Zawartość
Liczba całkowita wyników: 227

Art. 54 - Wolność słowa

  1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
  2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

CO TO ZNACZY?

Wolność słowa, wyrażana bezpośrednio lub poprzez środki przekazu, jest tradycyjną wolnością konstytucyjną. Artykuł 54 gwarantuje trzy odrębne choć powiązane ze sobą wolności: wolność wyrażania swoich poglądów, wolność pozyskiwania informacji oraz wolność rozpowszechniania informacji.

Wyrażenie „pogląd” należy w tym wypadku rozumieć jak najszerzej, jako wyrażanie osobistych ocen, prezentowanie opinii czy przypuszczeń, informowanie o faktach etc. Wolność ta ma zastosowanie zarówno w sferze publicznej jak i prywatnej (choć szczególnego znaczenia nabiera na gruncie przestrzeni publicznej, życia społecznego, a zwłaszcza politycznego), obejmuje osoby fizyczne i prawne. Forma wyrażania poglądów może być dowolna, niekoniecznie poprzez wypowiedzi słowne (np. poprzez noszenie określonego stroju).

Wolność pozyskiwania informacji dotyczyć może zbierania danych z dowolnych sfer życia publicznego (art. 61 Konstytucji nakłada na władze obowiązek udzielania odpowiednich informacji) lub prywatnego.

Poprzez rozpowszechnianie informacji należy rozumieć udostępnianie zebranych danych osobom trzecim (indywidualnie wybranym) lub upowszechnianie ich (czyli podawanie do wiadomości publicznej, np. poprzez środki społecznego przekazu). Potwierdza to konstytucyjną zasadę wolności prasy zawartą w art. 14.

Data początkowa
np.: 07/2020
Data końcowa
np.: 07/2020
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Adam Bodnar: projekt senackiej komisji przywraca KRRiT jej konstytucyjną rolę w nadzorze nad mediami publicznymi

Data: 2020-07-10
  • Senat pracuje nad własnym projektem likwidacji Rady Mediów Narodowych i przywrócenia Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji  kompetencji powoływania rad nadzorczych i zarządów w TVP i Polskim Radiu
  • Projekt w sposób właściwy wykonuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2016 r. – ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich
  • RPO proponuje, by przywrócić także poprzedni konkursowy tryb wyboru rad nadzorczych i członków zarządów, kadencyjność zarządów oraz procedurę uchwalania statutu spółek publicznej radiofonii i telewizji

Rzecznik wiele razy wskazywał, że praprzyczyną obecnych problemów wokół mediów publicznych jest zignorowanie wyroku TK z 13 grudnia 2016 r. (sygn. akt  K13/16).

Wyrok TK z 13 grudnia 2016 r.

Z wniosku RPO i grupy posłów TK - pod przewodnictwem ówczesnego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego - orzekł wtedy niekonstytucyjność tzw. małej ustawy medialnej z 30 grudnia 2015 r. Wyłączyła ona KRRiT z procesu odwoływania i powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Na jej mocy minister Skarbu Państwa skrócił kadencje władz mediów publicznych i powołał nowe władze.

TK uznał niekonstytucyjność tych przepisów małej ustawy medialnej.  Została ona 22 czerwca 2016 r. zastąpiona ustawą o Radzie Mediów Narodowych. Rada ta uzyskała kompetencje obsadzania władz mediów publicznych (także w jej procedurach nie przewidziano żadnego udziału KRRiT).

Tymczasem Trybunał potwierdził, że KRRiT  - jako organ konstytucyjny stojący na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji (art. 213 Konstytucji) - ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie określonego modelu radiofonii i telewizji. Według TK ustawodawca nie może dowolnie kształtować kompetencji KRRiT, która musi efektywnie wykonywać swe zadania. Zdaniem TK należy zatem wprowadzić przepisy, które pozwolą KRRiT "czuwać nad poszanowaniem wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Przekazanie kompetencji KRRiT innym podmiotom nie może podważać jej pozycji, której podstawą są normy o randze konstytucyjnej.

Ponadto TK doprecyzował, że niedopuszczalne jest nie tylko całkowite pozbawienie KRRiT skutecznych instrumentów wykonywania jej zadań, ale i utworzenie takiego modelu, w którym Radzie pozostawia się tylko pewne kompetencje, a rozstrzyganie o zasadniczych sprawach radiofonii i telewizji przekazano innemu organowi.

Działania RPO na rzecz wykonania wyroku

Od czasu wyroku RPO upominał się o nowelizację ustaw o rtv i o RMN, zgodnie z wytycznymi TK. Wskazywał, że konieczna jest zmiana ustawy o rtv oraz włączenie KRRiT w procedury powoływania i odwoływania władz mediów publicznych.  Mimo wyroku, który wskazywał konieczność udziału w tym procesie także KRRiT, o obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP wciąż decyduje RMN z pominięciem konstytucyjnego organu.

Wobec braku działań, Rzecznik zwracał się w tej sprawie do Prezesa Rady Ministrów (16 lipca 2018 r.) oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (9 lutego 2017 r., 4 maja 2017 r. i 21 stycznia 2019 r.). W  lipcu 2018 r. Rzecznika poinformowano, że minister kultury, we współpracy z KRRiT, rozważa możliwe rozwiązania dotyczące powoływania i odwoływania władz mediów publicznych, które zapewnią zgodność ustawy o rtv oraz ustawy o RMN z Konstytucją.  Według ministra Piotra Glińskiego rozwiązania miały zostać przygotowane do końca 2018 r. Projektu  jednak nie opracowano.

Rzecznik 3 lutego 2020 r. wziął udział w posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, którego tematem było ”prawo do rzetelnej informacji a media publiczne”. - Dziwi mnie, że to ja muszę się upominać o wykonanie tego wyroku, a nie sama Krajowa Rada – mówił Adam Bodnar.

4 lutego 2020 r. poprosił marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, by izba wyższa przygotowała odpowiednią nowelizację, zgodnie z wyrokiem TK.

Przygotowany projekt ustawy o uchyleniu ustawy o Radzie Mediów Narodowych (druk senacki nr 152)  znosi ustawę o RMN. Według niego KRRiT  powoła członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji w terminie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy. Z dniem ich powołania członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji, wygasają funkcje członków rad nadzorczych i zarządów jednostek publicznej radiofonii i telewizji.

Opinia RPO o senackim projekcie

- Wykonanie wyroku TK oznaczać musi oznaczać przywrócenie wskazanych kompetencji KRRiT i odebranie ich Radzie Mediów Narodowych, co zostało wyraźnie ustanowione w omawianym projekcie – napisał Adam Bodnar w opinii dla Krzysztofa Kwiatkowskiego, przewodniczącego Komisji Ustawodawczej (ktora przygotowała projekt).

Proponowaną regulację ocenił pozytywnie - jako właściwe wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza w zakresie w jakim likwiduje Radę Mediów Narodowych i przywraca kompetencje Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.

Zarazem - zdaniem Rzecznika - w toku prac należy rozważyć przywrócenie poprzedniego modelu powoływania władz mediów publicznych. Polegał on na przeprowadzeniu postępowań konkursowych, w których w przypadku członków rad nadzorczych uprawnienia do zgłoszeń kandydatów miały organy kolegialne uczelni akademickich.

Ponadto określenie kadencyjności tych organów stanowiło istotny gwarant stabilizacji kadrową. Obecna regulacja przewiduje kadencyjność rad nadzorczych, jednakże powinna zostać rozszerzona poprzez określenie kadencyjności również zarządów w celu zagwarantowania niezbędnego poziomu niezależności zasiadających w nich osób.

Ustawa sprzed nowelizacji przewidywała ponadto przesłanki odwołania członków zarządów i rad nadzorczych, co również było oceniane pozytywnie. Wprowadzenie pełnej uznaniowości jednoosobowego organu rządowego
w tym zakresie, a więc całkowite uzależnienie personalne, nie wypełnia standardów konstytucyjnych i prowadzić może do nadużyć.

Ponadto kompetencja wyrażania zgody na uchwalenie nowych statutów spółek publicznej radiofonii i telewizji oraz Polskiej Agencji Prasowej S.A. - która obecnie przysługuje Radzie Mediów Narodowych - powinna zostać ponownie przekazana KRRiT.

W ocenie RPO projekt może być również przyczynkiem do rozważenia wdrożenia dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych Parlamentu Europejskiego  i Rady (UE) 2018/1808 z 14 listopada 2018 r.  Zgodnie z nią państwo członkowskie wyznacza jedną lub kilka krajowych władz lub organów regulacyjnych i zapewnia by były one prawnie odrębne od rządu i funkcjonalnie niezależne od władz i od wszelkich innych podmiotów publicznych lub prywatnych. Takim organem jest KRRiT.

VII.071.24.2020

Zdemolowanie siedziby Wydawnictwa MaxMedia. RPO prosi policję o informacje

Data: 2020-07-08
  • Zdemolowano i okradziono siedzibę Wydawnictwa MaxMedia - prawdopodobnie wskutek pomylenia jej z siedzibą redakcji TVN
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi Komendanta Stołecznego Policji o informacji o wynikach postępowania w tej sprawie

Jak podała Gazeta.pl, 7 lipca 2020 r. rano w Warszawie włamano się do siedziby Wydawnictwa MaxMedia, właściciela m.in. magazynu "Fakty". Zniszczono sprzęt i meble, ukradziono dyski twarde, a na ścianie namalowano swastykę i napis "Fakty TVN wypad". Według poszkodowanych dziennikarzy włamywacze zapewne pomylili redakcje - byli pewni, że demolują siedzibę TVN. Policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawców.

RPO z uwagą i troską analizuje wszelkie sygnały dotyczące problematyki zapewnienia przestrzegania wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także wolności mediów. Bezpieczeństwo dziennikarzy jest bowiem kluczowe, by zapewnić realizację wskazanych wolności.

Dlatego zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do nadinsp. Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji, o przekazanie informacji o wynikach postępowania.

 VII.716.11.2020

 

Niewpuszczenie dziennikarzy do Pałacu Prezydenckiego - bez uzasadnienia w przepisach

Data: 2020-07-07
  • To działania bez żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa, które mogą mieć na celu tłumienie krytyki prasowej oraz ograniczać wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji
  • Tak Rzecznik Praw Obywatelskich ocenia niewpuszczenie do Pałacu Prezydenckiego na wystąpienie prezydenta 6 lipca 2020 r. dziennikarzy "Gazety Wyborczej” i "Faktu”
  • RPO zwrócił się o wyjaśnienia do Haliny Szymańskiej, szefowej Kancelarii Prezydenta RP  

Sprawę niewpuszczenia dziennikarzy na podpisanie przez Andrzeja Dudę projektu zmiany Konstytucji opisały media. Według ich doniesień, decyzja miała zostać uzasadniona zatrudnieniem w określonym tytule prasowym.

Oficjalnie nie sprecyzowano faktycznych motywów tych decyzji. Tymczasem uniemożliwiają one swobodne wykonywania zawodu przez dziennikarzy.

Działania takie mogą mieć na celu tłumienie krytyki prasowej, a w efekcie mogą ograniczać wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, której beneficjentami są obywatele, a która stanowi fundament demokratycznego państwa. Działanie takie, w ocenie Rzecznika, nie ma żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa.

Decyzja ta może także prowadzić do naruszenia art. 44 ust. 1 ustawy - Prawo prasowe. Zgodnie z nim „kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. Utrudnianie krytyki prasowej to m.in. selekcjonowanie dostępu dziennikarzy do wydarzeń i przeszkadzanie w zbieraniu materiałów przed publikacją. Do popełnienia tego przestępstwa dochodzi w momencie podjęcia tych działań bez względu na to czy sprawca osiągnął zamierzony efekt.

W ocenie Rzecznika  może to prowadzić do naruszenia wolność prasy, słowa, wyrażania poglądów i prawa do społecznie pożądanej krytyki oraz prawa obywateli do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.

VII.716.10.2020

Wieczór wyborczy w TVP. Czas antenowy kontrkandydatów Andrzeja Dudy - to mniej niż połowa czasu dla prezydenta

Data: 2020-07-01
  • Łączny czas antenowy TVP poświęcony podczas wieczoru wyborczego 28 czerwca prezydentowi Andrzejowi Dudzie  (56 minut)  był dwukrotnie większy od łącznego czasu dla wszystkich pozostałych kandydatów (łącznie 21 minut)
  • Budzi to wątpliwości co do rzetelności przekazu nadawcy publicznego w kampanii wyborczej
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił w tej sprawie do p.o. prezesa TVP

Rzecznik po raz kolejny ma wątpliwości co do rzetelności przekazu nadawcy publicznego w ramach kampanii wyborczej na Prezydenta RP. Jakość informacji przekazywanych obywatelom w związku z kampanią przekłada się bezpośrednio nie tylko na realizację konstytucyjnego prawa do pozyskiwania informacji (art. 54 i art. 61 Konstytucji), ale także na czynne prawo wyborcze ogółu obywateli (art. 62 Konstytucji) oraz bierne prawo wyborcze kandydatów w zakresie równości ich szans.

Jak wynika z informacji dziennikarzy, w dniu wyborów 28 czerwca 2020 r., między godz. 21:00 a północą prezydent Andrzej Duda otrzymał w sumie 56 minut czasu antenowego u nadawcy publicznego. Po ogłoszeniu zwycięzcy pierwszej tury, natychmiast połączono się ze sztabem Andrzeja Dudy i wyemitowano cały wiec urzędującego prezydenta. Natomiast pozostali kandydaci otrzymali odpowiednio: Rafał Trzaskowski – 8 minut; Szymon Hołownia – 5 minut; Krzysztof Bosak – 2 minuty; Robert Biedroń – 3 minuty; Władysław Kosiniak-Kamysz – 3 minuty.

Czas antenowy poświęcony Prezydentowi Andrzejowi Dudzie (56 minut) był zatem dwukrotnie większy od łącznego czasu antenowego przeznaczonego dla wszystkich pozostałych kandydatów łącznie (21 minut).

Dlaczego rola mediów publicznych jest tak ważna, a RPO interweniuje w sprawie zachowania obiektywizmu przekazu?

RPO wielokrotnie przypominał, że na mediach publicznych w trakcie kampanii wyborczej spoczywają szczególne obowiązki. Zadania te są tym istotniejsze w trakcie  epidemii i ograniczeń praw obywatelskich. Uwaga odbiorów skupiona jest w obecnym czasie na zagadnieniach związanych z walką z koronawirusem. Dlatego sposób, w jaki media publiczne wypełniają ustawowe obowiązki, ma niezwykle istotne znaczenie.

Obywatele mają prawo do rzetelnej informacji, a nie informacji zainscenizowanej i motywowanej politycznie. Obowiązkiem publicznego nadawcy jest również zapewnienie równości szans kandydatów w toku kampanii wyborczej.

Rzecznik podkreśla, że 29 czerwca, podczas prezentacji wstępnego komunikatu Specjalnej Misji Oceniającej Wybory Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka, zwrócono uwagę na podobne problemy kampanii wyborczej przed wyborami. W szczególności zwrócono uwagę na jednostronność przekazu telewizji publicznej, sprzyjającej wyłącznie jednemu kandydatowi – prezydentowi Andrzejowi Dudzie, przy jednoczesnej negatywnej kampanii TVP prowadzonej przeciwko głównemu konkurentowi – Rafałowi Trzaskowskiemu.

RPO zwrócił się do p.o. prezesa Zarządu TVP S.A. Macieja Łopińskiego o stanowisko w sprawie.

Jednocześnie Rzecznik przypomniał, że wciąż nie otrzymał odpowiedzi na niektóre pisma kierowane do nadawcy publicznego. A zgodnie z ustawą o RPO organ, organizacja lub instytucja, do których zwróci się Rzecznik, obowiązane są z nim współdziałać i udzielać mu pomocy, a w szczególności udzielać Rzecznikowi żądanych przez niego informacji i wyjaśnień.

VII.602.353.2020

KRRiT powinna zbadać materiał wyborczy "Wiadomości" TVP z 24 czerwca 2020 r.

Data: 2020-06-29
  • Krajowa Rada Radiofonii powinna zająć się sprawą materiału „Wiadomości” TVP  z  24 czerwca 2020 r.  – uważa RPO
  • Materiał nie miał charakteru informacyjnego; może naruszać m.in. zasadę równości kandydatów w wyborach prezydenckich
  • Tymczasem media publiczne są ustawowo zobowiązane do kierowania się bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga dotycząca materiału pt. „Przedwyborcza mobilizacja”, wyemitowanego na antenie TVP. Jak wskazano w skardze,  może on  naruszać standardy kampanii wyborczej, w szczególności w zakresie równości kandydatów, jak i obowiązki publicznego nadawcy.

A podczas kampanii wyborczej wyjątkowego znaczenia nabiera obowiązek mediów kierowania się bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy  o radiofonii i telewizji)

Zgodnie z zaleceniami skierowanymi po wyborach parlamentarnych w 2019 r. przez Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR), Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna aktywnie monitorować media publiczne pod kątem przestrzegania prawa w czasie kampanii wyborczej i niezwłocznego reagować na stwierdzone naruszenia.

Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. W związku z koniecznością przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego RPO przekazał skargę przewodniczącemu Rady Witoldowi Kołodziejskiemu.

VII.602.302.2020

Wylegitymowany za transparent „Precz z faszymem” pod Pałacem Prezydenckim. RPO pyta policję

Data: 2020-06-29
  • Obywatel stanął przed Pałacem Prezydenckim z transparentem „Precz z faszyzmem”
  • Został wylegitymowany przez policję, a funkcjonariusz odmówił  okazania mu legitymacji służbowej
  • Nie stwarzał on żadnego zagrożenia, stosował się do przepisów sanitarnych  - mimo to  policja „rozwiązała” zgromadzenie
  • Całkowity zakaz zgromadzeń narusza istotę konstytucyjnego prawa obywateli do zgromadzeń – podkreśla RPO, który pyta stołeczną policję o sprawę

Pan Zbigniew poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na działania policjantów 25 czerwca 2020 r. w związku z demonstrowaniem przez niego poglądów na ul. Krakowskie Przedmieście. Jak wskazał, trzymając transparent, korzystał z przysługujących mu konstytucyjnych wolności wypowiedzi oraz wolności zgromadzeń.

Obywatel nie stwarzał zagrożenia, stosował się do przepisów obowiązujących w związku z stanem epidemii (2 m odstępu lub obowiązek zasłaniania twarzy). A w związku z dynamicznym procesem legislacyjnym oraz obowiązującymi ograniczeniami, działania podejmowane przez obywatela były jedyną skuteczną formą realizacji prawa do manifestacji poglądów. Niemniej policjanci zdecydowali się rozwiązać zgromadzenie i wylegitymować go.

Szczególne zaniepokojenie  wzbudza informacja o odmowie  okazania legitymacji służbowej. Tymczasem z ustawy o policji wynika, że funkcjonariusz jest obowiązany  okazać legitymację służbową w taki sposób, aby zainteresowany miał możliwość odczytać i zanotować numer i organ, który wydał legitymację, oraz nazwisko policjanta.  

Rzecznik ma świadomość znaczenia zakazu organizacji zgromadzeń w stanie epidemii i koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Całkowity zakaz zgromadzeń narusza jednak standard konstytucyjny. Prowadzi bowiem do ingerencji w istotę konstytucyjnego prawa obywateli do zgromadzeń wynikającego z art. 57 Konstytucji. Wątpliwości w tym zakresie zostały także wyrażone w orzecznictwie sądowym.

Wolność zgromadzeń może być zaś ograniczona tylko ustawą (art. 31 ust. 3 Konstytucji), a nie rozporządzeniem. Ponadto poza stanami nadzwyczajnymi opisanymi w Konstytucji RP – z których żaden nie został wprowadzony - nie może ona zostać zakazana nawet ustawą.

RPO przypomina, że funkcjonariusze mają ustawowy obowiązek nie tylko respektowania godności ludzkiej, ale także przestrzegania i ochrony praw człowieka. Są zatem zobowiązani, aby chronić także konstytucyjną wolność zgromadzeń.

VII.613.104.2020

RPO wystąpił do Allegro ws. blokowania sprzedaży książki Rafała Ziemkiewicza

Data: 2020-06-26
  • Portal Allegro.pl wycofał ze sprzedaży książkę Rafała Ziemkiewicza w związku z opinią Stowarzyszenia Nigdy Więcej, że zawiera ona treści o charakterze antysemickim
  • Decyzja ta została odebrana jako forma cenzury prewencyjnej
  • W ocenie Rzecznika tego typu działania mogą budzić wątpliwości odnośnie naruszenia konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi

Problematyka związana z ochroną konstytucyjnie zagwarantowanej wolności słowa w internecie leży w stałym zainteresowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich, do którego wpływa wiele skarg w tym zakresie.

Na podstawie doniesień medialnych RPO powziął informacje o wycofaniu ze sprzedaży poprzez portal Allegro.pl książki Rafała Ziemkiewicza pt. „Cham niezbuntowany” w związku z opinią Stowarzyszenia Nigdy Więcej, że pozycja ta zawiera treści o charakterze antysemickim. Decyzja ta została odebrana jako forma cenzury prewencyjnej przekazu i w ocenie Rzecznika tego typu działania mogą budzić wątpliwości pod kątem naruszenia konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi.

Rzecznik Praw Obywatelskich docenia troskę Allegro dotyczącą ochrony użytkowników przed potencjalną mową nienawiści, a tym samym za dbanie o to, by transakcje prowadzone poprzez portal nie prowadziły do naruszenia prawa. Niemniej decyzje w tym zakresie, zmierzające do całkowitego wyłączenia książki ze sprzedaży, powinny być podejmowane transparentnie i w oparciu  o przejrzyste zasady.

Rzecznik zwrócił się do spółki Allegro z prośbą o przedstawienie informacji na temat sposobu moderacji treści oraz procedury podejmowania decyzji o usunięciu konkretnych tytułów ze sprzedaży poprzez portal, w szczególności zaś o przyczyny podjęcia wskazanej decyzji wobec najnowszej publikacji Rafała Ziemkiewicza.

VII.564.75.2020

Autor „tęczowej” przeróbki herbu Jordanowa nie znieważył grupy ludności dopiskiem: „Precz z narodowcami"  

Data: 2020-06-26
  • Sąd dla nieletnich stwierdził brak znamion przestępstwa z art. 257 Kodeksu karnego i umorzył postępowanie wobec 16-latka  
  • Sprawa trafiła do sądu po tym, jak przerobił on w sieci herb miasta, dodając do niego tęczowe tło. Dopisał też komentarz: „Jordanów proLGBT, precz z narodowcami”

W lutym 2020 r. 16-latek z Jordanowa uczynił to, zabierając głos w debacie publicznej o sytuacji osób LGBT. Było to po tym, jak uchwałę "anty-LGBT" wydała m.in. Rada Gminy Jordanów.

Burmistrz publicznie go skrytykował i powiadomił organy ścigania.

Prokuratura po postępowaniu sprawdzającym doszła do wniosku, że 16-latek dopuścił się czynu zabronionego z art. 257 Kk - nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym - ponieważ opublikowany przez niego obrazek był opatrzony komentarzem "precz z narodowcami". Przekazała sprawę do sądu dla nieletnich.

Ten stwierdził, że nie doszło do popełnienia czynu karalnego ze względu na brak jego znamion w zachowaniu 16-latka.

Tym samym sąd postanowieniem z 21 maja 2020 r. o umorzeniu postępowania potwierdził zasadność argumentów Rzecznika Praw Obywatelskich, przedstawianych w wystąpieniach do burmistrza miasta w tej sprawie.

XI.519.1.2020

RPO podjął sprawę „dyscyplinarki” prok. Krzysztofa Parchimowicza

Data: 2020-06-16
  • Wobec prok. Krzysztofa Parchimowicza, prezesa Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, trwa postępowanie dyscyplinarne
  • Jest ono związane z jego publicznymi wypowiedziami, w których krytykuje  podporządkowanie prokuratury rządowi i jej upolitycznienie oraz broni niezależności prokuratury
  • A prokuratorowi - tak jak i każdemu obywatelowi - przysługuje wolność słowa oraz wyrażania przekonań

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prok. Marka Woźniaka, rzecznika dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego, o podanie, co przemawiało za wszczęciem i prowadzeniem czynności wobec prok. Krzysztofa Parchimowicza oraz jaki jest stan tego postępowania. Sprawę tę RPO podjął z własnej inicjatywy. 

Art. 54 ust. 1 Konstytucji stanowi, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jak każdy obywatel, prokurator posiada więc konstytucyjne  prawo do swobody wypowiedzi. Oczywiście musi – jak nakazuje kodeks etyczny prokuratorów – korzystać z niego w sposób rozważny.

Rzecznik jest świadomy, że prokuratorzy mają ograniczone prawo do publicznej wypowiedzi. Pełnią oni bowiem służbę, której przepisy nie pozwalają na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy.

Z drugiej strony jednak przełożeni powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ewentualne krytyczne wypowiedzi prokuratorów, którzy działają w instytucjach społecznych, fundacjach, stowarzyszeniach, na temat ewentualnych nieprawidłowości w wymiarze sprawiedliwości, czy w organach ścigania należy bowiem uznać za działalność pro publico bono, podejmują w interesie publicznym i społecznym.

Europejskie standardy i zasady kształtujące status prokuratora - określane jako „Karta Rzymska” - wskazują, że niezależność i autonomia prokuratorów pozostaje w nieodłącznym związku z niezależnością sądownictwa. Z uwagi na to należy dążyć do zwiększania niezależności oraz efektywnej autonomii służby prokuratorskiej.

Z kolei w raporcie Rady Europy podkreśłono, że „jak każdemu obywatelowi, urzędnikowi publicznemu powinny przysługiwać pełne prawa obywatelskie. Ze względu na potrzebę rozdziału politycznych i administracyjnych funkcji, państwa często poważnie ograniczały lub nawet odbierały prawa urzędników w tym zakresie. Istnieje więc sprzeczność pomiędzy obowiązkiem neutralności a możliwością wolnego udziału w życiu politycznym”.

VII.510.35.2019

Sędzia Igor Tuleya zachował immunitet. RPO wyrażał wątpliwości co do jego ścigania

Data: 2020-06-09
  • Sędzia Igor Tuleya  nie będzie ścigany przez prokuraturę za rzekome przestępstwo nadużycia uprawnień w związku z ujawnieniem w 2017 r. informacji z umorzonego śledztwa ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej
  • Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nieprawomocnie odmówiła 9 czerwca zgody na uchylenie jego immunitetu
  • RPO miał poważne wątpliwości, czy w ogóle można mówić o przestępstwie sędziego, który zgodnie z przepisami zarządził jawność posiedzenia

Jak wynika z komunikatu Sądu Najwyższego, SN stwierdził, że niemożlie było zakwalifikowanie czynu sędziego jako przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, tj. jako tzw. „przestępstwa urzędniczego”  oraz jako ujawnienia wbrew przepisom ustawy informacji, z którą sędzia zapoznał się w związku z pełnioną funkcją. Sędzia był bowiem ustawowo uprawniony do wydania zarządzenia o jawności posiedzenia w przedmiocie rozpoznania zażalenia na postanowienie o umorzeniu śledztwa oraz do dopuszczenia do udziału w tym posiedzeniu przedstawicieli mediów. Uchwała nie jest prawomocna.

2 marca 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego o informacje z związku z jego wnioskiem do Izby Dyscyplinarnej o zezwolenie na pociągnięcie sędziego Igora Tuleyi do odpowiedzialności karnej.  Ponadto RPO przedstawił Prokuratorowi Krajowemu wnioski zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw człowieka i obywatela w tej sprawie.

RPO miał poważne wątpliwości, czy w ogóle można mówić o przestępstwie sędziego, który zgodnie z przepisami zarządził jawność posiedzenia. Kierował się on bowiem ważnym interesem publicznym i konstytucyjnymi prawami obywateli do informacji o przeniesieniu obrad.

A wobec podejrzenia fałszywych zeznań posłów, sędzia miał społeczny i moralny obowiązek, by ujawnić sprawę opinii publicznej.

Prokuratorskie postępowanie za ustne uzasadnienie decyzji sądu jest zaś niezgodne z podstawowymi obowiązkami sędziego i może wywołać tzw. „efekt mrożący”

Rzecznik zwracał ponadto uwagę, że w tej sprawie po raz pierwszy zastosowano tzw. "ustawę represyjną” z 20 grudnia 2019 r. Pominięto zaś uchwałę trzech izb Sądu Najwyższego, która 23 stycznia 2020 r. wskazała, że Izba Dyscyplinarna SN nie jest niezależnym sądem.

A ewentualne uchylenie sędziemu Igorowi Tuleyi immunitetu i odsuniecie go od orzekania uniemożliwiłoby mu orzekanie w sprawach związanych z postępowaniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w których zdecydował się zadać pytania prejudycjalne.

4 czerwca 2020 r. RPO napisał do Pierwszej Prezes SN Małgorzaty Manowskiej i premiera Mateusza Morawieckiego, że mimo postanowienia TS UE o zawieszeniu Izby Dyscyplinarnej, nadal są w niej wyznaczane sprawy o uchylenie immunitetu sędziów. 9 czerwca ma ona decydować m.in. o zgodzie na ściganie karne sędziego Igora Tulei.

Tymczasem decyzja TS UE oznacza zaprzestanie wszelkiej działalności orzeczniczej Izby. A niezastosowanie się do środków zabezpieczających TS UE może oznaczać dla Polski karę pieniężną i dalsze podważenie zaufania do polskiego sądownictwa.

Sędzia Igor Tuelya podziękował Adamowi Bodnarowi za jego zaangażowanie w obronę niezależności sądow i niezawisłości sędziów.

 

Wsparcie UE w walce ze skutkami epidemii będzie uzależnione od poszanowania wartości UE. Pismo Rzecznika do premiera

Data: 2020-06-09
  • RPO z nadzieją patrzy na środki przygotowywane w ramach Unii Europejskiej dla przeciwdziałania negatywnym skutkom społecznym i gospodarczym epidemii
  • Władze pomijają jednak kryteria uczestnictwa państw członkowskich w unijnym planie odbudowy
  • Brak ich spełnienia może bowiem prowadzić do znaczącego ograniczenia dostępu do środków finansowych i możliwości ich wykorzystania przez nasz kraj
  • A kryteria te dotyczą wymogów praworządności oraz realizacji strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”

Rzecznik Praw Obywatelskich 21 maja 2020 r. zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o wyjaśnienie nierzetelnych informacji w odniesieniu do działań podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania epidemii koronawirusa i jej skutków.

Wskazał, że sytuacji epidemicznej nie powinno się wykorzystywać jako pretekstu do niewywiązywania się z zobowiązań członkowskich w zakresie ochrony rządów prawa, a tym bardziej krytykować Unię za dopominanie się ich przestrzegania. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów niezmiennie pozostają wymogami unijnego prawa.

W obszernym piśmie RPO przedstawił działania Unii w ostatnich czasach, a także przypominał, że Polska często za późno włączała się do pomocowych projektów Unii, dlatego z nich nie korzystała. RPO opisywał, jakie Unia ma kompetencje, zwracając uwagę, jak szkodliwe jest dla Polaków przekazywanie nieprawdziwych informacji na ten temat.

Odpowiedź MSZ i polemika RPO

27 maja RPO odpowiedział wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Pisał min.: „Postawiony przez Pana zarzut budzi jednak ogromne zdumienie w oczach obywateli śledzących wydarzenia wokół walki z pandemią C0VID-19. O ile bowiem podawanie nieprawdziwych informacji na temat reakcji UE i jej instytucji rzeczywiście zasługiwałoby na krytykę - o tyle w sytuacji, w której sama Przewodnicząca Komisji Europejskiej przyznała, że >>Europa dała się początkowo zaskoczyć<<, oraz że >>skutki tego falstartu nadal się za nami ciągną<<, tego rodzaju informacje trudno racjonalnie uznać za nierzetelne”.

Według wiceministra działanie RPO musi zostać ocenione jednoznacznie negatywnie, jako działanie w złej wierze.

Adam Bodnar odpisał mu, że taka ocena wynika po prostu z braku wiedzy.

Zagrożenia dostępu do pomocy UE dla Polski  

W kolejnym piśmie z 8 czerwca 2020 r. - w oczekiwaniu na pełną odpowiedź na wystąpienie z 21 maja – RPO podziękował premierowi Mateuszowi Morawieckiemu za docenienie kroków podejmowanych przez Unię dla przeciwdziałania negatywnym następstwom społecznym i gospodarczym pandemii i przywrócenia gospodarki europejskiej na ścieżkę wzrostu.

Unijny plan odbudowy dla Europy (Recovery Plan for Europe) w wysokości 750 mld euro, o którym premier mówił na konferencji prasowej z prezydentem RP 28 maja oraz podczas wizyty na Mierzei Wiślanej 30 maja daje nadzieję, że właściwe, pełne wykorzystanie instrumentów pomocy i środków finansowych dostępnych w ramach unijnego planu ograniczy negatywne konsekwencje kryzysu gospodarczego dla Polski.

Prezydent i premier odwoływali się do solidarności europejskiej i mówili o potrzebie nowych mechanizmów finansowych ze strony Unii. - W pełni podzielam te poglądy, jak również z nadzieją patrzę na środki przygotowywane w ramach Unii Europejskiej jako kluczowe dla przeciwdziałania negatywnym skutkom społecznym i gospodarczym trwającej epidemii. Pan Prezydent i Pan Premier słusznie podkreślali znaczenie programu przedstawionego przez Komisję Europejską dla naszego kraju – wskazał Adam Bodnar.

Zarazem zwrócił uwagę, że przedstawiona publicznie informacja była niepełna i niedokładna, nie odpowiada zatem kryteriom rzetelności. Nie uwzględniała zasadniczych warunków kryteriów uczestnictwa państw członkowskich w unijnym planie odbudowy. Niepokojące jest, że brak ich spełnienia może prowadzić do znaczącego ograniczenia dostępu do środków finansowych i możliwości ich wykorzystania przez nasz kraj. Dotyczy to wymogów praworządności oraz realizacji strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”.

Wykorzystanie środków unijnych zostanie bowiem uzależnione od poszanowania praw podstawowych i wartości Unii. W ramach unijnej procedury ustawodawczej trwają prace legislacyjne nad rozporządzeniem w sprawie ochrony budżetu UE przed ogólnymi brakami w zakresie praworządności. Uzależnienie wypłacania środków unijnych od przestrzegania zasady rządów prawa będzie najpewniej dotyczyć obu filarów walki ze skutkami epidemii: planu odbudowy dla Europy oraz budżetu Unii na lata 2021–2027. Może zatem na szereg lat istotnie ograniczyć dostępne dla naszego kraju środki.

Rzecznik przypomina, że w ostatnich tygodniach skierował do premiera, członków rządu oraz innych organów liczne wystąpienia wskazujące na naruszenia konstytucyjnych praw jednostki w związku ze zwalczaniem epidemii. Wskazywał na brak właściwego ustawowego umocowania dla niektórych zarządzonych ograniczeń i nieproporcjonalność podejmowanych działań.

- Oceniam, że wycofywanie się rządu z wielu wyłączeń i restrykcji, mimo liczby zakażeń utrzymującej się na zbliżonym poziomie, wskazuje że wiele z nich było wprowadzonych bez właściwej analizy ich zasadności. W moim Biurze powstał raport na temat naruszeń praw i wolności obywatelskich w czasie pandemii, który został już przekazany na ręce Pana Premiera – dodał Adam Bodnar.

Sytuacja epidemiczna znacząco zwiększyła zagrożenie dla przestrzegania praw i wolności człowieka i obywatela. Jednak ze stanem naruszania praworządności w Polsce przez organy władzy publicznej mamy do czynienia od kilku lat. Dotyczą one niekonstytucyjnych zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądownictwa, Sądzie Najwyższym, oraz sądach powszechnych. Obejmują przypadki procedowania ustaw z naruszeniem standardów procesu legislacyjnego, wyłączenia rzeczywistej kontroli konstytucyjności prawa, sytuacje braku podporządkowania się władz krajowych orzeczeniom sądowym.

Z końcem kwietnia wszczęto  następne postępowanie obejmujące tzw. ustawę represyjną, w sposób jaskrawy sprzeczną z prawem Unii. W Radzie Unii Europejskiej trwa wciąż postępowanie przeciwko Polsce w ramach mechanizmu ochrony wartości na podstawie art. 7 Traktatu o UE. W Parlamencie Europejskim debatowano nad bardzo krytycznym sprawozdaniem dotyczącym stanu praworządności w Polsce. Wnioski z tej dyskusji implikują podjęcie przez Komisję i Radę UE wzmożonych kroków wobec naszego kraju.

Plan odbudowy przedstawiony przez Komisję Europejską połączony został jednocześnie z realizacją unijnej strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Proponowane instrumenty i środki finansowe służyć mają ekologicznej transformacji gospodarki europejskiej i walce ze zmianami klimatycznymi.

- W świetle obowiązków władz krajowych w zakresie ochrony środowiska i zapewnienia bezpieczeństwa ekologicznego wynikających z art. 74 Konstytucji niepokoi mnie, że podczas grudniowego posiedzenia Rady Europejskiej Polska była jedynym członkiem Unii, który nie przyjął zobowiązania do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Może to mieć negatywny wpływ na rzeczywistą wysokość środków finansowych możliwych do uzyskania dla naszego kraju – podkreśla Adam Bodnar.

Na wspólnej konferencji prasowej prezydent i premier poziom finansowania wskazywany dla Polski w ramach unijnego planu odbudowy przypisywali swoim staraniom, wymianie listów i trudnym negocjacjom. Rzecznik nie odbiera zasług wynikających z uczestnictwa w organach międzyrządowych UE oraz utrzymywania dwu- i wielostronnych kontaktów politycznych w Europie.

Jednocześnie RPO wskazuje jednak, że o wysokości pomocy dla poszczególnych państw zadecydował model ekonometryczny, który ma zapewnić by skala pomocy dostosowana była do potrzeb poszczególnych państw według obiektywnych kryteriów. Przygotowując program, Komisja Europejska brała pod uwagę przede wszystkim wpływ koronawirusa na skalę spadku Produktu Krajowego Brutto wynikającego z wybuchu epidemii, w odniesieniu do prognoz wskaźników gospodarczych sprzed pandemii. Polska mimo początkowo płytkiej recesji w skali UE, wypada niekorzystnie w zestawieniu z innymi krajami członkowskimi, tracąc znacznie swoją dynamikę rozwojową w porównaniu do przewidywań sprzed wybuchu choroby.

Adam Bodnar zwrócił się do premiera o wzięcie pod uwagę tego stanowiska oraz o większą dokładność w informowaniu o instrumentach wsparcia ze strony Unii w walce ze skutkami epidemii.

Przekazanie rzetelnych informacji obejmuje bowiem również wskazanie zagrożeń w dostępie do środków unijnych. A właściwa realizacja prawa obywateli do otrzymywania rzetelnych informacji od władz, gwarantowana przez art. 54 i 61 Konstytucji, wymaga informacji pełnej, aktualnej i prawdziwej. Obowiązek jej przekazywania należy do podstawowych powinności organów administracji publicznej.

VII.7010.2.2020

RPO odpowiada wiceministrowi spraw zagranicznych w sprawie tego, co rząd mówi o Unii Europejskiej

Data: 2020-06-04
  • W obszernym wystąpieniu do premiera RPO poprosił o wyjaśnienie nierzetelnych informacji w odniesieniu do działań podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania epidemii koronawirusa i jej skutków.
  • 27 maja odpowiedział mu wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. „Stawia Pan polskiemu rządowi poważny zarzut. Twierdzi Pan, że krytyka niewłaściwej, zbyt mało ambitnej, czy spóźnionej reakcji instytucji Unii Europejskiej na pandemię C0VID-19 jest w swej istocie (m.in. z uwagi na szereg regulacji traktatowych) >>nieprawdziwa<< i >>nierzetelna<<, a także że >>podważa zaufanie mieszkańców naszego kraju do Unii i jej instytucji<<. Postawiony przez Pana zarzut budzi jednak ogromne zdumienie w oczach obywateli śledzących wydarzenia wokół walki z pandemią C0VID-19. O ile bowiem podawanie nieprawdziwych informacji na temat reakcji UE i jej instytucji rzeczywiście zasługiwałoby na krytykę - o tyle w sytuacji, w której sama Przewodnicząca Komisji Europejskiej przyznała, że >>Europa dała się początkowo zaskoczyć<<, oraz że >>skutki tego falstartu nadal się za nami ciągną<<, tego rodzaju informacje trudno racjonalnie uznać za nierzetelne”.
  • Wiceminister Jabłoński napisał też do RPO: pańskie działanie musi zostać ocenione jednoznacznie negatywnie, jako działanie w złej wierze.
  • RPO sądzi, że taka ocena wynika po prostu z braku wiedzy.

- Niezależnie od tego, że aktywność RPO w sferze publicznej nazywa Pan „działaniem w złej wierze” (czy mamy tu do czynienia z oficjalnym stanowiskiem MSZ?), doceniam wkład pracy, jaki Pan włożył w analizę ustawy o RPO i wynikających z niej obowiązków Rzecznika. Godne podkreślenia wydają się również Pańskie odniesienia do Konstytucji – odpowiada na to Adam Bodnar.

Jednocześnie pragnę uprzejmie Pana Ministra poinformować, że wskazane w Pana korespondencji wnioski z tej analizy, jak również dobrane przykłady z działalności RPO, wskazują na poważny brak wiedzy o stanie faktycznym. Aby to dostrzec, wystarczy uważna lektura corocznych sprawozdań składanych przez RPO przed Sejmem i Senatem (są one dostępne na stronie internetowej Biura RPO). Gorąco je polecam, bowiem zawierają one wiedzę kompletną – pokazują stan prawny, ilustrują działania i inicjatywy Rzecznika, są opatrzone komentarzem oraz odpowiednią dokumentacją statystyczną. Dotyczy to każdego roku w 5-letniej kadencji RPO. Dlatego jestem przekonany, ze ich lektura mogłaby zasadniczo wpłynąć na stan wiedzy i poglądy Pana Ministra.

W sytuacji obecnej, trudno mi się ustosunkowywać do zagadnień szczegółowych poruszonych w liście Pana Ministra. Tym bardziej, że zawiera on wiele emocji i ocen politycznych. Ale jeśli Pan Minister podtrzyma swoje zainteresowanie działalnością RPO i pokusi się o wskazaną lekturę, gotów jestem się z Panem spotkać i omówić różniące nas kwestie, a być może wyjaśnić nieporozumienia – pisze Adam Bodnar.

VII.7010.2.2020

Nowy regulamin dodawania komentarzy na profilach Policji - RPO pyta o wolność słowa

Data: 2020-06-04
  • Na profilach prowadzonych przez Policję na portalach społecznościowych opublikowano nowy Regulamin dotyczący umieszczania treści na stronach, podstronach i portalach społecznościowych, będących w zarządzaniu Policji.
  • Wprowadza on szereg zasad dotyczących moderacji treści publikowanych przez obywateli, wprost zakazuje również publikacji określonych wpisów.
  • W związku z ich bardzo szerokim zakresem niektóre zapisy budzą wątpliwości związane z konstytucyjnie gwarantowaną wolnością słowa oraz debatą publiczną.

Na profilach prowadzonych przez Policję na portalach społecznościowych opublikowano nowy „Regulamin dotyczący umieszczania treści na stronach, podstronach i portalach społecznościowych, będących w zarządzaniu polskiej Policji”. Wprowadza on szereg zasad dotyczących moderacji treści publikowanych przez obywateli, wprost zakazuje również publikacji określonych wpisów. W związku z ich bardzo szerokim zakresem niektóre zapisy budzą wątpliwości związane z konstytucyjnie gwarantowaną wolnością słowa oraz debatą publiczną.

Przykładowo zawiera on postanowienia, że „komentarze o tematyce niezwiązanej z treścią postu (tematu) mogą być usuwane, a ich autorzy mogą zostać „zablokowani” lub zabrania się prowadzenia polemiki zawierającej podtekst polityczny, religijny oraz upodobań seksualnych”.

RPO zauważa, że w związku z zmianą modelu komunikacji w społeczeństwie, internet, a w szczególności media społecznościowe, stały się głównym źródłem pozyskiwania informacji przez obywateli. Dlatego też, biorąc pod uwagę konstytucyjne prawo obywateli do pozyskiwania informacji o działaniach organów władzy publicznej co do zasady wykorzystywanie platform społecznościowych przez instytucje publiczne należy ocenić pozytywnie. Zasadnym jest, by administratorzy profili dbali by zamieszczane na nim treści nie prowadziły do naruszenia obowiązującego prawa.

Jednakże wprowadzony Regulamin stwarza dużo szersze ograniczenia. Rzecznik podkreśla stanowczo, że nie ma podstawy wprowadzenia ograniczeń dla debaty z udziałem obywateli na portalach społecznościowych, a co więcej może to godzić w gwarantowane konstytucyjnie wolność słowa oraz debaty publicznej.

Konstytucja wprost zakazuje cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu (art. 54 ust. 2) – przypomina RPO. Możliwość debaty publicznej, także anonimowej na forach internetowych jest fundamentem współczesnej demokracji. Za nieproporcjonalne należy uznać blokowanie użytkowników z możliwości uczestniczenia w debacie z powodu anonimowości użytkownika lub opublikowania komentarza niedotyczącego treści publikacji. Policja nie powinna podejmować działań zmierzających do szerszego ograniczenia wolności wypowiedzi niż przewidują to powszechnie obowiązujące przepisy.

RPO zwrócił się więc do Inspektora Krzysztofa Łaszkiewicza, z Zespółu ds. Ochrony Praw Człowieka, z prośbą o wzięcie pod uwagę powyższego stanowiska oraz informację o działaniach podjętych w przedstawionej sprawie.

VII.564.71.2020

Kampania wyborcza. KRRiT informuje RPO o skargach na materiały TVP

Data: 2020-06-03
  • 15 skarg na sposób prezentowania kampanii wyborczej w mediach publicznych wpłynęło dotychczas do KRRiT – informuje jej przewodniczący Witold Kołodziejski
  • Kilka skarg już rozstrzygnięto. Przewodniczący KRRiT uznał np., że treści z internetu TVP Info nie można traktować równoważnie z informacjami z programu informacyjnego stacji

3 maja 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił o informację nt. skarg na sposób prezentowania kampanii wyborczej w mediach publicznych. Witold Kołodziejski odpisał, że od początku kampanii, tj. od 5 lutego 2020 r. czyli od dnia ogłoszenia terminu wyborów, do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęło15 tego rodzaju wystąpień. 

Skargi przedstawicieli ugrupowań politycznych oraz osób piastujących funkcje publiczne w sprawie sposobu prezentowania kandydatów na urząd Prezydenta RP:

  • Skarga posła Krzysztofa Gawkowskiego, Przewodniczącego Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy, dotycząca programu TVP Info, 14 lutego 2020 r. Postępowanie w toku.
  • Skarga Grzegorza Wójtowicza, Pełnomocnika Wyborczego Komitetu Wyborczego Kandydata na Prezydenta RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w sprawie „Wiadomości" (TVP1,15 lutego 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga posła Krzysztofa Mieszkowskiego (Koalicja Obywatelska) dotycząca audycji „Wiadomości" (TVP1, 19 marca 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga Juliusza Brauna, członka Rady Mediów Narodowych, w sprawie trzech wydań „Wiadomości" (TVP1, 13, 19 oraz 20 marca 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga Juliusza Brauna w sprawie debaty kandydatów przeprowadzonej w programie TVP Info, 6 maja 2020 r. Postępowanie w toku.

Ponadto wpłynęła skarga poseł Agnieszki Pomaskiej (Koalicja Obywatelska) w sprawie sposobu informowania w „Wiadomościach" (TVP1, 19-26 kwietnia 2020 r.) o sposobie prowadzenia prac legislacyjnych w Senacie, dotyczących możliwości zorganizowania głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich. Postępowanie w toku.

Skargi indywidualne dotyczące sposobu prezentowania kandydatów na urząd Prezydenta RP oraz sposobu informowania o przebiegu kampanii wyborczej:

  • Skarga dotycząca treści pasków informacyjnych w programie TVP Info, 6 lutego 2020 r. Postępowanie zostało zakończone. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Skarga zawierająca zarzut braku informacji na temat konwencji wyborczej Roberta Biedronia w programie TVP Info, 15 lutego 2020 r. Nadawca poinformował, że informacje te były publikowane na portalu internetowym www.tvp.info. Postępowanie zostało zakończone. Przewodniczący KRRiT stwierdził, że treści publikowane w Internecie nie mogą być traktowane równoważnie z informacjami zamieszczanymi w telewizyjnym programie informacyjnym TVP Info.
  • Skarga dotycząca sposobu informowania na temat programu wyborczego Małgorzaty Kidawy Błońskiej w „Wiadomościach" (TVP1, 20 lutego 2020 r.). Postępowanie zostało zakończone. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Skarga dotycząca sposobu relacjonowania konwencji wyborczych kandydatów w programie TVP Info, 29 lutego 2020 r. Postępowanie zostało zakończone. KRRiT nie stwierdziła naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Skarga dotycząca sposobu prezentowania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w programie TVP Info, 29 marca 2020 r. Postępowanie w toku.
  • Dwie skargi dotyczące sposobu informowania o kandydatach w audycji „Wiadomości" (TVP1, 20 kwietnia 2020 r.). Postępowanie w toku.
  • Skarga dotycząca sposobu prezentowania Władysława Kosiniaka-Kamysza w programie TVP Info, 25 kwietnia 2020 r. Postępowanie w toku.
  • Skarga dotycząca sposobu prowadzenia debaty kandydatów na Prezydenta RP (TVP1 i TVP Info, 6 maja 2020 r.). Postępowanie w toku.

VII.564.58.2020

RPO do komendanta stołecznej policji: zatrzymanie dziennikarza 8 maja - z naruszeniem prawa

Data: 2020-06-01
  • Odpowiedź policji ws. dziennikarza, zatrzymanego podczas obsługi protestu przedsiębiorców 8 maja w Warszawie, wskazuje na naruszenie prawa
  • Dziennikarz, którego przewieziono do Komendy Policji w Wołominie, przez dwie godziny był faktycznie pozbawiony wolności osobistej
  • Rzecznik z dezaprobatą przyjmuje praktykę transportowania osób zatrzymanych w centrum Warszawy do komendy poza granicami miasta
  • RPO zwrócił się do policji o bardziej wnikliwe zbadanie całej sprawy

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Paweł Rutkiewicz został zatrzymany przez policję podczas protestu przedsiębiorców, gdy wykonywał swe obowiązki. Był w środku grupy demonstrantów, którą otoczył kordon policji. Informował policjantów, kim jest i co robi. Mimo to został wywieziony do komendy w Wolominie.

Zaniepokojony tym RPO poprosił o wyjaśnienia. W piśmie do Komendanta Stołecznego Policji podkreślał, że status dziennikarzy gwarantuje, iż nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu. Przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest bowiem jednym z kluczowych zadań mediów, a organy państwa nie mogą utrudniać dziennikarzom wykonywania pracy.

Swoboda relacjonowania demonstracji ma istotne znaczenie także dla wolności zgromadzeń. Obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić.

W odpowiedzi z 25 maja 2020 r. komendant stołeczny policji nadinsp. Paweł Dobrodziej napisał, że przystępując do czynności służbowych, policjant przedstawił się i podał podstawę prawną swych działań. Paweł Rutkiewicz nie informował zaś policjantów, że jest dziennikarzem. W związku z koniecznością przeprowadzenia dalszych czynności, po zakończeniu legitymowania, udał się on dobrowolnie do pojazdu służbowego. Przetransportowany do Komendy Policji w Wołominie, ujawnił, że jest dziennikarzem. W wyniku tego został natychmiast zwolniony, bez wykonywania jakichkolwiek czynności. Według komendanta Paweł Rutkiewicz „nie został zatrzymany”.

Na łamach „GW” dziennikarz stwierdził zaś, że żaden policjant nie przedstawił mu się i nie podał podstawy prawnej legitymowania – do którego w ogóle nie doszło, bo pierwsza prośba o dokumenty padła dopiero na komendzie w Wołominie. A przed odjazdem furgonetki upewnił się u policjanta, czy wie, że jest dziennikarzem.  Legitymację dziennikarską pokazał zaś, jak tylko poczuł na ramieniu rękę policjanta. Sądząc, że jest to jasne, nie wymachiwał nią na prawo i lewo.

Jak podkreśla RPO, przebieg wydarzeń dziennikarz przedstawia więc odmiennie niż komendant. W związku z tym zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do komendanta o ustalenie, jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń.

A odpowiedź komendanta wskazuje, że czynności wobec dziennikarza zostały podjęte z naruszeniem prawa. Wynika z niej, że po wylegitymowaniu dziennikarza przewieziono do Komendy Policji w Wołominie i faktycznie przez dwie godziny był pozbawiony wolności osobistej. Równocześnie komendant stwierdza, że dziennikarz nie został zatrzymany.

- Twierdzenia te nie są jednak wiarygodne w świetle obowiązującego prawa. Skoro bowiem znana była już (w związku wylegitymowaniem) tożsamość osoby fizycznej oraz wskazano, że podstawą czynności służbowych jest popełnienie przez osobę już wylegitymowaną wykroczenia z art. 54 k. w., dalsze nakazanie pozostawania do dyspozycji policji (a tym bardziej transport do komendy znajdującej się w innej miejscowości) nosi wszelkie znamiona zatrzymania, niezależnie od tego, czy z tych czynności został sporządzony stosowny protokół - podkreśla Stanisław Trociuk.

Ponadto Rzecznik z dezaprobatą przyjmuje praktykę policji, polegającą na transportowaniu osób zatrzymanych w centrum Warszawy do komendy poza granicami administracyjnymi miasta. Czynności z zatrzymanym można było bowiem przeprowadzić w Warszawie.

Niezależnie od samej zasadności czy też bezzasadności zatrzymania, praktyka ta w sposób oczywisty ingeruje w konstytucyjną wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej oraz wyboru miejsca pobytu (art. 52 ust. 1 Konstytucji).

VII.716.5.2020

Odpowiedź TVP dla RPO: nadawca publiczny krytykuje stację TVN, zarzucając jej kreowanie wydarzeń

Data: 2020-06-01
  • P.o. prezes TVP twierdzi, że telewizja publiczna pokazuje prawdziwy obraz wydarzeń - w przeciwieństwie do TVN
  • Według Macieja Łopińskiego sugerowanie przez TVN, że wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Powązkach była nielegalna oraz że stawia się on ponad prawem to "kreowanie wydarzeń"

13, 14 i 15 kwietnia 2020 r. w " Wiadomościach” TVP oraz w TVP Info pojawiały się materiały atakujące dziennikarzy i dziennikarki TVN, budzące wątpliwości RPO z punktu widzenia poszanowania ich praw. Stacji TVN zarzucono  „PRL-owskie korzenie”, „kłamliwe teorie” czy „festiwal manipulacji w rocznicę katastrofy smoleńskiej”. Wątpliwości etyczne wynikają też z ich zgodności z Kartą Etyczną Mediów, opracowaną z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, podpisaną w 1995 r. m.in. przez Prezesa TVP S.A.

W materiałach przywoływano informacje dotyczące życia prywatnego dziennikarzy, sugerujące ich powiązania z władzami komunistycznymi. Były sugestie, że dziennikarze TVN24 mieli swój udział w „kreowaniu atmosfery rebelii w trakcie sejmowego puczu” czy w „próbie wykreowania wizerunku Polaków jako neofaszystów”. A portal TVP Info opisał powstanie TVN w tekście pt. „Stacja TVN powstała na zlecenie służb? Jak Urban Waltera zachwalał”.

Rzecznik poprosił Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Dostał jednak odpowiedź od TVP. 

Odpowiedź TVP

Maciej Łopiński, p.o. prezes TVP w odpowiedzi na pismo RPO podkreślił, że jednym z najważniejszych zadań nadawców radiowych i telewizyjnych w Polsce jest dostarczanie informacji. Stwierdził, że Telewizja Polska informując społeczeństwo o najważniejszych wydarzeniach w kraju i na świecie musi odnosić się także do informacji przekazywanych przez inne media. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy media próbują wykreować fałszywy obraz rzeczywistości, poprzez przytaczanie np. wyrwanych z kontekstu fragmentów wypowiedzi, przemilczanie faktów, czy nawet próby kreowania w przestrzeni medialnej wydarzeń, które nie miały miejsca.

W piśmie do Rzecznika Maciej Łopiński napisał: "W audycji informacyjnej „Fakty" w okresie Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych zamieszczano informacje o wizycie Jarosława Kaczyńskiego na warszawskich Powązkach, twierdząc, że wizyta ta miała charakter prywatny, a Jarosław Kaczyński odwiedził grób swojej matki. Nie wspomniano, że ta wizyta była uczczeniem pamięci wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej, których groby znajdują się na Powązkach. Przekaz ten miał na celu wykreowanie nieprawdziwego wrażenia w opinii publicznej, co do charakteru wizyty. Przekaz został wzmocniony cytatami z wypowiedzi m.in.  Ilony Łepkowskiej. krytycznych wobec Jarosława Kaczyńskiego".

Telewizja Polska informuje o wydarzeniach w kraju, tak aby jej widzowie mogli sobie wyrobić własne zdanie, także w sprawie wizyty Jarosława Kaczyńskiego na Powązkach. W programach informacyjnych i publicystycznych TVN i TVN24, jednak kreowano nieprawdziwy obraz wydarzeń z 10 kwietnia 2020 roku. Sugerowano także, że wizyta ta była nielegalna (lekceważono fakt uzyskania zgody na wizytę od zarządcy nekropolii) oraz że Jarosław Kaczyński stawia się ponad prawem. Nie jest to pierwszy przypadek kreowania wydarzeń przez dziennikarzy TVN i TVN24.

W opinii prezesa TVP obowiązkiem telewizji jest pokazywanie manipulacji dziennikarzy TVN i TVN24. Podobnie jak opinia publiczna ma prawo być poinformowana o życiorysach osób odpowiedzialnych za kształtowanie opinii publicznej za pomocą przekazywania nieprawdziwych informacji. Dziennikarze, wydawcy, właściciele stacji telewizyjnych są niewątpliwie osobami publicznymi.

P.o. prezes TVP, przytaczając orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego i sądów, uważa, że pokazanie przeszłości osób odpowiedzialnych za informowanie społeczeństwa, a tym samym za kształtowanie opinii publicznej, mieści się w granicach konstytucyjnej zasady wolności słowa.

VII.564.46.2020

RPO pyta o przyczyny interwencji policji pod radiową Trójką 22 maja

Data: 2020-05-28

22 maja 2020 r. przed siedzibą radiowej Trójki w Warszawie sympatycy stacji protestowali przeciwko wprowadzaniu cenzury w radiu i oczernianiu dziennikarzy, którzy ostatnio zakończyli współpracę z programem. Protest przebiegał spokojnie, uczestnicy przynieśli transparenty, odtwarzana była muzyka. Wobec zgromadzonych policjanci podjęli interwencję – uczestnicy byli legitymowani, wystawione zostały mandaty karne.

RPO pyta zatem stołecznego komendanta policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja o to:

  • jakie były podstawy faktyczne i prawne podjęcia interwencji w stosunku do osób uczestniczących w proteście oraz jak przebiegała ta interwencja;
  • czy w trakcie działań Policji używane były środki przymusu bezpośredniego, jakie i w odniesieniu do ilu osób;
  • czy doszło do zatrzymań uczestników i ewentualnie ile osób zostało zatrzymanych, jakie były podstawy faktyczne i prawne tych zatrzymań, jak długo zatrzymani byli faktycznie pozbawieni wolności; będę wdzięczny za informację, którzy z zatrzymanych wnieśli do sądu zażalenia na zatrzymanie;
  • ile osób zostało wylegitymowanych, jaka była podstawa faktyczna wylegitymowania;
  • jakie dalsze czynności Policja podjęła lub planuje podjąć w odniesieniu do osób zatrzymanych i wylegitymowanych.

Odpowiedź KSP

Funkcjonariusze Policji wylegitymowali 16 uczestników zgromadzenia.

Wobec 5 uczestników, na podstawie art. 41 kw, zastosowano środek oddziaływania wychowawczego w postaci pouczenia,

Wobec 11 uczestników  zastosowano postępowanie m ndatowe - 3 osoby przyjęły mandaty, a wobec 8 osób, w związku z odmową przyjęcia m andatów karnych, sporządzono stosowną dokumentację

Wobec osób zgromadzonych policjanci nie stosowali środków przymusu bezpośredniego. Żadna z osób nie została zatrzymana.

Osoby uczestniczące w zgromadzeniu poinformowano, że w związku naruszeniem obostrzeń określonych w rozporządzeniu Rady Ministrów z 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych 
ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, zostaną sporządzone notatki urzędowe, które następnie przekazano do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego.  Powodem jest niezasłonięcie przez nich ust oraz nosa, niezachowanie odpowiedniej odległości (2 metrów) oraz przebywanie w grupie.

II.519.620.2020

Koronawirus. RPO do premiera ws. nierzetelnych wypowiedzi członków rządu o działaniach UE

Data: 2020-05-21
  • RPO zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o wyjaśnienie nierzetelnych informacji w odniesieniu do działań podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania epidemii koronawirusa i jej skutków.
  • Motywy tych wypowiedzi nie są dla RPO jasne, jasna jest jednak ich niezgodność z faktami.
  • Sytuacji epidemicznej nie powinno się wykorzystywać jako pretekstu do niewywiązywania się ze zobowiązań członkowskich w zakresie ochrony rządów prawa, a tym bardziej krytykować Unię za dopominanie się ich przestrzegania. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów niezmiennie pozostają wymogami unijnego prawa. Sytuacja epidemii ich nie wyłącza.

W obszernym piśmie RPO przedstawia działania Unii w ostatnich czasach, a także przypomina, że Polska często za późno włączała się do pomocowych projektów Unii, dlatego z nich nie korzystała. RPO opisuje też dokładnie, jakie Unia ma kompetencje – zwraca też uwagę na to, jak szkodliwe jest dla Polaków przekazywanie nieprawdziwych informacji na ten temat.

- Panie Premierze, piszę do Pana w głębokim przeświadczeniu, że rzetelne informowanie o działaniach podejmowanych przez Unię Europejską na rzecz zwalczania zagrożeń i skutków związanych z obecną epidemią leży nie tylko w żywotnym interesie politycznym Polski – a zatem i Pańskiego rządu, który istotnie jest objęty moralnym nakazem mówienia prawdy – ale również znajduje oparcie w podstawowych zasadach tak polskiego, jak unijnego porządku prawnego. W szczególności wypowiedzi publiczne członków Rady Ministrów powinny być aktualne, prawdziwe i oparte na faktach – zgodnie z wymaganiami zawartymi w art. 54 i 61 Konstytucji.

Wypowiadając się jako Szef Rządu, wypowiada się Pan Premier również w imieniu obywateli RP, którzy równocześnie mają obywatelstwo Unii Europejskiej. Kierując swoje słowa do obywateli polskich, kieruje je Pan zatem także do obywateli UE. Obywatelstwo unijne podkreśla nasz związek z innym narodami Europy. Szczególną więzią łączy obywateli państw, które historia niekiedy stawiała wspólnie ze sobą, a czasem przeciw sobie. Jest wyrazem wspólnych korzeni historycznych, przywiązania do wspólnych wartości, dzielenia bytu, a także i emocji – pisze Adam Bodnar.

RPO przypomina ostatnie wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu:

RPO zwraca uwagę w szczególności na próby nieuprawnionego przerzucania na instytucje unijne odpowiedzialności za trudności wywołane kryzysem epidemicznym. Wrażenie braku koordynacji działań na początku epidemii było związane nie tyle z małą aktywnością instytucji unijnych, co z nieprzygotowaniem samych państw członkowskich do radzenia sobie z tego typu nagłym zagrożeniem.

Polska od ponad 16 lat jest członkiem Unii Europejskiej – organizacji będącej, obok Rady Europy, wyrazicielką wartości wolności, demokracji, rządów prawa oraz poszanowania praw człowieka. NATO i Unia gwarantuje bezpieczeństwo naszego kraju i geopolityczną stabilność, o której mogły marzyć poprzednie pokolenia rodaków.

Unia Europejska zapewnia Polakom możliwość legalnej pracy w krajach członkowskich według swojego wyboru; polskim towarom i usługom przyznaje równy dostęp do wspólnego rynku. Wspiera wymianę naukową i kulturalną, umożliwia studiowanie na prestiżowych uczelniach europejskich. Obywatele polscy mogą podróżować bez kontroli granicznej w ramach strefy Schengen. Poprzez wielomiliardowe inwestycje, Unia przyczyniła się do skoku cywilizacyjnego naszego kraju. Polska pozostaje największym beneficjentem kolejnych budżetów unijnych (ponad 100 mld euro).

Nasze uczestnictwo w Unii podniosło wiarygodność Polski w oczach inwestorów, znacząco wpłynęło na wzrost gospodarczy, podniosło standard życia mieszkańców naszego kraju. Polska szybko po akcesji zyskała pozycję wpływowego członka Unii i dobrą reputację w Europie. Potwierdzały to zmiany w innych krajach w nastawieniu do Polski i Polaków, objęcie prestiżowych funkcji Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i Przewodniczącego Rady Europejskiej przez Polaków, dobre przyjęcie polskiej Prezydencji w 2011 roku oraz polskich inicjatyw Unii, np. Partnerstwa Wschodniego.

Premier chwali Unię w prasie zagranicznej, a gani Unię w Polsce

Premier i rząd wykazują zrozumienie dla kluczowego znaczenia Unii Europejskiej – także w przeciwdziałaniu negatywnym konsekwencjom gospodarczym i politycznym, które niesie ze sobą pandemia Covid-19.

  • Kilkanaście dni temu w prasie ukraińskiej sam premier pisał, że epidemia postawiła Unię w sytuacji, w której bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje ona solidarności, która staje dziś w centrum projektu europejskiego, jako jego oręż w walce z pandemią oraz jako wspólna trampolina do odbudowy wspólnego rynku.
  • W tekście dla „La Repubblica” premier pisał o czasie europejskiej nadziei, apelował o ambitny budżet UE, ambitną politykę spójności i wspólną politykę rolną, które pomogą odbudować gospodarczo Unię.
  • W podobnych słowach wypowiadał się Pan na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”,
  • w „El Mundo” postulował Pan Premier poważny pakiet Unii na rzecz ożywienia gospodarczego,
  • a o europejską solidarność apelował również w „Financial Times”.

Z drugiej strony jednak, w niektórych wypowiedziach premiera i członków Rady Ministrów można dostrzec również nieprawdziwe informacje czy nierzetelne oceny. W wystąpieniu przed Sejmem premier stwierdził, że Unia Europejska nie dała jeszcze ani eurocenta na walkę z wirusem. W podobnym tonie wypowiadali się inni członkowie Rządu: minister cyfryzacji („UE nie przekazała żadnych nowych środków, nawet 1€ na walkę z Covid-19 w PL”), czy minister funduszy i polityki regionalnej.

Prawo do rzetelnej informacji o działaniach Unii Europejskiej

Obywatele mają prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji RP), same zaś instytucje publiczne mają działać rzetelnie i sprawnie (zob. preambułę do Konstytucji RP). Ze swej istoty informacja rzetelna to informacja prawdziwa, aktualna i pełna.

Prawo do rzetelnej informacji ze strony organów władzy pozostaje w bezpośrednim związku z konstytucyjnym fundamentem ustrojowym naszego kraju: zasadą suwerenności Narodu (art. 4 ust. 1) oraz zasadą demokratycznego państwa prawa (art. 2). Suweren nie może być wprowadzany w błąd lub manipulowany przez organy państwa, które z jego nadania czerpią legitymację do sprawowania władzy. Stanowiłoby to zaprzeczenie podmiotowej natury relacji obywatela i jego kraju. Prawdziwe, rzetelne informacje są warunkiem świadomego uczestnictwa obywateli w życiu publicznym i funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego.

Stając się – z woli Narodu wyrażonej w referendum akcesyjnym – członkiem Unii Europejskiej, Polska przyjęła na siebie współodpowiedzialność za urzeczywistnienie integracyjnych celów Unii. W duchu zasady dobrej wiary – najbardziej podstawowej zasady prawa międzynarodowego, zobowiązała się lojalnie współpracować z Unią, udzielać jej wsparcia w realizacji zadań traktatowych, wykonywać zobowiązania wynikające z prawa Unii oraz powstrzymywać się od podejmowania środków zagrażających celom Unii (art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej).

Zarzucanie kompletnego braku działań i wsparcia ze strony Unii w sytuacji epidemii, nie odpowiada prawdzie i kształtuje zafałszowany obraz tej organizacji w świadomości społecznej. Prowadzi do nieuprawnionego przeciwstawiania Unii – Polsce, przeczy zobowiązaniom członkowskim. Mieszkańcy naszego kraju, polscy obywatele, będący równocześnie obywatelami Unii, mają prawo oczekiwać ze strony przedstawicieli władz rzetelnej informacji o rzeczywistej roli UE w zwalczaniu epidemii.

Sytuacja pandemiczna nie jest związana z działaniem czy zaniechaniem Unii, a braki w przygotowaniu państwa polskiego, a przede wszystkim służby zdrowia, do stawienia czoła epidemii – zwłaszcza w zakresie zapewnienia odpowiedniego personelu medycznego dla osób wymagających pomocy w chorobie, zabezpieczenia środków ochrony indywidualnej, sprzętu medycznego oraz środków diagnostycznych – nie wynikały z zaniedbań po stronie instytucji unijnych. Dlatego nie wolno przerzucać na nie całej odpowiedzialności.  

Aktualnej sytuacji nie powinno się także wykorzystywać jako pretekstu do niewywiązywania się ze zobowiązań członkowskich w zakresie ochrony rządów prawa, a tym bardziej krytykować Unię za dopominanie się ich przestrzegania. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów niezmiennie pozostają wymogami unijnego prawa. Sytuacja epidemii ich nie wyłącza. Co więcej, środki podejmowane przez władze krajowe, prowadzące do poważnego ograniczenia wielu indywidualnych praw i wolności, tym wyraźniej wskazują na potrzebę zagwarantowania skutecznej kontroli sądowej, obejmującej wprowadzane rozwiązania normatywne i akty stosowania prawa. Kontrola sądowa, zgodnie z Konstytucją RP (art. 45 ust. 1, art. 77 ust. 2) oraz standardami europejskimi (art. 6 ust. 1 i art. 13 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, art. 47 Karty Praw Podstawowych UE), wyraża się w prawie dostępu do sądu niezależnego od władzy politycznej i orzeczenia sądowego wydanego przez niezawisły i bezstronny sąd. W ostatnich tygodniach wielokrotnie kierowałem wystąpienia do Pana Premiera, a także poszczególnych członków Rady Ministrów i innych organów administracji rządowej, w których wskazywałem na zagrożenia lub naruszenia praw człowieka wynikające ze środków podejmowanych w celu przeciwdziałania i zwalczania epidemii koronawirusa.

Kompetencja Unii Europejskiej w dziedzinie ochrony zdrowia

- Jako znawca prawa Unii Europejskiej, które studiował Pan m.in. na Uniwersytecie w Bazylei, i jako współautor podręcznika do prawa europejskiego (wspólnie z prof. Frankiem Emmertem), doskonale zdaje sobie Pan sprawę ze skromnego zakresu kompetencji powierzonych Unii przez Państwa Członkowskie w dziedzinie ochrony zdrowia – pisze Adam Bodnar do Mateusza Morawieckiego.

Na mocy art. 6 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w obszarze ochrony i poprawy zdrowia ludzkiego, kraje członkowskie przyznały Unii jedynie kompetencje do prowadzenia działań mających na celu wspieranie, koordynowanie lub uzupełnianie działań państw. Zgodnie zatem z wolą samych państw, członkowie Unii zachowują kompetencję do zapewnienia odpowiedniej ochrony zdrowia osobom podlegającym ich jurysdykcji, zaś kompetencja unijna ma tu charakter jedynie pomocniczy.

Bardziej szczegółową regulację kompetencji unijnej wprowadził art. 168 Traktatu. Wskazuje on na pierwotną odpowiedzialność państw i jedynie uzupełniającą rolę Unii w ochronie zdrowia. Przewiduje, że działanie Unii „uzupełnia polityki krajowe” (art. 168 ust. 1 zd. 2 Traktatu), zaś Unia „zachęca do współpracy między Państwami Członkowskimi” oraz „jeśli to konieczne, wspiera ich działania”. Komisja Europejska może natomiast podjąć „każdą użyteczną inicjatywę w celu wsparcia koordynacji” polityk i programów prozdrowotnych państw członkowskich.

Obowiązki państw w dziedzinie ochrony zdrowia w sposób wyraźny potwierdza również art. 168 ust. 7 Traktatu, wskazując, że obejmują one zarządzanie usługami zdrowotnymi i opieką medyczną, jak również podział przeznaczonych na nie zasobów.

Szczegółową podstawę prawną do wydania aktów ustawodawczych w dziedzinie ochrony zdrowia Traktat przewidział w trzech wąsko ujętych obszarach: standardów jakości i bezpieczeństwa organów i substancji pochodzenia ludzkiego, krwi i pochodnych krwi; regulacji weterynaryjnych i fitosanitarnych mających bezpośrednio na celu ochronę zdrowia publicznego; standardy jakości i bezpieczeństwa produktów leczniczych i wyrobów medycznych (art. 168 ust. 4 lit. a–c TFUE). Traktat jednocześnie zastrzegł, że kompetencja ustawodawcza jest tu powierzona „na zasadzie odstępstwa” od uzupełniającej roli Unii w dziedzinie ochrony zdrowia. Dlatego powinno się ją interpretować ściśle. Ponadto należy również mieć na uwadze, iż pozostaje ona objęta traktatowymi zasadami pomocniczości i proporcjonalności przy wykonywaniu kompetencji niewyłącznej Unii (art. 5 ust. 3–4 TUE).

Określenie kompetencji Unii w przypadku zwalczania epidemii nie wychodzi poza rolę pomocniczą, uzupełniającą środki podejmowane przez państwa.

W istniejącym trójpodziale kompetencji unijnej na wyłączną, dzieloną i wspierającą, twórcy Traktatu przypisali ochronę zdrowia do najsłabszej, trzeciej kategorii kompetencji. Unia nie może w tej sferze podejmować autonomicznej polityki zdrowotnej i nie przejmuje odpowiedzialności za zapewnienie ochrony zdrowia mieszkańców państw unijnych. Przeciwnie, kompetencja ta należy do sfery państwowej. To nadal państwa członkowskie mogą, a w istocie rzeczy muszą prowadzić politykę zdrowotną i zabezpieczyć odpowiednią opiekę medyczną, bowiem kompetencja państwa w tym przypadku oznacza ich prawny obowiązek działania i odpowiedzialność za jego realizację.

Stawianie Unii Europejskiej zarzutów, czy choćby czynienie sugestii, że organizacja ta zaniechała podjęcia działań, do których jakoby była zobowiązana w obliczu pandemii koronawirusa, nie znajduje oparcia w regulacjach traktatowych i podziale kompetencji między członków Unii a samą Unię. Podważa to natomiast zaufanie mieszkańców naszego kraju do Unii i jej instytucji oraz jest niezgodne zarówno ze stanem prawnym, jak i faktycznym.

Działania Unii Europejskiej w związku z epidemią koronawirusem

Działania Unii Europejskiej w walce z epidemią koronawirusa podejmowane są przede wszystkim przez Komisję Europejską, a przyjmują zróżnicowane formy: od praktycznych środków zabezpieczających dostęp do koniecznego sprzętu medycznego i środków leczniczych, przez wsparcie badań naukowych nad szczepionkami, diagnostyką i metodami leczenia zapalenia płuc Covid-19, pomoc w powrocie obywateli Unii do swojego kraju, po środki o charakterze gospodarczym i finansowym. W tym przesunięcia w ramach funduszy strukturalnych UE, obejmujące także prace nad nowym budżetem Unii z uwzględnieniem sytuacji kryzysowej.

W ostatnim czasie Unia Europejska przystąpiła do ambitnego planu wspólnego rozwoju diagnostyki, leczenia i opracowania szczepionek przeciwko koronawirusowi: Global Coronavirus Response.

  • W krótkim okresie udało się zebrać około 7,5 miliarda euro środków finansowych w celu jego realizacji. Polska zadeklarowała uczestnictwo jedynie w kwocie 750 tysięcy euro, co wydaje się skromnym wkładem, biorąc pod uwagę możliwości i aspiracje naszego kraju, korzystającego ze wzrostu gospodarczego w ostatnich latach. Komisja Europejska już wcześniej podjęła działania wspierające badania nad szczepionkami, diagnostyką, i leczeniem Covid-19 dofinansowując około 20 projektów badawczych kwotą około 200 mln euro. W projektach tych uczestniczy kilka podmiotów z Polski.
  • Komisja organizuje wspólne zakupy sprzętu medycznego, testów oraz środków ochrony osobistej dla państw członkowskich. Cztery takie przetargi zostały przeprowadzone już na początku sytuacji epidemicznej, w lutym i marcu 2020 r. Brak udziału Polski w pierwszych dwu przetargach nie był wynikiem opieszałości po stronie Unii, nie było przeszkód, aby i polski rząd zgłosił chęć udziału w tej procedurze, już od pojawienia się pierwszych informacji o nadchodzącej epidemii.
  • W ramach programu Polska Cyfrowa, finansowanego ze środków unijnych, otrzymaliśmy dodatkowe 120 mln zł na rozszerzenie funkcjonalności programu e-zdrowie. Obejmują one e-recepty i e-porady. Zdalne formy świadczenia opieki zdrowotnej mają zaś szczególne znaczenie w sytuacji ograniczania ryzyka zakażenia koronawirusem w kontaktach bezpośrednich między ludźmi.
  • Z kolei w ramach „rescEU”, systemu uzupełniającego Unijny Mechanizm Ochrony Ludności, gromadzony jest sprzęt medyczny, respiratory, maski ochronne, rękawiczki, lekarstwa i inne środki lecznicze. Zapasy finansowane są w całości ze środków unijnych, a będą przekazywane państwom, w których najbardziej ich brakuje.
  • Będąc obywatelami Unii, obywatele państw członkowskich mogą korzystać z europejskiej ochrony konsularnej, gdyby znaleźli się poza granicami Unii, a niemożliwe lub bardzo utrudnione byłoby uzyskanie pomocy ze strony placówek zagranicznych własnego państwa.
    Dzięki europejskiemu Mechanizmowi Ochrony Ludności, Unia również ułatwia repatriację do kraju obywateli państw członkowskich, którzy z powodu zawieszenia komunikacji międzynarodowej pozbawieni zostali możliwości samodzielnego powrotu. Udział w programie jest dla repatriantów bezpłatny. Skorzystało z tego 60 tys. obywateli Unii. To, że było w tej grupie zaledwie 390 obywateli polskich, wynika z tego, że nasz rząd za późno przystąpił do tej akcji.

Unia Europejska jest złożonym organizmem prawnym, politycznym i gospodarczym. Uwzględniając interesy narodowe oraz solidarność europejską umożliwia funkcjonowanie w obrębie rynku wewnętrznego państwom członkowskim, ich mieszkańcom oraz podmiotom gospodarczym. Obecny kryzys epidemiczny odbije się niestety znacząco na sytuacji ekonomicznej mieszkańców Unii, grozi także głębokim kryzysem gospodarczym państwom unijnym i całej gospodarce UE. W granicach posiadanych kompetencji i instrumentów prawnych Komisja szybko podjęła szereg działań, aby krótko- i średnioterminowo wspomóc członków Unii w przezwyciężaniu już występujących trudności, oraz kolejnych, które nadchodzą.

  • Komisja Europejska podjęła, przykładowo, natychmiastową decyzję o zmianie przeznaczenia 37 mld euro z funduszy unijnych UE na zakupy sprzętu medycznego i przeciwdziałanie społecznym i gospodarczym skutkom kryzysu epidemicznego.
    W ramach tego rozwiązania Polska może skorzystać aż z 7,4 mld euro. Komisja zaoferowała również pełną elastyczność w wykorzystaniu środków z funduszu spójności, które nie zostały spożytkowane do tej pory.
  • W celu utrzymania miejsc pracy i umożliwienia dalszego funkcjonowania firm zagrożonych bankructwem, Komisja ustanowiła inicjatywę SURE, w kwocie 100 miliardów euro.

Ów instrument tymczasowego wsparcia zmniejszenia ryzyka bezrobocia ma pomóc w wypłacaniu ze środków publicznych wynagrodzenia dla pracowników i osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Wsparcie unijne możliwe jest także w ramach Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym.

  • Komisja Europejska ogłosiła także uruchomienie nowej inicjatywy finansowej wraz z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, w której blisko 1,6 miliarda euro wesprze inwestycje prywatnych firm produkujących lub przetwarzających żywność, materiały pochodzenia biologicznego i bioenergię.
  • Komisja zdecydowała również o wykorzystaniu 1 miliarda euro z Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych gwarancji dla Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, co z kolei umożliwi mu udostępnienie finansowania w wysokości ok. 8 mld euro dla małych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych gospodarczymi skutkami epidemii.
  • Unia ponadto zawiesza reguły fiskalne, dzięki czemu rządy państw członkowskich będą mogły bardziej elastycznie wspierać gospodarkę, podejmując decyzje o wydatkach budżetowych.

Poluzowanie przez Unię – w ramach unijnych reguł uczciwej konkurencji – zasad udzielania przez państwa pomocy publicznej, służy realną pomocą dla przedsiębiorców. Od początki pandemii Komisja już wielokrotnie udzieliła zgody na pomoc publiczną dla polskich przedsiębiorstw – według nowych, tymczasowych reguł – w łącznej kwocie ok. 220 mld złotych.

  • Warto także wskazać na działania unijne związane z zapewnieniem edukacji w sytuacji, w której wprowadzono izolację domową i pozamykano szkoły.
    W ramach unijnego programu Polska Cyfrowa, Komisja Europejska zdecydowała wtedy o wydaniu 180 mln zł na sprzęt komputerowy dla szkół, uczniów i nauczycieli. Udostępniła również szereg materiałów i narzędzi do nauki online.

Próba przerzucenia na Unię Europejską, jej instytucje i organy całej odpowiedzialności za występujące problemy i brak skutecznych działań wydaje się nieuprawniona. Budowany w ten sposób wizerunek instytucji unijnych, jako odległych, zbiurokratyzowanych i nieelastycznych, nie służy dobrze umocnieniu ochrony praw zamieszkałych w naszym kraju osób, będących obywatelami Unii Europejskiej. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ograniczone możliwość instytucji UE dotarcia do polskich obywateli z bezpośrednim przekazem.

Obecny kryzys wywołany epidemią koronawirusa wywołuje skutki globalne. Jego konsekwencje społeczne, gospodarcze i polityczne będą odczuwalne przez długi czas. Wymagają refleksji, odpowiedzialności i solidarności zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i w wymiarze europejskim, ponadnarodowym. Osłabianie Unii Europejskiej nie leży w interesie Polski. Bardzo liczymy na solidarność Unii i jej członków, czego przejawem jest choćby zgłaszanie oczekiwań pod adresem kolejnych budżetów i rozważanych instrumentów wsparcia ze strony Unii. Winniśmy zatem Unii oraz poszczególnym państwom członkowskim okazywać taką samą solidarność, zrozumienie i gotowość współpracy, jakich oczekujemy od nich.

Z pełnym przekonaniem podkreślam, że członkostwo Polski w Unii leży w najgłębszym interesie naszego kraju i polskich obywateli. Ma dla nas charakter strategiczny. Wokół niego powinna zostać przywrócona zgoda głównych sił politycznych, która przyświecała procesowi akcesji i była obecna także w przeciągu wielu lat po przystąpieniu. Wewnętrzne spory nie powinny być powodem czy usprawiedliwieniem dla kwestionowania pozytywnej roli Unii dla naszego kraju. Rozpowszechnianie nierzetelnych informacji na temat wypacza jej obraz, podsyca niechęć, wzmacnia postawy nieprzychylne, kwestionujące jej potrzebę. Nie służy konstruktywnej i odpowiedzialnej krytyce, ale wprost prowadzi do podważania sensu integracji europejskiej, będącej jednym z największych osiągnięć współczesności.

- Panie Premierze, na Panu, jako Szefie Rządu, spoczywa szczególna odpowiedzialność za słowo, za weryfikowanie prawdziwości przekazywanych informacji, wyważenie ocen. Apeluję zatem do Pana i członków polskiego Rządu o powstrzymywanie się od wypowiedzi niemających pokrycia w faktach bądź rozmijających się ze stanem prawnym, jeśli chodzi o ocenę działań Unii Europejskiej – pisze rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Jako reprezentant Rzeczypospolitej Polskiej zasiada Pan w Radzie Europejskiej, członkowie Pańskiego Rządu wchodzą w skład Rady Unii Europejskiej. Posiadacie zatem Państwo nie tylko możliwości uzyskania dokładnych informacji o działaniach Unii, ale również współkształtowania jej polityki i zaangażowania w zwalczaniu społecznych, gospodarczych i politycznych skutków trwającej epidemii.

VII.7010.2.2020

„Twój ból jest lepszy niż mój”. RPO do KRRiT o wyjaśnienie sprawy anulowania głosowania na Listę Przebojów Trójki.

Data: 2020-05-20
  • Władze publicznego radia anulowały głosowanie na listę przebojów Programu III publicznego radia, audycję prowadzoną od kilkudziesięciu lat przez Marka Niedźwieckiego, po tym jak okazało się, że plebiscyt wygrała piosenka Kazika Staszewskiego - artystyczny komentarz do obchodów 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej i tego, że tylko lider partii rządzącej mógł wejść na cmentarz – podczas gdy rodziny innych ofiar były tego prawa pozbawione z powodu koronawirusa.
  • Sytuacja ta budzi głębokie zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich.
  • RPO prosi o interwencję organ konstytucyjny - KRRiT, a władze radia pyta o sprawę dziennikarza Bartosza Gila, który miał być zawieszony za to, że nie chciał zmienić wyników listy przebojów na polecenie szefa stacji.

RPO przypomina przewodniczącemu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witoldowi Kołodziejskiemu, że w wyniku skandalu z pracy w Polskim Radiu zrezygnował red. Marek Niedźwiedzki, a w ciągu ostatnich miesięcy odeszło stamtąd ponad 20 dziennikarzy. To: Agnieszka Obszańska, Bartosz Gil, Marek Niedźwiecki, Michał Nogaś, Robert Kantereit, Magda Jethon, Artur Andrus, Jerzy Sosnowski, Agnieszka Szydłowska, Wojciech Mann, Anna Gacek, Gaba Kulka, Jan Młynarski, Jan Chojnacki, Paweł Drozd, Agata Kasprolewicz, Hirek Wrona, Jacek Hawryluk, Dariusz Rosiak, Marcin Kydryński, Wojciech Mazolewski.

Działania radiowej Trójki spotkały się także z protestem ze strony artystów i wytwórni, którzy zdecydowali się rozwiązać współpracę z Radiem. Sytuacja ta wpłynie zatem znacząco na jakość treści emitowanych przez nadawcę publicznego.

RPO przypomina Przewodniczącemu KRRiT, że art. 54  Konstytucji zakazuje cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu. Opisana sprawa budzi także wątpliwości w związku z konstytucyjnym obowiązkiem władz publicznych stworzenia warunków upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury (art. 6 Konstytucji RP), wolnością twórczości artystycznej (art. 73 Konstytucji RP), czy prawem obywateli do pozyskiwania informacji w związku z realizacją wolności słowa (art. 54 Konstytucji RP).

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie przypomnieć, że ustawa o radiofonii i telewizji powierza radiofonii i telewizji istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej (art. 1 u.r.t.). Szczególną rolę odgrywają tu publiczna radiofonia i telewizja.

VII.564.64.2020

Odpowiedź RPO na pytanie TVP Info w sprawie zapowiedzi Rafała Trzaskowskiego dotyczących TVP (pełna)

Data: 2020-05-18
  • TVP Info zadała pytanie o reakcję RPO w sprawie zapowiedzi kandydata na prezydenta Rafała Trzaskowskiego w sprawie losu TVP
  • Zacytowała ją tu: https://tvp.info/48102884/rpo-milczy-ws-ataku-na-tvp-bo-trzaskowski-nie-wystepowal-w-charakterze-prezydenta. Ale tylko częściowo.
  • Pominęła wyjaśnienie RPO dotyczące sytuacji w TVP: W ocenie Rzecznika od kilku lat nadawcy publiczni nie realizują tej misji w sposób niezależny i bezstronny, naruszając przy tym ustawę o radiofonii i telewizji oraz Konstytucję RP. Dowodem tego są bardzo liczne interwencje podejmowane w tym zakresie przez Rzecznika

Oto cala odpowiedź przesłana do TVP Info przez Biuro RPO

„Rzecznik Praw Obywatelskich zgodnie z Konstytucją RP podejmuje działania wobec organów władzy publicznej. W udzielonym wczoraj wywiadzie stacji TVN Pan Rafał Trzaskowski występował jednak w charakterze kandydata na stanowisko Prezydenta RP, a nie jako Prezydent m.st. Warszawy, co uzasadniałoby podjęcie sprawy przez RPO.

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie podkreślić, że funkcja informacyjna jest jednym z podstawowych elementów misji publicznej nadawców publicznych takich jak TVP i Polskie Radio i powinna być przez nie realizowana zgodnie z konstytucyjnymi i ustawowymi wymaganiami niezależności i bezstronności.

W ocenie Rzecznika od kilku lat nadawcy publiczni nie realizują tej misji w sposób niezależny i bezstronny, naruszając przy tym ustawę o radiofonii i telewizji oraz Konstytucję RP. Dowodem tego są bardzo liczne interwencje podejmowane w tym zakresie przez Rzecznika. RPO pragnie przypomnieć, że nadal nie wykonany jest wyrok TK z dnia 13.12.2016 r. o sygn. K 13/16, na skutek czego obsada kluczowych stanowisk w mediach publicznych dokonywana jest w sposób stricte polityczny, co nie pozostaje bez wpływu na bieżące funkcjonowanie serwisów informacyjnych przez publicznych nadawców. RPO apeluje o jak najszybsze wykonanie tego wyroku w celu odbudowy niezależnych i bezstronnych mediów publicznych”.

Koronawirus. Media społecznościowe odpowiadają RPO, jak walczą z pseudoporadami w sieci

Data: 2020-05-13
  • Główne platformy społecznościowe podjęły wiele działań dla przeciwdziałania fake newsom w sieci o tym, jak leczyć koronawirusa
  • Wystąpił o to Rzecznik Praw Obywatelskich, zaniepokojony tym szkodliwością tych pseudporad

Na konieczność przeciwdziałania pseudoporadom ws. leczenia koronawirusa, które są rozpowszechniane w sieci, wskazywała Naczelna Rada Lekarska. Samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów stara się powstrzymać to wysoce szkodliwe zjawisko

NRL podziękowała też za  inicjatywę RPO w tej sprawie. Rzecznik spytał bowiem o nią główne platformy społecznościowe: Twittera, Google’a Poland, Facebooka czy Wykop.pl. Przychodzą już pierwsze odpowiedzi.

Odpowiedź portalu Twitter

Twitter wskazał szereg działań. Po pierwsze, umieszczaniem specjalnych interaktywnych komunikatów, promuje informacje z rzetelnych, rządowych źródeł (m.in. strony WHO, Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Cyfryzacji). Jest to tzw. „surfacing” czyli umieszczanie komunikatu na górze lub na środku strony, tak by była to pierwsza informacja, którą przeczyta użytkownik.

Po drugie, zaktualizowano politykę portalu pod kątem walki z nieprawdziwymi informacjami o koronawirusie i sposobach leczenia. Moderacja na portalu odbywa się głównie automatycznie, z wykorzystaniem stale uczących się algorytmów.

Dezinformacja o koronawirusie nie jest niestety tak łatwa do wychwycenia, jak np. mowa nienawiści, ponieważ programy muszą nauczyć się kolejnych nowych zwrotów, które należy weryfikować. Twitter wskazał jednak kilka sfer, gdzie dokonano zmian, m.in. rozszerzono definicję szkody, aby uwzględnić takie treści, które są sprzeczne z wytycznymi z wiarygodnych źródeł globalnych i lokalnych informacji na temat zdrowia publicznego.

Treści, które mogą zostać usunięte to, np.

  • zaprzeczanie udowodnionym faktom naukowym na temat wirusa (w szczególności możliwości zakażenia)
  • opisywanie szkodliwych i nieefektywnych metod leczenia/profilaktyki
  • podszywanie się pod urzędników państwowych by rozprzestrzeniać niepotwierdzone informacje o koronawirusie (zazwyczaj działania takie są podejmowane, aby szerzyć panikę w celach komercyjnych)
  • niepotwierdzone zarzuty dotyczące koronawirusa i działań podejmowanych w związku z nim, które mogą potencjalnie zachęcać ludzi do niszczenia np. masztów 5G, lub powodować powszechną panikę i niepokoje społeczne.

Twitter zmienił również politykę reklamową - tak aby ułatwić promowanie działań rządu i organizacji ochrony zdrowia, a jednocześnie uniemożliwić wykorzystywanie kryzysu w celach komercyjnych. Ponadto współpracuje z wieloma partnerami w związku z kampaniami informacyjnymi, takimi jak #WashYourHands czy #AdsForGood.

Odpowiedź Facebooka

Podzielamy troskę o konieczność rozpowszechniania sprawdzonych wiadomości w przestrzeni publicznej. Pragnę jednocześnie podkreślić, że walka z dezinformacją oraz dostęp do rzetelnych źródeł na naszych platformach zawsze były dla firmy Facebook priorytetem – napisał Jakub Turowski z Facebooka.

Teraz, w czasie pandemii COVID-19, dokładamy jeszcze większych starań, aby nasza platforma była wykorzystana do przekazywania wiarygodnych informacji na temat koronawirusa.

Zapewnienie wszystkim użytkownikom dostępu do rzetelnych informacji i usuwanie szkodliwych treści 

Dzięki postom edukacyjnym wyświetlanym na Facebooku i Instagramie oraz dzięki Centrum informacji o koronawirusie (COVID-19)1 udało nam się przekierować ponad dwa miliardy ludzi do zasobów informacyjnych WHO oraz innych instytucji zdrowia publicznego – w Polsce kierujemy użytkowników bezpośrednio do strony Ministerstwa Zdrowia. Wspomniane Centrum informacji o koronawirusie (COVID-19) to miejsce, w którym użytkownicy mogą uzyskać dostęp do najnowszych informacji, przydatnych materiałów i porad, pomagających chronić ich zdrowie oraz zapewnić wsparcie ich rodzinom i lokalnym społecznościom. Odnośnik do Centrum użytkownicy Facebooka mogą znaleźć na szczycie Aktualności. Na bieżąco przekazujemy informacje od krajowych i światowych instytucji  i organizacji odpowiedzialnych za opiekę zdrowotną, takich jak Światowa Organizacja Zdrowia  i Ministerstwo Zdrowia, a także publikujemy pomocne artykuły, filmy i posty na temat dystansowania społecznego i zapobiegania rozprzestrzenianiu się COVID-19. Użytkownicy mogą również rozpocząć obserwowanie Centrum informacji o koronawirusie (COVID-19), aby otrzymywać bezpośrednio  w swoich Aktualnościach informacje publikowane przez instytucje odpowiedzialne za opiekę zdrowotną. 

Walka z dezinformacją oraz dostarczanie wiarygodnych informacji na temat koronawirusa

Od początku marca Facebook rozszerzył również program współpracy z zewnętrznymi weryfikatorami informacji o 12 nowych krajów. Obecnie współpracujemy z ponad 60 organizacjami weryfikującymi informacje w ponad 50 językach. W Polsce współpracujemy ze stowarzyszeniem Demagog oraz  z Agence France Presse (AFP). W ramach naszych działań, mających na celu walkę z dezinformacją na temat COVID-19, usuwamy fałszywe treści, które stanowią zagrożenie dla ludzi. 

Zaczęliśmy również usuwać treści zawierające fałszywe stwierdzenia i treści oparte na teoriach spiskowych, które w ocenie wiodących światowych organizacji zdrowia lub instytucji państwowych mogą wyrządzić krzywdę osobom, które w nie uwierzą. Działania podejmowane przez nas są rozszerzeniem obecnie obowiązujących zasad, w myśl których usuwamy treści stanowiące zagrożenie dla zdrowia – usunęliśmy już setki tysięcy takich szkodliwych treści z naszej platformy. 

W przypadku innych, nieprawdziwych treści, które nie stanowiły jednak bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia, Facebook dołączał do nich ostrzeżenia na temat wątpliwej wiarygodności oraz faktyczny kontekst. W marcu takie ostrzeżenia zostały dołączone do ponad 40 milionów wpisów na temat COVID-19 na podstawie ponad 4 tysięcy artykułów sprawdzonych przez niezależnych weryfikatorów. 95% osób, które zobaczyło ostrzeżenia nie otworzyło oryginalnej treści. Aby wesprzeć fact-checkerów w ich pracy w związku z COVID-19, współpracujemy z The International Fact-Checking Network (IFCN) i uruchomiliśmy program wsparcia finansowego o wartości miliona dolarów, aby zwiększyć skuteczność ich działań w tym obszarze. 

W ramach naszych nieustających wysiłków na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa i zapewnienia wszystkim dostępu do rzetelnych informacji na temat koronawirusa, stale weryfikujemy nasze zasady dotyczących reklam produktów związanych z COVID-19. W ciągu ostatnich kilku tygodni wprowadziliśmy zmiany, aby chronić ludzi przed tymi, którzy próbują wykorzystać obecną sytuację  w celu uzyskania korzyści finansowych.

Pod koniec lutego wprowadziliśmy zmiany do naszych zasad dotyczących reklam w zakresie kontrowersyjnych treści, które następnie rozszerzyliśmy o tymczasowy zakaz zamieszczania wszelkich reklam i ofert handlowych promujących medyczne maski na twarz, inne maski przypominające medyczne maski na twarz, środki dezynfekujące do rąk, chusteczki do dezynfekcji powierzchni oraz zestawy testowe COVID-19. W przypadku wszystkich innych materiałów medycznych lub produktów związanych z COVID-19 zabronimy reklam, które gwarantują zapobieganie wirusowi lub stwarzają poczucie pilności (np. poprzez sugerowanie ograniczonej podaży). Nasze zespoły bardzo dokładnie monitorują sytuację związaną z epidemią COVID-19, aby ewentualnie wprowadzać niezbędne aktualizacje naszych zasad, gdyby ktoś próbował wykorzystać obecną sytuację zdrowia publicznego. Zintensyfikowaliśmy nasze prace, aby podejmować bardziej agresywne działania wobec podmiotów podejmujących ciągłe próby publikowania tego typu treści. 

Dodatkowo edukujemy użytkowników Facebooka w zakresie rozpoznawania fałszywych informacji oraz przeciwdziałania rozpowszechnianiu takich treści.

Dwie kluczowe inicjatywy prowadzone w Polsce

Pod koniec kwietnia uruchomiliśmy w Polsce kampanię online mającą na celu zwiększenie wiedzy Polaków w kontekście świadomego odbioru mediów oraz rozpoznawania fałszywych informacji. Kampanię będziemy prowadzili na naszej stronie na Facebooku (Facebook app). Będzie ona skierowana do szerokiej grupy dorosłych Polaków. 

W drugim tygodniu kwietnia przeprowadziliśmy, wraz ze stowarzyszeniem Demagog, szkolenie dla administratorów grup na Facebooku. Celem spotkania była edukacja w zakresie tego, dlaczego zgłaszać fałszywe informacje i jak można to zrobić – tak aby administratorzy wiedzieli, jak zgłaszać takie treści oraz aby edukowali członków swoich grup w zakresie przeciwdziałania rozpowszechnianiu fałszywych informacji (m.in. poprzez nieprzekazywanie treści co do wiarygodności których nie jesteśmy pewni). 

Podejmujemy działania także w innych naszych aplikacjach:

  • Na Messenger i na WhatsApp łączymy rządowe instytucje i agencje zdrowia Organizacji Narodów Zjednoczonych z programistami, którzy pomagają w jak najskuteczniejszym korzystaniu z tych aplikacji (np. budowa botów), celem przekazywania najbardziej aktualnych informacji i przyspieszenia czasu koniecznego na udzielenie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. W Polsce taka współpraca ma miejsce z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.
  • Na WhatsApp użytkownicy mogą otrzymywać codzienny raport z informacjami na temat liczby przypadków COVID-19 w postaci alertu zdrowotnego WHO na WhatsApp, który zawiera także wskazówki, jak zapobiegać rozprzestrzenianiu się choroby, a także odpowiedzi na często zadawane pytania, które użytkownicy mogą łatwo wysyłać do przyjaciół i rodziny. 

Odpowiedź Wykop.pl 

Aby ustrzec Internautów przed szeregiem fałszywych informacji krążących w Sieci, a które mogłyby okazać się dla nich wysoce niebezpieczne, opublikowaliśmy na łamach senwisu komunikaty, w których zwracamy uwagę na problem rozpowszechniania nieprawdziwych informacji za pomocą Internetu  - odpisał Michał Białek, członek zarządu Wykop Sp. z o. o. 

W komunikatach zachęcamy również, aby wiedzę na temat sytuacji związanej z pandemią wirusa SARS-CoV-2 czerpano ze sprawdzonych, oficjalnych źródeł. Stosowny komunikat wyświetlany jest przy każdej treści dotyczącej pandemii. 

Warto jednak podkreślić, że działania informacyjne to nie jedyna aktywność podejmowana przez naszą firmę w celu ograniczenia dezinformacji oraz prostowania nieprawdziwych informacji. Warto nadmienić, że znaczna część społeczności skupiona wokół Wykop.pl to bardzo świadomi użytkownicy Internetu, posiadający swój własny sposób komunikacji i szczególną wrażliwość na jakość zawartości serwisu.

Dlatego, już od lat, wyposażamy serwis w łatwy w obsłudze, intuicyjny system zgłoszeń. Jest to funkcjonalność, która umożliwia naszym użytkownikom szybką i sprawną komunikację z zespołem moderacyjnym, odpowiadającym za usuwanie z senwisu nieodpowiednich treści, w tym również tych stanowiących informację nieprawdziwą. Biorąc bowiem pod uwagę ilość treści publikowaną przez użytkowników Wykop.pl, takie narzędzie jest niezbędne, aby wspierać pracę nad jakością pojawiających się w senwisie treści. 

Dzięki systemowi zgłoszeń oraz zaangażowaniu w taki proces użytkowników serwisu, nasza reakcja na naruszenia regulaminu jest o wiele szybsza, a przy tym również i zdecydowana. Artykuły oraz posty zawierające zmanipulowane informacje są możliwie szybko usuwane z serwisu, a ich autorzy blokowani. Dodatkowo monitorujemy również serwisy zajmujące się rozpowszechnianiem fałszywych informacji - publikowanie takich domen, a także ich rozpowszechnianie jest blokowane w serwisie Wykop.pl. 

Warto również wspomnieć, że w ciągu ostatniego roku podwoiliśmy liczbę osób zatrudnionych w zespole zajmującym się moderowaniem oraz usuwaniem treści. Pozwoliło to dodatkowo zminimalizować czas reakcji na zgłoszenia użytkowników - treści naruszające regulamin serwisu, w tym również artykuły rozpowszechniające informacje nieprawdziwe, usuwane są możliwie jak najszybciej. 

Ponadto aktywnie współpracujemy z NASK Dyżurnet.pl oraz podejmujemy szereg innych działań, mających na celu zapobieganie oraz zwalczanie szkodliwych treści, w tym również zapobieganie rozprzestrzeniania się fałszywych informacji za pomocą serwisu Wykop.pl. 

Wśród prowadzonych działań należy wymienić chociażby system moderacji automatycznej realizowany przez zespół programistów Wykop.pl. System opiera się na mechanizmach uczenia maszynowego i jego celem jest natychmiastowe wykrywanie i usuwanie treści, które łamią regulamin lub zawierają treści nieprawdziwe bądź obraźiiwe. 

W ostatnich miesiącach, wspólnie z NASK, zaplanowaliśmy i opisaliśmy projekt, który swoim zakresem wykracza poza portal Wykop.pl i którego celem jest identyfikacja fake news w dowolnym miejscu w Internecie. Projekt zakłada wykorzystanie analizy tekstu, obrazu, video oraz ruchu sieciowego w połączeniu z weryfikacją społecznościową treści (system zgłoszeń Wykop.pl), które w efekcie pozwolą na określenie stopnia prawdopodobieństwa, że dana treść, z którą mamy do czynienia, jest nieprawdziwa. W ramach projektu ubiegamy się o grant z NCBiR (Szybka Ścieżka), aby móc go z powodzeniem sfinansować.

VII.564.50.2020

Koronawirus. Materiały TVP o systemie ochrony zdrowia budzą zaniepokojenie

Data: 2020-05-12
  • Naczelna Izba Aptekarska kwestionuje rzetelność materiału TVP pt. „Apteki żerują na klientach podczas epidemii koronawirusa”
  • W jej ocenie zawiera on wiele nieprawdziwych i nieuprawnionych stwierdzeń wobec farmaceutów
  • Rzecznik prosi Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o zajęcie się sprawą

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła kolejna skarga grupy obywateli na "Wiadomości” TVP.

Fundacja Watch Health Care wskazuje, że jakość materiałów publikowanych przez nadawcę publicznego dotyczących systemu ochrony zdrowia w Polsce budzi poważne zaniepokojenie. Fundacja podkreśla brak bezstronności, niezależności oraz pluralizmu w programach informacyjnych nadawcy publicznego oraz niewypełnianie misji publicznej.

Szczególnie pogłębionej analizy wymaga materiał wyemitowany w magazynie Alarm!: „Apteki żerują na klientach podczas epidemii koronawirusa”, który ukazał się 7 kwietnia 2020 r. na antenie TVP. Jak informuje Naczelna Izba Aptekarska, zawiera on szereg nieprawdziwych i nieuprawnionych stwierdzeń pod adresem farmaceutów.

Adam Bodnar zwrócił się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - która stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji - o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

VII.564.61.2020

Koronawirus. RPO pyta o działania policji 8 maja w stolicy, w tym zatrzymanie dziennikarza

Data: 2020-05-11
  • Dziennikarz w ramach swych obowiązków relacjonował drugi dzień protestu przedsiębiorców w stolicy 8 maja. Był w środku grupy demonstrantów, którą otoczył kordon policji
  • Wykorzystując środki przymusu bezpośredniego, funkcjonariusze zatrzymali kilkadziesiąt osób, w tym także i dziennikarza 
  • Zdaniem RPO może to naruszać wolność mediów i jest sprzeczne ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" został zatrzymany przez policję podczas protestu przedsiębiorców w Warszawie  8 maja 2020 r., gdy wykonywał swe obowiązki. Paweł Rutkiewicz informował policjantów, kim jest i co robi. Zaniepokojony tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi stołeczną policję o wyjaśnienia.

W trakcie interwencji policji zatrzymano kilkadziesiąt osób, w tym po raz drugi tego samego dnia kandydata na prezydenta RP Pawła Tanajno. Wobec protestujących miały zostać użyte m.in. granaty hukowe. Na wyposażeniu interweniujących oddziałów było także urządzenie LRAD (Long Range Acoustic Device), mające zastosowanie do rozpraszania demonstracji za pomocą dźwięków wysokiej częstotliwości, którego użycia nie przewidują  przepisy polskiego prawa. 

RPO pyta zatem:

  • jakie były podstawy faktyczne i prawne podjęcia interwencji oraz jak przebiegała ta interwencja;
  • czy w trakcie działań używane były środki przymusu bezpośredniego, jakie i w odniesieniu do ilu osób, w tym jaka była podstawa faktyczna użycia granatów hukowych;
  • jaki był cel i sposób wykorzystania urządzenia LRAD podczas działań;
  • ile osób zostało zatrzymanych, jakie były podstawy faktyczne i prawne tych zatrzymań, jak długo zatrzymani byli faktycznie pozbawieni wolności, którzy z zatrzymanych wnieśli do sądu zażalenia na zatrzymanie;
  •  ile osób zostało wylegitymowanych, jaka była podstawa faktyczna wylegitymowania;
  • jakie dalsze czynności policja podjęła lub planuje podjąć w odniesieniu do osób zatrzymanych i wylegitymowanych.  

 

Rzecznik w piśmie do Komendanta Stołecznego Policji podkreśla, że status dziennikarzy gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu. Przekazywanie informacji, np. z demonstracji publicznych, jest bowiem jednym z kluczowych zadań mediów jako tzw. „publicznego stróża”  (ang. public watchdog) w demokratycznym społeczeństwie. Oznacza to zatem, że organy państwa nie mogą utrudniać dziennikarzom wykonywania pracy.

Swoboda relacjonowania demonstracji ma istotne znaczenie także dla wolności zgromadzeń. Obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić.

Rzecznik przywołał  wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w których wskazano, że karanie pracujących na demonstracjach dziennikarzy prowadzi do naruszenia ich prawa do gromadzenia informacji jako ważnego elementu pracy dziennikarskiej, który podlega równie silnej ochronie, jak opublikowanie informacji. Należy ponadto przypomnieć, że prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter, czy pokojowy przebieg. Zaś sam wymóg zapewnienia dziennikarzom bezpieczeństwa obejmuje przede wszystkim powstrzymanie się m.in. przez organy państwa (policję, inne służby porządkowe) od stosowania wobec dziennikarzy nieuzasadnionych środków przymusu.

Sposób działania policji w przypadku demonstracji z 8 maja budzi wątpliwości z punktu widzenia wolności prasy wyrażonej w Konstytucji (art. 14 w związku z art. 54), w także w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Obywatela (art. 10).

A rolą organów państwa w urzeczywistnianiu wolności prasy jest także zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji. Tym bardziej zatem, policja nie powinna podejmować takich środków, które mogą w sposób szczególny narażać dziennikarzy na niebezpieczeństwo i utratę zaufania opinii publicznej.

VII.716.5.2020,  II.519.549.2020

Skarga na stronniczość „Wiadomości” TVP. RPO prosi KRRiT o wyjaśnienie zarzutów

Data: 2020-05-06
  • Po kolejnej skardze na stronniczość "Wiadomości TVP" RPO prosi Krajową Radę Radiofonii  i Telewizji o wyjaśnienie stawianych zarzutów

"Wszyscy mamy szczescie i komfort urodzenia sie w czasach wolnej Polski; o manipulacjach, których dopuszczały sie komunistyczne, panstwowe serwisy informacyjne, wiemy tylko z opowiesci. Od publicznej telewizji, zgodnie z art. 21 ust. 1 Ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji (Dz. U. 2019 r. poz. 361; Dz. U. 2019 poz. 643 ), mamy prawo oczekiwac pluralizmu, bezstronnosci oraz wywazenia. Bulwersujacym jest dla nas fakt, ze w programie głównym "Wiadomości" emitowanym codziennie o godz. 19:30 na antenie publicznej stacji TVP 1, w sposób jawny narusza sie wyzej wymienione zasady. Przypomne, ze art. 21 został na wniosek Rady Ministrów zmieniony własnie w ten sposób, by odzwierciedlac misje publiczna spółki TVP SA .Tymczasem wskazany program w sposób jawny narusza zasade bezstronnosci i rzetelnosci, prezentujac tresci przychylne wyłacznie aktualnie sprawujacemu władze obozowi.

​(…) Wolnosc słowa jest dla nas bardzo istotna. Jest prawem, którego nie mieli nasi przodkowie,którego ochrona jest takze i naszym obowiazkiem. Z tego tytułu zwracamy sie w niniejszym wniosku do Rzecznika Praw Obywatelskich o wyegzekwowanie tejze wolności"

To cyctat z kolejnej skargę obywatela wskazującego na stronniczość i brak niezależności oraz pluralizmu  „Wiadomości” TVP. Zwraca on szczególną uwagę na tzw. paski informacyjne.

W piśmie do Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, RPO przypomniał, że w interesie publicznym, do którego chronienia w ramach w radiofonii i telewizji Rada została powołana, jest zapewnienie rzetelnej i bezstronnej informacji obywatelom.

Rzecznik przywołał także składane przez niego w ubiegłym roku wnioski o przeprowadzenie kontroli w TVP. Wskazał zarazem, że dotychczas podejmowane przez KRRiTV działania nie zmieniły niepokojącej praktyki publikacji potencjalnie stronniczych materiałów przez telewizję publiczną.

RPO zwrócił się do KRRiTV o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w tej sprawie. 

VII.564.59.2020

Koronawirus i kampania wyborcza w mediach. RPO do TVP i KRRiT ws nierównego traktowania kandydatów

Data: 2020-05-04
  • W TVP i Polskim Radiu przewagę ma urzędujacy prezydent - wynika z danych publikowanych przez TVP
  • W momencie, gdy nie daje się prowadzić kampanii wyborczej w normalny sposób, to naruszenie  prawa wyborczego staje się bardzo powazne
  • RPO przekazuje uwagi p.o. prezesowi TVP Maciejowi Łopińskiemu, a szefa KRRiT pyta, czy dostaje w tej sprawie uwagi od obywateli i co z nimi robi

Na mediach publicznych w trakcie kampanii wyborczej spoczywają szczególne obowiązki. Zadania te są tym istotniejsze w trakcie obowiązywania stanu epidemii i ograniczeń praw obywatelskich z nich wynikających, w tym dotyczących zakazu zgromadzeń publicznych oraz ograniczeń w przemieszczaniu się. Niemożliwym jest organizowanie spotkań z wyborcami, transmisja z tych wydarzeń, a nawet zbieranie podpisów wyborców. Uwaga odbiorów skupiona jest w obecnym czasie na zagadnieniach związanych z walką z epidemią i widoczny jest spadek zainteresowania prowadzoną kampanią. Należy jednak wskazać, że oglądalność programów informacyjnych nadawców publicznych przekracza komercyjną konkurencję, dlatego sposób w jaki media publiczne wypełniać będą ustawowe obowiązki w tym zakresie, realizować prawo obywateli do informacji oraz gwarantować równość szans kandydatów będzie mieć zasadnicze znaczenie dla wyników najbliższych wyborów.

Dotychczasowa praktyka TVP i Polskiego Radia w tej sprawie budzi niepokój obywateli oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.

Zgodnie z Kodeksem wyborczym (art. 120 § 1) Telewizja Polska ma obowiązek przeprowadzania debat między przedstawicielami tych komitetów wyborczych, które zarejestrowały swoje listy kandydatów we wszystkich okręgach wyborczych. Szczegółowe zasady przeprowadzenia debata zostały określone w rozporządzeniu KRRiT z dnia 6 lipca 2011 roku w sprawie szczegółowych zasad i trybu przeprowadzania debat przez Telewizję Polską (Dz. U. poz. 878).

Ponadto, prawo wyborcze gwarantuje również możliwość emisji w programach publicznej radiofonii i telewizji  bezpłatnych i płatnych audycji przygotowanych przez poszczególne komitety w ściśle określonym czasie, tj. od 15. dnia przed dniem wyborów do dnia zakończenia kampanii wyborczej (odpowiednio art. 117 i 119 Kodeksu wyborczego oraz rozporządzenia wydane na tej podstawie przez KRRiT).

W zakresie emisji bezpłatnych audycji komitetów wyborczych nadawcy mają zobowiązania związane z pomocą realizacyjną oraz techniczną i operatorsko-montażową. Prawo do nieodpłatnego rozpowszechniania audycji wyborczych w programach nadawców publicznych służy szerokiemu dostępowi do informacji o kandydatach i reprezentujących ich komitetach wyborczych, stwarza możliwość zapoznania się wyborców z ich programem politycznym. Konstytucyjne prawo obywateli do informacji zapewnia tym samym  realizację zasady wolnych wyborów.

Nadzwyczajna sytuacja epidemiczna, z jaką mamy do czynienia, nakłada dodatkowe obowiązki nie tylko na obywateli, ale także na media publiczne. Na rażącą nierówność w dostępie kandydatów na urząd Prezydenta do mediów publicznych wskazywał członek Rady Mediów Narodowych Pan Juliusz Braun. Kierując się potrzebą zapewnienia rzetelnego wypełniania przez spółki mediów publicznych ich ustawowych zadań, apelował on o udostępnienie kandydatom nadzwyczajnego czasu antenowego oraz stworzenie sztabom wyborczym kandydatów na prezydenta, możliwości swobodnego prezentowania ich programów w audycjach telewizyjnych i radiowych. Apel ten godny jest poparcia.

Wątpliwości dotyczące sposobu informowania o kampanii wyborczej wyrażone zostały również przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Jak wskazywała dyrektor ODIHR Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, komentując sytuację w Polsce: „Prawdziwe wybory wymagają autentycznej kampanii, w której wyborcy mogą usłyszeć programy i opinie wszystkich kandydatów, aby dokonać świadomego wyboru. Obecne ograniczenia dotyczące zgromadzeń publicznych z powodu pandemii sprawiają, że prowadzenie kampanii jest prawie niemożliwe. Obawiam się, że jeśli wybory prezydenckie przebiegną w obecnych okolicznościach, mogą nie spełniać szeregu międzynarodowych standardów”.

Jak wynika z analizy danych zamieszczanych w Biuletynie Informacji Publicznej TVP w lutym na antenach Telewizji Polskiej najwięcej czasu antenowego poświęcono komitetowi wyborczemu obecnie urzędującemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. W sumie zajął on 1 godzinę i 13,5 minuty, natomiast czas antenowy przeznaczony na pozostałe komitety wynosił odpowiednio: Komitet wyborczy Krzysztofa Bosaka - 19 min. 47 sek.;  KWknPRP Małgorzaty Kidawy–Błońskiej – 30 min. 33 sek.; KWknPRP Szymona Hołowni – 5 min. 37 sek.; Komitet Władysława Kosiniaka-Kamysza – 15 min. 22 sek.; KW Roberta Biedronia – 44 sek.

Dodatkowo oprócz wspominanego czasu – z racji sprawowanego urzędu – prezydent oraz Kancelaria Prezydenta dysponują osobnym czasem na antenie, co znacząco wpływa na równość szans kandydatów. Dla porównania warto wskazać, że w marcu na antenie TVP Info wszystkie Komitety Wyborcze uzyskały 40 minut 39 sekund czasu antenowego, natomiast Kancelaria Prezydenta oraz Prezydent otrzymały odpowiednio 2 godziny 25 minut i 2 sek. oraz 19 godzin 56 minut i 31 sek.

W świetle wskazanych informacji, w opinii Rzecznika, nadawca publiczny nie wypełnia ustawowej zasady pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności w przedstawianiu kampanii wyborczej w wyborach prezydenckich w 2020 roku.

VII.564.58.2020

#ZglosTo – wystartowała kampania społeczna RPO i FDDS przeciwko szkodliwym treściom w internecie

Data: 2020-04-28
  • Celem kampanii jest zwalczanie szkodliwych treści w internecie. Wspieramy tych, którzy chcą na nie reagować, podpowiadając, gdzie i jak można skutecznie zgłaszać niepokojące materiały.
  • W ramach inicjatywy uruchomiona została platforma internetowa www.zglos.to, która pomoże wybrać najlepszy sposób reakcji na szkodliwe treści w sieci – niezależnie od tego, czy łamią one prawo czy nie.
  • Mowa nienawiści, hejt, cyberprzemoc, nielegalna pornografia, patotreści - według badań nawet 85% Polaków ma z nimi styczność, jednak większość nigdzie ich nie zgłasza. Tymczasem wszystko to ma niebywały wpływ przede wszystkim na dzieci, internetowych tubylców.

Rosnący fenomen szkodliwych treści 

Szkodliwe treści to materiały, które mogą wywoływać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania. Nie zawsze łamią polskie prawo, dlatego nie w każdym przypadku działania mogą być podjęte przez policję lub prokuraturę. Szkodliwe treści obejmują szeroki zakres zachowań: od mowy nienawiści przez hejt, materiały ukazujące przemoc, promujące narkotyki, pijaństwo, samookaleczenia, samobójstwa po nielegalną pornografię.

Rzecznik Praw Obywatelskich od początku kadencji podejmuje działania, które mają na celu zwalczanie mowy nienawiści w przestrzeni publicznej. Jeszcze w 2015 roku, kiedy fala hejtu zalała Olgę Tokarczuk po wydaniu Ksiąg Jakubowych i wypowiedziach odnoszących się do niejednobarwnej historii Polski, RPO zorganizował spotkanie, które zainaugurowało prace Okrągłego Stołu do sprawy walki z mową nienawiści. Później w 2018 roku wraz z pojawieniem się zjawiska patotreści, działania objęły także ten obszar. Prowadzona obecnie kampania jest niejako zwieńczeniem wszystkich dotychczasowych inicjatyw w zakresie szkodliwych treści w internecie. Dodatkowo dzisiejsza sytuacja, gdy z powodu epidemii relacje społeczne w znacznej mierze przeniosły się do sieci, w sposób szczególny pokazuje, jak ważne jest byśmy wszyscy czuli się bezpiecznie w internecie.

Według badań[1] przeprowadzonych na zlecenie BRPO i FDDS nawet 85% Polaków ma styczność ze szkodliwymi treściami. 76% dorosłych badanych spotkało się w ciągu ostatniego roku z mową nienawiści i hejtem w sieci, 71% z treściami wulgarnymi i przemocowymi, 52% miało kontakt z cyberprzemocą (groźby, strasznie i szantażowanie), a 40% z nielegalną pornografią.

- Uświadomienie sobie, że problem istnieje to nie wszystko – ważne jest podejmowanie realnych działań, ukierunkowanych na jego rozwiązanie. Szkodliwe treści należy zgłaszać, ponieważ może to sprawić, że nie dotrą one do dzieci lub dotrą do nich w mniejszym stopniu. Stąd pomysł na powstanie platformy zglos.to – mówi Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Dopiero dzięki zgłoszeniu niepokojącej treści odpowiedniemu podmiotowi prawdziwie pokazujemy swoją reakcję – sam gest kciuka skierowanego w dół tak nie zadziała – dodaje.

Możesz mieć wpływ i zgłaszać szkodliwe treści – #ZglosTo!

Aż 54% osób, które natrafiają w internecie na treści przemocowe, które łamią prawo zadeklarowało, że nigdzie ich nie zgłasza, w tym 30% ankietowanych stwierdziło, że ich brak reakcji wynika z niewiedzy, gdzie i jak zgłaszać takie treści.

Dlatego, aby wesprzeć ludzi w zgłaszaniu szkodliwych treści, Rzecznik Praw Obywatelskich i Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przy wsparciu partnerów uruchomili platformę zglos.to, zainaugurowaną podczas konferencji prasowej, w której obok organizatorów wzięli udział przedstawiciele Facebook Polska oraz Google.

Na stronie zaprezentowanej przez koordynatorkę projektu Zuzannę Rudzińską-Bluszcz w kilku prostych krokach można dowiedzieć się, gdzie i w jaki sposób skutecznie zgłosić szkodliwe, przemocowe treści napotkane w sieci. Jak to działa? Po odpowiedzi na cztery pytania zamknięte, system proponuje najlepszy sposób reakcji - od prawie gotowych formularzy zawiadomienia prokuratury, poprzez linki do zgłoszenia zdarzenia platformie, na której doszło do naruszenia, po porady – w przypadku nieletnich - dotyczące rozmowy z dorosłym, któremu się ufa.

Wpływ internetu na zachowania dzieci i młodzieży jest dominujący. Z łatwością przenoszą oni zachowania z sieci do życia w realu. Dlatego musimy nauczyć siebie i dzieci, jak być współobywatelem także w internecie, jak z szacunkiem traktować innych, słabszych niezależnie czy jest to przestrzeń wirtualna czy rzeczywista.

W sieci można natknąć się na namawianie do działań, które szkodzą zdrowiu lub życiu dziecka. Zagrożeń jest wiele, ale dzięki zwiększonej liczbie zgłoszeń możemy chronić nieletnich przed przemocą. Platforma zglos.to jest ukłonem w stronę osób, które chcą reagować na szkodliwe treści, ale nie wiedzą, w jaki sposób powinny to zrobić, a także dla tych, którzy do tej pory uważali to za bezcelowe. Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę przypominają o tym, jak ważne jest zwracanie uwagi na mowę nienawiści i hejt oraz ochrona nieletnich przed przemocą.

- Chcemy, aby ludzie czuli się swobodnie dzieląc się i łącząc na Facebooku, a wiemy, że będzie tak tylko gdy będą czuli się bezpiecznie. Dlatego stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu już na etapie projektowania naszych produktów oraz następnie tego, w jaki sposób nimi zarządzamy. Przy udziale naszej społeczności i ekspertów z całego świata stworzyliśmy Standardy społeczności, które określają, co jest, a co nie jest dozwolone w serwisie. Nad bezpieczeństwem naszych platform czuwa ponad 35 tysięcy ludzi. – powiedział podczas spotkania Jakub Turowski, szef zespołu ds. polityki publicznej na Polskę i kraje bałtyckie w Facebook.

- Z drugiej strony wiemy, że równie ważna jest świadomość osób, które z nich korzystają. Chcemy, aby ludzie mieli tę świadomość i zgłaszali treści, które nie powinny pojawiać się w przestrzeni publicznej, jaką jest internet. Właśnie dlatego postanowiliśmy wesprzeć kampanię Zgłoś.to - dodaje.

Kluczowa relacja rodzic – dziecko

Statystyki dotyczące konsumpcji szkodliwych treści przez młodych ludzi dają do myślenia – z zeszłorocznych badań FDDS i BRPO na temat problemu patologicznych treści w sieci prowadzonych wśród dzieci w wieku 13-15 lat wynika, że 85% z nich zna to zjawisko,  37% przyznaje, że ogląda patotreści w internecie, 43% ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu.

- Nie chcemy i nie możemy cenzurować internetu. Ale nie jesteśmy bezradni i powinniśmy reagować na to, co uważamy za niewłaściwe - mówiła Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, koordynatorka Okrągłego Stołu do walki z patotreściami w internecie - każdy z nas może sprawić, że internet będzie miejscem bardziej przyjaznym dla wszystkich użytkowników, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia, niepełnosprawności. Widząc hejt, wulgaryzmy, przemoc najczęściej w powątpiewaniu kręcimy głową i zamykamy okno w przeglądarce. To za mało. Internet jest miejscem publicznym - tak jak przystanek czy park. Zglos.to wskazuje na sposoby reakcji, które są dostępne dla wszystkich. Nie bądźmy obojętni.

Zwracają uwagę także wyniki ostatniego badania twórców kampanii Zgłoś.to, w części poświęconej postrzeganiu roli różnych ekosystemów wychowawczych w życiu młodych. Aż 35% dorosłych ankietowanych wskazało, że to internet ma dziś aktualnie największy wpływ na wychowanie dzieci młodzieży. To samo o rodzicach powiedziało 46%, zaś o szkole zaledwie 7%. 

- Znany od lat model wychowawczy, w którym dominowała szkoła i rodzice zmienił się. Trzecim „nauczycielem” kształtującym sposób myślenia, postawy i zachowania dzieci i młodzieży został internet. W przypadku kontaktu dzieci z nieodpowiednimi nadawcami i treściami w sieci staje się to poważnym zagrożeniem  – mówił Łukasz Wojtasik, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

- Odpowiedzią na problem jest świadome, uważne rodzicielstwo, polegające na wspieraniu dziecka  w korzystaniu z internetu, ciekawości jego doświadczeń online, ustalaniu zasad bezpieczeństwa, wskazywaniu pozytywnych zastosowań sieci, komentowaniu treści. Dziecko musi być pewne, że może liczyć na wsparcie rodziców w sytuacji dezorientacji czy niepokoju w kontakcie z internetowymi treściami – dodał.

Statystyki[2] dotyczące kwestii wsparcia ze strony dorosłych w tej kwestii potwierdzają - ponad 40% badanych nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców porady, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Ponad 60% nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało pomocy od swojego nauczyciela po napotkaniu niepokojącej treści w internecie. ​

Warto pamiętać i podkreślać w rozmowie z dziećmi, że internet nie jest miejscem, w którym wolno więcej. Jest miejscem publicznym, dlatego nieobyczajny wybryk czy nieprzyzwoity rysunek są w nim tak samo zabronione, jak w przestrzeni publicznej. Nie zważając na trudności, należy reagować na rozpowszechnianie szkodliwych treści, jeśli spełniają one znamiona przestępstw, są wykroczeniami lub naruszają dobra osobiste. Od teraz mamy wszyscy taką możliwość dzięki platformie zglos.to.

 

[1] Panel badawczy Ariadna, ogólnopolska próba użytkowników internetu licząca N=1060 osób w wieku 18+, kwiecień 2020

[2] Badanie EU Kids Online 2018

Koronawirus. Podziękowania NRA dla RPO za pomoc w sprawie pseudoporad w sieci

Data: 2020-04-27

Naczelna Rada Lekarska dziękuje RPO za pomoc w przeciwdziałaniu pseudoporadom na temat leczenia koronawirusa, które są rozpowszechianiane w sieci. Samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów stara się powstrzymać to wysoce szkodliwe zjawiskiem.

RPO napisał w tej sprawie do głównych platform społecznościowych: Twittera, Google’a Poland, Facebooka czy Wykopu.pl. Czeka teraz na odpowiedzi. Naczelna Rada Lekarska dostała te pisma do wiadomości – jej prezes prof. Andrzej Matyja  świadczą o bardzo wnikliwym podejściu do przedmiotowej sprawy, co jest szczególnie cenne w dobie aktualnie obowiązującego stanu epidemii.

VII.564.50.2020

Materiały TVP na temat konkurencyjnej stacji. Rzecznik prosi KRRiT o ich ocenę

Data: 2020-04-17
  • TVP krytykuje konkurencyjną stację TVN, zarzucając jej „PRL-owskie korzenie”, „kłamliwe teorie” czy „festiwal manipulacji w rocznicę katastrofy smoleńskiej”
  • Takie materiały publicznego nadawcy budzą wątpliwości pod kątem ich etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami
  • RPO prosi Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o postępowanie wyjaśniające w tej sprawie

13, 14 i 15 kwietnia 2020 r. w " Wiadomościach” TVP oraz w TVP Info pojawiały się materiały atakujące dziennikarzy i dziennikarki TVN, budzące wątpliwości z punktu widzenia poszanowania ich praw.  Wątpliwości etyczne wynikają też z ich zgodności z Kartą Etyczną Mediów, opracowaną z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, podpisaną w 1995 r. m.in. przez Prezesa TVP S.A.

W materiałach przywoływano informacje dotyczące życia prywatnego dziennikarzy, sugerujące ich powiązania z władzami komunistycznymi. Były sugestie, że dziennikarze TVN24 mieli swój udział w „kreowaniu atmosfery rebelii w trakcie sejmowego puczu” czy w „próbie wykreowania wizerunku Polaków jako neofaszystów”. A portal TVP Info opisał powstanie TVN w tekście pt. „Stacja TVN powstała na zlecenie służb? Jak Urban Waltera zachwalał”. 

Materiały te publikowano w odpowiedzi na programy stacji TVN krytykujące działania przedstawicieli władz publicznych. W związku z kontekstem emisji, a także liczbą podobnych materiałów emitowanych w krótkim czasie, programy TVP i TVP Info budzą wątpliwości pod kątem ich etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami. Personalne ataki na konkretnych dziennikarzy mogą prowadzić do naruszenia ich dóbr osobistych. 

Ustawa o radiofonii i telewizji powierza mediom istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej. Szczególną rolę odgrywa publiczna radiofonia i telewizja, która realizuje misję publiczną, oferując zróżnicowane programy w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.

Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa. Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, zgodnie z jej konstytucyjnymi i ustawowymi obowiązkami.

VII.564.46.2020

Koronawirus. RPO prosi KRRiT o zajęcie się atakami TVP na lekarza

Data: 2020-04-17
  • Materiał TVP o prof. Krzysztofie Simonie, lekarzu-epidemiologu, który krytykuje działania władz w czasie epidemii, może budzić wątpliwości pod kątem rzetelności, bezstronności, etyczności i  warsztatu dziennikarskiego.
  • RPO prosi KRRiT o interwencję.

14 kwietnia TVP Info wyemitowała materiał „Prof. Simon neguje zakaz wypowiedzi. 31.01 ogłosił, że leci do Indii i „nic go to specjalnie nie obchodzi”. Prof. Krzysztof Simon jest lekarzem, który publicznie krytykuje stan przygotowania polskich placówek medycznych do epidemii oraz działania władz.

Lekarze zareagowali na program – zauważyli, że wypowiedzi prof. Simona zostały przez pracowników TVP zmanipulowane. Zarząd Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wydał oświadczenie, w którym uznaje działania podejmowane przez nadawcę publicznego za nagonkę wymierzoną w prof. Simona. Wskazuje, że „uważa za niedopuszczalne podawanie nieprawdziwych informacji o wypowiedziach prof. Krzysztofa Simona, a także negowanie przez osoby niekompetentne prawa do wypowiedzi lekarza, specjalisty chorób zakaźnych na temat COVID-19.

Ponadto Zarząd Stowarzyszenia popiera stwierdzenia prof. Simona o absurdalności niektórych ograniczeń nałożonych na społeczeństwo oraz o niedopuszczalności stosowania wyjątków dla wybranych osób”.

Zdaniem Rzecznika materiał TVP Info może rzeczywiście budzić wątpliwości pod kątem jego rzetelności, bezstronności, etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami.

Po raz kolejny RPO przypomina, że ustawa z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji (Dz. U. z 2019 r., poz. 361 ze zm.) powierza radiofonii i telewizji istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej (art. 1 u.r.t.). Szczególną rolę odgrywają tu publiczna radiofonia i telewizja, która realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu (art. 21 ust. 1 u.r.t.). Ustawa o radiofonii i telewizji wprowadza również istotne wymogi dotyczące charakteru programów i innych usług jednostek publicznej radiofonii i telewizji (art. 21 ust. 2 u.r.t.).

Dlatego RPO prosi przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

VII.564.48.2020

Dlaczego w TVP "wygumkowano" tęczę? Prezes Maciej Łopiński: to samodzielne działanie montażysty

Data: 2020-04-17
  • W programie TVP Bydgoszcz nt. czytelnictwa znak tęczy, który był na ścianie księgarni, został pozbawiony kolorów
  • RPO spytał o to prezesa TVP Macieja Łopińskiego
  • Odpisał on, że było to samodzielne działanie montażysty materiału, którego nie uzgodnił z autorką felietonu
  • Wobec osoby odpowiedzialnej wyciągnięto konsekwencje służbowe, a na stronie internetowej OTVP  Bydgoszcz zamieszczony jest materiał w pierwotnej wersji

W programie TVP Bydgoszcz „Zbliżenia” dotyczącego czytelnictwa w czasach kryzysu doszło 6 kwietnia do manipulacji: w montażu znak tęczy, który był na ścianie księgarni, został pozbawiony kolorów.  

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił prezesa TVP o wyjaśnienia. Takie działanie może bowiem nosić znamiona cenzury i nie ma racjonalnego uzasadnienia. Przypomina zaś działania „Wiadomości” TVP, które w 2017 r. w materiale zrobionym także przez dziennikarzy TVP Bydgoszcz usunęły z kurtki posła Arkadiusza Myrchy serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Ani tęcza ani naklejka nie są w żaden sposób obraźliwe ani nie wpływają na odbiór przekazu. Nie są to także symbole, które mogłyby być postrzegane jako niebezpieczne lub kontrowersyjne, a ich emisja nie prowadzi do naruszenia praw obywateli.

Symbole te mogą być postrzegane jako polityczne, warto jednak podkreślić, że ekspresja symboliczna wypowiedzi o charakterze politycznym cieszy się szeroką ochroną na gruncie standardów prawa konstytucyjnego oraz orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jednocześnie usunięcie tych symboli prowadzi w oczywisty sposób do cenzury elementu przekazu i prowadzić może do naruszenia art. 54 ust. 2 Konstytucji (zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu).

Odpowiedź prezesa TVP

Uprzejmie informuję, że opisane w liście zdarzenie było przedmiotem analizy ze strony władz spółki Telewizja Polska S.A.

Pragnę poinformować Pana. że zdarzenie opisane w materiałach prasowych rzeczywiście miało miejsce, jednak wnioski wysunięte z tego faktu są zbyt daleko idące.

W wyniku przeprowadzonego postępowania okazało się, że usunięcie kolorów z flagi umieszczonej w księgami, w której realizowano materiał dotyczący czytelnictwa w czasach stanu epidemicznego oraz bardzo pożytecznej inicjatywy „Książka na telefon", było samodzielnym działaniem montażysty materiału, którego nie uzgodnił z autorką felietonu.

Obecnie ze względów bezpieczeństwa dziennikarze nie uczestniczą w montażu materiałów.

Samowolne działanie naszego współpracownika spowodowało nie tylko publiczne stawianie zarzutów, podobnych do tych jakie sformułował Pan w swoim liście, ale również falę hejtu pod adresem dziennikarki realizującej materiał.

Wobec osoby odpowiedzialnej za całe zdarzenie zostały wyciągnięte konsekwencje służbowe. Na stronie internetowej OTVP Bydgoszcz jest zamieszczony materiał w pierwotnej wersji.

- Mogę wyrazić ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji, która doprowadziła do stawiania przez Pana, jak się okazało, nieuzasadnionych, zarzutów o rzekomej cenzurze prewencyjnej w Telewizji Polskiej S.A. – napisał Maciej Łopiński.

VII.564.42.2020

"Ogranicza prawa i wolności". RPO o obywatelskim projekcie zakazującym edukacji seksualnej

Data: 2020-04-15
  • Obywatelski projekt zakazujący edukacji seksualnej ogranicza konstytucyjne prawo do nauki, do wolności nauczania, do ochrony zdrowia, a także wolność wypowiedzi
  • Zarzuty projektodawców wobec edukacji seksualnej nie są poparte żadnymi argumentami naukowymi – są wyłącznie ich subiektywną opinią
  • Tymczasem edukacja taka jest uznaną formą przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci
  • Przyczynia się też do zmniejszenia liczby niechcianych ciąż nastolatek; spadku zakażeń wirusem HIV oraz obniża skalę homofobii
  • Projekt wykazuje podobieństwo z rosyjskim prawem ws. „gejowskiej propagandy” – zakwestionowanym przez Europejski Trybunał Praw Człowieka

Takie są najważniejsze tezy opinii Rzecznika Praw Obywatelskich o obywatelskim projekcie zmian prawa, który przewiduje karę do 3 lat więzienia m.in. za edukację seksualną.

6 sierpnia 2019 r. do Sejmu VIII kadencji Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” złożył  obywatelski projekt noweli Kodeksu karnego - w celu „zapewnienia prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją”. 22 listopada 2019 r. skierowano go do I czytania na posiedzeniu Sejmu, po czym przekazano do prac w komisji.  Projekt obywatelski nie podlega dyskontynuacji w następnej kadencji Sejmu.

Z porządku dziennego Sejmu wynika, że 15-16 kwietnia 2020 odbędzie się I czytanie projektu.  

Ocena prawnokarna projektu

Zakłada on następującą nowelizację art. 200b K.k.:

,,Art. 200b § 1. Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 2 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 4. Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

Projektowi nie towarzyszy żadna analiza, że niezbędne jest zwiększenie ochrony prawnej małoletnich (w tym małoletnich, którzy ukończyli 15 rok życia) przed takimi czynami.  Uzasadnienie projektu w ogóle nie dostrzega różnicy w sytuacji prawnej małoletnich w zależności, czy ukończyli oni 15 lat.

Jeśli chodzi o małoletnich poniżej 15 roku życia, przestępstwo można byłoby popełnić:

  • poprzez niepubliczne pochwalanie lub propagowanie obcowania płciowego;
  • poprzez pochwalanie lub propagowanie podejmowania przez małoletniego innej czynności seksualnej, niezależnie od tego, czy dokonywane jest to publicznie, czy też nie.

Wątpliwości budzić może ściganie czynów w sposób niepubliczny. Byłaby to nowość w Kodeksie karnym. A pochwalanie lub propagowanie innej czynności seksualnej charakteryzuje się bardzo szeroką ogólnością i nieprecyzyjnością. Może to prowadzić do daleko idącej arbitralności organów ścigania i znaczących różnic w prawnokarnej ocenie danych zachowań. Może też budzić obawy przed jej instrumentalnym wykorzystywaniem, np. do ograniczenia prowadzenia zasadnych i rzetelnych zajęć edukacji seksualnej dla młodzieży. Dlatego propozycję dodania art. 200b § 4 k.k. ocenić należy negatywnie.

Rozwiązania te są niespójne z obowiązującym systemem prawa karnego oraz nie zostały w sposób dostateczny uzasadnione. Wydają się one uzasadnione  postrzeganą przez projektodawców potrzebą eliminacji edukacji seksualnej młodzieży.

Tymczasem dyrektywa 2011/93/UE przewiduje, że państwa członkowskie UE powinny prowadzić programy edukacyjne służące podniesieniu świadomości i ograniczeniu ryzyka, że dzieci staną się ofiarami niegodziwego traktowania w celach seksualnych lub wykorzystywania seksualnego. Odpowiednia edukacja seksualna i zwiększenie świadomości dzieci na temat zagrożeń niewątpliwie służy temu celowi.

Edukacja seksualna w świetle obiektywnej wiedzy naukowej

Choć sam projekt nie wskazuje wprost na penalizację edukacji seksualnej,  uzasadnienie nie pozostawia wątpliwości, że jego celem jest w zasadzie zupełne uniemożliwienie przekazywania dzieciom wiedzy na temat rozwoju seksualnego człowieka.

Zarzuty projektodawców wobec edukacji seksualnej nie zostały podparte żadnymi rzetelnymi materiałami źródłowymi ani argumentami o charakterze naukowym. Stanowią one wyłącznie subiektywną opinię projektodawców, nawiązującą do powszechnych mitów o edukacji seksualnej, a nie faktów naukowych.

W opinii projektodawców edukowanie dzieci i młodzieży o rozwoju seksualnym człowieka poza domem – a zwłaszcza w szkole – prowadzi do ich rozbudzenia seksualnego przez co mają być bardziej zagrożone pedofilią i innymi przestępstwami seksualnymi. Tymczasem badania prowadzone na zlecenie WHO wskazują, że jest wprost przeciwnie. Z doświadczeń Finlandii, Estonii, Niemiec i Holandii wynika, że profesjonalna edukacja seksualna, oparta o dopracowane i przyjęte przez władze publiczne programy nauczania, ma wiele pozytywnych skutków – w tym spadek liczby przestępstw na tle seksualnym, obniżenie liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek; spadek zachorowań na infekcje, spadek zakażeń wirusem HIV oraz zmniejszenie skali homofobii i motywowanej nią przemocy.

Autorzy projektu słusznie wskazują, że statystyki o dostępności pornografii dla dzieci i młodzieży są alarmujące. Ten przekaz tym bardziej przesądza o konieczności prowadzenia edukacji seksualnej w szkole. Zajęcia te są bowiem jedyną szansą na zniwelowanie negatywnych skutków pornograficznych treści i przekazywanie dzieciom informacji o rozwoju seksualnym w sposób bezpieczny i kontrolowany. W obliczu braku innego źródła wiedzy o tematach związanych z  seksualnością młode osoby tym bardziej będą szukać informacji w internecie.

Z badania CBOS z 2019 r. wynika, że 84% Polaków uważa, iż przekazywanie dzieciom w szkole wiedzy o życiu seksualnym jest potrzebne. Z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych przygotowanego na zlecenie MEN w 2015 r. wynika, że blisko jedna trzecia rodziców podejmuje z dziećmi tematy seksualności bardzo rzadko lub nie podejmuje ich wcale. A 87% nastolatków  sądzi, że zajęcia dotyczące rozwoju psychoseksualnego i seksualności człowieka powinny odbywać się w szkole.

Założenia projektodawców stoją więc w sprzeczności nie tylko ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia i z wynikami międzynarodowych badań, ale także z dominującą opinią polskiego społeczeństwa.

Edukacja seksualna w świetle prawa

Art. 6 Konwencji Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych, sporządzonej w Lanzarote 25 października 2007 r. wskazuje, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia środków ustawodawczych lub innych środków w celu zapewnienia, że dzieci w trakcie swojej edukacji w szkole podstawowej i ponadpodstawowej otrzymają, dostosowane do zmieniających się możliwości rozumienia zagrożeń przez dzieci, informacje o zagrożeniach związanych z seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniu w celach seksualnych oraz o środkach ochrony przed tymi zagrożeniami.

Edukacja seksualna jest więc na mocy Konwencji z Lanzarote formą przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich, a zatem państwa-strony są zobowiązane do jej prowadzenia. Również w powołanej już w pkt I. niniejszej opinii dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/93/UE z 13 grudnia 2011 r. wskazano na obowiązek działań edukacyjnych jako na formę przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu. Założenie projektodawców, że edukacja seksualna naraża dzieci na pedofilię i przemoc stoi więc w sprzeczności z tymi aktami prawnymi.

Także ustawa z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zobowiązuje MEN  do wprowadzenia do programów nauczania szkolnego wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji.

W obecnym stanie prawnym rodzice, którzy nie zgadzają się na uczestnictwo swoich małoletnich dzieci w zajęciach edukacji seksualnej mają możliwość zwolnić je z tego uczestnictwa. W ocenie RPO  fakultatywny charakter edukacji seksualnej nie spełnia standardu międzynarodowego. Nawet obowiązkowe lekcje w tym obszarze nie stałyby w sprzeczności z prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Przyjęcie projektu doprowadziłoby zatem do sprzeczności w obowiązujących przepisach prawa, do której nie może dopuścić racjonalny ustawodawca. 

Wpływ proponowanej zmiany na prawa i wolności obywatelskie

Prawa i wolności obywatelskie, które w ocenie projektodawców miałyby zyskać dodatkową ochronę, w rzeczywistości zostałyby poprzez przyjęcie projektu bezpodstawnie ograniczone.

Zgodnie z art. 70 ust. 1 Konstytucji każdy ma prawo do nauki oraz obowiązek nauki do 18. roku życia. Prawo to wpisuje się też w szeroki system ochrony praw dziecka, oparty przede wszystkim na Konwencji o prawach dziecka. Z prawa do otrzymania w szkole obiektywnej, krytycznej i pluralistycznej wiedzy wynika więc prawo do nauki o rozwoju seksualnym człowieka. Na takim stanowisku stoi też Komitet Praw Dziecka, według którego edukacja seksualna powinna stanowić część obowiązkowej podstawy programowej.

Wiąże się z tym wolność nauczania, gwarantowana przez art. 73 Konstytucji. Dotyczy nie tylko szkół wyższych, ale wszystkich typów szkół w systemie oświaty.  Istotą nauki jest zaś  obiektywizm i rzetelność informacji.

Zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wolność taką ustanawia też art. 10 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Sprzeczność projektu ze standardem ETPCz

Europejski Trybunał Praw Człowieka stoi na stanowisku, że swobodny margines uznania państw-stron jest wąski w przypadku ograniczeń wolności wypowiedzi. W odniesieniu do tego projektu szczególne znaczenie ma standard przyjęty przez ETPCz w sprawie Bayev i inni przeciwko Rosji, dotyczącej rosyjskiego prawa zakazującego promowania wśród nieletnich nietradycyjnych relacji seksualnych (tzw. prawo dotyczące gejowskiej propagandy). Orzekając naruszenie art. 10 EKPCz, Trybunał stwierdził, że niezgodne z wartościami wynikającymi z Konwencji byłoby uwarunkowanie wolności słowa mniejszości od akceptacji większości.

Według ETPCz  nie da się usprawiedliwić zakazu publicznej debaty w kwestiach dotyczących mniejszości seksualnych ochroną moralności. Oceniane przepisy miały zaś  charakter dyskryminacji i nie służyły żadnemu uzasadnionemu publicznie celowi. Sposób ich sformułowania wzmacniał stygmatyzację i uprzedzenia, niezgodne z wartościami demokratycznego społeczeństwa.

Opiniowany projekt jest sprzeczny z tym standardem wolności wypowiedzi. Nie sposób nie zauważyć podobieństw między tą nowelizacją a rosyjskim prawem. Zgodnie z ETPCz już samo obowiązywanie takich przepisów może zostać uznane za sprzeczne z wolnością słowa – zagrożenie efektem mrożącym można zaś odnosić także do tego projektu.

W przypadku jego przyjęcia nauczyciele, edukatorzy, lekarze i inni specjaliści mieliby wszelkie powody, by z obawy przed odpowiedzialnością karną, powstrzymywać się od przekazywania małoletnim jakichkolwiek treści związanych z rozwojem seksualnym człowieka – niezależnie od tego, czy działanie to rzeczywiście mogłoby ostatecznie stanowić podstawę ścigania.

Prawo do ochrony zdrowia

Prawo do otrzymania przez dzieci i młodzież odpowiedniej wiedzy o seksualności jest ściśle związane także z prawem do ochrony zdrowia (art. 68 Konstytucji) oraz umowami  międzynarodowymi (w tym art. 24 Konwencji o prawach dziecka i art. 12 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych). Liczne dokumenty organów międzynarodowych wskazywały, że wśród obowiązków państw w ramach realizacji prawa do ochrony zdrowia jest także obowiązek zapewnienia dzieciom i młodzieży odpowiedniej edukacji seksualnej.

Np. Komitet Praw Człowieka ONZ w rekomendacjach dla Polski zalecił promowanie kompleksowej, odpowiedniej dla wieku edukacji seksualnej dla obu płci w szkołach. Również Komitet ds. Eliminacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) w 2014 r. zalecił m.in. „prowadzenie obowiązkowej, wszechstronnej i dostosowanej do wieku uczniów i uczennic edukacji o zdrowiu seksualnym i reprodukcyjnym oraz prawach dziewczynek i chłopców jako części programu nauczania, w tym edukacji o odpowiedzialnych zrachowaniach seksualnych, zapobieganiu wczesnym ciążom, chorobach przenoszonych drogą płciową; przy zapewnieniu, że treści są przekazywane przed odpowiednio przeszkolony personel”.

Również Parlament Europejski w rezolucji z 14 listopada 2019 r. wprost potępił penalizację edukacji seksualnej w Polsce i apelował do parlamentu, aby wstrzymał się od przyjęcia proponowanego projektu ustawy.

W jego efekcie lekarze (np. ginekolodzy lub seksuolodzy) mogliby zostać postawieni przed niedopuszczalną koniecznością wyboru pomiędzy ryzykiem poniesienia odpowiedzialności karnej za swoje działania, a przekazaniem pacjentowi wszechstronnych informacji w toku udzielanych świadczeń medycznych. To było podstawą krytycznej opinii wobec projektu Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego.

Rzecznik Praw Pacjenta podkreślał, że bez względu na ocenę decyzji o wczesnym rozpoczęciu współżycia, nie można negować faktu, że młodzi ludzie je podejmują. Istnieje więc potrzeba poprawy bezpieczeństwa zdrowotnego małoletnich. Wiedza z zakresu życia seksualnego, jak również regularne badania lekarskie mogą uchronić ich przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, czy utratą zdrowia spowodowaną stosowaniem bez nadzoru lekarza, źle dobranej antykoncepcji hormonalnej.

Z kolei w opinii Rzecznika Praw Dziecka realia życia współczesnej młodzieży nie przystają do obowiązujących regulacji prawnych dotyczących dostępu do świadczeń ginekologicznych.

Na podstawie tych ocen i własnej analizy RPO przedstawił w 2016 r. Ministrowi Zdrowia rekomendację umożliwienia osobom małoletnim powyżej 15. roku życia samodzielnego dostępu do świadczeń leczenia ginekologicznego i urologicznych.

W ocenie RPO przyjęcie proponowanych zmian nie zwiększy zakresu ochrony praw i wolności człowieka. Wręcz przeciwnie, ograniczy prawo do nauki, prawo do nauczania, wolność wypowiedzi oraz prawo do ochrony zdrowia. Opisane argumenty są wystarczającą podstawą do stwierdzenia, że projekt jest niezgodny z obowiązującym prawem, w tym normami wyższego rzędu – Konstytucji oraz ratyfikowanych umów międzynarodowych - glosi konkluzja opinii.

 XI.800.4.2020, II.550.1.2020

Czy sfilmowane interwencje Policji można publikować w internecie? RPO uzupełnia wyjaśnienia Policji z Olsztyna

Data: 2020-04-15
  • Policjantom przysługuje prawo do ochrony danych osobowych, ale obywatele mają prawo do wolności wypowiedzi. W przypadku konfliktu tych wartości należy je wyważyć.
  • Tak brzmi pełne stanowisko TSUE, na które powołała się olsztyńska Policja – ta jednak w swoim komunikacie zacytowała tylko początek tego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości.
  • RPO prosi Policję o uzupełnienie komunikatu, by nie wprowadzać w błąd obywateli.
  • Policja uzupełni swój komunikat o to, że nie odbiera obywatelom prawa do nagrywania policyjnych interwencji.

Po tym, jak w internecie pojawiło się nagranie z zatrzymania rowerzystki z Olsztyna, tamtejsza Komenda Miejska Policji wydała oświadczenie o przebiegu zdarzenia z następującym komentarzem: „publikowanie filmów z interwencji Policji może rodzić odpowiedzialność z tytułu naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych”. Nie można bowiem przetwarzać danych bez informowania zainteresowanych o celu przetwarzania – tego wymaga art. 13 RODO. Policja powołała się przy tym na stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 14 lutego 2019 r. w sprawie C-345/17, Sergejs Buivids: cytuje następujący jego fragment: „przetwarzaniem danych osobowych jest także nagrywanie policjantów podczas wykonywania przez nich czynności służbowych (przyjmowania zeznań) oraz późniejsze opublikowanie nagrania w internecie — bo zarejestrowany przez kamerę obraz i dźwięk pozwala ustalić tożsamość tych osób, przez co stanowi on dane osobowe”.

RPO w piśmie do komendanta miejskiego Policji w Olsztynie insp. Piotra Zabuskiego wyjaśnia, że zacytowany fragment nie wyraża w całości stanowiska Trybunału Sprawiedliwości UE. Trybunał wskazał bowiem w tym wyroku, że nagrywanie policjantów podczas interwencji i publikacja tych nagrań w sieci to w istocie objete RODO przetwarzanie danych osobowych. Ale jednocześnie na pytanie, czy publikacja takiego nagrania nie jest możliwa na zasadzie tzw. wyjątku dziennikarskiego, TSUE odpowiedział, że cel przepisów o ochronie danych osobowych należy w pewnym stopniu pogodzić z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi.

Oczywiście nie każde opublikowanie materiału wideo w internecie uznać można za „działalność dziennikarską”. Jeśli jednak upowszechnienie nagrania z interwencji miało na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na stanowiące zdaniem nagrywającego nadużycie działania funkcjonariuszy policji, choćby bez ich wiedzy i zgody, czynność taka może zostać uznana za działanie podjęte w ramach korzystania z wyjątku działalności dziennikarskiej. TSUE wskazał, że za każdym razem trzeba starannie wyważać pomiędzy prawem do poszanowania życia prywatnego i prawem do wolności wypowiedzi.

Rozważania te zostały jednak pominięte w treści oświadczenia opublikowanego na stronie Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, którego dotyczy niniejsze wystąpienie. RPO prosi więc inspektora Zabuskiego o uzupełnienie komunikatu, gdyż w obecnej wersji może wprowadzać obywateli w błąd co do przysługujących im praw i ograniczać faktyczne z nich korzystanie w ramach sprawowania społecznej kontroli działania funkcjonariuszy władzy publicznej poprzez opinię publiczną.

- Treść zamieszczonego na stronie internetowej Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie pierwszego oświadczenia zostanie uzupełniona o informację o tym, że nie odbieramy obywatelom prawa do nagrywania policyjnych interwencji oraz zgadzamy się z tym, że cel przepisów o ochronie danych osobowych należy w pewnym stopniu pogodzić z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi - brzmi odpowiedź KMP.

VII.501.89.2020

Atak na sędzię w programie "Kasta" TVPInfo. Rzecznik pyta o sprawę MS i KRRiT

Data: 2020-04-15
  • Sędzia Dorota Lenarczyk skarży się na nierzetelność programu TVP Info pt. „Kasta”
  • Zarzuty wobec niej oparto na twierdzeniach skazanego, który ją nęka  

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga Doroty Lenarczyk, sędzi Sądu Rejonowego w Żywcu, skierowana do Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego, a dotycząca programu TVP Info pt. „Kasta”.  

Pani sędzia wskazuje, że program z 1 lutego 2020 r. dotyczył sprawy sądowej przeciwko przedsiębiorcy, w której pełniła ona wówczas funkcję prokuratora. Dziennikarze zarzucili sędziemu oraz prokuratorom brak niezależności, brak podstaw prawnych do działania, wskazywali również, że według nich skazany niesłusznie odbył karę.

Jak podnosi pani sędzia, po emisji programu groźby ze strony skazanego przedsiębiorcy nasiliły się. Postępowania w sprawie zgłoszonych przez nią zawiadomień o popełnieniu gróźb karalnych i stalkingu zostały zaś umorzone.

Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego RPO poprosił o sprawdzenie, czy nadawca publiczny odpowiednio zrealizował ciążące na nim obowiązki.

Rzecznik zwrócił się ponadto do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o informacje w tej sprawie.

VII.564.41.2020

Koronawirus. MZ: zwolnienie położnej za krytykę warunków w szpitalu nie powinno mieć miejsca

Data: 2020-04-08
  • Dyscyplinarne zwolnienie położnej ze szpitala za krytykę warunków pracy nie powinno mieć miejsca - przyznaje Ministerstwo Zdrowia. Wyraża nadzieję, że takie sytuacje nie będą się powtarzać 
  • Dodaje, że walce z pandemią towarzyszy wiele emocji spowodowanych troską o zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów oraz całego społeczeństwa
  • Emocje te, jakkolwiek uzasadnione, mogą w pewnych sytuacjach prowadzić do pochopnych decyzji, które nie powinny mieć miejsca

Pod koniec marca RPO interweniował u Ministra Zdrowia  w sprawie dyscyplinarnie zwolnionej doświadczonej położnej, która krytykowała warunki pracy i przygotowanie placówki na epidemię koronawirusa.

Podkreślał, że jako osoba sygnalizująca możliwe nieprawidłowości, pani Renata zasługuje na szczególną ochronę. Natomiast ograniczanie wypowiedzi lekarzy oraz pracowników służby zdrowia poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień dyscyplinarnych lub wprowadzania bezpośrednich zakazów wypowiedzi może prowadzić do naruszenia obowiązujących standardów.

Ministerstwo Zdrowia przyjęło argumenty RPO. Przyznało, także że sytuacja, która spotkała położną nie powinna mieć miejsca i wyraziło nadzieję, że przypadki takie nie będą się powtarzać w przyszłości.

Z otrzymanej odpowiedzi MZ wynika, że sprawa została zgłoszona do powiatu, w którym znajduje się szpital, miejsce pracy położnej. Skarga zostanie rozpatrzona na najbliższej sesji Rady Powiatu.

VII.564.34.2020

Koronawirus. Dlaczego rząd pomija "Gazetę Wyborczą" w kampanii informacyjnej nt. epidemii?

Data: 2020-04-08
  • Rządowa kampania informacyjna o zasadach bezpieczeństwa w sytuacji epidemii koronawirusa pomija „Gazetę Wyborczą”
  • Może to wpływać negatywnie na realizację konstytucyjnego prawa obywateli do informacji

Rzecznik Praw Obywatelskich spytał Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o przyczyny pominięcia jednego z przewodnich dzienników opinii w prowadzonej kampanii informacyjnej.

W jej ramach w drukowanej prasie codziennej ukazały się płatne ogłoszenia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów informujące o kluczowych dla obywateli zasadach prewencji przed zakażeniem. Materiały opublikowano w: „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Rzeczpospolitej”, „Pulsie Biznesu”, „Fakcie”, „Super Expressie”, „Gazecie Polskiej Codziennie” i „Naszym Dzienniku”.

RPO ocenia te działania pozytywnie. Ale bardzo ważne jest, aby tego typu informacje docierały do jak najszerszej grupy odbiorców. A sprzedaż „Gazety Wyborczej” jest wyższa niż pozostałych tytułów prasowych - z wyjątkiem „Faktu” i „Super Expresu”. 

Jakkolwiek materiały te są powszechnie dostępne, to w sytuacji epidemii zadaniem władz publicznych jest dotarcie do jak największej części społeczeństwa. A media, choć odgrywają kluczową rolę w realizacji prawa obywateli do informacji, nie mają obowiązku kopiowania i rozpowszechniania wskazanych komunikatów.

Pomijanie czytelników jednego z ważnych dzienników opinii w kampanii informacyjnej może wpływać negatywnie na realizację konstytucyjnego prawa obywateli do pozyskiwania informacji (art. 54 Konstytucji). W stanie epidemii może to też mieć bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i ochronę zdrowia obywateli - podkreśla Adam Bodnar.

VII.564.43.2020

Przed zawiadomieniem o przestępstwie trzeba zbadać, czy w ogóle do niego doszło. RPO do burmistrza Jordanowa

Data: 2020-04-07
  • Nie można zgłaszać organom ścigania przestępstw bez analizy, czy rzeczywiście doszło do przestępstwa
  • Gdyby burmistrz Jordanowa to zrobił, zorientowałby się, że modyfikacja herbu miasta i towarzyszący temu komentarz nie mają cech przestępstwa – wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Automatyczne powiadomienie w takiej sprawie policji - nawet w przekonaniu o swym obowiązku prawnym - mogło ingerować w konstytucyjną wolność wypowiedzi

W lutym 2020 r. 16-latek z Jordanowa przerobił w sieci herb miasta, dodając do niego tęczowe tło. Dopisał też komentarz: „Jordanów proLGBT, precz z narodowcami”. Zabrał w ten sposób głos w debacie publicznej o sytuacji osób LGBT, w tym w związku z uchwałą anty-LGBT, którą wydała m.in. Rada Gminy Jordanów.

Burmistrz publicznie go skrytykował i powiadomił organy ścigania. Prokuratura odmówiła śledztwa w sprawie i przekazała ją sądowi dla nieletnich (RPO będzie monitorował to postępowanie).

Artystyczne przetworzenie herbu Jordanowa przez dodanie tęczowego tła nie było jego znieważeniem – wskazał RPO Adam Bodnar w wystąpieniu z 5 marca do burmistrza Jordanowa Andrzeja Malczewskiego. Jego działania uznał za  nieproporcjonalną i nieuzasadnioną ingerencję w wolność słowa i ekspresji artystycznej. Reakcja burmistrza potwierdza „efekt mrożący” uchwał anty-LGBT wobec obaw, że głoszenie określonych poglądów jest przez władze niepożądane

Pismo burmistrza do RPO

Burmistrz Andrzej Malczewski odpisał 18 marca, że „z ogromnym zdumieniem przyjął, iż RPO ocenił jego działania jako potencjalnie naruszające prawa i wolności obywatela”. A zawiadamiając o podejrzeniu przestępstwa w związku z przeróbką  herbu miasta i „hejterskim komentarzem”, spełnił tylko obowiązek z art. 304 § 2 Kodeksu postępowania karnego. Stanowi on, że instytucje państwowe i samorządowe, które dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego, z urzędu są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję.

Zdaniem burmistrza samo w sobie nie stanowi to zatem jakiejkolwiek ingerencji w prawa i wolności obywatelskie. To do organów postępowania i sądu należy bowiem ostateczna ocena czynu.

- Dokonując powyższego zgłoszenia, nie dysponowałem szczegółową wiedzą o autorze przedmiotowej publikacji, stąd też uznaję za całkowicie nieuprawione twierdzenia, abym w swych działaniach miał celowo nękać osobę niepełnoletnią – wskazał burmistrz.

Nie zgodził się też, że taka publikacja herbu, zwłaszcza w kontekście komentarza zawierającego nawoływanie do nienawiści wobec osób o innych poglądach, jest realizacją prawa do wolności wypowiedzi.

Burmistrz podkreślił, że RPO bardzo dużo uwagi poświęcił uchwale z 30 maja 2019 r. ws. sprzeciwu wobec wprowadzenia ideologii „LGBT" do wspólnot samorządowych. -Uchwała, o której Pan Rzecznik wspomina w swym piśmie, została podjęta przez Radę Gminy Jordanów, która jest organem uchwałodawczym Gminy Jordanów, odrębnej od Miasta Jordanów jednostki samorządu terytorialnego – napisał.

Zaznaczył, że w efekcie przekazywanych przez media niepełnego, zniekształconego obrazu całej sytuacji, do urzędu miasta niemal codziennie wpływa korespondencja zawierająca obelgi, wyzwiska i oszczerstwa (załączył jej przykład).

Odpowiedź RPO

Adam Bodnar zgadza się, że każdy burmistrz ma obowiązek zawiadomienia organów ścigania, jeśli w związku z prowadzoną działalnością dowie się o przestępstwie.

Zgodnie jednak z orzecznictwem, jest to uzależnione od „świadomości, że przestępstwo rzeczywiście zostało popełnione”. A to wymaga wcześniejszej analizy, czy są uzasadnione powody by sądzić, że doszło do przestępstwa. W jej toku uwzględnione powinny zostać wszelkie okoliczności sprawy, w tym wpływ podjęcia działań na prawa jednostki, której dotyczą.

W świetle tego RPO z zaskoczeniem przyjął stanowcze stanowisko burmistrza, że miał on obowiązek zawiadomienia o przestępstwie.

Tymczasem w ocenie Rzecznika przeróbkę herbu trudno uznać za  czyn karalny. Takie przestępstwo dotyczy bowiem wyłącznie znieważenia godła, flagi lub innych symboli państwowych.  

Przestępstwem nie jest też komentarz nastolatka, choć może być on odczytywany jako obraźliwy wobec osób o określonych poglądach politycznych. Ale wpis ten - jako odnoszący się do grupy wyróżnionej ze względu na jej poglądy polityczne - nie ma znamion czynu zabronionego. Według art. 257 K.k. publiczne znieważenie grupy osób lub osoby z motywów uprzedzeniowych jest karane tylko wtedy, jeśli jego powodem jest przynależność narodowa, etniczna, rasowa, wyznaniowa lub bezwyznaniowość.

Poinformowanie policji i wydanie oświadczenia o sprawie, nawet jeśli towarzyszyło temu przeświadczenie o obowiązku prawnym, mogło zatem stanowić ingerencję w wolność wypowiedzi jednostki.

Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreśla, że naruszenie tej wolności może polegać także na takiej działalności organów publicznych, która powstrzymuje obywatela od swobodnego głoszenia poglądów ze względu na uzasadnioną obawę, że są one przez władze niepożądane. Ten tzw. efekt mrożący został uznany za naruszenie art. 10 EKPCz. Na jej gruncie za naruszenie wolności słowa można zatem  uznać złożenie przez organ władzy zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez jednostkę za jej wypowiedź.

Zarazem Rzecznik przeprosił za wskazanie, by uchwała „anty LGBT” została podjęta przez Radę Miasta Jordanów.  

Adam Bodnar z przykrością przyjął informację o obraźliwych słowach pod jego adresem, które budzą głęboki sprzeciw. Ale poza kompetencjami Rzecznika jest reagowanie na działania osób prywatnych.

XI.519.1.2020

Sąd: publiczne wyświetlenie filmu braci Sekielskich nie było wykroczeniem

Data: 2020-04-07
  • Wyświetlenie na elewacji domu przyległego do Katedry Polowej Wojska Polskiego głośnego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” nie było wykroczeniem
  • Tak prawomocnie orzekł sąd, który umorzył postępowanie w sprawie i zwrócił właścicielowi projektor zarekwirowany przez policję
  • Sprawę monitorował Rzecznik Praw Obywatelskich. W jego ocenie nie doszło do naruszenia porządku publicznego, a wyświetlenie filmu wiązało się z debatą publiczną nt. skutecznej ochrony praw dziecka

W maju 2019 r., w związku z debatą wokół filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, grupa obywateli podczas legalnego zgromadzenia zorganizowała projekcję filmu na elewacji budynku przyległego do Katedry Polowej Wojska Polskiego.

Projekcja została przerwana, a policjanci zarekwirowali projektor. Jako podstawę prawną wskazali art. 63a Kodeksu wykroczeń (Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny). W takiej sytuacji można orzec przepadek przedmiotów służących lub przeznaczonych do wykroczenia.

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął  tę sprawę z urzędu z uwagi na jej bezpośredni związek z wolnością zgromadzeń i wolnością słowa. Monitorował prowadzone postępowanie. W piśmie do Komendanta Stołecznej Policji podkreślono, że przepadek rzeczy - w tym przypadku projektora – może zostać orzeczony jedynie przez sąd. 

Zwrócono również uwagę, że według art. 54 ust. 1 Konstytucji (wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji) oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Ochronie podlegają również niestandardowe formy wyrażania poglądów. Z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienie w tej sprawie.

Podkreślono również brak społecznej szkodliwości zachowania uczestników zdarzenia. W ocenie RPO powinno to wykluczać odpowiedzialność za wykroczenie.

W grudniu 2019 r. Komendant Stołeczny Policji poinformował Rzecznika, że po czynnościach wyjaśniających skierowano wniosek o ukaranie do sądu.

24 stycznia 2020 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia umorzył postępowanie i nakazał zwrot zarekwirowanego projektora.

W uzasadnieniu postanowienia (które uprawomocniło się 7 lutego) sąd wskazał, że zachowanie obwinionych nie było społecznie szkodliwe. Wyświetlenie obrazu na elewacji budynku bez zgody zarządcy trwało bardzo krótko, a miejsce, które wybrano do wyświetlenia, symboliką nawiązywało do tematu filmu, szeroko komentowanego w przestrzeni publicznej.

Samo zgromadzenie zaś, podczas którego zamierzano wyświetlić ten głośny film, było legalne. Przesłuchany zarządca Katedry Polowej WP wyraził wolę niekarania sprawcy wykroczenia.

W ocenie Rzecznika postanowienie sądu będzie miało istotne znaczenie w debacie o granicach wolności słowa.

VII.564.37.2019

Koronawirus. Ratowniczka pogotowia straciła pracę za opisanie warunków izolacji kolegów

Data: 2020-04-02
  • Pogotowie Ratunkowe w Warszawie rozwiązało kontrakt z ratowniczką medyczną
  • Opisała ona na profilu społecznościowym warunki izolacji trzech ratowników po kontakcie z pacjentem podejrzewanym o zakażenie koronawirusem
  • RPO przypomina dyrektorowi pogotowia standardy wolności słowa i pyta o powody jego decyzji

Jak wynika z doniesień mediów, Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” rozwiązał - bez podania uzasadnienia - kontrakt z ratowniczką medyczną panią Martą. Nastąpiło to dwa tygodnie po umieszczeniu przez nią na profilu społecznościowym wpisu o warunkach izolacji trzech ratowników po kontakcie z pacjentem podejrzewanym o zakażenie koronawirusem.

Wpis ten dotyczył zatem warunków pracy personelu medycznego i stanu przygotowania szpitala w warunkach obowiązywania stanu epidemii.

Pani Marta korzystała z zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 Konstytucji). Ewentualne ograniczenia tej wolności muszą wypełniać warunki art. 31 ust. 3 Konstytucji - każdorazowo być proporcjonalne, określone ustawą, niezbędne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Wydaje się, że sankcja w postaci rozwiązania kontraktu za wypowiedź będącą w interesie publicznym nie wypełnia tego testu proporcjonalności. Tym samym prowadzić może do naruszenia wolności wypowiedzi pani Marty.

Wobec oczywistego interesu społecznego do uzyskania informacji, perspektywa sankcji w postaci rozwiązania kontraktu, w powszechnym odczuciu jest odczytywana jako nieproporcjonalna. Może też wywołać wśród pozostałych pracowników stacji tzw. „efekt mrożący”.

Ponadto pani Marta działała jako tzw. sygnalistka czyli osoba sygnalizująca nieprawidłowości w interesie publicznym. Dlatgo jej wypowiedź powinna zostać objęta szerszą ochroną.

RPO poprosił dyrektora stacji o podanie przyczyn rozwiązania kontraktu z panią Martą.

VII.564.40.2020

Koronawirus. Wprowadzone procedury w parlamencie uniemożliwiają pracę sprawozdawcom - interwencja RPO

Data: 2020-03-31
  • Dziennikarze w Sejmie i Senacie mają trudności z pozyskaniem informacji wobec procedur bezpieczeństwa 
  • Tymczasem zapewnienie rzetelnej informacji, konstytucyjne prawo jej pozyskania i rozpowszechniania, jest szczególnie istotne podczas stanu epidemii
  • RPO prosi o wyjaśnienia szefową Kancelarii Sejmu RP

Jak wynika z informacji portalu Press.pl, wprowadzone w parlamencie ograniczenia uniemożliwiają pracę dziennikarzy-sprawozdawców. Głównym problemem wskazywanym przez reporterów jest wprowadzony całkowity zakaz poruszania się po korytarzach, co uniemożliwia im zadawanie pytań oraz rozmowy z parlamentarzystami.

Rzecznik w piśmie do szefowej Kancelarii Sejmu RP podkreśla, że o ile wprowadzenie pewnych ograniczeń i zabezpieczeń, mających na celu zagwarantowanie bezpieczeństwa osób przebywających w budynkach, jest w sytuacji epidemii niezbędne, o tyle nie może to prowadzić do całkowitego uniemożliwienia pracy dziennikarzy.

Wprowadzone regulacje mogą prowadzić do ograniczenia konstytucyjnego prawa do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji).

W obecnej sytuacji udostępnianie społeczeństwu rzetelnych informacji na temat działań podejmowanych przez organy władzy ma szczególne znaczenie.

RPO poprosił Kancelarię o informację, czy wprowadzone ograniczenia były konsultowane z Głównym Inspektorem Sanitarnym.

VII.716.1.2020

Zakaz wydawania opinii dotyczących koronawirusa przez konsultantów wojewódzkich budzi zaniepokojenie RPO

Data: 2020-03-30
  • Adam Bodnar napisał o tym do Ministra Zdrowia
  • W stanie epidemii kluczowe jest, by rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali, zagrożeniu i sposobach zabezpieczenia osobistego przed zakażeniem były udostępnianie społeczeństwu oraz odpowiednim organom państwa

Konstytucja (art. 54 ust. 1) zapewnia każdemu  wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Każdy ma też prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji).

Dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii prof. Jana Walewskiego RPO spytał zaś o powody jego decyzji o zakazie wypowiedzi wszystkich pracowników w mediach o funkcjonowaniu szpitala. Wszystkie rozmowy z dziennikarzami oraz informacje publikowane w mediach społecznościowych muszą być poprzedzone zgodą dyrektorów lub rzecznika prasowego.

Zakaz ten budzi zaniepokojenie Rzecznika w związku z potencjalnym naruszeniem konstytucyjnych praw pracowników Instytutu, w tym wolności wypowiedzi, a także prawa obywateli do informacji.

VII.564.38.2020, V.7018.191.2020

Koronawirus. NRL do RPO: lekarz ma prawo wyrażać opinię o warunkach pracy

Data: 2020-03-26
  • Nasz kraj nie jest dostatecznie dobrze przygotowany do walki z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa – napisał RPO prof. Andrzeja Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej
  • A lekarz ma prawo - jak każdy - korzystać z wolności słowa i wyrażać opinię o warunkach pracy, zwłaszcza gdy nie zapewniają mu bezpieczeństwa 
  • Nie mogą mu grozić żadne szykany w sytuacji, gdy naraża swe życie i zdrowie 
  • Samorząd lekarski deklaruje pomoc lekarzom, których spotkały nieuzasadnione sankcje ze strony pracodawców

Tak prezes NRL odpisał Rzecznikowi Praw Obywatelskich w sprawie wolności wyrażania przez pracowników medycznych poglądów na temat przygotowania pracodawców do działania w warunkach zagrożenia epidemii wirusa SARS-CoV-2.

Media donoszą o zakazach  wypowiadania się lekarzy w mediach. Doświadczona położna została dyscyplinarnie zwolniona ze szpitala za krytykę warunków pracy i przygotowania placówki na epidemię koronawirusa.

W reakcji RPO Adam Bodnar przypomniał  ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu standardy wolności słowa. Za kluczowe uznał, by rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu oraz władzom. Ograniczanie wypowiedzi lekarzy oraz pracownikom służby zdrowia poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień dyscyplinarnych lub wprowadzania bezpośrednich zakazów wypowiedzi może prowadzić do naruszenia obowiązujących standardów – wskazał Rzecznik. Prezesa NRL poprosił o stanowisko w sprawie.

W odpowiedzi prezes NRL podkreślił, że w środowisku lekarzy i lekarzy dentystów powszechnie wiadomo, że nasz kraj nie jest dostatecznie dobrze przygotowany do walki z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa. O wszelkich brakach przygotowania sprzętowego, organizacyjnego i niedostatku regulacji prawnych Rada na bieżąco informuje władze.

Prezydium NRL podjęło w ostatnich dniach wiele apeli, domagając się działań, które zwiększyłyby szanse na skuteczną walkę z zagrożeniem. To m.in.

  • apel do Ministra Zdrowia o radykalne zwiększenie dostępu do badań na wykrycie obecności koronawirusa dla osób, które mają objawy wskazane w zaleceniach epidemiologicznych;
  • apel do Ministra Zdrowia o zapewnienie lekarzom i lekarzom dentystom dostępu do odpowiednich środków ochrony osobistej w związku z wystąpieniem zakażeń koronawirusem;
  • wystąpienie do Prezesa Rady Ministrów o włączenie przedstawiciela NRL do prac rządowego zespołu zarządzania kryzysowego oraz włączenia Okręgowych Izb Lekarskich do prac w zespołach wojewódzkich (chodziło o chęć poprawy komunikacji między władzami publicznymi a lekarzami odpowiadającymi bezpośrednio za opiekę nad pacjentami);
  • wystąpienie do władz o stomatologiczną pomoc doraźną dla zarażonych wirusem SARS-CoV-2 i poddanych nadzorowi epidemiologicznemu (wobec niezapewnienia warunków do funkcjonowania gabinetów stomatologicznych przy epidemii);
  • apel do Prezesa Rady Ministrów o wydanie standardów organizacyjnych dla różnych sektorów opieki zdrowotnej oraz dla różnych faz epidemii. W braku wystarczającego zaopatrzenia w środki ochrony, w warunkach rosnącej lawinowo liczby zarażonych i poddanych nadzorowi epidemiologicznemu, istnieje obawa, że obecne schematy pracy lecznictwa otwartego mogą w niektórych przypadkach stanowić wręcz zagrożenie dla personelu medycznego i pacjentów;
  • wystąpienie do Głównego Inspektora Sanitarnego z żądaniem natychmiastowych zmian w zakresie przeprowadzania diagnostyki w kierunku SARS-CoV-2, by chronić Polaków przez szerzeniem się epidemii.

Nie jest zatem dla nas zaskoczeniem, że lekarze i lekarze dentyści - korzystając z wolności wypowiedzi -  formułują na forum publicznym takie same uwagi, jakie zgłasza ich samorząd lekarski w oficjalnych pismach do premiera, Ministra Zdrowia czy innych organów.

- Nie rozumiem zatem dlaczego lekarze i lekarze dentyści mieliby być w dobie stanu epidemii pozbawieni możliwości przekazywania informacji o powszechnie znanych w środowisku faktach dotyczących organizacji opieki zdrowotnej – pisze prezes NRL.

Rada jest zdania, że lekarz pozostający w zatrudnieniu ma prawo - tak jak każdy człowiek - korzystać z wolności słowa i wyrażać swoją opinię o organizacji pracy. Prawo takie powinno być respektowane szczególnie jeśli - tak jak obecnie - warunki pracy lekarza nie zapewniają mu bezpieczeństwa wykonywania czynności zawodowych, narażając na ryzyko zakażenia.

A głosy dobiegające ze środowiska lekarskiego do mediów są obecnie wyrazem troski o bezpieczeństwo pacjentów, o bezpieczeństwo swoich rodzin, które ponoszą wraz z lekarzem zwiększone ryzyko zakażenia, oraz troski o bezpieczeństwo swoje własne.

Biorąc pod uwagę, że ewentualna krytyczna opinia o pracodawcy powinna odnosić się do ważnego interesu publicznego, samorząd lekarski stwierdza, że poglądy wyrażane przez lekarzy na temat problemów organizacyjnych ochrony zdrowia, czy braków sprzętowych placówki medycznej w dobie epidemii są działaniami podejmowanymi z jednej strony ewidentnie w interesie publicznym, z drugiej strony są wypowiedziami osób, które, przychodząc do pracy, narażają swoje własne życie i zdrowie.W takiej sytuacji nie mogą grozić lekarzom żadne szykany.

Konstytucja w art. 54 zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Lekarze stojąc na pierwszej linii walki z epidemią mają prawo wypowiadać się o stanie zabezpieczenia swoich pacjentów oraz o ryzyku, jakie wiąże się z niedostatecznym przygotowaniem placówek medycznych.

Podzielamy pogląd Rzecznika Praw Obywatelskich, że kluczowym jest by rzetelne informacje o stanie przygotowania placówek medycznych w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu oraz odpowiednim organom państwa. Daje to szansę na poprawę sytuacji, tak wyczekiwaną przez wszystkich mieszkańców kraju. Wprowadzanie zakazów wypowiedzi lekarzy oraz stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień z pracy narusza konstytucyjne prawa lekarzy jako obywateli.

Samorząd lekarski deklaruje jednocześnie udzielenie pomocy lekarzom, których spotkały nieuzasadnione sankcje ze strony pracodawców.

Ponadto prezes NRL uważa, że w dobie szczególnego zagrożenia epidemicznego, wysoce szkodliwa jest działalność osób posługujących się niesprawdzonymi metodami „leczenia” koronawirusa. Osoby te propagują - najczęściej poprzez media społecznościowe - metody pozbawione jakiegokolwiek podparcia naukowego. Samorząd lekarski występuje o zablokowanie takich kanałów. Zwracam się do Pana Rzecznika z uprzejmą  prośba, aby także włączył się do walki z tym zjawiskiem.

VII.564.34.2020

Koronawirus. Położna zwolniona za krytykę warunków w szpitalu. Interwencja RPO  

Data: 2020-03-25
  • Doświadczona położna została dyscyplinarnie zwolniona ze szpitala za krytykę warunków pracy i przygotowania placówki na epidemię koronawirusa
  • Jako osoba sygnalizująca możliwe nieprawidłowości, pani Renata zasługuje na szczególną ochronę
  • RPO pyta o to dyrekcję szpitala. Inspekcję Pracy prosi zaś o kontrolę w szpitalu w związku z tym zwolnieniem
  • Wobec informacji o zakazie wypowiadania się w mediach lekarzy, RPO przypomina Ministrowi Zdrowia standardy wolności słowa

- Obecnie kluczowym jest, by rzetelne informacje o stanie przygotowania szpitali w sytuacji epidemii były udostępnianie społeczeństwu oraz odpowiednim organom państwa. Ograniczanie wypowiedzi lekarzy oraz pracownikom służby zdrowia poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnień dyscyplinarnych lub wprowadzania bezpośrednich zakazów wypowiedzi może prowadzić do naruszenia obowiązujących standardów - napisał Adam Bodnar do ministra Łukasza Szumowskiego.

Media podały że z jednego ze szpitali w Małopolsce zwolniono położną z wieloletnim doświadczeniem, specjalistkę ds. neonatologii na oddziale noworodków i wcześniaków. Powodem był wpis na prywatnym profilu na portalu społecznościowym, dotyczący warunków pracy personelu medycznego i stanu przygotowania szpitala w warunkach epidemii wirusa SARS-CoV-2.

Pani Renata korzystała z zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa (art. 54 Konstytucji). Ewentualne ograniczenia tej wolności muszą spełniać warunki określone w art. 31 ust. 3 Konstytucji – muszą być proporcjonalne, określone ustawą, niezbędne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

W ocenie RPO zwolnienie dyscyplinarne za wypowiedź w interesie publicznym nie wypełnia tego konstytucyjnego testu proporcjonalności. Może zatem prowadzić do naruszenia wolności wypowiedzi pani Renaty.

Może to też wywołać wśród pozostałych pracowników szpitala tzw. „efekt mrożący”, który spowoduje, że z obawy o sankcje dyscyplinarne nie będą oni korzystać z przysługującego im prawa do wolności wypowiedzi.

Tymczasem pani Renata działała jako tzw. sygnalistka, czyli osoba sygnalizująca nieprawidłowości w interesie publicznym. Dlatego jej wypowiedź powinna zostać objęta szerszą ochroną.

Zalecenia Komitetu Ministrów Rady Europy z 30 kwietnia 2014 r. w sprawie ochrony sygnalistów podkreślają, że działalność sygnalistów może stanowić tzw. „wczesne ostrzeżenie” i pomóc w ujawnianiu nieprawidłowości, które w przeciwnym razie mogłyby pozostać ukryte oraz w identyfikacji osób odpowiedzialnych za naruszenia. Ma to szczególne znaczenie w przypadku medycznych służb państwowych, albowiem naruszenia prawa i potencjalne sytuacje niebezpieczne w instytucji publicznej mogą rzutować na wizerunek całej służby zdrowia.

Ograniczanie wypowiedzi pracownikom-sygnalistom poprzez stosowanie wobec nich sankcji w postaci zwolnienia dyscyplinarnego może naruszać standardy. Zagwarantowanie realizacji wolności wypowiedzi pani Renaty jest istotne z uwagi na ważny interes publiczny i konstytucyjne prawa obywateli. Chodzi m.in.  o zasadę jawności działania organów państwowych wynikającą z zasady demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji), wolność słowa oraz prawao do pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji) oraz prawo obywateli do informacji (art. 61 Konstytucji). 

Rzecznik zwrócił się do dyrektora szpitala o stanowisko w sprawie i poinformowanie o przyczynach zwolnienia dyscyplinarnego pani Renaty. Wystąpił też do Okręgowej Inspekcji Pracy w Krakowie o przeprowadzenie kontroli w szpitalu w związku ze zwolnieniem pielęgniarki z pracy bez wypowiedzenia.

Ponadto w mediach pojawiły się informacje od kolejnych lekarzy o otrzymaniu zakazu wypowiadania się w mediach.

W związku z tym RPO wskazał Ministrowi Zdrowia na znaczenie zagwarantowania konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jest to istotne z uwagi na ważny interes publiczny i konstytucyjne prawa. 

VII.564.33.2020, III.7043.39.2020

TVP otwarta na program Andrzeja Seweryna z udziałem Aleksandra Smolara

Data: 2020-03-24
  • Telewizja Polska jest otwarta na program w TVP Kultura „Niedziela z ... Andrzejem Sewerynem” z udziałem prof. Aleksandra Smolara - zapowiada nowy prezes TVP
  • W 2019 r. pojawiła się informacja, że odmówiono zaproszenia prof. Aleksandra Smolara do tego programu 

- Na etapie zapraszania gości do programu doszło do nieporozumienia, za które odpowiedzialny był redaktor prowadzący ten program. Zostały wobec niego wyciągnięte konsekwencje służbowe - napisał prezes TVP Maciej Łopiński w liście do RPO.

Dodał, że "Andrzej Seweryn jest jedną z największych żyjących postaci polskiego teatru". Premiera monodramu "Szekspir forever" w cyklu Scena Monodramu otwierała jesienną ramówkę TVP Kultura. To tylko jeden z dowodów naszego uznania i szacunku dla Andrzeja Seweryna. To tylko jeden z powodów, dla którego chcieliśmy i nadal chcemy  zorganizować "Niedzielę z ...Andrzejem Sewerynem".

TVP Kultura, podobnie jak pozostałe anteny Telewizji Polskiej S.A., jest anteną otwartą dla ludzi kultury i sztuki i nie prowadzi rejestru personae non gratae, czy jak  podawały media - "czarnej listy".

Programy z cyklu "Niedziela z ...” nie są programami benefisowymi organizowanymi przez artystów, lecz są audycjami, za którą pełną odpowiedzialność antenową ponosi nadawca.

Zaproszenie do programu zostało ponowione, a zaś rozmowy prowadzone zarówno z Andrzejem Sewerynem, jak i prof. Aleksandrem Smolarem pozwalają wierzyć, że program zostanie wyemitowany - podkreślił prezes TVP.

VII.716.3.2018

RPO pyta o działania władz toruńskiego sądu wobec sędzi Aleksandry Marek-Ossowskiej

Data: 2020-03-23
  • Wiceprezes sądu w Toruniu próbował czterokrotnie przenieść sędzię Aleksandrę Marek-Ossowską z wydziału karnego do gospodarczego
  • Objął też nadzorem administracyjnym wszystkie jej postępowania oraz doprowadził do pogorszenia jej warunków pracy
  • Zdaniem RPO może to negatywnie wpływać na gwarancje niezależności i niezawisłości sędziów oraz wywoływać u sędziów tzw. "efekt mrożący"

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z własnej inicjatywy sprawę działań podejmowanych wobec sędzi Aleksandry Marek-Ossowskiej przez władze Sądu Rejonowego w Toruniu. Oparł się na informacjach prasowych oraz raporcie Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia „Wymiar sprawiedliwości pod presją. Lata 2015-2019”.

Wynika z nich, że wiceprezes Sądu Rejonowego w Toruniu Krzysztof Dąbkiewicz próbował czterokrotnie przenieść sędzię Aleksandrę Marek-Ossowską z wydziału karnego do gospodarczego, objął nadzorem administracyjnym wszystkie jej postępowania (jest ich 140) oraz doprowadził do pogorszenia jej warunków pracy.

Działania te miały zostać podjęte w związku z przynależnością sędzi do zarządu oddziału Stowarzyszenia Iustitia. Zdaniem mediów mogą one mieć także związek z działalnością orzeczniczą sędzi. W przeszłości ukarała m.in. posłankę Annę Sobecką za bezprawne zapłacenie grzywny za o. Tadeusza Rydzyka.

W ocenie RPO działania te można postrzegać jako wpływające negatywnie na konstytucyjne i europejskie gwarancje niezależności i niezawisłości sędziów. Posłużenie się nimi w charakterze środka dyscyplinującego, wywołującego dolegliwość dla sędziego, w konsekwencji decyzji orzeczniczych, nie powinno mieć miejsca.

Mogą one prowadzić do wywołania wśród sędziów tzw. „efektu mrożącego” polegającego na obawie rozstrzygania spraw oraz zabierania głosu w sprawach kluczowych dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości - wobec konsekwencji, jakie mogą ich spotkać ze strony przełożonych.

Art. 178 ust. 1 Konstytucji stanowi, iż sędziowie są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Zasada niezawisłości wiążę się z konstytucyjną rolą sędziów - zgodnie z art. 45 Konstytucji -  „zapewnienia sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Istotą niezawisłości sędziowskiej jest samodzielność sędziego w interpretacji prawa oraz swoboda decyzji w toku postępowania i przy wyrokowaniu.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do prezesa sądu Ryszarda Reifa o wyjaśnienia, w tym o podanie merytorycznych przesłanek  opisanych czynności wobec sędzi Aleksandry Marek-Ossowskiej.

VII.510.47.2020

 

Koronawirus. RPO apeluje do TVP i Polskiego Radia o przeciwdziałanie dezinformacji

Data: 2020-03-19
  • Nie jest to kwestia dobrej woli – media publiczne mają taki obowiązek, wynikający z polskiego prawa i z międzynarodowych standardów. To, co robią, można do tych standardów porównywać.
  • Dezinformacja jest nie tylko zagrożeniem dla debaty publicznej, ale także dla demokratycznego państwa prawa, a w obecnej sytuacji - także dla bezpieczeństwa publicznego.
  • Dla jednostki dezinformacja może mieć tak samo negatywne skutki jak cenzura.

Epidemia sprawia, że o ile media publiczne aktywnie nie zajmą się przeciwdziałaniu dezinformacji, zagrożone może być  bezpieczeństwo publiczne i prawo obywateli do rzetelnej informacji - pisze Adam Bodnar do prezesów TVP Macieja Łopińskiego i  i PR Agnieszki Kamińskiej.

Z analiz Komisji Europejskiej wynika, iż rosyjskie media przeprowadziły znaczącą kampanię dezinformacyjną przeciwko krajom UE, aby wywołać panikę i nieufność. Nie dzieje się to pierwszy raz (np. kampania informacyjna dotycząca Brexitu, techniki podejmowane przez służby specjalne Rosji w trakcie kampanii wyborczych w USA i krajach europejskich). Ponad połowa polskich internautów przyznaje, że w ostatnich miesiącach zetknęła się z manipulacją lub dezinformacją, a 35 procent Polaków - ze sfałszowanymi informacjami w sieci spotyka się raz w tygodniu lub częściej. Przy czym aż 19 proc. wprost twierdzi, że nie sprawdza wiarygodności internetowych informacji, ani ich źródeł (dane te podaje NASK w raporcie  „Bezpieczne wybory Badanie opinii o (dez)informacji w sieci”).

Dezinformacja jest nie tylko zagrożeniem dla debaty publicznej, a zatem dla konstytucyjnie chronionej wolności słowa w tym prawa do otrzymywania informacji, ale także dla demokratycznego państwa praw, a w obecnej sytuacji także dla bezpieczeństwa publicznego. Dla jednostki dezinformacja może mieć tak samo negatywne skutki jak cenzura, a zatem brak realnej możliwości uzyskania prawdziwej informacji. Biorąc pod uwagę wymiar transgraniczny, negatywne skutki dezinformacji wymagają skoordynowanego i długoterminowego podejścia, aby sprostać wyzwaniu zarówno na szczeblu UE, jak i krajowym.

Dlatego tak ważne jest, by nadawca publiczny oferował całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Media publiczne muszą być w tym zakresie gwarantem profesjonalizmu i rzetelności przekazu.

RPO w wystąpieniu do prezesów TVP i PR wskazuje, że nie jest to kwestia dobrej woli – media publiczne mają taki obowiązek, wynikający z polskiego prawa i z międzynarodowych standardów. To, co robią, można do tych standardów porównywać.

  • Artykuł 54 Konstytucji gwarantuje obywatelom prawo do pozyskiwania informacji. Dzięki temu mogą oni korzystać w pełni ze swoich praw konstytucyjnych.
  • Punktem wyjścia do dyskusji o metodach i kompleksowym podejściu do przeciwdziałania dezinformacji powinna być „Wspólna Deklaracja o wolności słowa i fake news, dezinformacji i propagandzie” opracowana i sygnowana w 2017 roku przez Specjalnego Sprawozdawcę ONZ ds. wolności słowa, Przedstawiciela Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie do spraw wolności mediów, Specjalnego Sprawozdawcę Organizacji Państwa Amerykańskich ds. wolności słowa oraz Specjalnego Sprawozdawcę Afrykańskiej Komisji Praw Człowieka i Ludów ds. wolności słowa i dostępu do informacji. Jak wskazano w dokumencie, „[p]odmioty państwowe powinny, zgodnie ze swoimi krajowymi i międzynarodowymi zobowiązaniami prawnymi oraz obowiązkami publicznymi, zadbać o to, aby rozpowszechniały wiarygodne i godne zaufania informacje, w tym dotyczące kwestii interesu publicznego, takich jak gospodarka, zdrowie publiczne, bezpieczeństwo i środowisko”.
  • Do zagrożeń związanych z dezinformacją i fake newsami wielokrotnie odnosiły się także organy Unii Europejskiej oraz Rady Europy. Komisja Europejska przedstawiła unijne podejście do walki z dezinformacją w komunikacie z kwietnia 2018 r.  Szczegółowo systemowe działania Unii w tym zakresie zostały opisane w planie działania oraz w dokumencie "Joint communication to the European Parliament, the European Council, the Council, the European Economic and Social Committee and the Committee of the Regions. Report on the implementation of the Action Plan Against Disinformation". Problem dostrzegły zarówno same platformy społecznościowe, które regularnie podejmują działania by wyeliminować fałszywe konta z ich portali. Tworzenie fałszywych kont i rozprzestrzenianie fałszywych informacji jest obecnie jedynym z największych wyzwań w zakresie wolności słowa w debacie internetowej.

VII.564.30.2020

KRRiT nie zajmie się więcej materiałami TVP nt. prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz  

Data: 2020-03-19
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie podejmowała „dodatkowych działań” w sprawie materiałów TVP nt. prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz
  • To odpowiedź na prośbę RPO do Przewodniczącego KRRiT o ponowne zbadanie sprawy
  • Rada poprzestała bowiem jedynie na zwróceniu się o wyjaśnienia do TVP, które przyjęła, po czym zakończyła postępowanie 
  • TVP uznała zaś, że nie można twierdzić, by jej materiały mogły doprowadzić do natężenia obelg i gróźb wobec Aleksandry Dulkiewicz

Rzecznika Praw Obywatelskich zaniepokoiły informacje, że Aleksandra Dulkiewicz - następczyni zamordowanego w styczniu 2019 r. prezydenta Pawła Adamowicza - dostaje coraz więcej nienawistnych listów, gróźb i obelg. W części tych listów znajdują się wprost odniesienia do treści publikowanych m.in. w „Wiadomościach TVP”.

W części materiałów TVP podnoszono zarzut, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje tragedię II wojny światowej i prowadzi do zatarcia granic pomiędzy sprawcami i ofiarami. Sformułowano nawet pogląd, że "władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska”.

W sierpniu 2019 r. Adam Bodnar napisał do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prośbą o sprawdzenie tych działań publicznego nadawcy.

Jak sprawę widzi TVP, a za nią – KRRiT

3 stycznia 2020 r. RPO dostał odpowiedź, z której wynika, że w reakcji na pytanie RPO KRRiT przesłała pytanie do TVP, ta zaś zapytała o zdanie dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosława Olechowskiego. Jego odpowiedź z 6 września 2019 r. władze TVP przekazały KRRiT, a ta odesłała ją Rzecznikowi 31 grudnia 2019 r. Towarzyszyła temu informacja przewodniczącego Rady Witolda Kołodziejskiego, że "przeprowadzona analiza pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionego przez nadawcę stanowiska”.

W stanowisku tym Jarosław Olechowski wykazywał m.in., że:

  • materiały dotyczące polityki władz Gdańska wpisują się w realizację misji publicznej Telewizji Polskiej, która oferuje, na zasadach określonych w ustawie, o radiofonii i telewizji całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu;
  • telewizja publiczna nie może ignorować sygnałów opinii społecznej, która jest niezadowolona z proniemieckiej polityki, jaką realizują obecne władze Gdańska;
  • dziennikarze Telewizji Polskiej dochowują należytej staranności w tworzeniu materiałów telewizyjnych, w tym przestrzegają wszystkich obowiązujących ich norm etycznych i prawnych, a emitowane w TVP materiały telewizyjne również tworzone są zgodnie z przepisami i literą prawa;
  • do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z groźbami czy też obelgami kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska. Informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce;
  • nie sposób zgodzić się z tezą, iż materiały emitowane w TVP dotyczące polityki prowadzonej przez władze Gdańska przyczyniły się do grożenia i obrażania władz Miasta Gdańska lub miały jakikolwiek związek z tymi groźbami. Tego typu oceny dokonywane przez Rzecznika Praw Obywatelskich uznać należy za zbyt daleko idące.

RPO wnosi o ponowne zbadanie sprawy 

- Ponownie zwracam się do Pana Przewodniczącego z uprzejmą prośbą o zbadanie treści emitowanych przez nadawcę publicznego – napisał Rzecznik 4 lutego do przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego.

Wskazał, że badając sprawę, Rada poprzestała na zwróceniu się z prośbą o wyjaśnienia do TVP.  Zdaniem Rzecznika działania te są niewystarczające, by rzetelnie i obiektywnie zbadać treść materiałów prasowych.

- Ocena materiału przez Telewizyjną Agencję Informacyjną, a zatem podmiot bezpośrednio zależny od Telewizji Polskiej, może być kwestionowana pod kątem jej potencjalnej subiektywności – podkreślił Adam Bodnar.

Dlatego też zasadne jest by w toku prowadzenia postępowania wyjaśniającego zwrócić się również o ekspertyzę do profesjonalnych podmiotów niezależnych od nadawcy.

Odpowiedź Przewodniczącego KRRiT z 12 marca 2020 r. 

- Procedura rozpatrywania skarg w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji opiera się na wszechstronnej analizie dokumentacji zebranej w danej sprawie. KRRiT każdorazowo rozważa argumentację nadawcy odnoszącą się do zarzutów wskazanych w skardze, zapoznaje się z treścią audycji będącej przedmiotem skargi i dopiero po tak przeprowadzonym postępowaniu podejmuje ostateczną decyzję o jego wyniku.

Pragnę podkreślić, że wyżej wskazana procedura zastosowana została również w związku ze skargą Pana Rzecznika z 6 sierpnia 2019 roku. Stanowisko nadawcy, przekazane Panu Rzecznikowi w załączeniu do pisma z 31 grudnia 2019 roku (DPzWSW.051.851.4.2019), było tylko jednym z elementów prowadzonego postępowania.

Po przeprowadzonej wówczas całościowej analizie zebranej dokumentacji, dokonanej w kontekście przepisów ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji (Dz.U. z 2019 r. poz. 361, z późn. zm.), KRRiT postanowiła argumentację nadawcy przyjąć. Jednocześnie informuję, że KRRiT na tym etapie postępowania sprawę wskazaną przez Pana Rzecznika w wystąpieniu z 4 lutego 2020 roku uznaje za zakończoną i nie będzie w związku z nią podejmowała dodatkowych działań.

VII.564.61.2019

Rzecznik: KRRiT powinna sama zbadać, czy TVP uczestniczyła w nagonce na sędziów

Data: 2020-03-17
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna samodzielne zbadać, czy TVP uczestniczyła w akcji zniesławiania sędziów przez pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości
  • Rzecznik zwrócił się o to do Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego Rady, która wstrzymuje się z zajęciem stanowiska 
  • Tymczasem ma ona obowiązek kontroli programów, audycji i innych przekazów pod kątem ich zgodności z ustawą o rtv
  • Wymogu tego nie spełnia zaś poprzestanie na zapoznaniu się Rady z wyjaśnieniami nadawcy, bez samodzielnej analizy sprawy – wskazuje RPO

19 sierpnia 2019 r. portal onet.pl opublikował artykuł, z którego wynikało, że urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości na czele z byłym już wiceministrem Łukaszem Piebiakiem prowadzili działania dyskredytujące sędziów, którzy publicznie wypowiadali się przeciwko działaniom resortu. Elementem tych działań miał być m.in. atak w TVP na sędziego Piotra Gąciarka ze stowarzyszenia Iustitia. Reportaż, w którym przedstawiano bez weryfikacji informacje z osobistego życia sędziego, pokazano 25 maja 2018 r. w programie "Alarm!" w TVP.

Magazyn „Press” opisał jeszcze inne działania, w jakie mieli być zaangażowani dziennikarze TVP SA, w tym m.in. Michał Rachoń prowadzący "Minęła dwudziesta" w TVP Info, Jacek Łęski prowadzący „Alarm!” w TVP 1 i „Studio Polska” w TVP Info czy Michał Adamczyk prowadzący „Wiadomości” TVP.

- Jeżeli informacje te potwierdzą się, trudno będzie uznać, że TVP S.A. realizuje misję publiczną w kształcie wymaganym przez ustawę o radiofonii i telewizji – uznał Rzecznik Praw Obywatelskich. A ustawa zobowiązuje TVP do tworzenia programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

Działania podejmowane wobec sędziów, którzy nie zgadzają się ze zmianami w sądownictwie mogą bowiem nosić znamiona poważnych naruszeń prawa, prowadzących do podważenia podstawowych fundamentów zasad demokracji i państwa praworządnego

Dlatego 29 sierpnia 2019 r. Adam Bodnar zwrócił się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o informację, co zrobiono dla dogłębnego i wszechstronnego wyjaśnienia zarzutów wobec TVP. Wystąpienie RPO skierował też do Prezesa Zarządu TVP SA.

Odpowiedź Jacka Kurskiego

- Reportaż dotyczący p. sędziego P. Gąciarka powstał w oparciu o zweryfikowane informacje. Przy jego tworzeniu zostały zachowane zasady rzetelności dziennikarskiej. Nie mogę podzielić Pańskiego poglądu, że był to atak medialny TVP – odpisał Jacek Kurski 16 stycznia 2020 r.

Poinformował, że obecnie toczy się spór prawny z powództwa sędziego Piotra Gąciarka, w związku z czym musi ograniczyć wyjaśnienia do niezbędnego minimum. Wszystkie argumenty w tej sprawie uzasadniające decyzję o emisji materiału zostaną przedstawione podczas procesu.

Odpowiedź KRRiT

- KRRiT zapoznała się z treścią wyjaśnień z dnia 16 stycznia 2020 r. udzielonych w tej sprawie Rzecznikowi przez prezesa TVP SA Jacka Kurskiego. Uwzględniając informację o toczącym się sporze prawnym pomiędzy sędzią Piotrem Gąciarkiem a Telewizją Polską SA, a także biorąc pod uwagę ograniczony z tego względu zakres wyjaśnień przedstawionych przez prezesa TVP SA, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała odrębnego stanowiska w tej sprawie – odpisał 31 stycznia 2020 r. przewodniczący Rady Witold Kołodziejski.

RPO: kontrole KRRiT mają być skuteczne

W związku z tą odpowiedzią RPO napisał ponownie do przewodniczącego Rady.

Przypomniał, że zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Według zaś ustawy o radiofonii i telewizji do zadań Rady należy m.in. sprawowanie kontroli działalności dostawców usług medialnych, w tym kontroli wyemitowanych programów, audycji i innych przekazów pod kątem ich zgodności z ustawą o rtv, postanowieniami koncesji i innymi regulacjami.

Kontrola ta powinna spełniać wymogi skuteczności, efektywności i adekwatności. Wątpliwe jest, by przesłanki rzetelnej, pełnej i niezależnej kontroli spełniało poprzestanie na zapoznaniu się z wyjaśnieniami nadawcy, bez samodzielnej analizy sprawy.

RPO podkreśla, że toczące się postępowanie sądowe (na które powołuje się Rada) nie ma wpływu na postępowanie wyjaśniające oraz zakres kontroli KRRiT.  

Przewodniczący KRRiT może wezwać nadawcę do zaniechania działań w zakresie tworzenia i rozpowszechniania programów - jeśli są one sprzeczne z przepisami ustawy, przyznaną koncesją lub uchwałami KRRiT. Na podstawie uchwały KRRiT może zaś wydać decyzję zakazującą takich działań. W razie niewykonania nałożonego obowiązku Przewodniczący KRRiT może, w ciągu dwóch lat od wydania decyzji, nałożyć karę na osobę kierującą nadawcą.

A według ustawy publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.

W ocenie Rzecznika taki wysoki standard nie powinien dotyczyć jedynie końcowej wersji programu, ale również całego procesu jego powstawania i działań dziennikarzy. Należy bowiem pamiętać, że zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych prawem.

- Byłoby sytuacją wysoce niepokojącą, gdyby dziennikarze publicznej telewizji próbowali niedopuszczalnymi prawnie metodami zbierać informacje i wpływać na treści materiałów prasowych, a tym samym prowadzić do szerzenia dezinformacji – napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do przewodniczącego KRRiT.

Zgodnie bowiem z art. 18 ust. 1 ustawy o rtv audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. W szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

Na gruncie ustawy nadawca ponosi zatem odpowiedzialność za treść emitowanego przez niego programu.

Dlatego RPO zwrócił się o samodzielne zbadanie sprawy przez Radę, zgodnie z jej konstytucyjnymi i ustawowymi obowiązkami.

VII.564.65.2019

Dlaczego Polskie Radio zakończyło współpracę z red. Agatą Kasprolewicz

Data: 2020-03-13
  • Co było przyczyną zakończenia przez Polskie Radio współpracy z red. Agatą Kasprolewicz – pyta RPO prezeskę PR Agnieszkę Kamińską
  • Dziennikarkę już w 2019 r. odsunięto od prowadzenia audycji. Nie otrzymała przydziału do żadnej z anten
  • Decyzja o zakończeniu współpracy dotychczas nie została uzasadniona
  • Rzecznik jest zaniepokojony obecną polityką kadrową w Polskim Radiu

W związku z doniesieniami mediów o rozwiązaniu współpracy z red. Agatą Kasprolewicz RPO w grudniu 2019 r. zwrócił się do dyrektorki I Programu PR  Kamińskiej o podanie przyczyn decyzji kadrowych dotyczących dziennikarki.

Mimo deklaracji kierownictwa, że w związku z reorganizacją struktury redakcji PR nikt nie zostanie zwolniony, Agata Kasprolewicz nie otrzymała przydziału do żadnej z anten. Ponadto jeszcze w kwietniu 2019 r. została bez podania powodów odsunięta od prowadzenia audycji „Więcej świata” w Jedynce Polskiego Radia.

Wywołało to zaniepokojenie RPO polityką kadrową w "Jedynce”. Zdaniem Rzecznika decyzje kadrowe w mediach powinny być podejmowane wyłącznie na podstawie przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego. Konieczne jest również każdorazowo uzasadnienie rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem.

2 stycznia 2020 r. rzeczniczka PR Ewelina Steczkowska odpowiedziała, że redaktor naczelny decyduje o składzie współpracowników redakcji. Agata  Kasprolewicz nie była zaś pracownikiem Programu I, w związku z czym kwestie związane z jej zatrudnieniem nie leżą w gestii dyrekcji anteny.

Zaniepokojenie RPO Ewelina Steczkowska uznała za krzywdzące wszystkich pracowników Polskiego Radia. Podkreśliła, że każdego dnia dbają oni o zapewnienie pluralizmu przekazywanych treści, przekazując informacje w pełni zgodne z wartościami, o których zachowanie apeluje RPO. Interwencję można odebrać jako "próbę nacisku na politykę redakcyjną rozgłośni publicznej, pomimo braku jakichkolwiek podstaw” – twierdziła rzeczniczka.

W kolejnym wystąpieniu do Prezes PR Rzecznik wskazał, że red. Agata Kasprolewicz jest kolejną dziennikarką, która współtworzyła antenę Polskiego Radia od wielu lat i z którą zdecydowano się zakończyć współpracę. Pomimo apelu 77 pracowników stacji do prezesa Polskiego Radia, dotychczas decyzja ta nie została uzasadniona.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do prezeski PR Agnieszki Kamińskiej o poinformowanie o przyczynach decyzji kadrowych dotyczących dziennikarki.

VII.564.86.2019

 

Polskie Radio kończy współpracę z red. Anną Gacek. Rzecznik pyta o powody

Data: 2020-03-11
  • Zwolnienia kolejnych dziennikarzy "Trójki" wywołują zaniepokojenie RPO, związane z polityką kadrową w Polskim Radiu
  • Rzecznik zwrócił się do prezeski Polskiego Radia w związku z zakończeniem współpracy z red. Anną Gacek

Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział sie z mediów o zakończeniu współpracy wieloletniej dziennikarki Polskiego Radia Anny Gacek z Programem Trzecim. Jak wynika z opublikowanego przez nią oświadczenia, decyzja o nieprzedłużeniu współpracy w jakiejkolwiek formie była inicjatywą prezeski Polskiego Radia. Ponadto, decyzja została wydana ze skutkiem natychmiastowym, co uniemożliwiło dziennikarce pożegnanie się ze słuchaczami, wyemitowanie ostatnich nagranych wywiadów oraz zakończenie prowadzonych przez nią audycji.     

To kolejna już informacja o zwolnieniu dziennikarza z Programu Trzeciego, która wywołuje zaniepokojenie polityką kadrową w Polskim Radiu. W ocenie Rzecznika decyzje powinny być podejmowane wyłącznie na podstawie  przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego. Konieczne jest również każdorazowo podanie uzasadnienia rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem.

RPO zwraca uwagę na konstytucyjne (art. 14 i 54 Konstytucji) oraz międzynarodowe (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych. Ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu). Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny).

Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania przez nie swej misji. Publiczne radio zobowiązane jest bowiem oferować społeczeństwu zróżnicowane programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

Częścią wolności wypowiedzi jest prawo publiczności do otrzymywania rzetelnej informacji. Temat zmian kadrowych w mediach publicznych pozostaje w zainteresowaniu opinii publicznej i wywołuje obawy dotyczące utrzymania wysokiego poziomu standardów dziennikarskich. Profesjonalizm, doświadczenie i wiedza merytoryczna są szczególnie istotne w pracy dziennikarza opiniotwórczego.

Zasadnym jest postulat, aby wszelkie zmiany kadrowe były przeprowadzane z uwzględnieniem ich ewentualnego wpływu na jakość prezentowanych materiałów prasowych. Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

RPO zwrócił się do Agnieszki Kamińskiej, prezeski zarządu Polskiego Radia o zajęcie stanowiska i poinformowanie o przyczynach decyzji kadrowych dotyczących red. Anny Gacek.

VII.564.28.2020

Adam Bodnar do burmistrza Jordanowa: tęczowe tło herbu miasta nie było znieważeniem

Data: 2020-03-09
  • Artystyczne przetworzenie herbu Jordanowa przez dodanie tęczowego tła nie było jego znieważeniem – wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Za nieproporcjonalną i nieuzasadnioną ingerencję w wolność słowa i ekspresji artystycznej można zaś uznać działania burmistrza, który publicznie skrytykował przeróbkę i powiadomił organy ścigania
  • Nastoletni autor przeróbki zabrał w ten sposób głos w debacie publicznej o sytuacji osób LGBT w Polsce. Była to też forma odpowiedzi na uchwałę „anty-LGBT”, którą przyjęto też w Jordanowie
  • Reakcja burmistrza potwierdza „efekt mrożący’ takich uchwał - wobec obaw, że głoszenie określonych poglądów jest przez władze niepożądane

RPO Adam Bodnar wystąpił do burmistrza Jordanowa Andrzeja Malczewskiego w sprawie opublikowania w mediach społecznościowych przez nastoletniego mieszkańca grafiki przedstawiającej herb miasta z tęczowym tłem.

W reakcji na tę przeróbkę burmistrz zawiadomił organy ścigania o naruszeniu art. 137 Kodeksu karnego (media informują o odmowie śledztwa w sprawie - ma się zaś nią zająć sąd dla nieletnich). Według tego artykułu, kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Ponadto w oświadczeniu z 25 lutego 2020 r. burmistrz uznał, że doszło do wykorzystania herbu miasta w sposób niezgodny z uchwałą Rady Miasta z 26 września 2013 r. w sprawie zasad jego używania.

Wobec możliwego naruszenia praw i wolności obywatela Rzecznik Praw Obywatelskich z urzędu podjął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

Ocena RPO

Opublikowanie grafiki z herbem miasta na tęczowym tle stanowiło wypowiedź jej autora. Zabrał on w ten sposób głos w debacie publicznej na temat sytuacji prawnej i społecznej osób LGBT. Nastolatek chciał okazać solidarność wszystkim nieheteronormatywnym mieszkańcom Jordanowa, a także dać wyraz nadziei, że gmina nie będzie wykluczać obywateli ze względu na ich orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Była to zarazem forma odpowiedzi na uchwałę "przeciw ideologii LGBT",  przyjętej przez Radę Gminy Jordanów 30 maja 2019 r. RPO z zaskoczeniem stwierdza, że jej przyjęciu burmistrz zaprzeczył w oświadczeniu z 25 lutego.

Niezależnie od kwestii niezgodności takich uchwał z prawem (zwłaszcza z zakazem dyskryminacji – art. 32 Konstytucji), RPO podkreśla, że jednym z zagrożeń związanych z tymi uchwałami jest tzw. efekt mrożący, polegający właśnie na ograniczeniu wolności wypowiedzi i swobody debaty publicznej - wskutek uzasadnionej obawy, że głoszenie określonych poglądów jest przez władze niepożądane.

- Z niepokojem stwierdzam, że niniejsza sprawa wydaje się potwierdzać powyższą obawę co do skutków uchwał przyjmowanych przeciw ideologii LGBT – oświadczył Adam Bodnar (zaskarżył on już kilka takich uchwał do sądów administracyjnych).

Tymczasem uchwała Rady Miasta Jordanowa z 26 września 2013 r. ws. zasad używania herbu miasta dopuszcza jego stylizację w postaci dzieł artystycznych. Pozwala także na umieszczanie herbu w formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego.

Podobny przepis w odniesieniu do symboli państwowych zawiera ustawa z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej. Jej art. 16 ust. 2 zezwala na wykorzystywanie godła w formie stylizowanej i artystycznie przetworzonej na produktach handlowych – co jest powszechnie stosowane. 

Na ten właśnie przepis powołał się biegły, który sporządził opinię w postępowaniu prokuratorskim w 2018 r. w sprawie wykorzystania motywu tęczowego jako tła znaku państwowego (godła). Śledztwo to umorzono, bo tęczowe tło w  najmniejszym stopniu nie wskazywało na intencję świadomego znieważenia godła.

Orzecznictwo polskich sądów wskazuje bowiem na bardzo wąską interpretację znieważenie symbolu. Znieważaniem jest okazanie głęboko ujemnego stosunku do osoby lub przedmiotu, a intencją jest zachowanie stanowiące wyraz pogardy  - według zdeterminowanych kulturowo i powszechnie przyjętych ocen społecznych.

Odnosząc te oceny do opisywanej sprawy, nie sposób stwierdzić, że artystyczne przetworzenie herbu miasta Jordanów poprzez umieszczenie w jego tle kolorów tęczy może zostać uznane za jego znieważenie.

- Z tego względu działania  burmistrza, polegające na publicznej krytyce wypowiedzi autora oraz zawiadomieniu o sprawie organów ścigania, można w mojej ocenie uznać za nieproporcjonalną i nieuzasadnioną ingerencję w wolność słowa i wolność ekspresji artystycznej obywatela – podkreśla Adam Bodnar.

Wolność wypowiedzi - standardy konstytucyjne i międzynarodowe

W piśmie do burmistrza RPO przypomina standard ochrony wolności wypowiedzi w kontekście takiej modyfikacji herbu miasta.

Swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jeden z podstawowych warunków jego rozwoju oraz samorealizacji jednostek. Art. 54 ust. 1 Konstytucji zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Ponadto z art. 73 Konstytucji RP wywodzi się wolność ekspresji artystycznej, którą uznaje się za szczególną formę realizacji wolności wypowiedzi.

Ochronę tej wolności gwarantuje również prawo międzynarodowe, będące w Polsce powszechnie obowiązującym prawem, w tym art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Przepisy zarówno prawa polskiego, jak i  międzynarodowego obejmują ochroną nie tylko treść wypowiedzi, ale też jej formę. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie podkreślał w swym orzecznictwie na gruncie art. 10 Konwencji, że ma to znaczenie zwłaszcza w kontekście udziału w debacie publicznej. Wypowiedzi o znaczeniu politycznym, dotyczące problemów społecznych i publicznych, są objęte szczególną ochroną, ponieważ nikt nie powinien powstrzymywać się od wyrażenia opinii w takich sprawach ze względu na obawę przed konsekwencjami.

Z tego względu w ocenie ETPC uczestnicy debaty publicznej mogą pozwolić sobie na pewien stopień nieumiarkowania oraz posługiwać się bardzo wyrazistymi, czy nawet przesadzonymi i prowokacyjnymi środkami ekspresji. Chodzi zwłaszcza o sytuacje, gdy wypowiedź ma charakter polemiczny lub sprzeczny z poglądami większości.

Uwarunkowanie wolności słowa mniejszości od akceptacji większości byłoby bowiem niezgodne z wartościami wynikającymi z Konwencji.  Gdyby tak czynić, prawo stałoby się teoretyczne, a nie skuteczne - jak wymaga Konwencja.

Orzekając naruszenie art. 10 Konwencji w sprawie rosyjskiego prawa zakazującego "promocji homoseksualności”, ETPC wskazał wprost, że ochroną moralności nie da się usprawiedliwić zakazu publicznej debaty w kwestiach dotyczących środowisk LGBT.

Prawa człowieka, w tym wolność słowa, przedstawicieli mniejszości seksualnych - jako szczególnie narażonych na wiktymizację -  wymagają zatem szczególnej ochrony ze strony państwa. Tym bardziej za niedopuszczalne należy uznać ograniczanie tej wolności przez działania organów władzy publicznej. Choć - jak większość praw i wolności - wolność słowa nie ma charakteru absolutnego, to jej ograniczenia muszą znajdować podstawę w ustawie, być konieczne w demokratycznym państwie oraz pozostawać w odpowiedniej proporcji do rangi interesu, któremu ograniczenie ma służyć.

Adam Bodnar poprosił burmistrza o stanowisko w sprawie. Spytał go też, jakie dokładnie działania oraz na jakiej podstawie prawnej podjął w  związku z modyfikacją herbu. 

XI.519.1.2020

Czy w TVP jest „czarna lista” niezapraszanych gości? Prezes Jacek Kurski nie odpowiada RPO

Data: 2020-03-06
  • Prezes TVP nie odpowiada na pytanie RPO, czy w telewizji publicznej istnieje „czarna lista” dziennikarzy, ekspertów i polityków
  • Rzecznik upomina się od prezesa Jacka Kurskiego o wyjaśnienia. Zgodnie z ustawą o RPO instytucja, do której się zwraca, ma obowiązek udzielić Rzecznikowi żądanych informacji
  • RPO podkreśla, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, zwłaszcza podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu czy odnośnie zapraszanych gości

W 2019 r. na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o odmowie zaproszenia do studia prezesa Zarządu Fundacji Batorego Aleksandra Smolara na program benefisowy Andrzeja Seweryna na antenie TVP Kultura. Jak wynikało z kolejnych informacji prasowych, władze TVP zapewniły, że "zgodnie z formułą goście wskazani przez jubilata będą mogli brać udział w programie. Jeżeli Pan Andrzej Seweryn wskaże pana Smolara będzie on gościem programu”.

Aleksander Smolar odnosząc się do opisanej sytuacji podkreślił, że mimo zaproszenia aktora nie mógł wziąć początkowo udziału w programie TVP. To, a także fakt, że nie jest on zapraszany do TVP od 2015 r., potwierdza istnienie w TVP „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów oraz polityków.

Informacje o incydencie z benefisem Andrzeja Seweryna stawiały pod znakiem zapytania zapewnienia TVP z 29 stycznia 2019 r. ws. „czarnej listy”. TVP podawała wtedy, że "u publicznego nadawcy nie ma żadnej czarnej listy dziennikarzy, ekspertów oraz polityków”. "Zarząd Spółki nie ustala listy gości programów publicystycznych, tematów rozmów, oraz treści emitowanych materiałów. (…) Goście programów, osoby udzielające komentarzy i inni uczestnicy audycji zapraszani są przez stosowne reakcje i redaktorów w związku z posiadaną wiedzą i kompetencjami w zakresie tematu rozmowy lub audycji. (…) W żadnym z tych przypadków decyzja nie należy do organu zarządzającego”.

W związku z rozbieżnościami między zapewnieniami TVP a rzeczywistością RPO zwrócił się 19 listopada 2019 r. do Prezesa Telewizji Polskiej o  stanowisko.

Jak wynika z doniesień medialnych, Zarząd Telewizji Polskiej regularnie ingeruje w pracę zatrudnionych w TVP dziennikarzy. Szczególnie niepokojące są informacje o:

  • oczekiwaniach, by dziennikarz ujawnił źródła informacji;
  • zalecaniach stosowania agresywnych pytań konkretnym osobom czy podszywania się za wolontariuszy lub serwisantów w celu uzyskania informacji;
  • zlecaniu przygotowania materiałów, których celem jest nie opracowanie rzetelnej informacji ale potwierdzenie konkretnej tezy lub zdyskredytowanie konkretnej osoby (także dziennikarzy).

Jednocześnie z kilkunastu doniesień medialnych wynika, że ewentualna niesubordynacja dziennikarzy wiąże się z rozwiązaniem z nimi umowy o pracę lub odsunięciem od prowadzenia programów. Rzecznik wielokrotnie wskazywał na wątpliwości związane z polityką kadrową prowadzoną w TVP w kolejnych wystąpieniach do Prezesa TVP w związku ze zwolnieniami konkretnych dziennikarzy.

VII.716.3.2018

Obywatel skarży się na program TVP pt. "Kasta”. RPO prosi o opinię KRRiT

Data: 2020-03-04
  • Obywatel skarży się, że program TVP Info pt. „Kasta” nierzetelnie przedstawił jego sprawę. Oparto go tylko na informacjach jednej strony postępowania, a o jego opinię nikt go nie pytał
  • Sprawę prezentowano wcześniej w innych telewizjach. Uwzględniały one stanowisko skarżącego i jego trudną sytuację, w której znalazł się wskutek działań oskarżonego
  • Według TVP skazany niesłusznie odbywa karę, a sądy w tej sprawie nie były niezależne
  • RPO prosi Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie, czy nadawca publiczny zrealizował swe ustawowe obowiązki bezstronności i wyważenia treści

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga obywatela dotycząca nowego programu emitowanego w TVP Info pt. „Kasta”. Ma on przedstawiać – zgodnie z zapowiedziami  TVP – „historie ludzi poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości oraz kuriozalne wyroki budzące uzasadnione wątpliwości co do rzetelności i intencji sędziów”.

Skarżący wskazuje, że program z 7 lutego 2020 r. dotyczył sprawy sądowej, w której był oskarżycielem posiłkowym (jako ofiara przestępstwa). Materiał TVP zarzucił sądom brak niezależności. Twierdzono, że skazany niesłusznie odbywa karę.

Według skarżącego materiał przygotowano nierzetelnie, na podstawie informacji udzielonych tylko przez jedną stronę postępowania i jej pełnomocników. Autorzy nie odwołali się do materiału dowodowego i oceny sądu. Nie skontaktowali się również ze skarżącym, by umożliwić mu odniesienie się do stawianych w programie zarzutów.

RPO podkreśla, że omawiana sprawa była kilkakrotnie przedmiotem innych programów interwencyjnych, m.in. „Uwaga” (TVN) oraz „Państwo w państwie” (Polsat). Omawiano w nich tę sprawę, wskazując na trudną sytuację skarżącego i jego rodziny, w której znalazł się wskutek działań oskarżonego oraz na konieczność szybkiego wydania wyroku dla ochrony jego praw.

Ani Rzecznik Praw Obywatelskich, ani Prokurator Generalny nie znaleźli podstaw do złożenia kasacji od prawomocnego wyroku w tej sprawie.

- Opisana sytuacja budzi wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania przez nadawcę publicznego obowiązków określonych w art. 21 ust. 1 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, w szczególności obowiązku zachowania bezstronności i wyważenia – ocenia RPO Adam Bodnar.

Zwrócił się do przewodniczącego KRRIT Witolda Kołodziejskiego o zbadanie, czy w kontekście skargi nadawca publiczny w sposób właściwy zrealizował ciążące na nim obowiązki ciążące na nim z mocy obowiązującego prawa.

VII.564.22.2020

Wątpliwości RPO ws. działań Prokuratury Krajowej wobec sędziego Igora Tuleyi

Data: 2020-03-02
  • Prokuratura chce zarzucić sędziemu Igorowi Tuleyi nadużycie uprawnień w związku z ujawnieniem w 2017 r. informacji z umorzonego śledztwa ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej
  • RPO ma poważne wątpliwości, czy w ogóle można mówić o przestępstwie sędziego, który zgodnie z przepisami zarządził jawność posiedzenia
  • Kierował się on bowiem ważnym interesem publicznym i konstytucyjnymi prawami obywateli do informacji o przeniesieniu obrad
  • Wobec podejrzenia fałszywych zeznań posłów, sędzia miał społeczny i moralny obowiązek, by ujawnić sprawę opinii publicznej
  • A prokuratorskie postępowanie za ustne uzasadnienie decyzji sądu jest niezgodne z podstawowymi obowiązkami sędziego i może wywołać tzw. „efekt mrożący”

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego o informacje z związku z jego wnioskiem do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego o zezwolenie na pociągnięcie sędziego Igora Tuleyi do odpowiedzialności karnej.  Ponadto RPO przedstawił Prokuratorowi Krajowemu wnioski zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw człowieka i obywatela w tej sprawie.

Rzecznik zwraca uwagę, że w tej sprawie po raz pierwszy zastosowano tzw. "ustawę represyjną” z 20 grudnia 2019 r. Pominięto zaś uchwałę trzech izb Sądu Najwyższego, która 23 stycznia 2020 r. wskazała, że Izba Dyscyplinarna SN nie jest niezależnym sądem.

A ewentualne uchylenie sędziemu Igorowi Tuleyi immunitetu i odsuniecie go od orzekania uniemożliwiłoby mu orzekanie w sprawach związanych z postępowaniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w których zdecydował się zadać pytania prejudycjalne.

Igor Tuleya ujawnia sprawę obrad Sejmu w Sali Kolumnowej

18 grudnia 2017 r. sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Igor Tuleya rozpoznawał zażalenie posłów opozycji na umorzenie przez prokuratora postępowania ws. przeniesienia w grudniu 2016 r. obrad Sejmu do Sali Kolumnowej. Taką decyzję podjął Marszałek Sejmu w reakcji na okupację mównicy przez opozycję, protestującą  przeciw bezpodstawnemu wykluczeniu przez marszałka z obrad posła Michała Szczerby. W Sali Kolumnowej przegłosowano m.in. budżet państwa.

Sędzia zarządził jawność posiedzenia – czemu nie sprzeciwił się prokurator. Sąd uchylił  decyzję o umorzeniu śledztwa  i zwrócił sprawę prokuraturze. W uzasadnieniu tej decyzji sędzia ujawnił szczegóły rozbieżnych zeznań posłów PiS w całej sprawie. Potem  zawiadomił też prokuraturę o przestępstwie złożenia przez nich fałszywych zeznań.

Ostatecznie prokuratora ponownie umorzyła śledztwo ws. przeniesienia obrad Sejmu. Odmówiła także wszczęcia postępowania z zawiadomienia sędziego ws. fałszywych zeznań posłów.

Prokuratorski wniosek o uchylenie immunitetu

W komunikacie z 27 lutego 2020 r. Prokuratura Krajowa podała, że zwróciła się do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego o zgodę na pociągnięcie sędziego Igora Tuleyi do odpowiedzialności karnej (czyli o uchylenie jego immunitetu - bez czego sędzia nie może odpowiadać karnie). Wniosek ten skierowano 14 lutego 2020 r. – tego samego dnia, którego weszła w życie „ustawa represyjna” z 20 grudnia 2019 r. Zaostrzyła ona zasada odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów.

Powodem wniosku do Izby Dyscyplinarnej miało być wypełnienie przez sędziego znamion przestępstw z art. 231 § 1 Kodeksu karnego (nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego), w związku z art. 266 § 2 (ujawnienie informacji osobie nieuprawnionej) oraz art. 241 § 1 (naruszenie tajemnicy śledztwa).

Miało to polegać na dopuszczeniu do udziału reporterów w posiedzeniu sądu 18 grudnia 2017 r., które - według Prokuratury Krajowej - miało charakter niejawny. Zdaniem prokuratury, cytując w ustnym uzasadnieniu zeznania świadków z postępowania przygotowawczego - bez wymaganej zgody prokuratora na ich ujawnienie - sędzia Igor Tuleya miał narazić prawidłowy bieg dalszego śledztwa w sprawie.

Ocena RPO

Przedstawione we wniosku do Izby Dyscyplinarnej uzasadnienie nie pozwala na rzetelną ocenę prawidłowości działania Prokuratury Krajowej. Rzecznik już na tym etapie wyraża jednak wątpliwości dotyczące zgodności wniosku z prawem.

Wydaje się wątpliwe, aby zarzucany sędziemu czyn wypełniał znamiona czynów przywołanych przez Prokuraturę Krajową. Miał on polegać głównie na niezgodnym z prawem naruszeniu niejawności posiedzenia sądu, przez dopuszczenie do udziału w nim przedstawicieli mediów.

- Posiedzenie sądu ws. rozpoznania zażalenia na postanowienie prokuratora o umorzeniu postępowania było w tym wypadku jawne, ponieważ sąd wydał zarządzenie o przeprowadzeniu posiedzenia w takim trybie. Sąd zdecydował o jawności posiedzenia w związku z wnioskiem złożonym przez obecnych na sali dziennikarzy o zgodę na nagrywanie posiedzenia i udział w nim - podkreśla RPO.

Wcześniej sędzia Igor Tuleya pytał o stanowisko pełnomocników stron - w tym obecnego na sali prokuratora. Strony nie wyraziły sprzeciwu, pozostawiając zarządzenie jawności do uznania sądu. Należy podkreślić brak sprzeciwu prokuratora, np. poprzez powołanie się na dobro śledztwa czy też na zgromadzone w aktach materiały.

Zgodnie z art. 95b Kodeksu postępowania karnego posiedzenia, na których rozpoznaje się zażalenia, odbywają się co do zasady z wyłączeniem jawności. Art. 95b § 1 Kpk stanowi też zarazem, że sędzia może zdecydować o jawności posiedzenia. W tej sprawie powinien mieć jednak zastosowanie art. 339 § 3 Kpk. Zgodnie z nim tajność posiedzenia podlega wyłączeniu m.in., jeżeli jego przedmiotem jest umorzenie postępowania z uwagi na brak znamion czynu zabronionego.

Nie można zatem uznać, że postępowanie to było niejawne. Wątpliwe zatem jest, by doszło do przekroczenia uprawnień polegających na złamaniu tajemnicy postępowania i bezpodstawnym złamaniu zasady braku jawności posiedzeń.

W ocenie Rzecznika z uwagi na to, że przedmiot postępowania jest istotny dla debaty publicznej - w związku z podejrzeniem popełnienia czynów zabronionych przez osoby sprawujące mandat poselski - zagwarantowanie pełnej jawności posiedzenia w niniejszej sprawie było istotne z uwagi na ważny interes publiczny i konstytucyjne prawa obywateli.  

A chodzi m.in. o prawo do sądu (art. 45 Konstytucji), zasadę jawności działania organów państwowych wynikającą z ogólnej zasady demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji), wolność słowa i prawo do pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji) oraz prawo obywateli do informacji (art. 61 Konstytucji).

- Dlatego też sędzia miał społeczny i moralny obowiązek, by ujawnić postępowanie w celu zagwarantowania informacji o nim opinii publicznej. Jest to szczególnie istotne w kontekście protestów społeczeństwa związanych z przedmiotem postępowania, tj. przeniesieniem obrad do Sali Kolumnowej Sejmu RP – wskazuje Rzecznik.

Standardy europejskie

Opisane zasady Konstytucji są zaś bardziej restrykcyjne w odniesieniu do postępowań o charakterze karnym, co do których społeczeństwo ma szersze prawo do uzyskiwania informacji. Standard ten wynika z regulacji i międzynarodowych: Rekomendacji Komitetu Ministrów Rady Europy dotyczących przekazywania informacji za pośrednictwem mediów w związku z postępowaniami karnymi oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Informowanie o toczących się postępowaniach, zwłaszcza karnych, jest jednym z obowiązków dziennikarzy. Jak wynika z Rekomendacji: "Społeczeństwo musi być w stanie otrzymywać informacje o działalności organów sądowych i policji w mediach. Dlatego dziennikarze muszą mieć możliwość swobodnego komentowania funkcjonowania systemu wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych”.

Potwierdzał to w swych wyrokach Europejski Trybunał Praw Człowieka. W odniesieniu do spraw o istotnym znaczeniu publicznym ETPC podkreślał, że "na mediach ciąży obowiązek informowania opinii publicznej o przebiegu postępowań sądowych dotyczących czynów, których dokonanie przypisuje się urzędnikom państwowym wysokiego szczebla w ramach sprawowanych przez nich funkcji. Związane jest to z realizacją prawa społeczeństwa do sprawowania kontroli funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych”.

Według ETPC bezwzględny zakaz publikowania wszelkiego rodzaju informacji w tego typu sprawach trudno pogodzić z prawem do wolności słowa.

Zeznania świadkow nie były niejawne

Rzecznik wskazuje, że wszczynanie postępowania za treść ustnych motywów postanowienia sądu jest niezgodne z podstawowymi obowiązkami sędziego. W sprawie zażaleniowej sędzia miał dwa podstawowe obowiązki wynikające z przepisów prawa:

  • rozpoznać zażalenie na postanowienie prokuratora i wydać rozstrzygnięcie,
  • uzasadnić swe postanowienie.

W trakcie podawania motywów, które skłoniły sąd do uwzględnienia zażalenia, sędzia Igor Tuleya nie użył informacji określonych jako niejawne, a jedynie przytoczył fragmenty (złożonych w zwykłym trybie) zeznań świadków, do czego miał pełne prawo.

Oczekiwanie, że treść ustnych motywów uzasadnienia postanowienia sąd miałby wcześniej uzgodnić z prokuratorem i uzyskać jego formalną zgodę – prowadzi do wniosków ad absurdum. W sposób nieakceptowalny ograniczałoby to sędziego w jego kompetencjach.

Precedensowa sytuacja, która była przedmiotem postępowania, ma oczywisty wymiar polityczny i publiczny. Tym bardziej niepokojące są wszelkiego rodzaju naciski ze strony organów władzy państwowej na bezstronny i niezawisły sąd orzekający w tej sprawie.

W świetle oczywistego interesu społecznego do uzyskania informacji dotyczących opisywanego postępowania, perspektywy sankcji karnych dotyczących sędziów w powszechnym odczuciu są odczytywane jako nieproporcjonalne. Mogą one wywoływać „efekt mrożący” - skłaniać pozostałych sędziów do niewydawania decyzji niekorzystnych dla organów władzy.

Zastosowano "ustawę represyjną" - pominięto uchwałę SN z 23 stycznia 2020

Należy zwrócić szczególną uwagę na precedens zastosowania po raz pierwszy w tej sprawie przepisów ustawy z 20 grudnia 2019 r. Weszła ona w życie 14 lutego 2020 r. i tego dnia Prokuratura Krajowa skierowała pismo do Izby Dyscyplinarnej - mimo że zarzucane sędziemu Igorowi Tuleyi przestępstwo miało mieć miejsce 18 grudnia 2017 r.

Ponadto należy też wskazać na potencjalne konsekwencje ewentualnego wyrażenia zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego Igora Tuleyi i odsunięcia go od orzekania w świetle prawa Unii Europejskiej. Sędzia nie mógłby bowiem orzec w sprawach związanych z postępowaniami toczącymi się przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w których zdecydował się zadać pytania wstępne, co mogłoby pozbawić skuteczności procedurę prejudycjalną.

Przed 14 lutego 2020 r. wnioski o zezwoleniu na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego rozpoznawało trzech sędziów sądu dyscyplinarnego przy sądzie apelacyjnym. Obecnie zezwolenie takie wydaje Izba Dyscyplinarna SN w składzie jednoosobowym.

W trakcie procesu legislacyjnego RPO podkreślał, że centralizacja procedury dyscyplinowania sędziów i uchylania immunitetu budzi poważne wątpliwości prawne. Znalazły one potwierdzenie w uchwale SN z 23 stycznia 2020 r. w składzie trzech izb.

W świetle przedstawionych wątpliwości oraz tej uchwały SN zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił Bogdana Święczkowskiego o wszelkie informacje w sprawie, zwłaszcza o wyjaśnienie podstaw prawnych wniosku do Izby Dyscyplinarnej.

VII.510.42.2020

Performer ukarany za akcję "Tęsknię za Tobą Żydzie”. RPO wnosi o uniewinnienie go przez Sąd Najwyższy

Data: 2020-03-02
  • Ukaranie grzywną performera za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa    
  • Warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest bowiem społeczna szkodliwość czynu – tymczasem działanie pana Rafała było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu
  • RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, wnosząc o uniewinnienie performera i osoby mu pomagającej

Pan Rafał prowadzi swój ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Było to nawiązanie  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Happening w Węgrowie

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

Realizując swój projekt, pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej Sądu Najwyższego na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli w danym przypadku stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Przedmiotem ochrony wykroczenia z art. 63a § 1 Kw jest porządek w miejscach publicznych. Obwinieni nie naruszyli go, a ich zachowanie nie nosiło cech społecznie szkodliwego. Wartość chroniona przez ten artykuł Kw powinna zaś pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony innych wartości - w tym prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki. A rozpowszechnianie informacji to także prezentacja działań artystycznych.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. Swoboda wypowiedzi artystycznej jest zaś częścią wolności otrzymywania i komunikowania wiadomości oraz idei.

W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Publiczne znaczenie wypowiedzi musi zostać dostrzeżone i uwzględnione przez organy krajowe.

A temat, do którego odnosił się pan Rafał - problem zjawiska antysemityzmu - niewątpliwie stanowi zagadnienie mające publiczne znaczenie. To także przedmiot ożywionej debaty publicznej, jaka przetoczyła się przez Polskę kilkanaście lat wcześniej, wokół wydarzeń w Jedwabnem i sprowokowała performera do działania.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

W tym zaś przypadku ukaranie było nieproporcjonalne. Celem działania obwinionych nie było naruszanie porządku w miejscu publicznym, ale upamiętnienie ofiar Holocaustu. Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym, powszechnie ocenianym jako złe, nieetyczne – podkreśla kasacja.  Przypisanie mu jakiegokolwiek ładunku społecznej szkodliwości szkodzi prawom chronionym na poziomie konstytucyjnym i międzynarodowym. Może też wywierać tzw. „efekt mrożący”, zniechęcający do korzystania z szeroko rozumianej wolności słowa, a w konsekwencji - do uczestnictwa obywateli w debatach publicznych.

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Skupiając się na formalnym naruszeniu przepisu Kw, sąd pominął te wszystkie aspekty, które dla ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy mają priorytetowe znaczenie.

II.511.899.2019, II511.33.2020

Śledztwo o ujawnienie informacji z postępowania ws. zabójstwa prezydenta Gdańska. Pytania Rzecznika do prokuratury

Data: 2020-02-28
  • Dziennikarka napisała obszerny artykuł o sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, gdzie m.in. ujawniła nieznane fakty
  • Prokuratura wszczęła śledztwo ws. przestępstwa rozpowszechniania wiadomości z postępowania przygotowawczego bez wymaganego zezwolenia  
  • Platforma Rady Europy na rzecz wolności mediów opublikowała alert w tej sprawie
  • RPO prosi prokuraturę o informacje o jej postępowaniu

W styczniu 2020 r. dziennikarka opublikowała w „Gazecie Wyborczej” reportaż pt. "Zabójca Pawła Adamowicza: Posiedzę dwa lata i wyjdę”. Były tam informacje z ustaleń dziennikarki, m.in. co do nieznanych wcześniej faktów.

Jak podały media, Prokurator Okręgowy w Gdańsku - w związku z tym i innymi artykułami dotyczącymi postępowania ws. zabójstwa Pawła Adamowicza w styczniu 2019 r. - podjął decyzję o wszczęciu śledztwa na podstawie art. 241 Kodeksu karnego.

Zgodnie z tym przepisem, kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje, że w związku z tym postępowaniem na platformie Rady Europy na rzecz wolności mediów 19 lutego 2020 r. został opublikowany alert, w którym wyrażono obawę co do możliwości realizacji zadań dziennikarskich.

Alert oznacza, że sprawą zajmie się Komitet Ministrów i Komisarz Praw Człowieka RE.

Sprawa ma zatem kluczowe znaczenie z punktu widzenia wolności słowa (art. 54 Konstytucji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka).

Dlatego RPO zwrócił się do Prokuratora Okręgowego w Gdańsku o informacje o stanie tej  sprawy. Spytał również prok. Michała Kierskiego, czy w związku z artykułami dotyczącymi zabójstwa Prezydenta Gdańska są prowadzone  postępowania również wobec innych dziennikarzy.

VII.564.21.2020

RPO do MKiDN: niejasne kryteria przyznawania dotacji dla czasopism kulturalnych

Data: 2020-02-26
  • Udzielając dotacji dla czasopism kulturalnych, resort kultury po raz kolejny pominął kluczowe tytuły
  • Wsparcia nie dostaną m.in. "Tygodnik Powszechny", "Przegląd Polityczny”, "Dwutygodnik” czy "Pismo”
  • Nie jest jasny system przydzielania punktów dla danych publikacji
  • RPO zwrócił się do wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego o stanowisko

Z doniesień mediów Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o wątpliwościach związanych z udzieleniem przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotacji dla czasopism kulturalnych na lata 2020-2022. Celem tego programu jest "wspieranie najbardziej znaczących ogólnopolskich czasopism kulturalnych, zarówno tych o wieloletnim dorobku i ugruntowanej pozycji, jak i tych, które uzyskały status opiniotwórczych w ostatnich latach”.

Tymczasem - jak wskazują dziennikarze - wśród czasopism, którym nie udzielono dotacji, znalazły się tytuły kluczowe dla debaty publicznej w kontekście rozwoju szeroko rozumianej kultury oraz o uznanej pozycji. Są to m.in.: "Tygodnik Powszechny”, "Przegląd Polityczny”, "Krytyka Polityczna”, "Liberté!”, "Dwutygodnik” oraz "Pismo”. Dotacji nie przyznano także Fundacji Szansa dla Niewidomych.

Sytuacja taka powtarza się od kilku lat. W 2017 r. pisma mniejszości – żydowski „Midrasz” oraz romski „Dialog Pheniben” – również nie otrzymały wsparcia finansowego MKiDN.

Zadaniem władz publicznych na gruncie art. 6 Konstytucji jest stwarzanie warunków upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju. Art. 73 Konstytucji gwarantuje każdemu wolność twórczości artystycznej, a także wolność korzystania z dóbr kultury. Z kolei z art. 2 Konstytucji wynika obowiązek władz publicznych działania w taki sposób, by zapewnić realizację zasady zaufania obywateli do państwa. Wsparcie prasy specjalistycznej, w tym poświęconej tematyce kulturalnej, ma również kluczowe znaczenie dla realizacji praw obywateli do wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji zagwarantowanych w art. 54 Konstytucji.

Kryteria przyznawania punków w ramach opisanego programu są niejasne, co stoi w sprzeczności obowiązującymi standardami. W ocenie Rzecznika decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane na podstawie przejrzystych zasad. Dobrą praktyką było publikowanie składu komisji ekspertów oceniających wnioski. Obecnie jednak informacje te nie są dostępne.

W postępowaniu o charakterze administracyjnoprawnym organ administracji publicznej powinien stanowić przejrzyste, jednoznaczne zasady postępowania i oceny zgłoszonych ofert. W szczególności kryteria kwalifikacji ofert do postępowania konkursowego oraz kryteria ich wyboru powinny być jasne, precyzyjne i zrozumiałe dla wszystkich uczestników postępowania. Zapisy niejednoznaczne, niejasne bądź stosowanie przez organ kryteriów oceny nie wynikających z istniejących regulacji, narusza zasadę jawnego i transparentnego działania przez organy władzy publicznej, która stanowi jeden z podstawowych standardów demokratycznego państwa prawnego, mających służyć pogłębianiu zaufania obywateli do państwa i jego organów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego o stanowisko w tej sprawie.

VII.564.20.2020

Teksty Wirtualnej Polski nt. MS. Adam Bodnar pisze do premiera o dezinformacji i przekroczeniu standardów

Data: 2020-02-25
  • Promowanie Ministerstwa Sprawiedliwości przez Wirtualną Polskę przy przekroczeniu standardów rzetelnego dziennikarstwa budzi głębokie zaniepokojenie
  • Chodzi o teksty nieoznaczone jako artykuły sponsorowane, pozytywne dla firm prywatnych i państwowych, a podpisywane nazwiskami nieistniejących dziennikarzy
  • Takie działania wpisują się w szeroko rozumianą dezinformację, która dla obywatela może mieć równie negatywne skutki, jak cenzura 
  • Stosowanie takich metod przez organy państwa budzi poważne wątpliwości co do ochrony wolności słowa, prawa do informacji i etyki dziennikarskiej

Rzecznik Praw Obywatelskich napisał do premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie informacji medialnych o wykorzystywaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości do promowania działalności Ministerstwa Sprawiedliwości poprzez platformę Wirtualna Polska - przy stosowaniu nieuczciwych praktyk rynkowych i przekroczeniu etycznych standardów rzetelnego dziennikarstwa.

Ustalenia portalu Oko.press

Jak wynika z cykl artykułów portalu Oko.press oraz danych Kantar, Ministerstwo Sprawiedliwości było w 2019 r. podmiotem najbardziej promowanym na platformie Wirtualnej Polski. Według cennika koszt takiej promocji wyniósłby 125 mln zł, ale według WP kwota ta miała być niższa.

Zgodnie z ustaleniami Oko.press, środki na tę promocje miały pochodzić z Funduszu Sprawiedliwości (którego celem jest pomoc osobom pokrzywdzonym i świadkom, przeciwdziałanie przestępczości i pomoc postpenitencjarna). Odpowiedni przetarg MS z sierpnia 2019 r. określił budżet na ten cel na 17,5 mln zł. Taka dysproporcja budzi zaniepokojenie, zwłaszcza w kontekście raportu NIK, który wskazał na "niecelowe i niegospodarne” wydatkowanie środków Funduszu przez resort.

Celem kampanii MS miało być informowanie o skuteczności pomocy Funduszu, w praktyce jednak wiele materiałów WP, które miały promować Fundusz, promowało - według Oko.press - działalność MS i jego przedstawicieli, zwłaszcza podczas kampanii wyborczej. Wewnątrzredakcyjną cenzurę tekstów WP na ten temat sugeruje niepodjęcie przez platformę tematu ”afery hejterskiej” w MS oraz wypowiedź wiceprezesa WP Tomasza Machały, że nie będzie "demolował interesów z Ministerstwem Sprawiedliwości, dlatego że wisi na tym twoja pensja i jeszcze pensje 25 innych osób”.   

Artykuły WP promujące Fundusz często nie były oznaczone jako sponsorowane. Według Oko.press w WP oraz należących do niej portalach Money.pl i wp.finanse pl ukazało się ok. 400 tekstów nieistniejących dziennikarzy. Nie były to materiały obiektywne – stawiały w pozytywnym świetle firmy prywatne i państwowe (np. NBP, PKN Orlen czy PZU). Artykuły te przed publikacją miały być konsultowane z żoną Ministra Sprawiedliwości.

Zarząd WP potwierdził szereg tez Oko.press, a Tomasz Machała został odwołany.

Ocena RPO

- Działania takie wpisują się w szeroko rozumiane szerzenie dezinformacji. Stosowanie ich przez organy państwowe budzi poważne wątpliwości dotyczące ochrony wolności słowa i debaty publicznej, prawa do informacji oraz etyki dziennikarskiej – ocenia Adam Bodnar.

Kreowanie debaty przy pomocy artykułów sponsorowanych, oznaczonych nieprawdziwymi nazwiskami, tak by wyglądały jak zwykłe materiały prasowe, znacząco narusza standardy krajowe i międzynarodowe. A z perspektywy jednostki dezinformacja może mieć tak samo negatywne skutki, jak cenzura i praktycznie uniemożliwiać uzyskanie prawdziwej informacji. Do zagrożeń związanych z dezinformacją wiele razy odnosiły się organy Unii Europejskiej i Rady Europy.

Dezinformacja jest nie tylko zagrożeniem dla debaty publicznej – a zatem dla wolności słowa chronionej w art. 54 Konstytucji – ale także dla demokratycznego państwa prawa. Dlatego tego typu praktyki muszą budzić głębokie zaniepokojenie z perspektywy ochrony praw i wolności jednostki.

Ponadto niepokojąca jest również reakcja resortu na tekst Oko.press. W dniu publikacji MS wezwało portal do zaniechania publikowania "nieprawdziwych informacji, godzących w dobre imię Ministerstwa”. Wobec ewentualnego niezastosowania się do tego zapowiedziano kroki prawne.

Zgodnie z Prawem prasowym odpowiednią formą wyjaśnienia "nieścisłej lub nieprawdziwej informacji” jest procedura sprostowania. Wezwanie MS nie spełniało wymogów formalnych sprostowania.

- Działanie takie może stanowić próbę wywierania nacisków na dziennikarzy, prowadzących do wywołania tzw. efektu mrożącego, który stanowi formę naruszenia wolności wypowiedzi stwierdzoną przez Europejski Trybunał Praw Człowieka – napisał Adam Bodnar do premiera - Mateusza Morawieckiego. Poprosił go o wyjaśnienia w całej sprawie.

Numer sprawy

VII.564.12.2020

TVP zaprzecza, by red. Jacek Łęski groził red. Tomaszowi Lisowi

Data: 2020-02-25
  • Telewizja Polska zaprzecza, by jej redaktor Jacek Łęski groził Tomaszowi Lisowi, że "TVP zajmie się twoją rodziną i dziećmi"
  • Zdaniem TVP Jacek Łęski w prywatnej rozmowie z Tomaszem Lisem - którą odbył z prywatnego numeru telefonu na również prywatny numer Tomasza Lisa - zapytał go, dlaczego atakuje pracę i dziennikarzy TVP, gdzie sam przez wiele lat pracował
  • Taką odpowiedź władz TVP otrzymał RPO na swe wystąpienie z jesieni 2019 r. w tej sprawie 

We wrześniu 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji ws. doniesień mediów dotyczących praktyk dziennikarzy telewizji publicznej. Według „Gazety Wyborczej” redaktor TVP Jacek Łęski w rozmowie telefonicznej sugerował redaktorowi naczelnemu „Newsweeka” Tomaszowi Lisowi: "TVP zajmie się twoją rodziną i dziećmi" - w odpowiedzi na publikacje prasowe dotyczące Jacka Kurskiego. Zdaniem "Polityki” dzień po tym telefonie nad domem Tomasza Lisa miał krążyć dron, skierowany tam przez TVP.

- Byłoby sytuacją wysoce niepokojącą, gdyby dziennikarz publicznej telewizji próbował niedopuszczalnymi prawnie metodami wpływać na treści materiałów prasowych publikowanych przez inne podmioty – pisał RPO Adam Bodnar do Witolda Kołodziejskiego, którego spytał o działania w tej sprawie.

Stanowisko Jarosława Olechowskiego z TVP

W odpowiedzi KRRiT przesłała RPO stanowisko przygotowane przez dyrektora TAI Jarosława Olechowskiego dla władz TVP S.A.

Wyjaśnień w sprawie udzielił redaktor Jacek Łęski. Wskazał, że z Tomaszem Lisem zna się od wielu lat, jeszcze z czasów kiedy wspólnie pracowali dla Telewizji Polskiej. Panowie poza znajomością zawodową znają się również prywatnie i również na stopie prywatnej kontaktują się ze sobą.

Pan redaktor Łęski poinformował i podkreślił, iż w prywatnej rozmowie z Panem Tomaszem Lisem, którą odbył z prywatnego numeru telefonu na również prywatny numer Pana Tomasza Lisa, zapytał wprost Pana redaktora Lisa dlaczego w swojej codziennej pracy atakuje pracę i dziennikarzy Telewizji Polskiej S.A., w której sam przez wiele lat pracował.

Odbyta rozmowa miała wyłącznie charakter prywatny, a podczas niej Pan redaktor Łęski w żaden sposób nie wpływał na Pana redaktora Lisa i jego działalność zawodową, nie groził Panu redaktorowi Lisowi, jak również nie wskazywał, iż na skutek jakichkolwiek jego działań zawodowych TVP S.A. miałaby "zająć się jego rodziną i dziećmi".

Zatem twierdzenia, jakie cytuje w swoim wystąpieniu Rzecznik Praw Obywatelskich są insynuacjami mającymi na celu zdyskredytować osobę i profesjonalizm redaktora Jacka Łęskiego, jak również ponownie atakować i prowadzić dalszą nagonkę na dziennikarzy telewizji publicznej.

Pan Jacek Łęski podkreślił także, iż nie jest mu nic wiadomo o tym, aby nad miejscem  zamieszkania Pana redaktora Tomasza Lisa miał krążyć dron należący do TVP S.A. oraz aby kręcono o nim i jego rodzinie jakikolwiek materiał telewizyjny przez dziennikarzy TVP.

Mając zatem na uwadze wyjaśnienia przedstawione przez Pana Jacka Łęskiego, wskazać należy, iż twierdzenia zawarte w otrzymanym wystąpieniu, jakoby dziennikarz telewizji publicznej miał wpływać niedopuszczalnymi metodami na treści materiałów prasowych publikowane przez inne podmioty uznać należy za całkowicie chybione.

Rzecznik Praw Obywatelskich opiera się na materiałach prasowych opublikowanych przez „Gazetę Wyborczą" oraz „Politykę", a więc dzienniki i tygodniki prasowe, które od dłuższego czasu krytykują wszelkie działania telewizji publicznej oraz dziennikarzy pracujących dla TVP S.A., jak również publikują szereg materiałów, które mają na celu wyłącznie dyskredytować działalność dziennikarską telewizji publicznej.

Niewątpliwie publikacje prasowe, o których wspomina RPO, oparte są na insynuacjach oraz subiektywnych ocenach autorów tychże artykułów, które w ocenie TVP S.A. powinny być oceniane przez takie organy jak Rzecznik Praw Obywatelskich z dużą ostrożnością i obiektywizmem.

Nie sposób zgodzić się także z zarzutem, jakoby TVP S.A. jako telewizja publiczna naruszała jakiekolwiek przepisy ustawy o radiofonii i telewizji, w tym często powoływany przez RPO art. 21 ust. 1 i 2 tej ustawy. Programy telewizyjne emitowane w TVP S.A. są zawsze realizowane oraz przedstawiane z dochowaniem należytej staranności, rzetelności, obiektywizmu, profesjonalizmu, pluralizmu i innych zasad sztuki dziennikarskiej, jak również w żaden sposób nie naruszają art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji i innych przepisów prawa.

Działalność TVP S.A. także cechuje się bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu, jak również TVP S.A. realizuje misję publiczną zgodnie z wymogami ustawowymi – oświadczył Jarosław Olechowski.

VII.501.154.2019

Rzecznik: KRRiT niewystarczająco zbadała materiały TVP nt. Gdańska i prezydent Aleksandry Dulkiewicz  

Data: 2020-02-10
  • Działania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji są niewystarczające, aby rzetelnie i obiektywnie zbadać materiały TVP nt. prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz – ocenia RPO
  • Rada poprzestała bowiem jedynie na zwróceniu się o wyjaśnienia do TVP
  • Potem je przyjęła i zakończyła postępowanie w całej sprawie
  • A według TVP nie można twierdzić, by jej materiały mogły doprowadzić do natężenia obelg i gróźb wobec Aleksandry Dulkiewicz

Rzecznika Praw Obywatelskich zaniepokoiły informacje, że Aleksandra Dulkiewicz - następczyni zamordowanego w styczniu 2019 r. prezydenta Pawła Adamowicza - dostaje coraz więcej nienawistnych listów, gróźb i obelg. W części tych listów znajdują się wprost odniesienia do treści publikowanych m.in. w „Wiadomościach TVP”.

W części materiałów TVP podnoszono zarzut, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje tragedię II wojny światowej i prowadzi do zatarcia granic pomiędzy sprawcami i ofiarami. Przykładem może być materiał pt. "Specustawa z podpisem Prezydenta” z 2 sierpnia 2018 r. W opublikowanym 24 lipca 2019 r. materiale pt. "Atak na Kościół po zajściu w Białymstoku” sformułowano nawet pogląd, że "władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska”.

W sierpniu 2019 r. Adam Bodnar napisał do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prośbą o sprawdzenie tych działań publicznego nadawcy.

Jak sprawę widzi TVP, a za nią – KRRiT

3 stycznia 2020 r. RPO dostał odpowiedź, z której wynika, że w reakcji na pytanie RPO KRRiT przesłała pytanie do TVP, ta zaś zapytała o zdanie dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosława Olechowskiego. Jego odpowiedź z 6 września 2019 r. władze TVP przekazały KRRiT, a ta odesłała ją Rzecznikowi 31 grudnia 2019 r. Towarzyszyła temu informacja przewodniczącego Rady Witolda Kołodziejskiego, że "przeprowadzona analiza pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionego przez nadawcę stanowiska”.

W stanowisku tym Jarosław Olechowski wykazywał m.in., że:

  • materiały dotyczące polityki władz Gdańska wpisują się w realizację misji publicznej Telewizji Polskiej, która oferuje, na zasadach określonych w ustawie, o radiofonii i telewizji całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu;
  • telewizja publiczna nie może ignorować sygnałów opinii społecznej, która jest niezadowolona z proniemieckiej polityki, jaką realizują obecne władze Gdańska;
  • dziennikarze Telewizji Polskiej dochowują należytej staranności w tworzeniu materiałów telewizyjnych, w tym przestrzegają wszystkich obowiązujących ich norm etycznych i prawnych, a emitowane w TVP materiały telewizyjne również tworzone są zgodnie z przepisami i literą prawa;
  • do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z groźbami czy też obelgami kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska. Informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce;
  • nie sposób zgodzić się z tezą, iż materiały emitowane w TVP dotyczące polityki prowadzonej przez władze Gdańska przyczyniły się do grożenia i obrażania władz Miasta Gdańska lub miały jakikolwiek związek z tymi groźbami. Tego typu oceny dokonywane przez Rzecznika Praw Obywatelskich uznać należy za zbyt daleko idące.

RPO wnosi o ponowne zbadanie sprawy 

- Ponownie zwracam się do Pana Przewodniczącego z uprzejmą prośbą o zbadanie treści emitowanych przez nadawcę publicznego – napisał Rzecznik do przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego.

Wskazał, że badając sprawę, Rada poprzestała na zwróceniu się z prośbą o wyjaśnienia do TVP.  Zdaniem Rzecznika działania te są niewystarczające, by rzetelnie i obiektywnie zbadać treść materiałów prasowych.

- Ocena materiału przez Telewizyjną Agencję Informacyjną, a zatem podmiot bezpośrednio zależny od Telewizji Polskiej, może być kwestionowana pod kątem jej potencjalnej subiektywności – podkreślił Adam Bodnar.

Dlatego też zasadne jest by w toku prowadzenia postępowania wyjaśniającego zwrócić się również o ekspertyzę do profesjonalnych podmiotów niezależnych od nadawcy.

VII.564.61.2019

 

Czy TVP uczestniczyła w nagonce na sędziów - KRRiT bez stanowiska, bo trwa proces

Data: 2020-02-10
  • Czy TVP uczestniczyła w akcji zniesławiania sędziów przez pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości? Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wstrzymuje się z zajęciem stanowiska 
  • Wystąpił o to w 2019 r. RPO, zaniepokojony atakiem TVP na sędziego Piotra Gąciarka, w którym przedstawiono bez weryfikacji informacje o jego życiu osobistym
  • Przewodniczący KRRiT tłumaczy się sporem prawnym między sędzią a TVP oraz ograniczonymi z tego powodu wyjaśnieniami prezesa Jacka Kurskiego
  • On sam odpowiada RPO, że materiał o sędzim Piotrze Gąciarku „nie był atakiem”, a przy jego tworzeniu dochowano rzetelności dziennikarskiej

19 sierpnia 2019 r. portal onet.pl opublikował artykuł, z którego wynikało, że urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości na czele z byłym już wiceministrem Łukaszem Piebiakiem prowadzili działania dyskredytujące sędziów, którzy publicznie wypowiadali się przeciwko działaniom resortu. Elementem tych działań miał być m.in. atak w TVP na sędziego Piotra Gąciarka ze stowarzyszenia Iustitia. Reportaż, w którym przedstawiano bez weryfikacji informacje z osobistego życia sędziego, pokazano 25 maja 2018 r. w programie "Alarm!" w TVP 1.

Magazyn „Press” opisał jeszcze inne działania, w jakie mieli być zaangażowani dziennikarze TVP SA, w tym m.in. Michał Rachoń prowadzący "Minęła dwudziesta" w TVP Info, Jacek Łęski prowadzący „Alarm!” w TVP 1 i „Studio Polska” w TVP Info czy Michał Adamczyk prowadzący „Wiadomości” TVP.

- Jeżeli informacje te potwierdzą się, trudno będzie uznać, że TVP S.A. realizuje misję publiczną w kształcie wymaganym przez ustawę o radiofonii i telewizji – uznał Rzecznik Praw Obywatelskich. A ustawa zobowiązuje TVP do tworzenia programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

Działania podejmowane wobec sędziów, którzy nie zgadzają się ze zmianami w sądownictwie mogą bowiem nosić znamiona poważnych naruszeń prawa, prowadzących do podważenia podstawowych fundamentów zasad demokracji i państwa praworządnego

Dlatego 29 sierpnia 2019 r. Adam Bodnar zwrócił się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o informację, co zrobiono dla dogłębnego i wszechstronnego wyjaśnienia zarzutów wobec TVP i jakie są rezultaty tych badań. Wystąpienie w tej sprawie RPO skierował też do Prezesa Zarządu TVP SA.

Odpowiedź Jacka Kurskiego

- Reportaż dotyczący p. sędziego P. Gąciarka powstał w oparciu o zweryfikowane informacje. Przy jego tworzeniu zostały zachowane zasady rzetelności dziennikarskiej. Nie mogę podzielić Pańskiego poglądu, że był to atak medialny TVP – odpisał Jacek Kurski Rzecznikowi 16 stycznia 2020 r.

Poinformował, że obecnie toczy się spór prawny z powództwa sędziego Piotra Gąciarka, w związku z czym musi ograniczyć wyjaśnienia do niezbędnego minimum. Wszystkie argumenty w tej sprawie uzasadniające decyzję o emisji materiału zostaną przedstawione podczas procesu.

Odnosząc się do materiałów onet.pl oraz magazynu „Press", Jacek Kurski podkreślił, że red. Przemysław Wenerski, kierujący programem „Alarm!” ma prawo korespondować z osobami, które są dla niego źródłem informacji. Tego typu postępowanie jest podstawą dziennikarstwa interwencyjnego.  

- Problematyczne natomiast jest ujawnianie takiej korespondencji przez podmioty trzecie. Ze względów procesowych nie mogę niestety przytoczyć pozostałej części argumentacji w tej sprawie – dodał Jacek Kurski.

Odpowiedź KRRiT

- KRRiT zapoznała się z treścią wyjaśnień z dnia 16 stycznia 2020 r. udzielonych w tej sprawie Rzecznikowi przez prezesa TVP SA Jacka Kurskiego. Uwzględniając informację o toczącym się sporze prawnym pomiędzy sędzią Piotrem Gąciarkiem a Telewizją Polską SA, a także biorąc pod uwagę ograniczony z tego względu zakres wyjaśnień przedstawionych przez prezesa TVP SA, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała odrębnego stanowiska w tej sprawie – napisał RPO 31 stycznia 2020 r. przewodniczący Rady Witold Kołodziejski.

VII.564.65.2019

RPO prosi Senat o nowelizację, która przywróci konstytucyjną rolę KRRiT w nadzorze nad mediami publicznymi

Data: 2020-02-04
  • Rada Mediów Narodowych wciąż decyduje o obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP i Polskim Radiu - z pominięciem konstytucyjnego organu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
  • Nadal bowiem nie wykonano wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w 2016 r. uznał za niekonstytucyjne pozbawienie KRRiT udziału w obsadzaniu władz mediów publicznych 
  • Od tego czasu RPO upomina się o nowelizację ustaw o rtv i o Radzie Mediów Narodowych, zgodnie z wytycznymi Trybunału – ale bez efektu
  • A chodzi również o przepisy, które pozwolą KRRiT czuwać nad poszanowaniem konstytucyjnego prawa obywateli do wolności słowa oraz do informacji

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, by to izba wyższa przygotowała odpowiednią nowelizację, zgodnie z wyrokiem TK z 13 grudnia 2016 r.

Co powiedział  TK w wyroku z 13 grudnia 2016 r.

Z wniosku RPO i grupy posłów Trybunał - pod przewodnictwem ówczesnego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego - orzekł (sygn. akt  K13/16) niekonstytucyjność tzw. małej ustawy medialnej z 30 grudnia 2015 r. Wyłączyła ona KRRiT z procesu odwoływania i powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Na jej mocy minister Skarbu Państwa skrócił kadencje władz mediów publicznych i powołał nowe władze.

TK uznał niekonstytucyjność tych przepisów małej ustawy medialnej.  Została ona 22 czerwca 2016 r. zastąpiona ustawą o Radzie Mediów Narodowych. Rada ta uzyskała kompetencje obsadzania władz mediów publicznych (także w jej procedurach nie przewidziano żadnego udziału KRRiT).

Tymczasem Trybunał potwierdził, że KRRiT  - jako organ konstytucyjny stojący na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji (art. 213 Konstytucji) - ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie określonego modelu radiofonii i telewizji. Ma się on opierać na równoważeniu wolności i praw jednostek do wyrażania własnych poglądów i pozyskiwania informacji. Wykonywanie konstytucyjnych zadań  KRRiT, zwłaszcza czuwanie nad realizacją misji publicznej, nie jest zaś możliwe bez zapewnienia niezależności Rady, głównie od władzy wykonawczej.

Według TK ustawodawca nie może dowolnie kształtować kompetencji KRRiT, która musi efektywnie wykonywać swe zadania. Zdaniem TK należy zatem wprowadzić przepisy, które pozwolą KRRiT "czuwać nad poszanowaniem wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Przekazanie kompetencji KRRiT innym podmiotom nie może zatem podważać jej pozycji, której podstawą są normy o randze konstytucyjnej.

Ponadto TK doprecyzował, że niedopuszczalne jest nie tylko całkowite pozbawienie KRRiT skutecznych instrumentów wykonywania jej zadań, ale i utworzenie takiego modelu, w którym Radzie pozostawia się tylko pewne kompetencje, a rozstrzyganie o zasadniczych sprawach radiofonii i telewizji przekazano innemu organowi.

Argumenty RPO

Konieczna jest zmiana ustawy o rtv oraz włączenie KRRiT w procedury powoływania i odwoływania władz mediów publicznych.  Pomimo wyroku TK, który wskazywał konieczność udziału w tym procesie także KRRiT, o obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP wciąż decyduje Rada Mediów Narodowych z pominięciem konstytucyjnego organu, jakim jest KRRiT – wskazuje Adam Bodnar.

W związku z brakiem działań legislacyjnych Rzecznik zwracał się w tej sprawie do Prezesa Rady Ministrów (16 lipca 2018 r.) oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (9 lutego 2017 r., 4 maja 2017 r. i 21 stycznia 2019 r.)  13 lipca 2018 r. Rzecznika poinformowano, że minister kultury, we współpracy z KRRiT, rozważa możliwe rozwiązania dotyczące powoływania i odwoływania władz mediów publicznych, które zapewnią zgodność ustawy o rtv oraz ustawy o RMN z Konstytucją.  Według ministra Piotra Glińskiego rozwiązania miały zostać przygotowane do końca 2018 r. Projekt nowelizacji nie został jednak opracowany.

W swym wyroku TK wskazał na szereg kwestii dotyczących wolności wypowiedzi (art. 54 Konstytucji), w związku z konstytucyjną zasadą wolności mediów (art. 14 Konstytucji). Z uzasadnienia wyroku TK może wynikać wniosek o niezgodności z Konstytucją niektórych przepisów ustawy o RMN (której konstytucyjności TK dotychczas nie badał). Jej przepisy - w analogiczny sposób jak w małej ustawie medialnej - ingerują bowiem w model funkcjonowania mediów publicznych i nie spełniają standardów wyznaczonych przez orzecznictwo TK.

Przepisem, który powinien być poddany ocenie pod tym kątem, powinien być szczególnie art. 17 ust. 1 pkt 1 ustawy o RMN, który przewiduje powoływanie przez nią członków władz mediów publicznych. A ustawa o rtv - w wersji sprzed małej nowelizacji - przyznawała te kompetencje KRRiT.

Odebranie KRRiT rozstrzygania o tym, kto i jak długo będzie członkiem zarządu spółek publicznej radiofonii i telewizji, czy też członkiem rady nadzorczej, wyklucza możliwość efektywnego wykonywania zadań przypisanych KRRiT w Konstytucji i wymaga działań legislacyjnych w celu wykonania wyroku TK.

W związku z tym Adam Bodnar zwrócił się do marszałka Tomasza Grodzkiego o rozważenie przez Senat RP działań zmierzających do nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o Radzie Mediów Narodowych, zgodnie ze wskazaniami Trybunału Konstytucyjnego.

- Praprzyczyną problemów wokół mediów publicznych jest zignorowanie wyroku Trybunału z 13 grudnia 2016 r. – mówił Adam Bodnar. 3 lutego 2020 r. wziął on udział w posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, którego tematem było ”prawo do rzetelnej informacji a media publiczne”. - Dziwi mnie, że to ja muszę się upominać o wykonanie tego wyroku, a nie sama Krajowa Rada – dodał. Wyraził nadzieję, że być może Senat weźmie na siebie przygotowanie odpowiedniego projektu.

VII.603.1.2016

RPO: dlaczego KRRiT nie upomina się o wykonanie wyroku TK ws. pominięcia jej w powoływaniu władz TVP i PR?

Data: 2020-02-03
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie wypełnia obowiązków: nie stoi na straży pluralizmu i wolności słowa w mediach publicznych
  • Praprzyczyną problemów wokół mediów publicznych jest zignorowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2016 r. Wbrew temu wyrokowi Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nadal jest pomijana przy powoływaniu i odwoływaniu władz mediów publicznych. Robi to nowy organ - Rada Mediów Narodowych
  • - Dziwi mnie, że to ja muszę się upominać o wykonanie tego wyroku, a nie sama Krajowa Rada – mówił Adam Bodnar podczas spotkania w Senacie na temat sytuacji w TVP i Polskim Radiu  

Rzecznik Praw Obywatelskich wziął udział 3 lutego 2020 r. w posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Tematem spotkania było „prawo do rzetelnej informacji a media publiczne”.

Adam Bodnar przypomniał o wyroku TK, wydanym 13 grudnia 2016 r. z wniosku RPO i grupy posłów. Trybunał (z sędzią Markiem Zubikiem jako sprawozdawcą) uznał wtedy niekonstytucyjność przepisów wyłączających KRRiT z powoływania władz spółek TVP i PR. Na mocy tzw. małej noweli ustawy medialnej z grudnia 2015 r. skrócono kadencje władz mediów publicznych.

- To wyrok, który obowiązuje, a do dziś nie został wykonany – podkreślał Adam Bodnar. - Mówię o tym, bo to jest praprzyczyna wszystkich kłopotów. Ukształtowano obecny model mediów publicznych, powołując Radę Mediów Narodowych, która całkowicie wyłącza kompetencje KRRiT.

W  ocenie RPO wygląda na to, że wszyscy przyzwyczaili się do tego złamania prawa, skoro wyrok został zignorowany. Adam Bodnar przypomniał swe wystąpienia w tej sprawie. – Dziwi mnie tylko, że to ja muszę się o to upominać, a nie sama Krajowa Rada – powiedział rzecznik. Dodał, że być może Senat weźmie na siebie przygotowanie odpowiedniego projektu – RPO planuje takie wystąpienie do Marszałka Senatu.

Od 2016 r. RPO na bieżąco reaguje na różne wydarzenia w mediach publicznych, które są monitorowane z punktu widzenia wolności słowa i pluralizmu. Rzecznik występował m.in. w sprawach

  • zwolnień dziennikarzy z TVP i PR, np. działacza związkowego w „Trójce” i dziennikarza Jerzego Sosnowskiego. Sąd pracy uznał  bezprawność jego zwolnienia w procesie, do którego przyłączył się RPO;
  • materiałów „Wiadomości” TVP po śmierci Pawła Adamowicza, domniemanej tzw. „czarnej listy” w TVP, czy odmowy emisji spotu „Polska to chory kraj”;
  • sposobu relacjonowania w mediach publicznych kampanii wyborczych.

Więcej uwagi Adam Bodnar poświęcił przypadkom, w których KRRiT nie przedstawiła własnego stanowiska, lecz ograniczyła się jedynie do prośby do nadawcy publicznego o wyjaśnienia:

Rada Języka Polskiego opracowała kompleksowy raport na temat tzw. pasków informacyjnych „Wiadomości” TVP”. Uznała, że mogą one prowadzić do nierzetelnego przekazu i trudno odróżnić w nich informację od komentarza. Efektem jest niespełnienie obowiązku TVP dostarczenia odbiorcom rzetelnej informacji.

Tymczasem raport nie skłonił KRRiT do tego, by się nim zająć. Rada dostrzegła zaś „,mankamenty metodologiczne” raportu oraz nieporównanie w nim TVP z przekazami innych nadawców. KRRiT poprosiła o stanowisko w sprawie prezesa TVP, który z raportem się nie zgodził.

- Wskazuję na to, ponieważ nie może być tak, że mamy organ upoważniony ustawowo do pewnych działań, a potem inny organ konstytucyjny nie traktuje tego poważnie – oświadczył Adam Bodnar.

Przyznał, że miał też nadzieję na gruntowną analizę KRRiT po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wcześniejszych przekazów TVP na tego temat. Przewodniczący KRRiT poinformował jednak, że „takie badanie nie jest przewidziane”.

Podobnie wyglądała sprawa listów z obelgami i groźbami pod adresem prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, których część odnosiła się do treści wiadomości z TVP. Tu również nie było należytej reakcji KRRiT.

W ocenie Adama Bodnara nie jest to dobra praktyka ze strony konstytucyjnego organu państwa. Przecież KRRiT po to ma cały aparat urzędniczy, żeby samodzielnie analizować i badać przekaz TVP, a nie tylko ograniczać się do prośby do nadawcy o wyjaśnienia i się nimi zadowalać.

Podczas spotkania w Senacie przedstawiono kilka raportów nt. mediów publicznych, m.in. „Media publiczne 2015-2019. Studium upadku. Co dalej?”, przygotowany pod redakcją m.in. Krzysztofa Lufta i Jana Dworaka. Zaprezentowano też raport Fundacji Batorego o mowie nienawiści i pogardzie w mediach tradycyjnych i internecie.

O mechanizmach nienawiści w polityce, która zawsze w niej była obecna, mówiła europosłanka Magdalena Adamowicz - Dziś swoim zasięgiem dotyka ona jednak coraz więcej osób, a rządzący używają jej  jako narzędzia utrzymywania władzy – oceniła.

Wnioski komisji

Po dyskusji komisja zajęła stanowisko, w którym za niedopuszczalne w mediach publicznych uznała m.in.:

  • zastępowanie obiektywnej i uwzględniającej różnorodność opinii informacji przekazami wartościującymi i sprzyjającymi wyłącznie interesom partii rządzącej;
  • akceptację i budowanie przekazów dzielących Polaków oraz wprowadzających elementy mowy nienawiści wobec konkretnych grup społecznych i osób;
  • rażący brak bezstronności i obiektywizmu, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczych i okresach je poprzedzających;
  • brak odpowiedzialności za wagę i znaczenie słów napędzających mowę nienawiści w mediach społecznościowych i w przestrzeni publicznej;
  • lekceważenie ogólnie przyjętych norm społecznych i zasad odpowiedzialnego dziennikarstwa.

Komisja zaapelowała do władz i pracowników mediów publicznych o przywrócenie rzetelności w programach informacyjnych; do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - o wprowadzenie właściwego nadzoru i reagowanie na opisane praktyki, a do Rady Mediów Narodowych - o ocenę pracy władz mediów publicznych oraz o zmianę władz TVP i Polskiego Radia odpowiedzialnych za złe praktyki.

 

Dyscyplinarne zwolnienie dziennikarza TVP Kultura. Rzecznik pyta o powody

Data: 2020-02-03
  • Red. Wojciech Majcherek został dyscyplinarnie zwolniony z TVP Kultura; zarzuty uznał za uwłaczające swej godności
  • To kolejny dziennikarz z którym w ostatnim czasie rozwiązano współpracę bez szczegółowego uzasadnienia
  • Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił dyrektora TVP Kultura o podanie przyczyn tej decyzji

Media poinformowały o rozwiązaniu umowy o pracę z Wojciechem Majcherkiem, dziennikarzem z 15-letnim doświadczeniem w tej redakcji, bez wypowiedzenia. Przyczyną tej decyzji miało być ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych. Dziennikarz w wywiadach mówił, że zarzuty uznaje za wręcz uwłaczające jego godności. Zapowiedział odwołanie do sądu.

TVP Kultura, jako kanał tematyczny telewizji publicznej, jest alternatywą dla komercyjnej i rozrywkowej innych ofert.  Często to jedyna rekompensata braku dostępu do bieżących wydarzeń kulturalnych dla widzów spoza dużych aglomeracji. Dlatego pełni istotną rolę w realizacji zadań mediów publicznych wynikających z Konstytucji RP.

Tymczasem takie publikacje powodują zaniepokojenie polityką kadrową w TVP Kultura. Opisywane naciski, odsuwanie od anteny oraz zwalnianie z pracy dziennikarzy pracujących w mediach publicznych mogą bowiem prowadzić do naruszenia konstytucyjnej wolności słowa. W ocenie Rzecznika decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane na podstawie przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego.

Adam Bodnar przypomniał dyrektorowi TVP Kultura konstytucyjne i międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji  Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Natomiast, stosownie do brzmienia art. 54 Konstytucji każdemu – a więc również przedstawicielom prasy – zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji RP zakazane. Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania ich misji.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi. Bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie. 

Rzecznik wystąpił do p.o. dyrektora TVP Kultura Wojciecha Klaty o poinformowanie o przyczynach decyzji kadrowych dotyczących red. Wojciecha Majcherka.

VII.564.8.2020

RPO: dlaczego "Trójka" zakończyła współpracę z red. Dariuszem Rosiakiem?

Data: 2020-01-29
  • RPO jest zaniepokojony polityką kadrową w Programie Trzecim Polskiego Radia po informacji o nieprzedłużeniu współpracy z red. Dariuszem Rosiakiem
  • Podstawą takich decyzji powinny być wyłącznie przejrzyste zasady, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej i z podaniem uzasadnienia
  • Zmiany kadrowe powinny też uwzględniać ich ewentualny wpływ na jakość prezentowanych materiałów

Adam Bodnar spytał dyrektora „Trójki” Tomasza Kowalczewskiego o powody decyzji kadrowej dotyczącej Dariusza Rosiaka, autora audycji „Raport o stanie świata”. Media podały, że nie zawierała ona merytorycznego uzasadnienia.

Temat zmian kadrowych w mediach publicznych wywołuje obawy dotyczące utrzymania wysokiego poziomu standardów dziennikarskiego. W pracy dziennikarza opiniotwórczego szczególnie istotne są bowiem profesjonalizm, doświadczenie i wiedza merytoryczna.

- Zasadny jest postulat, by wszelkie zmiany kadrowe były przeprowadzone z uwzględnieniem ich ewentualnego wpływu na jakość prezentowanych materiałów prasowych – podkreśla RPO. Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Rzecznik przedstawił także dyrektorowi „Trójki” konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej i poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych. Ich ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze.

Przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji. Jest też warunkiem wypełniania przez nie swej misji. Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego.

Adam Bodnar przypomniał, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Wojtas-Kaleta przeciwko Polsce wskazał w wyroku z 16 lipca 2009 r., że ze względu na specyfikę zawodu i działanie w interesie publicznym, obowiązek lojalności dziennikarzy wobec pracodawców nie jest tak szeroki, jak ten, który wiąże przedstawicieli innych zawodów, a możliwość ograniczania wolności wypowiedzi dziennikarzy przez pracodawców musi być ograniczona. 

Dziennikarze mają prawo, a nawet obowiązek komentowania spraw o znaczeniu publicznym, w tym także tych odnoszących się do organizacji pracy czy funkcjonowania mediów realizujących misję publiczną.

VII.564.4.2020

To tłumienie krytyki prasowej. RPO o odmowie akredytacji na „Sylwestra Marzeń” przez TVP

Data: 2020-01-28
  • TVP odmówiła akredytacji fotoreporterom „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Podhalańskiego” na tzw. „Sylwestra Marzeń” w Zakopanem – oba media krytykowały ten koncert
  • Odmowa akredytacji mogła mieć na celu tłumienie krytyki prasowej, co jest karalne – ocenia RPO
  • A utrudnianie krytyki prasowej polega m.in. na selekcjonowaniu dostępu dziennikarzy do wydarzeń

Takie działania publicznego nadawcy mogą ograniczać wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji dla obywateli, która jest fundamentem demokratycznego państwa. Nie ma to żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa – napisał Adam Bodnar do prezesa TVP Jacka Kurskiego, prosząc o wyjaśnienia.

Prasa poinformowała o nieudzieleniu przez TVP akredytacji fotoreporterom obu mediów na relacjonowanie koncertu organizowanego przez nadawcę publicznego 31 grudnia 2019 r. w Zakopanem. Decyzja ta nie została uzasadniona. Jak wynika z informacji prasowych, reporterzy obu gazet publikowali krytyczne informacje dotyczące organizacji koncertu i decyzji TVP w tym zakresie.

Prawo nie reguluje kwestii akredytacji. Obowiązek jej posiadania powinien być zatem jedynie wymogiem formalnym, który ma na celu ułatwienie pracy dziennikarzom poprzez zwolnienie ich z opłat lub umożliwienie wstępu do specjalnie wyznaczonych stref. - Nie może być on jednak wykorzystywany do tłumienia krytyki prasowej, poprzez selektywne i subiektywne udzielanie akredytacji jedynie wybranym przedstawicielom mediów – wskazuje RPO.

Dlatego obie decyzje mogą prowadzić do naruszenia art. 44 ust. 1 Prawa prasowego, który stanowi: "Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Utrudnianie krytyki prasowej to m.in. selekcjonowanie dostępu dziennikarzy do wydarzeń i przeszkadzanie w zbieraniu materiałów przed publikacją. Do przestępstwa dochodzi już w chwili  podjęcia tych działań, bez względu na to czy sprawca osiągnął zamierzony efekt.

W ocenie Rzecznika decyzje te mogą prowadzić do naruszenia wolności prasy, słowa, wyrażania poglądów i prawa do społecznie pożądanej krytyki. Chodzi też  o prawo obywateli do informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.

VII.564.5.2020

RPO reaguje w sprawie skarg na działania posłanki Klaudii Jachiry

Data: 2020-01-21
  • Do Rzecznika zwrócił się ze skargą obywatel urażony treściami, które posłanka Klaudia Jachira publikuje w internecie oraz jej zachowaniem, które zdaniem skarżącego, godzi w symbole narodowe oraz wartości katolickie
  • RPO przekazał tę skargę do Komisji Etyki Poselskiej
  • Komisja poinformowała RPO, że podjęła decyzję o nierozpatrywaniu sprawy, której skarga obywatela dotyczyła

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga obywatela urażonego treściami, które posłanka Klaudia Jachira publikuje w internecie, a także zachowaniem, które zdaniem skarżącego, godzi w symbole narodowe oraz wartości katolickie.

RPO przekazał tę skargę, zgodnie z właściwością, do Komisji Etyki Poselskiej. Zasady etycznego postępowania posłów zostały określone w uchwale Sejmu z 17.07.1998 – Zasady Etyki Poselskiej.

RPO odpowiedział Jacek Świat (PiS), przewodniczący Komisji Etyki Poselskiej. Poinformował, że na podstawie art. 3 ust. 3 regulaminu Komisji, podjęła ona decyzję o niepodejmowaniu sprawy. Tym samym Komisja nie będzie zajmowała się wypowiedziami posłanki Jachiry, na które skarżył się obywatel.

VII.600.4.2020

Co Polskie Radio mówi o powodach zakończenia współpracy z red. Agatą Kasprolewicz?

Data: 2020-01-21
  • Redaktor naczelny decyduje o składzie współpracowników redakcji – tak Polskie Radio odpowiedziało RPO w sprawie zakończenia współpracy z red. Agatą Kasprolewicz
  • Zaniepokojenie Rzecznika z tego powodu uznano za krzywdzące wszystkich pracowników Polskiego Radia
  • Podkreślono, że każdego dnia dbają oni o zapewnienie pluralizmu przekazywanych treści, przekazując informacje w pełni zgodne z wartościami, o których zachowanie apeluje RPO
  • Interwencję można odebrać jako „próbę nacisku na politykę redakcyjną rozgłośni publicznej, pomimo braku jakichkolwiek podstaw” – twierdzi rzeczniczka Polskiego Radia

W związku z doniesieniami mediów o rozwiązaniu współpracy z red. Agatą Kasprolewicz Rzecznik Praw Obywatelskich w grudniu 2019 r. zwrócił się do dyrektorki I Programu Polskiego Radia Agnieszki Kamińskiej o podanie przyczyn decyzji kadrowych dotyczących dziennikarki.

RPO zaniepokojony polityką kadrową „Jedynki"

Jak wynika z ustaleń dziennikarzy, mimo deklaracji kierownictwa, że w związku z reorganizacją struktury w redakcji Polskiego Radia nikt nie zostanie zwolniony, Agata Kasprolewicz nie otrzymała przydziału do żadnej z anten. Ponadto w kwietniu 2019 r. została bez podania powodów odsunięta od prowadzenia audycji „Więcej świata” w Jedynce Polskiego Radia.

Informacja ta wywołała zaniepokojenie RPO polityką kadrową prowadzoną w „Jedynce”. Zdaniem Rzecznika decyzje kadrowe w mediach powinny być podejmowane wyłącznie na podstawie przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego. Konieczne jest również każdorazowo uzasadnienie rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem.

Rzecznik przypomniał, że zgodnie z art. 14 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Zgodnie z  art. 54 Konstytucji każdemu – również przedstawicielom prasy – zapewnia się wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania przez nie swej misji.

Rzecznik przedstawił także obowiązujący media publiczne standard europejski ochrony wolności słowa i pluralizmu politycznego wypowiedzi dziennikarskiej. - Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie - wskazał.

Odpowiedź Polskiego Radia

- Odpowiadając na Pana pismo z dnia 18 grudnia 2019 r. skierowane na ręce Pani Agnieszki Kamińskiej - Dyrektor Programu I Polskiego Radia, a dotyczące rozwiązania przez Polskie Radio - Spółkę Akcyjną współpracy z Panią Agatą Kasprolewicz, niniejszym informuję, że pani Kasprolewicz nie była pracownikiem Programu I, w związku z czym kwestie związane z jej zatrudnieniem nie leżą w gestii dyrekcji anteny – odpisała RPO rzeczniczka Polskiego Radia S.A. Ewelina Steczkowska.

Pani Agata Kasprolewicz do czasu zmian w strukturze organizacyjnej Polskiego Radia - Spółki Akcyjnej współpracowała z Programem I w roli wydawcy. Dobór prowadzących programy na antenie leży w kompetencji redaktora naczelnego, który - stosownie do brzmienia art. 7 ust. 2 pkt 7 Prawa prasowego - jest osobą posiadającą uprawnienia do decydowania o całokształcie działalności redakcji, w tym także o składzie pracowników i współpracowników.

Interwencja w sprawie zakończenie współpracy z Panią Agatą Kasprolewicz, a także wyrażone przez Pana zaniepokojenie, są mocno krzywdzące dla wszystkich pracowników Polskiego Radia - Spółki Akcyjnej, którzy każdego dnia dbają o zapewnienie pluralizmu przekazywanych treści. Pana interwencję w niniejszej sprawie można odebrać jako próbę nacisku na politykę redakcyjną rozgłośni publicznej, pomimo braku jakichkolwiek podstaw ( jedynie na podstawie jednoźródłowych doniesień medialnych, o czym Pan informuje w swoim piśmie).

- Zatrudnieni w Programie I Polskiego Radia dziennikarze codziennie przekazują informacje w pełni zgodne z wartościami, o których zachowanie Pan apeluje – brzmi konkluzja pisma.

VII.564.86.2019

TVP, PR i NCK podtrzymują powody wycofania książki Piotra Zychowicza z konkursu historycznej ksiażki roku

Data: 2020-01-15
  • TVP, Polskie Radio i Narodowe Centrum Kultury podtrzymują, że powodem wycofania książki Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony" z konkursu „Książka Historyczna Roku” była zbyt późna data jej publikacji
  • O ten tytuł mogły się ubiegać pozycje wydane między 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r. Według TVP, PR i NCK książka ukazała się w lipcu 2019 r.
  • Tymczasem wydawca wskazał, że jej dystrybucja zaczęła się jeszcze w czerwcu 2019 r.
  • Działania promocyjno-marketingowe czy realizacja usługi druku i doręczenie egzemplarzy do wydawcy nie mogą być brane pod uwagę przy określaniu daty wydania publikacji – replikują prezesi TVP i PR oraz dyrektor NCK

Rzecznik Praw Obywatelski wyjaśnia powody wycofania w październiku 2019 r. publikacji pt. „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA” z XII edycji konkursu „Książka Historyczna Roku”. Książka Zychowicza była faworytem w głosowaniu internetowym.

Do jury w czasie konkursu nie wpłynęły zastrzeżenia dotyczące książki ze strony któregokolwiek z organizatorów. Decyzja miała zostać podjęta z pominięciem jury oraz bez udziału jednego z organizatorów – Instytutu Pamięci Narodowej. Organizatorami konkursu są TVP, Polskie Radio, IPN i Narodowe Centrum Kultury.

Jak wskazał były już członek jury prof. Sławomir Cenckiewicz (który w związku z tą sprawą złożył rezygnację), była to już druga próba usunięcia tej książki z konkursu. Recenzent książki dr Piotr Gontarczyk złożył wcześniej wniosek o wykluczenie książki przez jury. Argumentował to wolą kierownictwa TVP, według którego autor w publikacji afirmuje okupację niemiecką na kresach południowo-wschodnich. Siedmioosobowe jury odrzuciło ten wniosek.

Rzecznik nabrał wątpliwości co do poszanowania praw obywatelskich Piotra Zychowicza - zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa i debaty publicznej, w tym wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji). Nagroda ufundowana jest ze środków publicznych. A ich wydatkowanie musi być zgodne z ogólnymi zasadami jawności, celowości i przejrzystości gospodarowania środkami budżetu państwa.

RPO wystąpił do TVP, PR i NCK o wskazanie, jakie uchybienia wobec regulaminu zostały zidentyfikowane przez organizatorów.

W jednobrzmiących, choć oddzielnych, odpowiedziach prezesów TVP i Polskiego Radia oraz dyrektora NCK z listopada 2019 r. podano, że decyzja o wycofaniu z konkursu publikacji została podjęta przez organizatorów i fundatorów nagród na podstawie §7 ust. 3 regulaminu konkursu. Stanowi on: "Organizatorzy mogą odmówić przyjęcia książek lub wycofać je z Konkursu, jeżeli zostaną zidentyfikowane uchybienia wobec niniejszego Regulaminu".

Zidentyfikowanym przez organizatorów uchybieniem jest data wydania książki, niezgodna z §2 ust. 1 regulaminu. Zgodnie z nim "do danej edycji Konkursu można zgłaszać książki oraz publikacje elektroniczne (e-booki), zwane dalej „książkami" wydane w języku polskim po raz pierwszy pomiędzy 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r.". Zgodnie z treścią wpisu wydawcy do Międzynarodowego Znormalizowanego Numeru Książki ISBN 978-83-8062-564-8 oraz informacjami w opisie książki, a pochodzącymi od wydawcy, datą tą jest lipiec 2019 r.

Tym uchybieniem regulaminu szefowie TVP, PR i NCK tłumaczyli wycofanie książki z konkursu. Była to suwerenna decyzja organizatorów, która nie wymagała konsultacji z jurorami – napisali do RPO Jacek Kurski, Andrzej Rogoyski i Rafał Wiśniewski.

W związku z tym prezes Domu Wydawniczego REBIS Sp. z o.o. Tomasz Szponder przedstawił RPO stanowisko wydawcy książki. W jego ocenie informacje podawane przez organizatorów konkursu o przyczynach wycofania książki są nieprawdziwe. Została ona bowiem wydana w czerwcu 2019 r. - 14 czerwca została wprowadzona na stan magazynu, 24 czerwca zaczęła się jej dystrybucja, a 27 czerwca sprzedano jej pierwsze egzemplarze.

Wskazywana przez organizatorów data 2 lipca 2019 r. jest jedynie datą rozpoczęcia akcji promocyjnej książki, którą sieć Empik umieściła jako datę „oficjalnej premiery" - podkreślił wydawca. Oświadczył, że data wydania publikacji jest zgodna z regulaminem i nie może być przyczyną jej wycofania z konkursu.

W grudniu 2019 r. Rzecznik poprosił prezesów TVP i PR oraz dyrektora NCK o wyjaśnienia co do pisma wydawcy.

W ponownie jednobrzmiących odpowiedziach z 9 i 10 stycznia 2020 r. wszyscy trzej adresaci podtrzymali swe zarzuty.

„Odnosząc się do treści pisma Pana Tomasza Szpondera, Prezesa Zarządu, reprezentującego wydawcę, tj. Dom Wydawniczy "Rebis" Spółka z o.o., wskazać należy, że przedstawione w nim argumenty na poparcie tezy, jakoby książka pt. „Wołyń zdradzony” została wydana pomiędzy 1 stycznia 2018 r., a 30 czerwca 2019 r. (wymóg Regulaminu) nie znajdują potwierdzenia w analizowanym stanie faktycznym i prawnym. Opisane działania o charakterze promocyjno-marketingowym czy też realizacji usługi druku i doręczenia fizycznych egzemplarzy do wydawcy nie mogą być brane pod uwagę przy określaniu daty wydania publikacji” – odpisali Rzecznikowi Jacek Kurski, Andrzej Rogoyski i Rafał Wiśniewski.

VII.712.1.2019

Sąd uchylił zakaz publikacji tekstów dziennikarza Grzegorza Rzeczkowskiego. Wnosił o to RPO

Data: 2020-01-09
  • Na wniosek RPO sąd uchylił decyzję o usunięciu z serwisu tygodnika „Polityka” artykułów o prokuratorach prowadzących sprawę „afery taśmowej" oraz o zakazie kolejnych tekstów na ten temat
  • Sprawa takiego zabezpieczenia tekstów dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego, pozwanego przez prokuratorów Annę i Przemysława Hopfer, wraca do I instancji
  • Rzecznik wskazywał m.in., że sąd I instancji nie zestawił ze sobą odpowiednio interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone
  • Interes publiczny wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury i prawie obywateli do informacji o aferze, która wstrząsnęła polską sceną polityczną

W październiku 2018 r. w "Polityce" ukazała się publikacja Grzegorza Rzeczkowskiego, który analizował m.in. kariery zawodowe prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w stołecznych  restauracjach). Prokuratorzy złożyli pozew przeciw dziennikarzowi i redakcji o ochronę dóbr osobistych. Wnieśli jednocześnie o usunięcie artykułów w ramach zabezpieczenia roszczenia.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane przez Sąd Okręgowy w Warszawie na podstawie art. 7301 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego w związku z art. 755 § 2. RPO zgłosił swój udział w sprawie i złożył zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Jak sąd uzasadnił zabezpieczenie roszczenia prokuratorów

Zgodnie z art. 7301 Kpc przesłankami udzielenia zabezpieczenia w każdej sprawie cywilnej są:                         

  • uprawdopodobnienie;
  • uprawdopodobnienie interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia.

Sąd Okręgowy uznał obie przesłanki za spełnione. Przyjął, że „o interesie społecznym można mówić jedynie w przypadku przekazywania informacji prawdziwych”, a w tym przypadku zachodzi „ewentualna wątpliwość co do merytorycznej zawartości publikacji”. Skoro „wskazane dowody uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji”, sąd uznał za zasadne ograniczenie funkcjonowania publikacji w internecie i to na maksymalny czas trwania zakazu.

Jednocześnie sąd przyjął, że „artykuły odnoszą się do istotnych okoliczności” oraz uznał, że „awanse i kariery w sferze publicznej powinny podlegać ocenie społecznej i z tego względu mogą być tematem podlegającym zainteresowaniu dziennikarzy”.

Interes publiczny – rola mediów w państwie demokratycznym

W ocenie RPO Sąd Okręgowy nie zestawił ze sobą - jak wymaga tego art. 755 § 2 kpc - interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miały zostać naruszone. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zakaz jest konieczny oraz proporcjonalny w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów. Uznając za prawdopodobne uznanie roszczeń powodów, sąd wykluczył analizę wpływu zabezpieczenia na interes publiczny, pomijając szczególną misję mediów i szerszy kontekst publikacji. Takie zaś rozumienie art. 755 § 2 kpc jest nieuprawnione.

W kontekście publikacji prasowych przyjmuje się, że interes publiczny odnosi się do kluczowej roli prasy w demokratycznym państwie prawnym w zakresie rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). Wolność słowa urzeczywistniająca ustawową rolę prasy jest gwarantowana zarówno przez Konstytucję (art. 14 oraz art. 54), jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka (art. 10).

Interes publiczny w tej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Sąd Okręgowy pominął, że artykuły poddane zakazowi publikacji dotyczyły nie tylko kwestii „awansów i karier w sferze publicznej”, lecz szerszego kontekstu związanego z jedną z największych afer politycznych ostatniej dekady, której kulisy budzą zainteresowanie opinii publicznej. Tymczasem, jak przyjmuje się w orzecznictwie, „w interesie publicznym leży, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli, przy czym chodzi tu o zainteresowanie pożądane – dyktowane przez rangę poruszanych zagadnień”. Stanowisko to, sformułowane przez Sąd Okręgowy na gruncie wniosku o zabezpieczenie powództwa w formie zakazu publikacji artykułów dotyczących tzw. afery KNF, jest aktualne w kontekście afery taśmowej.

Rola prokuratury

Publikacje zawierają przede wszystkim analizę karier prokuratorów związanych z prowadzeniem sprawy afery podsłuchowej. Udzielenie zabezpieczenia może pozbawić społeczeństwo pełnego dostępu do opisu zdarzeń istotnych z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania państwa.

Zważywszy pozycję ustrojową prokuratury, zwłaszcza w związku z wprowadzonymi w 2016 r. zmianami dotyczącymi m.in. połączenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości (krytykowanymi za poddanie prokuratury wpływom politycznym) opinia publiczna powinna mieć dostęp do informacji o funkcjonowaniu tej instytucji; powinna być informowana o wszelkich wpływach polityków na prowadzących kluczowe śledztwa prokuratorów.

Standardy międzynarodowe dotyczące mediów

Jak podkreśla Europejski Trybunał Praw Człowieka, obowiązkiem prasy jest przekazywanie informacji ważnych dla interesu publicznego. Zważywszy społeczne i polityczne znaczenie afery oraz rolę prokuratury w demokratycznym państwie prawnym należy przyjąć, że publikacje autorstwa pozwanego Grzegorza Rzeczkowskiego takie informacje zawierały.

Orzekanie zakazu publikacji powinno mieć charakter wyjątkowy. Każdy taki zakaz musi być przedmiotem wnikliwego badania. Sąd Okręgowy nie rozważał przy tym innego środka zabezpieczającego, który nie stałby w sprzeczności z interesem publicznym. Takim środkiem mogłoby stać się umieszczenie przy artykułach, na czas postępowania, informacji że są one przedmiotem postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych.

Jak przyjmuje ETPCz, wolność prasy jest zwiększona, gdyż pełni ona rolę „strażnika publicznego” w przekazywaniu informacji o poważnym znaczeniu publicznym. W tym kontekście interes publiczny łączy się z obywatelskim prawem do informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji).

Oczywiście wolność krytyki osób publicznych nie jest nieograniczona. W tym zakresie należy podzielić zdanie Sądu Okręgowego, że na ochronę nie zasługują informacje nieprawdziwe. Wolność prasy, z jakiej korzysta pozwany, nie oznacza bowiem prawa do krytyki opartej na nieprawdziwych lub niesprawdzonych zarzutach. W myśl art. 6 ust. 1 Prawa prasowego, prasa ma obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, zaś dziennikarz obowiązany jest do zachowania szczególnej staranności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Kwestie te będą podlegały szczegółowej analizie w postępowaniu głównym; na obecnym etapie postępowania pomocniczego, w świetle treści zażalenia pozwanych, nie wykazano jednak, by zabrakło rzetelności w działaniach Grzegorza Rzeczkowskiego, który podjął starania, aby informacje zweryfikować.

Sąd Okręgowy nie wskazał, które okoliczności dotyczące powodów, przedstawione w publikacjach, uznał za „prawdopodobnie” nieprawdziwe. Samo stwierdzenie, że wskazane dowody „uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji a powodów postawiono w negatywnym świetle”, w żadnej mierze nie mogło wyłączyć analizy ewentualnej sprzeczności zakazu publikacji z ważnym interesem publicznym.

Jak stwierdził ETPCz, „swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu od takich, które są głęboko krytyczne, obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje”.

W związku ze szczególną rolą, jaką spełnia prasa przyjmuje się, że wolność dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do pewnego stopnia przesady, a nawet prowokacji. Zbieżne z tym poglądem jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał iż „nie ma wolnej, demokratycznej debaty w sytuacji, w której poziom emocji i >soczystość< używanego języka miałaby być z góry narzuconym standardem, określonym w sposób sformalizowany i zbiurokratyzowany przez organy władzy publicznej”.

RPO nie ocenia, czy tezy publikacji Grzegorza Rzeczkowskiego są prawdziwe. Chodzi zaś o to, że takie zabezpieczenie stanowi zagrożenie dla ważnego interesu publicznego - rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej w odniesieniu do kluczowych instytucji państwa oraz osób pełniących funkcje publiczne.

Sąd odwoławczy: trzeba zbadać interes publiczny

Postanowieniem z 20 grudnia 2019 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił postanowienie o zabezpieczeniu roszczeń powodów.

W uzasadnieniu sąd wskazał, że sporne artykuły jedynie w części dotyczyły powodów, a autor analizował również kariery zawodowe innych prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie afery podsłuchowej. Tymczasem sąd I instancji dokonał zabezpieczenia całej treści spornych artykułów, w tym również jego fragmentów nie odnoszących się bezpośrednio do powodów. Sąd okręgowy winien rozważyć, czy tak szeroki zakres zabezpieczenia jest odpowiedni.

Ponadto sąd podkreślił, że każde postanowienie o zakazie publikacji materiału prasowego musi być poprzedzone zbadaniem, czy nie narusza to uzasadnionego, ważnego interesu publicznego. Sąd obowiązany jest zatem do analizy, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę innej konstytucyjnej wartości.

Sąd okręgowy winien zatem ocenić, czy zabezpieczenie mogłoby pozbawić możliwości jakiejkolwiek krytyki dotyczącej kariery zawodowej prokuratorów zajmujących się sprawą afery podsłuchowej. Sąd I instancji powinien też ocenić, w jakim stopniu istnieje ryzyko ponownej publikacji artykułu istnieje i czy zostało to dostatecznie uprawdopodobnione. Skutki opublikowania ponad roku temu spornych artykułów nie są uzależnione od obecnej aktywności pozwanych, którzy nie publikują tego artykułu wśród aktualnych wiadomości.

Sprawa udzielenia zabezpieczenia wraca do ponownego rozpoznania w sądzie I instancji.

VII.510.128.2019

Szef TAI i szef KRRiT o materiałach TVP o Gdańsku i prezydent Dulkiewicz

Data: 2020-01-03
  • Wiadomości TVP nic nie wiedzą o tym, jakoby ich materiały mogły doprowadzić do wzrostu nienawistnych listów i obelg pod adresem prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz – poinformował szef programu Jarosław Olechowski.
  • Do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z takimi groźbami czy też obelgami a informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce.
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła jego stanowisko i na tym zakończyła postępowanie zapoczątkowane wnioskiem Rzecznika Praw Obywatelskich.

RPO zaniepokoiły informacje w mediach, że prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, następczyni zamordowanego w styczniu 2019 r. prezydenta Pawła Adamowicza, dostaje coraz więcej nienawistnych listów, gróźb i obelg, i że ma to związek za każdym razem z materiałami emitowanymi na temat władz Gdańska przez Wiadomości TVP. W sierpniu napisał do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prośbą o sprawdzenie działania publicznego nadawcy.

Odpowiedź przyszła do Biura RPO 3 stycznia 2020 r. Wynika z niej, że reagując na pytanie RPO Krajowa Rada przesłała pytanie do TVP, ta zaś zapytała o zdanie dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosława Olechowskiego. Jego odpowiedź z 6 września władze TVP przekazały następnie do KRRiT, a ta odesłała ją Rzecznikowi 31 grudnia z informacją przewodniczącego Rady Witolda Kołodziejskiego, że „przeprowadzona analiza pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionego przez nadawcę stanowiska”.

W stanowisku tym Jarosław Olechowski wykazuje, że

  • materiały telewizyjne dotyczące polityki władz miasta Gdańska wpisują się w realizację misji publicznej Telewizji Polskiej, która oferuje, na zasadach określonych w ustawie, o radiofonii i telewizji całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.
  • Telewizja publiczna nie może ignorować sygnałów opinii społecznej, która jest niezadowolona z proniemieckiej polityki, jaką realizują obecne władze Gdańska.
  • Dziennikarze Telewizji Polskiej SA dochowują należytej staranności w tworzeniu materiałów telewizyjnych, w tym przestrzegają wszystkich obowiązujących ich norm etycznych i prawnych, a emitowane w TVP materiały telewizyjne również tworzone są zgodnie z przepisami i literą prawa.

Jeśli zaś chodzi o szczegóły, które niepokoiły Rzecznika Praw Obywatelskich, Jarosław Olechowski wyjaśnił, iż:

  • Do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z groźbami czy też obelgami kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce („RPO powołując się na rzekomą treść takich listów nie powołał w piśmie żadnego przykładu potwierdzającego jego twierdzenia powołując się jedynie na doniesienia prasowe” – napisał red. Olechowski)
  • Nie sposób zgodzić się z tezą, iż materiały emitowane w TVP dotyczące polityki prowadzonej przez władze Gdańska przyczyniły się do grożenia i obrażania władz Miasta Gdańska lub miały jakikolwiek związek z tymi groźbami. Tego typu oceny dokonywane przez Rzecznika Praw Obywatelskich uznać należy za zbyt daleko idące.
  • Nie można mówić o szeregu informacji, skoro RPO podaje jedynie dwa przykłady publikacji telewizyjnych odnoszących się do proniemieckiej polityki władz Gdańska
  • Ponadto przykłady materiałów podawanych przez RPO dotyczyły faktów. Jak objaśnia Jarosław Olechowski:
  1. Wyemitowany 24 lipca 2019 r. w materiał „Ataki na kościół po zajściach w Białymstoku" dotyczył [pisownia oryginalna]  „m.in. wykorzystywania przez opozycję tematyki wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w Białymstoku, do walki z politykami i kościołem oraz oskarżeń Kościoła Katolickiego w Polsce ze strony zwolenników opozycji o sprzyjanie nazizmowi. W spornym materiale wskazano, jakie reakcje na chuligańskie wybryki podczas marszu w Białymstoku podjął polski rząd oraz przedstawiciele kościoła, jak również wskazano, iż opozycja próbuje stworzyć fałszywy obraz sprzyjania przez polskie władze oraz Kościół Katolicki neofaszyzmowi. który rzekomo rozwija się w Polsce.
    Celem zobrazowania nieprawdziwości powyższych sugestii wskazano na powiązania z Miasta Gdańska, które odwołują się do tradycji państwowości niemieckiej, poprzez symbolikę idei Wolnego Miasta Gdańsk, a które to miasto obecnie zarządzane jest przez przedstawicieli opozycji i których poczynania są akceptowane przez tą opozycję”. Audycja przedstawiała „fakty, które wywołują sprzeciw i odzew społeczny w szczególności w środowiskach narodowych. Przede wszystkim w spornym materiale prasowym zaprezentowano oceny oraz fakty dotyczące dalszego powiązania pomiędzy Gdańskiem a jego historyczną przeszłością, która niewątpliwie ma również związek z neonazistowskimi Niemcami. Opinia publiczna negatywnie ocenia kontynuowanie polityki zarządzania Gdańskiem polegającej na ignorowaniu tych powiązań i nieusuwanie ich z obecnej historii miasta
    ” – pisze red. Olechowski.
  2. Natomiast materiał telewizyjny z 2 sierpnia „dotyczył specustawy podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę, dzięki której na historycznym półwyspie Westerplatte, który przez lata był zaniedbany, będzie można postawić obiekty przypominające legendarną obronę półwyspu przed Niemcami. Specustawa zakłada, że tereny Westerplatte przejdą pod zarząd Skarb Państwa spod zarządu Miasta Gdańska, dzięki czemu powstanie Muzeum Westerplatte i wojny 1939 r. 
    W spornym materiale wskazano, iż władze Gdańska z decyzji są niezadowolone i zapowiadają walkę o w/w tereny. W audycji zaprezentowano także wypowiedź Pani Prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz odnoszącą się do zapowiadanych zmian. Ponadto zaprezentowano krytyczne wypowiedzi opinii społecznej odnoszące się do programu obchodów II wojny światowej, w tym o konferencji polsko - niemieckiej przyjaźni, która ma odbyć się w Gdańsku pod patronatem władz tegoż miasta jako jeden z elementów tychże obchodów (…).
    Również opinia publiczna negatywnie reaguje na zaniedbania terenów historycznych, którymi zarządzają władze Gdańska, w tym terenem półwyspu Westerplatte
    ” – stwierdza Olechowski.

TVP do RPO: żałujemy, że nie mogliśmy transmitować wykładu Olgi Tokarczuk

Data: 2019-12-31
  • TVP nie transmitowała wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk, bo nie miała technicznych możliwości.
  • Dla władz TVP było to „dużym zaskoczeniem i rozczarowaniem”

Brak transmisji w TVP noblowskiego wykładu Olgi Tokarczuk „był przedmiotem analizy władz Spółki Telewizja Polska S.A” – pisze do RPO prezes TVP Jacek Kurski. I wyjaśnia: Odczyt p. Olgi Tokarczuk, nie był transmitowany na antenach Telewizji Polskiej z przyczyn niezależnych od nadawcy publicznego. Producentem sygnału i właścicielem praw autorskich były SVT/UR oraz Nobel Media. Instytucje te nie udostępniły sygnału poprzez platformę EBU Exchange, zaś agencje APTN Associated Press i Reuters udostępniły jedynie trzyminutowe fragmenty, już po zakończeniu wykładu. Tak więc nie istniała możliwość przeprowadzenia transmisji z wykładu Laureatki Nagrody Nobla, co było również dla nas, jako nadawcy publicznego dużym zaskoczeniem i rozczarowaniem.

Fundacja Alfreda Nobla udostępniła transmisję z wykładu za pośrednictwem platformy youtube.com. Udostępnienie dotyczyło wyłącznie internetu, poprzez odesłanie do kanału Fundacji na platformie, co uniemożliwiło przeprowadzenie transmisji przez polską telewizję publiczną.

Nie było również możliwości przeprowadzenia transmisji za pomocą portali społecznościowych, gdyż oficjalny profil Facebook TVP Kultura nie ma technicznych możliwości przeprowadzenia transmisji odczytu za pomocą embedded video, gdyż firma Facebook nie pozwala na zastosowanie tej technologii na swoim portalu  dla materiałów video ze strony youtube.com. Z lego też powodu TVP Kultura (która w przypadku niektórych wydarzeń stosuje streaming video na FB), musiała ograniczyć się wyłącznie do podsumowania wystąpienia Olgi Tokarczuk i udostępnienia linku do transmisji na kanale youtube.com.

Pragnę podkreślić, że Gala Wręczenia Nagrody Nobla za rok 2018 była transmitowana na antenach: TVP Kultura, TVP Wilno, TVP Polonia i TVP Info. Transmisja była połączona z częścią studyjną wypełnioną komentarzami gości i felietonami. W celu zapewnienia widzom maksymalnego zróżnicowania treści i sposobu odbioru TVP przeprowadziła dwie transmisje, zapewniając podwójną obsługę dziennikarską i produkcyjną: jedną sprofilowaną dla widzów zainteresowanych informacją (TVP Info) i drugą, skierowaną do widzów zainteresowanych kulturą (TVP Kultura, TVP Wilno, TVP Polonia).

W związku z tym wydarzeniem, został zmieniony układ ramowy programu TVP Kultura, tak aby umożliwić naszym widzom uczestniczenie w Gali Wręczenia Nagrody Nobla za rok 2018 p. Oldze Tokarczuk. W związku z tym wydarzeniem na antenie TVP Kultura miał miejsce Dzień Noblowski, który zaczął się już 9 grudnia emisją dramatu Ryszarda Brylskiego z 2003 roku „Żurek”, będącego ekranizacją opowiadania Olgi Tokarczuk pod tym samym tytułem.

W dniu wręczenia nagrody p. Oldze Tokarczuk TVP Kultura przeprowadziła transmisję z tego wydarzenia, zaś w specjalnym studio udział wzięli dr Karol Samsel i Karolina Felberg-Sendecka (godz. 16.20). Następnie widzowie mogli obejrzeć operę Aleksandra Nowaka „ahat ili - Siostra bogów” z libretto Olgi Tokarczuk na podstawie własnej powieści „Anna In w grobowcach świata” (godz. 20.30). Polska prapremiera tego wydarzenia miała miejsce w 2018 roku podczas Festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie. Po wydarzeniu operowym miał miejsce premierowy pokaz dokumentalnego portretu Olgi Tokarczuk jako Autorki libretta wyemitowanej opery, „Operacja opera. Aleksander Nowak” (godz. 22.05). Wieczór zakończono pokazem spektaklu Teatru Telewizji z 1998 roku „E.E.” na podstawie powieści Olgi Tokarczuk pod tym samym tytułem (godz. 22.45).

W tym dniu TVP Kultura zaprezentowała również pozycje poświęcone współczesnym polskim noblistom, do grona których dołączyła Olga Tokarczuk: dokument „Czesław Miłosz w Berkeley” (godz. 18:25) zrealizowany z okazji 85. urodzin poety oraz reportaż „Wisława Szymborska w Sztokholmie” (godz. 15:50), będący relacją z pobytu poetki w stolicy Szwecji podczas uroczystości związanych z wręczeniem jej Nagrody Nobla w 1996 roku.

Podsumowaniem otrzymania przez p. Olgę Tokarczuk Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018, było specjalne wydanie programu literackiego „Koło pióra”, wyemitowane w środę 11 grudnia o godz. 19.25. Gośćmi Mariusza Cieślika byli autorzy przekładów powieści Olgi Tokarczuk - p. Jan Henrik Swahn, tłumacz „Biegunów” na język szwedzki oraz p. Miriam Borenstein, tłumaczka „Ksiąg Jakubowych” na język hebrajski.

Uprzejmie proszę o przyjęcie powyższych wyjaśnień – pisze Jacek Kurski.

RPO pyta Polskie Radio o rozwiązanie współpracy z Agatą Kasprolewicz

Data: 2019-12-30
  • W związku z pojawiającymi się w mediach doniesieniami o rozwiązaniu współpracy z redaktorką Agatą Kasprolewicz RPO zwrócił się o przedstawienie informacji w tej sprawie do dyrektor Polskiego Radia Agnieszki Kamińskiej.
  • RPO wyraża zaniepokojenie doniesieniami na temat polityki kadrowej prowadzonej w Jedynce Polskiego Radia.
  • Rzecznik stoi na stanowisku, że decyzje kadrowe w mediach powinny być podejmowane wyłącznie w oparciu o przejrzyste zasady, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego, konieczne jest również każdorazowo podanie uzasadnienia rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem.

Z doniesień medialnych RPO  dowiedział się o rozwiązaniu współpracy z redaktorką Agatą Kasprolewicz. Jak wynika z ustaleń dziennikarzy, mimo deklaracji kierownictwa, że w związku z reorganizacją struktury w redakcji Polskiego Radia nikt nie zostanie zwolniony, Agata Kasprolewicz nie otrzymała przydziału do żadnej z anten. Ponadto, w kwietniu 2019 r. została bez podania powodów odsunięta od prowadzenia w Jedynce audycji „Więcej świata”. Pomimo apelu 77 pracowników stacji do prezesa Polskiego Radia , do tej pory decyzja ta nie została uzasadniona.

RPO: polityka kadrowa dotycząca dziennikarzy powinna być transparentna

Informacja ta wywołuje zaniepokojenie RPO sytuacją dotyczącą polityki kadrowej prowadzonej w Jedynce Polskiego Radia. Zdaniem Rzecznika decyzje kadrowe w mediach powinny być podejmowane wyłącznie w oparciu o przejrzyste zasady, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego, konieczne jest również każdorazowo podanie uzasadnienia rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem. W związku z tym RPO skierował do dyrektor Polskiego Radia Agnieszki Kamińskiej pismo z prośbą o zajęcie stanowiska w niniejszej sprawie i poinformowanie o przyczynach podjętych decyzji kadrowych dotyczących redaktorki Agaty Kasprolewicz.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji  Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Natomiast, stosownie do brzmienia art. 54 Konstytucji każdemu – a więc również przedstawicielom prasy – zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji RP zakazane. RPO podkreślił w swoim wystąpieniu, że przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania przez nie swej misji. Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił także obowiązujący media publiczne standard europejski ochrony wolności słowa i pluralizmu politycznego wypowiedzi dziennikarskiej.

VII.564.86.2019

Prezes TVP o sprawie red. Mariusza Kowalewskiego i obowiązku wysłuchania drugiej strony przed wydaniem opinii

Data: 2019-12-30
  • RPO otrzymał od prezesa TVP Jacka Kurskiego wyjaśnienia dotyczące okoliczności zwolnienia wiceszefa publicystyki Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Mariusza Kowalewskiego.
  • Dziennikarz mówił w mediach, że został zwolniony, ponieważ nie chciał ujawnić przełożonym źródeł swoich informacji. Mówił też o naciskach w TVP, oraz „szukaniu haków” na zlecenie prezesa TVP i dyrekcji TAI.
  • Prezes TVP odrzuca te zarzuty i przypomina Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że naczelną zasadą dziennikarską (i nie tylko) jest wysłuchanie drugiej strony przed wydaniem opinii.
  • „Programy TVP SA są realizowane z zachowaniem należytej staranności, rzetelności, obiektywizmu, profesjonalizmu, pluralizmu, czyli zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej” – wyjaśnia też Jacek Kurski.

W grudniu 2019 r. były dziennikarz TVP Mariusz Kowalewski opublikował książkę o kulisach pracy w TVP za prezesury Jacka Kurskiego („TVPropaganda. Za kulisami TVP”). Wcześniej w wywiadzie dla Polityki mówił, iż decyzja o rozwiązaniu z nim stosunku pracy w TVP została podjęta bez podania uzasadnienia i miała być wynikiem bezpośredniego polecenia Zarządu TVP na życzenie koordynatora ds. służb Mariusza Kamińskiego. Zdaniem Kowalewskiego powodem takiej decyzji mogła być odmowa ujawnienia źródła informacji, którą miał przedstawić podczas posiedzenia kolegium.

Jak podaje portal Wirtualne Media, Mariusz Kowalewski do Telewizji Polskiej kierowanej przez Jacka Kusrkiego przeszedł w 2016 roku z „Wprost”. Najpierw pracował w portalu TVP.info, a w styczniu 2018 r. trafił do redakcji programu „Alarm!”. Po trzech miesiącach przeszedł do Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, został wiceszefem redakcji reportażu i publicystyki. Podlegał bezpośrednio dyrektorowi TAI Jarosławowi Olechowskiemu i wicedyrektorowi Pawłowi Gajewskiemu.

Umowę o pracę rozwiązano z nim w 2018 r., ale publicznie Kowalewski zaczął o tym mówić w 2019 r.

RPO poprosił TVP o wyjaśnienia w tej sprawie. Prezes Kurski ujawnił szczegóły współpracy red. Kowalewskiego z TVP. Objaśnił  też Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że łacińska zasada audiatur et altera pars oznacza, że przed wydaniem opinii należy zawsze wysłuchać stanowiska drugiej strony sporu.

- „Opierał się Pan wyłącznie na doniesieniach prasowych, które delikatnie mówiąc mijają się z prawdą” – pisze Jacek Kurki do rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara. – „Niestety nikt z dziennikarzy piszących o sprawie red. Kowalewskiego, nie starał się przedstawić stanowiska TVP tworząc nieprawdziwy obraz stosunków panujących w Spółce. Już takie działanie jest naruszeniem zasad etyki zawodowej i pogwałceniem podstawowej zasady audiatur et altera pars”.

Kurski pisze następnie, że umowa o pracę z Mariuszem Kowalewskim została rozwiązana 3 września 2018 roku, ale stało się to na życzenie zainteresowanego (tu prezes Kurski uściśla, że „nieoficjalnie wskazywano na problemy osobiste Pana Redaktora, zatem mając na uwadze zakończenie współpracy w poprawnych relacjach nie poproszono o podanie powodów takiej decyzji”).

Dwa tygodnie później TVP podpisała jednak umowę z firmą producencką należącą do żony dziennikarza. W jej ramach Kowalewski nadal wykonywał zlecone czynności na rzecz TVP „i otrzymywał za nie stosowne wynagrodzenie”. Umowa trwała do 16 stycznia 2019 roku, kiedy została rozwiązania za porozumieniem stron.

Prezes Kurski z całą stanowczością podkreśla, że na Kowalewskiego w żaden sposób nie wywierano nacisku, nie odsuwano go też od anteny. Pisze też: „twierdzenie, że rozwiązanie umowy o pracę z dziennikarzem prowadzi lub może prowadzić w konsekwencji do naruszenia konstytucyjnej zasady wolności słowa, jest twierdzeniem zbyt daleko idącym. Zarówno Konstytucja RP, jak i ustawa z dnia 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji, w żadnym z przepisów nie ograniczają nadawców publicznych, jak również zatrudnionych dziennikarzy, w zakresie realizowania zasady swobody umów. Od czasu powstania mediów publicznych w 1994 roku nie podnoszono takiego argumentu, nawet w publicznych dyskusjach na temat polityki kadrowej nadawców publicznych. Wyjątkiem była sprawa outsorcingu pracowników twórczych Telewizji Polskiej podczas, gdy Prezesem Zarządu był p. Juliusz Braun” [pisownia oryginalna].

Odnosząc się do zarzutów stawianych publicznie przez red. Mariusza Kowalewskiego, dotyczących rzekomego nakłaniania do złamania tajemnicy dziennikarskiej, prezes Kurski podkreśla, że nigdy od dziennikarzy TVP nie wymagano, aby ujawniali dane objęte tą tajemnicą.

Zdaniem prezesa Kurskiego programy TVP SA są realizowane z zachowaniem należytej staranności, rzetelności, obiektywizmu, profesjonalizmu, pluralizmu, czyli zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej. Telewizja Polska cieszy się także uznaniem widzów, o czym świadczą nie tylko wysokie wyniki oglądalności, ale także pozytywne reakcje odbiorców na emitowane materiały.

Polskie Radio do RPO: Zakończenie współpracy z Łukaszem Warzechą nie stanowiło naruszenia swobody dziennikarskiej

Data: 2019-12-20

Na pytanie o powody zakończenia przez Polskie Radio współpracy z red. Łukaszem Warzechą RPO dostał taką odpowiedź:

  • Zakończenie współpracy z panem Łukaszem Warzechą nie stanowiło naruszenia swobody dziennikarskiej.
  • Prezes Polskiego Radia Andrzej Rogoyski w pełni podziela zdanie RPO, iż media publiczne powinny wykazywać się szczególną troską o zapewnienie pluralizmu przekazywanych treści, a także swobody pracy dziennikarzom.
  • Zapewnia też, iż w Polskim Radiu wszelkie kwestie odnoszące się do polityki personalnej funkcjonują w oparciu o przejrzyste zasady, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy oraz redaktora naczelnego.
  • Polskie Radio jako rozgłośnia, której podstawowym celem jest wypełnianie zadań radiofonii publicznej w Polsce, w pełni szanuje i respektuje wszelkie prawa oraz wolności człowieka i obywatela - w tym tak istotną wolność słowa oraz wolność mediów, wyrażone w art. 14 oraz art. 54 ust. 1 Konstytucji.
  • W duchu tychże wartości kreowana jest także polityka redakcyjna oraz podejmowane są wszystkie decyzje personalne.

W połowie listopada Polskie Radio rozwiązało współpracę z Łukaszem Warzechą.

Jak pisał portal „Wirtualne media”, Łukasz Warzecha prowadził program „Wróżenie z Faktów” w Polskim Radiu 24 od 2016 roku. Co niedzielę zapraszał publicystów i - analizując bieżące wydarzenia – rozmawiał z nimi o tym, co może przynieść kolejny tydzień. Audycja nadawana była o godz. 18.06 do 19.00, ostatnie wydanie Warzecha poprowadził w 10 listopada. Gośćmi byli Mariusz Gierej z portalu mPolska24.pl oraz Karol Gac z serwisu DoRzeczy.pl. Polskie Radio umieściło kolejną audycję Warzechy w ramówce na niedzielę, 17 listopada. Ale 12 listopada Warzecha poinformował, że stacja znienacka podziękowało mu za współpracę i kolejnych audycji już nie będzie. - Nie podano mi żadnego uzasadnienia, muszą je sobie Państwo sami odgadnąć. Wszystkim słuchaczom mojej audycji oraz wielu jej gościom bardzo dziękuję - napisał publicysta na Twitterze.

Zaniepokojony tymi informacjami RPO napisał do Polskiego Radia. Załączone pismo jest odpowiedzią na pytanie zadane przez organ konstytucyjny instytucji publicznej.

Nowe fakty ws. książki Piotra Zychowicza. RPO prosi TVP, PR i NCK o wyjaśnienia

Data: 2019-12-17
  • TVP, Polskie Radio i Narodowe Centrum Kultury twierdzą, że powodem wycofania książki Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony" z konkursu „Książka Historyczna Roku” była zbyt późna data jej publikacji
  • O ten tytuł  mogły się bowiem ubiegać pozycje wydane między 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r. Według TVP, PR i NCK książka ukazała się w lipcu 2019 r.
  • Tymczasem wydawca wskazuje, że jej dystrybucja zaczęła się w czerwcu 2019 r.
  • RPO poprosił prezesów TVP i PR oraz dyrektora NCK o wyjaśnienia w tej sprawie

W październiku 2019 r. z XII edycji konkursu „Książka Historyczna Roku” wycofano publikację pt. „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”. Decyzja miała zostać podjęta z pominięciem jury konkursu oraz bez udziału jednego z organizatorów – Instytutu Pamięci Narodowej. Organizatorami konkursu są TVP, Polskie Radio, IPN i Narodowe Centrum Kultury.

Jak wskazał były już członek jury prof. Sławomir Cenckiewicz, który w związku z tą sprawą złożył rezygnację, była to już druga próba usunięcia tej książki z konkursu. Recenzent książki dr Piotr Gontarczyk złożył wcześniej wniosek o wykluczenie książki przez jury. Argumentował to wolą kierownictwa TVP, według którego autor w publikacji afirmuje okupację niemiecką na kresach południowo-wschodnich. Siedmioosobowe jury odrzuciło ten wniosek.

Książka Zychowicza była faworytem w głosowaniu internetowym. Do jury w czasie konkursu nie wpłynęły zastrzeżenia dotyczące książki ze strony któregokolwiek z organizatorów.

Rzecznik Praw Obywatelskich nabrał wątpliwości co do poszanowania praw obywatelskich Piotra Zychowicza - zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa i debaty publicznej, w tym wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji). Nagroda ufundowana jest ze środków publicznych. A ich wydatkowanie musi być zgodne z ogólnymi zasadami jawności, celowości i przejrzystości gospodarowania środkami budżetu państwa.

RPO wystąpił do TVP, PR i NCK o wskazanie, jakie uchybienia wobec regulaminu konkursu zostały zidentyfikowane przez organizatorów.

W jednobrzmiących, choć oddzielnych, odpowiedziach prezesów TVP i Polskiego Radia oraz dyrektora NCK podano, że decyzja o wycofaniu z konkursu publikacji Piotra Zychowicza została podjęta przez organizatorów i fundatorów nagród na podstawie §7 ust. 3 regulaminu konkursu. Stanowi on: "Organizatorzy mogą odmówić przyjęcia książek lub wycofać je z Konkursu, jeżeli zostaną zidentyfikowane uchybienia wobec niniejszego Regulaminu".

Zidentyfikowanym przez organizatorów uchybieniem jest data wydania książki, niezgodna z §2 ust. 1 regulaminu. Zgodnie z nim "do danej edycji Konkursu można zgłaszać książki oraz publikacje elektroniczne (e-booki), zwane dalej „książkami" wydane w języku polskim po raz pierwszy pomiędzy 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r.". Zgodnie z treścią wpisu wydawcy do Międzynarodowego Znormalizowanego Numeru Książki ISBN 978-83-8062-564-8 oraz informacjami w opisie książki, a pochodzącymi od wydawcy, datą tą jest lipiec 2019 r.

Tym uchybieniem regulaminu szefowie TVP, PR i NCK tłumaczyli wycofanie książki z konkursu. Była to suwerenna decyzja organizatorów, która nie wymagała konsultacji z jurorami – napisali do RPO Jacek Kurski, Andrzej Rogoyski i Rafał Wiśniewski.

W związku z tym prezes Domu Wydawniczego REBIS Sp. z o.o. Tomasz Szponder przedstawił RPO stanowisko wydawcy książki. W jego ocenie informacje podawane przez organizatorów konkursu o przyczynach wycofania książki Piotra Zychowicza są nieprawdziwe. Książka została wydana w czerwcu 2019 r. (14 czerwca została wprowadzona na stan magazynu, 24 czerwca zaczęła się jej dystrybucja, a 27 czerwca sprzedano jej pierwsze egzemplarze).

Wskazywana przez organizatorów data 2 lipca 2019 r. jest jedynie datą rozpoczęcia akcji promocyjnej książki, ktorą sieć Empik umieściła jako datę „oficjalnej premiery" - podkreślił wydawca.

Wskazał, że data wydania publikacji jest zgodna z regulaminem i nie może być przyczyną jej wycofania z konkursu.

VII.712.1.2019

Symulacja procesu sądowego: Na cyberprzemoc są paragrafy - sesja 20 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Kiedy eksperci zastanawiali się, jak wyjść z kryzysu praworządności, w wielkim audytorium obok odbywał się spektakl-symulacja, w którym prawdziwy sędzia Arkadiusz Krupa pokazywał młodym uczestnikom i widzom, jak działa sąd.
  • Przed tym wysokim, bo ustawionym na scenie sądem pojawili się – jako aktorzy - uczniowie i absolwenci Szkoły Podstawowej im. Karola Miarki w Pielgrzymowicach.
  • Są oni autorami akcji „Słowa Krzywdzą” (wraz z opiekunami Martą Florkiewicz-Borkowską i Agatą Dziendziel, radcami prawnymi Dariuszem Wójcikiem i Michałem Grabcem z Kancelarii GW LEGAL Grabiec & Wójcik z Katowic, psycholożką Patrycja Żak oraz Adamem Bieńko z UKS Oktagon).

Symulację poprowadził pomysłodawca i autor scenariusza - sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie Arkadiusz Krupa. Zaś cały spektakl powstał dzięki współpracy trzech śląskich organizacji: Stowarzyszenia Mediatorów „Consensus”, Fundacji NoDrama oraz ImproSilesia oraz szczególnemu zaangażowaniu Agnieszki Stachury i Agnieszki Prycy.

Symulacja procesu sądowego to rodzaj interaktywnego spektaklu. Wykorzystuje elementy dramy edukacyjnej, która opiera się na naturalnej zdolności człowieka do wchodzenia w rolę i stawia na naukę przez doświadczenie. Pokazuje, jak działa wymiar sprawiedliwości w sprawach związanych z czynami zabronionymi, które często dotyczą młodych osób.

Przedmiotem rozprawy była cyberprzemoc stosowana przez 17-letniego ucznia wobec swojej koleżanki. Mogliśmy zobaczyć, na czym polega manipulowanie treściami w internecie, jak hejt wpływa na ofiarę i na sprawcę, oraz jakie są konsekwencje fałszywego oskarżenia przed sądem.

Oskarżonym był uczeń Tomasz Brzozowski.

Stanął przed sądem za to, że „przez pół roku uporczywie nękał pokrzywdzoną Kingę Zdunek w ten sposób, że wielokrotnie wysyłał do niej niechciane wiadomości tekstowe SMS jak też wiadomości na portalach społecznościowych, w których nakłaniał ją do utrzymywania z nią relacji towarzyskich, spotkań, udzielania odpowiedzi na wysyłane wiadomości, groził wyrządzeniem krzywdy w ten sposób, że zniszczy jej opinię w szkole, rozgłosił niekorzystne informacje z jej życia, a także wielokrotnie śledził ją, kiedy wracała ze szkoły do domu. Oskarżony uczeń za pośrednictwem Facebooka zmuszał koleżankę do spotkania się z nim, a na jej profilu umieszczał szkalujące ją informacje twierdząc, że źle się prowadzi i że za pieniądze pozwala robić sobie zdjęcia w szkolnej toalecie. Groził jej także śmiercią i pocięciem jej twarzy żyletką w wiadomościach smsowych”.

Spektakl rozpoczyna opis relacji domowych Kingi doświadczającej stalkingu, który doprowadził dziewczynę do próby samobójczej. Kinga to ofiara przemocy doświadcza niezrozumienia ze strony matki i siostry. Pojawia się także wątek pewności sprawcy – przecież w internecie, każdy może się pod kogoś podszyć, wg matki sprawcą krzywd wyrządzonych jej córce nie musiał być Tomek –  kolega ze szkoły oskarżany przez Kingę o stalking.

Dodatkowym obciążeniem dla Kingi staje się sytuacja w szkole. Jedna z koleżanek miała zeznawać na jej korzyść i przedstawiać kluczowe dla sprawy dowody. Niestety zastraszona przez Sprawcę boi się mieszać, nie chce mieć problemów wśród rówieśników. Kinga znów zostaje sama. Z jej problemów śmieje się już cała szkoła. Niewielkie wsparcie otrzymuje także od szkolnej psycholożki. Ostatecznie dochodzi do aresztowania młodego sprawcy cyberprzemocy oraz rozprawy sądowej.

Podczas spektaklu sędzia Krupę tłumaczył publiczności, na czym polega rozprawa  w sądzie, gdzie siedzą poszczególni uczestnicy.  Opowiadał także o tym, że sędzia zna akta postępowania, większość świadków została już bowiem przesłuchana, ale po to należy powtórzyć te czynności, aby sędzia mógł bezpośrednio spotkać się ze świadkami, z innymi dowodami, wysłuchać ich i dokonać oceny ich wiarygodności.

Oskarżony chłopak podczas rozprawy nie przyznawał się do winy. Podkreślał, że jego konto fejsbukowe oraz inne komunikatory, których historia wskazywała na nękanie Kingi, były używane przez inne osoby, zaś tych wiadomości, które on pisał nie postrzegał jako karalne. Czuł się wręcz ofiarą całej sytuacji, podkreślając, że jest to nieporozumienie, bo w rzeczywistości przecież nic koleżance nie zrobił.

Podczas rozprawy mieliśmy też okazję zobaczyć pełną formułę składania zeznań przez Poszkodowaną, Oskarżonego, świadków oraz biegłych.

Spektakl, dobitnie pokazywał, jak wielkim stresem jest to dla każdej ze stron postępowania, niezależnie od sytuacji.

Podczas całej symulacji Sędzia tłumaczył między innymi, jakie są konsekwencje składania zeznań niezgodnych z prawdą, a jakie  następstwa wywołuje odmowa składania zeznań,, do której uprawione są np. najbliższe osoby Oskarżonego. Pouczył również, że jeśli świadek, który mógł odmówić składania zeznań, ale nie zrobił tego i podał na przykład policji hasło do swojego konta na Facebooku, i udostępnił korespondencję z Oskarżonym, to nawet jeśli potem zmienił zdanie, i nie chce już zeznawać, to wydruki takich wiadomości będą miały znaczenie jako dowód w sprawie.

Cały spektakl kończy wykonanie przez główną bohaterkę piosenki Kasi Kowalskiej pt. spowiedź, by uzmysłowić widzom stan ducha każdej osoby doświadczającej przemocy psychicznej, a tym bardziej cyberprzemocy, którą – na szczęście tylko pozornie – trudniej udowodnić.

„Mówiłeś mi,  że przyciągam gniew, że za nic masz mą niewinność kazałeś mi trudna droga iść za stróża mieć tylko ciemność, patrzyłeś jak wolno staczam się i spadam w otchłań bezdenną widziałeś, jak mieszam z winem krew by obłaskawić codzienność”

Na koniec dwa zdania od prowadzącego symulację sędziego Krupy:

Poczucie anonimowości w internecie jest olbrzymie, ale granice wyrażania poglądów muszą spotkać się jednak z granicą prywatności  i wolności drugiej osoby. 

Przestępstwa  popełniane w cyberprzestrzeni nie giną, bo wywołują realne skutki, dlatego jak każde inne muszą i są karane. W przypadku przedstawionej historii Prokurator wnioskował o pozbawienie wolności dla Oskarżonego. I choć proces nie pozostawił złudzeń co do jego winy, a kara  wydaje się być  niezbędna, warto zastanowić się nad jej wymiarem.  

W takich sytuacjach kara powinna być jednak szczególnie głęboko przemyślana., chociażby dlatego, ze dotyczy bardzo młodego człowieka. Czasem lepsze korzyści  niż jego zatrzymanie przyniesie  nałożenie na niego prac społecznych, dzięki którym może nauczy się inaczej podchodzić do drugiego człowieka. – zakończył Arkadiusz Krupa.

Outsourcing misji. Media prywatne i obywatelskie w czasach chaosu medialnego próbują zastępować TVP. Sesja 25 III KPO

Data: 2019-12-14

Panel organizowany przez medium obywatelskie OKO.PRESS

  • Czy da się zastąpić media publiczne, jeśli nie realizują one swej misji?
  • Na jakie zagrożenia napotykamy? Jakie mamy szanse
  • Panel z udziałem wybitnych dziennikarzy, w tym nagrodzonego właśnie nagrodą Grand Press Tomasza Sekielskiego, moderowali twórcy i autorzy niezależnego portalu Oko.press Piotr Pacewicz i Magdalena Chrzczonowicz.
  • Publiczność miała swojego rzecznika. Został nim Edwin Bendyk
  • Wyszliśmy z panelu z kilkoma pomysłami, jak wyjść poza bańkę i pyskówkę polityczną. Zainspirowani, choć bez gotowych odpowiedzi

Media publiczne nie realizują dziś misji mediów publicznych, jaką są "zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”.

Nie przestrzegają też zasad innych opisanych w tej samej Ustawie o radiofonii i telewizji, zgodnie z którymi powinny m.in.

  • kierować się odpowiedzialnością za słowo;
  • rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą;
  • sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej;
  • umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej;
  • służyć rozwojowi kultury, nauki i oświaty, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego dorobku intelektualnego i artystycznego;
  • sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

Zwłaszcza Telewizja Polska narusza swoją misję uprawiając propagandę polityczną, a także skupiając na komercyjnych działaniach nastawionych na zwiększanie oglądalności kosztem jakości.

Outsourcing misji publicznej. Trzy wyzwania:

W tej sytuacji dochodzi do swoistej zamiany ról i outsourcingu misji publicznej: media prywatne i niezależne (obywatelskie) podejmują elementy misji publicznej.

Stają jednak wobec trzech zagrożeń:

  • politycznym (zagrożenie ze strony władz, grozi scenariusz Węgier Orbana, już obecnie fala procesów i ataków w wykonaniu polityków i mediów prorządowych);
  • finansowym (po rewolucji internetowej załamał się modelu finansowania mediów). Jak utrzymać jakościowe dziennikarstwo nie goniąc za klikami?
  • pułapka bańki. Działanie w warunkach ograniczania demokracji i populistycznego przekazu zachęca do zaangażowania w obronie wartości i wyrazistej krytyki władz. Grozi to zamknięciem w "bańce opozycyjnej". Jak zachować rozum i godność przekazu działając pod presją autorytarnej władzy masowo produkującej fake newsy?

Osobnym problemem jest - dla publikacji w sieci - działanie w przestrzeni medialnej, która jest regulowana przez gigantów (FB i Google) w sposób nieprzejrzysty.

Paneliści/Panelistki: 

  • Tomasz Sekielski, laureat Nagrody Radia Zet i Grand Press
  • Kalina Błażejowska z „Tygodnika Powszechnego” pisząca o misji TVP
  • obywatel-dziennikarz. Włodek Ciejka, Twórca "Włodek Ciejka Tv" ,
  • Aleksandra Sobczak, zastępczyni redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”
  • Edwin Bendyk. „Polityka”, który na panelu objął funkcję Rzecznika Praw Publiczności (z inicjatywy Piotra Pacewicza)

Moderowali: Piotr Pacewicz, współtwórca i wieloletni wicenaczelny Gazety, twórca Oko.press, Magdalena Chrzczonowicz, sekretarzyni redakcji Oko.press

Zaczął rzecznik Bendyk: Media publiczne w dzisiejszej sytuacji chaosu informacyjnego powinny być punktem odniesienia, triangulacji dyskusji (ułatwiające ustalenie tego, co jest prawdą)?

Potem Bendyk poprosił o pytania z sali. I sala je zadała:

Jakie macie pomysły na wyjście z bańki? My stworzyliśmy inicjatywę „Nowa bibuła – kolportujemy ją pdf-ami, ludzie te ulotki potem drukują. To jest nasz pomysł na wyjście z bańki.

  • Jak budować narzędzia społeczeństwa obywatelskiego w sieci – nie przez polaryzowanie a przez budowanie wspólnoty (w kontekście patotreści)
  • Jak finansować media niezależne
  • Jak zareagujecie na pomysł powstania domu medialnego, który przejmie zarządzanie rynkiem reklam Skarbu Państwa?
  • Jak chcecie dotrzeć do nieprzekonanych? Yputube jest jednym z rozwiąń, czy są inne?
  • Dlaczego żyjemy w świecie postprawdy w dziedzinie zdrowa?
  • Jak dziś pracuje dziennikarz, jak zdobywa informacje, ile mu to zajmuje, z czego żyje?
  • Czy jako dziennikarze nie daliście się zdominować politykom?
  • Czy jest nadzieja dla TVP?

Pytania zostały pogrupowane i wokół nich koncentrowała się rozmowa.

O wychodzeniu z bańki

Tomasz Sekielski zrobił film o pedofilii w Kościele katolickim. Obejrzało go dwadzieścia kilka milionów widzów na Youtube. Przyznaje, że film wyszedł poza środowisko liberalno-lewicowe. Na spotkania z Tomaszem Sekielskim przychodzą w różnych miejscowościach kraju ludzie o różnej wrażliwości i poglądach. Ale siła rażenia tego filmu jest oparta na emocjach.

Czy w taki sam sposób można dotrzeć z innymi tematami?

Sekielski: – Nie mam recepty na to. Uważam, że trzeba być uczciwym i robić to, w co się wierzy. Ale w świecie mediów „tożsamościowych”, kierowanych do wąskich grup być może nie da się wyjść z bańki.

Aleksandra Sobczak: Wychodzenie z bańki trzeba zacząć od tego, żeby to sobie bycie w bańce uświadomić. A potem zmienić sposób myślenia na bardziej empatyczny. Stosować rozmowę jako narzędzie, wyjeżdżać z Warszawy, słuchać. Narzędzia reporterskie są receptą. Zwróćcie uwagę, że nie możemy jednak rozmawiać z ważnymi politykami – bo oni nie rozmawiają. Instytucje publiczne nie odpowiadają na pytania, albo przysyłają polemiki nie odpowiedzi.

Pacewicz: Ale  Tomek Sekielski właśnie zastosował tę technikę. Dał głos każdemu.

Kamila Błażejowska: Dziś misją jest prostowanie manipulacji i kłamstw. I to przebija bańkę – te objaśnienia rozchodzą się wiralowo. Naprawianie tego, co psuje TVP, ma sens (Błażejowska opisała historię eksperta TVP Adama Tomczyńskiego podpisywanego na pasku jako „wieloletni sędzia”: po sprawdzeniu okazało, wiele lat temu odszedł z zawodu z powodu postępowania dyscyplinarnego. Na ten tekst powoływał się Robert Mazurek – jedyny dziennikarz, z którym rozmawiają przedstawiciele władzy, mimo że zadaje im pytania).

Pamiętajcie, że w bańce tkwi bardziej lewa strona niż prawa. Widzowie TVP oglądają inne stacje – zauważyła Błażejowska.

Piotr Pacewicz: Ale czy prostowanie faktów to wychodzenie z bańki? Z naszego doświadczenia wynika, że ludzie to czytają, bo nie chcą oglądać kłamliwych programów (a nie – najpierw oglądają, a potem sprawdzają)

Pytanie z sali:  a nie moglibyście robić insertów, które wrzucalibyśmy sąsiadom z innej bańki?

Włodek Ciejka: Praca we własnej bańce ma też sens. Bo istotą dziennikarstwa jest pokazywanie, że świat jest bardziej skomplikowany, niż myślimy. To nieprawda, że wszyscy myślimy tak samo – nawet jak jesteśmy w jednej bańce. Możemy przecież pytać, czy jedynie słuszna polityka opozycji jest jedynie słuszną polityką. Możemy pytać, czy wyrok na Jana Śpiewaka jest słuszny, choć w bańce panuje przekonanie, że sądów trzeba bronić, a nie krytykować.

Rozwiązaniem jest synergia między małymi mediami obywatelskimi i tymi większymi.

Pacewicz: Doświadczeniem Oka.press jest to, że nie ma jednej bańki – jest piana. Jest bąbel polityczny, ale bąbel  dotyczący środowiska jest inny, inny dotyczy praw kobiet, inny – osób z niepełnosprawnościami.

Pytania z sali (sędziego i byłej dziennikarki): używanie języka „nasz/wasz”,  zaostrza konflikt i tworzy bańki. Ważnym doświadczeniem była kongresowa rozmowa o Komunikacji zgodnej z wartościami. Radykalność ocen i języka jest ogromnym problemem.

Pacewicz: To jest nasz codzienny problem. Bo wiemy, że mdły przekaz się nie przebije. A jak się nie przebijesz, nie będziesz miał z czego żyć.

Błażejowska: „Tygodnik Powszechny” sprzedaje się okładkami, na których są tematy społeczne, zdjęcia mądrych starych ludzi – dowodzimy, że to nie prawda, że tylko ostry komunikat się sprzedaje.

Sekielski: w telewizji to nie działa. „Ogląda się” spór i konflikt. Mądre rozmowy śp. Grzegorza Miecugowa nadawane były przed północą…. Może nauczyliśmy ludzi, że radykalne jest fajne?

Jak realizować misję w podzielonym środowisku, jak funkcjonuje środowisko, jak być w zgodzie z sobą

Sekielski: a jesteście pewni, że jest zapotrzebowanie na misję? - TVP pokazuje także świat pozapolityczny, ale to widzów nie interesuje. Proces komercjalizacji, czyli wędrowania za tym, co widza interesuje, postępował od lat. Kto z Państwa ogląda Teatr Telewizji? Kto z Was wie, kiedy on jest (szmer na sali). Programy dla rolników? Rolnicy spokojnie obejrzą je w internecie, nie musimy do tego utrzymywać całek gigantycznej struktury TVP.

Być może więc rozwiązaniem jest odchudzenie TVP, wyznaczyć im konkretne zadania (a nie mówić ogólnie o „misji”) i to finansować z pieniędzy publicznej.

Aleksandra Sobczak: Jeśli nikt nie chce oglądać programów misyjnych TVP, to dlatego, że są źle robione. Można wyjść z bańki.

Kalina Błażejowska: Dziś misją jest prostowanie manipulacji i kłamstw. I to ma sens

Finansowanie

Sobczak: stworzenie funduszu finansującego finansowanie przez spółki Skarbu Państwa media sprzyjające władze (pytał o ten pomysł na początku RPO Adam Bodnar) tylko domknie system, ale go nie zmieni. Tak już jest teraz.

Edwin Bendyk w imieniu publiczności dopytywał: jednak spada oglądalność telewizji prywatnych, nakłady prasy drukowanej lecą na łeb na szyję. Polityka utrzymuje się już w większości z abonamentów, w tym abonamentów cyfrowych. Oko.press stworzyło model wsparcia obywatelskiego.

Ciejka: Naszą robotę wykonujemy w czasie wolnym od innej pracy. Musimy przestać wstydzić się mówić o pieniądzach

Sekielski: Do rozwoju mediów niezależnych potrzebne są pieniądze.

A jakie jest doświadczenie crowfundingu?

Sekielski: prywatne datki nie sfinansują mediów. Biznes może narzekać na sytuację, ale nie da pieniędzy (kiedy się delikatnie o to pytam, od razu okazuje się, że rozmówca ma bardzo pilne sprawy związane ze swoim jachtem, wyjazdem w dalekie kraje…)

Sobczak: A ja sądzę, że najgorsze już za nami. Powstaje nowy model finansowy, niezależny od reklam – ale od wpłat czytelników i widzów. To jest zdrowe i zaczyna się udaje. Crowdfunding sprawdza się w konkretnych pytaniach, resztę trzeba finansować budując zaufanie do marki.

Wnioski

  • Ważne są narzędzia reporterskie, zadawanie pytań i słuchanie, a nie ogłaszanie swoich poglądów
  • Być może więc rozwiązaniem jest odchudzenie TVP, wyznaczyć im konkretne zadania (a nie mówić ogólnie o „misji”) i to finansować z pieniędzy publicznej.
  • Muszą być wyciągnięte konsekwencje za łamanie ustawy medialnej
  • Wyrzucenie nas ze strefy komfortu lat 90. przysłuży się naszemu środowisku
  • Ważna jest współpraca małych lokalnych mediów obywatelskich z większymi
  • Ważne są instytucje medialne – nie „sam interenet”, który jest groźnym żywiołem
  • Przyszłość mediów zależy od obywateli, czytelników, widzów, słuchaczy

Co to znaczy, że „Polska to chory kraj”? Rada Języka Polskiego wyjaśnia prezesowi TVP i RPO

Data: 2019-12-06
  • Prezes TVP Jacek Kurski odmówił przed wyborami emisji spotu reklamowego „Polska to chory kraj”, ponieważ „już sam tytuł zawiera treść obraźliwą dla naszej Ojczyzny, stoi w oczywistej sprzeczności nie tylko z obowiązkami nadawcy publicznego, ale również z dobrymi obyczajami”. Zwrot „coś jest chore" ma też zdaniem prezesa Kurskiego w sobie elementy agresji i jest eufemistycznym wulgaryzmem.
  • RPO zapytał wobec tego o opinię Radę Języka Polskiego. Otrzymał analizę, z której wynika, że nie można oceniać tytułu filmu nie znając całego przekazu.
  • Rada stwierdza też, że trudno w samym sformułowaniu doszukiwać się agresji. Systemowo bowiem „(czyli niezależnie od kontekstu) charakter obraźliwy mają tylko te jednostki leksykalne, które są silnie nacechowane ekspresywnie aksjologicznie (np. gdy mówimy o człowieku: bałwan, pajac, debil, kanalia, kretyn itd.)”.

NIE PRZEGAP panelu na Kongresie Praw Obywatelskich: Sesja 2. Kim jest suweren? Elektorat, naród, demokracja w zmieniającym się języku debaty publicznej

Nie da się ocenić wartości pragmatycznej (oraz zasadności użycia) hasła reklamowego bez znajomości pełnego przekazu, w którym ono wystąpiło. Na sposób odbioru każdego wyrażenia językowego w znacznym bowiem stopniu wpływa jego kontekst - to on przede wszystkim decyduje o tym, jakie nacechowanie (aksjologiczne i ekspresywne) niesie dane wyrażenie oraz jakie elementy jego znaczenia wysuwają się na pierwszy plan (czyli w jaki sposób profilowany jest element rzeczywistości, do którego się ono odnosi) – wyjaśnia przewodnicząca Rady Języka Polskiego dr hab. Katarzyna Kłosińska.

Nie znając treści całego filmu reklamowego, można jedynie stwierdzić, że zdanie "Polska to chory kraj" ma charakter generalizujący, jest swego rodzaju hiperbolą, przesadnią (stosowaną notabene powszechnie w tekstach pełniących funkcje retoryczne).

Znaczenie sfromułowania "Polska to chory kraj"

Zdaniem Rady może ono wskazywać 

  • albo na złą sytuację zdrowotną Polaków (wówczas uruchamiane jest podstawowe znaczenie przymiotnika chory),
  • albo na złe funkcjonowanie kraju (jednym ze znaczeń przymiotnika chory jest ‘źle funkcjonujący, nieprawidłowy, wadliwy’ - cyt. za Wielkim słownikiem języka polskiego ze słownikiem wyrazów bliskoznacznych PWN; wersja elektroniczna),
  • albo też na to, że odbiega on od normy (por. znaczenie ‘nienormalny, szalony’; ibidem).

Możliwe jest też, że przy dominacji jednego ze wskazanych znaczeń aktualizuje się też któreś z pozostałych - inaczej mówiąc: możliwe jest, że na treść odnoszącą się do złej sytuacji zdrowotnej nakładają się skojarzenia z niewłaściwym funkcjonowaniem państwa.

Wszystkie te interpretacje pozostają w sferze domysłów, jako że nie został nam przedstawiony kontekst wypowiedzi.

Agresja językowa

Odnosząc się do zawartej w piśmie prezesa TVP SA Jacka Kurskiego opinii: „zwrot «coś jest chore» ma w sobie elementy agresji i jest eufemistycznym wulgaryzmem”, prof. Kłosińska stwierdza, że na płaszczyźnie systemowej (czyli bez uwzględnienia kontekstu) analizowana wypowiedź nie ma cech agresywnych.

Nie jest jednak wykluczone, że taka wartość pragmatyczna ujawniłaby się w całym kontekście (trzeba by jednak go znać). Agresja językowa bowiem to działanie językowe mające uczynić odbiorcy lub przedmiotowi wypowiedzi szkodę - jeśli więc zdanie Polska to chory kraj dotyczy np. sytuacji zdrowotnej Polaków i pojawia się w tekście mówiącym o stale rosnącej liczbie zachorowań, to trudno byłoby doszukać się w nim cech agresji językowej.

Można by mu zarzucić ewentualnie nieuprawnioną generalizację, jednak - jeśliby się odnosiło do faktów - nie agresywność. Jeśliby zaś odnosiło się np. do wyznawanych przez Polaków poglądów i przymiotnik chory oznaczałby tu ‘nienormalny, taki, z którymi nie należy się zgodzić’, to z pewnością można by je uznać za agresywne - gdyż ujmuje pewien element rzeczywistości, którego nie da się ocenić za pomocą obiektywnych wskaźników, jako odstępstwo od normy - normy przyjętej arbitralnie przez nadawcę tekstu. Co do domniemanej wulgarności tekstu, to trudno stwierdzić, który jego element miałby mieć taką cechę.

Jeśli chodzi o obraźliwy charakter zdania Polska to chory kraj, to - znów - wszystko zależy od kontekstu, w którym ono się pojawiło. Systemowo (czyli niezależnie od kontekstu) charakter obraźliwy mają tylko te jednostki leksykalne, które są silnie nacechowane ekspresywnie aksjologicznie (np. gdy mówimy o człowieku: bałwan, pajac, debil, kanalia, kretyn itd.). Przymiotnik chory nie ma takiego charakteru - może go nabrać w kontekście, w którym nie mówi się o sytuacji zdrowotnej, lecz np. o światopoglądzie. Bez znajomości całej wypowiedzi, której emblematem było zdanie Polska to chory kraj, trudno jednak orzec o jego wartości pragmatycznej (a więc o tym, czy jest obraźliwe, czy nie).

Przymiotnik "chory" może być użyty na wiele różnych sposobów.

  • Jeśli lekarz mówi do matki pięciolatka Janek jest chory, to po prostu informuje ją o fakcie i trudno uznać, by miał intencję obrażania kogokolwiek.
  • Jeśli ktoś, powołując się na wiarygodne dane medyczne, mówi Polacy to chory naród, to - choć dokonuje pewnej generalizacji (używa wielkiego kwantyfikatora) - również odnosi się do faktów (pod warunkiem, że się odnosi).
  • Jeśli ktoś mówi Polska to chory kraj, a kontekst jego wypowiedzi wyraźnie wskazuje na sytuację zdrowotną mieszkańców kraju, to - choć jest to bardziej wyrazisty retorycznie niż poprzednie i mniej niż one konwencjonalny sposób mówienia o złym stanie zdrowia ludzi - można uznać, że wciąż obraca się w sferze faktów.

Z obrazą mielibyśmy do czynienia jedynie wówczas, gdybyśmy uznali, że uwłacza godności Polaków powoływanie się na dotyczące ich fakty. Jeśli jednak zdanie Polska to chory kraj wskazuje na inną sferę niż medyczna (np. dotyczy światopoglądu Polaków), to mamy do czynienia wyłącznie z opinią, a nie z prezentacją faktów, i zapewne ktoś, kto prezentuje poglądy określone (w domyśle) jako chore, może poczuć się urażony.

Jeśli jakiś element języka odnosi się do określonego elementu rzeczywistości i nazywa go w sposób neutralny, to systemowo (czyli niezależnie od kontekstu) nie ma charakteru obraźliwego - odwołuje się bowiem wyłącznie do faktów. To, czy zasadne jest użycie tego elementu w odniesieniu do tych właśnie faktów, pozostaje już poza granicami analizy językoznawczej – wyjaśnia prof. Kłosińska.

Swoje objaśnienia przesłała też prezesowi TVP Jackowi Kurskiemu.

Stanowisko RPO w sprawie słów wypowiedzianych przez Władysława Frasyniuka

Data: 2019-12-03

Podczas jednej z niedzielnych demonstracji solidarności z sędziami doszło do użycia słów, które muszą budzić sprzeciw i zaniepokojenie.  Wypowiedział je we Wrocławiu wybitny działacz opozycyjny czasów PRL Władysław Frasyniuk.

W ostatnim czasie jako RPO występowałem w jego obronie, gdy zagrożone były jego prawa i był niewłaściwie traktowany przez funkcjonariuszy policji i wymiaru sprawiedliwości.

Nie można się jednak zgodzić na publiczne wypowiedzi, które poprzez treść lub formę mogą dążyć do wywołania u odbiorców uczucia wrogości czy nienawiści.

Niestety, takich wypowiedzi pojawia się w przestrzeni publicznej coraz więcej. W związku z tym chcę ponownie zaapelować do uczestników wszystkich demonstracji i zgromadzeń publicznych, jak również do polityków, o powściągliwość w wyrażaniu emocji, unikanie mowy nienawiści oraz ograniczenie zachowań i gestów, które mogłyby prowokować przemoc. 

Jesteśmy i będziemy społeczeństwem pluralistycznym. W naszym wspólnym interesie jest to, abyśmy – szanując wolność słowa – zadbali o kulturę zgromadzeń i wystąpień publicznych.

RPO ws rozwiązania umowy z red. Warzechą przez Polskie Radio

Data: 2019-11-29
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Polskiego Radia o wyjaśnienie przyczyn rozwiązania współpracy z red. Łukaszem Warzechą

RPO dowiedział się z mediów o rozwiązaniu współpracy z Panem Redaktorem Łukaszem Warzechą. Zdaniem dziennikarza decyzja o zdjęciu jego audycji z anteny Polskiego Radia 24. nie została w żaden sposób uzasadniona.

RPO pyta zatem Joannę Turek, dyrektorkę Polskiego Radia 24, o to, w jaki sposób prowadzona jest polityka kadrowa tego publicznego nadawcy.

Zwraca mu też uwagę na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu).

RPO przypomina, że zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny). Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania przez nie swej misji.

VII.564.80.2019

Powraca temat „czarnej listy” w Telewizji Polskiej: RPO napisał w tej sprawie do Prezesa TVP

Data: 2019-11-27
  • W związku z benefisem Andrzeja Seweryna powraca temat „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów i polityków w mediach publicznych
  • RPO prosi prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia
  • RPO: zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy też odnośnie do zapraszanych gości

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o odmowie zaproszenia do studia prezesa Zarządu Fundacji Batorego Aleksandra Smolara,  na program benefisowy Andrzeja Seweryna na antenie TVP Kultura. Sytuacja został wyjaśniona i jak wynika z kolejnych informacji prasowych, władze TVP zapewniły, że „zgodnie z formułą goście wskazani przez jubilata będą mogli brać udział w programie. Jeżeli Pan Andrzej Seweryn wskaże pana Smolara będzie on gościem programu”. Aleksander Smolar odnosząc się do opisanej sytuacji podkreślił, że to , że mimo zaproszenia aktora nie mógł wziąć początkowo udziału w programie TVP, a także fakt, że nie jest już zapraszany do studia od 2015 roku, potwierdza istnienie w TVP tzw. „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów oraz polityków.

Rzecznik po raz kolejny pyta o „czarną listę”

RPO analizuje zawsze wszelkie sygnały dotyczące problematyki zapewnienia przestrzegania wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Ochrona tych wartości zapewniona jest przez prawo krajowe na czele z Konstytucją oraz akty normatywne prawa międzynarodowego.

Informacje o incydencie związanym z benefisem Andrzeja Seweryna stawiają pod znakiem zapytania zapewnienia udzielone 29 stycznia 2019 roku na pytanie o istnienie „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów i polityków w Telewizji Polskiej.

Wtedy TVP zapewniała, że „u publicznego nadawcy nie ma żadnej czarnej listy dziennikarzy, ekspertów oraz polityków”. Co więcej „Zarząd Spółki nie ustala listy gości programów publicystycznych, tematów rozmów, oraz treści emitowanych materiałów. (…) Goście programów, osoby udzielające komentarzy i inni uczestnicy audycji zapraszani są przez stosowne reakcje i redaktorów w związku z posiadaną wiedzą i kompetencjami w zakresie tematu rozmowy lub audycji. (…) W żadnym z tych przypadków decyzja nie należy do organu zarządzającego”.

W związku z rozbieżnościami między zapewnieniami TVP a rzeczywistością RPO zwrócił się do Prezesa Telewizji Polskiej o  stanowisko. Podkreślił, że obowiązkiem władz mediów publicznych jest zagwarantowanie dziennikarzom możliwości wykonywania pracy bez nacisków i powstrzymania się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z dnia 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi w jasny sposób przewidują, iż wydawcy programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy też odnośnie do gości zapraszanych do programu.

Media alarmują o niepokojących praktykach w Telewizji Polskiej

Jak wynika doniesień medialnych, Zarząd Telewizji Polskiej regularnie ingeruje w pracę zatrudnionych w TVP dziennikarzy. Szczególnie niepokojące są informacje o

  • oczekiwaniach, by dziennikarz ujawnił źródła informacji;
  • zalecaniach stosowania agresywnych pytań konkretnym osobom czy podszywania się za wolontariuszy lub serwisantów w celu uzyskania informacji;
  • zlecanie przygotowania materiałów, których celem jest nie opracowanie rzetelnej informacji ale potwierdzenie konkretnej tezy lub zdyskredytowania konkretnej osoby (także dziennikarzy).

Jednocześnie, z kilkunastu doniesień medialnych wynika, że ewentualna niesubordynacja dziennikarzy wiąże się z rozwiązaniem z nimi umowy o pracę lub odsunięciem ich od prowadzenia programów. Rzecznik wielokrotnie wskazywał na swoje wątpliwości związane z polityką kadrową prowadzoną w TVP w kolejnych wystąpieniach do Prezesa TVP w związku ze zwolnieniami konkretnych dziennikarzy.

VII.716.3.2018

Kolejna skarga kasacyjna RPO na rzecz stowarzyszenia Miasto Jest Nasze

Data: 2019-11-27
  • RPO złożył kolejną skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego w sprawie Jana Śpiewaka i stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, wskazując m.in. na znaczenie wolnej debaty w kwestiach dotyczących interesu publicznego i na rolę organizacji pozarządowych w tej debacie.
  • Wskazał, że działacze przeciwstawiający się nadużyciom w procesie reprywatyzacji nie mogą być karani za używanie sformułowania „Dzika reprywatyzacja”
  • Skarga dotyczy wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 16 kwietnia 2019 r.  

W sprawi chodzi o sformułowania użyte w czasie konferencji prasowej stowarzyszenia 13 września 2016 r. Występując w imieniu stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak powiedział wtedy, że w Warszawie funkcjonuje ściśle powiązana ze sobą grupa interesów, w skład której wchodzą biznesmeni, prawnicy oraz urzędnicy, którzy działają na rynku reprywatyzacyjnym wykorzystując niejasne przepisy prawne i nieuczciwość urzędników. Wskazał, że z grupą tą powiązane są osoby prowadzące działalność przestępczą, a także, że państwo znajduje się w głębokim kryzysie, a obywatele są bezbronni. Spółkę, która wniosła następnie pozew do sądu, przedstawił jako jedną z najbardziej agresywnych firm działających na rynku reprywatyzacji.

Sąd Okręgowy uznał, że w ten sposób naruszone osobiste powodów i nakazał przeprosiny. Z uwagi jednak na działanie pozwanych w istotnym interesie publicznym Sąd uznał, że wyłączona została bezprawność. Podane w trakcie konferencji dane okazały się prawdziwe, zaś wyprowadzone wnioski były uprawnione.

Miasto Jest Nasze i Jan Śpiewak złożyli apelację. Sąd Apelacyjny uznał, że stan faktyczny, znajdujący odzwierciedlenie w przebiegu konferencji prasowej podczas prezentacji tzw. mapy reprywatyzacji w Warszawie jest niesporny i został prawidłowo ustalony. Jednak jako ocenne uznał włączenie powodów do „biznesu reprywatyzacyjnego”, „wspólnego działania na rynku warszawskiej reprywatyzacji” jako „wielkiej pralni brudnych pieniędzy”, z wykorzystaniem „mętnych przepisów prawnych, nie do końca uczciwych urzędników ( … ) kosztem tysięcy, dziesiątek tysięcy mieszkańców Warszawy”. W ocenie Sądu Apelacyjnego przy tak poważnych zarzutach powinno się  wymagać od pozwanych większej dbałości o sprawdzenie podstaw faktycznych.

W skardze kasacyjnej RPO zauważa, że:

  • nie ma powodu, by traktować Jana Śpiewaka jako osobny podmiot, bo na konferencji prasowej występował on w imieniu Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze
  • pozwani działali w obronie społecznie uzasadnionego interesu i nie powinni być karani

Argumenty RPO

Nawet więc jeśli przyjąć, iż doszło do naruszenie dóbr osobistych, takie naruszenie nie było bezprawne. Sąd Apelacyjny całkowicie pominął szerszy kontekst sprawy i działanie pozwanych w obronie społecznie uzasadnionego interesu, co narusza wolność do wyrażania swoich poglądów i wolność rozpowszechniania informacji.

W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podkreśla się znaczenie wolności debaty publicznej jako nieodzownego warunku funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Aczkolwiek wolność wypowiedzi nie jest nieograniczona, zgodnie z art. 10 ust. 2 Konwencji dopuszczalna ingerencja musi spełniać trzy warunki: legalności, celowości i konieczności w demokratycznym społeczeństwie. W odniesieniu do wypowiedzi mających publiczne znaczenie, Trybunał w swoim orzecznictwie zastrzega wyjątkowo szeroki zakres wypowiedzi i tylko wyjątkowo zezwala na ingerencję.

Nawet jeśli przyjąć, iż doszło do naruszenia dóbr osobistych powodów przez pozwanych, Rzecznik podziela zdanie sądu pierwszej instancji, iż pozwani zwolnieni są z odpowiedzialności, bowiem działali w interesie publicznym. Interes publiczny, jako kontratyp wyłączający bezprawność naruszenia, wyraża się w niniejszej sprawie w zasadzie jawności życia publicznego i prawa obywateli do informacji na temat szczegółów reprywatyzowania nieruchomości warszawskich, w tym dysponowania mieniem publicznym i zaangażowania urzędników w postępowania reprywatyzacyjne. Kluczowym czynnikiem podlegającym badaniu, czy do wyłączenia bezprawności doszło, powinno być dochowanie należytej staranności przez pozwanych, nie zaś udowodnienie przez nich prawdziwości swoich zarzutów.

Praktyka polskich sądów polegająca na ograniczaniu się sądów w sprawach o ochronę dóbr osobistych do zbadania prawdziwości zarzutu ma długą tradycję. W zakończonej w 2009 r. sprawie przeciwko Grzegorzowi Braunowi Sąd Najwyższy uznał, że koniecznym elementem wyłączenia bezprawności działania naruszającego dobro osobiste jest prawdziwość twierdzeń co do faktów. Grzegorz Braun wziął udział w debacie radiowej, podczas której stwierdził, że powód, powszechnie znany językoznawca, był tajnym współpracownikiem komunistycznej władzy. Stwierdzenie Brauna zostało uznane za nieprawdziwe. W ocenie sądu polskiego nieprawdziwe stwierdzenia, naruszające prawa innej osoby, należało uznać za bezprawne. Powyższe stanowisko zostało zdyskwalifikowane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka który uznał, że doszło do naruszenia art. 10 ust. 1 Konwencji. Trybunał przyjął, że skoro Braun był wyraźnie zaangażowany w debatę publiczną na temat ważnej kwestii (lustracja), Trybunał nie jest w stanie zaakceptować podejścia sądów polskich, które wymagają od skarżącego udowodnienia prawdziwości swoich twierdzeń. W świetle orzecznictwa Trybunału i okoliczności sprawy nie było uzasadnione wymaganie od Grzegorza Brauna spełnienia standardów bardziej wymagających niż należyta staranność tylko na tej podstawie, że prawo krajowe nie uznało go za dziennikarza. Sądy polskie, stosując takie podejście, skutecznie pozbawiły skarżącego ochrony przyznanej na mocy art. 10 Konwencji.

Stanowisko to zostało powtórzone przez Trybunał w 2016 r. w sprawie wygranej przeciwko Polsce przez Jacka Kurskiego, w odniesieniu do którego sądy krajowe przyjęły, że bezprawnie naruszył dobra osobiste spółki Agora. Podobnie jak w sprawie ze skargi Grzegorza Brauna Trybunał uznał, że wymaganie spełnienia wyższego standardu niż należyta staranność nie było usprawiedliwione w świetle orzecznictwa Trybunału. Ponadto sądy polskie nie ustaliły w sposób przekonujący społecznej potrzeby ochrony praw wydawcy gazety ponad prawo skarżącego do wolności wyrażania opinii oraz społeczne zainteresowanie promowaniem tej wolności.

Sąd Apelacyjny pominął powyższe stanowisko uznając, że standardów rzetelnej krytyki nie spełniają informacje o faktach nieprawdziwych. Gdyby jednak Sąd zastosował standardy wypracowane w orzecznictwie Trybunału nieprawdziwość faktów byłaby drugorzędna, bo w pierwszej kolejności sąd zobligowany byłby do zbadania, czy pozwani dochowali należytej staranności. Należy przy tym wskazać że Sąd Apelacyjny mimo uznania szczególnej roli organizacji pozarządowych pominął w swoich konkluzjach, że Konwencja zapewnia ochronę wszystkim uczestnikom debaty na temat spraw uzasadnionego zainteresowania publicznego – niezależnie od tego, czy są dziennikarzami czy nie.

Szczególny status organizacji pozarządowych w debacie publicznej

Każdy sąd orzekający w sprawie naruszenia dóbr osobistych przez wypowiedzi w sprawach istotnych społecznie (a do takich bezsprzecznie kwestia reprywatyzacji warszawskich nieruchomości należała) powinien mieć na względzie także szerszy kontekst, w jakim funkcjonują podmioty działające w interesie publicznym, w tym dziennikarze, aktywiści społeczni, organizacje pozarządowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie wskazał, że ograniczenia wolności debaty nie mogą zniechęcać prasy do podejmowania i uczestniczenia w otwartych dyskusjach w sprawach stanowiących przedmiot uzasadnionego zatroskania opinii publicznej. W sferze publicznej wolność prasy jest zwiększona, gdyż pełni ona rolę „strażnika publicznego” (ang. watchdog) w przekazywaniu informacji o poważnym znaczeniu publicznym. Podobnie jest z organizacjami pozarządowymi. Sąd Apelacyjny ów szerszy kontekst dostrzegł, wskazując m.in., że „sposób reprywatyzacji warszawskiej i jego nieprawidłowości to problem istotny społecznie, budzący od dłuższego czasu zainteresowanie, jego zatem podjęcie, próba wyjaśnienia, a następnie publicznego przedstawienia wyników prac – co do zasady wpisywało się w ramy kontratypu uzasadnionego interesu społecznego”. Niemniej jednak, przy analizowaniu czy krytyka pozwanych była rzeczowa i rzetelna, a zatem – czy kontratyp skutecznie wyłączył bezprawność czynu pozwanych – Sąd Apelacyjny ów szerszy kontekst debaty, zainicjowanej przez strażniczą organizację pozarządową w sprawie mającej olbrzymie publiczne znaczenie, całkowicie pominął.

W konsekwencji, wyrok nie odnosi się w ogóle do dwóch zagadnień, mających niebagatelne znaczenie dla niniejszej sprawy: do ochrony strażniczych organizacji pozarządowych oraz do postępowań sądowych, określanych angielskim skrótem SLAPP.

Współcześnie to często organizacje pozarządowe na równi z dziennikarzami śledczymi informują opinię publiczną o nieprawidłowościach czy nielegalnych praktykach. W związku z tym wolność wypowiedzi prasowej przysługuje w równym stopniu profesjonalnym dziennikarzom, jak i pełniącym funkcje watchdogów (organizacji strażniczych) i wzbudzającym publiczną debatę organizacjom pozarządowym. Do takiego wniosku doszedł Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Társaság a Szabadságjogokért przeciwko Węgrom. W wyroku sprzed 10 lat Trybunał wskazał, że „funkcją prasy jest inicjowanie debaty publicznej. Jednak wypełnianie tej funkcji nie jest wyłącznie zarezerwowane dla mediów. W opisywanej sprawie inicjowanie debaty publicznej należało do zadań skarżącej organizacji pozarządowej”. Trybunał wskazał ponadto, że wprowadzanie ograniczeń w dostępie do informacji może wpływać negatywie na organizacje próbujące dotrzeć do źródeł informacji i może powstrzymać je od podejmowania tego typu działań. W związku z czym ich rola „publicznych stróży” może zostać zdeprecjonowana lub wykluczona.

W konsekwencji przyjąć należy, że działalność stowarzyszeń stanowi formę zbiorowego wykonywania wolności wypowiedzi i sama w sobie uprawnia je do powoływania się na ochronę z art. 10 i 11 Konwencji. W wyroku Vides Aizsardzibas przeciwko Łotwie Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreślił, że prawidłowe wypełnianie przez stowarzyszenia ich statutowych zadań wymaga zapewnienia im możliwości przekazywania informacji o faktach wzbudzających publiczne zainteresowanie oraz ich oceny. Kładzie się zatem szczególny nacisk na respektowanie przez władze publiczne wolności wypowiedzi organizacji pozarządowych, które to wypowiedzi mogą w związku z tym cechować się przesadą i być prowokacyjne.

Problem reprywatyzacji w Warszawie

Przedmiotem niniejszego postępowania były informacje na temat procederu warszawskiej reprywatyzacji, ujawnione przez organizację pozarządową – Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Informacje przekazane społeczeństwu w kwestionowanej przez powodów konferencji prasowej stały się podstawą licznych działań organów państwa, w tym organów ścigania, zmian personalnych w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy, powołania sejmowej Komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, kwestie poniesione przez Stowarzyszenie, stanowiły niewątpliwie sprawę istotną publicznie (ang. matter of public importance). Dlatego nakładanie na pozwane Stowarzyszanie sankcji może uznane zostać za naruszenie wolności rozpowszechniania informacji. Działając zgodnie ze standardami orzecznictwa strasburskiego Sąd Apelacyjny powinien był przyjąć, iż skoro pozwane Stowarzyszenie i jego reprezentant byli zaangażowani w debatę publiczną na temat ważnej kwestii, dla ochrony wolności ich wypowiedzi wystarczyło wykazanie, iż pozwani dochowali należytej staranności.

Pominięcie szczególnej roli pozwanych ma dalsze konsekwencje. Szczególna ochrona przysługuje bowiem podmiotom aktywnym w debacie publicznej przed powództwami określanymi w doktrynie anglosaskiej mianem SLAPP - strategic lawsuit against public participation. Celem SLAPP jest nie tyle wygranie sprawy sądowej, lecz uciszenie krytycznych wypowiedzi oraz zapobiegniecie kolejnym - poprzez stworzenie swoistego efektu mrożącego. Praktykę powództw typu SLAPP potępił w swojej rezolucji z 2014 r. Parlament Europejski. Wskazał przy tym, że ich charakterystyczną cechą jest wszczęcie lub grożenie wszczęciem postępowania sądowego nie z zamiarem wymierzenia sprawiedliwości, lecz w celu skłonienia osoby podejmującej tematy nieprawidłowych lub nielegalnych praktyk do autocenzury lub wyczerpania finansowego, moralnego lub psychicznego. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, biorąc pod uwagę całokształt ustalonego w sprawie stanu faktycznego który legł u podstaw wyroku, należało rozważyć czy niniejsze powództwo może być kwalifikowane jako polska wersja SLAPP.

Kwalifikacja taka uprawnia zbadanie, czy w okolicznościach niniejszej sprawy powodowie nie naruszyli art. 5 kc, czyli czy chcieli uczynić ze swego prawa użytek sprzeczny z zasadami współżycia społecznego. Art. 5 kc jest normą zezwalającą na wyjątkowe naruszenie prawa podmiotowego uzasadnione między innymi interesem ogólnym. Jak wskazuje Sąd Najwyższy, ustawodawca po to wprowadził to unormowanie, aby nie dochodziło do wydawania rozstrzygnięć formalnie zgodnych z prawem, ale nie do zaakceptowania z punku widzenia ogólne akceptowanych w społeczeństwie, wykształconych zasad moralnych i niebudzących kontrowersji zwyczajów. Takim przypadkiem są właśnie powództwa spełniające wyżej opisane kryteria SLAPP.

Dopuszczalność używania obrażających i oburzających sformułowań

Sąd Apelacyjny w ogóle nie odniósł kwestionowanych sformułowań do standardu strasburskiego dotyczącego języka debaty publicznej. Jedną z jej nieodłącznych cech jest krytyka określonych zjawisk i wskazywanie na nieprawidłowości życia społecznego. Sąd Apelacyjny pominął, iż te właśnie cele przyświecały pozwanym i zostały przez nich spełnione, bowiem ich działania doprowadziły do zmiany praktyki reprywatyzowania nieruchomości warszawskich, a w dalszej perspektywie – do powołania Komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich czy wszczęcia postępowań karnych.

Uwagę Sądu Apelacyjnego w Warszawie zwrócił komentarz, który nie był neutralny, bowiem dotyczył „biznesu reprywatyzacyjnego i uczestnictwa w pralni brudnych pieniędzy”. Sąd uznał, że dla tych tak daleko idących wniosków - użytych bez wyraźnego wskazania na powodów – trudno dostrzec uzasadnienie. W oparciu o te stwierdzenia, Sąd uznał że doszło do bezprawnego naruszenia dóbr osobistych powoda. Sąd Apelacyjny pominął przy tym przyjętą linię orzeczniczą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazującą, że wolność wypowiedzi, zagwarantowana w Art. 10 ust. 1 Konwencji, ma zastosowanie nie tylko do informacji czy idei, które są przychylnie przyjmowane albo traktowane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz także do tych, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Jak przyjmuje Trybunał, „takie są wymagania pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma “demokratycznego społeczeństwa”. Na mocy Artykułu 10 ust. 2 Konwencji istnieje niewielki zakres dopuszczalności ograniczania wypowiedzi politycznych lub debaty w kwestiach dotyczących interesu publicznego”. Zbieżne z tym poglądem jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał iż nie ma wolnej, demokratycznej debaty w sytuacji, w której poziom emocji i „soczystość” używanego języka miałaby być z góry narzuconym standardem, określonym w sposób sformalizowany i zbiurokratyzowany przez organy władzy publicznej.

Według orzecznictwa strasburskiego, ochronie podlega korzystanie w wypowiedziach z przesady, o ile nie ucieka się do nieuzasadnionego obraźliwego i niestosownego języka lub nie wykracza się poza ogólnie akceptowalny stopień przesady. Europejski Trybunał Praw Człowieka prowokujący i „co najmniej nieelegancki” język debaty uznał za koszt wolności słowa w demokratycznym społeczeństwie.

Niniejszą sprawę można porównać do sprawy Ziembińskiego przeciwko Polsce, w której dziennikarz opisując plany budowy farmy przepiórek użył określeń takich jak „pozer”, „nierozgarnięci szefowie”, „palant” i „przygłupawy urzędnik” i został za to skazany przez polskie sądy. Trybunał uznał naruszenie swobody wypowiedzi skarżącego - wskazał bowiem, że ostre sformułowania Ziembińskiego nie były przypisane konkretnym osobom. Osoby, które poczuły się urażone artykułem były bądź politykami, bądź urzędnikami, czyli grupą, która powinna tolerować szerszą krytykę wobec siebie. Analogiczna sytuacja występuje na kanwie stanu faktycznego niniejszej sprawy, z którego jasno wynika iż ani Jan Śpiewak ani Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze nie odnieśli expressis verbis udziału w dzikiej reprywatyzacji ani w grupie przestępczej do powodów.

Swoboda wypowiedzi nie ma oczywiście charakteru absolutnego i podlega ograniczeniom (art. 31 ust. 3 Konstytucji oraz art. 10 ust. 2 Konwencji). Granicą jest m.in. zakaz naruszania dóbr osobistych osób prywatnych. Nie można jednak pomijać faktu, że wypowiedzi pozwanych nie odnosiły się do życia prywatnego powoda, lecz dotyczyły jego działań biznesowych.

VII.511.41.2019

RPO w sprawie wniosków obywateli urażonych akcją Nergala na Facebooku

Data: 2019-11-26

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło kilka tysięcy wniosków obywateli dotyczących opublikowania przez Adama Darskiego (Nergala)- na jego profilu na Facebooku - zdjęcia, na którym depcze on obraz Matki Boskiej. Wnioskodawcy podnoszą, że naruszone zostały ich uczucia religijne.

Rzecznik Praw Obywatelskich jako konstytucyjny organ ochrony praw człowieka w swojej działalności nieustannie podkreśla ważne znaczenie wolności słowa, gwarantującej możliwość uczestnictwa obywateli w życiu publicznym. Należy podkreślić, że przepisy prawa polskiego i międzynarodowego zapewniają ochronę także wypowiedziom posługującym się pewną przesadą, prowokacją, a nawet inwektywą, zwłaszcza, gdy ich przedmiotem są kwestie budzące silne kontrowersje, a wypowiedź ma charakter polemiczny. Jednocześnie Rzecznik podkreśla, że Konstytucja RP w równym stopniu chroni również wolność sumienia i wyznania każdej osoby. Należy pamiętać, że korzystanie z wolności słowa nie może być usprawiedliwieniem do bezprawnego naruszania dóbr osobistych innych osób ani ich uczuć religijnych.

VII.5600.33.2019

Sprawa "warszawskiej mapy reprywatyzacji". Skarga kasacyjna RPO na korzyść Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze

Data: 2019-11-20
  • Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze ma przeprosić przedsiębiorcę, który znalazł się na upublicznionej przez nie w 2016 r. tzw. "warszawskiej mapie reprywatyzacji"
  • Sąd uznał, że MJN przypisało mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej wyłudzającej nieruchomości - co naruszyło jego dobra osobiste
  • Skargę kasacyjną na korzyść Stowarzyszenia wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Wskazał m.in. na naruszenie przez sąd prawa do wolności wypowiedzi oraz działanie MJN w obronie ważnego interesu publicznego - prawa do informacji o wielkiej aferze 

AKTUALZACJA: 23 czerwca 2020 r. Sąd Najwyższy przyjął sprawę do rozpoznania.

- Przez wydanie skarżonego orzeczenia doszło do naruszenia konstytucyjnych wolności albo praw człowieka i obywatela, a konkretnie art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, a więc gwarantowanego przez ustawę zasadniczą prawa do rozpowszechniania informacji oraz wolności słowa – napisał Adam Bodnar w skardze kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Naruszony został także art. 10 europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

W ocenie Rzecznika w tej sprawie nie ma podstaw do ingerencji w wolność słowa. Stowarzyszenie prawidłowo bowiem wypełniło swe statutowe zadania - poinformowało opinię pubiczną o sprawach wzbudzających publiczne zainteresowanie. A chodziło o jedną z największych afer w Polsce, związanych z reprywatyzacją nieruchomości w  ostatnich dekadach.

Historia sprawy

We wrześniu 2016 r. Stowarzyszenie - nagłaśniające ujawniony wówczas proceder nielegalnego przejmowania nieruchomości w stolicy - upubliczniło na swej stronie tzw. „warszawską mapę reprywatyzacji”. Było na niej 30 osób wymienionych z imienia i nazwiska wraz z wizerunkami. Mapę przedstawiającą kulisy „dzikiej reprywatyzacji” zaprezentowano też na konferencji prasowej MJN. Wypowiadał się na niej m.in. ówczesny przewodniczący MJN Jan Śpiewak.

Powód złożył do sądu pozew wobec MJN i Jana Śpiewaka o naruszenie swych dóbr osobistych - dobrego imienia, czci, godności i renomy jako przedsiębiorcy oraz ujawnienie wizerunku. Uznał, że został pomówiony o udział w ”dzikiej reprywatyzacji” i o przestępstwa. Pozwani replikowali m.in., że nie działali bezprawnie, lecz w interesie publicznym, a wobec powoda jako osoby publicznej granice krytyki są szersze.  

Sąd okręgowy w 2017 r. uznał powództwo jedynie w zakresie naruszenia prawa powoda do ochrony wizerunku. Po jego apelacji sąd apelacyjny zmienił jednak ten wyrok. W marcu 2019 r. nakazał Stowarzyszeniu przeprosiny powoda za nieprawdziwe informacje sugerujące, że brał on udział w „dzikiej reprywatyzacji”. Nakazał też MJN wpłatę 10 tys. zł na cel społeczny. Sąd oddalił zaś apelację powoda wobec Jana Śpiewaka.

Argumenty RPO

Od wyroku II instancji skargę kasacyjną złożył Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by Izba Cywilna SN oddaliła apelację powoda albo też zwróciła sprawę sądowi odwoławczemu.

Rzecznik argumentuje m.in. że:

  • pozwany w żadnej wypowiedzi nie przypisał wyraźnie powodowi udziału w „dzikiej reprywatyzacji” i w zorganizowanej grupie przestępczej, co doprowadziło do błędnego uznania naruszenia dóbr osobistych;
  • sąd odesłał zaś do „mapy reprywatyzacji warszawskiej”, w której - jak sąd sam stwierdził - nie doszukał się naruszenia dóbr osobistych powoda;
  • sąd błędnie uznał, że przeciętny odbiorca, oglądając w internecie „mapę reprywatyzacji”, nie zapoznawał się z oświadczeniem na głównej stronie MJN, w którym wyraźnie zaznaczono, że Stowarzyszenie nie przypisuje nikomu winy czy odpowiedzialności. A to powinno zwalniać od odpowiedzialności cywilnej;
  • inną przesłanką jej braku jest działanie w społecznie uzasadnionym interesie. Wyraża się on w zasadzie jawności życia publicznego i prawa obywateli do informacji o szczegółach reprywatyzowania nieruchomości warszawskich – sprawy dotyczącej bezpośrednio bądź pośrednio setek tysięcy ludzi;
  • sąd powinien był zbadać, czy MJN działało w dobrej wierze, czyli miało rozsądne powody do przyjęcia, że ujawniona informacja była prawdziwa i czy dochowało należytej staranności, zwłaszcza że chodziło o działalność powoda jako osoby publicznej w kwestii społecznie istotnej;
  • sąd nie rozważył, że Stowarzyszenie działało jako organizacja obywateli, inicjująca publiczną debatę w sprawach społecznie ważkich (tzw. watchdog), która korzysta ze szczególnej ochrony wolności wypowiedzi;
  • sąd pominął szerszy kontekst działania tych organizacji, odbierając tym samym MJN dostęp do europejskich standardów ochrony przysługujących w takiej sytuacji. Ma to szczególne znaczenie w aspekcie procesów wytaczanych organizacjom i aktywistom w celu powstrzymywania przed wykonywaniem ich statutowych funkcji;
  • orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w tym kontekście poszerza granice wolności wypowiedzi, czego konsekwencją jest odejście od tzw. testu prawdy i fałszu;
  • sąd niewłaściwie zasądził pieniądze na cel społeczny, gdyż powód nie dowiódł ani swej krzywdy, ani zawinionego działania Stowarzyszenia;
  • sankcje finansowe były nadmierne (postępowanie sądowe kosztowało MJN ok. 1/3 wysokości rocznych wypływów z darowizn i składek wskazanych w bilansie za 2018 r.).

VII.511.41.2019

Książkę Piotra Zychowicza wycofano z konkursu jako wydaną po regulaminowym terminie - tłumaczą organizatorzy

Data: 2019-11-13
  • O tytuł „Książki Historycznej Roku” mogły się ubiegać pozycje wydane między 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r. – datą publikacji książki Piotra Zychowicza  „Wołyń zdradzony" jest lipiec 2019 r.
  • Tym uchybieniem regulaminu szefowie TVP, Polskiego Radia i Narodowego Centrum Kultury tłumaczą wycofanie książki z konkursu
  • Była to suwerenna decyzja organizatorów, która nie wymagała konsultacji z jurorami – piszą w jednobrzmiących odpowiedziach dla RPO Jacek Kurski, Andrzej Rogoyski i Rafał Wiśniewski

W październiku 2019 r. z XII edycji konkursu „Książka Historyczna Roku” wycofano publikację pt. „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”. Decyzja miała zostać podjęta z pominięciem jury konkursu oraz bez udziału jednego z organizatorów – Instytutu Pamięci Narodowej. Organizatorami konkursu są TVP, Polskie Radio, IPN i Narodowe Centrum Kultury.

Jak wskazuje były już członek jury prof. Sławomir Cenckiewicz, który w związku z tym złożył rezygnację, była to już druga próba usunięcia tej książki z konkursu. Recenzent książki Piotra Zychowicza dr Piotr Gontarczyk złożył wcześniej wniosek o wykluczenie książki przez jury. Argumentował to wolą kierownictwa TVP, według którego autor w publikacji afirmuje okupację niemiecką na kresach południowo-wschodnich. Siedmioosobowe jury odrzuciło ten wniosek jako nieuzasadniony.

Książka Zychowicza była faworytem w głosowaniu internetowym, a zatem miała duże szanse na nagrodę. Do jury przez czas trwania konkursu nie wpłynęły zastrzeżenia dotyczące książki ze strony któregokolwiek z organizatorów.

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Nabrał wątpliwości co do poszanowania praw obywatelskich Piotra Zychowicza, przede wszystkim zagwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa i debaty publicznej, w tym wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji). Przepis ten gwarantuje również zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu.

Nagroda ufundowana jest ze środków publicznych. A ich wydatkowanie musi być zgodne z ogólnymi zasadami jawności, celowości i przejrzystości gospodarowania środkami budżetu państwa wynikającymi z ustawy o finansach publicznych.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do prezesów TVP, PR i NCK o wskazanie, jakie uchybienia wobec regulaminu konkursu zostały zidentyfikowane przez organizatorów. Prosił też o wskazanie przyczyn pominięcia jury oraz wcześniejszej decyzji tego ciała wobec książki Piotra Zychowicza.

Odpowiedzi prezesów TVP S.A. i Polskiego Radia

W jednobrzmiących, choć oddzielnych, odpowiedziach prezesów TVP i Polskiego Radia oraz dyrektora NCK podano, że decyzja o wycofaniu z konkursu publikacji Piotra Zychowicza została podjęta przez organizatorów i fundatorów nagród na podstawie §7 ust. 3 regulaminu konkursu. Stanowi on: "Organizatorzy mogą odmówić przyjęcia książek lub wycofać je z Konkursu, jeżeli zostaną zidentyfikowane uchybienia wobec niniejszego Regulaminu".

Zidentyfikowanym przez organizatorów uchybieniem jest data wydania książki, niezgodna z §2 ust. 1 regulaminu. Zgodnie z nim "do danej edycji Konkursu można zgłaszać książki oraz publikacje elektroniczne (e-booki), zwane dalej „książkami" wydane w języku polskim po raz pierwszy pomiędzy 1 stycznia 2018 r. a 30 czerwca 2019 r."

Zgodnie z treścią wpisu wydawcy do Międzynarodowego Znormalizowanego Numeru Książki ISBN 978-83-8062-564-8 oraz informacjami zawartymi w opisie książki, a pochodzącymi od wydawcy, powszechnie dostępnymi w internecie, np. w księgarniach internetowych, datą tą jest lipiec 2019 r. Pozostaje to w sprzeczności z wymogami konkursu oraz treścią formularza zgłoszeniowego książki do konkursu, przekazanego przez wydawcę, gdzie podana jest data czerwiec 2019 r.

Na podstawie tego formularza jury w I etapie konkursu zakwalifikowało „Wołyń zdradzony" do udziału w nim. - Powziąwszy informację o rzeczywistej dacie wydania książki organizatorzy podjęli decyzję jak wyżej. Zgodnie z regulaminem była to suwerenna decyzja organizatorów, która nie wymagała konsultacji z jurorami – głoszą pisma Jacka Kurskiego, Andrzeja Rogoyskiego i Rafała Wiśniewskiego. Ich pisma zawierają też identyczne załączniki.

VII.712.1.2019

Dziennikarz przyszedł do prokuratury w Nysie po informacje - ma sprawę o wykroczenie 

Data: 2019-11-05
  • Dziennikarz chciał w prokuraturze w Nysie dowiedzieć się o powodach odmowy dochodzenia wobec trzech lokalnych polityków 
  • Skarży się, że jeden z prokuratorów próbował wypchnąć go z ogólnodostępnego pomieszczenia, naruszając jego nietykalność cielesną
  • A prokurator rejonowy nakazał mu opuszczenie budynku, grożąc sprawą o wykroczenie za „zakłócenie spokoju” – takie postępowanie już się toczy
  • Działania prokuratury można odbierać jako próbę wywołania tzw. „efektu mrożącego” wśród dziennikarzy – ocenia RPO

Dyrektor Regionalnej Telewizji Opolskie poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na działania prokuratorów 24 września 2019 r. w Prokuraturze Rejonowej w Nysie. Dziennikarz zbierał informacje dotyczące odmowy wszczęcia dochodzenia wobec trzech lokalnych polityków. 

W siedzibie prokuratury pytał o powód tej odmowy. Zamiast odpowiedzi, jeden z prokuratorów - naruszając nietykalność cielesną dziennikarza - próbował wypchnąć go z ogólnodostępnego pomieszczenia. Następnie prokurator rejonowy, który był proszony o wypowiedź przed kamerą, zagroził wezwaniem policji, powołując się na art 51 §1 Kodeksu wykroczeń. Nakazał mu opuszczenie budynku.

Postępowanie o wykroczenie przeciwko redaktorowi prowadzi Komenda Powiatowa Policji. Zgodnie z art. 51 Kw, karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny podlega, kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym.

Według skarżącego doszło do nadużycia władzy i próby stłumienia krytyki prasowej.

W ocenie Rzecznika opisane działania prokuratury mogą budzić wątpliwości z punktu widzenia standardów konstytucyjnych i europejskich w kwestii wolności słowa i zadań mediów, zwłaszcza pod względem adekwatności i proporcjonalności reakcji prokuratury. Zbieranie informacji o postępowaniu toczącym się w prokuraturze i udostępnianie ich opinii publicznej jest prawem i obowiązkiem dziennikarzy.

Z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wynika, że dziennikarze pełnią szczególną rolę w społeczeństwie jako sygnaliści (ang. public watchdogs). Praca dziennikarzy ma kluczowe znaczenie dla ochrony wolności słowa obywateli. Jej elementem jest prawo do otrzymywania informacji o działalności organów publicznych, zwłaszcza spraw istotnych dla debaty publicznej, jak np. działalność lokalnych polityków.

Działania prokuratury w tej sprawie mogą być odbierane jako zmierzające do wywołania „efektu mrożącego”. Polegałby on na zniechęceniu dziennikarzy do publikowania artykułów na temat osób pełniących funkcje publiczne.

W ocenie Rzecznika działania organów ścigania w związku z obowiązkami dziennikarzy i ich materiałami o osobach pełniących funkcje publiczne powinny być podejmowane ze szczególną rozwagą. Współpraca z mediami jest obowiązkiem prokuratury jako organu władzy publicznej. Może sie odbywać się w różnych formach, np. poprzez powołanie rzecznika prasowego, konferencje prasowe itp. Na prokuraturze ciąży też realizacja konstytucyjnej zasady zaufania obywateli do państwa, wynikającej z art. 2 Konstytucji.

4 listopada 2019 r. Rzecznik poprosił o wyjaśnienia Sebastiana Bieguna, prokuratora rejonowego w Nysie. Spytał go o okoliczności podjęcia interwencji przez prokuratorów. Chce też wiedzieć, czy i jakie zarzuty postawiono dziennikarzowi.

VII.564.78.2019

Prezes TVP: spot Izby Lekarskiej - obraźliwy dla naszej Ojczyzny

Data: 2019-10-29
  • Emisja spotu, którego już sam tytuł zawiera treść obraźliwą dla naszej Ojczyzny, stoi w oczywistej sprzeczności nie tylko z obowiązkami nadawcy publicznego, ale również z dobrymi obyczajami
  • Tak prezes TVP uzasadnia odmowę emisji spotu Okręgowej Izby Lekarskiej  w ramach kampanii „Polska to chory kraj”
  • To ograniczenie konstytucyjnej zasady wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom - ocenia RPO
  • Opiniując reklamy, TVP kieruje się dobrem widzów, powszechnie stosowanymi kryteriami oceny przekazów i pluralizmem oraz wrażliwością odbiorców - replikuje Jacek Kurski

Telewizja Polska odmówiła Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie wykupienia czasu reklamowego na emisję spotu w ramach organizowanej przez Izbę kampanii „Polska to chory kraj”. Uzasadniono to faktem, że „spot nie wpisuje się w charakter treści emitowanych w programach Telewizji Publicznej i jest niezgodny z linią programową TVP S.A., co w świetle Zasad Sprzedaży może być podstawą do odmowy emisji reklamy”.

Oferta TVP ma być zróżnicowana, zgodnie z misją publiczną

 „Wydawca i redaktor mają prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeżeli ich treść lub forma jest sprzeczna z linią programową bądź charakterem publikacji” - głosi art. 36 ust. 4 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Jak jednak podkreślał Adam Bodnar, na TVP - będącej społecznym środkiem przekazu - ciąży szczególny obowiązek realizacji misji publicznej oraz oferowania zróżnicowanych programów i innych usług w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu.

Chodzi zwłaszcza o zadania wymienione w art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Zgodnie z nią jednym z zadań mediów publicznych jest „umożliwienie obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej”.

Zdaniem RPO, kampania Izby Lekarskiej może wypełniać ustawowe zadania programów i innych usług publicznej radiofonii i telewizji w ramach jej misji publicznej. Spot wpisuje się bowiem w wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej. Sprzyja też „swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli” oraz służy „kształtowaniu postaw prozdrowotnych” (art. 21 ust. 2 pkt 3 ustawy). Spot nie zawierał treści znieważających ani w żaden inny sposób nie naruszał porządku prawnego.

A linia programowa nie może być niezgodna z realizacją misji mediów publicznych. Wewnętrzne regulacje nie mogą również negatywnie wpływać na wykonywanie ustawowych zadań TVP. Odwołanie się do niezgodności spotu z bliżej niezidentyfikowaną linią programową nosi cechy arbitralności i wymaga uszczegółowienia.  Dlatego zdaniem Rzecznika linia programowa powinna zostać zdefiniowana w odpowiedniej regulacji wewnętrznej. W przeciwnym razie odmowa zamieszczenia reklamy może stanowić nieuzasadnioną odmowę wykonania usługi.

Odmowę wobec istotnej akcji społecznej należy uznać za ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom na podstawie art. 54 Konstytucji. Działania TVP S.A. mogą także prowadzić do ograniczania praw do uzyskiwania rzetelnych informacji.

Adam Bodnar poprosił prezesa Jacka Kurskiego o wyjaśnienia.

Jacek Kurski: przekazy TVP nie mogą być obraźliwe dla odbiorców

Telewizja Polska S.A. działa w zgodzie z obowiązującymi przepisami określonymi m.in. w ustawie z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji oraz ustawie z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Ustawa prawo prasowe wyraźnie wskazuje na prawo odmowy zamieszczenia reklamy, jeżeli jest ona sprzeczna z linią programową nadawcy – odpowiedział prezes Jacek Kurski.

16 września Biuro Reklamy Telewizji Polskiej S.A. otrzymało zapytanie mailowe od jednego z domów mediowych w kwestii wyrażenia zgody na emisję spotu promującego akcję społeczną pod hasłem „Polska to chory kraj", dotyczącą publicznego systemu ochrony zdrowia. Biuro Reklamy poinformowało dom mediowy o braku czasu reklamowego do końca miesiąca i wykonało wstępną kolaudację przekazu reklamowego.

W literaturze tematu podkreśla się, że aby skutecznie móc powoływać się na sprzeczność reklamy bądź ogłoszenia z linią programową, musi być ona w jakiś sposób utrwalona, skodyfikowana. Zbiór ten może przybrać postać pisemnego regulaminu, statutu redakcji.  W TVP S.A. takim dokumentem są Zasady Sprzedaży Biura Reklamy.

Zgodnie z komentarzami wydawca oraz redaktorzy odpowiadający za publikowanie ogłoszeń i reklam są zobowiązani do wstępnej analizy każdego zgłoszonego do publikacji materiału tego typu. Oznacza to obowiązek eliminowania tych inseratów, które na pierwszy rzut oka kolidują z prawem lub dobrymi obyczajami. Wobec podwyższonego stopnia staranności wymaganego od profesjonalistów nie może być to ocena zupełnie pobieżna, powierzchowna. Tak było również w tym przypadku.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego podkreśla się, że wydawca i redaktor naczelny dziennika nie mają obowiązku publikowania ogłoszeń i reklam. Taka odmowa nie ogranicza swobody wypowiedzi i wolności wyrażania poglądów. Do naruszenia prawa przez nadawców radiowych i telewizyjnych może dojść także w sytuacji, gdy zagrożenie takie ma charakter prawdopodobny.

Niewątpliwie zwrot „coś jest chore" ma w sobie elementy agresji i jest eufemistycznym wulgaryzmem. Dwuznaczność tutaj jest oczywista (odniesienie do dosłownego znaczenia „być chorym"), jednak sformułowanie „Polska jest chora" jest co najmniej kontrowersyjne w kontekście rozpowszechniania go w przestrzeni publicznej.

Emisja spotu wskazującego, że Rzeczpospolita Polska, będąca zgodnie z normą konstytucyjną dobrem wspólnym wszystkich obywateli, narusza dobre obyczaje i stoi w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego. Określa się je jako kolizję z ogólnie i powszechnie przyjmowanym katalogiem dobrych obyczajów. Nie może chodzić o sprzeczność ze zbiorem zasad jakiejś szczególnej, wybranej grupy czy społeczności, ale ogółu społeczeństwa. Sprzeczne z dobrymi obyczajami nie musi oznaczać "konserwatywne". "zachowawcze", "ostrożne", "w dobrym guście".

Nazwa naszego kraju jest traktowana przez nadawcę publicznego podobnie jak barwy narodowe, hymn oraz godło Rzeczypospolitej, które pozostają pod szczególną ochroną prawa. Rozpowszechnianie spotu, który już w tytule zawiera treść obraźliwą dla naszej Ojczyzny stoi w oczywistej sprzeczności nie tylko z obowiązkami nadawcy publicznego określonymi w art. 21 ustawy o radiofonii i telewizji, ale również z dobrymi obyczajami.

- Zgadzam się z Panem, że linia programowa nie może być niezgodna z realizacją misji nadawcy publicznego. Jednak linia programowa nadawców publicznych nie może dopuszczać emisji audycji i innych przekazów, które mogą być obraźliwe dla naszych odbiorców – odpisał Rzecznikowi prezes TVP.

- Zapewniam, że Telewizja Polska S.A. dba o odpowiednie wywiązywanie się z obowiązków w ramach realizacji misji publicznej. Pragnę poinformować, że wszystkie reklamy przeznaczone do emisji podlegają ścisłej kontroli prawnej, językowej i technicznej, przy uwzględnieniu kontekstu obyczajowo-społecznego. Biorąc pod uwagę powyższe, zapewniam, że przy wydawaniu opinii na temat przekazów reklamowych Telewizja Polska S.A. kieruje się dobrem widzów, powszechnie stosowanymi kryteriami oceny przekazów telewizyjnych i pluralizmem, ale także wrażliwością naszych odbiorców – podsumował Jacek Kurski.

VII.564.68.2019

Sprawa książki Piotra Zychowicza. RPO prosi o wyjaśnienia TVP, PR i NCK

Data: 2019-10-25

Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się sprawą wycofania z 12. edycji konkursu „Książka Historyczna Roku” publikacji Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”.

  • Organizatorami konkursu są TVP, Polskie Radio i Narodowe Centrum Kultury.
  • Decyzja miała zostać podjęta  z pominięciem jury konkursu oraz bez udziału jednego z organizatorów – Instytutu Pamięci Narodowej.
  • RPO wskazuje możliwe naruszenia praw obywatela i zasad wydatkowania pieniędzy publicznych. Prosi o wskazanie podstawy działań przedstawicieli instytucji państwowych w sprawie książki.

Jak wskazuje były już członek jury prof. Sławomir Cenckiewicz, który złożył rezygnację w związku z zaistniałą sytuacją, była to już druga próba usunięcia tej książki z konkursu. Recenzent książki Piotra Zychowicza, dr Piotr Gontarczyk, złożył wniosek o wykluczenie książki przez jury  argumentując to wolą kierownictwa TVP, według którego autor w publikacji afirmuje okupację niemiecką na polskich ziemiach południowo-wschodnich. Jury w składzie siedmioosobowym odrzuciło ten wniosek jako nieuzasadniony. Jednocześnie książka Zychowicza była faworytem w głosowaniu internetowym, a zatem miała duże szanse na nagrodę. Do jury przez cały czas trwania konkursu nie wpłynęły żadne zastrzeżenia dotyczące książki ze strony któregokolwiek z organizatorów konkursu.

Zdarzenia te zdaniem RPO mogą budzić szereg wątpliwości co do poszanowania praw obywatelskich Piotra Zychowicza, przede wszystkim zagwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa i debaty publicznej, w tym wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji). Przepis ten gwarantuje również zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu.

Nagroda w Konkursie ufundowana jest ze środków publicznych. Ich wydatkowanie musi być zgodne z ogólnymi zasadami jawności, celowości i przejrzystości gospodarowania środkami budżetu państwa wynikającymi z ustawy o finansach publicznych.

Dlatego RPO zwrócił się do szefów trzech instytucji: prezesów TVP, PR i NVK o wskazanie, jakie uchybienia wobec Regulaminu Konkursu zostały zidentyfikowane przez jego organizatorów. Prosi też o wskazanie przyczyn pominięcia jury oraz wcześniejszej decyzji tego ciała podczas podejmowania tej decyzji względem Piotra Zychowicza.

VII.712.1.2019

Prezes TVP nie zgadza się, że paski "Wiadomości" naruszają ustawę o rtv. Ale je zmienił

Data: 2019-10-24
  • Tzw. paski „Wiadomości” TVP to przekaz nierzetelny i nieobiektywny - uznała Rada Języka Polskiego w sprawozdaniu dla Sejmu
  • Oznacza to, że telewizja publiczna narusza ustawę o rtv, która mówi o pluralizmie, bezstronności, wyważeniu i niezależności jej przekazu – oceniał Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Według niego dziennikarze TVP naruszają też Prawo prasowe, które nakazuje im szczególną staranność i rzetelność
  • Prezes TVP Jacek Kurski nie zgadza się z tą oceną. Podkreśla zarazem, że po uwagach paski poprawiano - tak, ”aby nie budziły żadnych wątpliwości co do realizowania ustawowych obowiązków nadawcy publicznego”

- Mając na uwadze sprawozdanie (Rady Języka Polskiego), Telewizja Polska S.A. ze swojej strony deklaruje analizę dokumentu, jak również zamieszczanych pasków informacyjnych – napisał Jacek Kurski 18 października 2019 r. w piśmie do RPO.

Rada Języka Polskiego: paski mogły nie wypełnić obowiązku dostarczania  rzetelnej informacji

Rada przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017 pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim. Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała, że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu, a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić ustawowego obowiązku dostarczania obywatelom rzetelnej informacji.

RPO: TVP oferuje przekaz nierzetelny i nieobiektywny

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

Ustalenia Rady oznaczają, iż dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 Prawa prasowego, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające z tych przepisów.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z opłaty abonamentowej, pobieranej w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. - Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem - uznał Adam Bodnar.

8 kwietnia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy. Zgodnie z Konstytucją, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Odpowiedź przewodniczącego KRRiT

- Uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała stanowiska w sprawie treści dokumentu z tego względu, że jako druk sejmowy, przekazany obecnie do rozpatrzenia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu, będzie on przedmiotem debaty na kolejnych etapach prac parlamentarnych - odpowiedział  RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

Dodał, że KRRiT zapoznała się z tym dokumentem i dostrzega pewne jego mankamenty w zakresie metodologii zastosowanej do oceny przekazów emitowanych w programach TVP SA (tzw. pasków informacyjnych), w szczególności w zakresie doboru próby poddanej badaniom. - KRRiT wskazuje także, że badanie nie miało charakteru komparatystycznego i nie uwzględniało podobnych przekazów emitowanych w programach informacyjnych innych nadawców (w szczególności ogólnopolskich komercyjnych nadawców telewizyjnych) – głosi odpowiedź.

Poinformował też, że zgodnie z procedurą zwrócił się do prezesa TVP o przedstawienie stanowiska, które będzie poddane dodatkowej analizie.

Odpowiedź prezesa TVP

Jacek Kurski w piśmie do RPO podkreślił, że sprawozdanie dotyczyło lat 2016-2017. - W tym okresie wpływały do TVP S.A. uwagi dotyczące treści pasków, które były następczo analizowane oraz poprawiane, tak, aby nie budziły żadnych wątpliwości, co do realizowania ustawowych obowiązków nadawcy publicznego. Telewizja Polska podjęła działania zmierzające do poprawy jakości przekazu - poinformował prezes TVP. - Mogę zapewnić Pana, że wszystkie uwagi zgłoszone w sprawozdaniu zostaną starannie przeanalizowane oraz zostaną podjęte działania mające na celu wyeliminowanie ewentualnych nieprawidłowości w przyszłości - dodał.

Uznał zarazem, że nie sposób natomiast zgodzić się z oceną sprawozdania oraz treści pasków informacyjnych dokonaną przez Rzecznika Praw Obywatelskich, który wskazuje, iż powyższe nieprawidłowości oznaczają, iż dziennikarze TVP S.A. nie realizują obowiązków wynikających m.in. z art. 10 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe.

Prezes TVP zwrócił uwagę, że ze względu na specyfikę przekazu, wpisy na paskach często muszą posługiwać się pewnymi skrótami. Niejednokrotnie tylko sygnalizują wydarzenia, które mają miejsce, zaś pełne ich omówienie znajduje miejsce materiałach informacyjnych. Skrótowość przekazu zawartego na pasku, którą można porównać do zapowiedzi materiału prasowego, ma na celu nie tylko poinformowanie widzów, ale także zainteresowanie ich pełnymi materiałami dziennikarskimi dotyczącymi poszczególnych wydarzeń. Trudno jest więc oceniać jeden konkretny wpis na pasku w oderwaniu od całości materiału – wskazał prezes TVP.

Powołał się na prof. Walerego Pisarka, który pisał, że tytuły  prasowe (paski w programach telewizyjnych są odpowiednikiem tytułu w prasie drukowanej), pełnią dwojaką rolę - informacyjną i publicystyczną. W literaturze podkreśla się, że nagłówki powinny być ciekawe, atrakcyjne i oryginalne. W 2004 r. dr hab. Zbigniew Bauer stwierdził, że „czysta informacja, to konstrukcja czysto teoretyczna, niemożliwa do zrealizowania w akiach komunikacji językowej”. Każdy nagłówek prasowy, czy belka w telewizji, zawsze będą zawierały elementy wartościujące, co wynika z opisanych zasad ich tworzenia oraz ich specyfiki, mających na celu zainteresowanie odbiorcy.

- Niemniej jednak, mając na uwadze sprawozdanie, Telewizja Polska S.A. ze swojej strony deklaruje analizę dokumentu, jak również zamieszczanych pasków informacyjnych – napisał Jacek Kurski.

W swym piśmie przywołał uwagi do stanowiska Rady, podkreślając, że w praktyce ma ono charakter „wyłącznie informacyjny”. Ustawodawca nie wskazał bowiem konsekwencji, jakie z niego wynikają. Prezes podkreślił także, że „analizą Rady Języka Polskiego objęta została niewielka część pasków informacyjnych”.

Np. dr hab. Dorota Kubicka (kierownik Zakładu Psychologii Rozwojowej i Wychowawczej im. Stefana Szumana Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego) w swej recenzji zwróciła uwagę, że „z punktu widzenia celu sprawozdania, czyli "stanu ochrony języka polskiego", błędem jest analizowanie  wyłącznie treści pasków. Paski (nieruchome) u dołu ekranu mają status tytułów zapowiadających określone treści. Dlatego, tak jak tytuły prasowe czy zapowiedzi radiowe,  mają przyciągnąć uwagę użytkownika i muszą być mocno nasycone emocjonalnie pozytywnie lub negatywnie! Dopiero analiza całego komunikatu pozwala stwierdzić, czy kryją się tam treści dyskredytujące, agresywne, kłamstwa itp., czy też jest to uzasadniona merytorycznie i właściwa krytyka”.

Dr Kubicka zwróciła też uwagę na bardzo małą próbę badawczą (306 spośród od 8 do 9 tys. pasków pokazanych  w badanym okresie)). Jak napisała, "Język informacji politycznej to nie tylko paski, dlatego błędem jest nie tylko ograniczanie się do analizy samych pasków, ale także analizowanie tak skąpej próbki - 306 pasków z około 4000 dotyczących informacji politycznych  wybranych na podstawie arbitralnych decyzji autorów. Taki materiał nie jest reprezentatywny i budziłby zastrzeżenia nawet na poziomie pracy seminaryjnej/ magisterskiej, a co dopiero przy ogólnopolskim sprawozdaniu".

Podobne stanowisko zaprezentowało Centrum Monitoringu i Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w którym zwrócono uwagę, że ocenie poddano i przeanalizowano mniej niż 4%  wszystkich pasków Wiadomości - podkreślił prezes TVP.

VII.505.8.2019

Dyrektor liceum: gdy uczeń chce brać udział udział w strajku klimatycznym, ma dostarczyć zgodę rodzica

Data: 2019-10-22
  • W odpowiedzi na skargę uczniów dyrektor sprostował, że udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym nie jest w żaden sposób sankcjonowany
  • Aby uczeń mógł uczestniczyć w zgromadzeniu, które odbywa się w godzinach lekcji, ma dostarczyć zgodę rodzica lub opiekuna prawnego na opuszczenie szkoły - co się stało
  • Jest to niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa uczniów uczestniczących w wydarzeniach poza szkołą
  • Kwestie ochrony klimatu, aktywności obywatelskiej i kształtowania u uczniów postaw prospołecznych należą do priorytetów wychowawczych szkoły – zapewnia dyrektor

Skarga uczniów

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga uczniów jednego ze społecznych liceów ogólnokształcących. Chcieli się dowiedzieć, czy dyrektor szkoły może im zakazać udziału w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Ze skargi wynika, że spotkali się oni z ostrzeżeniem, iż uczestnicy wydarzenia i jego organizatorzy poniosą surowe konsekwencje swych działań.

RPO udzielił uczniom wyjaśnień na temat ich praw i wolności wynikających z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz Konwencji o prawach dziecka. Należą do nich prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów, prawo do swobodnego zrzeszania się oraz wolność pokojowych zgromadzeń.

Ponadto Rzecznik podkreślił, że kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, a także upowszechnianie wiedzy o zasadach zrównoważonego rozwoju oraz sprzyjaniu jego wdrażaniu, jest celem systemu oświaty, określonym w ustawie Prawo oświatowe.

Rzecznik zwrócił się do dyrektora liceum o stanowisko w sprawie.

Odpowiedź dyrektora szkoły

- Dyrekcja szkoły nie sugerowała i nie ostrzegała, że uczniowie poniosą surowe konsekwencje za udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym – napisał dyrektor liceum w odpowiedzi dla RPO. Uczniowie zostali jedynie poinformowani o konieczności wypełnienia obowiązków wynikających z przepisów prawa związanych z bezpieczeństwem.

Ustawa Prawo Oświatowe, akty wykonawcze do niej, statut szkoły jak i umowy edukacyjne, zawarte między szkołą a rodzicami lub opiekunami prawnymi uczniów, nakładają na dyrektora szkoły obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w czasie zajęć szkolnych.

- Z uwagi na fakt, że Młodzieżowy Strajk Klimatyczny odbywa się w godzinach tych zajęć, a nie jest to wydarzenie organizowane przez szkołę, poprosiliśmy uczniów, aby rodzice wyrazili zgodę na ich wyjście poza szkołę w czasie lekcji, zwolnili ich z zajęć na czas strajku lub usprawiedliwili nieobecność – wskazał dyrektor.

Podkreślił, że to standardowa procedura, stosowana w każdym przypadku, gdy szkoła nie jest organizatorem wydarzenia a niezbędne jest zapewnienie uczniom bezpieczeństwa (np. w trakcie przejścia na miejsce jego odbywania się zgromadzenia) lub jasne zdefiniowanie odpowiedzialności stron.

Dlatego dyrektor ocenił zapytanie uczniów skierowane do RPO  w kategorii nieporozumienia. - Uczniowie uczestniczyli zarówno w strajku w maju 2019 r., jak i we wrześniu 2019 r. Rodzice lub opiekunowie prawni uczestników wyrazili stosowne zgody, co wypełniło wymagania ustawowe i wynikające z umów edukacyjnych kwestie odpowiedzialności za bezpieczeństwo uczniów - dodał dyrektor.

Podkreślił, że kwestie ochrony klimatu, aktywności obywatelskiej i kształtowania u uczniów postaw prospołecznych są jednym z priorytetów wychowawczych szkoły, zawartych zarówno w jej misji, statucie, jak w realizowanych działaniach. Zaznaczył, że liceum angażuje się w działania na rzecz poszanowania i promowania wiedzy o prawach człowieka, prawach obywatelskich czy kwestiach ochrony środowiska. Przykładem jest nagroda główna w konkursie Rzecznika Praw Obywatelskich na multimedialną interpretację praw i wolności obywatelskich, wygrane projekty edukacyjne w ramach konkursów Fundacji Rozwoju Sytemu Edukacji.

VII. 7037.33.2019

Rzecznik pyta PKW o skargi na kampanię wyborczą w mediach publicznych

Data: 2019-10-16
  • Czy Państwowa Komisja Wyborcza dostała skargi na sposób przedstawiania przez nadawców publicznych kampanii  wyborczej w wyborach do Sejmu i Senatu?
  • RPO spytał o to przewodniczącego PKW, ponieważ Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie prowadziła stałego monitoringu pod tym względem
  • Telewizji publicznej zarzucano ostatnio brak bezstronności w kampaniach wyborczych
  • Czyniły tak m.in. Towarzystwo Dziennikarskie ws. majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Konfederacja - przy wyborach do Sejmu i Senatu  

Przed wyborami do Sejmu i Senatu 13 października 2019 r. Towarzystwo Dziennikarskie uznało, że propaganda partii rządzącej w publicznej telewizji znosi wymaganą przez prawo równość szans partii uczestniczących w wyborach. Taki był wniosek cząstkowego raportu z monitoringu wyborczego mediów, prowadzonego przez Towarzystwo Dziennikarskie. Wcześniej Towarzystwo Dziennikarskie i Fundacja im. Stefana Batorego przygotowały raport ws. postawy mediów publicznych w kampanii do PE w maju 2019 r. Wynikało z niego, że w kampanii wyborczej "Wiadomości" TVP prowadziły agitację na rzecz partii rządzącej, a informacje dla niej niekorzystne były pomijane.

Zdaniem Konfederacji podczas kampanii do Sejmu i Senatu telewizja publiczna dopuściła się licznych manipulacji i złamania prawa wyborczego. Ugrupowanie skieruje do Sądu Najwyższego protest wyborczy, domagając się unieważnienia wyników wyborów do parlamentu, bo TVP nie wykonała prawomocnej decyzji sądu ws. opublikowania przed wyborami sondaży dotyczących ugrupowania.

Działania RPO

W lipcu 2019 r. RPO wysłał do KRRiT raport przygotowany przez Towarzystwo Dziennikarskie i Fundację im. Stefana Batorego ws. kampaniii do PE. Poprosił przewodniczącego KRRiT o ustosunkowanie się do niego oraz o informację, jak zostanie on wykorzystany przez Radę.

W ocenie RPO raport może być ważnym materiałem dla oceny zachowania przez media publiczne ustawowych zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności, a także wypełniania międzynarodowych standardów w tym zakresie.

Ponadto Rzecznik pytał, czy Rada przewiduje prowadzenie stałego monitoringu sposobu przedstawiania przez nadawców publicznych kampanii wyborczej w wyborach do Sejmu i do Senatu (w tym komitetów wyborczych i kandydatów).

We wrześniu 2019 r. przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski odpisał RPO, że Rada nie będzie prowadzić stałego monitoringu kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu w mediach publicznych, lecz tylko interwencyjny.

Podtrzymał on stanowisko Rady sprzed kampanii do PE w maju 2019 r. o tym, że stały monitoring wyborczy powinien uwzględniać analizę jakościową oferty programowej, ale nie powinien się ograniczać tylko do programów mediów publicznych. A przeprowadzenie takiej analizy byłoby możliwe wyłącznie po wyłonieniu w przetargu (co trwa ok. czterech miesięcy) podmiotu zewnętrznego o odpowiedniej wiedzy i doświadczeniu. Na rynku brakuje zaś takich ofert, a koszty takich badań są wysokie.

Według szefa KRRiT na przeszkodzie efektywności takiego monitoringu  mogą również stanąć strategie podmiotów uczestniczących w wyborach.  Przywołał decyzje Zarządu Krajowego Platformy Obywatelskiej o  powstrzymanie się od udziału w programach TVP do czasu odwołania Zarządu Spółki.

Ponadto szef KRRiT przypomniał, że podczas rozpatrywania sprawozdania z działalności KRRiT w lipcu 2019 r. przez Sejm zwracał uwagę na "braki metodologiczne" raportu Towarzystwa Dziennikarskiego.

- Wobec odmowy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przeprowadzenia opartego na metodologii, stałego monitoringu wyborczego, to sygnały od wyborców i innych podmiotów biorących udział w kampanii wyborczej, jak również opracowania i raporty organizacji społecznych, wydają się stanowić obecnie szczególnie istotne źródło wiedzy dotyczącej problematyki funkcjonowania mediów w okresie kampanii wyborczych - napisał 8 października 2019 r. Adam Bodnar do przewodniczącego PKW Wiesława Kozielewicza.

RPO poprosił przewodniczącego PKW o informację o ewentualnych skargach co do kampanii wyborczej w mediach publicznych, wpływających do Państwowej Komisji Wyborczej.

VII.602.66.2019

Odmowa TVP emisji spotu Izby Lekarskiej ogranicza wolność słowa

Data: 2019-10-15
  • Telewizja Polska odmówiła Okręgowej Izbie Lekarskiej emisji spotu w ramach kampanii „Polska to chory kraj” - uznanego za „niezgodny z linią programową TVP S.A”
  • Kampania Izby może się jednak mieścić w ramach misji publicznej TVP, a linia programowa nie może być z nią sprzeczna - wskazuje RPO
  • Odmowa ogranicza konstytucyjną zasadę wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom

TVP odmówiła Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie możliwości wykupienia standardowego czasu reklamowego na emisję spotu w ramach organizowanej przez Izbę kampanii „Polska to chory kraj”. Jak podają organizatorzy, uzasadniono to faktem, że „spot nie wpisuje się w charakter treści emitowanych w programach Telewizji Publicznej i jest niezgodny z linią programową TVP S.A., co w świetle Zasad Sprzedaży może być podstawą do odmowy emisji reklamy”.

„Wydawca i redaktor mają prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeżeli ich treść lub forma jest sprzeczna z linią programową bądź charakterem publikacji” - głosi art. 36 ust. 4 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.

Jak jednak podkreśla Adam Bodnar, na TVP - będącej społecznym środkiem przekazu - ciąży szczególny obowiązek realizacji misji publicznej oraz oferowania zróżnicowanych programów i innych usług w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu.

Chodzi zwłaszcza o zadania wymienione w art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Zgodnie z nią jednym z zadań mediów publicznych jest „umożliwienie obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej”.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, kampania Okręgowej Izby Lekarskiej może wypełniać ustawowe zadania programów i innych usług publicznej radiofonii i telewizji w ramach jej misji publicznej. Spot wpisuje się bowiem w wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej. Sprzyja też „swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli” oraz służy „kształtowaniu postaw prozdrowotnych” (art. 21 ust. 2 pkt 3 ustawy).

Sam spot nie zawierał treści znieważających ani w żaden inny sposób nie naruszał porządku prawnego.

A linia programowa nie może być niezgodna z realizacją misji mediów publicznych. Wewnętrzne regulacje nie mogą również negatywnie wpływać na wykonywanie ustawowych zadań TVP. Dlatego zdaniem Rzecznika linia programowa powinna zostać zdefiniowana w odpowiedniej regulacji wewnętrznej. W przeciwnym razie odmowa zamieszczenia reklamy może stanowić nieuzasadnioną odmowę wykonania usługi.

Pojęcie linii programowej nie zostało zdefiniowane ani w statucie TVP, ani w Regulaminie Rady Programowej TVP S.A., ani w regulaminie organizacyjnym TVP. Dlatego odwołanie się w uzasadnieniu odmowy do niezgodności spotu z bliżej niezidentyfikowaną linią programową nosi cechy arbitralności i wymaga uszczegółowienia.

Odmowę wobec istotnej akcji społecznej należy uznać za ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej obywatelom na podstawie art. 54 Konstytucji. Działania TVP S.A. mogą także prowadzić do ograniczania praw do uzyskiwania rzetelnych informacji.

Adam Bodnar poprosił prezesa Telewizji Polskiej S.A. Jacka Kurskiego o wyjaśnienia.

VII.564.68.2019

Zmienił słowa hymnu, tak by zapraszał do Polski uchodźców. To wzniosły cel - uznał Sąd Najwyższy i uniewinnił autora przeróbki

Data: 2019-10-14
  • Pan Jan odśpiewał "Mazurka Dąbrowskiego" ze zmienionymi słowami - tak by zapraszał do Polski uchodźców
  • Dwa sądy uznały to za wykroczenie, bo przetwarzanie słów hymnu jest niedopuszczalne, bez względu na motyw
  • Cel obwinionego był wzniosły i zasługiwał na aprobatę - uznał Sąd Najwyższy i uniewinnił autora przeróbki

Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie obywatela ukaranego prawomocnie za wykroczenie polegające na przerobieniu słów hymnu narodowego – i jego odśpiewaniu w internecie – tak, by zachęcał uchodźców do przybycia do Polski.

Historia sprawy

W  2015 r. pan Jan opublikował w internecie film zatytułowany „Polacy witają uchodźców!”. Z innymi osobami wykonał on hymn Rzeczypospolitej Polskiej ze zmienionymi przez siebie słowami, na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; padły też słowa: „Migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

W kwietniu 2017 r. Sąd Rejonowy w Wołominie uznał pana Jana za winnego wykroczenia z art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim karze aresztu albo grzywny podlega ten, kto  narusza przepisy o godle, barwach i hymnie RP. Według zaś ustawy z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP symbole te pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach, a hymn jest „wykonywany lub odtwarzany w sposób zapewniający należną cześć i szacunek”.

Sąd wymierzył obwinionemu 1000 zł grzywny. Uznał, że niedopuszczalne jest przetwarzanie artystyczne hymnu czy też nadawanie mu stylizowanej formy. Zachowanie obwinionego uznał za celowe i mające charakter prowokacyjny. Sąd wskazał, że mógł on zabrać głos w debacie publicznej i zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię uchodźców, wykonując hymn z oryginalnym tekstem, wyjaśniając jednocześnie jego historię i znaczenie.

Obrona odwołała się, wnosząc o uniewinnienie. Apelacja kwestionowała m.in. przyjęcie zakazu przetwarzania hymnu narodowego w jakimkolwiek celu, w tym w ramach działalności artystycznej. Obrona podkreślała, że ustawa o godle, barwach i hymnie RP pozwala na artystyczne przetwarzanie godła lub barw.

W lutym 2018 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał wyrok. Ocenił, że wykonanie hymnu w sposób zapewniający mu należytą cześć i szacunek to wykonanie go właściwe językowo. Deformowanie słów hymnu jest zaś naruszeniem przepisów ustawy i wykroczeniem. Sąd wskazał, że możliwość przetwarzania, na co powołuje się obrona, nie dotyczy hymnu. Dla przyjęcia kontratypu, związanego z działalnością artystyczną, konieczne byłoby ustalenie, że: sprawcą czynu jest artystą, efektem czynu jest dzieło artystyczne, a motywem działania - osiągnięcie celu artystycznego. Zdaniem sądu pan Jan (pisze on wiersze  i książki) spełnił dwa pierwsze warunki, ale powoływał się na kwestie społeczno-polityczne - nie działał zatem w celu artystycznym.

Od wyroku w sprawie o wykroczenie stronie nie przysługuje kasacja. Korzystając ze swoich ustawowych uprawnień, złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by SN uniewinnił pana Jana, gdyż jego zachowanie - z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynu - nie stanowiło wykroczenia.

Argumenty kasacji RPO

Art. 73 Konstytucji gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie zaś z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo.

Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Wartość, jaką jest cześć i szacunek dla hymnu państwowego powinna pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie.

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPCz wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPCz, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPCz podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany jakie wprowadził on do hymnu są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. Eksponują fakt, że pieśń napisana przez Józefa Wybickiego była pierwotnie pieśnią uchodźców, skazanych na cudzą gościnność. Autor opinii prof. Piotr Śliwiński podkreślał, że narodowe symbole mogą i winny być rozumiane jako żywa treść, a utwór pana Jana włącza się w szereg parafraz, których przedmiotem bywały dzieła kanoniczne w momentach krytycznych dla naszej zbiorowości.

Celem działania obwinionego nie była zatem kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.

Wyrok SN

14 października 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt II KK 381/18) ogłosił wyrok. Uchylił wyroki obu sądów i uniewinnił obwinionego.

Trzech sędziów Izby Karnej uznało, że z formalnego punktu widzenia doszło do naruszenia. Wyroków skazujących za zmianę słów hymnu nie można jednak aprobować bez szczegółowej analizy motywów.

Według SN cel obwinionego był wzniosły i zasługuje na aprobatę. Chodziło bowiem o podkreślenie otwartości narodu polskiego wobec uchodźców, którymi Polacy przecież często w historii sami bywali.  

Czyn nie miał żadnego ładunku szkodliwości społecznej. Słowa hymnu nie zostały bowiem zmienione w celu jego znieważenia czy lekceważenia. Dlatego nie sposób w tej przeróbce znaleźć coś nagannego.

Ponadto SN odwołał się do orzecznictwa ETPCz. Zgodnie z nim standard swobody wypowiedzi jest bardzo szeroki, czego nie dostrzegł sąd okręgowy. 

Prokuratura wnosiła o oddalenie kasacji Rzecznika.

II.564.2.2018

RPO: czy szkoła może grozić uczniom konsekwencjami za udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym

Data: 2019-10-02
  • Dyrektor jednego z liceów ostrzegł uczniów, że poniosą „surowe konsekwencje” udziału w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Do RPO wpłynęła ich skarga 
  • RPO jest zaniepokojony możliwością zniechęcania młodych ludzi do działań obywatelskich
  • A udział uczniów w MŚK mieści się w zakresie praw wynikających z Konstytucji i Konwencji o prawach dziecka
  • Kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych jest zaś wymienione jako ustawowy cel systemu oświaty

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga uczniów jednego z liceów, którzy chcieli się dowiedzieć, czy dyrektor szkoły może im zakazać udziału w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Z treści skargi wynika bowiem, że spotkali się oni z ostrzeżeniem, iż uczestnicy wydarzenia i jego organizatorzy poniosą surowe konsekwencje swych działań.

Rzecznik udzielił uczniom wyjaśnień na temat ich praw i wolności wynikających z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz Konwencji o prawach dziecka. Należą do nich prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów, prawo do swobodnego zrzeszania się oraz wolność pokojowych zgromadzeń.

Ponadto RPO podkreślił że kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, a także upowszechnianie wiedzy o zasadach zrównoważonego rozwoju oraz sprzyjaniu jego wdrażaniu, jest celem systemu oświaty, określonym w ustawie Prawo oświatowe.

Rzecznik zwrócił się do dyrektora liceum o stanowisko w sprawie.

VII.7037.33.2019

Bezpieczeństwo dziennikarek online - debata w Biurze RPO

Data: 2019-09-18
  • Choć dziennikarki wykonują tę samą pracę co dziennikarze, to spotykają się z dużo bardziej drastycznymi i brutalnymi atakami i groźbami.
  • Hejt internetowy, zorganizowana nagonka trolli i botów wobec kobiet ma seksualny kontekst. I tak jest w wielu krajach
  • Charakterystyczne są organizowane fale gróźb gwałtu nie tylko wobec samych dziennikarek – ale wobec ich dzieci. Dziennikarze tego w zasadzie nie doświadczają.

By społeczeństwa demokratyczne mogły się skutecznie mierzyć z tym problemem, muszą zauważyć wyraźną różnicę w skali i formie ataków na dziennikarzy i dziennikarki. To one spotykają się codziennie z groźbami gwałtu, przemocy fizycznej, drastycznymi obrazkami wysyłanymi im do skrzynek mailowych. W skrajnych przypadkach te formy ataku powodują autocenzurę  i wycofywanie się kobiet ze sfery publicznej – mówili uczestnicy debaty o bezpieczeństwie dziennikarek w sieci. Zostało ono zorganizowane jako wydarzenie towarzyszące Human Dimention Implementation Meeting, warszawskiemu spotkaniu działaczy i prawników działających na rzecz praw człowieka.

Dyskusja poprzedziła projekcję filmu „Ciemne miejsce” („A Dark Place: Documentary on safety of female journalists”; zwiastun filmu jest do obejrzenia tu: https://www.osce.org/representative-on-freedom-of-media/410423). W prowadzonej po angielsku dyskusji wzięli udział dziennikarze, prawnicy i działacze praw człowieka.

Otwierając debatę Adam Bodnar, gospodarz spotkania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, przypomniał, że cechą szczególną współczesnej debaty publicznej jest to, że osoby zabierające w niej głos muszą się liczyć nie tylko ze zorganizowanymi atakami w mediach tradycyjnych, ale także z hejtem w mediach społecznościowych. Podał przykład Khadiyi Ismayilovej z Azerbejdżanu, która stała się celem ataku prawdopodobnie ze strony państwowych służb specjalnych (publikowano w sieci nagrania z jej prywatnego życia). Zdaniem Bodnara taka sytuacja jest skrajnie niebezpieczna także dlatego, że to właśnie do państwa i jego służb należy zapewnienie bezpieczeństwa dziennikarzom (pozytywnym przykładem w tej mierze jest sprawa Jessikki Aro z  Finlandii).

Zastępczyni RPO Hanna Machińska zwracała uwagę na konieczność wdrażania standardów Rady Europy w zakresie przeciwdziałania seksizmowi w debacie publicznej i zapewniania bezpieczeństwa dziennikarkom.

- Dziennikarki wykonują taką samą pracę jak dziennikarze, ale krytyka, jaka je spotyka, jest inna, bo nacechowana seksualnie – podkreślił Harlem Désir, przedstawiciel OBWE ds. Wolności Mediów.

Świadectwo prześladowania i kampanii nienawiści przedstawiła Banu Güven, turecka dziennikarka pracująca dziś dla Deutsche Welle (ma ponad 2 mln followersów na Twitterze): Umiem odróżnić internetowy hejt od realnych gróźb. Wiem, kiedy hejter korzysta z internetu, by tylko dać upust swej nienawiści, a kiedy gotów jest do fizycznego ataku, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Opowiadała o trudnej do wyobrażenia fali hejtu po artykułach nieprzychylnych tureckim władzom. Jak powiedziała, dziennikarz-mężczyzna dowiaduje się w takich sytuacjach „najwyżej”, że jest zdrajcą – kobieta staje się obiektem ataków seksualnych.

 – Nie zgłaszam już tego prokuraturze, ale samemu Twitterowi. Zdarzyło mi się jednego dnia, po tekście krytycznym wobec tureckiego ministra, zgłosić 230 hejterskich twitów.

Nani Jansen Reventlow, dyrektorka, Fundusz Cyfrowej Wolności (reprezentowała Khadyiję Ismayilovą w jej sprawie) mówiła o narzędziach i mechanizmach pozwalających ograniczać i przeciwdziałać zjawisku nacechowanej seksualnie przemocy wobec dziennikarek. Wskazała na konieczność poprawy prawa – na jego interpretowanie w sposób pozwalający na stosowanie go w cyfrowej rzeczywistości, na doprecyzowaniu, czym jest przemoc seksualna w świecie cyfrowym (nie można się ograniczać tylko do interakcji między konkretnymi osobami, bo problemem jest także tworzenie fejkowych kont dziennikarek czy organizowanie kampanii, w których poszczególni uczestnicy robią niewiele zła, ale cała akcja tworzy krzywdzącą falę nienawiści).

Nani Jansen Reventlow mówiła też o znaczeniu edukacji w wymiarze sprawiedliwości (policjanci muszą rozumieć, czym jest atak seksualny w sieci, sędziowie muszą rozumieć, jak działa świat cyfrowy, na czym polegają media społecznościowe). Podkreślała, jak ważne jest skuteczne i sprawne identyfikowanie sprawców – większość z nich nie dysponuje przecież aż tak zaawansowanymi umiejętnościami, by skutecznie ukryć się przed śledczymi, o ile ktoś będzie ich ścigał.

Przeciwdziałanie nacechowanej seksualnie przemocy wobec dziennikarek jest też – o czym wszyscy muszą pamiętać – obroną wolności słowa, podstawy demokracji.

Sarah Clarke z broniącej wolności słowa organizacji ARTYKUŁ 19 mówiła z kolei o narzędziach pozwalających analizować, badać i identyfikować ogniska hejtu. - Zajmujemy się problemem od lat. wiemy, że taka zorganizowana przemoc ma wiele warstw: z wierzchu widać fale twitów, ale są one organizowane i koordynowane w zamkniętych grupach na Facebooku czy innych mediach społecznościowych. To stamtąd dane osobowe, adresy, imiona dzieci atakowanych dziennikarek trafiają do „masowej dystrybucji”. Sarah Clarke podkreśliła, że obok seksualizacji to także groźby wobec dzieci są cechą charakterystyczną organizowanych ataków wobec dziennikarek. Dlatego tak ważne jest tworzenie narzędzi pozwalających na identyfikowanie seksualnie nacechowanych ataków hejtu i mobilizowanie przez to służb państwowych do reakcji – podkreśliła.

Javier Luque, szef Departamentu Komunikacji Cyfrowej Międzynarodowego Instytutu Prasy powiedział na koniec, że dziennikarki nie są ofiarami – każdego dnia wstają przecież rano i podejmują swą pracę. Nie są bohaterkami, bo gdyby tak było, cóż warta by była demokracja. Ale są celami kampanii poniżania, grożenia, dyskredytowania, co jest cechą naszych czasów.

Ale - jak mówiły bohaterki wyświetlonego po dyskusji filmu - jeśli hejterzy myślą, że nas wystraszą, to bardzo się mylą. Jesteśmy od nich silniejsze.

Czy TVP uczestniczyła w akcji zniesławiania sędziów przez pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości?

Data: 2019-09-02
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna dogłębnie wyjaśnić sprawę powiązań pracowników TVP z resortem sprawiedliwości i ustalić, czy dochodziło do publikowania niesprawdzonych informacji przekazywanych przez osoby powiązane z Ministerstwem
  • Gdyby taki proceder miał miejsce, stanowiłoby to naruszenie ustawy o radiofonii i telewizji, która zobowiązuje TVP do tworzenia programów cechujących się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

19 sierpnia 2019 r. portal onet.pl opublikował artykuł, z którego wynikało, że urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości na czele z byłym już wiceministrem Łukaszem Piebiakiem prowadzili działania dyskredytujące sędziów, którzy publicznie wypowiadali się przeciwko działaniom resortu. Elementem tych działań miał być atak w TVP na sędziego Piotra Gąciarka ze stowarzyszenia Iustitia. Reportaż, w którym przedstawiano bez weryfikacji informacje z osobistego życia sędziego, pokazano 25 maja 2018 roku w programie "Alarm!" w TVP 1.

23 sierpnia 2019 r. magazyn „Press” opisał jeszcze inne działania, w jakie mieli być zaangażowani dziennikarze TVP SA, w tym m.in. Michał Rachoń prowadzący "Minęła dwudziesta" w TVP Info, Jacek Łęski prowadzący „Alarm!” w TVP 1 i „Studio Polska” w TVP Info czy Michał Adamczyk prowadzący „Wiadomości” TVP.

Jeżeli informacje te potwierdzą się, trudno będzie uznać, że TVP S.A. realizuje misję publiczną w kształcie wymaganym przez ustawę o radiofonii i telewizji. Stąd wezwanie RPO do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o podjęcie działań. RPO prosi KRRiT o informację, co zostało zrobione w celu wyjaśnienia zarzutów wobec TVP i jakie są tego rezultaty. Analogiczne wystąpienie RPO skierował do prezesa Zarządu TVP SA Jacka Kurskiego.

VII.564.65.2019

RPO przystąpił do sprawy "zabezpieczeniowej" dziennikarza Grzegorza Rzeczkowskiego

Data: 2019-08-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego, którą wytoczyli mu prokuratorzy Anna i Przemysław Hopfer.
  • RPO wniósł o oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, które w tym przypadku oznacza usunięcie artykułów w serwisie „Polityka”.
  • W ocenie RPO sąd nie zestawił ze sobą odpowiednio dwóch przesłanek w tej sprawie: interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów.
  • Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

W październiku 2018 roku na łamach tygodnika "Polityka" ukazała się publikacja Grzegorza Rzeczkowskiego, który analizował w niej m.in. kariery zawodowe prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”). Opisani w artykule prokuratorz wnieśli pozew przeciw dziennikarzowi oraz redakcji o ochronę dóbr osobistych, wnosząc jednoczesnie o usunięcie artykułów w ramach zabezpieczenia roszczenia.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane w oparciu o art. 7301 § 1 kpc w zw. z art. 755 § 2 kpc. Sprawa toczy się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie, a wniosek o zabezpieczenie roszczenia rozpatrzył Sąd Okręgowy. RPO zgłosił swój udział w sprawie 23 sierpnia 2019 r.

Kiedy można zabezpieczyć roszczenie?

Zgodnie z art. 7301 Kodeksu postępowania cywilnego, przesłankami udzielenia zabezpieczenia w każdej sprawie cywilnej są:

  • uprawdopodobnienie roszczenia
  • oraz uprawdopodobnienie interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia.

W ocenie Sądu Okręgowego obie przesłanki zostały spełnione.

Sąd przyjął bowiem, iż „o interesie społecznym można mówić jedynie w przypadku przekazywania informacji prawdziwych”, a w niniejszym przypadku zachodzi „ewentualna wątpliwość co do merytorycznej zawartości publikacji”. Skoro „wskazane dowody uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji”, sąd uznał za zasadne ograniczenie funkcjonowania publikacji w internecie i to na maksymalny czas trwania zakazu z uwagi na niskie prawdopodobieństwo zakończenia postępowania w okresie wcześniejszym.

Jednocześnie jednak sąd przyjął, iż „artykuły odnoszą się do istotnych okoliczności” oraz ocenił, iż „awanse i kariery w sferze publicznej powinny podlegać ocenie społecznej i z tego względu mogą być tematem podlegającym zainteresowaniu dziennikarzy”.

W ocenie RPO Sąd Okręgowy nie zestawił ze sobą - jak wymaga tego dyspozycja art. 755 § 2 kpc - interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra zgodnie z twierdzeniami pozwu zostały naruszone w taki sposób. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów. Uznając za prawdopodobne uznanie roszczeń powodów, sąd wykluczył analizę wpływu zabezpieczenia na interes publiczny, pomijając szczególną misję środków społecznego przekazu i szerszy kontekst publikacji. Takie zaś rozumienie art. 755 § 2 kpc nie znajduje uzasadnienia w literalnej treści tego przepisu i jest nieuprawnione.

Interes publiczny – rola mediów w państwie demokratycznym

W kontekście publikacji prasowych przyjmuje się, że interes publiczny odnosi się do kluczowej roli prasy w demokratycznym państwie prawnym w zakresie rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). Wolność słowa, urzeczywistniająca ustawową rolę prasy, gwarantowana jest zarówno przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej w art. 14 oraz art. 54, jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka w art. 10.

Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Sąd Okręgowy pominął, że artykuły poddane zakazowi publikacji dotyczyły nie tylko kwestii „awansów i karier w sferze publicznej”, lecz szerszego kontekstu związanego z jedną z największych afer politycznych ostatniej dekady, której kulisy budziły i budzą zainteresowanie opinii publicznej. Tymczasem, jak przyjmuje się w orzecznictwie, „w interesie publicznym leży to, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli, przy czym chodzi tu o zainteresowanie pożądane – dyktowane przez rangę poruszanych zagadnień”. Stanowisko to, sformułowane przez Sąd Okręgowy w Warszawie na gruncie wniosku o zabezpieczenie powództwa w formie zakazu publikacji artykułów dotyczących tzw. afery KNF, jest całkowicie aktualne w kontekście tzw. afery taśmowej.

Rola prokuratury

Publikacje będące przedmiotem oceny w niniejszej sprawie zawierają przede wszystkim analizę karier prokuratorów związanych z prowadzeniem postępowania karnego w sprawie afery podsłuchowej. Prokuratura jest urzędem państwowym stojącym na straży praworządności. Udzielenie zabezpieczenia w sposób żądany przez powodów może pozbawić społeczeństwo pełnego dostępu do opisu zdarzeń istotnych z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania państwa.

Zważywszy na pozycję ustrojową prokuratury, zwłaszcza w związku z wprowadzonymi w 2016 r. zmianami dotyczącymi m.in. ponownego połączenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości (krytykowanymi za poddanie prokuratury wpływom politycznym) opinia publiczna powinna mieć dostęp do informacji dotyczących funkcjonowania tej instytucji, w tym w szczególności powinna być informowana o wszelkich wpływach polityków na prowadzących kluczowe śledztwa prokuratorów.

Standardy międzynarodowe dotyczące mediów

Jak podkreśla Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie obowiązkiem prasy jest przekazywanie informacji ważnych dla interesu publicznego (zob. m.in. Dalban przeciwko Rumunii, § 49 oraz Tammer przeciwko Estonii, § 62). Zważywszy na społeczne i polityczne znaczenie afery taśmowej oraz rolę prokuratury w demokratycznym państwie prawnym należy przyjąć, że publikacje autorstwa pozwanego Grzegorza Rzeczkowskiego takie informacje zawierały.

W świetle powyższego, orzekanie zakazu publikacji powinno mieć charakter wyjątkowy. Każdy zakaz publikacji, a szczególnie dotyczący prasy, musi być przedmiotem wnikliwego badania. Sąd Okręgowy nie rozważał przy tym zastosowania innego środka zabezpieczającego, który nie stałby w sprzeczności z interesem publicznym. Takim środkiem mogłoby stać się umieszczenie przy artykułach, na czas do zakończenia postępowania, informacji że są one przedmiotem postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych.

Jak przyjmuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, w sferze publicznej wolność prasy jest zwiększona, gdyż pełni ona rolę „strażnika publicznego” (ang. watchdog) w przekazywaniu informacji o poważnym znaczeniu publicznym (zob. Bladet Tromsø i Stensaas, § 59). W tym kontekście interes publiczny łączy się z obywatelskim prawem do informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji). Oczywiście wolność krytyki osób publicznych nie jest nieograniczona i w tym zakresie należy podzielić zdanie Sądu Okręgowego w Warszawie, iż na ochronę nie zasługują informacje nieprawdziwe.

Wolność prasy, z jakiej korzysta pozwany Grzegorz Rzeczkowski wykonując zawód dziennikarza, nie oznacza bowiem prawa do krytyki opartej na nieprawdziwych lub niesprawdzonych zarzutach (tak: Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 kwietnia 2002 r., sygn. akt II CKN 1095/99). W myśl art. 6 ust. 1 Prawa prasowego, prasa ma obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, zaś dziennikarz obowiązany jest do zachowania szczególnej staranności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Kwestie te będą podlegały szczegółowej analizie w postępowaniu głównym; na obecnym etapie postępowania pomocniczego, w świetle treści zażalenia złożonego przez pozwanych ad. 1 i ad. 3 nie wykazano jednak, by zabrakło rzetelności w działaniach Grzegorza Rzeczkowskiego, który podjął starania, aby informacje zweryfikować.

Sąd Okręgowy w uzasadnieniu postanowienia nie wskazał także, które okoliczności dotyczące powodów, przedstawione w publikacjach, uznał za „prawdopodobnie” nieprawdziwe. Samo stwierdzenie, że wskazane dowody „uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji a powodów postawiono w negatywnym świetle”, w żadnej mierze nie mogło wyłączyć analizy ewentualnej sprzeczności zakazu publikacji z ważnym interesem publicznym. Jedną z nieodłącznych cech debaty publicznej, w które kluczową rolę odgrywają dziennikarze, jest krytyka określonych zjawisk i wskazywanie na nieprawidłowości życia społecznego. Jak stwierdził Europejski Trybunał Praw Człowieka, „swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu od takich, które są głęboko krytyczne, obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje”.

W związku ze szczególną rolą, jaką spełnia prasa przyjmuje się, że wolność dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do pewnego stopnia przesady, a nawet prowokacji. Zbieżne z tym poglądem jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał iż „nie ma wolnej, demokratycznej debaty w sytuacji, w której poziom emocji i >soczystość< używanego języka miałaby być z góry narzuconym standardem, określonym w sposób sformalizowany i zbiurokratyzowany przez organy władzy publicznej”.

Rzecznik Praw Obywatelskich w żaden sposób nie rozstrzyga, ani nie podejmuje się oceny, czy tezy zawarte w publikacji Grzegorza Rzeczkowskiego są prawdziwe. Zdaniem RPO udzielenie zabezpieczenia w formie wskazanej w postanowieniu z dnia 29 maja 2019 r. stanowi zagrożenie dla ważnego interesu publicznego - rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej w odniesieniu do kluczowych instytucji państwa oraz osób pełniących funkcje publiczne.

VII.510.128.2019

Sprawa dziennikarza Polityki i wniosku o usunięcie publikacji z internetu do czasu rozstrzygnięcia sporu

Data: 2019-08-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy dziennikarza „Polityki” Grzegorza Raczkowskiego, którą wytoczyli mu prokuratorzy Anna i Przemysław Hopfer.
  • RPO wniósł o oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, czyli o usunięcie artykułów w serwisie „Polityka”.
  • W ocenie RPO sąd nie zestawił ze sobą odpowiednio dwóch przesłanek w tej sprawie: interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone. Nie odpowiedział na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów.
  • Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Publikacje dotyczyły m.in. kariery zawodowej prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”). Dziennikarz analizował w nich kariery prokuratorów związanych z powadzeniem postępowania karnego w sprawie afery.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane w oparciu o art. 7301 § 1 kpc w zw. z art. 755 § 2 kpc. Sprawa toczy się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie a wniosek o zabezpieczenie roszczenia rozpatrzył Sąd Okręgowy.

  • sygn. akt Sądu Okręgowego w Warszawie: IV C 261/19
  • numer sprawy w BRPO:VII.510.128.2019

Przełożony ma wiedzieć o każdym zajęciu prokuratora - Bogdan Święczkowski odpowiada Rzecznikowi

Data: 2019-08-20
  • Każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli przełożonego, niezależnie czy jest podejmowana odpłatnie - uważa Prokurator Krajowy  
  • Tak Bogdan Święczkowski odpowiedział RPO, zaniepokojonemu wymaganiem przełożonych prokuratorów, by zawiadamiali ich nie tylko o podjęciu dodatkowego zatrudnienia, ale także każdego "innego zajęcia" 
  • Na tej podstawie przełożony sprzeciwił się np. udziałowi trojga prokuratorów w edukacyjnej akcji Tygodnia Konstytucyjnego
  • Zdaniem Rzecznika może to powodować tzw. "efekt mrożący" i nieangażowanie się prokuratorów w akcje edukacyjne dotyczące wymiaru sprawiedliwości 

W styczniu 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Prokuratora Krajowego w sprawie możliwego naruszania praw i wolności obywatelskich prokuratorów. Teraz dostał odpowiedź.

Jaka jest dziś interpretacja przepisów?

Prawo o prokuraturze stanowi, że prokurator nie może podejmować dodatkowego zatrudnienia, z wyjątkiem zatrudnienia na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym, jeżeli nie przeszkadza to w pełnieniu obowiązków. Prokuratorowi nie wolno także podejmować innego zajęcia ani sposobu zarobkowania, które by przeszkadzało w pełnieniu obowiązków, mogło osłabiać zaufanie do jego bezstronności lub przynieść ujmę godności urzędu. O zamiarze "podjęcia dodatkowego zatrudnienia, a także o podjęciu innego zajęcia lub sposobu zarobkowania" prokuratorzy muszą informować swych przełożonych. Ci zaś mogą zgłosić sprzeciw, jeżeli uznają, że przeszkadza to w pełnieniu obowiązków, przynosi ujmę godności urzędu lub osłabia zaufanie do bezstronności.

Na wadliwą interpretację tych przepisów przez przełożonych i prokuratorskie sądy dyscyplinarne wskazali w skardze do RPO przedstawiciele Stowarzyszenia Prokuratorów "Lex Super Omnia". Podkreślili, że nie dają one podstaw do twierdzenia, że każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli przełożonego. Partykuła "ani" łączy bowiem inne zajęcie ze sposobem zarobkowania.  Zakaz dotyczy zatem "innego zajęcia o charakterze zarobkowym i sposobu zarobkowania". Dlatego zdaniem Stowarzyszenia powinnością prokuratora jest zgłoszenie tylko zajęć o charakterze zarobkowym.

Rzecznik podjął też sprawę prokuratora z Legnicy, który w lipcu 2017 r. brał udział w demonstracji w obronie niezależności sądów. Miał w ten sposób sprzeniewierzyć się zasadzie apolityczności prokuratorów. We wrześniu 2018 r. rzecznik dyscyplinarny umorzył postępowanie. Uznał, że prokurator nie może "demonstracyjnie ujawniać swoich poglądów politycznych, ale może być uczestnikiem pokojowych zgromadzeń, co nie oznacza działalności politycznej". Od tego orzeczenia Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski odwołał się do Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym. Według przytaczanych w mediach jego argumentów uważa on, że manifestacja miała charakter polityczny, ponieważ protestujący sprzeciwiali się woli większości sejmowej.

Argumenty RPO

Adam Bodnar przypominał, że konstytucyjne prawa do zgromadzeń publicznych oraz wolności słowa i wyrażania poglądów są  fundamentami demokratycznego państwa prawa, którym jest Polska. Z prawa do swobody wypowiedzi prokuratorzy muszą - jak nakazuje kodeks etyczny prokuratorów - korzystać rozważnie. Ich służba nie pozwala na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy. Z drugiej jednak strony przełożeni powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ewentualne krytyczne wypowiedzi prokuratorów, którzy działają w instytucjach społecznych, fundacjach, stowarzyszeniach, o ewentualnych nieprawidłowościach w wymiarze sprawiedliwości czy w organach ścigania należy uznać za działalność w interesie publicznym.

Dlatego prokuratorzy powinni mieć prawo do udziału w dyskusji publicznej nt. praworządności, wymiaru sprawiedliwości oraz ochrony praw człowieka - bez obawy narażania się na problemy dotyczące ich kariery zawodowej. Powinni przy tym przestrzegać zasad etyki zawodowej.

RPO zwrócił się do Bogdana Święczkowskiego o wyjaśnienia, co przemawiało za wniesieniem odwołania ws. prokuratora z Legnicy oraz o stanowisko co do "innego zajęcia". 

Rzecznik wystąpił także do Prokuratura Okręgowego Warszawa-Praga, który zgłosił sprzeciw wobec udziału trojga podległych mu prokuratorów w VI edycji Tygodnia Konstytucyjnego, zorganizowanego w listopadzie 2018 r. przez Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy. Uznał on, że uczestnictwo w tej akcji stanowi przejaw politycznego zaangażowania, mającego osłabiać zaufanie do bezstronności prokuratora.

W ocenie Rzecznika jego negatywnym efektem może być wywołanie wśród prokuratorów tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na wywołaniu w nich obaw związanych z zaangażowaniem się w akcje edukacyjne dotyczące wymiaru sprawiedliwości.

Zdaniem Stowarzyszenia "Lex Super Omnia" wadliwa interpretacja Prawa o prokuraturze doprowadziła do naruszenia praw i wolności obywatelskich prokuratorów. Rzecznik podkreśla, że akcja miała charakter edukacyjny, a jej uczestnicy - przedstawiciele różnych profesji prawniczych - brali w niej udział w celu społecznym.

Odpowiedź Prokuratora Krajowego

W odpowiedzi na pismo RPO z 16 stycznia 2019 r. Bodgan Święczkowski odpisał 7 sierpnia 2019 r., że jednym z najpoważniejszych ograniczeń prokuratorów są rygorystyczne zasady podejmowania i wykonywania przez nich jakiejkolwiek działalności - i to zarówno na podstawie stosunku pracy, jak i innych stosunków prawnych. Źródłem obostrzeń są modelowe założenia o niezależności oraz bezstronności (obiektywizmie) prokuratora. 

Ustalając właściwe znaczenie zwrotu „inne zajęcie”, użytego na oznaczenie pozazawodowej aktywności prokuratora, należy wyjść od reguł wykładni językowej. Według definicji słownikowych "zajęcie" to "czynność, praca przez kogoś wykonywana", "zwykle wykłady, ćwiczenia". Sformułowanie to obejmuje zatem każdą aktywność, niezależnie od tego, czy ma ona charakter odpłatny, czy też nie. Skoro ustawodawca w analizowanym przepisie nie wprowadził rozróżnienia na zajęcia odpłatne i zajęcia o charakterze nieodpłatnym, to jest oczywiste, że nie wolno ich wprowadzać interpretatorowi. 

Bogdan Święczkowski zauważył, że pojęcia "zajęcie" nie można utożsamiać z pojęciem "sposób zarobkowania" z uwagi na to, że ustawodawca różnicuje ich znaczenie, umieszczając te sformułowania obok siebie. Gdyby termin "inne zajęcie" miał oznaczać wszelkie czynności podejmowane za wynagrodzeniem, zbędne stałoby się posługiwanie sformułowaniem "sposób zarobkowania".

Taki rezultat wykładni językowej znajduje potwierdzenie w wykładni funkcjonalnej. Nie ulega bowiem wątpliwości, że nawet nieodpłatne "inne zajęcie" może kolidować z obowiązkami służbowymi, osłabiać zaufanie do bezstronności prokuratora lub przynieść ujmę godności urzędu. Sprzeciw właściwego prokuratora będzie w takich wypadkach nieodzowny. 

- Biorąc pod uwagę wszystkie powołane wyżej argumenty, brak jest podstaw do przyjęcia innej interpretacji pojęcia "inne zajęcie" użytego w treści przepisu art. 103 § 2 i 4 ustawy - Prawo o prokuraturze - podsumował Prokurator Krajowy.

Nie odniósł się on do swego odwołania w sprawie prokuratora z Legnicy. 

VII.564.77.2018 

Prezydent Gdańska dostaje groźby m.in. po materiałach „Wiadomości” TVP. Interwencja RPO do KRRiT

Data: 2019-08-08
  • Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz dostaje coraz więcej listów z groźbami i obelgami
  • Jak podają media, w części tych listów są odniesienia m.in. do treści z "Wiadomości" TVP
  • „Wiadomości” twierdzą, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje II wojnę światową i prowadzi do zatarcia granic między sprawcami i ofiarami
  • Padło nawet stwierdzenie, że "władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska"

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie, czy w tym zakresie nadawca publiczny właściwie zrealizował ustawowy obowiązek zachowania bezstronności.

RPO z niepokojem przyjął informację mediów (http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,25055087,kto-grozi-smie...) o zwiększającej się liczbie listów z groźbami i obelgami, kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska. Z informacji tych wynika, że w części tych listów znajdują się wprost odniesienia do treści publikowanych m.in. w „Wiadomościach TVP”.

W ostatnich tygodniach telewizja publiczna wyemitowała szereg materiałów poświęconych władzom Gdańska i pani prezydent Aleksandrze Dulkiewicz. - Materiały te – jak wskazuje wstępna analiza ich treści - odbiegały od standardu wyznaczonego art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji i polegającego na zachowaniu bezstronności i wyważenia – głosi pismo RPO do KKRiT. 

W części z nich podnoszono zarzut, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje tragedię II wojny światowej i prowadzi do zatarcia granic pomiędzy sprawcami i ofiarami. Przykładem może być materiał pt. „Specustawa z podpisem Prezydenta” z 2 sierpnia 2018 r. W opublikowanym 24 lipca 2019 r. materiale pt. „Atak na Kościół po zajściu w Białymstoku” sformułowano nawet pogląd, że „władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska”.

W tych materiałach TVP przedstawiła działania władz miasta w sposób selektywny, w oderwaniu od kontekstu w jakim zostały podjęte i bez wskazania ich rzeczywistych intencji. W materiale poświęconym atakom na Marsz Równości w Białymstoku informacje dotyczące Gdańska połączono z wiadomościami dotyczącymi aktów przemocy dokonywanymi przez chuliganów. 

Opisana sytuacja budzi wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania przez nadawcę publicznego obowiązków określonych w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, w szczególności obowiązku zachowania bezstronności i wyważenia.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego KRRiT o zbadanie, czy w tym zakresie nadawca publiczny w sposób właściwy zrealizował obowiązki ciążące na nim z mocy prawa. Rzecznik poprosił też o stanowisko w sprawie. 

VII.564.61.2019
 

RPO pyta sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego o wezwanie sędziego Łukasza Bilińskiego

Data: 2019-08-02
  • Sędziowski rzecznik dyscyplinarny wezwał na przesłuchanie jako świadka sędziego Łukasza Bilińskiego, bo wypowiadał się w mediach o przeniesieniu go z wydziału karnego do wydziału rodzinnego
  • Wzywanie sędziów w związku z ich wypowiedziami w mediach może wywoływać wśród nich „efekt mrożący” - wskazuje RPO
  • Podkreśla, że w ramach czynności wyjaśniających jako świadka można przesłuchać wyłącznie osobę zgłaszającą przewinienie dyscyplinarne danego sędziego

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Piotra Schaba o wyjaśnienia, na jakiej podstawie wezwał sędziego Łukasza Bilińskiego i jakie przesłanki za tym przemawiały.  Spytał też o to, na czyj wniosek podjęto czynności wyjaśniające.

Sędzia Łukasz Biliński z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia orzekał m.in. w procesach obywateli za protesty pod Sejmem, sprzeciw wobec marszów narodowców czy kontrmanifestacje wobec oficjalnych uroczystości ws. katastrofy smoleńskiej. Wydawał liczne wyroki uniewinniające, z powołaniem się na Konstytucję.

W czerwcu 2019 r. prezes Maciej Mitera zdecydował o przeniesieniu sędziego – bez jego zgody - z wydziału karnego do wydziału rodzinnego i nieletnich tego samego sądu. Uzasadnił to brakami kadrowymi w wydziale cywilnym i likwidacją wydziału karnego, w którym sędzia dotychczas orzekał.

Jednak sędziowie z tego wydziału mają trafić do innych wydziałów karnych. Jedynym wyjątkiem jest sędzia Łukasz Biliński, który miałby orzekać w materii zupełnie dla niego nowej. Jego zdaniem przeniesienie może mieć związek z jego działalnością orzeczniczą – czemu zaprzeczył prezes Mitera. Według części mediów zmiany organizacyjne były tylko pretekstem, by sędziego odsunąć od spraw karnych. 

Sędzia Łukasz Biliński odwołał się do Krajowej Rady Sądownictwa, która 25 lipca 2019 r. oddaliła jego odwołanie.

W związku ze swoimi wypowiedziami w mediach na temat tej sprawy sędzia Biliński został wezwany przez Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych do stawienia się w charakterze świadka.

Według Adama Bodnara taka praktyka rodzi poważne wątpliwości co do prawidłowości postępowania.

Zgodnie z przepisami, rzecznik  dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości,  prezesa sądu apelacyjnego lub prezesa sądu okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub  kolegium sądu okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy.

Z art. 114 Prawa o ustroju sądów powszechnych nie wynika jednak kompetencja rzecznika  dyscyplinarnego do przesłuchiwania w charakterze świadka sędziów w ramach czynności  wyjaśniających. W charakterze świadka może zostać  przesłuchana  wyłącznie osoba zgłaszająca delikt dyscyplinarny.

W ocenie Adama Bodnara wzywanie sędziów w charakterze świadków w związku z ich wypowiedziami medialnymi może prowadzić do wywołania wśród nich „efektu mrożącego”. Polegałby on na zniechęceniu sędziów do udziału w jakiejkolwiek debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie - problemów związanych ze zmianami kadrowymi i z zapewnieniem niezależności sądów.

VII.510.118.2019

TVP nie ogranicza swobody wypowiedzi dziennikarzy, ale egzekwuje umowy cywilnoprawne. Prezes Kurski odpowiada RPO

Data: 2019-07-19
  • - Ma Pan błędne informacje, jakoby w stosunku do red. Michała Olszańskicgo został wydany jakikolwiek zakaz wypowiadania się w mediach – pisze do RPO szef TVP Jacek Kurski
  • Zapewnia, że „TVP w swojej działalności przestrzega przepisów prawa powszechnie obowiązującego, w szczególności Konstytucji oraz Prawa prasowego i nie stosuje wobec swoich dziennikarzy żadnej cenzury prewencyjnej”
  • "Redaktor Michał Olszański związany był po prostu z TVP umową cywilnoprawną, która przewiduje zachowanie w poufności informacji uzyskanych w związku z realizacją umowy, a mogących naruszyć interes programowy, ekonomiczny lub dobre imię TVP"
  • "Plotkarskie przedstawienie przez niego kulisów rozmowy z prezesem Kaczyńskim, wraz z subiektywnymi i nieuprawnionymi komentarzami, mogło doprowadzić do naruszenia interesów TVP. Mimo to TVP nie wydała żadnego zakazu - a jedynie przypomniała dziennikarzowi zasady, na jakich odbywa się współpraca pomiędzy stronami"

Chodzi o sprawę wywiadu z prezesem PiS, Jarosławem Kaczyńskim, jaki TVP wyemitowała  w maju 2019 r., tuż przed wyborami do europarlamentu. Wywiad przeprowadzony był w konwencji telewizji śniadaniowej, dotyczył życia prywatnego i upodobań polityka. Nie padły żadne pytania o wydarzenia polityczne, co wzbudziło zdumienie w środowisku dziennikarskim. Współprowadzący wywiad Michał Olszański zaczął więc wyjaśniać, że schemat rozmowy został opracowany po konsultacjach PR-owców prezesa i kierownictwa programu „Pytanie na Śniadanie”.

Po tej wypowiedzi miał – jak podawały media - otrzymać od władz TVP zakaz dalszego publicznego zabierania głosu w sprawie. RPO pytał więc, czy tak się stało naprawdę, zwracając uwagę iż dziennikarzowi, jak każdemu Konstytucja zapewnia wolność słowa i rozpowszechniania informacji.

Redaktor Michał Olszański związany był z TVP umową cywilnoprawną, która przewiduje zachowanie w poufności informacji uzyskanych w związku z realizacją umowy, a mogących naruszyć interes programowy, ekonomiczny lub dobre imię TVP. Oznacza to, że red. Olszański powinien w swojej zawodowej działalności , w tym przede wszystkim w publicznych wypowiedziach dochować należytej staranności zapewniających ochronę wyżej wymienionym dobrom. Zasady, o których mowa są powszechnie stosowane w relacjach z mediami, standardem korespondującym ściśle z >>Zasadami etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej S.A. - informacja, publicystyka, reportaż, dokument, edukacja<< zobowiązującymi dziennikarza do zachowania lojalności wobec TVP i dbania o jej dobre imię" - dopisał prezes Kurski. - "Z całą pewnością plotkarskie przedstawienie przez red. Olszańskiego kulisów, zasad organizacji planu jednej z najbardziej popularnych audycji TVP wraz z subiektywnymi i nieuprawnionymi komentarzami mogło doprowadzić do naruszenia interesów TVP S.A. Mimo to, TVP informuje, iż w stosunku do ww. nie został wydany żaden zakaz wypowiadania się do mediów - a jedynie zostały mu przypomniane zasady, na jakich odbywa się współpraca pomiędzy stronami, stosownie do postanowień trwającej wtedy umowy cywilnoprawnej oraz obowiązujących od kilkunastu lat wewnętrznych przepisów TVP".

VII.564.39.2019

Sąd nie umorzył procesu z art. 212 Kk - choć musiał. Kasacja Rzecznika

Data: 2019-07-12
  • Proces z oskarżenia prywatnego podlega umorzeniu, jeśli w sądzie bez usprawiedliwienia nie stawia się ani sam oskarżyciel, ani jego adwokat
  • Zgodnie z prawem oznacza to bowiem odstąpienie od oskarżenia
  • Sąd nie tylko to zignorował, ale potem ukarał dziennikarza grzywną za zniesławienie wójta ze słynnego artykułu 212 Kodeksu karnego

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego.

Chodzi o budzący liczne kontrowersje art. 212 Kk, który pozwala sądom na karanie m.in. dziennikarzy za zniesławienie. Dyskusja na temat zniesienia takiej odpowiedzialności trwa w Polsce od kilkunastu lat. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych czy postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią porządku prawnego. Nic się nie zmienia - mimo zapowiedzi polityków róznych opcji.

- Proponuję rozważenie takich zmian legislacyjnych, które doprowadziłyby do uproszczenia procedury dochodzenia roszczeń  w sprawach o zniesławienie na drodze cywilnoprawnej, przy jednoczesnym pozostawieniu możliwości zastosowania sankcji karnych do tych przypadków, w których sankcje cywilnoprawne mogą okazać się niewystarczające – pisał w 2016 RPO Adam Bodnar w wystąpieniu do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Zmian nie było. Ostatnio resort chciał nawet zaostrzenia art. 212 przy okazji nowelizacji prawa karnego, ale wycofał się z tych propozycji.

Historia sprawy

W jednym z lokalnych tygodników w 2006 r. porównano wójta gminy-kobietę do komendanta obozu podobnego do Berezy Kartuskiej. Padły też porównania do „truchła” i „padliny zalatującej batiuszką Stalinem na odległość”.

Wójt uznała to za przestępstwo pomówienia o postępowanie, które mogło poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego stanowiska. Złożyła w sądzie prywatny akt oskarżenia z art. 212 par 2 Kk. Za takie zniesławienie grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności.

W 2009 r. sąd rejonowy uznał autora publikacji za winnego przestępstwa. Wymierzył mu 2800 zł grzywny. Ponadto sąd nakazał mu zwrócić oskarżycielce prywatnej koszty procesu.

W odwołaniu oskarżony wniósł o uniewinnienie, ewentualnie o uchylenie orzeczenia i zwrot sprawy sądowi I instancji. Sąd okręgowy w 2010 r. utrzymał zaskarżony wyrok.

Argumenty RPO

Rzecznik zaskarżył orzeczenie sądu okręgowego utrzymujące wyrok I instancji, który zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego. Sąd rejonowy kontynuował bowiem ten proces po 18 sierpnia 2009 r.  – mimo braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Tego dnia ani oskarżycielka prywatna, ani jej pełnomocnik nie stawili się w sądzie bez usprawiedliwionych powodów. Byli zaś prawidłowo zawiadomieni o terminie rozprawy.

Zgodnie z art. 496 Kodeksu postępowania karnego postępowanie w sprawach z oskarżenia prywatnego umarza się za zgodą oskarżonego, jeżeli oskarżyciel prywatny odstąpi od oskarżenia przed prawomocnym zakończeniem postępowania. Zgoda oskarżonego nie jest wymagana, jeżeli oskarżyciel prywatny odstąpi od oskarżenia przed rozpoczęciem przewodu sądowego. Niestawiennictwo oskarżyciela prywatnego i jego pełnomocnika na rozprawie głównej bez usprawiedliwionych powodów uważa się za odstąpienie od oskarżenia - głosi par. 3 art. 496 Kpk.

Pominięcie tego przez sąd rejonowy spowodowało dalsze prowadzenie postępowania oraz wydanie wyroku - mimo braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Nie mogła tego zmienić obecność oskarżycielki prywatnej lub jej pełnomocnika na kolejnych rozprawach. Jedyną bowiem okolicznością, która może spowodować obalenie domniemania wynikającego z art. 496 § 3 Kpk jest wykazanie, że niestawiennictwo było usprawiedliwione – do czego w tej sprawie nie doszło. 

Odstąpienie od oskarżenia jest dla sądu odwoławczego nakazem uchylenia wyroku I instancji - nawet gdy w apelacji nie postawiono zarzutu z tym związanego. Brak skargi uprawnionego oskarżyciela jest bowiem tzw. bezwzględną przyczyną odwoławczą, która sąd uwzględnia z urzędu. 

Jak wskazywał Sąd Najwyższy, postępowania prywatnoskargowe toczą się z inicjatywy oskarżyciela prywatnego i przede wszystkim w jego interesie. Przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego bezpośrednio naruszają bowiem interes pokrzywdzonego. A zatem to oskarżyciel ma obowiązek wykazywania w sądzie, że jest zainteresowany dalszym tokiem procesu. Dlatego też wykluczone jest prowadzenie postępowania przez sąd wbrew lub mimo braku  woli oskarżyciela prywatnego.

Rzecznik wniósł w kasacji by Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki i umorzył postępowanie. 

Wcześniej Prokuratura Krajowa uznała brak podstaw do złożenia w tej sprawie kasacji nadzwyczajnej przez Prokuratora Generalnego.  Według niej analiza akt sprawy nie wskazała, aby sądy dopuściły się uchybień stanowiących bezwzględne przyczyny odwoławcze.

II.511.78.2017

RPO prosi o wyjaśnienia w sprawie zakazu wypowiedzi dla dziennikarza TVP

Data: 2019-07-08
  • RPO dowiedział się z mediów o zakazie dla red. Michała Olszańskiego z TVP wypowiedzi w mediach w związku z przeprowadzeniem wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim w programie „Pytanie na Śniadanie”
  • Rzecznik uznał to za bardzo poważne ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej na podstawie art. 54 Konstytucji 

Chodzi o wywiad z prezesem PiS 13 maja 2019 r., tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wywiad przeprowadzony był w konwencji telewizji śniadaniowej, dotyczył życia prywatnego i upodobań polityka. Nie padły żadne pytania o wydarzenia polityczne, co wzbudziło zdumienie w środowisku dziennikarskim. Współprowadzący wywiad Michał Olszański zaczął więc wyjaśniać, że schemat rozmowy został opracowany dla tej rozmowy po konsultacjach PR-owców prezesa i kierownictwa programu „Pytania na Śniadanie”.

Po tej wypowiedzi miał otrzymać od władz TVP zakaz dalszego publicznego zabierania głosu w sprawie.

- Środek ten podjęty przez pracodawcę wobec dziennikarza należy uznać za bardzo poważne ograniczenie wolności słowa i rozpowszechniania informacji przysługującej red. M. Olszańskiemu na podstawie art. 54 Konstytucji – zauważył RPO Adam Bodnar.

Sytuacja ta budzi też wątpliwości z punktu widzenia wyrażonej w art. 14 Konstytucji zasady wolności prasy i innych środków przekazu.

Wypowiedź red. M. Olszańskiego nie zawierała treści znieważających ani w żaden inny sposób nie naruszała porządku prawnego. Działania podjęte przez TVP SA w tej sprawie stwarzają poważne ryzyko wywołania "efektu mrożącego" wobec dziennikarzy pracujących w mediach publicznych, co w istotny sposób może odbić się na prawie ogółu obywateli do uzyskiwania rzetelnych informacji.

Szczególnie media publiczne powinny bowiem wykazywać się w tym zakresie wysokimi standardami i zapewniać swoim dziennikarzom możliwość nieskrepowanego wyrażania poglądów.

Rzecznik poprosił prezesa TVP o wyjaśnienia.

VII.564.39.2019

KRRiT: materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci Pawła Adamowicza nie naruszał prawa do rzetelnej informacji

Data: 2019-06-27
  • Materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie naruszał praw odbiorców do rzetelnej informacji - uznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • To odpowiedź na wystąpienie RPO, że ten materiał nt. „mowy nienawiści" polityków był całkowicie jednostronny i nie uwzględniał zasady pluralizmu
  • Pomijał bowiem przypadki, gdy to przedstawiciele dziś rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi
  • Ponadto sugerował, że część odpowiedzialności za nieodpowiednie zabezpieczenie koncertu, gdzie zaatakowano Pawła Adamowicza, może ponosić prezes WOŚP Jerzy Owsiak

- Następstwa braku pluralizmu w mediach publicznych są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie - pisał Adam Bodnar w styczniu 2019 r. do prezesa TVP Jacka Kurskiego (i do wiadomości przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego).

Pismo RPO w sprawie materiału „Wiadomości” TVP

Chodziło o wyemitowany w „Wiadomościach” 14 stycznia 2019 r. materiał o zjawisku "mowy nienawiści" ze strony polityków. W programie tym przytoczono jedynie wypowiedzi polityków opozycji, pomijając przypadki, gdy to przedstawiciele obecnie rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi.

Szef „Wiadomości” i Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski podawał, że materiał prezentował „przykłady najbardziej drastycznych wypowiedzi polityków, wzywające wprost do stosowania przemocy fizycznej”. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego w materiale nie pojawiły się wypowiedzi polityków partii rządzących. 

Rzecznik zwrócił uwagę prezesa TVP na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów, ale również do różnorodności przekazywanych informacji.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.  Art. 54 Konstytucji zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wolności te odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji.

Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu – wskazał Rzecznik.

Powołał się na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, który stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, obejmującym wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei, a społeczeństwo ma prawo do ich otrzymywania.

Rzecznik zwrócił się do prezesa TVP o wyjaśnienia w sprawie. W szczególności poprosił o wyjaśnienie, dlaczego materiał „Wiadomości” był całkowicie jednostronny, bez uwzględnienia niezbędnej w pracy dziennikarskiej zasady pluralizmu.

Odpowiedź KRRiT

25 czerwca 2019 r. Witold Kołodziejski napisał Rzecznikowi, że podczas postępowania wyjaśniającego KRRiT szczegółowo rozważyła zarzuty Rzecznika, stanowisko prezesa Zarządu TVP SA Jacka Kurskiego; dokonała też analizy materiału filmowego.

Prezes TVP  Jacek Kurski w stanowisku przekazanym KRRiT odniósł się do zarzutów RPO i przedstawił argumentację zawierającą odniesienia do literatury tematu oraz orzecznictwa krajowego i europejskiego. Szef KRRiT przywołał fragment, w którym Jacek Kurski wyjaśniał powód podjęcia tematu przez „Wiadomości”: Problem w tym, że tragedia ta, mimo iż była autorstwa osobnika nie w pełni władz umysłowych, tj. leczącego się psychiatrycznie kryminalisty, już chwilę po ogłoszeniu wiadomości o zgonie Pawia Adamowicza 14 stycznia ok. g. 14 zaczęła być wykorzystywana przez czołowych polityków i liderów opinii opozycyjnej do kreowania syndromu mordu politycznego. Oskarżenie takie wysunęli publicznie w godzinach popołudniowych, tj. Jeszcze przed głównym wydaniem Wiadomości m.in. wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz z PO, b. szef MSW w rządzie PO-PSL Bartłomiej Sienkiewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej Jarosław Kurski czy redaktor naczelny Rzeczpospolitej Bogusław Chrabota. Osoby o tym statusie społecznym nie mogą nie wiedzieć co oznacza mord polityczny: mord polityczny nie jest mordem, w którym polityk ginie, lecz mordem, który przez polityka łub polityków zostaje zlecony. Oznaczało to oskarżenie wprost oponentów politycznych Pawła Adamowicza, rozumianych dowolnie i rozszerzająco, o odpowiedzialność za jego śmierć. Nadużycie grania śmiercią ze strony ww. osób publicznych, uzasadniało w ocenie redakcji Wiadomości podjęcie wątku debaty na temat siania nienawiści w połskim życiu publicznym.

Odnosząc się do zarzutu dotyczącego sugerowania, że prezes Fundacji WOSP  Jerzy Owsiak może ponosić część odpowiedzialności za nieodpowiednie zabezpieczenie koncertu, prezes TVP wyjaśnił, że w materiale przytoczono jedynie słowa Jerzego Owsiaka o prawidłowym zabezpieczeniu imprezy przez firmę ochroniarską i nie sugerowano, że ponosi on odpowiedzialność za to tragiczne wydarzenie.

Prezes TVP podkreślił ponadto, że w materiale Wiadomości zaprezentowane zostały różne, czasami drastyczne wypowiedzi publiczne, w których przedstawiciele obecnej opozycji nawoływali wprost do fizycznej agresji wobec politycznych oponentów. Wśród tych wypowiedzi znalazły się te, których autorami były osoby niegdyś sprawujące najważniejsze funkcje w państwie (m.in. były Prezes Rady Ministrów, dwóch byłych Marszałków Sejmu RP, dwóch byłych Prezydentów RP, były Prezes Trybunału Konstytucyjnego).

Jednocześnie prezes TVP wskazał: Brak w materiale symetrycznych wypowiedzi przedstawicieli obecnej koalicji rządowej, wynika z tego, że nigdy nie nawoływali oni, na porównywalnym poziomie w hierarchii państwa, do agresji fizycznej wobec swoich oponentów. Wynika po prostu z braku symetrii. Podczas wielu debat publicznych, owszem, zdarzały się wypowiedzi emocjonalne np. padające ze strony urzędującego Prezydenta czy Prezesa partii rządzącej. Nigdy jednak nie oznaczały one wezwania do agresji fizycznej (np. dorżnięcia watahy, strącenia szarańczy, wyskakiwania przez okna czy lania się dechą), gdyż one takich treści po prostu nie zawierały.

Witold Kołodziejski dodał, że KRRiT ocenę materiału Wiadomości przeprowadziła na podstawie przepisów ustawy z 29 grudnia 1992 r. Została w niej sformułowana zasada autonomii programowej nadawcy. Nadawca kształtuje program samodzielnie i ponosi odpowiedzialność za jego treść, co m.in. oznacza, że nadawca sprawuje faktyczną kontrolę nad wyborem audycji, sposobem ich realizowania czy zestawiania w programie.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie ma zatem wpływu na kształt programu. Działania kontrolne KRRiT przeprowadza wyłącznie ex post oraz zawsze tylko wtedy, gdy ustawa wskazuje na naruszenie prawa i upoważnia organ do podjęcia działań.

KRRiT uwzględniła również fakt, iż zgodnie z powszechnie uznawanym stanowiskiem judykatury, osoba publiczna musi liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa w sprawach dotyczących jej działalności zawodowej i społecznej. Tego rodzaju stanowisko podkreślane jest w literaturze fachowej i orzecznictwie, z którego wybór stosownych przykładów przywołał prezes TVP SA.

- W świetle powyższych ustaleń Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, analizując wskazany na wstępie materiał filmowy, nie stwierdziła popełnienia naruszeń w zakresie określonym w Pańskim wystąpieniu, tj. naruszenia praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie – brzmi konkluzja pisma Witolda Kołodziejskiego do RPO.

VII.564.6.2019

RPO: zarekwirowanie projektora, który miał wyświetlić film "Tylko nie mów nikomu" - bez podstawy prawnej

Data: 2019-06-14
  • Policja zarekwirowała projektor, za którego pomocą na fasadzie budynku przyległego do Katedry Polowej WP miał być wyświetlony film „Tylko nie mów nikomu”
  • Za podstawę działań przyjęto artykuł Kodeksu wykroczeń, mówiący o wystawieniu na widok publiczny w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ”ogłoszenia, plakatu, afiszu, apelu, ulotki, napisu lub rysunku”
  • RPO zwraca uwagę, że nie może to być podstawą czynności, bo film nie jest wymieniony w tym artykule
  • Z Konstytucji wynika że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia

13 maja 2019 r. policja zarekwirowała projektor multimedialny należący do osób, które chciały zorganizować publiczny pokaz głośnego filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego na fasadzie budynku, który przylega do Katedry Polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej w Warszawie. Jako podstawę działań policjanci podali wtedy art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń.

Stanowi on: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. W razie wykroczenia można orzec przepadek przedmiotów służących do jego popełnienia oraz do 1500 zł nawiązki lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy. W tej sprawie trudno mówić o takiej  szkodliwości. Wyświetlenie filmu było związane z toczącą się intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Nie bez znaczenia jest fakt, że ostatecznie do emisji nie doszło. Trudno więc uznać, że miało miejsce naruszenie porządku publicznego, który jest przedmiotem ochrony art. 63a Kw.

W ocenie Rzecznika sprawa ma istotne znaczenie z punktu widzenia wolności słowa. Przepisy Kodeksu wykroczeń powinny być wykładane zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, uczestnicy debaty publicznej mogą sobie pozwolić na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.

RPO spytał Komendanta Stołecznego Policji czy art. 63a Kw faktycznie był podstawą działań policji. W  odpowiedzi z 28 maja komendant potwierdził to.

Teraz w piśmie do zastępcy Komendanta Głównego Policji Rzecznik podkreślił, że wyjaśnienia te nie usuwają wątpliwości, lecz je wręcz potęgują.

Wyświetlenie filmu nie jest bowiem czynnością z art. 63a Kw, a polegającą na „umieszczeniu” czy też „wystawieniu” na widok publiczny w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenia, plakatu, afiszu, apelu, ulotki, napisu lub rysunku. - Gdyby ustawodawca chciał penalizować wyświetlanie filmu w miejscu do tego nieprzeznaczonym, uczyniłby to w treści normy prawnej, jednak takiej normy nie zawiera art. 63a § 1 Kw – głosi pismo Rzecznika.

Z art. 42 ust. 1 Konstytucji wynika, że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Oznacza to, że obwarowany sankcją karną zakaz lub nakaz powinien być sformułowany w przepisie, który jest szczególnie precyzyjny i ścisły, w myśl zasady nullum delictum sine lege certa  (nie ma czynu zabronionego bez ustawy).

W nakazie określoności czynu zabronionego wynikającego z art. 42 ust. 1 Konstytucji chodzi o maksymalną określoność tworzonych ustawą typów tych czynów. W sferze stosowania prawa oznacza on zaś zakaz stosowania analogii i wykładni rozszerzającej. Stąd też w ocenie RPO art. 63a § Kw nie może stanowić podstawy podejmowania działań przez policję.

Konstytucyjna zasada wolności słowa może podlegać ograniczeniom, ale muszą one wynikać z ustawy (art. 31 ust. 3 Konstytucji). Z art. 63a § 1 Kw nie sposób jest jednak wywieść takie ograniczenie.

VII.564.37.2019

Dlaczego policja odnotowuje pokazy publiczne „Tylko nie mów nikomu”? Zdawkowa odpowiedź KGP

Data: 2019-05-31
  • Komendant Główny Policji zdawkowo odpowiedział RPO w sprawie odnotowywania przez policję odtwarzania filmu „Tylko nie mów nikomu” w miejscach publicznych, klubach, czy restauracjach
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie wystąpi w tej sprawie

11 maja 2019 r. w internecie pojawił się film Marka i Tomasza Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” o molestowaniu seksualny dzieci przez duchownych.

13 maja 2019 r. policja zarekwirowała projektor multimedialny należący do osób, które chciały zorganizować publiczny pokaz głośnego filmu na fasadzie budynku, który przylega do Katedry Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Jako podstawę działań policjanci mieli wskazać art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń. Stanowi on: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. W razie wykroczenia można orzec przepadek przedmiotów służących do jego popełnienia oraz do 1500 zł nawiązki lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego. RPO wystąpił w tej sprawie do komendanta stołecznego policji. 

Z kolei - według doniesień medialnych - Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku skierowała do podległych jednostek pismo o treści: „Zgodnie z poleceniem Komendanta KWP w Gdańsku  nadinsp. Jarosława Rzymkowskiego polecam informować niezwłocznie o wszelkich doniesieniach nt. odtwarzania filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego 'Tylko nie mów nikomu' Dyżurnego KWP w Gdańsku. Dotyczy to odtwarzania zarówno w miejscach publicznych, jak i w klubach restauracjach itp”. Podobne komunikaty miały być skierowane również do innych jednostek policji.

W piśmie z 21 maja do KGP Rzecznik podkreślał, że film budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Jego projekcje wiążą się z intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Nie jest jednak jasne, na podstawie jakich przesłanek uznano, że projekcje filmu wiążą się ze szczególnym zagrożeniem, które uzasadniałoby podejmowanie tak daleko idących działań.

Zarówno organizatorzy pokazów tego filmu, jak i ich uczestnicy, korzystają z konstytucyjnie chronionej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także konstytucyjnego prawa dostępu do dóbr kultury. Wszelkie działania policji powinny być zgodne z konstytucyjnymi standardami w tym zakresie oraz z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę – podkreśla orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według niego, uczestnicy debaty publicznej mogą pozwolić sobie na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nierzadko wyrazistymi, czy nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.  

Dlatego RPO zwrócił się do komendanta głównego policji gen. insp. Jarosława Szymczyka o pilne przedstawienie informacji w sprawie oraz o wskazanie podstawy prawnej działań policji.

Odpowiedź KGP

- Uprzejmie informuję, że do podstawowych zadań Policji należy m. in. ochrona życia i zdrowia ludzi oraz mienia przed bezprawnymi zamachami, ochrona bezpieczeństwa i porządku publicznego, w tym zapewnienie spokoju w miejscach publicznych. Należy przy tym wskazać, że tryb postępowania w omawianej sytuacji reguluje art. 63a Ustawy z dnia 20 maja 1971 roku Kodeks wykroczeń, a zgodnie z art. 1 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 roku o Policji funkcjonariusze Policji zobowiązani są prawem do reagowania na popełniane przestępstwa i wykroczenia – głosi odpowiedź z 28 maja, podpisana przez zastępcę komendanta głównego nadinsp. Kamila Brachę.

VII.564.38.2019

Raport: patotreści w internecie oglądało 37 % nastolatków

Data: 2019-05-30
  • 37% nastolatków w wieku 13-15 lat przyznaje, że oglądało patotreści w internecie. 43% ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu. Robią to najczęściej z ciekawości
  • Dla zdecydowanej większości było to niepokojące doświadczenie. 82% uważa, że tego typu treści powinny być zakazane
  • Z drugiej strony ponad jedna trzecia badanych sądzi, że patotreści pokazują prawdziwe życie
  • W walce z tym zjawiskiem najważniejsza jest edukacja, także nieformalna i uwrażliwianie młodzieży na wartości – wskazywano podczas spotkania w Biurze RPO

Patostreaming to pokazywanie w internecie przemocy i wulgarnych treści, niekiedy będących łamaniem prawa. W Polsce zjawisko to nasila się w skali nieznanej w innych krajach. Nadawcy tych treści zarabiają na nich. Internauci wpłacają im też pieniądze za to, że zrobią coś odrażającego czy okrutnego   (znęcanie się nad osobą bliską, bicie, poniżanie). Treści te mogą oglądać dzieci, czego rodzice często nie są świadomi. O skali zjawiska alarmują organizacje pozarządowe, wychowawcy, psychologowie, badacze społeczni.

Podczas konferencji „Patotreści w internecie – niebezpieczna codzienność naszych dzieci” 30 maja 2019 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich zaprezentowano raport z badań Patotreści w internecie, opracowany przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę we współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, przy wsparciu Orange Polska. To pierwsza próba naukowego zdiagnozowania tego zjawiska, opisania jego specyfiki, skali, potencjalnego wpływu na młodych odbiorców oraz jego ram prawnych.

Celem spotkania była również dyskusja nt. możliwych rozwiązań, wypracowywanych przez Okrągły Stół do walki z patotreściami w internecie, powołany przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. Ma on służyć ograniczeniu zjawiska patotreści m.in.  poprzez działania edukacyjne kierowane do różnych grup społecznych (dzieci, rodzice) i zawodowych (nauczyciele, organy ścigania, platformy internetowe). Chodzi też o zwrócenie uwagi na konieczność egzekwowania odpowiedzialności prawnej osób tworzących i publikujących patotreści.

W spotkaniu uczestniczyli: Wanda Buk, wiceminister cyfryzacji i  Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak.

Jak mówił Adam Bodnar, wszystko zaczęło się od skargi obywatela, która wpłynęła rok temu do Biura RPO. Skarżył się, że sąsiedzi zakłócają życie, słychać kłótnie, występuje przemoc, jest alkohol; często przyjeżdża policja. Okazało się, że sąsiad transmituje to wszystko w sieci, za co dostaje pieniądze.  – Zajęliśmy się sprawą, powołaliśmy Okrągły Stół – dodał RPO.

Wnioski raportu

Wyniki badań przedstawił Łukasz Wojtasik, członek zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Przeprowadziła je wśród 400 polskich nastolatków w wieku 13-15 lat w marcu i kwietniu 2019 r. firma Focus Group Interviews na zlecenie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przy wsparciu Orange Polska.

O patotreściach słyszało 84% badanych. 37% zadeklarowało, że oglądało tego typu nagrania (w tym 15 proc, - regularnie). 43% ma z nimi kontakt  co najmniej raz w tygodniu.

Głównym źródłem wiedzy jest informacja ustna od osoby znajomej (53% wskazań). 30% trafiło na patotreści przypadkiem, bo np. wyświetliły się jako polecane przez strony lub aplikacje z filmami. 29% badanych  usłyszało o tym w mediach. Dla 27% respondentów źródłem informacji był link od znajomych.

Ciekawość to najczęstszy powód oglądania patotreści -  wskazuje ją trzy czwarte  badanych. Mniejsze znaczenie  mają takie powody, jak: nuda (29%), chęć rozrywki (24%) oraz chęć bycia na czasie (10%). Oglądający patotreści robią to najczęściej regularnie – średnio 5 razy w miesiącu. 43% nastolatków ma kontakt z tego typu materiałami co najmniej raz w tygodniu.

Respondenci deklarują, że najczęściej oglądają shoty, czyli wybrane fragmenty patostreamów na YouTube (73%). Są one dla młodzieży bardziej interesujące od długich relacji na żywo. Patostreamy ogląda 45%, a posty w mediach społecznościowych z  takimi treściami śledzi 40% nastolatków.

65% respondentów deklaruje, że podjęło jakąkolwiek aktywność po oglądaniu patotreści. Najczęściej oznaczali oni filmy jako nielubiane (47%). Trzy kolejne aktywności o porównywalnym odsetku wskazań (ok. 30%), to: udostępnianie treści znajomym, polubienie filmu oraz komentowanie shotów na YouTube.  18% udziela się podczas patostreamów na czacie. 5% nastolatków wpłaca patostreamerom darowizny.

Większość osób (88%), które oglądały patotreści, twierdzi, że było to dla nich niepokojące doświadczenie. Wielokrotnie takie odczucia po obejrzeniu tego typu materiałów miała 23%.

Patotreści postrzegane są przez młodzież przede wszystkim jako szkodliwe, zachęcające innych do naśladowania patologicznych zachowań (87%), a co za tym idzie powinny być zakazane w internecie (82%). Bardziej krytyczne w stosunku do tych materiałów są osoby, które ich nie oglądały, a tylko o nich słyszały. Krytycznie częściej wypowiadają się  dziewczęta. Młodsze dzieci (10-12) są bardziej skłonne do oglądania tych treści.

38% badanych uważa, że patotreści pokazują prawdziwe życie. Tylko co piąty widz  deklaruje, że lubi je oglądać.

Każdy z respondentów, którzy widzieli patotreści, potrafił podać przynajmniej jednego ich twórcę. Wskazuje to na stosunkowo dużą rozpoznawalność nadawców. Zarazem  tylko 18% zgadza się ze stwierdzeniem, że niektórzy twórcy tego typu nagrań im imponują.

Niepokojąco wysoki jest odsetek osób (38%), które zgadzają się z tym, że zamieszczanie takich nagrań w sieci to dobry sposób na zarabianie pieniędzy. Ilustruje to wypowiedź jednego z respondentów wywiadu grupowego: „Żadne pieniądze nie śmierdzą”.

59% badanych wskazało, że ktoś dorosły rozmawiał z nimi na temat patotreści. Najczęściej był to rodzic (59%), częściej mama (51%) niż tata (33%). 17% osób deklaruje, że rozmowę o tym problemie podjął nauczyciel lub nauczycielka, a 7%, że  psycholog lub pedagog szkolny.

Głosy panelistów

Prof. Anna Giza-Poleszczuk z Uniwersytetu Warszawskiego wskazywała, że wiele dzieci czuje się pozbawionych uwagi ze strony dorosłych, którzy po 1989 r. rzucili się w wir pracy, a zaniedbali relacje społeczne, w tym we własnych rodzinach. - Im więcej coś takiego oglądamy, tym bardziej to się staje „normalne”. A normalnego człowieka serce boli, jak to ogląda – mówiła. Według niej wyjściem jest szczepienie wrażliwości, która sprawi że młodzi ludzie nie będą tego chcieli oglądać.

Adam Bodnar zwrócił uwagę, że w patostreamingu występują konkretni ludzie - ofiary przemocy czy poniżania, których nikt nie broni. Co więcej, ludzie wpłacają pieniądze, by były one bite czy poniżane. Ocenił że w tej sprawie występuje swego rodzaju  zaniechanie organów ścigania; przestępstwa z internetu są ścigane dość niemrawo.

Zdaniem Konrada Ciesiołkiewicza, dyrektora w Orange Polska zajmującego się społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw, trzeba postawić na edukację, także tę nieformalną. Instytucje państwa nie są w stanie sobie z tym zjawiskiem poradzić. Trzeba zbudować szeroką koalicję do walki z tym zjawiskiem. Walka z nim zaczyna się tam, gdzie dochodzi do spotkania z drugim człowiekiem. A dziś są one za rzadkie.

Według terapeutki Ewa Dziemidowicz patotreści wpływają na to, jak młodzi ludzie  postrzegają świat. Oni mogą przyjmować prezentowane w sieci postawy jako coś obowiązującego. Kluczowa jest tu rola rodziców. Musimy o tym rozmawiać, jakie potrzeby dziecka powodują, że takie rzeczy ogląda. Musimy pokazywać coś lepszego po naszej stronie. A rocdzice często tego nie potrafią.

Jak mówił prok. Maciej Młynarczyk, skuteczne ściganie patostreamerów jest możliwe bez zmian prawa. Przeszkody sprowadzają się zaś do świadomości i wrażliwości policji, prokuratury, administratorów serwisów, sadów i społeczeństwa jako całości. Jak podkreślił prokurator, przestępstwa patostreamerów to głównie sprawy ścigane z oskarżenia prywatnego albo na wniosek - w żargonie prawniczym zwane „michałkami”. Prokuratura może zaś objąć takie sprawy ściganiem, jeśli przemawia za tym interes społeczny. - Konflikty między nietrzeźwymi obywatelami pozostawiam zatem im samym, ale patostreaming to coś innego, to nie zwykły „michałek” - wskazał Maciej Młynarczyk. Zatem da się ścigać te przestępstwa, ale ktoś musi o nich najpierw zawiadomić. Tu się liczy szybkość, bo dowody mogą być usunięte. 

- Patostreamerzy to nie youtuberzy, bo to zjawisko powstało na innej platformie, i są oni przez nas tępieni - mówił Marcin Olender z Google (właściciela YouTube). Pytany, czy jednak YouTube nie ma dziur, odpowiedział, ze żaden system nie jest w pełni szczelny, a ludzka pomysłowość jest duża.  Wcześniej było np. tak, że livestream z patotreściami po zakończeniu transmisji był usuwany, co  powodowało, że zespół, którzy dostawał zgłoszenie, stwierdzał, że "żadnych dowodów nie ma”. – Musieliśmy sobie poradzić z takimi problemami, algorytmy się uczą, walka trwa, zdecydowanie idziemy w dobrym kierunku – zapewnił przedstawiciel Google.

Na koniec mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz z Biura RPO zaznaczyła, że  najgorsze, co by się mogło zdarzyć, to obojetność wobec patotreści - w miejsce złości czy zniesmaczenia. - Każdy z nas jest cześcią "kontrwywiadu obywatelskiego"; każdy z nas ma w ręku narzędzie – zgłaszajmy te treści i nie bądźmy obojętni. Niech dzieci się od nas uczą - zaapelowała.

Sprawa „Plastusi” z TVP Info. KRRiT podziela stanowisko prezesa TVP

Data: 2019-05-29
  • „Plastusie” z programu TVP Info to satyra, która korzysta z szerszych możliwości dozwolonej ekspresji - uznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • KRRiT podzieliła stanowisko prezesa TVP, że ta satyra, choć dopuszczalna, godziła w wiarygodność i powagę telewizji publicznej, dlatego osoby odpowiedzialne poniosły konsekwencje służbowe  
  • Odpowiedź KRRiT nie odnosi się jednak do zastrzeżeń RPO, że program sugerował defraudację pieniędzy zebranych przez WOŚP

10 stycznia 2019 r., tuż przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, TVP Info nadała satyryczną animację, w której wystąpiły plastelinowe postacie prezesa Fundacji WOŚP Jerzego Owsiaka oraz byłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Sugerowano, że pieniądze zebrane podczas WOŚP przekazywane są politykom.

- Zarzucanie bez żadnych dowodów defraudacji pieniędzy zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, w którą zaangażowana jest co roku ogromna liczba ludzi, musi budzić ogromny niepokój – wskazywał Rzecznik Praw Obywatelskich. Na jednym z banknotów umieszczona została gwiazda Dawida. Możliwy antysemicki wydźwięk animacji także musi budzić wątpliwości. - Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety budować przekaz przyzwolenia na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym - podkreślał Adam Bodnar.

Rzecznik w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi jako jednej z podstawowych wolności. W treści art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią. Oczywiste jest również prawo do krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków. W ocenie Sądu Najwyższego satyryczny charakter utworu jest istotną, ale jednak niewystarczającą przesłanką wyłączenia bezprawności, ponieważ możliwe jest także przekroczenie jej dopuszczalnych granic (tzw. eksces satyry).

Zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych, których programy zgodnie z ustawą powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

RPO zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy i podjęcie działań przewidzianych prawem.

Odpowiedź KRRiT

Jak napisał RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski, Rada przeprowadziła analizę materiału filmowego, który został wyemitowany w audycji pt. ,Minęła dwudziesta'' w programie TVP Info. Szczególnie wnikliwie KRRiT przeprowadziła analizę tej części audycji, w której prezentowana była satyryczna animacja autorstwa Barbary Pieli.

W swoim stanowisku prezes TVP SA Jacek Kurski informował, że „Plastusie komentują w sposób artystyczny, ekspresyjny oraz satyryczny i karykaturalny różne wydarzenia z kraju oraz bieżącą rzeczywistość polityczną i społeczną”. Wkrótce po emisji dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski podkreślał, iż TVP stanowczo potępia powielanie antysemickich stereotypów oraz zapewnił o wyciągnięciu konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych. Autorka odniosła się do zarzutu szerzenia antysemityzmu poprzez umieszczenie gwiazdy Dawida na jednym, co należy podkreślić, z bardzo wielu maleńkich, dwucentymetrowych banknotów. Barbara Piela przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się taką ilustracją dotknięci i zapewniła o braku jakichkolwiek celowych działań czy sugestii ze swej strony.

- Prezes TVP zwrócił przy tym uwagę na fakt, iż w praktyce było wręcz niemożliwe, aby widz zauważył ten szczegół na tak niewielkim elemencie animacji, jakim był banknot. Wymagałoby to skupienia jego szczególnej uwagi właśnie na tym elemencie bądź dokonania jakichś zabiegów technicznych, powiększających obraz czy zatrzymujących kadr, albo niezwykle uważnego i, co trzeba podkreślić, wielokrotnego oglądania – głosi odpowiedź KRRiT.

Prezes TVP informował ponadto, że jednym z elementów animacji był również banknot z wizerunkiem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, opatrzony napisami odnoszącymi się m.in. do cech związanych z wyglądem zewnętrznym śp. Lecha Kaczyńskiego.

W opinii prezesa TVP animacja w całości bardziej odpychała widzów od oglądania audycji niż przyciągała i zachęcała. I chociaż animacja - jak podkreśla Jacek Kurski - w świetle prawa stanowiła dozwolony przejaw satyry, to jednak dla TVP stała się wizerunkowym obciążeniem, godzącym w wiarygodność i powagę telewizji publicznej. Odpowiadały za to konkretne osoby, które przygotowywały do emisji to wydanie audycji. Osoby te, jak informuje prezes, poniosły konsekwencje służbowe popełnionych błędów dziennikarskich.

KRRiT przekonała argumentacja prezesa TVP

KRRiT dokonała analizy materiału filmowego, rozważyła argumenty podniesione przez Rzecznika oraz oceniła przesłanki wskazane przez prezesa Jacka Kurskiego, podparte przykładami pochodzącymi z opinii zawartych w literaturze tematu i wynikającymi z orzecznictwa. Źródła te łącznie potwierdzają szczególny charakter utworów definiowanych jako satyryczne.

Ze ściśle prawnych uzasadnień wynika możliwość stosowania różnego rodzaju prześmiewczych karykatur uwydatniających, a niekiedy deformujących charakterystyczne cechy człowieka czy zjawiska. Jednak ta stricte prawna ocena nie pozwoliła, aby nie zgłosić zastrzeżeń do pracy dziennikarskiej przy tym wydaniu audycji, która - jak podkreślił prezes TVP - w telewizji publicznej musi być przede wszystkim połączona z odpowiedzialnością, a to oznacza, iż nie ma tam miejsca na tego rodzaju błędy powodujące poważne straty wizerunkowe.

- Po zapoznaniu się z całością materiałów zgromadzonych w tej sprawie i po przeprowadzeniu wewnętrznej wymiany opinii informuję, iż Krajową Radę Radiofonii i Telewizji przekonuje argumentacja przedstawiona przez prezesa Zarządu Spółki TVP SA – napisał Witold Kołodziejski.

Argumentacja ta w zasadniczej mierze została oparta na motywach wprost płynących z orzecznictwa krajowego i europejskiego. Prezes TVP przywołał m.in. klasyczny już wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w którym stwierdzono, że swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, podstawą jego rozwoju i warunkiem samorealizacji jednostki (...) Nie może obejmować tylko poglądów odbieranych przychylnie albo postrzeganych jako nieszkodliwe lub obojętne, ale i takie które (...) oburzają lub wprowadzają niepokój (...) w jakiejś grupie społeczeństwa (sprawa Handyside vs. Wielka Brytania). Ponadto zacytował wyrok Sądu Najwyższego z 2 lutego 2011 r., w którym stwierdził, że na dozwolone granice utworu satyrycznego wymiernie wpływa zachowanie osoby objętej satyrą, w której może znaleźć odbicie - w przejaskrawionej skali - treść i sposób wyrażanych przez nią poglądów oraz prezentowanych postaw.

Już te dwa stanowiska orzecznicze pokazują, iż prawne granice wypowiedzi satyrycznej są znacznie szersze, gdyż m,in. są uzasadnione podstawowym celem satyry, czyli ośmieszającą krytyką. Z tych względów satyra posługuje się wynaturzeniem, karykaturą, paradoksem, a jej sformułowania krytyczne mogą być bardziej ostre, swobodne, szydercze.

KRRiT podzieliła również przekonanie prezesa TVP, że w tym konkretnym przypadku imperatyw swobody wypowiedzi nie wpłynął na zmianę całościowej, krytycznej oceny postępowania i pracy dziennikarzy bezpośrednio zaangażowanych w przygotowanie audycji do emisji. KRRiT uważa, iż zastosowanie przez pracodawcę kar dyscyplinujących było zatem uzasadnione okolicznościami tego zdarzenia i jego skutkami, zarówno tymi zaistniałymi, jak i potencjalnymi.

Wobec faktu, iż treści zaprezentowane w przedmiotowej audycji stanowią satyrę, stąd korzystają z szerszych możliwości dozwolonej ekspresji, a z kolei przekroczenia należące do zakresu deontologii zawodu dziennikarza zostały krytycznie ocenione przez samego pracodawcę, KRRiT przyjęła stanowisko przedstawione przez prezesa TVP SA oraz pozytywnie odniosła się do podjętych działań wewnętrznych w spółce.

VII.564.5.2019

Na jakiej podstawie policja odnotowuje pokazy publiczne „Tylko nie mów nikomu”? Rzecznik pyta KGP

Data: 2019-05-27
  • Policja ma odnotowywać przypadki odtwarzania filmu „Tylko nie mów nikomu” w miejscach publicznych, klubach, czy restauracjach
  • Nie wiadomo dlaczego uznano, że projekcje filmu o molestowaniu dzieci przez duchownych wiążą się ze szczególnym zagrożeniem, co uzasadniałoby takie działania
  • Organizatorzy i uczestnicy pokazów korzystają z konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów; pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także prawa do dóbr kultury
  • Rzecznik poprosił Komendanta Głównego Policji o wskazanie podstawy prawnej działań

Nieznane wcześniej przypadki molestowania seksualnego dzieci przedstawia pokazany 11 maja 2019 r. w internecie film Marka i Tomasza Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” . Głos zabrały w nim m.in. dorosłe dziś ofiary molestowania, których dzisiejszą konfrontację z prześladowcami zarejestrowano ukrytą kamerą.

Według doniesień medialnych Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku skierowała do podległych jednostek pismo o treści: „Zgodnie z poleceniem Komendanta KWP w Gdańsku  nadinsp. Jarosława Rzymkowskiego polecam informować niezwłocznie o wszelkich doniesieniach nt. odtwarzania filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego 'Tylko nie mów nikomu' Dyżurnego KWP w Gdańsku. Dotyczy to odtwarzania zarówno w miejscach publicznych, jak i w klubach restauracjach itp”. Podobne komunikaty miały być skierowane również do innych jednostek policji.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że zarówno organizatorzy pokazów tego filmu, jak i ich uczestnicy, korzystają z konstytucyjnie chronionej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także konstytucyjnego prawa dostępu do dóbr kultury.

Wszelkie działania policji powinny być zgodne z konstytucyjnymi standardami w tym zakresie oraz z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę – podkreśla orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według niego, uczestnicy debaty publicznej mogą pozwolić sobie na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nierzadko wyrazistymi, czy nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.  

Film budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Jego projekcje wiążą się z intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Nie jest jednak jasne, na podstawie jakich przesłanek uznano, że projekcje filmu wiążą się ze szczególnym zagrożeniem, które uzasadniałoby podejmowanie tak daleko idących działań.

Dlatego RPO zwrócił się do komendanta głównego policji gen. insp. Jarosława Szymczyka o pilne przedstawienie informacji w sprawie oraz o wskazanie podstawy prawnej działań policji.

Wcześniej Rzecznik poprosił Prokuratora Krajowego o informacje o działaniach specjalnego zespołu prokuratorów odnoszących się do wszystkich przypadków ujawnionych w filmie.  RPO chce też wiedzieć, czy będzie badana także odpowiedzialność osób nadzorujących poszczególnych księży, które nie poinformowały organów ścigania o ich przestępstwach

VII.564.38.2019

Obywatele jak dwaj chłopcy w kartonie – spotkanie RPO w Bartoszycach

Data: 2019-05-21

W spotkaniu z RPO Adamem Bodnarem w Bartoszyckim Centrum Kultury wzięło udział 50 osób. Młodzi i starsi, uczniowie, nauczyciele, pasjonaci historii, poeta i sędzia w stanie spoczynku.

Zebranych powitał wiceburmistrz Bartoszyc - Krzysztof Hećman

- Tylko okazując sobie wzajemnie głęboki szacunek możemy tworzyć społeczeństwo obywatelskie. Ważna jest postawa człowieka – odważna, ale i pełna wrażliwości, która każe pamiętać o słabszych, także osobach starszych, którzy mają takie samo prawo do godnego życia. Za tą działalność, w sposób szczególny serdecznie rzecznikowi w imieniu mieszkańców dziękuję.

Rzecznik przedstawił swoich współpracowników, a także poprosił o kilka słów mieszkańców. Podkreślił także, że jeśli mają taka wolę, mogą nie przedstawiać się z nazwiska.

- Podczas tego spotkania nie musicie się przedstawiać i jest to ważne prawo, które ma swoje źródło także w prawie ustalonym przez parlament europejski. Dlatego między innymi tak ważne jest, abyście Państwo chodzili na wybory i mieli realny wpływ na to, jak przyjmowane są takie regulacje jak słynne już RODO.

Rzecznik przedstawił także swoje zadania, opowiedział, jak działa, jak współpracuje także z ekspertami wielu dziedzin.

Współpracujemy z komisjami ekspertów w tym z komisją ds. osób głuchych – przygotowujemy w związku z tym ulotkę która będzie mogła być rozprowadzana we wszystkich instytucjach służby zdrowia. Osoba głucha ma prawo wybory sposobu komunikacji. Są osoby głuche, które nie znają dobrze języka Polskiego. – mówiła dyrektor Barbara Imiołczyk. - Chcemy rozpowszechnić także wiedzę o tym, kim są dzieci KODA (słyszące dzieci głuchych rodziców), czego potrzebują i z jakimi problemami mierzą się na co dzień.

Obywatele jak dwaj chłopcy w kartonie

- Chciałbym złożyć podziękowania Panu i wszystkim poprzednikom za wypełnianie tej cudownej roli i kształtowania wiedzy obywatelskiej. Poziom tej wiedzy jest niestety wciąż niski. Kiedyś dwóch chłopców schowało się w kartonie, przejechał samochód ciężarowy, kierowca nie myślał, chłopcy zginęli. Dla mnie urząd RPO jest spojrzeniem społecznym na nasze prawa i obowiązki. Mamy prawo schować się w kartonie, ale mamy też prawo oczekiwać, że Ci którzy na ten karton patrzą, będą mieli tyle wyobraźni, żeby nie krzywdzić tego, co w tym kartonie jest. Nie raz w komentarzach się słyszy, że rzecznik czegoś chce od rządzących. On niczego innego nie chce, tylko tego, żeby Ci rządzący nie rozjeżdżali tych mniejszych i słabszych. Tak to rozumiejąc, dziękuję za pracę całemu biuru i również Panu. – powiedział jeden z uczestników.

RPO: Rzecznik jest właśnie od tego, aby przez ciągłe przypominanie wpływać na działania rządzących.

O przymusie państwowym

Czy w ostatnim czasie zauważył Pan, by państwowy przymus się zwiększył? Czy zwiększyła się liczba skarg i czego najczęściej one dotyczą?

RPO: Typy skarg podzieliłbym na dwie kategorie: problemy systemowe istniejące od lat (jak np. prawa więźniów, dostęp do lokali socjalnych czy emerytury) oraz problemy nowe – np. zachowania policji zabezpieczającej demonstracje, problemy z nierespektowaniem wyroków TK, jak w przypadku sprawy opiekunów osób z niepełnosprawnościami, problemy związane z ustawą dezubekizacyjną czy działaniami prokuratury.

O problemach z obrotem ziemią rolną

Czy są skargi, dotyczące ustawy o obrocie ziemią? Czy ludzie skarżą się na zapisy skutkujące odbieraniem ziemi rolnikom?  

RPO: Tak. Mieliśmy nawet skuteczną interwencję. Udało nam się wprowadzić sprawę przed SN. W tej sprawie złożyłem też wniosek do TK, ale niestety nie został rozpoznany. Wiem, że rząd przygotowuje nowelizację przepisów i odstąpienie od ustawowych wymogów.

O braku możliwości dostępu do opieki zdrowotnej

 - Konstytucja RP zapewnia wszystkim obywatelom prawo do opieki zdrowotnej. W moim przypadku została złamana. Pięć lat temu złożyłam dokumenty, które stwierdzały moją chorobę do szpitala w Busku Zdroju. Dostałam informację, że termin mojego przyjęcia przypada na  2021 rok. – oceniła jedna z uczestniczek. - Konsultowałam się z rzecznikiem praw pacjenta. Po interwencji u dyrektora oddziału dalej nie mam możliwości leczenia.

RPO: Konstytucja mówi, że zakres prawa do ochrony zdrowia określa ustawa. Cele jest, aby jak największej liczbie obywateli zapewnić jak najlepszy standard zdrowotny. Należy pamiętać, że pracownicy ochrony zdrowia muszą rozważnie myśleć o kwestiach finansowych. Przekazywanie środków finansowych musi uwzględniać daleko idące potrzeby, ale niestety także rachunek ekonomiczny.

Mamy gigantyczny problem z ochroną zdrowia – zła organizacja i odpływ kadr. Mamy też problem z odpowiednim dostępem do różnego rodzaju świadczeń specjalistycznych. To także problem z dostępem do lekarzy geriatrów. W pani przypadku rzecznik praw pacjenta jest może bardziej właściwy.

Mowa nienawiści

To ten trudny, ale bardzo istotny. Od niedawna Biuro współpracuje w tej kwestii także z Jurkiem Owsiakiem, podejmuje działania w ramach okrągłego stołu ds. patostreamingu. Wiąże się z tym także język nienawiści w stosunku do kobiet, szeroko rozumiane prawa kobiet. Cieszy, że promocja tych zagadnień odbywa się także w popularnych serialach telewizyjnych.

O obowiązkowej maturze z matematyki

Czy matematyka musi być obowiązkowa na maturze? Słyszałem, że rzecznik wypowiadał się w tej kwestii.

RPO: Pojawił się raport NIK, według którego poziom nauczania matematyki nie jest satysfakcjonujący i być może warto zawiesić egzamin do czasu, w którym osiągnie on stan zadowalający. Mam wrażenie, że to się niestety w najbliższym czasie nie stanie.

O środkach przymusu bezpośredniego

Polskie państwo traktuje policjantów jako antyobywateli. Środki przymusu są często niezbędne, a policjanci boją się ich nawet w obronie własnego życia w obawie przed konsekwencjami. Czy nie jest to paradoks?

RPO: Nie do końca. Należy spojrzeć na Konstytucję. Tam jest bezwzględny zakaz tortur. W każdej policji na świecie zdarza się, że policjanci nadużywają środków przymusu bezpośredniego. Zauważcie jak teraz rozwiązuje się demonstracje – kilku policjantów przenosi daną osobę, bez agresji ani nadmiernego przymusu – to kwestia profesjonalnego treningu. Ale zdarzają się też sytuacje nadużycia – przykład Władysława Frasyniuka – czy rzeczywiście była potrzeba zakuwania w kajdanki. Sąd orzekł, że w tej sytuacji nie było to potrzebne. W BRPO było wiele sytuacji, w których funkcjonariusze stosowali tortury– tym zajmuje się specjalna jednostka w BRPO – Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur.

Rozwiązaniem tej sytuacji może być zwiększenie monitoringu, w tym tzw. body camera.

O zanieczyszczeniu środowiska

Mamy już maj i nie trzeba się dogrzewać. Jak zapobiec temu, aby polskie miasta nie miały najgorszego powietrza w Europie?

RPO: Warto zaangażować się w działalność jednej z organizacji, która walczy z tym problemem. Najlepszym dowodem na to, że ta walka może być skuteczna jest postać Grety Thunberg – uczennicy, która demonstruje przed parlamentem szwedzkim w związku ze zmianami klimatycznymi. Tu chodzi o jej przyszłość, nie dorosłych rządzących światem.

O problemach mniejszości narodowych

W Polsce wiele mniejszości narodowych, które mają swoje potrzeby – u nas w Bartoszycach jest szkoła ukraińska, ale to wyjątek. Czy Pan jako rzecznik organizuje spotkania z mniejszościami narodowymi?

RPO: Tak. Udało nam się zorganizować stały rytm spotkań z takimi organizacjami. Odbyły się też trzy spotkania, w których uczestniczyli przedstawiciele wszystkich mniejszości.

Jeżeli chodzi o mniejszość ukraińską jest problem rozliczeniem przeszłości. Interweniowaliśmy w sprawie Pana Grzegorza Kuprianowicza. To też problem praw migrantów. Cieszę się, że takie sprawy mają szczęśliwy finał, że sprawcy zakłócenia procesji w Przemyślu zostali skazani przez sąd.

O dyskryminacji ze względu na wyznanie

Zabójstwo chłopca na Wawrze. Okazało się, że chłopak ten był muzułmaninem. Czy Pan obserwuje to postępowanie i identyfikuje, jako następstwo mowy nienawiści?

RPO: Uznałem, że skoro sprawą zajął się Rzecznik Praw Dziecka, nie zajmowałem się wnikliwie sprawą, ale nie wiedziałem, że ofiarą był muzułmanin. To absolutnie zmienia kontekst i jest moim obowiązkiem, aby zareagować.

 

 

 

Raport nt. pasków „Wiadomości” TVP - bez oceny KRRiT

Data: 2019-05-20
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wstrzymuje się z oceną sprawozdania Rady Języka Polskiego o nierzetelności tzw. pasków „Wiadomości” TVP 
  • Dokument trafił do sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu i będzie przedmiotem debaty - tak uzasadnia przewodniczący KRRiT
  • Zarazem KRRiT wskazuje na mankamenty raportu co do zastosowanej metodologii; podkreśla że badanie nie uwzględniało podobnych przekazów telewizji komercyjnych
  • Tymczasem RPO prosił KRRiT o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście ustawowych obowiązków telewizji publicznej

Rada Języka Polskiego przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017  pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim.

Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała, że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu, a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić ustawowego obowiązku dostarczania obywatelom rzetelnej informacji.

Rzecznik: TVP oferuje przekaz nierzetelny i nieobiektywny

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

RPO podkreśla, że ustalenia Rady oznaczają, iż dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 Prawa prasowego, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające z tych przepisów.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z opłaty abonamentowej, pobieranej w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. - Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem - uznał Adam Bodnar.

8 kwietnia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy. Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

Odpowiedź KRRiT

- Uprzejmie informuję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie na tym etapie zajmowała stanowiska w sprawie treści dokumentu z tego względu, że jako druk sejmowy, przekazany obecnie do rozpatrzenia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu, będzie on przedmiotem debaty na kolejnych etapach prac parlamentarnych - napisał w odpowiedzi RPO przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

Dodał, że KRRiT zapoznała się z tym dokumentem i dostrzega pewne jego mankamenty w zakresie metodologii zastosowanej do oceny przekazów emitowanych w programach TVP SA (tzw. pasków informacyjnych), w szczególności w zakresie doboru próby poddanej badaniom.

- KRRiT wskazuje także, że badanie nie miało charakteru komparatystycznego i nie uwzględniało podobnych przekazów emitowanych w programach informacyjnych innych nadawców (w szczególności ogólnopolskich komercyjnych nadawców telewizyjnych) – głosi odpowiedź.

Ponadto przewodniczący KRRiT poinformował, że zgodnie z obowiązującą w KRRiT procedurą zwrócił się do prezesa Telewizji Polskiej SA o przedstawienie w tej sprawie stanowiska, które będzie poddane dodatkowej analizie.

VII.505.8.2019

Policja udaremniła wyświetlenie filmu Tomasza Sekielskiego. Interwencja RPO

Data: 2019-05-15
  • Policja zarekwirowała projektor, za którego pomocą na fasadzie budynku przyległego do Katedry Polowej Wojska Polskiego miał być wyświetlony film Tomasza Sekielskiego pt. „Tylko nie mów nikomu”
  • W ocenie Rzecznika trudno uznać, aby doszło do naruszenia porządku publicznego. Wyświetlenie filmu miało związek z intensywną debatą publiczną nt. skutecznej ochrony praw dziecka
  • RPO wystąpił do komendanta stołecznego policji o wskazanie podstawy prawnej interwencji i zarekwirowania projektora

Według doniesień medialnych 13 maja 2019 r. policja zarekwirowała projektor multimedialny należący do osób, które chciały zorganizować publiczny pokaz głośnego filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego na fasadzie budynku, który przylega do Katedry Polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej w Warszawie.

Jako podstawę działań policjanci mieli wskazać art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń. Stanowi on: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. W razie wykroczenia można orzec przepadek przedmiotów służących do jego popełnienia oraz do 1500 zł nawiązki lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę, że taki przepadek, może zostać orzeczony jedynie przez sąd.

W ocenie Rzecznika sprawa ma istotne znaczenie z punktu widzenia wolności słowa. Przepisy Kodeksu wykroczeń powinny być wykładane zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę.

Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, uczestnicy debaty publicznej mogą sobie pozwolić na pewien stopień nieumiarkowania. Dotyczy to również wypowiedzi, które posługują się nawet przesadzonymi i mało eleganckimi środkami ekspresji.

Odpowiedzialności za wykroczenie podlega zaś tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy. W tej sprawie trudno mówić o takiej  szkodliwości. Planowane wyświetlenie filmu było związane z toczącą się w Polsce intensywną debatą na temat skutecznej ochrony praw dziecka. Planowane było w miejscu publicznym. Nie bez znaczenia jest fakt, że ostatecznie do emisji nie doszło. Trudno więc uznać, że miało miejsce naruszenie porządku publicznego, który jest przedmiotem ochrony art. 63a Kw.

Do podobnych sytuacji dochodziło w ostatnich latach. W wyroku z 7 marca 2018 r., dotyczącym wyświetlania za pomocą projektora haseł na fasadzie Pałacu Prezydenckiego w trakcie legalnej manifestacji, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał, że czyn nie był szkodliwy społecznie.

VII.564.37.2019

RPO o wolności słowa i społeczeństwie obywatelskim w internecie na zaproszenie Facebooka

Data: 2019-05-08

Rzecznik praw obywatelskich dr Adam Bodnar uczestniczył w debacie z cyklu „Przestrzeń do dyskusji” zorganizowanej przez Facebook oraz „Rzeczpospolitą”, dotyczącej wolności słowa i społeczeństwa obywatelskiego w internecie.

Oprócz Adama Bodnara do dyskusji zaproszeni zostali minister cyfryzacji Marek Zagórski, Joanna Grabarczyk ze stowarzyszenia „HejtStop” oraz  Jakub Turowski szef zespołu ds. polityki publicznej w Polsce i krajach bałtyckich z ramienia Facebooka.

Dyskusję rozpoczęło pytanie dotykające sedna problemu. Czy wolność słowa ma sens?

- To, czym jest wolność słowa w ostatnim czasie, dobrze obrazuje film „Czwarta władza” (ang. The Post). Opowiada on historię ujawnienia dokumentów opisujących aktywność amerykańską w czasie wojny w Wietnamie i sens tego zaangażowania („Pentagon Papers”). Film o tym był kolejnym głosem w dyskusji dotyczącej tego, co jest wolnością słowa, a co bezpieczeństwem państwowym. Przez taka debatę już przeszliśmy, dzięki przypadkom Juliana Assange’a i Edwarda Snowdena. Powstało wiele opracowań traktujących o tym, gdzie kończy się wolność słowa, a gdzie zaczyna bezpieczeństwo narodowe. Należy pamiętać, że to nadmierne korzystanie z wolności może prowadzić do zgubnych skutków – mówił Adam Bodnar

W kwestii bezkarności internetowych hejterów, rzecznik podkreślał, że wielokrotnie argumentował przed sądami powszechnymi, że komentarz hejterski w internecie, na przykład na temat Romów jest wypowiadany w miejscu publicznym. Dopiero po rozstrzygnięciu sprawy przez Sąd Najwyższy takie znaczenie zaczyna się upowszechniać. Rzecznik podkreślił, że można potraktować taką praktykę w kategoriach uczenia się wolności słowa.

Na pytanie do RPO, czy w możliwościach, które dają media społecznościowe i przestrzeń internetowa, widzi zagrożenie dla demokracji, Adam Bodnar stwierdził, że jest to zarówno zagrożenie, jak i szansa na urzeczywistnienie się idei demokracji bezpośredniej.

- Internet stwarza taką możliwość, ale pod warunkiem, że mechanizmy mające chronić użytkowników przed negatywnymi treściami działają dobrze. To, że możliwość wypowiedzi jest powszechna, nie znaczy od razu, że debata publiczna zyskuje na jakości – mówił rzecznik.

Podkreślił także, że ten swoisty zalew nienawiści powoduje, że niektóre osoby, które mają istotne znaczenie dla debaty publicznej, wycofują się z dyskusji, bo polemika z nienawistnymi komentarzami – to coś czego nie mogą zaakceptować. Rzecznik upatrywał istotne zagrożenie dla debaty w podniesieniu poziomu emocji. Jak sam mówił, z tego właśnie powodu często na kilka dni odpuszcza sobie aktywne uczestniczenie w debacie internetowej.

- Na przykładzie pracy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wiemy, że bardzo trudno jest przeprowadzić sensowną debatę w internecie na tematy wymagające głębokiej wiedzy politycznej. Tematy takie jak reprywatyzacja czy izolacja prewencyjna w więzieniach są nośnikiem wielu skrajnych opinii, więc jedynym sposobem na rzetelne zajęcie się tymi kwestiami, jest ich wypchnięcie poza dyskurs internetowy – zakończył rzecznik.

Na pytanie, czy zaostrzenie odpowiedzialności karnej może być dobrą bronią w walce z mową nienawiści w internecie, rzecznik zasugerował odmienne podejście.

- Do tej pory państwo mówili o narzędziach, ale z różnych, dyskusji które prowadziliśmy na ten temat, wynika, że być może chodzi o uczenie podstawowych wartości w społeczeństwie. Co znaczą dane słowa, jak odróżnić prawdziwą informację od fałszywej. Rozmawiam z nauczycielami o patotreściach i okazało się, że to temat zupełnie im obcy - w przeciwieństwie do uczniów. Nie chodzi o to, aby wyłącznie zwalczać negatywne zjawiska takie jak patostreaming, ale zastanowić się, z czego to się bierze i dlaczego dzieci nie umieją rozróżniać dobra i zła.

O tym także mówi wydany niedawno raport EU Kids online  zakończył rzecznik

Na ostatnie pytanie, o możliwe rozwiązania problemu, rzecznik po raz kolejny zaapelował do premiera Morawieckiego o ustosunkowanie się do 20 rekomendacji o sposobach rozwiązywania problemu mowy nienawiści. Podkreślił przy tym, że nauczenie się tego jak walczyć z mową nienawiści to zadanie nie tylko Ministra Cyfryzacji, ale także całej administracji państwa.

RPO pyta o podstawy działań przedstawicieli państwa wobec Elżbiety Podleśnej

Data: 2019-05-08
  • O wskazanie podstaw prawnych działania policji, która o godz. 6 rano wkroczyła do mieszkania kobiety podejrzewanej o to, że przetworzyła w tęczę aureolę Matki Boskiej Częstochowskiej, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapytał 7 maja policję i prokuraturę.

Jak wynika z przekazu medialnego, w poniedziałek 6 maja o godz. 6 rano kilku policjantów weszło do warszawskiego mieszkania Elżbiety Podleśnej. Przeprowadzili rewizję i zarekwirowali jej sprzęt elektroniczny m.in. telefon i komputer. Po przeszukaniu zdecydowali o zatrzymaniu i przewieźli ją do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Postawili jej zarzut obrazy uczuć religijnych, ponieważ wiążą ją z plakatem przedstawiającym Matkę Boską Częstochowską w tęczowej aureoli.

Pojawił się on w Płocku m.in. na kościele, w którym Grób Pański w Wielkanoc został udekorowany pudłami z napisami: „LGBT”, „gender”, „chciwość”, „homozboczenia”, „pycha”, „plotki”, „odrzucenie wiary”, „egoizm”, „nienawiść”, „kradzież”, „pogarda”, „kłamstwa”.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi prokuratora rejonowego w Płocku Norberta Pęcherzewskiego o informacje o stanie sprawy i wyjaśnienie, czy to on zatwierdził przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej.

Nadinspektora Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji pyta natomiast:

  • o podstawy prawne i przesłanki zatrzymania oraz przeszukania;
  • o okoliczności realizacji zatrzymania i przeszukania (z wyjaśnieniem, czy wcześniej były podejmowane działania mające na celu zapewnienie stawiennictwa zatrzymanej oraz czy wcześniejsza postawa p.  E. Podleśnej uzasadniała podejrzenie, że nie stawi się na wezwanie lub w inny bezprawny sposób będzie utrudniała postępowanie);
  • czy podczas zatrzymania i przewożenia zatrzymanej do Komendy Miejskiej Policji w  Płocku były stosowane środki przymusu bezpośredniego i jakie, oraz ewentualnie – jaka była podstawa faktyczna i prawna stosowania tych środków;
  • czy zatrzymana złożyła zażalenie na zatrzymanie, bądź skargę na funkcjonariuszy, co do sposobu realizacji zatrzymania.

Gdyby się miało okazać, że przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej nie wynikało z zarządzenia prokuratora Pęcherzewskiego, Adam Bodnar pyta nadinspektora Dobrodzieja, kto wydał taki rozkaz.

II.519.499.2019

Sprawa red. Tomasza Surdela: dziennikarz nie chciał pomocy konsula; to wyczerpuje zobowiązania państwa polskiego - twierdzi MSZ

Data: 2019-04-23
  • Polski dziennikarz Tomasz Surdel został w marcu pobity w Wenezueli - najprawdopodobniej przez tamtejszą policję w związku z jego publikacjami o sytuacji w tym kraju
  • Zawiadomiony o tym polski konsul przedstawił poszkodowanemu „możliwości swojego zaangażowania w wyjaśnienie okoliczności zdarzenia”. Ponieważ jednak dziennikarz „nie oczekiwał podjęcia interwencji ze strony konsula”, przedstawiciel polskiego państwa na tym poprzestał.
  • Takie wyjaśnienie przedstawił Rzecznikowi w imieniu ministra Jacka Czaputowicza jego zastępca Piotr Wawrzyk.
  • Słowem nie odpowiedział na propozycję RPO, jak lepiej chronić polskich dziennikarzy za granicą.

W połowie marca 2019 r. Tomasz Surdel, który w „Gazecie Wyborczej" opisuje dramatyczną sytuację Wenezueli i protesty przeciw prezydentowi Nicolasowi Maduro, został pobity w stolicy tego kraju, Caracas. Jak opisywał, zatrzymali go uzbrojeni ludzie w czarnych mundurach i z kominiarkami na głowach. Byli to najprawdopodobniej członkowie FAES, oddziałów specjalnych wenezuelskiej policji. Władze używają ich m.in. do pacyfikowania antyrządowych demonstracji.

- Opisana sytuacja budzi ogromny niepokój z punktu wolności prasy i stanowi bardzo poważne naruszenie praw człowieka - napisał RPO Adam Bodnar do ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza. Ocenił, że powinna się ona spotkać ze stanowczą reakcją polskich władz konsularnych i dyplomatycznych oraz publicznym podkreśleniem znaczenia wolności prasy dla demokratycznego porządku.

RPO: jak lepiej chronić polskich dziennikarzy za granicą?

Zdaniem RPO rząd polski powinien podjąć bardziej aktywne działania na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa polskich dziennikarzy pracujących poza granicami kraju. RPO poprosił też ministra o rozważenie szerszego upowszechnienia przez MSZ informacji o funkcjonowaniu platformy Rady Europy na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dziennikarzom https://www.coe.int/en/web/media-freedom/the-platform.  Ułatwia ona przetwarzanie i rozpowszechnianie informacji  o poważnych obawach dotyczących wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy  w państwach członkowskich Rady Europy - co gwarantuje art. 10 Europejskiej konwencji  praw człowieka. Ma na celu poprawę ochrony dziennikarzy, lepsze reagowanie na  zagrożenia i przemoc wobec pracowników mediów oraz wspieranie mechanizmów  wczesnego ostrzegania i zdolności reagowania w ramach Rady Europy.

Zakres działania platformy ograniczony jest do państwa Rady Europy, lecz z pewnością może służyć jako wzór działań na rzecz zapewniania bezpieczeństwa dziennikarzom i wymiany informacji dotyczących innych krajów świata - wskazał Rzecznik.

MSZ: bo nie miał akredytacji

W odpowiedz wiceminister Wawrzyk napisał,  że ochrona praw i interesów obywateli polskich za granicą jest jednym z priorytetowych zadań realizowanych przez polskie urzędy konsularne i przedstawicielstwa dyplomatyczne.

Sprawą Tomasza Surdela zajmuje się konsul RP w Caracas, który zna osobiście zainteresowanego i utrzymuje z nim bieżący kontakt. Tomasz Surdel „aktualnie nie posiada akredytacji dziennikarskiej” w Wenezueli. W nocy 14 marca 2019 r. poinformował konsula o zdarzeniu oraz o odniesionych w wyniku pobicia przez policję obrażeniach. Podczas rozmów z poszkodowanym konsul zaproponował pomoc przedstawiając możliwości swojego zaangażowania w wyjaśnienie okoliczności zdarzenia, jednak pan Tomasz Surdel kilkakrotnie zapewnił konsula, że nie oczekuje podjęcia interwencji ze strony Ambasady i dlatego nie będzie występował z wnioskiem o udzielenie pomocy. Oświadczył również, że nie ma zamiaru składać zawiadomienia o pobiciu miejscowym służbom. Pan Tomasz Surdel został poinformowany przez konsula, że w każdej chwili może zmienić zdanie co do sposobu postępowania w tej sprawie i o ile wyrazi wolę skorzystania z zaoferowanej pomocy, zostanie mu ona udzielona.

Adam Bodnar pyta o manipulacje TVP. Raport Rady Języka Polskiego to dowód - wywiad dla Gazety Wyborczej

Data: 2019-04-23
  • - Mam nadzieję, że raport Rady Języka Polskiego będzie swoistym otrzeźwieniem - mówi rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. - Skoro misją KRRiT jest stanie - jak powiada konstytucja - na straży wolności słowa oraz prawa do informacji, to Rada ma obowiązek zbadać, czy TVP narusza to konstytucyjne prawo obywateli do bycia rzetelnie poinformowanym.

Gazeta Wyborcza opublikowała 22 kwietnia wywiad RPO dotyczący raportu Rady Języka Polskiego o "paskach informacyjnych" w państwowej telewizji TVP. Wywiad przeprowadziła red. Agnieszka Kublik. Oto gragmenty

Agnieszka Kublik: Czy TVP może bezkarnie manipulować informacją?

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar: To pytanie o odpowiedzialność państwa: czy są organy, które chcą i są w stanie rozliczyć TVP?

Nie ma. Bo TVP od stycznia 2016 r., kiedy prezes Jacek Kurski został szefem telewizji publicznej, manipuluje informacją, czym łamie ustawę medialną, prawo prasowe i konstytucję.

– Bardzo ciekawym źródłem pozwalającym zbadać, czy są łamane zasady obiektywnego, rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa, jest dokument przygotowany przez Radę Języka Polskiego. Do tej pory bazowaliśmy na tym, co o kulisach pracy w TVP opowiadali wyrzucani z pracy dziennikarze, i na ogólnym wrażeniu, które nie zawsze było poparte dowodami.

Były przecież analizy historyków, np. prof. Piotra Osęki, medioznawców, np. prof. Wiesława Godzica i publicystów, którzy opisywali przypadki manipulacji „Wiadomości”.

– Raport Rady Języka Polskiego to działalność podjęta w ramach ustawowych zadań organu, który został powołany na podstawie przepisów prawa i który ma zadanie przedstawiać Sejmowi swoje sprawozdania z przestrzegania ustawy o języku polskim. Dlatego to tak wartościowy dowód do oceny naruszenia dziennikarskich standardów. Raport imponuje fachowością przygotowania i kompleksowością analizy. [chodzi o "Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016–2017" publikowane na podstawie art. 12 ust. 2 ustawy o języku polskim przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN]

Dowiadujemy się między innymi, jak są konstruowane paski „Wiadomości” i ewentualnie jakie metody manipulacji informacją są w nich wykorzystywane. Raport Rady dokumentuje całą rzecz z taką precyzją, że bardzo łatwo jest wyłowić wszystkie nadużycia.

Dotyczące wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa, działania instytucji europejskich w sprawie kontroli praworządności w Polsce, katastrofy smoleńskiej, słynnego posiedzenia Sejmu w grudniu 2016 r. w Sali Kolumnowej, ponownego wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, reprywatyzacji w Warszawie, rezydentów. W tych kwestiach „Wiadomości” nie przekazywały obiektywnych i rzetelnych informacji. Pan zapytał Witolda Kołodziejskiego, szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, co zamierza z tym zrobić.

– Bo ani przewodniczący Krajowej Rady, ani sama Rada nie zareagowali na raport Rady Języka Polskiego. Gdyby tego typu raport dotyczył działalności, która wchodzi w sferę działalności rzecznika praw obywatelskich, dla mnie byłoby oczywiste, że następnego dnia powinienem się tym zająć. Niedawno podjąłem próbę zainteresowania szefa Krajowej Rady listem prezydentów pięciu miast, który był zaadresowany do prezesa Rady Ministrów, KRRiT, Rady Etyki Mediów, RPO, a dotyczył tego, jak media traktowały prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, m.in. co media publiczne robiły w tej sprawie. Spotkałem się z panem przewodniczącym KRRiT Witoldem Kołodziejskim, ale – mówiąc delikatnie – rozmowa była mało satysfakcjonująca. Odniosłem wrażenie, że po prostu nikt nie ma najzwyczajniej w świecie ochoty zajmować się tym tematem.

Więcej:  http://wyborcza.pl/7,75398,24688648,adam-bodnar-pyta-o-manipulacje-tvp-raport-rady-jezyka-polskiego.html (Dostęp płatny)

Osoby homoseksualne utożsamiono w TVP Info z pedofilami. Interwencja RPO w KRRiT

Data: 2019-04-15
  • Deklarację o prawach osób LGBT+ przyjętą przez prezydenta Warszawy określono w programie TVP Info m.in. jako „promocję pedofilii i zachowań zaburzonych”
  • Taki przekaz, mający znamiona mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych, nie może być obecny w mediach publicznych
  • To wypowiedzi homofobiczne i naruszające godność osób LGBT - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich w skardze do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
  • A kojarzenie homoseksualności z pedofilią jest i nieprawdziwe, i krzywdzące dla osób nieheteronormatywnych 

RPO z wielkim niepokojem zapoznał się z programem „Salon Dziennikarski” TVP Info z 23 lutego 2019 r. Prowadzący program Jacek Karnowski i jego goście rozmawiali o Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+”, przyjętej przez Rafała Trzaskowskiego.

Dokument określono jako program deprawacji i molestowania dzieci za publiczne pieniądze, a także promocję pedofilii i zachowań zaburzonych. W odniesieniu do osób LGBT używano sformułowań „dziwaki” i „osoby zaburzone”, a homoseksualność nazwano „wampiryzmem” i „zawłaszczaniem bezbronnych dzieci”. Prowadzący program ostrzegał widzów, że przewidziane w Deklaracji działania z obszaru edukacji antydyskryminacyjnej będą wydaniem ich dzieci na "łup aktywistów". Postawił również bez podania źródeł tezę, że przekaz proponowany przez lewicę wpływa na zaburzenie tożsamości u dużej grupy młodzieży.

RPO: to słowa obraźliwe i poniżające

- Wskazane wypowiedzi i określenia należy ocenić jako jednoznacznie homofobiczne i naruszające godność osób LGBT - wskazuje Adam Bodnar. Miały one charakter obraźliwy i poniżający, sprzyjający utrwalaniu negatywnych stereotypów na temat tej społeczności i wynikających z nich uprzedzeń. Tego rodzaju przekaz, noszący znamiona mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych, nie może być obecny w mediach, w szczególności publicznych.

Realizując szczególną misję społeczną, media te powinny dokładać wszelkich starań aby wyeliminować język pogardy z debaty publicznej. Jego obecność może mieć bowiem tragiczne konsekwencje i godzić w fundamenty demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa.

Zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, a zwłaszcza nie mogą zawierać treści dyskryminujących lub nawołujących do nienawiści. W myśl art. 21 ust. 2 pkt 5a ustawy, programy emitowane w mediach publicznych powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

- W obliczu postępującej brutalizacji języka i niebezpiecznej tendencji do porzucania konstruktywnego dialogu na rzecz radykalnych opinii, przeciwdziałanie mowie nienawiści w przekazach medialnych powinno stanowić dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zadanie priorytetowe – ocenia Rzecznik. Samo obowiązywanie art. 18 ustawy nie wyeliminuje języka uprzedzeń z przestrzeni medialnej. Muszą pójść za nią konkretne działania, w tym reakcja i sprzeciw wobec jawnie dyskryminujących treści.

Łączenie homoseksualizmu i pedofilii - nieprawdziwe i krzywdzące

Przedstawione w programie TVP Info tezy - sformułowane w sposób sugerujący, że są oparte na faktach - nie tylko nie zostały poparte żadnymi obiektywnymi argumentami lub danymi, ale w świetle dostępnej wiedzy są oczywiście sprzeczne z prawdą. Światowa Organizacja Zdrowia już w 1990 r. usunęła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Wiele razy podkreślała później, że orientacja homoseksualna jest zdrową i naturalną formą ekspresji ludzkiej seksualności.

Warto również przypomnieć Stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w sprawie rozróżnienia dwóch odrębnych, lecz nagminnie mylonych pojęć: homoseksualizm i pedofilia - opublikowanym w związku z szerzącą się dezinformacją łączącą te zjawiska. Wskazano w nim, że przypisywanie osobom homoseksualnym szczególnej - w porównaniu do heteroseksualnych - skłonności do seksualnego wykorzystania dzieci stanowi nieuprawnione nadużycie. Rozpowszechnianie skojarzenia między homoseksualnością a pedofilią jest domeną ludzi nieświadomych i niekompetentnych bądź też uprzedzonych do ludzi homoseksualnych i sprzeciwiających się prawom obywatelskim tych osób. Podtrzymywanie  przekonania o szczególnej skłonności osób homoseksualnych do seksualnego wykorzystywania dzieci jest krzywdzące dla homoseksualnej części społeczeństwa, przyczynia się do niezwykłej trwałości uprzedzeń wobec tych osób i utrudnia pełne funkcjonowanie psychologiczne homoseksualnych obywatelek i obywateli.

TVP naruszyła normy etyczne

Rzecznik uznaje opisane treści programu TVP Info za naruszenie norm etycznych przez twórców materiału. Zgodnie z art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło. Zachowanie wymogów dobrej sztuki i etyki zawodowej, w tym rzetelności dziennikarskiej przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów, to ponadto próg graniczny dla ochrony swobody wypowiedzi dziennikarskiej.

Wolność słowa i wolność mediów wyrażone w art. 14 i art. 54 ust. 1 Konstytucji, mimo fundamentalnej roli jaką pełnią w demokratycznym państwie, nie mają charakteru absolutnego. Dlatego są uzasadnione podstawy, aby dążyć do zbadania, czy w przedmiotowym programie telewizyjnym granice tych wolności nie zostały przekroczone.

Adam Bodnar zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego o zbadanie sprawy.

Warszawska deklaracja jest potrzebna

Warszawska deklaracja formułuje cele i kierunki dla działania władz samorządowych w obszarze ochrony praw osób LGBT+ i przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, w zakresie kompetencji samorządu terytorialnego. Stanowi ważny krok w stronę zapewnienia równego traktowania wszystkim obywatelom, a także wyraz wsparcia dla osób, w tym dzieci, które codziennie muszą mierzyć się z falą nienawiści i dyskryminacją ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Jak podkreśla RPO, dyskryminacja i przemoc motywowana uprzedzeniami zagraża bezpieczeństwu uczniów, więc przeciwdziałanie tym zjawiskom jest bardzo ważne. Dlatego Rzecznik popiera podpisaną przez Prezydenta Warszawy Deklarację LGBT+. Jest ona zgodna z polskim prawem. Należy przy tym zastanowić się, co zrobić by prawo lepiej chroniło dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym, hejtem i dyskryminacją.

XI.505.4.2019

Paski informacyjne "Wiadomości" TVP naruszeniem ustawy o rtv. Rzecznik pisze do KRRiT

Data: 2019-04-15
  • Tzw. paski „Wiadomości” TVP to przekaz nierzetelny i nieobiektywny - uznała Rada Języka Polskiego w sprawozdaniu dla Sejmu
  • Oznacza to, że telewizja publiczna narusza ustawę o rtv, która mówi o pluralizmie, bezstronności, wyważeniu i niezależności jej przekazu - uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W jego ocenie wskazuje to także, że opłata abonamentowa jest wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem
  • Dziennikarze TVP naruszają zaś Prawo prasowe, które nakazuje im szczególną staranność i rzetelność

Rada Języka Polskiego przedstawiła Sejmowi „Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2016-2017”. Oceniono w nim emitowane w tym czasie w „Wiadomościach”  tzw. paski informacyjne dotyczące najważniejszych wydarzeń politycznych lat 2016-2017  pod kątem zgodności z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim.

Chodziło o zbadanie czy telewizja publiczna stwarza warunki do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji. Z badania wynika, że „język polski nie jest traktowany jako dobro społeczne, lecz jako instrument w walce politycznej służący jednemu z podmiotów politycznych w celu kreacji własnej wizji świata i narzucania jej obywatelom”.

Rada wskazała,  że wiele „pasków” posługuje się nieetycznymi zabiegami językowymi, takimi jak etykietowanie, stygmatyzacja, stereotypizacja, korzystne dla nadawcy operacje na znaczeniu słów. Uznała, że zdecydowana większość „pasków” powstała najprawdopodobniej „z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu,  a nie z myślą o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu.”

Według Rady dostarczanie nierzetelnego, nieobiektywnego przekazu - w którym trudno odróżnić informację od komentarza - sprawia, że należy uznać, iż osoby odpowiedzialne za treść „pasków” mogły nie wypełnić obowiązku nałożonego przez ustawodawcę, a polegającego na dostarczaniu obywatelom rzetelnej informacji.

W ocenie Adama Bodnara sprawozdanie Rady wskazuje, że TVP SA działa z naruszeniem art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Stanowi on, że publiczna telewizja realizuje misję publiczną, oferując całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością. Tymczasem ze sprawozdania  jednoznacznie wynika, że w zbadanym zakresie telewizja oferuje społeczeństwu przekaz nierzetelny i nieobiektywny.

Ustalenia Rady oznaczają także, że  dziennikarze telewizji publicznej nie realizują ciążącego na nich zadania z art. 10 ust. 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, polegającego na służbie społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma bowiem obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, co oznacza wymóg zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Jeśli dziennikarze dostarczają społeczeństwu przekaz nieobiektywny i nierzetelny, to naruszają obowiązki wynikające ze tych przepisów Prawa prasowego.

Telewizja publiczna jest finansowana m. in. z dochodów z daniny publicznej jaką jest opłata abonamentowa. Pobiera się ją w celu realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Opłata ta powinna więc służyć zapewnieniu oferty programowej cechującej się pluralizmem, bezstronnością wyważeniem i niezależnością.

- Sprawozdanie Rady Języka Polskiego zdaje się wskazywać, że danina publiczna jest jednak wykorzystywana niezgodnie ze swoim przeznaczeniem – podkreśla Adam Bodnar.

Zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Witolda Kołodziejskiego o ustosunkowanie się do sprawozdania Rady w kontekście obowiązków ustawowych telewizji publicznej i jej dziennikarzy.

Zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji, KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji.

VII.505.8.2019

Prawnicy z Olsztyna wspierali sędziów - wylegitymowała ich policja. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-04-11
  • Sędziowie i inni prawnicy z Olsztyna zrobili sobie zdjęcie pod tamtejszym sądem, gdy manifestowali wsparcie dla sędziów, wobec których trwają postępowania dyscyplinarne lub też już ich ukarano
  • Na miejscu pojawiła się policja; wiele osób stojących przed sądem wylegitymowano
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił o wyjaśnienia do Komendanta Miejskiego Policji w Olsztynie
  • Zebrani korzystali bowiem z chronionych konstytucyjnie wolności słowa oraz publicznego zgromadzania się

5 kwietnia 2019 r. pod gmachem Sądu Okręgowego w Olsztynie grupa ubranych na czarno sędziów, adwokatów i radców prawnych ustawiła się do zdjęcia, trzymając napis: "Murem za Dorotą". Chodziło o wsparcie m.in. sędzi tego sądu Doroty Lutostańskiej, która ma postępowanie dyscyplinarne za założenie koszulki z napisem "Konstytucja".  

W związku z informacjami z prasy, RPO z urzędu podjął sprawę działań policji pod sądem.

W ocenie Rzecznika zebrane osoby korzystały z konstytucyjnie chronionych wolności słowa (art. 54 Konstytucji) oraz publicznego zgromadzania się (art. 57 Konstytucji).

RPO zwrócił się do komendanta miejskiego o wyjaśnienia - zwłaszcza o poinformowanie, jakie były przyczyny interwencji wobec zgromadzonych pod sądem oraz o wskazanie podstawy prawnej podjętych czynności.

VII.613.7.2019

Stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie działań zmierzających do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej redaktor Ewy Ivanovej

Data: 2019-04-08

W ostatnich dniach Rzecznik Praw Obywatelskich powziął informację o działaniach prokuratury zmierzających do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej red. Ewy Ivanovej, która miałaby przedstawić zeznania jako świadek w postępowaniu dyscyplinarnym toczącym się wobec ś.p. prok. Andrzeja Kaucza. Pan prokurator Andrzej Kaucz, członek zarządu Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, zmarł 21 marca 2019 r.

26 lutego 2019 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie uznał swoją niewłaściwość w sprawie wniosku prokuratora Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, pełniącego funkcję Rzecznika Dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla gdańskiego okręgu regionalnego, o zwolnienie z obowiązku tajemnicy dziennikarskiej świadka Ewy Ivanovej. Wskazał jednocześnie, że sądem właściwym do rozpoznania wniosku, zgodnie z art. 329 § 1 Kodeksu postępowania karnego, jest sąd powołany do rozpoznania sprawy w pierwszej instancji - w tym przypadku miałby to być Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym.

Rzecznik Praw Obywatelskich pragnie w tym kontekście przypomnieć, że tajemnica dziennikarska jest instytucją szczególną. Ochrona tajemnicy dziennikarskiej jest podstawową gwarancją wolności mediów i swobody wypowiedzi, chronionych przez art. 14 i 54 Konstytucji RP oraz art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznaje ochronę źródeł informacji za jeden z fundamentów ochrony prasy. 

Brak gwarancji w tym zakresie mógłby powstrzymywać informatorów od wspierania mediów w przekazywaniu wiadomości o podstawowych problemach istotnych dla społeczeństwa. Taki efekt mający charakter mrożący mógłby w efekcie doprowadzić do osłabienia podstawowej funkcji mediów, czyli roli publicznego kontrolera, wiążącej się z ujawnianiem nieprawidłowości, sprzyjającej właściwemu funkcjonowaniu instytucji publicznych (tak m.in. w fundamentalnej sprawie Goodwin p. Wielkiej Brytanii, nr skargi 28957/95 czy w sprawie Bladet Tromsø p. Norwegii, nr skargi  21980/93). Niezależne media, jako przekaźnik informacji, mają urzeczywistniać zasadę jawności spraw publicznych, umożliwiać podjęcie debaty, efektem której będzie podjęcie działań zmierzających do zapewnienia wspólnego dobra.

W Polsce tajemnica dziennikarska, czyli ochrona informatora i autora materiału prasowego, zagwarantowana jest wymienionymi wyżej przepisami Konstytucji RP, a także art. 12 ust. 1 pkt 2 i art. 15 ust. 2 ustawy - Prawo prasowe. Tajemnica dziennikarska obejmuje dane umożliwiające identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych. Wolność mediów musi wyrażać się między innymi w prawie do zachowania w tajemnicy danych osobowych informatorów dziennikarskich, co ma pozwolić na nieskrępowane pełnienie roli publicznego obserwatora i strażnika. Dziennikarz jest obowiązany chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które oferują mu zaufanie. Biorąc pod uwagę wskazane wyżej znaczenie mediów i rolę dziennikarzy nie można zgodzić się, by decyzja o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej traktowana była jako zwykła formalność. 

W każdym przypadku, również w przypadku sprawy, w której świadkiem ma być red. Ewa Ivanova, to niezależny sąd musi dokonać oceny okoliczności konkretnej sprawy, zaś przesłanki uprawniające do zwolnienia z tajemnicy powinny być wykładane ściśle. Jednym z kluczowych elementów gwarancji tajemnicy dziennikarskiej jest też kontrola decyzji o jej ograniczeniu przez sąd lub inny niezależny organ (zob. wyrok ETPCz w sprawie Sanoma Uitgevers B.V. p. Holandii, nr skargi 38224/03). Taka procedura przewidziana jest również w prawie polskim. Zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej powinno, zgodnie z art. 180 § 2 Kodeksu postępowania karnego, następować w wyjątkowych i szczególnie uzasadnionych okolicznościach, jak również wyłącznie wówczas, gdy przemawia za tym dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczności sprawy nie da się ustalić przy pomocy innych dowodów. W świetle tego przepisu dziennikarza z tajemnicy dziennikarskiej może zwolnić tylko sąd.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich rozpoznanie wniosku o zwolnienie z obowiązku tajemnicy zawodowej w trybie art. 180 § 2 k.p.k. leży tylko i wyłącznie w gestii sądu, który jest sądem w rozumieniu art. 175 § 1 Konstytucji RP. Sprawa ta dotyczy bowiem sprawy z zakresu wymiaru sprawiedliwości i dotyczy kluczowej dla swobody wypowiedzi tajemnicy dziennikarskiej. Nie wchodząc w kwestię konieczności umorzenia w tym przypadku postępowania dyscyplinarnego w związku ze śmiercią prokuratora Andrzeja Kaucza, to jednak systemowo nie można zaakceptować sytuacji, w której decyzja o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej podjęta byłaby przez podmiot który nie ma kompetencji do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym nie jest sądem w rozumieniu Konstytucji RP. Art. 175 ust. 1 w związku z art. 10 ust. 1 Konstytucji RP wprowadza zasadę sądowego wymiaru sprawiedliwości i wyczerpująco wylicza sądy uprawnione do jego sprawowania. Żaden inny podmiot nie ma prawa wkraczania w tę sferę.

Jakakolwiek próba zwolnienia red. Ewy Ivanovej z tajemnicy dziennikarskiej przez organ powołany do orzekania w postępowaniu dyscyplinarnym niebędący sądem w rozumieniu art. 175 ust. 1 Konstytucji RP stanowić może nieuzasadnione naruszenie swobody wypowiedzi, które może powstrzymywać nie tylko informatorów od przekazywania ważnych dla społeczeństwa informacji, ale również dziennikarzy od podejmowania tematów istotnych dla funkcjonowania państwa i społeczeństwa.  

VII.564.27.2019

Sędziowie mogą wypowiadać się w sprawach ważnych dla sądownictwa. RPO o działaniach Piotra Schaba

Data: 2019-04-04
  • Sędzia Alina Czubieniak uchyliła areszt 19-latkowi z niepełnosprawnością intelektualną podejrzanemu o molestowanie, bo nie miał obrońcy ani w prokuraturze, ani w sądzie I instancji
  • Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ukarała ją za to upomnieniem. Za skomentowanie tej decyzji sędzia Czubieniak ma zaś kolejne postępowanie sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego
  • Może to prowadzić do nieuzasadnionego konstytucyjnie ograniczenia wolności słowa sędziów – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Tymczasem sędziom przysługuje szersza swoboda wypowiedzi w sprawach fundamentalnych dla niezależności sądów, niezawisłości sędziowskiej i ustroju sądownictwa

Adam Bodnar zwrócił się do rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Piotra Schaba o podanie, co przemawiało za podjęciem czynności wyjaśniających wobec sędzi Aliny Czubieniak. Sprawę tę RPO podjął  z własnej inicjatywy. - W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich opisane powyżej działania Pana Rzecznika mogą prowadzić do nieuzasadnionego konstytucyjnie ograniczenia wolności słowa sędziów – napisał do Piotra Schaba.

Sędzia upomniała sie o obrońcę dla 19-latka z niepełnosprawnością

22 marca 2019 r. sędzia z Sądu Okręgowego w Gorzowie Wlkp. została ukarana przez Izbę Dyscyplinarną SN. Powodem było, że w 2106 r. uchyliła areszt 19-latkowi z niepełnosprawnością intelektualną. Uznała, że osoba z niepełnosprawnością intelektualną powinna mieć obrońcę z urzędu już od samego początku postępowania (o prawo do obrońcy dla każdego już od chwili zatrzymania upomina się od dawna RPO). 

Mimo że 19-latek jest analfabetą, za wystarczające pouczenie o jego prawach prokuratura uznała wręczenie mu pliku dokumentów. Miał on zarzut „innej czynności seksualnej” z małoletnią. Ostatecznie jego sprawę umorzono z powodu niepoczytalności. Został skierowany na terapię seksuologiczno-psychiatryczną, dostał też nakaz noszenia "elektronicznej obrączki".

W wypowiedziach dla mediów sędzia Czubieniak nazwała wyrok Izby Dyscyplinarnej SN "ustawką", a samo posiedzenie - "tragifarsą". Sędziowski rzecznik dyscypliny Piotr Schab poinformował o wszczęciu wobec sędzi postępowania wyjaśniającego w związku z tymi wypowiedziami. Uznał, że "dokonała znieważających ocen składu orzekającego w Izbie Dyscyplinarnej SN", przez co mogła  uchybić godności zawodu sędziego.

Co mówi prawo

Swoboda wypowiedzi sędziego jest ograniczana z uwagi na jego obowiązki i status w polskim systemie prawnym. Jest on zobowiązany m.in. do zachowania bezstronności. Ma postępować zgodnie ze złożonym ślubowaniem, w służbie i poza nią strzec powagi stanowiska i unikać wszystkiego, co mogłoby przynieść ujmę godności sędziego i osłabiać zaufanie do jego bezstronności.

Sędzia odpowiada dyscyplinarnie za przewinienia służbowe, w tym za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa i uchybienia godności urzędu. Przewinieniem dyscyplinarnym są także publiczne wypowiedzi wykraczające poza granice wyznaczone przez Prawo o ustroju sądów powszechnych. Wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego zawsze  rzuca cień na osobę sędziego i jakość wykonywanej przez niego pracy, a tym samym może prowadzić do podważenia zaufania do niego w oczach obywateli.

Wymagania etyczne stawiane sędziom, także w zakresie treści, zakresu i formy ich ekspresji i wypowiedzi, są bardzo wysokie i wynikają  z wzorców, których podstawą są: godność urzędu sędziego, niezawisłość sędziego i niezależność sądownictwa, bezstronność w pełnieniu obowiązków oraz nieskazitelność charakteru.

Sędzia ma swobodę wypowiedzi w fundamentalnych kwestiach

W ocenie Rzecznika istnieje jednak kategoria publicznych wypowiedzi sędziów, które należy zakwalifikować i potraktować zdecydowanie w inny  sposób, przyznając sędziom znaczny margines swobody wypowiedzi, warunkowany potrzebą ochrony interesu publicznego i społecznego w zakresie ochrony niezależności  sądów i niezawisłości sędziów (art. 173 oraz art. 178 ust. 1 Konstytucji) oraz zasady  podziału władz (art. 10 ust. 1 Konstytucji).

Standard prawny najlepiej oddaje wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 27 maja 2014 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Skarżący,  b. prezes Sądu Najwyższego, skrytykował publicznie rządowe reformy sądownictwa. W reakcji rząd skrócił mu kadencję prezesa SN. ETPC stwierdził, że naruszyło to art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Uznał, że była to swoista retorsja za publiczne wypowiedzi sędziego, mogąca wpływać mrożąco na debatę, a zwłaszcza na swobodę wypowiedzi środowiska sędziowskiego.

Z analizy tego orzeczenia ETPC płynie wniosek, że znaczenie zakresu swobody wypowiedzi sędziów wykracza poza ścisłe pojęcie korzystania z wolności słowa i zyskuje rangę ustrojową w kontekście ochrony pozycji wymiaru sprawiedliwości.

Z kolei w sprawie Kudeszkina przeciwko Rosji ETPC orzekł w 2009 r., że dyscyplinarne zwolnienie sędzi moskiewskiego sądu za publiczne wypowiedzi o  wywieraniu presji na sędziów przez polityków było naruszeniem art. 10 EKPC. ETPC wskazał, że wypowiedzi sędzi były elementem publicznej debaty i nawet mimo ich uproszczonego i przejaskrawionego brzmienia odgrywały istotną rolę dla interesu publicznego i jako takie podlegały ochronie.

- W kontekście orzecznictwa Sądu Najwyższego w sprawach dyscyplinarnych oraz ETPC uznać należy, że sędziom przysługuje znacznie szersza swoboda wypowiedzi w sprawach dotyczących kondycji i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, ponieważ kwestie te dotyczą spraw zainteresowania publicznego, a debata na ich temat korzysta z ochrony przewidzianej w art. 10 EKPC - stwierdził Adam Bodnar

Również Komisja Wenecka zwróciła uwagę na niepożądany tzw. efekt mrożący, kiedy obawa przed sankcjami dyscyplinarnymi powstrzymuje sędziego od korzystania z prawa do swobody wypowiedzi. Sędzia musi ważyć swe ewentualne zaangażowanie publiczne i unikać wypowiedzi wiążących się ze sferą polityki. Za wyjątek Komisja uznała wypowiadanie się o sprawach, „które są politycznie kontrowersyjne”, a które bezpośrednio wpływają na działalność sądów, niezależność sądownictwa, administrację systemem sądownictwa lub integralność osobistą sędziego.

Rzecznik podkreśla, że wypowiedzi prasowych sędzi Aliny Czubieniak nie można sprowadzać do krótkich fragmentów, ale interpretować w kontekście doniosłości sprawy w jakiej rozstrzygała, dla praw osób z niepełnosprawnościami, nieprawidłowości w działaniach prokuratury oraz zarzutów dotyczących próby wywierania wpływu na sędziów przez polityków i kształtu postępowania dyscyplinarnego w SN.

Wolność ekspresji sędziego powinna być zatem postrzegana w taki sposób, aby zapewnić odpowiednią równowagę pomiędzy prawnymi obowiązkami i ograniczeniami sędziów, wynikającymi z Prawa o ustroju sądów powszechnych a potrzebą ich uczestnictwa w życiu publicznym i społecznym, zwłaszcza w odniesieniu do spraw mających fundamentalne znaczenie dla niezależności sądów, niezawisłości sędziów oraz ustroju sądownictwa.

Według komunikatu Piotra Schaba z 25 marca 2019 r. sędzia Alina Czubieniak naruszyła wynikający z § 13 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów zakaz publicznego wyrażania opinii na temat toczącego się lub mającego się toczyć postępowania. - Należy jednak zauważyć, że w chwili, kiedy ukazał się wywiad, postępowanie to zostało już zakończone – podkreślił Adam Bodnar.

VII.564.26.2019

 

Porównał szefa portalu tvp.info do Jerzego Urbana – został zablokowany na twitterze TVP

Data: 2019-04-04
  • Porównanie redaktora naczelnego portalu tvp.info do rzecznika rządu PRL Jerzego Urbana było przyczyną zablokowania przez TVP użytkownika twittera
  • Taką przyczynę zablokowania podał prezes TVP Jacek Kurski w odpowiedzi dla RPO
  • Uznał to za uzasadnione, gdyż debata publiczna nie powinna polegać na obrzucaniu niezasłużonymi inwektywami adwersarzy lub osób o innych poglądach

11 marca 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prezesa TVP o wyjaśnienia w sprawie zablokowania w 2018 r. konta pewnego użytkownika na twitterze TVP. Sprawa została zgłoszona do Biura RPO przez pełnomocnika prawnego zainteresowanego.

Został zablokowany po komentarzu „Samuel, ty przejdziesz do historii. Ty przebiłeś chłopie Urbana"  - skomentował tak informację na koncie @tvpjnfo na Twitterze o o nielegalnie nagranych rozmowach z restauracji „Sowa i Przyjaciele". Konto jest prowadzone przez publiczną instytucję, więc zablokowanie zdaniem skarżącego narusza jego dostęp do informacji publicznych i możliwość wypowiadania się.

W odpowiedzi na skargę skierowaną do zarządu TVP S.A.  telewizja wyjaśniła, że administrator konta miał prawo zablokować konto użytkownika, ponieważ post ma obraźliwy wydźwięk.

RPO podjął postępowanie wyjaśniające. To, czy doszło do naruszeń praw lub wolności obywatelskich, zależy m.in. od tego, dlaczego wpis użytkownika TVP uznała za obraźliwy. 

W  odpowiedzi z 27 marca 2019 r. prezes Jacek Kurski napisał, że chodzi o porównanie redaktora naczelnego portalu tvp.info do rzecznika rządu w okresie stanu wojennego Jerzego Urbana. - Dla wszystkich naszych widzów, którzy pamiętają okres stanu wojennego oraz cotygodniowe konferencje prasowe p. J. Urbana, a także jego artykuły z lat 1983-1984 m.in. szkalujące śp. ks. Jerzego Popiełuszkę takie jak "Garsoniera obywatela Popiełuszki", czy "Seanse nienawiści", rzecznik rządu p. J. Urban uosabiał komunistyczne represje, łamanie praw człowieka i swobód obywatelskich.

- W tym wypadku decyzja o zablokowaniu konta użytkownika była w pełni uzasadniona, gdyż debata publiczna nie powinna polegać na obrzucaniu niezasłużonymi inwektywami swoich adwersarzy lub osób o innych poglądach – dodał prezes TVP. Zaznaczył, że nie zostało zablokowane konto TT, a jedynie użytkownik TT.

Wyjaśnił też, że możliwości komentowania programów telewizyjnych przez użytkowników portali społecznościowych m.in. TT są kontrolowane przez redaktorów odpowiedzialnych za emisję programu. Redaktor sprawdzający pojawiające podczas programu wpisy zwraca uwagę na ich charakter m.in. pod kątem ich zgodności z prawem. Z decyzji wydanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, za działanie takie uznaje się m.in. uchybienie godności człowieka (decyzje Przewodniczącego KRRiT nr 2/2006, nr 3/2006 z 22 marca 2006 r.), nawet w formie satyrycznej (Decyzja Przewodniczącego KRRiT nr 6/2013 z 9 sierpnia 2013 r.), naruszenie dóbr osobistych (Decyzja Przewodniczącego KRRiT nr 15/2011 z 13 października 2011 r.), czy mowę nienawiści (decyzje Przewodniczącego KRRiT nr 3/2012 z 30 marca 2012 r., 7/2012 z 30 lipca 2012 r). Decyzje te zostały wydane w oparciu o bogate orzecznictwo sądów powszechnych oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

W tej sprawie w przestrzeni publicznej pojawiały się opinie, że użytkownik w swych wpisach miał używać wulgaryzmów. Nie wynikało to z pisma pełnomocnika skarżącego do Biura RPO. Nie wspomniał o tym także prezes TVP w piśmie do RPO.

VII.564.17.2019

Ingerencje, naciski - RPO zaniepokojony sytuacją w publicznym radiu

Data: 2019-04-03
  • Była dziennikarka Polskiego Radia jest zaproszona do „Klubu Trójki”, ale tuż przed audycją dowiaduje się, że zarząd radia nie zgadza się na jej udział w programie
  • Była dziennikarka Radia Gdańsk mówi w wywiadzie prasowym o  ingerencjach i naciskach, by w jej audycji nie zadawać gościom „niewygodnych pytań”
  • Z przekazu tej stacji  usuwano np. informacje o Lechu Wałęsie i Donaldzie Tusku; unikano też tematów dotyczących śp. prezydenta Pawła Adamowicza
  • RPO wystąpił w tych sprawach o wyjaśnienia do prezesa Polskiego Radia oraz Prezesa Radia Gdańsk, przypominając o pluralistycznym charakterze mediów publicznych

W początkach marca 2019 r. media obiegła informacja o zaproszeniu do prowadzonej przez red. Piotra Semkę audycji „Klubu Trójki” nt. wyborów na Ukrainie byłej dziennikarki Polskiego Radia Oleny Babakovej. Już w studiu dowiedziała się, że zarząd radia nie wyraził zgody na jej udział w programie. Przyczyną miały być okoliczności dotyczące rozwiązania jej umowy o pracę z Polskim Radiem. Ostatecznie dziennikarka wzięła udział w nagraniu. Sytuację potwierdził publicznie prowadzący audycję.

- Opisana sytuacja budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa  i prawa do informacji ogółu obywateli – wskazuje Adam Bodnar. Ingerencja zarządu Polskiego Radia w kształt audycji przygotowywanych przez dziennikarzy może w istotny godzić w zasadę wolności prasy i ograniczać wolność słowa. Zakaz zapraszania do audycji określonych osób niezależnie od ich merytorycznych kompetencji, budzi poważne wątpliwości z punktu  widzenia wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Taka praktyka nosić może znamiona cenzury prewencyjnej.

Także w początkach marca wieloletnia dziennikarka Radia Gdańsk  Agnieszka Michajłow w wywiadzie dla „Gazecie Wyborczej” opowiadała, jak podczas prowadzenia przez nią „Rozmowy kontrolowanej” zaczęły pojawiać się ingerencje w program i naciski  z zewnątrz, które uniemożliwiały zadawanie gościom niewygodnych pytań i rzetelne wykonywanie pracy dziennikarza.

RPO z dużym niepokojem zapoznał się z negatywną oceną funkcjonowania Radia  Gdańsk przedstawioną przez jej byłą już dziennikarkę. Za bardzo niepokojące uznał informacje o odmiennym traktowaniu przez stację reprezentantów różnych opcji politycznych. Szczególne wątpliwości budzi usunięcie z przekazu medialnego informacji o takich osobach publicznych związanych z Pomorzem, jak Lech Wałęsa i Donald Tusk oraz unikanie tematów dotyczących śp. Prezydenta Pawła Adamowicza.

W ocenie Rzecznika budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa i prawa do informacji ogółu obywateli. Z uwagi na istotne opiniotwórcze znaczenie Radia Gdańsk może ona mieć bardzo negatywne skutki dla lokalnej społeczności samorządowej i w istotny sposób utrudniać budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Może się ona również przyczyniać się do utrwalania społecznych podziałów, które w istotny sposób wpływają na obniżenie poziomu debaty publicznej w ostatnim czasie, w tym także do zwiększenia przypadków używania mowy nienawiści w przestrzeni publicznej.

W tych sprawach Rzecznik zwrócił się do prezesa Polskiego Radia Andrzeja Rogoyskiego oraz prezesa Radia Gdańsk Dariusza Wasielewskiego.

Przypomniał im konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Według art. 54 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz  pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego  przekazu oraz koncesjonowanie prasy są na mocy Konstytucji zakazane.

Wolność słowa i wolność mediów, wyrażone w Konstytucji, odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii  i telewizji. Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak  i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

W omawianym kontekście zasadne jest także odwołanie się do art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Stanowi on o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz  publicznych i bez względu na granice państwowe. ETPCz uznał zagwarantowaną w nim wolność za niezbędny fundament społeczeństwa demokratycznego i warunek rozwoju każdej jednostki. ETPCz w swych orzeczeniach stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów  demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. W tym kontekście należy podkreślić, że prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei, a społeczeństwo ma prawo do ich otrzymywania.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych UE wyrażono zasadę pluralizmu. Na potrzebę ochrony zasady pluralizmu zwróciła także uwagę Komisja Europejska w analizie opracowanej w styczniu 2007 r. Zgodnie  z nią pluralizm wymaga dbania o różnorodność geopolityczną i kulturową. Oznacza to  konieczność przedstawiania zróżnicowanych poglądów, ujęć i wieloaspektowego  ukazywania spraw w celu realizacji tzw. „communication right” odbiorcy, dającego mu prawo do uzyskania pełnej, uczciwej informacji oraz możliwość usłyszenia i porównania wielu opinii.

Z kolei rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, że wydawcy  programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza  to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy też odnośnie gości zapraszanych do programu.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw  odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

VII.564.20.2019, VII.564.22.2019

Kwestionowanie działań dyscyplinarnych to wsparcie nagannych postaw sędzi. Sędzia Piotr Schab odpowiada RPO

Data: 2019-03-20
  • Sędziowski rzecznik dyscyplinarny zarzuca sędzi Monice Frąckowiak i sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek przekroczenie ustawowych terminów sporządzania uzasadnień orzeczeń
  • RPO wskazuje, że wcześniej wobec tych sędzi zbierano informacje „na zapas i na wszelki wypadek"
  • Przytacza opinię środowiska, że może to mieć "efekt mrożący" i odwodzić sędziów od obrony praworządności
  • Kwestionowanie działań dyscyplinarnych wobec tych sędzi oceniam jako wsparcie ich nagannych postaw – replikuje RPO sędziowski rzecznik dysycyplinarny Piotr Schab

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się 28 lutego 2019 r. do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Przemysława Radzika w sprawie Moniki Frąckowiak, sędzi Sądu Rejonowego Poznań-Nowe Miasto i Wilda oraz Olimpii Barańskiej-Małuszek, sędzi Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. Pierwszej postawiono 172 zarzuty dyscyplinarne związane z nieterminowym sporządzeniem uzasadnień orzeczeń i spowodowaniem nieważności postępowań, drugiej - 10 zarzutów przewinień związanych z przekroczeniem terminu sporządzenia uzasadnień.

Wcześniej wobec tych sędzi toczyły się postępowania wyjaśniające w związku z ich udziałem w festiwalu Pol`and`Rock w roli edukatorek prawnych. Wykorzystując to postępowanie, wystąpiono do prezesów sądów, w których pracują sędzie, o dane statystyczne dotyczące ich pracy. RPO ocenił, że wszczęcie postępowań wyjaśniających było zatem jedynie pretekstem do skierowania do prezesów sądów zapytań dotyczących ich pracy (stabilności orzecznictwa, kontrolki uzasadnień, przewlekłości postępowań).

W ocenie Rzecznika  informacje te wykraczały poza zakres postępowania wyjaśniającego i prowadziły do zbierania informacji „na zapas i na wszelki wypadek” - w celu znalezienia ewentualnego uchybienia w zachowaniu sędzi, które mogłoby stanowić podstawę do postawienia  jej zarzutu dyscyplinarnego. Takie zachowanie krytycznie oceniał Trybunał Konstytucyjny. RPO przypomniał też, że przedmiotem czynności wyjaśniających jest wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym delikcie dyscyplinarnym, służą one więc wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych.

Rzecznik przywołał opinię prawną prof. dr hab. Katarzyny Dudki  z 6 grudnia 2018 r., że działanie rzecznika dyscyplinarnego prowadzącego przeciwko sędziemu postępowanie wyjaśniające lub dyscyplinarne o określony czyn, który żąda od innych podmiotów dotyczących sędziego danych niemających związku z przedmiotem prowadzonego postępowania dyscyplinarnego, lecz mogących stanowić choćby hipotetycznie podstawę do wszczęcia przeciwko temu sędziemu nowego postępowania dyscyplinarnego o inny delikt dyscyplinarny, co do którego brak jest w chwili podjęcia tych czynności uzasadnionego podejrzenia jego popełnienia, jest całkowicie bezprawne i wypełnia znamiona przestępstwa z art. 231 § 1 Kodeksu Karnego. Według opinii rzecznik dyscyplinarny przekracza wtedy przysługujące mu uprawnienia, czym działa zarówno na szkodę interesu prywatnego sędziego, jak i na szkodę interesu publicznego wyrażającego się w potrzebie ochrony dobra wymiaru sprawiedliwości.

RPO przytoczył uchwałę Zespołu Interwencyjnego Forum Współpracy Sędziów w sprawie postępowań dyscyplinarnych przeciw obu sędziom. Wskazano w niej, że „ogromny wzrost wpływu spraw do wydziałów cywilnych (w jakich pełnią służbę obwinione sędzie), przy jednoczesnym wieloletnim wstrzymywaniu przez Ministra Sprawiedliwości ogłaszania konkursów na wolne stanowiska sędziowskie, przełożył się na znane wszystkim sędziom zjawisko nadmiernego obciążenia referatów i bardzo często występujące problemy przewlekłości postępowań i nieterminowości uzasadnień”. - Dlatego nie budzi wątpliwości, że postawienie zarzutów sędziom Frąckowiak i Barańskiej-Małuszek ma charakter szykany i obliczone jest na osiągnięcie tzw. efektu mrożącego, mającego odwieść sędziów od aktywnej obrony praworządności i wartości konstytucyjnych – uznał Zespół.

Dlatego RPO poprosił rzecznika dyscyplinarnego  o podanie, czy i o jakich czynach, koniecznych dla stwierdzenia przewinienia dyscyplinarnego, miał wiedzę, gdy podjął czynności wyjaśniające w sprawie obu sędzi.

Odpowiedź sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego  

Podjęcie wstępnych czynności wyjaśniających wobec pani sędzi Moniki Frąckowiak oraz pani sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek, a następnie sformułowanie zarzutów przewinień dyscyplinarnych, polegających m. in. na zaniechaniu sporządzania uzasadnień orzeczeń w powierzonych im sprawach wynikło z rażącego naruszenia prawa uczestników postępowań do uzyskania rozstrzygnięcia ich spraw bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd – odpowiedział RPO Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych. - Zagadnienie to zostało niestety pominięte w wystąpieniu z 28 lutego - dodał.

Piotr Schab ocenia próbę zakwestionowania legalności oraz trafności merytorycznej działań Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych - ściśle związanych z jaskrawymi naruszeniami obowiązków służbowych przez sędzię Monikę Frąckowiak i sędzię Olimpię Barańską-Małuszek - jako wsparcie nagannych postaw, skutkujących sformułowaniem zarzutów dyscyplinarnych.

- Nie sposób ocenić inaczej argumentacji odwołującej się do opinii wydanej na zlecenie stowarzyszenia sędziowskiego, którego członkiniami pozostają osoby obwinione, wykorzystywanej publicznie do negacji czynności procesowych Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych – dodał Piotr Schab. W jego przekonaniu opinia ta jest głęboko sprzeczna z regulacjami ustawowymi.

- Najzupełniej chybiona jest supozycja, mogąca wynikać jedynie z założenia braku rzetelności Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, iż dane, gromadzone w toku wstępnych czynności wyjaśniających, służyć mają wyszukaniu ewentualnego uchybienia w zachowaniach sędziów i wykorzystaniu go do sformułowania zarzutu deliktu dyscyplinarnego – napisał Piotr Schab.

Według niego taka argumentacja musi zostać oceniona jako próba pozbawienia Rzecznika Dyscyplinarnego środków działania, także w wypadkach szczególnie rażącego naruszenia elementarnych wymogów pełnienia służby sędziowskiej. Dlatego za konieczne Piotr Schab uznał przypomnienie treści art. 114 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku - Prawo o ustroju sądów powszechnych, w myśl którego Rzecznik Dyscyplinarny ma tytuł do podjęcia czynności wyjaśniających z własnej inicjatywy.

W ocenie Piotra Schaba inicjatywa ta może polegać na gromadzeniu danych, służących badaniu informacji kierowanych do Rzecznika Dyscyplinarnego. Skargi i wnioski pochodzą m. in. od uczestników postępowań sądowych, kwestionujących czynności bądź zaniechania sędziów. Analogiczną drogą uzyskano sygnał o nieprawidłowościach, będących przedmiotem wystąpienia RPO z  28 lutego br. Zakres wstępnych czynności wyjaśniających odpowiadał zaś stanowisku Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, dotyczącemu sposobu weryfikacji czynności służbowych sędziów.

VII.510.8.2019

KRRiT przeprowadziła wnikliwą analizę sprawy Magdaleny Ogórek i podzieliła stanowisko TVP i jej prezesa

Data: 2019-03-19
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania w sprawie materiału Wiadomości TVP, w którym ujawniono wizerunki osób demonstrujących przeciw Magdalenie Ogórek pod TVP.
  • „Osoby regularnie uczestniczące w demonstracjach, a nawet kierujące nimi, są osobami publicznymi i jako takie muszą liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa” – wyjaśnił przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski

RPO interweniował u przewodniczacego KRRiTV i prezesa TVP w związku z opublikowaniem w „Wiadomościach” TVP 4 lutego 2019 r. materiału o osóbach, które 2 lutego protestowały przed siedzibą TVP Info, utrudniając wyjazd dziennikarce Magdalenie Ogórek. Osoby te zostały wymienione w telewizji publicznej z imienia i nazwiska. Prawo mówi wyraźnie, w jakich okolicznościach można ujawniać czyjś wizerunek. Żadna z nich nie wystąpiła w tym przypadku - wskazywał Rzecznik

Prezes Jacek Kurski odpisał od razu, że skoro osoby te biorą udział w publicznych zgromadzeniach, to TVP ma prawo je traktować tak jak osoby publiczne. Teraz pogląd ten podzielił przewodniczący konstytucyjnego organu nadzorującego media – Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji:

- Po wnikliwym zapoznaniu się z materiałami i po przeprowadzeniu wewnętrznej wymiany opinii w tej sprawie informuję, iż Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła argumentację przedstawioną przez prezesa Zarządu Spółki TVP SA Jacka Kurskiego. Zgodnie z tym stanowiskiem osoby regularnie uczestniczące w demonstracjach, a nawet kierujące nimi, są osobami publicznymi i jako takie muszą liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa w sprawach dotyczących ich działalności zawodowej i społecznej. Analogiczne motywy przywoływane są w uzasadnieniach wyroków w orzecznictwie krajowym i europejskim. Stosowne przykłady prezes TVP SA podał w swojej odpowiedzi, wskazując między innymi na wyrok z 20 marca 2006 roku Trybunału Konstytucyjnego (K 17/05), w którym sędziowie wywodzą, iż osoby powszechnie znane nie mogą być utożsamiane wyłącznie z osobami pełniącymi funkcje publiczne: Pojęcie „osoba publiczna” nie jest równoznaczne z pojęciem „osoba pełniąca funkcje publiczne” – napisał Witold Kołodziejski.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła argument, iż z samej istoty udziału w demonstracjach wynika, że do publicznej dyspozycji uczestnicy pozostawiają m.in. swój wizerunek. Udzielenie wsparcia publicznemu wydarzeniu poprzez osobisty w nim udział oznacza również rezygnację z anonimowości i uczestnicy publicznego zgromadzenia powinni uwzględnić tę okoliczność przy podejmowaniu swoich decyzji.

KRRiT nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania na podstawie ustawy o radiofonii i telewizji. Nie pozostaje to w sprzeczności z możliwością dochodzenia ochrony dóbr osobistych w postępowaniu cywilnoprawnym przed sądami powszechnymi - dodał przewodniczący KRRiT.

VII.522.1.2019

Ty i Ja w Śremie – spotkanie regionalne Rzecznika

Data: 2019-03-14
  • W Śremie ważne są sprawy środowiska, mowy nienawiści, sprzedaży organizowanej dla seniorów, prasy wydawanej przez samorządy, prawa zwierząt, ochrona prawna osób LGBT

W księgarni Przy Rynku, gdzie na chwilę się zatrzymaliśmy, ekipa Rzecznika zaprasza na spotkanie z RPO. Ale obecni mówią, że już wiedzą, że sporo osób się wybiera (informacja o tym jest w gazecie, którą tu można kupić - w witrynie wisi zaś plakat KonsTYtucJA, a w środku, na ścianie  – zdjęcie Prezydenta Pawła Adamowicza)

I rzeczywiście, do przepięknie wyremontowanej, nowoczesnej Biblioteki Publicznej przy Grunwaldzkiej 10, przychodzi dużo ponad 120 osób. Ledwie się mieścimy. Są osoby dorosłe i dużo uczniów.

Starszy pan jest zaniepokojony: - Tutaj jest młodzież, którą spędzono, tak? Niech podniosą ręce ci, co tu musieli przyjść.

- Przepraszam, ja jestem nauczycielką, przyszłam tu z 54 obywatelami, których interesują prawy publiczne [oklaski].

Na początku rzecznik opowiada o swoich zadaniach i  jak pracuje – a także o tym, jakie inne instytucje mogą pomagać ludziom z problemami. Na przedstawienie się zebranych nie ma jednak czasu, bo jest nas za dużo. Zaczynają  się rundy pytań -adawanych publicznie i na karteczkach.

Wczoraj na tej sali sprzedawali seniorom materace. Czy to powinno się dziać w bibliotece? Przecież seniorów przestrzega się przed takimi zakupami? Co Pan o tym myśli?

RPO: Sprzedawanie ludziom za drogich produktów w okolicznościach, w których trudno odmówić sprzedawcy, ma cechy handlu drapieżnego. To dobrze, że pojawiają się ostrzeżenia przed tym. Najważniejsze jest jednak uczenie ludzi, że mają prawo do odstąpienia od takich umów kupna, byleby nie przegapić terminu.

Czy Pan się zajmuje problemem mowy nienawiści w internecie? Problem zdaniem pytającego leży w braku reakcji policji i prokuratury. Najgorzej jest z zabezpieczaniem dowodów.

RPO: Mowa nienawiści i możliwość jej zwielokrotniania to naprawdę poważny problem. Są media społecznościowe, gry, patostreaming – przemoc coraz bardziej przenika nasze życie.

Klasyczna mowa nienawiści to atakowanie kogoś za przynależność do jakiejś grupy (ze względu na narodowość, pleć, orientację). Przemoc słowna jest wtedy, kiedy kogoś się wyzywa i poniża ze względu na jej cechy osobiste. W pierwszym przypadku są przepisy w Kodeksie karnym (i z urzędu działa prokurator). W drugim – trzeba stosować przepisy o znieważaniu i zniesławianiu.

Żeby nie zaplątać się w te przepisy, trzeba je zmienić - podsumowałem to wystąpieniu do premiera (wystąpienie takie jest jedną z form działania Rzecznika Praw Obywatelskich – na podstawie zgłoszeń od ludzi przygotowuje analizę prawną i przedstawia rekomendacje, co poprawić). Przedstawiłem 20 sposobów na poprawę sytuacji.

Gazety samorządowe – zabierał Pan głos przeciwko monopolizowaniu lokalnego rynku medialnego przez władze samorządowe. Jaki jest klimat na zmianę prawa?

RPO: Są miejscowości, gdzie media nie są prywatne, ale w te sferę wkraczają władze lokalne: ściągają reklamy, dopłacają autorom, zatrudniając ich na etatach. Wydają w ten sposób pieniądze publiczne w sposób niewłaściwy – powinny się ograniczać do prowadzenia biuletynów informacyjnych. Rolą mediów jest przecież także kontrolowanie władz, a władze same się nie skontrolują.

Zdaniem RPO należy te przepis zmienić. Na jego wystąpienie nie było reakcji władz, ale skoro już na kolejnym spotkaniu w Wielkopolsce pada o to pytanie, to trzeba się tym zająć na nowo.

Członkowie rady sołectwa zgłaszają sprawę śmietniska na terenie byłej cegielni w Pyszące. Śmieci zakopane zatruwają wody, a te na wierzchu są regularnie podpalane. Smrodu nie da się wytrzymać, utylizacja kosztowałaby 100 mln. Dawny właściciel zniknął. Co możemy zrobić?

RPO: Problem jest poważny i zgłaszany w całej Polsce. To sfera dużych naruszeń praw obywatelskich – ludzie, dopóki się nie zorganizują, praktycznie nie mogą nic zrobić z trującym sąsiedztwem.

Mogę Państwa tylko zachęcać do organizowania się. Sam mogę zadeklarować, że zorganizuję spotkanie w Biurze, żeby się wspólnie zastanowić się nad tworzeniem frontu działania.

Sporo nam się udało w sprawie ferm kurzych, także o smogu mówi się teraz inaczej.

Jak obywatele mogą wpływać na kształt inwestycji – by nie stawali przed faktami dokonanymi?

RPO: Dobra komunikacja jest w interesie władz. Ale jeśli władze tego nie robią, trzeba się uczyć korzystania z ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Pytania na karteczkach:

Dlaczego dorosły uczeń nie może zapobiec temu, że rodzice wkraczają w jego sprawy szkolne?

RPO: Dorosły uczeń ma pełne prawa, ale obowiązuje go regulamin szkoły. Dorosłość łączy się z odpowiedzialnością

Czy do katalogu grup chronionych przed mową nienawiści nie należy włączyć mniejszości seksualnych?

RPO: Tak, należy. Dziś w przypadku wyzywania osób nieheteronormatywnych, a także osób z niepełnosprawnościami prokurator nie może reagować – a więc ochrona tych osób jest mniejsza

Czy da się w Polsce ograniczyć przemysłową hodowlę zwierząt?

RPO: Ale tak długo, jak będziemy jeść mięso, to wiele nie zmienimy. A przecież jemy mięso. Musimy jednak walczyć o etyczne traktowanie zwierząt.

Co można zrobić z mową nienawiści ze strony przedstawicieli władz (MEN czy kuratora oświaty)? Co może zwykły człowiek?

RPO: Każdy obywatel ma prawo do protestu, wyrażenia zaniepokojenia, wysłania listu – także do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Komisji Etyki Poselskiej, do kuratoriów. Ci, którzy nami rządzą, nie powinni się taką mową posługiwać.

Czy w Polsce można likwidować groby, jeśli nie są opłacane?

RPO: Sprawdzimy przepisy i odpowiemy na piśmie

Pytanie o długotrwale procedury uzyskiwania odszkodowań za pracę przymusową w Rzeszy w czasie II wojny

RPO: To też sprawdzimy.

W jakich przypadkach RPO reaguje w przypadku naruszania uczuć religijnych i wolności wyznania?

RPO: To są dwie kwestie.

  • Obraza uczuć to coś, co nie polega na tym, że ktoś się czuje obrażony, ale na ustaleniu, że czyjeś wystąpienie obraża dużą grupę osób – ale nie jest krytyką, nie mieści się w granicach wolności artystycznej.

Nie ma wątpliwości, że dochodzi do obrazy uczuć religijnych, jeśli ktoś niszczy świątynie czy cmentarze – wtedy dosyć często Rzecznik interweniuje.

Spotkanie regionalne RPO we Wrześni: transport publiczny, czyste powietrze, konstytucyjne standardy

Data: 2019-03-13
  • Na spotkanie z Adamem Bodnarem we Wrzesińskim Ośrodku Kultury przyszło 40 osób. Wielu z nich zaangażowanych jest w walkę o czyste środowisko i usuwanie skutków uciążliwych inwestycji. Przyszli też lokalni działacze polityczni z różnych partii, obywatele zaniepokojeni łamaniem Konstytucji.
  • „Miałam Konstytucję naklejoną na witrynie mojego sklepu”
    „Jestem sołtysem”
    „Interesuje mnie sytuacja w kraju”
    „Działam w PSL i organizacji ekologicznej”
    „Jestem w sprawie szkoły muzycznej we Wrześni”
    „Jestem z partii pana premiera Gowina”.
  • Tak się przedstawiali uczestnicy spotkania. Ale dyskusja skupiła się na sprawach samorządu, bo jak powiedział Adam Bodnar, walka o prawa człowieka to nie tylko walka o wielkie hasła.

Na początku rzecznik praw obywatelskich dostał kwiaty od mieszkanki Kawęczyna koło Wrześni. Tam – w Kawęczynie, Marzeninie i Gulczewie działają smrodliwe fermy hodowlane. Kiedy mieszkańcy dwa lata temu zgłosili problem na spotkaniu regionalnym w Gnieźnie, RPO zareagował, przyłączył się do postępowania przed sądem administracyjnym i doprowadził do unieważnienia decyzji pozwalającej na rozbudowę kompleksu. - Te kwiaty należą się ekspertom Biura - dyr. Piotrowi Mierzejewskiemu i dyr. Łukaszowi Kosiedowskiemu - powiedział Adam Bodnar.

Przyszła też kobieta, która przedstawiła się jako „emerytka z rocznika 1953”, żeby podziękować – to jej (i 140 tys. innych kobiet) sprawę Rzecznik wygrał przed tygodniem przed Trybunałem Konstytucyjnym. TK uznał, że sposób przeliczenia ich wcześniejszych emerytur na normalne był niekonstytucyjny i teraz mogą liczyć na podwyżkę. – Przeszłam na emeryturę wcześniejsza, bo firma w której pracowałam zwalniła pod hasłem „już coś Pani ma, to może pani odejść”. Zgodnie z ustawą miałam prawo do przeliczenia sobie emerytury  po osiągnięciu pełnego wieku emerytalnego. Ale dla mojego rocznika zastosowano nowe przepisy i wyszło, że moja powszechna emerytura będzie niższa niż ta wcześniejsza. Najpierw się załamałam, ale potem znalazłam w internecie, że kobiety się organizują. Pisałam do posłów, do Rzecznika, w końcu sąd zadał w tej sprawie pytanie do Trybunału Konstytucyjnego. I wygraliśmy. Teraz mam pytanie, jak mam moją sprawę załatwić – do kiedy mam prawo wnieść o ponowne przeliczenie emerytury?

- Walka o prawa człowieka to nie tylko walka o wielkie hasła – tylko staranie się o rozwiązanie wielu tych, z pozoru drobnych – mówił zebranym Adam Bodnar.

Rzecznik wie o podobnych problemach przede wszystkim ze skarg od ludzi, choć może też interweniować z urzędu, na podstawie doniesień medialnych. Z tych sygnałów Rzecznik wyciąga wnioski także przystępując do spraw przed sądami, w tym administracyjnymi, składając kasacje i skargi kasacyjne, przedstawiając rządowi kompleksowe zagadnienia prawne z propozycjami rozwiązań problemów ludzi w postaci tzw. wystąpień generalnych.

Zatem co z emeryturą wcześniejszą dla rocznika 1953?

RPO: W normalnym świecie ZUS sam by już przeliczał emeryturę. Proszę składać wnioski, czas się liczy od dnia opublikowania wyroku w Dzienniku Ustaw. My będziemy się temu procesowi przyglądać.

Niestety, mamy już złe precedense – niewykonany do tej pory wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów krzywdzących opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnościami.

Kiedy, w jakim wieku, człowiek zaczyna kłamać?

RPO: To jest pytanie do psychologa rozwojowego (Psycholożka obecna na sali mówi, że dzieje się to w momencie, kiedy pojawia się zdolność do abstrakcyjnego myślenia).

Jak to możliwe, że starostwo uniemożliwia gminie uchwalenie planu przestrzennego, który uniemożliwiłby budowę uciążliwych ferm? Sąd – dzięki pomocy RPO – uznał, że blokada ze strony starostwa była niesłuszna, ale starostwo nadal tego planu nie uzgadnia.

RPO: Widzimy konflikt między różnymi szczeblami samorządu, bo mają one różne wizje rozwoju. Naszym głównym problemem jest długotrwałość tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego.

To, co warto pokreślić, to prawo Rzecznika do występowania do sądów administracyjnych o rozpatrywanie spraw dotyczących środowiska poza kolejnością. To nam się coraz częściej udaje – bo przecież nie można doprowadzić do tego, by sporna decyzja zostanie przeprowadzona zanim sąd się wypowie.

Jak wyrównać szale, kiedy władze samorządowe są bardzie przychylne uciążliwemu biznesowi, a nie mieszkańcom.

Gminy straszą mieszkańców, że jeśli sprzeciwią się inwestorom, to będzie pozew.

RPO: Nie da się tego analizować ogólnie. Ale obawa samorządu przed pozwem może się łączyć z istnieniem jakichś listów intencyjnych. Jeśli tak, to trzeba się skupić na lepszej kontroli samorządów i zobowiązań, jakie podejmują za obywateli.

Do 20 proc. sołectw nie dociera w Polsce żadna komunikacja publiczna, a są takie, gdzie jeździ tylko autobus szkolny.

RPO: to jest bardzo ważny temat. Doprowadziliśmy do tego, że w Polsce do aktywnego życia i korzystania z praw potrzebny jest prywatny samochód. To właśnie jest wykluczenie transportowe. Na szczęście zaczęliśmy o tym mówić (blog Z biegiem szyn, raport Klubu Jagiellońskiego, panel 5 na II Kongresie Praw Obywatelskich).

Jak rozwiązać problem: nie uda się bez inwestycji szczebla centralnego.

Barbara Imiołczyk, BRPO: najprostszym, choć niewystarczającym ruchem, jest np. otwarcie dla wszystkich autobusów szkolnych.

Źle ustalane przystanki dla autobusów szkolnego.

Kierowca nie chce dzieci wysadzić pod domem, tylko 800 m dalej, na przystanku

RPO: Sprawdzimy. Ale kierowca raczej nie może dzieci wysadzać na drodze. Może da się przenieść przystanek?

Zdawalność na prawo jazdy w Wielkopolsce jest niższa niż gdzie indziej.

RPO:  Tej kwestii Rzecznik nie ma jak zbadać. Tym mogłaby się jednak zająć Najwyższa Izba Kontroli.

Zabieranie prawa jazdy bez realnej możliwości odwołania (bo przed SKO trwa to zbyt długo) – a bez prawa jazdy nie da się funkcjonować

RPO: Zaskarżyłem te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, ale uznane zostały prawie w całości za zgodne z Konstytucją.

Problem wydawania prasy przez samorządy – jak mieszkańcy mają zaradzić na proces ograniczający wolność słowa?

RPO: Problem istnieje od lat i od lat jest nierozwiązany. Samorządy powinny wydawać biuletyny i prowadzić strony internetowe. Wydawanie gazet nie jest zadaniem władzy publicznej tylko prawem obywateli.

To nie tylko kwestia – promowanie lokalnych władz, ale też zagarnianie reklam z rynku lokalnego (kosztem prywatnych wydawców) i przewagę konkurencyjną samorządowego wydawcy, który swoich autorów może zatrudniać na etatach w urzędzie[1].

Jak reagować na nierzetelnych dziennikarzy lokalnych?

RPO: Żądać sprostowań i pozywać dziennikarzy o ochronę dóbr osobistych.

Jak można skutecznie zaprotestować przeciwko „Bóg, honor i ojczyzna” na paszporcie?

RPO: Jedyne, co mogę powiedzieć, to że wysłałem opinię w tej sprawie do MSWiA i spotkałem się z hejtem.

Jak otworzyć popołudniową szkołę muzyczną we Wrześni?

Tu przeprowadza się wiele rodzin, w których dzieci uczyły się już muzyki. Szkoły nie ma, mimo że starostwo zapewniło miejsce i środki. Ale ministerstwo kultury nie daje na to zgody, bo mamy szkołę muzyczną 25 kilometrów stąd.

RPO: Musimy się temu przyjrzeć. Jeśli to była nie decyzja administracyjna, ale wewnętrzna Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – może być kłopot. Tak przegraliśmy sprawę Muzeum II Wojny Światowej.

Wywóz odpadów – jest to działalność gospodarcza wymagająca wpisu do rejestru, co utrudnia prowadzenie działalności polegającej na wywozie własnych odpadów. Dlaczego? Czy można to zmienić?

RPO: Sprawdzimy.

Polityka rozdawnicza państwa: jako przedsiębiorca na to zarabiam, ale jako obywatel jestem w tym pomijany? Co mogę z tym zrobić?

RPO: Ma Pan prawo głosu.

Lata pracy nieudokumentowane z powodu braku wpisu w książeczce ubezpieczeniowej – czy da się temu zaradzić?

RPO: Może da się to wyjaśnić? Choć może być z tym trudno, bo wiele zakładów poupadało

Skoro macie tyle spraw w Biurze, to znaczy, że administracja w Polsce nie działa.

RPO: To nadmierne uproszczenie. Państwo działa skutecznie w wielu dziedzinach – nawet tego nie zauważamy. Więc zamiast mówić „państwo w ogóle nie działa”, umieśćmy je na skali od 0 do 100.  Państwa skandynawskie są bliskie setki, Polska – owszem, spada, ale to nie dzieje się z dnia na dzień (zdaniem RPO jesteśmy raczej w połowie skali).

- Tak, ja widziałam to w Turcji, to trwało 8-9 lat i na początku to wyglądało nawet całkiem sensownie – opowiadała uczestniczka spotkania, a pozostali słuchali tego z uwagą.

RPO dodał, że proces ten trwa i polega na tym, że obywatele przestają wyrażać sprzeciw (Co opisała niedawno Ece Temulkuran w książce „How to lose a country”).

Wiele rzeczy bardzo niepokoi (choćby działanie prokuratury, która jest już poza jakąkolwiek kontrolą), ale ciągle wiele instytucji działa.

A dlaczego Rzecznika powołują politycy, a nie obywatele?

RPO: Pomyślmy o tym tak: zmiana standardów konstytucyjnych może dać efekt gorszy od zamierzonego. Mnie co prawda wybrali politycy, ale byłem przecież kandydatem organizacji pozarządowych, które przekonały do mojej kandydatury polityków.

Żeby zmienić ten system, trzeba by zmienić Konstytucję. Co więcej, osoba wybierana w wyborach powszechnych, musi zdobywać przychylność większości. Czy to daje gwarancję ochrony praw jednostki?

Czy ograniczenie budżetu RPO to przemoc ekonomiczna?

RPO: Nie. Nie nadużywajmy słów – przemocą ekonomiczną jest sytuacja, gdy w rodzinie ktoś komuś nie daje pieniędzy po to, by wymusić jakieś zachowanie.

Z jakiego regionu Polski jest najwięcej skarg?

RPO: W różnych regionach ludzie skarżą się na różne rzeczy, więc trudno to porównywać.

Jaki procent spraw do RPO dotyczy dyskryminacji, zwłaszcza ze względu na płeć czy orientację seksualną

RPO: Niewiele. Ludzie tego nie zgłaszają – to wynika z badan (np. tylko 5 proc. osób dotkniętych mową nienawiści zgłasza takie przestępstwo).




[1] Dorota Głowacka , Adam Ploszka, Wydawanie gazet przez jednostki samorządu terytorialnego - wątpliwości konstytucyjne, http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.ekon-element-000171328929

 

Art. 212 Kodeksu Karnego – jeśli chcecie go zostawić, to go zmieńmy. Debata u Rzecznika

Data: 2019-03-05
  • Czy przyzwoity człowiek stosuje artykuł 212 Kodeksu Karnego? Czy nowoczesne społeczeństwo może przetrwać bez takiej obrony przed destrukcyjnymi pomówieniami?
  • Jak bronić wolność słowa – nie narażając jednocześnie demokracji na niszczące ataki fake newsów rozprzestrzenianych w internecie?
  • W dyskusji zorganizowanej w Biurze RPO jej uczestnicy zaproponowali kilka konkretnych zmian przepisu, który dziś pozwala ukarać dziennikarza więzieniem za słowo. Podumował je na zakończenie Adam Bodnar w pięciu punktach
  • Sprawa stosowania i istnienia art. 212 Kk jest tak ważna, że być może w porozumieniu z Prezydentem RP będziemy tę debatę kontynuować razem z Panem Rzecznikiem już w Kancelarii Prezydenta – powiedział minister Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta

RPO Adam Bodnar zaproponował otwartą rozmowę na temat „Wolność słowa a zniesławienie? Art. 212 kk – co dalej? Znieść? Poprawić? Znaleźć inne rozwiązanie?” Odbyła się 5 marca w siedzibie RPO. Wzięli w niej udział m.in. min. Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta RP, poseł Krzysztof Mieszkowski, posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, sędzia SN prof. Włodzimierz Wróbel, dziennikarze, przedstawiciele organizacji pozarządowych, adwokaci, pracownicy Biura RPO – w sumie 30 osób.

Rozmowa prowadzona była w otwartej formule rzecznikowskich „Debat Jata Nowaka Jeziorańskiego” (patrz – relacje z takich debat niżej).

Art. 212 Kodeksu Karnego

§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

***

- Temat art. 212 Kodeksu karnego towarzyszy mi w całej mojej pracy jako obrońcy praw człowieka – powiedział Adam Bodnar. Przypomniał sprawę dziennikarza Andrzeja Marka skazanego z tego artykułu w 2007 r. - Nie spodziewałem się, że temat ten zajmować nas będzie po tylu latach. Dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy.

Dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego trwa w Polsce od kilkunastu lat. Mimo publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje częścią polskiego porządku prawnego. Nic się nie zmienia, mimo zapowiedzi polityków.

Sprawa wróciła teraz, po skazaniu w lutym 2019 r. dziennikarza „Wpolityce” Wojciecha Biedronia właśnie z tego przepisu.

Debata u Rzecznika

- Problem mamy raczej z praktyką stosowania art. 212 niż z jego istnieniem. Kiedyś myślałam, że można go zlikwidować, ale jestem teraz przekonany, że przepis nie jest potrzebny -  powiedział w zagajeniu min. Andrzej Dera zaznaczając, że nie jest to oficjalne stanowisko Prezydenta ani jego Kancelarii. Podkreślił, że przepis chroni godność, zaś w obronie przed kłamstwem przydaje się pomoc prokuratora.

Red. Łukasz Warzecha: - Myślałem, że w sprawie tego, że art. 212 powinien zniknąć, panuje zgoda. Ale jeśli nie, to chcę podkreślić, że w tym sporze nie chodzi tylko o godność (którą można bronić w inny sposób), ale też o wolność słowa.

Charakterystyczne, zauważył, że politycy tylko będąc w opozycji są przeciw temu przepisowi. Zmienić status quo mogłaby być zatem presja całego środowiska dziennikarskiego. A także przekonanie opinii publicznej, że artykuł ten wcale nie chroni zwykłych ludzi, ale wręcz im zagraża uniemożliwiając praktycznie np., działanie mediów lokalnych.

Aby jednak przekonać do tego ludzi, trzeba pomyśleć o ułatwieniach w procedurze cywilnej.

Marek Frąckowiak, Izba Wydawców Prasy powiedział, że art. 212 trzeba znieść, i jest to ważne zwłaszcza dla mediów lokalnych: Wierzę, że godność i wolność słowa to wartości równoważne – ale art. 212, „przeczołgiwanie” ludzi oskarżonych z tego przepisu, pozbawia ich tej godności (od ciągania do sądu na drugi koniec Polski po kierowanie na badania psychiatryczne – kiedy w końcu sprawa się kończy uniewinnieniem, jest już dużo za późno) - dodał.

Jego zdaniem art. 212 przynosi więcej szkody niż korzyści – musimy jednak usprawnić drogę cywilną, by ludzie mogli się bronić w sądzie bez wzywania na pomoc prokuratora.

- Nie możemy liczy na polityków, to, co musi niepokoić, to skłonność także przedstawicieli mediów do używania tego kija. Pierwszym krokiem ku zniesieniu tego przepisu powinno być to, że nie będziemy z niego korzystać a innym będziemy to wypominać

Mec. Dominika Bychawska-Siniarska, HFPC, także uważa, że przepis powinien być zniesiony. Powiedziała, że także po stronie prawników-przeciwników zdarzają się tacy, którzy akceptują jego użycie w konkretnych, ważnych dla siebie sprawach.

Dodała, że kampania prowadzona przeciwko stosowaniu art. 212 sprawiła, że do roku 2015 był on używany coraz rzadziej, a znaczący politycy go nie stosowali. Niestety, trend się teraz odwrócił. A przepis ten nie jest do pogodzenia ze standardami wolności słowa. Więzienie nie jest dla słów.

Red. Jacek Żakowski: Eskalacja używania art. 212 jest niepokojąca. Wiąże się pewnie z atmosferą wzmożenia moralnego – dlatego zacznijmy może od tego, by nie szafować w tej debacie pojęciem godności. Pojęcie „reputacja” w niej całkiem wystarczy.

- Tak naprawdę rozstrzygamy między reputacją a wolnością. A jeśli tak się postawi sprawę – zauważył – widzimy, że wolność jest ważniejsza. Nie możemy w imię ochrony reputacji niszczyć naszą wspólną polityczną wolność.

Dlatego cywilizowane społeczeństwa biorą stronę wolności – ma ona cenę. Jest nią m.in. to, że o prezydencie USA można powiedzieć „jaszczur”, a on na to nie zareaguje. - Nie wolno ograniczać wolności w imię czyjejś reputacji - podkreślił.

Poseł Krzysztof Mieszkowski podkreślił, że przepis pozwalający cenzurować wolność wypowiedzi (nie tylko art. 212 ale i art. 196 Kk, pozwalający na ściganie obrazy uczuć religijnych), zagraża demokracji i otwartej debacie. W sytuacji, gdy większość mediów nastawiona jest na zysk, a nie na wspieranie debaty, są tym bardziej niebezpieczne.

Mec. Michał Hara, BRPO: Istotą problemu jest, że teoretycznie karaniu z art. 212 podlega mówienie nieprawdy, ale praktyka i kontekst Kodeksu Karnego nie pozwala ustrzec przed karą ludzi mówiących prawdę.

Mec. Dariusz Pluta: Osoba urażona powinna mieć prawo uzyskania przeprosin i zadośćuczynienia. Ale dziś art. 212 służy do tego, by inną osobę nazwać przestępcą. By przestraszyć, że jako skazany nie dostanie wizy do USA, posady na renomowanej uczelni czy nawet kredytu. Po co nam zatem taki przepis? Po co naprawdę go wprowadziliśmy?

PROPOZYCJA Na początek – zdaniem mec. Pluty – należy pozbyć się paragrafu 2 z art. 212, czyli tej części, która dotyczy dziennikarzy i pozwala posadzić w więzieniu za słowo.

Kolejny krok – to taka zmiana, która kazałaby wykazać nie tylko możliwość zniesławienia, ale i dowieść jego realnego skutku.

A tak naprawdę – powiedzmy sobie, że przyzwoity człowiek nie korzysta z art. 212.

Red. Jan Ordyński: Z art. 212 jest jak z Senatem. Każda opozycja zapowiada jego likwidację, a każda władza utrzymuje. Bo ten przepis ma znaczenie polityczne.

Są takie pomówienia i oszczerstwa, na które trzeba mieć narzędzie (konfident, agent, zdrajca kapo…). Przed takimi słowami nie ma się jak bronić – Kodeks cywilny tu nie wystarczy. Penalizacji za to znosić raczej się nie powinno.

PROPOZYCJA Przy wyborze procedury (karna czy cywilna) ważne jest też to, która przebiegnie sprawniej. Cywilna skuteczna nie jest – potrzebna jest nam głęboka zmiana, coś na kształt przepisów wprowadzonych do wyjaśniania sporów w kampanii wyborczej.

Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska: Pamiętajmy, że przepis ten dotyczy nie tylko oskarżonego o zniesławianie, ale i zniesławionego. Zniszczenie czyjejś reputacji może przecież prowadzić do ograniczenia wolności tej osoby – to działa tak samo, jak udowodnienie dziennikarzowi, że mówi nieprawdę.

A w naszej przestrzeni publicznej pojawiają się straszliwe oskarżenia.

PROPOZYCJA. Prawa obu stron trzeba dobrze wyważyć. I da się to zrobić – ale do tego konieczne bardzo głębokie przebudowanie procedury cywilnej.

Sędzia Sądu Najwyższego prof. Włodzimierz Wróbel: Nasza debata jest ciekawa, ale też przewidywalna. Jednak prowadzimy ją już w innej już rzeczywistości – rzeczywistości fake newsów, operowania informacjami w taki sposób, że może to doprowadzać do nieodwracalnych szkód.

Ta zmiana paradygmatu zdaniem prof. Wróbla powinna nam dać do myślenia. Nawet w debacie amerykańskiej zaczyna się dopuszczać myśl, że muszą być lepsze narzędzia przeciwdziałania fake newsom i mowie nienawiści w internecie.

Środki masowej komunikacji to nie tradycyjne media – ale także media społecznościowe. Szkody wyrządzane w internecie są nieodwracalne, bo z internetu nic nie ginie.

Jeśli zniesiemy art. 212, będziemy mieć kolejną debatę – jak bronić ludzi niszczonych fake newsami.

Dominika Bychawska-Siniarska: Art. 212 nie nadaje się do eliminowania fałszywych treści.

Red. Żakowski: niestety „fachowiec” może tak kogoś zniesławić, że nie da się tego w sądzie naprostować. Straszliwych oskarżeń nie usunie się artykułem 212 – one przetrwają w szeptance, plotkach itd. A obrona w procesie karnym niszczy, bo jest kosztowna. 

Potwarzy i zniesławienia się nie zlikwiduje – ale demokrację udało się już ludziom parę razy zlikwidować.

Mec Maciej Lach (jak powiedział, ma klienta z obu stron art. 212 KK): Świat nie dzieli się na dzielnych dziennikarzy lokalnych i złych lokalnych samorządowców czy przedsiębiorców. Moi klienci mówią, że woleliby być pobici czy okradzeni – bo zniesławienie jest dla nich czymś tak strasznym.

Jutro mam sprawę o ochroną dóbr cywilnych – wniesioną w 2011 r. Sprawa bardzo poważna. Cztery lata trwało postępowanie w pierwszej instancji, dwa lata – apelacja, teraz jest kasacja. Spieramy się o zadośćuczynienie, ale same przeprosiny do tej pory nie zostały zrealizowane.

Pamiętajcie Państwo, że tylko postępowanie karne daje pokrzywdzonemu szansę na dojście do tego, kto jest sprawcą pomówienia w sieci (numer IP). Droga cywilna tu nie wystarczy, a sądy cywilne sobie z tym rady nie dadzą. Żadnym rozwiązaniem nie są „szybkie ścieżki” – bo jak odpowiecie na pytanie ojców o to, kiedy przyspieszą się sprawy o ich kontakty z dziećmi.

PROPOZYCJA Co zrobić? Znieść karę więzienia, może przywrócić przestępstwo oszczerstwa (świadomego zniesławienia). Ale pozostać przy procedurze karnej – bo procedura cywilna nam nie wystarczy.

Red. Warzecha: Zachowanie art. 212, by przeciwdziałać opiniom? Mówienie o kimś „zdrajca” czy – współcześnie – „folksdojcz” – to opinia a nie fakt. Znoszenie tego typu określeń jest ceną wolności, o której mówił red. Żakowski. Razem z nim stawiam na wolność słowa.

Art. 212 KK nie nadaje się też do powstrzymywania mowy nienawiści w sieci, bo mówi o publicznym zniesławianiu – a sieć pozwala też szerzyć potwarz w zamkniętych kręgach.

PROPOZYCJA Mec Pluta: Doprowadźmy zatem do tego, by art. 212 nie mógł być stosowany do dziennikarzy i zarejestrowanej prasy. Być może można go zostawić do hejterów w sieci

Podsumowanie – pięć punktów na koniec

Min. Dera: Dyskusja jest trudna, z wieloma głosami się nie zgadzam (godność to coś więcej niż reputacja, a wolność nigdy nie może być nieograniczona).

Sprawa jest tak ważna, że być może w porozumieniu z Prezydentem będziemy tę debatę kontynuować z Panem Rzecznikiem już w Kancelarii Prezydenta.

Adam Bodnar: Zmieniły się czasy i w naszej debacie nie powtarzaliśmy starych argumentów. Nowe można podsumować tak:

1.      Redakcjom i dziennikarzom nie wypada stosować art. 212 KK w swojej obronie

2.      Zniesieniu art. 212 powinno towarzyszyć przywrócenie przestępstwa oszczerstwa (patrz wystąpienie RPO w tej sprawie – załączone pod relacją)

3.      Przepisy art. 212 należy „ociosywać” (kontratyp prawdziwości, wykluczyć możliwość stosowania tego przepisu do ochrony godności instytucji, skasowanie kary więzienia)

4.      Trzeba wzmacniać narzędzia do polubownego rozwiązywania sporu także na podstawie art. 212

5.      Ludzie muszą dostać coś w zamian – sprawniejsze postępowania cywilne, ślepe pozwy (możliwość wniesienia pozwu bez podana danych oszczercy z internetu– bo tego zwykły człowiek nie może sam ustalić, bez pomocy państwa)

Zagadnienia do dyskusji przedstawione przez RPO Adama Bodnara

POLITYKA

1. Dlaczego politycy różnych opcji, pomimo składanych deklaracji, nie dążą do zniesienia art. 212 kodeksu karnego? Dlaczego korzystają z art. 212 kk, pomimo wcześniejszych stanowisk?

2. W jaki sposób doprowadzić do porozumienia wszystkich opcji politycznych w kontekście przyszłości art. 212 kodeksu karnego lub też reformy środków prawnych służących ochronie reputacji?

3. Czy wybory parlamentarne w 2019 r. mogą być okazją do dyskusji na temat przyszłości art. 212 kodeksu karnego?

4. Dlaczego organy naszego państwa zasadniczo nigdy nie zareagowały kompleksowo na rekomendacje organizacji międzynarodowych (OBWE, ONZ) w zakresie zniesienia zniesławienia?

5. Czy brak jednoznacznego stanowiska Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w kontekście zniesienia przestępstwa zniesławienia może być argumentem za pozostawieniem tej regulacji?

SPOŁECZEŃSTWO I MEDIA

1. Czy zagrożenia dla reputacji występujące we współczesnym świecie (nowe technologie, szybkość rozpowszechniania informacji) uzasadniają utrzymywanie ochrony prawnokarnej? Czy nie jest wystarczająca ochrona przed zniewagą (art. 216 kk)?

2. Czy polaryzacja mediów, ale także brak jednolitej reprezentacji środowiska dziennikarskiego, ma wpływ na utrzymywanie aktualnego porządku rzeczy w zakresie korzystania ze środków prawnokarnych w kontekście ochrony reputacji?

3. Czy jakość współczesnego dziennikarstwa uzasadnia stosowanie środków prawnokarnych w przypadku zniesławienia?

4. Jakie znaczenie praktyczne i reputacyjne ma dla dziennikarzy (ale także innych osób) występowanie w charakterze oskarżonego w procesie karnym?

5. Czy w praktyce życia społecznego ważne byłoby ściganie przestępstwa oszczerstwa (umyślne zniesławienie)?

6. Czy prywatne akty oskarżenia są wykorzystywane jako środek uciszenia krytyki i zainteresowania dziennikarzy przez biznesmenów (na zasadzie strategic lawsuit against public participation)?

PRAWO I PRAKTYKA ORZECZNICZA

1. Czy środki cywilnoprawne (ochrona dóbr osobistych) są wystarczające dla ochrony reputacji? Jak się rozkłada ciężar dowodu oraz koszty takich postępowań w porównaniu do prywatnego aktu oskarżenia o zniesławienie?

2. Czy w przypadku anonimowej wypowiedzi możliwe jest ustalenie tożsamości sprawcy naruszenia dóbr w drodze cywilnoprawnej (celem pozwania)? Jak to wygląda w praktyce?

3. Jak się kształtuje sytuacja osoby oskarżonej (na podstawie art. 212 k.k.) do sytuacji osoby pozwanej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych?

4. Czy o wyborze powództwa o ochronie dóbr osobistych lub prywatnego aktu oskarżenia mogą decydować względy praktyczne, takie jak długość postępowania sądowego (w tym w poszczególnych miastach)?

5. Jak się kształtują obecnie sankcje w stosunku do dziennikarzy w przypadku (1) stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych oraz (2) stwierdzenia zniesławienia? Czy są istotne różnice? Czy są one w praktyce porównywalne?

6. Czy możliwość prowadzenia postępowania z art. 212 k.k. na podstawie publicznego aktu oskarżenia powinna być dopuszczalna? Czy prokuratura powinna być kontrolowana w zakresie przyłączania się do tego typu postępowań? 

Od kilkunastu lat trwa w Polsce dyskusja na temat zniesienia odpowiedzialności karnej za zniesławienie, uregulowanej w art. 212 kodeksu karnego. Pomimo licznych publikacji, stanowisk instytucji publicznych, organizacji dziennikarskich, organizacji pozarządowych, postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przepis ten pozostaje stałą częścią polskiego porządku prawnego. Podczas naszego spotkania chcielibyśmy się wspólnie zastanowić, jakie działania należałoby podjąć, aby doprowadzić do realnej zmiany w tym zakresie. 

Do rozmowy zapraszamy wszystkie zainteresowane strony. Bez warunków wstępnych, bez ograniczeń merytorycznych. Jedynym naszym celem jest znalezienie możliwego konsensusu, zwłaszcza środowiska dziennikarskiego, ale także środowisk prawniczych, naukowych, politycznych i społecznych, co do kierunku i głębokości zmiany. Jak wyważyć proporcje i zapewnić względną równowagę między takimi wartościami, jak wolność słowa i prawo do ochrony czci. Uważamy, że należy to osiągnąć w drodze rozmowy i otwartej konsultacji.  

Bardziej szczegółowy zakres pytań i dylematów Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawi – jako organizator debaty – w krótkim słowie wstępnym. Ponadto Rzecznik zobowiązuje się przekazać relację z debaty oraz ewentualne wypracowane stanowisko zarówno opinii publicznej, jak i odnośnym władzom. A w perspektywie kontynuować społeczne konsultacje w tym zakresie ze środowiskami lokalnymi podczas wyjazdów regionalnych.

Do udziału w debacie Rzecznik Praw Obywatelskich zaprosił:

  • dziennikarzy i dziennikarki, redakcje, organizacje dziennikarskie;
  • przedstawicieli władz publicznych (m.in. komisji sejmowych i senackich, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego);
  • ekspertów i ekspertki zajmujące się prawnymi i społecznymi aspektami funkcjonowania art. 212 kk;
  • organizacje specjalizujące się w gwarancjach wolności słowa i praw jednostki;

 

****

Wydarzenie odbyło się w formacie debat Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Dotychczas w Biurz RPO odbyło się 10 takich spotkań. Pierwsza debata 21 czerwca 2011 roku nosiła tytuł „O godności człowieka”. Temat ostatniej debaty, 18 listopada 2016 r., brzmiał: "Facebook – mowa nienawiści – wolność słowa. Wyzwanie cywilizacyjne i prawnicze czy kryzys wartości?".  

W debatach uczestniczyła liczna i różnorodna grupa ważnych postaci życia publicznego, m.in. Tadeusz Mazowiecki, ks. Adam Boniecki, Piotr Gliński, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Fedorowicz, Piotr Winczorek, Bronisław Wildstein, Anna Grodzka, Tomasz Terlikowski, Joanna Szczepkowska, Halina Bortnowska, Ireneusz Krzemiński, Bogusław Chrabota, Magdalena Środa, Aleksander Spempkowski, Wiktor Osiatyński, Krzysztof Śmiszek, o. Maciej Zięba, Zbigniew Bujak, Krystyna Starczewska, Krzysztof Bosak. W każdym spotkaniu uczestniczył też mec. Jacek Taylor, przyjaciel i wykonawca testamentu Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Wsparcie międzynarodowych instytucji praw człowieka dla RPO pozwanego przez TVP

Data: 2019-02-21
  • Głębokie zaniepokojenie pozwem TVP wobec rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara wyraziły Europejska Sieć Krajowych Instytucji Praw Człowieka (ENNHRI) oraz Globalny Soujsz Krajowych Instytucji Praw Człowieka (GANHRI)
  • Solidaryzujemy się z polskim RPO. Silny, skuteczny i niezależny krajowy organ praw człowieka jest kluczowym elementem promocji i ochrony praw człowieka w Polsce i Europie – głosi oświadczenie
  • Takie postępowanie cywilne wobec RPO uznano za niezgodne z międzynarodowymi zobowiązaniami Polski
  • Z kolei sprawozdawca Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy lord Richard Balfe wezwał TVP do wycofania pozwu  

We wspólnym oświadczeniu ENNHRI (European Network of National Human Rights Institutions) i GANHRI (Global Alliance of National Human Rights Institutions) podkreślają, że:

  • Zgodnie z zasadami paryskimi ONZ, przyjętymi przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, organ decyzyjny i personel krajowych instytucji praw człowieka muszą mieć immunitet funkcjonalny. Ma to zapewniać niezależność instytucjonalną i gwarantować wykonywanie mandatu w zakresie praw człowieka w szeroki i skuteczny sposób.
  • W listopadzie 2017 r. RPO został ponownie akredytowany ze statusem "A", jako w pełni zgodny z zasadami paryskimi. Podkomisja GANHRI ds. Akredytacji ponownie podkreśliła znaczenie ochrony przed odpowiedzialnością prawną za działania podejmowane w dobrej wierze prze krajowe instytucje, w tym polskiego RPO
  • Zgodnie z zasadami paryskimi, krajowe instytucje muszą być upoważnione do promowania i ochrony praw człowieka. W ramach mandatu RPO, zgodnie z funkcjami promocyjnymi krajowych instytucji praw człowieka, mieści się zajęcie stanowiska w sprawie bieżących wydarzeń związanych z prawami człowieka, w tym poprzez działania podnoszące świadomość, edukację na temat praw człowieka i publiczne przemówienia.
  • Zgromadzenie Ogólne ONZ i Rada Praw Człowieka ONZ konsekwentnie podkreślały, że krajowe instytucje zajmujące się prawami człowieka oraz ich członkowie i personel nie powinni być narażeni na jakąkolwiek formę odwetu lub zastraszania, w wyniku działań podejmowanych zgodnie z ich  mandatem, w tym przy podejmowaniu poszczególnych spraw lub zgłaszaniu poważnych lub systematycznych naruszeń w ich krajach.
  • Podczas okresowego przeglądu w 2017 r. Rzeczpospolita Polska przyjęła zalecenie dotyczące wdrożenia propozycji Międzynarodowego Instytutu Rzecznika Praw Obywatelskich, w tym, że "niezależność [Rzecznika Praw Obywatelskich] nie może zostać naruszona przez ustawodawcze, administracyjne lub polityczne środki". 

Dlatego też ENNHRI i GANHRI wzywają wszystkie organy RP, by działały zgodnie z zobowiązaniami międzynarodowymi państwa, stosując swoje uprawnienia w celu ochrony rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara.

ENNHRI i GANHRI przypomniały wspólne oświadczenie Rady Europy, ENNHRI, ODIHR i UN OHCHR na poparcie polskiego RPO z marca 2016 r. Stwierdzono wtedy, że "istnieje szeroki konsensus, który uznaje korzyści Polski z posiadania instytucji o takiej pozycji, która cieszy się niezależnością i immunitetem funkcjonalnym, a zatem jest w stanie działać bezstronnie w celu ochrony praw jednostki ".

- Solidaryzujemy się z polskim RPO. Silny, skuteczny i niezależny krajowy organ praw człowieka, zgodnie z zasadami paryskimi, jest kluczowym elementem promocji i ochrony praw człowieka w Polsce i Europie – głosi oświadczenie. NNHRI i GANHRI pozostają otwarte na wsparcie i współpracę w tej dziedzinie.

Oświadczenie sprawozdawcy Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (PACE) lorda Richarda Balfe  

- Polski Rzecznik Praw Obywatelskich jest instytucją niezależną, zapisaną w Konstytucji RP i odpowiedzialną za swoje czyny przed Sejmem. Wypowiedź pana Bodnara miała na celu potępienie mowy nienawiści w ogóle i sygnalizowanie pewnych konkretnych problemów dotyczących telewizji publicznej. Pozew TVP wygląda na próbę uciszenia go w jego konstytucyjnej roli obrońcy praw człowieka i podstawowych wolności, co byłoby całkowicie nieodpowiednim zachowaniem dla organu publicznego - glosi oświaczenie.

Rada Europy zawsze promowała kluczową rolę instytucji Ombudsmana w zakresie ochrony praw człowieka. W rezolucji 1959 (z 2013 r.) w sprawie "Wzmocnienia instytucji rzecznika praw obywatelskich w Europie" Zgromadzenie Parlamentarne wezwało państwa członkowskie do promowania klimatu przyjaznego dla ombudsmana, w szczególności poprzez umożliwienie mu skutecznego wykonywania zadań.

- Ufam, że polskie sądy zastosują standardy Rady Europy dotyczące praw człowieka i rządów prawa przy badaniu tej sprawy. Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne: wzywam Polską Telewizję Publiczną, aby wycofała swój pozew - oświadczył sprawozdawca.

Equinet: to próba podważenia niezależności polskiego organu ds. równego traktowania 

Zaniepokojenie sprawą wyraziła również Equinet - Europejska Sieć Organów ds. równego traktowania w rozumieniu dyrektyw Unii Europejskiej. W oświadczeniu wezwała do zagwarantowania niezależności polskiego organu ds. równego traktowania, jakim jest RPO. Do jego mandatu należy bowiem przedstawienie komentarza na temat działań, które mogą być związane z mową nienawiści. 

Equinet obawia się, że pozew nadawcy publicznego może oznaczać próbę podważenia niezależności polskiego organu ds. równego traktowania i uniemożliwienia mu wypełnienia mandatu promowania równości i zwalczania dyskryminacji. Byłoby to niedopuszczalnym naruszeniem norm określonych w zaleceniu Komisji Europejskiej w sprawie norm dla organów ds. równego traktowania oraz Zalecenia nr 2 Komisji Europejskiej przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji Rady Europy ( ECRI),  dotyczącego roli tych organów  w zwalczaniu rasizmu i nietolerancji na szczeblu krajowym. Standardy te wyraźnie wymagają, aby organy ds. równego traktowania funkcjonowały bez ingerencji państwa, partii politycznych lub innych podmiotów - głosi oświadczene.
 
List ze wsparciem od IOI  

List z wyrazami wsparcia do Adama Bodnara wystosował Międzynarodowy Instytut Ombudsmana (International Ombudsman Institute - IOI).  Prezydent IOI Peter Tyndall, jego sekretarz generalny Günther Kräuter  i regionalny sekretarz na Europę Rafael Ribó stwierdzili, że z wielkim niepokojem przyjęli informację o pozwie,  wniesionym przez telewizję publiczną po wypowiedzi Adama Bodnara na temat mowy nienawiści, która była wykonaniem funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich.

Europejscy członkowie IOI spotykają się obecnie na konferencji w Atenach z okazji 20-lecia  rzecznika praw obywatelskich Grecji. Uczestnicy tej konferencji jednomyślnie wyrazili poparcie dla Rzecznika - głosi list. IOI deklaruje pełne wsparcie dla RPO i jego Biura w przyszłości.

Stanowisko Amnesty International 

Amnesty International uznała pozew TVP za najnowszy przykład nękania i zastraszania, których RPO doświadcza w ostatnich trzech latach. Według Amnesty International, taki komentarz idealnie mieści się w mandacie Rzecznika Praw Obywatelskich, którego postrzegamy jako niezbędną, niezależną krajową instytucję praw człowieka odgrywającą kluczową rolę w walce o prawa człowieka i godność w Polsce.

Pozew TVP

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 11 lutego 2019 r. doręczono  pozew sądowy skierowany przez Telewizję Polską S.A. przeciwko Adamowi Bodnarowi jako osobie prywatnej o naruszenie dóbr osobistych, w związku z wypowiedzią Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara w dniu 16 stycznia 2019 r. dla portalu Onet.pl dotyczącą sprawy zabójstwa śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

W pozwie powtórzone są wszystkie zarzuty zawarte we wcześniejszym wezwaniu przedsądowym w tej sprawie. Takie same są również żądania powoda, czyli zamieszczenie przeprosin w formie ogłoszenia płatnego opublikowanego na stronie głównej portalu Onet.pl, zapłata 25 tys. zł na rzecz Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz zwrot koszów sądowych.

Adam Bodnar odniósł się do tych zarzutów oraz precyzyjnie wyjaśnił swoje stanowisko w piśmie skierowanym do TVP S.A. 4 lutego br. Wskazał w nim m.in. że nastąpiło niezrozumienie roli RPO, błędna interpretacja wypowiedzi oraz niedopuszczalna próba nacisku na konstytucyjny organ.

Jak podkreślono w pozwie, TVP S.A. nie czekała na te wyjaśnienia i nie brała ich w ogóle pod uwagę, ale od razu skierowała sprawę do sądu. Zaznaczono też, że zaskarżenie dotyczy Adama Bodnara jako osoby prywatnej, chociaż portal Onet.pl zaprosił do rozmowy urzędującego Rzecznika Praw Obywatelskich.

W TVP Info zdyskredytowano działalność założyciela Stowarzyszenia „Nigdy więcej”. Rzecznik pisze do KRRiT

Data: 2019-02-14
  • TVP Info zdyskredytowała dr. hab. Rafała Pankowskiego, współzałożyciela Stowarzyszenia „Nigdy więcej”, które przeciwdziała nienawiści rasowej, ksenofobii i innym formom nietolerancji
  • RPO poprosił przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy

W programie „W tyle wizji” TVP Info z 24 stycznia 2019 r. Rafał Ziemkiewicz powiedział: „Będzie mowa nienawiści teraz. Pan Pankowski jest jedną z najbardziej nikczemnych person, z jaką się w życiu zetknąłem. (...) Mówimy o człowieku, który żyje z tego, że (..) oskarża Polaków o faszyzm. Jeździ po całym świecie i opowiada kocopały o polskim antysemityzmie”.

Wykładowca akademicki dr hab. Rafał Pankowski jest współzałożycielem Stowarzyszenia „Nigdy więcej” i koordynatorem Centrum Monitorowania Rasizmu w Europie Wschodniej. Jego kariera naukowa i zawodowa związana jest z badaniem przyczyn rasizmu i  poszukiwaniem skutecznych metod przeciwdziałania temu zjawisku. Organizuje m.in. liczne akcje społeczne, których celem jest podnoszenie poziomu wiedzy na temat różnic kulturowych. W ocenie Rzecznika działalność  Rafała  Pankowskiego zasługuje na najwyższe uznanie, o czym świadczy przyznanie mu w 2017 r. odznaki honorowej RPO „Za zasługi dla ochrony praw człowieka”.

Wypowiedź z TVP Info, niepodparta żadnymi materiałami ani odwołaniami do wypowiedzi Rafała Pankowskiego, mogła zostać odebrana jako dyskredytowanie jego działalności, a szerzej jako dyskredytowanie działań na rzecz walki z rasizmem i antysemityzmem w Polsce w ogóle. Słowa te w sposób budzący wątpliwości z punktu widzenia misji mediów publicznych bagatelizują również bardzo niebezpieczne dla życia społecznego zjawiska, jakimi są mowa nienawiści i antysemityzm.

Rzecznik Praw Obywatelskich w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi, jako jednej z podstawowych wolności w społeczeństwie obywatelskim i demokratycznym państwie prawnym. Ma też świadomość specyficznego charakteru programu  „W tyle wizji”. Oczywiste jest również prawo do krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków. Niewątpliwie w ramach art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią.

W orzecznictwie sądów przyjmuje się, że wprawdzie satyryczna forma wypowiedzi pozwala na użycie bardziej dosadnych środków wyrazów, jednak nie może być wykorzystywana do krytyki w sposób, który narusza dobra osobiste krytykowanego (wyrok SN z  5 listopada 2008 r., sygn. akt I CSK 164/08). W ocenie SN satyryczny charakter utworu stanowi istotną, ale niewystarczającą przesłankę wyłączenia bezprawności działania autora, ponieważ w utworach o takim charakterze możliwe jest także przekroczenie dopuszczalnych granic satyry (wyrok SN z 20 czerwca 2001 r., sygn. akt I CKN 1135/98). Nawet opublikowanie materiału bezspornie ujętego w formie utworu satyrycznego podlega ochronie prawnej wynikającej z art. 41 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe  tylko wówczas, gdy służy osiągnięciu celów wskazanych w tym przepisie. Chodzi o prawa obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej, a krytyka jest rzeczowa i rzetelna (wyrok SN z 19 maja 2011 r., sygn. akt I CSK 497/10). 

Zgodnie zaś z art. 18 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw  i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych, których programy powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o zbadanie sprawy, w ramach konstytucyjnych i ustawowych kompetencji Rady.

VII.564.11.2019

Sprawa wstępu do Sejmu: nie było podstaw do niewpuszczenia dziennikarza – stwierdza sąd

Data: 2019-02-12
  • Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podzielił stanowisko dziennikarza OKO.press niewpuszczonego do Sejmu oraz RPO
  • Stwierdził bezskuteczność czynności polegającej na odmowie wstępu na posiedzenie Sejmu.

W sierpniu 2018 roku Rzecznik przystąpił do postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie w sprawie ze skargi dziennikarza OKO.press Daniela Flisa na odmowę wydania jednorazowej karty prasowej umożliwiającej wstęp do Sejmu w trakcie posiedzenia 10 maja 2018 r. . Trwał wtedy protest osób z niepełnosprawnościami. 

Podstawą by komunikat Centrum Informacyjnego Sejmu RP: „Kancelaria Sejmu informuje, że od środy (25 kwietnia) ulegają zmianie zasady wstępu na teren kompleksu sejmowego. Z  przyczyn organizacyjnych i bezpieczeństwa przyznawanie jednorazowych kart wstępu zostaje zawieszone. Jednocześnie dostęp do Sejmu pozostaje możliwy dla posiadaczy stałych i okresowych kart wstępu. Decyzja Straży Marszałkowskiej, w porozumieniu z  kierownictwem Kancelarii Sejmu, ma charakter tymczasowy i ukierunkowana jest przede wszystkim na zapewnienie bezpieczeństwa i porządku na administrowanym terenie”.

Decyzja Straży Marszałkowskiej została wydana na podstawie § 6 z dnia 9 stycznia 2008 r. zarządzenia Marszałka Sejmu  w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu oraz wstępu i wjazdu na tereny pozostające w zarządzie Kancelarii Sejmu.

W ocenie Rzecznika w niniejszej sprawie doszło do naruszenia szeregu konstytucyjnych praw i wolności. Przede wszystkim ograniczone zostało prawo wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu (art. 61 ust. 2 Konstytucji RP) oraz wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji). Z uwagi na fakt, że sprawa dotyczyła dziennikarza, Rzecznik zwrócił uwagę na zasadę ustrojową wynikającą z art. 14 Konstytucji RP, zgodnie z którą  Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. W ocenie Rzecznika ograniczenie tych praw mogło zostać dokonane tylko w ustawie, a nie akcie wewnętrznym, jakim jest zarządzenie Marszałka Sejmu. Ponadto w ocenie Rzecznika ograniczenie to było nieuzasadnione i nie spełniało wymogów zasady proporcjonalności.

W  szczególności podejmując czynność polegającą na odmowie wydania jednorazowej karty prasowej wstępu do Sejmu RP, nie wskazano, w jaki sposób obecność Pana D. Flisa w dniu 10 maja 2018 r. w budynku Sejmu RP w trakcie jego posiedzenia wpłynie negatywnie na pracę Sejmu (względy organizacyjne) oraz na bezpieczeństwo parlamentarzystów oraz innych osób przebywających w tym dniu w Sejmie RP.

W wyroku z 12 stycznia 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podzielił stanowisko dziennikarza OKO.press oraz RPO i stwierdził bezskuteczność czynności polegającej na odmowie wstępu na posiedzenie Sejmu.

W uzasadnieniu wyroku Sąd podkreślił brak ustawowego umocowania do ograniczania konstytucyjnych praw w niniejszej sprawie oraz nieproporcjonalność ograniczenia prawa do wstępu na posiedzenie Sejmu. Sąd poinformował również, że na gruncie innej sprawy uchylił przepisy budzącego wątpliwości zarządzenia Marszałka Sejmu. Sprawa ma istotne znaczenie dla realizacji zasady jawności w życiu publicznym. 

Informacja o pozwie sądowym TVP SA skierowanym do Biura RPO

Data: 2019-02-11

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 11 lutego 2019 r. doręczony został pozew sądowy skierowany przez Telewizję Polską S.A. przeciwko Adamowi Bodnarowi jako osobie prywatnej o naruszenie dóbr osobistych, w związku z wypowiedzią Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara w dniu 16 stycznia 2019 r. dla portalu Onet.pl dotyczącą sprawy zabójstwa śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

W pozwie powtórzone są wszystkie zarzuty zawarte we wcześniejszym wezwaniu przedsądowym w tej sprawie. Takie same są również żądania powoda, czyli zamieszczenie przeprosin w formie ogłoszenia płatnego opublikowanego na stronie głównej portalu Onet.pl, zapłata 25 tys. zł na rzecz Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz zwrot koszów sądowych.

Adam Bodnar odniósł się do tych zarzutów oraz precyzyjnie wyjaśnił swoje stanowisko w piśmie skierowanym do TVP S.A. w dniu 4 lutego br. Wskazał w nim m.in. że nastąpiło niezrozumienie roli RPO, błędna interpretacja wypowiedzi oraz niedopuszczalna próba nacisku na konstytucyjny organ.

Jak podkreślono w pozwie, TVP S.A. nie czekała na te wyjaśnienia i nie brała ich w ogóle pod uwagę, ale od razu skierowała sprawę do sądu. Zaznaczono też, że zaskarżenie dotyczy Adama Bodnara jako osoby prywatnej, chociaż portal Onet.pl zaprosił do rozmowy urzędującego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Stanowisko RPO w sprawie oskarżeń TVP S.A.

Rzecznik działał w ramach swych uprawnień i obowiązków

Obowiązkiem Rzecznika wynikającym z Konstytucji RP jest interweniowanie w każdym przypadku naruszenia konstytucyjnych praw i wolności. Obejmuje to zarówno informowanie o podejmowanych działaniach, jak i sygnalizowanie opinii publicznej problemów, które wymagają rozważenia pod kątem zgodności z Konstytucją. Kwestionowana wypowiedź została sformułowana w ramach wykonywania tych obowiązków.

Zgodnie z art. 1 ust. 3 ustawy z 15 lipca 1987 r.  o Rzeczniku Praw Obywatelskich w sprawach o ochronę wolności i praw człowieka i obywatela Rzecznik bada, czy wskutek działania lub zaniechania organów, organizacji i instytucji, obowiązanych do przestrzegania i realizacji tych wolności i praw, nie nastąpiło naruszenie prawa, a także zasad współżycia i sprawiedliwości społecznej. Upoważnia to zatem do kontroli również i telewizji publicznej.

Rzecznik zajmuje stanowisko poprzez reagowanie na bieżące wydarzenia, ale musi też prowadzić działania prewencyjne, by zapobiec negatywnym czy wręcz tragicznym zdarzeniom w przyszłości. Takie działania realizowane są nie tylko przez szeroko pojętą edukację, ale i wystąpienia publiczne.

Oprócz działań z urzędu w sprawie mediów publicznych, Rzecznik podejmuje też czynności wskutek licznych skarg obywateli. Przykładem może być „Apel pamięci dla Pawła Adamowicza”, wystosowany przez prezydentów miast zrzeszonych w Związku Miast Polskich do Prezesa Rady Ministrów, Prezesa Najwyższej Izby Kontroli oraz Rzecznika. Wezwano w nim m.in. do podjęcia czynności wyjaśniających czy działania nadawcy publicznego wobec śp. Pawła Adamowicza realizowano w duchu zasad uczciwości, rzetelności i staranności wymaganych zasadami etyki dziennikarskiej.

Niepełna analiza i błędna interpretacja wypowiedzi RPO

Stanowisko TVP może wynikać z niepełnej analizy i błędnej interpretacji wypowiedzi. Prawidłowa jej analiza powinna prowadzić do wniosku, że nie przypisywała Telewizji Polskiej współodpowiedzialności za działania Stefana W. Adam Bodnar wielokrotnie podkreślał w tej wypowiedzi, że nie wie, co było motywem jego działań i nie jest w stanie przesądzić, czy istniał związek między programami TVP na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza a motywacją sprawcy. RPO wyraźnie wskazał także, że powinno to zostać dogłębnie zbadane, a przesądzić o tym może wyłącznie sąd.

Kwestionowana wypowiedź koncentrowała się nie na przesądzaniu jakichkolwiek okoliczności sprawy, ale wyłącznie na zarysowaniu problemu, wymagającego weryfikacji i rozstrzygnięcia w kontekście konstytucyjnego prawa dostępu do informacji. Wstępne komunikaty Służby Więziennej - wskazujące na brak dostępu więźniów, w tym Stefana W., do TVP Info – zostały zakwestionowane w wyniku dziennikarskich ustaleń dziennikarzy (portal demaskator24.pl). Ostateczne wyjaśnienie tej powszechnie zauważonej sprawy jest zatem szczególnie istotne. Jej podniesienie było motywowane troską o konstytucyjnie gwarantowaną wolność dostępu do informacji i wolność światopoglądu.

Ponadto nie można zgodzić się ze stanowiskiem, aby dobra osobiste Telewizji Polskiej S.A. naruszała wypowiedź, iż sposób w jaki telewizja publiczna w ostatnich miesiącach mówiła o śp. prezydencie Pawle Adamowiczu, może być uznany za mowę nienawiści. Liczba, a zwłaszcza wydźwięk materiałów wyemitowanych w telewizji publicznej na jego temat powoduje, że uzasadnione było zasygnalizowanie wątpliwości co do ich rzetelności.  Ponadto wypowiedź ta nie miała charakteru przesądzającego - wskazywała, że teza o nierzetelnych informacjach na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza wymaga starannego sprawdzenia.

Zgodnie z art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, „publiczna telewizja realizuje misję publiczną całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Stan TVP jest i musi być przedmiotem publicznego zainteresowania i debaty publicznej, a gdy jest to zasadne - również krytyki. Tylko to może bowiem doprowadzić do umacniania realizowanej przez TVP misji publicznej, co będzie miało pozytywny efekt dla całego społeczeństwa.

Dlatego też telewizja publiczna powinna liczyć się z krytyką ze strony obywateli oraz instytucji takich, jak Rzecznik Praw Obywatelskich - zwłaszcza wobec licznych głosów zaniepokojenia i oburzenia.

Standardy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podmioty publiczne muszą mieć większą tolerancję na krytyczne, ocenne wypowiedzi.

W wyroku z 5 lipca 2016 r.  (skarga nr 26115/10, Jacek Kurski przeciwko Polsce) ETPCz skomentował znaczenie wypowiedzi polityka oceniającego postępowanie jednej z redakcji. Trybunał uznał, że oświadczenie polityka „było częścią trwającej debaty w sprawach interesu publicznego” i podnosiło „kwestię zainteresowania publicznego, czyli niezależności mediów w społeczeństwie demokratycznym”. Odnosząc się do być może nadmiernie sensacyjnych zwrotów używanych przez polityka, Trybunał wskazał, że o ile polityk ten „skorzystał z pewnej przesady w jego wypowiedzi, w tym samym czasie nie wydaje się, że uciekł się do nieuzasadnionego obraźliwego i niestosownego języka lub wykraczał poza ogólnie akceptowalny stopień przesady”. W efekcie ETPCz przyznał rację skarżącemu i stwierdził naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Z orzecznictwa ETPCz wynikają zatem daleko idące gwarancje wolności słowa w odniesieniu do dyskusji o sprawach mających znaczenie dla debaty publicznej. Wobec informacji o wątpliwościach wobec działalności TVP Rzecznik Praw Obywatelskich jest nie tylko uprawniony, ale wręcz zobowiązany, do udziału w takiej debacie.

Rola mediów w walce z mową nienawiści – kluczowa

Z uwagi na fakt, że mowa nienawiści stała się w ostatnim czasie palącym problemem, Rzecznik od dłuższego czasu prowadzi liczne działania dotyczące walki z tym zjawiskiem w internecie i  w życiu publicznym. Kluczowe znaczenie mają tu media, które biorą udział w kształtowaniu światopoglądu obywateli, a ich język wpływa na relacje społeczne.

Rolą Rzecznika jest reagowanie na wszelkie zagrożenia rozprzestrzeniania się mowy nienawiści, w szczególności, jeżeli kwestionowana jest postawa właśnie telewizji publicznej. Wypowiedzi sformułowane w ramach pełnionej funkcji wynikały wyłącznie z troski o dobro wspólne, jakim jest telewizja publiczna, która powinna kształtować w społeczeństwie najlepsze postawy, urzeczywistniając najwyższe standardy.

W związku z przekonaniem o całkowitej bezzasadności roszczeń Telewizji Polskiej S.A. – która wynika zarówno z niepełnej analizy wypowiedzianych słów, jak i z ich nadinterpretacji – Rzecznik Praw Obywatelskich jest zmuszony wyrazić zaniepokojenie, że wezwanie TVP może być rozumiane jako próba nacisku na konstytucyjny organ. Może też stanowić próbę ukrócenia debaty, której przedmiotem jest rzetelność materiałów prasowych i pluralizm myśli, przedstawiany przez publicznego nadawcę. Takie działanie jest nie do pogodzenia z zasadami demokratycznego państwa prawnego.

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie

24 maja 2019 r. sąd oddalił pozew TVP. Uznał, że wypowiedzi Adama Bodnara nie naruszyły dóbr osobistych powodowej spółki. 

Oświadczenie RPO w związku z pismem TVP

Data: 2019-02-08

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 22 stycznia 2019 r. wpłynęło pismo Telewizji Polskiej S.A. w związku z wypowiedzią Adama Bodnara 16 stycznia 2019 r. dla Onet.pl, dotyczącą sprawy zabójstwa śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Jest to wezwanie przedsądowe do dobrowolnego zaniechania dalszego naruszania dóbr osobistych TVP oraz usunięcia skutków naruszeń poprzez złożenie przez Adama Bodnara publicznych przeprosin i wpłatę określonej kwoty na wskazany cel społeczny. Chodzi o złożenie oświadczenia o przeproszeniu w formie ogłoszenia płatnego opublikowanego przez kolejne 72 godziny na stronie głównej portalu Onet.pl oraz zapłatę 25 tys. zł na rzecz Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Pismo głosi, że brak dobrowolnego wykonania tych czynności w terminie 2 tygodni spowoduje skierowanie sprawy na drogę sądową.

Rzecznik działał w ramach swych uprawnień i obowiązków

Obowiązkiem Rzecznika wynikającym z Konstytucji RP jest interweniowanie w każdym przypadku naruszenia konstytucyjnych praw i wolności. Obejmuje to zarówno informowanie o podejmowanych działaniach, jak i sygnalizowanie opinii publicznej problemów, które wymagają rozważenia pod kątem zgodności z Konstytucją. Kwestionowana wypowiedź została sformułowana w ramach wykonywania tych  obowiązków.

Zgodnie z art. 1 ust. 3 ustawy z 15 lipca 1987 r.  o Rzeczniku Praw Obywatelskich w sprawach o ochronę wolności i praw człowieka i obywatela Rzecznik bada, czy wskutek działania lub zaniechania organów, organizacji i instytucji, obowiązanych do przestrzegania i realizacji tych wolności i praw, nie nastąpiło naruszenie prawa, a także zasad współżycia i sprawiedliwości społecznej. Upoważnia to zatem do kontroli również i telewizji publicznej.

Rzecznik zajmuje stanowisko poprzez reagowanie na bieżące wydarzenia, ale musi też prowadzić działania prewencyjne,  by zapobiec negatywnym czy wręcz tragicznym zdarzeniom w przyszłości. Takie działania realizowane są nie tylko przez szeroko pojętą edukację, ale  i wystąpienia publiczne.

Oprócz działań z urzędu w sprawie mediów publicznych, Rzecznik podejmuje też czynności wskutek licznych skarg obywateli. Przykładem może być „Apel pamięci dla Pawła Adamowicza”, wystosowany przez prezydentów miast zrzeszonych w Związku Miast Polskich do Prezesa Rady Ministrów, Prezesa Najwyższej Izby Kontroli oraz Rzecznika. Wezwano w  nim m.in. do podjęcia czynności wyjaśniających czy działania nadawcy publicznego wobec śp. Pawła Adamowicza realizowano w duchu zasad uczciwości, rzetelności i staranności wymaganych zasadami etyki dziennikarskiej.

Niepełna analiza i błędna interpretacja wypowiedzi RPO

Stanowisko TVP może wynikać z niepełnej analizy i błędnej interpretacji wypowiedzi. Prawidłowa jej analiza powinna prowadzić do wniosku, że nie przypisywała Telewizji Polskiej współodpowiedzialności za działania Stefana W. Adam Bodnar wielokrotnie podkreślał w tej wypowiedzi, że nie wie, co było motywem jego działań i nie jest w stanie przesądzić, czy istniał związek między programami TVP na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza a motywacją sprawcy. RPO wyraźnie wskazał także, że powinno to zostać dogłębnie zbadane, a przesądzić o tym może wyłącznie sąd.

Kwestionowana wypowiedź koncentrowała się nie na przesądzaniu jakichkolwiek okoliczności sprawy, ale wyłącznie na zarysowaniu problemu, wymagającego weryfikacji i rozstrzygnięcia w kontekście konstytucyjnego prawa dostępu do informacji. Wstępne komunikaty Służby Więziennej - wskazujące na brak dostępu więźniów, w tym Stefana W.,  do TVP Info - zostały zakwestionowane w wyniku ustaleń dziennikarzy. Ostateczne wyjaśnienie tej  powszechnie  zauważonej sprawy jest  zatem szczególnie istotne. Jej podniesienie było motywowane troską o konstytucyjnie gwarantowaną wolność dostępu do informacji i wolność światopoglądu.

Ponadto nie można zgodzić się ze stanowiskiem, aby dobra osobiste Telewizji Polskiej S.A. naruszała wypowiedź, iż sposób w jaki telewizja publiczna w ostatnich miesiącach mówiła o śp. prezydencie Pawle Adamowiczu, może być uznany za mowę nienawiści. Liczba, a zwłaszcza  wydźwięk materiałów wyemitowanych w telewizji publicznej na jego temat powoduje, że uzasadnione było zasygnalizowanie wątpliwości co do ich rzetelności.  Ponadto wypowiedź ta nie miała charakteru przesądzającego - wskazywała, że teza o nierzetelnych informacjach na temat śp. prezydenta Pawła Adamowicza wymaga starannego sprawdzenia.

Zgodnie z art. 21 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, „publiczna telewizja realizuje misję publiczną całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Stan TVP jest i musi być przedmiotem publicznego zainteresowania i debaty publicznej, a gdy jest to zasadne - również krytyki. Tylko to może bowiem doprowadzić do umacniania realizowanej przez TVP misji publicznej, co będzie miało pozytywny efekt dla całego społeczeństwa.

Dlatego też telewizja publiczna  powinna liczyć się z krytyką ze strony obywateli oraz instytucji takich, jak Rzecznik Praw Obywatelskich - zwłaszcza wobec licznych głosów zaniepokojenia i oburzenia.

Standardy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podmioty publiczne muszą mieć większą tolerancję na krytyczne, ocenne wypowiedzi.

W wyroku z 5 lipca 2016 r.  (skarga nr 26115/10, Jacek Kurski przeciwko Polsce) ETPCz skomentował znaczenie wypowiedzi polityka oceniającego postępowanie jednej z redakcji. Trybunał uznał, że oświadczenie polityka „było częścią trwającej debaty w sprawach interesu publicznego” i podnosiło „kwestię zainteresowania publicznego, czyli niezależności mediów w społeczeństwie demokratycznym”. Odnosząc się do być może nadmiernie sensacyjnych zwrotów używanych przez polityka, Trybunał wskazał, że o ile polityk ten „skorzystał z pewnej przesady w jego wypowiedzi, w tym samym czasie nie wydaje się, że uciekł się do nieuzasadnionego obraźliwego i niestosownego języka lub wykraczał poza ogólnie akceptowalny stopień przesady”. W efekcie ETPCz przyznał rację skarżącemu i stwierdził naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Z orzecznictwa ETPCz wynikają zatem daleko idące gwarancje wolności słowa w odniesieniu do dyskusji o sprawach mających znaczenie dla debaty publicznej. Wobec informacji o wątpliwościach wobec działalności TVP Rzecznik Praw Obywatelskich jest nie tylko uprawniony, ale wręcz zobowiązany, do udziału w takiej debacie.

Rola mediów w walce z mową nienawiści – kluczowa

Z uwagi na fakt, że mowa nienawiści stała się w ostatnim czasie  palącym problemem, Rzecznik od dłuższego czasu prowadzi liczne działania dotyczące walki z tym zjawiskiem w internecie i  w życiu publicznym. Kluczowe znaczenie mają tu media, które biorą udział w kształtowaniu światopoglądu obywateli, a ich język wpływa na relacje społeczne.

Rolą Rzecznika jest reagowanie na wszelkie zagrożenia rozprzestrzeniania się mowy nienawiści, w szczególności jeżeli kwestionowana jest postawa właśnie telewizji publicznej. Wypowiedzi  sformułowane w ramach pełnionej funkcji wynikały wyłącznie z troski o dobro wspólne, jakim jest telewizja publiczna, która powinna kształtować w społeczeństwie najlepsze postawy, urzeczywistniając najwyższe standardy.

W związku z przekonaniem o całkowitej bezzasadności roszczeń Telewizji Polskiej S.A. – która wynika zarówno z niepełnej analizy wypowiedzianych słów, jak i z ich nadinterpretacji –  Rzecznik Praw Obywatelskich jest zmuszony wyrazić zaniepokojenie, że wezwanie TVP może być rozumiane jako próba nacisku na konstytucyjny organ. Może też stanowić próbę ukrócenia debaty, której przedmiotem jest rzetelność materiałów prasowych i pluralizm myśli, przedstawiany przez publicznego nadawcę. Takie działanie jest nie do pogodzenia z zasadami demokratycznego państwa prawnego.

 

Otwartość TVP nie polega na tym, że każdy, kto myśli, że ma coś do powiedzenia społeczeństwu, może oczekiwać udostępnienia anteny. Prezes TVP do RPO o "czarnej liście"

Data: 2019-02-08
  • Zarząd TVP nie polecał sporządzenia jakiejkolwiek „czarnej listy"; gdyby takie listy powstawały w redakcjach, wobec odpowiedzialnych wyciągnięto by konsekwencje służbowe - zapewnia prezes TVP Jacek Kurski 
  • Latem 2018 r. media obiegła informacja o „czarnej liście” dziennikarzy, ekspertów i polityków, którzy nie mogą być zapraszani do mediów publicznych
  • RPO poprosił wtedy prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia. Odpowiedź dostał dopiero teraz
  • Otwartość TVP nie może polegać na tym, że każdy kto myśli, że ma coś do powiedzenia społeczeństwu, może oczekiwać udostępnienia anteny – podkreślił Jacek Kurski

Na podstawie doniesień medialnych Rzecznik Praw Obywatelskich latem 2018 r. powziął informację o możliwym istnieniu „czarnej listy” dziennikarzy, ekspertów, polityków, którzy nie mogą być zapraszani do mediów publicznych. Informacja ta, chociażby ze względu na osobę publicznie ją prezentującą, wymagała wyjaśnienia[1]. Dlatego 8 sierpnia 2018 r. Rzecznik poprosił prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia. Wobec braku odpowiedzi, pod koniec stycznia 2019 r. Rzecznik ponowił swą prośbę. 

Argumenty RPO

W piśmie do prezesa TVP Adam Bodnar wskazywał na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych. Ich elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze (zasada pluralizmu). Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Według art. 54 Konstytucji, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Wolności te odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych informacji i jest warunkiem wypełniania misji.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Publiczna telewizja zobowiązana jest oferować społeczeństwu zróżnicowane programy, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością (art. 21 ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji). W związku z tym programy telewizji publicznej powinny m.in. umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej (art. 21 ust. 2 pkt 4 ustawy o radiofonii i telewizji). Wykluczenie możliwości udziału określonych osób w audycjach telewizji publicznej musiałoby w związku z tym zostać uznane za naruszenie tych obowiązków.

Standardy europejskie

Art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności  stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznaje tą wolność za niezbędny fundament społeczeństwa demokratycznego i warunek rozwoju każdej jednostki. ETPCz konsekwentnie  stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Prasa ma nie tylko za zadanie przekazywanie informacji i idei – społeczeństwo ma też prawo do ich otrzymywania.

W wyroku z 17 września 2009 r. w sprawie Manole i in. przeciwko Mołdawii ETPCz stwierdził, że „państwo, jako najwyższy gwarant pluralizmu, musi zapewnić, poprzez prawo i praktykę, że publiczność ma za pośrednictwem telewizji i radia dostęp do niezależnej i rzetelnej informacji, oraz do spektrum opinii i komentarzy, odzwierciedlających m.in. różnorodność perspektyw politycznych w kraju oraz że dziennikarze i inni pracownicy mediów audiowizualnych nie są powstrzymywani od przekazywania takich informacji i komentarzy”.

Z wyroku tego wynika obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków; powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej wyrażono zasadę pluralizmu. Rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, iż wydawcy programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu czy zapraszanych gości.

Odpowiedź prezesa TVP

Swą odpowiedź Jacek Kurski zaczął od informacji, że polecił prawnikom TVP przeanalizowanie sprawy wpisu o istnieniu  „czarnej listy” pod kątem ewentualnego podjęcia kroków procesowych wobc jego autora. - Gdyby bowiem sprawa była skierowana do sądu, z pewnością Pan jako Rzecznik Praw Obywatelskich nie miałby wątpliwości, że zostanie ona należycie wyjaśniona rozstrzygnięciem niezawisłego sądu - napisał.

Przypomniał, że już wcześniej służby prasowe TVP oświadczyły, że u publicznego nadawcy nie ma żadnej „czarnej listy” . - Oczywiście mogę również potwierdzić, że  Zarząd TVP S.A. nie sporządził, nie wdrożył, ani nie polecił sporządzić i wdrożyć jakiejkolwiek „czarnej listy” osób zapraszanych do TVP – głosi list prezesa.

Podkreślił, że gdyby podlegli pracownicy w istotny sposób wykroczyli poza standardy dziennikarskie i na jakimkolwiek poziomie zarządzania lub w redakcjach powstawałyby jakiekolwiek „czarne listy”, motywowane osobistym stosunkiem do osób lub względami politycznymi, reakcja Zarządu byłaby natychmiastowa, a w stosunku do odpowiedzialnych wyciągnięte zostałyby konsekwencje służbowe. 

Jacek Kurski dodał, że z wielkim zainteresowaniem zapoznał się z wywodem RPO dotyczącym podstaw prawnych koniecznych dla zachowania pluralizmu, wolności mediów i wolności słowa. - Są to niewątpliwie wolności podstawowe, szczególnie istotne dla rozwoju demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa. W tym zakresie TVP S.A. realizuje swoje zadania w ramach misji publicznej – stwierdził.

Przypomniał, że również jego dotknęła sytuacja ograniczenia zasady wolności słowa,  gdy „jeden z potężnych koncernów medialnych wytaczając mi proces, z pomocą polskich sędziów i przy bierności osób oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę praw obywatelskich, próbował zmusić mnie do zaprzestania krytyki jednego z wydawanych przez ten koncern tytułów”. Dodał, że jego  prawa zostały dostrzeżone i przywrócone dopiero w wyniku skargi do ETPC.

- Zapewniam Pana, że tak długo, jak pełnić będę funkcję prezesa TVP S.A., troska o utrzymywanie tych standardów w telewizji publicznej było i jest moim absolutnym priorytetem – oświadczył Jacek Kurski. Podkreślił, że tylko część przytoczonych przez RPO regulacji i orzeczeń adresowana jest do nadawców publicznych - większość adresowana jest do państwa, które dla tych nadawców tworzy otoczenie regulacyjne.

W ocenie prezesa TVP w wielu tych obszarach aktywność Rzecznika byłaby pożądana zwłaszcza w zakresie wyjaśniania społeczeństwu i innym mediom, jak ważne dla demokratycznego pluralistycznego społeczeństwa jest zapewnienie mediom publicznym stabilnego i proporcjonalnego finansowania.  - Bezpardonowe ataki niektórych mediów komercyjnych, ataki różnego rodzaju lobby na każdą próbę uregulowania tej kwestii przez rząd i większość parlamentarną, pozostawały dotychczas bez reakcji Rzecznika Praw Obywatelskich - ocenił.

Jacek Kurski zwrócił też uwagę na „zasadniczą okoliczność, która bywa przedmiotem licznych nieporozumień”. Zapewnił, że w TVP zasada niezależności redakcyjnej była i jest przestrzegana. Oznacza to, że Zarząd spółki nie ustala listy gości programów publicystycznych, tematów rozmów oraz treści emitowanych materiałów.

- Otwartość TVP nie może polegać jednak  na tym, że każdy, kto myśli, że ma coś do powiedzenia społeczeństwu może od publicznego nadawcy oczekiwać, że zostanie mu w tym celu udostępniona antena – napisał prezes TVP. Goście programów, osoby udzielające komentarzy i inni uczestnicy audycji zapraszani są przez stosowne reakcje i redaktorów w związku z posiadaną wiedzą i kompetencjami w zakresie tematu rozmowy lub audycji. Dla audycji produkowanych zewnętrznie decyzje takie najczęściej podejmuje producent. W żadnym z tych przypadków decyzja nie należy do organu zarządzającego nadawcy publicznego. Zarząd nie ingerował i nie zamierza ingerować w te kwestie - zaznaczył Jacek Kurski.

[1]  Istnieje „czarna lista” gości TVP? Cezary Łazarewicz opisuje swoją rozmowę z pracownikiem stacji, z dnia 17 lipca 2018 roku, dostęp: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23682626,tvp-ma-czarna-l...

VII.716.3.2018

 

 


[1]  Istnieje „czarna lista” gości TVP? Cezary Łazarewicz opisuje swoją rozmowę z pracownikiem stacji, z dnia 17 lipca 2018 roku, dostęp: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23682626,tvp-ma-czarna-l...

 

 






Dyscyplinarne kłopoty prokuratorów. Trzy interwencje Rzecznika

Data: 2019-01-24
  • Prokurator z Legnicy ma sprawę dyscyplinarną za udział w manifestacji w obronie niezależności sądów
  • Prokurator Okręgowy Warszawa-Praga sprzeciwił się udziałowi trojga prokuratorów w edukacyjnej akcji Tygodnia Konstytucyjnego
  • Przełożeni i sądy dyscyplinarne uważają, że każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli przełożonego
  • Zdaniem RPO przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej prokuratorów powinno się stosować ostrożnie 

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę prokuratora z Legnicy, który w lipcu 2017 r. brał udział w demonstracji w obronie niezależności sądów. Miał w ten sposób sprzeniewierzyć się zasadzie apolityczności prokuratorów. We wrześniu 2018 r. rzecznik dyscyplinarny umorzył postępowanie. Uznał, że prokurator nie może „demonstracyjnie ujawniać swoich poglądów politycznych, ale może być uczestnikiem pokojowych zgromadzeń, co nie oznacza działalności politycznej”.

Od tego orzeczenia Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski odwołał się do Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym. Według przytaczanych w mediach jego argumentów uważa on, że manifestacja miała charakter polityczny, ponieważ protestujący sprzeciwiali się woli większości sejmowej.

RPO: prokuratorzy z prawem do udziału w debacie publicznej

RPO zwrócił się do Bogdana Święczkowskiego o wyjaśnienia, co przemawiało za wniesieniem odwołania. - Pragnę przypomnieć, iż wyrażone w Konstytucji prawo do demonstracji i zgromadzeń publicznych oraz wolność słowa i wyrażania własnych poglądów należą do fundamentów demokratycznego państwa prawa, jakim jest Rzeczypospolita Polska – napisał Adam Bodnar.

Art. 54 ust. 1 Konstytucji zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów. Jak każdy obywatel, prokurator ma konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi. Oczywiście musi - jak nakazuje kodeks etyczny prokuratorów - korzystać z niego w sposób rozważny. RPO jest świadomy, że prokuratorzy mają ograniczone prawo do publicznej wypowiedzi. Pełnią bowiem służbę, której przepisy nie pozwalają na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy.

Z drugiej jednak strony przełożeni prokuratorów powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ewentualne krytyczne wypowiedzi prokuratorów, którzy działają w instytucjach społecznych, fundacjach, stowarzyszeniach, na temat ewentualnych nieprawidłowości w wymiarze sprawiedliwości, czy w organach ścigania należy bowiem uznać za działalność w interesie publicznym i społecznym.

W ocenie Rzecznika prokuratorowi, tak jak każdemu, przysługuje wolność słowa, wyrażania przekonań oraz prawo do udziału w demonstracjach i zgromadzeniach. W szczególności prokuratorzy powinni mieć prawo do udziału w dyskusji publicznej na temat praworządności, wymiaru sprawiedliwości oraz ochrony praw człowieka - bez obawy narażania się na problemy dotyczące ich kariery zawodowej z tego powodu. Prokuratorzy powinni przy tym przestrzegać zasad etyki zawodowej.

Przełożeni: każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli

Ponadto do RPO  wpłynęła skarga przedstawicieli Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, w której wskazano m.in. na problem wadliwej interpretacji zapisów ustawy z 28 stycznia 2016 r. Prawo o prokuraturze przez przełożonych i sądy dyscyplinarne.

Prawo o prokuraturze stanowi, że prokurator nie może podejmować dodatkowego zatrudnienia, z wyjątkiem zatrudnienia na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym, jeżeli nie przeszkadza to w pełnieniu obowiązków. Prokuratorowi nie wolno także podejmować innego zajęcia ani sposobu zarobkowania, które by przeszkadzało w pełnieniu obowiązków, mogło osłabiać zaufanie do jego bezstronności lub przynieść ujmę godności urzędu. O zamiarze "podjęcia dodatkowego zatrudnienia, a także o podjęciu innego zajęcia lub sposobu zarobkowania” prokuratorzy muszą informować swych przełożonych. Ci zaś mogą zgłosić sprzeciw, jeżeli uznają, że przeszkadza to w pełnieniu obowiązków, przynosi ujmę godności urzędu lub osłabia zaufanie do bezstronności.

Według Stowarzyszenia semantyczna wykładnia tego przepisu nie daje podstaw do twierdzenia, że każda pozazawodowa aktywność prokuratora podlega kontroli przełożonego. Partykuła przecząca „ani” łączy bowiem inne zajęcie ze sposobem zarobkowania.  Zakaz dotyczy zatem "innego zajęcia o charakterze zarobkowym i sposobu zarobkowania". Dlatego zdaniem Stowarzyszenia powinnością prokuratora jest zgłoszenie tylko zajęć o charakterze zarobkowym.

W związku z tym RPO poprosił Bogdana Święczkowskiego o stanowisko.

Dlaczego prokuratorzy nie mogli prowadzić zajęć Tygodnia Konstytucyjnego 

Rzecznik wystąpił także do Prokuratura Okręgowego Warszawa-Praga Łukasza Osińskiego, który zgłosił sprzeciw wobec udziału trojga podległych mu prokuratorów w VI edycji Tygodnia Konstytucyjnego, zorganizowanego w listopadzie 2018 r. przez Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy. Uzasadnił on, że uczestnictwo w tej akcji stanowi przejaw politycznego zaangażowania mającego osłabiać zaufanie do bezstronności prokuratora.

RPO poprosił prokuratora o wskazanie przyczyn sprzeciwu. W ocenie Rzecznika jego negatywnym efektem może być wywołanie wśród prokuratorów tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na wywołaniu w nich obaw związanych z zaangażowaniem się w akcje edukacyjne dotyczące  wymiaru sprawiedliwości.

Zdaniem Stowarzyszenia  „Lex Super Omnia” wadliwa interpretacja Prawa o prokuraturze doprowadziła do naruszenia w ten sposób  praw i wolności obywatelskich prokuratorów. Rzecznik podkreśla, że akcja miała charakter edukacyjny, a jej uczestnicy - przedstawiciele różnych profesji prawniczych - brali w niej udział w celu społecznym.

VII.613.22.2018, VII.564.77.2018

RPO pyta o udział KRRiT w powoływaniu władz mediów publicznych – zgodnie z wyrokiem TK

Data: 2019-01-23
  • O obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP wciąż decyduje Rada Mediów Narodowych z pominięciem konstytucyjnego organu, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • Dzieje się tak mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w 2016 r. uznał za niekonstytucyjne pozbawienie KRRiT udziału w powoływaniu i odwoływaniu władz TVP i Polskiego Radia - na rzecz nowej instytucji, RMN
  • Rzecznik kolejny raz pyta wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego o nowelizację przepisów w związku z tym wyrokiem 
  • Wcześniej minister zapowiadał, że odpowiednie rozwiązania powinny być gotowe do końca 2018 r. 

W piśmie Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że w „Wiadomościach” TVP  14 stycznia 2019 r. – w dzień śmierci prezydenta Gdańska Pana Pawła Adamowicza -  w materiale dotyczącym  „mowy nienawiści” ze strony polityków przytoczono jedynie wypowiedzi polityków opozycji. Pominięto zaś przypadki, gdy to przedstawiciele obecnie rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi.

Rzecznik przypomniał, jak ważnym elementem poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji, a więc do sfery opiniotwórczej (pluralizm wewnętrzny).

W związku z tym Adam Bodnar ponownie zwrócił się do wicepremiera-ministra Piotra Glińskiego o informację, czy w resorcie podjęto działania zmierzające do nowelizacji przepisów ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o Radzie Mediów Narodowych w związku z wyrokiem TK z 13 grudnia 2016 r., wydanym z wniosku RPO (sygn. K 13/16).

13 lipca 2018 r. minister Glińskiego zapowiedział, że jego resort  we współpracy z KRRiT rozważa możliwe rozwiązania dotyczące powoływania i odwoływania organów jednostek publicznej radiofonii i telewizji, które zapewnią zgodność ustaw o rtv i o RMN z Konstytucją. Według ministra rozwiązania miały być przygotowane do końca 2018 r.

Adam Bodnar zaskarżył do TK tzw. małą ustawę medialną z 30 grudnia 2015 r., która wyłączyła KRRiT z procesu powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Wskazał, że naruszyła ona konstytucyjne gwarancje wolności słowa i wolności mediów, podporządkowując publiczne radio i telewizję bezpośrednio rządowi oraz ignorując konstytucyjną rolę KRRiT. W wyroku Trybunał uznał m.in., że niekonstytucyjne jest całkowite wyłączenie udziału KRRiT z procedury obsadzania organów spółek publicznej radiofonii i telewizji.

W związku z wyrokiem konieczna jest zmiana przepisów i włączenie KRRiT w procedury powoływania i odwoływania władz mediów publicznych. Na taką koniecznośc Rzecznik wskazywał w kilku pismach kierowanych do ministra Piotra Glińskiego od poczatków 2017 r. Podkreślał, że wyrok TK powinien być przedmiotem starannej analizy organów odpowiedzialnych za podejmowanie inicjatywy legislacyjnej. Wykonywanie wyroków Trybunału jest bowiem obowiązkiem o charakterze publicznoprawnym. 

VII.603.1.2016

TK: przepisy ustawy o IPN o „ukraińskich nacjonalistach” - niekonstytucyjne

Data: 2019-01-17
  • Zwrot „ukraińscy nacjonaliści” z ustawy o IPN, która wprowadziła karalność zaprzeczania ich zbrodni, jest niekonstytucyjny jako nieokreślony
  • Orzekł tak Trybunał Konstytucyjny z wniosku prezydenta Andrzeja Dudy wobec nowelizacji ustawy o IPN ze stycznia 2018 r.
  • Przepis o zbrodniach „ukraińskich nacjonalistów” z lat 1925-1950 może negatywnie wpłynąć na relacje polsko-ukraińskie – uznał Rzecznik Praw Obywatelskich w stanowisku dla TK 

Zapisy nowelizacji i reakcje na nią

Uchwalona w styczniu 2018 r. nowelizacja wprowadziła do ustawy o IPN nowe przestępstwa. Do 3 lat pozbawienia wolności miało grozić każdemu (także cudzoziemcowi spoza Polski), kto publicznie i wbrew faktom przypisuje "Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu" odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką (art. 55a). Odpowiedzialności miała nie podlega działalność artystyczna i naukowa.

Ponadto ustawa wprowadziła taką samą karalność zaprzeczania zbrodni „ukraińskich nacjonalistów” z lat 1925-1950, popełnionych m.in. w kolaboracji z III Rzeszą. Chodzi m.in.. o - jak głosi nowela - eksterminację ludności żydowskiej oraz ludobójstwo na obywatelach II Rzeczypospolitej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (nie zauważono, że obywatelami II RP byli Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Niemcy, Białorusini  i przedstawiciele innych narodowości).

Nowelizacja wywołała protesty w Polsce i na całym świecie jako rodząca zagrożenie dla relacji Ocalałych z Holokaustu, wolności słowa i badań naukowych. Krytycznie odniosły się do niej władze Izraela; rozczarowanie wyrażał sekretarz stanu USA. Zaniepokojone były też władze Ukrainy.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę oraz wniósł do TK o zbadanie jej konstytucyjności. 

Do sprawy w TK przyłączył się RPO. Wskazywał, że ustawa może mieć „mrożący skutek” dla debaty publicznej i rodzić autocenzurę wśród dziennikarzy. Miał też wątpliwości, czy nowela doprowadzi do ograniczenia nieprawdziwych zwrotów typu  „polskie obozy śmierci”. Bo to nie sądy są od rozstrzygania sporów historycznych.

W związku z wycofaniem w czerwcu 2018 r. przez Sejm artykułów ustawy o karalności przypisywania „Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu" odpowiedzialności za zbrodnie III  Rzeszy, TK umorzył ten wątek sprawy. Zbadał zaś wątek karalności zaprzeczenia zbrodni „ukraińskich nacjonalistów”.

RPO kwestionował także przepisy o „ukraińskich  nacjonalistach”

RPO wniósł o uznanie zaskarżonych przepisów za niezgodne z Konstytucją. W stanowisku dla TK uznał, że nie da się precyzyjne określić, za jakie wypowiedzi będzie można być skazanym. Rzecznik podzielił pogląd prezydenta, iż z jednej strony nie jest możliwe jednoznaczne zdefiniowanie pojęcia „ukraińskiego nacjonalisty”, z drugiej zaś nie jest możliwe dokładne określenie, na gruncie tych przepisów, granic geograficznych Małopolski Wschodniej.

Poważne wątpliwości RPO budzi także objęcie tym przepisem lat 1925-1950.  Celem ustawodawcy była karalność wypowiedzi dotyczących masowej eksterminacji ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich w okresie 1943-1944 r., na terenie b. województwa wołyńskiego. Z kolei okres stalinowski, w dużej mierze przypadający na czas przed 1950 r., to  czas akcji „Wisła”, która dotknęła ukraińską ludność cywilną .

Trudno jest zdefiniować pojęcie „ukraińscy nacjonaliści”, które nie zostało powiązane z żadną konkretną formacją polityczną. Istnieje więc możliwość rozciągania go na znaczną część ludności ukraińskojęzycznej.  Stwarza to ryzyko utrudniania dyskusji o historii najnowszej, co może wywrzeć negatywny wpływ na relacje polsko-ukraińskie.

Rozstrzygnięcie TK

17 stycznia 2019 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy w zakwestionowanym zakresie są niezgodne z wywodzoną z art. 2 Konstytucji zasadą określoności przepisów prawa oraz z art. 42 ust. 1 Konstytucji, wyrażającym zasadę, że zakaz albo nakaz obwarowany sankcją karną powinien być sformułowany w sposób precyzyjny i ścisły.

Trybunał stwierdził, że użyte w ustawie o IPN pojęcia „ukraińscy nacjonaliści” oraz „Małopolska Wschodnia” nie zostały zdefiniowane przez ustawodawcę. Jest to o tyle istotne, że zakwestionowane przepisy są ściśle powiązane z przepisem zawierającym normę karną. Dlatego w ocenie Trybunału zachodziło uzasadnione przypuszczenie, że organa ścigania i sądy mogłyby mieć poważne problemy z ustaleniem zakresu odpowiedzialności karnej.

Trybunał zwrócił uwagę, że nie da się jednoznacznie zrekonstruować znaczenia obu tych pojęć ani na podstawie aktów normatywnych z okresu II Rzeczypospolitej, ani obowiązującego ustawodawstwa. Także w języku powszechnym pojęcia te nie wywołują jednoznacznych, bezspornych konotacji.

Komunikat TK podkreśla, że przepisy te nadal pozostają w systemie prawnym, ale bez zwrotów uznanych za niekonstytucyjne. Ustawodawca powinien podjąć działania zmierzające do stosownej modyfikacji redakcyjnej tych przepisów - dodano.

VII.564.9.2018

Materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci Pawła Adamowicza - jednostronny. RPO pisze do prezesa TVP

Data: 2019-01-16
  • Materiał „Wiadomości” TVP z dnia śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza był całkowicie jednostronny; nie uwzględniał niezbędnej w pracy dziennikarskiej zasady pluralizmu
  • RPO pyta prezesa TVP, dlaczego materiał o „mowie nienawiści” ze strony polityków pomijał przypadki, gdy to przedstawiciele dziś rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi
  • Ponadto w TVP sugerowano, że część odpowiedzialności za nieodpowiednie zabezpieczenie koncertu, gdzie zaatakowano Pawła Adamowicza, może ponosić prezes WOŚP Jerzy Owsiak

- Następstwa braku pluralizmu w mediach publicznych są bardzo groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ bezpośrednio przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie – napisał Adam Bodnar do prezesa TVP Jacka Kurskiego.

Wystąpienie dotyczy wyemitowanego w „Wiadomościach” 14 stycznia 2019 r. materiału dotyczącego zjawiska "mowy nienawiści" ze strony polityków. W programie tym przytoczono jedynie wypowiedzi polityków opozycji, pomijając przypadki, gdy to przedstawiciele obecnie rządzących partii politycznych przekraczali granice swobody wypowiedzi.

Szef „Wiadomości” i Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski informował, że materiał prezentował „przykłady najbardziej drastycznych wypowiedzi polityków, wzywające wprost do stosowania przemocy fizycznej”. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego w materiale nie pojawiły się wypowiedzi polityków partii rządzących. Taki sposób przedstawienia problemu mowy nienawiści został skrytykowany przez wielu obywateli, w tym dziennikarzy i internautów – podkreślił Rzecznik.

W związku z tym Rzecznik zwraca uwagę prezesa TVP na konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych, których ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze. Zasada ta nie odnosi się wyłącznie do pluralizmu własności mediów (tzw. pluralizm zewnętrzny), ale również do różnorodności przekazywanych informacji (pluralizm wewnętrzny).

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.  Art. 54 Konstytucji zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Wolności te odnoszą się zarówno do mediów prywatnych, jak i do publicznej radiofonii i telewizji. Media publiczne stanowić powinny instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu społecznego. Aby tę  funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu – wskazuje Rzecznik.

Powołał się także na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, który stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, obejmującym wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.

W orzecznictwie dotyczącym tego przepisu Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie stwierdza, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. Prasa ma za zadanie przekazywanie informacji i idei, a społeczeństwo ma prawo do ich otrzymywania.

Na konieczność przedstawiania przez media publiczne zróżnicowanych informacji i poglądów wskazano np. w wyroku ETPCz z 17 września 2009 r. w sprawie Manole i in. przeciwko Mołdawii (skarga 13936/02). Wynika z niego obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania swojej pracy bez nacisków. Powinny one powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej wyrażona została zasada pluralizmu. Na potrzebę ochrony pluralizmu zwróciła także uwagę Komisja Europejska w analizie opracowanej w styczniu 2007 r. Zgodnie z nią pluralizm wymaga dbania o różnorodność geopolityczną i kulturową. Oznacza to konieczność przedstawiania zróżnicowanych poglądów, ujęć i wieloaspektowego ukazywania spraw w celu realizacji tzw. „communication right” odbiorcy, dającego mu prawo do uzyskania pełnej, uczciwej informacji oraz możliwość usłyszenia i porównania wielu opinii.

Rzecznik zwrócił się do prezesa TVP o wyjaśnienia w sprawie. W szczególności poprosił o wyjaśnienie, dlaczego materiał „Wiadomości” był całkowicie jednostronny, bez uwzględnienia niezbędnej w pracy dziennikarskiej zasady pluralizmu.

VII.564.6.2019

Rzecznik prosi KRRiT o zbadanie sprawy „plastusi” TVP Info

Data: 2019-01-16
  • Stawianie przez państwową TV niczym nie popartego zarzutu defraudowania pieniędzy, zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, jest niepokojące
  • Audycja TVP mogła mieć też wydźwięk antysemicki
  • Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety przyzwalać na mowę nienawiści w dyskursie publicznym
  • RPO zwrócił się do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie sprawy i podjęcie działań przewidzianych prawem

Tuż przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy telewizja publiczna nadała satyryczną animację, w której wystąpiły plastelinowe postacie prezesa WOŚP Jerzego Owsiaka oraz byłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Autorzy animacji sugerowali, że pieniądze zebrane podczas WOŚP przekazywane są politykom. Zarzucanie bez żadnych dowodów defraudacji pieniędzy zebranych podczas jednej z największych w Polsce akcji charytatywnych, w którą zaangażowana jest co roku ogromna liczba ludzi, musi budzić ogromny niepokój.

Na jednym z banknotów umieszczona została gwiazda Dawida - możliwy antysemicki wydźwięk animacji budzić musi wątpliwości.

- Opublikowanie tej animacji w mediach publicznych może niestety budować przekaz przyzwolenia na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym – podkreśla Rzecznik.

Rzecznik w pełni uznaje znaczenie wolności słowa i wypowiedzi jako jednej z podstawowych wolności w społeczeństwie obywatelskim i demokratycznym państwie prawnym. W treści art. 54 Konstytucji mieści się prawo do wypowiedzi o charakterze satyrycznym i karykaturalnym, które ze swej natury charakteryzują się przesadą i ironią. Oczywiste jest również prawo do formułowania krytycznych ocen działalności osób publicznych i wyrażanie ich także za pomocą ostrych środków.

Granice satyry

W orzecznictwie sądów przyjmuje się, że wprawdzie satyryczna forma wypowiedzi pozwala na użycie bardziej dosadnych środków wyrazów, jednak nie może być wykorzystywana do krytyki w sposób, który narusza dobra osobiste krytykowanego. W ocenie Sądu Najwyższego satyryczny charakter utworu stanowi istotną, ale niewystarczającą przesłankę wyłączenia bezprawności działania autora, ponieważ w utworach o takim charakterze możliwy jest także przekroczenie jej dopuszczalnych granic (tzw. eksces satyry).

Obowiązki mediów publicznych

Zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji (art. 18) audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

Szczególne obowiązki spoczywają tu na mediach publicznych , których programy zgodnie z art. 21 ust. pkt 5a u.r.t. powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

VII.564.5.2019 

RPO pyta prezesa NBP o niewpuszczenie dziennikarzy na konferencję prasową

Data: 2019-01-11
  • Dziennikarze „Gazety Wyborczej” nie zostali wpuszczeni w grudniu 2018 r. na konferencję prasową w Narodowym Banku Polskim, po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej
  • Mieli oni nie zostać skutecznie powiadomieni o konieczności akredytacji
  • Nie było to jednak dotychczasową praktyką podczas tych konferencji organizowanych przez NBP

RPO poprosił  prezesa NBP Adama Glapińskiego o wyjaśnienia w tej sprawie.

Brak możliwości udziału w konferencji prasowej był przeszkodą do zadania przez dziennikarzy pytań w sprawach istotnych z punktu widzenia opinii publicznej. Dlatego może zostać uznany za naruszenie wyrażonej w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Rzecznik przypomina, że art. 2 ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe stanowi, że organy państwowe zgodnie z Konstytucją stwarzają prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji i  zadań. Zgodnie zaś z art. 1 tej ustawy prasa korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej.

VII.564.75.2018

Sesja 40: Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne (BLOK A)

Data: 2018-12-15
  • Rok wyborczy będzie dla mediów bardzo trudny  
  • Media są podzielone i nie ma już takich, które spełniałyby funkcję głównego nurtu
  • W idealnym świecie taką rolę mogłyby pełnić media publiczne, ale w Polsce ich nie ma. Obywatele muszą wyciągać z tego wnioski

Media są podzielone, jak i my wszyscy. Tkwimy w „bańkach informacyjnych”, które mogą wpłynąć na przyszły kształt demokracji jako takiej. Czy wybory w Polsce w 2019 r. będą uczciwe? Mówiono o tym podczas panelu poświęconego wyborom, wolności wypowiedzi i mediom publicznym.

Według raportu Freedom House „The Assault on Press Freedom in Poland” w Polsce wolność słowa jest poważnie zagrożona. Ma to związek z sytuacją mediów publicznych oraz nierównowagą sił, jeśli chodzi o wsparcie publiczne (budżety reklamowe spółek Skarbu Państwa) dla różnych rodzajów mediów. Powstaje pytanie, czy obecna sytuacja medialna może mieć wpływ na przebieg wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Sejmu i Senatu? Czy krytyka niektórych portali internetowych, tytułów prasowych oraz telewizji ze strony przedstawicieli władzy może ograniczać przestrzeń do debaty publicznej?

Panelistami byli: 

  • Jan Ordyński, Towarzystwo Dziennikarskie
  • Ewa Hołuszko, działaczka opozycji w PRL, Stowarzyszenie Wolnego Słowa 
  • Karolina Wigura, szefowa Obserwatorium Debaty Publicznej "Kultury Liberalnej", adiunktka w Instytucie Socjologii UW

Relacja na gorąco:

Ewa Hołuszko:  Dziś już nie trzeba cenzury, takiej jak za PRL, aby kontrolować media. Wystarczą działania  ekonomiczne i polityczne. Media publiczne zostały zawłaszczone przez jedną stronę, choć jest faktem,  że i za poprzednich rządów były takie próby. Po objęciu rządów przez PiS „Gazeta Polska Codziennie” odnotowała 256 proc. wzrostu dochodów z reklam; najwięcej straciła Agora. A przecież biznes pójdzie tam, gdzie może zaistnieć. To, co robi obóz rządzący, jest „madziaryzacją”, tam państwo przejęło wszystkie media. Myślę jednak, że wolność słowa zwycięży.

Naprawdę uczciwych wyborów nie dla się w Polsce przeprowadzić, bo wyborcy są w swoich „bańkach informacyjnych” i nie ma przypływu informacji między nimi.

Karolina Wigura:  Jeden z prezydenckich ministrów powiedział, że „skoro TVN prowadzi hejt elit wobec ludu, to TVP ma hejt ludowy wobec elit”, co uznał za przejaw pluralizmu. Jednocześnie zapowiedział, że „jeszcze zrobią polskie BBC”. Ale przecież polskiego BBC nie da się już zrobić, nawet gdyby ktoś tego chciał.

Zamiast o mediach publicznych, mówmy o mediach w Polsce. Dziś nie ma żadnej debaty w mediach, bo one się spolaryzowały, czego nie można mylić z pluralizacją - a rozmawiają ze sobą tylko ludzie podobni. Te „bańki komunikacyjne” ze sobą nie rozmawiają, co nie jest tylko polską specyfiką. Tymczasem w mediach społecznościowych naprawdę panuje wolny rynek. To, jak sobie dane ugrupowanie sobie w nich radzi, wynika tylko z umiejętności tych działań. Tego nie da się zmonopolizować.

A zatem PiS nie może zdominować przekazu medialnego. Pytanie, czy mówienie przez obie strony tylko do przekonanych, przyniesie nam lepszą demokrację? Wątpię. To może nam przynieść np. ruch sfrustrowanych ludzi typu „żółte kamizelki”, jak we Francji.

Jeśli mówimy o „bańkach informacyjnych”, to nigdzie na świecie nie odbywałyby się już w pełni uczciwe wybory. Skoro rożne grupy społeczne słuchają różnych mediów, to jak pojutrze będzie wyglądał system polityczny?  Czy np. przetrwa system partyjny? Skoro dziś każdy w internecie ma równy głos, to nie może to nie wpłynąć na rodzaj demokracji.

Czy ktoś z Państwa ostatnio poprosił kogoś, z kim się absolutnie nie zgadza, o opinię w jakiejś sprawie i jeszcze potem za nią podziękował? (Podniosło się kilka rąk). To świetnie. Ale generalnie media  społecznościowe sprawiają, że nikt nie jest na coś takiego gotowy.

Jan Ordyński: Dziennikarze mediów publicznych, np. Polskiego Radia mają dziś włączony ”bezpiecznik”, aby się nie narażać. Bo mają dzieci, kredyty. To zmusza ich do ostrożności, by nie powiedzieć - autocenzury. Jednocześnie starają się nie stracić twarzy. Gdy zakazano w Polskim Radiu podawania informacji o wielkiej demonstracji opozycji, dwie dziennikarki po prostu wyszły z pracy. Do Polskiego Radia 24 zaprasza się wyłącznie polityków partii rządzącej i trudno odróżnić gościa od dziennikarza. Świat jest jaki jest i można różne rzeczy robić delikatnie skalpelem, a można też i siekierą i do tego tępą.

Moim zdaniem grubsze fałszerstwo wyborcze jest w Polsce niemożliwe, Nikt przecież nie zgłosił poważniejszych zarzutów wobec wyborów  samorządowych. Nie jesteśmy jednak na tym etapie działań antydemokratycznych, np. nie zmieniono ordynacji wyborczej. 

Najważniejsze głosy w dyskusji

„Czy w ogóle media publiczne w Polsce mają jeszcze sens; przecież one mogłyby właśnie rozbijać te bańki”.

„Wybory w 2019 mogą nie być demokratyczne, liczyłem, że coś więcej usłyszę na ten temat”

„Upartyjnienie mediów publicznych zawsze w Polsce występowało. Czy dziś nie ma to jednak większego wpływu niż kiedyś, bo internet bez mediów publicznych nie funkcjonuje. Fake newsy nakręcają internet dopiero wtedy, gdy zostaną zacytowane przez media publiczne”.

„W Sejmie są posłowie zasiadający w nim już od siedmiu kadencji, którzy zmieniają kluby i partie polityczne. A ani TVP, ani TVN nie podają pełnej prawdy. Szkoda, że nie mamy polskiego BBC”.

„Nie mówimy w ogóle o mediach lokalnych, które są daleko i są biedne, w odróżnieniu od centralnych. Sytuacja tych mediów jest dramatyczna, a internet nie wystarcza”.

„Szkoda, że w Warszawie przetrwała poprzednia ekipa, która nie dbała o ludzi wyrzucanych z domów”.

„Potrzebna jest edukacja obywatelska z prawdziwego zdarzenia”

Konkluzje

Wybory w 2019 r. będą miały charakter plebiscytu. W użyciu będzie ciężka artyleria.

Dziś nie ma już mainstreamu w mediach. W idealnym państwie byłyby nim media publiczne. Ale nawet i one nie uchroniły Wlk. Brytanii przed „Brexitem”

Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy

Data: 2018-12-15
  • Presja ze strony władz – m.in. ekonomiczna i prawna – utrudnia dziś spełnianie przez media ich roli.
  • A bezpieczeństwo dziennikarzy pod każdym względem to gwarancja, że będziemy mieli rzetelną informację w erze „fake newsów”.

Dziennikarze odgrywają kluczową rolę w funkcjonowaniu nowoczesnych demokracji. Rzetelne dziennikarstwo jest w stanie doprowadzić do odkrycia nadużyć władzy, przestępstw korupcji czy naruszeń praw człowieka. Jednocześnie dziennikarze narażeni są na coraz większe niebezpieczeństwa w swojej pracy. Codzienne ataki personalne, polaryzacja debaty publicznej, trudne relacje z politykami, presja ze strony prokuratury na ujawnienie źródeł informacji – to wszystko staje się codziennością w pracy dziennikarskiej. Niestety wiąże się z tym także zagrożenie bezpieczeństwa osobistego, czego przykładem jest zabójstwo Jana Kuciaka, słowackiego dziennikarza.

Celem panelu było zastanowienie się, jakie są współczesne metody zapewnienia większego bezpieczeństwa dziennikarzom, szczególnie tym, którzy narażeni są na szykanowanie ze względu na rodzaj wykonywanej pracy. 

Warsztat zorganizowano we współpracy OSCE oraz Press Club 

Panelistami byli

  • Dominika Bychawska-Siniarska - członkini zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, koordynator projektów
  • Jarosław Włodarczyk - dziennikarz, sekretarz generalny International Association of Press Clubs, członek rady Press Club Polska
  • Deniz Yazici – przedstawicielka Departamentu Wolności Mediów OSCE/ODIHR 
  • Oleksandra Matviichuk - przewodnicząca Centrum Wolności Obywatelskich
  • Grzegorz Rzeczkowski - dziennikarz śledczy „Polityki”, wykładowca Collegium Civitas.

Relacja na gorąco:

Dominika Bychawska-Siniarska: Bezpieczeństwo dziennikarzy to nie tylko bezpieczeństwo fizyczne, ale i bezpieczeństwo prawne w przypadku prób ich zatrzymywania czy ścigania. To też agresja werbalna, którą można dziś obserwować w Polsce - zarówno ze strony polityków, i niestety  także ze strony innych dziennikarzy. Nie ma prawie dnia, aby jakieś polskie media nie informowały nas o wytaczanych im sprawach cywilnych lub karnych przez różne władze.

Deniz Yazici: Bezpieczeństwo prawne ma zasadnicze znaczenie, zwłaszcza w sytuacji zorganizowanych akcji przeciw dziennikarzom.

Dużym zagrożeniem jest przemoc fizyczna. A w tym roku  było najwięcej zabitych dziennikarzy OBWE w ostatnich latach. Inne wyzwania to sankcje karne za wypowiedzi dziennikarzy na dany temat lub też presja ekonomiczna. Są też zagrożenia technologiczne. Kobiety-dziennikarki są narażone na przemoc seksualną. Wszystko to utrudnia wykonywanie dziennikarskich obowiązków. 

W 9 przypadkach na 10 sprawcy przestępstw wobec dziennikarzy nie są zatrzymywani.

Oleksandra Matviichuk: Nasze centrum udziela pomocy w sprawach  oskarżanych i atakowanych dziennikarzy, jak i innymi osobami, których prawa były lub są łamane. Uczymy także dziennikarzy  kwestii etycznych oraz zasad obsługi dziennikarskiej wojny na wschodzie Ukrainy, gdzie ich życie może być zagrożone  - nalepka „Press” to cel dla snajperów. Muszą np. zgłaszać codziennie miejsce swego pobytu i trasę przejazdów. Ważne jest też bezpieczeństwo psychologiczne. Ok. 80 dziennikarzy było zatrzymanych na wschodzie Ukrainy. Dla ukraińskich dziennikarzy nie ma tam żadnej ochrony, byli bici i torturowani. Nie mamy żadnej możliwości pomocy niezależnym dziennikarzom na Krymie czy ludziom zamieszczającym informacje w mediach społecznościowych. Potrzebujemy międzynarodowej solidarności w takich przypadkach.

Jarosław Włodarczyk: Tylko od 6 do 10 proc. ludzi na świecie żyje w państwach, gdzie jest wolność słowa. Wielu ludzi w ogóle nie rozumie potrzeby ochrony zawodu dziennikarza. Kim jest zaś dziennikarz? Zgodnie z definicją z USA, dziennikarzem jest ten, kto ma nad sobą redaktora, który mu zleca pracę i z kim może się skonfrontować. Nie jest nim zatem np. bloger.

Sytuacja dziennikarzy jest coraz gorsza. Zwiększają się naciski na nich. Coraz częściej trafiają do więzień (w Turcji jest ich dziś 68). Zwiększa się liczba dziennikarzy oskarżanych przez państwo, np. o naruszanie jego interesów. Ataki fizyczne to wierzchołek góry lodowej. Główny problem to brak pieniędzy redakcji, a freelancerzy nie mają ochrony redakcji.                   

Bezpieczeństwo dziennikarzy to gwarancja, że będziemy mieli rzetelną informację. Ale w tym zawiera się także dostawanie przez nich terminowo zapłaty za swą pracę.

Zawód traci też prestiż, m.in. wskutek błędów dziennikarskich. Ale fake newsy, które niszczą społeczeństwa, uświadamiają, że trzeba znaleźć wiarygodne źródła informacji. Społeczeństwa, np. w USA, coraz częściej rozumieją że trzeba inwestować w media, bo inaczej staniemy się ślepi i głusi.

W Polsce od 3 lat dziennikarze mają problem z dostępem do informacji, a ministrowie nie chcą nawet odpowiadać na pytania. Od 30 lat nie wypracowano standardów wydawania publicznych środków na media w postaci reklam skarbu państwa. Powinno to być  pluralistyczne. Tymczasem kiedy rządzą liberałowie,  to reklam nie dostają media konserwatywne – a jak rządzi PiS, od reklam odcięte są media liberalne.

Polscy politycy coraz częściej korzystają z możliwości doniesień do prokuratury za niekorzystne o nich artykuły, zamiast sięgać po pozew cywilny. Bo doniesienie ich nic nie kosztuje, a za działania prokuratury płacą podatnicy.

Grzegorz Rzeczkowski:  Bezprecedensowa jest presja ze strony władz w celu zaniechania mediów do zbytniego interesowania się tym, co robi władza. W rankingu „Reporterów Bez Granic” Polska spadła o 40 miejsc od czasów rządów PiS.

Trzy rodzaje presji:

  • Ekonomiczna. Z „Polityki” odpłynęły reklamy spółek Skarnu Państwa. Na stacjach „Orlenu” widzi się najpierw całe strony tytułowe pism sympatyzujących z władzą; inne są wykładane tak, że widać tylko grzbiet okładki  
  • Prawna. Żądanie sprostowania jest najdelikatniejszą formą tej presji. Nawet jedno ze stowarzyszeń dziennikarskich pozwało redakcję, co jest zupełnym postawienie sprawy na głowie,
  • Informacyjna. Wysłanie mejla o informację, to jak wołanie na pustyni, to nie działa. Wyjściem jest powoływanie się na ustawę o dostępie do informacji publicznej. Wtedy jednak odpowiedź przychodzi nawet po 30 dniach i nie zawiera zazwyczaj nic konkretnego. Wiele instytucji nie ma w ogóle rzecznika prasowego.

Niektóre media obraźliwie nazywa się „polskojęzycznymi”. W sferze publicznej wolno dziś atakować dziennikarzy, bo wiadomo, że nikt się za nimi nie wstawi.

Najważniejsze głosy w dyskusji

„Za obecną sytuację w jakimś stopniu odpowiada także samo środowisko”.

„Na studiach dziennikarskich nie mówi  się o bezpieczeństwie prawnym dziennikarzy”.

„Jak zachęcić polskie społeczeństwo, aby doceniło wagę dziennikarstwa?”

„W małym mieście w Szwecji wychodzą dwa poważne dzienniki; dlaczego nie jest to możliwe w Polsce”

„Z uwagi na argument bezpieczeństwa w kontekście ataków seksualnych kobiety są rugowane z mediów; mają też problemy w redakcjach z pisaniem o sprawach kobiet”

Konkluzje

Potrzebna jest większa solidarność środowiska dziennikarskiego

Dziennikarstwo w Polsce jest bardzo podzielone nie tylko politycznie, ale także pokoleniowo i pod innymi wieloma względami  

Warto rozważyć szkolenia dla dziennikarzy w kwestii bezpieczeństwa prawnego, które mogłyby organizować ngo-sy.

Sesja 29: Kontrowersje wokół ustawy o IPN – lekcja na przyszłość (BLOK B)

Data: 2018-12-15
  • Ustawa o IPN przyniosła Polsce ogromne szkody. Stało się to w dużej mierze dlatego, że była przyjmowana w sposób nieprawidłowy, więc wszystkich konsekwencji rządzący nie zdołali sobie uświadomić
  • Ustawa (nawet w wersji po zmianach) jest groźna dla lokalnych aktywistów i nauczycieli
  • Bezmiar niewiedzy i uprzedzeń antysemickich, jaki ujawnił się w czasie debaty  ustawie, jest wyzwaniem dla wszystkich

Już sam tytuł panelu w pewnym zakresie tłumaczy, dlaczego znalazł się on w programie II Kongresu Praw Obywatelskich. Gdyby ustawa o IPN była klarowna, prosta i oczywista, zgodna w każdym swoim artykule z ustawą zasadniczą i odpowiadająca oczekiwaniom społecznym, nie było by KONTROWERSJI, a tak… spotykamy się, dyskutujemy i próbujemy znaleźć odpowiedzi na masę pytań…

Przyjęcie na początku 2018 r. ustawy o IPN wywołało dyplomatyczną burzę na linii Polska – Izrael oraz USA, a także Polska – Ukraina. Ustawa została podpisana a nastepinie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez Prezydenta, a następnie zmieniona (w ciągu jednego dnia) przez Parlament. Pozornie wydaje się, że główne niebezpieczeństwa związane z ustawą zostały wyeliminowane. Natomiast warto pamiętać, że wciąż obowiązują przepisy, które mogą powodować odpowiedzialność karną historyków czy innych osób w kontekście badań nad relacjami polsko-ukraińskimi. Obowiązują także przepisy pozwalające na odpowiedzialność cywilnoprawną osób, które dopuszczają się znieważania Narodu Polskiego.

Celem panelu była refleksja, jakie wnioski można wyciągnąć z kryzysu dotyczącego ustawy o IPN, czy ustawa powinna pozostać niezmieniona w aktualnym kształcie, jakie może ona rodzić niebezpieczeństwa w kontekście praktyki polskiego życia publicznego? Wreszcie – czy możliwe jest pogodzenie wolności słowa z tzw. ustawami o pamięci (memory laws)?

W panelu wzięli udział:

  • dr Aleksandra Gliszczynska-Grabias, Centrum Praw Człowieka Polskiej Akademii Nauk Poznań
  • prof. Grzeogorz Motyka, Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk
  • Zuzanna Radzik, Forum Dialogu
  • dr Bartłomiej Nowak, Vistula University
  • Agnieszka Markiewicz, American Jewish Committee
  • Moderator: Stanisław Trociuk ZRPO

Prof. Grzegorz Motyka:  Ustawa (art. 55 a) mówił o ściganiu i karaniu osób za pomawianie Narodu Polskiego za zbrodnie Holokaustu oraz negowanie zbrodni nacjonalistów ukraińskich. Zbrodnie te miały być popełnione w latach 1925 – 1950. Nikt nie wie skąd wzięła się ta cezura. Nie ma to uzasadnienia w faktach historycznych. W „części ukraińskiej” ustawy  nie ma zwolnień dla artystów i historyków.  Negowanie zbrodni UPA zrównuje się tym samym z zamachem na ministra Pierackiego w 1931 r.

Te przepisy są martwe, ale możliwość użycia ich, żeby kogoś postawić w stan oskarżenia, istnieje.

Gdyby ta ustawa była procedowana w normalny sposób, czyli eksperci historyczni mogliby się wypowiedzieć, nie doszłoby do uchwalenia tej ustawy. Wydaje się, że obawa rzecznika Stanisława Trociuka, czy sąd jest właściwy do rozstrzygania prawdy historycznej – jest zasadna.

Dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias: Moim zdaniem uchwalenie tej ustawy w przeddzień Rocznicy Holokaustu było zamierzone.

Badam, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka widzi kwestię wolności słowa w relacjonowaniu zbrodni  nazistowskich oraz komunistycznych (stalinowskich).

Ustawodawca niewątpliwie wiedział, jakie oddziaływanie będzie miało uchwalenie tej ustawy i że jest ona niezgodna z przepisami międzynarodowymi. Ta ustawa jest straszakiem nie na wybitnych historyków, którym świat pomoże, ale na nauczycieli w małych miasteczkach, czy działaczy, którzy będą się bali poruszać zagadnienia, za które mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności.

Bartłomiej Nowak: Wróciłem właśnie ze USA i tego, co się nasłuchałem, nie da się obronić, właśnie w kontekście Holokaustu i ustawy o IPN – to oznacza, że ta sprawa urosła do ogromnych rozmiarów. Budowaliśmy ponad 30 lat swój dobry wizerunek, a zniszczyliśmy go w kilka chwil.

Moim zdaniem „odmrożenie” tej ustawy nastąpiło dlatego, że w tamtym czasie wybuchła afera o premiach dla członków rządu  i trzeba było ją czymś przykryć.

Nie dokonano należytej analizy, jak odebrana zostanie ta ustawa w Izraelu, USA czy na Ukrainie.

Mamy prawo o tym oczywiście rozmawiać, ale rozwiązanie to poszło w stronę krajów, które mają niechlubne przepisy w tym zakresie, czyli Rosji czy Turcji, a wcześniej byliśmy wzorem, jeżeli chodzi o prawodawstwo w tym zakresie.

Na szczęście ustawodawca wycofał się z najgorszych zapisów, ale niestety wymiar polityki zagranicznej bardzo na tym stracił.

Zuzanna Radzik: Jako fundacja szykowaliśmy się do obchodów 20-lecia istnienia i mieliśmy poczucie sukcesu. A kiedy uchwalona została w styczniu ustawa o IPN, widzimy, że my POLACY, nie umiemy i boimy się mówić o Żydach o naszych relacjach. I nie jest to problem wielkich miast, ale właśnie o małych miasteczkach.

Zgadzam się że ta ustawa straszy dyrektorów szkół, nauczycieli w środowiskach maleńkich miasteczek. Do wielu dotarło, że w Polsce wciąż jest antysemityzm. Niepokojące jest to jak wiele zła uruchomiła ta nowelizacja ustawy.

Należy wprowadzić edukację o stosunkach polsko-żydowskich, które są gorzko-słodkie. Jest niewątpliwie wielkie wyzwanie, ale uważam że czas podjąć reformę edukacji, żeby te relacje zaczęły być bardziej słodkie niż gorzkie.

Agnieszka Markiewicz:Mówi się, że 70-80% amerykańskich żydów ma korzenie w Polsce, a to oznacza, że Polska jest ważna w perspektywie środowisk żydowskich. Zabieraliśmy głos w sprawie nieużywania określenia „polskich obozów zagłady”, interweniowaliśmy New York Times.

Moim zdaniem ustawa o IPN pokazała bezmiar niewiedzy i pamięci o sytuacji żydów w holokauście.

Uchwalenie tej ustawy pokazało, że antysemityzm w Polsce jest ogromny i ustawodawca nie spodziewał się tak złego odbioru w Izraelu. Teraz staramy się relacje naprawiać i uważam, że należy odrobić pracę domową, ale mam tu na myśli również stronę żydowską. Pozytywne jest to, że o relacjach polsko-żydowskich i o antysemityzmie, na tle ustawy o IPN, mówimy dzisiaj na Kongresie Praw Obywatelskich.

Dyskusja:

  • „Co zrobić, żeby podobne ustawy nie były ekspresowo uchwalane?”

Agnieszka Markiewicz: Nie ma recepty – zawsze może się zdarzyć, że znowu wrócimy do tematu”

Aleksandra Gliszczyńska-Grabias: Nie jesteśmy w stanie w obecnej sytuacji politycznej zrobić niczego, co by nas zabezpieczyło. Gdyby Trybunał Konstytucyjny działał, jak trzeba, byłoby to jakieś zabezpieczenie, ale obecnie nawet tego nie ma.

Zuzanna Radzik: moim zdaniem te wszystkie treści krążą w Polsce od wielu (ok.30) lat, natomiast teraz Ci który od dziecka byli taką propagandą karmieni, teraz są dojrzali i tym językiem  mówią.

Prof. Grzegorz Motyka: Kiedy ustawa o IPN została uchwalona, mówiono, że prezydent Duda powinien ją zawetować. I pojawiły się głosy, że nie może przez to przegrać następne wybory. Oznacza to, że rządzący obawiają się że poglądy antysemickie mogą wpłynąć na wynik wyborów.

Prezydent uległ wpływowi „idziemy przez błoto”, wiemy że jest źle, ale nie wycofamy się bo nie możemy  pokazać słabości.

Każde państwo prowadzi politykę historyczną – wiele środowisk uważa, że polska stara się pokazywać wyłącznie dobre strony polskiej historii, przy okazji ustawy o IPN pokazało, że nie da się zrobić tego do końca.

Dr Bartłomiej Nowak: wypowiedzi ministrów po uchwaleniu ustawy o IPN były bardzo złe dla państwa polskiego. Krok wstecz zrobili po pierwsze ze względu na odbiór międzynarodowy, ale to, że opozycja uświadomiła rządzącym, że wchodzimy w spór z Izraelem i USA

Dr Dominika Kozłowska (redaktor naczelna „Znak”): Co jeszcze można zrobić, żeby w obszarze faktów dojść do wspólnego kanonu, którego będziemy nauczać w szkołach?”

Agnieszka Markiewicz: temat Holokaustu nigdy nie był  głównym tematem dyskursu w Polsce. Przecież Francuzi dopiero kilka lat temu zajęła ostateczne stanowisko do sytuacji francuskich żydów. To zależy od tego ile lat jeszcze Polacy potrzebują na zmierzenie się z tematem.

Zuzanna Radzik: może odarcie z narodowości pozwoliło by nam przyznać co się wydarzyło i jak się z tym zmierzyć

Stanisław Trociuk: Podsumowują – procedura uchwalania ustawy o IPN była nieprawidłowa, być może gdyby była poddana prawidłowej procedurze legislacyjnej byłby lepiej. Jest tu też pole dla Rzecznika do działania, zmierzające do poprawy tej ustawy.

Sesja 10: Warsztat: Komunikacja działań w zakresie praw człowieka z wykorzystaniem mediów społecznościowych i innych narzędzi (BLOK C)

Data: 2018-12-14
  • Istota przekazu to treść – a nie umiejętności techniczne
  • Prawa człowieka są czymś osobistym – musimy ludziom pokazać, jak to przekłada się na ich osobiste problemy.
  • Przekaz powinien być prosty. Kluczowe jest tworzenie ram komunikacyjnych (ang. frames)

Warsztat miał na celu przybliżenie działaczom i działaczkom organizacji pozarządowych oraz aktywistom i aktywistkom możliwości wykorzystania mediów społecznościowych (oraz innych narzędzi nowych technologii) do ich codziennej działalności oraz wypracowanie odpowiedzi na następujące pytania:

  • Jak z nich korzystać?
  • Czy jest to skuteczne?
  • Czy jesteśmy w stanie przekroczyć granice naszej „bańki internetowej”?
  • Jak łączyć wiedzę specjalistyczną z uproszczoną komunikacją?
  • Czy warto promować indywidualne profile internetowe ekspertów i ekspertek związanych z organizacją czy stawiać na promocję organizacji?
  • Jak walczyć z mową nienawiści, która bywa reakcją na komunikaty zamieszczane w mediach społecznościowych?

Próbę odpowiedzi na podjęli: zastępczyni Dyrektora Biura instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE Katarzyna Gardaphadze, dziennikarz LibertyEU Israel Butler oraz bloger I przedsiębiorca zajmujący się wspieraniem i inwestowaniem w projekty technologiczne Artur Kurasiński.

Katarzyna Gardaphadze mówiła, że jeżeli przekaz jest głównie negatywny, wywołuje to w ludziach zobojętnienie. W mediach społecznościowych widzimy głównie wiadomości negatywne. Problem leży w braku weryfikacji - nie szukamy czy informacja jest prawdziwa. Tworzymy w naszej bańce komunikacyjnej przekaz w gruncie rzeczy fałszywy.

Israel Butler podkreślił, że popularyzacja praw człowieka w UE nie jest zupełnie nową dziedziną, ale wymaga dużego nakładu sił. Wskazał również, że środkiem do realizacji tych celów są często materiały wizualne, które potwierdziły swoją skuteczność, lecz należy unikać długich komunikatów, które zniechęcają odbiorców.

Opisując działalność “Libierties “ wskazał na wage, jaką powinno się przykładać do spersonalizowanych sposobów komunikacji, min. memów, które stały się ważną częścią kultury popularnej.

Wśród interaktywnych metod panelista wymienił również komunikaty wideo – vlogi oraz relacje w mediach społecznościowych cechujące się wysoką skuteczność przekazywanych komunikatów.

Na pytanie o skuteczność komunikatu przedstawiciel LibertiesEU głosił potrzebę podsumowania ważnych kwestie w jednym zdaniu. Uproszczenie komunikatu to kwestia kluczowa w tego  typu relacji z odbiorcą.

Do tego niezbędne jest tworzenie ram komunikacyjnych (ang. frames) – to one zapadają w pamięci odbiorcy. Gdy dla przykładu Victor Orban stworzy taką ramę, to komunkat z niej wynikły jest na tyle silny, że odbiorca musi się dostosować. Rozwiązaniem tego problemu jest zdaniem dziennikarza niereagowanie na ataki. To powoduje bowiem odwrotny skutek. Zamiast tego należy tworzyc własne ramy. Zamiast mówić, że nie ma kryzysu migracyjnego – lepiej opowiadać swoja historię – o tym, że bycie Polakiem to wyciaganie ręki, żeby pomoc innym. Nie jest to kwestia braku podawania faktów, ale wiązanie ich z wartościami.

Prawa człowieka są czymś osobistym – musimy ludziom pokazać, jak to przekłada się na ich osobiste problemy.

Katarzyna Gardaphadze przedstawiła interaktywne metody komunikacji z odbiorcą inspirowane serią “Humans of New York”. Pracownicy ODIHR OBWE w specjalnych nagraniach dzielą się tym, jak istotne są prawa człowieka w ich życiu.

Podkreśliła też, że należy wychodzić z komunkatem poza powszechnie utrwalone schematy. Za przykład skutecznego i atrakcyjnego przekazywania treści może tu służyć  niedawny nowojorski fashionweek – gdzie jedna ze znanych marek odieżowych zamiast modelek do prezentacji swoich ubrań zaprosiła obronców praw człowieka.

Artur Kurasiński wskazał na wagę treści, które przekazujemy. Te treści, tak zwany “content” są rozpowszechnianane na platformach, które maja swoją specyficzną polityke. Ważne, abyśmy wiedzieli, kto te komunikaty wysyła. I czy wszysycy uzytkownicy mediów społecznościowych mają równe prawa w tym zakresie.

Jeżeli chcemy mieć demokrację w takim stopniu, jak mieliśmy – te platformy muszą być ograniczone, szczególnie Facebook i Google, które przez algorytmy śledzące wpływają bezpośrednio na naruszenia naszej prywatności.

Pytania z sali dotyczyły między innymi problemu ucywilizowania nowych technologii , skutecznego organizowania kampanii społecznych czy wykorzystania nowych technologii do promocji wartości demokratycznych, w tym praw kobiet.

Czego (i dlaczego) policja szukała w domu dziennikarki OKO.press?

Data: 2018-12-13
  • Dlaczego policjanci z Komendy Rejonowej Policji Warszawy VI przeszukali dom dziennikarki OKO.press i zabrali jej pendrive’a z nagraniem?
  • Jaka była podstawa działania policjantów?
  • Czy w  tej sprawie doszło do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej?

Z informacji przekazanych w mediach wynika, że dziennikarce uniemożliwiono zapoznanie się z postanowieniem o dokonaniu przeszukania, co w oczywisty sposób stanowi naruszenie art. 220 § 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks postępowania karnego.

Należy zwrócić uwagę, że na pendrive’ie były nagrania zrobione przez dziennikarkę w ramach wykonywania czynności zawodowych. Mogą zawierać informacje objęte tajemnicą dziennikarską, o której mowa w art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.

Zasady zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej zostały uregulowane w art. 180 k.p.k. Zezwolenie takie jest wydawane przez sąd lub prokuratora z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości, przy czym  zwolnienie dziennikarza z obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych.

Należy zwrócić uwagę, że zgodnie z Kodeksem postępowania karnego (art. 217 §2) osobę mającą rzecz podlegającą wydaniu wzywa się do wydania jej dobrowolnie. W niniejszej sprawie natychmiastowe działania funkcjonariuszy uniemożliwiły dziennikarce kontakt z redakcją i ocenę, czy nagrania zawierają informacje objęte tajemnicą dziennikarską. Z okoliczności sprawy nie wynika zaś, aby konieczne było podjęcie środków naruszających prywatność dziennikarki i mir domowy bez wcześniejszego wezwania jej do dobrowolnego udzielenia informacji, tudzież wydania rzeczy.

Taki sposób działania organów państwa może powodować „efekt mrożący” dla debaty publicznej oraz działalności mediów. Może zniechęcać dziennikarzy do zbierania materiałów dotyczących istotnych społecznych kwestii. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 14 Konstytucji RP ustrojowej zasady wolności prasy, wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji wyrażonej w art. 54 Konstytucji RP.

Dlatego RPO prosi komendanta Rejonowego Policji Warszawa VI o informację o stanie sprawy. Prosi też o kopię dokumentu stanowiącego podstawę dokonanego przeszukania oraz wskazanie, czy w  niniejszej sprawie doszło do zwolnienia z tajemnicy dziennikarskiej.

VII.564.74.2018

NIE PRZEGAP NA KONGRESIE PRAW OBYWATELSKICH PANELI

  • Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy
  • Sesja 40: Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne 
  • Sesja 13: Warsztat: Jak uczyć o historii i prawach człowieka)
  • Sesja 10: Warsztat: Komunikacja działań w zakresie praw człowieka z wykorzystaniem mediów społecznościowych i innych narzędzi

Dlaczego KRS nie wpuszcza na konferencję dziennikarza?

Data: 2018-12-13

Na podstawie informacji w mediach Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się o niewpuszczeniu niezależnego dziennikarza i pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie Macieja Pacha na organizowaną 7 grudnia 2018 r. przez Krajową Radę Sądownictwa konferencję 100-lecie niezawisłego wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Z informacji wynikało, że w konferencji wzięło udział kilku dziennikarzy, mimo braku oficjalnych zaproszeń dla prasy.

Należy uznać, że centralny konstytucyjny organ, jakim jest Krajowa Rada Sadownictwa, powinien zapewniać dziennikarzom równy dostęp do relacjonowania organizowanych przez siebie wydarzeń. Wymaga tego wyrażona w art. 14 Konstytucji RP zasada wolności prasy.

RPO prosi więc Macieja Miterę, rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa i sędziego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia o zajęcie stanowiska w tej sprawie.

VII.713.2.2018

NIE PRZEGAP NA KONGRESIE PANELI

  • Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy
  • Sesja 40: Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne 
  • Sesja 13: Warsztat: Jak uczyć o historii i prawach człowieka)
  • Sesja 10: Warsztat: Komunikacja działań w zakresie praw człowieka z wykorzystaniem mediów społecznościowych i innych narzędzi

Plany zwolnień w Radiu Gdańsk. Słuchacze protestują. Wątpliwości ma RPO

Data: 2018-12-11
  • Władze Radia Gdańsk planują zwolnienie dwojga doświadczonych dziennikarzy, którym zarzucają m.in. „nielojalność wobec pracodawcy” i „podważanie wiarygodności zarządu”
  • Słuchacze podpisują petycję przeciwko zwolnieniu dziennikarzy
  • Odsuwanie od anteny oraz zwalnianie z pracy z mediów publicznych dziennikarzy o dużym dorobku i doświadczeniu budzi wątpliwości RPO
  • Z orzecznictwa Trybunału w Strasburgu wynika obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania pracy bez nacisków

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się o wyjaśnienia w tej sprawie do prezesa Radia Gdańsk Dariusza Wasielewskiego.

Media podają, że prezes poinformował związki zawodowe o planowanym rozwiązaniu umowy o pracę z Agnieszką Michajłow, zastępcą sekretarza redakcji i szefową redakcji reportażu i edukacji oraz Jackiem Naliwajkiem, sekretarzem redakcji. Wskazano, że przyczyną wypowiedzenia umowy jest „utrata zaufania: nielojalność wobec pracodawcy, podważanie wiarygodności zarządu, kontestowanie uzgodnień kolegium redakcyjnego, odmowa współpracy”. Agnieszka Michajłow we wrześniu 2018 r., po 18 latach, przestała prowadzić audycję  publicystyczną „Rozmowa kontrolowana”. Wywołało to protest słuchaczy, którzy podpisują petycję przeciwko zwolnieniu.

W ocenie Rzecznika, który jest zaniepokojony polityką kadrową w Radiu Gdańsk, decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane na podstawie przejrzystych zasad, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego.

Adam Bodnar przypomniał konstytucyjne oraz międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych.  Przestrzeganie zasady pluralizmu wewnętrznego, a więc przekazywanie społeczeństwu różnorodnych informacji – w tym również poglądów kontrowersyjnych, czy skłaniających do dyskusji społecznej – ma istotny wpływ na jakość prezentowanych przez media informacji i jest warunkiem wypełniania ich misji.

Art. 14 Konstytucji zapewnia wolność prasy. Według art. 54 Konstytucji, każdemu – również dziennikarzom – zapewnia się wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu środków przekazu. - Aby tę funkcję spełniać, muszą jednak cechować się niezależnością, zarówno od interesów politycznych, jak i  gospodarczych, pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu w treściach redakcyjnych – wskazał RPO.

Przypomniał, że art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych. Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie stwierdza w swych wyrokach, że swoboda wypowiedzi jest jednym z najważniejszych fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz podstawowych warunków jego rozwoju i samorealizacji każdej jednostki. W tym kontekście należy podkreślić, że prasa ma za zadanie przekazywanie informacji, a społeczeństwo - prawo do ich otrzymywania.

Z wyroku ETPCz z 17 września 2009 r. w sprawie Manole i inni przeciw Mołdawii wynika obowiązek władz mediów publicznych zagwarantowania dziennikarzom możliwości wykonywania pracy bez nacisków. Władze publicznych mediów powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści. Nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. Rekomendacje Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 lutego 2012 r. w sprawie zarządzania mediami publicznymi przewidują, iż wydawcy programów w mediach publicznych powinni cieszyć się niezależnością edytorską. Oznacza to, że zarząd mediów publicznych nie powinien ingerować w niezależność redakcyjną, w szczególności podejmować decyzji co do zakresu tematycznego programu, czy zapraszanych gości.

VII.564.72.2018

JUŻ 14 i 15 GRUDNIA KONGRES PRAW OBYWATELSKICH, A NA NIM PANEL

Sesja 40: Wybory, wolnośc wypowiedzi i media publiczne  (BLOK A)

 

Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy (BLOK A)

 

RPO: działania prokuratury wobec "Newsweeka" za artykuł "Dubler" mogą wywołać efekt mrożący

Data: 2018-12-11
  • Działania prokuratury w sprawie artykułu "Newsweeka" o Mariuszu Muszyńskim "Dubler" mogą wywołać „efekt mrożący”
  • W takich sprawach prokuratura powinna uwzględniać gwarantowane konstytucyjnie zasady wolności prasy oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji
  • RPO ma wątpliwości, czy do rozwiązywania sporów o prywatność osób pełniących funkcje publiczne z mediami powinny być angażowane organy ścigania
  • Osoby takie mogą bowiem korzystać z drogi cywilnej o ochronę dóbr osobistych

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prokuratury Okręgowej w Warszawie o informacje w sprawie wezwania na przesłuchanie dziennikarza "Newsweeka", który opublikował artykuł pt. "Dubler".

Z komunikatu na stronie internetowej prokuratury  wynika, że wpłynęło do niej zawiadomienie dotyczące ujawnienia danych wrażliwych, a konkretnie miejsca zamieszkania. Dodano, że prawo obligowało prokuraturę do wszczęcia w dochodzenia, aby wyjaśnić, czy popełniono czyn z art. 49 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe. Prokuratura zaznaczyła, że postępowanie nie obejmuje okoliczności objętych tajemnicą dziennikarską, a jedynie „ujawnienia prywatnych danych”. Wskazano, że dane wrażliwe, jakim jest m.in miejsce zamieszkania, są chronione na mocy art. 107 ust. 1 ustawy z 10 maja 2018 r. o  ochronie danych osobowych.

W ocenie Adama Bodnara z komunikatu nie wynika wprost, czy dochodzenie wszczęto w kontekście Prawa prasowego, czy też ustawy o ochronie danych osobowych. Sprawa ma znaczenie, gdyż miejsce zamieszkania nie należy do katalogu tzw. wrażliwych danych osobowych - ani na gruncie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679, ani na gruncie ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (obowiązującej nadal w części na mocy art. 175 ustawy z  10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych).

Rzecznik nie kwestionuje, że informacje te mogą być ogólnie uznane za dane osobowe i wiązać się z naruszeniem prawa do prywatności osoby, której dotyczy artykuł. Istotne jest jednak prawidłowe wyważanie relacji między prawem do prywatności a wolnością wypowiedzi i działalnością mediów.

Działania prokuratury w sprawie publikacji „Newsweeka’ mogą być odbierane jako takie, które mają wywołać „efekt mrożący”, polegający na zniechęceniu dziennikarzy do publikowania artykułów na temat osób pełniących funkcje publiczne (w tym wypadku chodzi o członka Komisji Weneckiej). Dlatego prokuratura w takich przypadkach powinna działać ze szczególnym uwzględnieniem zagwarantowanej w art. 14 Konstytucji zasady wolności prasy oraz wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji wyrażonej w art. 54 Konstytucji RP. Winna mieć też na uwadze konieczność interpretacji przepisów prawa krajowego w świetle prawa UE.

To nie pierwszy przypadek, w którym prawo do ochrony danych osobowych i prawo do wolności wypowiedzi pozostają ze sobą w konflikcie, jednak powstaje pytanie, czy do rozwiązywania tego typu sporów powinny być angażowane organy ścigania. W  ocenie Rzecznika działania organów ścigania w sprawie działalności prasy i publikacji artykułów na temat osób pełniących funkcje publiczne powinny być podejmowane ze szczególną rozwagą. Osoby takie, opisywane w prasie, mogą bowiem korzystać z przysługujących im środków ochrony prawnej na zasadach ogólnych, w tym przede wszystkich z ochrony dóbr osobistych, dla ochrony swojej prywatności.

VII.564.69.2018 

JUŻ 14 i 15 GRUDNIA KONGRES PRAW OBYWATELSKICH, A NA NIM PANEL

Sesja 40: Wybory, wolnośc wypowiedzi i media publiczne  (BLOK A)

 

Sesja 31: Warsztat: Bezpieczeństwo dziennikarzy (BLOK A)

 

RPO: zakaz publikacji o NBP może naruszać ważny interes publiczny i wolność prasy

Data: 2018-12-10
  • Sądowy zakaz  publikacji może być wydany tylko wtedy, gdy dopuszcza to ważny interes publiczny – przypomina Rzecznik Praw Obywatelskich
  • W sprawie afery Komisji Nadzoru Finansowego interes publiczny polega tymczasem na dbaniu o przejrzystość sfery publicznej a więc na możliwości pisania przez media o nadzorze nad rynkiem finansowym
  • Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację tego interesu oraz konstytucyjnej zasady wolności prasy i swobody wypowiedzi; mogą też rodzić tzw. efekt mrożący

Rzecznik Praw Obywatelskich jest poważne zaniepokojony działaniami Narodowego Banku Polskiego.

NBP skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie sześć wniosków o zabezpieczenie, które miałoby polegać na zakazie rozpowszechniania tekstów o NBP w kontekście afery KNF.

W opinii NBP już opublikowane teksty sugerują niezgodne z prawem działania organów NBP przez insynuowanie, że Prezes NBP uczestniczył w aferze KNF. NBP  żąda tez nakazania tymczasowego usunięcia artykułów dotyczących  afery.

Sąd może dokonać zabezpieczenia w ramach postępowania o ochronę dóbr osobistych. Zgodnie z art. 755 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, „w sprawach o ochronę dóbr osobistych zabezpieczenie polegające na zakazie publikacji może być udzielone tylko wtedy, gdy nie sprzeciwia się temu ważny interes publiczny”. Oznacza to, że zakaz publikacji może być udzielony wyłącznie wtedy, gdy na przeszkodzie nie stoją względy interesu publicznego.

W sprawie, która stała się kanwą wniosków NBP, takim interesem publicznym jest przejrzystość sfery publicznej, wiążąca się szczególnie z dysponowaniem środkami finansowymi i nadzorem nad rynkiem finansowym. Wynika to z konstytucyjnie chronionego prawa obywateli do dostępu do informacji publicznej oraz pozyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (art. 54 oraz art. 61 Konstytucji RP).

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z  9 listopada 2010 r. (sygn. akt K 13/07), wydanym na wniosek RPO, podkreślił, że „zakaz publikacji przewidziany w art. 755 § 2 K.p.c. powinien być wyjątkowy i uzasadniony dodatkowym dobrem osób trzecich”.

Rzecznik nie kwestionuje, że podmioty mają prawo ubiegania się o ochronę swych dóbr  osobistych. Ostateczna decyzja należy do niezawisłego sądu. Działania prawne podejmowane przez centralny organ konstytucyjny państwa powinny jednak uwzględniać ciążące na nim obowiązki wynikające z ochrony praw człowieka oraz podstawowe zasady ustrojowe Rzeczypospolitej Polskiej.

Wolność prasy w Polsce ma bowiem rangę ustrojową. Art. 14 Konstytucji RP stanowi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”. Zasada ta znajduje potwierdzenie w art. 54 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym każdemu - a więc również przedstawicielom mediów - zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i  rozpowszechniania informacji. Prawu temu odpowiada prawo obywatelskie do uzyskiwania informacji o działaniu organów państwa, zawarte w art. 61 Konstytucji RP.

Wnioski NBP mogą uniemożliwiać realizację interesu publicznego w postaci transparentności debaty publicznej oraz praw obywatelskich, związanych z  wolnością prasy i wypowiedzi. Organ władzy publicznej powinien uwzględniać, że kierując taki wniosek do sądu, może wywrzeć tzw. efekt mrożący (uznawany w  orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka za naruszający art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) w odniesieniu do debaty publicznej o  sprawach ważnych dla społeczeństwa, państwa i gospodarki.

Może to być równie z uznane za naruszenie Prawa prasowego, które zakazuje tłumienia krytyki prasowej.

Bank centralny powinien ze szczególną troską i ostrożnością podchodzić do zagadnień przejrzystości sektora finansowego, kierując się  potrzebą ochrony stabilności rynków finansowych. Obowiązek ten podkreślany jest w  publikacjach wydawanych przez sam Narodowy Bank Polski. 

VII.564.70.2018

 

Działania ABW i prokuratury wobec operatora TVN wątpliwe. Wystąpienie RPO

Data: 2018-12-03
  • Działania ABW i prokuratury wobec operatora TVN budzą poważne wątpliwości RPO z punktu widzenia konstytucyjnych praw i wolności; mogą one wywołać tzw. efekt mrożący wobec dziennikarzy śledczych
  • Celem reportażu o środowiskach neonazistowskich było ujawnienie aktywności niezwykle szkodliwej dla demokracji, a dziennikarze TVN działali ewidentnie w interesie publicznym
  • Wykonywanie przez operatora gestów nazistowskich w oczywisty sposób nie miało na celu propagowania faszyzmu, a jedynie wtopienie się w określone środowisko
  • Dziennikarstwo wcieleniowe często jest  jedynym sposobem na zebranie informacji o zamkniętej grupie. To uznana metoda stosowana powszechnie w Polsce i na świecie, którą dopuszcza  ETPCz  

Rzecznik Adam Bodnar wystąpił do Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Prokuratora Regionalnego w Katowicach o informacje o stanie sprawy oraz  wskazanie podstaw prawnych i przyczyn podjęcia nagłej interwencji wobec operatora.

Chodzi o szeroko opisywaną w mediach sprawę wkroczenia 23 listopada 2018 r. funkcjonariuszy ABW do domu operatora  TVN i wręczenia mu wezwania do prokuratury pod zarzutem propagowania nazizmu w związku z realizacją reportażu wcieleniowego na temat polskich neonazistów. 25 listopada 2018 r. Prokuratura Krajowa w komunikacie wskazała, że przedwczesne jest stawianie zarzutów operatorowi TVN, który wykonywał gesty nazistowskiego pozdrowienia w trakcie spotkania ku czci Adolfa Hitlera w kwietniu 2017 r. i odwołała wyznaczony termin stawienia się go w  prokuraturze. Prokuratura Krajowa zdecydowała jednocześnie o przekazaniu sprawy Prokuraturze Regionalnej w Katowicach, która prowadzi postępowanie w sprawie „podżegania do zorganizowania spotkania ku czci Hitlera poprzez przekazanie jego organizatorowi kwoty 20 tysięcy zł”.

Konstytucja zapewnia wolność słowa

- W mojej ocenie opisane wyżej działania służb specjalnych mogą budzić poważne wątpliwości z punktów widzenia konstytucyjnych praw i wolności oraz wywołać tzw. efekt mrożący stosunku do dziennikarzy śledczych podejmujących w swej pracy niezwykle trudne i społecznie doniosłe tematy – głoszą pisma Adam Bodnara do ABW i prokuratury.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Art. 54 Konstytucji RP gwarantuje zaś każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Przepisy te mają na celu nie tylko ochronę dziennikarzy i osób formułujących wypowiedzi publiczne, ale także służą zagwarantowaniu społeczeństwu możliwości uzyskiwania informacji o sprawach istotnych z punktu widzenia całej zbiorowości.

Dziennikarze działają na podstawie ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Zgodnie z jego art. 10 dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa. Według art. 12 Prawa prasowego musi on zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

Reportaż dotyczący środowisk neonazistowskich miał na celu ujawnienie aktywności niezwykle szkodliwej dla demokracji. Dziennikarze działali tu ewidentnie w interesie publicznym, kierując się wskazanymi wyżej standardami etyki dziennikarskiej. Wykonywanie przez operatora gestów nazistowskich w oczywisty sposób nie miało na celu propagowania faszyzmu, a jedynie wtopienie się w określone środowisko.

Dziennikarstwo wcieleniowe, jako szczególna forma prowokacji dziennikarskiej, jest często jedynym sposobem na zebranie przez dziennikarza informacji dotyczących pewnej zamkniętej grupy osób. Jest to uznana metoda pracy dziennikarza śledczego stosowana powszechnie w Polsce i na świecie.

ETPCz aprobuje dziennikarstwo wcieleniowe 

Swobodę wypowiedzi gwarantuje art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.  W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przyjmuje się, że swoboda dziennikarska obejmuje także możliwość posłużenia się przesadą, a nawet prowokacją. Standardy dziennikarstwa śledczego, w tym także metoda dziennikarstwa wcieleniowego, znalazły aprobatę ETPCz.

Np. w sprawie Jersild przeciwko Danii 5890/89) ETPCz uznał za ograniczenie wolności informacji  ukaranie duńskiego dziennikarza odpowiedzialnego za powstanie reportażu z nagraniami wypowiedzi miejscowych faszyzujących ekstremistów. Celem reportażu było ostrzeżenie przed odżyciem postaw faszystowskich. Kara była uzasadniana zarzutem szerzenia poglądów faszystowskich. ETPCz uznał, że postępowanie władz duńskich było formalistyczne i godziło w swobodę informacyjną przez to, że nie brało pod uwagę motywów emisji.

W  sprawie Haldimann i inni przeciwko Szwajcarii ETPCz uznał za naruszenie wolności słowa ukaranie dziennikarzy, którzy wykorzystali ukryte kamery podczas przygotowania filmu dotyczącego działalności sprzedawców ubezpieczeń. Celem  filmu było ujawnienie nieprawidłowości i nadużyć w praktykach rynkowych. Sąd uznał, że dziennikarze mogli osiągnąć ten cel za pomocą innych metod, nienaruszających prawa do prywatności bohaterów dokumentu. ETPCz podkreślił znaczenie wskazanego dokumentu dla interesu publicznego.

Rzecznik zwrócił się do szefa ABW Piotra Pogonowskiego o przekazanie informacji o stanie sprawy prowadzonej przez ABW i wskazanie podstaw prawnych i przyczyn podjęcia nagłej interwencji wobec operatora.  Prokuratora regionalnego w Katowicach Tomasza Janeczka poprosił o informacje o stanie sprawy.

VII.564.68.2018

Dlaczego w samorządowym kinie w Strzyżowie nie wyświetlono filmu „Kler”

Data: 2018-11-30

Rzecznik zwrócił się do burmistrza Strzyżowa o wskazanie przyczyn niewyświetlania filmu „Kler” w kinie prowadzonym przez miejską jednostkę organizacyjną.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga dotycząca niewyświetlania tego filmu  w samorządowym kinie „Sokół”. Sprawa była również opisywana w mediach. Skarżący podkreśla, że władze miasta publicznie formułowały krytyczne wypowiedzi dotyczące filmu.

Opisana sytuacja może budzić wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 73 Konstytucji RP wolności twórczości artystycznej i  prawa do dostępu do dóbr kultury.

Sztuka często wyraża krytyczne poglądy artystów na rzeczywistość i wpływa na kształtowanie przekonań opinii publicznej. Dlatego też, wolność artystyczna ściśle wiąże się ze swobodą wypowiedzi, która jest chroniona na mocy art. 54 Konstytucji RP. Wolność wypowiedzi i twórczości artystycznej obejmuje również dzieła poruszające tematy trudne i kontrowersyjne. Tak rozumiana wolność artystyczna jest jednym z podstawowych gwarantów demokratycznego państwa prawa. 

VII.715.33.2018

Cena wolności, prawa osób z niepełnosprawnościami, szkoła. Spotkanie regionalne RPO w Tarnowskich Górach

Data: 2018-11-27

Na spotkanie w Tarnogórskim Centrum Kultury w Tarnowskich Górach wczesnym popołudniem 27 listopada przyszło około 40 osób, w tym grupa uczniów VII klasy, dla których spotkanie z RPO było lekcją wiedzy o społeczeństwie (i których, jak się szybko okazało, bardzo interesowało, co RPO myśli o reformie edukacji). Kilka osób przyszło po prostu posłuchać i dowiedzieć się, „co nurtuje innych mieszkańców”.

26 i 27 listopada Rzecznik Praw Obywatelskich spotykał się z mieszkańcami województwa śląskiego. Można było zgłosić problem swojej społeczności, ale także sprawę indywidualną. Jedno z tych pięciu spotkań odbyło się w Tarnowskich Górach.

Wolność. Problem ludzi wychodzących z więzienia

Ludzie wychodzący z więzienia często nie mają gdzie wrócić. To rodzi niebezpieczeństwo, że popełnią przestępstwo tylko po to, by wrócić z powrotem za kraty – do jedynego domu, jaki mają. Gdyby w miastach, gdzie są zakłady karne, były też hostele, w których po wyjściu na wolność można było mieszkać przez rok i znaleźć pracę, to by rozwiązało wiele problemów.

Są już takie rozwiązania na świecie, w Polsce też – np. w Wodzisławiu Śląskim.

RPO: Odbywanie kary pozbawienia wolności w Polsce łączy się z tym, że człowiek przestaje podejmować decyzje. Wszystko rozstrzyga za niego zakład karny. Powrót na wolność po latach jest bardzo trudny – na wolności człowiek musi się zastanawiać, gdzie mieszkać, z czego żyć, czym się zajmować, z kim się spotykać. Mogą sobie z tym poradzić ci, co mają rodziny i przyjaciół. Jeśli jednak straci się z nimi kontakt, to pokusa powrotu do uporządkowanego życia jest ogromna. A to oznacza pokusę kolejnego przestępstwa.

Stąd pomysł, by tworzyć "śluzy wolności", miejsca przygotowujące do życia na wolności. Takie ośrodki funkcjonują np. w Krakowie albo w Toruniu, gdzie działa pan Waldemar Dąbrowski (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/spotkanie-adama-bodnara-w-osrodku-stowarzyszenia-profilaktyki-i-resocjalizacji-mateusz)

Rolą RPO jest wspieranie i promowanie takich inicjatyw – powiedział Adam Bodnar.

Prawa OzN na otwartym rynku pracy

Na spotkanie przyszli przedstawiciele organizacji pozarządowej wspierającej zatrudnienie osób z niepełnosprawnością intelektualną (znaleźli w ciągu 10 lat na  Śląsku pracę dla 130 osób). Mówili, że osoby z niepełnosprawnością często nie wiedzą, że mogą pracować (że jest dla nich praca). To je wyklucza z samodzielnego życia. Praca jest ogromną wartością i pozbawianie jej narusza prawa tych osób. Do zrobienia jest bardzo wiele

  • wsparcie w zatrudnieniu osób z niepełnosprawnościami nie jest powszechne – ma charakter wyspowy, udaje się tam, gdzie organizacje pozarządowe i samorządy współpracują ze sobą (przykład – „Jasne że Częstochowa”).  
  • ludzie nie rozumieją też, że sformułowanie na orzeczeniu o niepełnosprawnościami „niezdolny/a do pracy” nie wyklucza z zatrudnienia (patrz - problem z orzeczeniami o niepełnosprawności; RPO naciska, by odejść od orzekania o „niezdolności do pracy” na rzecz orzekania o wsparciu potrzebnym, by móc pracować).
  • brakuje sensownych przepisów o zatrudnieni wspomaganym – miały się znaleźć w ustawie „Za życiem” (Rzecznik mógłby sprawdzić, co się dzieje z tymi przepisami).

RPO: za często słyszymy o tym problemie. Musimy się zastanowić, co zrobić, aby naprawdę problem ruszyć.

Siódmoklasiści i reforma edukacji

Siódmoklasiści nie mogli długo zostać na spotkaniu, bo autobus do ich miejscowości jeździ tylko raz na godzinę.

RPO powiedział więc krótko na pytanie o ocenę reformę edukacji, która tych młodych ludzi bezpośrednio dotknęła – mówił o tym, jak alarmował władze o problemie kumulacji roczników w liceach. Zobowiązał się też zapytać starostwo w Tarnowskich Górach o sytuację, w jakiej znaleźli się młodzi uczestnicy spotkania

Utracone prawa nauczycieli

- Wcześniejsza emerytura była dla nauczycieli rekompensatą za niską płacę. Odebranie tego prawa po latach pracy to naruszenie praw nabytych – policjanci umieli się ostatnio upomnieć o swoje, a my? Nie mamy takiej siły nacisku. Mnie dodano kilkanaście lat dodatkowej pracy.

RPO: jako "adwokat diabła" przypomnę jednak, że państwo zaczęło jednak lepiej płacić nauczycielom, poprawił się też status nauczyciela (status nauczyciela dyplomowanego). Czy to nie jest podstawa do zmiany umowy w sprawie uprawnień emerytalnych?

- Nie neguję likwidacji uprawnień. Bo rzeczywiście sytuacja zawodowa nauczycieli się poprawiła. Jednak tak nie są traktowani wszyscy. Mnie  pod koniec kariery zmienia się zasady gry, policjantom – zapowiada się, że nowe reguły dotkną tylko nowych pracowników, ale starych już nie.

Fotoradary i karanie kierowców na podstawi zdjęć

Uczestnicy spotkania skarżą się na niejasne przepisy i niesprawiedliwe ich zdaniem rozstrzygnięcia sądowe.

RPO zapowiada przyjrzenie się sprawie orzecznictwu sądów w tej sprawie.

Ochrona praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym

- My uważamy, że art. 11 projektowanej dyrektywy ogranicza dostęp do informacji. Jaki jest stosunek Rzecznika do tego?

RPO: a co jest dla Pana ważniejsze: art. 54 Konstytucji (wolność słowa) czy art. 64 (prawo własności)? Zgadzamy się, że są to równoważne prawa, będące ze sobą w kolizji. Dla Rzecznika najlepszą strategią jest zostawienie sprawy ustawodawcy i zbadanie, jak rzecz się będzie miała w praktyce. Rzecznik nie może się wypowiadać za jedną a przeciw drugiej wartości. Możemy jednak zainteresować przepisami ograniczającymi dostęp obywateli Unii Europejskich do treści spoza Unii Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Bezpieczeństwo finansowe obywateli

Czy w przypadku bankructwa większego banku (a nie SKOK) asekuracyjne dla właścicieli wkładów działanie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego  nie spowodowałoby załamania całego systemu bankowego (bo BFG musiałby upłynnić stanowiące zabezpieczenie wkładów obligacje skarbu państwa)?

RPO: Pytanie jest zasadne. Ale Rzecznik nie ma chyba narzędzi, by to zbadać. Sprawdzimy to.

Specustawa drogowa, nadużycia

Ustawa ta powstała, by ułatwiać duże inwestycje drogowe. Dała specjalne uprawnienia starostom. Ale teraz w miastach na prawach starostwa na podstawie tej ustawy powstają nawet ścieżki rowerowe i chodniki – ludzie tracą w ten sposób całe fragmenty działek i nie mogą się bronić.

Tęczowy piątek

Szkoła zareagowała na akcje dobrze, "tęczowy piątek" był wydarzeniem wewnątrzszkolnym, ale posłanka PIS i inne organizacje, w tym lokalna strona internetowa zareagowały taką agresją (oskarżenia o zboczenia, "wysyłanie do gazu"), że moim zdaniem naruszone zostały prawa tych młodych ludzi. Młodzi ludzie są zastraszeni.

RPO: A czemu Państwo tego nie zgłosili do Rzecznika. To jest nasze zadanie. A ta nienawistna akcja organizowana była nie lokalnie, ale w całym kraju. Zgłoszenie od Państwa  to mandat do działania.

- Nie wiem, chyba ludzie już za bardzo się boją. Czyli co? Trzeba zgłosić?

RPO spyta prokuraturę i ABW o sprawę zarzutu „propagowania nazizmu” dla operatora TVN

Data: 2018-11-26
  • Operator TVN miał usłyszeć zarzut  „propagowania nazizmu”, bo  uczestniczył w tworzeniu głośnego reportażu, w którym ujawniono m.in. obchody rocznicy urodzin Adolfa Hitlera
  • Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyła 23 listopada 2018 r. do domu operatora; wręczono mu wezwanie do prokuratury jako podejrzanego. Po dwóch dniach Prokuratura Krajowa podała, że stawianie zarzutów jest „przedwczesne”
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpi o wyjaśnienia w sprawie działań  prokuratury i ABW
  • Akcja ABW może rodzić tzw. efekt mrożący, a przecież w tym przypadku chodzi o ujawnienie działań maksymalnie szkodliwych dla demokracji

23 listopada 2018 r. ABW wkroczyła do domu operatora TVN. Wręczono mu pismo z wezwaniem do prokuratury – miał mu być postawiony zarzut dotyczący propagowania nazizmu w związku z realizacją reportażu na temat polskich neonazistów. 25 listopada 2018 r. Prokuratura Krajowa poinformowała, że "przedwczesne jest stawienie zarzutów operatorowi TVN, który wykonywał gesty nazistowskiego pozdrowienia w trakcie spotkania ku czci Adolfa Hitlera w kwietniu 2017 r”. Wyznaczony termin stawienia się w prokuraturze odwołano.

Gdy reportaż się ukazał, premier Mateusz Morawiecki dziękował dziennikarzom TVN, że przyczynili się do zwalczania praktyk neonazistowskich. Teraz się okazuje, że służby podległe premierowi robią coś zupełnie odwrotnego. Dokonują aktu, który mógłby być uznany za szykanowanie dziennikarza, czy stacji, która nadała materiał. Powstaje pytanie o przyczyny takich działań, które mogą wywołać tzw. efekt mrożący i zniechęcić do ujawniania przypadków propagowania nazizmu.

A w tym przypadku chodziło przecież o ujawnienie aktywności maksymalnie szkodliwej dla demokracji. Dziennikarze działali tu ewidentnie w interesie publicznym. Podstawą prawną ich działań była Konstytucja i etyka dziennikarska.

Prowokacja dziennikarska może pozwalać na ujawnianie przestępstw lub nieprawidłowości w działaniach władz. Musi odpowiadać określonym standardom, bo nie jest prawnie uregulowana – ich niedochowanie może oznaczać odpowiedzialność karną. Ujawniania niezgodnych z prawem działań w takich przypadkach nie można jednak utożsamiać z ich propagowaniem.

Do pewnych środowisk dziennikarz nie może dotrzeć poprzeć tradycyjne nawiązanie kontaktu. Na potrzeby tzw. dziennikarstwa wcieleniowego trzeba zatem zataić fakt, że jest się dziennikarzem. Taka forma dziennikarstwa jest dopuszczalna, pod warunkiem działania z zachowaniem ogólnych standardów etyki dziennikarza.

Polskie prawo nie reguluje prowokacji dziennikarskiej czy związanego z nią materiału wcieleniowego.  Gdy prowokacja budzi wątpliwości co do jej legalności, o tym czy doszło do złamania prawa decyduje ostatecznie sąd. Jeśli dziennikarz wykaże, że choć naruszono jakieś dobro chronione prawem, to nastąpiło to w imię ważnego interesu społecznego, wtedy nie spotka go kara.

Zgodnie z  art. 10 Prawa prasowego, dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa.  Według art. 12 Prawa prasowego musi on zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

Art. 14 Konstytucji RP głosi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Z kolei zgodnie z art. 54 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Ustawa o radiofonii i telewizji stanowi ponadto, że audycje oraz inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym.

Art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności  gwarantuje swobodę wypowiedzi. W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przyjmuje się, że swoboda dziennikarska obejmuje także możliwość posłużenia się przesadą, a nawet prowokacją. Standardy dziennikarstwa śledczego, w tym także metoda dziennikarstwa wcieleniowego, znalazły aprobatę ETPCz.

W sprawie z 1985 r. Jersild v. Dania, ETPCz uznał za ograniczenie wolności informacji  postępowanie władz duńskich, które ukarały dziennikarza odpowiedzialnego za powstanie reportażu wyemitowanego w radio i zawierającego nagrania wypowiedzi miejscowych faszyzujących ekstremistów. Celem reportażu było ostrzeżenie przed odżyciem postaw faszystowskich. Kara była uzasadniana zarzutem szerzenia poglądów faszystowskich - co w Danii było karalne. ETPCz uznał, ze postępowanie władz duńskich było formalistyczne i godziło w swobodę informacyjną przez to, że nie brało pod uwagę motywów emisji.

W  wyroku z 2015 r. w sprawie Haldimann i Inni v. Szwajcaria ETPCz uznał za naruszenie wolności słowa ukaranie dziennikarzy, którzy wykorzystali ukryte kamery podczas przygotowania filmu dokumentalnego dotyczącego działalności sprzedawców ubezpieczeń. Celem powstania filmu było ujawnienie nieprawidłowości i nadużyć w praktykach rynkowych. Sąd krajowy uznał jednak, że dziennikarze mogli osiągnąć ten cel za pomocą innych metod, nienaruszających prawa do prywatności bohaterów dokumentu. ETPCz podkreślił znaczenie wskazanego dokumentu dla interesu publicznego.

Według teorii dziennikarstwa, granice dozwolonej prowokacji dziennikarskiej wyznacza np.:

  • działanie w ważnym interesie społecznym (powinna służyć wywołaniu publicznej dyskusji na dany  temat, a nie np. poniżeniu innej osoby),
  • ujawnienie w jej wyniku prawdziwego stanu rzeczy, który wymaga napiętnowania ale bez skłaniania do bezprawnych zachowań (celem ma być np. ujawnienie przestępstwa lub nieprawidłowości w działaniu organów władzy czy innych podmiotów publicznych),
  • niemożność zdobycia informacji inną drogą (są grupy unikające kontaktu z mediami, zwłaszcza jeśli działają na granicy prawa lub poza nią - jak właśnie np. środowiska odwołujące się do teorii i praktyki faszyzmu czy nazizmu) ,
  • działanie za wiedzą i zgodą redakcji oraz określenie od samego początku prowokacji, jakie działania będą podjęte przez dziennikarzy, którzy muszą być niezależni od jakichkolwiek wpływów,
  • ewentualne naruszenie przepisów przez dziennikarzy powinna cechować niska szkodliwość społeczna.

I tak kodeksy etyki dziennikarskiej dopuszczają takie działania. Według kodeksu etyki Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, jest to możliwe ze względu na ważny interes społeczny, gdy nie ma innej możliwości zdobycia ważnych informacji, kiedy wszystko dzieje się za zgodą i wiedzą przełożonych oraz wówczas, gdy takie metody stosowane są w ramach dziennikarstwa śledczego, tj. tropienia w imię dobra publicznego – za wiedzą i zgodą przełożonych – zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy.

Zasady etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej SA głoszą: „Niedopuszczalne jest posługiwanie się metodami moralnie nagannymi, takimi jak: wprowadzanie rozmówcy w błąd, podszywanie się pod inne osoby, ukrywanie rzeczywistego charakteru nagrywanej rozmowy, a także molestowanie i zastraszanie[…]. Jedyny wyjątek może stanowić działanie w imię wyższego interesu publicznego, gdy uzyskanie ważnej informacji w inny sposób jest niemożliwe, a sprawa wymaga jej potwierdzenia lub zaprzeczenia. Może to mieć miejsce w przypadku tropienia przestępstwa, oszustwa, nadużycia władzy. Zawsze jednak o takim zamiarze należy wcześniej uprzedzić przełożonego i uzyskać jego zgodę […].Posługiwanie się ukrytą kamerą lub ukrytym mikrofonem może być również uzasadnione jedynie działaniem w interesie publicznym i to tylko za wiedzą i zgodą przełożonego”.

Gdy dziennikarz w audycji "na żywo" nie reaguje, jeśli jego gość kogoś obraża. Wystąpienie RPO do prezesa Polskiego Radia

Data: 2018-11-20
  • Wojciech Reszczyński nie zareagował, gdy gość jego audycji w radiowej „Trójce” użył obrażliwego sformułowania wobec Władysława Bartoszewskiego
  • Z informacji mediów wynika, że dziennikarz został zawieszony w obowiązkach służbowych
  • O wskazanie działań mających na celu zapobieganie takim wypowiedziom Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił prezesa Polskiego Radia       

Rzecznik powziął informację o wysoce niewłaściwej wypowiedzi, do której doszło podczas audycji „Trójka na poważnie”, wyemitowanej 7 listopada 2018 r. Gość programu Paweł Piekarczyk użył wobec zmarłego ministra Władysława Bartoszewskiego określenia powszechnie uważanego za znieważające. Prowadzący audycję Wojciech Reszczyński nie odniósł się w sposób krytyczny do tych bulwersujących słów. Z informacji medialnych wynika, że został on zawieszony w obowiązkach służbowych.

Sytuacja ta spotkała się z bardzo negatywnymi opiniami słuchaczy i budzi istotne wątpliwości z punktu widzenia etyki dziennikarskiej.

Adam Bodnar zwrócił się do p.o. prezesa Polskiego Radia Andrzeja Rogoyskiego o przedstawienie informacji w tej sprawie. Poprosił również o wskazanie, jakie działania podjęto w celu zapobiegania podobnym wypowiedziom w przyszłości.

Gdy w TVP Info w lipcu 2017  r. jeden z uczestników programu na żywo „Studio Polska” powiedział, że „sądy mogą być niezawisłe, ale niektórzy sędziowie powinni wisieć", Rzecznik interweniował  w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Jej przewodniczący wyjaśniał, że skierował do Zarządu TVP SA wystąpienie, w którym podkreślił istotną rolę dziennikarzy w tego typu audycjach telewizyjnych. Prowadzenie takich audycji nie może być rozumiane jako wyłącznie organizowanie, porządkowanie przebiegu dyskusji czy udzielanie głosu komentatorom, ale musi wiązać się z właściwym odnoszeniem się do treści przekazywanych w trakcie ich trwania.

Władysław Bartoszewski był niezwykle zasłużony dla historii Polski, a w szczególności dla ochrony praw człowieka i dialogu międzykulturowego. Był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, żołnierzem Armii Krajowej, uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Za działalność m.in. w Radzie Pomocy Żydom „Żegota” odebrał odznaczenie Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Był również członkiem NSZZ „Solidarność”. W grudniu 1980 r. znalazł się wśród założycieli Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania przy Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Po 1989 r. dwukrotnie pełnił funkcję m.in. ministra spraw zagranicznych, a także był senatorem IV kadencji. Za swoje osiągnięcia w 2013 r. otrzymał on odznakę honorową Rzecznika Praw Obywatelskich „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka”. W 2015 r. jego imię nadano sali konferencyjnej w Biurze RPO.

VII.564.65.2018

Sąd nie zgodził się na zawieszenie zarządu Obywateli RP

Data: 2018-11-16

Sąd rejestrowy oddalił 8 listopada wniosek Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zawieszenie zarządu Fundacji Wolni Obywatele RP i wprowadzenie zarządcy przymusowego.

Sprawa toczyła się przy udziale Rzecznika Praw Obywatelskich przed Sądem Rejonowym dla M.St. Warszawy w Warszawie, XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego

Minister zarzucał Obywatelom RP naruszenie przepisów prawa w tym ustawę o fundacjach.  Nie wskazywał jednak precyzyjnie, na czym te naruszenia miałyby polegać.

Sąd się z zarzutami MSWiA nie zgodził. Podzielił też argumenty RPO, że wolność tworzenia i działania stowarzyszeń, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych zrzeszeń oraz fundacji (art. 12 Konstytucji) stanowi podstawę budowania społeczeństwa obywatelskiego, które jest jednym z filarów demokratycznego państwa prawnego. To dlatego prawo pozwala Ministrowi ingerować w działania fundacji tylko w przypadku istotnych naruszeń prawa, i to tylko wtedy, gdy inne działania nie przynoszą efektów. MSWiA wskazał, że - po analizie treści zamieszczonych na stronie internetowej fundacji, w tym zamieszczonych na tej stronie Deklaracji Obywatelskiej i Deklaracji Nieposłuszeństwa - można wysnuć wniosek, iż Fundacja „poprzez swoją działalność może naruszać prawo powszechnie obowiązujące i postanowienia swojego Statutu. Tym samym wnioskodawca nie wskazał, jakie konkretne działania zarządu Fundacji w  istotny sposób naruszają przepisy prawa, a jedynie zwrócił uwagę na możliwość takiego naruszenia.

MSWiA zwracało uwagę na następujące fragmenty oświadczeń zamieszczonych na stronie internetowej Fundacji:

  • „Do środków nacisku, których wykorzystania oczekujemy i które zamierzamy stosować w zakresie własnych możliwości należy gra parlamentarna, procesy sądowe, społeczne demonstracje, strajki i protesty, w tym akty obywatelskiego nieposłuszeństwa – również takie, które naruszają przepisy prawa.
  • „Oświadczam zatem publicznie, że Andrzej Duda jest kłamcą i krzywoprzysięzcą, niegodnym sprawowania żadnej godności w Rzeczypospolitej. Mam pełną świadomość, że naruszam Art. 135. § 2. kodeksu karnego, narażając się na karę do 3 lat pozbawienia wolności. Deklaruję gotowość poniesienia tych konsekwencji".

W ocenie MSWiA treści te spełniają przesłanki wskazane w art. 255 § 1 i 3 Kodeksu karnego, które karzą za publiczne nawoływanie do popełnienia występku lub przestępstwa skarbowego oraz publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa. W doktrynie wskazuje się jednak, że wypowiedź sprawcy musi być na tyle skonkretyzowana, że możliwe jest ustalenie, jaki charakter ma przestępstwo, do którego wzywa, ale nie jest konieczne posłużenie się określeniem ustawowych znamion. Czyn, do którego sprawca nawołuje, nie musi być ściśle oznaczony, ale musi być wiadomo, jakie to ma być przestępstwo. Nie jest wystarczające nawoływanie do popełnienia przestępstw w ogóle, czy tak ogólne sformułowania jak te przytoczone przez ministra - argumentował Rzecznik Praw Obywatelskich.

Cytowane postulaty Fundacji stanowią zdaniem RPO w pierwszej kolejności przejaw krytycznej wypowiedzi, korzystającej z ochrony wolności słowa wyrażonej w art. 54. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego. 

Drugi zarzut naruszenia prawa podnoszony przez wnioskodawcę dotyczy blokowania i zakłócania cyklicznego zgromadzenia publicznego odbywającego się w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku. MSWiA nie wskazuje jednak konkretnych zdarzeń, nie wykazuje ich powtarzalności, ani związku z działaniami podejmowanymi bezpośrednio przez Zarząd Fundacji - podkreślił RPO.

WA XII Ns Rej KRS 70572/18/628 ; ref. sądowy Agnieszka Wagner

Sprawa sędziego Radzika. RPO: wzywanie sędziów do wyjaśnień za udział w symulacji rozprawy może wywołać „efekt mrożący”

Data: 2018-11-06
  • Tymczasem udział w symulacji rozpraw pomaga obywatelom zrozumieć rolę sądu w demokratycznym państwie prawa. Uczestnicząc w symulacji rozprawy sądowej, sędziowie Monika Frąckowiak i Arkadiusz Krupa działali w celu edukacyjnym
  • Wzywanie ich przez obecnego rzecznika dyscyplinarnego do złożenia wyjaśnień może zniechęcać do akcji edukacyjnych - podkreśla RPO
  • Z działań rzecznika dysycplinarnego wynika, że zbiera materiały „na zapas i na wszelki wypadek”, poszukując jakichkolwiek uchybień 

Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się sprawą  wszczęcia postępowania wyjaśniającego wobec sędziów Moniki Frąckowiak i Arkadiusza Krupy przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Przemysława Radzika. RPO spytał  go o powody tych działań.

Sędzia Radzik zakwestionował publiczne wystąpienie obojga sędziów w todze sędziowskiej i z łańcuchem z orłem, podczas symulacji rozprawy sądowej na festiwalu Pol'and'Rock.

- Sędziowie zaznajamiali uczestników symulacji z instytucją sądu, zasadami zachowania oraz prawami, jakie przysługują nam podczas rozprawy - napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do sędziego Radzika. Akcja ta miała charakter edukacyjny, a sędziowie brali w niej udział w celu społecznym.

Na podobnej zasadzie działa choćby popularny wśród widzów serial telewizyjny „Sędzia Anna Maria Wesołowska”. Każdy odcinek przedstawia symulację sprawy na określony temat. Serial szerzy wiedzę na tematy prawne i stara się przybliżać obywatelom problematykę wymiaru sprawiedliwości.

Z tym, że podnoszenie się świadomości prawnej obywateli jest ważne, zgadza się również Ministerstwo Sprawiedliwości („podnoszenie świadomości prawnej powinno być nieodzownym elementem kształcenia młodych Polaków”). Dlatego we wrześniu 2018 r. resort przygotował przedsięwzięcie edukacyjne dla młodzieży „Dzień z prawem - w sądzie”, do którego mogą włączyć się wszystkie sądy rejonowe i okręgowe (materiał dostępny pod adresem: https://www.ms.gov.pl/pl/informacje/news,11719,nowy-projekt-edukacyjnyministerstwa.html).

Przykłady te pokazują, że symulacja rozpraw sądowych jest powszechnie wykorzystywana w celach edukacyjnych. Udział w niej pomaga m.in. zrozumieć rolę sądu w demokratycznym państwie prawa. Tego rodzaju wiedza potrzebna jest każdemu obywatelowi, także po to, aby jeśli zetknie się z sądem, lepiej rozumiał jego pracę.

W ocenie Rzecznika negatywnym skutkiem wezwania sędziów Moniki Frąckowiak i Arkadiusza Krupy do złożenia wyjaśnień w ramach postępowania wyjaśniającego może być powstanie wśród prawników „efektu mrożącego” - obaw związanych z angażowaniem się w akcje edukacyjne dotyczące zasad funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości - z uwagi na możliwość wszczynania wobec nich postępowań wyjaśniających.

Ponadto RPO ma wątpliwości, co do żądanego przez sędziego Przemysława Radzika zakresu informacji w ramach postępowania wyjaśniającego prowadzonego wobec sędzi Moniki  Frąckowiak.  Zwrócił się on bowiem 11 października 2018 r. do Prezesa Sądu Rejonowego Poznań - Nowe Miasto  i Wilda o opinię służbową o niej, informacje o stabilności jej orzecznictwa, nadesłanie „kontrolki” jej uzasadnień  oraz zapytań związanych z ewentualną przewlekłością prowadzonych przez nią postępowań.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich zbieranie takich informacji wykracza w oczywisty sposób poza zakres przedmiotowy prowadzonego postępowania wyjaśniającego, jest „na zapas i na wszelki wypadek”, w celu znalezienia ewentualnego uchybienia, które mogłoby stanowić podstawę do zarzutu deliktu dyscyplinarnego - napisał Stanisław Trociuk.

Takie zachowanie  krytycznie ocenia Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z 20 listopada 2002 r. (sygn.  K 41/02), stwierdził on, że „naruszenie autonomii informacyjnej poprzez żądanie niekoniecznych, lecz wygodnych dla władzy publicznej informacji, jest typowym dla czasów współczesnych instrumentem, po który władza publiczna chętnie sięga i dzięki któremu uzyskuje potwierdzenie swej pozycji wobec jednostki”.

- Z uwagi na powyższe pragnę przypomnieć uprzejmie, iż przedmiotem czynności wyjaśniających jest wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym popełnieniu deliktu dyscyplinarnego; służą one więc wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych – głosi pismo RPO.

Stanisław Trociuk poprosił sędziego Przemysława Radzika  o wskazanie, jakie przesłanki przemawiały za wszczęciem czynności wobec obojga sędziów. Ponadto zwrócił się o podanie podstawy prawnej zbierania w ramach postępowania wyjaśniającego wobec sędzi Moniki Frąckowiak informacji wykraczających poza jego zakres przedmiotowy.

VII.510.64.2018

RPO pisze do KRRiT w sprawie programu Polsatu „Ex na plaży Polska”

Data: 2018-11-05

Obywatel poskarżył się Rzecznikowi na program Polsatu, w którym miała być propagowana przemoc fizyczna.

Jak pisał skarżący, osoby pod wpływem alkoholu lub tak się przedstawiające na potrzeby programu „Ex na plaży Polska”, propagują przemoc fizyczną  jak bicie po twarzy i innych częściach ciała.

- Trzeba sprawdzić, czy program ten nie narusza art. 18 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji - napisał do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego zastępca RPO Stanisław Trociuk. Przekazał on wniosek obywatela, wraz z prośbą o przesłanie Rzecznikowi kopii odpowiedzi.

Zgodnie z art. 18 ustawy, audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. M.in. zabronione jest rozpowszechnianie audycji lub innych przekazów zagrażających fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi małoletnich, w szczególności zawierających treści pornograficzne lub w sposób nieuzasadniony eksponujących przemoc.

VII.564.63.2018

Dziennikarz TVN nie wpuszczony na konferencję. Odpowiedź PGZ po materiale TVN „Wody skażone trotylem”

Data: 2018-10-30
  • Prawo każe nam udzielać informacji, ale to nie to samo, co wpuszczanie na konferencję prasową, bo na to trzeba akredytacji. A nie ma obowiązku ich wydawania. Dlatego nie zaprosiliśmy TVN na konferencję prasową
  • Takie jest stanowisko Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którą o wyjaśnienia poprosił RPO. Chodzi o program Superwizjera TVN  „Wody skażone trotylem”
  • Według PGZ ograniczenie możliwości pozyskania informacji przez dziennikarzy TVN wynikało z działania w interesie spółki i dążenia do zaniechania działań naruszających jej wartości konstytucyjne, tj. dobra osobiste
  • To, że inni dziennikarze nie mogli zadawać pytań na konferencji, wynikało z kolei z formy konferencji przyjętej przez spółkę

Dlaczego dziennikarze TVN nie zostali wpuszczeni 16 października 2018 r. na konferencję prasową dotyczącą działań Zakładów Chemicznych „Nitro-Chem SA" należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA? RPO zapytał o to 17 października, a 30 października dostał odpowiedź PGZ:

- Co prawda Prawo prasowe nakazuje przedsiębiorstwom sektora publicznego udzielać prasie informacji o swojej działalności. Ale pojęcie „akredytacji” jest pojęciem odmiennym od pojęcia „informacji prasowej”, a zatem odmowa udzielenia akredytacji nie jest tożsama z odmową udzielenia informacji prasowej (postanowienie WSA w Warszawie z 24 kwietnia 2008 r., sygn. akt II SA/Wa 1536/06, ONSAiWSA 2010, nr 1, poz. 13). W ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego zawartej w wyroku z 30 października 2008 r. udzielenie akredytacji należy uznać za uprawnienie organizatora imprezy publicznej do swobodnego wyboru przedstawicieli mediów zainteresowanych udziałem w niej na uprzywilejowanych warunkach (sygn. akt 1 OSK 955/08, LEX nr 515400) – pisze w odpowiedzi dla RPO dyrektor Biura Prawnego PGZ dr Marcin Mazuryk.

Prawo prasowe

- Warto także podkreślić, że Prawo prasowe, nakładając na określone podmioty obowiązek udostępniania dziennikarzom informacji, nie określa równocześnie formy realizacji tej powinności (postanowienie NSA z 25 lipca 2002 r. sygn. akt II SA/Łd 951/02, Lex nr 54825) - kontynuuje.

Z uzyskanych od Nitro-Chem SA informacji wynika, że spółka udzieliła dziennikarzom TVN informacji, bowiem Superwizjer wyemitował 13 października 2018 r. materiał „Wody skażone trotylem”.

16 października 2018 r. spółka nie udzieliła dziennikarzom TVN jedynie akredytacji, co polegało na niezaproszeniu i w konsekwencji niewpuszczeniu ich na teren zakładu pracy. W świetle literalnego brzmienia art. 4 ust. 1 ustawy Prawo prasowe oraz ukształtowanego na jego gruncie orzecznictwa nie można mówić, w odniesieniu do działań i Nitro-Chem SA o uzasadnionych wątpliwościach prawnych.

Prawa i wolności konstytucyjne

- Odnosząc się z kolei do art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, należy wskazać, że te prawa wolnościowe nie mają charakteru absolutnego i podlegają ograniczeniom wynikającym zarówno z samej Konstytucji, jak i z ustaw – stwierdza dyrektor Mazuryk.

- Swoboda wypowiedzi oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji nie może realizować się poza granicami proporcjonalności ograniczeń, wyznaczonymi ze względu na konieczność poszanowania innych praw i wolności konstytucyjnych (wyrok TK z 30 października 2006 r., sygn. akt P 10/06, OTK-a 2006, nr 9, poz. 128) – podkreśla dyrektor z PGZ. - Do wartości tych należy zaliczyć m.in. dobre imię, cześć czy godność.

Zasady organizowania konferencji prasowych

16 października 2018 r. Nitro-Chem na terenie zakładu pracy zorganizował i przeprowadził konferencję prasową, aby odnieść się do nieprawdziwej i naruszającej dobra osobiste spółki publikacji redakcji TVN. „Wobec uzasadnionych wątpliwości co do rzetelności i obiektywności przekazywanych przez stację informacji, władze spółki podjęły decyzję o niezaproszeniu dziennikarzy TVN na konferencję prasową. Było to podyktowane również chęcią zapobieżenia dalszej eskalacji konfliktu oraz zapewnienia możliwie spokojnego przebiegu konferencji prasowej, bez udziału przedstawicieli osób, które ten konflikt wywołały. Ograniczenie możliwości pozyskania informacji przez dziennikarzy TVN wynikało z potrzeby działania w interesie spółki i dążenia do zaniechania działań naruszających jej wartości konstytucyjne, tj. dobra osobiste”.

Zasady zadawania pytań

Z kolei brak możliwości zadawania pytań na konferencji wynikał z formy konferencji przyjętej przez spółkę, która miała na celu krótkie i zwięzłe przedstawienie faktów. Należy jednak podkreślić, że Nitro-Chem nie uchylał się od obowiązku udzielenia prasie informacji o swojej działalności, zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy - Prawo prasowe, o ile informacje te nie stanowiły tajemnicy przedsiębiorstwa lub nie stanowiły informacji poufnej. Spółka udziela również informacji na temat swojej działalności każdorazowo po otrzymaniu stosownego wniosku od dziennikarza lub redakcji.

Cel konferencji

W ocenie PGZ SA, w opisanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich sytuacji nie doszło do ograniczenia prawa dziennikarzy do pozyskiwania informacji.

Konferencja prasowa została zorganizowana z inicjatywy władz Nitro-Chem SA w celu przedstawienia opinii publicznej informacji w związku z publikacją nieprawdziwych, niepotwierdzonych i niezgodnych z rzeczywistością informacji TVN.

Działanie Nitro-Chem nie stanowiło również ograniczenia prawa do pozyskiwania informacji, skoro jedynie dziennikarze jednej redakcji - TVN nie zostali zaproszeni na konferencję.

Zakłady Chemiczne Nitro-Chem SA 22 października 2018 r. wystąpiły przeciwko TVN S.A. oraz autorom reportażu „Wody skażone trotylem" do Sądu Okręgowego w Warszawie o zaniechanie działań naruszających dobra osobiste spółki oraz o usunięcie skutków naruszenia tych dóbr.

Sędzia nie może być przesłuchany jako świadek w ramach czynności wyjaśniających rzecznika dyscyplinarnego

Data: 2018-10-25
  • Sędzia nie może być przesłuchiwany jako  świadek w ramach czynności wyjaśniających sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego – wskazuje RPO
  • Wystąpił do sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego o dostosowanie podejmowanych czynności wyjaśniających do obowiązującego prawa
  • RPO prosi też o wyjaśnienie, dlaczego do przesłuchania sędziego Igora Tuleyi jako świadka nie został dopuszczony jego adwokat

We wrześniu 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich spytał sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych o powody przesłuchań sędziów, którzy zabierają głos o sytuacji w wymiarze sprawiedliwości lub zadali pytania Trybunałowi Sprawiedliwości UE. RPO chciał też wiedzieć, na czyj wniosek te czynności są podejmowane. Według RPO przesłuchania mogą prowadzić do „efektu mrożącego”, zniechęcającego sędziów do udziału w debacie publicznej na temat reform sądownictwa

Sędziowie Ewa Maciejewska, Igor Tuleya i Krystian Markiewicz byli przesłuchani jako świadkowie w ramach czynności wyjaśniających, podjętych  z urzędu, a dotyczących „możliwych zachowań innych sędziów” – odpowiedział 5 października zastępca sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Michał Lasota. Zapewnił, że przyczyną przesłuchań sędziów Ewy Maciejewskiej i Igora Tulei nie było zadanie przez nich pytań prejudycjalnych TS UE 

Wcześniej Antoni Łuczak, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu, informował RPO, że nie stwierdził  wykroczeń dyscyplinarnych sędzi Moniki Frąckowiak. Dlatego nie wszczął postępowania dyscyplinarnego m.in. za jej wypowiedzi w obronie niezależności sądów. 

Dziękując Michałowi Lasocie za jego wyjaśnienia, Adam Bodnar odpisał, że "z przykrością stwierdza, iż rodzą one poważne wątpliwości co do prawidłowości prowadzonego w tym zakresie postępowania".

RPO wskazał, że art. 114 Prawa o ustroju sądów powszechnych otrzymał nowe brzmienie na podstawie nowelizacji z 8 grudnia 2017 r. ustawy o Sądzie Najwyższym i innych ustaw (weszła ona w życie 3 kwietnia 2018 r.). Pojęcie „czynności dyscyplinarnych” podejmowanych przez rzecznika dyscyplinarnego zostało bowiem zastąpione pojęciem „czynności wyjaśniające”. Pojęcia te mają inny zakres i nie są tożsame.

Obecnie zgodnie z art. 114 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych rzecznik podejmuje czynności wyjaśniające po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego. Czynności te powinny być przeprowadzone w terminie 30 dni od pierwszej czynności rzecznika. W ramach czynności wyjaśniających może on wezwać sędziego do złożenia pisemnego oświadczenia dotyczącego przedmiotu tych czynności, może również odebrać od sędziego oświadczenie ustne. Z art. 114 § 3 Prawa o ustroju sądów powszechnych wynika natomiast, że jeżeli po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających zachodzą podstawy do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, rzecznik dyscyplinarny wszczyna je i sporządza zarzuty dyscyplinarne na piśmie.

- Z powołanych powyżej przepisów z całą pewnością nie wynika kompetencja rzecznika dyscyplinarnego do przesłuchiwania w charakterze świadka sędziów w ramach czynności wyjaśniających – podkreślił RPO.  

W jego ocenie kompetencji takiej nie można uzasadnić tym, że w sprawach nieuregulowanych stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania karnego. Czynności wyjaśniające nie odpowiadają bowiem treściowo czynnościom dyscyplinarnym, które miały szerszy zakres. Obejmowały wszak wszelkie czynności rzecznika dyscyplinarnego w ramach regulowanego Prawem o ustroju sądów powszechnych postępowania dyscyplinarnego, a więc czynności zarówno procesowe, jak też czynności pozaprocesowe.

Przedmiotem czynności wyjaśniających jest natomiast wyłącznie potwierdzenie informacji o ewentualnym popełnieniu deliktu dyscyplinarnego. Służą one wyłącznie temu, aby zapobiec podejmowaniu zbędnych postępowań dyscyplinarnych. W związku z tym, ze swej istoty czynności wyjaśniające nie mogą przerodzić się w czynności procesowe, takie jak np. przesłuchanie świadków.

Odpowiednie stosowanie do czynności wyjaśniających przepisów k. p. k. oznacza zaś przede wszystkim stosowanie art. 307 k. p. k. regulującego postępowanie sprawdzające. W konsekwencji oznacza to, że w postępowaniu wyjaśniającym nie przeprowadza się czynności wymagających spisania protokołu, a w charakterze świadka może zostać przesłuchana wyłącznie osoba zgłaszająca delikt dyscyplinarny.

- Treść otrzymanych wyjaśnień wskazuje natomiast, że rzecznik dyscyplinarny nie dostrzega różnicy pomiędzy poprzednio przyznanym mu z mocy art. 114 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych uprawnieniem do podejmowania czynności dyscyplinarnych, a obecnie przyznanym mu z mocy tego przepisu uprawnieniem do podejmowania czynności wyjaśniających – głosi pismo RPO. Różnica ta ma zasadniczy charakter -  przesądza bowiem o tym, że przesłuchania świadków w ramach czynności wyjaśniających są podejmowane poza granicami obowiązującego prawa.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do Michała Lasoty „o dostosowanie podejmowanych czynności wyjaśniających w sprawach dyscyplinarnych do obowiązującego od dnia 3 kwietnia 2018 r. prawa”.

Ponadto do Rzecznika wpłynęła skarga adwokata Jacka Dubois, pełnomocnika sędziego Igora Tuleyi, dotycząca odmowy dopuszczenia go 10 października  do udziału w przesłuchaniu tego sędziego w charakterze świadka. W związku z tym Adam Bodnar  poprosił Michała Lasotę o wyjaśnienie motywów, którymi się kierował, podejmując taką decyzję.

VII.564.56.2018

Prezydent Ostrołęki odpowiada RPO w sprawie filmu „Kler”: nie układam repertuaru ani przerw w szkołach

Data: 2018-10-23
  • Rzecznik dowiedział się z mediów o niewyświetlaniu w Ostrołęce filmu „Kler” i poprosił władze miasta o wyjaśnienia
  • Prezydent miasta odpowiedział mu w następujący sposób: „Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek zakazywał oglądania filmu „Kler". Choć ma  „sprecyzowane poglądy, co do wpływu niektórych „obrazów" na psychikę i rozwój, zwłaszcza młodych, kształtujących się osobowości”
  • Z repertuaru kina w Ostrołęce  „mieszkańcy raz są bardziej zadowoleni, raz mniej”
  • Prezydent napisał też: „Aferę" wokół filmu „Kler" wymyślił w Ostrołęce wyraźnie upolityczniony popularny portal internetowy, który znany jest z zamieszczania wulgarnych i prymitywnie atakujących wszelkie uniwersalne wartości komentarzy
  • Z odpowiedzi nie wynika, czy film „Kler” będzie wyświetlany. Prezydent wyraża natomiast gotowość zorganizowania spotkania z reżyserem

Pełna treść listu prezydenta miasta Janusza Kotowskiego podpisanego 15 października 2018 r.

W związku z Pana pismem dotyczącym sprawy filmu „Kler" uprzejmie informuję, że w Ostrołęce nie występuje, w moim najgłębszym przekonaniu, zagrożenie wolności twórczości artystycznej i prawa dostępu do dóbr kultury (zagwarantowanych w art. 73 Konstytucji RP).

Mógł się bez wątpienia o tym przekonać sam RPO p. Adam Bodnar podczas spotkania z mieszkańcami zorganizowanego niedawno w budynku UM Ostrołęki.

„Aferę" wokół filmu „Kler" wymyślił w Ostrołęce wyraźnie upolityczniony popularny portal internetowy, który znany jest z zamieszczania wulgarnych i prymitywnie atakujących wszelkie uniwersalne wartości komentarzy. Inne, w tym ogólnopolskie środki przekazu, nie sprawdzając informacji u źródła, wykorzystały sprawę do zmasowanego ataku na lokalny samorząd i prezydenta Miasta w kontekście zbliżających się wyborów.

Prezydent ani w tym przypadku, ani w żadnym innym nie układał repertuaru kina. Podobnie, jak nie układa rozkładu jazdy autobusów miejskich czy długości przerw w szkołach samorządowych. Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek zakazywał oglądania filmu „Kler". Choć mam sprecyzowane poglądy, co do wpływu niektórych „obrazów" na psychikę i rozwój, zwłaszcza młodych, kształtujących się osobowości.

W ostrołęckim kinie były i są grane różne filmy. Układanie repertuaru to zadania osób pracujących w Ostrołęckim Centrum Kultury. Nigdy nie uda się doprowadzić do sytuacji, żeby „puszczane" były wszystkie nowe produkcje. Jakaś kolejność i dobór to sprawy, które zawsze miały miejsce. Mieszkańcy raz są bardziej zadowoleni, raz mniej. Choć muszę przyznać, że po raz pierwszy o repertuar kina pyta Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

Na koniec dodam, iż władze kina (a także ja osobiście) zadeklarowały gotowość zaproszenia reżysera „Kleru" do Ostrołęki i przeprowadzenia dyskusji odnośnie filmu. Mam nadzieję, że do takiego spotkania dojdzie.

Medialną aferę wobec filmu „Kler" w Ostrołęce i bezpośrednie zarzuty stawiane prezydentowi Miasta uznaję za nieuczciwe i powodowane motywami ideologiczno-politycznymi.

Z poważaniem

Janusz Kotowski

Krakowski sąd nie uchyli decyzji o akredytacjach dla dziennikarzy. Mają ułatwiać im wstęp do sądu

Data: 2018-10-23
  • Sąd Okręgowy w Krakowie nie wycofuje się z akredytacji dla dziennikarzy
  • Wnosił o to Rzecznik Praw Obywatelskich, który wskazywał m.in. na zagrożenia dla wolności prasy
  • Wyłącznym celem wprowadzenia akredytacji było ułatwienie  dziennikarzom wstępu do sądu  - odpowiedział sąd
  • Zapewnił, że brak akredytacji nie uniemożliwia wstępu do sądu i swobodnego wykonywania obowiązków

14 września 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że decyzja o wprowadzeniu akredytacji jest pozbawiona podstaw prawnych. Zażądał jej uchylenia od prezeski sądu Dagmary Pawełczyk-Woickiej.

Zarządzeniem Prezesa i Dyrektora Sądu Okręgowego w Krakowie z 6 sierpnia 2018 r., w sądzie wprowadzono regulamin przyznawania akredytacji prasowych. Zgodnie z nim „akredytacja prasowa upoważnia do wejścia na teren budynku Sądu Okręgowego w Krakowie z urządzeniem technicznym (…) - posiadającym funkcję rejestracji dźwięku lub obrazu (w tym kamery, urządzenia nagrywające, mikrofony), za okazaniem dokumentu ze zdjęciem”. Akredytacji udziela rzecznik prasowy sądu.

Argumenty RPO

Wzbudziło  to poważne wątpliwości RPO w świetle art. 14 oraz 54 Konstytucji RP. Według nich Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, a  każdemu zapewnia się wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ograniczenia prasy w dostępie do sądu – choćby tylko związane z formalnościami – budzą także wątpliwości z punktu widzenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Pojęcie akredytacji prasowej  nie ma definicji legalnej ani w ustawie z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, ani w innym powszechnie obowiązującym akcie prawnym regulującym prawo mediów. Skoro zatem obowiązek posiadania przez dziennikarza akredytacji nie wynika z przepisów powszechnie obowiązującego prawa, to niezrozumiałym oraz nieuzasadnionym jest wprowadzanie takiego ograniczenia dla dziennikarzy regulaminem wydanym przez prezesa i dyrektora sądu – uznał Rzecznik.

Podstawą prawną były tu przepisy Prawa o ustroju sądów powszechnych, zgodnie z którymi prezes sądu kieruje działalnością administracyjną sądu i zapewnia właściwy tok wewnętrznego urzędowania, a dyrektor sądu zapewnia m.in. odpowiednie warunki technicznoorganizacyjne. Żaden z tych przepisów nie upoważnia do wkraczania w materię, o której mowa w art. 14 i 54 Konstytucji RP oraz ograniczania praw dziennikarzy, chcących wejść do sądu - poprzez uzależnienie tego od posiadania akredytacji. 

Zarządzenia nie mogą ograniczać wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, której beneficjentami są obywatele i która stanowi fundament demokratycznego państwa. Działanie takie, w ocenie Rzecznika, nie ma żadnego uzasadnienia na gruncie obowiązującego prawa. 

Według Rzecznika przez wprowadzenie regulaminu naruszone mogą zostać: wolność prasy, słowa, wyrażania poglądów i prawo do społecznie pożądanej krytyki oraz prawo obywateli do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Skutkiem wydawania akredytacji jest bowiem uniemożliwienie wstępu do sądu dziennikarzom, którzy ich nie posiadają.

Zastrzeżenia RPO budzi też fakt, że decyzja o wydaniu akredytacji bądź jej odmowie zależy wyłącznie od rzecznika prasowego sądu. Brak jest przesłanek, jakimi miałby się on kierować przy podejmowaniu tych decyzji. Nie ma też mowy o ewentualnej drodze odwoławczej w przypadku odmowy.

Ponadto Rzecznik wskazuje, że postanowienia regulaminu mogą prowadzić do naruszenia art. 44 ust. 1 Prawa prasowego. Zgodnie z nim, „kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. A utrudnianie krytyki prasowej to m.in. selekcjonowanie dostępu dziennikarzy do wydarzeń i przeszkadzanie w zbieraniu materiałów przed publikacją.

Odpowiedź sądu

W odpowiedzi z 8 października 2018 r. wiceprezes Sądu Okręgowego Katarzyna Wysokińska-Walenciak napisała, że regulamin został wprowadzony na podstawie art. 22 § 1 ust. 1 pkt a oraz art. 31a § 1 pkt. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych w związku z § 34 ust. 1 pkt 7 i § 35 ust. 2 pkt 4 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 25 czerwca 2015 r. Regulamin urzędowania sądów powszechnych. W myśl tych regulacji prezes sądu m.in. zapewnia przestrzeganie przez podległych pracowników zasad ochrony i bezpieczeństwa obiektów sądowych, a czynności dyrektora sądu obejmują m.in. zapewnienie ochrony i bezpieczeństwa obiektów  sądowych w zakresie nie powierzonym prezesowi sądu, w tym ogłaszanie ewakuacji sądu.

- Wprowadzenie w regulaminie trybu wydawania dziennikarskich akredytacji rocznych do Sadu Okręgowego w Krakowie w żadnym wypadku nie uniemożliwia wstępu do budynku sądu dziennikarzom, którzy nie posiadają takich akredytacji - podkreśliła Katarzyna Wysokińska-Walenciak.

Według niej wprowadzenie akredytacji miało na celu wyłącznie ułatwienie wstępu dziennikarzom na teren sądu. Dziennikarz posiadający taką akredytację prasową jest bowiem upoważniony - za okazaniem dokumentu ze zdjęciem - do wejścia na teren budynku sądu z urządzeniem technicznym, o którym mowa w zarządzeniu nr 3/18 Prezesa i Dyrektora SO w Krakowie z 18 kwietnia 2018 r. w sprawie fotografowania, filmowania oraz utrwalania w inny sposób obrazu na terenie obiektów sądu. Dziennikarze nie posiadający takiej akredytacji, mogą wejść na teren sądu z urządzeniem  nagrywającym po wypełnieniu druku zgłoszenia (stanowi ono załącznik do zarzadzenia nr 3/18).

- Tym samym brak akredytacji prasowej w żadnym wypadku nie uniemożliwia swobodnego wykonywania zawodu przez dziennikarza, nie ogranicza możliwości relacjonowania i utrwalania obrazu i dźwięku z przebiegu rozpraw oraz jawnych posiedzeń, osobistego uzyskiwania informacji z pracy i wydarzeń dotyczących Sądu Okręgowego w Krakowie - głosi pismo.

Wiceprezes sądu podkreśliła, że przesłanką wydania akredytacji jest dołączenie do wniosku skanu ważnej legitymacji prasowej czy zaświadczenia o współpracy z redakcją. Niespełnienie tych warunków oznacza odrzucenie wniosku, co nie uniemożliwia jego ponowienia. 

Decyzja rzecznika prasowego w sprawie akredytacji nie ma charakteru decyzji administracyjnej. Tym samym brak jest możliwości jej zaskarżenia  - napisała Katarzyna Wysokińska-Walenciak.

VII.564.31.2018

O patostreamingu - prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz, organizacji pozarządowych i firm technologicznych, youtuberzy i dziennikarze

Data: 2018-10-18

Jak zmierzyć się ze zjawiskiem patostreamingu? RPO zorganizował w swoim Biurze w Warszawie okrągły stół w tej sprawie. W spotkaniu uczestniczyła wiceminister cyfryzacji Wanda Buk, oraz 30 innych ekspertów.

  • Patostreaming to pokazywanie przemocy i wulgarnych treści, niekiedy będących łamaniem prawa, po to, by oglądający to przez internet widzowie płacili nadawcy. W Polsce w ostatnich latach zjawisko nasila się w sposób nie znany w innych krajach
  • To wulgarne, poniżające materiały, często pełne przemocy fizycznej i słownej, nierzadko nagrywane pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających z lekceważeniem prawa i zasad współżycia społecznego.
  • Mają dużą oglądalność, a ich nadawcy na tym zarabiają. Dostają też pieniądze za to, że zrobią coś odrażającego czy okrutnego: może to być znęcanie się nad osobą bliską, bicie, poniżanie….
  • Mogą to oglądać dzieci, często bez wiedzy rodziców o istnieniu takiego zagrożenia

Zjawisko jest stosunkowo nowe, ale powstało na ten temat kilka reportaży[1]. Rzecznik dostał dopiero jedną skargę (od sąsiadów nadawcy takich treści, czyli patostreamera). Nie ma takich skarg resort cyfryzacji, Ministerstwo Sprawiedliwości szuka na razie narzędzi do opisu problemu. Ale o skali zjawiska alarmują organizacje pozarządowe, wychowawcy, psychologowie, badacze społeczni.

- Coraz więcej osób zwraca uwagę na mowę nienawiści i się jej sprzeciwia. Patologiczne treści w internecie często idą dalej – naruszają nietykalność cielesną innych osób, promują przemoc, utrwalają negatywne stereotypy. Najczęściej dostępne są na popularnych platformach bez ograniczeń wiekowych. Zorganizowaliśmy w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich spotkanie ludzi, dla których punktem wyjścia jest godność jako nienaruszalna podstawowa wartość. Patostreaming jest jaskrawym przykładem łamania godności i nie ma na to naszej zgody w przestrzeni publicznej jaką jest Internet – mówi Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, inicjatorka spotkania, odpowiedzialna w BRPO za strategiczne postępowania sądowe.

Z dyskusji wynikało, że patostreaming jest zjawiskiem, które na tak szeroką skalę pojawiło się tylko w Polsce. Przedstawiciel Google’a podkreślał, że podobnych zgłoszeń firma nie ma z innych krajów. Prawdopodobnie więc zjawisko to jest skutkiem głębszych procesów zachodzących w naszym społeczeństwie, na co wskazywali też inni uczestnicy spotkania. Przemoc i agresja słowna obecna jest przecież nie tylko w internecie i nie tylko w formach „ludowych” – dziennikarze i politycy nie stronią od agresywnych komentarzy, programy typu „reality show” są nadawane w dużych stacjach telewizyjnych, przemoc i mowa nienawiści jest częścią kultury masowej i debaty politycznej. Większość z nas przestaje na to reagować, przyzwyczaja się,

Zebrani ustalili więc, że choć prostych rozwiązań tu nie będzie, to na pewno skuteczna okaże się współpraca i wskazywanie konkretnych rozwiązań, które krok po kroku mogą zmierzać do ograniczenia zjawiska patostreamingu. Kluczowe znaczenie ma tu współpraca, a rola trzeciego sektora jest nie do przecenienia, co podkreślali przedstawiciele władz.

  • Trzeba wykorzystywać istniejące rozwiązania prawne i uczyć się z nich korzystać
  • Musimy uczyć się reagować na przemoc i patologię w internecie. Ci, którzy się na internecie znają, powinni w tym wspierać rodziców i wychowawców oraz pomoc społeczną
  • Trzeba się nauczyć problem opisywać w mediach tak, by nie przysparzał złej sławy twórcom patostreamingu, bo oni żywią się tą złą sławą
  • Trzeba utrudniać dostęp do tych treści – ale też i zarabianie na nich (i pokusę sponsorowania patostreamingu)

To tylko pierwsze propozycje – kolejne zostaną wspólnie wypracowane na podstawie dwugodzinnej dyskusji w Biurze RPO. Prowadzili ją zastępca RPO i mec. Zuzanna Rudzińska Bluszcz,  a wzięli w niej udział:

  • Wanda Buk, wiceministra cyfryzacji
  • Jan Kostrzewa dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Sprawiedliwości
  • Marcin Olender, Google
  • Michał Białek, Wykop.pl
  • Alek Tarkowski, Centrum Cyfrowe
  • Marcin Bochenek, Państwowy Instytut Badawczy
  • Maciej Tanaś, NASK, doradca RPD
  • Karol Paciorek, youtuber:
  • Maciej Budzich, blogger
  • Artur Kurasiński, blogger
  • Kamil Bolek, Lifetube
  • Wojciech Kardyś, Goog for you
  • Konrad Dulkowski  i  Rafał Gaweł, Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich
  • Łukasz Wojtasik i Marta Wojtas, Dajemy Dzieciom Siłę
  • Rafał Szymański, Porcelanowe aniołki
  • Krzysztof "Ator" Woźniak", blogger
  • Dominika Bychowska-Siniarska, HFPC.
  • Ludmiła Ananikova, Gazeta Wyborcza
  • Maciej Młynarczyk, Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ
  • Grażyna Stanek, prokurator w ss, Lex Superomnia
  • Maria Rotkiel, psycholożka
  • Marcin Zimoń, Komenda Stołeczna Policji,wydział prewencji
  • Agata Malinowska, pełnomocniczka Komendanta Stołecznego Policji  ds. Praw Człowieka.
  • A także przedstawiciele BRPO: Michał Hara, Piotr Sobota, Agnieszka Jarzębska i Joanna Jakubczak a także Dariusz Supeł, który oprócz tego, że w pracuje w BRPO jest także wychowawcą i przewodniczącym ZHP.

Gdy przedmiotem przekazu jest zdarzenie mogące wypełniać znamiona czynu zabronionego (np. znęcanie, pobicie):

Eksperci BRPO zwracają uwagę na dostępne już przepisy. W przypadku patostreamingu policja powinna prowadzić czynności sprawdzające, czy zachodzi podejrzenie zaistnienia przestępstwa lub wykroczenia

Problem polega na tym, że przedmiotem patostreamów często są zachowania stanowiące przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego albo na wniosek (znieważenie, zniesławienie, naruszenie nietykalności cielesnej, zniszczenie cudzej rzeczy). Może być też tak, że prezentowane w patrostreamie treści są zainscenizowane lub nie odpowiadają deklaracjom ich autorów (np. mieszane substancje są inne od deklarowanych). Wtedy można ewentualnie rozważyć odpowiedzialność z art. 286 § 1 k.k. Spełnione są bowiem wszystkie trzy przesłanki zaistnienia przestępstwa oszustwa (działanie w celu uzyskania korzyści majątkowej, wprowadzenie innej osoby w błąd i doprowadzenie jej do niekorzystnego rozporządzenia mieniem).

Gdy sam przekaz może wypełniać znamiona czynu zabronionego:

Możliwe jest ściganie takich czynów, popełnionych za pośrednictwem internetu

Pozwalają na to

– art. 52a kodeksu wykroczeń (publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa, publiczne nawoływanie do przeciwdziałania przemocą aktowi stanowiącemu źródło powszechnie obowiązującego prawa, publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa)

– art. 141 k.w. (dopuszczanie się nieobyczajnego wybryku,  zamieszczenie w miejscu publicznym nieprzyzwoitego ogłoszenia, napisu lub rysunku albo używanie słów nieprzyzwoitych

 – art. 117 § 3 kodeksu karnego (publiczne nawoływanie do wszczęcia wojny napastniczej lub publiczne pochwalanie wszczęcia lub prowadzenia takiej wojny

– art. 135 § 2 k.k. (publiczne znieważenie Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej art. 133 k.k., publiczne znieważenie Prezydenta RP)

– art. 196 k.k. (obrażanie uczuć religijnych poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych)

–; art. 200b k.k. i inne. (publiczne pochwalanie lub propagowanie zachowania o charakterze pedofilskim

Trzeba pamiętać, że internet to miejsce publiczna.Wynika to z orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 17 kwietnia 2018 r. sygn. akt IV KK 296/17 wydane po rozpoznaniu kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym Sąd Najwyższy rozważając kwestie odpowiedzialności za czyn z art. 141 k.w. stwierdził, między innymi, że „w przypadku wykorzystania Internetu do umieszczenia w nim nieprzyzwoitego ogłoszenia, napisów lub rysunków albo używania za jego pośrednictwem słów nieprzyzwoitych, miejscem publicznym w rozumieniu art. 141 k.w. są serwisy WWW takie jak: portale informacyjne, portale korporacyjne, z tym że w przestrzeni dla potencjalnych klientów, otwarte fora dyskusyjne, blogi, vlogi (tzw. videoblogi), do których dostęp nie jest limitowany, a zatem nie zabezpieczony loginem i hasłem, ograniczającymi możliwość uzyskania dostępu do wyodrębnionej przestrzeni internetowej dla internautów przez właściciela serwisu”.

Co więcej Sąd Najwyższy uznał, że „w kontekście pojęcia miejsce publiczne odnoszącego się do przestrzeni wirtualnej nie jest istotne gdzie fizycznie znajduje się serwer sprzętowy, na którym udostępniany jest serwis internetowy”.

 

Sędziowski rzecznik dyscyplinarny pisze do RPO o przyczynach przesłuchań znanych sędziów

Data: 2018-10-12
  • Sędziowie Ewa Maciejewska, Igor Tuleya i Krystian Markiewicz byli przesłuchani jako świadkowie w ramach czynności wyjaśniających dotyczących „możliwych zachowań innych sędziów”
  • Tak zastępca sędziowskiego rzecznika  dyscyplinarnego Michał Lasota odpowiedział RPO na pytanie o powody przesłuchań sędziów zabierających m.in. głos na temat sytuacji w wymiarze sprawiedliwości 
  • Zapewnił, że przyczyną przesłuchań sędziów Ewy Maciejewskiej i Igora Tulei nie było zadanie przez nich pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE 

We wrześniu 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę wzywania kilkorga sędziów na przesłuchania prowadzone przez sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych. W trzech pismach zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do rzeczników o podanie przesłanek, które przemawiały za wezwaniem sędziów do złożenia wyjaśnień oraz na czyj wniosek podjęto czynności wyjaśniające.

Zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie Ministra Sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy - po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego.

Odpowiedź sędziego Michała Lasoty

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Michał Lasota odpowiadając 5 października na dwa pisma do niego skierowane („z treścią których zapoznał się w pierwszej kolejności poprzez przekaz medialny”) poinformował, że czynności wyjaśniające we wskazanych sprawach podjęto z urzędu.

Napisał, że sędziowie Bartłomiej Przymusiński i Igor Tuleya nie zostali wezwani do złożenia wyjaśnień, bowiem w żadnej ze spraw nie zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne i nie przedstawiono zarzutów dyscyplinarnych na piśmie. Zostali zaś oni wezwani w trybie art. 114 § 2 ustawy z  27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych do „złożenia pisemnych oświadczeń dotyczących przedmiotów czynności wyjaśniających, w tym treści wypowiedzi”.

- Sędzia Krystian Markiewicz nie został wezwany do złożenia wyjaśnień, czy do złożenia oświadczenia, a jedynie przesłuchany w charakterze świadka w ramach czynności wyjaśniających dotyczących możliwych zachowań innych sędziów – dodał Michał Lasota.

Ponadto poinformował , że sędziowie Ewa Maciejewska i Igor Tuleya nie zostali wezwani do złożenia „wyjaśnień w charakterze świadka, w związku ze skierowaniem przez nich pytań prejudycjalnych". Zostali bowiem przesłuchani w charakterze świadków w ramach czynności wyjaśniających dotyczących "możliwych zachowań innych sędziów".

Pod koniec września Antoni Łuczak, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu, informował RPO, że nie stwierdził  wykroczeń dyscyplinarnych sędzi Moniki Frąckowiak. Dlatego nie wszczął postępowania dyscyplinarnego m.in. za jej wypowiedzi w obronie niezależności sądów. 

RPO: to może powodować „efekt mrożący”

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich takie wezwania mogą prowadzić do tzw. „efektu mrożącego”, polegającego na zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie - problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów.

Według RPO w tym kontekście należy mieć na uwadze wyrok Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 23 czerwca 2016 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Trybunał stwierdził w niej naruszenie prawa do sądu oraz wolności słowa sędziego Baki (art. 6 i 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka). Jako prezes Sądu Najwyższego i przewodniczący węgierskiej Krajowej Rady Sądownictwa, publicznie wyraził swoje poglądy na temat reform węgierskiego sądownictwa.

Zdaniem Trybunału, sędzia Baka miał nie tylko prawo, ale i obowiązek jako przewodniczący Rady, wyrazić opinię, bowiem funkcje i obowiązki sędziego obejmowały wyrażanie poglądów na temat reform ustawodawczych mogących wpływać na sądownictwo i jego niezależność. Trybunał odwołał się przy tym do dokumentów Rady Europy, które uznają, że każdy sędzia jest odpowiedzialny za promowanie i ochronę niezawisłości sędziowskiej.  Sędziowie powinni wręcz być zaangażowani w prace nad ustawodawstwem dotyczącym ich statusu oraz funkcjonowania systemu sądowniczego.

- W pełni aprobuję zacytowane przez pana stanowisko zawarte w rozstrzygnięciu Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - pisał do RPO sędzia Antoni Łuczak. 

VII.564.56.2018, VII.564.55.2018

Dlaczego w Kraśniku bilety na "Kler" są droższe niż na inne filmy?

Data: 2018-10-11

RPO dostał skargę, że  w Kinie Metalowiec w Kraśniku bilety na ten film „Kler” są droższe niż bilety na pozostałe seanse. Wprowadzono również dodatkowe ograniczenia wiekowe.

- Taka sytuacja może budzić wątpliwości z punktu widzenia zagwarantowanej w art. 73 Konstytucji wolności twórczości artystycznej i prawa do dostę