Zawartość
Liczba całkowita wyników: 118

Sądy powszechne

Data początkowa
np.: 07/2020
Data końcowa
np.: 07/2020
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Autor „tęczowej” przeróbki herbu Jordanowa nie znieważył grupy ludności dopiskiem: „Precz z narodowcami"  

Data: 2020-06-26
  • Sąd dla nieletnich stwierdził brak znamion przestępstwa z art. 257 Kodeksu karnego i umorzył postępowanie wobec 16-latka  
  • Sprawa trafiła do sądu po tym, jak przerobił on w sieci herb miasta, dodając do niego tęczowe tło. Dopisał też komentarz: „Jordanów proLGBT, precz z narodowcami”

W lutym 2020 r. 16-latek z Jordanowa uczynił to, zabierając głos w debacie publicznej o sytuacji osób LGBT. Było to po tym, jak uchwałę "anty-LGBT" wydała m.in. Rada Gminy Jordanów.

Burmistrz publicznie go skrytykował i powiadomił organy ścigania.

Prokuratura po postępowaniu sprawdzającym doszła do wniosku, że 16-latek dopuścił się czynu zabronionego z art. 257 Kk - nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym - ponieważ opublikowany przez niego obrazek był opatrzony komentarzem "precz z narodowcami". Przekazała sprawę do sądu dla nieletnich.

Ten stwierdził, że nie doszło do popełnienia czynu karalnego ze względu na brak jego znamion w zachowaniu 16-latka.

Tym samym sąd postanowieniem z 21 maja 2020 r. o umorzeniu postępowania potwierdził zasadność argumentów Rzecznika Praw Obywatelskich, przedstawianych w wystąpieniach do burmistrza miasta w tej sprawie.

XI.519.1.2020

Sprawa zgromadzenia w Warszawie. RPO przystępuje do sprawy odmowy przyjęcia zgłoszenia przez władze miasta

Data: 2020-05-28
  • RPO przystąpił do postępowania przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie w sprawie odmowy rejestracji zgromadzenia przez władze Warszawy
  • Obywatel zgłosił zamiar organizowania zgromadzenia 29 maja w Warszawie, Prezydent Miasta odmówił 25 maja przyjęcia zgłoszenia, a kiedy obywatel złożył na to zażalenie do sądu okręgowego, ten jego wniosek oddalił 27 maja (sygn. akt XXV Ns 49/20).
  •  Sprawa w drugiej instancji trafiła do Sądu Apelacyjnego
  • [AKTUALIZACJA 29.05] Sąd uznał, że odmowa rejestracji nie jest decyzją administracyjną, więc nie może jej oceniać. Zachowanie miasta budzi wątpliwości konstytucyjne, ale i tak sąd oddalił sprawę

Miasto odmówiło rejestracji zgromadzenia tłumacząc to obowiązującym zakazem zgromadzeń w związku ze stanem epidemii. Zdaniem obywatela w ten sposób naruszona została gwarantowana mu przez Konstytucję wolność zgromadzeń. Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił odwołanie, bo jego zdaniem miasto niczego nie uniemożliwiło, tylko poinformowało o niemożności zarejestrowania zgromadzenia. Informacja to nie decyzja, którą sąd mógłby ocenić. Dlatego sprawy w ogóle nie rozpatrzył merytorycznie.

RPO się z tym nie zgadza. Podkreśla że wolność zgromadzeń publicznych zagwarantowana w art. 57 Konstytucji jest jednym z podstawowych mechanizmów zapewniających obywatelom możliwość czynnego udziału w życiu publicznym i zabierania głosu w istotnych dla nich kwestiach. Rzecznik Praw Obywatelskich ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń publicznych w związku ze stanem epidemii i koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Wątpliwości Rzecznika budzi jednak utrzymywanie na podstawie § 13 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów całkowitego zakazu w tym zakresie. Stan taki bowiem prowadzi w praktyce do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa obywateli do pokojowych zgromadzeń publicznych wynikającego z Konstytucji, co stoi w sprzeczności z konstytucyjnie dopuszczalnym zakresem ograniczania prawa podmiotowego i zasadą proporcjonalności wynikającą z art. 31 Konstytucji.

W ocenie Rzecznika niniejsze postępowanie może więc mieć istotne znaczenie z punktu widzenia podstawowych praw i wolności obywateli.

Argumenty prawne RPO

1. Pismo Prezydenta m. st. Warszawy jest decyzją administracyjną

Sąd Okręgowy w Warszawie wskazał, że „nie można uznać, że pismo organu Prezydenta m. st. Warszawy z dnia 25 maja 2020 r. o charakterze informacyjnym, tj. informujące de facto o braku udostępnienia informacji o miejscu i terminie zgromadzenia (art. 23 w/w ustawy) - z uwagi na wynikający z rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r. bezterminowy zakaz organizowania zgromadzeń w rozumieniu ustawy Prawo o zgromadzeniach (por. § 13 ust. 1 pkt 1 w/w rozporządzenia), stanowiło decyzję administracyjną”. Sąd uznał, że pismo z dnia 25 maja 2020 r. nie zawierało władczego rozstrzygnięcie zakazującego zgromadzenia, a jedynie zawierało „treść informacyjną”, a tym samym nie zawierało minimum elementów decyzji administracyjnej (oznaczenie organu, adresata decyzji, rozstrzygnięcie i podpis osoby uprawnionej do jej wydania). Odwołanie nie zostało zatem poddane merytorycznemu rozpoznaniu.

W doktrynie zwraca się uwagę, że przy wydawaniu decyzji o zakazie zgromadzenia publicznego stosuje się przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego. Decyzja powinna więc zawierać wszystkie elementy wskazane w art. 107 § 1 k.p.a., czyli oznaczenie organu administracji publicznej, datę wydania, oznaczenie strony lub stron, powołanie podstawy prawnej, rozstrzygnięcie, uzasadnienie faktyczne i prawne, pouczenie, określenie czy i w jakim trybie służy od niej odwołanie, podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego osoby upoważnionej do jej wydania lub, gdy została ona wydana w formie dokumentu elektronicznego, powinna być opatrzona bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu. Ponadto, decyzja powinna zawierać pouczenie o dopuszczalności wniesienia odwołania do sądu powszechnego zgodnie z art. 16 ustawy Prawo o zgromadzeniach (por. Agnieszka Rzetecka-Gil, Komentarz do art. 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach, Wolters Kluwer 4.10.2019).

Rozważenia wymaga kwestia, czy pismo Prezydenta m. st. Warszawy z dnia 25 maja 2020r. jest decyzją, o której mowa w art. 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach, jak twierdzi Skarżący, czy też pismo to nie spełnia wymagań pozwalających na uznanie, że organ wydał decyzję, jak przyjął Sąd Okręgowy.

W doktrynie wskazuje się, że za minimum elementów decyzji administracyjnej uznaje się cztery składniki: oznaczenie organu, adresata decyzji, czyli strony lub stron, rozstrzygnięcie i podpis osoby uprawnionej do jej wydania. Dlatego pismo zawierające rozstrzygnięcie w sprawie załatwianej w drodze decyzji administracyjnej jest nią, pomimo niespełnienia w pełni warunków formalnych, przewidzianych w art. 107 § 1 k.p.a., gdy pismo to zawiera tylko wymienione minimum składników niezbędnych do zakwalifikowania go jako decyzję (por. R. Hauser, Komentarz do art. 107 k.p.a., wydanie 6 z 2020r., Legalis; J. Borkowski, glosa do wyroku NSA z 20.7.1981r., SA 1163/18).

Ponadto, w literaturze i orzecznictwie podkreśla się, że na zakwalifikowanie aktu do kategorii decyzji administracyjnych nie ma wpływu nazwa tego aktu (zob. J. Starościak, [w:] Iserzon, Starościak, KPA. Komentarz, 1970, komentarz do art. 104, wyrok SN z 18.10.1985r., II CR 320/85, OSNC 1986, Nr 10, poz. 158; wyr. NSA z 3.8.2001r., III SAB 34/01; wyrok WSA w Krakowie z 11.4.2013r., III SA/Kr 356/12). Z tego względu użyta w przepisach prawa dana nazwa aktu administracyjnego kończącego postępowanie administracyjne nie jest istotna dla jego właściwej kwalifikacji prawnej. Istotne są natomiast te jego elementy, które pozwalają na odróżnienie decyzji administracyjnej od innych aktów administracyjnych, tj. nierozstrzygających indywidualnych spraw co do ich istoty (zob. komentarz do art. 104 k.p.a., pod red. R. Hausera, wydanie 6 z 2020 r., Legalis). Samo też oznaczenie danego aktu dokonane w sposób wadliwy, czego przejawem jest np. brak podania podstawy prawnej zawartej w prawie materialnym, nie zmienia charakteru danego aktu funkcjonującego w obrocie prawnym jako decyzja administracyjna. Z tego względu pismo niemające formy decyzji jest decyzją administracyjną, jeżeli pochodzi od organu administracji publicznej, skierowane jest na zewnątrz i w sposób władczy rozstrzyga o prawach lub obowiązkach podmiotów administrowanych w sprawie indywidualnej (zob. A. Wiktorowska, [w:] M. Wierzbowski, Postępowanie administracyjne, Warszawa 2012, s. 143; a także wyrok NSA z 24.7.2014r., syn. Akt I OSK 898/13).

Odnosząc te uwagi do sprawy uznać trzeba, że pismo Prezydenta m. st. Warszawy z dnia 25 maja 2020 r. zawiera minimum elementów decyzji administracyjnej, tj. oznaczenie organu (Prezydent m.st. Warszawy), adresata decyzji, czyli stronę (Skarżącego), rozstrzygnięcie o istocie sprawy polegające na poinformowaniu o obowiązującym zakazie organizacji wszelkich zgromadzeń publicznych oraz podpis osoby uprawnionej do wydania tego rozstrzygnięcia (podpis identyfikujący autora pisma). Nie można więc zgodzić się ze stanowiskiem Sądu Okręgowego, że informacja o obowiązywaniu zakazu nie stanowi rozstrzygnięcia zakazującego organizacji zgromadzenia publicznego. Uznanie powyższej argumentacji prowadziłoby do całkowitego uniemożliwienia kontroli sądowej decyzji organu gminy i stanowiłoby de facto obejście prawa. Informacja o istnieniu zakazu, interpretowana w świetle przesłanego zawiadomienia o organizacji zgromadzenia, musi bowiem prowadzić do wniosku, że w indywidualnej sprawie obywatela wydano decyzję zakazującą, jest to bowiem jedyna interpretacja, która gwarantuje realizację prawa obywateli do drogi sądowej (art. 77 ust. 2 Konstytucji RP w zw. z art. 45 ust. 1 Konstytucji RP), a tym samym ochronę konstytucyjnej wolności zgromadzeń publicznych. Ponadto, stanowisko wyrażone w powołanym wyżej piśmie nie zawiera informacji o niemożności wydania decyzji, o której mowa w art. 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach.

Należy w tym miejscu odnieść się również do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i interpretującej ją orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (dalej jako: ETPC). Zgodnie z ukształtowaną linią orzeczniczą ETPC prawo dostępu do sądu musi być jednocześnie „praktyczne i skuteczne” (sprawa Bellet przeciwko Francji, skarga nr 23805/94, § 38). Aby prawo dostępu było skuteczne, jednostka musi „posiadać wyraźną i praktyczną możliwość zakwestionowania czynności stanowiącej ingerencję w jej prawa” (sprawa Bellet przeciwko Francji, skarga nr 23805/94, §36). W szczególnych okolicznościach danej sprawy, praktyczny i skuteczny charakter tego prawa może zostać osłabiony, na przykład przez istnienie przeszkód natury proceduralnej, uniemożliwiających lub ograniczających możliwości wystąpienia do sądu, w tym szczególnie rygorystyczna interpretacja przez sądy krajowe jakiejś reguły proceduralnej (nadmierny formalizm) może pozbawić skarżących ich prawa do sądu (sprawa Perez de Rada Cavanilles przeciwko Hiszpanii, skarga nr 116/1997/900/1112, § 49; sprawa Miragall Escolano przeciwko Hiszpanii, skargi nr 38366/97, 38688/97, 40777/98, 40843/98, 41015/98, 41400/98, 41446/98, 41484/98, 41487/98 i 41509/98, § 38; sprawa Société anonyme Sotiris i Nikos Koutras ATTEE przeciwko Grecji, skarga nr 39442/98 § 20; sprawa Beles i inni przeciwko Czechom, skarga nr 47273/99, § 50; sprawa RTBF przeciwko Belgii, skarga nr 50084/06 §§ 71, 72, 74). Ponadto, prawo do sądu obejmuje nie tylko prawo do wszczęcia postępowania, ale także prawo do rozstrzygnięcia sporu przez sąd (sprawa Beneficio Cappella Paolini przeciwko San Marino, skarga nr 0786/98, § 29, dotycząca odmowy wymierzenia sprawiedliwości).

Powyższe konstatacje prowadzą do wniosku, że Sąd Okręgowy w Warszawie nietrafnie odrzucił odwołanie, które wymaga merytorycznego rozpoznania. Konieczna będzie w szczególności ocena realizacji przesłanek wynikających z ustawy Prawo o zgromadzeniach, a także z rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 878 i 904).

2. Naruszane są przepisy Prawa o zgromadzeniach

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich w niniejszej sprawie, po otrzymaniu zawiadomienia Wnioskodawcy, organ powinien zastosować procedurę uregulowaną w Prawie o zgromadzeniach, tj. udostępnić niezwłocznie na stronie podmiotowej w Biuletynie Informacji Publicznej informację o miejscu i terminie organizowanego zgromadzenia zgodnie z art. 7 ust. 3 tej ustawy i ewentualnie wydać decyzję administracyjną o zakazie zgromadzenia publicznej na podstawie art. 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach. Rzecznik Praw Obywatelskich podziela tym samym stanowisko wyrażone w postanowieniu Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 26 maja 2020 r., sygn. akt V ACz 333/20, stwierdzające, że zgłoszenie zawiadomienia o zamiarze zwołania zgromadzenia publicznego aktualizuje po stronie organu obowiązek podjęcia określonych działań o charakterze przede wszystkim techniczno-organizacyjnym. Obowiązki te zostały w szczególności wskazane w art. 7 ust. 3 i art. 8 i art. 22 ustawy Prawo o zgromadzeniach. Należy do nich m.in. obowiązek rejestracji wniesienia zawiadomienia o zamiarze zorganizowania zgromadzenia publicznego z uwzględnieniem daty, godziny oraz minuty wniesienia zawiadomienia (art. 9 ust. 2 ustawy).

Zgodnie z treścią § 13 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów aż do odwołania zakazuje się organizowania zgromadzeń publicznych w rozumieniu art. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. – Prawo o zgromadzeniach. Z treści tego przepisu nie wynika wyłączenie aż do odwołania stosowania przepisów Prawa o zgromadzeniach, a jedynie jest to przesłanka do zakazu organizowania zgromadzeń publicznych w rozumieniu tej ustawy. Właściwe organy gminy są cały czas zobowiązane do podejmowania działań określonych w Prawie o zgromadzeniach. Wydawanie przez organ nieprzewidzianej w ustawie informacji o obowiązywaniu zakazu organizacji zgromadzeń publicznych zamiast wydania decyzji administracyjnej o zakazie zgromadzenia publicznego stwarza po stronie obywatela poczucie niepewności prawnej i może w istotny sposób utrudniać dochodzenie na drodze sądowej naruszonych wolności i praw. Tym samym bezsprzeczne jest w niniejszej sprawie, że organ gminy nie wypełnił ciążących na nim obowiązków ustawowych. Ponadto, w takiej sytuacji wnioskodawca nie ma możliwości zakwestionowania zaistnienia merytorycznych przesłanek do wydania zakazu zgromadzenia publicznego. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia art. 77 ust. 2 Konstytucji RP w zw. z art. 45 ust. 1 Konstytucji oraz art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Dla zagwarantowania pełnej realizacji wolności zgromadzeń publicznych koniecznym jest zapewnienie możliwości efektywnej kontroli sądowej decyzji o zakazie organizacji zgromadzenia publicznego, czyli istnienia możliwości weryfikacji rozstrzygnięcia zakazującego zgromadzenia przed jego planowaną datą. Dlatego też jedyną efektywną metodą kontroli decyzji organu jest procedura odwołania przewidzianego w art. 16 Prawa o zgromadzeniach. Sąd Okręgowy tymczasem nie dokonał oceny merytorycznej przekazanej decyzji, a tym samym nie dokonał w ogóle oceny rzeczywistego zaistnienia zagrożenia dla życia lub zdrowia w planowanym miejscu organizacji zgromadzenia publicznego. Należy zwrócić uwagę, że z doniesień medialnych wynika, że poziom zagrożenia epidemicznego w województwie mazowieckim jest obecnie stosunkowo niski. Brak kontroli sądowej w zakresie zaistnienia przesłanek całkowitego ograniczenia prawa obywatela do organizacji pokojowego zgromadzenia narusza zatem wskazane w petitum niniejszego pisma przepisy Konstytucji RP oraz Konwencji.

3. Całkowity zakaz zgromadzeń publicznych jest konstytucyjnie wątpliwy

Zgodnie z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Sąd może więc dokonywać oceny konstytucyjności przepisów rozporządzenia. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich całkowite wyłączenie przepisami rozporządzenia Rady Ministrów możliwości organizowania zgromadzeń publicznych stanowi naruszenie istoty wolności zgromadzeń wyrażonej w art. 57 Konstytucji RP, co budzi wątpliwości z punktu widzenia art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. W ocenie Rzecznika w niniejszej sprawie sąd jest uprawniony do oceny proporcjonalności zakazu wyrażonego w § 14 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia RM oraz tego, czy nie narusza on istoty konstytucyjnie chronionej wolności zgromadzeń publicznych.

Należy podkreślić, że wolność zgromadzeń publicznych zagwarantowana w art. 57 Konstytucji RP jest jednym z podstawowych mechanizmów zapewniających obywatelom możliwość czynnego udziału w życiu publicznym i zabierania głosu w istotnych dla nich kwestiach. Wolność ta jest gwarantowana również przez art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zmianą wprowadzoną rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 24 marca 2020 r. o zmianie rozporządzenia w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz. U. poz. 522), polegającą na dodaniu do rozporządzenia § 11 a ust. 1 wprowadzono całkowity zakaz organizowania zgromadzeń w rozumieniu art. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. – Prawo o zgromadzeniach (Dz. U z 2019 r. poz. 632). Zakaz ten został utrzymany przez § 14 ust. 1 pkt 1 rozporządzeń Rady Ministrów z dnia 31 marca 2020 r., z dnia 10 kwietnia 2020 r., z dnia 19 kwietnia 2020 r., z dnia 2 maja 2020 r. oraz § 13 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 r.

Wprowadzane kolejnymi rozporządzeniami bezwzględne zakazy organizowania zgromadzeń publicznych obejmują zgromadzenia jako zgrupowania osób na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób w określonym miejscu w celu odbycia wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych (art. 3 ust. 1 Prawa o zgromadzeniach). Obejmują one także zakaz zgromadzeń spontanicznych, które odbywają się w związku z zaistniałym nagłym i niemożliwym do wcześniejszego przewidzenia wydarzeniem związanym ze sferą publiczną, którego odbycie w innym terminie byłoby niecelowe lub mało istotne z punktu widzenia debaty publicznej (art. 3 ust. 2 Prawa o zgromadzeniach). Upoważnienie to wprowadzenia w rozporządzeniu zakazu organizowania zgromadzeń wynika z art. 46 ust. 4 pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239). Stanowi on, że odpowiednio Minister Zdrowia/Rada Ministrów może ustanowić zakaz organizowania widowisk i innych zgromadzeń ludności.

Z art. 57 Konstytucji RP wynika, że każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać wyłącznie ustawa. Dopuszczalne warunki ograniczenia wolności zgromadzeń publicznych wynikają z ogólnej klauzuli zawartej w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Ograniczenie może zostać więc ustanowione tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy jest konieczne w demokratycznym państwie m. in. dla ochrony zdrowia. Ograniczenie to nie może jednak naruszać istoty wolności. Z punktu widzenia zakazów zgromadzeń wprowadzanych kolejnymi rozporządzeniami istotne jest także to, że w stanie klęski żywiołowej wolność zgromadzeń również podlega ograniczeniom na warunkach określonych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP (art. 233 ust. 3 Konstytucji RP). Jedynie w stanie wojennym i wyjątkowym wolność zgromadzeń może podlegać dalej idącym ograniczeniom (art. 233 ust. 1 i art. 228 ust. 3 Konstytucji RP) określonym w ustawie, włącznie z naruszeniem istoty tej wolności (por. M. Florczak-Wątor, „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz” pod red. P. Tulei, WKP 2019).

Przepisy kolejnych rozporządzeń w uprzywilejowany sposób traktują natomiast zgromadzenia związane z wykonywaniem zadań służbowych, które w ogóle nie podlegają ochronie na podstawie art. 57 Konstytucji RP, w uprzywilejowany też sposób traktują zgromadzenia w celach zawodowych i związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, chociaż nie ulega wątpliwości, że na gruncie Konstytucji RP zarówno wolność prowadzenia działalności gospodarczej (art. 22 Konstytucji RP), jak też wolność wykonywania zawodu (art. 65 ust. 1 Konstytucji RP) chronione są z mniejszą intensywnością niż wolność polityczna, jaką jest wolność zgromadzeń publicznych. Już w orzeczeniu z dnia 26 kwietnia 1995 r. (sygn. akt K 11/94) Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że surowsze oceny należy przykładać do regulacji praw i wolności osobistych i politycznych niż do praw ekonomicznych czy socjalnych. Stąd też o ile ogólną regułą jest, że wykazanie wymogu niekonstytucyjności nie spoczywa na ustawodawcy, to w przypadku tych praw lub wolności, którym Konstytucja RP przypisuje najwyższą rangę, już sam fakt ich ograniczenia może rodzić domniemanie niekonstytucyjności. Obalenie tego domniemania jest możliwe, ale ciężar dowodu w tym przypadku przenosi się na prawodawcę. W tym też prawnym kontekście należy postrzegać ograniczenia wolności zgromadzeń publicznych, a zwłaszcza jej całkowity zakaz, czyniony dodatkowo najniższym w hierarchii aktem normatywnym jakim jest rozporządzenie – akt wykonawczy do ustawy.

Oceniając z tej perspektywy konstytucyjnej bezwzględny zakaz organizowania zgromadzeń publicznych określonych w art. 3 Prawa o zgromadzeniach, wprowadzany kolejnymi rozporządzeniami, należy postawić mu szereg zarzutów. Przede wszystkim niedopuszczalne jest nadanie regulacji ustawowej dotyczącej przekazania do rozporządzenia materii wolności zgromadzeń charakteru blankietowego i odesłanie w całości tej materii do uregulowania w rozporządzeniu, a taki właśnie charakter ma art. 46 ust. 4 pkt 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Rada Ministrów została więc upoważniona (art. 46a i art. 46b pkt 1 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi) do wprowadzenia zakazu organizowania innych zgromadzeń ludności, chociaż w przypadku wolności zgromadzeń wymóg wyłączności ustawy musi być stosowany ze szczególnym rygoryzmem. Zakaz został jednak wprowadzony rozporządzeniami, a nie ustawą, chociaż art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wymaga ograniczenia konstytucyjnej wolności „tylko w ustawie”.

Nie powinno też ulegać wątpliwości, że wprowadzenie zakazu organizowania zgromadzeń, o których mowa w art. 3 Prawa o zgromadzeniach nastąpiło z naruszeniem zasady proporcjonalności. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności mogą być ustanawiane tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie. Przesłanka konieczności ograniczenia jest zaś merytorycznie tożsama z zasadą proporcjonalności. O tym, że wprowadzenie takiego zakazu nie było konieczne przesądził sam autor kolejnych rozporządzeń, umożliwiając w stanie epidemii odbywanie nieograniczonych co do liczby uczestników spotkań i zebrań związanych z wykonywaniem czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub działalności gospodarczej. Z punktu widzenia zagrożenia epidemicznego nie było, jak z tego wynika, konieczne – zdaniem organu wydającego rozporządzenia – zakazanie takich zgromadzeń czy choćby ich ograniczenie. Prawodawca postanowił także w ten szczególny sposób chronić zgromadzenia, które albo w ogóle nie mają rangi wolności konstytucyjnej (spotkania i zebrania związane z wykonywaniem zadań służbowych) albo których intensywność ochrony w świetle Konstytucji RP jest mniejsza niż intensywność ochrony zgromadzeń, o których mowa w art. 3 Prawa o zgromadzeniach (spotkania i zebrania związane z wykonywaniem czynności zawodowych lub działalności gospodarczej).

Jak stwierdził Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 28 czerwca 2000 r. (sygn. akt K 34/99) zgromadzenie, o którym mowa w art. 57 Konstytucji RP „stanowi szczególny sposób wyrażania poglądów, przekazywania informacji i oddziaływania na postawy innych osób. Jest niezwykle ważnym środkiem komunikacji międzyludzkiej zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej oraz formą uczestniczenia w debacie publicznej, a w konsekwencji – również w sprawowaniu władzy w demokratycznym społeczeństwie. Celem wolności zgromadzeń jest nie tylko zapewnienie autonomii i samorealizacji jednostki, ale ochrona również procesów komunikacji społecznej niezbędnych dla funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. U jej podstaw znajduje się zatem nie tylko interes poszczególnych jednostek, ale również interes ogólnospołeczny”. Poprzez korzystanie wolności zgromadzeń publicznych gwarantowany jest „w ten sposób podstawowy dla demokracji mechanizm konfrontacji różnych, kontrowersyjnych stanowisk, poglądów i idei, które często nie znajdują rozumienia u większości społeczeństwa. Zgromadzenia stanowią istotne uzupełnienie mechanizmu przedstawicielskiego, zapobiegając w państwie demokratycznym powstawaniu takich napięć w społeczeństwie, wynikających z przerwania komunikacji społecznej, które mogłyby zagrażać demokracji” (wyrok Trybunał Konstytucyjnego z dnia 18 stycznia 2006 r., sygn. akt K 21/05). Ponadto wolność zgromadzeń publicznych umożliwia jednostkom wpływanie na procesy decyzyjne, niezależnie od istniejących mechanizmów przedstawicielskich (wyrok Trybunał Konstytucyjnego z dnia 18 września 2014 r., sygn. akt K 44/12). W świetle tego ostatniego powołanego wyroku Trybunału Konstytucyjnego wolność zgromadzeń publicznych „umożliwia dokonywanie publicznej analizy źródeł, przyczyn oraz istoty niezadowolenia społecznego. Stwarza okazję do wyrażenia krytyki lub negacji obowiązującego porządku prawnego lub społecznego. Odgrywa więc rolę mechanizmu wczesnego ostrzegania. Dzięki temu organy przedstawicielskie mogą poznać źródła napięć wywołujących sprzeciw członków społeczeństwa w odniesieniu do konkretnych rozstrzygnięć w przestrzeni publicznej”.

Przedstawione powyżej poglądy, wypowiedziane w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, dobrze oddają istotę wolności zgromadzeń publicznych. Całkowity zakaz organizowania zgromadzeń publicznych wprowadzony przepisami kolejnych rozporządzeń narusza tak opisaną istotę wolności zgromadzeń. Powoduje, że Rzeczpospolita Polska nie tylko przestaje spełniać warunki wymagane dla państwa prawa, lecz przestaje także spełniać warunki wymagane dla państwa demokratycznego (art. 2 Konstytucji RP), skoro zakazane jest w ogóle korzystanie z podstawowego mechanizmu demokracji, jakim jest wolność zgromadzeń publicznych. Państwo nie preferuje już zebrań i spotkań pełniących funkcję partycypacyjną w społeczeństwie otwartym i demokratycznym, lecz swoją preferencją obdarza wyłącznie (o czym świadczy treść kolejnych rozporządzeń) zebrania i spotkania organizowane w związku z wykonywaniem zadań służbowych, wykonywaniem czynności zawodowych czy też z działalnością gospodarczą. Organizacji tych ostatnich zebrań i spotkań, nawet z udziałem dużych grup osób, nie przeszkadza wcale zaś według państwa, ogłoszony stan epidemii.

Słusznie wskazuje się (K. Wojtyczek, Granice ingerencji ustawodawczej w sferze praw człowieka w Konstytucji RP, Zakamycze 1999, s. 211), że „podjęcie przez organy państwowe ingerencji naruszającej istotę jakiegoś prawa jest dopuszczalne wyłącznie po wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego zgodnie z zasadami określonymi w rozdziale XI Konstytucji. Istota praw człowieka stanowi zatem kryterium podziału ograniczeń tych praw na zwykłe środki konstytucyjne, które mogą być stosowane poza stanami nadzwyczajnymi, oraz środki nadzwyczajne, możliwe do podjęcia wyłącznie w stanach nadzwyczajnych. Trybunał Konstytucyjny rozstrzygając, czy dane ograniczenie narusza istotę danego prawa, ustala jednocześnie, czy ograniczenie to jest możliwe do wprowadzenia bez uciekania się do instytucji stanu nadzwyczajnego. Należy dodać, że jedną z przesłanek wprowadzenia stanu nadzwyczajnego jest zaistnienie sytuacji, gdy zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające. Sytuacja taka może nastąpić w szczególności, jeżeli zachodzi konieczność sięgnięcia po środki naruszające istotę prawa człowieka.”

W tym przypadku, ogłaszając stan epidemii, nie sięgnięto równocześnie po określone w Konstytucji RP środki nadzwyczajne. W związku z tym nie było dopuszczalne, nie tylko rozporządzeniem, ale też ustawą naruszenie istoty konstytucyjnej wolności zgromadzeń publicznych. Dlatego też wprowadzany kolejnymi rozporządzeniami zakaz organizowania zgromadzeń w rozumieniu art. 3 Prawa o zgromadzeniach narusza art. 57 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP także przez to, że obejmuje on istotę tej konstytucyjnej wolności.

VII.613.86.2020

RPO wniósł o oddalenie wniosku prokuratury o wyłączenie od orzekania sędziów z powodu wystąpienia z pytaniami prejudycjalnymi do TS

Data: 2020-05-26
  • W sprawie toczącej się przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie prokurator wystąpił o wyłączenie z niej trójki sędziów składu orzekającego, uzasadniając to zwróceniem się przez nich z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.
  • Pytania dotyczyły statusu sędziów Sądu Najwyższego powołanych z udziałem nowej KRS, a także mocy prawnej wydanego przez tych sędziów orzeczenia.
  • Prokurator zarzucił sędziom krakowskim, że w ten sposób zakwestionowali status prawny owych sędziów, co ma z kolei rodzić wątpliwości co do ich bezstronności.

Sędziowie krakowscy zwrócili się do TS w październiku 2019 r. (sprawa C-763/19), a zatem kilka tygodni przed wydaniem przez Trybunał Sprawiedliwości wyroku z 19 listopada 2019 r. w sprawie A.K. i inni (C-585/18, C-624/18 i C-625/18), w którym TS orzekł o kryteriach i trybie oceny niezawisłości sędziów krajowych. W związku ze zbieżnością własnych pytań z tymi, na które TS udzielił już odpowiedzi w tym wyroku, sędziowie krakowscy wycofali swoje pytania, a sprawa w TS została umorzona w lutym 2020 r.

W piśmie procesowym do Sądu Apelacyjnego w Krakowie RPO wskazał, że wyłączenie trójki sędziów nie ma żadnych podstaw. W ocenie Rzecznika wniosek prokuratora jest przykładem nowej, bezprawnej praktyki, a zmierza do całkowitego wyłączenia możliwości kontroli sądowej legalności powołania do pełnienia urzędu sędziego oraz obsadzenia organów sądowych. Dopuszczalność i konieczność istnienia takiej kontroli wynika natomiast zarówno z Konstytucji RP, jak prawa Unii Europejskiej, a także Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Kontrolę taką wyraźnie dopuścił Sąd Najwyższy, Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

RPO podniósł, iż wątpliwości co do bezstronności sędziów, prokurator upatruje w samym skorzystaniu przez sędziów z uprawnień przyznanych im na gruncie prawa UE i skierowaniu do TS pytań prejudycjalnych. Zaś wyłączenie sędziego może zostać dokonane na jego żądanie lub na wniosek strony, w przypadku istnienia okoliczności mogących wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w konkretnej sprawie. Trybunał Konstytucyjny wskazywał, że wyłączenie sędziego nie może wkraczać w sferę jego niezawisłości i nie może jej naruszać, ale ma służyć jej pełnej realizacji, a konsekwencji – respektowaniu konstytucyjnego prawa do sądu.

Sędziowie mają prawo podejmować, w ramach prowadzonych postępowań sądowych, wszelkie środki niezbędne dla ustalenia, czy standardy prawa do sądu niezależnego, niezawisłego i bezstronnego są w nich spełniane. Weryfikowanie, czy osoba podejmująca czynności orzecznicze w sprawie została prawidłowo powołana na urząd sędziego, nie tylko nie osłabia lecz wzmacnia niezawisłość sędziowską. Chroni bowiem przed sytuacją, w której orzeka osoba nieprawidłowo powołana, a z powodu wadliwości powołania, bardziej podatna na naciski i wpływ osób z zewnątrz.

Zwrócenie się z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości nie może być przy tym uznane za kwestionowanie na drodze sądowej statusu sędziego. Procedura odesłań prejudycjalnych nie jest drogą zaskarżenia, ale mechanizmem dialogu między sądami krajowymi a sądem unijnym.

Pytań o wykładnię prawa Unii, nie można utożsamiać z kwestionowaniem statusu osoby jako sędziego. RPO  podkreślił też, że podważalność statusu sędziów SN powołanych w 2018 r. nie wynika ze zwrócenia się z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości, ale z zasadniczej wadliwości procesu nominowania tych osób na stanowiska sędziowskie.

Rzecznik Praw Obywatelskich ocenił wniosek prokuratora jako formę represji wobec sędziów, którzy wystąpili do TS z pytaniami, których treść nie odpowiadała krajowym organom władzy politycznej, w tym Ministrowi Sprawiedliwości, pełniącemu równocześnie funkcję Prokuratora Generalnego. Wniosek ten ma być też sygnałem dla całego środowiska sędziowskiego, aby sędziowie nie kierowali podobnych w treści odesłań prejudycjalnych. Wniosek prokuratora ma zatem wywołać „efekt mrożący” wobec sędziów, aby rezygnowali z przysługujących im uprawnień do nawiązania dialogu z Trybunałem Sprawiedliwości, gdy jest to nie po myśli prokuraturze i niektórym innym organom władzy publicznej w Polsce. Prokurator przedstawiając swój wniosek jako chroniący niezawisłość sędziowskiej, w istocie rzeczy, usiłuje tą niezawisłość ograniczyć.

Kierując do sądu wniosek o wyłączenie sędziów, prokurator jednocześnie całkowicie pominął znaczenie i naturę procedury prejudycjalnej, oraz uprawnienia i gwarancje sędziów krajowych korzystających z niej. Sądy krajowe mają bowiem jak najszersze uprawnienie do występowania z pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości, jeżeli uznają to wskazane w zawisłej przed nimi sprawie. Mają także swobodę w wykonywaniu tego uprawnienia na każdym etapie postępowania, który uznają za stosowny.

W ocenie RPO nie jest dopuszczalne wyłączenie sędziego z powodu uruchomienia dialogu z Trybunałem Sprawiedliwości. Przeciwna interpretacja niweczyłaby prawo sądu krajowego na gruncie art. 267 TFUE i prowadziła do naruszenia przez państwo członkowskie zobowiązań traktatowych.

VII.510.151.2019

Ważna informacja: „odmrożenie” sądów

Data: 2020-05-23

16 maja uchylono przepisy zawieszające – ze względu na stan epidemii – bieg terminów procesowych (sądowych) oraz terminów prawa administracyjnego. „Odwieszenie” następuje jednak z tygodniowym opóźnieniem – wynika to z przepisów przejściowych.

Oznacza to, że wszystkie te terminy, które zostały zawieszone 31 marca br., biegną dalej dopiero od soboty 23 maja br. Podobnie te terminy, których bieg przed tym dniem się jeszcze nie rozpoczął, rozpoczynają swój bieg od tej właśnie daty.

Natomiast bez żadnych modyfikacji biegną już wszystkie te terminy, których bieg rozpocząłby się na zwykłych zasadach 16 maja lub później (np. jeśli tego dnia doręczono pismo z sądu wymagające podjęcia określonych działań procesowych). Przepisy o zawieszeniu tych sytuacji w ogóle nie dotyczą.

(podstawa prawna: art. 15zzr i art. 15zzs ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, które weszły w życie 31 marca 2020 r. na mocy ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw – tzw. Tarczy 1.0; przepisy te zostają uchylone 16 maja 2020 r. przez art. 46 pkt 20 ustawy z dnia 14 maja 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (tzw. Tarczy 3.0); zgodnie z art. 68 tej ostatniej ustawy, terminy zawieszone na mocy art. 15zzzr i art. 15zzs ustawy z 31 marca 2020 r. rozpoczną swój bieg po upływie 7 dni od daty wejścia w życie ustawy z 14 maja 2020 r., tj. od dnia 23 maja 2020 r.)

W sobotę 16 maja br. rozpoczął bieg termin przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary w sprawach o przestępstwa, przestępstwa i wykroczenia skarbowe oraz w sprawach o wykroczenia.

(podstawa prawna: art. 68 ust. 5 ustawy z dnia 14 maja 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 – tzw. Tarczy 3.0)

Jeżeli koniec terminu do wykonania czynności przypada na dzień uznany ustawowo za wolny od pracy lub na sobotę, termin upływa następnego dnia, który nie jest dniem wolnym od pracy ani sobotą – tj. w najbliższym dniu roboczym.

(podstawa prawna: art. 115 Kodeksu cywilnego, art. 165 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, art. 57 § 4 Kodeksu postępowania administracyjnego, art. 83 § 2 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, art. 123 § 3 Kodeksu postępowania karnego; art. 12 § 5 Ordynacji podatkowej stanowi podobnie, jednakże zastrzega, że ustawy podatkowe kwestie te mogą regulować odmiennie)

Koronawirus. RPO do sądu: całkowity zakaz zgromadzeń - niekonstytucyjny

Data: 2020-05-15
  • Całkowita niemożność organizowania zgromadzeń publicznych w stanie epidemii narusza istotę wolności zgromadzeń, co budzi wątpliwości konstytucyjne 
  • Takie jest stanowisko RPO dla sądu w sprawie odmowy rejestracji przez prezydenta stolicy zgłoszonego zgromadzenia
  • Sąd przyznał rację i wnioskodawcy, i RPO, że zakaz zgromadzeń wprowadzony rozporządzeniem rządu budzi istotne wątpliwości konstytucyjne

Wnioskodawca zawiadomił Prezydenta m.st. Warszawy o zamiarze zorganizowania zgromadzenia publicznego 16 maja 2020 r. Chodzi o demonstracje przedsiębiorców.

Prezydent odpisał, że zgromadzenie nie może być zarejestrowane z powodu obowiązującego zakazu zgromadzeń. Wnioskodawca odwołał się do Sądu Okręgowego w Warszawie. Wskazał, że Prawo o zgromadzeniach nie przewiduje możliwości odmowy rejestracji zgromadzenia.

Oddalając odwołanie, sąd powołał się rozporządzenie Rady Ministrów z 2 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W ocenie sądu prezydent był zatem uprawniony do niezarejestrowania zgromadzenia i niezastosowania Prawa o zgromadzeniach z uwagi na fakt, że przepisy rozporządzenia wyłączają stosowanie Prawa o zgromadzeniach.

Zdaniem sądu urząd nie ma obowiązku stosowania, w obecnych szczególnych okolicznościach, standardowego trybu w postępowaniach dotyczących zgromadzeń regulowanych ustawą.

Sąd uznał ponadto, że zaistniała przesłanka zakazania zgromadzenia z uwagi na zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi, o której mowa w art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach. Powołał się na wynikający z art. 68 Konstytucji RP obowiązek zwalczania chorób epidemicznych.

Wnioskodawca wniósł zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Argumenty RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do tego postępowania. Wniósł o uchylenie zaskarżonej decyzji w całości. Zarzucił jej naruszenie:

  • art. 7 ust. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. Prawo o zgromadzeniach – poprzez nieudostępnienie niezwłocznie na stronie podmiotowej w Biuletynie Informacji Publicznej informacji o miejscu i terminie organizowanego zgromadzenia;
  • art. 14 Prawa o zgromadzeniach – poprzez niewydanie decyzji o zakazie zgromadzenia w sytuacji, gdy organ uznał, że zaistniały przesłanki do zakazania organizacji zgłoszonego zgromadzenia;
  • art. 57 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Rzecznik ma świadomość znaczenia zakazu zgromadzeń w związku ze stanem epidemii i koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Jego wątpliwości budzi jednak utrzymywanie na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów całkowitego zakazu w tym zakresie. Prowadzi to bowiem do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa obywateli do zgromadzeń (art. 57 Konstytucji). Jest też sprzeczne z dopuszczalnym zakresem ograniczania prawa podmiotowego i zasadą proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji.

W ocenie Rzecznika po zawiadomieniu wnioskodawcy organ powinien zastosować procedurę z Prawa o zgromadzeniach - udostępnić w Biuletynie Informacji Publicznej informację o miejscu i terminie zgromadzenia i ewentualnie wydać decyzję administracyjną o zakazie zgromadzenia na podstawie art. 14 ustawy.

Z rozporządzenia RM  nie wynika wyłączenie do odwołania stosowania przepisów Prawa o zgromadzeniach, a jedynie przesłanka do zakazu organizowania zgromadzeń. Za nieuprawniony należy zatem uznać wniosek, że  organy gminy nie są zobowiązane do działań określonych w Prawie o zgromadzeniach.

- Wydawanie przez organ nieprzewidzianego w ustawie zawiadomienia o odmowie rejestracji zgromadzenia, zamiast decyzji o zakazie, stwarza po stronie obywatela poczucie niepewności prawnej i może w istotny sposób utrudniać dochodzenie na drodze sądowej naruszonych wolności i praw – wskazuje RPO w piśmie do sądu.

A w takiej sytuacji wnioskodawca nie ma możliwości zakwestionowania  merytorycznych przesłanek do wydania zakazu zgromadzenia. Budzi to wątpliwości z punktu widzenia art. 77 ust. 2 Konstytucji. 

Nie sposób też zgodzić się ze stanowiskiem sądu I instancji, że przepisy  rozporządzenia RM mają charakter przepisów szczególnych w stosunku do Prawa o zgromadzeniach.

Ponadto sąd nie ocenił rzeczywistego zagrożenia dla życia lub zdrowia w planowanym miejscu zgromadzenia. Z doniesień mediów wynika, że poziom zagrożenia epidemicznego w woj. mazowieckim jest obecnie niski.

W ocenie Rzecznika całkowite wyłączenie możliwości organizowania zgromadzeń publicznych stanowi naruszenie istoty wolności zgromadzeń, co budzi wątpliwości z punktu widzenia art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Postanowienie sądu

Rozpatrując odwołanie 15 maja 2020 r., Sąd Apelacyjny wskazał, że niezarejrestrowanie zgromadzenia nie oznacza jego zakazu. Takie zachowanie urzędu miasta można rozpatrywać w kategoriach bezczynności - bo pownien był albo zakazać zgromadzenia, albo wpisać je do rejestru.

A tylko zakaz zgromadzenia może być oceniany przez sąd. Skoro zaś takiej decyzji nie było, sąd odwołanie wnioskodawcy odrzucił.

Zarazem sąd przyznał rację i wnioskodawcy, i RPO, że zakaz zgromadzeń wprowadzony rozporządzeniem RM budzi istotne wątpliwości konstytucyjne, szczególnie w kontekście dopuszczalności ograniczeń praw podmiotowych oraz zasady proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji).

VII.613.13.2020 

Syng. sygn. akt w Sądzie Okręgowym XXV NS 45/20

Na wniosek RPO sąd usunął dane nieletniego z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym

Data: 2020-05-06
  • 15-latek został wykreślony przez sąd z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym - w którym umieszczane są osoby niebezpieczne dla otoczenia
  • Trafił on do rejestru z mocy prawa po tym, jak w sieci złożył propozycję seksualną 13-latce
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ocenił, że wpis rodzi dla niego zbyt surowe skutki i wniósł, by sąd go wykreślił
  • Może bowiem być identyfikowany jako osoba zaburzona na tle seksualnym – tymczasem nie stanowi on zagrożenia. Jego czyn miał charakter jednorazowy i wynikał z niedojrzałości emocjonalnej

Sąd Rejonowy w K. na wniosek RPO uzupełnił swe postanowienie z lutego 2019 r. i orzekł prawomocnie o wyłączeniu zamieszczenia danych nieletniego w Rejestrze.

- Postępowanie w sprawach nieletnich jest ukierunkowane na wychowanie nieletniego, a nie na jego ukaranie; chodzi o stosowanie takich środków, które będą najbardziej pomocne nieletniemu - argumentował RPO.

Kto trafia do Rejestru

Rzecznik dostaje wnioski obywateli związane z Rejestrem Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Od 1 stycznia 2018 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są podawane dane osobowe, fotografie i miejsca pobytu najgroźniejszych skazanych przestępców seksualnych. Do drugiej części Rejestru, gdzie są informacje o pozostałych sprawcach, dostęp mają tylko przedstawiciele określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części Rejestru są zamieszczone dodatkowe dane – w tym numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

Skazując za przestępstwo na tle seksualnym, sąd może wykluczyć publikację danych „dla  dobra małoletniego pokrzywdzonego przestępstwem lub gdy zamieszczenie danych spowodowałyby niewspółmierne surowe skutki dla skazanego”.

RPO wcześniej wyrażał wątpliwości, czy w Rejestrze powinny być umieszczane dzieci, które w związku z trudnościami  wieku dorastania i nadpobudliwością emocjonalną mogą popełnić czyn mniejszej wagi, co może być podstawą ich wpisu do Rejestru. Wtedy figurują w nim przez 10 lat od osiągnięcia pełnoletniości (niejednokrotnie znacząco dłużej niż dane sprawców pełnoletnich). A to negatywnie rzutuje na ich przyszłość. Narusza prywatność i mocno ingeruje w psychikę. Prawo uznaje zaś za priorytet dobro dziecka. 

Historia sprawy

W 2018 r. ówczesny 14-latek złożył w sieci małoletniej dziewczynie propozycję seksualną. Wypełniało to znamiona przestępstwa z art. 200 § 2 Kodeksu karnego (składanie małoletniemu poniżej lat 15., za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej, propozycji obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej).

W lutym 2019 r. sąd dla nieletnich zastosował wobec sprawcy środek wychowawczy - nakaz 10 godzin prac społecznie użytecznych i wpisał go do Rejestru o dostępie ograniczonym.

Ani jego rodzice, ani on sam, nie mieli świadomości, że znajdzie się on w Rejestrze jako osoba niebezpieczna. Informacja o tym nie jest bowiem umieszczana w sentencji orzeczenia - następuje to z mocy prawa. Osoby, których wpis dotyczy, dowiadują się o tym po fakcie, z zawiadomienia o  wpisie - już po uprawomocnieniu orzeczenia. Na żadnym etapie postępowania nie są o tym informowane i nie mają możliwości skutecznej ochrony ich praw. Zdaniem RPO decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w Rejestrze powinna być komunikowana w wyroku (o co wniósł do Ministra Sprawiedliwości).

Dlatego Rzecznik (po skardze ojca nieletniego) wniósł o wyłączenie zamieszczenia danych w Rejestrze. Jest to możliwe, gdy materiał dowodowy w  sposób oczywisty wskazuje, że wpis powoduje „niewspółmiernie surowe skutki”.

W ocenie RPO nieletni w sposób oczywisty nie stanowi takiego zagrożenia dla bezpieczeństwa, że konieczne jest informowanie o jego danych wrażliwych w związku z jego czynem. Akta sprawy jednoznacznie wskazują, że jego czyn z 2018 r. miał charakter jednorazowy. Wynikał z niedojrzałości emocjonalnej 14-latka, który nie uświadamiał sobie skali przykrości, na jakie mógł narazić pokrzywdzoną. Okoliczności sprawy nie wskazują, by to się powtórzyło.

Za swe naganne zachowane nieletni poniósł konsekwencje. Okazał skruchę i zrozumiał, że jego zachowanie nie było właściwe. Wykonał środek wychowawczy. Jest on dobrym uczniem;  ma ocenę ”bardzo dobrą” ze sprawowania. W swoim odczuciu został on podwójnie ukarany. Obawia się teraz, że wpis negatywnie wpłynie na jego życie (jego dane byłyby usunięte z Rejestru dopiero w 2032 r). Odczuwa wstyd i strach, że będzie mógł być zidentyfikowany jako osoba zaburzona na tle seksualnym. 

Umieszczenie osób w tej sytuacji w Rejestrze (nawet w niepublicznym), wiąże się z ich dodatkową stygmatyzacją. Mimo że dane tych osób nie są powszechnie dostępne w internecie, dostęp do nich ma stosunkowo szeroki krąg osób, m.in. pracodawca czy podmiot prowadzący działalność związaną z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, leczeniem małoletnich lub z opieką. Może to stanowić narzędzie społecznego ostracyzmu, mogące wywołać u nieletniego szkodę o rozmiarze niemożliwym do przewidzenia.

W kwietniu 2019 r. jeden z sądów uwzględnił wniosek RPO, by w Rejestrze nie umieszczać danych 16-latki. Nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym  kolegą, z którym wymieniała seksualne esemesy. Jej działanie zakwalifikowano jako czyn z art. 200 a § 2 Kk. Sąd orzekł wobec niej upomnienie, ale jej dane z urzędu trafiły do Rejestru. Tymczasem jej zachowanie było typowym „błędem młodości” i nie miało źródeł w zaburzeniach o charterze seksualnym.    

IV.550.2.2019

Dwie identyczne decyzje spadkowe sądu wobec tych samych spadkobierców. Interwencja prawna RPO

Data: 2020-04-22
  • Ten sam sąd w odstępie sześciu lat wydał identyczne postanowienia spadkowe wobec tego samego kręgu spadkobierców
  • Choć obie decyzje tak samo regulują prawa do spadku, to doszło do naruszenia zasady, że daną sprawę sąd bada tylko raz
  • Dlatego RPO złożył skargę o wznowienie postępowania sądowego i uchylenie późniejszej decyzji sądu

Pierwsze orzeczenie wydano w 2006 r. na wniosek jednego z trzech spadkobierców ustawowych. Sześć lat później z takim samym wnioskiem wystąpił inny spadkobierca ustawowy.

W obu postępowaniach sądowych brali udział wszyscy zainteresowani. Niemniej jednak żaden z nich  nie wspomniał przed sądem rozpoznającym sprawę po raz drugi o postanowieniu z 2006 r. W konsekwencji w 2012 r. sąd po raz drugi stwierdził nabycie spadku po tej samej osobie.

A oba postanowienia spadkowe rozstrzygały sprawę dokładnie w ten sam sposób. W obu przypadkach wystąpił ten sam krąg spadkobierców. Każdemu z nich przypadła taka sama wielkość udziału w spadku. Być może właśnie z tego powodu spadkobiercy początkowo nie dostrzegali problemu w całej sytuacji.

Dopiero kilka lat później do spadkobierców zwróciły się organy skarbowe, wzywając do wyjaśnienia, czemu w obrocie prawnym funkcjonują dwa orzeczenia spadkowe po tej samej osobie.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich funkcjonowanie dwóch prawomocnych postanowień stwierdzających nabycie spadku po tym samym spadkodawcy jest zjawiskiem patologicznym. To także wadliwość prawna, która godzi w powagę wymiaru sprawiedliwości oraz konstytucyjne zasady zaufania obywatela do państwa oraz bezpieczeństwa prawnego, jak również konstytucyjne prawo do sądu i prawo dziedziczenia.

Nie ma przy tym znaczenia, że oba postanowienia regulują prawa do spadku w ten sam sposób, zgodnie z przepisami prawa materialnego. W sprawie doszło bowiem do naruszenia tzw. powagi rzeczy osądzonej. Dlatego konieczne okazały się działania w celu wyeliminowania drugiego postanowienia spadkowego.

Z uwagi na datę jego wydania Rzecznik nie musiał sięgać po najdalej idący środek zaskarżenia, jakim jest skarga nadzwyczajna. Działając na podstawie Kodeksu postępowania cywilnego, złożył skargę o wznowienie postępowania sądowego zakończonego w 2012 r. Wniósł o uchylenie tego postanowienia oraz odrzucenie wniosku o stwierdzenie nabycia spadku, złożonego w warunkach powagi rzeczy osądzonej.   

IV.511.52.2020

Ponownie umorzono śledztwo ws. marszu w Hajnówce z 2018 r. Zażalenie RPO

Data: 2020-03-16
  • Ponownie umorzono dochodzenie w sprawie m.in. propagowania rasizmu i faszystowskiego ustroju państwa podczas „Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych" w Hajnówce w 2018 r.
  • Prokurator nie dopatrzył się znamion przestępstwa ani w okrzykach wychwalających „Burego”, ani w prezentowaniu „krzyża celtyckiego” czy znaku „trupiej główki” z hasłem „Śmierć wrogom Ojczyzny!”
  • RPO składa zażalenie do wyższego szczebla prokuratury, wskazując na błędy i wybiórczą ocenę zdarzeń w decyzji o umorzeniu

"Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych" przeszedł ulicami Hajnówki 24 lutego 2018 r. Jego uczestnicy prezentowali m.in. symbole „krzyża celtyckiego" i odznaki trupiej główki z piszczelami (tzw. „Totenkopf"), wraz z literami ŚWO („Śmierć Wrogom Ojczyzny”). Wznosili też okrzyki na cześć Romualda Rajsa ps. „Bury", dowódcy oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, działającego po 1945 r. na Podlasiu. W 1946 r. dokonał on "czystek" na ludności wyznania prawosławnego – ich ofiarą padło kilkadziesiąt osób, w  tym kobiety i dzieci.

Zawiadomienie RPO - dzieje sprawy

Rzecznik Praw Obywatelskich zawiadomił o możliwości popełnienia przestępstw: publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa, publicznego nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym i wyznaniowym, znieważenia mieszkających w Hajnówce osób wyznania prawosławnego poprzez gloryfikowanie „Burego” oraz pochwalanie jego przestępstw . W lutym 2018 r. Adam Bodnar spotykał się z mieszkańcami Podlasia i usłyszał, jak bolesnym doświadczeniem był ten marsz.

Art. 256 przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 dla tego, kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Według art. 257, kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 255 par. 3 stanowi, że kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

14 września 2018 r. Komenda Miejska Policji  w Białymstoku umorzyła dochodzenie, uznając, że czyny nie zawierają znamion czynu zabronionego. Decyzję zatwierdziła Prokuratura Rejonowa w Białymstoku.

13 grudnia 2018 r. Sąd Rejonowy w Hajnówce uwzględnił zażalenie RPO i z zwrócił sprawę do dalszego prowadzenia.

Ponowne postanowienie KMP o umorzeniu dochodzenia zatwierdziła 17 lutego 2020 r. Prokuratura Rejonowa w Białymstoku.

Argumenty zażalenia RPO

RPO złożył zażalenie na tę decyzję do Prokuratora Okręgowego w Białymstoku Wniósł o jej uchylenie i zwrot sprawy do dalszego prowadzenia.

Postanowieniu o umorzeniu dochodzenia RPO zarzucił:

  • obrazę przepisów postępowania przez przedwczesne wydanie postanowienia o umorzeniu dochodzenia,
  • zaniechanie wszechstronnej oceny całości materiału dowodowego,
  • dokonanie sprzecznej ze wskazaniami wiedzy i logicznego rozumowania analizy okoliczności marszu,
  • wybiórcze  oparcie orzeczenia na jednej z dwóch sprzecznych opinii biegłych.

Efektem była jednostronna ocena sprawy  i błąd w ustaleniach faktycznych. Polegało to na uznaniu, że prezentowane symbole charakterystyczne dla ideologii faszystowskiej i rasistowskiej, a także okrzyki „Narodowa Hajnówka” i hasła gloryfikujące postać odpowiedzialną za zbrodnie na ludności prawosławnej narodowości białoruskiej nie stanowią wskazanych przestępstw.

Inne zarzuty zażalenia to:

  • naruszenie przepisów Kpk przez stwierdzenie braku znamion przestępstwa publicznego propagowania ustroju faszystowskiego lub innego ustroju totalitarnego, bez ustalenia tożsamości osób, które mogły się tego dopuścić;
  • naruszenie przepisów Kpk przez nieprawidłowe sformułowanie pytań do biegłych pytań i zasięgniecie opinii eksperckiej w przedmiocie, który nie wymagał wiadomości specjalnych, co doprowadziło do sytuacji, w której o niewypełnieniu znamion czynów zabronionych przesądziła ekspertyza biegłego historyka.

Ocena okrzyków i haseł podczas marszu

Biegły historyk nie dopatrzył się znamion przestępstw w prezentowanej podczas marszu symbolice oraz w hasłach i okrzykach. W jego opinii  wznoszenie okrzyków ku czci „Burego” i żołnierzy wyklętych nie było nawoływaniem do nienawiści narodowościowej, etnicznej i religijnej  ani pochwalaniem zbrodni. Ponadto żaden uczestnik nie wzywał do powtórzenia jakichkolwiek czynów popełnionych przez oddział Romualda Rajsa – podkreśla umorzenie.

RPO nie zgadza się z taką oceną. Okrzyków nie można bowiem oceniać w oderwaniu od społecznego,  wyznaniowego i etnicznego kontekstu marszu – co pominęła prokuratura. Na potrzebę jego uwzględnienia zwrócił zaś uwagę sąd, uchylając poprzednie umorzenie. Zdaniem sądu okrzyki i hasła winny być ocenione z uwzględnieniem tła historycznego, społecznego i wyznaniowego. A osoba „Burego” przez społeczność lokalną Hajnówki jest identyfikowana z wydarzeniami z 1946 r., o których pamięć jest tam nadal żywa. Takie jednoznaczne wytyczne sądu zostały przez prokuraturę zignorowane.

W takim zaś szerszym kontekście utożsamienie postaci „Burego” z akcjami pacyfikacyjnymi białoruskich i prawosławnych wsi jest na tyle oczywiste, że do wypełnienia znamion przestępstw nie było konieczne używanie podczas marszu  sformułowań odnoszących się bezpośrednio do konkretnych czynów „Burego”. Wystarczyło samo wznoszenie okrzyków: „Bury, nasz bohater” czy „Narodowa Hajnówka”.

Świadczy o tym przede wszystkim prowokacyjny charakter wydarzenia, na który zwrócił już uwagę sąd w grudniu 2018 r. Na miejsce marszu świadomie wybrano miasto w ok. 70 % zamieszkałe przez ludność wyznania prawosławnego, w dużej części narodowości białoruskiej. A trasa marszu biegła w pobliżu jednej z największych w regionie świątyń prawosławnych – Soboru św. Trójcy. W zaproszeniu na marsz pisano zaś, że Hajnówka to „jedyne miasto w Polsce, w którym do dzisiaj szarga się dobre imię żołnierzy podziemia antykomunistycznego”, zaś ”wielu mieszkańców nazywa siebie Rusinami, a tamtejsze ziemie wedle ich mniemania są okupowane”.

Zakładano tym samym, że skutkiem manifestacji może być rozpowszechnianie uczucia nienawiści wobec lokalnej społeczności, utożsamiającej się z narodowością białoruską i religią prawosławną.

- Prokurator, pomijając istotny dla sprawy kontekst, powtórzył „błąd wąskiego spojrzenia”, którym według Sądu Rejonowego dotknięte było poprzednie postanowienie – podkreśla RPO. Tym samym prokurator powtórnie przekroczył granice swobodnej oceny dowodów. Oceniając je w sposób jednostronny, pobieżny i sprzeczny ze wskazaniami wiedzy oraz logicznego rozumowania, doprowadził do błędu w ustaleniach faktycznych. Polegał on na uznaniu, że gloryfikowanie postaci  „Burego” i głoszenie haseł o nacjonalistycznym wydźwięku nie wypełniało znamion przestępstw.

Rzecznik powołał się na  definicję „mowy nienawiści” z rekomendacji nr R 97 (20) Komitetu Ministrów Rady Europy z  30 października 1997 r. Zgodnie z nią, za „mowę nienawiści” powinna zostać uznana „każda forma wypowiedzi, która rozpowszechnia, podżega, propaguje lub usprawiedliwia nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści oparte na nietolerancji, włączając w to nietolerancję wyrażaną w formie agresywnego nacjonalizmu lub etnocentryzmu, dyskryminacji lub wrogości wobec mniejszości, migrantów lub osób wywodzących się ze społeczności imigrantów”.

Ocena symboli i znaków uczestników marszu

Rzecznik nie podziela również poglądu, by nie stanowiło przestępstwa publiczne prezentowanie symbolu „krzyża celtyckiego” – jednoznacznie utożsamianego z międzynarodowym symbolem rasizmu – przy uwzględnieniu całego kontekstu zgromadzenia.

Nie ma przy tym znaczenia opinia biegłego historyka, z której wynika, że znak ten pozostawał nieznany w historycznych kręgach i środowiskach polskiej prawicy. Biegły nie poczynił przy tym żadnych uwag co do obecnego znaczenia tego symbolu. A nie ma on charakteru neutralnego znaku graficznego i - wbrew twierdzeniu prokuratora - nie jest też niejednoznaczny w odbiorze.

Publiczne jego prezentowanie już wielokrotnie podlegało prawnokarnej ocenie sądów, które uznawały to za przestępstwo publicznego propagowania faszystowskiego lub innego ustroju totalitarnego państwa. Np. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy 6 czerwca 2014 r. jednoznacznie  ocenił taki czyn sprawców, skazując ich na karę ograniczenia wolności. Wątpliwości  nie miał też Sąd Rejonowy w Białymstoku, który 11 maja 2016 r. uznał ten symbol za równoważny nazistowskiej swastyce.

Istotny jest fakt, że mimo prób rejestracji „krzyża celtyckiego” przez Narodowe Odrodzenie Polski, ostatecznie nie został on zarejestrowany i obecnie nie identyfikuje żadnej formacji. Postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie, którym na wniosek NOP początkowo wpisano ten symbol do ewidencji partii politycznych,  zostało bowiem uchylone przez warszawski Sąd Apelacyjny po apelacji wniesionej m.in. przez Prokuratora Okręgowego w Warszawie. Dowiódł on wówczas, że jest to symbol neofaszystowski. W  tej sprawie prokurator po raz kolejny przekroczył zatem granice swobodnej oceny dowodów. Doprowadził też do sytuacji, w której publiczne prezentowanie „krzyża celtyckiego” jest inaczej oceniana pod względem prawnokarnym w różnych częściach Polski.

Ponadto RPO ma wątpliwości co do oceny prokuratora, że prezentowany na odzieży jednego z uczestników marszu znak przedstawiający trupią czaszkę z piszczelami, wpisany w trójkąt z literami ŚWO, nie był odwzorowaniem symbolu „SS-Totenkopf i nie stanowił karalnego propagowania symboliki nazistowskiej.

Według RPO symbol użyty podczas marszu w każdym szczególe był identyczny z symbolem „SS- Totenkopf” (układ graficzny czaszki, umiejscowienie piszczeli). Prokurator oparł się na opinii biegłego historyka, który genezy tego znaku dopatrzył się w okładce miesięcznika „Inne Oblicza Historii” z 2014 r., gdzie ten symbol błędnie przypisano Pogotowiu Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Biegły dodał, że to nadużycie historyczne, bo żadne dokumenty nie potwierdzają takiej naszywki PAS.

Wyłącznie na podstawie opinii biegłego prokurator nie mógł stwierdzić, czy prezentowanie tego symbolu było przestępstwem, czy też uczestnik  miał taką naszywkę w błędnym przekonaniu, że posługuje się symboliką NZW. Z postanowienia o umorzeniu nie wynika bowiem, czy uczestnik ten został przesłuchany pod tym kątem. A z zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego  propagowaniem ustroju faszystowskiego jest każde prezentowanie symboliki totalitarnego ustroju z zamiarem przekonania do niego. Prokurator nie ocenił zaś, czy ten uczestnik marszu wypełnił znamiona przestępstwa. Dowolnie przyjął bowiem, że skoro emblemat identyczny ze znakem „SS-Totenkopf”, wpisany w trójkąt z literami ŚWO, bywa mylnie kojarzony z formacją NZW, to taki właśnie błąd popełnił uczestnik marszu.

W ten sposób prokurator przekroczył granice swobodnej oceny dowodów,  przedwcześnie stwierdzając, że prezentowanie tego symbolu nie wypełniało znamion przestępstwa.

XI.518.16.2018

Styk prawa Unii Europejskiej i prawa krajowego. Wyjaśnienia na tle orzeczeń TSUE ws. PROFI CREDIT I oraz PKO BANK POLSKI

Data: 2020-02-19
  • Czy w świetle orzecznictwa TSUE pozycja konsumenta w polskim postępowaniu nakazowym spełnia kryteria prawa unijnego?
  • Kontrola postanowień umów konsumenckich w postępowaniu nakazowym – możliwość czy obowiązek polskiego sądu?
  • Jaki w świetle prawa unijnego jest zakres swobody polskiego sądu stosującego przepisy o postępowaniu nakazowym?

TSUE w orzeczeniach z 13 września 2018 r. w sprawie C-176/17 PROFI CREDIT I oraz z 18 listopada 2018 r. C-632/17 w sprawie PKO BANK POLSKI przedstawił bardzo istotny pogląd w zakresie niespełniana przez przepisy Kpc, regulujące postępowanie nakazowe, standardów w zakresie ochrony praw konsumenta i zapewnienia jego interesów w procesach z podmiotami rynku finansowego. W praktyce orzeczenia te mają szerszy charakter i dotyczą wszystkich spraw konsumenckich.

Poniżej prezentujemy kolejne opracowanie Forum Konsumenckiego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich (Komisji Ekspertów ds. Konsumentów), które ma na celu udzielenie odpowiedzi na powyższe pytania.

Materiał kierowany jest nie tylko do konsumentów, ale również do sędziów orzekających w sprawach konsumenckich oraz do pełnomocników procesowych.

Po wyrokach TSUE Rzecznik angażuje się w skargi o wznowienie postępowania cywilnego ws. konsumenckich

Data: 2020-02-17
  • Rzecznik Praw Obywatelskich podjął interwencje na rzecz konsumentów, angażując się w trzy skargi o wznowienie postępowania cywilnego
  • Chodzi o postępowania związane z wyrokami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawach konsumenckich
  • Celem RPO jest wypracowanie orzecznictwa sądów powszechnych w sprawach ze skarg o wznowienie postępowania

Pierwsza sprawa, w której RPO wniósł skargę o wznowienie, dotyczyła prawomocnego wyroku utrzymującego w części (pozwany w trakcie procesu nadal spłacał zobowiązanie) nakaz zapłaty z weksla wydanego wobec konsumenta.

W drugiej sprawie Rzecznik wniósł skargę o wznowienie postępowania, zakończonego wydaniem przez sąd nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym na podstawie wyciągu z ksiąg bankowych.

Rzecznik przystąpił także do postępowania wznowieniowego konsumenta, w którym sąd wydał nakaz zapłaty na podstawie wyciągu z ksiąg bankowych.

We wszystkich tych sprawach, w ocenie Rzecznika, sądy wydające nakazy zapłaty nie sprostały obowiązkom wynikającym z unijnego systemu ochrony konsumentów, w szczególności poprzez zbadanie z urzędu potencjalnie nieuczciwych (abuzywnych) postanowień umowy.

Zdaniem Rzecznika, wbrew regulacjom unijnym, sądy nie dokonały takiej wykładni przepisów proceduralnych w zakresie postępowania nakazowego, która zapewniłaby skuteczną ochronę interesów konsumenta oraz zapobiegła stałemu stosowaniu nieuczciwych postanowień w umowach konsumenckich.

Brak czynnej interwencji sądu przesądza o braku możliwości podjęcia przez konsumenta obrony przeciwko przedsiębiorcy, a zatem o braku możliwości należytego działania strony w procesie ze względu na rażące naruszenie obowiązków proceduralnych ciążących na sądzie krajowym. Pozwany konsument tylko wówczas nie zostałby pozbawiony możliwości działania i obrony swoich praw (wywiedzionych z Dyrektywy 93/13) w procesie przeciwko przedsiębiorcy, gdyby sąd krajowy zniwelował, poprzez swoją czynną interwencję, zgodnie z orzecznictwem TSUE, nierównowagę stron, która w świetle orzecznictwa TSUE występuje automatycznie między konsumentem i przedsiębiorcą w umowach wchodzących w zakres Dyrektywy 93/13.

Na tle prawa polskiego pozbawienie możności działania utożsamiane jest z przyczyną nieważności postępowania w postaci pozbawienia strony możności obrony swych praw, zgodnie z art. 379 pkt 5 k.p.c.

Podstawą prawną skarg RPO jest art. 401 pkt 2 k.p.c., tj. wznowienie postępowania z powodu nieważności, ponieważ wskutek naruszenia przepisów prawa strona była pozbawiona możności działania.

W załączniku prezentujemy wyciąg z argumentacji prawnej RPO.

Sąd nie wykreślił upomnianego nieletniego z „rejestru pedofilów”. Zażalenie RPO

Data: 2020-01-28
  • 17-latek trafił do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, choć sąd dla nieletnich za jego czyn zastosował upomnienie, najłagodniejszy środek wychowawczy
  • Nastolatek nie stanowi tak dużego zagrożenia, by ujawniać go w rejestrze – uznał RPO
  • Sąd odmówił jednak wykreślenia go z rejestru. Rzecznik zaskarżył tę decyzję
  • Sąd może bowiem wykluczyć umieszczenie sprawcy w rejestrze m.in. jeśli powodowałyby to dla niego niewspółmiernie surowe skutki - to właśnie taki przypadek

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do sądu, by skorzystał z ustawowej możliwości i wykreślił nieletniego z rejestru. W ocenie RPO nieletni upomniany za swój czyn powinien trafiać do rejestru zupełnie wyjątkowo.

Przypadek tego nastolatka nie uzasadnia tak surowych kroków jak wpisanie do rejestru przestępców seksualnych, choć naruszył on autonomię seksualną i prywatność dziewczyny poniżej 15. roku życia. Nie umniejszając powagi czynu, można przewidywać, że miał on charakter incydentalny, a ryzyko jego ponownego popełnienia nie jest znaczne. Sąd nie uznał bowiem, by nieletni wymagał np. terapii. Rolą rejestru jest zaś ostrzeganie przed osobami stanowiącymi trwałe zagrożenie. – Takim osobom nie wystarczy upomnienie, aby zaprzestali społecznie niebezpiecznej działalności – wskazuje Rzecznik.

Kto trafia do rejestru

Od 1 stycznia 2018 r. w jawnym, publicznym  rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są podawane dane osobowe, fotografie i miejsca pobytu najgroźniejszych skazanych przestępców seksualnych.

Do drugiej części rejestru, gromadzącej również informacje na temat pozostałych sprawców przestępstw na tle seksualnym, dostęp mają tylko przedstawiciele określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są zamieszczone dodatkowe dane – w tym numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania. Umieszczane są tam dane nieletnich sprawców, wobec których sąd orzekł środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze.

Zgodnie z ustawą z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (na której podstawie powstał rejestr): 

  • Skazani już sprawcy do 1 grudnia 2017 r. mogli wnosić do sądów o niezamieszczanie swych danych w jawnej części rejestru. Rodziny nie miały takiej możliwości. Mógł w ich sprawie interweniować prezes sądu.
  • Obecnie o wpisie danych decyduje sąd. Skazując za przestępstwo na tle seksualnym, może wykluczyć publikację danych „dla  dobra małoletniego pokrzywdzonego przestępstwem lub gdy zamieszczenie danych spowodowałyby niewspółmierne surowe skutki dla skazanego”.

RPO wcześniej wyrażał wątpliwości, czy w rejestrze powinny być umieszczane dzieci, które w związku z trudnościami wieku dorastania i nadpobudliwością emocjonalną mogą popełnić czyn mniejszej wagi – który jednak w świetle prawa jest podstawą wpisu do rejestru. Wtedy figurują w nim przez 10 lat od osiągnięcia pełnoletniości (niejednokrotnie dłużej niż dane sprawców pełnoletnich). W ocenie Rzecznika negatywnie rzutuje to na ich całą przyszłość i mocno ingeruje w psychikę. Prawo uznaje zaś za priorytet dobro dziecka. 

Historia sprawy nastolatka

W 2018 r. ówczesny 17-latek usiłował podstępem doprowadzić małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej – czemu się sprzeciwiła. Czyn był przestępstwem z art. 197 § 2 Kodeksu karnego, zagrożonym karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

W  grudniu 2018 r. sąd dla nieletnich zastosował wobec sprawcy upomnienie i wpisał go do rejestru z dostępem ograniczonym. Osoby, których wpis dotyczy, w tym nieletni, dowiadują się o tym po fakcie, z zawiadomienia o wpisie (już po uprawomocnieniu się orzeczenia). Informacja o tym nie jest bowiem umieszczana w wyroku – następuje z mocy prawa. Na żadnym etapie sprawy dana osoba nie jest o tym informowana i nie może podjąć działań zmierzających do ochrony swoich praw.

Zdaniem RPO decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w rejestrze powinna być podawana w wyroku (o co wnosił do Ministra Sprawiedliwości). Dlatego Rzecznik – po skardze matki nieletniego - wniósł do właściwego sądu rejonowego, by usunął jego dane z rejestru.

W ocenie RPO wniosek taki uzasadnia potrzeba ochrony praw i wolności obywatelskich nieletniego. Dotyczy to zwłaszcza prawa do sądu oraz zaufania do państwa i prawa (art. 45 i art. 2 Konstytucji), a także prawa do ochrony życia prywatnego oraz ochrony danych osobowych (art. 47 oraz 51 Konstytucji).

Decyzja, by nie zamieszczać danych nieletniego w rejestrze, mogła wynikać jedynie z przeoczenia. Materiał dowodowy wskazuje bowiem, że nieletni nie stanowi zagrożenia ani dla pokrzywdzonej, ani dla otoczenia.

Umieszczenie takich osób  w rejestrze wiąże się z ich dodatkową stygmatyzacją. Rejestr służy bowiem do ochrony społeczeństwa przed osobami szczególnie niebezpiecznymi. Mimo że dane osób nieletnich nie są powszechnie dostępne, dostęp do nich ma stosunkowo szeroki krąg osób, m.in. pracodawca czy podmiot prowadzący działalność związaną z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi.

Upomnienie to łagodny i jednorazowy środek wychowawczy. Sąd nie zastosował resocjalizacji nieletniego (np. nadzór kuratora, obowiązek udziału w zajęciach wychowawczych lub terapeutycznych, umieszczenie w placówce wychowawczej). Uznał, że czyn nie świadczy o utrwalonych predyspozycjach czy cechach. To samo powinno przemawiać za tym, aby danych nieletniego nie umieszczać w rejestrze.

Wpis już spowodował niekorzystne dla niego skutki. Informacja ta przeniknęła do jego środowiska sąsiedzkiego i szkolnego. Jeśli pozostanie w rejestrze, będzie to towarzyszyło mu w każdym nowym środowisku, do którego wejdzie, przez cały początek jego dorosłego życia. – Osoby trzecie zidentyfikują go jako osobę zaburzoną na tle seksualnym, figurującą w rejestrze dla osób szczególnie niebezpiecznych dla społeczeństwa. Trwała stygmatyzacja wywoła niewspółmierne skutki do czynu karalnego.

W grudniu 2019 r. sąd rejonowy odmówił wykreślenia danych nieletniego z rejestru. Sąd uzasadnił, że nie ma takiego obowiązku. Według RPO, który zaskarżył tę decyzję, prowadzi to do pozbawienia stron postępowania drogi odwoławczej.

W zażaleniu Rzecznik wskazuje, że w kwietniu 2019 r. jeden z sądów uwzględnił wniosek RPO, by w rejestrze nie umieszczać danych 16-latki. Nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą, z którym wymieniała seksualne smsy. Sąd orzekł wobec niej upomnienie, ale jej dane z urzędu trafiły do rejestru. To zachowanie było zaś typowym „błędem młodości”. Podobnie postąpił inny sąd w grudniu 2019 r. Oba uznały, że w tych przypadkach mają taki obowiązek.

RPO pyta premiera, czy MS odpisze na jego wątpliwości

28 stycznia 2020 r. RPO wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego, by spowodował udzielenie Rzecznikowi odpowiedzi przez Ministra Sprawiedliwości. Od 2018 r. nie reaguje on na wystąpienia  RPO w sprawie wadliwego funkcjonowania ustawy o „rejestrze pedofilów”.

Oprócz sprawy umieszczania w nim nieletnich sprawców, Rzecznik wskazywał też, że pokrzywdzeni członkowie rodzin osób skazanych nie mają głosu w sprawie takiego wpisu wobec sprawcy. W mniejszych ośrodkach dzieci - będące ofiarami swych bliskich - są bowiem łatwe do zidentyfikowania i mogą spotykać się z odrzuceniem w środowisku.

IV.502.2.2019, IV.550.1.2019

Sąd Okręgowy w Gliwicach pyta Sąd Najwyższy o prawo do życia w czystym środowisku

Data: 2020-01-24

24 stycznia przed Sądem Okręgowym w Gliwicach odbyła się kolejna rozprawa w sprawie z powództwa mieszkańca Rybnika (po którego stronie przystąpił do postępowania Rzecznik Praw Obywatelskich) przeciwko Skarbowi Państwa o zadośćuczynienie za smog w Rybniku. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, Sąd Okręgowy postanowił skierować do Sądu Najwyższego pytanie prawne dotyczące tego, czy prawo do życia w czystym środowisku jest dobrem osobistym, które może podlegać ochronie na podstawie przepisów prawa cywilnego.

Sąd Okręgowy zapytał, „czy prawo do życia w czystym środowisku, umożliwiające oddychanie powietrzem atmosferycznym spełniającym standardy jakości określone w przepisach powszechnie obowiązującego prawa w miejscach, w których osoba przebywa przez dłuższy czas, w szczególności miejscu zamieszkania, stanowi dobro osobiste podlegające ochronie na podstawie art. 23 w zw. z art. 24 i art. 448 Kodeksu cywilnego?”.

Uchwała, jaką Sąd Najwyższy może podjąć w odpowiedzi na zadane mu pytanie, będzie niezwykle istotna dla dochodzenia roszczeń cywilnoprawnych z tytułu zanieczyszczenia środowiska.

Prokurator Mariusz Krasoń z prawnym wsparciem RPO w procesie o swe delegowanie

Data: 2020-01-14
  • Prokurator regionalny Mariusz Krasoń z Krakowa pozwał prokuraturę za nagłe oddelegowanie go - bez jego zgody i uwzględnienia sytuacji osobistej - do prokuratury szczebla rejonowego we Wrocławiu 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich, który przyłączył się do jego pozwu, wskazał, że pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika
  • Przy decyzji o delegowaniu prokuratora konieczne jest wzięcie pod uwagę jego słusznego interesu. Tylko tak można bowiem uniknąć sytuacji, gdy człowiek pozostaje wyłącznie przedmiotem podejmowanych wobec niego działań
  • Pełna swobody takich decyzji oznacza zaś przyzwolenie na zakazane prawem praktyki nierównościowe i dyskryminacyjne

- Powództwo nie kwestionuje instytucji delegowania przewidzianej w Prawie o prokuraturze, lecz wskazuje na niewłaściwy sposób jej zastosowania, prowadzący do naruszenia obowiązku szanowania godności pracownika oraz mechanizmów równościowych – napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk w piśmie procesowym do Sądu Okręgowego w Krakowie. A ze stanowiska strony pozwanej nie wynika, aby decyzja o delegowaniu była motywowana potrzebami prokuratury.

Według Rzecznika nie można twierdzić, że powód nie uprawdopodobnił, iż przyczyną nagłego oddelegowania prokuratora mogła być jego aktywność w kierowaniu pracą Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex super omnia” lub też sygnalizowanie nieprawidłowości w działalności prokuratury.

Nagłe delegowanie prok. Krasonia

W lipcu 2019 r. Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski podjął decyzję o delegowaniu prok. Krasonia na podstawie art. 106 § 2 ustawy z 28 stycznia 2016 r. – Prawo o prokuraturze. Stanowi on, że Prokurator Generalny lub Prokurator Krajowy może delegować prokuratora do innej jednostki na czas do 6 miesięcy w ciągu roku. Przepis ten nie wymaga zgody samego prokuratora, jednak sposób podjęcia decyzji, jej nagły charakter oraz nieuwzględnienie sytuacji osobistej delegowanego (opiekuje się w Krakowie rodzicami) mogą wskazywać, że nie była ona motywowana wyłącznie potrzebami prokuratury

Pytany przez RPO Adama Bodnara o powody tej decyzji, prok. Święczkowski twierdził, że ma prawo przenosić prokuratorów tam, gdzie wymaga tego interes prokuratury, i nie musi tych decyzji szczegółowo uzasadniać. RPO stanął na stanowisku przeciwnym, bo taka koncepcja zaprzecza podstawowym zasadom prawa pracy, które odnoszą się również do prokuratorów. W ich myśl pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika. Nie sposób zaś mówić o poszanowaniu godności i dóbr osobistych pracownika będącego prokuratorem wówczas, gdy nie może on nawet poznać przyczyn, dla których został delegowany do miejsca odległego od swojego stałego miejsca zamieszkania oraz dwa szczeble niżej w hierarchii służbowej.

Taka decyzja musi być podyktowana potrzebami kadrowymi danej jednostki, skorelowanymi ze szczególną koncentracją zadań. Nie wyjaśniono zaś, jakie przesłanki za nią stały. Jest to niezbędne tym bardziej, że nie wzięto pod uwagę ani wyjątkowej sytuacji osobistej prokuratora Krasonia, ani  też nie dano czasu na dostosowanie życia prywatnego do nowych okoliczności służbowych. 

Dlatego decyzja Prokuratora Krajowego może być i jest postrzegana jako metoda szykanowania i chęć wywoływania "efektu mrożącego" wobec innych prokuratorów, sprzeciwiających się naruszaniu ich niezależności - wskazywał Adam Bodnar.

Prokurator odwołuje się do sądu 

Prok. Krasoń zaskarżył decyzję zwierzchników do sądu, a Sąd Okręgowy w Krakowie przyjął sprawę do rozpoznania. Powołał się na art. 101 ust. 1 Prawa o prokuraturze, że sprawy o roszczenia ze stosunku służbowego prokuratora są rozpoznawane na drodze sądowej przez sąd właściwy dla spraw pracowniczych, czyli przez sąd w postępowaniu cywilnym.

5 listopada 2019  r. Sąd Okręgowy do czasu rozstrzygnięcia sprawy wstrzymał delegację prok. Mariusza Krasonia do Wrocławia (w styczniu 2020 r. został on ponownie delegowany, tym razem do prokuratury rejonowej w samym Krakowie). Sąd uwzględnił argumenty, że uprawnienie do oddelegowania nie jest uznaniowe. Musi być uzasadnione, a uzasadnienie podlega ocenie sądu.

RPO zgłosił udział w tym postępowaniu o ustalenie stosunku służbowego (sygn. akt VII P 45/19) przeciwko Prokuraturze Regionalnej w Krakowie. Wniósł o uwzględnienie powództwa powoda.

Argumenty prawne RPO

Podstawowe znaczenie dla sprawy ma argumentacja pozwanej Prokuratury Regionalnej w Krakowie, że nie była inicjatorem decyzji o delegowaniu ani też w żaden inny sposób nie uczestniczyła w jej wydaniu. Została jedynie przedstawiona jej do wiadomości.

W ocenie RPO wynika z tego, że decyzja o delegowaniu nie była w jakikolwiek sposób konsultowana z kierownictwem jednostki organizacyjnej prokuratury, w której prokurator wykonywał czynności. A skoro tak, to motywem podjęcia tej decyzji z całą pewnością nie były potrzeby prokuratury. Decyzja ta miała więc charakter arbitralny, zaś prokurator delegowany na mocy tej decyzji został potraktowany w sposób całkowicie przedmiotowy, jako bezosobowy obiekt, który można przenieść w dowolne miejsce w kraju.

Dlatego delegowanie powoda może podlegać ocenie w świetle art. 111 Kodeksu pracy, zgodnie z którym pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika. Celem wprowadzenia tego przepisu było działanie na rzecz ukształtowania i upowszechnienia takich zachowań, które wykluczałyby przypadki instrumentalnego traktowania pracowników.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego dominuje pogląd, że wykonywanie uprawnień przez pracodawcę, nawet zgodnie z jego kompetencjami, może stanowić naruszenie dóbr osobistych pracownika. Pogląd ten ukształtował się w szczególności pod wpływem wprowadzenia przepisów zakazujących dyskryminacji i mobbingu. W obu tych przypadkach chodzi bowiem nie tylko o zachowanie pracodawcy sprzeczne z prawem, ale również – a może przede wszystkim – o niewłaściwy sposób korzystania z posiadanych uprawnień.

Np. w wyroku z 26 marca 2019 r. (I PK 269/17, LEX nr 2642766) Sąd Najwyższy wskazał, że działanie pracodawcy w ramach uprawnień do zarządzania pracownikiem nie wyłącza bezprawności zachowania naruszającego godność pracownika.

A z taką sytuacją mamy do czynienia w tej sprawie. Sposób podjęcia decyzji, jej nagły charakter, nieuwzględnienie sytuacji osobistej delegowanego prokuratora, a przede wszystkim brak wyjaśnienia, jakie przesłanki stoją za nagłą decyzją Prokuratora Krajowego spowodowały, że powód poczuł się instrumentalnie potraktowany takim zachowaniem pracodawcy.

Decyzje o delegowaniu nie wymagają uzasadnienia i mają charakter dyskrecjonalny. Rzecznik nie podziela jednak stanowiska, że interes publiczny, jakim jest zapewnienie sprawnego funkcjonowania prokuratury, stanowi jedyny sens prawny delegowania.

Z orzecznictwa Sądu Najwyższego na tle przenoszenia prokuratorów w stan spoczynku wynika, że taka decyzja powinna być podjęta zarówno przy uwzględnieniu interesu publicznego (potrzeby prokuratury), jak i słusznego interesu prokuratora. Zdaniem Rzecznika nie ma żadnych powodów, aby także w sprawach delegowania prokuratora bez jego zgody słuszny interes prokuratora nie był uwzględniany. Tylko w ten sposób można bowiem uniknąć sytuacji, w której człowiek pozostaje wyłącznie przedmiotem podejmowanych wobec niego działań.

- W  sprawie prok. Mariusza Krasonia jego interes nie został w ogóle wzięty pod uwagę, tak jak i nie został wzięty pod uwagę interes prokuratury, skoro decyzja o delegowaniu prokuratora w żaden sposób nie była konsultowana z kierownikiem jednostki organizacyjnej, w której dotychczas wykonywał swoje obowiązki – wskazuje Rzecznik.

W piśmiennictwie wskazuje się, że delegowanie powinno być realizowane w obrębie miejscowości, w której prokurator mieszka, lub właściwej jednostki macierzystej. Odstępstwa od tej zasady mogą wystąpić jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych, które z kolei wymagają od prokuratora woli współpracy i pomocy w rozwiązywaniu problemu.

Według RPO posłużenie się instytucją delegowania stwarza niebezpieczną przestrzeń do jej wykorzystania niezgodnie z przeznaczeniem. Pozostawienie nieskrępowanej swobody przy podejmowaniu takich decyzji sankcjonuje przyzwolenie na zakazane prawem praktyki nierównościowe i dyskryminacyjne.

- Nie można też twierdzić - jak czyni to pozwana prokuratura - że powód nie uprawdopodobnił, że przyczyną nagłego oddelegowania (praktycznie z dnia na dzień) do pracy w jednostce prokuratury oddalonej od miejsca zamieszkania o ponad 300 km, bez uwzględnienie jego sytuacji osobistej, mogła być jego aktywna działalność w kierowaniu pracą Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex super omnia” oraz działania podejmowane w trakcie Zgromadzenia Prokuratorów Prokuratury Regionalnej w Krakowie, albo też po prostu sygnalizowanie przez powoda nieprawidłowości dostrzeżonych w działalności prokuratury - podkreśla pismo procesowe RPO.

III.7044.80.2019 

Umorzono śledztwo ws. propagowania totalitaryzmu i nawoływania do nienawiści podczas Marszu Niepodległości w 2017 r. RPO odwołuje się do sądu

Data: 2020-01-13
  • RPO zaskarżył umorzenie śledztwa w sprawie propagowania totalitarnego ustroju państwa podczas Marszu Niepodległości w 2017 r. w Warszawie oraz nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym czy wyznaniowym
  • Mimo stwierdzenia licznych naruszeń prawa przez uczestników marszu, prokuratura sprawę umorzyła – z powodu niewykrycia sprawców i braku znamion przestępstwa
  • Za przestępstwo nie uznano np. noszonego przez straż marszu symbolu godła RP, w które wpisano neofaszystowski znak „krzyża celtyckiego”
  • Sam krzyż celtycki prokuratura oceniła zaś jako "niejednoznaczny symbol"
  • Przez dwa lata śledztwa ustalono tylko 10 osób, które mogły złamać prawo. Nie przeanalizowano zaś szczegółowo nagrań monitoringu i nie zbadano wpisów w mediach społecznościowych

- Umorzenie postępowania było nieuzasadnione i przedwczesne – napisał Rzecznik Praw Obywatelskich w zażaleniu na postanowienie Prokuratury Okręgowej w Warszawie z 20 grudnia 2019 r. Adam Bodnar wniósł, by Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uchylił tę decyzję i zwrócił sprawę prokuraturze.

Co się działo podczas Marszu Niepodległości

Sprawę Marszu Niepodległości 11 listopada 2017 r. w Warszawie Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu. W wystąpieniu z 14 listopada 2017 r. do prokuratury napisał, że mogło dojść do naruszenia prawa: wznoszono okrzyki i niesiono transparenty, które mogły stanowić przestępstwa z art. 256 i 257 Kodeksu karnego. Ponadto używano materiałów pirotechnicznych; agresywnie zachowywano się wobec uczestników kontrmanifestacji prezentujących hasła antyfaszystowskie.

Za publiczne propagowanie ustroju faszystowskiego (art. 256 Kk)  oraz za publiczne nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym lub wyznaniowym (art. 257 Kk) grozi do 2 lat więzienia.

W tym kontekście RPO zwrócił uwagę prokuratury m.in. na:

  • prezentowanie znaku krzyża celtyckiego (międzynarodowego symbolu rasizmu i ruchów supremacji białej rasy) oraz znaku „czarnego słońca” (w czasie II wojny światowej wykorzystywanego przez SS, a obecnie przez grupy neonazistowskie);
  • okrzyki „Sieg heil!”, „Biała siła, Ku Klux Klan”, „Narodowy socjalizm”;
  • rasistowskie transparenty i hasła, wprost odwołujące się do dominacji białej rasy („Europa będzie biała albo bezludna”, „Biała Europa braterskich narodów”);
  • prezentowanie transparentów i haseł o treściach antyuchodźczych i antyislamskich (baner ze stereotypowym wizerunkiem osoby pochodzenia arabskiego, która ukryta w koniu trojańskim z napisem „Islam” i trzymając tabliczkę „I’m refugee”, próbuje przekroczyć bramę Europy; transparent „Islam = terroryzm”) oraz okrzyki: „Czysta Krew, Trzeźwy Umysł”; „Polska dla Polaków”, „Cała Polska śpiewa z nami, w…..….ć z uchodźcami”).

Decyzja i ustalenia prokuratury

20 grudnia 2019 r. prokuratura umorzyła śledztwo. Oceniła, że podczas marszu doszło do przestępstw z art. 256 i 257 Kk. Jak głosi uzasadnienie umorzenia, część uczestników:

  • posiadała i prezentowała publicznie przedmioty, które oceniane obiektywnie były nośnikiem treści nawołujących do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych;
  • skandowała publicznie znieważające okrzyki, które trzeba uznać za nawołujące do nienawiści na tle różnic etnicznych, rasowych i wyznaniowych oraz takie, które (przy przyjęciu zamiaru przekonywania innych) propagowały totalitarny ustrój państwa (np „Sieg heil”);
  • wykonywała gesty jednoznacznie odwołujące się do ideologii faszystowskiej („hajlowanie”).

Za naruszające oba artykuły Kodeksu karnego uznano zatem:

  • prezentowanie transparentów: „Islam = terroryzm”, z osobą w koniu trojańskim z napisem „Islam” oraz „Europa będzie biała albo bezludna”;
  • wykonywanie gestu „hajlowania” oraz okrzyki „Sieg heil” i „Cała Polska śpiewa z nami, w……..ć z uchodźcami”, „My nie chcemy tu Islamu, terrorystów, muzułmanów”;  „Biała siła, Ku Klux Klan” i „Biała rasa, czysta krew”;
  • wypowiedź uczestnika marszu o „odsunięciu od władzy żydostwa”.

Prokuratura wskazała, że sprawcy tych czynów powinni być pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Nie doszło do tego, bo – jak podkreślono w uzasadnieniu – ich identyfikację uniemożliwiło maskowanie wizerunku niektórych uczestników. Dlatego postępowanie umorzono z uwagi na niewykrycie sprawców.

Z kolei wobec niestwierdzenia znamion przestępstw z art. 256 i art. 257 Kk umorzono śledztwo w wątku:

  • prezentowania (przez ustalone osoby) symbolu krzyża celtyckiego, umieszczonego na fladze bądź wpisanego w godło państwowe oraz na transparencie o treści „Biała Europa braterskich narodów”,
  • prezentowania (przez nieustalone osoby) haseł „Czysta Krew, Trzeźwy Umysł” oraz „Polska dla Polaków”.

Argumenty zażalenia RPO

W zażaleniu do sądu Adam Bodnar zarzucił prokuraturze, że sprawę wobec niewykrycia sprawców umorzyła bez przeprowadzenia wszystkich niezbędnych czynności zmierzających do ich identyfikacji.

Z kolei decyzję o umorzeniu części sprawy wobec braku znamion przestępstwa podjęto bez skrupulatnej oceny całości materiału dowodowego oraz wskutek sprzecznej ze wskazaniami wiedzy i logicznego rozumowania analizy symboli krzyża celtyckiego i hasła „Biała Europa braterskich narodów”. Doprowadziło to do błędnego uznania, że nie są one przestępstwem.

Ponadto odstąpiono od ustalenia sprawców przestępstwa publicznego znieważenia godła państwowego (art. 137 § 1 Kk), w które wpisano znak krzyża celtyckiego. W sposób nieuzasadniony stwierdzono, że nie godzi to w cześć i szacunek należne symbolom państwowym.

Adam Bodnar w pełni podzielił zaś stanowisko prokuratury, że przestępstwem były pozostałe symbole i hasła prezentowane podczas marszu.

RPO wniósł o uchylenie umorzenia i przekazanie sprawy prokuraturze do dalszego prowadzenia.

RPO: Nie ustalono wszystkich sprawców

Adam Bodnar nie zgadza się ze stwierdzeniem prokuratury, że zrobiono wszystko, aby ustalić tożsamość sprawców. Zebrano dużo zdjęć i nagrań z marszu. Zabezpieczono m.in. nagrania miejskiego monitoringu, pozyskano materiały od mediów i osób fizycznych. Dzięki temu wyodrębniono kilkadziesiąt wizerunków, które rozesłano policji w całym kraju.

- Z postanowienia nie wynika jednak, aby opublikowano zebrane wizerunki, co z pewnością zwiększyłoby szansę wykrycia sprawców zachowań, które zdaniem prokuratora wypełniały znamiona przestępstw motywowanych nienawiścią – stwierdził Rzecznik.

W śledztwie dużo uwagi poświęcono obecności na marszu tzw. Czarnego Bloku. Nie pozyskano jednak żadnych informacji o członkach tej skrajnie narodowej, ksenofobicznej i rasistowskiej grupy. Nie przeprowadzono np. analizy nagrań monitoringu miejskiego, która mogłaby pomóc w ustaleniu trasy dojścia tej grupy na miejsce. Nie dokonano też analizy wpisów w mediach społecznościowych, gdzie zapowiadano udział Czarnego Bloku w marszu.

W powieszeniu baneru przedstawiającego konia trojańskiego z napisem "Islam" uczestniczyły zaś osoby nie należące do żadnej formacji i nie maskujące twarzy. Nic nie wskazuje, aby przy wykorzystaniu monitoringu czy dostępnych zdjęć próbowano wyodrębnić wizerunki tych osób i opublikować je.

- W wyniku trwającego ponad dwa lata postępowania ustalono tożsamość jedynie 10 osób, co do których istniało prawdopodobieństwo, że były obecne na marszu i mogły dopuścić się zachowań godzących w porządek prawny – wskazał RPO. Dalsze czynności w większości nie pozwoliły jednak na przypisanie im sprawstwa.

Krzyż celtycki to przestępstwo

Sprawstwo potwierdzono co do dwóch osób – mężczyzny prezentującego flagę z krzyżem celtyckim (zeznał, że ”wziął ją od kogoś do potrzymania przez chwilę”) oraz obywatelki Czech, która trzymała transparent „Biała Europa bratnich narodów”.

W wątku krzyża celtyckiego i tego transparentu postępowanie umorzono jednak z braku cech przestępstwa. Stało się tak mimo opinii biegłego powołanego przez prokuraturę. Jednoznacznie ocenił on zarówno krzyż celtycki - jako alternatywę dla swastyki używają go grupy neonarodowosocjalistycznych skinheadów - jak i hasło „Biała Europa braterskich narodów”, które nawiązuje do przetworzonej ideologii neofaszyzmu oraz ruchu white supremacy.

W umorzeniu prokurator ograniczył się do uwag na temat niejednoznaczności tych symboli i haseł. Odnosząc się do krzyża celtyckiego, stwierdził, że ”jego dwuznaczność, jako symbolu wczesnochrześcijańskiego i słowiańskiego oraz substytutu swastyki, nie pozwala na przypisanie mu w sposób jednoznaczny treści o charakterze totalitarnym, faszystowskim, rasistowskim czy nawołującym do nienawiści”. Ponadto uznał, że hasło „Biała Europa braterskich narodów” niekoniecznie musi mieć charakter propagandowy.

RPO nie zgadza się z tymi ocenami. Wymowa sloganu „Biała Europa braterskich narodów” nie różni się bowiem od hasła „Europa będzie biała albo bezludna” - co potwierdził biegły. Oba hasła głoszą ideę segregacji rasowej - czyli odseparowania innych ras od ludności utożsamianej przez propagatorów segregacji z rasą białą, dla której przeznaczona ma być Europa.

Rzecznik nie podziela poglądu prokuratury, że symbol krzyża celtyckiego jest na tyle niejednoznaczny, iż nie można mu przypisać treści o charakterze totalitarnym. Ta ocena śledczych pomija opinię biegłego, który podkreślił, że jego symbolika całkowicie zmieniła się w stosunku do jego korzeni wczesnochrześcijańskich. Jeżeli krzyż celtycki, jak twierdzi biegły, używany jest jako zamiennik swastyki, to należy mu przypisać takie samo znaczenie. Z perspektywy prawa karnego jego propagowanie powinno być traktowane na równi z propagowaniem swastyki.

Krzyż celtycki nie jest bowiem ani neutralnym znakiem graficznym, ani też nie jest „niejednoznaczny”. Powszechnie jest uznawany za najczytelniejszy symbol promujący rasizm. Już wcześniej jego prezentowanie sądy uznawały za przestępstwo  (np. orzeczenia Sądu Rejonowego w Bydgoszczy z 6 czerwca 2014 r., sygn. akt XVI K 1211/14 i Sądu Rejonowego w Białymstoku z 11 maja 2016 r., sygn. akt VII K 203/16).

RPO przypomina, że postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie - który na wniosek Narodowego Odrodzenia Polski wpisał symbol krzyża celtyckiego do ewidencji partii politycznych - uchylił Sąd Apelacyjny po apelacji wniesionej m.in. przez Prokuratora Okręgowego w Warszawie. W apelacji prokuratura dowodziła, że znak krzyża celtyckiego jest symbolem neofaszystowskim.

RPO: orzeł z krzyżem celtyckim znieważał godło RP

Także brak znamion czynu zabronionego był powodem umorzenia wątku znieważenia godła RP (art. 137 § 1 Kodeksu karnego). W zawiadomieniu do prokuratury z 14 listopada 2017 r. Rzecznik zwrócił uwagę na symbol krzyża celtyckiego, przełamany z symbolem białego orła, który znajdował się na czapkach wielu członków straży marszu. Prokuratura powinna była to ocenić pod kątem przestępstwa propagowania totalitarnego ustroju państwa.

Prokurator jednak nie tylko nie dokonał takiej oceny, ale nawet nie ustalił tożsamości członków straży i odstąpił od ich przesłuchania. Nie uzasadnił też, dlaczego nie było to znieważeniem godła. Nawiązał jedynie do rzekomej dwuznaczności symbolu krzyża celtyckiego, wobec czego  nie można przypisać mu jednoznacznie treści o charakterze totalitarnym, nazistowskim czy rasistowskim.

Rzecznik nie zgadza się z tym stanowiskiem. - Wpisanie w godło państwowe rasistowskiego i neofaszystowskiego symbolu, którego publiczne propagowanie samo w sobie może być traktowane jako przestępstwo, bez wątpienia stanowi obelgę dla godła państwowego. Nie sposób przy tym uznać, aby w świetle jakichkolwiek obowiązujących w Polsce norm społecznych czy obyczajowych połączenie godła państwowego ze znakiem, który według biegłego jest substytutem swastyki, uchodziło za akceptowalne – podkreślił Adam Bodnar.

Wnioski RPO

W ocenie RPO, umarzając śledztwo, prokurator uchybił obowiązkom, jakie w zakresie ochrony przed naruszającą godność dyskryminacją nakładają na Polskę ratyfikowane umowy międzynarodowe. Chodzi m.in. o Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych (art. 20 ust. 2); Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej (art. 4) czy Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (art. 14).

Europejski Trybunał Praw Człowieka niejednokrotnie podkreślał, że władze muszą użyć wszystkich dostępnych środków do zwalczania rasizmu i przemocy na tle rasistowskim, aby wzmacniać demokratyczną wizję społeczeństwa, w którym rozmaitość nie jest odbierana jako zagrożenie, ale źródło jego bogactwa.

XI.518.90.2017

Sąd uchylił zakaz publikacji tekstów dziennikarza Grzegorza Rzeczkowskiego. Wnosił o to RPO

Data: 2020-01-09
  • Na wniosek RPO sąd uchylił decyzję o usunięciu z serwisu tygodnika „Polityka” artykułów o prokuratorach prowadzących sprawę „afery taśmowej" oraz o zakazie kolejnych tekstów na ten temat
  • Sprawa takiego zabezpieczenia tekstów dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego, pozwanego przez prokuratorów Annę i Przemysława Hopfer, wraca do I instancji
  • Rzecznik wskazywał m.in., że sąd I instancji nie zestawił ze sobą odpowiednio interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone
  • Interes publiczny wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury i prawie obywateli do informacji o aferze, która wstrząsnęła polską sceną polityczną

W październiku 2018 r. w "Polityce" ukazała się publikacja Grzegorza Rzeczkowskiego, który analizował m.in. kariery zawodowe prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w stołecznych  restauracjach). Prokuratorzy złożyli pozew przeciw dziennikarzowi i redakcji o ochronę dóbr osobistych. Wnieśli jednocześnie o usunięcie artykułów w ramach zabezpieczenia roszczenia.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane przez Sąd Okręgowy w Warszawie na podstawie art. 7301 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego w związku z art. 755 § 2. RPO zgłosił swój udział w sprawie i złożył zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Jak sąd uzasadnił zabezpieczenie roszczenia prokuratorów

Zgodnie z art. 7301 Kpc przesłankami udzielenia zabezpieczenia w każdej sprawie cywilnej są:                         

  • uprawdopodobnienie;
  • uprawdopodobnienie interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia.

Sąd Okręgowy uznał obie przesłanki za spełnione. Przyjął, że „o interesie społecznym można mówić jedynie w przypadku przekazywania informacji prawdziwych”, a w tym przypadku zachodzi „ewentualna wątpliwość co do merytorycznej zawartości publikacji”. Skoro „wskazane dowody uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji”, sąd uznał za zasadne ograniczenie funkcjonowania publikacji w internecie i to na maksymalny czas trwania zakazu.

Jednocześnie sąd przyjął, że „artykuły odnoszą się do istotnych okoliczności” oraz uznał, że „awanse i kariery w sferze publicznej powinny podlegać ocenie społecznej i z tego względu mogą być tematem podlegającym zainteresowaniu dziennikarzy”.

Interes publiczny – rola mediów w państwie demokratycznym

W ocenie RPO Sąd Okręgowy nie zestawił ze sobą - jak wymaga tego art. 755 § 2 kpc - interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miały zostać naruszone. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zakaz jest konieczny oraz proporcjonalny w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów. Uznając za prawdopodobne uznanie roszczeń powodów, sąd wykluczył analizę wpływu zabezpieczenia na interes publiczny, pomijając szczególną misję mediów i szerszy kontekst publikacji. Takie zaś rozumienie art. 755 § 2 kpc jest nieuprawnione.

W kontekście publikacji prasowych przyjmuje się, że interes publiczny odnosi się do kluczowej roli prasy w demokratycznym państwie prawnym w zakresie rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). Wolność słowa urzeczywistniająca ustawową rolę prasy jest gwarantowana zarówno przez Konstytucję (art. 14 oraz art. 54), jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka (art. 10).

Interes publiczny w tej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Sąd Okręgowy pominął, że artykuły poddane zakazowi publikacji dotyczyły nie tylko kwestii „awansów i karier w sferze publicznej”, lecz szerszego kontekstu związanego z jedną z największych afer politycznych ostatniej dekady, której kulisy budzą zainteresowanie opinii publicznej. Tymczasem, jak przyjmuje się w orzecznictwie, „w interesie publicznym leży, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli, przy czym chodzi tu o zainteresowanie pożądane – dyktowane przez rangę poruszanych zagadnień”. Stanowisko to, sformułowane przez Sąd Okręgowy na gruncie wniosku o zabezpieczenie powództwa w formie zakazu publikacji artykułów dotyczących tzw. afery KNF, jest aktualne w kontekście afery taśmowej.

Rola prokuratury

Publikacje zawierają przede wszystkim analizę karier prokuratorów związanych z prowadzeniem sprawy afery podsłuchowej. Udzielenie zabezpieczenia może pozbawić społeczeństwo pełnego dostępu do opisu zdarzeń istotnych z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania państwa.

Zważywszy pozycję ustrojową prokuratury, zwłaszcza w związku z wprowadzonymi w 2016 r. zmianami dotyczącymi m.in. połączenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości (krytykowanymi za poddanie prokuratury wpływom politycznym) opinia publiczna powinna mieć dostęp do informacji o funkcjonowaniu tej instytucji; powinna być informowana o wszelkich wpływach polityków na prowadzących kluczowe śledztwa prokuratorów.

Standardy międzynarodowe dotyczące mediów

Jak podkreśla Europejski Trybunał Praw Człowieka, obowiązkiem prasy jest przekazywanie informacji ważnych dla interesu publicznego. Zważywszy społeczne i polityczne znaczenie afery oraz rolę prokuratury w demokratycznym państwie prawnym należy przyjąć, że publikacje autorstwa pozwanego Grzegorza Rzeczkowskiego takie informacje zawierały.

Orzekanie zakazu publikacji powinno mieć charakter wyjątkowy. Każdy taki zakaz musi być przedmiotem wnikliwego badania. Sąd Okręgowy nie rozważał przy tym innego środka zabezpieczającego, który nie stałby w sprzeczności z interesem publicznym. Takim środkiem mogłoby stać się umieszczenie przy artykułach, na czas postępowania, informacji że są one przedmiotem postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych.

Jak przyjmuje ETPCz, wolność prasy jest zwiększona, gdyż pełni ona rolę „strażnika publicznego” w przekazywaniu informacji o poważnym znaczeniu publicznym. W tym kontekście interes publiczny łączy się z obywatelskim prawem do informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji).

Oczywiście wolność krytyki osób publicznych nie jest nieograniczona. W tym zakresie należy podzielić zdanie Sądu Okręgowego, że na ochronę nie zasługują informacje nieprawdziwe. Wolność prasy, z jakiej korzysta pozwany, nie oznacza bowiem prawa do krytyki opartej na nieprawdziwych lub niesprawdzonych zarzutach. W myśl art. 6 ust. 1 Prawa prasowego, prasa ma obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, zaś dziennikarz obowiązany jest do zachowania szczególnej staranności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Kwestie te będą podlegały szczegółowej analizie w postępowaniu głównym; na obecnym etapie postępowania pomocniczego, w świetle treści zażalenia pozwanych, nie wykazano jednak, by zabrakło rzetelności w działaniach Grzegorza Rzeczkowskiego, który podjął starania, aby informacje zweryfikować.

Sąd Okręgowy nie wskazał, które okoliczności dotyczące powodów, przedstawione w publikacjach, uznał za „prawdopodobnie” nieprawdziwe. Samo stwierdzenie, że wskazane dowody „uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji a powodów postawiono w negatywnym świetle”, w żadnej mierze nie mogło wyłączyć analizy ewentualnej sprzeczności zakazu publikacji z ważnym interesem publicznym.

Jak stwierdził ETPCz, „swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu od takich, które są głęboko krytyczne, obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje”.

W związku ze szczególną rolą, jaką spełnia prasa przyjmuje się, że wolność dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do pewnego stopnia przesady, a nawet prowokacji. Zbieżne z tym poglądem jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał iż „nie ma wolnej, demokratycznej debaty w sytuacji, w której poziom emocji i >soczystość< używanego języka miałaby być z góry narzuconym standardem, określonym w sposób sformalizowany i zbiurokratyzowany przez organy władzy publicznej”.

RPO nie ocenia, czy tezy publikacji Grzegorza Rzeczkowskiego są prawdziwe. Chodzi zaś o to, że takie zabezpieczenie stanowi zagrożenie dla ważnego interesu publicznego - rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej w odniesieniu do kluczowych instytucji państwa oraz osób pełniących funkcje publiczne.

Sąd odwoławczy: trzeba zbadać interes publiczny

Postanowieniem z 20 grudnia 2019 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił postanowienie o zabezpieczeniu roszczeń powodów.

W uzasadnieniu sąd wskazał, że sporne artykuły jedynie w części dotyczyły powodów, a autor analizował również kariery zawodowe innych prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie afery podsłuchowej. Tymczasem sąd I instancji dokonał zabezpieczenia całej treści spornych artykułów, w tym również jego fragmentów nie odnoszących się bezpośrednio do powodów. Sąd okręgowy winien rozważyć, czy tak szeroki zakres zabezpieczenia jest odpowiedni.

Ponadto sąd podkreślił, że każde postanowienie o zakazie publikacji materiału prasowego musi być poprzedzone zbadaniem, czy nie narusza to uzasadnionego, ważnego interesu publicznego. Sąd obowiązany jest zatem do analizy, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę innej konstytucyjnej wartości.

Sąd okręgowy winien zatem ocenić, czy zabezpieczenie mogłoby pozbawić możliwości jakiejkolwiek krytyki dotyczącej kariery zawodowej prokuratorów zajmujących się sprawą afery podsłuchowej. Sąd I instancji powinien też ocenić, w jakim stopniu istnieje ryzyko ponownej publikacji artykułu istnieje i czy zostało to dostatecznie uprawdopodobnione. Skutki opublikowania ponad roku temu spornych artykułów nie są uzależnione od obecnej aktywności pozwanych, którzy nie publikują tego artykułu wśród aktualnych wiadomości.

Sprawa udzielenia zabezpieczenia wraca do ponownego rozpoznania w sądzie I instancji.

VII.510.128.2019

Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił umowę frankową państwa Dziubaków

Data: 2020-01-03
  • Sąd Okręgowy w Warszawie rozstrzygnął dziś w pierwszej instancji sprawę kredytu frankowego Państwa Dziubak, do której przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich.
  • To w ramach tej sprawy, skierowano pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które zakończyło się korzystnym dla „frankowiczów” wyrokiem z 3 października 2019 r. (sprawa C-260/18). 
  • Po stronie konsumentów, oprócz Rzecznika Praw Obywatelskich, przystąpił również Miejski Rzecznik Konsumentów w Warszawie i Prokurator Regionalny w Warszawie.
  • Rzecznik Finansowy przedstawił natomiast sądowi swój istotny pogląd czyli ekspertyzę prawno-finansową.

Sąd podzielił poparte przez Rzecznika stanowisko powodów, że indeksacja kredytu do franka szwajcarskiego i przeliczanie kursu na podstawie tabel bankowych są na gruncie tej sprawy postanowieniami niedozwolonymi (abuzywnymi). Jednocześnie po ich wyeliminowaniu nie ma możliwości dalszego trwania umowy i podlega ona unieważnieniu w całości.

Sąd oddalił natomiast powództwo w zakresie żądania zapłaty na rzecz konsumentów dotychczas wpłaconych kwot (zastosował tzw. teorię salda – oddalenie żądania zapłaty wynikało z tego, że powodowie wpłacili dotychczas na rzecz banku mniej niż otrzymali kapitału).

W ustnych motywach rozstrzygnięcia wskazał, że jakkolwiek zgadza się z Rzecznikiem, że najlepszym rozwiązaniem byłoby dokonanie kompleksowego rozliczenia umowy w wydanym wyroku, to w stanie faktycznym tej sprawy nie było to możliwe.

Co ważne, motywując swoje rozstrzygnięcie sąd odniósł się również do zapowiadanego przez pozwany bank skierowania roszczeń względem państwa Dziubaków m.in. o wynagrodzenie za korzystanie z udzielonego przez bank kapitału. W tym zakresie w pełni zgodził się z Rzecznikiem, że brak jest podstaw do formułowania takich roszczeń.

Wyrok Sądu Okręgowego jest nieprawomocny. Oczekiwane jest sporządzenie jego pisemnego uzasadnienia.

Emeryci i renciści mundurowi muszą mieć prawo do rozpatrywania spraw w rozsądnym terminie – stanowisko RPO w sprawie

Data: 2019-12-20
  • Do rzecznika praw obywatelskich zwróciła się ze skargą 86-letnia wdowa, której zmniejszono świadczenia po zmarłym mężu na podstawie tzw. „ustawy dezubekizacyjnej"
  • Postępowanie odwoławcze w tej sprawie toczy się już ponad dwa lata
  • Sąd Okręgowy, który je prowadzi, zawiesił postępowanie z powodu skierowania przez Sąd Okręgowy w Warszawie w analogicznej sprawie pytania prawnego do Trybunału Konstytucyjnego: czy przepisy, na których oparto zaskarżoną decyzję o obniżeniu renty rodzinnej, są zgodne z Konstytucją RP
  • RPO przystąpił do sprawy i przedstawił stanowisko

Do Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciła się ze skargą 86-letnia wdowa, której zmniejszono świadczenia po zmarłym mężu na podstawie tzw. „ustawy dezubekizacyjnej". Powódka wniosła o uchylenie zaskarżonego postanowienia w całości i nakazanie kontynuowania postępowania i wydania merytorycznego orzeczenia w sprawie. W skardze do RPO kobieta wskazała na naruszenie jej prawa do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki/w rozsądnym terminie (odpowiednio art. 45 ust. 1 Konstytucji RP i art. 6 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności). Zwróciła także uwagę na kwestię związania pytaniem prawnym wyłącznie składu pytającego, możliwość bezpośredniego zastosowania Konstytucji, obecną dysfunkcjonalności Trybunału Konstytucyjnego, a także swój zaawansowany wiek i stan zdrowia (choruje na chorobę nowotworową).

Do sprawy przystąpił RPO.

Odnosząc się szerzej do problemu ograniczenia emerytom i rencistom mundurowym prawa do rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie rzecznik przedstawił stanowisko. Pismo zawiera kompleksową analizę obecnej sytuacji prawnej pod kontem krajowego i międzynarodowego porządku prawnego. Z argumentami RPO można zapoznać się w piśmie załączonym pod tekstem.

Opisywana sprawa nie jest wyjątkiem – w podobnej sytuacji znajduje się wiele starszych osób

Przykładem wskazującym, jak znaczący jest problem, była sprawa pani Danuty Zabawy. Żołnierka AK i łączniczka w czasie Powstania Warszawskiego, pracowała po wojnie w resorcie spraw wewnętrznych. Wykonywała pracę o charakterze organizacyjnym i biurowym, prowadziła prace kancelaryjne i sekretariat naczelnika wydziału. Z powodu pracy w ministerstwie pani Zabawie obniżono świadczenia – a władze MSWiA nie uznały jej argumentu, że nigdy nie zajmowała się działaniami, za które można by obniżyć emeryturę zgodnie z tzw. "ustawą dezubekizacyjną". Jej sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie. RPO do niej przystąpił. Jednak postępowanie zostało zawieszone do momentu zajęcia stanowiska przez Trybunał Konstytucyjny. Pani Danuta Zabawa zmarła 29 lipca 2019 r. nie doczekawszy wyroku.

W podobnej sytuacji nadal znajduje się wiele osób, które czekają na rozstrzygnięcie w sprawach zawieszonych do czasu zajęcia stanowiska w sprawie przez Trybunał Konstytucyjny. W ich przypadku, ze względu na wiek i chorobę, może okazać się, że sprawiedliwość nie zostanie wymierzona.

WZF.7060.110.2019

Fikcyjne ojcostwo pani Anny - unieważnione przez sąd dzięki pomocy RPO

Data: 2019-12-17
  • Nastolatka dowiedziała się od matki, że nie jest córką jej byłego męża. Nawiązała wtedy kontakt z biologicznym ojcem. Powstała między nimi więź rodzinna   
  • Pani Anna sama nie mogła jednak wystąpić do sądu o unieważnienie uznania ojcostwa – jest to możliwe tylko w ciagu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności 
  • Na jej wniosek Rzecznik Praw Obywatelskich złożył pozew o unieważnienie uznania jej ojcostwa byłego męża matki
  • Sąd uwzględnił powództwo - pani Anna może teraz samodzielnie wystąpić o ustalenie rzeczywistego ojcostwa

Pomoc Rzecznika była konieczna jedynie do unieważnienia uznania ojcostwa.

Historia pani Anny

Pani Anna urodziła się w latach 90. Jej matka wyszła za mąż za mężczyznę, który uznał dziewczynkę jako swoje dziecko. Po rozwodzie, gdy pani Anna miała kilkanaście lat, matka powiedziała jej, że jej ojcem nie jest były mąż ale inny mężczyzna. Nastolatka nawiązała z nim kontakt, zaprzyjaźnili się, wygasła zaś jej relacja z byłym mężem matki. Badania DNA wykazały zgodność między profilami domniemanego ojca i córki.

Pani Anna chciała sformalizować więź z prawdziwym ojcem, ale na przeszkodzie stanęły przepisy. Na mocy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dziecko, którego ojcostwo zostało uznane przed osiągnięciem pełnoletności, mogło żądać „ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa”jednak w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności [Od 30 listopada obowiązują nowe przepisy i pełnoletnie dziecko ma na to rok od dnia, w którym dowiedziało się, że nie pochodzi od męża swojej matki].

Te trzy lata już upłynęły. Dlatego pani Anna złożyła wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich, powołując się na swe prawo do tożsamości.

Pozew RPO

Rzecznik wystąpił do właściwego Sądu Rejonowego z pozwem o unieważnienie uznania ojcostwa pani Anny. Wszystkie zainteresowane osoby - pełnoletnie dziecko, matka, jej były mąż oraz  ojciec biologiczny - poparły powództwo. Ich dobro wymaga zatem zniesienia fikcji prawnej. Choć zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego stosunków rodzinnych nie należy podważać w sposób dowolny,  to granicą ingerencji sądów jest zawsze dobro dziecka. Tak właśnie było w tej sprawie.

W grudniu 2019 r. sąd uwzględnił powództwo Rzecznika. Ocenił, że wystarczy do tego samo uzasadnienie pozwu, zwłaszcza że wszystkie strony uznały powództwo.

Teraz pani Anna może samodzielnie wystąpić o ustalenie ojcostwa.

Wyrok TK i zmiana prawa

16 maja 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (art. 70 ust. 1) o trzech latach zakwestionowanie ojcostwa są niezgodne z Konstytucją. TK przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka: termin na wytoczenie powództwa nie może zaczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby.

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia zaś wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa.

RPO, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym jej godność.

W wykonaniu wyroku TK przepisy  w tym roku zmieniono. Od 30 listopada 2019 r. pełnoletnie dziecko może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa w ciągu roku od dnia, w którym dowiedziało się, że nie pochodzi od męża swojej matki. Jeśli natomiast dowie się o tym jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności, termin ten będzie biegł od ukończenia 18. roku życia.

IV.7020.14.2019

Stanowisko RPO w sprawie kredytu „frankowego” Państwa Dziubaków

Data: 2019-12-12
  • Rzecznik Praw Obywatelskich – zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią – przedstawił pisemne stanowisko w sprawie sądowej Państwa Dziubaków, po wyroku TSUE z 3 października 2019 r. w sprawie C‑260/18.
  • Sprawa dotyczy sporu między Państwem Dziubakami a bankiem o kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego. Zdaniem Państwa Dziubaków, niektóre z postanowień umowy kredytowej, którą zawarli są nieuczciwe (niedozwolone, abuzywne) i w związku z tym umowa nie może być utrzymana w mocy. Bank jest przeciwnego zdania i sprawę musi rozstrzygnąć sąd.
  • Bank argumentuje ponadto, że w przypadku uznania umowy za nieważną kredytobiorca powinien nie tylko zwrócić pożyczoną kwotę, ale także zapłacić za to, że z niej korzystał. Bank zaś tylko odda mu spłacone raty.
  • Na wniosek pełnomocników Państwa Dziubaków, RPO przyłączył się do sprawy przed sądem w Warszawie, dzięki czemu może przedstawić swoje argumenty na rzecz obywateli.
  • RPO – w oparciu o prawo europejskie i polskie wywodzi, że w tej sytuacji, po unieważnieniu umowy przez sąd, kredytobiorca powinien zwrócić bankowi otrzymaną od niego kwotę kapitału, a zatem bez odsetek i kosztów dodatkowych, bank zaś powinien zwrócić kredytobiorcy wszelkie wpłacone przez niego raty kredytowe i inne opłaty oraz składki.

NIE PRZEGAP PANELU DOTYCZĄCEFO TEGO ZAGADNIENIA na III Kongresie Praw Obywatelskich: Sesja 40: TSUE jako nasz sąd – nas obywateli /Sprawa państwa Dziubak – co robić z “kredytem frankowym”

W swoim piśmie procesowym RPO odniósł się przede wszystkim do stosowania prawa unijnego, oceny nieuczciwego charakteru postanowień umowy kredytowej oraz skutków stwierdzenia abuzywności postanowienia umownego.

Stanowisko Rzecznika zostało wyrażone w konkretnym postępowaniu sądowym, tj. w kontekście konkretnego stanu faktycznego i żądań zgłoszonych przez powodów – kredytobiorców. Dlatego też niektóre argumenty nie są na tyle uniwersalne, by się nimi posłużyć w innych postępowaniach.

Podstawy ochrony konsumenta i kredytobiorcy w prawie unijnym

TSUE w wyroku w sprawie C-260/18 Dziubak sformułował jasne wytyczne w przedmiocie pytań zadanych przez polski sąd. Ten zaś pytał o możliwość unieważnienia umowy po stwierdzeniu nieuczciwego charakteru postanowienia; chwilę, na którą należy oceniać skutki unieważnienia umowy; możliwość uzupełnienia luk powstałych w umowie oraz znaczenie woli konsumenta, jeśli chodzi o unieważnienie umowy.

Orzeczenie TSUE nie rozstrzyga wszystkich kwestii, jakie powstają w związku z unieważnieniem umowy konsumenckiego kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego, ponieważ wymaga to zastosowania prawa krajowego przez sąd odsyłający. Prawo unijne (a w szczególności orzecznictwo TSUE) zawiera jednak wytyczne, które można i należy wykorzystać w tych kwestiach.

Od 1 maja 2004 r., a więc od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, ustawodawstwo Unii Europejskiej oraz orzecznictwo TSUE są częścią polskiego systemu prawnego. Stosowanie prawa unijnego przez sądy krajowe wiąże się z koniecznością przestrzegania zasad, na których oparta jest koegzystencja pomiędzy prawem krajowym a unijnym: zasady pierwszeństwa, zasady skuteczności oraz zasady efektywności prawa UE. Elementem tego prawa jest Dyrektywa 93/13 o nieuczciwych warunkach umownych. Wiąże ona państwa członkowskie i wyznacza cel (standard ochrony konsumenta), jaki państwa członkowskie mają osiągnąć. Chodzi w niej o to, by przywrócić równowagę między stronami poprzez usunięcie nieuczciwych postanowień z umowy, a długoterminowo o to, by wyeliminować stosowanie nieuczciwych postanowień przez przedsiębiorców.

Argumenty RPO w sprawie Państwa Dziubaków

Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na stanowisku, że konsument w ramach rozstrzygnięcia sądowego ma prawo otrzymać ochronę prawną, wynikającą zarówno z prawa UE (przede wszystkim Dyrektywy 93/13) jak i Konstytucji RP (art. 75 i 76). Takiej ochrony powinien udzielić mu sąd.

W świetle prawa unijnego oznacza to konkretne obowiązki sądu krajowego:

  • jeśli strona nie sformułowała precyzyjnych żądań, musi jej w tym pomóc sąd - na podstawie przedstawionych w toku postępowania faktów (zgodnie z zasadą „daj mi fakt, a dam ci prawo” – po łacinie „da mihi factum dabo tbi ius”);
  • sąd powinien rozstrzygnąć o prawach konsumenta w sposób jak najbardziej pełny, który nie narazi go na kolejne żmudne i czasochłonne procesy sądowe oraz na stan niepewności co do zakresu przysługującej mu ochrony.

Jednocześnie, biorąc pod uwagę, że kredyt hipoteczny jest przeznaczony na cele mieszkaniowe, to kredytobiorca-konsument jest jednocześnie beneficjentem konstytucyjnego prawa do mieszkania (art. 75 i 76). Jeśli jest więc kilka możliwości interpretacyjnych, należy dać pierwszeństwo tej, która realizuje pełniej cele konstytucyjne wskazane w art. 75 i 76 ustawy zasadniczej. Jest to zresztą zbieżne z konsekwencjami do których prowadzi w sprawie Państwa Dziubaków prawo UE.

Mechanizm kontroli nieuczciwego charakteru postanowień umowy oraz określania przez sąd krajowy konsekwencji wynikających ze stwierdzonej abuzywności

Badanie postanowień umowy pod kątem ich abuzywności i określenia konsekwencji po stwierdzeniu nieuczciwego charakteru postanowienia, zdaniem Rzecznika, należy podzielić na trzy fazy:

  1. stwierdzenie czy umowa zawiera postanowienia nieuczciwe,
  2. określenie, jaki skutek dla dalszego trwania umowy ma stwierdzenie nieuczciwego charakteru postanowień,
  3. rozliczenie świadczeń stron, w świetle skutków wynikających dla umowy z wykreślenia z niej postanowień nieuczciwych.
  1. Ocena nieuczciwego charakteru postanowień umowy

W pierwszej kolejności sąd powinien skontrolować, czy wskazane przez stronę postanowienia regulaminu banku (dalej „Regulamin”) postanowienia umowy są nieuczciwe, czyli, czy nie były uzgadniane indywidualnie, a ponadto czy kształtują prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (art. 3 ust. 1 Dyrektywy 93/13, art. 3851 § 1 zd. 1 k.c.). Dyrektywa 93/13, a za nią i prawo polskie wyłączają jednak spoza kontroli postanowienia określające główne świadczenia stron (przedmiot umowy), w tym cenę i wynagrodzenie, jeżeli zostały sformułowane w sposób jednoznaczny (prostym i zrozumiałym językiem). Sąd powinien więc rozpocząć kontrolę abuzywności od stwierdzenia czy postanowienia Regulaminu dotyczą głównych świadczeń stron. Jeżeli tak właśnie jest, należy sprawdzić, czy postanowienia zostały sformułowane w sposób jednoznaczny. Jeśli tak nie jest, otwiera się możliwość przeprowadzenia kontroli nieuczciwego charakteru postanowień.

W ocenie Rzecznika w niniejszej sprawie postanowienia umowy, dotyczące zasad uruchomienia kredytu oraz sposobu spłaty kredytu, wskazujące zasady ustalania kursów kupna i sprzedaży waluty CHF, na podstawie których Bank ustala kwotę kredytu i wysokość rat kapitałowo-odsetkowych, są klauzulami abuzywnymi.

Umowa zawarta przez powodów-kredytobiorców ma charakter konsumencki, a jej postanowienia nie były indywidualnie uzgodnione. Orzecznictwo TSUE klasyfikuje postanowienia umowy dotyczące wymiany walut jako postanowienia dotyczące głównego świadczenia stron (zob. wyroki z dnia 20 września 2018 r., OTP Bank i OTP Faktoring, C-51/17, pkt 68 i przytoczone tam orzecznictwo, z dnia14 marca 2019 r., Dunai, C-118/17, pkt 48, z dnia 3 października 2019 r., C-260/18 Dziubak pkt 44). Tak też – zdaniem Rzecznika należy zakwalifikować rozpatrywane postanowienia Regulaminu.

W ocenie Rzecznika rozpatrywane w sprawie Państwa Dziubaków postanowienia Regulaminu nie spełniają wymogu transparentności określonego w 4 ust. 2 Dyrektywy 93/13 oraz w art. 3851 § 1 zd. 2 k.c. Są niejednoznaczne, ponieważ w chwili zawarcia umowy (ta data jest miarodajna dla oceny postanowień – uchwała Sądu Najwyższego (7) z dnia 20 czerwca 2018 r., sygn. akt III CZP 29/17) konsument nie był w stanie ocenić wysokości własnego zobowiązania, a zatem skutków ekonomicznych wynikających z zawartej umowy oraz ryzyka ekonomicznego, związanego z zawarciem przez niego umowy. To – jak wynika z orzecznictwa TSUE – przesądza o braku transparentności postanowień.

Zdaniem Rzecznika, rozpatrywane nietransparentne postanowienia Regulaminu kształtują prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają interes konsumentów, ponieważ pozostawiają arbitralnej decyzji banku ustalenie kursu waluty, po jakiej przeliczane są zobowiązania kredytobiorcy. W umowie nie zostały wskazane kryteria, które pozwoliłyby konsumentowi ocenić sposób ustalenia wysokości kursu waluty przez bank. Konsumenci ponoszą więc nie tylko całość ryzyka kursowego, lecz są również obciążeni ryzykiem dowolnego kształtowania kursów wymiany waluty przez bank.

  1. Skutki stwierdzenia abuzywności postanowień dla dalszego obowiązywania umowy

W drugim etapie kontroli, sąd powinien ocenić wpływ, jaki usunięcie nieuczciwego postanowienia z umowy wywiera na możliwość dalszego trwania umowy.

Jak wynika z orzecznictwa TSUE (wyrok w sprawie C-260/18 Dziubak, pkt 43, 45, jak również w wyroku z dnia 14 marca 2019 r., Dunai, C-118/17, pkt 52) ocena, czy możliwe jest utrzymanie w mocy konkretniej umowy po usunięciu z niej postanowień uznanych za nieuczciwe należy do sądu krajowego. Jeśli sąd dojdzie do wniosku, że nie jest to możliwe – potrzebna jest identyfikacja na gruncie prawa krajowego podstawy prawnej pozwalającej na stwierdzenie nieważności umowy.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału na tym etapie badania sąd powinien ustalić, czy ewentualne unieważnienie umowy spowoduje skutki rażąco niekorzystne dla konsumenta (wyroki: z dnia 30 kwietnia 2014 r., Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 80–84; z dnia 26 marca 2019 r., Abanca Corporación Bancaria i Bankia, C-70/17 i C-179/17, pkt 64, C-260/18, Dziubak, pkt 48). Unieważnienie umowy wywiera co do zasady takie same następstwa jak postawienie pozostałej do spłaty kwoty kredytu w stan natychmiastowej wymagalności, to zaś może przekraczać możliwości finansowe konsumenta i z tego względu penalizować raczej konsumenta niż kredytodawcę, który „nie zostanie przez to zniechęcony do wprowadzania takich warunków w proponowanych przez siebie umowach” (wyrok z dnia 30 kwietnia 2014 r., Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 83). Jeśli na skutek unieważnienia umowy mogą wystąpić skutki rażąco niekorzystne dla konsumenta, sąd powinien rozważyć możliwość uzupełnienia luk powstałych w umowie, jak wyjaśnił to Trybunał w wyroku w sprawie C-260/18, Dziubak (pkt 58) przepisem dyspozytywnym, lub przepisem mającym zastosowanie, o ile strony się na to zgodzą.

Unieważnienie umowy jest jednak możliwe tylko, jeżeli konsument wyrazi dobrowolną i świadomą zgodę na wynikające z tego skutki (C-260/18 Dziubak, pkt 53, 66; wyrok z dnia 21 lutego 2013 r., Banif Plus Bank, C-472/11, pkt 23, 27, 35 i przytoczone tam orzecznictwo). Jest to możliwe tylko wówczas, gdy konsument posiada informacje na temat jurydycznej kwalifikacji, jaką ma zamiar zastosować sąd, ale przede wszystkim pełną wiedzę, jeśli chodzi o ekonomiczne skutki unieważnienia umowy. Zdaniem Rzecznika należy przyjąć, że jedynie po przedstawieniu tej informacji możliwe będzie wyrażenie przez konsumenta świadomej zgody na unieważnienie umowy.

W ocenie Rzecznika, argumentacja przedstawiona przez Trybunał w sprawie C-260/18 Dziubak, przy uwzględnieniu żądania unieważnienia umowy zgłoszonego przez kredytobiorców, powinna skłonić sąd do unieważnienia umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. Rozstrzygnięcie takie może opierać się na koncepcji przedstawionej przez sąd odsyłający w pytaniu prejudycjalnym, z której wynika, że eliminacja z umowy klauzuli umownej uznanej za bezskuteczną nie może prowadzić do zmiany charakteru stosunku prawnego łączącego strony. Granicą, której przekroczenie uzasadnia unieważnienie umowy przez sąd, jest sprzeczne z naturą stosunku (art. 3531 k.c.) ukształtowanie umowy w treści po usunięciu postanowień nieuczciwych. Z ostrożności procesowej, Rzecznik podniósł również możliwość unieważnienia umowy w oparciu o odpowiednie zastosowanie art. 58 § 3 k.c.

Jeśli chodzi o możliwość uzupełnienia luk powstałych w umowie na skutek eliminacji nieuczciwych postanowień, Rzecznik stoi na stanowisku, że w prawie polskim nie istnieją przepisy, które spełniałyby kryteria określone przez Trybunał w sprawie C-260/18 Dziubak.

Stwierdzenie nieważności umowy, co jasno wynika z orzeczenia w sprawie C-260/18 Dziubak, mieści się w zakresie sankcji, jaką Dyrektywa 93/13 przewiduje w związku z wykorzystywaniem przez przedsiębiorcę nieuczciwych postanowień umownych, szczególnie w świetle wymogów dotyczących prewencyjnego i odstraszającego charakteru sankcji. Rzecznik zdaje sobie sprawę, że dotkliwość sankcji wynikająca z zastosowania przez bank w umowie z konsumentem nieuczciwych postanowień umownych stanowi novum dla polskiego systemu prawa. Rzecznik stoi jednak na stanowisku, że taka sankcja mieści się w ramach konstytucyjnego porządku prawnego, nakładającego na władze publiczne obowiązek ochrony konsumentów przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi (art. 76 Konstytucji) oraz pozostaje w zgodzie z zasadą sprawiedliwości społecznej (art. 2 Konstytucji). Nadto, nie ingeruje nadmiernie w sposób nieuzasadniony w prawa przedsiębiorców (art. 31 ust. 3 Konstytucji).

  1. Rozliczenie świadczeń stron w związku z unieważnieniem umowy

Trzecim etapem rozumowania w ramach mechanizmu kontroli abuzywności powinno być rozliczenie świadczeń stron, które pozwoli ustalić ich sytuację prawną, wynikającą ze stwierdzenia niedozwolonego charakteru postanowienia. Na tym etapie Rzecznik odniósł się do dwóch kwestii: możliwości rozstrzygnięcia sądu, co do żądań pozwu zmierzających do ustalenia nieważności umowy jak i żądania zapłaty (A), oraz (B) możliwych metod rozstrzygnięcia o zwrocie świadczeń.

(A) W ocenie Rzecznika, w niniejszej sprawie należy stwierdzić nieważność umowy. Żądania powodów zgłoszone w oparciu o art. 189 k.p.c. są więc w pełni uzasadnione. Wyrażają one wolę konsumentów co do ustalenia nieważności umowy oraz ich stanowisko w kwestii skutków orzeczenia ustalającego nieważność umowy.

Rzecznik podkreślił, że kompleksowe rozumienie interesu prawnego konsumenta, który wnosi o ustalenie nieważności umowy, nie wyłącza roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia w tym samym procesie. Kompleksowe rozstrzygnięcie możliwe w ramach jednego postępowania eliminuje konieczność wytaczania osobnego powództwa o zapłatę świadczenia nienależnie pobranego przez bank, zapewniając realizację celów Dyrektywy 93/13. Jednocześnie bank nie jest pozbawiony możliwości dochodzenia zapłaty świadczenia nienależnego uzyskanego przez kredytobiorców.

(B) W odniesieniu do skutków unieważnienia umowy o kredyt dotychczasowe rozstrzygnięcia TSUE ograniczają się do stwierdzenia, że wywiera ono następstwa tożsame do postawienia kredytu w stan natychmiastowej wymagalności (wyrok z dnia 30 kwietnia 2014 r., Kásler i Káslerné Rábai, C-26/13, pkt 83). Na tle prawa polskiego zastosowanie powinien znaleźć art. 410 § 2 k.c., zgodnie z którym wpłacone przez strony kwoty traktuje się jako nienależne, jako że na skutek orzeczenia sądu (skutecznego ex tunc) podstawa prawna świadczeń obu stron odpadła – umowa bowiem okazała się nieważna (łac. „condictio causa finita”).

Wyrok sądu powoduje obowiązek dokonania zwrotu wzajemnych świadczeń między stronami umowy, stosownie do przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu. Kredytobiorca powinien więc zwrócić bankowi otrzymaną od niego kwotę kapitału, a zatem bez odsetek i kosztów dodatkowych, bank zaś powinien zwrócić kredytobiorcy wszelkie wpłacone przez niego raty kredytowe i inne opłaty oraz składki.

Dalsze potencjalne żądania banku

Odnosząc się do wysuwanych dalszych żądań banku, Rzecznik zdecydowanie podkreślił, że banki posiadają w Polsce szczególną pozycję, ponieważ są postrzegane jako instytucje zaufania publicznego. To obliguje je do zachowania szczególnej ostrożności przy formułowaniu roszczeń procesowych, a także uwzględnienia skutków, jakie wynikają z orzecznictwa TSUE.

W oparciu o orzecznictwo TSUE Rzecznik wskazał, że całość negatywnych skutków, jakie wynikają dla konsumenta w związku z unieważnieniem umowy, realizuje się w postawieniu w stan natychmiastowej wymagalności pozostałej do spłacenia kwoty. TSUE nawet nie podejmuje kwestii dalszych potencjalnych roszczeń banków, ponieważ ich dopuszczalność stałaby w rażącej sprzeczności z celami Dyrektywy 93/13, w szczególności w odniesieniu do osiągnięcia skutku prewencyjnego (art. 7 ust. 1 Dyrektywy 93/13), to jest zniechęcenia przedsiębiorców do wykorzystywania w zawieranych umowach nieuczciwych postanowień umownych. Roszczenia, których podniesienie zasygnalizował bank po ewentualnym unieważnieniu umowy (roszczenie o zwrot kwoty kapitału kredytu, w trybie określonym przez bank, o zapłatę wynagrodzenia za korzystanie z kapitału przez 11 lat, żądanie zapłaty odsetek czy roszczenie o zwrot nieruchomości na zasadach surogacji) nie tylko nie znajdują racjonalnych podstaw w przepisach prawa polskiego, ale są bezwzględnie sprzeczne z ratio legis Dyrektywy 93/13.

Czy prawo do życia w czystym środowisku jest dobrem osobistym? Pytanie do SN

Data: 2019-11-28
  • Na czym polega prawo do czystego środowiska? Sąd Okręgowy w Gliwicach zwróci  się do Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego
  • Problem powstał w czasie badania w II instancji sprawy mieszkańca Rybnika, który wystąpił przeciw Skarbowi Państwa do sądu, ponieważ w jego mieście smog praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie i życie

28 listopada 2019 r. przed Sądem Okręgowym w Gliwicach odbyła się druga rozprawa apelacyjna w sprawie z powództwa mieszkańca Rybnika przeciwko Skarbowi Państwa. Wbrew przypuszczeniom, Sąd nie wydał wyroku, lecz postanowił zwrócić się do Sądu Najwyższego z prośbą o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego budzącego poważne wątpliwości.

Sąd nie sprecyzował przy tym tego zagadnienia, dając obu stronom (Oliwerowi Palarzowi, jako powodowi oraz Ministrowi Klimatu i Ministrowi Środowiska, reprezentowanym przez Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polski, jako pozwanym) oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich jako uczestnikowi postępowania termin na wskazanie, jak ich zdaniem najlepiej ująć problem, nad którym pochylić powinien się Sąd Najwyższy.

Jak zasygnalizował Sąd Okręgowy, zagadnienie dotyczy tego, czy prawo do życia w czystym środowisku jest dobrem osobistym, o które walczyć można przed sądem. Sąd wskazał na wydane w przeciągu ostatnich kilku miesięcy wyroki, w których sądy w sprawach obywateli pozywających Skarb Państwa w związku z życiem w smogu, uwzględniały powództwa. Wobec powyższego, Sąd Okręgowy stwierdził, że kwestia ta budzi daleko idące spory w doktrynie i rozbieżności w orzecznictwie i niezbędne jest by o niej wypowiedział się Sąd Najwyższy.

Sąd Okręgowy zapowiedział ostateczne sformułowanie zagadnienia prawnego na rozprawie w dniu 24 stycznia 2020 r.

Drugi akt sztuki o "dobrym esbeku" - kolejny wyrok sądu

Data: 2019-11-14
  • Kolejny dawny funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, który w PRL współpracował z Kościołem katolickim, odzyskał należną emeryturę
  • Zdecydował o tym warszawski sąd, który nie czekał, co Trybunał Konstytucyjny orzeknie w sprawie ustawy represyjnej z 2016 r. -  tzw. „drugiej ustawy dezubekizacyjnej"

Historię tę przedstawiamy w nietypowy sposób, licząc że lepiej pokaże problem naruszenia prawa. Sprawa trzech "dobrych esbeków", kórzy walczą nie tylko o swe emerytury, ale przede wszystkim - o godność, może być opisywana w kategoriach dramatu teatralnego.

Ekspozycja

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do MSWiA  w sprawie trzech byłych funkcjonariuszy wydziału IV SB (zwalczającego Kościół katolicki) Augustyna Skitka, Krzysztofa Kęskiego oraz Tadeusza Klimanowskiego [bohaterowie sprawy ujawnili swoją tożsamość]. W latach 80. XX w. udzielali oni  Kościołowi katolickiemu i zdelegalizowanemu NSZZ „Solidarność” tajnych informacji o działaniach SB, takich  jak: podsłuchy księży, inwigilacja korespondencji, planowane prowokacje podczas pielgrzymek oraz plany „eliminacji duchownych”. W 1990 r. wszyscy trzej zostali pozytywnie zweryfikowani i podjęli służbę w Urzędzie Ochrony Państwa oraz w Policji.

Rzecznik wskazywał m.in. że w aktualnym stanie prawnym wystarczające jest udowodnienie faktu współpracy i czynnego wspierania osób lub organizacji działających na rzecz niepodległości Państwa Polskiego. W ocenie RPO wystarczającym dowodem tego faktu są prawomocne wyroki sądów w sprawach, w których sąd doliczył funkcjonariuszom w pełnym wymiarze okresy służby w latach 1944-1990 w trybie art. 15b ust. 3 i 4 ustawy zaopatrzeniowej.

Wbrew zatem twierdzeniom Ministra wyroki sądów - zmieniające decyzje organu emerytalnego i nakazujące przeliczenie okresu służby w organach bezpieczeństwa państwa po 2,6% podstawy wymiaru - powinny stanowić podstawę odstąpienia od ponownego ustalenia wysokości świadczeń emerytalnych. Przesądzają one bowiem o fakcie współpracy i czynnego wspierania osób lub organizacji działających na rzecz niepodległości Państwa Polskiego.

Pierwszy akt: Augustyn Skitek

4 marca 2019 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił odwołanie Augustyna Skitka i zmienił zaskarżoną decyzję. Do sprawy przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich. Sąd stwierdził, że ma on prawo do emerytury policyjnej wynikającej z art. 15 c ust. 5 ustawy zaopatrzeniowej na zasadach jak przed 1 października 2017 r. Udowodnił bowiem pod rządami poprzednio obowiązującej ustawy tzw. dezubekizacyjnej z 2009 r., że przed rokiem 1990 - bez wiedzy przełożonych - podjął współpracę i czynnie wspierał osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego (podobnie jak dwaj jego koledzy - Tadeusz Klimanowski i Krzysztof Kęski). Wyrok jest już prawomocny, a Augustyn Skitek odzyskał emeryturę.

Drugi akt: Krzysztof Kęski

13 listopada 2019 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił odwołanie Krzysztofa Kęskiego  i zmienił zaskarżoną decyzję. Uznał, że ma on prawo do emerytury policyjnej wynikającej z art. 15 c ust. 5 ustawy zaopatrzeniowej na zasadach jak przed 1 października 2017 r. Sąd odmówił uwzględnienia akt gorzowskiego oddziału IPN. Oparł rozstrzygnięcie na wcześniejszym wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który stwierdzał fakt współpracy z Kościołem katolickim. Także do tej sprawy przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich. Wyrok jest nieprawomocny.

Trzeci akt: Tadeusz Klimanowski

Ostatni akt dotyczy autora scenariusza tej sztuki. Jest to także punkt kulminacyjny i tylko od oczekiwanego wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie zależy finał.

Rozwiązanie

W dotychczasowych rozstrzygnięciach Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględniał argumentację Rzecznika Praw Obywatelskich przedstawioną w wystąpieniu do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w maju 2018 r. Sprawa wydaje się jednoznaczna. Fakt współpracy tych funkcjonariuszy z Kościołem katolickim został potwierdzony już w czasie obowiązywania tzw. pierwszej ustawy dezubekizacyjnej. Nowelizacja z 16 grudnia 2016 r. uzależnia obniżenie świadczenia od udowodnienia tego faktu.

Dwa z trzech aktów tej sztuki zakończyły się pozytywnie. Rozwiązanie akcji  zawiera aktualnie moment niepewności. Od trzeciego aktu będzie zależało, czy w tej sztuce nastąpi szczęśliwe zakończenie czy katastrofa.

Od krytyka

Sztuka wydaje się krótka i dotyczy niewielkiej grupy funkcjonariuszy, szczególnie wyróżnionych przez ustawodawcę. Nie oznacza to absolutnie, że pozostali są ze swej natury źli.

Niestety, zastosowanie zbiorowej odpowiedzialności spowodowało, że każda sprawa dotycząca obniżenia świadczenia emerytalno-rentowego stanowi indywidualną historię (sztukę), która wymaga indywidualnej oceny. Czas mija, zapadają kolejne korzystne wyroki. Jednak znaczna część postępowań sądowych pozostaje zawieszona. Nie wszyscy mają okazję doczekać  ostatecznego zakończenia swojej sprawy. Odchodzą odarci z godności, w poczuciu krzywdy, z łatką „złego esbeka”.

Dla osób zaawansowanych wiekiem lub obłożnie chorych czas biegnie szybciej. Zawieszenie przez sądy postępowania pozwala na nowo zdefiniować instytucję przewlekłości postępowania. To z kolei zbliża nas coraz bardziej do rozwiązania akcji.

 

Sąd uznaje argumenty RPO: od decyzji o przeniesieniu prokuratora do innego miasta przysługuje odwołanie do sądu

Data: 2019-11-12
  • Sąd Okręgowy w Krakowie VII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wydał 5 listopada postanowienie o wstrzymaniu przeniesienia prok. Mariusza Krasonia z Krakowa do Wrocławia
  • Prok. Krasoń opiekuje się w Krakowie rodzicami, delegowanie go do pracy w miejscowości odległej o kilkaset kilometrów na podstawie ogólnikowego uzasadnienia Prokuratury Krajowej miało cechy szykany, zwłaszcza, że zainteresowany jest aktywnym działaczem stowarzyszenia Lex Super Omnia
  • Sąd uwzględnił argumenty RPO, że uprawnienie Prokuratora Krajowego o oddelegowaniu prokuratora do innego miasta nie jest uznaniowe. Musi być uzasadnione, a uzasadnienie podlega ocenie sądu

Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski przeniósł prok. Krasonia z Krakowa do Wrocławia twierdząc, że ma prawo przenosić prokuratorów tam, gdzie wymaga tego interes Prokuratury, i nie musi tych decyzji szczegółowo uzasadniać (wyjaśniał to stanowisko w pismach do RPO, który poprosił o wyjaśnienia). RPO stanął na stanowisku przeciwnym: koncepcja prok. Święczkowskiego zaprzecza podstawowym zasadom prawa pracy, które mają również zastosowanie do prokuratorów. W myśl tych zasad pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika. Nie sposób zaś mówić o poszanowaniu godności i dóbr osobistych pracownika będącego prokuratorem wówczas, gdy nie może on nawet poznać przyczyn, dla których został delegowany do miejsca odległego od swojego stałego miejsca zamieszkania oraz dwa szczeble niżej w hierarchii służbowej.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreślał także, że nie ma żadnych uzasadnionych powodów, aby także w sprawach delegowania prokuratora bez jego zgody nie był uwzględniany – jak wymaga tego wskazane orzecznictwo Sądu Najwyższego - słuszny interes prokuratora. Tylko w ten sposób można bowiem uniknąć sytuacji, w której człowiek pozostaje wyłącznie przedmiotem podejmowanych wobec niego działań.

Prok. Krasoń zaskarżył decyzję zwierzchników do sądu a Sąd Okręgowy w Krakowie przyjął sprawę do rozpoznania. Powołał się na art. 101 ust. 1 Prawa o prokuraturze (Dz.U.2019.740), który stanowi, że sprawy o roszczenia ze stosunku służbowego prokuratora są rozpoznawane na drodze sądowej przez sąd właściwy dla spraw pracowniczych, czyli przez sąd w postępowaniu cywilnym normowanym przez przepisy Kodeksu postępowania cywilnego.

Do czasu rozstrzygnięcia Sąd postanowił wydać zabezpieczenie, a więc wstrzymać delegowanie prokuratora Krasonia.

RPO bada możliwość zgłoszenia udziału w toczącym się przed Sądem Okręgowym w Krakowie o ustalenie treści stosunku służbowego.

Sygn. akt VII P 45/19

III.7044.80.2019 

Rozbieżne orzeczenia spadkowe,pominięty pogrobowiec zmarłego. Interwencja RPO

Data: 2019-11-06
  • W 1994 r. sąd orzekł, że spadek po rolniku nabyły jego matka i siostry. W 2013 r. uznał zaś, że jedynym spadkobiercą jest jego syn - urodzony już po śmierci ojca, który był kawalerem 
  • Sąd błędnie ocenił, że wniosek syna otwiera odrębną sprawę spadkową, podczas gdy chodziło o korektę decyzji sprzed 20 lat
  • RPO chce, aby sąd uchylił swe postanowienie z 2013 r. jako niedopuszczalne
  • Jednocześnie wniósł, aby sąd – w trybie zmiany decyzji z 1994 r. - zapewnił synowi należytą ochronę praw spadkowych po ojcu

Syn zmarłego zwrócił się do Rzecznika Praw Obywatelskich o wystąpienie w jego sprawie ze skargą nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Okazało się jednak, że wystarczy zwykła skarga o wznowienie postępowania do właściwego sądu, bo nie upłynął jeszcze taki termin dla Rzecznika.

To kolejna interwencja prawna, którą w interesie obywateli RPO podejmuje wobec wydania sprzecznych ze sobą decyzji o spadku. Narusza to konstytucyjną zasadę zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego. W efekcie spadkobiercy nie mogą np. sprzedać majątku.

Dwie odmienne decyzje spadkowe

We wrześniu 1994 r. sąd rejonowy orzekł nabycie spadku (w którego skład wchodziło m.in. gospodarstwo rolne) przez matkę zmarłego i dwie jego siostry. Nikt z rodziny nie zaskarżył tego postanowienia, które uprawomocniło się.

Gdy zapadało to postanowienie, od miesiąca na świecie był już syn zmarłego, który był kawalerem. Nikt nie zgłosił jego praw do spadku.

On sam upomniał się o to, gdy stał się pełnoletni. W marcu 2013 r. wniósł, by sąd zweryfikował postępowanie spadkowe sprzed 20 lat. Od wyników tej weryfikacji uzależniał swe wnioski w sprawie. 

W kwietniu 2013 r. sąd orzekł, że całość spadku należy się właśnie synowi zmarłego. Sąd błędnie uznał, że syn wniósł o przeprowadzenie odrębnej sprawy spadkowej po zmarłym. W ogóle nie wziął też pod uwagę swej decyzji z 1994 r.

W efekcie wydał całkowicie nową decyzję spadkową. Nie miał do tego prawa, bo nie można dwa razy stwierdzić spadku po zmarłym. Procedując zaś prawidłowo, sąd powinien był uznać, że syn wnosi o korektę postanowienia sądu z 1994 r.

Nowe postanowienie spadkowe nie zostało zaskarżone przez spadkobierców wskazanych w decyzji sądu z 1994 r. i uprawomocniło się.  

Potem, w sierpniu 2013 r., sąd odrzucił jeszcze skargę syna zmarłego o wznowienie postępowania w sprawie postanowienia spadkowego z kwietnia 2013 r. - z uwagi na przekroczenie trzymiesięcznego terminu na jej złożenie.

Argumenty RPO

Zdaniem Rzecznika po wznowieniu postępowania sąd powinien uchylić postanowienie z kwietnia 2013 r.  Jednocześnie brak jest podstaw prawnych, by sąd całkowicie odrzucił wniosek syna z marca 2013 r. Powinien on bowiem być potraktowany nie jako wniosek o stwierdzenie nabycia spadku po ojcu, ale jako złożony w ramach art. 679 § 1 i 2 Kodeksu postępowania cywilnego, przewidzianego dla korekty wcześniejszego postanowienia. Wniosek syna zmierzał bowiem do modyfikacji porządku dziedziczenia, wynikającego z postanowienia z 1994 r.

Zgodnie art. 679 Kpc dowód, że osoba, która uzyskała stwierdzenie nabycia spadku, nie jest spadkobiercą lub że jej udział w spadku jest inny niż stwierdzony, może być przeprowadzony tylko w postępowaniu o uchylenie lub zmianę stwierdzenia nabycia spadku. Wtedy sąd może zmienić pierwotne postanowienie, stwierdzając nabycie spadku zgodnie z rzeczywistym stanem prawnym.

Skarga jest konieczna dla przywrócenia ładu w stosunkach prawnych między spadkobiercami. Nieuprawnione przeprowadzenie w 2013 r. przez sąd rejonowy kolejnego postępowania w sprawie spadku spowodowało rażące naruszenie przepisów postępowania. Doprowadziło do istotnego naruszenia zasad Konstytucji oraz chronionych przez nią praw przysługujących spadkobiercom.

Wskutek postanowienia z 2013 r. doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji. Funkcjonowanie dwóch odmiennych postanowień sądu w sprawie spadku po zmarłym narusza przysługujące jej bliskim konstytucyjne prawo do sądu (art. 45 Konstytucji) oraz do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Osoby, wobec których sąd stwierdził nabycie spadku, mają bowiem prawo oczekiwać, że w przypadku wniosku o ponowne rozpoznanie tej samej sprawy sąd będzie respektował wcześniejsze prawomocne rozstrzygnięcie. Bezpieczeństwo prawne wymaga, by jakakolwiek modyfikacja postanowienia o spadku następowała w ramach postępowań mających na celu korektę już funkcjonującego prawomocnego postanowienia. Sąd powinien zaś zachować należytą czujność procesową, by uniknąć prowadzenia postępowania o nabycie spadku bez odniesienia się do wcześniejszego rozpoznania tożsamej sprawy.

Niedopuszczalne było już samo przeprowadzenie postępowania cywilnego w 2013 r. przez sąd - przy potraktowaniu wniosku syna z marca 2013 r. jako inicjującego odrębną, niezależną sprawę o stwierdzenie nabycia spadku po zmarłym. Sąd pominął wyraźną treść wniosku syna, który wskazywał na celowość przeprowadzenia stosownej weryfikacji wcześniejszego postępowania spadkowego. Od jej wyników uzależniał swe żądanie procesowe.

Błędna kwalifikacja wniosku przez sąd doprowadziła zaś do naruszenia przepisu Kpc, zgodnie z którym sąd winien odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, jeżeli sprawa dotycząca stwierdzenia nabycia go po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana.

W ocenie Rzecznika, wskutek wznowienia postępowania sprawy z 2013 r. reaktywuje się pierwotny obowiązek oceny prawnej wniosku syna. Wymaga tego bowiem zarówno konstytucyjnie chronione prawo zainteresowanego do sądu, jak i potrzeba zapewnienia mu ochrony uprawnień spadkowych po zmarłym ojcu.

Odrzucenie skargi o wznowienie, złożonej w sierpniu 2013 r. przez syna zmarłego, nie uniemożliwia wniesienia takiej skargi przez RPO. Ma on bowiem prawo przyłączyć się do takiej sprawy, pod warunkiem zachowania trzymiesięcznego terminu od dnia, w którym dowiedział się o sprawie. Termin ten został dochowany.   

Skarga nadzwyczajna a skarga o wznowienie postępowania

To nowy, szczególny środek zaskarżenia wprowadzony na mocy ustawy o SN z grudnia 2017 r. Skargi rozpatruje nowa Izba SN - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powołana przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Dlatego do jej umocowania prawnego są zgłaszane wątpliwości.

Rzecznik dotychczas złożył 6 skarg nadzwyczajnych. Pierwsza, rozpatrzona pozytywnie przez SN 26 marca 2019 r., dotyczyła podobnej sprawy dwóch rozbieżnych rozstrzygnięć spadkowych.

RPO cały czas otrzymuje i analizuje wnioski o złożenie skargi nadzwyczajnej (choć nie dostał na to dodatkowe zadanie żadnych środków). W przypadku stwierdzenia, że nie zachodzą podstawy do skargi, kieruje merytoryczną odpowiedź do wnioskodawców. Gdy jest możliwość sięgnięcia po inne środki prawne, korzysta z nich (np. kasacja, skarga kasacyjna, skarga o wznowienie postępowania). 

W sprawach zaś, w których zidentyfikowano by naruszenia uzasadniające złożenie skargi nadzwyczajnej, RPO obecnie wstrzymuje się z działaniami do czasu rozstrzygnięcia pytań prejudycjalnych przedstawionych przez polskie sądy (w tym przez sam SN) Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zagadnienia prejudycjalne dotyczą tak fundamentalnych kwestii jak prawidłowość utworzenia nowych izb w SN (w tym także Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) oraz prawidłowość powołania sędziów do tych izb.

Rozstrzygniecie tych kwestii przez TSUE będzie miało zasadnicze znaczenie z punktu widzenia ważności postępowania przez tymi izbami – także rozstrzygnięć dotyczących skarg nadzwyczajnych. 

IV.7000.353.2019

RPO przystąpił do sprawy państwa Dziubaków (kredyt „frankowy”)

Data: 2019-11-04
  • Na wniosek pełnomocników państwa Dziubaków Rzecznik Praw Obywatelskich 31 października przystąpił do sprawy przed Sądem Okręgowym w Warszawie dotyczącej kredytu państwa Dziubaków
  • Wniósł o odroczenie rozprawy oraz danie RPO (zakreślenie) 30-dniowego terminu na przedstawienie stanowiska z uwagi na ważny interes publiczny
  • Sąd 4 listopada uwzględnił ten wniosek

Zdaniem państwa Dziubaków ich umowa kredytowa zawiera istotne klauzule niedozwolone (abuzywne) i nie może być utrzymana w mocy. Bank jest przeciwnego zdania i sprawę musi rozstrzygnąć sąd.

W sprawie tej Sąd Okręgowy w Warszawie zadał wcześniej pytanie prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten wskazał przed miesiącem zasady, w ramach których sąd państwa członkowskiego UE powinien rozstrzygać spór kredytobiorcy (konsumenta) z bankiem, by pozostać w zgodzie z prawem europejskim (sprawa C-260/18; patrz – informacja poniżej).

RPO jako organ powołany do ochrony praw i wolności obywatelskich wskazuje, że polska Konstytucja gwarantuje zarówno wolność działalności gospodarczej jak i poszanowanie praw konsumentów. RPO działa na rzecz równowagi tych wartości wskazując, że Polska nie zawsze do tej pory korzystała ze standardów prawa europejskiego w zakresie ochrony praw konsumentów. Z tego powodu RPO uważnie  śledzi orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE i powołuje się na nie przystępując do spraw przed polskimi sądami po stronie konsumentów.

RPO aktywnie włączył się w rozwiązywanie sprawy dotyczących kredytów „frankowych” pod koniec 2016 r., gdy stało się jasne, że nie nastąpi żadne generalne systemowe rozwiązanie dotyczące tych umów. W toku akcji informacyjnej prowadzonej w 2017 r. skupiał się na przekazaniu kredytobiorcom podstawowych informacji  o tym, jak korzystać z pomocy instytucji stojących w Polsce na straży praw konsumentów. Kolejnym krokiem była analiza kluczowych spraw sądowych w tej dziedzinie i formułowanie pro-obywatelskiej argumentacji prawnej.

Nieletni trafił do „rejestru pedofilów”, choć sąd zastosował wobec niego jedynie upomnienie. Interwencja RPO

Data: 2019-10-30
  • Nieletni znalazł się w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym - co wywoła negatywne skutki, niewspółmierne wobec popełnionego czynu
  • Choć sąd dla nieletnich zastosował wobec 17-latka najłagodniejszy środek wychowawczy – upomnienie – to jego dane mają figurować w rejestrze do 2029 r.
  • Informacja ta trafiła już do jego środowiska; jest postrzegany jako osoba zaburzona na tle seksualnym, skoro znajduje się w rejestrze osób niebezpiecznych
  • Tymczasem nie stanowi on tak dużego zagrożenia, by ujawniać go w rejestrze

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do właściwego sądu, by skorzystał z ustawowej możliwości i wykreślił nieletniego z rejestru. Jest to możliwe, gdy umieszczenie w nim danych sprawcy spowodowałyby  „niewspółmierne surowe skutki”. W ocenie RPO nieletni upomniany za swój czyn powinien trafiać do rejestru zupełnie wyjątkowo.

Sprawa tego nieletniego tego nie uzasadnia, choć naruszył on autonomię seksualną i prywatność dziewczyny poniżej 15. roku życia. Nie umniejszając powagi czynu, można przewidywać, że miał on charakter incydentalny, a ryzyko jego ponownego popełnienia nie jest znaczne. Sąd nie uznał bowiem, by nieletni miał takie stałe cechy, które wymagałyby np. terapii. Rolą rejestru jest zaś ostrzeganie przed osobami stanowiącymi trwałe zagrożenie. – Takim osobom nie wystarczy upomnienie, aby zaprzestali społecznie niebezpiecznej działalności – wskazuje Rzecznik.

Kto trafia do rejestru

Od 1 stycznia 2018 r. w jawnym dla wszystkich, publicznym  rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są podawane dane osobowe, fotografie i miejsca pobytu najgroźniejszych skazanych przestępców seksualnych.

Do drugiej części rejestru, gromadzącej również informacje na temat pozostałych sprawców przestępstw na tle seksualnym, dostęp mają tylko przedstawiciele określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są zamieszczone dodatkowe dane w tym numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania. Umieszczane są tam dane nieletnich sprawców, wobec których sąd orzekł środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze.

Zgodnie z ustawą z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (na której podstawie powstał rejestr): 

  • Skazani już sprawcy do 1 grudnia 2017 r. mogli wnosić do sądów o niezamieszczanie swych danych w jawnej części rejestru. Rodziny nie miały takiej możliwości. Mógł w ich sprawie interweniować prezes sądu.
  • Obecnie o wpisie danych decyduje sąd. Skazując za przestępstwo na tle seksualnym, może wykluczyć publikację danych „dla  dobra małoletniego pokrzywdzonego przestępstwem lub gdy zamieszczenie danych spowodowałyby niewspółmierne surowe skutki dla skazanego”.

RPO wcześniej wyrażał wątpliwości, czy w rejestrze powinny być umieszczane dzieci, które w związku z trudnościami wieku dorastania i nadpobudliwością emocjonalną mogą popełnić czyn mniejszej wagi – będący jednak jest podstawą wpisu do rejestru. Wtedy figurują w nim przez 10 lat od osiągnięcia pełnoletniości (niejednokrotnie dłużej niż dane sprawców pełnoletnich). W ocenie Rzecznika negatywnie rzutuje to na ich całą przyszłość i mocno ingeruje w psychikę. Prawo uznaje zaś za priorytet dobro dziecka. 

Podczas prac nad ustawą Prokurator Generalny wyrażał zastrzeżenia co do umieszczania w rejestrze danych nieletnich, wobec których zastosowano m.in. środki wychowawcze. 

Ponadto Rzecznik wskazywał, że pokrzywdzeni członkowie rodzin osób skazanych nie mają głosu w sprawie takiego wpisu o sprawcy. W mniejszych ośrodkach dzieci, będące ofiarami swych bliskich, są łatwe do zidentyfikowania i mogą spotykać się z odrzuceniem.

W kwietniu 2019 r. jeden z sądów uwzględnił wniosek RPO, by w rejestrze nie umieszczać danych 16-latki. Nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą, z którym wymieniała seksualne smsy. Sąd orzekł wobec niej upomnienie, ale jej dane z urzędu trafiły do rejestru. Jej zachowanie było zaś typowym „błędem młodości”.

Historia sprawy

W 2018 r. ówczesny 17-latek usiłował podstępem doprowadzić małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej – czemu się sprzeciwiła. Czyn wypełnił znamiona przestępstwa z art. 197 § 2 Kodeksu karnego, za co grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

W  grudniu 2018 r. sąd dla nieletnich zastosował wobec sprawcy upomnienie i wpisał go do rejestru z dostępem ograniczonym. Osoby, których wpis dotyczy, w tym nieletni, dowiadują się o tym po fakcie, z zawiadomienia o wpisie (już po uprawomocnieniu się orzeczenia). Informacja o tym nie jest bowiem umieszczana w wyroku – następuje to z mocy prawa. Na żadnym etapie sprawy dana osoba nie jest o tym informowana i nie może podjąć ochrony swych praw. Zdaniem RPO decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w rejestrze powinna być podawana w wyroku (o co wnosił do Ministra Sprawiedliwości).

Dlatego Rzecznik po skardze matki nieletniego - wniósł do właściwego sądu rejonowego, by usunął jego dane z rejestru. Powołał się na art. 9 ust. 3 ustawy z 13 maja 2016 r., że jest to możliwe, gdy materiał dowodowy w sposób oczywisty wskazuje, że wpis powoduje „niewspółmiernie surowe skutki”.

Argumentacja RPO

W ocenie RPO wniosek taki uzasadnia potrzeba ochrony praw i wolności obywatelskich nieletniego. Dotyczy to zwłaszcza prawa do sądu oraz zaufania do państwa i prawa (art. 45 i art. 2 Konstytucji), a także prawa do ochrony życia prywatnego oraz ochrony danych osobowych (art. 47 oraz 51 Konstytucji).

Wadliwe przepisy pozbawiły bowiem nieletniego możliwości zajęcia stanowiska co do umieszczenia jego danych w rejestrze. Według Rzecznika przepisy te mogą stanowić swoistą pułapkę proceduralną dla uczestnika postępowania. Nie jest on świadomy skutków orzeczenia sądu albo dowiaduje się o nich dopiero po zakończeniu postępowaniu. Ma bardzo ograniczone możliwości kwestionowania skutku orzeczenia w postaci zamieszczenia danych w rejestrze. Nieletni ten nie miał zaś prawnika, który byłby świadomy takiego skutku.

Wobec niesporządzenia uzasadnienia przez sąd nie można ustalić, dlaczego nie zdecydował on, by nie zamieszczać danych nieletniego w rejestrze. Zdaniem Rzecznika mogło to wynikać jedynie z przeoczenia. Materiał dowodowy wskazuje bowiem, że nieletni nie stanowi zagrożenia ani dla pokrzywdzonej, ani dla otoczenia.

Umieszczenie osób w takiej sytuacji w rejestrze (nawet w niepublicznym), wiąże się z ich dodatkową stygmatyzacją. Rejestr, określany jako tzw. „rejestr pedofilów” służy bowiem do ochrony społeczeństwa przed szczególnie niebezpiecznymi osobami zwłaszcza, gdy chodzi o czyny wobec dzieci. Mimo że dane tych osób nie są powszechnie dostępne w internecie, dostęp do nich ma stosunkowo szeroki krąg osób, m.in. pracodawca czy podmiot prowadzący działalność związaną z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi. Może to stanowić narzędzie społecznego ostracyzmu, co u nieletniego może wywołać szkodę niemożliwą do przewidzenia.

Dane tego nieletniego zostaną usunięte z rejestru dopiero w 2029 r. Tymczasem nie stanowi on tak daleko idącego zagrożenia dla bezpieczeństwa. Upomnienie to łagodny i jednorazowy środek wychowawczy. Sąd nie zastosował długotrwałej kontroli i resocjalizacji nieletniego (np. nadzór kuratora, obowiązek udziału w zajęciach wychowawczych lub terapeutycznych, umieszczenie w placówce wychowawczej). Uznał, że charakter czynu nieletniego nie świadczy o jego utrwalonych predyspozycjach czy cechach, wymagających korekty. Te same względy powinny przemawiać za tym, aby danych nieletniego nie umieszczać w rejestrze.

W ocenie Rzecznika nieletni upomniany przez sąd powinien trafiać do rejestru w sytuacji zupełnie wyjątkowej, a ta sprawa taką nie jest. Nieletni nie sprawiał problemów wychowawczych, nie był notowany. Funkcjonuje w stabilnym środowisku rodzinnym, ma dobre relacje z rodzicami i rodzeństwem. Nie ma problemów z nauką, otrzymał ocenę bardzo dobrą ze sprawowania. Uczęszcza do klasy o profilu wojskowym i wiąże swą przyszłość z wojskiem. Umieszczenie go w rejestrze do 28. roku życia może mu to uniemożliwić.

Wpis do rejestru już obecnie spowodował niekorzystne dla niego skutki. Informacja ta przeniknęła do jego środowiska sąsiedzkiego i szkolnego. Jeśli pozostanie w rejestrze, będzie to towarzyszyło mu w każdym nowym środowisku, do którego wejdzie, przez cały początek jego dorosłego życia. Osoby trzecie zidentyfikują go jako osobę zaburzoną na tle seksualnym, figurującą w rejestrze dla osób szczególnie niebezpiecznych dla społeczeństwa. Trwała stygmatyzacja wywoła niewspółmierne skutki do popełnionego czynu karalnego – uznał Rzecznik.

IV.502.2.2019

Ukarana w PRL za spotkanie Świadków Jehowy w swym mieszkaniu. RPO wnosi o jej uniewinnienie

Data: 2019-10-16
  • Pani Anna została w PRL ukarana wysoką grzywną, bo w jej mieszkaniu spotkało się kilkoro Świadków Jehowy
  • W 1970 r. uznano ją za winną "nielegalnego zgromadzenia". Wobec niemożności zapłaty grzywny spędziła kilka miesięcy w więzieniu 
  • RPO wniósł o uniewinnienie kobiety, którą ukarano tylko dlatego, że należała do zwalczanej wówczas wspólnoty 
  • Orzeczenie miało zatem na celu jej dyskryminację ze względu na wyznanie

W PRL członkowie wspólnoty wyznaniowej Świadków Jehowy byli represjonowani pod pretekstem rzekomego ich udziału „w nielegalnym związku, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostawała tajemnicą wobec organów państwowych”.  Skazywano ich nawet na kilkuletnie kary więzienia.

Tymczasem z utrwalonego po 1990 r. orzecznictwa  Sądu Najwyższego (do którego kasacje w sprawach prześladowanych składał RPO) wynika, że istnienie, ustrój i cel wyznania Świadków Jehowy nie były tajemnicą dla władz. Elementy te były jawne, zarówno w okresie legalnego funkcjonowania tego wyznania w Polsce (na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z 27 października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach), jak i po jego delegalizacji w 1950 r. Członkowie wspólnoty podejmowali zaś liczne i jawne próby uregulowania sytuacji prawnej swego wyznania, m.in. przez przedkładanie władzom statutu wspólnoty i wniosków o ponową rejestrację.

W uzasadnieniu wyroku SN z 12 stycznia 1995 r. stwierdzono: „Uznawanie tajności struktur religijnych wyznania, któremu oficjalnie i bezpodstawnie odmówiono prawa do jawnego funkcjonowania, za wypełniające znamiona +tajności związku+, było rażącym nadużyciem prawa karnego, w celu korzystania wyłącznie z jego represyjnej funkcji. Była ponadto w tym stanowisku hipokryzja - za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości”.

U pani Anny zbiera się 8 osób...

Jednym z przejawów takiego podejścia władz PRL była sprawa pani Anny. W maju 1970 r. została ona ukarana przez kolegium ds. wykroczeń grzywną w wysokości 3 tys. zł (średnia pensja wynosiła wówczas 2235 zł).

Kobietę obwiniono o to, że w swym mieszkaniu zorganizowała zgromadzenie „działającej nielegalnie sekty”, w którym wzięło udział 8 osób. W uzasadnieniu orzeczenia wskazano, że materiałem dowodowym była także Biblia leżąca na  stołu przed uczestnikami oraz skonfiskowane „materiały o treści wyznaniowej”. Z tych powodów Kolegium uznało, że zebranie miało charakter nielegalnego zgromadzenia.

Uznano ją za winną wykroczenia z art. 20 ust. 1 pkt 1 ustawy z 29 marca 1962 r. o zgromadzeniach. Karze grzywny do 4500 zł podlegał ten, kto zwoływał zgromadzenie bez zawiadomienia lub zezwolenia właściwego organu spraw wewnętrznych lub nim kierował. Według ówczesnego prawa, zgromadzeniem takim było zaś „wszelkie zgrupowanie osób zwołane w celu wspólnych obrad lub w celu wspólnego zamanifestowania swego stanowiska w związku z pewnym zagadnieniem lub zjawiskiem”. Zjazdy, wiece, manifestacje, pochody, prelekcje, odczyty, procesje i pielgrzymki były zatem w RPL uznawane za zgromadzenia w tym znaczeniu.

Pani Anna nie miała pieniędzy na grzywnę, wobec czego zamieniono ją na 90 dni aresztu. W efekcie trafiła ona do więzienia. Teraz zwróciła się do RPO o podjęcie działań prawnych dla jej uniewinnienia.

Argumentacja RPO

RPO zarzucił orzeczeniu z 1970 r. rażące naruszenie art. 20 ust. 1 pkt 1 ustawy z 1962 r. o zgromadzeniach. Spotkanie nie zostało bowiem zwołane „w celu wspólnych obrad lub w celu wspólnego zamanifestowania swojego stanowiska”. Nie było ono zatem zgromadzeniem w rozumieniu ówczesnej ustawy.

Z uzasadnienia orzeczenia Kolegium jasno wynika, że pani Anna została uznana za winną wykroczenia tylko z tego powodu, że należała do wspólnoty religijnej Świadków Jehowy. Orzeczenie miało zatem na celu dyskryminację obwinionej ze względu na jej wyznanie.

Sąd Najwyższy - m.in. w wyroku z 27 września 2000 r. (II KKN 160/00) - zwracał uwagę, że represjonowanie wyznawców wspólnoty Świadków Jehowy było oczywiście sprzeczne z obowiązującą wówczas Konstytucją z 1952 r. Jej art. 82 gwarantował obywatelom wolność sumienia i wyznania. 

Dlatego czyn przypisany pani Annie stanowił w istocie realizację prawa do wykonywania praktyk religijnych. Jej ściganie i skazanie miało formę politycznej represji, opierającej się na niedopuszczalnej, rozszerzającej wykładni ustawy o zgromadzeniach - uznał RPO.

Wniósł do właściwego sadu okręgowego o uchylenie prawomocnego rozstrzygnięcia i o uniewinnienie na podstawie ustawy z 24 sierpnia 2001 r. Przepisy wprowadzające Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia. Zgodnie z nią, wnioski o uchylenie prawomocnego rozstrzygnięcia lub o stwierdzenie jego nieważności dotyczą także rozstrzygnięć wydanych przed wejściem w życie tego Kodeksu.

II.511.586.2017

RPO: wykreślić nieletniego z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym

Data: 2019-10-07
  • 15-latek trafił do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym - w którym umieszczane są osoby niebezpieczne dla otoczenia -  bo w sieci złożył propozycję seksualną 13-latce
  • Sąd dla nieletnich zastosował wobec niego środek wychowawczy - prace społeczne; oprócz tego z mocy prawa wpisał go do Rejestru
  • W efekcie może być identyfikowany jako osoba zaburzona na tle seksualnym – tymczasem nie stanowi on zagrożenia. Jego czyn, za który wyraził skruchę, miał charakter jednorazowy i wynikał z niedojrzałości emocjonalnej
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ocenił, że wpis do Rejestru rodzi dlań niewspółmiernie surowe skutki i wniósł, by sąd go z niego wykreślił

Wpis do Rejestru może bowiem negatywnie wpłynąć na życie chłopaka, zwłaszcza że ma figurować w nim do 2032 r. - Postępowanie w sprawach nieletnich jest ukierunkowane na wychowanie nieletniego, a nie na jego ukaranie; chodzi o stosowanie takich środków, które będą najbardziej pomocne nieletniemu w jego sytuacji - podkreślił RPO we wniosku do sądu.

Kto trafia do Rejestru

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wciąż napływają wnioski obywateli związane z funkcjonowaniem Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Od 1 stycznia 2018 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są podawane dane osobowe, fotografie i miejsca pobytu najgroźniejszych skazanych przestępców seksualnych.

Do drugiej części Rejestru, gromadzącej również informacje na temat pozostałych sprawców przestępstw na tle seksualnym, dostęp mają tylko przedstawiciele określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części Rejestru są zamieszczone dodatkowe dane – w tym numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

Zgodnie z ustawą z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (na której podstawie powstał Rejestr): 

  • Skazani już sprawcy do 1 grudnia 2017 r mogli wnosić do sądów o niezamieszczanie swych danych w jawnej części Rejestru. Rodziny nie miały takiej możliwości. Mógł w ich sprawie interweniować prezes sądu.
  • Obecnie o ujawnieniu danych decyduje sąd. Skazując za przestępstwo na tle seksualnym, może wykluczyć publikację danych „dla  dobra małoletniego pokrzywdzonego przestępstwem lub gdy zamieszczenie danych spowodowałyby niewspółmierne surowe skutki dla skazanego”.

RPO wcześniej wyrażał wątpliwości, czy w Rejestrze powinny być umieszczane dzieci, które w związku z trudnościami  wieku dorastania i nadpobudliwością emocjonalną mogą popełnić czyn mniejszej wagi, co może być podstawą ich wpisu do Rejestru. Wtedy figurują w nim przez 10 lat od osiągnięcia pełnoletniości (niejednokrotnie znacząco dłużej niż dane sprawców pełnoletnich). W ocenie RPO negatywnie rzutuje to na ich całą przyszłość. Narusza to bowiem prywatność i mocno ingeruje w psychikę. Tymczasem prawo uznaje za priorytet dobro dziecka. 

W kwietniu 2019 r. jeden z sądów uwzględnił wniosek RPO, by w Rejestrze nie umieszczać danych 16-latki. Nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą, z którym wymieniała smsy o treści seksualnej. Jej działanie zakwalifikowano jako czyn z art. 200 a § 2 Kk. Sąd orzekł wobec nieletniej najlżejszy środek wychowawczy w postaci upomnienia. Jednak jej dane z urzędu trafiły do Rejestru. Tymczasem jej zachowanie było typowym „błędem młodości” i nie miało źródeł w zaburzeniach o charterze seksualnym.    

Podczas prac nad ustawą Prokurator Generalny wyrażał zastrzeżenia co do umieszczania w Rejestrze danych nieletnich, wobec których zastosowano m.in. środki wychowawcze.

Ponadto Rzecznik wskazywał, że pokrzywdzeni członkowie rodzin osób skazanych nie mają głosu w sprawie takiego wpisu o sprawcy. W mniejszych ośrodkach dzieci będące ofiarami są łatwe do zidentyfikowania i mogą spotykać się z odrzuceniem czy wrogością.

Historia sprawy

W 2018 r. ówczesny 14-latek złożył w sieci małoletniej dziewczynie propozycję seksualną. Wypełniało to znamiona przestępstwa z art. 200 § 2 Kodeksu karnego. Chodzi o składanie małoletniemu poniżej lat 15., za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej, propozycji obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej. Grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo do 2 lat pozbawienia wolności.

W lutym 2019 r. sąd dla nieletnich zastosował wobec sprawcy środek wychowawczy - nakaz 10 godzin prac społecznie użytecznych i wpisał go do Rejestru o dostępie ograniczonym. Ani jego rodzice, ani on sam, nie mieli świadomości, że znajdzie się on w Rejestrze jako osoba niebezpieczna. Informacja o tym nie jest bowiem umieszczana w sentencji orzeczenia - następuje to z mocy prawa. Osoby, których wpis dotyczy, w tym  nieletni, dowiadują się o tym po fakcie, z zawiadomienia o  wpisie - już po uprawomocnieniu orzeczenia. Na żadnym etapie postępowania nie są o tym informowane i nie mają możliwości skutecznej ochrony ich praw. Zdaniem RPO decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w Rejestrze powinna być komunikowana w wyroku (o co wniósł do Ministra Sprawiedliwości).

Dlatego Rzecznik (po skardze ojca nieletniego) zgłosił właściwemu sądowi rejonowemu udział w postępowaniu. Wniósł o przywrócenie terminu na złożenie wniosku o wyłączenie zamieszczenia danych nieletniego w Rejestrze. RPO powołał się z na art. 9 ust. 3 ustawy z 13 maja 2016 r., że jest to możliwe, gdy materiał dowodowy w  sposób oczywisty wskazuje, że wpis powoduje „niewspółmiernie surowe skutki”.

Argumenty RPO

W ocenie Rzecznika sytuacja taka narusza konstytucyjne prawo obywatela do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji) - tj. do sądowej ochrony jego praw zagwarantowanych Konstytucją, w szczególności praw wynikających z art. 47, art. 51 i art. 72 Konstytucji. A brak rzetelnej informacji o procedurach, którym obywatel jest poddany, narusza wynikającą z art. 2 Konstytucji zasadę zaufania obywatela do państwa i tworzonego przez nie prawa.

Sąd nie sporządził uzasadnienia, wobec czego nie można ustalić, co przemawiało za niezawarciem w orzeczeniu postanowienia o wyłączeniu zamieszczenia danych nieletniego w Rejestrze. Według Rzecznika mogło to wynikać jedynie z przeoczenia.

W ocenie RPO nieletni w sposób oczywisty nie stanowi takiego zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, że konieczne jest informowanie o jego danych wrażliwych w związku z jego czynem. W jego przypadku tak drastyczna ingerencja w konstytucyjne prawa jest niecelowa. Nie spełni swej funkcji, a jej głównym celem stanie się nadmierna represja.

Jak wynika bowiem z akt sprawy, materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje, że - na tle dotychczas nienagannego postępowania nieletniego - jego czyn z 2018 r. miał charakter jednorazowy. Wynikał z niedojrzałości emocjonalnej nieletniego, wówczas 14-letniego, który nie uświadamiał sobie skali przykrości, na jakie mógł narazić pokrzywdzoną. Okoliczności sprawy nie wskazują, by to się powtórzyło.

Za swe naganne zachowanie nieletni poniósł konsekwencje. W postępowaniu okazał skruchę i zrozumiał, że jego zachowanie nie było właściwe. Wykonał środek wychowawczy. Jest on dobrym uczniem;  ma ocenę ”bardzo dobrą” ze sprawowania. Pozytywne opinie ze szkół poświadczają jego zaangażowanie w prace społeczne, bycie wzorowym gospodarzem klasy, uczniem o wysokiej kulturze osobistej, odnoszącym się z szacunkiem do innych, sympatycznym i lubianym. Także w domu zachowuje się prawidłowo. Nigdy wcześniej nie prowadzono wobec niego postępowania w sprawach nieletnich.

W swoim odczuciu został on podwójnie ukarany. Obawia się teraz, że wpis negatywnie wpłynie na jego życie (jego dane byłyby usunięte z Rejestru dopiero w 2032 r). Odczuwa wstyd i strach, że będzie mógł być zidentyfikowany jako osoba zaburzona na tle seksualnym. 

W tej sytuacji wpisanie go do Rejestru nie jest potrzebne ani dla tzw. prewencji ogólnej (to podstawowy cel ustawy z 13 maja 2016 r.), ani też szczególnej. - Uwzględnienie wniosku nie naruszy także praw pokrzywdzonej - podkreśla RPO.

Umieszczenie osób w tej sytuacji w Rejestrze (nawet w niepublicznym), wiąże się z ich dodatkową stygmatyzacją w odbiorze społecznym. Mimo że dane tych osób nie są powszechnie dostępne w internecie, dostęp do nich ma stosunkowo szeroki krąg osób, m.in. pracodawca czy podmiot prowadzący działalność związaną z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi. Może to stanowić narzędzie społecznego ostracyzmu, mogące wywołać u nieletniego szkodę o rozmiarze niemożliwym do przewidzenia.

Ponadto osoba przebywająca na wolności – która figuruje w Rejestrze - jest zobowiązana do zgłaszania policji faktycznego adresu pobytu i jego każdorazowej zmiany. Ograniczona jest też jej swoboda opuszczania kraju.

Tymczasem zasadą postępowania w sprawach nieletnich jest stosowanie takich rozwiązań lub środków, które będą najbardziej pomocne nieletniemu w jego sytuacji. Postępowanie to jest ukierunkowane na wychowanie nieletniego, nie na jego ukaranie.

IV.550.2.2019

Działania RPO na rzecz frankowiczów (w związku ze sprawą C-260/18)

Data: 2019-10-03
  • RPO zaangażował się w sprawy frankowiczów pod koniec 2016 r., kiedy było już widać, że nie uda się wypracować rozwiązania ustawowego pozwalającego na rozwiązanie problemów kredytobiorców.
  • Działania Rzecznika w sektorze prywatnym – z racji obowiązujących przepisów – są ograniczone w tym sensie, że Rzecznik nie jest uprawniony do podejmowania bezpośredniej interwencji na rzecz konsumentów u podmiotów finansowych.
  • Jednak nie mógł sprawy zostawić także dlatego, że to właśnie do niego kredytobiorcy zgłaszali swoje problemy. Ze względu na skalę problemu zwykłe „przekazanie sprawy według właściwości” do innej instytucji nie wchodziło w grę.

W 2016 r. we współpracy z Rzecznikiem Finansowym i UOKiK RPO rozpoczął akcję informacyjną dla kredytobiorców. W 17 spotkaniach w całym kraju uczestniczyło 2500 osób. Dowiadywali się na nich podstawowej rzeczy: pierwszym krokiem w dochodzeniu swoich praw w przypadku podejrzenia, że umowa kredytowa zawiera błędy, jest złożenie reklamacji w banku. Jej odrzucenie przez bank otwiera drogę do pomocy ze strony Rzecznika Finansowego, który może wesprzeć kredytobiorcę podejmując interwencję na jego rzecz w banku, proponując mediację, a w przypadku wejścia na drogę sądową – przygotować istotny pogląd w sprawie, czyli dokument o statusie eksperckim, który pozwala sądowi zrozumieć sytuację kredytobiorcy.

- W trakcie tych spotkań dało się dostrzec, że istotnym problemem jest zrobienie pierwszego kroku w sporze z instytucją finansową, czyli przygotowanie reklamacji. Obawy klientów są różne. Część boi się retorsji ze strony banku. Część nie wie, jak należy taką reklamację sformułować. Inni uważają, że to działanie i tak nie ma sensu, bo zostanie ona odrzucona. Tymczasem dla instytucji finansowej to sygnał, że mamy zastrzeżenia do umowy. Im więcej reklamacji, tym trudniej jej twierdzić, że problem jest marginalny – mówił wtedy RPO Adam Bodnar. – Bardzo ważnym elementem ochrony praw obywateli jest nasze upodmiotowienie: musimy znać nasze prawa i z nich korzystać, a wtedy  możemy wpływać na poprawę naszej sytuacji - podkreślał.

Efektem akcji było podwojenie się liczby wniosków o interwencję do Rzecznika Finansowego oraz w sądach.

Rzecznik intensywnie współpracował też z instytucjami, które mogą wesprzeć klientów w sporze z bankiem: z rzecznikami konsumentów i z edukatorami finansowymi. W organizowanych dla nich warsztatach podpowiadał, na co zwrócić uwagę i w jaki sposób upowszechniać wiedzę o przysługujących kredytobiorcom prawach.

Organizował też – lub brał udział – w konferencjach prawniczych, z teoretykami prawa i praktykami, by zebrać wiedzę o problemach zidentyfikowanych w toku konkretnych spraw, jak i przekazywać swoje spostrzeżenia, które mogą mieć wpływ na sposób prowadzenia pojedynczych spraw.

Działania prawne RPO

O skali problemu RPO informował oczywiście inne instytucje państwowe a także Związek Banków Polskich. Korzystał też ze swych szczególnych uprawnień, jakim  jest możliwość wytaczania powództwa cywilnego na rzecz konsumentów, czy też przystępowania do już toczących się postępowań.

W dniu 28 września 2017 r. Rzecznik zgłosił udział – na prawach przysługujących prokuratorowi – w postępowaniu toczącym się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie (sygn. akt I ACa 953/16) i wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku i uwzględnienie powództwa kredytobiorcy w całości. Dodatkowo przedstawił pod rozwagę sądu ewentualne skierowanie na podstawie art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz. Urz. UE C.2012.326) do TSUE wniosku o rozpatrzenie następującego pytania prejudycjalnego:

„Czy przepisy dyrektywy Rady 93/13EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz. U. UE.L 1993.95.29), a zwłaszcza art. 3 ust. 1 i art. 6 ust. 1, należy interpretować w taki sposób, że sąd krajowy mając obowiązek wyeliminowania z umowy konsumenckiej postanowienia (klauzuli) uznanego za niedozwolone i wpisanego do rejestru klauzul niedozwolonych, w sytuacji gdy w krajowym systemie prawnym brak jest przepisów dyspozytywnych, powinien z tych powodów stwierdzić nieważność umowy, przy czym może dokonać tego wyłącznie za zgodą konsumenta.”

Przedmiotem sporu w niniejszej sprawie jest uznanie stosowania klauzuli niedozwolonej przez przedsiębiorcę w sytuacji, gdy postanowienia dotyczące waloryzacji walutowej (indeksacji) zawarte w umowie kredytowej Powodów są takie same jak wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych na podstawie wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie Wydział XVII Ochrony Konkurencji i Konsumentów (wyrok z dnia 14 grudnia 2010 r., sygn. akt XVII AmC 426/09, utrzymany w mocy wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 21 października 2011 r., sygn. akt VI ACa 420/11).

Wyrokiem z dnia 18 grudnia 2018 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt I ACa 935/16) zmienił częściowo wyrok sądu pierwszej instancji i zasądził na rzecz Powodów określoną niewielką kwotę. Z powyższym rozstrzygnięciem nie zgodzili się Powodowie i wnieśli skargę kasacyjną. W dniu 31 lipca 2019 r.

RPO złożył odpowiedź na skargę kasacyjną, wnosząc o jej uwzględnienie i możliwość przedłożenia dodatkowego stanowiska po wydaniu wyroku przez TSUE ws. C-260/18 (sprawa p. Dziubak). Po zapoznaniu się z orzeczeniem rozważone zostanie uzupełnienie stanowiska RPO w odpowiedzi na skargę kasacyjną.

Już nie ma wątpliwości, kto dziedziczy spadek. Na wniosek RPO sąd naprawił swój błąd

Data: 2019-10-01
  • Z inicjatywy RPO sąd naprawił sytuację, w której w odstępie 22 lat wydał dwa rozbieżne orzeczenia w sprawie spadkowej
  • W 1995 r. sąd orzekł, że całość spadku należy się jednemu z synów zmarłej. W 2017 r. stwierdził zaś, że spadkobiercami są: wdowiec po zmarłej, córka i obaj synowie
  • RPO dostał wniosek o skargę nadzwyczajną w tej sprawie. Ale wystarczyła skarga o wznowienie postępowania, bo nie upłynął jeszcze taki termin dla Rzecznika

To kolejna interwencja, którą w interesie obywateli podjął Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego przez wydanie sprzecznych ze sobą decyzji o spadku. W efekcie spadkobiercy nie mogli np. sprzedać majątku.

Dwie odmienne decyzje spadkowe

W 1995 r. do wydziału cywilnego sądu rejonowego przyszedł syn zmarłej z testamentem, w którym zapisała mu swój majątek. Syn nabył spadek w całości. Rodzina otrzymała postanowienie i nie zareagowała (zmarła miała męża i poza synem, który przyszedł z testamentem, także córkę i syna). Postanowienie uprawomocniło się.

W 2017 r. inni spadkobiercy zgłosili się jednak do sądu, a ten podzielił spadek, nie upewniając się, czy nie było już w tej sprawie postanowienia - najwyraźniej w przekonaniu, że rodzina porządkuje sprawy spadkowe dopiero po latach.

Ponieważ nikt nie okazał testamentu, sąd stwierdził nabycie spadku na podstawie ogólnych przepisów o dziedziczeniu. Spadek nabyli mąż, córka i dwaj synowie (po jednej czwartej).

Na to postanowienie nikt z rodziny nie zareagował, minął więc termin apelacji. Ale jedną osobę to postanowienie zaniepokoiło i poszła z tym do prawnika. Ten napisał wniosek o wznowienie postanowienia. Ale już z nim nie zdążył: strona postępowania ma na to tylko trzy miesiące.

Wtedy prawnik w kwietniu 2019 r. złożył wniosek o skargę nadzwyczajną do RPO.

Skarga nadzwyczajna a skarga o wznowienie postępowania

Skarga nadzwyczajna to nowy, szczególny środek zaskarżenia, wprowadzony na mocy ustawy o Sądzie Najwyższym z grudnia 2017 r. Skargi rozpatruje nowa Izba SN - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powołana przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Do jej umocowania prawnego są zgłaszane wątpliwości.

Rzecznik występuje ze skargami nadzwyczajnymi, gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, a nie ma innego sposobu zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej (dotychczas złożył ich 6). Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach (z 20 lat) ma tylko RPO i Prokurator Generalny. 

Pierwsza skarga nadzwyczajna rozpatrzona przez Sąd Najwyższy 26 marca 2019 r. dotyczyła właśnie podobnej sprawy spadkowej.

Ale akurat w sprawie zgłoszonej w kwietniu 2019 r. skarga nadzwyczajna nie była konieczna. Ponieważ chodziło o rozstrzygnięcie stosunkowo nowe - z 2017 r., Rzecznik mógł wnieść o wznowienie postępowania. Zgodnie z orzecznictwem SN ma na to trzy miesiące od dnia, w którym dowiedział się o podstawie wznowienia.

Skarga o wznowienie postępowania była zatem w tym przypadku odpowiednim środkiem prawnym dla wyeliminowania postanowienia sądu z 2017 r.

Argumenty RPO

Nieuprawnione przeprowadzenie w 2017 r. przez sąd rejonowy kolejnego postępowania w sprawie spadku spowodowało rażące naruszenie przepisów postępowania. Doprowadziło też do istotnego naruszenia zasad konstytucyjnych oraz chronionych na gruncie Konstytucji praw przysługujących spadkobiercom.

Wskutek postanowienia z 2017 r. doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji.

Funkcjonowanie dwóch odmiennych postanowień sądu w sprawie spadku po zmarłej narusza przysługujące jej bliskim konstytucyjne prawo do sądu (art. 45 Konstytucji) oraz do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Osoby, wobec których sąd stwierdził nabycie spadku, mają bowiem prawo oczekiwać, że w przypadku skierowania wniosku o ponowne rozpoznanie tej samej sprawy sąd będzie respektował wcześniejsze prawomocne rozstrzygnięcie. Bezpieczeństwo prawne wymaga, by jakakolwiek modyfikacja postanowienia o spadku następowała w ramach postępowań mających na celu korektę już funkcjonującego prawomocnego postanowienia. Sąd powinien zaś zachować należytą czujność procesową, by uniknąć prowadzenia postępowania o nabycie spadku bez odniesienia się do wcześniejszego rozpoznania tożsamej sprawy.

Niedopuszczalne było już samo przeprowadzenie postępowania cywilnego w 2017 r. przez sąd rejonowy. Powinien był on odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, skoro sprawa dotycząca spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana. 

Wznowienie postępowania daje możliwość naprawienia tego ewidentnego uchybienia sądu. Dlatego Rzecznik wniósł do sądu rejonowego o uchylenie zaskarżonego postanowienia z 6 czerwca 2017 r. i odrzucenie wniosku o stwierdzenie nabycia spadku.

Postanowienie sądu

26 września 2019 r. Sąd Rejonowy w K. wydał postanowienie uwzględniające skargę RPO. Postanowienie z 6 czerwca 2017 r. zostało uchylone, a wniosek o stwierdzenie nabycia spadku odrzucono.

IV.7000.202.2019

RPO przystąpił do sprawy zakazu marszu równości  w Nowym Sączu

Data: 2019-09-27
  • Decyzji prezydenta Miasta zarzuca naruszenie Prawa o zgromadzeniach.
  • Zdaniem RPO Prezydent błędnie uznał, że do zakazania marszu wystarczy to, że w zbliżonym miejscu i czasie odbędzie się procesja różańcowa i „Marsz dla Życia i Rodziny” i że może dojść do konfrontacji.
  • Takie stanowisko prezydenta według RPO narusza też Konstytucję, która gwarantuje wolność zgromadzeń.
  • Władza ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo wszystkim obywatelom korzystającym z wolności zgromadzeń

Obok prawa do wolności wypowiedzi i prawa do zrzeszania się, wolność zgromadzeń stanowi dla obywatela gwarancję faktycznego udziału w życiu politycznym i społecznym, a jej zapewnienie jest nieodzowne dla wyrażania w sferze publicznej przekonań i poglądów oraz dla rzeczywistego oddziaływania na otoczenie społeczne i polityczne lub dla okazywania przynależności do pewnych wspólnot. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym – podkreśla RPO.

Podobne stanowisko Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił w sprawie zakazu Marszu Równości w Lublinie. Sąd w I instancji przychylił się do nich i zakaz marszu zniósł.

XI.613.7.2019

Sąd uchylił decyzję prezydenta miasta Lublina w sprawie Marszu Równości

Data: 2019-09-26
  • Prezydent Lublina po raz kolejny zakazał organizacji Marszu Równości.
  • Tak jak w zeszłym roku RPO przystąpił do tej sprawy przed Sądem Okręgowym w Lublinie.
  • RPO podkreślił: zagrożenie ze strony kontrmanifestantów nie może być powodem do uniemożliwiania obywatelom korzystania z wolności zgromadzeń, która jest prawem zagwarantowanym w Konstytucji.
  • Sąd w całości podzielił argumentację Rzecznika Praw Obywatelskich i uchylił decyzję Prezydenta Lublina.
  • Postanowienie nie jest prawomocne – Prezydent Lublina może złożyć zażalenie do Sądu Apelacyjnego

26 września 2019 r. Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił decyzję o zakazie, wydaną przez prezydenta miasta. Do sądu zaskarżył ją organizator marszu, a Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do tego postępowania, wnosząc o  uchylenie zakazu.

Rzecznik przedstawił obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję i prawo międzynarodowe. W ocenie RPO prezydent miasta ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony oraz nieodpowiadający testowi niezbędności i proporcjonalności. RPO zarzucił decyzji błędne przyjęcie, że kolizja miejsca i czasu planowanego zgromadzenia z innymi jest wystarczającą podstawą wydania decyzji o zakazie zgromadzenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. Rzecznik wskazał. Że oceny ewentualnych zagrożeń należy dokonać w oparciu o przesłanki wymienione w ustawie Prawo o zgromadzeniach, zaś stosowanie w drodze analogii wymogów dotyczących bezpieczeństwa imprez masowych jest niedopuszczalne. Organ pominął także okoliczność, że uczestnicy zgromadzenia „Marsz Równości” należą do mniejszości narażonej na dyskryminację, a celem ich zgromadzenia jest zwrócenie uwagi na konieczność przestrzegania konstytucyjnego zakazu dyskryminacji ze względu na jakiekolwiek przyczyny i obowiązku poszanowania przez władze publiczne godności ludzkiej.

Sąd Okręgowy w całości przychylił się do argumentacji Rzecznika. Zdaniem SSO Jolanty Szymanowskiej Prezydent nie wykazał, że marsz i zachowanie jego uczestniczek i uczestników będzie jakimkolwiek zagrożeniem dla życia, zdrowia ludzi i mienia w znacznych rozmiarach. Ponadto, rozpatrując zgłoszone zgromadzenie publiczne pod kątem ewentualnych zagrożeń organ błędnie wziął pod uwagę okoliczności niezależne od organizatorów i uczestników II Marszu Równości – zagęszczenie placu czy możliwe akty agresji ze strony kontrdemonstrantów. Sąd przypomniał, że wolność zgromadzeń jest chroniona na gruncie Konstytucji RP, a zatem ewentualne ingerencje władzy publicznej w wolność zgromadzeń są możliwe tylko w wyjątkowych, ściśle określonych przez ustawę sytuacjach.  

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Stronom przysługuje prawo złożenia zażalenia w ciągu 24 godzin. Wtedy Sąd Apelacyjny miałby kolejne 24 godziny na rozpoznanie zażalenia.

AKTUALIZACJA: 27 września sąd okręgowy w Lublinie oddalił zażalenie Prezydenta Lublina

Zmarła łączniczka z Powstania Warszawskiego, której obniżono świadczenie na podstawie ustawy dezubekizacyjnej. Nie doczekała się rozstrzygnięcia sprawy w sądzie

Data: 2019-09-25
  • RPO został poinformowany o śmierci pani Danuty Zabawy, żołnierki Armii Krajowej i córki żołnierza AK, który zginął w czasie wojny.
  • Z powodu pracy w komunistycznym MSW pani Zabawie obniżono świadczenia – a obecne władze MSWiA nie uznały jej argumentu, że nigdy nie zajmowała się działaniami, za które można by obniżyć emeryturę.

W 2017 r. pani Zabawa zwróciła się o pomoc do RPO „nie mając nadziei na dalsze godne życie” i walcząc o dobre imię. Jej sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie. RPO do niej przystąpił. Jednak postępowanie zostało zawieszone do momentu zajęcia stanowiska przez Trybunał Konstytucyjny. Ten do tej pory nie zajął się sprawą. Pani Danuta Zabawa zmarła 29 lipca 2019 r. i – jak został poinformowany Rzecznik Praw Obywatelskich – w czasie jej pochówku oddano jej hołd należny powstańcom Warszawy.

O sytuacji pani Zabawy RPO alarmował też w lutym 2018 r. Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Była ona wówczas jedną z półtora tysiąca osób poszkodowanych przez ustawę represyjną (tzw. dezubekizacyjną), które zgłosiły się ze swoimi indywidualnymi sprawami do Rzecznika. RPO zwracał wtedy uwagę na błędy w ustawie – na to, że stosuje odpowiedzialność zbiorową i nie daje szansy na udowodnienie, że w konkretnym przypadku nie może być mowy o działaniu „na rzecz totalitarnego państwa”, za co ustawa przyjęta na Sali Kolumnowej Sejmu 16 grudnia 2016 r. postanowiła karać obcięciem świadczenia.

Pani Danuta Zabawa była żołnierką AK i łączniczką w czasie Powstania Warszawskiego. Była wtedy dzieckiem, w tym samym zgrupowaniu walczył jej ojciec, żołnierz AK, który zginął w trakcie transportowania rannych przez Wisłę.

W resorcie spraw wewnętrznych pracowała od 1953 r. do 1987 r. Wykonywała pracę o charakterze organizacyjnym i kancelaryjno-biurowym, między innymi w Departamencie Społeczno-Administracyjnym, w Wydziale Ogólnym. Prowadziła prace kancelaryjne i sekretariat naczelnika Wydziału.

Jak wskazywała we wniosku do RPO - w opracowaniach naukowych IPN zastrzeżenia kierowane były do pracy innego wydziału jej departamentu (wydziału I społecznego -  nadzorował on stowarzyszenia i zgromadzenia). Nie było jednak żadnych zastrzeżeń do pozostałych czterech administracyjnych wydziałów, w tym Wydziału Ogólnego, w którym była zatrudniona. Jednak ustawa represyjna objęła pracowników całego Departamentu.

Po odejściu ze służby komisja lekarska zaliczyła panią Zabawę do drugiej grupy inwalidzkiej z ogólnego stanu zdrowia i trzeciej grupy inwalidzkiej w związku ze służbą w MSW. Orzeczono inwalidztwo trwałe. Po 30 latach stan zdrowia bardzo się pogorszył. Nie mogła już jednak otrzymać dodatkowego świadczenia – ustawa represyjna z 2016 r. uniemożliwiła zwiększenie świadczenia rentowego z uwagi na pogorszenie stanu zdrowia.

Wcześniej zwróciła się do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z wnioskiem o zastosowanie wobec niej art. 8a ustawy zaopatrzeniowej. Minister odmówił, w uzasadnieniu wskazując między innymi, że nie była funkcjonariuszką MSW już w wolnej Polsce, więc nie może zostać objęta przepisem, który pozwala utrzymać świadczenie ze względu na rzetelności wykonywania pracy po 12 września 1989 r. (dzień wyboru Tadeusza Mazowieckiego na premiera).

Pani Zabawa trafiła do domu opieki.

Jej sprawa w sądzie zostanie umorzona.

WZF.7060.1242.2017

RPO przystępuje do sprawy Marszu Równości w Lublinie

Data: 2019-09-25
  • Prezydent Lublina po raz kolejny zakazał organizacji Marszu Równości.
  • Tak jak w zeszłym roku RPO przystąpił do tej sprawy przed Sądem Okręgowym w Lublinie.
  • Powtarza argument, że zagrożenie ze strony kontrmanifestantów nie może być powodem do uniemożliwiania obywatelom korzystania z wolności zgromadzeń, która jest prawem zagwarantowanym w Konstytucji.

Marsz Równości ma się odbyć w Lublinie 28 września 2019 r.  Rzecznik Praw Obywatelskich wytyka Prezydentowi Lublina błędne zastosowanie przepisów o prawie o zgromadzeniach. Wskazuje, że czas i miejsce planowanego zgromadzenia oraz fakt organizacji w zbliżonym miejscu i czasie plenerowej ekspozycji historycznych pojazdów wojskowych, a także przypuszczenia wynikające z przebiegu innych marszów równości w Polsce, w tym zeszłorocznego I Marszu Równości w Lublinie, nie stanowią wystarczającej podstawy do wydania decyzji o zakazie zgromadzenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. RPO zauważa, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie daje podstaw do takiego rozstrzygnięcia, a przyjęte kryteria nie znajdują oparcia w ustawie.

Zgodnie z art. 57 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, a ograniczenia tej wolności może określać ustawa. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej związanym z wolnością zgromadzeń publicznych jest zatem umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu.

Obok prawa do wolności wypowiedzi i prawa do zrzeszania się, wolność zgromadzeń stanowi dla obywatela gwarancję faktycznego udziału w życiu politycznym i społecznym, a jej zapewnienie jest nieodzowne dla wyrażania w sferze publicznej przekonań i poglądów oraz dla rzeczywistego oddziaływania na otoczenie społeczne i polityczne lub dla okazywania przynależności do pewnych wspólnot. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym.

Stosownie natomiast do treści art. 32 Konstytucji wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do organizowania zgromadzeń i manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli poglądy te mogą budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te zostały również szeroko opisane w aktach prawa międzynarodowego oraz orzecznictwie międzynarodowych organów ochrony praw człowieka. Już w art. 20 ust. 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych w dniu 10 grudnia 1948 r. w Paryżu, zapewniono, że „każdy człowiek ma prawo do wolności pokojowego zgromadzania się”.

Kolejnym aktem określającym w sposób wiążący podstawowe prawa i wolności człowieka oraz zobowiązania państw wobec swych obywateli był Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych będący w Polsce źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Zgodnie z jego art. 21: „uznaje się prawo do spokojnego gromadzenia się. Na wykonywanie tego prawa nie mogą być nałożone ograniczenia inne niż ustalone zgodnie  z ustawą i konieczne w demokratycznym społeczeństwie w interesie bezpieczeństwa państwowego lub publicznego, porządku publicznego bądź dla ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo praw i wolności innych osób. Art. 21 MPPOiP ma zastosowanie w szczególności do zgromadzeń, w ramach których prezentowane są opinie i idee odnoszące się do istotnych problemów społecznych i publicznych. Obserwacja celów, dla których odbywa się większość zgromadzeń publicznych oraz umiejscowienie przepisu o wolności zgromadzeń w bezpośrednim sąsiedztwie przepisu o wolności słowa pozwala pojmować wolność zgromadzeń jako szczególnego rodzaju postać swobody wypowiedzi. Wolność zgromadzeń jest zagwarantowana także w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, będącej również ratyfikowaną przez Polskę umową międzynarodową, a zatem prawem powszechnie obowiązującym w Polsce. Treść art. 11 EKPC ma na celu nie tylko ochronę jednostki przed arbitralną ingerencją władz publicznych, lecz także nałożenie na władze publiczne obowiązku pozytywnego w zakresie podjęcia działań koniecznych do zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności, przy czym dopuszczalne ograniczenia wolności zgromadzania się muszą być „wąsko interpretowane i mogą je usprawiedliwiać jedynie ważne i przekonujące powody”.

Reasumując, standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne można sprowadzić do następujących kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek;
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji;
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu odbycia zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

XI.613.6.2019

Sprawa pana Tomasza. Sąd przyznał mu rentę

Data: 2019-09-24
  • Sąd Okręgowy w Białymstoku przyznał panu Tomaszowi rentę
  • Rozpatrywał tę sprawę po raz drugi, p tym jak Sąd Najwyższy zgodził się ze skargą kasacyjną RPO w tej sprawie i wskazał sądowi w Białymstoku, jak zanalizować sprawę, by wyrok był sprawiedliwy
  • Za pierwszym razem białostocki sąd uznał, że panu Tomaszowi nic się nie należy

Pan Tomasz jako trzyletnie dziecko stał się w 1992 r. ofiarą wypadku drogowego, w wyniku którego jest sparaliżowany i porusza się na wózku. Ponieważ sprawca wypadku nie miał OC, odszkodowanie (w tym rentę) wypłacał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. W momencie szacowania wysokości odszkodowania maksymalna kwota, jaką można przyznać, wynosiła 720 tys. zł. Po 20 latach suma ta się wyczerpała i pan Tomasz został z niczym. Sądy w dwóch instancjach uznały, że pana Tomasza nie ma już podstaw do roszczeń wobec Funduszu, wygasła ona bowiem w momencie, w którym pieniądze się skończyły. Tak sądy interpretowały postanowienia Kodeksu cywilnego dotyczące zobowiązań i odpowiedzialności.

O sprawie pan Tomasz powiadomił rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara w 2016 r. na spotkaniu regionalnym w Białymstoku. Nie miał już nadziei na wzruszenie tych wyroków, gdyż termin, jaki mu przysługiwał na złożenie skargi kasacyjnej, już się kończył, on zaś nie miał pieniędzy na prawnika, który umiałby przedstawić Sądowi Najwyższemu odpowiednie argumenty.

Rzecznikowi Praw Obywatelskich taki termin liczy się jednak inaczej, mógł więc zdążyć z argumentacją prawną – i zrobił to. Dzięki temu Sąd Najwyższy nakazał sprawę rozpatrzyć ponownie. RPO zwracał w skardze kasacyjnej uwagę na konstytucyjne gwarancje równości (art. 32). Nie można tłumaczyć cofnięcia wsparcia dla pana Tomasza, wsparcia, które daje mu szansę nadrobić to, co zabrał mu wypadek, tylko tym, że skończyły się przyznane pieniądze. Zresztą w Unii Europejskiej, do której od czasu wypadku pana Tomasza, Polska weszła, bardzo dba się o to, by takie sytuacje nie miały miejsca (tzw. Dyrektywa Komunikacyjna zawiera mechanizm dostosowywania wysokości sum gwarancyjnych do realnych potrzeb poszkodowanych).

Te argumenty zostały teraz uwzględnione i pozwoliły Sądowi Okręgowemu inaczej popatrzyć na sprawę. Sąd wskazał teraz, że na to, czy po wyczerpaniu się sumy gwarancyjnej Fundusz ma jeszcze wobec poszkodowanego obowiązki, można popatrzeć z dwóch stron. Rzeczywiście, suma gwarancyjna stanowi w zasadzie górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela. Dotyczy jednak stanów zwyczajnych i przewidywalnych. W przypadku pana Tomasza trzeba jednak skorzystać - tak jak wskazał RPO – z możliwości, jakie daje art. 3571 Kodeksu Cywilnego. Chodzi o to, że umówiona suma gwarancyjna ulegała wyczerpaniu, bowiem należne panu Tomaszowi świadczenia musiały zostać dostoswane do zmienionych warunków społecznych (wzrost kosztów leczenia, ustawowe zapewnienie szerzej ochrony ofiarom wypadków). Nie można więc trzymać się tej kwoty sztywno.

Sąd zauważył także w uzasadnieniu wyroku, że ubezpieczyciel kalkulując składkę z tytułu umowy ubezpieczenia powinien był wziąć pod uwagę możliwość odpowiedzialności ponad umówioną sumę gwarancyjną. Nie można odmówić poszkodowanemu człowiekowi świadczeń tylko z tego powodu, że ubezpieczyciel kalkulując składkę założył, że nie będzie miał do niego zastosowania powszechnie obowiązujący przepis art. 3571 k.c – stwierdził Sąd.

Szacując wysokość renty sąd korzystał z opinii zespołu biegłych, którzy podkreślili m.in., iż wskazane przez pana Tomasza koszty leków, wizyt lekarskich, rehabilitacji odpowiadają minimalnemu zakresowi niezbędnych działań z punktu widzenia utrzymania stanu zdrowia na dotychczasowym poziomie i zapobieganiu dalszym powikłaniom: są realne. Nakładem większej swojej pracy oraz zaangażowania pan Tomasz stara się - w miarę możliwości realizować swoje zamierzenia – podkreślił sąd.

Skarga RPO o wznowienie postępowania ws zasiedzenia działki pod Warszawą

Data: 2019-08-29
  • Rozpatrując wniosek o zasiedzenie nieruchomości sąd nie może poprzestać na stwierdzeniu, że nie wiadomo, kim byli dawni właściciele, bo nikt nie odpowiedział na ogłoszenie w gazecie
  • Sąd musi najpierw sam podjąć czynności w celu ustalenia, kto może być zainteresowany rozstrzygnięciem
  • RPO złożył do sądu skargę o wznowienie postępowania o zasiedzenie działki, bo spadkobiercy przedwojenych właścicieli nie mieli szansy się o nim dowiedzieć, więc nie mogli bronić swoich praw

Działka w miejscowości pod Warszawą została w latach 70. przejęta przez zasiedzenie przez Skarb Państwa. Potwierdził to w 1995 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi, stwierdzając nabycie ziemi przez gminę.

Działka była użytkowana jako teren publiczny, a jej księga wieczysta zaginęła w czasie wojny. Sąd szukał ewentualnych spadkobierców ogłoszeniem w „Sztandarze Młodych”, ale nikt się nie zgłosił. Sprawa została rozpoznana jedynie z udziałem wnioskodawcy, a postanowienie sądu uprawomocniło się wobec niezłożenia apelacji.

Po latach o wznowienie tego postępowania wystąpiły do sądu osoby, które twierdzą, że są spadkobiercami dawnych właścicieli działki. Jednak sądy dwukrotnie oddalały ich wnioski ze względu na przekroczenie terminu, w jakim można to zrobić. W końcu poszkodowani decyzją sądu zwrócili się do RPO.

Po zbadaniu sprawy Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że prawo spadkobierców zostały naruszone, bo nie byli w stanie dowiedzieć się, że sąd rozpatrywał sprawę ich działki. Dlatego RPO złożył skargę o wznowienie tego postępowania.

Jako podstawę prawną wznowienia wskazuje art. 524 § 2 w zw. z art. 401 pkt 2 Kodeksu postępowania cywilnego (naruszenie praw właścicieli nieruchomości jako osób bezpośrednio zainteresowanych w sprawie, wskutek pozbawienia ich możności działania w postępowaniu, w następstwie przedwczesnego i wadliwego posłużenia się w sprawie przez sąd instytucją ogłoszenia, wskazaną w art. 609 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego).

Rzecznik wniósł też o zmianę postanowienia sądu z 1995 r. o stwierdzenie zasiedzenia działki przez Skarb Państwa z uwagi na brak wykazania w postępowaniu materialnoprawnych przesłanek zasiedzenia nieruchomości przez Skarb Państwa;

Argumenty prawne RPO

Podstawą wznowienia postępowania pozbawienie możności działania zainteresowanych, skutkujący naruszeniem ich prawa.

Przepisy stanowią, że w postępowaniu nieprocesowym zainteresowany, który nie był uczestnikiem postępowania zakończonego prawomocnym postanowieniem orzekającym co do istoty sprawy, może żądać wznowienia postępowania, jeżeli postanowienie to narusza jego prawa, przy czym w takim wypadku stosuje się przepisy o wznowieniu postępowania z powodu pozbawienia możności działania (art. 524 § 2 w zw. z art. 401 pkt 2 Kodeksu postępowania cywilnego, por. uchwałę Sądu Najwyższego z dnia 13 września 1967 r., sygn. akt III CZP 60/67, OSNC 1968/3/37; wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 grudnia 1971 r., sygn. akt II CR 552/71, LEX nr 7033).

W sprawie o zasiedzenie konieczne jest przede wszystkim ustalenie, kto jest właścicielem nieruchomości, będącej przedmiotem wniosku. Właściciel jest niewątpliwie „zainteresowanym” w rozumieniu art. 609 w zw. z art. 510 Kodeksu postępowania cywilnego i co do zasady musi być uczestnikiem postępowania o zasiedzenie. Samo zaś pominięcie w postępowaniu o zasiedzenie osoby bezpośrednio zainteresowanej narusza jej prawa, zatem podstawa do wznowienia postępowania w tego rodzaju sytuacjach faktycznych pozostaje oczywista (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 8 sierpnia 2012 r., sygn. akt I CZ 79/12, LEX nr 1231463; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia10 listopada 2004 r., sygn. akt II CK 185/04, LEX nr 197639; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 18 listopada 2003 r., sygn. akt II CK 233/02, LEX nr 1129613; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 28 lutego 1996 r., sygn. akt I CRN 179/96, LEX nr 1500925; A. Górski. Komentarz do art. 609 Kodeksu postępowania cywilnego Stan prawny: 2013.03.01; LEX; S. Rudnicki. Nabycie przez zasiedzenie. 7.2. Wnioskodawca i uczestnicy postępowania, LEX).

Zatem w sprawie o stwierdzenie zasiedzenia do kręgu osób zainteresowanych należy przede wszystkim dotychczasowy właściciel (właściciele) nieruchomości, bez względu na to, czy jego prawo zostało stwierdzone i czy wynika ono z dołączonego na podstawie art. 607 Kodeksu postępowania cywilnego odpisu z księgi wieczystej.

Jeżeli zaś właściciel nie żyje, status zainteresowanych mają jego spadkobiercy.

Wnioskodawca powinien więc we wniosku o stwierdzenie zasiedzenia wskazać dotychczasowego właściciela nieruchomości. Gdyby zaś z przyczyn od siebie niezależnych tego nie uczynił, sąd powinien

  • z urzędu podjąć czynności zmierzające do ustalenia właściciela i wezwania go do udziału w sprawie (wymóg z art. 510 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego),
  • a dopiero wówczas, gdy czynności te nie przyniosą rezultatu - zarządzić ogłoszenie przewidziane w art. 609 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 18 lutego 2015 r., sygn. akt I CSK 82/14, LEX nr 1677788; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 22 stycznia 2009 r., sygn. akt III CSK 287/08; LEX nr 527240).

Należy zatem podkreślić, iż istotne znaczenie z punktu widzenia należytego, zgodnego z procedurą przeprowadzenia postępowania w sprawie o zasiedzenie, posiada sam wymóg przestrzegania przez sąd kolejności czynności procesowych, podejmowanych w kierunku poszukiwania uprawnionych do wzięcia udziału w sprawie.

W tym kontekście opublikowanie przez sąd stosownego ogłoszenia może nastąpić dopiero wówczas, gdy samo ustalenie, kto jest właścicielem nieruchomości (osobą bezpośrednio zainteresowaną wynikiem prowadzonego postępowania) nie jest możliwe (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 10 listopada 2004 r., sygn. akt II CK 185/04, LEX nr 197639; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 5 marca 1996 r., sygn. akt II CRN 211/95, Prok.i Pr.-wkł. 1996/7-8/44).

Należy przy tym pamiętać, iż w sprawie o zasiedzenie obowiązkiem sądu pozostaje badanie, czy wszystkie zainteresowane osoby są uczestnikami postępowania (wymóg z art. 510 Kodeksu postępowania cywilnego).

W celu ustalenia kręgu zainteresowanych sąd może żądać od wnioskodawcy lub uczestników postępowania informacji, które pozwolą ustalić krąg zainteresowanych i - jeżeli nie biorą udziału w postępowaniu - wezwać ich do udziału w sprawie.

Skutkiem niedopełnienia tego obowiązku przez sąd jest właśnie możność żądania przez osobę zainteresowaną (nie wezwaną do udziału w sprawie) wznowienia postępowania, zakończonego prawomocnym postanowieniem co do istoty sprawy.

Przepis art. 609 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego (wezwanie zainteresowanych przez ogłoszenie) stosuje się tylko wtedy, gdy wnioskodawca nie może wskazać osób zainteresowanych, ponieważ są one nieznane, a samo ustalenie tych osób jest dla niego praktycznie niewykonalne (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 19 lutego 1966 r., sygn. akt II CZ 50/66, OSP 1967/6/136).

Postępowanie w sprawie o stwierdzenie nabycia własności nieruchomości przez zasiedzenie jest skierowane przeciwko dotychczasowemu właścicielowi i zmierza do innego, niż dotąd obowiązywał, określenia stanu prawnego nieruchomości. Nie ulega więc wątpliwości, że postępowanie to powinno toczyć się z udziałem dotychczasowego właściciela lub jego następców prawnych, gdyż są to osoby zainteresowane żywotnie wynikiem postępowania (art. 510 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego).

Sprawa, w której wnioskodawca w ogóle nie podał dotychczasowego właściciela, a ograniczył się do wskazania samoistnego posiadacza nieruchomości, nie powinna się toczyć bez należytego wyjaśnienia, kto był właścicielem nieruchomości.

Uwzględnienie wniosku o stwierdzanie zasiedzenia w postępowaniu, w którym nie zostały skutecznie procesowo wezwane do udziału w sprawie osoby legitymujące się tytułem własności do objętej wnioskiem rzeczy, może wskazywać na naruszenie art. 510 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 24 listopada 1998 r., sygn. akt I CKN 897/97, LEX nr 1215598, postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 30 stycznia 2001 r., sygn. akt I CKN 1359/00, LEX nr 52434; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 29 maja 1998 r., sygn. akt II CKU 171/97, Prok.i Pr.-wkł. 1999/1/40; postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 31 maja 1996 r., sygn. akt I CRN 151/95, LEX nr 142591).

IV.7000.242.2019

RPO przystąpił do sprawy "zabezpieczeniowej" dziennikarza Grzegorza Rzeczkowskiego

Data: 2019-08-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego, którą wytoczyli mu prokuratorzy Anna i Przemysław Hopfer.
  • RPO wniósł o oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, które w tym przypadku oznacza usunięcie artykułów w serwisie „Polityka”.
  • W ocenie RPO sąd nie zestawił ze sobą odpowiednio dwóch przesłanek w tej sprawie: interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów.
  • Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

W październiku 2018 roku na łamach tygodnika "Polityka" ukazała się publikacja Grzegorza Rzeczkowskiego, który analizował w niej m.in. kariery zawodowe prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”). Opisani w artykule prokuratorz wnieśli pozew przeciw dziennikarzowi oraz redakcji o ochronę dóbr osobistych, wnosząc jednoczesnie o usunięcie artykułów w ramach zabezpieczenia roszczenia.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane w oparciu o art. 7301 § 1 kpc w zw. z art. 755 § 2 kpc. Sprawa toczy się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie, a wniosek o zabezpieczenie roszczenia rozpatrzył Sąd Okręgowy. RPO zgłosił swój udział w sprawie 23 sierpnia 2019 r.

Kiedy można zabezpieczyć roszczenie?

Zgodnie z art. 7301 Kodeksu postępowania cywilnego, przesłankami udzielenia zabezpieczenia w każdej sprawie cywilnej są:

  • uprawdopodobnienie roszczenia
  • oraz uprawdopodobnienie interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia.

W ocenie Sądu Okręgowego obie przesłanki zostały spełnione.

Sąd przyjął bowiem, iż „o interesie społecznym można mówić jedynie w przypadku przekazywania informacji prawdziwych”, a w niniejszym przypadku zachodzi „ewentualna wątpliwość co do merytorycznej zawartości publikacji”. Skoro „wskazane dowody uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji”, sąd uznał za zasadne ograniczenie funkcjonowania publikacji w internecie i to na maksymalny czas trwania zakazu z uwagi na niskie prawdopodobieństwo zakończenia postępowania w okresie wcześniejszym.

Jednocześnie jednak sąd przyjął, iż „artykuły odnoszą się do istotnych okoliczności” oraz ocenił, iż „awanse i kariery w sferze publicznej powinny podlegać ocenie społecznej i z tego względu mogą być tematem podlegającym zainteresowaniu dziennikarzy”.

W ocenie RPO Sąd Okręgowy nie zestawił ze sobą - jak wymaga tego dyspozycja art. 755 § 2 kpc - interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra zgodnie z twierdzeniami pozwu zostały naruszone w taki sposób. Nie odpowiedział też na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów. Uznając za prawdopodobne uznanie roszczeń powodów, sąd wykluczył analizę wpływu zabezpieczenia na interes publiczny, pomijając szczególną misję środków społecznego przekazu i szerszy kontekst publikacji. Takie zaś rozumienie art. 755 § 2 kpc nie znajduje uzasadnienia w literalnej treści tego przepisu i jest nieuprawnione.

Interes publiczny – rola mediów w państwie demokratycznym

W kontekście publikacji prasowych przyjmuje się, że interes publiczny odnosi się do kluczowej roli prasy w demokratycznym państwie prawnym w zakresie rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). Wolność słowa, urzeczywistniająca ustawową rolę prasy, gwarantowana jest zarówno przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej w art. 14 oraz art. 54, jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka w art. 10.

Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Sąd Okręgowy pominął, że artykuły poddane zakazowi publikacji dotyczyły nie tylko kwestii „awansów i karier w sferze publicznej”, lecz szerszego kontekstu związanego z jedną z największych afer politycznych ostatniej dekady, której kulisy budziły i budzą zainteresowanie opinii publicznej. Tymczasem, jak przyjmuje się w orzecznictwie, „w interesie publicznym leży to, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli, przy czym chodzi tu o zainteresowanie pożądane – dyktowane przez rangę poruszanych zagadnień”. Stanowisko to, sformułowane przez Sąd Okręgowy w Warszawie na gruncie wniosku o zabezpieczenie powództwa w formie zakazu publikacji artykułów dotyczących tzw. afery KNF, jest całkowicie aktualne w kontekście tzw. afery taśmowej.

Rola prokuratury

Publikacje będące przedmiotem oceny w niniejszej sprawie zawierają przede wszystkim analizę karier prokuratorów związanych z prowadzeniem postępowania karnego w sprawie afery podsłuchowej. Prokuratura jest urzędem państwowym stojącym na straży praworządności. Udzielenie zabezpieczenia w sposób żądany przez powodów może pozbawić społeczeństwo pełnego dostępu do opisu zdarzeń istotnych z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania państwa.

Zważywszy na pozycję ustrojową prokuratury, zwłaszcza w związku z wprowadzonymi w 2016 r. zmianami dotyczącymi m.in. ponownego połączenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości (krytykowanymi za poddanie prokuratury wpływom politycznym) opinia publiczna powinna mieć dostęp do informacji dotyczących funkcjonowania tej instytucji, w tym w szczególności powinna być informowana o wszelkich wpływach polityków na prowadzących kluczowe śledztwa prokuratorów.

Standardy międzynarodowe dotyczące mediów

Jak podkreśla Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie obowiązkiem prasy jest przekazywanie informacji ważnych dla interesu publicznego (zob. m.in. Dalban przeciwko Rumunii, § 49 oraz Tammer przeciwko Estonii, § 62). Zważywszy na społeczne i polityczne znaczenie afery taśmowej oraz rolę prokuratury w demokratycznym państwie prawnym należy przyjąć, że publikacje autorstwa pozwanego Grzegorza Rzeczkowskiego takie informacje zawierały.

W świetle powyższego, orzekanie zakazu publikacji powinno mieć charakter wyjątkowy. Każdy zakaz publikacji, a szczególnie dotyczący prasy, musi być przedmiotem wnikliwego badania. Sąd Okręgowy nie rozważał przy tym zastosowania innego środka zabezpieczającego, który nie stałby w sprzeczności z interesem publicznym. Takim środkiem mogłoby stać się umieszczenie przy artykułach, na czas do zakończenia postępowania, informacji że są one przedmiotem postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych.

Jak przyjmuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, w sferze publicznej wolność prasy jest zwiększona, gdyż pełni ona rolę „strażnika publicznego” (ang. watchdog) w przekazywaniu informacji o poważnym znaczeniu publicznym (zob. Bladet Tromsø i Stensaas, § 59). W tym kontekście interes publiczny łączy się z obywatelskim prawem do informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne (art. 61 ust. 1 Konstytucji). Oczywiście wolność krytyki osób publicznych nie jest nieograniczona i w tym zakresie należy podzielić zdanie Sądu Okręgowego w Warszawie, iż na ochronę nie zasługują informacje nieprawdziwe.

Wolność prasy, z jakiej korzysta pozwany Grzegorz Rzeczkowski wykonując zawód dziennikarza, nie oznacza bowiem prawa do krytyki opartej na nieprawdziwych lub niesprawdzonych zarzutach (tak: Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 kwietnia 2002 r., sygn. akt II CKN 1095/99). W myśl art. 6 ust. 1 Prawa prasowego, prasa ma obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, zaś dziennikarz obowiązany jest do zachowania szczególnej staranności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego). Kwestie te będą podlegały szczegółowej analizie w postępowaniu głównym; na obecnym etapie postępowania pomocniczego, w świetle treści zażalenia złożonego przez pozwanych ad. 1 i ad. 3 nie wykazano jednak, by zabrakło rzetelności w działaniach Grzegorza Rzeczkowskiego, który podjął starania, aby informacje zweryfikować.

Sąd Okręgowy w uzasadnieniu postanowienia nie wskazał także, które okoliczności dotyczące powodów, przedstawione w publikacjach, uznał za „prawdopodobnie” nieprawdziwe. Samo stwierdzenie, że wskazane dowody „uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji a powodów postawiono w negatywnym świetle”, w żadnej mierze nie mogło wyłączyć analizy ewentualnej sprzeczności zakazu publikacji z ważnym interesem publicznym. Jedną z nieodłącznych cech debaty publicznej, w które kluczową rolę odgrywają dziennikarze, jest krytyka określonych zjawisk i wskazywanie na nieprawidłowości życia społecznego. Jak stwierdził Europejski Trybunał Praw Człowieka, „swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się do informacji i poglądów które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu od takich, które są głęboko krytyczne, obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje”.

W związku ze szczególną rolą, jaką spełnia prasa przyjmuje się, że wolność dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do pewnego stopnia przesady, a nawet prowokacji. Zbieżne z tym poglądem jest stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał iż „nie ma wolnej, demokratycznej debaty w sytuacji, w której poziom emocji i >soczystość< używanego języka miałaby być z góry narzuconym standardem, określonym w sposób sformalizowany i zbiurokratyzowany przez organy władzy publicznej”.

Rzecznik Praw Obywatelskich w żaden sposób nie rozstrzyga, ani nie podejmuje się oceny, czy tezy zawarte w publikacji Grzegorza Rzeczkowskiego są prawdziwe. Zdaniem RPO udzielenie zabezpieczenia w formie wskazanej w postanowieniu z dnia 29 maja 2019 r. stanowi zagrożenie dla ważnego interesu publicznego - rzetelnego informowania obywateli, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej w odniesieniu do kluczowych instytucji państwa oraz osób pełniących funkcje publiczne.

VII.510.128.2019

Sprawa dziennikarza Polityki i wniosku o usunięcie publikacji z internetu do czasu rozstrzygnięcia sporu

Data: 2019-08-28
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy dziennikarza „Polityki” Grzegorza Raczkowskiego, którą wytoczyli mu prokuratorzy Anna i Przemysław Hopfer.
  • RPO wniósł o oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, czyli o usunięcie artykułów w serwisie „Polityka”.
  • W ocenie RPO sąd nie zestawił ze sobą odpowiednio dwóch przesłanek w tej sprawie: interesu publicznego oraz interesu osób, których dobra miałyby być naruszone. Nie odpowiedział na pytanie, czy zastosowanie zakazu jest konieczne oraz proporcjonalne w demokratycznym społeczeństwie ze względu na ochronę dobrego imienia powodów.
  • Interes publiczny w niniejszej sprawie wyraża się w zasadzie jawności życia publicznego, w tym funkcjonowania prokuratury w Polsce i prawie obywateli do informacji na temat tzw. afery podsłuchowej, która wstrząsnęła polską sceną polityczną.

Publikacje dotyczyły m.in. kariery zawodowej prokuratorów związanych z postępowaniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej (nagrań z rozmów polityków PO, urzędników państwowych i przedstawicieli biznesu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”). Dziennikarz analizował w nich kariery prokuratorów związanych z powadzeniem postępowania karnego w sprawie afery.

Postanowienie o zabezpieczeniu zostało wydane w oparciu o art. 7301 § 1 kpc w zw. z art. 755 § 2 kpc. Sprawa toczy się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie a wniosek o zabezpieczenie roszczenia rozpatrzył Sąd Okręgowy.

  • sygn. akt Sądu Okręgowego w Warszawie: IV C 261/19
  • numer sprawy w BRPO:VII.510.128.2019

Delegowanie do odległych miejsc zatrudnienia. Ważny wyrok sądu ws. dyskryminacji 

Data: 2019-08-23
  • Nastąpiło nadużycie prawa do czasowego delegowania pracownika do miejsca pracy znacznie oddalonego od dotychczasowego 
  • Wynika to z wyroku sądu, który badał pozew o dyskryminację funkcjonariuszy Centralnego Ośrodka Szkolenia Służby Więziennej
  • Po ujawnieniu nieprawidłowości w COSW zostali oni przeniesieni do służby w innych jednostkach, odległych o kilkaset kilometrów
  • Sąd uznał, że przesłanką dyskryminacji może być także kryterium sygnalizowania nieprawidłowości przez pracownika  

Funkcjonariusze ci - wykładowcy Centralnego Ośrodka Szkolenia SW w Kaliszu – sugerowali związek rozkazów personalnych delegujących ich do pełnienia służby w innych jednostkach SW z ich działalnością związkową.  Byli oni bowiem zaangażowani m.in. w ujawnienie nieprawidłowości w funkcjonowaniu Zakładu Technologii Informatycznych i Edukacyjnych COSSW. W 2018 r. zwrócili się do pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich.

Złożyli także do sądu pozew o dyskryminację w miejscu zatrudnienia. 1  lipca 2019 r. Sąd Okręgowy w Kaliszu wydał wyrok (sygn. akt V P 20/17), w którym uwzględnił powództwo. Wyrok jest nieprawomocny.

RPO: to precedensowy wyrok

W ocenie Rzecznika wyrok ma precedensowe znaczenie z dwóch powodów:

  • wskazania kryterium sygnalizowania przez pracownika nieprawidłowości jako przesłanki dyskryminacji.  W ocenie sądu, wśród przesłanek dyskryminacji mieści się także kryterium w postaci sygnalizowania przez pracownika nieprawidłowości dostrzeżonych w pracy. W systemie prawnym brak jest jednoznacznych uregulowań  o ochronie prawnej tzw. „ sygnalistów”. Przepisy pragmatyk służbowych formacji mundurowych nie zawierają żadnych takich zapisów. Są zaś tak skonstruowane, że  funkcjonariuszowi będącemu „sygnalistą” można realnie „dokuczyć” poprzez m.in. zastosowanie takich niedookreślonych przesłanek jak „ważne przyczyny” „gwarancja rękojmi”,  „interes służby” czy „ważny interes służby”. 
  • nadużycia prawa do czasowego delegowania pracownika do miejsca pracy znacznie oddalonego od dotychczasowego. W ocenie sądu Centralny Zarząd Służby Więziennej oraz  COSSW nie wykazały, że potrzeby służby były na tyle istotne, by uzasadniały delegowanie powodów jako funkcjonariuszy w stopniach oficerskich, o wieloletnim doświadczeniu w roli wykładowców COSSW, zamieszkujących w miejscu odległym o kilkaset kilometrów od miejsc ich planowanego czasowego przeniesienia. Jedynym uzasadnieniem sięgnięcia po takie zasoby kadrowe SW, jak powodowie, na maksymalny okres 6 miesięcy, w tym samym dla wszystkich czasie i w trybie wręcz natychmiastowego wykonania rozkazu, byłaby sytuacja nadzwyczajna, alarmowa, rodząca konieczność pilnego, nagłego, a przy tym długotrwałego uzupełnienia niedoborów kadrowych w  tych jednostkach SW, do których ich kierowano. A taka  sytuacja – jak wynika z dowodów -  nie miała miejsca. Jeśli w jednostkach w miejscu delegowania powodów zachodziły braki osobowe, to nie miały charakteru nagłego, a dostrzegano je na długo przed wydaniem rozkazów wobec powodów.  Osoby kierujące tymi jednostkami zwracały się o ich uzupełnienie w drodze wzmocnienia etatowego, a nie - rozwiązań doraźnych, czasowych, jakimi są delegacje.

Działania RPO 

W 2018 r. Rzecznik zwrócił się w sprawie powodów do Ministra Sprawiedliwości.

Zauważył, że mogło dojść do nadużycia instytucji delegowania. Wskazuje na to bliski związek (również czasowy) pomiędzy sygnalizowaniem nieprawidłowości a działaniem, polegającym na delegowaniu funkcjonariuszy do miejscowości odległej od dotychczasowego miejsca pełnienia służby - a tym samym faktycznego uniemożliwienia wykonywania działalności związkowej. 

Rzetelne wykonywanie działalności związkowej w obiekcie oddalonym o ponad 100 km od dotychczasowej jednostki wydaje się mało prawdopodobne, nieekonomiczne i może stanowić utrudnienie wykonywania działalności związkowej. Tym samym nieuwzględnienie interesu związku zawodowego przy podejmowaniu decyzji o delegowaniu czasowym (w tym w szczególności wobec przedstawiciela związku zawodowego objętego ochroną prawną) może budzić wątpliwości z punktu widzenia ustawy  o związkach zawodowych.   

Rzecznik dostrzega, że instytucja czasowego delegowania funkcjonariusza SW do służby w innej jednostce organizacyjnej stanowi niewątpliwie emanację podległości służbowej i dyspozycyjności wynikających z treści stosunku służbowego – i co do zasady – pozwala na prawidłową realizację zadań SW. Jednak Dyrektor Generalny SW, wydając rozkaz o delegowaniu funkcjonariusza podlegającego ochronie w trybie art. 70 ust. 1 ustawy o SW, powinien rozważyć zarówno „ważne potrzeby służby”, „interes funkcjonariusza”, jak również „interes związku zawodowego”. Nie każda realna lub potencjalna potrzeba służby uzasadnia delegowanie funkcjonariusza do czasowego pełnienia służby w innej jednostce organizacyjnej. Przepis wymaga, aby potrzeba ta przyjęła postać kwalifikowaną – „ważnych potrzeb służby”.

- W ocenie RPO fakultatywny charakter art. 70 ust. 1 ustawy o SW wskazuje na konieczność ważenia wszystkich wyżej wymienionych interesów przy podejmowaniu decyzji o czasowym delegowaniu funkcjonariusza do innej jednostki organizacyjnej Służby Więziennej. Z odpowiedzi Dyrektora BKiS CZSW wynika jednak, że na etapie podejmowania decyzji o delegowaniu funkcjonariusza „interes związku zawodowego” w ogóle nie był brany pod uwagę -  pisał RPO w wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości.

RPO skarży zakaz Marszu Równości w Gorzowie Wlkp. Sąd uchyla tę decyzję prezydenta miasta AKTUALIZACJA

Data: 2019-08-21
  • Prezydent Gorzowa Wlkp. zakazał planowanego 24 sierpnia 2019 r. Marszu Równości, powołując się na zagrożenie związane z kolizją miejsca i czasu marszu z innymi zgromadzeniami
  • W ocenie RPO, który zaskarżył tę decyzję, prezydent ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony oraz nieodpowiadający testowi niezbędności i proporcjonalności
  • Nie wykazał bowiem, że marsz będzie w jakikolwiek sposób zagrażał życiu, zdrowiu ludzi czy mieniu w znacznych rozmiarach
  • Z tą argumentacją zgodził się gorzowski sąd 

21 sierpnia 2019 r. Sąd Okręgowy w Gorzowie Wlkp. uchylił decyzję o zakazie, wydaną przez prezydenta miasta Jacka Wójcickiego 19 sierpnia. Do sądu zaskarżył ją organizator marszu, a Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do tego postępowania, wnosząc o  uchylenie zakazu. 

Zarzucił decyzji błędne przyjęcie, że kolizja miejsca i czasu planowanego zgromadzenia z innymi jest wystarczającą podstawą wydania decyzji o zakazie zgromadzenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. Innym zarzutem jest naruszenie art. 57 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji (wolność zgromadzeń) oraz art. 11 ust. 1 i 2 i art. 14 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. 

Rzecznik przedstawił obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję i prawo międzynarodowe oraz europejskie. W ocenie RPO prezydent miasta ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony oraz nieodpowiadający testowi niezbędności i proporcjonalności. Nie wykazał, że marsz będzie jakimkolwiek zagrożeniem dla życia, zdrowia ludzi i mienia w znacznych rozmiarach.

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Stronom przysługuje prawo złożenia zażalenia w ciągu 24 godzin. Wtedy Sąd Apelacyjny miałby kolejne 24 godziny na rozpoznanie zażalenia. 

Zgłoszenie marszu, zakaz, odwołanie

O godz. 0:00 25 lipca 2019 r. do urzędu miasta płynęło elektroniczne zawiadomienie o zamiarze zorganizowania 24 sierpnia zgromadzenia pn. "Informacja o współczesnych zagrożeniach” (10-godzinny przemarsz). O godz. 0:01 wpłynęło zawiadomienie o zorganizowaniu tego dnia w godz. 13-17 Marszu Równości, z trasą częściowo pokrywającą się z wcześniej zgłoszonym zgromadzeniem. 

Łącznie urząd odnotował 25 zawiadomień o zgromadzeniach na ten dzień. 30 lipca urząd poprosił organizatorów zgromadzeń o rozważenie zmiany terminów zgromadzenia, wskazując, że ich daty i trasy częściowo pokrywają się. Przeprowadzono też rozprawę administracyjną, na której stawili się organizatorzy „Informacji o współczesnych zagrożeniach” i Marszu Równości. Rozprawa nie doprowadziła do usunięcia kolizji czasowej i przestrzennej. 

19 sierpnia 2019 r. prezydent miasta zakazał Marszu Równości na podstawie art. 14 pkt 2 ustawy - Prawo o zgromadzeniach. W uzasadnieniu wskazał m.in. na brak możliwości ustalenia trasy marszu w taki sposób, aby nie pokrywała się z przemarszem „Informacji o współczesnych zagrożeniach”. Zakaz Marszu Równości uzasadnił także cykliczną imprezą „Koniec lata party”. Uznał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo zakłócenia przebiegu zgromadzeń, co może zagrażać życiu i zdrowiu ludzi oraz mieniu w znacznych rozmiarach. 

Standardy prawne wolności  zgromadzeń

Jak przypomina RPO, zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Stosownie do art. 32 Konstytucji wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te szeroko opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną art. 11 ust. 1 EKPCz.

Standard ochrony wolności zgromadzeń sprowadza się zatem do kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek;
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji;
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego;
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny;
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Taki standard wolności zgromadzeń w całości podzielił Sąd Apelacyjny w Lublinie w 2018 r. (uwzględnił on zażalenie RPO i organizatorów Marszu Równości ws. decyzji sądu okręgowego co do odwołania od zakazu marszu). Podobnie sądy oceniły zakazy Marszów Równości, wydane w 2019 r. przez prezydentów Gniezna, Rzeszowa i Kielc.

Analiza decyzji prezydenta miasta z pisma RPO

Z powyższej argumentacji wynika, że prezydent Gorzowa Wlkp. zastosował art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach błędnie, nie uwzględnił wartości i norm wyższego rzędu oraz ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony, niespełniający testu niezbędności i proporcjonalności.

Uzasadnienie zakazu nie wskazuje żadnych okoliczności pozwalających przyjąć, że Marsz Równości, a także działania jego organizatorów i uczestników będą stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla życia, zdrowia ludzi i mieniu w znacznych rozmiarach. Ograniczono się do stwierdzenia, że „istnieje wysokie prawdopodobieństwo zakłócenia przebiegu zgromadzeń”, ale nie wskazuje podstawy tego.

Uzasadnienie nie wskazuje, jakie czynności prezydent podjął, aby obiektywnie ocenić ewentualne zagrożenie ani też jakie dowody przemawiają za tym, że źródeł zagrożenia należy upatrywać w Marszu Równości. Ocena ma zatem charakter czysto hipotetyczny. Prezydent posłużył się de facto zasadą  odpowiedzialności zbiorowej, obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za liczbę kontrmanifestacji i potencjalne agresywne zachowanie osób, na które organizatorzy Marszu Równości nie mogą mieć wpływu. 

Tymczasem, oceniając, czy zgromadzenie stanowi zagrożenie, organ powinien był odnieść się wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników tego zgromadzenia. Wydaje się zatem, że źródeł potencjalnych zagrożeń prezydent miasta dopatruje się w tym, że trasy i czas zgromadzeń pokrywają się, a jeden z organizatorów nie wyraża zgody na trasę przemarszu. 

Rzecznik docenia wysiłki prezydenta w postaci organizacji rozprawy administracyjnej w celu uzgodnienia pierwszeństwa i tras przemarszu. Podaje jednak w wątpliwość, czy w jej trakcie podjęto próbę rozstrzygnięcia sporu między organizatorami poprzez zaproponowanie organizatorom odmiennych tras - zgodnie z art. 13 ust. 3 Prawa o zgromadzeniach.  

- Zmiana trasy zgromadzenia jest ograniczeniem daleko mniej ingerującym w wolność zgromadzeń, a zakaz zgromadzenia powinien być w takich sytuacjach działaniem ostatecznym jako najdotkliwiej ograniczający konstytucyjną wolność – podkreśla RPO. Należało przy tym również uwzględnić, że swobodne korzystanie z wolności zgromadzeń przez osoby narażone na dyskryminację jako grupie wykluczonej i mniejszościowej powinno podlegać szczególnej ochronie władz publicznych. 

Korzystanie z wolności zgromadzeń prawie zawsze wpływa na codzienne życie miasta i jego mieszkańców, a samo istnienie ryzyka, że pochód publiczny doprowadzi do naruszenia porządku publicznego na skutek zdarzeń, na które organizatorzy nie mają wpływu, nie uzasadnia wystarczająco ograniczenia tej wolności.

Mając na uwadze, iż organ nie wskazał nawet, jakie konkretne negatywne skutki organizacja Marszu Równości miałaby wywrzeć na życiu miasta, przyjęcie tej argumentacji prowadziłoby do konkluzji, że sam fakt zaplanowania zgromadzenia w centrum miasta i w czasie wydarzenia kulturalnego, uzasadnia zakazanie tego zgromadzenia. Taki wniosek jest oczywiście sprzeczny z wymogiem proporcjonalności.

W sprawie nie sposób również stwierdzić, że zakaz pokojowego zgromadzenia był środkiem koniecznym dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia w znacznych rozmiarach. Nawet jeśli w ocenie prezydenta istniała realna i uzasadniona obawa, że wartości te będą zagrożone przez organizację Marszu Równości, zagrożenie należało wyeliminować w inny sposób. 

Ponadto prezydent ma środki, przy których pomocy mógł i powinien był zapewnić bezpieczeństwo i porządek publiczny. Na ich straży stoi bowiem działalność policji czy straży gminnej. Tymczasem w uzasadnieniu decyzji prezydent w ogóle nie odniósł się do jakichkolwiek możliwych działań policji lub straży miejskiej. Nie wyjaśnił też, dlaczego uznał, że jedynym środkiem zaradczym jest zakaz marszu. Tym samym nie został spełniony również test niezbędności.

- W konsekwencji decyzji prezydenta organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka, zostali pozbawieni możliwości skorzystania z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki - brzmi konkluzja pisma do sądu, podpisanego przez zastępcę RPO Stanisława Trociuka.

Uzasadnienie sądu 

W pisemnym uzasadnieniu postanowienia sąd przypomniał, że możliwość zakazu zgromadzenia na podstawie art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach sprowadza się do wykazania przesłanki zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi lub mieniu w znacznych rozmiarach. Zaskarżone decyzje nie zawierają żadnej argumentacji w tej kwestii, mimo tak głębokiej, ze względu na swój przedmiot, ingerencji w prawa i swobody obywatelskie.

Obowiązkiem organów administracji publicznej jest nie tylko formułowanie przypuszczeń co do ewentualnych zagrożeń wynikających z planowanego zgromadzenia, ale wskazanie i wnikliwa identyfikacja negatywnych aspektów zgromadzenia na tle konkretnych okoliczności sprawy. Wymaga to wykazania, iż w okolicznościach konkretnej sprawy zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego albo mienia w znacznych rozmiarach ma charakter realny.

W demokratycznym państwie prawa wolność należy do podstawowych wartości. Jej zasadniczy atrybut stanowi swoboda publicznego wyrażania poglądów, a także gromadzenia się w tym celu. Stwarza ona obywatelom możliwość uczestniczenia w życiu publicznym, pozwala na realizację innych wolności i praw.

W ocenie sądu prezydent miasta nie dokonał szczegółowej analizy ryzyka zagrożenia. Nie wykazał np. że brak jest możliwości wzmocnienia służb mundurowych w celu zabezpieczenia przedmiotowych zgromadzeń. Nie wskazał w jakimkolwiek stopniu w uzasadnieniach zaskarżonych decyzji na występowanie zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach. Nie występuje więc przesłanka określona w art. 14 pkt 2 ustawy Prawo o zgromadzeniach. 

Pozostałe przytoczone powody zakazu zgromadzeń sąd uznał za irrelewantne (mniej istotne) dla oceny w oparciu o art. 14 ustawy. Dotyczą bowiem rozwiązań komunikacyjnych w mieście, jak również bezpodstawnego w rozumieniu art. 26a ustawy nadania cech imprezy cyklicznej wydarzeniu pod nazwą "Koniec Lata Party"

W sądzie obecna była przedstawicielka RPO Sylwia Zimoch. Autorką pisma procesowego była mec. Agata Szypulska z Biura RPO.

XI. 613.4.2019

Smog narusza dobra osobiste. RPO za uznaniem pozwu mieszkańca Rybnika przeciw państwu

Data: 2019-08-08
  • Możliwość korzystania z nieskażonego środowiska jest dobrem osobistym – uważa RPO
  • Wniósł, aby Sąd Okręgowy w Gliwicach uwzględnił pozew mieszkańca Rybnika w tej sprawie
  • - Nie mogę wyjść z dziećmi na spacer, nie mogę uprawiać sportu na powietrzu, a w domu cały czas pracuje oczyszczacz powietrza - skarżył się obywatel
  • Sąd rejonowy nie stwierdził jednak naruszenia jego dóbr osobistych. Rzecznik w II instancji przyłączył się do sprawy

8 sierpnia 2019 r. Sąd Okręgowy w Gliwicach rozpozna apelację mieszkańca Rybnika w procesie wytoczonym przezeń Skarbowi Państwa za zanieczyszczone powietrze (godz. 11.30, s. 163).

Obywatel pozywa państwo, bo nie może oddychać czystym powietrzem

Mieszkaniec Rybnika wniósł w 2015 r. do sądu o 50 tys. zł zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych z powodu zanieczyszczenia powietrza w mieście. Pozwał Skarb Państwa -  Ministra Środowiska oraz Ministra Energii.

Zły stan środowiska - sprzeczny z art. 13 dyrektywy CAFE (dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/50/WE z 21 maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy -  jest źródłem naruszenia jego dóbr osobistych. Chodzi mu o:

  • prawo do zdrowia,
  • prawo do ochrony życia prywatnego i mieszkania,
  • prawo do swobodnego przemieszczania się,
  • prawo do życia w czystym środowisku.

W maju 2018 r. Sąd Rejonowy w Rybniku oddalił powództwo. Przyznał, że powietrze w mieście jest często zanieczyszczone, ale nie można tego uznać za naruszenie dobra osobistego w postaci zdrowia. Prawa do życia w czystym środowisku sąd w ogóle nie uznał za dobro osobiste podlegające ochronie. Wskazał ponadto, że prawo do swobodnego przemieszczania się nie jest naruszone, bo z Rybnika można się wyprowadzić.

O stanie powietrza w Rybniku Adam Bodnar rozmawiał z mieszkańcami miasta w czasie spotkania regionalnego 26 listopada 2018 r. Stan powietrza jako dręczący ludzi problem pojawiał się na także na innych spotkaniach RPO na Śląsku: w Tarnowskich Górach, Piekarach Śląskich czy Lublińcu.

Argumenty RPO 

Zdaniem Rzecznika rybniczanin wykazał, że zanieczyszczenie powietrza w mieście przekracza znacznie akceptowalną społecznie miarę. W latach 2014-2015 poziom pyłu PM10 przekroczony był blisko w 1/3 roku, a w rekordowym lutym 2015 r. dobowe normy były przekroczone codziennie przez 24 dni.

Pozbawienie możliwości oddychania czystym powietrzem to naruszenie prawa do korzystania ze środowiska – argumentuje RPO

Przedstawiając Sądowi Okręgowemu w Gliwicach swe argumenty, RPO podkreślał w piśmie z 30 listopada 2018 r., że:

1.  mieszkaniec Rybnika przekonująco dowiódł, że stan powietrza uważa za godzący w jego prawa. Działa przecież aktywnie na rzecz zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza w mieście;

2. dolegliwości związane z zanieczyszczeniem powietrza opisał w wyroku sam sąd I instancji. Bo choć – jak stwierdził -  ludzie mają pewną tolerancję na zanieczyszczenie powietrza, to „powód ma swego rodzaju depresję w okresie jesienno-zimowym, ponieważ w tym czasie nie może przewietrzyć mojego domu, bo gdy otwiera okno, do domu wdziera się smród. Musi zatykać klatki wentylacyjne oraz uszczelniać drzwi wejściowe w stosunkowo nowym budynku, ponieważ zapach wdziera się do środka. Korzysta z oczyszczacza powietrza, który non stop pracuje i w związku z czym generuje określone koszty. Dodatkową dolegliwością dla powoda jest fakt, że nie może wychodzić z domu na spacery, z rodziną z dziećmi. Nie może uprawiać sportu mimo, iż jest osobą aktywną fizycznie. Nie może zabrać dzieci na sanki, ani lepić z nimi bałwana pomimo, że lubią to robić. W okresie ferii zimowych przypadających na okres od 16 stycznia do 29 stycznia nie było ani jednego dnia, w którym normy pyłu PN10 nie były by przekroczone. Oznacza to, że w tym okresie nie mógł wyjść z dziećmi na spacer”;

3. w Rybniku wskaźniki zanieczyszczenia powietrza przekraczane są często i na długo. Nie sposób więc przyjąć, że mieści się to w ramach powszechnie akceptowalnej miary. O ile bowiem przeciętny człowiek byłby w stanie zaakceptować, że okazjonalnie musi – wskutek zanieczyszczenia powietrza – ograniczać swoją aktywność, o tyle sytuacja, w której ingerencja w przysługujące mu dobra osobiste jest (przynajmniej w okresie jesienno-zimowym) permanentna i znaczna, przez przeciętnego człowieka nie zostałaby zaakceptowana.

Konstytucja odwołuje się do środowiska. Sam fakt, że ochrona środowiska uczyniona została jedną z podstaw ustrojowych Rzeczypospolitej (art. 5 Konstytucji), dobitnie pokazuje, jak duże znaczenie przyznał jej ustrojodawca. Ochrona środowiska jest także jedną z możliwych podstaw ograniczania wolności i praw człowieka (art. 31 ust. 3 Konstytucji).

Konstytucja nakłada na władze publiczne obowiązki o charakterze programowym, tj. prowadzenie polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom oraz ogólny obowiązek ochrony środowiska (art. 74 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Z dyrektywy CAFE wynika  jednoznacznie obowiązek państw członkowskich doprowadzenia do odpowiedniej jakości powietrza. Dyrektywa nie obliguje do podjęcia konkretnych działań. Określa cel, jaki ma zostać osiągnięty i w takim zakresie wiąże państwa członkowskie. Uchybienie temu obowiązkowi jest oczywiste.

Wbrew stanowisku sądu rejonowego możliwość korzystania z nieskażonego środowiska jest dobrem osobistym – podkreśla RPO. Biorąc to pod uwagę, a także uwzględniając ustalony w sprawie stan faktyczny, możemy mówić o naruszeniu przysługującego powodowi prawa do środowiska, co przejawia się w pozbawieniu powoda możliwości oddychania czystym powietrzem.

Adam Bodnar wniósł o zmianę wyroku sądu rejonowego i uwzględnienie powództwa.

V.7200.17.2018

Dwa rozbieżne orzeczenia spadkowe. RPO wniósł o wznowienie postępowania

Data: 2019-07-12
  • Sąd wydał w odstępie 22 lat dwa rozbieżne orzeczenia w sprawie spadkowej
  • W 1995 r. orzekł, że całość spadku należy się jednemu z synów zmarłej. W 2017 r. stwierdził zaś, że spadkobiercami są: mąż kobiety, córka i obaj synowie
  • RPO dostał wniosek o wystąpienie o skargę nadzwyczajną w tej sprawie. Ale wystarczyła skarga o wznowienie postępowania, bo nie upłynął jeszcze taki termin dla Rzecznika

To kolejna interwencja, którą w interesie obywateli podjął Rzecznik Praw Obywatelskich - wobec naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego przez wydanie sprzecznych ze sobą decyzji o spadku. W efekcie spadkobiercy nie mogą np. sprzedać majątku.

Dwie odmienne decyzje spadkowe

W 1995 r. do wydziału cywilnego sądu rejonowego przyszedł syn zmarłej z testamentem, w którym zapisała mu swój majątek. Syn nabył spadek w całości. Rodzina otrzymała postanowienie i nie zareagowała (zmarła miała męża i poza synem, który przyszedł z testamentem, także córkę i syna). Postanowienie uprawomocniło się.

W 2017 r. inni spadkobiercy zgłosili się jednak do sądu, a ten podzielił spadek, nie upewniając się, czy nie było już w tej sprawie postanowienia - najwyraźniej w przekonaniu, że rodzina porządkuje sprawy spadkowe dopiero po latach.

Ponieważ rodzina nie pokazała testamentu, sąd stwierdził nabycie spadku na podstawie ogólnych przepisów o dziedziczeniu. Spadek nabyli mąż, córka i dwaj synowie (po jednej czwartej).

Na to postanowienie nikt z rodziny nie zareagował, minął więc termin apelacji. Ale jedną osobę to postanowienie zaniepokoiło i poszła z tym do prawnika. Ten napisał wniosek o wznowienie postanowienia. Ale już z nim nie zdążył: strona postępowania ma na to tylko trzy miesiące.

Wtedy prawnik w kwietniu 2019 r. złożył wniosek o skargę nadzwyczajną do RPO.

Skarga nadzwyczajna a skarga o wznowienie postępowania

To nowy, szczególny środek zaskarżenia wprowadzony na mocy ustawy o SN z grudnia 2017 r. Skargi rozpatruje nowa Izba SN - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powołana przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Dlatego do jej umocowania prawnego są zgłaszane wątpliwości.

Rzecznik występuje więc ze skargami nadzwyczajnymi, gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli, a nie ma innego sposobu zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej (dotychczas złożył ich 6). Prawo kierowania skarg nadzwyczajnych w „starych” sprawach (z 20 lat) ma tylko RPO i Prokurator Generalny. 

Pierwsza skarga nadzwyczajna rozpatrzona przez Sąd Najwyższy 26 marca 2019 r. dotyczyła właśnie podobnej sprawy spadkowej – a media ją nagłośniły.

Ale akurat w  sprawie zgłoszonej w kwietniu 2019 r. skarga nadzwyczajna nie była konieczna. Ponieważ chodzi o rozstrzygnięcie stosunkowo nowe - z 2017 r., Rzecznik może wnieść o wznowienie postępowania. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego ma na to termin trzech miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o podstawie wznowienia.

Skarga na wznowienie postępowania jest zatem w tym przypadku odpowiednim środkiem prawnym, który może wyeliminować postanowienie sądu z 2017 r.

Argumenty RPO

Nieuprawnione przeprowadzenie w 2017 r. przez sąd rejonowy kolejnego postępowania w sprawie spadku spowodowało rażące naruszenie przepisów postępowania. Doprowadziło też do istotnego naruszenia zasad konstytucyjnych oraz chronionych na gruncie Konstytucji praw przysługujących spadkobiercom.

Wskutek postanowienia z 2017 r. doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji.

Funkcjonowanie dwóch odmiennych postanowień sądu w sprawie spadku po zmarłej narusza przysługujące jej bliskim konstytucyjne prawo do sądu (art. 45 Konstytucji) oraz do dziedziczenia (art. 64 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Osoby, wobec których sąd stwierdził nabycie spadku, mają bowiem prawo oczekiwać, że w przypadku skierowania wniosku o ponowne rozpoznanie tej samej sprawy sąd będzie respektował wcześniejsze prawomocne rozstrzygnięcie. Bezpieczeństwo prawne wymaga, by jakakolwiek modyfikacja postanowienia o spadku następowała w ramach postępowań mających na celu korektę już funkcjonującego prawomocnego postanowienia. Sąd powinien zaś zachować należytą czujność procesową, by uniknąć prowadzenia postępowania o nabycie spadku bez odniesienia się do wcześniejszego rozpoznania tożsamej sprawy.

Niedopuszczalne było już samo przeprowadzenie postępowania cywilnego w 2017 r. przez sąd rejonowy. Powinien był on odrzucić wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, skoro sprawa dotycząca spadku po tej samej osobie została już prawomocnie rozpoznana. 

Wznowienie postępowania daje możliwość naprawienia tego ewidentnego uchybienia sądu. Dlatego Rzecznik wniósł do sądu rejonowego o uchylenie zaskarżonego postanowienia z 6 czerwca 2017 r. i odrzucenie wniosku o stwierdzenie nabycia spadku.

IV.7000.202.2019

Dla dobra dziecka i rodziny. Pozew RPO w sprawie unieważnienia uznania ojcostwa

Data: 2019-07-09
  • Nastolatka dowiedziała się od matki, że nie jest córką jej byłego męża. Nawiązała wtedy kontakt z biologicznym ojcem; powstała między nimi więź rodzinna   
  • Dziś pani Anna nie może wystąpić do sądu o uznanie, że były mąż matki nie jest jej ojcem
  • Jest to możliwe w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności - które w tym przypadku już minęły  
  • Na wniosek pani Anny RPO złożył powództwo o unieważnienie uznania w latach 90. jej ojcostwa przez byłego męża matki

Pani Anna urodziła się w latach 90. Jej matka wyszła za mąż za mężczyznę, który uznał dziewczynkę za swoje dziecko przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego. Małżeństwo rozpadło się – przez ten czas dziewczynka nie miała świadomości, że mąż matki nie jest jej biologicznym ojcem (o czym on sam wiedział).

Po rozwodzie, gdy pani Anna miała kilkanaście lat, matka poinformowała ją, że jej ojcem nie jest były mąż, ale inny mężczyzna. Nastolatka nawiązała z nim kontakt. Powstała między nimi więź rodzinna; wygasła zaś taka relacja z byłym mężem matki. Badania kodu genetycznego DNA wykazały zgodność między profilami domniemanego ojca i  córki.

Pani Anna chciała sformalizować więź ze swym ojcem, ale na przeszkodzie stanęły przepisy. Na mocy art. 81 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dziecko, którego ojcostwo zostało uznane przed osiągnięciem pełnoletności, może żądać ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa dokonanego przez mężczyznę, który je uznał. Z żądaniem tym dziecko może wystąpić po dojściu do pełnoletności – jednak nie później niż w ciągu trzech lat od jej osiągnięcia.

W przypadku pani Anny te trzy lata już upłynęły. Nie może ona samodzielnie wystąpić z powództwem o unieważnienie uznania. Dlatego złożyła wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich, powołując się na swe prawo do tożsamości.

Pozew RPO

Rzecznik zbadał sprawę i zgodnie z ustawowymi kompetencjami wystąpił do właściwego Sądu Rejonowego z pozwem o unieważnienie uznania ojcostwa pani Anny z lat 90.

Wszystkie zainteresowane osoby - pełnoletnie dziecko, matka, jej były mąż oraz  ojciec biologiczny - popierają powództwo. Ich dobro wymaga zatem zniesienia fikcji prawnej.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego stosunków rodzinnych nie należy podważać w sposób dowolny, w jakimkolwiek postępowaniu i w jakimkolwiek czasie. Granicą ingerencji sądów jest zawsze dobro dziecka. Tak właśnie jest w tej sprawie.

Wyrok TK i propozycja zmiany prawa

16 maja 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjny art. 70 ust. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Stanowi on, że dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności". TK zakwestionował ten termin.  Przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka. Wynika  z niego, że termin na wytoczenie powództwa nie może zaczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby.

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa.

RPO, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym jej godność.

W wykonaniu wyroku TK senacka Komisja Ustawodawcza przygotowała projekt inicjatywy ustawodawczej, nowelizującej Kodeks rodzinny i opiekuńczy - w tym także jego art. 81. Trzyletni termin na zaprzeczenie ojcostwa czy macierzyństwa oraz ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa byłby liczony od osiągnięcia przez dziecko pełnoletności - chyba że dowie się ono o pochodzeniu od innego ojca dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Wtedy termin biegłby od daty dowiedzenia się o takim fakcie.

Senat przyjął taki projekt 9 maja 2019 r. 3 czerwca 2019 r. marszałek Sejmu skierował go do I czytania na posiedzeniu plenarnym.

IV.7020.14.2019

Kielecki sąd uchylił zakaz Marszu Równości. Podzielił stanowisko RPO

Data: 2019-07-05
  • Zakaz Marszu Równości przez prezydenta Kielc nie odpowiadał przesłankom ustawowym - uznał Sąd Okręgowy w Kielcach, uchylając ten zakaz
  • Bogdan Wenta twierdził, że marsz może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu - zgłoszono bowiem kilkanaście kontrmanifestacji
  • RPO zaskarżył do sądu decyzję prezydenta, bo naruszała ona Prawo o zgromadzeniach, Konstytucję i Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności
  • Korzystanie z wolności zgromadzeń przez osoby narażone na dyskryminację powinno skłonić władze do skrupulatnego zabezpieczenia trasy marszu, a nie do wydania zakazu - uznał sąd

5 lipca 2019 r. Sąd Okręgowy w Kielcach uchylił decyzję prezydenta miasta. Do sądu zaskarżył ją organizator marszu, a Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do tego postępowania.

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Stronom przysługuje prawo złożenia zażalenia w ciągu 24 godzin. Gdyby prezydent Kielc się na to zdecydował, Sąd Apelacyjny miałby kolejne 24 godziny na rozpoznanie zażalenia. Odwołanie zapowiada organizacja społeczna, która przystąpiła do sprawy po stronie miasta.

Wnosząc o uchylenie zakazu, Rzecznik przedstawił obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję i prawo międzynarodowe oraz europejskie. W ocenie RPO prezydent miasta błędnie i bezpodstawnie przyjął, że wystarczającą podstawą zakazu może być organizacja w tym samym dniu innych zgromadzeń grup różniących się przekonaniami społeczno-politycznymi - ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. A to nie ze strony organizatorów i uczestników marszu miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia. 

Zgłoszenie marszu, zakaz, odwołanie

13 czerwca 2019 r. do Urzędu Miasta Kielce wpłynęło zawiadomienie o zamiarze zorganizowania 13 lipca „Marszu Równości” dla poparcia równouprawnienia osób LGBT+ . Wpłynęło również kilkanaście innych zawiadomień o zgromadzeniach w tym samym dniu.

Komendant Miejski Policji w Kielcach wskazał, że marsz  poparcia dla równouprawnienia osób LGBT+ budzi bardzo negatywne emocje i kontrowersje. ”Istnieje wysokie prawdopodobieństwo zakłócenia przebiegu przedmiotowego marszu przez grupy osób o poglądach prawicowych i konserwatywnych, w tym pseudokibiców klubów piłkarskich” - napisał.

3 lipca 2019 r. prezydent Kielc Bogdan Wenta zakazał marszu, powołując się na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach (art.  14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach). Organizator odwołał się do sądu. RPO przyłączył się do tego postępowania. Decyzji prezydenta zarzucił naruszenie:

  • art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach poprzez bezpodstawne przyjęcie, że czas i miejsce zgromadzenia oraz fakt organizacji w tym samym dniu innych zgromadzeń grup reprezentujących różniące się przekonania społeczno-polityczne oraz Międzynarodowego Harcerskiego Festiwalu Kultury Młodzieży Szkolnej są wystarczającą podstawą do zakazu zgromadzenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach - podczas gdy to nie ze strony organizatorów i uczestników zgromadzenia miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia;
  • art. 57 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 11 ust. 1 i 2 i art. 14 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności poprzez nieuzasadnione i nieproporcjonalne naruszenie prawa do wolności zgromadzeń.

Uzasadnienie sądu

Sąd wskazał, że jak słusznie podnosili uczestnicy postępowania, konstytucyjna wolność zgromadzeń nie jest absolutna, ale jej ograniczenie powinno być traktowane jako wyjątek, co wskazuje na potrzebę zawężającej interpretacji wszelkich ograniczeń dotyczących swobodnego, pokojowego zgromadzania się. W orzecznictwie sądów krajowych, Trybunału Konstytucyjnego jak i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazuje się, że ograniczenia wolności zgromadzeń nie powinny opierać się na przypuszczeniach bądź spekulacjach, a ewentualny zakaz podejmowany bez uprzedniej oceny stopnia zagrożenia.

Sąd w całości podzielił stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, że standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne można sprowadzić do następujących kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu odbycia zgromadzenia nie mogą być
  • interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji RP i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich próbujących udaremnić przeprowadzenie demonstracji.

Prezydent Kielc wydając zakaz przyjął, że spełniono przesłanki określone w art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach, polegające na zagrożeniu życiu lub zdrowia ludzi, jak i mienia w znacznych rozmiarach. Jego zdaniem w Marszu Równości mogą wziąć udział grupy osób o przeciwstawnych poglądach i ideach , co doprowadzić może do eskalacji konfliktu i stworzenia realnego zagrożenia nie tylko dla uczestników przemarszu, ale i dla mieszkańców Kielc. Zagrożenie to potęguje okoliczność, że zgłoszono odbycie 12 zgromadzeń przez uczestników o poglądach przeciwstawnych do prezentowanych przez uczestników przemarszu.

Twierdzeń tych sąd nie podziela. W piśmiennictwie wręcz akcentuje się, że możliwość zagrożenia winna być prawdopodobna w stopniu znacznym, a nie hipotetyczna i oparta na przypuszczeniach. Ocena, czy odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi, albo mieniu w znacznych rozmiarach musi być oparta na zebranych w postępowaniu dowodach odnoszących się do skonkretyzowanych okoliczności, a nie tylko przypuszczeń, czy założeń, a następnie uzasadniona w sposób przekonywający w uzasadnieniu decyzji. Dowodem takim nie jest pismo Komendanta Miejskiego Policji w Kielcach, który poinformował, że z doniesień medialnych dotyczących marszy o takim samym charakterze, które odbyły się w innych miastach Polski wynika, że zgromadzenia wyrażające poparcie dla równouprawnienia osób LGTB+ budzą wśród lokalnych społeczności bardzo negatywne emocje i kontrowersje.

Źródło potencjalnego zagrożenia życia czy zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach tkwić musi w samym zgromadzeniu, a nie w okolicznościach pochodnych, np. w planowanym działaniu jakiejś grupy osób mających na celu utrudnienie odbycia zgromadzenia publicznego.

Faktem powszechnie znanym jest, że Marsze Równości odbywają się w wielu miastach Polski, a w Warszawie mają miejsce od wielu lat. Ich uczestnicy domagają się równouprawnienia dla osób LGBT, promują idee akceptacji dla mniejszości seksualnych. Nie sposób uznać, że zagrożenie dla bezpieczeństwa tkwi w samym zgromadzeniu - z uwagi na przeciwstawność poglądów jego uczestników.

Odnosząc się do argumentu o możliwości konfrontacji z innymi zgromadzeniami, sąd uznał go za nietrafny, oparty o niewłaściwą wykładnie art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach. Niedopuszczalne jest uzależnienie możliwości realizacji wolności zgromadzeń od  reakcji przeciwników zgromadzenia. Wykładnia przeciwna prowadziłaby do sytuacji, że wystarczającym dla uniemożliwienia zgromadzenia byłoby nawoływanie do przemocy wobec jego uczestników.

Orzecznictwo ETPC, sądów powszechnych jak również Trybunału Konstytucyjnego potwierdza, że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia pokojowego charakteru zgromadzenia i zagwarantowania ochrony jego uczestnikom, bez względu na stopień kontrowersyjności przedstawianych poglądów. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 18 stycznia 2006 r. podkreślił, że na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony grupom organizującym demonstracje i biorącym w nich udział, bo tylko w ten sposób można realnie gwarantować wolność zgromadzeń, bez względu na stopień kontrowersyjności (ale nie przekraczając prawnie ustalonych zakazów głoszenia określonych poglądów, np. wzywających do nienawiści rasowej, czy propagujących ideologię faszystowską) przedstawianych publicznie poglądów i opinii.

Obowiązkiem władzy publicznej jest stworzenie skutecznych przesłanek odbycia zgłoszonego zgromadzenia w sytuacji, gdy poprzez zachowania innych uczestników życia publicznego zagrożone byłoby zrealizowanie wolności zgromadzeń.

Podkreślenia wymaga, że swobodne korzystanie z wolności zgromadzeń przez osoby narażone na dyskryminacje powinno skłonić władze publiczne do skrupulatnego zabezpieczenia trasy przemarszu, nie zaś do wydania zakazu zgromadzenia.

Za okoliczność uzasadniającą wydanie zakazu Marszu Równości nie może być uznane to, że w tym samym czasie odbywać się będzie 46 Harcerski Festiwal Kultury Młodzieży Szkolnej Kielce 2019. Brak jest podstaw do przyjęcia, że źródło zagrożenia tkwi w samym zgromadzeniu. Dla uczestników Festiwalu 13 lipca 2019 r. zaplanowano warsztaty m.in. w Kieleckim Centrum Kultury, które mieści się w pobliżu trasy marszu. Warsztaty te odbywać się będą wewnątrz budynku, a nie przed nim, stąd też nie sposób przyjąć, że i w tym przypadku zagrożenie jest wysoce prawdopodobne.

Stowarzyszenie Liga Świętokrzyskich Rodzin w Kielcach podniosło, że zgoda na Marsz Równości stanowić będzie akceptację nieobyczajnego zachowania uczestników parady LGTB, publiczne promowanie  homoseksualizmu, a przez to obrażanie uczuć religijnych wielu obywateli Kielc. 

Twierdzenia te nie mają znaczenia w aspekcie wystąpienia przesłanki z art. 14 u.z.p Zakaz zgromadzeń w żadnym razie nie może wynikać z tego, że organ władzy publicznej nie akceptuje stanowiska osób biorących udział w zgromadzeniu. Zadaniem organów władzy publicznej jak i sądów nie jest analizowanie haseł, idei i treści, które nie naruszają przepisów obowiązującego prawa, a którym służyć ma zgromadzenie. Przy ocenie zachowania uczestników zgromadzenia na gruncie tego przepisu ma natomiast znaczenie cel zgromadzenia. Jak wynika  ze zgłoszenia, celem Marszu Równości jest wyrażenie poparcia dla równouprawnienia osób LGBT+ w Polsce, promowanie idei tolerancji i akceptacji dla mniejszości, promowanie szacunku oraz przeciwdziałanie dyskryminacji. 

Stan prawny

Jak przypomniał RPO, art. 57 Konstytucji zapewnia każdemu wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Obowiązkiem władz jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Według art. 32 Konstytucji wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że na władzach ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu. Faktyczne poszanowanie wolności zgromadzeń obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności. Ma to szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i podatnych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności. Wykładnia przesłanki z art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach musi uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu, wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego.

Analiza RPO decyzji Prezydenta Kielc

Prezydent zastosował art. 14 pkt 2 ustawy błędnie, nie uwzględnił wartości i norm wyższego rzędu oraz ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony, niespełniający testu niezbędności i proporcjonalności.

Źródła zagrożeń dopatruje się głównie w kontrmanifestacjach i możliwym zachowaniu ich uczestników, a także innych osób o konserwatywnych poglądach czy pseudokibiców. Tymczasem prezydent powinien był się odnieść wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników marszu. Posłużył się de facto zasadą odpowiedzialności zbiorowej, obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za liczbę kontrmanifestacji i potencjalne agresywne zachowanie osób, na które organizatorzy marszu nie mogą mieć wpływu.

Ponadto za potencjalne źródło zagrożeń prezydent uznał także fakt, że okazywanie poparcia dla osób LGBT+ budzi w niektórych kręgach społecznych silne emocje czy kontrowersje. Pominął jednak okoliczność, że uczestnicy marszu należą do mniejszości narażonej na dyskryminację, a ich celem jest zwrócenie uwagi na konieczność przestrzegania konstytucyjnego zakazu dyskryminacji ze względu na jakiekolwiek przyczyny i obowiązku poszanowania przez władze publiczne godności ludzkiej.

Swobodne korzystanie z wolności zgromadzeń przez osoby narażone na dyskryminację powinno podlegać szczególnej ochronie władz publicznych i skłonić je do szczególnie skrupulatnego zabezpieczenia trasy przemarszu, nie zaś do ograniczenia wolności zgromadzeń tym osobom.

Zakazu nie może również usprawiedliwiać fakt, że część społeczności lokalnej negatywnie odbiera żądania osób LGBT+ do równego traktowania. Sytuacja, w której władze publiczne pod presją osób prezentujących postawy dyskryminacyjne zakazują pokojowego zgromadzenia, jest nie do pogodzenia z obowiązkami władz do poszanowania przyrodzonej godności każdego człowieka i równego traktowania (art. 30 i art. 32 Konstytucji).

Zakaz marszu ma również uzasadniać fakt, że w tym samym czasie odbywa się  Harcerski Festiwal Kultury Młodzieży Szkolnej Kielce oraz to, iż trasa marszu prowadzi przez ścisłe  centrum miasta, gdzie mogą przebywać goście festiwalu, mieszkańcy i turyści. Tymczasem korzystanie z wolności zgromadzeń prawie zawsze wpływa na codzienne życie miasta i jego mieszkańców. Argumentacja prezydenta prowadziłaby do konkluzji, że sam fakt zgromadzenia w centrum miasta i w czasie wydarzenia kulturalnego uzasadnia jego zakazanie. Byłoby to oczywiście sprzeczne z wymogiem proporcjonalności, stanowiącym jedno z podstawowych kryteriów dopuszczalności ograniczenia konstytucyjnego prawa do wolności zgromadzeń.

Nie sposób również stwierdzić, by zakaz ten był środkiem koniecznym dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia. Nawet jeśli w ocenie prezydenta  istniała taka realna i uzasadniona obawa, to należało wyeliminować to w inny sposób. Prezydent nie skorzystał bowiem z możliwości przeprowadzenia rozprawy administracyjnej, mającej na celu uzgodnienie zmiany miejsca lub czasu zgromadzeń. Zakaz zgromadzenia, który powinien być działaniem ostatecznym jako najdotkliwiej ograniczający konstytucyjną wolność, nie był tym samym konieczny, lecz zastosowany z naruszeniem przepisów prawa. 

Ponadto prezydent dysponował innymi środkami, które pozwoliłyby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom zgromadzenia i chronić porządek publiczny. Jest to zadanie policji czy straży gminnej. Prezydent w ogóle nie odniósł się do możliwych działań policji lub straży miejskiej, które powinny zapewnić bezpieczeństwo.

Prezydent nie wyjaśnił też, z jakich powodów uznaje, że jedynym środkiem jest zakaz zgromadzenia. Nie próbował wykazać, że przepisy prawa są niewystarczające dla zapewnienia porządku i bezpieczeństwa podczas zgromadzenia i że poza zakazem nie miał innych możliwości działania.

- W konsekwencji decyzji Prezydenta Miasta Kielce organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka, zostali pozbawieni możliwości skorzystania z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki - głosi konkluzja pisma procesowego RPO.

XI.613.3.2019

Kielce. Kolejny zakaz Marszu Równości - kolejne odwołanie Rzecznika do sądu

Data: 2019-07-04
  • Prezydent Kielc zakazał Marszu Równości, twierdząc że może on zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu - zgłoszono bowiem kilkanaście kontrmanifestacji
  • RPO zaskarżył do sądu decyzję Bogdana Wenty, bo narusza Prawo o zgromadzeniach, Konstytucję i Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności
  • Prezydent obciążył uczestników pokojowego marszu odpowiedzialnością za potencjalne zachowania kontrmanifestantów
  • Tymczasem władze są obowiązane zapewnić bezpieczeństwo pokojowych demonstracji, zwłaszcza obywatelom należącym do mniejszości i podatnym na dyskryminację

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Sądu Okręgowego w Kielcach, wnosząc o uchylenie decyzji prezydenta.  

Zgłoszenie marszu, zakaz, odwołanie

13 czerwca 2019 r. do Urzędu Miasta Kielce wpłynęło zawiadomienie o zamiarze zorganizowania 13 lipca „Marszu Równości” dla poparcia równouprawnienia osób LGBT+ . Wpłynęło również 19 innych zawiadomień o zgromadzeniach w tym samym dniu.

W swej opinii Komendant Miejski Policji w Kielcach wskazał, że marsz  poparcia dla równouprawnienia osób LGBT+ budzi bardzo negatywne emocje i kontrowersje. ”Istnieje wysokie prawdopodobieństwo zakłócenia przebiegu przedmiotowego marszu przez grupy osób o poglądach prawicowych i konserwatywnych, w tym pseudokibiców klubów piłkarskich” - napisał.

3 lipca 2019 r. prezydent Kielc Bogdan Wenta zakazał marszu, powołując się na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach (art.  14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach). Organizator odwołał się do sądu.

RPO przyłączył się do tego postępowania przed Sądem Okręgowym w Kielcach, wnosząc o uchylenie decyzji prezydenta. Zarzucił jej naruszenie:

  • art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach poprzez bezpodstawne przyjęcie, że czas i miejsce zgromadzenia oraz fakt organizacji w tym samym dniu innych zgromadzeń grup reprezentujących różniące się przekonania społeczno-polityczne oraz Międzynarodowego Harcerskiego Festiwalu Kultury Młodzieży Szkolnej są wystarczającą podstawą do zakazu zgromadzenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach - podczas gdy to nie ze strony organizatorów i uczestników zgromadzenia miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia;
  • art. 57 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 11 ust. 1 i 2 i art. 14 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności poprzez nieuzasadnione i nieproporcjonalne naruszenie prawa do wolności zgromadzeń.

Sąd okręgowy ma 24 godzin na rozpoznanie odwołania. Od jego decyzji można odwołać się do sądu apelacyjnego, który też musiałby rozpoznać sprawę w 24 godziny. 

Stan prawny

Jak przypomniał RPO, zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Stosownie do art. 32 Konstytucji RP wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną art. 11 ust. 1 EKPCz.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że na władzach ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu. Faktyczne poszanowanie wolności zgromadzeń nie może sprowadzać się wyłącznie do powstrzymania się od ingerencji, lecz obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności. Ma to szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i podatnych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzeczeniu Bączkowski przeciwko Polsce ETPCz rozpatrywał zakaz Prezydenta Warszawy na Paradę Równości w 2005 r. Głównym powodem odmowy było to, że organizator nie przedstawił projektu organizacji ruchu, choć żaden oficjalny dokument takiego wymogu nie zawierał. W ocenie ETPCz naruszono art. 11, 13 i 14 EKPCz. Według Trybunału można przypuszczać, że rzeczywistą przyczyną odmowy była niechęć lokalnych władz do środowiska osób homoseksualnych.

W doktrynie podkreśla się, że z orzeczenia w sprawie Bączkowski przeciwko Polsce wynikają pozytywne obowiązki władz wobec osób głoszących niepopularne poglądy lub należących do mniejszości, jako grup bardziej narażonych na wiktymizację.  ETPCz pośrednio włączył mniejszości seksualne do tych grup społecznych, które wymagają szczególnej ochrony.

W bogatym orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego też wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności. Wykładnia przesłanki z art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach musi uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu, wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego.

Ograniczanie wolności zgromadzeń powinno być traktowane jako absolutny wyjątek, co wskazuje na potrzebę zawężającej interpretacji wszelkich ograniczeń dotyczących swobodnego i pokojowego zgromadzania się, a każdy zakaz odbycia zgromadzenia musi być w sposób przekonujący uzasadniony. Ograniczenia wolności zgromadzeń nigdy też nie powinny opierać się na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach. Zakaz zgromadzenia nie powinien być wydany bez oceny stopnia zagrożenia, zakończonej wnioskiem o wysokim prawdopodobieństwie jego wystąpienia. W przypadku konfliktu konstytucyjnie gwarantowanej wolności zgromadzeń z innymi prawami, takimi jak bezpieczeństwo czy porządek publiczny, wolność zajmuje pozycję równorzędną.

Ocena, czy odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, musi odnosić się do organizatorów i uczestników zgromadzenia, a nie do osób niechętnych zgromadzeniu. Przy dokonywaniu tej oceny zachowania uczestników zgromadzenia w świetle art. 14 pkt. 2 Prawa o zgromadzeniach, cel zgromadzenia może być istotny. Niedopuszczalne jest uzależnienie możliwości realizacji wolności zgromadzeń od reakcji przeciwników zgromadzenia.

W wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 r.  uznano, że „ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa (wolności zgromadzeń) nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego zgromadzenia”. TK podkreślił, że na władzy ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, bez względu na stopień kontrowersyjności ich poglądów, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Reasumując, standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne można sprowadzić do następujących kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Taki standard wolności zgromadzeń w całości podzielił Sąd Apelacyjny w Lublinie. W październiku 2018 r. uwzględnił on zażalenie RPO i organizatorów Marszu Równości na postanowienie Sądu Okręgowego w Lublinie ws. odwołania od zakazu. Podobnie sądy oceniły zakazy Marszów Równości, wydane 8 kwietnia 2019 r. przez prezydenta Gniezna i 5 czerwca 2019 r. przez prezydenta Rzeszowa.

Analiza decyzji Prezydenta Kielc

Prezydent zastosował art. 14 pkt 2 ustawy błędnie, nie uwzględnił wartości i norm wyższego rzędu oraz ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony, niespełniający testu niezbędności i proporcjonalności.

Źródła zagrożeń dopatruje się głównie w znacznej liczbie zawiadomień o kontrmanifestacjach i możliwym zachowaniu ich uczestników, a także innych osób o konserwatywnych poglądach, czy pseudokibiców. Tymczasem oceniając, czy marsz zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, prezydent powinien był się odnieść wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników tego zgromadzenia.

Prezydent posłużył się de facto zasadą odpowiedzialności zbiorowej, obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za liczbę kontrmanifestacji i potencjalne agresywne zachowanie osób, na które organizatorzy Marszu Równości nie mogą mieć wpływu.

Ponadto za potencjalne źródło zagrożeń prezydent uznał także fakt, że okazywanie poparcia dla osób LGBT+ budzi w niektórych kręgach społecznych silne emocje czy kontrowersje. Pominął jednak okoliczność, że uczestnicy marszu należą do mniejszości narażonej na dyskryminację, a ich celem jest zwrócenie uwagi na konieczność przestrzegania konstytucyjnego zakazu dyskryminacji ze względu na jakiekolwiek przyczyny i obowiązku poszanowania przez władze publiczne godności ludzkiej. Swobodne korzystanie z wolności zgromadzeń przez osoby narażone na dyskryminację powinno podlegać szczególnej ochronie władz publicznych i skłonić je do szczególnie skrupulatnego zabezpieczenia trasy przemarszu, nie zaś do ograniczenia wolności zgromadzeń tym osobom.

Zakazu nie może również usprawiedliwiać fakt, że część społeczności lokalnej negatywnie odbiera żądania osób LGBT+ do równego traktowania. Sytuacja, w której władze publiczne pod presją osób prezentujących postawy dyskryminacyjne zakazują pokojowego zgromadzenia, jest nie do pogodzenia z obowiązkami władz do poszanowania przyrodzonej godności każdego człowieka i równego traktowania (art. 30 i art. 32 Konstytucji RP).

Zakaz marszu ma również uzasadniać fakt, że w tym samym czasie odbywa się  Harcerski Festiwal Kultury Młodzieży Szkolnej Kielce oraz to, iż trasa  marszu prowadzi przez ścisłe  centrum miasta, gdzie mogą przebywać goście festiwalu, mieszkańcy i turyści. Tymczasem korzystanie z wolności zgromadzeń prawie zawsze wpływa na codzienne życie miasta i jego mieszkańców. Argumentacja prezydenta prowadziłaby do konkluzji, że sam fakt zgromadzenia w centrum miasta i w czasie wydarzenia kulturalnego uzasadnia jego zakazanie. Byłoby to oczywiście sprzeczne z wymogiem proporcjonalności, stanowiącym jedno z podstawowych kryteriów dopuszczalności ograniczenia konstytucyjnego prawa do wolności zgromadzeń.

Nie sposób również stwierdzić, by zakaz ten był środkiem koniecznym dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia w znacznych rozmiarach. Nawet jeśli w ocenie prezydenta Kielc istniała taka realna i uzasadniona obawa, to należało wyeliminować to w inny sposób. Prezydent nie skorzystał bowiem z możliwości przeprowadzenia rozprawy administracyjnej, mającej na celu uzgodnienie zmiany miejsca lub czasu zgromadzeń. Zakaz zgromadzenia, który powinien być działaniem ostatecznym jako najdotkliwiej ograniczający konstytucyjną wolność, nie był tym samym konieczny i został zastosowany z naruszeniem przepisów prawa. 

Ponadto prezydent dysponował też innymi środkami, które pozwoliłyby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom zgromadzenia i osobom postronnym, a także należycie chronić porządek publiczny. Jest to zadanie policji czy straży gminnej. Tymczasem w uzasadnieniu swej decyzji prezydent w ogóle nie odniósł się do możliwych działań policji lub straży miejskiej, które powinny zapewnić bezpieczeństwo.

Prezydent nie wyjaśnił też, z jakich powodów uznaje, że jedynym środkiem jest zakaz zgromadzenia. Nie próbował nawet wykazać, że przepisy prawa są niewystarczające dla zapewnienia porządku i bezpieczeństwa publicznego podczas zgromadzenia i że poza zakazem faktycznie nie miał innych możliwości działania.

- W konsekwencji decyzji Prezydenta Miasta Kielce organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka, zostali pozbawieni możliwości skorzystania z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki - głosi konkluzja pisma procesowego RPO.

XI.613.3.2019

Kobieta składała skargi, że inni jej szkodzą. Prokuratura chciała zamknąć ją w szpitalu

Data: 2019-06-18
  • Prokuratura chciała, aby sąd umieścił w szpitalu psychiatrycznym kobietę, która oskarżała inne osoby o działania przeciw niej
  • Psychiatra nie wykluczył, że leczenie szpitalne mogłoby pomóc, ale potwierdził, że pani ta radzi sobie z potrzebami życiowymi
  • RPO wyraził zastrzeżenia wobec przymusowego leczenia obywatela, który korzysta z konstytucyjnego prawa do składania petycji, skarg i wniosków
  • Na tej podstawie prokuratura wycofała wniosek, a sprawa została umorzona  

Rzecznik nie kwestionował oceny biegłego co do pozytywnych skutków ewentualnego leczenia szpitalnego. Stanowczo jednak podkreślał, że podstawą do zamknięcia człowieka w szpitalu psychiatrycznym nie może być samo przypuszczenie, iż leczenie szpitalne może przynieść poprawę stanu zdrowia.

Jedna z prokuratur wystąpiła do sądu o przymusowe umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym kobiety. Podstawą wniosku w trybie art. 29 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego były zawiadomienia, jakie kobieta kierowała do organów państwa, zwłaszcza do prokuratury, w których oskarżała osoby trzecie o działania przeciwko niej. Prokuratura powołała się na opinię rodziny i pracowników socjalnych, że kobieta cierpi na zaburzenia. Także biegły psychiatra w opinii sporządzonej na zlecenie sądu stwierdził u kobiety zaburzenia urojeniowe. Uważa, że wiele osób chce jej szkodzić, a nieufność wobec innych, m.in. rodziny, oznacza, że nikt nie mógłby nadzorować leczenia ambulatoryjnego. Jej stan - zdaniem biegłego - przypuszczalnie poprawiłoby leczenie szpitalne. Zarazem biegły stwierdził, że kobieta jest w stanie samodzielnie zaspokajać podstawowe potrzeby życiowe.

Argumenty RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich zgłosił udział w postępowaniu sądowym w tej sprawie. Wskazał, że opinia lekarza nie daje podstaw do umieszczenia kobiety w szpitalu bez jej zgody.

Do takiego przymusowego leczenia nie wystarczy opinia biegłego, że leczenie szpitalne przypuszczalnie poprawiłoby stan kobiety. Pozbawienie człowieka wolności w tej sytuacji musi bowiem opierać się na dokładnych i nie budzących wątpliwości ustaleniach w zakresie:

  • czy i na jakie schorzenie cierpi dana osoba,
  • czy jest niezdolna do samodzielnej egzystencji,
  • czy uzasadnione są prognozy, że leczenie szpitalne poprawi jej stan.

Tak wynika z ustawy o ochronie zdrowia psychicznego (art. 29 ust. 1 pkt 2).

Z orzecznictwa Sąd Najwyższego wynika, że przewidywanie poprawy stanu osoby chorującej psychicznie uzasadnia przyjęcie do szpitala bez jej zgody tylko wtedy, gdy jest ona niezdolna do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych.

Zgodnie z ustawą zastosowanie przymusowego leczenia musi opierać się na ustaleniach:

  • czy i na jakie schorzenia psychiczne cierpi dana osoba,
  • jaki jest sposób ich leczenia, szczególnie w szpitalu psychiatrycznym,
  • czy brak takiego leczenia spowoduje znaczne pogorszenie zdrowia,
  • dlaczego brak takiego leczenia spowoduje znaczne pogorszenie zdrowia.

Opinia lekarza nie odpowiada twierdząco na dwa ostatnie pytania. Biegły nie odnosi się bowiem do kwestii skutków niepodjęcia leczenia. Nie stwierdza, by brak leczenia w trybie zamkniętym znacznie pogorszył stan kobiety.

Według orzecznictwa Sądu Najwyższego samo stwierdzenie biegłego, że stan zdrowia kwalifikuje do leczenia szpitalnego - czy też nawet to, że zaniechanie takiego leczenia spowoduje jego pogorszenie - nie jest wystarczającą podstawą do umieszczenia kogoś w szpitalu wbrew jego woli.

Tymczasem choć zdaniem biegłego stan kobiety pogarsza się, to z jego opinii nie wynika, by przewidywane dalsze pogorszenie miało być „znaczne”.

RPO przypomniał stanowisko SN, że występowanie uciążliwych, a nawet wręcz męczących dla organów państwowych zachowań - przejawiających się nieufnością, podejrzliwością czy wręcz nieadekwatnymi zachowaniami - także nie jest wystarczającą podstawą do takiej internacji.

- Skierowanie do sądu wniosku o przymusowe leczenie obywatela, który korzysta z przysługujących mu praw, w tym konstytucyjnego prawa do składania petycji, skarg i wniosków budzi zasadnicze zastrzeżenia – napisał Adam Bodnar do sądu. W tym kontekście Rzecznik nabrał wręcz wątpliwości, czy wnioskowane orzeczenie jest podyktowane dobrem i interesem danej osoby.

Uwzględnienie wniosku o przymusowe przyjęcie do szpitala psychiatrycznego jest bowiem daleko idącą ingerencją w sferę wolności i nietykalności osobistej człowieka. Regułą jest, że każda osoba ma swobodny wybór co do potrzeby podjęcia leczenia oraz jego sposobu i rodzaju. Art. 29 ust. 1 ustawy tę swobodę znosi. Jak wielokrotnie wskazywał Sąd Najwyższy, przepis ten musi być wykładany ściśle, wręcz restryktywnie, przy świadomości, że celem ustawy o ochronie zdrowia psychicznego jest zagwarantowanie osobom z zaburzeniami psychicznymi ochrony ich praw oraz poszanowania sfery ich wolności i godności osobistej, a wszelkie środki przewidziane w ustawie mogą być wobec nich stosowane tylko dla ich dobra, w celu ochrony ich zdrowia i praw.

W tej sprawie nie ustalono zaś, by internacja kobiety była niezbędna.

Krótko po złożeniu pisma RPO do sądu prokurator cofnął swój wniosek. W związku z tym 11 czerwca 2019 r. sąd umorzył postępowanie w całej sprawie.

V.7016.9.2019

RPO wspiera w sądzie Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej

Data: 2019-06-11
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wspiera w sądzie Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej ze Śmiłowa
  • Domaga się ono, by działalność uciążliwych inwestycji była zgodna z przepisami prawa ochrony środowiska i szanowała prawa mieszkańców 

Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej powstało w proteście przeciw uciążliwej działalności firm, a zwłaszcza zakładów utylizacyjnych szczątków zwierzęcych i padliny. W 2016 r. zwróciło się ono do RPO w sprawie działań podejmowanych wobec Stowarzyszenia przez organ nadzorujący, jakim jest starosta. 

Według samego starosty działania nadzorcze wobec Stowarzyszenia wynikają ze stwierdzenia, że jego działalność jest niezgodna z prawem, narusza postanowienia statutu, a jego członkowie uchylają się od udzielenia żądanych wyjaśnień.

Działania Starosty Pilskiego wobec Stowarzyszenia

Do takich działań należy m.in. kwestionowanie uchwał walnego zebrania Stowarzyszenia z 22 lutego 2015 r. W czerwcu 2015 r. starosta wniósł, by sąd uchylił uchwały tego zebrania. Twierdził, że zwołano je niezgodnie ze statutem Stowarzyszenia, bo uczynił to zarząd, którego kadencja miała już upłynąć.

28 listopada 2018 r. Sąd Rejonowy Poznań – Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu oddalił wniosek starosty. Uznał, że kwestię legalności zwołania zebrania  przesądził prawomocnym postanowieniem Sąd Okręgowy w Poznaniu 20 maja 2016 r., który wtedy oddalił wniosek starosty o ustanowienie kuratora dla Stowarzyszenia. SO stwierdził, że zebranie zwołano przed upływem kadencji zarządu. O wadliwym zwołaniu zebrania nie przesądza zaś fakt, że samo zawiadomienie o terminie zebrania wystosowano w terminie późniejszym. SO nie dopatrzył się również uchybień formalnych przy podejmowaniu spornych uchwał (brak quorum, brak regulaminu zebrania, brak protokołów z wyboru delegatów), które wpływałyby na ważność uchwał.

Apelację od postanowienia z 28 listopada 2018 r. złożył Starosta Pilski. Zakwestionował m.in. by sąd rejonowy był związany decyzją Sądu Okręgowego z 2016 r. Zarzucił m.in. nieprzeprowadzenie wniosków dowodowych, o które wnosił.   

W ocenie RPO, który przyłączył się do postępowania odwoławczego, apelacja starosty jest bezpodstawna. Dlatego wniósł o jej oddalenie.

Argumenty RPO

W piśmie procesowym Rzecznik podkreślił, że sąd rejonowy ustalił, że do formalnego zwołania zebrania doszło przed upływem kadencji zarządu. Odpadła zatem zasadnicza podstawa, na jakiej starosta uznawał uchwały zebrania za podjęte z naruszeniem prawa i statutu.

Ograniczenia wolności zrzeszania się (a stosowanie przez starostę środki nadzoru są formą takiego ograniczenia) sąd dopuszczalne w ściśle określonych warunkach. Jak wynika z Konstytucji, wolność zrzeszania się podlegać może ograniczeniom wyłącznie wówczas, gdy jest to konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Podobnie rzecz ujmują Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Podejmując czynności nadzorcze, starosta w żaden sposób nie uzasadnił wpływu zarzucanych Stowarzyszeniu uchybień na wartości uzasadniające ograniczanie wolności zrzeszania się.  Dodatkowo, mimo kolejnych rozstrzygnięć sądu rejestrowego oddalających jego żądania, starosta nadal inicjuje kolejne postępowania. Opiera się przy tym na okolicznościach, które były już klika razy przedmiotem badania przez sądy.

Dlatego uzasadniona jest teza, że kwestionując kolejne już orzeczenie sądowe, którym potwierdzono prawidłowość zwołania walnego zebrania i podjętych w jego toku uchwał, starosta nie używa, ale nadużywa prawa do apelacji (art. 3 Kpc) – ocenił RPO.

Rozprawę apelacyjną Sąd Okręgowy w Poznaniu zaplanował na 19 czerwca 2019 r.

V.612.1.2016

RPO zaskarżył zakaz Marszu Równości w Rzeszowie. Sąd uchylił zakaz AKTUALIZACJA

Data: 2019-06-07
  • Wydany przez prezydenta Rzeszowa zakaz II Marszu Równości narusza Prawo o zgromadzeniach, Konstytucję i Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do sądu decyzję Tadeusza Ferenca, który uzasadnił ją zagrożeniem życia lub zdrowia ludzi albo mienia - zgłoszono bowiem 29 kontrmanifestacji
  • Organizatorów i uczestników Marszu Równości obarczono zatem odpowiedzialnością za potencjalne zachowanie kontrmanifestantów
  • Tymczasem władze są obowiązane zapewnić bezpieczeństwo pokojowych demonstracji, zwłaszcza obywatelom należącym do mniejszości i podatnym na dyskryminację

RPO Adam Bodnar przyłączył się do odwołania organizatora marszu. Wniósł, aby Sąd Okręgowy w Rzeszowie uchylił decyzję o zakazie manifestacji. Przedstawił obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję, prawo międzynarodowe oraz europejskie. 

8 czerwca 2019 r. sąd uchylił zakaz, uwzględniając m.in. argumentację Rzecznika. Prezydent Rzeszowa nie skorzystał z prawa odwołania się od tego postanowienia. 

Zgłoszenie marszu, zakaz, odwołania

23 maja 2019 r. do Urzędu Miasta Rzeszowa wpłynęło zawiadomienie o zamiarze zorganizowania 22 czerwca przemarszu 500 osób dla zwrócenia uwagi na dyskryminację osób LGBTQ (lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer). Wpłynęło też 29 zawiadomień o innych zgromadzeniach w tym dniu. 12 z nich zaplanowano na trasie marszu, pozostałe - w miejscach z nim sąsiadujących.

Na wniosek władz miasta Komendant Miejski Policji ocenił, że „organizowanie w jednym miejscu i czasie imprez, w których może wziąć udział kilka - kilkanaście tysięcy osób o różnych poglądach i ideałach stanowi ryzyko zakłócenia bezpieczeństwa dla ich uczestników oraz osób postronnych”. Powołał się też na fakt, że w ub.r. uczestnicy zgromadzeń ze środowisk skrajnie prawicowych skupieni byli na trasie I Marszu Równości oraz że „doszło do zakłóceń ładu i porządku publicznego”.

5 czerwca Prezydent Rzeszowa zakazał marszu, powołując się na zapisaną w Prawie o zgromadzeniach możliwość „zagrożenia życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach”. 7 czerwca organizator odwołał się do sądu.

Sąd okręgowy ma 24 godzin na rozpoznanie odwołania. Od jego decyzji można odwołać się do sądu apelacyjnego, który też musiałby rozpoznać sprawę w 24 godziny. 

Także 7 czerwca RPO przyłączył się do postępowania zainicjowanego tym odwołaniem. Decyzji prezydenta zarzucił naruszenie:

  • art. 14 pkt 2 ustawy z 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach poprzez jego błędne zastosowanie i bezpodstawne przyjęcie, że czas i miejsce planowanego zgromadzenia oraz fakt organizacji w tym samym dniu 29 innych zgromadzeń grup społecznych reprezentujących przede wszystkim różniące się przekonania społeczno-polityczne stanowią wystarczającą podstawę do zakazu zgromadzenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach - podczas gdy to nie ze strony organizatorów i uczestników zgromadzenia miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia;
  • art. 57 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji oraz art. 11 ust. 1 i 2 i art. 14 europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności poprzez nieuzasadnione i nieproporcjonalne naruszenie prawa do wolności zgromadzeń

Stan prawny

Jak przypomina RPO, zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Stosownie do art. 32 Konstytucji RP wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te szeroko opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną art. 11 ust. 1 EKPCz.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że na władzach ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu. Faktyczne poszanowanie wolności zgromadzeń nie może sprowadzać się wyłącznie do powstrzymania się od ingerencji, lecz obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności. Ma to szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i podatnych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzeczeniu Bączkowski przeciwko Polsce ETPCz rozpatrywał zakaz Prezydenta Warszawy na Paradę Równości w 2005 r. Głównym powodem odmowy było to, że organizator nie przedstawił projektu organizacji ruchu, choć żadne oficjalny dokument takiego wymogu nie zawierał. W ocenie ETPCz naruszono art. 11, 13 i 14 EKPCz. Uznał, że można przypuszczać, że rzeczywistą przyczyną odmowy była niechęć lokalnych władz do środowiska osób homoseksualnych.

W doktrynie podkreśla się, że z orzeczenia w sprawie Bączkowski przeciwko Polsce wynikają pozytywne obowiązki władzy publicznej wobec osób głoszących niepopularne poglądy lub należących do mniejszości, jako grup bardziej narażonych na wiktymizację.  ETPCz pośrednio włączył mniejszości seksualne do tych grup społecznych, które wymagają szczególnej ochrony.

W bogatym orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego też wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności. Przesłanek wydania zakazu organizacji zgromadzeń zawartych w art. 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach nie można interpretować rozszerzająco. Wykładnia przesłanki z art. 14 pkt 2 ustawy - Prawo o zgromadzeniach musi uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu, wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego.

Ograniczanie wolności zgromadzeń powinno być traktowane jako absolutny wyjątek, co wskazuje na potrzebę zawężającej interpretacji wszelkich ograniczeń dotyczących swobodnego i pokojowego zgromadzania się, a każdy zakaz odbycia zgromadzenia musi być w sposób przekonywujący uzasadniony. Ograniczenia wolności zgromadzeń nigdy też nie powinny opierać się na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach. Ewentualny zakaz organizacji zgromadzenia nie powinien być podejmowany bez oceny stopnia zagrożenia, zakończonej wnioskiem o wysokim prawdopodobieństwie jego wystąpienia. W przypadku konfliktu konstytucyjnie gwarantowanej wolności zgromadzeń z innymi prawami, takimi jak bezpieczeństwo czy porządek publiczny, wolność zajmuje pozycję równorzędną.

Ocena, czy odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, musi odnosić się do organizatorów i uczestników zgromadzenia, a nie do osób niechętnych zgromadzeniu. Przy dokonywaniu tej oceny zachowania uczestników zgromadzenia w świetle art. 14 pkt. 2 ustawy - Prawo o zgromadzeniach, cel zgromadzenia może być istotny. Niedopuszczalne jest uzależnienie możliwości realizacji wolności zgromadzeń od reakcji przeciwników zgromadzenia.

W wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 r.  uznano, że „ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa (wolności zgromadzeń) nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego  zgromadzenia”. TK podkreślił, że na władzy ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, bez względu na stopień kontrowersyjności ich poglądów, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Reasumując, standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne można sprowadzić do następujących kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Taki standard wolności zgromadzeń w całości podzielił Sąd Apelacyjny w Lublinie. W październiku 2018 r. uwzględnił on zażalenie RPO i organizatorów Marszu Równości na postanowienie Sądu Okręgowego w Lublinie ws. odwołania od decyzji prezydenta miasta zakazującej tego zgromadzenia. Podobnie sądy oceniły zakaz Marszu Równości, wydany 8 kwietnia 2019 r. przez prezydenta Gniezna.

Analiza decyzji o zakazie marszu

Z powyższej argumentacji wynika, że prezydent Rzeszowa zastosował art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach błędnie, nie uwzględnił wartości i norm wyższego rzędu oraz ograniczył prawo do wolności zgromadzeń w sposób nieuzasadniony, niespełniający testu niezbędności i proporcjonalności.

Oceniając, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinien był się odnieść wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników marszu, a nie do przewidywanego zachowania uczestników zgromadzeń planowanych na ten sam dzień, o skrajnie odmiennych poglądach. Prezydent zakazał zaś wszystkich zgromadzeń,  posługując się tą samą argumentacją bez wskazania, które zarzuty odnoszą się do poszczególnych organizatorów lub uczestników.

Źródła zagrożeń prezydent dopatruje się głównie w znacznej liczbie uczestników wszystkich zgromadzeń (ma to być ok. 12 tys. osób) - podczas gdy przewidywana liczba uczestników marszu to 500 osób. To tę liczbę organ powinien był wziąć pod uwagę, dokonując oceny stopnia zagrożenia. - Oznacza to, że prezydent posłużył się de facto zasadą tzw. odpowiedzialności zbiorowej obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za liczbę uczestników kontrmanifestacji i ich potencjalne zachowanie, na które organizatorzy II Marszu Równości nie mogą mieć wpływu - głosi pismo procesowe RPO.

W świetle wykładni przepisu art. 57 Konstytucji RP oraz 14 pkt 2 Prawo o zgromadzeniach takie uzasadnienie zakazu zgromadzenia jest prawnie niedopuszczalne.

Ponadto prezydent podkreślał, że w zgromadzeniach wezmą udział osoby „mocno ze sobą antagonizujące”. W opinii policji jako źródło zagrożenia również wskazano jedynie organizację w tym samym miejscu i czasie wielu zgromadzeń grup o różnych poglądach i ideałach. W odniesieniu do marszu chodzi jednak o zwrócenie uwagi na dyskryminację osób nieheteronormatywnych, a tym samym rozpowszechnianie fundamentalnych zasad równości i poszanowania godności.

Prezydent nie tylko nie uwzględnił zatem ważnego faktu, że uczestnicy marszu należą do mniejszości narażonej na dyskryminację, a ich swobodne korzystanie z wolności zgromadzeń powinno podlegać szczególnej ochronie. Nie wziął też pod uwagę istotnego dla sprawy celu zgromadzenia, dokonując jednocześnie oceny stopnia zagrożenia na podstawie negatywnego nastawienia do tego celu przez skłonne do agresji osoby trzecie.

Taką argumentację należy uznać za chybioną. Na podstawie właściwie przeprowadzonej oceny - odnoszącej się wyłącznie do przewidywanego zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia oraz celu, którym jest przeciwdziałanie dyskryminacji - nie sposób bowiem stwierdzić, że marsz zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach.

Jako powody zakazu prezydent wymienił także odbywający się w tym samym czasie Festiwal Wschód Kultury-Europejski Stadion Kultury oraz fakt, że planowana trasa zgromadzenia prowadzi przez centrum miasta, gdzie mogą przebywać mieszkańcy i turyści. Jednak korzystanie z wolności zgromadzeń prawie zawsze wpływa na codzienne życie miasta i jego mieszkańców, a samo istnienie realnego ryzyka, że pochód doprowadzi do naruszenia porządku publicznego na skutek zdarzeń, na które organizatorzy nie mają wpływu, nie uzasadnia wystarczająco ograniczenia tej wolności.

Wobec niewskazania, jakie konkretne negatywne skutki marsz miałby wywrzeć na życiu miasta, przyjęcie argumentacji prezydenta prowadziłoby do konkluzji, że samo zaplanowanie zgromadzenia w centrum miasta i w czasie wydarzenia kulturalnego uzasadnia zakazanie tego zgromadzenia. Taki wniosek jest oczywiście sprzeczny z wymogiem proporcjonalności, stanowiącym jedno z podstawowych kryteriów dopuszczalności ograniczenia konstytucyjnego prawa do wolności zgromadzeń.

Nie sposób również stwierdzić, że zakaz był środkiem koniecznym dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia w znacznych rozmiarach. Nawet jeśli w ocenie prezydenta istniała realna i uzasadniona obawa, że będzie to zagrożone przez organizację marszu, wszystkie wskazane w uzasadnieniu decyzji okoliczności były ściśle związane z czasem i miejscem planowanego zgromadzenia, a zatem zagrożenie mogło zostać wyeliminowane przez ich zmianę. Zgodnie z Prawem o zgromadzeniach organ gminy ma kompetencję do przeprowadzenia rozprawy administracyjnej w celu uzgodnienia zmiany miejsca lub czasu zgromadzeń. Prezydent nie skorzystał z tego prawa, rezygnując tym samym z proporcjonalnego i mniej dotkliwego środka uniknięcia potencjalnego zagrożenia.

Ponadto prezydent ma środki, przy których pomocy mógł i powinien był zapewnić bezpieczeństwo i porządek publiczny, w tym życie i zdrowie ludzi oraz mienie. Na ich straży stoi bowiem działalność policji czy straży gminnej. Tymczasem w uzasadnieniu decyzji prezydent w ogóle nie odniósł się do jakichkolwiek możliwych działań policji lub straży miejskiej, którzy powinni zabezpieczyć miejsce zgromadzenia. Nie wyjaśnił też, dlaczego uznał, że jedynym środkiem zaradczym jest zakaz marszu. Tym samym nie został spełniony również test niezbędności.

- W konsekwencji decyzji prezydenta Rzeszowa organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka nie mogą swobodnie korzystać z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki – brzmi konkluzja pisma procesowego RPO do sądu.

Sąd uchylił zakaz

Uchylając zakaz, Sąd Okręgowy w Rzeszowie stwierdził, że ustalenia faktyczne nie pozwalają na ocenę, że uczestnicy zgromadzeń stanowią zagrożenie dla życia i  zdrowia innych osób albo mienia w znacznych rozmiarach. Okolicznością, która  wyklucza możliwość odbycia zgromadzeń nie może być fakt, że inne osoby „potencjalnie" mogą przejawić chęć zakłócenia marszu.

Mając na uwadze zaprezentowaną wykładnię art. 14 pkt 2 ustawy Prawo o  zgromadzeniach, sąd stwierdził, że w przypadku zgromadzenia organizowanego przez wnioskodawców nie wystąpiła przesłanka określona w  tym przepisie.

W ocenie sądu Prezydent Miasta Rzeszowa nie rozważył możliwości przeprowadzenia rozprawy administracyjnej, nie dokonał  szczegółowej analizy ryzyka zagrożenia, nie wykazał że brak jest możliwości  wzmocnienia służb mundurowych w celu zabezpieczenia  zgromadzeń. Powołanie się przez prezydenta jedynie na stanowisko Komendanta Miejskiego Policji  uznać należy za niewystarczające.
 
Sąd powołał się też na orzecznictwo ETPC i Trybunału Konstytucyjnego. Potwierdza ono, że to na władzach państwowych ciąży obowiązek, zapewnienia pokojowego charakteru zgromadzenia i zagwarantowania ochrony jego uczestnikom, bez względu na stopień kontrowersyjności przedstawianych poglądów.
 
XI.613.2.2019

Nie będzie eksmisji Romów z Limanowej. Prawomocny wyrok sądu z pozwu RPO

Data: 2019-05-15
  • Eksmisja Romów z budynku w Limanowej wstrzymana
  • 14 maja Sąd Okręgowy w Nowym Sączu prawomocnie uwzględnił pozew Rzecznika Praw Obywatelskich przeciw Gminie Limanowa
  • Sąd ten zmienił wyrok I instancji, który wcześniej oddalił powództwo
  • W apelacji RPO zarzucił temu wyrokowi naruszenie m.in. Konstytucji oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności

Dla Rzecznika była to sprawa precedensowa. Środki pochodzące z programu integracji  społeczności romskiej - które powinny służyć Romom, poprawiać ich sytuację i warunki życia - zostały wykorzystane w sposób niezgodny z wolą samych zainteresowanych. Czyli tak naprawdę samorząd limanowski, który skorzystał z tych środków, wykorzystuje je z założeniem, że Romowie przestaną być częścią wspólnoty samorządowej Limanowej i opuszczą teren gminy.

Zdaniem RPO takie zachowanie jest bezprawne. Narusza prawo chociażby do życia prywatnego i swobody wyboru miejsca zamieszkania, które przysługuje wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej, niezależnie od pochodzenia narodowego czy etnicznego.

Historia sprawy

Rzecznik od 2015 r. prowadzi postępowanie w sprawie projektu władz Limanowej, którego celem miała być poprawa warunków życia kilku rodzin romskich, mieszkających w budynku będącym własnością miasta. Dzięki  dofinansowaniu projektu z Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020, władze Limanowej kupiły dla Romów nowy dom w miejscowości Czchów.

Romowie odmówili jednak opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Wpływ na ich decyzję miała negatywna reakcja władz Czchowa na informację o możliwej przeprowadzce. Burmistrz Czchowa wydał bowiem zarządzenie o zakazie zasiedlenia nieruchomości kupionej przez samorząd limanowski. Na wniosek RPO i wojewody małopolskiego Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie prawomocnie uznał to zarządzenie za nieważne. Zgodnie z sugestią RPO, sąd uznał, że dyskryminowało to Romów ze względu na pochodzenie. 

Wcześniej Romowie złożyli przed notariuszem deklaracje, że opuszczą dom w Limanowej w wyznaczonym terminie, gdy zostanie im udostępniony nowy budynek. Po tym, jak Romowie odmówili przeprowadzki do Czchowa, władze Limanowej przystąpiły do wyegzekwowana tych deklaracji (stały się one tytułami egzekucyjnymi). Po nadaniu oświadczeniom klauzul wykonalności, komornik sądowy wszczął postępowania egzekucyjne w celu opróżnienia i wydania tych lokali.

Mimo apeli RPO, burmistrz Limanowej nie odstąpił od zamiaru przeniesienia rodzin romskich – wbrew ich woli – z obecnie zajmowanego budynku do nowej nieruchomości.

Zdaniem Rzecznika, władze  Limanowej ingerowały w swobodę wyboru miejsca zamieszkania, która jest elementem prawa do życia prywatnego, chronionego zarówno w art. 47 Konstytucji, jak i art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Wobec grożącej Romom egzekucji komorniczej, polegającej na przymusowym przeniesieniu do Czchowa, RPO skierował do Sądu Rejonowego w Limanowej powództwo przeciw Gminie Limanowa. Wniósł o pozbawienie wykonalności wystawionych tytułów wykonawczych oraz o zabezpieczenie powództw przez zawieszenie trwających postępowań egzekucyjnych.

W marcu 2018 r. Sąd Rejonowy oddalił powództwo. 

W apelacji złożonej do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu RPO wniósł o zmianę wyroku  i o uwzględnienie powództw w całości przez pozbawienie wykonalności tytułów wykonawczych. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu uwzględnił apelację.

Zarzuty apelacji RPO

Apelacja zarzucała sądowi I instancji naruszenie przepisów postępowania przez brak wszechstronnej oceny materiału dowodowego, pominięcie części dowodów, przyjęcie sprzecznej z zasadami logiki i doświadczenia życiowego oceny materiału dowodowego oraz ustalenie stanu faktycznego w sposób sprzeczny z jego treścią.

Według RPO w efekcie sąd błędnie ustalił m.in, że składając oświadczenia woli, dłużnicy nie działali pod wpływem błędu lub groźby oraz że gmina miejska Limanowa spełniła określone w oświadczeniach woli warunki, od których uzależnione było wykonanie zobowiązań przyjętych przez dłużników.

Rzecznik zwracał wcześniej uwagę sądu, że dłużnicy twierdzili,  iż zostali wprowadzeni w błąd co do stanu własnościowego oraz technicznego budynku w Czchowie; działali także pod wpływem informacji o planowanej eksmisji z dotychczas zajmowanego budynku i jego wyburzeniu. RPO nie przesądza, czy oświadczenia woli złożono pod wpływem błędu lub groźby. Istotne jest, że sąd pominął ważne dla sprawy okoliczności podnoszone podczas rozprawy oraz wynikające ze zgromadzonego materiału.

Zdaniem apelacji, nawet jeśli działania władz Limanowej opierają się na egzekucji oświadczeń woli dłużników, to godzą w ich prawo do ochrony życia prywatnego.

Rzecznik uznał, że sąd naruszył art. 47 w związku z art. 31 ust. 3 i w związku z art. 8 ust. 2 Konstytucji RP oraz art. 8 ust. 1 i ust. 2 Konwencji. Polegało to na odstąpieniu od oceny proporcjonalności oraz konieczności ingerencji strony pozwanej w prawo dłużników do ochrony życia prywatnego, a w konsekwencji naruszeniu tego prawa w sposób sprzeczny z zasadami proporcjonalności i konieczności, wynikającymi z art. 8 ust. 2 Konwencji.

Analiza wyroku może prowadzić do wniosku, że sąd wybiórczo uznał za wiarygodne wyłącznie zeznania przedstawicieli strony pozwanej, tj. Burmistrza Limanowej oraz podległych mu pracowników Urzędu Miasta i na ich podstawie zrekonstruował stan faktyczny sprawy, a przedstawioną przez te osoby wersję wydarzeń uznał za prawdziwą.

Opierając się na tak ustalonym stanie faktycznym, sąd przyjął, że działania dłużników były całkowicie dobrowolnie, bez żadnej presji ze strony gminy. Sąd całkowicie pominął przy tym te fakty i dowody, które wprost takiej ocenie przeczyły - wskazuje apelacja. 

Ponadto sąd całkowicie zignorował m.in. fakt, że dłużnicy cechują się niską świadomością prawną i nie posługują się językiem prawniczym w sposób, który byłby dla sądu satysfakcjonujący. Oczywiste jest, że brak spójności czy nawet logiki niektórych wypowiedzi dłużników nie powinien przesądzać o rozstrzygnięciu sprawy na ich niekorzyść.

Orzecznictwo ETPCz

W apelacji Rzecznik powołał się m.in. na wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 24 kwietnia 2012 r. w sprawie Yordanova i inni przeciwko Bułgarii (skarga nr 25446/06). Skarżącymi  była grupa Romów, obywateli Bułgarii, zamieszkująca osiedle wybudowanych przez siebie, bez wymaganych prawem zezwoleń, budynków, których nigdy nie usiłowali zalegalizować. Wydano wobec nich nakaz eksmisji.

Według ETPCz,  gdyby nakaz został wykonany, spowodowałby utratę domów przez skarżących, co byłoby ingerencją w prawo do poszanowania życia prywatnego. Zdaniem Trybunału, w przypadku, gdy w krajowej procedurze sądowej podniesione zostają istotne argumenty dotyczące proporcjonalności ingerencji w prawo do ochrony życia prywatnego, wymagają one szczegółowego zbadania przez sąd i odpowiedniego uzasadnienia w orzeczeniu.

Rzecznik przypomina w apelacji, że ETPCz przyjął już do rozpoznania sprawę Caldarar i inni przeciwko Polsce, dotyczącą likwidacji osiedla romskiego we Wrocławiu, składającego się głównie z samowoli budowlanych, położonych na gruntach miasta. Skarżący zarzucili Polsce m.in. naruszenie art. 8 Konwencji. Z pytań po zakomunikowaniu skargi rządowi RP wynika, że Trybunał będzie rozpatrywał sprawę zarówno z perspektywy poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, jak i zakazu tortur oraz nieludzkiego i upokarzającego ich traktowania (czego dotyczyła pozostała część zarzutów).

XI.816.13.2015

Dane nastolatki usunięte z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym

Data: 2019-04-30

W dniu 26 kwietnia 2019 r. Sąd Rejonowy w Bochni uwzględnił wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich o uzupełnienie postanowienia z dnia 23 listopada 2019 r. – poprzez rozstrzygnięcie, że dane nastolatki nie zostaną umieszczone w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

W listopadzie 2019 r. Sąd Rejonowy w Bochni udzielił upomnienia szesnastoletniej dziewczynce z uwagi na popełniony przez nią czyn karalny: nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą (nie ukończył on 15 roku życia), w trakcie której wymieniali oni sms-y o treści seksualnej. Działanie dziewczynki zostało zakwalifikowane jako czyn karalny z art. 200 a § 2 kk (złożenie z użyciem sieci telekomunikacyjnej propozycji obcowania płciowego małoletniemu poniżej lat 15), jednak z uwagi na całokształt okoliczności Sąd zdecydował się na orzeczenie wobec nieletniej najlżejszego środka wychowawczego w postaci upomnienia. Jednak dane nieletniego, wobec którego zastosowano środki wychowawcze – nawet najlżejsze – w związku z popełnieniem czynu karalnego o charakterze seksualnym, są ujawniane z urzędu w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym (art. 6 ust. 1 pkt 4 ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym). Dane takie nie są umieszczane w Rejestrze wyłącznie wtedy, gdy sąd tak orzeknie w szczególnie uzasadnionych wypadkach, ze względu na ochronę pokrzywdzonego lub gdy zamieszczenie danych w Rejestrze spowodowałoby niewspółmiernie surowe skutki dla nieletniego sprawcy (art. 9 ust. 3 ustawy).

Zdaniem RPO w sprawnie rozpatrywanej przez Sąd w Bochni miała miejsce taka właśnie sytuacja: umieszczenie danych szesnastoletniej dziewczynki w Rejestrze wywołałoby dla niej ogromne i negatywne konsekwencje życiowe. Zważywszy na to, że dane te pozostają w Rejestrze jeszcze 10 lat od uzyskania przez nieletniego pełnoletności, dziewczynka mogłaby napotkać trudności w  funkcjonowaniu w życiu społecznym, np. w znalezieniu pracy. Zebrany w sprawie materiał dowodowy w żadnym stopniu nie wskazuje na to, iż jest ona groźnym przestępcą seksualnym, który zagraża porządkowi społecznemu, i o którym należy ostrzec lokalną społeczność. Zachowanie nieletniej, które stało się podstawą sprawą sądowej było typowym „błędem młodości”, i nie miało swoich źródeł w zaburzeniach o charterze seksualnym.    

Sąd przychylił się do stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich (i uczestniczącego w postępowaniu Rzecznika Praw Dziecka) i uzupełnił orzeczenie – dane nastolatki zostaną usunięte z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

Zakaz marszu równości w Gnieźnie – prawomocnie uchylony

Data: 2019-04-12
  • Sąd Apelacyjny w Poznaniu prawomocnie utrzymał uchylenie zakazu marszu równości 13 kwietnia 2019 r. w Gnieźnie, wydanego przez prezydenta miasta
  • Powołał się on na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia, bo na ten dzień zgłoszono także 17 innych zgromadzeń, w tym przeciwników marszu
  • RPO wnosił o uchylenie zakazu jako niedopuszczalnego w świetle Konstytucji i Prawa o zgromadzeniach 
  • Sądy dwóch instancji podzieliły tę ocenę. Obowiązkiem władz jest bowiem zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom zgromadzenia 

11 kwietnia 2019 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił decyzję prezydenta Gniezna Tomasza Budasza o zakazie marszu, którą zaskarżył organizator marszu, w czym poparł go Rzecznik Praw Obywatelskich. 12 kwietnia 2019 r. decyzję sądu okręgowego podtrzymał prawomocnie Sąd Apelacyjny w Poznaniu, do którego odwołał się Tomasz Budasz. 

Adam Bodnar wniósł o uchylenie zakazu, przedstawiając obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję i prawo międzynarodowe oraz europejskie. W ocenie RPO prezydent miasta błędnie i bezpodstawnie przyjął, że wystarczającą podstawą zakazu może być fakt organizacji w tym samym dniu 17 innych zgromadzeń grup różniących się przekonaniami społeczno-politycznymi - ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. A to nie ze strony organizatorów i uczestników marszu miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia. 

Uzasadnienie sądu 

Sąd okręgowy uznał, że decyzje o zakazie są nieprawidłowe i zostały wydane z naruszeniem art. 14 ust. 2 Praw o zgromadzeniach, art. 57 Konstytucji oraz art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. – Prezydent niewątpliwie ograniczył prawo wolności zgromadzeń - głosi uzasadnienie sądu. A ograniczenia te nigdy nie powinny się opierać na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach.

Oceniając, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu  ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, prezydent Gniezna powinien był się odnieść wyłącznie do organizatorów i uczestników tegoż zgromadzenia, a nie do przewidywanego zachowania osób trzecich. Tymczasem zakazał wszystkich zgłoszonych zgromadzeń o różnych celach, posługując się tą samą argumentacją do każdego z nich – uznał sąd.  

W jego ocenie, zarówno organizatorzy zgromadzeń premiujących tradycyjne wartości, jak i tych, których celem była ochrona praw człowieka, zostali potraktowani według zasady odpowiedzialności zbiorowej. Takie uzasadnienie zakazu, w świetle art. 57 Konstytucji i art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach, jest prawnie niedopuszczalne. Według sądu, decyzja prezydenta Gniezna prowadziła do naruszenia konstytucyjnej wolności wszystkich wnioskujących o zgromadzenia tego dnia.

Sąd podkreślił, że obowiązkiem władz jest zapewnienie bezpieczeństwa osobom uczestniczącym w zgromadzeniu, przy czym nie są istotne jak kontrowersyjne w odbiorze społecznym mają być manifestowane poglądy, o ile nie są sprzeczne z prawem.

Zdaniem sądu słusznie RPO zwrócił uwagę, że władze samorządowe dysponują środkami prawnymi, które mogłyby zapobiec zagrożeniom. Tymczasem prezydent wskazał jedynie, że znaczne siły policyjne zostaną 13 kwietnia skierowane do ochrony meczu piłki nożnej, przez co należyte zabezpieczenie zgromadzenia może zostać utrudnione. Nie odniósł się zaś do innych możliwości, np. zaangażowania straży miejskiej  i nie wyjaśnił, dlaczego jedynym środkiem zaradczym jest zakaz zgromadzenia.

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Stronom przysługuje prawo złożenia zażalenia w ciągu 24 godzin. Gdyby np. Prezydent Miasta Gniezna się na to zdecydował, to Sąd Apelacyjny miałby kolejne 24 godziny na rozpoznanie zażalenia.

Zgłoszenie zgromadzenia 

Organizator marszu 14 marca 2019 r. zawiadomił władze Gniezna o zamiarze zorganizowania 13 kwietnia przemarszu przez miasto 1000 osób w celu promocji praw człowieka, w tym praw osób nieheteronormatywnych i innych mniejszości  (z udziałem 10 wolontariuszy służby porządkowej). Tego samego dnia wpłynęło również 17 innych zawiadomień o zgromadzeniach na 13 kwietnia. 16 z nich deklarowało cele odmienne od marszu - zaplanowano je na jego trasie.

Komendant Powiatowy Policji w Gnieźnie wskazał, że organizacja zgromadzeń „potencjalnie niesie za sobą zagrożenie uszkodzenia lub zniszczenia mienia”, powołując się na udział w nich przedstawicieli grup społecznych o odmiennych światopoglądach. 4 kwietnia rozprawa administracyjna w Urzędzie Miejskim w Gnieźnie nie doprowadziła do zmiany miejsca lub czasu zgromadzeń.

Decyzją z 8 kwietnia prezydent Gniezna zakazał wszystkich zgromadzeń. Powołał się na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach.

Analiza decyzji prezydenta Gniezna

W ocenie Rzecznika prezydent Gniezna w nieuzasadniony sposób naruszył prawo do wolności zgromadzeń. Oceniając, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinien był się odnieść wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników tego marszu, nie zaś do przewidywanego zachowania osób trzecich, o skrajnie odmiennych poglądach.

Prezydent zakazał organizacji wszystkich zgromadzeń 13 kwietnia, posługując się tą samą argumentacją, bez wskazania, które zrzuty odnoszą się do poszczególnych organizatorów lub uczestników. - Oznacza to, że prezydent posłużył się de facto zasadą tzw. odpowiedzialności zbiorowej, obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za potencjalne zachowanie kontrmanifestantów - głosi pismo Adama Bodnara do sądu.

W świetle wykładni art. 57 Konstytucji i art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach takie uzasadnienie jest prawnie niedopuszczalne. Prezydent wskazał, że źródłem zagrożenia jest „eskalacja napięcia pomiędzy stronami konfliktu ideologicznego” pomiędzy uczestnikami wszystkich planowanych zgromadzeń. Jako jeden z powodów podał także odbywające się w czasie planowanych zgromadzeń mecze piłki nożnej, których uczestników ocenił jako agresywnych i “wypowiadających się w sposób negatywny o celach i ideach wyrażanych na jednym ze zgłoszonych zgromadzeń”.

Prezydent niesłusznie uznał, że dla sprawy nie ma znaczenia cel zgromadzenia - rozpowszechnianie praw człowieka, w tym praw osób nieheteronormatywnych i innych mniejszości oraz fundamentalnych zasad równości i poszanowania godności każdej osoby. Cel  może być istotny przy ocenie zachowania jego uczestników, zwłaszcza jeśli jest nim  promocja praw człowieka i ochrona przed dyskryminacją – podkreślił Rzecznik.

Według niego nie sposób uznać, by  zakaz był proporcjonalny i konieczny dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia. Władze samorządowe dysponują bowiem środkami prawnymi, które w razie potrzeby pozwoliłyby zapobiec zagrożeniom dla tych wartości. Tymczasem w uzasadnieniu prezydent wskazał, że znaczne siły policji będą skierowane w dniu zgromadzenia do ochrony meczu piłki nożnej w Poznaniu, przez co należyte zabezpieczenie zgromadzenia może zostać utrudnione.

Prezydent argumentował też, że organizatorzy marszu nie przewidzieli żadnej profesjonalnej ochrony, a jedynie 10 wolontariuszy, którzy nie zapewnią bezpieczeństwa w obliczu konfrontacji z wrogo nastawionymi osobami. Tymczasem to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia ochrony i bezpieczeństwa uczestnikom pokojowych demonstracji, w szczególności obywatelom wyrażającym poglądy niepopularne, należącym do mniejszości i podatnym na dyskryminację. Zagwarantowanie prawa do wolności zgromadzeń wiąże się zaś z aktywnością policji, która powinna zapewnić bezpieczeństwo. Organizatorzy marszu mogą odpowiadać wyłącznie za zachowanie uczestników swego zgromadzenia, a nie za ochronę uczestników przed zachowaniem kontrmanifestantów, kibiców piłki nożnej albo innych osób.

- W konsekwencji decyzji prezydenta Gniezna organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka nie mogą swobodnie korzystać z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki – brzmi konkluzja pisma RPO do sądu.

Argumentacja prawna RPO

Zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Stosownie do art. 32 Konstytucji RP wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te szeroko opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.  W orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego jej ograniczanie powinno być traktowane jako absolutny wyjątek.

Standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne sprowadza się do następujących kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Tak zdefiniowany standard wolności zgromadzeń w całości podzielił Sąd Apelacyjny w Lublinie. W październiku 2018 r. uwzględnił on zażalenie RPO i organizatorów Marszu Równości w Lublinie na postanowienie Sądu Okręgowego w Lublinie ws. odwołania od decyzji prezydenta miasta zakazującej tego zgromadzenia.

XI.613.1.2019

Sąd uchylił zakaz marszu równości w Gnieźnie. Odwołania organizatora i RPO zasadne

Data: 2019-04-11
  • Sąd uchylił zakaz marszu równości 13 kwietnia 2019 r. w Gnieźnie, wydany przez prezydenta miasta
  • Powołał się on na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia, bo na ten dzień zgłoszono także 17 innych zgromadzeń, w tym przeciwników marszu
  • RPO wnosił o uchylenie zakazu jako niedopuszczalnego w świetle Konstytucji i Prawa o zgromadzeniach 
  • Sąd podzielił tę ocenę. Wskazał, że obowiązkiem władz jest zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom zgromadzenia 
  • Nie jest przy tym istotne, jak kontrowersyjne w odbiorze społecznym mają być manifestowane poglądy, o ile nie są sprzeczne z prawem

11 kwietnia 2019 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił decyzję prezydenta Gniezna Tomasza Budasza. Do sądu zaskarżył ją organizator marszu.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do tego postępowania. Adam Bodnar wniósł o uchylenie zakazu, przedstawiając obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję i prawo międzynarodowe oraz europejskie. W ocenie RPO prezydent miasta błędnie i bezpodstawnie przyjął, że wystarczającą podstawą zakazu może być fakt organizacji w tym samym dniu 17 innych zgromadzeń grup różniących się przekonaniami społeczno-politycznymi - ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. A to nie ze strony organizatorów i uczestników marszu miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia. 

Uzasadnienie sądu 

Sąd uznał, że decyzje o zakazie są nieprawidłowe i zostały wydane z naruszeniem art. 14 ust. 2 Praw o zgromadzeniach, art. 57 Konstytucji oraz art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. – Prezydent niewątpliwie ograniczył prawo wolności zgromadzeń - głosi uzasadnienie sądu. A ograniczenia te nigdy nie powinny się opierać na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach.

Oceniając, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu  ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, prezydent Gniezna powinien był się odnieść wyłącznie do organizatorów i uczestników tegoż zgromadzenia, a nie do przewidywanego zachowania osób trzecich. Tymczasem zakazał wszystkich zgłoszonych zgromadzeń o różnych celach, posługując się tą samą argumentacją do każdego z nich – uznał sąd.  

W jego ocenie, zarówno organizatorzy zgromadzeń premiujących tradycyjne wartości, jak i tych, których celem była ochrona praw człowieka, zostali potraktowani według zasady odpowiedzialności zbiorowej. Takie uzasadnienie zakazu, w świetle art. 57 Konstytucji i art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach, jest prawnie niedopuszczalne. Według sądu, decyzja prezydenta Gniezna prowadziła do naruszenia konstytucyjnej wolności wszystkich wnioskujących o zgromadzenia tego dnia.

Sąd podkreślił, że obowiązkiem władz jest zapewnienie bezpieczeństwa osobom uczestniczącym w zgromadzeniu, przy czym nie są istotne jak kontrowersyjne w odbiorze społecznym mają być manifestowane poglądy, o ile nie są sprzeczne z prawem.

Zdaniem sądu słusznie RPO zwrócił uwagę, że władze samorządowe dysponują środkami prawnymi, które mogłyby zapobiec zagrożeniom. Tymczasem prezydent wskazał jedynie, że znaczne siły policyjne zostaną 13 kwietnia skierowane do ochrony meczu piłki nożnej, przez co należyte zabezpieczenie zgromadzenia może zostać utrudnione. Nie odniósł się zaś do innych możliwości, np. zaangażowania straży miejskiej  i nie wyjaśnił, dlaczego jedynym środkiem zaradczym jest zakaz zgromadzenia.

Postanowienie sądu nie jest prawomocne. Stronom przysługuje prawo złożenia zażalenia w ciągu 24 godzin. Gdyby np. Prezydent Miasta Gniezna się na to zdecydował, to Sąd Apelacyjny miałby kolejne 24 godziny na rozpoznanie zażalenia.

Zgłoszenie zgromadzenia 

Organizator marszu 14 marca 2019 r. zawiadomił władze Gniezna o zamiarze zorganizowania 13 kwietnia przemarszu przez miasto 1000 osób w celu promocji praw człowieka, w tym praw osób nieheteronormatywnych i innych mniejszości  (z udziałem 10 wolontariuszy służby porządkowej). Tego samego dnia wpłynęło również 17 innych zawiadomień o zgromadzeniach na 13 kwietnia. 16 z nich deklarowało cele odmienne od marszu - zaplanowano je na jego trasie.

Komendant Powiatowy Policji w Gnieźnie wskazał, że organizacja zgromadzeń „potencjalnie niesie za sobą zagrożenie uszkodzenia lub zniszczenia mienia”, powołując się na udział w nich przedstawicieli grup społecznych o odmiennych światopoglądach. 4 kwietnia rozprawa administracyjna w Urzędzie Miejskim w Gnieźnie nie doprowadziła do zmiany miejsca lub czasu zgromadzeń.

Decyzją z 8 kwietnia prezydent Gniezna zakazał wszystkich zgromadzeń. Powołał się na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach.

Analiza decyzji prezydenta Gniezna

W ocenie Rzecznika prezydent Gniezna w nieuzasadniony sposób naruszył prawo do wolności zgromadzeń. Oceniając, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinien był się odnieść wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników tego marszu, nie zaś do przewidywanego zachowania osób trzecich, o skrajnie odmiennych poglądach.

Prezydent zakazał organizacji wszystkich zgromadzeń 13 kwietnia, posługując się tą samą argumentacją, bez wskazania, które zrzuty odnoszą się do poszczególnych organizatorów lub uczestników. - Oznacza to, że prezydent posłużył się de facto zasadą tzw. odpowiedzialności zbiorowej, obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za potencjalne zachowanie kontrmanifestantów - głosi pismo Adama Bodnara do sądu.

W świetle wykładni art. 57 Konstytucji i art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach takie uzasadnienie jest prawnie niedopuszczalne. Prezydent wskazał, że źródłem zagrożenia jest „eskalacja napięcia pomiędzy stronami konfliktu ideologicznego” pomiędzy uczestnikami wszystkich planowanych zgromadzeń. Jako jeden z powodów podał także odbywające się w czasie planowanych zgromadzeń mecze piłki nożnej, których uczestników ocenił jako agresywnych i “wypowiadających się w sposób negatywny o celach i ideach wyrażanych na jednym ze zgłoszonych zgromadzeń”.

Prezydent niesłusznie uznał, że dla sprawy nie ma znaczenia cel zgromadzenia - rozpowszechnianie praw człowieka, w tym praw osób nieheteronormatywnych i innych mniejszości oraz fundamentalnych zasad równości i poszanowania godności każdej osoby. Cel  może być istotny przy ocenie zachowania jego uczestników, zwłaszcza jeśli jest nim  promocja praw człowieka i ochrona przed dyskryminacją – podkreślił Rzecznik.

Według niego nie sposób uznać, by  zakaz był proporcjonalny i konieczny dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia. Władze samorządowe dysponują bowiem środkami prawnymi, które w razie potrzeby pozwoliłyby zapobiec zagrożeniom dla tych wartości. Tymczasem w uzasadnieniu prezydent wskazał, że znaczne siły policji będą skierowane w dniu zgromadzenia do ochrony meczu piłki nożnej w Poznaniu, przez co należyte zabezpieczenie zgromadzenia może zostać utrudnione.

Prezydent argumentował też, że organizatorzy marszu nie przewidzieli żadnej profesjonalnej ochrony, a jedynie 10 wolontariuszy, którzy nie zapewnią bezpieczeństwa w obliczu konfrontacji z wrogo nastawionymi osobami. Tymczasem to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia ochrony i bezpieczeństwa uczestnikom pokojowych demonstracji, w szczególności obywatelom wyrażającym poglądy niepopularne, należącym do mniejszości i podatnym na dyskryminację. Zagwarantowanie prawa do wolności zgromadzeń wiąże się zaś z aktywnością policji, która powinna zapewnić bezpieczeństwo. Organizatorzy marszu mogą odpowiadać wyłącznie za zachowanie uczestników swego zgromadzenia, a nie za ochronę uczestników przed zachowaniem kontrmanifestantów, kibiców piłki nożnej albo innych osób.

- W konsekwencji decyzji prezydenta Gniezna organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka nie mogą swobodnie korzystać z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki – brzmi konkluzja pisma RPO do sądu.

Argumentacja prawna RPO

Zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Stosownie do art. 32 Konstytucji RP wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te szeroko opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną EKPCz.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że poszanowanie wolności zgromadzeń nie może sprowadzać się wyłącznie do powstrzymania się od ingerencji, lecz obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności, co ma szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i podatnych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego jej ograniczanie powinno być traktowane jako absolutny wyjątek.

Standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne sprowadza się do następujących kwestiiZ:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Tak zdefiniowany standard wolności zgromadzeń w całości podzielił Sąd Apelacyjny w Lublinie. W październiku 2018 r. uwzględnił on zażalenie RPO i organizatorów Marszu Równości w Lublinie na postanowienie Sądu Okręgowego w Lublinie ws. odwołania od decyzji prezydenta miasta zakazującej tego zgromadzenia.

XI.613.1.2019

Zakaz marszu równości w Gnieźnie – niedopuszczalny. RPO przyłącza się do skargi organizatora

Data: 2019-04-09
  • Decyzja prezydenta Gniezna o zakazie marszu równości 13 kwietnia 2019 r. jest niedopuszczalna w świetle Konstytucji i Prawa o zgromadzeniach
  • Prezydent powołał się na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia, bo na ten dzień zgłoszono także 17 innych zgromadzeń, w tym przeciwników marszu
  • W ten sposób obarczył jego organizatorów i uczestników odpowiedzialnością za potencjalne zachowanie kontrmanifestantów – uznał RPO
  • A to władze są obowiązane zapewnić bezpieczeństwo pokojowych demonstracji, zwłaszcza obywatelom należącym do mniejszości i podatnym na dyskryminację

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Organizator marszu 9 kwietnia 2019 r. zaskarżył zakaz wydany przez prezydenta Gniezna Tomasza Budasza. Sąd ma 24 godzin na rozpoznanie odwołania. Od jego decyzji można byłoby się odwołać do Sądu Apelacyjnego, który też musiałby rozpoznać sprawę w 24 godziny. 

Adam Bodnar wniósł o uchylenie zakazu, przedstawiając obszerną argumentację prawną, z powołaniem się na Konstytucję i prawo międzynarodowe oraz europejskie. W ocenie RPO prezydent miasta błędnie i bezpodstawnie przyjął, że wystarczającą podstawą zakazu może być fakt organizacji w tym samym dniu 17 innych zgromadzeń grup różniących się przekonaniami społeczno-politycznymi - ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach. A to nie ze strony organizatorów i uczestników marszu miałoby dojść do ewentualnego zagrożenia.

Zgłoszenie zgromadzenia 

Organizator marszu 14 marca 2019 r. zawiadomił władze Gniezna o zamiarze zorganizowania 13 kwietnia przemarszu przez miasto 1000 osób w celu promocji praw człowieka, w tym praw osób nieheteronormatywnych i innych mniejszości  (z udziałem 10 wolontariuszy służby porządkowej). Tego samego dnia wpłynęło również 17 innych zawiadomień o zgromadzeniach na 13 kwietnia. 16 z nich deklarowało cele odmienne od marszu - zaplanowano je na jego trasie.

Komendant Powiatowy Policji w Gnieźnie wskazał, że organizacja zgromadzeń „potencjalnie niesie za sobą zagrożenie uszkodzenia lub zniszczenia mienia”, powołując się na udział w nich przedstawicieli grup społecznych o odmiennych światopoglądach. 4 kwietnia rozprawa administracyjna w Urzędzie Miejskim w Gnieźnie nie doprowadziła do zmiany miejsca lub czasu zgromadzeń.

Decyzją z 8 kwietnia prezydent Gniezna zakazał wszystkich zgromadzeń. Powołał się na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi albo mienia w znacznych rozmiarach,

Analiza decyzji Prezydenta Miasta Gniezna

W ocenie Rzecznika prezydent Gniezna w nieuzasadniony sposób naruszył prawo do wolności zgromadzeń. Oceniając, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinien był się odnieść wyłącznie do zachowania organizatorów i uczestników tego marszu, nie zaś do przewidywanego zachowania osób trzecich, o skrajnie odmiennych poglądach.

Prezydent zakazał organizacji wszystkich zgromadzeń 13 kwietnia, posługując się tą samą argumentacją, bez wskazania, które zrzuty odnoszą się do poszczególnych organizatorów lub uczestników. - Oznacza to, że prezydent posłużył się de facto zasadą tzw. odpowiedzialności zbiorowej, obarczając organizatorów i uczestników pokojowego zgromadzenia odpowiedzialnością za potencjalne zachowanie kontrmanifestantów - głosi pismo Adama Bodnara do sądu.

W świetle wykładni art. 57 Konstytucji i art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach takie uzasadnienie jest prawnie niedopuszczalne. Prezydent wskazał, że źródłem zagrożenia jest „eskalacja napięcia pomiędzy stronami konfliktu ideologicznego” pomiędzy uczestnikami wszystkich planowanych zgromadzeń. Jako jeden z powodów podał także odbywające się w czasie planowanych zgromadzeń mecze piłki nożnej, których uczestników ocenił jako agresywnych i “wypowiadających się w sposób negatywny o celach i ideach wyrażanych na jednym ze zgłoszonych zgromadzeń”.

Prezydent niesłusznie uznał, że dla sprawy nie ma znaczenia cel zgromadzenia - rozpowszechnianie praw człowieka, w tym praw osób nieheteronormatywnych i innych mniejszości oraz fundamentalnych zasad równości i poszanowania godności każdej osoby. Cel  może być istotny przy ocenie zachowania jego uczestników, zwłaszcza jeśli jest nim  promocja praw człowieka i ochrona przed dyskryminacją – podkreślił Rzecznik.

Według niego nie sposób uznać, by  zakaz był proporcjonalny i konieczny dla ochrony życia i zdrowia ludzi oraz mienia. Władze samorządowe dysponują bowiem środkami prawnymi, które w razie potrzeby pozwoliłyby zapobiec zagrożeniom dla tych wartości. Tymczasem w uzasadnieniu prezydent wskazał, że znaczne siły policji będą skierowane w dniu zgromadzenia do ochrony meczu piłki nożnej w Poznaniu, przez co należyte zabezpieczenie zgromadzenia może zostać utrudnione.

Prezydent argumentował też, że organizatorzy marszu nie przewidzieli żadnej profesjonalnej ochrony, a jedynie 10 wolontariuszy, którzy nie zapewnią bezpieczeństwa w obliczu konfrontacji z wrogo nastawionymi osobami. Tymczasem to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia ochrony i bezpieczeństwa uczestnikom pokojowych demonstracji, w szczególności obywatelom wyrażającym poglądy niepopularne, należącym do mniejszości i podatnym na dyskryminację. Zagwarantowanie prawa do wolności zgromadzeń wiąże się zaś z aktywnością policji, która powinna zapewnić bezpieczeństwo. Organizatorzy marszu mogą odpowiadać wyłącznie za zachowanie uczestników swego zgromadzenia, a nie za ochronę uczestników przed zachowaniem kontrmanifestantów, kibiców piłki nożnej albo innych osób.

- W konsekwencji decyzji prezydenta Gniezna organizatorzy pokojowej demonstracji, głoszącej hasła tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka nie mogą swobodnie korzystać z fundamentalnej wolności zgromadzeń ze względu na nieproporcjonalne, nieuzasadnione i nie znajdujące podstawy w ustawie przesłanki – brzmi konkluzja pisam RPO do sądu.

Stan prawny

Jak przypomina Rzecznik, zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym. Stosownie do art. 32 Konstytucji RP wszyscy maja prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli mogą one budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te szeroko opisano w aktach prawa międzynarodowego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną art. 11 ust. 1 EKPCz.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że na władzach ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu. Faktyczne poszanowanie wolności zgromadzeń nie może sprowadzać się wyłącznie do powstrzymania się od ingerencji, lecz obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności, co ma szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i podatnych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzeczeniu Bączkowski przeciwko Polsce ETPCz rozpatrywał zakaz Prezydenta Warszawy na Paradę Równości w 2005 r. Głównym powodem odmowy było to, że organizator nie przedstawił projektu organizacji ruchu, choć żadne oficjalny dokument takiego wymogu nie zawierał. W ocenie ETPCz naruszono art. 11, 13 i 14 EKPCz. Uznł, że można przypuszczać, że rzeczywistą przyczyną odmowy była niechęć lokalnych władz do środowiska osób homoseksualnych.

W doktrynie podkreśla się, że z orzeczenia w sprawie Bączkowski przeciwko Polsce wynikają pozytywne obowiązki władzy publicznej wobec osób głoszących niepopularne poglądy lub należących do mniejszości, jako grup bardziej narażonych na wiktymizację. ETPCz pośrednio włączył mniejszości seksualne do tych grup społecznych, które wymagają szczególnej ochrony.

W bogatym orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego też wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności. Przesłanek wydania zakazu organizacji zgromadzeń zawartych w art. 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach nie można interpretować rozszerzająco. Wykładnia przesłanki z art. 14 pkt 2 ustawy - Prawo o zgromadzeniach musi uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu, wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego.

Ograniczanie wolności zgromadzeń powinno być traktowane jako absolutny wyjątek, co wskazuje na potrzebę zawężającej interpretacji wszelkich ograniczeń dotyczących swobodnego i pokojowego zgromadzania się, a każdy zakaz odbycia zgromadzenia musi być w sposób przekonywujący uzasadniony. Ograniczenia wolności zgromadzeń nigdy też nie powinny opierać się na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach. Ewentualny zakaz organizacji zgromadzenia nie powinien być podejmowany bez oceny stopnia zagrożenia, zakończonej wnioskiem o wysokim prawdopodobieństwie jego wystąpienia. W przypadku konfliktu konstytucyjnie gwarantowanej wolności zgromadzeń z innymi prawami, takimi jak bezpieczeństwo czy porządek publiczny, wolność zajmuje pozycję równorzędną.

Ocena, czy odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, musi odnosić się do organizatorów i uczestników zgromadzenia, a nie do osób niechętnych zgromadzeniu. Przy dokonywaniu tej oceny zachowania uczestników zgromadzenia w świetle art. 14 pkt. 2 ustawy - Prawo o zgromadzeniach, cel zgromadzenia może być istotny. Niedopuszczalne jest uzależnienie możliwości realizacji wolności zgromadzeń od reakcji przeciwników zgromadzenia.

W wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 r.  uznano, że „ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa (wolności zgromadzeń) nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego  zgromadzenia”. TK podkreślił, że na władzy ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, bez względu na stopień kontrowersyjności przedstawianych przez nich poglądów, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Reasumując, standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne można sprowadzić do następujących kwestii:

  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich, a cel zgromadzenia może być przy dokonywaniu tej oceny istotny,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Tak zdefiniowany standard wolności zgromadzeń w całości podzielił Sąd Apelacyjny w Lublinie. W październiku 2018 r. uwzględnił on zażalenie RPO i organizatorów Marszu Równości w Lublinie na postanowienie Sądu Okręgowego w Lublinie ws. odwołania od decyzji prezydenta miasta zakazującej tego zgromadzenia.

XI.613.1.2019

Sąd przyznał zadośćuczynienie od państwa bezprawnie zatrzymanemu 11 listopada 2017 r.

Data: 2019-03-28
  • 4 tys. zł zadośćuczynienia za niezasadne zatrzymanie przez policję sąd przyznał uczestnikowi kontrmanifestacji przeciw Marszowi Niepodległości w 2017 r.
  • Sąd uznał, że pana Tadeusza pozbawiono wolności bez żadnej podstawy prawnej. Działania policji sąd ocenił jako naganne i niedopuszczalne w świetle obowiązujących przepisów
  • Wbrew wymogom prawa policja nie poinformowała pana Tadeusza o przyczynach zatrzymania i o przysługujących mu prawach, w tym - do kontaktu z adwokatem; nie sporządziła też protokołu z zatrzymania
  • Rzecznik Praw Obywatelskich już wcześniej wskazywał na niezasadność zatrzymania grupy, w której był pan Tadeusz

Pan Tadeusz był jednym z uczestników pokojowej pikiety w Warszawie 11 listopada 2017 r. przeciw Marszowi Niepodległości. Wraz innymi osobami należącymi do Stowarzyszenia „Obywatele RP” przebywał przy Skwerze Wisłockiego, między ulicami Smolną a Al. Jerozolimskimi.  Około godz. 14.40 wraz z innymi osobami został zatrzymany przez policję, która uznała, że  protestujący są za blisko przemarszu i wezwała ich do opuszczenia tego miejsca. Funkcjonariusze dokonali prewencyjnych zatrzymań pod pretekstem legitymowania. Wobec pana Tadeusza użyto siły fizycznej i chwytów z uwagi na bierny opór. Został odprowadzony do policyjnego samochodu, a następnie przewieziony do komisariatu.

Spędził tam ponad dwie godziny. Przez ten czas nie mógł opuścić budynku. Nie mógł też skontaktować się z nikim z zewnątrz. Policjanci nie przesłuchali go; nie przedstawili mu żadnych zarzutów; nie sporządzili protokołu zatrzymania, nie pouczyli o przysługujących mu prawach. Nie został nawet wylegitymowany. W końcu został wypuszczony.

Pan Tadeusz zażalił się na zatrzymanie. Zażalenie na zatrzymanie w dniu 11 listopada 2017 r. złożone zostało przez adwokata będącego obrońcą pana Tadeusza w tej sprawie. Sąd Rejonowy dla Warszawy - Śródmieścia uznał, że zatrzymanie było bezzasadne i nieprawidłowe, jednakże legalne. Policja przekazała sądowi, że nie sporządzono protokołu zatrzymania, gdyż nie był on osobą zatrzymaną w rozumieniu art. 244 § 1 k.p.k. ani art. 45 § 1 k.p.o.w. Sąd uznał jednak, że czynności nosiły cechy zatrzymania w rozumieniu art. 244 § 1 k.p.k. i że nie został on wylegitymowany w rozumieniu art. 15 ust. 1 pkt 1 ustawy o Policji. Prokuratura odmówiła śledztwa ws. tego bezzasadnego zatrzymania.

Wniosek do sądu i wyrok I instancji 

Adwokat pana Tadeusza wystąpił do Sądu Okręgowego w Warszawie o zasądzenie od Skarbu Państwa na jego rzecz kwoty 20 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę wynikłą z niewątpliwie niesłusznego, bezzasadnego i nieprawidłowego zatrzymania.

Prokurator wniósł o oddalenie wniosku, dowodząc że zatrzymanie było związane z wykroczeniem. W związku z tym wniosek złożono po ustawowym terminie.

21 sierpnia 2018 r. sąd okręgowy zasądził panu Tadeuszowi 4 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd  nie zgodził się z prokuratorem, że zatrzymanie było związane z wykroczeniem. Sama policja podawała bowiem, że wobec pana Tadeusza nie można stosować Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

Sąd uznał, że skoro wnioskodawca został pozbawiony wolności, to czynności przekroczyły zakres wylegitymowania. Na miejscu nie został on wezwany do okazania dowodu osobistego, został zabrany do policyjnego samochodu i przewieziony do jednostki policji. Zatem bez żadnej podstawy prawnej został pozbawiony wolności.

- Podstawowym warunkiem legalizującym zatrzymanie jest uzasadnione przypuszczenie, że określona osoba popełniła przestępstwo - podkreślił sąd. Prawo przewiduje obowiązek natychmiastowego poinformowania zatrzymanego o przyczynach zatrzymania i o przysługujących mu prawach, a także obowiązek wysłuchania go – powinno to nastąpić już przy zatrzymaniu. Pouczenie o prawach powinno zaś obejmować informację o możliwości:

  • skontaktowania się z adwokatem;
  • żądania powiadomienia o zatrzymaniu osób najbliższych lub zakładu pracy;
  • wystąpienia z zażaleniem do sądu na zatrzymanie;
  • wypowiedzenia się co do przyczyn zatrzymania.

Sąd powołał się też na ustawowy wymóg sporządzenia protokołu zatrzymania, w którym powinny być m.in. podane przyczyna zatrzymania i  przestępstwo, o  jakie podejrzewa się zatrzymanego.  W tej zaś sprawie doszło do zatrzymania, które było bezzasadne i nieprawidłowe. - Przeprowadzone przez funkcjonariuszy policji czynności należy w tym zakresie uznać za stanowczo naganne i niedopuszczalne w świetle obowiązujących przepisów – uznał sąd.

Według sądu kwota 20 tys. zł  jest zbyt wygórowana, a za adekwatną uznał 4 tys. zł. Uzasadnił to tym, że wnioskodawca, występując z transparentami w ramach działalności Obywateli RP, liczył się z możliwością zatrzymania. Ponadto za swą działalność był już kilkukrotnie zatrzymywany, zatem sam fakt zatrzymania w tej sprawie „nie mógł być dla niego aż tak wielkim i nieprzewidywalnym szokiem”.

Apelacja prokuratury i wyrok II instancji 

Apelację złożył prokurator, kwestionując wysokość przyznanego zadośćuczynienia jako nieadekwatną do cierpień, przeżyć i krzywd wnioskodawcy. Wniósł o obniżenie tej kwoty do 2 tys. zł.

Sąd Apelacyjny w Warszawie 11 lutego 2019 r. utrzymał wyrok I instancji. Podkreślił, że:

  • każdemu zapewnia się niezbywalne prawo nietykalności osobistej i wolności osobistej. Pozbawienie lub ograniczenie wolności może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonym w ustawie,
  • każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia wolności,
  • o pozbawieniu wolności należy powiadomić niezwłocznie rodzinę lub osobę wskazaną przez pozbawionego wolności,
  • każdy zatrzymany powinien być niezwłocznie i w sposób zrozumiały dla niego poinformowany o przyczynach zatrzymania oraz należy umożliwić mu wypowiedzenie się co do przyczyn zatrzymania. Osoba zatrzymana ma również prawo do kontaktu z adwokatem.

Sąd podkreślił, że tych uprawnień pan Tadeusz został pozbawiony. Zwiększało  to - w porównaniu ze „zwykłym” zatrzymaniu procesowym - jego niepewność co do dalszego losu, wzmagając poczucie krzywdy. 

Działania RPO w sprawie działań policji 11 listopada 2017 r. 

Rzecznik podjął wcześniej działania ws. reakcji policji na takie zdarzenia podczas marszu, jak: wznoszenie okrzyków i niesienie transparentów, których treść mogła być  przestępstwem (np. nawoływania do waśni narodowościowych czy przestępstw), agresywne zachowania uczestników wobec osób prezentujących hasła antyfaszystowskie oraz używanie materiałów pirotechnicznych. Ponadto RPO badał działania policji wobec kontrmanifestantów, których część zatrzymano.

W ocenie RPO policjanci w szerokim zakresie naruszyli prawa i wolności obywatelskie w związku z Marszem Niepodległości w 2017 r. w stolicy. Nie reagowali bowiem na powszechne używanie materiałów pirotechnicznych podczas marszu. Podjęli zaś sprzeczne z prawem działania wobec osób manifestujących inne poglądy niż uczestnicy marszu - różnicując swe reakcje wobec obu grup. Rzecznik wystąpił do Komendanta Głównego Policji o ustalenie osób odpowiedzialnych i wyciągnięcie wobec nich konsekwencji.

Precedensowy wyrok w sprawie obniżki świadczeń byłego funkcjonariusza służb PRL

Data: 2019-03-11
  • Funkcjonariusz SB, który w latach 80. współpracował z opozycją i Kościołem, ma mieć przywróconą emeryturę na wcześniejszych, korzystniejszych zasadach - orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie
  • Sąd uwzględnił odwołanie Augustyna Skitka od decyzji Dyrektora Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA o obniżce świadczeń, na podstawie ustawy „represyjnej”  z 2016 r. 
  • Do sprawy przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich, który ma wiele wątpliwości konstytucyjnych wobec tej ustawy 

Precedensowy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 4 marca 2019 r.  nieprawomocnie rozstrzyga, że Augustyn Skitek w ogóle nie powinien zostać objęty przepisami tej ustawy. Udowodnił on bowiem już pod rządami poprzednio obowiązującej ustawy tzw. dezubekizacyjnej, że przed rokiem 1990 - bez wiedzy przełożonych - podjął współpracę i czynnie wspierał osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego (podobnie jak dwaj jego koledzy - Tadeusz Klimanowski i Krzysztof Kęski).

Sąd Okręgowy w Warszawie zawiesił 7844 (stan na 31 stycznia 2019 r.) z niemal 24 tys. postępowań w sprawie odwołań od decyzji  ZER MSWiA - w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego, do którego zwrócił się sąd z pytaniem prawnym. Sąd ten wystąpił do Sądu Apelacyjnego w Warszawie o wyznacznie innego sądu w ok. 6 tys. sprawach, z czego niemal 400 wniosków uznano za bezzasadne.

Tymczasem w ocenie RPO sprawy mogą zostać rozstrzygnięte przez sądy niezależnie od wyniku postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz niezależnie od tego, czy i w jakim składzie (a w szczególności, czy w składzie konstytucyjnie legitymowanym) będzie on orzekał. 

Zakresem pytania prawnego sądu  do TK (sygn. akt P 4/18) nie jest bowiem objęta kwestia, czy taka sprawa jak np. sprawa Augustyna Skitka, dotycząca obniżenia emerytury, została załatwiona przez organ rentowy zgodnie ze standardem wyznaczonym przez art. 1 Protokołu Nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

W ocenie Rzecznika nowelizacja ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym 16 grudnia 2016 r. wprowadziła korzystniejszy tryb ustalania wysokości świadczenia wobec funkcjonariuszy współpracujących z osobami lub organizacjami działającymi na rzecz niepodległości Państwa Polskiego. Okres tej współpracy nie ma aktualnie żadnego znaczenia dla wysokości świadczenia. O tym, czy funkcjonariusz podlega pod rygory ustawy, decyduje sam fakt czynnej współpracy, a informacje o takiej współpracy znajdują się m.in. w prawomocnych wyrokach sądowych. We wcześniejszych postępowaniach sądowych (po nowelizacji ustawy zaopatrzeniowej w 2009 r.) stroną był Dyrektor ZER MSWiA. Oznacza to, że orzeczenia takie powinny znajdować się w aktach emerytalno-rentowych świadczeniobiorców.

Trzej esbecy ostrzegali Kościół

Do Rzecznika zwrócili się o pomoc trzej byli funkcjonariusze wydziału IV SB (zwalczającego Kościół katolicki). W latach 80. XX w. udzielali oni  Kościołowi katolickiemu i zdelegalizowanemu NSZZ „Solidarność” tajnych informacji o działaniach SB, takich  jak: podsłuchy księży, inwigilacja korespondencji, planowane prowokacje podczas pielgrzymek oraz „plany eliminacji duchownych”. W 1990 r. wszyscy trzej zostali funkcjonariuszami Urzędu Ochrony Państwa, jako pozytywnie zweryfikowani. 

Po uchwaleniu w 2009 r. przez Sejm pierwszej ustawy „dezubekizacyjnej”, funkcjonariusze ci wystąpili do sądów.  Uznały one, że przed rokiem 1990 r. czynnie wspierali oni osoby i organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego w rozumieniu art. 15b ust. 3 i 4 ustawy. Na tej podstawie Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA nie obniżył wówczas ich emerytur. Stało się to zaś na podstawie nowej ustawy z 2016 r.

Nowa ustawa obniżyła ich emerytury

Nowa ustawa „represyjna” uchwalona 16 grudnia 2016 r. zmieniła zapisy poprzedniej. Nie odwołują się już one do służby w organach bezpieczeństwa państwa z  ustawy lustracyjnej, ale przywołują „służbę na rzecz totalitarnego państwa”. Niemniej jednak w zakresie dotyczącym funkcjonariuszy wydziału IV SB, zakres podmiotowy pokrywa się z ustawą lustracyjną - wskazuje RPO.

Według obecnych przepisów świadczenia nie obniża się, jeżeli dana osoba udowodni, że przed 1990 r., bez wiedzy przełożonych, podjęła współpracę i czynnie wspierała osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego. Dowodem może być szczególności wyrok skazujący, choćby nieprawomocny, za działalność polegającą na podjęciu, bez wiedzy przełożonych, czynnej współpracy z osobami lub organizacjami działającymi na rzecz niepodległości Państwa Polskiego w okresie służby na rzecz totalitarnego państwa.

Przed październikiem 2017 r. (gdy nowa ustawa weszła w życie) organ emerytalno-rentowy robił to wyłącznie na żądanie wnioskodawcy. Obecnie niejako z urzędu powinien on wziąć pod uwagę, będące w jego dyspozycji dowody, w tym np. prawomocne orzeczenia sądowe - uważa Rzecznik.

MSWiA nie zmienia zdania

Tymczasem MSWiA w odpowiedzi na interpelację poselską nr 14750  (w sprawie tych trzech funkcjonariuszy) stwierdził, że wyroki sądów zmieniające decyzje organu emerytalnego i nakazujące przeliczenie okresu służby w organach bezpieczeństwa państwa po 2,6% podstawy wymiaru, nie stanowią dla organu emerytalnego podstawy odstąpienia od ponownego ustalenia wysokości świadczeń. Takie stanowisko, w opinii Rzecznika, jest nieuprawnione.

Dla oceny czy funkcjonariusz podlega pod rygory ustawy w aktualnym stanie prawnym wystarczające jest udowodnienie faktu współpracy i czynnego wspierania osób lub organizacji działających na rzecz niepodległości Państwa Polskiego. W ocenie Rzecznika wystarczającym dowodem na stwierdzenie tego faktu jest treść prawomocnych wyroków sądowych w sprawach, w których sąd doliczył funkcjonariuszom w pełnym wymiarze okresy służby w latach 1944–1990 w trybie art. 15b ust. 3 i 4 poprzedniej ustawy.

RPO: wyroki powinny przesądzać sprawę

Zdaniem RPO, wbrew twierdzeniom MSWiA, wyroki sądów zmieniające decyzje organu emerytalnego i nakazujące przeliczenie okresu służby w organach bezpieczeństwa państwa po 2,6% podstawy wymiaru, powinny zatem być podstawą dla organu do odstąpienia od ponownego ustalenia wysokości świadczeń emerytalnych. Przesądzają one bowiem o fakcie współpracy i czynnego wspierania osób lub organizacji działających na rzecz niepodległości.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do ministra Joachima Brudzińskiego o weryfikację jego stanowiska oraz spowodowanie uchylenia decyzji Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA wobec osób wskazanych w interpelacji.

W interpelacji tej poseł Jarosław Porwich pisał, że osobą informowaną przez tych oficerów był m.in. nieżyjący już kapelan gorzowskiej Solidarności, odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, ks. prałat Witold Andrzejewski. Na potwierdzenie tej współpracy zeznawał on przed sądami w charakterze świadka oraz złożył w Instytucie Pamięci Narodowej stosowne oświadczenie. Fakt współpracy potwierdzony został prawomocnymi wyrokami Sądu Okręgowego i Sądu Apelacyjnego w Warszawie (2013, 2014) oraz Sądu Apelacyjnego w Szczecinie (2014) - głosiła interpelacja.

Rzecznik wnosił o zmianę ustawy

Do RPO wpłynęło ponad 1,5 tys. wniosków od osób objętych tzw. ustawą represyjną - nie tylko byłych funkcjonariuszy PRL, ale także wdów i sierot po nich. Były też wśród nich osoby z niepełnosprawnościami, którym w wyniku nowych przepisów obniżono świadczenia.

Według Rzecznika zakres podmiotowy i przedmiotowy ustawy zakreślono zbyt szeroko. Ustalenie wysokości świadczenia b. funkcjonariuszom PRL na podstawie nowych przepisów jest np. mniej korzystne niż ustalenie prawa do emerytury funkcjonariuszom prawomocnie skazanym za przestępstwa. 

W lutym 2018 r. RPO zwrócił się do MSWiA o rozważenie zmiany ustawy.

WZF.7060.1547.2017

 

Sąd oddalił apelację RPO w procesie cywilnym ws. śmierci uczniów w Tatrach w 2003 r.

Data: 2019-02-08
  • Pan Andrzej w 2003 r  stracił dwóch synów w lawinie w Tatrach. Pozwał o zadośćuczynienie za ich śmierć nauczyciela-organizatora tragicznej wycieczki licealnej, szkolny klub sportowy oraz miasto Tychy
  • Sąd przyznał powodowi tylko częściowe zadośćuczynienie od nauczyciela i klubu, ale oddalił roszczenie wobec miasta, które prowadziło liceum
  • Apelację powoda wsparł RPO, kwestionując uznanie przez sąd przedawnienia roszczeń wobec miasta
  • Sąd Apelacyjny w Katowicach oddalił obie apelacje

Od tego prawomocnego wyroku można jeszcze złożyć skargę kasacyjną  do Sądu Najwyższego.

Historia sprawy

W tragicznej wycieczce  licealistów z Tych na Rysy 28 stycznia 2003 r. pod lawiną zginęło osiem osób, w tym dwóch synów pana Andrzeja.

W 2006 r. nauczyciel geografii i prezes szkolnego klubu sportowego w  LO im. Leona Kruczkowskiego Mirosław Sz., który w ramach klubu zorganizował wycieczkę, został uznany za winnego „umyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa zdrowia i życia wielu osób”. Nie mając bowiem uprawnień  do prowadzenia górskich wycieczek dzieci, poprowadził wyprawę w niebezpiecznych okolicznościach, podczas pogarszających się warunków atmosferycznych.  Sz. został prawomocnie skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Wyrok karny otworzył drogę do roszczeń cywilnych.

Pan Andrzej złożył pozew o kilkaset tysięcy zł zadośćuczynienia od Mirosława Sz., klubu sportowego i miasta Tychy. 14 grudnia 2017 r. Sąd Okręgowy w Katowicach oddalił powództwo wobec Starostwa Powiatowego w Tychach z powodu upływu trzyletniego okresu przedawnienia. Sąd przyznał zaś powodowi 140 tys. zł zadośćuczynienia -  po połowie od Mirosława Sz. i od klubu.

Oddalając powództwo wobec miasta, sąd stwierdził, że klub miał osobowość prawną, a cała wyprawa została zorganizowana przez pozwanego działającego jako prezesa klubu.

Co prawda Mirosław Sz. uważał, że wycieczkę organizuje jako przedstawiciel szkoły, bo na taki przepis się powołał (rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 8 listopada 2001 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki krajoznawstwa i turystyki). Sąd jednak zauważył, że Mirosław Sz. przyjął złą podstawę organizacyjną. Powinien był posłużyć się innym rozporządzeniem (MEN z dnia 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej). A z niego wynika, że organizatorami wycieczki mogła być nie tylko szkoła, ale też klub. W ocenie sądu wykluczyło to odpowiedzialność miasta, zwłaszcza że klub miał osobowość prawną.

Sąd uznał też, że wedle art. 429 Kodeksu cywilnego „kto powierza wykonanie czynności drugiemu, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną przez sprawcę przy wykonywaniu powierzonej mu czynności, chyba że nie ponosi winy w wyborze albo że wykonanie czynności powierzył osobie, przedsiębiorstwu lub zakładowi, które w zakresie swej działalności zawodowej trudnią się wykonywaniem takich czynności”.

Sąd przypomniał, że „odpowiedzialność powierzającego wykonanie czynności drugiemu jest bowiem samodzielna i niezależna od odpowiedzialności sprawcy bezpośredniego. Jest to odpowiedzialność na zasadzie winy za czyn własny oraz na zasadzie ryzyka za zawinione czyny cudze”.

Argumenty RPO

Rzecznik poparł apelację ojca wobec władz miasta (nie wypowiadał się co do wysokości zasądzonego zadośćuczynienia).

Rzecznik zwracał uwagę, że sąd nie wyjaśnił, dlaczego zastosowanie innego rozporządzenia do organizacji wycieczki przesądza o wykluczeniu odpowiedzialności miasta za tragedię pod Rysami. Na tę wycieczkę wyraziła zgodę dyrekcja szkoły (i nie ma znaczenia, że rozporządzenie z 1997 r. nie mówi o takiej zgodzie, a to z 2001 – już tak). Należy przyjąć współodpowiedzialność Miasta Tychy jako organu prowadzącego szkołę  – uznał Rzecznik. - To, że klub ma osobowość prawną, nie stoi na przeszkodzie  odpowiedzialności także miasta.

Skoro pozwany Mirosław Sz. był nauczycielem w liceum, to w kwestiach odpowiedzialności za szkody wyrządzone w ramach pełnionych przez niego funkcji, należy go uważać za funkcjonariusza samorządu terytorialnego.

Co do przedawnienia roszczenia przeciwko Tychom sąd odwołał się do stanowiska Sądu Najwyższego z 20 lipca 2017 r. Całkowicie jednak pominął ustaloną do tej pory linię orzeczniczą w kwestii wydłużenia terminu przedawnienia roszczeń skierowanych nie bezpośrednio do sprawcy, ale do innych podmiotów odpowiadających za szkodę przezeń  wyrządzoną. Np. w wyroku z 2005 r. SN wskazał, że zaostrzony reżim odpowiedzialności na zasadzie ryzyka rozszerza odpowiedzialność prowadzącego przedsiębiorstwo tak dalece, że odpowiada on zarówno za zawinione wyrządzenie szkody, jak i w braku takiego zawinienia. Uznał, że art. 442 § 2 Kc  będzie mieć  zastosowanie wówczas, gdy szkoda spowodowana zostanie przestępstwem - niezależnie od tego, czy poszkodowany skieruje swoje roszczenie przeciwko sprawcy przestępstwa, czy przeciwko innej osobie odpowiedzialnej za szkodę.

Sąd Apelacyjny w Katowicach nie podzielił stanowiska RPO w kwestii przedawnienia. Sąd oddalił obie apelacje, utrzymując wyrok I instancji.

VII.501.43.2018

 

RPO przyłączył się do procesu cywilnego związanego ze śmiercią uczniów w Tatrach w 2003 r.

Data: 2018-12-17
  • Pan Andrzej w 2003 r  stracił dwóch synów w lawinie w Tatrach. Pozwał o zadośćuczynienie za ich śmierć nauczyciela-organizatora tragicznej wycieczki licealnej, szkolny klub sportowy oraz miasto Tychy
  • Sąd przyznał powodowi tylko częściowe zadośćuczynienie od nauczyciela i klubu, ale oddalił roszczenie wobec miasta, które prowadziło liceum
  • Apelację powoda wsparł RPO, kwestionując uznanie przez sąd przedawnienia roszczeń wobec miasta
  • Dla odpowiedzialności miasta znaczenie ma fakt zgody dyrektor szkoły na tę wycieczkę – wskazuje Rzecznik

18 grudnia 2018 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach o godz. 13.30 rozpozna apelację w tej sprawie.

Historia sprawy

W tragicznej wycieczce licealistów z Tych na Rysy 28 stycznia 2003 r. pod  lawiną zginęło osiem osób, w tym dwóch synów pana Andrzeja.

W 2006 r.  nauczyciel geografii i prezes szkolnego klubu sportowego w  LO im. Leona Kruczkowskiego Mirosław Sz., który w ramach klubu zorganizował wycieczkę, został uznany za winnego „umyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa zdrowia i życia wielu osób”. Nie mając bowiem uprawnień  do prowadzenia górskich wycieczek dzieci, poprowadził wyprawę w niebezpiecznych okolicznościach, podczas pogarszających się warunków atmosferycznych.  Sz. został prawomocnie skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Wyrok karny otworzył drogę do roszczeń cywilnych.

Pan Andrzej złożył pozew o kilkaset tysięcy zł zadośćuczynienia od Mirosława Sz., klubu sportowego i miasta Tychy. 14 grudnia 2017 r. Sąd Okręgowy w Katowicach oddalił powództwo wobec Starostwa Powiatowego w Tychach z powodu upływu trzyletniego okresu przedawnienia. Sąd przyznał zaś powodowi 140 tys. zł zadośćuczynienia -  po połowie od Mirosława Sz. i od klubu.

Oddalając powództwo wobec miasta, sąd stwierdził, że klub miał osobowość prawną, a cała wyprawa została zorganizowana przez pozwanego działającego jako prezesa klubu.

Co prawda Mirosław Sz. uważał, że wycieczkę organizuje jako przedstawiciel szkoły, bo na taki przepis się powołał (rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 8 listopada 2001 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki krajoznawstwa i turystyki). Sąd jednak zauważył, że Mirosław Sz. przyjął złą podstawę organizacyjną. Powinien był posłużyć się innym rozporządzeniem (MEN z dnia 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej). A z niego wynika, że organizatorami wycieczki mogła być nie tylko szkoła, ale też klub. W ocenie sądu wykluczyło to odpowiedzialność miasta, zwłaszcza że klub miał osobowość prawną.

Sąd uznał też, że wedle art. 429 Kodeksu cywilnego „kto powierza wykonanie czynności drugiemu, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną przez sprawcę przy wykonywaniu powierzonej mu czynności, chyba że nie ponosi winy w wyborze albo że wykonanie czynności powierzył osobie, przedsiębiorstwu lub zakładowi, które w zakresie swej działalności zawodowej trudnią się wykonywaniem takich czynności”.

Sąd przypomniał, że „odpowiedzialność powierzającego wykonanie czynności drugiemu jest bowiem samodzielna i niezależna od odpowiedzialności sprawcy bezpośredniego. Jest to odpowiedzialność na zasadzie winy za czyn własny oraz na zasadzie ryzyka za zawinione czyny cudze”.

Argumenty RPO

Rzecznik popiera apelację ojca wobec władz miasta. Rzecznik nie wypowiada się co do wysokości zasądzonego zadośćuczynienia.

Rzecznik zwraca uwagę, że sąd nie wyjaśnił, dlaczego zastosowanie innego rozporządzenia do organizacji wycieczki przesądza o wykluczeniu odpowiedzialności miasta za tragedię pod Rysami. Na tę wycieczkę wyraziła zgodę dyrekcja szkoły (i nie ma znaczenia, że rozporządzenie z 1997 r. nie mówi o takiej zgodzie, a to z 2001 – już tak). Należy przyjąć współodpowiedzialność Miasta Tychy jako organu prowadzącego szkołę  – uznał Rzecznik. - To, że klub ma osobowość prawną, nie stoi na przeszkodzie  odpowiedzialności także miasta.

Skoro pozwany Mirosław Sz. był nauczycielem w liceum, to w kwestiach odpowiedzialności za szkody wyrządzone w ramach pełnionych przez niego funkcji, należy go uważać za funkcjonariusza samorządu terytorialnego.

Co do przedawnienia roszczenia przeciwko Tychom sąd odwołał się do stanowiska Sądu Najwyższego z 20 lipca 2017 r. Całkowicie jednak pominął ustaloną do tej pory linię orzeczniczą w kwestii wydłużenia terminu przedawnienia roszczeń skierowanych nie bezpośrednio do sprawcy, ale do innych podmiotów odpowiadających za szkodę przezeń  wyrządzoną. Np. w wyroku z 2005 r. SN wskazał, że „zaostrzony reżim odpowiedzialności na zasadzie ryzyka rozszerza odpowiedzialność prowadzącego przedsiębiorstwo tak dalece, że odpowiada on zarówno za zawinione wyrządzenie szkody, jak i w braku takiego zawinienia. Uznał, że art. 442 § 2 Kc  będzie mieć  zastosowanie wówczas, gdy szkoda spowodowana zostanie przestępstwem - niezależnie od tego, czy poszkodowany skieruje swoje roszczenie przeciwko sprawcy przestępstwa, czy przeciwko innej osobie odpowiedzialnej za szkodę.

VII.501.43.2018

Sprawa marszu w Hajnówce wraca do śledztwa. Sąd uznał zażalenie RPO

Data: 2018-12-13
  • Sąd uchylił decyzję o umorzeniu dochodzenia w sprawie m.in. propagowania rasizmu i faszystowskiego ustroju państwa podczas „Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych" w Hajnówce  w lutym 2018 r.
  • Do sądu odwołał się RPO, który wskazywał na błędy i wybiórczą ocenę zdarzeń w decyzji o umorzeniu
  • Rzecznik podkreślał, że „krzyż celtycki” nie jest już wpisanym  do rejestru sądowego symbolem Narodowego Odrodzenia Polski - jak stwierdzono w decyzji o umorzeniu
  • Brak było też podstaw do uznania, że „trupią główkę” prezentowano nie jako symbol „SS-Totenkopf”, ale jako odznakę honorową Narodowego Zjednoczenia Wojskowego 

13 grudnia 2018 r. sąd w Hajnówce uwzględnił zażalenie Rzecznika Praw Obywatelskich, który wniósł, aby sprawę zwrócić prokuraturze.

"Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych" przeszedł ulicami Hajnówki przeszedł 24 lutego 2018 r. Jego uczestnicy prezentowali symbole „krzyża celtyckiego", „falangi”  oraz odznaki trupiej główki z piszczelami (tzw. „Totenkopf"), wraz z literami ŚWO („Śmierć Wrogom Ojczyzny”). Wznosili też okrzyki na cześć Romualda Rajsa ps. „Bury", dowódcy oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego działającego po 1945 r. na Podlasiu (w 1946 r. dokonywał on "czystek" na ludności wyznania prawosławnego – ich ofiarą padło kilkadziesiąt osób, w  tym kobiety i dzieci).

Zawiadomienie RPO; działania policji 

7 marca 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw: publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa, znieważenia mieszkających w Hajnówce osób wyznania prawosławnego poprzez gloryfikowanie „Burego” oraz pochwalanie jego przestępstw . W lutym 2018 r. Adam Bodnar spotykał się z mieszkańcami Podlasia i usłyszał, jak bolesnym doświadczeniem był ten marsz.

14 września 2018 r. wydział kryminalny Komendy Miejskiej Policji KMP  w Białymstoku umorzył dochodzenie, uznając, że „czyny nie zawierają znamion czynu zabronionego”. Decyzję zatwierdziła Prokuratura Rejonowa w Białymstoku.

Art. 256 przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 dla tego, kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Według art. 257, kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 255 par. 3 stanowi, że kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Powody umorzenia sprawy

1.Historyczny rodowód odznaki z „trupią główką”

W postanowieniu o umorzeniu dochodzenia podkom. Wojciech Sztabiński napisał, że w 1945 r. Komendant Okręgu w Białymstoku Narodowego Zjednoczenia Wojskowego mjr. Jan Szklarek ps. „Kotowicz" wprowadził do użytku odznakę składającą się z „tarczy piastowskiej", „trupiej główki" i liter ŚWO.  - Brak jest wizerunku wzorcowego tej odznaki. Użyta w niej trupia główka wyglądem swoim przypomina odznakę „Totenkopf”, używaną wyłącznie przez formacje niemieckie „SS" - głosi uzasadnienie umorzenia.

2.Niejednoznaczność postaci „Burego”

Podkreślono w nim, że „Bury" jest osobą niejednoznaczną.  IPN w śledztwie S 28/02/Zi dokonał ustaleń  potwierdzających, iż w styczniu i lutym 1946 r. Romuald Rajs jako dowódca 3 Wileńskiej Brygady NZW miał dopuścić się zbrodni przeciwko ludności wyznania prawosławnego, gdzie na terenie powiatu Bielsk Podlaski zabitych zostało co najmniej 70 osób, w tym kobiety i  dzieci (w wieku 6 miesięcy, 3 i 5 lat). - W okresie I I Wojny Światowej był on jednak żołnierzem Armii Krajowej, do oddziałów partyzanckich przyłączył się we wrześniu 1945 r. Niewątpliwie był żołnierzem biorącym udział w walkach zbrojnych w czasie wojny jak i po jej zakończeniu, walcząc o wolną i suwerenną Polskę - stwierdza uzasadnienie umorzenia.

- Nieuprawnione jest zatem prezentowanie sylwetki „Burego" wyłącznie w sposób negatywny, a co za tym idzie nie można stwierdzić, by prezentowanie tej osoby było pochwalaniem popełnionych zbrodni, jak  również stanowiło znieważenie ludności wyznania prawosławnego, mimo kontrowersji jakie budzi osoba Romualda Rajsa – napisał podkom. Sztabiński.

3. Legalność „Krzyża celtyckiego”

Uznał on, że w przypadku  „krzyża celtyckiego" samo jego prezentowanie nie może być utożsamiane z rasizmem, mową nienawiści, czy też propagowaniem totalitarnego ustroju państwa.  25 października 2011 r. „krzyż celtycki" postanowieniem  Sądu Okręgowego w Warszawie został wpisany do rejestru partii politycznej jako symbol Narodowego Odrodzenia Polski, która to partia prawnie posługuje się także symbolem „falangi".

Argumenty zażalenia RPO

W zażaleniu na postanowienie o umorzeniu dochodzenia RPO wskazał, że ocena materiału dowodowego zawiera błędy natury faktycznej i logicznej. Analizy sprawy dokonano zaś w sposób wybiórczy i bez należytego uwzględnienia kontekstu całego wydarzenia.

Rzecznik nie podziela poglądu, aby prezentowanie publiczne symbolu „krzyża celtyckiego” – jednoznacznie utożsamianego z międzynarodowym symbolem rasizmu – przy uwzględnieniu całego kontekstu zgromadzenia, tj. wznoszonych okrzyków o naturze skrajnie nacjonalistycznej i wychwalaniu zbrodni ludobójstwa w miejscowości zamieszkanej przez ludność utożsamiającą się z narodowością białoruską (czy ukraińską), nie stanowiło przestępstwa z art. 256 § 1 k.k. 

Decyzja o umorzeniu pomija, iż „krzyż celtycki” jest uznawany przez funkcjonariuszy policji za najczytelniejszy symbol promujący rasizm. Jego prezentowanie publiczne sądy uznawały za przestępstwo publicznego propagowania faszystowskiego lub innego ustroju totalitarnego państwa - jak np.  Sąd Rejonowy w Bydgoszczy w wyroku z  6 czerwca 2014 r. (sygn. XVI K 1211/14) czy Sąd Rejonowy w Białymstoku w orzeczeniu z 11 maja 2016 r. (sygn. VII K 203/16).

Rzecznik zakwestionował argument, że prezentowanie „krzyża celtyckiego” nie może być utożsamiane z rasizmem, mową nienawiści, czy też propagowaniem totalitarnego ustroju państwa, gdyż znak ten ma znajdować się pod ochroną prawną wskutek postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie, uwzględniającego wniosek Narodowego Odrodzenia Polski o wpisanie tego symbolu do ewidencji partii politycznej znaków graficznych. - Postanowienie to zostało skutecznie zakwestionowane nie tylko przez RPO, ale także Prokuratora Okręgowego w Warszawie, który w wywiedzionej apelacji wskazał, że znak graficzny „krzyża celtyckiego” jest symbolem neofaszystowskim – głosi zażalenie. 13 stycznia 2012 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił to postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania (sygn. I ACa 1387/11). Ostatecznie „krzyż celtycki” nie jest znakiem graficznym identyfikującym NOP.

Symbol "trupiej główki" użyty podczas marszu w każdym szczególe był identyczny z symbolem „SS- Totenkopf” (układ graficzny czaszki, umiejscowienie piszczeli).  Wobec braku ustaleń prokuratury co do rzeczywistego wyglądu oznaki honorowej NZW, brak było podstaw aby uznać, że to ta odznaka, a nie „SS-Totenkopf, była prezentowana podczas marszu – wskazuje zażalenie.  

Postanowienie o umorzeniu pomija też fakt, że wznoszenie okrzyków o skrajnie nacjonalistycznym charakterze (np. „Narodowa Hajnówka”) w miejscowości zamieszkałej przez osoby utożsamiające się m.in. z narodowością białoruską czy ukraińską ma wyjątkowo wrogi wydźwięk wobec przedstawicieli mniejszości narodowych. Nie dostrzega również haseł gloryfikujących sprawcę udokumentowanych przez Instytut Pamięci Narodowej zbrodni na ludności prawosławnej narodowości białoruskiej w 1946 r. w pobliskich miejscowościach.

Takie elementy marszu w Hajnówce, jak wznoszone okrzyki, prezentowane symbole i pochwalane postaci, budowały spójny, antydemokratyczny i wrogi mniejszościom narodowym przekaz, który należy ocenić pod kątem wypełnienia znamion przestępstw z art. 256 k.k. – uznał Rzecznik. Powołał się na  definicję „mowy nienawiści” z rekomendacji nr R 97 (20) Komitetu Ministrów Rady Europy z  30 października 1997 r. Zgodnie z nią, za „mowę nienawiści” powinna zostać uznana „każda forma wypowiedzi, która rozpowszechnia, podżega, propaguje lub usprawiedliwia nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści oparte na nietolerancji, włączając w to nietolerancję wyrażaną w formie agresywnego nacjonalizmu lub etnocentryzmu, dyskryminacji lub wrogości wobec mniejszości, migrantów lub osób wywodzących się ze społeczności imigrantów”.

XI.518.16.2018

Smog narusza dobra osobiste. RPO przystąpił do procesu mieszkańca Rybnika

Data: 2018-11-30
  • „Nie mogę wyjść z dziećmi na spacer, nie mogę uprawiać sportu na powietrzu, a w domu cały czas pracuje oczyszczacz powietrza”
  • Sąd rejonowy nie dopatrzył się w tym stanie rzeczy naruszenia dóbr osobistych mieszkańca Rybnika, dlatego w II instancji RPO przyłącza się do jego sprawy. Zapowiedział to w Rybniku 26 listopada na spotkaniu z mieszkańcami
  • Zdaniem Rzecznika rybniczanin wykazał, że zanieczyszczenie powietrza w mieście przekracza znacznie akceptowalną społecznie miarę. W latach 2014-2015 poziom pyłu PM10 przekroczony był w ciągu blisko 1/3 roku, a w rekordowym lutym 2015 r. dobowe normy były przekroczone codziennie przez 24 dni
  • Pozbawienie możliwości oddychania czystym powietrzem to naruszenie prawa do korzystania ze środowiska – argumentuje RPO

Mieszkaniec Rybnika wniósł w 2015 r. do sądu o 50 000 zł zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych z powodu zanieczyszczenia powietrza w mieście. Wywiódł, że taki stan rzeczy, sprzeczny z art. 13 dyrektywy CAFE (dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/50/WE z dnia 21 maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy), jest źródłem naruszenia jego dóbr osobistych. Chodzi mu o:

  • prawo do zdrowia,
  • prawo do ochrony życia prywatnego i mieszkania,
  • prawo do swobodnego przemieszczania się,
  • oraz prawo do życia w czystym środowisku.

Oddalając w maju 2018 r. powództwo, Sąd Rejonowy w Rybniku przyznał, że powietrze w mieście jest często zanieczyszczone, ale nie można tego uznać za naruszenie dobra osobistego w postaci zdrowia. Prawa do życia w czystym środowisku sąd w ogóle nie uznał za dobro osobiste podlegające ochronie. Wskazał ponadto, że prawo do swobodnego przemieszczania się nie jest naruszone, bo z Rybnika można się wyprowadzić.

O stanie powietrza w Rybniku Adam Bodnar rozmawiał z mieszkańcami miasta w czasie spotkania regionalnego 26 listopada. Stan powietrza jako dręczący ludzi problem pojawiał się na także na innych spotkaniach RPO na Śląsku: w Tarnowskich Górach, Piekarach Śląskich czy Lublińcu 27 listopada.

Przedstawiając Sądowi Okręgowemu w Gliwicach argumenty na poparcie pozwu, RPO zauważa w piśmie z 30 listopada, że:

  1. mieszkaniec Rybnika przekonująco dowiódł, że stan powietrza uważa za godzący w jego prawa. Działa przecież aktywnie na rzecz zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza w mieście;
  2. te dolegliwości związane z zanieczyszczeniem powietrza opisał w wyroku sam sąd pierwszej instancji. Bo choć – jak stwierdził -  ludzie mają pewną tolerancję na zanieczyszczenie powietrza, to „powód ma swego rodzaju depresję w okresie jesienno-zimowym, ponieważ w tym czasie nie może przewietrzyć mojego domu, bo gdy otwiera okno, do domu wdziera się smród. Musi zatykać klatki wentylacyjne oraz uszczelniać drzwi wejściowe w stosunkowo nowym budynku, ponieważ zapach wdziera się do środka. Korzysta z oczyszczacza powietrza, który non stop pracuje i w związku z czym generuje określone koszty. Dodatkową dolegliwością dla powoda jest fakt, że nie może wychodzić z domu na spacery, z rodziną z dziećmi. Nie może uprawiać sportu mimo, iż jest osobą aktywną fizycznie. Nie może zabrać dzieci na sanki, ani lepić z nimi bałwana pomimo, że lubią to robić. W okresie ferii zimowych przypadających na okres od 16 stycznia do 29 stycznia nie było ani jednego dnia, w którym normy pyłu PN10 nie były by przekroczone. Oznacza to, że w tym okresie nie mógł wyjść z dziećmi na spacer”;
  3. w Rybniku wskaźniki zanieczyszczenia powietrza przekraczane są często i na długo. Zdarzały się miesiące, gdy powietrze było w normie tylko w pojedyncze dni, jak w rekordowym pod tym względem lutym 2015 r. (24 dni smogu).

Nie sposób więc przyjąć, że sytuacja w Rybniku mieści się w ramach powszechnie akceptowalnej miary. O ile bowiem przeciętny człowiek byłby w stanie zaakceptować to, że okazjonalnie musi – wskutek zanieczyszczenia powietrza – ograniczać swoją aktywność, o tyle sytuacja, w której ingerencja w przysługujące mu dobra osobiste jest (przynajmniej w okresie jesienno-zimowym) permanentna i – co trzeba podkreślić – znaczna, przez przeciętnego człowieka zaakceptowana by nie została.

Konstytucja w szeregu swoich przepisów odwołuje się do środowiska. Sam fakt, że ochrona środowiska uczyniona została jedną z podstaw ustrojowych Rzeczypospolitej (art. 5 Konstytucji), dobitnie pokazuje, jak duże znaczenie przyznał jej ustrojodawca. Ochrona środowiska jest także jedną z możliwych podstaw ograniczania wolności i praw człowieka (art. 31 ust. 3 Konstytucji).

Konstytucja nakłada na władze publiczne szereg obowiązków o charakterze programowym, tj. prowadzenie polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom oraz ogólny obowiązek ochrony środowiska (art. 74 ust. 1 i 2 Konstytucji).

Z przywołanej dyrektywy CAFE wynika zaś w sposób jednoznaczny obowiązek państw członkowskich doprowadzenia do odpowiedniej jakości powietrza. Dyrektywa CAFE nie obliguje do podjęcia konkretnych działań. Określa cel, jaki ma zostać osiągnięty i w takim zakresie wiąże państwa członkowskie. Uchybienie temu obowiązkowi jest oczywiste.

Wbrew stanowisku sądu rejonowego, możliwość korzystania z nieskażonego środowiska jest dobrem osobistym – podkreśla RPO. - Biorąc to pod uwagę, a także uwzględniając ustalony w sprawie stan faktyczny, należy wyrazić pogląd, że możemy mówić o naruszeniu przysługującego powodowi prawa do (korzystania ze) środowiska, co przejawia się w pozbawieniu go możliwości oddychania czystym powietrzem.

V.7200.17.2018

Sąd nie zgodził się na zawieszenie zarządu Obywateli RP

Data: 2018-11-16

Sąd rejestrowy oddalił 8 listopada wniosek Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zawieszenie zarządu Fundacji Wolni Obywatele RP i wprowadzenie zarządcy przymusowego.

Sprawa toczyła się przy udziale Rzecznika Praw Obywatelskich przed Sądem Rejonowym dla M.St. Warszawy w Warszawie, XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego

Minister zarzucał Obywatelom RP naruszenie przepisów prawa w tym ustawę o fundacjach.  Nie wskazywał jednak precyzyjnie, na czym te naruszenia miałyby polegać.

Sąd się z zarzutami MSWiA nie zgodził. Podzielił też argumenty RPO, że wolność tworzenia i działania stowarzyszeń, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych zrzeszeń oraz fundacji (art. 12 Konstytucji) stanowi podstawę budowania społeczeństwa obywatelskiego, które jest jednym z filarów demokratycznego państwa prawnego. To dlatego prawo pozwala Ministrowi ingerować w działania fundacji tylko w przypadku istotnych naruszeń prawa, i to tylko wtedy, gdy inne działania nie przynoszą efektów. MSWiA wskazał, że - po analizie treści zamieszczonych na stronie internetowej fundacji, w tym zamieszczonych na tej stronie Deklaracji Obywatelskiej i Deklaracji Nieposłuszeństwa - można wysnuć wniosek, iż Fundacja „poprzez swoją działalność może naruszać prawo powszechnie obowiązujące i postanowienia swojego Statutu. Tym samym wnioskodawca nie wskazał, jakie konkretne działania zarządu Fundacji w  istotny sposób naruszają przepisy prawa, a jedynie zwrócił uwagę na możliwość takiego naruszenia.

MSWiA zwracało uwagę na następujące fragmenty oświadczeń zamieszczonych na stronie internetowej Fundacji:

  • „Do środków nacisku, których wykorzystania oczekujemy i które zamierzamy stosować w zakresie własnych możliwości należy gra parlamentarna, procesy sądowe, społeczne demonstracje, strajki i protesty, w tym akty obywatelskiego nieposłuszeństwa – również takie, które naruszają przepisy prawa.
  • „Oświadczam zatem publicznie, że Andrzej Duda jest kłamcą i krzywoprzysięzcą, niegodnym sprawowania żadnej godności w Rzeczypospolitej. Mam pełną świadomość, że naruszam Art. 135. § 2. kodeksu karnego, narażając się na karę do 3 lat pozbawienia wolności. Deklaruję gotowość poniesienia tych konsekwencji".

W ocenie MSWiA treści te spełniają przesłanki wskazane w art. 255 § 1 i 3 Kodeksu karnego, które karzą za publiczne nawoływanie do popełnienia występku lub przestępstwa skarbowego oraz publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa. W doktrynie wskazuje się jednak, że wypowiedź sprawcy musi być na tyle skonkretyzowana, że możliwe jest ustalenie, jaki charakter ma przestępstwo, do którego wzywa, ale nie jest konieczne posłużenie się określeniem ustawowych znamion. Czyn, do którego sprawca nawołuje, nie musi być ściśle oznaczony, ale musi być wiadomo, jakie to ma być przestępstwo. Nie jest wystarczające nawoływanie do popełnienia przestępstw w ogóle, czy tak ogólne sformułowania jak te przytoczone przez ministra - argumentował Rzecznik Praw Obywatelskich.

Cytowane postulaty Fundacji stanowią zdaniem RPO w pierwszej kolejności przejaw krytycznej wypowiedzi, korzystającej z ochrony wolności słowa wyrażonej w art. 54. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego. 

Drugi zarzut naruszenia prawa podnoszony przez wnioskodawcę dotyczy blokowania i zakłócania cyklicznego zgromadzenia publicznego odbywającego się w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku. MSWiA nie wskazuje jednak konkretnych zdarzeń, nie wykazuje ich powtarzalności, ani związku z działaniami podejmowanymi bezpośrednio przez Zarząd Fundacji - podkreślił RPO.

WA XII Ns Rej KRS 70572/18/628 ; ref. sądowy Agnieszka Wagner

RPO w sprawie członków Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Korzystny dla jej członków wyrok sądu

Data: 2018-10-18
  • W kolejnej sprawie przed sądem dotyczącej sytuacji w warszawskiej ŚSM sąd przychylił się do stanowiska Rzecznika
  • RPO angażuje się w tę sprawę, gdyż niewłaściwe zarządzanie spółdzielnią sprawiło, że teraz jej członkowie mają ponosić tego konsekwencje

Organy Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zdaniem prokuratury tak źle zarządzały jej majątkiem, że wyrządziły jej szkody sięgające blisko 42 milionów złotych. Miało to miejsce w latach 2012-2014. Teraz lokatorzy muszą za to płacić nawet kilkaset złotych miesięcznie oprócz czynszu.

Przed sądem toczą się nie tylko sprawy dotyczące odpowiedzialności byłych członków organów spółdzielni, ale także sprawy sądowe, które mają rozstrzygnąć, czy zobowiązania, jakie organy te podjęły w imieniu spółdzielni, są ważne.

Ponieważ zagrożone zostały prawa majątkowe członków Spółdzielni, RRO wytoczył powództwo o stwierdzenie nieważności kilku skrajnie niekorzystnych uchwał Rady Nadzorczej Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Na mocy tych uchwał zarząd Spółdzielni mógł swobodnie – bez żadnej kontroli - dysponować jej majątkiem, w tym ustanawiać hipoteki lub w innej formie obciążać dowolne nieruchomości.

Sąd uwzględnił powództwo RPO i stwierdził nieważność kwestionowanych uchwał Rady Nadzorczej Spółdzielni,  z wyjątkiem jednej uchwały. Żądanie ustalenia jej ważności zgłosił wierzyciel Spółdzielni, mający interes w tym, aby pozostała w obrocie prawnym uchwała, mocą której ustanowiono na jego rzecz  szereg hipotek zabezpieczających wierzytelności przysługujące mu wobec Spółdzielni. W tym zakresie postępowanie wszczęte z inicjatywy RPO zostało zawieszone a żądanie wierzyciela zostało wyłączone do odrębnego rozpoznania.  

Mając na uwadze konieczność ochrony wolności i praw członków Spółdzielni RPO zgłosił swój udział również w tym postępowaniu sądowym. Stworzyło to możliwość przedstawienia krytycznego stanowiska RPO wobec tej uchwały i wskazania na jej niezgodność z przepisami prawa spółdzielczego.

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo wierzyciela przychylając się do stanowiska zarządcy tymczasowego Śródmiejskiej SM (obecnie Syndyka) i RPO.  Sprawa na skutek apelacji wierzyciela trafiła do Sądu II instancji.

18 października odbyła się rozprawa  apelacyjna z udziałem przedstawiciela RPO.  RPO i syndyk wnosili o oddalenie apelacji. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację powoda (wierzyciela Spółdzielni). Sąd w pełni zgodził się z rozważaniami prawnymi Sądu I instancji, który oddalił żądanie ustalenia ważności uchwały. Sąd II instancji przychylił się tym samym do stanowiska prezentowanego przez RPO i syndyka, którzy podnosili, że uchwała zezwalająca zarządowi na niczym nieograniczone obciążanie nieruchomości, do których przysługuje Spółdzielni tytuł prawny, jak też tych, do których uzyska ona taki tytuł w przyszłości, narusza  prawo, godzi w istotę funkcji kontrolno-nadzorczych rady  nadzorczej  i ma charakter blankietowy. Uchwała w istocie przekazuje kompetencje  rady nadzorczej na inny organ, na co ustawodawca nie zezwolił.

V.7212.10.2015/IV.612.1.2016

Sąd Apelacyjny uchyla zakaz Marszu Równości w Lublinie. Zgadza się z argumentami RPO

Data: 2018-10-12
  • Wolność zgromadzeń pełni fundamentalną rolę w społeczeństwach demokratycznych 
  • Państwo ma zapewnić bezpieczeństwo obywatelom korzystającym z tej konstytucyjnej wolności
  • Niedopuszczalne jest ograniczanie tego prawa z powodu pogróżek w internecie ze strony przeciwników demonstracji

Tak Sąd Apelacyjny w Lublinie uzasadniał 12 października 2018 r. uchylenie zakazu Marszu Równości. SA powołał się na Konstytucję RP, standardy międzynarodowe i orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego.

Marsz zaplanowano na 13 października 2018 r. Prezydent miasta zakazał go 8 października z obawy na zagrożenie ze strony kontrmanifestantów. Sąd Okręgowy w Lublinie podtrzymał tę decyzję. Do SA zaskarżył ją m.in. RPO Adam Bodnar. 

Adam Bodnar przyjechał do Lublina na ogłoszenie postanowienia SA. Wcześniej przedstawiał swoje stanowisko w pismach procesowych. Przypominał, że władze publiczne nie mogą pod pretekstem zagrożenia unieważniać konstytucyjnego prawa obywateli do manifestowania. Władze mają zaś obowiązek zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom zgromadzeń.

Postanowienia SA wysłuchali też organizatorzy Marszu Równości, ich pełnomocnicy, przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, a także przedstawiciele prezydenta Lublina. Organizatorzy kontrdemonstracji zgłoszonej przez ONR byli reprezentowani przez prawnika.

- Cieszę się, że sąd tak mocno zwrócił uwagę na znaczenie Prawa do zgromadzeń i jego znaczenie dla praw osób najsłabszych. To ważne, że takie stanowisko zajął sąd w Lublinie, w mieście, w którym o standardy praw człowieka walczył prof. Zbigniew Hołda. To Jemu zawdzięczamy procedury pozwalające sądowi na prawomocne rozstrzygnięcie sprawy zgromadzenia przed demonstracją - komentował Adam Bodnar.

Prezydent Lublina na pewno wykona to postanowienie - zapewniła przedstawicielka władz miasta.

Sąd Apelacyjny uchylił równocześnie zakaz odbycia kontrmanifestacji. W tym przypadku sąd uzasadnił to błędami formalnymi takiej decyzji Prezydenta Lublina.

XI.613.8.2018

 

RPO składa zażalenie na decyzję sądu podtrzymującego zakaz Marszu Równości w Lublinie

Data: 2018-10-11
  • Adam Bodnar zaskarżył decyzję sądu okręgowego w Lublinie do sądu apelacyjnego
  • Marsz planowany jest na 13 października. Prezydent miasta zakazał go 8 października z obawy na zagrożenie ze strony kontrmanifestantów. Sąd podtrzymał tę decyzję
  • RPO przypomina, że władze publiczne nie mogą pod pretekstem zagrożenia unieważniać konstytucyjnego prawa obywateli do manifestowania. Władze mają obowiązek zapewnić uczestnikom zgromadzeń bezpieczeństwo

W piśmie procesowym z 10 października 2018 r. skierowanym do Sądu Okręgowego w Lublinie Rzecznik Praw Obywatelskich szeroko omówił podstawy prawne regulujące wolność zgromadzeń oraz zasady równego traktowania przez władze publiczne wynikające zarówno z Konstytucji, aktów prawa międzynarodowego, jak i orzecznictwa sądów krajowych i międzynarodowych. W zażaleniu przedstawił wyłącznie kluczowe regulacje składające się na powszechnie uznany standard ochrony wolności zgromadzeń i publicznego demonstrowania swoich poglądów.

Zgodnie z art. 57 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, a ograniczenia tej wolności może określać ustawa. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej związanym z wolnością zgromadzeń publicznych jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Obok prawa do wolności wypowiedzi i prawa do zrzeszania się, wolność zgromadzeń stanowi dla obywatela gwarancję faktycznego udziału w życiu politycznym i społecznym, a jej zapewnienie jest nieodzowne dla wyrażania w sferze publicznej przekonań i poglądów oraz dla rzeczywistego oddziaływania na otoczenie społeczne i polityczne lub dla okazywania przynależności do pewnych wspólnot.

Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym.

W przypadku konfliktu konstytucyjnie gwarantowanej wolności zgromadzeń z innymi prawami, takimi jak bezpieczeństwo czy porządek publiczny, wolność zajmuje pozycję równorzędną. Należy podkreślić, że ocena, czy odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, musi odnosić się do organizatorów i uczestników zgromadzenia, a nie do osób niechętnych zgromadzeniu.

Wolność zgromadzeń jest zagwarantowana także w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu, a zatem faktyczne poszanowanie wolności zgromadzania się nie może sprowadzać się wyłącznie do powstrzymania się od ingerencji, lecz obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności, co ma szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i podatnych na dyskryminację, represje i szykany.

Reasumując, standard ochrony wolności zgromadzeń oraz powiązany z nim zakaz nierównego traktowania przez władze publiczne można sprowadzić do następujących kwestii:

  • organy władzy publicznej mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji,
  • wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń muszą spełniać test niezbędności i proporcjonalności i powinny być traktowane jako absolutny wyjątek,
  • przesłanki pozwalające na wydanie zakazu odbycia zgromadzenia nie mogą być interpretowane rozszerzająco, w szczególności zaś nie mogą opierać się wyłącznie na ogólnych prognozach lub przypuszczeniach i muszą uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu wynikające z Konstytucji RP i przepisów prawa międzynarodowego,
  • organy władzy publicznej, dokonując oceny, czy zgłoszone zgromadzenie zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach powinny odnosić się do zachowania organizatorów i uczestników zgromadzenia, nie zaś do zachowania osób trzecich próbujących udaremnić przeprowadzenie demonstracji,
  • na organach władzy publicznej ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów.

Analiza decyzji Prezydenta Lublina i orzeczenia Sądu Okręgowego
w Lublinie

Sąd Okręgowy w Lublinie dokonując prawnej oceny decyzji Prezydenta Lublina z dnia 9 października 2018 r. podzielił wniosek, zgodnie z którym potencjalnie niebezpieczne zachowanie osób, które na portalach społecznościowych zapowiadały próbę zakłócenia pokojowej demonstracji uzasadnia wydanie zakazu przeprowadzenia tzw. Marszu Równości oraz zgłoszonej kontrmanifestacji. Mając na uwadze opisane powyżej standardy ochrony wolności zgromadzeń oraz zakazu nierównego traktowania przez władze publiczne, powyższą argumentację należy uznać za chybioną.

Jak podkreślał Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie procesowym z dnia 10 października 2018 r. Prezydent Lublina nie mógł uzasadniać zakazu demonstracji tym, że mogłaby ona wywołać kontrakcję z użyciem przemocy ze strony przeciwników lub grup ekstremistycznych. Z prawa do swobodnego, pokojowego zgromadzania się korzysta każdy, kto ma zamiar zorganizować pokojową demonstrację lub w niej uczestniczyć, a ewentualność kontrmanifestacji z użyciem przemocy lub przyłączenia się ekstremistów skłonnych do agresji, nienależących do organizacji odpowiedzialnej za przeprowadzenie zgromadzenia, nie może doprowadzić do odebrania tego prawa. Nawet w przypadku zaistnienia realnego ryzyka, że pochód publiczny doprowadzi do naruszenia porządku publicznego na skutek zdarzeń, na które organizatorzy nie mają wpływu, nie może wyłącznie z tego powodu być pozbawionym ochrony wynikającej z art. 11 EKPCz.

Z powyższego wynika, że decyzja Prezydenta Lublina zakazująca zorganizowania zgromadzenia i uzasadniana wyłącznie potencjalną możliwością wywołania zakłóceń porządku publicznego, które jedynie przypuszczalnie mogłyby w ocenie organu zagrażać zdrowiu i życiu obywateli, doprowadziły do nieuzasadnionego ograniczenia wolności zgromadzania. W takim przypadku zagwarantowanie prawa do wolności zgromadzania przez Prezydenta wiąże się z aktywnością funkcjonariuszy Policji, którzy powinni zabezpieczyć miejsce zgromadzenia w taki sposób, aby zapewnić bezpieczeństwo zarówno uczestników zgromadzenia jak i osób przebywających na danym terenie.

Decyzja zakazująca zwołania zgromadzenia doprowadziła do naruszenia praw demonstrantów. Wydanie takiej decyzji, prowadzącej do naruszenia prawa do demonstrowania, musi być zatem szczegółowo uzasadnione w oparciu o kryteria wynikające z art. 31 ust. 3 Konstytucji oraz art. 11 ust. 2 EKPCz i nie może być oparte jedynie na formułowaniu przypuszczeń co do ewentualnych zagrożeń wynikających z planowanego zgromadzenia.

XI.613.8.2018

Państwo nie może odmawiać obywatelom prawa do zgromadzenia pod pretekstem ochrony bezpieczeństwa. RPO przeciw zakazowi Marszu Równości w Lublinie

Data: 2018-10-10

RPO wnosi o uchylenie decyzji o zakazie. Zarzuca jej naruszenie przepisów:

  • Prawa o zgromadzeniach (art. 14 pkt 2) poprzez jego błędne zastosowanie. Prezydent powołuje się na ewentualne zagrożenia ze strony kontrmanifestantów. Tymczasem ten przepis dotyczy zagrożenia ze strony samych organizatorów zgromadzenia,
  • Konstytucji (art. 57 i art. w zw. z art. 32 ust. 1) oraz Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (art. 11 ust. 1 i 2 i art. 14) - poprzez nieuzasadnione naruszenie prawa do wolności zgromadzeń.

Przekonania moralne władzy publicznej, w momencie, kiedy są przyczyną instrumentalizacja prawa, prowadzą do zakwestionowania wewnętrznej moralności prawa, co z kolei stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo dla demokratycznego państwa prawnego – przypomina RPO.

Sprawa z Lublina

Organizatorzy „I Marszu Równości w Lublinie. Promocja Praw Człowieka” zawiadomili we wrześniu prezydenta Lublina, że chcą poprzez demonstrację zwrócić uwagę na kwestie dyskryminacji osób LGBT+, mniejszości narodowych i etnicznych oraz innych osób zagrożonych ryzykiem wykluczenia.

Pytany o opinie Komendant Miejski Policji w Lublinie napisał, że „należy domniemywać, iż istnieje prawdopodobieństwo” udziału w zgromadzeniu „różnych grup społecznych o przeciwstawnych poglądach, których spotkanie w jednym miejscu może doprowadzić do konfliktu i może być jednocześnie zagrożeniem dla mieszkańców Lublina”. Jednak policjanci będą w stanie zapewnić ochronę bezpieczeństwa i porządku publicznego, w tym zapewnić spokój w miejscach publicznych.

Dopiero 8 października na rozprawie administracyjnej, która miała doprowadzić do ustalenia zasad i ewentualnej zmiany lokalizacji Marszu i zgłoszonej do niego kontrdemonstracji, prezydent wydał zakaz dla obu zgromadzeń. Organizatorzy tych zgromadzeń nie osiągnęli bowiem porozumienia.

Swoją decyzję prezydent Lublina oparł na wnioskach z rozmów z policją i przedstawicielami służb miejskich, jak również na informacjach z Facebooka, że uczestnicy kontrmanifestacji użyją przemocy wobec uczestników Marszu Równości.

Konstytucyjna wolność zgromadzeń: co to oznacza dla obywateli i dla władz?

Zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń. Obowiązkiem władzy publicznej jest zatem umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu – pisze RPO Adam Bodnar w swoim wniosku.

Obok prawa do wolności wypowiedzi i prawa do zrzeszania się, wolność zgromadzeń stanowi dla obywatela gwarancję faktycznego udziału w życiu politycznym i społecznym. Wolność do pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym.

Konstytucyjna zasada równości (art. 32) zapewnia zaś wszystkim prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym - do organizowania zgromadzeń i manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli poglądy te mogą budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Standardy międzynarodowe

Wartości te zostały również szeroko opisane w aktach prawa międzynarodowego oraz orzecznictwie międzynarodowych organów ochrony praw człowieka.

  • Już w art. 20 ust. 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka zapewniono, że „każdy człowiek ma prawo do wolności pokojowego zgromadzania się”.
  • Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych stwierdza, że „uznaje się prawo do spokojnego gromadzenia się. Na wykonywanie tego prawa nie mogą być nałożone ograniczenia inne niż ustalone zgodnie z ustawą i konieczne w demokratycznym społeczeństwie w interesie bezpieczeństwa państwowego lub publicznego, porządku publicznego bądź dla ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo praw i wolności innych osób”.
  • Wolność zgromadzeń jest zagwarantowana także w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Prezydent Lublina nie może zatem uzasadniać zakazu demonstracji tym, że mogłaby ona wywołać kontrakcję z użyciem przemocy ze strony przeciwników lub grup ekstremistycznych – podkreśla Rzecznik Praw Obywatelskich.

Z prawa do swobodnego, pokojowego zgromadzania się korzysta bowiem każdy, kto ma zamiar zorganizować pokojową demonstrację lub w niej uczestniczyć. Ewentualność kontrmanifestacji z użyciem przemocy lub przyłączenia się ekstremistów skłonnych do agresji, nie może doprowadzić do odebrania tego prawa.

To na władzach państwowych ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu, a zatem faktyczne poszanowanie wolności zgromadzania się nie może sprowadzać się wyłącznie do powstrzymania się od ingerencji, lecz obejmuje również pozytywny obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności. To zatem Prezydent Lublina oraz podległe mu służby mają obowiązek zagwarantowania pokojowego przebiegu wszelkich legalnych manifestacji, a także bezpieczeństwa ich uczestników i organizatorów.

Orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz)

W orzeczeniu Bączkowski przeciwko Polsce (skarga nr 1543/06) Europejski Trybunał Praw Człowieka rozpatrywał sprawę odmowy wydania zgody przez Prezydenta Miasta na organizację Parady Równości w Warszawie w 2005 r.

Głównym powodem odmowy było to, że organizator zgromadzenia nie przedstawił projektu organizacji ruchu w czasie wydarzenia, choć w żadnym oficjalnym dokumencie taki wymóg nie był zawarty.

W doktrynie podkreśla się, że z orzeczenia w sprawie Bączkowski przeciwko Polsce wynikają pozytywne obowiązki władzy publicznej wobec osób głoszących niepopularne poglądy lub należących do mniejszości, jako grup bardziej narażonych na wiktymizację. Trybunał pośrednio włączył mniejszości seksualne do tych grup społecznych, które wymagają szczególnej ochrony. Przywiązywanie szczególnej wagi do korzystania z wolności zgromadzeń może zatem oznaczać, że władze państwowe powinny zachować ostrożność w przypadku organizowania demonstracji przez organizacje działające na rzecz osób nieheteroseksualnych i zapewnić im ochronę przed atakami ze strony kontrdemonstrantów.  Zasada ta znajduje w całości zastosowanie w niniejszej sprawie.

Podobna linia orzecznicza Trybunału była kontynuowana  w wyroku z dnia 21 października 2010 r. Alekseyev przeciwko Rosji, w 2012 r. w wyroku Genderdoc-M przeciwko Mołdawii (skarga nr 9106/06), w  2015 r. w wyroku Identoba i inni przeciwko Gruzji. Nadmierne utrudnienia w organizacji pokojowych zgromadzeń, bez odpowiedniego uzasadnienia, zostały zarzucane władzom lokalnym również przez skarżących w sprawie Lashmankin i inni przeciwko Rosji.

Także w bogatym orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego też wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności.

Orzeczenia polskich sądów

W przypadku konfliktu konstytucyjnie gwarantowanej wolności zgromadzeń z innymi prawami, takimi jak bezpieczeństwo czy porządek publiczny, wolność zajmuje pozycję równorzędną.

Warto przywołać w tym miejscu wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 r., w którym Trybunał uznał, że „ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa [wolności zgromadzeń – przyp. RPO] nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego zgromadzenia”.

W literaturze zwraca się uwagę, że przekonania moralne władzy publicznej, w momencie, kiedy są przyczyną instrumentalizacja prawa, prowadzą do zakwestionowania wewnętrznej moralności prawa, co z kolei stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo dla demokratycznego państwa prawnego.

Zadanie zapobiegania rozbieżnościom pomiędzy prawem a sposobem jego stosowania spoczywa natomiast na sądownictwie. Mając to na uwadze, warto podkreślić, jak istotne znaczenie ma rozstrzygnięcie niniejszej sprawy w duchu poszanowania wolności pokojowego zgromadzania się oraz zasady równego traktowania przez władze publiczne.

XI.613.8.2018

RPO zaskarżył umorzenie sprawy marszu w Hajnówce - błędy i wybiórcza ocena zdarzeń

Data: 2018-10-02
  • RPO zaskarżył decyzję o umorzeniu dochodzenia w sprawie m.in.  propagowania rasizmu i faszystowskiego ustroju państwa podczas „Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych" w Hajnówce  w lutym 2018 r.
  • Adam Bodnar wskazał na błędy i wybiórczą ocenę zdarzeń w postanowieniu o umorzeniu
  • Rzecznik podkreślił, że „krzyż celtycki” nie jest już wpisanym  do rejestru sądowego symbolem Narodowego Odrodzenia Polski - jak stwierdzono w decyzji o umorzeniu
  • Brak było też podstaw do uznania, że „trupią główkę” prezentowano nie jako symbol „SS-Totenkopf”, ale jako odznakę honorową Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z 1945 r.

W zażaleniu z 1 października 2018 r. Adam Bodnar wniósł, aby sąd w Białymstoku zwrócił sprawę prokuraturze.

24 lutego 2018 r. ulicami Hajnówki przeszedł „Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych". Jego uczestnicy prezentowali symbole „krzyża celtyckiego", „falangi”  oraz odznaki trupiej główki z piszczelami (tzw. „Totenkopf"), wraz z literami ŚWO („Śmierć Wrogom Ojczyzny”). Wznosili też okrzyki na cześć Romualda Rajsa ps. „Bury", dowódcy oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego działającego po 1945 r. na Podlasiu (w 1946 r. dokonywał on "czystek" na ludności wyznania prawosławnego – ich ofiarą padło kilkadziesiąt osób, w  tym kobiety i dzieci).

Zawiadomienie RPO; działania policji 

7 marca 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw: publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa, znieważenia mieszkających w Hajnówce osób wyznania prawosławnego poprzez gloryfikowanie „Burego” oraz pochwalanie jego przestępstw . W lutym 2018 r. Adam Bodnar spotykał się z mieszkańcami Podlasia i usłyszał, jak bolesnym doświadczeniem był ten marsz.

14 września 2018 r . wydział kryminalny Komendy Miejskiej Policji KMP  w Białymstoku umorzył dochodzenie, uznając, że „czyny nie zawierają znamion czynu zabronionego”. 17 września 2018 r. decyzję tę zatwierdziła Prokuratura Rejonowa w Białymstoku.

Art. 256 przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 dla tego, kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Według art. 257, kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 255 par. 3 stanowi, że kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Powody umorzenia sprawy: 

1.Historyczny rodowód odznaki z „trupią główką”

W postanowieniu o umorzeniu dochodzenia podkom. Wojciech Sztabiński napisał, że w 1945 r. Komendant Okręgu w Białymstoku Narodowego Zjednoczenia Wojskowego mjr. Jan Szklarek ps. „Kotowicz" wprowadził do użytku odznakę składającą się z „tarczy piastowskiej", „trupiej główki" i liter ŚWO.  - Brak jest wizerunku wzorcowego tej odznaki. Użyta w niej trupia główka wyglądem swoim przypomina odznakę „Totenkopf”, używaną wyłącznie przez formacje niemieckie „SS" - głosi uzasadnienie umorzenia.

2.Niejednoznaczność postaci „Burego”

Podkreślono w nim, że „Bury" jest osobą niejednoznaczną.  IPN w śledztwie S 28/02/Zi dokonał ustaleń  potwierdzających, iż w styczniu i lutym 1946 r. Romuald Rajs jako dowódca 3 Wileńskiej Brygady NZW miał dopuścić się zbrodni przeciwko ludności wyznania prawosławnego, gdzie na terenie powiatu Bielsk Podlaski zabitych zostało co najmniej 70 osób, w tym kobiety i  dzieci (w wieku 6 miesięcy, 3 i 5 lat). - W okresie I I Wojny Światowej był on jednak żołnierzem Armii Krajowej, do oddziałów partyzanckich przyłączył się we wrześniu 1945 r. Niewątpliwie był żołnierzem biorącym udział w walkach zbrojnych w czasie wojny jak i po jej zakończeniu, walcząc o wolną i suwerenną Polskę - stwierdza uzasadnienie umorzenia.

- Nieuprawnione jest zatem prezentowanie sylwetki „Burego" wyłącznie w sposób negatywny, a co za tym idzie nie można stwierdzić, by prezentowanie tej osoby było pochwalaniem popełnionych zbrodni, jak  również stanowiło znieważenie ludności wyznania prawosławnego, mimo kontrowersji jakie budzi osoba Romualda Rajsa – napisał podkom. Sztabiński.

3. Legalność „Krzyża celtyckiego”

Uznał on, że w przypadku  „krzyża celtyckiego" samo jego prezentowanie nie może być utożsamiane z rasizmem, mową nienawiści, czy też propagowaniem totalitarnego ustroju państwa.  25 października 2011 r. „krzyż celtycki" postanowieniem  Sądu Okręgowego w Warszawie został wpisany do rejestru partii politycznej jako symbol Narodowego Odrodzenia Polski, która to partia prawnie posługuje się także symbolem „falangi".

Argumenty zażalenia RPO

W zażaleniu na postanowienie o umorzeniu dochodzenia RPO wskazał, że ocena materiału dowodowego zawiera błędy natury faktycznej i logicznej, a analizy sprawy dokonano w sposób wybiórczy i bez należytego uwzględnienia kontekstu całego wydarzenia.

Rzecznik nie podziela poglądu, aby prezentowanie publiczne symbolu „krzyża celtyckiego” – jednoznacznie utożsamianego z międzynarodowym symbolem rasizmu, który w latach 90. XX wieku stanowił symbol ugrupowań forsujących hasła antysemickie i godzących w zasady demokracji – przy uwzględnieniu całego kontekstu zgromadzenia, tj. wznoszonych okrzyków o naturze skrajnie nacjonalistycznej i wychwalaniu zbrodni ludobójstwa w miejscowości zamieszkanej przez ludność utożsamiającą się z narodowością białoruską (czy ukraińską) nie stanowiło przestępstwa z art. 256 § 1 k.k. 

Decyzja o umorzeniu pomija, iż „krzyż celtycki”  jest uznawany przez funkcjonariuszy policji za najczytelniejszy symbol promujący rasizm.  Jego prezentowanie publiczne sądy uznawały za przestępstwo publicznego propagowania faszystowskiego lub innego ustroju totalitarnego państwa - jak np.  Sąd Rejonowy w Bydgoszczy w wyroku z  6 czerwca 2014 r. (sygn. XVI K 1211/14) czy Sąd Rejonowy w Białymstoku w orzeczeniu z 11 maja 2016 r. (sygn. VII K 203/16).

Rzecznik zakwestionował argument, że prezentowanie „krzyża celtyckiego” nie może być utożsamiane z rasizmem, mową nienawiści, czy też propagowaniem totalitarnego ustroju państwa, gdyż znak ten znajduje się pod ochroną prawną wskutek postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie, uwzględniającego wniosek partii  Narodowe Odrodzenie Polski o wpisanie tego symbolu do ewidencji partii politycznej znaków graficznych. -Postanowienie to zostało skutecznie zakwestionowane nie tylko przez Rzecznika Praw Obywatelskich, ale także Prokuratora Okręgowego w Warszawie, który w wywiedzionej apelacji wskazał, że znak graficzny „krzyża celtyckiego” jest symbolem neofaszystowskim – głosi zażalenie. 13 stycznia 2012 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił to postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania (sygn. I ACa 1387/11). Ostatecznie „krzyż celtycki” nie jest znakiem graficznym identyfikującym NOP.

Symbol "trupiej główki" użyty podczas marszu w każdym szczególe był identyczny z symbolem „SS- Totenkopf” (układ graficzny czaszki, umiejscowienie piszczeli, a nawet pęknięcia na czaszce ).  Wobec braku ustaleń prokuratury co do rzeczywistego wyglądu oznaki honorowej NZW brak było podstaw aby uznać, że to ta odznaka, a nie „SS-Totenkopf, była prezentowana podczas marszu – wskazuje zażalenie.  

Postanowienie o umorzeniu pomija fakt, że wznoszenie okrzyków o skrajnie nacjonalistycznym charakterze (np. „Narodowa Hajnówka”) w miejscowości zamieszkałej przez osoby utożsamiające się m.in. z narodowością białoruską czy ukraińską ma wyjątkowo wrogi wydźwięk wobec przedstawicieli mniejszości narodowych.  Nie dostrzega też haseł gloryfikujących sprawcę  udokumentowanych przez Instytut Pamięci Narodowej zbrodni na ludności prawosławnej narodowości białoruskiej w 1946 r. w pobliskich miejscowościach.

Takie elementy marszu w Hajnówce, jak wznoszone okrzyki, prezentowane symbole i pochwalane postaci, budowały spójny, antydemokratyczny i wrogi mniejszościom narodowym przekaz, który należy ocenić pod kątem wypełnienia znamion przestępstw z art. 256 k.k. – uznał Rzecznik. Powołał się na  definicję „mowy nienawiści” z rekomendacji nr R 97 (20) Komitetu Ministrów Rady Europy z  30 października 1997 r. Zgodnie z nią, za „mowę nienawiści” powinna zostać uznana „każda forma wypowiedzi, która rozpowszechnia, podżega, propaguje lub usprawiedliwia nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści oparte na nietolerancji, włączając w to nietolerancję wyrażaną w formie agresywnego nacjonalizmu lub etnocentryzmu, dyskryminacji lub wrogości wobec mniejszości, migrantów lub osób wywodzących się ze społeczności imigrantów”.

RPO: czy prawo pozwala na skuteczne zwalczanie takiej przestępczości 

RPO - jako organ odpowiedzialny za realizację zasady równego traktowania  - z przykrością stwierdza, że w ciągu ostatniego roku w przestrzeni publicznej stosunkowo często pojawiały się symbole i treści rasistowskie, faszystowskie, czy nawet nazistowskie, odwołujące się wprost do ideologii III Rzeszy, głoszące nienawiść i pogardę dla ludzi innych narodowości, pochodzenia etnicznego czy wyznania. Przykłady to Marsz Niepodległości w Warszawie 11 listopada 2017 r., Narodowe Święto Pracy z 1 maja 2018 r. lub reportaż TVN24 ze stycznia 2018 r., przedstawiający m.in. obchody rocznicy urodzin Adolfa Hitlera.

Rzecznik monitoruje postępowania organów ścigania w tych sprawach. - Uznałem przy tym, że konieczna jest krytyczna analiza obowiązujących przepisów prawa, zmierzająca do oceny, czy organy ścigania dysponują odpowiednimi środkami prawnymi, aby skutecznie przeciwdziałać przestępczości motywowanej nienawiścią oraz zwalczać działalność organizacji, których programy lub sposób działania odwołują się do totalitarnych metod i praktyk nazizmu czy faszyzmu, ewentualnie zakładają lub dopuszczają nienawiść rasową i narodowościową (tj. organizacji, o których mowa w art. 13 Konstytucji RP) - napisał Adam Bodnar 20 września 2018 r. do ministra Joachima Brudzińskiego. RPO pyta w nim o efekty prac międzyresortowego zespołu ds. przeciwdziałania propagowaniu faszyzmu, ustrojów totalitarnych i przestępstwom z nienawiści.

Zespół taki w lutym 2018 r. powołał premier Mateusz Morawiecki.

Konstytucja w art 13 zakazuje istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

XI.518.16.2018

Kobieta straciła 75 tys. zł wskutek fałszerstwa, którego sprawcę potem skazano. RPO chce by sąd wznowił jej sprawę

Data: 2018-09-26
  • Kobieta straciła 75 tys. zł wskutek sfałszowanej umowy pożyczki. Pieniądze zajął komornik po wyroku sądu cywilnego z pozwu firmy windykacyjnej 
  • Pięć lat potem mężczyznę, z którym kobieta miała rzekomo zawrzeć umowę pożyczki, prawomocnie skazano za jej sfałszowanie
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do sądu, który wydał nakaz zapłaty, aby wznowił postępowanie, oddalił pozew firmy windykacyjnej i orzekł zwrot pieniędzy kobiecie
  • Ustalenia sądu, który prawomocnie uznał przestępstwo, wiążą sąd w postępowaniu cywilnym

- Utrzymanie nakazu zapłaty wydanego w tej sprawie nie daje się pogodzić z zasadami praworządnego państwa realizującego zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2 Konstytucji RP) - napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do Sądu Okręgowego w S. w skardze o wznowienie postępowania. Ponadto zobowiązanie kobiety do spłaty rzekomego zobowiązania - powstałego wskutek przestępstwa na jej szkodę, co prawomocnie stwierdził sąd wyrokiem skazującym - godzi w jej konstytucyjne prawo do sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP) oraz jej konstytucyjnie chronione prawa majątkowe (art. 64 ust. 2 Konstytucji RP).

Historia sprawy

Firma windykacyjna wystąpiła przeciw kobiecie z powództwem o zapłatę 176 tys. zł. Podstawą roszczenia była przedstawiona sądowi umowa pożyczki 60 tys. zł (na 10 lat, o rocznym oprocentowaniu 20 proc.), zawartej w 2002 r. przez kobietę ze Zbigniewem U. Zabezpieczeniem umowy był weksel „in blanco” wystawiony przez kobietę na kwotę 176 tys. zł, z terminem płatności do 21 września 2012 r. 28 września 2012 r. Zbigniew U sprzedał tę wierzytelność firmie windykacyjnej.

W październiku 2012 r. Sąd Okręgowy nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu nakazowym (czyli bez przeprowadzania rozprawy i wzywania świadków, co jest trybem przeznaczonym dla spraw prostych i nie budzących wątpliwości) zasądził od kobiety kwotę 176 tys. zł., zgodnie z żądaniem pozwu. Nakaz uprawomocnił się w listopadzie 2012 r. Sąd odrzucił wnioski kobiety o przywrócenie terminu do wniesienia zarzutów od nakazu zapłaty. Wskazywała w nich, że umowa została przez Zbigniewa U. sfałszowana, a weksel (będący zabezpieczeniem zupełnie innej umowy) został przez niego przerobiony niezgodnie z jej wolą.

Firma skierowała sprawę do egzekucji, a komornik wyegzekwował od kobiety 75 699 tys. zł. Sąd odrzucił wniosek pozwanej o wstrzymanie wykonania nakazu zapłaty w części dotyczącej egzekucji z prawa własności jej nieruchomości. Bezskuteczne były też dwa wnioski kobiety by doprowadzić  do wznowienia postępowania w sprawie.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w S. uznał Zbigniewa U. za winnego sfałszowania  umowy z 2002 r., którą przedłożył firmie windykacyjnej jako autentyczną. Sąd uznał, że wpisał on dane stron, termin umowy i wysokość pożyczki i odsetek - „która to czynność faktycznie nie miała miejsca, a także przedłożył wypełniony niezgodnie z wolą wystawcy weksel na kwotę 176 tys. zł”.  Sąd uznał, że doprowadził tym pokrzywdzoną do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Mężczyzna został skazany na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 10 tys. zł grzywny. Wyrok uprawomocnił się w sierpniu 2017 r. Wkrótce potem komornik umorzył postępowanie egzekucyjne wobec kobiety.

Argumenty RPO

Ustalenia wydanego w postępowaniu karnym prawomocnego wyroku skazującego co do popełnienia przestępstwa wiążą sąd w postępowaniu cywilnym. Osoba, która nie była oskarżona, może powoływać się w postępowaniu cywilnym na wszelkie okoliczności wyłączające lub ograniczające jej odpowiedzialność cywilną.

Zgodnie z art. 403 § 1 pkt 1 Kodeksu postępowania cywilnego można żądać wznowienia na tej podstawie, że wyrok został oparty na dokumencie podrobionym lub przerobionym albo na skazującym wyroku karnym.

Rzecznikowi znane jest stanowisko Sądu Najwyższego, zgodnie z którym możność żądania wznowienia postępowania na tej podstawie, że wyrok został oparty na dokumencie podrobionym lub przerobionym, nie dotyczy sytuacji, gdy zarzut fałszu dokumentu był zgłoszony w dotycchczasowym postępowaniu i został przez sąd uznany za bezzasadny".

Jak wskazuje Stanisław Trociuk, pozwana w zarzutach od nakazu zapłaty wskazywała na sfałszowanie przez U. umowy pożyczki i przerobienia weksla. Z uwagi na odrzucenie wniosku o przywrócenie terminu i samych zarzutow od nakazu zapłaty, kwestia ta nie była merytorycznie zbadana przez Sąd Okręgowy. Chociaż zatem zarzut fałszu dokumentu został zgłoszony w dotychczasowym postępowaniu, to nie został oceniony przez sąd, a tym bardziej uznany za bezzasadny.

W konsekwencji możliwe jest żądanie wznowienia postępowania na podstawie przesłanki oparcia orzeczenia (nakazu zapłaty) na dokumencie podrobionym. Nie minął też jeszcze 10-letni termin do żądania wznowienia postępowania. 

RPO wnosi aby Sąd Okręgowy wznowił swe postępowanie, oddalił pozew firmy windykacyjnej wobec kobiety i orzekł jej zwrot 75 tys. zł, wyegzekwowanych dotychczas przez komornika na rzecz firmy windykacyjnej. 

IV.511.153.2018 

Sprawa pracowników byłego Biura Trybunału Konstytucyjnego

Data: 2018-09-25
  • Pracownicy Biura Trybunału Konstytucyjnego, którym pod pretekstem reorganizacji pracodawca pogorszył warunki zatrudnienia, kierowali sprawy do sądu
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przystępował do tych spraw
  • Wszystkie zakończyły się ugodami, ostatnia – 20 września 2018 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił w 2017 r. do kilku postępowań toczących się przed sądami pracy, w ramach których byli pracownicy Biura Trybunału Konstytucyjnego dochodzili przyznania odszkodowania za nieuzasadnione wypowiedzenie dotychczasowych warunków pracy i płacy. Zaproponowanie pogorszonych warunków zatrudnienia było obiektywnie trudne do zaakceptowania i zostało odebrane przez pracowników Biura Trybunału Konstytucyjnego jako zamiar faktycznego doprowadzenia do zwolnienia z pracy.

Wszystkie postępowania prowadzone z udziałem Rzecznika zakończyły się ugodami, ostatnia została zawarta we wrześniu.

W ugodach przyznano, że w dacie składania pracownikom oświadczeń o wypowiedzeniu dotychczasowych warunków pracy nie występowały okoliczności wynikające z reorganizacji Biura Trybunału Konstytucyjnego, które pozostawałyby w związku przyczynowo-skutkowym z pozbawieniem uprawnień do dodatku służbowego.

Na podstawie zawartych ugód pracownicy uzyskali prawo do wypłaty znaczącej części odszkodowania, dochodzonego pierwotnie w złożonych pozwach do sądu pracy.

III.7043.65.2017, III.7043.115.2017, III.7043.52.2017, III.7043.71.2017

 

Ukaranie grzywną za przerobienie polskiego hymnu

Data: 2018-09-21

słowa kluczowe: symbole narodowe, art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń

Sprawa pana Jana

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie pana Jana, prawomocnie ukaranego przez sąd grzywną za wykroczenie polegające na zmianie słów polskiego hymnu  

Stan faktyczny

W  2015 r. pan Jan opublikował w internecie film zatytułowany „Polacy witają uchodźców!”. Na filmie z trzema innymi osobami wykonuje on hymn Rzeczypospolitej Polskiej ze zmienionymi przez siebie słowami na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego. Przerobiony fragmenty hymnu brzmiały: "Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem"’; były tam też słowa, że „migrantów przyjmiemy”. Był to głos w dyskusji o uchodźcach. Zmieniony tekst „Mazurka Dąbrowskiego” miał przypominać, że była to pieśń polskich żołnierzy, którzy też byli wtedy uchodźcami.

Stan sprawy

Sąd Rejonowy w Wołominie wyrokiem z 12 kwietnia 2017 r. uznał pana Jana za winnego wykroczenia z art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim karze aresztu albo grzywny podlega ten, kto  narusza przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej. Według zaś ustawy z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP,  te symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach, a hymn jest „wykonywany lub odtwarzany w sposób zapewniający należną cześć i szacunek”.

Sąd wymierzył obwinionemu 1000 zł grzywny. Uznał, że niedopuszczalne jest przetwarzanie artystyczne hymnu czy też nadawanie mu stylizowanej formy. Zachowanie obwinionego uznał za celowe i mające charakter prowokacyjny. Sąd wskazał, że mógł on zabrać głos w debacie publicznej i zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię uchodźców, wykonując hymn z oryginalnym tekstem, wyjaśniając jednocześnie jego historię i znaczenie.

Obrońca odwołał się, wnosząc o uniewinnienie. Apelacja kwestionowała m.in. przyjęcie zakazu przetwarzania hymnu narodowego w jakimkolwiek celu, w tym w ramach działalności artystycznej. Obrońca powoływał się na ustawę o godle, barwach i hymnie RP, która  pozwala na artystyczne przetwarzanie godła lub barw.

13 lutego 2018 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga utrzymał wyrok. Ocenił, że wykonanie hymnu w sposób zapewniający mu należytą cześć i szacunek to wykonanie go właściwe językowo. Deformowanie słów hymnu jest zaś naruszeniem przepisów ustawy i wykroczeniem. Sąd wskazał, że możliwość przetwarzania, na co powołuje się obrona, nie dotyczy hymnu. Dla przyjęcia kontratypu, związanego z działalnością artystyczną, konieczne byłoby ustalenie, że: sprawcą czynu jest artystą, efektem czynu jest dzieło artystyczne, a motywem działania - osiągnięcie celu artystycznego. Zdaniem sądu pan Jan (pisze on wiersze  i książki) spełnił dwa pierwsze warunki, ale powoływał się na kwestie społeczno-polityczne - nie działał zatem w celu artystycznym.

Od wyroku w sprawie o wykroczenie stronie nie przysługuje kasacja. Korzystając ze swoich ustawowych uprawnień, złożył ją Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł by Sad Najwyższy uniewinnił pana Jana, gdyż jego zachowanie - z uwagi na brak społecznej szkodliwości czynu - nie stanowiło wykroczenia.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Art. 73 Konstytucji RP gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie zaś  z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo. Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Skąd Rzecznik wie o sprawie

Wniosek obwinionego

Argumenty RPO

Wartość, jaką jest cześć i szacunek dla hymnu państwowego powinna pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie. Zgodnie z art. 10 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka są one możliwe pod trzema warunkami:  ingerencja musi być przewidziana przez prawo (kryterium legalności); ma służyć ochronie publicznych lub indywidualnych dóbr bądź interesów (kryterium celowości); musi być konieczna w demokratycznym społeczeństwie (kryterium konieczności).

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPC wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPC, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPC podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany jakie wprowadził on do hymnu są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. Eksponują fakt, że pieśń napisana przez Józefa Wybickiego była pierwotnie pieśnią uchodźców, skazanych na cudzą gościnność. Autor opinii prof. Piotr Śliwiński podkreślał, że narodowe symbole mogą i winny być rozumiane jako żywa treść, a utwór pana Jana włącza się w szereg parafraz, których przedmiotem bywały dzieła kanoniczne w momentach krytycznych dla naszej zbiorowości.

Celem działania obwinionego nie była zatem kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.

Numer sprawy

II.564.2.2018

Odmowa ujawnienia przez ABW liczby porozumień z dostawcami internetu

Data: 2018-09-14

Sprawa wniosku Fundacji Panoptykon o informację publiczną

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania przed Naczelnym Sądem Administracyjnym ze skargi kasacyjnej Fundacji Panoptykon na odmowę udostępnienia informacji publicznej przez Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Stan faktyczny

W trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej Fundacja wniosła do Szefa ABW o udostępnienie danych statystycznych - liczby porozumień zawieranych między ABW a podmiotami świadczącymi usługi telekomunikacyjne, pocztowe lub internetowe o przekazywaniu Agencji danych on line. Prawo do zawierania takich porozumień ABW uzyskała na mocy nowelizacji ustaw regulujących zasady inwigilacji prowadzonej przez służby, uchwalonej przez Sejm 15 stycznia 2016 r. przy sprzeciwie całej opozycji.

Chodzi głównie o dane internetowe użytkowników sieci - np. adresy odwiedzanych stron, wpisy w wyszukiwarce, adresy email. Przed nowelizacją służby występowały po nie do odpowiednich podmiotów na potrzeby prowadzonych postępowań pisemnie - taką też drogą je dostawały. Nowela wprowadziła dostęp do tych danych on line - przez bezpieczne połączenie internetowe. Służby mogą po nie sięgać już nie tylko na potrzeby postępowań, ale także w celu „zapobiegania lub wykrywania przestępstw”, „ratowania życia lub zdrowia ludzkiego bądź wsparcia działań poszukiwawczych” czy „realizacji zadań ustawowych”. Na pozyskanie treści np. maila czy czatu nadal potrzebna jest uprzednia zgoda sądu. 

Stan sprawy

Szef ABW odmówił udostępnienia żądanych informacji. Powołał się na nadanie im klauzuli tajności „zastrzeżone” w trybie ustawy o ochronie informacji niejawnych.

W maju 2017 r. WSA (sygn. akt II SA/Wa 291/17) oddalił skargę Fundacji na decyzje Szefa ABW. Sąd wskazał, że porozumienia są zawierane w celu realizacji ustawowych zadań ABW, do których należy rozpoznawanie, zapobieganie i zwalczanie zagrożeń wymienionych w art. 5 ustawy o ABW i AW. Skoro przedmiot sprawy dotyczy zagadnień związanych z bezpieczeństwem państwa i bezpieczeństwem publicznym, Szef ABW ma rację twierdząc, iż ujawnienie żądanej informacji może powodować zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa - orzekł sąd.

Fundacja złożyła skargę kasacyjną do NSA. Według niej odmowa udostępnienia tych danych, w połączeniu ze znikomą, zazwyczaj następczą kontrolą sądową nad działalnością służb, powoduje, że wzrasta ryzyko nadużyć i naruszania praw - zwłaszcza do prywatności - osób objętych kontrolą służb. Skarga wnosi o uchylenie wyroku i zwrot sprawy do WSA.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Odmowa Szefa ABW ogranicza prawo dostępu do informacji publicznej, co uniemożliwia społeczną kontrolę działań służb specjalnych. Tymczasem niezwykle istotne jest, aby zapewnić transparentność ich działań, w szczególności ingerujących w prawa i wolności osób objętych ich kontrolą. Zagrożenie terroryzmem i rozwój przestępczości zorganizowanej powodują, że coraz częściej musimy godzić się na takie działania służb chroniących porządek prawny i nasze bezpieczeństwo, które ograniczają swobody obywatelskie, w tym sferę prywatności. Dlatego tym ważniejsze jest, aby działalność służb podlegała społecznej kontroli w obszarach, które nie ograniczają możliwości ich skutecznego działania i nie dotyczą konkretnych postępowań. Obowiązkiem państwa nie jest wyłącznie zapewnienie bezpieczeństwa publicznego, lecz uczynienie tego w taki sposób, że istota praw podmiotowych będzie należycie chroniona. Pod hasłem walki z terroryzmem nie można ingerować w prawa i wolności człowieka w sposób nieproporcjonalny i nadmierny.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek Fundacji

Argumenty RPO

Zaskarżony wyrok prowadzi do niezasadnego ograniczenia konstytucyjnego prawa do informacji publicznej. Tymczasem art. 61 Konstytucji RP zakłada jedynie wyjątkowe odstępstwa od zasady prawa obywateli do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej. Jest to możliwe wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa. Wszelkie wątpliwości powinno się rozstrzygać na rzecz obywatelskiego prawa dostępu do informacji publicznej.

WSA nie wziął pod uwagę, że żądane informacje dotyczą czynności inwigilacyjnych ingerujących w prawo do prywatności osób, wobec których je zastosowano. W art. 47 i 51 Konstytucja RP zobowiązuje władze publiczne do nieingerencji w określony przez nie zakres życia jednostki i zapewnia stosowną ochronę przed wszelkimi działaniami w niego godzącymi. Dlatego tak istotna jest rzetelna sądowa ocena decyzji ABW ws. udostępnienia informacji publicznej. Rzecznik uważa, że WSA nie dokonał właściwej oceny proporcji między prawem obywatela do informacji publicznej a ochroną informacji niejawnych - błędnie uznając, że żądane informacje powinny pozostać niejawne.

Dla oceny prawidłowości odmowy, sąd musi dysponować materiałami pozwalającymi mu na kontrolę żądanych informacji. Tymczasem z uzasadnienia wyroku wynika, że WSA oparł się na ustaleniach i argumentacji ABW, nie oceniając żądanej informacji. Wątpliwości budzi, czy ABW sporządziła żądaną informację, którą następnie przekazała sądowi wraz z aktami sprawy, czy też uznała jedynie, że nie powinna ona zostać ujawniona i  przekazała sądowi tylko uzasadnienie decyzji. Sąd jest zaś kompetentny, aby zbadać zasadność nadania klauzuli tajności takim informacjom.

WSA nie dostrzegł, że wniosek dotyczył wąskiego zakresu udostępniania danych internetowych, o którym mowa w ust. 3 art. 28 ustawy o ABW. Ujawnienie tych informacji nie będzie zatem przesądzało o pozyskiwaniu danych internetowych, które ABW może również uzyskiwać na podstawie art. 28 ust. 1 i 2 ustawy (czyli na wniosek pisemny lub ustny). WSA nie dokonał zatem wyczerpujących ustaleń, co naruszyło przepisy postępowania. Nie można bowiem uznać, że doszło do sprawiedliwego i bezstronnego rozpatrzenia skargi.

Ponadto w ocenie Rzecznika istotne jest, że żądane informacje mają charakter statystyczny - ich ujawnienie nie spowodowałoby szkody dla państwa. NSA wiele razy uznawał, że dane statystyczne nt. czynności służb specjalnych stanowią informację publiczną. WSA uznał jednak, że takie informacje powinny pozostać niejawne, argumentując: „Znając liczbę tych porozumień i podmiotów świadczących usługi drogą elektroniczną, można w łatwy sposób określić, w jakim zakresie ABW korzysta z uprawnień przyznanych przez ustawodawcę”.

RPO replikuje, że wniosek Fundacji odnosił się do wąskiego zakresu czynności ABW, które stanowiłyby jedynie pewien wycinek jej działalności. Z informacji tej raczej nie można byłoby wnioskować o bieżącej działalności Agencji, gdyż podana ogólna liczba porozumień świadczyłaby o wszystkich porozumieniach zawartych na podstawie tego przepisu, a nie tylko aktualnych. Uzyskanie żądanych informacji pozwoliłoby natomiast sprawdzić, czy stosowane przez ABW środki nie są nadużywane.

Dlatego ograniczenia dostępu do tych informacji statystycznych nie można uznać za konieczne w demokratycznym państwie prawnym. Nie znajduje też ono uzasadnienia z punktu widzenia zasady proporcjonalności.

Numer sprawy:

VII.6060.36.2018

Sprawa odmowy najmu lokalu komunalnego bez wnikliwego zbadania stanu faktycznego

Data: 2018-09-14

Sprawa pani Elżbiety

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił  do postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w sprawie pani Elżbiety.

Stan faktyczny

W  marcu 2018 r. Zarząd Dzielnicy Praga Południe odmówił zgody na najem lokalu komunalnego pani Elżbiecie (której wypowiedziano umowę najmu w budynku prywatnym).  Uzasadniono to m.in. tym, że jest ona właścicielką połowy domu w O. (gdzie mieszka jej były mąż, który się nad nią znęcał) - i dwóch działek rolnych. Władze dzielnicy uznały, że może ona albo zamieszkać z byłym mężem, albo sprzedać ziemię i kupić sobie mieszkanie.

Decyzję wydano na podstawie par. 6 ust. 1 pkt 1 uchwały Rady m. st. Warszawy z 9 lipca 2009 r. w sprawie zasad wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu miasta. Zgodnie z nim, odmawia się najmu lokalu, jeżeli wnioskodawca czy jego małżonek jest właścicielem lokalu, budynku mieszkalnego lub jego części i może go używać lub gdy ma tytuł prawny do nieruchomości, której zbycie lub z której pożytki dają możliwość zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych.

Stan sprawy

W skardze do WSA pani Elżbieta kwestionuje, aby odmowa najmu miała zawsze wynikać z faktu bycia właścicielem domu lub nieruchomości - skoro realnie nie można w niej zamieszkać lub jej sprzedać (działki rolne próbuje ona od 10 lat bezskutecznie sprzedać). Zarząd dzielnicy w ogóle nie wziął pod uwagę tych okoliczności. Założenie zaś, że powinna ona zamieszkać z byłym mężem - który stosował wobec niej  przemoc, za co wyrokiem sądu został eksmitowany z jej dotychczasowego lokalu - jest rażąco sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.  Skarga wnosi o stwierdzenie nieważności decyzji władz dzielnicy.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której władze tworzą regulacje prawa miejscowego, mające zaspokajać uzasadnione potrzeby mieszkaniowe  obywateli, a z drugiej zaś - w indywidualnych sprawach podejmują rozstrzygnięcia bez przeprowadzenia dogłębnej analizy, co de facto może prowadzić do bezdomności. Takie działania i rozstrzygnięcia trzeba uznać za arbitralne i nie gwarantujące ochrony praw obywatelskich.

Do przystąpienia do sprawy RPO skłonił m.in. wzrost skarg, z których wynika, że zarządy dzielnic nie prowadzą wnikliwego postępowania wyjaśniającego w takich sprawach. Ponadto odstępują od zbierania dowodów na okoliczności, które - ich zdaniem - nie kwalifikują wnioskodawców do pomocy mieszkaniowej, a odmowy opierają często na dowolnych wnioskach i ocenach. Tymczasem sądy administracyjne słusznie podkreślają, że te sprawy nie mogą być załatwiane pobieżnie, ale wymagają szczególnej staranności i obiektywizmu oraz działań w zgodzie z obowiązującymi przepisami. Obywatel ma prawo oczekiwać dokładnego i rzetelnego zbadania sprawy i zgromadzenia materiału potrzebnego do dokonania ustaleń niezbędnych do jej wyjaśnienia.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek adwokatki skarżącej

Argumenty RPO

Sprawę pani Elżbiety zbadano bardzo pobieżnie. Nie przeprowadzono wnikliwego i rzetelnego postępowania wyjaśniającego co do wszystkich przesłanek z par. 6 ust. 1 pkt 1 uchwały Rady. W konsekwencji nie wykazano okoliczności faktycznych uzasadniających odmowę najmu.

Arbitralnie i bez jakiegokolwiek uzasadnienia odmówiono skarącej pomocy mieszkaniowej - bez zbadania, czy może ona zaspokoić swe potrzeby mieszkaniowe z wykorzystaniem nieruchomości, do których ma tytuł prawnyNie sprawdzono bowiem ani możliwości zamieszkania pani Elżbiety z byłym mężem, ani realnej możliwości sprzedaży działek rolnych. Według Rzecznika sama możliwość sprzedaży w zasadzie każdej nieruchomości nie może być podstawą uznania, że w tym konkretnym przypadku nieruchomości będące własnością i współwłasnością pani Elżbiety mogą być przedmiotem realnej sprzedaży.

Nikt nie zwrócił się do pani Elżbiety, aby wykazała, że nie ma możliwości zamieszkania w domu w O. Oczywiste jest zaś, że nie może ona zamieszkać z byłym mężem. Nie może też samodzielnie decydować o sprzedaży tej nieruchomości. W aktach sprawy nie ma  potwierdzenia, by pieniądze z takiej sprzedaży pozwoliły na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych skarżącej.

Ponadto od pani Elżbiety nie żądano informacji o jej staraniach sprzedaży działek rolnych. Nie ustalono, czy ma ona możliwość uzyskiwania z nich dochodów lub też ich sprzedaży. Nie sprawdzono cen nieruchomości rolnych w tych miejscowościach. Nie zbadano też, jaki jest tam popyt na nieruchomości - a więc jaka jest realna możliwość ich sprzedaży. 

Z dokumentów wynika, że Zarząd prowadził zaś wnikliwe postępowanie wyjaśniające dotyczące aktualnej sytuacji mieszkaniowej pani Elżbiety, jej zobowiązań finansowych związanych z zajmowanym lokalem i stanu prawnego nieruchomości, w której się on znajduje. Ustalono też, że miesięczny dochód pani Elżbiety z emerytury i umowy zlecenia wynosi w sumie 1545,67 zł netto. Oznacza to, że spełnia ona nie tylko kryterium niezaspokojonych potrzeb mieszkaniowych, ale także kryterium dochodowe kwalifikujące ją do gminnej pomocy mieszkaniowej.

Dlatego RPO za zasadny uznaje zarzut naruszenia przez Zarząd także art. 4 ust. 2 ustawy z 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego. Stanowi on, że gmina zapewnia lokale socjalne i lokale zamienne, a także zaspokaja potrzeby mieszkaniowe gospodarstw domowych o niskich dochodach.

Według Rzecznika odmowa przyznania lokalu pani Elżbiecie - gdy w świetle zebranego materiału nie można jednoznacznie stwierdzić, że nie jest ona uprawniona do uzyskania takiej pomocy - narusza również zasadę legalizmu wyrażoną w art. 7 Konstytucji RP oraz gwarancje dla obywatela do uzyskania pomocy mieszkaniowej, wynikające z art. 75 ust. 1 Konstytucji RP.

Numer sprawy

IV.7211.108.2018

RPO za oddaleniem przez sąd wniosku MSWiA o zarząd przymusowy dla Obywateli RP

Data: 2018-09-06
  • O oddalenie przez sąd wniosku MSWiA o zarząd przymusowy dla Obywateli RP wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Według Adama Bodnara minister nie wskazał, jakie konkretne działania tej fundacji w istotny sposób naruszają przepisy prawa, a jedynie zwrócił uwagę na taką możliwość 
  • Tymczasem chodzi o tzw. obywatelskie nieposłuszeństwo, czyli deklarację świadomego naruszenia prawa, przy gotowości poniesienia za to odpowiedzialności - dla wyrażenia niezgody na decyzje władz
  • Obywatele RP to ruch społeczny (zarejestrowany formalnie jako Fundacja Wolni Obywatele RP), znany z działań w obronie niezawisłości sądownictwa i przestrzegania prawa w Polsce, m.in. przez organizowanie manifestacji

Powołując się na zasady konstytucyjne, RPO przyłączył się do postępowania sądowego, zainicjowanego w 2017 r. przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, który wniósł by sąd zawiesił zarząd fundacji i wyznaczył zarządcę przymusowego.

Zgodnie z art. 14 ustawy o fundacjach, jeżeli działanie zarządu fundacji w istotny sposób narusza przepisy prawa lub postanowienia jej statutu albo jest niezgodne z jej celem, właściwy minister może wyznaczyć odpowiedni termin do usunięcia tych uchybień albo żądać zmiany zarządu fundacji. W razie dalszego uporczywego działania zarządu fundacji w sposób niezgodny z prawem, minister może wystąpić do sądu o zawieszenie zarządu fundacji i wyznaczenie zarządcy przymusowego. Sąd uchyla swe postanowienie o zawieszeniu zarządu i wyznaczeniu zarządcy przymusowego na wniosek zarządu fundacji, jeżeli naruszenia zostaną zaniechane.

Historia sprawy

Wszystko zaczęło się od pisma MSWiA, które - działając jako organ nadzorczy - 20 lipca 2017 r. wezwało Zarząd Fundacji do „zaprzestania naruszania przepisów prawa powszechnie obowiązującego i postanowień statutu fundacji” w 14 dni od doręczenia pisma. Wywołało ono obawy przedstawicieli fundacji co do możliwości ograniczenia jej legalnych działań, takich jak organizowanie zgromadzeń publicznych.

W piśmie nie wskazano precyzyjnie, w jaki sposób naruszono wskazane przepisy. Zawarto w nim jedynie lakoniczny opis działań fundacji polegających na organizowaniu zgromadzeń w tym samym miejscu i czasie, co cykliczne zgromadzenia dla oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku.

Dlatego 10 sierpnia 2017 r. RPO zwrócił się do MSWiA o sprecyzowanie zarzutów. Zwrócił uwagę, że organizowanie zgromadzeń w tym samym miejscu i czasie celem prezentowania odmiennych poglądów nie jest co do zasady zabronione przez Prawo o zgromadzeniach. Przewiduje ono zaś przyznanie wyboru miejsca i czasu zgromadzenia jednemu z organizatorów, gdy nie jest możliwe odbycie obu zgromadzeń tak, aby ich przebieg nie zagrażał życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach. Samo organizowanie kontrdemonstracji nie może być przesłanką ograniczenia wolności zgromadzeń publicznych – pisał RPO.

W ocenie MSWiA Zarząd Fundacji w wyznaczonym terminie nie zaprzestał naruszeń. Wobec tego 20 listopada 2017 r. MSWiA złożył do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa wniosek o zawieszenie zarządu fundacji i wyznaczenie zarządcy przymusowego. Fundacja wniosła o jego oddalenie.

Uzasadnienie stanowiska RPO

W doktrynie podkreśla się, że „zawieszenie zarządu fundacji z jednoczesnym wyznaczeniem zarządcy przymusowego jest środkiem nadzorczokontrolnym, który może zostać użyty zupełnie wyjątkowo. Mianowicie wyłącznie wówczas, gdy inne środki represyjne nie przynoszą oczekiwanych rezultatów” (Henryk Cioch, w: H. Cioch, A. Kidyba, Ustawa o fundacjach. Komentarz, Komentarz do art. 14 ustawy o fundacjach, LEX 2007, Nr 25482). Zdaniem rzecznika, ten bardzo daleko idący środek powinien być podejmowany wyłącznie, gdy nie jest możliwe funkcjonowanie fundacji w granicach określonych prawem, np. gdy naruszenie prawa  jest powtarzalne i w istotny sposób godzi w porządek społeczny lub prawny.

Głównym celem nadzoru państwa nad fundacjami jest bowiem ich ochrona przed niegospodarnością i dokonywaniem bezużytecznych czynności oraz ochrona fiskalnych interesów państwa (H. Cioch, w: H. Cioch, A. Kidyba, Ustawa o fundacjach. Komentarz). Rzecznik podkreśla, że art. 14 ustawy o fundacjach dotyczy działań podejmowanych przez zarząd fundacji, a nie przez samą fundację.

MSWiA powołuje się na treści ze strony internetowej fundacji, w tym Deklarację Obywatelską i Deklarację Nieposłuszeństwa. Według resortu można uznać, iż fundacja „poprzez swoją działalność może naruszać prawo powszechnie obowiązujące i postanowienia swojego statutu, co wyczerpuje przesłanki wskazane w art. 14”. Rzecznik wskazuje, że wnioskodawca nie wskazał, jakie konkretne działania zarządu fundacji w istotny sposób naruszają przepisy prawa, a jedynie zwrócił uwagę na możliwość takiego naruszenia.

Zdaniem MSWiA treści ze stron fundacji spełniają przesłanki przestępstwa publicznego nawoływania do popełnienia występku lub przestępstwa skarbowego oraz publicznego pochwalania przestępstwa (art. 255 § 1 i 3 Kodeksu karnego). Chodzi o sformułowania:

  •  „Do środków nacisku, których wykorzystania oczekujemy i które zamierzamy stosować w zakresie własnych możliwości należy gra parlamentarna, procesy sądowe, społeczne demonstracje, strajki i protesty, w tym akty obywatelskiego nieposłuszeństwa -również takie, które naruszają przepisy prawa”
  • „Oświadczam zatem publicznie, że Andrzej Duda jest kłamcą i krzywoprzysięzcą, niegodnym sprawowania żadnej godności w Rzeczypospolitej. Mam pełną świadomość, że naruszam Art. 135. § 2. kodeksu karnego, narażając się na karę do 3 łat pozbawienia wolności. Deklaruję gotowość poniesienia tych konsekwencji”

- Wezwania do naruszenia prawa mają charakter niezwykle ogólny i odnoszą się do idei tzw. obywatelskiego nieposłuszeństwa - podkreśla RPO. Jej cechą jest świadome naruszenie prawa przez osobę, która się nieposłuszeństwa dopuszcza i która jest gotowa za to ponieść odpowiedzialność. Chodzi zatem nie o naruszenie porządku publicznego, ale o zwrócenie uwagi na wypaczenia i doprowadzenie do naprawy rzeczywistości. Jest to więc rodzaj obywatelskiej demonstracji.

W opinii RPO w tych deklaracjach fundacji nie wskazano żadnych konkretnych form naruszenia prawa. Nie było też pochwały tego typu działań; wyrażono zaś gotowość poddania się karze w przypadku ewentualnego ich popełnienia. Zdaniem rzecznika, przed sformułowaniem wezwania, o którym mowa w art. 14 ustawy o fundacjach, MSWiA powinien dokonać więc szczegółowej oceny materialnoprawnych przesłanek odpowiedzialności i rozmiaru niebezpieczeństwa czynu.

Argumenty konstytucyjne

Powołane postulaty fundacji stanowią w pierwszej kolejności przejaw krytycznej wypowiedzi, korzystającej z ochrony wolności słowa wyrażonej w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i samorealizacji jednostek oraz że nie może ona ograniczać się wyłącznie do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne.

Także Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdzał naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawach dotyczących aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa. W latach 90. w Turcji ruch obywatelski dla poprawy tureckiej legislacji masowo publikował  zakazane artykuły i ulotki, po czym zgłaszał zawiadomienia o popełnieniu przez siebie przestępstwa. W tej sprawie ETPC uznał nieproporcjonalne naruszenie wolności słowa. Wskazywał on też wielokrotnie, że władze demokratycznego państwa muszą tolerować krytykę, nawet jeśli można ją uznać za prowokacyjną lub obraźliwą.

Drugi zarzut naruszenia prawa przez fundację dotyczy blokowania i zakłócania cyklicznego zgromadzenia publicznego w celu oddania hołdu ofiarom katastrofy w Smoleńsku. MSWiA nie wskazuje jednak konkretnych zdarzeń, nie wykazuje ich powtarzalności ani związku z działaniami podejmowanymi bezpośrednio przez Zarząd Fundacji. W ocenie RPO również w tym zakresie nie doszło do wykazania „istotnego naruszenia przepisów prawa lub postanowień statutu” przez Zarząd Fundacji. Nie sposób więc ustalić, zaprzestania jakich działań w tym zakresie resort oczekuje od Zarządu.

Ustawa o fundacjach konkretyzuje zasadę pluralizmu społecznego, wyrażoną w art. 12 Konstytucji RP. Zgodnie z nim zapewnia się wolność tworzenia i działania związków zawodowych, organizacji społecznozawodowych rolników, stowarzyszeń, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych  zrzeszeń oraz fundacji. Zasada ta stanowi podstawę budowania społeczeństwa obywatelskiego, które jest jednym z filarów demokratycznego państwa prawnego. Jest ona ściśle powiązana z wyrażoną w art. 58 Konstytucji RP wolnością zrzeszania się. Z wolności zrzeszania się wynika m.in. swoboda działalności zrzeszeń (w tym fundacji) i prawo do samodzielnego określania celów i środków służących ich realizacji (B. Banaszak, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Warszawa 2012, s. 348).

Postanowienia ustawy o fundacjach, w tym także art. 14, należy więc w ocenie rzecznika interpretować zgodnie ze wskazanymi przepisami Konstytucji RP. Działania o charakterze nadzorczym podejmowane przez ministra na podstawie art. 14 ustawy nie powinny więc stanowić ingerencji w działalność fundacji ani nie mającej podstaw w przepisach prawa oceny wybranych przez fundację środków i celów działania – głosi konkluzja pisma Adama Bodnara do sądu.

VII.612.42.2017

 

Wrocławski sąd wycofał zapis regulaminu, który kwestionował RPO

Data: 2018-07-27
  • Po interwencji RPO Sąd Okręgowy we Wrocławiu wycofał zapis regulaminu o tym, że mogą do niego wchodzić wyłącznie osoby wezwane na rozprawy i posiedzenia, a także ci, którzy „wykażą potrzebę załatwienia innej ważnej sprawy”
  • Uchylenia zapisu zażądał Rzecznik Praw Obywatelskich, który uznał go za sprzeczny z konstytucyjną zasadą  jawności postępowań sądowych
  • Prezes sądu wyjaśnił, że chodziło o niewpuszczanie osób mogących zakłócać ład i bezpieczeństwo, np. członków ugrupowań nacjonalistycznych, grup pseudokibiców lub  przestępczości zorganizowanej

Jeden z paragrafów regulaminu wrocławskiego sądu głosił, że „na teren Sądu mogą wchodzić wyłącznie osoby posiadające aktualne wezwanie lub zawiadomienie o terminie rozprawy bądź posiedzenia, a także osoby, które wykażą potrzebę załatwienia innej ważnej sprawy. Osoby upoważnione do przebywania w Sądzie zobowiązane są do poruszania się wyłącznie w kierunku miejsca docelowego określonego na wezwaniu lub zawiadomieniu, bądź załatwienia innej sprawy”.

12 lipca 2018 r. zastępca RPO Stanisław Trociuk zażądał od prezesa Sądu Okręgowego we Wrocławiu uchylenia tego paragrafu. Powołał się na konstytucyjny standard poszanowania zasady jawności postępowania, która stanowi istotny element prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP). Konstytucja umożliwia sprawowanie kontroli społecznej sądownictwa przez zwykłych obywateli dzięki obserwacji jawnych rozpraw.  Zapis ogranicza zaś dostęp publiczności do jawnych rozpraw i uniemożliwia taką społeczną kontrolę. 

- Konstytucja nie przewiduje wymogu posiadania przez obywateli w sądzie żadnych pozwoleń, wniosków czy pism, wystarczy po prostu przyjść do sądu, wybrać rozprawę z wokandy, a następnie zasiąść na ławach przeznaczonych dla publiczności – pisał Stanisław Trociuk. Wskazał ponadto, że ograniczenia jawności wprowadzono aktem, który nie tylko nie ma mocy ustawy, ale nie jest także źródłem powszechnie obowiązującego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej (art. 87 Konstytucji RP).

W odpowiedzi dla RPO z 23 lipca 2018 r. prezes sądu Maciej Skórniak napisał, że zarządzeniem Prezesa i Dyrektora Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 18 lipca 2018 r.  wykreślono kwestionowany paragraf regulaminu. W jego miejsce zapisano zaś: „Osoby wchodzące do Sądu obowiązane są poddać się dokonywanym przez funkcjonariuszy Policji czynnościom kontrolnym opisanym w § 4-8, a w razie odmowy poddania się im mogą nie zostać wpuszczone na teren Sądu".

Jak zaznaczył prezes, wcześniejszy zapis wpływał na zwiększenie bezpieczeństwa na terenie wrocławskich sądów, nie dopuszczając do przebywania w nich osób mogących w jakikolwiek sposób powodować zakłócenie ładu i bezpieczeństwa.

- Niejednokrotnie osoby z różnych ugrupowań nacjonalistycznych, pseudokibiców lub innych grup budzących niepokój, w tym przestępczości zorganizowanej, próbowały wtargnąć na teren sądu i zakłócić przebieg rozpraw oraz pracy pracowników, a także zawiązać manifestację na terenie sądu bez uprzedniego zezwolenia - napisał Maciej Skórniak. W związku z tym, z uwagi na mogące wystąpić zagrożenia terrorystyczne, paragraf ten pozwalał na podniesienie poziomu kontroli osób wchodzących do budynku sądu - dodał.

Ostatnio Rzecznik zażądał od kolejnego sądu - Sądu Okręgowego w Lublinie - uchylenia przepisu regulaminu, głoszącego że mogą do niego wchodzić osoby wezwane przez sąd i takie, „które wykażą potrzebę wejścia”.

VII.510.20.2018

Odmowa refundacji leku z konopi uśmierzającego ból w rzadkiej chorobie

Data: 2018-07-16

Sprawa pani Marty:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w sprawie odmowy refundacji leku z konopi, uśmierzającego ból przy rzadkiej chorobie.

Stan faktyczny:

Pani Marta cierpi na algodystrofię obu nóg - rzadką chorobę powodującą bóle kończyn praktycznie uniemożliwiające funkcjonowanie. W 2017 r. wystąpiła do Ministra Zdrowia o zgodę na refundację leku będącego suszem z konopi. Wcześniej stosowała inny lek na bazie marihuany,  ale wystąpiły u niej niepożądane objawy.

Minister odmówił zgody z uwagi niepełnienie  kryteriów określonych w ustawie o refundacji, w tym: skuteczności klinicznej i praktycznej, bezpieczeństwa stosowania, relacji korzyści zdrowotnych do ryzyka stosowania, konkurencyjności cenowej oraz wpływu na wydatki ze środków publicznych.

Pani Marta złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wskazała, że odmowa refundacji leku, który przynosi ulgę, kiedy inne metody zawodzą, nie może być rozumiana inaczej, jak odebranie jej prawa do leczenia bólu. To jest zaś sprzeczne z prokonstytucyjną wykładnią ustawy refundacyjnej oraz z ustawą o prawach pacjenta, która  przyznaje prawo do leczenia bólu. Podkreślała skuteczność leku z kannabinoidami, bezpieczeństwo stosowania i pozytywne relacje korzyści zdrowotnych do ryzyka.

WSA w grudniu 2017 r. oddalił skargę. Uznał, że przed decyzją o wydatkowaniu środków publicznych minister prawidłowo ocenił, iż nie  było podstaw do uwzględnienia wniosku. Niespełnienie bowiem choć  jednego z ustawowych kryteriów refundacji powinno prowadzić do jej odmowy. Sąd zaznaczył, że nie orzeka na podstawie kryteriów słuszności
i celowości; kontroluje tylko legalność wydanych decyzji, których prawidłowości nie może oceniać w oparciu o „przesłanki pozaprawne”.

Adwokatka pani Marty wniosła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Według niej WSA winien był uwzględnić skargę wobec pominięcia przez ministra  potwierdzenia zapotrzebowania na sprowadzenie leku z zagranicy oraz opinii lekarza prowadzącego. Minister oparł się zaś na fragmentach opinii konsultantów krajowych i wojewódzkich, wskazujących ogólne zagrożenia medycznej marihuany - nieodniesione do zdrowia skarżącej. Inny zarzut to brak indywidualnego podejścia co do spełnienia kryteriów ustawy  o refundacji oraz błędne przyjęcie, iż niespełnienie któregokolwiek z nich ma prowadzić do  odmowy refundacji.

Stan sprawy:

Na 17 lipca 2018 r. NSA wyznaczył termin rozpoznania skargi kasacyjnej, do której przyłączył się RPO.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Wykładnia przepisów dokonana przez Ministra Zdrowia prowadzi do sprzeczności z podstawowymi wartościami konstytucyjnymi - jak prawo do godności, ochrony zdrowia oraz życia ludzkiego. Rzecznik stoi na straży konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela, dlatego w celu ochrony praw jednostki przystąpił do tego postępowania. Rozstrzygnięcie organu administracji musi być wynikiem wyjaśnienia stanu faktycznego  sprawy oraz wszechstronnego zebrania i wyczerpującego rozpatrzenia materiału dowodowego. A negatywna decyzja co do refundacji leku, zwłaszcza przynoszącego ulgę w bólu, powinna być szczególnie przekonująco i jasno uzasadniona.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek adwokatki skarżącej

Argumentacja RPO:

W ocenie RPO wykładnia Ministra Zdrowia w tej sprawie, zaakceptowana przez WSA, prowadzi do sprzeczności z podstawowymi wartościami konstytucyjnymi, takimi jak prawo do: godności (art. 30 Konstytucji RP), ochrony zdrowia (art. 68 Konstytucji RP) oraz życia ludzkiego (art. 38 Konstytucji RP).  

Rzecznik podkreślił, że Trybunał Konstytucyjny  wskazuje na podstawowy charakter prawa do ochrony zdrowia, które ma źródło w przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka. Ochrona zdrowia jest ściśle powiązana z ochroną życia, a prawo do życia - z godnością człowieka. Prawo do ochrony zdrowia  jest konstytucyjnie gwarantowane nie tylko jako prawo nadane przez władzę państwową – jest to prawo podstawowe wynikające z przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, którego przestrzeganie władza państwowa jest zobowiązana ochraniać.

W orzeczeniu WSA Rzecznik dostrzega przede wszystkim błędną wykładnię normy prawa materialnego, negatywnie wpływającą na prawa i wolności obywatelskich pacjentki.

Zarówno minister, jak i WSA dokonali  niewłaściwej wykładni przepisu art. 39 ust. 1 w zw. z art. 12 ustawy o refundacji, polegającej na przyjęciu, iż decyzja pozytywna wymaga spełnienia wszystkich przesłanek refundacyjnych, a niespełnienie choćby jednej wyklucza wydanie zgody. Jak wynika z art. 39 ust. 3e ustawy, zgody odmawia się w przypadkach wymienionych w tym przepisie. Wśród nich ustawa nie wymienia niespełnienia kryteriów, o których mowa w art. 12. Przy wydawaniu decyzji negatywnej o refundacji minister nie jest związany tymi kryteriami.

Rzecznik podziela pogląd NSA z wyroku z 15 marca 2017 r. (sygn. akt II GSK 1507/16),  że niespełnienie jednego z kryteriów nie uniemożliwia automatycznie decyzji pozytywnej. Według orzecznictwa NSA  nie muszą być spełnione wszystkie kryteria refundacyjne, aby minister mógł wydać zgodę. Ocena przesłanek refundacyjnych powinna być zaś dokonywana w odniesieniu do przypadku konkretnego pacjenta.

W decyzji z 10 maja 2017 r. minister odmówił skarżącej zgody na refundację z uwagi na niespełnienie wszystkich przesłanek, o których mowa w art. 12 pkt 3 – 6 i 8 – 11 ustawy o refundacji. Pominął przesłanki odnoszące się do: istotności stanu klinicznego, którego dotyczy wniosek, konkurencyjności cenowej oraz wiarygodności i precyzji oszacowań kryteriów.

W kolejnej decyzji z 24 lipca 2017 r. (utrzymującej zaskarżoną decyzję z 10 maja) minister odniósł się do wcześniej pominiętych kryteriów,  częściowo uznając je za spełnione. W konkluzji stwierdził  jednak brak spełnienia wszystkich ustawowych przesłanek. W treści decyzji  wskazano na spełnienie przesłanek istotności stanu klinicznego oraz wiarygodności i precyzji oszacowań kryteriów, ale – jak podkreśla RPO - w dalszej części decyzji powołano się już na niespełnienie wszystkich kryteriów.

Według rzecznika  zachodzi tu „oczywista sprzeczność”. Także i WSA wskazuje na niespełnienie wszystkich kryteriów, co jest niezgodne z ustaleniami ministra. Oznacza to, że WSA pominął dwa kryteria, uznane w decyzji z  24 lipca za spełnione.

Ponadto minister nie odniósł się w ogóle do indywidualnego stanu chorobowego pacjentki. Wskazał, że w związku z brakiem spełnienia przesłanki bezpieczeństwa stosowania oraz  dostatecznych dowodów naukowych potwierdzających wyższą skuteczność tego leku w stosunku do innych uznaje się, że korzyści zdrowotne nie przewyższają ryzyka stosowania leku.

Tymczasem, jak wynika z wystawionego przez lekarza prowadzącego zapotrzebowania, przedmiotowy lek był niezbędny dla ratowania życia i zdrowia pacjentki. Potwierdził to konsultant wojewódzki  w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu prof. Jarosław Deszczeński. Minister stwierdził, iż nie zachodzą przesłanki uniemożliwiające sprowadzenie produktu z zagranicy. W związku z tym pacjentka otrzymała 3 opakowania leku.

I minister, i sąd pominęli fragmenty opinii konsultantów o zasadności przyznania refundacji. WSA wskazał, że zgodnie z opinią konsultanta krajowego w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu, nie ma żadnych potwierdzonych wyników skutecznego leczenia kannabinoidami algodystrofii. Konsultant krajowy w dziedzinie medycyny paliatywnej uznał, że nie ma klinicznych dowodów na skuteczność kannabinoidów w leczeniu bólu. Na tej podstawie WSA zgodził się z ministrem, iż opinie i analizy specjalistów nie wskazują na spełnienie przesłanki skuteczności klinicznej. I minister, i sąd mieli do dyspozycji siedem opinii odnoszących się do stanu zdrowotnego pacjentki. Zupełnie pominięto opinie prof. Deszczeńskiego, lekarza prowadzącego oraz pozostałych konsultantów odnoszące się do zasadności refundacji (dwie opinie wprost wskazywały na jej konieczność).

Również z opinii konsultanta krajowego dr. hab. med. Jarosława Czubaka  wynika, iż w sytuacji, w której leczenie kanabinoidami przynosi chorej ulgę, a inne sposoby nie przynoszą efektu, wydaje się celowa zgoda na refundację jedynego leku pozwalającego istotnie zmienić komfort życia pacjentki. Zgodnie z opinią innego konsultanta, preparat pozostaje w Polsce na etapie stosowania eksperymentalnego - co nie wyklucza, że u tej pacjentki wykaże korzystne działanie. Kolejna lekarka wskazała, że pochodne konopi indyjskich mogą być stosowane w leczeniu bólu przewlekłego.

Numer sprawy:

V.7010.15.2018

Rzecznik Praw Pacjenta rezygnuje z obecności w ośrodku w Gostyninie - płocki sąd zapowiada częstsze kontrole ośrodka

Data: 2018-07-16
  • Prawa pacjentów ośrodka w Gostyninie nie odbiegają negatywnie od praw osób w innych szpitalach psychiatrycznych - tak Rzecznik Praw Pacjenta odpowiedział na wniosek RPO, by włączył się do działań dla ochrony praw pacjentów ośrodka
  • Wobec wzmożonego zainteresowania RPO ich sytuacją, Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego z ośrodka będzie przeniesiony do zespołu opieki zdrowotnej w tej samej miejscowości  
  • Z kolei Sąd Okręgowy w Płocku odpowiedział  RPO, że od 2018 r. stałe kontrole ośrodka  w Gostyninie będą się odbywać co najmniej raz w roku - dotychczas była tylko jedna
  • Sąd zapowiada też, że podczas kontroli będą brane pod uwagę wszelkie uwagi, informacje i spostrzeżenia RPO wobec funkcjonowania ośrodka i praw pacjentów

W Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie są bezterminowo pozbawiane wolności (już jako pacjenci) osoby po obyciu kar za najcięższe przestępstwa seksualne, które nadal mogą stwarzać zagrożenie. Przewiduje to ustawa z 2013 r. O umieszczeniu w ośrodku decyduje sąd cywilny w postępowaniu nieprocesowym. Ośrodek, gdzie osoby te są poddawane terapii, funkcjonuje jako podmiot leczniczy, podlegający Ministrowi Zdrowia.

RPO o ograniczaniu praw pacjentów ośrodka

Wizytacje ekspertów RPO z września 2015 r., czerwca 2017 r. i marca 2018 r. wykazały nieprawidłowości w funkcjonowaniu ośrodka. W ocenie RPO to w ustawie, a nie w regulaminie KOZZD, powinny zostać kompleksowo uregulowane kwestie pobytu osób stwarzających zagrożenie, z uwzględnieniem zasad ograniczenia praw i wolności - które w pewnych przypadkach muszą mieć miejsce.

Dziś ustawowe prawa pacjentów odnoszą się tylko do świadczeń zdrowotnych, kontroli przedmiotów i pomieszczeń, posiadania przedmiotów zabronionych, czy też kontaktów z osobami z zewnątrz. Pomijają zaś sferę życia codziennego, m.in. warunków bytowych, zakupów, widzeń, korespondencji, rozmów telefonicznych, wyżywienia, kontroli osobistych, postępowania z pacjentami naruszającymi przepisy  możliwości wniosków, skarg i odwołań od decyzji dyrektora.

Pacjenci zdani są tu na arbitralną wolę dyrektora. Nie mając do tego podstaw prawnych, określa on w regulaminie ich prawa i obowiązki. Według RPO jaskrawym przykładem jest np. kontrola korespondencji pacjentów. Tymczasem art. 31 ust. 3 Konstytucji RP stanowi, iż ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i nie mogą naruszać ich istoty. RPO wiele razy zwracał się w tej sprawie do różnych podmiotów.

W czerwcu 2018 r. zastępczyni RPO Hanna Machińska napisała do Rzecznika Praw Pacjenta, by skorzystał ze swych uprawnień i przyłączył się do działań RPO co do zmian legislacyjnych, zmierzających do ochrony praw pacjentów ośrodka. Wniosła też do RPP, aby Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego, działający przy KOOZZD, ponownie zajął się problemami jego pacjentów.  Według zastępczyni RPO wcześniejsza odpowiedź, iż „stopień przestrzegania praw pacjenta KOZZD kształtuje się na podobnym poziomie, jak w wielu innych szpitalach psychiatrycznych, nie wykazując tendencji negatywnych”, niewiele wyjaśnia w kwestii naruszeń praw i wolności pacjentów oraz świadczy raczej o niestwierdzeniu istotnych problemów. Stałoby to w ewidentnej sprzeczności z ustaleniami RPO.

Odpowiedź Rzecznika Praw Pacjenta

W odpowiedzi z 6 lipca 2018 r. zastępca RPP Grzegorz Błażewicz podtrzymał  wcześniejsze stanowisko. „Osoby  przebywające w KOZZD napotykają na podobne trudności dotyczące realizacji praw pacjenta związanych z pobytem i leczeniem, jak pacjenci i ich bliscy w innych podmiotach leczniczych o charakterze zamkniętym” - napisał.

- Nie można bowiem twierdzić, że krótkotrwałe  ograniczenie możliwości dokonywania zakupów przez osoby z zaburzeniami psychicznymi stwarzające zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, będące skutkiem ich wulgarnego zachowania wobec personelu KOZZD, jest czymś bardziej dotkliwym niż przywołane w poprzednim wystąpieniu wielomiesięczne rozdzielenie w podeszłym wieku małżonków w zakładzie opiekuńczo-leczniczym czy dramat matki, która na przyjęcie swojego małego dziecka do oddziału psychiatrycznego musi oczekiwać nawet kilka miesięcy - dodał Błażewicz.

Podkreślił, że ustalenia pracowników RPO opierają się na obserwacjach podczas kilkunastogodzinnych wizytacji 60-osobowego ośrodka w Gostyninie, przeprowadzanych raz w roku. Ocena i skala porównawcza stopnia przestrzegania praw pacjentów w placówkach o profilu psychiatrycznym przedstawiana przez RPP ma charakter kompleksowy i jest oparta na systematycznej, codziennej i wielopłaszczyznowej działalności Rzeczników Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego.

Zdaniem RPP wzmożone zainteresowanie Rzecznika Praw Obywatelskich sytuacją pacjentów KOZZD przyczynia się do zapewnienia im stosownego wsparcia. Mając to na względzie, jak i priorytety RPP, którymi są działania na rzecz dzieci, młodzieży i seniorów, podjęto decyzję o przeniesieniu Rzecznika Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego pani Magdaleny Głowackiej- Ludwiczak z KOZZD (60 łóżek) do znajdującego się także w Gostyninie Wojewódzkiego Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (316 łóżek), gdzie działa m.in. zakład opiekuńczo-leczniczy i oddział psychogeriatrii.

Błażewicz zaznaczył, że pacjenci KOZZD mogą korzystać ze wsparcia RPP m.in. za pośrednictwem bezpłatnej, ogólnopolskiej infolinii oraz poprzez przekazywanie skarg i wniosków, co czynią. - Liczę, że także inne organy i instytucje do tego powołane będą podejmować działania na rzecz osób przebywających w KOZZD z uwzględnieniem potencjalnego zagrożenia destrukcyjnego dla funkcjonowania społeczności ośrodka, jakie może nieść za sobą formułowanie wniosków i zaleceń nie uwzględniających całościowo specyfiki tej placówki – głosi pismo RPP.

RPO zwracał uwagę sądowi na rzadkie kontrole w Gostyninie

Także w czerwcu 2018 r. Biuro RPO zwróciło się do prezesa Sadu Okręgowego w Płocku, wskazując, że - mimo iż ośrodek funkcjonuje od 2014 r., przeprowadzono tylko jedną kontrolę stałą. Przepisy ustawy z 2013 r. stanowią zaś że sędzia wykonuje kontrole stałe co najmniej raz w roku. Dokonywano zaś kontroli doraźnych po skargach pacjentów. Istnieją obawy, iż sporadyczne kontrole nie będą w stanie przeciwdziałać nieprawidłowościom w funkcjonowaniu ośrodka  - pisała do sądu Ewa Dawidziuk, dyrektorka zespołu ds. wykonywania kar Biura RPO.

O istnieniu tych nieprawidłowości, ich randze i skali mogą świadczyć rekomendacje zawarte w sprawozdaniach z wizytacji RPO. Dyr. Dawidziuk z przykrością stwierdziła, iż zasadniczo różnią się one od ustaleń i wniosków z jedynej dotychczas stałej kontroli sądu w Gostyninie z 2017 r.

Efektem wizytacji ekspertów RPO w ośrodku z marca 2018 r. było kilkanaście rekomendacji. Za ograniczanie praw pacjentów uznano m.in. kontrole wszystkich wysyłanych do nich listów, zakazywanie zakupów lub udziału w zajęciach sportowych. Ośrodek nie jest właściwym miejscem dla osób chorujących psychicznie - powinni oni być w szpitalu psychiatrycznym. Tymczasem w ośrodku przebywa np. osoba cierpiąca na schizofrenię.

Prezes sądu: będą stałe kontrole w Gostyninie

3 lipca 2018 r. prezes Sądu Okręgowego w Płocku Jarosław Pejta odpisał, że wszelkie uwagi, informacje i spostrzeżenia RPO będą uwzględnione w czasie kontroli stałych i doraźnych przeprowadzanych w KOZZD w Gostyninie przez sędziego wyznaczonego  do kontroli ośrodka od stycznia 2018 r. Prezes zapewnił, że kontrole stałe w KOZZD będą przeprowadzane co najmniej raz w roku - planowana jest ona na wrzesień. Przyznał, że niektórych zagadnień prawnych związanych z pobytem pacjentów w KOZZD przepisy ustawy z 2013 r. i akty wykonawcze do niej w ogóle nie regulują, wobec czego zachodziła konieczność interpretacji obowiązujących przepisów i wyeliminowania nieprawidłowej praktyki.

Prezes sądu odniósł się też do poszczególnych uwag RPO dotyczących sytuacji pacjentów ośrodka:

-  Ministrowi Sprawiedliwości zasygnalizowano już sprawę umieszczania w ośrodku pacjentów chorujących psychicznie. Obecnie przebywa bowiem w nim pacjent, wobec którego sądy wydały dwa orzeczenia w dwóch różnych sprawach i na mocy różnych ustaw - środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zamkniętym zakładzie leczniczym oraz w KOZZD. Powstaje problem prawny, które orzeczenie ma być wykonane w pierwszej kolejności;

- wydaje się, że intencją otwierania korespondencji do pacjenta w obecności sekretarki medycznej jest kontrolowanie, czy w ten sposób nie są przemycane np. narkotyki, leki lub inne substancje lub przedmioty stwarzające zagrożenie. Skoro korespondencja do pacjenta jest otwierana w jego obecności, to nikt z personelu nic zapoznaje się z jej treścią. Kwestia powinna być jednak uregulowana w aktach prawnych. Zasadny byłby np. zakup sprzętu do prześwietlania listów, aby pacjenci nie odnosili wrażenia, że personel je czyta;

- ustawa stanowi o monitorowaniu wszelkich pomieszczeń, gdzie przebywają pacjenci. Nie wynika z tego - jak postuluje BRPO - aby obecność pacjenta w pokoju widzeń z osobami z zewnątrz nie miała być monitorowana. Do pacjentów przyjeżdżają kobiety z dziećmi, których biologicznymi ojcami nie są pacjenci. Dyrektor nie ma prawa odmówić widzenia. Rodzi się jednak pytanie, jak inaczej kontrolować widzenie pacjenta, co do którego zachodzi wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego czynu związanego z zaburzeniami seksualnymi (pedofilskimi);

- sędzia nie podziela spostrzeżeń BRPO, że w ośrodku stosuje się „kary w postaci odbierania telefonów komórkowych”. Ustawa dała dyrektorowi prawo do cofnięcia zgody na określony sposób kontaktu, jeśli może on spowodować wzrost zagrożenia niebezpiecznymi zachowaniami ze strony pacjenta albo zakłócić prowadzone postępowanie terapeutyczne. Tymczasem dochodzi np. do udostępniania takiego telefonu pacjentom z innego oddziału. Na decyzję o cofnięciu zgody na używanie telefonu przysługuje skarga do sądu;

- podczas kontroli sędzia - znając uwagi RPO ws. stosowania środków przymusu wobec pacjentów - szczegółowo zbada prawidłowość prowadzenia dokumentacji dotyczącej ich zastosowania;

- ustawodawca nie uregulował sprawy udostępniania i kserowania dokumentacji medycznej na żądanie pacjenta. Dyrektor zarządził w Regulaminie uzyskanie  kopii dokumentacji wytworzonej w KOZZD za odpłatnością - co nie jest sprzeczne  z ustawą. Nie do zaakceptowania jest zaś postulat BRPO, aby pacjent mógł otrzymywać w ten sposób dokumenty niewytworzone przez KOZZD, np.  sądowe.

IX.517.1702.2017

Odmowa przyznania świadczenia pielęgnacyjnego z powodu pobierania wcześniejszej emerytury

Data: 2018-07-09

Sprawa pani Marioli

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Chodzi o odmowę przyznania świadczenia pielęgnacyjnego matce opiekującej się synem z ciężką niepełnosprawnością, z powodu pobierania przez nią wcześniejszej emerytury.

Świadczenie emerytalne pani Marioli jest niemal dwa razy niższe od świadczenia pielęgnacyjnego.

Stan faktyczny:

Z uwagi na konieczność opieki nad synem z niepełnosprawnością w stopniu znacznym (dziś już dorosłym), pani Mariola w 1995 r. skorzystała z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę. Uczyniła to na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 1989 r. ws. uprawnień do wcześniejszej emerytury pracowników opiekujących się dziećmi wymagającymi stałej opieki.

Gdy wprowadzano świadczenia pielęgnacyjne - przeznaczone dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami, którzy zrezygnowali z pracy na rzecz opieki - nie można było zrezygnować z emerytury na rzecz świadczenia. Tego prawa nie mają także dzisiaj wszyscy opiekunowie uprawnieni do świadczeń emerytalno-rentowych.

Wysokość emerytury pani Marioli i kwota świadczenia pielęgnacyjnego do roku 2014 r. były zbliżone.  W następnych latach wysokość świadczenia pielęgnacyjnego zaczęła wzrastać - dziś jest to 1477 zł, a pani Mariola pobiera  854 zł emerytury.

Dlatego wystąpiła do prezydenta miasta o przyznanie różnicy między wysokością świadczenia i jej emerytury. W lutym 2017 r. otrzymała odmowę, z powołaniem na art. 17 ust. 5 pkt 1 lit.a ustawy o świadczeniach rodzinnych. Zgodnie z nim świadczenie pielęgnacyjne nie przysługuje, jeżeli opiekun ma m.in. ustalone prawo do emerytury. Decyzję prezydenta utrzymało Samorządowe Kolegium Odwoławcze.

Pani Mariola odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. We wrześniu 2017 r. uznał on obie decyzje za odpowiadające prawu. Orzekł, że art. 17 ust. 5 pkt 1 lit.a wyklucza przyznanie świadczenia pielęgnacyjnego także wtedy, gdy opiekun ma prawo do emerytury ustalone na podstawie rozporządzenia z 1989 r.

Według sądu nawet trudna sytuacja życiowa kobiety, z uwagi na wyraźny zapis ustawy, nie przemawia za przyznaniem jej świadczenia. WSA uznał, że samo zróżnicowanie emerytury i świadczenia ze względu na ich wysokość nie oznacza naruszenia zasady równości. Wskazał, że emerytura - choć niższa od świadczenia pielęgnacyjnego - w odróżnieniu od niego jest świadczeniem pewnym i stabilnym.

Adwokatka pani Marioli złożyła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wskazała, że według prokonstytucyjnej wykładni art. 17 ust. 5 pkt 1lit. a, której powinien był dokonać WSA, nie dotyczy on osób mających prawo do wcześniejszej emerytury na podstawie rozporządzenia z 1989 r. WSA mógł też był odmówić zastosowania tego przepisu z uwagi na jego niekonstytucyjność, w ramach tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjności.

Stan sprawy:

Na 10 lipca 2018 r. NSA wyznaczył termin rozpoznania skargi kasacyjnej, do której przyłączył się RPO.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Niedopuszczalne jest różnicowanie sytuacji opiekunów, znajdujących się w tej samej sytuacji,  którzy zrezygnowali z pracy zarobkowej ze względu na konieczność opieki nad bliską osobą z niepełnosprawnością. Z prawa do świadczenia pielęgnacyjnego wykluczono bowiem opiekunów - wcześniejszych emerytów, którzy skorzystali z przepisów rozporządzenia z 1989 r. Dziś zmuszeni są oni zadowolić się niemal dwukrotnie niższym świadczeniem. Taka sytuacja nie może występować w państwie prawa.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek adwokatki skarżącej

Argumenty prawne RPO

W opinii Adama Bodnara doszło do rażąco niesprawiedliwego rozstrzygnięcia. Jest nim uznanie, że pobieranie wcześniejszej emerytury przesądza o odmowie prawa do świadczenia pielęgnacyjnego. Nastąpiło też nieproporcjonalne zróżnicowanie sytuacji opiekunów, którzy w celu opieki nad niepełnosprawnym krewnym nie podejmują zatrudnienia lub z niego rezygnują.

WSA i oba organy poprzestały na literalnym brzmieniu art. 17 ust. 5 pkt 1 lit. a, przyjmując, że w tej sprawie może on być stosowany. Zdaniem RPO brak jest podstaw prawnych takiego stanowiska. Pominięto bowiem przy tym prawnie uzasadnione cele ustawy, normy Konstytucji RP oraz Konwencję o prawach osób z niepełnosprawnościami.

Według Adama Bodnara wykładnia językowa prowadzi do sprzeczności z podstawowymi wartościami konstytucyjnymi. Powołał się na art. 71 ust. 1 zdanie drugie Konstytucji RP (prawo do szczególnej pomocy władz publicznych dla rodzin w trudnej sytuacji materialnej i społecznej), w związku z zasadą sprawiedliwości społecznej wywodzoną z art. 2 Konstytucji RP oraz z art. 32 ust. 1 Konstytucji RP (równość wobec prawa oraz prawo do równego traktowania przez władze publiczne).

Wyrok WSA zapadł z naruszeniem prawa materialnego wskutek niezastosowania art. 69 Konstytucji RP (obowiązek udzielania osobom niepełnosprawnym pomocy w zabezpieczeniu egzystencji) oraz Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami. Zgodnie z Konwencją, państwa-strony zapewniają osobom niepełnosprawnym i ich rodzinom, żyjącym w ubóstwie, pomoc finansową. Art. 17 ust. 5 pkt 1 lit.a  pozostaje w ścisłym związku z realizacją założeń Konwencji, co powinno być uwzględnione w tej sprawie.

Zdaniem RPO sąd powinien dokonać wykładni przez pryzmat konstytucyjnego obowiązku zapewnienia szczególnej pomocy rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej. Inna interpretacja, w tym literalna, jest oderwana od obowiązku uwzględnienia dobra rodziny w polityce społecznej państwa (art. 71 ust. 1 zdanie pierwsze Konstytucji RP). Może też prowadzić do osłabiania więzi między rodzicami i dziećmi.

Zróżnicowanie statusu matki przebywającej na wcześniejszej emeryturze prowadzi do drastycznego rozdźwięku między przyznanym jej oraz innym opiekunom dzieci z  niepełnosprawnością wsparciem finansowym. Trudno taką różnicę racjonalnie uzasadnić.

Adam Bodnar kwestionuje wyłączenie z kręgu uprawnionych do wsparcia opiekuna osoby z niepełnosprawnością tylko dlatego, że z przyczyn losowych i od niego niezależnych (ciężka choroba dziecka wymagająca stałej opieki), skorzystał z jedynej oferowanej mu w 1995 r. możliwości jakiejkolwiek pomocy, pozwalającej na zapewnienie egzystencji w postaci wcześniejszej emerytury, możliwej tylko dla wybranej grupy pracowników.

Poważne wątpliwości RPO budzi  pozbawienie osoby pobierającej wcześniejszą emeryturę prawa do świadczenia pielęgnacyjnego w wysokości prawie dwukrotnie wyższej - w sytuacji, gdy rezygnuje ona z zatrudnienia dla sprawowania opieki. Pozbawienie pomocy rodziny, obarczonej kosztami opieki nad osobą z niepełnosprawnością,  stanowi nieproporcjonalne zróżnicowanie w obrębie osób, które nie podejmują zatrudnienie lub rezygnują z niego w celu opieki nad niepełnosprawnym krewnym. Taka sytuacja występuje w sprawie pani Marioli.

Rzecznik wskazał ponadto, że wcześniejsza emerytura przyznawana na mocy rozporządzenia z 1989 r. nie odpowiada emeryturze według ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Zawarte w ustawie o świadczeniach rodzinnych negatywne przesłanki uzyskania świadczenia pielęgnacyjnego nie obejmują wcześniejszej emerytury - ustawa posługuje się bowiem pojęciem „emerytura”.

Adam Bodnar powołał się także na orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego. TK uznawał,  że nie można  traktować tego typu świadczeń jako swoistego „wynagrodzenia” niepodjęcia bądź rezygnacji z pracy zarobkowej przez opiekuna. Trzeba je też rozpatrywać w odniesieniu do osoby potrzebującej opieki. TK wskazywał również, że „ rodzina, której członek został dotknięty niepełnosprawnością i wymaga opieki ze strony innego członka rodziny, zmuszonego z tego powodu do rezygnacji z zatrudnienia, potrzebuje szczególnej pomocy ze strony państwa”.

Pamiętając o zasadzie niekumulacji świadczeń o podobnym charakterze - wcześniejszej emerytury z tytułu opieki nad dzieckiem z niepełnosprawnością i świadczenia pielęgnacyjnego - RPO wskazuje, iż realizacją tej zasady, mającą oparcie w Konstytucji RP, byłoby pomniejszenie wypłacanego świadczenia pielęgnacyjnego o wartość pobieranej wcześniejszej emerytury. Taka wykładnia art. 17 ust. 5 pkt. 1 lit. a byłaby prokonstytucyjna - napisał Adam Bodnar do NSA.

Wniósł o uwzględnienie skargi kasacyjnej i uchylenie wyroku WSA oraz decyzji SKO i prezydenta miasta.

Numer sprawy:

III.7064.130.2018

Odmowa transkrypcji aktu urodzenia dziecka urodzonego w Londynie w związku dwóch kobiet

Data: 2018-06-20

Sprawa pani Oli z Londynu:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w sprawie odmowy transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka urodzonego w Londynie, w związku dwóch kobiet.

Stan faktyczny:

Pani Ola wystąpiła do Kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w M. o transkrypcję  aktu urodzenia swojego syna urodzonego w 2014 r. w Londynie. Kierownik odmówił, powołując się na fakt, że w brytyjskim akcie urodzenia jako rodzice figurują dwie kobiety. Decyzję podtrzymał wojewoda. Skarżąca odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w G.

WSA oddalił skargę, wskazując na klauzulę porządku publicznego oraz art. 18 konstytucji. WSA uznał, że wpisanie do polskich ksiąg stanu cywilnego aktu urodzenia, w którym jako rodzice wpisano dwie kobiety, byłoby pogwałceniem podstawowych zasad porządku prawnego. Powołał się na Kodeks rodzinny i opiekuńczy, w którym pojęcie „rodziców” odnosi się do osób różnej płci; o rodzicach różnej płci jest także mowa w art. 18 Konstytucji. W ocenie WSA dziecko i jego opiekunka prawna mają możliwość skutecznego powoływania się na zagraniczny akt stanu cywilnego przed polskimi organami i sądami.

Skarżąca złożyła skargę kasacyjną do NSA. Do postępowania w NSA przyłączył się RPO Adam Bodnar, który wniósł o uchylenie wyroku WSA.

Stan sprawy:

20 czerwca 2018 r. NSA oddalił skargę kasacyjną. 

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Obecna linia orzecznicza sądów administracyjnych i sądów powszechnych uniemożliwia uzyskanie przez dzieci, w których aktach urodzenia figurują rodzice tej samej płci, uzyskanie polskiego dokumentu tożsamości czy potwierdzenia posiadania obywatelstwa polskiego. Z uwagi na klauzulę porządku publicznego z art. 107 pkt 3 ustawy - Prawo o aktach stanu cywilnego, kierownicy urzędów stanu cywilnego odmawiają dokonania transkrypcji i tym samym uniemożliwiają wydanie polskiego dokumentu tożsamości. Warunkiem jego wydania jest transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia).

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek

Argumenty prawne RPO

W swym stanowisku Rzecznik podkreślał, że obecne przepisy umożliwiają transkrypcje aktu urodzenia tego dziecka - o ile będą stosowane zgodnie z Konstytucją RP i Konwencją o prawach dziecka, czyli zgodnie z zasadą priorytetu dobra dziecka. WSA nie ocenił zaś, jaki wpływ odmowa będzie miała na dobro dziecka, co powinien był uczynić z urzędu.  W uzasadnieniu WSA szeroko rozwodzi się o dopuszczalności związków partnerskich czy małżeństw tej samej płci, ale ani jednym zdaniem nie odnosi się do dobra dziecka, którego postępowanie dotyczy - wskazywał Adam Bodnar.

Zgodnie z Konwencją o prawach dziecka, we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, sprawą nadrzędną ma być najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka. Obowiązek ochrony praw dziecka nakłada na państwo art. 72 ust. 1 Konstytucji RP. Dlatego odmawiając transkrypcji z uwagi na sprzeczność z podstawowymi zasadami porządku prawnego, organ jest zobowiązany wziąć pod uwagę nie tylko przepisy rangi ustawowej - Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, ale przede wszystkim przepisy Konstytucji i prawa międzynarodowego, tj. Konwencji o prawach dziecka i Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Konwencja o prawach dziecka zakazuje wszelkiej dyskryminacji ze względu na status dziecka lub jego rodziców lub opiekunów.  Odmowa transkrypcji wyłącznie z powodu urodzenia dziecka w rodzinie tworzonej przez parę tej samej płci stanowi przejaw takiej dyskryminacji.

Prawo o aktach stanu cywilnego wprowadza obowiązek transkrypcji aktu urodzenia osoby, która ubiega się o polski dokument tożsamości. Dziecko, o które chodzi, nabyło obywatelstwo polskie z mocy prawa. Zgodnie z art. 34 ust. 1 Konstytucji obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Ustawa o obywatelstwie polskim precyzuje, że małoletni nabywa obywatelstwo polskie z mocy prawa przez urodzenie, gdy co najmniej jedno z rodziców jest obywatelem polskim. Każdemu obywatelowi przysługuje zaś prawo do otrzymania paszportu i dowodu osobistego.

RPO podkreślał, że polski obywatel, który tych dokumentów nie posiada, o ile nie jest obywatelem innego państwa, funkcjonuje de facto jako bezpaństwowiec, nie ma także możliwości korzystania ze swobody przepływu osób ani nie może podróżować po innych państw.

Dokonanie transkrypcji aktu urodzenia, w którym jako rodzice wskazane są dwie osoby tej samej płci, nie oznacza, że państwo członkowskie zobowiązane jest do wprowadzenia takiej możliwości w swym prawie krajowym.  Chodzi o uznanie rodzicielstwa osób tej samej płci jedynie dla wykonywania praw zagwarantowanych przez prawo UE. Zdaniem RPO dlatego NSA powinien dokonać wykładni Prawa o aktach stanu cywilnego w sposób umożliwiający dokonanie transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia w celu zapewnienia swobody przemieszczania się.

Odmowa prowadzi do ograniczenia dalszych praw przysługujących na mocy Konwencji na równych zasadach. Np. podanie  numeru PESEL jest konieczne w przypadku ubiegania się przez rodziców o objęcie dziecka opieką w żłobku.

Brak dokumentu tożsamości może też powodować problemy z ustaleniem legalnej podstawy pobytu w Polsce. W skrajnych przypadkach dziecko to może zostać uznane za przebywające na terenie Polski  bez opieki i umieszczony w placówce opiekuńczo-wychowawczej lub w strzeżonym ośrodku – przestrzegał rzecznik.

Może zatem prowadzić to do naruszenia  jego prawa do ochrony zdrowia, prawa do nauki, prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Po uzyskaniu pełnoletności, bez dokumentu potwierdzającego obywatelstwo polskie, dziecko nie będzie mogło korzystać z wielu praw zastrzeżonych w Konstytucji RP dla obywateli polskich - prawa do dostępu do służby publicznej, do udziału w wyborach, do zabezpieczenia społecznego, do opieki zdrowotnej, do wykształcenia.

Odmowa narusza prawa dziecka do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, które gwarantuje  art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Konwencja ta ma w Polsce pierwszeństwo przed ustawą - przypomniał RPO. Powołał się na orzecznictwo Europejskiego Trybunał Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Rzecznik wnosił - jeśli NSA uznałby, że są wątpliwości co do interpretacji prawa UE - aby zwrócił się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym. Byłoby to pytanie: czy w sytuacji, w której obywatel Unii korzysta ze swobody przemieszczania się - przebywając w państwie członkowskim innym niż to, którego obywatelstwo posiada, gdzie rozwinął i umocnił życie rodzinne - prawo Unii Europejskiej stoi na przeszkodzie odmowie dokonania transkrypcji jego aktu urodzenia - wyłącznie z tego powodu, że prawo tego państwa członkowskiego nie przewiduje możliwości wskazania w akcie urodzenia jako rodziców dwóch osób tej samej płci, co w konsekwencji pozbawia go możliwości ubiegania się o wydanie dokumentu tożsamości?

NSA odmówił wystąpienia z takim pytaniem.

Numer sprawy:

XI.534.2.2018

Sprawa drukarza z Łodzi

Data: 2018-06-14

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w sprawie odmowy wydrukowania rolll-upu fundacji LGBT. Według RPO odmowa była niezgodną z prawem dyskryminacją ze względu na orientację seksualną.

Stan faktyczny:

Fundacja zwróciła się do drukarni o wykonanie roll-upu z otrzymanej grafiki. Spotkała się z odmową. „Nie przyczyniamy się do promocji ruchów LGBT naszą pracą”- głosił mejl od pracownika drukarni.  Drukarz został obwiniony przez policję na podstawie z art. 138 Kodeksu wykroczeń, który stanowi: "kto umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny".

Orzeczenia sądów:

Sąd Rejonowy uznał w 2016 r. Adama J. za winnego wykroczenia, ale  odstąpił od wymierzenia mu kary.  Sąd uznał, że przekonania obwinionego nie oznaczały, że mógł on odmówić  usługi. W 2017 r. Sąd Okręgowy prawomocnie utrzymał ten wyrok, nie uwzględniając apelacji prokuratora i obwinionego, którzy wnieśli o uniewinnienie. Sąd ocenił całą sprawę w kategoriach błędnego pojmowania wolności sumienia. Wskazał  też nadrzędność zasady równości wobec prawa. Oba sądy nie uznały, aby wydrukowanie reklamy naruszało zasady jakiejkolwiek religii czy światopoglądu.

W czerwcu 2018 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację Prokuratora Generalnego, który wniósł o uchylenie wyroku i uniewinnienie drukarza. SN ocenił, że w sprawie nie doszło do konfliktu sumienia ani też naruszenia zasady swobody umów. Wskazał, że przedsiębiorca jest zobowiązany do świadczenia usług, dlatego że oferuje je publicznie. Wykroczenie z art. 138 kw może zatem popełnić usługodawca także wtedy, gdy do zawarcia umowy jeszcze nie doszło, bo usługodawca odmówił jej zawarcia. Zdaniem SN przepis ten pełni obecnie funkcję antydyskryminacyjną.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Zgodnie z art. 32 ust. 2 Konstytucji RP  "nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny". Oznacza to, że niezgodna z prawem jest dyskryminacja w dostępie do dóbr i usług oferowanych publicznie -  ze względu na cechy osobiste (to, kim się jest, a nie to, co sie robi). Ustawa "o równym traktowaniu" wymienia takie osobiste cechy jak płeć, wiek, niepełnosprawność, religia, światopogląd, rasa, narodowość, pochodzenie etniczne, a także orientacja seksualna. Odmowa świadczenia usługi wyłącznie z uwagi na jedną z tych cech klienta stanowi wykroczenie umyślnej, bez uzasadnionej przyczyny, odmowy świadczenia, do którego jest się obowiązanym.

Usługodawca nie ma prawa kategoryzowania, czy selekcjonowania klientów wyłącznie w oparciu o ich cechę osobistą, która pozostaje bez wpływu na stosunki handlowe.  Do Biura RPO wpływa wiele skarg dotyczących naruszenia zasady równego traktowania w dostępie do usług, np. odmowy wynajmu mieszkania kobiecie, która samodzielnie wychowywała dzieci; wyproszenia z restauracji kobiety, która karmiła piersią niemowlę; odwołania wizyty lekarskiej osoby niewidomej poruszającej się z psem przewodnikiem; odmowy właściciela sklepu obuwniczego obsłużenia klientki poruszającej się na wózku..

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek organizacji pozarządowej

Argumenty prawne RPO

Na kanwie tej sprawy pod koniec 2017 r. Prokurator Generalny złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie art. 138 Kw za niezgodny z konstytucyjnymi zasadami demokratycznego państwa prawa, wolności sumienia i religii, a także wolności gospodarczej.

RPO, który przyłączył się do postępowania w tej sprawie, wniósł, aby TK stwierdził, że art. 138 jest zgodny z Konstytucją. Ocenił też, że zasady wolności sumienia i religii nie są właściwymi wzorcami kontroli w tej sprawie.

Według Rzecznika podstawową funkcją art. 138 Kw jest ochrona przed dyskryminacją w obszarze dostępu do usług . Wdraża on dyrektywę unijną 2000/43/WE z 29 czerwca 2000 r., wprowadzającą w życie zasadę równego traktowania osób bez względu na pochodzenie rasowe lub etniczne.  Za naruszenie zakazu dyskryminacji w dostępie do usług wiele państw UE przewiduje sankcje karne; nie tylko grzywnę, ale nawet do 6 miesięcy pozbawienie wolności. Według RPO sankcji grzywny z art. 138 Kw nie sposób uznać za nieproporcjonalną - łagodniejszą w systemie wykroczeniowym jest jedynie kara nagany. 

Adam Bodnar kwestionuje stanowisko Prokuratora Generalnego, by wystarczającą ochroną przed dyskryminacją w dostępie do usług była droga cywilnoprawna. Analiza orzecznictwa prowadzi do przeciwnego wniosku: ani ustawa o równym traktowaniu, ani Kodeks cywilny nie zapewniają skutecznej ochrony przed taką dyskryminacją.

Ustawa o równym traktowaniu umożliwia dochodzenie roszczeń cywilnych jedynie w przypadku odmowy usługi ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość. Nie ma zaś takiej możliwości osoba, której odmówiono usługi ze względu na religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. W interesie pokrzywdzonego – strony słabszej, konsumenta będącego w sporze z przedsiębiorcą i ofiary dyskryminacji - jest zatem możliwość skorzystania z Kodeksu wykroczeń.

Zdaniem RPO wzorzec kontroli wskazany przez wnioskodawcę jest nieadekwatny. Wolność sumienia i religii nie usprawiedliwia bowiem odmowy świadczenia usługi ze względu na cechę osobistą klienta. Może ona zaś niekiedy uzasadniać odmowę świadczenia usługi – ale tylko wtedy, gdy dochodziłoby do bezpośredniego wyrażenia danego wyznania czy światopoglądu. Mogłoby do tego dojść w sytuacjach, w których wyznanie czy światopogląd ustanawiałyby moralną powinność odmowy usługi,  a ta stanowiłaby powszechnie przyjętą, w ramach danego wyznania czy światopoglądu, formę jego praktykowania.

Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie podkreślał, że  Konwencja Praw Człowieka nie chroni każdego czynu motywowanego lub inspirowanego wyznaniem lub przekonaniami. Np. w sprawie odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych przez  farmaceutów ETPCz wskazał, że dopóki ich sprzedaż jest legalna i możliwa tylko w aptece, dopóty wnioskodawcy nie mogą dawać pierwszeństwa swojej religii i narzucać jej innym jako usprawiedliwienie odmowy. Ponadto ETPCz podkreślał, że przy ocenie zasadności skorzystania z klauzuli sumienia należy brać pod uwagę inne wartości, w szczególności zakaz dyskryminacji i zasadę równości. Dlatego należy przyjąć, że nawet jeśli każdy może z klauzuli sumienia skorzystać, to już nie w każdej sytuacji.

Numer sprawy:

XI.815.6.2018

Dziennikarz prawomocnie wygrał proces za zwolnienie z Polskiego Radia

Data: 2018-05-10
  • Red. Jerzy Sosnowski prawomocnie wygrał proces wytoczony Polskiemu Radiu SA za zwolnienie z pracy z powodu „utraty zaufania”
  • Sądy uznały, że pracodawca nie wskazał konkretnych przyczyn wypowiedzenia stosunku pracy
  • Dziennikarza w procesie wspierał Rzecznik Praw Obywatelskich

W czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił apelację Polskiego Radia SA od wyroku sądu I instancji, który uwzględnił pozew dziennikarza o odszkodowanie.

Dziennikarz III Programu został zwolniony w marcu 2016 r. Jako przyczynę rozwiązania stosunku pracy podano utratę zaufania, wynikającą m.in. z publicznej krytyki pracodawcy i podważania kompetencji przełożonych. Dziennikarz oddał sprawę do sądu. Zwolnienie uznał za bezprawne, bo  miał prawo wypowiadać się w mediach o sytuacji w Radiu jako człowiek, dziennikarz i związkowiec.

RPO, który przyłączył się do tego postępowania, wskazał, że sprawa może być uznana za tłumienie krytyki prasowej, gdyż powód korzystał z wolności wyrażania poglądów. Lojalność wobec pracodawcy nie może zaś prowadzić do zaniechania krytyki, zwłaszcza jeśli jej celem jest społecznie uzasadniony interes - np. troska o zachowanie niezależności mediów publicznych. Dziennikarz był przewodniczącym związku zawodowego. Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, taka osoba ma szczególny obowiązek wypowiadania się w kwestiach kluczowych dla pracowników, do których należą m.in. nowe decyzje programowe publicznego nadawcy.

W 2017 r. stołeczny Sąd Rejonowy uwzględnił powództwo i przyznał powodowi odszkodowanie w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia wraz z odsetkami. Sąd uznał, że przyczyny wypowiedzenia stosunku pracy były niekonkretne i zbyt ogólne. Pracodawca nie wskazał bowiem, jakie konkretnie zachowania powoda stanowiły publiczną krytykę ani nie skonkretyzował, na czym polegało podważanie kompetencji przełożonych.

Polskie Radio złożyło apelację, wnosząc albo o oddalenie powództwa, albo o zwrot sprawy do I instancji. RPO złożył wniosek o oddalenie apelacji. Argumentował m.in., iż strona pozwana nie wykazała, aby krytyka powoda była nierzetelna czy niezgodna z zasadami współżycia społecznego. Miał on nie tylko prawo, ale i obowiązek poinformować opinię publiczną o zagrożeniach niezależności mediów publicznych. Niedopuszczalne jest, aby z tego powodu mogło dojść do jego zwolnienia - ocenił Rzecznik.

W ustnych motywach rozstrzygnięcia Sąd Okręgowy podkreślił, że zarzuty apelacji nie są zasadne. Sąd podzielił stanowisko sądu I instancji, że przyczyna wypowiedzenia nie była konkretna. 

Sąd podniósł, że z racji swego zawodu powód miał prawo wypowiadać się publicznie. Pracodawca pownien był zaś wskazać, które jego konkretne wypowiedzi spowodowały utratę zaufania. Sąd podkreślił, że nie można krytykować pracodawcy w sposób nieuzasadniony, ale strona pozwana nie wykazała by krytyka powoda była nieuzasadniona. 

III.7043.59.2016

Uciążliwość hałaśliwego sąsiedztwa

Data: 2018-04-12

Całonocne głośne imprezy w obiekcie hotelarsko-restauracyjnym spowodowały  nerwice u mieszkającego w pobliżu małżeństwa. Rzecznik Praw Obywatelskich zażądał od miejscowego starosty wszczęcia postępowania w celu ograniczenia tych imprez. Podstawą wniosku jest Prawo ochrony środowiska. Pozwala ono w trybie administracyjnym nakazać ograniczenie negatywnego wpływu  jakiejś działalności na środowisko - także wtedy, gdy pogarsza ona zdrowie ludzi. Powołując się na orzecznictwo NSA, Adam Bodnar wskazuje, że dotyczy to również zdrowia psychicznego.

Stan faktyczny:

Sąsiedzi wybudowanego w 2007/2008 kompleksu w woj. łódzkim - w którego skład wchodzą restauracja, hotel, domki kempingowe - skarżą się na uciążliwości związane z hałasem i głośnym zachowaniem gości. Negatywny wpływ na zdrowie małżeństwa wywarły  zwłaszcza trwające całą noc imprezy okolicznościowe – sala balowa i kuchnia są położone w bezpośrednim ich sąsiedztwie.

Małżeństwo wytoczyło właścicielowi kompleksu proces o zadośćuczynienie za krzywdę z tytułu naruszenia dóbr osobistych  taką działalnością. Na potrzeby tego procesu powodowie przedłożyli opinię sądowo-psychiatryczną z 2014 r. Wynikało z niej, że cierpią oni na nerwice, których źródłem jest działalność kompleksu. W opinii podkreślono, że leczenie nerwic jest mało skuteczne, jeśli utrzymuje się czynnik stresowy - w tym wypadku  hałas i zachowanie biesiadników. Proces został przez małżeństwo prawomocnie wygrany, ale imprezy trwają nadal.

Stan sprawy:

Żądanie RPO wszczęcia postępowania administracyjnego jest dla starosty wiążące. Według art. 362 ust. 1 Prawa o ochronie środowiska, gdy dany podmiot negatywnie oddziałuje na środowisko, w tym na zdrowie ludzi, organ administracji może wydać decyzję nakazującą ograniczenie takich działań. Zdaniem RPO właściwą decyzją powinno być orzeczenie o nieorganizowaniu nocnych imprez. Jeśli postępowanie zakończyłoby  się w inny sposób, Rzecznik może odwołać się do sądu administracyjnego.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Człowiek jako element środowiska ma prawo być traktowany tak, aby czyjaś aktywność negatywnie na niego nie oddziaływała. Działalność tego obiektu hotelarsko-restauracyjnego wpływa zaś negatywnie na zdrowie psychiczne  małżonków i narusza ich prawo do ochrony zdrowia. Ogranicza także ich prawo do prywatności, rozumiane jako możliwość niezakłóconego korzystania z własnego domu czy ogrodu oraz odpoczynku  i spędzania u siebie czasu w przyjemny sposób.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek posła

Argumenty RPO

Prawo o ochronie środowiska określa m.in. zasady odpowiedzialności tego, kto oddziałuje na środowisko. Obok mechanizmów cywilnoprawnych i karnych, główne znaczenie ma odpowiedzialność administracyjna. W ocenie Rzecznika w tej sprawie zachodzą podstawy do  tego trybu.

W lutym tego roku Naczelny Sąd Administracyjny uznał w jednej ze spraw dotyczących negatywnego oddziaływania składowiska odpadów na zdrowie ludzi, że pod tym pojęciem należy rozumieć nie tylko zdrowie fizyczne, ale także psychiczne. Ten precedensowy wyrok umożliwił wniosek do starosty.

O tym, że wystąpił negatywny skutek zdrowotny u małżonków, świadczą - załączone we wniosku RPO - uzasadnienie wyroku sądu w ich procesie przeciw właścicielowi obiektu oraz opinia sądowo-psychiatryczna.

Rzecznik wskazuje, że podczas postępowania w związku z zezwoleniem na budowę obiektu mogło dojść do naruszenia praw małżonków. Stwierdzono bowiem wtedy, że obszar oddziaływania inwestycji zamknie się w granicach działki, na której znajduje się kompleks. Oznaczało to, że małżonkom nie przysługiwało prawo bycia stroną postępowania. W świetle faktycznego oddziaływania inwestycji, powyższe stwierdzenie budzi oczywiste wątpliwości - podkreślił Adam Bodnar.

Numer sprawy

V.7203.272.2016

Okulista nie przyjął osoby niewidomej z psem - sąd uwzględnił apelację RPO

Data: 2018-03-27
  • Okulista, który odmówił przyjęcia niewidomej kobiety z powodu korzystania przez nią z pomocy psa przewodnika, ma zapłacić nie tylko tysiąc zł na jej rzecz, ale także 10 tys. zł na cel społeczny
  • Taki prawomocny wyrok wydał we wtorek Sąd Okręgowy w Krakowie w procesie cywilnym wytoczonym przez Rzecznika Praw Obywatelskich na rzecz kobiety
  • Sąd ten uwzględnił apelację RPO Adama Bodnara od wyroku I instancji, który tylko częściowo uznał jego powództwo

Sprawa ma charakter precedensowy w kontekście ochrony osób z niepełnosprawnościami przed dyskryminacją w dostępie do świadczeń zdrowotnych.

W 2015 r. pacjentka zawiadomiła prywatny ośrodek okulistyczny w Krakowie, że jako osoba niewidoma, na wizytę ws. szklanej protezy gałki ocznej przyjedzie w asyście psa przewodnika. W odpowiedzi lekarz „anulował” wizytę (wcześniej odmówił on też usługi innej osobie niewidomej z psem). Kobiecie nie zaproponowano innego terminu ani żadnego innego wsparcia podczas wizyty. Musiała udać się do innej placówki, gdzie wykonano jej protezę gorszej jakości - akrylową (szklane wykonywał ośrodek właśnie w Krakowie - położony dalej od jej miejsca zamieszkania).

RPO Adam Bodnar wytoczył lekarzowi proces cywilny. W pozwie wskazał, że naruszył on godność pacjentki jako osoby z niepełnosprawnością. Wywołał u niej poczucie poniżenia i bezradności. Musiała także szukać innego świadczeniodawcy.

W lipcu 2017 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza częściowo uwzględnił powództwo. Potwierdził, że obowiązek świadczenia usług, w tym świadczeń zdrowotnych, na rzecz osób poruszających się przy pomocy psa przewodnika wynika wprost z powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Zgodnie z pozwem sąd zasądził od lekarza na rzecz pacjentki tysiąc zł zadośćuczynienia - za krzywdę spowodowaną bezprawnym i zawinionym naruszeniem praw pacjenta. Sąd oddalił zaś roszczenie by lekarz wpłacił 25 tys. zł  na cel społeczny -  w związku z krzywdą spowodowaną bezprawnym i zawinionym naruszeniem dóbr osobistych kobiety.

W apelacji RPO kwestionował wniosek sądu, że pacjentka nie doznała takiej krzywdy by nakazać lekarzowi wpłatę również i na cel społeczny. Według sądu powinna ona była się spodziewać, że lekarz odmówi wizyty, jak wcześniej innej kobiecie - o czym powódka wiedziała. Zdaniem RPO taka interpretacja sądu niejako sankcjonuje odmowę udzielenia świadczeń medycznym osobom niewidomym poruszającym się z psem przewodnikiem, a więc ich dyskryminacji.  Zarazem zachowanie lekarza sąd uznał  za bezprawne - wskazał Adam Bodnar.

Sąd Okręgowy uwzględnił apelację RPO, oddalił zaś apelację pozwanego lekarza.

XI.812.1.2015

 

Sąd oddalił pozew RPO w sprawie Romów z Limanowej

Data: 2018-03-26
  • Sąd Rejonowy w Limanowej oddalił pozew Rzecznika Praw Obywatelskich, który wnosił o wstrzymanie eksmisji Romów z budynku obecnie zajmowanego przez nich w tym mieście. RPO zapowiada apelację.

Rzecznik od 2015 r. prowadzi postępowanie w sprawie projektu władz Limanowej, którego celem miała być poprawa warunków życia kilku rodzin romskich, mieszkających w budynku będącym własnością miasta. Dzięki  dofinansowaniu projektu z Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020, władze Limanowej kupiły dla Romów nowy dom w miejscowości Czchów.

Romowie odmówili jednak opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Wpływ na ich decyzję miała negatywna reakcja władz Czchowa na informację o możliwej przeprowadzce.  Burmistrz Czchowa wydał bowiem zarządzenie o zakazie zasiedlenia nieruchomości kupionej przez samorząd limanowski. Na wniosek RPO i wojewody małopolskiego Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie prawomocnie uznał to zarządzenie za nieważne.

Wcześniej jednak wszyscy Romowie złożyli przed notariuszem deklaracje, że opuszczą dom w Limanowej w wyznaczonym terminie, gdy zostanie im udostępniony nowy budynek. Po tym, jak Romowie odmówili przeprowadzki do Czchowa, władze Limanowej przystąpiły do wyegzekwowana tych deklaracji (stały się one tytułami egzekucyjnymi).  Po nadaniu oświadczeniom klauzul wykonalności, komornik sądowy wszczął postępowania egzekucyjne w celu opróżnienia i wydania tych lokali.

Mimo apeli RPO, burmistrz Limanowej nie odstąpił od zamiaru przeniesienia rodzin romskich – wbrew ich woli – z obecnie zajmowanego budynku do nowej nieruchomości.

Wobec grożącej Romom egzekucji komorniczej, polegającej na przymusowym przeniesieniu do Czchowa, RPO skierował do Sądu Rejonowego powództwo przeciw Gminie Limanowa. Wniósł o pozbawienie wykonalności wystawionych tytułów wykonawczych oraz o zabezpieczenie powództw przez zawieszenie trwających postępowań egzekucyjnych.

Wyrok jest nieprawomocny. 

Komentarz  Marcina Sośniaka, wydział praw migrantów i mniejszości narodowych Biura RPO

Dla Rzecznika Praw Obywatelskich była to sprawa precedensowa. Środki pochodzące z programu integracji  społeczności romskiej – które powinny służyć Romom,  poprawiać ich sytuację i warunki życia – zostały wykorzystane w sposób niezgodny z wolą samych zainteresowanych.

Ten wyrok,  na razie nieprawomocny, oznaczałby że Romowie zostaną wbrew swojej woli  przesiedleni do domu, w którym nie chcą mieszkać, a co gorsze – poza teren gminy,  w której mieszkają obecnie. Czyli tak naprawdę samorząd limanowski, który skorzystał z tych środków, wykorzystuje je z założeniem, że Romowie przestaną być częścią wspólnoty samorządowej Limanowej i opuszczą teren gminy.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, takie zachowanie  jest bezprawne. Narusza  prawo chociażby do życia prywatnego  i swobody wyboru miejsca zamieszkania, które przysługuje wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej, niezależnie od pochodzenia narodowego czy etnicznego.

Z takim też argumentem Rzecznik będzie się odwoływał od wyroku.

Wcześniej sąd administracyjny stwierdził nieważność zarządzenia burmistrza Czchowa o zakazie zasiedlania nieruchomości, w której ci Romowie mieli potencjalnie się pojawić. Sąd uznał, zgodnie z sugestią RPO, że było to zarządzenie dyskryminujące Romów ze względu na pochodzenie. Naruszało ono szereg praw i wolności wynikających i z Konstytucji, i Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka.

XI.816.13.2015

Opis statystyczny

XI.816.13.2015 z 23 grudnia 2016 r. – powództwo Rzecznika o pozbawienie wykonalności tytułów wykonawczych, wraz z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa poprzez zawieszenie postępowania egzekucyjnego. Stanowisko nieuwzględnione (wyrok z 26 marca 2018 r., sygn. akt I C 3/17). W ocenie Sądu Rejonowego powództwa o pozbawienie tytułów wykonawczych wykonalności okazały się nieuzasadnione. Zdaniem Sądu żaden z powodów nie wyjaśnił, na czym polegało rzekome wprowadzenie ich w błąd przez Burmistrza co do stanu własnościowego budynku na dzień zawarcia umowy, nieokreślenia konkretnego budynku, do którego ma nastąpić przeniesienie, co do stanu technicznego oferowanego budynku, który w rzeczywistości nie nadawał się do zamieszkania. Sąd podkreślił, że z jednej strony powodowie piszą o tym, że nie określono budynku, do którego mają się przeprowadzić, z drugiej strony wskazują, że zostali wprowadzeni w błąd co do stanu technicznego oferowanego budynku. Skoro piszą o stanie technicznym określonego, zaoferowanego im budynku, to znaczy, że musieli mieć wiedzę, do którego budynku mają się przeprowadzić. Ponadto, w żaden sposób nie potwierdziły się też twierdzenia o tym, że budynek nie nadawał się do zamieszkania. Powodowie sami wskazywali zakres żądanych przez nich prac remontowych, które w całości zostały wykonane przez Miasto. Zdaniem Sądu powodowie nie wykazali również w tej sytuacji, aby działali pod wpływem groźby. W odniesieniu do kolejnej podstawy wskazywanej jako przesłanka do pozbawienia tytułu wykonawczego wykonalności, tj. zarządzenia Burmistrza o zakazie zasiedlenia nieruchomości, które spowodowało, że tytuł wykonawczy nie może być egzekwowany. Nie istniała zatem żadna obiektywna przeszkoda do zamieszkania przez rodziny romskie w budynku. 

Sąd - po stronie rodziców, którzy sami dowożą do szkoły dzieci z niepełnosprawnościami

Data: 2018-02-14

Gmina ma zwracać rodzicowi koszt nie tylko dowiezienia do szkoły i odwiezienia z niej dziecka z niepełnosprawnością, ale także powrotu samego rodzica ze szkoły oraz dojazdu do niej po dziecko. Taki prawomocny wyrok wydał Sąd Okręgowy w Krakowie z pozwu matki dziecka, którą w procesie wspierał Rzecznik Praw Obywatelskich.

14 lutego Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił apelację gminy w tej sprawie. Tym samym utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia.

Zdaniem RPO wyrok może być niezwykle istotny dla stosowania Prawa oświatowego. Zgodnie z art. 24 Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami Polska jest zobowiązana do zapewnienia takim osobom prawa do edukacji bez dyskryminacji i na zasadzie równości. Zapewnienie dojazdu do szkół uczniów z niepełnosprawnościami jest realizacją tego prawa.

Według przepisów oświatowych obowiązkiem gminy jest zwrot kosztów przejazdu ucznia z niepełnosprawnościami i  jego opiekuna do szkoły na zasadach określonych w umowie między organem gminy a rodzicami - jeżeli to oni zapewniają dowożenie i opiekę. Przepisy nie precyzują jednak, czy gmina ma zwracać pieniądze za dwa kursy dziennie, czy cztery. Obywatele skarżą się do RPO na brak takiego jednoznacznego określenia. RPO podziela pogląd, że wsparcie ma dotyczyć czterech przejazdów.

Pani Angelika pozwała gminę miejską Krakowa o zwrot kosztów czterech przejazdów. Gmina twierdziła, że może zwracać tylko za dwa.  Podkreślała, że z przepisu ustawy nie wynika wprost, za ile przejazdów rodzicowi należy się refundacja. W 2017 r. sąd rejonowy zobowiązał gminę do zawarcia umowy o zwrocie kosztów czterech przejazdów.

W apelacji gmina wniosła o oddalenie pozwu.  RPO wniósł o oddalenie apelacji jako całkowicie bezzasadnej. Dla obowiązków gmin znaczenie mają przede wszystkim usprawiedliwione potrzeby uczniów z niepełnosprawnościami i ich opiekunów, nie zaś interes ekonomiczny gminy - podkreślał Rzecznik.

Jak wynika z ustnego uzasadnienia wyroku, sąd okręgowy przychylił się do argumentacji Rzecznika, uznając że co prawda przepisy są nieprecyzyjne, ale należy je interpretować zgodnie z celem ich wprowadzenia.

Sąd odniósł się do podnoszonych przez gminę argumentów ekonomicznych - koszt dowozu dzieci do szkoły taksówkami opłacanymi przez gminę okazał się wyższy niż koszt opłacenia czterech przejazdów rodzica. Zdaniem sądu przekonującym argumentem nie jest fakt, że powódka  nie pracuje, a gdyby dojeżdżała ze szkoły do pracy, koszty dojazdu byłyby mniejsze.

Sąd przywołał także postanowienie sygnalizacyjne Trybunału Konstytucyjnego z 2017 r. w sprawie ustalania zwrotu kosztów takiego dowozu i poparł potrzebę bardziej szczegółowego uregulowania sprawy przez ustawodawcę.  Jak uznał TK, RPO słusznie zauważył, że przepisy nie określają przesłanek bądź kryteriów, według których ma być ustalona kwota zwrotu.

 

Uciążliwość składowiska odpadów

Data: 2018-02-13

Sprawa z warszawskiego Radiowa

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania  przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie zainicjowanym przez obywateli; złożył także własną skargę do WSA.

Stan faktyczny:

Mieszkańcy skarżą się na uciążliwe zapachy z zakładu odpadów komunalnych MPO przy ul. Kampinoskiej. Powołują się na dolegliwości zdrowotne, w tym: nudności, kaszel, omdlenia. Główny Inspektor Ochrony Środowiska umorzył w 2016 r. postępowanie administracyjne ws.  wstrzymania działalności instalacji do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów. Stowarzyszenie „Czyste Radiowo” złożyło na tę decyzję skargę do WSA (do której przyłączył się RPO).  RPO złożył też własną skargę do WSA na umorzenie postępowania ws.  wstrzymania instalacji kompostowni odpadów zielonych w tym samym zakładzie. 

W styczniu 2017 r. WSA uwzględnił skargę Stowarzyszenia. Uznał, że obowiązkiem organów administracji powinno być wyjaśnienie czy emisja powodowana przez instalację nie przekształciła się w zanieczyszczenie szkodliwe dla zdrowia ludzi lub stanu środowiska.  W kwietniu 2017 r. WSA uznał także skargę RPO, oceniając, że podstawą wstrzymania działalności kompostowni jest już samo zagrożenie dla zdrowia ludzkiego, a nie - jak wskazywały organy -  jedynie skutek w postaci chorób. Według WSA zdrowie, o którym mowa w ustawie, należy rozumieć nie tylko jako zdrowie fizyczne - jak uczyniły organy administracji -  ale także psychiczne. Sąd nakazał organom administracji ponowne rozpatrzenie obu spraw.

Stan sprawy:

12 lutego 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił kasacje złożone w obu sprawach przez MPO.  Zgodnie ze stanowiskiem RPO, żaden zarzut skarg nie został uznany za zasadny.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

W Polsce nie ma ustawy określającej uciążliwość zapachową  powietrza, co sprawia, że formalnie nie można określić, jaki jej poziom jest dopuszczalny i tym samym bezpieczny dla zdrowia ludzi. RPO od ponad 10 lat domaga się  wprowadzenia takich standardów. Zdaniem RPO wyroki dają nadzieję na znalezienie sposobu ominięcia bezczynności legislacyjnej i wstrzymywanie działalności zakładów, które formalnie spełniają obowiązujące normy, ale poprzez emisję zapachów uniemożliwiają okolicznym mieszkańcom normalne funkcjonowanie.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatela.

Argumenty RPO

Patrz - zakładka DOKUMENTY

Numer sprawy

V.7200.49.2014.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w sprawie zakresu tajemnicy dziennikarskiej: działania dziennikarza naruszyły prawa jego informatora

Data: 2018-02-02

Sąd: wola informatora, by dziennikarz nie ujawniał jego danych osobowych, była wyraźna, mimo, że nie uwidoczniona w żadnej formie. Tym samym dziennikarz naruszył dobra osobiste tego człowieka

1 lutego 2018 r. Sąd Apelacyjny ogłosił wyrok w sprawie o ochronę dóbr osobistych M.K. przeciwko jednemu z wydawnictw ogólnopolskich. MK zarzucał dziennikarzowi naruszenie tajemnicy dziennikarskiej. Przekazał bowiem dziennikarzowi do publikacji informacje dotyczące sytuacji w jednej z firm, jednakże z publikacji po pewnym czasie zrezygnował.

W sprawie pojawiło się kilka wątpliwości.

Po pierwsze: czy osoba przekazująca informacje dziennikarzowi, bez ujawniania swoich danych personalnych, poza numerem telefonu z którego dzwoniła do dziennikarza, lecz w warunkach pozwalających na ocenę, że nie życzy ona sobie ujawniania jej danych, w rzeczywistości złożyła takie zastrzeżenie, dzięki czemu wiązałaby dziennikarza tajemnica dziennikarska. Czy też zgodnie z art. 15 ust. 2 pkt 1 Prawa prasowego dla powstania tajemnicy dziennikarskiej wymagana jest jakakolwiek forma dla takiego oświadczenia.

Druga wątpliwość dotyczyła możliwości odpowiedzialności wydawcy za naruszenie dóbr osobistych informatora, przez dziennikarza.

W obydwu kwestiach Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił swoje stanowisko w pismach procesowych. W jego opinii stosowanie art. 60 K.c. w tym wypadku (jako do oświadczenia) wymaga jedynie, by wola informatora utrzymania w tajemnicy jego danych była dostatecznie jasno wyrażona i czytelna dla dziennikarza. Zdaniem Rzecznika, w niniejszej sprawie taka sytuacja miała miejsce.

Odpowiedzialność zaś wydawcy zdaniem Rzecznika można wiązać z faktem zatrudnienia dziennikarza jako pracownika.

Podzielając stanowisko Rzecznika odnośnie do faktu naruszenia tajemnicy dziennikarskiej, Sąd Apelacyjny stwierdził, że wola powoda, by dziennikarz nie ujawniał jego danych osobowych, była wyraźna, mimo, że nie uwidoczniona w żadnej formie. Z jego zachowania i oświadczeń kierowanych do dziennikarza (m.in. żądanie, by dziennikarz zniszczył wszelkie materiały i nigdzie ich nie publikował) wynika, że takie zastrzeżenie zostało przez niego uczynione. Tym samym dobra osobiste powoda (prawo do prywatności, prawo do anonimowości, tajemnica korespondencji) zostały naruszone bezprawnym działaniem dziennikarza.

W niniejszej sprawie Sąd nie dopatrzył się żadnej okoliczności usprawiedliwiającej bezprawne działanie naruszyciela.

W kwestii podstawy prawnej odpowiedzialności wydawcy Sąd oparł się na art. 430 K.c. stwierdzając, że dokonane naruszenie miało miejsce w ramach powierzonych czynności przez wydawcę.  

Ważny wyrok sądu: rażenie zatrzymanego paralizatorem to tortury

Data: 2018-01-30

30 stycznia 2018 r. przed polskim sądem zapadł bardzo ważny wyrok, w którym sąd po raz pierwszy wskazał, że rażenie zatrzymanego paralizatorem to tortury.

Ustne uzasadnienie orzeczenia było w całości zbieżne z wnioskami ekspertów z Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur.

Sąd Rejonowy Lublin Zachód w Lublinie, IV Wydział Karny wydał nieprawomocny wyrok (sygn. akt IV K 717/17) wobec trójki byłych funkcjonariuszy policji uznając ich za winnych tego, że w czerwcu 2017 r znęcali się nad dwójką zatrzymanych w izbie wytrzeźwień mężczyzn. Mieli być oni bici i rażeni w okolice miejsc intymnych, prywatnym (nie będącym na wyposażeniu służbowym) paralizatorem.

Funkcjonariuszowi, który użył paralizatora, sąd wymierzył karę trzech lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz zakaz wykonywania zawodu policjanta na 6 lat. Skazany ma także zapłacić pokrzywdzonym kwotę 20 i 30 tys. zł.

Pozostałym dwóm funkcjonariuszom, którzy brali udział w zdarzeniu, sąd wymierzył karę roku bezwzględnego pozbawienia wolności oraz zastosował środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu policjanta na okres 4 lat. Skazani mają też zapłacić na rzecz pokrzywdzonego kwotę po 5 tyś zł.

W ustnym uzasadnieniu orzeczenia przewodniczący składu orzekającego sędzia sądu rejonowego Jarosław Dul podkreślił, że użycie paralizatora w obu przypadkach spełnia definicję tortur określoną w Konwencji ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania z 1984 r. (Dz.U. z 1989 r. Nr 63, poz. 378).

Wskazał również na szerszy wymiar społeczny tej sprawy. Przypadek ten podważył bowiem zaufanie do lubelskiej policji. Jak podkreślił, podstawą skuteczności policji w państwie demokratycznym jest respekt i szacunek, jaką darzą ją obywatele. To nie jest to samo co strach przed brutalnym i nieprzewidywalnym policjantem. Tymczasem, w ocenie sądu, przez pryzmat takich przypadków ktoś może postrzegać całą policję jako formację niezdyscyplinowaną, nieprofesjonalną, skłonną używać przemocy bez potrzeby i dla kaprysu.

Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur wyraża głębokie zaniepokojenie ujawnionymi zdarzeniami, które w ocenie Sądu wypełniły znamiona tortur.

Zakaz tortur w myśl polskiego prawa jest zakazem bezwzględnym i nie podlega żadnym ograniczeniom. Tortury stanowią najbardziej skrajny przykład łamania praw człowieka, wyrażają pogardę dla jego godności i degradują społeczeństwo, które na nie przyzwala.

W obliczu ujawnionych zdarzeń Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur przypomina, że zgodnie z Konwencją ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur i Protokołem dodatkowym do Konwencji (Dz. U. z 2007 r. Nr 30, poz. 192) skuteczne działania zapobiegawcze wymagają edukacji i połączenia szeregu środków legislacyjnych, administracyjnych, sądowych i innych.

Konieczna jest więc edukacja funkcjonariuszy wszystkich szczebli służb egzekwujących prawo w kierunku poszanowania praw człowieka i zapobiegania torturom. KMPT zachęca władze do aktywnej działalności edukacyjnej i budowania kultury sprzeciwu wobec przemocy, która powinna być postrzegana jako niedopuszczalny brak profesjonalizmu, rzutujący na wizerunek całej służby.

Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur apeluje też do władz o:

  • wprowadzenie do Kodeksu karnego przestępstwa tortur,
  • zapewnienie każdej osobie zatrzymanej dostępu do obrońcy od samego początku zatrzymania,
  • objęciem badaniami lekarskimi wszystkich osób zatrzymanych przez Policję,
  • wdrożenie innych, wskazywanych rekomendacji mających na celu zapobieganie w przyszłości podobnym sytuacjom. 

Zespół Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur to zespół ekspertów, który podlega Rzecznikowi Praw Obywatelskich i zajmuje się prewencją tortur i poniżającego traktowania we wszystkich miejscach pozbawienia wolności - od zakladów karnych i aresztów po szpitale psychiatryczne i domy pomocy społeczenej. Wspiera ich pracowników, wskazuje dobre praktyki i pietnuje zle, a także wskazuje, jak zmieniać prawo, by co tortur i okrutnego traktowania nie dochodziło

Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ uwzględnił skargę Rzecznika o wznowienie postępowania cywilnego w sytuacji podrobienia podpisu

Data: 2017-12-27
  • Skuteczna skarga RPO o wznowienie postępowania w sprawie z podrobionego weksla
  • Uchylenie wyroku sądu cywilnego wydanego na podstawie sfałszowanego weksla i oddalenie powództwa o zapłatę
  • "To na powodzie spoczywa ciężar pozyskania weksla w taki sposób, aby mieć pewność, że podpisy na nim złożone są prawdziwe" (sąd w ustnych motywach wyroku).
W mediach często pojawiają się informacje o osobach, które straciły cały majątek, bo sąd cywilny na podstawie umowy lub weksla, pod którym podrobiono podpis tej osoby, wydał wyrok zasądzający duże sumy pieniędzy. Nawet wówczas, gdy sąd karny skaże winnego podrobienia podpisu, nie oznacza to automatycznego wyeliminowania skutków wyroku sądu cywilnego (może on być egzekwowany przez komornika, jeżeli tylko powód-wierzyciel będzie o to wnosił). W takich sytuacjach, konieczne jest złożenie skargi o wznowienie postępowania i formalne uchylenie wyroku sądu cywilnego, który zapadł na podstawie dokumentu ze sfałszowanym podpisem. Rzecznik Praw Obywatelskich złożył taką skargę m.in. w sprawie pani Natalii, której były małżonek podrobił podpis pod wekslem, będącym później podstawą wyroku sądu cywilnego. Winny podrobienia podpisu został w 2015 roku skazany.
 

Wyrokiem Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ w Gdańsku, ogłoszonym 22 grudnia 2017 r., skarga Rzecznika została uwzględniona, uprzedni wyrok sądu nakazujący pani Natalii zapłatę uchylony, a skierowane przeciwko niej powództwo o zapłatę oddalone. Dodatkowo Sąd nakazał powodowi zwrócić pani Natalii koszty postępowania. Sąd wskazał, że okoliczność, iż powód nie wiedział o podrobieniu podpisu pod wekslem nie może zwalniać go od odpowiedzialności za powstanie tych kosztów. To na powodzie spoczywał ciężar pozyskania weksla w taki sposób, aby mieć pewność, że podpisy na nim złożone, są prawdziwe.

Osoba transpłciowa nie ma obowiązku pozywania swoich dzieci w celu uzgodnienia płci

Data: 2017-12-15

Sąd Apelacyjny w Łodzi uwzględnił dziś w całości apelację Rzecznika Praw Obywatelskich od wyroku Sądu Okręgowego w Sieradzu. Chodzi o transpłciową kobietę, która odmówiła skierowania powództwa przeciwko szóstce swoich dzieci. Sąd Apelacyjny w Łodzi nie tylko uznał, że w procesie uzgodnienia płci kobieta nie miała obowiązku kierowania pozwu przeciwko swoim dzieciom, ale także zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu i uzgodnił płeć powódki na podstawie dołączonej do pozwu dokumentacji medycznej.

Pogląd, że pozew o uzgodnienie płci osoby transpłciowej powinien zostać skierowany nie tylko przeciwko rodzicom, ale także przeciwko dzieciom, wyraził Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 6 grudnia 2013 r. (sygn. akt I CSK 146/13).

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, udział dzieci osoby transpłciowej w procesie o ustalenie płci rodzica w charakterze pozwanych prowadzi do naruszenia godności i prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego nie tylko osoby wytaczającej powództwo, ale także jej dzieci. W ich interesie jest doprowadzenie do sytuacji, w której płeć rodzica znajdująca odzwierciedlenie w jego dokumentach tożsamości, będzie odpowiadała płci przez niego odczuwanej, zgodnie z którą na co dzień funkcjonuje. W sprawach o ustalenie płci sądy powinny oczywiście uwzględniać najlepszy interes dziecka, jednak możliwe jest jego uwzględnienie bez konieczności występowania w charakterze strony przeciwnej do rodzica.

Zawstydzanie matki karmiącej dziecko w miejscu publicznym jest niezgodną z prawem formą nierównego traktowania - wyrok w sprawie do której przyłączył się RPO

Data: 2017-12-14

Sąd Apelacyjny w Gdańsku uwzględnił apelację Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, zasądził 2000 zł zadośćuczynienia dla matki, której uniemożliwiono swobodne karmienie piersią w jednej z restauracji w Sopocie. Sąd nakazał także jej przeproszenie przez właściciela restauracji.  Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed Sądem Apelacyjnym, wyrokowi Sądu Okręgowego zarzucając naruszenie przepisów ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, zawstydzanie matki karmiącej dziecko w miejscu publicznym jest niezgodną z prawem formą nierównego traktowania ze względu na płeć. Karmienie piersią w miejscu i w czasie dogodnym dla matki i dziecka jest nie tylko zgodne z prawem, ale wskazane dla zdrowia dziecka.  Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, rozpowszechnianymi przez Ministerstwo Zdrowia, wskazane jest karmienie dziecka do 6 miesiąca i kontynuowanie do ukończenia przez dziecko 2 roku życia i dłużej. Ministerstwo Zdrowia wyraźnie zaznacza, że karmienie piersią w miejscach publicznych jest częścią życia społecznego. Wzbudzanie w kobietach przekonania, że karmienie piersią jest czymś wstydliwym, że nie mogą one karmić w miejscu i czasie dogodnym dla siebie i dziecka, może prowadzić do ograniczania udziału kobiet w życiu społecznym albo do skrócenia czasu karmienia piersią.

Dyskryminacja matki karmiącej w dostępie do usług

Data: 2017-12-12

Sprawa pani Liwii

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania w II instancji przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku.

Stan faktyczny:

Pani Liwia, będąc mamą 6miesięcznej córki, wraz z mężem i siostrą wybrała się do jednej z restauracji w Sopocie. Podczas posiłku - jak ustalił Sąd I instancji - zamierzała przy stoliku nakarmić dziecko piersią. Pracujący w restauracji kelner, na prośbę innych klientów, zwrócił się do niej o "dyskretniejsze" karmienie i przeniesienie w inne miejsce, na co nie zgodziła się pani Liwia, która w efekcie opuściła restaurację.

Powództwo o odszkodowanie za naruszenie zasady równego traktowania i nakazanie pozwanemu właścicielowi restauracji opublikowanie przeprosin za uniemożliwienie nakarmienia dziecka przy stoliku wytoczyło na rzecz pani Liwii Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego [http://www.ptpa.org.pl/]. Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił powództwo w całości. W jego ocenie, przekazania prośby innych klientów nie jest nierównym traktowaniem - dyskryminacją byłoby wprowadzenie zakazu karmienia piersią czy wyproszenie z restauracji. Prośba innych klientów była zdaniem Sądu uzasadniona z uwagi na "ostentacyjny sposób karmienia piersią". Karmienie piersią nie może w ocenie Sądu naruszać przyjętych w tym zakresie "norm społecznych i moralnych".

Apelację od tego wyroki wniosło PTPA. Do postępowania przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku przyłączył się RPO.

Stan sprawy:

14 grudnia 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku uwzględnił apelację Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, zasądził 2000 zł zadośćuczynienia dla matki, której uniemożliwiono swobodne karmienie piersią w jednej z restauracji w Sopocie. Sąd nakazał także jej przeproszenie przez właściciela restauracji.  Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed Sądem Apelacyjnym, wyrokowi Sądu Okręgowego zarzucając naruszenie przepisów ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Rzecznik pełni funkcję niezależnego organu do spraw równego traktowania - sprawy dyskryminacyjne to zatem jeden z jego priorytetów.
Powództwo oparte jest o przepisy ustawy z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. Pomimo tego, że ustawa weszła w życie już w 2011 r., z przewidzianych w niej środków ochrony prawnej przed dyskryminacją korzystano zaledwie w kilku sprawach, w dodatku sądy nie zawsze prawidłowo interpretują przepisy tej ustawy. Rzecznikowi zależy na zwiększeniu skuteczności ustawy i rozpowszechnieniu przewidzianych nią środków ochrony.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek organizacji pozarządowej.

Argumenty RPO

Patrz - zakładka DOKUMENTY

Numer sprawy

XI.815.37.2016.

Bank może odpowiadać za szkodę wyrządzoną klientowi przez swojego byłego pracownika – wyrok Sądu Najwyższego

Data: 2017-11-09

Bank może odpowiadać za szkodę wyrządzoną klientowi przez swojego byłego pracownika - orzekł w piątek Sąd Apelacyjny w Warszawie. Zobowiązał bank do naprawy całości szkody poniesionej przez powódkę. W procesie przeciw bankowi kobietę wspomagał Rzecznik Praw Obywatelskich.

W sprawie, która trafiła do RPO, starsza klientka jednego z banków została okradziona przez pracownika, który dokonywał transakcji na jej niekorzyść. Po pewnym czasie przestał on być pracownikiem banku, ale kontynuował swój proceder na podstawie wyłudzonego pełnomocnictwa, powodując dalsze straty kobiety.

Kiedy sprawa wyszła na jaw, bank zwrócił klientce środki ukradzione z rachunku bankowego w okresie, kiedy sprawca był jego pracownikiem, ale odmówił zwrotu tych środków, które ukradł po zwolnieniu go z pracy.

Powódka pozwała bank. W 2014 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził jej odszkodowanie od banku. Po apelacji banku, w  2016 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie oddalił jednak powództwo (I ACa 612/15). Zwolnił bank z odpowiedzialności odszkodowawczej. Przyznał mu rację, mimo że  swym postępowaniem bank mógł przyczynić się do powstania szkody. Bank dopiero poniewczasie zorientował się o kradzieży; nie poinformował też klientki o rozwiązaniu umowy z jej „doradcą”.

RPO wniósł do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną na korzyść powódki. Nie zgodził się z dokonaną przez Sąd Apelacyjny prawnomaterialną oceną ustaleń faktycznych Sądu Okręgowego.  Zdaniem Sądu Apelacyjnego odpowiedzialność banku ustała z chwilą zwolnienia  pracownika. RPO zakwestionował ten pogląd, wskazując w szczególności na konieczność uwzględnienia dyspozycji art. 50 ust. 2 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (Dz.U. z 2015 r. poz. 128, z późn. zm.) w zw. z art. 64 ust. 1 i 2 i art. 76 ustawy z dnia 2 kwietnia 1997 r. – Konstytucja RP  (Dz. U. z 1997 r. Nr 78 poz. 483, z późn. zm.).

Stanowisko Sądu Apelacyjnego, zwalniające bank z obowiązku podjęcia jakichkolwiek działań w celu zabezpieczenia zdeponowanych środków klienta, RPO uznał za sprzeczne z istotnymi zasadami działalności bankowej. Ocenił je jako negujące podstawę wiarygodności banku, który gwarantuje kontrahentowi ochronę i bezpieczeństwo powierzonych środków.

W listopadzie 2017 r. Sąd Najwyższy uwzględnił skargę kasacyjną RPO (I CSK 53/17) i uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego. W ustnym uzasadnieniu SN wskazał, że sąd ten nie przeanalizował w sposób należyty podniesionych przez Rzecznika okoliczności faktycznych, w kontekście możliwości przypisania bankowi odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez byłego pracownika.

W następstwie wyroku SN Sąd Apelacyjny ponownie rozpoznał sprawę. 9 marca oddalił on w całości apelację banku od korzystnego dla powódki wyroku Sądu Okręgowego (V ACa 58/18).

W ustnym uzasadnieniu Sąd Apelacyjny zgodził się z RPO, że bank może także odpowiadać za szkodę wyrządzoną klientowi przez swojego byłego pracownika. Mocą tego wyroku bank został zobowiązany do naprawy całości szkody poniesionej przez powódkę.

V.510.99.2016

 

Stanowisko niemieckiego sądu w sprawie wykonalności wyroku w sprawie pana Karola Tendery

Data: 2017-11-07

Minął prawie rok, odkąd Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF przeproszenie Karola Tendery, byłego więźnia Auschwitz, za nazwanie obozów zagłady polskimi (wyrok z dnia 22 grudnia 2016 r., sygn. akt I Aca 1080/16). Wyrok uwzględniał w całości argumentację Rzecznika Praw Obywatelskich, który przyłączył się do postępowania i wskazywał na bezprawne naruszenie dóbr osobistych Karola Tendery (reprezentowanego przez radcę prawnego Lecha Obarę), w szczególności tożsamości narodowej i godności narodowej.

Sprawą zajmie się niebawem polski Sąd Najwyższy.

ZDF do tej pory nie przeprosił w sposób wskazany w prawomocnym wyroku.

ZDF podważa wykonalność wyroku

ZDF od miesięcy walczy przed niemieckimi sądami o podważenie wykonalności wyroku. Kiedy w lipcu zakwestionował niezależność polskiego sądu w związku z sytuacją polityczną w kraju, RPO w oficjalnym oświadczeniu wyraził głębokie zaniepokojenie podważaniem w ten sposób prawomocnych wyroków. W dniu 15 września Wyższy Sąd Krajowy w Koblencji wydał wstępną opinię w sprawie wykonalności wyroku sądu polskiego, podważanej przez ZDF. W stanowisku niemieckiego sądu znalazły się bardzo ważne stwierdzenia, przesadzające o słuszności stanowiska prezentowanego przez Karola Tenderę i Rzecznika Praw Obywatelskich. Sąd ten określił sformułowanie użyte przez ZDF jako „ewidentnie nieprawdziwe twierdzenie o stanie faktycznym” i dał prymat ochronie dóbr osobistych w przypadku sprostowania takiego sformułowania nad wolnością prasy, na którą powoływał się ZDF. Sąd w Koblencji uznał ponadto, że wskazane było przyznanie Karolowi Tenderze – jako byłemu więźniowi niemieckiego obozu koncentracyjnego – cywilnoprawnego roszczenia ochrony jego godności i reputacji w światowej przestrzeni publicznej.

Oceny wykonalności polskiego wyroku sąd niemiecki dokonywał na podstawie przepisów unijnych - Rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001 z dnia 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (tzw. Rozporządzenie Bruksela I, zastąpione przez rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 1215/2012 z 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych).

Celem tego rozporządzenia jest ułatwienie wykonywania orzeczeń sądów krajowych na terenie innych państw unijnych poprzez wprowadzenie zasady, że zagraniczne orzeczenia sądów państw członkowskich UE mają być w tych państwach traktowane automatycznie jako tytuły wykonawcze (bez konieczności nadawania klauzuli wykonalności).

Na podstawie Rozporządzenia Bruksela I wykonalność wyroku może być podważana na podstawie bardzo wąsko sformułowanych przesłanek (m.in. oczywista sprzeczność z porządkiem publicznym danego państwa, brak jurysdykcji).

Postępowanie egzekucyjne

Opinia niemieckiego sądu w sposób jednoznaczny przesądza o wykonalności wyroku polskiego sądu. Wobec powyższego ZDF zostanie wezwany ponownie do wykonania wyroku. W przypadku braku przeprosin we właściwej formie i treści, przed niemieckim sądem toczyć się będzie postępowanie egzekucyjne. Można przypuszczać, że ZDF podniesie ponownie argument, że Karola Tenderę przeprosił (rzeczywiście, na stronie internetowej zamieszczone było oświadczenie ZDF, jednak nie wypełniało ono wymogów wskazanych przez polski sąd).

Dalsze postępowanie w Polsce

Polski Sąd Najwyższy zajmie się niedługo sprawą, ponieważ od wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie ZDF złożyło skargę kasacyjną.

W sprawie o sygnaturze III CSK 156/17 wydano postanowienie o przyjęciu sprawy do rozpoznania na rozprawie. Nie określono jeszcze terminu. Zgodnie z art. 388 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, wniesienie skargi kasacyjnej nie wstrzymuje wykonania wyroku, a zatem obowiązek przeproszenia przez ZDF jest prawnie wiążący.

Sprawa tzw. kredytów frankowych

Data: 2017-10-04

Sprawa pani Katarzyny i pana Michała  z Warszawy

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania w II instancji przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie.

Stan faktyczny:

Pani Katarzyna i pan Michał pozwali w 2014  r. bank Millenium o zwrot ok. 100 tys. zł – kwot nadpłaconych tytułem spłaty dwóch kredytów hipotecznych  indeksowanych kursem franka szwajcarskiego. Wskazali, że nadpłacili te kwoty, bo bank zastosował w umowie zapisy niedozwolone (abuzywne klauzule waloryzacyjnych).

Powołali się na fakt, że zapisy takie jak w ich umowach znajdują się w rejestrze klauzul niedozwolonych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta (nr wpisu: 3178 i 3179).

Sąd Okręgowy w Warszawie 9 listopada 2015 r. oddalił powództwo w całości. Wskazał, że choć jedna klauzul dotyczącą mechanizmu indeksacji jest tożsama z postanowieniami uznanymi za niedozwolone (nr 3178), to stwierdzenie to „nie przesądza o bezskuteczności tychże postanowień”.

Zdaniem Sądu indywidualne stwierdzenie abuzywności danej klauzuli wymaga każdorazowej oceny, czy spełnione zostały przesłanki przewidziane w art. 3851 § 1 Kodeksu cywilnego, w tym brak indywidualnego uzgodnienia mechanizmu indeksacji.

W ocenie Sądu kwestionowana przez Powodów klauzula może być uznana – w ich indywidualnym przypadku – za abuzywną jedynie w części, a mianowicie w zakresie, w jakim odsyła do Tabeli Kursów Walut Obcych, pozwalając tym samym bankowi na jednostronne regulowanie wysokości rat kredytu waloryzowanego kursem CHF bez jakichkolwiek wytycznych, ram czy ograniczeń.

Sąd nie uznał natomiast abuzywności tej części kwestionowanej klauzuli, która odnosiła się do samego obowiązku Powodów spłaty kwoty kredytu przy zastosowaniu indeksacji. To postanowienie, Sąd uznał za uzgodnione indywidualnie z Powodami.

Pani Katarzyna i pan Michał zaskarżyli ten wyrok.  Na tym etapie do sprawy przyłączył się RPO.

Stan sprawy:

W dniu 29 września 2017 r. odbyła się rozprawa przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie.

Sąd zawezwał strony do podjęcia próby zawarcia ugody, wyznaczając jednocześnie bankowi 21 dni na przedstawienie w formie tabeli wysokość rat pobranych od Powodów wg. postanowień  zawartych w umowie (uznanych SOKiK za niedozwolone) i porównawczo - według średniego kursu NBP.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Rzecznik, w ramach swoich kompetencji, zwracał uwagę na problemy kredytobiorców „frankowych” właściwym władzom. Wprowadzane zmiany legislacyjne nie doprowadziły jednak do całkowitego zniwelowania skutków, jakie już zaszły w odniesieniu do tej grupy konsumentów. Mogą oni jedynie indywidualnie dochodzić swych praw przed sądami, do czego zresztą Rzecznik Praw Obywatelskich prowadząc od końca 2016 r. wspólnie z Rzecznikiem Finansowym ogólnopolską akcję informacyjną zachęca. Zdając sobie sprawę ze znaczenia, jakie mogą mieć dla wszystkich tego rodzaju spraw pierwsze zapadające rozstrzygnięcia, Rzecznik Praw Obywatelskich czuje się zobligowany do udzielenia konsumentom wsparcia również w formie działań procesowych, przystępując do sprawy.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek pełnomocnika.

Argumenty RPO

Patrz załącznik w zakładce DOKUMENTY

Numer sprawy

V.510.211.2017

Zwolnienie dziennikarza z Polskiego Radia z powodu krytyki pracodawcy - nieuzasadnione

Data: 2017-09-13

Dziennikarzowi Programu III Polskiego Radia, zwolnionemu w marcu 2016 r. z powodu krytyki pracodawcy, należy się odszkodowanie. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie ogłosił wyrok w sprawie, do której RPO przyłączył się w ramach programu postępowań strategicznych.

Rzecznik Praw Obywatelskich w toku postępowania podniósł, że przyczyna wypowiedzenia umowy o pracę była zbyt ogólna. Wskazanie przez pracodawcę na utratę zaufania niezbędnego do świadczenia pracy na zajmowanym stanowisku, wynikającą m.in. z faktu publicznej krytyki pracodawcy i podważania kompetencji przełożonych, nie może być uznane za wystarczające uzasadnienie w świetle wymogów konkretności i pozostaje w sprzeczności z art. 30 § 4 Kodeksu pracy.

Przede wszystkim jednak zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich sprawa dziennikarza ma kluczowe znaczenie dla wolności słowa - może być zakwalifikowana jako tłumienie krytyki prasowej. Dziennikarze stoją na straży dostępu do informacji, zaś informowanie o tym, co się dzieje w przestrzeni publicznej jest nie tylko ich prawem, ale i obowiązkiem wobec społeczeństwa. Lojalność wobec pracodawcy nie może prowadzić do wyłączenia krytyki, zwłaszcza jeśli jej celem jest społecznie uzasadniony interes (np. troska o zachowanie niezależności mediów publicznych, jak w omawianej sprawie). Rzecznik wskazał, że kwestią dopuszczalności zwolnienia pracownika – dziennikarza za jego wypowiedzi (lub też ukarania go przez pracodawcę) zajmował się wielokrotnie Europejski Trybunał Praw Człowieka. W orzecznictwie Trybunał podkreśla szczególną rolę dziennikarza jako sygnalisty (ang. public watchdog) informującego społeczeństwo o nieprawidłowościach lub dostrzeżonych zagrożeniach.

W sprawie zwolnionego dziennikarza istotną kwestią był także fakt pełnienia przez niego funkcji przewodniczącego związku zawodowego. Zgodnie ze stanowiskiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wyrażonym m.in. w sprawie Wojtas-Kaleta przeciwko Polsce, to na przewodniczącym związku zawodowego spoczywa szczególny obowiązek wypowiadania się w kwestiach kluczowych dla pracowników, do których należą m.in. nowe decyzje programowe publicznego nadawcy.

Więcej o sprawie i o argumentach prawnych przedstawionych przez Rzecznika Praw Obywatelskich można dowiedzieć się z opisu całego postępowania - link poniżej

Zwolnienie dziennikarza z Polskiego Radia z powodu krytyki pracodawcy

Data: 2017-08-30

Sprawa dziennikarza z Warszawy:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do pierwszoinstancyjnego postępowania w sprawie dziennikarza zwolnionego z Polskiego Radia z powodu utraty zaufania niezbędnego na zajmowanym stanowisku.

Stan faktyczny:

Dziennikarz  był zatrudniony w Polskim Radiu na stanowisku kierownika redakcji na podstawie umowy o pracę. Był także przewodniczącym związku zawodowego dziennikarzy i pracowników Programu Trzeciego Polskiego Radia. W marcu 2016 r. otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę, z powodu utraty zaufania niezbędnego na zajmowanym stanowisku, wynikającej m.in. z faktu publicznej krytyki pracodawcy i podważania kompetencji przełożonych.

Stan sprawy:

Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy 13 września 2017 r. uznał zwolnienie dziennikarza za sprzeczne z prawem i przysznał mu odszkodowanie (patrz załączona informacja z rozprawy). 10 maja 2018 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił apelację Polskiego Radia SA od wyroku sądu I instancji, który uwzględnił pozew dziennikarza o odszkodowanie.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Sprawa ma istotne znaczenie dla wolności słowa i dopuszczalności krytyki pracodawcy, który jest publicznym nadawcą. Rzecznik wskazał, że dziennikarz miał prawo do krytykowania pracodawcy zarówno jako pracownik, przewodniczący związku zawodowego i dziennikarz (dziennikarze mają prawo, a nawet obowiązek komentowania spraw o znaczeniu publicznym, w tym także tych odnoszących się do organizacji pracy czy funkcjonowania mediów realizujących misję publiczną).

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatela.

Argumenty RPO

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich:

  • przyczyna wypowiedzenia umowy o pracę jest zbyt ogólna. Prawo nakazuje pracownikowi podać konkretny powód zwolnienia.
  • pracownik ma prawo do krytycznej oceny pracodawcy (to prawo wynikające z Konstytucji, art. 54, i przysługuje każdemu), a możliwość krytykowania pracodawcy mieści się w ramach obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy. Także prawo prasowe (art. 41) stanowi, że publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy krytyce społecznej i pozostaje pod ochroną prawa.
  • zwolniony dziennikarz prezentował swoje poglądy nie tylko jako pracownik, ale także jako dziennikarz. W podobnych sprawach wypowiadał się już Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazując, że dziennikarze mają prawo, a nawet obowiązek komentowania spraw o znaczeniu publicznym, w tym także tych odnoszących się do organizacji pracy czy funkcjonowania mediów realizujących misję publiczną. W ocenie RPO zwolniony dziennikarz z owego prawa do krytyki korzystał w granicach pozostających pod ochroną prawa i czynił to w imię ochrony interesu publicznego wynikającego z art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Dlatego też wypowiedzenie mu umowy o pracę w istocie stanowiło w tych warunkach tłumienie krytyki prasowej. Okoliczność ta uzasadnia zgłoszenie udziału Rzecznika w niniejszym postępowaniu.

Ponadto dziennikarz był przewodniczącym związku zawodowego, a jako taki miał „szczególne uprawnienia” do krytykowania pracodawcy. 

Szczegóły argumentacji RPO - w załączniku.

Numer sprawy:

III.7043.59.2016

Zadośćuczynienie za odmowę wizyty lekarskiej osobie niewidomej poruszającej się z psem przewodnikiem - sąd uwzględnił pozew RPO

Data: 2017-07-31

W dniu 31 lipca 2017 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza wydał wyrok w sprawie z powództwa Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym zasądził zadośćuczynienie z tytułu naruszenia praw pacjenta na rzecz osoby niewidomej poruszającej się w asyście psa przewodnika przeciwko ośrodkowi okulistycznemu z Krakowa z powodu odmowy udzielenia jej świadczenia zdrowotnego.  

Rzecznik wytoczył powództwo na rzecz osoby niewidomej, której odmówiono wizyty w gabinecie okulistycznym z powodu korzystania przez nią z pomocy psa przewodnika. Pacjentka poinformowała ośrodek drogą elektroniczną o tym, że jest osobą niewidomą i na wizytę przyjedzie w asyście psa przewodnika. W odpowiedzi na wiadomość pacjentki pozwany lekarz odwołał wizytę, stwierdzając, że została ona „anulowana”. Pacjentce nie zaproponowano innych terminów, ani nie zaoferowano żadnego rodzaju wsparcia podczas wizyty, alternatywnego wobec psa asystującego.

Sprawa niewidomej pacjentki ma charakter precedensowy w zakresie ochrony przed dyskryminacją osób z niepełnosprawnościami w obszarze ochrony zdrowia. W wyroku sąd potwierdził, że obowiązek świadczenia usług, w tym świadczeń zdrowotnych, na rzecz osób poruszających się przy pomocy psa przewodnika wynika wprost z powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Sąd oddalił powództwo w zakresie żądania przekazania odpowiedniej sumy na wskazany w pozwie cel społeczny. Wyrok jest nieprawomocny.

Sygn. akt: I C 2080/16/P

Prawa rodziców dzieci z niepełnosprawnościami - RPO wsparł przed sądem matkę w sprawie o zasady dofinansowania dowozu dziecka do szkoły

Data: 2017-07-12

Rzecznik Praw Obywatelskich postanowił wziąć udział w toczącym się przed krakowskim sądem procesie, w którym matka niepełnosprawnej córki zdecydowała się dowozić córkę do szkoły sama. Gmina ma obowiązek zwrócić jej koszty transportu, gdyż dowóz niepełnosprawnego dziecka ma być bezpłatny. Jednak ten mechanizm wydaje się prosty jedynie w teorii. Przepisy nie precyzowały dokładnie za które przejazdy gmina powinna zwrócić pieniądze.

Gmina twierdziła, że tylko za przejazd z dzieckiem do i ze szkoły. Rzecznik Praw Obywatelskich twierdził jednak, że należy się także zwrot kosztów powrotu rodzica po dowiezieniu dziecka i przyjazdu do szkoły po jego odbiór. Te koszty rodzic ponosi w związku z dowozem dziecka do szkoły, a intencją ustawodawcy było ułatwienie uczniom z niepełnosprawnościami realnego dostępu do edukacji i zwolnienie ich z wszelkich kosztów z tego tytułu. Gdyby matka zdecydowała się skorzystać z transportu organizowanego przez gminę nie poniosłaby żadnych kosztów. W odpowiedzi na pozew gmina wskazywała, że inni rodzice się nie skarżą, a poza tym nie jest w stanie kontrolować, gdzie rodzic będzie jechał po odwiezieniu dziecka do szkoły.

Zgodnie z wyrokiem Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia gmina miejska Kraków została zobowiązana do zawarcia z matką niepełnosprawnego dziecka umowy, zgodnie z którą zobowiąże się do zwrotu kosztów dojazdu jej oraz jej niepełnosprawnej córki do i ze szkoły łącznie za cztery przejazdy dziennie, czyli także za te, kiedy rodzic nie towarzyszy dziecku wracając do domu albo jadąc po nie do szkoły.

Wyrok jest nieprawomocny. Jest to jedna ze spraw strategicznych prowadzonych w Biurze RPO. Warto podkreślić, że problem ten dotyczy wielu rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami.

Sprawa pani Angeliki: koszty dowozu do szkoły dziecka z niepełnosprawnością

Data: 2017-07-07

Sprawa pani Angeliki

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed sądem rejonowym w Krakowie w sprawie kosztów dowozu dziecka z niepełnosprawnością do szkoły. Gmina uważa, że zwrot kosztów dla rodzica obejmuje tylko jego przejazdy wraz z dzieckiem. RPO podzielił pogląd matki dziecka, że wsparcie dotyczyć powinno także powrotu samego rodzica ze szkoły i jazdy do niej po dziecko.

Stan faktyczny:

Pani Angelika jest matką niepełnosprawnej córki, która uczy się w szkole specjalnej. Może dowozić córkę do szkoły sama lub za pomocą bezpłatnego transportu organizowanego przez gminę. Pani Angelika zdecydowała się dowozić córkę sama - gmina ma obowiązek zwrócić jej koszty transportu, bo dowóz niepełnosprawnego dziecka ma być bezpłatny. Przepisy nie precyzują jednak, czy gmina ma zwracać pieniądze za dwa kursy dziennie, czy cztery.

Pani Angelika pozwała gminę miejską Krakowa o zwrot kosztów czterech przejazdów. Gmina twierdziła, że może zwracać tylko za dwa. Rzecznik jest zdania, że zwrot należy się za cztery kursy. Argumentował, że rodzic ponosi koszty w związku z dostarczeniem dziecka do szkoły, a intencją ustawodawcy było ułatwienie uczniom z niepełnosprawnościami realnego dostępu do edukacji i zwolnienie ich z wszelkich kosztów z tego tytułu.

Stan sprawy:

12 lipca 2017 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia zobowiązał gminę do zawarcia z matką dziecka umowy, zgodnie z którą zobowiąże się do zwrotu czterech przejazdów dziennie. W apelacji gmina wniosła o oddalenie pozwu.  RPO wniósł o oddalenie apelacji jako całkowicie bezzasadnej.

14 lutego 2018 r. Sąd Okręgowy w Krakowie prawomocnie oddalił apelację. Przychylił się do argumentacji Rzecznika, uznając że co prawda przepisy są nieprecyzyjne, ale należy je interpretować zgodnie z celem ich wprowadzenia.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Rzecznik Praw Obywatelskich pełni w Polsce funkcję niezależnego organu do sprawy realizacji zasady równego traktowania, a także organu monitorującego wdrażanie postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami. Zgodnie z art. 24 Konwencji Polska jest zobowiązana do zapewnienia uczniom z niepełnosprawnościami prawa do edukacji bez dyskryminacji i na zasadzie równości. Zapewnienie dojazdu takich uczniów do szkół jest realizacją tego prawa.

RPO wystąpił też do Ministerstwa Edukacji Narodowej, aby tak zmieniło przepisy, by było jasne, że wsparciu podlega cała droga do szkoły - i dziecka z rodzicem, i samego rodzica.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatelki.

Argumenty prawne RPO

Patrz – załączony dokument

Numer sprawy:

XI.7036.40.2016

Naruszenie dóbr osobistych przez stosowanie określenia „polskie obozy śmierci”

Data: 2017-06-01

Sprawa Karola Tendery z Krakowa, który walczy z określeniem "polskie obozy śmierci"

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania apelacyjnego przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie o ochronę dóbr osobistych (godność, tożsamość narodowa) Karola Tendery, byłego więźnia obozu w Auschwitz w latach 1943-1944 przeciwko stacji ZDF, która w zapowiedzi programu użyła sformułowania „polskie obozy śmierci”.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego

Stan faktyczny:

Sąd Okręgowy uznał, że choć doszło do bezprawnego naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci godności, tożsamości narodowej i godności narodowej, to roszczenie o nakazanie opublikowania oświadczenia musi zostać oddalone, ponieważ skutki naruszenia zostały już usunięte (Karol Tendera został przeproszony w dwóch listach, a na dzień przed terminem rozprawy stacja opublikowała także na swojej stronie internetowej sprostowanie).

Wyrok sądu:

Sąd Apelacyjny zmienił wyrok w części i przychylił się do wniosku RPO, że przeprosiny powinny zostać opublikowany w taki sposób w jaki doszło do naruszenia dobra osobistego. W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, ZDF nie przeprosiła odpowiednio.  Ze względu na formę naruszenia - na publicznie dostępnej stronie internetowej - za właściwe nie można uznać przeprosin listownych, skierowanych wyłącznie do powoda (za pośrednictwem jego pełnomocnika). Adekwatnymi przeprosinami nie było oświadczenie zamieszczone na stronie internetowej pozwanej na krótko przed rozprawą - stanowiło ono raczej sprostowanie a nie przeprosiny: nie było skierowane bezpośrednio do powoda (a więc osoby, której dobra osobiste zostały naruszone), jest niewidoczne po wejściu na stronę internetową, dostępne jest wyłącznie w języku niemieckim.

ZDF złożył skargę kasacyjną i sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Nie wstrzymuje to  wykonania wyroku.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Jest to pierwszy wyrok, w którym doszło do stwierdzenia, że sformułowanie „polskie obozy śmierci” może naruszać dobra osobiste obywatela polskiego – byłego więźnia obozu w Oświęcimiu i że jest to naruszenie bezprawne. Istotne w sprawie było także doprowadzenie do właściwego przeproszenia powoda, bowiem tylko przeprosiny adekwatne pod względem treści i formy do dokonanego naruszenia dóbr osobistych mogą usunąć w pełni skutki tego naruszenia.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek radcy prawnego Lecha Obary

Argumenty prawne RPO

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, wcześniejsze przeprosiny ZDF nie były odpowiednie.  Ze względu na formę naruszenia - na publicznie dostępnej stronie internetowej - za właściwe nie można bowiem uznać przeprosin listownych, skierowanych wyłącznie do powoda (za pośrednictwem jego pełnomocnika). Tak samo adekwatnymi przeprosinami nie było oświadczenie zamieszczone na stronie internetowej na krótko przed rozprawą - stanowiło ono raczej sprostowanie a nie przeprosiny: nie było skierowane bezpośrednio do pana Tendery (a więc osoby, której dobra osobiste zostały naruszone), jest niewidoczne po wejściu na stronę główną i dostępna wyłącznie w języku niemieckim. (szczegóły - załączony dokument)

Numer sprawy:

VII.505.4.2016

Wyczerpanie sumy gwarancyjnej z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (sprawa wygrana)

Data: 2017-05-30

Sprawa pana Tomasza:

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł skargę kasacyjną od wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku wydanego w sprawie o podwyższenie sumy gwarancyjnej.

Stan faktyczny:

W dniu 3 października 1992 r. powód mający wówczas niecałe 3 i pół roku został potrącony przez samochód osobowy, którego właściciel nie miał wykupionego obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej z zakresu posiadaczy mechanicznych pojazdów. W wyniku wypadku powód jest całkowicie niezdolny do pracy oraz samodzielnej egzystencji i porusza się na wózku inwalidzkim. Po wyczerpaniu sumy gwarancyjnej, pan Tomasz wystąpił przeciwko Ubezpieczeniowemu Funduszowi Gwarancyjnemu o podwyższenie sumy gwarancyjnej z kwoty 720.000 zł do 2.445.840 zł.  Sądy w dwóch instancjach uznały, że w przypadku pana Tomasza odpowiedzialność Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego już wygasła bo wyczerpała się kwota, do której wypłaty Fundusz został zobowiązany, więc jego roszczenia nie mają podstaw.

Stan sprawy:

30 maja 2017 r. Sąd Njawyższy uwzględnił skargę kasacyjną RPO, uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Sprawa jest teraz ponownie rozpatrywana - kolejne posiedzenie sądu planowane jest na 28 sierpnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do tego postępowania po stronie pana Tomasza.

24 września 2019 r. sąd zasądzil na rzecz pana Tomasza rentę.

Jednoicześnie 27 września weszły w życie przepisy ustawy dającej osobom w takiej sytyacji jak pan Tomasz do występenowanie z roszczeniami do ubezpeczycieli.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Pan Tomasz należy do grupy osób, którzy ponieśli szkodę na skutek wypadków komunikacyjnych na początku lat 90-tych, przy czym w ich przypadku kierowca nie miał obowiązkowego ubezpieczenia OC, a zatem odszkodowanie, zadośćuczynienie i renta były wypłacane przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny – do czasu wyczerpania się sumy gwarancyjnej. Na skutek określenia jej wysokości w tamtych latach na niskim poziomie, poszkodowani w chwili obecnej zostali pozbawieni ochrony i środków koniecznych do dalszego leczenia i egzystencji. W następnych latach suma gwarancyjna była sukcesywnie podwyższana. RPO wskazał na konieczność rozważenia zastosowania art. 357 (1) kc - ukształtowanie stosunku prawnego ze względu na nadzwyczajną zmianę okoliczności. 

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatela podczas Spotkań Regionalnych.

Argymenty prawne RPO:

W swoim wniosku Rzecznik przywołuje:

  • art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP (Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny),
  • a także stanowisko Sądu Apelacyjnego w Warszawie wyrażone w uzasadnieniu wyroku z dnia 5 kwietnia 2013 r. w sprawie o  I ACa 1143/12:

„Warto także zwrócić uwagę, iż zapewnienie poszkodowanym ciągłości otrzymywanych świadczeń znajduje nie tylko uzasadnienie w zasadzie słuszności i współżycia społecznego.

Zgodnie bowiem z art. 32 ust. 1 Konstytucji RP, wszyscy są równi wobec prawa i wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

Równość wobec prawa odnosi się do jego stanowienia i nakłada na ustawodawcę obowiązek tworzenia prawa, które nakazuje jednakowo traktować podmioty podobne. Aktualnie przyjęte w prawie unijnym rozwiązania w zakresie mechanizmu określania sum gwarancyjnych w przypadku ubezpieczeń OC posiadaczy pojazdów mechanicznych (tzw. Dyrektywy Komunikacyjne), do których polskie ustawodawstwo jest dostosowywane m.in. poprzez zmiany wskazanych w apelacji pozwanego przepisów z zakresu ubezpieczeń, pozwolą definitywnie wyeliminować problem wyczerpania się sumy gwarancyjnej, co zapewni poszkodowanym możliwość otrzymywania należnych im świadczeń, a więc realizację zasady pełnego odszkodowania (por. E. P. wyczerpania się sumy gwarancyjnej w obowiązkowym ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych - Rozprawy Ubezpieczeniowe nr(...)

Do tego czasu w sytuacjach wyjątkowych (a taka jest sytuacja K. C.) środkiem ochrony poszkodowanego jest instytucja prawna przewidziana w art. 357 KC, której zastosowania nie uniemożliwiają przepisy intertemporalne regulujące określanie sumy gwarancyjnej dla danej umowy”. (patrz załączony dokument)

Numer sprawy:

VI.510.77.2016

Ochrona praw lokatorów w związku z reprywatyzacją i działaniami właścicieli

Data: 2017-05-22

Sprawa 99-letniej poznanianki, którą nowy właściciel kamienicy postanowił „skłonić” do wyprowadzki.

RPO przyłączył się do sprawy 99-letniej poznanianki, która broniła się w sądzie przed nowym właścicielem kamienicy, w której mieszka od 50 lat. Wystąpiła o ochronę dóbr osobistych i odszkodowanie.

Stan faktyczny

Pani P. mieszkała w kamienicy w centrum Poznania od 1959 r. W 2011 r. dom zyskał nowego właściciela, który postanowił kamienicę wyburzyć i postawić w tym miejscu nowy budynek z lokalami handlowymi i powierzchnią biurową.

Żeby osiągnąć cel, zaczął naciskać na lokatorów, żeby się wyprowadzili. Jak ustalił sąd I instancji, nowy właściciel prowadził w budynku prace utrudniające życie i pogarszające warunki mieszkaniowe lokatorów. Z opuszczonych mieszkań zostały wymontowane drzwi i okna. Zniknęły także drzwi do budynku, w efekcie nasiliły się kradzieże i włamania. Potem klatka schodowa została ostemplowana drewnianymi balami tak, że kiedy po panią P. przyjechało pogotowie, sanitariusze nie byli w stanie wynieść jej z mieszkania na noszach. Na koniec w budynku odcięty został gaz i prąd. Lokatorzy dostali też informację o nakazie rozbiórki budynku, choć inspektorat nadzoru budowlanego takiej decyzji nie wydał.

Stan sprawy

W I instancji sąd uznał część racji pani P., ale właściciel kamienicy się odwołał. Sąd Apelacyjny w Poznaniu oddalił apelację pozwanego

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO

Rozstrzygnięcie może mieć istotne znaczenie dla ochrony praw i poszanowania dóbr osobistych innych lokatorów budynków objętych reprywatyzacją.

Skąd RPO wie o sprawie

Wniosek obywatelki.

Argumenty prawne RPO

Patrz - załącznik

Numer sprawy

IV.7213.4.2015

Sprawa pani Stefanii i grożącej jej eksmisji. Sąd Apelacyjny uwzględnia argumenty RPO

Data: 2017-05-19

Sąd Apelacyjny w Poznaniu oddalił apelację właściciela kamienicy jako oczywiście bezzasadną. Wskazał, że właściciel nękał  99-letnią lokatorkę. Na argumenty, że właścicielowi chodziło o stan techniczny budynku, odpowiedział, że powinien był w pierwszej kolejności zadbać o dobro człowieka - pani Stefanii.

Kamienica w centrum Poznania

99-letnia poznanianka broniła się w sądzie przed nowym właścicielem kamienicy, w której mieszkała od ponad 50 lat. Wystąpiła o ochronę dóbr osobistych i odszkodowanie. W I instancji sąd uznał część jej racji, ale właściciel kamienicy się odwołał. Do sprawy przyłączył się więc po stronie lokatorki Rzecznik Praw Obywatelskich. Dostrzegł bowiem precedensowy charakter sprawy. Jej rozstrzygnięcie może mieć istotne znaczenie dla ochrony praw i poszanowania dóbr osobistych innych lokatorów budynków przejmowanych przez prywatnych właścicieli w celach inwestycyjnych.

Pani P. mieszkała w kamienicy w centrum Poznania od 1959 r. W 2011 r. dom zyskał nowego właściciela, który postanowił kamienicę wyburzyć i postawić w tym miejscu nowy budynek z lokalami handlowymi i powierzchnią biurową.

Żeby osiągnąć cel, zaczął naciskać na lokatorów, żeby się wyprowadzili. Jak ustalił sąd I instancji, nowy właściciel prowadził w budynku prace utrudniające życie i pogarszające warunki mieszkaniowe lokatorów. Z opuszczonych mieszkań zostały wymontowane drzwi i okna. Zniknęły także drzwi do budynku, w efekcie nasiliły się kradzieże i włamania. Potem klatka schodowa została ostemplowana drewnianymi balami tak, że kiedy po panią P. przyjechało pogotowie, sanitariusze nie byli w stanie wynieść jej z mieszkania na noszach. Na koniec w budynku odcięty został gaz i prąd. Lokatorzy dostali też informację o nakazie rozbiórki budynku, choć inspektorat nadzoru budowlanego takiej decyzji nie wydał.

Warto zauważyć – napisał RPO -  że pozwany stopniował dolegliwości wobec pani P., poczynając od działań, które wywodził z uprawnień właściciela, tj. podwyższenia czynszu, kierowania żądań opuszczenia lokalu, informowania o złym stanie technicznym kamienicy oraz zamiarze jej rozbiórki, a w sytuacji, gdy nie doprowadziły one do zmierzonego celu – sięgnął do bardziej wyrafinowanych działań o charakterze szykan, które wywołały w powódce dojmujące poczucie bezradności i lęku związanego z zagrożeniem podstawy egzystencji jaką jest mieszkanie, lęk o własne zdrowie i życie, co w konsekwencji pozbawiło powódkę poczucia bezpieczeństwa i wywołało silny stres.

Wyrzucanie lokatorów zanim zapadną formalne decyzje

Do pogłębienia stanu niepokoju pani P. przyczyniała się, jak zauważa RPO, lekceważąca postawa właściciela , który nie wykonywał nakazów organów inspekcji sanitarnej utrzymania nieruchomości we właściwym stanie sanitarnym, a następnie ignorował nakładane na niego mandaty.

Rzecznik podkreśla, że nie jest tak, że właściciel domu ma całkowicie związane ręce i nie może w miejsce starego budynku postawić nowego. Prawo przewiduje sytuacje opróżnienia budynku mieszkalnego. Warunkiem jest jednak działanie na podstawie ostatecznej decyzji administracyjnej organu nadzoru budowlanego.

Tymczasem właściciel kamienicy, w której mieszkała pani P.,  postawił sobie za cel wyburzenie domu, zanim właściwe instytucje państwa mogły ustalić, czy jest to w ogóle możliwe i czy można eksmitować lokatorów (sąd w końcu powiedział, że w przypadku pani P. nie można). Już wtedy reklamował budowę „nowoczesnego biurowca” („nasza nową inwestycją jest budowa ekskluzywnego biurowca biuro-usługowego w jednej z najlepszych lokalizacji w Poznaniu (500 m od Starego Rynku)(…) Budynek zostanie wykonany w najwyższym standardzie klasy A z inteligentnym systemem sterującym”).

Argumenty pani P. i wyrok w I instancji

Pani P. występując w tej sprawie do sądu napisała w pozwie, że od momentu nabycia nieruchomości przez pozwanego ona i jej bliscy byli poddani przez wiele miesięcy presji i różnorakim szykanom, których celem było opuszczenie przez nich najmowanego lokalu mieszkalnego. Szczególnie dotkliwa jest krzywda niemajątkowa związana z naruszeniem jej dóbr osobistych tj. zdrowia, wolności, godności osobistej i dobrego imienia, a także miru domowego i nietykalności mieszkania.

Sąd Okręgowy w Poznaniu  8 czerwca 2016 r. nakazał pozwanemu, by przeprosił panią P. i zapłacił jej 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Właściciel kamienicy ten wyrok zaskarżył. RPO przyłączył się do sprawy wnosząc o oddalenie jego apleacji.

Wyrok II instancji

Sąd II instancji uznał, ze apelacja pozwanego była całkowicie nieuzasadniona. Zdaniem sądu jednoznacznie doszło do naruszenia dóbr osobistych pani P., między innymi przez powoływanie się na nieprawdziwe fakty w kierowanych do niej pismach (nakaz rozbiórki) czy postawienie stempli budowlanych bez wyraźnej potrzeby. Nawet jeśli zachodziła konieczność zabezpieczenia budynku, w pierwszej kolejności należało zabezpieczyć dobro zamieszkujących w nim osób, stwierdził Sad Apelacyjny w Poznaniu.

Dlaczego RPO przyłącza się do sprawy

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, przystąpienie do postępowania uzasadnione jest potrzebą ochrony praw 99-letniej powódki.  Rzecznik Praw Obywatelskich z niepokojem obserwuje coraz częstsze i bardziej drastyczne przypadki naruszania praw lokatorów, zamieszkujących przez lata w kamienicach będących w zarządzie gmin, po ich przejęciu przez osoby prywatne. U podstawy takich naruszeń leży w większości przypadków chęć szybkiego opróżnienia budynków i zadysponowania lokalami czy też całą nieruchomością na cele komercyjne. Niestety coraz częściej odbywa się to z rażącym naruszeniem praw lokatorów. Zjawisko to zyskało już nawet własną nazwę jako działalność „czyścicieli kamienic”.

Zdaniem Rzecznika zaporą dla osób dopuszczających się tego typu działań może być jednoznaczna i negatywna ich ocena prawna w orzecznictwie sądów powszechnych.

Refundacja leków na choroby rzadkie

Data: 2017-04-21

Sprawy Kacpra i Wiktora z Warszawy:

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowań przed NSA wnosząc o oddalenie skarg kasacyjnych Ministra Zdrowia i wskazując, że wykładnia ustaw zgodna z Konstytucją i domniemaniem in dubio pro vitae humana umożliwia refundację leku Kineret.

Stan faktyczny:

bracia od lat toczą bój o refundację leku, który jest niedostępny w Polsce, ale dopuszczony do obrotu. Wyrokiem z dnia 15 czerwca 2016 r. WSA w Warszawie uchylił zaskarżoną decyzję Ministra Zdrowia w przedmiocie odmowy refundacji leku. Skargę kasacyjną wniósł Minister Zdrowia.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Administracyjnego i Gospodarczego

Stan sprawy:

postępowanie przed NSA.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Sprawa dotyczy możliwości refundacji leków które są niedostępne w Polsce, ale zostały dopuszczone do obrotu. Zdaniem RPO prokonstytucyjna wykładnia przepisów ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych i zastosowanie domniemania in dubio pro vitae humana na to zezwala. Wyrok pozwoli na ugruntowanie stanowiska sądów administracyjnych zapoczątkowanego wyrokiem w sprawie Pawła Nycza.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek adwokata

Argumenty prawne RPO

Patrz - załaczony dokument

Numer sprawy:

V.7013.51.2015

Zastępowanie umów o pracę umowami cywilnoprawnymi

Data: 2017-04-18

Sprawa pani Katarzyny z Nowego Sącza, której pracodawca dawał przez kilka lat dwutygodniowe umowy:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed sądem pierwszej instancji o ustalenie że panią Katarzynę  łączyła z agencją ochrony mienia umowa o pracę.

Stan faktyczny:

Pani Katarzyna była przez rok zatrudniona przez Agencję Detektywistyczną i Ochrony Mienia na podstawie umowy o pracę; następnie, z powodów ekonomicznych po stronie pracodawcy, pracodawca zmienił podstawę zatrudnienia na zawierane kolejno przez 6 lat umowy zlecenia. Zatrudnienie pani Katarzyny na podstawie umów zlecenia nie różniło się od obowiązków wynikających z umowy o pracę. Sąd Rejonowy uznał, że panią Katarzynę łączyła umowa o pracę z Agencją, mimo iż formalnie strony łączyły zawierane kolejno po sobie umowy cywilnoprawne. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu uwzględnił apelację pracodawcy - zmienił wyrok i oddalił powództwo.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Sprawa dotyczy bardzo istotnego problemu wymuszania przez pracodawcę na słabszej stronie – pracowniku - świadczenia pracy na podstawie umów cywilnoprawnych w sektorze usług ochrony mienia. Sprawa jest także przykładem dobrej współpracy pomiędzy RPO a Państwową Inspekcją Pracy, która zawiadomiła RPO o wytoczonym przez siebie postępowaniu w sprawie pani Katarzyny.

Stan sprawy:

RPO rozważa wniesienie skargi kasacyjnej.

Skąd RPO wie o sprawie?

Informacja od Państwowej Inspekcji Pracy.

Argumenty prawne RPO

Patrz załączony dokument

Numer sprawy:

III.7041.1.2016

Sprawa Muzeum II Wojny Światowej

Data: 2017-04-05

Rzecznik zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego zarządzenie Ministra Kultury o połączeniu założonego 8 lat temu gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej z nowo utworzonym Muzeum na Westerplatte.

Stan faktyczny:

W kwietniu 2016 r. Minister Kultury zapowiedział chęć połączenia Muzeów. To sposób na utworzenie nowej placówki, w której minister może powołać nowe kierownictwo w miejsce ekipy, która ma kontrakt na stworzenie i prowadzenie muzeum do roku 2019, ale która podlegała krytyce rządu od wyborów w 2015 r.

Połączenie zostało wstrzymane po wystąpieniu RPO i w efekcie Muzeum II Wojny Światowej w starym kształcie rozpoczęło działalność. 23 marca 2017 r. jego wystawa stała została otwarta dla publiczności.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego

Stan sprawy:

WSA w Warszawie po przyjęciu wniosku RPO wstrzymał wykonalność decyzji Ministra Kultury do czasu rozpatrzenia sprawy. Na skutek zażalenia Ministra kultury, w dniu 5 kwietnia 2017 r. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił postanowienie WSA  o wstrzymaniu połączenia obu muzeów. W efekcie powstała formalnie nowa placówka – z nowym kierownictwem.

We wrzesniu 2017 r. NSA nie uwzględnił skargi kasacyjnej Rzecznika w sprawie połączenia instytucji kultury – Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Westerplatte. NSA stoi na stanowisku, że zarządzenie MKiDN w sprawie połączenia muzeów stanowi akt kierownictwa wewnętrznego i jako taki nie może podlegać kontroli sądowoadministracyjnej.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył zarządzenie Ministra Kultury wskazując, że zostało przygotowane z naruszeniem przepisów prawa, w tym konstytucyjnego prawa obywateli do dostępu do dóbr kultury. 

Tak jak w przypadku skargi na decyzję umożliwiającą wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej, RPO nie wypowiada się w sprawach merytorycznych (dotyczących urządzenia lasu albo treści wystaw). Stwierdza tylko, że decyzje ministrów dotyczące dobra wspólnego (jakim jest przyroda i kultura) muszą podlegać rygorom prawa wprowadzonym po to, by w jak największym stopniu uwzględniać prawo wszystkich obywateli do korzystania z tych dóbr.

Chodzi m.in., by powody decyzji były jawne, i by zapadały po analizie różnych punktów widzenia, bo to pozwala uniknąć błędów. Decyzje muszą też spełniać warunek racjonalności, jeśli chodzi o sposób wydawania pieniędzy publicznych. Tak stanowi polskie prawo.

Skąd RPO wie o sprawie?

Z blisko tysiąca skarg i wniosków które wpłynęły od osób indywidualnych

Argumenty prawne RPO:

Uzasadniając swoją skargę Rzecznik przede wszystkim zauważa, że zarządzenie Ministra jest aktem podlegającym ocenie sądu administracyjnego. „Muzea nie są bowiem tworzone dla zaspokojenia potrzeb ich organizatorów” – przypomina RPO.

Z art. 1 ustawy o muzeach wynika, że podstawowym celem muzeum jest realizacja konstytucyjnego prawa do wolności korzystania z dóbr kultury (art. 73 in fine Konstytucji RP). A to oznacza, że decydowanie o sposobie organizacji muzeów musi podlegać pewnym rygorom: obywatele mają prawo być powiadamiani o tym, co i dlaczego robi władza publiczna.

Po drugie – zarządzenie ministra dotyczy nie tylko zbiorów państwowych, ale i samorządowych. Minister nie może zmieniać losu tego, co ludzie oddali w zarząd samorządowi, i zakładać, że taka decyzja nie podlega zaskarżeniu.

W przypadku muzeum w Gdańsku chodzi o to, że przedmiotem działalności (powstałej w wyniku połączenia jednostki) miałaby być ochrona, utrzymanie i rewitalizacja zespołu obiektów architektury militarnej na terenie Westerplatte. Problem polega jednak na tym, że w istotnej części zarządcą owych obiektów jest Miasto Gdańsk, a dodatkowo w niektórych z tych obiektów prowadzona już jest od lat działalność muzealna. Nie ulega w związku z tym wątpliwości, że w tym zakresie zarządzenie MKiDN wkracza w sposób bezpośredni w sferę samodzielności jednostki samorządu terytorialnego.

Zarzut 1: Sposób ogłoszenia zamiaru i powodu decyzji

Minister (organizator instytucji kultury) ma prawo dokonać połączenia instytucji kultury (art. 18 ust. ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej), jeśli na trzy miesiące przed planowanym terminem poda do publicznej wiadomości informację o zamiarze i przyczynach takiej decyzji.

Zapowiedź decyzji nie jest czczym aktem. Musi to być informacja odpowiadająca rzeczywistym przyczynom podjęcia takiej decyzji.

W przypadku gdańskich muzeów warunek ten nie został spełniony, gdyż do połączenia muzeów doszło z innych przyczyn niż podane przez MKiDN.

Dlatego zarządzenie Ministra jest niezgodne z ustawą o działalności kulturalnej. W rezultacie uznać trzeba, że kwestionowane zarządzenie jest także niezgodne z wynikającą z art. 2 Konstytucji RP zasadą zaufania obywateli do państwa i prawa.

Dlaczego?

Zgodnie z formalną zapowiedzią (obwieszczeniem) Ministra przyczyną projektowanego połączenia było „zapewnienie zwiększonej efektywności działań na rzecz podtrzymania i upowszechniania tradycji narodowej i państwowej, w szczególności w nawiązaniu do dziejów Polski w okresie II wojny światowej, w tym wojny obronnej 1939 r., właściwe uhonorowanie miejsca symbolicznego, jakim jest pole bitwy na Westerplatte oraz racjonalne wykorzystanie nadzoru nad muzeami, dla których MKiDN jest organizatorem poprzez optymalne wykorzystanie potencjału placówek o zbliżonym profilu działalności zlokalizowanych w Gdańsku, przy jednoczesnej racjonalizacji wydatkowania środków finansowych pochodzących z budżetu państwa”.

To nie może być prawdziwa przyczyna, skoro w chwili ogłaszania obwieszczenia Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 nie dysponowało żadnym potencjałem, który mógłby zostać „optymalnie wykorzystany”. Fakt ten potwierdził również MKiDN odpowiadając na interpelację poselską nr 4326.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 utworzone zarządzeniem MKiDN w istocie zostało utworzone dla pozoru. Rzeczywistym celem wydania tego zarządzenia było doprowadzenie do likwidacji funkcjonującego od ośmiu lat Muzeum II Wojny Światowej i całkowita zmiana profilu powstałej w ten sposób instytucji muzealnej.

Zarzut 2: Nieracjonalność wydawania środków publicznych

Nie sposób również uznać, że rzeczywistą przyczyną przemawiającą za połączeniem muzeów mogła być też „racjonalizacja wydatkowania środków finansowych pochodzących z budżetu państwa”. Gdyby tak było, to MKiDN kilka miesięcy wcześniej nie podjąłby decyzji o utworzeniu Muzeum Westerplatte i Wojny 1939, a więc muzeum, które sam uznaje za placówkę „o zbliżonym profilu działalności zlokalizowaną na terenie Gdańska”.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich zaskarżone zarządzenie MKiDN jest także niezgodne z ustawą o finansach publicznych. Z jej art. 44 ust. 3 pkt 1 wynika, że wydatki publiczne powinny być dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad: uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów oraz optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów.

Tymczasem zarządzenie MKiDN łamie ten przepis przez to, że generuje dodatkowe wydatki publiczne. I na tym może się nie skończyć – Minister ryzykuje dodatkowymi poważnymi wydatkami publicznymi.

Zarzut 3: Zarządzenie Ministra może doprowadzić do unicestwienia dostępnego publicznie zbioru dóbr kultury

Zarządzenie w radykalny sposób zmienia dotychczasowy profil muzeum, odchodząc od profilu, który stanowił zasadniczy motyw podjęcia przez Miasto Gdańsk decyzji o rozporządzeniu mieniem komunalnym na rzecz muzeum.

Miasto Gdańsk umową darowizny zawartą w dniu 8 grudnia 2009 r. przekazało Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku nieruchomość na cel budowy siedziby. Strony ustaliły również (§ 5 umowy), że w przypadku niewykorzystania darowanej nieruchomości na wskazany cel do dnia 1 września 2019 r., darowizna podlega odwołaniu.

Muzeum II Wojny Światowej w nowym kształcie ma przede wszystkim skupiać się na militarnych aspektach tej wojny, decyzja Ministra podwyższa ryzyko odwołania przez samorząd darowizny. Wtedy, żeby muzeum w ogóle mogło istnieć, państwo będzie musiało mu wybudować nową siedzibę. 

Numer sprawy w BRPO

VII.715.27.2016

Sąd rozpozna sprawę niewidomej pacjentki, której odmówiono świadczeń lekarskich z uwagi na obecność psa przewodnika

Data: 2017-04-04

W dniu 5 kwietnia 2017 roku o godzinie 9.00 Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza w Krakowie rozpozna sprawę z powództwa Rzecznika Praw Obywatelskich na rzecz osoby niewidomej poruszającej się w asyście psa przewodnika przeciwko Ośrodkowi okulistycznemu z Krakowa o zadośćuczynienie z tytułu naruszenia praw pacjenta i dóbr osobistych oraz o zasądzenie odpowiedniej sumy na wskazany cel społeczny.

Rzecznik wytoczył powództwo na rzecz osoby niewidomej, której odmówiono wizyty w gabinecie wykonującym protezy oka z powodu korzystania przez nią z pomocy psa przewodnika. Pacjentka poinformowała Ośrodek drogą elektroniczną o tym, że jest osobą niewidomą i na wizytę przyjedzie w asyście psa przewodnika. W odpowiedzi na wiadomość pacjentki pozwany lekarz odwołał umówioną wcześniej wizytę. Pacjentce nie zaproponowano innych terminów ani nie zaoferowano żadnego rodzaju wsparcia podczas wizyty, alternatywnego wobec psa asystującego.  

Rzecznik wniósł o zasądzenie symbolicznego zadośćuczynienia oraz kwoty 25.000 złotych na cel społeczny, która odpowiada kosztowi wyszkolenia jednego psa przewodnika.

Rzecznik Praw Obywatelskich wykonuje zadania organu właściwego w sprawach przeciwdziałania naruszeniom zasady równego traktowania oraz niezależnego organu ds. popierania, ochrony i monitorowania wdrażania postanowień Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. Sprawa niewidomej pacjentki ma charakter precedensowy w obszarze ochrony przed dyskryminacją przysługującą osobom z niepełnosprawnościami w obszarze ochrony zdrowia. Obowiązek świadczenia usług, w tym świadczeń zdrowotnych, na rzecz osób poruszających się w towarzystwie psa przewodnika wynika bowiem wprost z powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Sąd uznał za winnego drukarza, który odmówił wykonania usługi organizacji LGBT

Data: 2017-04-04

Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa w Łodzi uznał, że przedsiębiorca, który odmówił wydrukowania materiałów reklamowych organizacji pozarządowej działającej na rzecz praw osób LGBT, popełnił wykroczenie z art. 138 Kodeksu wykroczeń.

Przedsiębiorca odmowę wydrukowania materiałów reklamowych uzasadnił niechęcią do przyczyniania się do "promocji ruchów LGBT" (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych) pracą firmy. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, odmowa wykonania publicznie oferowanej usługi wyłącznie ze względu na związek treści zamawianych materiałów reklamowych z organizacjami działającymi na rzecz praw osób LGBT stanowi naruszający godność przejaw dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w obszarze dostępu do usług. Rzecznik przekazał sprawę do Komendanta Miejskiego Policji w Łodzi, który skierował wniosek o ukaranie w sprawie umyślnego, bez uzasadnionej przyczyny, odmówienia świadczenia usługi, tj. popełnienia wykroczenia z art. 138 Kodeksu wykroczeń. W dniu 31 marca 2017 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa uznał, że przedsiębiorca jest winny popełnienia tego wykroczenia i wskazał, że jego przekonania nie uzasadniają odmowy wykonania usługi. Sąd odstąpił od wymierzenia kary.

Dyskryminacja w dostępie do usług - w tym odmowa świadczenia usługi wyłącznie ze względu na orientację seksualną - jest niezgodna z prawem. Informacja o wystąpieniu skierowanym do Ministra Sprawiedliwości w sprawie środków ochrony prawnej w sprawach dyskryminacji w dostępie do usług.

Jak wynika z przeprowadzonych na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich badań, zaledwie 25% Polaków wie, że dyskryminacja w dostępie do usług jest zakazana przez prawo.

Wyrok w sprawie z powództwa Paula Camerona, do której przyłączył się RPO

Data: 2017-03-30

Ci, którzy „angażują się w homoseksualizm” nie są pełnowartościowymi obywatelami, ponieważ „kosztują społeczeństwo więcej niż kontrybuują” „w sposób nieproporcjonalnie duży wykorzystują seksualnie młodzież, przez co przekształcają molestowane przez siebie dzieci w homoseksualistów” - to tylko niektóre z poglądów głoszonych przez Paula Camerona.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich przy okazji jego wizyt w Polsce wpływały skargi w związku z jego publicznymi wystąpieniami w szkołach i na uczelniach wyższych. Jak wynika z kierowanych do BRPO skarg, Paul Cameron głosi publicznie poglądy homofobiczne, co stanowi przejaw dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Jego działalność krytykowała organizacja pozarządowa działająca na rzecz praw osob LGBT - Pracownia Różnorodności - publikując artykuły kwestionujące kompetencje naukowe i zachęcając uczelnie wyższe do odwoływania jego wykładów. Paul Cameron wytoczył powództwo w sprawie naruszenia jego dobrego imienia i renomy przez Pracownię Różnorodności. Sad Okręgowy w Toruniu częściowo uwzględnił powództwo i nakazał organizacji m.in. przeproszenie Paula Camerona za naruszenie jego dóbr osobistych. Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania apelacyjnego, stojąc na stanowisku, ze Sąd I instancji nie wziął pod uwagę, że pozwane stowarzyszenie korzystało z gwarantowanej w Konstytucji i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka wolności słowa, zaś grancie krytyki względem Paula Camerona, jako osoba publicznej, są szersze. Wypowiedzi pozwanych zasługują na szczególną ochronę m.in. z tego względu, ze były krytyczne względem wypowiedzi homofobicznych, dyskryminacyjnych i naruszających godność osób homoseksualnych. Apelację od wyroku złożył także Paul Cameron, żądając zasądzenia 30 000 zł zadośćuczynienia.

Wyrok w tej sprawie Sąd ogłosił 30 marca. Sąd Apelacyjny w Gdańsku zgodził się z Rzecznikiem, że Paul Cameron jest osobą publiczną i w związku z tym dopuszczalna jest względem niego surowsza krytyka, choć pozwane stowarzyszenie powinno przeprosić za niektóre z użytych w publikacjach i listach do rektorów określenia, które naruszały jego dobra osobiste. Zgodnie z wnioskiem Rzecznika, sąd oddalił także apelację Paula Camerona, tak więc Pracownia Różnorodności nie jest zobowiązana do wypłaty wysokiego zadośćuczynienia.

Ogłoszenie wyroku w sprawie z powództwa Paula Camerona, do której przyłączył się RPO

Data: 2017-03-30

Wyrok w tej sprawie Sad Apelacyjny w Gdańsku miał ogłosić 15 grudnia, jednak z powodów formalnych Sąd postanowił otworzyć zamkniętą rozprawę na nowo. W związku z tym nowy termin ogłoszenia wyroku zostanie wyznaczony z urzędu na 16 marca.

16 marca sąd wyznaczył nowy termin ogłoszenia wyroku - 30 marca.

Dostęp do opieki zdrowotnej osoby niewidomej z psem przewodnikiem

Data: 2017-03-15

Sprawa pani Jolanty z Warszawy:

Rzecznik Praw Obywatelskich wytoczył powództwo  o zadośćuczynienie z tytułu naruszenia praw pacjenta i dóbr osobistych na rzecz niewidomej niewpuszczonej z psem przewodnikiem do niepublicznego ZOZ.

Stan faktyczny:

Wizyta pani Jolanty w niepublicznym ZOZ w celu doboru protezy ocznej została odwołana po tym jak wskazała mailowo, że zamierza przyjść z psem przewodnikiem. W pozwie RPO wskazał m.in. na konstytucyjnie gwarantowane prawo równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół do spraw Równego Traktowania

Stan sprawy:

28 marca 2018 r. Sąd Okręgowy uwzględnił apelację RPO, oddalił zaś apelację pozwanego lekarza.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

W sprawie kluczową kwestią jest dostęp do dóbr i usług przez osoby niewidome korzystające z pomocy psa przewodnika, a także kwestia niedyskryminacji osób z niepełnosprawnością przy korzystaniu ze świadczeń zdrowotnych realizowanych ze środków publicznych.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatelki.

Argumenty prawne RPO:

Jednym ze środków ochrony wolności i praw człowieka i obywatela, a także realizacji zasady równego traktowania, przewidzianych w art. 14 pkt 4 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, jest możliwość żądania wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych na prawach przysługujących prokuratorowi.

Rzecznik korzysta z uprawnień przewidzianych w art. 14 pkt 4 ustawy wyjątkowo, na zasadzie subsydiarności, zwłaszcza, gdy wymaga tego szczególna sytuacja strony lub gdy sprawa ma charakter precedensowy, a jej rozstrzygnięcie będzie miało istotne znaczenie dla ukształtowania sytuacji prawnej innych obywateli. Niniejszą sprawę, dotyczącą ochrony prawnej przysługującej osobom z niepełnosprawnościami przed dyskryminacją w obszarze ochrony zdrowia, Rzecznik zalicza do takiej właśnie kategorii spraw.

Stosownie do treści art. 25 Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, osoby z niepełnosprawnościami mają prawo do osiągnięcia najwyższego możliwego poziomu zdrowia na zasadzie równości z innymi osobami. W tym celu organy i instytucje publiczne zobowiązane są m.in. do zapewnienia takiego samego jak w przypadku innych osób zakresu, jakości i standardu opieki zdrowotnej (art. 25 lit. a KPON), a także do zapobiegania przypadkom odmowy udzielenia usług zdrowotnych ze względu na niepełnosprawność pacjenta (art. 25 lit. f).

Regulację tę uzupełnia przepis art. 9 Konwencji, zgodnie z którym Polska zobligowana jest do eliminowania przeszkód i barier w zakresie dostępności m.in. do instytucji zapewniających opiekę medyczną (art. 9 ust. 1 lit. a KPON), a także zapewnienia różnych form pomocy i pośrednictwa ze strony innych osób lub zwierząt w celu ułatwienia dostępu do ogólnodostępnych budynków i innych obiektów publicznych (art. 9 ust. 2 lit. e KPON). W stosunku do instytucji prywatnych Polska zobowiązała się natomiast do podejmowania odpowiednich środków w celu zapewnienia, że podmioty te - oferując ogólnie dostępne usługi lub usługi powszechnie zapewniane, będą brały pod uwagę wszystkie aspekty ich dostępności dla osób z niepełnosprawnościami (art. 9 ust. 2 lit. b KPON). Zobowiązanie to nabiera szczególnego znaczenia w zakresie opieki zdrowotnej, jak bowiem podkreślił Komitet ONZ do spraw Praw Osób Niepełnosprawnych: ochrona zdrowia i opieka socjalna będą nieosiągalne dla osób z niepełnosprawnościami, jeżeli osoby te nie będą posiadać dostępu do miejsc, w których usługi tego rodzaju są świadczone (Komentarz generalny nr 2 (2014) Komitetu do spraw Praw Osób Niepełnosprawnych – artykuł 9: Dostępność (CRPD/C/GC/2), pkt 41).

Z międzynarodowymi standardami w tym obszarze korespondują regulacje prawa krajowego. Równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych każdemu obywatelowi gwarantuje art. 68 Konstytucji RP. Przepis art. 68 ust. 3 Konstytucji nakłada ponadto na władze publiczne obowiązek zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej m.in. osobom niepełnosprawnym. W myśl art. 6 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta, pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej. Przepis ten należy interpretować także w świetle art. 32 ust. 2 Konstytucji, zgodnie z którym nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Oznacza to, że w ramach powszechnego systemu opieki zdrowotnej pacjent ma prawo do równego, sprawiedliwego i niedyskryminującego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, niezależnie od swojej sytuacji osobistej, w tym niepełnosprawności. Na zasadzie równego traktowania, solidarności społecznej i zapewnienia ubezpieczonemu równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej i wyboru świadczeniodawców spośród tych świadczeniodawców, którzy zawarli umowę z Funduszem, opiera się system ubezpieczeń zdrowotnych zgodnie z art. 65 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz. U. z 2015 r. poz. 581, z późn. zm.).

Pozbawienie pacjenta z niepełnosprawnością dostępu do tych świadczeń należy zatem uznać za akt dyskryminacji, niezależnie od tego, czy dopuściła się tego instytucja publiczna, czy też prywatna (por. Komentarz generalny nr 2 (…), pkt 14). Warto podkreślić, że za dyskryminację uważa się również odmowę racjonalnego usprawnienia, rozumianego jako konieczne i odpowiednie zmiany i dostosowania, nie nakładające nieproporcjonalnego lub nadmiernego obciążenia, jeśli jest to potrzebne w konkretnym przypadku, w celu zapewnienia osobom z niepełnosprawnościami możliwości korzystania z wszelkich praw człowieka i podstawowych wolności oraz ich wykonywania na zasadzie równości z innymi osobami (art. 2 KPON).

Przykładem racjonalnego usprawnienia w ustawodawstwie polskim jest przepis art. 20 a ustawy o rehabilitacji, zgodnie z którym osoby niepełnosprawne wraz z psem asystującym mają prawo wstępu do obiektów użyteczności publicznej, w tym do budynków i ich otoczenia przeznaczonych m.in. na potrzeby opieki zdrowotnej. Przepis ten zobowiązuje równocześnie osoby z niepełnosprawnościami do posiadania certyfikatu potwierdzającego status psa asystującego, zaświadczenia o wykonaniu wymaganych szczepień weterynaryjnych, a także do odpowiedzialności za ewentualne szkody wyrządzone przez zwierzę. Odmowa zastosowania opisanych powyżej przepisów prawa stanowi dyskryminację pośrednią, definiowaną jako sytuację, w której dla osoby fizycznej m.in. ze względu na niepełnosprawność na skutek pozornie neutralnego postanowienia, zastosowanego kryterium lub podjętego działania występują lub mogłyby wystąpić niekorzystne dysproporcje lub szczególnie niekorzystna dla niej sytuacja, chyba że postanowienie, kryterium lub działanie jest obiektywnie uzasadnione ze względu na zgodny z prawem cel, który ma być osiągnięty, a środki służące osiągnieciu tego celu są właściwe i konieczne (art. 3 pkt 2 ustawy z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, Dz. U. Nr 254, poz. 1700 z późn. zm.).

Problematyka ograniczania dostępu do usług osobom poruszającym się przy wsparciu psa asystującego była już przedmiotem oceny polskich sądów powszechnych. Wyrokiem z dnia 28 września 2011 r. (sygn. akt I ACa 300/11 niepub.) Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że odmowa wstępu do restauracji osoby niepełnosprawnej z psem asystentem stanowi naruszenie dóbr osobistych oraz zasady równego traktowania w dostępie do usług oferowanych publicznie. W uzasadnieniu do powyższego orzeczenia, czytamy m.in.: do dyskryminacji dochodzi nie tylko, gdy brakuje obiektywnego uzasadnienia różnicy traktowania osób będących w takiej samej sytuacji, ale także wtedy gdy pozornie neutralne warunki, kryteria lub praktyki, stosowane są na równi wobec wszystkich, lecz w sposób szczególny dotykają pewną grupę społeczną. Sąd Apelacyjny w Warszawie słusznie zauważył więc, że dla niektórych osób z niepełnosprawnościami korzystanie z pomocy psa przewodnika jest warunkiem niezbędnym do prowadzenia niezależnego życia, co stawia je w szczególnej sytuacji w porównaniu z innymi osobami. Prawnym obowiązkiem usługodawców - w tym podmiotów leczniczych - jest uwzględnienie tych specyficznych potrzeb w prowadzonej przez siebie działalności w celu zapewnienia, na zasadzie równości z innymi osobami, dostępu do oferowanych usług. W sprawie będącej przedmiotem niniejszego pozwu, dostęp do usług świadczonych przez firmę O. stanowi jednocześnie prawo pacjenta do świadczeń zdrowotnych, o którym mowa w art. 6 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta.

Numer sprawy:

XI.812.1.2015

Opłata miejscowa w Zakopanem

Data: 2017-03-15

Stan faktyczny:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Krakowie ze skargi obywatela, Bogdana Achimescu o uchylenie uchwały Rady Miasta Zakopane w sprawie określenia Zakopanego jako miejscowości, w której można pobierać opłatę miejscową.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Biuro Pełnomocnika Terenowego w Katowicach

Stan sprawy:

Naczelny Sąd Administracyjny w dniu 11 maja 2017 r. uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Wojewódzkiemu Sądowi Administracyjnemu w Krakowie. 10 lipca 2017 r. WSA w Krakowie uznał, że z uwagi na zanieczyszczenie powietrza Urząd Miasta Zakopane bezpodstawnie pobrał od turysty opłatę miejscową. Wyrok jest nieprawomocny.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Zdaniem RPO nie ma podstawy prawnej do podjęcia uchwały przez Radę Miasta z powodu przekroczenia norm zanieczyszczenia powietrza. Prawo polskie pozwala bowiem pobierać opłatę miejscową tylko w tych miejscowościach, które znajdują się w strefach, gdzie nie zanotowano przekroczenia normatywnych poziomów stężeń niektórych substancji w powietrzu. Jest to wprowadzanie w błąd obywateli którzy jadą do miejscowości zawierającej szczególne walory środowiskowe, wnoszą opłatę miejscową, a oddychają tam powietrzem zagrażającym ich zdrowiu.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek Client Earth

Argumenty prawne RPO:

Uchwała  Nr XXII/250/2008 Rady Miasta Zakopane z dnia 27 marca 2008 r. w sprawie ustalenia miejscowości, w których pobiera się opłatę miejscową została podjęta w oparciu o przepisy art. 18 ust. 2 pkt 8 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (j.t. Dz. U.  z  2001r. Nr 142 poz. 1591 z późn. zm.), art. 17 ust. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych (j.t. Dz. U. z 2006 r., Nr 121, poz. 844 z późn. zm.) oraz paragrafów 2, 3 i 4 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 18 grudnia 2007 r. w sprawie warunków, jakie powinna spełniać miejscowość, w której można pobierać opłatę miejscową (Dz. U. z 2007 r. Nr 249, poz.1851). Zgodnie z brzmieniem § 1 zaskarżonej uchwały "opłatę miejscową pobiera się na terenie Miasta Zakopane". Uchwała nie zawiera uzasadnienia. Weszła ona  w życie 14 dniu po opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego z dnia 8 maja 2008 r., a więc w dniu 23 maja 2008 r.

W analizowanej sprawie delegację ustawową stanowi art. 17 ust. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, który stwierdza, że rada gminy ustala miejscowości odpowiadające warunkom określonym w przepisach wydanych na podstawie art. 17 ust. 3  i 4 w/w ustawy. Wspomniane normy wskazują, że to Rada Ministrów w drodze rozporządzenia, określa minimalne warunki, jakie powinna spełniać miejscowość, w której można pobierać opłatę miejscową, uwzględniając zróżnicowanie warunków regionalnych  i lokalnych. Są to warunki: klimatyczne, krajobrazowe i umożliwiające pobyt osób w celach turystycznych, wypoczynkowych lub szkoleniowych (art. 17 ust. 4 pkt 1-3).

Aktem wykonawczym do ustawy o podatkach i opłatach lokalnych w tym zakresie jest rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 18 grudnia 2007 r. w sprawie warunków,  jakie powinna spełniać miejscowość, w której można pobierać opłatę miejscową  (Dz.U. Nr 249 poz. 1851 dalej „rozporządzenie”). Zgodnie z § 1 rozporządzenie określa minimalne warunki klimatyczne, krajobrazowe, umożliwiające pobyt osób w celach turystycznych, wypoczynkowych lub szkoleniowych- jakie powinna spełniać miejscowość, w której można pobierać opłatę miejscową. Za minimalne warunki klimatyczne uznaje się zachowanie       na terenie strefy, o której mowa w art. 87 ust. 2 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. - Prawo ochrony środowiska (Dz. U. z 2006 r. Nr 129, poz. 902, z późn. zm.),  na obszarze której położona jest miejscowość, dopuszczalnych poziomów niektórych substancji w powietrzu ze względu na ochronę zdrowia ludzi, określonych w przepisach  o ochronie środowiska. Stosownie do przywołanego przepisu strefę stanowi  aglomeracja o liczbie mieszkańców większej niż 250 tysięcy; miasto o liczbie mieszkańców większej niż 100 tysięcy; pozostały obszar województwa, niewchodzący w skład miast  o liczbie mieszkańców większej niż 100 tysięcy oraz aglomeracji. (art. 87 ust. 2 pkt 1-3). Minister właściwy do spraw środowiska, biorąc pod uwagę substancje, których poziom  w powietrzu podlega ocenie, określa, w drodze rozporządzenia, strefy, o których mowa wyżej z uwzględnieniem ich nazw i kodów. Obecnie kwestia ta jest regulowana  przez rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 2 sierpnia 2012 r. w sprawie stref,  w których dokonuje się oceny jakości powietrza (Dz. U. poz. 914). Załącznik do w/w rozporządzenia, tabela nr 3 wymienia obszary, nazwy i kody stref stanowiące pozostały obszar województwa, niewchodzący w skład miast powyżej 100 tysięcy mieszkańców  oraz aglomeracji. Miasto Zakopane zostało zliczone do strefy małopolskiej (kod: PL1203), położnej na terenie województwa małopolskiego, która obejmuje m.in. powiat tatrzański. W dacie podjęcia zaskarżonej uchwały Rady Miasta Zakopane, obowiązywało rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 6 marca 2008 r. w sprawie stref, w których dokonuje się oceny jakości powietrza (Dz.U. Nr 52 poz. 310). Miasto Zakopane było wtedy zaliczone do strefy małopolskiej (kod: PL.12.00.b.21), obejmującej strefę nowotarsko-tatrzańską.

Zgodnie z art. 88 ust. 1 Prawa ochrony środowiska, oceny jakości powietrza i obserwacji zmian dokonuje się w ramach państwowego monitoringu środowiska. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, w terminie do dnia 30 kwietnia każdego roku, dokonuje oceny poziomów substancji w powietrzu w danej strefie za rok poprzedni oraz odrębnie dla każdej substancji dokonuje klasyfikacji stref (art. 89 tej ustawy).

Wielkości dopuszczalnych poziomów niektórych substancji w powietrzu, w chwili podjęcia zaskarżonej uchwały regulowało wydane na podstawie delegacji zawartej w art. 86  Prawa ochrony środowiska, rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 6 czerwca 2002 r. w sprawie dopuszczalnych poziomów niektórych substancji w powietrzu, alarmowych poziomów niektórych substancji w powietrzu oraz marginesów tolerancji  dla dopuszczalnych poziomów niektórych substancji (Dz. U. Nr 87, poz. 796).  Natomiast po dniu 3 kwietnia 2008 r. (przepisy obowiązujące już po uchwaleniu uchwały przez Radę Miasta Zakopane z 27 marca 2008 r., lecz przed jej wejściem w życie), aktem prawnym regulującym te kwestie jest rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 3 marca 2008 r. w sprawie poziomów niektórych substancji w powietrzu (Dz. U. nr 47 poz. 281).

Dokonywanie oceny jakości powietrza w strefach z punktu widzenia opłaty miejscowej ma ten skutek, że to nie dana miejscowość, lecz właśnie strefa, na terenie której jest ona położona, musi spełniać wymogi dotyczące zachowania dopuszczalnych poziomów niektórych substancji w powietrzu ze względu na ochronę zdrowia ludzi.

Jak stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w wyroku z dnia 24 listopada 2015 r. (sygn. akt SA/Gl 370/15) - orzekając w sprawie skargi na uchwałę Rady Miasta Wisły z dnia 27 maja 2008 r. nr XX/259/2008 w sprawie ustalenia miejscowości, w których pobiera się opłatę miejscową (Dz.Urz. Woj. Śląskiego z 2008 r., Nr 113, poz. 2314) -   dla oceny legalności zaskarżonej uchwały istotne jest jedynie ustalenie, czy w chwili jej podejmowania spełnione były minimalne warunki klimatyczne, określone w/w przepisami.

Natomiast Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w wyroku z dn.6 sierpnia 2009 r. (sygn. akt III SA/Kr 1089/08) - rozpoznając skargę Wojewody Małopolskiego na uchwałę Rady Gminy Czorsztyn z/s w Maniowach z dnia 28 marca 2008 r., Nr XVII/105/08  w przedmiocie ustalenia miejscowości, w której pobiera się opłatę klimatyczną - uznał,  że uchwała ta narusza prawo w stopniu istotnym i zachodzą przesłanki do stwierdzenia nieważności uchwały, w przypadku niespełnienia minimalnych wymogów klimatycznych. Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z dnia 26 stycznia 2010 r. (sygn. akt II OSK 1873/09), oddalił skargę kasacyjną Rady Gminy Czorsztyn z/s w Maniowach, wywiedzioną od wyroku WSA w Krakowie z dnia 6 sierpnia 2008 r. W uzasadnieniu wyroku Naczelny Sąd Administracyjny, w oparciu o „Ocenę jakości powietrza w województwie małopolskim w 2007 r.” ustalił i uznał, że przekroczony został poziom pyłu zawieszonego PM 10,  o którym mowa w rozporządzeniu Ministra Środowiska z dnia 6 czerwca 2002 r. w sprawie dopuszczalnych poziomów niektórych substancji w powietrzu, alarmowych poziomów niektórych substancji w powietrzu oraz marginesów tolerancji dla dopuszczalnych poziomów niektórych substancji (Dz.U. Nr 87, poz. 796). W związku z tym nie została spełniona jedna z przesłanek wymaganych do podjęcia zaskarżonej uchwały, co oznacza,  iż przedmiotowa uchwała została wydana z istotnym naruszeniem prawa materialnego  w rozumieniu art. 91 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym  (Dz.U. z 2001 r. Nr 142, poz. 1591 ze zm.).  

W związku z powyższym, Rzecznik Praw Obywatelskich, wnosi jak na wstępie, bowiem w jego ocenie wymaga tego ochrona wolności i praw człowieka i obywatela, gwarantowanych Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, a rozstrzygnięcie w sprawie będzie miało istotne znaczenie dla ukształtowania sytuacji prawnej obywateli.

Numer sprawy:

BPK.7201.1.2016

Granice krytyki osoby publicznej

Data: 2017-03-15

Sprawa Paula Camerona przeciwko Pracowni Różnorodności z siedzibą w Toruniu:

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania apelacyjnego po przegranej w pierwszej instancji Stowarzyszenia na Rzecz Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych i Transpłciowych  oraz Osób Queer „Pracownia Różnorodności” w sprawie o ochronę dóbr osobistych z powództwa Paula Camerona.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół do spraw Równego Traktowania

Stan faktyczny:

Sąd Okręgowy w Toruniu orzekł, iż doszło do naruszenia dóbr osobistych Paula Camerona w postaci renomy naukowej i dobrego imienia poprzez publikacje na stronie internetowej Pracowni Różnorodności oraz listy wysyłane przez organizację do rektorów wyższych uczelni i nakazał publikację przeprosin zarówno na stronie internetowej, jak i w listach.

Stan sprawy:

30 marca 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku zgodził się z Rzecznikiem, że Paul Cameron jest osobą publiczną i w związku z tym dopuszczalna jest względem niego surowsza krytyka, choć pozwane stowarzyszenie powinno przeprosić za niektóre z użytych w publikacjach i listach do rektorów określenia, które naruszały jego dobra osobiste. Pracownia Różnorodności musi przeprosić Paula Camerona, ale nie jest zobowiązana do wypłaty zadośćuczynienia.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Treści prezentowane przez Paula Camerona, do których odnosiło się Stowarzyszenie, były kontrowersyjne i dyskryminacyjne. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał na wolność wypowiedzi która była realizowana przez pozwaną organizację, w odniesieniu do osoby publicznej i jej publicznej działalności.

Skąd RPO wie o sprawie:

Wniosek stowarzyszenia na Rzecz Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych i Transpłciowych oraz Osób Queer „Pracownia Różnorodności” z siedzibą w Toruniu

Argumenty prawne RPO:

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postepowania apelacyjnego, stojąc na stanowisku, że sąd I instancji nie wziął pod uwagę, że pozwane stowarzyszenie korzystało z gwarantowanej w Konstytucji i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka wolności słowa, zaś granice krytyki względem Paula Camerona jako osoby publicznej są szersze.

Wypowiedzi pozwanych zasługują na szczególną ochronę m.in. z tego względu, że były krytyczne względem wypowiedzi homofobicznych, dyskryminacyjnych i naruszających godność osób homoseksualnych.

Numer sprawy:

XI.564.1.2016

Sprawa Puszczy Białowieskiej

Data: 2017-03-15

Rzecznik zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego decyzję Ministra Środowiska pozwalającą na wycinkę w Puszczy Białowieskiej. "Całokształt prowadzonego przez Ministra Środowiska procesu administracyjnego, w szczególności zaś pośpiech, w jakim doszło do wydania decyzji z 25 marca 2016 r. doprowadziły Rzecznika do przekonania o uchybieniu przez organ wynikającym z powszechnie obowiązującego prawa wolnościom i prawom jednostki" – stwierdza rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Stan faktyczny:

Na wniosek Lasów Państwowych Minister Środowiska zatwierdził aneks do planu urządzenia lasu dla Nadleśnictwa Białowieża.

Stan sprawy:

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył decyzje Ministra do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.  Ten 14 marca 2017 orzekł, że sądowa kontrola zwiększenia wycinki puszczy jest niedopuszczalna. RPO nie zgodził się z tym stanowiskiem i złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA skargę tę odrzucił 19 października 2017 r.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

- Środowisko naturalne jest wspólnym dobrem całego społeczeństwa. Przepisy prawa  gwarantują mu wpływ na wydawanie decyzji mogących negatywnie oddziaływać na otaczającą nas przyrodę. Dlatego Minister Środowiska rozstrzygając o możliwości zwiększenia wycinki na terenie Puszczy Białowieskiej powinien był przekonać społeczeństwo o zasadności tych działań.

Zgodnie z art. 68 ust. 4 Konstytucji, jednym z zadań władz publicznych jest „zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska”.

Artykuł 74 zobowiązuje władze publiczne do prowadzenia polityki zapewniającej „bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom” (ust. 1), czyniąc samą ochronę środowiska istotnym obowiązkiem tych władz (ust. 2). Z kolei w art. 86 Konstytucja obliguje każdego do dbałości o stan środowiska.

W oparciu o te akty prawne, społeczeństwo – także za pośrednictwem organizacji ekologicznych – uprawnione jest do aktywnego, nie jedynie biernego uczestniczenia w procesach mających wpływ na środowisko naturalne.

W sprawach związanych z inwestycjami mającymi znaczenie dla środowiska, niezbędne jest umożliwienie realizacji wspomnianych uprawnień (w oparciu o odpowiednie przepisy prawa), i obowiązek ten spada na organ rozpatrujący daną sprawę.

Skąd RPO wie o sprawie?

Z informacji medialnych

Argumenty prawne RPO:

RPO nie ocenia tego, czy dla dobra Puszczy zasadne jest zwiększenie wycinki, czy jej ograniczenie. RPO nie działa w tej sprawie na rzecz ochrony środowiska per se (RPO nie jest organem ochrony środowiska) – zależy mu, żeby:

- Minister postępował w tej sprawie zgodnie z regulacjami procedury administracyjnej,
- społeczeństwo (w tym organizacje ekologiczne) miało realny wpływ na podejmowane przez Ministra decyzje – do czego ma prawo zgodnie z normami konstytucyjnymi rozwiniętymi w umowach międzynarodowych (konwencja z Aarhus) oraz prawodawstwie krajowym (ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko);

RPO nie postuluje bezwzględnego ograniczenia wycinki (dowód: skarga nie jest połączona z wnioskiem o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji). Dążenie do uchylenia decyzji Ministra jest w istocie daniem Ministrowi możliwości powtórnego przeanalizowania wszelkich głosów krytycznych oraz udowodnienia i przekonania, że zwiększona wycinka jest potrzebna dla ochrony środowiska i nie powoduje dla niego zagrożenia.

Zdaniem RPO, Minister naruszył wiążące Polskę regulacje międzynarodowe i procedurę administracyjną:

  • nie przeprowadził oceny oddziaływania na obszar Natura 2000 w postępowaniu administracyjnym, a przez to uniemożliwił organizacjom ekologicznym udział w tym postępowaniu zgodnie z wymaganiami Konwencji z Aarhus i ustawodawstwa unijnego;
  • nie odniósł się w uzasadnieniu decyzji do opinii krytycznych względem zwiększenia wycinki (np. jednoznacznie negatywna opinia Państwowej Rady Ochrony Przyrody);
  • w sposób wadliwy przeprowadził postępowanie dowodowe (w aktach znajdują się wyłącznie dokumenty otrzymane przez Ministra od Lasów Państwowych, a żadnego spośród licznych dokumentów krytycznych względem zwiększenia wycinki);
  • w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne, tj. jaką formę prawną przyjmuje zatwierdzenie planu (aneksu do planu) urządzenia lasu przez Ministra – czy jest:
  • decyzją administracyjną (tylko ta forma umożliwia organizacjom ekologicznym kwestionowanie zatwierdzenia planu urządzenia lasu przed sądem administracyjnym),
  • innym niż decyzja aktem z zakresu administracji publicznej, podlegającym zaskarżeniu do sądu administracyjnego,
  • aktem wynikającym z podległości organizacyjnej, niepodlegającym w ogóle zaskarżeniu do sądu administracyjnego.

(patrz – załączony dokument)

Numer sprawy:

V.7200.23.2016V

Związek pary jednopłciowej jako dopuszczalna okoliczność świadcząca o związku z Polską na gruncie ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców

Data: 2017-03-14

Sprawa Fernando G.

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł skargę kasacyjną w sprawie dotyczącej możliwości udowodnienia związku z Polską na gruncie ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców poprzez wykazanie pozostawania w długoletnim związku homoseksualnym z Polakiem.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Cywilnego

Stan faktyczny:

Pan G. pozostawał w związku partnerskim zawartym pod prawem brytyjskim z obywatelem polskim. Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji odmówił panu G. wydania zezwolenia na nabycie nieruchomości w Gdańsku wskazując, że zawarcie związku partnerskiego z Polakiem pod prawem brytyjskim nie może być równoznaczne z zawarciem małżeństwa. Aczkolwiek organ wskazał, że katalog okoliczności świadczących o więzi z Polską, wymieniony w art. 1a ust. 2 ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców ma charakter przykładowy, na co wskazują słowa „w szczególności”, przesłanki te mają „określony ciężar gatunkowy”. Minister stwierdził, że po stronie cudzoziemca istnieje więź o charakterze subiektywnym z obywatelem Polski, nie zaś więź z krajem. Powyższa ocena została podzielona przez WSA w Warszawie. Rzecznik Praw Obywatelskich w skardze kasacyjnej wskazał, że nie można uznać, że ustawodawca przyjął związek małżeński za jedyną okoliczność o charakterze osobistym przesądzającą o więzi z Polską, skoro zdecydował o jedynie przykładowym wymienieniu przesłanek w art. 1a ust. 2 ustawy. W zależności od okoliczności faktycznych, o takiej więzi może świadczyć zarówno związek partnerski pary jednopłciowej, jak i fakt bycia rodzicem dziecka posiadającego obywatelstwo polskie lub pozostawanie z obywatelem polskim w konkubinacie. W ocenie Rzecznika, celem przepisu jest ochrona doniosłych więzi rodzinnych jednostki – a takie kryterium spełnia fakt długoletniego pożycia dwóch osób, niezależnie od ich orientacji seksualnej.

Wyrok sądu:

W wyroku z 14 września 2016 r. Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. II OSK 2982/14)uchylił zarówno zaskarżony wyrok jak i decyzję Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Naczelny Sąd Administracyjny jednoznacznie stwierdził, że pozostawanie we wspólnym pożyciu przez wiele lat, istnienie więzi uczuciowej, fizycznej oraz gospodarczej, niezalegalizowanej małżeństwem może doprowadzić do związków z krajem pochodzenia partnera. Aczkolwiek więź ta nie ma charakteru prawnego, może mieć znaczenie dla oceny związku z Polską. Wspólne pożycie, również par jednopłciowych, może mieć charakter życia rodzinnego, podlegającego ochronie na podstawie art. 47 Konstytucji i art. 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Organ powinien był wyjaśnić powyższe okoliczności, a nie apriorycznie wykluczyć możliwość nabycia nieruchomości przez cudzoziemca.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Jest to kolejny przełomowy wyrok w sprawie uprawnień związków jednopłciowych. Po uchwale składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z lutego 2016 r., uznającej partnera lub partnerkę tej samej płci za osobę najbliższą w rozumieniu prawa karnego, przyszła kolej na ustalenie, czy wieloletni związek osób tej samej płci może świadczyć o związkach z Polską.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Argumenty prawner RPO

Patrz - załączony dokument

Numer sprawy:

IV.816.2.2014

Zawarcie ważnej umowy darowizny podczas porodu

Data: 2017-03-14

Sprawa Anny z Warszawy

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się na etapie apelacyjnym do sprawy pacjentki Szpitala św. Zofii, która przed podaniem znieczulenia zewnątrzoponowego w czasie porodu musiała podpisać umowę darowizny na rzecz szpitala.

Stan faktyczny:

Pani Anna rodziła w warszawskim szpitalu w 2013 r. Na miesiąc przed porodem została poinformowana, że znieczulenie zewnątrzoponowe, bez wskazań medycznych, odbywa się w szpitalu odpłatnie. Podczas porodu, w momencie największego bólu spowodowanego dodatkowo podaniem oksytocyny, pani Anna poprosiła o znieczulenie. Przed jego podaniem, przedłożono jej do podpisu umowę darowizny kwoty 600 zł na cele statutowe szpitala. Po podpisaniu umowy, znieczulenie zostało podane. Jak ustaliły sądy obu instancji, z dokumentacji medycznej nie wynikały wskazania ani przeciwwskazania do podania znieczulenia, więc znieczulenie zostało podane w trybie „na życzenie pacjentki”. Po wyjściu ze szpitala, pani Anna złożyła oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych dokonanej darowizny, a następnie wniosła powództwo przeciwko szpitalowi o zwrot 600 zł wraz z odsetkami wskazując na wprowadzenie w błąd przez personel szpitala co do obowiązku zapłaty tej kwoty jako warunku podania znieczulenia. Sąd Rejonowy doszedł do wniosku, że umowa darowizny była bezwzględnie nieważna. Zgodnie z istotą umowy darowizny (causa donandi), korzyść osiągana przez jedną stronę umowy nie znajduje odpowiednika po drugiej stronie (art. 888 i nast. Kodeksu cywilnego). W żadnym wypadku pani Anna nie miała zamiaru wpłacać 600 zł na cele statutowe szpitala, bez związku ze znieczuleniem. Sąd uznał, że nie doszło do zawarcia innej ważnej umowy np. umowy sprzedaży usługi medycznej w postaci znieczulenia, gdyż pani Anna była pozbawiona swobody w podjęciu decyzji i wyrażeniu woli (art. 82 Kodeksu cywilnego).

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Administracyjnego i Gospodarczego

Wyrok sądu:

Sąd Okręgowy nie podzielił powyższych ustaleń, zmienił wyrok i oddalił powództwo. Sąd uznał, że swoboda wyrażenia woli u pani Anny nie była wyłączona na skutek porodu. Co więcej, skoro pani Anna na miesiąc przed porodem była informowana o odpłatności „znieczulenia na życzenie” i dostała formularz darowizny, zaś cennik usług szpitalnych był publicznie dostępny – zawarta umowa była umową pozorną, ponieważ ukrywała umowę sprzedaży. Zdaniem Sądu, obie strony miały pełną świadomość, że zapłata 600 zł na cele statutowe jest de facto opłatą za znieczulenie.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Celem przystąpienia Rzecznika było zwrócenie uwagi fakt, iż przedłożenie pani Annie do popisania umowy w trakcie akcji porodowej naruszyło prawa pacjenta do godnego traktowania. Co więcej, w opinii Rzecznika, wątpliwe było aby pani Anna miała możliwość swobodnego złożenia oświadczenia woli - w momencie składania oświadczenia woli rodząca znajdowała się w stanie silnego bólu. Intensywność bólu bez wątpienia ma zaś wpływ na stan psychiczny i zdolność podejmowania decyzji. Ważne jest, że mimo oddalenia powództwa, Sąd Okręgowy stwierdził w pisemnym uzasadnieniu, że niedopuszczalne i nieakceptowalne społecznie jest by w czasie porodu wymuszać na kobietach podpisywanie jakiejkolwiek umowy, niezależnie od jej treści

Skąd RPO wie o sprawie?

Publikacja prasowa

Argumenty prawne RPO

Patrz załączony dokument

Numer sprawy:

V.7010.6.2016

Zasady stosowania środka zabezpieczającego

Data: 2017-03-14

Sprawa pana Feliksa ze Śląska:

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację od postanowienia o umorzeniu postępowania karnego i zastosowaniu środka zabezpieczającego, a następnie przyłączył się do postępowania o przyjęcie pana Feliksa do szpitala psychiatrycznego w trybie bez zgody.

Stan faktyczny:

78-letni pan Feliks przebywał w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych od 11 lat w ramach środka zabezpieczającego w związku z groźbami karalnymi które wypowiadał w stosunku do swoich sąsiadów (maksymalna kara pozbawienia wolności 2 lata). Po wydaniu postanowienia przez Sąd Najwyższy, w którym SN uchylił postanowienie o zastosowaniu środka zabezpieczającego, pan Feliks został przyjęty do szpitala psychiatrycznego w trybie bez zgody.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Karnego

Orzeczenia sądów:

SN w wyniku kasacji RPO uznał że postanowienie sądu drugiej instancji w sprawie o zastosowaniu środka zabezpieczającego nie spełnia elementarnych wymogów rzetelnej kontroli odwoławczej. SN podzielił stanowisko RPO, iż sądy nie dokonały analizy społecznej szkodliwości zarzucanych panu Feliksowi czynów i nie przeprowadziły jakiegokolwiek postepowania dowodowego poza obligatoryjną opinią psychiatrów. Z kolei Sąd Rejonowy w R. stwierdził że przyjęcie pana Feliksa nie było zasadne z powodu niedopełnienia trybu z ustawy o ochronie zdrowia psychicznego i nakazał natychmiastowe zwolnienie go ze szpitala.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Rzecznik nie poprzestał na wniesieniu kasacji, lecz monitorował sprawę do końca, dzięki czemu pan Feliks opuścił szpital. Sprawa wymagała innowacyjnego podejścia i szybkości działania: po korzystnym postanowieniu SN i decyzji o pozostawieniu pana Feliksa w szpitalu, RPO wysłał na miejsce zespół wizytacyjny wraz z lekarzem psychiatrą, a następnie prawników z Biura na posiedzenie sądu w szpitalu.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek obywatela.

Argumenty prawne RPO

Patrz - załączony dokument

Numer sprawy:

II.510.374.2016

Sprawa dofinansowania na aktywizację zawodową. Działanie Urzędu Pracy sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem prawa.

Data: 2017-03-14

Sprawa Marka z Olsztyna

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania apelacyjnego przed Sądem Okręgowym w Olsztynie IX Wydział Cywilny Odwoławczy z powództwa Miasta Olsztyn – Miejskiego Urzędu Pracy w Olsztynie w sprawie o zapłatę ponad 23 tys. zł tytułem zwrotu dofinansowania udzielonemu bezrobotnemu na rozpoczęcie działalności gospodarczej.

Stan faktyczny:

Bezrobotny pan Marek z Olsztyna dostał od urzędu pracy 20 tys. zł dofinansowania na aktywizację zawodową. Do wniosku o dofinansowanie bezrobotny dołączył oświadczenie o nieposiadaniu wpisu do ewidencji działalności gospodarczej w okresie 12 miesięcy bezpośrednio poprzedzających dzień złożenia wniosku; w umowie o dofinansowanie przewidziany był zwrot dofinansowania w przypadku nieprawdziwości złożonych oświadczeń. Pan Marek otworzył zakład optyczny i zaczął zarabiać. Przy rozliczaniu dofinansowania okazało się, że w ewidencji działalności gospodarczej widnieje wpis działalności taksówkarskiej sprzed 16 lat, której pan Marek nigdy nie podjął. Miejski Urząd Pracy zażądał zwrotu dofinansowania z odsetkami.

Zespół, który prowadzi sprawę w Biurze RPO:

Zespół Prawa Administracyjnego i Gospodarczego

Wyrok sądu:

W prawomocnym wyroku Sąd Okręgowy w Olsztynie oddalił powództwo Miejskiego Urzędu Pracy. W uzasadnieniu, sąd powołał się na art. 5 kc: skoro urząd powołany jest do aktywizacji bezrobotnych, a sam przez kilka miesięcy traktował pana Marka jako wnioskodawcę spełniającego kryteria dofinansowania, wypowiedzenie umowy i wytoczenie powództwa o zapłatę było sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem prawa. Zdaniem Sądu, urząd formalnie postąpił zgodnie z literą prawa, lecz w istocie sprzecznie z sensem prawa i ostatecznie nie można przyznać mu żądanej ochrony prawnej.

Dlaczego sprawa jest istotna dla RPO?

Zgodnie ze stanowiskiem RPO, Sąd w Olsztynie zastosował art. 5 kc w sprawie przedsiębiorcy i dał prymat sensowi prawa nad literą prawa – w postępowaniu dotyczącym przedsiębiorcy.

Skąd RPO wie o sprawie?

Wniosek rasdcy prawnego

Argumenty prawne RPO

Patrz - załączony dokument

Numer sprawy:

V.510.24.2016

Sprawa pana K. Sąd uwzględnił apelację

Data: 2017-02-06

W sprawie pana K. Sąd Apelacyjny uwzględnił 3 lutego apelację, uchylił wyrok Sądu Okręgowego i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Do postępowania tego przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich pismem procesowym z dnia 30.01.2017 r. zarzucając Sądowi I instancji naruszenie w tej sprawie art. 24 Kodeksu cywilnego oraz wnosząc o zmianę wyroku.

Jak wskazał Sąd Apelacyjny, pozwana korporacja  podnosiła zarzut braku legitymacji biernej, a Sąd nie przeprowadził postępowania dowodowego w tym zakresie.

Pan K., który pracował w dużej korporacji i obawiał się, że obejmą go zwolnienia grupowe, powiadomił dziennikarza, że dysponuje informacjami o nieprawidłowościach w tej firmie. Na poparcie swych słów przekazał pewne dokumenty. Dziennikarz zaczął je weryfikować w korporacji i wtedy pan K. wycofał swoją ofertę i zobowiązał dziennikarza do zniszczenia materiałów. Wtedy jednak korporacja zaczęła sprawę badać (wiedziała o istnieniu dokumentów od dziennikarza), a kiedy na dodatek powołała się na pismo podpisane rzekomo przez dziennikarza, ten – obawiając się fałszerstwa i prowokacji – podał numer telefonu osoby, która się z nim kontaktowała. Był to numer służbowy pana K. W efekcie został on zwolniony z pracy za działanie na szkodę pracodawcy, więc nie mógł skorzystać z odprawy przysługującej w ramach zwolnień grupowych.

Czy dziennikarz ujawnił tajemnicę czy nie?

W pierwszej instancji przeważył pogląd, że nie, gdyż pan K. nie zastrzegł sobie wyraźnie anonimowości.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił  do postępowania (VII.511.19.2016) w kwestii tajemnicy dziennikarskiej i naruszenia dóbr osobistych powoda. 

Po pierwsze – jak wskazał, do ujawnienia danych pana K. doszło w ten sposób, że dziennikarz przesłał maila z dokumentami od pana K. do władz korporacji. A było to po dyspozycji pana K., by maila tego (i załączniki) zniszczyć. Gdyby nie to, nie doszłoby też do ujawnienia telefonu pana K. i jego identyfikacji jako informatora.

Ujawnienie tych materiałów stanowi zdaniem RPO naruszenie zarówno obowiązku opisanego w art. 12 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego, zgodnie z którym dziennikarz ma obowiązek  chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie, jak też norm prawa zwyczajowego, wynikających z zasad etyki dziennikarskiej.

Zdaniem RPO nie ma zatem racji Sąd Okręgowy twierdząc, że dziennikarz miał prawo i obowiązek powziąć czynności mające na celu wyjaśnienie sprawy rzekomo podpisanego przez niego pisma, w tym ujawnić numer telefonu informatora. Powzięcie takich informacji nie uprawnia do naruszania danych osobowych powoda i ujawniania tym samym elementów pozwalających na identyfikację jego nazwiska (a więc naruszenie prywatności) bez zgody zainteresowanego.

Jeżeli dziennikarz zaczął podejrzewać, że autorem pisma mógł być pan K., staranność i lojalność dziennikarza wymaga od niego przede wszystkim kontaktu ze swoim informatorem, a nie z jego pracodawcą, w celu weryfikacji podejrzeń.

Po drugie, w sprawie występuje niezwykle ważny problem, decydujący o ocenie, czy dziennikarza obowiązywała tajemnica dziennikarska. Rzecznik podziela w tej mierze opinię Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (k. 944-952), który wskazał,  że wprawdzie „w kontaktach z dziennikarzami nie istnieje domniemanie, że tajemnica dziennikarska obowiązuje”,  to z punktu widzenia art. 15 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego istotny jest brak wymogu złożenia wyraźnego zastrzeżenia nieujawniania swoich danych.

Tym samym stosować należy w tej sytuacji art. 60 K.c., zgodnie z którym z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).

Zdaniem Rzecznika w niniejszej sytuacji kluczowe znaczenie dla ustalenia istnienia po stronie dziennikarza obowiązku zachowania przekazanych danych w tajemnicy, mają okoliczności, w których doszło do kontaktu między powodem a dziennikarzem (np. okoliczności spotkania w celu przekazania dokumentów, posługiwanie się pseudonimem), czy wreszcie wyraźne oświadczenie o wycofaniu się ze współpracy. 

Sąd Apelacyjny

Sąd apelacyjny zbadał całość materiału dowodowego. Ustalił, że brak było informacji ustalającej relację między wydawcą a dziennikarzem. Sąd wskazał także na definicję materiału prasowego i fakt, że materiały przekazane przez powoda nigdy nie zostały opracowane ani nie zostały przekazane w celu przygotowania materiału prasowego. Sąd odniósł się również do przepisu art. 15 ust. 2 prawa prasowego, czyli ujawnienia informacji chronionych tajemnicą dziennikarską.

Sąd wskazał, że orzeczenie I instancji podlega uchyleniu tak, aby sąd I instancji przeprowadził niezbędne postępowanie dowodowe w zakresie legitymacji biernej i po ustaleniu tych informacji, ocenił czy doszło do naruszenia dóbr osobistych.

Sprawa pana K., czyli zakres tajemnicy dziennikarskiej

Data: 2017-02-02

Pan K., który pracował w dużej korporacji i obawiał się, że obejmą go zwolnienia grupowe, powiadomił dziennikarza, że dysponuje informacjami o nieprawidłowościach w tej firmie. Na poparcie swych słów przekazał pewne dokumenty. Dziennikarz zaczął je weryfikować w korporacji i wtedy pan K. wycofał swoją ofertę i zobowiązał dziennikarza do zniszczenia materiałów. Wtedy jednak korporacja zaczęła sprawę badać (wiedziała o istnieniu dokumentów od dziennikarza), a kiedy na dodatek powołała się na pismo podpisane rzekomo przez dziennikarza, ten – obawiając się fałszerstwa i prowokacji – podał numer telefonu osoby, która się z nim kontaktowała. Był to numer służbowy pana K. W efekcie został on zwolniony z pracy za działanie na szkodę pracodawcy, więc nie mógł skorzystać z odprawy przysługującej w ramach zwolnień grupowych.

Czy dziennikarz ujawnił tajemnicę czy nie?

Zdaniem prokuratury nie - pan K. nie zastrzegł nieujawnianie swoich danych (dlatego prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej).

Sąd nie zgodził się, że dziennikarz naruszył prawa pana K. ujawniając jego dane. Jak stwierdził sąd, tajemnica dziennikarska obowiązuje jedynie wtedy, gdy „z inicjatywą utajnienia wystąpi informator dziennikarza”.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił  do postępowania (VII.511.19.2016) w kwestii właśnie tajemnicy dziennikarskiej i naruszenia dóbr osobistych powoda. Nie zgadza się bowiem ze stanowiskiem sądu.

Po pierwsze – do ujawnienia danych pana K. doszło w ten sposób, że dziennikarz przesłał maila z dokumentami od pana K. do władz korporacji. A było to po dyspozycji pana K., by maila tego (i załączniki) zniszczyć. Gdyby nie to, nie doszłoby też do ujawnienia telefonu pana K. i jego identyfikacji jako informatora.

Ujawnienie tych materiałów stanowi zdaniem RPO naruszenie zarówno obowiązku opisanego w art. 12 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego, zgodnie z którym dziennikarz ma obowiązek  chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie, jak też norm prawa zwyczajowego, wynikających z zasad etyki dziennikarskiej.

Zdaniem RPO nie ma zatem racji Sąd Okręgowy twierdząc, że dziennikarz miał prawo i obowiązek powziąć czynności mające na celu wyjaśnienie sprawy rzekomo podpisanego przez niego pisma, w tym ujawnić numer telefonu informatora. Powzięcie takich informacji nie uprawnia do naruszania danych osobowych powoda i ujawniania tym samym elementów pozwalających na identyfikację jego nazwiska (a więc naruszenie prywatności) bez zgody zainteresowanego.

Jeżeli dziennikarz zaczął podejrzewać, że autorem pisma mógł być pan K., staranność i lojalność dziennikarza wymaga od niego przede wszystkim kontaktu ze swoim informatorem, a nie z jego pracodawcą, w celu weryfikacji podejrzeń.

Po drugie, w sprawie występuje niezwykle ważny problem, decydujący o ocenie, czy dziennikarza obowiązywała tajemnica dziennikarska. Rzecznik podziela w tej mierze opinię Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (k. 944-952), który wskazał,  że wprawdzie „w kontaktach z dziennikarzami nie istnieje domniemanie, że tajemnica dziennikarska obowiązuje”,  to z punktu widzenia art. 15 ust. 1 pkt 2 Prawa prasowego istotny jest brak wymogu złożenia wyraźnego zastrzeżenia nieujawniania swoich danych.

Tym samym stosować należy w tej sytuacji art. 60 K.c., zgodnie z którym z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).

Zdaniem Rzecznika w niniejszej sytuacji kluczowe znaczenie dla ustalenia istnienia po stronie dziennikarza obowiązku zachowania przekazanych danych w tajemnicy, mają okoliczności, w których doszło do kontaktu między powodem a dziennikarzem (np. okoliczności spotkania w celu przekazania dokumentów, posługiwanie się pseudonimem), czy wreszcie wyraźne oświadczenie o wycofaniu się ze współpracy. 

AKTUALIZACJA - wrzesień 2017

W sprawie dotyczącej ujawnienia danych osoby przekazującej informacje dziennikarzowi SN na skutek zażalenia Rzecznika na wyrok SA uchylający wyrok SO i przekazujący sprawę do ponownego rozpoznania, uchylił zaskarżony przez RPO wyrok, pozostawiając rozstrzygnięcie o kosztach postępowania zażaleniowego w orzeczeniu kończącym postępowanie w sprawie.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do sprawy 99-letniej kobiety, która broni się przed „czyścicielem kamienic”

Data: 2017-01-30

99-letnia poznanianka broni się w sądzie przed nowym właścicielem kamienicy, w której mieszka od 50 lat, występując o ochronę dóbr osobistych i odszkodowanie. W I instancji sąd uznał część jej racji, ale właściciel kamienicy się odwołał. Do sprawy przyłączył się więc po stronie lokatorki Rzecznik Praw Obywatelskich. Dostrzega bowiem precedensowy charakter sprawy. Jej rozstrzygnięcie może mieć istotne znaczenie dla ochrony praw i poszanowania dóbr osobistych innych lokatorów budynków objętych reprywatyzacją.

Kamienica w centrum Poznania

Pani P. mieszkała w kamienicy w centrum Poznania od 1959 r. W 2011 r. dom zyskał nowego właściciela, który postanowił kamienicę wyburzyć i postawić w tym miejscu nowy budynek z lokalami handlowymi i powierzchnią biurową.

Żeby osiągnąć cel, zaczął naciskać na lokatorów, żeby się wyprowadzili. Jak ustalił sąd I instancji, nowy właściciel prowadził w budynku prace utrudniające życie i pogarszające warunki mieszkaniowe lokatorów. Z opuszczonych mieszkań zostały wymontowane drzwi i okna. Zniknęły także drzwi do budynku, w efekcie nasiliły się kradzieże i włamania. Potem klatka schodowa została ostemplowana drewnianymi balami tak, że kiedy po panią P. przyjechało pogotowie, sanitariusze nie byli w stanie wynieść jej z mieszkania na noszach. Na koniec w budynku odcięty został gaz i prąd. Lokatorzy dostali też informację o nakazie rozbiórki budynku, choć inspektorat nadzoru budowlanego takiej decyzji nie wydał.

Warto zauważyć – pisze RPO -  że pozwany stopniował dolegliwości wobec pani P., poczynając od działań, które wywodził z uprawnień właściciela, tj. podwyższenia czynszu, kierowania żądań opuszczenia lokalu, informowania o złym stanie technicznym kamienicy oraz zamiarze jej rozbiórki, a w sytuacji, gdy nie doprowadziły one do zmierzonego celu – sięgnął do bardziej wyrafinowanych działań o charakterze szykan, które wywołały w powódce dojmujące poczucie bezradności i lęku związanego z zagrożeniem podstawy egzystencji jaką jest mieszkanie, lęk o własne zdrowie i życie, co w konsekwencji pozbawiło powódkę poczucia bezpieczeństwa i wywołało silny stres.

Wyrzucanie lokatorów zanim zapadną formalne decyzje

Do pogłębienia stanu niepokoju pani P. przyczyniała się, jak zauważa RPO, lekceważąca postawa właściciela , który nie wykonywał nakazów organów inspekcji sanitarnej utrzymania nieruchomości we właściwym stanie sanitarnym, a następnie ignorował nakładane na niego mandaty.

Rzecznik podkreśla, że nie jest tak, że właściciel domu ma całkowicie związane ręce i nie może w miejsce starego budynku postawić nowego. Prawo przewiduje sytuacje opróżnienia budynku mieszkalnego. Warunkiem jest jednak działanie na podstawie ostatecznej decyzji administracyjnej organu nadzoru budowlanego.

Tymczasem właściciel kamienicy, w której mieszkała pani P.,  postawił sobie za cel wyburzenie domu, zanim właściwe instytucje państwa mogły ustalić, czy jest to w ogóle możliwe i czy można eksmitować lokatorów (sąd w końcu powiedział, że w przypadku pani P. nie można). Już wtedy reklamował budowę „nowoczesnego biurowca” („nasza nową inwestycją jest budowa ekskluzywnego biurowca biuro-usługowego w jednej z najlepszych lokalizacji w Poznaniu (500 m od Starego Rynku)(…) Budynek zostanie wykonany w najwyższym standardzie klasy A z inteligentnym systemem sterującym”).

Argumenty pani P. i wyrok w I instancji

Pani P. występując w tej sprawie do sądu napisała w pozwie, że od momentu nabycia nieruchomości przez pozwanego ona i jej bliscy byli poddani przez wiele miesięcy presji i różnorakim szykanom, których celem było opuszczenie przez nich najmowanego lokalu mieszkalnego. Szczególnie dotkliwa jest krzywda niemajątkowa związana z naruszeniem jej dóbr osobistych tj. zdrowia, wolności, godności osobistej i dobrego imienia, a także miru domowego i nietykalności mieszkania.

Sąd Okręgowy w Poznaniu  8 czerwca 2016 r. nakazał pozwanemu, by przeprosił panią P. i zapłacił jej 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Właściciel kamienicy ten wyrok zaskarżył. RPO przyłączył się do sprawy wnosząc o utrzymanie wyroku.

Dlaczego RPO przyłącza się do sprawy

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, przystąpienie do postępowania uzasadnione jest potrzebą ochrony praw 99-letniej powódki.  Rzecznik Praw Obywatelskich z niepokojem obserwuje coraz częstsze i bardziej drastyczne przypadki naruszania praw lokatorów, zamieszkujących przez lata w kamienicach będących w zarządzie gmin, po ich przejęciu przez osoby prywatne. U podstawy takich naruszeń leży w większości przypadków chęć szybkiego opróżnienia budynków i zadysponowania lokalami czy też całą nieruchomością na cele komercyjne. Niestety coraz częściej odbywa się to z rażącym naruszeniem praw lokatorów. Zjawisko to zyskało już nawet własną nazwę jako działalność „czyścicieli kamienic”.

Zdaniem Rzecznika zaporą dla osób dopuszczających się tego typu działań może być jednoznaczna i negatywna ich ocena prawna w orzecznictwie sądów powszechnych (IV.7213.4.2015).