalność  – nie służy realizacji żadnych z wartości wymienianych w art. 31 ust. 3 Konstytucji.  Nie prowadzi ono bowiem do skutków zamierzonych przez ustawodawcę, a tym samym nie jest racjonalne, ani przydatne.

Ubezwłasnowolnienie nie chroni danej osoby od podejmowania niekorzystnych decyzji finansowych czy życiowych, nie chroni także wolności i praw innych uczestników obrotu prawnego i gospodarczego przed działaniami osób, uważanych za niezdolne do racjonalnych decyzji. Fakt czyjegoś ubezwłasnowolnienia nie jest bowiem znany innym uczestnikom obrotu. Nie istnieje żaden rejestr osób pozbawionych zdolności do czynności prawnych. Nie wynika to z żadnych dokumentów stanu cywilnego, dowodu osobistego czy paszportu.

Fakt ubezwłasnowolnienia nie powstrzymuje osób ubezwłasnowolnionych ani firm czy instytucji finansowych czy telekomunikacyjnych od zawierania umów kredytów, pożyczek, tzw. „chwilówek”. Wprawdzie każda taka umowa pozostaje w świetle prawa nieważna, jednak do czasu wykazania jej nieważności w praktyce wywołuje skutki. W razie stwierdzenia jej nieważności prowadzi zaś do konieczności zwrotu korzyści. W interesie firm nie leży zatem skrupulatne sprawdzanie stanu zdolności do czynności prawnych osób zawierających z nimi umowy. Nie jest to zresztą możliwe wobec braku jakiejkolwiek formy „rejestru” i możliwości orzeczenia ubezwłasnowolnienia przez każdy z 45 sądów okręgowych w Polsce.

Według RPO nieracjonalność ubezwłasnowolnienia dodatkowo potwierdza systemowy problem ze znalezieniem kandydata na opiekuna osoby ubezwłasnowolnionej. Dopiero po całkowitym pozbawieniu danej osoby zdolności do czynności prawnych wszczyna się postępowanie w celu znalezienia opiekuna. Oznacza to, że pomiędzy orzeczeniem sądu a ustanowieniem opiekuna i objęciem przez niego opieki, dana osoba  jest całkowicie pozbawiona wszelkiej ochrony. Nie może już działać w swoim interesie, a jeszcze nie ma osoby, która powinna robić to za nią. Takie okresy próżni ochronnej mogą trwać miesiące, a zdarza się, że i lata, o czym świadczą doświadczenia Biura RRO.

Z kolei brak chętnych na opiekunów powoduje wyznaczanie ich wbrew woli kandydatów. Chodzi np. o pracownika domu pomocy społecznej, w którym przebywa osoba ubezwłasnowolniona, wyznaczanego „z łapanki”. Nie sprzyja to należytemu wywiązywaniu się opiekunów z ich obowiązków.

Ponadto interesy i dobro osoby ubezwłasnowolnionej mogą być zagrożone wskutek  przekazania opiekunowi decyzji co do danej osoby i jej majątku. Nadzór sądu opiekuńczego nad opiera się przeważnie na przyjmowaniu ogólnego i schematycznego sprawozdania opiekuna, zazwyczaj powielającego te same informacje co roku. Opiekunowie często nie zwracają się do sądu o zezwolenie we wszelkich ważniejszych sprawach, a zaniedbanie to nie wychodzi na jaw, m.in. wskutek braku możliwości wglądu osoby ubezwłasnowolnionej.

W ocenie Rzecznika ubezwłasnowolnienie całkowite nie spełnia też kryterium konieczności ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności. Jak wskazuje doświadczenie innych państw, ochronę interesów osoby z niepełnosprawnością intelektualną lub psychiczną można uzyskać przez system wspieranego podejmowania decyzji. Nawet w polskim systemie prawnym można znaleźć instytucje mniej ograniczające wolność decydowania: ubezwłasnowolnienie częściowe oraz kuratora dla osoby z niepełnosprawnością.

- W związku z tym, że możliwa jest ochrona interesów osoby dotkniętej niepełnosprawnością intelektualną bądź psychiczną na różne sposoby, radykalne ograniczanie wolności w ramach ubezwłasnowolnienia całkowitego nie jest niezbędne – podkreśla Adam Bodnar. Niektóre polskie sądy dostrzegają nieproporcjonalność stosowania ubezwłasnowolnienia, ale to wyjątek od praktyki częstego stosowania tej instytucji.

Prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz decydowania o życiu osobistym        

Ubezwłasnowolnienie całkowite ingeruje we wszystkie sfery życia osobistego i rodzinnego. To opiekun decyduje np. o miejscu pobytu podopiecznego, kształtując jego środowisko życiowe i wpływając na możliwy krąg znajomych. W wyniku ubezwłasnowolnienia jednego z małżonków z mocy prawa powstaje między nimi rozdzielność majątkowa.

Do Biura Rzecznika trafiały także sprawy, w których opiekun decydował o przymusie stosowania antykoncepcji u podopiecznej, wbrew jej woli – co oznacza fundamentalną ingerencję w życie osobiste i wolność seksualną osoby ubezwłasnowolnionej całkowicie.  Osoby ubezwłasnowolnione całkowicie nadal nawiązują jednak znajomości, podejmują współżycie, rodzą dzieci i zakładają faktyczne rodziny. Nie mogą jednak sformalizować tych związków w ramach swego prawa do życia osobistego i rodzinnego. Nad ich życiem prywatnym i rodzinnym ciąży zatem swoiste „odium formalnej nielegalności” – pisze RPO.

W maju 2018 r. Sąd Najwyższy uznał, że także prawo do kontaktowania się osoby ubezwłasnowolnionej z innymi osobami jest zależne od działań i inicjatywy opiekuna. Nawet najbliższa rodzina (rodzice lub potomstwo ubezwłasnowolnionego dziecka) nie ma podstaw prawnych by żądać uregulowania takich kontaktów przez sąd, który nie ma prawa wszcząć takiego postępowania z urzędu.

Oceny ETPCz

W żadnej z dotychczasowych spraw Europejski Trybunał Praw Człowieka nie uznał ubezwłasnowolnienia za instytucję nie do pogodzenia z Konwencją Praw Człowieka, zwłaszcza z jej art. 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego). Uznawał już jednak, że proporcjonalność ubezwłasnowolnienia jest wątpliwa, gdy władze państwowe dysponują innymi środkami, bardziej dostosowanymi do sytuacji osoby. 

Generalnie orzecznictwo ETPCz rozwija się w kierunku coraz bardziej restrykcyjnego traktowania ubezwłasnowolnienia. Wskazuje się na konieczność zastąpienia go instytucją bardziej zindywidualizowaną, ograniczoną czasowo i zachowującą jak największą zdolność osób niepełnosprawnych intelektualnie lub psychicznie do działania. 

- Ma to niewątpliwy wpływ również na ocenę ubezwłasnowolnienia całkowitego z punktu widzenia standardów ochrony praw i wolności obywatelskich - stwierdził w konkluzji Adam Bodnar.

IV.7024.23.2018

Rzecznik za zmianami w przepisach o przemocy w rodzinie. Mają odpowiadać standardom międzynarodowym

Data: 2018-11-27
  • Pojęcie przemocy w rodzinie powinno obejmować także przemoc ekonomiczną oraz relacje osób, które nie są w stałym związku lub małżeństwie i nie mieszkają razem, ale dochodzi między nimi do przemocy
  • Obecna konstrukcja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie uniemożliwia identyfikację przemocy w bliskich związkach; nie obejmuje też niemieszkających razem byłych i obecnych partnerów - wskazuje RPO
  • Ponadto zakres ustawy należy poszerzyć o sytuacje, gdy do przemocy dochodzi poza rodziną; inaczej bez środków ochrony pozostają ofiary przemocy z innych obszarów życia, np. na uczelniach, w szkołach, w przestrzeni publicznej

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie konieczności dostosowania polskiego prawa do standardów międzynarodowych w tym zakresie.

W lipcu 2018 r. Europejski Instytut ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE)  opublikował raport o gromadzeniu danych statystycznych dotyczących przemocy w bliskich związkach. Eksperci Instytutu przedstawili zalecenia dla Polski dotyczące poprawy sytuacji w tym obszarze.

Analiza RPO tego raportu oraz przepisów ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wskazuje na konieczność dostosowania prawa do standardów międzynarodowych w zakresie dostarczania danych określonych w dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/29/UE z dnia 25 października 2012 r. ustanawiającej normy minimalne w zakresie praw, wsparcia i ochrony ofiar przestępstw (Dyrektywie ws. Praw Ofiar) oraz w Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (tzw. Konwencji Stambulskiej).

EIGE definiuje przemoc w bliskich związkach jako wszystkie akty przemocy fizycznej, seksualnej, psychicznej lub ekonomicznej, która występuje między byłymi bądź obecnymi małżonkami lub partnerami, niezależnie od tego, czy sprawca mieszka wspólnie z ofiarą. Tak ustalony zakres pojęcia przemocy w bliskich związkach jest zgodny z definicją przemocy w rodzinie określoną w Konwencji Stambulskiej.

Z kolei na gruncie polskiego prawa przemoc w rodzinie jest zdefiniowana w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jako jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste „członka rodziny”, w szczególności narażanie na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszanie godności, nietykalności cielesnej, wolności, w tym wolności seksualnej, powodujące szkody w obszarze zdrowia fizycznego lub psychicznego, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne. Definicja „członka rodziny” obejmuje małżonków, wstępnych, zstępnych, rodzeństwo, powinowatych, adoptowane dzieci, osobę pozostającą we wspólnym pożyciu, a także inną osobę wspólnie zamieszkującą lub gospodarującą.

Jak podkreśla Adam Bodnar, taka konstrukcja ustawy uniemożliwia identyfikację przemocy w bliskich związkach oraz nie obejmuje niezamieszkujących wspólnie byłych i obecnych partnerów.  Powoduje to, że przemoc wobec partnera, który nie mieszka ze sprawcą, nie może być statystycznie rozliczona.

Znalazło to odzwierciedlenie w zaleceniach EIGE dla Polski, w których rekomendowano poszerzenie definicji „członka rodziny” w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz modyfikację koncepcji przemocy, stosownie do zapisów Dyrektywy ws. Praw Ofiar i Konwencji Stambulskiej.

Wskazania EIGE są zbieżne z postulatami legislacyjnymi zgłaszanymi wcześniej przez Rzecznika. W wystąpieniach do MRPiPS podnosił potrzebę rozszerzenia definicji przemocy w rodzinie, którą posługuje się ustawa. Chodzi o to, aby obejmowała także przemoc ekonomiczną oraz relacje osób, które nie pozostają w stałym związku lub małżeństwie i nie mieszkają razem, ale dochodzi między nimi do przemocy.  

RPO wskazywał także na konieczność rozszerzenia stosowania tej ustawy na sytuacje, gdy do przemocy dochodzi poza rodziną. - Ograniczenie stosowania zapisów ustawowych wyłącznie do przemocy w rodzinie powoduje, że brak jest wymaganych Konwencją Stambulską środków ochrony kierowanych do ofiar przemocy doświadczanej w innych obszarach życia (m.in. na uczelniach, w szkołach, w przestrzeni publicznej) – podkreśla Adam Bodnar.

Rzecznik zwrócił się do minister Elżbiety Rafalskiej o przedstawienie stanowiska oraz rozważenie odpowiedniej inicjatywy legislacyjnej.

III.518.21.2018

Resort zdrowia nie ureguluje sprawy intymnych spotkań sprawców przestępstw przebywających w szpitalach psychiatrycznych

Data: 2018-11-15
  • Ministerstwo Zdrowia nie widzi potrzeby prawnego uregulowania kwestii intymnych spotkań z osobami bliskimi sprawców przestępstw przebywających w szpitalach psychiatrycznych
  • Powinno to - jak dotychczas - pozostawać w gestii kierowników zakładów psychiatrycznych i wynikać z możliwości lokalowych, organizacyjnych i wprowadzonych zabezpieczeń
  • Tak resort odpowiedział RPO, według którego sprawcy w zakładach psychiatrycznych powinni mieć - tak jak skazani w więzieniach - prawo do spotkań w warunkach zwiększonej intymności
  • Dziś przepisy tego nie regulują, a takie widzenie zależy od kierownika zakładu psychiatrycznego. Zdaniem RPO do takich spotkań w ogóle nie dochodzi

RPO Adam Bodnar wystąpił do Ministra Zdrowia, aby zapewnił regulację korzystania przez takie osoby ze spotkań z rodziną w osobnym pomieszczeniu i bez obecności personelu.

Argumenty RPO

Do Rzecznika zwróciła się osoba, wobec której jest wykonywany środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym (sąd stosuje taki środek wobec sprawcy danego przestępstwa, który nie podlega odpowiedzialności karnej z powodu niepoczytalności; nie określa się terminu jego obowiązywania). Osoba ta podniosła kwestię umożliwienia osobom internowanym, jak ona, odbywania spotkań z rodziną w warunkach zwiększonej intymności.

Wobec takich osób Kodeks karny wykonawczy tylko szczątkowo reguluje kwestie kontaktów z osobami z zewnątrz. Stanowi jedynie, że wobec sprawcy przebywającego w zakładzie o wzmocnionym i maksymalnym stopniu zabezpieczenia, kontakty te mogą być ograniczane przez kierownika zakładu, w szczególności gdy powodują wzrost ryzyka zachowań niebezpiecznych sprawcy. Jest zatem możliwość spotkań na osobności - jeśli zgodzi się na to kierownik zakładu psychiatrycznego. Mimo że przepisy tego nie wykluczają - a opinie psychiatrów są przychylne wobec pacjentów, których zdrowie na to pozwala - z wiedzy RPO wynika, iż spotkania osób internowanych z rodziną w tej formie nie są realizowane.

Pobyt w zakładzie psychiatrycznym w ramach środka zabezpieczającego jest niekiedy długoterminowy. Pacjenci w ogóle nie opuszczają szpitala nawet przez kilkanaście lat. Długie odseparowanie od bliskich sprawia, że więzi rodzinne mogą ulegać osłabieniu. Ich podtrzymanie ma zaś znaczenie zarówno w procesie zdrowienia pacjenta, jak i dla zapewnienia mu późniejszego właściwego funkcjonowania  po opuszczeniu szpitala. Powinno się zatem sprzyjać umacnianiu tych relacji. Służyłoby temu umożliwienie spotkań z najbliższymi w warunkach zwiększonej intymności - podkreślał Rzecznik.

Możliwość korzystania z tego rodzaju widzeń mają osoby pozbawione wolności przebywające w zakładach karnych. Kodeks karny wykonawczy przewiduje ich widzenia z rodziną i innymi osobami bliskimi w oddzielnym pomieszczeniu, bez osoby dozorującej, jako formę nagrody - za wyróżniające zachowanie, lub ulgi - w wypadkach szczególnie uzasadnionych.

Odpowiedź Ministerstwa Zdrowia

Odpowiadając RPO, wiceminister zdrowia Zbigniew Król podkreślił znaczenie możliwości podtrzymywania więzi rodzinnych w procesie zdrowienia lub prowadzenia terapii pacjentów. Jednym z ich podstawowych praw jest prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, w tym - do kontaktu osobistego, telefonicznego lub korespondencyjnego z innymi osobami.

Zarazem zwrócił uwagę, że orzeczenie przez sąd pobytu w zakładzie psychiatrycznym wobec sprawcy następuje, jeśli m.in. istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn zabroniony w związku z chorobą psychiczną. Wtedy trafia do zakładu psychiatrycznego o odpowiednim poziomie zabezpieczenia, przy uwzględnieniu opinii komisji psychiatrycznej.

Wobec sprawców przebywających w zakładzie psychiatrycznym w warunkach wzmocnionego lub maksymalnego zabezpieczenia prawo do osobistych kontaktow z osobami odwiedzającymi na podstawie art. 204c k.k w. może być realizowane za zgodą kierownika danego zakładu. Może on odmówić zgody, w szczególności gdy kontakty te powodują wzrost ryzyka zachowań niebezpiecznych.
 
Wobec sprawcy przebywającego w warunkach podstawowego zabezpieczenia realizacja tego prawa, w świetle z art. 204d k.k.w., może również obejmować zezwolenie na czasowy pobyt poza zakładem pod opieką członka rodziny lub osoby godnej zaufania - jeżeli jest to uzasadnione względami terapeutycznymi lub ważnymi względami rodzinnymi, a niebezpieczeństwo, że sprawca poza zakładem dopuści się czynu zabronionego lub zagrozi własnemu życiu lub zdrowiu, jest nieznaczne. Ograniczenia co do ponownego zezwolenia na pobyt poza zakładem wynikają wyłącznie z negatywnych zachowań sprawcy. Dotyczą sytuacji, gdy nie powrócił on do zakładu z upływem okresu, na który udzielono zezwolenia lub poza zakładem dopuścił się czynu zabronionego albo zagroził własnemu życiu lub zdrowiu.

Analizując zagadnienie, należy mieć na względzie, że zachowanie pacjenta przebywającego w zakładzie psychiatrycznym jest całkowicie nieprzewidywalne - wskazał Zbigniew Król. W związku z tym przez cały czas jego pobytu w zakładzie istnieje bardzo wysokie ryzyko nawrotu ostrych doznań psychotycznych i przejawiania zachowań niebezpiecznych dla zdrowia lub życia innych osób.

Nie bez znaczenia dla bezpieczeństwa pacjentów i innych osób przebywających w zakładzie psychiatrycznym pozostaje też kwestia związana z ryzykiem zażycia przez pacjenta, przy okazji wizyty rodziny czy innych odwiedzających, alkoholu, środków psychoaktywnych lub pozyskania przedmiotów niebezpiecznych.

- Mając powyższe na uwadze nie uznaję za zasadne obligowanie w drodze prawa powszechnie obowiązującego zakładów psychiatrycznych realizujących środek zabezpieczający do zapewnienia odbywania spotkań określonej grupie pacjentów z najbliższymi w warunkach zwiększonej intymności – dodał wiceminister. Stworzenie takich warunków powinno pozostawać w gestii kierowników zakładów psychiatrycznych i wynikać przede wszystkim z możliwości lokalowych, organizacyjnych i wprowadzonych zabezpieczeń.

IX.517.3741.2016

RPO wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek w sprawie większych uprawnień Prokuratora Generalnego

Data: 2018-10-22
  • RPO wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek z 2016 r. w sprawie ustawy o prokuraturze, która nadała ogromne uprawnienia Prokuratorowi Generalnemu
  • W składzie orzekającym zasiada osoba nieuprawniona do orzekania w TK; ponadto bez podstawy prawnej skład zmieniono z pełnego na pięcioosobowy - uzasadnia Rzecznik
  • To piąta taka decyzja Adama Bodnara wobec wcześniej zaskarżonych ustaw dotyczących praw i wolności obywateli

O wycofaniu swego wniosku do TK z 18 kwietnia 2016 r. (sygn. akt K 19/16) Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował Trybunał w piśmie z 17 października 2018 r. Zarazem wniósł o umorzenie postepowania w tej sprawie.

W marcu 2018 r. RPO wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji. W kwietniu wycofał sprawę tzw. owoców zatrutego drzewa - czyli dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne. W tym samym miesiącu podjął taką decyzję wobec ustawy o działaniach antyterrorystycznych. W maju wycofał zaś wniosek w  sprawie tzw. zgody następczej na wykorzystanie podsłuchu jako materiału procesowego

Powodem wszystkich tych decyzji były zmiany wyznaczonych wcześniej składów TK oraz zasiadanie w nich osób nieuprawnionych do orzekania.

Przyczyny zaskarżenia ustawy

Mocą ustawy z 28 stycznia 2016 r. polityk, którym jest Minister Sprawiedliwości - i zarazem Prokurator Generalny - może bezpośrednio wpływać na prowadzenie konkretnych śledztw, decydować o zatrzymaniu czy przeszukaniu. Może o tym informować o tym media a także ujawniać tajemnicę śledztwa osobom, które nie pełnią funkcji publicznych. Nadając ta,kie uprawnienia politykowi, ustawodawca nie dał przy tym żadnych uprawnień jednostce, aby mogła chronić swe prawa i wolności.

Dlatego RPO złożył do Trybunału wniosek o stwierdzenie niezgodności ustawy z Konstytucją RP (przed wszystkim – z zasadą  zaufania obywateli do państwa i prawa wynikającą z art. 2 Konstytucji RP oraz z art. 149 ust. 1 Konstytucji RP).  Za niekonstytucyjne Rzecznik uznał to, że ustawa:

  • nakazuje prokuratorom wykonywać polecenia Ministra Sprawiedliwości, sprawującego urząd Prokuratora Generalnego, w sprawach konkretnych czynności procesowych w indywidualnych postępowaniach;
  • uprawnia ministra sprawiedliwości do zmiany lub uchylenia decyzji prokuratora;
  • uprawnia ministra sprawiedliwości do przejmowania spraw prowadzonych przez prokuratorów;
  • uprawnia ministra sprawiedliwości do udostępniania informacji z konkretnej sprawy osobom, które nie pełnią funkcji publicznych;
  • umożliwia ministrowi sprawiedliwości, bez wymogu uzyskania zgody prokuratora prowadzącego postępowanie, przekazanie mediom informacji z toczącego się postępowania przygotowawczego.

W ten sposób polityk może podejmować działania procesowe bezpośrednio ingerujące w takie chronione konstytucyjnie dobra, jak:

  • wolność osobista (art. 41 ust. 1 Konstytucji RP),
  • prawo do prywatności (art. 47 Konstytucji RP) czy też
  • nienaruszalność mieszkania (art. 50 Konstytucji RP)\

Ustawa formalnie powraca do rozwiązań sprzed 2009 r., kiedy urząd Prokuratora Generalnego sprawował Minister Sprawiedliwości.  Istotne są jednak modyfikacje, które wpływają na niezależność prokuratorów. Na to zwraca uwagę rzecznik w swoim wniosku. Ustawa stwierdza co prawda, że prokurator przy wykonywaniu czynności jest niezależny, ale ta niezależność zostaje bardzo ograniczona. Prokurator jest obowiązany wykonywać zarządzenia, wytyczne i polecenia prokuratora przełożonego, a przełożony ma prawo zmienić jego decyzję, przejąć sprawę i sam wykonywać czynności prokuratorskie w takiej sprawie.

Wcześniej prokurator również był obowiązany wykonywać polecenia przełożonego, jednak nie mogły one dotyczyć treści czynności procesowej. A ponieważ Prokurator Generalny nie był równocześnie ministrem, zarządzenia, wytyczne, polecenia nie były wydawane prokuratorom przez czynnego polityka. Ponadto do zmiany lub uchylenia decyzji uprawniony był wyłącznie prokurator bezpośrednio przełożony.

Prokurator nie może być posłem, nie może należeć do partii politycznej ani brać udziału w działalności politycznej Tymczasem Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny nie ma takich ograniczeń. Nie musi być bezstronny. Jako polityk jest wręcz zobowiązany realizować interesy swojego ugrupowania politycznego, a jako członek rządu - do wdrażania polityki ustalonej przez Radę Ministrów.

Powody wycofania wniosku

W maju 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału,  wspólnie z wnioskiem grupy senatorów.

W styczniu 2017 r. sędzia Julia Przyłębska, bez wskazania podstawy prawnej, wyznaczyła w sprawie skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim m.in. Mariusz Muszyński (przewodniczący składu) i Lech Morawski - osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale, bo wybrane w 2015 r. na zajęte już miejsca. Po śmierci Lecha Morawskiego w 2017 r. do składu orzekającego został wyznaczony Justyn Piskorski. Jak napisał RPO, nie został on ważnie wybrany na stanowisko sędziego Trybunału, gdyż zastąpił Lecha Morawskiego. W wyrokach z 3 grudnia 2015 r., 9 marca 2016 r. i 11 sierpnia 2016 r. TK stwierdził zaś, że Sejm nie miał kompetencji do wyboru m.in. Lecha Morawskiego.

Z kolei w lutym 2018 r. - także bez wskazania podstawy prawnej - w miejsce Mariusza Muszyńskiego do składu wyznaczona została Julia Przyłębska. Wtedy też od sprawy odsunięto sędzię Sławomirę Wronkowską-Jaśkiewicz, wcześniej do niej wyznaczoną.

Rzecznik uznał, że nie ma podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy. Ponadto żaden przepis nie uprawnia do dowolnej zmiany już wyznaczonego składu orzekającego. Tym samym skład został ukształtowany z naruszeniem prawa. Zarządzenia w tej sprawie nie spełniają wymogu działania na podstawie prawa (art. 7 Konstytucji RP), a postępowanie w sprawie nie odpowiada standardowi sprawiedliwości proceduralnej wywodzonemu z art. 2 Konstytucji RP.

- Udział w orzekaniu osób nieuprawnionych może zaś prowadzić do daleko idących konsekwencji - podkreślił Adam Bodnar. Powołał się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 20 czerwca 2018 r. (sygn. akt V SA/Wa 459/18).  Wskazano w nim, że gdy w pięcioosobowym składzie TK brała udział osoba, która w świetle wyroków TK nie jest sędzią Trybunału, możemy mieć do czynienia z ewentualną przesłanką nieważności wyroku z uwagi na nienależną obsadę sądu lub z wyrokiem nieistniejącym.

Wszystkie te okoliczności zmuszają Rzecznika Praw Obywatelskich do cofnięcia wniosku.

II.501.5.2016

O patostreamingu - prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz, organizacji pozarządowych i firm technologicznych, youtuberzy i dziennikarze

Data: 2018-10-18

Jak zmierzyć się ze zjawiskiem patostreamingu? RPO zorganizował w swoim Biurze w Warszawie okrągły stół w tej sprawie. W spotkaniu uczestniczyła wiceminister cyfryzacji Wanda Buk, oraz 30 innych ekspertów.

  • Patostreaming to pokazywanie przemocy i wulgarnych treści, niekiedy będących łamaniem prawa, po to, by oglądający to przez internet widzowie płacili nadawcy. W Polsce w ostatnich latach zjawisko nasila się w sposób nie znany w innych krajach
  • To wulgarne, poniżające materiały, często pełne przemocy fizycznej i słownej, nierzadko nagrywane pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających z lekceważeniem prawa i zasad współżycia społecznego.
  • Mają dużą oglądalność, a ich nadawcy na tym zarabiają. Dostają też pieniądze za to, że zrobią coś odrażającego czy okrutnego: może to być znęcanie się nad osobą bliską, bicie, poniżanie….
  • Mogą to oglądać dzieci, często bez wiedzy rodziców o istnieniu takiego zagrożenia

Zjawisko jest stosunkowo nowe, ale powstało na ten temat kilka reportaży[1]. Rzecznik dostał dopiero jedną skargę (od sąsiadów nadawcy takich treści, czyli patostreamera). Nie ma takich skarg resort cyfryzacji, Ministerstwo Sprawiedliwości szuka na razie narzędzi do opisu problemu. Ale o skali zjawiska alarmują organizacje pozarządowe, wychowawcy, psychologowie, badacze społeczni.

- Coraz więcej osób zwraca uwagę na mowę nienawiści i się jej sprzeciwia. Patologiczne treści w internecie często idą dalej – naruszają nietykalność cielesną innych osób, promują przemoc, utrwalają negatywne stereotypy. Najczęściej dostępne są na popularnych platformach bez ograniczeń wiekowych. Zorganizowaliśmy w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich spotkanie ludzi, dla których punktem wyjścia jest godność jako nienaruszalna podstawowa wartość. Patostreaming jest jaskrawym przykładem łamania godności i nie ma na to naszej zgody w przestrzeni publicznej jaką jest Internet – mówi Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, inicjatorka spotkania, odpowiedzialna w BRPO za strategiczne postępowania sądowe.

Z dyskusji wynikało, że patostreaming jest zjawiskiem, które na tak szeroką skalę pojawiło się tylko w Polsce. Przedstawiciel Google’a podkreślał, że podobnych zgłoszeń firma nie ma z innych krajów. Prawdopodobnie więc zjawisko to jest skutkiem głębszych procesów zachodzących w naszym społeczeństwie, na co wskazywali też inni uczestnicy spotkania. Przemoc i agresja słowna obecna jest przecież nie tylko w internecie i nie tylko w formach „ludowych” – dziennikarze i politycy nie stronią od agresywnych komentarzy, programy typu „reality show” są nadawane w dużych stacjach telewizyjnych, przemoc i mowa nienawiści jest częścią kultury masowej i debaty politycznej. Większość z nas przestaje na to reagować, przyzwyczaja się,

Zebrani ustalili więc, że choć prostych rozwiązań tu nie będzie, to na pewno skuteczna okaże się współpraca i wskazywanie konkretnych rozwiązań, które krok po kroku mogą zmierzać do ograniczenia zjawiska patostreamingu. Kluczowe znaczenie ma tu współpraca, a rola trzeciego sektora jest nie do przecenienia, co podkreślali przedstawiciele władz.

  • Trzeba wykorzystywać istniejące rozwiązania prawne i uczyć się z nich korzystać
  • Musimy uczyć się reagować na przemoc i patologię w internecie. Ci, którzy się na internecie znają, powinni w tym wspierać rodziców i wychowawców oraz pomoc społeczną
  • Trzeba się nauczyć problem opisywać w mediach tak, by nie przysparzał złej sławy twórcom patostreamingu, bo oni żywią się tą złą sławą
  • Trzeba utrudniać dostęp do tych treści – ale też i zarabianie na nich (i pokusę sponsorowania patostreamingu)

To tylko pierwsze propozycje – kolejne zostaną wspólnie wypracowane na podstawie dwugodzinnej dyskusji w Biurze RPO. Prowadzili ją zastępca RPO i mec. Zuzanna Rudzińska Bluszcz,  a wzięli w niej udział:

  • Wanda Buk, wiceministra cyfryzacji
  • Jan Kostrzewa dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Sprawiedliwości
  • Marcin Olender, Google
  • Michał Białek, Wykop.pl
  • Alek Tarkowski, Centrum Cyfrowe
  • Marcin Bochenek, Państwowy Instytut Badawczy
  • Maciej Tanaś, NASK, doradca RPD
  • Karol Paciorek, youtuber:
  • Maciej Budzich, blogger
  • Artur Kurasiński, blogger
  • Kamil Bolek, Lifetube
  • Wojciech Kardyś, Goog for you
  • Konrad Dulkowski  i  Rafał Gaweł, Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich
  • Łukasz Wojtasik i Marta Wojtas, Dajemy Dzieciom Siłę
  • Rafał Szymański, Porcelanowe aniołki
  • Krzysztof "Ator" Woźniak", blogger
  • Dominika Bychowska-Siniarska, HFPC.
  • Ludmiła Ananikova, Gazeta Wyborcza
  • Maciej Młynarczyk, Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ
  • Grażyna Stanek, prokurator w ss, Lex Superomnia
  • Maria Rotkiel, psycholożka
  • Marcin Zimoń, Komenda Stołeczna Policji,wydział prewencji
  • Agata Malinowska, pełnomocniczka Komendanta Stołecznego Policji  ds. Praw Człowieka.
  • A także przedstawiciele BRPO: Michał Hara, Piotr Sobota, Agnieszka Jarzębska i Joanna Jakubczak a także Dariusz Supeł, który oprócz tego, że w pracuje w BRPO jest także wychowawcą i przewodniczącym ZHP.

Gdy przedmiotem przekazu jest zdarzenie mogące wypełniać znamiona czynu zabronionego (np. znęcanie, pobicie):

Eksperci BRPO zwracają uwagę na dostępne już przepisy. W przypadku patostreamingu policja powinna prowadzić czynności sprawdzające, czy zachodzi podejrzenie zaistnienia przestępstwa lub wykroczenia

Problem polega na tym, że przedmiotem patostreamów często są zachowania stanowiące przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego albo na wniosek (znieważenie, zniesławienie, naruszenie nietykalności cielesnej, zniszczenie cudzej rzeczy). Może być też tak, że prezentowane w patrostreamie treści są zainscenizowane lub nie odpowiadają deklaracjom ich autorów (np. mieszane substancje są inne od deklarowanych). Wtedy można ewentualnie rozważyć odpowiedzialność z art. 286 § 1 k.k. Spełnione są bowiem wszystkie trzy przesłanki zaistnienia przestępstwa oszustwa (działanie w celu uzyskania korzyści majątkowej, wprowadzenie innej osoby w błąd i doprowadzenie jej do niekorzystnego rozporządzenia mieniem).

Gdy sam przekaz może wypełniać znamiona czynu zabronionego:

Możliwe jest ściganie takich czynów, popełnionych za pośrednictwem internetu

Pozwalają na to

– art. 52a kodeksu wykroczeń (publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa, publiczne nawoływanie do przeciwdziałania przemocą aktowi stanowiącemu źródło powszechnie obowiązującego prawa, publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa)

– art. 141 k.w. (dopuszczanie się nieobyczajnego wybryku,  zamieszczenie w miejscu publicznym nieprzyzwoitego ogłoszenia, napisu lub rysunku albo używanie słów nieprzyzwoitych

 – art. 117 § 3 kodeksu karnego (publiczne nawoływanie do wszczęcia wojny napastniczej lub publiczne pochwalanie wszczęcia lub prowadzenia takiej wojny

– art. 135 § 2 k.k. (publiczne znieważenie Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej art. 133 k.k., publiczne znieważenie Prezydenta RP)

– art. 196 k.k. (obrażanie uczuć religijnych poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych)

–; art. 200b k.k. i inne. (publiczne pochwalanie lub propagowanie zachowania o charakterze pedofilskim

Trzeba pamiętać, że internet to miejsce publiczna.Wynika to z orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 17 kwietnia 2018 r. sygn. akt IV KK 296/17 wydane po rozpoznaniu kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym Sąd Najwyższy rozważając kwestie odpowiedzialności za czyn z art. 141 k.w. stwierdził, między innymi, że „w przypadku wykorzystania Internetu do umieszczenia w nim nieprzyzwoitego ogłoszenia, napisów lub rysunków albo używania za jego pośrednictwem słów nieprzyzwoitych, miejscem publicznym w rozumieniu art. 141 k.w. są serwisy WWW takie jak: portale informacyjne, portale korporacyjne, z tym że w przestrzeni dla potencjalnych klientów, otwarte fora dyskusyjne, blogi, vlogi (tzw. videoblogi), do których dostęp nie jest limitowany, a zatem nie zabezpieczony loginem i hasłem, ograniczającymi możliwość uzyskania dostępu do wyodrębnionej przestrzeni internetowej dla internautów przez właściciela serwisu”.

Co więcej Sąd Najwyższy uznał, że „w kontekście pojęcia miejsce publiczne odnoszącego się do przestrzeni wirtualnej nie jest istotne gdzie fizycznie znajduje się serwer sprzętowy, na którym udostępniany jest serwis internetowy”.

 

RPO proponuje rozwiązanie, gdy opiekun osoby ubezwłasnowolnionej utrudnia kontakty z jej bliskimi

Data: 2018-10-04
  • Bliscy osoby dorosłej całkowicie ubezwłasnowolnionej są bezradni, jeśli  jej prawny opiekun uniemożliwia im kontaktowanie się z nią
  • Dziś ani osoba ubezwłasnowolniona, ani jej bliscy nie mogą wszczynać postępowania przed sądem o zobowiązanie opiekuna do takich kontaktów
  • Rzecznik Praw Obywatelskich proponuje, aby w takich sytuacjach sąd mógł wdrażać postępowania z urzędu - na wniosek zainteresowanych

Ludzie skarżą się RPO na niemożność inicjowania postępowania sądowego w celu umożliwienia takich kontaktów. Zastępca RPO Stanisław Trociuk napisał do Ministra Sprawiedliwości, że taka sytuacja jest nie do pogodzenia z art. 47 Konstytucji RP. Gwarantuje on każdemu prawo do ochrony prawnej życia prywatnego i rodzinnego oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Zawiera się w tym też prawo do utrzymywania relacji między członkami rodziny i innymi bliskimi. Obowiązkiem władzy publicznej jest przyznanie jednostce rzeczywistych środków prawnych do ochrony przed naruszeniami tego prawa.

RPO od dawna bada sprawę 

Od 2013 r. kolejni rzecznicy praw obywatelskich zajmowali się sprawą, m.in. korespondowali z resortem sprawiedliwości. W odpowiedzi na ostatnie wystąpienie ze stycznia 2017 r. Minister Sprawiedliwości odpowiedział w czerwcu 2017 r., że w ocenie resortu wystarczające są obecne regulacje umożliwiające wydawanie zarządzeń przez sąd nadzorujący postępowanie opiekuńcze. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł pisał, że wobec nieuzasadnionego  odmawiania kontaktu z innymi osobami, sąd może zobowiązać opiekuna do określonego postępowania; wskazać, jakich czynności opiekun nie może dokonywać bez zezwolenia sądu lub poddać wykonywanie opieki nadzorowi kuratora sądowego. W razie niewykonania tych zarządzeń, sąd może ukarać opiekuna grzywną lub ustanowić nowego - dodawał wiceminister.

Odnosząc się do tego, Rzecznik zwraca uwagę, że sąd opiekuńczy nie jest uprawniony do wszczęcia postępowania w sprawie wydania zarządzeń opiekunowi osoby ubezwłasnowolnionej z urzędu. Zgodnie z art. 593 Kodeksu postępowania cywilnego, zezwolenia we wszelkich ważniejszych sprawach, które dotyczą osoby lub majątku osoby pozostającej pod opieką, udziela sąd opiekuńczy na wniosek opiekuna. Oznacza to, że postępowanie przed sądem opiekuńczym jest wszczynane wyłącznie na jego wniosek.

Uchwała SN: to opiekun wszczyna postępowanie 

Taką wykładnię art. 593 potwierdza uzasadnienie uchwały Sądu Najwyższego z 17 maja 2018r. (sygn. III CZP 11/18). SN uznał w niej, że rodzicom dorosłego dziecka, które jest ubezwłasnowolnione całkowicie z powodu niepełnosprawności umysłowej i dla którego ustanowiono opiekuna, nie przysługuje uprawnienie do żądania rozstrzygnięcia przez sąd opiekuńczy o sposobie utrzymywania kontaktów z tym dzieckiem. Według SN utrzymywanie kontaktów z rodzicami należy zaliczyć do kategorii "ważniejszych spraw" dotyczących podopiecznego, a zatem to opiekun powinien wnosić o zezwolenie na ich pozbawienie lub ograniczenie. Postępowania w tym przedmiocie, jak wynika jasno z art. 593, nie może wszcząć sąd z urzędu, ani na wniosek innej osoby - uznał SN.

Ponadto SN wskazał sposób rozwiązania problemu. Jeśli sąd opiekuńczy stwierdzi potrzebę wdrożenia postępowania, powinien zawiadomić prokuratora, ewentualnie Rzecznika Praw Obywatelskich albo właściwą organizację pozarządową uprawnioną do działania przed sądami w imieniu lub na rzecz obywatela. Sąd zasygnalize wystąpienie z wnioskiem o wszczęcie postępowania, w którym zostanie wyjaśnione, czy kontakty z rodzicem osoby ubezwłasnowolnionej powinny czy nie powinny być regulowane.

Zdaniem RPO uchwała ta oznacza, że stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości nie znajduje potwierdzenia w praktyce. W rzeczywistości bowiem, doprowadzenie przez osoby bliskie ubezwłasnowolnionego całkowicie (bądź przez jego samego) do realizacji kontaktów wbrew woli opiekuna jest skomplikowane i mało efektywne. Osoby te nie mają legitymacji do zainicjowania postępowania. Nawet jeśli zasygnalizują sądowi nieprawidłowości w postępowaniu opiekuna, sąd nie może wszcząć postępowania na podstawie art. 593 z urzędu.

Sąd może co najwyżej rozważyć zasygnalizowanie potrzeby działania RPO, prokuratorowi lub organizacji pozarządowej, ewentualnie zobowiązać pod rygorem grzywny opiekuna do wystąpienia ze stosownym wnioskiem o uregulowanie przez sąd kontaktów bądź zwolnić go z opieki. Żaden z opisanych sposobów działania nie prowadzi wprost do rozstrzygnięcia „sporu” w zakresie realizacji kontaktów z osobą ubezwłasnowolnioną - podkreśla Rzecznik.

RPO: inne podmioty nie powinny inicjować postępowań

Po tej uchwale do RPO wpływają już wnioski od bliskich osoby ubezwłasnowolnionej, którym sąd – odmawiając wszczęcia postępowania na ich wniosek na podstawie art. 593 – wskazał Rzecznika  jako podmiot uprawniony do zainicjowania postępowania.

W ocenie RPO propozycja z uchwały SN komplikuje sposób procedowania w takich sprawach. Rzecznik nie widzi żadnego uzasadnienia dla konstruowania skomplikowanego modelu postępowania, w którym to de facto podmioty trzecie (prokuratura, RPO, organizacje pozarządowe) mają moc decydowania o czyimś życiu prywatnym, rodzinnym, osobistym, poprzez kierowanie, bądź nie, stosownych wniosków do sądu. Podmioty te mogą nie mieć wglądu we wszystkie istotne okoliczności sprawy, co utrudni bądź uniemożliwi zajęcie obiektywnego stanowiska. Rozwiązanie takie powoduje też dodatkowe obciążenie tych podmiotów realizacją osobistych, a jednocześnie codziennych spraw obywateli, mimo że nie dochodzi tu do naruszenia praw konstytucyjnych przez organy władzy publicznej, czy też do naruszenia praworządności.

W uchwale z 17 maja 2018 r. SN zwrócił także uwagę, że opieka nad osobą ubezwłasnowolnioną musi uwzględniać zasady określone w Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, w tym poszanowanie przyrodzonej godności, niezależności, autonomii osoby i swobody dokonywania wyborów. Niewątpliwie swoboda ta dotyczy również tego, z kim taka osoba chce utrzymywać kontakty. Także w Rekomendacji R (99)4 Komitetu Ministrów Rady Europy w sprawie zasad dotyczących ochrony prawnej niepełnosprawnych osób dorosłych podkreślono, że decyzje w sprawach osobistych powinna podejmować ta osoba, o ile jej stan zdrowia na to pozwala.

W ocenie Rzecznika wszystko to uzasadnia ponowne, pilne rozważenie zmian w procedurze cywilnej, które umożliwiałyby sądowi - na skutek sygnału przekazanego przez zainteresowane osoby - wszczęcie postępowania w tego typu sprawach z urzędu.

Ostatnio Ministerstwo Sprawiedliwości rozpoczęło prace koncepcyjne nad zmianą dotychczasowego modelu ubezwłasnowolnienia. Przygotowanie nowych, kompleksowych rozwiązań prawnych będzie zapewne procesem długotrwałym. Opisany zaś problem może i powinien zostać rozwiązany jak najszybciej, ponieważ nie wymaga aż tak pracochłonnych, systemowych analiz i przygotowań – napisał Stanisław Trociuk do ministra Zbigniewa Ziobry.

Zlikwidować instytucję ubezwłasnowolnienia

Instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji - uważa generalnie Rzecznik Praw Obywatelskich. Byłoby to spełnieniem postulatów organizacji obywatelskich i zrealizowaniem przez Polskę zobowiązań Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.

Likwidacja instytucji ubezwłasnowolnienia znalazła się wśród rekomendacji, które we wrześniu 2018 r. wydał dla Polski Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami. Komitet (Committee on the Rights of Persons with Disabilities - CRPD) zbadał, jak Polska wykonuje Konwencję - po raz pierwszy od jej ratyfikowania przez nasz kraj w 2012 r. Ministerstwo Sprawiedliwości podejmuje prace nad zmianą prawa co do ubezwłasnowolnienia - informowali podczas sesji Komitetu w Genewie przedstawciele polskiego rządu. Szczegóły projektu nie są znane; prace mogą trwać rok.

- Polska to jeden z ostatnich krajów Europy, który utrzymuje archaiczne już dziś przepisy o ubezwłasnowolnieniu; Komitet zaleca przejście na system wspieranego podejmowania decyzji, który uwzględnia indywidualne potrzeby i możliwości osoby z niepełnosprawnością – mowiła po przyjęciu rekomendacji Anna Błaszczak-Banasiak, dyrektorka zespołu Biura RPO ds. równego traktowania, która uczestniczyła w sesji Komitetu. Liczba osób ubezwłasnowolnionych w Polsce wciąż rośnie - zauważył Komitet. Skrytykował zakaz zawierania małżeństw przez te osoby czy – zapisaną w Konstytucji – niemożność ich udziału w wyborach.

IV.7024.22.2018

Osoby internowane w szpitalach psychiatrycznych też mają prawo do spotkań na osobności z rodziną

Data: 2018-10-02
  • Sprawcy przestępstw umieszczeni w zakładzie psychiatrycznym powinni mieć - tak jak skazani w więzieniach - prawo do spotkań w warunkach zwiększonej intymności
  • Dziś przepisy tego nie regulują, a takie widzenie zależy od kierownika zakładu psychiatrycznego. Według RPO do takich spotkań w ogóle nie dochodzi
  • Osoby takie mogą spędzić w szpitalu i kilkanaście lat, a podtrzymywanie właściwych więzów z najbliższymi wpływa na proces zdrowienia  i właściwe funkcjonowanie po opuszczeniu placówki

Adam Bodnar wystąpił do Ministra Zdrowia, aby zapewnił regulację korzystania przez takie osoby ze spotkań z rodziną w osobnym pomieszczeniu i bez obecności personelu.

Do Rzecznika zwróciła się osoba, wobec której jest wykonywany środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym (sąd stosuje taki środek wobec sprawcy danego przestępstwa, który nie podlega odpowiedzialności karnej z powodu niepoczytalności; nie określa się terminu jego obowiązywania). Osoba ta podniosła kwestię umożliwienia osobom internowanym, jak ona, odbywania spotkań z rodziną w warunkach zwiększonej intymności.

Wobec takich osób Kodeks karny wykonawczy tylko szczątkowo reguluje kwestie kontaktów z osobami z zewnątrz. Stanowi jedynie, że wobec sprawcy przebywającego w zakładzie psychiatrycznym o wzmocnionym i maksymalnym stopniu zabezpieczenia, kontakty te mogą być ograniczane przez kierownika zakładu, w szczególności gdy powodują wzrost ryzyka zachowań niebezpiecznych sprawcy. Istnieje zatem możliwość spotkań na osobności - jeśli zgodzi się na to kierownik zakładu psychiatrycznego. Mimo, że przepisy tego nie wykluczają - a opinie psychiatrów są temu przychylne w stosunku do tych pacjentów, których zdrowie na to pozwala - z wiedzy RPO wynika, iż spotkania osób internowanych z rodziną w tej formie nie są realizowane.

Tymczasem pobyt w zakładzie psychiatrycznym w ramach środka zabezpieczającego jest niekiedy długoterminowy. Pacjenci w ogóle nie opuszczają szpitala nawet przez kilkanaście lat. Długotrwałe odseparowanie od bliskich sprawia, że więzi rodzinne mogą ulegać osłabieniu. Ich podtrzymanie ma zaś znaczenie zarówno w procesie zdrowienia pacjenta, jak i dla zapewnienia mu późniejszego właściwego funkcjonowania w środowisku po opuszczeniu szpitala. Powinno się zatem sprzyjać umacnianiu tych relacji. Umożliwienie spotkań z najbliższymi w warunkach zwiększonej intymności jest jednym z działań temu służących - podkreśla Adam Bodnar.

Przypomina on, że możliwość korzystania z tego rodzaju widzeń mają osoby pozbawione wolności przebywające w zakładach karnych. Kodeks karny wykonawczy przewiduje ich widzenia z rodziną i innymi osobami bliskimi w oddzielnym pomieszczeniu, bez osoby dozorującej, jako formę nagrody - za wyróżniające zachowanie, lub ulgi - w wypadkach szczególnie uzasadnionych warunkami rodzinnymi lub osobistymi skazanego.

RPO spytał o tę sprawę resorty sprawiedliwości oraz  zdrowia. Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało, że sprawa widzeń osób przebywających w zakładach psychiatrycznych pozostaje w zakresie właściwości kierowników zakładów psychiatrycznych, które podlegają resortowi zdrowia.

Przedstawiając swe stanowisko, Ministerstwo Zdrowia przywołało opinie autorytetów z dziedziny psychiatrii. Nie wykluczyli oni możliwości korzystania z kontaktów z rodziną w oddzielnym pomieszczeniu, bez nadzoru personelu szpitala. Podkreślali jedynie, że powinno się to odbywać po indywidualnej ocenie aktualnego stanu zdrowia pacjenta oraz potrzeb w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa zarówno pacjentowi, jak i jego bliskim. Wskazywali, iż w szerszym zakresie mogłoby to dotyczyć zwłaszcza osób umieszczonych w warunkach podstawowego zabezpieczenia - zgodnie z założeniem, że do tych placówek kierowane są osoby, u których w wyniku leczenia i terapii uzyskano poprawę stanu i nie wymagają już ścisłego nadzoru.

To stanowisko utwierdza Rzecznika w przekonaniu, że zmiana obecnego  stanu jest celowa i pożądana. Ze spotkań z bliskimi w warunkach zwiększonej intymności mogłyby korzystać zwłaszcza osoby przebywające w warunkach podstawowego zabezpieczenia. Wobec nich przepisy co do kontaktów z osobami są mniej rygorystyczne - odbywają się one bez konieczności uzyskiwania zgody kierownika zakładu. Dopuszcza się też udzielenie zezwolenia na czasowy pobyt poza zakładem, pod opieką członka rodziny.

Według RPO zapisanie wyraźnej podstawy prawnej do bardziej intymnych spotkań umożliwiłoby też wyznaczenie w zakładach psychiatrycznych odpowiednich pomieszczeń. Dziś bowiem w przeważającej części szpitali nie ma nawet ogólnych sal odwiedzin, a pacjenci spotykają się z rodzinami m.in. w salach mieszkalnych, gdzie są także inni pacjenci.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do ministra Łukasza Szumowskiego o inicjatywę w celu wprowadzenia do przepisów rozporządzenia norm regulujących korzystanie przez osoby internowane ze spotkań z rodziną w warunkach zwiększonej intymności.

IX.517.3741.2016

 

TK powinien anonimizować wyroki w Dzienniku Ustaw - UODO odpowiada Rzecznikowi

Data: 2018-10-01
  • Obywatel, który zwraca się ze skargą konstytucyjną do Trybunału Konstytucyjnego, ma prawo do poszanowania swej prywatności
  • Trybunał powinien zatem anonimizować takie wyroki przed publikacją w Dzienniku Ustaw
  • Urząd Ochrony Danych Osobowych zgadza się z RPO, że publikowane tam wyroki ze skarg konstytucyjnych nie powinny zawierać nazwisk wnioskodawców
  • Zdaniem UODO nie trzeba nawet zmieniać ustawy o TK, wystarczy korzystać z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu

Do Rzecznika wpłynęła skarga obywatela w sprawie publikacji jego niezanonimizowanego imienia i nazwiska w orzeczeniu TK w Dzienniku Ustaw. Problem dotyczy skarżącego indywidualnie, ale jednocześnie ma charakter systemowy.  

TK ujawnił dane skarżącego o jego zdrowiu

W sprawie zainicjowanej przez skarżącego TK orzekł niekonstytucyjność rozporządzenia Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z 15 lipca 2003 r., przewidującego ujawnianie w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności symbolu jej przyczyny (do sprawy przyłączył się RPO). W sentencji wyroku opublikowanej w Dzienniku Ustaw podano imię i nazwisko skarżącego, a także zakres zaskarżenia, który wskazuje na dane o chorobie („w zakresie, w jakim przewiduje obligatoryjne zamieszczenie symbolu przyczyny niepełnosprawności, a w konsekwencji rodzaju choroby, w szczególności choroby psychicznej, jako przyczyny niepełnosprawności w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności”).

W efekcie na szeroką skalę ujawniono dane dotyczące stanu zdrowia skarżącego, co naruszyło jego prawo do prywatności i do ochrony danych osobowych. Skarżący zaznaczył, że jego dane przez całe postępowanie w TK były chronione. Argumentował, że gdy orzeczenie TK dotyczy prawa do prywatności i podaje szczegóły skarżonego przepisu (a także zarzuty skargi, które mogą ujawnić dane wrażliwe), jego publikacja ujawniająca dane osobowe autora skargi sama narusza prawo do prywatności.

Adam Bodnar poprosił więc prezes UODO o ustosunkowanie się do problemu indywidualnego i systemowego oraz o rozważenie podjęcia właściwych działań w zakresie jej kompetencji.

Rzecznik wie, że publikowanie danych autorów skarg trwa od lat, ale po wejściu w życie RODO w maju 2018 r. konieczna może być nowelizacja ustawy o TK – zauważył RPO w wystąpieniu do UODO.

Rzecznik powołał się na konstytucyjną ochronę życia prywatnego (art. 47 Konstytucji RP) i prawa do ochrony danych osobowych, co obejmuje m.in. zakaz pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym (art. 51 ust. 2 Konstytucji RP) oraz wzmocnioną ochronę danych osobowych osób fizycznych przewidzianą w RODO. 

Adam Bodnar wystąpił do Edyty Bielak-Jomaa, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. O opinię zwrócił się też do dyrektor Biura Służby Prawnej Kancelarii TK.

UODO: prawo do prywatności należy chronić

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych odpowiedział 28 września 2018 r., że podziela wątpliwości Rzecznika.

Już poprzednik UODO, czyli Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO, zmiana nazwy nastąpiła wraz z wejściem w życie RODO) kwestionował publikację w Biuletynie Informacji Publicznej orzeczeń TK w postaci niezanonimizowanej. Stanowisko to podzielił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 19 stycznia 2017 r. (sygn. akt II SA/Wa 1434/16). Sąd stwierdził, że „prezes Trybunału Konstytucyjnego może publikować orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w Biuletynie Informacji Publicznej dopiero po poddaniu ich anonimizacji, tj. po usunięciu z ich treści informacji identyfikujących osobę fizyczną".

Jednakże - jak pisze prezes UODO dr Edyta Bielak-Jomaa  - rozstrzygnięcie to nie dotyczyło publikacji wyroku TK w Dzienniku Ustaw.

Odnosząc się do tej kwestii, należy stwierdzić, że przetwarzanie danych, w tym ich publikacja, wymaga spełnienia zasady proporcjonalności, gdyż takie działanie niewątpliwie stanowi ingerencję w prawo do ochrony danych osobowych, które jest zagwarantowane w art. 51 Konstytucji RP, a także w art. 8 Karty Praw Podstawowych UE i art. 16 Traktatu o Funkcjonowaniu UE. Zgodnie zaś z RODO (art. 5 ust. 1 lit. c) dane osobowe muszą być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane („minimalizacja danych"). Dlatego każdy administrator, w tym Prezes TK, musi zapewnić, że przetwarzane przez niego dane nie będą nadmierne co do ich charakteru i zakresu.

Tym samym w odniesieniu do przedstawionej przez Rzecznika sytuacji publikacji orzeczenia TK w Dzienniku Ustaw, spełnienie zasady minimalizacji powinno nastąpić poprzez anonimizację tego orzeczenia - uznał UODO.

Oznacza to takie przekształcenie zawartych w nim danych osobowych w sposób uniemożliwiający przyporządkowanie poszczególnych informacji osobistych lub rzeczowych do określonej czy możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej lub w przypadku, kiedy ustalenia takiego można by dokonać jedynie niewspółmiernie dużym nakładem kosztów i czasu.

Przyjęcie - zgodnie z przepisami RODO - jako zasady konieczności anonimizacji danych osobowych w treści publikowanych orzeczeń TK w Dzienniku Ustaw nie wydaje się sprzeczne z sensem (ratio legis) ustawy o TK, zgodnie z którym orzeczenie TK zawiera wskazanie podmiotu, który zainicjował postępowanie oraz pozostałych jego uczestników. Przepis ten odnosi się bowiem jedynie do niezbędnych elementów orzeczenia, a nie do treści publikacji orzeczenia w Dzienniku Ustaw.

Warto korzystać z dorobku TS UE – pokazuje on, jak chronić prawa obywateli

W tym kontekście dr Edyta Bielak-Jomaa odnosi się do stanowiska Trybunału Sprawiedliwości UE z 1 lipca 2018 r., zgodnie z którym w konfrontacji między prawem do informacji a prawem do ochrony danych osobowych pierwszeństwo należy przyznać temu drugiemu, wprowadzając obligatoryjny, proceduralny wymóg anonimizacji orzeczeń w zakresie ujawniania w ich treści danych dotyczących osób fizycznych.

Uzasadniając swoje stanowisko, Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił, że w ten sposób „podąża za obserwowaną w państwach członkowskich tendencją wzmacniania ochrony danych osobowych w obliczu rosnącej liczby narzędzi wyszukiwania i rozpowszechniania informacji".

Przypomnienia wymaga, że zgodnie z art. 8 ust. 2 i 3 Karty Praw Podstawowych UE dane osobowe muszą być przetwarzane rzetelnie, w określonych celach i za zgodą osoby zainteresowanej lub na innej uzasadnionej podstawie przewidzianej ustawą. Przestrzeganie tych zasad podlega kontroli niezależnego organu.

Według prezes UODO, choć nowelizacja ustawy z 13 grudnia 2016 r. o organizacji trybie postępowania przed TK i ustawy o statusie sędziów TK byłaby pożądana dla zapewnienia jasności prawa w tym zakresie, to wydaje się, że już obecnie jest możliwa interpretacja tych przepisów z uwzględnieniem prounijnej dyrektywy wykładni norm prawnych.

Niemniej przy takiej wykładni nie można stracić z pola widzenia, że prawo do ochrony danych osobowych, czy prawo do prywatności jest uprawnieniem skorelowanym z prawem osób trzecich dostępu do informacji wytworzonej przez organ sądowy.

W ocenie UODO wykonanie obowiązku prawnego publikacji orzeczenia TK w zanonimizowanej formie nie wpływa na jego walor merytoryczny czy rangę. Stanowi zaś gwarancję przestrzegania zasady proporcjonalności środków użytych do osiągnięcia celu, jakim jest w tym wypadku zapoznanie obywateli z treścią rozstrzygnięcia Trybunału w konkretnej sprawie. 

Prezes UODO, podtrzymując swoje wcześniejsze stanowiska organu ochrony danych osobowych w przedmiocie warunków publikacji orzeczeń Trybunału, podziela wątpliwości co do dotychczasowej praktyki w tym zakresie.

Zdaniem Prezesa UODO publikowanie w publikatorach urzędowych lub na stronie internetowej orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego zainicjowanych skargą konstytucyjną osób fizycznych powinno być możliwe wyłącznie po poddaniu ich anonimizacji, tj. po usunięciu z ich treści pełnej informacji identyfikującej uczestnika postępowania, którego dane osobowe podlegają ochronie na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych.

VII.520.54.2018

Sprawa ekshumacji w śledztwie smoleńskim: Polska naruszyła prawa swoich obywateli, otwierając groby bez zgody bliskich

Data: 2018-09-20
  • Brak możliwości odwołania od decyzji prokuratury o ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka
  • Taki wyrok wydał 20 września 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie  przeciwko Polsce (skargi nr 30491/17 oraz 31083/17)
  • Choć mogą istnieć powody do ekshumacji bez zgody rodziny, to jednak zawsze trzeba ważyć dwie wartości: wymóg skutecznego śledztwa w sprawie bezprecedensowego wypadku i prawa bliskich ofiar

Trybunał stwierdził naruszenie artykułu 8. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez Polskę. Sprawa dotyczyła ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej z 2010 r., w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński. Prokuratura zarządziła w 2016 r. ekshumacje ciał ofiar w ramach toczącego się postępowania karnego w sprawie. Władze dokonywały sekcji zwłok w celu ustalenia przyczyn wypadku, sprawdzając w tym wersję ewentualnego wybuchu na pokładzie.

Skarżące, wdowy po dwóch ofiarach, sprzeciwiły się ekshumacji zwłok mężów - jednakże bezskutecznie. Zażalenia skarżących na postanowienia prokuratora o zarządzeniu ekshumacji pozostawiono bez rozpoznania z uwagi na to, że polskie prawo nie przewiduje możliwości odwołania do sądu w tym zakresie.

Trybunał stwierdził, że wymóg skutecznego śledztwa w sprawie wypadku o bezprecedensowej wadze państwowej musi zostać skonfrontowany z interesem skarżących – poszanowania zwłok ich mężów. Trybunał przyznał, że mogą istnieć okoliczności, w których ekshumacja jest uzasadniona pomimo sprzeciwu rodziny.

Tymczasem polskie prawo nie przewiduje mechanizmu dokonania oceny tych dwóch konkurujących interesów. Zarządzając ekshumację, prokurator nie był zobowiązany na podstawie Kodeksu postępowania karnego do oceny, czy cele śledztwa mogły zostać osiągnięte przez zastosowanie mniej restrykcyjnych środków oraz oceny możliwych skutków tych środków dla życia prywatnego i rodzinnego skarżących. Dodatkowo, nie przysługuje na to postanowienie zażalenie do sądu. Polskie prawo nie zawiera zatem odpowiednich zabezpieczeń przed arbitralnością postanowień prokuratora o zarządzeniu ekshumacji ani też mechanizmu kontroli proporcjonalności ingerencji w prawa skarżących. Ingerencja nie była więc zgodna z prawem.

Dlatego skarżące zostały pozbawione minimalnego stopnia ochrony, do którego były uprawnione w zakresie ich prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego.

Rzecznik Praw Obywatelskich podejmował w 2016 r. działania w sprawie dotyczącej ekshumacji w związku z wnioskiem osób (i reprezentującego te osoby pełnomocnika), których dotyczy wyrok ETPCz.

W korespondencji prowadzonej w październiku i listopadzie 2016 r. kierowanej do Prokuratora Generalnego, Rzecznik wyraził zaniepokojenie tym, że decyzja prokuratora nie podlega zewnętrznej kontroli.

Rzecznik nie podzielił stanowiska Prokuratora Generalnego wyrażonego w odpowiedzi, iż decyzja prokuratora o zarządzeniu ekshumacji nie podlega zaskarżeniu do sądu.

Podzielenie bowiem tego poglądu byłoby równoznaczne z uznaniem, że w sprawie tej naruszane są konstytucyjne standardy, tj. prawo do sądu, prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, prawo do zaskarżania decyzji. Rzecznik przypomniał również, że ochrona Konstytucji nie polega wyłącznie na badaniu hierarchicznej zgodności norm prawnych, ale także na wykładni ustaw w zgodzie z Konstytucją. Rzecznik podkreślał konieczność poszukiwania takiej wykładni przepisów Kodeksu postępowania karnego, która zapewni na poziomie stosowania prawa, zgodność tych przepisów z Konstytucją - a więc dopuści zażalenie na postanowienie prokuratora o ekshumacji.

Rzecznik powołał nadto stanowisko Sądu Najwyższego, zgodnie z którym poszanowanie zwłok jest istotnym elementem kultury europejskiej, a także jednym z fundamentów doktryny Kościoła katolickiego, głoszącej, że ciało zmarłego powinno być traktowane „z szacunkiem i miłością”. Dlatego status prawny zwłok jest wyjątkowy, a obowiązek poszanowania zwłok ludzkich wynika przede wszystkim z przepisów dotyczących ochrony dóbr osobistych w postaci kultu osoby zmarłej oraz prawa do grobu.

Nie powinno więc budzić wątpliwości to, że ekshumacja zwłok i szczątków ludzkich dokonywana na zarządzenie prokuratora stanowi władcze wkroczenie w sferę prawnie chronionych dóbr osobistych w postaci kultu osoby zmarłej. Dlatego osobom bliskim muszą służyć środki prawne w celu ustalenia, czy takie wkroczenie w chronioną sferę miało uzasadnienie (nie miało charakteru ekscesywnego).

Rzecznik informował osobę (której wniosek zainicjował działania RPO dotyczące wszystkich osób nie akceptujących arbitralnej decyzji o ekshumacji) o powyższych zapatrywaniach Chodziło o podstawy normatywne zaskarżenia decyzji prokuratora o ekshumacji, oparte na standardach konstytucyjnych i znajdujących oparcie w wyrokach Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego oraz w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Ponadto RPO wskazał, że bezpośrednią konsekwencją odrzucenia poglądu o dopuszczalności zażalenia do sądu na postanowienie o ekshumacji, jest otwarcie drogi do domagania się w procesie cywilnym ochrony dobra osobistego w postaci kultu pamięci osoby zmarłej. Konsekwencją tego jest więc również możliwość domagania się przed wszczęciem postępowania lub w jego toku udzielenia przez sąd zabezpieczenia roszczenia (art. 730 k. p. c.) poprzez wstrzymanie ekshumacji.

Zauważenia wymaga, że stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich prezentowane w wystąpieniach do Prokuratora Generalnego znalazło odzwierciedlenie w wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Rzecznik przystąpił również do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie pytania prawnego Sądu Okręgowego w Warszawie VIII Wydział Karny z 3 kwietnia 2017 r., (sygn. akt P 18/17). Zajął stanowisko, że art. 210 k.p.k. w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości zażalenia na zarządzenie wyjęcia zwłok z grobu, jest niezgodny z art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 78 Konstytucji RP oraz z art. 8 i art. 13 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Wrażliwe dane o zdrowiu ujawnione w wyroku przez TK. Według RPO naruszono prawo do ochrony danych osobowych

Data: 2018-09-12
  • Pełne dane osobowe autora skargi konstytucyjnej w sprawie umieszczania symbolu niepełnosprawności w orzeczeniu opublikowano w wyroku Trybunału Konstytucyjnego w  Dzienniku Ustaw
  • Według RPO, do którego wpłynęła skarga tej osoby, jej dane powinny być zanonimizowane – tak jak w całym postępowaniu w TK
  • Publikowanie danych autorów skarg trwa od lat, ale po wejściu w życie RODO w maju 2018 r. konieczna może być nowelizacja ustawy o TK
  • Ujawnienie tych danych może być bowiem sprzeczne z RODO, którego przepisy mają pierwszeństwo w razie kolizji z ustawą - podkreśla Adam Bodnar
  • I tak np. od lipca 2018 r. Trybunał Sprawiedliwości UE anonimizuje orzeczenia w sprawach pytań prejudycjalnych

Rzecznik Praw Obywatelskich powołuje się w tej sprawie na konstytucyjną ochronę życia prywatnego (art. 47 Konstytucji RP) i prawa do ochrony danych osobowych, co obejmuje m.in. zakaz pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym (art. 51 ust. 2 Konstytucji RP) oraz wzmocnioną ochronę danych osobowych osób fizycznych przewidzianą w RODO. 

Adam Bodnar wystąpił do Edyty Bielak-Jomaa, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. O opinię zwrócił się też do dyrektor Biura Służby Prawnej Kancelarii TK.

Autor skargi do TK - stygmatyzowany 

Do Rzecznika wpłynęła skarga obywatela w sprawie publikacji jego niezanonimizowanego imienia i nazwiska w orzeczeniu TK w Dzienniku Ustaw. Problem dotyczy skarżącego indywidualnie, ale jednocześnie ma charakter systemowy.  

W sprawie zainicjowanej przez skarżącego TK orzekł  niekonstytucyjność rozporządzenia Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z 15 lipca 2003 r., przewidującego ujawnianie w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności symbolu jej przyczyny (do sprawy przyłączył się RPO). W sentencji wyroku opublikowanej w Dzienniku Ustaw podano imię i nazwisko skarżącego, a także zakres zaskarżenia, który wskazuje na dane o chorobie („w zakresie, w jakim przewiduje obligatoryjne zamieszczenie symbolu przyczyny niepełnosprawności, a w konsekwencji rodzaju choroby, w szczególności choroby psychicznej, jako przyczyny niepełnosprawności w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności”).

W efekcie na szeroką skalę ujawniono dane dotyczące stanu zdrowia skarżącego, co naruszyło jego prawo do prywatności i do ochrony danych osobowych. Skarżący zaznaczył, że jego dane przez całe postępowanie w TK były chronione. Argumentował, że gdy orzeczenie TK dotyczy prawa do prywatności i podaje szczegóły skarżonego przepisu (a także zarzuty skargi, które mogą ujawnić dane wrażliwe), jego publikacja ujawniająca dane osobowe autora skargi sama narusza prawo do prywatności.

RPO: anonimizować autorów skarg konstytucyjnych 

Rzecznik przyznał, że co do zasady obowiązek publikacji orzeczeń TK ma podstawę w prawie - wynika on z Konstytucji, ustawy o TK oraz ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych. Niemniej jednak żaden przepis nie określa, w jakim zakresie treść orzeczenia TK ma być  opublikowana w dzienniku urzędowym (ogłoszenie orzeczeń zarządza Prezes Trybunału). W ocenie Rzecznika przepisy te nie powinny zatem stać na przeszkodzie anonimizacji orzeczeń TK, które zostały wydane w wyniku rozpatrzenia skargi konstytucyjnej.

Od wielu lat imię i nazwisko osoby, która wszczęła postępowanie skargą konstytucyjną, jest podawane w Dzienniku Ustaw przy publikowaniu wyroku TK. W ocenie RPO istotne znacznie ma tu jednak rozpoczęcie od 25 maja 2018 r stosowania w  Unii Europejskiej przepisów RODO (ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych)

Art. 9 ust. 1 RODO zakazuje przetwarzania danych dotyczących zdrowia. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy przetwarzanie jest niezbędne ze względu na „ważny interes publiczny” - na podstawie prawa Unii lub państwa członkowskiego, które są proporcjonalne do wyznaczonego celu, nie naruszają istoty prawa do ochrony danych i przewidują odpowiednie środki ochrony praw  i interesów osoby, której dane dotyczą.

Decyduje RODO, nie ustawa

Niewątpliwie podanie  wyroku TK do publicznej wiadomości stanowi realizację „ważnego interesu publicznego”. Jednak publikacja wyroku TK wraz z danymi, które ujawniają stan zdrowia skarżącego, może prowadzić do naruszenia istoty prawa do ochrony danych osobowych, przy jednoczesnym braku środków ochrony tego prawa - wskazuje Adam Bodnar.  Przepisy ustawy o TK dotyczące zarządzenia publikacji wyroku TK muszą być stosowane zgodnie z RODO, jako aktem prawa UE mającym pierwszeństwo w razie kolizji z ustawą (art. 91 ust. 3 Konstytucji RP).

Tym samym, z powodu nieuwzględnienia wymogów RODO mogło dojść do naruszenia przepisów rozporządzenia poprzez zarządzenie publikacji wyroku TK w wersji niezanimizowanej w odniesieniu do danych osobowych - ocenił rzecznik. W kontekście systemowym wydaje się, że być może konieczna może być nowelizacja ustawy o TK w kierunku uwzględnienia przedstawionego problemu i zapewnienia zgodności przepisów ustawy o TK z RODO.

Zasadę anonimizacji swoich orzeczeń wprowadził 1 lipca 2018 r Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawach pytań prejudycjalnych. TS UE wskazał, że w ten sposób podąża za obserwowaną w państwach członkowskich tendencją wzmacniania ochrony danych osobowych w obliczu rosnącej liczby narzędzi wyszukiwania i rozpowszechniania informacji.

[W 2014 r. TS UE w głośnej sprawie o internetowe „prawo do zapomnienia” orzekł, że dana osoba może żądać od operatora usunięcia wyników wyszukiwania informacji o niej. Paradoksem jest, że do dziś można znaleźć w sieci, iż sprawa o takie „prawo do zapomnienia” w TS UE była wtedy określana jako „Gonzalez przeciwko Google”].

RPO nabrał wątpliwości co do prawidłowego stosowania przepisów zobowiązujących do publikowania orzeczeń TK w dziennikach urzędowych w postaci niezanonimizowanej. Rzecznik ma tu na uwadze konstytucyjne gwarancje prawa do ochrony prawnej życia prywatnego (47 Konstytucji), a także prawa do ochrony danych osobowych, w zakres którego wchodzi m.in. zakaz pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym (art. 51 ust. 2 Konstytucji) oraz wzmocnioną ochronę danych osobowych osób fizycznych przewidzianą w RODO.

Adam Bodnar poprosił prezes UODO o ustosunkowanie się do problemu indywidualnego i systemowego oraz o rozważenie podjęcia właściwych działań w zakresie jej kompetencji.

Wprawdzie, zgodnie z RODO, organy nadzorcze w sprawach danych osobowych (w Polsce jest to PUODO) nie są właściwe do nadzorowania przetwarzania danych przez sądy w ramach sprawowania przez nie wymiaru sprawiedliwości. Jednak - według RPO - jest wątpliwe, by zarządzenie publikacji wyroku należało wprost do „sprawowania wymiaru sprawiedliwości” przez TK. Rzecznik przypomina, że Konstytucja RP stanowi jednoznacznie, iż „wymiar sprawiedliwości w RP sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe”. Konstytucja nie zalicza zatem TK  do organów sprawujących wymiar sprawiedliwości.

Przepis art. 55 ust. 3 RODO został zaś przyjęty po to, by nie dopuścić do ingerencji w działalność orzeczniczą sądów. Nawet jednak jeżeli przyjąć, że organ nadzoru nie ma uprawnienia do nadzorowania przetwarzania danych w tym przypadku, to ma inne uprawnienia, w tym doradcze, polegające m.in. na upowszechnianiu wiedzy wśród administratorów danych.

Pismo w tej sprawie Rzecznik skierował także do TK. Poprosił w nim Annę Zołotar-Wiśniewską, dyrektorkę Biura Służby Prawnej Kancelarii Trybunału, o ustosunkowanie się do opisanego problemu.

VII.520.54.2018

RPO wspiera maturzystów z Ostrowca Św. przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka

Data: 2018-08-20
  • Maturzyści z Ostrowca Świętokrzyskiego, których wyniki egzaminów dojrzałości unieważniono w 2011 r., złożyli skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
  • Wcześniej przegrali oni sprawy przed sądami administracyjnymi, a ich skarg nie uwzględnił Trybunał Konstytucyjny
  • W opinii dla ETPC Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał na możliwe naruszenie praw skarżących - prawa do sądu, do poszanowania życia prywatnego oraz do nauki

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył za zgodą ETPC opinię amicus curiae (tzw. przyjaciela sądu) w sprawie Sypioła i 17 innych przeciwko Polsce (skarga nr 783/16 i 17 innych).

Chodzi o zdarzenia z maja 2011 r., kiedy Okręgowa Komisja Egzaminacyjna, ze względu na niesamodzielność unieważniła wyniki pisemnej matury z chemii ponad 50 absolwentom dwóch szkół w Ostrowcu Świętokrzyskim. Dostali tylko ogólną informację, bez wskazania, do których zadań były zastrzeżenia. Część absolwentów wezwała Dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej do uchylenia decyzji i merytorycznego sprawdzenia prac. Dyrektor odmówił wskazując, że unieważnienia nastąpiło zgodnie z przepisami oraz wewnętrznymi regulacjami Komisji. Decyzję tę zatwierdziła Centralna Komisja Egzaminacyjna.

Maturzyści odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA odrzucił skargi, wskazując, że unieważnianie pisemnej matury nie jest czynnością z zakresu administracji publicznej. Unieważnienie, w ocenie sądu, jest skutkiem stwierdzenia przez właściwy organ stanu faktycznego - niesamodzielności przy rozwiązywaniu zadań egzaminacyjnych. Sąd powołał się na art. 9c ust. 2a ustawy o systemie oświaty, zgodnie z którym wyniki egzaminu są ostateczne i nie służy na nie skarga do sądu administracyjnego. Pogląd ten potwierdził NSA.  

Maturzyści wnieśli więc skargi konstytucyjne do Trybunału Konstytucyjnego. W wyroku z  22 czerwca 2015 r. (sygn. SK 29/13) Trybunał w pełnym składzie uznał, że brak możliwości zaskarżenia do sądu administracyjnego unieważnienia egzaminu maturalnego z powodu niesamodzielnego rozwiązywania zadań jest zgodny z art. 45 ust. 1 Konstytucji RP (prawo do sądu). W pozostałym TK postepowanie umorzył.

Po tym maturzyści złożyli skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Zarzucili w nich, że brak sądowej kontroli decyzji unieważnienia matur narusza art. 2 Protokołu Nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz art. 8 Konwencji (prawo do nauki), art. 2 Protokołu Nr 1 do Konwencji oraz art. 8 Konwencji w związku z art. 13 Konwencji (prawo do nauki oraz poszanowania życia prywatnego), a także art. 6 ust. 1 Konwencji (prawo do sądu).

Po zapoznaniu się ze skargami maturzystów Rzecznik Praw Obywatelskich złożył, za zgodą ETPC, opinię amicus curiae (opinię taką składa podmiot, który nie jest stroną postępowania, ale z własnej inicjatywy przedstawia swe stanowisko).

W opinii z 26 czerwca 2018 r. Rzecznik zwrócił przede wszystkim uwagę na fakt, iż do RPO stale kierowane są liczne wnioski z wątpliwościami związanymi z organizacją, przeprowadzaniem czy ocenianiem matur. Rzecznik wskazał też na swe liczne wystąpienia do władz z propozycjami podjęcia działań legislacyjnych. Według RPO mogą one świadczyć o tym, że ustawodawstwo polskie w tej kwestii jest niedoskonałe i wymaga stałej analizy oraz wprowadzenia jeszcze wielu gwarancji dla zdających egzaminy maturalne.

Rzecznik poinformował ETPC, że stoi na stanowisku, iż wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie zapewnił skarżącym skutecznej ochrony ich praw i wolności wynikających z Konstytucji RP i Konwencji.

RPO przedstawił ETPC wątpliwości co do możliwego naruszenia praw chronionych Konwencją tj.: art. 6 ust. 1 (prawo do sądu), art. 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego), a także ewentualną możliwość naruszenia praw skarżących gwarantowanych przez art. 2 Protokołu Nr 1 do Konwencji (prawo do nauki).

Ponadto RPO zwrócił uwagę, że Najwyższa Izba Kontroli w wystąpieniu pokontrolnym do Dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w 2011 r. potwierdziła nieprawidłowości w przebiegu procedury unieważnienia egzaminów maturalnych.

Wskazał także, że nowelizacja z 20 lutego 2015 r. ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw stanowiła m.in. próbę rozwiązania problemów zdających co do procedury unieważniania egzaminów maturalnych. Rzecznik z satysfakcją przyjął, iż dane statystyczne Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wskazują na skuteczność funkcjonowania tych regulacji. Wyraźnie maleje bowiem liczba absolwentów, którym unieważniono egzamin maturalny.

VII.7031.3.2018

 

Każdy aresztowany może wziąć ślub - jeśli nie osobiście, to przez pełnomocnika. RPO: nie każdy jest o tym informowany

Data: 2018-08-07
  • W Polsce nadal osoby aresztowane mają ograniczone prawo do zawarcia związku małżeńskiego. Ludzie nie wiedzą, że w takiej sytuacji mogą wziąć ślub przez pełnomocnika  
  • Dlatego Rzecznik wnosi, aby każdy aresztowany, któremu odmówiono zgody na ślub w areszcie, był powiadamiany o takiej możliwości

Adam Bodnar napisał w tej sprawie do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Wyrok ETPC ws. ślubów w areszcie 

Przypomniał,  że ponad 8 lat temu Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku Frasik przeciwko Polsce (skarga nr 22933/02) odniósł się do kwestii zawierania związków małżeńskich przez osoby pozbawione wolności. ETPC powołał się na art. 12 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który określa prawo mężczyzny i kobiety do zawarcia małżeństwa na zasadach określonych w prawie krajowym. Polskie prawo nie pozbawia zaś tymczasowo aresztowanego prawa do zawarcia związku małżeńskiego.

Rolą organów władzy jest zatem zapewnienie, aby prawo to zostało wykonane. Według ETPC ograniczenie tego prawa uzasadniają tylko ważne względy, jak: zagrożenie bezpieczeństwa, zapobieganie przestępstwom, ochrona porządku. Ingerencja państwa w to prawo nie może być arbitralna czy nieproporcjonalna.

Adam Bodnar wskazał, że procedura kontrolna przed Komitetem Ministrów Rady Europy, dotycząca wykonania tego wyroku, nie została dotychczas zamknięta. Nadal są zastrzeżenia do jego implementacji. W raporcie z wykonywania wyroków ETPC przez Polskę za 2017 r. stwierdzono, że brak zgody na zawarcie związku małżeńskiego w areszcie w praktyce już nie występuje. Według danych Służby Więziennej, wszystkie wnioski o taką zgodę z lat 2014-2016 załatwiono pozytywnie (w 2014 r. było ich 7, a w 2015 i  2016 r.- po 12).

Problem wciąż aktualny

Jedna ze spraw badanych w Biurze RPO pokazuje jednak, że problem nie został jeszcze w pełni rozwiązany, a wdrożenie stanowiska ETPC może budzić wątpliwości - podkreślił RPO.

Chodzi o aresztowanego, któremu w 2017 r. prokuratura odmówiła zgody na ślub. Jest on oskarżony o przestępstwa przeciwko wolności seksualnej wobec małoletniej córki swojej partnerki. Podstawą aresztu była m.in. obawa utrudniania postępowania karnego i wpływanie na zeznania świadków (konkubina jest jednym z nich) i pokrzywdzonej. Prokuratura uznała, że wniosek o zgodę na zawarcie małżeństwa jest w istocie wnioskiem o widzenie - którego udzielenie  nie jest wskazane, gdyż mogłoby zostać wykorzystane do bezprawnego utrudniania postępowania.

Rzecznik przyznał, że ograniczenie należy uznać za uzasadnione - jeśli już sam kontakt osobisty aresztowanego z osobą, z którą chce zawrzeć ślub, zagraża dobru postępowania karnego (jak w tej  sprawie). 

Zarazem RPO przypomniał, że prawo dopuszcza - z ważnych powodów, za zezwoleniem sądu - możliwość zawarcia związku małżeńskiego przez pełnomocnika. Gdy ze względu na dobro postępowania karnego nie jest możliwa jednoczesna obecność obu osób przed urzędnikiem stanu cywilnego, instytucja pełnomocnika stwarza im możliwość zawarcia małżeństwa mimo tych przeszkód.

Według Rzecznika o tej alternatywie powinien być powiadamiany każdy aresztowany, któremu odmówiono zgody na małżeństwo. RPO zaznaczył, że aresztowanego ze sprawy, o której mowa, prokuratura nie powiadomiła o takiej możliwości. - Nieudzielenie tej informacji wpłynęło zaś na ograniczenie możliwości korzystania przez tymczasowo aresztowanego z jego praw - napisał Adam Bodnar.

RPO: zmienić praktykę stosowania prawa

RPO podziela stanowisko rządu, że przepisy są wystarczające, aby zapewnić realizację prawa osób pozbawionych wolności do zawarcia małżeństwa, a źródeł ewentualnych naruszeń należy szukać w nieprawidłowym stosowaniu prawa.

Zdaniem Rzecznika należałoby m.in. zintensyfikować działania informacyjne wśród sędziów i prokuratorów co do upowszechniania stanowiska ETPC w całej sprawie. Szczególną uwagę należałoby zwrócić na określenie podstaw, które mogą uzasadniać ograniczenie prawa osoby pozbawionej wolności do zawarcia małżeństwa. Władze nie są np. uprawnione do oceny, czy decyzja aresztowanego o zawarciu małżeństwa jest słuszna oraz jaki czas i okoliczności są do tego odpowiednie.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o zapewnienie, aby stanowisko ETPC w sprawie zawierania małżeństw przez pozbawionych wolności było w pełni uwzględniane w postępowaniu organów władzy.

IX.517.2686.2017

 

Rzecznik popiera petycję w sprawie zniesienia instytucji ubezwłasnowolnienia

Data: 2018-07-26
  • Instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji - powtarza po raz kolejny Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Taka jest opinia RPO dla senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, która pracuje nad petycją by podjąć inicjatywę ustawodawczą w celu zniesienia ubezwłasnowolnienia
  • Rzecznik wskazuje, że byłoby to spełnieniem postulatów organizacji obywatelskich i zrealizowaniem przez Polskę zobowiązań Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami

Adam Bodnar przedstawił opinię w tej sprawie przewodniczącemu senackiej komisji Robertowi Mamątowowi. - Zasadniczy cel petycji, to jest likwidacja instytucji ubezwłasnowolnienia, jest celem zgodnym z postulatami Rzecznika Praw Obywatelskich oraz organizacji obywatelskich zajmujących się tą kwestią oraz służy realizacji przez Rzeczpospolitą Polską zobowiązań wynikających z Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami - napisał.

Stanowisko takie było prezentowane zarówno przez Adama Bodnara, jak i wcześniej przez jego poprzedników, w toku procedury legislacyjnej, mającej na celu zmianę Kodeksu cywilnego w zakresie zdolności do czynności prawnych, toczącej się w ramach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości. Niestety, jak wynika z ostatniej odpowiedzi Ministra Sprawiedliwości z 7 lutego 2018 r.: „Nie negując potrzeby podjęcia prac legislacyjnych w omawianym zakresie, uprzejmie informuję, że z uwagi na inne priorytetowe projekty i zadania realizowane w Ministerstwie Sprawiedliwości, prace takie nie są obecnie prowadzone”.

W piśmie do senatora Mamątowa rzecznik przywołał stwierdzenie Sądu Najwyższego z uchwały z 21 grudnia 2017 r. (III CZP 66/17): „Za trafne należy uznać stanowisko, że w związku z zaniechaniem prac legislacyjnych nad eliminacją instytucji ubezwłasnowolnienia i zmianą modelu opieki nad osobami z niesprawnością intelektualną, ciężar adaptacji polskiego porządku prawnego do standardów konwencyjnych spoczął na sądach”.

Rzecznik podkreślił, że zastrzeżenie rządu do ratyfikowanej przez Polskę Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami - zgodnie z którym Rzeczpospolita Polska interpretuje art. 12 konwencji w sposób zezwalający na stosowanie ubezwłasnowolnienia - pozostaje sprzeczne z celem i istotą Konwencji. Powołał się na opinię, że przyczyną nieporozumienia stało się robocze tłumaczenie Konwencji, w którym angielski zwrot legal capacity przetłumaczono jako "zdolność prawną". W rzeczywistości zamiarem autorów Konwencji było nie tyle przyznanie osobom z niepełnosprawnościami zdolności prawnej, co równej z innymi osobami zdolności do czynności prawnych. Świadczy o tym tekst Konwencji, sporządzony w języku angielskim, jak i akty prawa międzynarodowego poprzedzające jej uchwalenie, a także stanowisko Komitetu ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami oraz zastrzeżenia wniesione do art. 12 Konwencji przez inne państwa-strony.

RPO wskazał, że w sprawozdaniu z realizacji Konwencji z 2014 r. strona polska zapowiadała zmianę stosownych aktów prawnych, w tym zniesienie ubezwłasnowolnienia i wprowadzenie elastycznego, zindywidualizowanego systemu wspierania osób z niepełnosprawnością intelektualną w podejmowaniu decyzji. Projekty te, wskutek rozwiązania Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, nie zostały wprowadzone w życie.

W Społecznym raporcie alternatywnym z realizacji Konwencji wskazano, iż regulacja ubezwłasnowolnienia w Polsce nie spełnia wymogów art. 12 Konwencji. Dana osoba traci bowiem zdolność do czynności prawnych lub jest ta zdolność dla niej ograniczona - ubezwłasnowolnienie jest stosowane często przez całe życie; nie jest poddawane okresowej kontroli przez niezawisły organ; nie uwzględnia jej potrzeb i interesów; skutkuje wykluczeniem społecznym i prawnym osób z niepełnosprawnościami - w szczególności z niepełnosprawnością intelektualną i psychiczną.

Tym samym ubezwłasnowolnienie - czy całkowite, czy częściowe - nie może być traktowane jako opisany w art. 12 ust. 4 Konwencji środek respektujący „prawa, wolę i preferencje osoby, wolny od konfliktu interesów i bezprawnych nacisków, proporcjonalny i dostosowany do sytuacji danej osoby, stosowany przez możliwie najkrótszy czas i podlegający regularnemu przeglądowi przez właściwe niezależne i bezstronne władze lub organ sądowy”. Dlatego jednym z postulatów Społecznego raportu była zmiana ystemu ubezwłasnowolnienia na system wspieranego podejmowania decyzji.

Ponadto według rzecznika aktualne pozostają argumenty na rzecz likwidacji tej instytucji, podnoszone podczas I Kongresu Praw Obywatelskich z grudnia 2017 r. Jeden z paneli poświęcony był tej tematyce. Jak wskazał wówczas prof. Roman Wieruszewski, ubezwłasnowolnienie jest obecnie równoważne ze śmiercią cywilną.

RPO napisał do przewodniczącego senackiej komisji, że nie podejmuje się określenia, jaką inną instytucją powinno być zastąpione ubezwłasnowolnienie - należy to do parlamentu i organów dysponujących inicjatywą ustawodawczą.

Wskazał, że przydatnym materiałem do rozważań  może być  publikacja Polskiego Towarzystwa Prawa Anty dyskryminacyjnego z 2012 r. pt. „Jeśli nie ubezwłasnowolnienie, to co? Prawne formy wsparcia osób z niepełnosprawnością intelektualną” oraz publikacja dr. Krzysztofa Kurowskiego pt. „Ubezwłasnowolnienie? Są alternatywy!”, opublikowana w piśmie „Psychiatra. Pismo dla praktyków”. Zdaniem  RPO warto także sięgnąć do dorobku Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego i projektu przez nią wypracowanego.

Ubezwłasnowolnienie polega na pozbawieniu albo ograniczeniu przez sąd zdolności do czynności prawnych danej osoby z uwagi na chorobę osoby lub psychiczne problemy. Istnieją dwa rodzaje ubezwłasnowolnienia.  Ubezwłasnowolnienie całkowite oznacza zupełne pozbawienie danej osoby zdolności do czynności prawnych, czynności te podejmuje zamiast niej opiekun;  osoba ubezwłasnowolniona całkowicie nie może samodzielnie dokonywać m.in. żadnych transakcji (zakupów, darowizn itp.), z wyjątkiem drobnych, bieżących sprawunków. Ubezwłasnowolnienie częściowe zasadniczo polega na tym, że dana osoba może osobiście podejmować czynności prawne - jednak zgodę na konkretną transakcję musi wyrazić jej kurator; osoba ubezwłasnowolniona częściowo może samodzielnie rozporządzać swoim zarobkiem oraz przedmiotami oddanymi do jej swobodnego użytku.

W 2017 r. RPO wystąpił do resortu sprawiedliwosci w sprawie ograniczeń dostępu osób z niepełnosprawnościami do wymiaru sprawiedliwości. Powołał się na raport, którego głównym wnioskiem jest konieczność likwidacji instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienie jej systemem wspieranego podejmowania decyzji. RPO podkreślał, że zmiany wymaga zwłaszcza przepis, który nie nakazuje sądowi wysłuchania osoby przed orzeczeniem jej ubezwłasnowolnienia. 

We wrześniu 2018 r. Komitet Praw Osób z Niepełnosprawnościami ONZ zbada sprawozdanie polskiego rządu z wdrożenia Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami. Adam Bodnar w informacji przesłanej Komitetowi wskazał m.in. na konieczność likwidacji instytucji ubezwłasnowolnienia, bowiem nie spełnia ona standardów Konwencji.

W Polsce ubezwłasnowolnionych jest ok. 90 tys. osób.

IV.7024.26.2014

Od 4 lat rzecznik upomina się o ustawowe uregulowanie kontroli bagaży osób wchodzących do sądów

Data: 2018-07-24
  • Od 2014 r. Rzecznik Praw Obywatelskich upomina się u kolejnych ministrów sprawiedliwości o ustawowe określenie uprawnień pracowników ochrony w sądach do kontroli bagażu osób wchodzących
  • Od tego czasu resort informował RPO albo o odpowiednich pracach legislacyjnych (w 2014 r.), albo o takich planach (2016 r.)
  • Wobec braku odpowiedzi rzecznik po raz kolejny poprosił Ministra Sprawiedliwości o informacje o stanie prac nad taką zmianą

Działania w tej sprawie zapoczątkowała Irena Lipowicz, poprzedni Rzecznik Praw Obywatelskich. Wskazywała na konieczność uregulowania na poziomie ustawowym podstawy prawnej przeglądania zawartości bagażu i odzieży osób wchodzących do  budynku sądu przez pracowników ochrony. Za niedopuszczalne uznawała, aby kwestie te były regulowane np. w regulaminach sądów.

Zwracała uwagę, że uniemożliwienie wnoszenia do sądów  broni czy innych środków niebezpiecznych wymaga dokonania przez pracowników ochrony czynności o charakterze prewencyjnym, m.in. przeglądania zawartości toreb czy odzieży osób wchodzących do sądu. Nawet takie przeglądanie - jako wiążące się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności (np. prawa do prywatności gwarantowanego w art. 47 Konstytucji) wymaga bowiem regulacji ustawowej.

Według Ireny Lipowicz istnieją przesłanki do wprowadzenia ograniczenia praw i wolności - z uwagi na potrzebę ochrony zdrowia, życia innych osób, a także zapewnienia bezpiecznego funkcjonowania sądów. Ograniczenia te znajdują zatem podstawę w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, ale zgodnie z tym przepisem mogą być wprowadzone jedynie na podstawie ustawy.

W 2014 r. ówczesny wiceminister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn informował RPO, że  w ministerstwie trwają prace zmierzające do powierzenia pracownikom ochrony, w drodze ustawy, uprawnień związanych z przeglądaniem zawartości bagaży osób wchodzących do sądów. Dodawał zarazem, że „proces legislacyjny to dość długa droga, wymagająca dokonania odpowiednich analiz, przeprowadzenia szeregu ustaleń i konsultacji, opracowania założeń”.

Starania swej poprzedniczki kontynuuje Adam Bodnar.  W marcu  2016 r. otrzymał pismo wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, w którym przyznawał on konieczność uregulowania w akcie rangi ustawowej dopuszczalności przeglądania zawartości bagaży i odzieży osób wchodzących do sądów powszechnych przez pracowników ochrony. - Cieszy fakt, iż zarówno Minister Sprawiedliwości, jak i Rzecznik Praw Obywatelskich zgadzają się w tym zakresie i wyrażają wolę współpracy - dodawał Marcin Warchoł.

Informował on wtedy, że w ministerstwie trwają prace nad szeroko rozumianą reformą wymiaru sprawiedliwości; w ramach tego projektu planowane jest ustawowe uregulowanie uprawnień pracowników ochrony wykonujących zadania w budynkach sądowych. - Przewiduje się, że zagadnienie to, jako doniosłe z uwagi na zapewnienie bezpieczeństwa w budynkach sądów, znajdzie odzwierciedlenie w szczegółowych pracach nad nową ustawą - Prawo o ustroju sądów powszechnych, o czym niezwłocznie poinformuję Pana Rzecznika – pisał wiceminister.

Do dziś RPO nie otrzymał jednak żadnej informacji w tej sprawie, mimo ponaglenia z marca 2018 r. 

Dlatego teraz zastępca rzecznika Stanislaw Trociuk zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o przekazanie informacji na temat aktualnego stanu prac nad zmianą dotyczącą tej kwestii.

VII.510.16.2014

Prawo do życia rodzinnego a dylematy rodziców z niepełnosprawnościami. Relacja z panelu #KPR

Data: 2018-06-26

Nie ma całościowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami, które są rodzicami. Brakuje też systemu edukacji, dotyczącej również tego, jak osoba z niepełnosprawnością  ma się przygotować do rodzicielstwa. Z badań wynika, że na pomoc instytucjonalną liczy 30 proc. rodziców z niepełnosprawnościami, a na pomoc rodziny - 90 proc.

Paneliści: 

  • Paweł Wdówik, psycholog, twórca systemu wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami na Uniwersytecie Warszawskim, niewidzący
  • dr Dorota Wiszejko-Wierzbicka, psycholog-seksuolog, mediator rodzinny, prowadziła badania rodziców osób z niepełnosprawnościami
  • Joanna Łacheta członkini Komisji Ekspertów ds. Osób Głuchych działającej przy RPO, niesłysząca od urodzenia, Instytut Głuchoniemych 
  • dr Agnieszka Wołowicz-Ruszkowska - pedagog specjalny, psycholog kliniczny

Moderator:  Monika Zima-Parjaszewska, przewodnicząca Krajowej Rady Konsultacyjnej przy MRPiPS,  współprzewodnicząca Komisji Ekspertów ds. Osób z Niepełnosprawnościami przy RPO

Art. 23 Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych gwarantuje równy dostęp do życia rodzinnego, w tym do związku małżeńskiego. Polska zastrzegła jednak, że nie będzie tego stosować. Trybunał Konstytucyjny uznał zaś, że zakaz zawierania związków przez „niedorozwiniętych i chorych psychicznie” jest zgodny z konstytucją bo państwo chroni dobro dziecka i instytucję małżeństwa.

Czy zatem taki rodzic taki zagraża małżeństwu czy też – brzmiało pytanie moderatorki?

Paweł Wdówik: dla mnie rodzicielstwo to dar, a nie prawo. Nie postrzegam się w kategoriach rodzic niepełnosprawny kontra inni rodzice. Chcę być wzorem dla moich 3 synów także w sferach trudno osiągalnych jak wysiłek fizyczny,  np. wycieczka w góry. Słyszę wtedy zarzuty, że jestem nieodpowiedzialny, bo chce zabić dzieci.

Od państwa oczekuje, by mi się nie wtrącało. Im mniej państwa, tym lepiej. Wiem, jak wiele jest stereotypów dotyczących niemożności osób z niepełnosprawnościami i jak bardzo z tym stereotypami nie radzą sobie przedstawiciele państwa.

„Tu trzeba złożyć czytelny podpis” – powiedziała mi pani w urzędzie, gdy odbierałem dowód osobisty,. „Tylko nie wolno się podpisać tak jak pan, bo to nieczytelne” – powiedziała, gdy się podpisałem. Poprosiła, by mój syn podpisał się za ojca. „Pani zmusza syna do łamania prawa. Albo się podpiszę tak, jak potrafię, albo jutro przychodzę z prawnikiem” – odpowiedziałem.  „Ale z pana awanturnik” - usłyszałem. 

Joanna Łacheta: Jako niesłyszący, jesteśmy oddzielną grupą wśród osób z niepełnosprawnością. Osoby, które mówią, mogą wykrzyczeć swoje problemy. My nie mamy jak. Głównym problemem jest komunikacja – bez tłumacza nie mogę uczestniczyć w rozmowie, Jako rodzic potrzebuję tłumacza czy w sądzie rodzinnym, czy u kuratora, To jest wielka bariera, np. w dostępie do usług zdrowotnych, Moje dziecko też nie słyszy – pytanie kto będzie płacił za tłumacza. Często muszę go sama opłacać. Ja mogę pisać na kartce, ale nie wszyscy głusi to potrafią.

Ważna jest otwartość ze strony instytucji i urzędów.  Sąd pytał mnie podczas adopcji, jak pani nauczy dziecko mówić? Tłumaczyłam, że mogę mówić, ale mój pierwszy język dla mnie to jednak migowy.

90 proc. głuchych rodzi dziecko słyszące. Zdarza się, że dziadkowie próbują ograniczać prawa rodzicielskie dla „dobra dziecka”. Ale wynik takich działań jest odwrotny.

Pytana, czy istnieje taki lęk w środowisku, że z powodu niepełnosprawności możecie być narażeni na ograniczenie praw rodzicielskich, Łacheta odpowiedziała, że zna sytuacje, w których  sami rodzice wolą, aby to dziadkowie opiekowali się dzieckiem

Niektórzy rodzice obawiają się wizyty przedstawicieli instytucji, którzy „myszkowaliby po szafach” .

Wiszejko-Wierzbicka:  Z moich badań wynika, że na potrzebę pomocy wskazywało ok. 50 proc. rodziców z niepełnosprawnościami, najczęściej dotyczyło to wsparcia w załatwianiu spraw poza domem (zakup, spacer). Na pomoc instytucjonalną liczy 30 proc., a na pomoc rodziny - 90 proc.

Są rodzice „awangardowi”, którzy wiedzą, jakiej pomocy potrzebują i są w stanie nią zarządzać. Ci rodzice walczą o swoje prawa, mówiąc czego potrzebują. Oni mają szerokie sieci wsparcia, wcześniej mogli zapoznać się z rolami rodzicielskimi. Są też tacy rodzice, którzy mają bardzo wiele potrzeb niezaspokojonych, z bardzo wąską liczną relacji, nie były one przygotowane do roli rodzica.

Jedna z kobiet powiedziała np., że dowiedziała się, jak na świat przychodzą dzieci w momencie narodzenia swego dziecka. Takie rodziny potrzebują swoistego „inkubatora” – odtworzenia całego środowiska, jakby środowiskowej rodziny zastępczej

Wołowicz-Ruszkowska: Myślenie o osobach z niepełnosprawnością intelektualną  jako rodzicach budzi wątpliwości – czy spełnią swe role rodzicielskie. To zaniżanie możliwości rozwojowych tej grupy. Nie mówimy o tym, co te osoby potrafią, tylko o tym, czego nie potrafią.

To mniejszość wśród mniejszości – same osoby niepełnosprawne stawiały znak zapytania, jeśli chodzi  o rodzicielstwo takich osób. Bierze się to z istniejących stereotypów postrzegania tych osób jako ”wiecznych dzieci” . Brakuje rozwiązań systemowych - wspieranej koncepcji dorosłości tych osób.

Jest pogląd,  że to „osoby aseksualne”, niezainteresowane prokreacją. Z drugiej strony jest stereotyp myślenia o nich jako o mających wzmożone potrzeby seksualne, których nie są w stanie kontrolować. Nikt nie przygotowuje tych osób do pełnienia ról rodzica. To skutkuje brakiem edukacji seksualnej

Publiczność pytała,  jak rozmawiać z dziećmi z niepełnosprawnościami o seksualności.  Zima-Parjaszewska wskazała na ogólny brak edukacji seksualnej. Konsekwencje  mogą być dramatyczne, choćby urodzenie dziecka, o którym nie myślało się, ze może się urodzić.

Wiszejko-Wierzbicka: zdarza się osoba z niepełnosprawnością intelektualną przyjmuje środki psychotropowe, które szkodzą ciąży i nie każdy lekarz decyduje się taką ciążę prowadzić

Podczas panelu wiele dyskutowano o tym, jakie powinno być wsparcie dla rodziców z niepełnosprawnościami.

Osoby udzielające wsparcia powinny mieć głęboką wiedzę nt. niepełnosprawności i ich konsekwencji, aby móc elastycznie dopasować wsparcie - mówił Wdówik. Według niego 500+ powinno przysługiwać także wtedy, gdy rodzic jest niepełnosprawny.

Wsparcie powinny być punktualne, a nie przychodzące poniewczasie, i udzielane w naturalnym środowisku – wskazywała Wołowicz-Ruszkowska. Jej zdaniem wsparcie rodzin bywa różne. Zdarza się przy rodzicach z  niepełnosprawnością intelektualną, że wsparcie np. dziadków umniejsza rolę rodzica i odbiera możliwość decydowania o wielu wyborach, od ubioru dziecka zaczynając. „Matka jest głupia, nie słuchaj jej” - słyszały takie dzieci.

Konkluzje:

  • Systemowego  wsparcia nie ma, a wsparcie nie może być ingerencją
  • Edukacja powinna obejmować nie tylko dzieci osób z niepełnosprawnościami,  ale także i samych rodziców
  • Polska musi się bezwzględnie dostosować do standardów międzynarodowych – przestać traktować osoby z niepełnosprawnością przedmiotowo (jako „niesamodzielne” albo „niezdolne do pracy”, „niezdolne do bycia rodzicami”). Osoby z niepełnosprawnościami po prostu wymagają wsparcia w samodzielnym życiu. Trzeba umieć ustalić, jakiego, i to zapewniać. To  zadanie państwa.
  • Rodzice opiekujący się dziećmi z niepełnosprawnościami muszą uzyskiwać wsparcie w wychowaniu tych dzieci i nie mogą żyć w lęku, że kiedy ich zabraknie, nie będzie się kto miał dziećmi zająć. To nie jest tylko kwestia wsparcia finansowego (choć to zupełnie oczywiste). To kwestia dostępu do terapii, do edukacji, do opieki wytchnieniowej,  do mieszkań wspomaganych dla dzieci, kiedy będą już dorosłe,  itd.
  • Rodzice z niepełnosprawnościami (a jest ich w Polsce ponad 300 tys.) nie mogą polegać wyłącznie na wsparciu bliskich. Pomoc musi być systemowa, dostosowana do indywidualnych potrzeb – tak by rodzice z niepełnosprawnościami mogli realizować swe funkcje rodzicielskie, bo jest ich prawo.  Sytuacja, w której sądy stają przed dylematem – odebrać dziecko rodzicom, bo nikt im nie pomaga, czy zostawić i ryzykować, jest niedopuszczalna.

Ustalenie pochodzenia dziecka. Relacja z panelu #KPR

Data: 2018-06-25

Powinno się wydłużyć terminy na zaprzeczenie ojcostwa, a testy DNA dokładnie uregulować - wskazywali uczestnicy panelu w sprawie ustalania pochodzenia dziecka podczas pierwszego dnia Kongresu Praw Rodzicielskich

Panelistami byli:

Jarosław Jagura podkreślał, że prawo dziecka do poznania  swych biologicznych rodziców nie jest zapisane wprost w Konstytucji RP - wywodzi się je z artykułu Konstytucji o ochronie życia rodzinnego i prywatnego. Nie jest to prawo bezwzględne: interes dziecka może przeważać nad prawami biologicznych rodziców.

W maju 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjny termin 3 lat od uzyskania przez dziecko pełnoletności na to, aby móc wytoczyć proces o zaprzeczenie ojcostwa męża swej matki.

Mąż matki dziecka może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa w 6 miesięcy od dnia w którym dowiedział się o urodzeniu. Jeśli termin upłynął, sprawę może do sądu wnieść prokurator.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu zwraca uwagę na wyważenie prawa dziecko do poznania swego pochodzenia oraz praw domniemanego ojca, który powinien być chroniony przed przedawnionymi roszczeniami, w sytuacji gdy przez wiele lat łożył na dziecko i je wychowywał.

Podejmując działania co do ustalenia pochodzenia dziecka, prokurator kieruje się swobodną oceną, w jakiej sytuacji możemy wystąpić z pozwem. Kryterium jest dobro dziecka i ochrona interesu społecznego. Nie jesteśmy zobligowani wnioskiem obywatela – mówiła prok. Koszelnik-Kluska.

Ilustracją problemu był transparent, jaki przed domem dziecka wywiesił mężczyzna, podważający swoje ojcostwo. Transparent głosił: „Nie jestem twoim tatą, ale prokurator nie chce wytoczyć powództwa”.

Pojęcie dobro dziecka jest bardzo ogólne, dlatego zawsze badamy jak dziecko funkcjonuje w danym środowisku i co skłoniło dane osoby do działań w sprawie. Obie strony są przesłuchiwane, w tym potencjalny ojciec biologiczny (małoletnie dzieci nie są przesłuchiwane). Prokurator prosi ich o wyniki wiarygodnych badan DNA. Strony ich z reguły nie dostarczają, bo nie stać ich na te badania (ok. 1500 zł).

Prymat rodziny, która już została stworzona, jest wartością samą w sobie. Prymat biologicznej rodziny nie jest zaś taką wartością, jeśli miałby prowadzić do pokrzywdzenia dzieci. Najwięcej jest spraw w prokuraturze  dotyczy zaprzeczenia ojcostwa – połowa wniosków  jest uwzględniana; wtedy sprawa trafia do sądu. Sprawy o ustalenie macierzyństwa są wyjątkowym..

Wnioski od obywateli ws. ojcostwa są związane najczęściej z przemocą w rodzinie lub przy lekkomyślności. Często jest tak, że byli mężowie nie chcą płacić alimentów na nie swoje dziecko i uważają że to obowiązek ojca biologicznego. Zgłaszają się też biologiczni ojcowie dziecka, argumentując że chcą by „dziecko nosiło ich nazwisko”; są oni wtedy gotowi także na obowiązek alimentacyjny.

Są też sprawy o ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa – w sytuacji, gdy uznanie ojcostwa było fikcyjne. Mężczyźni chcą przestać płacić alimenty; argumentują że nie mają od dawna kontaktu z dzieckiem i jego matką; a ojcostwo uznali, bo zostali przez matkę dziecka oszukani, że to rzekomo oni są ojcami.

To nie może być arbitralna decyzja prokuratora, podjęta według „widzimisię”, a takich spraw jest dużo i są bardzo skomplikowane, a nie mamy jednolitych standardów - mówiła prok. Małgorzata Szeroczyńska. Dlatego uznała obecne przepisy za zbyt archaiczne i wymagające zmiany. Według niej to nie prokurator powinien być ostatecznym i wyłącznym organem w tych kwestiach. Opowiedziała się też za wydłużeniem terminów na zaprzeczenie ojcostwa.

Według prokuratorki, najczęściej nie dotyczy to wcale małych dzieci.  Sprawy typu „przypomniałem sobie, że nie jestem ojcem”, zdarzają się zwykle, gdy dziecko już jest dorosłe. A wtedy „dobro dziecka” nie jest już najwyższym priorytetem. Zdarza się, że ludzie mszczą się na byłym małżonku i np. występują o uznanie, że ktoś nie jest jego dzieckiem, gdy już jest ono dorosłe. Jak chronić takie osoby? - pytała prokuratorka, według której terminy na zaprzeczenie ojcostwa są zbyt krótkie.

Z danych przedstawionych przez sędziego Pawła Witana wynika, że ok. 3 proc. urodzeń staje się przedmiotem postępowań o ustalenie czy zaprzeczenie ojcostwa lub bezskutecznego uznania. On też wyraził przekonanie, że terminy w tych sprawach są zbyt sztywne.

W jego sądzie to głównie matki wnoszą sprawy o ustalenie ojcostwa - po to by dochodzić  od razu alimentów, czemu towarzyszy z reguły wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich.

Sędzia zaznaczył, że rzadko są składane apelacje w takich sprawach. Jego zdaniem decyduje o tym fakt, że jeśli to sąd zlecił w takiej sprawie badania DNA, to nie są one przez nikogo kwestionowane. Wskazał że to dowód dość istotny; tymczasem jego stosowanie wciąż nie zostało uregulowane w prawie cywilnym.

Aby takie badanie było dla sądu ważne, musi być odpowiednia dokumentacja gwarantująca, że materiał pobrano od tej osoby, która miała być badana. Chodzi też o standaryzację badań, których wciąż nie ma.

Inny problem to pobieranie materiału DNA od dziecka. Sąd może się na to zgodzić tylko wtedy, jeśli to przed sądem toczone jest postępowanie w sprawie ojcostwa. Tymczasem prokurator nie ma takiej możliwości w fazie badania wniosku obywatela w takiej sprawie. Oddzielną kwestią jest brak szczegółowych przepisów co do zgody zainteresowanych na pobranie, a zwłaszcza na wykorzystanie  DNA.

Także RPO opowiada się za wydłużeniem terminów. Michał Kubalski, prawnik z Biura RPO, przypomniał ponadto, że rzecznik od wielu lat występuje o uregulowanie testów DNA. Jest to tym bardziej potrzebne, że kody DNA to bardzo wrażliwe dane osobowe, które identyfikują kogoś w 100 proc. W każdej placówce dokonuje się tego inaczej; niektóre wysyłają próbki nawet do Chin.

Sprawa pana Grzegorza. Trybunał Konstytucyjny: rozporządzenie ministra o ujawnianiu przyczyny niepełnosprawności - niekonstytucyjne

Data: 2018-06-19
  • Rozporządzenie przewidujące ujawnianie w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności symbolu jej przyczyny jest niekonstytucyjne
  • Trybunał Konstytucyjny uwzględnił skargę konstytucyjną obywatela, do której przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich 
  • Według Trybunału to od ustawodawcy zależy, czy taki zapis znajdzie się w ustawie
  • Dziś osoby z niepełnosprawnościami przedkładają takie orzeczenia pracodawcom, którzy mogą w ten sposób poznać przyczynę niepełnosprawności, np. chorobę psychiczną

19 czerwca 2018 r. Trybunał uznał zaskarżony przepis rozporządzenia Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z 2003 r. za niezgodny z art. 47 Konstytucji RP (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego). Jest on też niezgodny z art. 51 ust. 1, 2 i 5 Konstytucji RP (głosi on, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji go dotyczących, a władze nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym).

Rolą ustawodawcy jest dobranie takich środków, które zapewnią osobom z niepełnosprawnościami wsparcie na rynku pracy, z jednoczesnym poszanowaniem ich prawa do prywatności oraz z uwzględnieniem interesów pracodawców - podkreślił Trybunał.

Skarżący i Adam Bodnar wnosili o stwierdzenie niekonstytucyjności rozporządzenia Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z 15 lipca 2003 r. w sprawie orzekania o niepełnosprawności i stopniu niepełnosprawności - w zakresie, w jakim przewiduje ono obligatoryjne zamieszczenie w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności symbolu jej przyczyny - a w konsekwencji rodzaju choroby, w szczególności choroby psychicznej. Przedłożenie takiego orzeczenia przez osobę z niepełnosprawnością pracodawcy jest warunkiem skorzystania z uprawnień wynikających z ustawy o rehabilitacji zawodowej.

Skarżący dostał orzeczenie o stopniu niepełnosprawności z symbolem jej przyczyny (oznaczającym chorobę psychiczną).  Odwołał się, żądając usunięcia tego symbolu z orzeczenia. Uznał, że jego niepełnosprawność może być zakwalifikowana jako „całościowe zaburzenie rozwojowe”, co jest mniej piętnujące. Wskazał, że nie zgadza się na udostępnienie symbolu ewentualnemu pracodawcy, gdyż z łatwością pozna on jego znaczenie i uzyska wrażliwe dane o jego zdrowiu, które mocą Konstytucji RP są szczególnie chronione.

Argumentacji tej nie podzieliły ani zespół ds. orzekania o niepełnosprawności, ani sądy dwóch instancji. Uznały, że symbol ma znaczenie z punktu widzenia uprawnień wynikających z ustawy o rehabilitacji zawodowej i nie narusza sfery prywatności.

Adam Bodnar wniósł o uznanie zaskarżonych zapisów za niezgodne z art. 47 i 51 Konstytucji RP. Wskazał, że ingerencja w prawo do prywatności i autonomię informacyjną jednostki nie może być zapisana w rozporządzeniu - najwyżej w ustawie.

Co do zasady Rzecznik nie zgadza zaś na obligatoryjne udostępnianie pracodawcy informacji o schorzeniu, na które cierpi pracownik. Może to bowiem powodować dyskryminację takich osób na rynku pracy. Chodzi zwłaszcza o osoby dotknięte tzw. niepełnosprawnościami ukrytymi, których nie można zidentyfikować na pierwszy rzut oka (choroby psychiczne, epilepsja, niepełnosprawność intelektualna). W przypadku nieokazania orzeczenia przez  pracownika, pracodawca może w ogóle nie wiedzieć, że zatrudnia osobę z niepełnosprawnością. Wiedzę o tym, czy pracownik może wykonywać dana pracę, pracodawca czerpie z zaświadczenia lekarskiego, nie zaś z orzeczenia o niepełnosprawności.

Dlatego Adam Bodnar uważa, że ochrona prywatności wymaga rezygnacji z podawania w orzeczeniu symbolu przyczyny niepełnosprawności - na rzecz innych narzędzi, które pozwoliłyby zabezpieczyć obie strony stosunku pracy. RPO nie traci bowiem z pola widzenia interesów pracodawcy, w tym możliwości dofinansowania do wynagrodzenia takiego pracownika. Według RPO alternatywnym rozwiązaniem mogłoby być wskazywanie w orzeczeniach jedynie koniecznych dla osoby z niepełnosprawnością dostosowań i udogodnień w miejscu pracy.

RPO przypomniał, że w 1998 r. TK zakwestionował podawanie do wiadomości pracodawcy numeru statystycznego choroby pracownika na zwolnieniu lekarskim. Z kolei w legitymacji dokumentującej niepełnosprawność symbol jej przyczyny umieszcza się jedynie na wniosek danej osoby.

TK zbadał sprawę w składzie: Piotr Pszczółkowski (przewodniczący), Piotr Tuleja (sprawozdawca), Małgorzata Pyziak-Szafnicka. Orzeczenie było jednogłośne.

W komunikacie TK podano, że wskutek wyroku organy orzekające o stopniu niepełnosprawności tracą podstawę do zamieszczania w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności symbolu „02-P” (choroby psychiczne). Mają one jednak nadal obowiązek zamieszczania w orzeczeniu wskazań, o których mowa w art. 6b ust. 3 ustawy z 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób z niepełnosprawnościami - dotyczących np. odpowiedniego zatrudnienia uwzględniającego psychofizyczne możliwości danej osoby. Do podjęcia działań legislacyjnych przez ustawodawcę, wskazania te mogą być podstawą przyznawania osobie z niepełnosprawnością stosownych świadczeń lub uprawnień.

Trybunał wskazał, że nie jest jego rolą wskazywanie ustawodawcy sposobu ukształtowania poszczególnych instytucji prawnych w sposób zgodny z zasadami konstytucyjnymi. Podkreślił, że rolą ustawodawcy jest dobranie takich środków, które pozwolą zapewnić osobom z niepełnosprawnościami wsparcie na rynku pracy, z jednoczesnym poszanowaniem prawa do prywatności tych osób i uwzględnieniem interesów pracodawców.

Konsultacje regionalne RPO w czasie XVII Spotkań Organizacji Działających na Obszarach Wiejskich w Marózie

Data: 2018-05-17

Adam Bodnar uczestniczył w spotkaniu w Marózie już po raz trzeci. Przedstawiciele organizacji pozarządowych, którzy przyjechali do Maróza, mogli wziąć udział w spotkaniu z RPO i przedstawić problemy, z jakimi mierzą się na co dzień.

- Sprawy ważne dla ludzi z trudem przebijają się w debacie publicznej, choć dotyczą powszechnego doświadczenia. Dzieje się tak pewnie dlatego, że z Warszawy ich nie widać i ciężko zrozumieć, jakie są ważne - mówił w czasie sesji otwierającej spotkanie w Marózie Adam Bodnar. Podkreślił też znaczenie aktywności lokalnej i samorządności, która jest wielkim polskim sukcesem. - Mamy już kompletne instrumentarium, które pozwala wpływać na sprawy publiczne. Teraz pora nauczyć się z tego korzystać. Chodzi o prawo do informacji publicznych, petycji, konsultacji, budżetu partycypacyjnego, prawo do składania wniosków do instytucji i formułowania problemów do rozwiązania.

- Takie będą Rzeczypospolite, jaka ich lokalna aktywność - dodała Barbara Imiołczyk z BRPO trawestując słynne słowa kanclerza Jana Zamoyskiego. Przypomniała, że w tym roku nie ma ważniejszej sprawy niż wybory samorządowe, a kluczem dla naprawy Polski są:

  • prawa osób z niepełnosprawnościami, w tym osób dorosłych (przykład Chełma)
  • prawa do samodzielnego życia (przykład Słopnic i Ropy)
  • rozwiązanie problemu wykluczenia transportowego (z mniejszych miejscowości nie ma jak dojechać do szkoły, urzędu i lekarza). 

Na rozwiązanie tego ostatniego problemu wspólnie z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem ogłaszamy konkurs - powiedziała Barbara Imiołczyk.

Relacja ze spotkania z RPO

Przed rokiem zbieraliśmy głównie od Państwa problemy.

Jakimi sprawami mamy się zająć teraz?

Na spotkanie regionalne w Marózie przyszło ponad 40 osób i nie wszyscy zmieścili się na sali.

Wykluczenie transportowe

- Nasza gmina, Kąty Wrocławskie, zaczęła opłacać dwa prywatne autobusy. A teraz radni wymyślili, by połączyć małe miejscowości z tymi, które już mają połączenia do dużego miasta.

- Nasza gmina, Dywity koło Olsztyna, kupiła swoje busy i dowozi ludzi do tych miejscowości, z których jeździ olsztyńskie MPK. Połączeń jest nie dużo, ale są.

Prawa dorosłych osób z niepełnosprawnościami, w tym starszych

- Nasze stowarzyszenie zapewnia w powiecie rawskim rehabilitację (ponad 5 zabiegów przysługujących z NFZ, zapewniamy też transport). Skąd można zdobywać fundusze poza samorządem (miastem i gminą)? Jak zmniejszyć wymóg wkładu własnego w projekty? Bo potrzebujących naszej pomocy jest coraz więcej.

RPO: Niestety, dzieje się tak, że choć organizacje dobrze diagnozują potrzeby społeczne, nie dostają wsparcia. Trzeba go szukać - czy u światłych darczyńców i firm, czy spróbować wystąpić o dotację z programu Senior+. To element działalności pozarządowej.

Warto korzystać z pomysłów innych (pada przykład Krapkowic na Opolszczyźnie i Strzyżowa na Podkarpaciu).

Dowóz dzieci z niepełnosprawnościami do szkół specjalnych, opiekunowie osób z niepełnosprawnościami

1. - U nas niestety jest tak, że nie ma dowozu z domu do szkoły jednym środkiem transportu, ale dzieci są przesadzane w trakcie przejazdu z jednego autobusu do drugiego. Wywalczyliśmy już opiekę na czas podróży. Ale czy takie przesiadki są zgodne z prawem?

RPO: To musimy sprawdzić.  Dziękuję za to zgłoszenie. Dla nas takie sygnały są bardzo ważne. To pozwala nam interweniować, powoływać się na to, co się ludziom przytrafia. Wcale nie trzeba ujawniać swoich danych. Wystarczy napisać "Panie Rzeczeniu, proszę zwrócić uwagę na taki problem..."

·         Zobacz: sądowe postępowanie strategiczne RPO w sprawie pani Angeliki (argumenty prawne w zakładce DOKUMENTY)]

Efektem nacisków jest także to, że ministerstwo edukacji obiecało zmianę zasad w rozporządzeniu.

2. Do warsztatów terapii zajęciowej dowozi się tylko osoby chodzące. Bo na wózkach już nie.

RPO: A to się nadaje na naszą interwencję.

3. Żona zajmuj się dzieckiem z niepełnosprawnością. Dostaje świadczenie opiekuńcze (1477 zł) i nie może pracować. Nawet na podstawie umowy cywilno-prawnej. Choć mogłaby - choćby w czasie, gdy córka jest w przedszkolu, ale też po to, by znaleźć wytchnienie i by dostać jakąś emeryturę.

A ja zajmuję się mamą z demencją. Dostaję więc tylko 522 zł  (bo mama stała się osobą z niepełnosprawnością w wieku dorosłym). Kiedy  ta niesprawiedliwość zostanie naprawiona?

RPO: Trybunał Konstytucyjny problem świadczenia już rozwiązał. W 2014 r. uznał zróżnicowanie świadczeń za niekonstytucyjne. A rząd tego wyroku nie wykonuje. W tej sytuacji można zaskarżyć decyzję ośrodka pomocy społecznej do sądu administracyjnego. 

·         Zobacz: sprawa pana Adama (argumenty prawne RPO)

 Przed ETPCz toczy się sprawa Łuczkiewicz i inni przeciwko Polsce. W drugim ruchu warto o tym pamiętać.

Dużo trudniejsza jest sprawa zatrudnienia. Władze obawiają się nadużyć. Ale zastanowimy się, jak to ruszyć. Te problemy trzeba pokazywać i o nich mówić.

·         Zobacz też: Deklaracja „Za niezależnym życiem” w portalu Konwencja.org

Środowiskowy dom samopomocy

Zwolnienie z pracy żony wysokiego urzędnika samorządowego utrudnia działanie środowiskowego domu samopomocy (prowadzi go stowarzyszenie). Nie chodzi tylko o kontrole, ale o dostęp do informacji, o kontakty z urzędnikami. Sugeruje się nam, by Dom został przekazany z powrotem powiatowi. Wtedy wróciliby dawni pracownicy. To wszystko odbędzie się kosztem podopiecznych domu, bo oni nie chcą takiej zmiany, przeżyją niepotrzebny dodatkowy stres.

Przedstawiamy plany naprawcze, projekty - ale to nic nie daje. Nikt z nami nie rozmawia.

RPO: Rzecznik może próbować takie rzeczy wyjaśniać. Pytanie tylko, czy to pomoże, czy wręcz przeciwnie. 

"Prasa" samorządowa

- U nas samorządowa gazeta (bezpłatny biuletyn finansowany z ogłoszeń) zaczęła się przeradzać w tubę rządzących w gminie. Zdołaliśmy zablokować pieniądze na to wydawnictwo, ale tylko dlatego, że zbudowaliśmy wokół tego większość.

[wystąpienie RPO o prasie samorządowej]

RPO: Moim zdaniem jednostki samorządu terytorialnego mają prawo (na podstawie ustawy o gospodarce komunalnej) do wydawania tylko biuletynów informacyjnych. Nie gazet. Czyli informacje, a nie komentarze i felietony.

Jeśli robi inaczej, to wpływa na obieg informacji, ogranicza dostęp obywateli do informacji i promuje rządzących. Dlatego apeluję do Ministra Kultury, by powstrzymał łamanie prawa. A do czasu zmian prawa warto zgłaszać problem do regionalnej izby obrachunkowej.

Problem z funduszem sołeckim

- U nas, fundusz sołecki (część budżetu do dyspozycji samych mieszkańców) został uruchomiony mimo oporu wójta. Ale w budżecie nie zapewniono na to pieniędzy. A przeciwnicy funduszu doprowadzili do tego, by na przyszły rok fundusz znieść.

RPO: To powinno być w agendzie politycznej w czasie wyborów. Bo bez tego nic się nie zmieni.

- Niestety, władze samorządowe zniechęcają ludzi do funduszu sołeckiego obiecując, że na potrzebne im inwestycje same dadzą więcej, niż może się znaleźć w funduszu. Nikt nie docenia wspólnototwórczej roli funduszu sołeckiego.

- A może rozwiązaniem mogłyby być obowiązkowe budżety obywatelskie w małych gminach?

Czy matce komornik może odmówić alimentów, bo ojciec ma inne zobowiązania?

RPO: To właśnie sprawa dla Rzecznika. Tylko trzeba nam przesłać dokumenty.

Zobacz też: działania RPO w sprawie alimentów

O spotkaniu w Marózie

Wspólne działanie sąsiadów, mieszkańców, obywateli, ich zbiorowy wysiłek na rzecz rozwiązywania problemów i budowania lepszego życia mają na wsi długą tradycję. Aktywne społecznie osoby łączy pasja i zaangażowanie, są otwarte i konsekwentnie dążą do celu. Czy zawsze skutecznie? Czy osiągają to, co zaplanowały. Niestety nie zawsze. Sukcesy uskrzydlają. Porażki prowadzą do zniechęcenia i zwątpienia we własne siły. Trudno się pozbierać i zacząć od nowa.

Na XVII spotkanie w Marózie organizatorzy zaprosili przedstawicieli organizacji wiejskich oraz sołectw. W tym roku nazwali je Akademią Skutecznego Działania. Skutecznego, czyli prowadzącego do osiągania założonych celów i pozwalającego unikać niepowodzeń. Aby tak się stało, trzeba dobrze określić, do czego dążymy, pozyskać aprobatę i wsparcie lokalnej społeczności, zjednać sobie sojuszników oraz przekonać do siebie przeciwników. I jeszcze dużo dużo więcej... ale o tym poniżej.

W trakcie Spotkania na zajęciach i warsztatach rozmowy dotyczyły tego, jak wpływać na lokalną politykę społeczną, jak budować wizerunek organizacji, jak wzmacniać tożsamość społeczności w oparciu o pamięć i historię, jak podejmować decyzje w sytuacji konfliktu interesów. Można było zobaczyć rozmaite narzędzia i umiejętności (technologiczne, prawne, komunikacyjne) przydatne w rozwiązaniu konkretnych problemów.

Sporo miejsca poświęcone było zbliżającym się wyborom do samorządu –roli radnych, wójtów i burmistrzów. Tego, o co warto pytać kandydatów i czego można  wymagać od tych, którzy zostaną wybrani. 

TK: termin 3 lat na zaprzeczenie ojcostwa - niezgodny z konstytucją

Data: 2018-05-16
  • Termin trzech lat od osiągnięcia pełnoletności na zaprzeczenie przez daną osobę ojcostwa męża jej matki jest niekonstytucyjny - orzekł w środę Trybunał Konstytucyjny 
  • Do skargi konstytucyjnej w tej sprawie przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich

Art. 70 ust. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi: "Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności".  

Skargę do TK złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się kilkadziesiąt lat później od matki. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety, co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa. 

Sądy oddaliły powództwo kobiety, wskazując, że wytoczono je po upływie trzyletniego ustawowego terminu. W skardze do TK kobieta wskazała, że doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady ochrony życia prywatnego oraz godności człowieka.

Wyrok TK

Zaskarżony przepis TK uznał (sygn. SK 18/17)  za niezgodny z art. 30 w związku  z art. 47 i art. 31 ust. 3 Konstytucji. Co do zarzutu naruszenia art. 32 TK umorzył postępowanie.

TK uznał, że z art. 30 i 47 Konstytucji wywodzi się szczególne prawo podmiotowe jednostki - prawo do poznania własnych korzeni. Nie ma ono charakteru absolutnego, jednak jego ograniczenie musi spełniać test proporcjonalności, a w tym wypadku tak nie było.

Trybunał przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka, z którego wynika, że termin (nawet  nieprzekraczalny)  na wytoczenie powództwa nie może rozpoczynać swego biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby.

Trybunał zwrócił także uwagę na niekonsekwencję ustawodawcy, który zainteresowanej osobie przyznał tak krótki termin, a jednocześnie prokuratorowi dał nieograniczone w czasie uprawnienie do wytoczenia takiego powództwa.

Wyrok po posiedzeniu niejawnym wydał Trybunał w składzie: Małgorzata Pyziak-Szafnicka (przewodniczący), Leon Kieres, Piotr Pszczółkowski (sprawozdawca), Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i Andrzej Zielonacki. Orzeczenie zapadło jednogłośnie.

Skarżącą wspierał RPO

Do skargi konstytucyjnej w sierpniu 2017 r.  przystąpił RPO, który wniósł o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny.

Adam Bodnar uznał, że narzucając sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa, przepis narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym samym jej godność.

Przypomniał, że  w 2007 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie przeciwko Cyprowi uznał, że "domniemania prawne i sztywne terminy nie mogą być ważniejsze od rzeczywistości biologicznej i społecznej".

Rzecznik podkreślał, że ten przepis nie jest jedynym zawierającym podobne ograniczenia - takie same dotyczą zaprzeczenia macierzyństwa oraz ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa. "Skarga konstytucyjna dotyczy tylko tego pierwszego przepisu, jednak uznanie jego niekonstytucyjności powinno pociągnąć za sobą zmianę przez ustawodawcę treści wszystkich trzech wymienionych przepisów" - wskazał Adam Bodnar.

O uznanie przepisu za niekonstytucyjny wnieśli także Prokurator Generalny i Sejm.

IV.7020.37.2014

Komitet ONZ pyta Polskę o realizację praw osób z niepełnosprawnościami

Data: 2018-04-03
  • Komitet Praw Osób z Niepełnosprawnościami pyta Polskę m.in. o zniesienie instytucji ubezwłasnowolnienia; o prawa osób z niepełnosprawnościami do zawierania małżeństw, a także o karalność „mowy nienawiści” wobec nich
  • Komitet przedstawił tzw. listę zagadnień,  w której zadał Polsce ponad 50 pytań dotyczących praw osób z niepełnosprawnościami . Wiele z nich odpowiada uwagom zgłoszonym Komitetowi  przez Rzecznika Praw Obywatelskich
  • Według Adama Bodnara osoby z niepełnosprawnościami nie mają w Polsce realnej możliwości pełnego i równego korzystania ze wszystkich praw człowieka. Zdaniem RPO niezbędne są zmiany systemowe

Komitet z siedzibą w Genewie (Committee on the Rights of Persons with Disabilities) monitoruje przestrzeganie Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami przez państwa będące jej stronami.  Polska ratyfikowała ją w 2012 r.

Jesienią Komitet ma zbadać sprawozdanie polskiego rządu z jej wdrożenia i może wydać rekomendacje dla Polski. Elementem tej procedury jest właśnie lista zagadnień.

Komitet prosi m.in. o informacje:

  • o niezbędnych zmianach legislacyjnych w celu pełnego przywrócenia zdolności prawnej osób z niepełnosprawnościami i zakazaniu jakiejkolwiek interwencji państwa lub członków rodziny w celu ich ubezwłasnowolnienia;
  • działaniach w celu uchylenia przepisów zakazującym osobom z niepełnosprawnościami (zwłaszcza psychologicznymi i intelektualnymi) prawa do zawarcia małżeństwa oraz wykonywania praw rodzinnych i rodzicielskich;
  • ile osób z niepełnosprawnościami przebywa w instytucjach opieki bez ich zgody i jakie środki podjęto dla zapewnienia ich integracji z rodzinami i społecznościami;
  • o krokach dla przyjęcia całościowych przepisów antydyskryminacyjnych, które zakazywałyby  dyskryminacji osób z niepełnosprawnościami we wszystkich okolicznościach, zarówno przez podmioty publiczne, jak i prywatne;
  • czy mowa nienawiści wobec osób niepełnosprawnych jest w pełni zabroniona;
  • czy przepisy zezwalające na interwencję medyczną bez świadomej zgody osób z niepełnosprawnością psychospołeczną zostały w pełni uchylone;
  • o konkretnych zachętach w zatrudnianiu osób z niepełnosprawnościami na otwartym rynku pracy, wraz z danymi o ich zatrudnieniu z podziałem na płeć, pochodzenie etniczne, wiek, poziom kwalifikacji, rodzaj zatrudnienia  i poziom wynagrodzeń;
  • o podanie danych osób niepełnosprawnych, które są zagrożone ubóstwem, wraz z  określeniem polityki w celu poprawy poziomu ich życia;
  • o przepisach ws. dostępności budynków dla osób z niepełnosprawnościami zgodnie z zasadami uniwersalnego projektowania, w tym o karach za  nieuwzględnianie tych zasad;
  • o środkach w celu zapewnienia dostępu osób z niepełnosprawnościami do publicznych programów mieszkaniowych;
  • czy miejsca zatrzymania są dostosowane dla wszystkich osób z niepełnosprawnościami;
  • o umieszczaniu osób z niepełnosprawnością psychospołeczną  w więzieniu, zanim trafią do szpitala psychiatrycznego wraz ze wskazaniem środków, które to uniemożliwią;
  • o niezależne mechanizmy monitorowania przemocy wobec osób  z niepełnosprawnościami, wraz z danymi o orzeczeniach wydanych za taką przemoc;
  •  o środkach bezpieczeństwa zapewniających kobietom i dziewczętom z niepełnosprawnościami pełny dostęp do praw seksualnych i reprodukcyjnych;
  •  w sprawie ram legislacyjnych dotyczących języka migowego i technologii wspomagających;
  • o dostępności procedur i możliwości głosowania wszystkich osób z niepełnosprawnościami;
  • o działaniach w celu wyeliminowania obraźliwej terminologii ze wszystkich przepisów;
  • czy ustalono ramy czasowe przyjęcia protokołu fakultatywnego do konwencji (dzięki czemu Komitet mógłby badać skargi z Polski);

Na koniec Komitet prosi o informacje o mandacie RPO jako niezależnego organu monitorującego wykonanie Konwencji w Polsce,  w tym o  przydzielonych mu środkach.

Propozycje RPO w celu pełnego wdrożenia Konwencji przez Polskę

W Polsce jest ok. 4,7 mln osób z niepełnosprawnościami. RPO zaznacza, że żaden organ rządu nie koordynuje polityki wobec nich

Ratyfikując Konwencję,  Polska potwierdziła, że osoby z niepełnosprawnościami mają prawo do pełnego i równego korzystania ze wszystkich praw człowieka. Zdaniem RPO nadal jednak brak rozwiązań zapewniających realną tego możliwość.

Rzecznik podkreśla, że w polskim prawie nie ma jednolitej definicji niepełnosprawności. Część przepisów ma charakter przestarzały, a ich słownictwo - pejoratywny (np. „kalectwo”, „upośledzenie umysłowe”).

Według RPO najważniejsze propozycje zmian, które opisał w informacji dla Komitetu ONZ, to:

  • wzmocnienie ochrony osób z niepełnosprawnościami przed przemocą, w tym domową;
  • wyeliminowanie nieludzkiego lub poniżającego traktowania osób z niepełnosprawnościami, które pozbawiono wolności;
  • projektowanie budynków, programów i usług według zasad uniwersalnego projektowania (czyli tak, aby mógł korzystać z nich każdy bez konieczności adaptacji - np. wejście do budynku z poziomu gruntu, bez schodów i potrzeby budowy podjazdu);
  • wzmocnienie ochrony przed dyskryminacją. Dziś osoby z  niepełnosprawnościami mogą skorzystać z mechanizmów zawartych w ustawie o równym traktowaniu - jeśli spotkały się z dyskryminacją w miejscu pracy. Nie ma natomiast tej możliwości w przypadku dyskryminacji w takich obszarach jak zabezpieczenie społeczne, dostęp do usług, opieki zdrowotnej, oświaty;
  • powstanie systemowych rozwiązań zapewniających możliwość korzystania z usługi asystenta osobistego osoby z niepełnosprawnością;
  • zniesienie zakazu zawierania małżeństw przez osoby z niepełnosprawnością intelektualną lub psychiczną;
  • zastąpienie instytucji ubezwłasnowolnienia systemem wspieranego podejmowania decyzji.
  • wprowadzenie jednolitego systemu orzecznictwa o niepełnosprawności, skupiającego się na wsparciu potrzebnym danej osobie, a nie na jej dysfunkcjach;
  • zwiększenie ochrony przed przemocą osób chorujących psychicznie i przebywających w szpitalach psychiatrycznych;
  • przyjęcie kompleksowego programu odejścia od opieki instytucjonalnej (np. w dps) - na rzecz wsparcia na poziomie społeczności lokalnej (np. w mieszkaniach wspomaganych);
  • zwiększenie wsparcia dla uczniów z niepełnosprawnościami i ulepszenie systemu finansowania ich potrzeb edukacyjnych;
  • zapewnienie gwarantowanego koszyka usług rehabilitacyjnych wszystkim osobom z niepełnosprawnościami;
  • wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego o niekonstytucyjności zróżnicowania prawa do świadczenia pielęgnacyjnego ze względu na moment powstania niepełnosprawności;
  • zagwarantowanie wszystkim osobom z niepełnosprawnością intelektualną i psychiczną praw wyborczych oraz praw do zgromadzania i zrzeszania się;
  • podjęcie działań w celu pełnego dostosowania publicznych środków transportu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.

 

List z Polski. Relacja Adama Bodnara ze spotkań regionalnych w województwie łódzkim

Data: 2018-03-26

Łęczyca, Sieradz, Wieluń, Wieruszów, Bełchatów, Radomsko, Tomaszów Mazowiecki. Kolejny wyjazd regionalny RPO zakończony. Tym razem południowe i wschodnie rejony woj. łódzkiego. Wyjazd dla mnie nietypowy, bo z Sieradza wróciłem na chwilę do Warszawy (Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN), aby zaraz potem pojechać do Wielunia. Kilka przemyśleń.

Po pierwsze – lęk i gniew kobiet. Nigdy wcześniej w czasie 130 spotkań regionalnych nie zabrzmiał on tak mocno. Kobiety – w Łęczycy, Sieradzu, Tomaszowie Mazowieckim mówiły o lęku przed odebraniem prawa wyboru w dramatycznych sytuacjach, ale też lęk przed tym, że nikt nie pomoże w chwili dramatu.

Młode dziewczyny były złe, że nikogo nie będzie obchodzić, czy są katoliczkami i chcą świadomie żyć zgodnie ze wskazaniami religii, czy też nie –bo prawo świadomego wyboru zostanie im odebrane. A dla nich to znaczy, że nie będą już świadomymi obywatelkami. Pojawił się też inny lęk – że na przemoc i gwałt, który może się skończyć ciążą, nikt nie zareaguje.

Oto przykład ze spotkania z młodzieżą, pytanie zadane Rzecznikowi na krateczce: Co radzi Pan kobietom, które zostały ofiarami gwałtu i które chcą dobrowolnie dokonać aborcji, lecz nie mają środków lub społeczeństwo nie wierzy w zaistnienie takiej sytuacji?” Co byście Państwo odpowiedzieli?

Ale to nie wszystko, bo w tym wszystkim jest tez przekonanie, że jeśli przytrafi się coś złego, że jeśli dziecko dotknie niepełnosprawność, to rodzina zostanie sama bez pomocy. Bo to wsparcie, jakie oferuje państwo, nie starczy na wiele.

Po drugie – lęk i niezwykły hart ducha rodziców dzieci z niepełnosprawnościami. Opowiadali na spotkaniach, ile wysiłku, ile cierpliwości, ile wiedzy, ile godzin terapii potrzebują ich dzieci. I jak mało daje im państwo. Mówili o tym, jak trudno je dowozić na terapię. Ile kosztuje specjalna dieta, lekarstwa. Jak trudno załatwić cokolwiek w życiu, kiedy dziecko wymaga – latami! – stałej, 24 godzinnej opieki, w której nie ma cię kto zmienić. Opowiadali też o paraliżującej myśli, co będzie, kiedy mnie zabraknie. Zamkną moje dziecko w domu opieki i naszprycują lekami? 
- My tu jesteśmy na prowincji, ale dlaczego nasze dzieci mają mieć gorzej niż mają dzieci w innych krajach Unii Europejskiej – pytały matki.

Po trzecie – Polska, która nie ulega polityce agresji i dzielenia. To nie jest jednak tak, że z tych spotkań wieje tylko pesymizmem. Ludzie sobie radzą. Organizują się, protestują, ale też podejmują wspólne działania. Lokalne społeczności potrafią się wspierać, pomagać, dzielić sukcesami, uczuć się i pracować razem. Wspaniały przykład widziałem w Wieruszowie, gdzie oddolnie powstał kompletny system pomocy i opieki dla osób niesamodzielnych i z niepełnosprawnością – a wszystko dzięki pasji jednej liderki oraz wsparciu lokalnych włodarzy (burmistrz Rafał Przybył). Z takiej doradczyni społecznej – Henryki Sokołowskiej – Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak powinien być bardzo dumny.

Wieruszowianie są też przekonani, że takie działania możliwe są tylko tam, gdzie ludzie dobrze rozumieją wartości humanistyczne, wiedzą, co o tolerancja i wzajemny szacunek. Pytali, co zrobić, by na tym, a nie na animozjach i antagonizmach budować nasza tożsamość.

Odpowiedź znaleźliśmy w Szkole Dialogu w Wieluniu, w II Liceum Ogólnokształcącym imienia Janusza Korczaka. Tam uczniowie z pasją poznają – i dzielą się wiedzą – o przeszłości miasta, o jego żydowskich i polskich mieszkańcach, o tym, że historia nie jest ani czarna ani biała. Widać efekt pracy Forum Dialogu Między Narodami (m.in. Zuzanna Radzik) oraz lokalnych liderów – w tym przypadku nauczycielki Agnieszki Myssakowskiej.

Inny przykład to Radomsko, gdzie młodzi ludzie (pod przewodnictwem Dawid Wawryka) zrobili kontrmanifestację do marszu ONR. Co ciekawe marsz podnosił temat, że rzekomo migranci z Ukrainy zabierają pracę Polakom. Podobał mi się jeden komentarz, który znalazłem w sieci: „Jeśli protestują przeciwko Ukraińcom bo ci zabierają miejsca pracy, to niech wejdą na stronę Powiatowego Urzędu Pracy w Radomsku - wykaz miejsc pracy z 16 listopada, jest tam 220 wolnych miejsc pracy. Można obdzielić tych zapowiedzianych 100 protestujących z ONR po 2 miejsca pracy na głowę i jeszcze trochę…”

Po czwarte – smog, jakiego nie znamy w Warszawie. W Radomsku smog po prostu czuć. Ludzie już zauważają, jaki to problem, bo samorządy zainwestowały w urządzenia pomiarowe i wiadomo, jak zatrute jest tu powietrze. Ale ciągle myślą, że z takim problem trzeba sobie radzić samodzielnie: kupić lepszy opał, uszczelnić okna i ściany, sprawdzać czujniki przed spacerem z dziećmi. Powoli dociera myśl, że trzeba się organizować i wymuszać na władzach lokalnych nowe polityki publiczne. Że trzeba zbierać postulaty i zbierać pod nimi podpisy. Stawiać wymagania i słuchać argumentów. Mam wrażenie, że w Radomsku to się już zaczyna.

Po piąte – to co zawsze, choć czasem bardziej. Władza nie odpowiada na pisma, urzędy nie są dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami (choć o tym, że osoby na wózkach są z tego powodu obsługiwane na ulicy (naprawdę !), do tej pory nie słyszeliśmy – a tak wedle relacji uczestników spotkań jest w Wieluniu), o problemie złych spadków (czyli dziedziczenia długów po dalszych krewnych), o problemie z naciąganiem seniorów na umowy przez telefon, o dostępie do informacji publicznej. itd. itp.

Znowu do Warszawy przyjechało wielkie pudło z papierami w sprawach indywidualnych. I mnóstwo uwag generalnych w sprawie przestrzegania praw człowieka, którymi będziemy się teraz zajmować w Biurze RPO. Planujemy też kolejna trasę - na kwiecień. Jedziemy wtedy na tereny na północ od Noteci.

 

 

Praktyka żądania od pracownic zaświadczenia lekarskiego o karmieniu piersią

Data: 2018-02-23
  • Do Rzecznika wpłynęła skarga w sprawie istniejącej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji praktyki żądania od pracownic dostarczania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią.
  • W opinii RPO praktyka ta nie znajduje oparcia w prawie.
  • Po interwencji Rzecznika MSWiA przewiduje dokonanie zmiany przepisów i zniesienie obligatoryjnego obowiązku dostarczania przez pracownice zaświadczeń.

W związku ze skargą w sprawie istniejącej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji praktyki żądania od pracownic dostarczania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią, Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego w Ministerstwie o odniesienie się do przedstawionego problemu.

W odpowiedzi zaprezentowano stanowisko Dyrektora Biura Kadr i Organizacji w Ministerstwie, które w opinii Rzecznika Praw Obywatelskich nie znajduje oparcia w prawie. W związku z tym Rzecznik zwrócił się ponownie do Ministra z prośbą o weryfikację stanowiska.

Odpowiadając Minister podkreślił, że w MSWiA prawa kobiet karmiących piersią są w pełni respektowane i szanowane.

Poinformował, że z uwagi na fakt, iż powszechnie obowiązujące przepisy prawa pracy, a w szczególności ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy nie przewidują sposobu potwierdzenia faktu karmienia piersią ani nie ustanawiają granicy wieku dziecka karmionego piersią, którego matka może wystąpić o udzielenie przerw na karmienie, pracodawca ma swobodę w zakresie żądania określonej formy udokumentowania zarówno samego faktu karmienia dziecka piersią przez pracownicę, jak i okresowego aktualizowania takiego dokumentu.

Ponadto pracodawca, w przypadku uzasadnionych wątpliwości w odniesieniu do tego czy pracownica rzeczywiście korzysta z uprawnienia do przerw w pracy zgodnie z przeznaczeniem, ma pełne prawo zobowiązać pracownicę do przedstawienia właściwego zaświadczenia lekarskiego. Ponadto dodał, że kwestia dotycząca dostarczania zaświadczenia o karmieniu piersią nie jest sprawą jednostkową, gdyż taka praktyka jest stosowana również przez innych pracodawców, w tym w urzędach administracji.

Jednocześnie podkreślił, że to stanowisko znajduje potwierdzenie w doktrynie i jest powszechne wśród komentatorów, którzy wskazują, iż pracodawca ma prawo wymagać od pracownicy ubiegającej się na podstawie art. 187 Kodeksu pracy o przerwy na karmienie dziecka piersią przedstawienia zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego fakt karmienia piersią.

Tym niemniej poinformował, że MSWiA przewiduje dokonanie zmiany przepisów obecnie obowiązującego Regulaminu pracy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji poprzez zniesienie obligatoryjnego obowiązku dostarczania przez pracownice zaświadczeń o karmieniu dziecka piersią, a zastąpienie go uprawnieniem pracodawcy do jego żądania.

Rzecznik Praw Obywatelskich będzie monitorował działania legislacyjne w tym zakresie.

Ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych i instytucja tzw. koronera. RPO po raz kolejny apeluje o wprowadzenie zmian

Data: 2018-02-22

Minister Zdrowia chciałby zmienić przepisy tak, jak podpowiada Rzecznik, wprowadzić rozwiązania umożliwiające m.in. funkcjonowanie „koronera”.  Dzięki temu nie tylko lekarz będzie mógł stwierdzić zgon w domu albo na ulicy.

Rzecznik Praw Obywatelskich od lat apeluje o uregulowanie tej kwestii: To jeden z najbardziej zadziwiających mankamentów w naszym systemie prawnym i organizacji państwa: mimo że śmierć zdarza się codziennie, wciąż nie mamy precyzyjnych przepisów i procedur dotyczących stwierdzania zgonu oraz pieczy nad zwłokami – przypomina (BPK.519.89.2014).

W biurze RPO prowadzona była np. bulwersująca sprawa mężczyzny, który został poszkodowany w wypadku drogowym i zabrany przez karetkę pogotowia. W drodze zmarł, więc załoga karetki zawróciła na miejsce wypadku i tam zostawiła zwłoki. Ratownik medyczny nie jest bowiem uprawniony do stwierdzania zgonu. Uprawnienie takie ma lekarz pogotowia ratunkowego – zdarza się jednak, że do wypadków dysponenci pogotowia wysyłają samych ratowników medycznych. Problem pojawia się również w przypadku rodzin, których bliscy zmarli np. w domu. Dyspozytor często odmawia przyjazdu lekarza pogotowia na wezwanie, aby stwierdzić zgon i wypisać niezbędne dokumenty. Lekarz rodzinny może być trudno dostępny (np. w weekendy), a rodzina nie może bez karty zgonu rozpocząć formalności związanych z organizacją pogrzebu. 

Jednym z możliwych rozwiązań jest ustanowienie instytucji koronera, która łączy w sobie potrzebną w takich przypadkach wiedzę prawniczą i medyczną.  Aby mógł działać, trzeba zmienić istniejące przepisy - zagadnienia dotyczące stwierdzania zgonu i wydawania karty zgonu są obecnie objęte przepisami ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych, które nie uwzględniają m.in. aspektów wynikających ze zmian w systemie ochrony zdrowia.

Projekt odpowiedniej ustawy czeka – jak zawiadamia Rzecznika Minister Zdrowia - na wpis do Wykazu Prac Legislacyjnych i Programowych Rady Ministrów. Następnie niezwłocznie zostanie on udostępniony w Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwa Zdrowia oraz na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Artykuł Adama Bodnara dla Magazynu TVN24 o konsekwencjach ustawy o jawności życia publicznego

Data: 2018-02-22

Rząd przygotowuje ustawę, która zmusi kilkaset tysięcy ludzi do szczegółowego i bardzo precyzyjnego opisania swojego majątku. Duża część z nich będzie musiała ogłosić te opisy w internecie. Jeśli sądzisz, że to dotyczy tylko najważniejszych osób w państwie, mylisz się. Skutki tego rozwiązania dotkną wszystkich.

Rodzina zmarłego nie mogła ustalić, kto powinien stwierdzić zgon. Rzecznik podejmuje sprawę.

Data: 2018-02-15

Miasto Mysłowice podpisało umowę o powołaniu koronera z Mysłowickim Centrum Zdrowia. Mimo tego rodzina z Mysłowic przez kilka godzin próbowała ustalić, kto powinien przyjechać i stwierdzić zgon ich krewnego.

Pełnomocnik Terenowy RPO w Katowicach poprosił o wyjaśnienia Naczelnika Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Mysłowice (BPK.7010.8.2017).

Czy osoby pozostające w nieformalnych związkach dostaną prawo do decydowania o pochówku partnerów? Odpowiedź Ministra Zdrowia w sprawie zmiany przepisów o chowaniu zmarłych

Data: 2018-02-01

Rzecznik Praw Obywatelskich dostał odpowiedź Ministra Zdrowia na wystąpienie w sprawie projektu nowej ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

Rzecznik wskazywał, że należy w taki sposób ukształtować nowe przepisy, aby w pełni gwarantowały ochronę prawa osób pozostających we wspólnym pożyciu do pochowania ciał ich zmarłych partnerów.

W odpowiedzi Minister wskazał, że wstępny projekt nowej ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych nie przewiduje zmiany literalnego brzemienia przepisu wskazującego krąg osób uprawnionych do pochowania zwłok.

Minister przyznał jednak, że przyznanie osobom pozostającym w nieformalnych związkach prawa do pochowania ciała zmarłego partnera życiowego niewątpliwie stanowi istotny społecznie problem.

Zgodnie z zapewnieniem Ministra, powyższa kwestia ma być rozważana, a także ma stanowić przedmiot uzgodnień i konsultacji publicznych w ramach opiniowania projektu ustawy, które zostaną przeprowadzone po zakończeniu etapu uzgodnień wewnętrznych. 

ETPC: Ukryty monitoring kasjerek w supermarkecie skutkował naruszeniem ich prywatności

Data: 2018-01-15

9 stycznia 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie López Ribalda przeciwko Hiszpanii (skarga nr 1874/13)

Stan faktyczny

Skarżące były kasjerkami w sieci supermarketów w Hiszpanii. Sprawa dotyczyła ukrytego monitoringu wideo pracowników w hiszpańskiej sieci supermarketów z uwagi na podejrzenie kradzieży.

Pracodawca odkrył pewne nieprawidłowości, tj. różnicę między stanem magazynu a wartością dziennej sprzedaży. W celu położenia kresu ekonomicznym stratom zainstalował kamery: widoczne jak i ukryte. Celem widocznych było przeciwdziałanie kradzieżom przez klientów. Kasjerki zostały o nich poinformowane. Nikt jednak ich nie zawiadomił o ukrytym monitoringu.

Kamery ukryte zarejestrowały, że kasjerki pomagały w kradzieży i same kradły (skanowały towary z koszyków konsumentów i współpracowników a następnie anulowały sprzedaż albo pozwalały im przejść obok kasy nie płacąc za towar). Kasjerki te zostały zwolnione dyscyplinarnie.

Nastąpiło to głównie na podstawie materiału wideo.

Kasjerki broniły się, że niejawny monitoring naruszał ich prawa do prywatności. Hiszpańskie sądy uwzględniły jednak materiał dowodowy w postaci nagrań z monitoringu i uznały zwolnienie za zgodne z prawem. Zdaniem sądów monitoring był proporcjonalny, ponieważ nie istniał inny bardziej skuteczny środek mogący chronić własność pracodawcy, który ingerowałby mniej w prawo do prywatności skarżących. 

Stanowisko Trybunału

Trybunał zauważył, że ukryty monitoring pracowników w miejscu pracy stanowi ingerencję w ich prawo do poszanowania życia prywatnego. Przypomniał również, iż państwo ma pozytywny obowiązek wprowadzenia środków zmierzających do ochrony życia prywatnego nawet w sferze stosunków między jednostkami - a nie tylko w relacji jednostka-państwo.

Trybunał uznał w szczególności, że zgodnie z hiszpańskim prawem odnośnie ochrony danych osobowych, skarżące powinny były zostać poinformowane, że będzie prowadzony monitoring, powinny też być informowane o jego celu i sposobie przeprowadzenia. To nie zostało zrobione.

Ponadto w odróżnieniu od sprawy Köpke przeciwko Niemcom (decyzja z 5 października 2010 r. w sprawie nr 420/07), monitoring nie był uzasadniony podejrzeniem wobec konkretnych pracownic, ani ograniczony podmiotowo czy czasowo.

Prawa pracodawcy mogły zostać zabezpieczone innymi mniej inwazyjnymi środkami. Przede wszystkim pracodawca miał obowiązek udzielenia pracownicom ogólnej informacji o monitoringu przed jego zastosowaniem. Biorąc to pod uwagę Trybunał stwierdził, iż sądy krajowe nie wyważyły odpowiednio między prawem skarżących do prywatności oraz prawem własności pracodawcy. Doszło więc do naruszenia Artykułu 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego) Konwencji.

Dokonując oceny naruszenia art. 6 ust. 1 Konwencji (prawo do rzetelngo procesu sądowego), Trybunał uznał, że postępowanie było rzetelne, ponieważ monitoring video nie był jedynym materiałem dowodowym, na którym sądy oparły się uznając wypowiedzenia za zgodne z prawem a skarżące mogły kwestionować przedmiotowe nagrania w sądzie. 

Komentarz Lesława Nawackiego, dyrektora Zespołu Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego RPO

Trybunał odwołując się do art. 8 Konwencji opowiada się konsekwentnie przeciwko nieograniczonemu i nieproporcjonalnemu monitoringowi pracowników w miejscu pracy uznając, że stanowi to naruszenie ich prawa do poszanowania prywatności. Wskazuje także na pozytywny obowiązek państwa dotyczący wprowadzenia środków zmierzających do ochrony życia prywatnego w procesie pracy, a nie tylko w relacjach państwo - obywatel.

Tymczasem polski ustawodawca wciąż zwleka z wprowadzeniem odpowiednich regulacji prawnych w tym zakresie. Oczywiście szczegółowa regulacja procedur kontroli na poziomie ustawy nie jest możliwa. Z drugiej strony mamy jednak do czynienia z wykorzystywaniem przez pracodawców wysoko rozwiniętych technologii, często o inwazyjnym charakterze, coraz lepiej chroniących ich komercyjne interesy.

Potrzebne są zatem działania zapewniające pracownikom należyty poziom ochrony przed nadmierną ingerencją ze strony pracodawcy. Regulacja zawarta w art. 111 kodeksu pracy, zgodnie z którym pracodawca ma obowiązek poszanowania godności i innych dóbr osobistych pracownika, wymaga rozwinięcia w szczególności poprzez wprowadzenie podstawowych zasad kontroli pracownika w miejscu pracy, w tym przy użyciu kamer.

Chodzi o odwołanie się do takich kryteriów,  jak jawność i proporcjonalność. Warte rozważenia jest także zdefiniowanie celu, jakiemu służyć może taka forma kontroli pracowników. Tym samym wytyczone zostałyby ustawowe granice, których przekroczenie oznaczałoby naruszenie sprawiedliwej równowagi między sprzecznymi interesami w sprawie i stanowiłoby nadmierną ingerencję w sferę prywatności pracownika.

Rzecznik interweniuje w sprawie zawierania małżeństw przez osadzonych

Data: 2018-01-11
  • Zdarzają się sytuacje, że mimo braku przeszkód formalnych, do zawarcia małżeństwa przez osadzonego nie dochodzi. Np. gdy narzeczeni odbywają karę pozbawienia wolności w różnych jednostkach i administracja więzienna nie zgadza się na transport żadnego z nich.
  • Wiele problemów pojawia się także, gdy ślub ma się odbyć poza murami więzienia.
  • Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej z prośbą o rozważenie wydania bardziej szczegółowych wytycznych jakie powinny zostać podjęte, aby umożliwić zawarcie związku małżeńskiego na terenie jednostki penitencjarnej lub poza nią.

W kontekście pisma skierowanego przez Dyrektora Generalnego Służby Więziennej do Dyrektorów Okręgowych SW, które zawiera wytyczne w zakresie postępowania w przypadku zadeklarowania chęci zawarcia małżeństwa przez skazanego lub tymczasowo aresztowanego, Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na kilka kwestii.

Rozpoznawane w Biurze RPO sprawy wskazują, że obecnie nie występuje problem niewyrażenia zgody na zawarcie związku małżeńskiego przez osoby pozbawione wolności. Zdarzają się natomiast przypadki, gdy mimo braku przeszkód formalnych, do zawarcia małżeństwa nie dochodzi np. w sytuacji, gdy po wyznaczeniu (za zgodą administracji więziennej, w porozumieniu z urzędnikiem stanu cywilnego) daty ślubu dwojga skazanych, jedno z nich zostaje przetransportowane do innej jednostki penitencjarnej.

Inna przeszkoda w zawarciu małżeństwa to odbywanie kary przez skazanych-nupturientów w różnych jednostkach penitencjarnych i brak zgody na przetransportowanie do jednej jednostki, w której mogłoby dojść do zorganizowania ceremonii zaślubin. Decyzja dyrektora jednostki penitencjarnej w przedmiocie przetransportowania przekłada się zatem w obu wskazanych sytuacjach na możliwość bądź brak możliwości zawarcia małżeństwa. Zdaniem Rzecznika administracja więzienna powinna podejmować działania, aby umożliwić osobie lub osobom pozbawionym wolności zawarcie związku małżeńskiego.

Niejednokrotnie skazany bądź tymczasowo aresztowany wnioskuje o zawarcie związku małżeńskiego poza murami więziennymi. Punkt 3 wytycznych Dyrektora Generalnego, stanowiący o postępowaniu w przypadku złożenia tego rodzaju prośby przez osadzonego, sformułowany jest bardzo ogólnie i brzmi: „decyzje winny być podejmowane zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami regulującymi wykonywanie kary i tymczasowego aresztowania”. Nie odpowiada zatem jednoznacznie na pytanie, w jakich sytuacjach odmowa udzielenia zgody na opuszczenie jednostki penitencjarnej na podstawie art. 141 a k.k.w. może zostać uznana za uzasadnioną i nienaruszającą art. 8 EKPC (prawo do prywatności), jak i art. 12 EKPC (prawo do zawarcia małżeństwa).

W ocenie Rzecznika należy rozważyć, w jakich okolicznościach możliwe jest zawarcie małżeństwa poza murami więziennymi pod konwojem, a także przewidzieć zasady dotyczące stosowania prewencyjnych środków przymusu bezpośredniego i np. rodzaju ubioru zarówno dla osadzonych, jak i konwojujących ich funkcjonariuszy SW (zwolnienie z obowiązku umundurowania).

Warto również zwrócić uwagę na kwestie organizacyjne, co do których standardy powinny zostać ujednolicone i sprecyzowane. Zdaniem Rzecznika należy uwzględnić specyfikę problemu, jakim jest rozstrzyganie w przedmiocie udzielenia tzw. przepustki losowej, organizacji poczęstunku po ceremonii zawarcia związku małżeńskiego, czy udzielenia osobie, która wstąpiła w związek małżeński, nagrody bądź ulgi w postaci widzenia w oddzielnym pomieszczeniu bez osoby dozorującej. Obecna treść przedmiotowych wytycznych Dyrektora Generalnego SW jest bowiem zbyt lakoniczna i nie wpłynie w żaden sposób na rozwiązanie dotychczasowych wątpliwości dyrektorów jednostek penitencjarnych związanych z organizacją ceremonii ślubu w świetle obowiązujących regulacji prawnych i standardów strasburskich.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego SW z prośbą o rozważenie wydania bardziej szczegółowych wytycznych w kontekście praktycznych działań, jakie powinny zostać podjęte przez administrację więzienną, aby umożliwić zawarcie związku małżeńskiego na terenie jednostki penitencjarnej lub poza nią.

IX.517.1603.2017

Zmiany w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego – poprawa sytuacji osób ubezwłasnowolnionych zgodnie z postulatami RPO

Data: 2018-01-03
  • Osoba ubezwłasnowolniona skierowana do domu pomocy społecznej zyskuje prawo, by sąd ocenił jej sytuację
  • Musi mieć też ona pełnomocnika prawnego, który będzie występował w jej interesie
  • Zmiany te są zgodne ze zgłaszanymi od lat postulatami RPO 

Z dniem 1 stycznia 2018 roku weszła w życie nowelizacja Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Przyjęte zmiany dotyczą przede wszystkim zwiększenia uprawnień osób kierowanych bez ich zgody do domów pomocy społecznej, poprzez zapewnienie ochrony ich praw procesowych.

Kędzior przeciwko Polsce

Do tej pory było tak, że osoba ubezwłasnowolniona nie mogła zakwestionować zasadności umieszczenia jej w domu pomocy społecznej. Taką osobą był m.in. pan Kędzior umieszczony w DPS na wniosek brata-opiekuna prawnego. Pan Kędzior alarmował sądy, że nie musi wcale przebywać w DPS. Bezskutecznie, gdyż zgodnie z polskim prawem tylko opiekun osoby ubezwłasnowolnionej mógł wystąpić w takiej sprawie do sądu. Pan Kędzior nie poddawał się i w 2012 r. doprowadził do tego, że jego sprawą zajął się Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (gdzie reprezentował go prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Adam Bodnar). ETPCz orzekł na korzyść pana Kędziora i przyznał mu 10 tysięcy euro odszkodowania od państwa polskiego. Trybunał uznał, że Polska naruszyła przepis art. 5 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego) wobec osoby chorującej psychicznie, która – decyzją jej opiekuna prawnego – została umieszczona w domu pomocy społecznej wbrew własnej woli.

W 2016 r. z wniosku rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara sprawą zajął się także polski Trybunał Konstytucyjny i także on orzekł, że przepisy nie dające możliwości odwołania się do sądu i wszczęcia procedury sprawdzającej, czy pobyt w DPS jest zasadny, są sprzeczne z Konstytucją. TK wskazał, że możliwość udzielenia przez sąd zezwolenia opiekunowi na umieszczenie w DPS osoby całkowicie
ubezwłasnowolnionej z zupełnym pominięciem jej woli (przy założeniu, że osoba ta zachowała zdolność komunikowania swoich potrzeb i decyzji) stanowi przykład ustawowego odpodmiotowienia oraz narusza jej godność. Ponadto przyjęcie osoby całkowicie ubezwłasnowolnionej do DPS ingeruje w jej wolność osobistą – zmiana miejsca zamieszkania oraz konieczność podporządkowania się regulaminowi pobytu w domu pomocy społecznej narusza konstytucyjne gwarancje wolności osobistej.

Zgodnie z przepisami, które obowiązywały do końca grudnia 2017 r., sąd nie musiał nawet wysłuchać osoby z niepełnosprawnością. Osoba ubezwłasnowolniona w czasie gdy przebywała w DPS nie mogła wnioskować o weryfikację, czy nadal jest to zasadne. Nawet, jeśli jej stan zdrowia się poprawił, albo znalazła się osoba, która chciała ją wspierać w funkcjonowaniu w środowisku lokalnym.

 

Od 1 stycznia to właśnie się zmienia.

  • Osoba przyjęta do DPS, w tym także ubezwłasnowolniona, może wystąpić do sądu opiekuńczego o zmianę orzeczenia o przyjęciu do DPS (art. 41 ustawy).
  • Również osoba, która nie wyraża zgody na dalsze przebywanie w DPS, może wystąpić do sądu opiekuńczego z wnioskiem o zniesienie przebywania w nim.
  • W znowelizowanej ustawie wpisano też obowiązek wysłuchania przez sąd osoby ubezwłasnowolnionej, która ma być przyjęta do szpitala psychiatrycznego lub DPS.
  • Ponadto w celu zapewnienia dodatkowej i pełnej ochrony prawnej osób z zaburzeniami psychicznymi lub niepełnosprawnością intelektualną osobie przyjętej do DPS lub szpitala psychiatrycznego bez jej zgody sąd „ustanawia” (a nie - jak dotychczas „może ustanowić”) adwokata lub radcę prawnego z urzędu, nawet bez wniesienia wniosku.
  • W  przypadku przyjęcia do DPS bez zgody osoby przyjmowanej, a za zgodą przedstawiciela ustawowego, wymagane jest orzeczenie sądu opiekuńczego. Okresowe badania stanu zdrowia psychicznego takich osób przeprowadza się będzie co najmniej raz na 6 miesięcy.

 

Funkcjonowanie Centrów Zdrowia Psychicznego. Zmiany dotyczą też finansowania świadczeń.

Ważnymi regulacjami znowelizowanej ustawy są zapisy dotyczące Centrów Zdrowia Psychicznego, zgodnie z którymi opieka nad pacjentem ma być wielostronna, zintegrowana i łatwiej dostępna.

Ustawa z dnia 29 września 2017 roku o  zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych wprowadza tzw. Programy pilotażowe stwarzając formalną możliwość, że pieniądze nie będą trafiały do świadczeniobiorców jak obecnie za usługę - dzień pobytu w szpitalu lub wizytę u lekarza, a za opiekę nad określoną grupą mieszkańców.  

To rozwiązanie w pełni popierane jest przez Komisję Ekspertów do spraw Ochrony zdrowia Psychicznego powołanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich.

Stosowanie przymusu bezpośredniego w szpitalach służby więziennej

Wprowadzono regulacje o stosowaniu przymusu bezpośredniego, przenosząc je z aktu wykonawczego do Ustawy. Doprecyzowano też przepisy ustawy w takim zakresie, w jakim przepisy dotyczące  stosowania przymusu bezpośredniego stosowane są przez podmioty lecznicze inne niż szpitale. Obecnie już nie powinno budzić wątpliwości stosowanie środków przymusu bezpośredniego w  szpitalach więziennej. W dotychczasowym stanie prawnych funkcjonariusze Służby Więziennej mimo, że - jak wskazuje praktyka - często faktycznie uczestniczą w stosowaniu przymusu bezpośredniego, nie byli do tego formalnie umocowani.

Zwrócił na to uwagę Rzecznika Praw Obywatelskich kierując 27 października 2016 roku wystąpienie do Ministra Zdrowia. Regulacja zawarta w art. 18 ust. 9 znowelizowanej ustawy o Ochronie Zdrowia Psychicznego przewiduje obowiązek udzielania pomocy przy udzieleniu przymusu bezpośredniego lekarzowi i pielęgniarce również przez funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Precyzyjne przepisy dotyczące monitoringu w izolatkach

Pozytywnie należy też ocenić uregulowanie stosowania monitoringu w  pomieszczeniach służących izolacji. Na potrzebę uregulowania w formie ustawowej kwestii monitoringu Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał w piśmie do Ministra Zdrowia z dnia 5 stycznia 2016 roku.

Ustawa wzmacnia rolę Ministra Zdrowia w zakresie koordynacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Obecnie ważnym zadaniem będzie wydanie przez Ministra właściwego do spraw zdrowia rozporządzenia dotyczącego Programu Pilotażowego. Rzecznik Praw Obywatelskich będzie na bieżąco monitorował realizację Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego a  także Programu Pilotażowego.

SN: Małżonek częściowo ubezwłasnowolniony nie ma zdolności procesowej w procesie o rozwód – stanowisko Sądu Najwyższego wbrew argumentom RPO

Data: 2017-12-21

21 grudnia 2017 r. Sąd Najwyższy rozpatrzył zagadnienie prawne o treści: „Czy małżonek częściowo ubezwłasnowolniony posiada zdolność procesową w procesie o rozwód?”.

Rzecznik Praw Obywatelskich zgłosił swój udział w tym postępowaniu przed Sądem Najwyższym, przedstawiając stanowisko, że małżonek częściowo ubezwłasnolniony ma zdolność procesową w procesie o rozwód.

Niestety, Sąd Najwyższy nie przychylił się do stanowiska Rzecznika i uchwalił, że osoba taka nie ma zdolności procesowej w procesie o rozwód, czyli nie może samodzielnie wystąpić z pozwem rozwodowym, a w procesie, w którym byłaby stroną pozwaną, musi być reprezentowana przez kuratora.

W ustnym przytoczeniu motywów uzasadnienia Sąd Najwyższy wskazał na trzy argumenty, przemawiające przeciwko uznaniu zdolności do czynności prawnych osoby częściowo ubezwłasnowolnionej, jednocześnie przyznając, że jest to kwestia istotna z punktu widzenia ochrony praw i wolności człowieka i obywatela.

  • Po pierwsze, zdaniem Sądu, nie można podtrzymać tezy, że osoba ubezwłasnowolniona częściowo całkowicie samodzielnie może zawrzeć związek małżeński. Na mocy art. 12 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego nie może zawrzeć małżeństwa osoba dotknięta chorobą psychiczną albo niedorozwojem umysłowym (niepełnosprawnością intelektualną), a jedynie w razie, gdy stan zdrowia lub umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu przyszłego potomstwa, sąd może zezwolić na zawarcie małżeństwa.
  • Po drugie, przyjęcie, że osoba częściowo ubezwłasnowolniona ma zdolność procesową we wszystkich sprawach wynikających z tej czynności prawnej, jaką jest zawarcie małżeństwa, oznaczałoby uznanie zdolności do czynności procesowych – wbrew intencjom ustawodawcy odzwierciedlonym w art. 65 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego – nie tylko w sprawach o rozwód, ale i związanych z alimentami, władzą rodzicielską czy kontaktami z dziećmi pochodzącymi z tego małżeństwa.
  • Po trzecie, przyjęcie istnienia zdolności procesowej w opisanej sprawie jest nie do pogodzenia z wykładnią historyczną – czyli wynikającą z przebiegu procesu legislacyjnego oraz nieprzeniesienia do Kodeksu postępowania cywilnego z 1964 r. normy z dawnego Kodeksu z 1930 r., w którym istniał prepis art. 417, statuujący zdolność procesową małżonka częściowo ubezwłasnowolnionego w sprawie o rozwód. Argumentem a contrario jest także, zdaniem Sądu, treść obecnego art. 4531 Kodeksu postępowania cywilnego, który jasno wprowadza zdolność osób o ograniczonej zdolności do czynności prawnych w konkretnej kategorii spraw.

Na zakończenie Sąd wskazał, że konieczna jest weryfikacja obecnych przepisów pod kątem standardów międzynarodowych, obowiązujących Polskę, w tym zwłaszcza konwencji ONZ o o prawach osób z niepełnosprawnościami. Zaniechanie przez rząd pracy nad zmianą przepisów dotyczących ubezwłasnowolnienia powoduje, że ciężar zapewnienia zgodności z przepisami tej konwencji spoczywa na sądach. Nie oznacza to jednak, że sądy mogą zastąpić ustawodawcę w stworzeniu adekwatnego systemu wsparcia dla osób częściowo ubezwłasnowolnionych. W tej konkretnej sytuacji Sąd Okręgowy w Białymstoku przed odrzuceniem pozwu jako wniesionego przez osobę nieuprawnioną powinien wystąpić do kuratora z żądaniem potwierdzenia czynności osoby częściowo ubezwłasnowolnionej, a w razie bierności kuratora czy działania wbrew interesom podopiecznego – sąd powinien zwrócić się do sądu opiekuńczego z wnioskiem o wydanie kuratorowi wskazówek, poleceń (w trybie art. 165 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego), a nawet o zmianę osoby kuratora.

RPO: Partner powinien mieć prawo do pochówku bliskiej osoby

Data: 2017-12-19

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi dotyczące problemów z respektowaniem prawa do organizacji pochówku zmarłych, przysługującego ich żyjącym bliskim, którzy nie są połączeni formalnymi więzami pokrewieństwa lub powinowactwa. Zgodnie z aktualnym brzmieniem przepisów ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych prawo pochowania zwłok ludzkich ma najbliższa pozostała rodzina osoby zmarłej. Przepis zawiera wyliczenie osób uznawanych za „najbliższą rodzinę”: małżonka, krewnych zstępnych, krewnych wstępnych, krewnych bocznych do 4. stopnia pokrewieństwa, a także powinowatych w linii prostej do 1. stopnia. W dalszej kolejności wskazano, że prawo pochowania zwłok przysługuje również osobom, które do tego dobrowolnie się zobowiążą.

W aktualnie obowiązujących przepisach nie wskazano wprost, że do kręgu najbliższych posiadających prawo do pochowania zmarłego zalicza się osobę pozostającą we wspólnym pożyciu. Nieformalnym partnerom można umożliwić pochowanie ciała zmarłego tylko jako osobom, które „dobrowolnie się do tego zobowiązały”. W praktyce – jak wynika ze skarg przesyłanych do Biura RPO – podmioty publiczne odmawiają tego prawa konkubentom, jeżeli zainteresowanie organizacją pochówku wyraził jakikolwiek członek rodziny wprost wymieniony w ustawie cmentarzach i chowaniu zmarłych, w tym bardzo daleki krewny, lub jeżeli takiego zainteresowania nie wyraził, ale organy administracji powiadomiły go o śmierci.

W związku z planowaną znaczną przebudową przepisów regulujących chowanie zmarłych należy w taki sposób ukształtować nowe przepisy, aby w pełni gwarantowały one ochronę prawa osób pozostających we wspólnym pożyciu do pochowania ciał ich zmarłych partnerów. W przepisie można całkowicie zrezygnować z wymieniania w określonej kolejności kategorii osób uprawnionych do pochówku poprzez użycie ogólnego terminu „osoba najbliższa” wraz z wyjaśnieniem jego znaczenia, który wprost obejmował będzie m.in. osobę pozostającą we wspólnym pożyciu. Ewentualnie można do katalogu obecnie znajdującego się w ustawie dodać expressis verbis „osobę pozostającą we wspólnym pożyciu ze zmarłym” jako uprawnioną do pochowania zwłok w pierwszej kolejności (na równi z małżonkiem).

Ponadto, zdaniem Rzecznika definicja osoby pozostającej we wspólnym pożyciu zawarta w nowej ustawie o cmentarzach i chowaniu zmarłych powinna obejmować, zgodnie z aktualnym orzecznictwem Sądu Najwyższego, także partnerów tej samej płci. Utrudnienia w pochowaniu zmarłego partnera tej samej płci stanowią bowiem niedopuszczalne naruszenie prawa do poszanowania życia rodzinnego i prywatnego.

W przekonaniu Rzecznika zaproponowana nowelizacja wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom coraz liczniejszej grupy Polek i Polaków żyjących w związkach nieformalnych. Wobec powyższego Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie stanowiska w sprawie oraz o uwzględnienie w projekcie ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych opisanych w niniejszym wystąpieniu zmian.

Osoba transpłciowa nie ma obowiązku pozywania swoich dzieci w celu uzgodnienia płci

Data: 2017-12-15

Sąd Apelacyjny w Łodzi uwzględnił dziś w całości apelację Rzecznika Praw Obywatelskich od wyroku Sądu Okręgowego w Sieradzu. Chodzi o transpłciową kobietę, która odmówiła skierowania powództwa przeciwko szóstce swoich dzieci. Sąd Apelacyjny w Łodzi nie tylko uznał, że w procesie uzgodnienia płci kobieta nie miała obowiązku kierowania pozwu przeciwko swoim dzieciom, ale także zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu i uzgodnił płeć powódki na podstawie dołączonej do pozwu dokumentacji medycznej.

Pogląd, że pozew o uzgodnienie płci osoby transpłciowej powinien zostać skierowany nie tylko przeciwko rodzicom, ale także przeciwko dzieciom, wyraził Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 6 grudnia 2013 r. (sygn. akt I CSK 146/13).

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, udział dzieci osoby transpłciowej w procesie o ustalenie płci rodzica w charakterze pozwanych prowadzi do naruszenia godności i prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego nie tylko osoby wytaczającej powództwo, ale także jej dzieci. W ich interesie jest doprowadzenie do sytuacji, w której płeć rodzica znajdująca odzwierciedlenie w jego dokumentach tożsamości, będzie odpowiadała płci przez niego odczuwanej, zgodnie z którą na co dzień funkcjonuje. W sprawach o ustalenie płci sądy powinny oczywiście uwzględniać najlepszy interes dziecka, jednak możliwe jest jego uwzględnienie bez konieczności występowania w charakterze strony przeciwnej do rodzica.

Rzecznik w sprawie ochrony małżonka dłużnika w postępowaniu egzekucyjnym

Data: 2017-12-05

W sprawie ochrony małżonka dłużnika w postępowaniu egzekucyjnym Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał się już do Ministra Sprawiedliwości w 2014 r. W odpowiedzi ówczesna Podsekretarz Stanu w resorcie sprawiedliwości wskazała, że przy okazji przygotowywania kolejnej nowelizacji procedury cywilnej w zakresie egzekucji, zostanie rozważona odpowiednia modyfikacja przepisów postępowania cywilnego. Miała zmierzać do zapewnienia pełnej ochrony interesów małżonka dłużnika w przypadku skierowania przez komornika egzekucji do wspólnego rachunku bankowego.

Postulat ten nie został jednak zrealizowany, pomimo kompleksowej nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego w zakresie postępowania egzekucyjnego, a zatem problem nieskutecznej ochrony małżonka dłużnika w przypadku egzekucji ze wspólnego rachunku bankowego (dłużnika i jego małżonka) nadal pozostaje aktualny.

Kwestionowany przez Rzecznika przepis k.p.c. wprowadza zasadę, że na podstawie tytułu wykonawczego wystawionego przeciwko dłużnikowi pozostającemu w związku małżeńskim można prowadzić egzekucję z rachunku wspólnego dłużnika i jego małżonka. Prowadzenie egzekucji z rachunku wspólnego małżonków jest zatem możliwe także wówczas, gdy wierzyciel nie dysponuje klauzulą wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika.

Kodeks postępowania cywilnego przewiduje pewną ochronę małżonka dłużnika – a ściślej: tych jego środków finansowych, które nie podlegają egzekucji pomimo umieszczenia ich na (wspólnym z dłużnikiem) rachunku bankowym. Owa regulacja procesowa zakłada, że egzekucja ze wspólnego rachunku bankowego dłużnika i jego małżonka nie wyłącza możliwości złożenia przez małżonka dłużnika powództwa o zwolnienie od egzekucji. Dotyczy to sytuacji, gdy na rachunku wspólnym małżonków zgromadzono środki, które nie wchodzą do majątku osobistego dłużnika, albo takie, które nie pochodzą z pobranego przez dłużnika wynagrodzenia za pracę, dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej, jak również z korzyści uzyskanych z jego praw autorskich i praw pokrewnych, praw własności przemysłowej oraz innych praw twórcy.

Powyższe regulacje korespondują z normą prawa materialnego, a mianowicie z przepisami Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, które limitują odpowiedzialność z majątku wspólnego małżonków w sytuacji zaciągnięcia zobowiązania bez zgody drugiego małżonka, bądź powstania zobowiązania przed powstaniem wspólności, a także wówczas, gdy zobowiązanie nie wynika z czynności prawnej lub dotyczy majątku osobistego jednego z małżonków. Wówczas tylko niektóre składniki majątku wspólnego małżonków podlegają egzekucji, a zasadą pozostaje zaspokojenie wierzyciela wyłącznie z majątku osobistego dłużnika.

Jednak stosowanie tego środka ochrony, przysługującego małżonkowi dłużnika, limitowane jest przez inne normy prawne, zawarte choćby w ustawie o komornikach sądowych i egzekucji.

Analiza przepisów Kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o komornikach sądowych i egzekucji prowadzi zatem do wniosku, że art. 8912 § 2 k.p.c., zaprojektowany jako norma gwarancyjna, w praktyce nie zapewnia właściwej ochrony małżonkowi dłużnika. Z uwagi na wymóg niezwłocznego przekazania pieniędzy na rzecz wierzyciela, powództwo ekscydencyjne okazuje się środkiem nieskutecznym i iluzorycznym. O ile bowiem komornik postępuje zgodnie z przepisami ustawy o komornikach sądowych i egzekucji, to nie wydaje się możliwe, aby sąd równie szybko tj. w ciągu 4 dni od przekazania środków komornikowi przez bank mógł rozstrzygnąć o zwolnieniu od egzekucji określonych kwot.

Wydaje się zatem, że w przypadku art. 8912 § 2 k.p.c. celowe byłoby obwarowanie tej regulacji dodatkowym rozwiązaniem, pozwalającym komornikowi na wstrzymanie przekazania pieniędzy wierzycielowi. Takie rozwiązanie zabezpieczyłoby zarówno interesy wierzyciela, jak i małżonka dłużnika – do czasu sądowego rozstrzygnięcia sporu, środki pozostawałyby w depozycie Ministra Finansów.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o ocenę niezbędności prac legislacyjnych w kierunku efektywnej ochrony małżonka dłużnika w postępowaniu egzekucyjnym.

"Głuchota a problemy adopcji i rodzicielstwa zastępczego” - konferencja w Biurze RPO

Data: 2017-11-08

„Głuchota a problemy adopcji i rodzicielstwa zastępczego” to tytuł konferencji, która 8 listopada odbyła się w Biurze RPO. Wydarzenie zostało zorganizowane z inicjatywy Komisji Ekspertów ds. Osób Głuchych działającej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich.

- Obowiązkiem państwa jest zapewnienie wsparcia rodzinie. Nie może być tak, że osoby głuche niejako z automatu byłyby wykluczane z procedury adopcyjnej. Nawet jeśli w takiej sytuacji dziecko weszłoby w rolę CODA (słyszące dziecko niesłyszących rodziców), to przecież właśnie rolą państwa jest wspieranie tej rodziny, tak aby mogła jak najlepiej funkcjonować – mówił rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

RPO zwracał też uwagę na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczące adopcji. Trybunał orzekał m.in. o tym, czy osoba samotna może zostać rodzicem adopcyjnym. W wielu przypadkach to właśnie samotni rodzice adoptują dzieci z niepełnosprawnościami.

Rzecznik wskazywał też, że w procedurze adopcyjnej ogromną rolę odgrywa sąd, który czasem musi ważyć różne wartości, a przy tym pamiętać, że najważniejsze powinno być dobro dziecka. Podkreślił przy tym, że niezwykle istotne jest to, czy państwo stwarza odpowiednie polityki publiczne, które mają wspierać rodziców dzieci z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Chodzi np. o to w jaki sposób rozwiązano kwestie dostępu i możliwości korzystania z języka migowego.

W swoim wystąpieniu Adam Bodnar zwrócił również uwagę na kwestie adopcji zagranicznych. Już w maju RPO i Rzecznik Praw Dziecka pisali w tej sprawie do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Adopcje zagraniczne mogą być realizowane dopiero, gdy na terenie kraju nie można znaleźć rodziny adopcyjnej. Gdy taka adopcja dojdzie już do skutku to żadne polskie instytucje, w tym np. konsulowie nie są zobowiązani do zdobywania informacji o losach adoptowanego dziecka.

Istnieje wprawdzie dobra praktyka polegająca na przesyłaniu przez zagraniczne organizacje adopcyjne oraz organy centralne innych państw raportów postadopcyjnych, w których opisywany jest proces adaptacji dziecka w nowym środowisku, ale warto zadać sobie pytanie czy jest to formuła zawsze realizowana i czy wystarczająca?

Brak jakichkolwiek mechanizmów, które sprawiłyby, aby taka praktyka była realizowana w każdym przypadku adopcji zagranicznej oznacza, że w sytuacji braku dobrowolnej informacji zwrotnej z zagranicznego ośrodka adopcyjnego państwo polskie, po prawomocnym orzeczeniu przysposobienia zagranicznego, traci dziecko z pola widzenia. Wobec wątpliwości co do skuteczności dotychczasowej praktyki, wydaje się więc konieczne wypracowanie rozwiązania możliwego do wprowadzenia w polskim ustawodawstwie, które pozwoli na realny wgląd polskiego organu centralnego w sytuację dziecka zagranicą. - Nie chodzi o to, by zamknąć drogę adopcji zagranicznej, ale zapewnić odpowiednie standardy jej przeprowadzania – podkreślił Adam Bodnar.

Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które podczas konferencji przytaczała dr hab. Dorota Podgórska-Jachnik wynika, że w przypadku adopcji zagranicznych, aż 24 proc. stanowią dzieci z niepełnosprawnością. Brakuje jednak kompleksowych danych m.in. na temat tego, jakiego typu jest to niepełnosprawność. Ministerstwo zapowiedziało, że takie informacje zostaną niebawem zebrane.

Celem konferencji było przedstawienie specyficznej i trudnej sytuacji kompensacji rodzicielstwa w formach adopcyjnych i zastępczych, gdy dziecko i/lub rodzice biologiczni, lub też kandydaci na rodziców adopcyjnych/zastępczych mają uszkodzony słuch.

Dziecko niesłyszące z racji swojej niepełnosprawności jest narażone na odrzucenie rodzicielskie bardziej niż dzieci bez niepełnosprawności. Jednocześnie z uszkodzenia słuchu wynikają jego specyficzne potrzeby rozwojowe, którym powinni sprostać nowi opiekunowie.

Można mówić o podwójnym wyzwaniu: kompensacji zerwanej więzi i kompensacji niepełnosprawności. Są to ważne kwestie wymagające wiedzy nie tylko o medycznych, ale i o psychospołecznych i kulturowych aspektach głuchoty, dokonywania trudnych wyborów sposobu komunikacji, zabezpieczenia dostępu do języka polskiego i języka migowego.

Opieka zastępcza nad dzieckiem niesłyszącym to zatem podwyższony próg wymagań i większa trudność w znalezieniu kandydatów na rodziców adopcyjnych lub specjalistyczną rodzinę zastępczą.

W przypadku dzieci z niepełnosprawnością częściej niż w przypadku innych dzieci, w grę wchodzą mniej typowe, stąd też czasem mitologizowane rozwiązania, takie jak adopcja zagraniczna, czy przyznanie opieki osobie samotnej – głównie samotnej matce. Choć to margines w systemie opieki zastępczej, to jednak wymagający refleksji w kontekście poruszonej tematyki i przemyślanego wsparcia. Równie nietypowym, a wymagającym dyskusji rozwiązaniem jest przyznanie osobom niesłyszącym prawa do adopcji lub rodzicielstwa zastępczego – co nie jest zupełnie oczywiste w świetle polskiego prawa.

Głuchota może być traktowana jako niepełnosprawność utrudniająca funkcjonowanie w rolach społecznych, ale współcześnie coraz częściej może być też traktowana jako różnica indywidualna – językowa i kulturowa. Istotna szczególnie wtedy, gdy i kandydaci na rodziców i dziecko mają uszkodzony słuch. Ocena zdolności do roli opiekuna zastępczego nigdy nie jest łatwa, w przypadku głuchoty jeszcze bardziej się komplikuje.

Szczególnie warta podkreślenia jest potrzeba wsparcia rodziców, w tym rodziców głuchych, w wychowaniu i budowaniu więzi z niesłyszącym dzieckiem, zapobiegania odrzuceniu, a w przypadku potrzeby opieki zastępczej – także w przygotowaniu do jego powrotu do rodziny biologicznej.

Dzieci znowu z matką. Udana interwencja Rzecznika.

Data: 2017-11-06

Do Pełnomocnika Terenowego RPO we Wrocławiu zwróciła się matka trójki dzieci. Sąd Rejonowy zdecydował o ich umieszczeniu w instytucjonalnej pieczy zastępczej. Powodem były wyjazdy matki zagranicę do pracy. Wyjazdy te są krótkie, najwyżej 2 weekendy w miesiącu. Wtedy zostawia ona dzieci pod opieką zaprzyjaźnionych osób. Kobieta mówiła, że jest skonfliktowana z kuratorem sądowym, na wniosek którego zostało wszczęte postepowanie. Tymczasem asystent rodziny wyznaczony z MOPS nie odnotował żadnych niepokojących zjawisk w rodzinie.

Pełnomocnik Terenowy poprosił Sąd Rejonowy o udzielenie informacji o stanie sprawy i o udostępnienie dokumentacji zgromadzonej przez Ośrodek Pomocy Społecznej i Zespół Kuratorskiej Służby Sądowej do Wykonywania Orzeczeń w Sprawach Rodzinnych i Nieletnich (BPW.7021.15.2016). Ponadto na etapie postępowania odwoławczego pracownik Biura Pełnomocnika Terenowego zapoznał się z aktami sprawy i wziął udział w posiedzeniu sądu w placówce opiekuńczej.

Z informacji uzyskanej od skarżącej wynika, że sąd po przeanalizowaniu dokumentacji i wysłuchaniu najstarszego z dzieci przywrócił matce możliwość sprawowania pieczy nad dziećmi, ograniczając jej władzę do nadzoru kuratora. 

Brakuje systemowych rozwiązań odnośnie wsparcia w środowisku otwartym rodziców z niepełnosprawnością, którzy napotykają na poważne bariery w wykonywaniu funkcji rodzicielskich

Data: 2017-10-26

Rzecznik zwrócił się do  do Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych w sprawie braku systemowych rozwiązań odnośnie wsparcia w środowisku otwartym rodziców z niepełnosprawnością, którzy napotykają na poważne bariery w wykonywaniu funkcji rodzicielskich.

Badając jedną ze spraw indywidualnych dotyczącą samotnej matki – osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na problem braku systemowych rozwiązań odnośnie zakresu oraz form wsparcia w środowisku otwartym rodziców z niepełnosprawnością, którzy ze względu na specyfikę swej niepełnosprawności napotykają na poważne bariery w wykonywaniu funkcji rodzicielskich.

Niesienie pomocy rodzinie przeżywającej trudności w wypełnianiu funkcji opiekuńczo-wychowawczych oraz zabezpieczenie dobra dziecka, to najistotniejsze zadanie szeroko rozumianego systemu opieki. Podstawowe akty prawa międzynarodowego gwarantują prawo dziecka do życia w rodzinie, a także wskazują na potrzebę unikania umieszczania dzieci poza rodziną naturalną poprzez wcześniejsze zapewnienie rodzicom wszelkiej możliwej pomocy.

W systemie prawa wewnętrznego art. 71 ust. 1 Konstytucji gwarantuje uwzględnienie dobra rodziny w polityce państwa, jak też szczególną pomoc rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej. Z art. 71 ust. 2 Konstytucji wynika obowiązek udzielenia szczególnej pomocy matce przed i po urodzeniu dziecka. Tak wyznaczony standard pomocy względem matki z niepełnosprawnością wzmacnia norma art. 69 Konstytucji.

Osoby z niepełnosprawnościami mają prawo być rodzicami. Mają prawo opiekować się swoimi dziećmi, a ich dzieci mają prawo do przebywania w swojej biologicznej rodzinie. Poszanowanie praw rodziców z niepełnosprawnościami i ich dzieci wymaga zaś wypracowania spójnych systemowo i kompleksowych rozwiązań poprzez stworzenie wyspecjalizowanego systemu wsparcia w celu wyeliminowania barier w wykonywaniu przez rodziców funkcji rodzicielskich.

Rzecznik zwrócił się do Pełnomocnika z prośbą o rozważenie możliwości bezpośredniego spotkania i wspólnej dyskusji nad przedstawionymi problemami.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy ze skargi konstytucyjnej kwestionującej niemożność zaprzeczenia ojcostwa po upływie określonego terminu.

Data: 2017-10-13

Obywatelka dowiedziała się od matki, że zmarły przed laty ojciec – mąż matki – nie był faktycznie jej rodzicem. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec wciąż żyje, jednak nie chce poddać się badaniom DNA mającym ustalić ich pokrewieństwo. Bez tych badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety, co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa prawdziwego biologicznego ojca.

Kobieta nie może samodzielnie wystąpić z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa i ten stan zarówno ona, jak i Rzecznik Praw Obywatelskich uważają za niekonstytucyjny.

Na mocy obecnie obowiązujących przepisów (art. 70 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego) dorosłe dziecko, które dowiedziało się, że nie jest dzieckiem osoby, którą uważało za ojca, ma ściśle zakreślony termin, w jakim może wystąpić z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa. Są to trzy lata od daty uzyskania pełnoletności. W omawianym przykładzie dorosłe dziecko dowiedziało się jednak o swym pochodzeniu kilkadziesiąt lat po uzyskaniu pełnoletności, a tym samym nie miało żadnej możliwości wystąpienia z samodzielnym powództwem.

Uprawnienie do wystąpienia z takim powództwem ma także, na podstawie art. 86 Kodeksu rodzinnego, prokurator. Jednak prokurator musi przy tej okazji ważyć interesy zbiorowe i indywidualne, a także rozważyć, czy dostępne środki dowodowe wystarczają, by przed sądem wykazać, że mąż matki nie jest ojcem dziecka. Prokurator nie może zmusić żadnej z zainteresowanych osób do poddania się badaniom DNA.

W tej sytuacji, zdaniem Rzecznika, dochodzi do naruszenia konstytucyjnego prawa do ochrony życia prywatnego i rodzinnego – co prowadzi również do naruszenia przyrodzonej godności człowieka – nieproporcjonalnego do ewentualnych korzyści, polegających na ochronie ustabilizowanych relacji rodzinnych.

Zdaniem Rzecznika niekonstytucyjna jest sytuacja, w której termin do złożenia pozwu w zakresie stanu cywilnego osoby jest powiązany jedynie z sztywno określoną datą, bez uwzględnienia tego, czy ta osoba wie o okolicznościach, które mogą uzasadniać złożenie rzeczonego pozwu. Europejski Trybunał Praw Człowieka w analogicznej sprawie Phinikaridou przeciwko Cyprowi (wyrok z 20 grudnia 2007 r., skarga nr 23890/02) stwierdził naruszenie art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (poszanowanie życia rodzinnego i prywatnego), uznając, że domniemania prawne i sztywne terminy nie mogą być ważniejsze od rzeczywistości biologicznej i społecznej. Stanowisko takie Trybunał podtrzymał także w innych orzeczeniach w sprawach z zakresu życia rodzinnego, np. w sprawie A. L. przeciwko Polsce (wyrok z 18 lutego 2014 r., skarga nr 28609/08) czy Różański przeciwko Polsce (wyrok z 18 maja 2006 r., skarga nr 55339/00).

Artykuł 70 § 1 Kodeksu rodzinnego nie jest jedynym artykułem, zawierającym podobne ograniczenia – takie same znajdują się w art. 6114 Kodeksu rodzinnego (zaprzeczenie macierzyństwa) oraz w art. 81 § 1 i § 2 Kodeksu rodzinnego (ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa). Skarga konstytucyjna dotyczy tylko tego pierwszego przepisu, jednak uznanie jego niekonstytucyjności powinno pociągnąć za sobą zmianę przez ustawodawcę treści wszystkich trzech wymienionych przepisów.

Warto dodać, że termin dla innych osób – matki oraz męża matki – do wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa jest sformułowany inaczej – dla matki: sześć miesięcy od urodzenia dziecka, dla męża matki: sześć miesięcy od powzięcia wiadomości o urodzeniu dziecka przez żonę, nie później jednak niż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletności.

IV.7020.37.2014, sygn. akt w TK: SK 18/17

RPO w sprawie postępowania ze sprawcami przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie

Data: 2017-10-09

Pracownicy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wciąż podejmują działania ukierunkowane na poszukiwanie skutecznych sposobów ograniczenia zjawiska przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Ważnym aspektem tych działań są kwestie dotyczące postępowania ze sprawcami takich czynów.

Fakt skazania sprawcy przemocy nie powoduje, że w jego zachowaniu automatycznie następuje zmiana. Nawet zastosowanie kary, w tym tej najdolegliwszej – izolacji penitencjarnej, najczęściej nie wpływa na zmianę jego przekonań i zachowań. Do praktyki postępowania ze sprawcami przemocy w rodzinie wprowadzono więc stosowanie oddziaływań korekcyjno-edukacyjnych, których celem jest wyposażenie tych osób w umiejętności społeczne pozwalające na rozwiązywanie problemów bez uciekania się do przemocy.

Obowiązujące przepisy sytuują oddziaływania korekcyjno-edukacyjne w gamie obowiązków probacyjnych. Sąd może orzec o obowiązku uczestnictwa w oddziaływaniach korekcyjno-edukacyjnych w przypadku zastosowania warunkowego umorzenia postępowania karnego, zawieszenia wykonania kary, orzeczenia kary ograniczenia wolności lub środka karnego, a także stosując warunkowe przedterminowe zwolnienie. Nałożenie przez sąd takiego obowiązku nie jest obligatoryjne – przepisy przewidują fakultatywność w zakresie tych rozstrzygnięć.

Rzecznik, podtrzymując swój postulat zintensyfikowania oddziaływań wobec sprawców przemocy w rodzinie, wyrażony w poprzednim wystąpieniu w przedmiotowym zakresie, zauważył, że na przydatność programów korekcyjno-edukacyjnych w oddziaływaniach prowadzonych wobec sprawców przemocy wskazują wyniki badań. Programy te są skuteczne, gdyż powodują zmiany w zachowaniu ich uczestników.

Obecnie przepisy nie przewidują możliwości nałożenia obowiązku uczestnictwa w programie korekcyjno-edukacyjnym wobec sprawców skazanych na bezwzględną karę pozbawienia wolności. Do osób tych może zostać skierowana oferta Służby Więziennej objęcia stosownymi oddziaływaniami podczas odbywania kary, w ramach indywidualnego programu resocjalizacyjnego, jednak  skazany nie musi z tej oferty skorzystać. Tak więc w potencjalnie bardziej drastycznych przypadkach stosowania przemocy przez sprawcę (kiedy sąd uznaje, że środek probacyjny nie będzie wystarczający i orzeka bezwzględną karę pozbawienia wolności), może on nie zostać poddany żadnym oddziaływaniom korekcyjnym.

W przekonaniu Rzecznika zachodzi potrzeba modyfikacji obowiązujących rozwiązań prawnych i przyjęcia jako zasady kierowania wszystkich sprawców przemocy w rodzinie do uczestnictwa w programach korekcyjno-edukacyjnych. W przypadku stosowania środków probacyjnych należy wprowadzić obligatoryjność nakładania obowiązku uczestnictwa w programie (dopuszczając możliwość odstąpienia od jego zastosowania jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach). Analogiczne rozwiązanie powinno być zastosowane wobec sprawców skazanych na karę pozbawienia wolności bez zawieszenia jej wykonania.

W tym celu potrzebne byłoby rozważenie wprowadzenia nakazu uczestnictwa w programie korekcyjno-edukacyjnym i zobowiązanie sądu do orzekania tego środka w każdym przypadku skazania sprawcy przemocy w rodzinie na bezwzględną karę pozbawienia wolności. Zapobiegłoby to unikaniu przez sprawców najpoważniejszych przestępstw przeciwko rodzinie, popełnionych z użyciem przemocy, objęcia oddziaływaniami skierowanymi na eliminację zachowań przemocowych.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z wnioskiem o podjęcie inicjatywy legislacyjnej w celu zmiany obowiązujących przepisów w kierunku wskazanym w niniejszym wystąpieniu.

Czy małżonek częściowo ubezwłasnowolniony posiada zdolność procesową w procesie o rozwód? Zagadnienie prawne przed SN

Data: 2017-08-26

Rzecznik Praw Obywatelskich zdecydował zgłosić swój udział w postępowaniu przed Sądem Najwyższym w zakresie rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego o treści: „Czy małżonek częściowo ubezwłasnowolniony posiada zdolność procesową w procesie o rozwód?”. Zagadnienie prawne zostało przedłożone Sądowi Najwyższemu przez Sąd Apelacyjny w Białymstoku (sygn.III CZP 66/17).

Osoba częściowo ubezwłasnowolniona może samodzielnie, bez reprezentacji kuratora ani zgody sądu opiekuńczego, zawrzeć związek małżeński. Wniosek taki wynika z treści przepisów Kodeksu cywilnego oraz Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.

Z kolei na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego osoba fizyczna ograniczona w zdolności do czynności prawnych ma zdolność procesową w sprawach wynikających z czynności prawnych, których może dokonywać samodzielnie.

Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na stanowisku, że skoro osoba częściowo ubezwłasnowolniona może samodzielnie dokonać czynności prawnej zawarcia związku małżeńskiego, to ma także zdolność procesową w sprawach o rozwiązanie zawartego małżeństwa.

Przyjęcie tezy, iż możliwość rozwiązania małżeństwa osoby częściowo ubezwłasnowolnionej uzależniona jest od zgody, woli i starań kuratora tej osoby, oznaczałoby uniemożliwienie jednostce samodzielnego poddanie ocenie niezawisłego sądu tego, czy w jej sprawie zaszły okoliczności zupełnego i trwałego rozkładu pożycia w małżeństwie, które zawarła na podstawie własnej, uprawnionej decyzji.

Dodatkowo w sprawach o rozwód nie jest możliwe wystąpienie z powództwem przez prokuratora, a tym samym także Rzecznika Praw Obywatelskich na prawach prokuratora. Zatem osoba ubezwłasnowolniona częściowo nie może liczyć w tych sprawach na interwencję organów ochrony prawa na etapie wytaczania powództwa.

Stanowisko swoje Rzecznik wsparł argumentami odwołującymi się do Konstytucji RP oraz obowiązujących Polskę umów międzynarodowych, w tym wskazał na prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego i decydowania o swoim życiu osobistym, prawo do sądu, równość wobec prawa i zakaz dyskryminacji, a także odwołał się do podstawy wszelkich praw i wolności człowieka i obywatela, czyli przyrodzonej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności. 

Sprawa pana Grzegorza w TK: dlaczego przepisy każą ujawniać przyczynę niepełnosprawności na orzeczeniu?

Data: 2017-08-25

RPO zgłosił udział w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie ze skargi konstytucyjnej pana Grzegorza (sygn. akt SK 19/17) w sprawie zasad orzekania o niepełnosprawności. Popiera stanowisko pana Grzegorza , że przepisy, które nakazują w orzeczeniu o niepełnosprawności umieszczać symbol przyczyny tej niepełnosprawności, są niekonstytucyjne (XI.501.8.2015).

Pan Grzegorz dostał w 2015 r. orzeczenie o niepełnosprawności z symbolem O2-P. Kaażdy łatwo dziś sprawdzi, że taki symbol oznacza chorobę psychiczną. Pan Grzegorz nie zgadza się z tym. Uważa, że jego niepełnosprawność równie dobrze może być zakwalifikowana jako „całościowe zaburzenie rozwojowe”, co jest zdecydowanie mniej piętnujące. Jak wyjaśnia. „stosunek społeczeństwa, w tym także pracodawców, do osób z zaburzeniami rozwoju jest dużo bardziej przychylny niż do osób z zaburzeniami psychicznymi”.

Pan Grzegorz chciałby też dostać orzeczenie o niepełnosprawności bez symbolu niepełnosprawności. Jego argumenty nie zostały uwzględnione – ani przez orzeczników ani przez sądy. W opinii sądu I i II instancji osoba, która chce korzystać z określonych świadczeń o charakterze publicznoprawnym, w tym świadczeń z ubezpieczeń społecznych, musi godzić się na ograniczenie jej prawa do prywatności, zaś symbol wskazany w orzeczeniu ma istotne znaczenie z punktu widzenia uprawnień ubezpieczonego wynikających z ustawy o rehabilitacji zawodowej. Pod koniec 2016 r. wyrok się uprawomocnił.

W takiej sytuacji (czyli po zakończeniu sprawy w sądzie) obywatelowi przysługuje prawo do skargi konstytucyjnej – czyli zakwestionowanie samego przepisu, który był podstawą rozstrzygnięcia w sprawie.

Pan Grzegorz w swojej skardze do Trybunału Konstytucyjnego, że rozporządzenie wymagające ujawnienia na orzeczeniu przyczyny niepełnosprawności (przepisy § 13 ust. 2 pkt 9 w zw. z § 32 ust. 2 rozporządzenia w sprawie orzekania o niepełnosprawności), jest sprzeczne z Konstytucją.  Informacja o przyczynach niepełnosprawności należy bowiem do sfery jego życia prywatnego, która pozostaje pod ochroną art. 47 Konstytucji RP.

Rzecznik Praw Obywatelskich popiera ten punkt widzenia:

Rzeczywiście, Konstytucja w art. 47 i 51 chroni prawo jednostki do prywatności. Ingerencja w konstytucyjne prawa i wolności jednostki, jakimi są prawo do prywatności i autonomia informacyjna jednostki, nie może następować w rozporządzeniu – najwyżej w ustawie.

Nie chodzi tu jednak tylko o typ aktu prawnego, ale i o samą jego treść. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich skarżący poruszył problem, który dotyczy nie tylko osób chorujących psychicznie, ale też wielu innych niepełnosprawności, zwłaszcza zaś osób dotkniętych tzw. niepełnosprawnościami ukrytymi, których nie można zidentyfikować na pierwszy rzut oka, co oznacza, że w przypadku nieokazania przez takiego pracownika orzeczenia o niepełnosprawności pracodawcy, może on w ogóle nie wiedzieć, że zatrudnia osobę z niepełnosprawnością.

Nie wolno zapominać, że pracodawca, po przedstawieniu przez osobę z niepełnosprawnością orzeczenia o niepełnosprawności, uzyskuje faktyczny dostęp do danych wrażliwych dotyczących pracownika. Obligatoryjne udostępnianie pracodawcy informacji na temat specyficznego schorzenia, na które cierpi pracownik, może skutkować dyskryminacją osoby z niepełnosprawnością na rynku pracy.

Rzecznik Praw Obywatelskich dostrzega i rozumie szczególne uprawnienia pracodawców wynikające z zatrudniania osób z konkretną, określoną niepełnosprawnością. Potrzeba przyjmowania tego rodzaju regulacji wynika z braku gotowości pracodawców do zatrudniania osób ze szczególnymi niepełnosprawnościami.

Przyjęte rozwiązania prawne, związane z koniecznością ujawniania pracodawcy informacji na temat schorzenia lub niepełnosprawności, na które cierpi pracownik, mogą utrudniać znalezienie pracy i wywołują szczególnie niekorzystne skutki w przypadku osób cierpiących na schorzenia ukryte, takie jak choroby psychiczne, epilepsja czy niepełnosprawność intelektualna. Tacy pracownicy często nie potrzebują specjalnych dostosowań miejsca i warunków pracy, a wciąż powszechne w społeczeństwie uprzedzenia i stereotypy na temat ich niepełnosprawności powodują niechęć potencjalnych pracodawców do ich zatrudniania.

W 2014 r. Rzecznik Praw Obywatelskich przeprowadził badania dotyczące sytuacji osób chorujących psychicznie na rynku pracy i wydał raport „Wsparcie osób chorujących psychicznie na rynku pracy”, w którym wskazano, że poziom zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami od wielu lat pozostaje niski. Konstatacja ta dotyczy również osób chorujących psychicznie. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Pentor na zlecenie PFRON („Badania wpływu kierunku i poziomu wykształcenia na aktywność zawodową osób niepełnosprawnych”, Pentor RI na zlecenie PFRON, Warszawa 2010), 37% spośród badanych osób z niepełnosprawnością wynikającą z chorób psychicznych nigdy nie pracowało zawodowo, kolejne 45% pracowało w przeszłości. W momencie badania zatrudnienie znajdowało jedynie 17% respondentów. 

Problem odmowy potwierdzenia posiadania obywatelstwa polskiego

Data: 2017-08-14

Ojciec, działając w imieniu swojego syna, zwrócił się do wojewody o potwierdzenie, że dziecko jest obywatelem polskim. Wojewoda odmówił, bo amerykański akt urodzenia chłopca wskazywał jako matkę anonimową matkę zastępczą. Rzecznik przystąpił do postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym i jego argumenty pomogły rozstrzygnąć sprawę na korzyść tej rodziny.

Wojewoda powoływał się na to, że treść aktu urodzenia chłopca jest sprzeczna z polskim prawem, bo nie przewiduje ono wpisania jako matki – matki zastępczej.

Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że zgodnie z art. 14 ustawy o obywatelstwie polskim małoletni nabywa obywatelstwo polskie przez urodzenie, gdy co najmniej jedno z rodziców jest obywatelem polskim. Nie ma też potrzeby ustalania pochodzenia dziecka (co – zgodnie z art. 55 ust. 1 ustawy Prawo Prywatne międzynarodowe – podlega prawu ojczystemu dziecka): dowodem pochodzenia chłopca jest jego amerykański akt urodzenia. Dziecko niewątpliwie jest synem obywatela polskiego i niewątpliwie nabyło obywatelstwo polskie z mocy prawa. Zdaniem Rzecznika z uwagi na najlepszy interes dziecka, organy administracji powinny poprzestać na ustaleniu, że zgodnie z prawem amerykańskim ojcem dziecka jest wnioskodawca.

Stanowisko RPO zostało uwzględnione.

yrok z

Ochrona danych w działalności opiniodawczych zespołów sądowych specjalistów

Data: 2017-08-11

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga dotycząca przepisów ustawy o opiniodawczych zespołach sądowych specjalistów oraz wydanego na jej podstawie zarządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie ustalenia standardów metodologii opiniowania w opiniodawczych zespołach sądowych specjalistów.

Skarga ta odnosi się przede wszystkim do: punktu 9.3 załącznika do tego zarządzenia, który stanowi, że „materiały pochodzące z badania, stanowiące podstawę wydania opinii, nie mogą być udostępniane osobom badanym” oraz punktu 5.3 lit. c załącznika do zarządzenia, który stanowi, że drugi etap procesu diagnostycznego obejmuje „poinformowanie osób badanych o braku zgody na rejestrację badania oraz możliwości przerwania lub odstąpienia od badania w sytuacji nieprzestrzegania przez osoby badane zakazu rejestracji”.

Tymczasem zgodnie z przepisami ustawy o ochronie danych osobowych osoba, której dane dotyczą, powinna mieć możliwość kontroli ich przetwarzania. Ograniczenie tego prawa na podstawie aktu wewnętrznego, jakim jest zarządzenie, a dodatkowo bez jakiegokolwiek uzasadnienia, nie powinno mieć miejsca. Konstytucja gwarantuje każdemu dostęp do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób.

W omawianym przypadku nie jest znane żadne uzasadnienie dla ograniczenia osobom poddanym badaniom w opiniodawczych zespołach sądowych specjalistów ich podstawowych praw, zwłaszcza na mocy zarządzenia, które powinno mieć charakter regulacji wewnętrznej i nie może limitować praw obywatelskich.

Ponadto, w skład opiniodawczych zespołów sądowych specjalistów wchodzą osoby wykonujące różne zawody, a charakter wytwarzanej dokumentacji jest złożony i nie może być traktowany w sposób równorzędny z dokumentacją medyczną. Osoby badane nie mogą być zatem uznawane za „pacjenta” w rozumieniu regulacji zawartych w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Nie można więc stosować analogii między dokumentacją medyczną a dokumentacją zgromadzoną w procesie opiniowania przez opiniodawcze zespoły specjalistów sądowych. Tym samym nie można stwierdzić, że dostęp do tego typu dokumentacji gwarantuje ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Oznacza to, że nie istnieją przepisy szczególne, które regulowałyby sposób postępowania z dokumentacją wytwarzaną przez opiniodawcze zespoły sądowe specjalistów, a tym samym zastosowanie muszą znaleźć ogólne zasady wynikające z przepisów ustawy o ochronie danych osobowych i wydanych na jej podstawie przepisów wykonawczych.

W opinii Rzecznika regulacja zawarta w punkcie 9.3 załącznika do zarządzenia może stanowić zatem zbyt daleko idące ograniczenie praw jednostki określonych w Konstytucji. Wątpliwości natury konstytucyjnej budzi też uregulowanie tego zagadnienia w akcie o charakterze wewnętrznym – zarządzeniu ministra.

Rzecznik zwrócił się z prośbą o ustosunkowanie się do przedstawionych wątpliwości. Poprosił także o wskazanie, czy przepisy ustawy oraz wydanego na jej podstawie zarządzenia były na którymkolwiek etapie procesu legislacyjnego przedmiotem konsultacji z Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych, do którego zadań należy m.in. opiniowanie projektów ustaw i rozporządzeń dotyczących ochrony danych osobowych.

Minister Sprawiedliwości odpowiada w sprawie programów dla sprawców przemocy w rodzinie opuszczających zakłady karne

Data: 2017-05-25

W Biurze RPO prowadzone są wielowymiarowe działania w zakresie problematyki zapobiegania przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Jednym z aspektów tego problemu, znajdującym się w zainteresowaniu Rzecznika, są kwestie dotyczące postępowania ze sprawcami przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie, którzy odbywają karę pozbawienia wolności orzeczoną za takie przestępstwa. Podczas pobytu w zakładach karnych osoby te powinny być objęte oddziaływaniami, których celem jest powstrzymanie ich przed dalszym stosowaniem przemocy. Rzecznik w odpowiedzi na swoje wystąpienie w tej sprawie otrzymał odpowiedź od Ministra Sprawiedliwości. Minister podziela pogląd Rzecznika o stosunkowo niewielkiej liczbie orzekanego wobec skazanych za przestępstwa z użyciem przemocy wobec osób najbliższych, obowiązku uczestniczenia w programie korekcyjno-edukacyjnym, w stosunku do wszystkich skazanych za tego rodzaju przestępstwa. Jednocześnie w odpowiedzi Minister udzielił wyjaśnień dotyczących przeciwdziałania przemocy domowej.  

RPO pyta Ministra Sprawiedliwości, co dzieje się z projektem zmian dotyczących przeprowadzania wywiadów środowiskowych przez kuratorów

Data: 2017-05-09

Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie podjął kwestię braku przepisów upoważniających kuratorów do wykonywania wywiadów środowiskowych w postępowaniach rodzinnych wykonawczych.

W poprzednim wystąpieniu Rzecznik podkreślił, że przeprowadzanie przez kuratorów sądowych wywiadu środowiskowego stanowi ingerencję państwa w prawo obywateli do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Dlatego podstawy i kryteria takich działań powinny być jasno i ściśle określone w przepisach rangi ustawowej.

Rzecznik przychylił się do przedstawionego mu postulatu kuratorów sądowych, aby w sposób kompleksowy określić w Kodeksie postępowania cywilnego ich rolę w przeprowadzaniu wywiadów środowiskowych. Z odpowiedzi na powyższy apel wynikało, że Ministerstwo Sprawiedliwości dostrzegło problem i podjęło kroki w celu uregulowania omawianych kwestii.

Pod koniec 2016 r. do Biura RPO wpłynął drogą elektroniczną projekt ustawy regulującej kwestię wywiadów środowiskowych przeprowadzanych przez kuratora sądowego. Jednak – jak wynika ze stron internetowych resortu sprawiedliwości oraz Rządowego Centrum Legislacji – od tamtej pory w procedurze legislacyjnej tego projektu nie zaszły żadne dalsze kroki.

Wobec powyższego Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o poinformowanie o aktualnym stanie projektu i ewentualnych planach dotyczących dalszych działań legislacyjnych w tej sferze.

Rzecznik na temat programów korekcyjno-edukacyjnych dla sprawców przemocy w rodzinie, opuszczających zakłady karne

Data: 2017-04-19

W Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich prowadzone są wielowymiarowe działania w zakresie problematyki zapobiegania przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Jednym z aspektów tego problemu, znajdującym się w zainteresowaniu Rzecznika, są kwestie dotyczące postępowania ze sprawcami przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie, którzy odbywają karę pozbawienia wolności orzeczoną za takie przestępstwa. Podczas pobytu w zakładach karnych osoby te powinny być objęte oddziaływaniami, których celem jest powstrzymanie ich przed dalszym stosowaniem przemocy. Oddziaływania i praca ze sprawcą oraz oduczenie się stosowania przemocy, jest kluczowe dla przeciwdziałania kolejnym zachowaniom przemocowym.

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wprowadziła stosowanie oddziaływań korekcyjno-edukacyjnych wobec sprawców przemocy w rodzinie. Przepisami tej ustawy do obowiązków probacyjnych, przewidzianych w Kodeksie karnym, dodano obowiązek uczestnictwa w programie korekcyjno-edukacyjnym, który sąd może orzec wobec sprawcy przemocy w rodzinie zarówno w postępowaniu karnym, jak również na etapie postępowania wykonawczego. Program może być realizowany zarówno w warunkach wolnościowych, jak i podczas odbywania kary pozbawienia wolności, zaś jego głównym założeniem jest eliminacja zachowań przemocowych u osób stosujących przemoc i poznanie przez nie zachowań alternatywnych.

Zadaniem Państwa jest zapewnienie skuteczności wdrożonych rozwiązań. Dane statystyczne pokazują jednak, że liczba orzeczonych przez sądy karne obowiązków uczestnictwa w oddziaływaniach korekcyjno-edukacyjnych sprawców przemocy pozostaje na stałym, niskim poziomie. Niezbędne jest zintensyfikowanie działań w celu zwiększenia liczby wniosków kierowanych do sądu w tej sprawie, jak również zwiększenia liczby orzeczeń sądowych o nałożeniu takich obowiązków na sprawców przemocy w rodzinie. Praktycy, w oparciu o swoje doświadczenia, formułują ponadto postulat wprowadzenia obligatoryjnego orzekania obowiązku udziału w programie korekcyjno-edukacyjnym w stosunku do sprawców, którym za przestępstwo znęcania się nad rodziną wymierzono karę w zawieszeniu oraz dostrzegają potrzebę kontynuowania oddziaływań także po zakończeniu programu.

Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie jest zadaniem bardzo ważnym społecznie i wszystkie podmioty uczestniczące w jego realizacji powinny konsolidować swoje wysiłki, aby zwiększyć skuteczność tych oddziaływań.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o podjęcie działań zmierzających do zwiększenia skuteczności oddziaływań wobec sprawców przemocy w rodzinie.

Kłopoty z sądami. Spotkanie regionalne RPO w Brzegu

Data: 2017-02-21

Na poranne spotkanie w Brzegu, w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji przyszło 20 osób.

Uciążliwa restauracja, niedziałający sąd

- Za chwilę znowu przyjdzie wiosna, za chwilę ta muzyka znowu zacznie grać pod oknami…  Mieszkańcy poskarżyli się na uciążliwość restauracji, której popołudniami bardzo głośno gra muzyka. Zgłaszane jest to na policję, policja kieruje sprawy do sądu, ale sąd nie jest w stanie sprawnie zdecydować, czy połączyć te liczne zgłoszenia czy nie. Sprawy są nieustannie odraczane. Mieszkańcy podkreślają, że właściciel restauracji  jest osobą w mieście wpływową. Sami nie są w stanie przebić się przez procedury.

  • Rzecznik nie może nic kazać sądowi, ale może zapytać o to postępowanie, a sąd musi odpowiedzieć. Dlatego ważne jest zgłoszenie sprawy do RPO
  • Inną drogą jest złożenie przez mieszkańców petycji do władz miasta

Prawa rodziców, bezduszne sądy

- Sąd przyznał mi 12 godzin miesięcznie kontaktów z moim czteroletnim dzieckiem. I zakazuje mi opuszczania z nim maleńkiej miejscowości, w której nie ma nawet placu zabaw. Dlaczego RPO się tym nie zajmuje?

Rzecznik prowadzi wiele indywidualnych spraw dotyczących opieki nad dzieckiem, zajmuje się też prawami ojców. Nie może o nich publicznie mówić, ale też wie, że to są sprawy niezwykle skomplikowane, w których nie można opowiedzieć się po jednej stronie.

RPO i Rzecznik Praw Dziecka wystąpili o stworzenie instytucji adwokata dziecka w czasie rozwodu, ponieważ to pozwala patrzeć na problem z perspektywy dziecka i nie eskalować konfliktu między rodzicami kosztem dziecka.

- Ale, panie rzeczniku, tu chodzi o to, że sądy nie traktują obywateli podmiotowo. Człowiek idzie do sądu po sprawiedliwość, a dostaje wyrok.  Że „12 godzin kontaktu starczy na utrzymanie więzi emocjonalnej z dzieckiem”. Płacę alimenty, ale…

- A ja nie płacę. Bo matka dziecka odcięła mnie od kontaktów z nim. Sąd nic z tym nie robi, bo w kolejnym postępowaniu nie złożyłem aktu urodzenia. Jednego papierka. Niepłacenie alimentów to dla mnie jedyna forma protestu.  Bo co mam zrobić?

- A koledze, policjantowi, zasądzili 7 tysięcy alimentów. Bo matka udowodniła, że dziecko tyle potrzebuje, a „ojciec może wziąć dodatkową pracę”. Tak działają sądy.

Kolejna opowieść o sprawie o opiekę nad dzieckiem dotyczy szalenie skomplikowanej sytuacji rozpadu polsko-francuskiego małżeństwa. Dzieje się to we Francji i matka wywozi dziecko do Polski. Relacjonująca historię matka mówi o  bezdusznym jej zdaniem zachowaniu polskiego sądu, który ogranicza się do rozstrzygnięć formalnych, nie chce wysłuchać rodzica („bo sprawa dotyczy jurysdykcji francuskiej”).  W toku postępowania nie wiadomo dlaczego polski sąd wchodzi w procedurę na podstawie Konwencji Haskiej, sprawa się jeszcze bardziej komplikuje.

To kolejna sprawa, którą musi zanalizować RPO na podstawie dokumentów.

Szkoła w Grodkowie, bezradny samorząd

Z powodu reformy edukacji szkole grozi likwidacja, a dzieci trafią do innej, przepełnionej. Ludzie sprzeciwiali się temu rozwiązaniu w trakcie konsultacji, ale władze tych głosów nie uznały.

Adam Bodnar przypomniał, że on także występował do władz ostrzegając przed negatywnymi skutkami pośpiesznych zmian, jednak Ministerstwo Edukacji Narodowej także tych zastrzeżeń nie uwzględniała. Teraz RPO chciałby interweniować w konkretnych sprawach lokalnych społeczności  - spotkania regionalne służą także temu, by takie informacje zgłaszać i pokazywać, jak konkretnie ustawa dotyka dzieci, rodziców i nauczycieli.

Ustawa „dezubekizacyjna”, bezradni ludzie

Ustawa była przyjmowana pod hasłami sprawiedliwości społecznej, tymczasem jest niesprawiedliwa, krzywdząca ludzi  i sprzeczna z Konstytucją. – To przecież manipulacja – mówił uczestnik spotkania, były policjant.

Ustawa została skonstruowana tak, że jeśli ktoś przepracował choć jeden dzień w służbach PRL, to – niezależnie od tego, co potem robił – ma obcinaną emeryturę mundurową do ok 2 tys. zł (to kolejna ustawa, w 2009 r. emerytury mundurowe za lata służby w PRL zostały znacząco obniżone).

RPO zdaje sobie sprawę, że interwencja w MSW niewiele da, a skarga do obecnego Trybunału Konstytucyjnego może doprowadzić do ostatecznego „zaklepania” obecnej sytuacji. Może jednak także przystępować do spraw, z którymi ludzie pójdą do sądów i tam przedstawiać argumenty.

Szkodliwe odpady w Brzegu

Burmistrz „nic nie robi” w najważniejszej sprawie dla ludzi – szkodliwych odpadów. Niedawno policja znalazła tu około stu ton chemicznych odpadów, zmagazynowanych w budynkach dzierżawionych przez pewną firmę.

- To nie jest wcale taka prosta sprawa, ale RPO o niej już wie, bo wpłynęła do Biura, Rzecznik ma już pewien pomysł, jak to rozwiązać, jest w kontakcie z burmistrzem.

Prawa seniorów i spółdzielnia socjalne

To akurat działa w Brzegu dobrze, mimo znanych w całej Polsce ograniczeń. – Staramy się i poradzimy sobie.

O przepisach dotyczących wykonywania kontaktów między rodzicami i dziećmi

Data: 2017-01-16

Rzecznik Praw Obywatelskich powrócił do poruszanej już w 2016 r. kwestii wykonywania kontaktów między rodzicami i dziećmi. Rzecznik zwrócił się do resortu o przekazanie informacji statystycznych uzyskanych ze Sprawozdania w sprawach rodzinnych i nieletnich, do którego dodano punkt o rodzajach orzeczeń w sprawach dotyczących wykonywania kontaktów z dzieckiem. Rzecznik poprosił także o wskazanie, czy w Ministerstwie Sprawiedliwości planowane jest podjęcie prac legislacyjnych w powyższej materii.

Jednocześnie, podobnie jak środowiska sędziowskie, np. zrzeszone w Stowarzyszeniu Sędziów Rodzinnych w Polsce, Rzecznik krytycznie ocenił dwuetapowość postępowania uregulowanego w art. 598–598 KPC. Rozwiązanie to wydłuża bowiem nadmiernie postępowanie od momentu naruszenia obowiązków dotyczących kontaktów do momentu reakcji sądu, a także może zniechęcać uprawnionych do wszczynania postępowania. Uwagę zwraca ponadto niejednolita praktyka sądów w zakresie wykorzystywania procedury art. 598-598 KPC do „odzyskiwania” alimentów oraz nieefektywność słusznego dążenia sądów, by orzeczona kwota pieniężna była dotkliwa i doprowadziła do wykonywania kontaktów.

Natomiast mając na względzie, że prace legislacyjne w zakresie zniesienia instytucji ubezwłasnowolnienia zostały czasowo wstrzymane, Rzecznik zwrócił się z postulatem rozważenia zasadności podjęcia prac legislacyjnych, mających na celu lepszą ochronę praw osób ubezwłasnowolnionych w kwestii kontaktów z innymi osobami. Liczne wnioski obywateli o pomoc w takich sprawach, wpływające do Biura RPO, wskazują  na konieczność uregulowania tej materii.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie stanowiska w sprawie.