Zawartość
Liczba całkowita wyników: 348

Art. 54 - Wolność słowa

  1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
  2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

CO TO ZNACZY?

Wolność słowa, wyrażana bezpośrednio lub poprzez środki przekazu, jest tradycyjną wolnością konstytucyjną. Artykuł 54 gwarantuje trzy odrębne choć powiązane ze sobą wolności: wolność wyrażania swoich poglądów, wolność pozyskiwania informacji oraz wolność rozpowszechniania informacji.

Wyrażenie „pogląd” należy w tym wypadku rozumieć jak najszerzej, jako wyrażanie osobistych ocen, prezentowanie opinii czy przypuszczeń, informowanie o faktach etc. Wolność ta ma zastosowanie zarówno w sferze publicznej jak i prywatnej (choć szczególnego znaczenia nabiera na gruncie przestrzeni publicznej, życia społecznego, a zwłaszcza politycznego), obejmuje osoby fizyczne i prawne. Forma wyrażania poglądów może być dowolna, niekoniecznie poprzez wypowiedzi słowne (np. poprzez noszenie określonego stroju).

Wolność pozyskiwania informacji dotyczyć może zbierania danych z dowolnych sfer życia publicznego (art. 61 Konstytucji nakłada na władze obowiązek udzielania odpowiednich informacji) lub prywatnego.

Poprzez rozpowszechnianie informacji należy rozumieć udostępnianie zebranych danych osobom trzecim (indywidualnie wybranym) lub upowszechnianie ich (czyli podawanie do wiadomości publicznej, np. poprzez środki społecznego przekazu). Potwierdza to konstytucyjną zasadę wolności prasy zawartą w art. 14.

Formularz wyszukiwania

np.: 06/2021
np.: 06/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

RPO w sprawie nauczyciela ściganego za słowa o sędzim Nawackim z KRS

Data: 2021-06-24
  • Rzecznik Praw Obywatelskich postanowił zbadać sprawę wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko Marcinowi Konradowi Jaroszewskiemu, dyrektorowi XXX Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Śniadeckiego w Warszawie w związku z jego wypowiedziami publicznymi o prezesie Sądu Rejonowego w Olsztynie Macieju Nawackim.

W związku z tym zwrócił się do rzeczniczki dyscyplinarnej dla nauczycieli przy Wojewodzie Mazowieckim Elżbiety Woszczyk o wyjaśnienia dotyczące podstaw faktycznych i zasadności wszczęcia tego postępowania.

O zarzutach pod adresem dyrektora, wraz z jego nazwiskiem, poinformowały media:

RPO podkreśla, że sformułowanie art. 75 Karty Nauczyciela, w którym mowa o uchybieniu godności zawodu nauczyciela, jest pojęciem nieostrym. Należy za każdym razem uściślić jego właściwe znaczenie w zależności od indywidualnej sprawy pod kątem rozumienia, na czym to uchybienie polega oraz wskazania chronionej wartości i jej naruszenia.

W odniesieniu do potencjalnego naruszenia obowiązków nauczyciela określonych w art. 6 Karta Nauczyciela jest podobnie: katalog wskazanych w nim obowiązków jest oparty również na sformułowaniach o charakterze nieostrym i stanowi pewnego rodzaju klauzulę generalną odnoszącą się do społecznej wartości i szczególnej rangi zawodu nauczyciela oraz związanych z nimi oczekiwań dotyczących kwalifikacji nie tylko merytorycznych i obywatelskich. Podstawa wszczęcia postępowania dyscyplinarnego powinna wskazywać na czym konkretnie polega uchybienie i wobec którego ze wskazanych w powołanym przepisie obowiązku.

Wśród wymienionych w art. 6 Karty Nauczyciela obowiązków jest obowiązek kształcenia i wychowywania młodzieży w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka oraz dbanie o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji.

Jak wskazuje się w literaturze, takie sformułowanie tego przepisu oznacza, że nauczyciel w ramach wykonywanej pracy zarówno dydaktycznej jak i wychowawczo-opiekuńczej powinien kierować się „duchem patriotyzmu […] oraz legalizmu (praworządności), cechującego oparcie działań organów władzy na normach prawnych”.

Podkreślając, że nauczyciele oraz uczniowie, tak jak wszyscy obywatele, mają prawo do wyrażania swoich poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społeczny, w ramach korzystania z konstytucyjnej wolności słowa (art. 54), należy zaznaczyć, że w świetle przywołanych przepisów Karty Nauczyciela, korzystanie z tych wolności może być nie tylko wyrazem indywidualnej postawy, ale stanowić formę realizacji wskazanych wyżej obowiązków dotyczących kształtowania wśród uczniów postaw obywatelskich w poszanowaniu Konstytucji RP i zgodnie z ideą demokracji.

VII.564.69.2021

Wszcząć śledztwo ws. policyjnego przymusu wobec dziennikarzy. Wniosek RPO do prokuratury

Data: 2021-06-17
  • Policja stosowała przemoc wobec dziennikarzy relacjonujących zgromadzenia publiczne, którzy mieli kamizelki „Press” i oświadczali, że wykonują swe zawodowe obowiązki
  • Mimo to używano wobec nich gazu łzawiącego czy pałek, jeden z nich został postrzelony gumową kulą
  • Policja uznała, że nie doszło do złamania prawa przez funkcjonariuszy
  • Dlatego RPO prosi prokuraturę, by wszczęła postępowanie w celu zbadania, czy takie środki przymusu wobec dziennikarzy nie były przestępstwem

Rzecznik Praw Obywatelskich z niepokojem obserwuje informacje mediów tradycyjnych i społecznościowych o przypadkach stosowania przez policjantów przemocy fizycznej wobec dziennikarzy relacjonujących zgromadzenia publiczne.

Od kilku miesięcy RPO dostrzega niebezpieczną eskalację używania środków przymusu w stosunku do dziennikarzy i fotoreporterów. Do szczególnie bulwersujących sytuacji doszło pod dworcem PKP Warszawa-Stadion podczas Marszu Niepodległości w listopadzie 2020 r. Wobec dziennikarzy zastosowano wtedy środki przymusu bezpośredniego (gaz łzawiący, pałki służbowe, granaty hukowe) – choć mieli oni kamizelki z napisem „Press” oraz informowali, że są na miejscu w celach służbowych.

Wielu dziennikarzy odniosło wtedy obrażenia w wyniku działań policji, np.  fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry, który w okolicach ronda de Gaulle’a został trafiony w twarz gumową kulą.

Z kolei 20 stycznia 2021 r. wobec fotoreporterów "Gazety Wyborczej" i Agencji Gazeta Macieja Jaźwieckiego oraz Jędrzeja Nowickiego użyto gazu łzawiącego, mimo że mieli wyraźne oznaczenia (legitymacja prasowa, opaska na ręku).

Rzecznik interweniował w tych sprawach u Komendanta Głównego Policji. Dostał odpowiedź, że „prowadzone w Komendzie Stołecznej Policji czynności wyjaśniające dot. użycia w dniu 20 stycznia 2021 r. w Warszawie ręcznego miotacza substancji obezwładniającej wobec fotoreporterów „Gazety Wyborczej" i Agencji Gazeta zostały zakończone. Przeprowadzona analiza przebiegu przedmiotowego zdarzenia nie potwierdziła popełnienia przez funkcjonariuszy Policji czynu stanowiącego przewinienie dyscyplinarne, a tym samym na podstawie art. 135 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji, odstąpiono od wszczęcia postępowania dyscyplinarnego”.

Zdaniem Rzecznika wyjaśnienia te nie są w pełni satysfakcjonujące. Opisane sytuacje budzą poważne wątpliwości z punktu widzenia poszanowania wolności słowa i bezpieczeństwa dziennikarzy. Niestety, negatywnie wpływają także na zaufanie obywateli do policji jako formacji powołanej do zapewniania bezpieczeństwa.

Dlatego też Rzecznik regularnie zwraca uwagę na standardy ochrony dziennikarzy podczas zgromadzeń publicznych. Powinni oni pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń, zwłaszcza podczas demonstracji, starć i działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest jednym z kluczowych zadań mediów jako tzw. „publicznego stróża” w demokratycznym społeczeństwie.

Obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić oraz może pomóc w rozliczeniu osób odpowiedzialnych za  nadużycia.

Funkcjonariusze powinni uwzględniać ważną rolę dziennikarzy jako bezstronnych obserwatorów. Na państwie ciąży ponadto pozytywny obowiązek ochrony dziennikarzy przed zagrażającymi ich bezpieczeństwu zachowaniami ze strony innych podmiotów prywatnych (np. uczestników demonstracji bądź kontrdemonstracji). Obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa mediom podczas demonstracji nie może być jednak wykorzystywany jako pretekst do tego, aby w sposób nieuzasadniony ograniczać dziennikarzom możliwość swobodnego ich relacjonowania.

A prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter czy pokojowy przebieg. Nielegalne demonstracje czy agresywny przebieg zgromadzenia może tym bardziej uzasadniać dostęp mediów do tego wydarzenia. A fakt, że demonstracja ma nielegalny charakter czy agresywny przebieg zwiększa ryzyko konieczności zastosowania środków przymusu wobec protestujących, co tym bardziej uzasadnia potrzebę zapewnienia mediom swobodnego dostępu do demonstracji oraz możliwości nagrywania tego wydarzenia, wraz z rejestracją przebiegu interwencji.

W ocenie Rzecznika policja powinna podejmować adekwatne środki działania w ramach wykonywania ustawowych zadań, powinna też w szczególny sposób dbać o bezpieczeństwo dziennikarzy relacjonujących zgromadzenie. Zasada wolności prasy, będącą pochodną ogólnej wolności wypowiedzi, stanowi szczególny przejaw wolności słowa. Oznacza więc swobodę wyrażania poglądów, swobodę pozyskiwania informacji oraz swobodę rozpowszechniania informacji za pośrednictwem środków masowego przekazu.

Podkreślić zatem należy istotną rolę dziennikarzy jaką jest rozpowszechnianie informacji i idei dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie. Pozostaje to w ścisłym związku z prawem opinii publicznej do otrzymywania informacji. Rolą organów państwa w urzeczywistnianiu wolności prasy jest natomiast zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do Prokuratora Okręgowego w Warszawie o wszczęcie odpowiedniego postępowania celem zbadania, czy stosowane przez funkcjonariuszy policji środki przymusu wobec dziennikarzy nie wypełniły znamion przestępstwa przekroczenia uprawnień na szkodę interesu prywatnego lub publicznego (art. 231 § 1 Kodeksu karnego).

VII.613.1.2021

Bardzo chętnie porozmawiam z min. Czarnkiem. Jak konstytucjonalista z konstyucjonalistą. Wywiad RPO dla Polsatu

Data: 2021-06-11

Zapis wywiadu:

Piotr Witwicki: Jaki powinien być nowym Rzeczniku Praw Obywatelskich?

Adam Bodnar: Prawidłowa odpowiedź brzmi „aktualny Rzecznik Praw Obywatelskich nie powinien wypowiadać się na ten temat” i  taka moja odpowiedź. Nie mogę przedstawiać moich preferencji w tej trudnej sytuacji, kiedy parlamentarzyści muszą dokonać wyboru.

A Lidia Starań to dobra kandydatka urząd?

Proszę mnie ciągnąć za język. To by naruszało pewne zasady

Zajmie się Pan sprawą Michała Dworczyka [wycieku danych z prywatnego konta pocztowego]?

Nie myślałem o tym. Oczywiście śledzę doniesienia medialne, ale pytanie, co miałbym w tej sprawie zrobić, skoro działania - jak rozumiem – prowadzą służby specjalne i prokuratura

Art. 49 Konstytucji zapewnia ochronę tajemnicy komunikowania, która  zdaje się w tej sprawie została naruszona. Michał Dworczyk wydał przed godziną dosłownie oświadczenie, mówi, że ma informacje o tym, że cały czas skrzynki jego żony dzieci są hakowane.

Ta, tylko to jest materiał naprawdę bardzo poważny dla naszych służb specjalnych. Bo jak to w ogóle jest możliwe, że dochodzi do tego typu ataków hakerskich na pocztę jednego z najważniejszych urzędników państwowych? Tak samo myślę, że jest to materiał dla prokuratury, żeby to zbadać także w kontekście międzynarodowym. Jedyne, co ja mógł w takiej sprawie zrobić, to dopytać się, co prokuratura i służby w tej sprawie

Ale art. 49 konstytucji należy brać poważnie?

Absolutnie tak. Ujawnianie korespondencji prywatnej przez jakiekolwiek podmioty stanowi naruszenie czyjegoś prawa do prywatności. Natomiast rola Rzecznika Praw Obywatelskich jest subsydiarna [pomocnicza], czyli Rzecznik interweniuje wtedy, kiedy widzi nieprawidłowości działania organów państwa. W sytuacji, kiedy rzecz dotyczy najważniejszego jednego z najważniejszych polskich ministrów, to wierzę, że polskie służby i prokuratura wykonują swoją pracę. Gdybym zobaczył, że tego nie robią, wtedy mógłbym oczywiście występować w obronie i dopytywać o te kwestie.

Kolegium Sądu Okręgowego w Krakowie wszczęło postępowanie w sprawie sędziego Żurka i domaga się postępowania dyscyplinarnego. Mamy w przeciągu kilku godzin dosłownie reakcję pana zastępczyni. Pytanie, czy również taką szybkość taką zdecydowaną reakcję może liczyć zwykły obywatel?

Pan sędzia Waldemar Żurek ma już bodajże 10 postępowań, które się przeciwko niemu toczą, różnych postępowań dyscyplinarnych i w zasadzie każda jakaś jego aktywność publiczna staje się od razu przedmiotem zainteresowania publicznego. Jeżeli mówimy o szybkości reakcji, dzoś po drodze do Wrocławia przeczytałem bardzo ciekawy artykuł w „Głosie Wielkopolskim” dotyczącym tajemniczej, niewyjaśnionych śmierci. Wydaje się, że akurat w tym przypadku policja prokuratura nie przedsięwzięły wszystkich czynności dowodowych Od razu poleciłem moim współpracownikom, żeby sprawą się zajęli. O ile wiem, wysłali już pismo do prokuratury. Jeżeli jest taka potrzeba, to reagujemy na bieżąco.

No ale czy sprawa sędziego Żurka jest tak ważna, że od razu pana zastępca musi interweniować? Czy to jest to, co w przestrzeganiu Konstytucji najbardziej bulwersuje Polaków, czy na to zwracają uwagę?

My reagujemy tez na pytania mediów o stanowisko. Akurat w tej sprawie media do nas zadzwoniły. Nie możemy w takiej sytuacji powiedzieć, że się zajmiemy sprawą za tydzień, zwłaszcza jeżeli wcześniej śledziliśmy różnego rodzaju postępowania dyscyplinarne, które się toczą w stosunku do polskich aktywnych sędziów.

Pozostając przy sprawie sędziego Żurek. On w czasie Tour de Konstytucja odpowiedział jednemu z dzieci tak: „Ale niestety tak się stało, że pan prezydent zaprzęg w nocy nielegalnych sędziów Trybunału i zrobił to po kryjomu. Prawnicy powiedzieli już tak nie wolno”. Jak to ma do wszystkich postulatów, żeby sędziowie byli absolutnie apolityczni i nie zabierali głos w tych sprawach?

Pan sędzia przemawiał w czasie jednego ze spotkań Tour de Konstytucja w Dobczycach i nie mówił niczego, czego całe środowisko nie powtarza dość konsekwentnie od wielu lat. Co więcej, w tym przypadku akurat - na pewno pan redaktor jest świadomy - został wydany wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie spółki Xero Flor przeciwko Polsce. Trybunał potwierdził, że faktycznie w polskim Trybunale Konstytucyjnym mamy osoby, które nie mają statusu sędziego (w sprawie Xero Floor dotyczyło to pana Mariusza Muszyńskiego). To są tezy, które są dość powszechne i oczywiste. Niejeden raz wielu różnych kontekstach w sytuacjach sędzia Żurek, stowarzyszenia sędziowskie, wielu profesorów prawa, ja także, powtarzaliśmy dokładnie to samo. Od tego zaczął przecież w Polsce kryzys konstytucyjny.

Tak, ale „sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić prowadzi działalności publicznej niedającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. To czy sędziowie, którzy opowiadają się często w sprawach właśnie publicznych politycznych, przekraczają granice czy nie?

O przekroczeniu granic nie ma mowy. Sędziowie wręcz mają obowiązek wypowiadać się w taki sposób, ponieważ są powiernikami wartości, które mają służyć demokratycznemu państwu prawnemu. To sędziowie odpowiadają za to, żeby rozstrzygać różne spory, gdzie trzeba chronić  wartości konstytucyjnych, w tym także chociażby wolności słowa. Przecież wiemy, że bardzo wiele spraw, które dotyczą wolności słowa, trafia obecnie do sądów i to od sędziów zależy, czy będą oni brali należyty sposób pod uwagę wartości wynikające z art. 54 Konstytucji, który mówi o wolności słowa.

Również minister Czarnek zwraca się bezpośrednio do pana z pytaniem, dlaczego koledzy z Tour de Konstytucja wykorzystują dzieci przedszkolne i ze szkół podstawowych do akcji czysto politycznej.

Nikt nikogo do niczego nie wykorzystuje. O ile, wiem, w Dobczycach po prostu pojawiły się na tym spotkaniu dzieci, nikt ich nie zapraszał. Bardziej być może jest to pytanie do dyrektora szkoły czy do czy do nauczycieli (o ile wiem jest prowadzone postępowanie w tej w tej kwestii).

Po drugie, wydaje się, że nie odwracajmy porządku rzeczy. Mówienie o Konstytucji nie jest czymś nagannym w Polsce. Ja się np. wybieram na Tour de Konstytucja do Częstochowy oraz do Katowic i zamierzam tam mówić o tym, co myślę o Konstytucji, o tym, dlaczego należy bronić chociażby praw i wolności obywatelskich wynikających Konstytucji. Mam nadzieję, że to w Polsce jeszcze nie jest nielegalne.

Nie, nawet pan minister Czarnek chciałby z Panem podyskutować tej Konstytucji (tak nawiasem mówiąc panowie taką debatę planowali, zapraszam do Polsat News)

Bardzo chętnie się spotkam z panem ministrem Czarnkiem. Jestem do dyspozycji. Mogę z nim rozmawiać tak jak konstytucjonalista z konstytucjonalistą

Chciałem zapytać o pana wywiad dla „Der Spiegel”. Użył pan tam zwrotu zwrotu „kompetytywny autorytaryzm”. Czy mógłby Pan wytłumaczyć, jak Pan określił sytuację w Polsce?

Tak, faktycznie w tym wywiadzie powiedziałem, że w Polsce wypełniamy kryteria tzw. konkurencyjnego autorytaryzmu (ang. competitive authoritarianism). Stworzyli je badacze amerykańscy, Steven Levitsky i Lucan A. Way. Teoria ta opisuje system pomiędzy demokracją pełnym autorytaryzmem. W tym systemie ta siła polityczna, która sprawuje władzę, ma stałą przewagę konkurencyjną nad przeciwnikami poprzez wykorzystywanie różnych  zasobów publicznych. Czyli pozornie wszystko wygląda OK, bo niby jest trójpodział władzy, niby jest pewien pluralizm debaty, ale tak naprawdę ta przewaga stale utrzymywana. Używając porównania z futbolu, to jest trochę tak, że wszyscy startują niby równo, ale jak dochodzi  do wyborów, to jedna drużyna ma 11 graczy druga ma 9.

A myśli Pan, że przed 2015 też panowała taka sytuacja w Polsce?

Nie. Do 2015 r. mieliśmy równe reguły gry politycznej. To, co się stało w Polsce, jest efektem różnych zmian instytucjonalnych, począwszy od Trybunału Konstytucyjnego przez podporządkowanie rządzącym prokuratury, mediów publicznych oraz niektórych instytucji sądowniczych, zwłaszcza Krajowej Rady Sądownictwa, także poprzez zmianę funkcjonowania systemu dyscyplinarnego dla sędziów. To wszystko wpływa na reguły gry politycznej. Wciąż oczywiście jest możliwe wynik wyborów, który będzie dawał szansę na odwrócenie tego trendu, natomiast według tej teorii ci, którzy konkurują o władzę, muszą się wysilić dwa razy bardziej niż ci, którzy przy władzy pozostają.

Czy gdy Pan słyszał wypowiedź Olgi Tokarczuk, która jednym tchem wymienia Polskę i Białoruś,  to by Pan oburzony, czy pomyślał Pan, że Olga Tokarczuk, nasza noblistka, powiedziała coś, co również pan czy inni Polacy mają myśli?

Uważam, że w takiej sytuacji jeżeli stosujemy za proste porównania, to zaciemnia to obraz. Dość dobrze pamiętam np. dyskusję w 2015 i 2016 roku, kiedy był atak na Trybunał Konstytucyjny i była mowa o tym, że „zaraz w Polsce będzie Białoruś”. Starałem się wtedy mówić: Słuchajcie, sytuacja jest o tyle skomplikowana, że trzeba opisywać ją w sposób trochę bardziej zniuansowany i używać do tego aparatury pojęciowej ze świata prawa konstytucyjnego czy politologii. Dlatego uważam, że teoria, której mówiłem, ma tu dobre zastosowanie. Bo na zwraca uwagę na pewne elementy dynamiczne. Oczywiście pisarze artyści mają prawo do tego, żeby wyrażać swoje opinie w sposób bardziej zdecydowany i ostrzejszy, natomiast ja osobiście tak daleko bym nie poszedł. Bo sytuacja jest absolutnie nieporównywalne, jeżeli chodzi o to, jakie są zagrożenia w Polsce, a jakie na Białorusi. Co więcej, uważam, że w kontekście Białorusi powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, abyśmy mówili jednym głosem - wszystkie środowiska i siły polityczne - w sposób wspierający ruch na rzecz demokratyzacji Białorusi. Czasami widzę, że niestety tych podziałów jest zbyt wiele i nie wykorzystujemy tego, że jest to dla nas jeden z niewielu wspólnych tematów o znaczeniu geopolitycznym i strategicznym.

Podsumowując Pana działalność przeglądam sobie Konstytucję pomyślałem o artykule 74. Pan pamięta, co w nim jest, prawda?

Ochrona środowiska. „Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo obecnymi przyszłym pokoleniu”.

Punkt dla Pana. Nie ma Pan poczucia, że pana kadencja upłynęła na skupianiu się na sprawach sądowych, że nie wykorzystał Pan też tego czasu, żeby chociażby sprawy ekologiczne tak ważne dla młodych?

Wręcz przeciwnie. Udało mi się zablokować rozbudowę dwóch istotnych ferm kurzych: w Kruszynianach, druga okolicach Wrześni (pamiętam nawet w okolicach Wrześni dostałem kwiaty od mieszkańców za moje interwencje w tym zakresie). Zajmowałem się bardzo intensywnie temat nielegalnych składowisk odpadów, wspierają środowiska walczące ze smogiem. Niestety, bardzo się rozczarowałem wyrokiem Sądu Najwyższego 28 maja w sprawie tego, czy życie w warunkach smogu stanowi naruszenie dóbr osobistych (Sąd Najwyższy niestety stwierdził, że tak nie jest). Co więcej moja bliska współpracowniczka, mecenas Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, na tyle się też w tych sprawach wyspecjalizowała się, że teraz jest szefową fundacji Client Earth, czyli wiodącej organizacji, która walczy o ochronę środowiska

Ma też bieżący kontakt z Młodzieżowym Strajkiem Klimatycznym.

Press Club za uchyleniem przez sąd zgody prezesa UOKiK na kupno Polska Press przez PKN Orlen

Data: 2021-06-07
  • Koncentracja ta stanowi potencjalne ogromne zagrożenie dla wolności mediów, zwłaszcza lokalnych
  • Dopóki politycy nie mają bezpośredniego wpływu na media, ich rola kontrolna i krytyczna może być sprawowana. Gdy uzyskują możliwość wpływania na poszczególne redakcje, rola ta staje się fikcyjna
  • Dotychczasowe decyzje personalne w Polska Press są dowodem na dokonywanie zmian pod kątem politycznym, a nie merytorycznym
  • Trudno przypuszczać, by redakcje miały pełną swobodę prezentowania informacji na temat polityków sprawujących władzę - jednocześnie mogą stać się narzędziem ataku na politycznych konkurentów

Zarząd fundacji Press Club Polska przedstawił Sądowi Okręgowemu w Warszawie istotny dla sprawy pogląd w związku z odwołaniem Rzecznika Praw Obywatelskich od decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie wydania zgody na dokonanie koncentracji, polegającej przejęciu przez Polski Koncern Naftowy ORLEN SA z siedzibą w Płocku kontroli nad Polska Press.

Uzasadnienie decyzji Prezesa UOKiK jednoznacznie wskazuje, że wydając zgodę na dokonanie koncentracji w przedmiotowej sprawie przyjął maksymalnie wąską i nadmiernie uproszczoną perspektywę.

Zarówno tempo wydania zgody, jak i decyzje podjęte w trakcie postępowania przez Prezesa UOKIK (m.in. nieprzekazanie RPO akt sprawy, niedopuszczenie do udziału w charakterze strony organizacji społecznych) wskazują na to, że decyzja nie została poprzedzona wszechstronnym rozpatrzeniem wszystkich argumentów, zwłaszcza przemawiających przeciwko wydaniu zgody.

Budzi to niepokój i zdziwienie zwłaszcza w kontekście innej sprawy: zakończonej odmową wydania zgody na przejęcie Radia Zet przez spółkę Agora, które to postępowanie trwało wiele miesięcy, co samo w sobie pokazuje odmienne traktowania podmiotów od państwa niezależnych i podmiotów z udziałem Skarbu Państwa.

Nie czas i miejsce na powielanie argumentów podniesionych w odwołaniu Rzecznika Praw Obywatelskich - poprzestaniemy na stwierdzeniu, że w pełni się z nimi zgadzamy. Pragniemy natomiast uwagę Sądu zwrócić na kwestie, które być może umykają przy podejściu stricte gospodarczym, a mają równie istotny wpływ na tę sprawę.

Wolny rynek w kontekście mediów to nie tylko - bardzo ważna - wolność w rozumieniu ekonomicznym: swobodna konkurencja, równe warunki działalności, takie same ramy prawne dla wszystkich uczestników rynku. Wolny rynek w kontekście mediów to także - równie ważne - wolne od nacisków politycznych lub ekonomicznych redakcje i dziennikarze, równy dostęp do informacji, równy dostęp do finansowania z reklam pochodzących z budżetu państwa lub spółek Skarbu Państwa oraz kolportażu.

Wnioskowana koncentracja stanowi potencjalne ogromne zagrożenie dla tak rozumianej wolności mediów- w szczególności tych lokalnych, bo to jest rynek, na którym funkcjonują tytuły prasowe grupy Polska Press. Pierwszą i najważniejszą rolą mediów jest, zgodnie z przywołanym art. 1 Prawa prasowego rzetelne informowanie, zapewnianie jawności życia publicznego oraz sprawowanie kontroli i krytyki społecznej. Wypełnienie tej roli jest możliwe pod wieloma warunkami, z których najważniejszy to formalna i faktyczna swoboda kształtowania działania redakcji przez nią samą. Innymi słowy - wolność od jakichkolwiek nacisków: personalnych, ekonomicznych, politycznych.

Nie sposób przyjąć, że zakup Polska Press przez spółkę, w której decydujący głos, mają przedstawiciele Skarbu Państwa, a więc politycy, w których żywotnym interesie jest eksponowanie informacji dla nich korzystnych, zaś ukrywanie informacji niekorzystnych, do takich nacisków nie doprowadzi. Dopóki politycy nie mają bezpośredniego wpływu na media, rola kontrolna i krytyczna może być sprawowana. Z chwilą uzyskania przez nich możliwości wpływania na poszczególne redakcje, rola ta staje się fikcyjna.

Dotychczas podjęte przez przedstawicieli Orlenu decyzje personalne - zwolnienie co najmniej czterech wieloletnich i doświadczonych redaktorów naczelnych dzienników regionalnych, bez podania powodów - są dowodem na dokonywanie zmian pod kątem politycznym, a nie merytorycznym. Nadmienić należy, że wszyscy zwolnieni cieszą się opinią znakomitych fachowców.

Kolejnym zagrożeniem dla wolności prasy, płynącym z przedmiotowej koncentracji jest uzyskanie przez spółkę kontrolowaną przez Skarb Państwa decydującego wpływu na 20 dzienników regionalnych, ponad sto periodyków i kilkaset regionalnych i powiatowych serwisów internetowych. Trudno przypuszczać, by zwłaszcza w okresach przedwyborczych wszystkie te redakcje miały pełną swobodę prezentowania informacji na temat polityków aktualnie sprawujących władzę.

Jednocześnie mogą stać się bardzo skutecznym narzędziem do ataku na politycznych konkurentów. Przyznawał to zresztą sam prezes PKN Orlen pan Daniel Obajtek wskazując, że jednym z celów pozyskania koncernu Polska Press jest „rozbudowa narzędzi big data" (tak głosił oficjalny komunikat spółki z 8 grudnia 2020 r. cyt. przez branżowy portal Wirtualnemedia.pl). To pokazuje prawdziwe powody dokonania tej transakcji - i możliwe jej konsekwencje, bynajmniej nie biznesowe.

Zgodnie z definicją zawartą w Kodeksie cywilnym „Za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową.". Odbiorca medium, który zawiera z wydawcą tego medium umowę (najczęściej kupna lub podobną) niewątpliwie jest konsumentem, a jego prawa wynikające z tego statusu podlegają ochronie, tak samo jak klienta w sklepie, banku czy biurze podróży. W tym wypadku mamy do czynienia z konsumentem treści, dostarczanych przez wydawcę. Jakość tych treści musi odpowiadać wymogom opisanym w Konstytucji i Prawie prasowym.

Zgoda na dokonanie koncentracji, wyrażona przez Prezesa UOKiK nie tylko nie gwarantuje zachowania tej jakości w mediach docierających do wielu milionów odbiorców, ale wręcz stanowi dla niej istotne zagrożenie. Wobec powyższego uważamy, że w tej sprawie zasadne jest uchylenie w całości decyzji Prezesa UOKiK.

VII.716.26.2020

(pełny tekst w załączniku poniżej) 

Zakazane znaki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet na lekcjach zdalnych. Interwencja i wyjaśnienia Rzecznika

Data: 2021-06-04
  • XXXIV Liceum Ogólnokształcąc im. Krzysztofa Kieślowskiego w Łodzi zakazało uczniom w regulaminie używania symbolu Ogólnopolskiego Strajku Kobiet na platformie do zdalnego nauczania.
  • RPO poprosił o wyjaśnienia i dowiedział się, że regulamin zabrania po prostu używania w awatarach na platformie TEAMS (ikonkach identyfikujących użytkowników) jakiejkolwiek symboliki politycznej i nie wskazuje bezpośrednio na żadną organizację, stowarzyszenie czy grupę nieformalną.
  • RPO odniósł jednak wrażenie, że przepisy regulaminu zostały opracowane w reakcji na konkretne wydarzenia, związane z wydaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji (K 1/20).  Dlatego przedstawił w piśmie do szkoły i do samorządu Łodzi wyjaśnienia.

Celem Rzecznika Praw Obywatelskich nie jest wskazywanie sposobu, w jaki należy rozumieć symbole Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Rzecznik zauważa jednak, że także nauczyciele nie powinni przenosić własnych interpretacji na uczniów i uczennice. Dyrekcja szkoły napisała przecież Rzecznikowi: „Używana przez kilkoro uczniów symbolika związana z OSK była odbierana przez część społeczności negatywnie. Działalność OSK w przestrzeni publicznej i nie tylko, nacechowana jest wulgaryzmami, mową nienawiści, aprobowaniem stosowania przemocy i wręcz zachęcaniem do jej stosowania. Szkoła nie może być miejscem na promocje takich zachowań”.

Używanie przez młodzież symbolu OSK nie oznacza automatycznie aprobowania działań niezgodnych z prawem. Nie można przyjąć, że manifestowanie swoich poglądów za pomocą symbolu błyskawicy jest jednoznaczne z pochwałą czynów chuligańskich, używania wulgarnego języka oraz ataków na określone miejsca, osoby lub środowiska, które miały faktycznie miejsce podczas jesiennych protestów i były oceniane krytycznie przez obserwatorów. Tworzenie takiego ciągu skojarzeń stanowi niepotrzebną nadinterpretację, a organy administracji nie powinny podejmować działań w reakcji na czyny domniemane lub teoretyczne.

Rzecznik Praw Obywatelskich wie, iż do zadań szkoły należy wychowywanie dzieci i młodzieży, a obowiązkiem dyrektora szkoły jest zapewnienie im bezpiecznych warunków nauki. Rzecznik troszczy się również o uczniów, dla których ważne są wartości etyki chrześcijańskiej. Świadczy o tym m.in. stanowisko Rzecznika w sprawach dotyczących funkcjonowania w szkołach symboli religii katolickiej. Rzecznik apeluje o to, aby ocena zachowania konkretnego ucznia lub uczennicy była dokonywana w każdym przypadku z najwyższą starannością, z poszanowaniem ich praw i wolności..

Reakcja szkoły na działania podejmowane przez uczniów i uczennice musi być proporcjonalna, co oznacza, że ewentualne dolegliwości powinny być odpowiednie do stopnia szkodliwości zachowania danej osoby. Tymczasem wśród możliwych konsekwencji umieszczania zakazanych znaków w awatarach wymieniono karę najbardziej poważną - skreślenie z listy uczniów szkoły, co może budzić sprzeciw.

RPO podkreśla znaczenie wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, gwarantowanej przez art. 54 Konstytucji RP, art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz art. 12 i art. 13 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawach dziecka.  

Wolność wypowiedzi obejmuje poglądy kontrowersyjne, budzące duże emocje. Wypowiedzią jest wyrażenie swoich poglądów i przekonań w każdej możliwej formie, a zatem nie tylko w formie werbalnej, ale również w inny sposób. Dlatego też wskazywanie w odpowiedzi szkoły na negatywny odbiór symboli u niektórych osób, zranienie ich uczuć, profilaktykę zachowań agresywnych czy też zapobieganie konfliktom między uczniami, nie stanowi, zdaniem Rzecznika, wystarczającego uzasadnienia dla ograniczania wolności przekonań. Znak umieszczony w awatarze to symbol bierny, który nie wymusza żadnej reakcji ze strony nauczycieli oraz innych uczestników zajęć.

Orzecznictwo organów Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności potwierdza, że ochrona wynikająca z art. 10 Konwencji rozciąga się na wszystkie rodzaje wypowiedzi wyrażających opinie, idee albo informacje, niezależnie od ich treści oraz sposobu komunikowania się, w szczególności o charakterze politycznym oraz dotyczące spraw publicznej troski. W uzasadnieniu wyroku Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził: „Swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, podstawą jego rozwoju i warunkiem samorealizacji jednostki. (...) Nie może obejmować wyłącznie informacji i poglądów odbieranych przychylnie albo postrzeganych jako nieszkodliwe lub obojętne, ale i takie, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój w państwie albo w jakiejś grupie społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których demokratyczne społeczeństwo nie istnieje”. W wyroku Women on Waves i inni przeciwko Portugalii Trybunał dodał, że wolność wypowiedzi staje się najcenniejsza właśnie wtedy, kiedy prezentowane są idee, które uderzają, szokują i kwestionują zastany porządek.

RPO z zadowoleniem przyjmuje informację, że XXXIV Liceum Ogólnokształcące im. Krzysztofa Kieślowskiego uznaje prawo uczniów i uczennic do uczestniczenia w życiu społecznym oraz posiadania poglądów politycznych, a także stara się zapewniać im możliwość prowadzenia debaty na ważne tematy podczas lekcji historii, WOS oraz na godzinach wychowawczych. Aby jednak wartości wymienione w statucie („ochrona swobody myśli, sumienia, wyznania, tolerancja światopoglądowa, poszanowanie odmienności”) nie pozostały jedynie w sferze deklaracji, uczniom należy zapewnić prawo do swobody wyrażania przekonań także w warunkach, które nie są w pełni kontrolowane przez nauczycieli. Nie można bowiem mówić o swobodzie wypowiedzi, jeśli jest ona dopuszczalna w ściśle wyznaczonych ramach i nie naraża innych osób na konfrontację z odmiennymi opiniami. Ponieważ zadaniem szkoły jest przygotowanie uczniów i uczennic do dorosłego życia, warto pamiętać, że ich udziałem stanie się kontakt z - jak ujął to w piśmie do RPO dyrektor Liceum - „afiszowaniem się odmiennymi poglądami politycznymi”. Słusznym celem jest zatem wychowanie w duchu tolerancji oraz przygotowanie młodych ludzi do debaty w sytuacji, gdy druga osoba ma inne poglądy.

Rzecznik zapoznał się z protokołem z kontroli z dnia 16 kwietnia 2021 r. w XXXIV LO im. K. Kieślowskiego w Łodzi, przeprowadzonej przez Przewodniczącego Rady Miejskiej w Łodzi i innych radnych. Wynika z niego, że w ocenie radnych Regulamin został przyjęty z naruszeniem § 13 Statutu Szkoły, ponieważ nie był konsultowany z radą rodziców, radą pedagogiczną i samorządem uczniowskim. Radni zauważają, że platforma Teams, używana przez szkołę, jest platformą ogólnodostępną i publiczną. Niezrozumiałe jest zwłaszcza adresowanie zakazów umieszczania symboli w awatarach do rodziców uczniów.

Wolność wypowiedzi gwarantowana jest przez art. 54 ust. 1 Konstytucji RP każdemu, a zatem także młodym osobom, które uczęszczają do szkoły. Wolność ta nie ma charakteru absolutnego i podlega ograniczeniom. W odniesieniu do realizacji wolności i praw dzieci i młodzieży trzeba uwzględniać stopień ich dojrzałości oraz możliwe zagrożenia. Nie można jednak zakładać, że młody wiek uniemożliwia im dokonywanie własnych analiz i wyciągania wniosków. Ewentualne zakazy powinny być wprowadzane po dokonaniu oceny wszystkich aspektów problemu oraz zważeniu korzyści i strat dla rozwoju młodych ludzi. Istnieje ryzyko, iż żądanie od uczniów zaprzestania prezentowania określonych poglądów wpłynie negatywnie na ich zainteresowanie problemami społecznymi i przyszłą aktywność obywatelską.

VII.564.45.2021

Projekt ustawy „o wolności w nauce” niebezpieczny dla wolności badań i twórczości. Adam Bodnar do min. Czarnka

Data: 2021-05-31

  • RPO przedstawia min. Przemysławowi Czarnkowi uwagi do projektu ustawy o wolności w nauce (nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym), w którym proponuje się wprowadzenie zmian prawnych w zakresie zasad odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli akademickich.
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich projekt nie zasługuje na akceptację. Proponuje rozwiązania nie tylko zbędne dla wolności twórczości artystycznej  i badań naukowych, ale szkodliwe dla pełnej realizacji tych wolności i godzące w autonomię uczelni wyższych.

Z uzasadnienia projektu wynika, że proponowane zmiany stanowią odpowiedź na przypadki naruszania wolności wyrażania poglądów w uczelniach wyższych skutkujące cenzurą. Projektodawca nie odwołuje się jednak do żadnych konkretnych spraw ani nie przedstawia informacji na temat działań podjętych przez niego w celu zidentyfikowania problemu i jego realnych rozmiarów.

Deklarowanym celem zaproponowanych rozwiązań jest zagwarantowanie możliwości swobodnego wyrażania poglądów, w szczególności przez nauczycieli akademickich.

Rzecznik pragnie podkreślić, że debata naukowa zakłada posługiwanie się argumentacją o charakterze naukowym, a nie odwołującą się do przekonań światopoglądowych czy też religijnych badacza. Posługiwanie się takimi, pozanaukowymi, argumentami stawia pod znakiem zapytania warsztat naukowy badacza. W tym kontekście to właśnie wolności, o których stanowi art. 73 Konstytucji RP, a nie wolność słowa, mają podstawowe znaczenie dla rozwoju nauki.

Wyłączenie odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczyciela akademickiego za wyrażanie przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych

Podstawowe rozwiązanie zamieszone w analizowanym projekcie dotyczy zmiany zakresu odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli akademickich. W projekcie proponuje się dodanie po art. 275 ust. 1 PSWN, stanowiącym, że nauczyciel akademicki podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej za przewinienie dyscyplinarne stanowiące czyn uchybiający obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu nauczyciela akademickiego, przepisu, zgodnie z którym „[n]ie stanowi przewinienia dyscyplinarnego wyrażanie przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych”. Przedmiotowy przepis nawiązuje do chronionej na gruncie art. 54 Konstytucji RP wolności wyrażania poglądów.

Budzi to poważne wątpliwości RPO. Konstytucja wyraźnie rozdziela wolność wyrażania – dowolnych, w tym również nienaukowych – poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP) oraz wolność działalności twórczej, naukowej i artystycznej (art. 73 Konstytucji RP). Art. 73 Konstytucji RP odnosi się do sfery wolności słowa jedynie w zakresie wolności wykonywania badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz w nauczaniu. Wypowiedzi chronione na gruncie artykułu 73 Konstytucji RP powinny więc spełniać standard, odpowiednio, twórczości lub naukowości.

Całkowite wyłączenie możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczyciela akademickiego z uwagi na głoszone poglądy może w praktyce oznaczać konieczność ochrony przez władze uczelni osób głoszących skrajne, niepoparte naukowymi dowodami przekonania.

Nieostre ujęcie przesłanek wyłączających odpowiedzialność dyscyplinarną nauczyciela akademickiego

Warto też podkreślić, że pojęcie „przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych”, którym posłużono się w projekcie, ma charakter nieostry, pozwalający na daleko idącą, swobodną interpretację.

W praktyce wpływ na to, jakiego rodzaju wypowiedzi będą podlegały ochronie, mieć będzie komisja dyscyplinarna przy Ministrze.

Znaczenie wprowadzonych zmian dla możliwości pociągnięcia nauczyciela akademickiego do odpowiedzialności karnej i cywilnej

Proponowane wyłączenie ma bardzo szeroki zakres. W praktyce może to oznaczać, że prezentowanie w debacie naukowej przekonań światopoglądowych, religijnych czy filozoficznych o charakterze obraźliwym (np. negowanie człowieczeństwa osób LGBT czy zdolności intelektualnych osób wierzących) nie będzie mogło spotkać się z należytą reakcją środowiska akademickiego. Jednocześnie jednak z uzasadnienia projektowanych zmian wynika, że wyłączenie odpowiedzialności dyscyplinarnej nie wyłącza możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności karnej bądź cywilnej nauczyciela akademickiego, tj. w szczególności nauczyciel akademicki będzie mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności za przestępstwa zniesławienia (art. 212 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1444 ze zm.; dalej jako: Kodeks karny), zniewagi (art. 216 Kodeksu karnego) czy przestępstwa z nienawiści (art. 256 i 257 Kodeksu karnego) oraz odpowiedzialności za naruszenia dóbr osobistych innych osób na gruncie art. 23 i 24 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1740 ze zm.), np. w kontekście wypowiedzi formułowanych przez nauczycieli akademickich w odniesieniu do studentów czy doktorantów.

Obowiązki nałożone na rektora uczelni wyższej

Zgodnie z projektem w art. 23 ust. 2 PSWN, który zawiera niewyczerpujący katalog kompetencji rektora szkoły wyższej, dodaje się pkt 2a, który stanowi, że zadaniem rektora jest zapewnianie w uczelni poszanowania wolności nauczania, wolności słowa, badań naukowych, ogłaszania ich wyników, a także debaty akademickiej organizowanej przez członków wspólnoty uczelni z zachowaniem zasad pluralizmu światopoglądowego i przepisów porządkowych uczelni.

Z uzasadnienia projektu wynika, że celem wprowadzonych zmian jest zobligowanie rektora do podejmowania w większym zakresie działań ukierunkowanych na zapewnienie wolności wyrażania poglądów na uczelni.

Budzi to zastrzeżenia z kilku powodów. Po pierwsze, obowiązek przestrzegania wolności nauczania, badań naukowych, ogłaszania ich wyników, a także debaty akademickiej czy wolności słowa, ciąży na wszystkich członkach wspólnoty akademickiej, a nie tylko na rektorze. Po drugie, mimo wskazówek zawartych w uzasadnieniu projektu, nie jest jasne, do stosowania jakich środków będzie zobowiązany rektor. Czy rektor, dbając o pluralizm światopoglądowy debaty akademickiej, będzie miał obowiązek ingerować w listę zapraszanych na konferencje osób tak, by zachowany był ów pluralizm poglądów? Takie działanie może w istocie godzić w wartości ogólnoakademickie i stanowić ograniczenie debaty.

VII.7033.26.2021

Decyzje prezeski Polskiego Radia co do Janiny Jankowskiej i Ireny Piłatowskiej. RPO pyta o przyczyny

Data: 2021-05-28
  • Media doniosły o decyzji prezeski Polskiego Radia Agnieszki Kamińskiej o usunięciu  Janiny Jankowskiej i Ireny Piłatowskiej z komisji artystycznej i z jury Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory, organizowanego przez Polskie Radio.

RPO wskazuje, że Janina Jankowska była pomysłodawczynią tego konkursu i kierowała nim od 2004 r. Realizacja reportażu została zawieszona z uwagi na pandemię i ostatni finalista czeka dwa lata na możliwość zaprezentowania swojej pracy.

A rozwiązanie współpracy z Janiną Jankowską nastąpiło krótko po jej krytycznych wobec Polskiego Radia wypowiedziach dotyczących misji publicznej.

To kolejna sytuacja rozwiązania współpracy z dziennikarzami, którzy przedstawiali krytyczne opinie o mediach publicznych. Działanie to budzi wątpliwości co do nieprzypadkowości rezygnacji ze współpracy przez publiczne radio z dziennikarzami, którzy korzystają z konstytucyjnie gwarantowanej wolności słowa (art. 54 Konstytucji).

Zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk prosi prezeskę Polskiego Radia o informację o przyczynach decyzji w tej sprawie.

Odpowiedź Polskiego Radia (pełny tekst poniżej w załączniku)

Wbrew doniesieniom medialnym, jakiekolwiek zmiany w składzie jury Konkursu nie miały miejsca. Uchwała nr 24/VIII/2017 Zarządu Polskiego Radia S.A. z dnia 29 marca 2017 roku, w sprawie powołania jury Konkursu nie została dotychczas uchylona, ani w jakikolwiek sposób zmieniona. Zarządowi Spółki nie są znane przyczyny nieprawdziwych wzmianek na ten temat w mediach branżowych. Jest jednocześnie rzeczą niepokojącą, że tego rodzaju nieprawdziwe i niezweryfikowane doniesienia, stają się podstawą wystąpień Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Inną kwestią jest natomiast skład Komisji Artystycznej, która powołana została w oparciu o obowiązujący od 2017 roku Regulamin Konkursu. Zgodnie z jego treścią, Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia S.A. zapewnia zwycięzcom Konkursu nadzór artystyczny, który sprowadza się do pracy stypendystów pod kierunkiem wzmiankowanej Komisji Artystycznej.

Wymaga zaznaczenia, że tego rodzaju Komisja Artystyczna została sformalizowana po raz pierwszy, a więc podobnie nie może być mowy o jakimkolwiek wyrzucaniu kogokolwiek z jej składu. Decyzja w tym zakresie jest wynikiem tylko i wyłącznie suwerennych decyzji Zarządu Spółki - jako jedynego organizatora Konkursu - oraz pozostaje w zgodzie z obecnie obowiązującym Regulaminem Konkursu. Zważywszy na konieczność stałego i realnego wsparcia stypendystów, w skład Komisji Artystycznej powołane zostały osoby ściśle związane z bieżącą działalnością Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia S.A., w tym jego aktualny redaktor naczelny, a także osoby reprezentujące spółki publicznej radiofonii. 

VII.564.63.2021

Koronawirus. Odpowiedzialność zawodowa lekarzy za "propagowanie postaw antyzdrowotnych" – naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej wyjaśnia

Data: 2021-05-24
  • Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie nie dotyczy wyrażania przez pewną grupę lekarzy poglądów odmiennych od „przeważającego stanowiska nauki”
  • Chodzi bowiem o publikowanie i rozpowszechnianie treści, które mogą być z aktualną wiedzą medyczną oczywiście niezgodne, a także mogą promować postawy antyzdrowotne
  • „Nie jest to wirus-zabójca a choroba łatwa do wyleczenia”; „Tak zwani +bezobjawowi nosiciele+ nie zarażają innych” – padały takie m.in. twierdzenia
  • Mogło dojść do przewinieniania zawodowego. Trwa postępowanie, w którym żadnemu lekarzowi nie przedstawiono dotychczas zarzutów

Rzecznik Praw Obywatelskich dostał odpowiedź naczelnego rzecznika odpowiedzialności zawodowej Grzegorza Wrony w sprawie jego działań, podejmowanych wobec sygnatariuszy „Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów” oraz „Apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2”.

Chodzi o krążący w internecie, datowany  na 5 października 2020 r.,  „List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów". Głosił m.in.: "Po początkowej panice dotyczącej Covid-19, fakty obiektywne pokazują teraz zupełnie inny obraz - nie ma już medycznego i naukowego uzasadnienia dla kontynuacji stosowanych obostrzeń". Wskazywał też na alternatywne metody terapii, które - w przekonaniu sygnatariuszy – miałyby być skuteczne. Apel miał podważać zaufanie do szczepień. Oba wystąpienia podpisywali przedstawiciele zawodów medycznych, w tym lekarze.

Do RPO wpłynęło pismo stowarzyszenia „Wolne wybory” dotyczące działań Grzegorza Wrony wobec osób, które podpisały się pod listem. Są oni wzywani do składania wyjaśnień. W kierowanych do nich pismach wskazano, że brak odpowiedzi zostanie uznany jako przyznanie, że samodzielnie podpisali bądź wyrazili zgodę na umieszczenie ich nazwisk na liście sygnatariuszy.

Stanowisko RPO 

RPO nawiązuje do stanowiska Grzegorza Wrony z pisma 21 kwietnia 2021 r. w sprawie wniosku GIS ws. odpowiedzialności zawodowej dr. Pawła Grzesiowskiego, który krytykował działania władz w pandemii. G. Wrona stwierdził wtedy, że „nie można w sposób ogólny utożsamiać swobody wypowiedzi lub prawa do krytycznej oceny działań określonych władz czy instytucji z prawem do swobodnego głoszenia przez lekarzy, czyli osoby wykonujące zawód zaufania publicznego, poglądów niezgodnych z aktualną wiedzą naukową albo promujących postawy antyzdrowotne”.

Z art. 71 zd. 2 Kodeksu Etyki Lekarskiej wynika, że lekarz, również poza pracą zawodową, nie może propagować postaw antyzdrowotnych. Tym samym nie wyklucza odpowiedzialności zawodowej lekarza publikowanie przez niego informacji dotyczących zdrowia, które są fałszywe bądź stanowią manipulację.

Równocześnie jednak prezentowanie poglądów, które nie pozostają w zgodzie z przeważającym stanowiskiem nauki, jeśli tylko znajdują oparcie w rzetelnych badaniach naukowych, nie może – w ocenie RPO – prowadzić do podejmowania względem lekarzy działań dotyczących odpowiedzialności zawodowej.

Ograniczenie możliwości prezentowania naukowych, choć mniejszościowych twierdzeń, może bowiem mieć negatywny wpływ na rozwój działalności naukowej, która dążyć winna do zgłębienia prawdy, tj. do „ustalenia obiektywnie weryfikowalnego opisu rzeczywistości”.

Dlatego RPO zwraca uwagę na konieczność uwzględnienia w toczących się postepowaniach wszelkich dowodów, w tym m.in. ewentualnych wiarygodnych badań potwierdzających bądź zaprzeczających tezom głoszonym przez sygnatariuszy wystąpień.

Wątpliwości RPO budzi zaś zawarta w kierowanych do lekarzy pismach informacja, że brak odpowiedzi na wystąpienie Grzegorza Wrony będzie oznaczał przyznanie się do faktu bycia sygnatariuszem listu bądź apelu.

Sam bowiem akt milczenia nie może być utożsamiony z przyznaniem określonych faktów. Przyjęcie takiej koncepcji pozostawałoby w sprzeczności ze stosowanym odpowiednio w postępowaniach ws. odpowiedzialności zawodowej lekarzy art. 74 § 1 Kodeksu postępowania karnego, z którego wynika brak obowiązku oskarżonego dowodzenia swojej niewinności oraz dostarczania dowodów na swoją niekorzyść. Przyjmuje się, że oskarżony ma prawo do milczenia, z którego nie można wywodzić negatywnych konsekwencji dla oskarżonego.

Odpowiedź Grzegorza Wrony

Jak Pan Rzecznik doskonale wie, do najważniejszych zadań, jakie na samorząd lekarski nakłada ustawa o izbach lekarskich w oparciu o art. 17 Konstytucji RP jest sprawowanie pieczy nad należytym wykonywaniem zawodów lekarza oraz lekarza dentysty w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Sprawowanie tej pieczy jest realizowane m.in. w drodze postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy i lekarzy dentystów.

W omawianym przypadku NROZ, na podstawie przepisów ustawy o izbach lekarskich, powziąwszy z różnych źródeł informację o możliwości popełnienia przez grupę lekarzy i lekarzy dentystów przewinienia zawodowego polegającego na publicznym przekazywaniu w formie listów otwartych i apeli informacji, które mogą być niezgodne z aktualną wiedzą medyczną lub promować postawy antyzdrowotne, co może stanowić przewinienie zawodowe określone w art. 53 ustawy o izbach lekarskich, w dniu 30 grudnia 2020 r. wszczął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

Wspomniane pisma/apele zawierają stwierdzenia, które u każdego - nawet osoby nie będącej lekarzem - mogą budzić wątpliwość co do ich zgodności z aktualną wiedzą medyczną, takie m.in. jak: „W międzyczasie opracowano dostępną, bezpieczną i skuteczną terapię dla tych, którzy mają ciężki przebieg choroby - zastosowanie HCQ (hydroksychlorochinę), cynku i azytromycyny. Szybkie zastosowanie tej terapii prowadzi do wyzdrowienia i często zapobiega hospitalizacji". „Dlatego też nie jest to wirus-zabójca a choroba łatwa do wyleczenia” „Tak zwani "bezobjawowi nosiciele” nie zarażają innych”.

Postępowanie wyjaśniające o sygnaturze NRO-30/20 nie dotyczy wyrażania przez pewną grupę lekarzy i lekarzy dentystów poglądów odmiennych od „przeważającego stanowiska nauki”, lecz jego przedmiotem jest publikowanie i rozpowszechnianie przez nich treści, które mogą być z aktualną wiedzą medyczną oczywiście niezgodne, a także mogą promować postawy antyzdrowotne, co w przypadku lekarza może stanowić przewinienie zawodowe określone w art. 53 ustawy o izbach lekarskich.

Obecnie w ramach omawianego postępowania NROZ gromadzi materiał dowodowy, m.in. pod postacią zeznań świadków i wyjaśnień lekarzy, których postępowanie dotyczy, w celu dokonania oceny czy zostało popełnione przewinienie zawodowe, a jeśli tak, to na czym konkretnie polegało oraz ustalić kto takie przewinienie popełnił. Do chwili obecnej żadnemu lekarzowi nie przedstawiono zarzutów i żaden lekarz nie ma w tym postępowaniu statusu obwinionego.

Zwracanie się przez NROZ do lekarzy, którzy podpisali się pod listami otwartymi, o złożenie wyjaśnień (na piśmie, a w niektórych przypadkach w ramach przesłuchania) jest standardowym działaniem w ramach takiego postępowania i daje każdemu lekarzowi, którego sprawa dotyczy, możliwość poinformowania rzecznika, jaki był stan faktyczny, którego sprawa dotyczy, przedstawić swoje stanowisko nt. sprawy, ewentualnie wyjaśnić motywy swojego postępowania.

W szczególności należy wskazać, że treść pisma do lekarzy, których dotyczy postępowanie, z dnia 22 stycznia 2021 r. w żadnym razie nie oznacza, że NROZ naruszył zasadę domniemania niewinności czy zasadę in dubio pro reo. Prowadzone przez NROZ na początkowym etapie postępowania czynności i zadane w ww. piśmie pytania miały na celu ustalenie w pierwszej kolejności, kto spośród lekarzy i lekarzy dentystów wskazanych na stronach internetowych na których opublikowano listy otwarte z dnia 5 października, 30 listopada oraz 14 grudnia 2020 r., rzeczywiście podpisał się pod publicznie dostępnymi pismami.

Pytania NROZ zostały skierowane do tych lekarzy, których imiona i nazwiska zostały zamieszczone na publicznie dostępnych stronach internetowych. Chodziło o ustalenie, którzy lekarze wskazani na stronach internetowych potwierdzają, że upoważnili osoby prowadzące te strony do zamieszczenia tam swoich danych, a którzy spośród nich stwierdzą, że nikogo nie upoważniali do zamieszczenia swoich danych pod tymi dokumentami.

Udzielenie odpowiedzi na te pytania nie oznacza w żadnej mierze, że lekarz przyznaje się do popełnienia takiego czy innego przewinienia zawodowego, a jedynie stanowi informację, czy wyraził zgodę na wskazywanie go jako osobę, która podpisała dany list otwarty, albo czy takiej zgody nie wyrażał. Skierowanie tych pytań pozwoliło NROZ ustalić, iż część lekarzy wskazanych jako sygnatariusze nie wyrażała na to zgody. Dopiero na dalszym etapie postępowania prowadzone będą czynności zmierzające do ustalenia czy czyn zawiera znamiona przewinienia zawodowego (tj. czy jest naruszeniem zasad etyki lekarskiej lub przepisów związanych z wykonywaniem zawodu lekarza), a jeśli tak, to do ustalenia obwinionego lub obwinionych.

Na marginesie należy zauważyć, że zdziwienie budzi fakt, iż niektórzy lekarze, których dotyczy to postępowanie i którzy publicznie przyznają się do podpisania listów otwartych lub apeli oraz publicznie popierają ich treść, twierdząc m.in., że celem tych listów było dobro pacjenta i społeczeństwa, a ich podpisanie było niemal ich obowiązkiem, jednocześnie twierdzą, iż fakt potwierdzenia, że rzeczywiście byli sygnatariuszami tych listów, miałby oznaczać przyznanie się do popełnienia przewinienia zawodowego.

VII.564.54.2021

Po 500 zł za udział w zgromadzeniu przed biurem poselskim, brak maseczki i wykrzykiwane hasła. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-20
  • Dwaj mężczyźni zostali wyrokiem nakazowym (bez rozprawy) ukarani 500-złotowymi grzywnami za brak maseczek, udział w zgromadzeniu w Tarnowskich Górach i za wykrzykiwanie wulgarnych haseł.
  • Było to 24 października 2020 r., dwa dni po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku  odbierającego kobietom prawo do decydowania, czy kontynuować ciążę w przypadku nieuleczalnych wad płodu.
  • RPO składa od tych wyroków kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że mężczyźni zostali ukarani na podstawie wadliwych przepisów. Chodzi o rozporządzenia rządu, zgodnie z którymi obywatele mieli nosić maseczki w miejscach publicznych, a udział w zgromadzeniach został zakazany.

Wydając rozporządzenie rząd odwołał się do ustawy o zapobieganiu chorobom zakaźnym u ludzi. Problem w tym, że ta ustawa nie daje podstaw do takich ograniczeń wolności: do grudnia 2020 pozwala nakładać obowiązek noszenia maseczek tylko na osoby chore i podejrzane o zakażenie, a nie na wszystkich (przepis ten został zmieniony po kilku interwencjach RPO), a w przypadku zgromadzeń – pozwala wyłącznie na zakazanie „widowisk i innych zgromadzeń ludności”. Nie dotyczy więc chronionych konstytucyjnie zgromadzeń spontanicznych.

W sprawie tego, co mieli wykrzykiwać mężczyźni, RPO zauważa, że nie mógł w takiej sprawie zapaść wyrok nakazowy, bo jest on dopuszczalny tylko w sprawach, które nie budzą wątpliwości. Tu zaś jedynym dowodem jest notatka policyjna. To za mało.

Fakt nieprzesłuchania mężczyzn jest o tyle istotny, iż całe zdarzenie miało miejsce z udziałem większej grupy osób uczestniczących w proteście przed biurem poselskim. Odrębną kwestią jest to, że opis czynów przypisanych obwinionym nie precyzuje tego, jakich słów „powszechnie uważanych za nieprzyzwoite” mieli oni używać. Jest to o tyle istotne, że biorąc pod uwagę kontekst sprawy, sąd winien rozważyć, czy słowa używane (wykrzykiwane) przez nich – o ile rzeczywiście ukarani ich używali (wykrzykiwali) - nie stanowiły dopuszczalnej w świetle konstytucyjnej zasady wolności słowa krytyki działań podejmowanych przez organy władzy.

BPK.511.33.2021

RPO w sprawie interwencji Policji wobec protestującego na Placu Zamkowym samotnego człowieka (oraz w dwóch innych sprawach)

Data: 2021-05-20
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi Komendanta Stołecznego Policji o wyjaśnienia w sprawie opisanego w mediach zatrzymania samotnie protestującego obywatela przy Kolumnie Zygmunta.
  • Pyta też o brakujące pisemne wyjaśnienia policji w sprawie poprzednich interwencji w sprawie interwencji wobec obywateli demonstrujących krytyczne opinie wobec władzy i relacjonujących to dziennikarzy.

W piśmie do komendanta stołecznego Policji nadinsp. Pawła Dzierżaka RPO pisze, że pierwsza interwencja w sprawie samotnego protestującego obywatela miała miejsce 25 czerwca 2020 r., na Krakowskim Przedmieściu. W swojej skardze obywatel napisał, że podejmując aktywność polegającą na trzymaniu transparentu z hasłem „Precz z Faszyzmem”, korzystał on z przysługujących mu konstytucyjnych praw – wolności wypowiedzi oraz wolności zgromadzeń publicznych (art. 54 oraz 57 Konstytucji RP). Podobna interwencja została podjęta wobec tego samego obywatela 16 maja 2021 r., gdy na warszawskim Placu Zamkowym trzymał on samotnie transparent  „Nowy Polski Ład = Trybunał Stanu”.

Z posiadanych informacji wynika, że obywatel ten nie stwarzał zagrożenia, stosował się do obowiązujących przepisów wprowadzonych w związku z stanem epidemii – pisze RPO. - Należy wskazać, że w związku z dynamicznym procesem legislacyjnym oraz obowiązującymi ograniczeniami, działania podejmowane przez obywatela były jedyną skuteczną formą realizacji prawa do manifestacji poglądów. Policjanci zdecydowali się interweniować i wylegitymować go. Szczególne zaniepokojenie Rzecznika wzbudza informacja o odmowie okazania legitymacji służbowych przez policjantów oraz zastosowanie wobec niego środków przymusu poprzez doprowadzenie do radiowozu w celu wylegitymowania.

Rzecznik ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń publicznych w związku z obowiązującym stanem epidemii, zakazy te jednak w świetle orzecznictwa sądowego są w sposób oczywisty sprzeczne z Konstytucją. Podkreślić jednak należy, że prezentowanie transparentów przez samotnego człowieka nie narusza zakazu zgromadzeń publicznych, ponieważ dla zaistnienia zgromadzenia konieczny jest udział dwóch osób (zob. art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. Prawo o zgromadzeniach, Dz. U. z 2019 r. poz. 631).

Warto podkreślić, że poprzez wyrażanie poglądów na temat polityczny (Nowy Ład) obywatel korzystał z konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi (art. 54 Konstytucji RP). Tymczasem, zgodnie m.in. z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wypowiedzi o charakterze politycznym muszą być objęte szczególną ochroną w państwach demokratycznych, a ingerencja władz w tę wolność powinna być wyjątkowa.

Pytania RPO w sprawach innych interwencji Policji

W innym piśmie RPO pyta Komendanta Stołecznego Policji o los 29 postępowaniach prowadzonych wobec kontrmanifestantów zgromadzenia publicznego odbywającego się w związku z obchodami Święta Niepodległości w Warszawie w 2019 roku.

W kolejnym piśmie RPO pyta też o los postępowań w związku z użyciem gazu łzawiącego wobec dziennikarzy „Gazety Wyborczej” relacjonujących przebieg zgromadzeń publicznych 20 stycznia 2021 r.

VII.613.104.2020, VII.613.51.2019, VII.613.1.2021

Zastępca GIS Krzysztof Saczka do RPO: Krytykowanie sanepidu prowadzi do zagrożenia dla zdrowia publicznego

Data: 2021-05-19
  • Zastępujący Głównego Inspektora Sanitarnego Krzysztof Saczka zgadza się z RPO, że swoboda wypowiedzi jest ważna a obywatele mogą krytykować władze.
  • Czuł się jednak w obowiązku zgłosić do Naczelnej Rady Lekarskiej sprawę dr. Pawła Grzesiowskiego, gdyż ten wielokrotnie źle się wyrażał o inspekcji sanitarnej.
  • 2 kwietnia, kiedy do opinii publicznej dotarła informacja, że Zastępca GIS domaga się od samorządu lekarskiego postępowania dyscyplinarnego dla dr. Grzesiowskiego, RPO poprosił o wyjaśnienia i teraz dostał odpowiedź.
  • Wcześniej Naczelna Rada Lekarska poinformowała, że bada sprawę, ale jeszcze nie widzi powody, by wzywać lekarza do składania wyjasnień.

Zastępca GIS Krzysztof Saczka pisze do RPO: „Szanując prawo do krytyki, jako zastępujący Głównego Inspektora Sanitarnego, czuję się odpowiedzialny za pracę Państwowej Inspekcji Sanitarnej, a także jestem dumny z zaangażowana i nakładu pracy wszystkich jej Pracowników. Patrząc z perspektywy rocznego okresu trwania epidemii, jak również 5 miesięcy, w czasie których zastępuję Głównego Inspektora Sanitarnego, zmuszony byłem zanegować bezpodstawnie wydawane i krzywdzące opinie dla niespełna 15 000 pracowników instytucji zaangażowanej w zwalczanie epidemii, która dotknęła nasz kraj”.

Zapewnia przy tym, że w swym wystąpieniu do Prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej zawiadomił tylko o możliwości popełnienia przewinienia zawodowego przez dr. Pawła Grzesiowskiego, ale nie złożył wniosku o pozbawienie prawa wykonywania zawodu.

Wątpliwości zastępcy GIS wzbudziło szereg wypowiedzi medialnych dr. Grzesiowskiego, w związku z czym za niezbędne uznał poinformowanie o tym fakcie stosownego organu, który ma możliwość przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego. Krzysztof Saczka napisał też, że w wywiadach, wypowiedziach oraz w postach upublicznianych różnymi kanałami komunikacji dr Paweł Grzesiowski stwierdzał, że Państwowa Inspekcja Sanitarna (potocznie „sanepid”) nie funkcjonuje, bądź nie funkcjonuje właściwie. Głębokie poruszenie zastępcy GIS spowodowały następujące wypowiedzi (cytowane w piśmie do RPO):

  1. Webinar SHL Nr 57 z 20.03.2021 r. - „dlatego wypowiadałem się w mediach przez ostatnie kilka dni, że niestety inspekcja sanitarna jest w ruinie w tym sensie, że po prostu nie ma szans skutecznie działać ze względu na decyzje władz”;
  2. Wypowiedź z dnia 15.02.2021 r. Lifeinkrakow - „nadzór epidemiczny nie działa tak jak powinien’;
  3. Wypowiedzi z dnia 12.02.2021 r. medonet.pl „powinniśmy wrócić do śledzenia kontaktów”, „my żeśmy kompletnie w tej chwili unieczynnili sanepid”; „to się w tej chwili, właściwie stało biuro przepustek, kwarantanny, izolacji’;
  4. Wypowiedź z dnia 24.02.2021 r. TVN Fakty po faktach, w której argumentem przemawiającym za „całkowitym upadkiem inspekcji sanitarnej’ jest fakt, że „(...) w ogóle nazwa tej instytucji nie występuje w żadnych wiadomościach. Co to oznacza? Że nie istnieje nadzór epidemiologiczny w tym kraju. To się wszystko rozpadło’;
  5. Wypowiedź z dnia 14.02.2021 r. portal abczdrowie, w której dr Paweł Grzesiowski nawołuje do „przywrócenia właściwego funkcjonowania sanepidu, tak żeby śledził kontakty i prawidłowo określał zachorowalność, bo na razie mamy bardzo zaniżone dane’;
  6. Wypowiedź i z dnia 18.02.2021 r. TVN Wstajesz i wiesz - „nie mamy śledzenia kontaktów’.

Krzysztof Saczka pisze, że te wypowiedzi „deprecjonują Państwową Inspekcję Sanitarną, wzbudzają nieufność w stosunku do instytucji i jej przedstawicieli, których działania przekładają się wprost na ograniczanie skutków epidemii”. Zastępca GIS uważa, że „w istocie wpisuje się to w propagowanie postaw antyzdrowotnych wskutek wniosku wywodzonego przez medialnego >>eksperta<<, że Państwowa Inspekcja Sanitarna nie realizuje swoich zadań należycie, zatem rekomendacje od niej wychodzące również zapewne nie są prawidłowe. Powyższe wypowiedzi nie zostały poparte żadnymi faktami ani dowodami naukowymi, świadczą o braku znajomości obowiązującego prawa i faktycznej sytuacji Państwowej Inspekcji Sanitarnej, a mimo to wywarły efekt na słuchaczach, z uwagi na wysoki poziom medialnej popularności ich autora. Jest to szczególnie niepokojące w sytuacji wzrostu aktywności ruchów antyszczepionkowych, które wykorzystują wszelkie dostępne środki w celu propagowania niewłaściwych postaw zdrowotnych i każdorazowo wykorzystują tego typu wypowiedzi do zniechęcenia społeczeństwa do akcji szczepień. W obecnej sytuacji epidemicznej stanowi to zagrożenie dla zdrowia publicznego, na które nie mogę się godzić i nie mogę nie reagować”.

V.7018.409.2021

Jak Europa może bronić wolnych mediów w Polsce i na Węgrzech? Adam Bodnar i John Morijn dla Politico.com

Data: 2021-05-18
  • W serwisie Politico com ukazał się wspólnty tekst polskiego RPO Adama Bodnara i Johna Morijna, komisarza z z niderlandzkiego Instytutu Praw Człowieka.
  • Przekonują oni, że bez działania Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego europosłowie z Polski i Węgier będą pochodzili z wyborów naruszających standardy demokratyczne. Bowiem nie ma demokratycznych wyborów bez wolnych mediów.
  • Europa powinna więc bronić wolnych wyborów, a nie zastanawiać się, w jaki sposób wpłynąć na działanie mediów w krajach członkowskich.

Wolność mediów ma fundamentalne znaczenie dla demokracji - i najmniej demokratyczne rządy w Europie o tym wiedzą. W Polsce i na Węgrzech partie rządzące podporządkowały sobie jednak kanały państwowe, agresywnie wykupują też prywatne kanały medialne. Różnorodność opinii prawie znika, a los pozostałych niezależnych mediów wisi na włosku.

Tymczasem Unia Europejska niewiele robi w tej sprawie. Rządy w Warszawie i Budapeszcie nauczyły się kontrolować lokalnych wydawców i nadawców za pomocą prostej, skutecznej formuły: „finansuj swoich przyjaciół i uciszaj wrogów”.

W Polsce związany z rządem państwowy koncern naftowy PKN Orlen próbuje kupić lokale medialne. Celem nie jest dywersyfikacja działań firmy poza obszar paliw kopalnych - chodziło o przejęcie kontroli nad środkami przekazu. Na Węgrzech już prawie nie ma niezależnych wydawców medialnych, a Węgrzy szukający informacji ze źródeł, na które rząd lub partia rządząca nie mają wpływu, mają do dyspozycji zaledwie kilka portali internetowych i stacji radiowych.

Kiedy partia rządząca nie może po prostu kupić przekazu, wysyła prawników, aby wyłączyli nadawcę. W Polsce PiS i jego sojusznicy uderzyli w niezależne media, takie jak „Gazeta Wyborcza” czy oko.press, a także w opiniotwórczych ekspertów, takich jak konstytucjonalista Wojciech Sadurski, z dziesiątkami procesów typu SLAPP (Strategic Litigation Against Public Participation). Te zazwyczaj niepoważne, motywowane politycznie procesy mają na celu zastraszanie i rozpraszanie organizacji medialnych - i obciążanie ich opłatami prawnymi.

Komisja Europejska szybko dostrzegła, jakie niebezpieczeństwo niosły posunięcia przeciwko wolności mediów na Węgrzech i w Polsce. Zauważyła, jakie stanowi to zagrożenie dla europejskiej demokracji. Niestety nadal nie podjęto znaczących działań. W zaleceniu dotyczącym praworządności dla Polski z 2016 r. wymieniono wprost wolność mediów jako obszar niepokoju. Ale na tym się skończyło.(…)

Niedawno Komisja powołała grupę roboczą w celu opracowania przepisów dotyczących spraw typu SLAPP. Ale nawet jeśli zostaną one przyjęte, ustawodawstwo nadejdzie za późno: sądy w tych krajach już są spętane, a państwowe media stały się rzecznikiem partii rządzącej. KE zbadała również skargi dotyczące uczciwej konkurencji w mediach, ale ostatecznie najwyraźniej uznała, że nie może działać.

Komisja ma teraz nowy pomysł, „rozporządzenie o wolności mediów” planowane na 2022 r. Jak zwykle mówi wszystko, co trzeba. Proponowany akt wzmocniłby zdolność UE do nakładania sankcji na kraje za ograniczenia wolności mediów, a nie tylko do monitorowania pogarszającej się sytuacji i niepokoju. Inicjatywa nie ma jednak szans, bo to tak, jakby poprosi indyki o głosowanie za niedzielą. W końcu inicjatywa byłaby wyraźnie skierowana do Polski i Węgier. Można więc oczekiwać, że rządy tych krajów przeciągną debatę i rozwodnią język. (…)

Na szczęście jest inny sposób. Traktaty założycielskie UE wymagają, aby wybory lokalne i do Parlamentu Europejskiego organizowane na szczeblu krajowym były wolne i uczciwe, a standardowe kraje nie mogą się spotkać bez niezależnych mediów. Daje to Komisji możliwość - i obowiązek - działania, gdy opcje medialne stały się tak wąskie, że świadomy wybór nie jest już możliwy.

Wpływ niewolnych mediów na wybory nie jest teoretyczny. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), wyraźnie odbiegając od zwyczajowego języka niedomówień, wprost napisała, że wybory parlamentarne na Węgrzech w 2018 r. i wybory prezydenckie w Polsce w 2020 r. były niesprawiedliwe. Powód: rola mediów kontrolowanych przez państwo w procesie podejmowania decyzji przez wyborców. W obecnym stanie rzeczy to samo będzie miało miejsce w przyszłych wyborach w obu krajach.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nie powinna więc rozpoczynać kolejnego wzniosłego, skazanego na niepowodzenie projektu legislacyjnego, ale prowadzić akcję, aby zapewnić Węgrom i Polakom prawo do wolnych i uczciwych wyborów.

Reporterzy bez granic w sprawie Polska Press: „Repolonizacja przez zwalnianie”

Data: 2021-05-11

Reporterzy bez Granicy (RsF) wzywają do przywrócenia do pracy czterech zwolnionych redaktorów naczelnych gazety lokalnych (zwolniła ich z pracy nowa szefowa wydawnictwa, wydelegowana przez Orlen i związana z obecnym obozem władzy Dorota Kania). RsF zwracają uwagę, że Orlen zmienia redakcje gazet, mimo że polski sąd ochrony konkurencji i konsumenta wstrzymał przejęcie wydawnictwa.

Na miejsce zwolnionych powołani zostali dziennikarze pracujący dla TVP, państwowego nadawcy telewizji publicznej, który został przekształcony w kanał propagandy rządzącej konserwatywnej partii PiS.

Rząd polski wykorzystuje państwową spółkę do realizacji zapowiadanej od dawna „repolonizacji” prywatnych mediów w celu wywarcia wpływu na ich politykę redakcyjną lub, mówiąc wprost, cenzurowanie ich.

Wszystko to dzieje się mimo postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 8 kwietnia o zawieszeniu przejęcia do czasu rozstrzygnięcia wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara.

„Zwolnienie redaktorów naczelnych Polska Press pokazuje, że polski rząd jest gotowy do repolonizacji za wszelką cenę, nawet kosztem ignorowania orzeczeń sądowych” - powiedział Pavol Szalai, szef Biura RSF ds. UE i Bałkanów. „Wzywamy PKN Orlen do cofnięcia decyzji ingerujących w redakcje i powstrzymania się od jakichkolwiek innych, na wniosek sądu konkursowego. Prosimy również strażnika konkurencji o dopilnowanie, aby tak się stało ”.

RPO na pogrzebie Stefana Bratkowskiego

Data: 2021-05-11
  • Stefan Bratkowski odegrał ważną rolę w kształtowaniu się moich przekonań i poglądów. W swojej działalności publicznej był patriotą - powiedział na pogrzebie RPO Adam Bodnar.
  • - Postrzegam jego podejście do patriotyzmu podobnie. Powinien polegać na mądrym i skutecznym służeniu Ojczyźnie; na budowaniu solidnych, opartych na prawie i szacunku dla obywateli fundamentów gmachu polskiego państwa; a także na dbaniu o równe. traktowanie tych wszystkich osób, grup i mniejszości w naszym kraju, które z różnych powodów są dyskryminowane czy pozbawiane praw.
  • Żegnaj Panie Stefanie. Jesteś i będziesz z nami w naszych myślach i w naszych działaniach. Nie zapomni Cię Polska obywatelska, dla której tak wiele uczyniłeś, i którą tak wiele nauczyłeś.

11 maja rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wziął udział w pogrzebie Stefana Bratkowskiego (1934-2021) na warszawskich Powązkach.

Stefan Bratkowski  był dziennikarzem i pisarzem; w latach 1980–1990 prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu, współtwórcą "Gazety Wyborczej" w 1989 r., potem publicystą "Computerworld" i "Rzeczpospolitej". W był 1991 r. współzałożycielem Fundacji Centrum Prasowe dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W latach 1997–2001 zasiadał w radzie programowej, a od 2002 w radzie konsultacyjnej Centrum Monitoringu Wolności Prasy[14]. W 2007 reaktywował „Doświadczenie i Przyszłość”. Działał jako społeczny redaktor niezależnego portalu publicystycznego Studio Opinii. Był członkiem kapituły ustanowionej w 2013 Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej.

Mowa pożegnalna Adama Bodnara

Szanowni Zebrani,

Zostałem poproszony przez Rodzinę Zmarłego, aby podzielić się refleksją na temat życia i dzieła Stefana Bratkowskiego. Czuję się zaszczycony, bo dokonania tego wielkiego dziennikarza, pisarza, działacza społecznego i patrioty – szanuję i podziwiam od dawna. To jedna z najświetniejszych postaci epoki przełomu. A właściwie paru przełomów w naszej najnowszej historii. Mimo wielu zakrętów, pułapek i czasów próby – Stefan Bratkowski podążał z historią w stronę światła i prawdy. Stał się ważnym symbolem walki o wolność słowa oraz pluralizm debaty publicznej, a także o nowoczesne, demokratyczne i praworządne państwo. Nie muszę dodawać, że był też wzorem profesjonalizmu i zaangażowania dla kilku pokoleń dziennikarzy.

W preambule naszej Konstytucji są takie słowa: „pomni gorzkich doświadczeń z czasów gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane”. Myślę, że odzwierciedlają one w pewien sposób istotę misji publicznej Stefana Bratkowskiego. Zaznał gorzkich doświadczeń i był ich „pomny”. Wyciągał z nich wnioski i walczył o to, aby się już nie powtórzyły. Temu służyła działalność Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Temu służyły debaty toczone w ramach Konserwatorium „Doświadczenie i Przyszłość”. Temu służyło zaangażowanie publicystyczne, społeczne, ale także udział w obradach Okrągłego Stołu. Ta misja miała głęboki sens, bo wartości, o które walczył, znalazły swoje odzwierciedlenie w nowej Konstytucji, ale także w pamięci i doświadczeniach wielu osób. Bez dzieła życia takich osób jak Stefan Bratkowski nie mielibyśmy twardej zasady konstytucyjnej stwierdzającej, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu” (art. 14). Nie mielibyśmy postanowień konstytucyjnych gwarantujących wolność słowa i zakaz cenzury prewencyjnej (art. 54 Konstytucji).

Możemy oczywiście ze smutkiem powiedzieć, że dzisiaj wartości te przeżywają kryzys, bo niezależność sądów i wolność mediów są zagrożone. Reprezentacja świata dziennikarskiego również nie jest jednolita, spójna i oparta na tym samym systemie wartości. Ale jestem przekonany, że – tak jak robił to wielokrotnie w swoim życiu Stefan Bratkowski – pokonamy i ten zakręt. Będziemy konsekwentnie i z zaangażowaniem kontynuować jego misję, podążać w stronę światła i prawdy. On pozostanie dla nas wielką inspiracją i autorytetem, a te trudne czasy nauczą nas dlaczego dbanie o podstawowe wartości jest niezbędne do funkcjonowania demokracji. Staną się szczepionką naszej odporności przed przyszłymi, kolejnymi autorytarnymi zapędami.

Chciałbym też powiedzieć, że Stefan Bratkowski odegrał ważną rolę w kształtowaniu się moich przekonań i poglądów. Stefan Bratkowski w swojej działalności publicznej był patriotą. Postrzegam jego podejście do patriotyzmu podobnie. Powinien polegać na mądrym i skutecznym służeniu Ojczyźnie; na budowaniu solidnych, opartych na prawie i szacunku dla obywateli fundamentów gmachu polskiego państwa; a także na dbaniu o równe traktowanie tych wszystkich osób, grup i mniejszości w naszym kraju, które z różnych powodów są dyskryminowane czy pozbawiane praw. To patriotyzm może mało efektowny, ale skuteczny, lepiej służący ludziom i krajowi niż nadęte słowa i propagandowe fajerwerki. Tak traktuję spuściznę Stefana Bratkowskiego. I za to powinniśmy być Mu wszyscy wdzięczni.

Żegnaj Panie Stefanie. Jesteś i będziesz z nami w naszych myślach i w naszych działaniach. Nie zapomni Cię Polska obywatelska, dla której tak wiele uczyniłeś, i którą tak wiele nauczyłeś. Będą Cię pamiętać dziennikarze, którym przez lata przewodziłeś, broniłeś ich wolności słowa. Tej wolności, nad którą dzisiaj znowu zbierają się ciemne chmury. I tej niezależności mediów, którą obecnie tak bardzo stara się ograniczyć władza. Bycie niezależnym dziennikarzem znowu wymaga wielkiej odwagi, Ty ją zawsze miałeś w trudnych chwilach. Bo – jak wielokrotnie podkreślałeś – nie ma demokracji bez wolnych mediów.

Żegnaj Panie Redaktorze.

 

Ukarany w trybie nakazowym - miał przeszkadzać w zgromadzeniu upamiętniającym katastrofę w Smoleńsku. Rzecznik składa kasację. [AKTUALIZACJA] SN ją uwzględnia

Data: 2021-05-10, 2020-12-28
  • Obywatel uczestniczył w kontrmanifestacji wobec cyklicznego zgromadzenia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku
  • Sąd ukarał go grzywną za próbę przeszkadzania temu zgromadzeniu okrzykami; uczynił to w trybie nakazowym - bez rozprawy i wysłuchania obwinionego
  • Jest to możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jakie okrzyki wznosił obywatel, a przede wszystkim - czy nie realizował w ten sposób gwarantowanych konstytucyjnie wolności słowa i zgromadzeń
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony przez RPO wyrok i umorzył postępowanie

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. 

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów. Orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. A w tej sprawie tak nie było.

Historia sprawy

Obywatel wraz z grupą innych został obwiniony przez policję o to, że w październiku 2017 r. na Krakowskim Przedmieście "usiłował przeszkodzić” cyklicznemu zgromadzeniu upamiętniającemu ofiary katastrofy w Smoleńsku. Przeszkadzanie miało polegać na okrzykach w kierunku tego zgromadzenia.

Zgodnie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym z 16 kwietnia 2018 r. Sąd Rejonowy uznał obywatela za winnego tego wykroczenia i ukarał go 300 zł grzywny. W maju 2018 r. sąd nie uwzględnił wniosku obwinionego o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku nakazowego. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pozostali obwinieni w tej samej sprawie złożyli skuteczne sprzeciwy od wyroku nakazowego. Zostali potem uniewinnieni przez sąd.

Argumenty RPO

Materiał dowodowy nie wskazuje jednoznacznie, by obwinionemu można było przypisać zarzucany mu czyn.

Nie zbadano, czy korzystał on z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).  A wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Przesłuchany przez policję obywatel nie przyznał się do zarzutu. Podkreślał, że brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej. Policja nie zebrała zaś dowodów na potwierdzenie czy też zaprzeczenie wersji obwinionego co do legalności tego zgromadzenia. Istotne było także, czy organizator kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne.

Przewodniczący cyklicznego zgromadzenia zeznał zaś, że widział grupę osób, którą w powiązaniu z transparentem „kłamca”, utożsamił z osobami poprzednio zakłócającymi zgromadzenie. Nie wskazał, jakie okrzyki wznoszono. Według niego kontrmanifestacja znajdowała się mniej niż 100 m od zgromadzenia cyklicznego.

Policjant, który interweniował wobec obwinionego, nie wskazał w jakiej odległości od zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania. Nie podał też, jakie okrzyki obwinionego miały przeszkadzać zgromadzeniu.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym.

Z zeznań świadków nie wynika zatem:

  • na czym polegało przeszkadzanie,
  • jakie wznoszono okrzyki,
  • jakie było natężenie zakłócenia stwarzanego przez obwinionego, 
  • czy i jakich środków nagłaśniających używano podczas zgromadzenia cyklicznego.

Dlatego zdaniem RPO w świetle zebranego materiału dowodowego nie można było jednoznacznie ustalić, czy obwiniony istotnie przeszkadzał lub usiłował przeszkadzać miesięcznicy, czy też realizował przysługujące mu konstytucyjne wolności. Dołączone do wniosku o ukaranie dowody nie były jednoznaczne.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby  wyjaśnić  wszystkie istotne okoliczności zdarzenia. A to mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia. Inni bowiem obwinieni, którzy skutecznie wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, po przeprowadzeniu rozprawy zostali w lipcu 2020 r. prawomocnie uniewinnieni.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i  umorzenie postępowania wobec obywatela z powodu przedawnienia karalności. Od czynu upłynęły już trzy lata, a po takim czasie wykroczenie nie może być już ścigane.

Sąd Najwyższy rozpatrując kasację 26 kwietnia 2021 r. stwierdził:

Kasacja wniesiona w tej sprawie przez Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się oczywiście zasadna.

Zaskarżony kasacją wyrok nakazowy, w okolicznościach procesowych tej sprawy, został wydany z rażącym naruszeniem art. 93 § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.s.w.) Zgodnie z tym przepisem, orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić jedynie wówczas, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Rozstrzyganie w sprawie wykroczeniowej na posiedzeniu, bez udziału stron, możliwe jest więc tylko wtedy, gdy brak wątpliwości co do sprawstwa i winy obwinionego ma oparcie w załączonym do wniosku o ukaranie, a uznanym przez sąd za ujawniony, materiale dowodowym.

Tymczasem, jak słusznie podnosi się w kasacji, materiał dowodowy zgromadzony w toku czynności wyjaśniających, dołączony do wniosku o ukaranie, nie wskazywał jednoznacznie na to, że istniała możliwość przypisania [panu A.S]  popełnienia zarzucanego mu wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 kodeksu wykroczeń.

Na etapie czynności wyjaśniających, przesłuchany w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, [pan A.S.] wyjaśnił, że nie przyznaje się do popełnienia takiego wykroczenia, a nadto dodał, że: „brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej". Świadek C.J. zeznał, że „w dniu 10 października 2017 roku pełnił funkcję przewodniczącego cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku", a także wskazał, że „zgromadzenie zostało zarejestrowane" i podał w jakim obszarze. Zwrócił uwagę na grupę osób, którą, w powiązaniu z treścią zawieszonego transparentu „kłamca", utożsamił z osobami poprzedniozakłócającymi zgromadzenie. Podał odległość mniejszą niż 100 m od planowanego zgromadzenia cyklicznego, a świadek ten nie podał, jakiej treści były okrzyki wznoszone przez tę grupę osób.

Z kolei świadek M.M.  zeznał, że: „podjął interwencję wobec mężczyzny, który krzykiem i hałasem zakłócał przebieg legalnego zgromadzenia cyklicznego", a także, że: „po wylegitymowaniu osobą okazał się być A.S. ". Nie podał jednak, w jakiej odległości od obszaru zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania obwinionego, ani też, w jaki sposób miał być czyniony przez obwinionego hałas i jakiej treści okrzyki obwinionego mogły przeszkodzić w przebiegu zgromadzenia publicznego.

Notatki służbowe i urzędowe funkcjonariuszy Policji wskazywały, że przebieg zgromadzenia publicznego, jak też tzw. kontrmanifestacji był rejestrowany zapisem DVD. Płyty DVD zostały dołączone do wniosku o ukaranie. Nie zostały one jednak odtworzone w toku czynności wyjaśniających, a zatem nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym. Nie zostały też zebrane dowody na potwierdzenie, czy też zaprzeczenie, wersji obwinionego, co do legalności zgromadzenia, w którym brał udział. Istotnym zatem było, czy organizator tzw. kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne w rozumieniu ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach! (Dz. U. z 2019 r., poz. 631).

Z zeznań świadków nie wynika przy tym, na czym polegało przeszkadzanie, jakie były treści wypowiadanych okrzyków, jak też nie wskazywały na natężenie zakłócenia, jakie miał stwarzać obwiniony, ani też, czy i jakie środki nagłaśniające były używane w odbywającym się zarejestrowanym zgromadzeniu cyklicznym.

W świetle takiego materiału dowodowego nie można było w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości ustalić, czy zachowanie obwinionego istotnie stanowiło wypełnienie czynności sprawczej „przeszkadzania lub usiłowania przeszkadzania" w rozumieniu art. 52 § 2 pkt 1 k.w. czy też w ten sposób realizował on przysługujące mu konstytucyjne wolności. Brak takiej pewności stanowił przeszkodę do wydania w niniejszej sprawie wyroku nakazowego w trybie art. 93 § 2 k.p.s.w.

Z powyższych powodów należało zaskarżony wyrok nakazowy uchylić.

Wobec tego, że zarzucany obwinionemu czyn miał mieć miejsce w dniu 10 października 2017 roku, z dniem 10 października 2020 roku upłynął okres przedawnienia jego karalności (art. 45 § 1 k.w.). Mając na uwadze, że karalność czynu z uwagi na upływ tego terminu ustała jeszcze przed wniesieniem kasacji (28 grudnia 2020 r.) i datą orzekania przez Sąd Najwyższy (26 kwietnia 2021 r.), nie miał w tej sprawie zastosowania art. 45 § 2 k.w. W związku z tym postępowanie wykroczeniowe należało umorzyć na podstawie art. 5 § 1 pkt 4 k.p.s.w., a kosztami Postępowania obciążyć Skarb Państwa.

II.510.663.2020

Zakres odpowiedzialności zawodowej lekarzy za "propagowanie postaw antyzdrowotnych"

Data: 2021-05-06
  • Lekarz nie może propagować postaw antyzdrowotnych czy publikować informacji o zdrowiu, które są fałszywe bądź stanowią manipulację - podlega za to odpowiedzialności zawodowej
  • Nie dotyczy to jednak prezentowania poglądów, niezgodnych z przeważającym stanowiskiem nauki, jeśli są oparte na rzetelnych badaniach naukowych
  • Ograniczenie możliwości prezentowania naukowych, choć mniejszościowych twierdzeń, może mieć negatywny wpływ na rozwój badań

Rzecznik Praw Obywatelskich napisał do naczelnego rzecznika odpowiedzialności zawodowej Grzegorza Wrony w sprawie jego działań, podejmowanych wobec sygnatariuszy „Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów” oraz „Apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2”.

Chodzi o krążący w internecie, datowany  na 5 października 2020 r.,  „List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów". Głosił m.in.: "Po początkowej panice dotyczącej Covid-19, fakty obiektywne pokazują teraz zupełnie inny obraz - nie ma już medycznego i naukowego uzasadnienia dla kontynuacji stosowanych obostrzeń". Wskazywał też na alternatywne metody terapii, które - w przekonaniu sygnatariuszy – miałyby być skuteczne. Apel miał podważać zaufanie do szczepień. Oba wystąpienia podpisywali przedstawiciele zawodów medycznych, w tym lekarze.

Do RPO wpłynęło pismo stowarzyszenia „Wolne wybory” dotyczące działań Grzegorza Wrony wobec osób, które podpisały się pod listem. Są oni wzywani do składania wyjaśnień. W kierowanych do nich pismach wskazano, że brak odpowiedzi zostanie uznany jako przyznanie, że samodzielnie podpisali bądź wyrazili zgodę na umieszczenie ich nazwisk na liście sygnatariuszy.

RPO nawiązuje do stanowiska Grzegorza Wrony z pisma 21 kwietnia 2021 r. w sprawie wniosku GIS ws. odpowiedzialności zawodowej dr. Pawła Grzesiowskiego, który krytykował działania władz w pandemii. G. Wrona stwierdził wtedy, że „nie można w sposób ogólny utożsamiać swobody wypowiedzi lub prawa do krytycznej oceny działań określonych władz czy instytucji z prawem do swobodnego głoszenia przez lekarzy, czyli osoby wykonujące zawód zaufania publicznego, poglądów niezgodnych z aktualną wiedzą naukową albo promujących postawy antyzdrowotne”.

Z art. 71 zd. 2 Kodeksu Etyki Lekarskiej wynika, że lekarz, również poza pracą zawodową, nie może propagować postaw antyzdrowotnych. Tym samym nie wyklucza odpowiedzialności zawodowej lekarza publikowanie przez niego informacji dotyczących zdrowia, które są fałszywe bądź stanowią manipulację.

Równocześnie jednak prezentowanie poglądów, które nie pozostają w zgodzie z przeważającym stanowiskiem nauki, jeśli tylko znajdują oparcie w rzetelnych badaniach naukowych, nie może – w ocenie RPO – prowadzić do podejmowania względem lekarzy działań dotyczących odpowiedzialności zawodowej.

Ograniczenie możliwości prezentowania naukowych, choć mniejszościowych twierdzeń, może bowiem mieć negatywny wpływ na rozwój działalności naukowej, która dążyć winna do zgłębienia prawdy, tj. do „ustalenia obiektywnie weryfikowalnego opisu rzeczywistości”.

Dlatego RPO zwraca uwagę na konieczność uwzględnienia w toczących się postepowaniach wszelkich dowodów, w tym m.in. ewentualnych wiarygodnych badań potwierdzających bądź zaprzeczających tezom głoszonym przez sygnatariuszy wystąpień.

Wątpliwości RPO budzi zaś zawarta w kierowanych do lekarzy pismach informacja, że brak odpowiedzi na wystąpienie Grzegorza Wrony będzie oznaczał przyznanie się do faktu bycia sygnatariuszem listu bądź apelu.

Sam bowiem akt milczenia nie może być utożsamiony z przyznaniem określonych faktów. Przyjęcie takiej koncepcji pozostawałoby w sprzeczności ze stosowanym odpowiednio w postępowaniach ws. odpowiedzialności zawodowej lekarzy art. 74 § 1 Kodeksu postępowania karnego, z którego wynika brak obowiązku oskarżonego dowodzenia swojej niewinności oraz dostarczania dowodów na swoją niekorzyść. Przyjmuje się, że oskarżony ma prawo do milczenia, z którego nie można wywodzić negatywnych konsekwencji dla oskarżonego.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił Grzegorza Wronę o stanowisko w sprawie.

VII.564.54.2021

 

Uczennica brała udział w protestach - wyrzucona z katolickiej szkoły. Rzecznik interweniuje w kuratorium

Data: 2021-05-05
  • Uczennica niepublicznego Liceum Ogólnokształcącego Zespołu Szkół Katolickich im. Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku została relegowana ze szkoły
  • Według mediów powodem miał być jej udział w demonstracjach w obronie praw kobiet
  • Budzi to niepokój RPO z uwagi na możliwość naruszenia konstytucyjnych wolności: wyrażania poglądów, zgromadzeń oraz zrzeszania się
  • Rzecznik podjął sprawę z urzędu; występuje do Kuratorium Oświaty w Białymstoku o jej zbadanie

Do RPO wpłynął wniosek od pełnomocnika prawnego prowadzącego sprawę opisaną w artykułach prasowych.

Zgodnie z przysługującymi mu uprawnieniami RPO może wystąpić do instytucji o wyjaśnienia w przypadku informacji medialnych o problemach, jakie spotykają obywateli. Może więc zapytać o stanowisko władze szkoły i kuratorium, a na podstawie uzyskanych informacji podjąć dalsze działania.

Uczennica drugiej klasy została zmuszona do zmiany szkoły po tym, jak w trybie natychmiastowym doszło do rozwiązania umowy o kształcenie. A skreślenie z listy uczniów nastąpiło niecałe dwa miesiące przed zakończeniem roku szkolnego.

Działania szkoły mogą mieć związek z wcześniejszym przesłuchaniem uczennicy w związku z jej udziałem w zgromadzeniu publicznym 8 marca 2021 r.

W ocenie skarżących wypowiedzenie umowy nastąpiło z naruszeniem przepisów umowy, która przewiduje, że jest taka możliwość w przypadku nieprzestrzegania przez dziecko obowiązujących przepisów wewnątrzszkolnych.

Przypadki, w których może dojść do skreślenia z listy uczniów, określa § 14 ust. 2 statutu Zespołu Szkół Katolickich w Białymstoku. Matka uczennicy nie uzyskała jednak pisemnej informacji na temat konkretnego zachowania, które mogłoby stanowić podstawę takich działań. Podczas rozmowy poinformowano, że uczennica należy do „negatywnej grupy rówieśniczej”.

Zastrzeżenia dotyczą trybu, w jakim podjęto decyzję o skreśleniu z listy uczniów. Ani uczennicy, ani jej przedstawicielce nie została przedstawiona uchwała rady pedagogicznej w sprawie. Rodzi to podejrzenia, że procedura nie przebiegła zgodnie ze statutem.

Skarżąca poinformowała Rzecznika, że wcześniej szkoła nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń wobec zachowania uczennicy. Nie stosowano też innych środków wymienionych w statucie, jak upomnienie wychowawcy indywidualne lub wobec klasy, nagana wychowawcy wobec klasy, nagana wicedyrektora szkoły, odsunięcie od udziału w imprezach organizowanych przez szkołę czy klasę, przeniesienie do innej klasy. Zastosowano zatem ostateczny środek, jakim jest skreślenie z listy uczniów, w szczególnie trudnym dla uczniów i uczennic czasie.

Działania dyrektora szkoły budzą niepokój RPO z uwagi na możliwość naruszenia wolności i praw zagwarantowanych w Konstytucji, Konwencji ONZ o Prawach Dziecka  i innych aktach prawnych, zwłaszcza zaś - wolności wyrażania swoich poglądów, wolności zgromadzeń oraz wolności zrzeszania się.

Poniżej przykłady innych tego typu interwencji RPO w obronie młodych ludzi biorących udział w społecznych protestach. 

VII.7031.15.2021

Sąd w Lublinie: obecnie nie ma podstaw do likwidacji spółki prowadzącej Dziennik Wschodni. EDIT: gazetę wydaje kurator

Data: 2021-05-05, 2021-03-18
  • Rzecznik poparł skargi na orzeczenie referendarza sądowego o wpisie likwidacji spółki prowadzącej "Dziennik Wschodni”.
  • Przeciwko wpisowi likwidacji byli oprócz Rzecznika mniejszościowi wspólnicy (dziennikarze redakcji) i prokurator okręgowy.
  • Sąd uwzględnił złożone skargi i uchylił postanowienie referendarza, którym wpisano likwidację spółki, a także odwołał dotychczasowego kuratora.
  • Postanowieniem z 12 kwietnia 2021 r. Sąd powołał nowego kuratora dla Spółki spośród osób zaproponowanych przez wspólników, a 22 kwietnia określił jego uprawnienia tak, żeby Spółka mogła dalej działać i gazeta była wydawana

Spółka wydająca w Lublinie „Dziennik Wschodni” została postawiona  w stan likwidacji. Jej likwidator rozwiązał stosunki pracy z dziennikarzami i szefostwem gazety

RPO przyłączył się do sprawy likwidacji spółki, ponieważ zamknięcie dziennika wpływa na realizację prawa obywateli do wolności słowa gwarantowanego w Konstytucji. RPO wystąpił też do Państwowej Inspekcji sprawy o zbadanie, czy likwidator spółki nie naruszył praw pracowniczych.

Co postanowił sąd w Lublinie?

Dopuścił do udziału wszystkich wspólników  i uwzględnił skargi złożone na orzeczenie referendarza sądowego:

  1. uchylając zaskarżone postanowienie oraz wykreślając/zmieniając dokonany nim wpis do rejestru przedsiębiorców;
  2. umarzając postępowanie w sprawie;
  3. odwołując dotychczasowego kuratora;
  4. orzekając o poniesieniu kosztów przez każdego uczestnika we własnym zakresie.

Zasadniczym motywem uchylenia skarżonego postanowienia był – zgodnie ze stanowiskiem procesowym RPO – brak orzeczenia sądowego/uchwały wspólników o rozwiązaniu spółki.

W takich warunkach, co podkreślił sąd, nie można było wpisać likwidacji spółki do rejestru przedsiębiorców.

Sąd stwierdził, że zaskarżone postanowienie nie było orzeczeniem rozwiązującym spółkę. Toczy się natomiast odrębnie proces o rozwiązanie spółki i – o ile wspólnicy nie dojdą do porozumienia – to w jego ramach powinno dojść do rozstrzygnięcia konfliktu.

W motywach swojego rozstrzygnięcia podkreślił, że sprawa ma szczególny charakter ze względu na to, że dotyczy spółki prowadzącej ważny na lokalnym rynku tytuł prasowy, a przez to dotyka także konstytucyjnie chronionej (także przez sądy) wolności słowa. Motywując odwołanie dotychczasowego kuratora, sąd podkreślił, że swoimi dotychczasowymi działaniami kurator podważył zaufanie do działania sądu i nie dokonał odpowiedniego wyważenia racji „gospodarczych” ze „społecznymi”.

Od postanowienia sądu przysługuje apelacja.

Aktualizacja

Postanowieniem z 12 kwietnia 2021 r. Sąd powołał nowego kuratora dla Spółki spośród osób zaproponowanych przez wspólników, a 22 kwietnia określił jego uprawnienia tak, żeby Spółka mogła dalej działać i gazeta była wydawana. Daje to czas wspólnikom na dalsze rozmowy i dojście do porozumienia w sprawie przyszłości Dziennika Wschodniego.

Prof. Karen Donders laureatką Nagrody im. dr. Karola Jakubowicza

Data: 2021-04-30

Laureatką 4. edycji Nagrody im. dr. Karola Jakubowicza została prof. Karen Donders (Belgia) za monografię pt. “Public Service Media and the Law: Theory and Practice in Europe”.

Kapituła Nagrody zdecydowała o przyznaniu tegorocznego wyróżnienia z uwagi na podkreślenie w zwycięskiej publikacji roli mediów publicznych we współczesnych demokracjach, a w szczególności za odważne zbadanie różnic między teorią i praktyką mediów publicznych w Europie.

Prof. Karen Donders jest dyrektorem ds. zadań publicznych w publicznym nadawcy radiowo-telewizyjnym we Flandrii Vlaamse Radio- en Televisieomroeporganisatie (VRT). Przedtem pracowała jako profesor na Vrije Universiteit Brussel w Belgii. Wśród jej wcześniejszych publikacji znajdują się liczne monografie, publikacje zbiorowe i artykuły naukowe na temat europejskiej polityki medialnej i innowacji w mediach publicznych.

Dr Karol Jakubowicz (1941–2013) był jednym z najbardziej rozpoznawanych ekspertów ds. wolności mediów w Europie i jednym z najbardziej uznanych polskich badaczy w dyscyplinie komunikacji i mediów. Nagroda jego imienia, afiliowana przy Polskim Towarzystwie Komunikacji Społecznej, została ustanowiona przez Małgorzatę Semil-Jakubowicz w 2018 roku. Jest przyznawana za wybitne prace naukowe, które wpisują się w obszar zainteresowań Patrona Nagrody, a więc w badania demokracji, praw człowieka, polityki medialnej, etyki dziennikarskiej i mediów publicznych.

Do tegorocznej edycji Nagrody nominowanych zostało sześć publikacji autorstwa badaczy z Belgii, Chorwacji, Polski, USA, Węgier i Wielkiej Brytanii. 

Szczegółowe informacje na temat Nagrody są dostępne na stronach internetowych PTKS i czasopisma “Central European Journal of Communication”.

KRRiT nie podejmie działań wobec TVP za wpis ws. szturmu na Kapitol

Data: 2021-04-28
  • Nie będzie żadnych działań dyscyplinujących Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wobec TVP SA za wpis TVP.Info, porównujący szturm na Kapitol do działań polskiej opozycji
  • Rada nie znalazła bowiem do tego podstaw prawnych – tak  jej przewodniczący Witold Kołodziejski odpisał RPO w tej sprawie
  • Dodał, że zamieszczane na portalu TVP.Info informacje są krótkie, wręcz lapidarne i często dość dosadne, co zdarza się przedstawicielom różnych stron politycznego sporu

„Zamieszki na Kapitolu. Część demonstrantów zaczęła zachowywać się na sali obrad jak polska opozycja" – taki wpis pojawił się 6 stycznia 2021 r. na twitterze TVP.Info.

Zaniepokojony tym Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł, by TVP wyciągnęła sankcje służbowe wobec osób odpowiedzialnych. - Nie znajduję powodów do zaniepokojenia ani do sankcji służbowych, jak również do przeprosin - odpisał Jacek Kurski.

Kontekst, atmosfera i techniki manipulacji zmierzające do wywołania szturmu na Sejm, okupowany przez posłów opozycji, miał doprowadzić do czegoś w rodzaju krwawego Majdanu w obronie oligarchii politycznej. Do swoistego ataku na Kapitol. Polski Kapitol – dodał prezes telewizji publicznej.

Rzecznik wystąpił  także do KRRiT, wnosząc o zbadanie sprawy i zastosowanie środków przewidzianych prawem w odniesieniu do TVP, która narusza zadania i obowiązki nadawcy publicznego.

Agresywnego zachowania uzbrojonych osób z pewnością nie można porównać do zachowań polskiej opozycji. Nawet więc jeśli uznać ten wpis za opinię, to nie jest rzetelna i adekwatna, więc wprowadza w błąd obywateli – pisał RPO. Dodał, że konsekwencją będą wysoce negatywne emocje wobec parlamentarzystów, co może się skończyć aktami agresji. W rocznicę zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie można o tym nie pamiętać.

Odpowiedź przewodniczącego KRRiT

Uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przeprowadziła w tej sprawie postępowanie wyjaśniające, w ramach którego Telewizja Polska SA przedstawiła stanowisko wobec zarzutów zawartych w skardze.

Przeprowadzona w KRRiT analiza potwierdziła, że na profilu TVP Info portalu Twitter, zamieszczono 6 stycznia 2021 r. wpis: „#USA Zamieszki na Kapitolu. Część demonstrantów zaczęła zachowywać się na sali obrad jak polska opozycja #wieszwięcej”.

Z wyjaśnień TVP SA wynika, że wpis nawiązywał do zachowania posłów opozycji podczas kryzysu sejmowego w Polsce, do którego doszło w związku z próbą wprowadzenia zmian w organizacji pracy dziennikarzy w kompleksie budynków Sejmu i wykluczeniem z 33. posiedzenia Sejmu VIII kadencji posła Michała Szczerby. W opinii TVP SA w tym kontekście porównanie zachowania posłów opozycji do zachowania uczestników zamieszek w Waszyngtonie, które również doprowadziło do przerwania i uniemożliwienia prowadzenia obrad, było uzasadnione.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w swojej analizie uwzględniła wskazane wyżej okoliczności wpisu, związane z komentowaniem „na gorąco” dramatycznych wydarzeń w Waszyngtonie, a także specyfikę portalu internetowego, który zdecydowanie różni się od programu telewizyjnego, a zamieszczane tam informacje są krótkie, wręcz lapidarne i często dość dosadne, co zdarza się przedstawicielom różnych stron politycznego sporu.

Informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie znalazła podstaw prawnych, by w tej sprawie podejmować działania dyscyplinujące w stosunku do Telewizji Polskiej SA – podsumował  Witold Kołodziejski.

VII.564.1.2021

Sprawa odpowiedzialności zawodowej dr. Grzesiowskiego - na etapie czynności sprawdzających. Informacja dla RPO

Data: 2021-04-23
  • Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej bada, czy są podstawy do wszczęcia postępowania wyjaśniającego
  • Na obecnym etapie dr Paweł Grzesiowski nie został wezwany ani do zeznań w charakterze świadka, ani też wyjaśnień w charakterze lekarza, którego dotyczy postępowanie
  • Tak naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej Grzegorz Wrona odpisał RPO na pytanie o stan sprawy
  • Podkreślił, że zawiadomienie Głównego Inspektora Sanitarnego nie zawiera wniosku o orzeczenie wobec dr. Grzesiowskiego kary pozbawienia prawa wykonywania zawodu 

Wniosek do NRL złożył zastępca szefa GIS Krzysztof Saczka w związku z krytyką działań władz w pandemii przez lekarza.

- Swoboda wypowiedzi i prawo do krytyki władzy jest nieodzownym elementem funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa – napisał wcześniej RPO Adam Bodnar do GIS, powołując się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Jeżeli odpowiadają prawdzie doniesienia medialne, że powodem wystąpienia są krytyczne oceny dr. Grzesiowskiego dotyczące sposobów i metod walki z pandemią, wystąpienie to należałoby ocenić jako bezprecedensowe uderzenie w prawo obywateli do oceny działania władz publicznych – pisał Rzecznik do wiceszefa GIS.

Ponadto RPO prosił też o  informacje nt. postępowania prowadzonego przez Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej.

Dostał odpowiedź, że do prezesa NRL wpłynęło od Głównego Inspektora Sanitarnego zawiadomienie o możliwości popełnienia przewinienia zawodowego przez dr. Pawła Grzesiowskiego, które Prezes NRL skierował zgodnie z właściwością do Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej.

Główny Inspektor Sanitarny zarzucił dr. P. Grzesiowskiemu naruszenie art. 71 Kodeksu Etyki Lekarskiej (lekarz ma obowiązek zwracania uwagi społeczeństwa, władz i każdego pacjenta na znaczenie ochrony zdrowia, a także na zagrożenie ekologiczne. Swoim postępowaniem, również poza pracą zawodową, lekarz nie może propagować postaw antyzdrowotnych).

- Gwoli ścisłości, mając na uwadze niektóre nie w pełni ścisłe doniesienia medialne, wskazuję, że skierowane do Naczelnej Izby Lekarskiej zawiadomienie nie zawiera wniosku o orzeczenie kary pozbawienia prawa wykonywania zawodu lekarza, która jest jedną (najbardziej dolegliwą) z kar, jakie mogą orzekać sądy lekarskie – dodał Grzegorz Wrona.

Postępowanie w sprawie z zawiadomienia dotyczącego dr. Pawła Grzesiowskiego jest na etapie czynności sprawdzających, tj. jeszcze przed podjęciem decyzji, czy istnieją w tej sprawie podstawy do wszczęcia postępowania wyjaśniającego.

 Na obecnym etapie dr Paweł Grzesiowski nie został wezwany przez Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej ani do złożenia zeznań w charakterze świadka, ani do złożenia wyjaśnień w charakterze lekarza, którego dotyczy postępowanie.

- Chciałbym przy tej okazji wskazać, że wyrażane przez niektóre podmioty sugestie, iż organy samorządu lekarskiego - który jest niezależny w wykonywaniu swoich zadań i podlega tylko przepisom prawa - współdziałają z władzami państwowymi w celu zastraszania lekarzy wypowiadających się krytycznie na temat polityki władz państwowych jest nieuprawnione i niczym nieuzasadnione. Wręcz przeciwnie, samorząd lekarski często wypowiada się krytycznie na temat niektórych działań i decyzji podejmowanych przez władze państwowe w zakresie ochrony zdrowia oraz wspiera indywidualnych lekarzy zwracających uwagę na tego rodzaju problemy.

Niezależnie od prowadzonych obecnie czynności związanych z zawiadomieniem dotyczącym wypowiedzi dr. Pawła Grzesiowskiego, dostrzegając toczącą się debatę w mediach dotyczącą różnego wypowiedzi i poglądów lekarzy związanych z kwestiami dotyczącymi pandemii, czuję się w obowiązku podkreślić, że nie można w mojej ocenie w sposób ogólny utożsamiać swobody wypowiedzi lub prawa do krytycznej oceny działań określonych władz czy instytucji z prawem do swobodnego głoszenia przez lekarzy, czyli osoby wykonujące zawód zaufania publicznego, poglądów niezgodnych z aktualną wiedzą naukową albo promujących postawy antyzdrowotne - podkreślił Grzegorz Wrona.

VII.564.46.2021

Wolność zgromadzeń ograniczona. Stanowisko RPO dla ETPC ws. Siedlecka przeciwko Polsce

Data: 2021-04-20
  • Prawo obywatela do kontrdemonstracji zostało znacząco ograniczone w Polsce w odniesieniu do zgromadzeń cyklicznych
  • Obywateli podzielono na lepszych i gorszych. Jedni mają prawo demonstrowania, innym zakazano wyrażania swoich opinii w pobliżu zgromadzenia cyklicznego – w zasięgu 100 m
  • Tych ostatnich przetrzymuje się w policyjnym "kotle", aby nie mogli brać udziału w zgromadzeniu – jak red. Ewę Siedlecką podczas tzw. kontrmiesięcznicy smoleńskiej w 2017 r.
  • Dziennikarka złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (sprawa 13375/18); swoją opinię amicus curiae („przyjaciela sądu”) przekazał mu Rzecznik Praw Obywatelskich

ETPC przedstawił polskim władzom pytania w sprawie, która ma też znaczenie dla zachowania policji wobec innnych protestów.

Historia sprawy

10 czerwca 2017 r. Obywatele RP zorganizowali kolejną kontrdemonstrację do zgromadzenia cyklicznego. W ramach protestu około stu osób, w tym dziennikarka, usiadło na trasie planowanego pochodu. Zostali wyniesieni z ulicy przez policję, a następnie legitymowani – przez ponad dwie godziny. W tym czasie nie mogli kontaktować się z adwokatami.

Zdaniem skarżącej doszło do faktycznego pozbawienia jej wolności (według funkcjonariuszy obywatele pozostawali tylko „do dyspozycji policji”). To częsta praktyka, zmierzająca do ograniczenia konstytucyjnej wolności zgromadzeń.

Sąd odrzucił te argumenty, uznając, że skoro policja ma prawo legitymować, to nie ma znaczenia, jak długo to robi.

Jednocześnie druga sprawa - dotycząca wykroczenia, które miało polegać na zakłócaniu zgromadzenia cyklicznego - została przez sąd I instancji umorzona, Uznał on, że działania obywateli nie wypełniały znamion wykroczenia, ponieważ obrona konstytucyjnej wolności zgromadzeń  nie jest społecznie szkodliwa. Po wydaniu tego wyroku sędzia został przeniesiony do wydziału rodzinnego, ale sąd II instancji już się sprawą nie zajął – bo się przedawniła.

Sprawy zamknięcia w policyjnym „kotle” i odmowy osądzenia działania obywateli w obronie Konstytucji dziennikarka wniosła do ETPC. Pod koniec 2020 r. zadał on polskiemu rządowi pytania w tej sprawie:

  1. Czy skarżąca została pozbawiona wolności z naruszeniem art. 5 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności? (wolność osobista).
  2. Czy doszło do naruszenia prawa skarżącej do wolności słowa? (art. 10).
  3. Czy nastąpiło naruszenie prawa skarżącej do wolności zgromadzeń? (art. 11).

Prosząc o możliwość przedstawienia uwag (na co ETPC się zgodził), RPO wskazał Trybunałowi, że na wszystkie te pytania należałoby odpowiedzieć twierdząco.

Opinia RPO dla ETPC

Jak przypomina RPO w swym stanowisku dla ETPC, problem nie jest incydentem – jest związany ze stanem wolności zgromadzeń w Polsce. Sytuacja pogorszyła się wraz z wprowadzeniem do polskiego prawa instytucji „zgromadzenia cyklicznego”.

Wprowadzono hierarchię zgromadzeń, dając pierwszeństwo zgromadzeniom cyklicznym. Inne zgromadzanie w tym samym czasie i miejscu właściwie są zakazane - kontrmanifestacje mogą odbyć się w odległości 100 m od zgromadzania cyklicznego. Oznacza to faktyczne zablokowanie możliwości kontrmanifestowania.

RPO od 2016 r. sygnalizował polskim władzom, że przepisy te naruszają postanowienia Konstytucji, która wszystkim obywatelom zapewnia wolność zgromadzeń. W 2017 r.  Trybunał Konstytucyjny uznał je jednak za zgodne z Konstytucją. A chodzi tu o Trybunał poddany od 2016 r. tak gruntownym zmianom, że nie pełni on już roli sądu konstytucyjnego, a w rozpoznaniu tej sprawy brały udział osoby, których status sędziego jest kwestionowany.

To właśnie w tej sytuacji skarżąca, znana w Polsce dziennikarka zajmująca się sprawami sądownictwa i praworządności, wzięła udział w zgromadzeniu obywateli wyrażających sprzeciw wobec uprzywilejowywania „zgromadzeń cyklicznych” organizowanych przez władze. Działania dziennikarki mają więc cechy działań strażniczych (watchdog), a znaczenie tej sprawy ma ogromne znaczenie dla polskiej debaty publicznej.

RPO pokazuje, że jeśli policja uniemożliwia obywatelowi swobodne przemieszczanie się, to pozbawia go w sposób bezprawny wolności (por. sprawa 61603/00 Storck v. Niemcy), a fakt, że trwało to „tylko” dwie godziny nie ma znaczenia (por sprawa 25965/04 Rantsev v. Cypr i Rosja oraz sprawa 26587/07Krupko i in v. Rosja).

Zatrzymanie w kordonie i uniemożliwianie wyjścia oznacza faktyczne zatrzymanie, doszło bowiem do ograniczenia jej praw przy pomocy przymusu. Skoro ktoś zostaje zatrzymany, to ma określone prawa, takie jak bycie poinformowanym o przyczynie zatrzymania, dostęp do adwokata, trzeba też sporządzić protokół. Ewie Siedleckiej wszystko to uniemożliwiono. A zatem jej prawa jako zatrzymanej zostały naruszone;

Zatrzymanie dziennikarki oznacza też, że władze utrudniały jej wykonywanie pracy, która polega na zbieraniu informacji – a to narusza EKPC. Zatrzymując skarżącą w „kotle”, władze uniemożliwiły jej skorzystanie z gwarantowanej przez Konwencję wolności zgromadzeń.

RPO wskazuje też, że prawo do pokojowych zgromadzeń jest prawem „pochodnym” do wolności słowa; protest Siedleckiej by tak naprawdę jej ekspresją wypowiedzi o charakterze politycznym (protest przeciwko wprowadzeniu prawa o zgromadzeniach dającego pierwszeństwo zgromadzeniom cyklicznym). Naruszając jej prawo do zgromadzeń i wynosząc ją z miejsca demonstracji, doprowadzono do naruszenia jej wolności słowa.

Podczas korzystania z wolności wypowiedzi politycznej albo wypowiedzi o istotnym znaczeniu dla debaty publicznej (jak w tej sprawie), jej ochrona powinna być szersza.

VII.613.137.2020

Młodzi obywatele mają prawo do protestu i wyrażania opinii. RPO do Policji w całej Polsce

Data: 2021-04-16
  • Osoby niepełnoletnie mają prawo do demonstrowania swoich poglądów, korzystając z gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa a także udziału w pokojowych zgromadzeniach publicznych.
  • Ograniczenia stosowane przez władze – i egzekwowane przez Policję – są niekonstytucyjne, bo nie mają odpowiedniego umocowania w ustawach, a łamią wolności zapisane w Konstytucji.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przypomina o tym wszystkim komendantom wojewódzkim Policji a także pełnomocnikowi Komendanta Głównego Policji ds. Ochrony Praw Człowieka Krzysztofowi Łaszkiewiczowi.
  • RPO z niepokojem obserwuje bowiem coraz częstsze ingerencje policjantów w wolność zgromadzeń młodych ludzi.

Od początku roku RPO kilkukrotnie już podejmował ingerencje w tego rodzaju sprawach.

  • W styczniu 2021 r. Rzecznik interweniował w sprawie nastolatka, członka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, który podczas demonstracji używał przez chwilę megafonu (upomniany przez policjantów odłożył go). Policja zawiadomiła w sprawie sąd rodzinny o jego demoralizacji.
  • Kolejną sprawą, w której Rzecznik podjął interwencję, jest sprawa uczennicy, która wzięła udział w manifestacji w Poznaniu i zabrała na niej głos – na początku i na końcu zgromadzenia. Policja miała na tej podstawie uznać, że młoda kobieta jest organizatorką zgromadzenia publicznego. Prowadzone wobec niej postępowanie ma zmierzać do postawienia młodej obywatelce zarzutów z art. 52 §  2 pkt 2 Kodeksu wykroczeń.
  • Postępowanie w podobnej sprawie zostało wszczęte również w związku z zarzutem organizacji zgromadzenia publicznego przez młodą osobę w Oleśnicy. W tym przypadku postępowanie to zmierza do postawienia zarzutów z art. 165 § 1 Kodeksu karnego.
  • Dolnośląskie Centrum Praw Człowieka we Wrocławiu poinformowało, że wrocławska policja prowadzi postępowanie wobec osoby 17-letniej w celu ukarania jej za to, że w czasie proekologicznego protestu siedziała na chodniku.

Rzecznik zwraca uwagę, że również osoby niepełnoletnie w Rzeczypospolitej Polskiej mają prawo do demonstrowania swoich poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym i w tym zakresie korzystają z gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP), a także udziału w pokojowych zgromadzeniach publicznych (art. 57 Konstytucji RP). Podobne gwarancje zawiera Konwencja o Prawach Dziecka przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1989 r.  Art. 13 ust. 1 tej Konwencji gwarantuje dziecku prawo do swobodnej wypowiedzi, a art. 15 ust. 1 - wolność pokojowych zgromadzeń dzieci.

Kwestie te mają szczególne znaczenie w kontekście oceny prawnej zgromadzeń publicznych odbywanych w czasie stanu epidemii. Są one uznawane przez Policję za nielegalne i z tego właśnie powodu w odniesieniu do demonstrantów podejmowane są działania sankcyjne.

Tymczasem Rzecznik od wielu miesięcy stoi na stanowisku, że wprowadzone przepisami rządowych rozporządzeń wykonawczych zakazy i ograniczenia wolności pokojowych zgromadzeń publicznych są niekonstytucyjne. Opinię Rzecznika w przedmiocie niekonstytucyjności ograniczeń konstytucyjnej wolności zgromadzeń publicznych w drodze rozporządzeń wykonawczych podzielają sądy powszechne (zob. np. postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 15 maja 2020 r. sygn. akt VI ACz 339/20).

Podejście do zgromadzeń publicznych w pandemii jest szczególnie ważne z perspektywy udziału w nich osób nieletnich. Policja bowiem ocenia to wówczas jako przejaw demoralizacji osoby niepełnoletniej i kieruje sprawy do sądów rodzinnych.

Przypadek szczególny: protest w formie siedzenia na chodniku

RPO w wystąpieniu szerszej analizie poddaje sprawę protestu polegającego na siedzeniu na chodniku.

Młoda osoba z Wrocławia została obwiniona o to, że naruszyła ład i porządek publiczny poprzez siedzenie na chodniku, tj. o czyn z art. 51 § 1 k.w. Tymczasem siedzenie na chodniku – jak wynika z orzecznictwa Sądu Najwyższego – nie wypełnia znamion  przepisu.

1. To nie jest zakłócanie porządku

W wyroku z 22 maja 2019 r. (sygn. akt IV KK 219/18) dotyczącym pojęcia „zakłócania” spokoju lub porządku publicznego Sąd Najwyższy wskazał, że przedmiotem ochrony, określonym w art. 51 k.w., jest prawo obywateli do niezakłóconego spokoju i porządku publicznego oraz niezakłócony spoczynek nocny, które to nie powinny być zakłócone jakimikolwiek zachowaniami wykraczającymi poza ogólnie, czy też zwyczajowo przyjęte normy społecznego zachowania się. Użycie przez ustawodawcę określenia „zakłócenie" wskazuje, że chodzi o wywołanie gdzieś niepokoju, zamieszania naruszającego ustalony porządek, normy współżycia społecznego czy też naturalny bieg spraw, co w efekcie powoduje oburzenie, podenerwowanie lub zgorszenie. Zdaniem Rzecznika siedzenie na chodniku nie wypełnia wskazanych znamion, bowiem nie wykracza poza ogólnie, czy też zwyczajowo przyjęte normy społecznego zachowania się, nie powoduje także oburzenia, podenerwowania lub zgorszenia.

Z kolei analizując potencjalne zakłócenie porządku publicznego poprzez siedzenie na chodniku należy wskazać, że zachowanie to musiałoby wywołać stan, który w danym miejscu, czasie i okolicznościach, zgodnie z przyjętymi zwyczajami i obowiązującymi przepisami, uważa się za nienormalny i który, w obiektywnym odbiorze, odczuwany jest jako utrudnienie lub uniemożliwienie powszechnie akceptowanego sposobu zachowania się w miejscach dostępnych dla bliżej nieokreślonej liczby osób. Zdaniem Rzecznika siedzenie na chodniku nie jest zatem zachowaniem nienormalnym, które utrudnia lub uniemożliwia powszechnie akceptowane sposoby zachowania.

2. To forma korzystania z wolności zgromadzeń

Osobno należy wskazaną sprawę rozważyć w kontekście korzystania przez osobę małoletnią z wolności zgromadzeń poprzez formę protestu jaką jest siedzenie.

Forma ta jest powszechnie znaną pokojową formą protestu, wykorzystywaną przez studentów podczas strajków okupacyjnych (sit-in). W ostatnim czasie taką formę protestu przyjęły na przykład akcje solidarnościowe z zatrzymanymi osobami na Białorusi.

Przyjęcie zatem, że osoba ta uczestniczyła w pokojowym proteście siedzącym prowadzić, musi do wniosku, iż ochrona jej praw powinna być szersza, korzystała bowiem ona z konstytucyjnie chronionego prawa człowieka.

Warto odnieść się do obowiązującego w Polsce standardu wynikającego z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Już w 1989 roku w sprawie G przeciwko Republice Federalnej Niemiec (skarga nr 13079/87) uznano, że protest siedzący stanowi formę pokojowej manifestacji. W wskazanej sprawie uczestnicy protestu blokowali drogę na dwadzieścia minut co godzinę. Trybunał wskazał że pokojowe zgromadzenie nie obejmuje demonstracji, podczas której organizatorzy i uczestnicy mają gwałtowne zamiary, które powodują zamieszki. W sprawie Hakim Aydin przeciwko Turcji (skarga nr 4048/09), Trybunał zbadał czy doszło do nieproporcjonalnego naruszenia praw osoby, która demonstrowała swoje poglądy poprzez m.in. siedzenie na placu. Skarżący został aresztowany przez policję. Trybunał uznał, że demonstracja ta miała charakter pokojowy, ponadto zastosowanie środka karnego w tej sytuacji nie miało podstaw prawnych (not prescribed by law). Analizując możliwość ograniczenia prawa wynikającego z art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (wolność zgromadzeń) należy zatem przeprowadzić test proporcjonalności.

3. Policja nakłada sankcje zbędne i pozbawione podstaw

Badając opisaną tu sprawę osoby małoletniej siedzącej na chodniku, na wstępie należy zbadać, czy korzystała ona z wolności zgromadzeń publicznych. Mając na względzie trwający w tym czasie i miejscu strajk okupacyjny aktywistów ekologicznych, można uznać, że jej zachowanie miało na celu wyrażenie poparcia dla ich działań lub misji, która im przyświecała. Kolejnym krokiem jest zbadanie, czy działania podjęte przez policję miały odpowiednią podstawę prawną. Tutaj należy odpowiednio zbadać, czy art. 51 k.w. jest podstawą wystarczającą do ograniczenia wolności zgromadzeń, nie taki był bowiem cel ustawodawcy tworzącego wskazany przepis. Dodatkowo, w świetle wprowadzonych przepisów ograniczających wolność zgromadzeń w związku ze stanem pandemii, należy zbadać czy regulacje te zostały wprowadzone w odpowiedni sposób. Ograniczenia praw i wolności człowieka mogą bowiem zostać uregulowane jedynie na poziomie ustawy. Rozporządzenie, które zakazuje organizacji lub udziału w zgromadzeniu, bądź ogranicza możliwość zgromadzeń do udziału pięciu osób zdaniem Rzecznika wykracza poza określoną kompetencję ustawową i prowadzi do naruszenia istoty prawa, a tym samym jest niezgodne z konstytucją.

Następnie należy przeanalizować, czy działanie policji miało na celu ochronę jednego z celów określonych w ustępie 2 art. 11 Europejskiej Konwencji, tj. interesu bezpieczeństwa państwowego lub publicznego, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwu, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób. Wniesienie przez policję wniosku o ukaranie można zinterpretować jako próbę ochrony porządku publicznego. W tym miejscu należy jednakże przeprowadzić kluczowy aspekt testu proporcjonalności, tj. zbadać czy działanie to było niezbędne w społeczeństwie demokratycznym. Zdaniem Rzecznika, nawet jeżeli uznamy, że siedzenie na chodniku może naruszać porządek publiczny, to zastosowanie wobec takiego czynu sankcji o charakterze karnym (art. 51 k.w.) nie jest proporcjonalne. Tym samym ingerencja w realizację wolności tej osoby była nadmierna a sankcja nałożona przez funkcjonariuszy policji zbędne i pozbawione podstaw.

VII.613.5.2021

Korzystała z konstytucyjnej wolności słowa - ukarana w trybie nakazowym. Kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-15, 2020-12-22
  • Obywatelka podczas zgromadzenia trzymała transparent z napisem  „Przestępca na czele polskiej policji”, a odmówiła wylegitymowania się
  • Na wniosek policji sąd ukarał ją za to grzywną w trybie nakazowym - czyli bez prowadzenia rozprawy i wysłuchania obwinionej
  • Podania danych osobowych można odmówić, gdy nie ma do tego podstawy prawnej
  • A obwiniona korzystała z konstytucyjnego prawa do swobody wypowiedzi w kwestii ważnej dla debaty publicznej
  • [AKTUALIZACJA] Sąd nie mógł wyrokować bez rozprawy, obywatelka mogła nie okazywać dowodu, a treść napisu nie odnosiła się do konkretnej osoby - uznał SN  (sygn akt II KK 422/20)  

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obwinionej.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości, ani co do winy sprawcy, ani okoliczności zdarzenia. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. Wtedy sąd ma procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Już wcześniej RPO zwracał uwagę, że sądy nadużywają trybu nakazowego wobec obywateli korzystających z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Według RPO należałoby zmienić prawo tak, aby nie orzekać wyrokiem nakazowym wtedy, gdy obwiniony nie przyznaje się do winy i przedstawia odmiennie okoliczności zdarzenia niż policja. Obywatel musi mieć bowiem prawo, aby na rozprawie kwestionować twierdzenia funkcjonariusza.

Historia sprawy

Obywatelka została obwiniona o to, że 16 sierpnia 2019 r. w Warszawie, wbrew ciążącemu na niej obowiązkowi, nie okazała dokumentu tożsamości legitymującemu ją policjantowi – choć miała  go przy sobie.

Jest to wykroczenie z art. 65 § 2 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywny dla tego, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości.

Przyczyną podjęcia przez policję czynności miał być trzymany przez kobietę transparent „Przestępca na czele polskiej policji”. Jak głosiła policyjna notatka, „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób”.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w grudniu 2019 r. uznał ją za winną wykroczenia. Ukarano ją 200 zł grzywny. Obciążono ją też kosztami postępowania.  W poczet grzywny zaliczono okres jej zatrzymania  16 sierpnia 2019 r.,

Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Argumenty RPO

Sąd rejonowy rażąco naruszył art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości - z uwzględnieniem jego wyjaśnień i dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym.

W tym zaś przypadku zarówno wina, jak i okoliczności czynu, budziły istotne wątpliwości. Sąd powinien był zatem skierować sprawę na rozprawę, by wyjaśnić wszystkie okoliczności istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia.

Sąd Najwyższy wyrażał już pogląd, że w przypadku, gdy funkcjonariusz żąda podania danych osobowych w sytuacji, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Rzecznik podziela ten pogląd. Dlatego sąd powinien wykazać, czy w realiach tej sprawy policjant miał podstawę prawną do żądania danych osobowych.

Dowodem mającym potwierdzać winę obwinionej były zeznania policjanta, że trzymała ona  transparent „Przestępca na czele polskiej policji”.  Nie było jednak na nim ani nazwiska, ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby zidentyfikować osoby, do której miał się on odnosić. Policjant hipotetycznie założył zatem możliwość znieważenia.

A dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis był na transparencie trzymanym przez obwinioną. Wskazuje zaś, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Według notatki urzędowej napis na transparencie  kończył się znakiem zapytania.

Obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Zatrzymano ją przy użyciu środków przymusu bezpośredniego w postaci chwytów transportowych.

Swoboda wypowiedzi

Sąd Najwyższy uznawał już, że „Bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i nie podlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego, byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny”.

Prawo do swobody wypowiedzi jest konsekwentnie potwierdzane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, np. w wyroku z 9 stycznia 2018 r. (18597/13). Uznał, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jeden z podstawowych warunków jego rozwoju oraz samorealizacji osób. Odnosi się to także do tych wypowiedzi, które są obraźliwe, szokują lub przeszkadzają. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma społeczeństwa demokratycznego.

Według ETPCz osoba prywatna nieznana publicznie może żądać ochrony życia prywatnego, ale inaczej jest w przypadku osób publicznych. „Dla tych osób granice komentarza krytycznego są szersze, gdyż osoba taka nieuchronnie i świadomie wystawia się na kontrolę publiczną, a zatem musi wykazywać się szczególnie wysokim stopniem tolerancji” – wskazywał ETPCz.

W sprawie nie przeprowadzono dowodów co do tego, czy napis, który miała prezentować obwiniona, był wyrazem realizacji jej prawa do swobody wypowiedzi. A przecież nie dotyczył on życia prywatnego, ale istotnej dla debaty publicznej kwestii, dotyczącej powoływania osób do organów władzy.

W tej sytuacji sąd był zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia okoliczności.

RPO wniósł do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi do ponownego rozpoznania.

Rażące naruszenie prawa przez sąd mogło mieć istotny wpływ na wyrok, gdyż po przeprowadzeniu rozprawy mogło zapaść inne orzeczenie – brzmi konkluzja kasacji.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

31 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn akt II KK 422/20) uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Utrwalone jest już stanowisko, że postępowanie nakazowe zastrzeżono do najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu. W sprawie niniejszej tak jednak nie jest.

Otóż, przypomnieć trzeba, że wykroczenia z art. 65 § 2 k.w. dopuszcza się ten, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości. Na gruncie tego przepisu wywodzi się, że w sytuacji, gdy funkcjonariusz organu państwowego lub upoważnionej do legitymowania instytucji żąda podania wskazanych w przepisie danych osobowych w wypadku, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Skarżący słusznie wywodzi, że koniecznym  było rozważenie przez Sąd Rejonowy czy w zaistniałym zdarzeniu zachodziła w ogóle podstawa prawna do żądania przez funkcjonariusza Policji podania przez obwinioną swoich danych osobowych. Jak wynika z zeznań policjanta, legitymowana trzymała transparent o treści „PRZESTĘPCA NA CZELE POLSKIEJ POLICJI", a przyczyną podjęcia czynności był fakt, że: „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób".

Słusznie akcentuje Rzecznik Praw Obywatelskich, że treść napisu nie zawierała nazwiska ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby na zidentyfikowanie osoby, do której miała się odnosić. Wątpliwości w tym zakresie wynikają już choćby z zeznań policjanta .Z kolei dołączona do akt sprawy dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis faktycznie figurował na transparencie, a wskazuje jedynie, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Natomiast notatka urzędowa wskazuje wręcz, że treść napisu na transparencie była zakończona znakiem zapytania.

Nie było przy tym możliwe skonfrontowanie stanowiska obwinionej ze wskazanym powyżej materiałem dowodowym, jako że obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Już te tylko okoliczności wymagały wnikliwego przeanalizowania na rozprawie pod kątem możliwości przypisania obwinionej sprawstwa i winy za zarzucany jej czyn. 

Przeprowadzone w sprawie dowody w żadnym przy tym razie nie wskazują, aby Sąd miał na uwadze kwestie związane z realizacją prawa do swobody wypowiedzi oraz prawa do dopuszczalnej krytyki stanowiących oczywiste komponenty demokratycznego państwa prawnego. W omawianym kontekście trzeba zwrócić uwagę, że w orzecznictwie stwierdza się wręcz, iż bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i niepodlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny. Zwłaszcza, że w odniesieniu do polityków i osób publicznych, granice, w jakich można wyrażać swoje poglądy, są niewątpliwie szersze aniżeli w odniesieniu do osoby prywatnej, na który to aspekt niejednokrotnie zwracano uwagę w orzecznictwie ETPC (tak choćby w orzeczeniach powołanych w kasacji).

Wskazane tu kwestie nakazywały skierowanie sprawy na rozprawę celem przeprowadzenia postępowania dowodowego i wnikliwego przeanalizowania całokształtu okoliczności sprawy umożliwiającego prawidłowe rozstrzygnięcie w zakresie sprawstwa i winy obwinionej. Postąpienie odmienne i orzekanie przez Sąd meńti w postępowaniu nakazowym skutkowało naruszeniem przepisu wskazanego w zarzucie kasacji. Uctiybienie to mogło przy tym rzutować w istotny sposób na treść wyroku, skoro dogłębne przeanalizowanie sprawy na rozprawie mogło skutkować odmiennym rozstrzygnięciem w zakresie sprawstwa i winy obwinionej.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyjaśni wszystkie istotne okoliczności faktyczne sprawy, a także dokona wnikliwej oceny prawnej czynu zarzucanego obwinionej.

II.510.662.2020

Sąd ws. wstrzymania kupna Polska Press przez PKN Orlen: chodzi o zabezpieczenie przed ewentualnymi nieodwracalnymi skutkami koncentracji

Data: 2021-04-13
  • Dokonanie koncentracji już teraz mogłoby udaremnić ewentualne wykonanie wyroku, jaki zapadnie w całej sprawie
  • Przedsiębiorca powinien powstrzymać się od wykonywania jakichkolwiek praw udziałowych z nabytych udziałów
  • Podejmowanie wszelkich czynności wobec zawieszenia wykonania decyzji UOKiK może nieść negatywne skutki wynikające z ich nieważności 
  • Tylko całkowite powstrzymanie prowadzi do zapewnienia stronie (w tym przypadku - RPO) efektywnej realizacji prawa do sądu oraz egzekwowania praw ochrony konkurencji. Pozwoli też na ocenę prawidłowości decyzji UOKiK przez niezawisły sąd

Tak Sąd Okręgowy w Warszawie XVII Wydział Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uzasadnił wstrzymanie wykonania decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie zgody na koncentrację – przejęcie przez PKN Orlen spółki Polska Press. 

8 kwietnia 2021 r. sąd uwzględnił tym samym wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich. Teraz RPO prezentuje uzasadnienie sądu (pełna jego treść w załączniku na dole strony). Postanowienie sądu jest niezaskarżalne.

Decyzja UOKiK i odwołanie RPO wraz z wnioskiem o jej wstrzymanie

Rzecznik Praw Obywatelskich odwołał się do sądu od decyzji Prezesa UOKiK z 5 lutego 2021 r. w sprawie zgody na koncentrację polegającą na przejęciu przez Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. kontroli nad Polska Press sp. z o.o.

Zgadzając się, prezes UOKiK nie zbadał, czy efektem nie będzie niedopuszczalne ograniczenie wolności prasy. Tymczasem UOKiK ma uwzględniać wszelkie okoliczności wpływające na chronione dobro konsumenta. A media kontrolowane przez Skarb Państwa, czyli faktycznie polityków, nie zapewniają obywatelom obiektywnych informacji. Przedstawiają obraz jednostronny, korzystny dla aktualnie rządzącej większości

M.in. dlatego RPO wnosi, by sąd uchylił zgodę prezesa UOKiK. Chce też, by sąd wstrzymał wykonanie tej decyzji do rozstrzygnięcia sprawy.

Zgodnie z prawem samo odwołanie przekazuje się do sądu za pośrednictwem UOKiK. Prezes UOKiK ma 3 miesiące na przesłanie odwołania do sądu (chyba że w trybie autokontroli zmieni swą decyzję o zgodzie na koncentrację).    Obecnie Rzecznik wciąż oczekuje na przekazanie przez UOKiK odwołania do sądu, który je rozpozna.

Jednocześnie RPO skierował - już bezpośrednio do sądu - wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji (w tym zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press). To właśnie ten wniosek został przez sąd uwzględniony.

Uzasadnienie decyzji sądu

Sąd stwierdził, że Rzecznik jest uprawniony do wniesienie odwołania od decyzji UOKiK na zasadach ogólnych strony (tak jak Prokurator Generalny) w tego typu postępowaniach. Wynika to z ustawy o RPO art. 14 ust. 4. Z tego zaś  wynika też uprawnienie do wniesienia wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji.

Według sądu nieuwzględnienie wniosku RPO mogłoby doprowadzić do wykonania przez PKN Orlen decyzji nieostatecznej, bo zaskarżonej przez uprawniony organ. Zasadniczo nie powinno to mieć miejsca w demokratycznym państwie prawa, szczególnie w sytuacji, gdy ani z przepisu ustawy, ani z decyzji organu nie wynika, że wolą bądź ustawodawcy bądź organu antymonopolowego było wykonywanie decyzji nieostatecznej, która w toku kontroli sądowej może zostać zakwestionowana, a która w razie jej wykonania potencjalne może wywrzeć niekorzystne skutki dla konkurencji. 

Z samego faktu zaskarżenia wynika konieczność powstrzymania się od dokonania koncentracji przez przedsiębiorców. Zgodnie z art. 97 uokik przedsiębiorca czeka na decyzję UOKIK by dokonać koncentracji – analogicznie powinien poczekać na orzeczenie sądu, bowiem zaskarżona decyzja nie jest ostateczna.

Przyjęcie literalnej wykładni art. 97 uokik, według której koncentracja, z chwilą wydania zgody przez organ, nie może zostać wstrzymana w żadnych okolicznościach, w szczególności także w sytuacji zaskarżenia decyzji wyrażającej zgodę na koncentrację, wyłączałoby w istocie kompetencję Sądu UOKiK do rozstrzygania sprawy wywołanej wniesieniem odwołania od decyzji, lub czyniłoby ją co najmniej bezskuteczną. 

Przyjęcie odmiennej wykładni, ograniczającej zastosowanie tej zasady tylko do etapu postępowania administracyjnego, mogłoby prowadzić w istocie do niemożności wykonania niektórych z możliwych rozstrzygnięć sądu – czyli wyroku zmieniającego decyzję i zakazującego dokonania koncentracji, lub uchylającego decyzję (co z kolei mogłoby się wiązać z koniecznością ponownego rozpoznania wniosku o zgodę na koncentracje przez Prezesa UOKiK). Przy czym na obecnym etapie postępowania nie można wykluczyć żadnego z rozstrzygnięć sądu, łącznie także z oddaleniem odwołania – podkreśla sąd. 

O ile czynność prawna, na podstawie której koncentracja miała nastąpić, zostałaby dokonana przed wydaniem orzeczenia wstrzymującego wykonanie decyzji, to przedsiębiorcy mający zamiar dokonać koncentracji winni powstrzymać się od jej wykonywania, a w konsekwencji w sytuacji przejęcia kontroli poprzez nabycie 100% udziałów w kapitale zakładowym przejmowanego przedsiębiorcy, tak jak to ma miejsce w sprawie niniejszej, powinni powstrzymać się od wykonywania jakichkolwiek praw udziałowych z nabytych udziałów w kapitale zakładowym (podejmowanie wszelkich czynności w warunkach zawieszenia wykonania decyzji może nieść negatywne skutki wynikające z nieważności czynności prawnych).

Tylko taka wykładnia przepisów i zastosowanie się do niej przez przedsiębiorcę dokonującego koncentracji pozwoli na rzeczywistą realizację prawa strony (tu RPO) do sądu, w szczególności - dokonania oceny prawidłowości zaskarżonej decyzji przez niezawisły sąd. 

Uwzględnienie wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji nie zamyka organowi możliwości wydania nowej decyzji w ramach autokontroli. Skutkiem jednak decyzji organu uwzględniającej odwołanie będzie upadek postanowienia w przedmiocie wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji, skoro decyzja, do której odnosić się będzie postanowienie o wstrzymaniu decyzji przestanie istnieć. 

Reasumując, wstrzymanie wykonania decyzji do czasu rozstrzygnięcia sprawy było konieczne i niezbędne w okolicznościach niniejszej sprawy, w szczególności w celu zachowania uprzedniego charakteru kontroli koncentracji i umożliwienia wykonania orzeczenia w razie uwzględnienia odwołania, jak również z uwagi na niebezpieczeństwo, że wykonywanie zaskarżonej decyzji może wywołać niemożliwe do odwrócenia negatywne skutki dla konkurencji, które mogą wystąpić w czasie trwania postępowania sądowego.

Na tym zaś etapie postępowania nie można przesądzić, czy dokonanie koncentracji nie spowoduje, że konkurencja na rynku nie zostanie istotnie ograniczona, w szczególności przez powstanie lub umocnienie pozycji dominującej na rynku, a zatem wstrzymanie wykonania decyzji jest niezbędne dla zagwarantowania egzekwowania prawa ochrony konkurencji. 

Rzecznik przekazał postanowienie sądu Krajowemu Rejestrowi Sądowemu w celu jego uwzględnienia w aktach rejestrowych spółek.

VII.716.26.2020

 

Sąd wstrzymał decyzję Prezesa UOKIK ws. przejęcia przez PKN Orlen spółki Polska Press

Data: 2021-04-12
  • Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uwzględnił wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich o wstrzymanie wykonania decyzji Prezesa UOKIK w sprawie koncentracji – przejęcia przez PKN Orlen spółki Polska Press 
  • Taką informację RPO uzyskał telefonicznie 12 kwietnia w sekretariacie Sądu Okręgowego w Warszawie XVII Wydział Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Zgodnie z nią 8 kwietnia 2021 r. zapadło orzeczenie w sprawie wniosku o wstrzymanie decyzji, w tym o zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press. Sąd uwzględnił tym samym wniosek Rzecznika. Wkrótce do RPO ma wpłynąć oficjalne pismo z decyzją sądu.

Rzecznik odwołał się do Sądu Okręgowego w Warszawie (Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów) od decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z 5 lutego 2021 r. w sprawie zgody na koncentrację polegającą na przejęciu przez Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. kontroli nad Polska Press sp. z o.o.

Zgodnie z obowiązującymi regulacjami samo odwołanie przekazuje się do sądu za pośrednictwem UOKiK. Prezes UOKiK ma 3 miesiące na przesłanie odwołania do sądu (chyba że w trybie autokonrtoli zmieni swą decyzję o zgodzie na koncentrację).  Obecnie Rzecznik wciąż oczekuje na przekazanie przez UOKiK odwołania do sądu, który je rozpozna.

Jednocześnie RPO skierował - już bezpośrednio do sądu - wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji (w tym zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press). To właśnie ten wniosek został przez sąd uwzględniony.

VII.716.26.2020

RPO do Zastępcy GIS w obronie doktora Grzesiowskiego

Data: 2021-04-02
  • Zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego Krzysztof Saczka chce, by za krytykę działań władz w pandemii lekarz dr Paweł Grzesiowski stracił prawo wykonywania zawodu. Taki wniosek wpłynął do Naczelnej Izby Lekarskiej.
  • RPO interweniuje w GIS pisząc, że informację tę przyjął z niedowierzaniem.

- Swoboda wypowiedzi i prawo do krytyki władzy jest nieodzownym elementem funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa – pisze rzecznik praw obywatelskich prof. Adam Bodnar powołując się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. - Biorąc to pod uwagę, z niedowierzaniem przyjąłem informację o wystosowanym przez Pana wniosku o pozbawienie prawa wykonywania zawodu dr. Pawła Grzesiowskiego, eksperta Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19. Jeżeli odpowiadają prawdzie doniesienia medialne, że powodem wspomnianego wystąpienia są krytyczne oceny dr. Grzesiowskiego dotyczące sposobów i metod walki z pandemią, wystąpienie to należałoby ocenić jako bezprecedensowe uderzenie w prawo obywateli do oceny działania władz publicznych – pisze RPO do zastępcy Głównego Inspektora Sanitarnego Krzysztofa Saczki.

RPO prosi o przedstawienie wyjaśnień, a także o przekazanie kopii wniosku o pozbawienie dr. Grzesiowskiego prawa wykonywania zawodu, o ile istotnie został takowy wystosowany.

V.7018.409.2021

Blokowanie wpisów na portalu policji. RPO prosi o wyjaśnienia

Data: 2021-03-31
  • Policja w mediach społecznościowych blokuje użytkowników wyrażających opinie na temat jej działań, np.  wobec Strajku Kobiet
  • Dzieje się tak, mimo że wpisy są  zgodne z obowiązującym prawem i  nie naruszają regulaminu portalu społecznościowego
  • Budzi to zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich w związku z możliwym naruszeniem konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi (art. 54 Konstytucji)

W maju  2020 r. RPO zwracał się do KGP w związku z wprowadzonym przez policję na portalach społecznościowych nowym Regulaminem dotyczącym umieszczania treści na stronach, podstronach i portalach społecznościowych, będących w zarządzaniu polskiej policji.

Wprowadził on szereg zasad dotyczących moderacji treści publikowanych przez obywateli, zakazując publikacji określonych wpisów. W związku z ich bardzo szerokim zakresem, niektóre postanowienia regulaminu budziły wątpliwości RPO, związane z konstytucyjnie gwarantowaną wolnością słowa oraz debatą publiczną.

Mimo zmian niektórych zapisów regulaminu wciąż budzi on wątpliwości. Do Biura RPO wpływają bowiem skargi obywateli dotyczące zablokowania możliwości komentowania wpisów przez administratora prowadzącego profil Polskiej Policji.

Jedna ze skarg odnosi się do zablokowania profilu na Instagramie. Wnioskodawca krytykował poczynania policji wobec Strajku Kobiet. Wskazał, że zamieszczane przez niego treści, których skutkiem było zablokowanie, były zgodne z obowiązującym prawem, nie naruszały regulaminu portalu oraz stanowiły opinię na temat działań policji.

Sytuacja ta budzi zaniepokojenie RPO. Zasadne jest, by administratorzy profili dbali o to, by zamieszczane treści nie prowadziły do naruszenia obowiązującego prawa. Regulamin stwarza jednak dużo szersze ograniczenia.

Według niego  „komentarze do postów zamieszczanych na stronie mogą być moderowane i cenzurowane”; „komentarze o tematyce niezwiązanej z treścią postu (tematu) będą usuwane, a ich autorzy mogą zostać zablokowani”; „komentarze i reakcje, dodawane z kont anonimowych lub fikcyjnych mogą być kasowane wraz z jednoczesnym zablokowaniem ich autorów”. Regulamin wprost zabrania też użytkownikom „prowadzenia polemiki zawierającej podtekst polityczny, religijny oraz upodobań seksualnych”.

Stanowisko Rzecznika dotyczące wątpliwości związanych z regulaminem nie uległo zmianie, a zaistniała sytuacja zdaje się potwierdzać, że nie jest ono bezzasadne.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił o wyjaśnienia mł. insp. Krzysztofa Łaszkiewicza z zespołu ds. ochrony praw człowieka w Komendzie Głównej Policji.

VII.564.138.2020

Kobiety protestowały przeciw faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości. SN uniewinnił je po kasacji RPO

Data: 2021-03-26
  • Celem kobiet protestujących na Marszu Niepodległości w 2017 r. było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec symboli i haseł propagujących niebywale szkodliwą i niedemokratyczną ideologię
  • Tak uznał Sąd Najwyższy, uniewinniając na wniosek RPO dwie kobiety, które w 2017 r. usiadły w proteście na trasie marszu. Ciążył na nich wyrok za "przeszkadzanie" temu zgromadzeniu
  • SN podkreślił, że kilka kobiet nie mogło zakłócić zgromadzenia kilkudziesięciu tysięcy osób

Sąd Najwyższy 9 lutego 2021 r. (sygn. akt II KK 431/20) uznał kasację Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść obu kobiet za „oczywiście zasadną”.

Historia sprawy

11 listopada 2017 r. na trasie Marszu Niepodległości w Al. Jerozolimskich stanęła grupa kobiet. Trzymały transparent „Stop faszyzmowi”;  wykrzykiwały też hasła „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”. Potem  usiadły na jezdni.

W tej sytuacji uczestnicy marszu omijali siedzące kobiety. Wielu było agresywnych: szarpano je, obrażano i kopano. W końcu zostały wyniesione przez uczestników z ulicy. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. Opinię społeczną zbulwersował zwłaszcza fragment uzasadnienia, że w ten sposób manifestujący "okazywali niezadowolenie". RPO interweniował  w tej sprawie w prokuraturze.

Policja zarzuciła zaś kobietom wykroczenie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

27 września 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym (czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych) uznał dziewięć protestujących za winne tego, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami usiłowały przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia w ten sposób, że usiadły na trasie przemarszu, czym utrudniały przemieszczanie się jego uczestników”.

W stosunku do dwóch kobiet wyrok nakazowy uprawomocnił się. Siedem pozostałych wniosło skuteczne sprzeciwy od wyroku.

24 października 2019 r. Sąd Rejonowy uniewinnił je. Podkreślił, że ich zachowanie nie było wykroczeniem. Stanowiło bowiem przejaw pokojowej manifestacji poglądów w przestrzeni publicznej. Sąd wskazał, że należy to oceniać w perspektywie konstytucyjnie gwarantowanej wolności wyrażania poglądów, co jest podstawowym prawem człowieka.

Argumentacja kasacji RPO

Zachowanie  obwinionych, polegające na tym, że usiadły na jezdni wspólnie z innymi na trasie marszu, nie  wyczerpywało znamion wykroczenia. Było to bowiem wypowiedzią symboliczną w ważnej kwestii społecznej i mieściło się w ramach wolności prawnie chronionej.

 "Przeszkadzanie” lub” „usiłowanie przeszkodzenia” musi mieć charakter bezprawny. Dlatego wykładnia tego przepisu Kw musi uwzględniać istotę wolności wyrażania poglądów. A jest ona chroniona i konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji), i konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wśród sytuacji chronionych w ramach wolności wyrażania poglądów i przekazywania informacji mieszczą się także: prezentacja symboli oraz wypowiedzi w formie zachowania wyrażającego protest.

W sprawach dotyczących wolności wypowiedzi ETPCz wielokrotnie stwierdzał, że kwestie będące w zainteresowaniu społecznym, stanowiące wyraz indywidualnych przekonań politycznych, mogą być wyrażane nawet poprzez działania kontrowersyjne i o prowokującym charakterze.

Czynu obwinionych, które usiadły na jezdni, nie można traktować jako oderwanego od zachowań bezpośrednio go poprzedzających, czyli trzymania transparentu „Stop faszyzmowi” oraz wznoszenia okrzyków: „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”.

W ocenie RPO każde z tych zachowań stanowiło wypowiedź o różnej formie. To, że kobiety usiadły na trasie marszu, było niewerbalną i symboliczną wypowiedzią stanowiącą protest przeciwko ideologii faszystowskiej.

W chwili wydawania wyroku nakazowego powszechnie znany był fakt, że wśród uczestników marszu były osoby niosące transparenty o treściach ksenofobicznych, flagi z tzw. „ krzyżem celtyckim" czy znakiem „czarnego słońca” - symbolami utożsamianymi z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i supremację białej rasy.

Nie można zatem traktować zachowania obwinionych jako nakierowanego na utrudnianie przemieszczania się uczestników marszu. Celem tego zachowania było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie Marszu Niepodległości haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię.

Dlatego też trudno mówić o jakiejkolwiek, nawet znikomej, szkodliwości społecznej działania obwinionych, co także przemawia za ich uniewinnieniem.

Oczywiste jest zaś, że obwinione nie dążyły bezpośrednio do przeszkodzenia w przebiegu marszu. Przeciwko faszyzmowi protestowało dziewięć kobiet, a w tym miejscu i czasie uczestników marszu było zapewne kilkanaście tysięcy.

Wyrok SN i jego uzasadnienie

Kasacja jako zasadna w stopniu oczywistym podlegała uwzględnieniu na posiedzeniu bez udziału stron w trybie art. 535 § 5 k.p.k.  – orzekło troje sędziów SN. Uznali, że doszło do obrazy wskazanego w kasacji przepisu prawa materialnego.

11 listopada 2017 r. w Warszawie odbywało się zgromadzenie cykliczne „Marsz Niepodległości 2017”, na zorganizowanie którego zgodę wyraził 6 listopada 2017 r. Wojewoda Mazowiecki. Obwinione oraz siedem innych ustalonych kobiet, które również były obwinionymi w tej sprawie, początkowo szły w tym Marszu Alejami Jerozolimskimi, a około godz. 16.30, przed wejściem na Most Poniatowskiego, wszystkie odwróciły się, stanęły w szeregu i rozwinęły transparent „STOP FASZYZMOWI” oraz zaczęły wykrzykiwać hasła przeciwko faszyzmowi.

Obwinione, w wyniku agresywnego zachowania się wobec nich niektórych osób, usiadły na ulicy trzymając w dalszym ciągu transparent. Uczestnicy tego Marszu zaczęli omijać siedzące kobiety z obu stron, a po chwili zostały one usunięte z ulicy na pobocze. W Marszu tym uczestniczyło, jak podają różne źródła od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób. Wśród tych osób znajdowały się osoby niosące transparenty o treści ksenofobicznej, flagi z tzw. „krzyżem celtyckim” czy też znakiem „czarnego słońca”, a więc z symbolami  utożsamianymi jednoznacznie z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i neonazizm oraz wznoszące okrzyki nawołujące do nienawiści i supremacji białej rasy.

W tej sytuacji faktycznej, analizując zachowanie (…) należy stwierdzić, że ich czyn nie zawiera znamion wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 k.w. Zgodnie z tym przepisem „kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia” podlega karze ograniczenia wolności lub grzywny.

Nie sposób natomiast potraktować zachowania obwinionych jako zmierzającego bezpośrednio i to w sposób bezprawny, do przeszkodzenia w przebiegu Marszu. Przy ocenie czynu obwinionych nie można bowiem pomijać tego, że ich zachowanie nie mogło w żaden sposób spowodować jakiegokolwiek istotnego zakłócenia w jego przebiegu skoro obwinione stanowiły zaledwie kilkuosobową grupę, a w zgromadzeniu brało udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Uczestnicy Marszu bez żadnego też trudu omijali z obu stron siedzące na ulicy kobiety.

Przede wszystkim jednak należy uznać, że zachowanie obwinionych stanowiło przejaw pokojowej manifestacji swoich poglądów w przestrzeni publicznej, którego celem było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie zgromadzenia „Marsz Niepodległości” wskazanych powyżej symboli i haseł propagujących niebywale szkodliwą i niedemokratyczną ideologię.

Zachowanie to należy oceniać w perspektywie prawnie zagwarantowanej wolności do wyrażania swoich poglądów. Wolność wypowiedzi jest niewątpliwie jednym z najważniejszych praw każdego człowieka i bez niego trudno wręcz wyobrazić sobie funkcjonowanie jednostki w społeczeństwie i dlatego też znalazło swoje oparcie w art. 54 Konstytucji RP oraz ratyfikowanych przez Polskę umowach międzynarodowych, w tym w art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności czy Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

W swoim orzecznictwie również Europejski Trybunał Praw Człowieka zwraca uwagę na to, jak ważna jest dla każdego obywatela swoboda wypowiedzi w państwie demokratycznym i to nie tylko na gruncie prywatnym, ale też w sferze publicznej. Z uwagi na to, że (…) nie popełniły przypisanego im czynu, a zatem ich skazanie było oczywiście niesłuszne, konieczne było uchylenie zaskarżonego wyroku nakazowego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z 27 września 2018 r. i uniewinnienie ich od popełnienia przypisanego im wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 k.w.

II.510.664.2020

Adam Bodnar: wypowiedź Jakuba Żulczyka o prezydencie - silnie krytyczna, ale nie znieważająca

Data: 2021-03-24
  • Użyta inwektywa nawiązywała do konkretnych słów prezydenta i była poprzedzona ekspercką krytyką jego wpisu nt. wyboru nowego prezydenta USA 
  • Ewentualne skazanie mogłoby naruszać wolność słowa, gwarantowaną przez Konstytucję i Europejską Konwencję Praw Człowieka
  • Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie bowiem wskazuje, że politycy muszą mieć szczególnie „grubą skórę” w kontekście krytyki obywateli  

Takie m.in. uwagi rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar przedstawia w tej sprawie szefowi Prokuratury Okręgowej w  Warszawie.

RPO dowiedział się z mediów o skierowaniu przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Śródmieście-Północ aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie znieważenia prezydenta RP Andrzeja Dudy przez pisarza Jakuba Żulczyka.  

Powodem oskarżenia był następujący komentarz: „Andrzej Duda, prezydent Polski, napisał na Twitterze, że czeka na nominację Joe Bidena, prezydenta-elekta USA, przez Kolegium Elektorskie. Jestem absolwentem american studies na Uniwersytecie Jagiellońskim w stopniu magistra. Co prawda polityka USA i sprawy tego kraju dzisiaj są jedynie moim hobby, ale nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak nominacja przez Kolegium Elektorskie. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA ‘obwieszczają’ agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj - doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie - to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem”.

O skierowaniu aktu oskarżenia sam oskarżony dowiedział  się z prasy - nie był o nim poinformowany.

W ocenie Rzecznika ewentualne skazanie Jakuba Żulczyka mogłoby naruszać jego konstytucyjnie i konwencyjnie gwarantowaną wolność słowa.

RPO powołuje się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.  W zakresie chronionej art. 10 Europejską Konwencją o Ochronie Praw Człowieka wolności słowa ETPC konsekwentnie stoi na stanowisku, że politycy, w tym osoby zajmujące najważniejsze stanowiska państwowe, muszą mieć – w kontekście krytyki obywateli – szczególnie „grubą skórę”.

Przepisy prawa polskiego i międzynarodowego zapewniają ochronę także wypowiedziom posługującym się pewną przesadą, prowokacją, a nawet inwektywą, zwłaszcza, gdy ich przedmiotem są kwestie budzące silne kontrowersje, a wypowiedź ma charakter polemiczny.

ETPC uznawał m.in., że polityka można nazwać "idiotą", choć słowo to ma charakter obraźliwy (wyrok z 1 lipca 1997 r. w sprawie Oberschlick przeciwko Austrii, nr skargi 20834/92). Nazwanie "idiotą" przewodniczącego Austriackiej Partii Wolności i szefa lokalnego rządu Karyntii Jörga Haidera było reakcją na jego wypowiedź, że wszyscy żołnierze, w tym niemieccy, biorący udział w II wojnie światowej, walczyli o wolność i pokój.

Według ETPC w pewnych okolicznościach nawet użycie obraźliwego określenia, takiego jak „idiota”, mieści się w granicach akceptowanej swobody wypowiedzi, gdyż radykalne, szokujące działania lub wypowiedzi polityka mogą spowodować ostry komentarz. Tym samym władze krajowe powinny powstrzymać się od ingerencji, które mają zapewnić cywilizowany, kulturalny poziom debaty publicznej, z tego względu, że w demokratycznym społeczeństwie należy przede wszystkim zagwarantować, by dyskusja polityczna mogła się toczyć szeroko i otwarcie.

Wyrażenie Jakuba Żulczyka miało podobny charakter, nie padło bowiem w oderwaniu od konkretnych słów prezydenta RP. Zostało poprzedzone szczegółową krytyką konkretnego zachowania prezydenta Andrzeja Dudy (wpisu gratulującego prezydentowi USA). Użycie inwektywy wobec prezydenta RP w oderwaniu od takiego komentarza i opinii zapewne mogłoby stanowić przekroczenie prawa wynikającego z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz art. 54 ust. 1 Konstytucji RP,

Niemniej jednak ta sytuacja jest całkowicie odmienna. Użycie prowokacyjnego słowa zostało poprzedzone szerszą analizą.  Nie była ona prywatną opinią - stanowiła opinię ekspercką. Jakub Żulczyk odniósł się bowiem bezpośrednio do swego wykształcenia (studia amerykanistyczne), które potwierdza jego wiedzę w zakresie zamieszczonej wypowiedzi. Komentarz ten został wzmocniony ostatnim zdaniem, które miało charakter silnie krytyczny i prowokacyjny.

Analizując ostatnie zdanie w kontekście całej wypowiedzi, można stwierdzić, że miała ona silnie krytyczny charakter, jednak jej celem nie było znieważenie, a przedstawienie wyraźnej opinii.

ETPC wielokrotnie powtarzał, że decydując się na pracę w sferze publicznej politycy dobrowolnie stawiają się w świetle reflektorów, a zatem muszą tolerować większy poziom krytycyzmu.

Analizując szczegółowo orzecznictwo ETPC dotyczące ochrony głowy państwa przed zniesławieniem lub znieważeniem, należy podkreślić, że ochrona ta jest odpowiednio słabsza. ETPC rozszerza swobodę krytycznych/obraźliwych wypowiedzi skierowanych przeciwko urzędnikom lub organom publicznym, gdy dana dyskusja lub komentarz na tematy o znaczeniu publicznym stanowią część debaty politycznej. W sprawie Colombani i Incyan przeciwko Francji, nr skargi 51279/99, ETPC zbadał przywilej polegający na szerszej ochronie głowy państwa. Wskazał, że „osłanianie ich przed krytyką wyłącznie ze względu na pełnioną przez nich funkcję lub status, niezależnie od tego, czy krytyka jest uzasadniona (…) urasta do przyznania głowom obcych państw szczególnego przywileju, którego nie da się pogodzić ze współczesną praktyką i koncepcjami politycznym”.

W zakres swobody wypowiedzi podlegającej ochronie na mocy art. 10 EKPC została włączona zatem również wypowiedź obraźliwa. ETPC odrzucił pogląd, że krytyczna wypowiedź (ocena) może podlegać ochronie jedynie pod warunkiem, że nie ma znieważającego charakteru.

W konsekwencji ETPC stwierdził, że doszło do naruszenia art. 10 EKPC, gdy sankcje, czasami niewielkie, zostały wymierzone np. za nazwanie kontrowersyjnego polityka „idiotą”, prezydenta - „kłamcą”, „oszczercą”, „politycznym inwalidą”, „ograniczonym umysłem” (sprawa Pakdemirli przeciwko Turcji, wyrok z  22 lutego 2005 r., skarga nr 35839/97), czy też kandydata w wyborach municypalnych - „osobą ideologicznie groteskową i chamską”, „niezwykłym połączeniem reakcyjnego prostactwa, faszystowskiej bigoterii i prymitywnego antysemityzmu”, „uosobieniem samozadowolenia i tego, co jest zjełczałe i śmieszne” (Lopes Gomes da Silva przeciwko Portugalii, wyrok z 28 września 2000 r., skarga 37698/97). W tym ostatnim wyroku ETPC wskazał nawet, że w demokratycznym społeczeństwie ryzyko inwektywy towarzyszy wolnej grze i debacie politycznej.

Uznając że orzecznictwo europejskie ma zastosowanie w tej sprawie, Adam Bodnar przedstawia Mariuszowi Dubowskiemu, prokuratorowi okręgowemu w Warszawie, swe wnioski zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw człowieka i obywatela. Prosi też o szczegółową informację o sprawie.

VII.564.36.2021

Sąd w Lublinie: obecnie nie ma podstaw do likwidacji spółki prowadzącej Dziennik Wschodni. EDIT: gazetę wydaje kurator

Data: 2021-05-05, 2021-03-18
  • Rzecznik poparł skargi na orzeczenie referendarza sądowego o wpisie likwidacji spółki prowadzącej "Dziennik Wschodni”.
  • Przeciwko wpisowi likwidacji byli oprócz Rzecznika mniejszościowi wspólnicy (dziennikarze redakcji) i prokurator okręgowy.
  • Sąd uwzględnił złożone skargi i uchylił postanowienie referendarza, którym wpisano likwidację spółki, a także odwołał dotychczasowego kuratora.
  • Postanowieniem z 12 kwietnia 2021 r. Sąd powołał nowego kuratora dla Spółki spośród osób zaproponowanych przez wspólników, a 22 kwietnia określił jego uprawnienia tak, żeby Spółka mogła dalej działać i gazeta była wydawana

Spółka wydająca w Lublinie „Dziennik Wschodni” została postawiona  w stan likwidacji. Jej likwidator rozwiązał stosunki pracy z dziennikarzami i szefostwem gazety

RPO przyłączył się do sprawy likwidacji spółki, ponieważ zamknięcie dziennika wpływa na realizację prawa obywateli do wolności słowa gwarantowanego w Konstytucji. RPO wystąpił też do Państwowej Inspekcji sprawy o zbadanie, czy likwidator spółki nie naruszył praw pracowniczych.

Co postanowił sąd w Lublinie?

Dopuścił do udziału wszystkich wspólników  i uwzględnił skargi złożone na orzeczenie referendarza sądowego:

  1. uchylając zaskarżone postanowienie oraz wykreślając/zmieniając dokonany nim wpis do rejestru przedsiębiorców;
  2. umarzając postępowanie w sprawie;
  3. odwołując dotychczasowego kuratora;
  4. orzekając o poniesieniu kosztów przez każdego uczestnika we własnym zakresie.

Zasadniczym motywem uchylenia skarżonego postanowienia był – zgodnie ze stanowiskiem procesowym RPO – brak orzeczenia sądowego/uchwały wspólników o rozwiązaniu spółki.

W takich warunkach, co podkreślił sąd, nie można było wpisać likwidacji spółki do rejestru przedsiębiorców.

Sąd stwierdził, że zaskarżone postanowienie nie było orzeczeniem rozwiązującym spółkę. Toczy się natomiast odrębnie proces o rozwiązanie spółki i – o ile wspólnicy nie dojdą do porozumienia – to w jego ramach powinno dojść do rozstrzygnięcia konfliktu.

W motywach swojego rozstrzygnięcia podkreślił, że sprawa ma szczególny charakter ze względu na to, że dotyczy spółki prowadzącej ważny na lokalnym rynku tytuł prasowy, a przez to dotyka także konstytucyjnie chronionej (także przez sądy) wolności słowa. Motywując odwołanie dotychczasowego kuratora, sąd podkreślił, że swoimi dotychczasowymi działaniami kurator podważył zaufanie do działania sądu i nie dokonał odpowiedniego wyważenia racji „gospodarczych” ze „społecznymi”.

Od postanowienia sądu przysługuje apelacja.

Aktualizacja

Postanowieniem z 12 kwietnia 2021 r. Sąd powołał nowego kuratora dla Spółki spośród osób zaproponowanych przez wspólników, a 22 kwietnia określił jego uprawnienia tak, żeby Spółka mogła dalej działać i gazeta była wydawana. Daje to czas wspólnikom na dalsze rozmowy i dojście do porozumienia w sprawie przyszłości Dziennika Wschodniego.

Wstrzymać wykonanie zakupu Polska Press przez PKN Orlen. Sąd przyjął taki wniosek Rzecznika

Data: 2021-03-17
  • Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował wniosek RPO o wstrzymanie wykonania transakcji, w tym o zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press. Nadał już tej sprawie sygnaturę
  • Samo odwołanie Rzecznika od zgody UOKiK na tę transakcję przekazuje do sądu Prezes UOKiK, na co ma 3 miesiące 
  • Wniosek o wstrzymanie decyzji jest uzasadniony tym, że spółka kontrolowana przez Skarb Państwa - a za jej pośrednictwem politycy sprawujący władzę - mogą uzyskać łatwy wpływ na całokształt działalności poszczególnych redakcji
  • W ten sposób mogą przekształcić wolną prasę, której cechą jest rzetelny i oparty na faktach krytycyzm wobec władz  i osób sprawujących funkcje publiczne, w zależne od tej władzy biuletyny informacyjne i propagandowe

Rzecznik Praw Obywatelskich odwołał się do Sądu Okręgowego w Warszawie (Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów) od decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z 5 lutego 2021 r. w sprawie zgody na koncentrację polegającą na przejęciu przez Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. kontroli nad Polska Press sp. z o.o.

Zgodnie z obowiązującymi regulacjami samo odwołanie przekazuje się do sądu za pośrednictwem UOKiK. Prezes UOKiK ma 3 miesiące na przesłanie odwołania do sądu (chyba że w trybie autokonrtoli zmieni swą decyzję o zgodzie na koncentrację).  Obecnie Rzecznik oczekuje na przekazanie przez UOKiK odwołania do sądu, który je rozpozna.

Jednocześnie RPO skierował - już bezpośrednio do sądu - wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji (w tym zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press). To właśnie ten wniosek został przez sąd zarejestrowany i nadano mu sygnaturę (XVII AMO 1/21).

14 grudnia 2020 r. Rzecznik podjął całą sprawę z własnej inicjatywy. Od tego momentu RPO prowadzi samodzielnie postępowanie wyjaśniające.

Decyzji Prezesa UOKiK z 5 lutego Rzecznik zarzucił naruszenie art. 18 w związku z art. 4 pkt 9 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 7 i art. 77 § 1 k. p. a., a także art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji - poprzez niewyjaśnienie, czy w wyniku koncentracji na produktowym rynku właściwym, tj. rynku środków społecznego przekazu, w tym prasy, konkurencja nie zostanie istotnie ograniczona. Tym samym nie wyjaśniono, czy w wyniku koncentracji nie dojdzie do niedopuszczalnego ograniczenia wolności prasy i innych środków społecznego przekazu, a w konsekwencji także do naruszenia wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji (w tym zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press) RPO uzasadnia tym, że spółka kontrolowana przez Skarb Państwa - a za jej pośrednictwem politycy sprawujący władzę - mogą uzyskać łatwy wpływ na całokształt działalności poszczególnych redakcji. W ten sposób mogą przekształcić wolną prasę, której cechą immanentną jest rzetelny i oparty na faktach krytycyzm wobec władzy publicznej i osób sprawujących funkcje publiczne, w zależne od tej władzy biuletyny informacyjne i propagandowe.

PKN Orlen: wniosek nie powinien być uwzględniony (aktualizacja 30 marca 2021 r.)

Sąd nie powinien w jakimkolwiek zakresie uwzględnić wniosku RPO - głosi stanowisko PKN Orlen dla sądu.

W układzie faktycznym i prawnym brak uwzględnienia przez sąd wniosku nie może zagrażać jakiemukolwiek interesowi, którego ochrony domaga się skarżący.

Kwestionowana przez RPO decyzja została już w całości wykonana, a jej uchylenie w szczególności nie doprowadzi do unieważnienia transakcji, która została już w całości zrealizowana w oparciu o zgodę udzieloną przez Prezesa UOKiK w decyzji.

W tej sytuacji uwzględnienie wniosku jawi się jako nie tylko niedopuszczalne, ale przede wszystkim bezprzedmiotowe i merytorycznie nieuzasadnione.

VII.716.26.2020

(szczegółowa argumentacja RPO do sądu w załączniku poniżej wraz ze stanowiskiem  PKN Orlen)

 

MFRR Summit - Locked Down: Protecting Europe's Free Press z udziałem RPO

Data: 2021-03-17

Rzecznik Praw Obywatelskich wziął udział w międzynarodowym wydarzeniu poświęconym kondycji mediów i wolności słowa MFRR Summit - Locked Down: Protecting Europe's Free Press.

Współczesne zagrożenia dla dziennikarzy i pracowników mediów pochodzą z wielu źródeł. Niektóre są łatwe do wyśledzenia, inne są ukryte za biurokratycznymi i prawnymi procesami mającymi na celu utrudnienie kontroli nad próbami podważenia pluralizmu mediów i umocnienia władzy państwowej. Rządy w całej Europie udoskonaliły sposób walki z wolnością mediów poprzez stopniowe przejmowanie niezależnych mediów i państwowych organów czuwających nad wolnością słowa. Patrząc na przykłady ze Słowenii, Węgier i Polski, panel ten, pod przewodnictwem Międzynarodowego Instytutu Prasowego (IPI), ma rzucić światło na procesy, które zagrażają pluralizmowi mediów. W debacie wzięli udział:

  • Petra Lesjak Tušek, dziennikarka, przewodnicząca słoweńskiego Slovene Association of Journalists, Słowenia
  • Veronika Munk, dziennikarka, Telex, Węgry
  • Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Scott Griffen, International Press Institute, Austria

Spotkanie otworzyły komisarz UE ds. wartości i przejrzystości Věra Jourová oraz specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. promocji i ochrony wolności słowa Irene Khan. Sprawozdawczyni podkreśliła, że główne zagrożenia dla dziennikarstwa we współczesnym świecie to: pandemia COVID-19, prawo związane z zapobieganiem terroryzmowi oraz ściganie dziennikarzy i dziennikarek w procesach karnych.

W toku dyskusji, RPO Adam Bodnar zwrócił uwagę, że ograniczenie wolności działania mediów w ogromnym stopniu wpływa na jakość debaty politycznej, jest też na rękę rządom, które mogą tworzyć korzystne dla siebie narracje oraz wyciszać skandale czy informacje o poważnych problemach obywateli. Rzecznik podkreślił także, że wspólne działania obywatelskie broniące niezależności mediów są niezwykle ważne, ale oddolne finansowanie nie wystarczy dla utrzymania ich niezależności.

Zachęcamy do przeczytania szerszego sprawozdania z debaty na portalu Euroactiv, link do artykułu znajdą Państwo pod tekstem.

Rzecznik w obronie dziennikarzy "Dziennika Wschodniego”

Data: 2021-03-12
  • Spółka wydająca w Lublinie „Dziennik Wschodni” została postawiona  w stan likwidacji
  • Jej likwidator rozwiązał stosunki pracy z dziennikarzami i szefostwem gazety
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi Państwowego Inspektora Pracy o zbadanie sprawy

Do Biura RPO wpłynęły skargi dotyczące likwidacji spółki Corner Media. Według mediów likwidator spółki rozwiązał stosunki pracy z dziennikarzami, redaktorem naczelnym oraz zastępczynią redaktora naczelnego „Dziennika Wschodniego”. Decyzje te są szeroko krytykowane społecznie, a w obronie dziennikarzy odbywają się protesty.

Rzecznik z niepokojem obserwuje doniesienia dotyczące procedury likwidacji „Dziennika Wschodniego”.  Ze względu na  interes społeczny i konieczność ochrony wolności słowa a także  praw pracowniczych dziennikarzy, niezbędne jest zbadanie, czy podjęte działania są zgodne z prawem.

Dlatego Rzecznik wystąpił do Małgorzaty Wojdy, okręgowego inspektora pracy w Lublinie o zbadanie sprawy w tym zakresie zgodnie z kompetencjami PIP.

VII.716.12.2021

Another slice of salami - Polish media under pressure. Dyskusja o wolności mediów

Data: 2021-03-08

8 marca 2021 r. o godz. 18.00, w ramach wydarzeń towarzyszących Human Dimension Meeting, Rzecznik Praw Obywatelskich organizuje debatę na temat wolności mediów.

Tematem spotkania będzie postępujący proces osłabiania systemu ochrony praw człowieka w Polsce, którego odzwierciedleniem w ostatnim czasie są istotne zmiany na rynku medialnym. Partia rządząca od kilku lat zapowiadała "repolonizację mediów". Krokiem w tym kierunku jest przejęcie przez PKN Orlen, kontrolowaną przez państwo rafinerię, grupy medialnej Polska Press wydającej lokalne gazety na terenie całego kraju. Decyzja, choć dla wielu kontrowersyjna, została zaakceptowana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zaledwie kilka tygodni później kolejna informacja o zmianach na rynku medialnym wywołała publiczną dyskusję. Rząd zapowiedział wprowadzenie nowego podatku pobieranego od dochodów pochodzących z reklam. Główne koncerny medialne chcąc wyrazić swój sprzeciw wobec planowanych działań rządu, wstrzymały emisję informacji podczas 24-godzinnego protestu "Media bez wyboru".

Podczas spotkania prelegenci postarają się odpowiedzieć na pytania: jak nowa danina wpłynie na wolność i niezależność mediów w Polsce, czy jest to sygnał, że Polska podąża śladem Węgier przyjmujących model stopniowego przejmowania władzy i eliminacji procesów demokratycznych (Taktyka Salami), jakie pozostają nam jeszcze narzędzia ochrony praw obywatelskich?   

Prelegenci:

  • Teresa Ribeiro, przedstawicielka OBWE ds. wolności mediów
  • Sarah Clarke, szefowa regionu w ramach organizacji Artykuł 19
  • Nik Williams, Europejskie Centrum Wolności Prasy i Mediów
  • Piotr Stasiński, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej

Prowadzący:

  • dr hab. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich

Wolne media - jak je chronić i do czego są nam potrzebne? Debata w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich

Teresa Ribero zwróciła uwagę na trzy trudne trendy, które obserwujemy. To co bardzo niepokoi to zwiększone ataki na dziennikarzy i brutalność policji. Dochodzi także do deligimitzacji dziennikarzy i mediów prywatnych, co powoduje obniżenie zaufania wobec dziennikarzy. Zjawisko to nie przychodzi tylko ze strony władz lokalnych, ale także ze strony opinii publicznej. Problem pogłębia zaangażowanie rządu w platformy medialne, a także zamykanie telewizji regionalnych. Obserwujemy więc skomplikowaną mozaikę zdarzeń, która wpływa na niezależność dziennikarzy i mediów. Ekspertka zwróciła także uwagę na przebieg tych mechanizmów: gdy patrzymy na pojedynczą gazetę, nie da się zrozumieć co się dzieje. A to niezbędne by mieć pełny obraz – do jakich naruszeń dochodzi z perspektywy różnych uczestników, kilku narracji. OBWE potrzebuje pełnych informacji, a obecnie dostaje jedynie ich fragmenty. Nie ma niestety jednego złotego rozwiązani tej sytuacji: niezbędne jest dalsze czuwanie nad zachodzącymi zmianami i uważne monitorowanie procesów zachodzących na rynku medialnym.

Sarah Clarke zwróciła uwagę, że pandemia została wykorzystana by wzmocnić to co określamy jako atak na media i niezależnych dziennikarzy: demonizowanie i dyskredytowanie mediów przed rząd, ataki na dziennikarzy, wypychanie mediów poza Polskę… Przejęcie Polska Press przez PKN Orlen to bardzo unikatowe zachowanie, które trudno ocenić na poziomie Unii. Aczkolwiek widzimy jak głęboko może to wpłynąć na niezależność mediów. Mimo to nakłonienie Unii do podjęcia działań nie będzie łatwe, ponieważ nie mamy gotowych i potrzebnych rozwiązań na tym poziomie. Pluralizm mediów jest niezbędny np. w kontekście procesu wyborczego – zaznaczyła ekspertka. Na zakończenie zapowiedziała prace nad EU anti-SLAPP directive, która może być bardzo znacząca w procesie ochrony niezależności mediów. SLAPP to Strategiczne Pozwy Przeciwko Zaangażowaniu w Sprawy Publiczne – rodzaj taktyki polegającej na pozywaniu czy grożeniu procesem osobom ujawniającym różne nadużycia czy afery w sferze życia publicznego, kręgach władzy, biznesu.

Nik Williams streścił wydany na przełomie listopada i grudnia 2020 roku raport Democracy Declining: Erosion of Media Freedom in Poland (Media Freedom Rapid Response (Mfrr) Press Freedom Mission To Poland) – link do tego ciekawego opracowania w języku angielskim znajdą Państwo pod tekstem.

Podczas zbierania danych kilka wydarzeń było niepokojących – wiele dotyczyło ataków na dziennikarzy podczas demonstracji, utrudniania ich pracy, ale także gróźb od policjantów. Część jak zawsze dotyczy pozwów o zniesławienie przez dziennikarzy (tzw. SLAPP) - opowiadał Williams - martwimy się przede wszystkim o skalę tych wydarzeń. Dochodzi do zmian strukturalnych ale poza procesem legislacyjnym, co uniemożliwia działanie opozycji, ale także zmniejsza naciski dyplomatyczne. Sprawy SLAPPs są bardzo niebezpieczne dla prasy nawet jeśli nie zostaną wygrane w sądzie – a nawet jeśli nie trafią do sądu. Małe redakcje czy niezależni dziennikarze poddawani są w ten sposób ogromnej presji. Takie sprawy to nie są przypadki, nie wynikają z emocjonalnych czy pochopnych reakcji na jakiś artykuł, ale jest to zaawansowana strategia by podważyć niezależność mediów w Polsce.

RPO Adam Bodnar podkreślił, że tu nie chodzi o jednego dziennikarza, protestera czy aktywistę – tu chodzi o to by przestraszyć ludzi przed podejmowaniem podobnych działań, zabieraniem głosu, sprawdzaniem.

Gazeta Wyborcza istnieje tak długo jak demokracja w Polsce – rozpoczął Piotr Stasiński. W tej chwili mamy 57 pozwów przeciwko redakcji, spraw wynikających z inicjatywy rządu. Uważam, że rząd wykorzystuje ‘censorship by other means”. Wiedzą, że nie mogą nas ocenzurować, ale przez pozwy mogą pośrednio wpłynąć na nasze zasoby, zdolności, na naszą możliwość wykonywania pracy dziennikarskiej. Gdy wykorzystują tyle pozwów, powodują, ze musimy nieustannie pracować wokół tych spraw sądowych – zajmuje to dużo czasu i wysiłku, jest również po prostu drogie. Pod tekstem znają Państwo link do opracowania organizacji The Media Freedom Rapid Response dotyczący pozwów strategicznych przeciwko Gazecie Wyborczej.

Kolejną ważną sprawą jest Orlen i przejęcie Polska Press – to problem kluczowy dla istnienia mediów lokalnych (24 dzienników, 120 tygodników, 500 portali …). Orlen dostanie dostęp także do baz sprofilowanych użytkowników, a takimi danymi można manipulować i można je wykorzystać na przykład na potrzeby wyborów.

Zwrócono uwagę również na pomysł opodatkowania mediów specjalną daniną, który znacząco pogorszy sytuację finansową wielu redakcji, a już teraz nie jest ona dobra.

Spotkanie zakończył apelem RPO Adam Bodnar: wiele złych rzeczy już się wydarzyło, ale nie oznacza to, że powinniśmy przestać walczyć. Musimy robić wszystko co jest możliwe by chronić media, bo tak chronimy demokrację.

Czy udział 17-latki w protestach świadczy o jej demoralizacji? Rzecznik pyta stołeczną policję. EDIT: Postępowanie umorzono

Data: 2021-03-07, 2020-12-14
  • 17-latka została wezwana przez policję do wyjaśnienia udziału w protestach Strajku Kobiet; w piśmie policji pojawia się zarzut demoralizacji
  • RPO ma nadzieje, że korzystanie z wolności wyrażania poglądów - zagwarantowanej w Konstytucji i Konwencji ONZ o prawach dziecka - nie jest traktowane przez policję jako przejaw demoralizacji
  • A wszczynanie postępowań wobec młodych osób, biorących udział w manifestacjach czy inaczej wyrażających swe poglądy, może ich zniechęcić do aktywności obywatelskiej
  • AKTUALIZACJA: Postępowanie w sprawie zostało umorzone 7 marca 2021 r

Na podstawie informacji prasowej Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę 17-letniej uczennicy, która została wezwana przez policję do  wyjaśnień w związku z udziałem w listopadowych protestach Strajku Kobiet. Jak wynika z artykułu na portalu TOK FM, jej ojciec otrzymał pismo z policji, w którym pojawia się zarzut demoralizacji. Zdaniem rodziny jedyną podstawą do wezwania jest udział córki w manifestacji.

Nie przesądzając na obecnym etapie, czy doszło do naruszenia praw obywatelskich, RPO ma wątpliwości, czy podejmowanie tego typu czynności jest zasadne i proporcjonalne. W szczególności wyjaśnienia wymaga użycie terminu „demoralizacja”.

Art. 4 § 1 ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich jako przykłady okoliczności świadczących o demoralizacji nieletniego wymienia:

  • naruszanie zasad współżycia społecznego,
  • popełnienie czynu zabronionego,
  • systematyczne uchylanie się od obowiązku szkolnego lub kształcenia zawodowego,
  • używanie alkoholu lub innych środków w celu wprowadzenia się w stan odurzenia,
  • uprawianie nierządu, włóczęgostwo, udział w grupach przestępczych.

Nie ulega wątpliwości, że policja powinna reagować na przypadki łamania prawa przez nieletnich. Należy jednak zauważyć, że kolejne doniesienia medialne o wszczynaniu postępowań wobec młodych osób, biorących udział w manifestacjach lub też wyrażających swoje poglądy w inny sposób, mogą skutecznie zniechęcić młodzież do podejmowania aktywności obywatelskiej.

RPO ma nadzieję, że sam fakt korzystania z zagwarantowanej w art. 54 Konstytucji oraz w art. 12 i 13 Konwencji ONZ o prawach dziecka  wolności wyrażania swoich poglądów (nawet w sposób kontrowersyjny i nieodpowiadający obserwatorom) nie jest traktowany przez przedstawicieli policji jako przejaw demoralizacji.

Rzecznik zwrócił się do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja o poinformowanie o stanie sprawy i podejmowanych działaniach.

VII.564.133.2020

Zapewnić obywatelom obiektywne informacje. RPO skarży do sądu zgodę UOKiK na kupno Polska Press przez PKN Orlen 

Data: 2021-03-05
  • Zgadzając się na zakup Polska Press przez PKN Orlen, prezes UOKiK nie zbadał, czy efektem nie będzie niedopuszczalne ograniczenie wolności prasy
  • Tymczasem UOKiK ma uwzględniać wszelkie okoliczności wpływające na chronione dobro konsumenta
  • A media kontrolowane przez Skarb Państwa, czyli faktycznie polityków, nie zapewniają obywatelom obiektywnych informacji. Przedstawiają obraz jednostronny, korzystny dla aktualnie rządzącej większości
  • M.in. dlatego RPO wnosi, by sąd uchylił zgodę prezesa UOKiK. Chce też, by sąd wstrzymał wykonanie tej decyzji do rozstrzygnięcia sprawy

Rzecznik Praw Obywatelskich odwołał się do Sądu Okręgowego w Warszawie (Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów) od decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z 5 lutego 2021 r. w sprawie zgody na koncentrację polegającą na przejęciu przez Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. kontroli nad Polska Press sp. z o.o.

14 grudnia 2020 r. Rzecznik podjął tę sprawę z własnej inicjatywy. Od tego momentu RPO prowadzi samodzielnie postępowanie wyjaśniające.

Po zgodzie Tomasza Chróstnego na koncentrację, RPO wystąpił do UOKiK o przekazanie akt postępowania. Prezes odmówił, powołują się na fakt, że dokumenty zawierają tajemnice prawnie chronione, w tym tajemnice przedsiębiorstwa.

Decyzji Prezesa UOKiK z 5 lutego Rzecznik zarzucił naruszenie art. 18 w związku z art. 4 pkt 9 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 7 i art. 77 § 1 k. p. a., a także art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji - poprzez niewyjaśnienie, czy w wyniku koncentracji na produktowym rynku właściwym, tj. rynku środków społecznego przekazu, w tym prasy, konkurencja nie zostanie istotnie ograniczona, a tym samym niewyjaśnienie czy w wyniku koncentracji nie dojdzie do niedopuszczalnego ograniczenia wolności prasy i innych środków społecznego przekazu, a w konsekwencji także do naruszenia wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji (w tym zakaz wykonywania przez PKN Orlen praw udziałowych w Polska Press) RPO uzasadnia tym, że spółka kontrolowana przez Skarb Państwa - a za jej pośrednictwem politycy sprawujący władzę - mogą uzyskać łatwy wpływ na całokształt działalności poszczególnych redakcji. W ten sposób mogą przekształcić wolną prasę, której cechą immanentną jest rzetelny i oparty na faktach krytycyzm wobec władzy publicznej i osób sprawujących funkcje publiczne, w zależne od tej władzy biuletyny informacyjne i propagandowe.

Licznych dowodów w tym zakresie dostarcza w ostatnich latach działalność spółek publicznej radiofonii i telewizji. Wniosek o wstrzymanie uzasadniają też doświadczenia RPO z lat 2016-2020 r., związane z rozpatrywaniem skarg obywateli i interwencjami w zakresie ochrony wolności słowa oraz prasy.

Uzasadnienie RPO

Jak wskazał Prezes UOKiK, jego decyzja dotyczyła planowanych koncentracji wyłącznie w zakresie zachowania warunków konkurencji. Uznał, że UOKiK nie ma kompetencji do oceny poszczególnych transakcji pod kątem innych kwestii, w tym zagrożenia pluralizmu, czy niezależności mediów na poszczególnych rynkach.

Ze stwierdzenia tego wynika, że poza właściwością UOKiK pozostaje materia monopoli informacyjnych budowanych za pomocą transakcji handlowych, w których efekcie może dojść do ograniczenia wolności wypowiedzi i prawa do rzetelnej informacji - nawet jeśli monopol ten stanowi zaprzeczenie zachowania warunków konkurencji.

UOKiK uznał, że prasa oraz serwisy internetowe są wyłącznie nośnikami reklam, a nie - idei i informacji. Analiza dopuszczalności koncentracji w ogóle  nie objęła podstawowej funkcji prasy (art. 14 Konstytucji) – która korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej.

A Polska Press wydaje 20 dzienników regionalnych, 120 tygodników lokalnych oraz prasę bezpłatną. Ponadto jest właścicielem 23 internetowych serwisów regionalnych i ponad 500 serwisów powiatowych. Realizuje zatem nie tylko funkcję reklamową, ale przede wszystkim prawo obywateli do rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz krytyki i kontroli społecznej.

Jak wskazuje RPO, przepisy nie wyłączają spod działania UOKiK materii regulowanej Prawem prasowym. W realiach tej koncentracji rynek właściwy wyznacza nie tylko reklama i dystrybucja prasy, lecz przede wszystkim przeznaczenie prasy, której cechą jest korzystanie z wolności wypowiedzi, przekazywanie rzetelnych informacji, zapewnienie jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. Wyklucza to, aby stała się ona biuletynem informacyjnym władzy publicznej.

Obowiązkiem organów państwowych, a więc także Prezesa UOKiK,  jest zapewnienie, że koncentracja zgodnie z Konstytucją RP zachowa warunki niezbędne do wykonywania przez prasę jej podstawowych funkcji i zadań. Chodzi o to by po koncentracji zagwarantowano działalność dzienników i czasopism zróżnicowanych pod względem programu, zakresu tematycznego i prezentowanych postaw.

Z art. 18 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów wynika, że Prezes UOKiK wydaje zgodę na dokonanie koncentracji, w której wyniku  konkurencja na rynku nie zostanie istotnie ograniczona, w szczególności przez powstanie lub umocnienie pozycji dominującej na rynku. Prezes UOKiK nawet nie podjął jednak nawet próby zbadania, czy konkurencja na rynku wolnego słowa, prawa do rzetelnej informacji, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej - a więc na rynku produktowym opisanym w art. 1 Prawa prasowego -  nie zostanie w istotny sposób ograniczona. Tymczasem antymonopolowa ocena zamierzonej koncentracji powinna przede wszystkim ważyć straty i korzyści, które z niej wynikną. Dlatego w analizie powinny zostać uwzględnione wszelkie okoliczności mające wpływ na podstawowe dobro chronione w postępowaniu antymonopolowym, jakim jest dobro konsumenta.

Prezes UOKiK nie wziął pod uwagę, że na rynku produktowym działają i odgrywają istotną rolę podmioty całkowicie zależne - jak PKN Orlen - od Skarbu Państwa, a w konsekwencji, także od polityków. A Skarb Państwa kontroluje też inne podmioty na rynku środków społecznego przekazu.

Po pierwsze: obowiązki informacyjne państwa wobec społeczeństwa realizuje na rynku prasowym Polska Agencja Prasowa, spółka akcyjna Skarbu Państwa. Uzyskuje ona  i przekazuje odbiorcom rzetelne, obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Umożliwia także organom państwa prezentowanie stanowisk w ważnych sprawach państwowych

Po drugie: jednostki publicznej radiofonii i telewizji działają wyłącznie w formie jednoosobowej spółki akcyjnej Skarbu Państwa. Jej jednostki prowadzą też własne informacyjne portale internetowe, na których zamieszczane są również reklamy. Prezes UOKiK nie dokonał jednak żadnych własnych ustaleń, w jaki sposób koncentracja dokonywana z udziałem podmiotu zależnego od Skarbu Państwa wpłynie choćby na ten konkretny segment rynku.

W wyniku koncentracji  dołączy do nich spółka akcyjna, w której Skarb Państwa sprawuje faktyczną kontrolę korporacyjną, mimo posiadania jedynie mniejszościowych udziałów własnościowych.

Tymczasem Prezes UOKiK w ogóle nie uwzględnił tych okoliczności i nie zbadał, czy w ten sposób konkurencja na rynku środków społecznego przekazu nie zostanie w istotny sposób ograniczona. Nie uczynił tego nawet w zakresie dotyczącym analizowanego rynku reklam, na którym obecne są przecież także jednostki publicznej radiofonii i telewizji, których właścicielem jest Skarb Państwa. Tymczasem dostępne są publiczne badania i analizy wskazujące ogromny wpływ reklam Skarbu Państwa bądź kontrolowanych podmiotów gospodarczych na media  i ich funkcjonowanie.

Zaskarżona decyzja narusza zatem art. 18 w zw. z art. 4 pkt 9 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. UOKiK błędnie zrekonstruował rynki właściwe i nie uwzględnił, że Skarb Państwa funkcjonujący na tych rynkach za pośrednictwem swoich spółek jest równocześnie przedsiębiorcą dominującym w stosunku do aktywnego uczestnika koncentracji.

Naruszenia zasad Konstytucji 

Prezes UOKiK nie wziął także zupełnie pod uwagę wpływu dokonywanej koncentracji na art. 20 Konstytucji. Zgodnie z  nim społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego RP.  Szczegółowymi przepisami, uzupełniającymi tę zasadę w sferze medialnej są również  art. 14 oraz 54 Konstytucji. Mówią one,  że prasa i media w Polsce opierają się na zasadzie wolności oraz pluralizmu na rynku idei  i w sferze własności. Konkluzję taką można wysnuć jednoznacznie z analizy systemowej Konstytucji.

W świetle tych przepisów decyzja Prezesa UOKiK legalizuje stan niekonstytucyjny, tj. znaczący wzrost ingerencji państwa i jego uprawnień właścicielskich w gospodarce, w której zasadą jest brak aktywności państwa wynikający zarówno z art. 20 Konstytucji RP i jak określonej w preambule Konstytucji zasady pomocniczości. To także  naruszenie art. 14 oraz 54 Konstytucji w związku jej z art. 20. Wadliwość decyzji organu polega zaś na tym, że wskazane postanowienia konstytucyjne w ogóle nie zostały wzięte pod uwagę w toku wydawania zaskarżonej niniejszym odwołaniem decyzji.

Standardy europejskie

W rezolucji z 25 września 2008 r. w sprawie koncentracji i pluralizmu mediów w Unii Europejskiej (2007/2253(INI)) Parlament Europejski zauważył, że „prawo konkurencji musi być ściśle powiązane z prawem w zakresie mediów, aby zapewnić dostępność, konkurencję i dobrą jakość oraz uniknąć konfliktów między koncentracją własności mediów a władzami politycznymi, z uwagi na to że konflikty te szkodzą wolnej konkurencji, równym regułom gry i pluralizmowi; 6. przypomina państwom członkowskim, że podejmując decyzje, krajowe urzędy regulacji muszą zawsze dążyć do równowagi między swymi obowiązkami a wolnością wypowiedzi, której ochrona w ostatniej instancji należy do właściwości sądów; (...) 8. domaga się zatem zapewnienia równowagi między nadawcami publicznymi i prywatnymi – w tych państwach członkowskich, w których istnieją nadawcy publiczni – oraz ścisłego powiązania prawa konkurencji i prawa w zakresie mediów w celu wzmocnienia pluralizmu w mediach”.

W związku z tym, że koncentracja własności mediów nie została osobno uregulowana w polskim prawie, postanowienia tej rezolucji powinny być wdrożone poprzez praktykę stosowania przepisów Prezesa UOKiK. Zdaniem RPO Prezes UOKiK ma tym samym obowiązek badania skutków koncentracji, uwzględniając zarówno specyfikę rynków (tak jak rynek mediów), jak i charakter przedsiębiorcy.

Prezes UOKiK nie podjął w ogóle próby wyjaśnienia, jaki wpływ na tą fundamentalną materię, wyrażającą zarówno interes społeczny, jak też słuszny interes obywateli (art. 7 k. p. a.), będzie miała akceptowana przez niego koncentracja, chociaż zgodnie z art. 77 § 1 k. p. a. był obowiązany w sposób wyczerpujący zebrać i rozpatrzyć cały materiał dowodowy w sprawie. Stąd też zaskarżona decyzja została wydana także z naruszeniem przepisów art. 7 i art. 77 § 1 k. p. a.

W odniesieniu do koncentracji dokonywanych na szczeblu unijnym ustawodawca europejski wyraźnie przesądził, że przepisy o koncentracji przedsiębiorstw powinny być stosowane i interpretowane z uwzględnieniem praw podstawowych.  Karta Praw Podstawowych UE nie tylko wskazuje, że „Każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”, lecz stwierdza również, że konieczne jest poszanowanie wolności i pluralizmu mediów.

Pluralizm mediów nie jest absolutną wartością, której każdorazowo przyznać musi prymat organ kontroli koncentracji przedsiębiorstw. Musi on jednak brać pod uwagę zarówno krajowe, jak i unijne przepisy gwarantujące m.in. swobodę działalności gospodarczej.

Przykładem postępowania, w którym pluralizm mediów zastosowano jako podstawę działań co do kontroli koncentracji na szczeblu krajowym są działania Wlk. Brytanii w sprawie Newspaper Publishing (decyzja Komisji z 14 marca 1994 r. w sprawie IV/M.423). Skoro więc pluralizm mediów brany jest pod uwagę w odniesieniu do koncentracji unijnych, to  nic nie stoi na przeszkodzie uwzględnienia tej kwestii w postępowaniach krajowych. Z uwagi na polską Konstytucję i przepisy ustawowe w takich przypadkach stosowanie tych standardów jest wręcz obowiązkowe.

Zagrożenia dla wolności mediów i prywatności obywateli

Staje się to tym bardziej palącą potrzebą, gdy weźmie się pod uwagę międzynarodową ocenę poszanowania przez Polskę pluralizmu mediów. Dane dotyczące wolności prasy (World Press Freedom Index) przedstawiane corocznie przez organizację „Reporterzy bez granic” wskazują, że Polska znalazła się w 2020 r. na 62. miejscu w rankingu 180 państw świata. To dramatyczny regres, skoro jeszcze w 2015 r. Polska zajmowała 18. pozycję.

Media, na które w sposób właścicielski oddziałuje Skarb Państwa (w praktyce - politycy), nie zapewniają dostarczania obiektywnych informacji obywatelom. Wprost przeciwnie, będąc przyjazne aktualnie rządzącej większości politycznej,  przedstawiają one jednostronny, korzystny dla nich obraz świata, przyczyniając się w ten sposób do rezultatu procesów wyborczych w Polsce. Wskazuje na to jednoznacznie Organizacja Bezpieczeńśtwa i Współpracy w Europie w raporcie monitoringowym z wyborów prezydenckich w Polsce w 2020 r. Polska wskazywana jest także jako jeden z krajów UE, który nie ma szczególnych przepisów ochrony konkurencji w obszarze mediów.

Do RPO zwróciły się organizacje pozarządowe, wskazując na możliwe zagrożenia koncentracji dla mediów i dziennikarzy (w tym Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Towarzystwo Dziennikarskie, Sieć Obywatelska – Watchdog Polska oraz Stowarzyszenie Gazet Lokalnych). Prezes UOKiK nie dopuścił niektórych do udziału w swym postępowaniu - co według RPO było bezpodstawne. Opinie tych organizacji RPO załączył do swego odwołania sądowego.

W sprawie tej do RPO zwracali się też obywatele, wnosząc o zbadanie koncentracji pod kątem ochrony praw podstawowych. Wskazywali nie tylko na konieczność ochrony wolności mediów oraz wolności słowa, ale także - ochrony danych osobowych obywateli. Chodzi zwłaszcza o użytkowników serwisów internetowych prowadzonych dotychczas przez Polska Press, a przejmowanych przez Orlen. Spółka należąca do Skarbu Państwa będzie miała ponad 500 nowych domen internetowych oraz wielu stron w domenach mediów społecznościowych. Są one często wykorzystywane przez lokalnych użytkowników, którzy zakładają konta, przekazują swoje dane osobowe oraz biorą udział w dyskusjach, ujawniając poglądy polityczne. Koncentracja umożliwi zaś dostęp spółki kontrolowanej przez Skarb Państwa, a tym samym przez polityków, do tych danych, w tym adresów IP użytkowników, ich zachowań na stronie. Umożliwi to m.in. mikrotargeting, w tym profilowanie polityczne użytkowników.

VII.716.26.2020

Nastolatek z Opola przed sądem rodzinnym za użycie megafonu podczas demonstracji. Interwencja prawna RPO. EDIT: sąd odmówił wszczęcia sprawy

Data: 2021-03-05, 2021-02-04
  • Sąd rodzinny w ogóle nie powinien badać sprawy nastolatka z Opola za użycie megafonu podczas demonstracji Młodzieżowego Strajku Klimatycznego
  • Policja wniosła ją, powołując się na przepis zabraniający "używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast”
  • Tymczasem przepisu tego nie stosuje się m.in. do legalnych zgromadzeń
  • A udział osoby nieletniej w zgromadzeniu publicznym nie może być uznany za przejaw demoralizacji
  • AKTUALIZACJA 5 marca 2021 sąd odmówił wszczęcia postępowania w tej sprawie

Rzecznik Praw Obywatelskich, który przyłączył się do tego postępowania sądowego, wniósł o odmowę jego wszczęcia (jeśli to jeszcze nie nastąpiło) lub jego umorzenie

W ostatnich miesiącach RPO obserwuje działania policji w związku z licznymi protestami społecznymi. Sygnalizuje też wątpliwości natury konstytucyjnej dotyczące wprowadzanych w związku z pandemią ograniczeń dla wolności zgromadzeń.

Nieletni mają prawo do zgromadzeń i wolności słowa

Sprawa osoby nieletniej, czynnie zaangażowanej w sprawy społeczne i publiczne, ma istotnie znaczenie z punktu widzenia podstawowych praw i wolności. Będzie też miała wpływ na kształtowanie się społeczeństwa obywatelskiego.

Osoby niepełnoletnie mają w Polsce prawo do demonstrowania poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym. Zapewnia im to art. 54 ust. 1 Konstytucji (wolność słowa) oraz jej art. 57  (prawo do udziału w zgromadzeniach publicznych). Konstytucja nie wyłącza tu osób niepełnoletnich. Podobne gwarancje zawiera Konwencja o Prawach Dziecka, która przyznaje każdemu dziecku prawo do swobodnej wypowiedzi i gwarantuje wolność pokojowych zgromadzeń.

Zaangażowanie osób młodych w życie publiczne i społeczne oraz zabieranie przez nich głosu w istotnych dla państwa sprawach należy ocenić jako zjawisko bardzo pozytywne. Represjonowanie takich zachowań może wywołać efekt mrożący i zniechęcić młodych ludzi do angażowania się w życie publiczne - ze szkodą dla społeczeństwa i państwa.

Traktowanie przez policję udziału osoby nieletniej w zgromadzeniu publicznym, stanowiące przejaw realizacji konstytucyjnych praw i wolności, jako przejawu demoralizacji, jest w demokratycznym państwie prawa niemożliwe do zaakceptowania.

Także w stanie epidemii zgromadzenia są legalne

Ma to szczególne znaczenie w kontekście oceny prawnej zgromadzeń publicznych odbywanych w czasie stanu epidemii. Policja uznaje je za nielegalne. Z tego właśnie powodu w odniesieniu do demonstrantów, takich jak nastolatek, podejmowane są działania sankcyjne.

Rzecznik stoi na stanowisku, że wprowadzone przepisami rządowych rozporządzeń zakazy i ograniczenia wolności pokojowych zgromadzeń publicznych są niekonstytucyjne. Z art. 57 Konstytucji wynika bowiem w sposób jednoznaczny, że ograniczenia wolności zgromadzeń może określać wyłącznie ustawa.

Opinię Rzecznika w przedmiocie niekonstytucyjności ograniczeń konstytucyjnej wolności zgromadzeń publicznych w drodze rozporządzeń wykonawczych podzieliły już wielokrotnie sądy.

Policja zastosowała niewłaściwy przepis 

Wobec nastolatka policja zastosowała  art. 156 Prawa ochrony środowiska, którego celem jest ochrona przed szkodliwym oddziaływaniem hałasu na otoczenie.

Głosi on: „1. Zabrania się używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe. 2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się do okazjonalnych uroczystości oraz uroczystości i imprez związanych z kultem religijnym, imprez sportowych, handlowych, rozrywkowych i innych legalnych zgromadzeń, a także podawania do publicznej wiadomości informacji i komunikatów służących bezpieczeństwu publicznemu”.  Kto narusza ten zakaz, podlega karze grzywny.

Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy. Wykazanie społecznej szkodliwości zachowania realizującego nie tylko indywidualne prawo czy wolność, lecz przyczyniającego się do realizacji interesu publicznego – zamanifestowanie poglądów społecznych na sprawę o znaczeniu publicznym – w tej sprawie nie jest możliwe.

Ustawodawca w sposób jednoznaczny i nie budzący wątpliwości wskazał, że ust. 1 art. 156 nie stosuje się do okazjonalnych uroczystości oraz uroczystości i imprez związanych z kultem religijnym, imprez sportowych, handlowych, rozrywkowych i innych legalnych zgromadzeń. A zgromadzenia publiczne nie zostały w sposób skuteczny prawnie zakazane.

Nie było wykroczenia

Niewątpliwe jest zatem, że nastolatek nie dopuścił się zakazanego prawem zachowania, a tym samym nie popełnił zarzucanego mu wykroczenia.

Jego zachowanie polegało na wygłoszeniu oświadczenia przez megafon i było ograniczone w czasie. Trudno zatem uznać, że doprowadziło to do istotnego zakłócenia spokoju.

A wyższy poziom hałasu spowodowany publiczną demonstracją jest elementem wolności zgromadzeń publicznych i nie uzasadnia jej ograniczania -  jeśli nie przekracza rozsądnej miary.

Nie bez znaczenia dla oceny całej sytuacji powinien być również pokojowy charakter demonstracji i jej bezpośrednie powiązanie z odbywającym się wówczas szczytem Rady Europejskiej.

Używanie urządzeń umożliwiających porozumiewanie się uczestników zgromadzenia i manifestowanie poglądów wpisuje się w istotę bezpośrednio w realizację wolności zgromadzeń. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, interpretującym art. 11 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, w społeczeństwie demokratycznym prawo do swobodnego pokojowego zgromadzania się jest prawem podstawowym.

Wcześniejsze działania RPO

Wcześniej RPO o wyjaśnienia w tej sprawie prosił komendanta opolskiej policji. Podkreślał, że w takich sytuacjach należy udzielać pouczenia. Lepiej przysłużyłoby się to zaufaniu młodych do organów państwa, w tym policji.

Wśród wątpliwości Rzecznika był m.in. także argument  co do wybiórczości policji w stosowaniu art. 156 Prawa ochrony środowiska. - Nie stał się on podstawą do podjęcia działań przez policję chociażby wobec aktywistów, którzy przy pomocy samochodu wyposażonego w nagłośnienie upowszechniali treści zniesławiające osoby nieheteronormatywne – wskazywał Rzecznik.

VII.564.7.2021

RPO prosi ETPCz o możliwość przedstawienia uwag do sprawy dziennikarki Ewy Siedleckiej

Data: 2021-02-26
  • Rzecz dotyczy zatrzymywania obywateli w policyjnym "kotle", aby nie mogli brać udziału w zgromadzeniu. Red. Siedlecka była jedną z takich osób – i przedstawiła swoją sprawę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (sprawa 13375/18, Ewa Siedlecka v. Polska)
  • Trybunał zajął się nią i przedstawił już polskim władzom pytania. RPO występuje więc do ETPCz z pytaniem, czy może przedstawić uwagi – jako organ powołany do ochrony praw człowieka
  • Sprawa dotyczy tzw. kontrmiesięcznicy smoleńskiej, ale ma znaczenie też dla zachowania policji wobec obecnych protestów

10 czerwca 2017 r. Obywatele RP zorganizowali kolejną kontrdemonstrację do zgromadzenia cyklicznego. W ramach protestu około stu osób, w tym dziennikarka, usiadło na trasie planowanego pochodu. Zostali przez funkcjonariuszy  wyniesieni z ulicy, a następnie legitymowani – przez ponad dwie godziny. W tym czasie nie mogli kontaktować się z adwokatami. Zdaniem skarżącej doszło więc do faktycznego pozbawienia jej wolności (zdaniem funkcjonariuszy obywatele pozostawali tylko „do dyspozycji policji”). Co więcej, jest to obecnie stała praktyka, zmierzająca do ograniczenia konstytucyjnej wolności zgromadzeń.

Polski sąd odrzucił te argumenty, uznając, że skoro policja ma prawo legitymować, to nie ma znaczenia, jak długo to robi.

Jednocześnie druga sprawa - dotycząca wykroczenia, które miało polegać na zakłócaniu zgromadzenia cyklicznego - została przez sąd I instancji umorzona, Uznał on, że działania obywateli nie wypełniały znamion wykroczenia, ponieważ obrona konstytucyjnej wolności zgromadzeń  nie jest społecznie szkodliwa. Po wydaniu tego wyroku sędzia został przeniesiony do wydziału rodzinnego, ale sąd II instancji już się sprawą nie zajął – bo się przedawniła.

Sprawy zamknięcia w policyjnym „kotle” i odmowy osądzenia działania obywateli w obronie Konstytucji dziennikarka wniosła do Trybunału w Strasburgu. Trybunał pod koniec 2020 r. zadał polskiemu rządowi pytania w tej sprawie, a to znaczy, że zamierza się sprawą zająć.

Trybunał zapytał:

  1. Czy skarżąca została pozbawiona wolności z naruszeniem art. 5 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności? (ten artykuł mówi o wolności osobistej).
  2. Czy doszło do naruszenia prawa skarżącej do wolności słowa? (art. 10).
  3. Czy nastąpiło naruszenie prawa skarżącej do wolności zgromadzeń? (art. 11).

Rzecznik Praw Obywatelskich, prosząc o możliwość przedstawienia uwag, wskazuje Trybunałowi, że na wszystkie te pytania z jego perspektywy należałoby odpowiedzieć twierdząco.

A problem przedstawiony Trybunałowi nie jest incydentem – jest związany ze stanem wolności zgromadzeń w Polsce. RPO przypomina, że sytuacja pogorszyła się wraz z wprowadzeniem do polskiego prawa instytucji „zgromadzenia cyklicznego”, która podzieliła obywateli na lepszych i gorszych. Jedni otrzymali prawo demonstrowania, innym wręcz zakazano wyrażania swoich opinii w pobliżu zgromadzenia cyklicznego (w zasięgu 100 m).

RPO od 2016 r. sygnalizował polskim władzom, że przepisy o zgromadzeniach cyklicznych naruszają postanowienia Konstytucji, która wszystkim obywatelom zapewnia wolność zgromadzeń. W 2017 r.  Trybunał Konstytucyjny uznał jednak te przepisy za zgodne z Konstytucją. A chodzi tu o Trybunał poddany od 2016 r. tak gruntownym zmianom, że nie pełni on już roli sądu konstytucyjnego, a w rozpoznaniu tej sprawy brały udział osoby, których status sędziego jest poważnie kwestionowany.

To właśnie w tej sytuacji skarżąca, znana w Polsce dziennikarka zajmująca się sprawami sądownictwa i praworządności, wzięła udział w zgromadzeniu obywateli wyrażających sprzeciw wobec uprzywilejowywania „zgromadzeń cyklicznych” organizowanych przez władze. Działania dziennikarki mają więc cechy działań strażniczych (watchdog), a znaczenie tej sprawy ma ogromne znaczenie dla polskiej debaty publicznej.

RPO chciałby też pokazać, że jeśli policja uniemożliwia obywatelowi swobodne przemieszczanie się, to pozbawia go w sposób bezprawny wolności (por. sprawa 61603/00 Storck v. Niemcy), a fakt, że trwało to „tylko” dwie godziny nie ma znaczenia (por sprawa 25965/04 Rantsev v. Cypr i Rosja oraz sprawa 26587/07Krupko i in v. Rosja).

Zatrzymanie dziennikarki oznacza też, że władze utrudniały jej wykonywanie pracy, która polega na zbieraniu informacji – a to narusza EKPC. Zatrzymując skarżącą w „kotle”, władze uniemożliwiły jej skorzystanie z gwarantowanej przez Konwencję wolności zgromadzeń.

VII.613.137.2020

Prezes UOKiK nie udostępni akt sprawy zakupu Polska Press przez PKN Orlen - mimo interwencji Rzecznika. (EDIT) T. Chróstny: "To tajemnica przedsiębiorstwa"

Data: 2021-02-17
  • Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie udostępnia Rzecznikowi Praw Obywatelskich akt postępowania antymonopolowego ws. przejęcia przez Polski Koncern Naftowy Orlen kontroli nad Polska Press
  • RPO po raz trzeci zwraca się o to do Tomasza Chróstnego, który zgodził się na taką koncentrację
  • Zgodnie z prawem każda  instytucja, do której zwróci się Rzecznik, jest obowiązana z nim współdziałać, w tym - zapewnić dostęp do dokumentów
  • W przeciwnym wypadku konieczne będzie rozważenie podjęcia przez RPO dalszych środków prawnych

14 grudnia 2020 r. Rzecznik podjął z własnej inicjatywy sprawę przejęcia  przez Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. kontroli nad Polska Press sp. z o.o. Od tego momentu Rzecznik prowadzi samodzielnie postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

Kierując się konstytucyjnym obowiązkiem ochrony podstawowych konstytucyjnych praw i wolności (art. 80 oraz 208 Konstytucji RP, w tym wolności słowa (art. 54 Konstytucji RP) i prawa dostępu do informacji (art. 61 Konstytucji RP), Rzecznik zwrócił się o udostępnienie całości akt tej sprawy za pomocą środków komunikacji elektronicznej bądź też o dostarczenie kopii do Biura RPO.

Rzecznik po raz trzeci zwraca się do prezesa UOKiK w tej sprawie. Ostatnie pismo Rzecznika z 9 lutego 2021 r. pozostaje bowiem bez odpowiedzi prezesa, zaś termin wyznaczony na udostępnienie akt minął  8 lutego 2021 r.

Adam Bodnar ponownie przypomina, że zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 1 ustawy o RPO  organ, organizacja lub instytucja, do których zwróci się Rzecznik, obowiązane są z nim współdziałać i udzielać mu pomocy, a w szczególności zapewniać dostęp do akt i dokumentów na zasadach określonych w art. 13. Rzecznik może też określić termin, w jakim powinny być dokonane te czynności.

Ponadto Rzecznik uprawniony jest również, na podstawie art. 13 ust. 1 pkt 1 ustawy o RPO, zbadać, nawet bez uprzedzenia, każdą sprawę na miejscu.

- W związku z konstytucyjnym obowiązkiem Rzecznika, polegającym na ochronie praw i wolności obywateli, uprzejmie proszę o pilną realizację wniosku Rzecznika z 5 lutego 2021 r. W przeciwnym wypadku bowiem koniecznym będzie rozważenie przez Rzecznika podjęcia dalszych środków prawnych - podkreśla Adam Bodnar.

RPO o zagrożeniach kupna Polska Press przez państwowy koncern

W ocenie RPO zakup przez PKN Orlen prywatnego koncernu medialnego rodzi wiele zagrożeń. Trudno się spodziewać, aby media kontrolowane przez państwo prawidłowo wykonywały swą kontrolną funkcję.

Konstytucyjna zasada wolności prasy wyklucza jej prawne podporządkowanie władzom politycznym - choćby pośrednie. Inaczej wolna prasa, której cechą jest krytycyzm wobec władzy, może się przekształcić w zależne od niej biuletyny informacyjne i propagandowe. A koncentracja w jednym koncernie druku prasy, jej wydawania i kolportażu to próba powrotu do niechlubnych tradycji RSW „Prasa-Książka-Ruch” z PRL.

Ponadto PKN Orlen przejmuje funkcje nie tylko wydawcy prasy. Będzie odpowiadać również za druk - kupiono bowiem także sześć drukarni. Oznacza to, że spółka będzie miała wpływ na druk także konkurencyjnych, lokalnych  tytułów prasowych. Wymaga to dodatkowego zbadania, jak przełoży się to na niezakłóconą konkurencję na lokalnych rynkach prasowych.

Odpowiedź Prezesa UOKIK: dokumenty sprawy zawierają tajemnice prawnie chronione, w tym tajemnice przedsiębiorstwa.

Informacje uzyskane przez Prezesa UOKiK w toku prowadzonego postępowania podlegają szczególnej ochronie, a przepisy ustawy z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów  ograniczają Prezesowi UOKiK możliwość ich przekazania innym organom. 

Zgodnie bowiem z art. 73 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji informacje uzyskane w toku postępowania nie mogą być wykorzystane w innych postępowaniach prowadzonych na podstawie odrębnych przepisów, z zastrzeżeniem określonych w tej ustawie. Wyjątki te dotyczą postępowania karnego prowadzonego w trybie publicznoskargowym lub postępowania karno-skarbowego, innych postępowań prowadzonych przez Prezesa UOKiK, wymiany informacji z Komisją Europejską i organami ochrony konkurencji państw członkowskich UE na podstawie rozporządzenia 1/2003/WE, wymiany informacji z Komisją Europejską i właściwymi organami państw członkowskich UE na podstawie rozporządzenia  2006/2004/WE, przekazywania właściwym organom informacji, które mogą wskazywać na naruszenie odrębnych przepisów (art. 73 ust. 2 pkt 1-5 ustawy o ochronie konkurencji), jak również współpracy Prezesa UOKiK z organami regulacyjnymi w ściśle określonych ramach (art. 73 ust. 3-4 ww. ustawy).

Przypadki te zawierają wąski, enumeratywnie zamknięty katalog sytuacji, w których informacje uzyskane w toku postępowania przed Prezesem UOKiK mogą być wykorzystane przez inne podmioty. Przykładami takich organów są np.: Prokuratura oraz Przewodniczący Urzędu Nadzoru Finansowego.

Ponadto na mocy art. 71 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji pracownicy UOKiK są obowiązani do ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, jak również innych informacji podlegających ochronie na podstawie odrębnych przepisów, o których powzięli wiadomość w toku postępowania. Powyższy przepis nie ma zastosowania jedynie do informacji powszechnie dostępnych, informacji o wszczęciu postępowania oraz informacji o wydaniu decyzji kończących postępowanie i ich ustaleniach. Co więcej, jak zostało powyżej wskazane, na organie antymonopolowym ciąży obowiązek ochrony danych zgromadzonych w toku postępowania i wykorzystania ich zgodnie z celem, w jakim zostały uzyskane. 

Analiza treści tych przepisów prowadzi do jednoznacznego wniosku o zakazie udostępniania (przekazywania) informacji zebranych przez organ antymonopolowy w trakcie wszystkich prowadzonych postępowań (wyjaśniających, antymonopolowych, w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, w sprawie o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone). Zgodzić należy się przy tym ze stanowiskiem przedstawionym w Komentarzu do ustawy o ochronie konkurencji (C. Banasiński, E. Piontek (red.), LexisNexis 2009), że chodzi tu o wszelkie informacje - nie tylko te stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa definiowaną zgodnie z art. 11 ust. 4 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (j.t. Dz. U. z 2019 r., poz. 1010 - dalej: u.z.n.k.)

Za niniejszą wykładnią przemawia ratio legis ustanowienia ograniczenia przedmiotowego i podmiotowego w zakresie udostępniania informacji z postępowań toczących się przed Prezesem UOKiK. Zakaz ten wynika przede wszystkim z faktu istnienia po stronie organu antymonopolowego szerokich kompetencji w zakresie zbierania informacji. W szczególności dotyczy to postępowań antymonopolowych w sprawie zamiaru koncentracji, w trakcie których przedsiębiorcy mają obowiązek przedstawić szereg szczegółowych danych 
dotyczących ich działalności (obecnej i przyszłej) na rynku.

Przykładem regulacji, która nie pozostawia żadnych wątpliwości co do obowiązku przekazania przez Prezesa UOKiK informacji pochodzących z postępowania (w tym także tajemnicy przedsiębiorstwa) organowi kontroli jest ustawa z dnia 23 grudnia 1994 r. o Najwyższej Izbie Kontroli. Art. 29 ust. 2 ww. ustawy stanowi bowiem, że dostęp NIK do dokumentów i materiałów potrzebnych do ustalenia stanu faktycznego w zakresie kontrolowanej działalności lecz zawierających informacje stanowiące tajemnicę ustawowo chronioną może być wyłączony lub ograniczony jedynie na podstawie innych ustaw. Ponadto, zgodnie z art. 73 ust.1 ww. ustawy, informacje, które pracownik Najwyższej Izby Kontroli uzyskał w związku z wykonywaniem obowiązków służbowych  stanowią tajemnicę kontrolerską. Ustawa o Rzeczniku Praw Obywatelskich analogicznych regulacji nie zawiera.

Reasumując, analiza zarówno art. 71 jak i art. 73 ustawy o ochronie konkurencji wskazuje, że przepisy te ustanawiają ochronę tajemnicy postępowania wyrażającą się generalnym ograniczeniem dostępu do informacji oraz dokumentów stanowiących akta postępowań prowadzonych przez Prezesa UOKiK. W związku z powyższym należy przyjąć, że z uwagi na fakt, że w katalogu wyłączeń podmiotowych od ww. zakazu zawartym w art. 73 ust 2-4 ww. ustawy nie wskazano Rzecznika Praw Obywatelskich, to norma ta stanowi ustawowe ograniczenie uprawnień tego Organu. W przedmiotowej sytuacji zastosowanie znajdzie relacja prawa będącego zasadą - art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 roku o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2020 r. poz. 627) oraz ograniczających to prawo wyjątków - art. 71 oraz 73 ustawy o ochronie konkurencji, których celem jest ochrona ważnych interesów prawnych. 

Wnioskowane przez Pana Rzecznika dokumenty, dotyczące przejęcia przez PKN Orlen SA kontroli nad Polska Press sp. z o.o., stanowią materiały uzyskane w toku toczącego się przed Prezesem UOKiK postępowania, zawierają tajemnice prawnie chronione, w tym tajemnice przedsiębiorstwa. W świetle opisanych wyżej ograniczeń wynikających z przepisów ustawy o ochronie konkurencji udostępnienie tych dokumentów nie jest w mojej ocenie możliwe.

Mając powyższe na względzie, w załączeniu przekazuję decyzję z dnia 5 lutego 2020 r., kończącą ww. postępowanie w wersji niezawierającej prawnie chronionych tajemnic uczestników koncentracji i ich konkurentów pozyskanych w toku tego postępowania.

Zapewniam również o woli jak najszerszej współpracy w prowadzonym przez Pana Rzecznika postępowaniu, w ramach wyznaczonych przez przepisy prawa. W razie potrzeby Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów chętnie zorganizuje spotkanie w celu omówienia kwestii związanych z ww. decyzją - napisał Tomasz Chróstny. 

VII.716.26.2020

„Twój ból jest mniejszy niż mój”. RPO ponownie prosi KRRiT o wyjaśnienia

Data: 2021-02-17
  • KRRiT ma już wynik wewnętrznej kontroli Polskiego Radia w sprawie unieważnienia w maju trójkowej listy przebojów z piosenką „Twój ból jest mniejszy niż mój”
  • Nie zamierza jednak ich ujawniać ze względu na sprawę Polskiego Radia przed sądem.
  • RPO wyjaśnia więc przewodniczącemu KRRIT, że wyniki tej kontroli są informacją publiczną, a Rada powinna przeprowadzić w sprawie własne postępowanie. Nie wystarczy odebrani wyjaśnienia od nadawcy.
  • RPO ponownie prosi o dokumentację sprawy wskazując, że jako organ konstytucyjny ma do tego prawo.

W maju 2020 r. RPO  interweniował w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji w sprawie skandalu z piosenką „Twój ból jest większy niż mój”. Władze publicznego radia anulowały głosowanie na listę przebojów Programu III publicznego radia, audycję prowadzoną od kilkudziesięciu lat przez Marka Niedźwieckiego, po tym jak okazało się, że plebiscyt wygrała piosenka Kazika Staszewskiego - artystyczny komentarz do obchodów 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej w 2020 r. i tego, że tylko lider partii rządzącej mógł wejść na cmentarz – podczas gdy rodziny innych ofiar były tego prawa pozbawione z powodu koronawirusa.

11 lutego 2021 r. przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski odpowiedział RPO, że ma już w tej sprawie stanowisko nadawcy. Zaznaczył, że „poruszona sprawa – w związku z zarzutami dotyczącymi nieprawidłowości przeprowadzenia głosowania – była poddana wnikliwej analizie i kontroli, dokonanej przez wyspecjalizowaną komórkę Polskiego Radia SA.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji została zapoznana z ustaleniami tej kontroli”.

Ale KRRiT stanowiska Polskiego Radia nie ujawni: „Mając jednak na uwadze toczące się przed Sądem Okręgowym w Warszawie postępowanie o ochronę dóbr osobistych przeciwko Polskiemu Radiu SA, w którym prezentowane przez Spółkę stanowisko opiera się przede wszystkim na materiale dowodowym zgromadzonym w czasie przeprowadzonych czynności kontrolnych w tej sprawie, z uwagi na dobro tego procesu istnieje potrzeba zachowania poufności zebranych danych. Wobec powyższego KRRiT nie będzie ujawniać szczegółów tego materiału dowodowego”.

Jednocześnie Witold Kołodziejski przeprasza RPO za opóźnienie w przekazaniu odpowiedzi – po prostu długo czekał na ostateczne stanowisko Polskiego Radia SA.

Dlatego w kolejnym piśmie RPO wyjaśnia przewodniczącemu KRRiT Witoldowi Kołodziejskiemu, że w związku z konstytucyjnymi i ustawowymi uprawnieniami Rzecznika Praw Obywatelskich argument konieczności ochrony poufności zebranych w toku kontroli danych nie znajduje uzasadnienia. Wyniki kontroli stanowią bowiem informację publiczną i niezależnie od wykorzystania ich w trakcie prowadzonego postępowania powinny zostać upublicznione (patrz  konstytucyjne prawo obywateli do informacji, art. 61 Konstytucji).

Rzecznik ma zaś prawo otrzymać takie informacje na podstawie art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich. Stanowi on, że RPO może zażądać przedstawienia akt każdej sprawy prowadzonej przez naczelne i centralne organy administracji państwowej, wskazany argument jest bezpodstawny.

Ponadto – dodaje Rzecznik Praw Obywatelskich - należy wskazać, że zgodnie z ustawowymi obowiązkami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji powinna ona w takiej sprawie samodzielnie przeprowadzić postępowanie wyjaśniające, które nie będzie opierać się jedynie na wyjaśnieniach podmiotu, wobec którego istnieje podejrzenie naruszenia obowiązujących standardów.

Dlatego RPO ponownie zwraca się do KRRiT o przeprowadzenie pełnej i wyczerpującej kontroli w niniejszej sprawie.

VII.564.64.2020

Zwolnienie prezenterki TVP, która miała serduszko WOŚP. Rzecznik prosi o wyjaśnienia

Data: 2021-02-16
  • Wyjaśnienia w sprawie zwolnienia z pracy w poznańskiej TVP Patrycji Kasperczak są niewystarczające – pisze RPO do Agaty Ławniczak, dyrektorki Oddziału TVP w Poznaniu.
  • Wskazuje, jak ważne są zasady przejrzystości w zatrudnianiu dziennikarzy i pokazuje, jakie stanowisko maja w tej sprawie sądy, w tym Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Z doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o zwolnieniu wieloletniej prezenterki poznańskiej TVP Patrycji Kasperczak. Decyzja o rozwiązaniu z nią współpracy miała zostać uzasadniona wystąpieniem w minutowym programie na antenie TVP z naklejonym „serduszkiem” – symbolem akcji charytatywnej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

W ocenie RPO decyzje o współpracy z dziennikarzem powinny być podejmowane wyłącznie w oparciu o przejrzyste zasady,  z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego. Konieczne jest również każdorazowo podanie rzetelnego, obiektywnego i odwołującego się do faktów uzasadnienia rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem.

Uzasadnienie, iż prezenterka poprzez naklejkę promowała konkurencyjną stację telewizyjną (TVN), nie znajdują racjonalnego uzasadnienia. Pomimo patronatu medialnego, akcja charytatywna i organizacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ma ogromną samodzielną rozpoznawalność i nie jest kojarzona z żadną stacją telewizyjną. Prezenterka w żaden sposób nie naruszyła etyki dziennikarskiej czy regulaminu pracy. Jej zwolnienie wydaje się więc bezpodstawne i motywowane jedynie sympatiami politycznymi nadawcy publicznego.

W tym kontekście RPO zwraca uwagę dyrektor Odziału TVP SA na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu). Należy przy tym zauważyć, że zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny). Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania przez nie swej misji.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji RP, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Natomiast, stosownie do brzmienia art. 54 Konstytucji RP, każdemu – a więc również przedstawicielom prasy – zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji RP zakazane.

Wolność słowa i wolność mediów, wyrażone w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu w treściach redakcyjnych. Publiczne radio zobowiązane jest oferować społeczeństwu zróżnicowane programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji - Dz. U. z 2020 r. poz. 805; dalej jako: ustawa o radiofonii i telewizji). W związku z tym programy publicznego radia powinny m.in. umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej (art. 21 ust. 2 pkt 4 ustawy o radiofonii i telewizji).

W omawianym kontekście zasadne jest odwołanie się do art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych. Przepis ten stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.

RPO podaje w piśmie przykłady przeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w takich sprawach.

Wskazuje również, że częścią wolności zagwarantowanej przez artykuł 10 Europejskiej Konwencji jest prawo publiczności do otrzymywania rzetelnej informacji. Temat zmian kadrowych w mediach publicznych pozostaje w zainteresowaniu opinii publicznej i wywołuje obawy dotyczące utrzymania wysokiego poziomu standardów dziennikarskiego. Profesjonalizm, doświadczenie i wiedza merytoryczna są szczególnie istotne w pracy dziennikarza opiniotwórczego. Zasadnym jest postulat by wszelkie zmiany kadrowe były przeprowadzone z uwzględnieniem ich ewentualnego wpływu na jakość prezentowanych materiałów prasowych. Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

VII.564.23.2021

Performer uniewinniony ws. baneru "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2021-02-15
  • Ukaranie grzywną pana Rafała, performera za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa    
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO w tej sprawie
  • Jak wskazywał Rzecznik, warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest społeczna szkodliwość czynu – tymczasem działanie pana Rafała było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu

Pan Rafał prowadzi ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Było to nawiązanie  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Happening w Węgrowie

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

Realizując swój projekt, pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej SN na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. Swoboda wypowiedzi artystycznej jest zaś częścią wolności otrzymywania i komunikowania wiadomości oraz idei.

W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Publiczne znaczenie wypowiedzi musi zostać dostrzeżone i uwzględnione przez organy krajowe.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym – podkreślał RPO.  

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Rozstrzygnięcia SN

Jeszcze 22 października 2020 r. SN uwzględnił kasację RPO na korzyść pana Dawida (którą poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej) i uniewinnił go. Trudno zaakceptować pogląd, że zachowanie obwinionego godziło w porządek publiczny, skoro było zapowiedziane, przebiegało w spokoju, nie wywołało trwałych zmian w świecie zewnętrznym, nie było wymierzone w powszechnie akceptowany system wartości, a przeciwnie: odwoływało się do wspólnej tragicznej historii i zmierzało do upamiętnienia zamordowanych mieszkańców Węgrowa – uzasadnił SN. Według SN trudno też uznać, że wywieszenie napisu między drzewami na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut bez zgody dysponenta miejsca naruszało prawo do dysponowania tym miejscem, pozwalającym na uznanie, że zachowanie to jest społecznie szkodliwe.

19 stycznia 2021 r. SN rozpoznał zaś oddzielną kasację RPO na korzyść pana Rafała. Także i jego uniewinniono.

Uzasadnienie uniewinnienia pana Rafała 

Należy zaznaczyć, że na kanwie tożsamego zdarzenia, o którym mowa w zarzutach postawionych R., Sąd Rejonowy w W. wyrokiem nakazowym z dnia 17 października 2019 r. za wykroczenia zakwalifikowane z art. 63a § la k.w. i art. 63a § 1 k.w. skazał Dawida, a w uwzględnieniu kasacji także wniesionej przez Rzecznika Praw Obywatelskich Sąd Najwyższy uchylił ten wyrok i uniewinnił wymienionego skazanego wyrokiem z dnia 22 października 2020 r., III KK 69/20.

Również wyrok skazujący R. trzeba uznać za błędny. Podzielając pogląd skarżącego o braku społecznej szkodliwości całokształtu zachowania skazanego w dniu 9 czerwca 2019 r. w Węgrowie, należy stwierdzić, że zbędne jest prowadzenie rozważań w tym względzie w odniesieniu do czynów z pkt I i II zaskarżonego wyroku. Ich opis nie wskazuje bowiem na wyczerpanie przez osobę, której je przypisano, znamion czynu zabronionego.

Będący podstawą skazania R. art. 63a § 1 k.w. stanowi, że podlega określonej karze ten, kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Nie odpowiada temu opisowi zachowanie polegające na umieszczeniu w miejscu publicznym nieokreślonego „śladu" (z nagrania zamieszczonego na dołączonej do akt sprawy płycie DVD wynika, że był nim niewielkich rozmiarów prostokąt), o czym mowa w zarzucie z pkt I.

Z kolei - co zauważył też Sąd Najwyższy w odniesieniu do analogicznego zarzutu  postawionego D. – jest mowa, że R. na targowisku miejskim podżegał mieszkańców Węgrowa do umieszczenia określonego napisu, nie ma jednak mowy o tym, gdzie miałoby się to dokonać,  w szczególności, że w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym, względnie że napis miałby zostać wystawiony na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem.

W związku z tym należy przypomnieć, że Sąd Najwyższy niejednokrotnie wskazywał, że nawet niepodniesienie przez skarżącego zarzutu skazania za czyn, którego opis nie wskazuje na wyczerpanie przez osobę objętą wyrokiem znamion czynu zabronionego, nie sprzeciwia się, a nawet nakazuje wyjście  poza granice zarzutów, uchylenie wyroku i uniewinnienie oskarżonego, skoro konstytucyjne zasady państwa prawnego sprzeciwiają się pozostawieniu w obrocie prawnym wyroku jawnie sprzecznego z tymi zasadami.

Dlatego Sąd Najwyższy może orzec poza zarzutami kasacji, jeżeli stwierdzi niepodniesione w tej skardze - takie rażące naruszenie prawa, z powodu którego zaskarżone orzeczenie jest jawnie sprzeczne z zasadami praworządnego i sprawiedliwego procesu karnego, zasadami odpowiedzialności karnej, zwłaszcza gdy w tym ostatnim aspekcie upatruje się skazania za zachowanie, które nie wyczerpuje znamion przestępstwa. Wskazuje się, że za wyjściem poza zarzuty kasacji w takich sytuacjach powinna przemawiać treść zasady wyrażonej w art. 2 w zw. z art. 8 ust. 2 Konstytucji RP [zob. J. Matras (w:) K. Dudka (red.), Kodeks postępowania karnego. Komentarz, wyd. II, WKP 2020, teza 3. do art. 536; wyroki SN: składu 7 sędziów z dnia 21 maja 1996 r., III KKN 2/96, OSNKW 1996, z. 9-10, poz. 52; z dnia 9 października 2001 r., IV KKN 328/97, OSNKW 2002, z. 3-4, poz. 24; z dnia 27 października 2006 r., III KK 299/06; z dnia 2 grudnia 2011 r., IV KK 202/11].

Mało uważne procedowanie Sądu Rejonowego znajduje też wyraz w tym, że wymagane przepisem art. 59 § 2 k.p.s.w. zarządzenie o wszczęciu postępowania w sprawie o wykroczenie nie zostało podpisane (k. 23 akt sprawy), podobnie jak zarządzenie o skierowaniu sprawy na posiedzenie w przedmiocie wydania wyroku nakazowego (k. 27), a w części wstępnej wyroku w odniesieniu do czynu z pkt I podano, w ślad za wnioskiem o ukaranie, że jest to czyn „z art. 63 § 1”, a w odniesieniu do czynu z pkt III, że jest to czyn „z art. 63”, bez wskazania o jaką ustawę (kodeks) chodzi.

Jak wspomniano, całe zachowanie R.  w dniu 19 czerwca 2019 r. w Węgrowie, a więc i to, o którym mowa w zarzucie z pkt III, którego opis formalnie jest poprawny, nie jest społecznie szkodliwe, która to cecha musi zaistnieć w przypadku wykroczenia (art.1 § 1 k.w.). W uzasadnieniu kasacji powołano odnoszące się do tej kwestii publikacje prawnicze, w tym wskazującą trafnie, że „ustawodawca penalizuje, także w prawie wykroczeń, z założenia jedynie zachowania mające ujemny ładunek społeczny, ale czyni to ogólnie in abstracto. Jeżeli zatem uwzględni się ratio legis danej normy karnej i przedmiot ochrony danego przepisu, to może in concreto okazać się, że określone zachowanie, z uwagi na okoliczności, w jakich nastąpiło, albo nie godzi bynajmniej w ów chroniony

Nie sposób też nie dostrzec, że zachowanie R. w Węgrowie nie może być zrównywane z typowymi zachowaniami osób naruszających art. 63a § 1 k.w. Jak wynika z zebranego w sprawie materiału dowodowego, obwiniony postrzegał swoje zachowanie jako część szerszego, realizowanego w różnych miejscach na terenie kraju, projektu artystyczno-społecznego, mającego na celu przypomnienie i upamiętnienie historii tych miejsc, w szczególności zamieszkujących je przed laty społeczności żydowskich poddanych eksterminacji przez okupanta niemieckiego podczas II wojny światowej. Realizując ten projekt nie działał w sposób zaskakujący lokalne społeczności i władze, które - również w przypadku Węgrowa - uprzedzał o swoich planach, starał się zyskać ich przychylność i zgodę na określone formy aktywności. Brak takiej zgody, np. na namalowanie napisu na murze, respektował.

Utrwalony na płytach DVD przebieg zdarzenia w Węgrowie wskazuje, że zachowanie R. i współdziałającego z nim D. nie kwestionowane jako nielegalne przez obecnych funkcjonariuszy Policji, spotkało się z pozytywnym przyjęciem mieszkańców, którzy m.in. obserwowali tworzenie baneru z napisem „Tęsknię za tobą Żydzie”, niektórzy z nich fotografowali się przy nim po jego zawieszeniu, wchodzili też w dialog z przybyszami. Zwraca zwłaszcza uwagę wystąpienie starszego mieszkańca Węgrowa, który wspominał przedwojenną historię miasta w kontekście ówczesnej zabudowy, zapamiętanych współobywateli narodowości żydowskiej, miejsc ich zamieszkania i aktywności gospodarczej.

Mając to na uwadze, zachowanie obwinionego należy postrzegać jako godną uznania, a więc pozbawioną szkodliwości społecznej inicjatywę, a gdy wspomnieć, że było ono utrwalane przez pracowników telewizji holenderskiej, korzystną również z punktu widzenia zewnętrznego odbioru Polski, postrzeganej niekiedy za granicą jako kraj, w którym antysemickie stereotypy nadal się ujawniają. Nie ulega przy tym wątpliwości, że karanie za opisane w zarzutach zachowanie stanowiłoby pożywkę dla takich opinii.

Jak wcześniej zaznaczono, a żaden dowód temu nie przeczy, R. swoje zachowanie objęte zarzutami postrzegał jako projekt artystyczno - społeczny, mający na celu przypomnienie wielokulturowej historii licznych miejscowości na terenie kraju i upamiętnienie ofiar Holocaustu, a także, jak deklarował obwiniony, „odzyskanie słowa Żyd wyrwanie je antysemitom”. Akcja w Węgrowie dedykowana była zamordowanym tam przez nazistów rabinowi Jakubowi Mendlowi oraz Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

W takim razie autor kasacji słusznie podniósł, odwołując się do przepisów Konstytucji (art. 73, art. 54 ust. 1), prawa międzynarodowego (art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, art. 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, art. 11 i 13 Karty Praw Podstawowych UE)  oraz  orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że ukaranie R. za opisane w zarzutach zachowania (nawet przy prawidłowym opisaniu każdego z nich) byłoby też niedopuszczalnym ograniczeniem swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej oraz rażąco nieproporcjonalną reakcją na działanie tylko formalnie wyczerpujące znamiona wykroczenia.

II.511.899.2019

Adam Bodnar dla Onetu: media umierają po cichu

Data: 2021-02-11

Jeśli granica tego, co jest akceptowalne, będzie się przesuwać, to w 2023 r. nie będziemy mieli uczciwych wyborów. Być może pozostaną jedynie enklawy wolności, w postaci niektórych tytułów prasowych czy internetowych stacji radiowych - pisze Adam Bodnar w portalu Onet.pl.

10 lutego 2021 r., "Czarna Środa" wyciszonych sygnałów radiowych i ekranów telewizyjnych, stanie się symbolem walki o przetrwanie polskiej demokracji. Ostry sygnał ostrzegawczy, który być może zamrozi dalsze pomysły na reformowanie, przejmowanie czy opodatkowanie wolnych mediów. Do tego dnia by jednak nie doszło, gdyby nie cała seria wydarzeń, które przez ostatnie pięć lat ograniczały wolność mediów - na zasadzie odcinania kolejnych plasterków salami – kolejnych przestrzeni wolności. (...)

Jeśli protest Media bez wyboru skończy się tylko zaprzestaniem prac nad tzw. podatkiem od reklam, to będzie to połowiczny sukces. Ten protest zmusza nas bowiem do zastanowienia się, w jakim miejscu jest nasza demokracja – czy media odgrywać w niej będą wciąż rolę kontrolera i recenzenta władzy, a obywatele będą mieli prawo do pozyskiwania informacji.

Jeśli granica tego, co jest akceptowalne będzie się przesuwać, to w 2023 r. nie będziemy mieli uczciwych wyborów. Być może pozostaną enklawy wolności, takie właśnie jak niektóre tytuły czy internetowe stacje radiowe na Węgrzech.

Ale z czasem nawet te enklawy będą zamykane lub pozostawione w rezerwacie 5-10 proc. zasięgu, bez jakiegokolwiek rzeczywistego wpływu na rzeczywistość polityczną i społeczną.

Ale zawsze władza polityczna będzie głosiła, szczególnie na arenie międzynarodowej, że wolność nie tylko nie jest zagrożona, ale że jest chroniona i poszerzana. Bo media, podobnie jak demokracje, umierają dzisiaj po cichu.

Kary za zakłócanie "miesięcznicy smoleńskiej” uchylone przez SN po kasacji RPO

Data: 2021-02-11
  • Troje obywateli ukarano grzywnami za przeszkadzanie legalnemu zgromadzeniu lub usiłowanie tego
  • Jedna osoba przeskoczyła przez barierkę oddzielającą kontrmanifestantów, a dwie inne wznosiły okrzyki
  • Sąd ukarał ich w trybie nakazowym, czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych – co jest możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem wątpliwości były i to na tyle istotne, że RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, który uznał ją za „oczywiście zasadną”

Rzecznik Praw Obywatelskich ocenił, że sąd popełnił rażący błąd, wynikający z orzekania w trybie nakazowym. Gdyby wysłuchał był obwinionych i policjantów oraz obejrzał policyjne nagranie, być może wyrok byłby inny.

RPO złożył kilka kasacji w sprawie takiego nadużywania trybu nakazowego - gdy osoby ukarane korzystają z przysługującego im prawa do pokojowych zgromadzeń i wyrażania swoich poglądów. To pierwsza taka sprawa rozpatrzona przez SN. 

Historia sprawy

10 sierpnia 2017 r. wieczorem grupa obywateli manifestowała w Warszawie podczas cyklicznego zgromadzenia publicznego w hołdzie ofiarom katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z kobiet przeskoczyła przez barierki wygradzające całe Krakowskie Przedmieście. Trzymając się barierki, odmówiła wykonania polecenia policjanta, by wróciła za odgrodzony teren. Dwóch innych uczestników kontrmanifestacji wznosiło zaś okrzyki pod adresem cyklicznego zgromadzenia.

Te trzy osoby zostały obwinione przez policję o wykroczenie. Podstawą był art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym „kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

W styczniu 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał ich za winnych zarzucanego wykroczenia. Wymierzył im grzywny po 50 zł. Wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

RPO zarzucił wyrokowi rażące naruszenie przepisów, które miało istotny wpływ na jego treść. Polegało to na przyjęciu przez sąd, że i okoliczności czynów, i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. Doprowadziło to do wyroku nakazowego, podczas gdy były istotne wątpliwości w świetle dowodów dołączonych do wniosków o ukaranie. Zgodnie z prawem sąd winien był skierować sprawę do rozpoznania na rozprawie w normalnym trybie, z udziałem obwinionych.

Rzecznik wniósł by SN uchylił zaskarżony wyrok, a postępowanie umorzył wobec przedawnienia karalności (co następuje po trzech latach od wykroczenia).

W wątku kobiety jedynym w zasadzie dowodem były zeznania policjanta. Nie wynika z nich jednak, w jaki sposób przebywanie obwinionej po tej czy innej stronie barierki miało przeszkadzać w przebiegu zgromadzenia.

Z dowodów wskazanych we wniosku policji o ukaranie nie wynika również, w jakim celu obwiniona przeskoczyła przez barierkę. A wobec nieprzyznania się jej do winy i odmowy składania wyjaśnień nie można zakładać, że chciała ona  zakłócać zgromadzenie.

Ponadto nie jest także jasne, czy  barierki postawiono zgodnie z prawem i czy w ogóle ich przekraczanie było prawnie zabronione. Rażące jest zatem przyjęcie przez sąd, że samo przebywanie po określonej stronie barierki, może być uznane za wykroczenie i to w trybie nakazowym.

Pozostałych dwóch obwinionych uznano za winnych usiłowania zakłócenia zgromadzenia poprzez wznoszenie głośnych okrzyków. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wskazał, że brali udział w legalnym zgromadzeniu o charakterze cyklicznym oraz że krzyczał w stronę prezesa PiS.

Nie zbadano zatem, czy korzystali oni z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji) - a celem nie było zakłócanie innego zgromadzenia. Wolność zgromadzeń obejmuje bowiem także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Jedynym w zasadzie dowodem, mającym potwierdzać ich czyn, było zeznanie funkcjonariusza, który ich legitymował.

Do wniosku o ukaranie dołączono protokół z przesłuchania uczestnika „miesięcznicy smoleńskiej”. Z jego zeznań wynika ważna okoliczność, zignorowana przez sąd: czy ewentualne okrzyki obu obwinionych rzeczywiście mogły zagłuszać przebieg obchodów. Według świadka kontrmanifestanci mieli sprzęt nagłośniający, ale został on wyciszony przez policję.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi, który ograniczył się do trybu nakazowego.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności sprawy. A to mogło zaś doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji RPO z 28 grudnia 2020 r.

Wyrok SN i uzasadnienie pisemne

9 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej rozpoznał kasację (sygn. akt II KK 432/20) na posiedzeniu niejawnym w trybie art. 535 § 5 Kodeksu postępowania karnego. Zgodnie z nim  kasacja może być uwzględniona na posiedzeniu bez udziału stron w razie jej oczywistej zasadności.

SN uznał kasację za „oczywiście zasadną”. Uchylił zaskarżone orzeczenie i umorzył postępowanie wobec obwinionych.

Rację ma skarżący, że tryb nakazowy w postępowaniu w sprawach o wykroczenia zarezerwowany jest dla sytuacji, w których wina ustalonego sprawcy oraz okoliczności zdarzenia nie budzą najmniejszych wątpliwości, a jednocześnie wystarczające jest wymierzenie nagany, grzywny albo kary ograniczenia wolności (por. art. 93 § 1 i 2 k.p.w.) i nie zachodzą okoliczności uzasadniające obronę obowiązkową wskazane w art. 21 § 1 k.p.w. To, czy konkretna sprawa kwalifikuje się do rozpoznania w postępowaniu nakazowym, Sąd stwierdza po analizie zgromadzonego materiału dowodowego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lipca 2019 r., sygn. akt III KK 167/19).

Przenosząc powyższe na grunt niniejszej sprawy zauważyć należy, że okoliczności czynu przypisanego Ewie zostały ustalone przez Sąd Rejonowy wyłącznie na podstawie zeznań obecnego na miejscu zdarzenia funkcjonariusza Policji. Z zeznań tego świadka wynika, że ukarana przeskoczyła przez barierkę oddzielającą uczestników tzw. Miesięcznicy Smoleńskiej od reszty otoczenia, a następnie odmówiła opuszczenia terenu zgromadzenia. Trudno jednak zasadnie przyjąć, że samo przekroczenie barierki, a tym bardziej przebywanie na terenie legalnego zgromadzenia publicznego realizuje znamiona wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 k.w., polegającego na usiłowaniu zakłócenia przebiegu niezakazanego zgromadzenia.

Taki, leżący u podstaw zaskarżonego kasacją wyroku nakazowego, wniosek Sądu Rejonowego jest co najmniej przedwczesny i powinien zostać poprzedzony dokonaniem czynności, usuwających wątpliwości co do przebiegu zdarzenia z udziałem ukaranej. Nieustalenie okoliczności tego incydentu uniemożliwiało rozpoznanie sprawy w trybie nakazowym. Pozostaje bowiem poza sporem, że „postępowanie nakazowe to instytucja prawa procesowego, której stosowanie zastrzeżono do najbardziej oczywistych
przypadków, gdzie materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu” (tak Sąd Najwyższy m.in. w wyroku z dnia 4 kwietnia 2018 r., sygn. akt V KK 112/18).

Podobne zastrzeżenia należy sformułować - co zresztą czyni Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec orzekania w trybie postępowania nakazowego w sprawie Roberta  i Jerzego. Także w tym przypadku głównym dowodem, wskazującym na popełnienie przez nich wykroczenia, były zeznania funkcjonariuszy Policji, którzy zrelacjonowali czynność legitymowania obwinionych. O ile jeszcze Robert  przyznał się do wznoszenia okrzyków, to już drugi z obwinionych odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, toteż nie zostało nawet ustalone, czy przejawiał on takie zachowania.

Istotniejsze jest jednak, że w sprawie nie ustalono, czy okrzyki te w ogóle mogły zakłócić przebieg wydarzenia, biorąc pod uwagę fakt, że uczestnicy „Miesięcznicy” dysponowali nagłośnieniem, zaś, jak wynika z zeznań świadka sprzęt nagłaśniający, z którego korzystali kontrmanifestanci, został przez Policję wyciszony.

Aktualne pozostaje też pytanie, czy działanie obwinionych było czynem społecznie szkodliwym - w rozumieniu art. 1 § 1 k.w. i czy nie podlega ochronie konstytucyjnej, jako forma wyrażania poglądów. W ustaleniu powyższego pomocne byłoby przeprowadzenie postępowania dowodowego, w tym odtworzenie na rozprawie nagrania z miejsca zdarzenia. Wszelako Sąd od tego odstąpił, uznając okoliczności czynu za oczywiste i niepodlegające dyskusji.

Podobnie więc, jak w przypadku wcześniej omówionym, Sąd Rejonowy niesłusznie zdecydował się rozstrzygać kwestię odpowiedzialności tych obwinionych, orzekając w trybie nakazowym, bez przeprowadzania czynności dowodowych na rozprawie, odstępując tym samym od wyjaśnienia okoliczności przypisanego im czynu.

Podkreślić ponadto trzeba, że sprawy dotyczące realizacji wolności i praw obywatelskich, choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieskomplikowane, w rzeczywistości wymagają nie tylko dogłębnego zbadania okoliczności zdarzenia będącego przedmiotem osądu, ale również wszechstronnej analizy zachowania sprawcy przez pryzmat znamion konkretnego typu czynu zabronionego. Są to bowiem kwestie szczególnie społecznie wrażliwe.

Przedwczesne decydowanie o nich w postępowaniu w trybie nakazowym może doprowadzić do wydania orzeczenia wadliwego, nieuwzględniającego niuansów danej sytuacji, przesądzających o winie lub jej braku po stronie obwinionego. Takiego właśnie błędu dopuścił się Sąd Rejonowy w niniejszej sprawie.

Rozpoznanie przez sąd sprawy o wykroczenia w postępowaniu nakazowym, mimo że okoliczności zarzucanych czynów w zasadzie nie zostały ustalone, stanowi istotne naruszenie prawa procesowego i pociąga za sobą konieczność uchylenia zaskarżonego wyroku. Ponieważ od momentu zdarzenia - które miało miejsce 10 sierpnia 2017 r. - upłynęły do chwili obecnej ponad 3 lata, a, zgodnie z treścią art. 45 § 1 k.w., karalność wykroczenia ustaje z upływem roku od czasu jego popełnienia tudzież dwóch lat, jeśli w tym czasie wszczęto postępowanie (co miało miejsce w niniejszej sprawie), nastąpiło przedawnienie karalności tych czynów. Wprawdzie, zgodnie z treścią art. 45 § 2 k.w., uchylenie prawomocnego wyroku powinno pociągnąć za sobą ponowne uruchomienie biegu terminu przedawnienia, niemniej nie dotyczy to wyroku kasatoryjnego w sytuacji, gdy w momencie jego wydania upłynął już okres przedawnienia (tak Sąd Najwyższy w Uchwale 7 sędziów z dnia 7 czerwca 2002 r., sygn. akt I KZP 15/02). Tym samym, w okolicznościach niniejszej sprawy, niezbędne było umorzenie postępowania przeciwko obwinionym.  

II.510.661.2020

Dlaczego sylwetka tłumacza migowego na ekranie jest ważna? Rzecznik ponownie w sprawie osób głuchych do KRRiT

Data: 2021-02-11
  • Odpowiedniej wielkości sylwetka tłumacza na język migowy to znak, że wszyscy, a nie tylko osoby bez kłopotów ze słuchem, mogą korzystać z informacji.
  • RPO przekazuje swoje uwagi do wytycznych dla nadawców, jak zapewnić w pandemii dostęp do informacji wszystkim obywatelom.
  • To jego kolejne wystąpienie w obronie osób głuchych.
  • Warto wiedzieć, że RPO prowadzi też kierowaną do wszystkich obywateli kampanię „Pomóż głuchym”.

RPO wielokrotnie zwracał uwagę na sytuację osób z niepełnosprawnościami, w tym osób głuchych i niedosłyszących, które w okresie pandemii COVID-19 napotykały bariery w zakresie dostępności informacyjno-komunikacyjnej. Już 8 kwietnia 2020 r. zwracał uwagę na nieprawidłowości w zakresie czytelności komunikatów na temat epidemii (brak napisów, za mała sylwetka tłumacza języka migowego, by dało się jego przekaz zrozumieć).

Dostęp obywateli do informacji zależy nie tylko od różnorodność kanałów, ale też od dostosowywania samych informacji do potrzeb obywateli – w tym obywateli z niepełnosprawnościami.

Dlatego RPO z zadowoleniem odnotował inicjatywę sformułowania stanowiska w sprawie jakości i sposobu realizacji tłumaczenia na język migowy w utworach audiowizualnych. Przedstawienie nadawcom jasnych wytycznych w znaczący sposób mogłoby wpłynąć na poprawę jakości tego tłumaczenia, a przez to zapewnić praktyczną realizację prawa do informacji osób z niepełnosprawnością słuchu.

RPO dziękuje zwłaszcza za wskazanie nadawcom w tych wytycznych, że napisy dla niesłyszących nie stanowią alternatywnego rozwiązania wobec tłumaczenia na język migowy (dla części osób niesłyszących to Polski Język Migowy a nie język polski jest podstawowym narzędziem komunikacji. A są to różne języki). Należy jednak wprost podkreślić, że napisy i tłumaczenie na PJM są kierowane do różnych grup odbiorców.

W rekomendacjach dotyczących tłumaczenia na polski język migowy wskazano, że w każdym tłumaczonym utworze audiowizualnym, niezależnie od techniki przekazu, należy zapewnić wyraźną widoczność gestów, mimiki i zakresu ruchu tłumacza. Jednak zaproponowana wielkość tłumacza (1/12 ekranu o proporcjach 16:9) nie odpowiada oczekiwaniom osób głuchych. Wprowadzony wyjątek – 1/8 ekranu - tam, gdzie tłumaczenie w mniejszym stopniu wpływa na odbiór audycji przez pozostałych widzów oraz w audycjach dla dzieci, jest nieprecyzyjny. Osoby głuche w skargach do RPO wyraźnie wskazują, że tłumacz PJM powinien zajmować co najmniej 1/8 ekranu niezależnie od typu programu. W innym przypadku część z nich nie będzie mogła zapoznać się z przekazywanym komunikatem. W audycjach informacyjnych tłumacz nie może być zasłonięty przez paski informacyjne i inne elementy graficzne (mimo, że w sprzedaży są już telewizory z funkcją focus lub zoom, które umożliwiają powiększanie wielkości tłumacza języka migowego, to nie jest to usługa powszechnie dostępna).

Autorzy wytycznych wskazują też, że podczas przemówień i konferencji prasowych tłumacz języka migowego stał obok osoby przemawiającej. Zasada ta jest jak najbardziej godna poparcia. Nie zostały jednak uwzględnione okoliczności nadzwyczajne, gdy np. z uwagi na zagrożenie epidemiczne należy zachować odpowiedni dystans pomiędzy kolejnymi osobami. Warto przypomnieć, że po wprowadzeniu nadal obowiązujących obostrzeń związanych z odstępem pomiędzy kolejnymi osobami, tłumacz został wycofany z konferencji prasowych. Z tego względu należałoby zapisać, że w takich przypadkach zaleca się zamieszczenie tłumacza zajmującego odpowiednią część ekranu, taką jakby stał obok osoby przemawiającej.

RPO podkreśla konieczność kompleksowego określenia obowiązków nadawców w zakresie dostępności audiowizualnych usług medialnych w sytuacjach nadzwyczajnych. Muszą być one podawane do wiadomości publicznej za pomocą audiowizualnych usług medialnych były przekazywane w sposób dostępny dla osób z niepełnosprawnościami.

XI.812.10.2020

Bronię prawa obywateli do informacji - oświadczenie RPO dotyczące nowego podatku od reklam

Data: 2021-02-10

Rzecznik Praw Obywatelskich z najwyższym zaniepokojeniem przyjmuje ogłoszoną przez rząd inicjatywę, której celem jest wprowadzenie nowego podatku od przychodów uzyskiwanych przez media z reklamy. Może to wpłynąć w sposób istotny na ograniczenie wolności mediów i wolności słowa, a tym samym ograniczenie prawa obywateli do informacji. Rzecznik w pełni solidaryzuje się z akcją protestacyjną „Media bez wyboru”, w której uczestniczy wielu wydawców i dziennikarzy.

Opublikowany na rządowych stronach internetowych projekt zakłada, że podmiotami zobligowanymi do uiszczania nowej daniny publicznej („składki z tytułu reklamy konwencjonalnej i internetowej”) będą m.in. nadawcy programów radiowych i telewizyjnych oraz wydawcy prasy. Projektodawca przewiduje wejście w życie nowych regulacji jeszcze w tym roku (1 lipca) i obowiązek uiszczenia nowej daniny od przychodów osiągniętych w drugiej połowie roku.

Deklarowanym celem projektodawcy jest zniwelowanie negatywnych skutków trwającej pandemii, które – jego zdaniem – obejmują „rozwarstwienie poziomu kompetencji cyfrowych,  coraz większe trudności z oceną rzetelności pojawiających się  w mediach informacji, a także utratę poczucia wspólnoty i więzi z tradycją oraz ograniczony dostęp do dóbr kultury i pomników wspólnego dziedzictwa”, wynikające z „coraz szybszego transferu wielu aktywności społecznych do przestrzeni online”.

Jakkolwiek ustawodawca dysponuje znaczącą swobodą w zakresie wprowadzania i określania wysokości danin publicznych, to nie jest to swoboda absolutna, na co wielokrotnie zwracał uwagę Trybunał Konstytucyjny w swoich orzeczeniach. Ograniczeniem są przede wszystkim zasady państwa prawnego. Wykonanie obowiązku daninowego nie może też prowadzić do naruszenia istoty konstytucyjnych wolności i praw. W tym wypadku: konstytucyjnie gwarantowanych wolności mediów (art. 14 Konstytucji RP) oraz wolności słowa (art. 54 Konstytucji RP).

Opublikowane wraz z samym projektem uzasadnienie milczy zarówno na temat podstaw ustalenia wspomnianych wyżej negatywnych skutków pandemii, jak również przewidywanych skutków przyjęcia ustawy dla rynku medialnego. W przestrzeni publicznej pojawiają się natomiast informacje i analizy, że skutkiem wprowadzenia w życie rządowej inicjatywy mogą być liczne bankructwa rodzimych mediów i ograniczenie niezależności dziennikarzy, a nawet ich grupowe zwolnienia. Szczególny niepokój  musi budzić objęcie podatkiem lokalnych mediów, które już obecnie często balansują na granicy wypłacalności w związku z mniejszym dostępem do usług reklamowych. Ponadto istnieje też duże prawdopodobieństwo przeniesienie większości kosztów nowej opłaty na widzów, słuchaczy i czytelników, a tym samym stworzenie kolejnej przeszkody w dostępie do niezależnej i rzetelnej informacji – bariery finansowej.

Wielu zwolenników nowego podatku wskazuje na to, że podobne rozwiązania funkcjonują w innych krajach. Takie porównania, bez wskazania na całokształt uwarunkowań ekonomicznych i politycznych działania rynku medialnego w danym kraju, nie mają większego sensu i mogą wprowadzać w błąd, proponując nierealny, „patchworkowy” system prawny i podatkowy. Należy natomiast wskazać, że na forum OECD oraz Unii Europejskiej trwają zaawansowane prace nad tzw. „podatkiem cyfrowym”. Wprowadzanie podobnego, równoległego rozwiązania na szczeblu krajowym może więc znacząco pogorszyć konkurencyjność polskich mediów.

W związku z zaistniałą sytuacją, Rzecznik Praw Obywatelskich w pełni solidaryzuje się z akcją protestacyjną „Media bez wyboru”, w której uczestniczą wydawcy i dziennikarze, ale też przedstawiciele wielu innych środowisk.

Wolne, niezależne media są niezbędnym elementem demokracji, służą prawdzie i rzetelności informacji. Bez nich nie można skutecznie ochraniać obywatelskich praw i wolności w konfrontacji z władzą. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca się do wszystkich uczestników życia publicznego, aby angażowali się w obronę prawa obywateli do informacji i nie godzili się na jego ograniczanie z jakiekolwiek przyczyny, a zwłaszcza w tak podejrzanie zafałszowanej postaci, jak zaproponowany przez rząd podatek od reklam.

Dziennikarka przesłuchana w sprawie rzekomej ”obrazy narodu”. Interwencja Rzecznika

Data: 2021-02-09
  • Redaktorka portalu Jewish.pl została przesłuchana przez policję w sprawie o rzekome przestępstwo „obrazy narodu polskiego” wypowiedzią nt. współudziału Polaków w Holokauście
  • Rzecznik Praw Obywatelskich, który monitoruje wszelkie ograniczenia konstytucyjnej wolności słowa, prosi prokuratora o informacje o tym postępowaniu

"Czy doczekamy dnia, w którym polska władza również przyzna, że niechęć do Żydów była wśród Polaków nagminna, a polski współudział w Zagładzie jest faktem historycznym?” – napisała pani Katarzyna z portalu Jewish.pl, która pracuje nad doktoratem z historii w Instytucie Historii PAN.

Jak podały media, została ona niedawno przesłuchana jako świadek przez policję w Sokołowie Podlaskim w związku z domniemanym naruszeniem art. 133 Kodeksu karnego w publikacji zamieszczonej w "Krytyce Politycznej".

Rzecznik prosi Prokuratora Rejonowego Warszawa-Ochota o  o przedstawienie informacji o stanie prowadzonego w tej sprawie postępowania.

VII.564.20.2021

Nastolatek z Opola przed sądem rodzinnym za użycie megafonu podczas demonstracji. Interwencja prawna RPO. EDIT: sąd odmówił wszczęcia sprawy

Data: 2021-03-05, 2021-02-04
  • Sąd rodzinny w ogóle nie powinien badać sprawy nastolatka z Opola za użycie megafonu podczas demonstracji Młodzieżowego Strajku Klimatycznego
  • Policja wniosła ją, powołując się na przepis zabraniający "używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast”
  • Tymczasem przepisu tego nie stosuje się m.in. do legalnych zgromadzeń
  • A udział osoby nieletniej w zgromadzeniu publicznym nie może być uznany za przejaw demoralizacji
  • AKTUALIZACJA 5 marca 2021 sąd odmówił wszczęcia postępowania w tej sprawie

Rzecznik Praw Obywatelskich, który przyłączył się do tego postępowania sądowego, wniósł o odmowę jego wszczęcia (jeśli to jeszcze nie nastąpiło) lub jego umorzenie

W ostatnich miesiącach RPO obserwuje działania policji w związku z licznymi protestami społecznymi. Sygnalizuje też wątpliwości natury konstytucyjnej dotyczące wprowadzanych w związku z pandemią ograniczeń dla wolności zgromadzeń.

Nieletni mają prawo do zgromadzeń i wolności słowa

Sprawa osoby nieletniej, czynnie zaangażowanej w sprawy społeczne i publiczne, ma istotnie znaczenie z punktu widzenia podstawowych praw i wolności. Będzie też miała wpływ na kształtowanie się społeczeństwa obywatelskiego.

Osoby niepełnoletnie mają w Polsce prawo do demonstrowania poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym. Zapewnia im to art. 54 ust. 1 Konstytucji (wolność słowa) oraz jej art. 57  (prawo do udziału w zgromadzeniach publicznych). Konstytucja nie wyłącza tu osób niepełnoletnich. Podobne gwarancje zawiera Konwencja o Prawach Dziecka, która przyznaje każdemu dziecku prawo do swobodnej wypowiedzi i gwarantuje wolność pokojowych zgromadzeń.

Zaangażowanie osób młodych w życie publiczne i społeczne oraz zabieranie przez nich głosu w istotnych dla państwa sprawach należy ocenić jako zjawisko bardzo pozytywne. Represjonowanie takich zachowań może wywołać efekt mrożący i zniechęcić młodych ludzi do angażowania się w życie publiczne - ze szkodą dla społeczeństwa i państwa.

Traktowanie przez policję udziału osoby nieletniej w zgromadzeniu publicznym, stanowiące przejaw realizacji konstytucyjnych praw i wolności, jako przejawu demoralizacji, jest w demokratycznym państwie prawa niemożliwe do zaakceptowania.

Także w stanie epidemii zgromadzenia są legalne

Ma to szczególne znaczenie w kontekście oceny prawnej zgromadzeń publicznych odbywanych w czasie stanu epidemii. Policja uznaje je za nielegalne. Z tego właśnie powodu w odniesieniu do demonstrantów, takich jak nastolatek, podejmowane są działania sankcyjne.

Rzecznik stoi na stanowisku, że wprowadzone przepisami rządowych rozporządzeń zakazy i ograniczenia wolności pokojowych zgromadzeń publicznych są niekonstytucyjne. Z art. 57 Konstytucji wynika bowiem w sposób jednoznaczny, że ograniczenia wolności zgromadzeń może określać wyłącznie ustawa.

Opinię Rzecznika w przedmiocie niekonstytucyjności ograniczeń konstytucyjnej wolności zgromadzeń publicznych w drodze rozporządzeń wykonawczych podzieliły już wielokrotnie sądy.

Policja zastosowała niewłaściwy przepis 

Wobec nastolatka policja zastosowała  art. 156 Prawa ochrony środowiska, którego celem jest ochrona przed szkodliwym oddziaływaniem hałasu na otoczenie.

Głosi on: „1. Zabrania się używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe. 2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się do okazjonalnych uroczystości oraz uroczystości i imprez związanych z kultem religijnym, imprez sportowych, handlowych, rozrywkowych i innych legalnych zgromadzeń, a także podawania do publicznej wiadomości informacji i komunikatów służących bezpieczeństwu publicznemu”.  Kto narusza ten zakaz, podlega karze grzywny.

Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy. Wykazanie społecznej szkodliwości zachowania realizującego nie tylko indywidualne prawo czy wolność, lecz przyczyniającego się do realizacji interesu publicznego – zamanifestowanie poglądów społecznych na sprawę o znaczeniu publicznym – w tej sprawie nie jest możliwe.

Ustawodawca w sposób jednoznaczny i nie budzący wątpliwości wskazał, że ust. 1 art. 156 nie stosuje się do okazjonalnych uroczystości oraz uroczystości i imprez związanych z kultem religijnym, imprez sportowych, handlowych, rozrywkowych i innych legalnych zgromadzeń. A zgromadzenia publiczne nie zostały w sposób skuteczny prawnie zakazane.

Nie było wykroczenia

Niewątpliwe jest zatem, że nastolatek nie dopuścił się zakazanego prawem zachowania, a tym samym nie popełnił zarzucanego mu wykroczenia.

Jego zachowanie polegało na wygłoszeniu oświadczenia przez megafon i było ograniczone w czasie. Trudno zatem uznać, że doprowadziło to do istotnego zakłócenia spokoju.

A wyższy poziom hałasu spowodowany publiczną demonstracją jest elementem wolności zgromadzeń publicznych i nie uzasadnia jej ograniczania -  jeśli nie przekracza rozsądnej miary.

Nie bez znaczenia dla oceny całej sytuacji powinien być również pokojowy charakter demonstracji i jej bezpośrednie powiązanie z odbywającym się wówczas szczytem Rady Europejskiej.

Używanie urządzeń umożliwiających porozumiewanie się uczestników zgromadzenia i manifestowanie poglądów wpisuje się w istotę bezpośrednio w realizację wolności zgromadzeń. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, interpretującym art. 11 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, w społeczeństwie demokratycznym prawo do swobodnego pokojowego zgromadzania się jest prawem podstawowym.

Wcześniejsze działania RPO

Wcześniej RPO o wyjaśnienia w tej sprawie prosił komendanta opolskiej policji. Podkreślał, że w takich sytuacjach należy udzielać pouczenia. Lepiej przysłużyłoby się to zaufaniu młodych do organów państwa, w tym policji.

Wśród wątpliwości Rzecznika był m.in. także argument  co do wybiórczości policji w stosowaniu art. 156 Prawa ochrony środowiska. - Nie stał się on podstawą do podjęcia działań przez policję chociażby wobec aktywistów, którzy przy pomocy samochodu wyposażonego w nagłośnienie upowszechniali treści zniesławiające osoby nieheteronormatywne – wskazywał Rzecznik.

VII.564.7.2021

Nauczycielka ma "dyscyplinarkę" w sprawie protestów. Rzecznik interweniuje w Kuratorium Oświaty

Data: 2021-02-03
  • Nauczycielka języka polskiego i dyrektorka prywatnej szkoły podstawowej ma zarzuty dyscyplinarne narażania młodzieży na ryzyko w czasie pandemii oraz udziału w protestach, w których pojawiały się nieetyczne i wulgarne treści
  • I nauczyciele, i uczniowie mają prawo do demonstrowania swych poglądów, zwłaszcza w sprawach o ważnym znaczeniu społecznym - podkreśla RPO, który interweniuje w Kuratorium Oświaty

Na podstawie informacji mediów Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o działaniach rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli przy wojewodzie pomorskim wobec nauczycielki języka polskiego i dyrektorki prywatnej szkoły podstawowej.

Media podają, że została ona wezwana przez rzecznika dyscyplinarnego do złożenia wyjaśnień jako świadek w postępowaniu wyjaśniającym i dyscyplinarnym wobec nauczycieli.

Ma to związek z organizacją protestów ulicznych w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w październiku i listopadzie 2020 r. Nauczycielka otrzymała wcześniej pismo kuratorium z zarzutami narażania młodych osób na ryzyko w czasie pandemii oraz udziału w protestach, podczas których pojawiały się nieetyczne i wulgarne treści.

Nauczycielka odbiera działania kuratorium jako szykanowanie z powodu jej  poglądów oraz realizowania prawa do manifestacji swoich przekonań.

To kolejna sprawa podjęta przez RPO z urzędu, która dotyczy czynności kuratorów oświaty oraz rzeczników dyscyplinarnych w reakcji na udział nauczycieli w protestach.

Rzecznik podkreśla, że nauczyciele oraz uczniowie, tak jak wszyscy obywatele, mają prawo do demonstrowania swoich poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym. W tym zakresie korzystają z gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 ust. 1 Konstytucji), a także udziału w pokojowych zgromadzeniach publicznych (art. 57 Konstytucji).

Rzecznik od wielu miesięcy wskazuje, że wprowadzone przepisami rządowych rozporządzeń zakazy i ograniczenia wolności zgromadzeń publicznych są niekonstytucyjne.

Nie przesądzając na obecnym etapie o naruszeniu praw podstawowych, RPO prosi rzecznika dyscyplinarnego o informację o stanie oraz wynikach postępowania. Pyta też o działania rzecznika w innych sprawach dotyczących udziału nauczycieli w protestach w latach 2020-2021.

VII.564.18.2021

Jacek Kurski broni wpisu TVP Info, który przyrównał szturm na Kapitol do działań polskiej opozycji. Konsekwencji nie będzie

Data: 2021-01-28
  • „Zamieszki na Kapitolu. Część demonstrantów zaczęła zachowywać się na sali obrad jak polska opozycja" – taki wpis pojawił się 6 stycznia 2021 r.  na twitterze TVP Info
  • Zaniepokojony tym Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł, by TVP wyciągnęła sankcje służbowe wobec osób odpowiedzialnych
  • - Nie znajduję powodów do zaniepokojenia ani do sankcji służbowych, jak również do przeprosin - odpisał Jacek Kurski
  • Kontekst, atmosfera i techniki manipulacji zmierzające do wywołania szturmu na Sejm, okupowany przez posłów opozycji, miał doprowadzić do czegoś w rodzaju krwawego Majdanu w obronie oligarchii politycznej. Do swoistego ataku na Kapitol. Polski Kapitol – dodał prezes telewizji publicznej.

7 stycznia 2021 r. Adam Bodnar napisał do Jacka Kurskiego, prezesa Telewizji Polskiej S.A. o głębokim zaniepokojeniu tym wpisem. Agresywnego zachowania uzbrojonych osób nie można porównać do zachowań polskiej opozycji. Informacja ta, nawet jeśli uznać ją za opinię, nie jest rzetelna i adekwatna, wobec czego wprowadza w błąd obywateli.

Oznacza, że według nadawcy publicznego najważniejszą, wyselekcjonowaną do publikacji, informacją w tym zakresie jest niezrozumiałe dla odbiorcy utożsamienie polskiej opozycji parlamentarnej z agresywnymi zamieszkami i użyciem broni.

Takie działania prowadzą do wywoływania wysoce negatywnych emocji wobec parlamentarzystów, a w efekcie prowadzić mogą do agresji wobec nich oraz ich sympatyków. Tragicznym przykładem, który potwierdza, że negatywny przekaz medialny może eskalować i prowadzić do drastycznych konsekwencji, jest zamach na Prezydenta Pawła Adamowicza.

RPO przypomniał, że jakiekolwiek uwagi pod adresem TVP S.A. w tamtej sytuacji spotkały się z – finansowaną ze środków publicznych – bezprecedensową próbą zamknięcia ust krytykom poprzez skierowanie powództw cywilnych do sądu bądź aktów oskarżenia.

Pamiętając o strategii działania TVP, RPO wystąpił do prezesa TVP w poczuciu odpowiedzialności za dobro wspólne, jakim jest Rzeczpospolita Polska.

- Uznając, że podobne publikacje nie powinny znajdować się w przestrzeni debaty publicznej kreowanej przez nadawcę publicznego, stwierdzam naruszenie praw w działalności TVP S.A. – napisał Adam Bodnar.

 W związku z tym, na podstawie art. 15 ust. 1 ustawy o RPO, wniósł o opublikowanie przez TVP wyjaśnień i przeprosin oraz o wyciągnięcie sankcji służbowych wobec osób odpowiedzialnych za dokonanie inkryminowanej publikacji.

Ponadto RPO wniósł do KRRiT o zbadanie sprawy i zastosowanie środków przewidzianych prawem w odniesieniu do spółki, która swoim działaniem narusza zadania i obowiązki nadawcy publicznego.

Odpowiedź Jacka Kurskiego

- Świadom służebnej roli mediów publicznych wobec społeczeństwa, jestem wdzięczny za każdą reakcję z Pańskiej strony, która przyczynia się do doskonalenia działalności Telewizji Polskiej S.A. w zakresie dostarczania informacji, jak również - rozwoju edukacji obywatelskiej – odpisał prezes TVP.

W swoim wystąpieniu dotknął Pan istoty medialnego przekazu, wskazując na jego najbardziej pożądane cechy: wiarygodność, rzetelność, zgodność z faktami, pluralizm, ale też - co istotne - odpowiedzialność za przekaz. Jako nadawca publiczny jesteśmy otwarci na opinie na temat naszej działalności, nie podzielamy jednak opinii, które przypisują złe intencje naszym działaniom przy redagowaniu przekazów informacyjnych, jak również brak dobrej woli w dążeniu do prawdy, a w konsekwencji - niewłaściwe pełnienie misji nadawcy publicznego.

Fakty są bowiem takie, że pracownicy TVP S.A., nierzadko z narażeniem życia, pomimo gróźb i bezpośrednich ataków np. w marszach protestacyjnych, starają się realizować wiarygodne serwisy informacyjne, z udziałem wszystkich uczestników naszej sceny politycznej i ich sympatyków.

Przywołany przez Pana wpis na temat dramatycznych wydarzeń w USA, związanych z wyborami prezydenckimi, dla naszego społeczeństwa, a szczególnie dla osób parających się polityką i działalnością społeczną, powinien mieć zdecydowanie ostrzegawczy wydźwięk.

Nie wolno nam zapomnieć, że w czasach totalitaryzmu polskie społeczeństwo spoglądało na system demokratyczny Stanów Zjednoczonych, jak na wzór doskonałości w zakresie korzystania ze swobód obywatelskich. Historia jednak uczy, że tak systemy społeczne, jak i państwowe, tworzone przez człowieka, dalekie są od doskonałości. Ludzkość wciąż nie chce przyjąć do wiadomości, że życie na naszej planecie to, co najwyżej, zmierzanie ku doskonałości, i to ograniczone czasowo, a praktycznie jedynym gwarantem wieczności dla człowieka jest spójny system wiary chrześcijańskiej, która ukonstytuowała zresztą podstawy cywilizacji europejskiej.

Wspominam o tym, ponieważ Telewizja Polska S.A. zgodnie z art. 21 ustawy o radiofonii i telewizji zobligowana jest do respektowania chrześcijańskiego systemu wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki.

Wróćmy jednak do wydarzeń na Kapitolu, o których informował wpis TVP Info. Oto na naszych oczach, pomimo zagrożenia pandemią koronawirusa, w praworządnym państwie, będącym gwarantem swobód obywatelskich i demokracji, gdy dochodzi do walki o władzę do głosu dochodzą także najniższe ludzkie instynkty, a narastająca agresja, szczególnie w tłumie, może pociągnąć za sobą już tylko tragiczne, nierzadko śmiertelne skutki.

Dlatego też, z całą odpowiedzialnością pragnę zapewnić Pana, że istotą misji telewizji publicznej, którą kieruję, jest pluralistyczny, wieloaspektowy przekaz informacji, całkowicie zgodny z faktami, sprzyjający krystalizowaniu się systemu wartości u odbiorców, które sprzyjają budowaniu trwałych, przyjaznych relacji międzyludzkich i społecznych oraz rozwojowi naszej kultury i państwowości.

Tym też podyktowane są nasze apele o przestrzeganie cywilizacyjnych norm zachowań w świecie polityki i o odpowiedzialność za życie i zdrowie, tak fizyczne, jak i psychiczne, drugiego człowieka.

W tym kontekście nie chodzi bowiem, Panie Rzeczniku, o kwestie wizerunkowe poszczególnych partii, będące tak w opozycji, jak i u steru władzy, ale o pryncypia w dziele sprawowania władzy w naszej Ojczyźnie, które mogą nam wszystkim zagwarantować poczucie bezpieczeństwa.

W tym kontekście, nie znajduję powodów do zaniepokojenia, wyrażonego w Pańskim piśmie, w związku z wpisem TVP Info na Twitterze w brzmieniu: „Zamieszki na Kapitolu. Część demonstrantów zaczęła zachowywać się na sali obrad jak polska opozycja".

Takie bowiem analogie i skojarzenia, będące w istocie przestrogą, wymagają dużej odwagi i dalekowzroczności, szczególnie gdy nie tracimy z oczu dobra przyszłych pokoleń, którym nierzadko obca jest już wiedza o trudach budowania państwowości Polski w okresie międzywojennym, wieloletnim odbudowywaniu tożsamości narodowej po rozbiorach, czy też by odwołać się do współczesności - o naszych wysiłkach w okresie transformacji ustrojowej, stwarzających podwaliny dla obecnej demokracji i gwarancje swobód obywatelskich w naszym kraju.

I trzeba dużo złej woli, aby w argumentacji na rzecz swoich racji, stosować tak uproszczone twierdzenie, jak to, że głównie eskalacja przekazów medialnych była przyczyną zamachu na życie Prezydenta Pawła Adamowicza.

Tego rodzaju wydarzenia są niestety wypadkową naszego życia społecznego, politycznego, ale i - jednostkowego. A jeśli już szuka Pan takich analogii, to proszę odwołać się również do wydarzeń w naszym Sejmie w 2016 r., gdy przemocą próbowano uniemożliwić pracę posłom.

Przebieg zdarzeń miał wówczas tę samą logikę, co ostatnie, smutne i dramatyczne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych. Doszło wówczas do próby manipulowania tłumem i pobudzenia go do ataku na Sejm przez fałszywą informację o ofiarach śmiertelnych. Zabitego udawał pan Wojciech (nazwisko w pełnym brzmieniu – przyp. BRPO), mąż jednej z prominentnych dzisiaj przedstawicielek Koalicji Obywatelskiej. Efekty tak skrajnie nieodpowiedzialnego zachowania mogły być równie tragiczne, jak w USA, gdyby podekscytowany tłum ogarnęła panika lub agresja.

W ocenie wielu, również wyważonych, komentatorów kontekst, atmosfera psychopaniki moralnej, techniki manipulacji zmierzające do wywołania szturmu na Sejm okupowany przez posłów opozycji miał doprowadzić do czegoś w rodzaju krwawego Majdanu w obronie oligarchii politycznej. Do swoistego ataku na Kapitol. Polski Kapitol.

W tej sytuacji, przy całym szacunku dla przedłożonych przez Pana Rzecznika argumentów i racji, nie znajduję podstaw do zastosowania sankcji służbowych wobec pracowników odpowiedzialnych za wspomniany wpis, jak również - do opublikowania przez TVP S.A. przeprosin związanych z tą sprawą.

Nie było bowiem naszą intencją, za sprawą powyższego wpisu, wprowadzanie w przestrzeń debaty publicznej negatywnych emocji wobec kogokolwiek, a już z pewnością wobec naszych parlamentarzystów.

Pragnę jeszcze tylko dodać, że czuję się zaszczycony Pańskim wystąpieniem w duchu odpowiedzialności za dobro wspólne, jakim jest Rzeczpospolita Polska. Zapewniam, że nie jest mi obcy wymóg służebności wobec naszej Ojczyzny na zajmowanym stanowisku, podobnie, jak racjonalne wykorzystywanie w tym celu środków publicznych, o których również był Pan uprzejmy wspomnieć.

Ponieważ Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela, pragnę tylko nadmienić, że zapisy Konstytucji bardzo wysoko sytuują wolność prasy (art. 14) i wolność wyrażania swoich poglądów (art. 54) w naszym kraju, a „Ustawa o radiofonii i telewizji" w art. 13 gwarantuje nadawcy samodzielność i odpowiedzialność w zakresie kształtowania programu – głosi odpowiedź.

VII.564.1.2021

Kurator sądowa nachodzi 17-latkę za udział w proteście w Kielcach. Interwencja RPO

Data: 2021-01-22
  • Kuratorka sądowa weszła bez pukania i przedstawiania się do mieszkania, by 17-latkę z Kielc wypytywać o jej udział w protestach społecznych
  • Policja zawiadomiła bowiem sąd o jej możliwej "demoralizacji”
  • Rzecznik Praw Obywatelskich podjął tę sprawę. Interweniuje w sądzie i miejscowej policji
  • Wskazuje na możliwe naruszenie praw obywatelskich nastolatki i jej rodziny

Media podały, że kuratorka sądowa odwiedziła 16-latkę z Kielc w związku z jej udziałem w protestach w obronie praw kobiet w listopadzie 2020 r., gdy została wylegitymowana przez policję.

Dziewczyna została obudzona przez nieznajomą kobietę, która weszła do jej domu przez otwarte drzwi. Wypytywała ją o udział nastolatki w manifestacji i dane rodziców. Dopiero w trakcie rozmowy przedstawiła się jako społeczny kurator sądowy i pokazała legitymację. Miała działać na polecenie sądu rodzinnego w Kielcach. Następnego dnia przeprosiła za opisaną sytuację.

Wizyta była wynikiem przekazania przez policję do sądu rodzinnego informacji na temat możliwej demoralizacji.

Budził to niepokój RPO z uwagi na przebieg procedury i możliwe naruszenie praw obywatelskich nastolatki i jej rodziny.

Dlatego Rzecznik prosi Kuratora Okręgowego Sądu Okręgowego w Kielcach o wyjaśnienia i informację, jakie dalsze działania podjęto w tej sprawie.

Ponadto o wyjaśnienia poprosił Komendanta Miejskiego Policji w Kielcach. 

Zwrócił mu uwagę, że również osoby niepełnoletnie mają prawo do demonstrowania swoich poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym. Korzystają  z gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 ust. 1 Konstytucji) i udziału w pokojowych zgromadzeniach publicznych (art. 57 Konstytucji).

Podobne gwarancje zawiera Konwencja ONZ o Prawach Dziecka z 1989 r.  Gwarantuje ona dziecku prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach, które go dotyczą, prawo do swobodnej wypowiedzi  oraz wolność pokojowych zgromadzeń.

Zdaniem RPO zaangażowanie osób młodych w życie publiczne i społeczne oraz zabieranie przez nich głosu w istotnych dla państwa sprawach należy ocenić jako zjawisko bardzo pozytywne. Represjonowanie takich zachowań może wywołać efekt mrożący i zniechęcić młodych ludzi do angażowania się w życie publiczne ze szkodą dla społeczeństwa i państwa.

Dlatego traktowanie przez policję udziału osoby nieletniej w zgromadzeniu publicznym, stanowiące przejaw realizacji konstytucyjnych praw i wolności, jako przejawu demoralizacji jest trudne do zaakceptowania.

W indywidualnych przypadkach wnioski policji do sądu rodzinnego o zastosowanie środków przewidzianych w ustawie o postępowaniu w sprawach nieletnich  mogą być słusznie uznane przez nieletniego i jego rodzinę za krzywdzące. Mogą też  powodować  obniżenie, czy wręcz utratę zaufania do państwa, które zgodnie z art. 5 Konstytucji jest przecież przede wszystkim zobowiązane do poszanowania praw i wolności obywatelskich. A każdy funkcjonariusz ma obowiązek przestrzegać i chronić prawa człowieka, także gdy wykonuje polecenia służbowe swoich przełożonych.

Wydaje się zatem, że pouczenie ze strony funkcjonariusza (zdając sobie równocześnie sprawę z oczekiwań organów władzy publicznej wobec policji), byłoby w większości przypadków wystarczające, a w odniesieniu do osób nieletnich służyło zachowaniu zaufania do organów państwa, w tym policji – wskazuje RPO.  

VII.564.10.2021

RPO interweniuje ws prokuratorów oddelegowanych kilkaset kilometrów od domu i dzieci. Pyta prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę

Data: 2021-01-20
  • Prokuratorzy aktywni w stowarzyszeniu Lex Super Omnia (Prawo ponad Wszystko) dostali 18 stycznia półtora dnia na spakowanie się i przeprowadzkę o kilkaset kilometrów – na delegację do innych prokuratur.
  • Delegowanie prokuratora, czyli czasowe powierzenie mu czynności w innej jednostce organizacyjnej, jest prawnie dopuszczalne – stwierdza RPO.
  • Decyzja Prokuratora Generalnego nie może być jednak arbitralna, musi być podyktowana potrzebami kadrowymi danej jednostki, skorelowanymi ze szczególną koncentracją zadań oraz zgodna z kwalifikacjami danego prokuratora.

RPO prosi ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro o wyjaśnienia. Zwraca się również o kopie tych decyzji kadrowych wraz z uzasadnieniem.

W szczególności Adam Bodnar pyta:

  1. czy w toku podejmowania decyzji o delegacjach prokuratorów wzięto pod uwagę sytuację rodzinną danego prokuratora (z uwagi na art. 47 Konstytucji RP gwarantujący prawo do życia rodzinnego),
  2. czy w toku podejmowania decyzji o delegacjach prokuratorów wzięto pod uwagę szczególne kwestie zdrowotne związane z epidemią koronawirusa (z uwagi na art. 68 ust. 1 Konstytucji gwarantujący każdemu prawo do ochrony zdrowia),
  3. dlaczego udzielono delegacji właśnie tym, a nie innym prokuratorom (z uwagi na art. 32 ust. 1 gwarantujący każdemu równe traktowanie oraz art. 57 Konstytucji RP, statuujący wolność zrzeszania się).

Delegacja o kilkaset kilometrów

Prokurator Katarzynę Kwiatkowską, pracującą na co dzień w Prokuraturze Okręgowej Warszawa Praga, delegowano do Prokuratury w Golubiu Dobrzyniu – czyli ponad 180 km od stolicy.

Prokurator Jarosław Onyszczuk z Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów został delegowany do Prokuratury Rejonowej w Lidzbarku Warmińskim – 260 km od miejsca zamieszkania.

Prokurator Ewa Wrzosek z Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów została delegowana do Prokuratury Rejonowej w Śremie, miasta położonego 310 km od Warszawy.

Prokurator Katarzyna Szeska została delegowana z Warszawy do Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu – 324 km od miejsca zamieszkania.

Prokurator Daniel Drapała został delegowany z Wrocławia do Goleniowa – 411 km od miejsca zamieszkania.

Wydana została także kolejna delegacja dla prokuratora Mariusza Krasonia – do Prokuratury Rejonowej Kraków-Podgórze.

Powody delegowania

Rzecznik nie kwestionuje potrzeb kadrowych mniejszych jednostek prokuratury, Wątpliwość budzi jednak podjęcie tych decyzji nagle, bez umożliwienia prokuratorom przygotowania się do tych delegacji. A wymaga to przecież przeorganizowania ich dotychczasowego życia zawodowego i rodzinnego.

Należy mieć także na uwadze sytuacje epidemiologiczną panującą w kraju, która utrudnia podejmowanie podstawowych czynności, jak choćby poszukiwanie tymczasowego miejsca zamieszkania.

Stowarzyszenia zrzeszające prokuratorów wskazują, że delegacje te nie stanowiły reakcji na potrzeby kadrowe jednostek organizacyjnych, do której prokuratorzy zostali delegowani, lecz reakcję na działania prokuratorów w ramach stowarzyszenia Lex Super Omnia, w szczególności zaś reakcję na krytyczne wypowiedzi delegowanych prokuratorów.

Prawo polskie i międzynarodowe oraz wyroki trybunałów

Prokuratorzy, podobnie jak inni obywatele, mają prawo do swobody wypowiedzi. Gwarantuje im to art. 54 Konstytucji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Także z wytycznych Organizacji Narodów Zjednoczonych wynika, że prokuratorzy mają w szczególności prawo do uczestniczenia w publicznej dyskusji nad sprawami dotyczącymi prawa, wymiaru sprawiedliwości oraz promocji i ochrony praw człowieka oraz do przystępowania do lokalnych, krajowych lub międzynarodowych organizacji i uczestniczenia w ich spotkaniach, bez ponoszenia odpowiedzialności w związku z ich legalną działalnością.

W tym kontekście decyzje Prokuratora Generalnego wobec członków i kierownictwa Stowarzyszenia Lex Super Omnia, wyrażającego krytyczne oceny w stosunku do kierownictwa prokuratury, budzą tym większe wątpliwości i mogą być postrzegane jako retorsje za prowadzenie legalnej działalności w stowarzyszeniu.

W czerwcu 2019 r. Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. niezależności sędziów i prawników przedstawił Radzie Praw Człowieka ONZ sprawozdanie na temat wolności słowa, zrzeszania się i pokojowych zgromadzeń sędziów i prokuratorów. W swoim raporcie Diego Garcia-Sayan podkreślił, że wszelkie zarzuty lub skargi przeciwko sędziom lub prokuratorom związane z korzystaniem przez nich z podstawowych wolności powinny być wnoszone do niezależnego organu, takiego jak rada sądowa lub prokuratorska, lub do sądu.

Gwarancje wolności wypowiedzi w odniesieniu do osób pełniących funkcje w wymiarze sprawie sprawiedliwości wynikają także z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w tym w szczególności zawartych w wyroku Baka przeciwko Węgrom, a ostatnio w odniesieniu wprost do prokuratorów w wyroku w sprawie Kövesi przeciwko Rumunii.

Media zwracają uwagę, że instytucja delegacji została wykorzystana w celu zdyscyplinowania prokuratorów za podejmowanie działań mających na celu ochronę niezależności prokuratorów i prokuratury, wypowiadanie się krytycznie o zmianach do jakich doszło w ostatnich latach w prokuraturze, a także konkretne decyzje procesowe. W związku z tym, taka decyzja Prokuratora Generalnego może być postrzegana przede wszystkim jako chęć wywoływania efektu mrożącego wobec innych prokuratorów.

Odpowiedź prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego (aktualizacja z 7 kwietnia 2021 r.) 

Uprzejmie informuję, że decyzje o delegowaniu prokuratorów zostały podjęte w oparciu o przepis art. 106 § 2 ustawy z dnia 28 stycznia 2016 r. - Prawo o prokuraturze (Dz. U. z 2021 r. poz. 66). Przepis ten stanowi, że Prokurator Generalny lub Prokurator Krajowy może delegować prokuratora powszechnej jednostki organizacyjnej prokuratury do innej jednostki organizacyjnej prokuratury na okres do 6 miesięcy w ciągu roku bez zgody prokuratora. Decyzja o delegowaniu prokuratora należy do sfery władzy dyskrecjonalnej przełożonego służbowego i nie jest obwarowana jakimikolwiek warunkami oraz nie wymaga wskazania przyczyn jej podjęcia.

Takie ukształtowanie instytucji delegowania wynika z przyjętego modelu organizacji prokuratury, mającego na celu sprawne reagowanie na bieżące wyzwania, w kontekście konieczności skutecznego realizowania przez prokuraturę jej ustawowych zadań. Z uwagi na zasadniczą odmienność stosunku służbowego prokuratora względem stosunku pracy regulowanego przepisami kodeksu pracy, wyrażającą się w dyspozycyjności oraz podległości funkcjonariusza względem przełożonego, czynienie porównań i odniesień do tego ostatniego nie znajduje podstaw prawnych.

Decyzje o delegacji wobec wskazanych w piśmie prokuratorów uwzględniały wszystkie przewidziane prawem wymogi. Ich celem była konieczność zapewnienia niezakłóconego funkcjonowania jednostek organizacyjnych prokuratury, które zostały najbardziej dotknięte problemami kadrowymi, wynikającymi z trwającej pandemii wirusa SARS-COV-2.

O potrzebie podjęcia działań celem usprawnienia prowadzenia postępowań w najmniejszych i najbardziej obciążonych pracą jednostkach prokuratury w całej Polsce świadczą dane statystyczne. O ile średni miesięczny wpływ spraw ogółem na jednego prokuratora i asesora prokuratury w prokuraturach w skali kraju wynosi 27.04 sprawy, o tyle średni miesięczny wpływ nowych spraw przypadających na jednego prokuratora w jednostkach rejonowych, do których delegowano prokuratorów wymienionych w piśmie, był znacznie wyższy i wynosił od 60,5 sprawy do 34 spraw.

Odnosząc się do wniosku o przesłanie "kopii decyzji kadrowych w sprawie delegacji każdego z wymienionych prokuratorów wraz z uzasadnieniem", wskazuję, że powyższe żądanie nie ma podstaw zarówno w powołanym przepisie art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, jak i w pozostałych przepisach prawa i nie może być zrealizowane, albowiem decyzje te stanowią element akt osobowych prokuratora i podlegają udostępnieniu jedynie ściśle określonym organom władzy publicznej.

VII.519.1.2021

Udział nieletnich w demonstracjach nie jest demoralizacją. Interwencja w obronie nieletniego członka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Data: 2021-01-19
  • Prawo do demonstrowania poglądów dotyczy także nieletnich. Gwarantuje im to zarówno Konstytucja, jak i Konwencja o Prawach Dziecka
  • Represjonowanie takich zachowań może wywołać efekt mrożący i zniechęcić młodzież do zainteresowania sprawami publicznymi
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi o wyjaśnienia komendanta opolskiej policji

Rzecznik podjął interwencję w sprawie nastolatka, członka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, który podczas demonstracji używał megafonu. Upomniany przez policjantów, odłożył megafon. Mimo to policja zawiadomiła w sprawie sąd rodzinny.

Podczas pandemii, na podstawie wydawanych rozporządzeń rządowych, policja traktuje zgromadzenia jako nielegalne. RPO wskazywał wielokrotnie, że wprowadzone rozporządzeniami zakazy i ograniczenia wolności pokojowych zgromadzeń publicznych są niekonstytucyjne. Potwierdzają to także opinie sądów.

Podejście do zgromadzeń w pandemii jest szczególnie ważne z perspektywy udziału w nich osób nieletnich. Policja bowiem ocenia to wówczas jako przejaw demoralizacji i kieruje sprawy do sądów rodzinnych.

RPO przypomina, że osoby niepełnoletnie mają w Polsce prawo do demonstrowania swoich poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym. Zapewnia im to art. 54 ust. 1 Konstytucji (wolność słowa) oraz jej art. 57  (prawo do udziału w zgromadzeniach publicznych). Konstytucja nie wyłącza osób niepełnoletnich. Podobne gwarancje zawiera Konwencja o Prawach Dziecka, która przyznaje każdemu dziecku prawo do swobodnej wypowiedzi i gwarantuje wolność pokojowych zgromadzeń.

Traktowanie udziału młodzieży w demonstracjach jest zatem przejawem realizacji należnych im wolności i nie może być odczytywane jako przejaw  demoralizacji. Zdaniem RPO zaangażowanie osób młodych w życie publiczne i społeczne oraz zabieranie przez nich głosu w istotnych dla państwa sprawach należy ocenić bardzo pozytywnie. Represjonowanie takich zachowań może natomiast wywołać efekt mrożący i zniechęcić młodych ludzi do angażowania się w życie publiczne.

RPO zwraca także uwagę, że każdy policjant składając ślubowanie zobowiązał się „chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny”. Ustawa o policji wskazuje zaś, że każdy funkcjonariusz ma obowiązek przestrzegać i chronić prawa człowieka, także gdy wykonuje polecenia służbowe swoich przełożonych. Zdaniem RPO należy rozważyć w takich sytuacjach udzielenie pouczenia, co lepiej przysłużyłoby się zaufaniu młodych do organów państwa, w tym policji.

VII.564.7.2021

Rozwiązanie współpracy z radczynią I Prezes SN. Rzecznik pyta o sprawę

Data: 2021-01-13
  • Dr hab. Małgorzata Wrzołek-Romańczuk opublikowała artykuł naukowy o statusie sędziów powołanych z pomocą obecnej Krajowej Rady Sądownictwa
  • Miało to być przyczyną rozwiązania współpracy z nią przez Sąd Najwyższy
  • Nie da się tego pogodzić z konstytucyjnymi zasadami - wolności prowadzenia badań naukowych i wolności słowa
  • Analiza badawcza i naukowa przepisów nie jest zaś tożsama ani z krytyką pracodawcy, ani z personalnymi atakami na sędziów

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę rozwiązania współpracy z dr hab. Małgorzatą Wrzołek-Romańczuk, która pracowała jako radczyni prawna w sekretariacie Pierwszego Prezesa SN.

Jak wskazują doniesienia medialne, została ona przymuszona do odejścia z pracy przez I Prezes SN Małgorzatę Manowską po artykule naukowym o statusie sędziów powołanych z pomocą obecnej KRS.

RPO zgadza się ze stanowiskiem kolegium redakcyjnego czasopisma naukowego „Palestra”, że wyciąganie podobnych konsekwencji o charakterze służbowym czy dyscyplinarnym wobec autorów publikacji stanowi naruszenie prawa i nie daje się pogodzić z wynikającą z Konstytucji RP wolnością prowadzenia badań naukowych (art. 73) i wolnością słowa (art. 54).

Decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane wyłącznie na podstawie przejrzystych zasad. Konieczne jest również każdorazowe podanie uzasadnienia rozwiązania współpracy z danym pracownikiem.

Odnosząc się do oświadczenia rzecznika prasowego Sądu Najwyższego w tej sprawie, RPO podkreśla, że analiza badawcza
i naukowa obowiązujących rozwiązań prawnych nie jest tożsama ani z krytyką pracodawcy, ani z personalnymi atakami na sędziów. Dlatego też nie powinna być postrzegana w ten sposób.

Rzecznik prosi I Prezes SN o poinformowanie o przyczynach decyzji kadrowych dotyczących dr hab. Małgorzaty Wrzołek-Romańczuk.

VII.564.5.2021

Mandat za kartkę na biurze posłanki Lichockiej? Wyjaśnienia RPO dla policji w Sieradzu

Data: 2021-01-11
  • Członkini Strajku Kobiet w Sieradzu dostała 400 zł mandatu za naklejenie kartki „Zaginęły prawa człowieka. Znalazcę prosimy o kontakt” na drzwi biura posłanki Joanny Lichockiej. Policja uznała to za wykroczenie polegające na wieszaniu ogłoszeń bez zgody.
  • Kobieta mandatu nie przyjęła – wedle obecnie obowiązujących przepisów sprawę więc może rozstrzygnąć sąd (o ile policja ją tam skierowała i odpowiednio uargumentowała).
  • RPO zwraca uwagę, że kartka na drzwiach biura poselskiego nie była ogłoszeniem, ale ekspresją artystyczną lub polityczną podlegająca szczególnej ochronie. Tłumaczy komendantowi policji w Sieradzu insp. Cezaremu Adamczykowi, że nadgorliwość policji może naruszać Konstytucję, a policjanci źle interpretują Kodeks wykroczeń.

Zdaniem Rzecznika policjanci, wystawiając mandat, wykazali się nadmierną, nieproporcjonalną ingerencją w swobodę wypowiedzi obywateli, a tym samym prowadzić mogą do naruszenia art. 54 Konstytucji. Takie formy wypowiedzi jak wypowiedź artystyczna lub polityczna podlegają szczególnej ochronie w związku z ich wpływem na jakość demokracji. Natomiast posłanka Joanna Lichocka, będąc osobą pełniącą funkcję publiczną, musi godzić się z szerszą krytyką ze strony społeczeństwa.

Przedstawiwszy te wyjaśnienia, RPO prosi komendanta o informację, jaki jest obecnie status tej sprawy.

VII.564.6.2021

Ukarana za przeskoczenie barierek podczas "miesięcznicy smoleńskiej". Kasacja RPO

Data: 2021-01-11
  • Podczas jednej z "miesięcznic smoleńskich” obywatelka przeskoczyła przez barierkę oddzielającą kontrmanifestantów
  • Sąd uznał to za wykroczenie "usiłowania przeszkadzania zgromadzeniu” i ukarał ją grzywną
  • Uczynił to w trybie nakazowym, czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionej - co jest możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jak sam pobyt obwinionej po drugiej stronie barierek miałby przeszkadzać zgromadzeniu
  • Nie jest też jasne, czy barierki stawiano zgodnie z prawem oraz czy w ogóle ich przekraczanie było zabronione

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść tej obywatelki, a także dwóch innych osób, ukaranych w trybie nakazowym za przeszkadzanie legalnemu zgromadzeniu.

RPO ocenia, że sąd popełnił rażący błąd, wynikający z orzekania w trybie nakazowym. Gdyby wysłuchał był obwinionych i policjantów oraz obejrzał policyjne nagranie, być może wyrok byłby inny.

Kasacja kwestionuje, aby samo przebywanie po określonej stronie barierki można było uznać za wykroczenie -zwłaszcza właśnie w trybie nakazowym.

Historia sprawy

10 sierpnia 2017 r. wieczorem grupa obywateli manifestowała w Warszawie podczas cyklicznego zgromadzenia publicznego w hołdzie ofiarom katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z kobiet przeskoczyła przez barierki wygradzające całe Krakowskie Przedmieście. Trzymając się barierki, odmówiła wykonania polecenia policjanta, by wróciła za odgrodzony teren. Dwóch innych uczestników kontrmanifestacji wznosiło zaś okrzyki pod adresem cyklicznego zgromadzenia.

Te trzy osoby zostały obwinione przez policję o wykroczenie. Podstawą był art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

W styczniu 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał ich za winnych zarzucanego wykroczenia. Wymierzył im grzywny po 50 zł. Wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

Wyrokowi temu RPO zarzucił rażące naruszenie przepisów, które miało istotny wpływ na jego treść. Polegało to na przyjęciu przez sąd, że i okoliczności czynów, i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. Doprowadziło to do wyroku nakazowego, podczas gdy były istotne wątpliwości w świetle dowodów dołączonych do wniosków o ukaranie. Zgodnie z prawem powinno to spowodować skierowanie przez sąd sprawy do rozpoznania na rozprawie w normalnym trybie, z udziałem obwinionych.

Rzecznik wniósł by SN uchylił zaskarżony wyrok, a postępowanie umorzył wobec przedawnienia karalności (co następuje po trzech latach od wykroczenia).

W wątku kobiety jedynym w zasadzie dowodem są zeznania policjanta. Nie wynika z nich jednak, w jaki sposób przebywanie obwinionej po tej czy innej stronie barierki miało przeszkadzać w przebiegu zgromadzenia.

Z dowodów wskazanych we wniosku policji o ukaranie nie wynika również, w jakim celu obwiniona przeskoczyła przez barierkę. A wobec nieprzyznania się jej do winy i odmowy składania wyjaśnień nie można zakładać, że chciała ona  zakłócać zgromadzenie.

Ponadto nie jest także jasne, czy  barierki postawiono zgodnie z prawem i czy w ogóle ich przekraczanie było prawnie zabronione.

W ocenie Rzecznika, rażące jest zatem przyjęcie przez sąd, że samo przebywanie przez obwinioną po określonej stronie barierki, może być uznane za wykroczenie i to w trybie nakazowym, czyli bez jakichkolwiek wątpliwości.

Pozostałych dwóch obwinionych uznano za winnych usiłowania zakłócenia zgromadzenia poprzez wznoszenie głośnych okrzyków. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wskazał, że brali udział w legalnym zgromadzeniu o charakterze cyklicznym oraz że krzyczał w stronę prezesa PiS.

Nie zbadano zatem, czy korzystali oni z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji) - a celem nie było zakłócanie innego zgromadzenia. Wolność zgromadzeń obejmuje bowiem także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Jedynym w zasadzie dowodem, mającym potwierdzać ich czyn, było zeznanie funkcjonariusza, który ich  legitymował.

Do wniosku o ukaranie dołączono protokół z przesłuchania uczestnika „miesięcznicy smoleńskiej”. Z jego zeznań wynika ważna okoliczność, zignorowana przez sąd: czy ewentualne okrzyki obu obwinionych rzeczywiście mogły zagłuszać przebieg obchodów. Według świadka kontrmanifestanci mieli sprzęt nagłośniający, ale został on wyciszony przez policję.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi, który ograniczył się do trybu nakazowego.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności sprawy. A to mogło zaś doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji RPO.

II.510.661.2020

RPO do TK ws wybiórczego publikowania stanowisk na stronie Trybunału (ponownie)

Data: 2021-01-08
  • RPO po raz kolejny zwraca uwagę na niepokojącą praktykę polegającą na selektywnym publikowaniu stanowisk uczestników postępowań toczących się w Trybunale Konstytucyjnym.
  • RPO pisze w tej sprawie do Anny Zołotar-Wiśniewskiej, dyrektorki Biura Służby Prawnej Trybunału Konstytucyjnego. Wyjaśnia jej, w jaki sposób niepublikowanie stanowisk w sprawach przed TK narusza prawa obywateli i Konstytucję.

Informacje te oraz treści stanowisk są zamieszczane w niektórych przypadkach w sposób arbitralny, zarówno w Biuletynie Informacji Publicznej, jak i na Internetowym Portalu Orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, co trudno racjonalnie wytłumaczyć. Nieopublikowane stanowiska uczestników postępowania przed TK najczęściej dotyczą tymczasem postępowań kluczowych dla praw obywateli i szeroko rozumianej opinii publicznej.

Przypomina, że zgodnie z ustawą z 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (art. 73)  akta sprawy rozpoznawanej przed Trybunałem są jawne. Fizyczne ich udostępnianie w trakcie pandemii jest coraz trudniejsze – tak dla uczestników postępowań przed TK jak i dla samych pracowników Trybunału. Do tego za kopie akt, których nie ma na stronie, obywatele muszą płacić.

Zagadnienie publikacji stanowisk w Biuletynie Informacji Publicznej Trybunału Konstytucyjnego ma bezpośredni wpływ na poszanowanie szeregu praw i wolności zagwarantowanych obywatelom w Konstytucji. Art. 54 Konstytucji stanowi, że każdemu zapewnia się wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Z kolei art. 61 Konstytucji gwarantuje dostęp do informacji publicznej: obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Pojęcie władzy „publicznej” w rozumieniu konstytucyjnym obejmuje wszystkie władze publiczne – władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą – w tym także Trybunał Konstytucyjny. Istnienie szczególnej regulacji dotyczącej form udostępniania akt przez Trybunał nie wyłącza konstytucyjnego prawa do informacji. Forma taka nie może prowadzić do ograniczenia praw obywateli w sposób niezgodny z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Konstytucja RP, gwarantując obywatelom prawo do uzyskiwania informacji publicznej obejmuje nim dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów (art. 61 ust. 2). Podstawą dla objęcia zakresem prawa do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne, a do takich organów z pewnością należy zaliczyć sądy i trybunały oraz osoby wchodzące w ich skład,  stanowisk wydawanych przez organy publiczne w ramach postępowań toczących się przed Trybunałem Konstytucyjnym jest przede wszystkim wykonywanie przez Trybunał Konstytucyjny władzy sądowniczej, a tym samym bezpośrednie stosowanie do jego prac art. 61 Konstytucji RP, który dotyczy bez wątpienia wszystkich organów władzy publicznej.

Odpowiedź z TK (aktualizacja 15 stycznia 2021 r.)

Opowiadając na pismo z 8 stycznia 2021 r., informuję, że Pana zarzut o selektywnym publikowaniu stanowisk uczestników postępowania przez Trybunał Konstytucyjny na stronie internetowej www.trybunal.gov.pl nie znajduje żadnego uzasadnienia. 

Dostęp do akt Trybunału Konstytucyjnego odbywa się w przewidzianych przez ustawę formach i na zasadach w niej określonych. Wybór formy udostępnienia dokumentów należy do kompetencij TK, wyłączonej ze sfery właściwości Rzecznika Praw Obywatelskich na mocy art. 14 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 roku o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2020 r., poz 627).

Zasadą przyjętą w Trybunale Konstytucyjnym jest zamieszczanie treści stanowisk uczestników postępowania na stronie TK.

W tym zakresie dostęp do akt postępowania Trybunału Konstytucyjnego pozytywnie wyróżnia Polskę na tle standardu europejskiego, o czym można przekonać się, analizując strony internetowe różnych sądów konstytucyjnych - przekazał kierownik sekretariatu Biura Służby Prawnej Trybunału Konstytucyjnego dr Bartosz Skwara 

VII.511.46.2020

Jak można porównać uzbrojonych demonstrantów na amerykańskim Kapitolu do polskiej opozycji? RPO do KRRiT i TVP ws twitów TVP.Info

Data: 2021-01-07
  • TVP.Info na Twitterze porównała uzbrojonych zwolenników prezydenta USA Donalda Trumpa, którzy wdarli się 6 stycznia 2021 r. do budynku Kongresu USA, do polskiej opozycji (06.01.2021r., godz. 22:11, dostęp: https://twitter.com/tvp_info/status/1346927489902211073).
  • To porównanie budzi głębokie zaniepokojenie Rzecznika.
  • RPO interweniuje w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji i u prezesa TVP Kurskiego przypominając, że takie niefrasobliwe używanie mediów społecznościowych może się skończyć tragiedią.

- Agresywnego zachowania uzbrojonych osób z pewnością nie można porównać do zachowań polskiej opozycji. Nawet więc jeśli uznać ten wpis za opinię, to nie jest rzetelna i adekwatna, więc wprowadza w błąd obywateli – pisze RPO.

To szczególnie istotne w komunikacji za pośrednictwem Twittear, który ogranicza liczbę znaków w przekazywanych publikacjach po to, by napisać to, co najważniejsze. I okazuje się, że według nadawcy publicznego najważniejszą informacją na temat sytuacji w Waszyngtonie jest niezrozumiałe dla odbiorcy utożsamienie polskiej opozycji parlamentarnej z zamieszkami z użyciem broni, w wyniku których zmarły cztery osoby.

RPO przypomina, że konsekwencją takich twitów będzą wysoce negatywne emocje wobec parlamentarzystów, co może się skończyć aktami agresji. W rocznicę zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie można o tym nie pamiętać.

VII.564.1.2021

Sprawa zamknięcia ulicy Wiejskiej bez wiedzy władz Warszawy. RPO do MSWiA

Data: 2021-01-07
  • Ulica Wiejska, przy której mieszczą się budynki parlamentu, została zagrodzona i zamknięta w związku ze zgromadzeniami spontanicznymi odbywającymi się od października 2020 roku.
  • RPO ustalił, że odbyło się to bez wiedzy władz miasta, choć wymaga to reorganizacji ruchu i dlatego policja ma prawny obowiązek o tym informować.
  • RPO zwraca też MSWiA uwagę, że okolice Sejmu RP są miejscem kluczowym dla debaty publicznej i częstokroć stanowią miejsce demonstracji o istotnym społecznie znaczeniu.

Rozumiejąc konieczność ochrony zarówno osób protestujących, jak i osób przebywających w budynkach parlamentarnych, należy w sposób szczególny rozważyć proporcjonalność działań policji z perspektywy ochrony konstytucyjnie gwarantowanej wolności zgromadzeń publicznych – pisze Adam Bodnar do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. Jednocześnie ulica Wiejska jest drogą gminną zarządzaną przez Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy zgodnie Prawem o ruchu drogowym (z art. 10 ust. 6). Wyłączenie ulicy w centrum miasta wiąże się zaś z koniecznością podjęcia szeregu działań zabezpieczających, umożliwiających reorganizację ruchu.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się we wskazanej sprawie do Zarządu Terenów Publicznych Miasta Warszawy. Jak wynika z odpowiedzi, jako zarządca drogi ul. Wiejskiej w Warszawie, Zarządca nie był informowany o ustawieniu wygrodzeń, nie opiniował projektu czasowej organizacji ruchu jak również nie wprowadzał zmian w organizacji ruchu stosownie do art. 20 ust. 14 ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych. Według ustaleń wygrodzenia zostały ustawiane przez Policję na wniosek Komendanta Straży Marszałkowskiej, w związku z koniecznością zapewnienia porządku i bezpieczeństwa kompleksu sejmowego na czas odbywających się przed Sejmem zgromadzeń publicznych.

Jednocześnie należy wskazać, że podmioty uprawnione (Policja, Żandarmeria Wojskowa lub wojskowe organy porządkowe) do wprowadzania tymczasowego ograniczenia lub zakazu ruchu (zgodnie z rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2003 r.) zobowiązane są do informowania organu zarządzającego ruchem i zarząd drogi w przypadku wyznaczania objazdów.

VII.613.131.2020

Jak czytać przepis Konstytucji o poszanowaniu godności innych (art. 30). Wyjaśnienia RPO dla dyrektora szkoły zaniepokojonego znakiem błyskawicy

Data: 2021-01-07
  • W listopadzie RPO wyjaśnił dyrektorowi jednej ze szkół, dlaczego nie może ścigać uczniów za symbol Strajku Kobiet i dlaczego skojarzenia dyrektora dotyczące tego symbolu muszą budzić zdumienie.
  • W odpowiedzi dyrektor szkoły zakwestionował prawo RPO do angażowania się w tę sprawę. Dlatego zostało przygotowane dla niego obszerne wyjaśnienie.
  • Uczniowie nie powinni ze strony nauczycieli otrzymywać jednoznacznego przekazu, iż wyrażenie swoich poglądów jest dopuszczalne pod warunkiem, że przebiega w ściśle wyznaczonych ramach i nie naraża innych osób na konfrontację z odmiennymi opiniami – dodaje też RPO

- Z uwagi na zgłaszane przez Pana Dyrektora wątpliwości dotyczące trybu podjęcia sprawy przez Rzecznika, uprzejmie informuję, że zgodnie z art. 8 ustawy Rzecznik podejmuje czynności przewidziane w ustawie, jeżeli poweźmie wiadomość wskazującą na naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela, w tym zasady równego traktowania – wyjaśnia dyrektorowi szkoły Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Biura RPO.

- Podjęcie czynności przez Rzecznika następuje na wniosek obywateli lub ich organizacji, na wniosek organów samorządów, na wniosek Rzecznika Praw Dziecka lub Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, albo też z własnej inicjatywy (art. 9 ustawy). Podejmowanie spraw na podstawie informacji medialnych, dotyczących wydarzeń istotnych z perspektywy obywateli, stanowi częstą praktykę w działalności Rzecznika - dodaje

Odnosząc się do argumentów użytych przez dyrektora dla uzasadnienia działań Szkoły, zmierzających do uniemożliwienia uczniom manifestowania swojego poparcia dla protestów po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie dopuszczalności aborcji lub też sprzeciwu wobec jego treści, dyr. Wróblewski podkreśla znaczenie wolności poglądów (wolności wypowiedzi), gwarantowanej przez art. 54 Konstytucji RP. Prawo to obejmuje poglądy kontrowersyjne, budzące duże emocje.

W swojej odpowiedzi dyrektor wskazał na art. 31 ust. 2 ustawy zasadniczej: „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje”. Również z tego powodu Rzecznik wyraża wątpliwość, czy nakazywanie uczniom pozbywania się z profili symbolu, który w danej sytuacji najlepiej oddawał ich przekonania, nie stanowi nadużycia praw przysługujących dyrektorowi szkoły i nauczycielom. Symbol czerwonej błyskawicy nie jest symbolem zakazanym (w przeciwieństwie np. do symboli faszystowskich w sytuacji, gdy osoba propaguje ustrój faszystowski), a samo umieszczenie go na profilu szkolnym, w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, nie stanowi naruszenia przepisów szkolnego statutu.

Szkoła zadbała o to, by przepisy Statutu gwarantowały uczniom prawo do swobody wyrażania myśli i przekonań (§ 51 ust. 1). Norma ta powinna znajdować jednak odzwierciedlenie w codziennym życiu Szkoły. Swoboda wypowiedzi jest jednym
z fundamentów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i samorealizacji jednostek. Wypowiedzią jest wyrażenie swoich poglądów i przekonań w każdej możliwej formie, a zatem nie tylko w formie werbalnej, ale również w inny sposób. Swoboda ta nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne.

Rzecznik z zadowoleniem przyjął informację, że dyrekcja szkoły zorganizowała spotkania z przedstawicielami samorządu uczniowskiego w celu omówienia sytuacji, która wywołała różne emocje w środowisku szkolnym. RPO zgadza  się z dyrektorem, że niektóre przedmioty, takie jak WOS, historia czy też godzina wychowawcza, bardziej sprzyjają dyskusjom na tematy społeczne. Wydaje się jednak, że uczniowie nie powinni ze strony nauczycieli otrzymywać jednoznacznego przekazu, iż wyrażenie swoich poglądów jest dopuszczalne pod warunkiem, że przebiega w ściśle wyznaczonych ramach i nie naraża innych osób na konfrontację z odmiennymi opiniami.

W swoim piśmie Dyrektor powołuje się wielokrotnie na obowiązek okazywania drugiej osobie szacunku, tolerancji, a także na poszanowanie wolności innych osób i ich chrześcijańskiego systemu wartości. W dalszym ciągu nie jest jednak jasne, jaka jest podstawa prawna nakazywania zmiany profilu w przypadku, gdy obraz ten nie zakłóca bezpośrednio przebiegu lekcji prowadzonej online, a jedynie przypomina o kontrowersjach mających miejsce w życiu społecznym. Według Dyrektora nastąpiło „przeniesienie debaty publicznej do przestrzeni szkolnej”. Umieszczanie symboli nie zmuszało jednak nikogo do rozpoczynania debaty czy też zajmowania stanowiska w sprawie; nie można również uznać, że takie działania uczniów miały na celu obrazę uczuć lub znieważenie innych osób. Posługiwanie się znakiem czerwonej błyskawicy lub innym symbolem w przestrzeni szkolnej, w ocenie Rzecznika, nie jest równoznaczne z „narzucaniem innym swojego poglądu”. Podobne stanowisko Rzecznik prezentuje także w sprawach dotyczących umieszczania w szkołach symboli religii katolickiej.

W odpowiedzi wskazano na obowiązki ucznia określone w Statucie ZSP: przeciwstawianie się brutalności i wulgarności, dbanie o kulturę słowa, okazywanie szacunku kolegom, nauczycielom, pracownikom szkoły, tolerancję i szacunek do osób
o odmiennych poglądach. Powstaje pytanie, jaki jest związek symboliki Strajku Kobiet z  ewentualnym naruszeniem wskazanych obowiązków. Jako osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo uczniów, Dyrektor powołał się na konieczność zapewnienia „bezpieczeństwa przed ryzykiem przekazywania na terenie szkoły niebezpiecznych treści, np. takich, które niosą z sobą potencjalną lub realną aprobatę przemocy fizycznej, symbolicznej lub słownej”.

  • Działania prewencyjne Szkoły zdają się sugerować, że manifestowanie swoich poglądów za pomocą symbolu błyskawicy jest jednoznaczne z pochwałą czynów chuligańskich lub udziałem w czynach niedozwolonych, które miały faktycznie miejsce podczas protestów i były oceniane krytycznie przez obserwatorów.
  • Z obserwacji Rzecznika wynika, że zbyt często prezentowanie przez młodych ludzi określonych symboli utożsamiane jest z aprobowaniem przez nich zachowań niedozwolonych, co stanowi niepotrzebną nadinterpretację. Organy administracji nie powinny przyjmować, że taka akceptacja ma miejsce w każdym przypadku, ani też podejmować działań w reakcji na czyny domniemane lub teoretyczne.
  • Wolność wypowiedzi gwarantowana jest przez art. 54 ust. 1 każdemu, a zatem także młodym osobom, które uczęszczają do szkoły.

Wolność ta nie ma charakteru absolutnego i podlega ograniczeniom. Należy zgodzić się z Dyrektorem, że w odniesieniu do realizacji wolności i praw dzieci i młodzieży należy uwzględniać stopień ich dojrzałości oraz możliwe zagrożenia. Nie można jednak zakładać, że młody wiek uniemożliwia im dokonywanie własnych analiz i wyciągania wniosków, w tym przypadku dotyczących mechanizmów tworzenia prawa i jego konsekwencji dla obywateli. Istnieje ryzyko, iż żądanie od uczniów zaprzestania prezentowania określonych poglądów wpłynie negatywnie na ich zainteresowanie problemami społecznymi i przyszłą aktywność obywatelską.

VII.564.111.2020

Jak zapewnić głuchym dostęp do ważnych informacji i programów. Uwagi RPO do rządowego projektu zmiany ustawy o RTV

Data: 2021-01-04
  • Osoby głuche i niedosłyszące nadal nie będą miały dostępu do ważnych informacji i programów nadawanych przez telewizje i platformy streamingowe.
  • Projektowane przepisy są niespójne tam, gdzie mowa o przeciwdziałaniu mowie nienawiści i dyskryminacji.
  • Będzie tak, o ile nie zostanie zmieniony projekt ustawy wdrażającej unijne przepisy o dostępności usług audiowizualnych.
  • RPO po raz kolejny zwraca się do rządzących, by wypełnili swe obowiązki wobec niesłyszących obywateli.

Wielu głuchych w Polsce nie zna biegle języka polskiego. Na co dzień posługują się innym językiem – PJM, czyli polskim językiem migowym. Dlatego tak ważne jest tłumaczenie ważnych informacji na PJM. Osoby niedosłyszące potrzebują z kolei napisów, zaś osoby niesłyszące, ale znające język polski, potrzebują audiodeksrypcji, a więc informacji nie tylko o tym, co kto mówi, ale jakie inne dźwięki są elementem komunikatu.

Zapewnienie osobom z niepełnosprawnościami, na zasadzie równości z innymi, dostępu do informacji i komunikacji, jest obowiązkiem państwa. Jego realizacja ma przede wszystkim umożliwić im samodzielne funkcjonowanie i pełny udział we wszystkich sferach życia.

Obowiązek ten wynika nie tylko z praw człowieka, ale jest też elementem szerszej zmiany cywilizacyjnej, która każe przy komunikatach wszelkiego rodzaju zwracać większą uwagę na potrzeby odbiorcy i uwzględniać jego indywidualną sytuację. Stąd coraz większe znaczenie, jakie m.in. w Unii Europejskiej przykładane jest do dostępności produktów, usług i informacji.

W przypadku usług audiowizualnych, a więc programów „zwykłych” stacji telewizyjnych, platform streamingowych, czy telewizji na żądanie, szczegółowe obowiązki nadawców opisuje unijna dyrektywa o audiowizualnych usługach medialnych (Dz. U. UE. L. z 2018 r. Nr 303, str. 69). Jej postanowienia każde państwo członkowskie wdraża swoją własną ustawą. Powinno to nastąpić do 20 września 2020 r. – polska ustawa ciągle nie jest gotowa. Na razie projekt zmiany prawa (ustawy o RTV) jest w fazie konsultacji.

Dlatego RPO przedstawia swoje uwagi w wystąpieniu do wicepremiera Piotra Glińskiego, ministra kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. Dzięki skargom od obywateli i współpracy z ekspertami zajmującymi się sprawami osób z niepełnosprawnościami RPO dokładnie wie, jak wyglądają realia, gdzie prawo nie działa i dlaczego – mimo prawnych zobowiązań – programy audiowizualne nie są  dostępne dla osób z niepełnosprawnością słuchu.

Jest tak dlatego, że polskie prawo skupiło się na ilości zamieszczanych udogodnień, a nie ich jakości (czyli temu, czy ktoś realnie może z nich skorzystać). Przewodniczący KRRiT może zobowiązać nadawców, by pewna część programów była dostępna (dziś to 22% napisów dla niesłyszących oraz 3% tłumaczenia na polski język migowy , mierzone kwartalnie), może też wskazać, jakie są metody czynienia programów dostępnymi (tłumaczenie na PJM, napisy, audiodeskrypcja i inne). W praktyce wystarczy opatrzyć samymi napisami program w czasie najniższej oglądalności, by formalnie spełnić wymogi. Jeśli chodzi o napisy w transmisjach z konferencji prasowych przedstawicieli rządu – to nie ma żadnych podstaw, by tego wymagać od stacji telewizyjnych. Nadawcy muszą spełniać wymogi dostępności jedynie w wymaganej części programów.

Tymczasem osoby głuche i niedosłyszące nie będą w stanie dowiedzieć się tego, co dla nich ważne. Dopiero ustawa wdrażająca (implementująca) unijną dyrektywę audiowizualną mogłaby dać taką podstawę.

Co mówi dyrektywa?

Dyrektywa unijna, której przepisy Polska ma wdrożyć, mówi wprost o potrzebach osób z niepełnosprawnościami i do tych potrzeb się odwołuje. W szczególności zwraca uwagę na potrzeby osób z niepełnosprawnością wzroku lub słuchu. Zobowiązuje kraje członkowskie, by tak zmieniały prawo, by krok za krokiem – STOPNIOWO –dostępność programów przygotowywanych przez różnych prywatnych nadawców rosła. Jest jednak jeden wyjątek od tej stopniowości: programy audiowizualne nadawane w sytuacjach nadzwyczajnych muszą być dostępne dla wszystkich już teraz (a więc w przypadku osób głuchych - być co najmniej tłumaczone na Polski Język Migowy, mieć napisy dla osób niesłyszących i niedosłyszących, napisy mówione i audiodeskrypcję). Stanowi tak art. 7 ust. 5 dyrektywy.

Jakie luki są w polskim projekcie?

Trzeba wprowadzić wymogu dostępności komunikatów w sytuacjach nadzwyczajnych. Wdrożenie tej dyspozycji od razu zmieniłoby sytuację w Polsce - niestety w konsultowanym projekcie ustawy takiego przepisu w ogóle nie ma!

Zdaniem RPO trzeba to zmienić– wtedy wszyscy nadawcy musieliby te najważniejsze komunikaty czynić dostępnymi (dziś, co warto wiedzieć, obowiązek ten stara się wypełniać tylko TVP, co praktycznie uzależnia osoby głuche od przekazu tej rządowej stacji).

RPO zwraca też uwagę, że projektowana ustawa wprowadziłaby obowiązki nadawców w zakresie usług audiowizualnych na niższym poziomie niż w przypadku programów telewizyjnych. Tylko 30% audycji umieszczonych w udostępnianym publicznie katalogu musiałoby mieć udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami. Brakuje przy tym przepisów o regularnym przedstawianiu stosownych sprawozdań przez nadawców i dostawców usług medialnych mających w celu pomiaru postępu w stopniowym udostępnianiu usług.

Niespójność przepisów o zakazie nienawiści

RPO zwraca też uwagę na lukę w przepisach dotyczących zakazu dyskryminacji i szerzenia nienawiści. Przygotowany projekt stwierdza, że programy nie mogłyby zawierać treści nawołujących do nienawiści lub przemocy lub dyskryminujących ze względu na :

  1. rasę,
  2. niepełnosprawność,
  3. płeć,
  4. wyznanie
  5. narodowość
  6. lub nawołujących do popełnienia przestępstw o charakterze terrorystycznym.

Ale już przepisy projektu dotyczące samych platform udostępniających programy od różnych użytkowników, nie będą mogły zawierać treści zawierających nawoływanie do przemocy lub nienawiści wobec grupy osób ze względu na następujące przesłanki:

  1. płeć,
  2. rasę,
  3. kolor skóry,
  4. pochodzenie etniczne lub społeczne,
  5. cechy genetyczne,
  6. język,
  7. religię lub przekonania,
  8. poglądy polityczne lub wszelkie inne poglądy,
  9. przynależność do mniejszości narodowej,
  10. majątek,
  11. urodzenie,
  12. niepełnosprawność,
  13. wiek
  14. lub orientację seksualną.

Wprowadzenie różnych uregulowań w zakresie przesłanek dyskryminujących może być potraktowane jako próba różnicowania sytuacji prawnej poszczególnych grup osób ze względu na posiadaną cechę oraz miejsce zamieszczanych treści – nie mające uzasadnienia. A przepisy te mają ogromne znaczenie, ponieważ w polskim systemie prawa karnego jest luka: nie ma kary za nawoływanie do nienawiści ze względu na przesłanki inne niż rasa, pochodzenie narodowe i etniczne oraz wyznanie.

XI.812.10.2020

Protestowały przeciw faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości - powinny być uniewinnione. Kasacja RPO na rzecz dwóch kobiet

Data: 2020-12-29
  • Na dwóch - spośród dziewięciu kobiet, które w 2017 r. usiadły w proteście na trasie Marszu Niepodległości - ciąży wyrok za "przeszkadzanie" temu zgromadzeniu
  • Pozostałe już wcześniej uniewinnił sąd; Rzecznik Praw Obywatelskich wnosi, by wobec tych dwóch tak samo orzekł Sąd Najwyższy
  • Ich zachowania nie da się bowiem traktować jako wykroczenia 
  • Wyrażały one bowiem kategoryczny sprzeciw wobec pojawiających się na marszu haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię faszystowską

RPO wniósł kasację na korzyść dwu kobiet do Izby Karnej SN. Wnosi o uchylenie wyroku i ich uniewinnienie.

Historia sprawy

11 listopada 2017 r. na trasie Marszu Niepodległości  w Al. Jerozolimskich stanęła grupa kobiet. Trzymały transparent „Stop faszyzmowi”;  wykrzykiwały też hasła „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”. Potem  usiadły na jezdni.

W tej sytuacji uczestnicy marszu omijali siedzące kobiety. Wielu było przy tym agresywnych: szarpano je, obrażano i kopano. W końcu zostały one wyniesione przez uczestników z ulicy. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. Opinię społeczną zbulwersował zwłaszcza fragment uzasadnienia, że manifestujący "okazywali niezadowolenie". RPO interweniował  w tej sprawie w prokuraturze.

Policja zarzuciła zaś kobietom wykroczenie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

27 września 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym (czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych) uznał dziewięć protestujących za winne tego, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami usiłowały przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia publicznego Marsz Niepodległości 2017  w ten sposób, że usiadły na trasie przemarszu, czym utrudniały przemieszczanie się jego uczestników”.

W stosunku do dwóch kobiet wyrok nakazowy uprawomocnił się. Siedem pozostałych wniosło skuteczne sprzeciwy od wyroku.

24 października 2019 r. Sąd Rejonowy uniewinnił je. W pisemnym uzasadnieniu sąd podkreślił, że ich zachowanie nie było wykroczeniem. Stanowiło bowiem przejaw pokojowej manifestacji poglądów w przestrzeni publicznej. Sąd wskazał, że należy to oceniać w perspektywie konstytucyjnie gwarantowanej wolności wyrażania poglądów, co jest podstawowym prawem człowieka.

Argumentacja RPO

Zachowanie  obwinionych, polegające na tym, że usiadły na jezdni wspólnie z innymi na trasie marszu, nie  wyczerpywało znamion wykroczenia. Było to bowiem wypowiedzią symboliczną w ważnej kwestii społecznej i mieściło się w ramach wolności prawnie chronionej.

 „Przeszkadzanie” lub” „usiłowanie przeszkodzenia” musi mieć charakter bezprawny. Dlatego wykładnia tego przepisu Kw powinna być dokonywana systemowo i musi uwzględniać istotę wolności wyrażania poglądów. A jest ona chroniona i konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji), i konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Wolność wypowiedzi jest jednym z najważniejszych praw każdego człowieka. Bez niej trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie jednostki. W szczególności odnosi się ona do debaty publicznej w państwie demokratycznym.

Wolność wypowiedzi nie ma charakteru absolutnego. Jej ograniczenia są w polskim porządku prawnym dopuszczalne jedynie, gdy są uzasadnione ochroną  bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, środowiska, moralności publicznej lub wolności i praw innych. Przesłanki te, jako wyjątki od zasady ochrony wolności wypowiedzi, powinny być interpretowane wąsko, a każda z nich odnoszona do koncepcji państwa demokratycznego.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wśród sytuacji chronionych w ramach wolności wyrażania poglądów i przekazywania informacji mieszczą się także: prezentacja symboli oraz wypowiedzi w formie zachowania wyrażającego protest.

W sprawach dotyczących wolności wypowiedzi ETPCz wielokrotnie stwierdzał, że kwestie będące w zainteresowaniu społecznym, stanowiące wyraz indywidualnych przekonań politycznych, mogą być wyrażane nawet poprzez działania kontrowersyjne i o prowokującym charakterze.

Czynu obwinionych, które usiadły na jezdni, nie można traktować jako oderwanego od zachowań bezpośrednio go poprzedzających, czyli trzymania transparentu „Stop faszyzmowi” oraz wznoszenia okrzyków: „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”.

W ocenie RPO każde z tych zachowań stanowiło wypowiedź o różnej formie. To, że kobiety usiadły na trasie marszu, było niewerbalną i symboliczną wypowiedzią stanowiącą protest przeciwko ideologii faszystowskiej.

W chwili wydawania wyroku nakazowego powszechnie znany był fakt, że wśród uczestników marszu były osoby niosące transparenty o treściach ksenofobicznych, flagi z tzw. „ krzyżem celtyckim" czy znakiem „czarnego słońca” - symbolami utożsamianymi z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i supremację białej rasy.

Nie można zatem traktować zachowania obwinionych jako nakierowanego na utrudnianie przemieszczania się uczestników marszu. Celem tego zachowania było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie Marszu Niepodległości haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię.

Dlatego też trudno mówić o jakiejkolwiek, nawet znikomej, szkodliwości społecznej działania obwinionych, co także przemawia za ich uniewinnieniem.

Oczywiste jest zaś, że obwinione nie dążyły bezpośrednio do przeszkodzenia w przebiegu marszu. Przeciwko faszyzmowi protestowało dziewięć kobiet, a w tym miejscu i czasie uczestników marszu było zapewne kilkanaście tysięcy. A wydarzyło się to w Al. Jerozolimskich - na jednej z głównych ulic Warszawy.

II.510.664.2020

UOKiK oceni kupno Polska Press przez PKN Orlen pod kątem zachowania warunków konkurencji

Data: 2020-12-29
  • Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie może oceniać kupna koncernu medialnego Polska Press przez PKN Orlen pod względem wpływu transakcji na pluralizm mediów
  • Planowaną koncentrację może oceniać wyłącznie pod kątem zachowania warunków konkurencji
  • Prezes UOKiK opiera się wyłącznie na kryteriach merytorycznych i nie ulega jakiejkolwiek presji politycznej czy społecznej

Tak prezes UOKiK Tomasz Chróstny odpowiedział Rzecznikowi Praw Obywatelskich.

Chodzi o kupno koncernu medialnego Polska Press przez koncern paliwowy PKN Orlen (spółkę, w której Skarb Państwa sprawuje faktyczną kontrolę korporacyjną, mimo posiadania jedynie mniejszościowych udziałów).  Do tego wydawnictwa należy 20 spośród 24 lokalnych dzienników wydawanych w Polsce, a także 120 tygodników lokalnych oraz 500 witryn internetowych.

Sfinalizowanie transakcji zależy od pozytywnej decyzji UOKiK. Dlatego Adam Bodnar przedstawił 16 grudnia 2020 r. swe uwagi prezesowi Urzędu - dla zapewnienia w tym postępowaniu skutecznej ochrony zasad uczciwej i wolnej od nacisków politycznych konkurencji na rynku prasowym.

Odbiorcy informacji prasy lokalnej i lokalnych witryn internetowych odpowiadają definicji konsumenta. Pod ochroną prawa pozostaje zatem ich oczekiwanie, że prasa, zgodnie z Konstytucją, będzie korzystała z wolności wypowiedzi i będzie urzeczywistniała ich prawo do rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. 

W ocenie RPO zakup przez PKN Orlen prywatnego koncernu medialnego rodzi zagrożeń. Trudno się spodziewać, aby media kontrolowane przez państwo prawidłowo wykonywały swą kontrolną funkcję.

Konstytucyjna zasada wolności prasy wyklucza jej prawne podporządkowanie władzom politycznym - choćby pośrednie. Inaczej wolna prasa, której cechą jest krytycyzm wobec władzy, może się przekształcić w zależne od niej biuletyny informacyjne i propagandowe. A koncentracja w jednym koncernie druku prasy, jej wydawania i kolportażu to próba powrotu do niechlubnych tradycji RSW „Prasa-Książka-Ruch” z PRL.

Ponadto PKN Orlen przejmuje funkcje nie tylko wydawcy prasy. Będzie odpowiadać również za druk - kupiono bowiem także sześć drukarni. Oznacza to, że spółka będzie miała wpływ na druk także konkurencyjnych, lokalnych  tytułów prasowych. Wymaga to dodatkowego zbadania, jak przełoży się to na niezakłóconą konkurencję na lokalnych rynkach prasowych.

Odpowiedź UOKiK

Prezes UOKiK, działając na podstawie przepisów ustawy z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów, ocenia każdą koncentrację pod kątem zachowania warunków konkurencji na rynku działania uczestników koncentracji.

Ocena dopuszczalności dokonania koncentracji wymaga wyznaczenia rynku właściwego w sprawie, a następnie ustalenia, czy na tak wyznaczonym rynku w wyniku zrealizowania zamierzonej transakcji dojdzie do istotnego ograniczenia konkurencji, w szczególności przez powstanie lub umocnienie pozycji dominującej, przez którą rozumie się zgodnie z art. 4 pkt 10 ww. ustawy pozycję przedsiębiorcy, która umożliwia mu zapobieganie skutecznej konkurencji na rynku właściwym przez stworzenie mu możliwości działania w znacznym zakresie niezależnie od konkurentów, kontrahentów oraz konsumentów.

Domniemywa się, że przedsiębiorca ma pozycję dominującą, jeżeli jego udział w rynku przekracza 40%. Przy ocenie tej brane są pod uwagę w szczególności takie czynniki, jak udział uczestników koncentracji w rynku właściwym, struktura tego rynku po dokonaniu koncentracji, bariery wejścia na rynek oraz wpływ koncentracji na rynek (rynki) w układzie horyzontalnym, wertykalnym i konglomeratowym.

Ocena dopuszczalności koncentracji wymaga zatem wyznaczenia rynku właściwego w sprawie (lub szeregu rynków), a następnie ustalenia, czy na wyznaczonym rynku w wyniku zrealizowania zamierzonej transakcji dojdzie do istotnego ograniczenia konkurencji, w szczególności przez powstanie lub umocnienie pozycji dominującej.

Ustawa jednoznacznie określa kompetencje Prezesa Urzędu przy ocenie zamiaru koncentracji, która to ocena może zakończyć się zgodą bezwarunkową lub warunkową na dokonanie koncentracji albo jej zakazaniem, przy czym rodzaj decyzji zależy od tego, czy w wyniku koncentracji dochodzi do istotnego ograniczenia konkurencji na rynku właściwym.

Jeżeli w toku postępowania antymonopolowego okaże się, że konkurencja na rynku właściwym nie zostanie istotnie ograniczona, zgodnie z art. 18 ustawy Prezes Urzędu kończy postępowanie decyzją wyrażającą zgodę na dokonanie koncentracji.

Zgoda warunkowa w myśl art. 19 ustawy wydawana jest wówczas, gdy do istotnego ograniczenia konkurencji nie dochodzi w wyniku spełnienia przez przedsiębiorcę określonych warunków.

Warunkami tymi, zgodnie z art. 19 ust. 2 ustawy, są w szczególności:

  • zbycie całości lub części majątku jednego lub kilku przedsiębiorców,
  • wyzbycie się kontroli nad określonym przedsiębiorcą lub przedsiębiorcami, w szczególności przez zbycie określonego pakietu akcji lub udziałów, lub odwołania z funkcji członka organu zarządzającego lub nadzorczego jednego lub kilku przedsiębiorców,
  • udzielenie licencji praw wyłącznych konkurentowi.

Wskazane wyżej czynności mają na celu przede wszystkim zredukowanie siły rynkowej przedsiębiorców objętych koncentracją i przez to utrzymanie efektywnej konkurencji, która byłaby zakłócona w wyniku koncentracji dokonanej bez wprowadzenia i wykonania warunków modyfikujących.

Warunki, które mogą być nałożone na przedsiębiorcę lub przedsiębiorców w decyzji wyrażającej zgodę na dokonanie koncentracji, nie są w treści art. 19 ustawy wymienione w sposób wyczerpujący, co wyraźnie wynika z użytego przez ustawodawcę zwrotu „w szczególności”.

Wskazane w tym przepisie warunki są jedynie przykładowe, co oznacza, że stosownie do okoliczności mogą one przyjmować różną treść. W każdym jednak przypadku realizacja ich powinna doprowadzić do stanu, w którym koncentracja nie będzie źródłem istotnego ograniczenia konkurencji na rynku.

Nadmienić w tym miejscu również należy, że jeśli w wyniku zamierzonej koncentracji nie dochodzi do istotnego ograniczenia konkurencji, Prezes Urzędu nie ma podstaw do nałożenia warunków, o których mowa powyżej.

Trzecim możliwym rozstrzygnięciem jest zakazanie dokonania koncentracji, które następuje w przypadku stwierdzenia, że jej zrealizowanie spowodowałoby istotne ograniczenie konkurencji, a nie ma możliwości nałożenia odpowiednich warunków lub warunki takie nie zostają zaakceptowane przez zgłaszającego (art. 20 ust. 1 ustawy).

Wyjątkiem od zasady, zgodnie z którą Prezes Urzędu wydaje decyzję zakazującą dokonania koncentracji w przypadku uznania, że konkurencja na rynku właściwym zostanie istotnie ograniczona, jest przepis art. 20 ust 2 ustawy. Warunkiem zastosowania tego wyjątku jest wystąpienie okoliczności uzasadniających odstąpienie od zakazu, w tym przyczynienie się koncentracji do rozwoju ekonomicznego lub postępu technicznego, możliwość wywarcia pozytywnego wpływu na gospodarkę narodową.

Wskazać zatem należy, iż decyzje organu antymonopolowego w sprawach dotyczących koncentracji mają na celu ocenę planowanych koncentracji wyłącznie pod kątem zachowania warunków konkurencji, bowiem tylko takie uprawnienia ustawa przyznaje Prezesowi Urzędu.

Oznacza to, że Prezes Urzędu nie ma możliwości oceny innych aspektów projektowanej transakcji w tym np. oceny wpływu koncentracji na pluralizm mediów.

Zgłoszenie zamiaru koncentracji, polegającej na przejęciu przez Polski Koncern Naftowy ORLEN S. A. z siedzibą w Płocku kontroli nad Polska Press sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, wpłynęło do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w dniu 10 grudnia 2020 r.

Jednocześnie chciałbym zapewnić, że postępowanie w tej sprawie, podobnie jak w każdej innej, toczy się z zachowaniem obowiązującej procedury, a decyzja zostanie podjęta po przeprowadzeniu gruntownej analizy w zakresie skutków, jakie koncentracja może spowodować dla stanu konkurencji.

Prezes Urzędu oceniając każdą koncentrację w zakresie jej wpływu na rynek opiera się wyłącznie na kryteriach merytorycznych wyznaczonych przepisami ustawy i przy wykorzystaniu narzędzi analitycznych stosowanych w prawie konkurencji, nie ulegając w swoich działaniach jakiejkolwiek presji politycznej, społecznej czy emocjom - podsumował Tomasz Chróstny.

VII.716.26.2020

Ukarany w trybie nakazowym - miał przeszkadzać w zgromadzeniu upamiętniającym katastrofę w Smoleńsku. Rzecznik składa kasację. [AKTUALIZACJA] SN ją uwzględnia

Data: 2021-05-10, 2020-12-28
  • Obywatel uczestniczył w kontrmanifestacji wobec cyklicznego zgromadzenia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku
  • Sąd ukarał go grzywną za próbę przeszkadzania temu zgromadzeniu okrzykami; uczynił to w trybie nakazowym - bez rozprawy i wysłuchania obwinionego
  • Jest to możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jakie okrzyki wznosił obywatel, a przede wszystkim - czy nie realizował w ten sposób gwarantowanych konstytucyjnie wolności słowa i zgromadzeń
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony przez RPO wyrok i umorzył postępowanie

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. 

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów. Orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. A w tej sprawie tak nie było.

Historia sprawy

Obywatel wraz z grupą innych został obwiniony przez policję o to, że w październiku 2017 r. na Krakowskim Przedmieście "usiłował przeszkodzić” cyklicznemu zgromadzeniu upamiętniającemu ofiary katastrofy w Smoleńsku. Przeszkadzanie miało polegać na okrzykach w kierunku tego zgromadzenia.

Zgodnie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym z 16 kwietnia 2018 r. Sąd Rejonowy uznał obywatela za winnego tego wykroczenia i ukarał go 300 zł grzywny. W maju 2018 r. sąd nie uwzględnił wniosku obwinionego o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku nakazowego. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pozostali obwinieni w tej samej sprawie złożyli skuteczne sprzeciwy od wyroku nakazowego. Zostali potem uniewinnieni przez sąd.

Argumenty RPO

Materiał dowodowy nie wskazuje jednoznacznie, by obwinionemu można było przypisać zarzucany mu czyn.

Nie zbadano, czy korzystał on z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).  A wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Przesłuchany przez policję obywatel nie przyznał się do zarzutu. Podkreślał, że brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej. Policja nie zebrała zaś dowodów na potwierdzenie czy też zaprzeczenie wersji obwinionego co do legalności tego zgromadzenia. Istotne było także, czy organizator kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne.

Przewodniczący cyklicznego zgromadzenia zeznał zaś, że widział grupę osób, którą w powiązaniu z transparentem „kłamca”, utożsamił z osobami poprzednio zakłócającymi zgromadzenie. Nie wskazał, jakie okrzyki wznoszono. Według niego kontrmanifestacja znajdowała się mniej niż 100 m od zgromadzenia cyklicznego.

Policjant, który interweniował wobec obwinionego, nie wskazał w jakiej odległości od zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania. Nie podał też, jakie okrzyki obwinionego miały przeszkadzać zgromadzeniu.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym.

Z zeznań świadków nie wynika zatem:

  • na czym polegało przeszkadzanie,
  • jakie wznoszono okrzyki,
  • jakie było natężenie zakłócenia stwarzanego przez obwinionego, 
  • czy i jakich środków nagłaśniających używano podczas zgromadzenia cyklicznego.

Dlatego zdaniem RPO w świetle zebranego materiału dowodowego nie można było jednoznacznie ustalić, czy obwiniony istotnie przeszkadzał lub usiłował przeszkadzać miesięcznicy, czy też realizował przysługujące mu konstytucyjne wolności. Dołączone do wniosku o ukaranie dowody nie były jednoznaczne.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby  wyjaśnić  wszystkie istotne okoliczności zdarzenia. A to mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia. Inni bowiem obwinieni, którzy skutecznie wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, po przeprowadzeniu rozprawy zostali w lipcu 2020 r. prawomocnie uniewinnieni.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i  umorzenie postępowania wobec obywatela z powodu przedawnienia karalności. Od czynu upłynęły już trzy lata, a po takim czasie wykroczenie nie może być już ścigane.

Sąd Najwyższy rozpatrując kasację 26 kwietnia 2021 r. stwierdził:

Kasacja wniesiona w tej sprawie przez Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się oczywiście zasadna.

Zaskarżony kasacją wyrok nakazowy, w okolicznościach procesowych tej sprawy, został wydany z rażącym naruszeniem art. 93 § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.s.w.) Zgodnie z tym przepisem, orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić jedynie wówczas, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Rozstrzyganie w sprawie wykroczeniowej na posiedzeniu, bez udziału stron, możliwe jest więc tylko wtedy, gdy brak wątpliwości co do sprawstwa i winy obwinionego ma oparcie w załączonym do wniosku o ukaranie, a uznanym przez sąd za ujawniony, materiale dowodowym.

Tymczasem, jak słusznie podnosi się w kasacji, materiał dowodowy zgromadzony w toku czynności wyjaśniających, dołączony do wniosku o ukaranie, nie wskazywał jednoznacznie na to, że istniała możliwość przypisania [panu A.S]  popełnienia zarzucanego mu wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 kodeksu wykroczeń.

Na etapie czynności wyjaśniających, przesłuchany w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, [pan A.S.] wyjaśnił, że nie przyznaje się do popełnienia takiego wykroczenia, a nadto dodał, że: „brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej". Świadek C.J. zeznał, że „w dniu 10 października 2017 roku pełnił funkcję przewodniczącego cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku", a także wskazał, że „zgromadzenie zostało zarejestrowane" i podał w jakim obszarze. Zwrócił uwagę na grupę osób, którą, w powiązaniu z treścią zawieszonego transparentu „kłamca", utożsamił z osobami poprzedniozakłócającymi zgromadzenie. Podał odległość mniejszą niż 100 m od planowanego zgromadzenia cyklicznego, a świadek ten nie podał, jakiej treści były okrzyki wznoszone przez tę grupę osób.

Z kolei świadek M.M.  zeznał, że: „podjął interwencję wobec mężczyzny, który krzykiem i hałasem zakłócał przebieg legalnego zgromadzenia cyklicznego", a także, że: „po wylegitymowaniu osobą okazał się być A.S. ". Nie podał jednak, w jakiej odległości od obszaru zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania obwinionego, ani też, w jaki sposób miał być czyniony przez obwinionego hałas i jakiej treści okrzyki obwinionego mogły przeszkodzić w przebiegu zgromadzenia publicznego.

Notatki służbowe i urzędowe funkcjonariuszy Policji wskazywały, że przebieg zgromadzenia publicznego, jak też tzw. kontrmanifestacji był rejestrowany zapisem DVD. Płyty DVD zostały dołączone do wniosku o ukaranie. Nie zostały one jednak odtworzone w toku czynności wyjaśniających, a zatem nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym. Nie zostały też zebrane dowody na potwierdzenie, czy też zaprzeczenie, wersji obwinionego, co do legalności zgromadzenia, w którym brał udział. Istotnym zatem było, czy organizator tzw. kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne w rozumieniu ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach! (Dz. U. z 2019 r., poz. 631).

Z zeznań świadków nie wynika przy tym, na czym polegało przeszkadzanie, jakie były treści wypowiadanych okrzyków, jak też nie wskazywały na natężenie zakłócenia, jakie miał stwarzać obwiniony, ani też, czy i jakie środki nagłaśniające były używane w odbywającym się zarejestrowanym zgromadzeniu cyklicznym.

W świetle takiego materiału dowodowego nie można było w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości ustalić, czy zachowanie obwinionego istotnie stanowiło wypełnienie czynności sprawczej „przeszkadzania lub usiłowania przeszkadzania" w rozumieniu art. 52 § 2 pkt 1 k.w. czy też w ten sposób realizował on przysługujące mu konstytucyjne wolności. Brak takiej pewności stanowił przeszkodę do wydania w niniejszej sprawie wyroku nakazowego w trybie art. 93 § 2 k.p.s.w.

Z powyższych powodów należało zaskarżony wyrok nakazowy uchylić.

Wobec tego, że zarzucany obwinionemu czyn miał mieć miejsce w dniu 10 października 2017 roku, z dniem 10 października 2020 roku upłynął okres przedawnienia jego karalności (art. 45 § 1 k.w.). Mając na uwadze, że karalność czynu z uwagi na upływ tego terminu ustała jeszcze przed wniesieniem kasacji (28 grudnia 2020 r.) i datą orzekania przez Sąd Najwyższy (26 kwietnia 2021 r.), nie miał w tej sprawie zastosowania art. 45 § 2 k.w. W związku z tym postępowanie wykroczeniowe należało umorzyć na podstawie art. 5 § 1 pkt 4 k.p.s.w., a kosztami Postępowania obciążyć Skarb Państwa.

II.510.663.2020

Korzystała z konstytucyjnej wolności słowa - ukarana w trybie nakazowym. Kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-15, 2020-12-22
  • Obywatelka podczas zgromadzenia trzymała transparent z napisem  „Przestępca na czele polskiej policji”, a odmówiła wylegitymowania się
  • Na wniosek policji sąd ukarał ją za to grzywną w trybie nakazowym - czyli bez prowadzenia rozprawy i wysłuchania obwinionej
  • Podania danych osobowych można odmówić, gdy nie ma do tego podstawy prawnej
  • A obwiniona korzystała z konstytucyjnego prawa do swobody wypowiedzi w kwestii ważnej dla debaty publicznej
  • [AKTUALIZACJA] Sąd nie mógł wyrokować bez rozprawy, obywatelka mogła nie okazywać dowodu, a treść napisu nie odnosiła się do konkretnej osoby - uznał SN  (sygn akt II KK 422/20)  

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obwinionej.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości, ani co do winy sprawcy, ani okoliczności zdarzenia. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. Wtedy sąd ma procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Już wcześniej RPO zwracał uwagę, że sądy nadużywają trybu nakazowego wobec obywateli korzystających z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Według RPO należałoby zmienić prawo tak, aby nie orzekać wyrokiem nakazowym wtedy, gdy obwiniony nie przyznaje się do winy i przedstawia odmiennie okoliczności zdarzenia niż policja. Obywatel musi mieć bowiem prawo, aby na rozprawie kwestionować twierdzenia funkcjonariusza.

Historia sprawy

Obywatelka została obwiniona o to, że 16 sierpnia 2019 r. w Warszawie, wbrew ciążącemu na niej obowiązkowi, nie okazała dokumentu tożsamości legitymującemu ją policjantowi – choć miała  go przy sobie.

Jest to wykroczenie z art. 65 § 2 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywny dla tego, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości.

Przyczyną podjęcia przez policję czynności miał być trzymany przez kobietę transparent „Przestępca na czele polskiej policji”. Jak głosiła policyjna notatka, „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób”.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w grudniu 2019 r. uznał ją za winną wykroczenia. Ukarano ją 200 zł grzywny. Obciążono ją też kosztami postępowania.  W poczet grzywny zaliczono okres jej zatrzymania  16 sierpnia 2019 r.,

Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Argumenty RPO

Sąd rejonowy rażąco naruszył art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości - z uwzględnieniem jego wyjaśnień i dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym.

W tym zaś przypadku zarówno wina, jak i okoliczności czynu, budziły istotne wątpliwości. Sąd powinien był zatem skierować sprawę na rozprawę, by wyjaśnić wszystkie okoliczności istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia.

Sąd Najwyższy wyrażał już pogląd, że w przypadku, gdy funkcjonariusz żąda podania danych osobowych w sytuacji, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Rzecznik podziela ten pogląd. Dlatego sąd powinien wykazać, czy w realiach tej sprawy policjant miał podstawę prawną do żądania danych osobowych.

Dowodem mającym potwierdzać winę obwinionej były zeznania policjanta, że trzymała ona  transparent „Przestępca na czele polskiej policji”.  Nie było jednak na nim ani nazwiska, ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby zidentyfikować osoby, do której miał się on odnosić. Policjant hipotetycznie założył zatem możliwość znieważenia.

A dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis był na transparencie trzymanym przez obwinioną. Wskazuje zaś, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Według notatki urzędowej napis na transparencie  kończył się znakiem zapytania.

Obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Zatrzymano ją przy użyciu środków przymusu bezpośredniego w postaci chwytów transportowych.

Swoboda wypowiedzi

Sąd Najwyższy uznawał już, że „Bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i nie podlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego, byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny”.

Prawo do swobody wypowiedzi jest konsekwentnie potwierdzane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, np. w wyroku z 9 stycznia 2018 r. (18597/13). Uznał, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jeden z podstawowych warunków jego rozwoju oraz samorealizacji osób. Odnosi się to także do tych wypowiedzi, które są obraźliwe, szokują lub przeszkadzają. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma społeczeństwa demokratycznego.

Według ETPCz osoba prywatna nieznana publicznie może żądać ochrony życia prywatnego, ale inaczej jest w przypadku osób publicznych. „Dla tych osób granice komentarza krytycznego są szersze, gdyż osoba taka nieuchronnie i świadomie wystawia się na kontrolę publiczną, a zatem musi wykazywać się szczególnie wysokim stopniem tolerancji” – wskazywał ETPCz.

W sprawie nie przeprowadzono dowodów co do tego, czy napis, który miała prezentować obwiniona, był wyrazem realizacji jej prawa do swobody wypowiedzi. A przecież nie dotyczył on życia prywatnego, ale istotnej dla debaty publicznej kwestii, dotyczącej powoływania osób do organów władzy.

W tej sytuacji sąd był zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia okoliczności.

RPO wniósł do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi do ponownego rozpoznania.

Rażące naruszenie prawa przez sąd mogło mieć istotny wpływ na wyrok, gdyż po przeprowadzeniu rozprawy mogło zapaść inne orzeczenie – brzmi konkluzja kasacji.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

31 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn akt II KK 422/20) uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Utrwalone jest już stanowisko, że postępowanie nakazowe zastrzeżono do najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu. W sprawie niniejszej tak jednak nie jest.

Otóż, przypomnieć trzeba, że wykroczenia z art. 65 § 2 k.w. dopuszcza się ten, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości. Na gruncie tego przepisu wywodzi się, że w sytuacji, gdy funkcjonariusz organu państwowego lub upoważnionej do legitymowania instytucji żąda podania wskazanych w przepisie danych osobowych w wypadku, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Skarżący słusznie wywodzi, że koniecznym  było rozważenie przez Sąd Rejonowy czy w zaistniałym zdarzeniu zachodziła w ogóle podstawa prawna do żądania przez funkcjonariusza Policji podania przez obwinioną swoich danych osobowych. Jak wynika z zeznań policjanta, legitymowana trzymała transparent o treści „PRZESTĘPCA NA CZELE POLSKIEJ POLICJI", a przyczyną podjęcia czynności był fakt, że: „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób".

Słusznie akcentuje Rzecznik Praw Obywatelskich, że treść napisu nie zawierała nazwiska ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby na zidentyfikowanie osoby, do której miała się odnosić. Wątpliwości w tym zakresie wynikają już choćby z zeznań policjanta .Z kolei dołączona do akt sprawy dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis faktycznie figurował na transparencie, a wskazuje jedynie, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Natomiast notatka urzędowa wskazuje wręcz, że treść napisu na transparencie była zakończona znakiem zapytania.

Nie było przy tym możliwe skonfrontowanie stanowiska obwinionej ze wskazanym powyżej materiałem dowodowym, jako że obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Już te tylko okoliczności wymagały wnikliwego przeanalizowania na rozprawie pod kątem możliwości przypisania obwinionej sprawstwa i winy za zarzucany jej czyn. 

Przeprowadzone w sprawie dowody w żadnym przy tym razie nie wskazują, aby Sąd miał na uwadze kwestie związane z realizacją prawa do swobody wypowiedzi oraz prawa do dopuszczalnej krytyki stanowiących oczywiste komponenty demokratycznego państwa prawnego. W omawianym kontekście trzeba zwrócić uwagę, że w orzecznictwie stwierdza się wręcz, iż bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i niepodlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny. Zwłaszcza, że w odniesieniu do polityków i osób publicznych, granice, w jakich można wyrażać swoje poglądy, są niewątpliwie szersze aniżeli w odniesieniu do osoby prywatnej, na który to aspekt niejednokrotnie zwracano uwagę w orzecznictwie ETPC (tak choćby w orzeczeniach powołanych w kasacji).

Wskazane tu kwestie nakazywały skierowanie sprawy na rozprawę celem przeprowadzenia postępowania dowodowego i wnikliwego przeanalizowania całokształtu okoliczności sprawy umożliwiającego prawidłowe rozstrzygnięcie w zakresie sprawstwa i winy obwinionej. Postąpienie odmienne i orzekanie przez Sąd meńti w postępowaniu nakazowym skutkowało naruszeniem przepisu wskazanego w zarzucie kasacji. Uctiybienie to mogło przy tym rzutować w istotny sposób na treść wyroku, skoro dogłębne przeanalizowanie sprawy na rozprawie mogło skutkować odmiennym rozstrzygnięciem w zakresie sprawstwa i winy obwinionej.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyjaśni wszystkie istotne okoliczności faktyczne sprawy, a także dokona wnikliwej oceny prawnej czynu zarzucanego obwinionej.

II.510.662.2020

Studentka wyrzucona z uczelni za poglądy? Interwencja RPO u rektora Akademii Pomorskiej w Słupsku

Data: 2020-12-21
  • Studentka, przewodnicząca samorządu, miała zostać zwolniona z uczelni za apel do jej władz o zajęcie stanowiska wobec protestów społecznych po zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego przez Trybunał Konstytucyjny
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi rektora Akademii Pomorskiej w Słupsku o stanowisko w tej sprawie
  • Przypomina mu o zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa

Rzecznika zawiadomiła o utracie statusu studentki Przewodnicząca Samorządu Uczniowskiego Akademii Pomorskiej w Słupsku.

Miało to się wiązać z jej apelem z 28 października 2020 r. do władz uczelni o zajęcie stanowiska w sprawie protestów społecznych. Apel był uzasadniony faktem, że tego dnia w całej Polsce odbywały się protesty przeciw zmianom prawa antyaborcyjnego przez Trybunał Konstytucyjny 22 października. Brali w nich udział także studenci i studentki. A niektóre uczelnie wyższe, działając w ramach przysługującej im autonomii, ogłosiły w dniu „Strajku Kobiet” godziny rektorskie.

Adam Bodnar zwraca uwagę Rektora, że studenci i studentki mają prawo do demonstrowania swoich poglądów, szczególnie  w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym. Korzystają bowiem  z gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 Konstytucji).

A prócz kształcenia, uczelnie popierać winny rozwój odpowiedzialnych, świadomych społecznie, zaangażowanych  i myślących samodzielnie studentów. Z tych względów w ocenie RPO brak jest podstaw do działań o charakterze dyscyplinarnym wobec studentów protestujących bądź popierających protesty.

Szczególne wątpliwości budzi ograniczanie wolności słowa Przewodniczącej Samorządu, reprezentującej społeczność studencką i zabierającej głos w jej imieniu.

Definiując swoją misję, Akademia Pomorska w Słupsku odwołuje się do uniwersalnych wartości: prawdy w nauce, wspólnotowego charakteru wiedzy i nauczania, szacunku dla różnorodnych poglądów, twórczej relacji między nauczycielami akademickim, doktorantami i studentami. Stąd też tym bardziej niezrozumiała jest negatywna reakcja uczelni na deklaracje światopoglądowe społeczności studenckiej.

Odpowiedź Rektora

W odpowiedzi na pismo w sprawie utraty statusu studentki przez przewodniczącą RUSS na podstawie pozamerytorycznego uzasadnienia związanego z jej Apelem zaprezentowanym podczas obrad Senatu Uczelni wdn. 28 października br., Akademia Pomorska w Słupsku, zgodnie z oświadczeniami opublikowanymi w dniach 17 i 19 grudnia stanowczo zaprzecza, że ww. działanie miało miejsce. Podjęte przez Uczelnię działanie nie miało charakteru dyscyplinującego względem popierającej protesty studentki, a wyłącznie charakter formalny, zgodny obowiązującymi przepisami prawa, tj. na podstawie regulaminu studiów (§ 27, ust.5, pkt. 3 - nieuzyskania zaliczenia semestru lub roku w określonym terminie). 

(całość odpowiedzi w załączniku poniżej)

VII.7033.99.2020                 

Zakup Polska Press przez PKN Orlen. Rzecznik o zagrożeniach dla wolności słowa

Data: 2020-12-17
  • Zakup przez PKN Orlen prywatnego koncernu medialnego Polska Press rodzi wiele zagrożeń 
  • Trudno się spodziewać, aby media kontrolowane przez państwo prawidłowo wykonywały swą kontrolną funkcję
  • Konstytucyjna zasada wolności prasy wyklucza zaś jej prawne podporządkowanie władzom politycznym - choćby pośrednie 
  • Inaczej wolna prasa, której cechą jest krytycyzm wobec władzy, może się przekształcić w zależne od niej biuletyny informacyjne i propagandowe
  • A koncentracja w jednym koncernie druku prasy, jej wydawania i kolportażu to próba powrotu do niechlubnych tradycji RSW „Prasa-Książka-Ruch” z PRL

Sfinalizowanie transakcji zależy od pozytywnej decyzji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawia swe uwagi prezesowi UOKiK Tomaszowi Chróstnemu - w  celu zapewnienia w tym postępowania skutecznej ochrony zasad uczciwej i wolnej od nacisków politycznych konkurencji na rynku prasowym.

Obywatele - jako konsumenci na rynku prasowym - mają bowiem prawo do rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej, a także wolności prasy (art. 14 Konstytucji) oraz wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji).

Koncern paliwowy PKN Orlen (spółka, w której Skarb Państwa sprawuje faktyczną kontrolę korporacyjną, mimo posiadania jedynie mniejszościowych udziałów) złożył do UOKiK wniosek o zgodę na kupno koncernu medialnego Polska Press.  Do tego wydawnictwa należy 20 spośród 24 lokalnych dzienników wydawanych w Polsce, a także 120 tygodników lokalnych oraz 500 witryn internetowych.

Odbiorcy informacji prasy lokalnej i lokalnych witryn internetowych odpowiadają definicji konsumenta. Pod ochroną prawa pozostaje zatem ich oczekiwanie, że prasa, zgodnie z Konstytucją, będzie korzystała z wolności wypowiedzi i będzie urzeczywistniała ich prawo do rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. 

Obowiązkiem organów państwa jest zaś stwarzanie prasie warunków niezbędnych do wykonywania jej funkcji i zadań, w tym umożliwienie działalności redakcjom dzienników i czasopism zróżnicowanych pod względem programu, zakresu tematycznego i prezentowanych postaw.

Obowiązki informacyjne państwa pełni PAP

Obowiązki informacyjne państwa wobec społeczeństwa realizuje na rynku prasowym Polska Agencja Prasowa. Zgodnie z ustawą o PAP, uzyskuje i przekazuje ona rzetelne, obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Umożliwia także organom państwa prezentowanie stanowisk w ważnych sprawach państwowych.

Powstaje uzasadnione pytanie, czy i w jakim zakresie państwo - poprzez kontrolowane przez siebie podmioty gospodarcze, w tym spółki Skarbu Państwa - może wykonywać inne podstawowe funkcje prasy, skoro ustawa o PAP już realizuje prawo obywateli do rzetelnego informowania.

Jest to także pytanie o to, na ile państwo - realizując swe uprawnienia właścicielskie - jest w stanie urzeczywistnić poprzez te spółki, działające jako wydawcy prasy, prawo obywateli do jawności życia publicznego, kontroli i krytyki społecznej.

Ten, kto jest zależny, nie może być w pełni wolny

Doświadczenie życiowe oparte na obserwacji rzeczywistości społecznej wskazuje, że nie jest to możliwe. Z reguły bowiem politycy, pod których władztwem pozostają spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, nie są zainteresowani tym, aby ujawniać społeczeństwu często niewygodne dla nich fakty dotyczące ich działalności publicznej i prywatnej.

Z całą pewnością nie będą także zainteresowani tym, aby ich działalność podlegała kontroli i krytyce społecznej w tytułach prasowych wydawanych przez spółki kontrolowane przez Skarb Państwa. 

Z punktu widzenia konsumenta, jakim jest czytelnik prasy, może to oznaczać, że prasa wydawana przez spółki kontrolowane przez Skarb Państwa nie będzie dostarczała produktu o cechach wymaganych przez obowiązujące prawo, a więc określonych w art. 1 Prawa prasowego.

Czytelnicy mogą zostać wprowadzeni w błąd, nie wiedząc, że pod z pozoru komercyjną nazwą wydawcy danego tytułu prasowego (sugerującą pełną niezależność od władzy politycznej) w praktyce kryje się podmiot gospodarczy poddany całkowicie kontroli politycznej.

Zastrzeżenia powoduje także i to, że zgodnie z zasadą ustrojową wynikającą z art. 14 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.

Konstytucyjna wolność prasy musi być pojmowana jako przeciwieństwo zależności, także zależności od władzy politycznej. Ten, kto jest zależny, nie może być bowiem w pełni wolny. Tak rozumiana zasada wolności prasy wyklucza zatem prawne podporządkowanie prasy władzom politycznym i podmiotom kontrolowanym bezpośrednio bądź pośrednio przez władze polityczne.  

Tymczasem spółka kontrolowana przez Skarb Państwa - a za jej pośrednictwem politycy sprawujący władzę - mogą uzyskać łatwy wpływ na decyzje o całokształcie działalności poszczególnych redakcji. W ten sposób mogą przekształcić wolną prasę, której nieodłączną cechą jest rzetelny i oparty na faktach krytycyzm wobec władzy i osób sprawujących funkcje publiczne, w zależne od tej władzy biuletyny informacyjne i propagandowe.

Zagrożenia wynikające z koncentracji druku i kolportażu prasy

PKN Orlen przejmuje funkcje nie tylko wydawcy prasy. Będzie odpowiadać również za druk - kupiono bowiem także sześć drukarni. Oznacza to, że spółka będzie miała wpływ na druk także konkurencyjnych, lokalnych  tytułów prasowych. Wymaga to dodatkowego zbadania, jak przełoży się to na niezakłóconą konkurencję na lokalnych rynkach prasowych.

Należy to analizować w kontekście informacji z listopada 2020 r., gdy PKN Orlen ogłosił przejęcie kontrolnego pakietu 65 proc. akcji Ruch S.A. -  właściciela sieci kiosków z prasą i drobną galanterią. Tym samym spółka ta kontroluje już znaczną część rynku kolportażu prasy.

A dzięki nowej inwestycji PKN Orlen będzie miał znaczący wpływ na dystrybucję prasy w Polsce, tym bardziej, że jest ona sprzedawana także na jej stacjach benzynowych. Poprzez taką sieć kolportażu spółka będzie dystrybuowała zarówno własną prasę, jak też prasę swoich konkurentów na lokalnym rynku prasowym. Już samo w sobie nasuwa to wątpliwości z punktu widzenia zasad konkurencji na rynku wydawniczym. 

Wpływ transakcji na rynek reklam

Zakup przez PKN Orlen Polska Press wymaga ponadto analizy z punktu widzenia wpływu na rynek reklamowy. W mediach pojawiają się informacje, że wydając środki na reklamę, PKN Orlen nie kieruje się względami ekonomicznymi (np. zasięgiem poszczególnych mediów, w których wykupuje reklamę), lecz sympatiami politycznymi swojego kierownictwa.

Dane firmy Kantar wskazują, że najbardziej wydatki w prorządowej prasie zwiększył właśnie PKN Orlen. Procesowe potwierdzenie tych informacji w trakcie postępowania prowadzonego Prezesa UOKiK prowadziłoby do wniosku, że zakup ten mógłby doprowadzić do dalszych, nieuzasadnionych względami ekonomicznymi zakłóceń na rynku reklamy.

W konsekwencji  transakcja taka mogłaby doprowadzić do istotnego ograniczenia konkurencji na rynku reklam. Spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, kierując się wskazaniami właścicielskimi i politycznymi, będą bowiem prowadziły kampanie reklamowe poprzez podmioty zależne od Skarbu Państwa bądź poprzez podmioty otwarcie wyrażające sympatię dla władzy politycznej.

Powrót RSW „Prasa-Książka-Ruch”?

Koncentracja funkcji wydawcy, druku oraz kolportażu w rękach spółki, w której faktyczną kontrolę sprawuje Skarbu Państwa - w połączeniu z funkcjonowaniem regionalnych publicznych spółek rtv Skarbu Państwa, prowadzących także witryny internetowe - rodzi poważne konsekwencje dla poszczególnych lokalnych rynków medialnych. A to stwarza szereg sygnalizowanych już zagrożeń dla wolności prasy.

Trudno się bowiem spodziewać, aby wszystkie te podmioty medialne całkowicie kontrolowane przez państwo w prawidłowy sposób realizowały w wymiarze lokalnym funkcję kontrolną prasy, zasadę jawności życia publicznego i funkcję krytyki społecznej.

W tym kontekście trzeba wskazać, że podjęty przez spółkę zależną od państwa proces koncentracji w ramach jednego koncernu funkcji druku prasy, jej wydawania oraz kolportażu stanowi próbę powrotu do niechlubnych tradycji wydawniczych przerwanych ustawą z 22 marca 1990 r. o likwidacji Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch”. A jest to tradycja motywowanego politycznie sterowania środkami przekazu i komunikowania celem wywierania wpływu na społeczeństwo.

Adam Bodnar przedstawia prezesowi UOKiK te uwagi w celu zapewnienia skutecznej ochrony w toku prowadzonego postępowania zasad uczciwej i wolnej od nacisków politycznych konkurencji na rynku prasowym, prawa obywateli jako konsumentów na rynku prasowym do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej, a także wolności prasy, wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 

- Będę wdzięczny za stanowisko Pana Prezesa w tym zakresie – brzmi konkluzja pisma RPO.  

VII.716.26.2020

Happeningi uliczne. Rzecznik zaniepokojony działaniami policji

Data: 2020-12-15
  • Happeningi uliczne czy spektakle wystawiane w oknach  chronione przez konstytucyjne zasady wolności wyrażania poglądów, pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także wolności zgromadzeń
  • Tymczasem mogą być uznawane za "wybryki zakłócające spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołujące zgorszenie w miejscu publicznym" - za co grozi areszt, ograniczenie wolności albo grzywna
  • Policja legitymuje bowiem ich organizatorów i uczestników; nachodzi także mieszkańców "szklanego domu" na stołecznym Żoliborzu, gdzie wystawiono inscenizację ”Dziadów”

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Komendanta Głównego Policji o podanie szczegółowej podstawy prawnej działań w tych sprawach.

Z doniesień mediów wynika, że policjanci podejmują działania wobec osób pokojowo manifestujących swoje poglądy poprzez ekspresję artystyczną czy happeningi uliczne. Media wskazują m.in. na:

  • legitymowanie osób, które z koksownikiem i w mundurach milicjantów PRL w pobliżu domu wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego zainscenizowały jego internowanie,
  • legitymowanie grupy osób, która na pl. Piłsudskiego chciała rozwinąć flagę Unii Europejskiej,
  • prowadzenie wywiadów z osobami mieszkającymi w budynku przy ul. Mickiewicza, w którym wystawiono inscenizacja „Dziadów” Adama Mickiewicza.

Czy to naprawdę "wybryk"?

Opisane sytuacje wskazują, że legitymowanie podejmowano w związku z podejrzeniem popełnienia wykroczenia z art. 51 § 1 Kodeksu wykroczeń.  Według niego „kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Sąd Najwyższy uznawał, że taki wybryk to zachowanie się, "jakiego wśród konkretnych okoliczności czasu, miejsca i otoczenia, ze względu na przyjęte zwyczajowo normy ludzkiego współżycia, nie należało się spodziewać; które wywołuje powszechne negatywne oceny społeczne i odczucia odrazy, gniewu, oburzenia”.

Według SN nie może zaś być uznany za taki wybryk czyn, "który nie tylko, iż nie koliduje w rażący sposób z obowiązującymi w określonym kontekście sytuacyjnym normami zachowania się, ale wręcz wzbudza, w odbiorze powszechnym – oceny akceptacji, choćby milczącej zgody, aprobaty, podziwu lub uznania”.

Happeningi - gdy zawodzą instytucjonalne formy komunikacji społecznej 

W tym kontekście RPO podkreśla, że publiczne wyrażanie poglądów  w różnych formach - także na ulicach i placach miast -  stanowi całkowicie akceptowaną i zwyczajowo dopuszczalną w cywilizowanych społeczeństwach formę dialogu społeczeństwa lub jego części z władzą. Chodzi zwłaszcza o sytuacje, gdy zawodzą instytucjonalne formy komunikacji społecznej - realizowane np. przez przedstawicieli społeczeństwa w parlamencie.

U podstaw takich wydarzeń leży nie tylko interes jednostek, ale również interes ogólnospołeczny. W ten sposób gwarantowany jest bowiem podstawowy dla demokracji mechanizm konfrontacji różnych poglądów i idei - także tych poglądów i idei, które nie są wygodne i przyjemne dla władzy, czy których władza nie podziela.

Taka formuła publicznych wypowiedzi, która  nie spotyka się z neutralnością ze strony policji, uzupełnia mechanizm przedstawicielski. Zapobiega powstawaniu takich napięć w społeczeństwie, wynikających z przerwania komunikacji społecznej, które mogłyby zagrozić demokracji.

Z całą pewnością tego typu wypowiedzi nie mogą być zatem traktowane jako wybryk w rozumieniu art. 51 § 1 Kw. 

Swoboda wypowiedzi dotyczy nie tylko treści, ale i formy

Zarówno organizatorzy happeningów i  spektaklu teatralnego, jak i ich uczestnicy, korzystają z konstytucyjnie chronionej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także konstytucyjnej wolności zgromadzeń. Wszelkie działania policji powinny być zgodne z konstytucyjnymi standardami, zwłaszcza z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, który zapewnia każdemu  wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

A swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Zagadnienie to - zwłaszcza w odniesieniu do debaty publicznej – podkreśla orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na gruncie art. 10 EKPC. Jak wskazuje ETPCz, uczestnicy debaty publicznej mogą sobie pozwolić na pewien stopień nieumiarkowania.

Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nierzadko bardzo wyrazistymi, czy nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.

VII.564.135.2020

Czy udział 17-latki w protestach świadczy o jej demoralizacji? Rzecznik pyta stołeczną policję. EDIT: Postępowanie umorzono

Data: 2021-03-07, 2020-12-14
  • 17-latka została wezwana przez policję do wyjaśnienia udziału w protestach Strajku Kobiet; w piśmie policji pojawia się zarzut demoralizacji
  • RPO ma nadzieje, że korzystanie z wolności wyrażania poglądów - zagwarantowanej w Konstytucji i Konwencji ONZ o prawach dziecka - nie jest traktowane przez policję jako przejaw demoralizacji
  • A wszczynanie postępowań wobec młodych osób, biorących udział w manifestacjach czy inaczej wyrażających swe poglądy, może ich zniechęcić do aktywności obywatelskiej
  • AKTUALIZACJA: Postępowanie w sprawie zostało umorzone 7 marca 2021 r

Na podstawie informacji prasowej Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę 17-letniej uczennicy, która została wezwana przez policję do  wyjaśnień w związku z udziałem w listopadowych protestach Strajku Kobiet. Jak wynika z artykułu na portalu TOK FM, jej ojciec otrzymał pismo z policji, w którym pojawia się zarzut demoralizacji. Zdaniem rodziny jedyną podstawą do wezwania jest udział córki w manifestacji.

Nie przesądzając na obecnym etapie, czy doszło do naruszenia praw obywatelskich, RPO ma wątpliwości, czy podejmowanie tego typu czynności jest zasadne i proporcjonalne. W szczególności wyjaśnienia wymaga użycie terminu „demoralizacja”.

Art. 4 § 1 ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich jako przykłady okoliczności świadczących o demoralizacji nieletniego wymienia:

  • naruszanie zasad współżycia społecznego,
  • popełnienie czynu zabronionego,
  • systematyczne uchylanie się od obowiązku szkolnego lub kształcenia zawodowego,
  • używanie alkoholu lub innych środków w celu wprowadzenia się w stan odurzenia,
  • uprawianie nierządu, włóczęgostwo, udział w grupach przestępczych.

Nie ulega wątpliwości, że policja powinna reagować na przypadki łamania prawa przez nieletnich. Należy jednak zauważyć, że kolejne doniesienia medialne o wszczynaniu postępowań wobec młodych osób, biorących udział w manifestacjach lub też wyrażających swoje poglądy w inny sposób, mogą skutecznie zniechęcić młodzież do podejmowania aktywności obywatelskiej.

RPO ma nadzieję, że sam fakt korzystania z zagwarantowanej w art. 54 Konstytucji oraz w art. 12 i 13 Konwencji ONZ o prawach dziecka  wolności wyrażania swoich poglądów (nawet w sposób kontrowersyjny i nieodpowiadający obserwatorom) nie jest traktowany przez przedstawicieli policji jako przejaw demoralizacji.

Rzecznik zwrócił się do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja o poinformowanie o stanie sprawy i podejmowanych działaniach.

VII.564.133.2020

Pracodawca nie może zmuszać pracownika do tego, czego prawo mu nie nakazuje. Polemika RPO z Głównym Inspektorem Pracy

Data: 2020-12-11
  • Pracodawca nie może zmuszać pracownika do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje
  • Nie może zatem powstrzymywać pracownika od realizacji jego konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów, w tym politycznych - jeśli prawo nie zezwala na to pracodawcy
  • Zasadą jest bowiem korzystanie z wolności wyrażania poglądów, a wyjątkiem - nakaz powstrzymania się od ich wyrażania, dotyczący funkcjonariuszy publicznych
  • RPO kwestionuje twierdzenie głównego inspektora pracy, że żaden przepis prawa pracy nie zabrania wprowadzenia do umowy o pracę ograniczenia w zakresie nieprezentowania swojego stanowiska lub poglądu w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar ponownie zwrócił się do Andrzeja Kwalińskiego, głównego inspektora pracy, o zbadanie sprawy i przedstawienie stanowiska.

30 listopada 2020 r. Andrzej Kwaliński odpowiedział RPO w sprawie sytuacji pracowników TVP  w związku z zawieranymi umowami o pracę, w których zobowiązują się, że nie będą „prezentować swojego stanowiska lub poglądów politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych”.

Rzecznik,  który ocenił, że zatrudnianie u nadawcy publicznego ogranicza wolność słowa, poprosił Głównego Inspektora Pracy o kontrolę takich umów. GIP uznał jednak, że brak jest podstaw do działań.

Odpowiedź GIP nie usuwa wątpliwości związanych ze stosowaniem takiej klauzuli w umowach.

RPO zgadza się, że są daleko idące ograniczenia pracowników sektora publicznego - przede wszystkim funkcjonariuszy publicznych -  co do możliwości prezentowania poglądów politycznych w przestrzeni publicznej. Oznacza to, że zakazy wynikają z przepisów powszechnie obowiązującego prawa, a ich naruszenie może prowadzić do zastosowania przez pracodawcę sankcji wobec pracownika.

Z art. 5 ust. 1 Prawa prasowego wynika z kolei, że każdy, zgodnie z zasadą wolności słowa i prawem do krytyki, może udzielać informacji prasie. Nikt nie może być narażony na zarzut z powodu udzielenia informacji prasie, jeżeli działał w granicach prawem dozwolonych. Stąd też prezentowanie przez funkcjonariuszy publicznych w prasie swoich poglądów politycznych z oczywistych względów nie podlega ochronie na podstawie Prawa prasowego.

Odmiennie sytuacja wygląda jednak w przypadku osób, wobec których przepisy powszechnie obowiązującego prawa nie wprowadzają tych ograniczeń.

Osoby te korzystają z wolności z art. 54 ust. 1 Konstytucji. Zapewnia on każdemu wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wolność ta nie ma charakteru absolutnego, może ona podlegać ograniczeniom, jednak ograniczenia te zgodnie z klauzulą z art. 31 ust. 3 Konstytucji mogą być ustanowione tylko w ustawie.

Co zaś jest szczególnie istotne, z art. 31 ust. 2 Konstytucji wynika, że każdy obowiązany jest szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje. Ten nakaz poszanowania wolności i praw innych stanowi podstawę horyzontalnej ochrony wolności oraz horyzontalnego obowiązywania konstytucyjnych wolności i praw, w tym także wolności wyrażania poglądów. Nakaz ten obowiązuje w związku z tym także w zakresie stosunku prawnego wiążącego pracownika z pracodawcą.

Przenosząc ten nakaz na grunt prawa pracy, należy stwierdzić, że pracodawca jest obowiązany szanować wolności i prawa pracownika. Nie może też zmuszać pracownika do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje. Pracodawca nie może powstrzymywać pracownika od realizacji jego konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów, w tym poglądów politycznych, jeśli prawo nie zezwala na to pracodawcy.

Zasadą jest bowiem korzystanie z wolności wyrażania poglądów, wyjątkiem określonym przez prawo jest natomiast nakaz powstrzymania się od ich wyrażania.

W tym świetle za nieuzasadnione i nie mające jakiegokolwiek oparcia w świetle powszechnego rozumienia konstytucyjnej wolności jednostki trzeba uznać twierdzenie z odpowiedzi GIP, że „żaden przepis prawa pracy (…) nie zabrania wprowadzenia do umowy o pracę ograniczenia w zakresie nieprezentowania swojego stanowiska lub poglądu w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych.”

W kontekście art. 31 ust. 2 Konstytucji  należy stwierdzić, że żaden przepisy prawa nie zezwala pracodawcy na wprowadzenie do umowy takiego ograniczenia. A tylko to czyniłoby działania pracodawcy w tym zakresie działaniami legalnymi.

Pracodawca może więc - gdyż ma do tego wyraźną podstawę w prawie: art. 11 ust. 1 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji - zobowiązać pracownika, w kontekście realizacji wolności wypowiedzi, do poufności w zakresie informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa. Nie może natomiast zobowiązać pracownika do tego, aby nie prezentował swoich poglądów w sprawach politycznych - tego bowiem prawo pracownikowi nie nakazuje.

Wręcz przeciwnie: prawo nakłada na pracodawcę obowiązek umożliwienia pracownikowi przekazywania prasie informacji i opinii. Z art. 11 ust. 3 Prawa prasowego wynika bowiem, że kierownicy jednostek organizacyjnych są obowiązani umożliwiać dziennikarzom nawiązanie kontaktu z pracownikami oraz swobodne zbieranie wśród nich informacji i opinii.

Gdyby przyjąć, że umowa o pracę może zawierać klauzulę wykluczającą prezentowanie przez pracownika poglądów w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych, oznaczałoby to też, że pracodawca w sposób pośredni może ingerować w wolność zrzeszania się pracowników w partiach politycznych - a tym samym w wolność wynikającą z art. 58 ust. 1 Konstytucji.

Zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o partiach politycznych partia polityczna jest dobrowolną organizacją, stawiającą za cel udział w życiu publicznym poprzez wywieranie metodami demokratycznymi wpływu na kształtowanie polityki państwa lub sprawowanie władzy.

Realizacja tak rozumianego członkostwa w zasadzie jest w realiach współczesnych wykluczona, jeśli pozbawi się członka partii politycznej możliwości prezentowania stanowiska w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych. Członkostwo takie ma wówczas wymiar jedynie formalny - skoro będący członkiem partii pracownik nie może, ze względu na wiążąco go klauzulę, wypowiadać swoich poglądów politycznych w przestrzeni publicznej.

Zgodnie zaś z  art. 113 Kodeksu pracy, jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze względu na przekonania polityczne, jest niedopuszczalna. Oznacza to, że pracownicy, w stosunku do których ustawodawca nie wprowadził zakazu uzewnętrzniania poglądów politycznych, mogą je prezentować publicznie - wskazuje Adam Bodnar.

VII.564.93.2020

Polacy liczą, że dzięki środkom UE uporają się ze skutkami pandemii. Pismo RPO do premiera w sprawie weta

Data: 2020-12-09
  • Polacy czekają na przyjęcie przez Unię Europejską programu naprawczego i siedmioletniego budżetu
  • Jako obywatele UE liczą, że umożliwią one uporanie się z gospodarczymi i społecznymi konsekwencjami pandemii
  • A weto rządu może całkowicie zamknąć drogę do środków unijnych
  • Adam Bodnar prosi premiera Mateusza Morawieckiego o należne uwzględnienie praw mieszkańców naszego kraju

Rzecznik Praw Obywatelskich z troską obserwuje proces przyjmowania europejskiego funduszu odbudowy i wieloletnich ram finansowych Unii Europejskiej. Szczególnie niepokoi zapowiedź premiera zawetowania obu instrumentów wraz ze skutkami takiego zablokowania pomocy gospodarczej dla mieszkańców Polski.

W tym roku RPO dwukrotnie zwracał się już do premiera o rzetelne informacje o działaniach podejmowanych przez UE na rzecz zwalczania epidemii i jej skutków (pisma z 21 maja i 8 czerwca 2020 r.). Na żadne z tych pism nie było odpowiedzi. 

Konstytucja powierza RPO zadanie ochrony praw i wolności człowieka i obywatela, a zwłaszcza prawo do otrzymywania od władz krajowych rzetelnych informacji (art. 54 i art. 61 Konstytucji).

W ostatnich dniach premier wielokrotnie mówił o zablokowaniu uchwalenia przez UE budżetu wieloletniego oraz funduszu odbudowy - choć wcześniej potwierdzał podstawowe znaczenie UE w przeciwdziałaniu negatywnym skutkom pandemii. Apelował o europejską solidarność i ambitny budżet Unii, wspierający ożywienie gospodarcze  w Europie. Premier z nadzieją wypowiadał się też o unijnym planie odbudowy, przedstawiał korzyści, które przyniesie Polsce.

W wystąpieniu z 8 czerwca 2020 r. RPO zwracał uwagę, że wykorzystanie środków unijnych będzie warunkowane poszanowaniem praw podstawowych i wartości Unii. Respektowanie zasad państwa prawa i oparcie odbudowy na prawach podstawowych było bowiem częścią programu Komisji Europejskiej. Trwały wtedy również prace nad unijnym rozporządzeniem  o  ogólnym systemie warunkowości dla ochrony budżetu Unii, którego projekt został przedstawiony przez Komisję Europejską już w 2018 r.

Rzecznik prosił w tamtym wystąpieniu, aby informacje rządu w sprawie funduszy przeznaczanych przez UE na zwalczenie konsekwencji epidemii były rzetelne, pełne i dokładne, a zatem obejmowały również zasadnicze warunki i kryteria korzystania z tych funduszy przez państwa Unii. Takich informacji ani premier, ani członkowie rządu nie przekazywali. Tworzyli zaś mylne wrażenie, że środki te są dla Polski zagwarantowane bezwarunkowo.

Ówczesne obawy ziściły się. Przygotowany został ostateczny projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE ustanawiający mechanizm warunkowości. Wprowadza on rozwiązania chroniące unijne środki budżetowe w przypadku naruszenia przez państwo członkowskie zasad praworządności. Ma on dotyczyć zarówno  budżetu Unii na lata 2021–2027, jak i programu odbudowy po pandemii. Może wydatnie wpłynąć na ograniczenie środków dla naszego kraju.

Zagrożenie dostępu do środków unijnych stało się bardziej realne niż kiedykolwiek. Weto rządu może całkowicie zamknąć do nich drogę. Zablokowanie przyjęcia przez Unię budżetu wieloletniego oraz funduszu odbudowy nie jest alternatywą. A premier zapowiadał, że planowany podział środków z obu instrumentów jest bardzo korzystny dla Polski. Przyrównywał je nawet do Planu Marshalla.

Epidemia COVID-19 stała się powodem wielu wyrzeczeń Polaków ze względu na epidemię. Ograniczono  możliwości zarobkowania, przemieszczania się, utrzymywania kontaktów rodzinnych i społecznych, korzystania z obiektów edukacji, kultury, handlu, gastronomii, sportu i turystyki, uprawiania kultu religijnego itp. Nie mogą w pełni korzystać z przysługujących im praw i wolności.

Teraz czekają na przyjęcie przez Unię programu naprawczego i siedmioletniego budżetu. Jako obywatele UE liczą, że środki unijne umożliwią uporanie się z gospodarczymi i społecznymi konsekwencjami pandemii i środków podjętych dla jej zwalczania.

Adam Bodnar poprosił premiera Mateusza Morawieckiego o wzięcie pod uwagę tego stanowiska i  należne uwzględnienie praw mieszkańców naszego kraju.

VII.7010.2.2020

Państwowa Inspekcja Pracy nie skontroluje umów w TVP, które według RPO ograniczają wolność słowa

Data: 2020-12-09
  • Umowy zawierane przez Telewizję Polską zobowiązują daną osobę, że „nie będzie prezentować swojego stanowiska lub poglądów w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych”
  • RPO, który ocenił, że zatrudnianie u nadawcy publicznego ogranicza wolność słowa, poprosił Głównego Inspektora Pracy o kontrolę takich umów
  • Według GIP brak jest podstaw do działań. Uznał, zarazem że taka klauzula nie wyklucza dopuszczalności konstruktywnej krytyki TVP S.A. dla zatrudnianych przez nią aktorów i dziennikarzy
  • A żaden przepis wprost nie zabrania wprowadzenia do umowy o pracę ograniczenia w zakresie nieprezentowania stanowiska lub poglądów w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych

Wskazana klauzula budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich w związku z jej potencjalną niezgodnością z obowiązującymi konstytucyjnymi i europejskimi standardami wolności wypowiedzi dziennikarzy i pracowników. W toku prowadzonych działań RPO zwrócił się do Prezesa TVP  S.A. o wyjaśnienia, jednak odpowiedź nie rozwiała wątpliwości.

Dlatego Rzecznik wystąpił do Andrzej Kwalińskiego, głównego inspektora pracy, o zbadanie sytuacji pracowników Telewizji Polskiej oraz zawieranych z nimi umów.

Odpowiedź GIP

Potencjalnie kwestia wprowadzenia zobowiązania do umów o pracę powstrzymywania się od prezentowania poglądów politycznych w mediach lub serwisach społecznościowych przez aktorów albo dziennikarzy może w określonych okolicznościach naruszać art. Kodeksu pracy, który stanowi, że pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika.

Sformułowanie to, nie stanowi in abstracto przejawu dyskryminowania pracownika ze względu na przekonania polityczne, gdyż zastrzeżenie to dotyczy prezentowania wszelkich poglądów politycznych, a nie tylko poglądów przeciwnych w stosunku do partii rządzących czy też opozycyjnych (oczywiście przy założeniu, że zobowiązanie to dotyczy wszystkich pracowników zatrudnionych na danym stanowisku).

Stosunek pracy w istotnym stopniu ogranicza swobodę pracownika w wielu sferach życia osobistego, rodzinnego lub zawodowego. Ustawodawca wprost dopuszcza ograniczenia w zakresie możliwości prowadzenia działalności konkurencyjnej wobec pracodawcy. Nieobce są również ograniczenia w zakresie prowadzenia przez pracowników działalności politycznej, czy też manifestowania poglądów politycznych.

Żaden przepis prawa pracy wprost nie zabrania zaś wprowadzenia do umowy o pracę ograniczenia w zakresie nieprezentowania swojego stanowiska lub poglądów w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych.

Z kolei potrzeba zagwarantowania mediom publicznym reprezentowanym przez Telewizję Polską S.A. bezstronności może w określonych stanach faktycznych usprawiedliwiać uzgodnienie między stronami stosunku pracy ograniczenia z korzystania z dobra osobistego utożsamianego z prawem do wolności wypowiedzi/prezentowania poglądów.

W tym zakresie, w mojej ocenie, tak ujęta klauzula w umowie o pracę nie wyklucza jednak dopuszczalności konstruktywnej krytyki pracodawcy, jakim jest Telewizja Polska S.A. dla zatrudnianych przez nią aktorów i dziennikarzy.

Krytyka ta może bowiem być realizowana bez konotacji politycznych, a jedynie sprowadzać się do rzeczowej oceny sposobu funkcjonowania pracodawcy celem usprawnienia realizowania jego misji publicznej polegającej na oferowaniu zróżnicowanych programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z 28 sierpnia 2013 r., pracownik ma prawo do dozwolonej, publicznej krytyki przełożonego (whistleblowing - czyli ujawnianie nieprawidłowości w funkcjonowaniu zakładu pracy polegających na różnego rodzaju aktach nierzetelności, nieuczciwości z udziałem pracodawcy lub jego przedstawicieli), gdy nie prowadzi to do naruszenia jego obowiązków pracowniczych polegających w szczególności na dbaniu o dobro zakładu pracy i zachowaniu w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Stanowisko Sądu Najwyższego jest w tym zakresie jednolite i ugruntowane.

Ocena, czy dane zachowanie pracownika stanowi ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych nie należy do organów Państwowej Inspekcji Pracy, ale sądów pracy uprawnionych do przeprowadzenia postępowania dowodowego i wydania wiążącego strony stosunku pracy rozstrzygnięcia.

Jednocześnie należy zaznaczyć, że możliwości działania organów Państwowej Inspekcji Pracy w sprawach tego typu są bardzo ograniczone. Nie ma ona możliwości skierowania do pracodawcy decyzji administracyjnej, nakazującej zaprzestania określonej praktyki ograniczenia wolności słowa pracownika, zwłaszcza że kwestia ta ma charakter oceny z uwagi na brak jednoznacznej regulacji w sferze stosunku pracy i charakterystyczną dla niej kolizją interesów pracownika i pracodawcy.

Pracownicy, a także działające w ich imieniu związki zawodowe, mogą ewentualnie wystąpić do sądu o ochronę dóbr osobistych, jeżeli faktycznie w określonych sytuacjach zostały one naruszone w ramach realizacji stosunku pracy.

Warto jednak zwrócić uwagę, że w efekcie stosowania do sytuacji naruszenia godności albo innych dóbr osobistych pracownika cywilistycznych mechanizmów ochronnych, istotne będą tu również okoliczności wyłączające bezprawność naruszenia dóbr osobistych w postaci działania w ramach porządku prawnego, tj. działanie dozwolone przez obowiązujące przepisy prawa, wykazywanie prawa podmiotowego, zgoda pokrzywdzonego oraz działanie w ochronie uzasadnionego interesu.

W aktualnym stanie prawnym brak jest podstaw do podejmowania działań przez organy Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie przedmiotowym związanym z zagadnieniem sygnalizowanym przez Pana Rzecznika.

Wskazać również należy, że w czasie pandemii działalność kontrolna Państwowej Inspekcji Pracy została poddana znacznemu ograniczeniu. Kontrole pracodawców zostały ograniczone wyłącznie do zadań dotyczących wypadków przy pracy oraz kontroli dotyczących bezpośredniego zagrożenia dla życia bądź zdrowia pracowników - dodał Andrzej Kwaliński.

(pełna odpowiedź GIP w załączniku poniżej)

VII.564.93.2020

Przemoc policji wobec dziennikarzy podczas Marszu Niepodległości. Są postępowania w policji, będzie ocena prokuratury

Data: 2020-12-07
  • Policja prowadzi czynności wyjaśniające w sprawie przemocy stosowanej wobec dziennikarzy relacjonujących Marsz Niepodległości 11 listopada 2020 r. w Warszawie 
  • Chodzi o bicie dziennikarzy przez funkcjonariuszy, stosowanie środków przymusu bezpośredniego oraz zranienie jednego z nich z broni gładkolufowej
  • Policja przekazała odpowiednie materiały Prokuraturze Rejonowej Warszawa Praga-Południe, która dokona oceny prawnokarnej
  • Komendant stołeczny nie odpowiedział zaś RPO,  jak chce zapewnić, by do takich gróźnych sytuacji nie dochodziło w przyszłości

Rzecznik Praw Obywatelskich z ogromnym niepokojem przyjął informacje o przypadkach stosowania przez funkcjonariuszy przemocy fizycznej wobec dziennikarzy relacjonujących przebieg Marszu Niepodległości.

Jak wynika z informacji mediów, do szczególnie bulwersujących sytuacji doszło w okolicach dworca PKP Warszawa-Stadion. Wobec dziennikarzy zastosowano środki przymusu bezpośredniego (gaz łzawiący, pałki służbowe, granaty hukowe). Działo się tak mimo że dziennikarze mieli kamizelki z napisem PRESS oraz informowali funkcjonariuszy, że są na miejscu w celach służbowych. Wielu dziennikarzy odniosło obrażenia - fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry został trafiony w twarz gumową kulą w okolicach ronda de Gaulle’a.

Opisana sytuacja budzi ogromne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa i bardzo negatywnie wpływa na zaufanie obywateli do policji. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje, że nie zostaną potraktowani jako jedna ze stron konfliktu.

Prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter czy pokojowy przebieg. Nielegalne demonstracje czy agresywny przebieg zgromadzenia może tym bardziej uzasadniać dostęp mediów do tego wydarzenia.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do nadinsp. Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji, o wyjaśnienie powodów sytuacji z 11 listopada oraz informację, jakie zamierza podjąć działania, aby do takich groźnych sytuacji nie dochodziło w przyszłość.

Odpowiedź KSP

W odpowiedzi na pismo z 12 listopada 2020 r. w sprawie pojawiających się w mediach tradycyjnych i społecznościowych informacji o przypadkach stosowania przez funkcjonariuszy Policji przemocy fizycznej wobec dziennikarzy relacjonujących przebieg Marszu Niepodległości, który odbył się w dniu 11 listopada 2020 r. w Warszawie, informuję, że:

W zakresie użycia środka przymusu bezpośredniego w postaci pocisków gumowych miotanych z broni gładkolufowej przez funkcjonariuszy Oddziału Prewencji Policji w Katowicach, sprawę przekazano w celu oceny właściwemu przełożonemu funkcjonariuszy Komendantowi Wojewódzkiemu Policji w Katowicach.

W zakresie wykorzystania środka przymusu bezpośredniego w postaci granatu hukowego przez funkcjonariusza Samodzielnego Pododdziału Prewencji Policji w Radomiu, sprawę przekazano w celu oceny właściwemu przełożonemu funkcjonariusza, Komendantowi Wojewódzkiemu Policji zs. w Radomiu.

W zakresie stosowania przez funkcjonariuszy Policji garnizonu stołecznego środków przymusu bezpośredniego w trakcie zabezpieczenia w dniu 11 listopada 2020 r., wdrożono czynności z Rozdziału 10 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 roku o Policji - w Komendzie Stołecznej Policji, Komendzie Rejonowej Policji Warszawa IV, Komendzie Powiatowej Policji w Legionowie, Komendzie Powiatowej Policji w Nowym Dworze Mazowieckim, Komendzie Powiatowej Policji w Piasecznie, Komendzie Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim, Komendzie Powiatowej Policji dla Powiatu Warszawskiego Zachodniego zs. w Starych Babicach oraz Komendzie Powiatowej Policji w Wołominie.

Przedmiotowe czynności pozostają w toku. Ponadto informuję, że materiały w powyższym zakresie zostały przekazane do Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga Południe w Warszawie, celem oceny prawnokarnej  - dodał nadinsp. Paweł Dobrodziej.

VII.613.128.2020

Dziennikarka ukarana, bo odmówiła prokuraturze ujawnienia swego źródła. Interwencja RPO

Data: 2020-11-30
  • Dziennikarka ”Gazety Wyborczej” ujawniła nieznane fakty w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza 
  • Prokuratura nałożyła na nią 500 zł kary za „bezpodstawne uchylanie się od złożenia zeznań”. Wydawca "GW" odwołuje się do sądu
  • Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił prokuraturę o podanie podstawy prawnej i faktycznej nałożenia kary
  • Powołuje się na ciążący na dziennikarzach obowiązek ochrony źródeł informacji w sytuacji zastrzeżenia nieujawniania danych

W styczniu 2020 r. Katarzyna Włodkowska opublikowała reportaż pt. "Zabójca Pawła Adamowicza: Posiedzę dwa lata i wyjdę”. Były tam informacje z ustaleń dziennikarki, m.in. co do nieznanych wcześniej faktów.

Prokuratura - w związku z tym i innymi artykułami dotyczącymi postępowania ws. zabójstwa Pawła Adamowicza w styczniu 2019 r. – wszczęła śledztwo na podstawie art. 241 Kodeksu karnego.

Zgodnie z nim, kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

W lutym 2020 r. RPO podjął tę sprawę. W piśmie do prokuratury wskazał, że w związku z tym postępowaniem na platformie Rady Europy na rzecz wolności mediów 19 lutego 2020 r. został opublikowany alert, w którym wyrażono obawę co do możliwości realizacji zadań dziennikarskich.

Alert oznacza, że sprawą zajmie się Komitet Ministrów i Komisarz Praw Człowieka RE. Sprawa ma zatem kluczowe znaczenie z punktu widzenia wolności słowa (art. 54 Konstytucji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka).

VII.564.126.2020

RPO pyta stołeczną policję o zatrzymanie dziennikarki

Data: 2020-11-24
  • Zatrzymanie przez policję 23 listopada 2020 r. dziennikarki relacjonującej protesty przed MEN budzi wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania wolności słowa
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja o wyjaśnienia
  • Przypomina też standardy ochrony dziennikarzy podczas zgromadzeń

Rzecznik podjął sprawę działań policji wobec fotoreporterki Agaty Grzybowskiej,  która relacjonowała protesty pod gmachem MEN. Została ona zatrzymana mimo okazania legitymacji prasowej. Budzi to wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania wolności słowa. Takie działania mogą bowiem wywołać „efekt mrożący” wobec dziennikarzy.

Ponadto RPO interweniuje wobec działań policji co do dziennikarki „Gazety Wyborczej” Angeliki Pitoń, która 6 listopada 2020 r. wykonywała obowiązki służbowe podczas protestu Strajku Kobiet w Zakopanem. Media podały, że została ona wezwana „na przesłuchanie w związku z postępowaniem i zarzutami dotyczącymi niezakrywania ust i nosa oraz znieważeniem funkcjonariuszy przez wyzywanie ich” - mimo że do takiego zachowania faktycznie miało nie dojść. 

Przedstawiciele mediów powinny pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń. Dotyczy to zwłaszcza demonstracji, starć i działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest jednym z kluczowych zadań mediów jako tzw. „publicznego stróża”  w demokratycznym społeczeństwie. Obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić w trakcie; może też pomóc w rozliczeniu osób odpowiedzialnych za nadużycia.

Państwo ma obowiązek ochrony dziennikarzy przed zagrażającymi ich bezpieczeństwu zachowaniami np. uczestników demonstracji bądź kontrdemonstracji. Nie może być on  jednak wykorzystywany jako pretekst nieuzasadnionego ograniczania dziennikarzom możliwości swobodnego ich relacjonowania - np. poprzez odmowę dostępu do miejsca demonstracji. Wszelkie restrykcje muszą mieć rzeczywiste podstawy, adekwatny zakres i wymagają indywidualnego przeanalizowania każdej sytuacji.

Prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter czy pokojowy przebieg. Nielegalne demonstracje czy agresywny przebieg zgromadzenia może tym bardziej uzasadniać dostęp mediów.  Fakt, że demonstracja ma nielegalny charakter czy agresywny przebieg zwiększa ryzyko konieczności zastosowania środków przymusu wobec protestujących, to zaś tym bardziej uzasadnia potrzebę zapewnienia mediom swobodnego dostępu do demonstracji oraz możliwości nagrywania  interwencji policji.

Bardzo ważne jest, aby bezpieczeństwo relacjonowania demonstracji przez dziennikarzy oraz swoboda wykonywania przez nich zadań zawodowych były respektowane zarówno przez służby policyjne zabezpieczające dane wydarzenie, jak i przez jego uczestników.

Rolą organów państwa jest zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji.

Odpowiedź KGP (aktualizacja 18 stycznia 2021 r.) 

W sprawie Agaty G., na polecenie Komendanta Głównego Policji, w Biurze Kontroli KGP dokonano oceny prawidłowości czynności służbowych przeprowadzonych przez funkcjonariuszy Policji. Wnioski wynikające z przeprowadzonych ustaleń zostały zaakceptowane przez Komendanta Głównego Policji.

Na podstawie analizy dostępnych materiałów źródłowych, w tym zapisów video, potwierdzono, że zatrzymanie nastąpiło na podstawie art. 244 § 1 k.p.k., w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej interweniującego policjanta.

Stwierdzono, że w protokole zatrzymania wyżej wymienionej nie wskazano faktycznych przesłanek uzasadniających zastosowanie tego środka przymusu. W związku z tym, iż powyższe było uchybieniem formalnym, za pośrednictwem Komendanta Stołecznego Policji zobowiązano Dowódcę Oddziału Prewencji Policji w Warszawie do egzekwowania od podległych policjantów obowiązku podawania, w protokole zatrzymania osoby, faktycznej przyczyny zastosowania tego środka przymusu. 

Jednocześnie informuję, że 23.11.2020 r. Agacie G. przedstawiono zarzuty popełnienia przestępstw z art. 222 § 1 k.k. w zw. z art. 57a § 1 k.k. Postępowanie w tej sprawie nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Śródmieście w Warszawie, sygn. akt PR 2 Ds. 1714.2020, zostało zakończone 31.12.2020 r. skierowaniem aktu oskarżenia.

VII.564.123.2020, VII.564.122.2020 

Profesorka przerwała wykład z powodu symbolu „Strajku Kobiet”. Interwencja Rzecznika

Data: 2020-11-23
  • Profesorka Uniwersytetu Śląskiego przerwała zdalny wykład do czasu, aż jedna ze studentek nie usunie ze swego profilu symbolu ”Strajku Kobiet”
  • Według wykładowczyni błyskawica bezpośrednio nawiązuje do symboliki Hitlerjugend
  • Takie zachowanie może budzić wątpliwości jako ograniczające wolność wyrażania poglądów przez studentów
  • RPO jest zdumiony kojarzeniem tego symbolu jedynie z hitlerowcami, podczas gdy jest on lub był używany np. przez Pocztę Polską, jednostkę GROM lub Harcerskie Grupy Szturmowe Szarych Szeregów

Z doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o ograniczeniu możliwości prezentowania symbolu „Strajku Kobiet” (błyskawicy) przez studentkę podczas wykładu online na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego.

Podczas wykładu z prawa konstytucyjnego profesorka poprosiła studentkę, która podczas zdalnego wykładu na zdjęciu profilowym na platformie Teams umieściła symbol czerwonej błyskawicy, o jego usunięcie. Prowadząca odmówiła prowadzenia wykładu do tego czasu. Z uwagi na problemy techniczne towarzyszące zmianie zdjęcia, studentka musiała opuścić wykład i ponownie zalogować się na platformę internetową. Wykładowczyni wyraziła stanowczą dezaprobatę dla prezentowania grafiki i podkreśliła, że symbolika „Strajku Kobiet” w sposób bezpośredni nawiązuje do symboliki Hitlerjugend.

Prezentowanie przez studentkę swoich poglądów przy użyciu grafiki nie zakłócało zajęć. Przerwa w wykładzie spowodowana była jedynie dyskomfortem, jaki odczuwała prowadząca w konfrontacji z zamanifestowanymi przez studentkę poglądami.

W ocenie Rzecznika takie zachowanie może budzić wątpliwości jako ograniczające wolność wyrażania poglądów przez studentów. Korzystają oni z chronionej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 ust. 1 Konstytucji). A uczelnie wyższe winny wspierać kształtowanie postaw obywatelskich studentów, tj. w szczególności dbać o rozwój studentów odpowiedzialnych, świadomych społecznie, zaangażowanych, myślących samodzielnie i niebojących się prezentować i bronić swoich poglądów publicznie. Misja uczelni wyższych nie może być zredukowana jedynie do przekazywania wiedzy studentom oraz prowadzenia badań naukowych.

Wyrażanie swoich poglądów może przybierać różne formy, w tym prezentowanie i noszenie symboli, które nie są prawnie zakazane. Zdumienie Rzecznika budzi kojarzenie symbolu ruchu społecznego „Strajk Kobiet” jedynie z symbolami hitlerowskimi, podczas gdy jest on lub był używany przez szereg innych organizacji i instytucji, takich jak Poczta Polska, GROM lub Harcerskie Grupy Szturmowe Szarych Szeregów. Symbol pioruna jest umieszczany także na tablicach i znakach informujących o niebezpieczeństwie związanym z porażeniem prądem elektrycznym.

Rzecznik poprosił prof. Czesława Martysza, dziekana WPiA UŚ o stanowisko.

VII.7033.90.2020

Policja miała grozić karą 14-latkowi za udostępnienie posta Strajku Kobiet. Interwencja RPO

Data: 2020-11-20
  • 14-latek z Krapkowic udostępnił w sieci post o organizowanym przez Strajk Kobiet „spacerze” w swym mieście
  • Do jego domu przyszli policjanci na "rozmowę profilaktyczno-informacyjną”
  • Według nastolatka, uprzedzali go, że grozi mu kara za organizowanie "nielegalnych zgromadzeń w czasie pandemii”

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę opisaną w portalu Gazeta.pl.

Z artykułu wynika, że 17 listopada 2020 r. funkcjonariusze przeprowadzili interwencję w domu nastolatka w związku z udostępnieniem przez niego jako osobę małoletnią na jej profilu społecznościowym informacji o „krapkowickim spacerze”.

Według policji, celem wizyty była „rozmowa profilaktyczno-informacyjna”.

Z relacji chłopca wynika zaś, że funkcjonariusze m.in. „informowali” go, że jeśli pojawi się na „spacerze”, to grozi mu 8 lat pozbawienia wolności za organizowanie nielegalnych zgromadzeń w czasie pandemii. W przypadku nieletniego miałyby to być „4 lata w poprawczaku i 4 lata w więzieniu”. On sam mówi, że „nie da się zastraszyć” i nadal będzie udostępniał treści w obronie kobiet  bo ma prawo do wyrażania własnych poglądów.

Policjanci zgłosili sprawę szkole 14-latka oraz zapowiedzieli przesłanie dokumentów sprawy sądowi rodzinnemu.

Pełnomocnik Terenowy RPO we Wrocławiu wystąpił do Komendanta Powiatowego Policji  w Krapkowicach o wyjaśnienia w całej sprawie. Poprosił zwłaszcza o:

  • wskazanie podstawy prawnej podjęcia interwencji oraz okoliczności rozmowy policjantów z małoletnim;
  • nadesłanie kopii notatki służbowej z interwencji i rozmowy z wychowawcą chłopca;
  • udostępnienie zawiadomienia do sądu rodzinnego.

BPW.519.40.2020

RPO pyta o przemoc policji wobec dziennikarzy w Święto Niepodległości

Data: 2020-11-12
  • RPO pyta policję o powód zastosowania przemocy fizycznej wobec dziennikarzy 11 listopada 2020 r. w Warszawie 
  • Chodzi o pobicie dziennikarzy przez policję, zastosowanie wobec nich środków przymusu bezpośredniego, a nawet zranienie jednego z nich w twarz
  • Rolą organów państwa jest zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy
  • Rzecznik pyta KSP, jakie działania podjęto w tej sprawie i jak zamierza zapobiegać tego typu sytuacjom w przyszłości

Rzecznik Praw Obywatelskich z ogromnym niepokojem obserwuje pojawiające się w mediach informacje o przypadkach zastosowania przez funkcjonariuszy przemocy fizycznej wobec dziennikarzy relacjonujących przebieg Marszu Niepodległości, 11 listopada 2020 r. w Warszawie.

Jak wynika z opublikowanych w mediach nagrań, do szczególnie bulwersujących sytuacji doszło w okolicach dworca PKP Warszawa-Stadion. Wobec znajdujących się na miejscu dziennikarzy zastosowano środki przymusu bezpośredniego (gaz łzawiący, pałki służbowe, granaty hukowe). Działo się tak mimo że dziennikarze mieli na sobie kamizelki z napisem PRESS oraz informowali funkcjonariuszy, że są na miejscu w celach służbowych. Wielu z dziennikarzy odniosło obrażenia w wyniku działań policji. Przykładem jest fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry, trafiony w twarz gumową kulą w okolicach ronda de Gaulle’a.

Opisana sytuacja budzi ogromne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa i bardzo negatywnie wpływa na zaufanie obywateli do policji jako formacji powołanej do zapewniania bezpieczeństwa.

RPO przypomina, że przedstawiciele mediów powinni pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń. Dotyczy to zwłaszcza demonstracji, starć i działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu.

Konieczne jest poszanowanie istotnej roli dziennikarzy w relacjonowaniu wydarzeń publicznych, którzy powinni wykonywać swoją pracę w bezpiecznych warunkach, w sposób wolny od ataków fizycznych i werbalnych. Bardzo ważne jest, aby bezpieczeństwo relacjonowania demonstracji przez dziennikarzy oraz swoboda wykonywania przez nich zadań zawodowych były respektowane zarówno przez służby policyjne zabezpieczające dane wydarzenie, jak i przez jego uczestników. Rolą organów państwa w urzeczywistnianiu wolności prasy jest natomiast zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji.

Prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter czy pokojowy przebieg. Nielegalne demonstracje czy agresywny przebieg zgromadzenia może tym bardziej uzasadniać dostęp mediów do tego wydarzenia.

Co więcej, fakt, że demonstracja ma nielegalny charakter czy agresywny przebieg zwiększa ryzyko konieczności zastosowania środków przymusu wobec protestujących, A to tym bardziej uzasadnia potrzebę zapewnienia mediom swobodnego dostępu do demonstracji oraz możliwości nagrywania wydarzenia wraz z interwencją policji. 

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do nadinsp. Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji, o wyjaśnienie powodów sytuacji z 11 listopada oraz informację, jakie zamierza podjąć działania, aby do takich groźnych sytuacji nie dochodziło w przyszłość.

VII.613.128.2020

Nauczyciele nie mogą się obawiać omawiania z młodzieżą trudnych tematów

Data: 2020-11-09
  • Kuratorium oświaty podjęło działania wyjaśniające wobec nauczyciela liceum - po tym, jak omawiał z uczniami ich ewentualny udział w protestach społecznych, apelując o rozwagę i bezpieczne zachowanie
  • Nauczyciele nie mogą obawiać się poruszania z młodymi ludźmi tematów trudnych lub kontrowersyjnych, kiedy wyrażają oni taką potrzebę
  • A celem systemu oświaty jest m.in. kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych i propagowaniem aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę nauczyciela historii z jednego z liceów. Jak podały media, do Ministerstwa Edukacji Narodowej wpłynęła skarga rodziców, w związku z czym Kuratorium Oświaty wszczęło postępowanie.  Nauczyciel został posądzony o to, że naraził życie i zdrowie uczniów w trakcie pandemii, zachęcając ich do udziału w akcji protestacyjnej organizowanej przez ruchy społeczne.

Z relacji nauczyciela wynika zaś, że omawiał on z uczniami ich ewentualny udział w protestach, apelując o rozwagę i bezpieczne zachowanie. Nauczyciel odbiera działania MEN i Kuratorium jako próbę zastraszenia jego i innych nauczycieli.

Wcześniej dyrektorzy szkół, nauczyciele i rodzice otrzymali od tego Kuratora Oświaty dwa listy odnoszące się do protestów ulicznych przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.  W pierwszym przedstawiono opinię, że ”niedopuszczalne i zabronione prawem są wszelkie próby wykorzystywania uczniów do działań o charakterze politycznym oraz indoktrynacji ideologicznej. Każda próba wpływania na poglądy uczniów i wychowanków przez nauczycieli jest nadużyciem i łamaniem obowiązującego prawa (…) Spotka się to każdorazowo z reakcją ze strony Kuratora Oświaty. Nie wolno nam zgodzić się na podsycanie do totalnej negacji oraz deprecjonowania Wartości”.

W wypowiedzi dla mediów Kurator stwierdził, że listy miały na celu przypomnienie przepisów, że szkoła/placówka oświatowa jest miejscem apolitycznym, czego muszą przestrzegać nauczyciele i dyrektorzy szkół. Kurator wskazał na możliwość postawienia zarzutu uchybienia godności zawodu nauczyciela lub obowiązkom, o których mowa w art. 6 oraz poniesienia odpowiedzialności dyscyplinarnej zgodnie z Kartą Nauczyciela.

Rzecznik przyjmuje ze zrozumieniem troskę, jaką kuratorzy oświaty wyrażają wobec zdrowia i bezpieczeństwa protestujących w czasie epidemii. Nie można jednak zgodzić się z twierdzeniem, że „każda próba wpływania na poglądy uczniów i wychowanków przez nauczycieli jest nadużyciem i łamaniem obowiązującego prawa”. Oznaczałoby to bowiem także brak możliwości dyskutowania z poglądami i zachowaniami uczniów sprzecznymi z zasadami wymienionymi w preambule Prawa oświatowego: solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.

Nauczyciele niewątpliwie powinni przestrzegać przepisów prawa. Muszą jednakże mieć zapewnioną pewną autonomię i nie mogą obawiać się poruszania z dziećmi i młodzieżą tematów trudnych lub kontrowersyjnych, kiedy wyrażają oni taką potrzebę. W szczególności dotyczy to lekcji historii i wiedzy o społeczeństwie. Jest to związane z celami systemu oświaty, w szczególności z kształtowaniem u uczniów postaw prospołecznych i propagowaniem aktywnego uczestnictwa uczniów w życiu społecznym.

Dlatego też RPO prosi Kuratora, aby wszelkie wezwania do dyrektorów szkół, nauczycieli i uczniów brały pod uwagę zagwarantowane w Konstytucji wolności i prawa obywatelskie, takie jak wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, wolność sumienia, wolność poruszania się, wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich oraz wolność zrzeszania się.

Wątpliwości Rzecznika budzi także sygnalizowane gromadzenie przez kuratorów oświaty i MEN informacji na temat zachowania nauczycieli i uczniów w ich czasie wolnym. Może to naruszać ich prawa do życia prywatnego i prawa do ochrony danych osobowych.

RPO prosi Kuratora o wyjaśnienia. Chce też wiedzieć, czy przekazał MEN jakiekolwiek dane dotyczące uczniów, nauczycieli i dyrektorów szkół, którzy brali udział w manifestacjach lub w inny sposób okazywali swoje poparcie dla sprawy.

VII.564.117.2020

Państwo ma obowiązek ochrony dziennikarzy podczas demonstracji

Data: 2020-11-04
  • Dziennikarze po to są na demonstracji – także nielegalnej - by przekazywać rzetelne informacje i nagłaśniać ewentualne nieprawidłowości
  • Organy państwa mają umożliwić im wykonywanie obowiązków bez niestosownych ingerencji
  • Ważne, by bezpieczeństwo dziennikarzy i swobodę ich zadań respektowali także uczestnicy danej demonstracji
  • Przedstawiciele mediów nie mogą się bowiem obawiać, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji

Dlatego informacje o pobiciu dziennikarzy podczas zgromadzeń publicznych budzą zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich

Jedynie w dwóch ostatnich tygodniach media informowały o pobiciu operatora TVP (pod domem Ryszarda K. w Gdyni) oraz ataku na dwie dziennikarki „Gazety Wyborczej” (podczas protestu ws. aborcji we Wrocławiu). W obu sprawach interweniowała policja, a podejrzanym postawiono zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej.

Choć w obu sprawach prokuratura początkowo skierowała wniosek o aresztowanie zatrzymanych, to wycofała wniosek w sprawie pobicia dziennikarek „GW”.  - Nie jest przy tym jasne dla opinii publicznej, jakie przyczyny spowodowały, że Prokuratura Krajowa podjęła interwencję w celu doprowadzenia do wycofania wniosku o areszt tymczasowy – podkreśla zastępca RPO Stanisław Trociuk.

Budzi to zaniepokojenie Rzecznika, który poprosił Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego o wyjaśnienia. Jednocześnie przedstawił mu standardy ochrony dziennikarzy podczas zgromadzeń publicznych.

Przedstawiciele mediów powinni pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń. Dotyczy to zwłaszcza demonstracji, starć i innych działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako strona konfliktu. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przekazywanie informacji z demonstracji publicznych jest jednym z kluczowych zadań mediów jako tzw. „publicznego stróża”  (ang. public watchdog) w demokratycznym społeczeństwie.

Obecność dziennikarzy podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić w ich trakcie. Może także pomóc  w rozliczeniu osób odpowiedzialnych za nadużycia.

Na państwie ciąży obowiązek ochrony dziennikarzy przed zagrażającymi ich bezpieczeństwu zachowaniami  uczestników demonstracji bądź kontrdemonstracji. Nie może on być jednak wykorzystywany jako pretekst do tego, aby w sposób nieuzasadniony ograniczać dziennikarzom możliwość swobodnego ich relacjonowania (np. poprzez odmowę dostępu do miejsca demonstracji). Wszelkie restrykcje muszą mieć rzeczywiste podstawy, adekwatny zakres i wymagają indywidualnej analizy.

Bardzo ważne jest, aby bezpieczeństwo dziennikarzy oraz swoboda wykonywania przez nich zadań były respektowane zarówno przez służby policyjne zabezpieczające dane wydarzenie,  jak i przez jego uczestników.

A prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter czy pokojowy przebieg. Nielegalna demonstracja czy agresywny przebieg zgromadzenia może tym bardziej uzasadniać dostęp mediów.  Większe jest wtedy ryzyko zastosowania środków przymusu wobec protestujących. W tej sytuacji media powinny mieć zapewniony swobodny dostęp do wydarzenia, wraz z rejestracją przebiegu interwencji policji.

Rozpowszechnianie przez media informacji dotyczących spraw budzących publiczne zainteresowanie i mających publiczne znaczenie ściśle wiąże się z prawem opinii publicznej do informacji. Rolą organów państwa w urzeczywistnianiu wolności prasy jest zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji.

Rzecznik poprosił Prokuratora Krajowego o ocenę efektywności prowadzonych postępowań względem bezpieczeństwa dziennikarzy.

VII.564.113.2020

Adam Bodnar o bezprawnej ingerencji ministra w autonomię uczelni. RPO broni też praw uczniów

Data: 2020-11-02
  • To przykład bezprawnej ingerencji w autonomię uczelni wyższych – tak Rzecznik Praw Obywatelskich ocenia zapowiedzi działań ministra edukacji i nauki
  • Przemysław Czarnek mówił m.in. o pociągnięciu do odpowiedzialności władz uczelni za sposób organizacji zajęć 28 października
  • Minister zamierza też uzależnić rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania oraz na granty od zachowania władz uczelni w kontekście protestów społecznych  
  • Tymczasem przepisy nie dopuszczają odmowy finansowania z uwagi na krytyczną ocenę działań władz uczelni, które mieszczą się w granicach ich autonomii
  • A uczniowie biorący udział w protestach korzystają z wolności gwarantowanych konstytucyjnie

RPO Adam Bodnar odniósł się do publicznych zapowiedzi podjęcia przez ministra działań względem uczelni wyższych, które w dniu Strajku Kobiet 28 października 2020 r. ogłosiły godziny rektorskie i zaangażowały się w protesty po zaostrzeniu prawa aborcyjnego wskutek decyzji Trybunału Konstytucyjnego.

Minister dodał w wywiadzie dla TVP Info, że zachowanie władz uczelni w kontekście trwających protestów będzie brał od uwagę podczas rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania oraz na granty.         

Minister podjął także interwencję u Rektora Uniwersytetu Adama Mickiewiczu w Poznaniu w związku z faktem, że pracownicy Zakładu Prawa Karnego zwrócili się do jego kierownika prof. dra hab. Justyna Piskorskiego, który był sprawozdawcą TK, z prośbą o rezygnację z kierowania tą jednostką.

Konstytucja zapewnia autonomię uczelni

RPO zwraca uwagę ministra, że z art. 70 ust. 5 Konstytucji zapewnia  autonomię szkół wyższych na zasadach określonych w ustawie”. Nakłada to na władze obowiązek poszanowania autonomii i nieingerowania w działalność szkół wyższych. Z drugiej strony, autonomia umożliwia nieskrępowany rozwój badań naukowych i twórczości artystycznej oraz realizację prawa do nauki.

Przejawem autonomii jest m.in. określanie zasad polityki kadrowej, co pozostaje w bezpośrednim związku z wolnością prowadzenia badań naukowych i ich rzetelnością. Oznacza to m.in., że niezgodne z prawem jest wywieranie wpływu przez podmioty zewnętrzne względem uczelni, w tym też przez organy nadzoru nad uczelnią, na to, kto winien być jej pracownikiem.

Autonomia szkół wyższych oznacza również prawo do samodzielnego kształtowania zasad funkcjonowania, m.in. poprzez wydawanie aktów wewnętrznych regulujących prawa i obowiązki studentów, takich jak zarządzenia Rektora.

A konieczność zapewnienia szkołom wyższym autonomii finansowej oznacza potrzebę zagwarantowania im niezbędnych środków umożliwiających realizację ich celów, ale również możliwość samodzielnego dysponowania posiadanymi środkami.

Przepisy precyzyjnie określają kryteria, jakimi należy się kierować podczas podziału środków publicznych i nie dopuszczają odmowy finansowania z uwagi na krytyczną ocenę mieszczących się w granicach autonomii szkół wyższych działań władz uczelni.

- Mając na uwadze powyższe, pragnę wskazać, że w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich działania względem uczelni wyższych, o których wspominał Pan na antenie TVP Info, tj. pociągnięcie do odpowiedzialności władz uczelni za sposób organizacji zajęć w dniu 28 października br., zapowiedź ograniczenia finansowania uczelni ze środków publicznych czy ingerowanie w kwestię zatrudnienia jednego z pracowników UAM, stanowią przykład bezprawnej ingerencji w autonomię uczelni wyższych – napisał Adam Bodnar do ministra Przemysława Czarnka.

A uczelnie mają obowiązek nie tylko kształcenia studentów i prowadzenia badań naukowych, ale także kształtowania postaw obywatelskich, m.in. dbania o rozwój odpowiedzialnych, świadomych społecznie, zaangażowanych i myślących samodzielnie studentów.

Uczniom także przysługują prawa i wolności

28 października minister krytycznie odniósł się także do udziału uczniów w protestach. Wskazał, że w pewnych przypadkach jest to wynikiem zachęty ze strony nauczycieli.

Rzecznik zwraca uwagę ministra, że pomimo iż do ukończenia 18. roku życia uczniowie pozostają pod władzą rodzicielską, to konstytucyjne wolności i prawa przysługują także im. Wynika to z poszanowania godności człowieka, o której stanowi art. 30 Konstytucji.

Uczniowie biorący udział w protestach korzystają z wolności wyrażania swoich poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji )oraz z wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).

A zgodnie z art. 12 Konwencji o prawach dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 20 listopada 1989 r. Państwa-Strony zapewniają dziecku, które jest zdolne do kształtowania swych własnych poglądów, prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach dotyczących dziecka, przyjmując je z należytą wagą, stosownie do wieku oraz dojrzałość dziecka. Art. 15 wskazuje, że Państwa-Strony uznają prawa dziecka do swobodnego zrzeszania się oraz wolności pokojowych zgromadzeń.

Wśród celów systemu  Prawo oświatowe wymienia także kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, w tym poprzez możliwość udziału w działaniach z zakresu wolontariatu, sprzyjających aktywnemu uczestnictwu uczniów w życiu społecznym, upowszechnianie wśród dzieci i młodzieży wiedzy o zasadach zrównoważonego rozwoju oraz kształtowanie postaw sprzyjających jego wdrażaniu w skali lokalnej, krajowej i globalnej, a także tworzenie warunków do rozwoju zainteresowań i uzdolnień uczniów przez organizowanie zajęć pozalekcyjnych i pozaszkolnych oraz kształtowanie aktywności społecznej i umiejętności spędzania czasu wolnego.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich uczniowie, biorąc udział w trwających protestach, nie tylko korzystają z gwarantowanych konstytucyjnie wolności, ale także prezentują postawy prospołeczne angażując się we wspomniane protesty i dyskusje zgodnie z własnymi przekonaniami.

Adam Bodnar poprosił ministra o stanowisko. Chodzi zwłaszcza o wskazanie, jakie działania podjął wobec uczelni w związku z ich postawą wobec protestów oraz o podanie, na jakiej podstawie formułuje twierdzenie, że udział uczniów w protestach bywa inspirowany przez nauczycieli.

VII.7033.86.2020

Uczennice wykluczone z wirtualnej lekcji za „błyskawice” Strajku Kobiet. Interwencja Rzecznika EDIT: kara dla nauczyciela

Data: 2020-11-02
  • Licealistki wykluczono ze zdalnych lekcji, bo odmówiły usunięcia ze swych profili symboli ruchu społecznego Strajk Kobiet – podają media
  • Wcześniej nauczyciel miał im mówić o „hitlerowcach, esesmanach, barbarzyńcach i bezbożnikach, wspierających morderców i morderstwa”
  • Mogło dojść do naruszania przez nauczyciela  praw uczniów do wyrażania poglądów - ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich, który spytał o sprawę dyrektora liceum  
  • Dyrektor odpisał, że ukarał nauczyciela pisemnym upomnieniem

Według mediów w jednym z liceów mogło dojść do naruszania praw uczniów do wyrażania swoich poglądów przez jednego z nauczycieli.  Uczennice skarżyły się,  że  zostały wykluczone ze zdalnych lekcji chemii z powodu odmowy usunięcia z ich profili sylwetki kobiety i czerwonej błyskawicy, symbolu ruchu społecznego Strajk Kobiet. Wcześniej nauczyciel chemii miał mówić o „hitlerowcach, esesmanach, barbarzyńcach i bezbożnikach, wspierających morderców i morderstwa”. Z artykułu wynika, że dyrektor szkoły przeprowadził rozmowę z nauczycielem i będzie wyjaśniał sprawę.

Rzecznik przypomina, że nie tylko art. 54 Konstytucji gwarantuje każdemu wolność wyrażania poglądów. Czyni to również Konwencja ONZ z 20 listopada 1989 r. Stanowi ona, że „dziecko będzie miało prawo do swobodnej wypowiedzi; prawo to ma zawierać swobodę poszukiwania, otrzymywania i przekazywania informacji oraz idei wszelkiego rodzaju, bez względu na granice, w formie ustnej, pisemnej bądź za pomocą druku, w formie artystycznej lub z wykorzystaniem każdego innego środka przekazu według wyboru dziecka”.

Prawo to może podlegać ograniczeniom z punktu widzenia praw innych osób bądź moralności społecznej. W każdym jednak przypadku ograniczenie musi być określone prawem i być konkretnie wykazane. Np. daleko idące wątpliwości budzi skojarzenie z symbolami nazistowskimi znaku graficznego błyskawicy, który znajduje się na praktycznie każdym słupie elektrycznym.

Nie przesądzając naruszenia praw obywatelskich na obecnym etapie, RPO zwrócił  się do dyrektora liceum o informacje w sprawie.

Odpowiedź dyrektora (aktualizacja 1 marca 2021 r.)

Dyrektor wyjaśnił RPO, że w sprawie tej przeprowadził postępowanie wyjaśniające, o którym powiadomił Kuratora Oświaty oraz Prezydenta Miasta.  

ROZMOWA Z NAUCZYCIELEM. Przeprowadziłem kilkakrotnie rozmowę telefoniczną z nauczycielem prowadzącym zajęcia chemii, który w dniu 2.11.2020 przesłał do mnie odpowiednie wyjaśnienie. Wynika z niego, że po rozpoczęciu lekcji nauczyciel zauważył, że część uczennic loguje się swoim nazwiskiem z „czerwoną błyskawicą" - symbolem strajku kobiet. Uznał, że lekcja chemii nie powinna być związana z obecnymi wydarzeniami w kraju i poprosił o usunięcie symboli. Ponieważ uczennice nie usnęły symboli nauczyciel wylogował je z lekcji. W dalszej części wyjaśnienia nauczyciel stwierdza, że pod koniec lekcji pozwolił sobie na refleksję dotyczącą znaku błyskawic mówiąc, że w historii Polski źle się kojarzą i że nasza Ojczyzna tak wiele wycierpiała, a więc jego zdaniem nie powinno się używać tego logo. Informuje również, że do nikogo personalnie nie skierował żadnego „epitetu". 

WIZYTA W KLASIE. Uczestniczyłem w dniu 30.10.2020 na kolejnej lekcji on-line w tej samej klasie w celu wyjaśnienia sytuacji. Po przywitaniu nauczyciel zapytał „czy ktoś poczuł się obrażony jego zachowaniem w dniu poprzednim. Dwie uczennice zgłosiły, że poczuły się obrażone . Po czym nauczyciel wyjaśnił, że użyte przez niego sformułowania i porównania nie były skierowane do nikogo bezpośrednio. Nie miał zamiaru nikogo urazić i przeprasza tych, którzy zostali dotknięci jego słowami. Następnie wyjaśnił również, że prosił o usuniecie logo „strajku kobiet", ponieważ znaki nie zostały usunięte, dlatego wylogował uczennice z lekcji. 

ROZMOWA Z UCZENNICAMI. Rozmawiałem telefonicznie z uczennicami i wysłuchałem wyjaśnień. Stwierdziły, że być może określenie nie były skierowane bezpośrednio do konkretnej osoby, to jednak większość uczniów w klasie czuje się urażona. Zwróciły uwagę na fakt, że nauczyciel nie dał wystarczająco dużo czasu, aby usunąć logo „strajku kobiet" ze swojego konta, i zbyt szybko wyłączył je z uczestnictwa w lekcji. 

RADA PEDAGOGOCZNA. Zwołałem zebranie rady pedagogicznej i zobowiązałem wychowawców klas do przeprowadzenia na najbliższych lekcjach pogadanek na temat praw i obowiązków wynikających ze statutu szkoły, oraz wolności wypowiadania swoich poglądów. 

PRZEPROSINY. Na stronie internetowej szkoły ukazało się oświadczenie z przeprosinami nauczyciela.

Zgodnie z art. 75 Karty Nauczyciela ukarałem go karą porządkową - upomnieniem pisemnym zgodnie z ust. 2 tegoż artykułu w rozumieniu art. 108 Kodeksu pracy. 

Z pomocą zespołu wychowawczego, pedagoga i psychologa szkolnego opracowałem plan działań edukacyjno-wychowawczych poprawiających relacje społeczne szkoły w warunkach nauki zdalnej. Podjęliśmy między Innymi następujące działania: 

WYPRACOWYWANIE ZASAD RAZEM Z UCZNIAMI. Powołaliśmy dziewięć zespołów składających się z dwóch nauczycieli i czterech uczniów w celu opracowania i wdrożenia spotkań z zespołami klasowymi w formie zdalnej lub stacjonarnej dotyczących następujących tematów: 

  • Respektowanie praw i obowiązków ucznia i nauczyciela w oparciu o statut szkoły i przepisy prawa 
  • Przestrzeganie zasad tolerancji, szacunl<u dla innej osoby, wolności wypowiedzi w oparciu o stosowne przepisy prawa i statut szkoły
  • System reagowania w szkole na ujawnienie cyberprzemocy 

Zadaniem zespołów będzie analiza sytuacji w szkole w zakresie wymienionych tematów. Następnie wypracowanie wniosków, które zostaną ostatecznie przedstawione na spotkaniach klasowych. 

Wierzę, że wprowadzenie wymienionych wyżej działań pozwoli na uzdrowienie sytuacji, budowanie wzajemnego zaufania w relacjach uczeń - nauczyciel czy uczeń - uczeń. Będzie formą wygaszenia konfliktu na zasadzie budowania właściwych stosunków międzyludzkich i wzajemnego zrozumienia - napisał dyrektor.

VII.564.112.2020

Zwrot „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” mieści się w granicach swobody przekazu mediów

Data: 2020-11-02
  • Wezwanie KRRiT aby TVN nie używała zwrotu „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” może być odczytywane jako aspiracja Rady do prewencyjnej kontroli środków społecznego przekazu – czego zakazuje Konstytucja
  • Niezależnie od negatywnych skojarzeń określenie to mieści się w granicach swobody informacyjnej mediów
  • Może też wywoływać tzw. efekt mrożący, wpływając w niedopuszczalny sposób na przekaz medialny
  • A całkowite odżegnywanie się od imienia i nazwiska byłoby niezgodne z faktami i mogłoby być odebrane jako próba pozbawienia wpływu sędzi na rozstrzygnięcie ws. aborcji

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł, aby Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wycofała się z takiego wezwania wobec prywatnego nadawcy.

RPO z niedowierzaniem przyjął komunikat Przewodniczącego KRRiT z 29 października 2020 r. o decyzji wzywającej TVN do zaprzestania używania określenia „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” oraz innych podobnych sformułowań. W opinii Rady jest to określenie nieprawdziwe, mogące stanowić element nękania, zastraszenia, a nawet mowy nienawiści.

Adam Bodnar przypomina Przewodniczącemu KRRiT, że art. 213 ust. 1 Konstytucji stanowi, iż Rada stoi m.in. na straży wolności słowa. Według ustawy o radiofonii i telewizji KRRiT stoi  na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności dostawców usług medialnych i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji. Przypomnienie to  jest konieczne, ponieważ komunikat Rady zaprzecza podstawowym zadaniom, które powinna pełnić.

Problem jest istotny z uwagi na naruszenie podstawowych wartości ustroju RP, tj. art. 14 Konstytucji, który zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, oraz art. 54 Konstytucji, gwarantującego każdemu wolność wypowiedzi oraz rozpowszechniania informacji.

Używanie określenia „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” - niezależnie od pejoratywnych konotacji i ewentualnego krytycznego ładunku - nie tylko mieści się w pełni w granicach swobody informacyjnej środków masowego przekazu, ale również nie jest stwierdzeniem niezgodnym z prawdą.

Sędzia TK Julia Przyłębska uważa się za Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. W sprawie ustawy aborcyjnej (a w tym kontekście użyto kwestionowanego określenia) była przewodniczącą składu, który wydał rozstrzygnięcie o niekonstytucyjności jednej z trzech przesłanek dopuszczających aborcję.

- Z tego też względu całkowite odżegnywanie się od imienia i nazwiska Pani Julii Przyłębskiej byłoby niezgodne z faktami. Co więcej, mogłoby zostać odebrane jako kontrfaktyczna próba publicznego pozbawienia wpływu sędzi na treść wydanego rozstrzygnięcia – pisze Adam Bodnar.

W tej sytuacji decyzja Rady nie tylko narusza podstawowe zadania tego organu, lecz może stanowić próbę wywołania tzw. efektu mrożącego, tj. niedopuszczalnego wpływania na sposób formułowania przekazu przez media. A to co jest sprzeczne nie tylko z Konstytucją, lecz również z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Działanie Rady może też być odczytywane jako aspiracja do dokonywania prewencyjnej kontroli środków społecznego przekazu, czego wyraźnie zabrania art. 54 ust. 2 Konstytucji. Rzecznik wyraża nadzieję, ze nie jest to zamiarem Rady, a zakaz używania „podobnych sformułowań” nie dotyczy np. pojęcia „rząd Mateusza Morawieckiego” - co jest powszechnie używanym stwierdzeniem, zgodnym z prawdą i w żadnym stopniu nie umniejszającym roli i funkcji konstytucyjnych organów państwa.

Rzecznik przypomina, że w 2019 r. zwracał uwagę Rady na problem języka używanego w tzw. paskach wyświetlanych w przekazach TVP - w związku z ich krytyczną oceną przez Radę Języka Polskiego. Wówczas KRRiT dostrzegła „pewne mankamenty” w przekazach TVP S.A. zauważając jednak „brak charakteru komparatystycznego” sprawozdania Rady Języka Polskiego.

RPO zwraca się zatem do Przewodniczącego KRRiT o stanowisko, czy paski TVP, wyświetlane podczas relacji z obrad Sejmu 27 października, jak np. „Lewicowy faszyzm niszczy Polskę” oraz „Opozycja chce paraliżu państwa” w ocenie Rady zawierają jakiekolwiek mankamenty.

- W szczególności proszę o wyjaśnienie, czy Rada dostrzega tu elementy mowy nienawiści, które w komunikacie Rady z 29 października przypisano określeniu „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” – napisał Adam Bodnar do Witolda Kołodziejskiego.

Odpowiedź Przewodniczącego KRRiT

Posługując się sformułowaniem użytym przez Pana w piśmie z 30 października 2020 roku, pozostaje mi potwierdzić, iż Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zarówno z niedowierzaniem, ale też z dużym zaniepokojeniem przyjęła do wiadomości Pańskie stanowisko wyrażone odnośnie do działań podjętych wobec nadawcy programu telewizyjnego TVN 24 na podstawie przepisów zawartych w art. 10 ust. 3 ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji.

Przede wszystkim nasze niedowierzanie i zaniepokojenie wywołała oczywista niestosowność doszukiwania się przez Pana Rzecznika paraleli pomiędzy Trybunałem Konstytucyjnym a Radą Ministrów i używanym potocznie sformułowaniem „rząd Mateusza Morawieckiego”. Przypominamy więc kardynalną zasadę konstytucyjną, która głosi, że Trybunał Konstytucyjny jest władzą odrębną i niezależną od innych władz, a wszyscy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji.

Zatem, nagminne powtarzanie „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”, wyłącznie w takiej pejoratywnej konotacji, jak uczynił to nadawca i z takim wyłącznie krytycznym ładunkiem, co w swoim wystąpieniu poniekąd także zauważył Pan Rzecznik, to publiczne obarczanie jednej wyłącznie osoby odpowiedzialnością za działania podejmowane przez niezawisły skład orzekający.

Tego rodzaju informacje mają charakter celowego wprowadzania odbiorców w błąd i utrwalania nieprawdziwego przekonania o indywidualnym, spersonifikowanym werdykcie „Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej”. Jest to także skierowanie krytyki wyroku Trybunału Konstytucyjnego, dokonywanej w szczególnej atmosferze i szczególnych okolicznościach przez część społeczeństwa, do konkretnie wskazywanej osoby uczestniczącej w podejmowaniu rozstrzygnięcia, a to, uwzględniwszy powtarzalność tego rodzaju informacji, ich wydźwięk i wszystkie pozostałe już wymienione przeze mnie okoliczności, może już stanowić element nękania, zastraszania, a nawet mowy nienawiści.

Z tych względów Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ocenia, iż wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, skierowany na podstawie art.16 ust.l ustawy z 15 lipca 1987 roku o Rzeczniku Praw Obywatelskich, pozostaje całkowicie nieuzasadniony, bowiem w sposób bezzasadny zostały zanegowane działania organu podjęte w celu przywrócenia zgodności działań koncesjonariusza z warunkami wskazanymi w art. 10 ust.3 ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji.

Ponadto, odnosząc się do kwestii wskazanej w końcowej części Pańskiego wystąpienia tj. prośby o zajęcie stanowiska odnośnie do tzw. pasków TVP, informuję, iż w związku z otrzymanymi skargami w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające.

VII.564.109.2020

Rzecznik wspiera sędziego W. Żurka przed ETPC w sprawie przerwania jego kadencji jako członka KRS

Data: 2020-11-02
  • Sędzia Waldemar Żurek złożył do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka skargę m.in. na bezprawne przerwanie w 2018 r. jego kadencji członka Krajowej Rady Sądownictwa
  • W opinii dla Trybunału RPO wskazał, że przerwanie trwającej kadencji członków KRS było arbitralne i niezgodne z Konstytucją
  • Argument, że sędziowie nie powinni się wypowiadać w sprawach politycznych, nie może być zaś odnoszony do opinii sędziów dotyczących ochrony niezawisłości i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości

W grudniu 2017 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, co było inicjatywą prezydenta Andrzeja Dudy po zawetowaniu ustaw o KRS i SN w lipcu 2017 r. Nowela wprowadziła wybór 15 członków KRS-sędziów na wspólną czteroletnią kadencję przez Sejm - wcześniej wybierały ich środowiska sędziowskie. Protestowało przeciw temu wiele środowisk; konstytucyjność noweli kwestionował także RPO. Nowych kandydatów do KRS mogły zgłaszać grupy 25 sędziów oraz co najmniej 2 tys. obywateli. Dokonany w marcu 2018 r. wybór nowych członków Rady przerwał kadencje dotychczasowych.  

Rzecznik Praw Obywatelskich krytycznie oceniał szereg zmian wprowadzonych w polskim systemie prawnym i sądowniczym od jesieni 2015 r. Przedstawiał opinie na temat projektów aktów prawnych i aktywnie uczestniczył w procesie legislacyjnym w parlamencie.

Interwencja RPO przed ETPC w sprawie sędziego Żurka

RPO przystąpił do sprawy przed ETPC wniesionej przez sędziego Waldemara Żurka i przekazał Trybunałowi stanowisko interwenienta (amicus curiae).

Skarga wpłynęła do Trybunału w sierpniu 2018 r. Sędzia wskazuje na przedwczesne przerwanie kadencji członka poprzedniej KRS z naruszeniem prawa do sądu (art. 6 EKPC) i w tym zakresie podobna jest do sprawy Grzęda przeciwko Polsce, w której RPO także uczestniczy, w której przedstawił już pisemne stanowisko.

Ponadto skarga sędziego obejmuje także zarzut naruszenia wolności słowa (art. 10), zwłaszcza w związku z pełnieniem przez niego ówcześnie funkcji rzecznika prasowego KRS oraz rzecznika Sądu Okręgowego w Krakowie, a także staraniami władz krajowych co do ograniczenia jego aktywności w mediach.

Zmiany w KRS przeprowadzono z naruszeniem Konstytucji

W uwagach dla Trybunału RPO wskazał, że przerwanie trwającej kadencji członków KRS było arbitralne i niezgodne z Konstytucją RP. Podobnie, wybór przez Sejm nowych sędziów do KRS naruszał przepisy konstytucyjne. Doprowadziło to do podważenia mandatu obecnych członków KRS, kwestionowania statusu sędziów mianowanych z udziałem nowej Rady, a także podważania mocy prawnej orzeczeń wydawanych takich sędziów.

Powierzenie KRS mocą Konstytucji kompetencji nominowania sędziów, a także odpowiedzialności za utrzymanie niezawisłości sędziowskiej, wymaga od samej Rady zachowania niezależności i obiektywizmu. Sposób obsady stanowisk w KRS wpływa na możliwość, bądź jej brak, realizacji konstytucyjnych zadań. Wybór 15 sędziowskich członków KRS przez samych sędziów, gwarantował Radzie niezależność od innych gałęzi władzy. Przerywając zaś trwającą kadencję członków RPO, władze krajowe nie wskazały żadnego obiektywnego interesu państwa, który wymagałby takiego nadzwyczajnego rozwiązania.

Wobec przyznania sobie uprawnienia do obsadzania KRS przez Sejm, wbrew Konstytucji, oraz mianowania do KRS osób w większości powiązanych z Ministrem Sprawiedliwości, organy legislatywy i egzekutywy uzyskały nadmierny wpływ na działanie KRS i odebrały jej legitymację do wypełniania powierzonych prawem zadań. Także orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego potwierdziło, że Konstytucja wyraźnie stanowi, iż 15 członkami KRS są sędziowie wybierani przez sędziów (sprawa K 25/07). RPO wskazał powody, dla których późniejsze orzeczenia wydane przez TK w 2017 i 2019 r. (sprawy K 5/17 i K 12/18), a odchodzące od wcześniejszej tezy nie powinny być uwzględniane.

Sędziowie-członkowie KRS są uprawnieni do ochrony pełnej czteroletniej kadencji

RPO przedstawił argumenty na rzecz objęcia sędziów-członków KRS konwencyjną ochroną przed przedwczesnym przerwaniem kadencji. Rzecznik oparł się na dwu równoległych liniach argumentacji: po pierwsze, teście Vilho Eskelinen ukształtowanym w orzecznictwie ETPC, a po drugie, zaproponował przyznanie sędziom-członkom KRS ochrony przed usunięciem z urzędu analogicznej do gwarancji nieusuwalności przysługującej sędziom orzekającym.

Ochrona sędziów jako urzędników publicznych

Ogólna ochrona prawa urzędników publicznych do sądu, uznana przez ETPC w sprawie Eskelinen i inni przec. Finlandii, a potwierdzona w sprawie Baka przec. Węgrom, powinna obejmować również sędziów-członków KRS. W ocenie Rzecznika sprawa sędziego Żurka spełnia wymogi testu Eskelinen, ponieważ:

  1. Konstytucja RP tworzy uprawnienie sędziego-członka KRS do zachowania mandatu przez pełną kadencję (art. 187 ust. 3). Ponadto, w dniu wyboru na członka KRS, brak było ustawowej przesłanki uzasadniającej przedwczesne zakończenie kadencji w 2018 r. Zmiany w tym zakresie nie powinny zaś wprowadzane ze skutkiem retroaktywnym.
  2. Uprawnienie przysługujące sędziemu-członkowi KRS ma charakter „prawa cywilnego” w rozumieniu art. 6 ust. 1 EKPC. Test Eskelinen, wykluczający ochronę, wymagałby wyraźnego wyłączenia przez ustawodawstwo krajowe prawa do sądu dla określonej kategorii urzędników publicznych z obiektywnych powodów związanych z interesem państwa. W prawie polskim ani takiego wyraźnego wyłączenia nie było, ani na żadnym etapie prac legislacyjnych nie wskazano zasługującego na ochronę interesu państwa, powodującego konieczność przedwczesnego skrócenia kadencji poprzedniej Rady.
  3. Brak dostępu skarżącego do sądu i brak środka zaskarżenia przerwania mandatu w KRS był oczywisty wobec skrócenia mandatu wprost na mocy ustawy, bez potrzeby wydawania aktu indywidualnego stwierdzającego jego wygaśnięcie, który mógłby ewentualnie podlegać zaskarżeniu.

Analogiczna ochrona sędziów-członków KRS przed usunięciem z funkcji

RPO przedstawił argumentację na rzecz przyznania sędziom-członkom KRS ochrony analogicznej do ochrony niezawisłości i nieusuwalności sędziego pełniącego funkcje orzecznicze. Opiera się na łącznym uznaniu następujących elementów:

  1. Krajowej Radzie Sądownictwa na mocy Konstytucji RP powierzono zadanie stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Zatem status tego organu oraz status jego członków musi zapewniać realną możliwość wypełniania tej misji.
  2. Wykonywanie szczegółowych kompetencji przez KRS ma bezpośredni wpływ na status sędziów: Rada uczestniczy w procesie nominacji i przyjmowania do zawodu, awansowania sędziów i przenoszenia ich do sądu wyższego szczebla, czy wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Niezbędne jest wobec tego zapewnienie, aby w tak kluczowym miejscu struktury organizacyjnej państwa nie wystąpiła luka w ochronie niezawisłości sędziów.
  3. Niezawisłość sędziowska podlega ochronie bezwzględnej. Państwo nie może w nią ingerować w żadnym wypadku – nie może przewidywać, czy implikować przypadków, w których sędzia pozostawałby „zawisły”, tj. był zależny od organów władzy politycznej.
  4. Niezawisłość sędziów jest niepodzielna. Osoby sprawujące urząd sędziego powinny być chronione w każdej sytuacji działalności publicznej, do której są skierowane jako sędziowie. Pełniąc funkcje powierzone osobie jako sędziemu, konsekwentnie należy jej zaoferować ochronę właściwą sędziemu w pełnym zakresie tak realizowanych funkcji publicznych.
  5. Zgodnie z wymogiem Konstytucji RP i uznanym standardem europejskim, większość członków KRS powinna być sędziami. Celem takiego rozwiązania jest zapewnienie, aby to osoby posiadające przymiot niezawisłości miały decydujący głos w Radzie. Skoro tak, to ich niezależność powinna być w równym stopniu zagwarantowana także w zakresie uczestnictwa i działalności w Radzie.

Ochrona wolności słowa sędziów

W świetle orzecznictwa ETPC wolność słowa przysługuje również sędziom. Argument, że nie powinni się oni wypowiadać w sprawach politycznych, nie może być odnoszony do opinii sędziów dotyczących ochrony niezawisłości i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Sędziowie są nie tylko uprawnieni lecz i zobowiązani do zachowania niezawisłości, zatem również do jej obrony. Co więcej debata o funkcjonowaniu sądownictwa, podziale władz, czy pełnych gwarancjach niezawisłości sędziów i sądów wchodzi w zakres interesu publicznego, i z tego powodu podlega ochronie Konwencji.

W świetle zarzutów, że w stosunku do skarżącego służby specjalne i skarbowe podjęły działania w związku z krytycznie odbieranymi przez władze opinii sędziego, RPO podniósł, że zbieg takich działań podejmowanych przez różne organy państwa uzasadnia twierdzenie, że działania te są skoordynowane i mają na celu ograniczenie działalności medialnej sędziego.

Oceniając zaś całość sytuacji, a nie poszczególne odrębne zdarzenia, może istnieć prima facie dowód na istnienie związku przyczynowego między korzystaniem przez sędziego z wolności słowa a działaniami podejmowanymi przez organy państwowe podporządkowane władzy wykonawczej. W takim przypadku ciężar udowodnienia, że takiego związku nie ma, powinien zostać przeniesiony na rząd.

VII.511.38.2020

Używanie symbolu Strajku Kobiet przez uczniów – interwencja RPO

Data: 2020-10-30
  • Kojarzenie symbolu Strajku Kobiet jedynie z symbolami hitlerowskimi budzi zdumienie RPO
  • Jest on bowiem lub był używany przez m.in. Pocztę Polską, GROM czy Harcerskie Grupy Szturmowe Szarych Szeregów
  • Rzecznik napisał do dyrektora jednej ze szkół, który nie zgodził się na obecność tego znaku w szkole

W  mediach pojawił się fragment listu dyrektora jednej ze szkół, skierowanego do nauczycieli: „Nie można przyjąć, że pojawiający się od 26 października 2020 r. znak czerwonego zygzaka w niektórych oknach uczniowskich, jest znakiem neutralnym i nieniosącym ze sobą określonych znaczeń. Pomijam tu egzegezę tego znaku i próby tłumaczenia jego symboliki. W sposób jednoznaczny kojarzony jest z znakiem runicznym (>>sig<<), mającym swoje konotacje w symbolice hitlerowskich Niemiec. Nie może być zgody na funkcjonowanie takiego znaku w oficjalnym obiegu szkoły”.

Według dyrektora szkoły znak ten ma kojarzyć się z dewastacją pomników, aktami wandalizmu wobec świątyń, wulgarnymi hasłami i okrzykami wobec ludzi mających prawo do wyrażania swoich uczuć religijnych. Nauczyciele otrzymali polecenie, by zwrócili uczniom uwagę na niedopuszczalność ich zachowania oraz zażądali niezwłocznego usunięcia czerwonych błyskawic z profili uczniów na platformie TEAMS.

Rzecznik Praw Obywatelskich napsiał do dyrektora, że art. 54 Konstytucji gwarantuje każdemu wolność wyrażania swoich poglądów. Również art. 12 ust. 1 Konwencji ONZ o Prawach Dziecka z 1989 r. stanowi, że Państwa-Strony zapewniają dziecku, które jest zdolne do kształtowania swych własnych poglądów, prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach dotyczących dziecka, przyjmując je z należytą wagą, stosownie do wieku oraz dojrzałość dziecka.

Wyrażanie swoich poglądów może przybierać różne formy, w tym prezentowanie i noszenie symboli, które nie są prawnie zakazane. 

Zdumienie Rzecznika budzi kojarzenie symbolu ruchu społecznego Strajk Kobiet jedynie z symbolami hitlerowskimi. A jest on lub był używany przez szereg innych organizacjii instytucji, takich jak Poczta Polska, GROM lub Harcerskie Grupy Szturmowe Szarych Szeregów. Symbol pioruna jest umieszczany także na tablicach i znakach informujących o niebezpieczeństwie związanym z porażeniem prądem elektrycznym. Dodawanie przez nauczycieli własnych skojarzeń do symbolu Strajku Kobiet jedynie po to, by ograniczyć ekspresję uczniów, budzi daleko idące wątpliwości.

Rzecznik podkreśla, że młodzi ludzie mają pełne prawo do własnej oceny obecnej sytuacji i wyrażenia swoich przekonań w sposób, który nie narusza przepisów prawa, w tym przepisów szkolnego statutu. Nie można zakładać, że młody wiek jest przeszkodą w zrozumieniu sensu i znaczenia obecnych wydarzeń. A do celów systemu oświaty należy kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, sprzyjających aktywnemu uczestnictwu uczniów w życiu społecznym.

Zmuszanie uczniów do rezygnacji z korzystania z wolności wypowiedzi może mieć negatywny wpływ na ich dalsze zaangażowanie w inicjatywy społeczne oraz umniejszać wiarę w znaczenie ich głosu jako młodych obywateli. Wydaje się również, że obecne wydarzenia powinny być powodem do podjęcia na godzinach wychowawczych i innych zajęciach ważnych dyskusji na temat praw i wolności człowieka i obywatela, roli instytucji państwa oraz znaczenia społeczeństwa obywatelskiego.

RPO zwrócił się do dyrektora szkoły o zajęcie stanowiska w sprawie.

VII.564.111.2020

Studentki i studenci KUL mają prawo prezentować swe poglądy. Rzecznik do Rektora

Data: 2020-10-30
  • Studentki i studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego mają prawo do demonstrowania swych poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym
  • Prawa tego nie pozbawia ich sam fakt studiowania na uczelni katolickiej  – pisze RPO do Rektora KUL
  • Dlatego nie ma podstaw do podejmowania działań dyscyplinarnych wobec protestujących bądź popierających społeczne protesty

Media podały, że na profilu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w mediach społecznościowych pojawiły się wpisy obraźliwe względem części społeczności akademickiej oraz zapowiedzi zawiadomienia władz uczelni o osobach popierajcych Strajk Kobiet.

Niektóre uczelnie wyższe, działając w ramach przysługującej im autonomii, ogłosiły w dniu Strajku Kobiet 28 października 2020 r. godziny rektorskie. W związku z tym osoby kształcące się na KUL zapytały na oficjalnym profilu uczelni, czy planuje się podjęcie podobnych działań.

Posty te, według doniesień mediów, były regularnie usuwane przez administratora profilu uczelni. Ponadto niektórzy uczestnicy dyskusji, którzy krytycznie odnoszą się do protestów, zasugerowali, że będą zgłaszać do władz uczelni informacje o studentach popierających protesty. W ich ocenie osoby o takich poglądach nie powinny kształcić się na katolickiej uczelni.

RPO zwraca uwagę Księdza Rektora, że studenci i studentki mają prawo do demonstrowania swoich poglądów, szczególnie w sprawach o doniosłym znaczeniu społecznym i w tym zakresie korzystają z gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 Konstytucji).

Fakt studiowania na uczelni katolickiej nie pozbawia studentów możliwości prezentowania własnych poglądów. A oprócz kształcenia uczelnie powinny popierać rozwój odpowiedzialnych, świadomych społecznie, zaangażowanych i myślących samodzielnie studentów.

Z tych względów nie ma podstaw po podejmowania działań o charakterze dyscyplinarnym wobec studentów protestujących bądź popierających protesty.

A usuwanie z profilu uczelni postów zawierających pytania o organizację zajęć 28 października ogranicza wolność wypowiedzi.

Rzecznik poprosił rektora KUL ks. prof. Mirosława Kalinowskiego o stanowisko.

VII.7033.85.2020

Uczniowie usuwani z lekcji zdalnych za popieranie Strajku Kobiet? RPO pyta dyrektora liceum o sprawę

Data: 2020-10-30
  • RPO pyta dyrektora jednego z liceów o wykluczenie ze zdalnych lekcji uczniów za odmowę usunięcia ze swoich profili czerwonych błyskawic, symbolu Strajku Kobiet
  • Konstytucja oraz Konwencja ONZ o prawach dziecka gwarantują każdemu wolność wyrażania poglądów
  • A skojarzenie znaku błyskawicy - który znajduje się na praktycznie każdym słupie elektrycznym - z symbolami faszystowskimi budzi daleko idące wątpliwości

Rzecznik Praw Obywatelskich zapoznał się publikacją prasową, która rodzi obawy, że mogło dojść do naruszania praw uczniów do wyrażania swoich poglądów. Chodzi o sytuację, gdy uczniowie zostali wykluczeni ze zdalnych lekcji z powodu odmowy usunięcia ze swoich profili czerwonych błyskawic, symbolu ruchu społecznego Strajk Kobiet. Uczniowie informowali, że chcieli w ten sposób zamanifestować swoje przekonania i solidarność z osobami strajkującymi 28 października 2020 r. w całej Polsce. Powodem usuwania uczniów z lekcji zdalnych miało być rzekome łączenie znaku z symbolami faszystowskimi, a także obraza uczuć religijnych niektórych nauczycieli.

RPO przypomina, że nie tylko Konstytucja w art. 54 gwarantuje każdemu wolność wyrażania poglądów. Czyni to również Konwencja ONZ o prawach dziecka z 20 listopada 1989 r., która mówi, że „Dziecko będzie miało prawo do swobodnej wypowiedzi; prawo to ma zawierać swobodę poszukiwania, otrzymywania i przekazywania informacji oraz idei wszelkiego rodzaju, bez względu na granice, w formie ustnej, pisemnej bądź za pomocą druku, w formie artystycznej lub z wykorzystaniem każdego innego środka przekazu według wyboru dziecka”.

Prawo to może podlegać ograniczeniom z punktu widzenia praw innych osób bądź moralności społecznej, jednak w każdym przypadku wprowadzane ograniczenie musi być określone prawem i być konkretnie wykazane. Skojarzenie znaku graficznego błyskawicy, który znajduje się na praktycznie każdym słupie elektrycznym, z symbolami faszystowskimi budzi daleko idące wątpliwości. Również stwierdzenie naruszenia uczuć religijnych innych osób, co jest poważnym zarzutem, powinno zostać skonkretyzowane.

Rzecznik zwrócił się do dyrektora szkoły z prośbą o wyjaśnienia, z uwzględnieniem punktu widzenia ochrony praw obywatelskich uczniów, a nie tylko nauczycieli.

VII.564.110.2020

Rzecznik interweniuje w sprawie sędziego Igora Tuleyi przed ETPC

Data: 2020-10-30
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przekazał Trybunałowi w Strasburgu pismo interwenienta (amicus curiae) w sprawie sędziego Igora Tuleyi
  • Sprawa ta dotyczy ochrony sędziego krajowego przed nadużywaniem przez władze krajowe reżimu dyscyplinarnego, tak aby wpływać na podejmowane przez niego orzeczenia oraz zniechęcać do wyrażania krytycznych ocen na temat zmian w polskim sądownictwie

Sędzia Igor Tuleya jest szeroko znany, prowadził kilka głośnych spraw sądowych, uczestniczy w działań stowarzyszeń sędziowskich, wielokrotnie negatywnie oceniał zmiany w systemie sądowym, wskazując na zagrożenie niezawisłości sędziowskiej i naruszania zasady podziału władz.

Wobec sędziego wszczęto wiele postępowań dyscyplinarnych lub poprzedzających je czynności wyjaśniających, w tym także w odniesieniu do decyzji nakazującej prokuraturze dalsze prowadzenie śledztwa dotyczącego nadużycia uprawnień funkcjonariuszy publicznych w czasie przeniesienia w Sejmie w grudniu 2016 r. głosowania ustawy budżetowej. Tej sprawy dotyczy także wniosek Prokuratury Krajowej do Izby Dyscyplinarnej SN o uchylenie immunitetu.

Innym powodem „dyscyplinarki” było zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE w sprawie ustawy rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów. Pozostałe sprawy  dotyczyły publicznych komentarzy sędziego o zmianach w sądownictwie i jego udziału w zgromadzeniach.

W skardze do ETPC Igor Tuleya przytoczył art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Według sędziego postępowania dyscyplinarne podważyły jego reputację jako sędziego. Z kolei sposób prowadzenia postępowań był nieproporcjonalny do spraw, których dotyczyły. Sędzia powołał się też na art. 13 EKPC o prawie do skutecznego środka odwoławczego, Wskazał, że nie dysponował żadnym środkiem, za pomocą którego mógłby przeciwdziałać naruszaniu swego prawa do prywatności.

Konwencja zapewnia ochronę niezawisłości sędziów

W swoim stanowisku RPO odniósł się do konwencyjnych gwarancji niezawisłości sędziowskiej, ochrony życia prywatnego i reputacji sędziego, a także wolności słowa, do korzystania z której uprawnieni są również sędziowie.

Rzecznik wskazał, że w sprawie zawisłej przed ETPC niezależność sądownictwa może pojawić się w dwóch podstawowych aspektach:

  • Po pierwsze, jest kluczową gwarancją prawa do rzetelnego procesu sądowego, które może być zagrożone, gdy sędzia obawia się, że z powodu treści podejmowanych przez niego decyzji, może zostać wobec niego uruchomiony reżim dyscyplinarny. Tym bardziej zagrożenie takie istnieje, gdy prokuratura zamierza postawić mu z tego powody zarzuty karne i składa wniosek o uchylenie immunitetu sędziowskiego.
  • Po drugie, wielu polskich sędziów, podobnie jak skarżący, opowiada się za niezawisłością sądownictwa jako koniecznym elementem rządów prawa i istoty prawa do sądu. Z tego powodu sędziowie ci ponoszą negatywne konsekwencje w życiu zawodowym, społecznym i prywatnym. ETPC powinien zatem ocenić, czy działania podejmowane przez władze krajowe nie naruszają ochrony konwencyjnej. A jeśli tak, to jakie środki należy podjąć, aby przywrócić należytą ochronę.

RPO przedstawił wnioski płynące z niedawnego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach dotyczących niezawisłości władzy sądowniczej i reżimu dyscyplinarnego.

  • W sprawie dotyczącej wykonywania europejskich nakazów aresztowania TS orzekł, iż system środków dyscyplinarnych dla sędziów musi przewidywać gwarancje przed wykorzystywaniem go do politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych, w tym w zakresie definiowania przewinień dyscyplinarnych, kar, gwarancji rzetelności postępowania, niezależności sądu dyscyplinarnego, prawa do obrony i zaskarżenia orzeczenia (C-216/18 LM).
  • Z kolei w sprawie dotyczącej odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego w związku ze złożeniem pytania prejudycjalnego do TS – a jedno z postępowań wobec sędziego Tulei wszczęto właśnie z tego powodu – Trybunał w Luksemburgu podkreślił, że żaden przepis prawa krajowego nie może stanowić przeszkody dla sądu krajowego ze skorzystania z uprawnienia do wystąpienia do TS, i nie są dopuszczalne przepisy narażające sędziów na postępowania dyscyplinarne z powodu wystąpienia z odesłaniem prejudycjalnym (C-558 i 563/18 Miasto Łowicz).
  • RPO wskazał także na trwające przed TS postępowanie o naruszenie prawa UE dotyczące reżimu dyscyplinarnego (C-791/19 Komisja przeciwko Polsce), a także podobne postępowanie dotyczące "ustawy kagańcowej" znacznie rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów.

Ochrona reputacji sędziów

Na gruncie Konwencji pojęcie „życia prywatnego” (art. 8 EKPC) nie ma wyczerpującej definicji, nie ogranicza się do "wewnętrznego kręgu" osoby, ale w pewnym stopniu obejmuje także jej życie społeczne i zawodowe. ETPC orzekł już, że sytuacja, w której środki podejmowane przez władze publiczne wpływają na życie zawodowe jednostki, mają lub mogą mieć poważny negatywny wpływ na jej reputację społeczną lub zawodową – jest objęta ochroną EKPC (Denisov przec. Ukrainie).

RPO podniósł, że środki dyscyplinarne i administracyjne, a wkrótce może i karne, są  regularnie podejmowane przez władze krajowe z zamiarem podważenia wiarygodności sędziów, pozbawienia ich autorytetu i zaufania społeczeństwa. Są one zaś są niezbędne, aby sędziowie mogli skutecznie wykonywać swoje zadania powierzone im przez prawo.

Praktyka organów dyscyplinarnych wskazuje, że postępowania te nie są wszczynane w celu pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności za rzeczywiste uchybienia. Mają one charakter iluzoryczny i są wszczynane w celu wywarcia nacisku na pojedynczego sędziego i całą społeczność sędziowską.

Ochrona wolności słowa sędziów

Wolność słowa, jako fundament społeczeństwa demokratycznego, przysługuje również sędziom. RPO wskazał, że należy odrzucić argument zgłaszany przed przedstawicieli organów władzy, jakoby sędziowie wypowiadający się o zmianach w sądownictwie angażowali się politycznie w sposób niedopuszczalny. Sędziowie nie powinni uczestniczyć w życiu politycznym, a prawo może również wymagać od nich pewnego umiaru w korzystaniu z wolności słowa z uwagi na szczególną rolę, jaką pełnią i potrzebę utrzymania autorytetu sądów i zaufania do nich.

Niemniej w swych wypowiedziach sędziowie zwracają uwagę przede wszystkim na zagrożenia dla niezawisłości sądów, podziału władzy i rządów prawa, jakie wiążą z wprowadzonymi zmianami. RPO podkreślił zaś, że sędziowie są nie tylko uprawnieni, ale i zobowiązani do obrony swojej niezawisłości. Nawet jeśli kwestie te należą do materii prawa konstytucyjnego i nieuchronnie mają implikacje polityczne, to samo to przez się nie może uniemożliwiać sędziom wypowiadania się o nich. Co więcej, funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości jest kwestią ogólnospołeczną, dyskusja o nim jest w interesie publicznym. Podlega zatem ochronie i nie jest dopuszczalne, aby władze krajowe w nią ingerowały, nawet jeśli wygłaszane opinie są niezgodne z tym prezentowany przez władze publiczne.

Reżim odpowiedzialności dyscyplinarnej stwarza zagrożenie dla sędziów

RPO przedstawił TETPC obecny stan normatywny i praktykę stosowania systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej wobec sędziów. Wskazał na przemożny wpływ Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego oraz funkcjonowanie Izby Dyscyplinarnej SN, którą sam Sąd Najwyższy uznał za pozbawioną cech organu sądowego, a Trybunał Sprawiedliwości UE zawiesił. RPO wskazała także na brak odpowiednich gwarancji rzetelności postępowania dyscyplinarnego, oraz omówił zmiany wynikające z ustawy kagańcowej.

Obecnie każdy sędzia w Polsce może mieć uzasadnione obawy, że poniesie surowe konsekwencje swojej postawy i opinii, które choć zgodne z wymogami niezawisłości sądów, nie są zgodne z wolą przedstawicieli władz ustawodawczych i wykonawczych. Z szerokiej praktyki podejmowania przez RPO interwencji w przypadku inicjowania postępowań dyscyplinarnych lub podejmowania czynności wyjaśniających – jasno wynika, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej jest wykorzystany z zamiarem naruszenia niezawisłości sądów. Wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów stało się „normalną” praktyką urzędników dyscyplinarnych i jest stało się rutynowym narzędziem zastraszania sędziów.

VII.505.14.2020

RPO w sprawie dr. Grzesiowskiego i sygnalistów ujawniających zagrożenie w interesie publicznym

Data: 2020-10-23
  • Dr Paweł Grzesiowski stracił pracę w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, bo krytykował sposób, w jaki władze walczą z pandemią
  • Tymczasem działał w interesie publicznym i korzystał z konstytucyjnej wolności słowa
  • W czasach powszechnego zagrożenia społeczeństwa powinny chronić sygnalistów, czyli tych, którzy pierwsi zauważają problem i nie boją się o nim mówić

Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego zakończyło współpracę z dr. Pawłem Grzesiowskim, znanym ekspertem w dziedzinie zdrowia publicznego. Jak wynika z oświadczenia opublikowanego przez dr. Grzesiowskiego, decyzja o nieprzedłużeniu współpracy była tłumaczona publiczną krytyką sposobu, w jaki rząd walczy z epidemią (Centrum jest instytucją podległą bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia).

Informacja o braku woli współpracy z lekarzem, w związku z jego aktywnością w sferze publicznej, która odbywa się w całości na rzecz społeczeństwa i zdrowia publicznego, wywołuje zaniepokojenie polityką kadrową w instytucjach medycznych podlegających władzom centralnym.

Po pierwsze, należy wskazać, że zamieszczając swoje wypowiedzi na portalu społecznościowym dr Grzesiowski korzystał z zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 Konstytucji). Ewentualne ograniczenia tej wolności muszą wypełniać warunki określone w art. 31 ust. 3 Konstytucji, tj. być proporcjonalne, określone ustawą, niezbędne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Wydaje się, że sankcja w postaci nieprzedłużenia kontraktu za wypowiedzi będącą w interesie publicznym, nie wypełnia konstytucyjnego testu proporcjonalności a tym samym prowadzić może do naruszenia wolności wypowiedzi.

Sankcja w postaci nieprzedłużenia kontraktu w powszechnym odczuciu jest odczytywana jako nieproporcjonalna i może wywołać wśród pozostałych pracowników Centrum „efekt mrożący” (ang. chilling effect), który spowoduje, że nie będą korzystać z przysługującego im prawa do wolności wypowiedzi, w szczególności w zakresie ich pracy.

Ponadto dr Grzesiowski informując o potencjalnie niebezpiecznych warunkach pracy działał jako tzw. sygnalista (ang. whistleblower), czyli osoba sygnalizująca nieprawidłowości w interesie publicznym. Dlatego jego wypowiedzi powinny zostać objęte szerszą ochroną. Komitet Ministrów Rady Europy (Recommendation CM/Rec (2014)7 on the protection of whistleblowers, 30 kwietnia 2014 r.) podkreślił, że działalność sygnalistów może stanowić tzw. „wczesne ostrzeżenie” i pomóc w ujawnianiu nieprawidłowości, które w przeciwnym razie mogłyby pozostać ukryte, oraz w identyfikacji osób odpowiedzialnych za naruszenia.

Obecnie kluczowe jest to, aby rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu, a w szczególności odpowiednim organom państwa. Ograniczanie wypowiedzi pracownikom-sygnalistom poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci nieprzedłużania kontraktów prowadzić może do naruszenia obowiązujących standardów

Dlatego RPO prosi szefa Centrum, prof. dr hab. n. med. Ryszarda Gellerta o poinformowanie o przyczynach decyzji kadrowych dotyczących dr. Grzesiowskiego, w szczególności zaś o informację o formie podejmowanej współpracy (umowa o pracę, umowa cywilnoprawna) oraz o przyczynach i uzasadnieniu podjętej decyzji personalnej.

VII.564.103.2020

Wystawa zdjęć Chrisa Niedenthala w Rzeszowie - w innym miejscu. Odpowiedź dla RPO

Data: 2020-10-23
  • Wystawa zdjęć Chrisa Niedenthala będzie zaprezentowana w Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa - samorządowej jednostce kultury
  • „Treści polityczne” zawarte w pracach znanego fotoreportera były odmową wystawienia ich w Galerii Miejskiej Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie
  • Galeria ta nie podlega Wydziałowi Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Rzeszowa
  • Jednakże jest mi niezmiernie przykro, że taka sytuacja zaistniała – oświadczyła szefowa wydziału Katarzyna Pawlak

Tak odpowiedziała Rzecznikowi Praw Obywatelskich na jego interwnecję w sprawie odmowie wystawienia prac fotoreportera w Galerii Miejskiej Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie. Według mediów chodziło o zdjęcia protestów pod Sądem Najwyższym oraz w sprawie LGBT.

Pismo z 13 października 2020 r. informujące o odmowie wskazało jako przyczynę odmowy „treści polityczne” zawarte w pracach. Podpisał je wicedyrektor placówki.  

Opisana sprawa budziła bardzo poważne wątpliwości RPO z punktu widzenia wolności artystycznej i prawa dostępu do dóbr kultury, o których mowa w art. 73 Konstytucji.

W ocenie Rzecznika odmowa mogła prowadzić również do istotnego naruszenia wolności słowa zagwarantowanej w art. 54 Konstytucji. Ponadto mogła nosić znamiona zakazanej cenzury prewencyjnej (art. 54 ust. 2 Konstytucji).

Rzecznik zwrócił się do Katarzyny Pawlak, dyrektorki Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Rzeszowa, o wyjaśnienia z perspektywy poszanowania wskazanych praw konstytucyjnych.

Odpowiedź

Jako dyrektor Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Rzeszowa nie czuję się upoważniona do ustosunkowania się do działań dyrekcji Zespołu Szkół Plastycznych, w ramach której funkcjonuje Galeria Miejska.

Jest to jednostka niepodlegająca Wydziałowi Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Rzeszowa. Jednakże jest mi niezmiernie przykro, że taka sytuacja zaistniała.

Po przekazaniu informacji przez organizatorów wystawy Chrisa Niedenthala, Miasto podjęło decyzję o zaprezentowaniu jego prac w Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa - samorządowej jednostce kultury. Wystawa odbędzie się w dniach od 18 listopada br. do 31 grudnia 2020 r.

Ponadto pragnę nadmienić, że organizatorzy wystawy otrzymali dofinansowanie z Gminy Miasto Rzeszów w drodze otwartego konkursu ofert na realizację zadań publicznych w zakresie wspierania kultury i ochrony dziedzictwa narodowego w 2020 r.

Ze swej strony jestem przekonana, że Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa jest miejscem nobilitującym artystów, w tym Chrisa Niedenthala.

Dlatego też serdecznie zapraszam Pana na wernisaż wystawy w nowym terminie, tj. w dniu 18 listopada 2020 r. 

VII.715.21.2020

Grzywna za happening "Tęsknię za Tobą Żydzie” naruszyła prawo. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2020-10-22
  • Ukaranie grzywną za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa - uznał Sąd Najwyższy
  • Pan Dawid, który pomagał performerowi organizującemu tę akcję, został uniewinniony, zgodnie z kasacją złożoną przez RPO  
  • Rzecznik wskazywał, że warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest społeczna szkodliwość czynu – tymczasem to działanie było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu

22 października 2020 r. Sąd Najwyższy na rozprawie w Izbie Karnej (sygn. akt III KK 69/20) w całości podzielił argumenty kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść pana Dawida. Kasację poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej.

- Siły i środki państwa, machina wymiaru sprawiedliwości, łącznie z SN, została zaangażowana po to, żeby ścigać człowieka, który próbował przypomnieć historię tego miasteczka - oświadczył sędzia SN Waldemar Płóciennik w ustnych motywach wyroku.

Na rozpoznanie w SN czeka ponadto oddzielna kasacja Rzecznika na korzyść organizatora akcji, pana Rafała.

Projekt "Tęsknię za Tobą Żydzie” i happening w Węgrowie

Pan Rafał prowadzi swój ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Nawiązywało to  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi.

Pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej SN na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Przedmiotem ochrony wykroczenia z art. 63a § 1 Kw jest porządek w miejscach publicznych. Obwinieni nie naruszyli go, a ich zachowanie nie nosiło cech społecznie szkodliwego. Wartość chroniona przez ten artykuł Kw powinna zaś pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony innych wartości - w tym prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym – podkreślał RPO.  

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Wyrok i ustne uzasadnienie SN

W ocenie SN sposób działania obwinionych, czas trwania i miejsce happeningu wskazują, że nie było żadnych podstaw ani do uznania ich czynu "za społecznie niebezpieczny", ani do rozpatrzenia sprawy w trybie nakazowym.

W ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że gdyby skoncentrować się tylko na zarzucie kasacyjnym, należałoby po prostu zgodzić się z RPO oraz z prokuratorem. Zdaniem SN sprawa wymagała jednak więcej słów.

Sędzia Waldemar Płóciennik dodał, że niektóre okoliczności sprawy wręcz zdumiewają. Np. prezes spółdzielni gminnej powiadomił policję, że jest przeciwny akcji i nie zgadza się na jakiekolwiek banery. Podobne oświadczenia złożyli dwaj proboszczowie.

A do zabezpieczenia akcji oddelegowano grupę policjantów, która – według SN – „mogłaby zabezpieczać widowisko sportowe”. Tymczasem jest tam dwóch mężczyzn, którzy opowiadają zgromadzonym o przeszłości Węgrowa, o 50-procentowym udziale przed II wojną obywateli pochodzenia żydowskiego, tragicznie zamordowanych podczas niej. A baner powieszony między drzewami performerzy zdjęli po kilkunastu minutach.

Uzasadnienie pisemne SN

Jak wynika z treści zaskarżonego wyroku, obwinionemu przypisano dokonanie i podżeganie innych osób do dokonania wykroczenia z art. 63a § 1 k.w. Przepis ten stanowi, że odpowiada za wykroczenie osoba, które umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Omawiane wykroczenie może zatem zostać popełnione w dwojaki sposób:

  • przez umieszczenie wyliczonych przedmiotów czynności wykonawczej w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym,
  • wystawienie tych przedmiotów na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem.

Przyjąć należy, że celem przepisu jest porządek publiczny, rozumiany z jednej strony jako ochrona miejsc publicznych przed zachowaniami, w wyniku których miejsca te są oszpecana przez umieszczanie w nich plakatów, napisów czy innych przedmiotów czynności wykonawczej, z drugiej zaś jako prawo do dysponowania miejscem publicznym, przysługujące podmiotowi tym miejscem zarządzającym. Przepis art. 1 § 1 Kodeksu wykroczeń określa dwa podstawowe warunki odpowiedzialności za wykroczenie: są nimi stwierdzenie, że rozważany czyn jest bezprawny, drugim zaś ustalenie, że czyn ten jest społecznie szkodliwy.

Kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich koncentruje się wyłącznie na drugim ze wskazanych warunków odpowiedzialności zarzucając, że przypisane obwinionemu zachowania nie są społecznie szkodliwe. Rozważenie podniesionej w zarzucie kwestii wymaga stwierdzenia, że określone, przypisane zachowanie jest czynem bezprawnym, tj. wyczerpującym znamiona określonego typu wykroczenia.

Już w tym miejscu należy zauważyć, że czyn zarzucony obwinionemu w pkt I, a przypisany w zaskarżonym wyroku, nie spełnia tego warunku. Z opisu tego czynu wynika, że obwiniony w dniu 9 czerwca 2019 r. na targowisku miejskim pomiędzy ulicą Rynek Mariacki a Zwycięstwa podżegał mieszkańców Węgrowa do umieszczenia napisu „Tęsknię za tobą Żydzie".

W opisie przypisanego czynu brakuje więc konstytutywnych znamion wykroczenia z art. 63a § 1 k.w., ponieważ nie wskazano, że obwiniony podżegał do umieszczenia napisu w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym, czy też podżegał do wystawienia napisu na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Opis czynu wskazuje na miejsce, w którym obwiniony miał podżegać, nie wskazuje zaś miejsca, w którym napis miał zostać umieszczony.

Rozważanie kwestii, czy czyn ten jest społecznie szkodliwy staje się w opisanej sytuacji bezprzedmiotowe. Gdyby jednak nawet przyjąć, że w opisie czynu zawarte są wszystkie znamiona typu czynu zabronionego, to stwierdzić trzeba, że czyn ten, podobnie jak czyn polegający na dokonaniu wykroczenia, pozbawione są szkodliwości społecznej. Społeczna szkodliwość czynu stanowi materialny element wykroczenia i ma za zadanie wyłącznie odpowiedzialności za wykroczenie w sytuacji samego tylko naruszenia zakazu, przy równoczesnym stwierdzeniu nieistnienia społecznej szkodliwości czynu.

Społeczna szkodliwość to określenie, które oznacza ujemną treść społeczną czynu, a więc jego karygodność, o której decydują elementy stanowiące konkretyzację strony przedmiotowej i podmiotowej czynu zabronionego (zob. B. Kurzępa, Kodeks wykroczeń. Komentarz, Warszawa 2008, s. 13). Inaczej mówiąc, jak słusznie zauważono w uzasadnieniu kasacji, kryminalizacja zachowań człowieka opiera się na ocenie tych zachowań w świetle wartości ocennych społecznie. Kryminalizacja określonego zachowania w Kodeksie wykroczeń przesądza in abstracto, że typ czynu zabronionego jest społecznie szkodliwy. Nie wyklucza to jednak możliwości ustalenia w realiach konkretnej sprawy, że zważywszy na przedmiot ochrony i ratio legis danego przepisu, określone zachowanie człowieka zrealizowane w konkretnych okolicznościach nie jest społecznie szkodliwe (zob. T. Grzegorczyk, Kodek wykroczeń. Komentarz do art. 1 Kodeksu wykroczeń, LEX 2013, teza 8), a w konsekwencji stwierdzenie, że czyn nie wyczerpał materialnego znamienia wykroczenia.

 Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że:

  • współdziałający z obwinionym Rafał (…. ) kontaktował się z władzami lokalnymi i próbował uzyskać zgodę na umieszczenie napisu o określonej treści w przestrzeni publicznej,
  • po otrzymaniu informacji o braku zgody, odstąpiono od pomysłu namalowania napisu na murze,
  • celem działania obwinionego było upamiętnienie mieszkańców Węgrowa pochodzenia żydowskiego, zgładzonych w czasie wojny,
  • cel ten nie był sprzeczny z interesem społecznym
  • władze miejskie Węgrowa również organizowały akcje służące upamiętnieniu mieszkańców pochodzenia żydowskiego,
  • oskarżony działał jawnie i publicznie, na oczach mieszkańców Węgrowa oraz licznych funkcjonariuszy policji,
  • baner został zawieszony między drzewami i po zakończeniu akcji zdjęty; z akt sprawy nie wynika by wywieszenie banera pociągnęło za sobą jakiekolwiek uszkodzenia czy zniszczenia; nie doszło też do zeszpecenia przestrzeni publicznej.

Zestawienie tych okoliczności z przedmiotami ochrony wynikającymi z art. 63a § 1 k.w. pozwala na stwierdzenie, że zachowanie obwinionego nie było społecznie szkodliwe ani w perspektywie ochrony porządku publicznego, ani w aspekcie ochrony prawa do dysponowania określonym miejscem przez uprawniony podmiot zarządzający.

Trudno zaakceptować pogląd, że zachowanie obwinionego godziło w porządek publiczny, skoro było zapowiedziane, przebiegało w spokoju, nie wywołało trwałych zmian w świecie zewnętrznym, nie było wymierzone w powszechnie akceptowany system wartości, a przeciwnie odwoływało się do wspólnej tragicznej historii i zmierzało do upamiętnienia zamordowanych mieszkańców Węgrowa.

Jest prawdą, że obwiniony nie uzyskał zgody dysponenta miejsca, w którym zawieszono baner (nie wiadomo zresztą, kto tym dysponentem jest, bowiem nie wynika to z akt sprawy, choć za racjonalne wydaje się przyjęcie, że jest ono administrowane przez władze miejskie). Trudno jednak uznać, że wywieszenie napisu między drzewami na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut bez zgody dysponenta miejsca, w realiach rozważanej sprawy naruszało prawo do dysponowania tym miejscem pozwalającym na uznanie, że zachowanie to jest społecznie szkodliwe.

Nie wiadomo zresztą, ponieważ żadnych ustaleń w tej mierze nie poczyniono, czy postawienie obwinionemu zarzutu i przypisanie mu odpowiedzialności było konsekwencją uznania, że jego zachowanie było szkodliwe społecznie, jak wymaga tego ustawa, czy też szkodliwość ta była oceniana z punktu widzenia lokalnej władzy, czy niektórych środowisk.

Ze zgromadzonych materiałów wynika, że organizatorzy akcji postrzegali swoje zachowanie jako projekt artystyczno-społeczny, a żaden z dowodów tym twierdzeniom nie przeczy.

Oznacza to, że skarżący słusznie podnosi, że uznanie zachowania obwinionego za społecznie szkodliwe pozostawałoby w sprzeczności z konstytucyjna zasadą wolności artystycznej oraz z przepisem art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, zapewniającym wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji.

Uznanie, w realiach sprawy, że ochrona porządku publicznego i prawa do dysponowania miejscem publicznym przeważa nad wskazanymi wolnościami, byłoby rażąco nieproporcjonalne, w konsekwencji niesprawiedliwe i sprzeczne także z opisanymi w uzasadnieniu kasacji regulacjami traktatowymi.

W następstwie powyższych rozważań należało uchylić zaskarżony wyrok i stosownie do art. 537 § 2 k.p.k. w zw. z art. 112 k.p.s.w. uniewinnić obwinionego od popełnienia zarzucanych mu czynów.

Na marginesie należy zauważyć, że poczynione uwagi w gruncie rzeczy wykluczały możliwość zastosowania w sprawie postępowania nakazowego, bowiem trudno przyjąć, że okoliczności czynów nie budzą wątpliwości. Dodać również trzeba, że

  • we wniosku o ukaranie zarzucono obwinionemu popełnienie nieistniejących wykroczeń;
  • w Kodeksie wykroczeń nie ma przepisu art. 63 § la (ta błędna kwalifikacja została skorygowana w części dyspozytywnej wyroku);
  • wymagane na podstawie art. 59 § 2 k.p.s.w. zarządzenie o wszczęciu postępowania w sprawie o wykroczenie nie zostało przez sędziego podpisane;
  • zarządzenie o skierowaniu sprawy na posiedzenie w przedmiocie wydania wyroku nakazowego nie zostało również podpisane.

II.511.33.2020

KRRiT o materiale „Wiadomości” TVP z 24 czerwca: to było podsumowanie kadencji prezydenta RP

Data: 2020-10-22
  • Reportaż ten miał charakter ocenny i podsumowujący dotychczasowe działania urzędującego Prezydenta RP – tak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oceniła głośny materiał TVP
  • Dlatego nie stwierdziła naruszenia przez TVP obowiązku kierowania się bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga dotycząca materiału pt. „Przedwyborcza mobilizacja”, wyemitowanego 24 czerwca 2020 r. w TVP. Jak wskazano w skardze,  może on  naruszać standardy kampanii wyborczej, w szczególności w zakresie równości kandydatów, jak i obowiązki publicznego nadawcy.

A podczas kampanii wyborczej wyjątkowe znaczenie ma obowiązek mediów kierowania się bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy  o radiofonii i telewizji)

Zgodnie z zaleceniami skierowanymi po wyborach parlamentarnych w 2019 r. przez Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR), Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna aktywnie monitorować media publiczne pod kątem przestrzegania prawa w czasie kampanii wyborczej i niezwłocznego reagować na stwierdzone naruszenia.

RPO przekazał skargę przewodniczącemu Rady Witoldowi Kołodziejskiemu. KRRiT stoi bowiem na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Odpowiedź Przewodniczącego KRRiT

W związku z wnioskiem z 29 czerwca 2020 r., przekazanym z upoważnienia RPO w sprawie treści materiału pt. Przedwyborcza mobilizacja, wyemitowanego przez Wiadomości (emisja: program TVP 1, 24 czerwca 2020 roku), uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przeprowadziła w tej sprawie postępowanie wyjaśniające, w ramach którego szczegółowo zapoznała się z nagraniem ww. audycji oraz argumentacją nadawcy, przedstawioną w kontekście zarzutów zawartych w pańskim wystąpieniu.

Z przedstawionych wyjaśnień wynika, że reportaż autorstwa Macieja Sawickiego stanowił podsumowanie upływającej kadencji Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Według nadawcy w reportażu nie zachęcano do głosowania na Andrzeja Dudę jako kandydata w wyborach prezydenckich, ani nie analizowano jego kampanii wyborczej, lecz dokonano bilansu jego działań jako osoby sprawującej urząd Prezydenta RP w okresie kadencji.

Po dokonaniu analizy zgromadzonych materiałów, w tym nagrania audycji i stanowiska nadawcy, podkreślając ustawową zasadę samodzielności nadawcy w kształtowaniu programu ( art. 13 ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji), Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie stwierdziła naruszeń w zakresie przepisów wymienionych w Pańskim wystąpieniu do KRRiT.

Reportaż miał charakter ocenny i podsumowujący dotychczasowe działania urzędującego Prezydenta RP – podsumował Witold Kołodziejski.

VII.602.302.2020

Odmowa wystawy zdjęć Chrisa Niedenthala w Rzeszowie. Rzecznik interweniuje

Data: 2020-10-21
  • „Treści polityczne” zawarte w pracach znanego fotoreportera Chrisa Niedenthala to oficjalny powód odmowy wystawy w galerii miejskiej w   Rzeszowie
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich mogło dojść do naruszenia konstytucyjnej zasady wolności słowa
  • Odmowa mogła też mieć znamiona zakazanej konstytucyjnie cenzury prewencyjnej

Na podstawie informacji opublikowanych przez organizatorów Rzeszowskiego Weekendu Fotografii RPO dowiedział się o odmowie wystawienia prac w Galerii Miejskiej Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie.

Media podają, że chodzi o zdjęcia protestów pod Sądem Najwyższym oraz w sprawie LGBT.

Pismo z 13 października 2020 r. informujące o odmowie wskazało jako przyczynę odmowy „treści polityczne” zawarte w pracach. Podpisał je wicedyrektor placówki.  

Opisana sprawa budzi bardzo poważne wątpliwości z punktu widzenia wolności artystycznej i prawa dostępu do dóbr kultury, o których mowa w art. 73 Konstytucji.

W ocenie Rzecznika odmowa mogła prowadzić również do istotnego naruszenia wolności słowa zagwarantowanej w art. 54 Konstytucji. Ponadto mogła nosić znamiona zakazanej cenzury prewencyjnej (art. 54 ust. 2 Konstytucji).

Rzecznik zwrócił się do Katarzyny Pawlak, dyrektorki Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Rzeszowa, o wyjaśnienia z perspektywy poszanowania wskazanych praw konstytucyjnych.

VII.715.21.2020

Dlaczego TK selektywnie publikuje stanowiska uczestników swych postępowań?

Data: 2020-10-19
  • Na stronie internetowej Trybunału Konstytucyjnego nie zamieszczono m.in. stanowisk Sejmu i Prokuratora Generalnego w sprawie konstytucyjności ustawy dotyczącej aborcji, którą TK zbada 22 października
  • Takie selektywne publikowanie stanowisk uczestników postępowań przed TK - co dotyczy także Rzecznika Praw Obywatelskich - jest niepokojącą praktyką 
  • Ogranicza to bowiem konstytucyjne prawo obywateli do informacji publicznej oraz wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji
  • Może też naruszać ustawę o TK, zobowiązującą  do publikacji tych stanowisk

Rzecznik Praw Obywatelskich dostrzega niepokojącą praktykę Trybunału Konstytucyjnego, polegającą na selektywnym publikowaniu stanowisk uczestników postępowań toczących się w TK. Są one zamieszczane w sposób arbitralny zarówno w Biuletynie Informacji Publicznej, jak i na Internetowym Portalu Orzeczeń TK.

Nieopublikowane stanowiska najczęściej dotyczą postępowań kluczowych dla praw obywateli i opinii publicznej. Jednym z nich jest  sprawa dotycząca konstytucyjności ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (sygn. akt K 1/20).

W tej sprawie TK wyznaczył rozprawę w pełnym składzie na 22 października 2020 r. Na stronie TK umieszczono tylko wniosek posłów PiS z 19 listopada 2019 r.  - brak zaś stanowisk Sejmu i Prokuratora Generalnego. Posłowie wnoszą o uznanie niekonstytucyjności dopuszczalności aborcji  wobec „dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu".

Z kolei w sprawie wszczętej przez Marszałek Sejmu RP w sprawie konstytucyjności Kodeksu wyborczego (sygn. akt K 6/20) RPO 7 maja 2020 r przedstawił stanowisko w terminie 22 godzin wyznaczonych przez TK. Do dziś - mimo umorzenia sprawy przez TK 26 sierpnia 2020 r. wskutek cofnięcia wniosku - na stronie TK nie zamieszczono ani stanowiska RPO, ani też pisma Marszałek Sejmu o cofnięciu wniosku.

Zgodnie z ustawą 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, akta sprawy rozpoznawanej przed TK są jawne. Obowiązek publikacji wskazanych stanowisk, będących częścią akt sprawy, powinien być realizowany zgodnie z art. 74 ust. 4 pkt 1 ustawy. Według niego dostęp do akt sprawy następuje poprzez publikację dokumentów na stronie internetowej TK, będącej stroną Biuletynu Informacji Publicznej.

Kwestia ta jest szczególnie istotna wobec pandemii, gdy utrudniony jest fizyczny dostęp do akt sprawy. A na problemy związane z takim dostępem RPO do akt postępowania z jego udziałem Rzecznik zwrócił uwagę w wystąpieniu do TK z 13 października 2020 r. (opisanym poniżej).

Publikacja stanowisk w Biuletynie Informacji Publicznej TK bezpośrednio wpływa na poszanowanie szeregu praw i wolności zagwarantowanych obywatelom w Konstytucji.

Jej art. 54 stanowi, że każdemu zapewnia się wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. A konstytucyjne prawo obywateli do uzyskiwania informacji publicznej (art. 61) obejmuje m.in. dostęp do dokumentów oraz do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej,  do których zaliczają się sądy i trybunały. Z kolei art. 45 Konstytucji określa generalną zasadę jawności postępowań sądowych. Informacja o przebiegu postępowania przed TK powinna odpowiadać tym  wymogom.

W ocenie Rzecznika informacja o stanowiskach, wydawanych przez uczestników postępowań przed TK - zwłaszcza jeśli chodzi o takie organy państwa,  jak Sejm lub Prokurator Generalny - ma charakter informacji publicznej. Brak informacji o stanowisku obligatoryjnego uczestnika postępowania na stronie Biuletynu Informacji Publicznej TK albo jest zatem informacją o niezajęciu stanowiska (co oznaczałoby naruszenie ustawy o TK przez takiego uczestnika),  albo jest przejawem naruszenia ustawy o TK przez Wysoki Trybunał w zakresie ustawowego obowiązku publikacji stanowisk.

Ze względu na funkcję, jaką TK pełni w demokratycznym państwie prawa, oraz z uwagi na konieczność realizacji prawa obywateli do informacji publicznej, praktyka niepublikowania stanowisk przez TK nie jest uzasadniona prawnie. Stanowi nieproporcjonalne ograniczenie prawa do informacji publicznej oraz wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się wyjaśnienia w tej sprawie do dyrektorki Biura Służby Prawnej TK Anny Zołotar-Wiśniewskiej. Poprosił także o poinformowanie o działaniach podjętych w celu przywrócenia stanu zgodnego z porządkiem prawnym w tym zakresie.

VII.511.46.2020

KUL: ks. Wierzbicki ma odpowiadać za wypowiedzi odnoszące się do stanowiska Konferencji Episkopatu Polski lub nauczania Kościoła w kwestii „LGBT+”

Data: 2020-10-12
  • Analizie rzecznika dyscyplinarnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II  powinny podlegać te publiczne oświadczenia ks. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego, które odnoszą się do stanowiska Konferencji Episkopatu Polski lub nauczania Kościoła w kwestii tzw. „LGBT+”
  • Tak władze KUL odpowiedziały na pytania RPO, które wypowiedzi ks. dra hab. Alfreda Wierzbickiego mogły uchybiać obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności tego zawodu

Ks. Wierzbicki, kierujący Katedrą Etyki na tej uczelni, był jedną z kilkunastu osób, które złożyły poręczenie za aresztowaną na początku sierpnia 2020 r. niebinarną Margot.

Duchowny podkreślał, że nie podoba mu się "knajacki język Margot, pozowanie na Matkę Boską", ale to nie powód, żeby żałował decyzji o poręczeniu. Dodawał, że istotą jego poręczenia było to, że "sąd zastosował środki nieproporcjonalne do sytuacji, w jakiej znajdowała się Margot". "Każdy człowiek bez wyjątku zasługuje na szacunek nie ze względu na swoje poglądy, zasługi, bycie lub niebycie godnym pomocy innych. Prawdziwą świętością dla chrześcijan i niechrześcijan powinno być zawsze człowieczeństwo" – podkreślił ks. Wierzbicki.

Kolegium Rektorskie KUL skierowało wypowiedzi księdza do rzecznika dyscyplinarnego uczelni. Oficjalnie podano, że przyczyną tych działań jest przekonanie, że wypowiedzi medialne ks. dr. hab. A. Wierzbickiego szkodzą misji KUL.

RPO zwrócił się do rektora KUL ks. prof. dr hab. Mirosława Kalinowskiego o wyjaśnienia, a zwłaszcza o wskazanie, które wypowiedzi ks. dra hab. Alfreda Wierzbickiego zostały ocenione przez władze uczelni jako uzasadniające przypuszczenie zaistnienia przewinienia dyscyplinarnego stanowiącego czyn uchybiający obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu nauczyciela akademickiego.

Odpowiedź KUL

Jak przekazał z upoważnienia Rektora KUL przedstawiciel jego kancelarii, zgodnie z art. 282 pkt 3 ustawy z 20.07.2018 r.  - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, „Rektor, po otrzymaniu zawiadomienia o popełnieniu czynu mającego znamiona przewinienia dyscyplinarnego lub powzięciu w inny sposób informacji o możliwości popełnienia takiego czynu, może: (...) 3) polecić rzecznikowi dyscyplinarnemu rozpoczęcie prowadzenia sprawy”. Organem władnym rozpocząć prowadzenie sprawy jest rzecznik dyscyplinarny (art. 285 ust. 1 ustawy). Organ ten jest również umocowany do powzięcia decyzji o wszczęciu postępowania wyjaśniającego lub odmowie jego wszczęcia (art. 285 ust. 2 pkt 1 w zw. z art. 287 ustawy).

Przekazanie wypowiedzi ks. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego w ocenie rzecznika dyscyplinarnego KUL nie ma związku z udzielonym poręczeniem, jak również nie wiąże się z osobistymi poglądami Księdza Adiunkta. Analizie rzecznika dyscyplinarnego podlegać natomiast powinny te publiczne oświadczenia, które odnoszą się do stanowiska Konferencji Episkopatu Polski lub nauczania Kościoła w kwestii tzw. „LGBT+”. Zważywszy zatem na powzięte informacje o stanowisku ks. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego w przedmiotowych sprawach, Rektor zobowiązany jest do przekazania sprawy rzecznikowi dyscyplinarnemu.

Analizując sytuację trzeba mieć na względzie fakt, iż ks. dr hab. Alfred Wierzbicki jest osobą duchowną oraz nauczycielem akademickim wydziału kościelnego KUL. Stosownie do § 14 ust. 1 Statutu KUL „wydziały kościelne i instytuty kościelne istniejące na pozostałych wydziałach Uniwersytetu działają na podstawie przepisów prawa kanonicznego i posiadają odrębne własne statuty zatwierdzone przez Stolicę Apostolską. W przypadku rozbieżności pomiędzy przepisami prawa kanonicznego i prawa polskiego pierwszeństwo należy do przepisów prawa kanonicznego”. Zgodnie zaś z § 47 ust. 5 Statutu KUL „na wydziałach kościelnych Uniwersytetu mogą być zatrudnione jako nauczyciele akademiccy te osoby, które należą do Kościoła katolickiego i odznaczają się nieskazitelnością życia, czystością doktryny i pilnością w pełnieniu obowiązków. Nauczyciele akademiccy, którzy nauczają spraw dotyczących wiary lub moralności, zobowiązani są do wykonywania swoich zadań w pełnej wspólnocie z Nauczycielskim Urzędem Kościoła, Nauczycielom akademickim, którzy nie należą do Kościoła katolickiego, zezwolenia na nauczanie udziela Wielki Kanclerz”. Dodać można, że jeżeli chodzi o szeroko rozumiane postępowanie sprawdzające, wyjaśniające i dyscyplinarne, to na podstawie § 65 ust. 4 Statutu KUL „w stosunku do nauczycieli zatrudnionych na wydziałach kościelnych, a także w przypadku naruszenia czystości doktryny, postępowanie przeprowadza się również zgodnie z przepisami prawa kanonicznego”.

Na zakończenie poinformować należy, że zarówno ustawa, jak i rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie szczegółowego trybu prowadzenia mediacji, postępowania wyjaśniającego i postępowania dyscyplinarnego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli akademickich, a także sposobu wykonywania kar dyscyplinarnych i ich zatarcia z 25.09.2018 roku, nie przewidują „wniosku przekazywanego rzecznikowi dyscyplinarnemu”, o którym wspomina się w ostatnim zdaniu pisma Pana Dyrektora. Jeżeli zaś chodzi o „polecenie”,  o którym mowa w art. 282 pkt 3 ustawy, to nie wymaga się tu zachowania określonej formy, tym niemniej podczas spotkania z Rzecznikami dyscyplinarnymi KUL w dniu 08.10.2020 roku Rektor KUL wydał polecenie, o którym wyżej mowa.

VII.7033.78.2020

Państwowa Inspekcja Pracy sprawdzi, czy nie było mobbingu w radiowej  „Trójce”.

Data: 2020-10-05
  • Główny Inspektor Pracy polecił przeprowadzenie kontroli w radiowej „Trójce”
  • Zwrócił się o to RPO, wskazując że działałania władz Polskiego Radia nie tylko naruszają wolność słowa, ale mają też cechy mobbingu

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło wiele skarg dotyczących sytuacji dziennikarzy i pracowników Programu Trzeciego Polskiego Radia. Napisał też o tym Onet  w artykule Piotra Halickiego "Kulisy pracy w radiowej „Trójce” za „dobrej zmiany”. Dziennikarze: cenzura i dręczenie psychiczne".

Odwoływanie audycji dziennikarzy na minuty przed jej wyemitowaniem, brak transparentności drogi służbowej, ciągły nacisk psychiczny i próby ustnego wpłynięcia na niezależność poszczególnych dziennikarzy, stałe utrzymywanie w niepewności, jawne naciski mające na celu poparcie wyłącznie jednej strony politycznego sporu, wysyłanie dziennikarzy na delegacje lub przeniesienie do archiwum w celu ograniczenia ich pracy antenowej, wypełniać mogą znamiona uporczywego i długotrwałego mobbingu, któremu są poddani dziennikarze Programu Trzeciego Polskiego Radia – napisał pod koniec września 2002 r. zastępca RPO Stanisław Trociuk do prezesa GiP.

Wyjaśnienia, jakie przysyła RPO Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oparte są wyłącznie na stanowisku pracodawcy i nadawcy – zupełnie pomijają stanowisko pracowników i dziennikarzy. Pomijają też, że szefowa radia publicznego zakazała pracownikom wypowiedzi dla mediów. W tej sytuacji jedynym źródłem wiedzy o tym, co dzieje się w „Trójce” są informacje zebrane przez dziennikarzy innych mediów – a KRRiT zbywa je twierdząc, że są to doniesienia nierzetelne.

RPO przypominał w piśmie do GIP, jakie standardy obowiązują w Polsce: Prawo pracownika do krytycznej oceny pracodawcy wynika z zagwarantowanej każdemu w art. 54 Konstytucji wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. A możliwość krytykowania pracodawcy mieści się w ramach obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy. Dopiero przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki może stanowić naruszenie obowiązków dbałości o dobro zakładu pracy i przestrzegania zasad współżycia społecznego.

Publiczne krytyczne wypowiedzi pracowników mają w istocie na celu troskę o prawidłową realizację przez jednostkę publicznej radiofonii misji publicznej polegającej na oferowaniu zróżnicowanych programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością i niezależnością. Lojalność wobec pracodawcy nie może prowadzić do wykluczenia krytycznych komentarzy względem pracodawcy.

VII.716.16.2020

Ksiądz złożył poręczenie za Margot i skomentował jej sprawę – ma mieć postępowanie dyscyplinarne na KUL

Data: 2020-10-02
  • Jakie wypowiedzi ks. dra hab. Alfreda Wierzbickiego mogły uchybiać obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności tego zawodu?
  • Rzecznik Praw Obywatelskich pyta o to rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II 

Ks. Wierzbicki, kierujący Katedrą Etyki na tej uczelni, był jedną z kilkunastu osób, które złożyły poręczenie za aresztowaną na początku sierpnia 2020 r. niebinarną Margot.

Duchowny podkreślał, że nie podoba mu się "knajacki język Margot, pozowanie na Matkę Boską", ale to nie powód, żeby żałował decyzji o poręczeniu. Dodawał, że istotą jego poręczenia było to, że "sąd zastosował środki nieproporcjonalne do sytuacji, w jakiej znajdowała się Margot". "Każdy człowiek bez wyjątku zasługuje na szacunek nie ze względu na swoje poglądy, zasługi, bycie lub niebycie godnym pomocy innych. Prawdziwą świętością dla chrześcijan i niechrześcijan powinno być zawsze człowieczeństwo" – podkreślił ks. Wierzbicki.

Kolegium Rektorskie KUL skierowało wypowiedzi księdza do rzecznika dyscyplinarnego uczelni. Oficjalnie podano, że przyczyną tych działań jest przekonanie, że wypowiedzi medialne ks. dr. hab. A. Wierzbickiego szkodzą misji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Rzecznik zwrócił się do rektora KUL ks. prof. dr hab. Mirosława Kalinowskiego o wyjaśnienia w tej sprawie, a zwłaszcza o wskazanie, które wypowiedzi ks. dra hab. Alfreda Wierzbickiego zostały ocenione przez władze uczelni jako uzasadniające przypuszczenie zaistnienia przewinienia dyscyplinarnego stanowiącego czyn uchybiający obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu nauczyciela akademickiego.

VII.7033.78.2020

 

Sprawa „dyscyplinarek” sędziego Igora Tulei. RPO wniósł do ETPC o dopuszczenie do udziału w sprawie ze skargi sędziego

Data: 2020-10-01
  • Sędzia Igor Tuleya wystąpił do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ze skargą na wszczęte przeciw niemu postępowania dyscyplinarne
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ETPC o dopuszczenie jako trzeciej strony do sprawy zainicjowanej tą skargą indywidualną
  • Chce wskazać na kluczowe znaczenie tej sprawy dla ochrony sędziów przed bezprawnym stosowaniem wobec nich środków dyscyplinarnych

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zakomunikował skargę rządowi RP 21 września 2020 r. (skarga nr 21181/19).

Postępowania dyscyplinarne wobec sędziego i jego skarga do ETPC

Wobec sędziego Igora Tulei wszczęto w sumie siedem postępowań dyscyplinarnych. Najgłośniejsze dotyczyło rzekomego przestępstwa nadużycia uprawnień w związku z ujawnieniem przez sędziego w 2017 r. informacji z umorzonego śledztwa ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nieprawomocnie odmówiła 9 czerwca 2020 r. zgody na uchylenie jego immunitetu (5 października Izba Dyscyplinarna rozpatrzy odwołanie prokuratury).   

Innym powodem „dyscyplinarki” było zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE w sprawie ustawy rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów. Pozostałe sprawy  dotyczyły publicznych komentarzy sędziego o zmianach w sądownictwie i jego udziału w zgromadzeniach.

W skardze do ETPC Igor Tuleya przytoczył art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Według sędziego postępowania dyscyplinarne podważyły jego reputację jako sędziego. Z kolei sposób prowadzenia postępowań był nieproporcjonalny do spraw, których dotyczyły.

Sędzia powołał się też na art. 13 EKPC o prawie do skutecznego środka odwoławczego, Wskazał, że nie dysponował żadnym środkiem, za pomocą którego mógłby przeciwdziałać naruszaniu swego prawa do prywatności.

Trybunał poinformował, że sprawa badana będzie także pod kątem wolności wyrażania opinii (art. 10. EKPC).

Wniosek RPO do ETPC

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ETPC  o zezwolenie na złożenie pisemnych uwag w charakterze trzeciej strony w sprawie. Gdyby Trybunał zdecydował o przeprowadzeniu rozprawy, Rzecznik prosi o wzięcie w niej udziału.

Jak napisał Adam Bodnar do ETPC, sprawa dotyczy nieuzasadnionego zakresu i nieproporcjonalnego sposobu stosowania mechanizmu odpowiedzialności dyscyplinarnej. Za jego pomocą polskie władze starają się wpływać na sędziów, którzy krytycznie oceniają zmiany wprowadzone w ostatnich latach w polskim sądownictwie.

Skarga sędziego Igora Tulei może poprzedzać serię skarg sędziów na zastosowane wobec nich środki dyscyplinarne i administracyjne. Środki te mogą prowadzić do zagrożenia lub naruszenia niezawisłości sędziowskiej, naruszać dobre imię sędziego, naruszać poszanowanie jego życia prywatnego, a także skutkować ograniczeniem wolności słowa sędziego.

Ponadto praktyka wskazuje na celowy zamiar władz „uciszenia” zarówno poszczególnych sędziów, których dotyczą te środki, jak i wywarcia wpływu na całą społeczność sędziowską. Działania władz mają na celu wywołanie „efektu mrożącego”.  Dlatego może chodzić o ogólne gwarancje dla polskich sędziów znajdujących się w podobnej sytuacji.

RPO przypomniał, że na obecny system odpowiedzialności dyscyplinarnej w znacznej mierze wpływa Minister Sprawiedliwości, który m.in. powołuje nie tylko sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych, ale także i sędziów sądów dyscyplinarnych pierwszej instancji. Ponadto powołano nową Izbę Dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym  do rozstrzygania o odpowiedzialności dyscyplinarnej w zawodach prawniczych, w szczególności sędziów.

Negatywne zmiany w systemie odpowiedzialności dyscyplinarnej, które nadmiernie wpływają na działalność orzeczniczą polskich sądów, skłoniły Komisję Europejską do wszczęcia przeciwko Polsce postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego i wniesienia skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu (sprawa C-91/19).  Zastosował on środek tymczasowy w postaci zawieszenia działalności Izby Dyscyplinarnej SN.

W ostatnich latach RPO podejmował liczne interwencje wobec sędziów, wobec których stosuje się opresyjną praktykę wszczynania nieuzasadnionych, często iluzorycznych, ale mających na celu zastraszenie, postępowań dyscyplinarnych. Rzecznik zgromadził znaczną dokumentację dotyczącą szczegółów funkcjonowania systemu dyscyplinarnego. Obejmuje ona m.in. materiały dotyczące poszczególnych postępowań dyscyplinarnych, zebrane w ramach kompetencji RPO.

Dlatego Rzecznik uważa, że ​​pisemne uwagi, które chciałby przedstawić, mogą okazać się przydatne Trybunałowi przy rozpatrywaniu sprawy.

VII.505.14.2020

Dysproporcja czasu antenowego TVP dla kandydatów w wyborach prezydenckich. Adam Bodnar prosi KRRiT o zbadanie sprawy

Data: 2020-09-28
  • Przed pierwszą turą wyborów prezydenckich znacząca była dysproporcja czasu antenowego TVP poświęconego Andrzejowi Dudzie w stosunku do reszty kandydatów
  • Ponadto i media publiczne, i prywatne nie zachowywały odpowiedniego obiektywizmu w prezentowaniu kandydatów
  • Przed drugą turą wyborów zarówno Wiadomości TVP, jak i do pewnego stopnia Fakty TVN,  przedstawiały jednego kandydata w niezwykle pozytywnym świetle, a  drugiego - w znacząco negatywnym
  • Wszystko to powinna była ocenić Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Zaniedbała jednak swe konstytucyjne obowiązki stania na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji

Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił przewodniczącemu Rady uwagi i wnioski w sprawie kampanii wyborczej przed wyborami na urząd Prezydenta RP w 2020 r.

Kampania ta była wyjątkowa z uwagi na zagrożenia epidemiologiczne, co w dużym stopniu ograniczyło możliwości działania kandydatów. Media publiczne w kampanii wyborczej zawsze pełnią szczególną rolę, jednak obecna sytuacja spowodowała, że ich wkład był istotniejszy niż kiedykolwiek.

Niestety, dotychczasowy sposób wypełniania ustawowych obowiązków przez media publiczne budzi poważny niepokój i powinien zostać poddany analizie oraz monitoringowi ze strony KRRiT.

Jak wskazują wyniki badań organizacji pozarządowych, szczególne zastrzeżenia wywołują kwestie równości szans kandydatów, realizacji prawa obywateli do informacji oraz wypełnianie ustawowych zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności w przedstawianiu kampanii wyborczej.

Raporty organizacji pozarządowych nt. kampanii w mediach

Raporty Instytutu Dyskursu i Dialogu, Towarzystwa Dziennikarskiego oraz Fundacji Odpowiedzialnej Polityki unaoczniły kilka istotnych problemów naruszających równość szans kandydatów. Wykazały też konieczność  monitorowania działań mediów publicznych, co powinno być przedmiotem aktywnych działań KRRiT. Zarówno analiza danych zamieszczona w Biuletynie Informacji Publicznej TVP S.A., jak również Raport Towarzystwa Dziennikarskiego, wskazuje na znaczącą dysproporcję czasu antenowego poświęconego Andrzejowi Dudzie w stosunku do reszty kandydatów w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

Według raportu Towarzystwa Dziennikarskiego w okresie przedwyborczym  (15-26 czerwca 2020 r.)  Wiadomości TVP poświęciły kandydatowi partii rządzącej 110 tzw. setek trwających razem 23 minuty, co stanowi prawie 20% czasu antenowego wszystkich wypowiedzi w owej formie. Drugi w kolejności Rafał Trzaskowski otrzymał niecałe 9 minut czasu rozdrobnionego na sugestywnie krótsze tzw. setki, które z reguły były od razu kontrowane przez autora materiału. Reszta kandydatów otrzymała po około minucie czasu antenowego w formie setki, które niemal wyłącznie przytaczały ich negatywne opinie o Rafale Trzaskowskim. Nierówność ta jest symptomem naruszania zasad pluralizmu, bezstronności i niezależności — standardów, do których zgodnie z art. 21 pkt 1 ustawy o radiofonii i telewizji zobowiązani są nadawcy publiczni.

4 sierpnia 2020 r.  prezes TVP S.A. Jacek Kurski odpisał RPO, że większość materiału o prezydencie Andrzeju Dudzie, będącego przyczyną tej dysproporcji, nie miała charakteru wyborczego. Autorzy raportu Towarzystwa Dziennikarskiego zaobserwowali jednak, że każdy materiał  Wiadomości TVP dotyczący prezydenta Andrzeja Dudy w okresie poprzedzającym pierwszą turę wyborów znacząco wpisywał się w przekaz wyborczy jego kampanii.

Ponadto wyniki analiz nie potwierdzają zapewnień prezesa TVP, by w jej programach ,,wyraźnie oddzielano informacje co do realizacji obowiązków prezydenckich, od tych które miały charakter wyborczy”. Analizy wskazują jednak na brak takich podobnych rozróżnień w materiałach. Stąd też poważne wątpliwości budzi rażąca dysproporcja czasu antenowego poświęconego kandydatowi popieranemu przez partie rządzące w stosunku do reszty kandydatów.

Także raport  Instytutu Dyskursu i Dialogu podkreślił znaczącą rolę i wpływ mediów publicznych w kampanii wyborczej. Wskazano w nim m.in., że w okresie pomiędzy I a II turą wyborów prezydenckich znacząca ilość czasu antenowego największych dzienników telewizyjnych była poświęcona ekspozycji kandydatów biorących udział w wyborach. Raportu podkreślał, że przed drugą turą wyborów nastąpiła poprawa w podziale czasu antenowego pomiędzy kandydatami. Wszystkie trzy analizowane dzienniki – publiczne Wiadomości (TVP), jak i prywatne Fakty (TVN) i Wydarzenia (Polsat) proporcjonalnie dzieliły czas antenowy, a różnice w ekspozycji kandydatów  nie przekraczały 2 punktów procentowych.

Jednocześnie raport unaocznił inny problem; zarówno media publiczne, jak i prywatne, nie zachowywały odpowiedniego obiektywizmu. W materiałach publikowanych od 29 czerwca do 11 lipca emitowano wiele materiałów o charakterze ocennym. Zarówno Wiadomości (TVP), jak i do pewnego stopnia Fakty (TVN), przedstawiały jednego kandydata w niezwykle pozytywnym świetle, podczas gdy drugiego w znacząco negatywnym.

Podobne wnioski w tej kwestii wynikają również z raportu Towarzystwa Dziennikarskiego. Wskazano w  nim, że w okresie poprzedzającym pierwszą turę Wiadomości TVP poświęciły tylko 0,9 % czasu antenowego dotyczącego wyborów  kandydatom innym niż Andrzej Duda lub Rafał Trzaskowski.

Oznaczało to marginalizację  w mediach publicznych mniej znaczących kandydatów. Wbrew zobowiązaniu do nagłaśniania pełnego i zróżnicowanego spektrum opcji politycznych, media publiczne przedstawiały prawie wyłącznie Andrzeja Dudę i Rafała Trzaskowskiego.

Analiza merytoryczna raportu Towarzystwa Dziennikarskiego wykazała, że 64% tematów poświęcono Andrzejowi Dudzie, w tym wszystkie, z jednym neutralnym  wyjątkiem, przedstawiały go w pozytywnym świetle. Wszystkie tematy dotyczące zaś Rafała Trzaskowskiego, stanowiące 35% materiałów, zostały ocenione przez autorów raportu jako negatywne. Takie uprzywilejowane traktowanie jednego z kandydatów przez media publiczne mogło w istotny sposób  wpływać na kształtowanie opinii o kandydatach, co najmniej pośrednio rzutując na wynik wyborów. 

Obowiązki KRRiT

Tymczasem w interesie publicznym, do którego chronienia powołano KRRiT, jest zapewnienie rzetelnej i bezstronnej informacji obywatelom oraz utrzymywanie standardów wynikających z ustaw oraz zobowiązań międzynarodowych. Jedną z zasad, która powinna być poddawana kontroli  Rady, jest zobowiązanie telewizji publicznej do pełnienia misji publicznej, wynikające z art. 21 ust. 1 ustawy o rtv. Podkreśla on również, że usługi i programy w ramach misji publicznej powinny cechować się pluralizmem bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

Wynikające z tego obowiązki powinny być bezwzględnie przestrzegane  oraz strzeżone i chronione również przez działania KRRiT. Tymczasem - jak obrazują opisane raporty - wartości te okazują się nieodpowiednio pielęgnowane przez nadawców. Brak ingerencji Rady wskazuje na zaniedbanie jej obowiązków. A to właśnie w jej kompetencjach, nie zaś  organizacji pozarządowych, leży konstytucyjny obowiązek chronienia interesu publicznego, w tym monitorowania mediów w kampanii wyborczej. 

Rzecznik przekazał przewodniczącemu KRRiT Witoldowi Kołodziejskiemu wnioski zmierzające do skuteczniejszej ochrony praw i wolności w wykonywaniu jej konstytucyjnych i ustawowych zadań. Zwrócił się o przeanalizowanie omówionych raportów pod kątem możliwości podjęcia koniecznych czynności kontrolnych, zgodnie z prawnymi obowiązkami Rady.

Odpowiedź Przewodniczącego KRRiT (aktualizacja 22 października 2020 r.)

1. Organy państwowe - organy administracji publicznej - działają na podstawie i w granicach prawa, zgodnie z wyrażoną w przepisie art. 7 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadą praworządności (legalizmu). Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (dalej: KRRiT), jak i jej Przewodniczący mogą podejmować tylko takie działania, które wyraźnie przewidują powszechnie obowiązujące przepisy. Z powyższej zasady wynika również zakaz działania na podstawie domniemania kompetencji.

2. W związku z powyższym należy podkreślić, że na mocy przepisów kodeksu wyborczego KRRiT nie uzyskała jakichkolwiek kompetencji do kontroli i oceny materiałów upublicznianych przez dostawców usług medialnych (w tym przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji) podczas kampanii wyborczych. Wolą ustawodawcy kompetencje te zostały przypisane sądom (art. 111 § 1 kodeksu wyborczego).

3. Na marginesie warto nadmienić, że KRRiT nie ma również podstaw do wszczęcia wobec publicznej radiofonii i telewizji, postępowania administracyjnego o nałożenie kary finansowej w oparciu o przepisy kodeksu wyborczego. Podstawą do wszczęcia tego rodzaju postępowania nie może być również przepis art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji (dalej także jako ustawa). Obowiązuje bowiem wspomniana na wstępie zasada legalizmu, a jej przejawem jest wyraźne powiązanie przez ustawodawcę możliwości nałożenia na nadawcę kary pieniężnej z przypadkami taksatywnie wymienionymi w przepisie art. 53 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Do przypadków tych ustawodawca nie zaliczył przepisu art. 21 ustawy.

4. W ustawie o radiofonii i telewizji ustawodawca przypisał KRRiT jedynie ogólną kompetencję organizowania badań treści i odbioru usług medialnych (art. 6 ust. 2 pkt 5 ustawy). I KRRiT - zgodnie z delegacją ustawową - takie badania organizowała i organizuje. Natomiast w wypracowywaniu standardów debaty publicznej może korzystać z coraz bogatszego dorobku uznanych ośrodków akademickich w zakresie wyników monitoringu różnego rodzaju audycji.

5. Dobrym przykładem w tym względzie jest Centrum Monitorowania Dyskursu Publicznego, czyli tworzona od pięciu lat przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu (UMK), ogólnodostępna, baza danych na temat obecności i wpływu polityków w audycjach publicystycznych rozpowszechnianych w telewizji, radiu oraz Internecie ( ). Dane zgromadzone w bazie pozwalają na analizę tego, którzy politycy zapraszani sąjako goście do najważniejszych audycji publicystycznych największych stacji radiowych (PR 1, PR 3, PR 24, TOK FM, RMF, Radio Zet), stacji telewizyjnych (TVP 1, TVP 2, TVP Info, TVN 24, Polsat News) oraz flagowych audycji publicystycznych wiodących portali informacyjnych. Pod uwagę brane są audycje emitowane w szczycie oglądalności/shichalności tego rodzaju oferty. Dzięki temu można określić procentowy udział przedstawicieli danego środowiska politycznego (partii) wśród wszystkich gości zapraszanych do analizowanych audycji, a także siłę wpływu danej osoby lub środowiska na debatę publiczną na podstawie udziału procentowego w rynku stacji, w których w danym okresie wystąpili przedstawiciele poszczególnych środowisk politycznych.

6. KRRiT na bieżąco śledzi i analizuje zawarte w tej bazie dane, podobnie jak wszelkie inne publikacje zawierające ilościowe oraz jakościowe wskaźniki pomiaru tzw. współczynnika obiektywizmu programów rozpowszechnianych przez dostawców usług medialnych. Pragnę jednak zwrócić Pana uwagę, że przedmiotem zainteresowania KRRiT jest nie tylko kwestia pluralizmu i bezstronności w poszczególnych audycjach czy programach, ale przede wszystkim problem ochrony pluralizmu źródeł informowania odbiorców usług medialnych. Mierzenie poziomu pluralizmu w mediach jest oparte o wskaźnik TOP 4, tj. następuje na podstawie określenia udziału czterech głównych właścicieli mediów w poszczególnych rynkach, np. audytorium radiowego czy telewizyjnego. I aby wspomniany pluralizm źródeł informacji został zachowany wskaźnik ten nie powinien przekraczać 50 procent. Tymczasem, zgodnie z Informacją KRRiT o podstawowych problemach radiofonii i telewizji w 2019 r., wskaźniki TOP 4 dla rynku audytorium telewizyjnego i radiowego wyniosły odpowiednio 67% i niemal 82%.

7. Zagrożeń dla poziomu i pluralizmu debaty publicznej upatrywałbym zatem głównie w nadmiernej koncentracji mediów i w takich przekształceniach własnościowych na rynku medialnym, które prowadzą do zbytniego ujednolicenia źródeł informacji. KRRiT wskazywała już w rekomendacjach dla Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na konieczność zmian regulacji prawnych w ww. zakresie ze względu na fakt, że obowiązujący system prawa medialnego nie reaguje dość dynamiczne na przekształcenia zachodzące w różnych sferach rynku mediów. Jestem pewien, że postulowane przez KRRiT zmiany przyczyniłyby się do ochrony większej liczby i rodzajów źródeł informacji na rynku medialnym, a co za tym idzie służyłyby lepszemu zabezpieczeniu w dyskursie publicznym takich wartości, jak bezstronność, pluralizm i niezależność, o których z troską wspomniał Pan w swoim piśmie.

VII.564.58.2020

Sytuacja w „Trójce”. RPO interweniuje w sprawie mobbingu u Głównego Inspektora Pracy

Data: 2020-09-23
  • Działania władz Polskiego Radia nie tylko naruszają wolność słowa ale mają cechy mobbingu.
  • RPO wystąpił do głównego inspektora Pracy Wiesława Łyszczka pokazując, jaka jest skala naruszeń praw pracowniczych w świetle standardów konstytucyjnych i wiążących Polskę umów międzynawowych
  • RPO alarmuje też po raz kolejny Krajową Radę Radiofonii i Telewizji

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają kolejne skargi obywateli dotyczące sytuacji dziennikarzy i pracowników Programu Trzeciego Polskiego Radia. Napisał też o tym Onet  w artykule Piotra Halickiego "Kulisy pracy w radiowej „Trójce” za „dobrej zmiany”. Dziennikarze: cenzura i dręczenie psychiczne".

Odwoływanie audycji dziennikarzy na minuty przed jej wyemitowaniem, brak transparentności drogi służbowej, ciągły nacisk psychiczny i próby ustnego wpłynięcia na niezależność poszczególnych dziennikarzy, stałe utrzymywanie w niepewności, jawne naciski mające na celu poparcie wyłącznie jednej strony politycznego sporu, wysyłanie dziennikarzy na delegacje lub przeniesienie do archiwum w celu ograniczenia ich pracy antenowej, wypełniać mogą znamiona uporczywego i długotrwałego mobbingu, któremu są poddani dziennikarze Programu Trzeciego Polskiego Radia – stwierdza zastępca RPO Stanisław Trociuk.

W ciągu ostatnich miesięcy debata publiczna wokół zmian programowych, decyzji personalnych oraz metod nadzorczych podejmowanych przez władze Spółki, stała się jeszcze bardziej intensywna. Wyjaśnienia, jakie przysyła RPO Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oparte są wyłącznie na stanowisku pracodawcy i nadawcy – zupełnie pomijają stanowisko pracowników i dziennikarzy. Pomijają też fakt, że szefowa radia publicznego zakazała pracownikom 20 lipca wypowiedzi dla mediów. W tej sytuacji jedynym źródłem wiedzy o tym, co dzieje się w „Trójce” są informacje zebrane przez dziennikarzy innych mediów – a KRRiT zbywa je twierdząc, że są to doniesienia nierzetelne.

Dozwolona krytyka pracodawcy przez pracownika

RPO przypomina w piśmie do GIP jakie standardy obowiązują w Polsce: Prawo pracownika do krytycznej oceny pracodawcy wynika z zagwarantowanej każdemu w art. 54 Konstytucji wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wskazuje się także, że możliwość krytykowania pracodawcy mieści się w ramach obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy. Dopiero przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki może stanowić naruszenie obowiązków dbałości o dobro zakładu pracy i przestrzegania zasad współżycia społecznego.

Stosownie do art. 41 Prawa prasowego publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy krytyce społecznej i pozostaje pod ochroną prawa. Natomiast ten, kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową, ponosi odpowiedzialność karną (art. 44 ust. 1 Prawa prasowego). Karze podlega również ten, kto nadużywając stanowiska lub funkcji działa na szkodę innej osoby z powodu krytyki prasowej, opublikowanej w społecznie uzasadnionym interesie (art. 44 ust. 2 Prawa prasowego).

Publiczne krytyczne wypowiedzi pracowników mają w istocie na celu troskę o prawidłową realizację przez jednostkę publicznej radiofonii misji publicznej polegającej na oferowaniu zróżnicowanych programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji – Dz. U. z 2016 r. poz. 639). Lojalność wobec pracodawcy nie może prowadzić do wykluczenia krytycznych komentarzy względem pracodawcy.

Dozwolona krytyka przez dziennikarza

Pracownicy Polskiego Radia prezentują swoje poglądy nie tylko jako pracownicy, ale także jako dziennikarze. Kwestią dopuszczalności zwolnienia pracownika-dziennikarza za jego wypowiedzi (lub też ukarania go przez pracodawcę) zajmował się już Europejski Trybunał Praw Człowieka w kontekście naruszenia art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. RPO opisuje w swym stanowisku sprawy przed ETPCz i streszcza argumentację Trybunału.

Działania obecnego i poprzednich zarządów Polskiego Radia S.A. oraz osób z kierownictwa Programu Trzeciego Polskiego Radia polegające na próbach ingerencji w bezstronności i pluralizm są rażąco niezgodne z obowiązującymi standardami i powinny zostać poddane kontroli, a w razie potwierdzenia takich zdarzeń wobec osób za nie odpowiedzialnych powinny zostać wyciągnięte konsekwencje. Wolność mediów i ich niezależność od nacisków politycznych jest jednym z bardzo istotnych praw, których naruszanie przyczynia się do osłabienia demokracji.

Ponadto, w tekście przytoczono liczne przykłady działań kierownictwa stacji noszących znamiona mobbingu oraz łamania praw pracowniczych.

VII.716.16.2020

RPO do ETPCz w sprawie zakazu wstępu do Sejmu dla obywateli

Data: 2020-09-22
  • Europejski Trybunał Praw Człowieka zajmuje się sprawą zakazu wstępu do polskiego Sejmu dla aktywistów
  • Rzecznik wniósł o udział w tym postępowaniu jako strona trzecia
  • Przedstawia argumenty za tym sprawa jest istotna dla praw politycznych w Polsce w szczególności prawa do manifestowania poglądów i dostępu do posiedzeń organów plenarnych

Sprawą niewpuszczania obywateli do budynku parlamentu Rzecznik już się  zajmował: interweniował u Marszałka Sejmu a w sierpniu 2018 r. przystąpił do postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie w sprawie ze skargi dziennikarza na odmowę wydania jednorazowej karty prasowej umożliwiającej wstęp do Sejmu w trakcie posiedzenia i protestu osób z niepełnosprawnościami. 

W ocenie Rzecznika doszło tu do naruszenia szeregu konstytucyjnych praw i wolności. Przede wszystkim ograniczone zostało prawo wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu (art. 61 ust. 2 Konstytucji RP) oraz wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji). dlatego uważa, że wyrok ETPC będzie miał istotne znaczenie dla poszanowania praw i wolności w Polsce.

Sprawa zakomunikowana Polsce przez ETPCz dotyczy nie dziennikarza ale dwojga aktywistów, którzy w 2017 r. wzięli udział w pokojowej demonstracji na terenie Sejmu w sprawie niezależności sądów. Mieli baner „Brońcie niezależności (a nie niezależnych) sądów”. Zostali wyprowadzeni siłą przez Straż Marszałkowską, a następnie otrzymali pismo Komendanta Straży Marszałkowskiej informujące ich o rocznym zawieszeniu prawa wstępu do budynków sejmowych. Zaskarżyli je oni do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Przegrali nie tylko przed WSA, ale i przed NSA.

Kolejnym krokiem było skierowanie sprawy do ETPCz – w 2019 r. Trybunał podjął sprawę i w lipcu 2020 r. zakomunikował ją polskim władzom. Zapytał o naruszenia prawa do swobody wypowiedzi oraz prawa do pokojowych zgromadzeń.

RPO uważa, że wyrok ETPC będzie miał istotne znaczenie dla poszanowania praw i wolności w Polsce. Dlatego 21 września 2020 r. zwrócił się do Trybunału o przyjęcie argumentów RPO jako „strony trzeciej”. W piśmie zastępca RPO) Stanisław Trociuk podkreśla, że od rozstrzygnięcia ETPCz zależy funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego w Polsce i to, jak obywatele będą mogli brać udział w debacie publicznej. Podkreśla, że choć Trybunał ma rozważyć indywidualną skargę, to dotyczy ona problemu bynajmniej nie indywidualnego – boryka się z nim wielu Polaków.


VII.6060.57.2020

 

Kolejne zarzuty dyscyplinarne dla prokuratorów. RPO pyta o przyczyny

Data: 2020-09-17
  • Dwóch prokuratorów dostało zarzuty dyscyplinarne - za udział w manifestacji w obronie praworządności oraz za stwierdzenie, że jedna za spraw w zielonogórskiej prokuraturze została błędnie zarejestrowana
  • Takie działania mogą prowadzić do „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych oraz innych prokuratorów do udziału w w debacie publicznej na temat  wymiaru sprawiedliwości

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z własnej inicjatywy sprawę wszczęcia przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego prokuratorów dla rejonu wrocławskiego postępowania dyscyplinarnego i przedstawienia zarzutów  dyscyplinarnych wobec dwóch prokuratorów - Roberta Kmieciaka i Alfreda Staszaka. Obaj są członkami stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia.

Pierwszy prokurator usłyszał zarzut uchybienia godności urzędu prokuratora za udział w grudniu 2019 r. w manifestacji poparcia dla sędziów i obrony praworządności pod sądem w Zielonej Górze. Drugi prokurator dostał zarzut  za słowa o tym, że jedna za spraw w zielonogórskiej prokuraturze została błędnie zarejestrowana. Zostało to potraktowane jako niezasadna krytyka prokuratury oraz uchybienie godności urzędu prokuratora. Prokurator powiedział to jednak w ramach prawa do obrony, gdyż wcześniej dostał tzw. wytyk służbowy - zdaniem przełożonych zbyt późno uzupełnił zarzuty podejrzanemu w jednej ze spraw. Prokurator odwołał się od tego do sądu dyscyplinarnego i wygrał - sąd uchylił wytyk.

W ocenie Rzecznika działania takie mogą prowadzić do wywołania wśród prokuratorów tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych  oraz innych prokuratorów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform prokuratury i ogólnie problemów związanych z reformą wymiaru sprawiedliwości.

A wyrażona w art. 54 ust. 1 Konstytucji  wolność słowa i wyrażania własnych poglądów należą do fundamentów demokratycznego państwa prawa, jakim jest Rzeczypospolita Polska. Jak każdy obywatel, prokurator posiada więc konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi. Oczywiście musi – jak nakazuje kodeks etyczny prokuratorów – korzystać z niego w sposób rozważny.

Prokuratorzy mają ograniczone prawo do publicznej wypowiedzi. Pełnią oni bowiem służbę, której przepisy nie pozwalają na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy.

Z drugiej strony jednak przełożeni prokuratorów powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ewentualne krytyczne wypowiedzi prokuratorów, którzy działają w instytucjach społecznych, fundacjach, stowarzyszeniach, o ewentualnych nieprawidłowościach w wymiarze sprawiedliwości, czy w organach ścigania należy bowiem uznać za działalność pro publico bono, podejmowaną w interesie publicznym i społecznym.

W ramach prawa do obrony prokuratorowi tak jak każdemu obywatelowi przysługują wszelkie gwarancje procesowe. Prokurator ma prawo wyrazić ocenę i przedstawić swoje stanowisko w zakresie nieprawidłowości czynności administracyjnych i technicznych podejmowanych przez osoby zarządzające jednostką prokuratury, by wyjaśnić powstałe wątpliwości. Czynienie z tego zarzutu dyscyplinarnego, to naruszenie podstawowych praw przyznanych jednostce.

RPO zwrócił się do  prok. Krystyny Zarzeckiej, zastępczyni Rzecznika Dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego z Wrocławia o wskazanie, jakie przesłanki przemawiały za wszczęciem i prowadzeniem czynności wobec obu prokuratorów.

VII.519.8.2020

KRRiT wyda dokument, jak przeciwdziałać fake newsom, dezinformacji i mowie nienawiści w przestrzeni medialnej

Data: 2020-09-10
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji pracuje nad dokumentem o przeciwdziałaniu zjawiskom tzw. fake news, dezinformacji oraz mowy nienawiści w przestrzeni medialnej
  • Tak przewodniczący Rady Witold Kołodziejski odpowiedział RPO na jego wystąpienie wskazujące, że antysemityzm stał się problemem medialnego dyskursu w Polsce
  • Jednocześnie Rada uznała, że kwestionowany przez RPO program TVP "W tyle wizji" z 23 czerwca 2020 r. nie naruszył ustawy o radiofoni i telewizji  

Jak  KRRiT zwalcza mowę nienawiści i antysemityzm w mediach – spytał 2 lipca 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich.

Przytaczając kolejne antysemickie wypowiedzi z TVP, Adam Bodnar wskazał, że taka mowa nienawiści jest istotnym problemem medialnego dyskursu w Polsce. Jest on dostrzegany zarówno przez środowiska mniejszościowe bezpośrednio dotknięte tym zjawiskiem, jak i organizacje międzynarodowe. To zaś nakazuje instytucjom odpowiedzialnym za zwalczanie mowy nienawiści - w tym RPO i KRRiT - podjęcie systemowych działań dla wyeliminowania tego zjawiska

RPO zwrócił uwagę KRRiT na antysemickie wypowiedzi red. Rafała Ziemkiewicza, współprowadzącego program „W tyle wizji” w TVP Info z 23 czerwca. Obarczył on samych Żydów odpowiedzialnością za Zagładę własnego narodu podczas II wojny światowej.

Stwierdził bowiem: „Jest taka jazda, że nie wolno, że do więzienia nawet wsadzać za negowanie Holocaustu, ale dlaczego to działa tylko w jedną stronę? Za negowanie faktu, że to Niemcy zrobili Holocaust. Jeżeli już tak pan Grabowski chce, to niech pojedzie, żeby nie odbierać Żydom odpowiedzialności za to, bo to przecież nie Polacy wsadzali tych Żydów do wagonów, wyłapywali, eskortowali z getta, tylko inni Żydzi, żydowska policja, na podstawie list sporządzonych przez żydowskie Judenraty, które tym wszystkim zarządzały”.

W programie padły też obraźliwe słowa wobec historyka prof. Jana Grabowskiego, którego nazwano szkodnikiem. Prof. Jana Tomasza Grossa red. Ziemkiewicz określił jako opętanego i chorego psychicznie.

Adam Bodnar poprosił przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o informacje nt. wszelkich podejmowanych i planowanych działań, w tym stanowisk i rekomendacji, których celem było lub będzie systemowe zwalczanie zjawiska mowy nienawiści i antysemityzmu w mediach.

- Osobiście za kluczowe w tym zakresie uważam stworzenie kompleksowej strategii przeciwdziałania mowie nienawiści i, szerzej, przestępczości motywowanej nienawiścią – pisał RPO. O podjęcie prac nad taką strategią zwracał się do Prezesa Rady Ministrów w wystąpieniach z 19 lutego 2019 r. i 30 czerwca 2020 r. Przedstawił w nich 20 postulatów co do potrzebnych zmian w prawie i praktyce.

Jeden z nich dotyczył wydania przez KRRiT rekomendacji na temat zwalczania mowy nienawiści – na podobnych zasadach, jakimi kierowała się KRRiT w kwestii ochrony dzieci i młodzieży przed szkodliwym oddziaływaniem treści medialnych w 2018 r.

Ustawowy zakaz propagowania w przekazach medialnych działań sprzecznych z prawem - w tym treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość - nie wyeliminuje bowiem języka nienawiści z przestrzeni medialnej, jeśli nie pójdą za nim konkretne działania Krajowej Rady.  

Według RPO Rada powinna niezwłocznie zaangażować się w walkę z mową nienawiści, choćby poprzez inicjowanie i wspieranie samoregulacji w zakresie usług medialnych, do czego upoważnia ją ustawa o rtv.

Odpowiedź Witolda Kołodziejskiego

Uprzejmie informuję, że zostało w tej sprawie przeprowadzone postępowanie wyjaśniające, w ramach którego nadawca przekazał nagranie ww. audycji oraz przedstawił stanowisko wobec zarzutów zawartych w skardze.

Przeprowadzona analiza pozwoliła Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji na przyjęcie uzasadnienia nadawcy. W ocenie KRRiT we wskazanym przez Pana Rzecznika przypadku nie doszło do naruszenia przepisów ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji. W związku z tym KRRiT nie będzie podejmowała w tej sprawie dodatkowych działań.

Odnosząc się do Pańskiego wniosku, dotyczącego podjęcia przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji prac w celu systemowego zwalczania mowy nienawiści i antysemityzmu w mediach uprzejmie informuję, że w KRRiT trwają obecnie prace nad przygotowaniem dokumentu poświęconego przeciwdziałaniu zjawiskom tzw. fake news, dezinformacji oraz mowy nienawiści w przestrzeni medialnej.

Opracowanie to zostanie opublikowane. Natomiast Pański wniosek dotyczący podjęcia dodatkowych działań lub wydania rekomendacji zostanie przez KRRiT rozważony.

XI.518.30.2020

Z urzędu. Nieurzędowy raport ze skarg, rozmów, spotkań z Rzecznikiem Praw Obywatelskich VII Kadencji 2015–2020 Adamem Bodnarem

Data: 2020-09-09
  • To nie jest urzędowy raport z działań RPO podejmowanych w czasie pięcioletniej kadencji. To sprawozdanie dla obywatelek i obywateli oraz dla organizacji pozarządowych, które wysunęły w 2015 r. kandydaturę Adama Bodnara na funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich.
  • To nie były zwykłe czasy, zwykła kadencja – ale i sama instytucja RPO nigdy nie była też zwyczajna. Od 30 lat analizuje ona skargi od ludzi. Pamięta więcej niż jedną kadencję, widzi dalej, niż do najbliższych wyborów.
  • Postanowiłyśmy pokazać, jak dziś wyglądają prawa i wolności obywateli w Polsce – ze szczególnej perspektywy ponad 270 tys. wniosków, jakie trafiły do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w ciągu pięciu lat, 150 tys. rozmów telefonicznych prowadzonych przez prawników Biura, jak również setek spotkań RPO Adama Bodnara. 
  • W wielu uczestniczyłyśmy – zwłaszcza na szlaku spotkań regionalnych RPO w całej Polsce, którą przemierzałyśmy wraz z Adamem Bodnarem w ośmioosobowym busiku - piszą autorki: Barbara Imiołczyk, Agnieszka Jędrzejczyk i Aneta Kosz.

Tekst ten zaczął powstawać na początku 2020 r. Rzecznik praw obywatelskich planował rozliczenie się z kadencji, która kończyła się 8 września 2020 r. Kończyłyśmy pracę na  w środku pandemii i kampanii wyborczej, w rzeczywistości, którą kilka miesięcy wcześniej trudno było sobie nawet wyobrazić. Okoliczności sprawiły, że podsumowanie VII kadencji przyjęło właśnie taką formę.

Tworzyłyśmy ten raport korzystając z wiedzy członkiń i członków komisji ekspertów i rad społecznych oraz naszych koleżanek i kolegów z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich – wybitnych prawników i praktyków praw człowieka. Dzięki nim to, co ludzie opowiadają, zamienia się w historię naszego kraju, a indywidualne problemy i krzywdy – w opowieść o prawach i wolnościach konstytucyjnych. A więc w coś, co nas łączy, czyniąc naszą wspólną sprawą.

Nasz raport nie jest raportem urzędowym nie tylko ze względu na nieprawniczy język, ale dlatego, że nie chciałyśmy w nim uciec od tej naszej własnej perspektywy.

Należymy do trzech pokoleń kobiet,  dla każdej z nas doświadczenie pracy w Biurze RPO w ostatnich latach było więc inne – ale równie przejmujące i ważne. Dosyć szybko zresztą uzgodniłyśmy, że mimo oczywistych różnic w perspektywie łączą nas dwie rzeczy:

  • zachwyt dla tego, co ludzie w Polsce potrafią robić, jak zmieniają świat. Bardzo chcemy, by i Czytelnik się o tym dowiedział. Bo właśnie tu, gdzie spotykają się aktywni obywatele i eksperci, którzy znają znaczenie szczegółów i rozumieją, jak przekładają się one na ludzkie życie – tu można zrobić najwięcej;
  • przekonanie, że za wiele jest w naszym kraju zapomnianej krzywdy, samotnych dramatów przeżywanych ze świadomością, że to nikogo nie interesuje. Tego nie można tak zostawić.

Barbara Imiołczyk, Agnieszka Jędrzejczyk, Aneta Kosz

(fragment wstępu)

Atak TVP na prof. Krzysztofa Simona. KRRiT podzieliła opinię nadawcy

Data: 2020-09-08
  • Materiał TVP o lekarzu-epidemiologu, który krytykował działania władz w czasie epidemii, mógł budzić wątpliwości pod kątem rzetelności, bezstronności, etyczności i  warsztatu dziennikarskiego
  • W kwietniu 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o interwencję
  • KRRiT podzieliła wyjaśnienia nadawcy publicznego w kontekście publikacji zamieszczonej na stronie internetowej TVP Info w tej sprawie

14 kwietnia 2020 r. TVP Info wyemitowała materiał prasowy „Prof. Simon neguje zakaz wypowiedzi. 31.01 ogłosił, że leci do Indii i „nic go to specjalnie nie obchodzi”. Prof. Krzysztof Simon to lekarzem, który publicznie krytykował stan przygotowania polskich placówek medycznych do epidemii oraz działania władz.

Lekarze zareagowali na program – zauważyli, że wypowiedzi prof. Simona zostały przez pracowników TVP zmanipulowane. Zarząd Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wydał oświadczenie, w którym uznaje działania nadawcy publicznego za nagonkę na prof. Simona. Za niedopuszczalne uznano podawanie nieprawdziwych informacji o wypowiedziach prof. Krzysztofa Simona, a także negowanie przez osoby niekompetentne prawa do wypowiedzi lekarza, specjalisty chorób zakaźnych na temat COVID-19.

Ponadto Zarząd Stowarzyszenia popiera stwierdzenia prof. Simona o absurdalności niektórych ograniczeń nałożonych na społeczeństwo oraz o niedopuszczalności stosowania wyjątków dla wybranych osób.

Zdaniem Rzecznika materiał TVP Info może rzeczywiście budzić wątpliwości pod kątem jego rzetelności, bezstronności, etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami.

RPO poprosił przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

Odpowiedź KRRiT

Uprzejmie informuję, że w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zostało przeprowadzone w tej sprawie postępowanie wyjaśniające.

W ramach postępowania nadawca przedstawił stanowisko odnoszące się do zarzutów przedstawionych przez Pana Rzecznika, w którym wyjaśnił, że wskazany w skardze materiał został opublikowany na stronie internetowej www.tvp.info i nie był emitowany w programie TVP Info.

Zamieszczono w nim wypowiedź prof. K. Simona z 31 stycznia 2020 r., w której podawał w wątpliwość skalę zagrożenia wynikającego z epidemii koronawirusa. Jednocześnie przywołano wypowiedzi profesora z kwietniowego wywiadu dla „Gazety Wyborczej”, w którym z określał niektóre obowiązujące wówczas obostrzenia jako nadmierne, jednocześnie zarzucając polskim władzom brak przygotowania do walki z epidemią w zakresie wyposażenia szpitali w sprzęt.

Analiza wyjaśnień nadawcy w kontekście publikacji zamieszczonej na stronie internetowej TVP Info pod adresem  https://www.tvp.info/47567935/koronawirus-w-polsce-prof-krzysztof-simon-atakuie-rzad-wieszwiecej pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionej argumentacji.

KRRiT nie będzie w tej sprawie podejmowała dodatkowych działań – zakończył przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

VII.564.48.2020

Zasady wycofywania z oferty Allegro produktów naruszających prawo i regulamin serwisu – odpowiedź dla RPO

Data: 2020-08-28
  • Allegro wycofało ze sprzedaży książki Rafała Ziemkiewicza „Cham Niezbuntowany" w konsekwencji zgłoszenia od Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”, iż publikacja zawiera treści o charakterze antysemickim, a także podające w wątpliwość historyczne fakty dotyczące Zagłady, chcielibyśmy serdecznie podziękować za przekazanie stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie.
  • Od 16 lat prowadzi bowiem Program Współpraca w Ochronie Praw, którego głównym celem jest eliminacja ofert, które naruszają przepisy ogólnie obowiązującego prawa, jak i postanowienia Regulaminu serwisu.
  • W ramach Programu WOP Allegro współpracuje z niemal trzystoma przedstawicielami właścicieli praw wyłącznych (reprezentujących ponad 1700 markę) oraz z podmiotami, które wspierają nas ekspercko np. w zakresie ochrony gatunków chronionych (Stowarzyszenie Ochrony Przyrody Salamandra), eliminacji produktów niespełniających norm wytyczonych ramami prawnymi (m.in. Polski Alarm Smogowy, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów) czy też opiniowania ofert noszących znamiona nawoływania do nienawiści na tle religijnym, etnicznym czy rasowym (Stowarzyszenie Nigdy Więcej).
  • Ponadto, ta inicjatywa służy nie tylko ochronie prawa, ale również ochronie i edukacji użytkowników serwisu.
  • Zdając sobie sprawę ze specyfiki treści oraz charakteru tematu, Allegro pracuje nad poszerzeniem kręgu podmiotów, które będą mogły wspierać serwis w przypadku treści kontrowersyjnych i spornych.

Taką odpowiedź dostał Rzecznik, który prosił o wyjaśnienia w sprawie wycofania książki.

- Serwis Allegro dokłada wszelkich starań by eliminować oferty czy też treści niezgodnie z prawem oraz naruszające postanowienia Regulaminu Allegro poprzez wprowadzanie licznych rozwiązań, których głównym celem jest wsparcie bezpieczeństwa użytkowników platformy. – napisał członek Zarządu Damian Zapłata. - Podejmowanie działań w sytuacji naruszenia praw kupujących bądź sprzedających na portalu Allegro.pl, oparte jest o obowiązujące przepisy prawa oraz o postanowienia Regulaminu Allegro, w tym w szczególności o art. 4. Towary Zakazane. Poniżej prezentujemy jego fragment:

4.7. Sprzedający zobowiązują się do niewystawiania na transakcji towarów, którymi obrót narusza obowiązujące przepisy prawa lub uprawnienia osób trzecich (w szczególności prawa autorskie i inne prawa własności intelektualnej), jak również których wystawienie może być uznane za naruszające dobre obyczaje.

 4.2. Niezależnie od postanowień art. 4.1. zabronione jest wystawianie przedmiotów wymienionych jako zakazane w Załączniku nr 1 do Regulaminu. [...]

W przypadku powzięcia wiedzy o bezprawnym lub niezgodnym z postanowieniami regulaminu charakterze oferty, ta - po analizie zgłoszenia przez właściwy zespół - niezwłocznie jest usuwana a sprzedający informowany jest o działaniach serwisu w komunikacji wysyłanej na adres powiązany z zarejestrowanym w serwisie kontem użytkownika. W wysyłanej do sprzedającego wiadomości wyjaśniamy podstawę podjętej decyzji oraz przekazujemy dane kontaktowe do serwisu, pod które można kierować pytania oraz odwołać się od decyzji.

VII.564.75.2020

RPO nie podejmie działań ws. dymisji prezesa Radia Nowy Świat

Data: 2020-08-27
  • Nie będzie interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie rezygnacji Piotra Jedlińskiego z funkcji prezesa Radia Nowy Świat
  • Apelował o to wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski
  • RPO wyjaśnia, że podejmuje działania wobec podmiotów wykonujących władzę publiczną czy realizujących zadania i funkcje publiczne

W ocenie wiceministra Piotr Jedlinski został zmuszony do rezygnacji po tym, jak określił aresztowaną niebinarną Margot jako mężczyznę. W piśmie z 12 sierpnia 2020 r. Marcin Romanowski wezwał RPO do „obrony wolności słowa i wolności prasy łamanej przez właścicieli internetowej stacji radiowej »Nowy Świat", którzy zmusili do rezygnacji redaktora naczelnego tej stacji Piotra Jedlińskiego za to jedynie, że publicznie określił mężczyzną Pana Michała Sz. - aktywistę LGBT, który podaje się za kobietę”.

Rzecznik odpowiedział, że konstytucyjna zasada wolności prasy jest jednym z fundamentów demokratycznego państwa prawa. Dlatego szczególnie istotne jest zapewnienie dziennikarzom niezależności i nieskrępowanej możliwości wyrażania poglądów, w tym także formułowania wypowiedzi dosadnych i kontrowersyjnych, przy zagwarantowaniu mechanizmów odpowiedzialności za słowo i poszanowania dóbr innych osób.

Interwencja w związku z rezygnacją prezesa Radia Nowy Świat nie może zostać jednak zrealizowana. Kompetencje Rzecznika pozwalają na podjęcie działań wobec podmiotów wykonujących władzę publiczną, realizujących zadania i funkcje publiczne.

Dlatego też RPO podejmował liczne interwencje dotyczące mediów publicznych (np. w sprawie anulowania głosowania Listy Przebojów „Trójki”, czy sprawę zwolnienia red. Wojciecha Majcherka z TVP Kultura). Radio Nowy Świat jest jednak podmiotem prywatnym, niefinansowanym ze środków publicznych ani niewykonującym zadań publicznych. Interwencja Rzecznika stanowiłaby ingerencję wykraczającą poza jego mandat konstytucyjny.

Z własnej inicjatywy Rzecznik rozważał możliwość zwrócenia się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ustawa o radiofonii i telewizji nie przyznaje jednak KRRiT kompetencji dotyczących obsady personalnej zarządów prywatnych rozgłośni.

Jedynym środkiem prawnym dostępnym w tej sprawie - w przypadku twierdzenia o dyskryminacji w zatrudnieniu z uwagi na głoszone poglądy - jest  powództwo do sądu. RPO nie wytacza jednak powództw przeciwko podmiotowi nie wykonującemu władztwa publicznego czy też nie realizującemu zadań publicznych i nie korzystającemu ze środków publicznych.

Ponadto 12 sierpnia 2020 r. sam Piotr Jedliński zadzwonił do Biura RPO informując, że nie oczekuje w swojej sprawie podejmowania działań przez organy państwowe, w tym RPO - podkreślił w odpowiedzi dla wiceministra Marcina Romanowskiego zastępca Rzecznika Stanisław Trociuk.

VII.564.95.2020

RPO po raz kolejny pyta o przyczyny niewpuszczenia dziennikarzy na konferencję prasową prezydenta Dudy w trakcie kampanii wyborczej

Data: 2020-08-26
  • Kiedy RPO zapytał w lipcu o przyczyny takiego zachowania Kancelarii Prezycenta (chodziło o dziennikarzy „Gazety Wyborzej” i „Faktu”), szefowa Kancelarii Halina Szymańska wyjaśniła, że nie było już dla nich miejsca z powodu obostrzeń pandemicznych
  • Jednak samo dziennikarze przedstawiają tę sytuację inaczej: nie zostali wpuszczeni, mimo iż byli jednymi z pierwszych na miejscu.
  • Dlatego RPO pyta dalej – stawką jest dostęp mediów do informacji i konstytucyjna wolność słowa w czasie, gdy obywatele podejmowali decyzje wyborcze

- Z treści odpowiedzi minister Szymańskiej wynika, iż niewpuszczenie dziennikarzy do budynku Pałacu Prezydenckiego wynikało z informacji, jaką otrzymał pracownik odpowiedzialny za media, o przekroczonym limicie osób mogących wziąć udział w wydarzeniu z uwagi na ograniczenia wprowadzone w związku z wystąpieniem stanu epidemii Covid-l9 – pisze RPO. - Niemniej, jak wskazują sami dziennikarze, sytuacja miała inny przebieg. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” był trzeci w kolejności jednak nie został wpuszczony do budynku, chociaż wpuszczane były osoby znajdujące w kolejce za nim. Podobnie odmówiono wstępu dziennikarzowi „Faktu”, chociaż po jego przybyciu do budynku wchodzili do środka dziennikarze i fotoreporterzy. Opisana przez dziennikarzy sytuacja wskazuje w związku z tym, że przyczyną niewpuszczenia dziennikarzy nie była zbyt duża liczba osób znajdujących się w budynku.

W związku z powyższym, stosownie do art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2020 r., poz. 627), zwracam się do Pani Minister o bardziej wnikliwe zbadanie tej sprawy, w tym o przeanalizowanie zapisu monitoringu z kamer znajdujących się w budynku Pałacu Prezydenckiego, i przedstawienie w tym zakresie wyjaśnień. Proszę również o przesłanie Rzecznikowi kopii przeprowadzonej analizy oraz samego zapisu z kamer (w dostępnym uniwersalnym formacie) – pisze RPO.

VII.716.10.2020

Dziennikarze „Faktu” i „Gazety Wyborczej” nie zostali wpuszczeni do Pałacu Prezydenckiego, bo się nie zmieścili. Odpowiedź Kancelarii Prezydenta

Data: 2020-08-17

Na uroczystość podpisania 6 lipca 2020 r. przez Andrzeja Dudę projektu zmiany Konstytucji nie zostali wpuszczeni dziennikarze „Faktu” i  „Gazety Wyborczej”. Oficjalnie nie sprecyzowano wtedy motywów tych decyzji. Dziennikarze spekulowali, że powodem mogła być praca w określonym tytule prasowym. RPO poprosił więc Kancelarię Prezydenta o wyjaśnienie. Okazało się, że chodziło o normy koronawirusowe, których Kancelaria Prezydenta – mimo zapewnień Premiera z 1 lipca („już teraz nie trzeba się go [wirusa] bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie 12 lipca”), 6 lipca przestrzegała:

„Niewpuszczenie dziennikarzy do budynku Pałacu Prezydenckiego wynikało z informacją, jaką otrzymał pracownik odpowiedzialny za media, o przekroczonym limicie osób mogących wziąć udział w wydarzeniu z uwagi na ograniczenia wprowadzone w związku z wystąpieniem stanu epidemii Covid-19. I Stwierdzenie, że podjęte działania mogły mieć na celu tłumienie krytyki prasowej a w efekcie ograniczało pozyskiwanie i rozpowszechnianie informacji, jest bezzasadne”.

Poza tym – wyjaśnia szefowa Kancelarii Prezydenta Halina Szymańska – cała uroczystość była sprawozdawana, a nagranie jest dostępne w serwisie prezydent.pl.

VII.716.10.2020

W czasie wieczoru wyborczego 28 czerwca prezydent Duda miał najdłuższy czas antenowy, bo najdłużej mówił. Wyjaśnienia TVP

Data: 2020-08-13

Łączny czas antenowy TVP poświęcony podczas wieczoru wyborczego 28 czerwca prezydentowi Andrzejowi Dudzie  (56 minut)  był dwukrotnie większy od łącznego czasu dla wszystkich pozostałych kandydatów (łącznie 21 minut) – zauważył RPO.

TVP odpowiada na to, że żaden przepis nie wskazuje, jaki czas antenowy ma zostać przeznaczony dla danego kandydata w okresie kampanii wyborczej, np. w audycji emitowanej przez TVPSA pt. „Wieczór wyborczy" ani nie określa tego czasu w zakresie innych programów. Niemniej jednak wskazać należy, że urzędujący prezydent Andrzej Duda jako jedyny przedstawił najdłuższe wystąpienie po ogłoszeniu sondażowych wyników po pierwszej turze głosowania w wyborach na Prezydenta Rzeczypospolitej, które zostało przez TVP SA w całości wyemitowane. Stąd taka dysproporcja czasu antenowego poświęconego poszczególnym kandydatom.

TVP w piśmie podpisanym przez Jacka Kurskiego pyta, jakiego postępowania dotyczy pytanie RPO – dlaczego w ogóle zadaje takie pytania.

VIL602.353.2020

Merytorycznie uzasadniona krytyka pracodawcy w granicach dopuszczalnej krytyki jest w Polskim Radiu możliwa. Stanowisko prezeski PR

Data: 2020-08-13
  • Zarząd Polskiego Radia zgadza się , iż media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu publicznego.
  • Ale Zarządzenie nr 4/VIII/2020 Prezesa zakazujące dziennikarzom wypowiedzi bez uzgodnienia tego z rzecznikiem prasowym nie pozbawia pracowników Polskiego Radia możliwości merytorycznie uzasadnionej krytycznej oceny pracodawcy, o ile nie przekracza ona granic dopuszczalnej krytyki, wyznaczonych przez prawo i dobre obyczaje. Nie stanowi też narzędzia tłumienia krytyki prasowej – pisze do RPO prezeska Radia Agnieszka Kamińska.

„Uregulowanie kwestii, do których odnosi się zarządzenie, jest prawem, a nawet powinnością pracodawcy, który zatrudniając i współpracu ąc z licznym gronem osób pragnie zachować spójność w kreowaniu polityki informacyjne . Treść zarządzenia w założeniu ma w tym pomóc zarówno Polskiemu Radiu jako pracodawcy, jak i osobom, które zatrudnia”.

Odpowiedź na pytanie, czy ten cel udało się osiągnąć, może dać praktyka, która wykształci się w toku stosowania tego aktu prawnego. Tymczasem Rzecznik Praw Obywatelskich przedwcześnie i w sposób krzywdzący dla Polskiego Radia zestawia fakt wydania zarządzenia z całym szeregiem przypadków, gdy doszło do sporu na tle odmiennego rozumienia poszczególnych pojęć z zakresu wolności słowa, wypowiedzi, dopuszczalnej krytyki, rozstrzyganych indywidualnie przez sady. W szczególności Zarząd Polskiego Radia uważa za nadużycie posłużenie się w korespondencji kierowanej do spółki sformułowaniem „sprawa cenzury Listy Przebojow Trójki”. Obecnie trwa wewnętrzny audyt dotyczący tej audycji, ponadto Spółka pozostaje w sporze sądowym z prowadzącym Listę, dlatego Zarząd powstrzyma się przed polemiką z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w tej sprawie, jednak oczekuje wyważonej retoryki od organu „stojącego na straży wolności, praw człowieka i obywatela”.

VII.564.89.2020

Zakazy wypowiadania się w mediach społecznościowych wynikają z dbałości o misję TVP

Data: 2020-08-13
  • „Telewizja Polska przywiązuje ogromną wagę do realizacji swojej misji. Jednym z przejawów troski telewizji publicznej jest powstrzymywanie się od aktywności, które mogą prowadzić do eskalacji emocji wokół sporu politycznego”.
  • Tak Jacek Kurski odpowiada na pytania Rzecznika do TVP, dlaczego umowy zawierane przez TVP zobowiązują aktorów, że nie będą prezentować poglądów politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych.

Jacek Kurski pisze też: „Zgodnie z Art. 21 Ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu (…).

Zaproponowane postanowienia umowne mają na celu zachować ściśle artystyczny i apolityczny charakter współpracy artystów z Telewizja Polską. Należy wskazać, że aktorzy pierwszo- i drugoplanowi w produkcjach telewizyjnych i serialach TY P S.A. są identyfikowani ze Spółką i co za tym idzie, ich wypowiedzi i opinie prezentowane w mediach oraz serwisach społecznościowych, silnie oddziaływają na kształtowanie poglądów społeczeństwa i często są odczytywane jako opinia TVP S.A., co stoi w sprzeczności z koniecznością zachowania apolitycznego charakteru nadawcy publicznego. Na marginesie wskazujemy, że w znacznej części Pana pisma poruszone zostały kwestie dotyczące pracowników i zakazu publicznej krytyki pracodawcy. Z całą stanowczością podkreślamy, że Telewizja Polska przestrzega prawa pracownicze, w żaden sposób nie ogranicza tych praw oraz nie pozbawia pracowników możliwości zajmowania krytycznego stanowiska wobec pracodawcy. Telewizja Polska wszelkie działania odnoszące się do kwestii pracowniczych uzgadnia i konsultuje z organizacjami związkowymi działającymi w Spółce, które co do zasady chronią interesy pracownika. Jednocześnie należy zaznaczyć, że umowy zawierane z pracownikami i współpracownikami są z poszanowaniem zasady swobody umów.

VII.564.93.2020

RPO skarży do WSA karę sanepidu dla fotoreporterki, która dokumentowała wydarzenia z udziałem „Lotnej Brygady Opozycji”. EDIT: skarga uwzgledniona

Data: 2020-08-10
  • 29 lipca Mazowiecki Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny utrzymał decyzję Powiatowego Inspektora z 14 maja 2020 r. o wymierzeniu fotoreporterce 10 tys. zł kary za nieprzestrzeganie 10 maja 2020 r. nakazu zachowywania 2 m odległości.
  • Uznał, że wystarczającym dowodem jest notatka policjanta, a fotoreporterkę trzeba dotkliwie ukarać, by nie stwarzała zagrożenia dla innych w czasie pandemii. Odrzucił tym samym argumenty RPO.
  • Dlatego Rzecznik zaskarżył 7 sierpnia tę decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
  • W ostatnich dniach RPO skierował kilka takich skarg do WSA na lipcowe decyzje mazowieckiego wojewódzkiego Sanepidu dotyczące wydarzeń z maja 2020 r.
  • (EDIT) 12 lutego 2021 r. WSA stwierdził nieważność decyzji I i II instancji i umorzył postępowanie administracyjne w sprawie.

10 maja fotoreporterka dokumentowała zgromadzenie organizowane przez członków Lotnej Brygady Opozycji. Uczestników legitymowała Policja. Fotoreporterka miała na szyli ważną legitymację prasową jako redaktorka Obywatele News. Policjant postanowił jednak i tak dać jej 500 zl mandatu. Fotoreporterka go nie przyjęła, więc policjant zapowiedział skierowanie sprawy nie tylko do sądu (w sprawie mandatu), ale dodatkowo do Sanepidu. A ten po 4 dniach ukarał ją karą 10 tys. zł. Fotoreporterka (i RPO) odwołała się od tego do Sanepidu wojewódzkiego. Wskazała m.in., że notatka policjanta zawiera informację o udziale w zgromadzeniu, ale nie o braku zachowania właściwej odległości – bo tę fotoreporterka zachowała. Zatem ukaranie jej za złamanie przepisu o odległości nie ma podstaw.

RPO z kolei powtórzył w zażaleniu swoje stałe zarzuty w podobnych sprawach: notatka policyjna nie może być dowodem w takiej sprawie, Policja nie ma prawa przekazywać danych osobowych obywatela Sanepidowi, a karanie obywatela bez powiadomienia go o sprawie i bez wysłuchania jego argumentów w kilka dni od zajścia, gdy sprawa nie jest już nagła, nie ma uzasadnienia. Nie można karać obywatela karą kilkukrotnie przekraczającą minimalne wynagrodzenie w kraju nie sprawdzając sytuacji życiowej obywatela.

Argumentacja Mazowieckiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego za utrzymaniem  w mocy decyzji o nałożeniu kary administracyjnej

Mazowiecki Sanepid zarzuty te odrzucił. Uznał, że notatka policjanta jest wystarczającym dowodem. Szybkość postępowania w sprawie wymierzenia kary pieniężnej podyktowana była koniecznością zdyscyplinowania fotoreporterki. Kara pieniężna musiała zostać nałożona szybko, aby odniosła pożądany efekt prewencyjny, zarówno w znaczeniu indywidulanym (powstrzymanie strony od dalszego naruszania reżimu sanitarnego), jak i w znaczeniu ogólnym (powstrzymanie społeczeństwa od powielania nagannego zachowania adresatki decyzji).

Ustalenie stanu faktycznego sprawy wyłącznie na podstawie notatki służbowej funkcjonariusza Policji było konieczne zarówno ze względów formalnych, jak i merytorycznych. Skoro prawodawca nie wyposażył Państwowej Inspekcji Sanitarnej w samoistne uprawnienie do prowadzenia działań kontrolnych w zakresie przestrzegania przez obywateli przepisów covidowych rozporządzeń Rady Ministrów, organ inspekcji sanitarnej był niejako zmuszony do skorzystania z utrwalonych na piśmie wyników obserwacji funkcjonariusza Policji. Wprawdzie twierdzenia funkcjonariuszy publicznych dotyczące określonego stanu faktycznego nie mają formalnego prymatu nad innymi dowodami, to jednak system porządku publicznego opiera się na zaufaniu społecznym do określonych grup zawodowych pełniących funkcje publiczne, w tym do policjantów. Aby zatem zakwestionować moc dowodową notatki służbowej funkcjonariusza policji, należałoby przedstawić dowód przeciwny, skutecznie podważający ustalenia zawartej w tej notatce.

Odnosząc się do zarzutu Rzecznika, iż przekazanie organowi inspekcji sanitarnej danych osobowych fotoreporterki było niezgodne z art. 51 ust. 5 Konstytucji RP, organ odwoławczy wskazał, że z art. 20 ust. 1j ustawy o Policji wynika, że formacja ta może przetwarzać dane osobowe w celach, o których mowa w art. 1 pkt 1 ustawy z dnia 14 grudnia 2018 r. o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, w tym m.in. w celu rozpoznawania, zapobiegania, wykrywania i zwalczania czynów zabronionych i czyni to na podstawie ustawy, prawa Unii Europejskiej oraz postanowień umów międzynarodowych. Według organu odwoławczego, czynem zabronionym w rozumieniu powołanej ustawy jest także wykrocznie oraz każdy inny czyn niedozwolony przez prawo powszechnie obowiązujące.

W procesie wydawania decyzji Sanepid dokonał analizy notatki służbowej dokumentującej zachowanie fotoreporterki i uwzględnił interes społeczny, który przejawiał się w konieczności zobligowania do zaprzestania zachowań zagrażających niekontrolowanemu rozprzestrzenianiu się wirusa SARS-CoV-2, poprzez nałożenie na nią kary pieniężnej. Obywatele mają bowiem prawo oczekiwać od organu inspekcji sanitarnej, aby zapewnił im bezpieczeństwo zdrowotne również poprzez administracyjne oddziaływanie na osoby, które swoim zachowaniem temu bezpieczeństwo zagrażają. W ocenie organu odwoławczego, słuszny interes społeczny, którym jest ochrona życia i zdrowia obywateli, góruje nad interesem prywatnym osoby, która nie przestrzega powszechnie obowiązujących przepisów sanitarnych.

Odnosząc się do zarzutu naruszenia art. 189d pkt 7 k.p.a., organ odwoławczy stwierdził, iż Rzecznik nie ma racji twierdząc, że wymierzając administracyjną karę pieniężną organ musi uwzględnić warunki osobiste strony, na które składają się jej warunki rodzinne, majątkowe i zarobkowe. Warunki osobiste strony to pojęcie szersze (obejmuje także warunki zdrowotne i fizyczne) i choć sytuacja majątkowa strony mieści się w tym pojęciu, to jej analiza jest konieczna tylko w przypadku, gdy jest to zasadne z racji charakteru przepisu prawa, za naruszenie którego nałożona ma być administracyjna kara pieniężna tzn., gdy ma to realny związek z działaniem sprawcy deliktu administracyjnego. W przypadku czynów, za których popełnienie wymierzana jest kara, warunki takie mogą mieć znaczenie, jeżeli wnioski z nich wynikające pozwalają na wyłączenie odpowiedzialności (brak winy) lub jej zmniejszenie (działanie w stanie wyższej konieczności) albo zwiększenie stopnia winy sprawy (zachowanie zasługujące na szczególne potępienie społeczne). W przedmiotowej sprawie o wysokości kary zdecydował głównie stopień zagrożenia dla zdrowia i życia innych ludzi, jaki został wywołany działaniem strony postępowania.

Argumenty RPO dla WSA

W ocenie Rzecznika, decyzja mazowieckiego Sanepidu jak również poprzedzająca ją decyzja Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w m. st. Warszawie, zostały wydane z naruszeniem przepisów postępowania, które miało istotny wpływ na wynik sprawy. 

Rzecznik zarzuca obu organom inspekcji sanitarnej, że niezgodnie z prawem dopuściły do wyłączenia zasady czynnego udziału strony w postępowaniu, przez co uniemożliwiły jej obronę swoich interesów, wyrażenie swoich żądań i realizację przysługujących jej praw o charakterze procesowym.

W szczególności, Sanepid nie zawiadomił fotoreporterki o wszczęciu postępowania administracyjnego, przez co pozbawiły ją prawa do wypowiedzenia się co do jedynego dowodu (policyjnej notatki służbowej), na podstawie którego ustalono stan faktyczny sprawy, jak również prawa do zgłoszenia wniosków dowodowych np. dotyczących przesłuchania świadków czy analizy zapisu kamer monitoringu miejskiego (Zakładu Obsługi Sytemu Monitoringu na terenie m. st. Warszawy, Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie czy Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie). W odwołaniu od decyzji Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Warszawie fotoreporterka podniosła, że nie naruszyła ona nakazu przemieszczania się osób w odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, nie byłą uczestniczką zgromadzenia, a wykonywała jedynie zadania służbowe jako fotoreporterka.

W świetle tych zarzutów nie można uznać, że notatka służbowa sporządzona przez funkcjonariusza Policji jest wystarczającym dowodem do obiektywnego i dokładnego ustalenia stanu faktycznego sprawy. Wbrew twierdzeniom Sanepidu, notatka ta nie spełnia warunków uzasadniających uznanie jej za dokument urzędowy w rozumieniu art. 76 § 1 k. p. a., nie stanowi więc dowodu tego, co zostało w jej treści stwierdzone, a jej moc dowodowa jest tożsama z mocą dowodową twierdzeń przedstawianych przez stronę postępowania. Dlatego też organ administracji publicznej na podstawie całokształtu materiału dowodowego, a nie wyłącznie na podstawie treści notatki służbowej, powinien dokonywać oceny, czy dana okoliczność została udowodniona.

Skoro strona, która nie mogła brać aktywnego udziału w postępowaniu administracyjnym, wskazuje na uchybienia organu inspekcji sanitarnej podważające prawidłowe ustalenie stanu faktycznego sprawy, to nie można wykluczyć, że w przypadku gdyby nie pozbawiono jej uprawnień procesowych, a w szczególności zgłaszania wniosków dowodowych i wypowiedzenia się co do notatki służbowej funkcjonariusza Policji, to organ dokonałby innych ustaleń faktycznych i wydał decyzję odmiennej treści (np. o umorzeniu postępowania).

Nie ma racji Mazowiecki Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny uzasadniając odstąpienie od zasady czynnego udziału strony w postępowania wystąpieniem przesłanek wymienionych w art. 10 § 2 k.p.a. Powołany przepis pozwala organowi na przeprowadzenie postępowania administracyjnego bez udziału strony wyłącznie w przypadkach, gdy załatwienie sprawy nie cierpi zwłoki ze względu na niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzkiego albo ze względu na niepowetowaną szkodę materialną. W orzecznictwie podnosi się, że z uwagi na wyjątkowy charakter przepisu art. 10 § 2 k.p.a., przesłanki odstąpienia od realizacji zasady czynnego udziału strony w postępowaniu nie mogą być interpretowane rozszerzająco (por. wyrok WSA w Warszawie z dnia 22 grudnia 2004 r., sygn. akt VI SA/Wa 139/04). Dlatego też stan niecierpiący zwłoki w załatwieniu sprawy, który uzasadnia zastosowanie art. 10 § 2 k.p.a., oznacza stan realnie istniejący, a nie prawdopodobieństwo jego wystąpienia (por. „Kodeks postępowania administracyjnego. Komentarz” B. Adamiak, J. Borkowski, wyd. 13, wydawnictwo C.H. Beck). Chodzi zatem o takie obiektywne przypadki, kiedy istnieje konieczność natychmiastowego wydania decyzji (por. „Kodeks postępowania administracyjnego. Komentarz” G. Łaszczyca,
Cz. Martysz, A. Matan, tom I, wyd. III, LEX 2010). 

Według judykatury, odstąpienie od zasady czynnego udziału strony w postępowaniu jest uzasadnione w przypadku, gdy w budynku grożącym zawaleniem zamieszkują ludzie lub obiekt budowlany stwarza zewnętrzne niebezpieczeństwo z uwagi na odpadanie tynku na chodnik, a więc miejsce ogólnie dostępne (por. wyrok WSA w Bydgoszczy z dnia 27 marca 2008 r., sygn. akt II SA/Bd 781/07). Podstawą do zastosowania art. 10 § 2 k.p.a. może być także konieczność zapewnienia sprawnej obsługi ruchu granicznego (por. wyrok NSA z dnia 11 maja 2007 r., sygn. akt I OSK 832/06).

W ocenie Rzecznika, w sprawach dotyczących zwalczania chorób zakaźnych, realne zagrożenie dla bezpieczeństwa zdrowia i życia obywateli, które kreuje stan niecierpiący zwłoki w załatwieniu sprawy, występuje w przypadku stwierdzenia na podstawie wyniku badania, że określona osoba jest zakażona wirusem SARS-CoV-2, w związku z czym powinna być natychmiast odizolowana od reszty społeczeństwa na podstawie stosownej decyzji organu inspekcji sanitarnej. Przebywanie osoby zakażonej w/w wirusem w przestrzeni publicznej i kontaktowanie się z innymi, zdrowymi osobami, stwarza bowiem obiektywne i realne niebezpieczeństwo zakażenia tych osób, przez co zagraża ich zdrowiu i życiu. Taka sytuacja uzasadnia zatem niezwłoczne załatwienie sprawy i wydanie przez organ inspekcji sanitarnej decyzji nakładającej obowiązek izolacji z pominięciem uprawnień procesowych strony wynikających z zasady czynnego udziału w postępowaniu.      

Natomiast, gdy organ inspekcji sanitarnej prowadzi postępowanie w przedmiocie wymierzenia kary pieniężnej za naruszenie przez daną osobę nakazów wynikających z przepisów sanitarnych, brak jest podstaw do zastosowania art. 10 § 2 k.p.a. Nałożenie wspomnianej kary nie jest sprawą niecierpiącą zwłoki z powodu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia ludzkiego, bowiem ewentualne zagrożenie dla dobra jakim jest zdrowie
i życie obywateli wystąpiło w momencie naruszenia przepisów sanitarnych i późniejsze wydanie decyzji w przedmiocie sankcji za delikt administracyjny nie niweluje w żaden sposób tego potencjalnego niebezpieczeństwa oraz nie pozwala na uniknięcie ewentualnych  negatywnych skutków tego naruszenia. Szczególna szybkość nie jest zatem cechą, którą bezwzględnie musi charakteryzować się tego rodzaju postępowanie represyjne i która uzasadnia odstąpienie od zasady czynnego udziału strony w postępowaniu. Zmniejszenie efektu prewencyjnego kary pieniężnej, do czego doszłoby – zdaniem organu odwoławczego – w przypadku „opóźnienia” w nałożeniu kary spowodowanego czynnym udziałem strony w postępowaniu, nie jest bowiem okolicznością usprawiedliwiającą zastosowanie art. 10 § 2 k.p.a. przez organ inspekcji sanitarnej.  

W niniejszej sprawie organ opiera zastosowanie art. 10 § 2 k.p.a. jedynie na przypuszczeniu, że niezwłoczne nałożenie kary pieniężnej z pominięciem uprawnień procesowych strony doprowadzi do zapobieżenia negatywnym skutkom, o których mowa
w przywołanym przepisie. Artykuł 10 § 2 k.p.a. nie może być jednak stosowany na zasadzie intentio acta probat („zamiar uświęca środki”), a co najwyżej na zasadzie exitus acta probat („skutek uświęca środki”). Niezbędna jest pewność, że wykonanie decyzji wydanej w realiach art. 10 § 2 k.p.a. doprowadzi do realizacji zakładanego tym przepisem celu, czyli wyeliminuje niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi lub zagrożenie niepowetowaną szkodą materialną. Takiej pewności organy orzekające w sprawie nie miały. Strona mogła się bowiem okazać „zatwardziałym” a do tego majętnym sprawcą deliktu administracyjnego i, mimo zapłaty kary, w dalszym ciągu nie stosować się do rzekomo naruszonych przepisów prawa.

Nie zostało także przez organ w najmniejszym stopniu wykazane, że wydanie kwestionowanej decyzji w reżimie art. 10 § 2 k.p.a. cechowało się niezbędnością, czyli innymi słowy, nie można było w inny sposób doprowadzić do realizacji celów wskazanych w tym przepisie. Wskazać wręcz należy, że lepszym i szybszym (bo możliwym do zastosowania „od ręki”) środkiem, skłaniającym stronę do realizacji intencji organu,
tj. przestrzegania rzekomo naruszonych norm, byłoby zastosowanie zasady czynnego udziału stron w postępowaniu i zawiadomienie o tym, że zostało wszczęte postępowanie w sprawie wymierzenia kary.

Na marginesie należy zwrócić uwagę, że przyczyny odstąpienia od zasady czynnego udziału strony w postępowaniu organ administracji publicznej powinien utrwalić w aktach sprawy, w drodze adnotacji (art. 10 § 3 k.p.a.). W doktrynie podnosi się, że obowiązek sporządzenia adnotacji na okoliczność zastosowania art. 10 § 2 k.p.a. nie zwalnia organu od wskazania przyczyn odstąpienia od zasady czynnego udziału strony w postępowaniu w uzasadnieniu decyzji (por. „Kodeks postępowania administracyjnego. Komentarz” G. Łaszczyca, Cz. Martysz, A. Matan, tom I, wyd. III, LEX 2010 oraz „Kodeks postępowania administracyjnego. Komentarz”, red. H. Knysiak-Sudyka, wyd. II, WKP 2019). Tymczasem, w uzasadnieniu decyzji Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w m. st. Warszawie brak jest jakiejkolwiek wzmianki, że organ skorzystał z uprawnienia przewidzianego w art. 10 § 2 k.p.a. oraz wskazania przyczyn, dla których to uczynił.

Brak podstawy prawnej umożliwiającej Policji przekazywanie notatek służbowych zawierających dane osobowe

Rzecznik podtrzymuje stanowisko i argumentację przedstawione w odwołaniu od decyzji organu pierwszej instancji, zgodnie z którymi notatka służbowa funkcjonariusza Policji zawierająca dane osobowe strony przekazana organowi inspekcji sanitarnej na potrzeby postępowania administracyjnego jest dowodem sprzecznym z prawem, a tym samym nie mogła stanowić podstawy do ustalenia stanu faktycznego przedmiotowej sprawy. Policja nie jest upoważniona do podejmowania czynności zmierzających do wykrycia naruszeń prawa sankcjonowanych następnie w postępowaniu administracyjnym poprzez wymierzenie kary pieniężnej, o czym przesądza treść art. 14 ust. 1 pkt 1 ustawy o Policji, który określa zamknięty katalog celów, na potrzeby których ta formacja podejmuje określone rodzajowo czynności. Ponadto, żaden przepis ustawy nie daje Policji uprawnień do gromadzenia informacji o osobach fizycznych na potrzeby postępowań administracyjnych prowadzonych przez inny organ, a następnie przekazywania tych informacji organowi administracji publicznej, jakim jest organ inspekcji sanitarnej. Podstawą prawną do tego rodzaju działania policji nie może być wskazany w uzasadnieniu zaskarżonej decyzji art. 20 ust. 1j ustawy o Policji w związku z art. 1 pkt 1 ustawy o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości. Z treści powołanych przepisów wynika, że Policja może przetwarzać dane osobowe w celu rozpoznawania, zapobiegania, wykrywania i zwalczania czynów zabronionych, w tym zagrożeń dla bezpieczeństwa i porządku publicznego, a także wykonywania tymczasowego aresztowania, kar, kar porządkowych i środków przymusu skutkujących pobawieniem wolności.

W doktrynie podnosi się, że „rozpoznawanie”, „zapobieganie”, „wykrywanie” i „zwalczanie” czynów zabronionych, o których mowa w art. 1 pkt 1 ustawy o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, to pojęcia funkcjonujące w ustawach szczególnych, m.in. w art. 14 ust. 1 pkt 1 ustawy o Policji. Interpretacja tych pojęć na potrzeby powołanej wyżej ustawy powinna być zatem taka sama, jak w ustawach szczególnych (por. „Ustawa o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości” red. A. Grzelak, Warszawa 2019 oraz „Ochrona danych osobowych w ściganiu przestępstw. Standardy krajowe i unijne” M. Kusak, P. Wiliński, WKP 2020). W art. 14 ust. 1 pkt 1 ustawy o Policji jest mowa o rozpoznawaniu, zapobieganiu i wykrywaniu takich czynów zabronionych jak przestępstwa, przestępstwa skarbowe i wykroczenia. Zatem uprawnienie Policji do przetwarzania danych osobowych ogranicza się do danych pozyskanych w trakcie czynności ukierunkowanych na zwalczanie przestępstw, przestępstw skarbowych
i wykroczeń. Przedmiotowe uprawnienie nie obejmuje natomiast danych osobowych uzyskanych w wyniku innych czynności policji, w tym czynności podjętych wyłącznie w celu uzyskania informacji na potrzeby postępowania prowadzonego przez organy inspekcji sanitarnej.   

W świetle powyższego, przyjąć należy, że w przedmiotowej sprawie brak jest wymaganej przez Konstytucję oraz Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) ustawowej podstawy do przetwarzania przez Policję i udostępniania danych osobowych na potrzeby prowadzonego przez Państwową Inspekcję Sanitarną postępowania, którego celem jest wymierzenie kary pieniężnej określonej w art. 48a ust. 1 pkt 1 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. W konsekwencji, dane osobowe przekazane przez Policję organowi inspekcji sanitarnej na potrzeby postępowania mającego na celu wymierzenie kary pieniężnej adresatce zaskarżonej decyzji, zostały pozyskane z naruszeniem art. 51 ust. 5 Konstytucji. Nie ulega zatem wątpliwości, że notatka służbowa zawierająca opis zarzucanego stronie postępowania zachowania jest dowodem sprzecznym z prawem w rozumieniu art. 75 § 1 k.p.a.

Za tezą, że notatka służbowa funkcjonariusza Policji nie może być zgodnym z prawem dowodem w postępowaniu, którego przedmiotem jest wymierzenie kary pieniężnej za naruszenie nakazów wprowadzonych w drodze aktów wykonawczych w związku z wystąpieniem stanu epidemii, przemawia także przepis art. 15zzzn ust. 2 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. poz. 374 z późn, zm.). Powołany przepis przewiduje, że stwierdzenie naruszenia obowiązku hospitalizacji, kwarantanny lub izolacji nałożonego w związku ze zwalczaniem COVID-19, które stanowi podstawę do wymierzenia przez organ inspekcji sanitarnej administracyjnej kary pieniężnej w drodze decyzji, może nastąpić w szczególności na podstawie ustaleń Policji. Skoro ustawodawca wprowadził przepis szczególny, który pozwala na wykorzystanie dowodów przeprowadzonych przez Policję w ściśle określonych postępowaniach administracyjnych prowadzonych przez organy inspekcji sanitarnej, to przyjąć należy, że w innych postępowaniach prowadzonych przez te organy, ustalenia Policji (np. udokumentowane w formie notatki służbowej) nie mogą być zgodnym z prawem dowodem, stanowiącym podstawę ustalenia stanu faktycznego sprawy. Do takich wniosków prowadzi założenie racjonalnego ustawodawcy. Jeżeli bowiem ustalenia Policji byłyby dopuszczonym przez prawo dowodem w postępowaniu prowadzonym przez organ inspekcji sanitarnej, to z jakich powodów racjonalny ustawodawca wprowadzałaby specjalne regulacje, które expressis verbis wskazują, że wspomniany organ może ustalić stan faktyczny sprawy w oparciu o tego rodzaju dowód. 

Wartość dowodowa notatki służbowej oraz ocena zebranego materiału dowodowego

Gdyby jednak nawet przyjąć, że policyjna notatka służbowa stanowi dowód zgodny z prawem, to i tak stwierdzone na jej podstawie okoliczności faktyczne sprawy nie mogą być uznane za udowodnione, gdyż strona nie miała możliwości wypowiedzenia się co do tego dowodu z uwagi na to, że organ nie zapewnił stronie czynnego udziału w postępowaniu. Jak zostało to już powyżej wykazane, odstąpienie przez organ od zasady określonej w art. 10 § 1 k.p.a. było nieuzasadnione, przez co niezgodne z prawem. W związku z tym, organ nie mógł skutecznie uchylić się od obowiązku umożliwienia stronie ustosunkowania się do treści policyjnej notatki służbowej. Skoro organ nie wywiązał się z przedmiotowego obowiązku i uczynił policyjną notatkę służbową podstawą ustaleń stanu faktycznego sprawy, to tym samym dopuścił się naruszenia art. 81 k.p.a.

Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, że zgodnie z orzecznictwem, uchybienie art. 81 k.p.a. należy uznać za naruszenie przepisów postępowania mające istotny wpływ na wynik sprawy, niezależnie od tego, czy uchybienie to miało (czy też nie) wpływ na treść decyzji (por. wyrok WSA w Bydgoszczy z dnia 26 maja 2010 r., sygn. akt II SA/Bd 87/10 i wyrok WSA w Lublinie z dnia 24 września 2009 r., sygn. akt II SA/Lu 391/09). Naruszenie prawa strony do wypowiedzenia się w przedmiocie przeprowadzonych dowodów stanowi podstawę uchylenia decyzji w postępowaniu odwoławczym (por. wyrok WSA w Poznaniu z dnia 5 września 2007 r., sygn. akt III SA/Po 474/07).  

Przepis art. 77 § 1 k.p.a. nakłada na organ administracji publicznej obowiązek zgromadzenia i rozpatrzenia całego materiału dowodowego. Wynikająca z tej regulacji zasada zupełności materiału dowodowego obliguje organ do zebrania wszelkich niezbędnych dowodów dla dokładnego wyjaśnienia i rozstrzygnięcia sprawy. Skoro w przedmiotowej sprawie organy inspekcji sanitarnej pozyskały wyłącznie jeden dowód i to w dodatku niezgodnie z prawem, to nie ulega wątpliwości, że nie wykonały obowiązku ustanowionego w art. 77 § 1 k.p.a. Z kolei oparcie ustaleń faktycznych o notatkę służbową, która nie spełnia wymogów dowodu określonych w art. 75 § 1 k.p.a., stoi także w sprzeczności z art. 7 k.p.a., nie pozwala bowiem na dokładne wyjaśnienie stanu faktycznego sprawy i w konsekwencji nie prowadzi do jej załatwienia. 

Z zasadą oficjalności (art. 7 i art. 77 § 1 k.p.a.) koresponduje koncepcja spoczywającego na organach administracji ciężaru dowodu. Jej znacznie w postępowaniach, których przedmiotem jest nałożenie na stronę sankcji administracyjnej, zostało podkreślone w zasadzie 7 Rekomendacji Nr R (91) 1 Komitetu Ministrów Rady Europy w sprawie sankcji administracyjnych. Powołany przepis wprost stanowi, że ciężar dowodu w tych sprawach obarcza organy administracji. Oznacza to, że w postępowaniach zmierzających do nałożenia na stronę obowiązku, a zwłaszcza sankcji, to na organie administracji ciąży powinność udowodnienia naruszenia prawa przez stronę, które stwarza podstawę do uruchomienia odpowiedniej sankcji. Tym samym, postępowanie wyjaśniające w tego rodzaju sprawach powinno się toczyć wedle podobnych reguł, jak w przypadku postępowania karnego opartego na zasadzie domniemania niewinności. Obowiązkiem organu jest zatem samodzielne wykazanie faktów opisanych w hipotezie stosowanej normy prawnej, z uwzględnieniem negatywnych przesłanek procesowych np. przedawnienia nałożenia kary lub niepodlegania karze (por. „Kodeks postępowania administracyjnego. Komentarz” red. W. Chróścielewski i Z. Kmieciak, WKP 2019).

W kontekście powyższego, niezrozumiały jest zarzut organu odwoławczego skierowany pod adresem strony, że w żadnym miejscu odwołania nie przedstawiła jakiegokolwiek argumentu pozwalającego na zminimalizowanie stopnia winy, tudzież szkodliwości społecznej swojego działania. Zdaniem organu odwoławczego, zasadniczym działaniem, które mogłoby skutkować uchyleniem zaskarżonej przez stronę decyzji, byłoby wykazanie przez nią, że uczyniła wszystko co jest możliwe, aby nie dopuścić do naruszenia przepisów sanitarnych. Skoro wnosząc odwołanie strona nie przedstawiła dowodów wskazujących na to, że nie ponosi winy za to, że dokumentując przebieg zgromadzenia nie zachowała wymaganej prawem odległości od innych osób, to do ustalenia stanu faktycznego sprawy wystarczająca była notatka policji. 

Takie stanowisko organu odwoławczego stoi w sprzeczności z koncepcją, w myśl której ciężar dowodu spoczywa na podmiocie prowadzącym postępowanie mające na celu nałożenie sankcji administracyjnej oraz narusza reguły postępowania wyjaśniającego zbliżone do zasad obowiązujących w postępowaniu karnym opartym na domniemaniu niewinności. Jest też kolejnym dowodem na to, że organ odwoławczy wbrew prawu nie działał na zasadzie oficjalności i nie podjął czynności w celu zebrania wszelkich niezbędnych dowodów w celu dokonania ustaleń co do faktów zgodnie z ich rzeczywistym przebiegiem, przez co naruszył zasadę zupełności materiału dowodowego.

Naruszenie art. 189d pkt 7 k. p. a. poprzez nieuwzględnienie warunków osobistych strony

Rzecznik nie może również zaakceptować stanowiska organu odwoławczego co do oceny zastosowania art. 189d k.p.a. W myśl tego przepisu prawa wymierzając administracyjną karę pieniężną, organ administracji publicznej bierze pod uwagę:

  1. wagę i okoliczności naruszenia prawa, w szczególności potrzebę ochrony życia lub zdrowia, ochrony mienia w znacznych rozmiarach lub ochrony ważnego interesu publicznego lub wyjątkowo ważnego interesu strony oraz czas trwania tego naruszenia;
  2. częstotliwość niedopełniania w przeszłości obowiązku albo naruszania zakazu tego samego rodzaju co niedopełnienie obowiązku albo naruszenie zakazu, w następstwie którego ma być nałożona kara;
  3. uprzednie ukaranie za to samo zachowanie za przestępstwo, przestępstwo skarbowe, wykroczenie lub wykroczenie skarbowe;
  4. stopień przyczynienia się strony, na którą jest nakładana administracyjna kara pieniężna, do powstania naruszenia prawa;
  5. działania podjęte przez stronę dobrowolnie w celu uniknięcia skutków naruszenia prawa;

6. wysokość korzyści, którą strona osiągnęła, lub straty, której uniknęła;

7. w przypadku osoby fizycznej - warunki osobiste strony, na którą administracyjna kara pieniężna jest nakładana.

Dyrektywy wymiaru administracyjnej kary pieniężnej są prawnie równorzędne w tym sensie, że nie ma podstaw do konstruowania ich hierarchii, organ odwoławczy nie mógł zatem uznać, że waga i okoliczności naruszenia prawa jest dyrektywą naczelną w stosunku do warunków osobistych strony. Contra legem jest zawarte w uzasadnieniu zaskarżonej decyzji twierdzenie: „Z racji stworzenia bezpośredniego zagrożenia dla najważniejszych dóbr prawnie chronionych, tj. zdrowia i życia obywateli, organ administracji publicznej zmuszony był uznać, że żadne warunki osobiste strony nie mogły mieć wpływu na wysokość kary administracyjnej, jaka musiała być nałożona na adresata decyzji”.

W przedmiotowej sprawie organ wymierzył stronie karę w kwocie 10 000 zł. Natomiast zgodnie z materialnoprawną podstawą decyzji, to jest art. 48a ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.), kto w stanie epidemii nie stosuje się do ustanowionych na podstawie art. 46 lub art. 46b nakazów, zakazów lub ograniczeń, o których mowa w art. 46 ust. 4 pkt 1 lub w art. 46b pkt 5 i 9-12, podlega karze pieniężnej w wysokości od 5000 zł do 30 000 zł. Organ dysponował zatem luzem decyzyjnym w zakresie podejmowanego rozstrzygnięcia, a nałożona na stronę kara nie jest najniższą możliwą przewidzianą przez normę sankcjonującą.

Zgodnie z zasadą indywidualizacji kary wymiar jej należało więc wyważyć w oparciu o wszystkie znajdujące zastosowanie w sprawie przesłanki opisane w art. 189d k.p.a. Należy też mieć na uwadze, że organ wydając decyzję winien uzasadnić ją w stopniu należytym (art. 107 § 1 pkt 6 k.p.a.). Rozważania organu powinny zatem znaleźć odzwierciedlenie w uzasadnieniu decyzji. Tymczasem w przedmiotowej sprawie z treści uzasadnień decyzji organów obydwu instancji wynika, iż nie rozważyły one w ogóle warunków osobistych strony, na którą jest nakładana administracyjna kara pieniężna. Nie rozważyły w związku z tym tego, jaka jest sytuacja majątkowa i rodzinna osoby, na którą nakłada karę pieniężną, jej zdolności zarobkowych i realnych możliwości uiszczenia kary pieniężnej w wysokości ustalonej w decyzji administracyjnej. Nie ustaliły, czy strona zobowiązana do zapłaty pod rygorem natychmiastowej wykonalności kary w wysokości 10 000 zł nie popadnie w niedostatek (a w konsekwencji czy w niedostatek nie popadnie jej rodzina).

Odnosząc się do stanowiska organu odwoławczego, że Rzecznik błędnie utożsamia warunki osobiste strony z warunkami rodzinnymi, majątkowymi i zarobkowymi, należy wskazać, iż zgodnie z ustaleniami doktryny warunki osobiste sprawcy czynu zabronionego to „jego sytuacja rodzinna, socjalna, środowiskowa i zawodowa. W szczególności istotny jest stan cywilny sprawcy, liczba dzieci i osób na utrzymaniu, pozycja w rodzinie i wypełnianie obowiązków rodzinnych, więzi i relacje wewnątrzrodzinne, źródło utrzymania i warunki materialne, warunki mieszkaniowe, relacje społeczne, utrzymywanie kontaktów z pozytywnymi lub negatywnie ocenianymi środowiskami, poziom wykształcenia i kwalifikacji zawodowych, pozycja na rynku pracy, możliwości zarobkowe itp.” (V. Konarska-Wrzosek [w:] Kodeks karny. Komentarz, red. R. Stefański, Warszawa 2017, komentarz do art. 53, teza 50). Uwzględnienie warunków osobistych sprawcy w szczególności pozwala na racjonalną indywidualizację kary, tak aby reakcja na naruszenie prawa miała rzeczywiście charakter dolegliwości osobistej dla sprawcy, a nie jego bliskich i aby była możliwa do realizacji przez sprawcę obarczonego określonymi obowiązkami oraz mającego takie, a nie inne możliwości udźwignięcia ciężarów wynikających z treści sankcji.

Naruszenie art. 2 Konstytucji RP poprzez naruszenie zasady lojalności państwa względem obywateli

Za jedną z podstawowych zasad prawnych stanowiących fundament demokratycznego państwa prawa należy uznać zasadę zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa nazywaną także zasadą lojalności państwa względem obywateli. Zasada ta opiera się na założeniu, że organy władzy publicznej powinny działać w sposób lojalny i uczciwy względem jednostki, budzący w niej poczucie stabilności i bezpieczeństwa prawnego (M. Florczak-Wątor [w:] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz., red. P. Tuleja, Warszawa 2019., komentarz do art. 2). Zasada zaufania (lojalności) odnosi się nie tylko do trybu i formy stanowionego prawa. Cały proces stosowania prawa, począwszy od wykładni, powinien odbywać się w zgodności z tą zasadą. Odnosi się ona do relacji z państwem widzianych z perspektywy obywatela i wiąże się z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa prawnego jednostce (M. Zubik, W. Sokolewicz [w:]  Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz. Tom I, red. M. Zubik i L. Garlicki, Warszawa 2016., Komentarz do art. 2). Trybunał Konstytucyjny w swoim orzecznictwie podkreśla, że z omawianej zasady wynika, że ustawodawca winien dawać obywatelom gwarancję stabilności prawa, które nie może stawać się „pułapką” dla obywatela. Obywatel ma prawo układać swoje sprawy, ufając, że nie naraża się na skutki nieprzewidywalne w momencie podejmowania decyzji i działań. Ma również prawo działać w przekonaniu, że jego działania podejmowane pod rządami obowiązującego prawa i wszelkie związane z nimi następstwa będą także i później uznane przez porządek prawny (zob. np. wyrok TK z 21 grudnia 2005 r., sygn. akt K 45/05).

Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie podkreślał, że sposób wprowadzania ograniczeń w kolejnych rozporządzeniach Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii mógł budzić wątpliwości z punktu widzenia pewności prawa dla obywateli. Częste zmiany obowiązujących obostrzeń, komunikowanie ich treści na konferencjach prasowych przed opublikowaniem ich w Dzienniku Ustaw, wykraczanie poza upoważnienie ustawowe – wszystko to powodowało, że obywatele mogli mieć poważne trudności z oceną, które zachowania są prawnie dozwolone, a które nie, co w konsekwencji w istotny sposób naruszało ich zaufanie do państwa. Rzecznik podnosił także wątpliwości co do racjonalności niektórych z zakazów takich jak chociażby zakaz samodzielnego opuszczania domu przez osoby niepełnoletnie. Stanowiący przedmiot niniejszego postępowania nakaz poruszania się w odległości 2 m od siebie w praktyce może być bardzo trudny w realizacji. Wskazać również należy, że ocena, czy doszło do naruszenia wskazanego nakazu w praktyce jest bardzo utrudniona, co może skutkować arbitralnością podejmowanych przez właściwe organy decyzji. Jednocześnie naruszenie tego zakazu zostało obwarowane bardzo dotkliwą sankcją w postaci wysokiej kary pieniężnej, która dla bardzo dużej części obywateli stanowi poważne obciążenie mogące mieć realny wpływ na bieżącą sytuację finansową ich rodziny. Mając to na uwadze oraz podnoszony już wyżej brak czynnego udziału strony w postępowaniu, można uznać, że praktyka stosowania § 17 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 2 maja 2020 r. godzi w bezpieczeństwo prawne jednostki i stanowi swoistą pułapkę dla obywateli. Wydana w niniejszej sprawie decyzja administracyjna może budzić u obywatela uzasadnione przekonanie o nadużyciu władzy przez państwo. W wyroku z 20 kwietnia 2011 r. (sygn. akt Kp 7/09) Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że w demokratycznym państwie prawnym nie jest dopuszczalne „prewencyjne” wydanie decyzji niepełnej albo niedostatecznie uzasadnionej.

Przestawiona powyżej argumentacja jednoznacznie wskazuje na to, że decyzje organów inspekcji sanitarnej zostały wydane z istotnym naruszeniem przepisów postępowania, które miało istotny wpływ na wynik sprawy.

VII.716.6.2020

inne podobne sprawy: VII.613.85.2020, VII.565.460.2020, VII.613.90.2020

Jacek Kurski o działaniach TVP w prezydenckiej kampanii wyborczej

Data: 2020-08-10

TVP w piśmie podpisanym przez Jacka Kurskiego przesłała wyjaśnienia dotyczące sposobu relacjonowania kampanii wyborczej na urząd prezydenta.

Rzecznik Praw Obywatelskich mial wątpliwości co do relacjonowania przez TVP przebiegu kampanii wyborczej na Prezydenta RP i zagwarantowania równości kandydatów. Przypomniał opinię OBWE co do wyborów z 2019 r., że „nadawcy publiczni powinni zapewnić, aby wszystkie stronnictwa były prezentowane w sposób bezstronny i obiektywny. Uprzywilejowane traktowanie partii politycznej przez media publiczne należy uznać za niezgodne z prawem wykorzystywanie środków publicznych”. Cytował wątpliwości obywateli co do obiektywność, rzetelność i bezstronność materiałów dotyczących poszczególnych kandydatów.

TVP wyjaśniła, że wszyscy kandydaci byli traktowani tak samo. Wyjaśnia, że nikt z nich nie znał pytań zadawanych w debacie telewizyjnej przez Michała Adamczyka, a to, że TVP częściej pokazywała Andrzeja Dudę, wynikała z tego, że był prezydentem. „Nie były to materiały o charakterze wyborczym. Transmitowano bowiem konferencje prasowe rządu oraz Andrzeja Dudy związane z pandemią COVlD-19 oraz prezentowano rozwiązania wprowadzane przez tzw. tarcze antykryzysowe. które miały zapobiegać załamaniu polskiej gospodarki. Wyraźnie w materiałach telewizyjnych oddzielano informacje co do realizacji obowiązków prezydenckich, od tych które miały charakter wyborczy”.

„W tym okresie w audycjach informacyjnych np. na kanale TVP INFO cały czas sukcesywnie informowano o działaniach wszystkich kandydatów na urząd Prezydenta RP oraz ich propozycjach programowych. W okresie 14 dni przed planowana datą wyborów, zgodnie z obowiązującymi przepisami emitowano bezpłatne audycje komitetów wyborczych wszystkich kandydatów na urząd Prezydenta RP. Przed pierwszą turą wyborów planowanych na 10 maja 2020 roku odbyła się także debata kandydatów”.

VII.564.80.2020

Umowy w telewizji publicznej  naruszają wolność słowa. RPO pisze do p.o. prezesa TVP 

Data: 2020-08-03
  • Umowy zawierane przez TVP zawierają zobowiązanie danej osoby, że nie będzie prezentować poglądów politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do p.o. prezesa TVP Jacka Kurskiego o zmianę tej praktyki, tak aby zagwarantować ochronę konstytucyjnej wolności wypowiedzi

Media informują, że umowy zawierane przez Telewizję Polską z aktorami zawierają zobowiązanie danej osoby, że „nie będzie prezentować swojego stanowiska lub poglądów w sprawach politycznych w mediach lub w serwisach społecznościowych”. Oznacza to, że zatrudnianie u nadawcy publicznego wiąże się ze znaczącym ograniczeniem wolności słowa.

Klauzula budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika w związku z jej potencjalną niezgodnością z konstytucyjnymi i europejskimi standardami wolności wypowiedzi dziennikarzy i pracowników TVP.

W tym kontekście RPO zwrócił uwagę Jacka Kurskiego na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu).

Art. 14 Konstytucji zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Według jej art. 54 każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu w treściach redakcyjnych.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów.W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej wyrażona została zasada pluralizmu. W myśl powołanego przepisu „szanuje się wolność i pluralizm mediów”.

Częścią wolności zagwarantowanej przez artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka jest prawo do otrzymywania rzetelnej informacji. Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Prawo pracownika do krytycznej oceny pracodawcy nie może budzić wątpliwości jako element wolności zagwarantowanej w art. 54 Konstytucji. Dopiero przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki może stanowić naruszenie obowiązków dbałości o dobro zakładu pracy i przestrzegania zasad współżycia społecznego.

Z art. 5 ust. 1 Prawa prasowego wynika, że każdy obywatel, zgodnie z zasadą wolności słowa i prawem do krytyki, może udzielać informacji prasie. Nikt nie może zaś być narażony na uszczerbek lub zarzut z powodu udzielenia informacji prasie, jeżeli działał w granicach prawem dozwolonych. Ograniczenie wolności wypowiedzi pracowników może zatem nastąpić jedynie wówczas, gdy nie działają oni w granicach dozwolonych prawem. Ale wolności gwarantowane konstytucyjnie mogą być ograniczane jedynie przez ustawę.

Publikowanie zaś rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy krytyce społecznej i pozostaje pod ochroną prawa. Natomiast ten, kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową, ponosi odpowiedzialność karną.

W świetle tych przepisów pod ochroną prawa znajdują się również ujemne oceny działalności Polskiej Telewizji. Żaden przepis Prawa prasowego nie wyłącza bowiem pracowników z kręgu podmiotów uprawnionych do korzystania z prawa do krytyki.

Publiczne krytyczne wypowiedzi pracowników mają w istocie na celu troskę o prawidłową realizację przez jednostkę telewizji publicznej misji publicznej polegającej na oferowaniu zróżnicowanych programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością i niezależnością.

Lojalność wobec pracodawcy nie może prowadzić do wykluczenia krytycznych komentarzy względem pracodawcy. Podkreślił to Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Guja przeciwko Mołdawii w wyroku z 12 lutego 2008 r., skarga nr 14277/04). Podobnie uznał Sąd Najwyższy który wskazał wprost, że pracownik ma prawo do publicznej krytyki przełożonego.

W obowiązującym systemie prawa oraz praktyce jego stosowania (zwłaszcza w związku z rozwiazywaniem kontraktów z dziennikarzami i sprawą cenzury Listy Przebojów „Trójki”), zasadne jest pytanie o realizację zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności, o których mowa w ustawie o radiofonii i telewizji, przez publiczną telewizję w całości zależną od czynnika politycznego.

VII.564.93.2020

Antysemityzm problemem medialnego dyskursu w Polsce. Rzecznik pyta KRRiT, jak z nim walczy

Data: 2020-07-24
  • Jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwalcza mowę nienawiści i antysemityzm w mediach – pyta Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Przytaczając kolejne antysemickie wypowiedzi z TVP, Adam Bodnar wskazuje, że taka mowa nienawiści jest istotnym problemem medialnego dyskursu w Polsce
  • Jest on dostrzegany zarówno przez środowiska mniejszościowe bezpośrednio dotknięte tym zjawiskiem, jak i organizacje międzynarodowe
  • To zaś nakazuje instytucjom odpowiedzialnym za zwalczanie mowy nienawiści - w tym RPO i KRRiT - podjęcie systemowych działań dla wyeliminowania tego zjawiska

RPO Adam Bodnar poprosił przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o informacje nt. wszelkich podejmowanych i planowanych działań, w tym stanowisk i rekomendacji, których celem było lub będzie systemowe zwalczanie zjawiska mowy nienawiści i antysemityzmu w mediach.

Rzecznik pełni w Polsce zadania niezależnego organu ds. równego traktowania. Dlatego czuje się w obowiązku podejmować interwencję w każdym przypadku publicznego propagowania rasizmu, manifestowania nienawiści motywowanej pochodzeniem narodowym, etnicznym lub wyznaniem, głoszenia antysemickich i ksenofobicznych treści, godzących zarówno w godność drugiego człowieka, jak i w wizję demokratycznego i wielokulturowego społeczeństwa.

Stojąc na straży wolności słowa i wyrażania opinii, wynikających z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, RPO stara się sygnalizować, gdzie przebiega granica między wypowiedziami, które - choć kontrowersyjne i szokujące -  zasługują na konstytucyjną ochronę, a słowami, którym ona się nie należy.

Europejski Trybunał Praw Człowieka jednoznaczny stwierdzał, że wobec obrażania albo szkalowania określonej grupy ludności, definiowanej przez wyznanie czy pochodzenie etniczne, władze powinny wziąć pokrzywdzonych w obronę, a nie chronić niewłaściwe korzystanie z wolności wypowiedzi.

Antysemickie wypowiedzi z TVP

W tym kontekście RPO zwrócił uwagę KRRiT na antysemickie wypowiedzi red. Rafała Ziemkiewicza, współprowadzącego 23 czerwca 2020 r. program „W tyle wizji” w TVP Info. Obarczył on samych Żydów odpowiedzialnością za Zagładę własnego narodu podczas II wojny światowej.

Stwierdził bowiem: „Jest taka jazda, że nie wolno, że do więzienia nawet wsadzać za negowanie Holocaustu, ale dlaczego to działa tylko w jedną stronę? Za negowanie faktu, że to Niemcy zrobili Holocaust. Jeżeli już tak pan Grabowski chce, to niech pojedzie, żeby nie odbierać Żydom odpowiedzialności za to, bo to przecież nie Polacy wsadzali tych Żydów do wagonów, wyłapywali, eskortowali z getta, tylko inni Żydzi, żydowska policja, na podstawie list sporządzonych przez żydowskie Judenraty, które tym wszystkim zarządzały”.

W programie padły też obraźliwe słowa wobec historyka prof. Jana Grabowskiego, którego nazwano szkodnikiem. Prof. Jana Tomasza Grossa red. Ziemkiewicz określił jako opętanego i chorego psychicznie. Ponieważ komentarze te odnosiły się do działalności naukowej obu naukowców związanej z tematyką Holocaustu, nie sposób nie zauważyć ich antysemickiego kontekstu.

Red. Ziemkiewicz nie po raz pierwszy wygłosił publicznie taką tezę, bazującą tak na antysemickich stereotypach, jak i na znacznie uproszczonej i niebezpiecznie zmanipulowanej wersji historii Holocaustu. Wypowiedź taką, jako przykład antysemickiego komentarza, odnotował Departament Stanu USA raporcie z 2018 r. Cytowano w nim m.in. wypowiedzi b.  dyrektora Programu TVP2 Marcina Wolskiego, który miał oświadczyć, że nazistowskie obozy śmierci można nazwać „żydowskimi” gdyż to Żydzi obsługiwali krematoria, czy R.Ziemkiewicza, który stwierdził, że Żydzi byli również częścią swej destrukcji.

Oceny organów międzynarodowych

W grudniu 2018 r. Agencja Praw Podstawowych UE ogłosiła wyniki ankiety dotyczącej doświadczeń i poglądów Żydów nt. przestępstw z nienawiści, dyskryminacji i antysemityzmu. W badaniu udział wzięło 16 tys. osób identyfikujących się z narodowością żydowską z 12 państw UE, w tym z Polski.

32 proc. respondentów w Polsce doświadczyło przynajmniej jednego zachowania o podłożu antysemickim w okresie roku. Polska negatywnie wyróżnia się wśród 12 krajów UE, jeśli chodzi o kontakt respondentów z obraźliwymi komentarzami w internecie i mediach społecznościowych - styczność z tym zjawiskiem zadeklarowało 20 proc. respondentów z Polski.

Aż 73 proc. z nich uważa antysemityzm w mediach (innych niż internet) za poważny problem, a 64 proc. w ciągu roku odnotowało jedną lub więcej prezentowanych przez media wypowiedzi osób nie należących do społeczności żydowskiej, a ukazujących Żydów w negatywnym kontekście. Tylko 7 proc. respondentów uważa, że polskie władze skutecznie zwalczają to zjawisko.

Skala antysemickich wypowiedzi w debacie publicznej wzrosła w pierwszych miesiącach 2018 r. podczas dyskusji o nowelizacji ustawy o IPN. Liczne badania ngos-ów z tego czasu potwierdzały, że antysemickie wypowiedzi coraz częściej pojawiają się w dyskursie medialnym, także głównego nurtu.

Znalazło to odzwierciedlenie w IV opinii dotyczącej Polski, wydanej 6 listopada 2019 r. przez Komitet Doradczy Rady Europy ds. Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych. Komitet w trybie pilnym wezwał stronę polską do potępienia wszelkich przejawów nietolerancji i wrogości na tle etnicznym w dyskursie medialnym (i politycznym) oraz do zintensyfikowania starań na rzecz zwalczania mowy nienawiści.

Na problem mowy nienawiści, zwłaszcza antysemickiej, w dyskursie publicznym, zwrócił też uwagę Komitet ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Rasowej (CERD). We wnioskach końcowych z realizacji Konwencji  w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej Komitet wyraził głębokie zaniepokojenie nie tylko rozpowszechnianiem się mowy nienawiści wobec grup mniejszościowych, w tym Żydów, ale też faktem, że źródłem nienawistnych wypowiedzi są często osoby publiczne, w tym przedstawiciele mediów.

RPO: potrzebna całościowa strategia walki z nienawiścią

Podsumowując, mowa nienawiści, zwłaszcza antysemityzm jako jej szczególna forma, stanowią istotny problem toczącego się w mediach dyskursu publicznego, zauważalny tak przez środowiska mniejszościowe, bezpośrednio dotknięte tym zjawiskiem, jak i organizacje międzynarodowe.

To zaś obliguje organy i instytucje odpowiedzialne za zwalczanie mowy nienawiści, w tym RPO i KRRiT nie tylko do interwencji w konkretnych przypadkach, ale też do wszelkich możliwych działań w celu wyeliminowania tego zjawiska z przestrzeni publicznej.

- Osobiście za kluczowe w tym zakresie uważam stworzenie kompleksowej strategii przeciwdziałania mowie nienawiści i, szerzej, przestępczości motywowanej nienawiścią – podkreśla Adam Bodnar. O podjęcie prac nad taką strategią zwracał się do Prezesa Rady Ministrów w wystąpieniach z 19 lutego 2019 r. i 30 czerwca 2020 r. Przedstawił w nich 20 postulatów co do potrzebnych zmian w prawie i praktyce.

Jeden z nich dotyczył wydania przez KRRiT rekomendacji na temat zwalczania mowy nienawiści – na podobnych zasadach, jakimi kierowała się KRRiT w kwestii ochrony dzieci i młodzieży przed szkodliwym oddziaływaniem treści medialnych, przyjmując stanowisko z 17 lipca 2018 r.

Ustawowy zakaz propagowania w przekazach medialnych działań sprzecznych z prawem - w tym treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość - nie wyeliminuje bowiem języka nienawiści z przestrzeni medialnej, jeśli nie pójdą za nim konkretne działania Krajowej Rady.  

Według RPO Rada powinna niezwłocznie zaangażować się w walkę z mową nienawiści, choćby poprzez inicjowanie i wspieranie samoregulacji w zakresie usług medialnych, do czego upoważnia ją ustawa o rtv.

Dlatego Adam Bodnar wystąpił do Przewodniczącego KRRiT przede wszystkim o zbadanie wypowiedzi red. R. Ziemkiewicza pod kątem naruszenia art. 18 ust. 1 ustawy o rtv.  Prosił o informacji w tej sprawie w 7 dni roboczych (mimo to KRRiT dotychczas nie zajęła stanowiska). Zwrócił się też o informacje nt. wszelkich podejmowanych i planowanych przez Radę działań, w tym stanowisk i rekomendacji, których celem było lub będzie systemowe zwalczanie zjawiska mowy nienawiści i antysemityzmu w mediach.

XI.518.30.2020

Ograniczenia wolności wypowiedzi w Polskim Radiu. RPO przypomina o obowiązujących standardach

Data: 2020-07-24
  • W Polskim Radiu zakazano - zarówno dziennikarzom, jak i pracownikom - wypowiedzi dla mediów bez uzgodnienia z rzecznikiem prasowym  
  • Takie zarządzenie prezeski Polskiego Radia budzi zaniepokojenie RPO, który przypomina jej konstytucyjne i europejskie standardy wolności wypowiedzi
  • Rzecznik wnosi do prezeski Agnieszki Kamińskiej o zmianę zarządzenia, tak by zagwarantować ochronę wolności wypowiedzi
  • Jej ograniczenie jest możliwe jedynie wówczas, gdy dana osoba nie działa w granicach prawa; rzetelna krytyka pracodawcy jest zaś dopuszczalna

20 lipca 2020 r. Prezes Zarządu Polskiego Radia S.A. wydała zarządzenie, które przewiduje m.in.:

  • zakaz wypowiedzi do mediów dla pracowników i współpracowników PR S.A. bez uzgodnienia z rzecznikiem prasowym i uzgodnienia tematów rozmowy,
  • nakaz unikania „osobistych dygresji na tematy związane z kwestiami politycznymi, religijnymi czy obyczajowymi” we wszelkich rozmowach z przedstawicielami mediów,
  • zakaz wystąpień na zaproszenie innych mediów bez zgody zarządu PR S.A., także w przypadku debat czy komentarzy eksperckich,
  • powinność niezwłocznego zgłoszenia rzecznikowi prasowemu „każdorazowej próby nawiązania kontaktu przedstawiciela mediów z pracownikiem bądź współpracownikiem PR S.A”.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę pani prezes na konstytucyjne i międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych. Jej  ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze.

Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu. Aby tę funkcję spełniać, muszą cechować się niezależnością - zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych - pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi.  Przekładają się bowiem na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Art. 14 Konstytucji zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.  Według art. 54 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych UE zapisano: „szanuje się wolność i pluralizm mediów”.

A prawo pracownika do krytycznej oceny pracodawcy jest elementem przysługującej każdemu wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji).

Możliwość krytykowania pracodawcy mieści się w ramach obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy. Dopiero przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki może ten obowiązek naruszać. Według Sądu Najwyższego krytyka pracodawcy jest dopuszczalna, jeżeli jest:

  • zgodna z porządkiem prawnym (w tym z zasadami współżycia społecznego, dobrymi obyczajami),
  • formułowana w odpowiedniej formie i miejscu,
  • merytorycznie uzasadniona.

Zgodnie z art. 5 ust. 1 Prawa prasowego każdy obywatel może udzielać informacji prasie. Nikt nie może być narażony na zarzut z tego powodu, jeśli działał w granicach prawa. A wolności gwarantowane konstytucyjnie mogą być ograniczane jedynie ustawą.

Według art. 41 Prawa prasowego publikowanie rzetelnych ujemnych ocen działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy krytyce społecznej i pozostaje pod ochroną prawa. Ten zaś, kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową, ponosi odpowiedzialność karną.

W tym świetle pod ochroną prawa znajdują się również ujemne oceny działalności Polskiego Radia. Publiczne krytyczne wypowiedzi mają w istocie na celu troskę o prawidłową realizację przez publiczną radiofonię misji publicznej, polegającej na  zróżnicowanych programach cechujących się pluralizmem, bezstronnością i niezależnością.

Lojalność wobec pracodawcy nie może wykluczać krytycznych komentarzy – oceniał Europejski Trybunał Praw Człowieka. Sąd Najwyższy wprost zaś wskazał, że pracownik ma prawo do publicznej krytyki przełożonego.

W obowiązującym systemie prawa i praktyce jego stosowania (zwłaszcza w związku z rozwiazywaniem kontraktów z dziennikarzami, sprawą cenzury Listy Przebojów "Trójki"), zasadne jest pytanie o realizację zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności - o których mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji - przez publiczną radiofonię, w całości zależną dziś od czynnika politycznego.

Pracownicy Polskiego Radia prezentują swoje poglądy nie tylko jako pracownicy, ale także jako dziennikarze. W orzecznictwie ETPC pojawia się kwestia szczególnej roli dziennikarza jako „public watchdog”, czyli sygnalisty informującego o nieprawidłowościach.

W sprawie Wojtas-Kaleta ETPC (skarga nr 20436/02) podkreślił, że dziennikarze mają nie tylko prawo, ale i obowiązek komentowania spraw o istotnym znaczeniu publicznym. W takim przypadku obowiązek lojalności dziennikarza wobec pracodawcy nie ma tak silnego charakteru jak w przypadku innych zawodów, a możliwości ingerencji w swobodę wypowiedzi są ograniczone.

Ponadto ograniczenia wypowiedzi na prywatnych profilach w mediach społecznościowych naruszają prawo pracowników do prywatności (art. 47 Konstytucji).

Zastępczyni RPO Hanna Machińska zwróciła się  do prezeski PR o zmianę zarządzenia w sposób zapewniający ochronę konstytucyjnie gwarantowanej wolności wypowiedzi.

VII.564.89.2020

Miał transparent „Precz z faszyzmem” pod Pałacem Prezydenckim. Policja wyjaśnia, dlaczego go wylegitymowano

Data: 2020-07-23
  • Obywatel stał przed Pałacem Prezydenckim z transparentem „Precz z faszyzmem”; został wylegitymowany przez policję, a funkcjonariusz odmówił  okazania mu legitymacji służbowej
  • Mężczyzna odmówił podania danych osobowych, wobec czego podjęto wobec niego czynności na miejscu – podała policja
  • Po ustaleniu jego tożsamości został pouczony, że odmowa podania danych jest wykroczeniem, na czym interwencję zakończono
  • Przeprowadzali ją umundurowani policjanci, którzy zgodnie z prawem nie byli zobowiązani do okazania legitymacji służbowej

Pan Zbigniew poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na działania policjantów 25 czerwca 2020 r. w związku z demonstrowaniem przez niego poglądów na ul. Krakowskie Przedmieście. Jak wskazał, trzymając transparent, korzystał z przysługujących konstytucyjnych wolności wypowiedzi oraz wolności zgromadzeń.

Obywatel nie stwarzał zagrożenia, stosował się do przepisów obowiązujących w związku z stanem epidemii (2 m odstępu lub obowiązek zasłaniania twarzy). A w związku z dynamicznym procesem legislacyjnym oraz obowiązującymi ograniczeniami, działania podejmowane przez obywatela były jedyną skuteczną formą realizacji prawa do manifestacji poglądów. Niemniej policjanci zdecydowali się „rozwiązać zgromadzenie” i wylegitymować go.

Szczególne zaniepokojenie  wzbudza informacja o odmowie  okazania legitymacji służbowej. Tymczasem z ustawy o policji wynika, że funkcjonariusz jest obowiązany  okazać legitymację służbową w taki sposób, aby zainteresowany miał możliwość odczytać i zanotować numer i organ, który wydał legitymację, oraz nazwisko policjanta.  

Rzecznik ma świadomość znaczenia zakazu organizacji zgromadzeń w stanie epidemii i koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Całkowity zakaz zgromadzeń narusza jednak standard konstytucyjny. Prowadzi bowiem do ingerencji w istotę konstytucyjnego prawa obywateli do zgromadzeń wynikającego z art. 57 Konstytucji.

Wolność zgromadzeń może być zaś ograniczona tylko ustawą (art. 31 ust. 3 Konstytucji), a nie rozporządzeniem. Ponadto poza stanami nadzwyczajnymi opisanymi w Konstytucji RP – z których żaden nie został wprowadzony - nie może ona zostać zakazana nawet ustawą.

Odpowiedź komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja 

25 czerwca 2020 r. funkcjonariusze Oddziału Prewencji Policji w Warszawie realizowali zadania związane z zabezpieczeniem zarejestrowanego zgromadzenia publicznego pod nazwą „Strajk Kobiet”, zaplanowanego w godzinach 17.00-19.00 na ul. Krakowskie Przedmieście. Ok. godziny 16.45 policjanci bezpośrednio przed obiektem objętym szczególna ochroną tj. Pałacem Prezydenckim, zauważyli mężczyznę, który trzymając w ręku transparent o treści „Precz z faszyzmem", zaczepiał przechodniów, głosząc i przekonując do swych poglądów.

Mężczyznę tego policjanci widywali na różnego rodzaju zgromadzeniach publicznych, gdzie niejednokrotnie swoim zachowaniem dążył do ich zakłócenia. Z uwagi na fakt, iż we wskazanym miejscu za 15 minut miało rozpocząć się zaplanowane zgromadzenie, w celu niedopuszczenia do zakłócenia bezpieczeństwa i porządku publicznego, a także z uwagi na podejrzenie popełnienia przez wskazanego mężczyznę wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 kw (… Kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub przebiegu niezakazanego zgromadzenia…)  funkcjonariusze wykonując ustawowe zadania Policji określone w art. 1 ust. 2 pkt 4 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 roku o Policji, przystąpili do jego legitymowania.

Policjant prowadzący czynność przedstawił się podając stopień, imię, nazwisko, podstawę prawną - art. 15 ust. 1 pkt 1 ustawy o Policji oraz podstawę faktyczną podjęcia czynności służbowych - podejrzenie popełnienia wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 kw. Mężczyzna odmówił okazania dokumentu tożsamości oraz podania danych osobowych, a także wskazania powodu swojej obecności przed Pałacem Prezydenckim.

Podczas trwania interwencji funkcjonariusz poinformował mężczyznę, że jeżeli nie poda swoich danych osobowych, zostanie przewieziony do KRP Warszawa I w celu ustalenia tożsamości. Mimo to mężczyzna nadal odmawiał przekazania żądanych danych. W związku z tym funkcjonariusz polecił mężczyźnie by udał się do radiowozu w celu przeprowadzenia kontroli osobistej. Polecenia te spotkały się z ponowną odmową wskazanego. Wobec powyższego policjant pouczył wymienionego o treści art. 65 kw oraz uprzedził, że w przypadku niepodporządkowania się wydawanym poleceniom może zostać wobec niego zastosowany środek przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej.

W związku z tym, że mężczyzna nie wykonywał poleceń i stosował bierny opór (usiadł na chodniku), funkcjonariusze jako uprawnieni zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 9 ustawy z 24 maja 2013 roku o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, użyli wobec wymienionego siły fizycznej w celu przetransportowania go do radiowozu zaparkowanego w odległości około 30 metrów od miejsca interwencji.

Zastosowany środek przymusu bezpośredniego został użyty zgodnie z art. 6 ust. 1 przywołanej ustawy, w sposób niezbędny do osiągnięcia celów, proporcjonalnie do stopnia zagrożenia, wybierając środek o możliwie jak najmniejszej dolegliwości.

W pojeździe służbowym, w trakcie kontroli osobistej mającej na celu sprawdzenie czy mężczyzna nie posiada dokumentu tożsamości oraz przedmiotów niebezpiecznych, wymieniony dobrowolnie wyjął z kieszeni ich zawartość, między innymi kartę bankomatową, na której widniały dane Zbigniew K. Wszystkie przedmioty ujawnione podczas przeprowadzonej kontroli osobistej zostały zwrócone mężczyźnie.

Zbigniew K. poinformowany o prawie żądania sporządzenia protokołu z przeprowadzonej kontroli osobistej, nie skorzystał z tego uprawnienia. W trakcie trwania interwencji na miejsce przybył funkcjonariusz Wydziału Sztab Policji KRP Warszawa I, który potwierdził tożsamość legitymowanego mężczyzny.

Podczas prowadzonych czynności Zbigniew K. poinformował policjantów o powodach swojej obecności przed Pałacem Prezydenckim oraz oświadczył, że nie chce zakłócać przebiegu zgromadzenia i zamierza przebywać we wskazanym miejscu około dwóch godzin.

W związku z tym, że Zbigniew K. nie popełnił wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 kw funkcjonariusze w tym zakresie nie stosowali wobec wymienionego żadnych środków. Natomiast w odniesieniu do czynu z art. 65 kw zastosowali wobec mężczyzny określony w art. 41 kw środek oddziaływania wychowawczego w postaci pouczenia.

Przed zakończeniem interwencji Zbigniew K. poprosił funkcjonariuszy obecnych w radiowozie o przedstawienie się ze stopnia, imienia i nazwiska. Policjanci wykonujący czynności z udziałem wymienionego ponownie podali swoje dane. Mężczyzna nie mógł zapamiętać przekazanych informacji, w związku z czym usiłował nagrać podawane dane telefonem komórkowym.

Zbigniew K, został poinformowany przez legitymującego go funkcjonariusza o prawie złożenia zażalenia na sposób przeprowadzonych czynności do właściwego miejscowo prokuratora. W Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście - Północ nie odnotowano wpływu zażalenia Zbigniewa K. na czynności wykonywane wobec jego osoby przez funkcjonariuszy Policji w dniu 25 czerwca 2020 roku.

Interwencję przeprowadzali umundurowani funkcjonariusze Policji, którzy zgodnie z obowiązującym stanem prawnym nie byli zobowiązani do okazania legitymacji służbowej. Obowiązek wynikający z art. 61 ustawy o Policji i polegający na okazaniu legitymacji służbowej w taki sposób, aby osoba legitymowana miała możliwość odczytać i zanotować numer i organ, który wydał legitymację oraz nazwisko policjanta - dotyczy wykonywania czynności przez policjantów nieumundurowanych.

VII.613.104.2020

Uroczyste wręczenie Nagrody im. dr. Karola Jakubowicza

Data: 2020-07-15

15 lipca 2020 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyła się uroczystość wręczenia Nagrody im. dr. Karola Jakubowicza – Media and Democracy Karol Jakubowicz Award.

Nagroda afiliowana przy Polskim Towarzystwie Komunikacji Społecznej, przyznawana jest autorom wybitnych monografii z zakresu mediów i demokracji.

W skład Kapituły Nagrody wchodzą: prof. dr hab. Iwona Hofman (prezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej), Małgorzata Semil-Jakubowicz (Fundatorka Nagrody), dr Hanna Machińska (zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich), prof. dr hab. Alicja Jaskiernia (Uniwersytet Warszawski), prof. ucz. dr hab. Beata Klimkiewicz (Uniwersytet Jagielloński), prof. ucz. dr hab. Michał Głowacki (redaktor naczelny „Central European Journal of Communication”), prof. Elżbieta Matynia (The New School for Social Research) i Halina Rostek (Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji).

W tym roku nagrodzono publikację dr hab. Agnieszki Waleckiej-Rynduch pt. „MediaEgo w MediaPolis. W stronę nowego paradygmatu komunikowania politycznego” (Kraków: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, 2019) – za śmiałość badawczą w dowodzeniu zaistnienia nowego paradygmatu komunikowania politycznego oraz przez wzgląd na wysoką jakość warsztatu metodologicznego.

W tegorocznej uroczystości wzięli udział członkowie Kapituły Nagrody: prof. dr hab. Iwona Hofman, Małgorzata Semil-Jakubowicz, dr Hanna Machińska, prof. ucz. dr hab. Michał Głowacki i Halina Rostek, a także zaproszeni goście: Dziekan Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego - prof. dr hab. Janusz W. Adamowski oraz nominowani w tegorocznej edycji i zwycięzcy z lat ubiegłych.

Dr Karol Jakubowicz (1941–2013) był jednym z najbardziej rozpoznawanych ekspertów ds. wolności mediów w Europie i jednym z najbardziej uznanych polskich badaczy w dyscyplinie komunikacji społecznej i mediów. Karol Jakubowicz pełnił funkcję Przewodniczącego Międzyrządowej Rady Programu UNESCO Informacja dla Wszystkich oraz Przewodniczącego Komitetu Zarządzającego ds. Mediów i Nowych Usług Komunikacyjnych (CDMC) w Radzie Europy. Przez wiele lat Karol Jakubowicz był ekspertem od regulacji mediów w Polsce i innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Współpracował także z Unią Europejską, Europejską Unią Nadawców oraz Organizacją Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

Informacje na temat nagrody, jej wcześniejszych edycji oraz jej Patrona, są dostępne na stronie Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.

Co RPO robił dla wyjaśnienia sprawy inwigilacji m.in. dziennikarzy przez służby specjalne w latach 2007-15

Data: 2020-07-13

Rzecznik Praw Obywatelskich z ogromnym zaniepokojeniem przyjął zawarte w wystąpieniu ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego w Sejmie 11 maja 2016 r. informacje o szerokim zakresie inwigilowania różnych grup społecznych i osób w latach 2007–2015 przez służby specjalne, a  także o zaniechaniach tych służb w przypadkach, gdy prowadzenie działań było nieodzowne.

Przedstawiamy informacje o dotychczasowych działaniach RPO w tej sprawie.

Rzecznik podjął ją z własnej inicjatywy. Zwrócił się do Mariusza Kamińskiego o wskazanie bliższych danych odnoszących się do konkretnych przypadków niezgodnych z prawem działań i zaniechań służb specjalnych.

W odpowiedzi zastępca ministra sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Maciej Wąsik wyjaśnił, że przemówienie z 11 maja 2016 r. zawiera wszelkie informacje, które mogły zostać przekazane. Okoliczności działań służb w konkretnych przypadkach są bowiem chronione na mocy ustawy o ochronie informacji niejawnych. „Zgodnie z zapowiedzią Ministra Koordynatora w związku z przeprowadzonym w służbach audytem skierowanych zostało 19 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa. Stosowne dokumenty zostały wysłane do Prokuratury Krajowej. Prokuratura Krajowa jest więc instytucją właściwą do odpowiedzi na pytania o dalsze działania związane z materiałami zgromadzonymi w toku prowadzonego audyt” – brzmiała odpowiedź.

Rzecznik pytał także Ministra Obrony Narodowej w aspekcie ewentualnych niezgodnych z prawem działań Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W odpowiedzi Minister poinformował, że SKW skierowała do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące przedmiotowego zagadnienia. Nie udzielono szczegółowych informacji wobec uznania, że informacje te mają charakter niejawny.

W następnej kolejności Rzecznik zwrócił się do Prokuratora Krajowego o przekazanie kopii zawiadomień skierowanych do prokuratury przez Mariusza Kamińskiego oraz przez SKW, zaś wobec braku odpowiedzi – do Prokuratora Generalnego.

W odpowiedzi Rzecznik został poinformowany, że zawiadomienia zostały przekazane do właściwych jednostek prokuratur, nie wskazano jednak, do których i w jakim zakresie.

Na kolejne pismo, skierowane do Prokuratora Generalnego  z prośbą o wskazanie, do których prokuratur regionalnych lub wydziałów zamiejscowych Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji przekazano  zawiadomienia, Rzecznik uzyskał odpowiedź, z której wynikało, że Prokuratura Krajowa nie dysponuje takimi informacjami.

Informacji niezbędnych do podjęcia dalszych działań Rzecznik nie uzyskał także z kolejnej odpowiedzi ministra Mariusza Kamińskiego.

Kolejne działania w sprawie Rzecznik podjął po informacjach mediów, że postępowania dotyczące informacji z  przemówienia Mariusza Kamińskiego prowadzi Prokuratura Regionalna w Krakowie.

Dalszą korespondencję RPO prowadził zatem z tą jednostką. Z uzyskanych informacji wynika, że prowadzone jest w niej śledztwo, które nie zostało dotychczas w całości zakończone. Zakończono natomiast poszczególne jego wątki – jednym aktem oskarżenia dotyczącym niepowiadomienia o przestępstwie i utrudniania śledztwa. W kolejnych wątkach  wydano postanowienia o umorzeniu postępowania.  

II.519.509.2016

Adam Bodnar: projekt senackiej komisji przywraca KRRiT jej konstytucyjną rolę w nadzorze nad mediami publicznymi

Data: 2020-07-10
  • Senat pracuje nad własnym projektem likwidacji Rady Mediów Narodowych i przywrócenia Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji  kompetencji powoływania rad nadzorczych i zarządów w TVP i Polskim Radiu
  • Projekt w sposób właściwy wykonuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2016 r. – ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich
  • RPO proponuje, by przywrócić także poprzedni konkursowy tryb wyboru rad nadzorczych i członków zarządów, kadencyjność zarządów oraz procedurę uchwalania statutu spółek publicznej radiofonii i telewizji

Rzecznik wiele razy wskazywał, że praprzyczyną obecnych problemów wokół mediów publicznych jest zignorowanie wyroku TK z 13 grudnia 2016 r. (sygn. akt  K13/16).

Wyrok TK z 13 grudnia 2016 r.

Z wniosku RPO i grupy posłów TK - pod przewodnictwem ówczesnego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego - orzekł wtedy niekonstytucyjność tzw. małej ustawy medialnej z 30 grudnia 2015 r. Wyłączyła ona KRRiT z procesu odwoływania i powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Na jej mocy minister Skarbu Państwa skrócił kadencje władz mediów publicznych i powołał nowe władze.

TK uznał niekonstytucyjność tych przepisów małej ustawy medialnej.  Została ona 22 czerwca 2016 r. zastąpiona ustawą o Radzie Mediów Narodowych. Rada ta uzyskała kompetencje obsadzania władz mediów publicznych (także w jej procedurach nie przewidziano żadnego udziału KRRiT).

Tymczasem Trybunał potwierdził, że KRRiT  - jako organ konstytucyjny stojący na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji (art. 213 Konstytucji) - ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie określonego modelu radiofonii i telewizji. Według TK ustawodawca nie może dowolnie kształtować kompetencji KRRiT, która musi efektywnie wykonywać swe zadania. Zdaniem TK należy zatem wprowadzić przepisy, które pozwolą KRRiT "czuwać nad poszanowaniem wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Przekazanie kompetencji KRRiT innym podmiotom nie może podważać jej pozycji, której podstawą są normy o randze konstytucyjnej.

Ponadto TK doprecyzował, że niedopuszczalne jest nie tylko całkowite pozbawienie KRRiT skutecznych instrumentów wykonywania jej zadań, ale i utworzenie takiego modelu, w którym Radzie pozostawia się tylko pewne kompetencje, a rozstrzyganie o zasadniczych sprawach radiofonii i telewizji przekazano innemu organowi.

Działania RPO na rzecz wykonania wyroku

Od czasu wyroku RPO upominał się o nowelizację ustaw o rtv i o RMN, zgodnie z wytycznymi TK. Wskazywał, że konieczna jest zmiana ustawy o rtv oraz włączenie KRRiT w procedury powoływania i odwoływania władz mediów publicznych.  Mimo wyroku, który wskazywał konieczność udziału w tym procesie także KRRiT, o obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP wciąż decyduje RMN z pominięciem konstytucyjnego organu.

Wobec braku działań, Rzecznik zwracał się w tej sprawie do Prezesa Rady Ministrów (16 lipca 2018 r.) oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (9 lutego 2017 r., 4 maja 2017 r. i 21 stycznia 2019 r.). W  lipcu 2018 r. Rzecznika poinformowano, że minister kultury, we współpracy z KRRiT, rozważa możliwe rozwiązania dotyczące powoływania i odwoływania władz mediów publicznych, które zapewnią zgodność ustawy o rtv oraz ustawy o RMN z Konstytucją.  Według ministra Piotra Glińskiego rozwiązania miały zostać przygotowane do końca 2018 r. Projektu  jednak nie opracowano.

Rzecznik 3 lutego 2020 r. wziął udział w posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, którego tematem było ”prawo do rzetelnej informacji a media publiczne”. - Dziwi mnie, że to ja muszę się upominać o wykonanie tego wyroku, a nie sama Krajowa Rada – mówił Adam Bodnar.

4 lutego 2020 r. poprosił marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, by izba wyższa przygotowała odpowiednią nowelizację, zgodnie z wyrokiem TK.

Przygotowany projekt ustawy o uchyleniu ustawy o Radzie Mediów Narodowych (druk senacki nr 152)  znosi ustawę o RMN. Według niego KRRiT  powoła członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji w terminie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy. Z dniem ich powołania członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji, wygasają funkcje członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji.

Opinia RPO o senackim projekcie

- Wykonanie wyroku TK oznaczać musi oznaczać przywrócenie wskazanych kompetencji KRRiT i odebranie ich Radzie Mediów Narodowych, co zostało wyraźnie ustanowione w omawianym projekcie – napisał Adam Bodnar w opinii dla Krzysztofa Kwiatkowskiego, przewodniczącego Komisji Ustawodawczej (ktora przygotowała projekt).

Proponowaną regulację ocenił pozytywnie - jako właściwe wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza w zakresie w jakim likwiduje Radę Mediów Narodowych i przywraca kompetencje Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.

Zarazem - zdaniem Rzecznika - w toku prac należy rozważyć przywrócenie poprzedniego modelu powoływania władz mediów publicznych. Polegał on na przeprowadzeniu postępowań konkursowych, w których w przypadku członków rad nadzorczych uprawnienia do zgłoszeń kandydatów miały organy kolegialne uczelni akademickich.

Ponadto określenie kadencyjności tych organów stanowiło istotny gwarant stabilizacji kadrową. Obecna regulacja przewiduje kadencyjność rad nadzorczych, jednakże powinna zostać rozszerzona poprzez określenie kadencyjności również zarządów w celu zagwarantowania niezbędnego poziomu niezależności zasiadających w nich osób.

Ustawa sprzed nowelizacji przewidywała ponadto przesłanki odwołania członków zarządów i rad nadzorczych, co również było oceniane pozytywnie. Wprowadzenie pełnej uznaniowości jednoosobowego organu rządowego
w tym zakresie, a więc całkowite uzależnienie personalne, nie wypełnia standardów konstytucyjnych i prowadzić może do nadużyć.

Ponadto kompetencja wyrażania zgody na uchwalenie nowych statutów spółek publicznej radiofonii i telewizji oraz Polskiej Agencji Prasowej S.A. - która obecnie przysługuje Radzie Mediów Narodowych - powinna zostać ponownie przekazana KRRiT.

W ocenie RPO projekt może być również przyczynkiem do rozważenia wdrożenia dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych Parlamentu Europejskiego  i Rady (UE) 2018/1808 z 14 listopada 2018 r.  Zgodnie z nią państwo członkowskie wyznacza jedną lub kilka krajowych władz lub organów regulacyjnych i zapewnia by były one prawnie odrębne od rządu i funkcjonalnie niezależne od władz i od wszelkich innych podmiotów publicznych lub prywatnych. Takim organem jest KRRiT.

VII.071.24.2020

Zdemolowanie siedziby Wydawnictwa MaxMedia. RPO prosi policję o informacje

Data: 2020-07-08
  • Zdemolowano i okradziono siedzibę Wydawnictwa MaxMedia - prawdopodobnie wskutek pomylenia jej z siedzibą redakcji TVN
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi Komendanta Stołecznego Policji o informacji o wynikach postępowania w tej sprawie

Jak podała Gazeta.pl, 7 lipca 2020 r. rano w Warszawie włamano się do siedziby Wydawnictwa MaxMedia, właściciela m.in. magazynu "Fakty". Zniszczono sprzęt i meble, ukradziono dyski twarde, a na ścianie namalowano swastykę i napis "Fakty TVN wypad". Według poszkodowanych dziennikarzy włamywacze zapewne pomylili redakcje - byli pewni, że demolują siedzibę TVN. Policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawców.

RPO z uwagą i troską analizuje wszelkie sygnały dotyczące problematyki zapewnienia przestrzegania wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także wolności mediów. Bezpieczeństwo dziennikarzy jest bowiem kluczowe, by zapewnić realizację wskazanych wolności.

Dlatego zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do nadinsp. Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji, o przekazanie informacji o wynikach postępowania.

Odpowiedź KSP (aktualizacja 28 lipca)

8 lipca 2020 roku, po wykonaniu czynności w trybie art. 308 kpk, w Komisariacie Policji Warszawa-Bemowo wydano postanowienie o wszczęciu dochodzenia w sprawie o czyn z art. 279 § 1 kk - napisał w odpowiedzi komendant  stołeczny policji.

Postępowanie przygotowawcze prowadzone jest pod nadzorem  Prokuratury Rejonowej Warszawa Wola. Pozostaje ono w toku.

VII.716.11.2020

 

Niewpuszczenie dziennikarzy do Pałacu Prezydenckiego - bez uzasadnienia w przepisach

Data: 2020-07-07
  • To działania bez żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa, które mogą mieć na celu tłumienie krytyki prasowej oraz ograniczać wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji
  • Tak Rzecznik Praw Obywatelskich ocenia niewpuszczenie do Pałacu Prezydenckiego na wystąpienie prezydenta 6 lipca 2020 r. dziennikarzy "Gazety Wyborczej” i "Faktu”
  • RPO zwrócił się o wyjaśnienia do Haliny Szymańskiej, szefowej Kancelarii Prezydenta RP  

Sprawę niewpuszczenia dziennikarzy na podpisanie przez Andrzeja Dudę projektu zmiany Konstytucji opisały media. Według ich doniesień, decyzja miała zostać uzasadniona zatrudnieniem w określonym tytule prasowym.

Oficjalnie nie sprecyzowano faktycznych motywów tych decyzji. Tymczasem uniemożliwiają one swobodne wykonywania zawodu przez dziennikarzy.

Działania takie mogą mieć na celu tłumienie krytyki prasowej, a w efekcie mogą ograniczać wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, której beneficjentami są obywatele, a która stanowi fundament demokratycznego państwa. Działanie takie, w ocenie Rzecznika, nie ma żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa.

Decyzja ta może także prowadzić do naruszenia art. 44 ust. 1 ustawy - Prawo prasowe. Zgodnie z nim „kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. Utrudnianie krytyki prasowej to m.in. selekcjonowanie dostępu dziennikarzy do wydarzeń i przeszkadzanie w zbieraniu materiałów przed publikacją. Do popełnienia tego przestępstwa dochodzi w momencie podjęcia tych działań bez względu na to czy sprawca osiągnął zamierzony efekt.

W ocenie Rzecznika  może to prowadzić do naruszenia wolność prasy, słowa, wyrażania poglądów i prawa do społecznie pożądanej krytyki oraz prawa obywateli do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.

VII.716.10.2020

Wieczór wyborczy w TVP. Czas antenowy kontrkandydatów Andrzeja Dudy - to mniej niż połowa czasu dla prezydenta

Data: 2020-07-01
  • Łączny czas antenowy TVP poświęcony podczas wieczoru wyborczego 28 czerwca prezydentowi Andrzejowi Dudzie  (56 minut)  był dwukrotnie większy od łącznego czasu dla wszystkich pozostałych kandydatów (łącznie 21 minut)
  • Budzi to wątpliwości co do rzetelności przekazu nadawcy publicznego w kampanii wyborczej
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił w tej sprawie do p.o. prezesa TVP

Rzecznik po raz kolejny ma wątpliwości co do rzetelności przekazu nadawcy publicznego w ramach kampanii wyborczej na Prezydenta RP. Jakość informacji przekazywanych obywatelom w związku z kampanią przekłada się bezpośrednio nie tylko na realizację konstytucyjnego prawa do pozyskiwania informacji (art. 54 i art. 61 Konstytucji), ale także na czynne prawo wyborcze ogółu obywateli (art. 62 Konstytucji) oraz bierne prawo wyborcze kandydatów w zakresie równości ich szans.

Jak wynika z informacji dziennikarzy, w dniu wyborów 28 czerwca 2020 r., między godz. 21:00 a północą prezydent Andrzej Duda otrzymał w sumie 56 minut czasu antenowego u nadawcy publicznego. Po ogłoszeniu zwycięzcy pierwszej tury, natychmiast połączono się ze sztabem Andrzeja Dudy i wyemitowano cały wiec urzędującego prezydenta. Natomiast pozostali kandydaci otrzymali odpowiednio: Rafał Trzaskowski – 8 minut; Szymon Hołownia – 5 minut; Krzysztof Bosak – 2 minuty; Robert Biedroń – 3 minuty; Władysław Kosiniak-Kamysz – 3 minuty.

Czas antenowy poświęcony Prezydentowi Andrzejowi Dudzie (56 minut) był zatem dwukrotnie większy od łącznego czasu antenowego przeznaczonego dla wszystkich pozostałych kandydatów łącznie (21 minut).

Dlaczego rola mediów publicznych jest tak ważna, a RPO interweniuje w sprawie zachowania obiektywizmu przekazu?

RPO wielokrotnie przypominał, że na mediach publicznych w trakcie kampanii wyborczej spoczywają szczególne obowiązki. Zadania te są tym istotniejsze w trakcie  epidemii i ograniczeń praw obywatelskich. Uwaga odbiorów skupiona jest w obecnym czasie na zagadnieniach związanych z walką z koronawirusem. Dlatego sposób, w jaki media publiczne wypełniają ustawowe obowiązki, ma niezwykle istotne znaczenie.

Obywatele mają prawo do rzetelnej informacji, a nie informacji zainscenizowanej i motywowanej politycznie. Obowiązkiem publicznego nadawcy jest również zapewnienie równości szans kandydatów w toku kampanii wyborczej.

Rzecznik podkreśla, że 29 czerwca, podczas prezentacji wstępnego komunikatu Specjalnej Misji Oceniającej Wybory Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka, zwrócono uwagę na podobne problemy kampanii wyborczej przed wyborami. W szczególności zwrócono uwagę na jednostronność przekazu telewizji publicznej, sprzyjającej wyłącznie jednemu kandydatowi – prezydentowi Andrzejowi Dudzie, przy jednoczesnej negatywnej kampanii TVP prowadzonej przeciwko głównemu konkurentowi – Rafałowi Trzaskowskiemu.

RPO zwrócił się do p.o. prezesa Zarządu TVP S.A. Macieja Łopińskiego o stanowisko w sprawie.

Jednocześnie Rzecznik przypomniał, że wciąż nie otrzymał odpowiedzi na niektóre pisma kierowane do nadawcy publicznego. A zgodnie z ustawą o RPO organ, organizacja lub instytucja, do których zwróci się Rzecznik, obowiązane są z nim współdziałać i udzielać mu pomocy, a w szczególności udzielać Rzecznikowi żądanych przez niego informacji i wyjaśnień.

VII.602.353.2020

KRRiT powinna zbadać materiał wyborczy "Wiadomości" TVP z 24 czerwca 2020 r.

Data: 2020-06-29
  • Krajowa Rada Radiofonii powinna zająć się sprawą materiału „Wiadomości” TVP  z  24 czerwca 2020 r.  – uważa RPO
  • Materiał nie miał charakteru informacyjnego; może naruszać m.in. zasadę równości kandydatów w wyborach prezydenckich
  • Tymczasem media publiczne są ustawowo zobowiązane do kierowania się bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga dotycząca materiału pt. „Przedwyborcza mobilizacja”, wyemitowanego na antenie TVP. Jak wskazano w skardze,  może on  naruszać standardy kampanii wyborczej, w szczególności w zakresie równości kandydatów, jak i obowiązki publicznego nadawcy.

A podczas kampanii wyborczej wyjątkowego znaczenia nabiera obowiązek mediów kierowania się bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy  o radiofonii i telewizji)

Zgodnie z zaleceniami skierowanymi po wyborach parlamentarnych w 2019 r. przez Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR), Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna aktywnie monitorować media publiczne pod kątem przestrzegania prawa w czasie kampanii wyborczej i niezwłocznego reagować na stwierdzone naruszenia.

Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. W związku z koniecznością przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego RPO przekazał skargę przewodniczącemu Rady Witoldowi Kołodziejskiemu.

VII.602.302.2020

Wylegitymowany za transparent „Precz z faszyzmem” pod Pałacem Prezydenckim. RPO pyta policję

Data: 2020-06-29
  • Obywatel stanął przed Pałacem Prezydenckim z transparentem „Precz z faszyzmem”
  • Został wylegitymowany przez policję, a funkcjonariusz odmówił  okazania mu legitymacji służbowej
  • Nie stwarzał on żadnego zagrożenia, stosował się do przepisów sanitarnych  - mimo to  policja „rozwiązała” zgromadzenie
  • Całkowity zakaz zgromadzeń narusza istotę konstytucyjnego prawa obywateli do zgromadzeń – podkreśla RPO, który pyta stołeczną policję o sprawę

Pan Zbigniew poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na działania policjantów 25 czerwca 2020 r. w związku z demonstrowaniem przez niego poglądów na ul. Krakowskie Przedmieście. Jak wskazał, trzymając transparent, korzystał z przysługujących mu konstytucyjnych wolności wypowiedzi oraz wolności zgromadzeń.

Obywatel nie stwarzał zagrożenia, stosował się do przepisów obowiązujących w związku z stanem epidemii (2 m odstępu lub obowiązek zasłaniania twarzy). A w związku z dynamicznym procesem legislacyjnym oraz obowiązującymi ograniczeniami, działania podejmowane przez obywatela były jedyną skuteczną formą realizacji prawa do manifestacji poglądów. Niemniej policjanci zdecydowali się rozwiązać zgromadzenie i wylegitymować go.

Szczególne zaniepokojenie  wzbudza informacja o odmowie  okazania legitymacji służbowej. Tymczasem z ustawy o policji wynika, że funkcjonariusz jest obowiązany  okazać legitymację służbową w taki sposób, aby zainteresowany miał możliwość odczytać i zanotować numer i organ, który wydał legitymację, oraz nazwisko policjanta.  

Rzecznik ma świadomość znaczenia zakazu organizacji zgromadzeń w stanie epidemii i koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Całkowity zakaz zgromadzeń narusza jednak standard konstytucyjny. Prowadzi bowiem do ingerencji w istotę konstytucyjnego prawa obywateli do zgromadzeń wynikającego z art. 57 Konstytucji. Wątpliwości w tym zakresie zostały także wyrażone w orzecznictwie sądowym.

Wolność zgromadzeń może być zaś ograniczona tylko ustawą (art. 31 ust. 3 Konstytucji), a nie rozporządzeniem. Ponadto poza stanami nadzwyczajnymi opisanymi w Konstytucji RP – z których żaden nie został wprowadzony - nie może ona zostać zakazana nawet ustawą.

RPO przypomina, że funkcjonariusze mają ustawowy obowiązek nie tylko respektowania godności ludzkiej, ale także przestrzegania i ochrony praw człowieka. Są zatem zobowiązani, aby chronić także konstytucyjną wolność zgromadzeń.

VII.613.104.2020

RPO wystąpił do Allegro ws. blokowania sprzedaży książki Rafała Ziemkiewicza

Data: 2020-06-26
  • Portal Allegro.pl wycofał ze sprzedaży książkę Rafała Ziemkiewicza w związku z opinią Stowarzyszenia Nigdy Więcej, że zawiera ona treści o charakterze antysemickim
  • Decyzja ta została odebrana przez część opinii publicznej jako forma cenzury prewencyjnej
  • Rzecznik podjął sprawę w celu wyjaśnienia, czy doszło do naruszenia wolności wypowiedzi, czy też działania portalu Allegro miały charakter usprawiedliwiony
  • Rzecznik, w odrębnym postepowaniu bada również, czy treści zawarte w książce Rafała Ziemkiewicza nie naruszają prawa

Problematyka związana z ochroną konstytucyjnie zagwarantowanej wolności słowa w internecie leży w stałym zainteresowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich, do którego wpływa wiele skarg w tym zakresie.

Na podstawie doniesień medialnych RPO powziął informacje o wycofaniu ze sprzedaży poprzez portal Allegro.pl książki Rafała Ziemkiewicza pt. „Cham niezbuntowany” w związku z opinią Stowarzyszenia Nigdy Więcej, że pozycja ta zawiera treści o charakterze antysemickim. Decyzja ta została odebrana przez część opinii publicznej jako forma cenzury prewencyjnej przekazu. W związku z powyższym Rzecznik podjął postępowanie w celu wyjaśnienia, czy doszło do naruszenia wolności wypowiedzi, czy też działania portalu Allegro miały charakter usprawiedliwiony.

Rzecznik Praw Obywatelskich docenia troskę Allegro dotyczącą ochrony użytkowników przed potencjalną mową nienawiści, a tym samym za dbanie o to, by transakcje prowadzone poprzez portal nie prowadziły do naruszenia prawa. Niemniej decyzje w tym zakresie, zmierzające do całkowitego wyłączenia książki ze sprzedaży, powinny być podejmowane transparentnie i w oparciu  o przejrzyste zasady.

Rzecznik zwrócił się do spółki Allegro z prośbą o przedstawienie informacji na temat sposobu moderacji treści oraz procedury podejmowania decyzji o usunięciu konkretnych tytułów ze sprzedaży poprzez portal, w szczególności zaś o przyczyny podjęcia wskazanej decyzji wobec najnowszej publikacji Rafała Ziemkiewicza. Celem prowadzonego postepowania jest wyjaśnienie, czy działania Portalu Allegro mieściły się w ramach przeciwdziałania tzw. mowie nienawiści.

W odrębnym postępowaniu Rzecznik bada również, czy treści zawarte w książce Rafała Ziemkiewicza nie naruszają przepisów prawa w szczególności znieważenia grupy ludności z powodu przynalezności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej.

VII.564.75.2020

Autor „tęczowej” przeróbki herbu Jordanowa nie znieważył grupy ludności dopiskiem: „Precz z narodowcami"  

Data: 2020-06-26
  • Sąd dla nieletnich stwierdził brak znamion przestępstwa z art. 257 Kodeksu karnego i umorzył postępowanie wobec 16-latka  
  • Sprawa trafiła do sądu po tym, jak przerobił on w sieci herb miasta, dodając do niego tęczowe tło. Dopisał też komentarz: „Jordanów proLGBT, precz z narodowcami”

W lutym 2020 r. 16-latek z Jordanowa uczynił to, zabierając głos w debacie publicznej o sytuacji osób LGBT. Było to po tym, jak uchwałę "anty-LGBT" wydała m.in. Rada Gminy Jordanów.

Burmistrz publicznie go skrytykował i powiadomił organy ścigania.

Prokuratura po postępowaniu sprawdzającym doszła do wniosku, że 16-latek dopuścił się czynu zabronionego z art. 257 Kk - nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym - ponieważ opublikowany przez niego obrazek był opatrzony komentarzem "precz z narodowcami". Przekazała sprawę do sądu dla nieletnich.

Ten stwierdził, że nie doszło do popełnienia czynu karalnego ze względu na brak jego znamion w zachowaniu 16-latka.

Tym samym sąd postanowieniem z 21 maja 2020 r. o umorzeniu postępowania potwierdził zasadność argumentów Rzecznika Praw Obywatelskich, przedstawianych w wystąpieniach do burmistrza miasta w tej sprawie.

XI.519.1.2020

RPO podjął sprawę „dyscyplinarki” prok. Krzysztofa Parchimowicza

Data: 2020-06-16
  • Wobec prok. Krzysztofa Parchimowicza, prezesa Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, trwa postępowanie dyscyplinarne
  • Jest ono związane z jego publicznymi wypowiedziami, w których krytykuje  podporządkowanie prokuratury rządowi i jej upolitycznienie oraz broni niezależności prokuratury
  • A prokuratorowi - tak jak i każdemu obywatelowi - przysługuje wolność słowa oraz wyrażania przekonań

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prok. Marka Woźniaka, rzecznika dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego, o podanie, co przemawiało za wszczęciem i prowadzeniem czynności wobec prok. Krzysztofa Parchimowicza oraz jaki jest stan tego postępowania. Sprawę tę RPO podjął z własnej inicjatywy. 

Art. 54 ust. 1 Konstytucji stanowi, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jak każdy obywatel, prokurator posiada więc konstytucyjne  prawo do swobody wypowiedzi. Oczywiście musi – jak nakazuje kodeks etyczny prokuratorów – korzystać z niego w sposób rozważny.

Rzecznik jest świadomy, że prokuratorzy mają ograniczone prawo do publicznej wypowiedzi. Pełnią oni bowiem służbę, której przepisy nie pozwalają na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy.

Z drugiej strony jednak przełożeni powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ewentualne krytyczne wypowiedzi prokuratorów, którzy działają w instytucjach społecznych, fundacjach, stowarzyszeniach, na temat ewentualnych nieprawidłowości w wymiarze sprawiedliwości, czy w organach ścigania należy bowiem uznać za działalność pro publico bono, podejmują w interesie publicznym i społecznym.

Europejskie standardy i zasady kształtujące status prokuratora - określane jako „Karta Rzymska” - wskazują, że niezależność i autonomia prokuratorów pozostaje w nieodłącznym związku z niezależnością sądownictwa. Z uwagi na to należy dążyć do zwiększania niezależności oraz efektywnej autonomii służby prokuratorskiej.

Z kolei w raporcie Rady Europy podkreśłono, że „jak każdemu obywatelowi, urzędnikowi publicznemu powinny przysługiwać pełne prawa obywatelskie. Ze względu na potrzebę rozdziału politycznych i administracyjnych funkcji, państwa często poważnie ograniczały lub nawet odbierały prawa urzędników w tym zakresie. Istnieje więc sprzeczność pomiędzy obowiązkiem neutralności a możliwością wolnego udziału w życiu politycznym”.

VII.510.35.2019

Sędzia Igor Tuleya zachował immunitet. RPO wyrażał wątpliwości co do jego ścigania

Data: 2020-06-09
  • Sędzia Igor Tuleya  nie będzie ścigany przez prokuraturę za rzekome przestępstwo nadużycia uprawnień w związku z ujawnieniem w 2017 r. informacji z umorzonego śledztwa ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej
  • Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nieprawomocnie odmówiła 9 czerwca zgody na uchylenie jego immunitetu
  • RPO miał poważne wątpliwości, czy w ogóle można mówić o przestępstwie sędziego, który zgodnie z przepisami zarządził jawność posiedzenia

Jak wynika z komunikatu Sądu Najwyższego, SN stwierdził, że niemożlie było zakwalifikowanie czynu sędziego jako przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, tj. jako tzw. „przestępstwa urzędniczego”  oraz jako ujawnienia wbrew przepisom ustawy informacji, z którą sędzia zapoznał się w związku z pełnioną funkcją. Sędzia był bowiem ustawowo uprawniony do wydania zarządzenia o jawności posiedzenia w przedmiocie rozpoznania zażalenia na postanowienie o umorzeniu śledztwa oraz do dopuszczenia do udziału w tym posiedzeniu przedstawicieli mediów. Uchwała nie jest prawomocna.

2 marca 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego o informacje z związku z jego wnioskiem do Izby Dyscyplinarnej o zezwolenie na pociągnięcie sędziego Igora Tuleyi do odpowiedzialności karnej.  Ponadto RPO przedstawił Prokuratorowi Krajowemu wnioski zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw człowieka i obywatela w tej sprawie.

RPO miał poważne wątpliwości, czy w ogóle można mówić o przestępstwie sędziego, który zgodnie z przepisami zarządził jawność posiedzenia. Kierował się on bowiem ważnym interesem publicznym i konstytucyjnymi prawami obywateli do informacji o przeniesieniu obrad.

A wobec podejrzenia fałszywych zeznań posłów, sędzia miał społeczny i moralny obowiązek, by ujawnić sprawę opinii publicznej.

Prokuratorskie postępowanie za ustne uzasadnienie decyzji sądu jest zaś niezgodne z podstawowymi obowiązkami sędziego i może wywołać tzw. „efekt mrożący”

Rzecznik zwracał ponadto uwagę, że w tej sprawie po raz pierwszy zastosowano tzw. "ustawę represyjną” z 20 grudnia 2019 r. Pominięto zaś uchwałę trzech izb Sądu Najwyższego, która 23 stycznia 2020 r. wskazała, że Izba Dyscyplinarna SN nie jest niezależnym sądem.

A ewentualne uchylenie sędziemu Igorowi Tuleyi immunitetu i odsuniecie go od orzekania uniemożliwiłoby mu orzekanie w sprawach związanych z postępowaniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w których zdecydował się zadać pytania prejudycjalne.

4 czerwca 2020 r. RPO napisał do Pierwszej Prezes SN Małgorzaty Manowskiej i premiera Mateusza Morawieckiego, że mimo postanowienia TS UE o zawieszeniu Izby Dyscyplinarnej, nadal są w niej wyznaczane sprawy o uchylenie immunitetu sędziów. 9 czerwca ma ona decydować m.in. o zgodzie na ściganie karne sędziego Igora Tulei.

Tymczasem decyzja TS UE oznacza zaprzestanie wszelkiej działalności orzeczniczej Izby. A niezastosowanie się do środków zabezpieczających TS UE może oznaczać dla Polski karę pieniężną i dalsze podważenie zaufania do polskiego sądownictwa.

Sędzia Igor Tuelya podziękował Adamowi Bodnarowi za jego zaangażowanie w obronę niezależności sądow i niezawisłości sędziów.

 

Wsparcie UE w walce ze skutkami epidemii będzie uzależnione od poszanowania wartości UE. Pismo Rzecznika do premiera

Data: 2020-06-09
  • RPO z nadzieją patrzy na środki przygotowywane w ramach Unii Europejskiej dla przeciwdziałania negatywnym skutkom społecznym i gospodarczym epidemii
  • Władze pomijają jednak kryteria uczestnictwa państw członkowskich w unijnym planie odbudowy
  • Brak ich spełnienia może bowiem prowadzić do znaczącego ograniczenia dostępu do środków finansowych i możliwości ich wykorzystania przez nasz kraj
  • A kryteria te dotyczą wymogów praworządności oraz realizacji strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”

Rzecznik Praw Obywatelskich 21 maja 2020 r. zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o wyjaśnienie nierzetelnych informacji w odniesieniu do działań podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania epidemii koronawirusa i jej skutków.

Wskazał, że sytuacji epidemicznej nie powinno się wykorzystywać jako pretekstu do niewywiązywania się z zobowiązań członkowskich w zakresie ochrony rządów prawa, a tym bardziej krytykować Unię za dopominanie się ich przestrzegania. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów niezmiennie pozostają wymogami unijnego prawa.

W obszernym piśmie RPO przedstawił działania Unii w ostatnich czasach, a także przypominał, że Polska często za późno włączała się do pomocowych projektów Unii, dlatego z nich nie korzystała. RPO opisywał, jakie Unia ma kompetencje, zwracając uwagę, jak szkodliwe jest dla Polaków przekazywanie nieprawdziwych informacji na ten temat.

Odpowiedź MSZ i polemika RPO

27 maja RPO odpowiedział wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Pisał min.: „Postawiony przez Pana zarzut budzi jednak ogromne zdumienie w oczach obywateli śledzących wydarzenia wokół walki z pandemią C0VID-19. O ile bowiem podawanie nieprawdziwych informacji na temat reakcji UE i jej instytucji rzeczywiście zasługiwałoby na krytykę - o tyle w sytuacji, w której sama Przewodnicząca Komisji Europejskiej przyznała, że >>Europa dała się początkowo zaskoczyć<<, oraz że >>skutki tego falstartu nadal się za nami ciągną<<, tego rodzaju informacje trudno racjonalnie uznać za nierzetelne”.

Według wiceministra działanie RPO musi zostać ocenione jednoznacznie negatywnie, jako działanie w złej wierze.

Adam Bodnar odpisał mu, że taka ocena wynika po prostu z braku wiedzy.

Zagrożenia dostępu do pomocy UE dla Polski  

W kolejnym piśmie z 8 czerwca 2020 r. - w oczekiwaniu na pełną odpowiedź na wystąpienie z 21 maja – RPO podziękował premierowi Mateuszowi Morawieckiemu za docenienie kroków podejmowanych przez Unię dla przeciwdziałania negatywnym następstwom społecznym i gospodarczym pandemii i przywrócenia gospodarki europejskiej na ścieżkę wzrostu.

Unijny plan odbudowy dla Europy (Recovery Plan for Europe) w wysokości 750 mld euro, o którym premier mówił na konferencji prasowej z prezydentem RP 28 maja oraz podczas wizyty na Mierzei Wiślanej 30 maja daje nadzieję, że właściwe, pełne wykorzystanie instrumentów pomocy i środków finansowych dostępnych w ramach unijnego planu ograniczy negatywne konsekwencje kryzysu gospodarczego dla Polski.

Prezydent i premier odwoływali się do solidarności europejskiej i mówili o potrzebie nowych mechanizmów finansowych ze strony Unii. - W pełni podzielam te poglądy, jak również z nadzieją patrzę na środki przygotowywane w ramach Unii Europejskiej jako kluczowe dla przeciwdziałania negatywnym skutkom społecznym i gospodarczym trwającej epidemii. Pan Prezydent i Pan Premier słusznie podkreślali znaczenie programu przedstawionego przez Komisję Europejską dla naszego kraju – wskazał Adam Bodnar.

Zarazem zwrócił uwagę, że przedstawiona publicznie informacja była niepełna i niedokładna, nie odpowiada zatem kryteriom rzetelności. Nie uwzględniała zasadniczych warunków kryteriów uczestnictwa państw członkowskich w unijnym planie odbudowy. Niepokojące jest, że brak ich spełnienia może prowadzić do znaczącego ograniczenia dostępu do środków finansowych i możliwości ich wykorzystania przez nasz kraj. Dotyczy to wymogów praworządności oraz realizacji strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”.

Wykorzystanie środków unijnych zostanie bowiem uzależnione od poszanowania praw podstawowych i wartości Unii. W ramach unijnej procedury ustawodawczej trwają prace legislacyjne nad rozporządzeniem w sprawie ochrony budżetu UE przed ogólnymi brakami w zakresie praworządności. Uzależnienie wypłacania środków unijnych od przestrzegania zasady rządów prawa będzie najpewniej dotyczyć obu filarów walki ze skutkami epidemii: planu odbudowy dla Europy oraz budżetu Unii na lata 2021–2027. Może zatem na szereg lat istotnie ograniczyć dostępne dla naszego kraju środki.

Rzecznik przypomina, że w ostatnich tygodniach skierował do premiera, członków rządu oraz innych organów liczne wystąpienia wskazujące na naruszenia konstytucyjnych praw jednostki w związku ze zwalczaniem epidemii. Wskazywał na brak właściwego ustawowego umocowania dla niektórych zarządzonych ograniczeń i nieproporcjonalność podejmowanych działań.

- Oceniam, że wycofywanie się rządu z wielu wyłączeń i restrykcji, mimo liczby zakażeń utrzymującej się na zbliżonym poziomie, wskazuje że wiele z nich było wprowadzonych bez właściwej analizy ich zasadności. W moim Biurze powstał raport na temat naruszeń praw i wolności obywatelskich w czasie pandemii, który został już przekazany na ręce Pana Premiera – dodał Adam Bodnar.

Sytuacja epidemiczna znacząco zwiększyła zagrożenie dla przestrzegania praw i wolności człowieka i obywatela. Jednak ze stanem naruszania praworządności w Polsce przez organy władzy publicznej mamy do czynienia od kilku lat. Dotyczą one niekonstytucyjnych zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądownictwa, Sądzie Najwyższym, oraz sądach powszechnych. Obejmują przypadki procedowania ustaw z naruszeniem standardów procesu legislacyjnego, wyłączenia rzeczywistej kontroli konstytucyjności prawa, sytuacje braku podporządkowania się władz krajowych orzeczeniom sądowym.

Z końcem kwietnia wszczęto  następne postępowanie obejmujące tzw. ustawę represyjną, w sposób jaskrawy sprzeczną z prawem Unii. W Radzie Unii Europejskiej trwa wciąż postępowanie przeciwko Polsce w ramach mechanizmu ochrony wartości na podstawie art. 7 Traktatu o UE. W Parlamencie Europejskim debatowano nad bardzo krytycznym sprawozdaniem dotyczącym stanu praworządności w Polsce. Wnioski z tej dyskusji implikują podjęcie przez Komisję i Radę UE wzmożonych kroków wobec naszego kraju.

Plan odbudowy przedstawiony przez Komisję Europejską połączony został jednocześnie z realizacją unijnej strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Proponowane instrumenty i środki finansowe służyć mają ekologicznej transformacji gospodarki europejskiej i walce ze zmianami klimatycznymi.

- W świetle obowiązków władz krajowych w zakresie ochrony środowiska i zapewnienia bezpieczeństwa ekologicznego wynikających z art. 74 Konstytucji niepokoi mnie, że podczas grudniowego posiedzenia Rady Europejskiej Polska była jedynym członkiem Unii, który nie przyjął zobowiązania do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Może to mieć negatywny wpływ na rzeczywistą wysokość środków finansowych możliwych do uzyskania dla naszego kraju – podkreśla Adam Bodnar.

Na wspólnej konferencji prasowej prezydent i premier poziom finansowania wskazywany dla Polski w ramach unijnego planu odbudowy przypisywali swoim staraniom, wymianie listów i trudnym negocjacjom. Rzecznik nie odbiera zasług wynikających z uczestnictwa w organach międzyrządowych UE oraz utrzymywania dwu- i wielostronnych kontaktów politycznych w Europie.

Jednocześnie RPO wskazuje jednak, że o wysokości pomocy dla poszczególnych państw zadecydował model ekonometryczny, który ma zapewnić by skala pomocy dostosowana była do potrzeb poszczególnych państw według obiektywnych kryteriów. Przygotowując program, Komisja Europejska brała pod uwagę przede wszystkim wpływ koronawirusa na skalę spadku Produktu Krajowego Brutto wynikającego z wybuchu epidemii, w odniesieniu do prognoz wskaźników gospodarczych sprzed pandemii. Polska mimo początkowo płytkiej recesji w skali UE, wypada niekorzystnie w zestawieniu z innymi krajami członkowskimi, tracąc znacznie swoją dynamikę rozwojową w porównaniu do przewidywań sprzed wybuchu choroby.

Adam Bodnar zwrócił się do premiera o wzięcie pod uwagę tego stanowiska oraz o większą dokładność w informowaniu o instrumentach wsparcia ze strony Unii w walce ze skutkami epidemii.

Przekazanie rzetelnych informacji obejmuje bowiem również wskazanie zagrożeń w dostępie do środków unijnych. A właściwa realizacja prawa obywateli do otrzymywania rzetelnych informacji od władz, gwarantowana przez art. 54 i 61 Konstytucji, wymaga informacji pełnej, aktualnej i prawdziwej. Obowiązek jej przekazywania należy do podstawowych powinności organów administracji publicznej.

VII.7010.2.2020

RPO odpowiada wiceministrowi spraw zagranicznych w sprawie tego, co rząd mówi o Unii Europejskiej

Data: 2020-06-04
  • W obszernym wystąpieniu do premiera RPO poprosił o wyjaśnienie nierzetelnych informacji w odniesieniu do działań podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania epidemii koronawirusa i jej skutków.
  • 27 maja odpowiedział mu wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. „Stawia Pan polskiemu rządowi poważny zarzut. Twierdzi Pan, że krytyka niewłaściwej, zbyt mało ambitnej, czy spóźnionej reakcji instytucji Unii Europejskiej na pandemię C0VID-19 jest w swej istocie (m.in. z uwagi na szereg regulacji traktatowych) >>nieprawdziwa<< i >>nierzetelna<<, a także że >>podważa zaufanie mieszkańców naszego kraju do Unii i jej instytucji<<. Postawiony przez Pana zarzut budzi jednak ogromne zdumienie w oczach obywateli śledzących wydarzenia wokół walki z pandemią C0VID-19. O ile bowiem podawanie nieprawdziwych informacji na temat reakcji UE i jej instytucji rzeczywiście zasługiwałoby na krytykę - o tyle w sytuacji, w której sama Przewodnicząca Komisji Europejskiej przyznała, że >>Europa dała się początkowo zaskoczyć<<, oraz że >>skutki tego falstartu nadal się za nami ciągną<<, tego rodzaju informacje trudno racjonalnie uznać za nierzetelne”.
  • Wiceminister Jabłoński napisał też do RPO: pańskie działanie musi zostać ocenione jednoznacznie negatywnie, jako działanie w złej wierze.
  • RPO sądzi, że taka ocena wynika po prostu z braku wiedzy.

- Niezależnie od tego, że aktywność RPO w sferze publicznej nazywa Pan „działaniem w złej wierze” (czy mamy tu do czynienia z oficjalnym stanowiskiem MSZ?), doceniam wkład pracy, jaki Pan włożył w analizę ustawy o RPO i wynikających z niej obowiązków Rzecznika. Godne podkreślenia wydają się również Pańskie odniesienia do Konstytucji – odpowiada na to Adam Bodnar.

Jednocześnie pragnę uprzejmie Pana Ministra poinformować, że wskazane w Pana korespondencji wnioski z tej analizy, jak również dobrane przykłady z działalności RPO, wskazują na poważny brak wiedzy o stanie faktycznym. Aby to dostrzec, wystarczy uważna lektura corocznych sprawozdań składanych przez RPO przed Sejmem i Senatem (są one dostępne na stronie internetowej Biura RPO). Gorąco je polecam, bowiem zawierają one wiedzę kompletną – pokazują stan prawny, ilustrują działania i inicjatywy Rzecznika, są opatrzone komentarzem oraz odpowiednią dokumentacją statystyczną. Dotyczy to każdego roku w 5-letniej kadencji RPO. Dlatego jestem przekonany, ze ich lektura mogłaby zasadniczo wpłynąć na stan wiedzy i poglądy Pana Ministra.

W sytuacji obecnej, trudno mi się ustosunkowywać do zagadnień szczegółowych poruszonych w liście Pana Ministra. Tym bardziej, że zawiera on wiele emocji i ocen politycznych. Ale jeśli Pan Minister podtrzyma swoje zainteresowanie działalnością RPO i pokusi się o wskazaną lekturę, gotów jestem się z Panem spotkać i omówić różniące nas kwestie, a być może wyjaśnić nieporozumienia – pisze Adam Bodnar.

VII.7010.2.2020

Nowy regulamin dodawania komentarzy na profilach Policji - RPO pyta o wolność słowa

Data: 2020-06-04
  • Na profilach prowadzonych przez Policję na portalach społecznościowych opublikowano nowy Regulamin dotyczący umieszczania treści na stronach, podstronach i portalach społecznościowych, będących w zarządzaniu Policji.
  • Wprowadza on szereg zasad dotyczących moderacji treści publikowanych przez obywateli, wprost zakazuje również publikacji określonych wpisów.
  • W związku z ich bardzo szerokim zakresem niektóre zapisy budzą wątpliwości związane z konstytucyjnie gwarantowaną wolnością słowa oraz debatą publiczną.

Na profilach prowadzonych przez Policję na portalach społecznościowych opublikowano nowy „Regulamin dotyczący umieszczania treści na stronach, podstronach i portalach społecznościowych, będących w zarządzaniu polskiej Policji”. Wprowadza on szereg zasad dotyczących moderacji treści publikowanych przez obywateli, wprost zakazuje również publikacji określonych wpisów. W związku z ich bardzo szerokim zakresem niektóre zapisy budzą wątpliwości związane z konstytucyjnie gwarantowaną wolnością słowa oraz debatą publiczną.

Przykładowo zawiera on postanowienia, że „komentarze o tematyce niezwiązanej z treścią postu (tematu) mogą być usuwane, a ich autorzy mogą zostać „zablokowani” lub zabrania się prowadzenia polemiki zawierającej podtekst polityczny, religijny oraz upodobań seksualnych”.

RPO zauważa, że w związku z zmianą modelu komunikacji w społeczeństwie, internet, a w szczególności media społecznościowe, stały się głównym źródłem pozyskiwania informacji przez obywateli. Dlatego też, biorąc pod uwagę konstytucyjne prawo obywateli do pozyskiwania informacji o działaniach organów władzy publicznej co do zasady wykorzystywanie platform społecznościowych przez instytucje publiczne należy ocenić pozytywnie. Zasadnym jest, by administratorzy profili dbali by zamieszczane na nim treści nie prowadziły do naruszenia obowiązującego prawa.

Jednakże wprowadzony Regulamin stwarza dużo szersze ograniczenia. Rzecznik podkreśla stanowczo, że nie ma podstawy wprowadzenia ograniczeń dla debaty z udziałem obywateli na portalach społecznościowych, a co więcej może to godzić w gwarantowane konstytucyjnie wolność słowa oraz debaty publicznej.

Konstytucja wprost zakazuje cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu (art. 54 ust. 2) – przypomina RPO. Możliwość debaty publicznej, także anonimowej na forach internetowych jest fundamentem współczesnej demokracji. Za nieproporcjonalne należy uznać blokowanie użytkowników z możliwości uczestniczenia w debacie z powodu anonimowości użytkownika lub opublikowania komentarza niedotyczącego treści publikacji. Policja nie powinna podejmować działań zmierzających do szerszego ograniczenia wolności wypowiedzi niż przewidują to powszechnie obowiązujące przepisy.

RPO zwrócił się więc do Inspektora Krzysztofa Łaszkiewicza, z Zespółu ds. Ochrony Praw Człowieka, z prośbą o wzięcie pod uwagę powyższego stanowiska oraz informację o działaniach podjętych w przedstawionej sprawie.

VII.564.71.2020

Kampania wyborcza. KRRiT informuje RPO o skargach na materiały TVP

Data: 2020-06-03
  • 15 skarg na sposób prezentowania kampanii wyborczej w mediach publicznych wpłynęło dotychczas do KRRiT – informuje jej przewodniczący Witold Kołodziejski
  • Kilka skarg już rozstrzygnięto. Przewodniczący KRRiT uznał np., że treści z internetu TVP Info nie można traktować równoważnie z informacjami z programu informacyjnego stacji

3 maja 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił o informację nt. skarg na sposób prezentowania kampanii wyborczej w mediach publicznych. Witold Kołodziejski odpisał, że od początku kampanii, tj. od 5 lutego 2020 r. czyli od dnia ogłoszenia terminu wyborów, do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęło15 tego rodzaju wystąpień. 

Skargi przedstawicieli ugrupowań politycznych oraz osób piastujących funkcje publiczne w sprawie sposobu prezentowania kandydatów na urząd Prezydenta RP:

  • Skarga posła Krzysztofa Gawkowskiego, Przewodniczącego Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy, dotycząca programu TVP Info, 14 lutego 2020 r. Postępowanie w toku.
  • Skarga Grzegorza Wójtowicza, Pełnomocnika Wyborczego Komitetu Wyborczego Kandydata na Prezydenta RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w sprawie „Wiadomości" (TVP1,15 lutego 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga posła Krzysztofa Mieszkowskiego (Koalicja Obywatelska) dotycząca audycji „Wiadomości" (TVP1, 19 marca 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga Juliusza Brauna, członka Rady Mediów Narodowych, w sprawie trzech wydań „Wiadomości" (TVP1, 13, 19 oraz 20 marca 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga Juliusza Brauna w sprawie debaty kandydatów przeprowadzonej w programie TVP Info, 6 maja 2020 r. Postępowanie w toku.

Ponadto wpłynęła skarga poseł Agnieszki Pomaskiej (Koalicja Obywatelska) w sprawie sposobu informowania w „Wiadomościach" (TVP1, 19-26 kwietnia 2020 r.) o sposobie prowadzenia prac legislacyjnych w Senacie, dotyczących możliwości zorganizowania głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich. Postępowanie w toku.

Skargi indywidualne dotyczące sposobu prezentowania kandydatów na urząd Prezydenta RP oraz sposobu informowania o przebiegu kampanii wyborczej:

  • Skarga dotycząca treści pasków informacyjnych w programie TVP Info, 6 lutego 2020 r. Postępowanie zostało zakończone. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Skarga zawierająca zarzut braku informacji na temat konwencji wyborczej Roberta Biedronia w programie TVP Info, 15 lutego 2020 r. Nadawca poinformował, że informacje te były publikowane na portalu internetowym www.tvp.info. Postępowanie zostało zakończone. Przewodniczący KRRiT stwierdził, że treści publikowane w Internecie nie mogą być traktowane równoważnie z informacjami zamieszczanymi w telewizyjnym programie informacyjnym TVP Info.
  • Skarga dotycząca sposobu informowania na temat programu wyborczego Małgorzaty Kidawy Błońskiej w „Wiadomościach" (TVP1, 20 lutego 2020 r.). Postępowanie zostało zakończone. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Skarga dotycząca sposobu relacjonowania konwencji wyborczych kandydatów w programie TVP Info, 29 lutego 2020 r. Postępowanie zostało zakończone. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Skarga dotycząca sposobu prezentowania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w programie TVP Info, 29 marca 2020 r. Postępowanie w toku.
  • Dwie skargi dotyczące sposobu informowania o kandydatach w audycji „Wiadomości" (TVP1, 20 kwietnia 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga dotycząca sposobu prezentowania Władysława Kosiniaka-Kamysza w programie TVP Info, 25 kwietnia 2020 r. Postępowanie w toku.
  • Skarga dotycząca sposobu prowadzenia debaty kandydatów na Prezydenta RP (TVP1 i TVP Info, 6 maja 2020 r.). Postępowanie w toku.

VII.564.58.2020

RPO do komendanta stołecznej policji: zatrzymanie dziennikarza 8 maja - z naruszeniem prawa

Data: 2020-06-01
  • Odpowiedź policji ws. dziennikarza, zatrzymanego podczas obsługi protestu przedsiębiorców 8 maja w Warszawie, wskazuje na naruszenie prawa
  • Dziennikarz, którego przewieziono do Komendy Policji w Wołominie, przez dwie godziny był faktycznie pozbawiony wolności osobistej
  • Rzecznik z dezaprobatą przyjmuje praktykę transportowania osób zatrzymanych w centrum Warszawy do komendy poza granicami miasta
  • RPO zwrócił się do policji o bardziej wnikliwe zbadanie całej sprawy

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Paweł Rutkiewicz został zatrzymany przez policję podczas protestu przedsiębiorców, gdy wykonywał swe obowiązki. Był w środku grupy demonstrantów, którą otoczył kordon policji. Informował policjantów, kim jest i co robi. Mimo to został wywieziony do komendy w Wolominie.

Zaniepokojony tym RPO poprosił o wyjaśnienia. W piśmie do Komendanta Stołecznego Policji podkreślał, że status dziennikarzy gwarantuje, iż nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu. Przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest bowiem jednym z kluczowych zadań mediów, a organy państwa nie mogą utrudniać dziennikarzom wykonywania pracy.

Swoboda relacjonowania demonstracji ma istotne znaczenie także dla wolności zgromadzeń. Obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić.

W odpowiedzi z 25 maja 2020 r. komendant stołeczny policji nadinsp. Paweł Dobrodziej napisał, że przystępując do czynności służbowych, policjant przedstawił się i podał podstawę prawną swych działań. Paweł Rutkiewicz nie informował zaś policjantów, że jest dziennikarzem. W związku z koniecznością przeprowadzenia dalszych czynności, po zakończeniu legitymowania, udał się on dobrowolnie do pojazdu służbowego. Przetransportowany do Komendy Policji w Wołominie, ujawnił, że jest dziennikarzem. W wyniku tego został natychmiast zwolniony, bez wykonywania jakichkolwiek czynności. Według komendanta Paweł Rutkiewicz „nie został zatrzymany”.

Na łamach „GW” dziennikarz stwierdził zaś, że żaden policjant nie przedstawił mu się i nie podał podstawy prawnej legitymowania – do którego w ogóle nie doszło, bo pierwsza prośba o dokumenty padła dopiero na komendzie w Wołominie. A przed odjazdem furgonetki upewnił się u policjanta, czy wie, że jest dziennikarzem.  Legitymację dziennikarską pokazał zaś, jak tylko poczuł na ramieniu rękę policjanta. Sądząc, że jest to jasne, nie wymachiwał nią na prawo i lewo.

Jak podkreśla RPO, przebieg wydarzeń dziennikarz przedstawia więc odmiennie niż komendant. W związku z tym zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do komendanta o ustalenie, jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń.

A odpowiedź komendanta wskazuje, że czynności wobec dziennikarza zostały podjęte z naruszeniem prawa. Wynika z niej, że po wylegitymowaniu dziennikarza przewieziono do Komendy Policji w Wołominie i faktycznie przez dwie godziny był pozbawiony wolności osobistej. Równocześnie komendant stwierdza, że dziennikarz nie został zatrzymany.

- Twierdzenia te nie są jednak wiarygodne w świetle obowiązującego prawa. Skoro bowiem znana była już (w związku wylegitymowaniem) tożsamość osoby fizycznej oraz wskazano, że podstawą czynności służbowych jest popełnienie przez osobę już wylegitymowaną wykroczenia z art. 54 k. w., dalsze nakazanie pozostawania do dyspozycji policji (a tym bardziej transport do komendy znajdującej się w innej miejscowości) nosi wszelkie znamiona zatrzymania, niezależnie od tego, czy z tych czynności został sporządzony stosowny protokół - podkreśla Stanisław Trociuk.

Ponadto Rzecznik z dezaprobatą przyjmuje praktykę policji, polegającą na transportowaniu osób zatrzymanych w centrum Warszawy do komendy poza granicami administracyjnymi miasta. Czynności z zatrzymanym można było bowiem przeprowadzić w Warszawie.

Niezależnie od samej zasadności czy też bezzasadności zatrzymania, praktyka ta w sposób oczywisty ingeruje w konstytucyjną wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej oraz wyboru miejsca pobytu (art. 52 ust. 1 Konstytucji).

VII.716.5.2020

Odpowiedź TVP dla RPO: nadawca publiczny krytykuje stację TVN, zarzucając jej kreowanie wydarzeń

Data: 2020-06-01
  • P.o. prezes TVP twierdzi, że telewizja publiczna pokazuje prawdziwy obraz wydarzeń - w przeciwieństwie do TVN
  • Według Macieja Łopińskiego sugerowanie przez TVN, że wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Powązkach była nielegalna oraz że stawia się on ponad prawem to "kreowanie wydarzeń"

13, 14 i 15 kwietnia 2020 r. w " Wiadomościach” TVP oraz w TVP Info pojawiały się materiały atakujące dziennikarzy i dziennikarki TVN, budzące wątpliwości RPO z punktu widzenia poszanowania ich praw. Stacji TVN zarzucono  „PRL-owskie korzenie”, „kłamliwe teorie” czy „festiwal manipulacji w rocznicę katastrofy smoleńskiej”. Wątpliwości etyczne wynikają też z ich zgodności z Kartą Etyczną Mediów, opracowaną z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, podpisaną w 1995 r. m.in. przez Prezesa TVP S.A.

W materiałach przywoływano informacje dotyczące życia prywatnego dziennikarzy, sugerujące ich powiązania z władzami komunistycznymi. Były sugestie, że dziennikarze TVN24 mieli swój udział w „kreowaniu atmosfery rebelii w trakcie sejmowego puczu” czy w „próbie wykreowania wizerunku Polaków jako neofaszystów”. A portal TVP Info opisał powstanie TVN w tekście pt. „Stacja TVN powstała na zlecenie służb? Jak Urban Waltera zachwalał”.

Rzecznik poprosił Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Dostał jednak odpowiedź od TVP. 

Odpowiedź TVP

Maciej Łopiński, p.o. prezes TVP w odpowiedzi na pismo RPO podkreślił, że jednym z najważniejszych zadań nadawców radiowych i telewizyjnych w Polsce jest dostarczanie informacji. Stwierdził, że Telewizja Polska informując społeczeństwo o najważniejszych wydarzeniach w kraju i na świecie musi odnosić się także do informacji przekazywanych przez inne media. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy media próbują wykreować fałszywy obraz rzeczywistości, poprzez przytaczanie np. wyrwanych z kontekstu fragmentów wypowiedzi, przemilczanie faktów, czy nawet próby kreowania w przestrzeni medialnej wydarzeń, które nie miały miejsca.

W piśmie do Rzecznika Maciej Łopiński napisał: "W audycji informacyjnej „Fakty" w okresie Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych zamieszczano informacje o wizycie Jarosława Kaczyńskiego na warszawskich Powązkach, twierdząc, że wizyta ta miała charakter prywatny, a Jarosław Kaczyński odwiedził grób swojej matki. Nie wspomniano, że ta wizyta była uczczeniem pamięci wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej, których groby znajdują się na Powązkach. Przekaz ten miał na celu wykreowanie nieprawdziwego wrażenia w opinii publicznej, co do charakteru wizyty. Przekaz został wzmocniony cytatami z wypowiedzi m.in.  Ilony Łepkowskiej. krytycznych wobec Jarosława Kaczyńskiego".

Telewizja Polska informuje o wydarzeniach w kraju, tak aby jej widzowie mogli sobie wyrobić własne zdanie, także w sprawie wizyty Jarosława Kaczyńskiego na Powązkach. W programach informacyjnych i publicystycznych TVN i TVN24, jednak kreowano nieprawdziwy obraz wydarzeń z 10 kwietnia 2020 roku. Sugerowano także, że wizyta ta była nielegalna (lekceważono fakt uzyskania zgody na wizytę od zarządcy nekropolii) oraz że Jarosław Kaczyński stawia się ponad prawem. Nie jest to pierwszy przypadek kreowania wydarzeń przez dziennikarzy TVN i TVN24.

W opinii prezesa TVP obowiązkiem telewizji jest pokazywanie manipulacji dziennikarzy TVN i TVN24. Podobnie jak opinia publiczna ma prawo być poinformowana o życiorysach osób odpowiedzialnych za kształtowanie opinii publicznej za pomocą przekazywania nieprawdziwych informacji. Dziennikarze, wydawcy, właściciele stacji telewizyjnych są niewątpliwie osobami publicznymi.

P.o. prezes TVP, przytaczając orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego i sądów, uważa, że pokazanie przeszłości osób odpowiedzialnych za informowanie społeczeństwa, a tym samym za kształtowanie opinii publicznej, mieści się w granicach konstytucyjnej zasady wolności słowa.

Odpowiedź KRRiT

- Przeprowadzona analiza pozwoliła Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji przyjąć stanowisko przedstawione przez nadawcę - napisał do RPO przewodniczący Rady Witold Kołodziejski.

Niezaprzeczalnym obowiązkiem mediów publicznych jest obowiązek informowania o wydarzeniach w kraju, tak aby odbiorcy mogli wyrobić sobie własne zdanie w różnych sprawach bieżących, a także poznać poglądy innych osób w tych kwestiach. Tego rodzaju zobowiązania informacyjne, zarówno w orzecznictwie jak też w literaturze prawniczej, wskazywane są jako podstawowe i priorytetowe zadania mediów. W odpowiedzi udzielonej Panu Rzecznikowi, p.o. prezes Zarządu Spółki TVP SA Maciej Łopiński przywołał szeroki zestaw stosownych przykładów dokumentujących tę tezę - dodał Witold Kołodziejski.

VII.564.46.2020

RPO pyta o przyczyny interwencji policji pod radiową Trójką 22 maja

Data: 2020-05-28

22 maja 2020 r. przed siedzibą radiowej Trójki w Warszawie sympatycy stacji protestowali przeciwko wprowadzaniu cenzury w radiu i oczernianiu dziennikarzy, którzy ostatnio zakończyli współpracę z programem. Protest przebiegał spokojnie, uczestnicy przynieśli transparenty, odtwarzana była muzyka. Wobec zgromadzonych policjanci podjęli interwencję – uczestnicy byli legitymowani, wystawione zostały mandaty karne.

RPO pyta zatem stołecznego komendanta policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja o to:

  • jakie były podstawy faktyczne i prawne podjęcia interwencji w stosunku do osób uczestniczących w proteście oraz jak przebiegała ta interwencja;
  • czy w trakcie działań Policji używane były środki przymusu bezpośredniego, jakie i w odniesieniu do ilu osób;
  • czy doszło do zatrzymań uczestników i ewentualnie ile osób zostało zatrzymanych, jakie były podstawy faktyczne i prawne tych zatrzymań, jak długo zatrzymani byli faktycznie pozbawieni wolności; będę wdzięczny za informację, którzy z zatrzymanych wnieśli do sądu zażalenia na zatrzymanie;
  • ile osób zostało wylegitymowanych, jaka była podstawa faktyczna wylegitymowania;
  • jakie dalsze czynności Policja podjęła lub planuje podjąć w odniesieniu do osób zatrzymanych i wylegitymowanych.

Odpowiedź KSP

Funkcjonariusze Policji wylegitymowali 16 uczestników zgromadzenia.

Wobec 5 uczestników, na podstawie art. 41 kw, zastosowano środek oddziaływania wychowawczego w postaci pouczenia,

Wobec 11 uczestników  zastosowano postępowanie m ndatowe - 3 osoby przyjęły mandaty, a wobec 8 osób, w związku z odmową przyjęcia m andatów karnych, sporządzono stosowną dokumentację

Wobec osób zgromadzonych policjanci nie stosowali środków przymusu bezpośredniego. Żadna z osób nie została zatrzymana.

Osoby uczestniczące w zgromadzeniu poinformowano, że w związku naruszeniem obostrzeń określonych w rozporządzeniu Rady Ministrów z 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych 
ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, zostaną sporządzone notatki urzędowe, które następnie przekazano do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego.  Powodem jest niezasłonięcie przez nich ust oraz nosa, niezachowanie odpowiedniej odległości (2 metrów) oraz przebywanie w grupie.

II.519.620.2020

Koronawirus. RPO do premiera ws. nierzetelnych wypowiedzi członków rządu o działaniach UE

Data: 2020-05-21
  • RPO zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o wyjaśnienie nierzetelnych informacji w odniesieniu do działań podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania epidemii koronawirusa i jej skutków.
  • Motywy tych wypowiedzi nie są dla RPO jasne, jasna jest jednak ich niezgodność z faktami.
  • Sytuacji epidemicznej nie powinno się wykorzystywać jako pretekstu do niewywiązywania się ze zobowiązań członkowskich w zakresie ochrony rządów prawa, a tym bardziej krytykować Unię za dopominanie się ich przestrzegania. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów niezmiennie pozostają wymogami unijnego prawa. Sytuacja epidemii ich nie wyłącza.

W obszernym piśmie RPO przedstawia działania Unii w ostatnich czasach, a także przypomina, że Polska często za późno włączała się do pomocowych projektów Unii, dlatego z nich nie korzystała. RPO opisuje też dokładnie, jakie Unia ma kompetencje – zwraca też uwagę na to, jak szkodliwe jest dla Polaków przekazywanie nieprawdziwych informacji na ten temat.

- Panie Premierze, piszę do Pana w głębokim przeświadczeniu, że rzetelne informowanie o działaniach podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania zagrożeń i skutków związanych z obecną epidemią leży nie tylko w żywotnym interesie politycznym Polski – a zatem i Pańskiego rządu, który istotnie jest objęty moralnym nakazem mówienia prawdy – ale również znajduje oparcie w podstawowych zasadach tak polskiego, jak unijnego porządku prawnego. W szczególności wypowiedzi publiczne członków Rady Ministrów powinny być aktualne, prawdziwe i oparte na faktach – zgodnie z wymaganiami zawartymi w art. 54 i 61 Konstytucji.

Wypowiadając się jako Szef Rządu, wypowiada się Pan Premier również w imieniu obywateli RP, którzy równocześnie mają obywatelstwo Unii Europejskiej. Kierując swoje słowa do obywateli polskich, kieruje je Pan zatem także do obywateli UE. Obywatelstwo unijne podkreśla nasz związek z innym narodami Europy. Szczególną więzią łączy obywateli państw, które historia niekiedy stawiała wspólnie ze sobą, a czasem przeciw sobie. Jest wyrazem wspólnych korzeni historycznych, przywiązania do wspólnych wartości, dzielenia bytu, a także i emocji – pisze Adam Bodnar.

RPO przypomina ostatnie wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu:

RPO zwraca uwagę w szczególności na próby nieuprawnionego przerzucania na instytucje unijne odpowiedzialności za trudności wywołane kryzysem epidemicznym. Wrażenie braku koordynacji działań na początku epidemii było związane nie tyle z małą aktywnością instytucji unijnych, co z nieprzygotowaniem samych państw członkowskich do radzenia sobie z tego typu nagłym zagrożeniem.

Polska od ponad 16 lat jest członkiem Unii Europejskiej – organizacji będącej, obok Rady Europy, wyrazicielką wartości wolności, demokracji, rządów prawa oraz poszanowania praw człowieka. NATO i Unia gwarantuje bezpieczeństwo naszego kraju i geopolityczną stabilność, o której mogły marzyć poprzednie pokolenia rodaków.

Unia Europejska zapewnia Polakom możliwość legalnej pracy w krajach członkowskich według swojego wyboru; polskim towarom i usługom przyznaje równy dostęp do wspólnego rynku. Wspiera wymianę naukową i kulturalną, umożliwia studiowanie na prestiżowych uczelniach europejskich. Obywatele polscy mogą podróżować bez kontroli granicznej w ramach strefy Schengen. Poprzez wielomiliardowe inwestycje, Unia przyczyniła się do skoku cywilizacyjnego naszego kraju. Polska pozostaje największym beneficjentem kolejnych budżetów unijnych (ponad 100 mld euro).

Nasze uczestnictwo w Unii podniosło wiarygodność Polski w oczach inwestorów, znacząco wpłynęło na wzrost gospodarczy, podniosło standard życia mieszkańców naszego kraju. Polska szybko po akcesji zyskała pozycję wpływowego członka Unii i dobrą reputację w Europie. Potwierdzały to zmiany w innych krajach w nastawieniu do Polski i Polaków, objęcie prestiżowych funkcji Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i Przewodniczącego Rady Europejskiej przez Polaków, dobre przyjęcie polskiej Prezydencji w 2011 roku oraz polskich inicjatyw Unii, np. Partnerstwa Wschodniego.

Premier chwali Unię w prasie zagranicznej, a gani Unię w Polsce

Premier i rząd wykazują zrozumienie dla kluczowego znaczenia Unii Europejskiej – także w przeciwdziałaniu negatywnym konsekwencjom gospodarczym i politycznym, które niesie ze sobą pandemia Covid-19.

  • Kilkanaście dni temu w prasie ukraińskiej sam premier pisał, że epidemia postawiła Unię w sytuacji, w której bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje ona solidarności, która staje dziś w centrum projektu europejskiego, jako jego oręż w walce z pandemią oraz jako wspólna trampolina do odbudowy wspólnego rynku.
  • W tekście dla „La Repubblica” premier pisał o czasie europejskiej nadziei, apelował o ambitny budżet UE, ambitną politykę spójności i wspólną politykę rolną, które pomogą odbudować gospodarczo Unię.
  • W podobnych słowach wypowiadał się Pan na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”,
  • w „El Mundo” postulował Pan Premier poważny pakiet Unii na rzecz ożywienia gospodarczego,
  • a o europejską solidarność apelował również w „Financial Times”.

Z drugiej strony jednak, w niektórych wypowiedziach premiera i członków Rady Ministrów można dostrzec również nieprawdziwe informacje czy nierzetelne oceny. W wystąpieniu przed Sejmem premier stwierdził, że Unia Europejska nie dała jeszcze ani eurocenta na walkę z wirusem. W podobnym tonie wypowiadali się inni członkowie Rządu: minister cyfryzacji („UE nie przekazała żadnych nowych środków, nawet 1€ na walkę z Covid-19 w PL”), czy minister funduszy i polityki regionalnej.

Prawo do rzetelnej informacji o działaniach Unii Europejskiej

Obywatele mają prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji RP), same zaś instytucje publiczne mają działać rzetelnie i sprawnie (zob. preambułę do Konstytucji RP). Ze swej istoty informacja rzetelna to informacja prawdziwa, aktualna i pełna.

Prawo do rzetelnej informacji ze strony organów władzy pozostaje w bezpośrednim związku z konstytucyjnym fundamentem ustrojowym naszego kraju: zasadą suwerenności Narodu (art. 4 ust. 1) oraz zasadą demokratycznego państwa prawa (art. 2). Suweren nie może być wprowadzany w błąd lub manipulowany przez organy państwa, które z jego nadania czerpią legitymację do sprawowania władzy. Stanowiłoby to zaprzeczenie podmiotowej natury relacji obywatela i jego kraju. Prawdziwe, rzetelne informacje są warunkiem świadomego uczestnictwa obywateli w życiu publicznym i funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego.

Stając się – z woli Narodu wyrażonej w referendum akcesyjnym – członkiem Unii Europejskiej, Polska przyjęła na siebie współodpowiedzialność za urzeczywistnienie integracyjnych celów Unii. W duchu zasady dobrej wiary – najbardziej podstawowej zasady prawa międzynarodowego, zobowiązała się lojalnie współpracować z Unią, udzielać jej wsparcia w realizacji zadań traktatowych, wykonywać zobowiązania wynikające z prawa Unii oraz powstrzymywać się od podejmowania środków zagrażających celom Unii (art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej).

Zarzucanie kompletnego braku działań i wsparcia ze strony Unii w sytuacji epidemii, nie odpowiada prawdzie i kształtuje zafałszowany obraz tej organizacji w świadomości społecznej. Prowadzi do nieuprawnionego przeciwstawiania Unii – Polsce, przeczy zobowiązaniom członkowskim. Mieszkańcy naszego kraju, polscy obywatele, będący równocześnie obywatelami Unii, mają prawo oczekiwać ze strony przedstawicieli władz rzetelnej informacji o rzeczywistej roli UE w zwalczaniu epidemii.

Sytuacja pandemiczna nie jest związana z działaniem czy zaniechaniem Unii, a braki w przygotowaniu państwa polskiego, a przede wszystkim służby zdrowia, do stawienia czoła epidemii – zwłaszcza w zakresie zapewnienia odpowiedniego personelu medycznego dla osób wymagających pomocy w chorobie, zabezpieczenia środków ochrony indywidualnej, sprzętu medycznego oraz środków diagnostycznych – nie wynikały z zaniedbań po stronie instytucji unijnych. Dlatego nie wolno przerzucać na nie całej odpowiedzialności.  

Aktualnej sytuacji nie powinno się także wykorzystywać jako pretekstu do niewywiązywania się ze zobowiązań członkowskich w zakresie ochrony rządów prawa, a tym bardziej krytykować Unię za dopominanie się ich przestrzegania. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów niezmiennie pozostają wymogami unijnego prawa. Sytuacja epidemii ich nie wyłącza. Co więcej, środki podejmowane przez władze krajowe, prowadzące do poważnego ograniczenia wielu indywidualnych praw i wolności, tym wyraźniej wskazują na potrzebę zagwarantowania skutecznej kontroli sądowej, obejmującej wprowadzane rozwiązania normatywne i akty stosowania prawa. Kontrola sądowa, zgodnie z Konstytucją RP (art. 45 ust. 1, art. 77 ust. 2) oraz standardami europejskimi (art. 6 ust. 1 i art. 13 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, art. 47 Karty Praw Podstawowych UE), wyraża się w prawie dostępu do sądu niezależnego od władzy politycznej i orzeczenia sądowego wydanego przez niezawisły i bezstronny sąd. W ostatnich tygodniach wielokrotnie kierowałem wystąpienia do Pana Premiera, a także poszczególnych członków Rady Ministrów i innych organów administracji rządowej, w których wskazywałem na zagrożenia lub naruszenia praw człowieka wynikające ze środków podejmowanych w celu przeciwdziałania i zwalczania epidemii koronawirusa.

Kompetencja Unii Europejskiej w dziedzinie ochrony zdrowia

- Jako znawca prawa Unii Europejskiej, które studiował Pan m.in. na Uniwersytecie w Bazylei, i jako współautor podręcznika do prawa europejskiego (wspólnie z prof. Frankiem Emmertem), doskonale zdaje sobie Pan sprawę ze skromnego zakresu kompetencji powierzonych Unii przez Państwa Członkowskie w dziedzinie ochrony zdrowia – pisze Adam Bodnar do Mateusza Morawieckiego.

Na mocy art. 6 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w obszarze ochrony i poprawy zdrowia ludzkiego, kraje członkowskie przyznały Unii jedynie kompetencje do prowadzenia działań mających na celu wspieranie, koordynowanie lub uzupełnianie działań państw. Zgodnie zatem z wolą samych państw, członkowie Unii zachowują kompetencję do zapewnienia odpowiedniej ochrony zdrowia osobom podlegającym ich jurysdykcji, zaś kompetencja unijna ma tu charakter jedynie pomocniczy.

Bardziej szczegółową regulację kompetencji unijnej wprowadził art. 168 Traktatu. Wskazuje on na pierwotną odpowiedzialność państw i jedynie uzupełniającą rolę Unii w ochronie zdrowia. Przewiduje, że działanie Unii „uzupełnia polityki krajowe” (art. 168 ust. 1 zd. 2 Traktatu), zaś Unia „zachęca do współpracy między Państwami Członkowskimi” oraz „jeśli to konieczne, wspiera ich działania”. Komisja Europejska może natomiast podjąć „każdą użyteczną inicjatywę w celu wsparcia koordynacji” polityk i programów prozdrowotnych państw członkowskich.

Obowiązki państw w dziedzinie ochrony zdrowia w sposób wyraźny potwierdza również art. 168 ust. 7 Traktatu, wskazując, że obejmują one zarządzanie usługami zdrowotnymi i opieką medyczną, jak również podział przeznaczonych na nie zasobów.

Szczegółową podstawę prawną do wydania aktów ustawodawczych w dziedzinie ochrony zdrowia Traktat przewidział w trzech wąsko ujętych obszarach: standardów jakości i bezpieczeństwa organów i substancji pochodzenia ludzkiego, krwi i pochodnych krwi; regulacji weterynaryjnych i fitosanitarnych mających bezpośrednio na celu ochronę zdrowia publicznego; standardy jakości i bezpieczeństwa produktów leczniczych i wyrobów medycznych (art. 168 ust. 4 lit. a–c TFUE). Traktat jednocześnie zastrzegł, że kompetencja ustawodawcza jest tu powierzona „na zasadzie odstępstwa” od uzupełniającej roli Unii w dziedzinie ochrony zdrowia. Dlatego powinno się ją interpretować ściśle. Ponadto należy również mieć na uwadze, iż pozostaje ona objęta traktatowymi zasadami pomocniczości i proporcjonalności przy wykonywaniu kompetencji niewyłącznej Unii (art. 5 ust. 3–4 TUE).

Określenie kompetencji Unii w przypadku zwalczania epidemii nie wychodzi poza rolę pomocniczą, uzupełniającą środki podejmowane przez państwa.

W istniejącym trójpodziale kompetencji unijnej na wyłączną, dzieloną i wspierającą, twórcy Traktatu przypisali ochronę zdrowia do najsłabszej, trzeciej kategorii kompetencji. Unia nie może w tej sferze podejmować autonomicznej polityki zdrowotnej i nie przejmuje odpowiedzialności za zapewnienie ochrony zdrowia mieszkańców państw unijnych. Przeciwnie, kompetencja ta należy do sfery państwowej. To nadal państwa członkowskie mogą, a w istocie rzeczy muszą prowadzić politykę zdrowotną i zabezpieczyć odpowiednią opiekę medyczną, bowiem kompetencja państwa w tym przypadku oznacza ich prawny obowiązek działania i odpowiedzialność za jego realizację.

Stawianie Unii Europejskiej zarzutów, czy choćby czynienie sugestii, że organizacja ta zaniechała podjęcia działań, do których jakoby była zobowiązana w obliczu pandemii koronawirusa, nie znajduje oparcia w regulacjach traktatowych i podziale kompetencji między członków Unii a samą Unię. Podważa to natomiast zaufanie mieszkańców naszego kraju do Unii i jej instytucji oraz jest niezgodne zarówno ze stanem prawnym, jak i faktycznym.

Działania Unii Europejskiej w związku z epidemią koronawirusem

Działania Unii Europejskiej w walce z epidemią koronawirusa podejmowane są przede wszystkim przez Komisję Europejską, a przyjmują zróżnicowane formy: od praktycznych środków zabezpieczających dostęp do koniecznego sprzętu medycznego i środków leczniczych, przez wsparcie badań naukowych nad szczepionkami, diagnostyką i metodami leczenia zapalenia płuc Covid-19, pomoc w powrocie obywateli Unii do swojego kraju, po środki o charakterze gospodarczym i finansowym. W tym przesunięcia w ramach funduszy strukturalnych UE, obejmujące także prace nad nowym budżetem Unii z uwzględnieniem sytuacji kryzysowej.

W ostatnim czasie Unia Europejska przystąpiła do ambitnego planu wspólnego rozwoju diagnostyki, leczenia i opracowania szczepionek przeciwko koronawirusowi: Global Coronavirus Response.

  • W krótkim okresie udało się zebrać około 7,5 miliarda euro środków finansowych w celu jego realizacji. Polska zadeklarowała uczestnictwo jedynie w kwocie 750 tysięcy euro, co wydaje się skromnym wkładem, biorąc pod uwagę możliwości i aspiracje naszego kraju, korzystającego ze wzrostu gospodarczego w ostatnich latach. Komisja Europejska już wcześniej podjęła działania wspierające badania nad szczepionkami, diagnostyką, i leczeniem Covid-19 dofinansowując około 20 projektów badawczych kwotą około 200 mln euro. W projektach tych uczestniczy kilka podmiotów z Polski.
  • Komisja organizuje wspólne zakupy sprzętu medycznego, testów oraz środków ochrony osobistej dla państw członkowskich. Cztery takie przetargi zostały przeprowadzone już na początku sytuacji epidemicznej, w lutym i marcu 2020 r. Brak udziału Polski w pierwszych dwu przetargach nie był wynikiem opieszałości po stronie Unii, nie było przeszkód, aby i polski rząd zgłosił chęć udziału w tej procedurze, już od pojawienia się pierwszych informacji o nadchodzącej epidemii.
  • W ramach programu Polska Cyfrowa, finansowanego ze środków unijnych, otrzymaliśmy dodatkowe 120 mln zł na rozszerzenie funkcjonalności programu e-zdrowie. Obejmują one e-recepty i e-porady. Zdalne formy świadczenia opieki zdrowotnej mają zaś szczególne znaczenie w sytuacji ograniczania ryzyka zakażenia koronawirusem w kontaktach bezpośrednich między ludźmi.
  • Z kolei w ramach „rescEU”, systemu uzupełniającego Unijny Mechanizm Ochrony Ludności, gromadzony jest sprzęt medyczny, respiratory, maski ochronne, rękawiczki, lekarstwa i inne środki lecznicze. Zapasy finansowane są w całości ze środków unijnych, a będą przekazywane państwom, w których najbardziej ich brakuje.
  • Będąc obywatelami Unii, obywatele państw członkowskich mogą korzystać z europejskiej ochrony konsularnej, gdyby znaleźli się poza granicami Unii, a niemożliwe lub bardzo utrudnione byłoby uzyskanie pomocy ze strony placówek zagranicznych własnego państwa.
    Dzięki europejskiemu Mechanizmowi Ochrony Ludności, Unia również ułatwia repatriację do kraju obywateli państw członkowskich, którzy z powodu zawieszenia komunikacji międzynarodowej pozbawieni zostali możliwości samodzielnego powrotu. Udział w programie jest dla repatriantów bezpłatny. Skorzystało z tego 60 tys. obywateli Unii. To, że było w tej grupie zaledwie 390 obywateli polskich, wynika z tego, że nasz rząd za późno przystąpił do tej akcji.

Unia Europejska jest złożonym organizmem prawnym, politycznym i gospodarczym. Uwzględniając interesy narodowe oraz solidarność europejską umożliwia funkcjonowanie w obrębie rynku wewnętrznego państwom członkowskim, ich mieszkańcom oraz podmiotom gospodarczym. Obecny kryzys epidemiczny odbije się niestety znacząco na sytuacji ekonomicznej mieszkańców Unii, grozi także głębokim kryzysem gospodarczym państwom unijnym i całej gospodarce UE. W granicach posiadanych kompetencji i instrumentów prawnych Komisja szybko podjęła szereg działań, aby krótko- i średnioterminowo wspomóc członków Unii w przezwyciężaniu już występujących trudności, oraz kolejnych, które nadchodzą.

  • Komisja Europejska podjęła, przykładowo, natychmiastową decyzję o zmianie przeznaczenia 37 mld euro z funduszy unijnych UE na zakupy sprzętu medycznego i przeciwdziałanie społecznym i gospodarczym skutkom kryzysu epidemicznego.
    W ramach tego rozwiązania Polska może skorzystać aż z 7,4 mld euro. Komisja zaoferowała również pełną elastyczność w wykorzystaniu środków z funduszu spójności, które nie zostały spożytkowane do tej pory.
  • W celu utrzymania miejsc pracy i umożliwienia dalszego funkcjonowania firm zagrożonych bankructwem, Komisja ustanowiła inicjatywę SURE, w kwocie 100 miliardów euro.

Ów instrument tymczasowego wsparcia zmniejszenia ryzyka bezrobocia ma pomóc w wypłacaniu ze środków publicznych wynagrodzenia dla pracowników i osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Wsparcie unijne możliwe jest także w ramach Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym.

  • Komisja Europejska ogłosiła także uruchomienie nowej inicjatywy finansowej wraz z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, w której blisko 1,6 miliarda euro wesprze inwestycje prywatnych firm produkujących lub przetwarzających żywność, materiały pochodzenia biologicznego i bioenergię.
  • Komisja zdecydowała również o wykorzystaniu 1 miliarda euro z Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych gwarancji dla Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, co z kolei umożliwi mu udostępnienie finansowania w wysokości ok. 8 mld euro dla małych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych gospodarczymi skutkami epidemii.
  • Unia ponadto zawiesza reguły fiskalne, dzięki czemu rządy państw członkowskich będą mogły bardziej elastycznie wspierać gospodarkę, podejmując decyzje o wydatkach budżetowych.

Poluzowanie przez Unię – w ramach unijnych reguł uczciwej konkurencji – zasad udzielania przez państwa pomocy publicznej, służy realną pomocą dla przedsiębiorców. Od początki pandemii Komisja już wielokrotnie udzieliła zgody na pomoc publiczną dla polskich przedsiębiorstw – według nowych, tymczasowych reguł – w łącznej kwocie ok. 220 mld złotych.

  • Warto także wskazać na działania unijne związane z zapewnieniem edukacji w sytuacji, w której wprowadzono izolację domową i pozamykano szkoły.
    W ramach unijnego programu Polska Cyfrowa, Komisja Europejska zdecydowała wtedy o wydaniu 180 mln zł na sprzęt komputerowy dla szkół, uczniów i nauczycieli. Udostępniła również szereg materiałów i narzędzi do nauki online.

Próba przerzucenia na Unię Europejską, jej instytucje i organy całej odpowiedzialności za występujące problemy i brak skutecznych działań wydaje się nieuprawniona. Budowany w ten sposób wizerunek instytucji unijnych, jako odległych, zbiurokratyzowanych i nieelastycznych, nie służy dobrze umocnieniu ochrony praw zamieszkałych w naszym kraju osób, będących obywatelami Unii Europejskiej. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ograniczone możliwość instytucji UE dotarcia do polskich obywateli z bezpośrednim przekazem.

Obecny kryzys wywołany epidemią koronawirusa wywołuje skutki globalne. Jego konsekwencje społeczne, gospodarcze i polityczne będą odczuwalne przez długi czas. Wymagają refleksji, odpowiedzialności i solidarności zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i w wymiarze europejskim, ponadnarodowym. Osłabianie Unii Europejskiej nie leży w interesie Polski. Bardzo liczymy na solidarność Unii i jej członków, czego przejawem jest choćby zgłaszanie oczekiwań pod adresem kolejnych budżetów i rozważanych instrumentów wsparcia ze strony Unii. Winniśmy zatem Unii oraz poszczególnym państwom członkowskim okazywać taką samą solidarność, zrozumienie i gotowość współpracy, jakich oczekujemy od nich.

Z pełnym przekonaniem podkreślam, że członkostwo Polski w Unii leży w najgłębszym interesie naszego kraju i polskich obywateli. Ma dla nas charakter strategiczny. Wokół niego powinna zostać przywrócona zgoda głównych sił politycznych, która przyświecała procesowi akcesji i była obecna także w przeciągu wielu lat po przystąpieniu. Wewnętrzne spory nie powinny być powodem czy usprawiedliwieniem dla kwestionowania pozytywnej roli Unii dla naszego kraju. Rozpowszechnianie nierzetelnych informacji na temat wypacza jej obraz, podsyca niechęć, wzmacnia postawy nieprzychylne, kwestionujące jej potrzebę. Nie służy konstruktywnej i odpowiedzialnej krytyce, ale wprost prowadzi do podważania sensu integracji europejskiej, będącej jednym z największych osiągnięć współczesności.

- Panie Premierze, na Panu, jako Szefie Rządu, spoczywa szczególna odpowiedzialność za słowo, za weryfikowanie prawdziwości przekazywanych informacji, wyważenie ocen. Apeluję zatem do Pana i członków polskiego Rządu o powstrzymywanie się od wypowiedzi niemających pokrycia w faktach bądź rozmijających się ze stanem prawnym, jeśli chodzi o ocenę działań Unii Europejskiej – pisze rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Jako reprezentant Rzeczypospolitej Polskiej zasiada Pan w Radzie Europejskiej, członkowie Pańskiego Rządu wchodzą w skład Rady Unii Europejskiej. Posiadacie zatem Państwo nie tylko możliwości uzyskania dokładnych informacji o działaniach Unii, ale również współkształtowania jej polityki i zaangażowania w zwalczaniu społecznych, gospodarczych i politycznych skutków trwającej epidemii.

VII.7010.2.2020

„Twój ból jest lepszy niż mój”. RPO do KRRiT o wyjaśnienie sprawy anulowania głosowania na Listę Przebojów Trójki.

Data: 2020-05-20
  • Władze publicznego radia anulowały głosowanie na listę przebojów Programu III publicznego radia, audycję prowadzoną od kilkudziesięciu lat przez Marka Niedźwieckiego, po tym jak okazało się, że plebiscyt wygrała piosenka Kazika Staszewskiego - artystyczny komentarz do obchodów 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej i tego, że tylko lider partii rządzącej mógł wejść na cmentarz – podczas gdy rodziny innych ofiar były tego prawa pozbawione z powodu koronawirusa.
  • Sytuacja ta budzi głębokie zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich.
  • RPO prosi o interwencję organ konstytucyjny - KRRiT, a władze radia pyta o sprawę dziennikarza Bartosza Gila, który miał być zawieszony za to, że nie chciał zmienić wyników listy przebojów na polecenie szefa stacji.

RPO przypomina przewodniczącemu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witoldowi Kołodziejskiemu, że w wyniku skandalu z pracy w Polskim Radiu zrezygnował red. Marek Niedźwiedzki, a w ciągu ostatnich miesięcy odeszło stamtąd ponad 20 dziennikarzy. To: Agnieszka Obszańska, Bartosz Gil, Marek Niedźwiecki, Michał Nogaś, Robert Kantereit, Magda Jethon, Artur Andrus, Jerzy Sosnowski, Agnieszka Szydłowska, Wojciech Mann, Anna Gacek, Gaba Kulka, Jan Młynarski, Jan Chojnacki, Paweł Drozd, Agata Kasprolewicz, Hirek Wrona, Jacek Hawryluk, Dariusz Rosiak, Marcin Kydryński, Wojciech Mazolewski.

Działania radiowej Trójki spotkały się także z protestem ze strony artystów i wytwórni, którzy zdecydowali się rozwiązać współpracę z Radiem. Sytuacja ta wpłynie zatem znacząco na jakość treści emitowanych przez nadawcę publicznego.

RPO przypomina Przewodniczącemu KRRiT, że art. 54  Konstytucji zakazuje cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu. Opisana sprawa budzi także wątpliwości w związku z konstytucyjnym obowiązkiem władz publicznych stworzenia warunków upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury (art. 6 Konstytucji RP), wolnością twórczości artystycznej (art. 73 Konstytucji RP), czy prawem obywateli do pozyskiwania informacji w związku z realizacją wolności słowa (art. 54 Konstytucji RP).

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie przypomnieć, że ustawa o radiofonii i telewizji powierza radiofonii i telewizji istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej (art. 1 u.r.t.). Szczególną rolę odgrywają tu publiczna radiofonia i telewizja.

Odpowiedź przewodniczącego KRRiT

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji otrzymała w tej sprawie stanowisko nadawcy. Jak wynika z przedstawionych wyjaśnień, poruszona sprawa – w związku z zarzutami dotyczącymi nieprawidłowości przeprowadzenia głosowania – była poddana wnikliwej analizie i kontroli, dokonanej przez wyspecjalizowaną komórkę Polskiego Radia SA. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji została zapoznana z ustaleniami tej kontroli.

Mając jednak na uwadze toczące się przed Sądem Okręgowym w Warszawie postępowanie o ochronę dóbr osobistych przeciwko Polskiemu Radiu SA, w którym prezentowane przez Spółkę stanowisko opiera się przede wszystkim na materiale dowodowym zgromadzonym w czasie przeprowadzonych czynności kontrolnych w tej sprawie, z uwagi na dobro tego procesu istnieje potrzeba zachowania poufności zebranych danych.

Wobec powyższego KRRiT nie będzie ujawniać szczegółów tego materiału dowodowego.

Jednocześnie pragnę przeprosić Pana Rzecznika za opóźnienie w przekazaniu niniejszej odpowiedzi, związane z długim oczekiwaniem na ostateczne stanowisko Polskiego Radia SA w poruszonej sprawie, które zostało przedstawione KRRiT po zakończeniu kontroli oraz szczegółowej analizie jej wyników. 

VII.564.64.2020

Odpowiedź RPO na pytanie TVP Info w sprawie zapowiedzi Rafała Trzaskowskiego dotyczących TVP (pełna)

Data: 2020-05-18
  • TVP Info zadała pytanie o reakcję RPO w sprawie zapowiedzi kandydata na prezydenta Rafała Trzaskowskiego w sprawie losu TVP
  • Zacytowała ją tu: https://tvp.info/48102884/rpo-milczy-ws-ataku-na-tvp-bo-trzaskowski-nie-wystepowal-w-charakterze-prezydenta. Ale tylko częściowo.
  • Pominęła wyjaśnienie RPO dotyczące sytuacji w TVP: W ocenie Rzecznika od kilku lat nadawcy publiczni nie realizują tej misji w sposób niezależny i bezstronny, naruszając przy tym ustawę o radiofonii i telewizji oraz Konstytucję RP. Dowodem tego są bardzo liczne interwencje podejmowane w tym zakresie przez Rzecznika

Oto cala odpowiedź przesłana do TVP Info przez Biuro RPO

„Rzecznik Praw Obywatelskich zgodnie z Konstytucją RP podejmuje działania wobec organów władzy publicznej. W udzielonym wczoraj wywiadzie stacji TVN Pan Rafał Trzaskowski występował jednak w charakterze kandydata na stanowisko Prezydenta RP, a nie jako Prezydent m.st. Warszawy, co uzasadniałoby podjęcie sprawy przez RPO.

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie podkreślić, że funkcja informacyjna jest jednym z podstawowych elementów misji publicznej nadawców publicznych takich jak TVP i Polskie Radio i powinna być przez nie realizowana zgodnie z konstytucyjnymi i ustawowymi wymaganiami niezależności i bezstronności.

W ocenie Rzecznika od kilku lat nadawcy publiczni nie realizują tej misji w sposób niezależny i bezstronny, naruszając przy tym ustawę o radiofonii i telewizji oraz Konstytucję RP. Dowodem tego są bardzo liczne interwencje podejmowane w tym zakresie przez Rzecznika. RPO pragnie przypomnieć, że nadal nie wykonany jest wyrok TK z dnia 13.12.2016 r. o sygn. K 13/16, na skutek czego obsada kluczowych stanowisk w mediach publicznych dokonywana jest w sposób stricte polityczny, co nie pozostaje bez wpływu na bieżące funkcjonowanie serwisów informacyjnych przez publicznych nadawców. RPO apeluje o jak najszybsze wykonanie tego wyroku w celu odbudowy niezależnych i bezstronnych mediów publicznych”.

Koronawirus. Media społecznościowe odpowiadają RPO, jak walczą z pseudoporadami w sieci

Data: 2020-05-13
  • Główne platformy społecznościowe podjęły wiele działań dla przeciwdziałania fake newsom w sieci o tym, jak leczyć koronawirusa
  • Wystąpił o to Rzecznik Praw Obywatelskich, zaniepokojony tym szkodliwością tych pseudporad

Na konieczność przeciwdziałania pseudoporadom ws. leczenia koronawirusa, które są rozpowszechniane w sieci, wskazywała Naczelna Rada Lekarska. Samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów stara się powstrzymać to wysoce szkodliwe zjawisko

NRL podziękowała też za  inicjatywę RPO w tej sprawie. Rzecznik spytał bowiem o nią główne platformy społecznościowe: Twittera, Google’a Poland, Facebooka czy Wykop.pl. Przychodzą już pierwsze odpowiedzi.

Odpowiedź portalu Twitter

Twitter wskazał szereg działań. Po pierwsze, umieszczaniem specjalnych interaktywnych komunikatów, promuje informacje z rzetelnych, rządowych źródeł (m.in. strony WHO, Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Cyfryzacji). Jest to tzw. „surfacing” czyli umieszczanie komunikatu na górze lub na środku strony, tak by była to pierwsza informacja, którą przeczyta użytkownik.

Po drugie, zaktualizowano politykę portalu pod kątem walki z nieprawdziwymi informacjami o koronawirusie i sposobach leczenia. Moderacja na portalu odbywa się głównie automatycznie, z wykorzystaniem stale uczących się algorytmów.

Dezinformacja o koronawirusie nie jest niestety tak łatwa do wychwycenia, jak np. mowa nienawiści, ponieważ programy muszą nauczyć się kolejnych nowych zwrotów, które należy weryfikować. Twitter wskazał jednak kilka sfer, gdzie dokonano zmian, m.in. rozszerzono definicję szkody, aby uwzględnić takie treści, które są sprzeczne z wytycznymi z wiarygodnych źródeł globalnych i lokalnych informacji na temat zdrowia publicznego.

Treści, które mogą zostać usunięte to, np.

  • zaprzeczanie udowodnionym faktom naukowym na temat wirusa (w szczególności możliwości zakażenia)
  • opisywanie szkodliwych i nieefektywnych metod leczenia/profilaktyki
  • podszywanie się pod urzędników państwowych by rozprzestrzeniać niepotwierdzone informacje o koronawirusie (zazwyczaj działania takie są podejmowane, aby szerzyć panikę w celach komercyjnych)
  • niepotwierdzone zarzuty dotyczące koronawirusa i działań podejmowanych w związku z nim, które mogą potencjalnie zachęcać ludzi do niszczenia np. masztów 5G, lub powodować powszechną panikę i niepokoje społeczne.

Twitter zmienił również politykę reklamową - tak aby ułatwić promowanie działań rządu i organizacji ochrony zdrowia, a jednocześnie uniemożliwić wykorzystywanie kryzysu w celach komercyjnych. Ponadto współpracuje z wieloma partnerami w związku z kampaniami informacyjnymi, takimi jak #WashYourHands czy #AdsForGood.

Odpowiedź Facebooka

Podzielamy troskę o konieczność rozpowszechniania sprawdzonych wiadomości w przestrzeni publicznej. Pragnę jednocześnie podkreślić, że walka z dezinformacją oraz dostęp do rzetelnych źródeł na naszych platformach zawsze były dla firmy Facebook priorytetem – napisał Jakub Turowski z Facebooka.

Teraz, w czasie pandemii COVID-19, dokładamy jeszcze większych starań, aby nasza platforma była wykorzystana do przekazywania wiarygodnych informacji na temat koronawirusa.

Zapewnienie wszystkim użytkownikom dostępu do rzetelnych informacji i usuwanie szkodliwych treści 

Dzięki postom edukacyjnym wyświetlanym na Facebooku i Instagramie oraz dzięki Centrum informacji o koronawirusie (COVID-19)1 udało nam się przekierować ponad dwa miliardy ludzi do zasobów informacyjnych WHO oraz innych instytucji zdrowia publicznego – w Polsce kierujemy użytkowników bezpośrednio do strony Ministerstwa Zdrowia. Wspomniane Centrum informacji o koronawirusie (COVID-19) to miejsce, w którym użytkownicy mogą uzyskać dostęp do najnowszych informacji, przydatnych materiałów i porad, pomagających chronić ich zdrowie oraz zapewnić wsparcie ich rodzinom i lokalnym społecznościom. Odnośnik do Centrum użytkownicy Facebooka mogą znaleźć na szczycie Aktualności. Na bieżąco przekazujemy informacje od krajowych i światowych instytucji  i organizacji odpowiedzialnych za opiekę zdrowotną, takich jak Światowa Organizacja Zdrowia  i Ministerstwo Zdrowia, a także publikujemy pomocne artykuły, filmy i posty na temat dystansowania społecznego i zapobiegania rozprzestrzenianiu się COVID-19. Użytkownicy mogą również rozpocząć obserwowanie Centrum informacji o koronawirusie (COVID-19), aby otrzymywać bezpośrednio  w swoich Aktualnościach informacje publikowane przez instytucje odpowiedzialne za opiekę zdrowotną. 

Walka z dezinformacją oraz dostarczanie wiarygodnych informacji na temat koronawirusa

Od początku marca Facebook rozszerzył również program współpracy z zewnętrznymi weryfikatorami informacji o 12 nowych krajów. Obecnie współpracujemy z ponad 60 organizacjami weryfikującymi informacje w ponad 50 językach. W Polsce współpracujemy ze stowarzyszeniem Demagog oraz  z Agence France Presse (AFP). W ramach naszych działań, mających na celu walkę z dezinformacją na temat COVID-19, usuwamy fałszywe treści, które stanowią zagrożenie dla ludzi. 

Zaczęliśmy również usuwać treści zawierające fałszywe stwierdzenia i treści oparte na teoriach spiskowych, które w ocenie wiodących światowych organizacji zdrowia lub instytucji państwowych mogą wyrządzić krzywdę osobom, które w nie uwierzą. Działania podejmowane przez nas są rozszerzeniem obecnie obowiązujących zasad, w myśl których usuwamy treści stanowiące zagrożenie dla zdrowia – usunęliśmy już setki tysięcy takich szkodliwych treści z naszej platformy. 

W przypadku innych, nieprawdziwych treści, które nie stanowiły jednak bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia, Facebook dołączał do nich ostrzeżenia na temat wątpliwej wiarygodności oraz faktyczny kontekst. W marcu takie ostrzeżenia zostały dołączone do ponad 40 milionów wpisów na temat COVID-19 na podstawie ponad 4 tysięcy artykułów sprawdzonych przez niezależnych weryfikatorów. 95% osób, które zobaczyło ostrzeżenia nie otworzyło oryginalnej treści. Aby wesprzeć fact-checkerów w ich pracy w związku z COVID-19, współpracujemy z The International Fact-Checking Network (IFCN) i uruchomiliśmy program wsparcia finansowego o wartości miliona dolarów, aby zwiększyć skuteczność ich działań w tym obszarze. 

W ramach naszych nieustających wysiłków na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa i zapewnienia wszystkim dostępu do rzetelnych informacji na temat koronawirusa, stale weryfikujemy nasze zasady dotyczących reklam produktów związanych z COVID-19. W ciągu ostatnich kilku tygodni wprowadziliśmy zmiany, aby chronić ludzi przed tymi, którzy próbują wykorzystać obecną sytuację  w celu uzyskania korzyści finansowych.

Pod koniec lutego wprowadziliśmy zmiany do naszych zasad dotyczących reklam w zakresie kontrowersyjnych treści, które następnie rozszerzyliśmy o tymczasowy zakaz zamieszczania wszelkich reklam i ofert handlowych promujących medyczne maski na twarz, inne maski przypominające medyczne maski na twarz, środki dezynfekujące do rąk, chusteczki do dezynfekcji powierzchni oraz zestawy testowe COVID-19. W przypadku wszystkich innych materiałów medycznych lub produktów związanych z COVID-19 zabronimy reklam, które gwarantują zapobieganie wirusowi lub stwarzają poczucie pilności (np. poprzez sugerowanie ograniczonej podaży). Nasze zespoły bardzo dokładnie monitorują sytuację związaną z epidemią COVID-19, aby ewentualnie wprowadzać niezbędne aktualizacje naszych zasad, gdyby ktoś próbował wykorzystać obecną sytuację zdrowia publicznego. Zintensyfikowaliśmy nasze prace, aby podejmować bardziej agresywne działania wobec podmiotów podejmujących ciągłe próby publikowania tego typu treści. 

Dodatkowo edukujemy użytkowników Facebooka w zakresie rozpoznawania fałszywych informacji oraz przeciwdziałania rozpowszechnianiu takich treści.

Dwie kluczowe inicjatywy prowadzone w Polsce

Pod koniec kwietnia uruchomiliśmy w Polsce kampanię online mającą na celu zwiększenie wiedzy Polaków w kontekście świadomego odbioru mediów oraz rozpoznawania fałszywych informacji. Kampanię będziemy prowadzili na naszej stronie na Facebooku (Facebook app). Będzie ona skierowana do szerokiej grupy dorosłych Polaków. 

W drugim tygodniu kwietnia przeprowadziliśmy, wraz ze stowarzyszeniem Demagog, szkolenie dla administratorów grup na Facebooku. Celem spotkania była edukacja w zakresie tego, dlaczego zgłaszać fałszywe informacje i jak można to zrobić – tak aby administratorzy wiedzieli, jak zgłaszać takie treści oraz aby edukowali członków swoich grup w zakresie przeciwdziałania rozpowszechnianiu fałszywych informacji (m.in. poprzez nieprzekazywanie treści co do wiarygodności których nie jesteśmy pewni). 

Podejmujemy działania także w innych naszych aplikacjach:

  • Na Messenger i na WhatsApp łączymy rządowe instytucje i agencje zdrowia Organizacji Narodów Zjednoczonych z programistami, którzy pomagają w jak najskuteczniejszym korzystaniu z tych aplikacji (np. budowa botów), celem przekazywania najbardziej aktualnych informacji i przyspieszenia czasu koniecznego na udzielenie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. W Polsce taka współpraca ma miejsce z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.
  • Na WhatsApp użytkownicy mogą otrzymywać codzienny raport z informacjami na temat liczby przypadków COVID-19 w postaci alertu zdrowotnego WHO na WhatsApp, który zawiera także wskazówki, jak zapobiegać rozprzestrzenianiu się choroby, a także odpowiedzi na często zadawane pytania, które użytkownicy mogą łatwo wysyłać do przyjaciół i rodziny. 

Odpowiedź Wykop.pl 

Aby ustrzec Internautów przed szeregiem fałszywych informacji krążących w Sieci, a które mogłyby okazać się dla nich wysoce niebezpieczne, opublikowaliśmy na łamach senwisu komunikaty, w których zwracamy uwagę na problem rozpowszechniania nieprawdziwych informacji za pomocą Internetu  - odpisał Michał Białek, członek zarządu Wykop Sp. z o. o. 

W komunikatach zachęcamy również, aby wiedzę na temat sytuacji związanej z pandemią wirusa SARS-CoV-2 czerpano ze sprawdzonych, oficjalnych źródeł. Stosowny komunikat wyświetlany jest przy każdej treści dotyczącej pandemii. 

Warto jednak podkreślić, że działania informacyjne to nie jedyna aktywność podejmowana przez naszą firmę w celu ograniczenia dezinformacji oraz prostowania nieprawdziwych informacji. Warto nadmienić, że znaczna część społeczności skupiona wokół Wykop.pl to bardzo świadomi użytkownicy Internetu, posiadający swój własny sposób komunikacji i szczególną wrażliwość na jakość zawartości serwisu.

Dlatego, już od lat, wyposażamy serwis w łatwy w obsłudze, intuicyjny system zgłoszeń. Jest to funkcjonalność, która umożliwia naszym użytkownikom szybką i sprawną komunikację z zespołem moderacyjnym, odpowiadającym za usuwanie z senwisu nieodpowiednich treści, w tym również tych stanowiących informację nieprawdziwą. Biorąc bowiem pod uwagę ilość treści publikowaną przez użytkowników Wykop.pl, takie narzędzie jest niezbędne, aby wspierać pracę nad jakością pojawiających się w senwisie treści. 

Dzięki systemowi zgłoszeń oraz zaangażowaniu w taki proces użytkowników serwisu, nasza reakcja na naruszenia regulaminu jest o wiele szybsza, a przy tym również i zdecydowana. Artykuły oraz posty zawierające zmanipulowane informacje są możliwie szybko usuwane z serwisu, a ich autorzy blokowani. Dodatkowo monitorujemy również serwisy zajmujące się rozpowszechnianiem fałszywych informacji - publikowanie takich domen, a także ich rozpowszechnianie jest blokowane w serwisie Wykop.pl. 

Warto również wspomnieć, że w ciągu ostatniego roku podwoiliśmy liczbę osób zatrudnionych w zespole zajmującym się moderowaniem oraz usuwaniem treści. Pozwoliło to dodatkowo zminimalizować czas reakcji na zgłoszenia użytkowników - treści naruszające regulamin serwisu, w tym również artykuły rozpowszechniające informacje nieprawdziwe, usuwane są możliwie jak najszybciej. 

Ponadto aktywnie współpracujemy z NASK Dyżurnet.pl oraz podejmujemy szereg innych działań, mających na celu zapobieganie oraz zwalczanie szkodliwych treści, w tym również zapobieganie rozprzestrzeniania się fałszywych informacji za pomocą serwisu Wykop.pl. 

Wśród prowadzonych działań należy wymienić chociażby system moderacji automatycznej realizowany przez zespół programistów Wykop.pl. System opiera się na mechanizmach uczenia maszynowego i jego celem jest natychmiastowe wykrywanie i usuwanie treści, które łamią regulamin lub zawierają treści nieprawdziwe bądź obraźiiwe. 

W ostatnich miesiącach, wspólnie z NASK, zaplanowaliśmy i opisaliśmy projekt, który swoim zakresem wykracza poza portal Wykop.pl i którego celem jest identyfikacja fake news w dowolnym miejscu w Internecie. Projekt zakłada wykorzystanie analizy tekstu, obrazu, video oraz ruchu sieciowego w połączeniu z weryfikacją społecznościową treści (system zgłoszeń Wykop.pl), które w efekcie pozwolą na określenie stopnia prawdopodobieństwa, że dana treść, z którą mamy do czynienia, jest nieprawdziwa. W ramach projektu ubiegamy się o grant z NCBiR (Szybka Ścieżka), aby móc go z powodzeniem sfinansować.

VII.564.50.2020

Koronawirus. Materiały TVP o systemie ochrony zdrowia budzą zaniepokojenie

Data: 2020-05-12
  • Naczelna Izba Aptekarska kwestionuje rzetelność materiału TVP pt. „Apteki żerują na klientach podczas epidemii koronawirusa”
  • W jej ocenie zawiera on wiele nieprawdziwych i nieuprawnionych stwierdzeń wobec farmaceutów
  • Rzecznik prosi Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o zajęcie się sprawą

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła kolejna skarga grupy obywateli na "Wiadomości” TVP.

Fundacja Watch Health Care wskazuje, że jakość materiałów publikowanych przez nadawcę publicznego dotyczących systemu ochrony zdrowia w Polsce budzi poważne zaniepokojenie. Fundacja podkreśla brak bezstronności, niezależności oraz pluralizmu w programach informacyjnych nadawcy publicznego oraz niewypełnianie misji publicznej.

Szczególnie pogłębionej analizy wymaga materiał wyemitowany w magazynie Alarm!: „Apteki żerują na klientach podczas epidemii koronawirusa”, który ukazał się 7 kwietnia 2020 r. na antenie TVP. Jak informuje Naczelna Izba Aptekarska, zawiera on szereg nieprawdziwych i nieuprawnionych stwierdzeń pod adresem farmaceutów.

Adam Bodnar zwrócił się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - która stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji - o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

VII.564.61.2020

Koronawirus. RPO pyta o działania policji 8 maja w stolicy, w tym zatrzymanie dziennikarza

Data: 2020-05-11
  • Dziennikarz w ramach swych obowiązków relacjonował drugi dzień protestu przedsiębiorców w stolicy 8 maja. Był w środku grupy demonstrantów, którą otoczył kordon policji
  • Wykorzystując środki przymusu bezpośredniego, funkcjonariusze zatrzymali kilkadziesiąt osób, w tym także i dziennikarza 
  • Zdaniem RPO może to naruszać wolność mediów i jest sprzeczne ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" został zatrzymany przez policję podczas protestu przedsiębiorców w Warszawie  8 maja 2020 r., gdy wykonywał swe obowiązki. Paweł Rutkiewicz informował policjantów, kim jest i co robi. Zaniepokojony tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi stołeczną policję o wyjaśnienia.

W trakcie interwencji policji zatrzymano kilkadziesiąt osób, w tym po raz drugi tego samego dnia kandydata na prezydenta RP Pawła Tanajno. Wobec protestujących miały zostać użyte m.in. granaty hukowe. Na wyposażeniu interweniujących oddziałów było także urządzenie LRAD (Long Range Acoustic Device), mające zastosowanie do rozpraszania demonstracji za pomocą dźwięków wysokiej częstotliwości, którego użycia nie przewidują  przepisy polskiego prawa. 

RPO pyta zatem:

  • jakie były podstawy faktyczne i prawne podjęcia interwencji oraz jak przebiegała ta interwencja;
  • czy w trakcie działań używane były środki przymusu bezpośredniego, jakie i w odniesieniu do ilu osób, w tym jaka była podstawa faktyczna użycia granatów hukowych;
  • jaki był cel i sposób wykorzystania urządzenia LRAD podczas działań;
  • ile osób zostało zatrzymanych, jakie były podstawy faktyczne i prawne tych zatrzymań, jak długo zatrzymani byli faktycznie pozbawieni wolności, którzy z zatrzymanych wnieśli do sądu zażalenia na zatrzymanie;
  •  ile osób zostało wylegitymowanych, jaka była podstawa faktyczna wylegitymowania;
  • jakie dalsze czynności policja podjęła lub planuje podjąć w odniesieniu do osób zatrzymanych i wylegitymowanych.  

 

Rzecznik w piśmie do Komendanta Stołecznego Policji podkreśla, że status dziennikarzy gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu. Przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest bowiem jednym z kluczowych zadań mediów jako tzw. „publicznego stróża”  (ang. public watchdog) w demokratycznym społeczeństwie. Oznacza to zatem, że organy państwa nie mogą utrudniać dziennikarzom wykonywania pracy.

Swoboda relacjonowania demonstracji ma istotne znaczenie także dla wolności zgromadzeń. Obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić.

Rzecznik przywołał  wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w których wskazano, że karanie pracujących na demonstracjach dziennikarzy prowadzi do naruszenia ich prawa do gromadzenia informacji jako ważnego elementu pracy dziennikarskiej, który podlega równie silnej ochronie, jak opublikowanie informacji. Należy ponadto przypomnieć, że prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter, czy pokojowy przebieg. Zaś sam wymóg zapewnienia dziennikarzom bezpieczeństwa obejmuje przede wszystkim powstrzymanie się m.in. przez organy państwa (policję, inne służby porządkowe) od stosowania wobec dziennikarzy nieuzasadnionych środków przymusu.

Sposób działania policji w przypadku demonstracji z 8 maja budzi wątpliwości z punktu widzenia wolności prasy wyrażonej w Konstytucji (art. 14 w związku z art. 54), w także w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Obywatela (art. 10).

A rolą organów państwa w urzeczywistnianiu wolności prasy jest także zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji. Tym bardziej zatem, policja nie powinna podejmować takich środków, które mogą w sposób szczególny narażać dziennikarzy na niebezpieczeństwo i utratę zaufania opinii publicznej.

VII.716.5.2020,  II.519.549.2020

Skarga na stronniczość „Wiadomości” TVP. RPO prosi KRRiT o wyjaśnienie zarzutów

Data: 2020-05-06
  • Po kolejnej skardze na stronniczość "Wiadomości TVP" RPO prosi Krajową Radę Radiofonii  i Telewizji o wyjaśnienie stawianych zarzutów

"Wszyscy mamy szczescie i komfort urodzenia sie w czasach wolnej Polski; o manipulacjach, których dopuszczały sie komunistyczne, panstwowe serwisy informacyjne, wiemy tylko z opowiesci. Od publicznej telewizji, zgodnie z art. 21 ust. 1 Ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji (Dz. U. 2019 r. poz. 361; Dz. U. 2019 poz. 643 ), mamy prawo oczekiwac pluralizmu, bezstronnosci oraz wywazenia. Bulwersujacym jest dla nas fakt, ze w programie głównym "Wiadomości" emitowanym codziennie o godz. 19:30 na antenie publicznej stacji TVP 1, w sposób jawny narusza sie wyzej wymienione zasady. Przypomne, ze art. 21 został na wniosek Rady Ministrów zmieniony własnie w ten sposób, by odzwierciedlac misje publiczna spółki TVP SA .Tymczasem wskazany program w sposób jawny narusza zasade bezstronnosci i rzetelnosci, prezentujac tresci przychylne wyłacznie aktualnie sprawujacemu władze obozowi.

​(…) Wolnosc słowa jest dla nas bardzo istotna. Jest prawem, którego nie mieli nasi przodkowie,którego ochrona jest takze i naszym obowiazkiem. Z tego tytułu zwracamy sie w niniejszym wniosku do Rzecznika Praw Obywatelskich o wyegzekwowanie tejze wolności"

To cyctat z kolejnej skargę obywatela wskazującego na stronniczość i brak niezależności oraz pluralizmu  „Wiadomości” TVP. Zwraca on szczególną uwagę na tzw. paski informacyjne.

W piśmie do Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, RPO przypomniał, że w interesie publicznym, do którego chronienia w ramach w radiofonii i telewizji Rada została powołana, jest zapewnienie rzetelnej i bezstronnej informacji obywatelom.

Rzecznik przywołał także składane przez niego w ubiegłym roku wnioski o przeprowadzenie kontroli w TVP. Wskazał zarazem, że dotychczas podejmowane przez KRRiTV działania nie zmieniły niepokojącej praktyki publikacji potencjalnie stronniczych materiałów przez telewizję publiczną.

RPO zwrócił się do KRRiTV o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w tej sprawie. 

VII.564.59.2020

Koronawirus i kampania wyborcza w mediach. RPO do TVP i KRRiT ws nierównego traktowania kandydatów

Data: 2020-05-04
  • W TVP i Polskim Radiu przewagę ma urzędujacy prezydent - wynika z danych publikowanych przez TVP
  • W momencie, gdy nie daje się prowadzić kampanii wyborczej w normalny sposób, to naruszenie  prawa wyborczego staje się bardzo powazne
  • RPO przekazuje uwagi p.o. prezesowi TVP Maciejowi Łopińskiemu, a szefa KRRiT pyta, czy dostaje w tej sprawie uwagi od obywateli i co z nimi robi

Na mediach publicznych w trakcie kampanii wyborczej spoczywają szczególne obowiązki. Zadania te są tym istotniejsze w trakcie obowiązywania stanu epidemii i ograniczeń praw obywatelskich z nich wynikających, w tym dotyczących zakazu zgromadzeń publicznych oraz ograniczeń w przemieszczaniu się. Niemożliwym jest organizowanie spotkań z wyborcami, transmisja z tych wydarzeń, a nawet zbieranie podpisów wyborców. Uwaga odbiorów skupiona jest w obecnym czasie na zagadnieniach związanych z walką z epidemią i widoczny jest spadek zainteresowania prowadzoną kampanią. Należy jednak wskazać, że oglądalność programów informacyjnych nadawców publicznych przekracza komercyjną konkurencję, dlatego sposób w jaki media publiczne wypełniać będą ustawowe obowiązki w tym zakresie, realizować prawo obywateli do informacji oraz gwarantować równość szans kandydatów będzie mieć zasadnicze znaczenie dla wyników najbliższych wyborów.

Dotychczasowa praktyka TVP i Polskiego Radia w tej sprawie budzi niepokój obywateli oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.

Zgodnie z Kodeksem wyborczym (art. 120 § 1) Telewizja Polska ma obowiązek przeprowadzania debat między przedstawicielami tych komitetów wyborczych, które zarejestrowały swoje listy kandydatów we wszystkich okręgach wyborczych. Szczegółowe zasady przeprowadzenia debata zostały określone w rozporządzeniu KRRiT z dnia 6 lipca 2011 roku w sprawie szczegółowych zasad i trybu przeprowadzania debat przez Telewizję Polską (Dz. U. poz. 878).

Ponadto, prawo wyborcze gwarantuje również możliwość emisji w programach publicznej radiofonii i telewizji  bezpłatnych i płatnych audycji przygotowanych przez poszczególne komitety w ściśle określonym czasie, tj. od 15. dnia przed dniem wyborów do dnia zakończenia kampanii wyborczej (odpowiednio art. 117 i 119 Kodeksu wyborczego oraz rozporządzenia wydane na tej podstawie przez KRRiT).

W zakresie emisji bezpłatnych audycji komitetów wyborczych nadawcy mają zobowiązania związane z pomocą realizacyjną oraz techniczną i operatorsko-montażową. Prawo do nieodpłatnego rozpowszechniania audycji wyborczych w programach nadawców publicznych służy szerokiemu dostępowi do informacji o kandydatach i reprezentujących ich komitetach wyborczych, stwarza możliwość zapoznania się wyborców z ich programem politycznym. Konstytucyjne prawo obywateli do informacji zapewnia tym samym  realizację zasady wolnych wyborów.

Nadzwyczajna sytuacja epidemiczna, z jaką mamy do czynienia, nakłada dodatkowe obowiązki nie tylko na obywateli, ale także na media publiczne. Na rażącą nierówność w dostępie kandydatów na urząd Prezydenta do mediów publicznych wskazywał członek Rady Mediów Narodowych Pan Juliusz Braun. Kierując się potrzebą zapewnienia rzetelnego wypełniania przez spółki mediów publicznych ich ustawowych zadań, apelował on o udostępnienie kandydatom nadzwyczajnego czasu antenowego oraz stworzenie sztabom wyborczym kandydatów na prezydenta, możliwości swobodnego prezentowania ich programów w audycjach telewizyjnych i radiowych. Apel ten godny jest poparcia.

Wątpliwości dotyczące sposobu informowania o kampanii wyborczej wyrażone zostały również przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Jak wskazywała dyrektor ODIHR Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, komentując sytuację w Polsce: „Prawdziwe wybory wymagają autentycznej kampanii, w której wyborcy mogą usłyszeć programy i opinie wszystkich kandydatów, aby dokonać świadomego wyboru. Obecne ograniczenia dotyczące zgromadzeń publicznych z powodu pandemii sprawiają, że prowadzenie kampanii jest prawie niemożliwe. Obawiam się, że jeśli wybory prezydenckie przebiegną w obecnych okolicznościach, mogą nie spełniać szeregu międzynarodowych standardów”.

Jak wynika z analizy danych zamieszczanych w Biuletynie Informacji Publicznej TVP w lutym na antenach Telewizji Polskiej najwięcej czasu antenowego poświęcono komitetowi wyborczemu obecnie urzędującemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. W sumie zajął on 1 godzinę i 13,5 minuty, natomiast czas antenowy przeznaczony na pozostałe komitety wynosił odpowiednio: Komitet wyborczy Krzysztofa Bosaka - 19 min. 47 sek.;  KWknPRP Małgorzaty Kidawy–Błońskiej – 30 min. 33 sek.; KWknPRP Szymona Hołowni – 5 min. 37 sek.; Komitet Władysława Kosiniaka-Kamysza – 15 min. 22 sek.; KW Roberta Biedronia – 44 sek.

Dodatkowo oprócz wspominanego czasu – z racji sprawowanego urzędu – prezydent oraz Kancelaria Prezydenta dysponują osobnym czasem na antenie, co znacząco wpływa na równość szans kandydatów. Dla porównania warto wskazać, że w marcu na antenie TVP Info wszystkie Komitety Wyborcze uzyskały 40 minut 39 sekund czasu antenowego, natomiast Kancelaria Prezydenta oraz Prezydent otrzymały odpowiednio 2 godziny 25 minut i 2 sek. oraz 19 godzin 56 minut i 31 sek.

W świetle wskazanych informacji, w opinii Rzecznika, nadawca publiczny nie wypełnia ustawowej zasady pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności w przedstawianiu kampanii wyborczej w wyborach prezydenckich w 2020 roku.

VII.564.58.2020

#ZglosTo – wystartowała kampania społeczna RPO i FDDS przeciwko szkodliwym treściom w internecie

Data: 2020-04-28
  • Celem kampanii jest zwalczanie szkodliwych treści w internecie. Wspieramy tych, którzy chcą na nie reagować, podpowiadając, gdzie i jak można skutecznie zgłaszać niepokojące materiały.
  • W ramach inicjatywy uruchomiona została platforma internetowa www.zglos.to, która pomoże wybrać najlepszy sposób reakcji na szkodliwe treści w sieci – niezależnie od tego, czy łamią one prawo czy nie.
  • Mowa nienawiści, hejt, cyberprzemoc, nielegalna pornografia, patotreści - według badań nawet 85% Polaków ma z nimi styczność, jednak większość nigdzie ich nie zgłasza. Tymczasem wszystko to ma niebywały wpływ przede wszystkim na dzieci, internetowych tubylców.

Rosnący fenomen szkodliwych treści 

Szkodliwe treści to materiały, które mogą wywoływać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania. Nie zawsze łamią polskie prawo, dlatego nie w każdym przypadku działania mogą być podjęte przez policję lub prokuraturę. Szkodliwe treści obejmują szeroki zakres zachowań: od mowy nienawiści przez hejt, materiały ukazujące przemoc, promujące narkotyki, pijaństwo, samookaleczenia, samobójstwa po nielegalną pornografię.

Rzecznik Praw Obywatelskich od początku kadencji podejmuje działania, które mają na celu zwalczanie mowy nienawiści w przestrzeni publicznej. Jeszcze w 2015 roku, kiedy fala hejtu zalała Olgę Tokarczuk po wydaniu Ksiąg Jakubowych i wypowiedziach odnoszących się do niejednobarwnej historii Polski, RPO zorganizował spotkanie, które zainaugurowało prace Okrągłego Stołu do sprawy walki z mową nienawiści. Później w 2018 roku wraz z pojawieniem się zjawiska patotreści, działania objęły także ten obszar. Prowadzona obecnie kampania jest niejako zwieńczeniem wszystkich dotychczasowych inicjatyw w zakresie szkodliwych treści w internecie. Dodatkowo dzisiejsza sytuacja, gdy z powodu epidemii relacje społeczne w znacznej mierze przeniosły się do sieci, w sposób szczególny pokazuje, jak ważne jest byśmy wszyscy czuli się bezpiecznie w internecie.

Według badań[1] przeprowadzonych na zlecenie BRPO i FDDS nawet 85% Polaków ma styczność ze szkodliwymi treściami. 76% dorosłych badanych spotkało się w ciągu ostatniego roku z mową nienawiści i hejtem w sieci, 71% z treściami wulgarnymi i przemocowymi, 52% miało kontakt z cyberprzemocą (groźby, strasznie i szantażowanie), a 40% z nielegalną pornografią.

- Uświadomienie sobie, że problem istnieje to nie wszystko – ważne jest podejmowanie realnych działań, ukierunkowanych na jego rozwiązanie. Szkodliwe treści należy zgłaszać, ponieważ może to sprawić, że nie dotrą one do dzieci lub dotrą do nich w mniejszym stopniu. Stąd pomysł na powstanie platformy zglos.to – mówi Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Dopiero dzięki zgłoszeniu niepokojącej treści odpowiedniemu podmiotowi prawdziwie pokazujemy swoją reakcję – sam gest kciuka skierowanego w dół tak nie zadziała – dodaje.

Możesz mieć wpływ i zgłaszać szkodliwe treści – #ZglosTo!

Aż 54% osób, które natrafiają w internecie na treści przemocowe, które łamią prawo zadeklarowało, że nigdzie ich nie zgłasza, w tym 30% ankietowanych stwierdziło, że ich brak reakcji wynika z niewiedzy, gdzie i jak zgłaszać takie treści.

Dlatego, aby wesprzeć ludzi w zgłaszaniu szkodliwych treści, Rzecznik Praw Obywatelskich i Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przy wsparciu partnerów uruchomili platformę zglos.to, zainaugurowaną podczas konferencji prasowej, w której obok organizatorów wzięli udział przedstawiciele Facebook Polska oraz Google.

Na stronie zaprezentowanej przez koordynatorkę projektu Zuzannę Rudzińską-Bluszcz w kilku prostych krokach można dowiedzieć się, gdzie i w jaki sposób skutecznie zgłosić szkodliwe, przemocowe treści napotkane w sieci. Jak to działa? Po odpowiedzi na cztery pytania zamknięte, system proponuje najlepszy sposób reakcji - od prawie gotowych formularzy zawiadomienia prokuratury, poprzez linki do zgłoszenia zdarzenia platformie, na której doszło do naruszenia, po porady – w przypadku nieletnich - dotyczące rozmowy z dorosłym, któremu się ufa.

Wpływ internetu na zachowania dzieci i młodzieży jest dominujący. Z łatwością przenoszą oni zachowania z sieci do życia w realu. Dlatego musimy nauczyć siebie i dzieci, jak być współobywatelem także w internecie, jak z szacunkiem traktować innych, słabszych niezależnie czy jest to przestrzeń wirtualna czy rzeczywista.

W sieci można natknąć się na namawianie do działań, które szkodzą zdrowiu lub życiu dziecka. Zagrożeń jest wiele, ale dzięki zwiększonej liczbie zgłoszeń możemy chronić nieletnich przed przemocą. Platforma zglos.to jest ukłonem w stronę osób, które chcą reagować na szkodliwe treści, ale nie wiedzą, w jaki sposób powinny to zrobić, a także dla tych, którzy do tej pory uważali to za bezcelowe. Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę przypominają o tym, jak ważne jest zwracanie uwagi na mowę nienawiści i hejt oraz ochrona nieletnich przed przemocą.

- Chcemy, aby ludzie czuli się swobodnie dzieląc się i łącząc na Facebooku, a wiemy, że będzie tak tylko gdy będą czuli się bezpiecznie. Dlatego stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu już na etapie projektowania naszych produktów oraz następnie tego, w jaki sposób nimi zarządzamy. Przy udziale naszej społeczności i ekspertów z całego świata stworzyliśmy Standardy społeczności, które określają, co jest, a co nie jest dozwolone w serwisie. Nad bezpieczeństwem naszych platform czuwa ponad 35 tysięcy ludzi. – powiedział podczas spotkania Jakub Turowski, szef zespołu ds. polityki publicznej na Polskę i kraje bałtyckie w Facebook.

- Z drugiej strony wiemy, że równie ważna jest świadomość osób, które z nich korzystają. Chcemy, aby ludzie mieli tę świadomość i zgłaszali treści, które nie powinny pojawiać się w przestrzeni publicznej, jaką jest internet. Właśnie dlatego postanowiliśmy wesprzeć kampanię Zgłoś.to - dodaje.

Kluczowa relacja rodzic – dziecko

Statystyki dotyczące konsumpcji szkodliwych treści przez młodych ludzi dają do myślenia – z zeszłorocznych badań FDDS i BRPO na temat problemu patologicznych treści w sieci prowadzonych wśród dzieci w wieku 13-15 lat wynika, że 85% z nich zna to zjawisko,  37% przyznaje, że ogląda patotreści w internecie, 43% ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu.

- Nie chcemy i nie możemy cenzurować internetu. Ale nie jesteśmy bezradni i powinniśmy reagować na to, co uważamy za niewłaściwe - mówiła Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, koordynatorka Okrągłego Stołu do walki z patotreściami w internecie - każdy z nas może sprawić, że internet będzie miejscem bardziej przyjaznym dla wszystkich użytkowników, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia, niepełnosprawności. Widząc hejt, wulgaryzmy, przemoc najczęściej w powątpiewaniu kręcimy głową i zamykamy okno w przeglądarce. To za mało. Internet jest miejscem publicznym - tak jak przystanek czy park. Zglos.to wskazuje na sposoby reakcji, które są dostępne dla wszystkich. Nie bądźmy obojętni.

Zwracają uwagę także wyniki ostatniego badania twórców kampanii Zgłoś.to, w części poświęconej postrzeganiu roli różnych ekosystemów wychowawczych w życiu młodych. Aż 35% dorosłych ankietowanych wskazało, że to internet ma dziś aktualnie największy wpływ na wychowanie dzieci młodzieży. To samo o rodzicach powiedziało 46%, zaś o szkole zaledwie 7%. 

- Znany od lat model wychowawczy, w którym dominowała szkoła i rodzice zmienił się. Trzecim „nauczycielem” kształtującym sposób myślenia, postawy i zachowania dzieci i młodzieży został internet. W przypadku kontaktu dzieci z nieodpowiednimi nadawcami i treściami w sieci staje się to poważnym zagrożeniem  – mówił Łukasz Wojtasik, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

- Odpowiedzią na problem jest świadome, uważne rodzicielstwo, polegające na wspieraniu dziecka  w korzystaniu z internetu, ciekawości jego doświadczeń online, ustalaniu zasad bezpieczeństwa, wskazywaniu pozytywnych zastosowań sieci, komentowaniu treści. Dziecko musi być pewne, że może liczyć na wsparcie rodziców w sytuacji dezorientacji czy niepokoju w kontakcie z internetowymi treściami – dodał.

Statystyki[2] dotyczące kwestii wsparcia ze strony dorosłych w tej kwestii potwierdzają - ponad 40% badanych nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców porady, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Ponad 60% nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało pomocy od swojego nauczyciela po napotkaniu niepokojącej treści w internecie. ​

Warto pamiętać i podkreślać w rozmowie z dziećmi, że internet nie jest miejscem, w którym wolno więcej. Jest miejscem publicznym, dlatego nieobyczajny wybryk czy nieprzyzwoity rysunek są w nim tak samo zabronione, jak w przestrzeni publicznej. Nie zważając na trudności, należy reagować na rozpowszechnianie szkodliwych treści, jeśli spełniają one znamiona przestępstw, są wykroczeniami lub naruszają dobra osobiste. Od teraz mamy wszyscy taką możliwość dzięki platformie zglos.to.

 

[1] Panel badawczy Ariadna, ogólnopolska próba użytkowników internetu licząca N=1060 osób w wieku 18+, kwiecień 2020

[2] Badanie EU Kids Online 2018

Koronawirus. Podziękowania NRA dla RPO za pomoc w sprawie pseudoporad w sieci

Data: 2020-04-27

Naczelna Rada Lekarska dziękuje RPO za pomoc w przeciwdziałaniu pseudoporadom na temat leczenia koronawirusa, które są rozpowszechianiane w sieci. Samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów stara się powstrzymać to wysoce szkodliwe zjawiskiem.

RPO napisał w tej sprawie do głównych platform społecznościowych: Twittera, Google’a Poland, Facebooka czy Wykopu.pl. Czeka teraz na odpowiedzi. Naczelna Rada Lekarska dostała te pisma do wiadomości – jej prezes prof. Andrzej Matyja  świadczą o bardzo wnikliwym podejściu do przedmiotowej sprawy, co jest szczególnie cenne w dobie aktualnie obowiązującego stanu epidemii.

VII.564.50.2020

Materiały TVP na temat konkurencyjnej stacji. Rzecznik prosi KRRiT o ich ocenę

Data: 2020-04-17
  • TVP krytykuje konkurencyjną stację TVN, zarzucając jej „PRL-owskie korzenie”, „kłamliwe teorie” czy „festiwal manipulacji w rocznicę katastrofy smoleńskiej”
  • Takie materiały publicznego nadawcy budzą wątpliwości pod kątem ich etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami
  • RPO prosi Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o postępowanie wyjaśniające w tej sprawie

13, 14 i 15 kwietnia 2020 r. w " Wiadomościach” TVP oraz w TVP Info pojawiały się materiały atakujące dziennikarzy i dziennikarki TVN, budzące wątpliwości z punktu widzenia poszanowania ich praw.  Wątpliwości etyczne wynikają też z ich zgodności z Kartą Etyczną Mediów, opracowaną z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, podpisaną w 1995 r. m.in. przez Prezesa TVP S.A.

W materiałach przywoływano informacje dotyczące życia prywatnego dziennikarzy, sugerujące ich powiązania z władzami komunistycznymi. Były sugestie, że dziennikarze TVN24 mieli swój udział w „kreowaniu atmosfery rebelii w trakcie sejmowego puczu” czy w „próbie wykreowania wizerunku Polaków jako neofaszystów”. A portal TVP Info opisał powstanie TVN w tekście pt. „Stacja TVN powstała na zlecenie służb? Jak Urban Waltera zachwalał”. 

Materiały te publikowano w odpowiedzi na programy stacji TVN krytykujące działania przedstawicieli władz publicznych. W związku z kontekstem emisji, a także liczbą podobnych materiałów emitowanych w krótkim czasie, programy TVP i TVP Info budzą wątpliwości pod kątem ich etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami. Personalne ataki na konkretnych dziennikarzy mogą prowadzić do naruszenia ich dóbr osobistych. 

Ustawa o radiofonii i telewizji powierza mediom istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej. Szczególną rolę odgrywa publiczna radiofonia i telewizja, która realizuje misję publiczną, oferując zróżnicowane programy w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.

Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa. Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, zgodnie z jej konstytucyjnymi i ustawowymi obowiązkami.

VII.564.46.2020

Koronawirus. RPO prosi KRRiT o zajęcie się atakami TVP na lekarza

Data: 2020-04-17
  • Materiał TVP o prof. Krzysztofie Simonie, lekarzu-epidemiologu, który krytykuje działania władz w czasie epidemii, może budzić wątpliwości pod kątem rzetelności, bezstronności, etyczności i  warsztatu dziennikarskiego.
  • RPO prosi KRRiT o interwencję.

14 kwietnia TVP Info wyemitowała materiał „Prof. Simon neguje zakaz wypowiedzi. 31.01 ogłosił, że leci do Indii i „nic go to specjalnie nie obchodzi”. Prof. Krzysztof Simon jest lekarzem, który publicznie krytykuje stan przygotowania polskich placówek medycznych do epidemii oraz działania władz.

Lekarze zareagowali na program – zauważyli, że wypowiedzi prof. Simona zostały przez pracowników TVP zmanipulowane. Zarząd Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wydał oświadczenie, w którym uznaje działania podejmowane przez nadawcę publicznego za nagonkę wymierzoną w prof. Simona. Wskazuje, że „uważa za niedopuszczalne podawanie nieprawdziwych informacji o wypowiedziach prof. Krzysztofa Simona, a także negowanie przez osoby niekompetentne prawa do wypowiedzi lekarza, specjalisty chorób zakaźnych na temat COVID-19.

Ponadto Zarząd Stowarzyszenia popiera stwierdzenia prof. Simona o absurdalności niektórych ograniczeń nałożonych na społeczeństwo oraz o niedopuszczalności stosowania wyjątków dla wybranych osób”.

Zdaniem Rzecznika materiał TVP Info może rzeczywiście budzić wątpliwości pod kątem jego rzetelności, bezstronności, etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami.

Po raz kolejny RPO przypomina, że ustawa z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji (Dz. U. z 2019 r., poz. 361 ze zm.) powierza radiofonii i telewizji istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej (art. 1 u.r.t.). Szczególną rolę odgrywają tu publiczna radiofonia i telewizja, która realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu (art. 21 ust. 1 u.r.t.). Ustawa o radiofonii i telewizji wprowadza również istotne wymogi dotyczące charakteru programów i innych usług jednostek publicznej radiofonii i telewizji (art. 21 ust. 2 u.r.t.).

Dlatego RPO prosi przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

VII.564.48.2020

Dlaczego w TVP "wygumkowano" tęczę? Prezes Maciej Łopiński: to samodzielne działanie montażysty

Data: 2020-04-17
  • W programie TVP Bydgoszcz nt. czytelnictwa znak tęczy, który był na ścianie księgarni, został pozbawiony kolorów
  • RPO spytał o to prezesa TVP Macieja Łopińskiego
  • Odpisał on, że było to samodzielne działanie montażysty materiału, którego nie uzgodnił z autorką felietonu
  • Wobec osoby odpowiedzialnej wyciągnięto konsekwencje służbowe, a na stronie internetowej OTVP  Bydgoszcz zamieszczony jest materiał w pierwotnej wersji

W programie TVP Bydgoszcz „Zbliżenia” dotyczącego czytelnictwa w czasach kryzysu doszło 6 kwietnia do manipulacji: w montażu znak tęczy, który był na ścianie księgarni, został pozbawiony kolorów.  

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił prezesa TVP o wyjaśnienia. Takie działanie może bowiem nosić znamiona cenzury i nie ma racjonalnego uzasadnienia. Przypomina zaś działania „Wiadomości” TVP, które w 2017 r. w materiale zrobionym także przez dziennikarzy TVP Bydgoszcz usunęły z kurtki posła Arkadiusza Myrchy serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Ani tęcza ani naklejka nie są w żaden sposób obraźliwe ani nie wpływają na odbiór przekazu. Nie są to także symbole, które mogłyby być postrzegane jako niebezpieczne lub kontrowersyjne, a ich emisja nie prowadzi do naruszenia praw obywateli.

Symbole te mogą być postrzegane jako polityczne, warto jednak podkreślić, że ekspresja symboliczna wypowiedzi o charakterze politycznym cieszy się szeroką ochroną na gruncie standardów prawa konstytucyjnego oraz orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jednocześnie usunięcie tych symboli prowadzi w oczywisty sposób do cenzury elementu przekazu i prowadzić może do naruszenia art. 54 ust. 2 Konstytucji (zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu).

Odpowiedź prezesa TVP

Uprzejmie informuję, że opisane w liście zdarzenie było przedmiotem analizy ze strony władz spółki Telewizja Polska S.A.

Pragnę poinformować Pana. że zdarzenie opisane w materiałach prasowych rzeczywiście miało miejsce, jednak wnioski wysunięte z tego faktu są zbyt daleko idące.

W wyniku przeprowadzonego postępowania okazało się, że usunięcie kolorów z flagi umieszczonej w księgami, w której realizowano materiał dotyczący czytelnictwa w czasach stanu epidemicznego oraz bardzo pożytecznej inicjatywy „Książka na telefon", było samodzielnym działaniem montażysty materiału, którego nie uzgodnił z autorką felietonu.

Obecnie ze względów bezpieczeństwa dziennikarze nie uczestniczą w montażu materiałów.

Samowolne działanie naszego współpracownika spowodowało nie tylko publiczne stawianie zarzutów, podobnych do tych jakie sformułował Pan w swoim liście, ale również falę hejtu pod adresem dziennikarki realizującej materiał.

Wobec osoby odpowiedzialnej za całe zdarzenie zostały wyciągnięte konsekwencje służbowe. Na stronie internetowej OTVP Bydgoszcz jest zamieszczony materiał w pierwotnej wersji.

- Mogę wyrazić ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji, która doprowadziła do stawiania przez Pana, jak się okazało, nieuzasadnionych, zarzutów o rzekomej cenzurze prewencyjnej w Telewizji Polskiej S.A. – napisał Maciej Łopiński.

VII.564.42.2020

"Ogranicza prawa i wolności". RPO o obywatelskim projekcie zakazującym edukacji seksualnej

Data: 2020-04-15
  • Obywatelski projekt zakazujący edukacji seksualnej ogranicza konstytucyjne prawo do nauki, do wolności nauczania, do ochrony zdrowia, a także wolność wypowiedzi
  • Zarzuty projektodawców wobec edukacji seksualnej nie są poparte żadnymi argumentami naukowymi – są wyłącznie ich subiektywną opinią
  • Tymczasem edukacja taka jest uznaną formą przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci
  • Przyczynia się też do zmniejszenia liczby niechcianych ciąż nastolatek; spadku zakażeń wirusem HIV oraz obniża skalę homofobii
  • Projekt wykazuje podobieństwo z rosyjskim prawem ws. „gejowskiej propagandy” – zakwestionowanym przez Europejski Trybunał Praw Człowieka

Takie są najważniejsze tezy opinii Rzecznika Praw Obywatelskich o obywatelskim projekcie zmian prawa, który przewiduje karę do 3 lat więzienia m.in. za edukację seksualną.

6 sierpnia 2019 r. do Sejmu VIII kadencji Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” złożył  obywatelski projekt noweli Kodeksu karnego - w celu „zapewnienia prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją”. 22 listopada 2019 r. skierowano go do I czytania na posiedzeniu Sejmu, po czym przekazano do prac w komisji.  Projekt obywatelski nie podlega dyskontynuacji w następnej kadencji Sejmu.

Z porządku dziennego Sejmu wynika, że 15-16 kwietnia 2020 odbędzie się I czytanie projektu.  

Ocena prawnokarna projektu

Zakłada on następującą nowelizację art. 200b K.k.:

,,Art. 200b § 1. Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 2 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 4. Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

Projektowi nie towarzyszy żadna analiza, że niezbędne jest zwiększenie ochrony prawnej małoletnich (w tym małoletnich, którzy ukończyli 15 rok życia) przed takimi czynami.  Uzasadnienie projektu w ogóle nie dostrzega różnicy w sytuacji prawnej małoletnich w zależności, czy ukończyli oni 15 lat.

Jeśli chodzi o małoletnich poniżej 15 roku życia, przestępstwo można byłoby popełnić:

  • poprzez niepubliczne pochwalanie lub propagowanie obcowania płciowego;
  • poprzez pochwalanie lub propagowanie podejmowania przez małoletniego innej czynności seksualnej, niezależnie od tego, czy dokonywane jest to publicznie, czy też nie.

Wątpliwości budzić może ściganie czynów w sposób niepubliczny. Byłaby to nowość w Kodeksie karnym. A pochwalanie lub propagowanie innej czynności seksualnej charakteryzuje się bardzo szeroką ogólnością i nieprecyzyjnością. Może to prowadzić do daleko idącej arbitralności organów ścigania i znaczących różnic w prawnokarnej ocenie danych zachowań. Może też budzić obawy przed jej instrumentalnym wykorzystywaniem, np. do ograniczenia prowadzenia zasadnych i rzetelnych zajęć edukacji seksualnej dla młodzieży. Dlatego propozycję dodania art. 200b § 4 k.k. ocenić należy negatywnie.

Rozwiązania te są niespójne z obowiązującym systemem prawa karnego oraz nie zostały w sposób dostateczny uzasadnione. Wydają się one uzasadnione  postrzeganą przez projektodawców potrzebą eliminacji edukacji seksualnej młodzieży.

Tymczasem dyrektywa 2011/93/UE przewiduje, że państwa członkowskie UE powinny prowadzić programy edukacyjne służące podniesieniu świadomości i ograniczeniu ryzyka, że dzieci staną się ofiarami niegodziwego traktowania w celach seksualnych lub wykorzystywania seksualnego. Odpowiednia edukacja seksualna i zwiększenie świadomości dzieci na temat zagrożeń niewątpliwie służy temu celowi.

Edukacja seksualna w świetle obiektywnej wiedzy naukowej

Choć sam projekt nie wskazuje wprost na penalizację edukacji seksualnej,  uzasadnienie nie pozostawia wątpliwości, że jego celem jest w zasadzie zupełne uniemożliwienie przekazywania dzieciom wiedzy na temat rozwoju seksualnego człowieka.

Zarzuty projektodawców wobec edukacji seksualnej nie zostały podparte żadnymi rzetelnymi materiałami źródłowymi ani argumentami o charakterze naukowym. Stanowią one wyłącznie subiektywną opinię projektodawców, nawiązującą do powszechnych mitów o edukacji seksualnej, a nie faktów naukowych.

W opinii projektodawców edukowanie dzieci i młodzieży o rozwoju seksualnym człowieka poza domem – a zwłaszcza w szkole – prowadzi do ich rozbudzenia seksualnego przez co mają być bardziej zagrożone pedofilią i innymi przestępstwami seksualnymi. Tymczasem badania prowadzone na zlecenie WHO wskazują, że jest wprost przeciwnie. Z doświadczeń Finlandii, Estonii, Niemiec i Holandii wynika, że profesjonalna edukacja seksualna, oparta o dopracowane i przyjęte przez władze publiczne programy nauczania, ma wiele pozytywnych skutków – w tym spadek liczby przestępstw na tle seksualnym, obniżenie liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek; spadek zachorowań na infekcje, spadek zakażeń wirusem HIV oraz zmniejszenie skali homofobii i motywowanej nią przemocy.

Autorzy projektu słusznie wskazują, że statystyki o dostępności pornografii dla dzieci i młodzieży są alarmujące. Ten przekaz tym bardziej przesądza o konieczności prowadzenia edukacji seksualnej w szkole. Zajęcia te są bowiem jedyną szansą na zniwelowanie negatywnych skutków pornograficznych treści i przekazywanie dzieciom informacji o rozwoju seksualnym w sposób bezpieczny i kontrolowany. W obliczu braku innego źródła wiedzy o tematach związanych z  seksualnością młode osoby tym bardziej będą szukać informacji w internecie.

Z badania CBOS z 2019 r. wynika, że 84% Polaków uważa, iż przekazywanie dzieciom w szkole wiedzy o życiu seksualnym jest potrzebne. Z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych przygotowanego na zlecenie MEN w 2015 r. wynika, że blisko jedna trzecia rodziców podejmuje z dziećmi tematy seksualności bardzo rzadko lub nie podejmuje ich wcale. A 87% nastolatków  sądzi, że zajęcia dotyczące rozwoju psychoseksualnego i seksualności człowieka powinny odbywać się w szkole.

Założenia projektodawców stoją więc w sprzeczności nie tylko ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia i z wynikami międzynarodowych badań, ale także z dominującą opinią polskiego społeczeństwa.

Edukacja seksualna w świetle prawa

Art. 6 Konwencji Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych, sporządzonej w Lanzarote 25 października 2007 r. wskazuje, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia środków ustawodawczych lub innych środków w celu zapewnienia, że dzieci w trakcie swojej edukacji w szkole podstawowej i ponadpodstawowej otrzymają, dostosowane do zmieniających się możliwości rozumienia zagrożeń przez dzieci, informacje o zagrożeniach związanych z seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniu w celach seksualnych oraz o środkach ochrony przed tymi zagrożeniami.

Edukacja seksualna jest więc na mocy Konwencji z Lanzarote formą przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich, a zatem państwa-strony są zobowiązane do jej prowadzenia. Również w powołanej już w pkt I. niniejszej opinii dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/93/UE z 13 grudnia 2011 r. wskazano na obowiązek działań edukacyjnych jako na formę przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu. Założenie projektodawców, że edukacja seksualna naraża dzieci na pedofilię i przemoc stoi więc w sprzeczności z tymi aktami prawnymi.

Także ustawa z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zobowiązuje MEN  do wprowadzenia do programów nauczania szkolnego wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji.

W obecnym stanie prawnym rodzice, którzy nie zgadzają się na uczestnictwo swoich małoletnich dzieci w zajęciach edukacji seksualnej mają możliwość zwolnić je z tego uczestnictwa. W ocenie RPO  fakultatywny charakter edukacji seksualnej nie spełnia standardu międzynarodowego. Nawet obowiązkowe lekcje w tym obszarze nie stałyby w sprzeczności z prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Przyjęcie projektu doprowadziłoby zatem do sprzeczności w obowiązujących przepisach prawa, do której nie może dopuścić racjonalny ustawodawca. 

Wpływ proponowanej zmiany na prawa i wolności obywatelskie

Prawa i wolności obywatelskie, które w ocenie projektodawców miałyby zyskać dodatkową ochronę, w rzeczywistości zostałyby poprzez przyjęcie projektu bezpodstawnie ograniczone.

Zgodnie z art. 70 ust. 1 Konstytucji każdy ma prawo do nauki oraz obowiązek nauki do 18. roku życia. Prawo to wpisuje się też w szeroki system ochrony praw dziecka, oparty przede wszystkim na Konwencji o prawach dziecka. Z prawa do otrzymania w szkole obiektywnej, krytycznej i pluralistycznej wiedzy wynika więc prawo do nauki o rozwoju seksualnym człowieka. Na takim stanowisku stoi też Komitet Praw Dziecka, według którego edukacja seksualna powinna stanowić część obowiązkowej podstawy programowej.

Wiąże się z tym wolność nauczania, gwarantowana przez art. 73 Konstytucji. Dotyczy nie tylko szkół wyższych, ale wszystkich typów szkół w systemie oświaty.  Istotą nauki jest zaś  obiektywizm i rzetelność informacji.

Zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wolność taką ustanawia też art. 10 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Sprzeczność projektu ze standardem ETPCz

Europejski Trybunał Praw Człowieka stoi na stanowisku, że swobodny margines uznania państw-stron jest wąski w przypadku ograniczeń wolności wypowiedzi. W odniesieniu do tego projektu szczególne znaczenie ma standard przyjęty przez ETPCz w sprawie Bayev i inni przeciwko Rosji, dotyczącej rosyjskiego prawa zakazującego promowania wśród nieletnich nietradycyjnych relacji seksualnych (tzw. prawo dotyczące gejowskiej propagandy). Orzekając naruszenie art. 10 EKPCz, Trybunał stwierdził, że niezgodne z wartościami wynikającymi z Konwencji byłoby uwarunkowanie wolności słowa mniejszości od akceptacji większości.

Według ETPCz  nie da się usprawiedliwić zakazu publicznej debaty w kwestiach dotyczących mniejszości seksualnych ochroną moralności. Oceniane przepisy miały zaś  charakter dyskryminacji i nie służyły żadnemu uzasadnionemu publicznie celowi. Sposób ich sformułowania wzmacniał stygmatyzację i uprzedzenia, niezgodne z wartościami demokratycznego społeczeństwa.

Opiniowany projekt jest sprzeczny z tym standardem wolności wypowiedzi. Nie sposób nie zauważyć podobieństw między tą nowelizacją a rosyjskim prawem. Zgodnie z ETPCz już samo obowiązywanie takich przepisów może zostać uznane za sprzeczne z wolnością słowa – zagrożenie efektem mrożącym można zaś odnosić także do tego projektu.

W przypadku jego przyjęcia nauczyciele, edukatorzy, lekarze i inni specjaliści mieliby wszelkie powody, by z obawy przed odpowiedzialnością karną, powstrzymywać się od przekazywania małoletnim jakichkolwiek treści związanych z rozwojem seksualnym człowieka – niezależnie od tego, czy działanie to rzeczywiście mogłoby ostatecznie stanowić podstawę ścigania.

Prawo do ochrony zdrowia

Prawo do otrzymania przez dzieci i młodzież odpowiedniej wiedzy o seksualności jest ściśle związane także z prawem do ochrony zdrowia (art. 68 Konstytucji) oraz umowami  międzynarodowymi (w tym art. 24 Konwencji o prawach dziecka i art. 12 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych). Liczne dokumenty organów międzynarodowych wskazywały, że wśród obowiązków państw w ramach realizacji prawa do ochrony zdrowia jest także obowiązek zapewnienia dzieciom i młodzieży odpowiedniej edukacji seksualnej.

Np. Komitet Praw Człowieka ONZ w rekomendacjach dla Polski zalecił promowanie kompleksowej, odpowiedniej dla wieku edukacji seksualnej dla obu płci w szkołach. Również Komitet ds. Eliminacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) w 2014 r. zalecił m.in. „prowadzenie obowiązkowej, wszechstronnej i dostosowanej do wieku uczniów i uczennic edukacji o zdrowiu seksualnym i reprodukcyjnym oraz prawach dziewczynek i chłopców jako części programu nauczania, w tym edukacji o odpowiedzialnych zrachowaniach seksualnych, zapobieganiu wczesnym ciążom, chorobach przenoszonych drogą płciową; przy zapewnieniu, że treści są przekazywane przed odpowiednio przeszkolony personel”.

Również Parlament Europejski w rezolucji z 14 listopada 2019 r. wprost potępił penalizację edukacji seksualnej w Polsce i apelował do parlamentu, aby wstrzymał się od przyjęcia proponowanego projektu ustawy.

W jego efekcie lekarze (np. ginekolodzy lub seksuolodzy) mogliby zostać postawieni przed niedopuszczalną koniecznością wyboru pomiędzy ryzykiem poniesienia odpowiedzialności karnej za swoje działania, a przekazaniem pacjentowi wszechstronnych informacji w toku udzielanych świadczeń medycznych. To było podstawą krytycznej opinii wobec projektu Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego.

Rzecznik Praw Pacjenta podkreślał, że bez względu na ocenę decyzji o wczesnym rozpoczęciu współżycia, nie można negować faktu, że młodzi ludzie je podejmują. Istnieje więc potrzeba poprawy bezpieczeństwa zdrowotnego małoletnich. Wiedza z zakresu życia seksualnego, jak również regularne badania lekarskie mogą uchronić ich przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, czy utratą zdrowia spowodowaną stosowaniem bez nadzoru lekarza, źle dobranej antykoncepcji hormonalnej.

Z kolei w opinii Rzecznika Praw Dziecka realia życia współczesnej młodzieży nie przystają do obowiązujących regulacji prawnych dotyczących dostępu do świadczeń ginekologicznych.

Na podstawie tych ocen i własnej analizy RPO przedstawił w 2016 r. Ministrowi Zdrowia rekomendację umożliwienia osobom małoletnim powyżej 15. roku życia samodzielnego dostępu do świadczeń leczenia ginekologicznego i urologicznych.

W ocenie RPO przyjęcie proponowanych zmian nie zwiększy zakresu ochrony praw i wolności człowieka. Wręcz przeciwnie, ograniczy prawo do nauki, prawo do nauczania, wolność wypowiedzi oraz prawo do ochrony zdrowia. Opisane argumenty są wystarczającą podstawą do stwierdzenia, że projekt jest niezgodny z obowiązującym prawem, w tym normami wyższego rzędu – Konstytucji oraz ratyfikowanych umów międzynarodowych - glosi konkluzja opinii.

 XI.800.4.2020, II.550.1.2020

Czy sfilmowane interwencje Policji można publikować w internecie? RPO uzupełnia wyjaśnienia Policji z Olsztyna

Data: 2020-04-15
  • Policjantom przysługuje prawo do ochrony danych osobowych, ale obywatele mają prawo do wolności wypowiedzi. W przypadku konfliktu tych wartości należy je wyważyć.
  • Tak brzmi pełne stanowisko TSUE, na które powołała się olsztyńska Policja – ta jednak w swoim komunikacie zacytowała tylko początek tego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości.
  • RPO prosi Policję o uzupełnienie komunikatu, by nie wprowadzać w błąd obywateli.
  • Policja uzupełni swój komunikat o to, że nie odbiera obywatelom prawa do nagrywania policyjnych interwencji.

Po tym, jak w internecie pojawiło się nagranie z zatrzymania rowerzystki z Olsztyna, tamtejsza Komenda Miejska Policji wydała oświadczenie o przebiegu zdarzenia z następującym komentarzem: „publikowanie filmów z interwencji Policji może rodzić odpowiedzialność z tytułu naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych”. Nie można bowiem przetwarzać danych bez informowania zainteresowanych o celu przetwarzania – tego wymaga art. 13 RODO. Policja powołała się przy tym na stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 14 lutego 2019 r. w sprawie C-345/17, Sergejs Buivids: cytuje następujący jego fragment: „przetwarzaniem danych osobowych jest także nagrywanie policjantów podczas wykonywania przez nich czynności służbowych (przyjmowania zeznań) oraz późniejsze opublikowanie nagrania w internecie — bo zarejestrowany przez kamerę obraz i dźwięk pozwala ustalić tożsamość tych osób, przez co stanowi on dane osobowe”.

RPO w piśmie do komendanta miejskiego Policji w Olsztynie insp. Piotra Zabuskiego wyjaśnia, że zacytowany fragment nie wyraża w całości stanowiska Trybunału Sprawiedliwości UE. Trybunał wskazał bowiem w tym wyroku, że nagrywanie policjantów podczas interwencji i publikacja tych nagrań w sieci to w istocie objete RODO przetwarzanie danych osobowych. Ale jednocześnie na pytanie, czy publikacja takiego nagrania nie jest możliwa na zasadzie tzw. wyjątku dziennikarskiego, TSUE odpowiedział, że cel przepisów o ochronie danych osobowych należy w pewnym stopniu pogodzić z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi.

Oczywiście nie każde opublikowanie materiału wideo w internecie uznać można za „działalność dziennikarską”. Jeśli jednak upowszechnienie nagrania z interwencji miało na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na stanowiące zdaniem nagrywającego nadużycie działania funkcjonariuszy policji, choćby bez ich wiedzy i zgody, czynność taka może zostać uznana za działanie podjęte w ramach korzystania z wyjątku działalności dziennikarskiej. TSUE wskazał, że za każdym razem trzeba starannie wyważać pomiędzy prawem do poszanowania życia prywatnego i prawem do wolności wypowiedzi.

Rozważania te zostały jednak pominięte w treści oświadczenia opublikowanego na stronie Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, którego dotyczy niniejsze wystąpienie. RPO prosi więc inspektora Zabuskiego o uzupełnienie komunikatu, gdyż w obecnej wersji może wprowadzać obywateli w błąd co do przysługujących im praw i ograniczać faktyczne z nich korzystanie w ramach sprawowania społecznej kontroli działania funkcjonariuszy władzy publicznej poprzez opinię publiczną.

- Treść zamieszczonego na stronie internetowej Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie pierwszego oświadczenia zostanie uzupełniona o informację o tym, że nie odbieramy obywatelom prawa do nagrywania policyjnych interwencji oraz zgadzamy się z tym, że cel przepisów o ochronie danych osobowych należy w pewnym stopniu pogodzić z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi - brzmi odpowiedź KMP.

VII.501.89.2020

Atak na sędzię w programie "Kasta" TVPInfo. Rzecznik pyta o sprawę MS i KRRiT

Data: 2020-04-15
  • Sędzia Dorota Lenarczyk skarży się na nierzetelność programu TVP Info pt. „Kasta”
  • Zarzuty wobec niej oparto na twierdzeniach skazanego, który ją nęka  

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga Doroty Lenarczyk, sędzi Sądu Rejonowego w Żywcu, skierowana do Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego, a dotycząca programu TVP Info pt. „Kasta”.  

Pani sędzia wskazuje, że program z 1 lutego 2020 r. dotyczył sprawy sądowej przeciwko przedsiębiorcy, w której pełniła ona wówczas funkcję prokuratora. Dziennikarze zarzucili sędziemu oraz prokuratorom brak niezależności, brak podstaw prawnych do działania, wskazywali również, że według nich skazany niesłusznie odbył karę.

Jak podnosi pani sędzia, po emisji programu groźby ze strony skazanego przedsiębiorcy nasiliły się. Postępowania w sprawie zgłoszonych przez nią zawiadomień o popełnieniu gróźb karalnych i stalkingu zostały zaś umorzone.

Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego RPO poprosił o sprawdzenie, czy nadawca publiczny odpowiednio zrealizował ciążące na nim obowiązki.

Rzecznik zwrócił się ponadto do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o informacje w tej sprawie.

Odpowiedź KRRiT (aktualizacja z 20 lipca)

KRRiT nie znalazła podstaw do stwierdzenia, iż nadawca nie dochował należytej staranności w zbieraniu materiałów, a sędzia D. Lenarczyk nie miała możliwości złożenia dodatkowych wyjaśnień. Z możliwości tej sędzia nie skorzystała. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przez nadawcę przepisów prawa, a zatem nie będzie podejmowała w tej sprawie dodatkowych działań. 

Przeprowadzona analiza pozwoliła na przyjęcie stanowiska nadawcy. W przekazanym stanowisku nadawca poinformował Radę m.in., że dziennikarze przygotowujący odcinek dotyczący sprawy już na etapie zbierania informacji dołożyli należytej staranności, która przejawiała się w analizie dostępnych dokumentów oraz rozmowach z osobami mającymi bezpośredni kontakt ze sprawą przedstawioną w programie. 

W przedmiotowej audycji znalazła się też wypowiedź przed kamerą p. D. Lenarczyk - pozyskana, jak poinformował dziennikarz w audycji, przy realizacji innego materiału - a odnosząca się do sprawy.

(szczegóły w załączonej odpowiedzi KRRT) 

Odpowiedź Prokuratury Krajowej (aktualizacja z 24 lipca)

Badanie akt kwestionowanego przez skarżącą prawomocnie zakończonego postępowania Prokuratury Rejonowej w Cieszynie wykazało, iż wydane na podstawie art. 322 § 1 kpk, postanowienie o umorzeniu dochodzenia w sprawie zaistniałego 6 czerwca 2018 roku, za pośrednictwem sieci teleinformatycznej, kierowania gróźb karalnych wobec sędziego Doroty Lenarczyk oraz znieważenia jej słowami wulgarnymi i uwłaczającymi jej godności, jest decyzją przedwczesną i tym samym postępowanie winno być kontynuowane w celu uzupełnienia materiahi dowodowego.

Przeprowadzone natomiast badanie prawomocnie zakończonego, na podstawie art. 17 § 1 pkt. 2 Kpk postępowania Prokuratury Rejonowej w Cieszynie w sprawie zaistniałego 18 lipca 2018 r. w Mikołowie w piśmie zatytułowanym Zażalenie do Prezesa Sadu Rejonowego w Żywcu znieważenia sędziego  Doroty Lenarczyk oraz w sprawie zaistniałego 18 lipca 2018 r. w Mikołowie w piśmie do Prezesa Sądu Rejonowego pomówienia wymienionej o postępowanie, które mogło ją narazić na utraię zaufania potrzebnego dla stanowiska sędziego, wykazało, że postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia z 5 lipca 2019 roku wobec przyjęcia braku ustawowych znamion przestępstw ściganych z oskarżenia publicznego oraz braku interesu społecznego dla objęcia ich ściganiem z urzędu, które podlegało również sądowej kontroli instancyjnej jest zasadne.

Prokuratura Rejonowa w Cieszynie prowadziła również postępowania, w toku których skarżąca posiadała status pokrzywdzonego, a które to postępowania zostały zakończone skierowaniem aktów oskarżenia wobec oskarżonych o przestępstwa określone w art. 226 § 1 kk.

Wskutek kolejnego zawiadomienia Pani Doroty Lenarczyk, zostało zarejestrowane w Prokuraturze Rejonowej w Cieszynie postępowanie w sprawie kierowania pod adresem skarżącej gróźb karalnych i jej znieważenia poprzez przesyłanie wiadomości tekstowych drogą mailową przez anonimowego nadawcę do Sądu Rejonowego w Żywcu. Wdrożone czynności sprawdzające.

(szczegóły w załączonej odpowiedzi prokuratury)  

VII.564.41.2020

Koronawirus. MZ: zwolnienie położnej za krytykę warunków w szpitalu nie powinno mieć miejsca

Data: 2020-04-08
  • Dyscyplinarne zwolnienie położnej ze szpitala za krytykę warunków pracy nie powinno mieć miejsca - przyznaje Ministerstwo Zdrowia. Wyraża nadzieję, że takie sytuacje nie będą się powtarzać 
  • Dodaje, że walce z pandemią towarzyszy wiele emocji spowodowanych troską o zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów oraz całego społeczeństwa
  • Emocje te, jakkolwiek uzasadnione, mogą w pewnych sytuacjach prowadzić do pochopnych decyzji, które nie powinny mieć miejsca

Pod koniec marca RPO interweniował u Ministra Zdrowia  w sprawie dyscyplinarnie zwolnionej doświadczonej położnej, która krytykowała warunki pracy i przygotowanie placówki na epidemię koronawirusa.

Podkreślał, że jako osoba sygnalizująca możliwe nieprawidłowości, pani Renata zasługuje na szczególną ochronę. Natomiast ograniczanie wypowiedzi lekarzy oraz pracowników służby zdrowia poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień dyscyplinarnych lub wprowadzania bezpośrednich zakazów wypowiedzi może prowadzić do naruszenia obowiązujących standardów.

Ministerstwo Zdrowia przyjęło argumenty RPO. Przyznało, także że sytuacja, która spotkała położną nie powinna mieć miejsca i wyraziło nadzieję, że przypadki takie nie będą się powtarzać w przyszłości.

Z otrzymanej odpowiedzi MZ wynika, że sprawa została zgłoszona do powiatu, w którym znajduje się szpital, miejsce pracy położnej. Skarga zostanie rozpatrzona na najbliższej sesji Rady Powiatu.

VII.564.34.2020

Koronawirus. Dlaczego rząd pomija "Gazetę Wyborczą" w kampanii informacyjnej nt. epidemii?

Data: 2020-04-08
  • Rządowa kampania informacyjna o zasadach bezpieczeństwa w sytuacji epidemii koronawirusa pomija „Gazetę Wyborczą”
  • Może to wpływać negatywnie na realizację konstytucyjnego prawa obywateli do informacji

Rzecznik Praw Obywatelskich spytał Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o przyczyny pominięcia jednego z przewodnich dzienników opinii w prowadzonej kampanii informacyjnej.

W jej ramach w drukowanej prasie codziennej ukazały się płatne ogłoszenia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów informujące o kluczowych dla obywateli zasadach prewencji przed zakażeniem. Materiały opublikowano w: „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Rzeczpospolitej”, „Pulsie Biznesu”, „Fakcie”, „Super Expressie”, „Gazecie Polskiej Codziennie” i „Naszym Dzienniku”.

RPO ocenia te działania pozytywnie. Ale bardzo ważne jest, aby tego typu informacje docierały do jak najszerszej grupy odbiorców. A sprzedaż „Gazety Wyborczej” jest wyższa niż pozostałych tytułów prasowych - z wyjątkiem „Faktu” i „Super Expresu”. 

Jakkolwiek materiały te są powszechnie dostępne, to w sytuacji epidemii zadaniem władz publicznych jest dotarcie do jak największej części społeczeństwa. A media, choć odgrywają kluczową rolę w realizacji prawa obywateli do informacji, nie mają obowiązku kopiowania i rozpowszechniania wskazanych komunikatów.

Pomijanie czytelników jednego z ważnych dzienników opinii w kampanii informacyjnej może wpływać negatywnie na realizację konstytucyjnego prawa obywateli do pozyskiwania informacji (art. 54 Konstytucji). W stanie epidemii może to też mieć bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i ochronę zdrowia obywateli - podkreśla Adam Bodnar.

VII.564.43.2020

Przed zawiadomieniem o przestępstwie trzeba zbadać, czy w ogóle do niego doszło. RPO do burmistrza Jordanowa

Data: 2020-04-07
  • Nie można zgłaszać organom ścigania przestępstw bez analizy, czy rzeczywiście doszło do przestępstwa
  • Gdyby burmistrz Jordanowa to zrobił, zorientowałby się, że modyfikacja herbu miasta i towarzyszący temu komentarz nie mają cech przestępstwa – wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Automatyczne powiadomienie w takiej sprawie policji - nawet w przekonaniu o swym obowiązku prawnym - mogło ingerować w konstytucyjną wolność wypowiedzi

W lutym 2020 r. 16-latek z Jordanowa przerobił w sieci herb miasta, dodając do niego tęczowe tło. Dopisał też komentarz: „Jordanów proLGBT, precz z narodowcami”. Zabrał w ten sposób głos w debacie publicznej o sytuacji osób LGBT, w tym w związku z uchwałą anty-LGBT, którą wydała m.in. Rada Gminy Jordanów.

Burmistrz publicznie go skrytykował i powiadomił organy ścigania. Prokuratura odmówiła śledztwa w sprawie i przekazała ją sądowi dla nieletnich (RPO będzie monitorował to postępowanie).

Artystyczne przetworzenie herbu Jordanowa przez dodanie tęczowego tła nie było jego znieważeniem – wskazał RPO Adam Bodnar w wystąpieniu z 5 marca do burmistrza Jordanowa Andrzeja Malczewskiego. Jego działania uznał za  nieproporcjonalną i nieuzasadnioną ingerencję w wolność słowa i ekspresji artystycznej. Reakcja burmistrza potwierdza „efekt mrożący” uchwał anty-LGBT wobec obaw, że głoszenie określonych poglądów jest przez władze niepożądane

Pismo burmistrza do RPO

Burmistrz Andrzej Malczewski odpisał 18 marca, że „z ogromnym zdumieniem przyjął, iż RPO ocenił jego działania jako potencjalnie naruszające prawa i wolności obywatela”. A zawiadamiając o podejrzeniu przestępstwa w związku z przeróbką  herbu miasta i „hejterskim komentarzem”, spełnił tylko obowiązek z art. 304 § 2 Kodeksu postępowania karnego. Stanowi on, że instytucje państwowe i samorządowe, które dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego, z urzędu są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję.

Zdaniem burmistrza samo w sobie nie stanowi to zatem jakiejkolwiek ingerencji w prawa i wolności obywatelskie. To do organów postępowania i sądu należy bowiem ostateczna ocena czynu.

- Dokonując powyższego zgłoszenia, nie dysponowałem szczegółową wiedzą o autorze przedmiotowej publikacji, stąd też uznaję za całkowicie nieuprawione twierdzenia, abym w swych działaniach miał celowo nękać osobę niepełnoletnią – wskazał burmistrz.

Nie zgodził się też, że taka publikacja herbu, zwłaszcza w kontekście komentarza zawierającego nawoływanie do nienawiści wobec osób o innych poglądach, jest realizacją prawa do wolności wypowiedzi.

Burmistrz podkreślił, że RPO bardzo dużo uwagi poświęcił uchwale z 30 maja 2019 r. ws. sprzeciwu wobec wprowadzenia ideologii „LGBT" do wspólnot samorządowych. -Uchwała, o której Pan Rzecznik wspomina w swym piśmie, została podjęta przez Radę Gminy Jordanów, która jest organem uchwałodawczym Gminy Jordanów, odrębnej od Miasta Jordanów jednostki samorządu terytorialnego – napisał.

Zaznaczył, że w efekcie przekazywanych przez media niepełnego, zniekształconego obrazu całej sytuacji, do urzędu miasta niemal codziennie wpływa korespondencja zawierająca obelgi, wyzwiska i oszczerstwa (załączył jej przykład).

Odpowiedź RPO

Adam Bodnar zgadza się, że każdy burmistrz ma obowiązek zawiadomienia organów ścigania, jeśli w związku z prowadzoną działalnością dowie się o przestępstwie.

Zgodnie jednak z orzecznictwem, jest to uzależnione od „świadomości, że przestępstwo rzeczywiście zostało popełnione”. A to wymaga wcześniejszej analizy, czy są uzasadnione powody by sądzić, że doszło do przestępstwa. W jej toku uwzględnione powinny zostać wszelkie okoliczności sprawy, w tym wpływ podjęcia działań na prawa jednostki, której dotyczą.

W świetle tego RPO z zaskoczeniem przyjął stanowcze stanowisko burmistrza, że miał on obowiązek zawiadomienia o przestępstwie.

Tymczasem w ocenie Rzecznika przeróbkę herbu trudno uznać za  czyn karalny. Takie przestępstwo dotyczy bowiem wyłącznie znieważenia godła, flagi lub innych symboli państwowych.  

Przestępstwem nie jest też komentarz nastolatka, choć może być on odczytywany jako obraźliwy wobec osób o określonych poglądach politycznych. Ale wpis ten - jako odnoszący się do grupy wyróżnionej ze względu na jej poglądy polityczne - nie ma znamion czynu zabronionego. Według art. 257 K.k. publiczne znieważenie grupy osób lub osoby z motywów uprzedzeniowych jest karane tylko wtedy, jeśli jego powodem jest przynależność narodowa, etniczna, rasowa, wyznaniowa lub bezwyznaniowość.

Poinformowanie policji i wydanie oświadczenia o sprawie, nawet jeśli towarzyszyło temu przeświadczenie o obowiązku prawnym, mogło zatem stanowić ingerencję w wolność wypowiedzi jednostki.

Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreśla, że naruszenie tej wolności może polegać także na takiej działalności organów publicznych, która powstrzymuje obywatela od swobodnego głoszenia poglądów ze względu na uzasadnioną obawę, że są one przez władze niepożądane. Ten tzw. efekt mrożący został uznany za naruszenie art. 10 EKPCz. Na jej gruncie za naruszenie wolności słowa można zatem  uznać złożenie przez organ władzy zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez jednostkę za jej wypowiedź.

Zarazem Rzecznik przeprosił za wskazanie, by uchwała „anty LGBT” została podjęta przez Radę Miasta Jordanów.  

Adam Bodnar z przykrością przyjął informację o obraźliwych słowach pod jego adresem, które budzą głęboki sprzeciw. Ale poza kompetencjami Rzecznika jest reagowanie na działania osób prywatnych.

XI.519.1.2020

Sąd: publiczne wyświetlenie filmu braci Sekielskich nie było wykroczeniem

Data: 2020-04-07
  • Wyświetlenie na elewacji domu przyległego do Katedry Polowej Wojska Polskiego głośnego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” nie było wykroczeniem
  • Tak prawomocnie orzekł sąd, który umorzył postępowanie w sprawie i zwrócił właścicielowi projektor zarekwirowany przez policję
  • Sprawę monitorował Rzecznik Praw Obywatelskich. W jego ocenie nie doszło do naruszenia porządku publicznego, a wyświetlenie filmu wiązało się z debatą publiczną nt. skutecznej ochrony praw dziecka

W maju 2019 r., w związku z debatą wokół filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, grupa obywateli podczas legalnego zgromadzenia zorganizowała projekcję filmu na elewacji budynku przyległego do Katedry Polowej Wojska Polskiego.

Projekcja została przerwana, a policjanci zarekwirowali projektor. Jako podstawę prawną wskazali art. 63a Kodeksu wykroczeń (Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny). W takiej sytuacji można orzec przepadek przedmiotów służących lub przeznaczonych do wykroczenia.

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął  tę sprawę z urzędu z uwagi na jej bezpośredni związek z wolnością zgromadzeń i wolnością słowa. Monitorował prowadzone postępowanie. W piśmie do Komendanta Stołecznej Policji podkreślono, że przepadek rzeczy - w tym przypadku projektora – może zostać orzeczony jedynie przez sąd. 

Zwrócono również uwagę, że według art. 54 ust. 1 Konstytucji (wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji) oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Ochronie podlegają również niestandardowe formy wyrażania poglądów. Z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienie w tej sprawie.

Podkreślono również brak społecznej szkodliwości zachowania uczestników zdarzenia. W ocenie RPO powinno to wykluczać odpowiedzialność za wykroczenie.

W grudniu 2019 r. Komendant Stołeczny Policji poinformował Rzecznika, że po czynnościach wyjaśniających skierowano wniosek o ukaranie do sądu.

24 stycznia 2020 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia umorzył postępowanie i nakazał zwrot zarekwirowanego projektora.

W uzasadnieniu postanowienia (które uprawomocniło się 7 lutego) sąd wskazał, że zachowanie obwinionych nie było społecznie szkodliwe. Wyświetlenie obrazu na elewacji budynku bez zgody zarządcy trwało bardzo krótko, a miejsce, które wybrano do wyświetlenia, symboliką nawiązywało do tematu filmu, szeroko komentowanego w przestrzeni publicznej.

Samo zgromadzenie zaś, podczas którego zamierzano wyświetlić ten głośny film, było legalne. Przesłuchany zarządca Katedry Polowej WP wyraził wolę niekarania sprawcy wykroczenia.

W ocenie Rzecznika postanowienie sądu będzie miało istotne znaczenie w debacie o granicach wolności słowa.

VII.564.37.2019

Koronawirus. Ratowniczka pogotowia straciła pracę za opisanie warunków izolacji kolegów

Data: 2020-04-02
  • Pogotowie Ratunkowe w Warszawie rozwiązało kontrakt z ratowniczką medyczną
  • Opisała ona na profilu społecznościowym warunki izolacji trzech ratowników po kontakcie z pacjentem podejrzewanym o zakażenie koronawirusem
  • RPO przypomina dyrektorowi pogotowia standardy wolności słowa i pyta o powody jego decyzji

Jak wynika z doniesień mediów, Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” rozwiązał - bez podania uzasadnienia - kontrakt z ratowniczką medyczną panią Martą. Nastąpiło to dwa tygodnie po umieszczeniu przez nią na profilu społecznościowym wpisu o warunkach izolacji trzech ratowników po kontakcie z pacjentem podejrzewanym o zakażenie koronawirusem.

Wpis ten dotyczył zatem warunków pracy personelu medycznego i stanu przygotowania szpitala w warunkach obowiązywania stanu epidemii.

Pani Marta korzystała z zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 Konstytucji). Ewentualne ograniczenia tej wolności muszą wypełniać warunki art. 31 ust. 3 Konstytucji - każdorazowo być proporcjonalne, określone ustawą, niezbędne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Wydaje się, że sankcja w postaci rozwiązania kontraktu za wypowiedź będącą w interesie publicznym nie wypełnia tego testu proporcjonalności. Tym samym prowadzić może do naruszenia wolności wypowiedzi pani Marty.

Wobec oczywistego interesu społecznego do uzyskania informacji, perspektywa sankcji w postaci rozwiązania kontraktu, w powszechnym odczuciu jest odczytywana jako nieproporcjonalna. Może też wywołać wśród pozostałych pracowników stacji tzw. „efekt mrożący”.

Ponadto pani Marta działała jako tzw. sygnalistka czyli osoba sygnalizująca nieprawidłowości w interesie publicznym. Dlatgo jej wypowiedź powinna zostać objęta szerszą ochroną.

RPO poprosił dyrektora stacji o podanie przyczyn rozwiązania kontraktu z panią Martą.

VII.564.40.2020

Koronawirus. Wprowadzone procedury w parlamencie uniemożliwiają pracę sprawozdawcom - interwencja RPO

Data: 2020-03-31
  • Dziennikarze w Sejmie i Senacie mają trudności z pozyskaniem informacji wobec procedur bezpieczeństwa 
  • Tymczasem zapewnienie rzetelnej informacji, konstytucyjne prawo jej pozyskania i rozpowszechniania, jest szczególnie istotne podczas stanu epidemii
  • RPO prosi o wyjaśnienia szefową Kancelarii Sejmu RP

Jak wynika z informacji portalu Press.pl, wprowadzone w parlamencie ograniczenia uniemożliwiają pracę dziennikarzy-sprawozdawców. Głównym problemem wskazywanym przez reporterów jest wprowadzony całkowity zakaz poruszania się po korytarzach, co uniemożliwia im zadawanie pytań oraz rozmowy z parlamentarzystami.

Rzecznik w piśmie do szefowej Kancelarii Sejmu RP podkreśla, że o ile wprowadzenie pewnych ograniczeń i zabezpieczeń, mających na celu zagwarantowanie bezpieczeństwa osób przebywających w budynkach, jest w sytuacji epidemii niezbędne, o tyle nie może to prowadzić do całkowitego uniemożliwienia pracy dziennikarzy.

Wprowadzone regulacje mogą prowadzić do ograniczenia konstytucyjnego prawa do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji).

W obecnej sytuacji udostępnianie społeczeństwu rzetelnych informacji na temat działań podejmowanych przez organy władzy ma szczególne znaczenie.

RPO poprosił Kancelarię o informację, czy wprowadzone ograniczenia były konsultowane z Głównym Inspektorem Sanitarnym.

VII.716.1.2020

Zakaz wydawania opinii dotyczących koronawirusa przez konsultantów wojewódzkich budzi zaniepokojenie RPO

Data: 2020-03-30
  • Adam Bodnar napisał o tym do Ministra Zdrowia
  • W stanie epidemii kluczowe jest, by rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali, zagrożeniu i sposobach zabezpieczenia osobistego przed zakażeniem były udostępnianie społeczeństwu oraz odpowiednim organom państwa

Konstytucja (art. 54 ust. 1) zapewnia każdemu  wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Każdy ma też prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji).

Dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii prof. Jana Walewskiego RPO spytał zaś o powody jego decyzji o zakazie wypowiedzi wszystkich pracowników w mediach o funkcjonowaniu szpitala. Wszystkie rozmowy z dziennikarzami oraz informacje publikowane w mediach społecznościowych muszą być poprzedzone zgodą dyrektorów lub rzecznika prasowego.

Zakaz ten budzi zaniepokojenie Rzecznika w związku z potencjalnym naruszeniem konstytucyjnych praw pracowników Instytutu, w tym wolności wypowiedzi, a także prawa obywateli do informacji.

VII.564.38.2020, V.7018.191.2020

Koronawirus. NRL do RPO: lekarz ma prawo wyrażać opinię o warunkach pracy

Data: 2020-03-26
  • Nasz kraj nie jest dostatecznie dobrze przygotowany do walki z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa – napisał RPO prof. Andrzeja Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej
  • A lekarz ma prawo - jak każdy - korzystać z wolności słowa i wyrażać opinię o warunkach pracy, zwłaszcza gdy nie zapewniają mu bezpieczeństwa 
  • Nie mogą mu grozić żadne szykany w sytuacji, gdy naraża swe życie i zdrowie 
  • Samorząd lekarski deklaruje pomoc lekarzom, których spotkały nieuzasadnione sankcje ze strony pracodawców

Tak prezes NRL odpisał Rzecznikowi Praw Obywatelskich w sprawie wolności wyrażania przez pracowników medycznych poglądów na temat przygotowania pracodawców do działania w warunkach zagrożenia epidemii wirusa SARS-CoV-2.

Media donoszą o zakazach  wypowiadania się lekarzy w mediach. Doświadczona położna została dyscyplinarnie zwolniona ze szpitala za krytykę warunków pracy i przygotowania placówki na epidemię koronawirusa.

W reakcji RPO Adam Bodnar przypomniał  ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu standardy wolności słowa. Za kluczowe uznał, by rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu oraz władzom. Ograniczanie wypowiedzi lekarzy oraz pracownikom służby zdrowia poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień dyscyplinarnych lub wprowadzania bezpośrednich zakazów wypowiedzi może prowadzić do naruszenia obowiązujących standardów – wskazał Rzecznik. Prezesa NRL poprosił o stanowisko w sprawie.

W odpowiedzi prezes NRL podkreślił, że w środowisku lekarzy i lekarzy dentystów powszechnie wiadomo, że nasz kraj nie jest dostatecznie dobrze przygotowany do walki z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa. O wszelkich brakach przygotowania sprzętowego, organizacyjnego i niedostatku regulacji prawnych Rada na bieżąco informuje władze.

Prezydium NRL podjęło w ostatnich dniach wiele apeli, domagając się działań, które zwiększyłyby szanse na skuteczną walkę z zagrożeniem. To m.in.

  • apel do Ministra Zdrowia o radykalne zwiększenie dostępu do badań na wykrycie obecności koronawirusa dla osób, które mają objawy wskazane w zaleceniach epidemiologicznych;
  • apel do Ministra Zdrowia o zapewnienie lekarzom i lekarzom dentystom dostępu do odpowiednich środków ochrony osobistej w związku z wystąpieniem zakażeń koronawirusem;
  • wystąpienie do Prezesa Rady Ministrów o włączenie przedstawiciela NRL do prac rządowego zespołu zarządzania kryzysowego oraz włączenia Okręgowych Izb Lekarskich do prac w zespołach wojewódzkich (chodziło o chęć poprawy komunikacji między władzami publicznymi a lekarzami odpowiadającymi bezpośrednio za opiekę nad pacjentami);
  • wystąpienie do władz o stomatologiczną pomoc doraźną dla zarażonych wirusem SARS-CoV-2 i poddanych nadzorowi epidemiologicznemu (wobec niezapewnienia warunków do funkcjonowania gabinetów stomatologicznych przy epidemii);
  • apel do Prezesa Rady Ministrów o wydanie standardów organizacyjnych dla różnych sektorów opieki zdrowotnej oraz dla różnych faz epidemii. W braku wystarczającego zaopatrzenia w środki ochrony, w warunkach rosnącej lawinowo liczby zarażonych i poddanych nadzorowi epidemiologicznemu, istnieje obawa, że obecne schematy pracy lecznictwa otwartego mogą w niektórych przypadkach stanowić wręcz zagrożenie dla personelu medycznego i pacjentów;
  • wystąpienie do Głównego Inspektora Sanitarnego z żądaniem natychmiastowych zmian w zakresie przeprowadzania diagnostyki w kierunku SARS-CoV-2, by chronić Polaków przez szerzeniem się epidemii.

Nie jest zatem dla nas zaskoczeniem, że lekarze i lekarze dentyści - korzystając z wolności wypowiedzi -  formułują na forum publicznym takie same uwagi, jakie zgłasza ich samorząd lekarski w oficjalnych pismach do premiera, Ministra Zdrowia czy innych organów.

- Nie rozumiem zatem dlaczego lekarze i lekarze dentyści mieliby być w dobie stanu epidemii pozbawieni możliwości przekazywania informacji o powszechnie znanych w środowisku faktach dotyczących organizacji opieki zdrowotnej – pisze prezes NRL.

Rada jest zdania, że lekarz pozostający w zatrudnieniu ma prawo - tak jak każdy człowiek - korzystać z wolności słowa i wyrażać swoją opinię o organizacji pracy. Prawo takie powinno być respektowane szczególnie jeśli - tak jak obecnie - warunki pracy lekarza nie zapewniają mu bezpieczeństwa wykonywania czynności zawodowych, narażając na ryzyko zakażenia.

A głosy dobiegające ze środowiska lekarskiego do mediów są obecnie wyrazem troski o bezpieczeństwo pacjentów, o bezpieczeństwo swoich rodzin, które ponoszą wraz z lekarzem zwiększone ryzyko zakażenia, oraz troski o bezpieczeństwo swoje własne.

Biorąc pod uwagę, że ewentualna krytyczna opinia o pracodawcy powinna odnosić się do ważnego interesu publicznego, samorząd lekarski stwierdza, że poglądy wyrażane przez lekarzy na temat problemów organizacyjnych ochrony zdrowia, czy braków sprzętowych placówki medycznej w dobie epidemii są działaniami podejmowanymi z jednej strony ewidentnie w interesie publicznym, z drugiej strony są wypowiedziami osób, które, przychodząc do pracy, narażają swoje własne życie i zdrowie.W takiej sytuacji nie mogą grozić lekarzom żadne szykany.

Konstytucja w art. 54 zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Lekarze stojąc na pierwszej linii walki z epidemią mają prawo wypowiadać się o stanie zabezpieczenia swoich pacjentów oraz o ryzyku, jakie wiąże się z niedostatecznym przygotowaniem placówek medycznych.

Podzielamy pogląd Rzecznika Praw Obywatelskich, że kluczowym jest by rzetelne informacje o stanie przygotowania placówek medycznych w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu oraz odpowiednim organom państwa. Daje to szansę na poprawę sytuacji, tak wyczekiwaną przez wszystkich mieszkańców kraju. Wprowadzanie zakazów wypowiedzi lekarzy oraz stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień z pracy narusza konstytucyjne prawa lekarzy jako obywateli.

Samorząd lekarski deklaruje jednocześnie udzielenie pomocy lekarzom, których spotkały nieuzasadnione sankcje ze strony pracodawców.

Ponadto prezes NRL uważa, że w dobie szczególnego zagrożenia epidemicznego, wysoce szkodliwa jest działalność osób posługujących się niesprawdzonymi metodami „leczenia” koronawirusa. Osoby te propagują - najczęściej poprzez media społecznościowe - metody pozbawione jakiegokolwiek podparcia naukowego. Samorząd lekarski występuje o zablokowanie takich kanałów. Zwracam się do Pana Rzecznika z uprzejmą  prośba, aby także włączył się do walki z tym zjawiskiem.

VII.564.34.2020

Koronawirus. Położna zwolniona za krytykę warunków w szpitalu. Interwencja RPO  

Data: 2020-03-25
  • Doświadczona położna została dyscyplinarnie zwolniona ze szpitala za krytykę warunków pracy i przygotowania placówki na epidemię koronawirusa
  • Jako osoba sygnalizująca możliwe nieprawidłowości, pani Renata zasługuje na szczególną ochronę
  • RPO pyta o to dyrekcję szpitala. Inspekcję Pracy prosi zaś o kontrolę w szpitalu w związku z tym zwolnieniem
  • Wobec informacji o zakazie wypowiadania się w mediach lekarzy, RPO przypomina Ministrowi Zdrowia standardy wolności słowa

- Obecnie kluczowym jest, by rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu oraz odpowiednim organom państwa. Ograniczanie wypowiedzi lekarzy oraz pracownikom służby zdrowia poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień dyscyplinarnych lub wprowadzania bezpośrednich zakazów wypowiedzi może prowadzić do naruszenia obowiązujących standardów - napisał Adam Bodnar do ministra Łukasza Szumowskiego.

Media podały że z jednego ze szpitali w Małopolsce zwolniono położną z wieloletnim doświadczeniem, specjalistkę ds. neonatologii na oddziale noworodków i wcześniaków. Powodem był wpis na prywatnym profilu na portalu społecznościowym, dotyczący warunków pracy personelu medycznego i stanu przygotowania szpitala w warunkach epidemii wirusa SARS-CoV-2.

Pani Renata korzystała z zagwarantowanej konstytucyjnie wolnośc