Zawartość
Liczba całkowita wyników: 326

Sprawy w Sądzie Najwyższym

Formularz wyszukiwania

np.: 06/2021
np.: 06/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Skazany za przestępstwo, choć popełnił wykroczenie. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [AKTUALIZACJA] Sprawa wygrana

Data: 2021-06-21, 2021-02-19
  • U obywatela kierującego samochodem stwierdzono 0,25 mg/l stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu
  • Został oskarżony o przestępstwo kierowania autem "w stanie nietrzeźwości" i za to skazał go sąd
  • Nie sprawdził jednak, że takie przestępstwo popełnia ktoś, u kogo stężenie wynosi powyżej 0,25 mg/l
  • Niższe stężenie oznacza zaś popełnienie wykroczenia polegającego na prowadzeniu pojazdu "w stanie po użyciu alkoholu”

O uchylenie takiego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu wnosi Rzecznik Praw Obywatelskich w kasacji do Sądu Najwyższego.

Uwzględniajac kasację jako oczywiście zasadną, 9 czerwca 2021 r. SN uchylił zaskarżony wyrok i zwrócił sprawę sądowi, aby naprawił swój błąd. 

Dzieje sprawy

Pan Tadeusz został oskarżony o kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości – w wydychanym powietrzu stwierdzono 0,25 mg/l alkoholu. Art. 178a § 1 Kodeksu karnego przewiduje za takie przestępstwo grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Sąd Rejonowy w B. wyrokiem nakazowym uznał oskarżonego  za winnego tego przestępstwa. Skazał go za to na tysiąc zł grzywny. Ponadto zakazał mu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 3 lata. Nakazał także zapłatę 5 tys. zł świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

Jak wskazuje RPO orzeczenie to nie może się ostać, ponieważ zapadło z rażącym naruszeniem prawa karnego materialnego.

Brak uzasadnienia wyroku utrudnia odtworzenie motywów, jakimi kierował się sąd wydając wyrok nakazowy, jednak sentencja i opis czynu wskazują na rażący błąd.

Mianowicie Sąd Rejonowy, uznając, że czyn jest występkiem z art. 178a § 1 k.k., ustalił, że obywatel znajdował się w stanie nietrzeźwości „posiadając 0.25 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu”.

Tymczasem zgodnie z art. 46 ust. 2 pkt 2 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, obecność w wydychanym powietrzu do 0,25 mg/l oznacza stan „po użyciu alkoholu”, nie zaś „stan nietrzeźwości” w rozumieniu art. 115 § 16 k.k.

Definicja stanu nietrzeźwości zawarta w art. 115 § 16 k.k. wyraźnie wskazuje, że chodzi o przypadek, gdy zawartość alkoholu wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. A contrario wartość równa 0,25 mg nie stanowi stanu nietrzeźwości w rozumieniu art. 178a § 1 k.k.

Jasno wskazuje to, że czyn przypisany skazanemu nie stanowił przestępstwa. Był zaś wykroczeniem z art. 87 § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę aresztu lub grzywnę za  prowadzenie pojazdu mechanicznego „w stanie po użyciu alkoholu”.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem 

Kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich jest oczywiście zasadna, co uprawniało do jej uwzględnienia w trybie określonym w art. 535 § 5 k.p.k.

Brak uzasadnienia zaskarżonego przez Rzecznika Praw Obywatelskich wyroku niewątpliwie utrudnia odtworzenie motywów, jakimi kierował się Sąd Rejonowy akceptując zaproponowaną w akcie oskarżenia kwalifikację prawną czynu, jednak przyjęty w tym orzeczeniu opis czynu w zestawieniu z treścią rozstrzygnięcia wskazuje na rażący błąd w stosowaniu prawa materialnego.

Sąd Rejonowy przypisał skazanemu popełnienie występku z art. 178a § 1 k.k. Jak wynika z jasnej treści tego przepisu, do znamion rzeczonego przestępstwa należy m.in. bezwypadkowe prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Ustawodawca pojęcie „stanu nietrzeźwości” wyjaśnił w art. 115 § 16 k.k., wskazując, że stan ten w rozumieniu Kodeksu karnego zachodzi gdy:

1) zawartość alkoholu we krwi przekracza 0,5 promila albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość,

2) zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość.

Tymczasem w realiach niniejszej sprawy ustalono, że T.R.prowadził samochód osobowy przy zawartości 0,25 mg alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza - i takie też dane znalazły odzwierciedlenie w opisie przestępstwa, które Sąd Rejonowy przypisał skazanemu. Dokonana zatem przez sąd ocena prawna nie odpowiada legalnej definicji stanu nietrzeźwości z art. 115 § 16 pkt 2 k.k., albowiem zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza w przypadku T.R. - jak przyjął sąd orzekający - nie przekraczała 0,25 mg, lecz była równa tej wartości.

Z treści zaskarżonego wyroku nie wynika także, aby zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza prowadziła do stężenia przekraczającego tę wartość, natomiast dokonane w wyroku ustalenia faktyczne nie zostały przez skarżącego zakwestionowane.

Powyższe świadczy zatem o tym, że Sąd Rejonowy dokonał błędnej wykładni znamienia stanu nietrzeźwości i przypisał T.R. popełnienie przestępstwa z art.4 178a § 1 k.k., mimo że ustalenia wynikające z treści zaskarżonego wyroku wskazują, że w niniejszej sprawie nie został przekroczony normatywny próg karania sprawcy czynu na mocy przepisu art. 178a § 1 k.k.

Wypada tu przypomnieć, że objaśnienie przez ustawodawcę w art. 115 § 16 k.k. znamienia „stanu nietrzeźwości” - jako definicja legalna - ma charakter wiążący, zatem sąd orzekający nie jest uprawniony do jakiegokolwiek modyfikowania określonych w tym przepisie wartości. Powyższe przesądza o rażącej wadliwości zaskarżonego wyroku.

Słusznie podnosi przy tym Rzecznik Praw Obywatelskich, że jeśli przyjąć za prawidłowe ustalenia sądu co do zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu - a tych sąd kasacyjny nie jest uprawniony badać - to T.R. winien odpowiadać za popełnienie wykroczenia stypizowanego w art. 87 § 1 k.w.

Rację ma bowiem skarżący, iż zawarte w zaskarżonym wyroku ustalenia wskazują, że T.R. kierował pojazdem mechanicznym w stanie po użyciu alkoholu, który zdefiniowany został w art. 46 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zgodnie z tym przepisem stan po użyciu alkoholu zachodzi, gdy zawartość alkoholu w organizmie wynosi lub prowadzi do obecności w wydychanym powietrzu od 0,1 mg do 0,25 mg alkoholu w 1 dm3. Na taką zaś zawartość alkoholu w organizmie T.R. wskazują dokonane w zaskarżonym wyroku niekwestionowane ustalenia faktyczne.

Na marginesie wypada zauważyć, że nawet jeśli uznać by przedmiotowe zachowanie za wykroczenie, to na mocy art. 45 § 2 k.w. niniejsze orzeczenie kasatoryjne skutkuje resuscytacją terminu przedawnienia karalności tego czynu na gruncie prawa wykroczeń, albowiem w dacie uchylenia prawomocnego rozstrzygnięcia nie upłynął jeszcze okres wskazany w art. 45 § 1 in fine k.w. (por. wyrok SN z dnia 12 września 2017 r., III KK 402/17).

Inną zupełnie kwestią jest natomiast pozostająca poza przedmiotem kasacji wadliwość zaskarżonego wyroku pod względem rozbieżności pomiędzy zapisem literowym a cyfrowym w zakresie wysokości orzeczonej tym wyrokiem kary grzywny, którą Sąd Rejonowy wymierzył w liczbie 50 stawek dziennych, ustalając wysokość jednej stawki dziennej na kwotę „20 (dziesięciu) złotych”.

Jak słusznie stwierdził Sąd Najwyższy, rozbieżność w cyfrowym i słownym zapisie wymiaru kary nie tylko narusza wynikający z art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k. obowiązek redagowania orzeczenia w sposób jednoznaczny i zrozumiały, ale przede wszystkim odzwierciedla wewnętrzną sprzeczność wyroku uniemożliwiającą jego wykonanie (wyrok SN z dnia 23 maja 2017 r., III KK 186/17, Prok. i Pr. 2017/7-8, poz. 17).

Takie uchybienie stanowi zatem bezwzględną przyczynę odwoławczą z art. 439 § 1 pkt 7 k.p.k., którą Sąd Najwyższy zobligowany był dostrzec niezależenie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów oraz wpływu uchybienia na treść orzeczenia.

W tym stanie rzeczy należało uchylić zaskarżony wyrok i sprawę przekazać Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania. Sąd ten przy wydaniu orzeczenia w niniejszej sprawie winien uwzględnić wyżej zaprezentowane uwagi.

II.511.736.2020

400 zł za spotkanie z kolegami na ulicy w kwietniu 2020. Kasacja RPO [AKTUALIZACJA] Sprawa wygrana

Data: 2021-06-18, 2021-05-11
  • Pan Mariusz „wyszedł z domu bez powodu” i spotkał się z innymi mężczyznami na placu targowym w R.
  • Został za to skazany wyrokiem nakazowym na 400 zł grzywny. Wyrok się uprawomocnił
  • AKTUALIZACJAZachowanie obwinionego nie wypełniło znamion wykroczenia - uznał Sąd Najwyższy, który 9 czerwca uniewinnił go
  • To kolejne już takie orzeczenie SN w ramach jego lini orzeczniczej

RPO składa kasację – kolejną w sprawie wyroków nakazowych sądu w R. – ponieważ obywatel został skazany na podstawie wadliwych przepisów.

W kwietniu 2020 r., na początku pandemii, rząd w rozporządzeniu zakazał wychodzenia z domu z czterema wyjątkami (do pracy, do kościoła, na wolontariat o w celu załatwienia istotnych potrzeb życiowych). Żadna z ustaw nie dawała prawa do takiego ograniczenia dolności i prawa do przemieszczania się – a są to prawa gwarantowane wprost przez Konstytucję.

RPO nigdy nie kwestionował konieczności wprowadzania ograniczeń w związku z pandemią, wskazywał jednak konsekwentnie, że nie można tego robić z naruszeniem Konstytucji: prawa i wolności można ograniczać, ale tylko ustawami (a więc głosami całego parlamentu, a nie samego rządu, po odpowiedniej debacie, z zachowaniem przepisów regulaminów obu izb, o w sposób proporcjonalny do potrzeb).

W kasacji na rzecz pana Mariusza RPO dowodzi, że nie mógł być on ukarany na podstawie wadliwie wydanych przepisów. RPO przypomina, że w podobnych sprawach Sąd Najwyższy przyznał mu rację: „Podniesiona w niniejszej kasacji argumentacja znajduje odzwierciedlenie w poglądach Sądu Najwyższego wyrażonych w wyrokach SN z dnia 16 marca 2021 r. zapadłych w sprawach: II KK 97/21, II KK 74/21, II KK 64/21, oraz w wyroku z dnia 24 marca 2021 r., sygn. akt II KK 66/21”.

Wyrok SN 

SN orzekł, że § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie mógł stanowić podstawy prawnej pociągnięcia do odpowiedzialności za wykroczenie z art. 54 k.w.

Zachowanie obwinionego - polegające na złamaniu zakazu przemieszczania się przez opuszczenie miejsca zamieszkania, a następnie spotkanie z dwoma innymi mężczyznami w miejscu publicznym - nie wypełniało bowiem znamion wykroczenia. Zgodnie z treścią art. 1 k.w., wykroczenie stanowi tylko czyn społeczne szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5000 zł lub nagany. W niniejszej sprawie w chwili popełnienia czynu nie istniał przepis prawidłowo wypełniający normę blankietową z art. 54 k.w., pozwalający na pociągnięcie do odpowiedzialności za korzystanie ze swobody przemieszczania się po terytorium Rzeczypospolitej oraz na wymierzenie z tego tytułu sankcji.

Nie było więc podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko a skoro już takie postępowanie wszczęto, Sąd Rejonowy powinien był wydać w stosunku do obwinionego wyrok uniewinniający. Zachowanie obwinionego nie wypełniło bowiem znamion wykroczenia z art. 54 k.w., jak i żadnego innego czynu zabronionego.

(pełna treść uzasadnienia SN w załączniku poniżej)

II.511.214.2021

Ukarana za brak maseczki w 2020 r. Wtedy taki nakaz był jednak jeszcze niezgodny z prawem. [AKTUALIZACJA] SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2021-06-17, 2021-04-20
  • Kobieta nie nosiła maseczki w miejscu publicznym, za co sąd ukarał ją 200 zł grzywny  
  • Wyrok wydano na podstawie wadliwych przepisów rządowego rozporządzenia - a takie ograniczenie można było nałożyć tylko na wyraźnej podstawie ustawowej 
  • Dlatego RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obwinionej
  • A dziś karanie za niezakrycie ust i nosa jest już legalne – rząd poprawił ówczesne przepisy
  • AKTUALIZACJA: 10 czerwca SN uwzględnił kasację i kobietę uniewinnił. Nawet w pandemii nie jest dopuszczalne stanowienie prawa karnego "na skróty" - uznał

Pani Paula została obwiniona o to, że 14 października 2020 r. w C. nie zastosowała się do obowiązku zakrywania ust i nosa w miejscu publicznym. Zarzucono jej wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w B. wyrokiem nakazowym z 17 grudnia 2020 r. uznał panią Paulę za winną wykroczenia. Wymierzył jej karę 200 zł grzywny. Wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok nie może się ostać, ponieważ został wydany z rażącym naruszeniem prawa.

Obywatelka nie zastosowała się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Jednak rządowe rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie tego nakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Nakaz zakrywania ust i nosa został zaś ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

Argumentacja ta znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie Sądu Najwyższego (np. wyrok SN z 24 marca 2021 r., sygn. akt II KK 66/21).

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie przez Sejm i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

Właśnie z tą chwilą Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach.

Zatem w czasie popełnienia czynu nie był on zabroniony pod groźbą kary. A nie można orzec odpowiedzialności, jeśli dopiero ustawa nowa uznaje dane zachowanie za czyn zabroniony - zgodnie z prawem jeżeli w czasie orzekania obowiązuje ustawa inna niż w czasie popełnienia wykroczenia stosuje się ustawę nową, jednak należy stosować ustawę obowiązującą poprzednio jeżeli jest względniejsza dla sprawcy – podkreśla w kasacji Stanisław Trociuk, zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wyrok SN

Kasację SN rozpatrzył na posiedzeniu 10 czerwca (sygn. akt I KK 56/21, uznajac ją za oczywiście zasadną. 

W pisemnym uzasadnieniu wyroku Sąd Najwyższy napisał m.in., że podziela pogląd Rzecznika Praw Obywatelskich, iż rozporządzenie z 9 października 2020 r. nie mogło stanowić skutecznego narzędzia prawnego do ustanowienia dla wszystkich obywateli ogólnego nakazu zakrywania ust i nosa.

Przepis art. 46b pkt 4 ustawy, stanowiący formalną podstawę do wydania wskazanego rozporządzenia stanowił wyłącznie, że można w rozporządzeniu ustanowić obowiązek stosowania innych środków profilaktycznych i zabiegów przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie. Zatem z oczywistych względów ustanowienie generalnego obowiązku stosowania np. maseczek do zakrywania ust i nosa przez wszystkich znajdujących się w przestrzeni publicznej na terenie Polski rażąco wykraczało poza nader czytelną delegację ustawową.

Podkreślić należy, że ustawa z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem C0VID-19, która weszła w życie 29 listopada 2020 r., nadała Radzie Ministrów upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu (art. 46b pkt 13). Dopiero od tego momentu dopuszczalne było wydanie rozporządzenia przewidującego generalny nakaz zakrywania ust i nosa.

SN podkreśla z całą stanowczością, że niezależnie od okoliczności faktycznych, nawet tak dramatycznych I trudnych jak pandemia koronawirusa, nie jest dopuszczalne stanowienie prawa karnego „na skróty". Potrzeba chwili i nawet najlepsze intencje czy troska o wspólne zdrowie nie autoryzuje władzy do bezprawnego wprowadzania zakazów i żądania ich egzekwowania.

Zaniechanie wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych przewidzianych w Konstytucji RP tym bardziej przemawiało za tym, iż zdaniem Rady Ministrów zwykłe środki konstytucyjne były w zupełności wystarczające i nic nie usprawiedliwiało próby stanowienia prawa represyjnego w sposób, w jaki nastąpiło to na gruncie rozporządzenia z 9 października 2020 r.

Gdy prawo uchwalane jest w sposób niezgodny z Konstytucją i standardami ochrony praw człowieka, zawsze traci na tym jego autorytet. Nawet, gdy następnie dojdzie do sanowania wad procesu legislacyjnego, obywatele pozostają z ogromną dozą niepewności i braku zaufania wobec władzy, ale także organów wymiaru sprawiedliwości.

Konkludując - na dzień opisany w wyroku jako moment czynu obwinionej nie obowiązywał nakaz zakrywania ust i nosa, który mógł stanowić wypełnienie blankietu przewidzianego w art. 54 k.w. i konsekwentnie stać się podstawą ukarania za wykroczenie.

II.510.204.2021

Nagana za brak maseczki w październiku 2020 r. [AKTUALIZACJA] Kolejna wygrana kasacja Rzecznika

Data: 2021-06-17, 2021-05-11
  • Pan Arkadiusz został zatrzymany w R. na Placu 3 Maja, bo nie miał maseczki.
  • Został za to ukarany naganą – w wyroku nakazowym Wyrok się uprawomocnił.
  • RPO składa kasację – kolejną w sprawie wyroków nakazowych sądu w R. – ponieważ obywatel został skazany na podstawie wadliwych przepisów.
  • AKTUALIZACJA 9 czerwca SN uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił obwinionego od przypisanego mu wykroczenia.

W październiku 2020 r. obowiązek noszenia maseczek był wprowadzony w sposób wadliwy: rozporządzeniem rządowym odwołującym się do ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Tymczasem ustawa ta pozwalała tylko zobowiązywać do noszenia maseczek ludzi chorych lub podejrzanych o zakażenie. A nie wszystkich.

Od początku pandemii RPO apelował do rządu o taką zmianę ustawy, by dało się wprowadzić obowiązek noszenia maseczek. Niestety, zmienione przepisy weszły w życie dopiero w grudniu 2020 r., a więc po tym, jak policja zatrzymała pana Arkadiusza bez maseczki.

W kasacji na rzecz pana Arkadiusza RPO dowodzi, że nie mógł być on ukarany na podstawie wadliwie wydanych przepisów: zachowanie obwinionego, polegające na niezastosowaniu się do obowiązku zakrywania ust i nosa w dniu 10 października 2020 r., nie wypełniło ówcześnie znamion wykroczenia z art. 54 k.w., jak i żadnego innego czynu zabronionego.

Wyrok SN

Mając na względzie dotychczasowy dorobek orzeczniczy w przedmiocie powszechnego obowiązku zakrywania ust i nosa, a w konsekwencji odpowiedzialności za wykroczenie z art. 54 k.w. za naruszenie tego obowiązku, Sąd Najwyższy w niniejszym składzie (sygn. akt II KK 220/21) w pełni podziela poglądy i argumentację wyrażoną w wyroku Sądu Najwyższego z 8 kwietnia 2021 r., sygn. akt II KK 96/21. Podobne stanowisko Sąd Najwyższy zajął także w wyroku z 24 marca 2021 r. sygn. akt I KK 66/21.

Należy więc wskazać, że zgodnie z treścią art. 54 k.w. odpowiedzialność za wykroczenie powinna ponieść osoba, która wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych. W ramach cytowanej regulacji ustawodawca zawarł przepis o charakterze blankietowym zupełnym. Ponadto odesłanie zawarte w tym przepisie do aktów przepisów porządkowych ma charakter dynamiczny, tj. przepisy te mogą ulegać modyfikacjom, co tym samym modyfikuje zakres wyrażonego w przepisie zakazu.

Badając konstytucyjność przyjętego rozwiązania ustawowego w kontekście zasady nullum crimen sine lege, wyrażonej w art. 42 ust. 1 Konstytucji RP. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 8 lipca 2003 r., w sprawie o sygn. akt P 10/02, uznał w/w przepis za zgodny z badanym wzorcem. Jednocześnie w uzasadnieniu wskazanego wyroku Trybunał wskazał, że art. 54 k.w. nie odsyła do wszystkich I jakichkolwiek przepisów rangi podustawowej, ałe wyłącznie do przepisów porządkowych wydanych w ściśle określonym w tym przepisie celu. Cytując uzasadnienie: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają Inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu".

W ocenie Sądu Najwyższego § 27 ust. 1 pkt 2 lit a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 paździemika 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie spełnia tak określonych kryteriów, nie jest bowiem przepisem o charakterze porządkowym. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r., które zostało wskazane w związku z art. 54 k.w. w ramach kwalifikacji prawnej czynu, zostało wydane w celu wykonania ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Celem przepisów rozporządzenia była więc ochrona zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji RP) i w ramach tak zakreślonego celu, realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP).

Konkretyzując, przedmiotem ochrony była ochrona życia i zdrowia, które mogłyby zostać zagrożone w wyniku rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2 i zachorowań na COVID-19. Tym samym w oczywisty sposób przepisy te nie stanowią przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 k.w. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia poprzez zwalczanie epidemii.

Obwiniony swoim zachowaniem z dnia 10 października 2020 r. nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa, o którym mowa w § 27 powoływanego rozporządzenia, co pozostawało w oderwaniu od odpowiedzialności z wykroczenie z art. 54 k.w. Trzeba podkreślić, że w chwili czynu obowiązujące ówcześnie rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie wskazanego obowiązku, żadna sankcja nie wynikała także z innego przepisu prawa. Potwierdza to także analiza działań ustawodawcy, które sugerują, że nie było możliwe łączenie przepisów rozporządzeń covidowych z art. 54 k.w.

Regulacja § 27 ust. 1 pkt 2 lit a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 paździemika 2020 r. w sprawie ustanowienia określonycłi ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii została wydana na podstawie ustawowego upoważnienia zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu cłiorób zakaźnycłi u ludzi, w brzmieniu obowiązującym w cłiwili popełnienia czynu. Przywołany przepis pozwalał na stosowanie określonycłi środków profilaktycznycłi wyłącznie w stosunku do „osób chorych lub podejrzanych o zachorowanie".

Nie był to zatem przepis, w oparciu o który można było skutecznie wprowadzić nakaz określonego zachowania wobec wszystkich, niezależnie od ich stanu zdrowia. Dopiero w wyniku nowelizacji ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi, wprowadzonej ustawą z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem C0VID-19. do art. 46b ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi dodano pkt 4a, który przewidywał ustanawianie obowiązku stosowania określonych środków profilaktycznych i zabiegów także w odniesieniu do osób zdrowych, oraz pkt 13, który przewidywał możliwość ustanowienia nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu.

Taka możliwość pojawiła się jednak już po dacie czynu, albowiem wskazane zmiany art. 46b ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi weszły w życie w dniu 29 listopada 2020 r.

Podsumowując, wprowadzenie na mocy rozporządzenia z dnia 9 października 2020 r., w brzmieniu obowiązującym w chwili czynu, powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego.

II.511.242.2021

300 zł za wyjście z domu w kwietniu bez powodu i bez maseczki. AKTUALIZACJA: SN uwzględnia kolejną "kowidową" kasację RPO

Data: 2021-06-11, 2021-02-12
  • Pan C. został ukarany mandatem za wyjście z domu w kwietniu 2020 r.– bez maseczki i odpowiedniego powodu
  • RPO składa kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego, dowodząc, że obywatel został ukarany bez właściwych podstaw w prawie
  • Władze wprowadziły wprawdzie ograniczenia, ale zrobiły to źle, a zatem nieskutecznie z punktu widzenia prawa
  • SN uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił obywatela - zgodnie ze swą jednolitą linią orzeczniczą, bo czyn nie zawierał znamion wykroczenia

Pan C. wyszedł w domu w malej miejscowości – zdaniem policji bez dopuszczalnego wówczas powodu (praca, zaspokajania niezbędnych potrzeb, wolontariat lub praktyki religijne). Nie miał też maseczki.

Sąd uznał, że pan C. naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby oraz obowiązek noszenia maseczki, czyli o popełnił wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”), w związku z § 5 i § 18 ust. 1 pkt 2a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wymierzył panu C. karę 300 złotych grzywny. Wyrok zapadł w trybie nakazowym, a więc bez rozprawy. Uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego wskazując, że obywatel został ukarany bez podstawy w prawie. Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów i obowiązek noszenia maseczek – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. 

RPO zauważa też, że zastosowanie w tym przypadku art. 54 k.w nie było właściwe.

Argumentacja prawna RPO

- Zgodnie z przepisem art. 54 k.w. kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Czynność sprawcza wykroczenia określonego w art. 54 k.w. polega na „wykraczaniu" przeciwko przepisom porządkowym, czyli na takim zachowaniu się sprawcy, które narusza obowiązujący w określonym miejscu publicznym porządek wyznaczony tymi przepisami porządkowymi. Zachowanie się sprawcy musi naruszać przepisy, dotyczące zachowania się w miejscach publicznych, tj. takich, które są ogólnie dostępne dla każdego – pisze RPO w stanowisku dla Sądu Najwyższego.

Odesłanie zawarte w art. 54 k.w. obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. W praktyce, ustawy udzielające upoważnień do stanowienia przepisów porządkowych, wyraźnie kwalifikują te przepisy przy pomocy terminu "przepisy porządkowe" lub "zarządzenia porządkowe".

Jak zauważył TK w wyroku z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”. Przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 k.w., mają mieć właśnie za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r., które zostało wskazane w zbiegu z art. 54 k.w. zostało wydane w celu wykonania ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.). Celem przepisów rozporządzenia była więc ochrona zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji RP) i w ramach tak zakreślonego celu, realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP), a zatem, w oczywisty sposób, przepisy te nie stanowią przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 k.w. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia poprzez zwalczanie epidemii.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydane zostało kolejne - obowiązujące w dacie zarzucanego w tej sprawie wykroczenia - Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 stanowiło, że zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celach wskazanych w ust.1-4 § 5.

Zatem formalnie rzecz biorąc, obwiniony swoim zachowaniem z dnia 19 kwietnia 2020 r. naruszył zakaz przemieszczania, bo nie przemieszczał się w celu ujętym uregulowaniem ust.1-4 § 5 powyższego Rozporządzenia.

Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za naruszenie tego zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary - art. 1 § 1 k.w. Ponadto, podtrzymany Rozporządzeniem z dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób na terenie Rzeczypospolitej Polskiej wkraczał w sposób oczywisty w materię konstytucyjnej wolności określonej w art. 52 ust 1 Konstytucji RP, z której wynika, że każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wprawdzie wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie (art. 52 ust.3 Konstytucji RP), to oprócz tego warunku formalnego musi zostać spełniona materialna przesłanka tego ograniczenia. W stanie epidemii, nie będącym opisanym w Konstytucji RP stanem nadzwyczajnym, z całym rygoryzmem obowiązuje konstytucyjny warunek ograniczenia tej wolności, a za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane przedmiotowe Rozporządzenie Rady Ministrów.

Rozporządzenie takie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego rozporządzenia. Przyjmuje się, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wypełnić swą treścią dyspozycję art. 54 k.w. wystarczające jest ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, ale zarazem takie odesłanie uznaje się za minimum wymagań w tym zakresie. Sprawca musi bowiem wiedzieć co go czeka za załamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por.m.in.: wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2003 r., P 10/02 oraz wyroki Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2005 r., sygn. V KK 41/05, OSNKW 2005/9/83 i 4 grudnia 2001 r., sygn. V KKN 293/01, LEX 51576). Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie odsyłało w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 5 stanowił jedynie, że zakazuje się przemieszczania się osób – poza wyjątkami określonymi w ust. 1-4- bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu.

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w. osób, które naruszały m.in. zakaz przemieszczania się wskazany we wspomnianym Rozporządzeniu. Nadto zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją, a w szczególności, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych. W tym miejscu należy podkreślić, że prawo do przemieszczania się, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i art. 52 ust. 1 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Powyższe oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys tego ograniczenia.

Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tych ograniczeń (tak: Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P11/98). Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być objęte treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy wyrażone w treści ww. rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków (taki też pogląd w zakresie wymierzania administracyjnych kar pieniężnych prezentowany jest orzecznictwie sądów administracyjnych – por. wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie: z dnia 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1614/20; z dnia 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1424/20, VII SA/Wa 1635/20, VII SA/Wa 1917/20).

Powyższa argumentacja znajduje także stosowne odniesienie co do zachowania objętego tym samym przedmiotowym czynem, a to niezastosowania się obwinionego do obowiązku zakrywania ust i nosa. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii w § 18 nakazywało obowiązek zakrywania ust i nosa przy pomocy odzieży, maski lub maseczki, podczas przebywania poza miejscem zamieszkania i w środkach transportu. Nakaz został ustanowiony na podstawie upoważnienia zawartego w art. 46 b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (co do kasku ochronnego w oparciu o art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – prawo o ruchu drogowym). Nie ulega wątpliwości, że w granicach tego upoważnienia Rada Ministrów mogła określić w rozporządzeniu wyłącznie obowiązek stosowania środków profilaktycznych przez osoby chore lub podejrzane o zachorowanie. Stąd też, wskazane powyżej Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19.04.2020 r. nakładające na osoby inne niż osoby chore i podejrzane o zachorowanie, obowiązek zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej, zostały wydane z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, co stanowi naruszenie art. 92 ust 1 Konstytucji RP. Narzucenie jednostce poprzez wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic i upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie (por. też orzecznictwo w tym zakresie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie – wyroki z dnia 26 listopada 2020 r., sygn. akt VII SA/Wa 491/20; z dnia 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1545/20; z dnia 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1566/20). Zachowanie obwinionego nie wypełniało zatem znamion wykroczenia z art. 54 kw.

Wyrok SN z uzasadnieniem

24 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej uznał kasację za oczywiście zasadną.

Zasadniczą kwestią, na której Rzecznik Praw Obywatelskich zbudował uzasadnienie postawionego w sprawie zarzutu kasacyjnego jest dopuszczalność wypełnienia normy blankietowej zawartej w art. 54 k.w. treścią zawartą w przepisie rangi podustawowej - §5 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. z 2020r., poz. 697 ze zm.).

Zagadnienie to w analogicznych sprawach (II KK 64/21, II KK 74/21, czy II KK 97/21 - sprawy dotyczyły zarówno zakazów wynikających z rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020r. jak i analogicznych zakazów rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020r.) było już przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego. Wyrażone tam poglądy w pełni należy zaakceptować, w szczególności zaś podsumowującą je tezę, że: - ustawa z dnia 5 grudnia 2008r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. z 2019r, poz. 1239 ze zm.) nie zawiera unormowań określających możliwość i warunki ograniczenia konstytucyjnej wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zatem akty prawne rangi niższej niż ustawa nie mogą limitować tej wolności przemieszczania się, którą gwarantuje w art. 52 ust. 1 Konstytucja RP.

Jest zatem oczywiste, że również rozporządzenie wydane przez Radę Ministrów w dniu 19 kwietnia 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. z 2020r., poz. 697), w zakresie, w jakim ograniczało wolność przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju (§5), naruszało regulację art. 52 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 i 3 Konstytucji RP, co oznacza, iż nie mogło ono tworzyć podstawy prawnej do wypełnienia blankietu normy sankcjonowanej art. 54 k.w. i prowadzić do ukarania na podstawie tego przepisu.

Z uwagi na szczegółowe uzasadnienia przedstawione we wskazanych wyżej sprawach, w szczególności zaś zawarte tam odesłania do literatury tematu i cytowanych orzeczeń Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, nie ma potrzeby powielania tej argumentacji. Wskazać natomiast raz jeszcze należy, dla podkreślenia wagi omawianej tematyki, na uchybienia, których dopuściły się sądy wydające zaskarżone orzeczenia (nie mając na względzie następujących aspektów zagadnienia), co skutkowało rażącym naruszeniem prawa w postaci skazania, choć przypisany czyn nie zawierał znamion czynu zabronionego:

1. ustawodawca nie może przekazywać do unormowania w drodze rozporządzenia spraw o istotnym znaczeniu dla urzeczywistnienia wolności i praw człowieka i obywatela zagwarantowanych w Konstytucji RP; Wymienione sprawy muszą być regulowane bezpośrednio w ustawie;

2. ustawa z 5 grudnia 200Br. nie określiła możliwości ograniczenia swobody poruszania się po terenie Rzeczypospolitej Polskiej, a co za tym idzie, nie określiła warunków na jakich jest możliwe wprowadzenia zakazu poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, ale upoważniając Radę Ministrów do ustanowienia określonych środków, w zakresie swobody poruszania się, odwołała się do ograniczeń w zakresie samego sposobu poruszania się (nie zakazując go wszakże), albo - w zakresie przybywania - odnosząc je do określonego miejsca lub obiektu albo do określonego obszaru. Tym samym, przepis art. 54 k.w. w tym zakresie był normą pustą;

3. omawiane rozporządzenie Rady Ministrów nie zawierało w swej treści odesłania do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń ani nie określało prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia zawartych w nim przepisów, co wprost godzi w wymóg określoności prawa w zakresie skonkretyzowania sankcji grożącej osobie naruszającej taką normę;

4. art. 92 ust. 1 Konstytucji RP wyklucza dopuszczalność tworzenia przepisów rozporządzenia wykonawczego wbrew jej merytorycznym rozwiązaniom, co prowadziłoby do tworzenia przepisów noszących znamiona samodzielnej normy prawnej;

5. wprowadzenie powszechnych nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych. Zgodnie z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie' poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa;

6. skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej nie zdecydowano się na wprowadzenie tego stanu nadzwyczajnego, to ograniczenia ustanawiane aktami prawnymi regulującymi stan epidemii (a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego), nie mogą ograniczać podstawowych praw i wolności wynikających z Konstytucji RP;

7. rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii obowiązywało do dnia 16 maja 2020r. (art. 21 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 2 maja 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii - Dz.U. z 2020r., poz. 792). Sąd Rejonowy w R., wydając zaskarżony wyrok nakazowy w dniu 8 lipca 2020r., nie dostrzegł zatem okoliczności wynikających z art. 2 k.w.

Analogiczne rozważania należy odnieść do wynikającego z §18 cytowanego rozporządzenia z dnia 19 kwietnia 2020r. nakazu zakrywania ust i nosa. I w tym bowiem przypadku odwołano się do przepisów ustawy z dnia 5 grudnia 2008r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi - Dz.U. z 2019r., poz. 1239 ze zm. - (art. 46b pkt 4). Wskazać jednak należy, że wskazany przepis nakłada „obowiązek poddania się badaniom lekarskim oraz stosowaniu innych środków profilaktycznych i zabiegów" jedynie „przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie". Nie jest to zatem przepis, w oparciu o który można wprowadzić skutecznie nakaz określonego zachowania - stanowiącego rodzaj ograniczenia konstytucyjnego prawa do wolności (art. 31 Konstytucji RP) - wobec wszystkich obywateli RP niezależnie od ich stanu zdrowia. Zwłaszcza, że co do zasady obowiązek noszenia masek itp. ma na celu ochronę przed zachorowaniem osób zdrowych.

Mając na względzie przedstawione powyżej rozważania, a także te, do których niniejsze uzasadnienie odsyła, stwierdzić należy, że kasację wniesioną przez Rzecznika Praw Obywatelskich ocenić należy jako oczywiście zasadną. Czyn przypisany nie zawierał znamion czynu zabronionego opisanego w art. 54 k.w., wobec czego zaskarżony wyrok nakazowy należało uchylić, a obwinionego uniewinnić od stawianego mu zarzutu

II.511.75.2021

300 zł grzywny dla pana Tomasza za pobyt w parku w kwietniu 2020 r. AKTUALIZACJA: SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2021-06-07, 2021-03-15
  • Pan Tomasz, który w kwietniu 2020 r. przebywał w parku, został ukarany przez sąd za złamanie ograniczeń pandemicznych określonych w rozporządzeniu rządu
  • Nakazy i zakazy dotyczące podstawowych praw i wolności można jednak wprowadzić tylko w razie ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych  - co nie nastąpiło
  • Należy je zatem uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. A rozporządzenie nie może być podstawą karania obywateli za niestosowanie się do tak wprowadzonych obostrzeń
  • Zakazy przemieszczania się i korzystania z terenów zielonych z rządowego rozporządzenia były niekonstytucyjne - orzekł SN, który 15 kwietnia 2021 r. uwzględnił w całości kasację i uniewinnił pana Tomasza 

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela ukaranego za naruszenie zakazów wprowadzonych w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami rządu wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych. 

Na początku epidemii 2 kwietnia 2020 r. pan Tomasz został obwiniony o naruszenie zakazu przemieszczania się bez uzasadnionego powodu – przebywał w parku.

Sąd Rejonowy w sierpniu 2020 r. uznał, że dopuścił się w ten sposób wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 30 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Mocą wyroku nakazowego (czyli bez wzywania obwinionego, opierając się na dokumentach policji), sąd wymierzył mu grzywę 300 zł. Ponadto zasądził od niego wydatki postępowania. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił.

Argumenty kasacji 

RPO zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w zw. z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie, w sytuacji gdy czyn nie wyczerpywał znamion wykroczenia. Wniósł by Sąd Najwyższy uchylił wyrok i uniewinnił pana Tomasza.

Zgodnie z art. 54 Kw, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany. Przepis ten sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych

Odesłanie z art. 54 Kw obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. Jak uznał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 lipca 2003 r.  „w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”.

Skoro zatem przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 Kw., mają za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z  31 marca 2020 r. W § 17 ust. 1 stanowiło, że w okresie od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Rozporządzenie nie przewidywało jednak za to żadnej sankcji. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być zaś uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych, jakimi są miejskie tereny zielone, jako element wolności osobistej oraz prawa poruszania się jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, o których mowa w art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, co dotychczas nie miało miejsca.

W tej sytuacji, zakazy wyrażone w rozporządzeniu Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków.

W dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r., a obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu korzystania z publicznych terenów zielonych. Już choćby z tego powodu ukaranie nie było dopuszczalne.

Uzasadnienie wyroku SN

Kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich jest oczywiście zasadna, stąd jej rozpoznanie i uwzględnienie na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 k.p.k. Zaskarżony wyrok został wydany z rażącym naruszeniem wskazanych w zarzucie kasacji przepisów prawa materialnego, co miało istotny wpływ na jego treść.

T.H. został obwiniony o naruszenie § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (dalej: również jako rozporządzenie z dnia 31 marca 2020 r.). Przepis ten zakazywał w okresie od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r. korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych. zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż. Podstawę prawną ukarania obwinionego stanowił art. 54 k.w., mający charakter przepisu blankietowego zupełnego i dynamicznego, co oznacza, że sama jego treść nie określa znamion czynu zabronionego, a przepis ten zawiera odesłanie do każdorazowo aktualnej treści przepisów sankcjonowanych.

W niniejszej sprawie przepisem uzupełniającym normę blankietową art. 54 k.w. był wspomniany wyżej § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. Ponieważ podstawą pociągnięcia obwinionego do odpowiedzialności represyjnej był przepis blankietowy, na sądzie, stosującym art. 54 k.w., spoczywał obowiązek zbadania, czy przepisy stanowiące uzupełnienie blankietu zostały prawidłowo skonstruowane i wprowadzone do porządku prawnego (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., sygn. akt P 10/02,OTK-A 2003, z. 6, poz. 62 - pkt 3 i 4 uzasadnienia).

Zgodnie z zasługującym na podzielenie poglądem Sądu Najwyższego, wyrażonym w wyroku z dnia 16 marca 2021 r., sygn. akt II KK 74/21, „badanie to musi dotykać nie tylko kwestii istnienia podstawy ustawowej do wydania określonych przepisów porządkowych, które określają normę sankcjonowaną, ale także tego, czy mieszczą się one - w tym wypadku przepisy rozporządzenia z 31 marca 2020 r. - w granicach upoważnienia ustawowego". Temu zadaniu Sąd Rejonowy w postępowaniu zakończonym wydaniem zaskarżonego wyroku nie sprostał.

Pierwszym zagadnieniem wymagającym rozważenia w niniejszej sprawie była poprawność delegacji ustawowej do wydania rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r., albowiem przepisy zabezpieczone sankcją przewidzianą w art. 54 k.w. muszą mieć normatywne zakotwiczenie w upoważnieniu ustawowym (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 marca 2021 r., sygn. akt II KK 64/21). Przedmiotowy akt wykonawczy wydano na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1 - 6 i 8 - 12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. poz. 284, 322 i 374 (dalej: ustawa z 5 grudnia 2008 r.). W powołanym przepisie art. 46b pkt 12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. przewidziano możliwość wprowadzenia nakazu określonego sposobu przemieszczania się, z kolei w art. 46b pkt 1, w drodze odesłania do art. 46 ust. 4 pkt 1, wskazano że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Ustawa ta nie dawała jednak, jak trafnie podkreślił Sąd Najwyższy w przywoływanym już wyroku z dnia 16 marca 2021 r., sygn. akt II KK 64/21, podstaw do powszechnego ograniczenia w drodze rozporządzenia swobodnego przemieszczania się obywateli na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a zaledwie do podjęcia przez ograny wykonawcze działań na szczeblu lokalnym (dane miejsce, obiekt lub obszar) i wyłączającym jedynie określony sposób poruszania się w odróżnieniu od wprowadzonego rozporządzeniem całkowitego zakazu przemieszczania się.

W świetle powyższego należy stwierdzić, że w ustawie z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, brak było delegacji upoważniającej władzę wykonawczą do ustanowienia ograniczeń, które w istocie prowadzą do całkowitego i powszechnego wyłączenia swobody przemieszczania się obywateli - w tym przebywania na terenie publicznych terenów zielonych, jak w niniejszej sprawie. Inaczej rzecz ujmując, wynikający z § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r., zakaz przemieszczania się osób na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej i przebywania na terenie publicznych terenów zielonych przekraczał zakres delegacji ustawowej, na której oparto to rozporządzenie.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że T.H. zarzucono naruszenie zakazu przemieszczania się w związku z ogłoszeniem stanu epidemii, polegające na korzystaniu z pełniących funkcje publiczne terenów zielonych. Wolność przemieszczania się obywateli to jedno z podstawowych praw obywatelskich, na którego straży stoi art. 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Jak wielokrotnie podkreślał Trybunał Konstytucyjny, konstytucyjne prawa i wolności mogą być ograniczane wyłącznie w drodze ustawy - przy czym ustawa musi określać precyzyjnie kształt tych ograniczeń - nie pozostawiając organom władzy wykonawczej większej swobody w tym zakresie (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P 11/98, OTK 2000, z. 1, poz. 3). Wymóg formy ustawowej dotyczy wszystkich elementów ograniczenia praw i wolności. Niedopuszczalne jest przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tycłi ograniczeń (tak wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P 11/98).

A zatem można wnioskować, że w rozporządzeniu powinny być zamieszczane wyłącznie, gdy chodzi o tę materię, przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. Przy czym Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej uzależnia wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich od wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, o których owa w art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, co dotychczas nie miało miejsca.

Z powyższych względów zgodzić się należy ze stanowiskiem skarżącego, że zakazy przemieszczania się i korzystania z terenów zielonych wyrażone w treści rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. były niekonstytucyjne. W konsekwencji, nie mogły one być źródłem obowiązków dla obywateli ani podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków. Poważne wątpliwości budzi również, co sygnalizuje Autor kasacji, sam status § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. jako przepisu porządkowego, wypełniającego normę blankietową z art. 54 k.w.

Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego, art. 54 k.w. „ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu" (tak Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 8 lipca 2003 r., sygn. akt P 10/02, OTK-A 2003. z. 6, poz. 62). Za przepisy służące ochronie porządku i spokoju publicznego nie sposób uznać regulacji, odnoszących się do ochrony zdrowia publicznego - któremu to celowi służą zarówno ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, jak i wydane na jej podstawie akty wykonawcze.

Innym istotnym aspektem niniejszej sprawy, poruszonym przez skarżącego, jest dopuszczalność pociągnięcia do odpowiedzialności za naruszenie przepisu porządkowego (gdyby za taki uznać zakaz korzystania z publicznych terenów zieleni ze względu na zagrożenie epidemiczne), który nie jest w żaden sposób zagrożony sankcją. Nie ulega wątpliwości, że przepis przewidujący odpowiedzialność za wykroczenie powinien być tak sformułowany, aby między innymi przewidywał wyraźnie oznaczoną sankcję - co wynika wprost z treści art. 42 ust. 1 Konstytucji R P i art. 1 k.w. „Podzielić należy, wyrażone już w orzecznictwie Sądu Najwyższego, poglądy, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wyjaśnić swą treścią dyspozycję przepisu o charakterze »blankietowym« zawierającego już konkretną sankcję (jak np. art. 54 k.w.), wystarczające byłoby ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, jeśli tylko przewidywana kara grzywny miałaby być równa tej, którą ten przepis przewiduje. Takie odesłanie do sankcji przewidzianej w przepisie Kodeksu wykroczeń (prawie materialnym) uznać jednak należy za minimum wymagań w tym zakresie" - tak Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 9 czerwca  2005 r., sygn. akt KK 41/05.

Przepis § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. żadnego odwołania do treści art. 54 k.w. nie zawierał, mimo że w demokratycznym państwie prawnym sprawca powinien wiedzieć, co go czeka za złamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., sygn. akt P 10/02 oraz wyrok Sąd Najwyższego z dnia 9 czerwca 2005 r., sygn. akt V KK 41/05).

Powyższe prowadzi do konstatacji, że § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie mógł stanowić podstawy prawnej pociągnięcia do odpowiedzialności T.H. za wykroczenie z art. 54 k.w. Zachowanie obwinionego - polegające na korzystaniu z publicznych terenów zieleni w okresie obowiązywania zakazu przemieszczania się i przebywania w tego typu miejscach - nie wypełniało bowiem znamion wykroczenia.

Zgodnie z treścią art. 1 k.w., wykroczenie stanowi tylko czyn społeczne szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5000 zł lub nagany. W niniejszej sprawie w chwili popełnienia czynu nie istniał przepis prawidłowo wypełniający normę blankietową z art. 54 k.w., pozwalający na pociągnięcie do odpowiedzialności za korzystanie z terenów zielonych oraz na wymierzenie z tego tytułu sankcji. Nie było więc podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko T.H., a skoro już takie postępowanie wszczęto. Sąd Rejonowy, kierując się treścią art. 5 § 1 pkt 2 k.p.w., powinien był je umorzyć, z uwagi na fakt, że czyn obwinionego nie zawierał znamion wykroczenia.

Z tych względów, podzielając podniesiony w kasacji zarzut rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego, należało uchylić zaskarżony wyrok i uniewinnić T.H. od popełnienia zarzuconego mu czynu. Konsekwencją takiego rozstrzygnięcia było obciążenie Skarbu Państwa kosztami postępowania w niniejszej sprawie.

BPW.511.60.2021

200 zł za wyjście z domu „bez powodu” w kwietniu 2020. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-06-04
  • Przed Wielkanocą w 2020 r. pan Patryk został przyłapany na tym, jak „przemieszczał się” bez uzasadnienia. Na podstawie notatki policyjnej, w postępowaniu nakazowym (bez rozprawy) sąd w R. wymierzył mu karę 200 zł grzywny
  • RPO składa od tego wyroku kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że sąd ukarał obywatela na podstawie wadliwych przepisów

W kwietniu 2020 r. rząd zakazał w rozporządzeniu wychodzenia z domów z powodu pandemii. Dał tylko cztery wyjątki: wyjście do pracy, do kościoła, na wolontariat i w celu realizacji niezbędnych potrzeb życiowych. Jednak – jak wskazuje RPO w kasacji – rząd nie miał do tego prawa. Wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej jest wartością chronioną przez Konstytucję. Rząd nie może nas tej wolności pozbawić. Żadna obowiązująca ustawa w kwietniu 2020 r. ustawa nie dawała mu do tego podstaw (inaczej by było, gdyby ogłoszono w Polsce stan wyjątkowy).

Na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi może ograniczać sposób poruszania się (czyli wskazać, jak można się poruszać). Żaden przepis nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Zgodnie z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi. Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać istoty konstytucyjnych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52 ust. 1 i 3, art. 31 ust. 3 i art. 228 Konstytucji RP.

II.511.339.2021

Sądowa kara nagany za brak maseczki w 2020 r. Kasacja Rzecznika do SN

Data: 2021-05-31
  • Pan Mateusz jesienią 2020 r. na ulicy  w miejscowości K. został przyłapany bez maseczki 
  • Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym wymierzył mu za to karę nagany
  • RPO składa kasację na korzyść obwinionego, bo taki obowiązek można było nałożyć tylko na wyraźnej podstawie ustawowej 
  • A dziś karanie za niezakrycie ust i nosa jest już legalne – ówczesne przepisy poprawiono

To kolejna kasacja w sprawie wyroków na obywateli, którzy złamali obostrzenia kowidowe. RPO nie podważa ich zasadności, wskazuje jednak, że były źle wprowadzone – czyli niezgodnie ze standardami demokratycznego i praworządnego państwa.

Pan Mateusz został obwiniony o to, że 25 listopada 2020 r. w  miejscowości K. nie miał na ulicy zakrytych ust i nosa. Uznano to za wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 27 ust. 1 pkt 2 lit a Rozporządzenia Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

15 grudnia 2020 r. Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym uznał go za winnego wykroczenia, za co wymierzył mu karę nagany. Wyrok nakazowy uprawomocnił się – nie złożono sprzeciwu.

W ocenie RPO wyrok wydano z rażącym naruszeniem prawa, bo zachowanie obwinionego, nie wypełniło ówcześnie znamion wykroczenia z art. 54 k.w. Dlatego RPO wniósł do SN uchylenie zaskarżonego wyroku nakazowego i uniewinnienie obwinionego.

Rząd wprowadził obowiązek zakrywania ust i nosa na podstawie ustawy o zapobieganiu chorób zakaźnych u ludzi. Ta ustawa pozwalała jednak tylko na wprowadzenie obowiązku noszenia maseczki w przypadku osób chorych lub podejrzanych o zakażenie. Nakazując, by wszyscy nosili maseczki, rząd przekroczył swoje kompetencje.

RPO zauważył ten problem i od maja 2020 r. alarmował, że aby obowiązek noszenia maseczek dało się egzekwować, Sejm musi zmienić ustawę o chorobach zakaźnych. Mimo ponagleń Sejm zajął się tym dopiero jesienią, a zmieniona ustawa weszła w życie w grudniu 2020 r. Od tego momentu nakaz noszenia maseczek ma odpowiednią podstawę.

Ale w czasie, kiedy pan Mateusz został przyłapany bez maseczk, tak nie było – nie może być więc skazany nawet na naganę.

II.511.338.2021

Nagana za złamanie kwarantanny granicznej w kwietniu 2020. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-31
  • Pan Robert został zatrzymany w M., kiedy kończyła mu się kwarantanna graniczna
  • Sąd ukarał go naganą
  • RPO składa kasację do Sądu Najwyższego, wskazując, że sąd wydał wyrok na podstawie wadliwych przepisów

Pan Robert został zatrzymany w M. na ulicy w kwietniu 2020 r., w czasie, kiedy powinien się izolować po powrocie z zagranicy. Został ukarany przez sąd w trybie nakazowym (bez rozprawy) naganą. Sąd uznał, że pan Robert naruszył art. 116 § 1 pkt 3 Kodeksu wykroczeń - naruszył nakazy i zakazy, które rząd wprowadził w rozporządzeniu „kowidowym” opublikowanym tego samego dnia.

RPO dowodzi w kasacji do Sądu Najwyższego, że przepisy były napisane tak, że nie sposób na ich podstawie ukarać pana Roberta. Chodzi o to, że pozwalają one ukarać kogoś, kto wie,  że jest chory albo może być nosicielem choroby zakaźnej i nie przestrzega nałożonych na niego ograniczeń. Ustawa o z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi precyzuje, czym jest choroba i nosicielstwo. Sam powrót z zagranicy nie może być na gruncie tej ustawy tożsamy z podejrzeniem o nosicielstwo choroby zakaźnej w rozumieniu tej ustawy. Karząc pana Roberta sąd dokonał więc  rozszerzającej wykładni przepisów – a tego robić nie powinien.

Drugi prawny problem wynika z tego, że kara została nałożona na pana Roberta na podstawie rozporządzenia wydanego jeszcze przez Ministra Zdrowia 20 marca 2021 (a nie rozporządzenia rządu z 10 kwietnia 2021), bowiem to był już ostatni dzień kwarantanny pana Roberta. A Minister nie miał prawa rozporządzeniem ograniczyć gwarantowanej w Konstytucji wolności poruszania się po kraju. Nie dawała mu takiego prawa ustawa o chorobach zakaźnych, na którą się powołał.

Minister nie był bowiem uprawniony do wprowadzenia obowiązku poddania się kwarantannie, lecz mógł jedynie zgodnie z art. 46 ust. 4 tej ustawy ustanowić:

  1. czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się,
  2. czasowe ograniczenie lub zakaz obrotu i używania określonych przedmiotów lub produktów spożywczych,
  3. czasowe ograniczenie funkcjonowania określonych instytucji lub zakładów pracy,
  4. zakaz organizowania widowisk i innych zgromadzeń ludności,
  5. obowiązek wykonywania określonych zabiegów sanitarnych,
  6. nakaz udostępnienia nieruchomości, lokali, terenów i dostarczenia środków transportu do działań przeciwepidemicznych przewidzianych planami przeciwepidemicznymi,
  7. obowiązek przeprowadzenia szczepień ochronnych.

Żaden z tych przepisów nie zawierał upoważnienia dla Ministra Zdrowia do wprowadzenia w stosunku do osób przekraczających granicę państwową obowiązku poddania się kwarantannie. W obowiązującym w dacie wydania rozporządzenia stanie prawnym obowiązek poddania się kwarantannie mogła wprowadzić wyłącznie Rada Ministrów, zaś podstawę do wprowadzenia takiego obowiązku stanowił art. 46a i art. 46 pkt 5 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

W związku z tym w rozporządzeniu z 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii, które zostało wydane w oparciu o art. 46 ust. 2 i 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, Minister Zdrowia ustanowił w sposób samoistny obowiązek odbycia 14-dniowej kwarantanny wobec osób, które przekroczyły granicę państwową w celu udania się do miejsca zamieszkania lub pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (§ 2 ust. 2 pkt 2 rozporządzenia).

Wydając rozporządzenie, Minister Zdrowia naruszył też w sposób rażący art. 5 ust. 1 pkt 1 lit. f ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, który wymaga, aby osoby przebywające na terytorium, Rzeczypospolitej Polskiej były poddawane kwarantannie na zasadach określonych w ustawie, a nie w rozporządzeniu.

Nie ulega zatem wątpliwości, że obowiązek odbycia kwarantanny przez osoby powracające do kraju z zagranicy został ustanowiony bez podstawy prawnej, co stanowi rażące naruszenie art. 7 Konstytucji, który wymaga, aby wszelkie działania władz publicznych (w tym działania prawodawcze) były podejmowane na podstawie i w granicach prawa.

Obowiązek ten, jako wprowadzony w drodze aktu podustawowego wydanego bez upoważnienia ustawowego, prowadzi także do naruszenia art. 41 ust. 1 oraz art. 52 ust. 1 Konstytucji gwarantujących obywatelom wolność osobistą oraz wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Ograniczenie tych wolności może bowiem nastąpić wyłącznie w ustawie.

Stanowi także naruszenie art. 2 ust. 1 i 3 Protokołu Nr 4 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zgodnie z art. 2 ust. 1 tego Protokołu każdy, kto przebywa legalnie na terytorium Państwa, ma prawo do swobodnego poruszania się i do swobodnego wyboru miejsca zamieszkania na tym terytorium. Korzystanie z tego prawa nie może podlegać innym ograniczeniom niż te, które określa ustawa i które są konieczne w społeczeństwie demokratycznym z uwagi m. in. na ochronę zdrowia (art. 2 ust. 3 Protokołu Nr 4). Uczynienie tego rozporządzeniem, a nie ustawą w sposób oczywisty narusza więc postanowienia tego Protokołu.

Skoro zatem obowiązek odbycia kwarantanny po przekroczeniu granicy państwowej, ustanowiony na mocy powołanego wyżej rozporządzenia Ministra Zdrowia, jest niezgodny z Konstytucją, to osoba, która nie zastosowała się do tego obowiązku, nie powinna być karana. Tylko obowiązki ustanowione w aktach normatywnych, które spełniają te standardy, powinny być wiążące dla obywateli w tym sensie, że w przypadku niewykonania takiego obowiązku organy państwa mają pełne prawo podjąć uzasadnione działania zmierzające do wyciągnięcia konsekwencji tego naruszenia, które doprowadzą do pogorszenia sytuacji prawnej obywateli. W przeciwnym razie jakakolwiek sankcja zastosowana wobec obywatela byłaby niesprawiedliwą reakcją państwa, którego organy same nie przestrzegały reguł prawnych w procesie tworzenia prawa.

II.511.107.2021

Obywatel w kwietniu 2020 r. naruszył zakaz przemieszczania się. RPO złożył kasację na jego korzyść

Data: 2021-05-31
  • W początku pandemii obywatel przebywał na skwerze w swym mieście
  • Sąd uznał to za złamania zakazu przemieszczania się i ukarał go naganą
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wnosi, by Sąd Najwyższy uniewinnił obywatela
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził niezgodnie z prawem i nie dają one podstaw do karania obywateli

Pan Sebastian został obwiniony o to, że 2 kwietnia 2020 r. przebywał na skwerze w swym mieście - nie przestrzegał zakazu przemieszczania się w stanie stanu epidemii. Uznano to za wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wbrew zakazowi przebywał bowiem na terenie zielonym.

24 lipca 2020 r. Sąd Rejonowy uznał go za winnego i wymierzył mu karę nagany. Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się.

Orzeczenie wydano z rażącym naruszeniem prawa – ocenił RPO w kasacji na jego korzyść do SN. A zachowanie obwinionego było realizacją konstytucyjnej wolności i nie stanowi wykroczenia.

Jak RPO wskazywał już wiele razy już (co podziela m.in. Sąd Najwyższy) rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie

Art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

W związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

SN rozpoznał już kilka takich kasacji, uznając je za „oczywiście zasadne”. Dlatego uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń.

O tych sprawach oraz o kasacjach jeszcze nie rozpoznanych przez SN, można przeczytać w artykułach pod tekstem.

BPW.511.64.2021

Chciał odrzucenia spadku obciążonego długami - sąd faktycznie mu to uniemożliwił. Skarga nadzwyczajna Rzecznika na korzyść obywatela [SKARGA UWZGLĘDNIONA]

Data: 2021-05-26, 2021-01-25
  • Syn zmarłego został przez sąd uznany za spadkobiercę - mimo że nie chciał dziedziczyć spadku obciążonego długami
  • Choć sąd dostał jego pismo o odrzuceniu spadku, nie zdołał go rozpatrzyć przed upływem półrocznego terminu, jaki spadkobierca ma na taką decyzję
  • Aby dochować tego terminu, wystarczy samo złożenie, przed jego upływem, wniosku do sądu o odrzucenie spadku – podkreśla RPO
  • Tymczasem komornik egzekwuje już dług, który spadkobierca chciał odrzucić
  • AKTUALIZACJA: 26 maja 2021 r. SN uwzglednił skargę nadzwyczajną RPO (sygn. akt I NSNc 76/21)

W obronie praw skarżącego Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Jest to konieczne dla zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Stan faktyczny sprawy

Zgodnie z art. 1015 § 1 Kodeksu cywilnego spadkobierca może odrzucić spadek w ciągu 6 miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o tytule do dziedziczenia (śmierci spadkodawcy). Taki spadkobierca zostaje wyłączony od dziedziczenia, tak jakby nie dożył otwarcia spadku.

Przed upływem tego terminu syn zmarłego złożył w Sądzie Rejonowym pismo z oświadczeniem, że odrzuca obciążony długiem spadek po ojcu. Sąd podkreślił, że oświadczenie o odrzuceniu spadku w formie pisemnej zwykłej nie wywołuje skutków prawnych. Dlatego oddalił wniosek syna.

Odwołał się on do Sądu Okręgowego, który zwrócił sprawę Sądowi Rejonowemu. Według II instancji Sąd Rejonowy słusznie potraktował jednak wniosek syna nie jako oświadczenie o odrzuceniu spadku, lecz jako wniosek o przyjęcie takiego oświadczenia w formie ustnej do protokołu.

Sąd Rejonowy wyznaczył zatem termin rozprawy, by odebrać od syna jego ustne oświadczenie – ale  nastąpiło to już po półrocznym  terminie. Jeden z wierzycieli zmarłego ojca wystąpił zaś do sądu o stwierdzenie, że spadek po dłużniku nabyli obaj jego synowie. A Sąd Rejonowy stwierdził właśnie, że spadek na podstawie ustawy dzielą obaj synowie po połowie.

Sąd Okręgowy oddalił apelację syna, który nie chciał dziedziczyć. Uzasadnił, że złożył on oświadczenie o odrzuceniu spadku po terminie – a przywrócić go nie można (to tzw. termin zawity).  

Zarzuty skargi RPO

Rzecznik zaskarżył postanowienie sądu II instancji. Wniósł, by SN uznał za spadkobiercę dziedziczącego spadek jedynie drugiego syna, który nie złożył oświadczenia o odrzuceniu spadku.

Orzeczeniu RPO zarzucił:

  • rażące naruszenie prawa materialnego, art. 1015 § 1 Kodeksu cywilnego poprzez błędne uznanie, że syn uchybił terminowi do złożenia oświadczenia woli o odrzuceniu spadku po ojcu - mimo że wniosek o przyjęcie oświadczenia spadkowego zawierający wolę odrzucenia spadku złożył przed upływem 6-miesięcznego terminu od daty śmierci spadkodawcy;
  • rażące naruszenie prawa materialnego, art. 1020 Kc poprzez jego niezastosowanie i przyjęcie, że syn dziedziczy spadek - mimo złożenia  oświadczenia o odrzuceniu spadku z zachowaniem terminu z art. 1015 § 1 Kc;

Odrzucający spadek spadkobierca, który działał w  zaufaniu do prawa, nie miał żadnego wpływu na termin wyznaczenia przez Sąd Rejonowy posiedzenia w celu odebrania od niego oświadczenia. Nie można mu zatem zarzucić braku dbałości i należytej troski o swoje sprawy. Dlatego sąd nie powinien przerzucać na niego odpowiedzialności za upływ terminu z art. 1015 § 1 Kc.

A zaskarżone postanowienie doprowadziło do niekorzystnych skutków w sferze majątkowych interesów spadkobiercy. Z jego majątku na wniosek wierzyciela zmarłego prowadzona jest egzekucja z nieruchomości. To rażące naruszenie prawa syna zmarłego do własności i do ochrony przed spadkiem, którego przyjąć nie chciał - czemu dał wyraz.

Rzecznik podkreśla, że w orzecznictwie prezentowane jest stanowisko, że dla dochowania terminu z art. 1015 § 1 Kc wystarczające jest złożenie do sądu - przed jego upływem - wniosku o przyjęcie oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, choćby do złożenia samego oświadczenia w toku postępowania doszło już po upływie 6-miesięcznego terminu.

Według SN odmienny pogląd byłby zbyt rygorystyczny i szczególnie dotkliwy  w skutkach, skoro pociągałby za sobą nieograniczoną odpowiedzialność za długi spadkowe nawet tych spadkobierców, którzy w sposób niewątpliwy w ustawowym terminie dali sądowi wyraz swej woli.

Dlatego o zachowaniu terminu winno rozstrzygać wyłącznie wniesienie do sądu przed upływem terminu wniosku z żądaniem odebrania oświadczenia. Spadkobierca jedynie na to ma wpływ. To zaś, kiedy dojdzie do odebrania oświadczenia, zależy  już od sądu. Wobec tego chwila odebrania oświadczenia przez sąd nie powinna mieć wpływu na zachowanie terminu.

Rzecznik zarzucił zaskarżonemu postanowieniu naruszenie:

  • konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji - z uwagi na pozbawienie syna prawa do odrzucenia spadku po zmarłym ojcu, choć nie można zarzucić mu braku dbałości o swe interesy majątkowe;
  • zakazu tworzenia uprawnień pozornych, wywodzonego z art. 2 Konstytucji  -  ponieważ pominięcie przez sąd okoliczności związanych z postępowaniem przed sądem, którego przeprowadzenie było konieczne w celu odebrania  oświadczenia o odrzuceniu spadku, doprowadziło do swoistej pułapki, co pozbawiło spadkobiercę procedury gwarantującej urzeczywistnienie jego prawa do odrzucenia spadku i uczyniło to prawo pozornym;
  • praw majątkowych chronionych w art. 64 ust. 1 Konstytucji - ponieważ stwierdzenie nabycia spadku po zmarłym prowadzi do niekorzystnych skutków w sferze praw majątkowych syna z uwagi na obciążenie jego majątku długami spadkowym w sytuacji braku woli spadkobrania:
  • zasady równego traktowania własności, innych praw majątkowych i prawa dziedziczenia, określonej w art. 64 ust. 2 Konstytucji - ponieważ pozbawienie spadkobiercy prawa do odrzucenia spadku było konsekwencją wyznaczenia przez sąd terminu rozprawy celem odebrania od spadkobiercy oświadczenia spadkowego po upływie terminu z art. 1015 § 1 k.c., a zatem niedotrzymanie tego terminu nastąpiło z przyczyn niezależnych od wnioskodawcy. Przyjęcie przez sąd, że zarówno wniosek o odebranie oświadczenia spadkowego, jak i samo oświadczenie musi zostać złożone przed upływem terminu z art. 1015 § 1 Kc prowadzi do nieuzasadnionego skrócenia tego terminu. Zmusza spadkobierców do brania w rachubę ewentualnych niezależnych od nich przeszkód w przyjęciu oświadczenia.

Zaskarżone postanowienie nie może zostać uchylone ani też zmienione w innym trybie. Sytuację może naprawić tylko skarga nadzwyczajna.

Tak jak wszystkie ostatnio składane skargi nadzwyczajne dotyczące prawa cywilnego Rzecznik wysłał ją Izbie Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

IV.511.423.2020

Czy wszyscy funkcjonariusze pionu łączności pełnili służbę w organach bezpieczeństwa PRL? SN rozstrzygnął takie pytanie prawne RPO

Data: 2021-05-26
  • Funkcjonariusze pionów łączności Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych przed 1990 r. pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa w myśl ustawy lustracyjnej - orzekł Sąd Najwyższy
  • Podkreślił zarazem, że ewentualny błąd tych osób w oświadczeniach lustracyjnych należy uznać za usprawiedliwiony i nie oznacza "kłamstwa lustracyjnego" 
  • SN rozstrzygnął pytanie prawne Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie uznawania wszystkich funkcjonariuszy pionu łączności za pełniących służbę w organach bezpieczeństwa PRL
  • Pytanie wynikało z rozbieżności sądów co do tego, jak kwalifikować tę służbę w kontekście lustracji 

Tak zdecydował SN  (sygn. akt I KZP 12/20) w Izbie Karnej 26 maja 2021 r. Uchwała w załączniku na dole strony. 

Do RPO wpływają wnioski wskazujące na rozbieżności w orzecznictwie sądowym w zakresie kwalifikowania służby w Milicji Obywatelskiej pełnionej w Wydziałach Łączności Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych w latach 1984-1990 jako służby w organach bezpieczeństwa państwa. Rozbieżności dotyczą oceny zgodności z prawdą oświadczeń lustracyjnych składanych w trybie ustawy lustracyjnej z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów.

Część sądów przyjmuje, że osoba, która pełniła w latach 1984-1990 służbę w Zarządzie Łączności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Wydziałach Łączności WUSA, jest osobą, która pełniła służbę w organach bezpieczeństwa - w myśl ustawy z 2006 r. Pozostałe sądy uważają natomiast, że brak jest na to przekonujących argumentów. 

W ocenie Rzecznika rozstrzygnięcie tych rozbieżności wymaga przyjęcia, że wydany w 1990 r. przez Ministra Spraw Wewnętrznych akt wewnętrzny (zarządzenie nr 043/90 z 10 maja 1990 r.) nie może w sposób dorozumiany kształtować sytuacji prawnej jednostki.

Z punktu widzenia analizowanego problemu prawnego szczególne znaczenie przypisać należy art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej, który mówi o jednostkach organizacyjnych MSW, które podlegały rozwiązaniu „z mocy prawa”. Zwrot ten  oznacza, że nie chodzi o rozwiązanie jednostek MSW na mocy aktu wewnętrznego. Zarządzenie MSW z 10 maja 1990 r. może więc być posiłkowo wykorzystane w procesie wykładni prawa, ale nie może samoistnie przesądzać o tym, jakie jednostki jako jednostki Służby Bezpieczeństwa podlegały rozwiązaniu w chwili zorganizowania Urzędu Ochrony Państwa.

Zasadnicza różnica dotyczy tego, w jaki sposób przez ustawodawcę zostali potraktowani funkcjonariusze, którzy pełnili służbę w MO oraz funkcjonariusze, którzy służyli w SB. Pierwsi - z wyjątkiem tych, którzy do 31 lipca 1989 r. byli funkcjonariuszami SB - z mocy samego prawa stali się policjantami i w dalszym ciągu pełnili służbę w policji, drudzy zaś z mocy samego prawa zostali zwolnieni ze służby.

Jednostki organizacyjne pierwszej grupy funkcjonariuszy z mocy prawa podlegały więc rozwiązaniu w chwili zorganizowania policji, a oni sami stali się policjantami. Natomiast jednostki organizacyjne drugiej grupy funkcjonariuszy, jak tego wymaga art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej, podlegały rozwiązaniu w chwili zorganizowania UOP, zaś oni sami zostali z mocy prawa zwolnieni ze służby.

Zdaniem RPO prowadzi to do wniosku, że osoby, które pełniły służbę w Wydziałach Łączności WUSW w latach 1984-1990 i następnie z chwilą rozwiązania Milicji Obywatelskiej z mocy prawa stały się policjantami, pełniły służbę w jednostkach MSW, które z mocy prawa podlegały rozwiązaniu z chwilą zorganizowania policji - a nie w jednostkach MSW, które z mocy prawa podlegały rozwiązaniu w chwilą zorganizowania UOP. W konsekwencji nie pełniły one służby w jednostkach SB w rozumieniu ustawy lustracyjnej.

Rozbieżności mają zasadnicze znaczenie z punktu widzenia ochrony praw jednostki. Osoba, która złożyła uznane za nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne, staje się tzw. „kłamcą lustracyjnym”. Ma to wpływ na  jej prawnie chronione dobra, jak cześć i dobre imię. Osoba dopuszczająca się kłamstwa postrzegana jest przez społeczeństwo jako niegodna szacunku. Osoba taka może także zostać pozbawiona dostępu do służby publicznej co jest bezpośrednią konsekwencją obowiązywania ustawy lustracyjnej. 

Dlatego RPO zadał Izbie Karnej SN pytanie prawne: Czy osoba, która była funkcjonariuszem Wydziału Łączności Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych funkcjonującego w latach 1984-1990 i która na  podstawie art. 149 ust. 1 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji z chwilą rozwiązania Milicji Obywatelskiej stała się policjantem, jest osobą, która pełniła służbę w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 5 w związku z ust. 3 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji  o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów. 

Do sprawy w SN przyłączyły się stowarzyszenia zrzeszające b. pracowników pionu łączności.

WZF.7060.215.2018

Po 500 zł za udział w zgromadzeniu przed biurem poselskim, brak maseczki i wykrzykiwane hasła. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-20
  • Dwaj mężczyźni zostali wyrokiem nakazowym (bez rozprawy) ukarani 500-złotowymi grzywnami za brak maseczek, udział w zgromadzeniu w Tarnowskich Górach i za wykrzykiwanie wulgarnych haseł.
  • Było to 24 października 2020 r., dwa dni po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku  odbierającego kobietom prawo do decydowania, czy kontynuować ciążę w przypadku nieuleczalnych wad płodu.
  • RPO składa od tych wyroków kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że mężczyźni zostali ukarani na podstawie wadliwych przepisów. Chodzi o rozporządzenia rządu, zgodnie z którymi obywatele mieli nosić maseczki w miejscach publicznych, a udział w zgromadzeniach został zakazany.

Wydając rozporządzenie rząd odwołał się do ustawy o zapobieganiu chorobom zakaźnym u ludzi. Problem w tym, że ta ustawa nie daje podstaw do takich ograniczeń wolności: do grudnia 2020 pozwala nakładać obowiązek noszenia maseczek tylko na osoby chore i podejrzane o zakażenie, a nie na wszystkich (przepis ten został zmieniony po kilku interwencjach RPO), a w przypadku zgromadzeń – pozwala wyłącznie na zakazanie „widowisk i innych zgromadzeń ludności”. Nie dotyczy więc chronionych konstytucyjnie zgromadzeń spontanicznych.

W sprawie tego, co mieli wykrzykiwać mężczyźni, RPO zauważa, że nie mógł w takiej sprawie zapaść wyrok nakazowy, bo jest on dopuszczalny tylko w sprawach, które nie budzą wątpliwości. Tu zaś jedynym dowodem jest notatka policyjna. To za mało.

Fakt nieprzesłuchania mężczyzn jest o tyle istotny, iż całe zdarzenie miało miejsce z udziałem większej grupy osób uczestniczących w proteście przed biurem poselskim. Odrębną kwestią jest to, że opis czynów przypisanych obwinionym nie precyzuje tego, jakich słów „powszechnie uważanych za nieprzyzwoite” mieli oni używać. Jest to o tyle istotne, że biorąc pod uwagę kontekst sprawy, sąd winien rozważyć, czy słowa używane (wykrzykiwane) przez nich – o ile rzeczywiście ukarani ich używali (wykrzykiwali) - nie stanowiły dopuszczalnej w świetle konstytucyjnej zasady wolności słowa krytyki działań podejmowanych przez organy władzy.

BPK.511.33.2021

Sprawa pijanego kierowcy, który odwołał się od wyroku i otrzymał gorsze rozstrzygnięcie. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-05-19
  • Sprawa dotyczy kierowcy, który został skazany za jazdę po pijanemu, a po latach znowu popełnił ten sam czyn.
  • W kasacji RPO argumentuje, że w II instancji – choć apelację złożył sam kierowca – sąd uwzględnił niekorzystne okoliczności pominięte w I instancji.
  • Było to działanie nieuprawnione (naruszenie zakazu pogarszania wyroku przy apelacji złożonej na korzyść, czyli zakazu reformationis in peius).

RPO składa kasację do Sądu Najwyższego, w której dowodzi, że sąd II instancji się naruszył prawo.

W sprawie tej istotne było, czy poprzedni wyrok tego kierowcy za jazdę po pijanemu uległ zatarciu, czy nie. W przypadku sprawcy czynu polegającego na prowadzeniu pojazdy pod wpływem alkoholu stosuje się bowiem surowszą kwalifikację prawną, jeżeli uprzednio kierowca ten już za taki czyn prawomocnie skazany.

Sąd I instancji uznał, że w momencie popełnienia kolejnego czynu poprzedni wyrok nie był jeszcze zatarty. Sąd odwoławczy słusznie wskazał, że przy sprawdzaniu, czy poprzednia kara uległa zatarciu, bierze się pod uwagę moment skazania a nie popełnienia czynu. Jednocześnie jednak sąd ten zauważył -  co umknęło uwadze w I instancji - że ten kierowca miał na koncie jeszcze inny wyrok i że jeśli się to uwzględni, to pierwszy wyrok za jazdę po pijanemu nie ulega zatarciu.

Sąd odwoławczy wziął bowiem pod uwagę wyrok z 2003 r. za niepłacenie alimentów : kierowca dostał wtedy 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. W 2006 r. zarządzono wykonanie tej kary, do czego doszło w czerwcu 2008 r. Zatarcie tego skazania mogłoby nastąpić po upływie 10 lat, w czerwcu 2018 r., ale kolejny wyrok, za jazdę pod wpływem, bieg  zatarcia przerwał.

RPO w kasacji zauważa jednak, że sąd odwoławczy nie miał prawa uzupełnić argumentacji sądu I instancji na niekorzyść oskarżonego kierowcy, skoro to on się odwoływał od wyroku.

Zgodnie bowiem z art. 434 § 1 pkt 1 k.p.k., sąd odwoławczy może orzec na niekorzyść oskarżonego jedynie wtedy, gdy wniesiono środek odwoławczy na jego niekorzyść. Zakaz zmiany wyroku na gorsze (po łacinie: reformatio in peius) oznacza, że sytuacja oskarżonego w postępowaniu odwoławczym nie może ulec pogorszeniu w jakimkolwiek zakresie, a więc także w sferze ustaleń faktycznych. Naruszenie tego zakazu zachodzi także wówczas, gdy niekorzystnych dla oskarżonego zmian dokonano jedynie w zakresie ustaleń faktycznych w uzasadnieniu orzeczenia (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 stycznia 2021 r., II KK 182/20). Sąd odwoławczy nie może dokonać żadnych posunięć powodujących, a nawet mogących powodować negatywne skutki, w sytuacji prawnej oskarżonego (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 15 marca 2017 r., II KK 10/17; wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 lipca 2018 r., V KK 228/18).

W rozważanej sprawie wyrok sądu I instancji został zaskarżony wyłącznie na korzyść oskarżonego, zatem sąd odwoławczy nie mógł orzec na jego niekorzyść. Dokonując jednak uzupełnienia argumentacji sądu I instancji w zakresie oceny zaistnienia zatarcia skazania w poprzez wprowadzenie do swoich rozważań wcześniejszego wyroku, dokonał zmiany niekorzystnej dla oskarżonego, naruszając zakaz reformationis in peius.

Dlatego RPO wnosi o uchylenie wyroku i ponowne rozpoznanie tej sprawy.

W przypadku skazania na karę, która nie jest pozbawieniem wolności, prawo do wnoszenia kasacji, a więc do zwrócenia się do Sądu Najwyższego o poprawianie pomyłki sądu II instancji, ma tylko Rzecznik Praw Obywatelskich i Prokurator Generalny.

II.511.778.2020

Nagana za brak maseczki w sierpniu 2020 r. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-05-18

Pan Karol nie miał maseczki w sklepie spożywczym w małej miejscowości. Sprawa trafiła do sądu w R., który ukarał go naganą. Tymczasem w sierpniu 2020 r., kiedy to się zdarzyło, obowiązek noszenia maseczek był ustanowiony w sposób wadliwy – nie ma podstaw do skazywania obywatela. Dlatego RPO złożył w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego.

Jest to kolejna kasacja w sprawie wyroków na obywateli, którzy złamali obostrzenia kowidowe. RPO nie podważa ich zasadności, wskazuje jednak, że były źle wprowadzone – źle, to znaczy niezgodnie ze standardami demokratycznego i praworządnego państwa.

W przypadku maseczek rząd wprowadził obowiązek ich noszenia na podstawie ustawy o zapobieganiu chorób zakaźnych u ludzi. Ta ustawa jednak pozwalała tylko na wprowadzenie obowiązku noszenia maseczki w przypadku osób chorych lub podejrzanych o zakażenie. Nakazując, by wszyscy nosili maseczki, rząd przekroczył swoje kompetencje.

RPO zauważył ten problem i od maja alarmował, że żeby obowiązek noszenia maseczek dało się egzekwować, Sejm musi zmienić ustawę o chorobach zakaźnych. Mimo ponagleń i ostrzeżeń, Sejm zajął się tym dopiero jesienią, a zmieniona ustawa weszła w życie dopiero w grudniu 2020 r. Od tego momentu nakaz noszenia maseczek ma odpowiednią podstawę.

Ale w czasie, kiedy pan Karol poszedł do sklepu, tak nie było – nie może być więc skazany nawet na naganę.

II.511.281.2021

500 zł za nocne spotkanie w kwietniu 2020. Kasacja RPO do SN [AKTUALIZACJA] Sprawa wygrana

Data: 2021-05-14
  • Pani Aleksandra została ukarana 500-złotową grzywną za to że w kwietniu 2020 r. w pewnej małej miejscowości po północy spotkała się ze znajomym i do tego nie miała maseczki.
  • RPO składa w jej imieniu kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że sąd ukarał panią Aleksandrę na podstawie wadliwych przepisów, czyli bez podstawy prawnej.
  • AKTUALIZACJA: 11 czerwca SN uchylił zaskarzony wyrok i uniewinnił panią Aleksandrę.

Pani Aleksandra została obwiniona o to, że naruszyła zakaz wychodzenia z domu bez ważnej przyczyny (w kwietniu 2020 rządowe rozporządzenie zakazywało wychodzenia z domu z czterema wyjątkami: wyjścia do pracy, do kościoła, na wolontariat i w celu załatwienia ważnych potrzeb życiuwych), oraz że stała na ulicy bez maseczki.

RPO przypomina, że zakaz wychodzenia z domu rząd wydał bez podstawy prawnej. Wolność poruszania się jest wartością konstytucyjną i nie można jej zakazać ot tak, rozporządzeniem. Władze mają w sytuacjach szczególnych prawo do wprowadzania ograniczeń, ale nie można tego robić ogólnym zakazem z wyjątkami. Wprowadzenie precyzyjnych ograniczeń w poruszaniu się jest trudniejsze, ale tego wymaga się od władz w praworządnym państwie.

Jeśli zaś chodzi o karanie za brak maseczki, to przepisy, które stosował sąd w R. były wadliwe, bo aż do grudnia 2020 r. nie było podstaw prawnych do noszenia maseczek (należało to robić z rozsądku i troski o innych, a nie z powodu obowiązku prawnego). Do grudnia bowiem przepisy ustawy o chorobach zakaźnych u ludzi, na którą rząd powołał się w rozporządzeniu, pozwalały nakładać obowiązek noszenia maseczek na chorych i podejrzanych o zakażenie. Ale nie na wszystkich (warto pamiętać, że od maja 2020 r., a więc długo przed  II falą pandemii, RPO wskazywał na problem i alarmował, że bez zmiany przepisów obowiązku noszenia maseczek nie da się prawnie wyegzekwować).

Sprawa pani Aleksandry jest kolejną kasacją RPO w takich sprawach. RPO składa je w przekonaniu, że wyrok wydany w imieniu Rzeczypospolitej nie może opierać się na wadliwych przepisach. Sąd Najwyższy sukcesywnie rozpatryje te sprawy i zaskarżone wyroki uchyla.

II.511.340.2021

200 zł za wyjście z domu w pandemii „bez powodu”. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-12, 2021-04-09
  • Pan G. z miejscowości R. został przez sąd ukarany 200-zł grzywną za wyjście z domu bez powodu.
  • Było to przed rokiem, w kwietniu, kiedy rząd wydał zakaz wychodzenia z domu z czterema wyjątkami: można było wyjść do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.
  • AKTUALIZACJA: 12 maja 2021 SN (Sygn. akt II KK 167/21) uwzględnił kasację i uchylił wyrok

RPO składa kasację wskazując, że kara została nałożona na obywatela bez właściwych podstaw w prawie. Rząd nie mógł zakazać w rozporządzeniu wychodzenia w domu nie mając do tego podstaw w ustawie. W kwietniu 2020 r. takiej ustawy nie było.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy wyrażone w treści rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków.

II.511.221.2021

Nagana za wyjście z domu podczas lockdownu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-12, 2021-02-22
  • W kwietniu 2020 r. obywatel wyszedł z domu w swej małej miejscowości, by spotkać się ze znajomymi.
  • Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie go za złamanie zakazu wychodzenia bez uzasadnionej przyczyny; sąd ukarał go naganą . 
  • Rzecznik złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego, gdyż rozporządzenie będące podstawą kary rząd wydał bez odpowiedniej podstawy ustawowej.
  • AKTUALIZACJA: 12 maja 2021 SN (sygn. akt II K K 82/21) uwzglednił kasację i uchylił wyrok.

Pan Dominik został obwiniony o to, że nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku z ogłoszonym stanem epidemii. Jak uznał Sąd Rejonowy, który wyrokiem nakazowym ukarał go naganą, bez uzasadnienia opuścił swe miejsce zamieszkania.

Sąd  Rejonowy w R. uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Wniósł o uchylenie orzeczenia i uniewinnienie obwinionego.

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie.

Niezależnie od tego, RPO wskazuje że w dacie orzekania przez sąd 4 listopada 2020 r. nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. Obowiązujące w tej dacie przepisy nie zawierały zakazu przemieszczania się. Stąd też już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego na podstawie art. 54 k.w. i wymierzenie mu kary nagany nie było dopuszczalne.

II.511.82.2021

400 zł za spotkanie w parku w pandemii. Dwie kasacje RPO [SPRAWY WYGRANE]

Data: 2021-05-12, 2021-02-19
  • W kwietniu 2020 r., kiedy rząd zakazał wstępu do lasy i parków z powodu koronawirusa, pan Mieczysław, mieszkaniec małej miejscowości,  spotkał się w południe w parku w centrum miasteczka z panem Zbigiewem.
  • Policja skierowała sprawę do sądu obwiniając ich o wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 11a ust.1 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 491).
  • Sąd wymierzył panu Mieczysławowi 300 złotych grzywny, do tego dodał 30 złotych opłaty oraz 70 złotych tytułem zryczałtowanych wydatków postępowania na rzecz Skarbu Państwa. Pan Zbigniew dostał zaś 200 zł grzywny, ale z innych opłat został zwolniony.
  • Wyroki nie zostały zaskarżone i uprawomocniły się.
  • AKTUALIZACJA: 8 kwietnia Sąd Najwyższy (sygn. akt KK 75/21) uwzględnił kasację ws. pana Mieczysława i uniewnnił go). 
  • AKUALIZACJA 2: 12 maja Sąd Najwyższy (Sygn. akt II KK 76/21) uwzględnił drugą kasację.

RPO składa od niich kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że wyroki zapadły z rażącym naruszeniem prawa. Rozporządzenie rządu, za którego złamanie ukarany został pan Mieczysław i pan Zbigniew, nie miało podstaw w ustawie: rząd powołał się na ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a ta pozwala tylko wprowadzać ograniczenia w poruszaniu się, a nie ich po prostu zakazywać. Do tego rozporządzenie Rady Ministrów nie odsyłało do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu.

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 k.w. osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy wspomnianego Rozporządzenia.

II.511.78.2021, II.511.79.2021    

400 zł za spotkanie z kolegami na ulicy w kwietniu 2020. Kasacja RPO [AKTUALIZACJA] Sprawa wygrana

Data: 2021-06-18, 2021-05-11
  • Pan Mariusz „wyszedł z domu bez powodu” i spotkał się z innymi mężczyznami na placu targowym w R.
  • Został za to skazany wyrokiem nakazowym na 400 zł grzywny. Wyrok się uprawomocnił
  • AKTUALIZACJAZachowanie obwinionego nie wypełniło znamion wykroczenia - uznał Sąd Najwyższy, który 9 czerwca uniewinnił go
  • To kolejne już takie orzeczenie SN w ramach jego lini orzeczniczej

RPO składa kasację – kolejną w sprawie wyroków nakazowych sądu w R. – ponieważ obywatel został skazany na podstawie wadliwych przepisów.

W kwietniu 2020 r., na początku pandemii, rząd w rozporządzeniu zakazał wychodzenia z domu z czterema wyjątkami (do pracy, do kościoła, na wolontariat o w celu załatwienia istotnych potrzeb życiowych). Żadna z ustaw nie dawała prawa do takiego ograniczenia dolności i prawa do przemieszczania się – a są to prawa gwarantowane wprost przez Konstytucję.

RPO nigdy nie kwestionował konieczności wprowadzania ograniczeń w związku z pandemią, wskazywał jednak konsekwentnie, że nie można tego robić z naruszeniem Konstytucji: prawa i wolności można ograniczać, ale tylko ustawami (a więc głosami całego parlamentu, a nie samego rządu, po odpowiedniej debacie, z zachowaniem przepisów regulaminów obu izb, o w sposób proporcjonalny do potrzeb).

W kasacji na rzecz pana Mariusza RPO dowodzi, że nie mógł być on ukarany na podstawie wadliwie wydanych przepisów. RPO przypomina, że w podobnych sprawach Sąd Najwyższy przyznał mu rację: „Podniesiona w niniejszej kasacji argumentacja znajduje odzwierciedlenie w poglądach Sądu Najwyższego wyrażonych w wyrokach SN z dnia 16 marca 2021 r. zapadłych w sprawach: II KK 97/21, II KK 74/21, II KK 64/21, oraz w wyroku z dnia 24 marca 2021 r., sygn. akt II KK 66/21”.

Wyrok SN 

SN orzekł, że § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie mógł stanowić podstawy prawnej pociągnięcia do odpowiedzialności za wykroczenie z art. 54 k.w.

Zachowanie obwinionego - polegające na złamaniu zakazu przemieszczania się przez opuszczenie miejsca zamieszkania, a następnie spotkanie z dwoma innymi mężczyznami w miejscu publicznym - nie wypełniało bowiem znamion wykroczenia. Zgodnie z treścią art. 1 k.w., wykroczenie stanowi tylko czyn społeczne szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5000 zł lub nagany. W niniejszej sprawie w chwili popełnienia czynu nie istniał przepis prawidłowo wypełniający normę blankietową z art. 54 k.w., pozwalający na pociągnięcie do odpowiedzialności za korzystanie ze swobody przemieszczania się po terytorium Rzeczypospolitej oraz na wymierzenie z tego tytułu sankcji.

Nie było więc podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko a skoro już takie postępowanie wszczęto, Sąd Rejonowy powinien był wydać w stosunku do obwinionego wyrok uniewinniający. Zachowanie obwinionego nie wypełniło bowiem znamion wykroczenia z art. 54 k.w., jak i żadnego innego czynu zabronionego.

(pełna treść uzasadnienia SN w załączniku poniżej)

II.511.214.2021

Nagana za brak maseczki w październiku 2020 r. [AKTUALIZACJA] Kolejna wygrana kasacja Rzecznika

Data: 2021-06-17, 2021-05-11
  • Pan Arkadiusz został zatrzymany w R. na Placu 3 Maja, bo nie miał maseczki.
  • Został za to ukarany naganą – w wyroku nakazowym Wyrok się uprawomocnił.
  • RPO składa kasację – kolejną w sprawie wyroków nakazowych sądu w R. – ponieważ obywatel został skazany na podstawie wadliwych przepisów.
  • AKTUALIZACJA 9 czerwca SN uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił obwinionego od przypisanego mu wykroczenia.

W październiku 2020 r. obowiązek noszenia maseczek był wprowadzony w sposób wadliwy: rozporządzeniem rządowym odwołującym się do ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Tymczasem ustawa ta pozwalała tylko zobowiązywać do noszenia maseczek ludzi chorych lub podejrzanych o zakażenie. A nie wszystkich.

Od początku pandemii RPO apelował do rządu o taką zmianę ustawy, by dało się wprowadzić obowiązek noszenia maseczek. Niestety, zmienione przepisy weszły w życie dopiero w grudniu 2020 r., a więc po tym, jak policja zatrzymała pana Arkadiusza bez maseczki.

W kasacji na rzecz pana Arkadiusza RPO dowodzi, że nie mógł być on ukarany na podstawie wadliwie wydanych przepisów: zachowanie obwinionego, polegające na niezastosowaniu się do obowiązku zakrywania ust i nosa w dniu 10 października 2020 r., nie wypełniło ówcześnie znamion wykroczenia z art. 54 k.w., jak i żadnego innego czynu zabronionego.

Wyrok SN

Mając na względzie dotychczasowy dorobek orzeczniczy w przedmiocie powszechnego obowiązku zakrywania ust i nosa, a w konsekwencji odpowiedzialności za wykroczenie z art. 54 k.w. za naruszenie tego obowiązku, Sąd Najwyższy w niniejszym składzie (sygn. akt II KK 220/21) w pełni podziela poglądy i argumentację wyrażoną w wyroku Sądu Najwyższego z 8 kwietnia 2021 r., sygn. akt II KK 96/21. Podobne stanowisko Sąd Najwyższy zajął także w wyroku z 24 marca 2021 r. sygn. akt I KK 66/21.

Należy więc wskazać, że zgodnie z treścią art. 54 k.w. odpowiedzialność za wykroczenie powinna ponieść osoba, która wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych. W ramach cytowanej regulacji ustawodawca zawarł przepis o charakterze blankietowym zupełnym. Ponadto odesłanie zawarte w tym przepisie do aktów przepisów porządkowych ma charakter dynamiczny, tj. przepisy te mogą ulegać modyfikacjom, co tym samym modyfikuje zakres wyrażonego w przepisie zakazu.

Badając konstytucyjność przyjętego rozwiązania ustawowego w kontekście zasady nullum crimen sine lege, wyrażonej w art. 42 ust. 1 Konstytucji RP. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 8 lipca 2003 r., w sprawie o sygn. akt P 10/02, uznał w/w przepis za zgodny z badanym wzorcem. Jednocześnie w uzasadnieniu wskazanego wyroku Trybunał wskazał, że art. 54 k.w. nie odsyła do wszystkich I jakichkolwiek przepisów rangi podustawowej, ałe wyłącznie do przepisów porządkowych wydanych w ściśle określonym w tym przepisie celu. Cytując uzasadnienie: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają Inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu".

W ocenie Sądu Najwyższego § 27 ust. 1 pkt 2 lit a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 paździemika 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie spełnia tak określonych kryteriów, nie jest bowiem przepisem o charakterze porządkowym. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r., które zostało wskazane w związku z art. 54 k.w. w ramach kwalifikacji prawnej czynu, zostało wydane w celu wykonania ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Celem przepisów rozporządzenia była więc ochrona zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji RP) i w ramach tak zakreślonego celu, realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP).

Konkretyzując, przedmiotem ochrony była ochrona życia i zdrowia, które mogłyby zostać zagrożone w wyniku rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2 i zachorowań na COVID-19. Tym samym w oczywisty sposób przepisy te nie stanowią przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 k.w. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia poprzez zwalczanie epidemii.

Obwiniony swoim zachowaniem z dnia 10 października 2020 r. nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa, o którym mowa w § 27 powoływanego rozporządzenia, co pozostawało w oderwaniu od odpowiedzialności z wykroczenie z art. 54 k.w. Trzeba podkreślić, że w chwili czynu obowiązujące ówcześnie rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie wskazanego obowiązku, żadna sankcja nie wynikała także z innego przepisu prawa. Potwierdza to także analiza działań ustawodawcy, które sugerują, że nie było możliwe łączenie przepisów rozporządzeń covidowych z art. 54 k.w.

Regulacja § 27 ust. 1 pkt 2 lit a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 paździemika 2020 r. w sprawie ustanowienia określonycłi ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii została wydana na podstawie ustawowego upoważnienia zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu cłiorób zakaźnycłi u ludzi, w brzmieniu obowiązującym w cłiwili popełnienia czynu. Przywołany przepis pozwalał na stosowanie określonycłi środków profilaktycznycłi wyłącznie w stosunku do „osób chorych lub podejrzanych o zachorowanie".

Nie był to zatem przepis, w oparciu o który można było skutecznie wprowadzić nakaz określonego zachowania wobec wszystkich, niezależnie od ich stanu zdrowia. Dopiero w wyniku nowelizacji ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi, wprowadzonej ustawą z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem C0VID-19. do art. 46b ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi dodano pkt 4a, który przewidywał ustanawianie obowiązku stosowania określonych środków profilaktycznych i zabiegów także w odniesieniu do osób zdrowych, oraz pkt 13, który przewidywał możliwość ustanowienia nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu.

Taka możliwość pojawiła się jednak już po dacie czynu, albowiem wskazane zmiany art. 46b ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi weszły w życie w dniu 29 listopada 2020 r.

Podsumowując, wprowadzenie na mocy rozporządzenia z dnia 9 października 2020 r., w brzmieniu obowiązującym w chwili czynu, powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego.

II.511.242.2021

Ukarany w trybie nakazowym - miał przeszkadzać w zgromadzeniu upamiętniającym katastrofę w Smoleńsku. Rzecznik składa kasację. [AKTUALIZACJA] SN ją uwzględnia

Data: 2021-05-10, 2020-12-28
  • Obywatel uczestniczył w kontrmanifestacji wobec cyklicznego zgromadzenia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku
  • Sąd ukarał go grzywną za próbę przeszkadzania temu zgromadzeniu okrzykami; uczynił to w trybie nakazowym - bez rozprawy i wysłuchania obwinionego
  • Jest to możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jakie okrzyki wznosił obywatel, a przede wszystkim - czy nie realizował w ten sposób gwarantowanych konstytucyjnie wolności słowa i zgromadzeń
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony przez RPO wyrok i umorzył postępowanie

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. 

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów. Orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. A w tej sprawie tak nie było.

Historia sprawy

Obywatel wraz z grupą innych został obwiniony przez policję o to, że w październiku 2017 r. na Krakowskim Przedmieście "usiłował przeszkodzić” cyklicznemu zgromadzeniu upamiętniającemu ofiary katastrofy w Smoleńsku. Przeszkadzanie miało polegać na okrzykach w kierunku tego zgromadzenia.

Zgodnie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym z 16 kwietnia 2018 r. Sąd Rejonowy uznał obywatela za winnego tego wykroczenia i ukarał go 300 zł grzywny. W maju 2018 r. sąd nie uwzględnił wniosku obwinionego o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku nakazowego. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pozostali obwinieni w tej samej sprawie złożyli skuteczne sprzeciwy od wyroku nakazowego. Zostali potem uniewinnieni przez sąd.

Argumenty RPO

Materiał dowodowy nie wskazuje jednoznacznie, by obwinionemu można było przypisać zarzucany mu czyn.

Nie zbadano, czy korzystał on z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).  A wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Przesłuchany przez policję obywatel nie przyznał się do zarzutu. Podkreślał, że brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej. Policja nie zebrała zaś dowodów na potwierdzenie czy też zaprzeczenie wersji obwinionego co do legalności tego zgromadzenia. Istotne było także, czy organizator kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne.

Przewodniczący cyklicznego zgromadzenia zeznał zaś, że widział grupę osób, którą w powiązaniu z transparentem „kłamca”, utożsamił z osobami poprzednio zakłócającymi zgromadzenie. Nie wskazał, jakie okrzyki wznoszono. Według niego kontrmanifestacja znajdowała się mniej niż 100 m od zgromadzenia cyklicznego.

Policjant, który interweniował wobec obwinionego, nie wskazał w jakiej odległości od zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania. Nie podał też, jakie okrzyki obwinionego miały przeszkadzać zgromadzeniu.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym.

Z zeznań świadków nie wynika zatem:

  • na czym polegało przeszkadzanie,
  • jakie wznoszono okrzyki,
  • jakie było natężenie zakłócenia stwarzanego przez obwinionego, 
  • czy i jakich środków nagłaśniających używano podczas zgromadzenia cyklicznego.

Dlatego zdaniem RPO w świetle zebranego materiału dowodowego nie można było jednoznacznie ustalić, czy obwiniony istotnie przeszkadzał lub usiłował przeszkadzać miesięcznicy, czy też realizował przysługujące mu konstytucyjne wolności. Dołączone do wniosku o ukaranie dowody nie były jednoznaczne.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby  wyjaśnić  wszystkie istotne okoliczności zdarzenia. A to mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia. Inni bowiem obwinieni, którzy skutecznie wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, po przeprowadzeniu rozprawy zostali w lipcu 2020 r. prawomocnie uniewinnieni.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i  umorzenie postępowania wobec obywatela z powodu przedawnienia karalności. Od czynu upłynęły już trzy lata, a po takim czasie wykroczenie nie może być już ścigane.

Sąd Najwyższy rozpatrując kasację 26 kwietnia 2021 r. stwierdził:

Kasacja wniesiona w tej sprawie przez Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się oczywiście zasadna.

Zaskarżony kasacją wyrok nakazowy, w okolicznościach procesowych tej sprawy, został wydany z rażącym naruszeniem art. 93 § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.s.w.) Zgodnie z tym przepisem, orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić jedynie wówczas, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Rozstrzyganie w sprawie wykroczeniowej na posiedzeniu, bez udziału stron, możliwe jest więc tylko wtedy, gdy brak wątpliwości co do sprawstwa i winy obwinionego ma oparcie w załączonym do wniosku o ukaranie, a uznanym przez sąd za ujawniony, materiale dowodowym.

Tymczasem, jak słusznie podnosi się w kasacji, materiał dowodowy zgromadzony w toku czynności wyjaśniających, dołączony do wniosku o ukaranie, nie wskazywał jednoznacznie na to, że istniała możliwość przypisania [panu A.S]  popełnienia zarzucanego mu wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 kodeksu wykroczeń.

Na etapie czynności wyjaśniających, przesłuchany w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, [pan A.S.] wyjaśnił, że nie przyznaje się do popełnienia takiego wykroczenia, a nadto dodał, że: „brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej". Świadek C.J. zeznał, że „w dniu 10 października 2017 roku pełnił funkcję przewodniczącego cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku", a także wskazał, że „zgromadzenie zostało zarejestrowane" i podał w jakim obszarze. Zwrócił uwagę na grupę osób, którą, w powiązaniu z treścią zawieszonego transparentu „kłamca", utożsamił z osobami poprzedniozakłócającymi zgromadzenie. Podał odległość mniejszą niż 100 m od planowanego zgromadzenia cyklicznego, a świadek ten nie podał, jakiej treści były okrzyki wznoszone przez tę grupę osób.

Z kolei świadek M.M.  zeznał, że: „podjął interwencję wobec mężczyzny, który krzykiem i hałasem zakłócał przebieg legalnego zgromadzenia cyklicznego", a także, że: „po wylegitymowaniu osobą okazał się być A.S. ". Nie podał jednak, w jakiej odległości od obszaru zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania obwinionego, ani też, w jaki sposób miał być czyniony przez obwinionego hałas i jakiej treści okrzyki obwinionego mogły przeszkodzić w przebiegu zgromadzenia publicznego.

Notatki służbowe i urzędowe funkcjonariuszy Policji wskazywały, że przebieg zgromadzenia publicznego, jak też tzw. kontrmanifestacji był rejestrowany zapisem DVD. Płyty DVD zostały dołączone do wniosku o ukaranie. Nie zostały one jednak odtworzone w toku czynności wyjaśniających, a zatem nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym. Nie zostały też zebrane dowody na potwierdzenie, czy też zaprzeczenie, wersji obwinionego, co do legalności zgromadzenia, w którym brał udział. Istotnym zatem było, czy organizator tzw. kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne w rozumieniu ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach! (Dz. U. z 2019 r., poz. 631).

Z zeznań świadków nie wynika przy tym, na czym polegało przeszkadzanie, jakie były treści wypowiadanych okrzyków, jak też nie wskazywały na natężenie zakłócenia, jakie miał stwarzać obwiniony, ani też, czy i jakie środki nagłaśniające były używane w odbywającym się zarejestrowanym zgromadzeniu cyklicznym.

W świetle takiego materiału dowodowego nie można było w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości ustalić, czy zachowanie obwinionego istotnie stanowiło wypełnienie czynności sprawczej „przeszkadzania lub usiłowania przeszkadzania" w rozumieniu art. 52 § 2 pkt 1 k.w. czy też w ten sposób realizował on przysługujące mu konstytucyjne wolności. Brak takiej pewności stanowił przeszkodę do wydania w niniejszej sprawie wyroku nakazowego w trybie art. 93 § 2 k.p.s.w.

Z powyższych powodów należało zaskarżony wyrok nakazowy uchylić.

Wobec tego, że zarzucany obwinionemu czyn miał mieć miejsce w dniu 10 października 2017 roku, z dniem 10 października 2020 roku upłynął okres przedawnienia jego karalności (art. 45 § 1 k.w.). Mając na uwadze, że karalność czynu z uwagi na upływ tego terminu ustała jeszcze przed wniesieniem kasacji (28 grudnia 2020 r.) i datą orzekania przez Sąd Najwyższy (26 kwietnia 2021 r.), nie miał w tej sprawie zastosowania art. 45 § 2 k.w. W związku z tym postępowanie wykroczeniowe należało umorzyć na podstawie art. 5 § 1 pkt 4 k.p.s.w., a kosztami Postępowania obciążyć Skarb Państwa.

II.510.663.2020

Grzywna za wyjście z domu bez powodu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-03-12
  • 300 zł grzywny wymierzył panu Damianowi Sąd Rejonowy w R. za wyjście z domu w kwietniu 2020 r. bez uzasadnienia
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził na tyle nieskutecznie, że nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli – dlatego RPO składa następną kasację w takiej sprawie
  • AKTUALIZACJA: 5 maja Sąd Najwyższy uchylił wyrok na pana Damiana (Sygn. akt II KK 121/21)

Policja zatrzymała pana Damiana, bo wyszedł z domu w swej małej miejscowości bez uzasadnienia. A obowiązywał wtedy wprowadzony rozporządzeniem rządu zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W lipcu 2020 Sąd Rejonowy w R. wymierzył mu 300 zł grzywny. Uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku ze stanem epidemii. Obwiniony nie złożył sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się.

Ten prawomocny wyrok nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze – wskazał RPO. Wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obwinionego. 

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie

W dacie wyroku nie obowiązywało już rozporządzenie z 10 kwietnia 2020 r. przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywało zaś   obowiązujące w dacie orzekania rozporządzenia Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.140.2021
 

Nagana dla pasażera samochodu zatrzymanego w kwietniu w czasie zakazu przemieszczania się – kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-02-15
  • Policja w małej miejscowości zatrzymała w nocy samochód. Kierowca był nietrzeźwy. Pasażerem był pan Marek – i został on ukarany karą 5 tys. zł za to, że przemieszczał się bez uzasadnienia (w owym czasie rząd rozporządzeniem dopuścił wyjście z domu tylko do pracy, w celu zaspokajanie niezbędnych potrzeb, wolontariatu albo do kościoła).
  • Sąd Rejonowy w R, wyrokiem z dnia 16 listopada 2020 r. uznał obwinionego za winnego i przyjął, że czyn wyczerpał dyspozycję art. 54 k.w. w związku z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to, na podstawie art. 54 k.w., wymierzył mu karę nagany.
  • AKTUALIZACJA: 6 maja SN uchylił wyrok na pana Marka a kosztami obciążył skarb państwa (Sygn. akt II KK 68/21

Na skutek niezłożenia przez obwinionego sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się dnia 12 grudnia 2020 r.

- Tenże prawomocny wyrok kończący postępowanie nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu – zauważył RPO i złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego (RPO jest jedynym poza Prokuratorem Generalnym organem uprawnionym do składania kasacji w sprawach, które nie zakończyły się karą pozbawienia wolności) . – Sąd nie miał podstaw do karania pana Marka, bowiem rozporządzenie rządu ograniczające możliwość wyjścia z domu wykraczało daleko poza ustawę, na którą się powoływało. Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi pozwala nakładać ograniczenia w sposobie przemieszczania się, a nie go całkowicie zakazać.

Argumenty prawne RPO

Kodeks wykroczeń w art. 54 stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Zważyć jednak należy, iż omawiane przepisy dla skuteczności stanowienia podstawy do odpowiedzialności z art. 54 k.w. muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego.

Czyn zakwalifikowany w niniejszej sprawie jako wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń odnosi się do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 ustanowiło obowiązujący do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu:

  1. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  2. zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego, w tym uzyskania opieki zdrowotnej lub psychologicznej, tej osoby, osoby jej najbliższej w rozumieniu art. 115 § 11 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2019 r. poz. 1950 i 2128 oraz z 2020 r. poz. 568), a jeżeli osoba przemieszczająca się pozostaje we wspólnym pożyciu z inną osobą – także osoby najbliższej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  3. wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym w ramach wolontariatu;
  4. sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych.

Wskazane rozporządzenie zostało wydane na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1–6 i 8–12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567).

W art. 46b pkt 12 w.w. ustawy wskazano, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a z kolei w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Żaden z tych przepisów nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Mając powyższe na uwadze podkreślić należy, że wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Na wstępie wskazano, że art. 54 kodeksu wykroczeń stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami.

Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym Sądu Rejonowego w Radomsku nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie trzeba też zauważyć, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 1758 ze zm.). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary nagany w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.81.2021

300 zł za wieczorne spotkanie w miejscowości K. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-03

Pan Mariusz spotkał się w kwietniowy wieczór 2020 r. z panem Tomaszem, co zdaniem policjantów i sądu w R. oznaczało, że „nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej osób przebywających na tym obszarze w związku z ogłoszonym stanem epidemii w ten sposób, że bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”.

[AKTUALIZACJA} 5 maja Sąd Najwyższy przychylił się do kasacji RPO i uchylił wyrok na pana Mariusza (Sygn. akt II KK 106/21)

W postępowaniu nakazowym został ukarany 300 zł grzywny. Ponieważ się nie sprzeciwił wyrokowi, stał się on prawomocny.

RPO składa w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że nie było podstaw do ukarania pana Mariusza: zakaz wychodzenia z domu rząd wprowadził w kwietniu rozporządzeniem na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567). Ta jednak pozwala tylko ograniczać przemieszczanie się, a nie zakazywać go w ogóle. Wolność przemieszczania jest wolnością chronioną przez Konstytucję (art. 52) i nie może być ograniczana w taki sposób.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane. Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi. Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku. W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie. Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji R.P., w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa. Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności. Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji R.P.

Na wstępie wskazano, że art. 54 k.w. stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami. Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym sądu w R. nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie RPO zauważa, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U.z 2020 r., poz. 1066). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.119.2021

Ukarany, bo szedł w odległości mniejszej niż 2 metry od innej osoby. Kolejna kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-26
  • Pan Ryszard został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. przemieszczał się pieszo w odległości mniejszej niż 2 metry od innego przechodnia
  • Sąd ukarał go za to naganą - RPO wnosi, by Sąd Najwyższy go uniewinnił
  • Na mocy rozporządzenia rządu nie mozna było bowiem karać osoby, która naruszyła m.in. nakaz przemieszczania się z zachowaniem odległości nie mniejszej niż 2 metry od innej osoby
  • AKTUALIZACJA: 5 maja 2021 Sąd Najwyższy uwzględnił kasację i uchylił wyrok (Sygn. akt V K K 132/21)

Pan Ryszard został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. przemieszczał się pieszo w odległości mniejszej niż 2 metry od innego przechodnia. To wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z  19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy 19 czerwca 2020 r. uznał obwinionego za winnego popełnienia zarzuconego mu wykroczenia i wymierzył mu karę nagany. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO na podstawie art. 111 k.p.w. wyrokowi temu zarzucił rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, to jest art. 54 k.w. poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia.

Wniósł uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obywatela od przypisanego mu wykroczenia.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. stanowiło, że do odwołania w przypadku, gdy przemieszczanie się następuje:

1) pieszo - jednocześnie mogą się poruszać osoby w odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, chyba że zachowanie tej odległości nie jest możliwe ze względu na opiekę nad:

a) dzieckiem do ukończenia 13. roku życia,

b) osobą z orzeczeniem niepełnosprawności, osobą z orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności, osobą z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego lub osobą, która ze względu na stan zdrowia nie może poruszać się samodzielnie. Rozporządzenie nie wskazało żadnej sankcji za naruszenie nakazu.

Rozporządzenie wydano na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Art. 46b pkt 12 ustawy stanowi, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się.

Rozporządzenie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego rozporządzenia. Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. powyższych postanowień ani odesłań nie posiadało. Nie odsyłało ono bowiem w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów.

Tymczasem na podstawie art. 1 § 1 k.w. odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Wykroczenia polegające na nieprzestrzeganiu nakazów lub zakazów związanych ze zwalczaniem chorób zakaźnych przez osobę zobowiązaną do ich przestrzegania unormowane są w art. 116 § 1 k.w. Podmiot wykroczenia określonego w art. 116 § 1 k.w. to osoba:

1) chora na chorobę zakaźną lub podejrzana o taką chorobę,

2) stykająca się z osobami chorymi na choroby zakaźne lub podejrzanymi o nie,

3) będąca nosicielem zarazków chorób zakaźnych oraz podejrzana o nosicielstwo.

Przy spełnieniu tych warunków, naruszenie zakazów i nakazów zawartych w rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, stanowi wykroczenie stypizowane w Kodeksie wykroczeń, w art. 116 § 1 k.w.

Art. 116 k.w. nie penalizował zachowań polegających na nieprzestrzeganiu nakazów, zakazów i ograniczeń lub obowiązków określonych w rozporządzeniu Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r.

Potwierdza to dokonana ustawą z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanych z wystąpieniem COVID-19 zmiana art. 116 k.w. polegająca m.in. na dodaniu do niego § la. Po zmianach przepis ten brzmi: „kto, nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny albo karze nagany”. Dopiero od wejścia w życie tej nowelizacji, tj. od 29 listopada 2020 r., nieprzestrzeganie ograniczeń epidemicznych stało się wykroczeniem.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w. osoby, która naruszyła m.in. nakaz określonego sposobu przemieszczania się pieszo polegający na konieczności zachowania pomiędzy poruszającymi się osobami odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, według wspomnianego rozporządzenia.

Na marginesie należy zauważyć, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. Obowiązujące w dniu orzekania rozporządzenie Rady Ministrów z  29 maja 2020 r. przewidywało wprawdzie wymóg zachowania odległości nie mniejszej niż 2 metry między poruszającymi się osobami, jednakże nie dotyczył sytuacji, której osoby te realizowały obowiązek zakrywania ust i nosa.

BPW.511.55.2021

Spacerowała po wrocławskim parku - sąd ukarał ją grzywną 400 zł. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-24
  • Pani Anna została obwiniona o to, że w kwietniu 2020 r. naruszyła zakaz przemieszczania się bez uzasadnionego powodu, korzystając z parku. Sąd ukarał ją 400 zł  grzywny 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację na jej korzyśc 
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził bowiem niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych 
  • AKTUALIZACJA: 5 maja SN uwzględnił kasację i uchylił wyrok (Sygn. a k t V K K 126/21)

Pani Anna z Wrocławia została ukarana grzywną za spacer po parku w kwietniu 2020. Według sądu nie zastosowała się do zakazu przemieszczania się w związku ze stanem epidemii- bez uzasadnienia opuściła miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb. Kobieta podała także policji fałszywe dane.

Wyrokiem z lipca 2020 r. Sąd Rejonowy uznał ją za winną dokonania zarzucanych jej czynów, tj. wykroczeń z art. 65 § 1 k.w. i art. 54 k.w. w zw. z § 16 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to na podstawie art. 65 § 1 k.w. w zw. z art. 9 § 2 k.w. wymierzył jej karę grzywny w wysokości 400 złotych. Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego. Wskazał, że na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności. SN rozpoznał już trzy takie "pandemiczne" kasacje RPO i uznał je za „oczywiście zasadne” oraz uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń. O tych sprawach oraz o kasacjach jeszcze nie rozpoznanych przez SN, można przeczytać w artykułach pod tekstem.

BPW.511.63.2021

Koszmar sąsiedzkiego monitoringu - bez zadośćuczynienia dla jego ofiar. Skarga nadzwyczajna RPO [AKTUALIZACJA] Skarga odrzucona

Data: 2021-05-05, 2020-08-07
  • Sąd oddalił pozew „kamerowanych” dwóch małżeństw o zadośćuczynienie od sąsiadów, którzy założyli taki monitoring
  • Ocenił, że naruszono prawo powodów do prywatności, wizerunku i głosu (bez ich wiedzy kamery nagrywały też rozmowy), ale nie przyznał im zadośćuczynienia
  • Uzasadnił to m.in. tym, że krzywda nie była dolegliwa, między sąsiadami był zadawniony konflikt, a kamery założono dla ochrony mienia
  • Tymczasem krzywdą powodów było odczucie upokorzenia, wstydu, stanów lękowych. A to wymaga rekompensaty od pozwanych
  • Sąd nie widzi zaś różnicy między prywatnością na własnej posesji i w przestrzeni publicznej - skoro argumentuje, że powodowie mogli być nagrani także i przez miejski monitoring
  • AKTUALIZACJA: 5 maja 2021 Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych odrzuciła skargę (Sygn. akt I NSNd56/20)

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną. Wnosi, aby Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok Sądu Okręgowego w S. i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.

Zaskarżone orzeczenie jest sygnałem dla tych, którzy bezprawnie naruszają prywatność innych, że nie spotka ich za to żadna sankcja. Uchylenie wyroku - z którego wynika, że prawo nie przewiduje za to odpowiedzialności - jest konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej.

Historia sprawy

Małżeństwo N. i S. przyjaźni się ze sobą. Za sąsiadów mają małżeństwo M. Między państwem N. i S. a M. trwa zadawniony konflikt. Na pobliskiej działce zdarzały się kradzieże. Państwo M. pod koniec 2010 r. zamontowali na częściach wspólnych budynku mieszkalnego trzy kamery monitoringu wizyjnego. Nie konsultowali tego z sąsiadami, choć kamery obejmowały także część nieruchomości państwa S. z drzwiami, schody do lokalu państwa N.  oraz ich podwórko.

Sąsiedzi nie mogli pogodzić się z tym, że ich wizerunek może być utrwalany i oglądany. A nie wiedzieli wtedy jeszcze, że dwie kamery mają mikrofony. Tymczasem u jednej z kobiet zdiagnozowano poważną chorobę, której szczegóły były przedmiotem rozmów.

Nie mogąc zaakceptować monitorowania na własnej posesji, pani N. przez pierwsze dni nie wychodziła z domu. Wychodząc zaś później, zakrywała twarz. Rozważała wyprowadzkę. W końcu uznała, że nie zostawi domu, w który włożyła wraz z mężem dużo pracy i pieniędzy.

Państwo N. napisali do małżonków M., aby usunęli kamery, bo naruszają ich prywatność. Przeszkadza to zarówno im, jak też ich znajomym (z którymi musieli rozluźnić kontakty). Odpowiedzi nie dostali.

Podali zatem państwa M. do sądu. W 2012 r. sąd rejonowy nakazał przywrócenie stanu zgodnego z prawem przez usunięcie kamer i zobowiązanie do niemontowania ich w przyszłości. W tym samym roku sąd okręgowy utrzymał wyrok. Wtedy pan M. zdemontował kamery.

W międzyczasie pan S. użył wobec pana M. wulgarnych słów, za co ten oskarżył go o znieważenie. Sąd uznał S. za winnego, choć postępowanie karne warunkowo umorzył. Dopiero w toku tego postępowania - w 2014 r. - państwo N. i S. dowiedzieli się, że dwie kamery miały mikrofony. Było to dla nich szokiem, zwłaszcza że wcześniejszy demontaż kamer przyjęli z ulgą.

Wtedy oba małżeństwa wytoczyły państwu M. proces cywilny o ochronę dóbr osobistych i  zadośćuczynienie. Wskazano na  naruszenie dóbr osobistych w postaci prywatności, intymności, nietykalności mieszkania oraz wizerunku i głosu.

W 2016 r. sąd rejonowy zasądził od pozwanych solidarnie po 3 tys. na rzecz każdego z powodów i po 7 tys. na każdą z powódek

W 2017 r. sąd okręgowy zmienił ten wyrok i prawomocnie oddalił powództwo. Zgodził się co do naruszenia dóbr osobistych powodów wskutek bezprawnego zachowania pozwanych. Zarazem uznał jednak, że nie można automatycznie z tym wiązać zadośćuczynienia, którego przyznanie jest fakultatywne. Aby było to możliwe, konieczne jest wystąpienie krzywdy.  

A obiektywnie oceniając sytuację, nie można stwierdzić, by sam fakt świadomości zainstalowania kamer na nieruchomości prywatnej - mimo że może być dolegliwy czy wywołujący dyskomfort - był źródłem dojmującej krzywdy w stopniu uzasadniającym zadośćuczynienie.

Ponadto sąd zaznaczył, że dziś monitoring wizyjny funkcjonuje powszechnie w przestrzeni publicznej, na ulicach, parkach czy też w sklepach, galeriach handlowych, urzędach. A skoro wszędzie tam powodowie są zapewne utrwalani w monitoringu, który może być odtworzony i odsłuchany przez osoby trzecie,  to trudno uznać, że nagranie powodów na monitoringu zainstalowanym na nieruchomości prywatnej, o którego istnieniu wiedzieli, mógł realnie wpłynąć na komfort ich życia i naruszać dobra osobiste w tak znaczący sposób, że uzasadniałoby to przyznanie im zadośćuczynienia – wywodzi sąd.

Według niego nie ma dowodów, że zainstalowanie kamer wywołało znaczący, negatywny wpływ na życie powodów i mogło być źródłem dotkliwych cierpień. Wszystkie opisane przez nich sytuacje mogły mieć przecież miejsce i w przestrzeni publicznej. Wtedy również byliby nagrani przez monitoring, co trudno uznać za naruszenie dóbr osobistych.

Zdaniem sądu znaczenie ma też konflikt między stronami. Z jednej strony pozwani bezprawnie zamontowali kamery, z drugiej zaś jeden z powodów znieważył pozwanych.

A motywów zainstalowania monitoringu nie można sprowadzić do chęci nękania, szykan czy śledzenia powodów, ale  głównie ochrony swego mienia. Normalnym działaniem właściciela w tym celu  jest zamontowanie monitoringu obejmującego teren wokół nieruchomości.

Argumenty RPO

Wyrokowi sądu RPO Adam Bodnar zarzuca:

  • naruszenie prawa w sposób rażący przez błędną wykładnię art. 24 § 1 w związku z art. 448 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny, polegającą na odmowie przyznania powodom zadośćuczynienia w sytuacji wyrządzenia im krzywdy na skutek bezprawnego naruszenia dóbr osobistych;
  • naruszenie art. 47 Konstytucji RP poprzez niezapewnienie ochrony prawa do prywatności powodów;
  • naruszenie art. 45 ust. 1 Konstytucji RP poprzez ograniczenie powodom prawa do sądu i uniemożliwienie dochodzenia roszczeń o niedużej wartości.

Sąd tak naprawdę dostrzega krzywdę powodów. Nie mogąc zaprzeczyć ciężarowi zmian, jakie na ich życiu i psychice odcisnęło działanie pozwanych, próbuje minimalizować je przez odmowę zadośćuczynienia. Ich krzywdę określa mianem  „dolegliwości”. Tymczasem w orzecznictwie sądów zauważono wielkość cierpień psychicznych wywołanych monitoringiem. A już samo utrwalenie wizerunku osoby bez jej zgody jest naruszeniem art. 23 i art. 24 k.c. Fakultatywność przyznania zadośćuczynienia przez sąd nie oznacza zaś dowolności. 

Według RPO sąd wadliwie ocenił, że zadośćuczynienie nie należy się powodom z uwagi na wzajemność dokonywanych naruszeń wobec konfliktu między stronami. W orzecznictwie dominuje stanowisko, że w razie wzajemnego naruszenia dóbr osobistych roszczenia nie znoszą się wzajemnie. Nie wiadomo zaś, dlaczego instalacja kamer ma być usprawiedliwiona późniejszą sprzeczką, której finałem była sprawa karna.

Zasady zasądzenia zadośćuczynienia w sprawach dotyczących dóbr osobistych nakazują ich relatywizację do wagi i sposobu naruszenia. Art. 448, jak i inne przepisy k.c., jest poddawany ciągłej interpretacji w odniesieniu do zmieniającej się rzeczywistości. Najlepszym tego przykładem jest właśnie naruszenie prywatności, w tym danych osobowych, których ochrony - przed wejściem  w życie RODO - można było się domagać jedynie w drodze ochrony dóbr osobistych.

Dziś powodowie mogliby skorzystać z łatwiejszej drogi. Zgodnie z RODO każdy, kto poniósł szkodę majątkową lub niemajątkową w wyniku naruszenia rozporządzenia, ma prawo uzyskać od administratora lub podmiotu przetwarzającego odszkodowanie za poniesioną szkodę.

O tym, jaki charakter ma ingerencja w prywatność, świadczy stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 11 grudnia 2014 r. (C‑212/13). Uznał on, że wykorzystywanie systemu kamer przechowującego zapis obrazu osób na sprzęcie nagrywającym w sposób ciągły, takim jak dysk twardy, zainstalowanego przez osobę fizyczną na jej domu rodzinnym w celu ochrony własności, zdrowia i życia właścicieli domu, który to system monitoruje również przestrzeń publiczną, nie stanowi przetwarzania danych w trakcie czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze.

Prywatność jest zatem prawem  bardzo silnie chronionym, a ingerencję w nią dopuszcza się  jedynie w wyjątkowych przypadkach. Na pewno nie jest dozwolone ingerowanie w taki sposób, jak zrobił to powód. Nie ma też możliwości odmowy rekompensaty szkody z uwagi na zachowanie poszkodowanego, które nie wiąże się z naruszeniem, jakiego dopuścili się pozwani.

Rzecznik podkreśla, że sąd nie powinien był podnosić argumentu odwołującego się do monitoringu w przestrzeni publicznej. Świadczy to tylko o niezrozumieniu przez sąd, czym jest sfera prywatności na własnej posesji, a czym - w przestrzeni publicznej. Tymczasem zupełnie inaczej należy oceniać proporcjonalność ingerencji w prywatność na obszarach w pełni publicznych, inaczej na obszarach, do których dostęp ma ograniczona liczba osób (np. zakład pracy), a jeszcze inaczej (i to najbardziej rygorystycznie) – będących własnością prywatną. W tym przypadku monitorowanie może być dopuszczalne zupełnie wyjątkowo.

Zdaniem sądu o braku winy pozwanych ma świadczyć potrzeba ochrony własnego mienia. Własność zyskuje zatem wyższe miejsce w hierarchii praw niż do prawo do prywatności. - Nikt nie ma jednak legitymacji, by naruszać prywatność innych, zyskując dostęp do ich życia intymnego tylko po to, aby chronić swoją własność, bo może uczynić w inny sposób – stwierdza RPO. A nawet gdyby uznać motyw ochrony własności, to trudno usprawiedliwić nagrywanie prywatnych rozmów.

W opinii Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych „przepisy o monitoringu nie zezwalają na nagrywanie dźwięku towarzyszącego zdarzeniom. Takie uprawnienia posiadają jedynie służby porządkowe i specjalne na podstawie ustaw regulujących ich działalność. Stosowanie rejestracji dźwięku może zostać uznane za nadmiarową formę przetwarzania danych, wiązać się z odpowiedzialnością administracyjną i cywilną, a nawet karną”. Jednoznacznie  wynika z tego bezprawność działania pozwanych.

- Uzyskanie tą drogą informacji o najbardziej intymnych sprawach powodów, jest ingerencją w prywatność wywołującą nie tylko negatywne uczucia, ale właśnie krzywdę polegającą na niezwykle silnych odczuciach wstydu, upokorzenia i stanów lękowych. Taka krzywda powinna zaś podlegać kompensacji – podsumowuje Adam Bodnar.

Wyrok sądu okręgowego nie może być ani uchylony ani zmieniony w trybie skargi kasacyjnej (zbyt niska wartość przedmiotu zaskarżeni) ani w trybie skargi o wznowienie postępowania.

Skarga RPO (tak jak kilka poprzednich) została skierowana do Izby Cywilnej, a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (właściwej według literalnego brzemienia art. 26 ustawy o SN z 8 grudnia 2017 r.). Przesądziła o tym uchwała z 23 stycznia 2020 r. połączonych Izb Sądu Najwyższego: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, stwierdzająca, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na urząd sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017r. Zważywszy, że pełny skład IKNSP powołano w sposób opisany w  uchwale SN, jej orzeczenia dotknięte byłyby wadą nieważności. Dla wyeliminowania tej ewentualności niezbędne było skierowanie skargi do Izby Cywilnej SN jako właściwej w sprawach z zakresu prawa cywilnego.

To w sumie 16. skarga nadzwyczajna RPO.  Spośród nich dziesięć dotyczyło kwestii spadków, głównie sprzecznych orzeczeń spadkowych. 

VII.511.23.2017

Kasacja RPO w sprawie rzekomego nękania męża przez telefon, rozstrzygniętej w trybie nakazowym, bez rozprawy. AKTUALIZACJA: SN uchylił wyrok na kobietę

Data: 2021-05-04, 2020-08-27
  • Pani X została uznana za winną nękania telefonami i sms-ami swego męża i skazana na ograniczenie wolności w postaci 20 godzin prac społecznych przez cztery miesiące.
  • Sprawę rozstrzygnięto bez rozprawy, bo sąd uznał, że nie budzi ona wątpliwości. Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył sprzeciwu od tego nakazowego wyroku.
  • RPO złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego; wskazał, że sąd popełnił bardzo poważny błąd („rażąco naruszył prawo procesowe”), ignorując oczywiste wątpliwości w tej sprawie.
  • 27 kwietnia 2021 r. SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania; podkreślił, że materiał dowodowy nie wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości na winę oskarżonej

Państwo X rozwodzą się. Opiekująca się dziećmi pani X telefonowała do pana X, wysyłała mu sms-y, pytała o alimenty. Pan X uznał to za nękanie i skierował sprawę do sądu. Ten w postępowaniu nakazowym, tylko na podstawie wydruków fragmentów sms-ów i protokołu przesłuchania pani X, wydał wyrok skazujący.

Jest to możliwe, bo wprowadzono takie przepisy, by przyspieszyć rozstrzyganie spraw przed sądami. Sędzia może wydać wyrok w postępowaniu nakazowym, bez postępowania dowodowego. Rozprawę przeprowadza się dopiero wtedy, gdy zostanie złożony sprzeciw. Sąd może jednak procedować w tym trybie jedynie wtedy, gdy okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości

W tej sprawie tak nie było. Pani X co prawda przyznała się do zarzutów, ale z lektury jej zeznania wynika, że po prostu kontaktowała się z mężem w sprawie dzieci, rozliczeń domowych i alimentów. A to nie wyczerpuje znamion nękania (art. 190a § 1 k.k.: § 1. „Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”).

Fakt sporu między państwem X o alimenty i terminowe ich przekazywanie potwierdzają także inni świadkowie, których zeznania dostał sąd. Także kluczowe w sprawie wydruki sms-ów budzą wątpliwości: zawierają tylko numer telefonu, datę oraz pierwsze (często niepełne) zdanie wiadomości. Na tej podstawie nie da się ustalić, kto był inicjatorem konwersacji i jaka była jej pełna treść. Ale łatwo z tego materiału wywnioskować, że sms-y dotyczą w przeważającej mierze kwestii finansowych, problemów dnia codziennego, a przede wszystkim zagadnień dotyczących wspólnego wychowywania i opieki nad dziećmi. Zatem także w przypadku tych wydruków jest wystarczająco dużo wątpliwości, czy nie jest to po prostu ślad kontaktu między rozwodzącymi się małżonkami w celu załatwienia niezakończonych spraw przeszłych, ale i bieżących, które bezsprzecznie występują między rodzicami wspólnych dzieci.

Wyrokujący w sprawie sąd nie powziął jednak żadnych wątpliwości i uznał, że sprawę da się załatwić bez rozprawy. To jest właśnie zdaniem RPO uchybienie proceduralne mające rażący charakter, a więc takie, które pozwala na wniesienie kasacji. Uchybienie sądu doprowadziło bowiem do rozpoznania sprawy w postępowaniu nakazowym mimo niespełnienia ustawowych wymogów. Mogło mieć również istotny wpływ na treść wyroku: nie można wykluczyć, że po przeprowadzeniu rozprawy, zapadłoby inne, co do istoty, orzeczenie.

RPO – oprócz Prokuratora Generalnego – jest jedyną instytucją, która może składać do Sądu Najwyższego kasacje w sprawach, które nie zakończyły się wyrokiem więzienia. Z jego praktyki wynika, że właśnie w takich „błahych” sprawach sądy popełniają błędy niedostatecznie wynikając w naturę sporu między ludźmi. A błędy w takich zwykłych sprawach są dużo bardziej dotkliwe niż te w głośnych, ale wyjątkowych sprawach przedstawianych w mediach.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem (aktualizacja z 4 maja 2021 r.)

27 kwietnia 2021 r. SN (sygn. akt V KK 374/20) zwrócił sprawę sądowi rejonowemu. Kasację RPO uznał za zasadną w stopniu oczywistym, co pozwala na jej uwzględnienie w trybie określonym w art. 535 § 5 k.p.k., tj. na posiedzeniu bez udziału stron.

Ma rację skarżący, gdy wskazuje, że przedmiotowy wyrok zapadł z rażącym naruszeniem art. 500 § 1 i 3 k.p.k., albowiem w sprawie brak było podstaw do wydania wyroku w trybie nakazowym. Zgodnie z wymienionymi przepisami, możliwość wydania wyroku w tym trybie istnieje w przypadku, gdy materiał dowodowy zebrany w sprawie pozwala na stwierdzenie, że okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Brak tych wątpliwości oznacza, że nie ma ich zarówno odnośnie do sprawstwa danego czynu, winy oskarżonego, wypełnienia wszystkich znamion tego czynu wymienionych w przepisach prawa karnego materialnego, przy uwzględnieniu wszystkich dowodów, na których oparto akt oskarżenia. W przeciwnym wypadku konieczne jest rozpoznanie sprawy na rozprawie głównej.

Jak wielokrotnie podkreślał Sąd Najwyższy, postępowanie nakazowe jest szczególną instytucją prawa procesowego, której zastosowanie zostało przewidziane dla najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy przedłożony z aktem oskarżenia jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych wątpliwości co do winy osoby oskarżonej i okoliczności popełnienia przez nią zarzucanego czynu (zob. np. wyroki: z dnia 21 lipca 2011 r., III KK 144/11; z dnia 7 marca 2012 r., II KK 30/12; z dnia 21 stycznia 2016 r., II KK 370/15; z dnia 20 kwietnia 2017 r., V KK 66/17).

Tymczasem zebrane w niniejszej sprawie dowody nie pozwalały na wysnucie jednoznacznego wniosku o braku wątpliwości co do okoliczności popełnienia przez (...) zarzucanego jej czynu z art. 190a § 1 k.k. Jak wynika z opisu przypisanego oskarżonej czynu, kluczowym dowodem mającym potwierdzać jej winę były wydruki wiadomości tekstowych, które wysyłała do pokrzywdzonego. Autor kasacji zasadnie zwrócił uwagę, że wydruki te zostały przedstawione w skróconej formie i zawierają tylko numer telefonu, z którego zostały wysłane, datę oraz jedynie pierwsze (często niepełne) zdanie wypowiedzi pisemnej.

Większość z nich pozostaje w przeważającej mierze wyrwana z kontekstu, nadto brak jest możliwości ustalenia, kto był inicjatorem danej konwersacji, jaka była jej pełna treść i przebieg. Przy ocenie zachowania oskarżonej nie można pominąć, że ona i pokrzywdzony byli małżeństwem w toku sprawy rozwodowej, rodzicami trojga małoletnich dzieci, nad którymi opiekę sprawowała matka. Ze szczątkowej treści wiadomości tekstowych można wywnioskować, że w przeważającej mierze dotyczą one zagadnień dotyczących wychowywania i opieki nad dziećmi, problemów dnia codziennego, kwestii finansowych, co szczegółowo, z powołaniem poszczególnych wiadomości, wykazano w kasacji, sugerując, że są nie tyle dowodem popełnienia przestępstwa przez oskarżoną, ile jej kontaktów z (...). inicjowanych w celu załatwienia spraw, które występują pomiędzy rodzicami wspólnych, małoletnich dzieci.

Co prawda w trakcie przeprowadzonego w postępowaniu przygotowawczym przesłuchania (...) werbalnie przyznała się do zarzucanego jej czynu, jednak ze złożonych przez nią wyjaśnień wynika, że w istocie przyznała się tylko do zachowań polegających na telefonowaniu i wysyłaniu wiadomości tekstowych do pokrzywdzonego z powodu trudności w uzyskaniu od niego świadczeń alimentacyjnych. Potwierdzają to nie tylko korespondencja sms, ale też zeznania świadków (...).

W tym stanie rzeczy Sąd Rejonowy powinien uznać, że zgromadzony materiał dowodowy nie wskazuje w sposób niebudzący wątpliwości na popełnienie przez oskarżoną określonego w art.190a § 1 k.k. występku uporczywego nękania, zaś decydując się na wydanie wyroku nakazowego rażąco naruszył wskazane w kasacji przepisy postępowania, co mogło mieć istotny wpływ na treść orzeczenia.

W konsekwencji, w uwzględnieniu wniosku kasacji uchylono zaskarżony wyrok i sprawę przekazano do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu, który skieruje ją na rozprawę i wyda końcowe orzeczenie po rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich istotnych okoliczności.

II.510.1063.2019

Spotkał się z kolegą podczas lockdownu w 2020 - sąd ukarał go naganą bez podstawy prawnej. Kolejna kasacja RPO

Data: 2021-05-04
  • Pan Krzysztof podczas lockdownu w kwietniu 2020 r. spotkał się z kolegą w swej małej miejscowości
  • Na wniosek policji Sąd Rejonowy wymierzył mu karę nagany
  • Obywatela ukarano bez odpowiedniej podstawy prawnej - a nie mogło nią być rozporządzenie rządu
  • Po raz kolejny w tego typu sprawie RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, który już kilka razy rozstrzygał takie sprawy na korzyść obywateli

Od marca 2021 r. Sąd Najwyższy uwzględnia kasacje Rzecznika Praw Obywatelskich w takich sprawach. Uznaje, że ograniczenia pandemiczne z wiosny 2020 r. wprowadzano niezgodnie z zasadami prawa. Rząd nie mógł bowiem zakazać rozporządzeniem wychodzenia w domu, nie mając do tego podstaw w ustawie.

Pan Krzysztof został obwiniony o to, że 5 kwietnia 2020 r. wieczorem w swej małej miejscowości nie zastosował się do zakazu przemieszczania się. Jak uznała policja, bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania i na chodniku rozmawiał z kolegą – co miało być powodem wyjścia z domu.

Obwiniono go o wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

16 listopada 2020 r. Sąd Rejonowy w R. uznał pana Krzysztofa za winnego wykroczenia i ukarał go naganą. Obwiniony nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

RPO wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie obywatela od wykroczenia.

Argumentuje, że na początku pandemii rząd kolejnymi rozporządzeniami nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona jednak nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono zaś delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych oraz uwzględnionych już kasacji RPO.

W konkluzji RPO stwierdza, że zakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji. Zakazy wyrażone w rozporządzeniu Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, rozporządzenie to nie mogło być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków. 

II.511.215.2021

Nagana za rozmową pod sklepem. Kasacja RPO do SN [AKTUALIZACJA] Sprawa wygrana

Data: 2021-05-04
  • W początku kwietnia 2020 w miejscowości w środkowej Polsce pan K. został ukarany za to, że przebywał „ bez uzasadnionej przyczyny” w okolicach sklepu spożywczego i nie zachował należytej odległości 2 m od drugiej osoby.
  • Sąd w R. za to wykroczenie ukarał go naganą.
  • RPO dowodzi w kasacji do Sądu Najwyższego, że wyrok wydany w imieniu Rzeczypospolitej narusza jej prawa i powinien być uchylony.
  • AKTUALIZACJA: 11 czerwca SN uchylił zaskarzony wyrok i uniewlnnił obywatela 

Na początku pandemii rząd zakazał wychodzenia z domu z wyjątkiem pracy, wolontariatu, wyjścia do kościoła i załatwiania niezbędnych potrzeb życiowych. Wprowadził też obowiązek przestrzegania dystansu społecznego. Zrobił to w rozporządzeniu, powołując się na ustawę o zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Jednak ustawa ta nie daje podstaw do tak dalekiej ingerencji w prawa obywatelskie, w tym wolność zagwarantowaną wprost w Konstytucji.

RPO przedstawiał te argumenty, podobnie rozumowały sądy w wielu sprawach obywateli. Choć ani Rzecznik, ani sądy nie kwestionowały konieczności wprowadzenia ograniczeń na czas pandemii, wskazywały, że muszą być one zgodnie z prawem, a obywatele nie mogą być karani na podstawie wadliwie wydanych przepisów.

Zdarzają się przypadki prawomocnych wyroków skazujących – jak te w przypadku sądu w R. Rzecznik Praw Obywatelskich kwestionuje je w kasacjach do Sądu Najwyższego. Ten w kilku przypadkach już przyznał rację Rzecznikowi (kolejne sprawy są rozpatrywane).

W sprawie pana K. Rzecznik stwierdza: Wyrok Sądu Rejonowego w R. kończący postępowanie wobec P.K., nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu, wskazaną w petitum niniejszego nadzwyczajnego środka zaskarżenia.

Powyższy wyrok, w zakresie czynów z punktu pierwszego jak i drugiego, jako podstawę prawną ukarania wskazuje art. 54 k.w. Powyższa norma stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Czynność sprawcza wykroczenia określonego w art. 54 k.w. polega na "wykraczaniu" przeciwko przepisom porządkowym, czyli na takim zachowaniu się sprawcy, które narusza obowiązujący w określonym miejscu publicznym porządek wyznaczony przepisami porządkowymi. Zachowanie się sprawcy musi naruszać przepisy, dotyczące zachowania się w miejscach publicznych, tj. takich, które są ogólnie dostępne dla każdego.

Odesłanie zawarte w art. 54 k.w. obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin ten nie jest w pełni ostry, nie ma ustawowej definicji, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. W praktyce, ustawy udzielające upoważnień do stanowienia przepisów porządkowych, wyraźnie kwalifikują te przepisy przy pomocy terminu "przepisy porządkowe" lub "zarządzenia porządkowe".

Jak zauważył TK w wyroku z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”. Przedmiotowe rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych. Przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 k.w., mają mieć właśnie za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. 2019.1239 j.t. z późn. zm.) wydane zostało rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Przywołany akt wykonawczy w § 5 stanowił, że do dnia 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu ściśle wskazanym w rozporządzeniu (§ 5 pkt 1 – 4). Nadto w § 18 ustanowiono, że w przypadku gdy przemieszczanie się następuje pieszo jednocześnie mogą się poruszać osoby w odległości nie mniejszej niż 2 m. (§ 18 ust. 1 pkt 1).

Tymczasem, w myśl art. 1 § 1 k.w., odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane przedmiotowe rozporządzenie Rady Ministrów. Rozporządzenie takie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego aktu wykonawczego. Przyjmuje się, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wypełnić swą treścią dyspozycję art. 54 k.w. wystarczające jest ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, ale zarazem takie odesłanie uznaje się za minimum wymagań w tym zakresie. Sprawca musi bowiem wiedzieć co go czeka za załamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por.m.in.: wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2003 r., P 10/02 oraz wyroki Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2005 r., sygn. V KK 41/05, OSNKW 2005/9/83 i 4 grudnia 2001 r., sygn. V KKN 293/01, LEX 51576).

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii powyższych postanowień ani odesłań nie posiadało. Nie odsyłało ono bowiem w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 5 rozporządzenia zastosowany do pierwszego z zarzucanych czynów (pkt 1 wyroku) stanowił jedynie, że zakazuje się przemieszczania, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu. Brak sankcji odnosi się również do nakazu zachowania odległości 2 m określonego w § 18 ust. 1 pkt 1 (podstawa prawna co do czynu opisanego w punkcie 2 wyroku).

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w., osób, które naruszały m.in. zakaz przemieszczania się na mocy wspomnianego rozporządzenia (czyn określony w punkcie 1 wyroku), jak również nakaz poruszania się przy zachowaniu wskazanej w rozporządzeniu odległości między pieszymi (czyn określony w punkcie 2 wyroku).

Nadto, zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także, czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją. W szczególności istotne jest, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych. Zważyć jednak należy, iż omawiane przepisy dla skuteczności stanowienia podstawy do odpowiedzialności z art. 54 k.w. muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego. Czyn opisany w punkcie 1 części dyspozytywnej wyroku zakwalifikowany w niniejszej sprawie jako wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń odnosi się do rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W § 5 rozporządzenia ustanowiono zakaz przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu ściśle określonym we wskazanym rozporządzeniu.

Przedmiotowe rozporządzenie zostało wydane na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567). W art. 46b pkt 12 w.w. ustawy wskazano, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a z kolei w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Ustawowo dopuszczalne są ograniczenia wolności przemieszczania się jedynie w zakresie sposobu jej realizacji. Żaden z tych przepisów nie upoważniał jednak władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego, a przede wszystkim generalnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Mając powyższe na uwadze podkreślić należy, że wprowadzenie w § 5 rozporządzenia generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz/ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Ponadto, co odnosi się do ograniczeń określonych zarówno w § 5 jaki i § 18 rozporządzenia stosowanego – odpowiednio – do czynu opisanego w punkcie 1 i 2 części dyspozytywnej wyroku, zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także, czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją, a w szczególności, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych.

Prawo do przemieszczania się oraz sposób jego realizacji, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Powyższe oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys tego ograniczenia. Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tych ograniczeń (tak: Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P11/98). Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela, a takim niewątpliwie jest prawo do przemieszczania się i sposób jego realizacji, musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy i nakazy wyrażone w treści § 5 i § 18 ww. rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do nich.

Reasumując, nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. (czyn opisany w punkcie 1), jak i nie zachowała odpowiedniej odległości określonej w § 18 cytowanego rozporządzenia (czyn opisany w punkcie 2). Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Dodatkowo o niezgodności § 5 przedmiotowego rozporządzenia z przywołanymi normami konstytucyjnymi wypowiadał się niejednokrotnie Sąd Najwyższy (za wyrokami Sądu Najwyższego z dnia 16 marca 2021 r. sygn. akt II K 74/21, II K 64/21, II KK 97/21). Natomiast w orzecznictwie sądów administracyjnych wskazuje się (m. in. wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie: z dnia 12 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1434/20; z dnia 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1917/20, VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1635/20; z dnia 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1693/20; z dnia 2 lutego 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1761/20), że wprowadzany w § 18 rozporządzenia nakaz przemieszczania się w odpowiedniej odległości od siebie narusza konstytucyjną wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (art. 52 ust. 1 i 3 Konstytucji RP). Nie istnieje bowiem żadna podstawa materialnoprawna rangi ustawy, z której by wynikało, że obywatel Rzeczypospolitej Polskiej ma obowiązek poruszania się w odpowiedniej odległości od innej osoby.

Mając powyższe na uwadze RPO  uznaję zarzuty kasacji za zasadne, wnoszę o ich uwzględnienie i uniewinnienie P.K. od przypisanych mu wykroczeń.

II.511.282.2021

Wyszedł z domu "bez uzasadnienia" w kwietniu 2020 r. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-29, 2021-03-19
  • Pan Przemysław został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r. opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb – sąd wymierzył mu karę nagany
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kolejną kasację w tego typu sprawie
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych obywateli
  • AKTUALIZACJA: 29 kwietnia SN uwniewinnił pana Przemysława (Sygn. akt 11 K K 135/21)

Pan Przemysław został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. w małej miejscowości O. nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze RP w związku ze stanem epidemii. Polegało to na tym, że w stanie nietrzeźwości i bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w R. w listopadzie 2020 r. wymierzył mu karę nagany. Uznał, że popełnił wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO w kasacji zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia z 19 kwietnia 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia. Kasacja wnosi o uniewinnienie pana  Przemysława.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Niezależnie od tego, w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia, a obowiązujące wtedy  rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. nie zakazywały już przemieszczania się. Choćby z tego powodu wymierzenie kary nie było dopuszczalne.

II.511.147.2021

Rok więzienia dla kobiety w PRL za działalność „Świadków Jehowy”. RPO złożył kasację do SN [AKTUALIZACJA] SN pozostawił kasację bez rozpoznania

Data: 2021-04-26, 2021-03-08
  • Kobieta została w latach 70. skazana w PRL za kierowanie wspólnotą „Świadków Jehowy”- której działalność miała być „tajemnicą wobec organów państwowych”
  • Tymczasem to wcale nie było tajemnicą dla ówczesnych władz
  • Kasację na korzyść skazanej złożył Rzecznik Praw Obywatelskich
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 SN pozostawił kasację bez rozpoznania (Sygn. akt III KK 90/21)

W 1972  r. Sąd Rejonowy w P. skazał kobietę na rok  więzienia z art. 278 § 3 k.k. z 1969 r. Przewidywał on karę do 3 lat więzienia za udział w związku, którego istnienie, ustrój lub cel ma pozostać tajemnicą wobec organów państwowych albo który rozwiązano lub odmówiono zalegalizowania.

Uznano ją za winnego przestępstwa polegającego na „pełnieniu funkcji kierowniczych” w związku wyznaniowym, któremu władza państwowa odmówiła legalizacji i którego rzeczywista działalność pozostawała tajemnicą wobec tej władzy”.  Innym zarzutem było „produkowanie nielegalnej literatury przeznaczoną do jej rozpowszechniania”.

W ugruntowanej linii orzeczniczej Sąd Najwyższy uznawał, że nie jest możliwe odnoszenie pojęcia «związku» w rozumieniu prawa karnego do wspólnoty o charakterze religijnym, wyznaniowym - zbiorowiska ludzi, których łączy nie więź organizacyjna, ale religijna. Dlatego wspólnota wyznaniowa "Świadkowie Jehowy", jako oparta wyłącznie na więzach religijnych, nie może być w ogóle uznawana za "związek" w rozumieniu prawa karnego.

A istnienie i działalność wspólnoty „Świadków Jehowy”, funkcjonującej uprzednio na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z  27 października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach, po delegalizacji w lipcu 1950 r, nie stanowiło tajemnicy dla ówczesnych władz. Członkowie  wspólnoty podejmowali bowiem liczne próby prawnego usankcjonowania działalności, m.in. przedkładają władzom statut wspólnoty i wnioski o ponową rejestrację.

- Uznawanie tajności struktur religijnych wyznania, któremu oficjalnie i bezpodstawnie odmówiono prawa do jawnego funkcjonowania, za wypełniające znamiona "tajności związku", było rażącym nadużyciem prawa karnego, w celu korzystania wyłącznie z jego represyjnej funkcji. Była nadto w tym stanowisku hipokryzja - za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości” - podkreślił Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 1995 r.

Jak podkreśla RPO, te uwagi mają pełne zastosowanie i do tej sprawy. Przypisanie oskarżonej czynu z art. 278 § 3 k.k., stanowiącego w istocie realizację konstytucyjnego prawa do wykonywania praktyk religijnych, nie wyczerpywało znamion przestępstwa, a skazanie miało formę politycznej represji.

Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie.

Sąd Najwyższy już wiele razy uwzględniał takie kasacje RPO.

II.510.940.2017

Dzień po Wielkiejnocy spotkał się z kolegą w małej miejscowości - sąd ukarał go bez podstawy. Kasacja RPO. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-26, 2021-03-12
  • Pan Tomasz w dzień po Wielkiejnocy w 2020 r. spotkał się z kolegą w swej małej miejscowości
  • Na wniosek policji z K. dostał za to od Sądu Rejonowego w R. karę nagany
  • RPO złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego w tego typu sprawie
  • AKTUALIZACJA: SN uwzględnił ją 14 kwietnia 2021 r. Podzielił  argumenty RPO, po raz kolejny uznając wadliwość ówczesnych przepisów   

Jak wskazywał RPO, dzięki kasacji SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Policja zatrzymała pana Tomasza bo wyszedł z  domu bez uzasadnienia. Naruszył tym samym zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W czerwcu 2020 r.  Sąd Rejnowy w R. uznał go za winnego  wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”) w związku z §5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii. Wyrok uprawomocnił się, bo obwiniony nie złożył od niego sprzeciwu.

Jak wskazuje RPO, wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Dlatego Rzecznik wnosi o uchylenie wyroku i uniewinnienie pana Tomasza.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów,  powołując się na przepisy ustawy z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych w tym zakresie.

Niezależnie od tych argumentów, w dacie orzekania przez sąd nie rozporządzenie z 31 marca 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu przemieszczania się. Dlatego już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego nie było dopuszczalne.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

Kasacja okazała się zasadna w stopniu oczywistym. Zagadnienie możliwości ograniczenia wolności przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju w drodze rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 658) było przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego (por. wyroki z dnia 16 marca 2021 r. II KK 74/21, II KK 64/21 oraz II KK 97/21).

Sąd Najwyższy w składzie niniejszym, mając na względzie fak, że wolność ta gwarantowana jest w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP, podziela w pełni wyrażone w tych judykatach stanowisko.

Przypomnieć należy, że przepis art. 54 k.w. ma charakter przepisu blankietowego zupełnego, czyli zakres karalności jest każdorazowo determinowany przez obowiązujące w danym momencie wydane z upoważnienia ustawy przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych. Zatem zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, to na sądach ciąży obowiązek weryfikacji, czy owe przepisy porządkowe zostały wydane zgodnie z delegacją ustawową (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., P 10/02, OTK-A 2003, z. 6, poz. 62).

W ten sposób to finalnie sądy sprawujące zgodnie z art. 175 ust. 1 Konstytucji RP wymiar sprawiedliwości rozstrzygać będą o winie sprawcy czynu karalnego. Związanie ich wydanymi przepisami porządkowymi powodowałoby, że o tym co jest karalne decydowałyby organy władzy wykonawczej, czy też samorządu terytorialnego, bez względu na to, czy w istocie miały one ku temu podstawę ustawową. Zgodnie zaś z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP "sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji RP oraz ustawom", co powoduje, że ustrojodawca kształtując zakres pojęcia sprawowania wymiaru sprawiedliwości świadomie przekazał w ręce sądów uprawnienie do samodzielnej oceny i ustalenia zgodności podustawowych aktów normatywnych z ustawami oraz obowiązek, w razie stwierdzenia ich niezgodności ż tymi ustawami, odmowy ich zastosowania w konkretnej sprawie. Takie rozumienie znaczenia normatywnego wspomnianego przepisu nie budzi wątpliwości ani w orzecznictwie, ani doktrynie.

Przechodząc do realiów niniejszej sprawy, wskazać należy, że obwinionemu przypisano w prawomocnym wyroku nakazowym wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 5 rozporządzenia z 31 marca 2020 r., którego opis sprowadzał się do tego, że „bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego i przebywał wspólnie z (...)".

Ograniczenie wolności  przemieszczania się gwarantowanej w art 52 ust. 1 Konstytucji RP może nastąpić jedynie w warunkach przewidzianych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, czyli wyłącznie w drodze ustawy (kryterium formalne) oraz dopuszczalne jest ustanowienie tylko takich ograniczeń, które nie naruszają istoty danej wolności lub prawa podmiotowego (kryterium materialne). W przypadku tego pierwszego warunku, z uwagi na jego swoistą zerojedynkowość, analiza czy ograniczenie wolności konstytucyjnej nastąpiło w drodze ustawy wymaga oceny, jakie merytoryczne kryteria tego przewidziano w przepisach rangi ustawowej.

Nadto, gdy do realizacji norm ustawowych przewidziano możliwość wydania aktu podustawowego przez władzę wykonawczą, konieczna jest ścisła ocena zakresu delegacji w perspektywie tego, czy ukształtowanie normy zakazu/nakazu nie zostało w całości przekazane na ten etap. W przypadku uznania, że dla ograniczenia konstytucyjnej wolności albo brak jest przesłanek opisanych w ustawie, albo pełna decyzyjność w tym obszarze delegowana jest do aktu wykonawczego, należy odmówić stosowania takiego przepisu, jako współwyznaczającego zakres normowania normy wysłowionej w art. 54 k.w.

Podzielić należy w tym miejscu pogląd wyrażony już przez Sąd Najwyższy w cytowanych wcześniej orzeczeniach, iż ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 z póżn. zm.) nie zawiera unormowań określających możliwość i warunki ograniczenia konstytucyjnej wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zatem akty prawne rangi niższej niż ustawa nie mogą limitować tej wolności przemieszczania się, którą gwarantuje w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Jest zatem oczywiste, że rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 658), w zakresie, w jakim ograniczało wolność przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju (§ 5), naruszało regulację art. 52 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 i 3 Konstytucji RP, co oznacza, iż nie mogło ono tworzyć podstawy prawnej do wypełnienia blankietu normy sankcjonowanej art. 54 k.w. i prowadzić do ukarania na podstawie tego przepisu. Tym samym, już z tego powodu, przepis art. 54 k.w. w tym zakresie był normą pustą. 

Rację ma także Rzecznik Praw Obywatelskich, podkreślając zagadnienie intertemporalne. Zauważyć wypada, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się (należy przy tym nadmienić, że w dacie czynu rozporządzenie to także nie obowiązywało, bowiem na jego miejsce wydano rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r., które także przewidywało powszechny zakaz przemieszczania się - Dz.U. z 2020 r. Poz. 658).

Takiego zakazu natomiast nie przewidywały już obowiązujące w dacie orzekania przez Sąd przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 066 ze zm.). Mając na uwadze treść art. 2 k.w. uznać należy, że zachowanie zarzucone ukaranemu, nawet gdyby pierwotnie stanowiło wykroczenie, to z uwagi na uchylenie owych „przepisów porządkowych”, i tak nie podlegałoby ukaraniu.

II.511.122.2021

Nie nosili maseczki – ukarani przez sąd. Kolejna kasacja Rzecznika

Data: 2021-04-22
  • W październiku 2020 r. pan Dawid i pani Marzena zostali zatrzymani na ulicy swego miasteczka, bo nie mieli maseczek na twarzach
  • Za takie wykroczenie sąd wymierzył im karę nagany
  • Podstawą wyroku było  wadliwie rozporządzenie rządu - dlatego RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść ukarancych
  • Dziś karanie za niezakrycie ust i nosa jest już legalne, bo poprawiono ówczesne przepisy

Pan Dawid i pani Marzena zostali obwinieni o to, że w październiku 2020 r. na ulicy w miasteczku R. nie zakryli ust i nosa. Zarzucono im wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 27 ust. 1 pkt 2 lit a rozporządzenia Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym 4 grudnia 2020 r. uznał oboje za winnych wykroczeń. Wymierzył im karę nagany. Wyrok uprawomocnił się, bo nie odwołali się.

Jak wskazuje RPO w kasacji, nakaz zakrywania ust i nosa został  ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim.

Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie przez Sejm i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

Właśnie z tą chwilą Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach.

Zatem w czasie popełnienia czynu nie był on zabroniony pod groźbą kary. A nie można orzec odpowiedzialności, jeśli dopiero ustawa nowa uznaje dane zachowanie za czyn zabroniony - zgodnie z prawem jeżeli w czasie orzekania obowiązuje ustawa inna niż w czasie popełnienia wykroczenia stosuje się ustawę nową, jednak należy stosować ustawę obowiązującą poprzednio jeżeli jest względniejsza dla sprawcy.

II.511.220.2021

Świadek Jehowy skazany w latach 50. za religijną literaturę - jako "wrogą państwu". Kasacja Rzecznika

Data: 2021-04-21
  • Świadka Jehowy skazano w 1951 r. na rok więzienia za przechowywanie i rozpowszechnianie druków z ”fałszywymi  wiadomościami, mogącymi wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”
  • Tymczasem były to wydawnictwa wspólnoty religijnej, które nie mogły spełniać znamion przestępstwa – mieściły się bowiem w granicach zagwarantowanej formalnie w PRL wolności religii
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa do Sądu Najwyższego kasację z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana  

W PRL członkowie wspólnoty wyznaniowej Świadków Jehowy byli represjonowani pod pretekstem rzekomego ich udziału „w nielegalnym związku, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostawała tajemnicą wobec organów państwowych”.  Skazywano ich nawet na kilkuletnie kary więzienia. RPO już wcześniej składał kasacje na korzyść skazanych wówczas czlonków wspólnoty, a SN je uwzględniał.   

Historia sprawy

W 1951 r. pan Jan został oskarżony z art. 23 par. 1 małego kodeksu karnego. Miało to polegać na tym, że od 1945 do 1950 r. gromadził w domu,  a następnie rozpowszechniał „pisma i druki zawierające fałszywe wiadomości, mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”. Chodziło o broszury pt. „Strażnica”, ulotki pt. „Radość i pokój ludziom dobrej woli”, „Ochrona czy zagłada”, „Dlaczego oni tak sprzeciwiają się prawdzie” i inne, zawierające „artykuły o treści antyrządowej i antypokojowej, propagujące wybuch trzeciej wojny światowej i zniszczenie większości społeczeństwa nie będącego wyznania Świadków Jehowy, a przede wszystkim osób bezwyznaniowych, nawołujących społeczeństwo polskie do wstrzymania się od udziału we wszelkich akcjach społecznych,  przeprowadzanych przez Urząd Rzeczypospolitej Polskiej w kierunku polepszania bytu mas pracujących i zachowania pokoju, tudzież bojkotowania wyborów i obowiązków obowiązującej służby wojskowej”. Art. 24 par. 1 m.k.k. glosił: "Kto przechowuje pisma, druki lub wizerunki, wymienione w art. 23, podlega karze więzienia do lat 5'’.

Sąd Wojewódzki skazał go za to z art. 24 par. 1 m.k.k. na karę roku więzienia, w której poczet zaliczono okres aresztu od 7 sierpnia 1950 r. do 20 czerwca 1951 r. Wyrok nie został zaskarżony.

Argumentacja RPO

W świetle zgromadzonego w ramach odtwarzania akt materiału dowodowego bezsporne jest, że prowadzone przeciw oskarżonemu postępowanie karne było przejawem represji, z jakimi spotykali się wówczas członkowie Związku Świadków Jehowy, a w których mechanizm wprzęgnięty był również wymiar sprawiedliwości.

Aby można było mówić o znamion przestępstwa, niezbędnym było ustalenie, że druki, pisma zawierają treści, które nawołują do popełnienia zbrodni lub pochwalają zbrodnię, lub których treść ma pozostawać tajemnicą wobec władzy państwowej albo które zawierają fałszywe wiadomości, mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego bądź obniżyć powagę jego naczelnych organów.

Tymczasem, w licznych orzeczeniach, dotyczących problematyki ścigania karnoprawnego Świadków Jehowy w tamtych latach, Sąd Najwyższy wielokrotnie wyrażał jednoznaczne stanowisko o bezpodstawności ocen przejawów działalności członków Związku Świadków Jehowy przez pryzmat tych przepisów.

W wyroku w sprawie o sygn. II KKN 334/99 SN stwierdził: „Ani rozpowszechnianie ani przechowywanie wydawnictw, których treść nie charakteryzuje się żadną z cech określonych w dyspozycji art. 23 § 1 dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, nie mogło być podstawą wyroku skazującego. Pisma służące członkom wspólnoty religijnej "Świadkowie Jehowy" nie zawierały treści o takich cechach, sama zaś ich treść nie miała pozostawać tajemnicą wobec władzy państwowej".

Stanowisko to znalazło potwierdzenie w wyroku w sprawie V KK 24/04, w którym SN uznał: „Religijne praktyki polegające na propagowaniu Pisma Świętego i związanego z nim piśmiennictwa wyznaniowego, co należało do obowiązków religijnych "Świadków Jehowy", w żadnym razie nie mogą być utożsamiane z przekazywaniem i rozpowszechnianiem "broszur" zawierających fałszywe wiadomości i to w dodatku takie, które mogłyby wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”.

W wyroku w sprawie V KKN 90/00 SN postawił tezę, że: „Korzystanie z wydawnictw religijnych zawierających wykład danego wyznania, interpretację jego zasad, zalecenia dla wyznawców, modlitwy itp. jest warunkiem funkcjonowania danego wyznania. Nie jest dopuszczalne stawianie znaku równości pomiędzy treściami natury ideologicznej i światopoglądowej, zawierającymi pewne wizje religijne, przepowiednie o charakterze wyznaniowym itp., zawartymi w takich wydawnictwach, a "wiadomościami", czyli informacjami o faktach, sprawdzalnymi empirycznie”.

Mimo niemożności zapoznania się z pismami i drukami, które miał  gromadzić i przechowywać skazany, skoro czynił to w ramach przynależności do Związku Świadków Jehowy, to mieściło się to w granicach wolności wyznania, gwarantowanej formalnie w realiach ówczesnych przez małą konstytucję oraz dekret z 5 sierpnia 1949 r. o ochronie wolności sumienia i wyznania, a druki i pisma stanowiące osnowę sprawy nie były tymi, o których mówił art. 23 par. 1 m.k.k.

Nie sposób więc było twierdzić, że mogło to stanowić podstawę odpowiedzialności karnej.

- W działaniu oskarżonego nie sposób zatem dopatrzeć się realizacji ustawowych znamion czynu z art. 24 par. 1 m.k.k., co czyni wniosek o uwzględnienie kasacji, uchylenie skarżonego wyroku b. Sądu Wojewódzkiego i uniewinnienie oskarżonego, za zasadny – podkreślił w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk.

II.510.218.2021

Obywatel złamał zakaz przemieszczania się. [AKTUALIZACJA] Wygrana kasacja RPO

Data: 2021-04-20
  • Pan Ernest został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r.  nie zastosował się do zakazu przemieszczania się oraz obowiązku zakrycia ust i nosa
  • Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym ukarał go grzywną – choć nie było do tego podstaw ustawowych
  • Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego kasację z wnioskiem o uniewinnienie
  • AKTUALIZACJA: 15 czerwca 2021 r. SN uchylił wyrok i uniewinnił pana Ernesta - to kolejne rozstrzygnięcie SN, uwzględniające taką kasację RPO

To kolejna kasacja RPO na  korzyść obywateli, karanych za łamanie ograniczeń pandemicznych wprowadzanych niezgodnie z zasadami prawa. W marcu 2021 r. Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje. Uznał że ograniczenia z wiosny 2020 r. rażąco naruszały prawo.

Zgodnie z rozporządzeniami rządu – wydawanymi na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych - w początkowym okresie epidemii można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła. RPO wskazywał, że ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach.

19 kwietnia 2020 r. w R.  pan Ernest złamał zakaz przemieszczania  - przebywał na ulicy oraz nie zasłonił  nosa i ust.

Zarzucono mu wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w R. z 14 lipca 2020 r. został uznany za winnego obu wykroczeń i ukarany 200 zł grzywny. Obwiniony nie złożył  sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono zaś delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Nakaz zakrywania ust i nosa został ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa  nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

II.511.246.2021

Ukarana za brak maseczki w 2020 r. Wtedy taki nakaz był jednak jeszcze niezgodny z prawem. [AKTUALIZACJA] SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2021-06-17, 2021-04-20
  • Kobieta nie nosiła maseczki w miejscu publicznym, za co sąd ukarał ją 200 zł grzywny  
  • Wyrok wydano na podstawie wadliwych przepisów rządowego rozporządzenia - a takie ograniczenie można było nałożyć tylko na wyraźnej podstawie ustawowej 
  • Dlatego RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obwinionej
  • A dziś karanie za niezakrycie ust i nosa jest już legalne – rząd poprawił ówczesne przepisy
  • AKTUALIZACJA: 10 czerwca SN uwzględnił kasację i kobietę uniewinnił. Nawet w pandemii nie jest dopuszczalne stanowienie prawa karnego "na skróty" - uznał

Pani Paula została obwiniona o to, że 14 października 2020 r. w C. nie zastosowała się do obowiązku zakrywania ust i nosa w miejscu publicznym. Zarzucono jej wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w B. wyrokiem nakazowym z 17 grudnia 2020 r. uznał panią Paulę za winną wykroczenia. Wymierzył jej karę 200 zł grzywny. Wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok nie może się ostać, ponieważ został wydany z rażącym naruszeniem prawa.

Obywatelka nie zastosowała się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Jednak rządowe rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie tego nakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Nakaz zakrywania ust i nosa został zaś ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

Argumentacja ta znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie Sądu Najwyższego (np. wyrok SN z 24 marca 2021 r., sygn. akt II KK 66/21).

O wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował od wiosny 2020 r. W końcu nakaz ten został uchwalony poprawnie przez Sejm i wszedł w życie w listopadzie 2020 r.

Właśnie z tą chwilą Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach.

Zatem w czasie popełnienia czynu nie był on zabroniony pod groźbą kary. A nie można orzec odpowiedzialności, jeśli dopiero ustawa nowa uznaje dane zachowanie za czyn zabroniony - zgodnie z prawem jeżeli w czasie orzekania obowiązuje ustawa inna niż w czasie popełnienia wykroczenia stosuje się ustawę nową, jednak należy stosować ustawę obowiązującą poprzednio jeżeli jest względniejsza dla sprawcy – podkreśla w kasacji Stanisław Trociuk, zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wyrok SN

Kasację SN rozpatrzył na posiedzeniu 10 czerwca (sygn. akt I KK 56/21, uznajac ją za oczywiście zasadną. 

W pisemnym uzasadnieniu wyroku Sąd Najwyższy napisał m.in., że podziela pogląd Rzecznika Praw Obywatelskich, iż rozporządzenie z 9 października 2020 r. nie mogło stanowić skutecznego narzędzia prawnego do ustanowienia dla wszystkich obywateli ogólnego nakazu zakrywania ust i nosa.

Przepis art. 46b pkt 4 ustawy, stanowiący formalną podstawę do wydania wskazanego rozporządzenia stanowił wyłącznie, że można w rozporządzeniu ustanowić obowiązek stosowania innych środków profilaktycznych i zabiegów przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie. Zatem z oczywistych względów ustanowienie generalnego obowiązku stosowania np. maseczek do zakrywania ust i nosa przez wszystkich znajdujących się w przestrzeni publicznej na terenie Polski rażąco wykraczało poza nader czytelną delegację ustawową.

Podkreślić należy, że ustawa z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem C0VID-19, która weszła w życie 29 listopada 2020 r., nadała Radzie Ministrów upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu (art. 46b pkt 13). Dopiero od tego momentu dopuszczalne było wydanie rozporządzenia przewidującego generalny nakaz zakrywania ust i nosa.

SN podkreśla z całą stanowczością, że niezależnie od okoliczności faktycznych, nawet tak dramatycznych I trudnych jak pandemia koronawirusa, nie jest dopuszczalne stanowienie prawa karnego „na skróty". Potrzeba chwili i nawet najlepsze intencje czy troska o wspólne zdrowie nie autoryzuje władzy do bezprawnego wprowadzania zakazów i żądania ich egzekwowania.

Zaniechanie wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych przewidzianych w Konstytucji RP tym bardziej przemawiało za tym, iż zdaniem Rady Ministrów zwykłe środki konstytucyjne były w zupełności wystarczające i nic nie usprawiedliwiało próby stanowienia prawa represyjnego w sposób, w jaki nastąpiło to na gruncie rozporządzenia z 9 października 2020 r.

Gdy prawo uchwalane jest w sposób niezgodny z Konstytucją i standardami ochrony praw człowieka, zawsze traci na tym jego autorytet. Nawet, gdy następnie dojdzie do sanowania wad procesu legislacyjnego, obywatele pozostają z ogromną dozą niepewności i braku zaufania wobec władzy, ale także organów wymiaru sprawiedliwości.

Konkludując - na dzień opisany w wyroku jako moment czynu obwinionej nie obowiązywał nakaz zakrywania ust i nosa, który mógł stanowić wypełnienie blankietu przewidzianego w art. 54 k.w. i konsekwentnie stać się podstawą ukarania za wykroczenie.

II.510.204.2021

Korzystała z konstytucyjnej wolności słowa - ukarana w trybie nakazowym. Kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-15, 2020-12-22
  • Obywatelka podczas zgromadzenia trzymała transparent z napisem  „Przestępca na czele polskiej policji”, a odmówiła wylegitymowania się
  • Na wniosek policji sąd ukarał ją za to grzywną w trybie nakazowym - czyli bez prowadzenia rozprawy i wysłuchania obwinionej
  • Podania danych osobowych można odmówić, gdy nie ma do tego podstawy prawnej
  • A obwiniona korzystała z konstytucyjnego prawa do swobody wypowiedzi w kwestii ważnej dla debaty publicznej
  • [AKTUALIZACJA] Sąd nie mógł wyrokować bez rozprawy, obywatelka mogła nie okazywać dowodu, a treść napisu nie odnosiła się do konkretnej osoby - uznał SN  (sygn akt II KK 422/20)  

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obwinionej.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości, ani co do winy sprawcy, ani okoliczności zdarzenia. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. Wtedy sąd ma procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Już wcześniej RPO zwracał uwagę, że sądy nadużywają trybu nakazowego wobec obywateli korzystających z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Według RPO należałoby zmienić prawo tak, aby nie orzekać wyrokiem nakazowym wtedy, gdy obwiniony nie przyznaje się do winy i przedstawia odmiennie okoliczności zdarzenia niż policja. Obywatel musi mieć bowiem prawo, aby na rozprawie kwestionować twierdzenia funkcjonariusza.

Historia sprawy

Obywatelka została obwiniona o to, że 16 sierpnia 2019 r. w Warszawie, wbrew ciążącemu na niej obowiązkowi, nie okazała dokumentu tożsamości legitymującemu ją policjantowi – choć miała  go przy sobie.

Jest to wykroczenie z art. 65 § 2 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywny dla tego, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości.

Przyczyną podjęcia przez policję czynności miał być trzymany przez kobietę transparent „Przestępca na czele polskiej policji”. Jak głosiła policyjna notatka, „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób”.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w grudniu 2019 r. uznał ją za winną wykroczenia. Ukarano ją 200 zł grzywny. Obciążono ją też kosztami postępowania.  W poczet grzywny zaliczono okres jej zatrzymania  16 sierpnia 2019 r.,

Orzeczenie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

Argumenty RPO

Sąd rejonowy rażąco naruszył art. 93 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nim orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości - z uwzględnieniem jego wyjaśnień i dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym.

W tym zaś przypadku zarówno wina, jak i okoliczności czynu, budziły istotne wątpliwości. Sąd powinien był zatem skierować sprawę na rozprawę, by wyjaśnić wszystkie okoliczności istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia.

Sąd Najwyższy wyrażał już pogląd, że w przypadku, gdy funkcjonariusz żąda podania danych osobowych w sytuacji, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Rzecznik podziela ten pogląd. Dlatego sąd powinien wykazać, czy w realiach tej sprawy policjant miał podstawę prawną do żądania danych osobowych.

Dowodem mającym potwierdzać winę obwinionej były zeznania policjanta, że trzymała ona  transparent „Przestępca na czele polskiej policji”.  Nie było jednak na nim ani nazwiska, ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby zidentyfikować osoby, do której miał się on odnosić. Policjant hipotetycznie założył zatem możliwość znieważenia.

A dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis był na transparencie trzymanym przez obwinioną. Wskazuje zaś, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Według notatki urzędowej napis na transparencie  kończył się znakiem zapytania.

Obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Zatrzymano ją przy użyciu środków przymusu bezpośredniego w postaci chwytów transportowych.

Swoboda wypowiedzi

Sąd Najwyższy uznawał już, że „Bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i nie podlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego, byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny”.

Prawo do swobody wypowiedzi jest konsekwentnie potwierdzane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, np. w wyroku z 9 stycznia 2018 r. (18597/13). Uznał, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jeden z podstawowych warunków jego rozwoju oraz samorealizacji osób. Odnosi się to także do tych wypowiedzi, które są obraźliwe, szokują lub przeszkadzają. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma społeczeństwa demokratycznego.

Według ETPCz osoba prywatna nieznana publicznie może żądać ochrony życia prywatnego, ale inaczej jest w przypadku osób publicznych. „Dla tych osób granice komentarza krytycznego są szersze, gdyż osoba taka nieuchronnie i świadomie wystawia się na kontrolę publiczną, a zatem musi wykazywać się szczególnie wysokim stopniem tolerancji” – wskazywał ETPCz.

W sprawie nie przeprowadzono dowodów co do tego, czy napis, który miała prezentować obwiniona, był wyrazem realizacji jej prawa do swobody wypowiedzi. A przecież nie dotyczył on życia prywatnego, ale istotnej dla debaty publicznej kwestii, dotyczącej powoływania osób do organów władzy.

W tej sytuacji sąd był zobligowany skierować sprawę na rozprawę, przeprowadzić postępowanie dowodowe i wyjaśnić wszystkie istotne dla merytorycznego rozstrzygnięcia okoliczności.

RPO wniósł do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi do ponownego rozpoznania.

Rażące naruszenie prawa przez sąd mogło mieć istotny wpływ na wyrok, gdyż po przeprowadzeniu rozprawy mogło zapaść inne orzeczenie – brzmi konkluzja kasacji.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

31 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn akt II KK 422/20) uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Utrwalone jest już stanowisko, że postępowanie nakazowe zastrzeżono do najbardziej oczywistych przypadków, gdy materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu. W sprawie niniejszej tak jednak nie jest.

Otóż, przypomnieć trzeba, że wykroczenia z art. 65 § 2 k.w. dopuszcza się ten, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do swej tożsamości. Na gruncie tego przepisu wywodzi się, że w sytuacji, gdy funkcjonariusz organu państwowego lub upoważnionej do legitymowania instytucji żąda podania wskazanych w przepisie danych osobowych w wypadku, gdy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania danych osobowych bez konsekwencji prawnych.

Skarżący słusznie wywodzi, że koniecznym  było rozważenie przez Sąd Rejonowy czy w zaistniałym zdarzeniu zachodziła w ogóle podstawa prawna do żądania przez funkcjonariusza Policji podania przez obwinioną swoich danych osobowych. Jak wynika z zeznań policjanta, legitymowana trzymała transparent o treści „PRZESTĘPCA NA CZELE POLSKIEJ POLICJI", a przyczyną podjęcia czynności był fakt, że: „napis znajdujący się na transparencie mógł znieważyć kierownictwo Policji lub kierownictwo MSWiA i należy dokonać identyfikacji takowych osób".

Słusznie akcentuje Rzecznik Praw Obywatelskich, że treść napisu nie zawierała nazwiska ani konkretnego stanowiska, które pozwalałyby na zidentyfikowanie osoby, do której miała się odnosić. Wątpliwości w tym zakresie wynikają już choćby z zeznań policjanta .Z kolei dołączona do akt sprawy dokumentacja fotograficzna nie wykazuje, jakiej treści napis faktycznie figurował na transparencie, a wskazuje jedynie, że transparenty były trzymane przez kilka osób. Natomiast notatka urzędowa wskazuje wręcz, że treść napisu na transparencie była zakończona znakiem zapytania.

Nie było przy tym możliwe skonfrontowanie stanowiska obwinionej ze wskazanym powyżej materiałem dowodowym, jako że obwiniona nie złożyła wyjaśnień w sprawie. Już te tylko okoliczności wymagały wnikliwego przeanalizowania na rozprawie pod kątem możliwości przypisania obwinionej sprawstwa i winy za zarzucany jej czyn. 

Przeprowadzone w sprawie dowody w żadnym przy tym razie nie wskazują, aby Sąd miał na uwadze kwestie związane z realizacją prawa do swobody wypowiedzi oraz prawa do dopuszczalnej krytyki stanowiących oczywiste komponenty demokratycznego państwa prawnego. W omawianym kontekście trzeba zwrócić uwagę, że w orzecznictwie stwierdza się wręcz, iż bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikającej z art. 212 § 1 k.k. oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i niepodlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny. Zwłaszcza, że w odniesieniu do polityków i osób publicznych, granice, w jakich można wyrażać swoje poglądy, są niewątpliwie szersze aniżeli w odniesieniu do osoby prywatnej, na który to aspekt niejednokrotnie zwracano uwagę w orzecznictwie ETPC (tak choćby w orzeczeniach powołanych w kasacji).

Wskazane tu kwestie nakazywały skierowanie sprawy na rozprawę celem przeprowadzenia postępowania dowodowego i wnikliwego przeanalizowania całokształtu okoliczności sprawy umożliwiającego prawidłowe rozstrzygnięcie w zakresie sprawstwa i winy obwinionej. Postąpienie odmienne i orzekanie przez Sąd meńti w postępowaniu nakazowym skutkowało naruszeniem przepisu wskazanego w zarzucie kasacji. Uctiybienie to mogło przy tym rzutować w istotny sposób na treść wyroku, skoro dogłębne przeanalizowanie sprawy na rozprawie mogło skutkować odmiennym rozstrzygnięciem w zakresie sprawstwa i winy obwinionej.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd skieruje sprawę na rozprawę i wyjaśni wszystkie istotne okoliczności faktyczne sprawy, a także dokona wnikliwej oceny prawnej czynu zarzucanego obwinionej.

II.510.662.2020

Kasacja RPO ws ekstradycji na Ukrainę obywatela Ukrainy polskiego pochodzenia

Data: 2021-04-09
  • Pan L. jest ścigany na Ukrainie za spowodowanie wypadku drogowego, w którym zginęły dwie osoby.
  • Polskie sądy zgodziły się wydać go stronie ukraińskiej. RPO twierdzi jednak w kasacji do Sądu Najwyższego, że sprawa nie dostała odpowiednio zbadana.
  • Pan L. powołuje się na swoje polskie pochodzenie a także na to, że jest na Ukrainie ofiarą politycznego prześladowania.

RPO w kasacji zwraca uwagę, że pan L. nie miał szansy przedstawić swoich argumentów w czasie rozprawy. Sąd nie uwzględnił jego wniosku o doprowadzenie na posiedzenie sądu odwoławczego zakładając, że wystarczy obecność obrońcy na rozprawie.

Poza tym sąd w sposób nienależyty rozważył podniesionego w zażaleniu obrońcy argumenty. Bo choć chodzi tu o wypadek drogowy, to w aktach sprawy znajdowały się informacje mogące świadczyć o tym, że sprawa nie jest traktowana w taki sposób: np. trafiła do sądu oddalonego o 600 km od miejsca zdarzenia a wszczęto ją dopiero po trzech latach od wypadku. Sprawa wypadku, początkowo prowadzona przez lokalne organy ścigania, została przejęta przez ukraińską Prokuraturę Generalną i Policję Narodową. Pan L. zwraca też uwagę, że na Ukrainie był m. in radnym i szefem sztaby wyborczego byłego prezydenta Petro Poroszenki, czyli przeciwnika politycznego obecnej władzy.

W swoim zażaleniu pan L. podnosił też, dlaczego obawia się o swoje życie i zdrowie w sytuacji, przekazania go organom ścigania Ukrainy. Wskazał również, że jest z pochodzenia Polakiem, co poświadcza wydana mu Karta Polaka. Okoliczność ta, choć nie stanowi o potwierdzeniu obywatelstwa polskiego, powinna być zdaniem RPO wzięta pod rozwagę przez sąd. Nie ma o tym mowy w uzasadnieniu. Sąd apelacyjny oddalający zażalenie nie wyjaśnia też w sposób wyczerpujący, dlaczego twierdzenia ściganego zostały uznane za bezzasadne.

Dlatego RPO wnosi o uchylenie postanowienia o ekstradycji i skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania.

II.511.779.2020

200 zł za wyjście z domu w pandemii „bez powodu”. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-12, 2021-04-09
  • Pan G. z miejscowości R. został przez sąd ukarany 200-zł grzywną za wyjście z domu bez powodu.
  • Było to przed rokiem, w kwietniu, kiedy rząd wydał zakaz wychodzenia z domu z czterema wyjątkami: można było wyjść do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.
  • AKTUALIZACJA: 12 maja 2021 SN (Sygn. akt II KK 167/21) uwzględnił kasację i uchylił wyrok

RPO składa kasację wskazując, że kara została nałożona na obywatela bez właściwych podstaw w prawie. Rząd nie mógł zakazać w rozporządzeniu wychodzenia w domu nie mając do tego podstaw w ustawie. W kwietniu 2020 r. takiej ustawy nie było.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy wyrażone w treści rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków.

II.511.221.2021

Obywatel ukarany grzywną m.in. za niezasłanianie ust i udział w zgromadzeniu. Kolejna "kowidowa" kasacja RPO

Data: 2021-04-07
  • Pan Kamil został obwiniony o to, że w październiku 2020 r. dwa razy jednego dnia nie zastosował się do obowiązku zakrycia ust i nosa
  • Ponadto brał też wtedy udział w zgromadzeniu pod biurem poselskim, gdzie miał także wykrzykiwać słowa „powszechnie uznawane za nieprzyzwoite”
  • Za te cztery w sumie wykroczenia Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym ukarał go 500 zł grzywny
  • Tymczasem nie było podstaw ustawowych do ukarania obwinionego za pierwsze trzy czyny; sprawę czwartego należy zaś zbadać ponownie

Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Sądu Najwyższego kasację na korzyść obywatela

To kolejna kasacja Rzecznika na  korzyść obywateli, karanych za łamanie ograniczeń pandemicznych wprowadzanych niezgodnie z zasadami prawa. W marcu 2021 r. Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje. Uznał że ograniczenia z wiosny 2020 r. rażąco naruszały prawo.

Zgodnie z rozporządzeniami rządu – wydawanymi na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych - w początkowym okresie epidemii można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła. RPO wskazywał, że ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Historia sprawy

Pan Kamil uczestniczył w miejscowości na Śląsku w zgromadzeniu powyżej 5 osób pod biurem poselskim, czym według policji wykroczył przeciw przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych. Uznano to za wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z rozporządzeniem Rady Ministrów z października 2020 r. o zakazach i nakazach. Tego dnia dwa razy stwierdzono też u niego brak maseczki. Ponadto wykrzykiwał słowa powszechnie uznawane za nieprzyzwoite (wykroczenie z art. 51 §1 k.w.)

Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym z 7 grudnia 2020 r. uznał go za winnego popełnienia tych czterech czynów. Wymierzył mu łącznie karę 500 zł grzywny.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty RPO

W ocenie RPO orzeczenie zostało wydane z rażącym naruszeniem prawa.

Upoważnienie ustawowe nie zawierało umocowania dla Rady Ministrów do ustanawiania w akcie wykonawczym do ustawy powszechnego obowiązku stosowania środków zakrywających usta i nos. Stąd też rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r., nakładające na osoby inne niż osoby chore i podejrzane o zachorowanie, obowiązek zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej, wydano z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego – a to stanowi naruszenie art. 92 ust. 1 Konstytucji.

Rozporządzenie nie zawierało też żadnej sankcji za naruszenie zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Takie rozporządzenie zakazało także organizowania zgromadzeń. Ale nie dotyczyło to  uczestniczenia w zgromadzeniu, a więc czynu, który został przypisany ukaranemu.

Ponadto  art. 57 Konstytucji stanowi, że każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać tylko ustawa, a nie rozporządzenie. Oznacza to, że zakaz, za niezastosowanie się do którego ukarano obywatela, wydano bez wymaganego upoważnienia ustawowego.

Dlatego w zakresie tych trzech czynów RPO wnosi o uniewinnienie pana Kamila.

Co do ostatniego zarzutu wyrok nie precyzuje, jakie słowa powszechnie uważane za nieprzyzwoite  miał wykrzykiwać obwiniony. Biorąc pod uwagę kontekst sprawy, sąd powinien był rozważyć, czy słowa nie stanowiły one  dopuszczalnej w świetle konstytucyjnej zasady wolności słowa krytyki działań organów władzy. A zgodnie z prawem orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić tylko, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości – tu zaś one występują.

W związku z tym RPO wnosi, aby SN w tym zakresie zwrócił sprawę Sądowi Rejonowemu.

BPK.511.31.2021

Sąd pozbawił spadkobierców zmarłego prawa do ograniczenia odpowiedzialności za jego długi. Skarga nadzwyczajna RPO  

Data: 2021-04-06
  • Sąd wydał nakazał zapłaty ok. 60 tys. zł wobec pozwanych za długi zmarłego ojca i męża
  • Nie wziął jednak pod uwagę, że pozwani przyjęli spadek z dobrodziejstwem inwentarza
  • A to oznacza, że sąd powinien był z urzędu umieścić w orzeczeniu zastrzeżenie o prawie pozwanych do powołania się w postępowaniu egzekucyjnym na ograniczenie odpowiedzialności
  • Tymczasem nakaz umożliwiał prowadzenie egzekucji z majątku pozwanych bez ograniczeń  

Instytucja przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza okazała się zatem dla nich pozorną i iluzoryczną. A to jest sprzeczne z zasadami Konstytucji.

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną. Wnosi, aby Sąd Najwyższy zastrzegł pozwanym prawo do powoływania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności do wartości ustalonego w wykazie inwentarza albo spisie inwentarza stanu czynnego spadku.

Historia sprawy

W 2008 r. Sąd Rejonowy wydał nakaz zapłaty na posiedzeniu niejawnym w postępowaniu upominawczym. Nakazał pozwanym zapłatę niemal 60 tys. zł.

Pozew obejmował roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej powodowi przez ojca pozwanych oraz męża pozwanej. Zmarł on w 2004 r.. gdy dzieci były małoletnie. W postanowieniu spadkowym sąd stwierdził, że wszyscy pozwani nabyli spadek z dobrodziejstwem inwentarza.

Sprzeciw pozwanych został odrzucony jako złożony z uchybieniem terminu. Nakaz zapłaty uprawomocnił się, a sąd nadał mu klauzulę wykonalności.

Pozwani wnieśli, aby sąd zamieścił w tytule wykonawczym zastrzeżenie, że  mają prawo do powołania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności wynikające z przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza. Wskazali, że w analogicznej sprawie ograniczenie ich odpowiedzialności zostało zastrzeżone w wyroku. Sąd odrzucił wniosek pozwanych, bo uchybili dwutygodniowemu terminowi.

Jednocześnie sąd podkreślił, że „pozwani od chwili przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza ponoszą odpowiedzialność za długi spadkowe tylko do wartości stanu czynnego spadku (art. 1031 § 2 k.c.). Zatem brak zastrzeżenia w nakazie zapłaty o ograniczeniu odpowiedzialności nie pozbawia pozwanych prawa do powoływania się na ograniczenie odpowiedzialności”.

Powód wszczął egzekucję. Wtedy pozwani złożyli pozew o pozbawienie tytułu wykonawczego wykonalności, powołując się m. in. na spłatę długów spadkodawcy do wysokości stanu czynnego spadku oraz na nadużycie prawa przez wierzyciela. Powództwo oddalono.

Oddalono też wnioski o sprostowanie nakazu zapłaty z klauzulą wykonalności poprzez dopisanie zastrzeżenia o prawie powoływania się na ograniczenie ich odpowiedzialności za długi spadkowe do wysokości aktywów spadku.

Argumenty RPO

W ocenie RPO sąd rażąco naruszył art. 319 k.p.c. Przewiduje on, że jeśli pozwany ponosi odpowiedzialność z określonych przedmiotów majątkowych albo do wysokości ich wartości, sąd może - nie wymieniając tych przedmiotów ani ich wartości - uwzględnić powództwo, zastrzegając pozwanemu prawo do powołania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności. Zamieszczenie zastrzeżenia jest obowiązkiem sądu i następuje z urzędu; odnosi się też do przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza.

Obligatoryjność zamieszczenia takiego zastrzeżenia jest uzasadniona kodeksową zasadą ograniczenia egzekucji. Dłużnik może powoływać się na ograniczenie swej odpowiedzialności tylko, gdy ograniczenie to zostało zastrzeżone w tytule wykonawczym.

Okoliczność, że pozwany nie złożył odpowiedniego wniosku, nie zwalnia sądu z obowiązku zastosowania art. 319 k.p.c. Za odmienną wykładnią nie przemawia użycie zwrotu „sąd może”. Nie oznacza to bowiem dowolności sądu - musi być rozumiane w ten sposób, że sąd musi ten przepis zastosować, ilekroć są ku temu ustawowe przesłanki.

Doszło zatem do rażącego naruszenia art. 319 k.p.c. poprzez jego niezastosowanie - mimo że pozwani przyjęli spadek z dobrodziejstwem inwentarza. Sąd był zobowiązany z urzędu zamieścić w sentencji orzeczenia zastrzeżenie o prawie pozwanych do powołania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności.

Naruszenie to prowadzi do uszczuplenia praw majątkowych pozwanych, chronionych art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji. Nie przysługują im już żadne instrumenty prawne, za których pomocą mogliby przeciwstawić się egzekucji długu spadkowego z całego ich majątku ponad zakres odpowiedzialności wynikającej z przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza.

Nakaz zapłaty doprowadził do naruszenia prawa pozwanych do sądowej ochrony praw majątkowych, gwarantowanego przez art. 64 Konstytucji oraz konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i prawa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji.

Prowadzenie egzekucji z majątku pozwanych bez ograniczeń - mimo że wobec przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza ich odpowiedzialność za długi spadkowe powinna być ograniczona do wartości ustalonego w wykazie albo spisie inwentarza stanu czynnego spadku – zaprzecza zasadzie bezpieczeństwa prawnego. Zasadniczo przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza nie wiąże się ze skutkami, jakie dotykają pozwanych.

W efekcie instytucja przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza stała się dla pozwanych instytucją pozorną i iluzoryczną - skoro jeden z wierzycieli ich ojca i męża może egzekwować dług spadkowy z ich majątku bez żadnych ograniczeń, tj. ponad wartość ustalonego w inwentarzu stanu czynnego spadku. Podstawowa zasada dziedziczenia spadku z dobrodziejstwem inwentarza sprowadza się do ponoszenia odpowiedzialności za długi spadkowe jedynie do wartości ustalonego w inwentarzu stanu czynnego spadku (art. 1031 § 2 k.c.).

Sąd Rejonowy był zobowiązany z urzędu zamieścić w nakazie zapłaty zastrzeżenie z art. 319 k.p.c. Nie uczynił tego, pomimo iż dysponował postanowieniem spadkowym, z którego wprost wynikała informacja o przyjęciu spadku z dobrodziejstwem inwentarza.

Nakaz zapłaty nie wywołał nieodwracalnych skutków prawnych. Co prawda część zasądzonej kwoty została wyegzekwowana, jednak istotą postępowania ze skargi nadzwyczajnej jest przywrócenie zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Rzecznik wnosi zatem o wydanie przez SN rozstrzygnięcia co do istoty sprawy poprzez zmianę nakazu zapłaty i zastrzeżenie prawa do powoływania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności do wartości ustalonego w wykazie inwentarza albo spisie inwentarza stanu czynnego spadku.

IV.7000.399.2019

Kobieta bez dodatku wskutek zastosowania przepisów wstecz. Skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-04-06
  • Kobieta poinformowała pracodawcę, że po osiągnięciu wieku emerytalnego będzie chciała przejść na emeryturę. Zgodnie z obowiązującymi w jej zakładzie pracy przepisami mogła liczyć na specjalny dodatek przez dwa lata aż do odejścia z pracy
  • Dodatek został jej jednak przyznany tylko do 1 października 2017 r., bo wtedy zmieniały się przepisy krajowe
  • Zarówno pracodawca, jak i sądy, zastosowali nową ustawę o wieku emerytalnym do zdarzeń sprzed wejścia w życie nowych przepisów

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę nadzwyczajną. Zarzucił wyrokowi rażące naruszenie konstytucyjnej zasady demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej z uwagi na przyjęcie retroaktywnego działania ustawy oraz naruszenie praw majątkowych kobiety wynikających z art. 64 Konstytucji - poprzez pozbawienie jej prawa do podwyższonego wynagrodzenia, przewidzianego w przepisach pracodawcy.

Historia sprawy

Kobieta urodzona w 1957 r. miała nabyć prawa emerytalne po ukończeniu 61 lat i 6 miesięcy. Tak przewidywały przepisy z 2016 r. Na dwa lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego złożyła u pracodawcy deklarację przejścia na emeryturę i jednocześnie wniosła o przyznanie dodatku specjalnego przewidzianego w przepisach zakładu pracy.

Pracodawca nie przyznał jej jednak dodatku na pełny okres 2 lat, bo w międzyczasie zmieniały się przepisy o wieku emerytalnym. Ponieważ podany przez kobietę termin rozwiązania stosunku pracy był późniejszy niż nabycie przez nią uprawnień emerytalnych (zgodnie ze zmienianą ustawą emerytalną), porozumienie o dodatku nie zostało zawarte, mimo że na dzień złożenia wniosku te przepisy jeszcze nie obowiązywały. Kobieta jako objęta nowymi przepisami (dotyczyły ubezpieczonych urodzonych po 1948 r.) nabywała prawa emerytalne już 1 października 2017 r. a nie z datą, którą wskazywała wcześniej. Na tej podstawie pracodawca uznał, że co prawda po tej dacie może pracować, ale nie należy się jej już wówczas dodatek dla odchodzących na emeryturę.

Sprawa trafiła do sądu, który uznał, że skoro zmiana wysokości wieku emerytalnego została opublikowana w dzienniku urzędowym przed datą złożenia przez kobietę deklaracji, to zarówno ona jak i pracodawca wiedzieli, że prawo do emerytury kobieta nabędzie wcześniej niż wskazała we wniosku. Co więcej sąd wyinterpretował, że w układzie pracowniczym jako okres należnego dodatku wskazano czas poprzedzający datę nabycia uprawnień, a nie datę przejścia na emeryturę, ponieważ celem regulacji była zachęta do rozwiazywania stosunku pracy wraz z uzyskaniem uprawnień emerytalnych.

Sąd pokreślił również, że nie ma mowy o naruszeniu zasady ochrony nabytych praw emerytalnych, skoro kobieta dopiero 1 października 2017 r. nabyła uprawnienia emerytalne w związku z wejściem w życie „nowych” przepisów emerytalnych, a na podstawie poprzednio obowiązujących przepisów tych uprawnień jeszcze nie posiadała.

Zarówno pozew kobiety,  jak i późniejsza apelacja, zostały oddalone.

Stanowisko RPO

Zdaniem RPO sądy I i II instancji wadliwie przyjęły, że powódka złożyła wniosek o dodatek specjalny po rozpoczęciu okresu obowiązywania nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z FUS, ale przed datą wejścia w życie okresu skracającego wiek emerytalny, ponieważ w dniu złożenia wniosku nowelizacja ustawy jeszcze nie obowiązywała. W konsekwencji tego błędnie uznały, że zastosowanie powinny znaleźć nowe przepisy, bowiem na ich podstawie można było jednoznacznie określić datę nabycia uprawnień emerytalnych przez powódkę. Taka wykładnia narusza zasadę nieretroakcji przepisów prawa, a przez to zasadę demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Rzecznik podkreślił także, że co prawda ustawa zmieniająca wysokość wieku emerytalnego została opublikowana przed złożeniem przez kobietę wniosku do pracodawcy, ale – zgodnie z jej art. 31 - weszła w życie z dniem 1 października 2017 r. Zastosowano w tym wypadku vacatio legis, a zatem okres między publikacją aktu prawnego a jego wejściem w życie, którego celem jest właśnie umożliwienie wszystkim zainteresowanym zapoznanie się z nowymi przepisami i przygotowanie do ewentualnych zmian, jakie mogą wynikać z ich wejścia w życie.

Zmienione przepisy stosowane są mają być zatem do zdarzeń (osiągnięcia wieku emerytalnego) zaistniałych najwcześniej w dniu wejścia zmian w życie, co oznacza, że przed tym dniem nie ma możliwości przejścia przez kobietę na emeryturę w wieku 60 lat. Należy przyjąć, że do wniosku kobiety sprzed 1 października 2017 r. nie można stosować nowych przepisów. W tym bowiem czasie ustawa określająca na nowo wiek emerytalny jeszcze nie obowiązywała, a świadomość pracowniczki i jej pracodawcy co do zakresu tych zmian nie miała żadnego wpływu na kształt łączących ich stosunków.

RPO zaznaczył, że tym samym prawomocny wyrok narusza prawo materialne przez błędną wykładnię zakładowego układu zbiorowego pracy, obowiązującego u pracodawcy, w powiązaniu z art. 9 § 2 Kodeksu pracy.

Rzecznik podkreślił również, że skoro postanowienia układów zbiorowych pracy nie mogą być mniej korzystne dla pracowników niż przepisy Kodeksu pracy, to nie można wnioskować, że pracodawca określając czas należnego dodatku miał na celu pozbawienie pracownika korzyści wynikających z kontynuowania zatrudnienia w przypadku przejścia na emeryturę później niż okres nabycia uprawnień.

Argumentując skierowanie skargi nadzwyczajnej do SN, RPO podkreślił, że na podstawie wadliwego wyroku sądu kobieta, bez uzasadnionego prawnie powodu, została pozbawiona przysługujących jej praw majątkowych (część należnego wynagrodzenia), co narusza art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.

Rzecznik składa skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN (tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego).

III.7043.70.2020

Konsekwencje abuzywnych klauzul spreadowych w umowie kredytu „frankowego”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-04-06
  • Państwo M. zaskarżyli swoją umowę „frankową” i sąd przyznał im rację: sposób wyliczania rat (klauzule „spreadowe”) był niedozwolony, bo to bank sam sobie ustalał kurs franka, po jakim raty przelicza się na złotówki.
  • Sąd uznał jednak, że umowa z bankiem jest do utrzymania – wystarczy tabelę kursową banku zastąpić średnim kursem NBP.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną w tej sprawie. Argumentuje, że sposób, w jaki sąd „naprawił” umowę, nie jest zgodny ze standardami ochrony konsumenta, jakie obowiązują w Unii Europejskiej.

Kilkanaście lat temu państwo M. zaciągnęli prawie milion zł kredytu waloryzowanego do franka szwajcarskiego. Chcieli kupić działkę i zbudować dom. Po prawie 10 latach zakwestionowali cało umowę: wskazali, że jej zapisy są abuzywne, gdyż sposobu przeliczania rat na podstawie kursu franka bank z nimi nie uzgodnił. Powołali się przy tym na przepisy unijnej Dyrektywy 93/13, które zapisane są w polskim prawie w postaci art. 3851 kodeksu cywilnego. Ich roszczenie dotyczyło tylko jednej raty kredytu (400 zł), ale zarzut faktycznie dotyczył całej umowy

W 2016 r. sąd I instancji oddalił ich powództwo. Nie znalazł podstaw do uznania zapisów umowy kredytowej za niedozwolone klauzule umowne z uwagi na niespełnienie przesłanek abuzywności zgodnie z art. 3851 k.c. W konsekwencji sąd uznał, że powodowie byli związaniu umową kredytu i nie można było uznać, że świadczenia spełniane przez powodów stanowiły świadczenia nienależne w rozumieniu art. 410 § 2 k.c.

Sąd II instancji częściowo uznał roszczenie państwa M.: rzeczywiście sposób naliczania rat przez bank był błędny, dlatego państwo M z raty, o którą toczył się spór (400 zł) powinni dostać 70 zł. Sąd jednak uznał, że kwestia ta nie dotyczyła istoty umowy. Klauzule spreadowe można zastąpić kursem średnim NBP, a umowa może nadal obowiązywać. Sąd opowiedział się – jak wyjaśnił – „za ugruntowanym w orzecznictwie poglądem, że postanowienia zawierające uprawnienie banku do przeliczenia sumy wykorzystanego przez kredytobiorcę kredytu do waluty obcej (klauzulę tzw. spreadu walutowego) nie dotyczą głównych świadczeń stron w rozumieniu art. 3851 § 1 zdanie drugie k.c.”. Dlatego w ocenie sądu II instancji abuzywność tego postanowienia nie mogła wywołać innego skutku, jak tylko taki, że ustalona została wartość świadczenia należnego pozwanemu w sposób nieabuzywny, co z kolei skutkowało zasądzeniem od pozwanego na rzecz powodów kwoty stanowiącej różnicę między tą wartością a kwotą faktycznie wypłaconą.

RPO przedstawiając Sądowi Najwyższemu skargę nadzwyczajną na rzecz państwa M. nie zgadza się z tym rozumowaniem:

  • Sąd badając sprawę nie trzymał się standardów obowiązujących w Unii Europejskiej, a więc także w polskim sądzie.
  • Sprawa konsumencka, a więc taka, gdzie spór toczy się między przedsiębiorcą mającym znaczną przewagę nad klientem (konsumentem), wymaga od sądu większej aktywności, bo to on ma wyrównać różnice między stronami, by spór był rozstrzygany sprawiedliwie.
  • Jeśli spór jest konsumencki, sąd ma więc za zadanie zbadać całą umowę – a nie tylko to, co jest przedmiotem sporu przed sądem.
  • Sąd powinien się też posługiwać orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wynika z niego, że klauzule dotyczące przeliczania kredytu są istotną częścią umowy, a mogą zostać uznane za nieabuzywne tylko wtedy, gdy przedsiębiorca jasno i w przystępny sposób poinformował konsumenta o ich konsekwencjach.
  • Jeśli tak nie było – jeśli konsumentom po prostu przedstawiono do podpisu wzorzec umowy z klauzulami bez informowania o ich skutkach – umowa zawiera klauzule abuzywne dotyczące istoty rzeczy.
  • Wtedy sąd powinien sprawdzić, czy są w polskim prawie przepisy, którymi da się zastąpić rozwiązania z klauzul abuzywnych (w tym przypadku RPO stoi na stanowisku, że takich przepisów w polskim prawie nie ma, umowę więc należy unieważnić).
  • Widząc konieczność unieważnienia umowy sąd musi jednak zbadać, czy nie spowoduje to skutków rażąco niekorzystnych dla konsumenta. Aby konsument był w stanie powziąć dobrowolną i świadomą wolę w tym względzie, sąd niewątpliwie powinien poinformować go o wszystkich prawnych i ekonomicznych następstwach, jakie wiążą się dla niego z unieważnieniem umowy.

- Sprawiedliwość społeczna wymaga takiego prowadzenia procesu sądowego, aby powodowie w sprawie, mogli rzeczywiście bronić swoich praw – stwierdza RPO. - W niniejszej sprawie tak się nie stało. Sąd nie sprostał spoczywającemu na nim obowiązku - wynikającemu z zobowiązań Polski jako kraju członkowskiego Unii Europejskiej - prounijnej wykładni prawa krajowego. Swoje ustalenia prawne oparł na niejednolitej linii orzecznictwa sądów polskich w zakresie orzekania co do abuzywności klauzul niedozwolonych. Ponadto odmownie rozpatrzył wniosek powodów, by zwrócić się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, system ochrony ustanowiony przez Dyrektywę 93/13 opiera się na założeniu, iż konsument znajduje się w gorszym położeniu niż przedsiębiorca, zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i ze względu na stopień poinformowania, i w związku z tym godzi się na postanowienia umowne sporządzone uprzednio przez przedsiębiorcę, nie mając wpływu na ich treść (wyroki: z dnia 28 lipca 2016 r. w sprawie C-168/15 Pohotovos, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo; z dnia 30 kwietnia 2014 r. w sprawie C 26/13 Kásler i Káslerné Rábai, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo, a także z dnia 17 lipca 2014 r., C-169/14 Sánchez Morcillo i Abril García pkt 22). Aby urzeczywistnić ochronę zamierzoną przez Dyrektywę 93/13, brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą musi więc zostać zrównoważony jedynie poprzez czynną interwencję podmiotu niebędącego stroną umowy (zob. m.in. C-40/08 Asturcom Telecomunicaciones, pkt 31) – to jest sądu.

Dyrektywa 93/13 ma dwojaki cel, który zobowiązane są realizować państwa członkowskie, w tym sądy krajowe. Z jednej strony chodzi o przywrócenie równowagi między stronami poprzez usunięcie nieuczciwego postanowienia z umowy, a z drugiej strony - długoterminowo - eliminacja stosowania nieuczciwych postanowień przez przedsiębiorców. Artykuł 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13 nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia, że na mocy prawa krajowego nieuczciwe warunki w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami nie będą wiążące dla konsumenta, a umowa w pozostałej części będzie nadal obowiązywała strony, jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków. Jednocześnie, zgodnie z motywem 24 Dyrektywy 93/13, sądy państw członkowskich muszą mieć do swojej dyspozycji stosowne i skuteczne środki zapobiegające stałemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Jak wskazuje Artykuł 7 ust. 1 zarówno w interesie konsumentów, jak i konkurentów, państwa członkowskie zapewnią odpowiednie i skuteczne środki mające na celu zapobieganie stałemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców i dostawców z konsumentami. Sankcja wynikająca z prawa unijnego ma więc spełniać również funkcję prewencji ogólnej – zniechęcać przedsiębiorców od tworzenia umów, zawierających postanowienia abuzywne. TSUE sprzeciwia się możliwości podejmowania przez sądy krajowe działań, które mogłyby zagrażać realizacji długoterminowego celu ustanowionego w art. 7 dyrektywy 93/13, poprzez wyeliminowania zniechęcającego skutku wywieranego na przedsiębiorców (w kontekście możliwości zmian treści postanowień, patrz wyrok z dnia 30 kwietnia 2014 r., Kásler i i Káslerné Rábai, C‑26/13, pkt 79 oraz z dnia 14 czerwca 2012 r., Banco Español de Crédito, C-618/10, pkt 69).

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, sąd w sprawie państwa M. dopuścił się rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego, tj. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 k.c. i art. 58 § 1 k.c. poprzez ich błędną wykładnię oraz niezapewnienie standardów ochrony praw konsumenta wynikających z Dyrektywy 93/13.  

W ocenie Rzecznika, klauzule dotyczące waloryzacji zobowiązania do waluty obcej, umożliwiające jednostronnie bankowi na określenie kursu waluty CHF, po jakiej jest przeliczana kwota kredytu, a następnie każda z rat, budzą wątpliwości ze względu na ich nieuczciwy charakter.

Rzecznik chciałby wskazać, że w orzecznictwie Trybunału klauzule indeksacyjne, takie jak powołane powyżej, klasyfikowane są jako postanowienia dotyczące głównego świadczenia stron (C-26/13 Kásler i Káslerné Rábai pkt 68; wyrok z dnia 20 września 2017 r., Andriciuc, C-186/16, pkt 35-38, 41; C-260/18 Dziubak, pkt 44), podlegające reżimowi art. 4 ust. 2 Dyrektywy 93/13. Postanowienia takie nie podlegają więc kontroli pod względem abuzywności, jeżeli są transparentne. Transparentność rozumiana jest przez Trybunał jako wyrażenie postanowienia prostym i zrozumiałym językiem (wyrok z dnia 3 czerwca 2010 r., Caja de Ahorros y Monte de Piedad de Madrid, C-484/08, pkt 32), który to wymóg – jak wynika z orzecznictwa TSUE - znajduje zastosowanie również do postanowień dotyczących „głównego przedmiotu umowy” w rozumieniu art. 4 ust. 2 (Andriciuc i in. C-186/16, pkt 43; Kásler i Káslerné Rábai C-26/13, pkt 68). Ponieważ ustanowiony przez Dyrektywę 93/13 system ochrony opiera się na założeniu, iż konsument jest stroną słabszą niż przedsiębiorca, między innymi ze względu na stopień poinformowania, wymóg wyrażenia warunków umownych prostym i zrozumiałym językiem, i w konsekwencji zapewnienia przejrzystości, nie jest zawężony, zgodnie z orzecznictwem Trybunału, do zrozumiałości postanowień pod względem formalnym i gramatycznym. Wymóg ten podlega wykładni rozszerzającej (wyroki: Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 71-72; z dnia 9 lipca 2015 r., Bucura, C348/14, pkt 52; Andriciuc i in., C-186/16, pkt 44, z dnia 3 marca 2020 r., Gómez del Moral Guasch, C-125/18, pkt 47, 50). Oznacza to, że umowa powinna przedstawiać w sposób przejrzysty konkretne działanie mechanizmu, do którego odnosi się ów warunek, a także, w zależności od przypadku, związek między tym mechanizmem a mechanizmem przewidzianym w innych warunkach, tak by konsument był w stanie oszacować, w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria, wypływające dla niego z tej umowy konsekwencje ekonomiczne (wyroki: Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 75; z dnia 23 kwietnie 2015, Van Hove, C-96/14, pkt 50; Andriciuc i in., C-186/16, pkt 45). Sąd krajowy zobowiązany jest więc ustalić, z uwzględnieniem ogółu okoliczności zawarcia umowy, do których zaliczają się formy reklamy i informacji stosowane przez kredytodawcę w procesie negocjacji umowy kredytu (wyroki: Andriciuc i in., C-186/16, pkt 46; z dnia 26 lutego 2015 r., Matei, C143/13, pkt 75), czy konsumentowi podano wszystkie informacje mogące mieć wpływ na zakres jego obowiązków i pozwalające mu ocenić, między innymi, całkowity koszt kredytu. W ramach tej oceny sąd krajowy zobowiązany jest sprawdzić po pierwsze, czy klauzule umowne zostały wyrażone prostym i zrozumiałym językiem, w taki sposób, że umożliwiają przeciętnemu konsumentowi (konsumentowi właściwie poinformowanemu oraz dostatecznie uważnemu i rozsądnemu) na ocenę tego kosztu, i po drugie, okoliczność związaną z brakiem podania w umowie kredytu informacji uważanych w świetle charakteru towarów i usług będących jego przedmiotem za istotne (wyroki: Andriciuc i in. C-186/16, pkt 47; Bucura C-348/14, pkt 66). 10. Z utrwalonego orzecznictwa Trybunału wynika, że dla konsumenta fundamentalne znaczenia ma poinformowanie go przed zawarciem umowy o warunkach umownych i skutkach zawarcia umowy. To w szczególności na podstawie tej informacji konsument podejmuje decyzję, czy zamierza związać się warunkami sformułowanymi uprzednio przez przedsiębiorcę (wyroki: z dnia 21 marca 2013 r., RWE Vertrieb, C-92/11, pkt 44; Kásler i Káslerné Rábai C-26/13, pkt 70; Gutiérrez Naranjo i in. C-154/15, C307/15 i C-308/15, pkt 50; z dnia 20 września 2017, Andriciuc i in. C-186/16, pkt 48; Gómez del Moral Guasch C-125/18, pkt 49). Trybunał podkreślił, że w odniesieniu do kredytów w walutach instytucje finansowe muszą zapewniać kredytobiorcom informacje wystarczające do podejmowania przez kredytobiorców świadomych i rozważnych decyzji oraz powinny wyjaśniać co najmniej, jak na wysokość raty kredytu wpłynęłyby silna deprecjacja środka płatniczego państwa członkowskiego, w którym kredytobiorca ma miejsce zamieszkania lub siedzibę, i wzrost zagranicznej stopy procentowej (Andriciuc i in. C-186/16, pkt 49).

Oznacza to, jak wyjaśnił TSUE (Andriciuc i in. C-186/16, pkt 50), że, po pierwsze, kredytobiorca musi zostać jasno poinformowany, że podpisując umowę kredytu w obcej walucie, ponosi pewne ryzyko kursowe, które z ekonomicznego punktu widzenia może okazać się dla niego trudne do udźwignięcia w przypadku dewaluacji waluty, w której otrzymuje wynagrodzenie. Po drugie, bank musi przedstawić ewentualne wahania kursów wymiany i ryzyko wiążące się z zaciągnięciem kredytu w walucie obcej, zwłaszcza w przypadku, gdy konsument będący kredytobiorcą nie uzyskuje dochodów w tej walucie. Do sądu krajowego należy zatem ustalenie, czy przedsiębiorca przedstawił zainteresowanym konsumentom wszelkie istotne informacje pozwalające im ocenić, jakie konsekwencje ekonomiczne ma dla ich zobowiązań finansowych warunek taki, jak ów rozpatrywany w postępowaniu głównym.

Co istotne z orzeczeń tych wypływa wniosek, że w ocenie TSUE nie jest możliwe odrywanie klauzuli ryzyka walutowego (wyrażonej czy to przez indeksację czy też denominację) od mechanizmu przeliczania waluty krajowej na walutę obcą. Trybunał Sprawiedliwości kwalifikuje bowiem konsekwentnie klauzule dotyczące ryzyka wymiany, do których zalicza także sposób ustalania kursu wymiany, jako klauzule określające główny przedmiot umowy kredytu zarówno denominowanego, jak i indeksowanego (wyroki: Dziubak C-260/18, pkt 44; Dunaj C-118/17, pkt 48, 49, 52; OTP Bank i OTP Faktoring C-51/17, pkt 68).

V.510.119.2019

Sąd uznał za nieważny wspólny testament małżonków złożony przed urzędnikiem. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-04-02
  • Małżonkowie w 1966 r. złożyli testament przed urzędnikiem państwowym – taki tzw. testament allograficzny dopuszcza prawo
  • Sąd uznał go za nieważny, dzieląc spadek po ich śmierci. Według prawa każdy testament może bowiem zawierać wolę tylko jednego spadkodawcy - oni zaś złożyli go wspólnie
  • Dlatego sąd podzielił spadek na zasadzie ustawowej i inaczej niż przewidywała to wola spadkodawców
  • Pominął jednak, że ich testament allograficzny można zgodnie z prawem uznać za dwa odrębne testamenty ustne

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną. Wskazuje, że sąd słusznie uznał wspólny testament allograficzny za nieważny jako taki. Jednakże rozstrzygnięcie to godzi w prawa spadkodawców do swobodnego dysponowania majątkiem na wypadek śmierci. Sąd powinien był zatem zrealizować ich wolę, a nie sprzecznie z nią określać krąg spadkobierców. Mógł to zaś uczynić, uznając testament allograficzny za oddzielne testamenty ustne – co dopuszcza orzecznictwo sądów.

Rażące naruszenie prawa przez sąd doprowadziło do sytuacji, w której pominięto wolę spadkodawców. To zaś trzeba traktować jako naruszenie zasad i praw określonych w Konstytucji.

Tzw. testament allograficzny według art. 951 Kodeksu cywilnego składa się ustnie przed urzędnikiem państwowym (m.in. wójt, burmistrz, starosta, sekretarz gminy czy powiatu, kierownik urzędu stanu cywilnego), w obecności co najmniej dwóch świadków, którymi nie mogą być beneficjanci testamentu ani krewni. To alternatywa dla testamentu notarialnego (a opłaty są niższe).

Historia sprawy

W 2007 r. Sąd Rejonowy dostał wniosek obywatelki o stwierdzenie nabycia spadku po dziadkach na podstawie ich testamentu allograficznego z 1966 r. Oboje spadkodawcy sporządzili go przed Przewodniczącym Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w G.

W skład spadku wchodziło głównie gospodarstwo rolne. Z siedmiorga dzieci spadkodawców na gospodarstwie pozostał jedynie syn, wskazany w testamencie jako jedyny spadkobierca. Od kilkudziesięciu lat mieszka tam także wnioskodawczyni, która gospodarstwo prowadziła razem ze stryjem, a potem już samodzielnie.

Sąd przeprowadził dowód z akt postępowania  o otwarciu i ogłoszeniu testamentu wspólnego z 1966 r., po czym stwierdził jego nieważność. Powołał się na art. 942 Kodeksu cywilnego, według którego "testament może zawierać rozrządzenia tylko jednego spadkodawcy”. Dlatego spadek podzielił na ogólnych zasadach ustawowych –  między kilkunastu spadkobierców w różnych częściach.

Postanowieniu sądu RPO zarzucił:

  • rażące naruszenie prawa materialnego - poprzez niezastosowanie art. 952 § 1 k.c. i nierozważenie, czy nieważny wspólny testament allograficzny spadkodawców spełnia przesłanki uznania go za ważny testamenty ustny;
  • rażące naruszenie prawa procesowego - poprzez niezastosowanie art. 670 § 1 oraz art. 677 § 1 zd. 1 k.p.c. i niezbadanie z urzędu, kto jest spadkobiercą, choćby były to osoby inne niż wskazali uczestnicy, a także niezbadanie, czy spadkodawcy pozostawili (ważny) testament – co w konsekwencji doprowadziło do stwierdzenia, że spadkobiercy dziedziczą na podstawie ustawy.
  • naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa wywodzonej z art. 2 Konstytucji RP oraz konstytucyjnego prawa do dziedziczenia, chronionego w ramach art. 21 ust. 1 i 64 ust. 1 i 2 Konstytucji. Prawa spadkowe rozstrzygnięto bowiem odmiennie niż wynika to z woli spadkodawców. Działając w zaufaniu do urzędnika państwowego - Przewodniczącego Prezydium GRN - sporządzili przed nim wspólny testament allograficzny. Wolę spadkobierców, zgodnie z powszechnie przyjętym stanowiskiem sądów powszechnych, należało zrealizować poprzez uznanie, że dokonana czynność prawna jest sporządzeniem dwóch testamentów ustnych, których ważność podlega ocenie wedle innych kryteriów niż testamentu odręcznego.

Argumentacja Rzecznika

RPO przyznaje, że w sprawie miał zastosowanie art. 942 k.c. o zakazie sporządzania testamentów wspólnych. Pojęcie „testament” w tym przepisie zostało jednak użyte jako dokument, nie zaś jako czynność prawna.

Sąd Rejonowy słusznie zatem uznał, że wspólny testament allograficzny jest nieważny. Jednakże nie powinien był na tym zakończyć analizowania tego testamentu. Powinien był bowiem ocenić, czy spełnia on przesłanki testamentów ustnych (art. 952 § 1 k.c.).

Zakaz testamentów wspólnych odnosi się bowiem do testamentu własnoręcznego (art. 949 k.c.), notarialnego (art. 950 k.c.), allograficznego (art. 951 k.c.), podróżnego (art. 953 k.c.) oraz testamentów wojskowych (art. 954 k.c.). Nie dotyczy on zaś testamentu ustnego.

Dla testamentu ustnego wystarczające jest spełnienie trzech przesłanek:

  • obecność trzech powołanych do testamentu świadków;
  • podanie przez testatora wobec tych świadków swej woli; 
  • przyjęcie przez świadków treści tej woli do wiadomości.

Z chwilą ich spełnienia testament ma byt prawny. Konsekwencją jest zasada, że oświadczenia woli złożone łącznie przez dwoje spadkodawców w formie testamentu allograficznego mogą być uznane za dwa odrębne testamenty ustne.

Kluczowe znaczenie miała tu uchwała 7 sędziów Sądu Najwyższego z 22 marca 1971 r. (sygn. akt III CZP 91/70), która uzyskała moc zasady prawnej. Według niej nieważność testamentu z art. 951 k.c. „spowodowana zamieszczeniem w nim rozrządzeń dwóch spadkodawców nie stanowi przeszkody do uznania oświadczeń woli złożonych przez tych spadkodawców za dwa oddzielne testamenty ustne”. Uchwała ta zapadła na kanwie identycznego stanu faktycznego jak w tej sprawie.

Testament wspólny spadkodawców sporządzono w latach 60. ubiegłego wieku, w stosunkach wiejskich. Oboje mogli mieć uzasadnione przekonanie, że sporządzenie „bardziej uroczystego” testamentu przed osobą urzędową zabezpieczy dostatecznie ich ostatnią wolę, a z pewnością lepiej, niż gdyby testament mieli sporządzić samodzielnie. To zaufanie do funkcjonariusza publicznego mogło spowodować, że uznali, iż sporządzanie kolejnego testamentu nie jest celowe – skoro jeden już złożyli.

W 2007 r. sąd w ogóle zaś nie rozważał możliwości dokonania konwersji testamentu allograficznego w dwa oddzielne testamenty ustne.

Rażącej i oczywistej obrazy przepisów prawa procesowego RPO upatruje w tym, że sąd - zaniechawszy rzetelnej oceny ważności testamentu - nie zbadał na jakiej podstawie powinien zostać ukształtowany porządek dziedziczenia. Postępowanie przeprowadził bez dogłębnego zbadania, kto jest rzeczywistym spadkobiercą. W rezultacie doprowadził do sytuacji, w której do dziedziczenia powołani zostali spadkobiercy ustawowi - mimo że spadkodawcy pozostawili testament ustny, którego ważność w ogóle nie została oceniona. W rezultacie porządek dziedziczenia nie został ustalony w sposób prawidłowy.

Zbadanie ważności tak wyrażonego oświadczenia ostatniej woli jest podstawowym obowiązkiem sądu, czemu w oczywisty sposób nie sprostał. Skutkiem jest  orzeczenie wadliwie określające krąg spadkobierców, niezgodnie z wolą spadkodawców.

Doprowadziło to do sytuacji, w której nie ostało się rozrządzenie spadkodawców na wypadek śmierci. Taki stan prawny winien być kwalifikowany także jako naruszenie zasad i praw określonych w Konstytucji RP, wypełniające podstawę skargi nadzwyczajnej.

Wola testatora jest zasadniczo elementem rozstrzygającym o losach majątku po jego śmierci, co oznacza, że ustawodawca obowiązany jest tworzyć mechanizmy dostosowania porządku dziedziczenia do woli – także przypuszczalnej – spadkodawcy.

Kwestionowane rozstrzygnięcie godzi zatem w prawa spadkodawców do swobodnego dysponowania majątkiem na wypadek śmierci. Skorzystali oni z prawem przewidzianej możliwości sporządzenia testamentu allograficznego, jednakże Przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej w G. nie dopilnował stosownej formy testamentu, co skutkować musiało nieważnością testamentu. Spadkodawcy działali w zaufaniu do urzędnika państwowego. Nie jest ich winą, że Przewodniczący GRN nie znał przepisów dotyczących sporządzania testamentu.

Obywatele mają prawo mieć pewność, że urzędnik państwowy będzie czuwał nad prawidłowością sporządzanej przed nim czynności, która zostanie przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami. Skoro władze publiczne nie sprostały tym wymaganiom i testament allograficzny okazał się nieważny, to na tych władzach ciąży obowiązek podjęcia chociażby próby złagodzenia skutków dla jednostki najbardziej dotkliwych. Nie powinny zatem przerzucać konsekwencji swoich uchybień na obywatela działającego w zaufaniu do przedstawiciela organu państwa. W tej sprawie sąd – jako reprezentant władzy publicznej – działań takich nie podjął.

RPO wnosi by SN uchylił postanowienie Sądu Rejonowego z 2007 r. i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.  W razie uwzględnienia skargi nie dojdzie do naruszenia godnych ochrony interesów pozostałych spadkobierców ustawowych. W rzeczywistości respektowali oni wolę spadkodawców. Część spadkobierców   wyrażała niezainteresowanie majątkiem spadkowym po rodzicach i dziadkach.

W tej sytuacji próba doprowadzenia do ustalenia porządku dziedziczenia spadkodawców według ich ostatniej woli nie tylko będzie zgodna z obowiązującym porządkiem prawnym. Wprowadzi również pożądany ład w stosunkach pomiędzy spadkobiercami, de facto uzgadniając stan prawny z rzeczywistym stanem faktycznym, utrzymującym się od lat.

Rzecznik składa skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN (tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego).

IV.7000.358.2018

Egzekucja przedawnionego długu od rodziny w kłopotach. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-04-02
  • Sprawa dotyczy długu sprzed lat ściąganego z rodziny w trudnym położeniu przez komornika.
  • RPO w skardze nadzwyczajnej dowodzi, że w sprawie tej sąd źle zastosował przepisy i nie zauważył, że firma obracająca długami, która ściąga pieniądze od dłużniczki, nie ma już prawa do należności, bo w jej przypadku roszczenie się przedawniło.
  • To wynika z orzecznictwa Sądu Najwyższego, które sąd pominął.
  • Tego błędu sprzed lat nie da się naprawić bez zastosowania nadzwyczajnych środków, do których prawo ma Rzecznik Praw Obywatelskich.

Pani O. wzięła przed kilkunastu laty 2 tys. zł kredytu i nie spłaciła go. Bank wypowiedział jej umowę, próbował odzyskać pieniądze a następnie należność sprzedał. O pieniądze upomniał się po kolejnych kilku latach Fundusz sekurytyzacyjny – wyliczył, że z odsetkami kwota ta wynosiła ona już 4 tys. zł. Na podstawie dokumentów z funduszu sąd wydał w postępowaniu upominawczym nakaz zapłaty. Pani O. zgłosiła sprzeciw dowodząc, że sprawa już się przedawniła. Fundusz jednak argumentował, że w toku postępowania bankowi (pierwotnemu wierzycielowi) udało się przerwać bieg przedawnienia.

Argumentów sąd wysłuchał na rozprawie. Pani O. tłumaczyła, że pożyczkę częściowo spłaciła, a boryka się z ogromnymi problemami (brakiem pracy i niepełnosprawnością członka rodziny). Ma też na głowie inne postępowania egzekucyjne. Sąd po wysłuchaniu obu stron zasądził od pani O. 4 tys. zł na rzecz funduszu. Komornik dochodzi należności ze świadczenia emerytalno-rentowego pani O.

RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że sąd źle podszedł do problemu przedawnienia należności pani O. oraz do praw funduszu sekurytyzacyjnego, który nie jest ani pierwotnym wierzycielem ani bankiem. Wniosek o wszczęcie egzekucji długu od pani O. przerwał bieg przedawnienia w przypadku sprawy z bankiem, ale fundusz tego przerwania „nie odziedziczył”.

RPO argumentuje, że rzeczywiście fakt zbycia wierzytelności nie wpływa na bieg terminów przedawnienia, zatem w razie zmiany podmiotu w zobowiązaniu – np. w przypadku cesji – nowy podmiot wstępuje w miejsce dotychczasowego wierzyciela. Ale zgodnie z ugruntowanym stanowiskiem Sądu Najwyższego (dalej: SN), reguły te nie znajdują zastosowania do przerwy biegu terminu przedawnienia, która została spowodowana dochodzeniem roszczenia na podstawie bankowego tytułu egzekucyjnego.

Taki pogląd pojawił się już w wyroku SN z dnia 19 listopada 2014 r. (sygn. akt II CSK 196/14). Wskazano w nim, że przerwanie biegu przedawnienia na podstawie art. 123 § 1 pkt 1 kodeksu cywilnego następuje co do zasady tylko pomiędzy stronami postępowania, jeżeli z istoty łączącego je stosunku prawnego wynika, że są materialnie zobowiązane lub uprawnione, a więc skutek przerwania zachodzi tylko w podmiotowych i przedmiotowych granicach czynności podjętej przez wierzyciela. Wniosek o wszczęcie egzekucji wywołuje zatem skutek przerwy wtedy, gdy pochodzi od wierzyciela wskazanego w tytule egzekucyjnym, na którego rzecz została wydana klauzula wykonalności; nie jest bowiem wystarczająca tożsamość wierzytelności, lecz konieczna jest również identyczność osób, na rzecz których czynność ta została dokonana. Skutki prawne postępowania egzekucyjnego wszczętego na podstawie bankowego tytułu wykonawczego związane są więc tylko z podmiotami w nim uczestniczącymi na podstawie tego tytułu w granicach podmiotowych i przedmiotowych ukształtowanych treścią klauzuli wykonalności.

Nabywca wierzytelności niebędący bankiem powinien więc uzyskać sądowy tytuł egzekucyjny, a następnie klauzulę wykonalności, nadanie bowiem bankowemu tytułowi egzekucyjnemu klauzuli wykonalności na rzecz nabywcy wierzytelności niebędącemu bankiem nie jest dopuszczalne – por. uchwała SN z dnia 2 kwietnia 2004 r. (sygn. akt III CZP 9/04).

Następnie w uchwale z dnia 29 czerwca 2016 r. (sygn. akt III CZP 29/16) SN rozwinął ten pogląd i wskazał, że w przypadku wierzytelności objętej bankowym tytułem wykonawczym, sytuacja cesjonariusza kształtuje się odmiennie od sytuacji prawnej nabywcy wierzytelności objętej innym tytułem wykonawczym. Wówczas nabywca wierzytelności (nie będący bankiem) nabywa wierzytelność w swej treści i przedmiocie tożsamą z wierzytelnością zbywającego banku, niemniej jednak nie wchodzi w sytuację prawną zbywcy wywołaną przerwą biegu przedawnienia i rozpoczęciem biegu na nowo. W konsekwencji SN podjął uchwałę, zgodnie z którą nabywca wierzytelności nie będący bankiem nie może powoływać się na przerwę biegu terminu przedawnienia spowodowaną wszczęciem postępowania egzekucyjnego na podstawie bankowego tytułu egzekucyjnego zaopatrzonego w klauzulę wykonalności.

Podobnie orzekł SN w uchwale z dnia 9 czerwca 2017 r. (sygn. akt III CZP 17/17), doprecyzowując, że wniosek o nadanie klauzuli wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu nie przerywa biegu przedawnienia roszczenia objętego tym tytułem wobec cesjonariusza nie będącego bankiem.

W konsekwencji Rzecznik zdecydował o wywiedzeniu skargi nadzwyczajnej od wyroku sądu pierwszej instancji (pomimo tego, że nie zostało sporządzone jego uzasadnienie). Rzecznik kwestionował to orzeczenie, ponieważ sankcjonuje ono praktyki dochodzenia przez firmy windykacyjne przedawnionych roszczeń, w sytuacji skutecznego podniesienia przez obywatela zarzutu przedawnienia.

Zdaniem RPO sprawiedliwość społeczna wymaga przyznania ochrony prawnej konsumentowi jako słabszemu uczestnikowi życia społecznego i gospodarczego.

V.511.12.2021

Sąd nie uwzględnił testamentu zmarłego - bo nikt z rodziny go nie ujawnił. Kolejna skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-04-01
  • Zmarły mężczyzna w notarialnym testamencie jako jedynego spadkobiercę wskazał swego syna
  • Gdy sąd orzekał w 2000 r. o nabyciu spadku, nikt nie poinformował o tym fakcie – w efekcie sąd na zasadzie ustawowej podzielił spadek równo między troje dzieci zmarłego
  • W 2016 r. syn wystąpił o zmianę tej decyzji, powołując się na testament ojca
  • Sąd odmówił wobec upływu terminu na złożenie takiego wniosku  

Choć sąd w 2000 r. nie popełnił błędu, Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Doszło bowiem obiektywnie do naruszenia prawa, które daje pierwszeństwo dziedziczeniu określonemu przez spadkodawcę w testamencie przed spadkobraniem ustawowym.

A powodem uchybienia było  nieujawnienie testamentu przez osoby uczestniczące w postępowaniu spadkowym w 2000 r. Dlatego wtedy sąd - nie wiedząc o testamencie – zgodnie z prawem zastosował ogólny tryb ustawowy. To zaś wymaga naprawienia w imię prawa, a jedyną drogą jest skarga nadzwyczajna.

Historia sprawy

W 2000 r. Sąd Rejonowy stwierdził nabycie spadku po zmarłym w 1998 r.,  na podstawie ustawy, przez jego troje dzieci - po 1/3 części każde. Rozstrzygnięcie uprawomocniło się wobec niezłożenia apelacji.

W 2016 r. ten sam sąd oddalił wniosek jednego z synów o zmianę postanowienia. Mężczyzna powołał się na testament, sporządzony w 1991 r. przez ojca w kancelarii notarialnej, który do całości spadku powołał właśnie jego.

Testament został otwarty i ogłoszony na posiedzeniu Sądu Rejonowego w 2016 r. Sąd wskazał, że nie była kwestionowana ważność testamentu. Zarazem uznał,  że syn, wnioskujący o zmianę prawomocnej decyzji o  spadku, nie dochował terminu przewidzianego w art. 679 § 1 zd. 2 Kodeksu postępowania cywilnego. To przesądziło o niemożliwości uwzględnienia wniosku. Nie złożono apelacji.

Argumenty RPO

Zaskarżonemu postanowieniu RPO zarzucił:

  • rażące naruszenie prawa materialnego  - przez nieuprawnione zastosowanie w sprawie art. 931 § 1 zd. 1 Kodeksu cywilnego, w następstwie pominięcia dyspozycji art. 926 § 1 i 2 Kodeksu cywilnego, czyli przyjęcie dziedziczenia ustawowego po zmarłym co do całości spadku w sytuacji, gdy w 1991 r. sporządził on testament notarialny na rzecz  swego syna, który nie został odwołany ani zmieniony;
  • naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP oraz konstytucyjnego prawa do dziedziczenia chronionego w art. 21 ust. 1 i art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji - ze względu na funkcjonowanie w obrocie prawnym wadliwego postanowienia sądu o stwierdzeniu nabycia spadku, pozostającego w oczywistej sprzeczności z rzeczywistym stanem prawnym oraz z wolą spadkodawcy w zakresie wiążącego wskazania spadkobiercy testamentowego, który w świetle ustawy nabył spadek z chwilą otwarcia spadku, co nie pozwala na należyte uporządkowanie spraw spadkowych po zmarłym.

Rzecznik wnosi, by SN orzekł co do istoty sprawy i stwierdził nabycie spadku przez syna zmarłego. W przypadku uznania przez SN, że charakter sprawy wymaga postępowania przed sądem, wnosi o zwrot sprawy sądowi I instancji.

Postanowienie Sądu Rejonowego z 2000 r. w sposób rażący narusza prawo materialne dotyczące kwestii powołania do spadku. Zgodnie z art. 926 § 1 Kodeksu cywilnego wynika ono albo z z ustawy, albo z testamentu. Stosownie do § 2 tego artykułu dziedziczenie ustawowe co do całości spadku następuje dopiero wtedy, gdy spadkodawca nie powołał spadkobiercy, albo gdy żadna z osób, które powołał, nie chce lub nie może być spadkobiercą.

Ustawa daje zatem pierwszeństwo porządkowi dziedziczenia określonemu przez spadkodawcę w testamencie. Stwierdzenie nabycia spadku, wynikające z postanowienia sądowego, powinno honorować wolę spadkodawcy, wyrażoną w ważnym testamencie. Jeśli postanowienie sądu ws. nabycia spadku nie jest zgodne z tak ujętą zasadą, to nie tylko narusza ono prawo, lecz także interes Rzeczypospolitej Polskiej.

A z testamentu jednoznacznie wynika, że spadkodawca do całego spadku powołał swego syna, przeznaczając mu cały majątek. Nie ujawniono żadnej przyczyny mogącej być podstawą uznania nieważności tego testamentu. Strony uczestniczące w rozprawie w 2016 r. nie zakwestionowały jego ważności, a spadkobierca testamentowy nie został uznany za niegodnego.

Tym samym zaskarżone postanowienie Sądu Rejonowego rażąco narusza art. 926 § 1 i 2 Kodeksu cywilnego. Pomijając zawarte w tych przepisach wskazania, w sposób nieuprawniony przyznał prymat dziedziczeniu ustawowemu. Uchybienie to ma charakter ewidentny, oczywisty, jasny i bezsporny.

Zarazem RPO zaznacza, że nie powinno być poczytane jako zarzut błędnego stosowania prawa pod adresem Sądu Rejonowego. Do naruszenia prawa doszło bowiem wskutek nieujawnienia przez osoby uczestniczące w pierwotnym postępowaniu spadkowym faktu sporządzenia testamentu notarialnego z 1991 r. W ocenie Rzecznika w takiej sytuacji sąd nie miał szans na wydanie postanowienia zgodnego z prawem materialnym.

Nie ma to jednak żadnego wpływu na ocenę ustawowej podstawy skargi nadzwyczajnej. Art. 89 § 1 ustawy o Sądzie Najwyższym, w zakresie statuowania szczególnych podstaw skargi nadzwyczajnej, jednoznacznie kładzie nacisk na obiektywny charakter uchybień, nie wiążąc ich w żaden sposób z kwestią winy (błędu) orzekającego sądu.

W tym zatem przypadku skarga nadzwyczajna, jako najdalej idący środek zaskarżenia zapadających w postępowaniu cywilnym prawomocnych orzeczeń sądowych, w sposób zastępczy realizuje funkcję korekty postanowienia spadkowego, właściwą instytucji wprost przewidzianej przez ustawodawcę w art. 679 Kodeksu postępowania cywilnego (postępowania o uchylenie lub zmianę stwierdzenia nabycia spadku). W realiach tej sprawy nie może być ona jednak wdrożona wobec braku realizacji przez uczestników pierwotnego postępowania spadkowego wymogów formalnych.

W ocenie Rzecznika w tej konkretnej sytuacji - w istocie dotyczącej relacji rodzinnych między uczestnikami prawomocnie zakończonego postępowania spadkowego - istotnym korelatem sprawiedliwości społecznej pozostaje nakaz oddania należytego szacunku zmarłemu spadkodawcy, poprzez zagwarantowanie w granicach prawa materialnego realizacji jego ostatniej woli. Skoro bowiem ktoś ma czerpać materialne korzyści z tytułu dziedziczenia, to w odczuciu społecznym trudno o moralną akceptację faktu, iż w istocie samo nabycie spadku jest wynikiem „ukrycia” ostatniej woli zmarłego. A zatem trwałe rozwiązanie zaistniałego w sprawie „sporu” między spadkobiercami ustawowymi tylko wtedy będzie można uznać za społecznie sprawiedliwe, o ile w procesie sądowego stosowania prawa zostanie w sposób należyty uwzględniona ostatnia wola zmarłego.

Kierując się uchwałą z 23 stycznia 2020 r. połączonych trzech Izb SN, RPO składa skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN (tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego).

IV.7000.234.2019

Spór o podstawy unieważnienia kredytu "frankowego". Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-04-01
  • Pan S. wziął kredyt „frankowy”, a kiedy po kilku latach zorientował się, jak jest niekorzystny, próbował doprowadzić przed sądem do uznania, że umowa była nieważna. Przegrał.
  • Sądy nie znalazły podstaw do unieważnienia umowy kredytowej.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że badanie umowy nie odbyło się zgodnie ze standardami Unii Europejskiej, w której instytucje państwa mają równoważyć intreresy przedsiębiorcy i konsumenta, strony z natury słabszej.

Pan S. przed 15 laty wziął 300 tys. franków szwajcarskich kredytu na zakup mieszkania. Pożyczka została wypłacona w złotówkach i w złotówkach miała być spłacana. Po kilku latach, kiedy pan S. przestał spłacać kredyt, bank rozwiązał umowę i zażądał zwrotu pieniędzy wedle przeliczników zawartych w umowie. Wtedy pan S. oświadczył, że umowę podpisał pod wpływem błędu i wniósł do sądu jej o unieważnienie.

Sądy w I i II instancji oddaliły ten pozew i nałożyły na pana S. kilka tysięcy zł kosztów postępowania. Sądy nie znalazły podstaw do uznania zapisów umowy kredytowej za niedozwolone (z wyjątkiem jednej klauzuli, która jednak nie pozwala na kwestionowanie całej umowy). Sąd Najwyższy odmówił rozpatrzenia skargi kasacyjnej w tej sprawie.

RPO w skardze nadzwyczajnej kwestionuje przede wszystkim ustalenia sądu II instancji. Zauważa, że nie odniósł się w ogóle do linii orzecznictwa sądów polskich w zakresie orzekania co do abuzywności klauzul niedozwolonych oraz dorobku orzeczniczego TSUE, w szczególności odnoszącego się do wykładni art. 4 i 6 Dyrektywy 93/13, wydanego na tle umów kredytu zawierających ryzyko kursowe (walutowe). Sąd ten nie odniósł się również do przywołanego przez powoda w pozwie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu w sprawie C-415/11 Mohamed Aziz przeciwko Caixa d’Estalvis de Cantalunya, Tarragona i Manresa. Wyrok ten miał szczególne znaczenie w sprawie, w związku z faktem prowadzenia egzekucji z nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie spłaty kredytu.

RPO zauważa, że w toczącej się równolegle sprawie o wystawiony przez bank bankowy tytuł egzekucyjny został on przez inny sąd pozbawiony wykonalności.

Sąd II instancji orzekający w sprawie zauważył trudną sytuację osób, które zaciągnęły kredyt we frankach,  ale jednocześnie stwierdził „Sytuacja w jakiej znalazł się powód oraz inne osoby, które zaciągnęły zobowiązanie we frankach, winna być rozstrzygnięta na szczeblu władzy ustawodawczej, nie ma bowiem w tym zakresie regulacji prawnych, które rozstrzygałyby taką sytuację i mogłoby zostać zastosowane przez sąd. Sąd bowiem stosuje istniejące prawo i nie jest instytucją do naprawiania rzeczywistości. Sąd nie jest od tworzenia prawa i nie może na użytek procesu tworzyć nowych przepisów, zwłaszcza nie powinien tego czynić sąd powszechny, ewentualnie Sąd Najwyższy w ramach nadzoru judykacyjnego”.

Zdaniem RPO w tej sprawie należało zastosować obowiązujące Polskę jako kraj członkowski Unii Europejskiej standardy prokonsumenckie – argumentacja sądu jest więc błędna.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, sąd dopuścił się rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego, tj. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 k.c. poprzez ich błędną wykładnię oraz niezapewnienie standardów ochrony praw konsumenta wynikających z Dyrektywy 93/13.

  • Sąd popełnił też błąd uznając, że jego badaniu podlegają tylko klauzule kwestionowane przez powoda, a nie umowa kredytu jako całość.  Sąd w Unii Europejskiej ma obowiązek zbadać całą umowę. A umowa pana S. zawierała klauzule przeliczeniowe (dotyczące kursu, po jakim przelicza się kredyt i raty) które budzą bardzo poważne wątpliwości. RPO przypomina, że w ocenie Trybunału Sprawiedliwości UE nie można odrywać klauzuli ryzyka walutowego (wyrażonej czy to przez indeksację czy też denominację) od mechanizmu przeliczania waluty krajowej na walutę obcą. Trybunał Sprawiedliwości kwalifikuje bowiem konsekwentnie klauzule dotyczące ryzyka wymiany, do których zalicza także sposób ustalania kursu wymiany, jako klauzule określające główny przedmiot umowy kredytu zarówno denominowanego, jak i indeksowanego (wyroki: Dziubak C-260/18, pkt 44; Dunaj C-118/17, pkt 48, 49, 52; OTP Bank i OTP Faktoring C-51/17, pkt 68).
  • Sąd II powinien był sprawdzić wszystkie klauzule umowy kredytu, zwłaszcza, że pan S. zarzucał umowie nieważność w całości. Tymczasem sąd ograniczył się do badania nieważności niektórych postanowień umowy, wskazując przy tym, że tylko jedno z tych postanowień, dotyczące ubezpieczenia niskiego wkładu, może być uznane za abuzywne. Zdaniem RPO okoliczność, iż sąd nie zbadał z urzędu postanowień całej umowy konsumenta z przedsiębiorcą pod kątem ich nieuczciwego charakteru należy traktować jako faktyczne pozbawienie strony możności działania i obrony swoich praw. Konsument nie musi być świadomy tego, że sąd powinien działać z urzędu, ani też nie musi być świadomy czym są i czy w sprawie występują klauzule abuzywne.
  • Sąd II instancji błędnie też przyjął, że pan S. rozumiał treść umowy, która została z nim przez bank uzgodniona.  RPO przypomina, że pan S. jest tłumaczem. Dlatego sąd nie mógł założyć, że pan S. ma doświadczenie w zakresie oceny ryzyka i skutków ekonomicznych umowy kredytu. Bank wykorzystał swoją przewagę informacyjną i negocjacyjną, aby doprowadzić konsumenta do zawarcia umowy, która dawała Bankowi duże szanse na uzyskanie dodatkowych zysków przez zapewnienie sobie, oprócz oprocentowania kredytu, także korzyści wynikających z nieuchronnego wzrostu kursu franka szwajcarskiego w relacji do złotego.

RPO zarzuca wyrokowi w sprawie pana S. rażące naruszenie prawa materialnego, tj.:

  1. art. 3851 § 1 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1740, z późn. zm., dalej: k.c.) w zw. z art. 3851 § 3 k.c. – poprzez jego błędną wykładnię polegającą na przyjęciu, że:
    a) badaniu podlegają tylko klauzule zakwestionowane przez powoda, a nie umowa kredytu jako całość, 
    b) postanowienia umowy kredytu są indywidulanie uzgodnione w sytuacji, gdy:
  • powód nie miał możliwości negocjacji ogólnych warunków umownych objętych stosowanym przez bank wzorcem umownym oraz,
  • powód złożył oświadczenie o przyjęciu ryzyka wynikającego ze zmiany kursu waluty,
  • powód posiadał w dacie zawarcia umowy kredytowej doświadczenie życiowe związane z jego wiekiem, wobec czego Sąd uznał go za świadomego, rozważnego i dobrze poinformowanego konsumenta,
  • fakt podpisania umowy i parafowania jej poszczególnych części stanowi domniemanie zapoznania się przez konsumenta z jej treścią,

co w konsekwencji doprowadziło Sąd do odmowy uznania klauzul umownych za niedozwolone,

  1. art. 58 § 1 k.c. poprzez jego niezastosowanie, wyrażające się w nieprzeprowadzeniu badania, czy umowa kredytu jest ważna i wykonalna, jeżeli dokona się z niej eliminacji klauzul niedozwolonych zgodnie z treścią 3851 § 1 k.c.;
  2. art. 410 § 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c. poprzez jego niezastosowanie i niedokonanie wzajemnego rozliczenia stron.

Na podstawie art. 89 § 1 UoSN RPO zaskarżonemu wyrokowi RPO zarzuca też naruszenie art. 2, art. 45 ust. 1 i art. 76 Konstytucji.

V.510.90.2018

Ogromny dług mieszkania rodziców. Skarga nadzwyczajna RPO w sprawie nakazu zapłaty

Data: 2021-04-01
  • Pani Jadwiga ma zapłacić ogromny dług swoich rodziców, którzy nie płacili za mieszkanie – mimo że mieszkała z nimi jako osoba niepełnoletnia i nie miała wpływu na to, w jaki sposób rodzice realizując swoje zobowiązania.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną w sprawie sądowego nakazu zapłaty dowodząc, że doszło do bardzo poważnego naruszenia praw konstytucyjnych: prawa dziecka i prawa własności młodego obywatela

RPO zauważa, że zaskarżone orzeczenie niejako „premiuje” rodziców niewywiązujących się ze swoich prawnych obowiązków wobec dziecka (a przez to nierespektujących też zasad współżycia społecznego), ponieważ z uwagi na konstrukcję odpowiedzialności solidarnej, może prowadzić do „przerzucenia” odpowiedzialności za dług w całości na to dziecko, zwłaszcza gdy rodzice nie mają majątku ani dochodów, z którego mogłaby być prowadzona egzekucja.  Rzecznik wnosi skargę w przeświadczeniu, że zaskarżony nakaz zapłaty stanowi przykład orzeczenia sądowego obarczonego szczególnie poważnymi wadami

W sprawie tej chodzi o prawie 150 tys. zł, których miasto W. domagało się od państwa S. tytułem zaległego czynszu i opłat za media za mieszkanie komunalne zajmowane bez tytułu prawnego. Wśród członków rodziny była też pani Jadwiga, która właśnie skończyła 18 lat, a miasto uznało, że wszyscy mieszkający w tym lokalu powinni odpowiadać za długi solidarnie.

Sąd pięć lat temu na podstawie dokumentów z miasta wydał nakaz zapłaty właśnie dla całej rodziny. Uprawomocnił się on i zmienić go można tylko skargą nadzwyczajną.

Pani Jadwiga zwróciła się o to do Rzecznika Praw Obywatelskich. Tłumaczyła, że zadłużenie mieszkania jest wynikiem rażącej niedbałości jej rodziców. Wychowała się w domu, w którym w życiu codziennym obecny był alkohol, a wszelkie wartości i priorytety rodzinne były zaburzone. Nie wiedziała o zadłużeniu mieszkania, gdyż po uzyskaniu pełnoletności wyprowadziła się stamtąd. O sprawie sądowej długo nie wiedziała - listy sądowe kierowane do niej były odbierane przez osoby trzecie. W końcu za poradą radcy prawnego wymeldowała się z mieszkania, by uniknąć rosnącego zadłużenia.

We wniosku do RPO zwróciła uwagę, że część przypadającej na nią należności dotyczy okresu, kiedy była dzieckiem, a zatem powinna ponosić odpowiedzialności za ich zapłatę. Z tak ogromnym, niezawinionym przez siebie długiem nie jest w stanie rozpocząć samodzielnego życia.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich kluczem do rozpoznania tej  sprawy powinna być konstytucyjna wartość, jaką jest dobro dziecka (art. 72 Konstytucji). I to z uwzględnieniem tej wartości należy rozpoznawać przepisy dotyczące odpowiedzialności za czynsz. Dobro dziecka wymaga od podmiotów, które mają od niego pozycję silniejszą, m.in. tego, by nie obciążały go odpowiedzialnością za zachowania (działania/zaniechania dorosłych) oraz nie wyciągały wobec niego konsekwencji za stan rzeczy, na którego zaistnienie nie miały – bo i z racji wieku nie mogły – mieć wpływu. To na rodzicach spoczywa obowiązek wykonywania pieczy nad osobą dziecka oraz na zapewnieniu mu środków utrzymania.  

Z treści art. 18 ust. 1 ustawy o ochronie praw lokatorów (…) wynika, że do zapłaty odszkodowania zobowiązane są osoby zajmujące lokal. Dla ustalenia, że osoba „zajmuje” lokal konieczne jest przypisanie tej osobie woli wykonywania tej czynności, tj. pozostawania - zamieszkiwania w danym lokalu. Lokal mieszkalny nie może być „zajmowany” bez woli osoby faktycznie pozostającej (mieszkającej) w tym lokalu. W odniesieniu do małoletnich nie można przypisać im woli pozostawania w danym lokalu.

Nałożenie na panią Jadwigę obowiązku zapłaty całej dochodzonej pozwem kwoty, obejmującej także okres, gdy była osobą małoletnią, stanowi też rażące naruszenie prawa materialnego w rozumieniu art. 89 § 1 pkt 2 u.s.n. tj. art. 18 ust. 1 i 2 ustawy o ochronie praw lokatorów (…) poprzez jego błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie. Zaskarżony nakaz zapłaty godzi w ponadto w prawa majątkowe pani Jadwigi. Objęcie ochroną konstytucyjną wszystkich praw majątkowych wynika z art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji. Przepis ten stwarza konstytucyjną gwarancję ustanowienia procedur i środków prawnych zapewniających ochronę własności i innych praw majątkowych

Sytuacja prawna pani Jadwigi ukształtowana nakazem zapłaty nakładającym na nią obowiązek zapłaty całej dochodzonej pozwem kwoty, mimo iż jako osoba małoletnia nie miała obowiązku ponoszenia kosztów użytkowania lokalu, w którym zamieszkiwała wraz z rodzicami, niewątpliwie narusza też zasady bezpieczeństwa prawnego i podważa zaufanie obywateli do państwa i prawa.

Skargę RPO kieruje do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, by wątpliwości dotyczące mandatu tej ostatniej Izby nie pogorszyły jeszcze i tak trudnej sytuacji pani Jadwigi.

IV.511.149.2018

Sprawa kredytu "frankowego" rozstrzygnięta nie wedle standardów Unii Europejskiej. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-04-01
  • W czasach, kiedy kredyty „frankowe” były bardzo popularne, pewne małżeństwo wzięło 100 tys. kredytu indeksowanego do franka. Kiedy po kilku  latach przestali płacić, bank wypowiedział umowę i zażądał zwrotu 140 tys.
  • Sprawa trafiła do sądu, a ten przyjął wyliczenia banku i kazał spłacić. Postanowienie się uprawomocniło, bo nikt się nie odwołał.
  • RPO składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną argumentując, że sąd popełnił poważny błąd. Obowiązywały go standardy Unii Europejskiej, powinien był więc zauważyć, że spór dotyczy umowy konsumenckiej, a więc takiej, w której jedna strona jest słabsza od drugiej, i wyciągnąć z tego wnioski. Powinien był też sprawdzić, czy umowa nie zawierała klauzul abuzywnych. Zamiast tego sąd wziął wyliczenia prywatnej instytucji i uznał je za fakt.
  • Zdaniem RPO sąd po prostu nie zbadał sprawy!

Kilkanaście lat temu państwo X zawarli umowę o kredyt hipoteczny na 100 000 zł na zakup mieszkania na rynku wtórnym. Kredyt był indeksowany do franka szwajcarskiego, a spłaty miały trwać przez kilkanaście lat. Po kilku latach jedno z małżonków zmarło, a drugie przestało spłacać raty. Bank wypowiedział umowę kredytu i zażądał zwrotu pieniędzy: zaległość bank wyliczył na prawie 140 tys. i dodał do tego odsetki za opóźnienie spłaty.

Sprawa trafiła do sądu. Bank domagał się wydania nakazu zapłaty w trybie elektronicznego postępowaniu upominawczego, ale sąd w Lublinie, który prowadzi postępowania elektroniczne, nie znalazł do tego podstaw i przekazał sprawę na rozprawę do sądu w mieści, w którym mieszkali kredytobiorcy.

W 2017 r. po rozprawie sąd ten nakazał im oddać bankowi 140 tys. zł, zgodnie z wyliczeniami banku, tyle że odsetki ustawowe nakazał liczyć dopiero od 2017 r. Wyrok się uprawomocnił, bo żadna ze stron nie wniosła apelacji. Komornik zaczął egzekucję należności z mieszkania spółdzielczego małżonków.

RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że wyrok został wydany z rażącym naruszeniem prawa: otóż sąd rozstrzygnięcie oparł na wyliczeniu banku i nie sprawdził samej umowy kredytowej. Nie zbadał, czy przypadkiem nie zawierała ona klauzul niedozwolonych (abuzywnych). Nie zauważył, że sprawa ma charakter konsumencki, tj. taki, w której jedna ze stron ma sytuację uprzywilejowaną ze względu na wiedzę i doświadczenie, a druga takiej wiedzy specjalistycznej nie ma (relacja bank-klient).

W tym kontekście Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie podkreśla, że osiągnięcie na poziomie krajowym standardu ochrony konsumenta wymaganego Dyrektywą 93/13 nakłada na sądy krajowe konieczność realizacji obowiązków z niej wynikających. Chodzi tu w szczególności o dokonanie z urzędu kontroli abuzywności postanowień umownych, nawet bez wyraźnego żądania strony postępowania. Obowiązek ten nabiera jeszcze większego znaczenia w sytuacji, gdy sąd dysponował dokumentami umowy konsumenckiej przed wydaniem nakazu zapłaty, jak w niniejszej sprawie.

Sąd orzekając w tej sprawie, de facto wsparł działania przedsiębiorcy nakierowane na wykorzystanie słabszej pozycji konsumenta, który nie był w stanie skutecznie się bronić. Uwzględnienie skargi nadzwyczajnej pozwoli zatem przywrócić równowagę w stosunkach społecznych, zachwianą przez fakt nieuwzględnienia przez sąd ochrony konsumenta w postępowaniu sądowym.

Z uzasadnienia wyroku wynika, że sąd uznał roszczenie banku za zasadne w oparciu o dokumenty prywatne załączone do pozwu, tj. umowę kredytu, wyciąg z ksiąg bankowych i wypowiedzenie umowy kredytu. W swoich ustaleniach sąd nie odniósł się w ogóle do wyjaśnienia kwestii, czy sprawa miała charakter konsumencki oraz że umowa kredytu została zawarta w oparciu o wzorzec dostarczony przez bank. Sąd nie wskazał również, czy badał postanowienia umowy kredytu i stanowiącego jej integralną część regulaminu pod kątem ich ewentualnej abuzywności.

Wobec tego trudno jednoznacznie przesądzać, że w chwili zamknięcia rozprawy sąd prawidłowo ustalił konsumencki charakter niniejszej sprawy. Jednakże tak należy uznać, skoro powodem był bank, zaś pozwanymi osoby fizyczne, gdyż z treści dołączonej do pozwu umowy kredytu, nie wynikało nic innego. Ponadto cel, w jakim została zawarta umowa – na zakup lokalu mieszalnego na rynku wtórnym, przesądza o konieczności zakwalifikowania kredytobiorców jako konsumentów na tle art. 221 k.c., w świetle orzecznictwa TSUE (zob. m.in. wyroki TSUE z dnia 3 września 2015 r., Costea, C-110/14 pkt 22, 23; z dnia 21 marca 2019 r., Pouvin, C-590/17, pkt 26). Z ustalenia konsumenckiego charakteru sprawy sąd powinien był wyciągnąć określone wnioski i podjąć nakazane przepisami działania, czego zaniechał.

Jeżeli przedmiotem sporu jest treść postanowień umownych w sprawach konsumenckich, obowiązkiem sądu jest zbadanie z urzędu potencjalnie niedozwolonego charakteru postanowień tam zawartych. W sprawie tej była to umowa o kredyt hipoteczny. Niepodjęcie przez sąd działań wymaganych prawem, wynikających z faktu, iż pozwani byli konsumentami, mimo powinności dostrzeżenia tej okoliczności przez sąd, prowadzi Rzecznika do wniosku, że sprawa nie została rozpoznana co do istoty. Faktyczne zbadanie sprawy musiałoby prowadzić do konstatacji, że w sprawie konsumenckiej niedopuszczalne jest pominięcie przepisów Kodeksu cywilnego, których celem jest ochrona konsumentów, w tym art. 3851 § 1.

Wynika to z obowiązków nałożonych na sąd krajowy przez prawo unijne.

Ustawodawstwo Unii Europejskiej oraz orzecznictwo TSUE wywiera bezpośredni wpływ na kształt polskiego systemu prawnego. Od 1 maja 2004 r. polskie sądy są związane postanowieniami Traktatów, aktów przyjętych przez instytucje UE (w tym dyrektyw) oraz orzecznictwem TSUE (wyrok TK z dnia 11 maja 2004, sygn. akt K 18/04).

Stosowanie prawa unijnego przez sądy krajowe wiąże się z koniecznością przestrzegania zasad, na których oparta jest koegzystencja pomiędzy prawem krajowym a unijnym: zasady pierwszeństwa, zasady skuteczności oraz zasady efektywności prawa UE. Zasada skuteczności (effet utile) prawa UE jest immanentnie związana z wyrażonym w art. 4 ust. 3 TUE obowiązkiem państw członkowskich podjęcia wszelkich środków właściwych w celu zapewnienia wykonania zobowiązań wynikających z Traktatów lub aktów instytucji Unii oraz z zasadą pierwszeństwa prawa UE (zasada lojalności). Zasada efektywności prawa UE, ujęta w art. 19 ust. 1 akapit 2 TUE, nakłada na państwa członkowskie obowiązek ustanowienia środków niezbędnych do zapewnienia skutecznej ochrony prawnej (sądowej) w dziedzinach objętych prawem Unii, co potwierdza art. 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Sądy krajowe zobowiązane są urzeczywistniać należytą ochronę konsumenta w świetle treści Dyrektywy 93/13, która jest aktem o fundamentalnym znaczeniu dla ochrony konsumentów w UE (zob. też SN w uchwale z dnia 19 października 2017 r., sygn. akt III CZP 42/17). Jak każda dyrektywa, wiąże ona państwa członkowskie i wyznacza cel (standard ochrony konsumenta), jaki państwa członkowskie mają osiągnąć. Zgodnie z art. 7 ust. 1 (oraz motywem 24) Dyrektywy 93/13, sądy państw członkowskich muszą mieć do swojej dyspozycji stosowne i skuteczne środki zapobiegające stałemu stosowaniu nieuczciwych postanowień w umowach konsumenckich.

Niezbadanie z urzędu klauzul abuzywnych w umowie zawartej między konsumentem i przedsiębiorcą stanowi rażące naruszenie obowiązku proceduralnego ciążącego na sądzie krajowym na mocy prawa Unii Europejskiej. W celu usunięcia tego naruszenia należy, w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, zgodnie z zasadą lojalności, wykorzystać wszystkie mogące mieć w danej sytuacji zastosowanie instytucje krajowego prawa proceduralnego, w tym instytucję skargi nadzwyczajnej. W wyroku w sprawie C-40/08 Asturcom Telecomunicaciones TSUE uznał, że art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13, jako przepis o charakterze bezwzględnie obowiązującym, powinien być traktowany na równi z przepisami stanowiącymi część krajowego porządku publicznego. TSUE stwierdził w tym orzeczeniu, że obowiązek zbadania z urzędu abuzywności postanowień umownych spoczywa na sądzie krajowym również wtedy, gdy sądowi temu przysługuje jedynie możliwość dokonania z urzędu oceny naruszenia przez zapis na sąd polubowny (zawarty w umowie) krajowych zasad porządku publicznego.

Aby urzeczywistnić ochronę zamierzoną przez Dyrektywę 93/13, jak wskazuje TSUE, brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważony jedynie poprzez czynną interwencję podmiotu niebędącego stroną umowy (zob. m.in. C-40/08 Asturcom Telecomunicaciones, pkt 31). Sąd krajowy zobowiązany jest więc do zbadania z urzędu, czy postanowienia umowne wchodzące w zakres stosowania Dyrektywy 93/13 mają charakter nieuczciwy i po dokonaniu takiego badania ma obowiązek zniwelować brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą (zob. m.in. C-40/08 Asturcom Telecomunicaciones, pkt 32). Brak czynnej interwencji sądu przesądza o braku możliwości podjęcia przez konsumenta obrony przeciwko przedsiębiorcy, a zatem o braku możliwości należytego działania strony w procesie ze względu na rażące naruszenie obowiązków proceduralnych ciążących na sądzie krajowym. Konsument tylko wówczas nie zostałby pozbawiony możliwości działania i obrony swoich praw (wywiedzionych z Dyrektywy 93/13) w procesie przeciwko przedsiębiorcy, gdyby sąd krajowy zniwelował, poprzez swoją czynną interwencję, zgodnie z orzecznictwem TSUE, nierównowagę stron, która w świetle orzecznictwa TSUE występuje automatycznie między konsumentem i przedsiębiorcą w umowach wchodzących w zakres Dyrektywy 93/13.

W świetle tego sąd dopuścił się rażącego naruszenia krajowego prawa procesowego oraz standardów ochrony praw konsumenta wynikających z dyrektyw unijnych. Obowiązki te wynikające ze szczególnej rangi przepisów naruszonych przez sąd krajowy (Dyrektywa 93/13 i zasada skutecznej ochrony sądowej) w połączeniu z zasadą równoważności i obowiązkiem dokonywania prounijnej wykładni krajowych przepisów proceduralnych dotyczących rozpoznawania spraw konsumenckich, powinny bowiem prowadzić do wniosku, że brak przeprowadzenia z urzędu testu abuzywności postanowień umownych, niepoinformowanie stron o wynikach przeprowadzonej przez siebie kontroli postanowień umownych i w rezultacie uniemożliwienie konsumentowi przedstawienia stanowiska w przedmiocie abuzywności postanowień umownych, stanowi w świetle prawa krajowego – art. 316 § 1 k.p.c. – rażące naruszenie przepisów proceduralnych mających rangę porządku publicznego. Powinno to znaleźć odzwierciedlenie w odpowiedniej wykładni art. 316 § 1 k.p.c., umożliwiającej pozwanym podjęcie skutecznej obrony przeciwko klauzulom abuzywnym, co nie było możliwe ze względu na błąd popełniony przez sąd krajowy.

V.510.83.2020

Sąd błędnie podzielił spadek. Kolejna skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-03-30
  • Zamiast połowy spadku po żonie sąd niezgodnie z przepisami zasądził wdowcowi jedynie 1/3
  • Wadliwie ustalił także udziały pozostałych spadkobierców - przyznał im łącznie 2/3 spadku, choć mógł tylko połowę
  • Sąd uwzględnił bowiem wniosek stron, nie badając rzeczywistego stanu prawnego
  • W ten sposób naruszył nie tylko przepisy Kodeksu cywilnego, ale także i Konstytucji

Rzecznik Praw Obywatelskich składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Tylko tak można bowiem naprawić błąd sądu, który uszczuplił prawa majątkowe wdowca, a zarazem zawyżył je wobec dalszych spadkobierców (rodzica i siostrzeńca).

Różnego rodzaju błędy sądów w postanowieniach spadkowych są przedmiotem dużej części ponad 60 dotychczas złożonych skarg nadzwyczajnych Rzecznika.

Historia sprawy

W 2012 r. Sąd Rejonowy stwierdził, że spadek po zmarłej nabyli na podstawie ustawy: jej mąż, ojciec oraz siostrzeniec – po 1/3 udziału każdy. Nikt nie złożył apelacji, postanowienie uprawomocniło się.

Wniosek osoby potencjalnie zainteresowanej dziedziczeniem po mężu spadkodawczyni, dotyczący zmiany postanowienia spadkowego, też został prawomocnie oddalony.

A skarga o stwierdzenie niegodności z prawem tego postanowienia spadkowego została odrzucona przez Sąd Najwyższy.

Zaskarżone postanowienie nie może być uchylone lub zmienione w trybie innych nadzwyczajnych środków zaskarżenia.

Argumenty RPO

Rzecznik wnosi, aby SN uchylił postanowienie Sądu Rejonowego i stwierdził że spadek na podstawie ustawy nabyli: mąż (w 1/2 części) oraz  ojciec i  siostrzeniec (po 1/4 części).

Zaskarżonemu postanowieniu RPO zarzucił:

  • rażące naruszenie prawa materialnego - poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 933 § 1 kodeksu cywilnego. Polegało to na przyjęciu, że maż spadkodawczyni, dziedziczący w zbiegu z jej rodzicem oraz zstępnym siostry, nabył spadek po zmarłym na podstawie ustawy w 1/3 części, podczas gdy według art. 933 § 1 k.c. udział spadkowy małżonka, który dziedziczy w zbiegu z rodzicami, rodzeństwem i zstępnymi rodzeństwa spadkodawcy, wynosi zawsze połowę spadku;
  • rażące naruszenie prawa materialnego - poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 932 § 2 zd. 1, § 4 i § 5 Kc. Polegało to na przyjęciu, że rodzic i siostrzeniec spadkodawczyni nabyli spadek na podstawie ustawy w łącznej wysokości 2/3 części. Tymczasem zgodnie z przepisami k.c. - wobec braku zstępnych spadkodawczyni i gdy jeden z rodziców spadkodawczyni nie dożył otwarcia spadku - udziały przypadające spadkobiercom, którzy znajdują się w dalszych kręgach dziedziczenia ustawowego (rodzicowi oraz siostrzeńcowi, dziedziczącym razem z mężem spadkodawczyni), wynoszą łącznie połowę spadku;
  • rażące naruszenie prawa procesowego - poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 670 i art. 677 § 1 Kpc. Polegało to na wydaniu postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku zgodnie z treścią wniosku uczestników postępowania, bez zbadania rzeczywistego stanu prawnego co do wielkości udziałów przypadających każdemu ze spadkobierców. A art. 670 i 677 § 1 Kc obligują sąd do badania z urzędu kręgu spadkobierców i sposobu dziedziczenia.

Uchybienie sądu jest rażące i oczywiste, zauważalne bez pogłębionej analizy. Art 933 § 1 Kc stanowi bowiem: „Udział spadkowy małżonka, który dziedziczy w zbiegu z rodzicami, rodzeństwem i zstępnymi rodzeństwa spadkodawcy, wynosi połowę spadku.” Tymczasem zaskarżone postanowienie przyznaje małżonkowi jedną trzecią spadku.

Z uchybieniem tym pozostaje w związku rażące naruszenie Kc. Skoro sąd stwierdził nabycie spadku przez małżonka spadkodawczyni w części zaniżonej, to jednocześnie zawyżona część spadku przypadła pozostałym spadkobiercom: rodzicowi i synowi siostry zmarłej.

Według przepisów udziały przysługujące krewnym spadkodawcy  (jego rodzicom, rodzeństwu i zstępnym rodzeństwa) łącznie wynoszą połowę całości spadku - bez względu na to, ilu krewnych i z którego kręgu będzie  dziedziczyć. Tymczasem na podstawie zaskarżonego postanowienia dalsi krewni spadkodawczyni nabyli spadek w łącznej wysokości stanowiącej dwie trzecie spadku.

Uchybienie wynika z faktu, że sąd ograniczył się do uwzględnienia zgodnego wniosku stron, bez zbadania rzeczywistego stanu prawnego. A już sam pierwotny wniosek wadliwie określał wielkość udziałów przypadających poszczególnym spadkobiercom.

Sąd ten błąd powielił. Tym samym rażąco uchybił przepisom, które obligowały go do zbadania sposobu dziedziczenia z urzędu, szczególnie pod kątem zgodności z przepisami prawa materialnego -  niezależnie od tego, na co wskazywali uczestnicy postępowania.

Doprowadziło to do sytuacji, w której postanowienie spadkowe jest sprzeczne z rzeczywistym stanem prawnym. W efekcie spadkobiercy są w stanie niepewności prawnej co do wielkości przysługujących im praw spadkowych, a w konsekwencji - co do możliwości swobodnego dysponowania udziałami spadkowymi.

Dlatego wyeliminowanie wadliwego postanowienia leży w interesie wszystkich spadkobierców - również tych, którym sąd przyznał wyższy udział spadkowy niż wynikający z ustawy.

Sąd naruszył także konstytucyjne zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego, wywodzone z art. 2 Konstytucji oraz konstytucyjne prawo do dziedziczenia, chronione w art. 21 ust. 1 i 64 ust. 1 i 2 Konstytucji.

Kierując się uchwałą z 23 stycznia 2020 r. połączonych trzech Izb SN, RPO składa skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN (tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego).

IV.7000.126.2018

Nakaz zapłaty za czynsz za mieszkanie opuszczone w dzieciństwie. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-03-30
  • Pani Elżbieta ma zapłacić 30 tys. zł zaległości za mieszkanie, w którym od czwartego roku życia nie mieszkała. W wieku czterech lat została umieszczona w rodzinie zastępczej i od tej chwili nie miała kontaktu z matką, która doprowadziła do zadłużenia lokalu.
  • Sąd wydał nakaz zapłaty na podstawie dokumentów dostarczonych przez zarządcę budynku. Żaden z tych dokumentów nie wskazywał, że pani Elżbieta mieszkała w zadłużonym mieszkaniu.
  • Pani Elżbieta dopiero po latach dowiedziała się o zasądzonym długu, a próby jego uchylenia okazały się bezskuteczne.

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego wskazując, że nakaz zapłaty narusza rażąco prawo i godzi w zasadę sprawiedliwości społecznej. Obciąża panią Elżbietę długiem, za który nie ponosi odpowiedzialności. Obowiązek zapłaty odszkodowania za zajmowanie lokalu bez tytułu prawnego ponoszą osoby zajmujące lokal, a pani Elżbieta od czwartego roku życia nie mieszkała z matką. To ona doprowadziła do zadłużenia mieszkania.

Stan faktyczny sprawy

Matka pani Elżbiety wraz z konkubentem nie płaciła za mieszkanie. Przez to zadłużyła się i straciła prawo najmu. Gmina naliczyła odszkodowanie za zajmowanie lokalu bez tytułu prawnego, a następnie wystąpiła z pozwem o zapłatę. W pozwie oprócz matki i jej partnera wskazała jako dłużnika solidarnego również panią Elżbietę.

Sąd rejonowy na posiedzeniu niejawnym wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Zasądził solidarnie od pozwanych – matki pani Elżbiety, konkubenta i pani Elżbiety – na rzecz gminy prawie 30 tys. zł.

Pani Elżbieta po latach dowiedziała się o nakazie zapłaty i podjęła działania na rzecz jego zaskarżenia. Wskutek braku znajomości procedury i niefortunnych okoliczności nie przyniosły one rezultatu.

Zarzuty skargi RPO

Rzecznik zaskarżył nakaz zapłaty w zakresie dotyczącym pani Elżbiety i wniósł o oddalenie powództwa co do niej.  Orzeczeniu zarzucił:

  • rażące naruszenie art. 499 pkt 2 k.p.c., gdyż w ocenie Rzecznika zgromadzone w aktach sprawy materiały procesowe – w świetle prawa materialnego, które determinuje niezbędne ustalenia faktyczne – nie były wystarczające do wydania nakazu zapłaty w tej sprawie;
  • rażące naruszenie prawa materialnego, tj. art. 18  ust. 1  ustawy o ochronie praw lokatorów… poprzez jego niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, że pozwana odpowiada solidarnie wraz z matką i jej konkubentem za zapłatę długu, mimo jej niezamieszkiwania od dziecka w tym lokalu;
  • oczywistą sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego. Sprzeczność ta polega na tym, że sąd nie mając żadnego oparcia w twierdzeniach pozwu, ani też w materiale dowodowym ustalił, że pozwana zajmowała lokal, którego dotyczył dług. W ocenie Rzecznika sprzeczność ustaleń sądu z treścią zebranego (w istocie załączonego do pozwu) materiału dowodowego jest konsekwencją rażącego naruszenia art. 233 § 1 k.p.c.

Rzecznik zarzucił ponadto naruszenie zasad oraz wolności i praw człowieka i obywatela: konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji, oraz chronionego w ramach art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji prawa do sądowej ochrony własności i praw majątkowych pozwanej - z powodu wydania nakazu zapłaty wobec niej.

Wbrew treści art. 18 ust. 1 ustawy o ochronie praw lokatorów pani Elżbieta obciążona została zapłatą długu, mimo, że nie spełnia przesłanki zamieszkiwania w lokalu. W wieku czterech lat opuściła mieszkanie i nigdy później w nim nie mieszkała. Powód nie wykazał jakiegokolwiek związku pani Elżbiety z mieszkaniem, a mimo to sąd wydał nakaz zapłaty.

Prawo polskie przewiduje, że jedynie osoby, które nie opuszczą lokalu po utracie uprawnień do jego zajmowania, są obowiązane wnosić odszkodowanie. Pozwana mogła zatem pozostawać w przekonaniu, że w świetle prawa nie spotkają jej żadne konsekwencje finansowe związane z lokalem, w którym nie mieszka odkąd skończyła cztery lata. Na skutek jednak nierzetelnych i arbitralnych działań organu stosującego prawo, mimo istniejących wątpliwości co do spełnienia istotnych przesłanek prawa materialnego, organ państwowy powołany do sprawowania wymiaru sprawiedliwości, wydał nakaz zapłaty, który obciąża pozwaną obowiązkiem zapłaty długu, za który nie powinna ponosić odpowiedzialności. Ustawa gwarantowała pozwanej ochronę przed obciążeniem jej odpowiedzialnością finansową, wbrew której sąd wydał nakaz zapłaty bez wcześniejszego przeprowadzenia rzetelnego procesu zarówno co do faktów, jak i prawa, zapewniającego dojście do prawdy materialnej.

Stąd koniecznym – w ocenie Rzecznika - jest przywrócenie konstytucyjnego ładu prawnego poprzez wyeliminowanie z obrotu prawnego niesprawiedliwego nakazu zapłaty. Niesprawiedliwość tę pogłębia fakt, że pani Elżbieta (bez podstaw prawnych) została obciążona długiem rodziców, którzy nie wywiązywali się ze swoich obowiązków rodzicielskich względem niej, skutkiem czego ich władza rodzicielska została ograniczona, a pozwaną wychowała babcia. Pozwana została nie tylko już jako malutkie dziecko pozbawiona wsparcia ze strony rodziców, lecz dodatkowo ciąży na niej obecnie obowiązek spłaty ich długów, do czego nie zobowiązywały ja obowiązujące przepisy i co stanowi dla niej istotny ciężar, praktycznie na starcie samodzielnego życia.

Zaskarżony nakaz zapłaty stanowi więc przykład orzeczenia rażąco niesprawiedliwego, łamiącego elementarne standardy demokratycznego państwa prawnego, co przemawia za odstąpieniem w tym wypadku od zasady stabilności prawomocnych orzeczeń sądowych. Nie można bowiem bronić stabilności orzeczenia nakazującego spełnienie świadczenia bez uzasadnionej podstawy prawnej.

Pozwana nie dysponuje obecnie żadnym środkiem zaskarżenia umożliwiającym wyeliminowanie nakazu zapłaty. Jedynym środkiem, który może odwrócić skutki prawne krzywdzącego nakazu zapłaty jest skarga nadzwyczajna złożona przez Rzecznika.

IV.511.423.2019

Spór o klauzule spreadowe w umowie „frankowej”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-29
  • Państwo M. dowodzili przed sądem, że ich "frankowa" umowa kredytowa jest nieważna, bowiem bank wprowadził do niej niedozwolone  klauzule dotyczące przeliczania rat. Przegrali jednak.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego wskazując, że sąd źle zastosował standardy ochrony konsumenta obowiązujące w Unii Europejskiej. Sąd uznał bowiem, że klauzule o przeliczaniu rat nie dotyczą istoty kredytu, nie zauważył, że sposób napisania umowy przez bank nie pozwolił konsumentom zrozumieć, jakie są faktyczne skutki tych zapisów.
  • RPO wnosi o ponowne rozpoznanie tej sprawy, już przy zastosowaniu standardów europejskich

Przed kilkunastu laty państwo M. wzięli kredyt na mieszkanie. Kwota ustalona była we frankach (120 tys.), a wypłacona w złotówkach. Po dziesięciu latach państwo M. wystąpili do banku o rozliczenie. Uznali bowiem, że ich umowa jest nieważna ze względu na abuzywność klauzl spreadowych (dotyczących przeliczania rat w złotówkach przy użyciu kursu franka).

Sąd oddalił powództwo, ponieważ nie znalazł podstaw do uznania zapisów umowy kredytowej za abuzywne (niedozwolone) zgodnie z postanowieniami art. 3851 kodeksu cywilnego (który wdraża do polskiego prawa postanowienia europejskiej dyrektywy konsumenckiej 93/13). Sąd apelacyjny podzielił ustalenia sądu I instancji. W ocenie sądu II instancji nie doszło do naruszenia art. 3851§ 1 k.c., albowiem kwestionowana przez powodów klauzula regulująca tzw. spread walutowy nie określa głównego świadczenia stron, nie narusza rażąco interesów konsumentów i tym samym nie wypełnia przesłanek abuzywności..

RPO składa skargę nadzwyczajną dowodząc, że sąd II instancji rażąco naruszył prawo i źle zastosował przepisy. Podkreśla, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyjaśnił już, jak stosować dyrektywę 93/13 (czyli art. 3851§ 1 k.c.), by równoważyć pozycję przedsiębiorcy (banku) i konsumenta (kredytobiorcy).

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości, system ochrony ustanowiony przez Dyrektywę 93/13 opiera się na założeniu, iż konsument znajduje się w gorszym położeniu niż przedsiębiorca, zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i ze względu na stopień poinformowania, i w związku z tym godzi się na postanowienia umowne sporządzone uprzednio przez przedsiębiorcę, nie mając wpływu na ich treść (wyroki: z dnia 28 lipca 2016 r. w sprawie C-168/15 Pohotovos, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo; z dnia 30 kwietnia 2014 r. w sprawie C 26/13 Kásler i Káslerné Rábai, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo, a także z dnia 17 lipca 2014 r., C-169/14 Sánchez Morcillo i Abril García pkt 22).  Aby urzeczywistnić ochronę zamierzoną przez Dyrektywę 93/13, brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą musi więc zostać zrównoważony przez sąd  (zob. m.in. C-40/08 Asturcom Telecomunicaciones, pkt 31).

Rzecznik wskazał też, że w orzecznictwie Trybunału klauzule indeksacyjne klasyfikowane są jako postanowienia dotyczące głównego świadczenia stron (C-26/13 Kásler i Káslerné Rábai pkt 68; wyrok z dnia 20 września 2017 r., Andriciuc, C-186/16, pkt 35-38, 41; C-260/18 Dziubak, pkt 44), podlegające reżimowi art. 4 ust. 2 Dyrektywy 93/13.

Postanowienia takie nie podlegają więc kontroli pod względem abuzywności tylko, jeżeli są transparentne. Transparentność rozumiana jest przez Trybunał jako wyrażenie postanowienia prostym i zrozumiałym językiem (wyrok z dnia 3 czerwca 2010 r., Caja de Ahorros y Monte de Piedad de Madrid, C-484/08, pkt 32), który to wymóg – jak wynika z orzecznictwa TSUE - znajduje zastosowanie również do postanowień dotyczących „głównego przedmiotu umowy” w rozumieniu art. 4 ust. 2 (Andriciuc i in. C-186/16, pkt 43; Kásler i Káslerné Rábai C-26/13, pkt 68).

Ponieważ ustanowiony przez Dyrektywę 93/13 system ochrony opiera się na założeniu, iż konsument jest stroną słabszą niż przedsiębiorca, między innymi ze względu na stopień poinformowania, wymóg wyrażenia warunków umownych prostym i zrozumiałym językiem, i w konsekwencji zapewnienia przejrzystości, nie jest zawężony, zgodnie z orzecznictwem Trybunału, do zrozumiałości postanowień pod względem formalnym i gramatycznym. Wymóg ten podlega wykładni rozszerzającej (wyroki: Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 71-72; z dnia 9 lipca 2015 r., Bucura, C348/14, pkt 52; Andriciuc i in., C-186/16, pkt 44, z dnia 3 marca 2020 r., Gómez del Moral Guasch, C-125/18, pkt 47, 50). Oznacza to, że umowa powinna przedstawiać w sposób przejrzysty konkretne działanie mechanizmu, do którego odnosi się ów warunek, a także, w zależności od przypadku, związek między tym mechanizmem a mechanizmem przewidzianym w innych warunkach, tak by konsument był w stanie oszacować, w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria, wypływające dla niego z tej umowy konsekwencje ekonomiczne (wyroki: Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 75; z dnia 23 kwietnie 2015, Van Hove, C-96/14, pkt 50; Andriciuc i in., C-186/16, pkt 45). Sąd krajowy zobowiązany jest więc ustalić, z uwzględnieniem ogółu okoliczności zawarcia umowy, do których zaliczają się formy reklamy i informacji stosowane przez kredytodawcę w procesie negocjacji umowy kredytu (wyroki: Andriciuc i in., C-186/16, pkt 46; z dnia 26 lutego 2015 r., Matei, C143/13, pkt 75), czy konsumentowi podano wszystkie informacje mogące mieć wpływ na zakres jego obowiązków i pozwalające mu ocenić, między innymi, całkowity koszt kredytu.

W ramach tej oceny sąd krajowy zobowiązany jest sprawdzić

  • po pierwsze, czy klauzule umowne zostały wyrażone prostym i zrozumiałym językiem, w taki sposób, że umożliwiają przeciętnemu konsumentowi (konsumentowi właściwie poinformowanemu oraz dostatecznie uważnemu i rozsądnemu) na ocenę tego kosztu,
  • i po drugie, okoliczność związaną z brakiem podania w umowie kredytu informacji uważanych w świetle charakteru towarów i usług będących jego przedmiotem za istotne (wyroki: Andriciuc i in. C-186/16, pkt 47; Bucura C-348/14, pkt 66).

Z utrwalonego orzecznictwa Trybunału wynika, że dla konsumenta fundamentalne znaczenia ma poinformowanie go przed zawarciem umowy o warunkach umownych i skutkach zawarcia umowy. To w szczególności na podstawie tej informacji konsument podejmuje decyzję, czy zamierza związać się warunkami sformułowanymi uprzednio przez przedsiębiorcę (wyroki: z dnia 21 marca 2013 r., RWE Vertrieb, C-92/11, pkt 44; Kásler i Káslerné Rábai C-26/13, pkt 70; Gutiérrez Naranjo i in. C-154/15, C307/15 i C-308/15, pkt 50; z dnia 20 września 2017, Andriciuc i in. C-186/16, pkt 48; Gómez del Moral Guasch C-125/18, pkt 49). Trybunał podkreślił, że w odniesieniu do kredytów w walutach instytucje finansowe muszą zapewniać kredytobiorcom informacje wystarczające do podejmowania przez kredytobiorców świadomych i rozważnych decyzji oraz powinny wyjaśniać co najmniej, jak na wysokość raty kredytu wpłynęłyby silna deprecjacja środka płatniczego państwa członkowskiego, w którym kredytobiorca ma miejsce zamieszkania lub siedzibę, i wzrost zagranicznej stopy procentowej (Andriciuc i in. C-186/16, pkt 49).

Oznacza to, jak wyjaśnił TSUE (Andriciuc i in. C-186/16, pkt 50), że:

  • po pierwsze, kredytobiorca musi zostać jasno poinformowany, że podpisując umowę kredytu w obcej walucie, ponosi pewne ryzyko kursowe, które z ekonomicznego punktu widzenia może okazać się dla niego trudne do udźwignięcia w przypadku dewaluacji waluty, w której otrzymuje wynagrodzenie.
  • po drugie, bank musi przedstawić ewentualne wahania kursów wymiany i ryzyko wiążące się z zaciągnięciem kredytu w walucie obcej, zwłaszcza w przypadku, gdy konsument będący kredytobiorcą nie uzyskuje dochodów w tej walucie.

Do sądu krajowego należy zatem ustalenie, czy przedsiębiorca przedstawił zainteresowanym konsumentom wszelkie istotne informacje pozwalające im ocenić, jakie konsekwencje ekonomiczne ma dla ich zobowiązań finansowych warunek taki, jak ów rozpatrywany w postępowaniu głównym.

Co istotne z orzeczeń tych wypływa wniosek, że w ocenie TSUE nie jest możliwe odrywanie klauzuli ryzyka walutowego (wyrażonej czy to przez indeksację czy też denominację) od mechanizmu przeliczania waluty krajowej na walutę obcą. Trybunał Sprawiedliwości kwalifikuje bowiem konsekwentnie klauzule dotyczące ryzyka wymiany, do których zalicza także sposób ustalania kursu wymiany, jako klauzule określające główny przedmiot umowy kredytu zarówno denominowanego, jak i indeksowanego (wyroki: Dziubak C-260/18, pkt 44; Dunaj C-118/17, pkt 48, 49, 52; OTP Bank i OTP Faktoring C-51/17, pkt 68).

Dlatego m.in. RPO wnosi o ponowne rozpatrzenie sprawy państwa M., a wyrokowi w ich sprawie zarzuca rażące naruszenie prawa materialnego, tj.:

  1. art. 3851 § 1 i 2 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1740, z późn. zm., dalej: k.c.) w zw. z art. 3851 § 3 k.c. – poprzez jego błędną wykładnię polegającą na uznaniu, że:
  • klauzule regulujące tzw. spread walutowy nie określają głównego świadczenia stron umowy kredytu bankowego,
  • klauzula zawarta w § 1 ust. 2 COU nie narusza rażąco interesu konsumenta, co w konsekwencji doprowadziło Sąd Okręgowy w Warszawie do odmowy uznania kwestionowanych przez powodów klauzul umownych za niedozwolone;
  1. art. 58 § 1 k.c. poprzez jego niezastosowanie, wyrażające się w nieprzeprowadzeniu badania, czy umowa kredytu jest ważna i wykonalna, jeżeli dokona się z niej eliminacji klauzul niedozwolonych zgodnie z treścią 3851 § 1 k.c.;
  2. art. 410 § 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c. poprzez jego niezastosowanie i niedokonanie wzajemnego rozliczenia stron.

RPO zaskarżonemu wyrokowi zarzuca też  naruszenie art. 2, art. 45 ust. 1 i art. 76 Konstytucji.

V.510.18.2019

Kobiety protestowały przeciw faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości. SN uniewinnił je po kasacji RPO

Data: 2021-03-26
  • Celem kobiet protestujących na Marszu Niepodległości w 2017 r. było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec symboli i haseł propagujących niebywale szkodliwą i niedemokratyczną ideologię
  • Tak uznał Sąd Najwyższy, uniewinniając na wniosek RPO dwie kobiety, które w 2017 r. usiadły w proteście na trasie marszu. Ciążył na nich wyrok za "przeszkadzanie" temu zgromadzeniu
  • SN podkreślił, że kilka kobiet nie mogło zakłócić zgromadzenia kilkudziesięciu tysięcy osób

Sąd Najwyższy 9 lutego 2021 r. (sygn. akt II KK 431/20) uznał kasację Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść obu kobiet za „oczywiście zasadną”.

Historia sprawy

11 listopada 2017 r. na trasie Marszu Niepodległości w Al. Jerozolimskich stanęła grupa kobiet. Trzymały transparent „Stop faszyzmowi”;  wykrzykiwały też hasła „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”. Potem  usiadły na jezdni.

W tej sytuacji uczestnicy marszu omijali siedzące kobiety. Wielu było agresywnych: szarpano je, obrażano i kopano. W końcu zostały wyniesione przez uczestników z ulicy. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. Opinię społeczną zbulwersował zwłaszcza fragment uzasadnienia, że w ten sposób manifestujący "okazywali niezadowolenie". RPO interweniował  w tej sprawie w prokuraturze.

Policja zarzuciła zaś kobietom wykroczenie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

27 września 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym (czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych) uznał dziewięć protestujących za winne tego, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami usiłowały przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia w ten sposób, że usiadły na trasie przemarszu, czym utrudniały przemieszczanie się jego uczestników”.

W stosunku do dwóch kobiet wyrok nakazowy uprawomocnił się. Siedem pozostałych wniosło skuteczne sprzeciwy od wyroku.

24 października 2019 r. Sąd Rejonowy uniewinnił je. Podkreślił, że ich zachowanie nie było wykroczeniem. Stanowiło bowiem przejaw pokojowej manifestacji poglądów w przestrzeni publicznej. Sąd wskazał, że należy to oceniać w perspektywie konstytucyjnie gwarantowanej wolności wyrażania poglądów, co jest podstawowym prawem człowieka.

Argumentacja kasacji RPO

Zachowanie  obwinionych, polegające na tym, że usiadły na jezdni wspólnie z innymi na trasie marszu, nie  wyczerpywało znamion wykroczenia. Było to bowiem wypowiedzią symboliczną w ważnej kwestii społecznej i mieściło się w ramach wolności prawnie chronionej.

 "Przeszkadzanie” lub” „usiłowanie przeszkodzenia” musi mieć charakter bezprawny. Dlatego wykładnia tego przepisu Kw musi uwzględniać istotę wolności wyrażania poglądów. A jest ona chroniona i konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji), i konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wśród sytuacji chronionych w ramach wolności wyrażania poglądów i przekazywania informacji mieszczą się także: prezentacja symboli oraz wypowiedzi w formie zachowania wyrażającego protest.

W sprawach dotyczących wolności wypowiedzi ETPCz wielokrotnie stwierdzał, że kwestie będące w zainteresowaniu społecznym, stanowiące wyraz indywidualnych przekonań politycznych, mogą być wyrażane nawet poprzez działania kontrowersyjne i o prowokującym charakterze.

Czynu obwinionych, które usiadły na jezdni, nie można traktować jako oderwanego od zachowań bezpośrednio go poprzedzających, czyli trzymania transparentu „Stop faszyzmowi” oraz wznoszenia okrzyków: „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”.

W ocenie RPO każde z tych zachowań stanowiło wypowiedź o różnej formie. To, że kobiety usiadły na trasie marszu, było niewerbalną i symboliczną wypowiedzią stanowiącą protest przeciwko ideologii faszystowskiej.

W chwili wydawania wyroku nakazowego powszechnie znany był fakt, że wśród uczestników marszu były osoby niosące transparenty o treściach ksenofobicznych, flagi z tzw. „ krzyżem celtyckim" czy znakiem „czarnego słońca” - symbolami utożsamianymi z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i supremację białej rasy.

Nie można zatem traktować zachowania obwinionych jako nakierowanego na utrudnianie przemieszczania się uczestników marszu. Celem tego zachowania było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie Marszu Niepodległości haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię.

Dlatego też trudno mówić o jakiejkolwiek, nawet znikomej, szkodliwości społecznej działania obwinionych, co także przemawia za ich uniewinnieniem.

Oczywiste jest zaś, że obwinione nie dążyły bezpośrednio do przeszkodzenia w przebiegu marszu. Przeciwko faszyzmowi protestowało dziewięć kobiet, a w tym miejscu i czasie uczestników marszu było zapewne kilkanaście tysięcy.

Wyrok SN i jego uzasadnienie

Kasacja jako zasadna w stopniu oczywistym podlegała uwzględnieniu na posiedzeniu bez udziału stron w trybie art. 535 § 5 k.p.k.  – orzekło troje sędziów SN. Uznali, że doszło do obrazy wskazanego w kasacji przepisu prawa materialnego.

11 listopada 2017 r. w Warszawie odbywało się zgromadzenie cykliczne „Marsz Niepodległości 2017”, na zorganizowanie którego zgodę wyraził 6 listopada 2017 r. Wojewoda Mazowiecki. Obwinione oraz siedem innych ustalonych kobiet, które również były obwinionymi w tej sprawie, początkowo szły w tym Marszu Alejami Jerozolimskimi, a około godz. 16.30, przed wejściem na Most Poniatowskiego, wszystkie odwróciły się, stanęły w szeregu i rozwinęły transparent „STOP FASZYZMOWI” oraz zaczęły wykrzykiwać hasła przeciwko faszyzmowi.

Obwinione, w wyniku agresywnego zachowania się wobec nich niektórych osób, usiadły na ulicy trzymając w dalszym ciągu transparent. Uczestnicy tego Marszu zaczęli omijać siedzące kobiety z obu stron, a po chwili zostały one usunięte z ulicy na pobocze. W Marszu tym uczestniczyło, jak podają różne źródła od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób. Wśród tych osób znajdowały się osoby niosące transparenty o treści ksenofobicznej, flagi z tzw. „krzyżem celtyckim” czy też znakiem „czarnego słońca”, a więc z symbolami  utożsamianymi jednoznacznie z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i neonazizm oraz wznoszące okrzyki nawołujące do nienawiści i supremacji białej rasy.

W tej sytuacji faktycznej, analizując zachowanie (…) należy stwierdzić, że ich czyn nie zawiera znamion wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 k.w. Zgodnie z tym przepisem „kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia” podlega karze ograniczenia wolności lub grzywny.

Nie sposób natomiast potraktować zachowania obwinionych jako zmierzającego bezpośrednio i to w sposób bezprawny, do przeszkodzenia w przebiegu Marszu. Przy ocenie czynu obwinionych nie można bowiem pomijać tego, że ich zachowanie nie mogło w żaden sposób spowodować jakiegokolwiek istotnego zakłócenia w jego przebiegu skoro obwinione stanowiły zaledwie kilkuosobową grupę, a w zgromadzeniu brało udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Uczestnicy Marszu bez żadnego też trudu omijali z obu stron siedzące na ulicy kobiety.

Przede wszystkim jednak należy uznać, że zachowanie obwinionych stanowiło przejaw pokojowej manifestacji swoich poglądów w przestrzeni publicznej, którego celem było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie zgromadzenia „Marsz Niepodległości” wskazanych powyżej symboli i haseł propagujących niebywale szkodliwą i niedemokratyczną ideologię.

Zachowanie to należy oceniać w perspektywie prawnie zagwarantowanej wolności do wyrażania swoich poglądów. Wolność wypowiedzi jest niewątpliwie jednym z najważniejszych praw każdego człowieka i bez niego trudno wręcz wyobrazić sobie funkcjonowanie jednostki w społeczeństwie i dlatego też znalazło swoje oparcie w art. 54 Konstytucji RP oraz ratyfikowanych przez Polskę umowach międzynarodowych, w tym w art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności czy Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

W swoim orzecznictwie również Europejski Trybunał Praw Człowieka zwraca uwagę na to, jak ważna jest dla każdego obywatela swoboda wypowiedzi w państwie demokratycznym i to nie tylko na gruncie prywatnym, ale też w sferze publicznej. Z uwagi na to, że (…) nie popełniły przypisanego im czynu, a zatem ich skazanie było oczywiście niesłuszne, konieczne było uchylenie zaskarżonego wyroku nakazowego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z 27 września 2018 r. i uniewinnienie ich od popełnienia przypisanego im wykroczenia z art. 52 § 2 pkt 1 k.w.

II.510.664.2020

Zwolnienie samorządowca bez zgody rady powiatu. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-26
  • Samorządowiec został zwolniony z pracy, mimo że jego rada nie wyraziła na to zgody. Sądy uznały, że rada za długo zwlekała z decyzją i utrzymały decyzję pracodawcy o zwolnieniu.
  • RPO w skardze nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego dowodzi, że sądy popełniły błąd. Domniemanie, że brak decyzji rady w ciągu 30 dni uznaje się za zgodę na zwolnienie, jest złe.
  • W ustawie o samorządzie powiatowym nie ma takiego terminu, a prawo musi chronić samorządowca przed zwolnieniem, by mógł on skutecznie wykonywać swoją funkcję.

Pan W. został zwolniony z pracy mimo że – jako radnego – obejmowała go ochrona. Nie można go było zwolnić bez zgody rady powiatu.

Pracodawca pana W. tłumaczył, że wystąpił do samorządu o zgodę na zwolnienie pana W., ale nie doczekał się odpowiedzi i w końcu wypowiedzenie wręczył. Tymczasem Rada – już po tym wypowiedzeniu – podjęła uchwałę, że nie zgadza się na zwolnienie radnego.

Pan W. skierował sprawę do sądu pracy, ten jednak nie przyznał mu racji. Wprawdzie jako radny był objęty ochroną, ale nie można zakładać, że samorządowcy mają niegraniczenie długi czas na podejmowanie uchwały w sprawie zwolnienia radnego. Sąd powołał się na uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z 19 kwietnia 2006 r. w sprawie II PK 135/05 i wywiódł z niego, że czas na podjęcie decyzji przez radę wynosi 30 dni. Zatem radni spóźnili się a pracodawca miał prawo zwolnić pana W.

Sąd II instancji oddalił apelację pana W. Stwierdził, że rada miasta lub gminy jest obowiązana do wydania uchwały w przedmiocie zgody lub odmowy na rozwiązanie stosunku pracy z radnym w terminie 30 dni od otrzymania wniosku pracodawcy w tym przedmiocie. Jeżeli po upływie tego terminu nadal nie ma odpowiedzi rady, oznacza to, że organ w pełni zaaprobował wniosek pracodawcy, który ma wówczas prawo rozwiązania stosunku pracy z radnym. Jednocześnie - co bardzo istotne - sąd II instancji nie podzielił argumentacji pana W., iż wskazany w art. 77b ustawy o samorządzie powiatowym termin dotyczy wyłącznie kwestii zajęcia stanowiska przez radę powiatu w stosunkach pomiędzy organami samorządu terytorialnego. Zdaniem sądu odwoławczego brak określonego terminu do zajęcia stanowiska przez organ samorządu terytorialnego prowadziłby do stanu niepewności prawnej i stwarzałby realne zagrożenie dla interesów zarówno pracownika jak i pracodawcy. Pracodawca zatrudniający radnego zostałby zmuszony do oczekiwania na zajęcie stanowiska przez radę w dowolnie wybranym i nieoznaczonym terminie. W konsekwencji taki stan rzeczy mógłby powadzić do sytuacji, w której organ samorządu terytorialnego w ogóle nie podejmuje stosownej uchwały, a pracodawca nie ma możliwości rozwiązania stosunku pracy z pracownikiem będącym jednocześnie radnym.

RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że to rozumowanie sądu II instancji jest błędne: Rozwiązanie z radnym stosunku pracy wymaga uprzedniej zgody rady. Brak decyzji w ciągu 30 dni nie jest tożsame z wyrażeniem tej zgody. Przepisy chroniące radnego przed zwolnieniem wprowadzono po to bowiem, by umożliwić mu skuteczne i bezpieczne sprawowania funkcji. Przyjęcie rozumowania sądu oznaczałoby, że niektórzy radni mogą w ogóle nie być chronieni przed zwolnieniem.

Rzecznik Praw Obywatelskich zarzuca wyrokowi w sprawie pana W. to, że zapadł z rażącym naruszeniem art. 22 ust. 2 ustawy z dnia 5 czerwca 1998 r. o samorządzie powiatowym (Dz. U. z 2001 r. Nr 142, poz. 1592 ze zm.) poprzez błędną jego wykładnię polegającą na przyjęciu nie znajdującego uzasadnienia w tym przepisie domniemania, że brak stanowiska rady powiatu w sprawie zamiaru rozwiązania stosunku pracy z powodem stanowi zgodę na rozwiązanie tego stosunku pracy.

Ponadto RPO zarzuca wyrokowi naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i prawa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP oraz zasady ochrony pracy wynikającej z art. 24 Konstytucji RP przejawiające się w nieudzieleniu ochrony prawnej stosunkowi pracy łączącemu powoda z pozwanym, pomimo, że nie wystąpiły opisane przez przepisy prawa warunki dopuszczalności rozwiązania stosunku pracy.

RPO kieruje skargę do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, by wątpliwości związane z mandatem tej ostatniej nie skomplikowały bardziej sytuacji pana W.

III.7043.36.2018

Nakaz zapłaty wydany na podstawie nieprawidłowych dokumentów. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-26
  • Fundusz sekurytyzacyjny zażądał przed kilkunastu laty od pana G. 10 tys. zł za niespłacony kredyt konsumpcyjny. Sąd w postępowaniu nakazowym wydał nakaz wydał.
  • Teraz RPO składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną dowodząc, że sąd popełnił poważne błędy, których ofiarą jest pan G.

Sprawa zaczęła się kilkanaście lat temu, ale pan G. podjął działania dopiero niedawno. Twierdzi, że o niczym nie wiedział, bo nie mieszka pod adresem, jakim dysponował sąd, poza tym jest osobą bardzo schorowaną i być może rodzina nie przekazała mu informacji.

RPO, który zbadał sprawę, znalazł w nich błędy: pełnomocnik instytucji finansowej nie miał właściwego pełnomocnictwa a podstawa do wydania nakazu zapłaty była niewystarczająca – sąd dysponował jedynie wyciągiem z ksiąg rachunkowych funduszu sekurytyzacyjnego.

Biorąc pod uwagę charakter postępowania nakazowego - fakt, iż jest to postępowanie odrębne, wprowadzające uproszczenie procedury, z uwagi na dochodzenie roszczenia bądź przyznanego przez pozwanego bądź udowodnionego dokumentem urzędowym, lub szczególnymi dokumentami wskazanymi konkretnie przez ustawodawcę w art. 485 k.p.c. – nie sposób przyjąć, aby możliwe było rozszerzanie katalogu dokumentów pozwalających na wydanie nakazu zapłaty, poza te, które są wskazane w art. 485 k.p.c.. Wyciąg z ksiąg rachunkowych funduszu sekurytyzacyjnego nie jest tam wymieniony.

Gdyby jednak nawet ten wyciąg wystarczal, to sąd winien był zbadać treść wyciągu. Nie jest bowiem wystarczające nadanie dokumentowi określonej nazwy, podpisanie go i opieczętowanie. Przedłożony przez przedstawiciela funduszu dowód nazwany „wyciągiem z ksiąg rachunkowych”, w rzeczywistości wyciągiem nie był – nie zawierał bowiem informacji pozwalających odnieść podane dane do treści ksiąg rachunkowych funduszu.

Składając skargę nadzwyczajną, Rzecznik wnosi o uchylenie zaskarżonego orzeczenia w całości i umorzenie postępowania w sprawie.

BPW.511.134.2020

Nakaz zapłaty 400 tys. zł za niespłacony kredyt "frankowy". Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-26
  • Państwo G. dostali sądowy nakaz zapłaty 400 tys. zł, bo tak bank wyliczył swą należność za niespłacony kredyt przeliczany do franka szwajcarskiego.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując na poważne naruszenie prawa przez sąd: powinien on zastosować standardy obowiązujące w Unii Europejskiej, a więc wyrównać szanse w sporze między bankiem a klientami.
  • Do obowiązków sądu należało sprawdzenie umowy, w tym ustalenie, czy należność wyliczona przez bank nie powstała w wyniku zastosowania klauzul niedozwolonych.

Państwo G. wzięli przed dziesięcioma laty 300 tys. zł kredytu denominowanego (waloryzowanego) frankiem szwajcarskim na budowę domu. Po pięciu latach przestali kredyt spłacać i bank wyliczył należność na 400 tys. zł. Na podstawie dokumentów z banku sąd wydał nakaz zapłaty. Uprawomocnił się, bo państwo G. nie wnieśli sprzeciwu w odpowiednim czasie.

Rzecznik Praw Obywatelskich wnosi skargę nadzwyczajną na korzyść państwa G. wskazując, że sąd nie mógł wydać nakazu zapłaty nie badając wcześniej samej umowy kredytu. Taki obowiązek wynika ze standardów przyjętych w Unii Europejskiej: europejski, a więc także polski, sąd rozstrzygając spór między przedsiębiorcą a konsumentem (stroną słabszą) musi tę dysproporcję zrównoważyć. Dlatego spoczywa na nim obowiązek zbadania umowy, jaką konsument zawarł z przedsiębiorcą, pod kątem klauzul niedozwolonych (abuzywnych). Dopiero na tej podstawie można ocenić, czy roszczenie przedsiębiorcy (banku) jest zasadne. Tymczasem polski sąd, wydając nakaz zapłaty bez rozprawy, w istocie wsparł działania przedsiębiorcy nakierowane na wykorzystanie słabszej pozycji konsumenta, który nie był w stanie się skutecznie bronić.

Rzecznik Praw Obywatelskich powołuje się tu na wskazówki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczących realizacji dyrektywy 93/13. Wskazuje, że sąd, przed którym prowadzone jest postępowanie nakazowe wobec konsumenta, obok przepisów kodeksu postępowania cywilnego, musi także z urzędu stosować przepisy mające na celu ochronę konsumenta.

RPO stwierdza, że nie badając umowy kredytowej sąd dopuścił się rażącego naruszenia prawa, ponieważ w umowie tej były zapisy niedozwolone.

W sprawie państwa G. przedstawiony im wzorzec umowny kształtował ich obowiązki w sposób niezgodny z zasadą równorzędności stron i jednocześnie został wprowadzony do umowy w takich okolicznościach, że w chwili podpisania umowy nie mieli oni możliwości ocenić jego ekonomicznych skutków. Klauzule zezwoliły bankowi na przeliczanie rat przy użyciu tabel kursowych wprowadzanych i ustalanych jednostronnie przez bank na które konsument nie ma żadnego wpływu. Z zapisów umowy kredytu nie wynika w żaden sposób, w jaki sposób kursy sprzedaży i kupna waluty znajdujące się w takich tabelach walut są ustalane. Stawiało to konsumenta w sytuacji bardzo niekorzystnej, gdyż de facto nie ma oni żadnej wiedzy, w jaki sposób ustalane są parametry danej tabeli, a co za tym idzie, w jaki sposób ustalana jest wysokość zobowiązania. Niezwykle istotnym jest to, iż umowa nie przewidywała żadnych ograniczeń w określaniu przez bank kursów w tabelach kursów obowiązujących w banku. Umowa pozostawiała bankowi w istocie dowolność w ustalaniu poziomu kursu walut obcych. Nie przewidywała żadnych kryteriów, wedle których miałby być ustalony kurs z tabeli, ani instrumentów, które mogłyby służyć kredytobiorcom do wpłynięcia na wysokość tego kursu.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje, że akceptacja praktyki orzeczniczej polegającej na wydawaniu nakazu zapłaty przeciwko konsumentom na podstawie samej tylko treści wyciągu z ksiąg bankowych przedstawionego przez przedsiębiorcę, bez kontroli treści umowy dołączonej do pozwu, na podstawie której doszło do jego wystawienia, może prowadzić do powstania mechanizmu obejścia Dyrektywy 13/93 i zagrozić zbiorowym interesom konsumentów.

Jak powinien był działać sąd?

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, sąd rozpoznając tę sprawę powinien był zastosować wytyczne wynikające z prawa UE:

  • Po stwierdzeniu braku transparentności postanowienia dotyczącego głównego przedmiotu umowy(czyli że konsumenci nie byli w stanie ocenić ekonomiczne skutki zawarcia umowy), sąd powinien przeprowadzić kontroli abuzywności.
  • Następnie powinien był poinformować strony o wynikach kontroli oraz umożliwić stronom wypowiedzenie się w tej sprawie.
  • Po stwierdzeniu abuzywności sąd powinien był określić, jaki wpływ usunięcie postanowień abuzywnych z umowy wywiera na możliwość dalszego obowiązywania umowy.

Ponieważ tak się nie stało, Rzecznik zarzuca sądowi, który wydał nakaz zapłaty, rażące naruszenie prawa poprzez jego niewłaściwe zastosowanie, polegające na:

  1. naruszeniu przepisu prawa materialnego art. 3851 § 1 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1740, dalej: k.c.) w zw. z art. 3851 § 3 k.c., poprzez jego niezastosowanie w sprawie w wyniku zaniechania zbadania istoty sprawy (treści umowy między przedsiębiorcą i konsumentami), a w konsekwencji niezbadanie z urzędu abuzywności klauzul zawartych w umowie kredytu, prowadzącego ostatecznie do odmowy przyznania ochrony uprawnionym konsumentom;
  2. naruszeniu przepisu prawa materialnego art. 58 § 1 k.c. poprzez jego niezastosowanie, wyrażające się w nieprzeprowadzeniu badania, czy umowa kredytu jest ważna, jeżeli dokona się z niej eliminacji klauzul niedozwolonych zgodnie z treścią 3851 § 1 k.c.

Na podstawie art. 89 § 1 UoSN zaskarżonemu nakazowi zapłaty zarzuca też naruszenie art. 2, art. 45 ust. 1, art. 76 i art. 64 ust. 1 Konstytucji.

V.510.157.2020

Nakaz zapłaty 700 tys. w sprawie kredytu „frankowego”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-26
  • Pani K. dostała z sądu nakaz zapłaty bankowi prawie 700 tys. kredytu – tak należność za niespłacony kredyt „frankowy” wyliczył bank.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego wnosząc o ponowne rozpatrzenie sprawy, tym razem z uwzględnieniem standardów obowiązujących w Unii Europejskiej, gdzie sądy mają obowiązek równoważyć prawa konsumentów i przedsiębiorców.
  • RPO wywodzi, że gdyby sąd zbadał umowę kredytową, stwierdziłby, że zawiera ona klauzule niedozwolone, powinna więc upaść, a strony powinny się rozliczyć. Przy czym biorąc pod uwagę to, co pani K. już zapłaciła bankowi, nie będzie to dla niej nadmiernie trudne – w grę nie może bowiem wchodzić 700 tysięcy., skoro bank pożyczył jej 400 tys.

Pani K. kilkanaście lat temu na zakup mieszkania wzięła 400 tys. zł kredytu waloryzowanego do franka szwajcarskiego. Kiedy po kilku latach przestała go spłacać, bank najpierw wezwał ją do zapłaty (nie odebrała przesyłki), a następnie wystąpił do sądu o nakaz zapłaty swojej wierzytelności. Sąd taki nakaz wydał. Pani K. znowu nie odebrała przesyłki, ale zgodnie z prawem poprawnie awizowana poczta uważana jest za doręczoną po upływie 10 dni. Wyrok się więc uprawomocnił, a komornik rozpoczął egzekucję z mieszkania pani K.

RPO zaskarżył wyrok sądu w drodze zażalenia, ale zostało ono przez sąd apelacyjny oddalone. Tymczasem bank sprzedał dług pani K firmie skupującej wierzytelności.

Standardy ochrony konsumenta w UE

Teraz RPO składa do Sądu Najwyższego skargę nadzwyczajną wskazując na poważne uchybienia w postępowaniu sądowym: sądy Unii Europejskiej, a więc sądy polskie, mają obowiązek ustalenia, czy dana sprawa ma charakter konsumencki, a jeśli tak jest – to muszą z urzędu zbadać, czy umowa zaproponowana przez przedsiębiorcę nie zawierała klauzul niedozwolonych (abuzywnych). Obowiązek zbadania przez sąd umowy nie wynika z wniosku pozwanego/pozwanej przed sądem, ale jest automatyczny – powstaje w momencie, gdy klient wchodzi w  spór z przedsiębiorcą. Klient jest bowiem stroną słabszą i sąd europejskie ma obowiązek tę nierównowagę nadrobić. Tak urzeczywistnia się należytą ochronę konsumenta w świetle unijnej Dyrektywy 93/13, która jest aktem o fundamentalnym znaczeniu dla ochrony konsumentów w UE (zob. też SN w uchwale z dnia 19 października 2017 r., sygn. akt III CZP 42/17), a jest wdrożona do polskiego kodeksu postępowania cywilnego.

Tymczasem w tej sprawie polski sąd się tak nie zachował. Nie tylko nie wyrównał dysproporcji między klientem a bankiem, ale – rozstrzygając sprawę w postępowaniu nakazowym i wydając nakaz zapłaty - zwiększył dysproporcje między stronami umowy. W ten sposób, sąd orzekający w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej wsparł działania przedsiębiorcy nakierowane na wykorzystanie słabszej pozycji konsumenta, który nie był w stanie się skutecznie bronić.

Gdyby sąd zbadał umowę kredytową…

RPO zauważa, że klauzule umowy kredytowej pani K. dotyczące waloryzacji zobowiązania do waluty obcej, umożliwiające jednostronnie bankowi na określenie kursu franka szwajcarskiego, po jakiej jest przeliczana kwota kredytu, a następnie każda z rat, budzą wątpliwości ze względu na ich nieuczciwy charakter. W sprawie tej przedstawiony konsumentce wzorzec umowny kształtował jej obowiązki w sposób niezgodny z zasadą równorzędności stron i jednocześnie został wprowadzony do umowy w takich okolicznościach, że w chwili podpisania umowy nie mieli oni możliwości ocenić jego ekonomicznych skutków.

Zdaniem RPO po zauważeniu tego faktu – przy ponownej ocenie sprawy – sąd, zgodnie ze standardami europejskimi, musi następnie sprawdzić, czy umowę da się zrealizować po usunięciu zakwestionowanych klauzul.

W tej umowie po usunięciu klauzul przeliczeniowych nie da się ustalić wysokości świadczenia. W związku z tym umowa nie może dalej obowiązywać. Konieczne jest więc stwierdzenie jej upadku, w oparciu o art. 58 § 1 k.c. 

Stwierdzenie przez sąd, że po usunięciu klauzuli abuzywnej umowa nie może dalej obowiązywać, zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich prowadzi do konieczności dokonania wzajemnego rozliczenia świadczeń stron na zasadzie art. 410 § 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c. Biorąc pod uwagę znaczącą nadpłatę, jakiej dokonała już pani K., rozliczenie z bankiem nie będzie stanowić dla niej żadnej uciążliwości.

V.511.591.2019

Ukarany, bo szedł w odległości mniejszej niż 2 metry od innej osoby. Kolejna kasacja Rzecznika [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-26
  • Pan Ryszard został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. przemieszczał się pieszo w odległości mniejszej niż 2 metry od innego przechodnia
  • Sąd ukarał go za to naganą - RPO wnosi, by Sąd Najwyższy go uniewinnił
  • Na mocy rozporządzenia rządu nie mozna było bowiem karać osoby, która naruszyła m.in. nakaz przemieszczania się z zachowaniem odległości nie mniejszej niż 2 metry od innej osoby
  • AKTUALIZACJA: 5 maja 2021 Sąd Najwyższy uwzględnił kasację i uchylił wyrok (Sygn. akt V K K 132/21)

Pan Ryszard został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. przemieszczał się pieszo w odległości mniejszej niż 2 metry od innego przechodnia. To wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z  19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy 19 czerwca 2020 r. uznał obwinionego za winnego popełnienia zarzuconego mu wykroczenia i wymierzył mu karę nagany. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO na podstawie art. 111 k.p.w. wyrokowi temu zarzucił rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, to jest art. 54 k.w. poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia.

Wniósł uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obywatela od przypisanego mu wykroczenia.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. stanowiło, że do odwołania w przypadku, gdy przemieszczanie się następuje:

1) pieszo - jednocześnie mogą się poruszać osoby w odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, chyba że zachowanie tej odległości nie jest możliwe ze względu na opiekę nad:

a) dzieckiem do ukończenia 13. roku życia,

b) osobą z orzeczeniem niepełnosprawności, osobą z orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności, osobą z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego lub osobą, która ze względu na stan zdrowia nie może poruszać się samodzielnie. Rozporządzenie nie wskazało żadnej sankcji za naruszenie nakazu.

Rozporządzenie wydano na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Art. 46b pkt 12 ustawy stanowi, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się.

Rozporządzenie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego rozporządzenia. Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. powyższych postanowień ani odesłań nie posiadało. Nie odsyłało ono bowiem w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów.

Tymczasem na podstawie art. 1 § 1 k.w. odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Wykroczenia polegające na nieprzestrzeganiu nakazów lub zakazów związanych ze zwalczaniem chorób zakaźnych przez osobę zobowiązaną do ich przestrzegania unormowane są w art. 116 § 1 k.w. Podmiot wykroczenia określonego w art. 116 § 1 k.w. to osoba:

1) chora na chorobę zakaźną lub podejrzana o taką chorobę,

2) stykająca się z osobami chorymi na choroby zakaźne lub podejrzanymi o nie,

3) będąca nosicielem zarazków chorób zakaźnych oraz podejrzana o nosicielstwo.

Przy spełnieniu tych warunków, naruszenie zakazów i nakazów zawartych w rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, stanowi wykroczenie stypizowane w Kodeksie wykroczeń, w art. 116 § 1 k.w.

Art. 116 k.w. nie penalizował zachowań polegających na nieprzestrzeganiu nakazów, zakazów i ograniczeń lub obowiązków określonych w rozporządzeniu Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r.

Potwierdza to dokonana ustawą z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanych z wystąpieniem COVID-19 zmiana art. 116 k.w. polegająca m.in. na dodaniu do niego § la. Po zmianach przepis ten brzmi: „kto, nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny albo karze nagany”. Dopiero od wejścia w życie tej nowelizacji, tj. od 29 listopada 2020 r., nieprzestrzeganie ograniczeń epidemicznych stało się wykroczeniem.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w. osoby, która naruszyła m.in. nakaz określonego sposobu przemieszczania się pieszo polegający na konieczności zachowania pomiędzy poruszającymi się osobami odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie, według wspomnianego rozporządzenia.

Na marginesie należy zauważyć, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. Obowiązujące w dniu orzekania rozporządzenie Rady Ministrów z  29 maja 2020 r. przewidywało wprawdzie wymóg zachowania odległości nie mniejszej niż 2 metry między poruszającymi się osobami, jednakże nie dotyczył sytuacji, której osoby te realizowały obowiązek zakrywania ust i nosa.

BPW.511.55.2021

Nakaz zapłaty 1,5 mln zł za niespłacony kredyt „frankowy”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-26
  • Sąd kazał państwu F. zwrócić prawie 1,5 mln niespłaconego kredytu, choć wzięli tylko pół miliona - bo tak wyliczyła swoje roszczenia instytucja finansowa, która kupiła wierzytelność od banku.
  • Grozi im teraz eksmisja z mieszkania, a wszystkie próby podważenia decyzji sądu nie udały się.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że takie potraktowanie kredytobiorców było możliwe tylko dlatego, że sąd zignorował standardy ochrony konsumenta, jakie obowiązują w Unii Europejskiej.
  • Argumentuje, że w sprawie tej sąd po prostu wsparł działania przedsiębiorcy nakierowane na wykorzystanie słabszej pozycji konsumenta, który nie był w stanie skutecznie się bronić.

Państwo F. przed kilkunastu laty wzięli pół miliona kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego (po ówczesnym kursie było to ćwierć miliona franków). Zabezpieczeniem była hipoteka kaucyjna na rzecz banku na mieszkaniu państwa F. Kiedy po kilku latach przestali płacić raty, bank wypowiedział im umowę i zażądał zwrotu całego zadłużenia. Wedle jego wyliczeń było to już prawie milion złotych.

Sąd w 2012 r. nadał klauzulę wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu, a komornik sądowy wszczął postępowanie egzekucyjne, ale pieniędzy nie zdołał odebrać. Dwa lata później bank zbył tę wierzytelność funduszowi papierów dłużnych. Ten zaś wniósł do sądu o wydanie nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym – i tym razem było to już prawie półtora miliona złotych. Sąd wydał kolejny nakaz zapłaty – na kwotę, której domagał się fundusz.

Państwo F. próbowali się bronić składając skargę o wznowienie postępowania, ale została ona odrzucona w 2019 r.  Także pozew o pozbawienie wykonalności tytułu wykonawczego został prawomocnie oddalony.

RPO: bez stosowania europejskich standardów konsumenckich takich spraw nie można rozstrzygać

RPO uważa, że rozstrzygnięcie w tej sprawie zapadło w wyniku wadliwego zastosowania prawa. Dlatego wnosi skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego na korzyść państwa F. Chce, by sprawę rozstrzygnąć jeszcze raz, ale z zastosowaniem standardów europejskich dotyczących praw konsumentów w zetknięciu się z silniejszymi od nich instytucjami finansowymi.

Gdyby sąd stosował się do tych standardów, z łatwością – jak zauważa RPO - mógł ustalić, że sprawa dotyczy umowy konsumenckiej. To z kolei obligowało go do skierowania sprawy do postępowania zwykłego, na rozprawę – nie zaś do postępowania upominawczego. Gdyby tak zrobił, mógłby zbadać – co jest jego obowiązkiem - czy w umowie kredytu nie ma postępowań niedozwolonych. A więc, czy kwoty wyliczane przez instytucje finansowe są wyliczone poprawnie.

RPO: Sąd ma ważyć prawa konsumenta o przedsiębiorcy, a nie wspierać przedsiębiorcę

Wystawienie nakazu zapłaty bez tych działań sprawiło, że sąd – wydając nakaz zapłaty – nie wyrównał dysproporcji między klientem a przedsiębiorcą, tylko jeszcze je zwiększył. Tak oto sąd orzekający w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, będącej w świetle art. 2 Konstytucji RP demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, i którego obowiązkiem jest m.in. ochrona konsumentów, wsparł działania przedsiębiorcy nakierowane na wykorzystanie słabszej pozycji konsumenta, który nie był w stanie się skutecznie bronić.

RPO zauważa też, że wymaganie od klienta banku zrozumienia, że kredyt – choć wydaje się korzystny, może gwałtownie urosnąć po zmianie sytuacji gospodarczej, nie jest właściwe:

Pisze w piśmie procesowym: „Od konsumenta wymagać można rozwagi, uważnego i krytycznego podejścia do przedstawianej mu oferty, połączonego z przeanalizowaniem udzielonych mu informacji. Jednakże podstawowym warunkiem pozwalającym na ewentualną krytyczną ocenę zachowania konsumenta jest uprzednie spełnienie przez przedsiębiorcę ciążących na nim obowiązków informacyjnych. Nie może znaleźć akceptacji próba nałożenia na konsumenta obowiązków, które w istocie sprowadzałyby się do założenia pełnej nieufności wobec przedstawianej mu przez przedsiębiorcę oferty i połączonych z tym informacji.

Konsument nie ma obowiązku weryfikować udzielanych mu przez przedsiębiorcę informacji, poszukiwać w innych źródłach wyjaśnienia wszelkich niejasności, sprzeczności czy wreszcie ewentualnej nieprawdziwości przedstawianych mu informacji. Nie może działać przy założeniu, że przedsiębiorca chce go oszukać, wykorzystać jego niedoświadczenie czy brak wiedzy.

Przeciwnie - ma pełne prawo działać w zaufaniu do przedsiębiorcy, udzielanych mu przez niego informacji i w oparciu o nie dokonywać swoich wyborów. Natomiast obciążenie konsumenta niekorzystnymi dla niego skutkami niezachowania odpowiedniej ostrożności, rozwagi i krytycyzmu może nastąpić dopiero w sytuacji, w której zostanie ustalone, że uprzednio zostały mu przedstawione adekwatne, pełne i zrozumiałe informacje. Informacje te muszą być przy tym przedstawione w odpowiednim czasie, przed zawarciem umowy, tak aby konsument miał możliwość spokojnego zapoznania się z nimi i ich analizy”.

RPO: Konstytucja chroni obywateli jako konsumentów ale także jako lokatorów

RPO zauważa też, że skoro umowa kredytu była zabezpieczona hipoteką kaucyjną na mieszkaniu, to kredytobiorcy-konsumenci powinni korzystać także z konstytucyjnej ochrony prawa do mieszkania (art. 75 Konstytucji). Ta okoliczność też powinna mieć wpływ na kwestie interpretacji prawa w niniejszej sprawie. Zasada ta nabiera szczególnego znaczenia w tej sprawie – bowiem rodzinie z chorym dzieckiem grozi eksmisja.

Zdaniem RPO uwzględnienie skargi nadzwyczajnej w tym przypadku pozwoli przywrócić równowagę w stosunkach społecznych, zachwianą przez fakt nieuwzględnienia przez sąd ochrony konsumenta w postępowaniu nakazowym.

RPO kieruje tę skargę do Izby Cywilnej SN, a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych ze względu na wątpliwości dotyczące statusu tej izby. A niepewność co do tego statusu mogłoby jeszcze bardziej skomplikować i tak już dramatyczną sytuację tej rodziny.

V.510.256.2019

Sprawa smogu w Rybniku przez Sądem Najwyższym

Data: 2021-03-26

Jedna z ważniejszych spraw dla smogu w Polsce: 26 marca Sąd Najwyższy odpowie na pytanie, czy prawo do życia w czystym powietrzu możemy chronić jako dobro osobiste, pozywając państwo przed sądem.

Sprawę wniósł do sądu mieszkaniec Rybnika, a wsparł go Rzecznik Praw Obywatelskich.

AKTUALIZACJA 19.03.2021 Ze względu na sytuację epidemiczną panującą na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, Zarządzeniem nr 32/2021 Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego z dnia 19 marca 2021 r., zmodyfikowano obowiązujące do tej pory ograniczenia w zakresie odbywania się posiedzeń w Sądzie Najwyższym poprzez odwołanie wszystkich rozpraw i posiedzeń, za wyjątkiem rozpraw i posiedzeń w sprawach wymagających rozpoznania, określonych przez Prezesa kierującego pracą Izby Sądu Najwyższego, w okresie od 22 marca 2021 r. do 9 kwietnia 2021 r.

Problem z ułamkami. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-24
  • Licząc udziały w gospodarstwie, które rolnik nabył przez zasiedzenie  i na podstawie umowy z nieżyjącą już mamą, sąd się pomylił. Wyszły mu dwie liczby ułamkowe, które przekraczają 1 – czyli udziały tego rolnika w tej nieruchomości przekraczają wielkość tej nieruchomości
  • Przez ten błąd logiczny nie da się założyć dla nieruchomości księgi wieczystej. Tymczasem pan N. zmarł a jego spadkobierca w żaden sposób nie może wskazać swych praw  - bo nie ma księgi.
  • Postanowienia sądu nie da się sprostować inaczej niż za pomocą skargi nadzwyczajnej. Dlatego RPO składa ją do Sądu Najwyższego

Przed prawie 10 laty pan N. wniósł o uznanie, że przez zasiedzenie nabył gospodarstwo rolne z budynkami. Gospodarował na nim po śmierci rodziców. Ojciec zmarł 60 lat a matka – 30 lat wcześniej. Przed śmiercią przekazała synowi swoje udziały w gospodarstwie. Należało jednak uporządkować sprawę pozostałych udziałów. Sąd zalecił więc, by przeprowadzić postępowanie spadkowe. Następnie zaś wyliczył, jaką część gospodarstwa pan N. nabył przez zasiedzenie. Tyle że ustalając kwestie spadkowe pomylił sięi przyjął, że pan N. był właścicielem zaledwie 4/28 gospodarstwa na dzień w którym nastąpiło zasiedzenie, a zatem zasiedzeniu podlegały 24/28. Jednak taki ułamek nie wynika z postanowień o stwierdzeniu nabycia spadku, znajdujących się w aktach sprawy. Dodatkowo sądowi umknął fakt, iż przed datą zasiedzenia zmarła bezpotomnie także siostra pana N., po której on także dziedziczył. Biorąc pod uwagę te okoliczności pan N. mógł na dzień zasiedzenia być właścicielem udziałów w wysokości 26/56 albo 82/112 - w zależności od tego czy gospodarstwo było własnością jednego z rodziców czy obojga. Nie wiadomo jakie ustalenia poczynił sąd w tym zakresie, ponieważ nie ma uzasadnienia tego orzeczenia. Z analizy sprawy wynika, że zasiedzenie mogłoby dotyczyć udziałów w wysokości zaledwie 30/56 albo 30/112 (15/56), co stanowi w pierwszym przypadku poniżej ½ gospodarstwa, a w drugim przypadku poniżej ¼ gospodarstwa, tymczasem udział wskazany przez sąd to 24/28 to 48/56 lub 96/112, czyli niemal całe gospodarstwo. Dlatego, po przedłożeniu tego orzeczenia i orzeczeń dotyczących dziedziczenia, pan N. i jego spadkobierca nie mogli uzyskać wpisu do księgi wieczystej, ponieważ z zestawienia tych dokumentów wynikało, że pan N., a następnie jego spadkobierca nabył własność w wysokości ułamka przekraczającego 1. Z powodu tego błędu nadal nie można założyć księgi wieczystej dla nieruchomości. I nie można tej sytuacji zmienić bez zmiany postanowienia w sprawie zasiedzenia części nieruchomości, która możliwa jest wyłącznie w drodze skargi nadzwyczajnej..

Przy uwzględnieniu tych rachunków to, co odziedziczyłby pan N. dobrze złożyłoby się z tym, co nabył tytułem zasiedzenia. A tak po dodaniu ułamków powstaje liczba większa niż jeden. Z powodu tego błędu nie daje się teraz założyć księgi wieczystej dla nieruchomości. I da się tego już zmienić inaczej niż za pośrednictwem skargi nadzwyczajnej.

RPO składa taką skargę. Postanowieniu sądu RPO zarzuca:

  1. rażące naruszenie prawa materialnego poprzez niewłaściwą wykładnię art. 172 § 2 w związku z art. 172 § 1 kodeksu cywilnego polegające na przyjęciu, że:
  • posiadacz nieruchomości może w ramach zasiedzenia nabyć udział w nieruchomości, do którego przysługuje mu prawo własności i/lub
  • możliwe jest w drodze zasiedzenia nabycie udziału w nieruchomości w takiej wysokości, która łącznie z udziałami, do których nabywcy przysługiwało prawo własności w dacie zasiedzenia - przekracza jedność;
  1. rażące naruszenie prawa procesowego poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 610 w zw. z art. 670 kodeksu postępowania cywilnego polegające na wydaniu postanowienia o zasiedzeniu, bez wnikliwego zbadania stanu prawnego przez sąd, a to poprzez:
  • nieustalenie dziedziczenia po siostrze pana N., w sytuacji, gdy osobie tej przysługiwało prawo własności do udziałów w nieruchomości będącej przedmiotem postępowania o zasiedzenie,
  1. Kolejny zarzut dotyczy naruszenia:
  • konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego wywodzonych z art. 2 Konstytucji,
  • konstytucyjnego prawa do sprawiedliwego, czyli także rzetelnego rozpatrzenia sprawy przez sąd, wywodzonego z art. 45 ust. 1 Konstytucji,
  • konstytucyjnego prawa do dziedziczenia chronionego w art. 21 ust. 1 i 64 ust. 1 i 2 Konstytucji.

ze względu na funkcjonowanie w obrocie prawnym wadliwego postanowienia sądu o zasiedzeniu, pozostającego w rażącej sprzeczności z rzeczywistym stanem prawnym co do wysokości udziałów w nieruchomości, które przypadły pan N., uniemożliwiając tym samym założenie księgi wieczystej dla nieruchomości, w której udziały nabyła kolejna osoba w wyniku dziedziczenia po panu N.

Ze względu na wątpliwości dotyczące mandatu Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego RPO kieruje tę sprawę do Izby Cywilnej, żeby nie komplikowac i tak skomplikowanej sytyuacji obywateli pokrzywdzonych w tej sprawie.

BPW.511.47.2020

Spacerowała po wrocławskim parku - sąd ukarał ją grzywną 400 zł. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-24
  • Pani Anna została obwiniona o to, że w kwietniu 2020 r. naruszyła zakaz przemieszczania się bez uzasadnionego powodu, korzystając z parku. Sąd ukarał ją 400 zł  grzywny 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację na jej korzyśc 
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził bowiem niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych 
  • AKTUALIZACJA: 5 maja SN uwzględnił kasację i uchylił wyrok (Sygn. a k t V K K 126/21)

Pani Anna z Wrocławia została ukarana grzywną za spacer po parku w kwietniu 2020. Według sądu nie zastosowała się do zakazu przemieszczania się w związku ze stanem epidemii- bez uzasadnienia opuściła miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb. Kobieta podała także policji fałszywe dane.

Wyrokiem z lipca 2020 r. Sąd Rejonowy uznał ją za winną dokonania zarzucanych jej czynów, tj. wykroczeń z art. 65 § 1 k.w. i art. 54 k.w. w zw. z § 16 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to na podstawie art. 65 § 1 k.w. w zw. z art. 9 § 2 k.w. wymierzył jej karę grzywny w wysokości 400 złotych. Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego. Wskazał, że na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności. SN rozpoznał już trzy takie "pandemiczne" kasacje RPO i uznał je za „oczywiście zasadne” oraz uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń. O tych sprawach oraz o kasacjach jeszcze nie rozpoznanych przez SN, można przeczytać w artykułach pod tekstem.

BPW.511.63.2021

Sprawa „zagubionych” odsetek ustawowych. Skarga nadzwyczajna RPO do SN [wygrana]

Data: 2020-08-21, 2021-03-24
  • Dotyczy odsetek ustawowych od kwoty, o którą toczył się spór cywilny: kiedy powód upomniał się o te odsetki w apelacji, sąd II instancji uznał to za bezzasadne, ale potem nakazał zwrócić się do sądu I instancji o sprostowanie wyroku. Uznał, że brak zasądzenia odsetek był wynikiem omyłki pisarskiej.
  • W ocenie Rzecznika w sprawie doszło do oczywistego błędu: z jednej strony sąd oddalił apelację powoda, ale z drugiej strony w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że powodowi należały się odsetki (czyli apelacja była uzasadniona).
  • Wygląda na to, że sąd sam zdał sobie sprawę z popełnionego błędu, ale dopiero na etapie sporządzania pisemnego uzasadnienia wyroku – stąd formuła, która sprowadza się do „ma Pan rację, ale jej Panu nie przyznaję”.
  • Błędu tego nie da się naprawić inaczej niż w drodze skargi nadzwyczajnej.
  • AKTUALIZACJA: w marcu 2021 Sąd Najwyższy przychylił się do argumentów RPO (Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 marca 2021 r. I NSNc 134/20)

Skargę RPO kieruje do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego ze względu na bardzo poważne, potwierdzone uchwałą Sądu Najwyższego, wątpliwości dotyczące sposobu powołania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Jest to 16. Skarga nadzwyczajna RPO do Sądu Najwyższego

Stan faktyczny sprawy.

Pan X uzyskał w 2016 r. sądowy nakaz zapłaty od pani Z. Odwołała się ona jednak i sprawa została rozstrzygnięta wyrokiem sądu I instancji dopiero w 2018 r. – ponownie na korzyść pana X, ale tym razem sąd nie orzekł o należnych mu odsetkach I właśnie tu tkwi problem.

Pan X wnosił w apelacji o powiększenie należnej mu kwoty o odsetki ustawowe za opóźnienie. Sąd II instancji oddalił jednak apelację, mimo że roszczenie powoda o odsetki uznał za należne. W pisemnym uzasadnieniu stwierdził natomiast, że był to po prostu błąd sądu I instancji – trzeba go sprostować, a nie zajmować się sprawą od nowa.

Pan X wystąpił więc do sądu I instancji, by do orzeczenia dodać słowa „wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie liczonymi od dnia 30 marca 2016 roku do dnia zapłaty". Sąd tak zrobił w styczniu 2019 r. Wtedy pozwana pani Z zaskarżyła to postanowienie. Wskazała, że pominięcie odsetek ustawowych w wyroku to nie „oczywista omyłka pisarska”, więc nie można jej prostować w trybie art. 350 kodeksu postępowania cywilnego. I sąd się z tym zgodził – oddalił wniosek o sprostowanie wyroku, a do tego zasądził od pana X na rzecz pani Z 255 zł tytułem kosztów postępowania zażaleniowego.

Stan prawny – podstawy wniesienia skargi nadzwyczajnej.

Rzecznik Praw Obywatelskich dostrzega na gruncie niniejszej sprawy dwie przesłanki sformułowane przez ustawodawcę w art. 89 §1 pkt 1 i 2 u.s.n. uzasadniające wniesienie skargi nadzwyczajnej: naruszenie zasad, wolności oraz praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji RP oraz rażące naruszenie prawa poprzez jego błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie.

Zgodnie z art. 385 k.p.c. sąd drugiej instancji oddala apelację, jeżeli jest bezzasadna. Zatem jest to przepis adresowany do sądu odwoławczego, przesądzający o tym, w jaki sposób ma on rozstrzygnąć sprawę, jeżeli stwierdzi, że apelacja jest bezzasadna. O jego naruszeniu można mówić wtedy, gdyby sąd odwoławczy stwierdził, że apelacja jest zasadna, a jej nie uwzględnił (zob. m. in. wyroki Sądu Najwyższego z 22 lutego 2018 r. sygn. I CSK 272/17, Lex 2490922, 8 sierpnia 2017 r. sygn. I UK 310/16, LEX nr 2389583). Na gruncie niniejszej sprawy mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją: Sąd Okręgowy stwierdził, że apelacja powoda jest zasadna w części, w jakiej odnosi się do kwestii odsetek ustawowych za opóźnienie od zasądzonej kwoty, a mimo to apelację oddalił w całości. W uzasadnieniu zaskarżonego wyroku sąd jednoznacznie wskazał na „słuszność zarzutu apelacji powoda”, wyjaśniając przy tym, że: „jest oczywiste, że skoro roszczenie było dowodzone na podstawie weksla, w którym jest określony termin płatności sumy wekslowej na dzień 29 marca 2016 roku, to opóźnienie w zapłacie powstało po stronie dłużnika wekslowego od dnia 30 marca 2016 roku. Tak też Sąd Rejonowy orzekł w zaskarżonym nakazie zapłaty z dnia 13 czerwca 2016 r. (art. 481 § 1 k.c.).” – k. 289 akt sądowych.

Mając na uwadze powyższe, zarzut naruszenia art. 385 k.p.c. należy powiązać z obrazą art. 481 § 1 k.c. poprzez niezastosowanie tego przepisu przez Sąd Okręgowy, pomimo wyraźnego stwierdzenia, że po stronie pozwanej od dnia 30 marca 2016 r. powstało opóźnienie w zapłacie sumy wekslowej na rzecz powoda, uzasadniające roszczenie pozwu o zasądzenie odsetek ustawowych za opóźnienie. Co istotne, obowiązek zapłaty odsetek wiąże się z samym faktem opóźnienia i dla jego powstania nie jest wymagane wystąpienie jakichkolwiek innych przesłanek (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 19 lipca 2019 r. sygn. II CSK 304/18, Lex nr 2763414).

Stwierdzone uchybienia mogą wydawać się zaskakujące, jednak z treści uzasadnienia zaskarżonego wyroku wynika, że są one konsekwencją „przeoczenia” sądu odwoławczego, ergo stanowią ewidentny błąd tego sądu, dostrzeżony już po wydaniu prawomocnego wyroku na etapie sporządzania jego pisemnego uzasadnienia.

Jednocześnie więc można przyjąć, że stwierdzone uchybienia nie są wynikiem odmiennej interpretacji przepisów prawa. Wobec tego nie powinno ulegać wątpliwości, że mamy do czynienia z rażącym naruszeniem prawa – widocznym już na „pierwszy rzut oka”, bez dokonywania pogłębionej analizy prawnej i bez przeprowadzania złożonych procesów intelektualnych (zob. Szczucki Krzysztof. Art. 89. W: Ustawa o Sądzie Najwyższym. Komentarz. Wolters Kluwer Polska, 2018). Ponadto, w ocenie Rzecznika, ich kwalifikowany charakter wiąże się z negatywnymi skutkami wywołanymi bezpośrednio w sferze praw majątkowych powoda chronionych w art. 64 ust. 1 Konstytucji RP.

Wskazany przepis stwarza konstytucyjną gwarancję ustanowienia procedur i środków prawnych zapewniających ochronę własności oraz innych praw majątkowych (zob. wyroki Trybunału Konstytucyjnego w sprawach o sygn. SK 4/05 z dnia 14 marca 2006 r. OTK-A 2006/3/29 oraz P 35/05 z dnia 4 grudnia 2006 r. OTK-A 2006/11/167). Zaskarżone orzeczenie Sądu Okręgowego w Zamościu w istocie pozbawiło powoda uprawnienia do żądania odsetek ustawowych od zasądzonej w pierwszej instancji kwoty 14.000 zł, pomimo iż żądanie to było i jest uzasadnione w świetle przepisów prawa cywilnego z uwagi na stwierdzone opóźnienie dłużnika w spełnieniu świadczenia pieniężnego (art. 481 § 1 k.c.). Tym samym w sferze praw majątkowych powoda doszło do uszczerbku. Dodatkowo powód został obciążony kosztami postępowania zażaleniowego w kwocie 255 złotych, ponieważ działając w zaufaniu do sądu, wystąpił z bezzasadnym wnioskiem o sprostowanie wyroku, o czym mowa poniżej.

Sąd Okręgowy podjął próbę naprawienia stwierdzonego błędu, powołując się na instytucję sprostowania wyroku, przewidzianą w art. 350 § 1 i 2 k.p.c. i zastosował wskazany przepis jako podstawę prawną uzasadniającą oddalenie apelacji powoda w zakresie rozstrzygnięcia o odsetkach. Niemniej jednak, wykładnia tego przepisu przyjęta przez sąd II instancji w istocie doprowadziła do rażącego naruszenia prawa. Sąd odwoławczy stwierdził bowiem, że wadliwość wyroku wydanego w pierwszej instancji, polegająca na nie zasądzeniu na rzecz powoda odsetek ustawowych za opóźnienie powinna zostać naprawiona w drodze sprostowania wyroku, tj. w trybie art. 350 § 1 i 2 k.p.c., po zwrocie akt do sądu pierwszej instancji.

Nie ulega wątpliwości, że sprostowanie wyroku ma służyć usunięciu niedokładności, naprawieniu błędów pisarskich lub rachunkowych czy też sprostowaniu innych oczywistych omyłek. Wymienione w hipotezie art. 350 § 1 k.p.c. wady orzeczenia musi charakteryzować cecha oczywistości, która stanowi jednocześnie granicę dopuszczalności sprostowania. Nie jest dopuszczalne w tym trybie doprowadzenie do jakiejkolwiek ingerencji w przedmiotowy lub podmiotowy aspekt zapadłego wyroku. Nie można w wyniku stosowania art. 350 k.p.c. doprowadzić do merytorycznej zmiany orzeczenia. (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 10 maja 2018 r. sygn. I UK 110/17, OSNP 2019/2/22; z 13 stycznia 2005 r., III CK 155/04, LEX nr 371487, z 17 czerwca 2014 r., I CSK 422/13, LEX nr 1532772).

Poza tym w świetle orzecznictwa Sądu Najwyższego pominięcie roszczenia pozwu o zapłatę odsetek od zasądzonej kwoty nie może być rozumiane jako „niedokładność” według przepisu art. 350 k.p.c. (zob. postanowienie SN z dnia 28 października 2004 r. sygn. akt: CZ 92/04, Lex nr 602720). Naprawienie tego rodzaju błędu jest więc niedopuszczalne w trybie sprostowania wyroku, ponieważ prowadziłoby do zmiany jego merytorycznej treści (zob. postanowienie SN z dnia 21 lutego 1974 r. sygn. II CR 656/73, Lex 7413). Pominięcie przez Sąd orzeczenia o odsetkach od zasądzonego roszczenia stanowi podstawę do uzupełnienia wyroku w oparciu o art. 351 k.p.c. Natomiast w sytuacji, gdy powód nie wystąpi z wnioskiem o uzupełnienie wyroku, wówczas może wytoczyć nowe powództwo o pominięte roszczenie, ponieważ nie zachodzi tu powaga rzeczy osądzonej.

Niemniej jednak, na gruncie niniejszej sprawy nie doszło do „pominięcia” roszczenia odsetkowego, jak to sugeruje Sąd Okręgowy. Argumentacja sądu opiera się na błędnym założeniu, niezgodnym z rzeczywistym stanem prawnym wynikającym z wyroku sądu pierwszej instancji. Należy zwrócić uwagę, że Sąd Rejonowy w pkt I swojego wyroku utrzymał w mocy nakaz zapłaty w części – do kwoty 14.000 zł oraz kosztów procesu, a w pozostałym zakresie nakaz zapłaty uchylił i powództwo oddalił (pkt II wyroku). To oznacza, że powództwo zostało oddalone także w zakresie roszczenia odsetkowego, ergo nie doszło do jego pominięcia, ale sąd rozstrzygnął o nim merytorycznie. Inaczej mówiąc, Sąd pierwszej instancji nie pominął roszczenia odsetkowego w swoim wyroku, ale w całości je oddalił. Właśnie z tego powodu art. 351 § 1 i 2 k.p.c. nie mógł znaleźć zastosowania w sprawie.

W związku z tym należy również zauważyć, że roszczenie powoda o zapłatę odsetek ustawowych za opóźnienie jest objęte powagą rzeczy osądzonej. A zatem próba sprostowania wyroku w trybie art. 350 § 1 i 2 k.p.c., zgodnie z wykładnią przyjętą przez Sąd Okręgowy mogłaby prowadzić do nieważności postępowania, o której mowa w art. 379 pkt 3 k.p.c. W ocenie Rzecznika jest to kluczowy argument przemawiający za kwalifikowanym charakterem stwierdzonego uchybienia, uzasadniającym wniesienie skargi nadzwyczajnej.

Poza tym wykładnia art. 350 § 1 i 2 k.p.c. przyjęta przez Sąd Okręgowy mogłaby prowadzić do nieważności postępowania również ze względu na pozbawienie stron możności obrony swoich praw w rozumieniu art. 379 pkt 5 k.p.c. W istocie bowiem, pod pozorem sprostowania wyroku, na posiedzeniu niejawnym doszłoby do wydania orzeczenia sądu o charakterze merytorycznym. Natomiast w świetle orzecznictwa Sądu Najwyższego: nieważność postępowania z powodu pozbawienia strony możności obrony jej praw (art. 379 pkt 5 k.p.c.) zachodzi wówczas, gdy ze względu na uchybienia formalne, wbrew przepisom prawa, doszło do merytorycznego rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym zamiast na rozprawie, przez co strona została pozbawiona możności brania udziału w sprawie, a także zgłaszania twierdzeń faktycznych i wniosków dowodowych (tak Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 6 marca 2019 r. sygn. I CSK 87/18, Lex nr 2630624). W ocenie Rzecznika jest to kolejny argument, który przemawia za kwalifikowanym charakterem stwierdzonego uchybienia sądu.

Na marginesie warto też zauważyć, że nieuprawniona jest konstatacja SO odwołująca się do „oczywistej intencji” sądu pierwszej instancji w kwestii zasądzenia odsetek ustawowych za opóźnienie. Sąd pierwszej instancji w ogóle nie odniósł się do zasadności roszczenia odsetkowego w pisemnych motywach swojego rozstrzygnięcia, dlatego wnioski przyjęte przez sąd odwoławczy w tym zakresie należy uznać za zbyt daleko idące, nieuprawnione. Niemniej jednak, nawet gdyby przyjąć, że rozstrzygnięcie pierwszo-instancyjne w zakresie odsetek zawierało błąd będący wynikiem pomyłki i przez to nie było zgodne z intencją składu sędziowskiego, to mimo wszystko – tego rodzaju błąd może być naprawiony jedynie w trybie zaskarżenia orzeczenia w toku instancji albo wniesienia skargi kasacyjnej (por. m. in. wyroki SN z dnia 6 marca 2019 r. sygn. I CSK 87/18, Lex nr 2630624; z dnia 10 maja 2018 r. sygn. I UK 110/17, OSNP 2019/2/22).

W ocenie Rzecznika wszystkie stwierdzone powyżej uchybienia prowadzą w istocie do naruszenia zasad wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP: zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego (por. wyroki Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 marca 2007 roku, sygn. SK 54/06, OTK-A 2007/3/23 i z dnia 9 października 2001 roku, sygn. SK 8/00, OTK 2001/7/211). Zgodnie z rozumieniem zasady zaufania do państwa, prezentowanym w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, ochronie konstytucyjnej podlegać musi zaufanie obywatela nie tylko do samej litery prawa, ale w szczególności do sposobu jego interpretacji, jaka jest przyjmowana w praktyce stosowania prawa przez organy państwa (por. orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z dnia 27 listopada 1997 r. sygn. U 11/97, OTK 1997/5-6/67, z dnia 9 października 2001 r. sygn. SK 8/00, OTK 2001/7/211 i z dnia 6 marca 2007 roku, sygn. akt SK 54/06, OTK-A 2007/3/23). A zatem art. 2 Konstytucji RP jest adresowany również do sądów powszechnych i dlatego też – jak słusznie wyjaśniał Sąd Najwyższy – przepis ten musi być rozumiany w ten sposób, że w demokratycznym państwie prawnym sądy są zobowiązane urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej, a ich orzeczenia powinny być słuszne, czyli zgodne z podstawowymi zasadami etycznego postępowania i wartościami powszechnie uznawanymi w kulturze polskiego społeczeństwa (wyrok Sądu Najwyższego z 20 marca 2009 roku, sygn. II CSK 602/08, LEX nr 677751). W kontekście zasady zaufania obywatela do państwa, sąd rozstrzygający sprawę powinien budować autorytet wymiaru sprawiedliwości i kształtować zewnętrzne przekonanie o prawidłowości każdej podjętej przez sąd orzekający czynności i o sprawiedliwości wydanego orzeczenia (zob. postanowienie Sadu Najwyższego z dnia 10 sierpnia 2007 r. sygn. akt: II CZ 51/07, LEX nr 896542). Poza tym warto przywołać bogate orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, w świetle którego zasada ochrony zaufania obywatela do państwa i do prawa wyraża się w takim stosowaniu prawa, by nie stawało się ono swoistą pułapką dla obywatela i aby mógł on układać swoje sprawy w zaufaniu, iż nie naraża się na prawne skutki, których nie mógł przewidzieć w momencie podejmowania decyzji i działań i w przekonaniu, iż jego działania podejmowane zgodnie z obowiązującym prawem będą także w przyszłości uznawane przez porządek prawny (zob. wyrok TK z dnia 7 lutego 2001 roku, sygn. akt: K 27/00, OTK 2001/2/29).

Z zasadą zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa wiąże się bezpośrednio i z niej wynika zasada bezpieczeństwa prawnego. Prawo, w myśl tej zasady, powinno być stosowane w ten sposób, aby możliwa była przewidywalność działań organów państwa, a przez to także prognozowanie działań własnych zainteresowanego (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 20 stycznia 2009 r. sygn. P 40/07, OTK-A 2009/1/4). Poza tym w doktrynie podkreśla się, że wskazane zasady opierają się na założeniu, iż organy państwa, w tym także sądy, powinny działać w sposób budzący w jednostce poczucie stabilności oraz bezpieczeństwa prawnego (zob. Florczak-Wątor M. Art. 2. W: Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz. Wolters Kluwer Polska, 2019).

W ocenie Rzecznika działania Sądu Okręgowego pozostają w oczywistej sprzeczności z tymi zasadami. Uchybienia w stosowaniu oraz wykładni prawa, zaistniałe na gruncie niniejszej sprawy, doprowadziły do swoistej pułapki, o której mowa w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. Powód został bowiem pozbawiony procedury gwarantującej mu realizację prawa do odsetek ustawowych za opóźnienie w spełnieniu świadczenia pieniężnego przez pozwaną, pomimo iż zgodnie z prawem wnosił o ich zasądzenie na podstawie art. 481 k.c. w pozwie z 8 kwietnia 2016 roku, a następnie wobec treści orzeczenia sądu pierwszej instancji, skorzystał z właściwego środka zaskarżenia przewidzianego w procedurze cywilnej, jakim jest apelacja. Co więcej, Sąd Okręgowy w istocie wprowadził powoda w błąd co do możliwości uzupełnienia zaskarżonego wyroku o rozstrzygnięcie o odsetkach w trybie art. 350 § 1 k.p.c. W konsekwencji powód zgodnie z wskazaniami sądu odwoławczego złożył wniosek o sprostowanie wyroku do sądu pierwszej instancji tj. do Sądu Rejonowego, licząc na zasądzenie należnych mu odsetek. A zatem, działając w zaufaniu do rozstrzygnięcia Sądu Okręgowego, spodziewał się, że jego wniosek zostanie uwzględniony i rzeczywiście na etapie pierwszej instancji tak też się stało: Sąd Rejonowy przyjął wskazania sądu okręgowego i uwzględnił wniosek powoda. Dopiero na skutek zażalenia pozwanej orzeczenie o sprostowaniu wyroku zostało zmienione.

Takie działania sądów nie budują poczucia stabilności oraz bezpieczeństwa prawnego, wręcz przeciwnie podważają wiarygodność orzeczeń sądowych, stanowiącą istotny czynnik integrujący obywateli w relacji zaufania dla instytucji państwa i prawa.

IV.511.390.2019

Dwa postanowienia spadkowe w tej samej sprawie przedmiotem skargi nadzwyczajnej Rzecznika

Data: 2021-03-23
  • W odstępie kilku lat ten sam sąd wydał dwie, nieco rozbieżne, decyzje spadkowe po tym samym  spadkodawcy
  • Drugie z tych postanowień objęło także gospodarstwo rolne, bez uwzględnienia jednego ze spadkobierców wskazanych w pierwszej decyzji
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego

Decyzje spadkowe wydane z rażącym naruszeniem prawa stanowią znaczną cześć dotychczas złożonych skarg nadzwyczajnych RPO.

W 1996 r. Sąd Rejonowy w G. stwierdził, że spadek po zmarłym nabyli: jego żona oraz troje dzieci – każde po 1/4 części. Postanowienie uprawomocniło się, bo żadna ze stron nie złożyła apelacji.

W 2002 r. ten sam sąd stwierdził, że spadek po tym zmarłym na podstawie ustawy nabyli: żona i troje dzieci - po 1/4 części każdy. Jednocześnie sąd orzekł, że wchodzące w skład spadku gospodarstwo rolne odziedziczyli z mocy ustawy: żona oraz dwoje dzieci - każde po 1/3 części. Także to postanowienie uprawomocniło się wobec niezłożenia apelacji.

Zdaniem Rzecznika postanowienie sądu z 2002 r. zapadło wskutek rażącego naruszenia prawa procesowego. Wydano rozstrzygnięcie,  mimo że sprawa została wcześniej prawomocnie rozpoznana w 1996 r. Samo przeprowadzenie postępowania w 2002 r. zgodnie z wnioskiem jednej z córek było niedopuszczalne. Sąd powinien był odrzucić wniosek, bo sprawa dotycząca stwierdzenia nabycia spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana.

Uchybienie ma charakter ewidentny, oczywisty, jasny i bezsporny. Tym samym zaktualizowała się podstawa skargi nadzwyczajnej. Uchybienie doprowadziło do sytuacji, w ramach której funkcjonują dwa prawomocne postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej osobie. A to narusza zasady i prawa określone w Konstytucji.

Zaskarżonemu postanowieniu z 2002 r. RPO zarzucił rażące naruszenie prawa procesowego poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 669 w związku z art. 677 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego w następstwie pominięcia dyspozycji art. 199 § 1 pkt 2 w związku z art. 13 § 2 k.p.c. – poprzez wydanie rozstrzygnięcia o stwierdzeniu nabycia spadku po zmarłym mimo że sprawa o tym samym przedmiocie została już wcześniej prawomocnie rozpoznana.

Ponadto skarga wskazuje na naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP oraz konstytucyjnego prawa do dziedziczenia, chronionego w ramach art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, jak i konstytucyjnego prawa do sądu, wyrażonego w ramach art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Z powodu wydania drugiego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku nie pozwala na uznanie, że zainteresowani uzyskali wiążące stanowisko sądu w sprawie.

Tym samym istnieje stan niepewności prawnej, w ramach którego uczestnicy postępowań nie mogą legitymować się jednoznacznym i nie budzącym wątpliwości potwierdzeniem nabycia uprawnień spadkowych po zmarłym, co skutkuje pozbawieniem ich możliwości skutecznej realizacji uprawnień majątkowych, nabytych na podstawie dziedziczenia.

RPO skierował skargę nadzwyczajną - jak wszystkie ostatnie skargi z zakresu prawa cywilnego - do Izby Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

IV.7000.311.2019

Problem spreadów przy spłacie kredytu „frankowego”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-19
  • W umowie kredytowej pani C. była klauzula abuzywna dotycząca spreadów, przez co klientka banku zapłaciła w ratach kredytu kilkanaście tysięcy zł więcej niż powinna.
  • Sądy uznały jednak, że jeśli nawet te postanowienia umowy są abuzywne, to zwrot pieniędzy się nie należy.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną w tej sprawie. Dowodzi, że gdyby sądy zastosowały standardy ochrony konsumenta, jakie obowiązują Polskę jako członka Unii Europejskiej, to nie mogłyby tej sprawy tak rozstrzygnąć.
  • Obowiązkiem sądów jest równoważyć sytuację konsumenta i przedsiębiorcy, a nie zakładać, że są równorzędnymi partnerami, którzy tak samo mogą ocenić szczegóły umowy i jej konsekwencje.

Przed kilkunastu laty Pani C. wzięła 350 tys. zł kredytu waloryzowanego do franka szwajcarskiego na zakup nowobudowanego mieszkania. Po 10 latach zorientowała się, że w jej umowie kredytowej są klauzule niedozwolone (abuzywne) dotyczące spreadu. Na ich podstawie który bank pobrał – wedle szacunku pani C – prawie 15 tys. zl. Pani C. zwróciła się o pomoc do prawnika  i wystąpiła od sądu o zwrot tych pieniędzy. Jednak sąd odrzucił pozew a do tego obciążył panią C. kwotą 2500 zł za koszty procesu.

W uzasadnieniu sąd I instancji wyjaśnił, że nie znalazł podstaw do uznania zapisów umowy kredytowej za niedozwolone klauzule umowne z uwagi na niespełnienie przesłanek abuzywności zgodnie z art. 3851 kodeksu cywilnego.

Także apelacja pani C. została oddalona. Tyle że sąd II instancji inaczej zinterpretował przepisy: owszem, w umowie były klauzule niedozwolone, ale nie określały oen głównych świadczeń stron umowy kredytu w rozumieniu art. 3851 § 2 zdanie drugie k.c., ale jedynie dodatkowy mechanizm indeksacyjny, tj. sposób określania rynkowej wartości wydanej i wykorzystywanej sumy kredytu w złotych w relacji do walut obcych.

W 2019 r. Sąd Najwyższy odrzucił skargę pani C. o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego wyroku. Pozostała tylko skarga nadzwyczajna.

RPO składa ją w imieniu pani C. dowodząc, że sprawa została błędnie rozpoznana. Chodzi o to, że sądy nie zastosowały w niej standardów ochrony praw konsumenta, jakie są wymagane w Unii Europejskiej. RPO zarzuca sądowi II instancji, że swoje ustalenia prawne  oparł na niejednolitej linii orzecznictwa sądów polskich w zakresie orzekania co do abuzywności klauzul niedozwolonych. Nie skorzystał też – choć wnosiła o to pani C. – z możliwości zadania pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, skoro były wątpliwości, jak zastosować prawo.

Sąd europejski – a więc i polski – musi się kierować postanowieniami Dyrektywy 93/13, i w przypadku sporu konsumenta z przedsiębiorcą wziąć pod uwagę, że konsument znajduje się w gorszym położeniu niż przedsiębiorca, zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i ze względu na stopień poinformowania. Dlatego sąd musi tej nierówności przeciwdziałać – i to w sposób aktywny.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, w tej sprawie sąd tak nie zrobił, a że Dyrektywa 93/13 jest wprowadzona do polskiego prawa, to dopuścił się rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego, tj. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 k.c. oraz art. 58 § 1 k.c. poprzez ich błędną wykładnię oraz niezapewnienie standardów ochrony praw konsumenta wynikających z Dyrektywy 93/13.

Naruszone przez sąd przepisy „stanowią rdzeń systemu ochrony konsumenta przed wykorzystywaniem przez przedsiębiorców silniejszej pozycji kontraktowej, związanej z możliwością jednostronnego kształtowania treści wiążących strony postanowień, w celu zastrzegania klauzul niekorzystnych dla konsumenta (klauzul abuzywnych). Wprowadzają instrument wzmożonej - względem zasad ogólnych (art. 58 § 2, art. 3531 i 388 k.c.) - kontroli treści postanowień narzuconych przez przedsiębiorcę, pod kątem poszanowania interesów konsumentów” (vide: uchwała SN z dnia 20 czerwca 2018 r., sygn. akt III CZP 29/17) – stwierdza RPO.

Ta sprawa – czego nie zauważył sąd – ma charakter konsumencki. Obie strony zawarły umowę na podstawie wzorca dostarczonego przez przedsiębiorcę (art. 384 § 1 k.c.). Mając zatem za przedmiot postępowanie w sprawie konsumenckiej, w oparciu o wzorzec umowny, w pierwszej kolejności sąd winien był zbadać treść klauzul zawartych w umowie kredytu pod kątem ich abuzywności.

W ocenie Rzecznika, klauzule dotyczące waloryzacji zobowiązania do waluty obcej, umożliwiające jednostronnie bankowi na określenie kursu waluty CHF, po jakiej jest przeliczana kwota kredytu, a następnie każda z rat, budzą wątpliwości ze względu na ich nieuczciwy charakter. Takimi klauzulami są przede wszystkim klauzule określające tzw. spread walutowy.

RPO zgadza się z panią C., że przedstawiony konsumentom wzorzec umowny kształtował jej obowiązki w sposób niezgodny z zasadą równorzędności stron i jednocześnie został wprowadzony do umowy w takich okolicznościach, że w chwili podpisania umowy nie mogła ocenić jego ekonomicznych skutków. Klauzule te zezwalają bankowi na przeliczanie rat przy użyciu tabel kursowych wprowadzanych i ustalanych jednostronnie przez bank, na które konsument nie ma żadnego wpływu. Z zapisów umowy kredytu nie wynika w żaden sposób, w jaki sposób kursy sprzedaży i kupna waluty znajdujące się w takich tabelach walut są ustalane. Stawia to konsumenta w sytuacji bardzo niekorzystnej, gdyż nie ma on wiedzy, w jaki sposób ustalane są parametry danej tabeli, a co za tym idzie, w jaki sposób ustalana jest wysokość zobowiązania. Niezwykle istotnym jest to, iż umowa nie przewidywała żadnych ograniczeń w określaniu przez bank kursów w tabelach kursów obowiązujących w banku. Umowa pozostawiała bankowi w istocie dowolność w ustalaniu poziomu kursu walut obcych. Nie przewidywała żadnych kryteriów, wedle których miałby być ustalony kurs z tabeli, ani instrumentów, które mogłyby służyć kredytobiorcom do wpłynięcia na wysokość tego kursu.

Rzecznik wskazuje, że w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej klauzule indeksacyjne, takie jak powołane powyżej, klasyfikowane są jako postanowienia dotyczące głównego świadczenia stron.

V.510.59.2019

Wyszedł z domu "bez uzasadnienia" w kwietniu 2020 r. Kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-29, 2021-03-19
  • Pan Przemysław został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r. opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb – sąd wymierzył mu karę nagany
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa kolejną kasację w tego typu sprawie
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził niezgodnie z prawem, dlatego nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli
  • Sąd Najwyższy uwzględnił już pierwsze trzy takie kasacje złożone przez RPO na korzyść ukaranych obywateli
  • AKTUALIZACJA: 29 kwietnia SN uwniewinnił pana Przemysława (Sygn. akt 11 K K 135/21)

Pan Przemysław został obwiniony o to, że 19 kwietnia 2020 r. w małej miejscowości O. nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze RP w związku ze stanem epidemii. Polegało to na tym, że w stanie nietrzeźwości i bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb.

Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy w R. w listopadzie 2020 r. wymierzył mu karę nagany. Uznał, że popełnił wykroczenie z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

RPO w kasacji zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia z 19 kwietnia 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia. Kasacja wnosi o uniewinnienie pana  Przemysława.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów. Powołał się na ustawę z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za wykroczenie z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych.

Niezależnie od tego, w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia, a obowiązujące wtedy  rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. nie zakazywały już przemieszczania się. Choćby z tego powodu wymierzenie kary nie było dopuszczalne.

II.511.147.2021

500 zł za brak maseczki. Kasacja RPO do SN

Data: 2021-03-19
  • Pan Wojciech w połowie maja 2020 r. w miejscowości S.G w gminie W. został przyłapany na tym, że nie tylko używał słów nieprzyzwoitych, ale nie miał maseczki - nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa.
  • W listopadzie Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym uznał pana Wojciecha za winnego wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 17 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 878 ze zm.) oraz art. 141 k.w.
  • Wymierzył za to 500 złotych grzywny.

RPO składa kasację do Sądu Najwyższego w tej sprawie, bowiem pan Wojciech został skazany na podstawie wadliwych przepisów.

Pan Wojciech nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Jednak rządowe rozporządzenie nie zawierało żadnej sankcji za naruszenie tego nakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Ponadto nakaz zakrywania ust i nosa został ustanowiony na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (co do kasku ochronnego w oparciu o art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – prawo o ruchu drogowym). Ustawa ta jednak pozwalała na nakazywanie noszenia maseczek chorym lub podejrzanym o chorobę – a nie wszystkim. Wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

Tu warto przypomnieć, że o wadliwości nakazu noszenia maseczek przepisu RPO alarmował właśnie od maja, a kiedy pan Wojciech został skazany, Sejm już zmienił przepis – weszły one w życie w grudniu.

Właśnie dopiero z chwilą wejścia w życie ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz. U. poz. 2112 ze zm.) Rada Ministrów uzyskała upoważnienie do ustanowienia w rozporządzeniu powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu (dodany art. 46b pkt 13 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi), zaś nieprzestrzeganie tego nakazu zostało przez ustawodawcę uznane za wykroczenie w dodanym tą ustawą art. 116 § 1a k. w.

II.511.77.2021

Sprawa niespłaconego kredytu „frankowego”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-19
  • W czasach, kiedy kredyty „frankowe” były bardzo popularne, pewne małżeństwo wzięło 100 tys. kredytu indeksowanego do franka. Kiedy po kilku latach przestali płacić, bank wypowiedział umowę i zażądał zwrotu 140 tys.
  • Sprawa trafiła do sądu, a ten przyjął wyliczenia banku i kazał spłacić. Postanowienie się uprawomocniło, bo nikt się nie odwołał.
  • RPO składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną argumentując, że sąd popełnił poważny błąd. Obowiązywały go standardy Unii Europejskiej, powinien był więc zauważyć, że spór dotyczy umowy konsumenckiej, a więc takiej, w której jedna strona jest słabsza od drugiej, i wyciągnąć z tego wnioski. Powinien był też sprawdzić, czy umowa nie zawierała klauzul abuzywnych. Zamiast tego sąd wziął wyliczenia prywatnej instytucji i uznał je za fakt.
  • Zdaniem RPO sąd po prostu nie zbadał sprawy!

Kilkanaście lat temu państwo X wzięli kredyt hipoteczny na 100000 zł na zakup mieszkania na rynku wtórnym. Kiedy jedno z małżonków zmarło, a drugie przestało spłacać raty, bank wypowiedział umowę kredytu i zażądał zwrotu pieniędzy: zaległość wyliczył na prawie 140 tys. i dodał do tego odsetki za opóźnienie spłaty.

Sprawa trafiła do sądu. Bank domagał się wydania nakazu zapłaty w trybie elektronicznego postępowaniu upominawczego, ale sąd w Lublinie, nie znalazł do tego podstaw i przekazał sprawę na rozprawę do sądu w mieście, w którym mieszkali kredytobiorcy.

W 2017 r. po rozprawie sąd ten nakazał im oddać bankowi 140 tys. zł, zgodnie z wyliczeniami banku, tyle że odsetki ustawowe nakazał liczyć dopiero od 2017 r.

Wyrok się uprawomocnił, bo żadna ze stron nie wniosła apelacji. Komornik zaczął egzekucję należności z mieszkania spółdzielczego małżonków.

RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że wyrok został wydany z rażącym naruszeniem prawa: otóż sąd rozstrzygnięcie oparł na wyliczeniu banku i nie sprawdził samej umowy kredytowej. Nie zbadał, czy przypadkiem nie zawierała ona klauzul niedozwolonych (abuzywnych). Nie zauważył, że sprawa ma charakter konsumencki, tj. taki, w której jedna ze stron ma sytuację uprzywilejowaną ze względu na wiedzę i doświadczenie, a druga takiej wiedzy specjalistycznej nie ma (relacja bank-klient).

W tym kontekście Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie podkreśla, że osiągnięcie na poziomie krajowym standardu ochrony konsumenta wymaganego Dyrektywą 93/13 nakłada na sądy krajowe konieczność realizacji obowiązków z niej wynikających. Chodzi tu w szczególności o dokonanie z urzędu kontroli abuzywności postanowień umownych, nawet bez wyraźnego żądania strony postępowania. Obowiązek ten nabiera jeszcze większego znaczenia w sytuacji, gdy sąd dysponował dokumentami umowy konsumenckiej przed wydaniem nakazu zapłaty, jak w niniejszej sprawie.

Sąd orzekając w tej sprawie, de facto wsparł działania przedsiębiorcy nakierowane na wykorzystanie słabszej pozycji konsumenta, który nie był w stanie skutecznie się bronić. Uwzględnienie skargi nadzwyczajnej pozwoli zatem przywrócić równowagę w stosunkach społecznych, zachwianą przez fakt nieuwzględnienia przez sąd ochrony konsumenta w postępowaniu sądowym.

Mając za przedmiot postępowanie w sprawie konsumenckiej, w oparciu o wzorzec umowny, w pierwszej kolejności sąd winien był zbadać treść klauzul zawartych w umowie kredytu pod kątem ich abuzywności. Zapoznanie z treścią wzorca i zgoda na zawarcie umowy, której treść reguluje ten wzorzec to podstawa ustalenia związania konsumenta treścią tego wzorca - stosownie do treści art. 384 k.c. - związany wzorem jest ten komu doręczono wzorzec przy zawarciu umowy. Samo zapoznanie się z treścią doręczonego przy zawarciu umowy wzorca nie stanowi natomiast negatywnej przesłanki abuzywności i nie ma wpływu ma ocenę pozytywnych jej przesłanek. Kodeks wyklucza przyjęcie indywidulanego uzgodnienia postanowień umownych w tej sytuacji w zdaniu drugim art. 385§ 3 k.c.- nieuzgodnione indywidulanie są postanowienia umowne przyjęte z wzorca umowy zaproponowanego konsumentowi przez kontrahenta.

W ocenie Rzecznika przedstawiony konsumentom wzorzec umowny kształtował obowiązki kredytobiorców w sposób niezgodny z zasadą równorzędności stron i jednocześnie został wprowadzony do umowy w takich okolicznościach, że konsumenci w chwili podpisania umowy nie mieli możliwości ocenić jego ekonomicznych skutków.

W niniejszej sprawie sąd wydając wyrok rażąco naruszył prawo krajowe (art. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 k.c.) oraz prawo unijne (art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 Dyrektywy 93/13 oraz art. 47 Karty Praw Podstawowych), albowiem nie przeprowadził z urzędu kontroli abuzywności postanowień umownych. Orzecznictwo TSUE wyraźnie zobowiązuje sądy krajowe do podjęcia ex officio kontroli nieuczciwego charakteru postanowienia, nawet bez wyraźnego żądania strony postępowania. Obowiązek ten nabiera jeszcze większego znaczenia w sytuacji, gdy sąd dysponował dokumentami umowy konsumenckiej przed wydaniem wyroku, jak w niniejszej sprawie. Takie działania sądu mają znaczenie nie tylko w indywidualnej sprawie, lecz przede wszystkim służą prewencji ogólnej – odstraszaniu przedsiębiorców od korzystania w umowach z postanowień niedozwolonych.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, sąd powinien był zastosować wytyczne wynikające z prawa UE, zgodnie z wyżej przedstawionymi zasadami. Prawidłowe zastosowanie wytycznych wynikających z prawa UE na tle rozpatrywanej sprawy powinno następować w sposób opisany poniżej.

Sąd orzekający miał możliwość przeprowadzenia kontroli nieuczciwego charakteru klauzul już na etapie wniesienia pozwu, następnie poinformowania stron o wynikach kontroli oraz umożliwienia stronom wypowiedzenia się co do nich, czego zaniechał. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich okoliczność, iż sąd nie zbadał z urzędu postanowień umowy zawartej przez konsumentów z przedsiębiorcą pod kątem ich nieuczciwego charakteru należy traktować jako faktyczne pozbawienie strony możności działania i obrony swoich praw. Konsument nie musi być świadomy tego, że sąd powinien działać z urzędu, ani też nie musi być świadomy czym są i czy w sprawie występują klauzule abuzywne. W tym zakresie orzecznictwo TSUE podkreśla tak ograniczoną wiedzę jak i ograniczony dostęp do informacji, jakim dysponują konsumenci (wyrok z dnia 14 czerwca 2012r., Español de Crédito, C-618/10, ECLI:EU:C:2012:349, pkt 54, z dnia 13 września 2018 r., Profi Credit I, C-176/17, ECLI:EU:C:2018:71, pkt 69 i przytoczone tam orzecznictwo). Jest to podejście niezwykle ugruntowane w orzecznictwie TSUE, zapoczątkowane wyrokiem z dnia 27 czerwca 2000, Oceano, w połączonych sprawach C-240/98 do C-244/98, ECLI:EU:C:2000:346, pkt 26.

Po stwierdzeniu abuzywności postanowienia należy określić, jaki wpływ usunięcie postanowienia z umowy wywiera na możliwość dalszego obowiązywania umowy. Decyzję w tym zakresie, zgodnie z art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13 podejmuje sąd krajowy, w oparciu o przepisy prawa krajowego, co stwierdzają wyroki Dziubak, C-260/18 (pkt 43, 45), z dnia 14 marca 2019 r., Dunai, C-118/17 (pkt 51), czy z dnia 26 stycznia 2017 r., Banco Primus, C-421/14 (pkt 71 i przytoczone tam orzecznictwo). Jeżeli możliwe jest wyeliminowanie klauzuli abuzywnej z umowy, to umowa obowiązuje dalej bez tego niedozwolonego postanowienia. Do sądu krajowego należy wyłącznie i jedynie wykluczenie stosowania nieuczciwego warunku umownego, tak aby nie mógł on wywoływać wiążącego skutku wobec konsumenta, przy czym sąd ów nie jest uprawniony do zmiany treści tego warunku (wyrok z dnia 21 grudnia 2016 r., Gutiérrez Naranjo i in., C-154/15, C-307/15 i C-308/15, pkt 57 i przytoczone tam orzecznictwo). Jeżeli natomiast sąd stwierdzi, że na tle prawa krajowego umowa nie może dalej obowiązywać po wyeliminowaniu z niej postanowień abuzywnych, aktualizuje to, zgodnie z orzecznictwem TSUE, dalsze obowiązki sądu krajowego. Sąd powinien ustalić, czy ewentualne unieważnienie umowy spowoduje skutki rażąco niekorzystne dla konsumenta (wyroki: Kásler, C-26/13, pkt 80–84; z dnia 26 marca 2019 r., Abanca Corporación Bancaria i Bankia, C-70/17 i C-179/17, pkt 64; Dziubak, C-260/18, pkt 48). Dla stwierdzenia czy skutki unieważnienia umowy są rażąco niekorzystne dla konsumenta, zgodnie z orzeczeniem Dziubak, C-260/18 (pkt 54, 56) decydujące znaczenie ma wola wyrażona przez konsumenta, która przeważa nawet ponad oceną skutków unieważnienia umowy dokonaną przez sąd. System ochrony przed stosowaniem nieuczciwych warunków umowy przez przedsiębiorców, który Dyrektywa 93/13 wprowadziła na korzyść konsumentów, nie jest bowiem obowiązkowy (Dziubak, C-260/18 pkt 68). Zgodnie z orzecznictwem TSUE (Dziubak, C-260/18 pkt 53, 66; wyrok z dnia 21 lutego 2013 r., Banif Plus Bank, C-472/11, pkt 23, 27, 35 i przytoczone tam orzecznictwo) oraz SN (wyrok z dnia 11 grudnia 2019 r., sygn. akt V CSK 382/18), zgoda wyrażona przez konsumenta na skutki, wynikające z unieważnienia umowy będącego następstwem stwierdzenia nieuczciwego charakteru jednego z postanowień umowy musi być dobrowolna i świadoma Wyrażenie świadomej zgody przez konsumenta możliwe jest jednak tylko wówczas, gdy konsument ma informację nie tylko na temat jurydycznej kwalifikacji, jaką ma zamiar zastosować sąd po ustaleniu, że umowa nie może obowiązywać po stwierdzeniu nieuczciwego charakteru jej postanowień, ale również pełną wiedzę, jeśli chodzi o skutki ekonomiczne unieważnienia umowy. Aby konsument był w stanie powziąć dobrowolną i świadomą wolę w tym względzie, sąd niewątpliwie powinien poinformować go o wszystkich prawnych i ekonomicznych następstwach, jakie wiążą się dla niego z unieważnieniem umowy, a w szczególności o tym, że wysokość roszczeń, jakie może wysunąć w stosunku do konsumenta przedsiębiorca, nie może przekroczyć wysokości świadczeń spełnionych przez przedsiębiorcę na rzecz konsumenta na mocy unieważnionej umowy. W szczególności art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 nakłada na sąd krajowy obowiązek poinformowania konsumenta, który zgłosił żądanie stwierdzenia nieważności umowy w związku z eliminacją warunków nieuczciwych, o skutkach prawnych takiego rozstrzygnięcia, w tym także o możliwych roszczeniach restytucyjnych (restitutio ad integrum) przedsiębiorcy (banku), nawet nie zgłoszonych w danym postępowaniu.

Zaniechanie przez sąd zbadania, czy umowa kredytu bez ww. klauzul indeksacyjnych może obowiązywać i tym samym, czy jest ważna, stanowi naruszenie art. 58 § 1 k.c. W orzecznictwie Sądu Najwyższego, wskazuje się, że sąd na podstawie zgromadzonego materiału procesowego ma obowiązek wziąć pod uwagę w każdym stanie sprawy nieważność czynności prawnej (art. 58 § 1 k.c.) (vide: uchwała SN z dnia 17 czerwca 2005 r., sygn. akt III CZP 26/05). W ocenie Rzecznika, w niniejszej sprawie usunięcie z umowy kredytu kwestionowanych wyżej w treści skargi klauzul umownych jako abuzywnych, może prowadzić do nieważności umowy, bowiem możliwość jej wykonywania w kształcie pozbawionym tych klauzul wydaje się wątpliwa. Po wyeliminowaniu postanowień o waloryzacji kredytu, w tym postanowień o sposobie przeliczania kwoty kredytu wyrażonej w CHF na złote polskie, a następnie salda kredytu wyrażonego w CHF na złote polskim celem ustalenia kwoty raty, okazuje się, że w umowie podpisanej przez strony nie ma podstawowych elementów konstrukcyjnych. Niezwykle istotnym jest to, iż umowa nie przewidywała żadnych ograniczeń w określaniu przez bank kursów w tabelach kursów obowiązujących w banku. Umowa pozostawiała bankowi w istocie dowolność w ustalaniu poziomu kursu walut obcych. Nie przewidywała żadnych kryteriów, wedle których miałby być ustalony kurs z tabeli, ani instrumentów, które mogłyby służyć kredytobiorcom do wpłynięcia na wysokość tego kursu. Obowiązujące regulacje prawne nie zakazywały bankowi zamieszczania w tworzonych przez siebie tabelach kursów takich wartości, jakie uzna za stosowne.

V.510.83.2020

Związkowiec stracił pracę, choć chroniło go przed tym prawo. Kolejna skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-03-18
  • Działacz związkowy został w 2003 r. zwolniony z pracy za nieprzestrzeganie zasad współżycia społecznego w zakładzie pracy - miał porysować samochód działacza innego związku zawodowego
  • Sąd prawomocnie oddalił jego pozew o przywrócenie do pracy. Pominął jednak przepisy, które chroniły związkowca przed zwolnieniem do 2004 r.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę nadzwyczajną na korzyść zwolnionego

RPO wniósł, aby wobec upływu lat Sąd Najwyższy stwierdził, że zaskarżone orzeczenie wydano z naruszeniem prawa. To dałoby związkowcowi prawo do odszkodowania za bezprawne zwolnienie z pracy.

Historia sprawy

Pracodawca rozwiązał umowę o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia z uwagi na „ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych”, polegające na nieprzestrzeganiu zasad współżycia społecznego w zakładzie pracy. Chodziło o to, że powód, działacz związkowy, miał porysować samochód działacza innego związku zawodowego.

Przed rozwiązaniem umowy o pracę pracodawca skonsultował się z zarządem zakładowej organizacji związkowej, której powód był członkiem. Zarząd nie wyraził zgody na rozwiązanie umowy o pracę.

Powód złożył pozew o przywrócenie do pracy oraz zasądzenie wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy.

W 2006 r. Sąd Rejonowy przywrócił go do pracy i przyznał wynagrodzenie. Uznał, że proces nie wykazał, by doszło do zdarzenia uzasadniającego zarzut naruszenia zasad współżycia społecznego. Na podstawie nagrania monitoringu nie sposób bowiem wywnioskować, czy to powód porysował samochód.

Sąd Okręgowy uchylił jednak wyrok I instancji z powodów formalnych.

Po drugim rozpatrzeniu sprawy w 2007 r. Sąd Rejonowy oddalił powództwo. Przyjął, że skoro powód jako jedyny z pracowników przebywał w tym dniu w okolicach rzeczonego samochodu, to graniczące z pewnością jest założenie, że to on dopuścił się jego uszkodzenia.

Tym samym Sąd Rejonowy przyjął odmienną wersję wydarzeń niż w prowadzonym w tej samej sprawie postępowaniu karnym, w którym powód został uniewinniono. Sąd pracy kierował się zasadą niezwiązania ustaleniami sądu karnego w sprawie cywilnej (art. 11 k.p.c.).

Sąd Okręgowy odrzucił apelację powoda jako nieopłaconą.

Powód pełnił w swym związku funkcję wiceprzewodniczącego zarządu krajowego (czyli ponadzakładową). A w dniu otrzymania oświadczenia o rozwiązaniu umowy o pracę obowiązywała ustawa o związkach zawodowych, zgodnie z którą pracownik -objęty ochroną przewidzianą w art. 32 ustawy o związkach zawodowych przed wejściem ustawy nowelizującej w życie - korzysta z tej ochrony jeszcze w okresie roku od wejścia nowej ustawy w życie. Nie ulega wątpliwości, że roczny okres ochrony dotyczy również pracowników – działaczy związkowych pełniących z wyboru funkcje poza zakładem pracy. Pracodawca wiedział o trwaniu tej ochrony. 

Argumenty RPO

Zaskarżony wyrok rażąco naruszył prawo materialne, gdyż nie uwzględnił ochrony przysługującej działaczowi związkowemu pełniącemu z wyboru funkcję poza zakładem pracy, trwającej w dniu rozwiązania umowy o pracę.  

Nastąpiło to wskutek błędnej wykładni art. 11 ustawy nowelizującej w związku z art. 32 ust. 4 ustawy o związkach zawodowych. Ochrona działacza związkowego na podstawie art. 11 ustawy nowelizującej -  zgodnie z którą: „pracownik objęty ochroną, o której mowa w art. 32 ustawy wymienionej w art. 3, nabytą na podstawie tych przepisów w brzmieniu obowiązującym przed dniem wejścia ustawy w życie, podlega takiej ochronie w okresie roku od dnia wejścia w życie art. 32 w brzmieniu nadanym ustawą” - dotyczy wszystkich przypadków wymienionych w art. 32 ustawy o związkach zawodowych, w tym pracowników o którym mowa w ust. 4.

Z uwagi na pełnienie funkcji przed dniem wejścia w życie ustawy nowelizacyjnej, ochrona prawna powoda została przedłużona na dalszy rok od dnia wejścia w życie tej ustawy, tj. do 1 lipca 2004 r. Nieuwzględnienie tej ochrony stanowi rażące naruszenie prawa.

Jedną z zasad wywodzonych z zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji) jest zasada zaufania obywatela do państwa. Tu zaś zaufanie to zostało nadużyte wydaniem orzeczenia rażąco naruszającego prawo materialne i pozbawiajace ochrony osoby, której ustawodawca zagwarantował trwałość stosunku pracy ze względu na pełnioną funkcję związkową.

Wyrok naruszył również art. 24 Konstytucji, że praca znajduje się pod ochroną. Wynikają z tego nie tylko obowiązki państwa stanowienia prawa zawierającego gwarancje ochrony pracy, lecz nakłada to na organy państwa, w tym sądy, prawny obowiązek stosowania prawa w sposób zapewniający stabilność zatrudnienia. Sąd, mimo jednoznacznego przepisu, odmówił jednak powodowi przysługującej mu ochrony.

Sąd naruszył także art. 45 ust. 1 Konstytucji. Nie mając do tego dostatecznej podstawy prawnej, udzielił bowiem ochrony pracodawcy, a nie pracownikowi będącemu słabszą stroną stosunku pracy. Tym samym nie zapewnił działaczowi związkowemu ochrony i nie zagwarantował jego niezależności w wykonywaniu funkcji związkowych. Doszło zatem do zniweczenia podstawowego celu ochrony działacza związkowego. Rozstrzygniecie nie wypełnia treści konstytucyjnego prawa do sprawiedliwego, sądowego rozpatrzenia sprawy.

Od wydania zaskarżonego orzeczenia upłynęło już ponad 13 lat. Stosunek pracy został zaś rozwiązany ponad 17 lat temu. W tak długim okresie uległa zmianie zarówno sytuacja ekonomiczna i społeczna powoda, jak sytuacja zakładu pracy. Przywrócenie do pracy, aby wywołało adekwatne skutki prawne i społeczne, powinno nastąpić w terminie możliwie krótkim od rozwiązania stosunku pracy. Świadczą o tym także ustanowione przez ustawodawcę w art. 264 k.p. krótkie terminy dochodzenia roszczeń związanych z ustaniem stosunku pracy.

Uchylenie po tylu latach prawomocnego orzeczenia sądowego w celu dalszego prowadzenia postępowania o przywrócenie powoda do pracy zaprzeczałoby zatem funkcji tego roszczenia. Dlatego, mimo, że w sprawie doszło do oczywistego naruszenia prawa, Rzecznik uważa, iż SN powinien poprzestać na stwierdzeniu wydania zaskarżonego orzeczenia z naruszeniem prawa.

III.7043.135.2019

Klauzule abuzywne we „frankowej” umowie kredytowej. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-18
  • Czy klient banku  ma prawo do zwrotu nadpłaconych pieniędzy, czy nie?
  • Sprawa dotyczy tego, jakie są konsekwencje stwietrdzenia, że w umowie kredytu „frankowego” były klauzule abuzywne.
  • Zdaniem sądu I instancji – z powodu użycia przez bank klauzul niedozwolonych kredytobiorca miał prawo domagać się zwrotu nadpłaty. Zdaniem sądu II instancji – nie, bo generalna abuzywność klauzuli nie przesądza o sytuacji konkretnej umowy kredytowej.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że interpretacja sądu II instancji jest błędna, a do tego niezgodna z obowiązującymi Polskę standardami prawa konsumenckiego Unii Europejskiej.

Pan T. w połowie lat dwutysięcznych kupił mieszkanie na kredyt hipoteczny waloryzowany do franka szwajcarskiego (ponad 100 tysięcy). Po 10 latach zorientował się, że w jego umowie mogą być klauzule niedozwolone (abuzywne) i zażądał od banku zwrotu kilkunastu tysięcy złotych nadpłaty. Chodziło o zasady przewalutowania kredytu, które w umowie nie zostały między stronami indywidulnie uzgodnione. To właśnie jest klauzula niedozwolona, co – jak podniósł pełnomocnik pana T. - dla wzorca tej umowy stwierdził Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (w wyroku z 27 grudnia 2010 r., sygn. akt XVII AMC 1531/09, Legalis nr 750179), a Sąd Apelacyjny, który ten wyrok utrzymał (7 maja 2013 r., sygn. akt Vi ACa 441/13).

Czy stwierdzenie abuzywności we wzorze umowy (bo to bada sąd konsumencki) miało znaczenie dla konkretnej umowy pana T.?

W 2016 r. sąd rejonowy uwzględnił powództwo pana T. i zasądził od banku prawie 20 tys. zł. W uzasadnieniu sąd wskazał, że: „postanowienia dotyczące waloryzacji zadłużenia z tytułu udzielonego kredytu oraz wysokości rat spłat w oparciu o miernik w postaci franka szwajcarskiego ustalonego według Tabeli Kursów Walut Obcych [banku] są niedozwolonymi postanowieniami umownymi w rozumieniu art. 3851 § 1 k.c. i przez to nie wiążą powoda [pana T.], a strony związane są umową w pozostałym zakresie”. Sąd uznał też, że: „stwierdzenie abuzywności konkretnych postanowień umownych rodzi taki skutek, że postanowienia te nie wiążą konsumenta ex tunc i ex lege” (od początku, z mocy prawa).  A „skoro mechanizm waloryzacji nie wiąże, to oznacza, że bank wykorzystując ten mechanizm pobrał kwoty bez podstawy prawnej. Powodowi przysługuje zatem prawo do żądania ich zwrotu w oparciu o art. 405 w zw. z art. 410 § 1 i 2 k.c.” (k. 373).

Od wyroku tego bank wniósł apelację i sąd okręgowy oddalił roszczenia pana T. Choć  sąd apelacyjny podzielił stanowisko sądu I instancji co do abuzywności klauzul, odmiennie ocenił skutki tej abuzywności dla całej umowy.

Uznał bowiem znaczenie wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumenta z 27 grudnia 2010 r. „w zakresie, w jakim uznaje za niedozwolone postanowienie z wzorca umownego odpowiadającego treściowo § 12 ust. 4 przedmiotowej umowy”, ale dodał, że: „zgodnie z art. 47343 k.p.c. wyrok ten (…) nie przesądza o abuzywności konkretnego postanowienia umownego”.

RPO składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną wskazując na błąd sądu II instancji: mimo spoczywającego na nim , wynikającego z zobowiązań Polski jako kraju członkowskiego Unii Europejskiej, obowiązku prounijnej wykładni prawa krajowego, sąd ten nie sprostał tym wymaganiom. Ustalenia prawne oparł na niejednolitej linii orzecznictwa sądów polskich w sprawie abuzywności klauzul niedozwolonych. Ponadto nie odniósł się w ogóle do istotnego poglądu (eksperckiej opinii w sprawie) wyrażonego przez Prezesa Urzędu Ochrony Konsumentów i Rzecznika Finansowego.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, sąd II instancji wydając wyrok rażąco naruszył prawo krajowe (art. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 k.c.) oraz prawo unijne (art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 Dyrektywy 93/13 oraz art. 47 Karty Praw Podstawowych), poprzez ich błędną wykładnię, prowadzącą Sąd do wniosku, że kwestionowane przez powoda klauzule umowne nie określają głównego świadczenia stron.

Dokonując oceny, czy zakwestionowane przez pana T. postanowienia umowne określają główne świadczenia stron, są obowiązany był też uwzględnić dorobek orzeczniczy TSUE, w szczególności orzeczenia odnoszące się do wykładni art. 4 i 6 Dyrektywy 93/13, wydane na tle umów kredytu zawierających ryzyko kursowe (walutowe), czego zaniechał.

Zgodnie z wytycznymi wynikającymi z prawa UE Sąd orzekający był zobowiązany do przeprowadzeniu kontroli nieuczciwego charakteru klauzul wskazanych w pozwie, poinformować strony o wynikach kontroli oraz umożliwić stronom wypowiedzenie się co do nich.

W ocenie Rzecznika, w niniejszej sprawie usunięcie z umowy kredytu kwestionowanych wyżej w treści skargi klauzul umownych jako abuzywnych, prowadziło do nieważności umowy. Oczywiste jest, że nie jest możliwe dalsze funkcjonowanie umowy, której po wyłączeniu z niej postanowień niedozwolonych dotyczących sposobu ustalania kursów po jakich nastąpić ma wypłata kredytu oraz jego spłata Po wyeliminowaniu postanowień indeksacyjnych okazuje się, że w umowie podpisanej przez strony nie ma podstawowych elementów konstrukcyjnych.

V.510.106.2019

Rozporządzenia rządu o zakazie przemieszczania się rażąco naruszały prawo. SN uwzględnił pierwsze "pandemiczne" kasacje RPO

Data: 2021-03-17
  • Ograniczenia pandemiczne z wiosny 2020 r. rażąco naruszały prawo – uznał Sąd Najwyższy
  • Dlatego uwzględnił pierwsze trzy kasacje złożone przez Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść obywateli ukaranych za złamanie zakazu przemieszczania się  bez uzasadnionej przyczyny
  • Można było ograniczyć swobodę przemieszczania się, ale nie jej zakazać – wskazywał Adam Bodnar

Sąd Najwyższy – na posiedzeniu bez udziału stron w trybie art. 535 § 5 Kodeksu postępowania karnego – rozpoznał trzy kasacje dotyczące wyroków nakazowych Sądu Rejonowego w R. Uznał je za „oczywiście zasadne” i uniewinnił obwinionych od przypisanych im wykroczeń. Orzeczenia z uzasadnieniami  zostaną przesłane do Biura RPO.

Zgodnie z rozporządzeniami rządu – wydanymi na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych - w początkowym okresie epidemii  można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

RPO wskazywał, że ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję.

Dlatego w związku z karami za łamanie ograniczeń epidemicznych z wiosny 2020 r. Rzecznik wniósł do Izby Karnej SN kilkanaście kasacji w tego typu sprawach. Wskazywał, że badając kasacje, SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone rozporządzeniami w pierwszym okresie epidemii koronawirusa, które wydano bez odpowiednich podstaw ustawowych i przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

W pierwszej sprawie pan Łukasz w S.  w Wielką Sobotę 2020 r.  „naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby” . Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym wymierzył mu 200 zł grzywny.

Pan Jakub został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r.  w D. nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku ze stanem epidemii. Sąd Rejonowy w R. wyrokiem nakazowym ukarał go 100 zł grzywny. Wykroczenie polegało na tym, że „stał na chodniku wraz z K.P. w rejonie sklepu spożywczego, zamkniętego w trakcie interwencji, motywując to tym, że w tym miejscu znajduje się w celu rekreacji dla rozprostowania nóg i rozmowy z kolegą”.

W trzeciej sprawie pan Patryk dostał od Sądu Rejonowego w R. 100 zł grzywny, bo 11 kwietnia 2020 r. w K. naruszył zakaz przemieszczania się. Bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych i przebywał wspólnie z dwoma osobami.

Wcześniej Adam Bodnar kierował liczne skargi do sądów administracyjnych co do kar pieniężnych sanepidu, wymierzanych obywatelom za nieprzestrzeganie ograniczeń nakładanych rozporządzeniami. Sądy administracyjne generalnie uchylają te kary, podkreślając m.in. właśnie naruszenie zasad poprawnej legislacji.

II.511.104.2021, II.511.105.2021, II.511.84.2021

(Zanonimizowane uzasadnienia wyroków poniżej w załącznikach)

Czynsz zasądzony od dziecka, które mieszkało gdzie indziej. Skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-03-17
  • Właściciel domu pozwał do sądu o niepłacenie czynszu najemcę mieszkania. Sprawdził, że zameldowani są tam dwaj mężczyźni, więc o 10 tys. zł pozwał obu. Nie sprawdził, że jeden z mężczyzn jest naprawdę dzieckiem i do tego mieszka gdzie indziej, z matką. Nie sprawdził tego też sąd i wydał nakaz zapłaty. Obaj pozwani nie sprzeciwili się temu: jeden miał problemy z brakiem pracy, drugi zakładał, że „ojciec sprawę załatwi”.
  • Nakaz się uprawomocnił.
  • RPO składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną: obywatel nie może odpowiadać za takie błędy państwa.

Przed prawie 20 laty spółka zarządzająca nieruchomością w M. pozwała ojca i syna o 10 tys. zaległego czynszu. Sąd w postępowaniu upominawczym kazał tę kwotę zapłacić. Ojciec poprosił o umorzenie części spłat, tłumacząc to kłopotami życiowymi i brakiem pracy – podanie to sąd zakwalifikował jako sprzeciw od wyroku i poprosił o uzupełnienie wniosku. Gdyby doszło do prawidłowego złożenia sprzeciwu, sprawa trafiłaby na rozprawę i można by było ją wyjaśnić. Ale ojciec nie odebrał awizowanej przesyłki. Zgodnie z prawem po upływie 10 dni można ją było uznać za prawidłowo doręczoną, zaczął więc bieg terminu na uzupełnienie dokumentacji – i minął bezpowrotnie.

Decyzja o zapłacie stała się prawomocna.

Nikt już tej awizowanej przesyłki nie odebrał. Syn – jak wynika z wyjaśnień jego pełnomocnika - w momencie uprawomocnienia się nakazu zapłaty dopiero co przekroczył próg pełnoletności i był przekonany, że ojciec „załatwi sprawę”. Przecież rzecz dotyczyła mieszkania, w którym nie mieszkał. Później jednak syn nie zaniedbyła sprawy - kiedy kilka lat później syn został wraz z ojcem ponownie pozwany przez właściciela domu o czynsz, syn skutecznie złożył sprzeciw i przed sądem dowiódł, że w żaden sposób nie ma zobowiązań wobec tego mieszkania. Ale pierwsza sprawa pozostawała nie do ruszenia.

Dopiero 20 lat później syn poprosił o pomoc prawnika, a ten zwrócił się do RPO o złożenie skargi nadzwyczajnej. RPO zgodził się z argumentem, że w sprawie tej nieporadność życiowa młodego człowieka oraz zaufanie do ojca, sprawiły, iż nakaz zapłaty z początku wieku nie został prawidłowo zaskarżony, skutkiem czego syn został niesłusznie obciążony długiem, za który nie powinien ponosić odpowiedzialności.

RPO skłąda więc skargę nadzwyczajną i na podstawie art. 89 § 1 pkt 2 ustawy o SN nakazowi zapłaty zarzuca:

  1. naruszenie w sposób rażący prawa procesowego tj. art. 499 pkt 2 k.p.c. poprzez jego niezastosowanie w sytuacji, gdy okoliczności sprawy budziły wątpliwości, gdyż nie było jasne, czy syn jest osobą pełnoletnią, zamieszkującą stale w lokalu, którego dotyczy sprawa, przez co – w świetle prawa materialnego – nie były wystarczające do wydania nakazu zapłaty w tej sprawie;
  2. oczywistą sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego, do którego doszło wskutek naruszenia art. 233 § 1 k.p.c.:
    - poprzez  bezpodstawne i błędne ustalenie, że syn był osobą pełnoletnią, a przez to odpowiedzialną solidarnie za zapłatę w tym okresie dochodzonej pozwem należności w całości, podczas, gdy ani z pozwu, ani z materiału dowodowego zgromadzonego w aktach sprawy okoliczność ta nie wynika,
    - poprzez błędne ustalenie, że syn mieszkał z ojcem w czasie, którego dotyczy nakaz zapłaty, dokonane jedynie w oparciu o lakoniczne stwierdzenie w pozwie, że: „Pozwani zajmują lokal powoda pod adresem wskazanym w pozwie. Pozwany [ojciec] jest najemcą tego lokalu, a pozwany [X ] jego synem”, w sytuacji, gdy ta istotna okoliczność wzbudzała uzasadnione wątpliwości i nie została w żaden inny sposób wykazana przez powoda,
  3. naruszenie w sposób rażący prawa materialnego tj. art. 6881 § 2 w zw. z art. 6881 § 1 k.c. poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w stanie faktycznym niniejszej sprawy i przyjęcie, że pozwany syn odpowiada solidarnie wraz z najemcą lokalu mieszkalnego za zapłatę czynszu i innych należnych opłat, mimo, że nie zamieszkiwał w przedmiotowym lokalu w okresie objętym pozwem, a ponadto był małoletni, co w konsekwencji doprowadziło do niezasadnego zasądzenia od pozwanego syna dochodzonych pozwem należności;
  4. Na podstawie art. 89 § 1 pkt 1 ustawy o SN zaskarżonemu wyrokowi RPO ponadto zarzuca: naruszenie zasad oraz wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji, a to konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP, oraz chronionego w art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP prawa do ochrony własności i praw majątkowych syna, z uwagi na wydanie zaskarżonego nakazu zapłaty, który w sposób nieuzasadniony i niesprawiedliwy nakłada na pozwanego obowiązek solidarnej zapłaty należności z tytułu czynszu najmu i innych należnych opłat mimo, iż nie zamieszkiwał on wraz z najemcą w lokalu, i mimo tego, że był osobą małoletnią, która nie mogła ponosić odpowiedzialności za zobowiązania czynszowe i inne należne opłaty za lokal.

RPO przypomina we wniosku do Sądu Najwyższego, że nakaz zapłaty nie może być także wydany, gdy wprawdzie z samego pozwu bądź dołączonych doń dokumentów nie można wysnuć wniosku o oczywistej bezzasadności roszczenia, ale materiał dowodowy dołączony do pozwu i jego uzasadnienie są tego  rodzaju, że przytoczone przez powoda okoliczności budzą wątpliwość. Zachodzi wówczas konieczność weryfikacji twierdzeń powoda w toku postępowania dowodowego oraz w świetle twierdzeń pozwanego (M. Manowska (red.) Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz, Tom II, Wyd. 4, opubl. WKP 2021).

Tak jak inne skargi nadzwyczajne, także i tę RPO kieruje do Izby Cywilnej Sądu Nadzwyczajnego, bo wątpliwości, jakie dotyczą umocowania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, mogą jeszcze bardziej pogorszyć sytuację obywatela, którego dotyczy ta sprawa.

IV.511.102.2019

Jeden dom i dwie wersje, kto jest właścicielem. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-16
  • W jednej z miejscowości na Podbeskidziu stoi dom ze sklepem podzielony tak, że nie wiadomo, kto jest właścicielem poszczególnych mieszkań i lokali
  • Sąd rozplątując zagmatwane stosunki własnościowe pomylił się: podzielił współwłasność, nie zauważając, że niektórzy ze współwłaścicieli zdążyli już swoje udziały w domu sprzedać.
  • Problem może naprostować tylko skarga nadzwyczajna, którą RPO kieruje do Sądu Najwyższego.

Sprawa domu w Ż. dotyczyła przede wszystkim zniesienia współwłasności. Na początku XXI w. nieruchomość należała do kilku rodzin, najwyraźniej przez lata ludzie dzielili się własnością po przodkach, ale nie formalizowali tego. W końcu postanowili jednak sprawy własności „wyczyścić” – choćby po to, by móc swobodnie dysponować poszczególnymi mieszkaniami i lokalami.

Był jednak jeszcze jeden problem: jedna z rodzin uważała, że należy się jej więcej niż pozostałym, bowiem należy jej się tytułem zasiedzenia cała działka (dom posadowiony był na dwóch).

Żeby znieść współwłasność, należało więc najpierw rozstrzygnąć tę sprawę: do 2007 r. sąd oddalił wniosek o uznanie własności przez zasiedzenie, a następnie zabrał się za znoszenie współwłasności. Nie zauważył, że – między orzeczeniem działowym w I instancji a wydaniem postanowienia przez sąd odwoławczy - rodzina domagająca się prawa do całej działki, sprzedała swój udział w nieruchomości.

Kiedy więc zostało wydane postanowienie o zniesieniu współwłasności, nie uwzględniało ono nowych nabywców. Ci jednak dysponowali ważnym aktem notarialnym.

Sprawa jest nierozwiązana do dziś – a tymczasem część (współ)właścicieli już nie żyje – teraz problem dotyczy ich spadkobierców i następców prawnych (w tym skarbu państwa). I nadal nie sposób ustalić, co do kogo należy.

Naprawienie tego błędu nie jest możliwe dziś inaczej niż za pomocą skargi nadzwyczajnej. Składając ją do Sądu Najwyższego RPO argumentuje, że sąd popełnił tu bardzo poważny błąd: orzeczenie w przedmiocie zniesienia współwłasności zostało wydane z pominięciem aktualnych współwłaścicieli nieruchomości.

Tymczasem w toku postępowania o zniesienie współwłasności może dojść do zmian podmiotowych w przypadku np. zbycia przez uczestnika postępowania przysługujących mu praw (udziału we współwłasności oraz ewentualnych roszczeń uzupełniających). Taka sytuacja zaistniała w przedmiotowej sprawie. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich rozporządzenie przez jedną z osób udziałem w nieruchomości objętej wnioskiem w toku postępowania o zniesienie współwłasności było w pełni skuteczne, a nabywcy stali się pełnoprawnymi współwłaścicielami spornej nieruchomości.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich ujawnione uchybienia procesowe sądu doprowadziły do wydania zaskarżonego orzeczenia z rażącym naruszeniem prawa procesowego oraz prawa materialnego. Nie tylko więc nabywcy nieobjęci orzeczeniem zostali pozbawieni przysługujących im praw majątkowych, ale przede wszystkim – wszyscy uczestnicy postępowania nie uzyskali rozstrzygnięcia o ich prawie własności, a wydane w sprawie orzeczenie, zamiast rozstrzygać spór o zakres prawa własności rzeczy pomiędzy jej współwłaścicielami, stało się źródłem zupełnie nowych konfliktów i sporów.

BPK.511.98.2020

Dwa  postanowienia spadkowe – kolejna skarga nadzwyczajna Rzecznika Praw Obywatelskich

Data: 2021-03-16
  • Dwa sąsiednio położone sądy w odstępie 20 lat wydały dwie, nieco rozbieżne, decyzje spadkowe po tej samej spadkodawczyni
  • Odmiennie określiły udział w spadku męża zmarłej; udziały ośmiorga dzieci były za każdym razem zgodne
  • W efekcie spadkobiercy nie mają jednoznacznego potwierdzenia swych praw z tytułu dziedziczenia - co uniemożliwia im swobodne dysponowanie majątkiem

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Decyzje spadkowe wydane z rażącym naruszeniem prawa stanowią znaczną cześć dotychczas złożonych skarg nadzwyczajnych RPO.

Historia sprawy

W 1984 r. Sąd Rejonowy w K. stwierdził, że spadek po zmarłej na podstawie ustawy nabyli jej mąż (jedna czwarta udziału) oraz ośmioro dzieci (każde po 3/32 udziału). Postanowienie spadkowe uprawomocniło się; nikt nie złożył apelacji.

W 2004 r. Sąd Rejonowy w I. orzekł zaś – na wniosek jeden ze spadkodawczyń z 1984 r. - że spadek na podstawie ustawy nabyli mąż (8/32 części) oraz dzieci (każde po 3/32 części). Także i to postanowienie uprawomocniło się wobec niezłożenia apelacji.

Argumenty RPO

Rozstrzygnięcie z 2004 r. zapadło mimo, że w chwili złożenia wniosku przez funkcjonowało już prawomocne postanowienie o nabyciu spadku z 1984 r. Sąd rozpoznał wniosek tak, jak gdyby sprawa stwierdzenia nabycia spadku po zmarłej nie była wcześniej rozstrzygnięta.

Orzeczenie z 2004 r. zapadło zatem wskutek rażącego naruszenia prawa procesowego. Doszło do naruszenia tzw. powagi rzeczy osądzonej. Sąd powinien był odrzucić wniosek złożony przez wnioskodawczynię w 2004 r.

Doprowadziło to do funkcjonowania  dwóch prawomocnych postanowień o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej osobie. Sytuację może naprawić tylko uwzględnienie przez Sąd Najwyższy skargi nadzwyczajnej RPO - uchylenie orzeczenia z 2004 r. i umorzenie postępowania z powodu prawomocnego rozpoznania tej samej sprawy postanowieniem sądu z 1984 r.

Zaskarżonemu postanowieniu RPO zarzucił rażące naruszenie prawa procesowego poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 669 w związku z art. 677 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego w następstwie pominięcia dyspozycji art. 199 § 1 pkt 2 w związku z art. 13 § 2 k.p.c. - poprzez stwierdzenie nabycia spadku, mimo iż sprawa o tym samym przedmiocie została już wcześniej prawomocnie rozpoznana.

Taki stan prawny winien być kwalifikowany jako naruszenie zasad i praw określonych w Konstytucji. Doszło bowiem do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji. Nastąpiło również  naruszenie konstytucyjnego prawa dziedziczenia. Zgodnie z art. 64 ust 1 i 2 Konstytucji RP każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych i prawo dziedziczenia, a prawa te podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.

A w przypadku wydania dwóch prawomocnych postanowień o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej osobie, spadkobiercy nie mogą legitymować się jednoznacznym sądowym potwierdzeniem uprawnień nabytych z tytułu dziedziczenia, co ma daleko idące konsekwencje, m. in. w ewentualnym postępowaniu o dział spadku, jak również w postępowaniu wieczystoksięgowym czy administracyjnym.

Została też naruszona zasada pewności prawa. Pociągnęło ono bowiem za sobą konsekwencje niemożliwe do zaakceptowania w świetle konieczności przestrzegania art. 2 Konstytucji przez wszystkie organy.

Funkcjonowanie w obrocie prawnym dwóch odmiennych postanowień sądu o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej osobie, narusza prawo do dziedziczenia i powoduje stan niepewności prawnej, spadkobiercy nie uzyskali bowiem jednoznacznego potwierdzenia uprawnień spadkowych.

Rzecznik dostrzega również naruszenie prawa do sądu, które gwarantuje art. 45 ust. 1 Konstytucji. Wobec wydania dwóch prawomocnych postanowień spadkowych nie sposób uznać, aby uczestnicy postępowania sądowego uzyskali wiążące rozstrzygnięcie, a co za tym idzie, aby ich prawo do sądu zostało należycie zrealizowane.

RPO skierował skargę nadzwyczajną - jak wszystkie ostatnie skargi z zakresu prawa cywilnego - do Izby Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

 IV.7000.16.2021

300 zł grzywny dla pana Tomasza za pobyt w parku w kwietniu 2020 r. AKTUALIZACJA: SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2021-06-07, 2021-03-15
  • Pan Tomasz, który w kwietniu 2020 r. przebywał w parku, został ukarany przez sąd za złamanie ograniczeń pandemicznych określonych w rozporządzeniu rządu
  • Nakazy i zakazy dotyczące podstawowych praw i wolności można jednak wprowadzić tylko w razie ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych  - co nie nastąpiło
  • Należy je zatem uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. A rozporządzenie nie może być podstawą karania obywateli za niestosowanie się do tak wprowadzonych obostrzeń
  • Zakazy przemieszczania się i korzystania z terenów zielonych z rządowego rozporządzenia były niekonstytucyjne - orzekł SN, który 15 kwietnia 2021 r. uwzględnił w całości kasację i uniewinnił pana Tomasza 

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela ukaranego za naruszenie zakazów wprowadzonych w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami rządu wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych. 

Na początku epidemii 2 kwietnia 2020 r. pan Tomasz został obwiniony o naruszenie zakazu przemieszczania się bez uzasadnionego powodu – przebywał w parku.

Sąd Rejonowy w sierpniu 2020 r. uznał, że dopuścił się w ten sposób wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 30 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Mocą wyroku nakazowego (czyli bez wzywania obwinionego, opierając się na dokumentach policji), sąd wymierzył mu grzywę 300 zł. Ponadto zasądził od niego wydatki postępowania. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił.

Argumenty kasacji 

RPO zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie prawa materialnego, art. 54 k.w. w zw. z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie, w sytuacji gdy czyn nie wyczerpywał znamion wykroczenia. Wniósł by Sąd Najwyższy uchylił wyrok i uniewinnił pana Tomasza.

Zgodnie z art. 54 Kw, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany. Przepis ten sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych

Odesłanie z art. 54 Kw obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. Jak uznał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 lipca 2003 r.  „w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”.

Skoro zatem przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 Kw., mają za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z  31 marca 2020 r. W § 17 ust. 1 stanowiło, że w okresie od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Rozporządzenie nie przewidywało jednak za to żadnej sankcji. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być zaś uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych, jakimi są miejskie tereny zielone, jako element wolności osobistej oraz prawa poruszania się jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, o których mowa w art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, co dotychczas nie miało miejsca.

W tej sytuacji, zakazy wyrażone w rozporządzeniu Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków.

W dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r., a obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu korzystania z publicznych terenów zielonych. Już choćby z tego powodu ukaranie nie było dopuszczalne.

Uzasadnienie wyroku SN

Kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich jest oczywiście zasadna, stąd jej rozpoznanie i uwzględnienie na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 k.p.k. Zaskarżony wyrok został wydany z rażącym naruszeniem wskazanych w zarzucie kasacji przepisów prawa materialnego, co miało istotny wpływ na jego treść.

T.H. został obwiniony o naruszenie § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (dalej: również jako rozporządzenie z dnia 31 marca 2020 r.). Przepis ten zakazywał w okresie od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r. korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych. zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż. Podstawę prawną ukarania obwinionego stanowił art. 54 k.w., mający charakter przepisu blankietowego zupełnego i dynamicznego, co oznacza, że sama jego treść nie określa znamion czynu zabronionego, a przepis ten zawiera odesłanie do każdorazowo aktualnej treści przepisów sankcjonowanych.

W niniejszej sprawie przepisem uzupełniającym normę blankietową art. 54 k.w. był wspomniany wyżej § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. Ponieważ podstawą pociągnięcia obwinionego do odpowiedzialności represyjnej był przepis blankietowy, na sądzie, stosującym art. 54 k.w., spoczywał obowiązek zbadania, czy przepisy stanowiące uzupełnienie blankietu zostały prawidłowo skonstruowane i wprowadzone do porządku prawnego (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., sygn. akt P 10/02,OTK-A 2003, z. 6, poz. 62 - pkt 3 i 4 uzasadnienia).

Zgodnie z zasługującym na podzielenie poglądem Sądu Najwyższego, wyrażonym w wyroku z dnia 16 marca 2021 r., sygn. akt II KK 74/21, „badanie to musi dotykać nie tylko kwestii istnienia podstawy ustawowej do wydania określonych przepisów porządkowych, które określają normę sankcjonowaną, ale także tego, czy mieszczą się one - w tym wypadku przepisy rozporządzenia z 31 marca 2020 r. - w granicach upoważnienia ustawowego". Temu zadaniu Sąd Rejonowy w postępowaniu zakończonym wydaniem zaskarżonego wyroku nie sprostał.

Pierwszym zagadnieniem wymagającym rozważenia w niniejszej sprawie była poprawność delegacji ustawowej do wydania rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r., albowiem przepisy zabezpieczone sankcją przewidzianą w art. 54 k.w. muszą mieć normatywne zakotwiczenie w upoważnieniu ustawowym (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 marca 2021 r., sygn. akt II KK 64/21). Przedmiotowy akt wykonawczy wydano na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1 - 6 i 8 - 12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. poz. 284, 322 i 374 (dalej: ustawa z 5 grudnia 2008 r.). W powołanym przepisie art. 46b pkt 12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. przewidziano możliwość wprowadzenia nakazu określonego sposobu przemieszczania się, z kolei w art. 46b pkt 1, w drodze odesłania do art. 46 ust. 4 pkt 1, wskazano że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Ustawa ta nie dawała jednak, jak trafnie podkreślił Sąd Najwyższy w przywoływanym już wyroku z dnia 16 marca 2021 r., sygn. akt II KK 64/21, podstaw do powszechnego ograniczenia w drodze rozporządzenia swobodnego przemieszczania się obywateli na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a zaledwie do podjęcia przez ograny wykonawcze działań na szczeblu lokalnym (dane miejsce, obiekt lub obszar) i wyłączającym jedynie określony sposób poruszania się w odróżnieniu od wprowadzonego rozporządzeniem całkowitego zakazu przemieszczania się.

W świetle powyższego należy stwierdzić, że w ustawie z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, brak było delegacji upoważniającej władzę wykonawczą do ustanowienia ograniczeń, które w istocie prowadzą do całkowitego i powszechnego wyłączenia swobody przemieszczania się obywateli - w tym przebywania na terenie publicznych terenów zielonych, jak w niniejszej sprawie. Inaczej rzecz ujmując, wynikający z § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r., zakaz przemieszczania się osób na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej i przebywania na terenie publicznych terenów zielonych przekraczał zakres delegacji ustawowej, na której oparto to rozporządzenie.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że T.H. zarzucono naruszenie zakazu przemieszczania się w związku z ogłoszeniem stanu epidemii, polegające na korzystaniu z pełniących funkcje publiczne terenów zielonych. Wolność przemieszczania się obywateli to jedno z podstawowych praw obywatelskich, na którego straży stoi art. 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Jak wielokrotnie podkreślał Trybunał Konstytucyjny, konstytucyjne prawa i wolności mogą być ograniczane wyłącznie w drodze ustawy - przy czym ustawa musi określać precyzyjnie kształt tych ograniczeń - nie pozostawiając organom władzy wykonawczej większej swobody w tym zakresie (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P 11/98, OTK 2000, z. 1, poz. 3). Wymóg formy ustawowej dotyczy wszystkich elementów ograniczenia praw i wolności. Niedopuszczalne jest przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tycłi ograniczeń (tak wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P 11/98).

A zatem można wnioskować, że w rozporządzeniu powinny być zamieszczane wyłącznie, gdy chodzi o tę materię, przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. Przy czym Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej uzależnia wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich od wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, o których owa w art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, co dotychczas nie miało miejsca.

Z powyższych względów zgodzić się należy ze stanowiskiem skarżącego, że zakazy przemieszczania się i korzystania z terenów zielonych wyrażone w treści rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. były niekonstytucyjne. W konsekwencji, nie mogły one być źródłem obowiązków dla obywateli ani podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków. Poważne wątpliwości budzi również, co sygnalizuje Autor kasacji, sam status § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. jako przepisu porządkowego, wypełniającego normę blankietową z art. 54 k.w.

Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego, art. 54 k.w. „ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu" (tak Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 8 lipca 2003 r., sygn. akt P 10/02, OTK-A 2003. z. 6, poz. 62). Za przepisy służące ochronie porządku i spokoju publicznego nie sposób uznać regulacji, odnoszących się do ochrony zdrowia publicznego - któremu to celowi służą zarówno ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, jak i wydane na jej podstawie akty wykonawcze.

Innym istotnym aspektem niniejszej sprawy, poruszonym przez skarżącego, jest dopuszczalność pociągnięcia do odpowiedzialności za naruszenie przepisu porządkowego (gdyby za taki uznać zakaz korzystania z publicznych terenów zieleni ze względu na zagrożenie epidemiczne), który nie jest w żaden sposób zagrożony sankcją. Nie ulega wątpliwości, że przepis przewidujący odpowiedzialność za wykroczenie powinien być tak sformułowany, aby między innymi przewidywał wyraźnie oznaczoną sankcję - co wynika wprost z treści art. 42 ust. 1 Konstytucji R P i art. 1 k.w. „Podzielić należy, wyrażone już w orzecznictwie Sądu Najwyższego, poglądy, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wyjaśnić swą treścią dyspozycję przepisu o charakterze »blankietowym« zawierającego już konkretną sankcję (jak np. art. 54 k.w.), wystarczające byłoby ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, jeśli tylko przewidywana kara grzywny miałaby być równa tej, którą ten przepis przewiduje. Takie odesłanie do sankcji przewidzianej w przepisie Kodeksu wykroczeń (prawie materialnym) uznać jednak należy za minimum wymagań w tym zakresie" - tak Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 9 czerwca  2005 r., sygn. akt KK 41/05.

Przepis § 17 rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. żadnego odwołania do treści art. 54 k.w. nie zawierał, mimo że w demokratycznym państwie prawnym sprawca powinien wiedzieć, co go czeka za złamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., sygn. akt P 10/02 oraz wyrok Sąd Najwyższego z dnia 9 czerwca 2005 r., sygn. akt V KK 41/05).

Powyższe prowadzi do konstatacji, że § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie mógł stanowić podstawy prawnej pociągnięcia do odpowiedzialności T.H. za wykroczenie z art. 54 k.w. Zachowanie obwinionego - polegające na korzystaniu z publicznych terenów zieleni w okresie obowiązywania zakazu przemieszczania się i przebywania w tego typu miejscach - nie wypełniało bowiem znamion wykroczenia.

Zgodnie z treścią art. 1 k.w., wykroczenie stanowi tylko czyn społeczne szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5000 zł lub nagany. W niniejszej sprawie w chwili popełnienia czynu nie istniał przepis prawidłowo wypełniający normę blankietową z art. 54 k.w., pozwalający na pociągnięcie do odpowiedzialności za korzystanie z terenów zielonych oraz na wymierzenie z tego tytułu sankcji. Nie było więc podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko T.H., a skoro już takie postępowanie wszczęto. Sąd Rejonowy, kierując się treścią art. 5 § 1 pkt 2 k.p.w., powinien był je umorzyć, z uwagi na fakt, że czyn obwinionego nie zawierał znamion wykroczenia.

Z tych względów, podzielając podniesiony w kasacji zarzut rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego, należało uchylić zaskarżony wyrok i uniewinnić T.H. od popełnienia zarzuconego mu czynu. Konsekwencją takiego rozstrzygnięcia było obciążenie Skarbu Państwa kosztami postępowania w niniejszej sprawie.

BPW.511.60.2021

Dzień po Wielkiejnocy spotkał się z kolegą w małej miejscowości - sąd ukarał go bez podstawy. Kasacja RPO. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-04-26, 2021-03-12
  • Pan Tomasz w dzień po Wielkiejnocy w 2020 r. spotkał się z kolegą w swej małej miejscowości
  • Na wniosek policji z K. dostał za to od Sądu Rejonowego w R. karę nagany
  • RPO złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego w tego typu sprawie
  • AKTUALIZACJA: SN uwzględnił ją 14 kwietnia 2021 r. Podzielił  argumenty RPO, po raz kolejny uznając wadliwość ówczesnych przepisów   

Jak wskazywał RPO, dzięki kasacji SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Policja zatrzymała pana Tomasza bo wyszedł z  domu bez uzasadnienia. Naruszył tym samym zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W czerwcu 2020 r.  Sąd Rejnowy w R. uznał go za winnego  wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”) w związku z §5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii. Wyrok uprawomocnił się, bo obwiniony nie złożył od niego sprzeciwu.

Jak wskazuje RPO, wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Dlatego Rzecznik wnosi o uchylenie wyroku i uniewinnienie pana Tomasza.

Na początku pandemii rząd nałożył na obywatel zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów,  powołując się na przepisy ustawy z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozwala ona nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkie. Dopuszcza też ograniczenie sposobu przemieszczania się - ale już nie jego zakazywanie.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia Rady Ministrów. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na której podstawie zostało ono wydane.

Ponadto RPO przypomina, że art. 52 Konstytucji reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej – a może ona podlegać ograniczeniom wyłącznie na podstawie ustawie. Wprowadzony zakaz był zatem niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji. Potwierdza to orzecznictwo sądów administracyjnych w tym zakresie.

Niezależnie od tych argumentów, w dacie orzekania przez sąd nie rozporządzenie z 31 marca 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało już zakazu przemieszczania się. Dlatego już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego nie było dopuszczalne.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem

Kasacja okazała się zasadna w stopniu oczywistym. Zagadnienie możliwości ograniczenia wolności przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju w drodze rozporządzenia z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 658) było przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego (por. wyroki z dnia 16 marca 2021 r. II KK 74/21, II KK 64/21 oraz II KK 97/21).

Sąd Najwyższy w składzie niniejszym, mając na względzie fak, że wolność ta gwarantowana jest w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP, podziela w pełni wyrażone w tych judykatach stanowisko.

Przypomnieć należy, że przepis art. 54 k.w. ma charakter przepisu blankietowego zupełnego, czyli zakres karalności jest każdorazowo determinowany przez obowiązujące w danym momencie wydane z upoważnienia ustawy przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych. Zatem zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, to na sądach ciąży obowiązek weryfikacji, czy owe przepisy porządkowe zostały wydane zgodnie z delegacją ustawową (por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 8 lipca 2003 r., P 10/02, OTK-A 2003, z. 6, poz. 62).

W ten sposób to finalnie sądy sprawujące zgodnie z art. 175 ust. 1 Konstytucji RP wymiar sprawiedliwości rozstrzygać będą o winie sprawcy czynu karalnego. Związanie ich wydanymi przepisami porządkowymi powodowałoby, że o tym co jest karalne decydowałyby organy władzy wykonawczej, czy też samorządu terytorialnego, bez względu na to, czy w istocie miały one ku temu podstawę ustawową. Zgodnie zaś z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP "sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji RP oraz ustawom", co powoduje, że ustrojodawca kształtując zakres pojęcia sprawowania wymiaru sprawiedliwości świadomie przekazał w ręce sądów uprawnienie do samodzielnej oceny i ustalenia zgodności podustawowych aktów normatywnych z ustawami oraz obowiązek, w razie stwierdzenia ich niezgodności ż tymi ustawami, odmowy ich zastosowania w konkretnej sprawie. Takie rozumienie znaczenia normatywnego wspomnianego przepisu nie budzi wątpliwości ani w orzecznictwie, ani doktrynie.

Przechodząc do realiów niniejszej sprawy, wskazać należy, że obwinionemu przypisano w prawomocnym wyroku nakazowym wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 5 rozporządzenia z 31 marca 2020 r., którego opis sprowadzał się do tego, że „bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspakajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego i przebywał wspólnie z (...)".

Ograniczenie wolności  przemieszczania się gwarantowanej w art 52 ust. 1 Konstytucji RP może nastąpić jedynie w warunkach przewidzianych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, czyli wyłącznie w drodze ustawy (kryterium formalne) oraz dopuszczalne jest ustanowienie tylko takich ograniczeń, które nie naruszają istoty danej wolności lub prawa podmiotowego (kryterium materialne). W przypadku tego pierwszego warunku, z uwagi na jego swoistą zerojedynkowość, analiza czy ograniczenie wolności konstytucyjnej nastąpiło w drodze ustawy wymaga oceny, jakie merytoryczne kryteria tego przewidziano w przepisach rangi ustawowej.

Nadto, gdy do realizacji norm ustawowych przewidziano możliwość wydania aktu podustawowego przez władzę wykonawczą, konieczna jest ścisła ocena zakresu delegacji w perspektywie tego, czy ukształtowanie normy zakazu/nakazu nie zostało w całości przekazane na ten etap. W przypadku uznania, że dla ograniczenia konstytucyjnej wolności albo brak jest przesłanek opisanych w ustawie, albo pełna decyzyjność w tym obszarze delegowana jest do aktu wykonawczego, należy odmówić stosowania takiego przepisu, jako współwyznaczającego zakres normowania normy wysłowionej w art. 54 k.w.

Podzielić należy w tym miejscu pogląd wyrażony już przez Sąd Najwyższy w cytowanych wcześniej orzeczeniach, iż ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 z póżn. zm.) nie zawiera unormowań określających możliwość i warunki ograniczenia konstytucyjnej wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zatem akty prawne rangi niższej niż ustawa nie mogą limitować tej wolności przemieszczania się, którą gwarantuje w art. 52 ust. 1 Konstytucji RP.

Jest zatem oczywiste, że rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 658), w zakresie, w jakim ograniczało wolność przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju (§ 5), naruszało regulację art. 52 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 i 3 Konstytucji RP, co oznacza, iż nie mogło ono tworzyć podstawy prawnej do wypełnienia blankietu normy sankcjonowanej art. 54 k.w. i prowadzić do ukarania na podstawie tego przepisu. Tym samym, już z tego powodu, przepis art. 54 k.w. w tym zakresie był normą pustą. 

Rację ma także Rzecznik Praw Obywatelskich, podkreślając zagadnienie intertemporalne. Zauważyć wypada, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się (należy przy tym nadmienić, że w dacie czynu rozporządzenie to także nie obowiązywało, bowiem na jego miejsce wydano rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r., które także przewidywało powszechny zakaz przemieszczania się - Dz.U. z 2020 r. Poz. 658).

Takiego zakazu natomiast nie przewidywały już obowiązujące w dacie orzekania przez Sąd przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 066 ze zm.). Mając na uwadze treść art. 2 k.w. uznać należy, że zachowanie zarzucone ukaranemu, nawet gdyby pierwotnie stanowiło wykroczenie, to z uwagi na uchylenie owych „przepisów porządkowych”, i tak nie podlegałoby ukaraniu.

II.511.122.2021

Grzywna za wyjście z domu bez powodu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-03-12
  • 300 zł grzywny wymierzył panu Damianowi Sąd Rejonowy w R. za wyjście z domu w kwietniu 2020 r. bez uzasadnienia
  • Ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził na tyle nieskutecznie, że nie dają one podstaw prawnych do karania obywateli – dlatego RPO składa następną kasację w takiej sprawie
  • AKTUALIZACJA: 5 maja Sąd Najwyższy uchylił wyrok na pana Damiana (Sygn. akt II KK 121/21)

Policja zatrzymała pana Damiana, bo wyszedł z domu w swej małej miejscowości bez uzasadnienia. A obowiązywał wtedy wprowadzony rozporządzeniem rządu zakaz przemieszczania się w innym celu niż wyjście do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła.

W lipcu 2020 Sąd Rejonowy w R. wymierzył mu 300 zł grzywny. Uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 k.w. w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku ze stanem epidemii. Obwiniony nie złożył sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się.

Ten prawomocny wyrok nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze – wskazał RPO. Wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie obwinionego. 

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie

W dacie wyroku nie obowiązywało już rozporządzenie z 10 kwietnia 2020 r. przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywało zaś   obowiązujące w dacie orzekania rozporządzenia Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.140.2021
 

Sądowy nakaz zapłaty niespłaconego kredytu "frankowego". Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-10
  • Państwo D. wzięli w banku „frankowy” kredyt hipoteczny o wartości 100 tys. CHF. Kiedy po prawie dziesięciu latach przestali go spłacać, bank upomniał się o 80 tys. franków z odsetkami. Sąd się z bankiem zgodził i wydał nakaz zapłaty, a kiedy państwo D. wnieśli od tego sprzeciw, odrzucił go.
  • RPO uważa, że sąd naruszył w ten sposób prawo do sądu państwa D. a także ich prawa jako konsumentów. Ponieważ sprawy tej nie można już naprawić na normalnej drodze sądowej, składa do Sądu Najwyższego skargę nadzwyczajną.

W ocenie Rzecznika procedowanie sądu w tej sprawie sprzeciwiało się konstytucyjnej zasadzie sprawiedliwości społecznej i doprowadziło do pozbawienia możliwości obrony praw przed sądem. Sąd nie dopełnił też obowiązków wynikających z ochrony praw konsumenta: nie zbadał umowy pod kątem klauzul abuzywnych, a powinien był to zrobić, nawet jeśli państwo D. o to nie wnieśli. Byli konsumentami i nie musieli znać się na prawie na tyle, by rozumieć zawiłości takiego postępowania.

Sąd wydając nakaz zapłaty błędnie zastosował art. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 kodeksu cywilnego - przepisy wprowadzone w 2000 r. w celu transpozycji do prawa polskiego postanowień Dyrektywy 93/13 z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich.

W tym kontekście Rzecznik Praw Obywatelskich przypomina, że aby zapewnić w Polsce ochronę konsumenta na poziomie wymaganym przez tę dyrektywę, sądy muszą wywiązywać się z nałożonych na nie obowiązków. Chodzi tu w szczególności o sprawdzanie z urzędu, czy w umowach konsumenckich nie ma postanowień  abuzywnych. Obowiązek ten nabiera jeszcze większego znaczenia w sytuacji, gdy sąd dysponował dokumentami umowy konsumenckiej przed wydaniem nakazu zapłaty, jak w niniejszej sprawie.

RPO przypomina po raz kolejny, że obowiązek zapewnienia zgodności z prawem unijnym wynika z ogólnej zasady pierwszeństwa prawa UE przed prawem krajowym i dotyczy wszystkich postępowań, w których występuje konsument. A to, czy sprawa ma charakter konsumencki, ma ustalić sąd z urzędu, niezależnie od twierdzeń którejkolwiek ze stron. Zasada skuteczności prawa unijnego wymaga bowiem, aby sąd krajowy, niezależnie od przepisów wewnętrznych, stosował normy wynikające z dyrektyw konsumenckich.

Sąd rozstrzygający sprawę między przedsiębiorcą a konsumentem, gdy stan faktyczny sprawy odnosi się do konsumenckich wzorców umownych, powinien z urzędu dokonać incydentalnej kontroli klauzul wzorców umownych (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 19 kwietnia 2007 r., sygn. akt I CSK 27/07 oraz powołane tam: uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 31 marca 2004 r., sygn. akt III CZP 110/03, OSNC 2004, nr 9, poz. 133 i uchwała Sądu Najwyższego z dnia 13 lipca 2006 r., sygn. akt III SZP 3/06, OSNP 2007, nr 1-2, poz. 35).

W tej sprawie sąd tego nie zrobił.

Niepodjęcie przez sąd działań wymaganych prawem, wynikających z faktu, iż państwo D. byli konsumentami, prowadzi Rzecznika do wniosku, że sprawa nie została rozpoznana co do istoty.

Sąd orzekający miał możliwość przeprowadzenia kontroli nieuczciwego charakteru klauzul na etapie postępowania nakazowego, poinformowania stron o wynikach kontroli oraz umożliwienia stronom wypowiedzenia się co do nich, czego zaniechał. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich okoliczność, iż sąd nie zbadał z urzędu postanowień umowy zawartej przez konsumentów z przedsiębiorcą pod kątem ich nieuczciwego charakteru należy traktować jako faktyczne pozbawienie strony możności działania i obrony swoich praw. Konsument nie musi być świadomy tego, że sąd powinien działać z urzędu, ani też nie musi być świadomy czym są i czy w sprawie występują klauzule abuzywne. W tym zakresie orzecznictwo TSUE podkreśla tak ograniczoną wiedzę jak i ograniczony dostęp do informacji, jakim dysponują konsumenci (wyrok z dnia 14 czerwca 2012r., Español de Crédito, C-618/10, ECLI:EU:C:2012:349, pkt 54, z dnia 13 września 2018 r., Profi Credit I, C-176/17, ECLI:EU:C:2018:71, pkt 69 i przytoczone tam orzecznictwo). Jest to podejście niezwykle ugruntowane w orzecznictwie TSUE, zapoczątkowane wyrokiem z dnia 27 czerwca 2000, Oceano, w połączonych sprawach C-240/98 do C-244/98, ECLI:EU:C:2000:346, pkt 26.)

V.511.95.2020

Sprawa klauzul abuzywnych w inwestycyjnej pożyczce „frankowej”. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-10
  • Pan K. zaciągnął w banku kredyt "frankowy" na cele inwestycyjne. Po kilku latach zauważył, że jego umowa zawiera niekorzystne i niesprawiedliwe rozwiązania (klauzule abuzywne) i wystąpił o zwrot nadpłaconych jego zdaniem 30 tys. zł. Sprawę w sądzie przegrał. Odrzucony został też jego wniosek o wznowienie postępowania w związku z wydaniem przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku w sprawie Dziubak z dnia 3 października 2019 r. (C-260/18).
  • Wyrok w tej sprawie może zmienić tylko skarga nadzwyczajna. RPO składa ją do Sądu Najwyższego wskazując, że sąd niedostatecznie chronił konsumenta i źle ocenił abuzywność umowy kredytowej.

RPO podkreśla, że sprawa ta ma charakter konsumencki, a to nakłada dodatkowe obowiązki na sąd. Tymczasem zdaniem RPO sąd nie zauważył, że bank wykorzystał swoją przewagę informacyjną i negocjacyjną, aby doprowadzić konsumenta do zawarcia umowy, która dawała bankowi duże szanse na uzyskanie dodatkowych zysków przez zapewnienie sobie, oprócz oprocentowania kredytu, także korzyści wynikających z nieuchronnego wzrostu kursu franka szwajcarskiego w relacji do złotego.

Rzecznik Praw Obywatelskich podziela stanowisko Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (wyrażone w ramach tzw. istotnego poglądu w tej sprawie), że sam fakt zaciągnięcia pożyczki na cele inwestycyjne nie powoduje utraty przez kredytobiorcę statusu konsumenta. W tej sytuacji – zauważa RPO - mimo spoczywającego na sądzie, wynikającego z zobowiązań Polski jako kraju członkowskiego Unii Europejskiej, obowiązku prounijnej i prokonsumenckiej wykładni prawa krajowego, sąd nie sprostał tym wymaganiom.

Swoje ustalenia prawne sąd oparł na niejednolitej linii orzecznictwa sądów polskich w zakresie orzekania co do abuzywności klauzul niedozwolonych bez uwzględnienia dorobku orzeczniczego TSUE, w szczególności odnoszącego się do wykładni art. 4 i 6 Dyrektywy 93/13, wydanego na tle umów kredytu zawierających ryzyko kursowe (walutowe). Ponadto w swoim uzasadnieniu sąd nie odniósł się w ogóle do istotnych poglądów w sprawie wyrażonych przez Prezesa Urzędu Ochrony i Konkurencji oraz Rzecznika Finansowego.

RPO podkreśla, że ustawodawstwo Unii Europejskiej oraz orzecznictwo TSUE wywiera bezpośredni wpływ na kształt polskiego systemu prawnego. Od 1 maja 2004 r. polskie sądy są związane postanowieniami Traktatów, aktów przyjętych przez instytucje UE (w tym dyrektyw) oraz orzecznictwem TSUE (wyrok TK z dnia 11 maja 2004, sygn. akt K 18/04). Prawo Unii Europejskiej korzysta z pierwszeństwa przed prawem krajowym państw członkowskich.

Sądy krajowe zobowiązane są urzeczywistniać należytą ochronę konsumenta w świetle treści Dyrektywy 93/13, która jest aktem o fundamentalnym znaczeniu dla ochrony konsumentów w UE (zob. też SN w uchwale z dnia 19 października 2017 r., sygn. akt III CZP 42/17). Rzecznik chciałby podkreślić, że naruszenie przepisów Dyrektywy 93/13 stanowi w systemie prawa UE naruszenie przepisów mających rangę przepisów bezwzględnie obowiązujących, stanowiących element unijnego porządku publicznego (zob. np. wyroki: z dnia 30 maja 2013 r., Asbeek Brusse i de Man Garabito, C‑488/11, EU:C:2013:341, pkt 44; z dnia 21 grudnia 2016 r., Gutiérrez Naranjo i in., C‑154/15, C‑307/15 i C‑308/15, EU:C:2016:980, pkt 54).

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, system ochrony ustanowiony przez Dyrektywę 93/13 opiera się na założeniu, iż konsument znajduje się w gorszym położeniu niż przedsiębiorca, zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i ze względu na stopień poinformowania, i w związku z tym godzi się na postanowienia umowne sporządzone uprzednio przez przedsiębiorcę, nie mając wpływu na ich treść (wyroki: z dnia 28 lipca 2016 r. w sprawie C-168/15 Pohotovos, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo; z dnia 30 kwietnia 2014 r. w sprawie C 26/13 Kásler i Káslerné Rábai, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo, a także z dnia 17 lipca 2014 r., C-169/14 Sánchez Morcillo i Abril García pkt 22). Aby urzeczywistnić ochronę zamierzoną przez Dyrektywę 93/13, brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą musi więc zostać zrównoważony jedynie poprzez czynną interwencję podmiotu niebędącego stroną umowy (zob. m.in. C-40/08 Asturcom Telecomunicaciones, pkt 31) – to jest sądu.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, polski sąd wydając w tej sprawie wyrok dopuścił się rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego, tj. 3851 § 1 k.c. w zw. z art. 3851 § 3 k.c. poprzez ich błędną wykładnię oraz niezapewnienie standardów ochrony praw konsumenta wynikających z Dyrektywy 93/13.

V.511.250.2020

Odwołana wycieczka do Egiptu bez zwrotu pieniędzy. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-10
  • Sprawa dotyczy wycieczki do Egiptu wykupionej z dużym wyprzedzeniem. Termin wyjazdu był na tyle odległy, że wcześniej nie tylko upadło biuro podróży, ale wygasła też jego polisa ubezpieczeniowa, z której można zaspakajać roszczenia klientów.
  • RPO składa skargę nadzwyczajną wskazując, że sądy rozstrzygnęły tę sprawę na niekorzyść obywateli, bo źle zinterpretowały przepisy dyrektywy 90/314 w sprawie zorganizowanych podróży, wakacji i wycieczek.

Państwo J. wykupili przed 10 laty wycieczkę do Egiptu z ogromnym, bo prawie rocznym wyprzedzeniem. Zapłacili za nią po kilka tysięcy złotych. Ale zanim do wyjazdu doszło, biuro podróży ogłosiło niewypłacalność. Teoretycznie państwu J. przysługiwał zwrot kosztów z ubezpieczenia turystycznego, ale od upadku biura do wycieczki było tyle czasu, że zdążyła wygasnąć gwarancja ubezpieczeniowa turystyczna. Urząd wojewódzki, do którego państwo J. zwrócili się o pomoc, uznał, że sami są sobie winni: zawierając umowę o imprezę turystyczną z tak odległym terminem powinni byli zapoznać się z zasadami bezpieczeństwa finansowego oraz sposobem ubiegania się o wypłatę środków z umowy gwarancji, które to informacje – zgodnie z art. 14 ust. 4 ustawy o usługach turystycznych – organizator turystyki był zobowiązany przekazać klientowi.

Państwo J. skierowali sprawę do sądu – najpierw przeciw gwarantowi, a gdyby nie chciał on uznać roszczenia – wobec urzędu marszałkowskiego. Sąd w I instancji przyznał państwu J. rację (uznał, że strona pozwana nie zapewniła powodom ochrony na poziomie wymaganym przez art. 7 dyrektywy 90/314), i nakazał oddać im pieniądze. Sąd II instancji uznał, że żadne odszkodowanie się nie należy.

RPO uważa, że sąd II instancji dokonał błędnej wykładni art. 7 dyrektywy 90/314 w sprawie zorganizowanych podróży, wakacji i wycieczek (Dz.U. L 158 z 23.6.1990, s. 59) oraz art. 361 § 1 Kodeksu cywilnego. To z tego powodu państwo J. nie mogli odzyskać swoich pieniędzy, mimo że art. 7 dyrektywy 90/314 wymagał, aby Polska zapewniła istnienie i funkcjonowanie tego rodzaju ochrony konsumenta na wypadek niewypłacalności organizatora w postaci odpowiedniego zabezpieczenia finansowego, a w przypadku niezapewnienia tego rodzaju ochrony odpowiedzialność odszkodowawczą w związku z wadliwą implementacją ponosi Skarb Państwa.

RPO zauważa, że państwo J. zostali dwukrotnie poszkodowani na skutek działania państwa polskiego. Najpierw w związku z wadliwą implementacją art. 7 dyrektywy 90/314, tj. niezapewnieniem odpowiedniego z punktu widzenia unijnego standardu systemu ochrony ich praw jako konsumentów na wypadek niewypłacalności organizatora turystyki. Następnie zaś na skutek wyroku sądu, w którym bezpodstawnie przyjął, że powodowie nie są uprawnieni do odszkodowania od Skarbu Państwa w związku z niezapewnieniem przez państwo polskie standardu wymaganego prawem unijnym i poniesioną w związku z tym szkodą w postaci nieodzyskanych wpłat do organizatora turystyki w związku z zawartymi umowami o imprezę turystyczną.

Konieczność uwzględnienia skargi nadzwyczajnej w niniejszej sprawie pozostaje nadto w zgodzie z ideą sprawiedliwości w odczuciu społecznym. W przypadku państwa J. wydany został wyrok odmienny niż w dwóch innych sprawach dotyczących ich rodziny i wspólnego wyjazdu do Egiptu.

V.511.435.2019

Kto ma płacić za badania archeologiczne: osoba je zlecająca, czy właściciel działki? Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-03-10
  • Na prywatnej działce znalazło się stanowisko archeologiczne, co oznaczało konieczność specjalistycznych badań
  • Archeolog, który je przeprowadził, wystawił fakturę osobie, z którą się kontaktował w tej sprawie, choć nie było miedzy nimi pisemnej umowy 
  • Kobieta odmówiła zapłaty m.in. dlatego, że działka jest własnością jej syna
  • Sąd prawomocnie oddalił pozew archeologa o zapłatę od kobiety

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę nadzwyczajną na korzyść archeologa. Wskutek błędnego wyroku jego firma znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Wykonując ustną umowę z pozwaną, poniósł koszty opłacenia pracowników,  ich zamieszkania i wyżywienia ponad przez 3 miesiące, koszty sprzętu i inne.

Historia sprawy

Na podstawie umowy zlecenia archeolog wykonał badania archeologiczne na prywatnej działce, gdzie znajduje się  stanowisko archeologiczne.

Według zgody konserwatora zabytków, w przypadku natrafienia w wykopach sondażowych na substancje zabytkową, badaniami archeologicznymi miała zostać objęta pozostała część działki przeznaczonej pod zabudowę. W trakcie badań sondażowych na działce stwierdzono lokalizację wielokulturowej osady pradziejowej z popielnicami ciałopalnymi świadczącymi o istnieniu cmentarzyska. W efekcie rozszerzono zakres prac o szerokopłaszczyznowe badania archeologiczne na pozostałej części działki, na co uzyskano zgodę konserwatora zabytków. Pozwana została poinformowana  o wyniku badań sondażowych i konieczności przeprowadzenia dalszych prac.

Archeolog wystawił zlecającej fakturę, której nie zapłaciła. Wskazała, że działka jest własnością jej syna. Powołała się też na nieuzgodnienie z nią wykonanych prac oraz brak konieczności ich przeprowadzenia na całym terenie działki. Dlatego archeolog pozwał kobietę o zapłatę kilkudziesięciu tys. zł z odsetkami.

Sąd Rejonowy w 2015 r. częściowo uwzględnił powództwo i zasądził od pozwanej część żądanej kwoty. Wskazał, że umowa nie została zawarta w formie pisemnej, a ustalenia co do ceny i zakresu prac były dokonywane wyłącznie między powodem i pozwaną. Strony ustaliły wynagrodzenie  800 zł za każdy przebadany ar działki.

W sumie badania objęły obszar 35 arów. Faktura została odesłana przez z informacją, że zleceniem objęty był jedynie obszar 8,5 arów. Zdaniem pozwanej po stwierdzeniu konieczności zwiększenia obszaru prac winny one zostać przerwane, a ona sama powinna być  poinformowana o możliwości ubiegania się o dopłatę, co nie miało miejsca.  

Zdaniem Sądu Rejonowego mimo braku umowy pisemnej doszło do zawarcia przez strony w drodze zgodnego porozumienia umowy o świadczenie usług. Pozwana dokonywała zaś z powodem wszelkich ustaleń. A właściciel działki złożył tylko wniosek o pozwolenie na przeprowadzenie badań oraz udzielił zgody na wycinkę krzewów i drzew.

Sąd wskazał, że prawo nie przewiduje obowiązku zapłaty przez właściciela nieruchomości, na której przeprowadzono prace objęte umową, skoro nie był jej on stroną.

A pozwana była informowana o przebiegu badań, w tym o konieczności przeprowadzenia badań szerokopłaszczyznowych. Była wielokrotnie obecna na miejscu, co wskazuje, że wiedziała, iż pracownicy powoda prowadzą badania na niemal całej powierzchni działki, a nie tylko na części 8,5 ara, przewidzianej do badań sondażowych.

W apelacji pozwana zakwestionowała ponownie swoją legitymację bierną w sprawie. Wniosła o uchylenie wyroku I instancji i oddalenie powództwa.

W 2016 r. Sąd Okręgowy przychylił się do apelacji i oddalił powództwo. Uznał, że Sąd Rejonowy niezasadnie przyjął, iż z ustaleń, że pozwana bywała na działce w trakcie prac, prowadziła rozmowy z powodem i negocjowała z nim cenę i obszar prac, wynika, że doszło do zawarcia przez nią umowy, z której miałoby wynikać zobowiązanie do zapłaty.

Zdaniem Sądu Okręgowego za osobę upoważnioną do faktycznego zaangażowania w przeprowadzenie prac uważał się syn pozwanej, bo to on złożył wniosek o zgodę na prace do konserwatora zabytków.

Sąd Okręgowy podkreślił, że legitymacja do ubiegania się o wydanie zezwolenia przysługuje nie każdej osobie, ale tej, której przysługuje tytuł prawny do nieruchomości. Takim tytułem nie dysponowała pozwana, lecz jej syn. Dlatego sąd nie zgodził się z sądem I instancji, by to pozwana była stroną umowy. Powód zatem nie miał podstaw do przyjęcia, że kto inny ma zgodę do przeprowadzenia prac, a kto inny jest zobowiązany do zapłaty za nie.

Argumentacja RPO

Rzecznik wniósł o uchylenie przez SN wyroku Sądu Okręgowego i oddalenie apelacji pozwanej jako oczywiście bezzasadnej.

Sąd Rejonowy prawidłowo ustalił, że doszło do zawarcia ustnej umowy zlecenia badań archeologicznych przez powoda i pozwaną. Stanowisko sądu II instancji co do braku zawarcia umowy nie  uwzględnia całokształtu faktów i dowodów. Pominął on zwłaszcza kontakty między stronami, które doprowadziły do ustalenia wynagrodzenia oraz wyrażenia przez powoda w interesie syna pozwanej zgody na podjęcie się badań archeologicznych. Z żadnego dowodu nie wynika, by pozwana w kontaktach z powodem występowała w charakterze pełnomocnika swego syna.

A jej zeznania  pozostają niejednoznaczne, na co słusznie zwrócił uwagę Sąd Rejonowy. Z jednej strony potwierdziła zawarcie umowy z powodem na przebadanie 8,5 ara działki, by w innym miejscu zeznań stwierdzić, iż „nikt nie zlecał badań powodowi”. A w odpowiedzi na przesłaną fakturę wprost wskazano, że pozwana zleciła badania wykopaliskowe, kwestionując jedynie objętą zleconymi pracami powierzchnię działki.

W świetle zasad doświadczenia życiowego uzasadnione jest przyjęcie, że osoba, która negocjuje warunki umowy i ustala jej istotne postanowienia, występuje jako strona umowy. Jeśli ktoś występuje nie w swoim imieniu, to kwestię tę podnosi w pierwszej kolejności w ramach negocjacji. A jako zwyczajowo normalną traktuje się sytuację, gdy badania archeologiczne zleca i opłaca wykonawca realizujący inwestycję, a nie właściciel gruntu.

Wskutek wyroku doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP. Ochronie konstytucyjnej na tej podstawie podlega także zaufanie osoby poszukującej ochrony swych praw na drodze sądowej, że sąd przeprowadzi pełną, należytą ocenę całokształtu ujawnionych okoliczności, aby  uniknąć sytuacji, w której wyrok może  godzić w elementarne poczucie sprawiedliwości.

Tymczasem Sąd Okręgowy, przy zastosowaniu zabiegów interpretacyjnych co najmniej jurydycznie wątpliwych, doprowadził do zmiany rozstrzygnięcia, zamykając powodowi możliwość uzyskania należnego wynagrodzenia.

Wskutek ewidentnie błędnego wyroku powód znalazł się w trudnej sytuacji finansowej i do dziś on i rodzina odczuwają tego skutki. Czuje się rozgoryczony i oszukany przez państwo

Zarzuty prawne skargi

Zaskarżonemu postanowieniu RPO zarzucił oczywistą sprzeczność istotnych ustaleń sądu z zebranym materiałem dowodowym - wskutek uznania, że nie można stwierdzić, iż pozwana zawarła z powodem umowę o świadczenie usług, w której zobowiązała się do zapłaty na rzecz powoda wynagrodzenia za wykonane przez niego badania archeologiczne.

Zarzucił też rażące naruszenie przepisów prawa materialnego wskutek bezpodstawnej odmowy zastosowania art. 353 § 1 Kodeksu cywilnego w zw. z art. 734 § 1 Kodeksu cywilnego i art. 735 § 1 Kodeksu cywilnego w zw. z art. 750 Kodeksu cywilnego, w następstwie przyjęcia błędnej wykładni art. 31 ust. la pkt 2 ustawy z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Przewidziany w tym przepisie prawa obowiązek pokrycia kosztów badań archeologicznych jest równoznaczny z wyłączeniem prawnej możliwości zawarcia umowy, w której inna osoba niż podmiot zamierzający realizować roboty ziemne lub dokonać zmiany charakteru dotychczasowej działalności na terenie, na którym znajdują się zabytki  archeologiczne, zobowiązuje się względem wykonawcy badań archeologicznych do zapłaty wynagrodzenia, przy jednoczesnym pominięciu konsekwencji prawnych, wynikających z zasady swobody umów, statuowanej w ramach art. 3531 Kodeksu cywilnego.

Ponadto wyrokowi zarzucił naruszenie konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej, zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP oraz przysługującej powodowi na gruncie art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP konstytucyjnej ochrony praw majątkowych. Prawomocne rozstrzygnięcie oznacza bowiem niemożność uzyskania przez powoda stosownego wynagrodzenia, mimo należytego wykonania przez niego prac w ramach badań archeologicznych, zleconych mu przez pozwaną

IV.7000.60.2019

Obywatel skazany pod swą nieobecność - a przebywał wtedy w szpitalu psychiatrycznym. Kasacja Rzecznika

Data: 2021-03-10
  • Obywatel został skazany za zabór auta i prowadzenie go stanie nietrzeźwości – bez rozprawy i pod swą nieobecność
  • W tym czasie przebywał on jednak w szpitalu psychiatrycznym – dlatego nie mógł nawet odebrać zawiadomienia o posiedzeniu sądu, które uznano za doręczone
  • Nie został zatem prawidłowo powiadomiony o terminie posiedzenia, co naruszyło jego prawo do obrony
  • Dlatego RPO wniósł, by Sąd Najwyższy uchylił wyrok i zwrócił sprawę sądowi do ponownego rozpoznania

Obywatel został oskarżony o przywłaszczenie samochodu i prowadzenie go w stanie nietrzeźwości. Prokurator wnosił o skazanie go bez rozprawy, w trybie art. 335 § 1 K.p.k.

We wrześniu 2018 r. Sąd Rejonowy na posiedzeniu wydał wyrok skazujący na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Orzekł też zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 3 lata. Nakazał też zapłatę 5 tys, zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyroku nikt nie zaskarżył, wobec czego uprawomocnił się. Potem sąd zarządził wykonanie kary roku pozbawienia wolności, gdyż skazany nie wywiązał się z obowiązku zapłaty świadczenia pieniężnego.

Argumenty RPO

Wyrok zapadł z rażącym naruszeniem prawa procesowego. Doszło do rażącego naruszenia prawa oskarżonego do obrony poprzez pozbawienie go możliwości osobistego udziału w posiedzeniu w przedmiocie rozpoznania wniosku prokuratora, wskutek błędnego przyjęcia, że prawidłowo powiadomiono  go o terminie posiedzenia.

Zawiadomienie wysłano pod adresem wskazanego przez podsądnego. Po podwójnym awizowaniu wróciło z adnotacją „nie podjęto w terminie". Sąd uznał zatem zawiadomienie  za prawidłowe, po czym wydał wyrok skazujący.

Tymczasem uwagi sądu uszło, że od sierpnia do października 2018 r. oskarżony przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Oskarżony w ogóle zatem nie wiedział o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu sądowym.

Dlatego wysłanie zawiadomienia o terminie posiedzenia na adres miejsca zamieszkania oskarżonego, a następnie uznanie go za prawidłowo doręczone, nie spełniało wymogu należytego powiadomienia o terminie czynności procesowej, w której miał prawo uczestniczyć. Dlatego sąd nie mógł wydać wyroku w trybie art. 335 § 1  k.p.k.

Warunkiem uznania pisma za prawidłowo doręczone na adres podany przez stronę było ustalenie, że nie podając nowego adresu, zmieniła miejsce zamieszkania lub nie przebywa pod tym adresem. Nie można uznać, że warunki te są spełnione, gdy oskarżony zostaje umieszczony w szpitalu psychiatrycznym z rozpoznaniem choroby psychiatrycznej i poddany leczeniu. Jest to bowiem niezależne od woli osoby chorej. Dlatego nie może to być utożsamiane ze zmianą miejsca zamieszkania, o której mowa w art. 139 § 1 K.p.k.

Oceny tej nie zmienia fakt, że sąd meriti nie miał informacji ani o stanie zdrowia oskarżonego ani o jego wcześniejszej karalności. W protokole przesłuchania w charakterze podejrzanego, mężczyzna zeznał, że jest zdrowy, przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i zgodził się na warunki zaproponowane przez prokuratora. Prokurator nie powziął zaś wątpliwości co do poczytalności podejrzanego.

Ze sprawozdania kuratora z wywiadu środowiskowego wynika jednak że ojciec skazanego wskazywał na pobyt syna w szpitalu psychiatrycznym z rozpoznaniem choroby.

Do uznania przesyłki za doręczoną musi zachodzić faktyczna możliwość jej odebrania przez oskarżonego. Warunek ten nie został spełniony

To uchybienie sądu miało istotny wpływ na wyrok, bowiem uniemożliwiło oskarżonemu realizację jego prawa do uczestniczenia w posiedzeniu, a rozpoznanie sprawy bez jego wiedzy naruszyło prawo oskarżonego do obrony – art. 6 K.p.k., a w konsekwencji naruszyło zagwarantowane w art. 45 ust. 1 Konstytucji prawo oskarżonego do rzetelnego procesu, zwłaszcza że nie korzystał z pomocy obrońcy, nie wiedział o skierowaniu wniosku prokuratora do sądu, ani terminie posiedzenia.

II.511.210.2020

Sprawa rozliczeń za odziedziczone mieszkanie. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-03-09
  • Przy podziale spadku w postaci mieszkania i rozliczaniu długu spadkowego sąd błędnie zastosował przepisy, w efekcie córki zmarłego nie dostały równowartości 1/3 spadku, a tylko 5%
  • Błąd wynikający ze złego zastosowania przepisów prawa cywilnego można naprawić dziś tylko za pomocą skargi nadzwyczajnej, stąd wniosek RPO do Sądu Najwyższego

Pan D miał odziedziczyć po swojej pierwszej żonie wkład mieszkaniowy w zamieszkiwanym wspólnie lokalu. Sprawa spadkowa toczyła się jednak już po jego śmierci, przez co w postępowaniu zamiast pana D brały udział jego spadkobierczynie: druga żona i dwie dorosłe córki. Sąd przyznał im ten wkład i nakazał, aby wspólnie spłaciły pozostałych spadkobierców pierwszej żony pana D. Problem wziął się z tego, że niemal równolegle toczyło się postępowanie spadkowe po panu D. Należące do niego mieszkanie przypadło drugiej żonie, . a córkom pana D. należała się spłata w po 1/3 wartości spadku. Jednocześnie trzeba było też dokonać rozliczeń ze spadkobiercami pierwszej żony. Sąd dzieląc spadek po panu D nie uwzględnił tego, że w międzyczasie jego spadkobierczynie spłaciły już należności wobec dzieci jego pierwszej żony, a obliczając kwoty ich wzajemnych rozliczeń błędnie pomniejszył wartość masy spadkowej po panu D o ten nieistniejący dług.

Skutek był taki, że zasądzone kwoty nie odpowiadały udziałowi w spadku: wdowa po panu D. dostała prawie połowę spadku po mężu, mimo że przypadało na nią tylko 1/3 (resztę miały dostać jego córki). Za to dzieci, spłacając wcześniej część długu, dostały po 5% majątku ojca. W konsekwencji  pomimo iż wszystkie trzy spadkobierczynie dziedziczyły spadek w częściach równych, to wartość otrzymanych przez córki spłat jest znacznie mniejsza niż wartość udziału żony, której sąd przyznał na własność nieruchomość wchodzącą w skład spadku

W piśmie procesowym RPO wywodzi, że zaskarżone orzeczenie wydane zostało z rażącym naruszeniem prawa to jest art. 1034 § 1 zd. 2 kodeksu cywilnego przez jego błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie, co doprowadziło do naruszenia art. 686 in fine kodeksu postępowania cywilnego a w dalszej kolejności również art. 212 § 1 i § 2 w zw. z art. 1035 kodeksu cywilnego.

IV.511.28.2020

Pożyczyli 6 tys., ściągnięto od nich 25 tys. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-09
  • Małżonkowie pożyczyli w parabanku 6 tys. „na 0%”, ale prowizja i inne opłaty sprawiły, że RRSO tej umowy wynosiło ponad 100%
  • Kiedy nie byli w stanie pożyczki oddać, sprawa trafiła do sądu, a ten przyznał rację wierzycielowi i nakazał spłatę należności nie wnikając w konsumencki aspekt tej sprawy: pożyczkobiorcy stali na zdecydowanie słabszej pozycji od wierzycieli trudniących się zawodowo pożyczkami.
  • RPO uważa, że sąd nie dopełnił obowiązków, jakie w sferze ochrony konsumenta nakłada nań Konstytucja i prawo UE, dlatego składa skargę nadzwyczajną w tej sprawie

Państwo L. pożyczyli w firmie pożyczkowej 6 tys. zł pod zabezpieczenie weksla in blanco. Z umowy wynikało, że choć oprocentowanie pożyczki wynosiło 0%, to mieli oddać prawie 25 tys. zł, bo aż 18 tys. wynosiła prowizja. Rzeczywista roczna stopa oprocentowania pożyczki (RRSO) wynosiła tu ponad 116%. Do tego umowa zawierała surowe kary za opóźnienie w spłacie. W przypadku opóźnienia przekraczającego 14 dni, pożyczkodawca zastrzegł sobie prawo do wypowiedzenia umowy ze skutkiem natychmiastowym.

Państwo L. pożyczki nie spłacili i wierzyciel przekazał weksel osobie trzeciej, która zażądała 25 tys. Sąd w wyroku nakazowym (bez rozprawy) wydał nakaz zapłaty w ciągu 2 tygodni o dodał do tego prawie 3 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.

Zawiadomienie o wyroku sąd wysłał przesyłką poleconą, ale państwo L. nie odebrali dwukrotnego awiza. W takim wypadku przesyłkę uważa się za doręczoną, więc wyrok się uprawomocnił.

RPO w skardze nadzwyczajnej zwraca uwagę, że sąd pominął konsumencki charakter tej sprawy: państwo L. byli konsumentami, a więc stroną słabszą. Natomiast i pożyczkodawca i osoba, która wykupiła weksel, zawodowo trudnili się udzielaniem pożyczek (poznać to można choćby po tym, że wobec pożyczkodawcy UOKiK wydał już postanowienie stwierdzające, że stosuje praktyki naruszających zbiorowe interesy konsumentów).

Zdaniem RPO w takiej sytuacji na sądzie ciążył obowiązek zrównoważenia interesów konsumentów wobec profesjonalistów – obowiązek ten wynika zarówno z art. 76 Konstytucji jak i z Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Gdyby sąd zanalizował umowę, wykryłby w niej nadużycia – choćby w sposobie wskazania prowizji za pożyczkę. Zdaniem RPO sąd rażąco naruszył więc art. 3851 § 1 kodeksu cywilnego, albowiem nie ustalił z urzędu abuzywności postanowienia umowy pożyczki nakładającego na konsumentów obowiązek zapłaty prowizji trzykrotnie przekraczającej wysokość pożyczonego kapitału, a w konsekwencji uwzględnił powództwo również w części, w której powód żądał zapłaty prowizji, mimo że umowne postanowienie prowizyjne powinno zostać uznane za bezskuteczne wobec pozwanych.

IV.511.253.2018

Wolności nie można pozbawiać w trybie prawa cywilnego. Uchwała SN po pytaniu prawnym RPO ws. zasad umieszczania osób w KOZZD

Data: 2021-03-09
  • Zabezpieczenie roszczeń jako instytucja prawa cywilnego nie może być podstawą umieszczenia w ośrodku w Gostyninie osoby, wobec której trwa postępowanie o uznanie za stwarzającą zagrożenie
  • Tak 9 marca 2021 r. uznało siedmiu sędziów Sądu Najwyższego na wniosek RPO Adama Bodnara, który osobiście przedstawił argumenty na posiedzeniu SN
  • RPO wystąpił z pytaniem prawnym wobec rozbieżności sądów, które mimo wcześniejszej uchwały SN z 2019 r. nadal orzekają izolację w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym na podstawie przepisów o zabezpieczeniu roszczenia

Na mocy ustawy z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, dana osoba może zostać bezterminowo umieszczona w KOZZD w Gostyninie. Ustawa pozwala także na orzeczenie środka ograniczającego wolność – nadzór prewencyjny (bez umieszczania w ośrodku). O tym, który środek wybrać, decyduje sąd cywilny.

Zanim jednak decyzja o umieszczeniu kogoś w KOZZD stanie się ostateczna, ustawa pozwala tym sądom sięgać po instytucję zabezpieczenia cywilnego. Sądy powszechne uznają, że przepisy o zabezpieczeniu cywilnym mogą również stanowić podstawę do pozbawienia wolności w KOZZD osoby, wobec której trwa jeszcze sądowa procedura, czy w ogóle uznać ją za stwarzającą zagrożenie. 

RPO wiele razy kwestionował dopuszczalność takiej wykładni przepisów Kodeksu postepowania cywilnego o zabezpieczeniu. Stanowi on, że w każdej sprawie cywilnej podlegającej rozpoznaniu przez sąd można żądać udzielenia zabezpieczenia, przy czym to sąd uznaje, jaki sposób zabezpieczenia roszczenia niepieniężnego należy uznać za odpowiedni. Sądy powszechne uznają, że te ogólne przepisy o możliwości zabezpieczenia stanowią podstawę do umieszczenia uczestnika postępowania w KOZDD. Tym samym wolności pozbawia jednostkę sąd cywilny na podstawie przepisów, które nie precyzują ani terminu, ani przesłanek takiej formy pozbawienia wolności.

Rzecznik występował kilka razy do Ministra Sprawiedliwości o pilne uregulowanie kwestii. Minister nie widział jednak potrzeby inicjowania zmian legislacyjnych, a przepisy dotyczące zabezpieczenia cywilnego traktuje jako wystarczającą podstawę prawną dla ograniczenia i pozbawienia wolności danej osoby.

Uchwała SN z 2019 r.

30 stycznia 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. III CZP 75/18) w składzie trzech sędziów orzekł - po pytaniu prawnym jednego z sądów - że przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o zabezpieczeniu mają zastosowanie do ustawy z 2013 r., ale niedopuszczalne jest udzielenie takiego zabezpieczenia w postaci umieszczenia danej osoby w KOZZD. SN uznał, że przepisy o zabezpieczeniu nie spełniają wymogu określoności przesłanek i terminu pozbawienia wolności jednostki, wynikających z art. 41 Konstytucji.

Zarazem SN przyznał, że mogą powstać sytuacje, w których konieczna stanie się izolacja danej osoby w okresie po opuszczeniu zakładu karnego, a przed prawomocnym zakończeniem postępowania o umieszczenie w KOZZD. W ocenie SN ustawodawca powinien zatem wypełnić istniejącą lukę prawną. Prawa jednak nie zmieniono.

Już po uchwale ze stycznia 2019 r. kilka sądów zaprezentowało stanowisko odmienne od niej. Udzieliły one zabezpieczenia polegającego na umieszczeniu osób w KOZZD. Wskazały, że konstytucyjna gwarancja prawa do wolności nie jest wartością bezwzględną i nadrzędną nad innymi dobrami. Konstytucja gwarantuje bowiem również innym obywatelom prawo do ochrony życia i zdrowia.

Argumenty pytania prawnego 

W związku z tymi decyzjami sądów RPO wniósł do poszerzonego składu SN o rozstrzygnięcie rozbieżności w orzecznictwie. Zadał pytanie prawne, czy w postępowaniu na podstawie ustawy z 22 listopada 2013 r. przepisy Kpc o zabezpieczeniu mogą być podstawą umieszczenia danej osoby w KOZZD.

Rzecznik uznaje za trafny pogląd SN z uchwały z 30 stycznia 2019 r. Najbardziej nawet doniosła przesłanka materialnoprawna z art. 31 ust. 3 Konstytucji (np. prawo do życia i zdrowia innych osób) nie może niwelować przesłanki formalnoprawnej w postaci obowiązku uregulowania trybu i zasad ograniczania wolności na poziomie ustawowym.

Zabezpieczenie nie może zatem być podstawą pozbawienia wolności człowieka. Powodem jest nieokreśloność normy prawnej oraz niedozwolone przy ograniczeniu wolności osobistej korzystanie z analogii.

Ponadto zabezpieczenie nie reguluje zasad i trybu ograniczania wolności. Kpc wśród przykładowych zarządzeń sądu nie przewiduje możliwości pozbawienia wolności. Nie określa także, w jakiej placówce zamkniętej ma nastąpić wykonanie tego orzeczenia. Nie przewiduje też precyzyjnych terminów trwania zabezpieczenia. Jeżeli zaś pozbawienie wolności następuje w ramach postępowania karnego, termin jego stosowania jest ściśle limitowany.

W przypadku ustawy z 2013 r. pozbawienie wolności na podstawie zabezpieczenia cywilnego nie gwarantuje kontrolowania zasadności trwania izolacji w określonych odstępach czasowych.

W badanych przez Rzecznika sprawach ujawnił się także problem pozostawania w ośrodku w Gostyninie osób, wobec których postępowanie toczyło się bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Ani ustawa z 2013 r., ani Kpc nie regulują bowiem sytuacji osób, wobec których zapadła prawomocna decyzja o umieszczeniu w Gostyninie – następnie uchylona przez Sąd Najwyższy, który po kasacji zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. W efekcie nie ma wtedy podstawy prawnej do dalszego pobytu takiej osoby w KOZZD na podstawie zabezpieczenia – bo z mocy prawa upadło ono w ciągu dwóch miesięcy od prawomocności orzeczenia. A w takich przypadkach trzeba mieć świadomość odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa za bezprawne pozbawienie wolności, gdyż brak jest jakiejkolwiek podstawy – nawet zabezpieczenia – do przebywania uczestnika postępowania w KOZZD – wskazywał RPO. 

W swoim wystąpieniu przed SN Adam Bodnar podsumował, że przepisy Kodeksu postępowania cywilnego są zbyt wątłą podstawą dla pozbawienia wolności – jest to przejaw bardziej ogólnego problemu, obecnie powszechnego, gdy działania władzy publicznej ingerujące w wolności i prawa człowieka są podejmowane na wątpliwej podstawie prawnej - bądź wręcz bez takiej podstawy. Tak się dzieje np. w przypadku wielu aktów prawnych wydawanych w sytuacji stanu epidemii: ich właściwe umocowanie ustawowe budzi ogromne zastrzeżenia.

Ostatnio dyrektor KOZZD, powołując się na przeludnienie ośrodka, odmówił przyjęcia m.in. osoby, wobec której sąd wydał decyzję o zabezpieczeniu.

IV.567.4.2018

Ojciec, ciotka, dzieci i gospodarstwo: czyli sprawa spadku, który niechcący nie został podzielony. Skarga nadzwyczajna RPO do SN

Data: 2021-03-09
  • Mimo skomplikowanych stosunków majątkowych rodzina zmarłego rolnika postanowiła zgodnie podzielić się spadkiem po nim.
  • Sąd przychylił się do ich wniosków, ale postanowienie, które wydał, obarczone było błędem formalnym. W efekcie sąd niechcący nie uwzględnił postulatów rodziny.
  • Problem może rozwiązać tylko skarga nadzwyczajna do Sądu Najwyższego.

Przed 20 laty rolnik gospodarował na ziemi, którą miał na współwłasność z siostrą. Oprócz tego gospodarstwa miał też swój majątek. Kiedy zmarł, rodzina porozumiała się, że jego majątek zostanie podzielony między wdowę i dzieci. Do tego siostra rolnika postanowiła uporządkować swoją sytuację: oddać swoją część gospodarstwa bratanicy w zamian za dożywocie.

Taką sprawę sąd może przeprowadzić w ramach jednego postępowania (zgodnie z art. 689 kodeksu postępowania cywilnego), niemniej musi w jej toku przeprowadzić dwie czynności prawne: znieść współwłasność gospodarstwa (bo należało ono i do rolnika i do jego siostry) i podzielić spadek. Niestety, sąd wydał postanowienie obarczone wadą – a spadkobiercy rolnika jako nieprawnicy nie byli w stanie tej wady zobaczyć. Po latach, kiedy zmarła też siostra rolnika i kiedy jej dzieci próbowały uporządkować stosunki własnościwoe, okazało się, że są one splątane w sposób niemożliwy do naprawienia na normalnej drodze prawnej. Pozostaje jedynie skarga nadzwyczajna do Sądu Najwyższego.

Mianowicie przed laty sąd przychylając się do wniosków rodziny wszystko to opisał w postanowieniu, ale nie zawarł w nim samego rozstrzygnięcia w sprawie zniesienia współwłasności i podziału spadku.

Błąd polegał po pierwsze na tym, że swoje rozstrzygnięcie sąd zawarł w „postanowieniu w przedmiocie zniesienia współwłasności” (zamiast w przedmiocie działu spadku i zniesienia współwłasności, bo to miało być przedmiotem rozstrzygmniecia). Do tego wbrew formalnej treści orzeczenia, w sprawie ani nie doszło do działu spadku po rolniku ani nie dokonano zniesienia współwłasności nieruchomości (stanowiącej gospodarstwo rolne), która przysługiwała siostrze zmarłego. Sąd zaaprobował tylko przeniesienie udziału siostry zmarłego we współwłasności na rzecz bratanicy, natomiast sentencja postanowienia w żaden sposób nie rozstrzyga o majątku spadkowym, w tym również o należącym do siostry zmarłego udziale we współwłasności nieruchomości i gospodarstwa rolnego.

Te uchybienia proceduralne doprowadziły do wydania przez sąd postanowienia, które w ogóle nie rozstrzygnęło w przedmiocie żądań zgłoszonych przez wnioskodawcę. Nie dokonany został ani dział spadku, ani nie zniesiona została  współwłasność gospodarstwa rolnego.

RPO kieruje ją do Izby Cywilnej świadom, że podjęcie rozstrzygnięcia przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych mogłoby jeszcze bardziej skomplikować tę sprawę – wobec wątpliwości co do statusu tejże izby (czy jest ona niezawisłym sądem).

BPK.511.85.2020

Rok więzienia dla kobiety w PRL za działalność „Świadków Jehowy”. RPO złożył kasację do SN [AKTUALIZACJA] SN pozostawił kasację bez rozpoznania

Data: 2021-04-26, 2021-03-08
  • Kobieta została w latach 70. skazana w PRL za kierowanie wspólnotą „Świadków Jehowy”- której działalność miała być „tajemnicą wobec organów państwowych”
  • Tymczasem to wcale nie było tajemnicą dla ówczesnych władz
  • Kasację na korzyść skazanej złożył Rzecznik Praw Obywatelskich
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 SN pozostawił kasację bez rozpoznania (Sygn. akt III KK 90/21)

W 1972  r. Sąd Rejonowy w P. skazał kobietę na rok  więzienia z art. 278 § 3 k.k. z 1969 r. Przewidywał on karę do 3 lat więzienia za udział w związku, którego istnienie, ustrój lub cel ma pozostać tajemnicą wobec organów państwowych albo który rozwiązano lub odmówiono zalegalizowania.

Uznano ją za winnego przestępstwa polegającego na „pełnieniu funkcji kierowniczych” w związku wyznaniowym, któremu władza państwowa odmówiła legalizacji i którego rzeczywista działalność pozostawała tajemnicą wobec tej władzy”.  Innym zarzutem było „produkowanie nielegalnej literatury przeznaczoną do jej rozpowszechniania”.

W ugruntowanej linii orzeczniczej Sąd Najwyższy uznawał, że nie jest możliwe odnoszenie pojęcia «związku» w rozumieniu prawa karnego do wspólnoty o charakterze religijnym, wyznaniowym - zbiorowiska ludzi, których łączy nie więź organizacyjna, ale religijna. Dlatego wspólnota wyznaniowa "Świadkowie Jehowy", jako oparta wyłącznie na więzach religijnych, nie może być w ogóle uznawana za "związek" w rozumieniu prawa karnego.

A istnienie i działalność wspólnoty „Świadków Jehowy”, funkcjonującej uprzednio na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z  27 października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach, po delegalizacji w lipcu 1950 r, nie stanowiło tajemnicy dla ówczesnych władz. Członkowie  wspólnoty podejmowali bowiem liczne próby prawnego usankcjonowania działalności, m.in. przedkładają władzom statut wspólnoty i wnioski o ponową rejestrację.

- Uznawanie tajności struktur religijnych wyznania, któremu oficjalnie i bezpodstawnie odmówiono prawa do jawnego funkcjonowania, za wypełniające znamiona "tajności związku", było rażącym nadużyciem prawa karnego, w celu korzystania wyłącznie z jego represyjnej funkcji. Była nadto w tym stanowisku hipokryzja - za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości” - podkreślił Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 1995 r.

Jak podkreśla RPO, te uwagi mają pełne zastosowanie i do tej sprawy. Przypisanie oskarżonej czynu z art. 278 § 3 k.k., stanowiącego w istocie realizację konstytucyjnego prawa do wykonywania praktyk religijnych, nie wyczerpywało znamion przestępstwa, a skazanie miało formę politycznej represji.

Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie.

Sąd Najwyższy już wiele razy uwzględniał takie kasacje RPO.

II.510.940.2017

Spadek najpierw dla męża i trójki dzieci, a później – tylko dla jednej córki. SN uwzględnił skargę nadzwyczajną Rzecznika

Data: 2021-03-05
  • Sąd stwierdził nabycie spadku po zmarłej na zasadach ustawowych przez jej męża i troje dzieci  
  • Rok później - na podstawie testamentu zmarłej - ten sam sąd uznał, że cały spadek należy się wyłącznie jednej z córek  
  • RPO złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną, wnosząc o unieważnienie drugiej decyzji spadkowej
  • Sąd Najwyższy uwzględnił skargę zgodnie z wnioskiem Rzecznika

Zaskarżone postanowienie zostało uchylone, a postępowanie w sprawie umorzone. Postanowienie takie wydał 24 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Historia sprawy

Sąd ustala spadkobierców albo na ogólnych zasadach ustawowych, albo na podstawie testamentu osoby zmarłej - jeśli go pozostawiła.

W październiku 1998 r. Sąd Rejonowy stwierdził nabycie spadku na podstawie ustawy po zmarłej przez jej męża, dwie córki i syna  – wszyscy po 1/4 udziałów. Postanowienie to uprawomocniło się, bo nikt nie złożył apelacji.

W listopadzie 1999 r. ten sam sąd wydał w tej samej sprawie kolejne postanowienie - na wniosek jednej z córek, która według poprzedniego orzeczenia dziedziczyła 1/4 spadku. Teraz na podstawie testamentu zmarłej sąd stwierdził, że cały spadek nabyła właśnie wnioskodawczyni. Również i to rozstrzygnięcie nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się. 

O złożenie skargi nadzwyczajnej do RPO wystąpił adwokat jednego ze spadkobierców pominiętych w drugim orzeczeniu. Wskazał, że testament zmarłej dotyczył tylko jednego składnika majątkowego - udziału w niezabudowanej nieruchomości. Tymczasem do spadku zaliczały się również inne składniki majątku.

Argumenty skargi nadzwyczajnej 

Rzecznik uznał złożenie skargi nadzwyczajnej za konieczne dla zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego i niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, którzy obecnie nie mogą regulować spraw majątkowych. Dwie rozbieżne decyzje spadkowe uniemożliwiają bowiem dokonanie wpisu w księdze wieczystej. To uniemożliwia zaś swobodne dysponowanie nieruchomością. Sytuację tę może naprawić tylko skarga nadzwyczajna.

Postanowieniu z 1999 r. Adam Bodnar zarzucił rażące naruszenie prawa procesowego. Polegało to na rozstrzygnięciu o spadku, mimo że w tej samej sprawie sąd już wcześniej wydał prawomocne postanowienie. W ten sposób naruszono konstytucyjną zasadę zaufania do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego (art. 2 Konstytucji) oraz konstytucyjnego prawa do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji), jak i konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji).

Już samo prowadzenie ponownego postępowania na wniosek jednej z córek zmarłej było niedopuszczalne. Sąd powinien był odrzucić wniosek, jeżeli sprawa spadku była już prawomocnie rozpoznana. Tym samym sąd pominął wyraźny zakaz ustawowy, który nie pozwala na prowadzenie drugi raz postępowania w tej samej sprawie.

W efekcie doszło do uszczerbku w zakresie przysługującej spadkobiercom zmarłej prawa do dziedziczenia. Wobec dwóch rozstrzygnięć tej samej sprawy zainteresowani nie uzyskali wiążącego stanowiska sądu. Nie mogą legitymować się jednoznacznym sadowym potwierdzeniem uprawnień spadkowych. W efekcie są pozbawieni możliwości realizacji praw majątkowych nabytych na podstawie dziedziczenia.

Rzecznik wniósł, by SN uchylił postanowienie sądu rejonowego z listopada 1999 r. i odrzucił wówczas złożony wniosek o stwierdzenie nabycia spadku.

Wysłał ją Izbie Cywilnej Sądu Najwyższego. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne. Sprawę rozpoznała jednak ta Izba.

Postanowienie IKNiSP SN

Skarga nadzwyczajna RPO jest w sposób oczywisty zasadna. Należy podzielić zarzut rażącego naruszenia prawa procesowego, polegającego na niewłaściwym zastosowaniu art. 669 w zw. z art. 677 § 1 k.p.c., w następstwie pominięcia dyspozycji art. 199 § 1 pkt 2 in fine w zw. z art. 13 § 2 k.p.c., poprzez wydanie rozstrzygnięcia o stwierdzeniu nabycia spadku po zmarłej przez Sąd Rejonowy,  pomimo, że ten sam sąd wydał już prawomocne postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej spadkodawczyni.

Istnienie prawomocnego orzeczenia tego samego sądu, dotyczącego tej samej sprawy, stało na przeszkodzie orzekaniu po raz wtóry o stwierdzeniu nabycia praw do spadku. Ze względu na zasadę powagi rzeczy osądzonej niedopuszczalnym jest, aby w obrocie prawnym występowały dwa prawomocne postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej osobie, dodatkowo różnej treści. Należy uznać, że poprzez wydanie zaskarżonego postanowienia doszło do naruszenia wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP zasad: zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego, jak też konstytucyjnego prawa do dziedziczenia, chronionego w ramach art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, oraz konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1).

Zasada demokratycznego państwa prawnego wyraża m.in. konieczność zapewnienia pewności co do prawa. Dlatego też postępowania nadzwyczajne, mające służyć wzruszeniu prawomocnych orzeczeń sądowych, dotyczyć powinny tylko najistotniejszych i najbardziej rażących wad wyroków bądź postanowień, a także takich wad postępowania. Nie mogą one bowiem zastępować kontroli instancyjnej i prowadzić do ponownego rozpoznania sprawy, co odpowiadać powinno konstytucyjnej zasadzie proporcjonalności.

Konstytucja w art. 45 statuuje zasadę prawa do sądu, zgodnie z którą każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Prawo do sądu realizowane ma być według reguł ustalonych przez ustawodawcę w procedurach stworzonych dla rozpoznawania spraw poszczególnych rodzajów. Z kolei przepisy te w aspekcie dotyczącym postępowania cywilnego, nakładają na sąd obowiązek badania z urzędu przesłanek, o których mowa w art. 199 § 1 pkt 2 k.p.c., czy też w art. 379 pkt 3 k.p.c., niezależnie od etapu postępowania, na którym sąd powziął informację co do ich wystąpienia.

Należy uznać, że w postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku, sąd ma obowiązek podejmowania działania z urzędu. Obowiązek działania ex officio oznacza, że sąd nie może poprzestać na tym, co zostanie zaoferowane przez uczestników postępowania, bowiem ocenić musi, czy stwarza to wystarczającą podstawę do prawidłowego stwierdzenia, kto nabył spadek.

Sąd, aby zadośćuczynić obowiązkowi wynikającemu z art. 677 k.p.c., powinien ustalić pełny krąg spadkobierców ustawowych, ewentualne istnienie testamentu i jego ważność, sprawdzić czy nie zachodzą negatywne przesłanki dziedziczenia, ustalić czy w skład spadku wchodzi gospodarstwo rolne i komu przypadłe w drodze dziedziczenia.

W tym kontekście, po stronie sądu istnieje także obowiązek, aby ustalić na podstawie dostępnych instrumentów, w ramach odbieranego zapewnienia, czy wcześniej po tym samym spadkodawcy nie toczyło się już jakiekolwiek postępowanie o stwierdzenie nabycia praw do spadku.

Sąd Najwyższy stwierdza, że wydanie dwóch orzeczeń spadkowych w okolicznościach niniejszej sprawy godzi w konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej, jak również w zasady z niej wynikające, tj. zasadę zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego, a także konstytucyjne prawo dziedziczenia i prawo do sądu.

W sytuacji, kiedy na skutek rażącego naruszenia prawa wydane zostają dwa orzeczenia spadkowe, nota bene odmiennie rozstrzygające kwestię dziedziczenia, uprawnione jest twierdzenie, że w sprawie nie może być mowy o uzyskaniu przez uczestników postępowania spadkowego wiążącego stanowiska sądu, a powstała sytuacja tworzy stan niepewności prawnej, w ramach którego spadkobiercy nie uzyskują jednoznacznego potwierdzenia uprawnień spadkowych, w czym w sposób oczywisty przejawia się naruszenie konstytucyjnego prawa do sądu.

Niezależnie od kwestii poprawności merytorycznej analizowanego rozstrzygnięcia, kolejne postępowanie w przedmiocie nabycia spadku po tej samej osobie jest niedopuszczalne na podstawie art. 199 § 1 pkt 2 in fine w zw. z art. 13 § 2 k.p.c., i dlatego zakwestionowane przez RPO postanowienie podlega uchyleniu, a postępowanie umorzeniu ze względu na dyspozycję art. 91 § 1 ustawy o SN, który inaczej niż w postępowaniu wywołanym skargą kasacyjną w sprawie cywilnej (art. 39819 k.p.c.), nie przewiduje możliwości odrzucenia wniosku (pozwu) przez Sąd Najwyższy z powodu przeszkody, która występowała już w chwili złożenia wniosku (pozwu).

Na marginesie należy dodać, że do powstania stanu niepewności w obrocie prawnym i wydania orzeczenia podważającego zaufanie do państwa przyczyniła się wnioskodawczyni oraz stawający na rozprawie uczestnicy, którzy nie ujawnili wobec sądu okoliczności, że po spadkodawczyni już wcześniej toczyło się postępowanie o stwierdzenie nabycia praw do spadku, zakończone prawomocnym postanowieniem. Jak wynika z protokołu, Sąd Rejonowy zaniechał ustalenia tej okoliczności z urzędu.

Odnosząc się do stanowiska pełnomocnika wnioskodawczyni, należy zauważyć, że jakiekolwiek merytoryczne rozstrzyganie porządku dziedziczenia po spadkodawczyni w tejże sprawie jest niedopuszczalne, a postępowanie powinno zostać umorzone, niezależnie od racji merytorycznych.

Jedyne rozstrzygnięcie, jakie w sprawie może zapaść, to rozstrzygnięcie formalne, eliminujące wadliwe orzeczenie z obrotu prawnego. Sąd Najwyższy miał na względzie charakter zaskarżonego postanowienia oraz art. 89 § 4 in fine ustawy o SN wskazujący, że nawet w wypadku nastąpienia nieodwracalnych skutków prawnych, w szczególności upływu 5 lat od wydania orzeczenia, Sąd Najwyższy wydaje orzeczenie, o którym mowa w art. 91 § 1 ustawy o SN, jeżeli przemawiają za tym zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji.

W sprawie niniejszej należy uznać, że nie ma miejsca przypadek wystąpienia „nieodwracalnych skutków prawnych” postanowienia o stwierdzeniu nabycia praw do spadku, które ma charakter deklaratoryjny. Za zdarzenie wywołujące takie skutki nie można uznać darowizny udziałów nieruchomości wchodzącej w skład spadku, dokonanej umową notarialną na rzecz córki. Wnioskodawczyni miała świadomość istnienia wcześniejszego postanowienia, albowiem uczestniczyła w postępowaniu prowadzącym do jego wydania.

Skargi nadzwyczajne RPO

Do Biura RPO wpłynęły dotychczas 8423 wnioski o wniesienie skargi nadzwyczajnej. Dotychczas rozpatrzono 8010 spraw. Skarg dotyczących dwóch postanowień spadkowych po tej samej osobie wpływa wiele (jest to też przedmiotem większości skarg nadzwyczajnych RPO w sprawach cywilnych).

Skarg nadzwyczajnych RPO wniósł dotychczas 46 - najwięcej dotyczy problematyki cywilnoprawnej. SN rozpoznał dopiero sześć skarg (cztery uwzględnione; dwie oddalone).  

Wprowadzenie skargi nadzwyczajnej spowodowało dodatkowe obciążenie Biura RPO, ale bez zwiększenia jego finansowania. W Biurze RPO sprawy te bada ok. 70 osób, które to robią niezależnie od swych normalnych obowiązków - m.in. rozpatrywania innych pism obywateli, odpowiedzi dla nich czy przygotowywania wystąpień RPO do władz.

IV.511.545.2019

Rzecznik przeciwny skardze kasacyjnej MSWiA ws obniżenia emerytury funkcjonariuszowi wywiadu

Data: 2021-03-03
  • Sądy przywróciły funkcjonariuszowi wywiadu naukowo-technicznego sprzed 1989 r. emeryturę, którą stracił w wyniku tzw. ustawy dezubekizacyjnej
  • Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA złożył jednak skargę kasacyjną na niekorzyść obywatela do SN
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich nie powinna być ona w ogóle merytorycznie rozpoznana

Przed 1989 r. funkcjonariusz pełnił służbę podczas której realizował zadania m.in. wywiadu naukowo-technicznego. Po przemianach ustrojowych był funkcjonariuszem Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa. Ze służby odszedł w stopniu podpułkownika w 2001 r. po uzyskaniu 35-letniej wysługi emerytalnej oraz III grupy inwalidzkiej.

By zapewnić wnukom mieszkania, zaciągnął kredyty mieszkaniowe. Ich miesięczna rata, którą systematycznie spłacał do 2017 r., wynosiła 4 tys. zł. Obniżenie świadczenia o 4500 zł uniemożliwiło mu dalszą spłatę kredytu. Próby negocjacji z bankami spowodowały przekazanie sprawy do windykacji.

Z racji wieku i ciężkich schorzeń nabytych w związku ze służbą w UOP, mężczyzna nie jest w stanie podjąć jakiegokolwiek zatrudnienia.

Rzecznik Praw Obywatelskich w 2019 r. zgłosił udział w postępowaniu przed sądem I instancji w sprawie odwołania mężczyzny od decyzji o ponownym ustaleniu wysokości emerytury policyjnej.

Sądy obu instancji przywróciły funkcjonariuszowi emeryturę i rentę inwalidzką.

Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA złożył jednak skargę kasacyjną na niekorzyść obywatela do SN.   

W ocenie Rzecznika skarga kasacyjna w ogóle nie powinna podlegać merytorycznemu rozpoznaniu. ZER powołał się na powody, uzasadniające przyjęcie skargi kasacyjnej, które się wzajemnie wykluczają. Nie można bowiem równocześnie twierdzić, że w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne czy też istnieje potrzeba wykładni przepisów budzących poważne wątpliwości, a zarazem wskazywać, że skarga kasacyjna jest „oczywiście uzasadniona”.

To, co jest oczywiście uzasadnione, nie budzi przecież poważnych wątpliwości, nie ma też charakteru istotnego zagadnienia prawnego. Już choćby i z tego powodu skarga kasacyjna, oparta na wewnętrznie sprzecznych przesłankach przyjęcia jej do rozpoznania, nie powinna podlegać merytorycznemu rozpoznaniu.

WZF.7060.136.2018

300 zł za wieczorne spotkanie w miejscowości K. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-05, 2021-03-03

Pan Mariusz spotkał się w kwietniowy wieczór 2020 r. z panem Tomaszem, co zdaniem policjantów i sądu w R. oznaczało, że „nie stosował się do zakazu przemieszczania się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej osób przebywających na tym obszarze w związku z ogłoszonym stanem epidemii w ten sposób, że bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”.

[AKTUALIZACJA} 5 maja Sąd Najwyższy przychylił się do kasacji RPO i uchylił wyrok na pana Mariusza (Sygn. akt II KK 106/21)

W postępowaniu nakazowym został ukarany 300 zł grzywny. Ponieważ się nie sprzeciwił wyrokowi, stał się on prawomocny.

RPO składa w tej sprawie kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że nie było podstaw do ukarania pana Mariusza: zakaz wychodzenia z domu rząd wprowadził w kwietniu rozporządzeniem na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567). Ta jednak pozwala tylko ograniczać przemieszczanie się, a nie zakazywać go w ogóle. Wolność przemieszczania jest wolnością chronioną przez Konstytucję (art. 52) i nie może być ograniczana w taki sposób.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane. Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi. Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku. W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie. Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji R.P., w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa. Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności. Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji R.P.

Na wstępie wskazano, że art. 54 k.w. stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami. Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym sądu w R. nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie RPO zauważa, że w dacie orzekania przez sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U.z 2020 r., poz. 1066). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie grzywny w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.119.2021

200 zł za spacer bez powodu w Wielką Sobotę. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-03-01
  • Pan S. w malutkiej miejscowości został złapany na tym, jak w Wielką Sobotę około godz. 13:50 „naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby” (w tym czasie można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła).
  • Sąd w wyroku nakazowym wymierzył mu karę 200 złotych grzywny.
  • Wyrok uprawomocnił się w grudniu i RPO złożył od niego kasację do Sądu Najwyższego.
  • AKTUALIZACJA 16 marca 2021: SN uwzględnił kasację RPO

To kolejna z pozoru drobna sprawa, która jest jednak poważna, jeśli zważy się, że obywatel mógł tu zostać ukarany bez właściwej podstawy prawnej.

Pan S. został ukarany za złamanie przepisów rządowego rozporządzenia, które – na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych – zakazały wychodzenia z domu z czterema wyjątkami. Tymczasem ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję

RPO zauważa też, że w momencie, kiedy sąd orzekał w tej sprawie, przepisy z 10 kwietnia 2020 r. zawierające zakaz przemieszczania się już nie obowiązywały. A rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 1758 ze zm.) nie przewidywało analogicznego zakazu. To też wykluczało ukaranie obwinionego.

Jest to kolejna kasacja RPO w sprawie kar za naruszenie wiosennych przepisów pandemicznych: inne przykłady można znaleźć poniżej, pod ilustracją.

II.511.104.2021

Nagana za brak maseczki podczas kontroli drogowej. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego. [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-03-01
  • Policjanci zarzucili panu D, że w czasie kontroli drogowej w małej miejscowości nie miał maseczki, a wysiadł z samochodu (było to pod koniec kwietnia 2020 r.).
  • Sąd zgodził się z Policją, że doszło do naruszenia art. 54 kodeksu wykroczeń w zw. § 18 ust. 1 pkt 2 lit. a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.
  • Pan D. otrzymał karę nagany, ale sąd zwolnił go od uiszczenia kosztów postępowania ustalając, iż poniesie je Skarb Państwa.
  • [AKTUALIZACJA' 8 kwietnia SN uwzględnił kasację (sygn. akt II KK 96/21) i uniewinnił obywatela 

Wyrok nie został zakażony i uprawomocnił się w sierpniu 2020 r.

RPO złożył kasację w tej sprawie do Sądu Najwyższego wskazując, że pan D. został ukarany na podstawie wadliwych przepisów.

Zgodnie z przepisem art. 54 kodeksu wykroczeń kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów. Tymczasem problem jest z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r.. Nakazywało ono nosić wszystkim maseczki i odwoływało się do ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Tymczasem ustawa ta pozwala na zobowiązanie do chodzenia w maseczkach tylko osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – ale nie wszystkich. Rozporządzenie wykraczało więc poza ustawę (ten błąd legislacyjny został skorygowany dopiero w grudniu 2020 r., choć RPO apelował o to od maja 2020 r.)

Narzucenie jednostce poprzez wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic i upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie.

II.511.74.2021

Informacja RPO w sprawie skarg nadzwyczajnych 

Data: 2021-02-25
  • Rzecznik Praw Obywatelskich złożył dotychczas 46 skarg nadzwyczajnych - Sąd Najwyższy rozpoznał dopiero sześć
  • W Biurze RPO sprawy te bada ok. 70 osób, które to robią niezależnie od swych normalnych obowiązków - m.in. rozpatrywania innych pism obywateli, odpowiedzi dla nich czy przygotowywania wystąpień RPO do władz
  • Parlament nie przyznał bowiem RPO dodatkowych środków na to nowe zadanie
  • Ponadto często trzeba uzupełniać dokumentację od wnioskodawców, część z nich rezygnuje z podtrzymywania wniosków, a w kilku sprawach skargę na ich rzecz wniósł już Prokurator Generalny

24 lutego 2021 r. Sejm zaczął prace nad dwoma projektami – prezydenta RP i Senatu - wydłużającymi możliwość składania przez Prokuratora Generalnego i RPO skarg nadzwyczajnych od prawomocnych orzeczeń zapadłych od wejścia w życie konstytucji z 1997 r. Według obecnych przepisów PG i RPO mogą je składać do 3 kwietnia 2021 r. Projekty proponują wydłużenie tego terminu o dwa lata.

Do Biura RPO dotychczas wpłynęły 8423 wnioski o wniesienie skargi nadzwyczajnej. Dotychczas rozpatrzono  8010 spraw, z czego podjęto do prowadzenia (zwrócono się o akta) 2374 sprawy.  Spośród tych 2374 spraw postępowanie zakończono w 1930 sprawach.

Spośród rozpatrzonych 8010 spraw, udzielono wyjaśnień i zakończono (bez zwracania się o akta i bez prośby o uzupełnienie wniosku) w 4427 przypadkach. W 1209 zwrócono się np. o uzupełnienie wniosku, dosłanie dokumentów itp.

Tym samym z ogólnej liczby 8010 rozpatrzonych wniosków 6357 spraw zakończono zajęciem przez RPO stanowiska i poinformowania o nim wnioskodawcy.    

Skarg nadzwyczajnych wniesiono dotychczas 46 - najwięcej dotyczy problematyki cywilnoprawnej. SN rozpoznał dopiero sześć skarg (cztery uwzględnione; dwie oddalone).  W kilkunastu sprawach projekty skarg, których termin wniesienia upływa 3 kwietnia 2021 r.  są wciąż przygotowywane.

Relatywnie – jak by się zdawało – niewielka liczba efektywnie wniesionych skarg wynika z kilku powodów. Przede wszystkim, skarga nadzwyczajna jest przewidziana jako środek prawny przełamujący zasadę stabilności prawomocnych orzeczeń sądowych, która ma umocowanie konstytucyjne, stanowiąc gwarancję bezpieczeństwa prawnego obywateli.

Z tego powodu, także zgodnie z najnowszym orzecznictwem Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, jej uwzględnienie jest możliwe wyłącznie w sytuacjach zupełnie skrajnych. Przy czym nie chodzi tu tylko o rażące naruszenie prawa czy konstytucyjnych zasad, wolności lub praw obywatelskich. Same te przesłanki nie wystarczą. Dodatkowo musi być odrębnie wykazana tzw. przesłanka ogólna wyrażona w art. 89 § 1 ustawy o SN -  uwzględnienie skargi musi być konieczne dla przywrócenia stanu elementarnej sprawiedliwości w demokratycznym państwie prawnym. Dlatego nawet jeżeli w danej sprawie sąd naruszył prawo, nie oznacza to, że skarga jest zasadna.

Na liczbę wniesionych skarg rzutują też inne okoliczności. A skarga nie jest dopuszczalna od każdego orzeczenia, ale tylko takiego, które kończy postępowanie w danej sprawie. Nie każde zaś orzeczenie, na które obywatel się skarży, ma taki charakter.  

Część wniosków jest niekompletna, a obywatele – mimo ponagleń – nie uzupełniają niezbędnej dokumentacji umożliwiającej zbadanie sprawy bądź trwa to wiele miesięcy. Dotyczy to zwłaszcza konieczności ustalania następców prawnych pierwotnych stron postępowania w przypadku śmierci bądź przekształceń podmiotowych. Część wnioskodawców rezygnuje z podtrzymywania złożonego już wniosku.

Co najmniej w kilku sprawach, w których obywatel skierował wniosek zarówno do RPO, jak i do Prokuratora Generalnego, skargę wniósł już PG.

Biuro RPO nie dysponuje danymi statystycznymi dotyczącymi efektywności skargi nadzwyczajnej. Jedynym miarodajnym źródłem pozostaje sam Sąd Najwyższy. Warto jednak zwrócić uwagę, że bardzo długo - nawet do kilkunastu miesięcy – trwa okres między wniesieniem skargi (którą kieruje się nie bezpośrednio do SN, ale do sądu, który wydał zaskarżone orzeczenie)  a jej skierowaniem do SN i rozpatrzeniem.

W Biurze RPO wnioski o wniesienie skargi nadzwyczajnej bada w sumie ok. 70 osób. A są to osoby, dla których rozpatrywanie tych wniosków jest obowiązkiem dodatkowym, podejmowanym obok dotychczas wykonywanych, a związanych z rozpoznawaniem spraw wpływających do Biura Rzecznika, których liczba nie zmniejsza się.

Obsada kadrowa Biura – w związku z wejściem w życie przepisów o skardze nadzwyczajnej – nie zwiększyła się. Rzecznik domagał się tego wielokrotnie zarówno w Parlamencie, jak też w korespondencji do organów rządowych. Nie otrzymał jednak jakiegokolwiek dodatkowego wsparcia finansowego na ten cel.

Przewidywane utworzenie w BRPO nowych etatów związanych ze skargami nadzwyczajnymi  znajdowało swój wyraz w kolejnych projektach budżetu Biura. Konsekwentnie nie uzyskiwało to jednak w poszczególnych latach aprobaty Parlamentu.

Z jednej więc strony Parlament wprowadził do systemu prawnego nowy nadzwyczajny środek zaskarżenia - z drugiej zaś: nie przewidział żadnych dodatkowych środków finansowych dla RPO na realizację tego zadania. Dlatego jest ono wykonywane w ramach tych sił i środków, które dotychczas służyły także wykonywaniu innych konstytucyjnych i ustawowych obowiązków Rzecznika Praw Obywatelskich.

Dwa rozbieżne postanowienia spadkowe przedmiotem skargi nadzwyczajnej RPO

Data: 2021-02-23
  • Ten sam sąd w odstępie siedmiu lat wydał dwa rozbieżne orzeczenia spadkowe po tym samym spadkodawcy
  • W 2006 r. uznał, że spadkobiercami jest troje dorosłych dzieci zmarłego 
  • W 2013 r. orzekł zaś - na podstawie testamentu zmarłego z 2003 r. - że cały spadek przysługuje tylko jednej córce 
  • W tej sytuacji spadkobiercy nie mają jednoznacznego potwierdzenia swych praw z tytułu dziedziczenia, co uniemożliwia im swobodne dysponowanie majątkiem

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. To kolejna już skarga dotycząca decyzji spadkowych wydanych z rażącym naruszeniem prawa.

Wydanie dwóch odmiennych postanowień o stwierdzeniu nabycia spadku po tej samej osobie świadczy o rażącym naruszeniu prawa, Godzi to w powagę wymiaru sprawiedliwości oraz w konstytucyjne zasady: zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego,  prawo do sądu, oraz prawa dziedziczenia.

Historia sprawy

W 2006 r. Sąd Rejonowy stwierdził że spadek po zmarłym na podstawie ustawy nabyło troje jego dzieci w częściach po 1/3 każde. Postanowienie uprawomocniło się – nikt nie złożył apelacji.

W 2013 r. ten sam sąd stwierdził zaś, że cały spadek po tym zmarłym na podstawie testamentu notarialnego nabyła jedna jego córka (która według poprzedniego orzeczenia dziedziczyła w 1/3 części).

Wcześniej na rozprawie ogłoszono testament notarialny z 2003 r. Sąd wysłuchał wnioskodawczynię, po czym wydał postanowienie o stwierdzeniu nabycia przez nią spadku. Także i to postanowienie uprawomocniło się wobec niezłożenia apelacji.

Argumenty RPO

Rozstrzygnięcie z 2013 r. zapadło mimo, że w chwili złożenia wniosku przez córkę  funkcjonowało już prawomocne postanowienie o nabyciu spadku z 2006 r. Sąd rozpoznał wniosek tak, jak gdyby sprawa stwierdzenia nabycia spadku po tym zmarłym nie była wcześniej rozstrzygnięta.

Dlatego orzeczenie z 2013 r. zapadło wskutek rażącego naruszenia prawa procesowego. Doszło do naruszenia tzw. powagi rzeczy osądzonej. Sąd powinien był zatem odrzucić wniosek złożony przez wnioskodawczynię w 2013 r.

Do naruszenia procedury doszło m.in. wskutek wprowadzenia sądu w błąd przez wnioskodawczynię. A była nią także w sprawie z 2006 r. i miała świadomość, że w tamtej sprawie zapadło prawomocne postanowienie co do spadku.

Nie zmienia to jednak faktu, że funkcjonowanie dwóch prawomocnych, a  sprzecznych ze sobą postanowień spadkowych, musi zostać zlikwidowane. Może to nastąpić może wyłącznie w wyniku uwzględnienia przez Sąd Najwyższy skargi nadzwyczajnej i uchylenia orzeczenia z 2013 r.

Zaskarżonemu postanowieniu RPO zarzucił rażące naruszenie prawa procesowego poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 669 w związku z art. 677 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego w następstwie pominięcia dyspozycji art. 199 § 1 pkt 2 w związku z art. 13 § 2 k.p.c. - poprzez stwierdzenie nabycia spadku, mimo iż sprawa o tym samym przedmiocie została już wcześniej prawomocnie rozpoznana.

Ponadto doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji.

Rzecznik dostrzega również naruszenie prawa do sądu, które gwarantuje art. 45 ust. 1 Konstytucji. Wobec wydania dwóch prawomocnych postanowień spadkowych nie sposób uznać, aby uczestnicy postępowania sądowego uzyskali wiążące rozstrzygnięcie, a co za tym idzie, aby ich prawo do sądu zostało należycie zrealizowane.

Doszło też do naruszenia konstytucyjnego prawa dziedziczenia. Zgodnie z art. 64 ust 1 i 2 Konstytucji każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych i prawo dziedziczenia, a prawa te podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.

W przypadku dwóch prawomocnych postanowień o nabyciu spadku po tej samej osobie spadkobiercy nie mogą legitymować się jednoznacznym sądowym potwierdzeniem uprawnień nabytych z tytułu dziedziczenia. Ma to daleko idące konsekwencje, m. in. w ewentualnym postępowaniu o dział spadku, jak również w postępowaniu wieczystoksięgowym czy administracyjnym. Ochrona gwarantowana w Konstytucji staje się wtedy iluzoryczna.

RPO skierował skargę nadzwyczajną - jak wszystkie ostatnie skargi z zakresu prawa cywilnego - do Izby Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

IV.7000.121.2016

Kobieta pokrzywdzona przez sąd przy podziale majątku. Pamiętano o waloryzacji - zapomniano o hiperinflacji. Następna skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-02-22
  • Małżeństwo wniosło o podział majątku. Jego część, jak to zwykle bywa, stanowił majątek odrębny, który małżonkowie zgromadzili jeszcze przed ślubem
  • Chodziło o wkład poniesiony przez kobietę na poczet prawa do lokalu spółdzielczego, przekształconego w mieszkanie własnościowe
  • Wyliczając jej udział w majątku wspólnym, sąd wprawdzie zwaloryzował kwoty, ale nie uwzględnił niezwykle dotkliwej w latach 90. zmiany siły nabywczej pieniądza

Rzecznik Praw Obywatelskich wnosi do SN o uchylenie części wyroku i ponowne rozpatrzenie sprawy o podział majątku. Rozstrzygnięciu RPO zarzuca rażące naruszenie art. 45 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, naruszenie art. 228 § 1 oraz art. 567 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, a także art. 64 ust. 1 i 2  Konstytucji RP (prawa majątkowe) i art. 2 Konstytucji RP.

Historia sprawy

W 2017 r. sąd podzielił majątek rozwodzącego się małżeństwa. W postanowieniu rozstrzygnął o wysokości majątku wniesionego przez kobietę do wspólności majątkowej. Jeszcze przed ślubem w latach 80. kobieta dostała przydział na spółdzielcze lokatorskie prawo do mieszkania. Zapłaciła wkład. Już w trakcie małżeństwa mieszkanie zostało przekształcone we własnościowe, co pozwoliło na sprzedanie go. Otrzymaną w 1994 r. kwotę kilkudziesięciu tysięcy zł małżeństwo przeznaczyło na spłatę kredytu zaciągniętego wcześniej na zakup dwóch innych nieruchomości. Podczas rozwodu kobieta wskazywała, że tym samym kupione wspólnie mieszkania zostały w większości opłacone z jej majątku odrębnego (sprzed małżeństwa), pochodzącego ze sprzedaży mieszkania, do którego nabyła prawa w latach 80. Sąd rejonowy nie uwzględnił jednak jej wniosku o rozliczenie nakładu, twierdząc, że nie przestawiła niezbędnych dowodów. Kobieta odwołała się do sądu okręgowego. W II instancji sąd co prawda przyznał, że przy zakupie lokali kobieta wniosła odrębny nakład finansowy, ale według sądu wyniósł on jedynie kilkaset zł.

(Dalsze kwoty są jedynie przykładowe, dla lepszego zobrazowania sytuacji).

Podstawą obliczeń przyjętych przez sąd było pismo ze spółdzielni, które wskazywało, że wkład mieszkaniowy poniesiony przez kobietę w latach 80. wynosił 6 zł (60 000 st. zł), a wniesiona przez oboje małżonków opłata przekształceniowa 350 zł (35 000 000 st. zł). Sąd dodał te kwoty i ustalił, że wysokość wkładu budowlanego, związanego ze spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu wyniosła 35 060 000 st. zł. I tu zaczęły się schody, ponieważ sąd wyliczając, jaki był odrębny wkład kobiety w tę sumę, pominął powszechnie znane zjawisko, z którym mierzyli się Polacy na początku lat 90. XX wieku, czyli hiperinflację. Uznał, że 60 000 st zł (wkład sprzed małżeństwa) stanowi 0,17% całej kwoty poniesionej na poczet tego mieszkania. Wprawdzie waloryzacji dokonał, ale zastosował metodę skrajnie niekorzystną dla kobiety. Nie zwaloryzował bowiem kwoty nominalnej wkładu mieszkaniowego, gdy zestawiał ją z wymaganym wkładem budowlanym. Zestawienie dwóch wartości, gdy jedna wyrażona jest w kwocie nominalnej przed hiperinflacją, a druga – w takiej kwocie po hiperinflacji, nie uwzględnia rzeczywistych wartości po stronie majątku wspólnego i majątku osobistego.

Dalsze kroki były już w zasadzie następstwem błędu, ponieważ skoro majątek odrębny kobiety stanowił 0,17% wartości mieszkania, to przy jego sprzedaży w 1994 r. stanowił on jedynie niecałe 100 zł., które przy zakupie kolejnych nieruchomości stanowiło jedynie 0,11% jej wartości. Przy podziale majątku w 2017 r. oszacowano, że kupione w 1994 r. mieszkania są już warte kilkaset tysięcy zł, a 0,11% odrębnego wkładu kobiety w te nieruchomości to jedynie kilkaset zł.

Argumenty prawne RPO

Rzecznik zwraca uwagę, ze wycena wkładu mieszkaniowego przy spółdzielczym prawie lokatorskim jest niezwykle trudna. Po pierwsze: taka formuła już nie istnieje, więc trudno odnieść to do obecnych realiów. Po drugie: wpłacane kwoty na wkład mieszkaniowy były faktycznie jedynie ułamkiem całościowych kosztów budowy nieruchomości. Po trzecie jednak: ten wkład był niezwykle cenny, ponieważ była to niemal jedyna droga do posiadania mieszkania, nawet jeśli nie stawało się ono własnością lokatorów w sensie prawnym. Jeśli do tego dochodzi problem waloryzacji w sytuacji zmiany siły nabywczej pieniądza, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej.

W ocenie Rzecznika sąd prowadzący sprawę podziału majątku pominął regułę wypracowaną w orzecznictwie Sądu Najwyższego (m.in. uchwała z 5 października 1990 r. (III CZP 55/90), a dotyczącą wyceny wkładu mieszkaniowego. Zgodnie z nią należy ustalić to, jaki był udział nakładu z majątku osobistego w nabyciu składnika majątku wspólnego, a następnie proporcje te odnieść do wartości tego składnika w dacie podziału. Tym samym, zestawiając wyrażone w starych złotych wartości nominalne sprzed hiperinflacji i po tym procesie, sąd otrzymał wyniki skrajnie niesprawiedliwe. Kobieta, która zainwestowała pieniądze przed ślubem oraz przed gwałtownym spadkiem siły nabywczej pieniądza, została znacząco pokrzywdzona.

Sąd uznał też, że do ustalenia, jaki procent wartości mieszkań stanowił majątek osobisty kobiety, może przyjąć tylko to, co literalnie wynika z przedstawionych przez nią pism spółdzielni (a tam, co jasne, określone były jedynie kwoty nominalne), pomijając zjawisko hiperinflacji. W efekcie sąd naruszył przepisy regulujące podział majątku wspólnego małżonków po ustaniu wspólności ustawowej (art. 45 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego).

Jak podkreśla RPO, naruszono również prawo procesowe. Waloryzując nakłady z pominięciem hiperinflacji, jaka miała miejsce między datą opłacenia wkładu mieszkaniowego oraz wkładu budowlanego, sąd nie zastosował normy przewidzianej przez art. 228 § 1 kodeksu postępowania cywilnego. Artykuł ten mówi bowiem o tym, że fakty powszechnie znane nie wymagają dowodu. Niewłaściwe rozliczenie nakładu, zasądzenie go w kwocie symbolicznej, stanowi także naruszenie art. 567 § 1 kpc., gdyż jego skutkiem jest rażąco wadliwe rozliczenie majątkowych mas małżeńskich, a zatem – niewypełnienie celu postępowania działowego.

Doszło także do bezpośredniego naruszenia konstytucyjnej zasady ochrony własności i praw majątkowych (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP). Zaistniała bowiem ogromna dysproporcja pomiędzy rzeczywistym wysiłkiem finansowym kobiety, związanym z opłaceniem wkładu mieszkaniowego, a przyznaną jej wartością tytułem rozliczenia nakładu, stanowiącą niecałe dwa promille wartości rozliczanej nieruchomości.

Niemniej istotne jest w tym przypadku także naruszenie zasady zaufania do państwa i prawa, wynikającej z art. 2 Konstytucji RP zasady demokratycznego państwa prawnego realizującego zasady sprawiedliwości społecznej. Sąd nie zapewnił bowiem kobiecie właściwej ochrony przed skutkami negatywnych zjawisk gospodarczych, na które nie miała ona żadnego wpływu, w sytuacji, gdy wiele organów państwowych podejmowało przez lata działania, które miały odwrócić skutki hiperinflacji, bądź przynajmniej uczynić je mniej dotkliwymi dla obywateli.

Skarga nadzwyczajna jest w tym przypadku jedynym możliwym do zastosowania środkiem zaskarżenia. Co prawda dla podważenia orzeczenia II instancji przysługiwała kobiecie skarga kasacyjna, ale minęły już terminy na to. Nie ma też podstaw do wznowienia postępowania.

Po raz kolejny adresatem skargi nadzwyczajnej jest nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, ale Izba Cywilna Sądu Najwyższego. Przesądziła o tym uchwała trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego stwierdzająca, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017r. Zważywszy, że pełny skład IKNSP SN powołano w sposób opisany w uchwale 3 Izb, jej orzeczenia dotknięte byłyby wadą nieważności. Dla wyeliminowania tej ewentualności niezbędne było skierowanie skargi do Izby Cywilnej SN jako właściwej w sprawach z zakresu prawa cywilnego.

IV.7000.43.2018

Nagana za wyjście z domu podczas lockdownu. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-12, 2021-02-22
  • W kwietniu 2020 r. obywatel wyszedł z domu w swej małej miejscowości, by spotkać się ze znajomymi.
  • Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie go za złamanie zakazu wychodzenia bez uzasadnionej przyczyny; sąd ukarał go naganą . 
  • Rzecznik złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego, gdyż rozporządzenie będące podstawą kary rząd wydał bez odpowiedniej podstawy ustawowej.
  • AKTUALIZACJA: 12 maja 2021 SN (sygn. akt II K K 82/21) uwzglednił kasację i uchylił wyrok.

Pan Dominik został obwiniony o to, że nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku z ogłoszonym stanem epidemii. Jak uznał Sąd Rejonowy, który wyrokiem nakazowym ukarał go naganą, bez uzasadnienia opuścił swe miejsce zamieszkania.

Sąd  Rejonowy w R. uznał go za winnego wykroczenia z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Wniósł o uchylenie orzeczenia i uniewinnienie obwinionego.

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie.

Niezależnie od tego, RPO wskazuje że w dacie orzekania przez sąd 4 listopada 2020 r. nie obowiązywały już przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. Obowiązujące w tej dacie przepisy nie zawierały zakazu przemieszczania się. Stąd też już choćby z tego powodu ukaranie obwinionego na podstawie art. 54 k.w. i wymierzenie mu kary nagany nie było dopuszczalne.

II.511.82.2021

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Kasacja RPO od wyroku na policjantów

Data: 2021-02-22
  • Igor Stachowiak zmarł na komisariacie rażony prądem z paralizatora. Oceniając odpowiedzialność policjantów za tę śmierć, sądy zrobiły to źle i pobieżnie. Zminimalizowały winę funkcjonariuszy, uznając, że paralizator nie był bezpośrednią przyczyną zgonu.
  • Wyroki w sprawie śmierci Igora Stachowiaka to dwa i pół oraz dwa lata więzienia
  • RPO składa kasację w tej sprawie do Sądu Najwyższego i wnosi o ponowne rozpoznanie sprawy.
  • - W przypadku zgonu człowieka pozostającego w rękach policji, władze muszą dołożyć wszelkich starań, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło. Nie powinny opierać się na pochopnych albo nieuzasadnionych wnioskach służących za podstawę do zakończenia postępowania przygotowawczego bądź sądowego – przypomina RPO

Igor Stachowiak zmarł we wrocławskim komisariacie w 2016 r. Został zatrzymany w centrum miasta i skuty. Na komisariacie był rażony paralizatorem – w łazience, która nie jest monitorowana. Ale kamera zamontowana jest w samym paralizatorze. Nagrała, jak policjanci rażą prądem skutego człowieka i jak on umiera.

Wyjaśnianie sprawy było bardzo powolne do momentu, gdy – po roku – sprawę Igora Stachowiaka ujawniły media.

W 2019 r. zapadły wyroki w sprawach policjantów, którzy byli na komisariacie: sądy pierwszej i drugiej instancji uznały, że bezpośrednią przyczyną zgonu Igora Stachowiaka była „niewydolność krążeniowo-oddechowa w przebiegu arytmii” wywołana przez środki odurzające, które zdaniem sądu Igor Stachowiak zażył przed zatrzymaniem.

Działania policjantów, choć naganne, nie były w opinii sądu decydujące. Policjanci zostali prawomocnie skazani za przekroczenie uprawnień w zakresie realizacji zadań ustawowych Policji oraz znęcania się fizycznego i psychicznego nad pozbawionym wolności Igorem Stachowiakiem. Sąd wymierzył im kary dwóch i pół lub dwóch lat więzienia.

Co się stało z Igorem Stachowiakiem

W kasacji RPO zwraca uwagę, że sąd źle ustalił przyczyny tragedii. Oparł się na jednej ekspertyzie, która mówiła o „niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu arytmii”, nie zadając sobie pytania, czy to dobre wyjaśnienie w przypadku człowieka rażonego prądem. Sąd nie wziął przy tym pod uwagę innych opinii naukowców a także zeznań świadków, które wykluczały, by Igor Stachowiak był w czasie zatrzymania w stanie wyjątkowego pobudzenia. Także na podstawie ilości stwierdzonych u niego substancji nie można wnioskować, czy był on pod wpływem środków odurzających, czy też nie. Dlaczego więc uznawać, że z tego powodu umarł?

Istotą sprawy jest, że sąd II instancji błędnie uznał, iż biegli z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi odnieśli się do opinii drugiego eksperta i w sposób rażąco wybiórczy i powierzchowny odniósł się do wniosków postawionych przez tego specjalistę. Równocześnie Sąd Okręgowy wybiórczo ocenił wypowiedzi biegłych z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, dotyczące stosowania środków przymusu bezpośredniego jako czynnika, który mógł mieć wpływ na wystąpienie i przebieg wysoce niepokojących objawów występujących wówczas u Igora Stachowiaka.

Tym samym sąd pominął niejasności i wewnętrzne sprzeczności tej opinii.

Sąd II instancji zaakceptował w istocie uchybienie sądu I instancji, polegające na bezzasadnym oddaleniu wniosku dowodowego pełnomocnika o dopuszczenie i przeprowadzenie dowodu z uzupełniającego przesłuchania profesora-kardiologa oraz oddaleniu wniosku pełnomocnika o powołanie nowego zespołu biegłych, w skład którego weszliby również lekarz kardiolog zajmujący się zaburzeniami rytmu serca i urządzeniami wszczepialnymi, a także lekarz psychiatra.

Należyte rozpoznanie zarzutu apelacyjnego mogłoby bowiem doprowadzić do uchylenia zaskarżonego orzeczenia sądu I instancji i ponownego zbadania przez sąd I instancji kwestii, czy pomiędzy zachowaniem funkcjonariuszy Policji, a śmiercią pokrzywdzonego zaistniał związek przyczynowoskutkowy, co niewątpliwie miałoby wpływ na zakres ich odpowiedzialności karnej.

Jak należy ocenić działanie policjantów

RPO zauważa też drugi błąd w rozumowaniu sądu: Igor Stachowiak zmarł na komisariacie, więc przy wyjaśnieniu jego śmierci nie można poprzestać na jednej teorii medycznej.

Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach nakłada na władze obowiązek wyjaśnienia okoliczności śmierci i ustalenia odpowiedzialności za nią. Wynika to z ugruntowanego orzecznictwa  Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

  • Postępowanie musi być skuteczne w tym sensie, że będzie w stanie doprowadzić do ustalenia, czy użycie siły przez funkcjonariuszy było w danych okolicznościach uzasadnione czy nie oraz do zidentyfikowania i ukarania osób odpowiedzialnych za śmierć.
  • Władze muszą zawsze dołożyć wszelkich starań, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło, oraz nie powinny opierać się na pochopnych albo nieuzasadnionych wnioskach służących za podstawę do zakończenia postępowania przygotowawczego bądź sądowego (vide: Dzwonkowski v. Polsce - skarga nr 46702/99, Przemyk v. Polsce - skarga nr 22426/11, Olszewscy v. Polsce - skarga nr 99/12, Jabłońska v. Polsce – skarga nr 24913/19, Öneryıldız v. Turcji - skarga nr 48939/99, Salman v. Turcji - skarga nr 21986/93).
  • Wnioski wynikające z przeprowadzonego postępowania muszą opierać się na szczegółowej, obiektywnej i bezstronnej analizie wszystkich istotnych czynników i uwzględniać standard porównywalny do „bezwzględnej konieczności” wymaganej artykułem 2 ust. 2  Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
  • Wszelkie wady postępowania, które ograniczają możliwość ustalenia okoliczności sprawy lub identyfikacji osoby (osób) odpowiedzialnej, mogą podważać wymagany stopień skuteczności.
  • Jakkolwiek nie ma absolutnego wymogu, by wszelkie postępowania kończyły się skazaniem lub określonym wyrokiem, sądy krajowe w żadnych okolicznościach nie mogą pozwolić na to, by tego typu czyny pozostawić bezkarnymi. Postępowanie zarówno w fazie przygotowawczej jak i sądowej musi być w stanie zweryfikować okoliczności, w jakich wydarzenie miało miejsce i doprowadzić do zidentyfikowania i ukarania osób odpowiedzialnych. To nie jest zobowiązanie rezultatu, ale działania.

Zdaniem Rzecznika obowiązek wyjaśnienia wszelkich okoliczności związanych ze śmiercią Igora Stachowiaka ciąży nie tylko na organach ścigania, ale również na organach wymiaru sprawiedliwości. Z tego tytułu dokładane wyjaśnienie kwestii podniesionych w  kasacji czyniłoby zadość standardom wypracowanym na podstawie art. 2 Konwencji.

RPO wnosi do Sądu Najwyższego o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego we Wrocławiu i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w II instancji.

II.511.71.2021

Nastolatek zginął w wypadku - sąd odmówił bliskim zadośćuczynienia. Skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-02-19
  • Nastolatek zginął w wypadku po tym, gdy grupa młodych ludzi wybrała się na przejażdżkę autem jednego z ich rodziców
  • Nikt nie zapiął pasów, a zdarzenie spowodował - uciekając przed policją - kierujący, który nie miał prawa jazdy
  • Sąd I instancji przyznał rodzinie ofiary zadośćuczynienie od ubezpieczyciela auta – ale w II instancji prawomocnie tego odmówiono  
  • Sąd arbitralnie uznał bowiem, że poszkodowany przyczynił się do szkody
  • Tymczasem to brawurowa jazda kierujacego autem - bez uprawnień, bez umiejętności, a ze świadomością skrajnie niebezpiecznej sytuacji dla pasażerów - doprowadziła do śmierci kolegi, a w efekcie do niewyobrażalnej krzywdy powodów

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną.

Rodzinie 16-latka odmówiono zadośćuczynienia mimo niekwestionowanego przez oba sądy naruszenia ich dóbr osobistych wskutek tej śmierci. A nawet jeśli by uznać, że poszkodowany przyczynił się do powstania szkody, to nie oznacza to całkowitego zniesienia obowiązku jej naprawienia. Według prawa wtedy można najwyżej zmniejszyć wysokość przyznanego zadośćuczynienia lub odszkodowania.

Dlatego wyrok nie odpowiada standardom demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Podważa także wiarygodność orzeczeń sądowych.

Stan faktyczny

Zimą, po zmierzchu w 2007 r. sześcioro młodych ludzi wybrało się na przejażdżkę samochodem rodziców jednego z nich. Kierujący nie miał prawa jazdy; nikt nie zapiął pasów bezpieczeństwa. Na widok samochodu policji, kierujący zaczął uciekać mimo trudnych warunków drogowych.

Auto wpadło w poślizg, podczas którego jeden z nastolatków wypadł z pojazdu i zginął. Pozostali uciekli z miejsca zdarzenia. Uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi.

W postępowaniu sądu rodzinnego ustalono, ze kierujacy dopuścił się czynu karalnego z art. 177 § 2 Kodeksu karnego w związku z art. 178 § 1 Kk.

Śmierć była wstrząsem dla rodziny, która to bardzo ciężko przeżyła.  Ubezpieczyciel przyjął odpowiedzialność za skutki wypadku na podstawie polisy OC i opłacił bliskim koszty pogrzebu. Odmówił jednak wypłaty zadośćuczynienia i odszkodowania.

Wobec tego rodzice i siostra ofiary pozwali firmę ubezpieczeniową o kilkadziesiąt tys. zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami. Podstawą roszczeń był art. 445 § 1 Kodeksu cywilnego i art. 446 § 1, 3 i 4 Kc oraz art. 448 Kc.

Sąd Rejonowy przyznał powodom w sumie kilkadziesiąt tys. zł od pozwanego. Uznał, że doszło do naruszenia ich dóbr osobistych w postaci m.in. prawa do życia w pełnej rodzinie.

Sąd nie podzielił zarzutu pozwanego, że nastolatek sam przyczynił się do wypadku, skoro nie zapiął pasów. Według ekspertyzy złożonej przez pozwanego, niezapięcie pasów sprzyjało wypadnięciu pasażera z auta, jednakże nie wyjaśniono, czy ich zapięcie uratowałoby mu życie. A obowiązkiem pozwanego było wykazanie, że ofiara miała dostateczne rozeznanie co skutków swego postępowania – czemu pozwany nie sprostał.

Po apelacji pozwanego Sąd Okręgowy w  2010 r. zmienił wyrok i powództwo oddalił. Zarazem ocenił, że jeżeli doszło do naruszenia dóbr osobistych powodów, to nie tylko ze strony kierowcy, ale również i samego poszkodowanego. Dlatego uznał brak podstaw do zasądzenia zadośćuczynienia.

Sąd Okręgowy nie zgodził się z sądem I instancji, że nie został udowodniony związek przyczynowy pomiędzy niezapięciem pasów a śmiercią nastolatka. Stwierdził bowiem, że mając 16 lat, z pewnością znał on elementarne zasady bezpieczeństwa i miał świadomość ich oczywistego naruszenia. 

Zarzuty RPO

Rzecznik zarzucił orzeczeniu rażące naruszenie:

  • prawa materialnego, art. 448 Kodeksu cywilnego w związku z art. 23 i 24 § 1 Kc. w związku z art. 362 k.c. i art. 361 § 1 Kc - poprzez przyjęcie, że okoliczności dotyczące zachowania poszkodowanego stanowiły podstawę do odmowy zasądzenia zadośćuczynienia, podczas gdy właściwe zastosowanie tych przepisów mogło doprowadzić co najwyżej do odpowiedniego zmniejszenia wysokości należnego im zadośćuczynienia. 
  • praw i zasad konstytucyjnych:
  1. zasady zaufania do państwa i prawa oraz bezpieczeństwa prawnego wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP, gdyż rozstrzygnięcie sądu, wydane z rażącym naruszeniem podstawowych zasad odpowiedzialności odszkodowawczej podważa zaufanie do stanu prawnego wynikającego z prawomocnych orzeczeń sądowych, czyniąc przy tym prawo do zadośćuczynienia krzywdy wyrządzonej śmiercią dziecka, poniesioną w wypadku spowodowanym przez osobę trzecią, instytucją pozorną;
  2. ochrony rodziny, przewidzianej w art. 18 i 71 Konstytucji RP z uwagi na odmowę przyznania odpowiedniego zadośćuczynienia za naruszenie dobra osobistego w postaci prawa do życia w rodzinie, mimo iż prawo do niezakłóconego życia rodzinnego stanowi fundament prawidłowego funkcjonowania rodziny podlegającej szczególnej ochronie na poziomie konstytucyjnym.   

Wniósł o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego w zaskarżonej części i zwrócenie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

Argumentacja RPO

Prawo do życia rodzinnego oraz do utrzymania tego rodzaju więzi jest dobrem osobistym i podlega ochronie na podstawie Kodeksu cywilnego. Śmierć najbliższego członka rodziny, spowodowana czynem zabronionym, może uzasadniać przyznanie zadośćuczynienia na podstawie art. 448 Kc. Użyto w nim zwrotu „sąd może przyznać”, co nie oznacza jednak niczym nieograniczonej arbitralności oceny sądu.

Zgodnie z art. 362 Kc,  jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, wówczas obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu - stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron. A samo ustalenie przyczynienia się poszkodowanego nie nakłada na sąd obowiązku zmniejszenia odszkodowania ani nie przesądza o stopniu tego zmniejszenia. Ustalenie przyczynienia jest jedynie warunkiem wstępnym, od którego w ogóle zależy możliwość rozważania zmniejszenia odszkodowania.

Sąd nie kwestionował, że doszło do naruszenia dóbr osobistych rodziców i siostry. Zadośćuczynienia odmówił wyłącznie z powodu ustalenia, że zmarły przyczynił się do szkody, a jego zachowanie było wysoce nieprawidłowe.

Według orzecznictwa nawet znaczące (a niekiedy i w 100%) przyczynienie się poszkodowanego do wypadku skutkuje co najwyżej obniżeniem przyznania świadczeń - całkowita odmowa ich zasądzenia jest możliwa jedynie w sytuacjach skrajnych. Za takie uznano np. pojenie alkoholem kierowcy w czasie jazdy przez poszkodowanego. Generalnie jednak współudział poszkodowanego w piciu alkoholu wraz z kierowcą, który doprowadził do wypadku uznaje się za podstawę zaledwie do odpowiedniego obniżenia należnych świadczeń.

Tego rodzaju sytuacje trudno zestawić z zachowaniem ofiary wypadku - obiektywnie nieprawidłowym. Niemniej jednak nie sposób zakwalifikować go jako zasadniczej przyczyny tragedii. Przeciwnie: jego śmierć  stanowiła wynik zachowania kierującego pojazdem.

Sąd Okręgowy skupił się na ocenie zachowania poszkodowanego, abstrahując zupełnie od oceny winy bezpośredniego sprawcy. Konfrontacja uchybień, jakich dopuścił się poszkodowany z uchybieniami sprawcy, prowadzi do wniosku o ich rażącej niewspółmierności.

Kierowca prowadził pojazd, nie mając do tego uprawnień i doprowadził do wypadku wskutek błędnej techniki jazdy. Nie bez znaczenia jest też wyłączanie przez niego świateł w celu zgubienia pościgu policyjnego, a co najważniejsze - brak jakiejkolwiek reakcji na krzyki koleżanek, które siedziały na tylnym siedzeniu obok ofiary i próbowały zatrzymać kierowcę, aby zapobiec wypadnięciu kolegi przez otwarte drzwi.

Gdyby kierowca w porę zakończył brawurową jazdę, do tragedii by nie doszło. Kontynuowanie jazdy obciąża sprawcę wypadku, a nie ofiarę, która na przebieg wydarzeń nie miała już wówczas wpływu. Nie miał on też możliwości, by opuścić samochód. A obowiązek dopilnowania czy pasażerowie zapięli pasy  ciąży na kierowcy.

Pominięcie tych kwestii przez Sąd Okręgowy stanowi nie tylko o rażącym naruszeniu prawa, ale również rażąco odbiega od społecznego poczucia sprawiedliwości. Z uzasadnienia orzeczenia wyłania się obraz ofiary wypadku, budzący stanowczy sprzeciw. To nie on doprowadził do tragicznego wypadku. Zachowywał się tak samo jak pozostali pasażerowie, którzy nie odnieśli poważnych obrażeń. To brawurowa jazda kierowcy, bez uprawnień, bez odpowiednich umiejętności – a zwłaszcza, gdy już zdawał sobie sprawę, jak skrajnie niebezpieczna dla pasażerów stała się sytuacja – doprowadziła do śmierci kolegi, a w efekcie do niewyobrażalnej krzywdy powodów. 

Niewyjaśnienie związku przyczynowego między niezapięciem pasów a  śmiercią

Sąd nie wyjaśnił, na podstawie jakich dowodów przyjął istnienie związku przyczynowego między niezapięciem pasów a śmiercią 16-latka. Konieczne było do tego ustalenie, czy zapięcie pasów zapobiegłoby śmierci, a w razie pozytywnej odpowiedzi - ustalenie, czy śmierć jest typowym następstwem niezapięcia pasów. Zastosowanie automatyzmu, bez zbadania wszystkich okoliczności i bez zasięgnięcia opinii biegłego, doprowadziło do niezrozumiałego i społecznie niesprawiedliwego rozstrzygnięcia.

Według sądu 16-latek musiał znać elementarne zasady bezpieczeństwa – tym samym miał świadomość oczywistego ich naruszenia, wsiadając zimą i w nocy do pojazdu obok pięciu innych osób, kierowanego przez osobę bez prawa jazdy i nie zapinając pasów bezpieczeństwa. Ale jest to kwestia subiektywna, mogąca mieć znaczenie wyłącznie z punktu widzenia winy, a nie związku przyczynowego.

Poza tym nie sposób zgodzić się z wnioskiem sądu, że poszkodowany miał świadomość tego, że ryzykuje zdrowiem, czy życiem. Z doświadczenia życiowego wynika, że w świadomości nastolatka następstwem takiego zachowania jest co najwyżej kara od rodziców lub mandat.

Nie można więc stawiać znaku równości między świadomym naruszaniem zasad bezpieczeństwa oraz świadomym narażaniem się na pozbawienie życia, jak to uczynił sąd. Śmierć nie może być uznana za normalne następstwo jazdy samochodem kierowanym przez osobę bez uprawnień. Świadczy o tym choć fakt, że nie zginął żaden z pozostałych pasażerów, mimo że ich zachowanie było równie nieprawidłowe.

Naruszenie praw konstytucyjnych

Wykazane rażące naruszenia prawa wywołały negatywne konsekwencje w sferze praw oraz wolności pozwanych, których ochronę gwarantuje Konstytucja.

Rzecznik dostrzega naruszenie zasady zaufania do państwa, a także bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji. Statuuje on zasadę demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej, na którą składa się szereg wartości. Jedna z nich to zagwarantowanie zaufania do stanu prawnego, jaki wynika z prawomocnego orzeczenia sądu. A wiarygodność orzeczeń sądowych stanowi istotny czynnik integrujący społeczeństwo w relacji zaufania dla instytucji państwa oraz zapewniający bezpieczeństwo prawne.

Wyrok nie odpowiada tym standardom. Odmowa udzielenia powodom ochrony prawnej, mimo niekwestionowanego naruszenia ich dóbr osobistych, podważa wiarygodność orzeczeń sądowych.

Z art. 2 Konstytucji wywodzona jest również zasada polegająca na zakazie tworzenia uprawnień pozornych. Sąd uczynił prawo przysługujące członkom rodziny zmarłego instytucją pozorną. Doprowadziło to do swoistej „pułapki”, stwarzając jedynie pozory możliwości skutecznego skorzystania z instrumentów gwarantujących powodom ochronę prawną.

Odmowa zadośćuczynienia prowadzi również do naruszenia konstytucyjnej zasady ochrony rodziny, przewidzianej w art. 18 i art. 71 Konstytucji.

Koniecznosć ochrony słabszej strony procesu przez państwo 

Sprawiedliwość społeczna wymaga przyznania możliwie najpełniejszej ochrony słabszemu uczestnikowi – zarówno życia społecznego, jak i obrotu prawnego. Nie ulega wątpliwości, że pomiędzy stronami niniejszego postępowania zachodzi istotna dysproporcja.

Pozwany – jako profesjonalista na rynku ubezpieczeń -zajmuje pozycję uprzywilejowaną wobec osób poszkodowanych, które często nawet nie wiedzą, jakie roszczenia przysługują im w związku z krzywdą wskutek śmierci najbliższego członka rodziny, spowodowaną zawinionym działaniem kierowcy – wyłącznego sprawcy wypadku. Dlatego na organach państwa spoczywa obowiązek zapewnienia im realnej ochrony.

W ocenie Rzecznika zasada ta powinna mieć odpowiednie przełożenie przy sądowym stosowaniu prawa. Zaskarżony wyrok jest jej wyraźnym zaprzeczeniem. Tylko uchylenie wyroku umożliwi przywrócenie zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Jednak aby to nastąpiło, sąd musi ponownie zbadać wszystkie okoliczności mające wpływ na  zadośćuczynienie, w tym zwłaszcza: ewentualne przyczynienie się poszkodowanego do powstania szkody, adekwatny związek przyczynowy pomiędzy jego zachowaniem a powstałą szkodą i w dalszej kolejności ewentualne odpowiednie zmniejszenie należnego zadośćuczynienia, stosownie do wszystkich okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron.

RPO wysłał skargę Izbie Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

IV.7000.514.2018

Stał pod zamkniętym sklepem przy ulicy Wolności – ukarany przez sąd. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-19
  • Obywatel stał pod sklepem w małej miejscowości
  • Policja uznała, że złamał zakazy pandemiczne, a sąd zgodził się z wnioskiem o ukaranie
  • Rzecznik złożył kolejną kasację w takiej sprawie do Sądu Najwyższego, bo rozporządzenie będące podstawą kary wydano bez odpowieniej podstawy ustawowej
  • AKTUALIZACJA 16 marca 2021: SN uwzględnił kasację RPO

Pan Jakub w kwietniu 2020 r.  został obwiniony o to, że nie zastosował się do zakazu przemieszczania się  w związku z ogłoszonym stanem epidemii. Jak uznał Sąd Rejonowy, który wyrokiem nakazowym ukarał go 100 zł grzywny, bez uzasadnienia opuścił swe miejsce zamieszkania.

Sąd tak opisał jego wykroczenie: „Stał na chodniku wraz z K.P. w rejonie sklepu spożywczego, zamkniętego w trakcie interwencji, motywując to tym, że w tym miejscu znajduje się w celu rekreacji dla rozprostowania nóg i rozmowy z kolegą”.

Sąd Rejonowy uznał to za wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii.

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wobec czego wyrok uprawomocnił się.

W ocenie RPO wyrok ten nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu.

Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Dopuszcza też tylko ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie jego generalny zakaz.

Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w rozporządzeniu z 31 marca 2020 r. Przedmiotem ochrony art. 54 k.w. jest bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w rozporządzeniu generalny zakaz przemieszczania, przekroczono delegację ustawową, na której podstawie wydano rozporządzenie.

II.511.105.2021

400 zł za spotkanie w parku w pandemii. Dwie kasacje RPO [SPRAWY WYGRANE]

Data: 2021-05-12, 2021-02-19
  • W kwietniu 2020 r., kiedy rząd zakazał wstępu do lasy i parków z powodu koronawirusa, pan Mieczysław, mieszkaniec małej miejscowości,  spotkał się w południe w parku w centrum miasteczka z panem Zbigiewem.
  • Policja skierowała sprawę do sądu obwiniając ich o wykroczenie z art. 54 k.w. w zw. z § 11a ust.1 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 491).
  • Sąd wymierzył panu Mieczysławowi 300 złotych grzywny, do tego dodał 30 złotych opłaty oraz 70 złotych tytułem zryczałtowanych wydatków postępowania na rzecz Skarbu Państwa. Pan Zbigniew dostał zaś 200 zł grzywny, ale z innych opłat został zwolniony.
  • Wyroki nie zostały zaskarżone i uprawomocniły się.
  • AKTUALIZACJA: 8 kwietnia Sąd Najwyższy (sygn. akt KK 75/21) uwzględnił kasację ws. pana Mieczysława i uniewnnił go). 
  • AKUALIZACJA 2: 12 maja Sąd Najwyższy (Sygn. akt II KK 76/21) uwzględnił drugą kasację.

RPO składa od niich kasację do Sądu Najwyższego wskazując, że wyroki zapadły z rażącym naruszeniem prawa. Rozporządzenie rządu, za którego złamanie ukarany został pan Mieczysław i pan Zbigniew, nie miało podstaw w ustawie: rząd powołał się na ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a ta pozwala tylko wprowadzać ograniczenia w poruszaniu się, a nie ich po prostu zakazywać. Do tego rozporządzenie Rady Ministrów nie odsyłało do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu.

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 k.w. osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy wspomnianego Rozporządzenia.

II.511.78.2021, II.511.79.2021    

Skazany za przestępstwo, choć popełnił wykroczenie. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego [AKTUALIZACJA] Sprawa wygrana

Data: 2021-06-21, 2021-02-19
  • U obywatela kierującego samochodem stwierdzono 0,25 mg/l stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu
  • Został oskarżony o przestępstwo kierowania autem "w stanie nietrzeźwości" i za to skazał go sąd
  • Nie sprawdził jednak, że takie przestępstwo popełnia ktoś, u kogo stężenie wynosi powyżej 0,25 mg/l
  • Niższe stężenie oznacza zaś popełnienie wykroczenia polegającego na prowadzeniu pojazdu "w stanie po użyciu alkoholu”

O uchylenie takiego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu wnosi Rzecznik Praw Obywatelskich w kasacji do Sądu Najwyższego.

Uwzględniajac kasację jako oczywiście zasadną, 9 czerwca 2021 r. SN uchylił zaskarżony wyrok i zwrócił sprawę sądowi, aby naprawił swój błąd. 

Dzieje sprawy

Pan Tadeusz został oskarżony o kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości – w wydychanym powietrzu stwierdzono 0,25 mg/l alkoholu. Art. 178a § 1 Kodeksu karnego przewiduje za takie przestępstwo grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Sąd Rejonowy w B. wyrokiem nakazowym uznał oskarżonego  za winnego tego przestępstwa. Skazał go za to na tysiąc zł grzywny. Ponadto zakazał mu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 3 lata. Nakazał także zapłatę 5 tys. zł świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

Jak wskazuje RPO orzeczenie to nie może się ostać, ponieważ zapadło z rażącym naruszeniem prawa karnego materialnego.

Brak uzasadnienia wyroku utrudnia odtworzenie motywów, jakimi kierował się sąd wydając wyrok nakazowy, jednak sentencja i opis czynu wskazują na rażący błąd.

Mianowicie Sąd Rejonowy, uznając, że czyn jest występkiem z art. 178a § 1 k.k., ustalił, że obywatel znajdował się w stanie nietrzeźwości „posiadając 0.25 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu”.

Tymczasem zgodnie z art. 46 ust. 2 pkt 2 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, obecność w wydychanym powietrzu do 0,25 mg/l oznacza stan „po użyciu alkoholu”, nie zaś „stan nietrzeźwości” w rozumieniu art. 115 § 16 k.k.

Definicja stanu nietrzeźwości zawarta w art. 115 § 16 k.k. wyraźnie wskazuje, że chodzi o przypadek, gdy zawartość alkoholu wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość. A contrario wartość równa 0,25 mg nie stanowi stanu nietrzeźwości w rozumieniu art. 178a § 1 k.k.

Jasno wskazuje to, że czyn przypisany skazanemu nie stanowił przestępstwa. Był zaś wykroczeniem z art. 87 § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę aresztu lub grzywnę za  prowadzenie pojazdu mechanicznego „w stanie po użyciu alkoholu”.

Wyrok SN wraz z uzasadnieniem 

Kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich jest oczywiście zasadna, co uprawniało do jej uwzględnienia w trybie określonym w art. 535 § 5 k.p.k.

Brak uzasadnienia zaskarżonego przez Rzecznika Praw Obywatelskich wyroku niewątpliwie utrudnia odtworzenie motywów, jakimi kierował się Sąd Rejonowy akceptując zaproponowaną w akcie oskarżenia kwalifikację prawną czynu, jednak przyjęty w tym orzeczeniu opis czynu w zestawieniu z treścią rozstrzygnięcia wskazuje na rażący błąd w stosowaniu prawa materialnego.

Sąd Rejonowy przypisał skazanemu popełnienie występku z art. 178a § 1 k.k. Jak wynika z jasnej treści tego przepisu, do znamion rzeczonego przestępstwa należy m.in. bezwypadkowe prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Ustawodawca pojęcie „stanu nietrzeźwości” wyjaśnił w art. 115 § 16 k.k., wskazując, że stan ten w rozumieniu Kodeksu karnego zachodzi gdy:

1) zawartość alkoholu we krwi przekracza 0,5 promila albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość,

2) zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość.

Tymczasem w realiach niniejszej sprawy ustalono, że T.R.prowadził samochód osobowy przy zawartości 0,25 mg alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza - i takie też dane znalazły odzwierciedlenie w opisie przestępstwa, które Sąd Rejonowy przypisał skazanemu. Dokonana zatem przez sąd ocena prawna nie odpowiada legalnej definicji stanu nietrzeźwości z art. 115 § 16 pkt 2 k.k., albowiem zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza w przypadku T.R. - jak przyjął sąd orzekający - nie przekraczała 0,25 mg, lecz była równa tej wartości.

Z treści zaskarżonego wyroku nie wynika także, aby zawartość alkoholu w 1 dm3 wydychanego powietrza prowadziła do stężenia przekraczającego tę wartość, natomiast dokonane w wyroku ustalenia faktyczne nie zostały przez skarżącego zakwestionowane.

Powyższe świadczy zatem o tym, że Sąd Rejonowy dokonał błędnej wykładni znamienia stanu nietrzeźwości i przypisał T.R. popełnienie przestępstwa z art.4 178a § 1 k.k., mimo że ustalenia wynikające z treści zaskarżonego wyroku wskazują, że w niniejszej sprawie nie został przekroczony normatywny próg karania sprawcy czynu na mocy przepisu art. 178a § 1 k.k.

Wypada tu przypomnieć, że objaśnienie przez ustawodawcę w art. 115 § 16 k.k. znamienia „stanu nietrzeźwości” - jako definicja legalna - ma charakter wiążący, zatem sąd orzekający nie jest uprawniony do jakiegokolwiek modyfikowania określonych w tym przepisie wartości. Powyższe przesądza o rażącej wadliwości zaskarżonego wyroku.

Słusznie podnosi przy tym Rzecznik Praw Obywatelskich, że jeśli przyjąć za prawidłowe ustalenia sądu co do zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu - a tych sąd kasacyjny nie jest uprawniony badać - to T.R. winien odpowiadać za popełnienie wykroczenia stypizowanego w art. 87 § 1 k.w.

Rację ma bowiem skarżący, iż zawarte w zaskarżonym wyroku ustalenia wskazują, że T.R. kierował pojazdem mechanicznym w stanie po użyciu alkoholu, który zdefiniowany został w art. 46 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zgodnie z tym przepisem stan po użyciu alkoholu zachodzi, gdy zawartość alkoholu w organizmie wynosi lub prowadzi do obecności w wydychanym powietrzu od 0,1 mg do 0,25 mg alkoholu w 1 dm3. Na taką zaś zawartość alkoholu w organizmie T.R. wskazują dokonane w zaskarżonym wyroku niekwestionowane ustalenia faktyczne.

Na marginesie wypada zauważyć, że nawet jeśli uznać by przedmiotowe zachowanie za wykroczenie, to na mocy art. 45 § 2 k.w. niniejsze orzeczenie kasatoryjne skutkuje resuscytacją terminu przedawnienia karalności tego czynu na gruncie prawa wykroczeń, albowiem w dacie uchylenia prawomocnego rozstrzygnięcia nie upłynął jeszcze okres wskazany w art. 45 § 1 in fine k.w. (por. wyrok SN z dnia 12 września 2017 r., III KK 402/17).

Inną zupełnie kwestią jest natomiast pozostająca poza przedmiotem kasacji wadliwość zaskarżonego wyroku pod względem rozbieżności pomiędzy zapisem literowym a cyfrowym w zakresie wysokości orzeczonej tym wyrokiem kary grzywny, którą Sąd Rejonowy wymierzył w liczbie 50 stawek dziennych, ustalając wysokość jednej stawki dziennej na kwotę „20 (dziesięciu) złotych”.

Jak słusznie stwierdził Sąd Najwyższy, rozbieżność w cyfrowym i słownym zapisie wymiaru kary nie tylko narusza wynikający z art. 413 § 2 pkt 2 k.p.k. obowiązek redagowania orzeczenia w sposób jednoznaczny i zrozumiały, ale przede wszystkim odzwierciedla wewnętrzną sprzeczność wyroku uniemożliwiającą jego wykonanie (wyrok SN z dnia 23 maja 2017 r., III KK 186/17, Prok. i Pr. 2017/7-8, poz. 17).

Takie uchybienie stanowi zatem bezwzględną przyczynę odwoławczą z art. 439 § 1 pkt 7 k.p.k., którą Sąd Najwyższy zobligowany był dostrzec niezależenie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów oraz wpływu uchybienia na treść orzeczenia.

W tym stanie rzeczy należało uchylić zaskarżony wyrok i sprawę przekazać Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania. Sąd ten przy wydaniu orzeczenia w niniejszej sprawie winien uwzględnić wyżej zaprezentowane uwagi.

II.511.736.2020

Ludzie wnieśli o podział pokojów zamiast działek, a sąd się zgodził. Kolejna skarga nadzwyczajna Rzecznika

Data: 2021-02-18
  • Sąd podzielił nieruchomość w Zakopanem na wniosek współwłaścicieli, nie zauważając, że chcą podzielić się nie ziemią i zabudowaniami, ale po prostu pokojami i kuchnią w budynku
  • Sąd popełnił błąd, bo powinien był uświadomić wnioskodawcom, że dzieląc się majątkiem w taki sposób, działają na swoją szkodę w przyszłości.
  • Sprawa dotyczyła początkowo pięciorga osób, ale teraz konsekwencje podziału sprzed 17 lat dotyczą już jedenaściorga
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną

Wnosi, aby Sąd Najwyższy nakazał  ponowne rozpoznanie sprawy przez Sąd Rejonowy - tym razem z poszanowaniem przepisów co do zniesienia współwłasności nieruchomości, zabudowanej budynkiem mieszkalno-gospodarczym. 

Historia sprawy 

W 2004 r. pięciu mieszkańców Zakopanego chciało podzielić zabudowaną działkę, którą mieli na współwłasność. Przedstawili sądowi fachowy projekt podziału i zeznali zgodnie, że już się nieruchomością podzielili, więc procedura jest prosta.

Sąd skonsultował podział z wydziałem urbanistyki, który wskazał tylko, że do jednej z działek potrzebna jest droga konieczna. Sąd przystał więc na ten plan podziału, nie zauważając, że ludzie dzielą między siebie nie ziemię i domy, ale … pokoje.

W efekcie granica nowo utworzonych działek biegła w poprzek pomieszczeń, dzieląc kuchnię oraz pozbawiając właściciela jednej z działek prawa do korzystania z uprzednio zajmowanych kuchni i łazienki.

Błąd sądu polegał na tym, iż oparł się wyłącznie na zgodnym oświadczeniu wnioskodawców. Tymczasem prawo zobowiązywało go do sprawdzenia, czy zaproponowany podział nie sprzeciwia się prawu ani zasadom współżycia społecznego, ani też nie narusza w sposób rażący interesu osób uprawnionych (art. 622 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego).

Postanowienie sądu uprawomocniło się, bo nikt nie złożył sprzeciwu. Jedyną zmianą tej sytuacji jest skarga nadzwyczajna. Po 17 latach sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana – po śmierci dwóch właścicieli w grę wchodzą prawa ich spadkobierców. Teraz dotyczy już nie pięciorga, ale jedenaściorga osób.

Argumentacja prawna RPO

Zaskarżonemu postanowieniu RPO zarzucił rażące naruszenie przepisów postępowania poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 622 § 2 Kpc w zw. z art. 325 w zw. z art. 13 § 2 i art. 621 w zw. z art. 624 zd. 1 Kpc. Chodzi o błędne zaakceptowanie projektu podziału, sporządzonego przez geodetę, przy pominięciu przez sąd wymaganej oceny, czy wynikający z projektu przebieg granicy między wydzielanymi działkami czyni zadość wymogom prawa, zasadom współżycia społecznego oraz czy nie narusza w sposób rażący interesu osób uprawnionych.

A istota sprawy wymagała objęcia rozstrzygnięciem sądu kwestii podziału budynku mieszkalno-gospodarczego, posadowionego na wydzielanych działkach, co wymagało zagwarantowania, by linia podziału nie przebiegała przez pomieszczenia i by nie dzieliła budynku na części w sposób nieregularny, skutkujący powstaniem niesamodzielnych gospodarczo części.

W efekcie postanowienie sądu wobec poważnych wad prawnych stwarza uprawnionym istotne problemy w korzystaniu z przydzielonych im praw rzeczowych. Są poważne wątpliwości co do rzeczywistej granicy działek w części mającej przebiegać w obrębie budynku. W efekcie cel, jaki przyświecał uczestnikom postępowania – trwała likwidacja sporów związanych z korzystaniem z gruntu - mimo zakończenia postępowania nie może zostać osiągnięty.

Wytworzona sytuacja prawna jest równoznaczna także z naruszeniem prawa materialnego, tj. art. 210 zd. 1 w zw. z art. 211 Kodeksu cywilnego, nie tylko w następstwie nieuwzględnienia przez Sąd Rejonowy prawnych wymogów podziału nieruchomości wraz budynkiem, ale przede wszystkim wskutek zniweczenia uprawnień uczestników postępowania do przeprowadzenia na drodze sądowej zgodnego z prawem zniesienia współwłasności nieruchomości.

Ponadto zaskarżonemu orzeczeniu RPO zarzucił naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP, konstytucyjnego prawa do uzyskania wiążącego wyroku sądowego ostatecznie rozstrzygającego o prawach uczestników postępowania, wywodzonego z art. 45 ust. 1 Konstytucji oraz przysługującej uczestnikom na gruncie art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP konstytucyjnej ochrony praw majątkowych,-  z uwagi na wydanie prawomocnego rozstrzygnięcia, które wobec merytorycznej wadliwości utrwala stan niepewności prawnej w zakresie treści praw rzeczowych przyznanych właścicielom wydzielonych działek, skutkiem czego nie mogą oni należycie realizować swych uprawnień właścicielskich.

Rzecznik wniósł o uchylenie przez SN postanowienia Sądu Rejonowego z 2004 r. i przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania ,

Skargę, jak i poprzednie dotyczące prawa cywilnego, skierowano do Izby Cywilnej SN.

IV.7000.433.2019

Dzieci zostały adoptowane przez polską rodzinę, ale sąd przeoczył, że trafią do USA. RPO składa skargę nadzwyczajną

Data: 2021-02-18
  • Polskie małżeństwo mieszkające na stałe w USA chciało adoptować dwoje dzieci z kraju
  • Mimo zakończonej procedury adopcyjnej, dziś ich dzieci nie mogą starać się o kartę stałego pobytu w USA, bo… według prawa ich rodzice nie są nimi na terenie Stanów Zjednoczonych
  • Polski sąd pominął  bowiem przepisy Konwencji haskiej, wobec czego proces adopcyjny nie uwzględnił, że dzieci zmienią kraj zamieszkania
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną, wnioskując o uchylenie wadliwego postanowienia sądu
  • Chodzi o to, by sąd w toku nowej procedury wydał poprawną decyzję o adopcji -zgodnie z naczelną zasadą dobra dziecka

Niezastosowanie w tej sprawie przez sąd procedury przewidzianej w Konwencji haskiej (Konwencji o ochronie dzieci i współpracy w dziedzinie przysposobienia międzynarodowego z 29 maja 1993 r.) dotyczącej adopcji międzynarodowych to rażące naruszenie prawa (art. § 199 ust. 1 pkt 1 w zw. z art. 13 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego). To zaś stanowi jedną z trzech podstaw wniesienia skargi nadzwyczajnej do SN.

W ocenie RPO sytuacja powstała na skutek wadliwego rozstrzygnięcia sądu narusza także przepisy Konstytucji - art. 2 (zasady demokratycznego państwa prawnego), art. 47 (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego) oraz art. 72 (prawa dziecka).

Historia sprawy

W 2015 r. dwoje Polaków mieszkających na stałe w Stanach Zjednoczonych adoptowało rodzeństwo z Polski. Podczas procedury adopcyjnej wielokrotnie wskazywali, że zarówno oni, jak i adoptowane dzieci, będą po zakończeniu postępowania mieszkali poza granicami kraju. Informacja ta została odnotowana w samym wniosku adopcyjnym, padała także wielokrotnie podczas rozpraw sądowych i wywiadów środowiskowych.

Mimo to sąd, który prowadził sprawę adopcyjną, nie uwzględnił tego faktu. Potraktował adopcję tak, jakby była adopcją krajową. Tymczasem adopcja, w wyniku której dziecko miałoby trafić za granicę, musi zostać przeprowadzona zgodnie z procedurą przewidzianą w Konwencji haskiej. Kwestia obywatelstwa rodziców czy przysposabianego dziecka nie ma tu znaczenia (pod uwagę bierze się miejsce zamieszkania). Adopcja międzynarodowa może być zatem dokonana zarówno przez cudzoziemca jak i Polaka, istotą pozostaje chęć stworzenia rodziny za granicą (dziecko w jej wyniku zmienia kraj zamieszkania).

O błędnie przeprowadzonej procedurze rodzice dowiedzieli się niemal 5 lat po zakończonym procesie, kiedy to w 2020 r. otrzymali zawiadomienie z amerykańskiego urzędu imigracyjnego o zamiarze udzielenia odmowy wydania dzieciom kart stałego pobytu w USA (ok.  3 lata po złożeniu tych wniosków). Wówczas okazało się, że adopcja nie spełnia wymogów prawnych, niezbędnych do uznania małoletnich za ich dzieci w USA. Potwierdził to także polski sąd w 2020 r.

Przez tak rażący błąd sądu dzieci do dziś przebywają w USA na podstawie jedynie wiz turystycznych, co utrudnia np. odwiedzenie Polski czy korzystanie z innych przywilejów, właściwych jedynie dla obywateli amerykańskich czy osób mających prawo stałego pobytu. Nie ma także możliwości, by powstało analogiczne postanowienie o adopcji w USA, ponieważ oznaczałoby to ominięcie Konwencji obowiązującej i Polskę, i USA.

Stanowisko RPO

Jak podkreśla RPO, zastosowanie błędnych przepisów przez sąd w 2015 r. spowodowało, że sytuacja prawna dzieci nie została uregulowana – i nie może zostać obecnie uregulowana – w państwie, w którym obecnie mieszkają. To ma zaś rozległe konsekwencje zarówno dla dzieci, rodziców adopcyjnych, jak i krewnych dzieci pozostających w Polsce.

Ważną konsekwencją rzutującą na prawa dzieci jest to, że pozostając w USA na podstawie wizy turystycznej, trudno jest im choćby utrzymywać kontakt z biologiczną matką, ponieważ taka forma prawa pobytu w USA znacznie komplikuje podróżowanie. W ocenie RPO, uderza to w prawo dzieci do zachowania tożsamości, określone w art. 8 Konwencji ONZ o prawach dziecka.

W tej sprawie, aby mogło dojść do skutecznej adopcji, konieczne było zastosowanie przepisów Konwencji haskiej. Wskazują one m.in. że adopcja zagraniczna jest możliwa jedynie, gdy organy centralne (ówczesny Minister Pracy i Polityki Społecznej, dziś Minister Rodziny i Polityki Społecznej oraz jego odpowiednik w USA) wyraziły na to zgodę (art. 17 lit. c) Konwencji). To niezwykle ważny element tego procesu, ponieważ ewentualną zgodę poprzedza drobiazgowa procedura sprawdzająca, której celem jest upewnienie się, że adopcja zagraniczna będzie najlepsza z punktu widzenia dobra dziecka.

W ocenie Rzecznika doszło także do naruszenia, chronionego w ramach art. 47 Konstytucji RP prawa do ochrony życia prywatnego i rodzinnego. Postanowienie o adopcji wydane z naruszeniem prawa spowodowało, że mimo więzi emocjonalnej i prawnej pomiędzy dziećmi i rodzicami, która wywiązała się w okresie 5 lat, kraj, w którym mieszkają, nie może uznać, że małoletni są zgodnie z prawem dziećmi swoich adopcyjnych rodziców. Ponadto dalsze konsekwencje utrudniają też kontakty z członkami rodziny (w tym z matką biologiczną, która jest krewną rodziców adopcyjnych), pozostającymi w Polsce, co uderza w prawo dzieci do życia rodzinnego i prywatnego.

Sąd wykreował swoim orzeczeniem relację rodzinną i dozwolił, aby wszystkie zainteresowane osoby przez wiele lat funkcjonowały w przeświadczeniu, że stanowią rodzinę w świetle prawa i ze wszystkimi prawnymi konsekwencjami tego faktu. Jednakże następnie okazało się, że de facto – w świetle prawa – nie powstała zamierzona rodzina. W ten sposób doszło do niewątpliwie drastycznej ingerencji tak w strefę życia rodzinnego, jak i prywatnego zainteresowanych. Rodzina miała prawo oczekiwać ochrony prawnej, której – jak się okazało – nie otrzymała.

Pominięcie przez sąd procedury przewidzianej w Konwencji haskiej narusza także art. 72 Konstytucji RP. Gwarantuje on, że Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka, zaś dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. W tym przypadku dzieci nie uzyskały należnej im pomocy, a wyrok z 2015 r. jawnie naruszył ich prawa tworząc niestabilny i niezgodny z prawem stan, w którym orzeczone przysposobienie nie odnosi skutków prawnych w miejscu ich zamieszkania. Adopcja zagraniczna polega bowiem nie tylko na oddaniu dziecka pod władzę rodzicielską rodziców mających miejsce zamieszkania w innym państwie, ale również we władztwo innego państwa, na którego terenie będzie ono zamieszkiwać. Dlatego też po stronie państwa leży odpowiedzialność za to, w jakich warunkach przyjdzie żyć dziecku, wobec czego w każdym przypadku adopcja zagraniczna powinna być przeprowadzana ze szczególną dbałością o jego dobro.

Także rodzice adopcyjni oraz biologiczna matka dzieci mieli prawo zakładać, że toczące się postępowanie jest prowadzone zgodnie przepisami, zaś wydane orzeczenie w sposób niewadliwy i ostateczny rozstrzyga sprawę adopcji. Przekonanie takie wynika z konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP. W demokratycznym państwie prawnym sądy są zobowiązane urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej, a ich orzeczenia powinny być słuszne, czyli zgodne z podstawowymi zasadami etycznego postępowania i z wartościami powszechnie uznawanymi w kulturze polskiego społeczeństwa. Tymczasem orzeczenie, wydane w wyniku pominięcia obowiązującego aktu prawnego w postaci Konwencji haskiej, i niemogące wywołać pożądanych skutków prawnych w innym państwie narusza wskazane zasady bezpieczeństwa prawnego i podważa zaufanie obywateli do państwa i prawa.

Funkcjonowanie w obrocie prawnym zaskarżonego orzeczenia nie zapewnia ochrony ani utworzonej rodzinie, ani nie służy dobru małoletnich dzieci, a jedyną możliwością podważenia tego orzeczenia pozostaje skarga nadzwyczajna.

Ponieważ sprawa adopcji została zakończona ponad 5 lat temu, minął już termin, także dla RPO, na złożenie skargi kasacyjnej. Nie było także możliwości wystąpić ze skargą o wznowienie postępowania. Dlatego, aby umożliwić naprawienie błędu sądu, Rzecznik skierował skargę do SN. Wniósł  o uchylenie zaskarżonego orzeczenia w całości, umorzenie postępowania zainicjowanego w 2015 r. oraz  podjęcie kroków prawnych, mających na celu przysposobienie zagraniczne dzieci w toku nowej procedury.

Po raz kolejny adresatem skargi nadzwyczajnej jest nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, ale Izba Cywilna SN. Przesądziła o tym uchwała trzech połączonych Izb SN z 2020 r., stwierdzająca, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017 r. Zważywszy, że pełny skład IKNSP SN powołano w sposób opisany w uchwale, jej orzeczenia dotknięte byłyby wadą nieważności.

IV.511.343.2020

Performer uniewinniony ws. baneru "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2021-02-15
  • Ukaranie grzywną pana Rafała, performera za wywieszenie w Węgrowie transparentu „Tęsknię za Tobą Żydzie” było rażącym naruszeniem prawa    
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO w tej sprawie
  • Jak wskazywał Rzecznik, warunkiem uznania kogoś za winnego wykroczenia jest społeczna szkodliwość czynu – tymczasem działanie pana Rafała było społecznie pożyteczne
  • Celem było bowiem upamiętnienie ofiar Holocaustu i zwrócenie uwagi na wciąż aktualny problem antysemityzmu

Pan Rafał prowadzi ogólnopolski projekt społeczno-artystyczny "Tęsknię za Tobą Żydzie” od 2004 r. - Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, którzy w tym kraju są jedynymi, korzystającymi z niego w sposób nieskrępowany – tłumaczy. Dlatego w różnych miejscach prezentuje to hasło publicznie i zachęca do tego innych.

W innym głośnym happeningu podpalił on specjalnie zbudowaną stodołę, w której były kartki od osób z "nieżyczliwymi myślami w stosunku do Żydów". Było to nawiązanie  do zbrodni w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. w stodole spalono żydowskich mieszkańców. Jak uznał IPN dokonała tego grupa polskiej ludności, z niemieckiej inspiracji.

Happening w Węgrowie

Akcję w Węgrowie z czerwca 2019 r. - w której pomagał mu żydowski aktywista pan Dawid - artysta zadedykował zamordowanemu w czasie II wojny przez niemieckich nazistów w Węgrowie rabinowi Jakubowi Mendlowi Morgensternowi oraz stryjowi Agnieszki Holland Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

Realizując swój projekt, pan Rafał na rynku namalował białą farbą symboliczny ślad. Rozwiesił też baner z napisem: "Tęsknię za Tobą Żydzie”. Byli przy tym obecni mieszkańcy miasta (niektórzy w niewybredny sposób krytykowali happening) oraz policjanci. Wcześniej artysta kontaktował się z władzami miasta, chcąc uzyskać zgodę na projekt i pomoc w nim - spotkał się z odmową. Baner usunięto zaraz po zakończeniu akcji. 

Panowie Rafał i Dawid zostali obwinieni o wykroczenie z art. 63a. § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę ograniczenia wolności albo grzywnę dla tego, kto "w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym umieszcza ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu - bez zgody zarządzającego tym miejscem”. Karalne jest również podżeganie innych osób do takiego czynu oraz pomocnictwo.

Na tej podstawie 17 października 2019 r. sąd rejonowy wyrokiem nakazowym uznał winę obu mężczyzn. Panu Rafałowi wymierzono 400 zł grzywny, a panu Dawidowi -  300 zł. Wyrok nakazowy sąd wydaje pod nieobecność podsądnych - gdy okoliczności czynu i wina nie budzi wątpliwości. Obwinieni nie złożyli sprzeciwu i wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasacje do Izby Karnej SN na korzyść panów Rafała i Dawida. Wniósł o uchylenie wyroku sądu rejonowego i o ich uniewinnienie. 

Sąd błędnie zastosował art. 63a Kodeksu wykroczeń. Z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynów zachowanie obu mężczyzn nie było bowiem wykroczeniem.

Jednym z warunków odpowiedzialności za wykroczenie jest popełnienie czynu "społecznie szkodliwego”. Sąd musi za każdym razem badać tę kwestię. Jeśli stwierdzi całkowity brak społecznej szkodliwości, uznaje, że zarzucony czyn nie stanowi wykroczenia.

Z art. 73 Konstytucji wynika wolność ekspresji artystycznej. Dodatkową jej gwarancję daje art. 54 ust. 1 Konstytucji, który zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Formułują ją też Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 ust. 2, a w systemie unijnym - art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 13 - w odniesieniu do sztuki.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroni nie tylko klasyczne sposoby ekspresji, ale i nowoczesne środki komunikacji oraz wypowiedzi o charakterze symbolicznym, w tym artystyczne. Swoboda wypowiedzi artystycznej jest zaś częścią wolności otrzymywania i komunikowania wiadomości oraz idei.

W kwestiach mających publiczne znaczenie ETPC przyjmuje znacznie szersze granice wolności słowa. Taka debata powinna toczyć się w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Publiczne znaczenie wypowiedzi musi zostać dostrzeżone i uwzględnione przez organy krajowe.

ETPC uznawał już, że już sama grzywna za wykroczenie, nawet łagodna, nałożona na autorów artystycznego i politycznego wystąpienia może mieć "niepożądany efekt mrożący dla wolności słowa”.

- To, że działanie performera nie było po myśli władz Węgrowa, nie oznacza, że było zdarzeniem dla społeczeństwa negatywnym – podkreślał RPO.  

Obwinieni działali w ramach twórczości artystycznej oraz w celu zajęcia stanowiska w istotnej debacie publicznej na temat antysemityzmu. Ani nie wiązało się to z przemocą, ani też nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Działanie to nie tylko nie było zatem społecznie szkodliwe, ale wręcz społecznie pożyteczne. Obwinieni korzystali z konstytucyjnego prawa do przedstawienia poglądu na ważny i wciąż aktualny temat w debacie publicznej, a ich zachowanie nie przyniosło społeczeństwu żadnej szkody.

Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich. Odnosi się także do takiej ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne.

Rozstrzygnięcia SN

Jeszcze 22 października 2020 r. SN uwzględnił kasację RPO na korzyść pana Dawida (którą poparł przedstawiciel Prokuratury Krajowej) i uniewinnił go. Trudno zaakceptować pogląd, że zachowanie obwinionego godziło w porządek publiczny, skoro było zapowiedziane, przebiegało w spokoju, nie wywołało trwałych zmian w świecie zewnętrznym, nie było wymierzone w powszechnie akceptowany system wartości, a przeciwnie: odwoływało się do wspólnej tragicznej historii i zmierzało do upamiętnienia zamordowanych mieszkańców Węgrowa – uzasadnił SN. Według SN trudno też uznać, że wywieszenie napisu między drzewami na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut bez zgody dysponenta miejsca naruszało prawo do dysponowania tym miejscem, pozwalającym na uznanie, że zachowanie to jest społecznie szkodliwe.

19 stycznia 2021 r. SN rozpoznał zaś oddzielną kasację RPO na korzyść pana Rafała. Także i jego uniewinniono.

Uzasadnienie uniewinnienia pana Rafała 

Należy zaznaczyć, że na kanwie tożsamego zdarzenia, o którym mowa w zarzutach postawionych R., Sąd Rejonowy w W. wyrokiem nakazowym z dnia 17 października 2019 r. za wykroczenia zakwalifikowane z art. 63a § la k.w. i art. 63a § 1 k.w. skazał Dawida, a w uwzględnieniu kasacji także wniesionej przez Rzecznika Praw Obywatelskich Sąd Najwyższy uchylił ten wyrok i uniewinnił wymienionego skazanego wyrokiem z dnia 22 października 2020 r., III KK 69/20.

Również wyrok skazujący R. trzeba uznać za błędny. Podzielając pogląd skarżącego o braku społecznej szkodliwości całokształtu zachowania skazanego w dniu 9 czerwca 2019 r. w Węgrowie, należy stwierdzić, że zbędne jest prowadzenie rozważań w tym względzie w odniesieniu do czynów z pkt I i II zaskarżonego wyroku. Ich opis nie wskazuje bowiem na wyczerpanie przez osobę, której je przypisano, znamion czynu zabronionego.

Będący podstawą skazania R. art. 63a § 1 k.w. stanowi, że podlega określonej karze ten, kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem. Nie odpowiada temu opisowi zachowanie polegające na umieszczeniu w miejscu publicznym nieokreślonego „śladu" (z nagrania zamieszczonego na dołączonej do akt sprawy płycie DVD wynika, że był nim niewielkich rozmiarów prostokąt), o czym mowa w zarzucie z pkt I.

Z kolei - co zauważył też Sąd Najwyższy w odniesieniu do analogicznego zarzutu  postawionego D. – jest mowa, że R. na targowisku miejskim podżegał mieszkańców Węgrowa do umieszczenia określonego napisu, nie ma jednak mowy o tym, gdzie miałoby się to dokonać,  w szczególności, że w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym, względnie że napis miałby zostać wystawiony na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem.

W związku z tym należy przypomnieć, że Sąd Najwyższy niejednokrotnie wskazywał, że nawet niepodniesienie przez skarżącego zarzutu skazania za czyn, którego opis nie wskazuje na wyczerpanie przez osobę objętą wyrokiem znamion czynu zabronionego, nie sprzeciwia się, a nawet nakazuje wyjście  poza granice zarzutów, uchylenie wyroku i uniewinnienie oskarżonego, skoro konstytucyjne zasady państwa prawnego sprzeciwiają się pozostawieniu w obrocie prawnym wyroku jawnie sprzecznego z tymi zasadami.

Dlatego Sąd Najwyższy może orzec poza zarzutami kasacji, jeżeli stwierdzi niepodniesione w tej skardze - takie rażące naruszenie prawa, z powodu którego zaskarżone orzeczenie jest jawnie sprzeczne z zasadami praworządnego i sprawiedliwego procesu karnego, zasadami odpowiedzialności karnej, zwłaszcza gdy w tym ostatnim aspekcie upatruje się skazania za zachowanie, które nie wyczerpuje znamion przestępstwa. Wskazuje się, że za wyjściem poza zarzuty kasacji w takich sytuacjach powinna przemawiać treść zasady wyrażonej w art. 2 w zw. z art. 8 ust. 2 Konstytucji RP [zob. J. Matras (w:) K. Dudka (red.), Kodeks postępowania karnego. Komentarz, wyd. II, WKP 2020, teza 3. do art. 536; wyroki SN: składu 7 sędziów z dnia 21 maja 1996 r., III KKN 2/96, OSNKW 1996, z. 9-10, poz. 52; z dnia 9 października 2001 r., IV KKN 328/97, OSNKW 2002, z. 3-4, poz. 24; z dnia 27 października 2006 r., III KK 299/06; z dnia 2 grudnia 2011 r., IV KK 202/11].

Mało uważne procedowanie Sądu Rejonowego znajduje też wyraz w tym, że wymagane przepisem art. 59 § 2 k.p.s.w. zarządzenie o wszczęciu postępowania w sprawie o wykroczenie nie zostało podpisane (k. 23 akt sprawy), podobnie jak zarządzenie o skierowaniu sprawy na posiedzenie w przedmiocie wydania wyroku nakazowego (k. 27), a w części wstępnej wyroku w odniesieniu do czynu z pkt I podano, w ślad za wnioskiem o ukaranie, że jest to czyn „z art. 63 § 1”, a w odniesieniu do czynu z pkt III, że jest to czyn „z art. 63”, bez wskazania o jaką ustawę (kodeks) chodzi.

Jak wspomniano, całe zachowanie R.  w dniu 19 czerwca 2019 r. w Węgrowie, a więc i to, o którym mowa w zarzucie z pkt III, którego opis formalnie jest poprawny, nie jest społecznie szkodliwe, która to cecha musi zaistnieć w przypadku wykroczenia (art.1 § 1 k.w.). W uzasadnieniu kasacji powołano odnoszące się do tej kwestii publikacje prawnicze, w tym wskazującą trafnie, że „ustawodawca penalizuje, także w prawie wykroczeń, z założenia jedynie zachowania mające ujemny ładunek społeczny, ale czyni to ogólnie in abstracto. Jeżeli zatem uwzględni się ratio legis danej normy karnej i przedmiot ochrony danego przepisu, to może in concreto okazać się, że określone zachowanie, z uwagi na okoliczności, w jakich nastąpiło, albo nie godzi bynajmniej w ów chroniony

Nie sposób też nie dostrzec, że zachowanie R. w Węgrowie nie może być zrównywane z typowymi zachowaniami osób naruszających art. 63a § 1 k.w. Jak wynika z zebranego w sprawie materiału dowodowego, obwiniony postrzegał swoje zachowanie jako część szerszego, realizowanego w różnych miejscach na terenie kraju, projektu artystyczno-społecznego, mającego na celu przypomnienie i upamiętnienie historii tych miejsc, w szczególności zamieszkujących je przed laty społeczności żydowskich poddanych eksterminacji przez okupanta niemieckiego podczas II wojny światowej. Realizując ten projekt nie działał w sposób zaskakujący lokalne społeczności i władze, które - również w przypadku Węgrowa - uprzedzał o swoich planach, starał się zyskać ich przychylność i zgodę na określone formy aktywności. Brak takiej zgody, np. na namalowanie napisu na murze, respektował.

Utrwalony na płytach DVD przebieg zdarzenia w Węgrowie wskazuje, że zachowanie R. i współdziałającego z nim D. nie kwestionowane jako nielegalne przez obecnych funkcjonariuszy Policji, spotkało się z pozytywnym przyjęciem mieszkańców, którzy m.in. obserwowali tworzenie baneru z napisem „Tęsknię za tobą Żydzie”, niektórzy z nich fotografowali się przy nim po jego zawieszeniu, wchodzili też w dialog z przybyszami. Zwraca zwłaszcza uwagę wystąpienie starszego mieszkańca Węgrowa, który wspominał przedwojenną historię miasta w kontekście ówczesnej zabudowy, zapamiętanych współobywateli narodowości żydowskiej, miejsc ich zamieszkania i aktywności gospodarczej.

Mając to na uwadze, zachowanie obwinionego należy postrzegać jako godną uznania, a więc pozbawioną szkodliwości społecznej inicjatywę, a gdy wspomnieć, że było ono utrwalane przez pracowników telewizji holenderskiej, korzystną również z punktu widzenia zewnętrznego odbioru Polski, postrzeganej niekiedy za granicą jako kraj, w którym antysemickie stereotypy nadal się ujawniają. Nie ulega przy tym wątpliwości, że karanie za opisane w zarzutach zachowanie stanowiłoby pożywkę dla takich opinii.

Jak wcześniej zaznaczono, a żaden dowód temu nie przeczy, R. swoje zachowanie objęte zarzutami postrzegał jako projekt artystyczno - społeczny, mający na celu przypomnienie wielokulturowej historii licznych miejscowości na terenie kraju i upamiętnienie ofiar Holocaustu, a także, jak deklarował obwiniony, „odzyskanie słowa Żyd wyrwanie je antysemitom”. Akcja w Węgrowie dedykowana była zamordowanym tam przez nazistów rabinowi Jakubowi Mendlowi oraz Mendlowi Hollandowi, który publicznie protestował przeciwko Zagładzie.

W takim razie autor kasacji słusznie podniósł, odwołując się do przepisów Konstytucji (art. 73, art. 54 ust. 1), prawa międzynarodowego (art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, art. 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, art. 11 i 13 Karty Praw Podstawowych UE)  oraz  orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że ukaranie R. za opisane w zarzutach zachowania (nawet przy prawidłowym opisaniu każdego z nich) byłoby też niedopuszczalnym ograniczeniem swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej oraz rażąco nieproporcjonalną reakcją na działanie tylko formalnie wyczerpujące znamiona wykroczenia.

II.511.899.2019

Nagana dla pasażera samochodu zatrzymanego w kwietniu w czasie zakazu przemieszczania się – kasacja RPO do SN [SPRAWA WYGRANA]

Data: 2021-05-06, 2021-02-15
  • Policja w małej miejscowości zatrzymała w nocy samochód. Kierowca był nietrzeźwy. Pasażerem był pan Marek – i został on ukarany karą 5 tys. zł za to, że przemieszczał się bez uzasadnienia (w owym czasie rząd rozporządzeniem dopuścił wyjście z domu tylko do pracy, w celu zaspokajanie niezbędnych potrzeb, wolontariatu albo do kościoła).
  • Sąd Rejonowy w R, wyrokiem z dnia 16 listopada 2020 r. uznał obwinionego za winnego i przyjął, że czyn wyczerpał dyspozycję art. 54 k.w. w związku z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii i za to, na podstawie art. 54 k.w., wymierzył mu karę nagany.
  • AKTUALIZACJA: 6 maja SN uchylił wyrok na pana Marka a kosztami obciążył skarb państwa (Sygn. akt II KK 68/21

Na skutek niezłożenia przez obwinionego sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się dnia 12 grudnia 2020 r.

- Tenże prawomocny wyrok kończący postępowanie nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu – zauważył RPO i złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego (RPO jest jedynym poza Prokuratorem Generalnym organem uprawnionym do składania kasacji w sprawach, które nie zakończyły się karą pozbawienia wolności) . – Sąd nie miał podstaw do karania pana Marka, bowiem rozporządzenie rządu ograniczające możliwość wyjścia z domu wykraczało daleko poza ustawę, na którą się powoływało. Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi pozwala nakładać ograniczenia w sposobie przemieszczania się, a nie go całkowicie zakazać.

Argumenty prawne RPO

Kodeks wykroczeń w art. 54 stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Zważyć jednak należy, iż omawiane przepisy dla skuteczności stanowienia podstawy do odpowiedzialności z art. 54 k.w. muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego.

Czyn zakwalifikowany w niniejszej sprawie jako wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń odnosi się do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 ustanowiło obowiązujący do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu:

  1. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  2. zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego, w tym uzyskania opieki zdrowotnej lub psychologicznej, tej osoby, osoby jej najbliższej w rozumieniu art. 115 § 11 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2019 r. poz. 1950 i 2128 oraz z 2020 r. poz. 568), a jeżeli osoba przemieszczająca się pozostaje we wspólnym pożyciu z inną osobą – także osoby najbliższej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  3. wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym w ramach wolontariatu;
  4. sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych.

Wskazane rozporządzenie zostało wydane na podstawie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1–6 i 8–12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. Poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. Poz. 284, 322, 374 i 567).

W art. 46b pkt 12 w.w. ustawy wskazano, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się, a z kolei w art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się. Żaden z tych przepisów nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się (wyjątki są jedynie odstępstwem od ogólnej reguły powszechnego zakazu).

Mając powyższe na uwadze podkreślić należy, że wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Na wstępie wskazano, że art. 54 kodeksu wykroczeń stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami.

Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionego opisane w wyroku nakazowym Sądu Rejonowego w Radomsku nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie trzeba też zauważyć, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 1758 ze zm.). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary nagany w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.81.2021

100 zł za rozmowę z kolegami w wielkosobotnią noc. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-15
  • Pan P. w malutkiej miejscowości został złapany na tym, jak w Wielką Sobotę tuż po północy „naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby” (w tym czasie można było wychodzić z domu tylko do pracy, w celu załatwienia niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła).
  • Pan P. w tę wielkosobotnią noc spotykał się ze znajomymi.
  • Sąd w wyroku nakazowym wymierzył mu karę 100 złotych grzywny.
  • Wyrok uprawomocnił się w grudniu i RPO złożył od niego kasację do Sądu Najwyższego.
  • AKTUALIZACJA 16 marca 2021: SN uwzględnił kasację RPO

To kolejna z pozoru drobna sprawa, która jest jednak poważna, jeśli zważy się, że obywatel mógł tu zostać ukarany bez właściwej podstawy prawnej.

Pan P. został ukarany za złamanie przepisów rządowego rozporządzenia, które – na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych – zakazały wychodzenia z domu z czterema wyjątkami. Tymczasem ustawa ta pozwala na ograniczenie swobody przemieszczania się, ale nie na jej zakazywanie – zwłaszcza że mamy tu do czynienia z wolnością chronioną przez Konstytucję

RPO zauważa też, że w momencie, kiedy sąd orzekał w tej sprawie, przepisy z 10 kwietnia 2020 r. zawierające zakaz przemieszczania się już nie obowiązywały. A rozporządzenie Rady Ministrów z 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 1758 ze zm.) nie przewidywało analogicznego zakazu. To też wykluczało ukaranie obwinionego.

Jest to kolejna kasacja RPO w sprawie kar za naruszenie wiosennych przepisów pandemicznych: inne przykłady można znaleźć poniżej, pod ilustracją.

II.511.84.2021

100 zł kary za spotkanie w nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę. Kasacja RPO

Data: 2021-02-12
  • W małej miejscowości trzy osoby spotkały się na ulicy w nocy. Policja uznała, że naruszają one zakazy pandemiczne. Zgodził się z nią sąd w R.
  • RPO składa kasację do Sądu Najwyższego: ograniczenia pandemiczne rząd wprowadził na tyle nieskutecznie, że nie ma podstaw do karania obywateli

Policja złapała pana Michała w Wielką Sobotę w małym miasteczku o 1 w nocy – razem z dwoma kolegami. Uznała, że opuścił mieszkanie bez uzasadnienia (a w kwietniu rząd pozwolił wychodzić z domu tylko do pracy, w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb, na wolontariat lub do kościoła).

Sąd uznał go winnym wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”) w związku z §5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu pandemii. Wyrokiem nakazowym skazał pana Michała na 100 zł grzywny.

Wyrok uprawomocnił się 1 lipca 2020 r., bo obwiniony nie złożył sprzeciwu od wyroku.

Wyrok ten – w opinii RPO - nie może się ostać, albowiem jest obarczony wadą prawną o kasacyjnym charakterze i stopniu. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego. Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów i obowiązek noszenia maseczek – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. Pozwalała tez na ograniczenie sposobu przemieszczania się, ale nie na jego zakazywanie. Dlatego nie może odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r. Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

II.511.83.2021

Sprawa kary dla pani G, która w kwietniu wyszła z domu "w celach innych niż niezbędne do życia". Kasacja RPO do SN

Data: 2021-02-12
  • Pani G. została zatrzymana w kwietniu w małej miejscowości – zdaniem policji wyszła z domu bez powodu
  • Sąd potraktował ją bardzo łagodnie, bo nie wymierzył mandatu, ale udzielił nagany i kazal zapłacić 70 zł.
  • RPO składa jednak kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego: do ukarania pani G. nie było podstaw. Rząd zakazał obywatelom wychodzić z domu bez właściwej podstawy prawnej

Kiedy w kwietniu władze pozwalały wychodzić z domu tylko w celu „zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”,  pani G. została zatrzymana na ulicy w małej miejscowości – na spotkaniu z panem Z. Tymczasem w kwietniu można było zdaniem rządu wyjść z domu tylko w czterech przypadkach:

  1. wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;
  2. zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego,
  3. wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym w ramach wolontariatu;
  4. sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych.

Sprawa trafiła do sądu i ten udzielił pani G. nagany i nakazał jej zapłacić 70 zł na rzecz Skarbu Państwa (ale zwolnił ją od innych opłat). Sąd uznał, że pani G. naruszyła art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”), ponieważ naruszyła ograniczenia nałożone Rozporządzeniem Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wyrok uprawomocnił się.

RPO złożył od tego wyroku kasację do Sądu Najwyższego. Twierdzi, że sąd nie miał racji, gdyż ograniczenia w wychodzeniu z domu, na które się powołuje, rząd wydał bez właściwej podstawy ustawowej. Powołał się bowiem na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich (inaczej by było, gdyby w tym czasie obowiązywał stan wyjątkowy, ale tak nie było – w tym samym czasie trwała kampania wyborcza przed wyborami na Prezydenta RP).

Argumentacja prawna RPO

- Wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż (wynikający z ustawowego upoważnienia) nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala – dowodzi w kasacji Rzecznik Praw Obywatelskich.

Nie może zatem odpowiadać za popełnienie wykroczenia z art. 54 k.w. osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania się wprowadzony w § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r.(bo to ono obowiązywał w dniu, kiedy pani G. wyszła z domu, a nie rozporządzenie z 31 marca) Przedmiotem bowiem ochrony art. 54 k.w. jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się tam zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Natomiast wydając w § 5 Rozporządzenia generalny zakaz przemieszczania przekroczono delegację ustawową, na podstawie, której to Rozporządzenie zostało wydane.

Zgodnie bowiem z art. 92 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu, a organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Oznacza to, że rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia. Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choćby jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą, a tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

W rozważaniach uzasadniających trafność zarzutu kasacyjnego nie można pominąć przepisu art. 52 Konstytucji RP, który reguluje wolność poruszania się stanowiącą przejaw ogólnej wolności osobistej; przy czym wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie.

Z kolei art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Kwestie te mają istotne znaczenie w niniejszej sprawie, albowiem warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. W ten sposób Konstytucja RP wprowadza zasadę wyłączności ustawy przy ograniczaniu konstytucyjnych praw obywateli.

W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca.

Zgodnie bowiem z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa.

Skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, władza wykonawcza nie zdecydowała się na wprowadzenie tego stanu, wprowadzając jedynie stan epidemii, a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego, żaden z tych stanów nie może być uznany za stan nadzwyczajny w rozumieniu art. 228 Konstytucji, zatem ograniczenia wynikające z wprowadzenia takiego stanu nie mogą naruszać podstawowych praw i wolności.

Tym samym wynikający z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Na wstępie wskazano, że art. 54 kodeksu wykroczeń stanowi, iż kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany i ma charakter blankietowy. Znamiona czynu zabronionego w przedmiotowej sprawie określa § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który stanowił, iż w okresie do dnia 19 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze z określonymi w dalszej części przepisu wyjątkami.

Przepis ten z przyczyn już wcześniej omówionych Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niezgodny ze wskazanymi przepisami Konstytucji. Niekonstytucyjny przepis cytowanego rozporządzenia nie może wypełniać blankietowej normy art. 54 k.w. Konsekwencją tego jest przyjęcie, iż zachowanie obwinionej opisane w wyroku nakazowym Sądu Rejonowego w Radomsku nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego, co miało istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku nakazowego.

Ponadto Rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii, celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i w ramach tak zakreślonego celu, zwalczanie chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP). Przepisy Rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

Na marginesie trzeba też zauważyć, że w dacie orzekania przez Sąd nie obowiązywały już przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. przewidujące powszechny zakaz przemieszczania się. Takiego zakazu nie przewidywały też obowiązujące w dacie orzekania przez Sąd przepisy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r., poz. 878 ze zm.). Stąd też również z tego powodu, ze względu na treść art. 2 k.w., wymierzenie kary nagany w niniejszej sprawie nie było możliwe.

II.511.80.2021

300 zł za wyjście z domu w kwietniu bez powodu i bez maseczki. AKTUALIZACJA: SN uwzględnia kolejną "kowidową" kasację RPO

Data: 2021-06-11, 2021-02-12
  • Pan C. został ukarany mandatem za wyjście z domu w kwietniu 2020 r.– bez maseczki i odpowiedniego powodu
  • RPO składa kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego, dowodząc, że obywatel został ukarany bez właściwych podstaw w prawie
  • Władze wprowadziły wprawdzie ograniczenia, ale zrobiły to źle, a zatem nieskutecznie z punktu widzenia prawa
  • SN uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił obywatela - zgodnie ze swą jednolitą linią orzeczniczą, bo czyn nie zawierał znamion wykroczenia

Pan C. wyszedł w domu w malej miejscowości – zdaniem policji bez dopuszczalnego wówczas powodu (praca, zaspokajania niezbędnych potrzeb, wolontariat lub praktyki religijne). Nie miał też maseczki.

Sąd uznał, że pan C. naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby oraz obowiązek noszenia maseczki, czyli o popełnił wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń („kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”), w związku z § 5 i § 18 ust. 1 pkt 2a Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Wymierzył panu C. karę 300 złotych grzywny. Wyrok zapadł w trybie nakazowym, a więc bez rozprawy. Uprawomocnił się.

RPO złożył kasację do Izby Karnej Sądu Najwyższego wskazując, że obywatel został ukarany bez podstawy w prawie. Rząd nałożył na obywateli ograniczenia – zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów i obowiązek noszenia maseczek – powołując się na przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Ta zaś pozwala nakładać ograniczenia tylko na osoby chore lub podejrzane o zachorowanie – a nie na wszystkich. 

RPO zauważa też, że zastosowanie w tym przypadku art. 54 k.w nie było właściwe.

Argumentacja prawna RPO

- Zgodnie z przepisem art. 54 k.w. kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany. Cytowany przepis ma charakter blankietowy, tj. sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych. Tak więc przepis art. 54 k.w. stanowi normę sankcjonującą w stosunku do tych wszystkich przypadków, w których przepisy porządkowe o zachowaniu się w miejscach publicznych stanowią normę niezabezpieczoną sankcją. Czynność sprawcza wykroczenia określonego w art. 54 k.w. polega na „wykraczaniu" przeciwko przepisom porządkowym, czyli na takim zachowaniu się sprawcy, które narusza obowiązujący w określonym miejscu publicznym porządek wyznaczony tymi przepisami porządkowymi. Zachowanie się sprawcy musi naruszać przepisy, dotyczące zachowania się w miejscach publicznych, tj. takich, które są ogólnie dostępne dla każdego – pisze RPO w stanowisku dla Sądu Najwyższego.

Odesłanie zawarte w art. 54 k.w. obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. W praktyce, ustawy udzielające upoważnień do stanowienia przepisów porządkowych, wyraźnie kwalifikują te przepisy przy pomocy terminu "przepisy porządkowe" lub "zarządzenia porządkowe".

Jak zauważył TK w wyroku z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62: „W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że analizowany przepis ma na celu ochronę porządku i spokoju w miejscach publicznych. Zawiera on odesłanie do przepisów porządkowych wydawanych w celu zapewnienia porządku i spokoju publicznego. W konsekwencji, w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”. Przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 k.w., mają mieć właśnie za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r., które zostało wskazane w zbiegu z art. 54 k.w. zostało wydane w celu wykonania ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.). Celem przepisów rozporządzenia była więc ochrona zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji RP) i w ramach tak zakreślonego celu, realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych (art. 68 ust. 4 Konstytucji RP), a zatem, w oczywisty sposób, przepisy te nie stanowią przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 k.w. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia poprzez zwalczanie epidemii.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydane zostało kolejne - obowiązujące w dacie zarzucanego w tej sprawie wykroczenia - Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które w § 5 stanowiło, że zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celach wskazanych w ust.1-4 § 5.

Zatem formalnie rzecz biorąc, obwiniony swoim zachowaniem z dnia 19 kwietnia 2020 r. naruszył zakaz przemieszczania, bo nie przemieszczał się w celu ujętym uregulowaniem ust.1-4 § 5 powyższego Rozporządzenia.

Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za naruszenie tego zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary - art. 1 § 1 k.w. Ponadto, podtrzymany Rozporządzeniem z dnia 19 kwietnia 2020 r. zakaz przemieszczania się osób na terenie Rzeczypospolitej Polskiej wkraczał w sposób oczywisty w materię konstytucyjnej wolności określonej w art. 52 ust 1 Konstytucji RP, z której wynika, że każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wprawdzie wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie (art. 52 ust.3 Konstytucji RP), to oprócz tego warunku formalnego musi zostać spełniona materialna przesłanka tego ograniczenia. W stanie epidemii, nie będącym opisanym w Konstytucji RP stanem nadzwyczajnym, z całym rygoryzmem obowiązuje konstytucyjny warunek ograniczenia tej wolności, a za taki akt normatywny nie może być oczywiście uznane przedmiotowe Rozporządzenie Rady Ministrów.

Rozporządzenie takie może stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w treści tego rozporządzenia. Przyjmuje się, że przy tworzeniu przepisów o charakterze porządkowym, mających wypełnić swą treścią dyspozycję art. 54 k.w. wystarczające jest ogólne odesłanie do odpowiedzialności przewidzianej w tym przepisie, ale zarazem takie odesłanie uznaje się za minimum wymagań w tym zakresie. Sprawca musi bowiem wiedzieć co go czeka za załamanie zakazów przewidzianych w przepisach porządkowych (por.m.in.: wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2003 r., P 10/02 oraz wyroki Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2005 r., sygn. V KK 41/05, OSNKW 2005/9/83 i 4 grudnia 2001 r., sygn. V KKN 293/01, LEX 51576). Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie odsyłało w swej treści do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. Przepis § 5 stanowił jedynie, że zakazuje się przemieszczania się osób – poza wyjątkami określonymi w ust. 1-4- bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu.

Mając na uwadze wszystko powyższe, wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 k.w. osób, które naruszały m.in. zakaz przemieszczania się wskazany we wspomnianym Rozporządzeniu. Nadto zgodnie wyrokiem TK z 8.07.2003 r., P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62, sądy, stosując przepis art. 54 k.w., powinny zawsze badać, czy organ stanowiący przepisy porządkowe działał na podstawie ustawy i w granicach upoważnień ustawowych, a także czy przepisy porządkowe, do których odsyła analizowany przepis, są zgodne z Konstytucją, a w szczególności, czy zostały ustanowione zgodnie z konstytucyjnymi zasadami stanowienia aktów podustawowych. W tym miejscu należy podkreślić, że prawo do przemieszczania się, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i art. 52 ust. 1 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Powyższe oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys tego ograniczenia.

Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń, a w szczególności wyznaczania zakresu tych ograniczeń (tak: Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu wyroku z 12 stycznia 2000 r., sygn. akt P11/98). Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być objęte treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki. W następnej kolejności należy podkreślić, iż nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji, a zatem wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co dotychczas nie miało miejsca. W tej sytuacji, zakazy wyrażone w treści ww. rozporządzenia Rady Ministrów uznać należy za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. W związku z tym, nie mogą one być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tych obowiązków (taki też pogląd w zakresie wymierzania administracyjnych kar pieniężnych prezentowany jest orzecznictwie sądów administracyjnych – por. wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie: z dnia 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1614/20; z dnia 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1424/20, VII SA/Wa 1635/20, VII SA/Wa 1917/20).

Powyższa argumentacja znajduje także stosowne odniesienie co do zachowania objętego tym samym przedmiotowym czynem, a to niezastosowania się obwinionego do obowiązku zakrywania ust i nosa. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii w § 18 nakazywało obowiązek zakrywania ust i nosa przy pomocy odzieży, maski lub maseczki, podczas przebywania poza miejscem zamieszkania i w środkach transportu. Nakaz został ustanowiony na podstawie upoważnienia zawartego w art. 46 b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (co do kasku ochronnego w oparciu o art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – prawo o ruchu drogowym). Nie ulega wątpliwości, że w granicach tego upoważnienia Rada Ministrów mogła określić w rozporządzeniu wyłącznie obowiązek stosowania środków profilaktycznych przez osoby chore lub podejrzane o zachorowanie. Stąd też, wskazane powyżej Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19.04.2020 r. nakładające na osoby inne niż osoby chore i podejrzane o zachorowanie, obowiązek zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej, zostały wydane z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, co stanowi naruszenie art. 92 ust 1 Konstytucji RP. Narzucenie jednostce poprzez wprowadzenie rozporządzeniem powszechnego nakazu zakrywania ust i nosa w określonych miejscach nastąpiło nie tylko z przekroczeniem granic i upoważnienia ustawowego, ale też z naruszeniem konstytucyjnego warunku, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie (por. też orzecznictwo w tym zakresie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie – wyroki z dnia 26 listopada 2020 r., sygn. akt VII SA/Wa 491/20; z dnia 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1545/20; z dnia 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1566/20). Zachowanie obwinionego nie wypełniało zatem znamion wykroczenia z art. 54 kw.

Wyrok SN z uzasadnieniem

24 marca 2021 r. SN w Izbie Karnej uznał kasację za oczywiście zasadną.

Zasadniczą kwestią, na której Rzecznik Praw Obywatelskich zbudował uzasadnienie postawionego w sprawie zarzutu kasacyjnego jest dopuszczalność wypełnienia normy blankietowej zawartej w art. 54 k.w. treścią zawartą w przepisie rangi podustawowej - §5 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. z 2020r., poz. 697 ze zm.).

Zagadnienie to w analogicznych sprawach (II KK 64/21, II KK 74/21, czy II KK 97/21 - sprawy dotyczyły zarówno zakazów wynikających z rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020r. jak i analogicznych zakazów rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020r.) było już przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego. Wyrażone tam poglądy w pełni należy zaakceptować, w szczególności zaś podsumowującą je tezę, że: - ustawa z dnia 5 grudnia 2008r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. z 2019r, poz. 1239 ze zm.) nie zawiera unormowań określających możliwość i warunki ograniczenia konstytucyjnej wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zatem akty prawne rangi niższej niż ustawa nie mogą limitować tej wolności przemieszczania się, którą gwarantuje w art. 52 ust. 1 Konstytucja RP.

Jest zatem oczywiste, że również rozporządzenie wydane przez Radę Ministrów w dniu 19 kwietnia 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. z 2020r., poz. 697), w zakresie, w jakim ograniczało wolność przemieszczania się obywateli na terenie całego kraju (§5), naruszało regulację art. 52 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 i 3 Konstytucji RP, co oznacza, iż nie mogło ono tworzyć podstawy prawnej do wypełnienia blankietu normy sankcjonowanej art. 54 k.w. i prowadzić do ukarania na podstawie tego przepisu.

Z uwagi na szczegółowe uzasadnienia przedstawione we wskazanych wyżej sprawach, w szczególności zaś zawarte tam odesłania do literatury tematu i cytowanych orzeczeń Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, nie ma potrzeby powielania tej argumentacji. Wskazać natomiast raz jeszcze należy, dla podkreślenia wagi omawianej tematyki, na uchybienia, których dopuściły się sądy wydające zaskarżone orzeczenia (nie mając na względzie następujących aspektów zagadnienia), co skutkowało rażącym naruszeniem prawa w postaci skazania, choć przypisany czyn nie zawierał znamion czynu zabronionego:

1. ustawodawca nie może przekazywać do unormowania w drodze rozporządzenia spraw o istotnym znaczeniu dla urzeczywistnienia wolności i praw człowieka i obywatela zagwarantowanych w Konstytucji RP; Wymienione sprawy muszą być regulowane bezpośrednio w ustawie;

2. ustawa z 5 grudnia 200Br. nie określiła możliwości ograniczenia swobody poruszania się po terenie Rzeczypospolitej Polskiej, a co za tym idzie, nie określiła warunków na jakich jest możliwe wprowadzenia zakazu poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, ale upoważniając Radę Ministrów do ustanowienia określonych środków, w zakresie swobody poruszania się, odwołała się do ograniczeń w zakresie samego sposobu poruszania się (nie zakazując go wszakże), albo - w zakresie przybywania - odnosząc je do określonego miejsca lub obiektu albo do określonego obszaru. Tym samym, przepis art. 54 k.w. w tym zakresie był normą pustą;

3. omawiane rozporządzenie Rady Ministrów nie zawierało w swej treści odesłania do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń ani nie określało prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia zawartych w nim przepisów, co wprost godzi w wymóg określoności prawa w zakresie skonkretyzowania sankcji grożącej osobie naruszającej taką normę;

4. art. 92 ust. 1 Konstytucji RP wyklucza dopuszczalność tworzenia przepisów rozporządzenia wykonawczego wbrew jej merytorycznym rozwiązaniom, co prowadziłoby do tworzenia przepisów noszących znamiona samodzielnej normy prawnej;

5. wprowadzenie powszechnych nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych. Zgodnie z art. 228 ust. 1 Konstytucji RP, w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej, przy czym biorąc również pod uwagę ust. 3 powoływanego art. 228 Konstytucji RP - zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie' poszczególnych stanów nadzwyczajnych - powinna określać ustawa;

6. skoro pomimo zaistnienia przesłanek do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej nie zdecydowano się na wprowadzenie tego stanu nadzwyczajnego, to ograniczenia ustanawiane aktami prawnymi regulującymi stan epidemii (a wcześniej stan zagrożenia epidemiologicznego), nie mogą ograniczać podstawowych praw i wolności wynikających z Konstytucji RP;

7. rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii obowiązywało do dnia 16 maja 2020r. (art. 21 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 2 maja 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii - Dz.U. z 2020r., poz. 792). Sąd Rejonowy w R., wydając zaskarżony wyrok nakazowy w dniu 8 lipca 2020r., nie dostrzegł zatem okoliczności wynikających z art. 2 k.w.

Analogiczne rozważania należy odnieść do wynikającego z §18 cytowanego rozporządzenia z dnia 19 kwietnia 2020r. nakazu zakrywania ust i nosa. I w tym bowiem przypadku odwołano się do przepisów ustawy z dnia 5 grudnia 2008r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi - Dz.U. z 2019r., poz. 1239 ze zm. - (art. 46b pkt 4). Wskazać jednak należy, że wskazany przepis nakłada „obowiązek poddania się badaniom lekarskim oraz stosowaniu innych środków profilaktycznych i zabiegów" jedynie „przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie". Nie jest to zatem przepis, w oparciu o który można wprowadzić skutecznie nakaz określonego zachowania - stanowiącego rodzaj ograniczenia konstytucyjnego prawa do wolności (art. 31 Konstytucji RP) - wobec wszystkich obywateli RP niezależnie od ich stanu zdrowia. Zwłaszcza, że co do zasady obowiązek noszenia masek itp. ma na celu ochronę przed zachorowaniem osób zdrowych.

Mając na względzie przedstawione powyżej rozważania, a także te, do których niniejsze uzasadnienie odsyła, stwierdzić należy, że kasację wniesioną przez Rzecznika Praw Obywatelskich ocenić należy jako oczywiście zasadną. Czyn przypisany nie zawierał znamion czynu zabronionego opisanego w art. 54 k.w., wobec czego zaskarżony wyrok nakazowy należało uchylić, a obwinionego uniewinnić od stawianego mu zarzutu

II.511.75.2021

Spór o budynek w C. z licytacją i leasingiem w tle – skarga nadzwyczajna RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-11
  • Pan X miał długi i w 2011 r. doszło do licytacji jego majątku. Licytację budynku w centrum miejscowości C. wygrali  państwo T. – wierzyciele pana X. Ale inna wierzycielka, pani S., miała prawa do tego budynku na podstawie umowy leasingowej z panem X. 
  • Spór dotyczył tego, czy na skutek sprzedaży licytacyjnej w toku postępowania egzekucyjnego umowa leasingu wygasła, zaś pani S. ma prawo do pieniężnej rekompensaty z pieniędzy uzyskanych w egzekucji, czy też leasing trwa nadal, pani S. ma prawo dalej zajmować nieruchomość, a jedynie w miejsce dotychczasowego leasingodawcy stroną umowy stali się nabywcy licytacyjni.
  • Sąd uznał, że umowa leasingu na skutek sprzedaży licytacyjnej nieruchomości nie wygasła - mimo leasingu można wydać budynek państwu T. Po prostu wpisze się zobowiązanie wobec pani S. do księgi wieczystej – tak jakby leasing był formą umowy najmu budynku a nie zobowiązaniem zawartym z konkretną osobą. Skoro leasing trwa, to pani S. nie ma prawa do uzyskania w ramach podziału sumy uzyskanej w licytacji do pieniężnej rekompensaty utraconego prawa leasingu. W zaskarżonym postanowieniu o podziale sumy uzyskanej z licytacji nie uwzględniono zatem rekompensaty dla pani S. za utracone prawo leasingu.

Postanowienie się uprawomocniło i nie da się go zmienić. Dlatego RPO skierował skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego – to jedyny sposób, by naprawić tę skomplikowaną sprawę. W sprawie tej stawką są nie tylko prawa pani S., ale też ustalenie, czy błędy postępowania egzekucyjnego podlegają naprawie w wyniku skargi nadzwyczajnej. 

RPO wskazuje, że sąd pomylił się i źle zastosował przepisy prawa cywilnego (uchybienie dotyczy interpretacji treści przepisów art. 1002 zd. 1 oraz art. 1000 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego oraz podstaw ich zastosowania w realiach sprawy egzekucyjnej). Potraktował leasing jako coś analogicznego do umowy najmu czy dzierżawy. Tymczasem tak być nie powinno: w momencie przekazania własności państwu T. umowa leasingowa pani S. wygasła. Ale właśnie z tego powodu ona powinna otrzymać możliwość zaspokojenia w ramach podziału sumy pieniężnej (ceny) uzyskanej z licytacji nieruchomości.

Zgodnie bowiem z art. 1000 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego z chwilą uprawomocnienia się postanowienia o przysądzeniu własności wygasają wszelkie prawa i skutki ujawnienia praw i roszczeń osobistych ciążące na nieruchomości, przy czym na miejsce tych praw powstaje prawo do zaspokojenia z ceny nabycia z pierwszeństwem przewidzianym w przepisach o podziale ceny uzyskanej z egzekucji. Powołany przepis prawa statuuje generalną zasadę, że nieruchomość jest przejmowana przez nabywcę bez obciążeń, osoby zaś, którym przysługują ograniczone prawa rzeczowe lub zabezpieczenie roszczeń osobistych na nieruchomości, uzyskują prawo do zaspokojenia się z ceny nabycia z pierwszeństwem wynikającym z przepisów o podziale sumy uzyskanej z egzekucji. Sąd w sposób nieuprawniony uznał, że wyjątek od powyższego przepisu, zawarty w art. 1002 k.p.c., a dotyczący wyłącznie umów dzierżawy i umów najmu, może mieć zastosowanie także do umowy leasingu nieruchomości.  To miało dla Pani S. daleko idące, negatywne skutki, ponieważ w późniejszych postępowaniach, które wytoczyli nabywcy licytacyjni (w tym o zapłatę przez Panią S. wynagrodzenia za zajmowanie ich nieruchomości bez tytułu prawnego) sądy nie podzieliły poglądu, że umowa leasingu nie wygasła i traktowały Panią S. jako osobę nie mającą prawa do zajmowania nieruchomości.

RPO zauważył, że rażące naruszenie prawa materialnego poprzez błędną wykładnię art. 1002 zd. 1 Kodeksu postępowania cywilnego doprowadziło do naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego (art. 2 Konstytucji) oraz przysługującej pani S. na gruncie art. 64 Konstytucji konstytucyjnej ochrony praw majątkowych.

Tak jak poprzednie skargi nadzwyczajne i tę RPO kieruje do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej – wątpliwości dotyczące prawidłowości obsadzenia tej izby mogłyby jeszcze bardziej skomplikować i tak trudną sytuację osób poszkodowanych w tej sprawie.

IV.512.21.2018

Kary za zakłócanie "miesięcznicy smoleńskiej” uchylone przez SN po kasacji RPO

Data: 2021-02-11
  • Troje obywateli ukarano grzywnami za przeszkadzanie legalnemu zgromadzeniu lub usiłowanie tego
  • Jedna osoba przeskoczyła przez barierkę oddzielającą kontrmanifestantów, a dwie inne wznosiły okrzyki
  • Sąd ukarał ich w trybie nakazowym, czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych – co jest możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem wątpliwości były i to na tyle istotne, że RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, który uznał ją za „oczywiście zasadną”

Rzecznik Praw Obywatelskich ocenił, że sąd popełnił rażący błąd, wynikający z orzekania w trybie nakazowym. Gdyby wysłuchał był obwinionych i policjantów oraz obejrzał policyjne nagranie, być może wyrok byłby inny.

RPO złożył kilka kasacji w sprawie takiego nadużywania trybu nakazowego - gdy osoby ukarane korzystają z przysługującego im prawa do pokojowych zgromadzeń i wyrażania swoich poglądów. To pierwsza taka sprawa rozpatrzona przez SN. 

Historia sprawy

10 sierpnia 2017 r. wieczorem grupa obywateli manifestowała w Warszawie podczas cyklicznego zgromadzenia publicznego w hołdzie ofiarom katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z kobiet przeskoczyła przez barierki wygradzające całe Krakowskie Przedmieście. Trzymając się barierki, odmówiła wykonania polecenia policjanta, by wróciła za odgrodzony teren. Dwóch innych uczestników kontrmanifestacji wznosiło zaś okrzyki pod adresem cyklicznego zgromadzenia.

Te trzy osoby zostały obwinione przez policję o wykroczenie. Podstawą był art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym „kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

W styczniu 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał ich za winnych zarzucanego wykroczenia. Wymierzył im grzywny po 50 zł. Wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

RPO zarzucił wyrokowi rażące naruszenie przepisów, które miało istotny wpływ na jego treść. Polegało to na przyjęciu przez sąd, że i okoliczności czynów, i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. Doprowadziło to do wyroku nakazowego, podczas gdy były istotne wątpliwości w świetle dowodów dołączonych do wniosków o ukaranie. Zgodnie z prawem sąd winien był skierować sprawę do rozpoznania na rozprawie w normalnym trybie, z udziałem obwinionych.

Rzecznik wniósł by SN uchylił zaskarżony wyrok, a postępowanie umorzył wobec przedawnienia karalności (co następuje po trzech latach od wykroczenia).

W wątku kobiety jedynym w zasadzie dowodem były zeznania policjanta. Nie wynika z nich jednak, w jaki sposób przebywanie obwinionej po tej czy innej stronie barierki miało przeszkadzać w przebiegu zgromadzenia.

Z dowodów wskazanych we wniosku policji o ukaranie nie wynika również, w jakim celu obwiniona przeskoczyła przez barierkę. A wobec nieprzyznania się jej do winy i odmowy składania wyjaśnień nie można zakładać, że chciała ona  zakłócać zgromadzenie.

Ponadto nie jest także jasne, czy  barierki postawiono zgodnie z prawem i czy w ogóle ich przekraczanie było prawnie zabronione. Rażące jest zatem przyjęcie przez sąd, że samo przebywanie po określonej stronie barierki, może być uznane za wykroczenie i to w trybie nakazowym.

Pozostałych dwóch obwinionych uznano za winnych usiłowania zakłócenia zgromadzenia poprzez wznoszenie głośnych okrzyków. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wskazał, że brali udział w legalnym zgromadzeniu o charakterze cyklicznym oraz że krzyczał w stronę prezesa PiS.

Nie zbadano zatem, czy korzystali oni z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji) - a celem nie było zakłócanie innego zgromadzenia. Wolność zgromadzeń obejmuje bowiem także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Jedynym w zasadzie dowodem, mającym potwierdzać ich czyn, było zeznanie funkcjonariusza, który ich legitymował.

Do wniosku o ukaranie dołączono protokół z przesłuchania uczestnika „miesięcznicy smoleńskiej”. Z jego zeznań wynika ważna okoliczność, zignorowana przez sąd: czy ewentualne okrzyki obu obwinionych rzeczywiście mogły zagłuszać przebieg obchodów. Według świadka kontrmanifestanci mieli sprzęt nagłośniający, ale został on wyciszony przez policję.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi, który ograniczył się do trybu nakazowego.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności sprawy. A to mogło zaś doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji RPO z 28 grudnia 2020 r.

Wyrok SN i uzasadnienie pisemne

9 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej rozpoznał kasację (sygn. akt II KK 432/20) na posiedzeniu niejawnym w trybie art. 535 § 5 Kodeksu postępowania karnego. Zgodnie z nim  kasacja może być uwzględniona na posiedzeniu bez udziału stron w razie jej oczywistej zasadności.

SN uznał kasację za „oczywiście zasadną”. Uchylił zaskarżone orzeczenie i umorzył postępowanie wobec obwinionych.

Rację ma skarżący, że tryb nakazowy w postępowaniu w sprawach o wykroczenia zarezerwowany jest dla sytuacji, w których wina ustalonego sprawcy oraz okoliczności zdarzenia nie budzą najmniejszych wątpliwości, a jednocześnie wystarczające jest wymierzenie nagany, grzywny albo kary ograniczenia wolności (por. art. 93 § 1 i 2 k.p.w.) i nie zachodzą okoliczności uzasadniające obronę obowiązkową wskazane w art. 21 § 1 k.p.w. To, czy konkretna sprawa kwalifikuje się do rozpoznania w postępowaniu nakazowym, Sąd stwierdza po analizie zgromadzonego materiału dowodowego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lipca 2019 r., sygn. akt III KK 167/19).

Przenosząc powyższe na grunt niniejszej sprawy zauważyć należy, że okoliczności czynu przypisanego Ewie zostały ustalone przez Sąd Rejonowy wyłącznie na podstawie zeznań obecnego na miejscu zdarzenia funkcjonariusza Policji. Z zeznań tego świadka wynika, że ukarana przeskoczyła przez barierkę oddzielającą uczestników tzw. Miesięcznicy Smoleńskiej od reszty otoczenia, a następnie odmówiła opuszczenia terenu zgromadzenia. Trudno jednak zasadnie przyjąć, że samo przekroczenie barierki, a tym bardziej przebywanie na terenie legalnego zgromadzenia publicznego realizuje znamiona wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 k.w., polegającego na usiłowaniu zakłócenia przebiegu niezakazanego zgromadzenia.

Taki, leżący u podstaw zaskarżonego kasacją wyroku nakazowego, wniosek Sądu Rejonowego jest co najmniej przedwczesny i powinien zostać poprzedzony dokonaniem czynności, usuwających wątpliwości co do przebiegu zdarzenia z udziałem ukaranej. Nieustalenie okoliczności tego incydentu uniemożliwiało rozpoznanie sprawy w trybie nakazowym. Pozostaje bowiem poza sporem, że „postępowanie nakazowe to instytucja prawa procesowego, której stosowanie zastrzeżono do najbardziej oczywistych
przypadków, gdzie materiał dowodowy jest tak jednoznaczny, że nie nasuwa żadnych istotnych wątpliwości co do winy i okoliczności popełnienia zarzuconego czynu” (tak Sąd Najwyższy m.in. w wyroku z dnia 4 kwietnia 2018 r., sygn. akt V KK 112/18).

Podobne zastrzeżenia należy sformułować - co zresztą czyni Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec orzekania w trybie postępowania nakazowego w sprawie Roberta  i Jerzego. Także w tym przypadku głównym dowodem, wskazującym na popełnienie przez nich wykroczenia, były zeznania funkcjonariuszy Policji, którzy zrelacjonowali czynność legitymowania obwinionych. O ile jeszcze Robert  przyznał się do wznoszenia okrzyków, to już drugi z obwinionych odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, toteż nie zostało nawet ustalone, czy przejawiał on takie zachowania.

Istotniejsze jest jednak, że w sprawie nie ustalono, czy okrzyki te w ogóle mogły zakłócić przebieg wydarzenia, biorąc pod uwagę fakt, że uczestnicy „Miesięcznicy” dysponowali nagłośnieniem, zaś, jak wynika z zeznań świadka sprzęt nagłaśniający, z którego korzystali kontrmanifestanci, został przez Policję wyciszony.

Aktualne pozostaje też pytanie, czy działanie obwinionych było czynem społecznie szkodliwym - w rozumieniu art. 1 § 1 k.w. i czy nie podlega ochronie konstytucyjnej, jako forma wyrażania poglądów. W ustaleniu powyższego pomocne byłoby przeprowadzenie postępowania dowodowego, w tym odtworzenie na rozprawie nagrania z miejsca zdarzenia. Wszelako Sąd od tego odstąpił, uznając okoliczności czynu za oczywiste i niepodlegające dyskusji.

Podobnie więc, jak w przypadku wcześniej omówionym, Sąd Rejonowy niesłusznie zdecydował się rozstrzygać kwestię odpowiedzialności tych obwinionych, orzekając w trybie nakazowym, bez przeprowadzania czynności dowodowych na rozprawie, odstępując tym samym od wyjaśnienia okoliczności przypisanego im czynu.

Podkreślić ponadto trzeba, że sprawy dotyczące realizacji wolności i praw obywatelskich, choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieskomplikowane, w rzeczywistości wymagają nie tylko dogłębnego zbadania okoliczności zdarzenia będącego przedmiotem osądu, ale również wszechstronnej analizy zachowania sprawcy przez pryzmat znamion konkretnego typu czynu zabronionego. Są to bowiem kwestie szczególnie społecznie wrażliwe.

Przedwczesne decydowanie o nich w postępowaniu w trybie nakazowym może doprowadzić do wydania orzeczenia wadliwego, nieuwzględniającego niuansów danej sytuacji, przesądzających o winie lub jej braku po stronie obwinionego. Takiego właśnie błędu dopuścił się Sąd Rejonowy w niniejszej sprawie.

Rozpoznanie przez sąd sprawy o wykroczenia w postępowaniu nakazowym, mimo że okoliczności zarzucanych czynów w zasadzie nie zostały ustalone, stanowi istotne naruszenie prawa procesowego i pociąga za sobą konieczność uchylenia zaskarżonego wyroku. Ponieważ od momentu zdarzenia - które miało miejsce 10 sierpnia 2017 r. - upłynęły do chwili obecnej ponad 3 lata, a, zgodnie z treścią art. 45 § 1 k.w., karalność wykroczenia ustaje z upływem roku od czasu jego popełnienia tudzież dwóch lat, jeśli w tym czasie wszczęto postępowanie (co miało miejsce w niniejszej sprawie), nastąpiło przedawnienie karalności tych czynów. Wprawdzie, zgodnie z treścią art. 45 § 2 k.w., uchylenie prawomocnego wyroku powinno pociągnąć za sobą ponowne uruchomienie biegu terminu przedawnienia, niemniej nie dotyczy to wyroku kasatoryjnego w sytuacji, gdy w momencie jego wydania upłynął już okres przedawnienia (tak Sąd Najwyższy w Uchwale 7 sędziów z dnia 7 czerwca 2002 r., sygn. akt I KZP 15/02). Tym samym, w okolicznościach niniejszej sprawy, niezbędne było umorzenie postępowania przeciwko obwinionym.  

II.510.661.2020

Obywatel na podstawie rozporządzenia rządu dostał grzywnę za pobyt w parku. Kasacja RPO do Sądu Najwyższego

Data: 2021-02-10
  • Obywatel, który w kwietniu 2020 r. przebywał w parku, został ukarany przez sąd za złamanie ograniczeń pandemicznych określonych w rozporządzeniu rządu
  • Nakazy i zakazy dotyczące podstawowych praw i wolności można wprowadzić tylko w przypadku ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych – co nie nastąpiło
  • Należy je zatem uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne
  • Tym samym rozporządzenie nie może być podstawą karania obywateli za niestosowanie się do tak wprowadzonych obostrzeń

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kolejną kasację do Sądu Najwyższego na korzyść ukaranego obywatela.  

Dzięki temu SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Historia sprawy

Pan Marek w kwietniu 2020 r. przebywał z kolegami w parku. Został obwiniony o złamanie zakazu korzystania z publicznych terenów zielonych.

Zarzucono mu wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § lla ust.l rozporządzenia Ministra Zdrowia z 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze RP stanu epidemii.

Sąd Rejonowy w R. uznał obwinionego za winnego wykroczenia z art. 54 Kw w związku z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Sąd uczynił to w trybie nakazowym (czyli bez wzywania obwinionego i opierając się tylko na materiałach policji). Tryb ten przewidziany jest tylko do spraw nie budzących wątpliwości.   

Pana Marka ukarano 500 zł grzywny. Obciążono go też kosztami sprawy.

Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty RPO

Rzecznik zarzucił wyrokowi rażące i mające na niego wpływ naruszenie prawa materialnego, tj. art. 54 Kw. w związku z § 17 rozporządzenia z 31 marca 2020 r. - poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia.

Kasacja wnosi o uchylenie o wyroku i uniewinnienie obywatela.

Zgodnie z art. 54 Kw, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany. Przepis ten sam nie określa znamion zabronionego zachowania, lecz odsyła do innych przepisów, które regulują zasady i sposób zachowania się w miejscach publicznych

Odesłanie z art. 54 Kw obejmuje wyłącznie "przepisy porządkowe". Termin nie jest w pełni ostry, a precyzyjne ustalenie jego znaczenia może budzić wątpliwości. Jak uznał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 lipca 2003 r. (P 10/02, OTK-A 2003/6, poz. 62),  „w razie naruszenia przepisów, które mają inny przedmiot ochrony, nie jest możliwe zastosowanie zaskarżonego przepisu”.

Skoro zatem przepisy porządkowe, o których mowa w art. 54 Kw., mają za zadanie ochronę porządku i spokoju publicznego, to tym samym w polu penalizacji tego przepisu nie mieszczą się regulacje odnoszące się do innych sfer życia, np. do ochrony zdrowia publicznego.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z  31 marca 2020 r. W § 17 ust. 1 stanowiło, że w okresie od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Formalnie rzecz biorąc obwiniony naruszył ten zakaz rozporządzenia. Nie przewidywało ono jednak za to żadnej sankcji. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary. Za taki akt normatywny nie może być zaś uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Nie odsyłało ono do konkretnego przepisu kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów. § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja za to grozi.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 Kw osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy rozporządzenia.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych (jakim są m.in. parki miejskie) jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji.

Z art. 31 ust. 3 wynika, że ograniczenia korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.

To zaś oznacza nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności. Niedopuszczalne jest przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu ograniczeń, a w szczególności wyznaczania ich zakresu.

Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności, mogą być treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami wyrażonymi w Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności  może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych – co nie miało miejsca.

W tej sytuacji zakazy z rozporządzenia należy uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. Dlatego nie może być ono źródłem obowiązków dla obywateli i podstawą do ukarania za niestosowanie się do nich.

Rozporządzenie z 31 marca 2020 r. wydano w związku z wprowadzeniem stanu epidemii. Jego celem była ochrona zdrowia publicznego, a nie ochrona porządku i spokoju w miejscach publicznych. Już choćby więc z tego powodu art. 54 Kw nie mógł tu mieć zastosowania - skoro jego przedmiotem ochrony jest porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie zdrowie publiczne.

Ponadto w dacie orzekania przez sąd 12 maja 2020 r. rozporządzenie z 31 marca 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące zaś wtedy kolejne rozporządzenie Rady Ministrów z 2 maja 2020 r. nie zakazywało już korzystania z parków. Także z tego powodu  ukaranie obwinionego nie było zatem dopuszczalne.

II.511.64.2021

Rolnik bez odszkodowania od państwa za szkody wyrządzone przez bobry. 38. skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-02-09
  • Rolnik nie mógł zebrać 120 ton siana wskutek podtopienia łąk przez bobry
  • Wystąpił do sądu o odszkodowanie od państwa, które finansowo odpowiada za szkody powodowane przez te zwierzęta
  • Sąd odmówił przyznania mu pieniędzy, gdyż uznał, że nie poniósł straty
  • W ocenie sądu była to tylko „utracona szansa uzyskania zysku”, która nie podlega kompensacji
  • Nie zgadza się z tym Rzecznik Praw Obywatelskich, który złożył  skargę nadzwyczajną na korzyść obywatela

W ocenie RPO doszło do oczywistego uchybienia zasadzie lojalności państwa wobec obywateli. Zobowiązało się ono do ponoszenia w określonych granicach odpowiedzialności za szkody wyrządzane w gospodarstwach rolnych przez zwierzęta objęte ochroną gatunkową.

Gdy jednak powód wystąpił z roszczeniem, które – przynajmniej co do zasady – było uzasadnione, sąd nie tylko odmówił mu ochrony, ale obciążył go kosztami procesu w wysokości sięgającej jednej czwartej pierwotnego żądania pozwu.

Stan faktyczny

Obywatel złożył pozew przeciw Skarbowi Państwa-Regionalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska o zapłatę niemal 30 tys.  zł tytułem szkód w gospodarstwie rolnym, spowodowanych przez bobry. Jego działki to łąki objęte programem rolnośrodowiskowym, zobowiązującym do jednego pokosu traw w roku. Skoszone siano rolnik co roku sprzedaje.

W 2012 r. nie mógł jednak zebrać siana niemal z 30 ha łąk z powodu ich podtopienia  wskutek działalności bobrów. Jak twierdził, utracił ok. 114 ton siana. Żądaną kwotę roszczenia określił na podstawie cen uzyskiwanych za sprzedaż siana.

Podstawą pozwu był art. 126 ust. 1 pkt 5 ustawy z 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody. Stanowi on, że za szkody wyrządzone w gospodarstwie rolnym, leśnym lub rybackim przez bobry odpowiada Skarb Państwa. Według art. 126 ust. 2 ustawy  odpowiedzialność ta „nie obejmuje utraconych korzyści”.

Zasadniczym przedmiotem sporu między stronami procesu było źródło podtopienia działek powoda: działalność bobrów czy niewłaściwe utrzymanie urządzeń melioracyjnych.

Sąd Rejonowy uwzględnił powództwo. Kierując się głównie opinią biegłego sądowego w dziedzinie melioracji, ustalił, że główną przyczyną zalania łąk powoda były jednak tamy wybudowane przez bobry. Dodał, że gdyby rowy były należycie konserwowane, to woda, która zalałaby łąki, „jedynie spłynęłaby trochę szybciej”.

Zarazem sąd wskazał, że szkoda poniesiona przez powoda miała charakter straty, nie zaś utraconych a spodziewanych korzyści. Nie znalazł zatem podstaw do wyłączenia odpowiedzialności Skarbu Państwa.

Sąd Okręgowy zmienił jednak ten wyrok i oddalił powództwo. Odmiennie ocenił bowiem szkodę  powoda. Nie kwestionując jej, uznał, że sprowadzała się ona ani nie do straty, ani nawet do utraty korzyści - ale do „utraconej szansy uzyskania określonego zysku”, która kompensacji nie podlega. Sąd obciążył powoda kosztami sprawy.

Argumenty RPO

Rzecznik zarzucił wyrokowi:

  • oczywistą sprzeczność istotnych ustaleń sądu (niezaistnienia straty po stronie powoda, a jedynie „utraty szansy uzyskania określonego zysku”) z treścią zebranego materiału dowodowego;
  • rażące naruszenie art. 126 ust. 2 ustawy z 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody poprzez jego zastosowanie i oddalenie na jego podstawie powództwa w sytuacji oczywiście wadliwych ustaleń faktycznych.

Wniósł, aby Sąd Najwyższy uchylił wyrok i zwrócił sprawę Sądowi Okręgowemu. Jest to niezbędne dla przywrócenia zaufania powoda do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Z perspektywy obywatela - mimo wynikającej z prawa deklaracji wynagrodzenia szkód i dochowania przez powoda wszystkich wymogów - nie tylko nie uzyskał on należnego odszkodowania. Mógł wręcz odnieść wrażenie, że został „ukarany” za wystąpienie przeciwko państwu na drogę sądową.

Przyczyną oddalenia powództwa było ustalenie przez Sąd Okręgowy, że powód nie poniósł straty, która może podlegać kompensacji na podstawie ustawy.  Rzecznik zarzuca sądowi oczywistą sprzeczność tego ustalenia z materiałem dowodowym. Przyjmuje, że rażące naruszenie art. 126 ust. 2 ustawy, poprzez jego zastosowanie, stanowiło konsekwencję wadliwego ustalenia sądu.

Przyjął on bowiem, że jedyną szkodą, jaką powód poniósł, jest niezrealizowanie umowy, jaką zawarł na sprzedaż siana z przedsiębiorcą produkującym pelet. Tymczasem w świetle materiału dowodowego nie może budzić wątpliwości, że powód poniósł rzeczywistą stratę w postaci – będącego następstwem zalania należącego do niego łąk – zniszczenia około 120 ton zalegającego na nich siana, które przedstawiało określoną wartość pieniężną.

Wbrew twierdzeniu Sądu Okręgowego oznacza to, że doszło do - jak to określił sąd -  „zmniejszenia aktywów” powoda wskutek zdarzenia, za które odpowiada pozwany.

Powód wykazał stratę oraz jej rozmiar. Umowa zawarta przez powoda, a nade wszystko kwoty uzyskiwane przez niego z realizacji poprzednich tożsamych umów, były w toku sprawy przedstawiane wyłącznie dla określenia szacunkowej wartości straty, a nie – jak chce Sąd Okręgowy – wykazania niezrealizowania umowy jako jednej z faktycznych podstaw dochodzonego roszczenia.

Na gruncie tej sprawy znaczenie ma ograniczenie przedmiotowe z art. 126 ust. 2 ustawy, że odpowiedzialność nie obejmuje utraconych korzyści. Dopuszczalność tego rodzaju ograniczenia nie budzi wątpliwości. W orzecznictwie sądów powszechnych akceptuje się z kolei, że kompensacji podlega jedynie szkoda rzeczywista, polegająca np. na zniszczeniu rzeczy, nie zaś spodziewane zyski ze sprzedaży niezebranych plonów.

A w tej sprawie jednoznacznie doszło do „zniszczenia rzeczy”, czyli właśnie skoszonych przez powoda traw -  nie szkody w niezebranych uprawach, czy też jak chce Sąd Okręgowy „utraconej szansy określonego zysku”.

Zaskarżone orzeczenie nie może być uchylone lub zmienione ani w trybie skargi kasacyjnej, ani w trybie skargi o wznowienie postępowania. Skarga nadzwyczajna jest zatem niezbędna dla zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

RPO wysłał skargę Izbie Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

To 38. skarga nadzwyczajna Rzecznika. Od jej wprowadzenia Biuro RPO otrzymało w sumie ponad 8,3 tys. wniosków w takich sprawach – bez zwiększenia budżetu.

V.7202.11.2018

Kara dla obywatela za nieuzasadnione przemieszczanie się - przedmiotem kolejnej kasacji RPO  

Data: 2021-02-09
  • Obywatel został ukarany przez sąd za przemieszczanie się w kwietniu 2020 r. "bez uzasadnionej potrzeby”
  • Zakaz taki wprowadziły kolejne rozporządzenia rządu - wydane bez odpowiedniej podstawy prawnej
  • A zaden przepis nie upoważniał władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się
  • Można było tylko nakazać określony sposób takiego przemieszczania 

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego.

To kolejna kasacja, dzięki której SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Pierwsza taka kasacja dotyczyła kary za pobyt obywatela w parku, a druga - ukarania za niezakrycie ust i nosa i jednoczesne naruszenie zakazu przemieszczania się.

Historia sprawy

Pan Marek został obwiniony o to, że w kwietniu 2020 r. nie zastosował się do zakazu przemieszczania się - przewoził samochodem dwie osoby. Według policji bez uzasadnienia opuścił miejsce zamieszkania w innym celu niż „zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”.

Sąd Rejonowy uznał go za winnego zarzuconego mu wykroczenia wypełniającego dyspozycję art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 Rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Wymierzył mu karę nagany. 

Sąd orzekał w trybie nakazowym (bez wzywania obwinionego, opierając się tylko na materiałach policji). Tryb ten przewidziany jest wyłącznie do spraw nie budzących wątpliwości.  

Obywatel nie złożył sprzeciwu, wyrok uprawomocnił się.

Argumenty RPO

RPO zarzucił wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie art. 54 Kw w związku z § 5 rozporządzenia z 10 kwietnia 2020 r.  -  poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w sytuacji, gdy czyn przypisany obwinionego nie wyczerpywał znamion tego wykroczenia

Według art. 54 Kk, kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany.

Dla odpowiedzialności z art. 54 przepisy muszą zostać wydane z upoważnienia ustawowego. Czyn zakwalifikowany jako wykroczenie odnosi się do rozporządzenia Rady Ministrów z 10 kwietnia 2020 r. Zakazywało ono przemieszczania się osób  na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z kilkoma wyjątkami.

Wydano je na podstawie upoważnienia ustawowego w art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Art. 46b pkt 12 tej ustawy wskazywały, że można ustanowić nakaz określonego sposobu przemieszczania się. W art. 46b pkt 1 poprzez odesłanie do art. 46 ust. 4 pkt 1 wskazano, że możliwe jest czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się.

Żaden z tych przepisów nie upoważniał zatem władzy wykonawczej do wprowadzenia powszechnego zakazu przemieszczenia się. A wprowadzenie generalnego zakazu przemieszczania się jest daleko bardziej idącym uregulowaniem niż nakaz określonego sposobu przemieszczania się. Zakaz uregulowany w rozporządzeniu jest zatem znacznie szerszy niż delegacja ustawowa, która mu na to zezwala.

Nie może zatem odpowiadać za wykroczenie z art. 54 Kw osoba, która naruszyła zakaz przemieszczania z rozporządzenia z 10 kwietnia 2020 r. Przedmiotem ochrony art. 54 Kw jest porządek i spokój w miejscach publicznych oraz zasady zachowania się, zawarte w przepisach wydanych z upoważnienia ustawowego. Wydając rozporządzeniem generalny zakaz przemieszczania, przekroczono zatem delegację ustawową, na której podstawie je wydano.

Zgodnie z art. 92 Konstytucji, rozporządzanie musi być wydane na podstawie wyraźnego szczegółowego upoważnienia w zakresie określonym w upoważnieniu, w granicach tego upoważnienia i nie może być sprzeczne z normami Konstytucji, aktem na podstawie którego zostało wydane i innymi aktami, które regulują materię będącą przedmiotem rozporządzenia.

Naruszenie tych warunków wszystkich razem lub choć jednego z nich powoduje niezgodność rozporządzenia z ustawą. Tym samym nie może być źródłem obowiązku dla obywateli i w konsekwencji podstawą do ukarania za niestosowanie się do tego obowiązku.

Warunkiem formalnym zgodnego z Konstytucją ograniczania praw osobistych jest ograniczanie ich tylko w ustawie. Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, zwłaszcza zgodnie z podstawowymi zasadami Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych -  co nie miało miejsca.

Wynikający z rozporządzenia zakaz przemieszczania osób przebywających na terytorium RP był niezgodny z art. 52, art. 31 i art. 228 Konstytucji.

Konsekwencją tego jest przyjęcie, że zachowanie obwinionego nie stanowi wykroczenia, jak i żadnego innego czynu zabronionego.

Ponadto rozporządzenie zostało wydane w związku z wprowadzeniem stanu epidemii. Celem jego przepisów jest więc ochrona zdrowia i zwalczanie chorób epidemicznych. Przepisy rozporządzenia nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych, skoro przedmiotem ochrony jest zdrowie publiczne, a nie porządek i spokój w miejscach publicznych.

A dodatkowo w dacie orzekania przez sąd rozporządzenie z 10 kwietnia 2020 r. już nie obowiązywało. Zakazu przemieszczania się nie przewidywało zaś obowiązujące w dacie orzekania kolejne rozporządzenie Rady Ministrów z 29 maja 2020 r. Dlatego też również z tego powodu wymierzenie kary nie było możliwe.

RPO wniósł zatem do SN o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie pana Marka od przypisanego mu wykroczenia.

II.511.62.2021

Ukarany grzywną za brak maseczki - SN zbada, czy było to legalne. Rzecznik złożył kasację

Data: 2021-02-08
  • Pan Marek został ukarany grzywną przez sąd za brak maseczki, gdy w kwietniu 2020 r. jechał samochodem - co miało też naruszać zakaz przemieszczania się
  • Tymczasem ograniczenia te wprowadzono rozporządzeniem rządu z naruszeniem Konstytucji i jako takie nie były legalne
  • A ponadto sąd i tak pomylił się, karząc za brak maseczki. Rozporządzenie nie nakazywało bowiem tego osobie, która jechała autem sama
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Marka

To kolejna kasacja RPO, dzięki której SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa. Chodzi o rozporządzenia wydawane bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Karanie na takiej podstawie jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Pierwsza taka kasacja RPO dotyczyła rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (obywatela sąd ukarał za pobyt w parku). Teraz chodzi o kolejne rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. i o ukaranie za niezakrycie ust i nosa oraz naruszenie zakazu przemieszczania się.

Od początku epidemii Adam Bodnar wiele razy wskazywał rządzącym na problem. Występował też do sądów administracyjnych w sprawie kar pieniężnych, nakładanych przez sanepid m.in. za nienoszenie maseczek. Sądy te uchylają kary, wskazując na naruszenie zasad legislacji.

Historia sprawy

Według policji pan Marek naruszył zakaz przemieszczania się w czasie epidemii bez niezbędnej potrzeby - gdy prowadził samochód w kwietniu 2020 r., przy czym nie zastosował się do obowiązku zakrywania ust i nosa.

Został obwiniony o wykroczenie polegające na naruszeniu zakazu, wynikającego z rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Formalnie był to czyn z art. 54 Kodeksu wykroczeń – wykroczenie przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych

Sąd Rejonowy w R. uznał obywatela za winnego. Ukarał go 200 zł grzywny w trybie nakazowym (czyli bez wzywania do sądu, opierając się tylko na dokumentach policji). Tryb ten jest zastrzeżony dla spraw nie budzących żadnych wątpliwości - a nie można uznać, by tu ich nie było.

Sąd przyjął, że czyn wyczerpuje dyspozycję art. 54 Kw w związku z § 5 i § 18 ust 1 pkt 2a rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. 

Wyrok nakazowy uprawomocnił się, bo obywatel nie odwołał się.

Argumenty RPO

Rzecznik zarzuca wyrokowi rażące naruszenie art. 54 Kodeksu wykroczeń w związku z § 5 i § 18 ust 1 pkt 2a rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. Polegało to na niewłaściwym zastosowaniu tych przepisów przez sąd w sytuacji, gdy czyn przypisany panu Markowi nie wyczerpywał znamion  wykroczenia.

Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. wydano w celu wykonania ustawy z 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Celem przepisów rozporządzenia była ochrona zdrowia i realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych. Przepisy te w oczywisty sposób nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 Kw. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia.

Rozporządzenie zakazywało przemieszczania się osób, z wyjątkiem określonych celów. Formalnie rzecz biorąc, obwiniony naruszył ten zakaz. Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za to. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Zakaz przemieszczania się osób na terenie RP wkraczał zaś w materię konstytucyjnej wolności określonej w art. 52 ust 1 Konstytucji. Wolność poruszania się po terytorium RP może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie. W stanie epidemii, nie będącym stanem nadzwyczajnym, obowiązuje jednak konstytucyjny warunek ograniczenia tej wolności, a za taki odpowiedni  akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów.

Nie odsyłało ono do konkretnego przepisu Kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy prawnomaterialnych konsekwencji naruszenia przez niego przepisów. Wykluczone jest zatem pociągnięcie do odpowiedzialności na podstawie art. 54 Kw, osób, które naruszały zakazy rozporządzenia.

Treścią rozporządzenia mogą być tylko takie unormowania, które nie składają się na elementy ograniczające konstytucyjne prawa i wolności. W rozporządzeniu powinny być zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki.

Nakładanie ograniczeń podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami Konstytucji. Jest możliwe tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych – a to nie miało miejsca.

W tej sytuacji zakazy z rozporządzenia należy uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. Nie może ono być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą ukarania za niestosowanie się do nich.

Taki też pogląd w zakresie wymierzania administracyjnych kar pieniężnych prezentuje orzecznictwo sądów administracyjnych  (por. wyroki WSA w Warszawie: z 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1614/20; z 13 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1506/20, VII SA/Wa 1424/20, VII SA/Wa 1635/20, VII SA/Wa 1917/20).

Argumentacja ta odnosi się również do braku maseczki. Rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. w § 18 nakazywało obowiązek zakrywania ust i nosa przy pomocy odzieży, maski lub maseczki podczas przebywania poza miejscem zamieszkania i w środkach transportu.

Nakaz ten ustanowiono na podstawie art. 46 b pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Rząd mógł jednak określić w rozporządzeniu wyłącznie obowiązek stosowania środków profilaktycznych przez osoby chore lub podejrzane o zachorowanie. Dlatego rozporządzenie wydano z przekroczeniem granic upoważnienia ustawowego, co stanowi naruszenie art. 92 ust 1 Konstytucji.

Naruszono też konstytucyjny warunek, że ograniczenie wolności osobistej może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie (por. WSA w Warszawie - wyroki z 26 listopada 2020 r., sygn. akt VII SA/Wa 491/20; z 12 stycznia 2012 r., sygn. akt VII SA/Wa 1545/20; z 14 stycznia 2021 r., sygn. akt VII SA/Wa 1566/20).

Z zeznań świadków nie wynika, aby w aucie pana Marka były jeszcze inne osoby. Obowiązek zakrywania ust i nosa w pojazdach regulował § 18 ust 1 pkt 1 rozporządzenia. Jego § 18 ust 2 wskazywał zaś, że obowiązku tego nie ma, gdy w aucie są: albo jedna osoba, albo jedna osoba co najmniej z jednym dzieckiem, albo też osoby wspólnie mieszkające.

Skoro zatem obwiniony był w samochodzie sam, to w tej sytuacji rozporządzenie nie nakazywało obowiązku zakrywania ust i nosa. Tymczasem sąd błędnie wskazał w kwalifikacji prawnej wykroczenia § 18 ust 1 pkt 2 a (zamiast § 18 ust 1 pkt 1).

Zachowanie obwinionego nie wypełniało zatem znamion wykroczenia z art. 54 Kw.

Ponadto gdy sąd orzekał w sprawie, rozporządzenie z 19 kwietnia 2020 r. już nie obowiązywało. Obowiązujące wtedy rozporządzenie Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. nie przewidywało zaś zakazu przemieszczania się.

Z tych wszystkich powodów RPO wniósł o uchylenie przez SN wyroku nakazowego Sądu Rejonowego i uniewinnienie pana Marka.

II.511.63.2021

Zamknięty w zakładzie psychiatrycznym bez wysłuchania przez sąd. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2021-02-03
  • Sąd umieścił pana Sylwestra w zakładzie psychiatrycznym jako osobę niepoczytalną, która nie może odpowiadać za zarzucane mu przestępstwa 
  • Nie dochował jednak obowiązku wysłuchania go, choć biegli lekarze uznali, że może on stawać przed sądem
  • Sąd powinien był zapewnić jego udział w posiedzeniu, mimo że on sam od tego się uchylał - wskazał RPO, który złożył kasację na korzyść mężczyzny
  • Zgodnie z wnioskiem Rzecznika Sąd Najwyższy zwrócił sprawę sądowi rejonowemu, a pana Sylwestra zwolnił ze szpitala

To kolejna skuteczna interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje o umieszczeniu sprawcy w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego (najczęściej – bezterminowo). Może przy tym dochodzić do różnych nieprawidłowości, jak np. niewysłuchanie podejrzanego przez sąd i oparcie się jedynie na opiniach lekarzy. 

Sąd zamknął podejrzanego w zakładzie, choć go nie przesłuchał 

Tak właśnie było w sprawie pana Sylwestra. Rzecznik wniósł, by SN uchylił decyzję sądu o umieszczeniu go w zakładzie psychiatrycznym. Sprawa powinna wrócić do sądu rejonowego, który ma zapewnić udziału obywatela w swym posiedzeniu. Chodzi bowiem o zasadność stosowania środka bardzo drastycznie ingerującego w wolności obywatelskie - co wymaga wysłuchania danej osoby przez sąd.

Mężczyzna był podejrzany o znieważenie funkcjonariusza  publicznego, stosowanie wobec niego przemocy lub groźby w celu zmuszenia do go zaniechania czynności oraz o znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura wniosła, by sąd umorzył postępowanie karne ze względu na niepoczytalność podejrzanego i umieścił go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

W 2013 r. sąd rejonowy rozpoznał sprawę na posiedzeniu pod nieobecność pana Sylwestra. Nie podjął on bowiem sądowego wezwania (dwukrotnie awizowanego); ponadto odmówił przyjęcia wezwania od policjanta. Na posiedzeniu była zaś obecna jego adwokatka z urzędu.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratora o zastosowanie środka zabezpieczającego. Postanowienie sądu nie zostało zaskarżone i uprawomocniło się.

RPO: sąd ma wysłuchać podejrzanego 

Orzeczenie zapadło z rażącym naruszeniem przepisów postępowania, ponieważ obecność podejrzanego na posiedzeniu była obowiązkowa. Stanowi to tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą, którą sąd musi uwzględnić z mocy prawa.

W myśl art. 354 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego udział podejrzanego w posiedzeniu w sprawie umorzenia postępowania z powodu niepoczytalności sprawcy i zastosowania środka zabezpieczającego jest - co do zasady - obowiązkowy. Nie bierze on udziału jedynie wtedy, gdy z opinii biegłych wynika, że byłoby to niewskazane. Jednakże nawet wówczas sąd może uznać udział podejrzanego za konieczny. 

Tymczasem z opinii sądowo-psychiatrycznej i psychologicznej wynika, że pan Sylwester może brać udział w czynnościach procesowych i stawać przed sądem. Wobec tego sąd rejonowy nie mógł decydować o losie obywatela pod jego nieobecność.

To, że podejrzany sam pozbawił się możliwości uczestniczenia w posiedzeniu, niczego nie zmienia. – Podstawowym obowiązkiem sądu rejonowego było podjęcie działań, które zapewniłyby osobiste uczestnictwo podejrzanego w posiedzeniu – wskazuje RPO. Prawidłowe procedowanie umożliwi bowiem sądowi bezpośrednią styczność z podejrzanym.

Rozstrzygnięcie SN

3 lutego 2021 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej (sygn. akt. IV KK 582/19) uwzględnił kasację, którą poparł także prokurator. Zgodnie z jej wnioskiem SN uchylił decyzję sądu i zwrócił mu sprawę. Jest to równoznaczne ze zwolnieniem pana Sylwestra ze szpitala, skoro upadła prawna podstawa jego tam umieszczenia.

W pisemnym uzasadneniu SN podkreślił, że jak wskazuje się w orzecznictwie Sądu Najwyższego, gdy sąd ma podjąć decyzję o zastosowaniu środka zabezpieczającego, który w sposób dogłębny ingeruje w sferę swobód jednostki, pozbawiając człowieka wolności przez umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym, należy umożliwić mu realizowanie prawa do obrony, w tym poprzez możliwość zaprezentowania własnego stanowiska w sprawie przed organem procesowym rozstrzygającym w tej kwestii.

Odstępstwo zaś od takiego postępowania winno następować wyjątkowo i tylko przy dochowaniu wszelkich wymogów proceduralnych (zob. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 05 kwietnia 2001 r., IV KKN 652/00).

Wobec przytoczonych okoliczności nie ulega wątpliwości, że w realiach niniejszej sprawy sąd, rozstrzygając na posiedzeniu 12 czerwca 2013 r. pod nieobecność podejrzanego, nie stworzył warunków procedowania zapewniających pełne przestrzeganie praw osoby, której postępowanie bezpośrednio dotyczy - pomimo braku przeszkód natury prawnej.

W tym stanie rzeczy wobec zaistnienia bezwzględnej przyczyny odwoławczej określonej w treści art. 439 § 1 pkt 11 k.p.k. zaskarżone orzeczenie Sądu Rejonowego w obrocie prawnym ostać się nie mogło.  Procedując powtórnie, Sąd Rejonowy rozpozna wniosek prokuratora, o jakim mowa w art. 324 § 1 k.p.k., bacząc, aby zostały zachowane gwarancje procesowe podejrzanego. 

II.510.618.2017

Czy karanie za złamanie ograniczeń pandemicznych było legalne - zbada Sąd Najwyższy po kasacji Rzecznika

Data: 2021-02-02
  • Obywatel został ukarany przez sąd w trybie nakazowym za złamanie ograniczeń pandemicznych (przebywał w parku) 
  • Tryb ten jest jednak przeznaczony tylko do najprostszych spraw, które nie budzą żadnych wątpliwości – a wątpliwości były i to niebagatelne
  • Będące podstawą kary rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. należy bowiem uznać za niekonstytucyjne, a w efekcie - za nielegalne
  • Nie można zatem karać za wykroczenie osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy rozporządzenia
  • Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść ukaranego obywatela

Dzięki temu SN będzie mógł się wypowiedzieć co do zasadności karania obywateli za ograniczenia wprowadzone w pierwszym okresie epidemii koronawirusa rozporządzeniami wydanymi bez odpowiednich podstaw ustawowych – przy niewprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. A to jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami ograniczeń praw i wolności.

Od początku epidemii Adam Bodnar wiele razy wskazywał rządzącym na ten problem. Występował też do sądów administracyjnych w sprawie kar pieniężnych, nakładanych przez sanepid za nieprzestrzeganie ograniczeń nakładanych rozporządzeniami. Sądy administracyjne uchylają już takie kary, wskazując m.in. na naruszenie zasad legislacji.

Historia sprawy

W początkach kwietnia 2020 r. obywatel wybrał się do miejskiego parku. Zatrzymał go tam policyjny patrol.

W efekcie został obwiniony o wykroczenie polegające na naruszenie zakazu pobytu w parku, wynikającego z § 17 rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Formalnie był to czyn z art. 54 Kodeksu wykroczeń – wykroczenie przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych.

Innymi zarzutami było:

  • nieokazanie  dokumentu tożsamości (wykroczenie z art. 65 § 2 Kw);
  • niestosowanie się do poleceń policji by opuścił park, czym istotnie utrudniał wykonanie czynności służbowych (art. 65a Kw).

Sąd Rejonowy w Ł. w czerwcu 2020 r., ukarał obywatela w trybie nakazowym (czyli bez wzywania do sądu, opierając się tylko na dokumentach policji). Wymierzył mu 500 zł grzywny. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się.

Argumenty RPO

Sąd Rejonowy uznał za zasadne orzekanie  w postępowaniu nakazowym. Zgodnie z prawem może to nastąpić, jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Tymczasem w całej sprawie były istotne wątpliwości.

Czyn z art. 54 KW przypisany obwinionemu nie wyczerpywał znamion wykroczenia. Dlatego RPO wnosi, by SN go uniewinnił.

Co do pozostałych zarzutów błędem sądu było uznanie, że okoliczności i wina obywatela nie budzą wątpliwości – podczas gdy zarówno wina, jak i okoliczności czynu budziły wątpliwości. Sprawa powinna była zatem trafić na rozprawę w normalnym trybie. W tym wątku RPO wnosi o zwrot sprawy Sądowi Rejonowemu.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. wydano w celu wykonania ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Celem przepisów rozporządzenia była ochrona zdrowia i w realizacja konstytucyjnego obowiązku zwalczania chorób zakaźnych. Przepisy te w oczywisty sposób nie stanowią w związku z tym przepisów porządkowych w rozumieniu art. 54 Kw. W przypadku tych ostatnich przedmiot ochrony stanowi bowiem porządek i spokój w miejscach publicznych, a nie ochrona zdrowia.

Na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wydano rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca. W § 17 ust. 1 stanowiło ono, że od 1 kwietnia 2020 r. do 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się korzystania z pełniących funkcje publiczne i pokrytych roślinnością terenów zieleni, w szczególności: parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także plaż.

Formalnie rzecz biorąc, obwiniony naruszył zakaz przebywania w parku. Rozporządzenie nie zawierało jednak żadnej sankcji za naruszenie zakazu. Tymczasem odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary.

Za taki akt normatywny nie może być uznane rozporządzenie Rady Ministrów. Może ono stanowić m.in. przepisy porządkowe, jednak należy je traktować jedynie jako normy sankcjonowane (zakazy), których naruszenie może prowadzić do odpowiedzialności wynikającej z Kodeksu wykroczeń, o ile w sposób wyraźny i skonkretyzowany dokonano takiego zastrzeżenia w  rozporządzeniu.

Rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. nie odsyłało do konkretnego przepisu Kodeksu wykroczeń i nie określało wobec sprawcy konsekwencji naruszenia przez niego zawartych w nim przepisów.

Przepis § 17 stanowił jedynie, że zakazuje się korzystania z m.in. z parków, bez wskazania, czy i jaka sankcja grozi za złamanie tego zakazu. A w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi wprowadzono 1 kwietnia 2020 r. rozdział 8a. Przewidziano w nim odpowiedzialność administracyjną za niestosowanie się do określonych nakazów, zakazów lub ograniczeń – z karami pieniężnymi.

Dowodzi to, że za niezastosowanie się do obowiązków przewidzianych w rozporządzeniu ustawodawca wprowadził odpowiedzialność wyłącznie administracyjną, a nie wykroczeniową.

Dlatego wykluczone jest pociągnięcie do odpowiedzialności, na podstawie art. 54 Kw., osób, które naruszały m.in. zakaz korzystania z parków ustanowiony na mocy rozporządzenia.

Prawo do przebywania w miejscach publicznych, jakim są m. in. parki miejskie, jako element wolności człowieka oraz prawa poruszania się, jest chronione przez art. 31 ust. 1 i 52 ust. 1 Konstytucji. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika nakaz kompletności unormowania ustawowego, które musi samodzielnie określać wszystkie podstawowe elementy ograniczenia danego prawa i wolności. Niedopuszczalne jest zaś przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych, pozostawiających organom władzy wykonawczej swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń.

Tylko unormowania, które nie stanowią podstawowych elementów składających się na ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności mogą być treścią rozporządzenia. W rozporządzeniu powinny być zatem zamieszczane jedynie przepisy o charakterze technicznym, niemające zasadniczego znaczenia z punktu widzenia praw lub wolności jednostki.

Nakładanie ograniczeń w zakresie podstawowych wolności i praw człowieka i obywatela musi odbywać się na podstawie prawidłowo stanowionego prawa, w szczególności zgodnie z podstawowymi zasadami Konstytucji. Wprowadzenie nakazów i zakazów dotyczących podstawowych praw i wolności obywatelskich może nastąpić tylko w przypadku wprowadzenia jednego z trzech stanów nadzwyczajnych, co nie miało miejsca.

W tej sytuacji zakazy z  rozporządzenia Rady Ministrów należy uznać za niekonstytucyjne, a co za tym idzie - za nielegalne. Nie może ono być źródłem obowiązków dla obywateli i w konsekwencji podstawą ukarania za niestosowanie się do nich.

Ponadto w chwili orzekania nie obowiązywało już rozporządzenie Rady Ministrów z 31 marca 2020 r., lecz kolejne - z 19 czerwca 2020 r. A ono nie przewidywało już zakazu przebywania w parku. Choćby z tego więc powodu, ukaranie obywatela nie było możliwe.

Z tych wszystkich powodów przebywanie obwinionego w parku nie wypełniło znamion wykroczenia z art. 54 Kw, jak i żadnego innego.

Drugie z wykroczeń polegało na odmowie okazania dowodu funkcjonariuszowi i niestosowanie się do polecenia opuszczenia parku.

Po pierwsze, zachowanie obwinionego nie stanowiło wykroczenia a zakaz przebywania w parkach z rozporządzenia ustanowiono niezgodnie z Konstytucją. W tym stanie rzecz pobyt obywatela w parku nie był nielegalny. Żądanie opuszczenia tego publicznego miejsca naruszało zaś wolności chronione konstytucyjnie i zasadnie budziło sprzeciw obywatela.

Sąd powinien był rozważyć, czy odmowa wykonania poleceń funkcjonariuszy była wykroczeniem z art. 65a Kw. Stanowi on, że odpowiedzialności podlega ten, kto nie stosuje się do wydawanych przez poleceń określonego zachowania się. I choć funkcjonariusze  działali w usprawiedliwionym przeświadczeniu o istnieniu skutecznego zakazu przebywania w parkach, to ocenie sądu powinna podlegać kwestia legalności tego przepisu a zatem istnienia rzeczywistej podstawy prawnej do polecenia opuszczenia parku.

Jak wynika z zeznań funkcjonariusza, obwiniony odmówił okazania dowodu osobistego, gdyż czynności te prowadził patrol nieumundurowany. Po przyjeździe patrolu w mundurach okazał on dowód. Zatem również i to budzi wątpliwość co do winy obywatela, który ostatecznie poddał się legitymowaniu.

II.511.836.2020

Zaoczna eksmisja małżeństwa, w tym osoby z niepełnosprawnością i bezrobotnej - bez prawa do lokalu socjalnego. Rzecznik składa skargę nadzwyczajną  

Data: 2021-02-01
  • Sąd orzekł eksmisję pozwanego i jego żony bez zbadania ich złej sytuacji materialnej i zdrowotnej
  • Tymczasem bez postępowania dowodowego nie można orzec eksmisji zaocznie. Sąd musi ustalić sytuację rodzinną, zdrowotną i majątkową pozwanego
  • W efekcie bezrobotnego obywatela z niepełnosprawnością pozbawiono przysługującego mu uprawnienia do lokalu socjalnego
  • Zamiast tego gmina zaoferowała mu jedynie miejsce noclegowe w placówce dla osób bezdomnych

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Postępowanie sądowe przeprowadzono bowiem wadliwie. W efekcie pozwany będący w bardzo trudnej sytuacji zdrowotnej i majątkowej został pozbawiony przysługującej mu z mocy prawa ochrony - uprawnienia do lokalu socjalnego.    

Chodzi zatem o przywrócenie elementarnego ładu prawnego zgodnego z zasadą sprawiedliwości społecznej. Sprawa dotyczy bowiem najbardziej elementarnych praw człowieka. Dotyka poczucia godności, bezpieczeństwa i stabilizacji, jakie zapewnia posiadanie miejsca zamieszkania.

Stan faktyczny sprawy

Na podstawie umowy pozwani byli zobowiązani do zapłaty czynszu oraz opłat za media. Nie były one jednak regularnie wpłacane, a zadłużenie na koncie lokalu narastało.

Wobec zalegania z opłatami za trzy okresy rozliczeniowe, gmina wysłała do pozwanych ostateczne wezwanie do zapłaty. Uprzedziła też o zamiarze wypowiedzenia najmu. Umowa została wypowiedziana w 2014 r.

Pozwanych wezwano do opuszczenia lokalu w 14 dni od otrzymania wezwania, czego ci nie uczynili. W efekcie gmina wniosła do sądu pozew z żądaniem eksmisji.

Sąd wezwał pozwanych do stawiennictwa, pod rygorem pominięcia ich zeznań. Wezwał ich też do wskazania, czy którekolwiek z nich jest m.in. osobą bezrobotną, rencistą albo emerytem spełniającą kryteria do świadczenia z pomocy społecznej, osobą obłożenie chorą, niepełnosprawną, sprawującą opiekę i wspólnie zamieszkałą z osobą niepełnosprawną.

Pozwani nie odbierali jednak przesyłek sądowych i nie brali udziału w postępowaniu sądowym – w ogóle o nim nie wiedzieli. Wszystkie przesyłki pocztowe wróciły do sądu z adnotacją: „Nie odebrano w terminie”. Nie stawili się na rozprawie w 2015 r. 

Sąd wydał w tej sytuacji wyrok zaoczny. Orzekł eksmisję pozwanych, ustalając, że nie przysługuje im uprawnienie do lokalu socjalnego.

Zarzuty skargi RPO

Rzecznik wniósł o uchylenie wyroku w części dotyczącej rozstrzygnięcia o braku uprawnienia do lokalu socjalnego. SN w tym zakresie powinien zwrócić sprawę Sądowi Rejonowemu.

Orzeczeniu zarzucił:

  • rażące naruszenie art. 15 ust. 4 w związku z art. 15 ust. 1 ustawy z 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego. Polegało to  na tym, że wbrew jednoznacznej dyspozycji tego przepisu, sąd przed wydaniem wyroku zaocznego nie przeprowadził obligatoryjnego postępowania dowodowego dla ustalenia sytuacji osobistej i majątkowej pozwanych. W konsekwencji ustalił, że  pozwanemu (osobie z niepełnosprawnością) i jego żonie nie przysługuje uprawnienie do lokalu socjalnego;
  • naruszenie art. 14 ust. 3 w związku z art. 14 ust. 4 ustawy z 21 czerwca 2001 r., polegające na zaniechaniu ustalenia z urzędu, czy pozwani mają prawo do przyznania lokalu socjalnego. Mimo to sąd orzekł, że pozwanemu nie przysługuje takie uprawnienie – choć był osobą z niepełnosprawnością, wobec której sąd miał obowiązek przyznać uprawnienie do lokalu socjalnego.

Ponadto naruszono zasady oraz wolności i praw człowieka:

  • art. 75 ust. 1 Konstytucji i określonego w nim obowiązku przeciwdziałania bezdomności
  • zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji,
  • prawa do sądu, wyrażonego w art. 45 ust. 1 Konstytucji, poprzez zaniechanie przez sąd przed wydaniem wyroku podjęcia z urzędu czynności z zakresu postępowania dowodowego, które sąd miał obowiązek przeprowadzić, aby ustalić czy eksmisja nie dotyczy osób, którym sąd powinien przyznać lokal socjalny.

Uchybienia sądu pozbawiły ochrony przed bezdomnością osobę bezrobotną, legitymującą się orzeczeniem o niepełnosprawności, należącą do grupy szczególnie chronionej prawem przed eksmisją na bruk. Zaniechanie sądu podważyło zaufanie do organów państwa -- skoro prawo to może być odbierane jako iluzoryczne.

Na skutek oczywistych i rażących uchybień sądu doszło do wydania wadliwego, rażąco sprzecznego z prawem wyroku. Godzi on nie tylko w powagę wymiaru sprawiedliwości, ale również w konstytucyjne zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego.

Pozwani nie dysponują żadnym środkiem zaskarżenia umożliwiającym wyeliminowanie wyroku. Nie mogą również uzyskać uprawnienia do lokalu socjalnego.

Skarga nadzwyczajna jest zatem konieczna dla zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawa urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Tylko bowiem dzięki uchyleniu wyroku będzie możliwe przeprowadzenie przez sąd zaniechanego postępowania dowodowego i ustalenie, że pozwanemu służy prawo do lokalu socjalnego. Tym samym pozwani nie zostaną pozbawieni ochrony przed bezdomnością i będzie im zapewnione inne schronienie.

Kierując się uchwałą z 23 stycznia 2020 r. połączonych trzech Izb Sądu Najwyższego, RPO złożył skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN - tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego. Skoro bowiem rozstrzygnięcia sądów wadliwie obsadzonych mogą być w przyszłości kwestionowane, RPO nie chce obarczać uczestników postępowania dodatkowymi problemami prawnymi, związanymi ze statusem Izby Kontroli Nadzwyczajnej.

IV.7214.62.2019

Miał poważny wypadek w pracy bez swej winy – sąd obniżył mu zadośćuczynienie od pracodawcy. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-01-28
  • Pracownik doznał bardzo poważnych obrażeń podczas używania szlifierki kątowej, która uderzyła go w twarz
  • Nie wrócił już do pracy, jest na rencie i nie może samodzielnie funkcjonować. Wystąpił do sądu o zadośćuczynienie od pracodawcy
  • Choć sąd uznał, że powód za wypadek nie odpowiada, to obniżył mu kwotę  zadośćuczynienia
  • Pomniejszył ją bowiem o odszkodowanie przyznane mu przez ZUS za trwały uszczerbek na zdrowiu wskutek wypadku przy pracy

Taka decyzja sądu jest niesprawiedliwa  i zapadła bez odpowiedniej wnikliwości i wrażliwości społecznej – uznał Rzecznik Praw Obywatelskich, który złożył do Sądu Najwyższego skargę nadzwyczajną na korzyść obywatela.

Prawidłowa wykładnia przepisów zastosowanych przez sąd nie daje bowiem podstaw do mechanicznego odejmowania od  zadośćuczynienia kwoty jednorazowego odszkodowania przyznanego przez od ZUS. W najnowszych orzeczeniach sądy w zasadzie jednolicie wykluczają taką możliwość.

Historia sprawy

W 2009 r. obywatel miał wypadek przy pracy podczas używania szlifierki kątowej, która uderzyła go w twarz. Doznał poważnego urazu twarzoczaszki; trafił do szpitala.

Obrażenia, których doznał (m.in. uszkodzenie mózgu), spowodowały znaczne cierpienia fizyczne i psychiczne Nie wrócił już do pracy. Od 2010 r. pobierał rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy. Już stale będzie wymagał leczenia. Nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie.

Według protokołu powypadkowego bezpośrednią przyczyną wypadku była niedostateczna koncentracja uwagi na wykonywanej czynności. Pośrednią przyczyną po stronie pracodawcy była zaś niewłaściwa koordynacja prac zbiorowych -  brak  kierującego robotami.

Ustalono, że uszczerbek na zdrowiu wskutek wypadku wynosi 63%. ZUS przyznał powodowi niemal 40 tys. zł odszkodowania z tego tytułu.

Obywatel wystąpił z roszczeniami uzupełniającymi w postępowaniu cywilnym wobec  byłego pracodawcy. Domagał się 120 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę, skapitalizowanej renty uzupełniającej, renty uzupełniającej na przyszłość oraz zwrotu kosztów leczenia.

Sąd Okręgowy uznał, że przy określaniu wysokości świadczeń uzupełniających należy uwzględnić wysokość świadczeń wypłaconych ZUS. Dlatego zadośćuczynienie uwzględnił do kwoty 89 tys. zł z ustawowymi odsetkami. Sąd zasądził ponadto na rzecz powoda 30 tys. tytułem utraconego zarobku, a także rentę uzupełniającą.

Pracodawca odwołał się. W efekcie Sąd Apelacyjny obniżył przyznane świadczenia: zadośćuczynienie do 81 tys. zł, kwotę z tytułu utraconych zarobków – do 24 tys. zł, a  rentę uzupełniającą – o kwoty należne za poszczególne okresy. Oddalono apelację powoda, w której domagał się wyższych kwot.

Jednocześnie Sąd Apelacyjny uznał - po powołaniu biegłego ds. bezpieczeństwa i higieny pracy - że nie można mówić o przyczynieniu się obywatela do wypadku. Nie przeszedł on bowiem wymaganego instruktażu na tym stanowisku. A na powstanie wypadku  wpłynęły naruszenia przepisów przez pracodawcę.

Zdaniem Sądu Apelacyjnego przyznane zadośćuczynienie jest adekwatne do doznanych przez powoda cierpień fizycznych i psychicznych

Argumentacja RPO

Zaskarżonemu wyrokowi RPO  zarzucił rażące naruszenie prawa materialnego: art. 445 § 1 Kodeksu cywilnego w związku z art. 300 Kodeksu pracy - poprzez jego rażąco błędną wykładnię. Polegało to na przyjęciu, że od kwoty zadośćuczynienia można mechanicznie odjąć kwotę jednorazowego odszkodowania od ZUS za trwały uszczerbek na zdrowiu wskutek wypadku przy pracy. Tymczasem prawidłowa wykładnia przepisów pozwala jedynie na uwzględnienie w niewielkim stopniu kwoty  odszkodowania ZUS przy ustalaniu przez sąd odpowiedniego zadośćuczynienia.

Ponadto Rzecznik zarzucił orzeczeniu naruszenie konstytucyjnych zasad zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego,  wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP. Sąd Apelacyjny dokonał bowiem wykładni art. 445 § 1  k.c. w związku z art. 300 k.p. w sposób dowolny, sprzeczny z utrwalonym orzecznictwem i nie zapewniający powodowi pełnej ochrony jego praw i interesów.

Sąd Apelacyjny podzielił ustalenia Sądu Okręgowego co do rodzaju urazów, których doznał powód, przebiegu jego leczenia, rokowań na przyszłość oraz rozmiaru towarzyszących mu cierpień fizycznych i psychicznych. Ustalił też, że powód w najmniejszym stopniu nie przyczynił się do wypadku (Sąd Okręgowy ustalił to na 20%).

Mimo to Sąd Apelacyjny zmniejszył wysokość zadośćuczynienia. Zdaniem sądu  krzywda powoda została już w znacznej części skompensowana w wyniku wypłacenia mu odszkodowania przez ZUS.

Tymczasem dochodzona przez powoda kwota uwzględniała już to odszkodowanie. Sąd uszczuplił więc zadośćuczynienie należne powodowi, ignorując jego oświadczenie, że przy określaniu wysokości roszczenia uwzględnił już odszkodowanie ZUS. W rezultacie kwota tego odszkodowania została dwukrotnie odjęta od kwoty zadośćuczynienia - przez powoda i Sąd Apelacyjny.

Zdaniem RPO pomniejszenie zadośćuczynienia  o świadczenie od ZUS  jest wadliwe. Prawidłowa wykładnia art. 445 § 1 Kodeksu cywilnego w związku z art. 300 Kodeksu pracy nie daje bowiem podstaw do mechanicznego odejmowania od  zadośćuczynienia kwoty jednorazowego odszkodowania od ZUS.  Zagadnienie to było już przedmiotem orzecznictwa Sądu Najwyższego i sądów powszechnych. Zwłaszcza w najnowszych orzeczeniach sądy w zasadzie jednolicie wykluczają możliwość mechanicznego uszczuplania kwoty zasądzonego zadośćuczynienia o wysokość odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu będący skutkiem wypadku przy pracy.

W efekcie zasądzone zadośćuczynienie nie kompensuje w całości krzywdy powoda. Narusza to jedną z fundamentalnych zasad prawa cywilnego - zasady pełnego odszkodowania. Jej prawidłowa realizacja powinna oznaczać całościowe wynagrodzenie uszczerbku na zdrowiu i doprowadzenie poszkodowanego do takiej sytuacji, jak gdyby wypadku w ogóle nie było.

Zadośćuczynienie powinno być odczuwalne ekonomicznie przez powoda, dostarczyć mu moralnej satysfakcji i poczucia symbolicznego złagodzenia cierpienia. A  w obecnych realiach kwota 120 tys., której się domagał, nie jest wygórowana w stosunku do krzywdy jakiej już doznał i będzie  jeszcze doznawał w przyszłości,

Tymczasem konsekwencje pozbawienia powoda pełnego zadośćuczynienia są dla niego szczególnie dotkliwe. Jego schorzenie będzie postępowało, co mimo młodego wieku (w chwili wypadku miał 34 lata), w zasadzie uniemożliwia mu prowadzenie normalnego, samodzielnego i satysfakcjonującego życia. Wyklucza też podjęcie przez niego pracy. Nie bez znaczenia jest odczuwany przez powoda brak poczucia przydatności społecznej wynikającej z aktywnego życia zawodowego, jak też brak możliwości zarobkowania. 

Wgląd na taką sytuację poszkodowanego wymagał od Sądu Apelacyjnego szczególnej wnikliwości i wrażliwości społecznej przy ustalaniu odpowiedniego zadośćuczynienia. Zdaniem Rzecznika, tej wnikliwości  zabrakło.

Rzecznik wnosi do SN o uchylenie wyroku Sądu Apelacyjnego w zaskarżonej części i przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

Kierując się uchwałą z 23 stycznia 2020 r. połączonych trzech Izb Sądu Najwyższego, RPO złożył skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN - tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego. Skoro bowiem rozstrzygnięcia sądów wadliwie obsadzonych mogą być w przyszłości kwestionowane, RPO nie chce obarczać uczestnika postępowania dodatkowymi problemami prawnymi, związanymi ze statusem Izby Kontroli Nadzwyczajnej.

IV.511.123.2018

Niezgodnie z prawem stracili dzierżawę ziemi – w efekcie musieli sprzedać swe krowy. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-01-26
  • Sąd uwzględnił żądanie Agencji Nieruchomości Rolnych o wydanie części ziem dzierżawionych przez pozwanych – w efekcie musieli oni sprzedać swe krowy, dla których nie mieli już paszy
  • Umowy dzierżawy zostały częściowo wypowiedziane, ale klauzule umowne, na które powołała się ANR, były nieważne z mocy prawa
  • Jeśli bowiem czas dzierżawy jest oznaczony, to jej wypowiedzenie może nastąpić tylko w przypadkach wyraźnie określonych w umowie
  • A prawo zakazuje wypowiadania umów dzierżawy zawartych na czas oznaczony - gdy decyzja o wypowiedzeniu ma być pozostawiona tylko swobodnemu uznaniu samych stron lub strony umowy
  • Tymczasem umowy zawarte przez ANR i pozwanych na czas oznaczony nie określały, w jakich przypadkach można je wypowiedzieć

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego na korzyść dzierżawców. Wniósł o stwierdzenie przez SN, że zaskarżony wyrok został wydany z naruszeniem prawa.

To zaś umożliwiłoby pozwanym dochodzenie odszkodowania od Skarbu Państwa. Sąd zobowiązał ich bowiem do wydania gruntów, które według nich stanowiły bazę paszową dla hodowli bydła. W efekcie nie mogli kontynuować działalności rolniczej i zostali zmuszeni do sprzedaży stada. Tym samym utracili wszelkie dotychczasowe dochody związane z hodowlą, w tym m.in. sprzedaż mleka i sprzedaż cieląt.

Stan faktyczny sprawy

ANR zażądała wydania nieruchomości, które wchodziły w skład Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa i były wydzierżawiane pozwanym na podstawie dwóch umów dzierżawy.

Zawarto je na czas określony 10 lat, z możliwością przedłużenia. W umowach zawarto klauzulę, która umożliwiała wyłączenie spod dzierżawy gruntów o łącznej powierzchni nie większej niż 20% całości. Umowa nie określała jednak, w jakich przypadkach wyłączenie to może nastąpić.

Na podstawie tej klauzuli ANR wypowiedział umowy dzierżawy w części. Następnie skierował do sądu pozew o wydanie tej nieruchomości.

W 2015 r. sądy obu instancji uznały, że wypowiadając umowy dzierżawy, ANR działała w ramach swoich uprawnień. Dlatego nakazały pozwanym wydanie nieruchomości.

W 2017 r. pozwani złożyli do Sądu Najwyższego skargę  o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia. Jako szkodę wskazali utratę bazy paszowej, co uniemożliwiło im kontynuowanie hodowli bydła. Po wykonaniu zaskarżonego wyroku musieli je sprzedać ze względów ekonomicznych, wobec czego utracili przychody z produkcji mleka krowiego oraz płatności bezpośrednich.

Postanowieniem z 25 września 2020 r. skarga została przez SN odrzucona z uwagi na jej subsydiarny charakter wobec innych nadzwyczajnych środków zaskarżenia, w tym również wobec skargi nadzwyczajnej.

W związku z tym RPO Adam Bodnar postanowił skierować skargę nadzwyczajną.

Zarzuty skargi RPO

 Rzecznik podniósł zarzuty rażącego naruszenia prawa:

  • art. 222 § 1 Kodeksu cywilnego porzez jego niewłaściwe zastosowanie i nakazanie pozwanym wydania nieruchomości - mimo że przysługiwało im skuteczne uprawnienie do władania nieruchomością, wynikające ze stosunku dzierżawy;
  • art. 673 § 3 k.c. w związku z art. 694 k.c. oraz art. 58 § 3 k.c. i art. 3531 k.c. poprzez ich niezastosowanie - mimo że zamieszczenie w umowie dzierżawy, zawartej na czas oznaczony, klauzuli uprawniającej do jej wypowiedzenia, bez określenia wypadków, w jakich wypowiedzenie może nastąpić, pozostaje w sprzeczności z normami o charakterze bezwzględnie obowiązującym: art. 673 § 3 w związku z art. 694 k.c., a także z naturą tego stosunku zobowiązaniowego i tym samym jest nieważne z mocy prawa.

Ponadto RPO podniósł zarzuty dotyczące naruszenia praw i zasad konstytucyjnych:

  • zasady zaufania do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji - gdyż rozstrzygnięcie sądowe wydane z pominięciem norm o charakterze  bezwzględnie obowiązującym oraz nieuwzględniające natury stosunku prawnego łączącego strony procesu, podważa zaufanie do stanu prawnego, jaki wynika z prawomocnego orzeczenia sądowego, a tym samym zaufanie do państwa oraz godzi w bezpieczeństwo prawne;
  • praw majątkowych chronionych w art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji - ponieważ w wyniku stwierdzonych uchybień pozwani zostali pozbawieni uprawnień wynikających z umów dzierżawy do władania nieruchomościami rolnymi i gospodarczego korzystania z nich, A  utrata spornych nieruchomości uniemożliwiła im kontynuowanie prowadzenia produkcji rolnej, co doprowadziło do pogorszenia ich sytuacji majątkowej.

Następcą prawnym ANR jest Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

Kierując się uchwałą z 23 stycznia 2020 r. połączonych trzech Izb Sądu Najwyższego, RPO złożył skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN - tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego. Skoro bowiem rozstrzygnięcia sądów wadliwie obsadzonych mogą być w przyszłości kwestionowane, RPO nie chce obarczać uczestników postępowania dodatkowymi problemami prawnymi, związanymi ze statusem Izby Kontroli Nadzwyczajnej.

IV.511.320.2020

Chciał odrzucenia spadku obciążonego długami - sąd faktycznie mu to uniemożliwił. Skarga nadzwyczajna Rzecznika na korzyść obywatela [SKARGA UWZGLĘDNIONA]

Data: 2021-05-26, 2021-01-25
  • Syn zmarłego został przez sąd uznany za spadkobiercę - mimo że nie chciał dziedziczyć spadku obciążonego długami
  • Choć sąd dostał jego pismo o odrzuceniu spadku, nie zdołał go rozpatrzyć przed upływem półrocznego terminu, jaki spadkobierca ma na taką decyzję
  • Aby dochować tego terminu, wystarczy samo złożenie, przed jego upływem, wniosku do sądu o odrzucenie spadku – podkreśla RPO
  • Tymczasem komornik egzekwuje już dług, który spadkobierca chciał odrzucić
  • AKTUALIZACJA: 26 maja 2021 r. SN uwzglednił skargę nadzwyczajną RPO (sygn. akt I NSNc 76/21)

W obronie praw skarżącego Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Jest to konieczne dla zapewnienia zgodności z zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Stan faktyczny sprawy

Zgodnie z art. 1015 § 1 Kodeksu cywilnego spadkobierca może odrzucić spadek w ciągu 6 miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o tytule do dziedziczenia (śmierci spadkodawcy). Taki spadkobierca zostaje wyłączony od dziedziczenia, tak jakby nie dożył otwarcia spadku.

Przed upływem tego terminu syn zmarłego złożył w Sądzie Rejonowym pismo z oświadczeniem, że odrzuca obciążony długiem spadek po ojcu. Sąd podkreślił, że oświadczenie o odrzuceniu spadku w formie pisemnej zwykłej nie wywołuje skutków prawnych. Dlatego oddalił wniosek syna.

Odwołał się on do Sądu Okręgowego, który zwrócił sprawę Sądowi Rejonowemu. Według II instancji Sąd Rejonowy słusznie potraktował jednak wniosek syna nie jako oświadczenie o odrzuceniu spadku, lecz jako wniosek o przyjęcie takiego oświadczenia w formie ustnej do protokołu.

Sąd Rejonowy wyznaczył zatem termin rozprawy, by odebrać od syna jego ustne oświadczenie – ale  nastąpiło to już po półrocznym  terminie. Jeden z wierzycieli zmarłego ojca wystąpił zaś do sądu o stwierdzenie, że spadek po dłużniku nabyli obaj jego synowie. A Sąd Rejonowy stwierdził właśnie, że spadek na podstawie ustawy dzielą obaj synowie po połowie.

Sąd Okręgowy oddalił apelację syna, który nie chciał dziedziczyć. Uzasadnił, że złożył on oświadczenie o odrzuceniu spadku po terminie – a przywrócić go nie można (to tzw. termin zawity).  

Zarzuty skargi RPO

Rzecznik zaskarżył postanowienie sądu II instancji. Wniósł, by SN uznał za spadkobiercę dziedziczącego spadek jedynie drugiego syna, który nie złożył oświadczenia o odrzuceniu spadku.

Orzeczeniu RPO zarzucił:

  • rażące naruszenie prawa materialnego, art. 1015 § 1 Kodeksu cywilnego poprzez błędne uznanie, że syn uchybił terminowi do złożenia oświadczenia woli o odrzuceniu spadku po ojcu - mimo że wniosek o przyjęcie oświadczenia spadkowego zawierający wolę odrzucenia spadku złożył przed upływem 6-miesięcznego terminu od daty śmierci spadkodawcy;
  • rażące naruszenie prawa materialnego, art. 1020 Kc poprzez jego niezastosowanie i przyjęcie, że syn dziedziczy spadek - mimo złożenia  oświadczenia o odrzuceniu spadku z zachowaniem terminu z art. 1015 § 1 Kc;

Odrzucający spadek spadkobierca, który działał w  zaufaniu do prawa, nie miał żadnego wpływu na termin wyznaczenia przez Sąd Rejonowy posiedzenia w celu odebrania od niego oświadczenia. Nie można mu zatem zarzucić braku dbałości i należytej troski o swoje sprawy. Dlatego sąd nie powinien przerzucać na niego odpowiedzialności za upływ terminu z art. 1015 § 1 Kc.

A zaskarżone postanowienie doprowadziło do niekorzystnych skutków w sferze majątkowych interesów spadkobiercy. Z jego majątku na wniosek wierzyciela zmarłego prowadzona jest egzekucja z nieruchomości. To rażące naruszenie prawa syna zmarłego do własności i do ochrony przed spadkiem, którego przyjąć nie chciał - czemu dał wyraz.

Rzecznik podkreśla, że w orzecznictwie prezentowane jest stanowisko, że dla dochowania terminu z art. 1015 § 1 Kc wystarczające jest złożenie do sądu - przed jego upływem - wniosku o przyjęcie oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, choćby do złożenia samego oświadczenia w toku postępowania doszło już po upływie 6-miesięcznego terminu.

Według SN odmienny pogląd byłby zbyt rygorystyczny i szczególnie dotkliwy  w skutkach, skoro pociągałby za sobą nieograniczoną odpowiedzialność za długi spadkowe nawet tych spadkobierców, którzy w sposób niewątpliwy w ustawowym terminie dali sądowi wyraz swej woli.

Dlatego o zachowaniu terminu winno rozstrzygać wyłącznie wniesienie do sądu przed upływem terminu wniosku z żądaniem odebrania oświadczenia. Spadkobierca jedynie na to ma wpływ. To zaś, kiedy dojdzie do odebrania oświadczenia, zależy  już od sądu. Wobec tego chwila odebrania oświadczenia przez sąd nie powinna mieć wpływu na zachowanie terminu.

Rzecznik zarzucił zaskarżonemu postanowieniu naruszenie:

  • konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji - z uwagi na pozbawienie syna prawa do odrzucenia spadku po zmarłym ojcu, choć nie można zarzucić mu braku dbałości o swe interesy majątkowe;
  • zakazu tworzenia uprawnień pozornych, wywodzonego z art. 2 Konstytucji  -  ponieważ pominięcie przez sąd okoliczności związanych z postępowaniem przed sądem, którego przeprowadzenie było konieczne w celu odebrania  oświadczenia o odrzuceniu spadku, doprowadziło do swoistej pułapki, co pozbawiło spadkobiercę procedury gwarantującej urzeczywistnienie jego prawa do odrzucenia spadku i uczyniło to prawo pozornym;
  • praw majątkowych chronionych w art. 64 ust. 1 Konstytucji - ponieważ stwierdzenie nabycia spadku po zmarłym prowadzi do niekorzystnych skutków w sferze praw majątkowych syna z uwagi na obciążenie jego majątku długami spadkowym w sytuacji braku woli spadkobrania:
  • zasady równego traktowania własności, innych praw majątkowych i prawa dziedziczenia, określonej w art. 64 ust. 2 Konstytucji - ponieważ pozbawienie spadkobiercy prawa do odrzucenia spadku było konsekwencją wyznaczenia przez sąd terminu rozprawy celem odebrania od spadkobiercy oświadczenia spadkowego po upływie terminu z art. 1015 § 1 k.c., a zatem niedotrzymanie tego terminu nastąpiło z przyczyn niezależnych od wnioskodawcy. Przyjęcie przez sąd, że zarówno wniosek o odebranie oświadczenia spadkowego, jak i samo oświadczenie musi zostać złożone przed upływem terminu z art. 1015 § 1 Kc prowadzi do nieuzasadnionego skrócenia tego terminu. Zmusza spadkobierców do brania w rachubę ewentualnych niezależnych od nich przeszkód w przyjęciu oświadczenia.

Zaskarżone postanowienie nie może zostać uchylone ani też zmienione w innym trybie. Sytuację może naprawić tylko skarga nadzwyczajna.

Tak jak wszystkie ostatnio składane skargi nadzwyczajne dotyczące prawa cywilnego Rzecznik wysłał ją Izbie Cywilnej SN. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

IV.511.423.2020

Nie mieszkał z rodzicami, ale sąd obciążył go ich długami. Kolejna skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-01-20
  • Obywatel został obciążony przez sąd długami mieszkaniowymi rodziców, choć z nimi nie mieszkał, gdy one powstawały
  • Wobec niemożności ściągnięcia długu od pozostałych dłużników, egzekucja objęła tylko jego
  • Pogorszyło to i tak niełatwą sytuację bytową jego i jego rodziny, w tym czworga dzieci

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. Za zapłatę czynszu i innych opłat odpowiadają bowiem solidarnie z najemcą stale mieszkające z nim osoby pełnoletnie.  

Stan faktyczny sprawy

Najemcy mieszkania komunalnego od 2008 r. nieregularnie uiszczali czynsz oraz opłaty. W 2013 r., gdy zaległość sięgała kilkunastu tys. zł, gmina wytoczyła im proces o zapłatę.

Sąd Rejonowy na posiedzeniu niejawnym wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Zasądził solidarnie od pozwanych - najemcy i członków jego rodziny mieszkających wraz z nim – na rzecz gminy w sumie ponad 20 tys.zł.

Jeden z synów najemcy, obciążony obowiązkiem zapłaty długu, wniósł sprzeciw od nakazu. Argumentował, że nie wiedział o zaległościach czynszowych, gdyż od 2007 r. nie mieszkał już z rodzicami.

Dołączył dokumenty potwierdzające, że w tym okresie zawarł umowę najmu innego mieszkania. Mieszkał w nim z żoną i czwórką dzieci. Był zameldowany tam na pobyt czasowy i otrzymywał od gminy dodatek mieszkaniowy.

Z powodu nieuzupełnienia braków formalnych pisma Sąd Rejonowy odrzucił jego sprzeciw. Dlatego zasadność żądania gminy wobec obywatela nie została poddana merytorycznej ocenie sądu. Nakaz zapłaty stał się prawomocny.

Komornik wszczął postepowanie w celu wyegzekwowania długu z jego majątku. Wobec bezskuteczności egzekucji wobec pozostałych dłużników – z  braku składników majątkowych jej podlegających - gmina dochodzi zapłaty  wyłącznie od pozwanego syna.

Podejmowane przez obywatela próby porozumienia z gminą w celu umorzenia postępowania egzekucyjnego nie dały skutku. A sytuacja materialna rodziny jest zła. On ma rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy, a jego żona ma rentę socjalną.

Zarzuty skargi RPO

Rzecznik  zaskarżył nakaz zapłaty w zakresie odnoszącym się do pozwanego syna.  Wniósł, by SN oddalił powództwo wobec niego.

Orzeczeniu zarzucił:

  • rażące naruszenie prawa materialnego, tj. art. 6881 § 2 w związku z art. 6881 § 1 Kodeksu cywilnego poprzez jego niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, że pozwany odpowiada solidarnie wraz z najemcą lokalu mieszkalnego za zapłatę czynszu i innych opłat, mimo jego niezamieszkiwania w tym lokalu;
  • naruszenie zasad oraz wolności i praw człowieka i obywatela: konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji, oraz chronionego w ramach art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji prawa do sądowej ochrony własności i praw majątkowych pozwanego - z powodu wydania nakazu zapłaty wobec pozwanego.

Można mieć wątpliwości, czy dokumenty gminy wystarczały do wydania nakazu zapłaty także w stosunku do innych osób niż najemca,  w tym zwłaszcza syna. Do pozwu nie dołączono bowiem ani zaświadczenia o zameldowaniu go w lokalu, ani dowodu, że wezwanie do zapłaty skierowano także do niego.  

W efekcie - wbrew art. 6881 § 2 w związku z art. 6881 § 1 Kodeksu cywilnego -  obciążono go  zapłatą należności, do których w ogóle nie był zobowiązany w świetle prawa. Za zapłatę czynszu i innych opłat odpowiadają bowiem solidarnie z najemcą stale zamieszkujące z nim osoby pełnoletnie. 

Naruszona została zatem zasada zaufania obywatela do państwa, a w szczególności bezpieczeństwo prawne pozwanego. Wydanie nakazu zapłaty  musi być ocenione jako naruszające gwarantowaną w art. 64 Konstytucji ochronę własności i praw majątkowych pozwanego.

Taki nakaz zapłaty stanowi przykład orzeczenia rażąco niesprawiedliwego, łamiącego elementarne standardy demokratycznego państwa prawnego, co przemawia za odstąpieniem w tym wypadku od zasady stabilności prawomocnych orzeczeń sądowych. Nie można bowiem bronić stabilności orzeczenia nakazującego spełnienie świadczenia bez uzasadnionej podstawy prawnej. 

Majątek pozwanego został uszczuplony w wyniku egzekucji komorniczej na podstawie zaskarżonego nakazu zapłaty, co wpływa na obniżenie warunków bytowych jego i jego rodziny.

Pozwany nie dysponuje obecnie żadnym środkiem zaskarżenia umożliwiającym wyeliminowanie nakazu zapłaty. Jedynym rozwiązaniem jest skarga nadzwyczajna.

Rzecznik wysłał skargę Izbie Cywilnej SN (jak wszystkie ostatnio składane skargi nadzwyczajne dotyczące prawa cywilnego). Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byłyby bowiem nieważne.

IV.511.294.2020

Znieważyła policjanta - ma trafić do zakładu zamkniętego. RPO składa kasację i wniosek o wstrzymanie tego skierowania. EDIT: Kasacja uwzględniona

Data: 2021-01-18
  • Kobieta, która znieważyła policjanta, ma jako osoba niepoczytalna trafić do zamkniętego szpitala psychiatrycznego  
  • Sąd może tam skierować kogoś tylko wtedy, gdy dany czyn miał znaczną szkodliwość społeczną – a w tej sprawie sąd tego nie ustalił  
  • Trudno zaś uznać, że „znaczną szkodliwością” cechuje się przestępstwo, za które grozi do roku więzienia
  • RPO składa kasację do Sądu Najwyższego na korzyść kobiety i zarazem wnosi o wstrzymanie decyzji o jej zamknięciu w szpitalu 

To kolejna interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie osób, które weszły w konflikt z prawem, a z powodu niepełnosprawności umysłowej lub faktu, że chorują psychicznie, są uznawane za niepoczytalne. Wtedy sąd umarza postępowanie karne i decyduje, czy umieścić sprawcę w zakładzie psychiatrycznym w ramach tzw. środka zabezpieczającego (najczęściej – bezterminowo). Może przy tym dochodzić do różnych nieprawidłowości.

W ten sposób za stosunkowo drobne przestępstwa można trafić do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby ktoś za swój czyn trafił do więzienia). Takie sprawy były już przedmiotem skutecznych kasacji RPO. Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów spędził 11 lat w szpitalu. W innych interwencjach chodziło o  kradzież 7 paczek kawy lub używanego roweru.

Historia sprawy

Kobiecie, która jest prawniczką, zarzucono, że znieważyła policjanta podczas i w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych. Za takie przestępstwo grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności.

Początkowo została ona wyrokiem nakazowym ukarana grzywną 2 tys. zł. Wyrok ten utracił jednak moc, gdyż policjant wniósł sprzeciw.

Po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Rejonowy umorzył postępowanie przeciw oskarżonej. Ustalił bowiem, że jest ona niepoczytalna z powodu choroby psychicznej. Orzekł umieszczenie jej w zakładzie psychiatrycznym – co jest najbardziej dolegliwym środkiem zabezpieczającym.  

Obrońca z urzędu zaskarżył tę decyzję jako niezasadną. Za ewentualnie możliwe uznał orzeczenie wobec niej środka mniej dolegliwego - terapii z udziałem psychologa i psychiatry w systemie wolnościowym. Chce ona bowiem kontynuować karierę zawodową oraz założyć rodzinę.

Sąd Okręgowy utrzymał w mocy postanowienie I instancji.

Argumentacja RPO

Rzecznik zarzucił Sądowi Okręgowemu rażące naruszenie prawa procesowego. Polegało to na utrzymaniu w mocy rażąco niesprawiedliwego orzeczenia sądu I instancji, które zapadło z oczywistym naruszeniem prawa karnego materialnego. Skierował on bowiem oskarżaną do zakładu psychiatrycznego mimo braku ustalenia, że jej czyn cechował się znaczną społeczną szkodliwością

Umieszczenie kogoś w zakładzie psychiatrycznym na podstawie Kodeksu karnego jest bardzo daleko idącą ingerencją w wolność osobistą. Do jej orzeczenia - w odróżnieniu od przymusowej internacji, stosowanej na podstawie  ustawy o ochronie zdrowia psychicznego - sąd nie musi ustalić, że dana osoba z powodu choroby zagraża własnemu życiu lub zdrowiu innych osób.

Zgodnie z prawem sąd orzeka pobyt w zakładzie psychiatrycznym sprawcy, wobec którego umorzono postępowanie z uwagi na jego niepoczytalność, jeśli jest wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym.

Tymczasem sąd w ogóle nie ustalił, aby czyn kobiety cechował się znaczną społeczną szkodliwością. Ograniczył się do stwierdzenia, że wyczerpała ona znamiona zarzuconego jej występku. Pośrednio ustalił zatem, że stopień  społecznej szkodliwości był wyższy niż znikomy. To zaś uniemożliwiało zastosowanie środka zabezpieczającego.

Sąd Okręgowy był zatem zobowiązany zmienić to rozstrzygnięcie z urzędu.

Zażalenie obrońcy (kwestionujące orzeczenie pobytu w zakładzie) nie pozwalało na przyjęcie, że brak ustalenia znacznej społecznej szkodliwości czynu był przeszkodą do zastosowania tego środka. Sąd odwoławczy powinien był jednak wyjść poza apelację obrony, skoro orzeczenie  było rażąco niesprawiedliwe z innych powodów niż wskazane przez obrońcę.

Rzecznik wnosi, by SN uchylił decyzję Sądu Okręgowego i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania w celu zamiany pobytu w zakładzie zamkniętym na łagodniejszy środek zabezpieczający.

Zarazem RPO złożył do SN wniosek o wstrzymanie umieszczenia kobiety w zakładzie do czasu rozpoznania kasacji. W każdej chwili mogą bowiem być podjęte czynności  w celu wykonania tego prawomocnego orzeczenia.

Rozstrzygnięcie SN  (aktualizacja 1 marca 2021 r.)

24 lutego 2021 r.  Sąd Najwyższy uwzględnił kasację. Uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Kasacja jest zasadna w stopniu oczywistym, stąd jej rozpoznanie i uwzględnienie na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 k.p.k.

Zgodnie z art. 93g § 1 k.k. sąd orzeka pobyt w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym wobec sprawcy, co do którego umorzono postępowanie o czyn zabroniony popełniony w stanie niepoczytalności określonej w art. 31 § 1 k.k., jeżeli istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym.

O dopuszczalności zastosowania tego środka zabezpieczającego przesądza więc nie tylko samo wysokie prawdopodobieństwo popełnienia ponownego czynu zabronionego o znacznej szkodliwości społecznej, oparte o przesłanki medyczne, ale także znaczna społeczna szkodliwość takiego czynu, odnoszona do czynu zarzucanego sprawcy.

W orzecznictwie i piśmiennictwie zgodnie przyjmuje się bowiem, że użyte w art. 93b § 1 zd. drugie k.k. określenie „ponownie” oznacza, iż znacznym stopniem społecznej szkodliwości powinny charakteryzować się zarówno prognozowany czyn zabroniony, jak też czyn zabroniony już popełniony.

Tymczasem, jak trafnie zauważa skarżący, Sąd I instancji ani w sentencji orzeczenia, ani w jego części motywacyjnej nie zawarł jakichkolwiek stwierdzeń, które dawałyby podstawę do uznania, iż przyjął znaczną społeczną szkodliwość występku zarzucanego podejrzanej, albo w świetle których obiektywnie istniałyby podstawy do takiej oceny.

Orzeczenie to w istocie nie zawiera żadnych rozważań dotyczących strony przedmiotowej i podmiotowej czynu będącego przedmiotem postępowania. Takich ustaleń i ocen nie może też, co oczywiste, zastąpić przytoczenie przez Sąd Rejonowy w uzasadnieniu postanowienia treści przepisu art. 93g § 1 k.k.

Podkreślenia wymaga, że społeczna szkodliwość czynu to materialny element każdego czynu zabronionego przez ustawę karną, który decyduje o tym, czy taki czyn jest przestępstwem (art. 1 § 2 k.k.). W przepisie art. 115 § 2 k.k. ustawodawca wskazał, jakie elementy powinny być brane pod uwagę przy dokonywaniu oceny stopnia społecznej szkodliwości każdego czynu zabronionego.

Oceny takiej należy dokonywać indywidualnie, w odniesieniu do każdego czynu wyczerpującego znamiona określone w ustawie karnej, zarówno w kontekście ustalenia, czy czyn taki jest społecznie szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomy (art. 1 § 2 k.k.), jak i wtedy, gdy ustawa karna wiąże określone skutki z popełnieniem czynu o określonym stopniu społecznej szkodliwości, np. art. 93b § 1 k.k. (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 21 lutego 2019 r., V KK 54/18).

W świetle powyższego nie ma wątpliwości, że kontrolowane przez Sąd Okręgowy postanowienie o zastosowaniu środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym zapadło z rażącym naruszeniem art. 93g § 1 k.k.

Wprawdzie obrońca podejrzanej nie dostrzegł tego uchybienia, a w każdym razie nie podniósł go w zażaleniu, nie zwalniało to jednak Sądu odwoławczego od oceny tej zaszłości. W zaistniałej sytuacji procesowej konieczne było wyjście poza granice rozpoznawanego środka odwoławczego (art. 433 § 1 k.p.k.), w celu dokonania oceny kontrolowanego postanowienia przez pryzmat przesłanek z art. 440 k.p.k., a w szczególności, czy utrzymanie w mocy zaskarżonego postanowienia nie byłoby rażąco niesprawiedliwe.

Przepis art. 440 k.p.k. znajduje bowiem zastosowanie, gdy zaskarżone orzeczenie dotknięte jest niepodniesionymi w zwykłym środku odwoławczym uchybieniami mieszczącymi się w każdej z tzw. względnych przyczyn odwoławczych, o ile ich waga i charakter są takie, że czynią orzeczenie niesprawiedliwym i to w stopniu rażącym.

I właśnie taka sytuacja miała miejsce w niniejszej sprawie, jako że brak ustaleń co do znacznej społecznej szkodliwości czynu zarzucanego podejrzanej, uniemożliwiał zastosowanie wobec niej środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Utrzymanie w mocy takiego orzeczenia było więc rażąco niesprawiedliwe w rozumieniu art. 440 k.p.k.

Dlatego konieczne było uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. W jego toku Sąd ten - mając na względzie powyższe uwagi i wskazania - powinien dokonać oceny, czy spełnione zostały przesłanki zastosowania izolacyjnego środka zabezpieczającego, o których mowa w art. 93b § 1 k.k., w  kontekście proporcjonalności stosowanego środka do wagi popełnionego czynu, a przede wszystkim, czy zarzucany podejrzanej czyn cechował się znaczną społeczną szkodliwością, a jeśli tak, to wskazać elementy prowadzące do takiego właśnie wniosku.

II.510.287.2020

Po kasacji Rzecznika sprawa ekstradycji Chińczyka z obywatelstwem Szwecji wraca do sądu

Data: 2021-01-15
  • Po kasacji RPO Sąd Najwyższy nakazał ponowne zbadanie, czy obywatel Szwecji chińskiego pochodzenia może być wydany Chinom, gdzie jest podejrzany o oszustwo
  • Obrona podkreślała, że Z.L. aktywnie działał w Szwecji we wspólnocie Falun Gong, zwalczanej w Chińskiej Republice Ludowej
  • A w przypadku wydania grozi mu nawet kara dożywocia oraz ryzyko tortur i innego nieludzkiego traktowania - według SN tych okoliczności sądy dogłębnie nie przeanalizowały
  • Dla dopuszczalności ekstradycji nie jest też obojętne, że w ChRL obowiązuje odpowiedzialność karna za przynależność do ruchu o charakterze filozoficzno-religijnym - podkreślił SN

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich sąd naruszył przepisy, stwierdzając dopuszczalność prawną ekstradycji Z.L. W ChRL grozi mu kara dożywotniego więzienia, a sąd nie zbadał należycie, czy miałby on możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Brak takiej możliwości naruszałby bowiem art. 3 europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zgodnie z nim nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka takim traktowaniem jest m.in. pozbawienie wszelkich nadziei na wyjście na wolność skazanych na dożywocie.

Zgodnie zaś z polskim Kodeksem postępowania karnego ekstradycja jest niemożliwa m.in. wobec uzasadnionej  obawy, że w państwie żądającym wydania danej osoby może dojść do naruszenia jej wolności i praw. 

Historia sprawy

Obywatel Szwecji Z. L. został zatrzymany i aresztowany w Polsce na podstawie chińskiego wpisu do bazy danych Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnej. Chiny ścigają go za czyn będący odpowiednikiem polskiego występku z art. 286 § 1 Kk w zbiegu z art.  270 § 1 Kk w związku z art. 294 § 1 Kk.

W kwietniu 2019 r. Prokuratura Okręgowa przedstawiła wniosek Chińskiej Republiki Ludowej o ekstradycję zatrzymanego.

W maju 2020 r. Sąd Okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność przekazania Z. L. Chinom.

Jego adwokat odwołał się. Zarzucił sądowi przyjęcie, że Z. L. jedynie sympatyzował z Falun Gong, podczas gdy dowody wskazują na jego aktywny udział w tej wspólnocie w Szwecji. Sąd uznał, że „nawet przy założeniu, że ścigany miałby jakiekolwiek kłopoty za powiązanie z ruchem Falun Gong, brak jest jakichkolwiek podstaw do uznania, że zostałby za to ukarany”. Tymczasem stanowisko władz chińskich przedłożone do akt sprawy definiuje Falun Gong jako „organizację nielegalną tworzącą niszczące  ugrupowanie buntownicze”, za której przynależność grozi nawet dożywocie – argumentował adwokat.

Wskazywał, że raporty organizacji obrony praw człowieka zaświadczają jednoznacznie, iż członek Falun Gong narażony jest na stosowanie przez władze ChRL tortur, bezprawne pozbawienie wolności w warunkach realnie zagrażających życiu czy bezprawne pobranie narządów do transplantacji, a nadto pozbawienie prawa do rzetelnego procesu. A przepisy EKPC dają wtedy podstawę uznania niedopuszczalności wydania ściganego.

W sierpniu 2020 r. Sąd Apelacyjny utrzymał orzeczenie I instancji.

Argumentacja RPO

Rzecznik zarzucił Sądowi Apelacyjnemu, że utrzymał rażąco niesprawiedliwe orzeczenie I instancji. Nie wyjaśnił bowiem  wszystkich istotnych okoliczności, dotyczących prawnej i faktycznej możliwości złagodzenia w Chinach kary dożywotniego pozbawienia wolności. A wyjaśnienie mogłoby doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia całej sprawy.

W świetle wykładni art. 3 EKPC dokonywanej przez ETPCz, orzeczenie kary dożywotniego pozbawienia wolności jest prawnie dopuszczalne tylko wówczas, gdy tego rodzaju kara jest prawnie i faktycznie redukowalna.

Skoro zaś Sąd Okręgowy ustalił, że taka kara może być wymierzona Z.L., to zarazem był zobowiązany ustalić, czy w ChRL istnieją przepisy gwarantujące jej rzeczywistą redukowalność. Poprzestał jedynie na ustaleniu, że skrócenie dożywocia jest możliwe. Nie wyjaśnił natomiast, czy są odpowiednie gwarancje procesowe zapobiegające arbitralnemu rozstrzyganiu o redukowalności tej kary.

Ma to szczególne znaczenie, skoro kara dożywocia grozi Z.L. za popełnienie czynu przeciwko mieniu.

Z dokumentów dołączonych do wniosku o ekstradycję wynika, że w Chinach kara dożywotniego pozbawienia wolności może być redukowana orzeczeniem sądu lub warunkowym zwolnieniem. Jest to możliwe, jeżeli sprawca m.in. „dobrze wychowuje” (tak w tłumaczeniu).

Z informacji strony chińskiej wynika, że wobec skazanych na surowe kary, w tym dożywocie, w szerokim zakresie istnieje ustawowe wyłączenie możliwości uzyskania warunkowego zwolnienia. Złagodzenie dożywocia ma charakter zupełnie nadzwyczajny i nie może skorzystać z tego każdy skazany. Nie może być to zatem postrzegane jako gwarancja redukowalności kary każdemu skazanemu na dożywocie.

RPO wskazuje, że z informacji strony chińskiej nie wynika:

  • Jaki organ rozstrzyga o warunkowym zwolnieniu? Czy jest to organ wykonujący karę, a jeżeli tak, czy istnieje możliwość zaskarżenia jego rozstrzygnięcia do sądu, czy też innego organu, chociażby władzy wykonawczej, ale odrębnego od organu wykonującego tę karę?
  • Czy istnieje obowiązek sporządzenia uzasadnienia, jeżeli uprawniony organ odmówi zastosowania tej instytucji, względnie czy istnieją inne gwarancje procesowe umożliwiające kontrolę rozstrzygnięć?
  • Jaki jest reżim wykonywania kary dożywotniego pozbawienia wolności w Chinach, czy realnie umożliwia on spełnienie przesłanek materialnych niezbędnych do uzyskania warunkowego zwolnienia?
  • Czy skazani od początku wiedzą, jakie muszą spełnić oczekiwania, aby możliwe było zastosowanie warunkowego zwolnienia?
  • Czy w przypadku, gdy uprawniony organ odmówi zastosowania tej instytucji, czy istnieje możliwość ponowienia wniosku o warunkowe zwolnienie, a jeżeli tak, to po jakim czasie?
  • Czy instytucja warunkowego zwolnienie w Chinach jest w ogóle w praktyce stosowana wobec skazanych na karę dożywocia?

Wyjaśnienie tych okoliczności ma podstawowe znaczenie dla możliwości oceny, czy Z.L. nie grozi nieludzkie lub poniżające ukaranie w rozumieniu art. 3 EKPC - a jeżeli tak, to czy jest obawa naruszenia tego przepisu w stopniu uzasadniającym odmowę wydania ściganego państwu niebędącemu stroną tej Konwencji.

Postanowienie SN

15 stycznia 2021 r. SN w Izbie Karnej (sygn. akt II KK 294/20) postanowił zwrócić sprawę Sądowi Apelacyjnemu. Kasację RPO poparła prokuratura.   

W ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że prawo nakazuje wyjaśnienie wszelkich ewentualnych obaw wobec przestrzegania praw osoby ściganej w państwie żądającym wydania. Gdy chodzi o ekstradycję obywatela UE do państwa spoza Unii, należy to ocenić pod kątem regulacji unijnych.

Kara dożywotniego pozbawienia wolności, która grozi osobie ściganej za przestępstwa przeciwko mieniu jest trudno akceptowalna w porządku europejskim. Jej stosowanie jest dopuszczalne pod warunkiem wykazania, że karę tę można zredukować.

Według SN sąd nie uzyskał jednak wielu informacji, które mogą mieć wpływ na ostateczną wysokość kary. A bez nich nie sposób przesądzić, że prawa obywatela UE nie będą zagrożone w przypadku wydania go państwu, które na razie takich informacji nie udzieliło.

Najważniejsze fragmenty pisemnego uzasadnienia SN

(...) W wypadku, gdy państwo trzecie skierowało do państwa należącego do Unii Europejskiej wniosek o ekstradycję innego państwa członkowskiego, to pierwsze państwo członkowskie powinno rozpatrzyć, czy ekstradycja nie naruszy praw wskazanych w art. 19 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Dopuszczalność wydania osoby ściganej trzeba wtedy ocenić przez pryzmat reguł obowiązujących w ramach porządku prawnego ukształtowanego przez prawo unijne i orzecznictwo trybunałów UE.

Sformułowana w art. 19 KPP zasada zakazująca wydania w drodze ekstradycji osoby ściganej w sytuacji, gdy groziłoby jej niebezpieczeństwo zastosowania względem niej tortur lub innego nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, jest wyrazem decyzji interpretacyjnych międzynarodowych organów sądowych, w szczególności ETPCz. Zakaz wydania w sytuacji ryzyka wystąpienia tortur lub innego nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania ma charakter bezwzględny i nie może być uchylony na mocy decyzji państwa.

Istotnym aspektem niniejszej sprawy jest problematyka kary dożywotniego pozbawienia wolności, jaka zgodnie z prawem karnym ChRL jest przewidziana w sankcji za przestępstwo zarzucane ściganemu. Pomijając nawet trudno akceptowalny poziom tłumaczenia urzędowej korespondencji prowadzonej przez organy dwóch państw (nie wiadomo, czy zapis o niewymierzeniu ściganemu w przyszłości kary dożywotniego pozbawienia wolności jest oficjalną deklaracją państwa chińskiego, czy niedoskonałością przekładu) - kara dożywotniego pozbawienia wolności, zwłaszcza przewidziana za przestępstwa przeciwko mieniu, jest trudno akceptowalna w porządku prawnym Unii Europejskiej z uwagi na swój bezterminowy charakter.

Wprawdzie, w praktyce przyjmuje się, że treść art. 3 EKPC nie uniemożliwia odbywania kary dożywotniego pozbawienia wolności w całości, ale zakazuje, aby była to kara nieredukowalna de iure i de facto. Zatem, nawet w wypadku ciężkich przestępstw kryminalnych jej stosowanie wymaga wykazania, że istnieją realne możliwości ograniczenia jej trwale izolacyjnego statusu i przekształcenia w karę terminową. Kierunek wykładni art. 3 EKPC, stanowiącego, iż nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu, dokonywanej przez ETPCz i przyjmującej, że orzeczenie wobec jednostki kary dożywotniego pozbawienia wolności jest prawnie dopuszczalne tylko wówczas, gdy tego rodzaju kara jest prawnie i faktycznie redukowalna, jest prezentowany w kolejnych orzeczeniach.

Wymagania powyższe, obowiązujące w ramach wspólnoty europejskiej, w sposób oczywisty przekładają się na obowiązki sądów unijnych orzekających o dopuszczalności ekstradycji osób ściganych przez państwa trzecie.

Dlatego też zagadnienie prawnych i rzeczywistych możliwości przekształcenia kary dożywotniego pozbawienia wolności w karę terminową, ma zasadnicze znaczenie oraz wymaga szczególnie precyzyjnej analizy. Przesłanek do oceny w tym zakresie powinny dostarczyć informacje przekazane przez państwo ścigające. Sąd I instancji podjął wysiłki zmierzające do tego celu i uzyskał pewną ilość istotnych danych, głównie o prawnych zasadach przekształcenia kary dożywotniego pozbawienia wolności w karę o oznaczonym czasowo wymiarze, które są przewidziane w kodeksie karnym Chińskiej Republiki Ludowej. Odnotować trzeba, że możliwość taką przewidziano w art. 81 już po odbyciu kary 13 lat pozbawienia wolności (w polskim Kodeksie karnym - art. 78 § 3 - wymagane jest odbycie kary 25 lat pozbawienia wolności).

Trzeba jednak zgodzić się ze skarżącym, że nadal nie została wyjaśniona bardziej konkretna i praktyczna strona realizacji uprawnienia przewidzianego w art 81 kodeksu karnego ChRL, a zwłaszcza realne możliwości i zasady korzystania z tej instytucji prawa materialnego.  

Trafna jest też uwaga, że skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności ma prawo od początku znać warunki, jakie musi spełnić aby ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie, kiedy może zostać przeprowadzona kontrola wymierzonej mu kary, kiedy może złożyć wniosek w tej sprawie, jaki organ podejmuje decyzję, czy istnieją w tej materii środki zaskarżenia dostępne zainteresowanemu. W wypadku, gdy prawo krajowe nie przewiduje mechanizmu czy możliwości kontroli kary dożywotniego pozbawienia wolności, niezgodność z art. 3 Konwencji pojawia się już w chwili nałożenia tej kary, a nie na etapie jej wykonywania.

Z punktu widzenia wymagań wynikających z art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dla oceny dopuszczalności wydania obywatela Unii Europejskiej niezbędne jest zatem uzyskanie bardziej konkretnych informacji na temat rzeczywistego funkcjonowania instytucji warunkowego przedterminowego zwolnienia w Chińskiej Republice Ludowej. (…)

Wyjaśnienie tych - przykładowo wskazanych okoliczności, mających istotne znaczenie dla poznania warunków rzeczywistej redukowalności kary dożywotniego pozbawienia wolności(stosownie do oczekiwań wynikających z orzecznictwa ETPCz) - jest niezbędne z punktu widzenia możliwości prawidłowego dokonania oceny, czy za czyn zarzucony Z.L. nie grozi mu nieludzkie lub poniżające ukaranie w rozumieniu art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, a jeżeli tak, to czy występuje obawa naruszenia tego przepisu w stopniu uzasadniającym odmowę wydania ściganego państwu wzywającemu, niebędącemu stroną tej Konwencji.

Z pola widzenia sądu orzekającego nie może umknąć informacja udzielona przez państwo wzywające, potwierdzająca istnienie w Chińskiej Republice Ludowej ustawowych uregulowań przewidujących ściganie i odpowiedzialność karną z tytułu zaangażowania w działalność wspólnoty Falun Gong, w której wspieranie zaangażował się Z. L. podczas pobytu w Szwecji. Nawet jeżeli, jak argumentuje Sąd Apelacyjny, postępowanie karne wszczęte wobec Z.L. nie jest motywowane obecnym wspieraniem przez niego w/w wspólnoty, to z punktu widzenia dopuszczalności ekstradycji nie jest obojętne, że w państwie wzywającym obowiązują normy przewidujące odpowiedzialność karną z tytułu przynależności do ruchu o charakterze filozoficzno-religijnym.

Bez uzyskania wiedzy na temat wymienionych wcześniej zagadnień związanych z wykonaniem kary dożywotniego pozbawienia wolności oraz uwzględnienia ostatnio wskazanej okoliczności, orzekanie o istnieniu prawnych przesłanek uzasadniających opinię o dopuszczalności wydania ściganego organom wymiaru sprawiedliwości Chińskiej Republiki Ludowej należało uznać za przedwczesne.

W toku ponownego postępowania odwoławczego Sąd Apelacyjny uwzględni powyższe zapatrywania, rozważy możliwość uzupełnienia informacji istotnych z punktu widzenia kontroli instancyjnej oraz oceny dopuszczalności wydania obywatela Szwecji organom Chińskiej Republiki Ludowej i przedstawi stosowną argumentację w uzasadnieniu swego rozstrzygnięcia.

II.511.884.2019

Błędy sądu przy zniesieniu współużytkowania wieczystego. Kolejna skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2021-01-13
  • Osoby wspólnie użytkujące nieruchomość spierały się na tym tle; w końcu wystąpiły do sądu o podział działki
  • Sąd błędnie ustalił jednak jej powierzchnię, a w efekcie również powierzchnie działek dla poszczególnych osób
  • Ponadto nie odniósł się do kwestii podziału budynków na wspólnym gruncie, a w orzeczeniu przekręcił imiona i nazwiska niektórych osób
  • Z powodu tych błędów orzeczenie nie może być wykonane, za to powoduje nowe spory 
  • Zainteresowani nie mogą np. uzyskać zaświadczenia o przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności gruntu

By umożliwić obywatelom korzystanie z przysługującym im praw, Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego na ich korzyść. Błędów sądu nie da się bowiem naprawić w inny sposób. A nie mogły być sprostowane przez sam sąd jako "oczywiste omyłki pisarskie".

Historia sprawy

Kilkoro osób wspólnie użytkowało wieczyście działkę z budynkami. W jednym z nich były jeszcze odrębne lokale. Między użytkownikami trwały spory związane ze sposobem korzystania z nieruchomości. Dlatego wnieśli, by sąd zniósł współużytkowanie wieczyste i podzielił nieruchomość na mniejsze działki, a lokale w budynku pomiędzy nich.

Sąd Rejonowy wystąpił do biegłego geodety, by sporządził projekt zniesienia współużytkowania. I oparł się na jego opinii, nie weryfikując jej. 

W lutym 2003 r. sąd zniósł częściowo współużytkowanie wieczyste działek. Przyznał poszczególnym osobom  prawo użytkowania wieczystego, zgodnie z projektem podziału geodety. Jedną z działek sąd pozostawił we współużytkowaniu wieczystym w odpowiednich częściach udziałów. Sąd uregulował też dostęp do sieci elektrycznej, wodociągowej i kanalizacyjnej na poszczególnych działkach.

Rozstrzygnięcie uprawomocniło się, bo nikt nie złożył apelacji, ufajac sądowi. Ten zaś nie sporządził pisemnego uzasadnienia.

Argumentacja RPO

Sąd Rejonowy wydał orzeczenie, które wobec istotnych błędów i braków nie może zostać wykonane. Zainteresowane osoby nie mogą uzyskać potwierdzenia swoich praw rzeczowych do nieruchomości.

Sąd oparł rozstrzygnięcie na danych z opinii biegłego geodety, w których były błędy:

  • mylnie oznaczono powierzchnię całej działki a w efekcie także powierzchnie działek, które miały przypaść poszczególnym osobom w wyniku zniesienia prawa współużytkowania wieczystego
  • przyznając poszczególnym uczestnikom postępowania konkretne lokale w budynku, sąd nie określił wystarczająco precyzyjnie, co komu przypadło w wyniku zniesienia wspólnego prawa
  • w orzeczeniu sąd nie odniósł się do kwestii podziału budynków
  • w sentencji orzeczenia sąd przekręcił imiona i nazwiska niektórych uczestników postępowania.

Wskutek tych błędów nie został zrealizowany cel uczestników postępowania, którym była likwidacja sporów związanych ze sposobem korzystania z gruntu, mimo prawomocnego zakończenia postępowania.

Nie otrzymali oni prawomocnego orzeczenia, które mogliby wykonać i w ten sposób ostatecznie zakończyć wspólnotę praw, co stanowiło dotychczas źródło konfliktów. Wręcz przeciwnie – orzeczenie, które nieprecyzyjnie opisuje co komu przypadło w efekcie zniesienia wspólności praw, może być wyłącznie przyczyną kolejnych sporów pomiędzy uprawnionymi.

Nie mogą zrealizować swych uprawnień majątkowych, pierwotnie związanych ze stanem współużytkowania wieczystego. Nie mogą uzyskać zaświadczenia potwierdzającego przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności gruntu.

Zaskarżone orzeczenie stworzyło zatem stan niepewności prawnej co do chronionych konstytucyjnie praw rzeczowych uczestników postępowania (prawo użytkowania wieczystego nieruchomości, prawo własności budynków, prawo własności lokali w budynku). To zaś uzasadnia złożenie skargi nadzwyczajnej.

Znosząc wspólność praw rzeczowych, sąd nie zadbał o zawarcie w rozstrzygnięciu wszystkich elementów niezbędnych dla skuteczności postanowienia – choć miał taki bezwzględny obowiązek.

RPO zarzucił sądowi rażące naruszenie prawa procesowego poprzez niewłaściwe zastosowanie art. 325 w zw. z art. 13 § 2 i art. 621 w zw. z art. 623 i art. 624 zd. 1 Kodeksu postępowania cywilnego. Chodzi przede wszystkim o błędne oznaczenie w sentencji postanowienia powierzchni wyodrębnianych działek - w następstwie zaakceptowania i powtórzenia przez sąd błędów z opinii biegłego geodety.

Sąd naruszył także konstytucyjną zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego, wywodzone z art. 2 Konstytucji oraz przysługującą uczestnikom na gruncie art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji ochronę praw majątkowych.

W tej sytuacji  konieczne jest uchylenie postanowienia sądu - tak by ponowne, prawidłowe już orzeczenie, przywróciło należną ochronę prawną uczestnikom postępowania. Dlatego RPO wnosi by SN uchylił orzeczenie i zwrócił sprawę Sądowi Rejonowemu.

Kierując się uchwałą z 23 stycznia 2020 r. połączonych trzech Izb Sądu Najwyższego, RPO złożył skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej SN - tak jak wszystkie kierowane od tego czasu swe skargi nadzwyczajne dotyczące spraw z zakresu prawa cywilnego. Skoro bowiem rozstrzygnięcia sądów wadliwie obsadzonych mogą być w przyszłości kwestionowane, RPO nie chce obarczać uczestników postępowania dodatkowymi problemami prawnymi, związanymi ze statusem Izby Kontroli Nadzwyczajnej.

IV.7000.46.2019

Ukarana za przeskoczenie barierek podczas "miesięcznicy smoleńskiej". Kasacja RPO

Data: 2021-01-11
  • Podczas jednej z "miesięcznic smoleńskich” obywatelka przeskoczyła przez barierkę oddzielającą kontrmanifestantów
  • Sąd uznał to za wykroczenie "usiłowania przeszkadzania zgromadzeniu” i ukarał ją grzywną
  • Uczynił to w trybie nakazowym, czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionej - co jest możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jak sam pobyt obwinionej po drugiej stronie barierek miałby przeszkadzać zgromadzeniu
  • Nie jest też jasne, czy barierki stawiano zgodnie z prawem oraz czy w ogóle ich przekraczanie było zabronione

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść tej obywatelki, a także dwóch innych osób, ukaranych w trybie nakazowym za przeszkadzanie legalnemu zgromadzeniu.

RPO ocenia, że sąd popełnił rażący błąd, wynikający z orzekania w trybie nakazowym. Gdyby wysłuchał był obwinionych i policjantów oraz obejrzał policyjne nagranie, być może wyrok byłby inny.

Kasacja kwestionuje, aby samo przebywanie po określonej stronie barierki można było uznać za wykroczenie -zwłaszcza właśnie w trybie nakazowym.

Historia sprawy

10 sierpnia 2017 r. wieczorem grupa obywateli manifestowała w Warszawie podczas cyklicznego zgromadzenia publicznego w hołdzie ofiarom katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z kobiet przeskoczyła przez barierki wygradzające całe Krakowskie Przedmieście. Trzymając się barierki, odmówiła wykonania polecenia policjanta, by wróciła za odgrodzony teren. Dwóch innych uczestników kontrmanifestacji wznosiło zaś okrzyki pod adresem cyklicznego zgromadzenia.

Te trzy osoby zostały obwinione przez policję o wykroczenie. Podstawą był art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

W styczniu 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym uznał ich za winnych zarzucanego wykroczenia. Wymierzył im grzywny po 50 zł. Wyrok uprawomocnił się.

Argumenty kasacji

Wyrokowi temu RPO zarzucił rażące naruszenie przepisów, które miało istotny wpływ na jego treść. Polegało to na przyjęciu przez sąd, że i okoliczności czynów, i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. Doprowadziło to do wyroku nakazowego, podczas gdy były istotne wątpliwości w świetle dowodów dołączonych do wniosków o ukaranie. Zgodnie z prawem powinno to spowodować skierowanie przez sąd sprawy do rozpoznania na rozprawie w normalnym trybie, z udziałem obwinionych.

Rzecznik wniósł by SN uchylił zaskarżony wyrok, a postępowanie umorzył wobec przedawnienia karalności (co następuje po trzech latach od wykroczenia).

W wątku kobiety jedynym w zasadzie dowodem są zeznania policjanta. Nie wynika z nich jednak, w jaki sposób przebywanie obwinionej po tej czy innej stronie barierki miało przeszkadzać w przebiegu zgromadzenia.

Z dowodów wskazanych we wniosku policji o ukaranie nie wynika również, w jakim celu obwiniona przeskoczyła przez barierkę. A wobec nieprzyznania się jej do winy i odmowy składania wyjaśnień nie można zakładać, że chciała ona  zakłócać zgromadzenie.

Ponadto nie jest także jasne, czy  barierki postawiono zgodnie z prawem i czy w ogóle ich przekraczanie było prawnie zabronione.

W ocenie Rzecznika, rażące jest zatem przyjęcie przez sąd, że samo przebywanie przez obwinioną po określonej stronie barierki, może być uznane za wykroczenie i to w trybie nakazowym, czyli bez jakichkolwiek wątpliwości.

Pozostałych dwóch obwinionych uznano za winnych usiłowania zakłócenia zgromadzenia poprzez wznoszenie głośnych okrzyków. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wskazał, że brali udział w legalnym zgromadzeniu o charakterze cyklicznym oraz że krzyczał w stronę prezesa PiS.

Nie zbadano zatem, czy korzystali oni z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji) - a celem nie było zakłócanie innego zgromadzenia. Wolność zgromadzeń obejmuje bowiem także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Jedynym w zasadzie dowodem, mającym potwierdzać ich czyn, było zeznanie funkcjonariusza, który ich  legitymował.

Do wniosku o ukaranie dołączono protokół z przesłuchania uczestnika „miesięcznicy smoleńskiej”. Z jego zeznań wynika ważna okoliczność, zignorowana przez sąd: czy ewentualne okrzyki obu obwinionych rzeczywiście mogły zagłuszać przebieg obchodów. Według świadka kontrmanifestanci mieli sprzęt nagłośniający, ale został on wyciszony przez policję.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi, który ograniczył się do trybu nakazowego.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby wyjaśnić wszystkie istotne okoliczności sprawy. A to mogło zaś doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia – brzmi konkluzja kasacji RPO.

II.510.661.2020

Skarga nadzwyczajna RPO w sprawie pomylonych mieszkań

Data: 2020-12-31
  • Cztery osoby odziedziczyły dom i wystąpiły do sądu o jego podział. Sąd miał wskazać, na jakie mieszkania dzieli się nieruchomość i jakie wyrównania mają sobie wypłacić spadkobiercy, by każde z nich dostało równowartość ¼ spadku.
  • W 2008 r. sąd się pomylił tak, że jeden spadkobierca miał dopłacić drugiemu 30 tys. zł, mimo że odziedziczył podobnej wielkości mieszkanie.
  • Prawidłowe rozliczenie jest już niemożliwe, a błędu tego po 12 latach nie da się inaczej naprawić niż przez wniesienie skargi nadzwyczajnej.
  • RPO składa ją do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, mając w pamięci uchwałę trzech izb SN o wadliwości umocowania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (powołała ją w całości nowa, polityczna KRS), a także orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie islandzkiej o niewłaściwe powołanie sędziego.

Sprawa dotyczy domu, który należał do pani X zmarłej 40 lat temu. Odziedziczyły go cztery osoby: każda po ¼ domu. Po 20 latach spadkobiercy wnieśli o to, by dom podzielić i znieść współwłasność. Sąd miał wydzielić mieszkania, podzielić piwnice i lokale użytkowe na działce, ustalić, ile każde z nich jest warte i wskazać, jak spadkobiercy mają się rozliczyć. Sprawę ułatwiał fakt, że spadkobiercy praktycznie podzielili już dom, każde z nich mieszkało w osobnym mieszkaniu – a że mieszkania te nie były identyczne, istotne było wskazanie, jak się między sobą rozliczyć.

Podział się nie udał, bo sąd się po prostu pomylił, a potem tego błędu sprostować nie chciał. A apelację oddalił jako złożoną po terminie.

Problem polegał na tym, jak sąd posłużył się wyliczeniami rzeczoznawców, którzy policzyli, ile powierzchni mają mieszkania i ile są warte. Wyliczenia były dwa – sąd oba uznał za wiarygodne. Ale rzeczoznawcy podawali te mieszkania w różnych kolejnościach: to, co dla jednego było mieszkaniem nr 1, dla drugiego było mieszkaniem nr 2. A ponieważ metraże w obu opiniach nieco się różniły, sądowi się te mieszkania pomyliły.

Zamieniwszy metraże, sąd od nowa policzył ich wartość, dzieląc ustaloną wartość przez „nowy” (pomylony) metraż. I w ten sposób dwa mieszkania o podobnej powierzchni zaczęły się różnić wartością o 50 tys. zł…. To z kolei przełożyło się na rozliczenia między spadkobiercami. Kuzynka miała dopłacić kuzynce 30 tys. zł; mimo że obie dostały po podziale podobne mieszkania. Kuzyn, który dostał większe mieszkanie, dostał od sądu dodatkowe uprawnienie do 17 tys. zł dopłaty.

RPO uznał, że błąd ten powinien był naprawiony i przedstawił argumenty w skardze nadzwyczajnej.

Błędy w ustaleniach sądu

RPO pokazuje, że postanowienie sądu „jest obarczone wadą w postaci oczywistej sprzeczności istotnych ustaleń z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego”. - Tym samym, w przekonaniu Rzecznika Praw Obywatelskich wypełniona została – wymagana przez art. 89 § 1 pkt 3 ustawy o Sądzie Najwyższym – przesłanka „oczywistej” sprzeczności ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego” – pisze Adam Bodnar w skardze nadzwyczajnej.

- Sprzeczność ta dotyczy ustaleń o charakterze istotnym, gdyż dotyczy samej istoty rozstrzygnięcia, jakim jest prawidłowe ustalenie wartości schedy spadkowej oraz wartości udziałów przyznanych poszczególnym spadkobiercom, w tym wysokości zasądzonych dopłat pieniężnych. Nadto różnica pomiędzy ustaleniami sądu a ustaleniami wynikającymi z materiału dowodowego w sprawie (opinii biegłych uznanych za wiarygodne) jest znacząca i wynosi kilkadziesiąt tysięcy złotych (o czym niżej), stanowiąc zarazem także znaczny procent wartości samego przedmiotu działu. 

Skarga nadzwyczajna do Izby Cywilnej SN

Wadliwego postanowienia sądu nie można było już zmienić, więc po latach sprawa trafiła do RPO, który ma prawo składania skarg nadzwyczajnych do Sądu Najwyższego. To specjalne narzędzie prawne wprowadzone po to, by naprawiać nienaprawialne już normalną drogą błędy sądów. Do rozpatrywania skarg nadzwyczajnych powołana została nowa izba SN - Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. W całości powołała ją nowa, zależna od polityków Krajowa Rada Sądownictwa. I tu pojawił się nowy problem: rozstrzygnięcia sądów wadliwie obsadzonych mogą być w przyszłości kwestionowane. Aby nie obarczać zatem spadkobierców pani X dodatkowymi problemami prawnymi ,związanymi ze statusem Izby Kontroli Nadzwyczajnej, RPO złożył swoją skargę do Izby Cywilnej.

Argumenty prawne RPO

Nie ulega wątpliwości, że istotą rozstrzygnięcia o dziale spadku jest prawidłowe rozdysponowanie schedą spadkową w taki sposób, by rzeczywista wartość udziałów przyznanych poszczególnym spadkobiercom odzwierciedlała ich udział w spadku, określony postanowieniem o stwierdzeniu nabycia spadku. Wyrazem tego jest nie tylko generalne odesłanie w art. 1035 k.c. do przepisów o zniesieniu współwłasności, ale także – skomplikowane mechanizmy rozliczania skutków poszczególnych zdarzeń obejmujących majątek spadkodawcy, jak przede wszystkim zaliczanie darowizn na schedę spadkową. Ich celem jest uzyskanie sprawiedliwego rozdziału majątku, uwzględniającego różne okoliczności, w tym zasady słuszności. Z kolei ratio art. 212 § 1 zd. 1 k.c. pozostaje takie wyjście ze współwłasności, by każdemu z dotychczasowych współwłaścicieli przypadła wartość majątkowa ściśle odpowiadająca wartości jego udziału. Jeżeli przypadający mu składnik majątku kryterium tego nie spełnia, konieczne staje się wyrównanie tej wartości, właśnie poprzez zasądzenie odpowiedniej dopłaty pieniężnej.

Zaskarżonemu orzeczeniu Rzecznik Praw Obywatelskich zarzuca rażące naruszenie prawa poprzez niezastosowanie przepisu art. 278 § 1 k.p.c.

Po ponownym pomiarze powierzchni wyodrębnianych lokali sąd dostrzegł konieczność ponownego ich wycenienia. Wyceny tej sąd dokonał jednak już samodzielnie. Tymczasem należy zauważyć, że wycena wartości rynkowej nieruchomości, w tym także oszacowanie wartości jednego m2 lokalu, wymaga wiadomości specjalnych, co oznacza konieczność powołania biegłego.

Bezsprzecznie wiadomości z zakresu wyceny nieruchomości należy zaliczyć do wiadomości specjalnych, gdyż ich zdobycie wiąże się z uzyskaniem wykształcenia oraz doświadczenia. Zgodnie z art. 174 ust. 1 i 2 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami, rzeczoznawstwo majątkowe jest działalnością zawodową wykonywaną przez rzeczoznawców na zasadach określonych tą ustawą. Rzeczoznawcą majątkowym jest osoba fizyczna posiadająca uprawnienia zawodowe w zakresie szacowania nieruchomości. To właśnie do tej grupy zawodowej należy szacowanie wartości nieruchomości, w tym poprzez ustalanie ceny rynkowej jednego m2 nieruchomości.

Sąd przeprowadził dowód z opinii biegłego z zakresu wyceny nieruchomości. Została tam wskazana także wycena jednostkowa 1 m2 każdego z wyodrębnianych lokali. Sąd uznał tę opinię za przydatną dla sprawy i częściowo oparł się na jej wnioskach. Z niewiadomych jednak względów sąd, po ponownym obmiarze lokali, samodzielnie ustalił wartość jednego m2 każdego lokalu, co było podstawą do wyceny na nowo wartości lokali przez sąd – z pominięciem przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego. A wartości ustalone i przyjęte przez sąd odbiegają od tych wskazanych przez biegłego, i to w sposób znaczny.

Skoro sąd uznał za konieczne ponowne oszacowanie wartości jednego m2 każdego z lokali, to winien w tym celu dopuścić dowód z opinii biegłego z zakresu wyceny nieruchomości. Nie przeprowadzając go, rażąco naruszył art. 278 § 1 k.p.c.

W przekonaniu Rzecznika na skutek oczywistego i rażącego błędu sądu doszło także do rażącej obrazy art. 212 § 1 zd. 1 w związku z art. 1035 k.c. Wynikające z zaskarżonego postanowienia dopłaty pieniężne w żaden bowiem sposób nie ‘wyrównują’ wartości poszczególnych udziałów w spadku. Przeciwnie, ich wysokość dodatkowo, i to w sposób znaczny, pogłębia nierówności pomiędzy spadkobiercami – mimo że dziedziczą oni w częściach równych.

Doszło zatem do naruszenia konstytucyjnego prawa obywatela do sądowej ochrony prawa własności, prawa dziedziczenia i praw majątkowych (art. 64 ust. 1 i ust. 2 Konstytucji). Uprawomocnienie zaskarżonego orzeczenia doprowadziło do uszczerbku w zakresie przysługującego spadkobiercom pani X konstytucyjnego prawa do dziedziczenia. W świetle art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji RP samo stosowanie przepisów ustawowych (norm materialnych i proceduralnych) winno gwarantować spadkobiercom należytą ochronę prawną w zakresie uprawnień przysługujących im z tytułu dziedziczenia. W tym kontekście instytucja działu spadku stanowi instrument prawny, dzięki któremu w obrocie może się urzeczywistnić rozstrzygnięcie co do stwierdzenia nabycia spadku. Postanowienia te powinny więc ze sobą korelować.

Sytuacja, w której sąd orzeka, że niektórzy uczestnicy postępowania otrzymują składniki majątku (w tym także dopłaty od innych uczestników postępowania) przewyższające wartość ¼ udziału spadkowego, a inni uczestnicy – składniki o wartości niższej niż ¼ wartości udziału spadkowego, a nadto zostają jeszcze dodatkowo obciążeni wysokimi dopłatami, godzi w konstytucyjne prawo własności i prawo do dziedziczenia. Ochrona prawna gwarantowana na gruncie Konstytucji staje się iluzoryczna, bowiem instytucja działu spadku w takiej sytuacji nie może zrealizować przypisanych jej systemowo celów. Sąd w sposób nieuprawniony zaingerował w zakres ochrony prawnej przysługującej uczestnikom na gruncie Ustawy Zasadniczej, bowiem w sposób oczywiście wadliwy ukształtował sytuację majątkową spadkobierców pani X.

Z tego powodu zaskarżone postanowienie godzi także w konstytucyjną zasadę zaufania do państwa oraz zasadę bezpieczeństwa prawnego, wywodzone z art. 2 Konstytucji. Zgodnie z nim Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. W ocenie Rzecznika ochronie konstytucyjnej na podstawie art. 2 niewątpliwie podlega także zaufanie uczestników obrotu do stanu prawnego ukształtowanego prawomocnym rozstrzygnięciem sądowym. Osoby pozostające w kręgu oddziaływania postanowienia stwierdzającego nabycie spadku po danej osobie mają prawo oczekiwać, że w przypadku skierowania wniosku o dział spadku sąd rozstrzygnie sprawę zgodnie z przysługującym uczestnikom udziałom w spadku. W tym kontekście pożądane pozostaje zachowanie przez sąd należytej czujności procesowej, celem uniknięcia orzekania sprzecznie z udziałami spadkowymi.

Tymczasem w tej sprawie sąd rozpoznał sprawę tak, że przyznał na własność lokale i orzekł dopłaty pomiędzy uczestnikami postępowania, jednakże w ogólnym rozliczeniu nie utrzymał on podziału spadku po ¼ udziału w jego wartości dla każdego z uczestników – mimo że spadek po pani X odziedziczono w taki właśnie sposób. Tym samym wydane orzeczenie nie jest również sprawiedliwe: podział spadku nie odzwierciedla rozstrzygnięcia sądu z 1988 r., zgodnie z którym czworo spadkobierców nabyło spadek w ¼ każde.

Takie rozstrzygnięcie – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – stanowi naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania do państwa (działającego w jego imieniu sądu powszechnego) oraz konstytucyjnej zasady bezpieczeństwa prawnego, która w zakresie prawa spadkowego wyraża się w możliwości układania przez spadkobierców swych istotnych spraw życiowych bez obawy, że sąd orzeknie o dziale spadku, nie respektując prawomocnego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku.

IV.7000.178.2018

Protestowały przeciw faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości - powinny być uniewinnione. Kasacja RPO na rzecz dwóch kobiet

Data: 2020-12-29
  • Na dwóch - spośród dziewięciu kobiet, które w 2017 r. usiadły w proteście na trasie Marszu Niepodległości - ciąży wyrok za "przeszkadzanie" temu zgromadzeniu
  • Pozostałe już wcześniej uniewinnił sąd; Rzecznik Praw Obywatelskich wnosi, by wobec tych dwóch tak samo orzekł Sąd Najwyższy
  • Ich zachowania nie da się bowiem traktować jako wykroczenia 
  • Wyrażały one bowiem kategoryczny sprzeciw wobec pojawiających się na marszu haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię faszystowską

RPO wniósł kasację na korzyść dwu kobiet do Izby Karnej SN. Wnosi o uchylenie wyroku i ich uniewinnienie.

Historia sprawy

11 listopada 2017 r. na trasie Marszu Niepodległości  w Al. Jerozolimskich stanęła grupa kobiet. Trzymały transparent „Stop faszyzmowi”;  wykrzykiwały też hasła „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”. Potem  usiadły na jezdni.

W tej sytuacji uczestnicy marszu omijali siedzące kobiety. Wielu było przy tym agresywnych: szarpano je, obrażano i kopano. W końcu zostały one wyniesione przez uczestników z ulicy. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. Opinię społeczną zbulwersował zwłaszcza fragment uzasadnienia, że manifestujący "okazywali niezadowolenie". RPO interweniował  w tej sprawie w prokuraturze.

Policja zarzuciła zaś kobietom wykroczenie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

27 września 2018 r. Sąd Rejonowy wyrokiem nakazowym (czyli bez rozprawy i wysłuchania obwinionych) uznał dziewięć protestujących za winne tego, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami usiłowały przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia publicznego Marsz Niepodległości 2017  w ten sposób, że usiadły na trasie przemarszu, czym utrudniały przemieszczanie się jego uczestników”.

W stosunku do dwóch kobiet wyrok nakazowy uprawomocnił się. Siedem pozostałych wniosło skuteczne sprzeciwy od wyroku.

24 października 2019 r. Sąd Rejonowy uniewinnił je. W pisemnym uzasadnieniu sąd podkreślił, że ich zachowanie nie było wykroczeniem. Stanowiło bowiem przejaw pokojowej manifestacji poglądów w przestrzeni publicznej. Sąd wskazał, że należy to oceniać w perspektywie konstytucyjnie gwarantowanej wolności wyrażania poglądów, co jest podstawowym prawem człowieka.

Argumentacja RPO

Zachowanie  obwinionych, polegające na tym, że usiadły na jezdni wspólnie z innymi na trasie marszu, nie  wyczerpywało znamion wykroczenia. Było to bowiem wypowiedzią symboliczną w ważnej kwestii społecznej i mieściło się w ramach wolności prawnie chronionej.

 „Przeszkadzanie” lub” „usiłowanie przeszkodzenia” musi mieć charakter bezprawny. Dlatego wykładnia tego przepisu Kw powinna być dokonywana systemowo i musi uwzględniać istotę wolności wyrażania poglądów. A jest ona chroniona i konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji), i konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).

Wolność wypowiedzi jest jednym z najważniejszych praw każdego człowieka. Bez niej trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie jednostki. W szczególności odnosi się ona do debaty publicznej w państwie demokratycznym.

Wolność wypowiedzi nie ma charakteru absolutnego. Jej ograniczenia są w polskim porządku prawnym dopuszczalne jedynie, gdy są uzasadnione ochroną  bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, środowiska, moralności publicznej lub wolności i praw innych. Przesłanki te, jako wyjątki od zasady ochrony wolności wypowiedzi, powinny być interpretowane wąsko, a każda z nich odnoszona do koncepcji państwa demokratycznego.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wśród sytuacji chronionych w ramach wolności wyrażania poglądów i przekazywania informacji mieszczą się także: prezentacja symboli oraz wypowiedzi w formie zachowania wyrażającego protest.

W sprawach dotyczących wolności wypowiedzi ETPCz wielokrotnie stwierdzał, że kwestie będące w zainteresowaniu społecznym, stanowiące wyraz indywidualnych przekonań politycznych, mogą być wyrażane nawet poprzez działania kontrowersyjne i o prowokującym charakterze.

Czynu obwinionych, które usiadły na jezdni, nie można traktować jako oderwanego od zachowań bezpośrednio go poprzedzających, czyli trzymania transparentu „Stop faszyzmowi” oraz wznoszenia okrzyków: „Stop faszyzmowi” i „Precz z faszyzmem”.

W ocenie RPO każde z tych zachowań stanowiło wypowiedź o różnej formie. To, że kobiety usiadły na trasie marszu, było niewerbalną i symboliczną wypowiedzią stanowiącą protest przeciwko ideologii faszystowskiej.

W chwili wydawania wyroku nakazowego powszechnie znany był fakt, że wśród uczestników marszu były osoby niosące transparenty o treściach ksenofobicznych, flagi z tzw. „ krzyżem celtyckim" czy znakiem „czarnego słońca” - symbolami utożsamianymi z międzynarodowymi ruchami głoszącymi rasizm i supremację białej rasy.

Nie można zatem traktować zachowania obwinionych jako nakierowanego na utrudnianie przemieszczania się uczestników marszu. Celem tego zachowania było wzbudzenie w społeczeństwie kategorycznego sprzeciwu wobec pojawiających się w trakcie Marszu Niepodległości haseł propagujących niebywale szkodliwą i antydemokratyczną ideologię.

Dlatego też trudno mówić o jakiejkolwiek, nawet znikomej, szkodliwości społecznej działania obwinionych, co także przemawia za ich uniewinnieniem.

Oczywiste jest zaś, że obwinione nie dążyły bezpośrednio do przeszkodzenia w przebiegu marszu. Przeciwko faszyzmowi protestowało dziewięć kobiet, a w tym miejscu i czasie uczestników marszu było zapewne kilkanaście tysięcy. A wydarzyło się to w Al. Jerozolimskich - na jednej z głównych ulic Warszawy.

II.510.664.2020

Sądowe Top Ten – RPO Adam Bodnar o najważniejszych sprawach sądowych w 2020 r.

Data: 2020-12-29
  • Sylwester 2020 r. będzie wyjątkowo smutny – napisał prof. Adam Bodnar w publikacji przygotowanej dla „Rzeczpospolitej” wspólnie z dyrektorami zespołów w Biurze RPO. Lista została ułożona chronologicznie.
  • Czas podsumowań skłania do refleksji nad najważniejszymi wydarzeniami w mijającym roku. Bez wątpienia był to kolejny rok ataku na niezależność sądownictwa. Sędziowie Paweł Juszczyszyn, Beata Morawiec oraz Igor Tuleya zostali pozbawieni immunitetu sędziowskiego  oraz są zawieszeni jako sędziowie. Trudno o bardziej symboliczny obraz sytuacji, w jakiej się aktualnie znajdujemy.
  • Wierzę, że w przyszłości powrócą oni do orzekania, dzięki orzeczeniom Trybunału Sprawiedliwości UE lub Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jednak dla nich Sylwester 2020 r. będzie wyjątkowo smutny.
  • Jednak 2020 r. to nie był tylko kolejny rok „konstytucyjnej smuty”. Zapadło w nim wiele wyroków przełomowych z punktu widzenia praw człowieka oraz praworządności.

1. Uchwała 3 Izb Sądu Najwyższego

23 stycznia 2020 r. Sąd Najwyższy w składzie trzech połączonych Izb: Izby Cywilnej, Izby Karnej oraz Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego wydał uchwałę (sygn.  BSA I-4110-1/20). Uchwała ma charakter bezprecedensowy. Określiła zasady weryfikacji nominacji sędziowskich dokonywane przez Krajową Radę Sądownictwa w nowym składzie. Wprawdzie uchwała na razie odniosła mniejsze skutki niż można się było spodziewać, to jednak stanowiła historyczny akt obrony niezależności sądownictwa. Będzie także wpływać na dalsze rozstrzygnięcia podejmowane na szczeblu europejskim. Można się bowiem spodziewać, że wyrok Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 1 grudnia 2020 r. w sprawie Ástráðsson przeciwko Islandii (skarga nr 26374/18) otwiera drzwi do przełomowych rozstrzygnięć dotyczących niezależności polskich sędziów.

2. Zakwestionowanie uchwał „antyLGBT”

14 lipca 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach (sygn. akt III SA Gl 15/20) uchylił uchwałę przeciwko ideologii LGBT przyjętą przez Radę Gminy Istebna. Jest to wyrok, który imponuje swoim uzasadnieniem odwołującym się do dyskryminującego charakteru uchwały oraz jej sprzeczności z prawami człowieka. W trzech innych sprawach wojewódzkie sądy administracyjne przyjęły podobne rozstrzygnięcia i uwzględniły skargi RPO. W dwóch uznały, że uchwały nie mogą być kwestionowane ze względu na ich deklaratywny, a nie normatywny charakter. Wyroki WSA zostały zaskarżone do NSA, jednak już teraz wywołują duży wpływ na debatę i praktyki lokalnych społeczności.

3. Dostęp do procedury uchodźczej na granicy w Terespolu

23 lipca 2020 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie M.K. i inni przeciwko Polsce (skargi nr 40503/17, 42902/17 i 43643/17) rozstrzygnął czy Polska może stosować tzw. praktykę push-back, polegającą na odmowie przyjmowania wniosków o status uchodźcy  Praktyka taka miała miejsce na przejściu granicznym Brześć-Terespol. Dzięki zaangażowaniu licznych prawników pro bono i organizacji społecznych osoby pokrzywdzone uzyskały wsparcie prawne na poziomie krajowym, jak i w postępowaniu przed Trybunałem w Strasburgu. Trybunał stwierdził naruszenie szeregu gwarancji Konwencji, w tym stwierdził nierespektowanie przez Polskę zarządzonych środków tymczasowych.

4. Odpowiedzialność za wybory korespondencyjne

15 września 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (sygn. VII SA/Wa 992/20)  stwierdził nieważność decyzji Prezesa Rady Ministrów nakazującej Poczcie Polskiej zorganizowanie wyborów korespondencyjnych. Decyzja Premiera z 16 kwietnia 2020 r. stała się podstawą wystąpienia przez Pocztę Polską o wystąpienie do władz samorządowych o przekazanie jej spisów wyborców. Wybory nie zostały ostatecznie zorganizowane. WSA w Warszawie stwierdził rażące naruszenie prawa przez Premiera oraz wskazał na podejmowanie działań bez podstawy prawnej. Sprawa jest obecnie przedmiotem rozpoznania NSA, ale wrześniowy wyrok WSA wywołał poważną dyskusję na temat zastosowania zasady legalizmu w postępowaniu najwyższych władz, a także konsekwencji jej nierespektowania dla praw i wolności człowieka i obywatela.

5. Ustawa „dezubekizacyjna”

16 września 2020 r. Sąd Najwyższy wydał uchwałę w składzie 7 sędziów (III UZP 1/20) w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Zdaniem Sądu Najwyższego kryterium „służby na rzecz totalitarnego państwa” powinno być oceniane na podstawie wszystkich okoliczności sprawy, w tym także na podstawie indywidualnych czynów i ich weryfikacji pod kątem naruszenia podstawowych praw i wolności człowieka. Wyrok ma potężne skutki dla orzecznictwa sądów powszechnych. Wiele osób pokrzywdzonych przez ustawę ma wreszcie szanse na uzyskanie sprawiedliwości oraz na rozstrzygnięcie emerytalne dotyczące ich indywidualnej sytuacji, bez stosowania zasad odpowiedzialności zbiorowej.

6. Ochrona praw osoby transpłciowej w zatrudnieniu

29 września 2020 r. Sąd Okręgowy w Warszawie (sygn. akt  V Ca 2686/19) potwierdził gwarancje ochrony praw osób transpłciowych w zatrudnieniu niepracowniczym (branża ochrony osób i mienia). Sąd zastosował ustawę z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. Sąd uznał, że przesłanka „płci” obejmuje także „tożsamość płciową”, a zakaz dyskryminacji osób transpłciowych należy wywodzić również z art. 32 Konstytucji.

7. Prawo do świadczenia pielęgnacyjnego

6 października 2020 r. Naczelny Sąd Administracyjny (I OSK 371/20) określił  relacje pomiędzy prawem do świadczenia pielęgnacyjnego, a możliwością jednoczesnego kształcenia się osoby pełnoletniej w szkole w trybie dziennym. NSA uznał, że postępowanie dotyczące przyznania świadczenia pielęgnacyjnego wymaga uwzględniania szeregu okoliczności dotyczących sytuacji osobistej i rodzinnej osoby ubiegającej się o to świadczenie oraz osoby potrzebującej opieki. Nie można zatem stosować przepisów w oderwaniu od realiów społecznych. Polska musi poprawić przepisy dotyczące obowiązku całkowitego zrezygnowania z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej, w przypadku pobierania świadczenia pielęgnacyjnego. Wyrok NSA jest świadectwem do jak niesprawiedliwych sytuacji może dochodzić w przypadku bezwzględnych zakazów.

8. Skarga nadzwyczajna a skarga na stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia

15 października 2020 r. Sąd Najwyższy w uchwale „siódemkowej”  wydanej przez Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych (sygn. III PZP 4/20) rozstrzygnął konflikt między dwoma środkami prawnymi. SN stwierdził, że strona wnosząca skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego wyroku (art. 4241 k.p.c.) nie ma obowiązku wykazania, że wzruszenie zaskarżonego wyroku w drodze skargi nadzwyczajnej nie było i nie jest możliwe. Uchwała ma istotne znaczenie dla stron postępowań, choćby ze względu kwestie związane z odpowiedzialnością odszkodowawczą Skarbu Państwa czy brak skorelowania terminów korzystania z różnych środków prawnych. Izba Cywilna SN w niektórych rozstrzygnięciach przyjmowała odmienną interpretację przepisów, co mogło prowadzić do pokrzywdzenia skarżących. Odejście od wskazanej uchwały z 15 października 2020 r. wymagałoby uchwały połączonych dwóch izb SN.

9. Wolność artystyczna

22 października 2020 r. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO dotyczącą odpowiedzialności karnej za wywieszenie banneru „Tęsknię za Tobą, Żydzie” (III KK 69/20). Akcja została zorganizowana przez Rafała Betlejewskiego oraz Dawida Gurfinkiel. Banner wisiał w czerwcu 2019 r. ma rynku w Węgrowie przez godzinę i miał na celu upamiętnienie ofiar Holocaustu. Artyści zostali jednak ukarani na podstawie art. 63a ust. 1 Kodeksu wykroczeń na kary grzywny. Sąd Najwyższy uchylił wyroki nakazowe. Wyrok SN jest ważny ze względu na odwołanie się do wartości konstytucyjnych (art. 73 Konstytucji), a także wskazanie, że czyn nie miał znamion szkodliwości społecznej – raczej wręcz przeciwnie wskazywał na kwestie, które powinny być przedmiotem szczególnej wrażliwości i refleksji.

10. Działalność gospodarcza w czasie pandemii

27 października 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu (II SA/Op 219/20) odniósł się do kwestii ograniczeń w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej (zakład fryzjerski) w warunkach pandemii. Sąd uchylił decyzje organów sanitarnych, powołując się na argumenty natury konstytucyjnej. Zdaniem WSA w Opolu rezygnacja Rady Ministrów z wprowadzenia stanu klęski żywiołowej (art. 232 Konstytucji) oznacza, iż do uregulowań prawnych dotyczących ograniczeń praw i wolności człowieka i obywatela mają zastosowanie wszystkie konstytucyjne i legislacyjne zasady. Wprowadzenie ograniczeń w zakresie swobody działalności gospodarczej musi odbywać się na podstawie ustawy oraz zgodnie z zasadami proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji RP). Nadzwyczajne okoliczności, takie jak stan epidemii nie usprawiedliwiają rezygnacji z tych zasad. Delegacja ustawowa zawarta we wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa przepisach art. 46 b ustawy o zapobieganiu chorobom zakaźnym nie jest w tym zakresie wystarczająca, gdyż nie pozwala na całkowite zakazywanie działalności gospodarczej.

Powyższy wybór orzeczeń ma charakter subiektywny, jak każde zestawienie tego typu. Nie uwzględnia wyroków haniebnych czy rażąco sprzecznych z gwarancjami ochrony praw człowieka. W 2020 r. sądy w wielu sprawach były strażnikami wartości konstytucyjnych oraz stały po stronie obywateli w zakresie ochrony ich praw i wolności. Za taką postawę, w szczególnie trudnych czasach, należą się sędziom podziękowania.

Dr hab. Adam Bodnar, prof. Uniwersytetu SWSP, Rzecznik Praw Obywatelskich VII kadencji

Warszawa, 23 grudnia 2020 r.

Ukarany w trybie nakazowym - miał przeszkadzać w zgromadzeniu upamiętniającym katastrofę w Smoleńsku. Rzecznik składa kasację. [AKTUALIZACJA] SN ją uwzględnia

Data: 2021-05-10, 2020-12-28
  • Obywatel uczestniczył w kontrmanifestacji wobec cyklicznego zgromadzenia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku
  • Sąd ukarał go grzywną za próbę przeszkadzania temu zgromadzeniu okrzykami; uczynił to w trybie nakazowym - bez rozprawy i wysłuchania obwinionego
  • Jest to możliwe tylko, gdy okoliczności czynu i wina nie budzą wątpliwości
  • Tymczasem nie ustalono, jakie okrzyki wznosił obywatel, a przede wszystkim - czy nie realizował w ten sposób gwarantowanych konstytucyjnie wolności słowa i zgromadzeń
  • AKTUALIZACJA: 26 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony przez RPO wyrok i umorzył postępowanie

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego na korzyść obywatela. 

W ocenie RPO wyrok zapadł z rażącym naruszeniem przepisów. Orzekanie w postępowaniu nakazowym (zastrzeżonym dla najbardziej oczywistych przypadków) jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości, z uwzględnieniem jego wyjaśnień i innych dowodów zebranych w postępowaniu wyjaśniającym. A w tej sprawie tak nie było.

Historia sprawy

Obywatel wraz z grupą innych został obwiniony przez policję o to, że w październiku 2017 r. na Krakowskim Przedmieście "usiłował przeszkodzić” cyklicznemu zgromadzeniu upamiętniającemu ofiary katastrofy w Smoleńsku. Przeszkadzanie miało polegać na okrzykach w kierunku tego zgromadzenia.

Zgodnie z art. 52 § 2 pkt 1 Kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

Wyrokiem nakazowym z 16 kwietnia 2018 r. Sąd Rejonowy uznał obywatela za winnego tego wykroczenia i ukarał go 300 zł grzywny. W maju 2018 r. sąd nie uwzględnił wniosku obwinionego o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku nakazowego. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pozostali obwinieni w tej samej sprawie złożyli skuteczne sprzeciwy od wyroku nakazowego. Zostali potem uniewinnieni przez sąd.

Argumenty RPO

Materiał dowodowy nie wskazuje jednoznacznie, by obwinionemu można było przypisać zarzucany mu czyn.

Nie zbadano, czy korzystał on z wolności wyrażania poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji) oraz wolności zgromadzeń (art. 57 Konstytucji).  A wolność zgromadzeń obejmuje także prawo do kontrdemonstracji. Również ona pozostaje pod ochroną Konstytucji; służy bowiem wyrażeniu protestu i sprzeciwu wobec innego zgromadzenia.

Przesłuchany przez policję obywatel nie przyznał się do zarzutu. Podkreślał, że brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej. Policja nie zebrała zaś dowodów na potwierdzenie czy też zaprzeczenie wersji obwinionego co do legalności tego zgromadzenia. Istotne było także, czy organizator kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne.

Przewodniczący cyklicznego zgromadzenia zeznał zaś, że widział grupę osób, którą w powiązaniu z transparentem „kłamca”, utożsamił z osobami poprzednio zakłócającymi zgromadzenie. Nie wskazał, jakie okrzyki wznoszono. Według niego kontrmanifestacja znajdowała się mniej niż 100 m od zgromadzenia cyklicznego.

Policjant, który interweniował wobec obwinionego, nie wskazał w jakiej odległości od zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania. Nie podał też, jakie okrzyki obwinionego miały przeszkadzać zgromadzeniu.

Przebieg wydarzeń był przez policję rejestrowany; płyty DVD dołączono do wniosku o ukaranie. Jednak treści te nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym.

Z zeznań świadków nie wynika zatem:

  • na czym polegało przeszkadzanie,
  • jakie wznoszono okrzyki,
  • jakie było natężenie zakłócenia stwarzanego przez obwinionego, 
  • czy i jakich środków nagłaśniających używano podczas zgromadzenia cyklicznego.

Dlatego zdaniem RPO w świetle zebranego materiału dowodowego nie można było jednoznacznie ustalić, czy obwiniony istotnie przeszkadzał lub usiłował przeszkadzać miesięcznicy, czy też realizował przysługujące mu konstytucyjne wolności. Dołączone do wniosku o ukaranie dowody nie były jednoznaczne.

Sąd był zatem obligowany do rozpoznania sprawy na rozprawie, aby  wyjaśnić  wszystkie istotne okoliczności zdarzenia. A to mogło doprowadzić do odmiennego rozstrzygnięcia. Inni bowiem obwinieni, którzy skutecznie wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, po przeprowadzeniu rozprawy zostali w lipcu 2020 r. prawomocnie uniewinnieni.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i  umorzenie postępowania wobec obywatela z powodu przedawnienia karalności. Od czynu upłynęły już trzy lata, a po takim czasie wykroczenie nie może być już ścigane.

Sąd Najwyższy rozpatrując kasację 26 kwietnia 2021 r. stwierdził:

Kasacja wniesiona w tej sprawie przez Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się oczywiście zasadna.

Zaskarżony kasacją wyrok nakazowy, w okolicznościach procesowych tej sprawy, został wydany z rażącym naruszeniem art. 93 § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.s.w.) Zgodnie z tym przepisem, orzekanie w postępowaniu nakazowym może nastąpić jedynie wówczas, gdy okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości. Rozstrzyganie w sprawie wykroczeniowej na posiedzeniu, bez udziału stron, możliwe jest więc tylko wtedy, gdy brak wątpliwości co do sprawstwa i winy obwinionego ma oparcie w załączonym do wniosku o ukaranie, a uznanym przez sąd za ujawniony, materiale dowodowym.

Tymczasem, jak słusznie podnosi się w kasacji, materiał dowodowy zgromadzony w toku czynności wyjaśniających, dołączony do wniosku o ukaranie, nie wskazywał jednoznacznie na to, że istniała możliwość przypisania [panu A.S]  popełnienia zarzucanego mu wykroczenia określonego w art. 52 § 2 pkt 1 kodeksu wykroczeń.

Na etapie czynności wyjaśniających, przesłuchany w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, [pan A.S.] wyjaśnił, że nie przyznaje się do popełnienia takiego wykroczenia, a nadto dodał, że: „brał udział w legalnej manifestacji protestacyjnej". Świadek C.J. zeznał, że „w dniu 10 października 2017 roku pełnił funkcję przewodniczącego cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku", a także wskazał, że „zgromadzenie zostało zarejestrowane" i podał w jakim obszarze. Zwrócił uwagę na grupę osób, którą, w powiązaniu z treścią zawieszonego transparentu „kłamca", utożsamił z osobami poprzedniozakłócającymi zgromadzenie. Podał odległość mniejszą niż 100 m od planowanego zgromadzenia cyklicznego, a świadek ten nie podał, jakiej treści były okrzyki wznoszone przez tę grupę osób.

Z kolei świadek M.M.  zeznał, że: „podjął interwencję wobec mężczyzny, który krzykiem i hałasem zakłócał przebieg legalnego zgromadzenia cyklicznego", a także, że: „po wylegitymowaniu osobą okazał się być A.S. ". Nie podał jednak, w jakiej odległości od obszaru zgromadzenia cyklicznego doszło do zatrzymania obwinionego, ani też, w jaki sposób miał być czyniony przez obwinionego hałas i jakiej treści okrzyki obwinionego mogły przeszkodzić w przebiegu zgromadzenia publicznego.

Notatki służbowe i urzędowe funkcjonariuszy Policji wskazywały, że przebieg zgromadzenia publicznego, jak też tzw. kontrmanifestacji był rejestrowany zapisem DVD. Płyty DVD zostały dołączone do wniosku o ukaranie. Nie zostały one jednak odtworzone w toku czynności wyjaśniających, a zatem nie były znane sądowi orzekającemu w trybie nakazowym. Nie zostały też zebrane dowody na potwierdzenie, czy też zaprzeczenie, wersji obwinionego, co do legalności zgromadzenia, w którym brał udział. Istotnym zatem było, czy organizator tzw. kontrmanifestacji zgłosił i uzyskał zgodę organu gminy, czy też było to zgromadzenie spontaniczne w rozumieniu ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach! (Dz. U. z 2019 r., poz. 631).

Z zeznań świadków nie wynika przy tym, na czym polegało przeszkadzanie, jakie były treści wypowiadanych okrzyków, jak też nie wskazywały na natężenie zakłócenia, jakie miał stwarzać obwiniony, ani też, czy i jakie środki nagłaśniające były używane w odbywającym się zarejestrowanym zgromadzeniu cyklicznym.

W świetle takiego materiału dowodowego nie można było w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości ustalić, czy zachowanie obwinionego istotnie stanowiło wypełnienie czynności sprawczej „przeszkadzania lub usiłowania przeszkadzania" w rozumieniu art. 52 § 2 pkt 1 k.w. czy też w ten sposób realizował on przysługujące mu konstytucyjne wolności. Brak takiej pewności stanowił przeszkodę do wydania w niniejszej sprawie wyroku nakazowego w trybie art. 93 § 2 k.p.s.w.

Z powyższych powodów należało zaskarżony wyrok nakazowy uchylić.

Wobec tego, że zarzucany obwinionemu czyn miał mieć miejsce w