Godło RP
Zawartość
Liczba całkowita wyników: 18

Art. 49 - Wolność komunikowania się

Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony.

CO TO ZNACZY?

Tajemnica korespondencji jest jedną z tradycyjnych wolności obywatelskich. Wolność komunikowania się obejmuje możliwość porozumiewania się ludzi między sobą, komunikowania wiadomości, ocen, wrażeń, itd.

Artykuł 49 dotyczy jednak tylko komunikowania się za pomocą środka przekazu. Komunikacja bezpośrednia jest zagwarantowana przez prawo do prywatności.

Twórcy Konstytucji, by kompleksowo uregulować wolność komunikowania się jednostki, zapewnili także wolność wyrażania poglądów (w artykule 54). Wolności te rozróżnia się poprzez analizę okoliczności przekazywania treści (wolność słowa polega na adresowaniu swego stanowiska do nieokreślonych indywidualnie osób). Wolność ta obejmuje również wolność otrzymywania określonych treści.

Tajemnica komunikowania się to:

  • prawo do nieujawniania treści przekazu,
  • prawo do nieujawniania faktu, że się przekaz otrzymało,
  • zakaz zdobywania wiedzy o treści przekazu bez zgody adresata (zakaz ten dotyczy także władz publicznych).
Data początkowa
np.: 08/2019
Data końcowa
np.: 08/2019
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Koperta pisma sądu do obywatela ujawniła zawartość. Interwencja RPO

Data: 2019-07-31
  • Z informacji na kopercie przesyłki sądowej do obywatela można było dowiedzieć się o jej zawartości i terminie rozprawy
  • Były tam adnotacje, że pismo zawiera np. pismo powódki czy odpis orzeczenia z danego dnia
  • Obywatel poskarżył się na naruszenie w ten sposób tajemnicy korespondencji 
  • Rzecznik spytał prezesa sądu, na jakiej podstawie na kopercie umieszczono tego rodzaju informacje 

W korespondencji nadsyłanej przez jeden z sądów okręgowych umieszczano na kopertach informacje o zawartości przesyłek i o terminie rozprawy. Były to informacje typu „wezw+odp. pozwu”, „odp. pisma powódki”, „odpis orzecz. 25.01.19 r. z uzas. i poucz.”. W ocenie skarżącego sąd w ten sposób faktycznie umożliwił osobom trzecim poznanie treści korespondencji. 

Zastrzeżeń nie może budzić umieszczenie na kopercie pisma sądowego daty jego wysłania i sygnatury danej sprawy. Wskazanie zaś rodzaju przesyłki oraz terminu rozprawy rodzi zaś wątpliwości. Z zarządzenia o biurowości sądowej nie wynika, jak określać rodzaj przesyłki oraz termin - i co pod tymi pojęciami rozumieć.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich szczegółowe określenie na kopercie pism, jakie są w środku, poprzez wskazanie ich rodzaju (postanowienie, orzeczenie, zarządzenie) oraz daty ich wydania, stanowi istotną informację. W efekcie nie tylko adresat, lecz również osoby zajmujące się np. doręczaniem przesyłek, uzyskują wiedzę o zawartości koperty.

Informacja o rodzaju pism umieszczonych w przesyłce nie stanowi informacji merytorycznej. Może jednak może powodować u adresata obawy, że osoby nieuprawnione dowiedzą się, jakiej kategorii pisma kieruje do niego sąd.

Podanie na kopercie terminu rozprawy może naruszać prawo do ochrony danych osobowych. Skoro wokandy sądowe są zanonimizowane i na ich podstawie nie można uzyskać informacji o stronach postępowania, to w rezultacie podania takiej informacji na kopercie z nazwiskiem adresata nieuprawnione osoby mogą poznać informacje, które nie powinny być ujawniane.

Według Rzecznika wydaje się wątpliwe, aby określając wzór awiza sądowego, Minister Sprawiedliwości w rubryce "termin" miał na myśli umieszczenie tam daty dziennej rozprawy.

Art. 49 Konstytucji zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Wolność ta polega zarówno na zakazie zmuszania adresatów do ujawnienia treści otrzymywanych przekazów, jak i na zakazie (skierowanym do wszystkich innych podmiotów, wraz z organami władzy publicznej), prób poinformowania się o tych treściach bez zgody adresata. Obejmuje ona również poufność co do faktu, że w ogóle jest się adresatem określonych przekazów.

Wolność ta potwierdza w szczególny sposób godność osoby ludzkiej - zarówno nadawcy, jak i adresata. Bo to i na adresatach w wielu sytuacjach spoczywa obowiązek poufności. Chodzi zwłaszcza o ujawnianie treści naruszających  prawnie chronione interesy nadawców, szczególnie prawo do prywatności.

VII.563.1.2019

Interwencja RPO ws. zwolnienia dyrektorki Teatru Rozrywki w Chorzowie

Data: 2019-06-17
  • Dyrektorka Teatru Rozrywki w Chorzowie została odwołana po upublicznieniu nagrania prywatnej wymiany zdań między nią a reżyserem wystawianego tam spektaklu
  • Opinie wyrażane podczas rozmowy prywatnej wpisują się w prawo do wolności słowa i nie powinny uzasadniać decyzji o charakterze służbowym – wskazuje RPO
  • Rozmowy prywatne są też objęte ochroną konstytucyjną
  • Rzecznik poprosił Marszałka Województwa Śląskiego o wyjaśnienia w sprawie

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich powziął wiadomość, że 4 czerwca 2019 r. zarząd Województwa Śląskiego podjął uchwałę w sprawie odwołania Aleksandry Gajewskiej ze stanowiska dyrektora Teatru Rozrywki w Chorzowie. Decyzja wywołała protest pracowników teatru, a także dyrektorów i zespołów teatrów muzycznych z całej Polski, którzy  wystosowali w tej sprawie list otwarty do marszałka województwa.

Powodem decyzji miała być treść upublicznionego nagrania prywatnej wymiany zdań pomiędzy nią a reżyserem wystawianego w teatrze spektaklu Jerzym Bończakiem. Rozmowa dotycząca  m.in. obecnych na widowni przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego została zarejestrowana 29 maja 2019 r. przez dziennikarza lokalnego portalu przed oficjalnym rozpoczęciem konferencji prasowej, a następnie upubliczniona.

W uzasadnieniu uchwały wskazano, że zachowanie dyrektor „nie mieściło się w przyjętej i powszechnie rozumianej lojalności wobec pracodawcy, a w tym przypadku pracowników związanych z pracodawcą pozostając bierną względem padających określeń i formułowanych tez dotyczących pracodawcy”. Według zarządu brak reakcji na słowa reżysera stanowił naruszenie z art. 100 § 2 pkt 4  Kodeksu pracy. Zgodnie nim obowiązkiem pracownika jest dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Organ nie uzasadnił jednak, w jaki sposób dyrektor  naruszyła „dobro zakładu pracy”.

RPO zwraca uwagę, że zgodnie z art. 54 Konstytucji Rzeczypospolita Polska zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a zatem stwarza każdemu możliwość przekazywania pochodzących od niego wiadomości i idei innym osobom, jak również zapewnia odbiorcy informacji prawo swobodnego wyboru ich źródła i zapewnia ich kształtowanie w drodze procesu społecznego, chronionego przed ograniczeniami jego pluralizmu ze względów politycznych, kulturalnych itp.

Wolność słowa pozwala na swobodne wyrażanie poglądów w sferze życia prywatnego, jak i publicznego i politycznego. Treść opinii i poglądów wyrażanych na gruncie rozmowy prywatnej wpisuje się w prawo do wolności słowa i nie powinna uzasadniać decyzji o charakterze służbowym. Wygłoszone opinie w tej sprawie stanowią prywatny pogląd ich autorki. Rozmowy prywatne są zaś objęte ochroną konstytucyjną. Art. 49 Konstytucji gwarantuje bowiem wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się.

Z kolei art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowi o prawie do  wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz samorealizacji każdej jednostki.

Przepisy prawa pracy dopuszczają co prawda różne formy monitorowania pracy pracowników, ale tylko i wyłącznie, jeśli jest to niezbędne do zapewnienia organizacji pracy umożliwiającej pełne wykorzystanie czasu pracy oraz właściwego użytkowania udostępnionych pracownikowi narzędzi pracy. W tej sytuacji jednak pracodawca nie prowadził takiego monitoringu. Ponadto Kodeks pracy wyraźnie stanowi, że żadna z form monitorowania pracowników nie może naruszać tajemnicy komunikowania się ani dóbr osobistych pracowników. Nie może zatem być mowy o legalnym monitorowaniu prywatnych rozmów pracowników.

VII.564.47.2019

Debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki"

Data: 2019-04-25

W dniu 25 kwietnia 2019 r. na  Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki. Jak wytyczyć linię demarkacyjną?” organizowana przez Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskie

W debacie wzięli udział byli szefowie polskich służb: gen. Marek Bieńkowski (Najwyższa Izba Kontroli, wcześniej m.in. Komendant Główny Policji), gen. Krzysztof Bondaryk (Szef ABW w latach 2008-2013), gen. Janusz Nosek (Szef SKW w latach 2008-2013) oraz Paweł Wojtunik (Szef CBA w latach 2009-2015). Perspektywę obywatelską zaprezentowali Wojciech Klicki (Fundacja Panoptykon), adw. Marcin Mrowicki (Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich) oraz adw. Artur Pietryka (Naczelna Rada Adwokacka). Debatę moderowała Dominika Wielowieyska.

Mec. Marcin Mrowicki poinformował o pięciu wnioskach Rzecznika Praw Obywatelskich składanych do Trybunału Konstytucyjnego w latach 2015-2016 a dotyczących m.in. nowelizacji ustawy o policji, ustawy antyterrorystycznej, nowelizacji kodeksu postępowania karnego (odstąpienie od zasady zakazu korzystania z owoców zatrutego drzewa oraz następczej zgody prokuratora na wykorzystanie materiału z kontroli procesowej). Pomimo wycofania tych wniosków (z uwagi na udział w składzie Trybunału osób, co do których statusu można mieć wątpliwości, a także na proceduralne błędy), problem arbitralnej i niekontrolowanej władzy służb specjalnych w zakresie kontroli procesowej pozostaje aktualny.

Były szef CBA p. Paweł Wojtunik apelował, by składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w sytuacji, gdy obywatel dowiaduje się z prasy o prowadzonej wobec niego inwigilacji.

Pan Wojciech Klicki wskazywał na konieczność informowania osoby inwigilowanej, wobec której ostatecznie nie wytoczono postępowania karnego, o tym, że taka inwigilacja miała miejsce. Należy również stworzyć niezależny organ, który będzie kontrolował służby. Konieczna jest także przejrzystość po stronie służb. Wskazywał, że aktualnie żadna służba nie chce podać liczby bilingów, z których korzystała. Przed 2015 r. praktyką było podawanie takiej informacji.

W ocenie gen. Janusza Noska wolność nie jest dobrem najwyższym – należy ją poświęcać dla bezpieczeństwa obywatela, społeczeństwa, państwa. Nie zgodziła się z tym redaktor Wielowieyska wskazując, że zbyt duża władza służb prowadzi do nadużyć. Zdaniem gen. Noska, kontrola nie jest doskonała. Osoby, które stoją na czele służb bez poczucia praworządności, jeżeli będą chciały wykorzystywać te instrumenty w złej wierze – zawsze będą mogły to zrobić. Czynnik ludzki jest tu szalenie istotny  - ważne by na czele służb stała odpowiednia osoba, o odpowiednich właściwościach osobowościowych i moralnych.

Mec. Artur Pietryka zaznaczył, że linia demarkacyjna między uprawnieniami służb a prawami obywateli przebiega w każdej sali sądowej. Wskazywał na bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego w tym zakresie. Redaktor Dominika Wielowieyska wskazała jednak na to, że wiele spraw nie dociera do sądów. Może zdarzyć się tak, że przeciek z kontroli procesowej dostanie się do mediów tuż przed wyborami, który może mieć skutki polityczne i społeczne -  niszczy człowieka, nie pozwalając mu na odkręcenie sprawy.

Gen. Bieńkowski wskazywał na wyniki kontroli NIKu z 2005 r., z których wynikało, że nadzór nad służbami specjalnymi premiera był iluzoryczny. Konieczny jest taki organ niezależny, który po zakończeniu postępowania służb powinien je ocenić, przy zachowaniu jednak dyskretności (ochrona źródeł i funkcjonariuszy). Problem polega na tym, że nie ma realnej debaty na ten temat w Polsce, a powinna była się odbyć wiele lat temu.

Mec. Marcin Mrowicki wskazał, że przy mówieniu o granicach wolności należy mieć na względzie art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, zgodnie z którym ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Zgodził się, że należy wprowadzić niezależny organ dokonujący kontroli działania służb, szczególnie w zakresie wykonywanych działań operacyjno-rozpoznawczych (w tym kontroli procesowej). Zwrócił uwagę na standardy strasburskie wynikające choćby z takich wyroków jak Sacharow przeciwko Rosji czy Karabeyoglu przeciwko Turcji. Podkreślił, że do tej pory nie zostały uwzględnione wnioski wynikające z opinii Komisji weneckiej, które mogłyby przywrócić zgodność działania służb ze standardami europejskimi. Przypomniał, że chodzi tu m.in. o:

  1. Wzmocnienie zasady proporcjonalności przy dokonywaniu oceny kontroli procesowej zgodnie z art. 19 ustawy o policji oraz wprowadzenie tego testu do pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych zgodnie z art. 20c ustawy o policji – chodzi o to, by kontrola procesowa była przeprowadzana w najpoważniejszych przypadkach, w szczególności ma to znaczenie w „przypadkach niecierpiących zwłoki” (art. 19 ust. 3 ustawy o policji);
  2. Zakazanie kontroli komunikacji, co do których z góry wiadomo, że są objęte tajemnicą adwokacką i radcowską
  3. Ograniczenie czasu trwania pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych; wymaganie prowadzenia rejestru przez policję, który umożliwiałby skuteczną kontrolę ex post przeprowadzanych kontroli, w szczególności w drodze „bezpośredniego dostępu”
  4. Uzupełnienie systemu uprzedniej zgody sądu na kontrolę procesową gwarancjami procesowymi („adwokat prywatności”, mechanizm skargowy, system następczego automatycznego wglądu w takie operacje przez niezależny organ, etc.)
  5. Zapewnienie, w celu poszanowania gromadzenia danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych, skutecznego mechanizmu wglądu w pobierane dane przez niezależny organ, który miałby odpowiednią władzę do przeprowadzania dochodzenia i wydawania opinii, a także stosowania odpowiednich środków prawnych.

Widzenia z adwokatami w więzieniach - w obecności kamer. Interwencja RPO

Data: 2019-02-11
  • Widzenia osób pozbawionych wolności z adwokatami w aresztach śledczych i więzieniach odbywają się pod nadzorem monitoringu
  • Zagraża to prawu do obrony, bo takie spotkania powinny odbywać się w warunkach pełnej poufności – podkreśla Rzecznik
  • Według Służby Więziennej regułą ma być widzenie w pomieszczeniu bez kamer, a jeśli w nim są, to na ten czas powinny być wyłączane lub maskowane
  • Zdarza sie jednak, że adwokaci godzą się na spotkania w pomieszczeniach z kamerami 

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi w tej sprawie; problem jest też znany ekspertom Biura RPO z wizytacji aresztów i więzień.

Zgodnie z art. 8 § 3 Kodeksu karnego wykonawczego skazany pozbawiony wolności może porozumiewać się ze swoim obrońcą, adwokatem lub radcą prawnym oraz przedstawicielem zaaprobowanym przez Przewodniczącego Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka do reprezentowania skazanego przed ETPCz, pod nieobecność innych osób. Rozmowy z tymi osobami w trakcie widzeń oraz rozmowy telefoniczne nie podlegają kontroli. Art. 215 § 1 K.k.w. stanowi, iż osoba aresztowana ma prawo do takiego porozumiewania się podczas nieobecności innych osób oraz korespondencyjnie.

Z kolei art. 73a K.k.w. stanowi, że zakłady karne mogą być monitorowane przez wewnętrzny system urządzeń rejestrujących obraz lub dźwięk - z zastrzeżeniem, że monitorowanie i utrwalanie dźwięku nie może obejmować informacji objętych tajemnicą spowiedzi lub tajemnicą prawnie chronioną.

Choć artykuł ten odnosi się jedynie do informacji werbalnych (monitorowanie i utrwalanie dźwięku), Rzecznik stoi na stanowisku, iż pojęcie tajemnicy adwokackiej należy rozumieć możliwie szeroko. Powinna ona obejmować także materiały przekazane przez klienta lub przedstawione klientowi przez adwokata w postaci notatek czy dokumentów, które dotyczą sprawy.

Poglądy Rzecznika podziela Centralny Zarząd Służby Więziennej. W piśmie skierowanym 17 listopada 2017 r. do wszystkich dyrektorów okręgowych SW zastępca Dyrektora Generalnego wskazał: „Jako regułę należy przyjąć, iż widzenie osadzonego z adwokatem odbywa się w pomieszczeniu niemonitorowanym. W razie wykorzystywania pomieszczenia dla realizacji różnych czynności należy wdrożyć rozwiązania techniczne umożliwiające czasowe wyłączanie urządzeń rejestrujących lub ich ewentualne fizyczne maskowanie”.

Z ustaleń Biura RPO wynika, że obrońcy - mimo informowania ich przez administrację więzienną o wyznaczeniu na miejsce spotkania z osobą pozbawioną wolności pomieszczenia wyposażonego w kamerę rejestrującą obraz i dźwięk  - wyrażali na to zgodę.

W ocenie Rzecznika widzenia adwokackie w tych warunkach mogą godzić w relację szczególnego zaufania obrońcy z jego klientem oraz w skuteczność świadczonej pomocy prawnej. Spotkanie osoby pozbawionej wolności z adwokatem powinno bowiem odbywać się w warunkach pełnej poufności.

Rzecznik zwrócił się do prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej Jacka Treli o  podjęcie odpowiednich działań w celu reagowania przez adwokatów na opisane sytuacje.

IX.517.1802.2017

Czy nauczyciel może zarekwirować telefon komórkowy ucznia?

Data: 2018-12-17

Społeczność szkolna może funkcjonować tylko wtedy, gdy ustali sobie jasne zasady. To wszystkim ułatwia życie, bo wiadomo, co jest dopuszczalne i czego się w danej sytuacji spodziewać. Ważne, by zasady te były jasno sprecyzowane i by nie naruszały prawa powszechnego.

Statut szkoły może zabraniać korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych w trakcie trwania zajęć. Nauczyciel może nakazać wyłączenie urządzenia lub umieszczenie go w widocznym miejscu na czas trwania lekcji. Szkoła nie ma jednak uprawnień do rekwirowania przedmiotów należących do uczniów. Osoby pełnoletnie lub rodzice osób niepełnoletnich mogą w każdej chwili zażądać zwrotu należących do nich, a przetrzymywanych przez szkołę, rzeczy.

Pozbawienie prawa korzystania z telefonu po zakończeniu zajęć może być stosowane jako środek wychowawczy w stosunku do niepełnoletnich uczniów, powinno się to jednak odbywać za wiedzą i zgodą ich prawnych opiekunów, zgodnie z postanowieniami statutu.

Jeżeli szkoła wprowadzi obowiązek pozostawienia telefonów komórkowych na czas trwania zajęć w depozycie, ponosi odpowiedzialność za wynikłe z tego szkody (np. kradzież czy uszkodzenie sprzętu), a uczeń pełnoletni musi mieć zapewnioną możliwość dostępu do urządzenia kiedy tylko uzna to za konieczne.

Nawet w sytuacji, w której telefon komórkowy został zarekwirowany zgodnie z zasadami obowiązującymi w szkole, przeglądanie jego zawartości przez osoby trzecie, np. nauczycieli, stanowi naruszenie prawa do prywatności i jako takie jest niezgodne z prawem.

RPO: zakaz publikacji o NBP może naruszać ważny interes publiczny i wolność prasy

Data: 2018-12-10
  • Sądowy zakaz  publikacji może być wydany tylko wtedy, gdy dopuszcza to ważny interes publiczny – przypomina Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W sprawie afery Komisji Nadzoru Finansowego interes publiczny polega tymczasem na dbaniu o przejrzystość sfery publicznej a więc na możliwości pisania przez media o nadzorze nad rynkiem finansowym
  • Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację tego interesu oraz konstytucyjnej zasady wolności prasy i swobody wypowiedzi; mogą też rodzić tzw. efekt mrożący

Rzecznik Praw Obywatelskich jest poważne zaniepokojony działaniami Narodowego Banku Polskiego.

NBP skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie sześć wniosków o zabezpieczenie, które miałoby polegać na zakazie rozpowszechniania tekstów o NBP w kontekście afery KNF.

W opinii NBP już opublikowane teksty sugerują niezgodne z prawem działania organów NBP przez insynuowanie, że Prezes NBP uczestniczył w aferze KNF. NBP  żąda tez nakazania tymczasowego usunięcia artykułów dotyczących  afery.

Sąd może dokonać zabezpieczenia w ramach postępowania o ochronę dóbr osobistych. Zgodnie z art. 755 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, „w sprawach o ochronę dóbr osobistych zabezpieczenie polegające na zakazie publikacji może być udzielone tylko wtedy, gdy nie sprzeciwia się temu ważny interes publiczny”. Oznacza to, że zakaz publikacji może być udzielony wyłącznie wtedy, gdy na przeszkodzie nie stoją względy interesu publicznego.

W sprawie, która stała się kanwą wniosków NBP, takim interesem publicznym jest przejrzystość sfery publicznej, wiążąca się szczególnie z dysponowaniem środkami finansowymi i nadzorem nad rynkiem finansowym. Wynika to z konstytucyjnie chronionego prawa obywateli do dostępu do informacji publicznej oraz pozyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (art. 54 oraz art. 61 Konstytucji RP).

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z  9 listopada 2010 r. (sygn. akt K 13/07), wydanym na wniosek RPO, podkreślił, że „zakaz publikacji przewidziany w art. 755 § 2 K.p.c. powinien być wyjątkowy i uzasadniony dodatkowym dobrem osób trzecich”.

Rzecznik nie kwestionuje, że podmioty mają prawo ubiegania się o ochronę swych dóbr  osobistych. Ostateczna decyzja należy do niezawisłego sądu. Działania prawne podejmowane przez centralny organ konstytucyjny państwa powinny jednak uwzględniać ciążące na nim obowiązki wynikające z ochrony praw człowieka oraz podstawowe zasady ustrojowe Rzeczypospolitej Polskiej.

Wolność prasy w Polsce ma bowiem rangę ustrojową. Art. 14 Konstytucji RP stanowi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”. Zasada ta znajduje potwierdzenie w art. 54 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym każdemu - a więc również przedstawicielom mediów - zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji. Prawu temu odpowiada prawo obywatelskie do uzyskiwania informacji o działaniu organów państwa, zawarte w art. 61 Konstytucji RP.

Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację interesu publicznego w postaci transparentności debaty publicznej oraz praw obywatelskich, związanych z  wolnością prasy i wypowiedzi. Organ władzy publicznej powinien uwzględniać, że kierując taki wniosek do sądu, może wywrzeć tzw. efekt mrożący (uznawany w  orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka za naruszający art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) w odniesieniu do debaty publicznej o  sprawach ważnych dla społeczeństwa, państwa i gospodarki.

Może to być równie z uznane za naruszenie Prawa prasowego, które zakazuje tłumienia krytyki prasowej.

Bank centralny powinien ze szczególną troską i ostrożnością podchodzić do zagadnień przejrzystości sektora finansowego, kierując się  potrzebą ochrony stabilności rynków finansowych. Obowiązek ten podkreślany jest w  publikacjach wydawanych przez sam Narodowy Bank Polski. 

VII.564.70.2018

 

Inwigilacja dwa lata później. Sprawa wyroku ETPCz Sacharow (Zakharov) vs Rosja

Data: 2018-09-24
  • Jak wygląda sytuacja w Polsce dwa lata po zwiększeniu uprawnień służb specjalnych w zakresie inwigilacji?
  • Jakie wnioski wynikają dla nas ze sprawy Sacharow przeciw Rosji?

24 września 2018 r. odbyła się w Biurze RPO konferencja dotycząca inwigilacji. Uczestniczył w niej bohater słynnej sprawy „inwigilacyjnej” przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka Roman Sacharow (Zakharov).

Przeszło dwa lata temu rozpoczął się proces nadający polskim służbom uprawnienia, które mogą godzić w prawa obywateli w zakresie ich prywatności. Tzw. ustawa inwigilacyjna weszła w życie w lutym 2016 r., a „antyterrorystyczna” – w lipcu 2017 r. 

Jak dziś, po miesiącach stosowania nowych zapisów, wygląda sytuacja? Jak przestrzegane jest prawo do prywatności? Czy wobec wycofania przez Rzecznika Praw Obywatelskich wniosków o stwierdzenie niekonstytucyjności tych ustaw z Trybunału Konstytucyjnego jesteśmy skazani na niekontrolowane i wszechwładne służby? 

Sprawa Sacharowa

Roman Sacharow w 2015 r. wygrał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka sprawę przeciwko Rosji (skarga nr 47143/06) dotyczącą użycia systemu informatycznego SORM Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej do podsłuchiwania rozmów i przechwytywania korespondencji elektronicznej.

- Kiedy przeczytałem wyrok w sprawie Sacharow przeciw Rosji, pomyślałem najpierw: kim jest człowiek, który odważył się stanąć przeciw potężnemu państwu, słynącemu z tego, że swoich przeciwników ściga także za granicą? To jeden ze współczesnych bohaterów walki o prawa człowieka – przedstawiał gościa Marcin Mrowicki z BRPO.

- Jak wyglądała sytuacja w Rosji 12 lat temu, kiedy złożył Pan wniosek do ETPCz? – pytał Romana Sacharowa Adam Bodnar.

Sacharow opowiadał, że skargę złożył w 2006 r. jako pracownik fundacji zajmującej się wolnością słowa i jako dziennikarz. Wykonując swoje obowiązki, kontaktował się bowiem z osobami, które prosiły o zachowanie tego w tajemnicy, a potem okazywało się, że o tych kontaktach wiedzą rosyjscy politycy.

W owym czasie - podkreślał -  w Rosji panowało przekonanie, że kwestie praw człowieka i wolności słowa są traktowane przez władze poważnie – np. stanowisko rosyjskiego rzecznika praw obywatelskich były analizowane, a kontrolowane przez państwo media przekazywały oprócz propagandy także informacje. Fundacja, z którą współpracował Sacharow, miała współpracowników także wśród urzędników. – Mieliśmy jeszcze wolność słowa i możliwość wykonywania pracy dziennikarskiej, a postawa konformistyczna nie przeważała – opowiadał Sacharow.

- Dlatego na podejrzenia, że informacje o moich kontaktach trafiają do polityków rosyjskich, postanowiłem zareagować. Nie chciałem składać skargi przeciw mojemu państwu, wystąpiłem więc przeciwko firmom telefonii komórkowej. Żyliśmy w czasach jeszcze sporej otwartości w dziedzinie gospodarczej. Złożenie pozwu udało się i dostawałem duże wsparcie od różnych prawników i organizacji. O sprawie otwarcie pisały media, zwłaszcza biznesowe.

Skarga dotyczyła tego, że operatorzy komórkowi zgodzili się na zainstalowanie urządzeń pozwalających na przechwytywanie informacji bez zgody sądu. Podstawą do instalowania tych urządzeń był niepublikowany oficjalnie załącznik do rozporządzenia ministra.

Roman Sacharow przegrał sprawę przed rosyjskimi sądami.  Uzasadniły one, że nie przedstawił wystarczających dowodów, że on i jego rozmówcy padli ofiarą inwigilacji.

Wtedy sprawa trafiła do ETPCz. Sacharow powołał się na art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do prywatności).

ETPCz stwierdził naruszenie Konwencji: choć formalnie do inwigilacji trzeba mieć w Rosji zgodę sądu, ale obowiązek ten można łatwo obejść. Jeśli tak skonstruowane jest prawo, to człowiek nie musi już dowodzić, że był inwigilowany. Wystarczy, że jest taka możliwość (jest regulacja prawna, która umożliwia takie działania). Ponadto prawo rosyjskie nie gwarantuje skutecznych środków odwoławczych obywatelowi, który podejrzewa, że jest inwigilowany (patrz – analiza wyroku w załączonej prezentacji).

- Pamiętam, że po wyroku podeszli do mnie sędziowie z Białorusi, akurat tam obecni, i gratulowali nam – mówił Roman Sacharow.

Wyrok nie został jednak nigdy wykonany.

Zupełnym przypadkiem wyrok został ogłoszony w dniu, w którym prezydent Putin podpisał nowe prawo dające pierwszeństwo konstytucji rosyjskiej nad prawem międzynarodowym, jeśli wymaga tego „ochrona interesu Rosji”  - opowiadał dalej Sacharow.

Relacjonował, że już przed ogłoszeniem wyroku pole debaty publicznej zawężało się. - Już nie rozmawialiśmy w pracy o tym, co uważamy o sprawie Krymu, służby specjalne dopytywały się moich przełożonych, czy naprawdę „potrzebny jest im ten Sacharow”, złodzieje próbowali mi ukraść telefon komórkowy (charakterystyczne, że nie pieniądze ani karty kredytowe).

- Wtedy już byłem przekonany, że wyrok ETPCz nie zostanie w Rosji wykonany. Nie byliśmy już państwem demokratycznym – bo sądy nie były już niezależne i to gwałtownie zmieniło sytuację. Parlament przestał być miejscem debaty, a debatę publiczną zastąpiła propaganda.

- A dziś? Czy może Pan powiedzieć, jak wygląda życie dziennikarzy w Rosji? – pytał Adam Bodnar.

- Nadal w miarę niezależna jest prasa lokalna: jeśli nie krytykuje władz centralnych, może publikować materiały niewygodne dla władz lokalnych. Nikt nie łamie tam praw dziennikarzy. Ale narastającym problemem jest autocenzura. Jednocześnie coraz więcej jest spraw karnych za komentarze w sieci, a nawet za lajki (ludzie dostają mandaty, a nawet wyroki więzienia za coś co napisali albo tylko udostępnili w sieci kilka lat temu), Służby specjalne mają pełen dostęp do paneli administracyjnych w rosyjskich sieciach społecznościowych. Operatorzy tych sieci mają obowiązek przechowywania (retencji) kompletu danych przez pół roku.

Sacharow zauważył, że choć powodem tak intensywnego zbierania danych o obywatelach ma być bezpieczeństwo państwa, to system jest tu niewydolny i w razie realnego zagrożenia służby rosyjskie i tak zwracają się o pomoc do Amerykanów. Tak szeroko zakrojona inwigilacja skuteczna jest natomiast w powstrzymywaniu opozycji i zwykłych ludzi, których – nawet jeśli popierają rząd – może kusić, by zalajkować „nieprawomyślny” wpis.

Inwigilacja w Polsce dwa lata później

- Sprawa Sacharow przeciw Rosji jest od dawna wyznacznikiem standardów europejskich. I to do niej stale odnoszą się wszyscy, którzy analizują ochronę praw obywatelskich po zmianie przepisów inwigilacyjnych w Polsce – mówiła w kolejnym panelu konferencji dr Barbara Grabowska-Moroz (Helsińska Fundacja Praw człowieka)

Ten panel prowadził  Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Europejskiego w Biurze RPO

O tym, jak służby w Polsce sukcesywnie dostawały nowe uprawnienia – kosztem obywateli – od początku 2016 r. (ustawa policyjna, ustawa antyterrorystyczna, przepisy dotyczące „owoców zatrutego drzewa”), opowiadał mec. Marcin Mrowicki z BRPO (patrz załącznik - prezentacja): Służby dostały bardzo szeroki dostęp do informacji o naszej aktywności w sieci, a wiele z tych informacji nie jest – nawet post factum – kontrolowane przez sądy.

RPO alarmował, zanim ostatecznie przepisy te weszły w życie, następnie zaskarżył je do Trybunału Konstytucyjnego.

- Niestety, na początku 2017 r. TK zaczął manipulować przy składach wyznaczonych do oceny tych spraw (zmiany składu pełnego na skład pięcioosobowy, bez podstawy prawnej i włączenie do składu osób których status sędziowski jest kwestionowany). Z tego powodu RPO swoje wnioski wycofał – mówił mec. Mrowicki (patrz załącznik - wybrane fragmenty Informacji Rocznej RPO za rok 2017).

- Nasza nowa ustawa inwigilacyjna ma z pozoru niewinny przepis, że służby mają co pół roku sprawozdawać sądom z podejmowanych działań. Początkowo wydawało się nam, że taka kontrola jest po prostu niewystarczająca i na tym należy się skupić. Ale w praktyce kluczowy okazał się początkowo nie rzucający się w oczy przepis, że te sprawozdania sądowe są objęte przepisami o informacji niejawnej. Bo to on wprowadził dodatkową zmianę: służby nie chcą już ujawniać jakichkolwiek informacji o skali kontroli bilingów, powołując się właśnie na przepisy o informacji niejawnej – mówił  Wojtek Klicki z Panoptykonu. Także sądy administracyjne zmieniły podejście do odmów dostępu do informacji publicznej ze strony służb. Zmienione prawo sprawiło, że na szali wartości bezpieczeństwo zaczyna znaczyć więcej niż wolność jednostki.

Elementem ochrony danych osobowych – tzw. drugą nogą RODO – miała być ustawa wdrażająca dyrektywę policyjną. To tu miały zostać opisane zasady ochrony prywatności w relacjach z państwem. Ustawa miała być gotowa do maja, w momencie wejścia w życie RODO. Nie jest gotowa do dziś, a informacje o stanie projektu napawają niepokojem (ma ona wyłączyć obrót informacjami niejawnymi z przepisów o ochronie danych osobowych).

Co to znaczy?  - pytał panelistów dyr. Wróblewski.

  • że znacząco osłabła ochrona praw człowieka
  • że nowe przepisy pod pretekstem zwiększania bezpieczeństwa niszczą zaufanie do państwa. A bez zaufania bezpieczeństwo jest iluzoryczne
  • że problemu nie rozwiąże wdrożenie dyrektywy policyjnej
  • że dziś skarga z Polski na te przepisy zostałaby przez ETPCz uznana za zasadną

Ale nadal nadzieja jest w sądach i w tym, jak się ukształtuje orzecznictwo w tej kluczowej dla praw człowieka sprawie.

Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek w sprawie tzw. zgody następczej na podsłuch

Data: 2018-05-15
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek z 2016 r. w sprawie tzw. zgody następczej na wykorzystanie podsłuchu jako materiału procesowego
  • W składzie orzekającym zasiadają dwie osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale - uzasadnia Rzecznik
  • To czwarta taka decyzja Adama Bodnara wobec wcześniej zaskarżonych ustaw dotyczących podstaw prawnych działalności służb specjalnych

O wycofaniu swego wniosku do TK z kwietnia 2016 r. (sygn. akt K 24/16) Rzecznik poinformował Trybunał pismem z 11 maja 2018 r. Zarazem wniósł o umorzenie postepowania w tej sprawie.

W marcu 2018 r. RPO wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji. W początku kwietnia wycofał sprawę tzw. owoców zatrutego drzewa - czyli dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne. Pod koniec kwietnia podjął taką decyzję wobec ustawy o działaniach antyterrorystycznych.

Powodem wszystkich tych decyzji były zmiany wyznaczonych wcześniej składów TK oraz zasiadanie w nich osób nieuprawnionych do orzekania.

Czego dotyczył wniosek

11 marca 2016 r. do Kodeksu postępowania karnego oraz innych ustaw wprowadzono całkowicie nowe zasady wyrażania zgody następczej. Jest ona potrzebna do wykorzystania w postępowaniu karnym materiałów uzyskanych w wyniku kontroli operacyjnej (np. podsłuchu) dotyczącego innego przestępstwa lub innej osoby niż obejmowała to zgoda sądu na taką kontrolę.

Zgodnie z nowymi przepisami, zgoda następcza może dotyczyć już nie tylko przestępstwa, w stosunku do którego sąd może zarządzić inwigilację, lecz każdego przestępstwa ściganego z urzędu lub przestępstwa skarbowego. Ponadto zgody następczej nie udziela już sąd (jak wcześniej), ale prokurator. Informacje uzyskane w wyniku takiej zgody mogą być wykorzystywane, a w konsekwencji także przechowywane, bezterminowo – zarówno służby, jak iż prokurator mają niczym  nieskrępowaną swobodę.

Argumenty RPO dla TK

RPO zaskarżył ustawę do Trybunału. Uznał, że nowe zasady naruszają takie konstytucyjne  prawa i wolności, jak: prawo do prywatności; wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się; nienaruszalność mieszkania oraz zakaz pozyskiwania i gromadzenia informacji o obywatelach, które nie są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Rzecznik podkreśla, że niejawna ingerencja władzy w sferę prywatności jednostki musi mieć precyzyjną podstawę w ustawie. Precyzja ta ma zapobiegać ryzyku arbitralności niejawnych działań organów władzy. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Konstytucyjnego, każdy powinien wiedzieć, na podstawie przepisu ustawy, jakie zachowania narażają go nie tylko na ewentualną odpowiedzialność karną, ale umożliwiają prowadzenie wobec niego czynności operacyjno-rozpoznawczych, głęboko ingerujących w prywatność.

Zdaniem RPO wydawanie zgody następczej przez prokuratora nie spełnia standardów demokratycznego państwa prawnego, np. konstytucyjnego prawa do sądu. Wewnętrzną sprzecznością jest, że pierwotna inwigilacja wymaga decyzji sądu, a zgoda następcza - już nie. A przecież wskutek takiej zgody może nastąpić zmiana osoby inwigilowanej (gdy chodzi o inną osobę niż objętą sądowym zarządzeniem kontroli operacyjnej).

Kontrola sądowa zapewnia najlepszą gwarancję niezależności, bezstronności oraz stosowania właściwej procedury. Biorąc pod uwagę obecny kształt ustrojowy prokuratury, nie sposób uznać, że korzysta ona w pełni z przymiotu niezależności od władzy wykonawczej – wskazał Rzecznik.

Powody wycofania wniosku

W maju 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału. Sędzia Julia Przyłębska zmieniła to zarządzenie po przejęciu funkcji prezesa TK z końcem 2016 r.  W miejsce pełnego składu wyznaczyła skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim m.in. Henryk Cioch i Lech Morawski - osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym, bo wybrane w 2015 r. na zajęte już miejsca w Trybunale.

Dodatkowo, z przyczyn nieujawnionych RPO, od orzekania w tej sprawie Julia Przyłębska odsunęła sędziów Sławomirę Wronkowską-Jaśkiewicz (w czerwcu 2017 r.) i Piotra Pszczółkowskiego (w marcu 2018 r.). Do składu dokooptowano zaś m.in. Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka (zastąpili oni zmarłych Henryka Ciocha i Lecha Morawskiego).

Jak napisał RPO, J. Piskorski i J.Wyrembak nie zostali ważnie wybrani na stanowisko sędziów Trybunału Konstytucyjnego. 23 kwietnia 2018 r. Rzecznik złożył  wniosek ich o wyłączenie ze sprawy, który do 10 maja 2018 r. nie został rozpoznany. 10 maja Rzecznik otrzymał zaś pismo przewodniczącej składu Julii Przyłębskiej o odwołaniu wyznaczonego wcześniej terminu rozprawy 29 maja 2018 r. oraz o skierowaniu sprawy do rozpoznania na posiedzeniu niejawnym 5 czerwca 2018 r.

Rzecznik uznał, że nie było podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy, a wyznaczony skład Trybunału jest sprzeczny z Konstytucją RP.  Zmusza to Rzecznika do cofnięcia wniosku z 29 kwietnia 2016 r. 

Adam Bodnar powtórzył, że orzeczenia wydane przez skład Trybunału z nieprawidłową obsadą mogą być kwestionowane przez pełnomocników stron - także w procesach przed sądami europejskimi, skoro ukształtowanie składu orzekającego nie realizuje zaleceń Komisji Europejskiej.

II.520.1.2016

Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek w sprawie ustawy antyterrorystycznej

Data: 2018-05-02
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek z 2016 r. w sprawie ustawy o działaniach antyterrorystycznych 
  • W składzie orzekającym zasiadają trzy osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale - uzasadnia Rzecznik
  • Adam Bodnar ma nadzieję, że w najbliższej przyszłości zostanie zapewniona zgodność tej ustawy z Konstytucją RP i prawem międzynarodowym

O wycofaniu swego wniosku do TK z lipca 2016 r. (sygn. akt K 35/16)  Adam Bodnar poinformował Trybunał pismem z 30 kwietnia 2018 r.

To już trzecia taka decyzja Rzecznika wobec zaskarżonych wcześniej ustaw dotyczących podstaw prawnych działalności służb specjalnych. W marcu 2018 r. RPO wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji. W początku kwietnia wycofał zaś wniosek w sprawie tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne.

Powodem wszystkich tych decyzji były zmiany wyznaczonych wcześniej składów TK oraz zasiadanie w nich osób nieuprawnionych do orzekania.

Czego dotyczył wniosek

Ustawa antyterrorystyczna z 10 czerwca 2016 r. została uchwalona  by – jak argumentował rząd – dla ochrony przed terroryzmem polepszyć skuteczność systemu  antyterrorystycznego  i zapewnić lepszą koordynację służb specjalnych. Projekt  w toku prac legislacyjnych krytykowały m.in. organizacje pozarządowe i RPO.  

Ustawa określa działania na wypadek alarmu terrorystycznego. Można wtedy zakazać zgromadzeń publicznych lub imprez masowych. Dla zapobiegania, przeciwdziałania i wykrywania przestępstw o charakterze terrorystycznym można zablokować internet. Wprowadzono tez nakaz rejestrowania kart pre-paid telefonii komórkowej. Szef ABW dostał prawo prowadzenia wykazu osób, które mogą mieć związek ze zdarzeniami o charakterze terrorystycznym oraz swobodny dostęp do rejestrów publicznych.  Cudzoziemiec podejrzany o działalność terrorystyczną może być inwigilowany bez zgody sądu przez 3 miesiące (co wobec obywatela Polski jest niemożliwe). Od cudzoziemców można też pobierać materiał biologiczny do badań DNA. 

Argumenty RPO

RPO zaskarżył ustawę do Trybunału, uznając jej zapisy za sprzeczne z Konstytucją, Kartą Praw Podstawowych UE oraz Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Wskazał, że choć ustawa miała szczytny cel - uporządkowanie przepisów i wzmocnienie bezpieczeństwa, to napisano ją tak nieprecyzyjnie i ogólnie, że służby specjalne otrzymały ogromne i niekontrolowane uprawnienia, a ludzie nie mogą mieć pewności, że nie będą na tej podstawie ścigani.  Np. już sama nieprecyzyjna definicja „zdarzenia o charakterze terrorystycznym” pozwala na bardzo szeroką interpretację.

Według Rzecznika, jednym z powodów takiego stanu był pośpieszny tryb prac i nieuwzględnienie uwag. RPO wnosił by prezydent przed podpisaniem ustawy skierował ją do TK.

Nie kwestionując konieczności przyznania służbom uprawnień umożliwiających zapewnienia bezpieczeństwa państwa i jego obywateli, Rzecznik wskazywał na  konieczność uzasadnienia ograniczenia m.in. prawa do prywatności oraz innych praw.

Podkreślał, że np. możliwość tymczasowego aresztowania na podstawie jedynie uprawdopodobnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym jest sprzeczna z fundamentalnymi zasadami demokratycznego państwa prawnego.

Powody wycofania wniosku

18 lipca 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału. Sędzia Julia Przyłębska zmieniła to zarządzenie po przejęciu funkcji prezesa TK z końcem 2016 r.  W miejsce pełnego składu wyznaczyła skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim m.in. Mariusz Muszyński, Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak (przewodniczący składu) -  osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym, bo wybrane na zajęte już miejsca w Trybunale.

Rzecznik uznał, że nie było podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy, a wyznaczony skład Trybunału jest sprzeczny z Konstytucją RP.  

„Kierując się złożonym ślubowaniem, stojąc w obliczu wyboru mniejszego zła, jakim jest zachowanie w mocy przepisów ustawy, której zgodność z  Konstytucją RP pozostaje wątpliwa, w relacji do możliwości doprowadzenia do podważenia pewności prawa i pogłębienia chaosu prawnego na skutek wydania wyroku przez skład Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiadają osoby nieuprawnione do orzekania w Trybunale, zmuszony jestem do wycofania wniosku” - głosi pismo do TK.

Adam Bodnar podkreślił, że decyzja o rozpoznaniu sprawy przez Trybunał na posiedzeniu niejawnym powoduje niemożność złożenia przez niego wniosku o wyłączenie wymienionych trzech osób ze składu TK. 24 kwietnia 2018 r. przewodniczący składu orzekającego zawiadomił Rzecznika  o terminie ogłoszenia orzeczenia w tej sprawie w dniu 24 maja 2018 r. W przypadku rozpoznawania sprawy na posiedzeniu niejawnym, cofnięcie wniosku może zaś nastąpić najpóźniej w 7 dni od doręczenia zawiadomienia o takim posiedzeniu.

Decyzja RPO jest uzasadniona zagrożeniem, jakie możliwość rozstrzygnięcia przez wadliwy skład Trybunału Konstytucyjnego stwarza dla ochrony praw i wolności człowieka i obywatela. Rzeczywistym skutkiem  rozstrzygnięcia w składzie wadliwym może być bowiem wyłącznie pogłębienie stanu niepewności prawnej w Rzeczypospolitej Polskiej, a co za tym idzie - spotęgowanie stanu naruszającego prawa obywatelskie. Ponadto wydane orzeczenia mogą być kwestionowane przez pełnomocników stron, nie tylko w postępowaniach przed sądami innych państw członkowskich UE, ale także w skargach do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W tym kontekście wycofanie wniosku przyczynia się nie tylko do zapobiegnięcia stanowi niepewności prawnej, ale jednocześnie chroni dobro wspólne wszystkich obywateli, jakim jest Rzeczpospolita Polska przed stwierdzeniem naruszenia przez Polskę prawa międzynarodowego przez międzynarodowy organ sądowy.

Rzecznik przypomniał, że nieprawidłowa obsada TK stanowi przedmiot opinii i stanowisk instytucji Unii Europejskiej i organów międzynarodowych. Niewykonanie przez Polskę zaleceń Komisji Europejskiej, m.in. co do dopuszczenia do orzekania trzech sędziów prawidłowo wybranych, skutkuje oceną Komisji i uruchomieniem procedury uregulowanej w art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej. Ocena Komisji może także stanowić argument dla pełnomocników stron i sądów w sprawach toczących się przed sądami innych państw członkowskich UE, by kwestionować prawidłowość orzekania przez Trybunał Konstytucyjny.

Jednocześnie Adam Bodnar ma nadzieję, że ustawodawca podejmie w najbliższej przyszłości działania, które doprowadzą do zapewnienia zgodności przepisów ustawy o działaniach antyterrorystycznych z Konstytucją RP i prawem międzynarodowym.  Rzecznik liczy też, że jego współdziałanie z innymi organami, w tym posiadającymi inicjatywę ustawodawczą, doprowadzi do stanu, w którym prawa obywatelskie, w zakreślonym ta sprawą obszarze, będą w pełni przestrzegane.

Wycofanie wniosku nie oznacza zaniechania przez Rzecznika korzystania z innych - bardziej efektywnych z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich - środków działania, przewidzianych ustawą o RPO oraz Konstytucją RP.

VII.520.6.2016

RPO wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek ws. „owoców zatrutego drzewa”

Data: 2018-04-10
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał z Trybunału  Konstytucyjnego wniosek w sprawie tzw. owoców zatrutego drzewa - dopuszczania przed sądem dowodów zdobytych nielegalnie przez służby specjalne
  • W składzie orzekającym zasiada osoba, która nie jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego

O wycofaniu swego wniosku do TK z 6 maja 2016 r. Adam Bodnar poinformował Trybunał pismem z 9 kwietnia.

To drugi wycofany przez Rzecznika wniosek  dotyczący podstaw  prawnych działalności służb specjalnych. W marcu Adam Bodnar wycofał z Trybunału wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji przez służby specjalne. Powodem były także zmiany  składu TK oraz  zasiadanie w nim osób  nieuprawnionych do orzekania.

Czego dotyczył wniosek

Wniosek z 6 maja 2016 r. dotyczył  przepisu  pozwalającego na dopuszczenie do postępowania dowodów zdobytych w sposób nielegalny (np. nielegalnych prowokacji albo podsłuchów). Taki materiał dowodowy nie powinien być uwzględniany przez sąd - oceniał Adam Bodnar.

Teraz przepis (art. 168a Kodeksu postępowania karnego) brzmi: „Dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że został uzyskany z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego, o którym mowa w art. 1 § 1 Kodeksu karnego, chyba że dowód został uzyskany w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych, w wyniku: zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności”.

W ocenie Rzecznika regulacja ta jest niezgodna z przepisami Konstytucji RP, w tym przede wszystkim z prawem do sądu, prawem do prywatności, prawem do ochrony tajemnicy komunikowania się, zakazem tortur, a także z art. 3 i 6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. 

Doktryna owocu zatrutego drzewa

Służby próbują zdobywać dowody przestępstw także organizując prowokacje czy zakładając podsłuchy, choć nie ma do tego podstaw. Kiedy takie sprawy trafiały do sądów, te zgłaszały wątpliwości. Rozstrzygał je Sąd Najwyższy, a powoli formułując doktrynę „owoców zatrutego drzewa” występującą w systemach prawnych wielu państw zachodnich. Chodzi w niej o to, że tak jak zatrute drzewo nie może wydać dobrych owoców, tak skażone nieprawnym działaniem śledztwo nie może doprowadzić do skazania człowieka.

Ostatecznie w 2013 r. do Kodeksu postępowania karnego wprowadzony został konkretny przepis zakazujący używania „owoców zatrutego drzewa”.

W kwietniu 2016 r. przepis ten został uchylony. Ale nie oznaczało to powrotu do sytuacji sprzed 2013 r., bo jednocześnie Sejm dodał przepis, który wprost nakazuje sądowi uwzględnianie dowodów zdobytych nielegalnie (z nielicznymi wyjątkami).

Argumenty RPO

Przepisy te zaraz po uchwaleniu zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich.

Argumentował, że procedura karna ma być skonstruowana w taki sposób, aby gwarantowała sprawiedliwe rozpoznanie sprawy. Wskazał, że wprowadzone zmiany stoją w sprzeczności z Konstytucją i Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Naruszeniem zasady rzetelnego procesu, umocowanej w art. 45 Konstytucji RP i art. 6 Konwencji jest chociażby oparcie materiału dowodowego na bezpodstawnej prowokacji prowadzonej w ramach czynności operacyjnych służb specjalnych. Taki materiał dowodowy nie powinien zostać uwzględniony przez sąd.

Niewątpliwie bezprawne pozyskiwanie dowodów przez organy władzy publicznej może naruszać art. 47 Konstytucji. W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazuje się, że nie tylko zastosowanie, ale już samo obowiązywanie przepisów zezwalających na arbitralną ingerencję organów władzy publicznej, poprzez inwigilację, w sferę prywatności jednostek stanowi naruszenie Konwencji o ochronie praw człowieka.

Jeżeli zatem sama kontrola operacyjna zarządzona w sposób arbitralny narusza standardy, to tym bardziej łamie je przepis, który pozwala na wykorzystywanie w postępowaniu karnym materiałów zdobytych nielegalnie.

Zgodnie z art. 51 ust. 2 i 4 Konstytucji  władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż to niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Powody wycofania wniosku

16 maja 2016 r. ówczesny prezes TK poinformował  RPO, że sprawa zostanie rozpoznana przez pełny skład Trybunału. Sędzia Julia Przyłębska zmieniła to zarządzenie po przejęciu funkcji prezesa TK z końcem 2016 r. i w miejsce pełnego składu wyznaczyła skład pięcioosobowy. Znaleźli się w nim  m.in. Mariusz Muszyński i Lech Morawski, a więc osoby wybrane na zajęte już miejsca w Trybunale

Rzecznik uznał, że nie było podstawy prawnej do zmiany składu na pięcioosobowy.

Potem skład orzekający ulegał dalszym zmianom. Oczywista była zmiana w miejsce Lecha Morawskiego, który zmarł w lipcu 2017 r. Z przyczyn nieujawnionych Rzecznikowi od orzekania w sprawie odsunięte zostały jednak sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i sędzia Małgorzata Pyziak-Szafnicka. W składzie pozostał Mariusz Muszyński.

W efekcie taki skład  Trybunału jest sprzeczny z Konstytucją RP - uznał Adam Bodnar..

Mariusz Muszyński nie został ważnie wybrany na stanowisko sędziego Trybunału, a zatem jest nieuprawniony do zasiadania w składzie orzekającym.

„Okoliczność ta zmusza Rzecznika Praw Obywatelskich do cofnięcia wniosku z dnia 16 maja 2016 r. (sygn. akt K 27/16). Decyzja ta uzasadniona jest dokonanymi zmianami w składzie orzekającym Trybunału Konstytucyjnego, które nie mają podstawy prawnej w obowiązujących przepisach, a także wprowadzeniem do składu orzekającego osoby, której wybór miał miejsce z naruszeniem Konstytucji RP” - głosi pismo Adama  Bodnara.

Dodał, że z orzecznictwa Sądu Najwyższego wynika, że  w takich przypadkach możemy mieć do czynienia z orzeczeniami nieistniejącymi.  Taka sytuacja może skutkować chaosem prawnym, a wydane orzeczenia mogą być kwestionowane przez pełnomocników stron - także w procesach przed sądami europejskimi, skoro ukształtowanie składu orzekającego nie realizuje zaleceń Komisji Europejskiej. Ostatnie zalecenie z 20 grudnia 2017 r. w sprawie praworządności w Polsce - uzupełniające zalecenia Komisji (UE) 2016/1374, (UE) 2017/146 i (UE) 2017/1520) - głosi, że „trzech sędziów wybranych przez Sejm nowej kadencji bez ważnej podstawy prawnej nie może orzekać, dopóki nie zostaną wybrani zgodnie z prawem”.

II.510.360.2016

RPO wycofuje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie inwigilacji

Data: 2018-03-14
  • Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wycofał z Trybunału Konstytucyjnego wniosek, w którym kwestionował znowelizowane w 2016 r. przez PiS zasady prowadzenia inwigilacji przez służby specjalne.
  • Według RPO przepisy te naruszają kluczowe prawa i wolności obywatelskie, gwarantowane przez Konstytucję RP i prawo europejskie.
  • Adam Bodnar nie widzi jednak szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie tej sprawy przez Trybunał.
  • Szczególne obawy RPO budzi w tych przepisach możliwość nieograniczonego zbierania przez służby, bez żadnej realnej kontroli, danych o aktywności obywateli w internecie oraz bilingów telefonicznych. Zdaniem RPO powinny być one pobierane tylko przy najpoważniejszych przestępstwach i jedynie wtedy, gdy inne metody są nieskuteczne.

Sprawa dotyczy m.in. tego, jakie dane mogą o nas zbierać służby specjalne i co z tymi danymi mogą zrobić. Dziś RPO nie widzi szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie swojego wniosku. Mają go bowiem oceniać w Trybunale osoby, których nie tylko status sędziowski ale bezstronność w sprawie uprawnień służb może być kwestionowana. RPO obawia się, że w takiej sytuacji wyrok Trybunału mógłby zamrozić stan prawny, który jest niezgodny ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi. Adam Bodnar nie chce przyłożyć do tego ręki.

Wycofanie wniosku z Trybunału nie oznacza, że RPO zaprzestanie działań, aby zasady inwigilacji odpowiadały standardom konstytucji oraz prawa europejskiego. W tym kontekście RPO wyraża nadzieję na bezpośrednie stosowanie konstytucji i europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności przez polskie sądy. 

„Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej" - stanowi polska ustawa zasadnicza. Np. w kwietniu 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał za niedopuszczalną prawnie prowokację CBA z 2007 r. wobec rzekomo skorumpowanych architektów. Wskazał na niezgodność odpowiednich przepisów z Konstytucją i obowiązującymi  konwencjami. W marcu 2017 r. Sąd Najwyższy zastosował zaś Konstytucję bezpośrednio w sprawie umieszczenia w ośrodku  w Gostyninie mężczyzny, który odbył wyrok za próbę gwałtu.

RPO nie przestanie także domagać się utworzenia niezależnego organu kontrolującego służby specjalne. Rzecznik będzie się też nadal domagał wykonania wniosków wynikających z opinii Komisji Weneckiej. Ponadto będą prowadzone działania edukacyjne pokazujące zagrożenia wynikające z tej ustawy dla obywateli i zasad państwa prawa.

Ustawa „inwigilacyjna” i kto ją ma oceniać

Ustawa „inwigilacyjna” została przyjęta w styczniu 2016 r. Była procedowana jako projekt poselski, a zatem nie była poddawana konsultacjom i uzgodnieniom - tak jak w przypadku projektów rządowych. Formalnie jej celem było wykonanie wyroku TK z 30 lipca 2014 r., który zakwestionował część zapisów ustaw regulujących działalność służb. Zaskarżył je wówczas m.in. RPO, który od lat wskazywał, że przepisy mogą naruszać prawa obywateli. Ustawa z 2016 r. znacząco jednak poszerzyła kompetencje służb specjalnych wobec obywateli.

Dlatego w lutym 2016 r. RPO Adam Bodnar zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego najważniejsze artykuły nowelizacji. Ocenił, że nie tylko nie realizują one wyroku TK z 2014 r., ale „w poważnym zakresie naruszają konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy wyznaczone w prawie międzynarodowym”.

Pierwotnie Trybunał miał się zająć sprawą w pełnym składzie (to co najmniej 11 z 15 sędziów TK). W styczniu 2017 r. sędzia Julia Przyłębska zdecydowała, że sprawę zbada skład tylko pięcioosobowy.

Sprawozdawcą ma być Mariusz Muszyński - wybrany pod koniec 2015 r. przez Sejm na stanowisko już obsadzone przez sędziego wybranego w październiku 2015 r., który nie został zaprzysiężony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Do składu trafili też Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak, czyli także osoby zajmujące wcześniej obsadzone miejsca w Trybunale (jak stwierdził to Trybunał w wyroku z 9 marca 2016 r.). Weszli oni bowiem do Trybunału  w miejsce osób, które zajęły w 2015 r. obsadzone miejsca, a zmarły w ostatnim czasie - Lecha Morawskiego i Henryka Ciocha.

Rzecznik wnosił o wyłączenie ze składu Mariusza Muszyńskiego i Justyna Piskorskiego. Wniosek złożył, zanim Trybunał poinformował go o kolejnej zmianie w składzie orzekającym. Sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz została decyzją prezes TK zastąpiona przez Jarosława Wyrembaka. Przewodniczącym składu został sędzia  Michał Warciński. W składzie był też sędzia Leon Kieres.

W połowie lutego TK odwołał wyznaczony na 21 lutego termin w sprawie. 21 lutego TK nie wyłączył ze składu Mariusza Muszyńskiego i Justyna Piskorskiego. Jak podkreślał RPO, za wyłączeniem Muszyńskiego przemawiały nie tylko wątpliwości co do jego statusu, ale i wobec bezstronności przy ocenie aktów regulujących działalność służb specjalnych - w związku z zarzutami w mediach dotyczących jego powiązań ze służbami. TK uznał ten zarzut za „niepoparty jakimikolwiek dowodami, oparty na niepotwierdzonych doniesieniach prasowych".

Co mogą służby specjalne

RPO co do zasady nie kwestionuje możliwości stosowania różnych form inwigilacji przez służby specjalne. Podkreśla jednak, że wymogi bezpieczeństwa nie oznaczają, iż zasady inwigilacji mają nie podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności. Powinny być wynikiem kompromisu między bezpieczeństwem obywateli a ich prawem do prywatności. W ocenie RPO nowela przyznaje zaś priorytet pierwszej wartości.

Najważniejsze zarzuty wniosku RPO dotyczyły naruszenia prawa do prywatności i ochrony danych osobowych obywateli.

RPO zakwestionował przepisy o uprawnieniach służb do kontroli operacyjnej. Tak określa się stosowanie przez nie podsłuchów, podglądu, kontroli korespondencji (także elektronicznej) i przesyłek oraz uzyskiwanie treści smsów. Służby mogą prowadzić takie działania tylko za zgodą sądu.

Wniosek dotyczy też zasad pobierania przez służby danych telekomunikacyjnych, internetowych i pocztowych obywateli - na co zgoda sądu nie jest już potrzebna. Dane telekomunikacyjne to: numer telefonu komórkowego, jego lokalizacja, spisy połączeń i numer IP komputera. Dane internetowe m.in. identyfikują internautę i ukazują zakres każdorazowego korzystania przezeń z sieci (adresy odwiedzanych stron, wpisy w wyszukiwarce itp.).

W wyniku zmiany przepisów służby dostały dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne.

Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

Zdaniem RPO taki dowolny dostęp służb do tych danych oznacza ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

W noweli nie ma  zapisu pozwalającego obywatelowi dowiedzieć się, że państwo ingerowało w jego prawa i wolności, podsłuchując go lub pobierając jego bilingi. Gdyby był o tym poinformowany, choćby post factum, mógłby zaskarżyć to do sądu, który oceniłby zasadność takiej inwigilacji. Teraz nie jest to możliwe. Obywatel nie dostanie takiej informacji nawet wtedy, gdy podczas inwigilacji nie wykryto niczego, co uzasadniałoby jej prowadzenie.

RPO kwestionuje brak realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie. Tymczasem Konstytucja zakazuje pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelu niż niezbędne. Po kontroli sąd może jedynie poinformować poszczególną służbę o jej wynikach, ale nie może zarządzić np. zniszczenia zgromadzonych danych.

W praktyce ta kontrola sądów ma charakter iluzoryczny - dowodzi Adam Bodnar. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

Kolejnym zarzutem wobec noweli jest nieproporcjonalni długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. RPO kwestionuje, że przez półtora roku służby mogą podsłuchiwać obywatela lub czytać jego korespondencję - niezależnie od tego, czy po tym będzie na tej podstawie wszczęte postępowanie karne.

Ponadto nowela ograniczyła chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, np. adwokatów czy radców prawnych. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”. Taki nieostry zapis może prowadzić do rażącego naruszenia fundamentalnego prawa jednostki - prawa do obrony. A przecież adwokat ma obowiązek zachować w tajemnicy wszystko, czego się dowiedział udzielając pomocy prawnej

Komisja Wenecka też krytykowała nowelę

W czerwcu 2016 r. Komisja Wenecka uznała, że nowela nadaje służbom zbyt szerokie kompetencje, które mogą uderzać bezpośrednio w prawo do prywatności obywateli. Oceniła m.in., że

  • dostęp służb do najbardziej wrażliwych danych telekomunikacyjnych i internetowych powinien wymagać uprzedniej zgody sądu;
  • nadzór nad zbieraniem mniej wrażliwych danych powinien sprawować niezależny organ, a jednostka powinna być informowana o ich pobraniu;
  • system składania sądom ogólnych sprawozdań przez służby będzie nieskuteczny.

Rząd zignorował rekomendacje Komisji. Zalecała ona m.in. by pozyskiwanie najważniejszych danych telekomunikacyjnych i internetowych ograniczyć do najgroźniejszych sytuacji; by skrócić czas przechowywania danych oraz zadbać o nienaruszanie tajemnicy adwokackiej.

II.519.109.2015

Obywatel powinien sam decydować na jakie strony wchodzi. Rzecznik pisze do Minister Finansów w sprawie blokowania stron internetowych

Data: 2018-02-19
  • Możliwość blokowania stron internetowych, przewidziana w nowelizacji ustawy o grach hazardowych jest rozwiązaniem zbyt daleko idącym – alarmuje po raz kolejny RPO.
  • Rzecznik przedstawił swoje wątpliwości Minister Finansów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że środek, przewidziany w ustawie o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, polegający na blokowaniu stron internetowych jest rozwiązaniem najdalej idącym i rygorystycznym, stwarzającym ryzyko dla wolności słowa i dostępu do informacji, zaś jego zastosowanie powinno mieć szczególne uzasadnienie poparte rzetelną analizą skutków takiej regulacji, a także powinno być poprzedzone wnikliwym rozpatrzeniem innych możliwych instrumentów o mniej dolegliwym charakterze.

Obszerne wyjaśnienia, przedstawione dotychczas w stanowisku Ministra Rozwoju i Finansów, potwierdzające, że gry hazardowe stwarzają zagrożenie dla pewnych istotnych wartości, takich jak sytuacja ekonomiczna, polityczna, społeczna i rodzinna oraz że mogą one zwiększać ryzyko uzależnienia od narkotyków i alkoholu nie uzasadniają, w ocenie Rzecznika, ograniczania swobód obywatelskich w imię eliminacji tego typu zjawisk.

Zgodnie z treścią uzasadnienia wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Kalda przeciwko Estonii (skarga nr 17429/10), ograniczenie dostępu do witryny w sieci Internet może nastąpić wyłącznie w sytuacji realnego zagrożenia. A contrario, zagrożenie potencjalne lub hipotetyczne nie jest wystarczającym powodem do blokowania dostępu do witryny.

Alternatywnym środkiem, którego prawodawca zdaje się nie dostrzegać, jest ograniczenie się do nałożenia na przedsiębiorcę świadczącego usługi telekomunikacyjne obowiązku informowania użytkownika – poprzez wyświetlenie stosownego komunikatu – że znalazł się on na stronie o podwyższonym ryzyku przestępstw i oszustw, oferującej nielegalne usługi, i powinien rozważyć opuszczenie tej strony. Kontynuacja przebywania na takiej witrynie internetowej o podwyższonym ryzyku powinna być uzależniona od decyzji samego konsumenta, należycie poinformowanego o negatywnych konsekwencjach takiej decyzji. Odbieranie mu jednak takiej swobody decydowania o sobie, w opinii Rzecznika, zdaje się być zbyt daleko idącym rozwiązaniem, ingerującym w wolność jednostki i odmawiającym jej prawa o podjęcia świadomego wyboru. Takie rozwiązanie cechuje się brakiem zaufania do obywatela i umiejętności podjęcia przez niego świadomej decyzji w okolicznościach, gdy został on należycie poinformowany o istniejących zagrożeniach.

Prawodawca zdecydował ponadto o zastosowaniu arbitralnego środka w postaci decyzji Ministra Finansów o wpisie do Rejestru, zamiast środka w postaci postanowienia sądu. Następcza kontrola sądowo-administracyjna wydaje się być rozwiązaniem nieadekwatnym do omawianego problemu. Zdaniem Rzecznika ograniczenie wolności słowa i dostępu do informacji powinno być uwarunkowane orzeczeniem sądu już na wstępie, a nie dopiero po zaistniałym fakcie ograniczenia.

Rzecznik zwrócił się do Minister z prośbą o ustosunkowanie się do powyższych wątpliwości.

Polskie prawo w zakresie retencji danych telekomunikacyjnych powinno być dostosowane do wymogów prawa UE. RPO pisze w tej sprawie do Ministra Spraw Zagranicznych

Data: 2017-09-14

W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 21 grudnia 2016 r. w sprawie Tele2 Sverige AB, dotyczącej problemu przepisów krajowych implementujących unijną dyrektywę retencyjną (2006/24/WE), której nieważność stwierdził Trybunał Sprawiedliwości UE w 2014 r. w wyroku w sprawie DRI, powstała konieczność dostosowania prawa polskiego do wymogów prawa Unii Europejskiej w zakresie tzw. retencji danych telekomunikacyjnych i dostępu właściwych organów do tych danych dla potrzeb zwalczania przestępczości.

W ocenie resortu cyfryzacji nie ma potrzeby wprowadzania zmian w przepisach pozostających we właściwości Ministra Cyfryzacji, natomiast otwartą kwestią pozostaje konieczność dokonania zmian w przepisach odrębnych zawierających upoważnienie do dostępu do danych telekomunikacyjnych. Z kolei Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyraziło opinię, że nieodzownym do ostatecznej oceny przedmiotowej sprawy wydaje się stanowisko Trybunału Konstytucyjnego.

Tymczasem w przekonaniu Rzecznika Praw Obywatelskich oczekiwanie na wyrok TK nie może przesłonić obowiązków wynikających z faktu członkostwa Polski w Unii Europejskiej, w szczególności płynących z zasady lojalnej współpracy i obowiązku zapewnienia zgodności prawa polskiego z prawem UE.

Obowiązujące przepisy Prawa telekomunikacyjnego oraz ustaw regulujących dostęp służb do danych budzą także zastrzeżenia z punktu widzenia zgodności ze standardem wynikających z Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Stanowiska zarówno Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak również Ministra Cyfryzacji nie wyjaśniają podnoszonych wcześniej przez Rzecznika wątpliwości.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie stosownych wyjaśnień w sprawie.

Monitorowanie korespondencji elektronicznej pracownika stanowiło naruszenie jego prawa do poszanowania życia prywatnego i korespondencji

Data: 2017-09-07

5 września 2017 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka - Wielka Izba - wydał wyrok w sprawie Bărbulescu przeciwko Rumunii (61496/08)

Fakty

Sprawa dotyczy zwolnienia skarżącego z pracy w prywatnym przedsiębiorstwie po skontrolowaniu prywatnej korespondencji mailowej oraz poznaniu jej treści przez pracodawcę. Chodziło o używanie w pracy internetu do celów niezwiązanych z pracą w czasie godzin pracy. Skarżący zarzucał, że decyzja pracodawcy o zakończeniu z nim współpracy wynikała z wcześniejszego naruszenia jego prawa do poszanowania życia prywatnego.

Wyrok Izby Trybunału z 12 stycznia 2016 r.

Rok temu Trybunał w składzie 7-osobowym, stwierdzając brak naruszenia Artykułu 8, nie uznał za nieusprawiedliwione działania pracodawcy polegającego na sprawdzeniu, czy pracownicy wypełniali swoje obowiązki w czasie godzin pracy oraz wejściu na konto pracownika w przekonaniu, że zawiera jedynie korespondencję zawodową z klientami.

Wskazał dodatkowo, że skarżący mógł podnieść zarzuty odnośnie naruszenia jego prawa do życia prywatnego oraz korespondencji przed sądami krajowymi i nie wspomniano w żadnej z decyzji o treści wiadomości. Ponadto w ocenie Trybunału, sądy krajowe użyły transkrypcji z korespondencji skarżącego jedynie w zakresie zmierzającym do udowodnienia, że używał firmowego komputera do prywatnych celów w czasie godzin pracy oraz że tożsamość osób, z którymi się komunikował nie został ujawniona.

W związku z tym rok temu Trybunał uznał, iż sądy krajowe odpowiednio wyważyły z jednej strony prawo skarżącego do poszanowania jego życia prywatnego, a z drugiej interesy pracodawcy. W związku z tym nie doszło do naruszenia Artykułu 8 Konwencji. 

Wyrok Wielkiej Izby Trybunału

Wielka Izba Trybunału zajęła odmienne stanowisko. Trybunał uznał, że władze krajowe nie zagwarantowały skarżącemu odpowiedniej ochrony prawa do poszanowania życia prywatnego i korespondencji. W konsekwencji nie wyważyły w sposób odpowiedni konkurujących interesów.

W szczególności, sądy krajowe nie ustaliły, czy pan Bărbulescu został uprzednio zawiadomiony przez pracodawcę o możliwości monitorowania jego korespondencji.  Sądy nie wzięły również pod uwagę okoliczności, że skarżący nie został poinformowany ani o charakterze, ani o zakresie monitoringu, czy też o stopniu ingerencji w jego życie prywatne i korespondencję. Dodatkowo, sądy krajowe nie ustaliły, po pierwsze, szczególnych przyczyn uzasadniających zastosowanie monitoringu; po drugie, czy pracodawca mógł użyć środków mniej inwazyjnych w prywatne życie i korespondencję skarżącego; po trzecie, czy dostęp do jego korespondencji mógł zostać zrealizowany bez jego wiedzy.

Dlatego 11 głosami do 6 Trybunał stwierdził naruszenie Artykułu 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego, rodzinnego, mieszkania i korespondencji) Konwencji.

Odpowiedź Ministra Rozwoju i Finansów na wątpliwości Rzecznika dotyczące blokowania treści w internecie

Data: 2017-08-30

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło stanowisko Ministra Rozwoju i Finansów sporządzone w odpowiedzi na wystąpienie Rzecznika z dnia 5 lipca 2017 r. RPO w swoim wystąpieniu podkreślał konstytucyjne i międzynarodowoprawne wątpliwości na temat uchwalonej ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych, w tym te dotyczące niewystarczającego uzasadnienia dla jej przyjęcia, niezbędności i efektywności wprowadzonych rozwiązań.

Minister Rozwoju i Finansów odniósł się do większości zastrzeżeń Rzecznika. Wskazał na wnioski pokontrolne Najwyższej Izby Kontroli dotyczące unikania odpowiedzialności podmiotów niezarejestrowanych na terenie Polski świadczących nielegalne usługi hazardowe. Według Ministra wprowadzone uregulowania są odpowiedzią na wnioski NIK oraz opierają się na szerokiej analizie rynku nielegalnego hazardu wykonanej przez Służbę Celną.

Minister wskazuje, że wprowadzone rozwiązanie blokowania dostępu do nielegalnych stron hazardowych jest oparte na dobrych przykładach regulacji z innych państw m.in. Francji, Danii, Słowacji czy Włoch. W opinii Ministra prawa i wolności obywatela gwarantowane przez Konstytucję i Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności są chronione w sposób wystarczający, w szczególności za pośrednictwem wprowadzenia sądowej kontroli mechanizmu blokowania stron. Ustawa została notyfikowana Komisji Europejskiej, która nie zgłosiła uwag i zarzutów naruszenia prawa europejskiego.

Stanowisko Ministra Rozwoju i Finansów nie daje jednak pełnej odpowiedzi na zastrzeżenia Rzecznika co do proporcjonalności i adekwatności wprowadzonych rozwiązań. Wątpliwości budzi również brak konsultacji społecznych w procesie stanowienia prawa oraz możliwe trudności kadrowe ministerstwa w związku z nowymi ustawowymi obowiązkami. Rzecznik Praw Obywatelskich jest w trakcie analizowania stanowiska i sporządzania kolejnego wystąpienia do Ministra w omawianej sprawie.

RPO przestrzega: Przepisy ustawy o grach hazardowych mogą zostać wykorzystane do blokowania różnych treści w internecie

Data: 2017-07-05

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi dotyczące ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, która w części dotyczącej blokowania stron internetowych weszła w życie dnia 1 lipca 2017 r. Skarżący wskazują na wątpliwości dotyczące zgodności z Konstytucją uchwalonych przepisów i obawiają się, że mechanizm blokowania stron internetowych będzie wykorzystywany w przyszłości również do innych celów.

Blokowanie dostępu do stron internetowych to środek, który ma uniemożliwić dostęp do określonej treści końcowemu użytkownikowi internetu. Ustawodawca w przypadku omawianej ustawy wybrał mechanizm blokowania, który ma być wykonywany przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego świadczącego usługi dostępu do sieci Internet. Tak ukształtowany mechanizm blokowania stron w internecie jest bez wątpienia rozwiązaniem, które stwarza poważne ryzyko dla wolności słowa i dostępu do informacji. Konstytucyjnie gwarantowana wolność słowa oznacza nie tylko możliwość swobodnego otrzymywania i przekazywania informacji, ale również jej aktywne poszukiwanie i zdobywanie. W art. 54 ust. 2 Konstytucji wprowadza się zaś zakaz cenzury prewencyjnej. Każde ograniczenie wolności słowa musi być zatem uzasadnione w sposób szczególny.

Rzecznik zauważył, że uchwalona ustawa o zmianie ustawy o grach hazardowych może budzić konstytucyjne i międzynarodowoprawne wątpliwości i zastrzeżenia, dotyczące przyjętych rozwiązań, w szczególności w kontekście uzasadnienia dla jej przyjęcia, niezbędności i proporcjonalności. W uzasadnieniu do ustawy nie odniesiono się do już istniejących mechanizmów walki z nielegalnymi treściami w internecie, nie wykazano zatem, że zakładany cel, jakim jest walka z hazardem, realizowany jest spójnie i systematycznie.

Problematyczna jest również kwestia tego, czy w istocie rejestr będzie narzędziem efektywnym zwłaszcza w związku z obiektywnymi trudnościami związanymi z blokowaniem nielegalnych treści znajdujących się na zagranicznych serwerach. Nie ma zatem pewności, że rozwiązanie osiągnie w istocie zamierzony przez ustawodawcę cel, polegający na ograniczeniu dostępu do treści szkodliwych.

Ponadto, ustawodawca poprzestał na wybraniu środka, jakim jest decyzja organu administracyjnego o wpisie do rejestru. Nie podążył zatem drogą ustawy o działaniach antyterrorystycznych, która do zablokowania dostępu do treści znajdujących się na stronie wymaga postanowienia sądu. Proponowany mechanizm prewencyjnego blokowania dostępu do stron oferujących nielegalny hazard na mocy decyzji podejmowanej przez urzędnika państwowego może budzić sprzeciw. Istnieje bowiem zbyt duże ryzyko, że będzie to instrument nadużywany i będący poza kontrolą.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o ustosunkowanie się do powyższych wątpliwości dotyczących nowelizacji ustawy o grach hazardowych. Poprosił również o informację na temat pierwszych wniosków dotyczących jej stosowania oraz informację na temat ilości zablokowanych stron internetowych w trybie z niej wynikającym.

 

Komentarz komisarza praw człowieka Rady Europy Nilsa Muižnieksa na temat zagrożeń dla nadawców publicznych w Europie

Data: 2017-05-11

Odpowiednio finansowane, silne media publiczne są dobrym wskaźnikiem właściwie funkcjonującej demokracji – to wniosek z badań opublikowanych w ubiegłym roku przez Europejską Unię Nadawców (ang.: European Broadcasting Union - EBU). Raport na temat tych badań stwierdza w szczególności, że kraje, które posiadają cieszących się popularnością, odpowiednio finansowanych nadawców publicznych rzadziej odnotowują zjawiska prawicowego ekstremizmu i korupcji, a jednocześnie charakteryzują się większą swobodą mediów.

Istniejąca sytuacja rodzi jednak obawy: analiza ostrzeżeń nadsyłanych do Platformy Rady Europy na rzecz ochrony dziennikarstwa oraz bezpieczeństwa dziennikarzy - od chwili jej uruchomienia w 2015 r. - wskazuje na rosnący poziom zagrożeń dla niezależności nadawców publicznych lub ich organów regulacyjnych. Coraz większa liczba ostrzeżeń dotyczy ingerencji politycznych w redagowanie materiałów nadawców publicznych, a także niewystarczających zabezpieczeń prawnych przed możliwością upolitycznienia mediów oraz braku odpowiedniego finansowania, gwarantującego niezależność nadawców publicznych.

Najważniejsza jest niezależność

Jednym z problemów napotkanych przeze mnie podczas wielu wizyt w różnych krajach jest fakt, że rządy usiłują wywierać wpływ na niezależność i pluralizm mediów publicznych. W zeszłym roku w Chorwacji wyraziłem zaniepokojenie nagłymi, licznymi zmianami, które nastąpiły tam na stanowiskach w mediach publicznych, a także zarzutami dotyczącymi stosowania cenzury. Obawy dotyczące wywieranych w tym kraju nacisków politycznych na organ regulujący działalność nadawców publicznych były również spowodowane wnioskiem rządu o cofnięcie uprawnień do działania tego organu oraz o zwolnienie jego członków.

W Polsce w 2016 r. przeprowadzono reformę mediów publicznych, w efekcie której publiczne radio i telewizja znalazły się pod bezpośrednią kontrolą rządu, a określona konstytucyjnie rola istniejącego regulatora tych mediów uległa ograniczeniu. Ostrzegłem polskie władze, iż brak jest zabezpieczeń gwarantujących niezależność mediów publicznych od wpływów politycznych, zwłaszcza jeżeli chodzi o mechanizm określania składu i wyznaczania członków nowo utworzonej, równoległej instytucji regulacyjnej - Rady Mediów Narodowych. Reforma ta wywarła niekorzystny wpływ na wolność mediów, a szczególnie na sytuację dziennikarzy. Lista sporządzona przez niezależne stowarzyszenie Towarzystwo Dziennikarskie wskazuje, że od początku ubiegłego roku 228 dziennikarzy w mediach publicznych zwolniono z pracy lub ze stanowisk kierowniczych, przeniesiono na inne stanowiska, a część z nich zwolniła się sama w ramach protestu.

Kilka ostrzeżeń zarejestrowanych przez Platformę Rady Europy wskazuje, że w innych miejscach również istnieje szereg problemów dotyczących ustawodawstwa oraz praktyki w zakresie mianowania i odwoływania członków organów regulacyjnych lub zarządzających w sektorze nadawców publicznych - od nominacji politycznych w najważniejszych publicznych stacjach telewizyjnych w Hiszpanii, aż po wywieranie presji przez partię polityczną w celu zmiany członka organu nadzorującego nadawców publicznych na Ukrainie.

Zapewnienie stabilnego i odpowiedniego finansowania

System finansowania nadawców publicznych jest również niezwykle istotny, ponieważ może być powodem ich zależności politycznej. W swoim raporcie z 2015 r. na temat sytuacji w Bułgarii, gdzie głównym źródłem finansowania są dotacje z budżetu państwa wyraziłem ubolewanie, że budżet bułgarskiej telewizji krajowej został znacząco obniżony (co było postrzegane jako reakcja na transmitowanie w telewizji publicznej protestów antyrządowych latem 2013 r.).

Problem dotyczący finansowania pojawił się również w Rumunii, gdzie w październiku 2016 r. parlament przyjął ustawę znoszącą ponad 100 opłat fiskalnych, w tym abonament radiowo-telewizyjny, który był głównym źródłem finansowania nadawców publicznych. Ten krok został poważnie skrytykowany przez organizacje dziennikarskie, ponieważ media publiczne stały się w znacznym stopniu zależne od budżetu państwa. System opłacania abonamentu był uważany za najlepszy sposób zagwarantowania niezależności redakcyjnej w mediach publicznych.

Najbardziej skrajną sytuację zaobserwowano w Grecji. W czerwcu 2013 r. rząd tego kraju podjął decyzję o zamknięciu publicznej stacji ERT. Celem było zmniejszenie kosztów. ERT nadal nadawała programy przez internet, ale w 2015 r. ponownie rozpoczęła nadawanie sygnału telewizyjnego. To czasowe wyeliminowanie nadawcy publicznego przez władze greckie spowodowało poważne naruszenie pluralizmu mediów w tym kraju. Obecnie w obliczu podobnego ryzyka stoją publiczne radio i telewizja w Bośni i Hercegowinie (BHRT) - mogą one zostać zamknięte z powodu braku uzgodnionego planu stabilnego finansowania mediów publicznych.

Nowe okoliczności, nowe wyzwania

Powyższe przykłady wskazują na szeroko rozpowszechnione zjawisko podejmowania przez rządy państw prób przekształcenia nadawców publicznych w nadawców rządowych. Jak podkreślono w Zaleceniu nr (2012)1 Komitetu Ministrów Rady Europy, w pewnych przypadkach wciąż niezbędna jest zmiana roli: z nadawców państwowych, mających silne powiązania z rządem, a mniejszą odpowiedzialność wobec szerokiego grona odbiorców oraz społeczeństwa obywatelskiego – w autentycznych nadawców publicznych, cieszących się redakcyjną i operacyjną niezależnością od państwa.

Nie jest to jednak jedyne wyzwanie; kolejnym jest dostosowanie się do zmian w środowisku technologii cyfrowych. Coraz częściej termin „nadawcy publiczni” - określani jako nadawcy finansowani przez państwo lub społeczeństwo, posiadający zarządy mianowane przez podmioty publiczne oraz nadający treści będące przedmiotem zainteresowania ogółu społeczeństwa – zastępowany jest terminem „media publiczne”, który obejmuje również nowe formy i platformy przekazu, takie jak internet, a nie tylko telewizja i radio.

Organizacje mediów publicznych stoją przed poważnymi wyzwaniami w procesie dotarcia do odbiorców w zmieniającym się środowisku działania mediów – środowisko to charakteryzuje się gwałtownym rozwojem nowych technologii cyfrowych, które coraz bardziej dominują w łańcuchu przekazu informacji. Niektóre organizacje mediów publicznych zmieniają więc swoje modele zarządzania, inwestują w nowe technologie i wdrażają strategie mediów społecznościowych. Inne starają się docierać do odbiorców przez internet pomimo faktu, że cieszą się już wielką popularnością w środowisku poza-internetowym.

Informacja kontra dezinformacja

W środowisku działania, które charakteryzuje się silnie spolaryzowanymi społeczeństwami, przy braku zaufania do instytucji i "elit",  w sytuacji, gdy w mediach społecznościowych upowszechniane są informacje stronnicze lub po prostu dezinformacja, tym ważniejsze jest istnienie silnych i naprawdę niezależnych nadawców publicznych.

Problemu dezinformacji nie da się rozwiązać poprzez ograniczanie treści lub przez ich arbitralne blokowanie, ale poprzez zapewnienie społeczeństwu dostępu do bezstronnych, rzetelnych informacji pochodzących od cieszących się zaufaniem nadawców publicznych. Najlepszą reakcją na celową dezinformację jest większa swoboda i pluralizm mediów. Można to osiągnąć w szczególności poprzez tworzenie wysokiej jakości nadawców publicznych, którzy działają w oparciu o wysokie standardy zawodowe oraz budują zaufanie odbiorców zapewniając rzetelny, odpowiedzialny i etyczny przekaz informacji.

W Deklaracji wspólnej w sprawie swobody wypowiedzi oraz "fałszywych informacji", dezinformacji i propagandy, przyjętej w marcu 2004 r., czterech specjalnych sprawozdawców ds. swobody wypowiedzi podkreśliło znaczenie posiadania "silnych, niezależnych, wyposażonych w odpowiednie środki mediów publicznych, działających w ramach jasno określonych uprawnień i mających obowiązek służyć interesowi ogółu społeczeństwa, a także wyznaczać i utrzymywać wysokie standardy pracy dziennikarskiej".

Plan dalszego działania nadawców publicznych

Jeśli chodzi o wszystkie wyżej wspomniane kwestie, ogólne wytyczne zawarte są w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Artykuł 10 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka, gwarantujący swobodę wypowiedzi, nie nakłada co prawda obowiązku posiadania nadawców publicznych, jednak Trybunał wskazał, iż takie podmioty mogą w największym stopniu przyczynić się do zachowania wysokiej jakości i równowagi nadawanych programów. Ponadto, jeżeli jakieś państwo zdecyduje się utworzyć system nadawców publicznych, to "krajowe prawo i praktyka muszą gwarantować, aby system ten zapewniał pluralizm działania (...) oraz przekaz bezstronnych, niezależnych i zrównoważonych wiadomości, informacji i komentarzy, a także stanowił forum dyskusji publicznej, w której można wyrazić jak największe spektrum poglądów i opinii" (Manole i inni przeciwko Mołdawii).

Państwa członkowskie powinny wykorzystywać istniejące instrumenty Rady Europy, a także wdrażać wszystkie zasady i normy zawarte w różnych jej zaleceniach w celu wzmocnienia organizacji nadawców publicznych. W szczególności państwa powinny zapewnić:

• istnienie środków prawnych, gwarantujących niezależność redakcyjną i autonomię instytucjonalną tych organizacji, a także pozwalających uniknąć ich upolitycznienia;

• stabilne finansowanie tych organizacji;

• mianowanie członkowie organów zarządzających i nadzorczych tych organizacji w drodze przejrzystego procesu, z uwzględnieniem ich kwalifikacji i umiejętności zawodowych oraz obowiązków związanych z pracą w służbie publicznej;

• wyposażenie tych organizacji w środki niezbędne do tworzenia programów wysokiej jakości, odzwierciedlających różnorodność kulturową i językową, ze zwróceniem uwagi na języki mniejszości.

Działalność nadawców publicznych to nie tylko informowanie, edukacja, kultura i rozrywka, ale także istotny czynnik pluralistycznej komunikacji, która jest jedną z podstawowych cech demokratycznego społeczeństwa.

Nils Muižnieks

 

Lista powiązanych materiałów:

Publikacje Rady Europy:

·         Human rights and a changing media landscape – Prawa człowieka a zmiany w sektorze mediów
(2011 r.)

·         Journalism at risk – Zagrożenia dla dziennikarstwa (2015 r.) 

Dostęp Policji do danych telekomunikacyjnych i internetowych. Jak Polska zareaguje na ważny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE? – odpowiedź MSWiA

Data: 2017-05-05

Z ewentualną zmianą przepisów ustawy inwigilacyjnej MSWiA poczeka na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 9/16 – wynika z odpowiedzi udzielonej przez resort Rzecznikowi Praw Obywatelskich

Rzecznik pytał się o zmianę przepisów o retencji, bowiem 21 grudnia 2016 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w tzw. sprawie Tele 2, który - w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich - powinien mieć znaczenie dla wykładni przepisów krajowych członkowskich państw takich jak Polska, które po wyroku TSUE z 2014 r. w tzw. sprawie DRI (C-293/12 i C-594/12) nie zmieniły swoich przepisów o retencji danych.  Już w 2014 r. TSUE stwierdził  nieważność tzw. dyrektywy retencyjnej, która regulowała te zagadnienia na poziomie całej Unii Europejskiej. Chodzi o przepisy, które nakładają na operatorów telekomunikacyjnych obowiązek przechowywania danych abonentów i udostępniania ich właściwym służbom na potrzeby prowadzonych postępowań (to m.in. o bilingi i dane lokalizacyjne, które w Polsce trzeba przechowywać przez rok od chwili połączenia). W 2016 r. w sprawie Tele 2 TSUE doprecyzował, że przedmiotem oceny pod kątem zgodności z prawem UE muszą być nie tylko przepisy nakładające na operatorów telekomunikacyjnych obowiązki związane z retencją danych, ale również te przepisy, które regulują dostęp właściwych służb do tych danych, takie jak np. ustawa inwigilacyjna.

W związku z wyrokiem w sprawach połączonych C-203/15 i C-698/15 w sprawie Tele2, RPO wystąpił 1 lutego 2017 r. z pytaniem  m.in. do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o stanowisko w sprawie zgodności ustawy o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw (tzw. ustawy inwigilacyjnej) z przepisami Karty Praw Podstawowych.

5 kwietnia RPO dostał odpowiedź, w której sekretarz stanu Jarosław Zieliński informuje, że trudno jest obecnie przesądzić o konieczności i konkretnym kierunku ewentualnych prac legislacyjnych. Zagadnienie pozyskiwania danych telekomunikacyjnych przez właściwe służby „nie wydaje się bowiem jednoznaczne nie tylko w ujęciu faktycznym (wpływ na bezpieczeństwo publiczne i możliwość realizacji podstawowych funkcji państwa w tym zakresie)”.

MSWiA wskazuje zatem na konieczność oczekiwania na stanowisko Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 9/16, zainicjowanej m.in. wnioskiem RPO (wniosek dotyczący tzw. ustawy inwigilacyjnej), również w związku z tym, że - zdaniem MSWiA - Trybunał Konstytucyjny dotychczas dopuszczał tzw. następczą kontrolę gromadzonych danych (sprawa K 23/11).

MSWiA poinformowało również o przedstawieniu do uzgodnień międzyresortowych projektu ustawy o zmianie ustawy o niektórych uprawnieniach pracowników urzędu obsługującego ministra właściwego do sprawę wewnętrznych oraz funkcjonariuszy i pracowników urzędów nadzorowanych przez tego ministra oraz niektórych innych ustaw.

Zdaniem MSWiA projekt ten zakłada urealnienie standardu cywilnego nadzoru nad umundurowanymi służbami porządku publicznego.

W załączeniu do odpowiedzi przekazano również kopię Wytycznych w sprawie realizacji przez Policję i Straż Graniczną obowiązków dotyczących przekazywania do sądu sprawozdania w zakresie uzyskiwania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych oraz prowadzenia elektronicznego rejestru.