Zawartość
Liczba całkowita wyników: 81

Kierowcy i piesi

Prawa kierowców i pieszych, opłaty i kary lokalne

Data początkowa
np.: 08/2020
Data końcowa
np.: 08/2020
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Wyjaśnienia policji dla RPO ws. kierowcy, który miał być pod wpływem narkotyków

Data: 2020-08-07
  • Było uzasadnione przypuszczenie, że Zbigniew K. 8 lipca 2020 r. kierował miejskim autobusem pod wpływem środków odurzających – przekazała RPO stołeczna policja
  • Przeprowadzone przez funkcjonariuszy testy na zawartość środków odurzających w ślinie wykazały obecność amfetaminy
  • Potem w próbce krwi nie stwierdzono jednak środków odurzających, wobec czego kierowcę zwolniono, a 16 lipca prokuratura umorzyła postępowanie
  • Kierowca zażalił się na zatrzymanie do sądu

Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się sprawą zatrzymania kierowcy w  związku z podejrzeniem, że przystąpił do pracy będąc pod wpływem narkotyków.

Jak wynikało z informacji mediów, bezpośrednią przyczyną zatrzymania był pozytywny wynik pierwszego testu na obecność narkotyków. Wobec zatrzymanego miały być użyte środki przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek; przeszukano także jego mieszkanie. Po tym jak badania krwi i moczu wykazały brak u narkotyków, został on zwolniony bez stawiania zarzutów - po spędzeniu nocy w Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych.

Rzecznik zwrócił się do Komendanta Stołecznego Policji o wyjaśnienie okoliczności zatrzymania w  tym w szczególności: ile testów wykonali zatrzymanemu policjanci i jakie były ich wyniki; jak była podstawa faktyczna i prawna zatrzymania, a następnie przeszukania; jaka była podstawa faktyczna i prawna zastosowania środków przymusu bezpośredniego w  postaci kajdanek.

Odpowiedź KSP

8 lipca 2020 roku o godzinie 12:25 funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji na terenie pętli autobusowej Karolin, przy ul. Połczyńskiej 121 w Warszawie przeprowadzili kontrolę autobusu Miejskich Zakładów Autobusowych marki Man, którym kierował Pan Zbigniew K. W jej trakcie kierującego poddano badaniu na zawartość  alkoholu w wydychanym powietrzu - wynik badania 0.00 mg/l oraz przeprowadzono trzy testy na zawartość środków odurzających w ślinie.

Pierwsze badanie wykonano o godz. 12:43 z wynikiem pozytywnym na obecność metamfataminy oraz amfetaminy. Po przeprowadzonym badaniu kierujący oświadczył, że chwilę wcześniej wypalił papierosa. W związku z powyższym, zgodnie z instrukcją obsługi urządzenia AąuilaScan WDTP-10, którym przeprowadzono badanie,  wynik ten został uznany za nieprawidłowy i o godz. 13:36 policjanci wykonali kolejne badanie.

Wynik tego badania okazał się nieważny dla amfetaminy (z powodu zbyt małej ilości śliny w próbce). Wobec tego o godz. 14:05 funkcjonariusze wykonali kolejne badanie, które wykazało wynik pozytywny na obecność amfetaminy. Potwierdzenie pozytywnego wyniku testu na obecność amfetaminy wymaga przeprowadzenia badań laboratoryjnych.

W związku z powyższym Pan Zbigniew K. został zatrzymany. Zatrzymanie wymienionego nastąpiło na podstawie art. 244 § 1 kpk. Przesłanką faktyczną zatrzymania osoby było uzasadnione przypuszczenie kierowania przez Zbigniewa K. w dniu 8 lipca 2020 roku przy ul. Połczyńskiej 121  w Warszawie, na drodze publicznej autobusem miejskim pod wpływem środków odurzających, a także obawa ukrycia się i zatarcia śladów. W powyższej sprawie wszczęto dochodzenie o czyn z art. 178a § 1 kk.

Wobec zatrzymanego na podstawie art. 11 pkt 9 i art. 13 ust. 1 ustawy z dnia  24 maja 2013 roku o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, w celu zapewnienia bezpieczeństwa doprowadzenia i udaremnienia ucieczki zatrzymanego, zastosowano środek przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek.

W toku dalszych czynności od Pana Zbigniewa K„ pobrano krew i mocz do badań laboratoryjnych. Ponadto na podstawie art. 219 § 1 i 2 kpk, w celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie lub podlegających zajęciu w postępowaniu karnym, dokonano przeszukania wymienionego, kierowanego przez niego autobusu oraz jego miejsca zamieszkania. Zatrzymany nie zgłaszał zastrzeżeń co do sposobu przeszukania i nie żadał doręczenia zatwierdzenia przeszukania.

Badanie krwi i moczu na zawartość alkoholu dały wynik negatywny.

W dniu 9 lipca 2020 roku po przekazaniu przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Wola opinii kryminalistycznej, z której wynikało, że w zabezpieczonej od Pana Zbigniewa K. próbce krwi nie stwierdzono obecności substancji psychotropowych, ani środków odurzających wymienionego zwolniono. Pan Zbigniew K. został przesłuchany w charakterze świadka, w trybie art. 183 kpk.

W toku prowadzonego postępowania prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa Wola wydał postanowienie o zatwierdzeniu przeszukania Pana Zbigniewa K„ jego miejsca zamieszkania oraz kierowanego przez niego autobusu.

Postanowieniem z dnia 16 lipca 2020 roku przedmiotowe postępowanie przygotowawcze zostało umorzone na podstawie art. 17 § 1 pkt 1 kpk, tj. wobec niepopełnienia czynu.

Nadmieniam jednocześnie, iż w dniu 17 lipca 2020 roku do Policji wpłynęło zażalenie Zbigniewa K. na zatrzymanie. Zażalenie zostało przekazane do Sądu Rejonowego dla Warszawy Woli w Warszawie. Termin posiedzenia Sądu w przedmiotowej sprawie wyznaczono na dzień 27 sierpnia 2020 r. – podsumował komendant stołeczny nadinsp. Paweł Dobrodziej.

II.519.947.2020

RPO: kiedy resort infrastruktury skończy prace nad projektem ws. elektrycznych hulajnóg?

Data: 2020-07-20
  • Czy Ministerstwo Infrastruktury planuje zakończyć w tym roku prace legislacyjne nad uregulowaniem zasad korzystania z elektrycznych hulajnóg i innych urządzeń transportu osobistego – pyta RPO
  • W 2019 r. resort zapowiadał takie uregulowanie, ale prace nad projektem utknęły
  • Recznik Praw Obywatelskich podkreślał, że brak odpowiednich przepisów zagraża pieszym: użytkownicy hulajnóg poruszają się bowiem głównie po chodnikach

W największych miastach coraz bardziej powszechne stają się elektryczne hulajnogi na czasowy wynajem. Użytkownicy najczęściej jeżdżą nimi po chodnikach, co zagraża bezpieczeństwu pieszych. Nie ma zaś przepisów regulujących zasady ruchu takich urządzeń. Nie jest też jasne, jak kwalifikować incydenty z nimi związane.

RPO zaniepokojony brakiem przepisów 

W maju 2019 r. RPO Adam Bodnar pytał resort infrastruktury, jakie działania zamierza podjąć dla zapewnienia bezpieczeństwa pieszych na chodnikach oraz określenia zasad korzystania z tzw. urządzeń transportu osobistego, do których zalicza się elektryczne hulajnogi.

Rzecznik wskazywał na problemy związane z określeniem statusu prawnego osoby poruszającej się taką hulajnogą po chodnikach. Zagraża to ich bezpieczeństwu - hulajnogi mają masę ok. 12 kg i  mogą jeździć z prędkością ok. 25-30 km/h.  Tymczasem osoby poruszające się tymi hulajnogami są traktowane albo jako piesi w rozumieniu Prawa o ruchu drogowym, albo też jako kierowcy motorowerów.

Zdaniem RPO dopóki przepisy Prawa o ruchu drogowym nie rozstrzygną jednoznacznie, czy użytkownicy urządzeń transportu osobistego to piesi, czy też kierujący pojazdem określonego rodzaju , dopóty będą istniały wątpliwości.

Stowarzyszenie „Miasto Jest Nasze” zwracało uwagę, że przepisy nie nadążają za nowoczesnymi  środkami transportu  (oprócz elektrycznych hulajnóg są to także tzw. segwaye). Postulowało ono, aby MI kompleksowe uregulowało zasady korzystania z tych urządzeń.Z

Zapowiedź nowelizacji Prawa o ruchu drogowym

29 maja 2019 r. Departament Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury poinformował  RPO, że planuje w najbliższym czasie nowelizację Prawa o ruchu drogowym, z uwagi na wzrastającą popularność urządzeń transportu osobistego z napędem elektrycznym oraz wątpliwości prawne związane z korzystaniem z nich.

Departament prowadził wtedy prace analityczne, niezbędne do zainicjowania odpowiednich zmian legislacyjnych. Wskazano, że chodzi o uregulowanie:

  • statusu prawnego urządzeń transportu osobistego,  a tym samym – kierującego nimi użytkownika;
  • części drogi przeznaczonych dla ruchu tych urządzeń;
  • ich dopuszczalnej prędkości;
  • uprawnień oraz minimalnego wieku osób poruszających się przy ich użyciu.

RPO: kiedy koniec prac nad projektem?  

Z informacji udzielonych RPO 29 lipca 2019 r. wynika, że resort infrastruktury opracował projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zawiera on legalną definicję pojęcia „urządzenie transportu osobistego” i określa zasady poruszania się przy pomocy tego urządzenia po drogach publicznych.

Projekt włączono do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów (nr UD564). Według informacji z Biuletynu Informacji Publicznej Rządowego Centrum Legislacji został on skierowany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych. Kilkadziesiąt podmiotów zgłosiło do niego uwagi. Od listopada 2019 r. zaprzestano jednak dalszych prac nad projektem.

Zastępca RPO Maciej Taborowski spytał wiceministra infrastruktury Rafała Webera, czy resort zamierza kontynuować i dokończyć proces legislacyjny dotyczący tej materii, a jeśli tak - to kiedy można spodziewać się przedłożenia projektu Radzie Ministrów w celu jego przyjęcia, a następnie skierowania do Sejmu. 

Odpowiedź MI (aktualizacja 5 sierpnia)

Jak odpisał wiceminister Rafał Weber, pierwotny projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych (UD564), w wyniku przeprowadzonych konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych, został zmieniony pod względem zakresu oraz tytułu projektu.

W związku z istotną zmianą treści pierwotnego ww. projektu ustawy, powstał projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (UD51), który ponownie został skierowany do konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych, z terminem zgłaszania uwag do 15 czerwca 2020 r.

W ramach uzgodnień międzyresortowych 8 podmiotów przekazało uwagi do projektu, natomiast 98 podmiotów i osób fizycznych przedstawiło opinie w konsultacjach publicznych. Obecnie w resorcie infrastruktury trwa szczegółowa analiza wszystkich zgłoszonych uwag.

V.511.12.2019

Obywatel nie może być zmuszany do obciążania samego siebie w sprawach o wykroczenia drogowe. RPO wnosi o zmianę prawa

Data: 2020-07-17
  • Kara grzywny grozi właścicielowi samochodu, jeśli nie ujawni on, kto nim kierował np. wtedy, gdy fotoradar zarejestrował przekroczenie prędkości
  • W obecnym stanie prawnym sprawca nie ma zatem możliwości skorzystania z prawa do milczenia, która jest częścią konstytucyjnego prawa do obrony
  • Dlatego RPO wystąpił do senackiej komisji o taką zmianę prawa, która zagwarantuje niedostarczanie przez obywatela dowodu przeciw samemu sobie

Sprawa pozostaje w sferze zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich jako dotycząca prawa do obrony w rozumieniu art. 42 ust. 2 Konstytucji (prawo do obrony na każdym etapie postępowania). Obejmuje ono m.in. tzw. prawo do milczenia, wyrażane przez zakaz zmuszania kogokolwiek do samooskarżenia i dostarczania przeciw sobie dowodu (łac. nemo tenetur se ipsum accusare).

Obecne zasady odpowiedzialności 

Gdy fotoradar zarejestruje przekroczenie prędkości na drodze, wykonuje zdjęcie. Widoczny jest na nim numer rejestracyjny pojazdu, ale twarz kierowcy może już być niewyraźna. W takiej sytuacji Inspekcja Transportu Drogowego wzywa właściciela auta do wskazania, kto je wówczas prowadził.

Niewskazanie kierowcy przez właściciela jest wykroczeniem. Zgodnie z art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń karze grzywny podlega ten, "kto wbrew obowiązkowi nie wskaże na żądanie uprawnionego organu, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie”. Na podstawie zaś art. 78 ust. 4 Prawa o ruchu drogowym "właściciel lub posiadacz pojazdu jest obowiązany wskazać na żądanie uprawnionego organu, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, chyba że pojazd został użyty wbrew jego woli i wiedzy przez nieznaną osobę, czemu nie mógł zapobiec”.

Kierowcy podkreślali, że oznacza to ustawowy nakaz albo obciążania samego siebie, albo też donoszenia na najbliższych. Często odmawiali odpowiedzi na takie zapytania.

W 2019 r. do Biura RPO wpłynął wniosek o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego ws. konstytucyjności art. 96 § 3 K.w. w zakresie, w jakim penalizuje odmowę samodenuncjacji.

Sprawę tę TK rozstrzygnął w wyroku z 12 marca 2014 r (sygn. akt P 27/132). Uznał, że art. 96 § 3 K.w. jest zgodny z art. 2 Konstytucji oraz nie jest niezgodny z jej art. 42 ust. 1 (odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia). Z wyroku wynika, że przedmiotem rozstrzygnięcia TK formalnie nie było prawo do obrony w rozumieniu art. 42 ust. 2  Konstytucji, w tym leżące u jego podstaw prawo do milczenia.

Standardy prawne

Art. 14 ust. 3 lit. g Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich  i Politycznych przyznaje prawo do efektywnego nieprzyznawania się do winy. Niezgodny z tym standardem jest art. 78 ust. 4 p.r.d. w związku z art. 96 § 3 K.w. - w zakresie, w jakim penalizuje nieprzyznanie się do winy.

Standard wynikający z prawa do obrony jest również przedmiotem wielu rozstrzygnięć sądów.

W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazuje się, że - mimo, iż art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności bezpośrednio o tym nie wspomina - prawo do zachowania milczenia i  nieobciążania się są powszechnie uznanymi standardami międzynarodowymi.

ETPC wskazuje, że prawo do nieobciążania się jest przede wszystkim związane z poszanowaniem woli osoby oskarżonej do zachowania milczenia.. Jeśli zatem sprawcą wykroczenia jest osoba najbliższa dla właściciela pojazdu, to brak jest podstaw stwierdzenia niezgodności art. 78 ust. 4 p.r.d. w związku z art. 96 § 3 K.w. z art. 6 ust. 1 EKPC. Oznacza to zarazem, że te przepisy - w zakresie penalizującym brak przyznania się do winy samego właściciela pojazdu – są niezgodne z art. 6 ust. 1 EKPC.

Ocena i postulat RPO

Zasada nemo tenetur se ipsum accusare uważana jest powszechnie za naczelną zasadę procesu karnego w demokratycznym państwie prawa. A prawo do obrony w postępowaniu karnym należy rozumieć szeroko. Art. 42 Konstytucji mówi bowiem o odpowiedzialności karnej, której towarzyszy prawo do obrony "we wszystkich stadiach postępowania” – czyli także w sprawach o wykroczenia.

W ocenie RPO w obecnym stanie prawnym sprawca wykroczenia nie ma możliwości skorzystania z prawa do milczenia. Gwarancje wynikające z prawa do milczenia oraz z prawa do obrony w tym zakresie, mimo że formalnie obowiązują, faktycznie nie są realizowane. Konieczne jest zatem ich wzmocnienie tak, aby prawo do niedostarczania dowodów przeciw sobie mogło być przez obwinionego skutecznie realizowane.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do przewodniczącego senackiej Komisji Ustawodawczej Krzysztofa Kwiatkowskiego o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w celu wzmocnienia gwarancji procesowych obwinionego w sprawach z art. 96 § 3 K.w.

Chodziłoby o dodanie do art. 96 K.w. nowego § 4, w którym wskazano by, że "nie podlega karze z § 3 ten, kto nie wskaże na żądanie uprawnionego organu, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, gdy udzielona w ten sposób informacja, mogłaby stanowić dowód w postępowaniu w sprawie o wykroczenie przeciwko niemu samemu”.

II.510.1241.2019

RPO interweniuje ws. kierowcy zatrzymanego w związku z podejrzeniem, że przystąpił do pracy pod wpływem narkotyków

Data: 2020-07-10
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się sprawą zatrzymania kierowcy Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie, w  związku z podejrzeniem, że przystąpił do pracy będąc pod wpływem narkotyków
  • Zwrócił się do Komendanta Stołecznego Policji o wyjaśnienie okoliczności zatrzymania

Jak wynika z informacji w mediach, bezpośrednią przyczyną zatrzymania był pozytywny wynik pierwszego testu na obecność narkotyków pomimo, że następne dwa testy wykonane przez policjantów nie wykazały obecności substancji odurzających w  organizmie kierowcy. Wobec zatrzymanego użyte miały zostać środki przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek, przeszukano także jego mieszkanie. Po tym jak badania krwi i moczu wykazały brak u narkotyków, został on zwolniony bez stawiania zarzutów - po spędzeniu nocy w Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Komendanta Stołecznego Policji o wyjaśnienie okoliczności zatrzymania w  tym w szczególności: ile testów wykonali zatrzymanemu policjanci i jakie były ich wyniki; jak była podstawa faktyczna i prawna zatrzymania, a następnie przeszukania; jaka była podstawa faktyczna i prawna zastosowania środków przymusu bezpośredniego w  postaci kajdanek.

II.519.947.2020

Po błędzie sądu nietrzeźwy kierowca ukarany zbyt surowo. SN uwzględnił kasację Rzecznika

Data: 2020-07-08
  • Sąd bezpodstawnie zaostrzył odpowiedzialność kierowcy winnego prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości
  • Uznał bowiem, że skoro kilka lat wcześniej skazano go za takie samo przestępstwo na grzywnę, to teraz musi ponieść surowszą karę  
  • Pominął jednak znajdujące się w aktach sprawy informacje o tym, że poprzednie skazanie uległo już zatarciu
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO na korzyść skazanego. Uchylając wyrok, zwrócił jego sprawę sądowi I instancji

W 2017 r. mężczyzna prowadził samochód w stanie nietrzeźwości (1,79 promille alkoholu we krwi). Został oskarżony przez prokuraturę o przestępstwo z art. 178a § 1 Kodeksu karnego. Przewiduje on karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości.

Sąd Rejonowy w W. zaostrzył jednak kwalifikację prawną czynu i skazał oskarżonego z art. 178a § 4 Kk. Zgodnie z nim, jeśli sprawca był wcześniej prawomocnie skazany za takie przestępstwo albo dopuścił się tego samego czynu w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów, to podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Sąd uzasadnił, że mężczyzna był w 2009 r. skazany za czyn z art. 178a § 1 Kk przez Sąd Rejonowy  w T. na tysiąc zł grzywny; dostał też wtedy dwuletni zakazu prowadzenia pojazdów.

Dlatego sąd wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności. Ponadto orzekł dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz zasądził od niego 10 tys. zł  świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wyrok uprawomocnił się.

Kasacja RPO

W kasacji od tego wyroku Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że wraz z aktem oskarżenia prokurator przesłał sądowi odpis wyroku Sądu Rejonowego w T. z 2009 r., o skazaniu za przestępstwo  art. 178a § 1 Kk na karę grzywny. A z informacji z Krajowego Rejestru Karnego wynika, że karę grzywny wykonano w styczniu 2011 r. Oba te dokumenty zostały ujawnione bez odczytywania na rozprawie w Sądzie Rejonowym w W.  

Sąd nie wyjaśnił zatem przed wyrokowaniem, czy poprzednie skazanie nie uległo zatarciu i czy faktycznie są podstawy do przypisania mu "recydywy".

A wyjaśnienie tych kwestii nie nastręczało zbytnich trudności, skoro już we wskazanej informacji z KRK znajdował się zapis o dacie wykonania kary grzywny. Z zawiadomienia o wykonaniu środka karnego wynikało zaś, że koniec dwuletniego zakazu prowadzenia pojazdów minął w 2012 r.

- Jednakże akta tej sprawy nie zostały wprowadzone do materiału dowodowego, a okoliczności, które ewentualnie z nich wynikają, a mogłyby wymagać weryfikacji, zweryfikowane nie zostały – napisał RPO w kasacji.

Dlatego przypisanie skazanemu czynu z art. 178a par. 2 Kk było rażącym uchybieniem przepisów. Doprowadziło do całkowicie dowolnego ustalenia, że winien on jest czynu skutkującego zaostrzoną odpowiedzialnością karną.

RPO wniósł o zwrot sprawy Sądowi Rejowemu do ponownego rozpoznania, bowiem w tej sytuacji zajdzie potrzeba ponownego, już prawidłowego orzekania.

Wyrok SN

- Kasacja RPO jest zasadna w sposób oczywisty - uznała Izba Karna Sądu Najwyższego (sygn. akt V KK 431/19). Na posiedzeniu 25 czerwca 2020 r. uchyliła zaskarżony wyrok i zwróciła sprawę Sądowi Rejonowemu.  

W uzasadnieniu wyroku SN podkreślił, że Rzecznik ma rację, argumentując, że Sąd Rejonowy, dokonując zmiany kwalifikacji prawnej z art. 178 § 1 Kk na art. 178a § 4 Kk - co skutkowało zaostrzoną odpowiedzialnością karną - dopuścił się rażącej i mającej wpływ na treść orzeczenia obrazy prawa karnego procesowego w postaci art. 366 § 1 i art. 7 Kpk.

Zaskarżony wyrok został wydany bowiem bez stosownej analizy całokształtu materiału dowodowego, którym zresztą sąd dysponował.  Akta Sądu Rejonowego w T. nie zostały jednakże ujawnione w toku rozprawy i pozostały poza materiałem dowodowym .

Sąd nie wyjaśnił zatem przed wyrokowaniem, czy wprowadzone do opisu czynu skazanie wyrokiem Sądu Rejonowego w T. nie uległo zatarciu i czy faktycznie są podstawy do przypisania mu odpowiedzialności karnej z art. 178a § 4 Kk.

Rozpoznając ponownie sprawę, Sąd Rejonowy uwzględni całokształt materiału dowodowego, dokonując jego gruntownej analizy pod kątem ewentualnego zatarcia skazania objętego wyrokiem Sądu Rejonowego w T. z 4 grudnia 2009 r. – wskazał SN. Zalecenia te są dla Sądu Rejonowego wiążące.

II.510.848.2019

Pan Jan ukarany za nie swoje wykroczenia drogowe w Holandii. Kasacja RPO

Data: 2020-06-04
  • Pan Jan został ukarany mandatem za wykroczenia drogowe w Holandii choć kilka miesięcy wcześniej sprzedał swój samochód innej osobie, co zgłosił w swoim Urzędzie Miasta
  • Argumentował, że nie może ponosić konsekwencji niedbałości urzędników, którzy przekazali wadliwą informację o właścicielu auta
  • Polski sąd przejął jednak do wykonania orzeczenie z Holandii i nakazał  panu Janowi zapłacić 1100 zł
  • Sąd nie przeprowadził jednak postępowania wyjaśniającego - mimo dowodów, że właścicielem pojazdu była inna osoba, a administracja przekazała do Holandii błędne informacje

Rzecznik Praw Obywatelskich w kasacji do Sądu Najwyższego argumentuje, że sąd państwa UE może odmówić wykonania orzeczenia z innego państwa UE o karze pieniężnej - zarówno na podstawie polskiego prawa, jak i Decyzji Ramowej Rady 2005/214/WSiSW z 24 lutego 2005 r. w sprawie wzajemnego stosowania zasady wzajemnego uznawania do kar o charakterze pieniężnym.

Jest to możliwe, gdy dane orzeczenie wydano jedynie na podstawie informacji uzyskanej w ramach transgranicznej wymiany danych rejestracyjnych pojazdów, a sąd krajowy ma informacje pozwalające na ustalenie, że ukarany nie jest właścicielem auta i nie dopuścił się zarzucanych mu wykroczeń.

Dlatego RPO wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy pana Jana Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania.

Historia sprawy

Do Sądu Rejonowego wpłynął wniosek holenderskiego Centraal Justitieel Incassobureau (Centralnego Urzędu Sądowego ds. Windykacji, zajmującego się m.in. windykacją mandatów za wykroczenia drogowe). Chodziło o przejęcie do wykonania przez Polskę - na podstawie Decyzji Ramowej - orzeczenia z 29 stycznia 2018 o mandacie drogowym z Holandii wobec pana Jana.

On sam oświadczył, że nie jest już właścicielem samochodu o podanym przez stronę holenderską numerze rejestracyjnym, bo sprzedał go kilka miesięcy wcześniej.

Sąd przejął do wykonania orzeczenie z Holandii, a wysokość kary pieniężnej ustalił w sumie na 1093,57 zł. Sąd stwierdził, że nie prowadzi postępowania dowodowego i nie może wypowiadać się co do winy lub niewinności pana Jana. Wskazał, że w przypadku wykroczenia drogowego popełnionego przez pojazd o podanych numerach rejestracyjnych - gdy nie można ustalić, kto nim kierował - karę nakłada się na właściciela tablicy rejestracyjnej.

W odwołaniu do Sądu Okręgowego obywatel podniósł, że samochód sprzedał określonej osobie, co zgłosił w Urzędzie Miasta. Wskazał, że nabywca auta dokonał licznych wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary, a on  informował stronę holenderską, że nie jest właścicielem auta. Podkreślał, że nie może ponosić negatywnych konsekwencji niedbałości urzędników, którzy przekazali wadliwą informację o właścicielu pojazdu. Pan Jan chciał, aby sąd przesłuchał nowego właściciela pojazdu.

Sąd Okręgowy utrzymał zaskarżone orzeczenie, nie dopatrując się w holenderskim wniosku dyskwalifikujących go braków. Podkreślił, że sąd przejmujący do wykonania takie orzeczenie nie ma żadnego tytułu do badania merytorycznej poprawności wniosku, w tym słuchania świadków. Ma zaś obowiązek dostosowania orzeczenia organu państwa UE do prawa polskiego – tak by mogło być wykonane w Polsce.

Argumentacja RPO

Prawomocne orzeczenie Sądu Okręgowego nie może się ostać wobec bezpodstawnego uznania, że nie istnieją przeszkody uniemożliwiające wykonanie orzeczenia z Holandii. Sąd wydał bowiem tę decyzję z rażącym naruszeniem prawa karnego procesowego: art. 611fg pkt 2 Kodeksu postępowania karnego oraz prawa unijnego: art. 20 ust. 3 oraz art. 3 Decyzji Ramowej Rady 2005/214/WSiSW w związku z art. 6 Traktatu o Unii Europejskie/.

Pan Jan przedstawił zarówno organowi holenderskiemu, jak i sądowi polskiemu zaświadczenie Urzędu Miasta potwierdzające zbycia pojazdu innej osobie (a fakt ten odnotowano w ewidencji pojazdów). Organ holenderski sam zaś wskazywał, że istnieje możliwość anulowania kary, gdy ukarany  potwierdzi, że nie był już właścicielem lub użytkownikiem pojazdu.

Sąd Rejonowy pisał do organu holenderskiego, że z dokumentów wynika, że pan Jan powoływał się na fakt, że w chwili ujawnienia wykroczeń drogowych nie był właścicielem ani użytkownikiem tego pojazdu. Sąd podał też dane rzeczywistego właściciela.

W odpowiedzi organ holenderski podtrzymał wnioski o ukaranie pana Jana, twierdząc, że nie skorzystał on z prawa do odwołania w Holandii, wobec czego decyzja stała się nieodwołalna. Ponadto organ holenderski podniósł, że to polskie władze podały informacje o właścicielu tablicy rejestracyjnej pojazdu.

Jak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny zgłoszenie sprzedaży auta nie stanowi podstawy do wyrejestrowania go przez starostę. Jest jednak obowiązek wprowadzenia zmian w ewidencji  pojazdów co do własności pojazdu.

Tymczasem sąd nie przeprowadził żadnego postępowania wyjaśniającego w tej sprawie - mimo dowodów wskazujących, że faktycznym właścicielem pojazdu była inna osoba niż ukarany, a organy administracji publicznej przekazały stronie holenderskiej błędne informacje.

A obywatelowi nie należy zarzucać, że pozbawił się prawa do obrony, nie zaskarżając w Holandii niekorzystnych orzeczeń - skoro miał uprawnione przekonanie, że nie dotyczą one jego. Wysłał zaś do holenderskiego organu zaświadczenie o zbyciu pojazdu.

Sąd ma rację, że wykonanie wydanego w innym państwie członkowskim UE orzeczenia o charakterze pieniężnym opiera się na zasadzie wzajemnego uznawania. Znajduje to potwierdzenie w art. 6 Decyzji Ramowej o karach pieniężnych, w myśl którego właściwe organy w państwie wykonującym uznają przekazane orzeczenie, z pominięciem dalszych formalności.

W ocenie Rzecznika nie sposób jednak uznać, że wykonaniu podlega orzeczenie organu pozasądowego, obarczające odpowiedzialnością za naruszenie przepisów ruchu drogowego osobę, na którą zarejestrowany jest pojazd - w oparciu o informacje uzyskane w ramach transgranicznej wymiany danych rejestracyjnych pojazdów - z pominięciem jednoznacznych dowodów wskazujących na błędne ustalenia faktyczne sprawcy.

Kiedy można odmówić przejęcia kary do wykonania

Prawdą jest, że instrumenty określone w Decyzji Ramowej opierają się na zasadzie wzajemnego uznawania, stanowiącego podstawę współpracy sądowej w UE. Zasada ta opiera się na wzajemnym zaufaniu do systemów prawnych państw członkowskich, w tym na uznaniu, że państwa respektują prawa podstawowe i przestrzegają zasad uznanych w art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej, określonych w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności sporządzonej w Rzymie 4 listopada 1950 r.

Zgodnie jednak z orzecznictwem TSUE, w wyjątkowych okolicznościach mogą być wprowadzane ograniczenia dotyczące zasad wzajemnego uznawania i wzajemnego zaufania między państwami członkowskimi (orzeczenie Altun -C-359/16). W szczególności dotyczy to sytuacji, gdy organ państwa wykonującego – sąd, ma wątpliwości co do prawdziwości dokumentów poświadczających lub okoliczności faktycznych, na których podstawie wydano zaświadczenie.

Racjonalne wydaje się zatem stanowisko, że wtedy należy przyznać sądowi możliwość uznania zaświadczenia za niekompletne i dokonania oceny okoliczności faktycznych. Sąd powinien był powziąć wątpliwości, czy zachodzą przesłanki do uznania orzeczenia holenderskiego, w szczególności poczynić ustalenia, dotyczące ewentualnego naruszenia gwarancji wynikających z praw podstawowych.

Przepis art. 611fg k.p.k. określający fakultatywne podstawy odmowy wykonania orzeczenia o karach o charakterze pieniężnym, stanowi implementację przepisów art. 5 i 7 Decyzji Ramowej o karach pieniężnych. Nie ma racji sąd, że żadna z wymienionych w tym przepisie przeszkód nie wystąpiła, bowiem do przedmiotowego orzeczenia dołączono zaświadczenie, o którym mowa w art. 611ff § 2 k.p.k. - co najmniej niekompletne. Zaświadczenie to nie zawiera informacji umożliwiających uznanie kary w odniesieniu do konkretnego uczestnika postępowania, a sąd polski powinien przeprowadzić w tym zakresie ograniczone postępowanie dowodowe.

W przypadku ustalenia, że faktycznie osoba wskazana w zaświadczeniu nie mogła popełnić wykroczenia, odmowa przejęcia i wykonania kary stanowić będzie najpełniejszą realizację przepisów decyzji ramowej, która zarówno w art. 3, jak i w art. 20 ust. 3 podkreśla konieczność poszanowania praw podstawowych, a zatem także prawa do sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy (art. 47 KPP UE).

Sąd pominął zaś, że państwo członkowskie może stosować własne przepisy konstytucyjne, dotyczące m.in. sprawiedliwego procesu sądowego. Art. 20 ust. 3 Decyzji Ramowej przewiduje bowiem odrębną podstawę odmowy wykonania orzeczenia, mającą charakter klauzuli generalnej. Zgodnie z tym przepisem państwo może odmówić uznania i wykonania orzeczenia, jeżeli na podstawie zaświadczenia może przypuszczać, że naruszone zostały prawa podstawowe lub podstawowe zasady prawne zawarte w art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej. Chodzi tu o takie zasady, jak: wolność, demokracja, poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności oraz praworządność.

Choć polski ustawodawca nie zdecydował się na wdrożenie podstawy odmowy o charakterze klauzuli generalnej, przewidzianej w art. 20 ust. 3 Decyzji Ramowej, to jednak w decyzjach ramowych z zakresu współpracy sądowej w sprawach karnych zwykle pojawia się klauzula stwierdzająca, że decyzja ramowa nie narusza obowiązku poszanowania praw podstawowych i podstawowych zasad prawnych zawartych w art. 6 TUE.

A wykonanie orzeczenia nie może prowadzić do nieuzasadnionego naruszenia praw i wolności jednostki zagwarantowanych w Konstytucji RP i aktach prawa międzynarodowego.

Podstawowa zasada prawa unijnego - zasada pierwszeństwa gwarantuje nadrzędność prawa wspólnotowego nad krajowym. Choć zasada ta nie jest zapisana w traktatach, została zatwierdzona przez TS UE. Zgodnie z jego  orzecznictwem wykładnia prounijna to interpretowanie przepisów prawa krajowego w taki sposób by maksymalnie, jak to możliwe, dały się one pogodzić z prawem UE.

Przeprowadzenie wykładni prounijnej przez organy krajowe - z wyjątkiem, gdy jej przedmiotem miałyby być akty prawne o mocy prawnie niewiążącej - jest ich obowiązkiem, a nie uprawnieniem. Niezastosowanie się do tego wymogu równa się naruszeniu prawa Unii Europejskiej i może rodzić po stronie państw członkowskich obowiązek pokrycia szkód, jakie poniosły jednostki.

W ocenie RPO nic nie stało na przeszkodzie, aby sąd przeprowadził pełne badanie okoliczności faktycznych wskazanych przez pana Jana - gdy z przedłożonych przez niego dokumentów wynika, że organy polskie, które przekazały dane o właścicielu pojazdu organom holenderskim, działały nierzetelnie.

Reasumując, sąd państwa wykonującego może odmówić uznania i wykonania orzeczenia nakładającego karę pieniężną zarówno w oparciu o podstawy wymienione w art. 611 fg pkt 2 k.p.k. oraz art. 7 ust. 1 i 2 Decyzji Ramowej, jak i na podstawie art. 20 ust. 3. oraz art. 3 Decyzji Ramowej. Jest to możliwe, jeżeli orzeczenie wydano jedynie w oparciu o informacje uzyskane w ramach transgranicznej wymiany danych rejestracyjnych pojazdów, a sąd dysponuje danymi pozwalającymi na ustalenie, że ukarany nie jest właścicielem auta i nie dopuścił się zarzucanych mu wykroczeń drogowych.

II.511.519.2019

Starosta odbiera prawo jazdy kierowcom przekraczającym prędkość bez wyjaśniania sprawy. RPO prosi Senat o nowelizację tego przepisu

Data: 2020-05-08
  • Starosta odbiera kierowcy na trzy miesiące prawo jazdy za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h - na podstawie samej tylko informacji policji
  • RPO kwestionuje, by było to możliwe bez wyjaśniania przez starostę, czy w ogóle doszło do wykroczenia i kto był jego sprawcą
  • Wskazania radarów mogą być bowiem mylne. Obywatele kwestionują też, aby to oni kierowali pojazdem w chwili zrobienia zdjęcia fotoradarem

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Senatu o nowelizację art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami. Proponuje, aby zapisać, że organ administracji ma prowadzić postępowanie dowodowe przed wydaniem decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy.

Uczyni to ten przepis zgodny ze standardami konstytucyjnymi – zwłaszcza z prawem do sądu (art. 45 Konstytucji). A jego elementem jest prawo do sprawiedliwej procedury zgodnie z  zasadą demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji), w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji (dopuszczalność  ograniczenia korzystania z konstytucyjnych wolności i praw).

RPO podkreśla, że zapewnienie bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest pożądane i powszechnie akceptowane. Osiągnięcie takiego celu musi jednak zgodne z prawem konstytucyjnym, z poszanowaniem praw i wolności obywatelskich.

Dziś starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy po wpłynięciu informacji od policji o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości. Decyzję wydaje na trzy miesiące, z nadaniem jej rygoru natychmiastowej wykonalności.

Rozpatrując skargi obywateli w takich sprawach, sądy administracyjne prezentowały rozbieżne stanowiska.

Według jednego starosta opiera decyzję wyłącznie na  informacji od policji, która ma charakter dokumentu urzędowego. Według tego stanowiska, starosta nie jest uprawniony do weryfikowania przypisanego kierowcy wykroczenia pod względem merytorycznym. Nie może np. powoływać ani z urzędu, ani na wniosek, dowodów weryfikujących informacje policji. Do odebrania prawa jazdy nie jest zaś konieczne prawomocne skazanie sprawcy -  wystarczy ujawnienie wykroczenia, bowiem jest to środek administracyjny, a nie karny. 

Inne stanowisko głosiło, że gdy kierowca zaprzecza przekroczeniu prędkości i odmawia przyjęcia mandatu, decyzja starosty nie może opierać się wyłącznie na notatce policji. A jeśli kierowca uprawdopodobni wątpliwości wobec poprawności pomiaru - wskazując np. na wadliwość legalizacji urządzenia pomiarowego - to musi być możliwość weryfikacji informacji policji. A starosta powinien zawiesić swe postępowanie co do zatrzymania prawa jazdy do rozstrzygnięcia sprawy przez o sąd w sprawie wykroczeniowej.

Wobec rozbieżności sądów administracyjnych, RPO wystąpił z pytaniem prawnym do NSA. RPO pytał, czy podstawą decyzji starosty może być wyłącznie informacja policji. Drugim zagadnieniem było, czy prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie odpowiedzialności wykroczeniowej za takie przekroczenie prędkości stanowi tzw. zagadnienie wstępne (wtedy byłby wymóg zawieszenia postępowania co do zatrzymania prawa jazdy przez starostę do prawomocnego wyroku sądu).

Rzecznik podkreślał, że kierujący pojazdem może kwestionować nie tylko fakt prawidłowości pomiaru prędkości, ale także swoje sprawstwo. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których ujawnienie przekroczenia prędkości dokonano za pomocą fotoradaru.

- Wszystkie wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte w każdej konkretnej sprawie przez posiadający stosowne doświadczenie i właściwe instrumentarium proceduralne sąd karny - argumentował Rzecznik. A zawieszanie postępowań przed starostą ze względu na toczące się postepowanie wykroczeniowe jest najkorzystniejsze z punktu widzenia interesu obywatela.

Automatyczne nadanie decyzji starosty rygoru natychmiastowej wykonalności  - prowadzi zaś do sytuacji, w której rozpoznanie odwołania w wielu wypadkach będzie  następować po upływie trzymiesięcznego okresu, na jaki zatrzymano prawo jazdy.

Budzi to obawę RPO, że ewentualne wydanie wyroku uniewinniającego w postępowaniu karnym i wznowienie postępowania w sprawie zatrzymania prawa jazdy będzie jedynie iluzorycznym instrumentem naprawczym dla obywatela, który poniósł szkodę z powodu niemożności kierowania pojazdem w okresie zatrzymania prawa jazdy. Oznaczałoby to uruchomienie postępowań odszkodowawczych od Skarbu Państwa.

Opowiadając na pytanie prawne Rzecznika, NSA w uchwale z 1 lipca 2019 r. (sygn. I OPS 3/18) uznał, że podstawą decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy może być wyłącznie informacja o ujawnieniu na kierowaniu pojazdem z prędkością przekraczającą dopuszczalną,. A prawomocne rozstrzygnięcie w przedmiocie odpowiedzialności wykroczeniowej nie stanowi „zagadnienia wstępnego”.

W ocenie RPO prowadzi to do niezgodności ocenianych przepisów z art. 2 Konstytucji w związku z art. 45 ust. 1 Konstytucji i w związku z jej art. 31 ust. 3.

Dlatego Adam Bodnar wystąpił do przewodniczącego senackiej Komisji Ustawodawczej Krzysztofa Kwiatkowskiego o zainicjowanie odpowiednich zmian legislacyjnych.

II.510.858.2019

Odc. 25 - Pytania przed majówką, o kwarantannę dla kierowców, mandaty za brak maseczki, płatności bezgotówkowe… odpowiedzi na pytania zgłaszane na Infolinię RPO

Data: 2020-04-29

Eksperci BRPO odpowiadają na pytania pod bezpłatnym telefonem 800 676 676. Podejmują też interwencje i wyjaśniają sytuacje sporne i wątpliwe. O tym można przeczytać tu: INTERWENCJE RPO W SPRAWIE KORONAWIRUSA

Pani jest właścicielką domku letniskowego. Ma zawartą umowę na cały rok z najemcami. Przyjeżdżają w określonych dniach, nie przebywają tam stale. Akurat teraz chcieliby spędzić tam weekend majowy. Pani pyta czy może im ten domek udostępnić, czy też obowiązuje ją ogólny zakaz usług hotelarskich. Co z faktem, że umowa zawarta została dużo wcześniej, przed 31.03.2020 r.?

Najemcy mogą korzystać z domku, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa wymaganych w czasie epidemii. Wynajęcie domku letniskowego na okres roku nie mieści się w granicach definicji usługi hotelarskiej.

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U.2020.697) w § 8 ust.1 pkt 1 ppkt k wprowadza ograniczenie działalności związanej z prowadzeniem usług hotelarskich. Przy czym termin „usługi hotelarskie” przyjęty w rozporządzeniu określony został w art.3 ust.1 pkt 8 ustawy z dnia 29.VIII.1997r. o usługach hotelarskich ( t.j. Dz.U.2019.238 z późń. zm.) jako krótkotrwałe, ogólnie dostępne wynajmowanie domów, mieszkań, pokoi, miejsc noclegowych, a także miejsc na ustawienie namiotów lub przyczep samochodowych oraz świadczenie, w obrębie obiektu, usług z tym związanych.

Czy w świetle aktualnie obowiązujących przepisów mogą się odbywać spotkania rodzinne?

Tak, nie ma takiej przeszkody.

Zgodnie § 14 ust 1 pkt 2 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia, spotkania danej osoby z jej osobami najbliższymi w rozumieniu art. 115 k.k. lub z osobami najbliższymi, z którymi pozostaje we wspólnym pożyciu, są dozwolone. Nie mniej jednak, należy pamiętać, że nadal mamy problem z rozprzestrzenieniem się koronowirusa. Pamiętajmy też o seniorach, którzy są w grupie wysokiego ryzyka, a kontakt z nimi może zwiększyć prawdopodobieństwo zarażenia ich, a powikłania spowodowane koronowiusem mogą przecież prowadzić do śmierci bliskiej nam osoby. Zachowujmy podstawowe zasady bezpieczeństwa w kontakcie z najbliższymi jak również zasady higieny, częste mycie rąk i stosowanie środków wirusobójczych. Rozważmy także konieczność takiej wizyty, ich częstotliwość oraz ilość osób uczestniczących w takim spotkaniu.

Pan dostał mandat za brak maseczki w miejscu publicznym, czyli za wykroczenie z art. 54 Kodeksu Wykroczeń. Zastanawia się, że skutecznie będzie odwoływanie się przed sądem w oparciu o zarzuty wobec legalności rozporządzenia Rady Ministrów.

Obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscach ogólnodostępnych został wprowadzony na podstawie §18 Rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. (Dz. U. poz. 697) Rozporządzenie to zostało wydane na podstawie ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2019 r. poz. 1239 i 1495 oraz z 2020 r. poz. 284, 322, 374 i 567). Z tym, że artykuły, dające to prawo Radzie Ministrów - art. 46a i art. 46b pkt 1–6 i 8–12 - zostały dodane specustawą koronawirusową z 2 marca (w art. 25 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19….,Dz. U. poz. 374). Karą za nieprzestrzeganie obowiązku zakrywania ust i nosa jest grzywna do 500 zł  lub kara nagany, mówi o tym art. 54 kodeksu wykroczeń.

Wątpliwości Rzecznika budzi sposób wprowadzania różnego rodzaju nakazów i ograniczeń. Mimo zaistnienia przesłanek określonych w art 232 Konstytucji RP. nie zdecydowano się na wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Szczegółowo o tych wątpliwościach RPO informował 3 kwietnia w piśmie do premiera. Rozumiejąc potrzebę wprowadzania różnego rodzaju ograniczeń i nakazów w związku z epidemią, należy pamiętać, aby regulacje te były wprowadzane zgodnie z Konstytucją. Z tego punktu widzenia wątpliwości może budzi to, że upoważnienie ustawowe uprawniało Radę Ministrów do wydania przepisów nakładających obowiązek stosowania środków profilaktycznych (a do takich zaliczają się maseczki) tylko przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie, zaś w rozporządzeniu wprowadzono powszechnych obowiązek używania maseczek, co jest być może uzasadnione, lecz nie znajduje umocowania w ustawie.

Starszy pan skarżył się, że zagrożono mu w sklepie, że następnym razem, jak zapłaci gotówką, a nie kartą, to go nie obsłużą.

Nie ma przepisów, które zobowiązywałyby prowadzącego działalność handlową do przyjmowania płatności w formie gotówki, czy też w formie bezgotówkowej. Działa tu zasada swobody zawierania umów. Sprzedający jednakże powinien wywiesić informację o akceptowanych przez siebie sposobach płatności w widocznym miejscu, tak aby potencjalny klient mógł się z nią zapoznać przed rozpoczęciem zakupów.

Wtedy taka oferta handlowa kierowana jest do tej grupy klientów, która zaakceptuje określone przez przedsiębiorcę warunki zapłaty.

Takie stanowisko potwierdza Państwowa Inspekcja Handlowa jak również Ministerstwo Finansów. W okresie epidemii, z uwagi na zasady higieny, preferowany jest obrót bezgotówkowy, jednakże żaden przepis wydawany w celu zapobiegania, przeciwdziałania i zwalczania COVID-19 nie zakazał obrotu gotówkowego, w stosunku do powszechnie zawieranych codziennych umów w bieżących w sprawach życia codziennego.

Zgodnie z art. 31 ustawy o Narodowym Banku Polskim znakami pieniężnymi Rzeczypospolitej Polskiej są banknoty i monety. Natomiast według art. 32 znaki pieniężna emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze RP. Przepisy wydawane w okresie ogłoszonej epidemii w celu zapobiegania przeciwdziałania i zwalczania COVID-19 nie zakazały obrotu gotówkowego, w stosunku do powszechnie zawieranych codziennych umów w bieżących w sprawach życia codziennego.

Pracodawca chce poddać wszystkich pracowników testom na COVID-19. Pracownik, pyta, czy może na to nie wyrazić zgody ?

Jeśli pracodawca ma podejrzenie o możliwości wystąpienia choroby zakaźnej lub przeniesienia jej na inne osoby podczas wykonywania pracy, ma prawo na podstawie ww. ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, wysłać pracownika na badania sanitarno-epidemiologiczne.

Kodeks pracy, a więc podstawowy akt prawny regulujący prawa i obowiązki pracownika, nie reguluje tej kwestii, jednakże szczególnym aktem prawnym regulującym tą kwestie jest ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Zgodnie z art. 6. 1. Obowiązkowym badaniom sanitarno-epidemiologicznym, określonym na podstawie art. 10 ust. 2 pkt 2, podlegają:

  1. podejrzani o zakażenie lub chorobę zakaźną;
  2. noworodki, niemowlęta i kobiety w ciąży, podejrzane o zakażenie lub chorobę zakaźną mogącą się szerzyć z matki na płód lub dziecko;
  3. nosiciele, ozdrowieńcy oraz osoby, które były narażone na zakażenie przez styczność z osobami zakażonymi, chorymi lub materiałem zakaźnym;
  4. uczniowie, studenci i doktoranci kształcący się do wykonywania prac, przy wykonywaniu których istnieje możliwość przeniesienia zakażenia lub choroby zakaźnej na inne osoby;
  5. osoby podejmujące lub wykonujące prace, przy wykonywaniu których istnieje możliwość przeniesienia zakażenia lub choroby zakaźnej na inne osoby, nieposiadające aktualnego orzeczenia lekarskiego o zdolności do wykonywania prac, przy wykonywaniu których istnieje możliwość przeniesienia zakażenia lub choroby zakaźnej na innej osoby

2. Na obowiązkowe badania sanitarno-epidemiologiczne, określone na podstawie art. 10 ust. 2 pkt 2, kieruje:

  1. osoby, o których mowa w ust. 1 pkt 1–3 – właściwy dla ich miejsca pobytu państwowy powiatowy inspektor sanitarny;
  2. osoby, o których mowa w ust. 1 pkt 4 – kierujący szkołą albo rektor uczelni lub osoba przez nich upoważniona;
  3. osoby, o których mowa w ust. 1 pkt 5 – pracodawca albo zlecający wykonanie prac.

Skarga na to, że nie można przebywać wraz z dzieckiem na oddziale intensywnej terapii.

RPO dostaje dużo takich skarg, nie tylko w sprawie oddziałów intensywnej terapii, ale w ogóle w sprawie dzieci w szpitalach.

Zagadnienia, przedstawione Rzecznikowi w tym zakresie dotyczyły między innymi następujących kwestii:

  • konieczności znalezienia adekwatnych rozwiązań prawnych, uwzględniających zarówno stan zagrożenia epidemicznego, jak i umożliwiających zapewnienie dzieciom realizacji prawa do kontaktu i obecności osoby bliskiej podczas udzielania świadczeń zdrowotnych (prawa pacjenta),
  • ujednolicenia praktyki stosowanej przez szpitale (obecnie praktyka stosowana przez placówki medyczne jest różna, jedne z nich całkowicie zakazują obecności rodziców, inne dopuszczają taką możliwość).

Rzecznik interweniował już 25 marca u Ministra Zdrowia. Postulował wprowadzenie jednolitych wytycznych, na poziomie krajowym, w celu ujednolicenia praktyki stosowanej przez placówki medyczne. Zwracał uwagę na to, jak ważny jest dla chorego dziecka kontakt z rodzicem.

Minister jednak odpowiedział, że walka z koronawirusem jest teraz ważniejsza, nie będą wydawane jednolite wytyczne – decydować musi za każdym razem dyrektor szpitala po analizie sytuacji konkretnej placówki. Minister dodał, że NFZ opracował 10 kwietnia procedury postępowania z dziećmi z podejrzeniem lub zakażonych wirusem SARS-CoV-2

Pan skarży się na działanie samorządowego kolegium odwoławczego, które z powodu epidemii zwleka z wydaniem decyzji w sprawie świadczenia pielęgnacyjnego. Pyta, kiedy może spodziewać się stanowiska.

Samorządowe kolegia odwoławcze (SKO) pracują, jednak podobnie jak pozostałe instytucje publiczne ograniczyły przyjęcia stron i w większym stopniu załatwiają sprawy zdalnie. Orzeczenia wydawane przez SKO przed 31 marca 2020 r. podlegały w zakresie terminów reżimowi Kodeksu Postępowania Administracyjnego. Zatem do tamtego dnia sprawy powinny były być załatwiane niezwłocznie, ale nie później niż w ciągu miesiąca, zgodnie z art. 35 KPA.

Specustawa z 2 marca 2020 r. (o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19) wstrzymała jednak bieg terminów w postępowaniach administracyjnych. Nowe terminy nie rozpoczynają biegu (art. 15zzr i art. 15zzs.). Regulacje te praktycznie zdejmują z organów obowiązek wydania decyzji, czy postanowienia w zwyczajnym, ustawowym terminie.

Nie da się więc w takiej sytuacji wnieść ponaglenia z uwagi na bezczynność zgodnie z art. 37 §1 pkt 1 KPA.

Odrębną kwestią pozostaje, czy ogólna dyrektywa załatwiania sprawy niezwłocznie wynikająca z zasad ogólnych KPA i art. 35 KPA również została zawieszona. Specustawa z 2 marca 2020 r. nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że organ nie ma obecnie obowiązku działać niezwłocznie. W związku z tym być może strona niezadowolona z czasu rozpatrywania jej sprawy jest w stanie złożyć skutecznie ponaglenie z uwagi na nieuzasadnioną przewlekłość postępowania zgodnie z art. 37 § 1 pkt 2 KPA.

Należy też mieć na uwadze, że niektóre organy, w ramach nieoficjalnych, wewnętrznych ustaleń dobrowolnie postanowiły o rozpatrywanie spraw w oparciu o zwyczajne terminy. Są to jednak ustalenia niezależne od woli i interesów stron.

Kierowcy busów (do 9 osób) na trasach międzynarodowych są poddawani kwarantannie, co uniemożliwia im pracę. Przedstawiciel firmy transportowej uważa, że przedsiębiorstwa specjalizujące się w przewozie osób, powinny być wyłączone z konieczności odbycia kwarantanny, tak jak duże firmy tej branży.

Niestety, najwyraźniej Główny Inspektorat Transportu Drogowego źle zrozumiał rozporządzenie rządu dotyczące kwarantanny.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U.2020.697), obowiązku kwarantanny nie stosuje się między innymi wobec przekraczających granice kierowców zawodowych (§2 ust.11 pkt 2 rozporządzenia).

Zgodnie z ustawą z 6 września 2001 r. o transporcie drogowym (Dz.U.2019.2140 t.j.), do której odnosi się rozporządzenie, międzynarodowy transport drogowy to podejmowanie i wykonywanie działalności gospodarczej w zakresie przewozu osób lub rzeczy pojazdami samochodowymi, za które uważa się również zespoły pojazdów składające się z pojazdu samochodowego i przyczepy lub naczepy, przy czym jazda pojazdu między miejscem początkowym i docelowym odbywa się z przekroczeniem granicy Rzeczypospolitej Polskiej (art. 4 pkt 2 ustawy o transporcie drogowym).

Z komunikatu umieszczonego na stronie internetowej Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego można wnioskować, że z obowiązku odbycia kwarantanny nie są zwolnieni kierowcy wykonujący międzynarodowy transport drogowy pojazdami przeznaczonymi konstrukcyjnie do przewozu nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą.

Stanowisko to wydaje się błędne i można jedynie wnioskować, że wynika ono ze zbyt pobieżnej analizy przepisów.

Należy zauważyć, że faktycznie przepisów ustawy o transporcie drogowym nie stosuje się do przewozu drogowego wykonywanego pojazdami samochodowymi lub zespołami pojazdów przeznaczonymi konstrukcyjnie do przewozu nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą, ale tylko wtedy gdy mamy do czynienia z niezarobkowym przewozem drogowym osób (art.3 ust.1 pkt 1 ustawy o transporcie drogowym).

W swym komunikacie GITD zdaje się zupełnie pomijać, ten element, że aby przepisy ustawy nie były stosowane, przewóz drogowy osób musi mieć charakter niezarobkowy.

By mieć jasność w tej kwestii, warto odnotować co ustawodawca uważa za niezarobkowy przewóz drogowy. I tak, zgodnie z ustawową definicją (art. 4 pkt 4 ustawy o transporcie drogowym), niezarobkowy przewóz drogowy to przewóz na potrzeby własne - każdy przejazd pojazdu po drogach publicznych z pasażerami lub bez, załadowanego lub bez ładunku, przeznaczonego do nieodpłatnego krajowego i międzynarodowego przewozu drogowego osób lub rzeczy, wykonywany przez przedsiębiorcę pomocniczo w stosunku do jego podstawowej działalności gospodarczej, spełniający łącznie następujące warunki:

  • pojazdy samochodowe używane do przewozu są prowadzone przez przedsiębiorcę lub jego pracowników,
  • przedsiębiorca legitymuje się tytułem prawnym do dysponowania pojazdami samochodowymi,
  • w przypadku przejazdu pojazdu załadowanego - rzeczy przewożone są własnością przedsiębiorcy lub zostały przez niego sprzedane, kupione, wynajęte, wydzierżawione, wyprodukowane, wydobyte, przetworzone lub naprawione albo celem przejazdu jest przewóz osób lub rzeczy z przedsiębiorstwa lub do przedsiębiorstwa na jego własne potrzeby, a także przewóz pracowników i ich rodzin,
  • nie jest przewozem w ramach prowadzonej działalności gospodarczej w zakresie usług turystycznych.

Z tego wynika, że jeżeli przewóz drogowy wykonywany pojazdami samochodowymi lub zespołami pojazdów przeznaczonymi konstrukcyjnie do przewozu nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą, nie ma charakteru niezarobkowego przewozu drogowego osób, to stosuje się do niego przepisy ustawy o transporcie drogowym.

A jeżeli przewóz taki mieści się w ramach wykonywania czynności zawodowych przez kierowców wykonujących przewóz drogowy w ramach międzynarodowego transportu drogowego, stosowane powinny być również przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, zwalniające z obowiązku odbycia kwarantanny (§2 ust. 11 pkt 2 rozporządzenia).

Koronawirus. KGP: to kierowcy autobusów odpowiadają za przekroczenie limitu pasażerów

Data: 2020-04-15
  • To kierujący pojazdem są zobligowani do wyegzekwowania od pasażerów określonego zachowania, a w przypadku odmowy - do wezwania policji
  • Oni w pierwszej kolejności odpowiadają bowiem za sposób przewożenia pasażerów
  • Tak Komenda Główna Policji odpowiedziała na obawy kierowców i motorniczych, że będą karani za przekroczenie limitu osób w autobusie czy tramwaju

Epidemia COVID-19 wymusiła wprowadzenie ograniczeń także w komunikacji publicznej. W komunikacji miejskiej przewożonych może być jednocześnie nie więcej osób niż wynosi połowa miejsc siedzących. Przepisy nie wskazują jednak, kto decyduje o tym, kto wsiada a kto nie oraz czyja to odpowiedzialność. Za naruszenie tych przepisów grozi grzywna do 500 zł albo kara nagany.

Kierowcy boją się, że odpowiedzialnością za naruszanie nowych przepisów zostaną obciążeni właśnie oni - kierowca lub motorniczy pojazdu.

Tymczasem prowadzący pojazd nie ma skutecznych środków, by wyegzekwować przestrzeganie ograniczeń przez pasażerów. Poza tym zadaniem kierujących jest przede wszystkim bezpieczne i punktualne realizowanie kursów, a nie liczenie, pilnowanie i egzekwowanie dopuszczalnej liczby pasażerów w pojeździe.

RPO zwrócił się o stanowisko do Komendy Głównej Policji.

Odpowiedź KGP

Istotną rolę w realizacji nakazanego sposobu przewożenia pasażerów mają do spełnienia organizatorzy i operatorzy publicznego transportu zbiorowego oraz inni przewoźnicy drogowi i podmioty wykonujące drogowy przewóz osób autobusami. Jednym z rozwiązań może być wypracowanie i zorganizowanie własnego sposobu wspomagania kierowców w czuwaniu nad liczbą pasażerów, z uwzględnieniem specyfiki przewozu. Zgodnie z art. 14 ust. 1 ustawy z dnia 15 listopada 1984 r. - Prawo przewozowe obowiązkiem przewoźnika jest zapewnienie podróżnemu m.in. odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny.

Policja dostrzega wagę i szanuje odpowiedzialną pracę kierowców i motorniczych, zarówno na co dzień, jak i w tym szczególnym okresie. Ale to oni w pierwszej kolejności odpowiadają za sposób przewożenia pasażerów i muszą mieć świadomość konieczności konsekwentnego przestrzegania wprowadzonych nowych zasad, a co za tym idzie - ponoszą również odpowiedzialność karną związaną z naruszeniem przepisów prawa.

A odpowiedzialność kierującego pojazdem w zakresie przewożenia pasażerów nie wynika wyłącznie z obecnego stanu epidemii, lecz obowiązuje od wielu lat w oparciu o przepisy ustawy z 20 czerwca 1997 r. - Prawo o ruchu drogowym. Przykładowo można tu przywołać wyrażony w art. 45 ust. 2 pkt 3 zakaz przewożenia pasażera niezgodnie z określonymi przepisami.

Tym samym w praktyce to kierujący pojazdem jest zobligowany do wyegzekwowania od pasażerów określonego zachowania, a w przypadku odmowy - do wezwania na miejsce policji, celem przywrócenia porządku. Wypada przy tym zauważyć, że z praktycznego punktu widzenia wprowadzone ograniczenia ułatwiają kierowcy czy motorniczemu kontrolę liczby przewożonych pasażerów.

Policja jest zobligowana do podejmowania działań w przypadku niezapewnienia przestrzegania wspomnianych ograniczeń przez osoby realizujące szeroko rozumiane czynności w zakresie przewozu osób środkami publicznego transportu drogowego oraz innego przewozu osób, lecz także wobec pasażerów, którzy niestosując się do poleceń prowadzących środki transportu uniemożliwiają de facto kontynuację przewozu zgodnie z przepisami. W przypadku zgłoszenia takich sytuacji policjanci każdorazowo podejmują interwencję.

Konsekwencja przestrzegania wprowadzonych ograniczeń - zarówno ze strony organów kontrolnych, jak również podmiotów i osób odpowiedzialnych za zapewnienie odpowiednich warunków sanitarnych - stwarza szansę na zwolnienie tempa rozprzestrzeniania się wirusa, a tym samym zmniejszenie, i tak nieuniknionych, negatywnych społecznych i gospodarczych skutków epidemii – głosi odpowiedź KGP.

V.7018.199.2020

Koronawirus. Kierowcy autobusów karani za przekroczenie limitu pasażerów? Interwencja Rzecznika.

Data: 2020-04-02
  • Kierowcy i motorniczowie obawIają się, że będą karani za przekroczenie limitu osób w autobusie czy tramwaju
  • Epidemia COVID-19 wymusiła wprowadzenie ograniczeń także w komunikacji publicznej
  • RPO interweniuje w Komendzie Głównej Policji

Obecnie w komunikacji miejskiej przewożonych moze być jednocześnie nie więcej osób niż wynosi połowa miejsc siedzących. Przepisy nie wskazują jednak, kto decyduje o tym, kto wsiada a kto nie oraz czyja to odpowiedzialność. Według kodeksu wykroczeń za naruszenie tych przepisów grozi grzywna do 500 zł albo kara nagany.

Kierowcy boją się, że odpowiedzialnością za naruszanie nowych przepisów zostaną obciążeni właśnie oni - kierowca lub motorniczy pojazdu. Tymczasem prowadzący pojazd nie ma skutecznych środków, by wyegzekwować przestrzeganie ograniczeń przez pasażerów. Poza tym zadaniem kierujących jest przede wszystkim bezpieczne i punktualne realizowanie kursów, a nie liczenie, pilnowanie i egzekwowanie dopuszczalnej liczby pasażerów w pojeździe.

RPO zwrócił się o stanowisko do Komendy Głównej Policji.

V.7018.199.2020

Koronawirus. Straż Graniczna odpowiada Rzecznikowi: sytuacja na granicach - ustabilizowana

Data: 2020-03-25
  • Zdecydowane działania spowodowały ustabilizowanie się sytuacji na granicy. Ruch na granicy wewnętrznej UE odbywa się na bieżąco
  • Tak Straż Graniczna odpowiedziała na pytania RPO w tej sprawie 
  • Podróżni bardzo często wyrażają poparcie i zrozumienie dla podejmowanych działań – informuje komendant główny SG gen. Tomasz Praga

Tydzień temu  sytuacja na przywróconych granicach z Czechami, Słowacją, Niemcami i Litwą stała się dramatyczna. 18 marca 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Straży Granicznej (oraz wojewodów województw graniczących z krajami UE), by zwrócili uwagę na to, co dzieje się na przejściach – choć kolejki stoją po zagranicznej ich stronie.

Jak odpisał 25 marca komendant główny SG gen. Tomasz Praga,  Straż Graniczna podejmując działania związane z tymczasowym przywróceniem kontroli granicznej na granicach wewnętrznych ukierunkowała je przede wszystkim na przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się koronawirusa COVID-19. Dokładała przy tym wszelkich starań, aby były one jak najmniej uciążliwe dla podróżnych.

Pragnę zwrócić uwagę Pana Rzecznika na skalę postawionego przed naszą formacją zadania, zwłaszcza w kontekście natężonego ruchu, jaki odbywa się na autostradach i drogach łączących nasz kraj z państwami sąsiednimi oraz braku infrastruktury granicznej w miejscach byłych przejść granicznych.

Zapewniam, że Straż Graniczna, korzystając z doświadczeń z poprzednich lat z zakresu przywrócenia tymczasowo kontroli granicznej osób przekraczających granicę państwową stanowiącą granicę wewnętrzną, wykorzystuje wszelkie siły i środki w celu utrzymania płynności odpraw.

Wszelkie sytuacje wydłużające czas oczekiwania na odprawę graniczną są analizowane i podejmowane są odpowiednie działania naprawcze. Zapewniana jest adekwatna obsada kontrolerska, a do pomocy funkcjonariuszom Straży Granicznej kierowani są przedstawiciele innych służb oraz żołnierze Sił Zbrojnych RP.

Od 17 marca uruchomione zostały kolejne przejścia graniczne, a w już funkcjonujących rozszerzony został zakres dopuszczonego w nich ruchu granicznego.

Dodatkowo, po konsultacji z Głównym Inspektoratem Sanitarnym, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Kamiński polecił odstąpić od czynności kontrolnych na granicach wewnętrznych wobec pojazdów samochodowych realizujących międzynarodowy transport drogowy towarów (także związanych z pomiarem temperatury).

Podjęte zdecydowane działania spowodowały ustabilizowanie się sytuacji na granicy państwowej, a ruch graniczny na granicy wewnętrznej odbywa się na bieżąco. Należy przy tym podkreślić, iż podróżni bardzo często wyrażają poparcie i zrozumienie dla podejmowanych działań.

Działania Straży Granicznej spotkały się ze wsparciem właściwych miejscowo wojewodów, samorządów, a także firm i osób fizycznych. W krytycznym momencie, w miejscach tworzących się kolejek ustawiane były przenośne toalety, a osobom w nich oczekującym rozdawano wodę i żywność.

Straż Graniczna pozostaje otwarta na wszelką współpracę w zakresie poszukiwania i implementowania najlepszych rozwiązań usprawniających proces kontroli ruchu granicznego. Jednocześnie dokłada wszelkich starań, aby poprzez profesjonalne i życzliwe dla podróżnych działania funkcjonariuszy SG zapewnić jak najwyższe standardy przekraczania granicy oraz maksymalnie skrócić czas oczekiwania na odprawę graniczną.

Reasumując, chciałbym zwrócić uwagę Pana Rzecznika na postawę zaangażowanych w walkę z epidemią koronawirusa funkcjonariuszy i żołnierzy. Kierując się troską o wspólne dobro, jakim jest bezpieczeństwo, zdrowie i życie obywateli naszego państwa, z całkowitym oddaniem pełnią wielogodzinne służby, często w bardzo trudnych warunkach, mimo realnego zagrożenia dla swojego zdrowia, a nawet życia

XI.530.1.2020

Koronawirus. RPO apeluje do wojewodów o pomoc stojącym w kolejkach na granicach

Data: 2020-03-18
  • Sytuacja na przywróconych granicach z Czechami, Słowacją, Niemcami i Litwą stała się dramatyczna
  • RPO zwraca się do Straży Granicznej i wojewodów województw graniczących z krajami Unii Europejskiej, by zwrócili uwagę na to, co dzieje się na przejściach – choć kolejki stoją po zagranicznej ich stronie

Stoję na przejściu z Niemiec do Polski od wczoraj od godziny 16. Do granicy mam jeszcze 4 km. Jako kierowca ciężarówki mam się gdzie przespać, ale formalnie czas pracy dawno przekroczyłem. Obok w samochodach osobowych czekają rodziny z dziećmi. Nie mają jedzenia ani picia. Tu nie ma toalet ani sklepów, bo przejście dawno było zlikwidowane. Myślę, że pomogłaby reorganizacja ruchu, bo inne procedury dotyczą ruchu osobowego, a inne – ciężarowego. My, kierowcy zawodowi, moglibyśmy pomóc”.

To przykład zgłoszenia do Biura RPO.

Przywrócenie granic wobec zagrożenia epidemicznego jest zrozumiałe - stwierdza RPO. - Jednak na przywróconych przejściach nie ma już infrastruktury pozwalającej na kontrolowanie przejeżdżających. Od czasu wejścia Polski do strefy Schengen granice wewnętrzne Unii po prostu się przejeżdżało – czasem tylko zwalniając (np. do 120 km/h, takie ograniczenia były na przejściach drogowych z Niemcami). Stąd gigantyczne kolejki. Na niektórych przejściach szacunkowy czas oczekiwania na wjazd do Polski przekracza nawet 20 godzin. Dotyczy to w szczególności przejść obsługujących ruch osobowy i towarowy (w Jędrzychowicach na granicy z Niemcami, czy w Cieszynie na granicy polsko-czeskiej). W wielu innych miejscach czas oczekiwania waha się między 5 a 10 godzinami.

Jednocześnie, jak wynika z docierających do Biura RPO sygnałów, warunki oczekiwania na przekroczenie granicy pogarszają się z godziny na godzinę. Podróżni, wśród których są rodziny z dziećmi, pozbawieni są dostępu do podstawowych sanitariatów, często nie mają wody i żywności. W dużych skupiskach, jakimi stają się kolejki oczekujących, niewątpliwie wzrasta też ryzyko zarażenia koronawirusem.

Choć kolejki czekających na wjazd do Polski tworzą się po czeskiej, słowackiej, niemieckiej czy litewskiej stronie przejść granicznych, polskie władze nie mogą pozostac na ten problem obojętne.

Działania zmierzające do poprawy warunków, w jakich podróżni czekają na wjazd do Polski, muszą być prowadzone we współpracy z odpowiednimi służbami państw sąsiednich i władzami regionów przygranicznych.

  • W pierwszej kolejności za absolutnie niezbędne Rzecznik Praw Obywatelskich uważa zapewnienie oczekującym dostępu do wody, podstawowych środków żywności i higieny osobistej.
  • Równocześnie należy też zmniejszać natężenie ruchu granicznego na przejściach, do czego przyczynić się może otwieranie nowych przejść na przywróconych granicach i rozdzielanie ruchu towarowego od osobowego.

Ostatnie komunikaty pojawiające się na stronie Straży Granicznej wskazują, że działania w tym kierunku podejmowane są na bieżąco. 

Artykuł 17 ust. 1 ustawy z dnia 12 października 1990 r. o ochronie granicy państwowej czyni wojewodów odpowiedzialnymi za utrzymanie infrastruktury przejść granicznych oraz planowanie i realizację inwestycji mających na celu jej rozwój. W obecnej sytuacji zadanie to ma szczególne znaczenie. Podejmowane przez wojewodów działania, we współpracy ze Strażą Graniczną i władzami lokalnym sąsiadujących z Polską regionów, mogą bowiem przyczynić się do zwiększenia komfortu i bezpieczeństwa podróżnych oczekujących na przekroczenie granicy i wjeżdżających na terytorium Polski.

XI.530.1.2020

Oświadczenie Rzecznika Praw Obywatelskich z okazji Światowego Dnia Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych

Data: 2019-11-17

17 listopada, jak w każdą trzecią niedzielę listopada, obchodzić będziemy Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych. To szczególny dzień dla naszego kraju, który przoduje w europejskich, niechlubnych statystykach śmiertelności na drogach. Musimy pamiętać o wszystkich tych, którzy ucierpieli w wypadkach drogowych, o bólu rodzin i przyjaciół tych, którzy na drogach zginęli.

Wspomnienie ofiar wypadków drogowych uczyńmy jednak także okazją do zastanowienia się nad rozwiązaniami istniejącego problemu. Coraz nowocześniejsze drogi, po których się poruszamy, choć zwiększają bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego, nie są rozwiązaniem wystarczającym.

Rzecznik Praw Obywatelskich przypomina, że nadal oczekuje na realizację postulatów, z którymi zwrócił się do Ministra Infrastruktury w tym roku. Pierwszy z nich, to zmiana zasad pierwszeństwa na i w sąsiedztwie przejść dla pieszych. Drugi – uregulowanie zasad ruchu elektrycznych urządzeń transportu osobistego. To niezwykle ważne kwestie, które mogą wpłynąć na ograniczenie liczby wypadków, w tym wypadków śmiertelnych na polskich drogach.

Mając w pamięci ofiary wypadków drogowych, Rzecznik zapewnia, że nadal będzie podejmował aktywne działania na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa na drogach.

Po wypadku na ul. Sokratesa RPO pyta ZDM, jakie działania podjął

Data: 2019-11-06
  • Miasto źle dba o bezpieczeństwo pieszych – pisze RPO do dyrektora Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie
  • To reakcja na niedawny tragiczny wypadek na przejściu dla pieszych na ul. Sokratesa 

Kontrola działań organów władzy publicznej odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu drogowego, w tym zwłaszcza pieszych, jest jednym priorytetowych zadań obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich.

RPO wie, że po sygnałach od mieszkańców z 2014 r. ZDM sprawdzał, czy w miejscu niedawnego tragicznego wypadku (kierowca zabił na pasach mężczyznę) nie zamontować tam świateł. Uznał jednak, że nie jest to konieczne, a na inne propozycje spowolnienia ruchu odpowiedział, że sprawę trzeba dogłębnie zbadać (badanie wykazały, że w istocie jest problem, ale rekomendacji nie zdołano już wdrożyć).

To pokazuje jednak, że działania trzeba podjąć natychmiast i zmienić organizację ruchu w tym miejscu. Dlatego zastępca RPO dr Maciej Taborowski wystąpił do dyrektora ZDM Łukasza Puchalskiego o informacje, co zrobił i co zamierza zrobić w tej sprawie.

V.565.122.2019

SN: sąd nie może odebrać samochodu nietrzeźwemu kierowcy

Data: 2019-10-18
  • Nie można orzec przepadku na rzecz państwa samochodu, którym kierował nietrzeźwy kierowca - orzekł Sąd Najwyższy
  • Uwzględnił on kasację RPO w sprawie obywatela, skazanego za jazdę po pijanemu, który - jako wcześniej skazany za takie przestępstwo - miał też zakaz prowadzenia pojazdów
  • Rzecznik zaskarżył tylko tę część wyroku, którego mocą sąd rejonowy odebrał samochód 

Samochód jest tylko przedmiotem "czynności wykonawczej" przestępstwa kierowania w stanie nietrzeźwości. Nie należy zaś do oddzielnej kategorii przedmiotów, które - jak stanowi Kodeks karny – „służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa” (co pozwala na ich przepadek). Taka jest istota wyroku Sądu Najwyższego, który 3 października 2019 r. uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie.

Sytuacją, w której samochód „służył lub był przeznaczony do przestępstwa”, jest np. przemyt w nim narkotyków, zwłaszcza jeśli znajdowały się one w zamontowanych na stałe skrytkach. Wtedy przepadek jest zasadny.

Sąd orzeka przepadek auta

W 2007 r. obywatel został przyłapany na prowadzeniu swego samochodu w stanie nietrzeźwości (0,92 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu). Okazało się, że miał wcześniej orzeczony sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Kilka lat wcześniej był on bowiem skazany na pół roku więzienia za takie samo przestępstwo.

Za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości art. 178a Kodeksu karnego przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo do 2 lat pozbawienia wolności. Za  niestosowanie się zaś do sądowego zakazu prowadzenia pojazdów art. 244 Kk przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Sąd rejonowy uznał obywatela za winnego obu tych przestępstw i skazał go na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Zakazał mu też na 10 lat prowadzenia wszelkich pojazdów.

Ponadto sąd orzekł przepadek na rzecz Skarbu Państwa jego samochodu. Za podstawę tego punktu wyroku sąd przyjął art. 44 § 2 Kk. Stanowi on, że sąd może orzec, a w przypadkach wskazanych w ustawie orzeka, przepadek przedmiotów, „które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa”.

Wyrok uprawomocnił się, bo nikt nie złożył apelacji.

Kasacja RPO

Kasację na korzyść skazanego wniósł (na jego wniosek) Rzecznik Praw Obywatelskich.

Zaskarżył część wyroku dotyczącą przepadku samochodu. Uznał to za rażące naruszenie przepisu prawa karnego materialnego, tj. art. 44 § 2 Kk. ("rażące naruszenie" stosowania prawa jest przesłanką wniesienia kasacji, bez tego wniosku o kasację nie ma).  Samochód jest bowiem tylko przedmiotem czynności wykonawczej przestępstwa prowadzenia w stanie nietrzeźwości. Nie należy zatem do kategorii  przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa.

Powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, RPO wniósł o uchylenie rozstrzygnięcia o przepadku samochodu jako bezzasadnego (w takiej sytuacji, gdyby auto już zostało np. zlicytowane, jego właściciel mógłby pozwać państwo o odszkodowanie).  

SN: nie można było orzec przepadku samochodu

Na posiedzeniu 3 października 2019 r. troje sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego uznało kasację (sygn. akt II KK 91/19) za „oczywiście zasadną”. Uchylono część wyroku dotyczącą przepadku pojazdu.

SN stwierdził naruszenie przez sąd prawa materialnego, polegające na orzeczeniu przepadku samochodu nienależącego do kategorii przedmiotów, które służą lub są przeznaczone do przestępstwa z art. 178a § 1 Kk. W związku z tym sąd rejonowy nie mógł orzec przepadku auta.

Według SN w chwili wyroku sądu z 2007 r. można było jeszcze mówić o rozbieżnościach w orzecznictwie sądów co do interpretacji art. 44 § 2 Kk w kontekście prowadzenia aut w stanie nietrzeźwości.

W latach 2006-2008 prokuratorzy ponad 1,5 tys. razy wnieśli bowiem do sądów o  przepadek pojazdów, którymi poruszali się nietrzeźwi kierowcy. Decyzje sądów były rożne. Ok. 500 wniosków sądy uwzględniły, choć czasami zasądzały tylko nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, uznając że orzeczenie przepadku byłoby środkiem zbyt surowym.

Nie uwzględniając tych wniosków, sądy uznawały zaś, że przepadek może dotyczyć tylko tych przedmiotów, które w ścisłym znaczeniu służyły lub były przeznaczone do przestępstw - czyli wytworzonych, przetworzonych, bądź przystosowanych właśnie w celu ich popełnienia. Sądy przyjmowały też, że samochód w ogóle nie może być przedmiotem służącym do przestępstwa prowadzenia go po pijanemu, bo jest koniecznym warunkiem jego popełnienia.

W związku z rozbieżnościami sądów Prokurator Generalny wystąpił w 2008 r. o rozstrzygnięcie tej kwestii w drodze uchwały 7 sędziów SN.

30 października 2008 r. SN wskazał w takiej uchwale (sygn. akt I KZP 20/08), że pojazd mechaniczny jest jedynie przedmiotem czynności wykonawczej przestępstwa prowadzenia go w stanie nietrzeźwości. Nie należy tym samym do kategorii przedmiotów, które „służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa”. Od października 2008 r. nie ma już zatem wątpliwości w tej sprawie. Pogląd ten utrwalił się w orzecznictwie SN.

Z orzeczenia SN wynika, że przepadku samochodu nie można orzec także w przypadku popełnienia przestępstwa niestosowania się do sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

II.510.2331.2014

Nie mógł zaskarżyć wyroku, bo wyliczając termin, sąd pominął Boże Ciało. SN uznał kasację RPO

Data: 2019-10-02
  • Obywatel, który wskutek błędu sądu nie mógł odwołać się od wyroku, teraz będzie mógł to uczynić
  • To efekt kasacji RPO do Sądu Najwyższego na korzyść pana Wojciecha
  • Wysłał on wprawdzie pocztą zapowiedź odwołania, ale sąd źle policzył termin na jego złożenie. Nie zauważył Bożego Ciała
  • Jeśli koniec siedmiodniowego terminu przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, to czynność tę można wykonać następnego dnia – mówi zaś prawo

Rzecznik Praw Obywatelskich ma prawo składać kasacje w sprawach, które zakończyły się wyrokiem innym niż pozbawienia wolności, w tym o wykroczenia. Sprawy, które kończą się takimi wyrokami, mogą wydawać się błahe (choć nie ludziom, których dotyczą). Pokazują one jednak istotne problemy polskiego wymiaru sprawiedliwości i to, od czego zależy, czy może on działać lepiej.

Historia sprawy

Samochód pana Wojciecha został zaparkowany niezgodnie z przepisami. Pan Wojciech nie chciał on ujawnić, kto go tak zostawił - czyli komu powierzył pojazd - mimo że pytał o to uprawniony organ. Dlatego pan Wojciech został obwiniony o czyn opisany w art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, za co grozi grzywna.

19 maja 2016 r. sąd rejonowy wymierzył mu 300 zł grzywny. 27 maja 2016 r. , dzień po Bożym Ciele, pan Wojciech poszedł na pocztę i nadał wniosek do sądu o sporządzenie uzasadnienia wyroku oraz doręczenie jego odpisu wraz z uzasadnieniem (bez czego nie można się odwołać od wyroku I instancji).

Sędzia sądu rejonowego odmówił jednak przyjęcia tego wniosku. Uznał, że wniesiono go po upływie nieprzekraczalnego, siedmiodniowego terminu wynikającego z art. 422 § 1 Kodeksu postępowania karnego. Zdaniem sądu skoro bieg terminu zaczął się 20 maja, a upłynął 26 maja, to wniosek wysłany 27 maja został złożony po terminie.

Pan Wojciech zaskarżył tę decyzję. Sąd okręgowy także nie zauważył ruchomego święta - Bożego Ciała - i nie uwzględnił zażalenia. Potwierdził, że wniosek „bez wątpienia” złożono po upływie  terminu.

Kasacja RPO

Rzecznik wniósł kasację na korzyść pana Wojciecha, uznając że orzeczenie sądu okręgowego zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Art. 123 § 3 K.p.k. stanowi bowiem, że jeżeli koniec terminu na złożenie wniosku przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, czynność można wykonać następnego dnia. A termin jest zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w placówce pocztowej (art. 124 k.p.k.).

Rażące uchybienie art. 123 § 3 K.p.k. polegało na tym, że sąd II instancji poprzestał na podstawowym obliczeniu terminu, stosując art. 123 § 1 i 2 k.p.k. - w konsekwencji uznał za koniec terminu 26 maja. Sąd nie sprawdził zaś, czy czynność dokonana następnego dnia nie miała umocowania w § 3 art. 123 k.p.k.

Naruszenie tego przepisu jest oczywiste, bowiem 26 maja 2016 r. był dniem ustawowo wolnym od pracy jako Boże Ciało – wskazał RPO. Nadając wniosek w dniu następnym, obwiniony nie uchybił zatem terminowi określonemu z art. 422 § 1 K.p.k., a jego wniosek powinien zostać uwzględniony.

W ocenie Rzecznika sąd okręgowy bezkrytycznie zaakceptował oczywiście niesłuszne stanowisko sądu rejonowego. RPO zaznaczył, że błahość sprawy o wykroczenie nie może uzasadniać łamania podstawowych zasad procedury karnej - tak uznał m.in. Sąd Najwyższy 11 grudnia 1998 r.

Według RPO w tym przypadku naruszono konstytucyjne prawa do obrony oraz do dwuinstancyjności postępowania.

W kasacji wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia i zwrot sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Postanowienie SN

- Wbrew temu, co stwierdzono w zaskarżonym postanowieniu, obwiniony mógł skutecznie dokonać czynności złożenia wniosku o uzasadnienie wyroku 27 maja 2016 r. – orzekł Sąd Najwyższy.

12 września 2019 r. trzyosobowy skład SN, pod przewodnictwem prezesa Izby Karnej SN sędziego Stanisława Zabłockiego, uwzględnił kasację RPO. Uznał, że sąd odwoławczy dopuścił się  rażącej obrazy art. 123 § 3 K.p.k. w związku z art. 38 § 1 k.p.k. Efektem tego było zamkniecie obwinionemu drogi do kontroli instancyjnej wyroku.

SN zwrócił sprawę sądowi II instancji. Jest on związany postanowieniem SN i musi przyjąć apelację pana Wojciecha do rozpoznania (co nie przesądza, jak będzie ona rozstrzygnięta).

II.511.692.2018

Podziemne stanowiska garażowe - z różną skalą podatku. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-07-24
  • Ludzie skarżą się na odmienne stawki podatku od podziemnych stanowisk garażowych w wielorodzinnych budynkach mieszkalnych
  • Podatek zależy od tego, czy jest to odrębna własność, czy tzw. pomieszczenie przynależne do lokalu mieszkalnego
  • Rzecznik pyta szefów dwóch sejmowych komisji, czy podjęto jakieś działania po wniosku obywateli o ujednolicenie stawek podatku

Miejsca postojowe w garażu podziemnym kosztują kilkadziesiąt tysięcy zł i często trzeba je brać „w pakiecie” wraz z mieszkaniem. - Problem pojawia się, gdy przychodzi do płacenia podatku - pisał portal money.pl (https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/podatki-garaz-samorzad,191,0,2404031.html).

Wskazywano, że jeśli miejsce parkingowe jest wpisane do tej samej księgi wieczystej co samo mieszkanie, każdy metr kosztuje 75 gr. W razie założenia odrębnej księgi - co zdarza się, gdy np. kupuje się garaż z rynku wtórnego – za metr płaci się nawet 7,62 zł. 

Według portalu, jeśli budynek powstał na działce z pełnym prawem własności, wysokość podatku nie stanowi wielkiego problemu. Natomiast w przypadku działek z ustanowionym prawem do użytkowania wieczystego kwota rośnie horrendalnie. Garaże przypisane w księdze wieczystej do mieszkania są objęte tą samą jednoprocentową stawką podatkową. W innym przypadku garaż może być obłożony podatkiem w wysokości 3 proc. od wartości gruntu.

Po uchwale siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 27 lutego 2012 r, (sygn. akt II FPS 4/11) taki garaż, który jest przedmiotem odrębnej własności, podlega podatkowi od nieruchomości według stawki przewidzianej dla budynków lub ich pozostałych części. Z kolei garaż, który stanowi tzw. pomieszczenie przynależne do lokalu mieszkalnego, może korzystać z preferencyjnej stawki podatku od nieruchomości, właściwej dla budynków mieszkalnych.

W 2018 r. stowarzyszenie Inicjatywa Mieszkańców Ursynowa wystąpiło do sejmowych komisji Finansów Publicznych oraz  Ustawodawczej o wprowadzenie ustawowej definicji garażu na potrzeby podatku od nieruchomości oraz o ujednolicenie jego stawek. We wniosku stwierdzono, że obecna sytuacja łamie Konstytucję. W obecnej sytuacji spółdzielniom nie opłacać się budować garażów wielostanowiskowych, bo opłaty są wielokrotnie wyższe niż za miejsce „pod chmurką” – podkreślał portal money.pl. 

Adam Bodnar spytał przewodniczących obu komisji - Andrzeja Szlachtę i Marka Asta – jak odpowiedzieli na wniosek Inicjatywy.

V.511.386.2019

Piesi – nowa kość niezgody - Piotr Mierzejewski z BRPO o bezpieczeństwie drogowym w Rzeczpospolitej

Data: 2019-07-09

Na drogach nie chodzi o wygodę kierowców, ale bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu.

Problem pierwszeństwa pieszego na przejściu ponownie stał się przedmiotem debaty publicznej. Nastąpiło to za sprawą działań rzecznika praw obywatelskich, zainspirowanego głosem obywateli i organizacji pozarządowych (Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze oraz Piesza Masa Krytyczna).

Przez zaniedbania państwa psychologowie nie mają prawa wykonywania zawodu. Cierpią wszyscy. RPO pisze do MRPiPS

Data: 2019-07-02
  • Przyjęta 13 lat temu ustawa o zawodzie psychologa nigdy nie zaczęła być stosowana. Nie powołano samorządu zawodowego psychologów, który ma dawać prawo do wykonywania zawodu
  • Sądy powołują więc biegłych psychologów na podstawie niejasnych kryteriów; to samo dotyczy psychologów szkolnych czy tych, którzy oceniają osoby ubiegające się o broń albo odpowiadające za bezpieczeństwo jądrowe
  • Ludziom w kryzysie doradzają psychologowie, którzy formalnie nie mają prawa wykonywania zawodu
  • To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Sytuacja ta, wynikająca z wieloletnich zaniechań kolejnych rządów, stanowi naruszenie praw obywatelskich, w szczególności prawa do bezpieczeństwa (art. 5 Konstytucji) i prawa do ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji).

Problem przez lata uznawany był za mało istotny, choć ma on wpływ na sprawy setek tysięcy jeśli nie milionów obywateli. Dowodem są bezskuteczne interwencje kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich. Adam Bodnar przypomina o tym nowej minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożenie Borys-Szopie.

Jej wszyscy poprzednicy niezmiennie i konsekwentnie stali na stanowisku, że z powodu wad ustawa o zawodzie psychologa jest niewykonalna. Nie powstał jednak żaden inny projekt, więc ustawy nie dało się też uchylić. Nadal obowiązuje, tworząc fikcję prawa, co narusza konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego (pismo RPO z 9 lutego 2012 r, nr RPO-683517).  

Brak przepisów wykonawczych oraz niepowołanie regionalnych izb psychologów formalnie uniemożliwia wykonywanie zawodu psychologa (pismo z 4 sierpnia 2008 r., nr RPO-573306-VI/07). Taki stan rzeczy, nie do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawnym, jest jaskrawym przykładem naruszenia art. 146 ust. 4 pkt 1 Konstytucji, który obliguje Radę Ministrów do zapewnienia wykonania ustaw (tak też w piśmie z 14 lutego 2012 r., nr RPO-683517-V/11).

Tysiące psychologów, setki tysięcy osób, które badają

Niewykonanie ustawy jest w dalszym ciągu przedmiotem skarg do RPO. Brak samorządu zawodowego psychologów, który m.in. powinien stwierdzać prawo wykonywania zawodu, nie powoduje bowiem, że psychologów nie ma. Wykonują oni zadania także w sferze publicznej: w edukacji, lecznictwie, więziennictwie, wymiarze sprawiedliwości, administracji. To co najmniej kilka tysięcy osób, które – przynajmniej formalnie – nie mają prawa wykonywania zawodu.  

Jak powołać biegłego?

To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO. - Wymaga bowiem od różnych organów państwa znalezienia sposobów na radzenie sobie ze skutkami zaniechania wykonania ustawy o zawodzie psychologa. W takiej sytuacji są m.in. marszałkowie województw, wydający zezwolenia na wykonywanie zawodu w ramach indywidualnej praktyki psychologicznej. Choć weryfikacja kompetencji przed wydaniem zezwolenia odbywa się za pomocą wszelkich dostępnych środków, część marszałków napisała do RPO, że nie mają pewności co do kompetencji psychologów, którym wydawane są zezwolenia.

Z problemem borykają się też sądy, które muszą powoływać biegłych z dziedziny psychologii. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie biegłych sądowych z 24 stycznia 2005 r., kandydat na biegłego musi mieć opinię albo zakładu pracy, albo organizacji zawodowej. Psychologowie wykonujący zawód na własny rachunek w sposób oczywisty nie są w stanie tego wymogu spełnić. Sądy radzą sobie z tym w ten sposób, że traktują tych psychologów jako „współpracujących” z jakąś instytucją i jej opinię biorą pod uwagę. Opinia nieistniejącego samorządu zawodowego bywa też zastępowana opinią różnych stowarzyszeń psychologów.

Jest to sytuacja wysoce niepokojąca, jeśli się pamięta, że na psychologach wykonujących swoją pracę w sferze publicznej ciąży ogromna odpowiedzialność.

Zezwolenie na broń? Opinię wyda psycholog z rejestru komendanta policji

Skutki niewykonania ustawy widać także w przepisach resortowych. Np. zatrudnieni w szkołach psycholodzy nie muszą się legitymować prawem wykonywania zawodu, a jedynie odpowiednim wykształceniem.

Najbardziej rozbudowaną „resortową” regulacją dotyczącą zawodu psychologa są przepisy dotyczące psychologów transportu. Tworzą one kategorię „psychologów uprawnionych”, podlegających wpisowi w ewidencji prowadzonej przez marszałka województwa. Prawodawca nie wymaga od nich uzyskania prawa wykonywania zawodu, a jedynie odpowiedniego wykształcenia.

W systemie prawa występuje również kategoria „psychologów upoważnionych”. Odpowiadają oni za badanie psychologiczne osób ubiegających się o pozwolenie na broń. Także oni nie muszą dysponować prawem wykonywania zawodu, a wystarczające jest wykształcenie i – dodatkowo – doświadczenie zawodowe, stanowiące podstawę do wpisu do rejestru komendanta wojewódzkiego policji. „Psycholodzy upoważnieni” są również uprawnieni do badań związanych z wykonywaniem zawodu pracownika ochrony fizycznej, pełnieniem funkcji sędziego, czy też osób wykonujących czynności w zakresie bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej.

Podobnie rzecz się ma z psychologami obecnymi w publicznej służbie zdrowia. Wymogami stawianymi przed nimi jest, co do zasady, wykształcenie.

Choć Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – jak wynika z pisma z 12 czerwca 2019 r. do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów – prowadzi już prace nad nowelizacją przepisów, próżno szukać informacji o tym wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów (nie wspominając o informacjach o konkretnych kierunkach rozwiązań), co sugeruje, że są one na bardzo wczesnym etapie.

Doświadczenie instytucjonalne Rzecznika Praw Obywatelskich każe przypuszczać, że na gotowy projekt ustawy przyjdzie wszystkim jej interesariuszom – zarówno samym psychologom, jak również osobom, którym świadczą oni pomoc – poczekać nawet kilka lat.

Oznacza to, że czynności wpływające na to:

  • kto będzie mógł prowadzić pojazdy,
  • kto zajmie się opieką psychologiczną nad dziećmi w szkołach,
  • kto będzie mógł posługiwać się bronią,
  • kto będzie mógł rozstrzygać sprawy sądowe,
  • jak przebiegnie powrót do zdrowia,

nadal dokonywać będą osoby, które:

  • nie muszą kierować się kodeksem etycznym,
  • nie posiadają ustandaryzowanych metod psychologicznych,
  • nie podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej za ewentualne błędy.

RPO ma nadzieję, że resort pracy podejmie energiczne działania, które zaowocują szybkim sformułowaniem projektu ustawy, rozwiązującym problem ważny dla setek tysięcy (jeśli nie milionów) obywateli naszego państwa.

V.7014.23.2018

NSA: starosta odbiera prawo jazdy kierowcom przekraczającym prędkość bez wyjaśniania sprawy

Data: 2019-07-01
  • Starosta odbiera kierowcy na trzy miesiące prawo jazdy za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h na podstawie samej tylko informacji policji
  • Tak Naczelny Sąd Administracyjny odpowiedział na pytanie prawne Rzecznika Praw Obywatelskich
  • Kwestionował on oparcie decyzji starosty tylko na podstawie informacji policji - bez wyjaśniania, czy doszło do wykroczenia i kto był jego sprawcą
  • Wskazania radarów mogą być bowiem mylne. Obywatele kwestionują też, aby to oni kierowali pojazdem w chwili zrobienia zdjęcia fotoradarem

Wobec rozbieżności sądów administracyjnych, jak stosować przepisy w tej sprawie, Rzecznik wystąpił z pytaniem prawnym do NSA.

RPO pytał, czy podstawą decyzji starosty o zatrzymaniu prawa jazdy może być  wyłącznie informacja policji o ujawnieniu kierowania pojazdem z prędkością w obszarze zabudowanym przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h. Drugim zagadnieniem jest, czy prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie odpowiedzialności wykroczeniowej za takie przekroczenie prędkości stanowi tzw. zagadnienie wstępne (wtedy byłby wymóg zawieszenia postępowania co do zatrzymania prawa jazdy przez starostę do prawomocnego wyroku sądu).

Zgodnie z art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami, starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy po wpłynięciu informacji od policji o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości. Decyzję wydaje na trzy miesiące, z nadaniem jej rygoru natychmiastowej wykonalności.

Rozpatrując skargi obywateli w takich sprawach, sądy administracyjne prezentują rozbieżne stanowiska co do stosowania tych przepisów. Zdaniem Rzecznika wymaga to rozstrzygnięcia przez powiększony skład NSA. RPO podkreślał, że cel, jakim kierował się ustawodawca - zapewnienie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jest pożądany i powszechnie akceptowany. Jego osiągnięcie musi jednakże odbywać się za pomocą środków zgodnych z prawem konstytucyjnym, z poszanowaniem praw i wolności obywatelskich.

Rozbieżności sądów administracyjnych

W orzecznictwie reprezentowany jest pogląd, że starosta opiera decyzję wyłącznie na  informacji od policji, która ma charakter dokumentu urzędowego. Według tego stanowiska, starosta nie jest uprawniony do weryfikowania przypisanego kierowcy wykroczenia pod względem merytorycznym. Nie może np. powoływać ani z urzędu, ani na wniosek, dowodów weryfikujących informacje policji.

Do odebrania prawa jazdy nie jest zaś konieczne prawomocne skazanie sprawcy -  wystarczy ujawnienie wykroczenia, bowiem ustawodawca przewiduje tu środek administracyjny, a nie karny. Takie stanowisko zajął m.in. NSA  w uzasadnieniu wyroku z 4 października 2017 r  i 29 maja 2018 r. 

W sprawach, w których wydano takie poglądy, skarżący kwestionował przekroczenie prędkości, a z faktów przytaczanych przez sądy nie wynikało, że wina skarżącego została stwierdzona mandatem. Co więcej, w sprawie o sygn. akt I OSK 2190/16 NSA wyraził taki pogląd, wiedząc, że sąd ostatecznie ustalił, iż skarżący przekroczył prędkość nie więcej niż o 40 km/h.

W orzecznictwie prezentowane jest również odmienne stanowisko. 24 listopada 2017 r. WSA w Gliwicach (sygn. akt II SA/Gl 806/17) stwierdził, że gdy kierowca  zaprzecza przekroczeniu prędkości i odmawia przyjęcia mandatu, decyzja starosty nie może opierać się wyłącznie na notatce policji. Decydujące ma być wtedy rozstrzygnięcie w sprawie o wykroczenie w związku z odmową przyjęcia mandatu.

Taki pogląd znalazł akceptację NSA. W wyroku z 10 kwietnia 2018 r. (sygn. akt  I OSK 2809/17), wskazał on, że jeśli kierowca uprawdopodobni wątpliwości wobec poprawności pomiaru - wskazując np. na wadliwość legalizacji urządzenia pomiarowego - to musi być możliwość weryfikacji informacji policji. Jeśli zaś kompetentny jest do tego sąd w sprawie wykroczeniowej, to starosta powinien zawiesić swe postępowanie co do zatrzymania prawa jazdy do rozstrzygnięcia sprawy przez ten sąd (tzw. zagadnienie wstępne).

Jednak WSA w Poznaniu i Gliwicach w wyrokach - odpowiednio - z 19 grudnia 2017 r. (sygn. akt II SA/Po 745/17)  i 24 marca 2017 r. (sygn. akt II SA/Gl 1138/16) nie zgodziły się, że w takiej sytuacji starosta powinien zawieszać swe postępowanie. Zdaniem sądów, jeśli potem kierowca byłby uniewinniony od zarzutu, to może wystąpić o wznowienie postępowania administracyjnego; ma też prawo dochodzić odszkodowania. Pogląd o braku przesłanek do zawieszania pojawia się również w linii orzeczniczej wyrażającej stanowisko, że starosta opiera się wyłącznie na informacji policji.

Argumentacja RPO

Rzecznik opowiedział się za odrzuceniem tej linii orzeczniczej, która aprobuje automatyzm i obligatoryjność zatrzymywania prawa jazdy na podstawie  niezweryfikowanych ustaleń policji.

Rzecznik zgadza się z poglądem NSA (I OSK 2809/17), że sytuacja, gdy jedynym dowodem, który stanowi o obowiązku zatrzymania prawa jazdy jest informacja policji, prowadzi do naruszenia konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji), którego elementem jest prawo do sprawiedliwej procedury, a także do naruszenia zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji).

W myśl tej wykładni zatrzymanie prawa jazdy następowałoby bez możliwości weryfikacji zarówno w postępowaniu administracyjnym jak i przed sądem administracyjnym. Kontrola takiej decyzji ograniczona byłaby tylko do tego, czy  informacja policji w rzeczywistości wpłynęła do starosty. Tymczasem skarżący  kwestionowali nie fakt jej wpłynięcia, ale prawidłowość ustaleń policji w niej zawartych. Skuteczna ochrona ich interesu prawnego wymagałaby zatem kontroli dokonywanej właśnie w tym zakresie – podkreśla Adam Bodnar.

Konieczność zapewnienia prawa do sądu osobie ukaranej decyzją starosty nabiera szczególnego znaczenia w kontekście podnoszonych - m.in. w skargach do RPO, ale także w mediach - licznych uchybień i nieprawidłowości, których dopuszczały się osoby obsługujące radary, jak również wad technicznych oraz prawnych tego sprzętu.

Prokurator Generalny w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym (sygn. akt K 24/15) zauważył, że na prawidłowość pomiaru przez urządzenia rejestrujące wpływ ma sposób usytuowania ich przy drodze, profesjonalizm obsługującego i natężenie ruchu.  Często nieprawidłowe pomiary wynikają z tzw. podwójnego odbicia fal od ruchomego obiektu, np. ciężarówki jadącej w przeciwnym kierunku niż pojazd namierzany. Błąd może też powodować pomiar na tle metalowego ogrodzenia. Inna jego przyczyna to dokonywanie czynności nie dość celnie lub selektywnie, w wyniku czego może być rejestrowana prędkość jadącego w bezpośrednim pobliżu pojazdu większego lub poruszającego się z większą prędkością niż pojazd namierzany.

RPO podkreślał, że kierujący pojazdem może kwestionować nie tylko fakt prawidłowości pomiaru prędkości, ale także swoje sprawstwo. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których ujawnienie przekroczenia prędkości dokonano za pomocą fotoradaru.

- Wszystkie wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte w każdej konkretnej sprawie przez posiadający stosowne doświadczenie i właściwe instrumentarium proceduralne sąd karny - argumentował Rzecznik. Przyjęcie poglądu o automatyzmie zatrzymywania prawa jazdy na podstawie informacji policji oznaczałoby natomiast, że wszystkie te wątpliwości nie miałyby w postępowaniu przed starostą żadnego prawnego znaczenia.

Zakres niezbędnych ustaleń, które ma dokonać organ zatrzymujący prawo jazdy, jest również przedmiotem rozbieżnych stanowisk Trybunału Konstytucyjnego (wyroki z 22 września 2009 r., sygn. akt P 46/07 oraz z 11 października 2016 r., sygn. akt K 24/15). Ważne jest jednak to, że w ocenie Trybunału automatyzm i obligatoryjność zatrzymania prawa jazdy jest nie do pogodzenia z aksjologią Konstytucji RP.

W ocenie Rzecznika zawieszanie postępowań przed starostą ze względu na toczące się postepowanie wykroczeniowe jest najkorzystniejsze z punktu widzenia interesu obywatela i spójności systemu wymiaru sprawiedliwości.

Automatyczne nadanie decyzji starosty rygoru natychmiastowej wykonalności  - w połączeniu ze stosunkowo krótkim okresem, na jaki zatrzymuje się prawo jazdy - prowadzi do sytuacji, w której rozpoznanie odwołania w wielu wypadkach będzie  następować po upływie trzymiesięcznego okresu, na jaki zatrzymano prawo jazdy.

Budzi to obawę Rzecznika, że ewentualne wydanie wyroku uniewinniającego w postępowaniu karnym i wznowienie postępowania w sprawie zatrzymania prawa jazdy (lub ewentualne podważenie  przekroczenia prędkości w postępowaniu odwoławczym, czy przed sądem administracyjnym) będzie jedynie iluzorycznym instrumentem naprawczym dla obywatela, który poniósł szkodę z powodu niemożności kierowania pojazdem w okresie zatrzymania prawa jazdy.

- Oznaczałoby to uruchomienie postępowań odszkodowawczych od Skarbu Państwa. Nie można bowiem wykluczyć sytuacji, w których obywatele bezprawnie pozbawieni przez kilka miesięcy prawa jazdy będą występować o odszkodowania, zarówno w zakresie poniesionych szkód, jak i utraconych korzyści - wskazał Adam Bodnar. Odszkodowania te mogą okazać się dotkliwe dla Skarbu Państwa, zwłaszcza w przypadku osób, dla których prawo jazdy jest niezbędne do pracy. Zawieszenie zaś postępowania administracyjnego do czasu wyroku w sprawie o wykroczenie, zapobiegałoby powstaniu szkody.

Orzeczenie NSA

Opowiadając 1 lipca 2019 r. na pytanie prawne NSA w uchwale (sygn. I OPS 3/18) uznał, że podstawę wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy w trybie art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami, w związku z art. 7 ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy z  20 marca 2015 r. o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, może stanowić wyłącznie informacja o ujawnieniu czynu polegającego na kierowaniu pojazdem z prędkością przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym.  NSA stwierdził, że prawomocne rozstrzygnięcie w przedmiocie odpowiedzialności wykroczeniowej kierującego pojazdem za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym, nie stanowi zagadnienia wstępnego w rozumieniu art. 97 ust. 1 pkt 4 ustawy z 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego w postępowaniu w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy w trybie art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy.

Komentarz dr. Grzegorza Heleniaka z Biura RPO:

Formułując  wniosek do NSA o podjęcie uchwały abstrakcyjnej, RPO dążył do zapewnienia obywatelom adekwatnych gwarancji procesowych w toku postępowaniu przed starostą w celu ich ochrony przed arbitralnością organów ścigania. NSA nie uwzględnił jednak stanowiska RPO,  uznając za prawidłową linię orzeczniczą sądów administracyjnych, która zakłada, że jedynym i wyłącznym dowodem, który stanowi o obowiązku wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy, jest informacja policji o ujawnieniu wykroczenia, nawet w sytuacji, w której obywatel nie przyjął mandatu karnego i kwestionuje swoje sprawstwo w toku postępowania przed sądem karnym. Przyjęta przez NSA wykładnia oznacza, że sądowa kontrola rozstrzygnięcia o zatrzymaniu prawa jazdy w trybie art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy o kierujących pojazdami została ograniczona w istocie do tego, czy taka informacja w rzeczywistości wpłynęła do organu. RPO stał na stanowisku, że automatyzm i obligatoryjność zatrzymywania prawa jazdy na podstawie niezweryfikowanego ustalenia organu ścigania, który ujawnił popełnienie wykroczenia, prowadzi do naruszenia konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji), którego elementem jest prawo do sprawiedliwej procedury, oraz do naruszenia zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji).

V.511.358.2018

Resort infrastruktury przeciw pierwszeństwu dla pieszych, którzy wchodzą na pasy

Data: 2019-06-25
  • Kierowcy w państwach Europy są przyzwyczajeni do obowiązującego tam od lat nakazu ustępowania pierwszeństwa pieszym mającym zamiar przejść przez pasy na jezdni
  • Dlatego Ministerstwo Infrastruktury nie uznaje za właściwe,  by  przenieść do polskiego prawa zasady pierwszeństwa pieszego w takich sytuacjach
  • Tak resort odpowiedział RPO, który wystąpił o zmianę przepisów tak, by piesi mieli pierwszeństwo, zanim wejdą na pasy 
  • Rzecznik będzie o to konsekwentnie zabiegał

Kierowcy w Polsce coraz częściej potrącają pieszych na przejściach. Piesi to najsłabiej dziś chroniona grupa uczestników ruchu drogowego. Główną przyczyną takich wypadków jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przez kierowców.

Dlatego 29 stycznia 2019 r.  Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka o rozważenie zainicjowania zmiany Prawa o ruchu drogowym przez przyznanie pierwszeństwa pieszym, którzy oczekują na przejście przez jezdnie lub na nie wkraczają. Wystąpienie było efektem spotkań Adama Bodnara z  przedstawicielami stowarzyszeń „Miasto Jest Nasze” i „Piesza Masa Krytyczna”.

RPO: Poprawić bezpieczeństwo pieszych 

Dziś pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, kiedy wejdzie na przejście. Ale nie wcześniej. Prawo o ruchu drogowym nakazuje zaś kierowcy zachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia. Nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pieszy zamierza wejść na przejście lub właśnie na nie wkracza.

Dlatego podczas spotkania w grudniu 2019 r. z Adamem Bodnarem przedstawiciele organizacji społecznych opowiedzieli  się za wprowadzeniem do Prawa o ruchu drogowym przepisu, który dawałby pieszemu pierwszeństwo już w momencie, gdy ma zamiar wejść na pasy, co sygnalizuje w ten sposób, że staje i czeka na możliwość przejścia. W takiej sytuacji kierowca musiałby ustąpić pierwszeństwa.

Poprawiłoby to bezpieczeństwo pieszych. Wiedząc, że pierwszeństwo przysługuje nie tylko człowiekowi na przejściu, ale także oczekującej na to, kierowca musiałby zachować jeszcze większą ostrożność i w większym stopniu zmniejszyć prędkość.

Rzecznik wskazuje, że w polskim prawie są już przepisy, z których można by wywodzić pierwszeństwo ludzi wchodzących na przejście dla pieszych. Zgodnie z § 47 ust. 4 rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. z 2002 r. Nr 170, poz. 1393), kierujący pojazdem zbliżający się do przejścia oznaczonego znakiem D-6 jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osób znajdujących się na przejściu lub na nie wchodzących. Przepis ten nakazuje kierowcy zmniejszyć prędkość na tyle, aby mógł się zatrzymać przed przejściem - jeżeli pieszy na nim się znajduje lub na nie wchodzi.

Przepis ten pozostaje jednak w sprzeczności z Prawem o ruchu drogowym, w myśl którego pierwszeństwo przed pojazdem ma tylko pieszy na przejściu. Ponadto ustawa nie przekazuje do uregulowania w rozporządzeniu zasad zachowania się uczestników ruchu w miejscach oznaczonych znakami drogowymi.

Dane statystyczne niepokoją

W 2017 r. w Polsce doszło do 32 760 wypadków drogowych (w 25 proc. z udziałem pieszych). Śmierć poniosło 873 pieszych, a rannych zostało 7587. Do śmierci pieszego dochodziło w co piątym potrąceniu wskutek nadmiernej prędkości auta. Główną przyczyną potrąceń było nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu - wynika z danych Komendy Głównej Policji. 

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w sprawozdaniu za 2017 r. zwróciła  uwagę, że liczba ofiar śmiertelnych wśród pieszych nieznacznie wzrosła w porównaniu z rokiem 2016 r. Wskazuje to na konieczność nowych działań zapobiegawczych dla poprawy bezpieczeństwa tej najsłabiej chronionej grupy uczestników ruchu drogowego.

Przepisy w państwach Europy Zachodniej

Zasada, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na przejście, obowiązuje w krajach skandynawskich i w większości państw Europy Zachodniej (we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Austrii, Niemczech).

  • W Norwegii i we Francji kierowca ma obowiązek zatrzymania się przed przejściem nawet wtedy, gdy człowiek stojący w pobliżu nie wykazuje wyraźnego zamiaru przejścia przez jezdnię, a jedynie zbliża się do jezdni.
  • W Szwajcarii kierowca musi się zatrzymać także wtedy, gdy pieszy stoi przed przejściem, ale ma oczywisty zamiar przejścia przez jezdnię. Liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w tych państwach zdecydowanie niższa niż w Polsce

Odpowiedź MI

- Koncepcja zwiększenia bezpieczeństwa pieszych w rejonie przejścia dla pieszych i na samym przejściu wydaje się niewątpliwie słuszna – odpisał RPO Rafał Weber, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Zarazem wskazał, że prowadzone dotychczas prace w tej kwestii (druk sejmowy nr 1859), które ostatecznie nie zostały sfinalizowane, wykazały szereg wątpliwości towarzyszących próbie radykalnego zwiększenia uprzywilejowania niechronionych uczestników ruchu drogowego.

- W wielu państwach europejskich ochrona pieszego mającego zamiar przejścia przez przejście dla pieszych obowiązuje już od lat, w związku z czym kierujący pojazdami na tamtejszych drogach są przyzwyczajeni do obowiązku ustępowania im pierwszeństwa w takich sytuacjach – zaznaczył Rafał Weber. Według niego państwa te nie prowadziły tzw. „badań przed i po” przy zmianie swojego prawodawstwa w tym zakresie, stąd też nie jest możliwa ocena tego, w jakim stopniu postulowane przez Rzecznika zmiany wpłynęłyby na sytuację na polskich drogach.

Ponadto wyniki takiego badania nie mogłyby być rzetelnym argumentem popierającym, czy też negującym zasadność wprowadzenie takiej zmiany w prawie polskim, gdyż każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa.

- Dlatego też, mając na względzie przywołane wyżej uwarunkowania – specyficzne dla danego państwa – nie wydaje się właściwym bezpośrednie przeniesienie do polskiego systemu prawnego rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich - podkreślił Rafał Weber.

W jego ocenie wpływ na bezpieczeństwo pieszych przekraczających jezdnię ma nie tylko sposób uregulowania tej problematyki w przepisach. Znaczącą rolę odgrywają też działania organu zarządzającego ruchem oraz zarządcy drogi.  Chodzi m.in. o lokalizację przejść dla pieszych, ich utrzymanie i zastosowane rozwiązania w celu poprawy bezpieczeństwo pieszych (geometria drogi, urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, oświetlenie przejść, itp.).

Niezbędne jest też skuteczne egzekwowanie przepisów dotyczących przechodzenia przez jezdnię oraz zachowania kierujących pojazdami wobec pieszych przez policję, straże gminne i miejskie.

Ponadto Rafał Weber poinformował, że resort dostrzega sygnalizowany przez Rzecznika problem braku jednoznaczności obecnych przepisów ze względu na ich lokalizację w dwóch aktach prawnych, a także wątpliwości w przedmiocie zgodności § 47 ust. 4 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych z zakresem upoważnienia ustawowego. W przyszłych działaniach legislacyjnych resort  rozważa skonsolidowanie w Prawie o ruchu drogowym regulacji zawartych obecnie w ustawie oraz rozporządzeniu.

Konferencja w NiK o prawach pieszego

24 czerwca 2019 r. w Najwyższej Izbie Kontroli odbyła się konferencja "Bezpieczeństwo pieszych w ruchu drogowym", współorganizowana przez Biuro RPO.

Ta publiczna debata była odpowiedzią na duży odzew społeczny wystąpienia RPO do MI. Uczestniczyli w niej przedstawiciele parlamentu, KGP oraz organizacji pozarządowych -  Miasto Jest Nasze, Zielone Mazowsze, Drogi Mazowsza, Normalne Miasto Fenomen.

Zastępca RPO dr Maciej Taborowski zapowiedział w swym wystąpieniu, że RPO będzie konsekwentnie domagał się przyjęcia regulacji chroniących pieszych – w myśl styczniowego wystąpienia  do MI.

Przedstawiciel resortu podtrzymał stanowisko wyrażone w piśmie Rafała Webera.

Maciej Taborowski poruszył też kwestie braku przepisów dotyczących  elektrycznych hulajnóg, które dla pieszych stanowią istotne zagrożenie. Dodał, że razem z partnerami społecznymi Rzecznik przedstawił kilka postulatów do projektu ustawy o urządzeniach transportu osobistego. Uregulowane powinny być m.in. kwestie parkowania hulajnóg na chodnikach, fabrycznego ograniczenia ich prędkości oraz wyposażenia w dwa niezależne hamulce, sygnał ostrzegawczy i system sygnalizowania zmiany kierunku jazdy.

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski wskazywał, że Izba uznała za niewystarczające działania policji i straży miejskich dla zapewnienia bezpieczeństwa pieszym i rowerzystom. Zapowiedział, że w 2020 r. NIK przeprowadzi kontrolę bezpieczeństwa tych osób.

V.511.12.2019

Więcej praw dla pieszych. Konferencja w Warszawie pod patronatem RPO

Data: 2019-06-13
  • Prawa pieszych są wciąż niewystarczająco chronione, kosztem kierowców, co wymaga zmian prawa - mówiono podczas konferencji na ten temat w Warszawie
  • Sądy przyznają zaś pieszym zbyt niskie odszkodowania i zadośćuczynienia 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich postuluje, by pieszy miał pierwszeństwo przed  pojazdem już gdy tylko zamierza wejść na przejście     

13 czerwca 2019 r. w Warszawie odbyła się konferencja „Pieszy zawsze pierwszy” pod patronatem m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Była to inauguracja 5. Warszawskiego Tygodnia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Konferencję zorganizowała po raz kolejny Fundacja „Drogi Mazowsza” we współpracy z Biurem Polityki Mobilności i Transportu m. st. Warszawy.

W konferencji udział wzięli m.in. zastępca RPO dr Maciej Taborowski wraz ze współpracownikami. Byli także przedstawiciele organizacji pozarządowych, świata nauki, Urzędu m. st. Warszawy, NIK, niemieckiej policji, prawnicy, dziennikarze, biegli specjalizujący się w tematyce bezpieczeństwa ruchu drogowego.  

Przedmiotem wystąpień, debaty i ożywionej dyskusji była kwestia praw pieszego w świetle obowiązującego ustawodawstwa. Wskazywano na niedoskonałości przepisów określających prawa i obowiązki  pieszego oraz relacje na drodze zachodzące pomiędzy pieszymi oraz kierującymi pojazdami. Dokonano przeglądu orzecznictwa sądów cywilnych i karnych.

W kwestii dostępu pieszych poszkodowanych w wypadkach do wymiaru sprawiedliwości wskazywano na zbyt niskie odszkodowania i zadośćuczynienia zasądzane przez sądy; konieczność ponoszenia przez powodów wysokich opłat sądowych (bardzo często cała kwota ubezpieczenia uznana i wypłacona przez ubezpieczyciela – stanowiąca znikomą część żądania – musi być przeznaczania na wpis sądowy). Problemem są też wiele lat trwające postępowania sądowe.

W panelu nt. „Pierwszeństwo pieszego. W którym momencie?” udział wzięli dyrektor Departamentu Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznegow NIK gen. Marek Bieńkowski, zastępca RPO dr Maciej Taborowski, poseł Michał Szczerba oraz mec. Michał Fertak z Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.

Maciej Taborowski poinformował o dotychczas podejmowanych przez RPO działaniach na rzecz pieszych, w tym korespondencji prowadzonej z Ministrem Infrastruktury w sprawie pierwszeństwa pieszych na przejściach oraz problemu hulajnóg elektrycznych.

Marek Bieńkowski wskazał, że potrzebne są odważne zmiany w prawie. W przyszłym roku NIK ponownie zajmie się sprawą pieszych, bo zalecenia sprzed kilku lat nie zostały przez ustawodawcę wdrożone. Podkreślił, że brak jest organu kompleksowo odpowiedzialnego za bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

Michał Szczerba przypomniał o nieuchwaleniu w poprzedniej kadencji Sejmu projektu ustawy dającej pieszym pierwszeństwo na przejściach (tzw. lex Bublewicz). Przypomniał, że corocznie do 40% potrąceń pieszych dochodzi na przejściach dla pieszych. W obecnej kadencji była próba zmiany przepisów po złożonej petycji, ale nie podjęto prac legislacyjnych. W jego ocenie za mało przeznacza się pieniędzy na działania edukacyjne w tym obszarze.

Mec. Michał Fertak  podkreślał, że nie uwzględnia się dostatecznie wartości życia ludzkiego. Ustawodawca koncentruje się na wygodzie kierowców. Dyskusja trwa od lat, ale nic się nie dzieje w praktyce. Infrastruktura dostosowana jest dla kierowców, o pieszych się nie pamięta.

Wcześniej przedstawiciel brandenburskiej policji Jörg Humboldt omówił doświadczenia Republiki Federalnej Niemiec w zakresie poprawy bezpieczeństwa uczestników ruchu, przede wszystkim pieszych.

Ofiary wśród pieszych na kolei były przedmiotem wystąpienia dra Johannesa Friedricha z Technische Universitaet Berlin. Tereny kolejowe, przede wszystkim przejazdy kolejowe, perony czy torowiska na jezdniach stwarzają liczne zagrożenia dla życia i zdrowia pieszych. Prelegent omówił przypadki niebezpiecznych i nierozsądnych zachowań pieszych oraz działania podejmowane w celu ich minimalizacji.

Warszawski Tydzień Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego to projekt Fundacji realizowany nieprzerwanie od 2015 roku. Adresowany jest do wszystkich użytkowników dróg – każdy dzień poświęcony jest innej grupie. To 7 imprez w 7 dni o zasadach ruchu drogowego organizowanych na koniec roku szkolnego.

 

 

NSA potwierdził pogląd RPO ws. opłat za odholowywanie aut w Gdyni

Data: 2019-06-07
  • Już prawomocnie potwierdzona jest nieważność uchwały Rady Gdyni o stawkach opłat za usunięcie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg publicznych w 2016 r.
  • Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Rady Miasta od wyroku WSA w Gdańsku  
  • NSA całkowicie zgodził się z RPO, że stawki powinno się określać na podstawie rzetelnej kalkulacji uwzględniającej rynkowe ceny odholowywania pojazdów na terenie danego powiatu

Wyrokiem NSA z 7 czerwca 2019 r. (sygn. akt I OSK 2045/17) została oddalona skarga kasacyjna Rady Miasta Gdynia od wyroku WSA w Gdańsku z 31 maja 2017 r. (sygn. akt III SA/Gd 345/17). Rada określiła stawki opłat na maksymalnym, dopuszczalnym przez prawo poziomie, bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Tak zakończyła się kolejna z kilkunastu skarg Adama Bodnara na uchwały rad  miast o wysokości opłat za odholowywanie źle zaparkowanych aut na strzeżony parking (większość wygrał).  Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że ich ustalanie powinno zależeć od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach, świadczonych przez firmy z danego powiatu.

Tymczasem rady wielu miast ustalają stawki, które nawet kilkukrotnie przekraczają koszt tych usług. Kierują się przy tym zwiększeniem swego budżetu - co kwestionuje RPO. Prawo o ruchu drogowym nie zna przesłanki zapewnienia jak najwyższych wpływów do budżetu miasta przy określaniu tych stawek.  Zgodnie z Prawem o ruchu drogowym, wysokość stawek ma być wyznaczana m.in. z uwzględnieniem kosztów usług holowania i przechowywania pojazdów w danym powiecie. RPO zarzucał radom, że nie ustaliły relacji takich kosztów do wysokości swych stawek.

W 2017 r. RPO zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy, które stanowią, że odholowany na parking pojazd oddaje się po okazaniu dowodu opłaty za jego usunięcie i parkowanie. Zdaniem RPO nieproporcjonalnie ogranicza to prawo własności, gdyż ustanawia swoisty zastaw na pojeździe.

W grudniu 2018 r. Trybunał uwzględnił wniosek RPO. Orzekł, że nie  można nie oddawać samochodu tylko dlatego, że właściciel nie zapłacił za odholowanie i parking. Kierowca może zapłacić po odebraniu auta. Według TK doszło do nieproporcjonalnego ograniczenia prawa własności, a opłatę można egzekwować w drodze egzekucji.

V.511.24.2017

Zasady ruchu elektrycznych hulajnóg. Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad zmianą prawa

Data: 2019-06-03
  • Zasady ruchu elektrycznych hulajnóg zostaną uregulowane - zapowiada Ministerstwo Infrastruktury
  • Dopominał się o to Rzecznik Praw Obywatelskich, który podkreślał, że brak odpowiednich przepisów powoduje zagrożenie dla pieszych
  • Użytkownicy tych hulajnóg poruszają się bowiem głównie po chodnikach

W największych miastach coraz bardziej powszechne stają się elektryczne hulajnogi na czasowy wynajem. Użytkownicy najczęściej jeżdżą nimi po chodnikach, co zagraża bezpieczeństwu pieszych. Nie ma zaś przepisów regulujących zasady ruchu takich urządzeń. Nie jest też jasne, jak kwalifikować incydenty z nimi związane. W kwietniu  w wyniku takiej kolizji w Warszawie ucierpiała czeska turystka, którą ukarano mandatem. Nastolatka, który na nią najechał, policja uznała za „pieszego”.   

RPO zaniepokojony 

W początkach maja 2019 r. RPO Adam Bodnar pytał resort infrastruktury, jakie działania zamierza podjąć dla zapewnienia bezpieczeństwa pieszych na chodnikach oraz określenia zasad korzystania z tzw. urządzeń transportu osobistego, do których zalicza się elektryczne hulajnogi.

Rzecznik wskazywał na problemy związane z określeniem statusu prawnego osoby poruszającej się taką hulajnogą po chodnikach, które są przeznaczone dla pieszych. Zagraża to ich bezpieczeństwu - hulajnogi mają masę ok. 12 kg i  mogą jeździć z prędkością ok. 25-30 km/h.  Tymczasem osoby poruszające się tymi hulajnogami są traktowane albo jako piesi w rozumieniu art. 2 pkt.18 Prawa o ruchu drogowym, albo też jako kierowcy motorowerów.

Zdaniem RPO dopóki przepisy Prawa o ruchu drogowym nie rozstrzygną jednoznacznie,  czy użytkownicy urządzeń transportu osobistego to piesi, czy też kierujący pojazdem określonego rodzaju , dopóty będą istniały wątpliwości. Do tego czasu odpowiednie służby raczej nie będą też podejmować interwencji wobec poruszających się tymi urządzeniami po chodnikach - ocenił RPO.

Stowarzyszenie „Miasto Jest Nasze” zwracało uwagę, iż przepisy nie nadążają za nowoczesnymi  środkami transportu  (oprócz elektrycznych hulajnóg są to także tzw. segwaye). Postulowało ono, aby MI kompleksowe uregulowało zasady korzystania z tych urządzeń.

We Francji, gdzie w 2017 r. w wypadkach z udziałem elektrycznych hulajnóg zginęło 7 osób,  ich ruch ograniczono wyłącznie do specjalnych ścieżek lub dróg, na których maksymalna prędkość wynosi 50 km/h.

MI: będzie nowelizacja Prawa o ruchu drogowym

29 maja 2019 r. Departament Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury poinformował  RPO, że planuje w najbliższym czasie nowelizację Prawa o ruchu drogowym, z uwagi na wzrastającą popularność urządzeń transportu osobistego z napędem elektrycznym oraz wątpliwości prawne związane z korzystaniem z nich.

Departament prowadzi obecnie prace analityczne, niezbędne do zainicjowania odpowiednich zmian legislacyjnych. Według MI na obecnym etapie nie jest możliwe precyzyjne określenie przewidywanych rozwiązań. Niemniej jednak wskazano, że chodzi o uregulowanie:

  • statusu prawnego urządzeń transportu osobistego,  a tym samym – kierującego nimi użytkownika;
  • części drogi przeznaczonych dla ruchu tych urządzeń;
  • ich dopuszczalnej prędkości;
  • uprawnień oraz minimalnego wieku osób poruszających się przy ich użyciu.

Minister infrastruktury Andrzej  Adamczyk precyzował kilka dni temu  dziennikarzom, że nowe przepisy będą uznawały elektryczne hulajnogi  za pojazdy mechaniczne.

V.511.12.2019

Nie można pobierać opłat za każdą rozpoczętą dobę przechowywania pojazdu. Skarga Rzecznika do WSA

Data: 2019-04-11
  • Opłaty za odbiór odholowanego, a źle zaparkowanego samochodu, są w Tarnowie naliczane od każdej rozpoczętej doby jego przechowywania - choćby było to parę minut
  • Takie zasady ustalone przez radę miasta Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do sądu administracyjnego
  • Prawo pozwala bowiem samorządom pobierać takie opłaty za każdą "pełną" dobę, a nie za dobę „rozpoczętą”

Rada Miejska w Tarnowie 9 listopada 2018 r. podjęła uchwałę w sprawie ustalenia wysokości opłat za usunięcie pojazdu z drogi i parkowanie na parkingu strzeżonym. Wysokość tych opłat ustalono „za każdą rozpoczętą dobę przechowywania”.

RPO wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie o stwierdzenie nieważności tego zapisu uchwały. Narusza on bowiem artykuły Konstytucji stanowiące, że samorząd terytorialny działa na podstawie i w granicach upoważnień zawartych w ustawie.

Jest on także niezgodny z art. 130a ust. 6 Prawa o ruchu drogowym. Pozwala on radzie powiatu lub miasta na ustalanie wysokości opłat za usunięcie i przechowywanie na parkingu strzeżonym źle zaparkowanego auta. Maksymalne stawki tych opłat co roku określa minister finansów. Ale stawki te - jak podkreśla RPO - odnoszone są do „doby”, a nie do „doby rozpoczętej”.

Wobec tego przyjęcie w uchwale normy, zgodnie z którą opłatę stosuje się do każdej "rozpoczętej doby", nastąpiło z przekroczeniem delegacji ustawowej. Organ korzystający z takiej delegacji, aby wydać akt prawa miejscowego, pozostaje ściśle związany jej granicami, która w tym przypadku dotyczy tylko i wyłącznie doby.

RPO przyznaje, że może się zdarzyć, że powiat nie będzie mógł pobrać opłaty za przechowywanie pojazdu, mimo poniesionych kosztów, jeśli zostanie on odebrany np. kilka minut przed upływem ostatniej doby przechowania (za tę dobę). Jednak racjonalne argumenty, które wskazywałyby na konieczność pobierania takiej opłaty za ostatnią dobę przechowywania w przeliczeniu np. za godzinę, nie mają tutaj znaczenia, skoro ustawodawca uprawnienia takiego radzie powiatu nie przyznał. Ustawodawca nie upoważnił też organu powiatu do określenia zasad naliczania opłat, a jedynie ich wysokości.

W orzecznictwie sądowym akceptowane jest stanowisko, zgodnie z którym ustawodawca - przewidując naliczanie opłaty za każdą dobę przechowywania pojazdu - rozumie przez to każdą pełną dobę, a nie dobę rozpoczętą - podkreślił Rzecznik w piśmie do WSA.

BPK.511.26.2019

Obywatel nie mógł zaskarżyć wyroku, bo sąd wyliczając termin pominął Boże Ciało. Kasacja RPO

Data: 2019-03-27
  • Błąd sądu spowodował, że ukarany za wykroczenie pan Wojciech nie mógł odwołać się od wyroku 
  • Wysłał on wprawdzie pocztą zapowiedź odwołania, ale sąd źle policzył termin na jego złożenie. Nie zauważył Bożego Ciała
  • Tymczasem prawo stanowi, że jeśli koniec siedmiodniowego terminu przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, to czynność tę można wykonać następnego dnia
  • Rzecznik złożył w tej sprawie kasację na korzyść pana Wojciecha do Sądu Najwyższego

Rzecznik ma prawo składać kasacje w sprawach, które zakończyły się wyrokiem innym niż pozbawienia wolności, w tym o wykroczenia (oprócz niego kompetencję tę ma także Prokurator Generalny). Sprawy, które kończą się takimi wyrokami, mogą wydawać się błahe (choć na pewno nie dla ludzi, których dotyczą). Pokazują one jednak istotne problemy polskiego wymiaru sprawiedliwości i to, od czego zależy, czy może on działać lepiej.

Sprawa pana Wojciecha wyglądała tak: jego samochód został zaparkowany niezgodnie z przepisami, a on nie chcał ujawnić, kto go tak zostawił - czyli komu powierzył on samochód, mimo że pytał o to uprawniony organ. Dlatego pan Wojciech został obwiniony o czyn opisany w art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, za który grozi grzywna.

19 maja 2016 r. sąd rejonowy wymierzył mu 300 zł grzywny. 27 maja 2016 r. , dzień po Bożym Ciele, pan Wojciech poszedł na pocztę i nadał wniosek do sądu o sporządzenie uzasadnienia wyroku oraz doręczenie jego odpisu wraz z uzasadnieniem (bo bez tego nie można się odwołać od wyroku I instancji).

Sędzia sądu rejonowego odmówił jednak przyjęcia tego wniosku - uznał, że został wniesiony po upływie nieprzekraczalnego, siedmiodniowego terminu wynikającego z art. 422 § 1 Kodeksu postępowania karnego. Zdaniem sądu, skoro bieg terminu zaczął się 20 maja, a upłynął 26 maja, to wniosek wysłany 27 maja został złożony po terminie.

Pan Wojciech zaskarżył tę decyzję. Sąd okręgowy także nie zauważył ruchomego święta - Bożego Ciała - i nie uwzględnił zażalenia. Potwierdził, że wniosek „bez wątpienia” złożono po upływie ustawowego siedmiodniowego terminu.

Kasacja RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację na korzyść pana Wojciecha, uznając że orzeczenie sądu okręgowego zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Art. 123 § 3 K.p.k. stanowi bowiem, że jeżeli koniec terminu na złożenie wniosku przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, czynność można wykonać następnego dnia. A termin jest zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w placówce pocztowej (art. 124 k.p.k.).

Rażące uchybienie art. 123 § 3 K.p.k. polegało na tym, że sąd II instancji poprzestał na podstawowym obliczeniu terminu, stosując art. 123 § 1 i 2 k.p.k. - w konsekwencji uznał za koniec terminu 26 maja. Sąd nie sprawdził zaś, czy czynność dokonana następnego dnia nie miała umocowania w § 3 art. 123 k.p.k.

Naruszenie tego przepisu jest oczywiste, bowiem 26 maja 2016 r. był dniem ustawowo wolnym od pracy jako Boże Ciało – wskazuje RPO. Nadając wniosek w dniu następnym, obwiniony nie uchybił zatem terminowi określonemu z art. 422 § 1 K.p.k., a jego wniosek powinien zostać uwzględniony.

W ocenie Rzecznika sąd okręgowy bezkrytycznie zaakceptował oczywiście niesłuszne stanowisko sądu rejonowego. RPO zaznaczył, że błahość sprawy o wykroczenie nie może uzasadniać łamania podstawowych zasad procedury karnej - tak uznał m.in. Sąd Najwyższy 11 grudnia 1998 r. (sygn. akt III KKN 239/97).

Według RPO w tym przypadku naruszono konstytucyjne prawa do obrony oraz do dwuinstancyjności postępowania.

Kasacja wnosi o uchylenie zaskarżonego postanowienia i zwrot sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

II.511.692.2018

Pieszy wchodzący na przejście - z pierwszeństwem przed pojazdem. Wystąpienie RPO dla poprawy bezpieczeństwa

Data: 2019-02-05
  • W Polsce kierowcy coraz częściej potrącają pieszych na przejściach. Piesi to najsłabiej dziś chroniona grupa uczestników ruchu drogowego
  • Główną przyczyną takich wypadków jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przez kierowców
  • Trzeba zmienić przepisy tak, by piesi mieli pierwszeństwo, zanim wejdą na pasy 

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się o to do Ministra Infrastruktury. Wystąpienie jest efektem spotkań Adama Bodnara z  przedstawicielami stowarzyszeń „Miasto Jest Nasze” i „Piesza Masa Krytyczna”.

Dziś pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, kiedy wejdzie na przejście. Ale nie wcześniej. Kierowcy zaś Prawo o ruchu drogowym nakazuje zachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia. Nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pieszy zamierza wejść na przejście lub właśnie na nie wkracza.

Poprawić bezpieczeństwo pieszych 

Dlatego podczas spotkania w grudniu 2019 r. z Adamem Bodnarem przedstawiciele organizacji społecznych opowiedzieli  się za wprowadzeniem do Prawa o ruchu drogowym przepisu, który dawałby pieszemu pierwszeństwo już w momencie, gdy ma zamiar wejść na pasy, co sygnalizuje w ten sposób, że staje i czeka na możliwość przejścia. W takiej sytuacji kierowca musiałby ustąpić pierwszeństwa.

Poprawiłoby to bezpieczeństwo pieszych. Wiedząc, że pierwszeństwo przysługuje nie tylko człowiekowi na przejściu, ale także oczekującej na to, kierowca musiałby zachować jeszcze większą ostrożność i w większym stopniu zmniejszyć prędkość.

Rzecznik wskazuje, że w polskim prawie są już przepisy, z których można by wywodzić pierwszeństwo ludzi wchodzących na przejście dla pieszych. Zgodnie z § 47 ust. 4 rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. z 2002 r. Nr 170, poz. 1393), kierujący pojazdem zbliżający się do przejścia oznaczonego znakiem D-6 jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osób znajdujących się na przejściu lub na nie wchodzących. Przepis ten nakazuje kierowcy zmniejszyć prędkość na tyle, aby mógł się zatrzymać przed przejściem - jeżeli pieszy na nim się znajduje lub na nie wchodzi.

Przepis ten pozostaje jednak w sprzeczności z Prawem o ruchu drogowym, w myśl którego pierwszeństwo przed pojazdem ma tylko pieszy na przejściu. Ponadto ustawa nie przekazuje do uregulowania w rozporządzeniu zasad zachowania się uczestników ruchu w miejscach oznaczonych znakami drogowymi.

Zasada, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na przejście, obowiązuje w krajach skandynawskich i w większości państw Europy Zachodniej.

  • W Norwegii i we Francji kierowca ma obowiązek zatrzymania się przed przejściem nawet wtedy, gdy człowiek stojący w pobliżu nie wykazują wyraźnego zamiaru przejścia przez jezdnię, a jedynie zbliżają się do jezdni.
  • W Szwajcarii kierowca musi się zatrzymać także wtedy, gdy pieszy stoi przed przejściem, ale ma oczywisty zamiar przejścia przez jezdnię.

Liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w tych państwach zdecydowanie niższa niż w Polsce

Dane statystyczne niepokoją

W 2017 r. w Polsce doszło do 32 760 wypadków drogowych (w 25 proc. z udziałem pieszych). Śmierć poniosło 873 pieszych, a rannych zostało 7587. Do śmierci pieszego dochodziło w co piątym potrąceniu wskutek nadmiernej prędkości auta. Główną przyczyną potrąceń było nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu - wynika z danych Komendy Głównej Policji. 

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w sprawozdaniu za 2017 r. zwróciła  uwagę, że liczba ofiar śmiertelnych wśród pieszych nieznacznie wzrosła w porównaniu z rokiem 2016 r. Wskazuje to na konieczność nowych działań zapobiegawczych dla poprawy bezpieczeństwa tej najsłabiej chronionej grupy uczestników ruchu drogowego.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do ministra Andrzeja Adamczyka o rozważenie zainicjowania zmiany Prawa o ruchu drogowym przez przyznanie pierwszeństwa pieszym, którzy oczekują na przejście przez jezdnie lub na nie wkraczają.

V.511.12.2019

O bezradności i smogu - spotkanie regionalne RPO w Mikołowie

Data: 2019-01-25
  • W Mikołowie przemysł sąsiaduje z osiedlami mieszkaniowymi, a w dawnych magazynach powstają nowe uciążliwe fabryki. Mieszkańcy protestują, ale to nic nie daje
  • Ludzie zgłaszali też problemy dotyczące funkcjonowania samorządu -  uważają, że działa bezdusznie, trzyma się sztywno przepisów nie szukając rozwiązań, przez co człowiek zostaje ze swoimi problemami sam
  • Młodzi ludzie dzielili się niepewnością o przyszłość. I pytali, dlaczego nie da się rozwiązać najprostszych problemów, które utrudniają życie.

Najważniejsza jest solidarność. Najpierw jesteśmy my, potem dopiero państwo o prawo. Jeśli chcemy otwartej, nowoczesnej Polski, to sami weźmy się do roboty. Drogę mamy otwartą – podsumowała spotkanie paraolimpijka Karolina Hamer.

Prawie 90 osób przyszło do Biblioteki Miejskiej w Mikołowie na poranne spotkanie regionalne z RPO Adamem Bodnarem. Starsi zajęli miejsca przy bibliotecznych stołach, młodzież – na antresoli.

Przyszły osoby zaangażowane w pomoc społeczną, seniorzy z Rady Seniorów i Uniwersytetu Trzeciego Wieku, działający na rzecz osób z niepełnosprawnościami a także mieszkańcy stowarzyszający się po to, by naprawić sytuację osiedli wokół terenów przemysłowych.  Wielu mówiło, że po prostu byli ciekawi („Przyszłam, bo chcę być blisko spraw ważnych”).

Spotkanie tłumaczyła tłumaczka języka migowego.

- Rzecznik Praw Obywatelskich ma stać na straży przestrzegania praw obywatelskich gwarantowanych przez Konstytucję i przez konwencje międzynarodowe (np. Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych). Jedną z gwarancji tych praw jest prawo zgłoszenia się do Rzecznika Praw Obywatelskich (art. 80 Konstytucji) – wyjaśnił na wstępie Adam Bodnar. - Jednym z ważniejszych zadań Rzecznika jest ustalanie, gdzie dochodzi do naruszeń praw człowieka – wiem dzięki spotkaniom w kraju, jak różne są to problemy, jak mało się o nich wie w Warszawie. Ale wiem też, jak wspaniałe rozwiązania problemów powstają daleko od centrum.

Ochrona środowiska

- Grażyna Wolszczak wygrała wczoraj proces o zanieczyszczenie środowiska. Co z tego wynika dla nas? Czy Rzecznik może wspomóc ludzi w takich sprawach.

RPO: Pani Grażyna Wolszczak wystąpiła przeciw Skarbowi Państwa o naruszenie dóbr osobistych z powodu smogu w Warszawie. Powątpiewałem w jej sukces, bo sytuacja w Warszawie jest jednak nieporównywalnie lepsza niż np. w Rybniku, gdzie  przez 1/3 roku nie można normalnie funkcjonować.

Jest jednak inna ważna sprawa, która się toczy w Polsce – Rybnicki Alarm Smogowy rozpoczął akcję informacyjną i działania na rzecz poprawy sytuacji w mieście. I do tego jego przedstawiciel złożył pozew przeciwko skarbowi państwa  wykazując, że smog zmusza go do zmiany sposobu życia (co oznacza, że przestaje być wolnym człowiekiem). Inaczej niż pani Grażyna Wolszczak przegrał w pierwszej instancji. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do tego postępowania (opowiadała o tym mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz z BRPO).

Sala sądowa jest miejscem na przedstawienie argumentów – to tą drogą obywatele mogą dosyć skutecznie przedstawiać argumenty, które będą miały wpływ na politykę publiczną. Grażyna Wolszczak wygrała proces i dziś cała Polska o tym rozmawia. A my mamy też szansę wpłynąć na linię orzeczniczą sądów -  zauważą one być może, jaki jest związek między ochroną środowiska i prawami obywateli.

Rzecznik skutecznie zmienił tą drogą zasady wprowadzania tzw. opłat klimatycznych – samorządy liczyły sobie dodatkowe opłaty jako kurorty, a powietrze tam było już dosyć zanieczyszczone (patrz – sprawa Zakopanego). W ten sposób samorządowcy dosyć boleśnie uświadamiają sobie, że mają problem z ochroną środowiska i muszą go rozwiązać. – Pokazujemy, że opłaca się zainwestować w ochronę środowiska – powiedział dyr. Łukasz Kosiedowski z BRPO

Zresztą – zauważył Adam Bodnar – tą drogą można też egzekwować prawa osób z niepełnosprawnościami. A robić to można nie tylko z pomocą RPO ale i organizacji pozarządowych. W przypadku ochrony środowiska taką organizacją jest ClientEarth.

Sytuacja w Mikołowie

- W Mikołowie budują się fabryki w dawnych magazynach. To się dzieje za cichym przyzwoleniem władz. Mamy tak rozwijającą się fabrykę mebli. Skończymy jak w Mielcu. Bo dla władz ważny jest rozwój gospodarczy – nie ważne, że dzieje się to w okolicy osiedli mieszkalnych. Na papierze te nowe fabryki nie szkodzą. A kiedy zgłaszamy problemy, mówi się nam „Możecie się wyprowadzić”.

Powietrze nas truje, hałas wykańcza – mówili ludzie.

RPO: Jak mogę Państwu pomóc?

- Chcemy, by nasz głos był bardziej słyszany – mówi lider stowarzyszenia i przekazuje Adamowi Bodnarowi cały zestaw dokumentów.

Prawo do mieszkania w Mikołowie

- Oddawali piękne budynki socjalne, tam jest więcej samochodów niż mieszkań, a mnie odmówili jednego pokoju, bo mi burmistrz zarzucił za wysoką emeryturę. Straciłem na GetBack, jestem osobą zasłużoną dla tej spoleczności, mam 70 lat i nikt mi nie chce pomóc, nawet Rzecznik. Jestem za stary, żeby mi ktoś pomógł. Nikt się bezdomnymi nie przejmuje.

RPO: Przyjrzymy się jeszcze raz tej sprawie. Proszę jednak pamiętać, że prawo pozwala urzędnikom przyznawać mieszkania socjalne tylko tym, których dochody nie przekraczają pewnego progu. To nie znaczy, że nie da się pomóc

Sprawa GetBacku jest bardzo poważna – bo tu chodzi o instytucję finansową notowaną na giełdzie, a więc taką, za której standardy ręczyło państwo. Rzecznik sprawą się zajmuje – powiedział Adam Bodnar.

Opowiedział też  o tym, jak powinna wyglądać polityka pomocy w wychodzeniu z kryzysu bezdomności – od wsparcia i leczenia, po mieszkania wspomagane. W niektórych miejscach ten system działa świetnie, a w innych – nie. RPO może zapytać władze Mikołowa o politykę w tej sprawie, podzielić się wiedzą zebraną w innych regionach kraju i dzięki współpracy z ekspertami.

Prawo do bycia zauważonym

- Ale jak mamy sprawić, by nasze koncepcje były bardziej uwzględniane? Powinniśmy np. lepiej rozwijać komunikację rowerową…

RPO: nie ma innego sposobu niż tworzenie wspólnoty i miejsca do rozmowy. Pomysły rowerzystów mogą budzić opór kierowców. Żeby zgłaszać propozycje, trzeba też umieć zrozumieć stanowisko drugiej strony. A potem wspólnie decydować.

Tworzenie przyjaznej przestrzeni w mieście może się odbywać zgodnie z wypracowywanymi już zasadami – może warto skorzystać z wzorów, jakie przygotowała Komisja Ekspertów ds. Osób Starszych w sprawie projektowania przestrzeni uniwersalnej a także System wsparcia osób starszych w środowisku zamieszkania.

- To jest porządny wzór działania i koordynowania działań po to, by dla seniora dom pomocy nie był jedynym rozwiązaniem. Pokazuje, że działania musza być całościowe, że jeśli prawo nie pozwala przyznać komuś mieszkania socjalnego ze względu na za wysokie dochody, to może trzeba mu pomóc to mieszkanie wynająć. Ludzie popadają w kryzys bezdomności naprawdę z wielu powodów.

Problem niemożności wyegzekwowania obowiązku meldunkowego

Dłużnik nie mógł ustalić miejsca zamieszkania wierzyciela – więc musiał wpłacić pieniądze do depozytu. To nie przeszkodziło egzekucji, która doprowadziła człowieka do ruiny.

A to dlatego, że choć obowiązek meldunkowy istnieje, to nie ma go komu wyegzekwować.

RPO: Sprawdzimy to.

Pytania od licealistów (na karteczkach)

·Pytania o sprawy szkolne (przeładowane programy, obowiązkową maturę z matematyki dla humanistki, brak lekcji z tego, co jest naprawdę potrzebne).

RPO:  Rzecznik nie jest specjalistą od metodologii nauczania. Mogę to próbować wyjaśnić decyzjami metodyków nauczania (matematyka) a także szybko wdrażaną reformą edukacji (przeładowane programy).

·Dlaczego politycy nie dotrzymują słowa, a najgorsze przestępstwa nie są karane surowiej?

RPO: Wyjaśnieniem jest populizm, czyli składanie pustych obietnic zamiast poważnej rozmowy z ludźmi o problemach. Populista proponuje zbyt proste rozwiązanie – nie po to, by problem rozwiązać, ale po to, by zyskać poklask. Realne rozwiązania problemów są zaś zawsze dużo bardziej skomplikowane, i kosztują dużo więcej, niż chcielibyśmy wydać.

·Dlaczego w autobusach nie można używać zwykłych biletów tylko karty?

RPO:  To jest świetne pytanie do radnych i do lokalnego rzecznika konsumentów.

·Dlaczego w telewizji nie ma zawsze tłumaczenia na język migowy?

RPO:  Bo to kosztuje, nadawcy oszczędzają, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji słabo egzekwuje ten obowiązek.

·Dlaczego nie ma kładki nad drogą krajową 44 łączącą Mikołów z Tychami, a przebiegającą przez osiedle? Tam zginęły dwie młode dziewczyny.

RPO: A to jest sprawa dla Rzecznika, sprawdzimy. Być może powinniśmy złożyć kilka kasacji do Sądu Najwyższego po to by zwrócić uwagę na problem.

·Czy nauczyciel może przedstawiać swoje poglądy na lekcji?

RPO: Coraz częściej jesteśmy pytani, czy nauczyciel WOS może mówić o Konstytucji. Moim zdaniem zawsze najlepszym sposobem jest przedstawianie różnych źródeł i interpretacji.

·Dlaczego studia nie opłacają się młodym, bo albo nie ma po nich pracy, albo jest niskopłatna

RPO: Stworzyliśmy mit, że po studiach ma się fajną i dochodową pracę. Tak niestety nie jest – i mogę Wam to powiedzieć jako prawnik. Wyksztalcenie daje szansę, ale nie jest gwarancją lepszego życia.

Czy RPO włączy się w kampanię przeciwko mowie nienawiści

- Na stronie RPO.gov.pl znalazłam Pana rekomendacje w sprawie mowy nienawiści. Czy Pan się w to włączy?

RPO: Od dwóch tygodni prawie nic innego nie robię

Jedna z uczestniczek „stłuczki” nie mogła zaskarżyć wyroku wobec drugiej. SN uwzględnił kasację RPO

Data: 2019-01-09
  • Uczestniczka kolizji drogowej nie mogła skutecznie zaskarżyć wyroku na niekorzyść drugiej kobiety, która brała udział w stłuczce
  • Sąd odwoławczy uznał bowiem, że pani Magdalena nie miała statusu oskarżyciela posiłkowego, ale tylko współobwinionej o kolizję
  • Na błąd sądu wskazał RPO. W postępowaniu o wykroczenia można bowiem łączyć te role procesowe  
  • Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika. Sprawa będzie zbadana ponownie

Wobec dwóch uczestniczek stłuczki policja skierowała do sądu wnioski o ukaranie. Panią Magdalenę obwiniono o to, że skręcając w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej z naprzeciwka pani Adzie. Tę z kolei obwiniono o to, że kierowała samochodem bez włączonych świateł mijania oraz o to, że nie zachowując ostrożności doprowadziła do zderzenia.

Wyroki sądów

Początkowo obie te sprawy Sąd Rejonowy prowadził odrębnie. Pani Magdalena oświadczyła, że w procesie pani Ady będzie działać w charakterze oskarżycielki posiłkowej. Sąd dopuścił ją do tej roli.

Ostatecznie sąd połączył jednak sprawy obu kobiet do wspólnego rozpoznania. W związku z tym pani Magdalenie odmówiono prawa działania w charakterze oskarżycielki posiłkowej. Sąd uzasadnił to  niemożnością występowania w połączonym postępowaniu w podwójnej roli procesowej -  i obwinionej, i oskarżycielki posiłkowej. 

Po procesie sąd orzekł, że pani Magdalena spowodowała zagrożenie, nie ustępując pierwszeństwa. Jednocześnie - biorąc pod uwagę charakter i okoliczności czynu, właściwości i warunki osobiste sprawcy - odstąpił od wymierzenia jej kary. Panią Adę za niewłączenie świateł ukarano 100 zł grzywny, ale uniewinniono od zarzutu doprowadzenia do kolizji. Panią Magdalenę obciążono kosztami, m.in. opinii biegłego w kwocie 2,2 tys. zł. Częścią kosztów obciążono też panią Adę.

Pani Magdalena wniosła apelację. Kwestionowała swą winę oraz ustalony przez sąd stan faktyczny co do zachowań pani Ady, która - według niej - była wyłącznym sprawcą kolizji. Wskazała m.in. na błędne stanowisko sądu, że jazda pani Ady bez włączonych świateł nie pozostaje w związku przyczynowym na tyle, aby uznać, że przyczyniła się do kolizji. Wniosła o uniewinnienie oraz o skazanie pani Ady za doprowadzenie do kolizji, a także o to, by wyłącznie ją obciążyć kosztami postępowania.

Sąd Okręgowy utrzymał w mocy zaskarżony wyrok.

RPO: pani Magdalena to oskarżycielka posiłkowa 

Kasację na rzecz pani Magdaleny złożył Rzecznik Praw Obywatelskich (kasacja w sprawach o wykroczenia stronie nie  przysługuje). W ocenie RPO sąd odwoławczy nie dokonał kontroli orzeczenia zgodnie z wymogami prawa. Nie rozważył bowiem w sposób wywołujący skutki prawne wadliwości orzeczenia I instancji w granicach zaskarżenia - czyli na niekorzyść pani Ady.

Uzasadniając utrzymanie wyroku sąd II instancji, wskazał, że nie zgadza się z ustaleniami I instancji, iż zachowanie pani Ady pozostaje bez związku przyczynowo-skutkowego ze zdarzeniem, jak bezkrytycznie sąd przyjął za biegłym - chociaż ustalenie takiego związku nie powinno należeć do biegłego, ale do sądu. Jednocześnie Sąd Okręgowy uznał, że wyrok I instancji nie został skutecznie zaskarżony na niekorzyść pani Ady. Zdaniem sądu pani Magdalena nie mogła go zaskarżyć, gdyż nie występowała w sprawie jako oskarżycielka posiłkowa, a jedynie jako współobwiniona. Dlatego Sąd Okręgowy uznał, że nie był uprawniony do uchylenia wyroku na niekorzyść pani Ady.

Według RPO sąd popełnił błąd, uznając, że pani Magdalena nie miała przymiotu oskarżyciela posiłkowego. Na początkowym etapie oświadczyła wszak o przystąpieniu do sprawy pani Ady w tym charakterze i została dopuszczona.

- Przymiotu tego nie utraciła w związku z połączeniem do wspólnego rozpoznania całego zdarzenia – napisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk. Nieprawidłowy jest pogląd, że z uwagi na tożsamość zdarzenia brak jest możliwości występowania w podwójnej roli procesowej - czyli i obwinionego, i oskarżyciela posiłkowego.

O zakazie takiego kumulowania ról procesowych w postępowaniu karnym stanowi jedynie art. 50 Kodeksu postepowania karnego. Zgodnie z nim w postępowaniu sądowym z uprawnień pokrzywdzonego w postaci możliwości działania w charakterze oskarżyciela posiłkowego nie może korzystać osoba występująca w tej samej sprawie w charakterze oskarżonego. Przepisu o takiej treści nie zawiera jednak Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia. A to on był podstawą procedowania w tej sprawie.

W postępowaniach o wykroczenia przepisy K.p.k. stosuje się jedynie wtedy, gdy kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia tak stanowi. Zgodnie natomiast z art. 25 § 4 k.p.w. pokrzywdzony może działać jako strona w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Brak tu jest jakiegokolwiek ograniczenia. Dlatego takiej osobie przysługują wszelkie uprawnienia wynikające z tego tytułu, w tym również do zaskarżenia orzeczenia na niekorzyść uniewinnionego.

W związku z tym nie budzi wątpliwości, że Sąd Okręgowy rażąco naruszył przepisy. Mimo ustawowego obowiązku, zaniechał bowiem dokonania kontroli rozstrzygnięcia zgodnie z granicami zaskarżenia i sformułowanymi zarzutami. Według RPO naruszyło to  prawo pani Magdaleny do dwuinstancyjnego postępowania.

RPO wniósł o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego i przekazanie mu sprawy do ponownego rozpoznania.

Na rozprawie 9 stycznia 2019 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V KK 396/18) uchylił zaskarżony wyrok i zwrócił sprawę Sądowi Okręgowemu.

II.510.879.2018

Zróżnicowanie opłat za parkowanie w Krakowie. WSA uznał skargę Rzecznika

Data: 2019-01-08
  • Rada Krakowa przyznała niższe opłaty za parkowanie mieszkańcom dysponującym prawem własności pojazdów lub użytkującym je na podstawie umowy leasingu czy przewłaszczenia na zabezpieczenie
  • Ludzie skarżyli się, że pominięto osoby, których tytuł do pojazdu wynika z innych umów cywilnoprawnych, np. najmu czy użyczenia
  • Rzecznik zaskarżył te przepisy jako naruszające konstytucyjną zasadę równości wobec prawa
  • Ich nieważność stwierdził Wojewódzki Sad Administracyjny w Krakowie

22 listopada 2017 r. Rada Miasta Krakowa uzależniła prawo do abonamentu postojowego „Mieszkańca” (z niższymi opłatami za parkowanie) od zameldowania na terenie strefy płatnego parkowania oraz posiadania pojazdu z tytułu: własności, współwłasności, umowy leasingu lub umowy przewłaszczenia na zabezpieczenie (w przypadku umowy kredytu na zakup samochodu).

Oznacza to, że uprawnienia tego nie mają osoby zameldowane na terenie strefy płatnego parkowania, które użytkują pojazdy na podstawie umów innych niż umowa leasingu czy przewłaszczenia na zabezpieczenie umów cywilnoprawnych (np. umowy najmu czy umowy użyczenia).

Do Rzecznika zgłaszały się osoby, które czuły się dyskryminowane koniecznością ponoszenia wyższych opłat tylko dlatego, że samochody użytkowały na podstawie umowy najmu czy użyczenia. Dlatego RPO zaskarżył uchwałę Rrady Miasta do WSA.

Argumenty RPO

W ocenie Rzecznika naruszono zasadę równego traktowania obywateli przez władze publiczne, wynikającą z art. 32 Konstytucji. Tymczasem art. 13b ust. 4 ustawy o drogach publicznych nie pozostawia radzie gminy pełnej swobody ustalania kryteriów różnicowania stawek opłat za parkowanie dla poszczególnych kategorii użytkowników. Ustalając je, rada gminy musi w szczególności uwzględnić wynikający z art. 32 Konstytucji nakaz równego traktowania podmiotów prawa w obrębie określonej kategorii.

Przyjęte kryterium tytułu własności pojazdu samochodowego lub władania nim na podstawie umowy leasingu lub umowy przewłaszczenia na zabezpieczenie nie pozostaje w związku z założonym celem. Niezależnie bowiem od podstawy prawnej użytkowania pojazdu, wszyscy zmotoryzowani mieszkańcy powinni na takich samych zasadach korzystać z przywileju wnoszenia opłaty abonamentowej za postój w strefie płatnego parkowania, w pobliżu miejsca zamieszkania.

Nie można więc wskazać logicznych argumentów, dla których zróżnicowano w prawach mieszkańców strefy płatnego parkowania, nie przyznając uprawnienia do uiszczania opłaty abonamentowej za parkowanie tym mieszkańcom strefy, którzy korzystają z pojazdów samochodowych w oparciu o umowę najmu albo umowę użyczenia – podkreślił Rzecznik.

Kryterium różnicujące uprawnienia kierowców narusza również zasadę proporcjonalności. Trudno bowiem uznać, że waga interesu, któremu miało służyć zróżnicowanie sytuacji prawnej zmotoryzowanych mieszkańców, stoi w odpowiedniej proporcji do wagi interesu mieszkańców strefy, który naruszono wskutek nierównego traktowania podmiotów podobnych.

Zdaniem Rzecznika, nie sposób także wskazać wartości konstytucyjnych, które uzasadniałyby odmienne traktowanie mieszkańców w zależności od rodzaju przysługującego im tytułu prawnego do pojazdu. Regulacje, które  wprowadzają takie zróżnicowanie, pozostają natomiast w sprzeczności z zasadą sprawiedliwości społecznej, która nie zezwala na różnicowanie prawne podmiotów, jeśli ich sytuacja faktyczna jest taka sama.

Orzecznictwo sądów administracyjnych stoi na stanowisku, że niedopuszczalne jest różnicowanie w aktach prawa miejscowego uprawnień osób korzystających z pojazdów poprzez odwołanie się do kryterium własności pojazdu lub kryterium trwałości umowy cywilnoprawnej.

Np. w wyroku z 13 grudnia 2000 r. (sygn. akt II SA 2268/00) Naczelny Sąd Administracyjny uznał za niezgodne z art. 32 Konstytucji regulacje zawarte w Regulaminie funkcjonowania Systemu Strefy Parkowania Płatnego Niestrzeżonego w Warszawie. Przyznawały one prawo do  identyfikatora uprawniającego do bezpłatnego parkowania tylko tym mieszkańcom strefy, którzy byli właścicielami samochodów zarejestrowanych pod adresem zgodnym z miejscem zameldowania. Zdaniem NSA, rozwiązanie, które bazowało wyłącznie na tytule własności pojazdu naruszało zasadę równości wobec prawa, gdyż eliminowało inne trwałe stany faktyczne, kiedy osoba legitymowała się tytułem prawny do korzystania z pojazdu niebędącego jej własnością i zarejestrowanego na inny podmiot.

8 stycznia 2019 r. WSA (sygn. akt. III SA/Kr 900/18) stwierdził nieważność zaskarżonych przepisów. Wyrok nie jest prawomocny.

V.565.58.2018

O sprawiedliwości. Spotkanie regionalne RPO w Jarosławiu

Data: 2019-01-08
  • Spotkanie dotyczyło przede wszystkim praworządności
  • Ale jak zwykle na spotkaniach regionalnych obok spraw „wielkich” pojawiły się zwykłe, codzienne problemy praw człowieka
  • Oceniajmy fakty, pytajmy o konkrety, nie wdawajmy się w "gry plemienne" - powiedział na koniec, po omówieniu tych problemów, Adam Bodnar

30 osób przyszło na popołudniowe spotkanie z RPO Adamem Bodnarem w Bibliotece Miejskiej w  Jarosławiu. Głównie zainteresowani problemami praworządności, ale też sprawami osób z niepełnosprawnościami czy prawami pracowniczymi. Jeden pan przyszedł na spotkanie w sprawie Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO), ale zdecydował się na spotkanie z rzecznikiem praw obywatelskich (RPO).

Przedstawiając się (i ważne dla siebie tematy) uczestnicy spotkania pytali, czy mogą mieć powody do nadziei. Chodziło im nie o sprawy osobiste, ale publiczne.

- Pytacie o powody do optymizmu? To zacznę tak: nie zdajecie sobie pewnie sprawy z tego, co macie na miejscu. Wasze lokalne koło Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną działa w sposób wybitny, kompleksowo wspiera osoby z niepełnosprawnościami – rehabilituje, uczy niezależności, uczy praw, daje pracę. – powiedział Adam Bodnar. – Naprawdę możecie być dumni z Jarosławia.

A sprawa Sądu Najwyższego – przecież odnieśliście Państwo sukces. Protestowaliście, zabieraliście głos, także tu, nie tylko w Warszawie. I mamy nadal Sąd Najwyższy, a Pierwsza Prezes nadal jest na stanowisku. Europa nie zabrałaby tak ostro głosu w sprawie Polski, gdyby nie głos polskich obywateli. To Wasz głos zmienił „bieg lawiny”.

Owszem, są w Sądzie Najwyższym dwie nowe izby – Kontroli Nadzwyczajnej (ale nie płyną do niej strumienie spraw, sam RPO zgłosił dwie skargi nadzwyczajne, z czystym sumieniem, a Prokurator Generalny jedną, więc to narzędzie nie stało się - jeszcze? -narzędziem politycznym)

Izba dyscyplinarna to nieco inna sprawa – bo próbuje naciskać na sędziów, ale też pokazuje w efekcie siłę sprzeciwu środowiska sędziowskiego.

Oczywiście, trzeba się obawiać, że presja polityczna na sędziów zmieni sposób ich zachowania i kryteria orzekania. To poważne zagrożenie.

Ale też nie wolno zapominać, że działanie sądów trzeba poprawiać. Jest tu bardzo dużo do zrobienia i o tym trzeba mówić głośno (warto zajrzeć do dorobku II Kongresu Praw Obywatelskich). Prawo, by się tego domagać, mają zwłaszcza ci obywatele, którzy w ciągu dwóch ostatnich lat bronili niezależności sądów.

Społeczeństwo obywatelskie się wzmacnia. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich przekazał nagrodę, jaką otrzymał od norweskiej Fundacji Rafto (bo jako urzędnik publiczny nagród nie przyjmuje) Funduszowi Obywatelskiemu dla mini inicjatyw dotyczących sądownictwa i grup marginalizowanych – na seminaria, konferencje, akcje ulotkowe, dla aktywnych obywateli z małych miejscowości.

Ustawa represyjna (tzw dezubekizacyjna)

Odebrała świadczenia emerytalne na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej wszystkim, którzy choć jeden dzień przepracowali w służbach uznany przez ustawodawcę w 2016 r za służące totalitarnemu państwu komunistycznemu. Nie daje narzędzi na ocenę jednostkowego zachowania danej osoby.

Rzecznik uważa, że ta ustawa jest zbędna i krzywdząca.

Coraz więcej obywateli wchodzi w tej sprawie na drogę sądową. Jednak sądy nie zaczęły tu stosować bezpośrednio Konstytucji, tylko wykorzystały możliwość skierowania pytania prawnego do obecnego Trybunału Konstytucyjnego. Sprawa tam leży i czeka na rozstrzygnięcie, a sądy powszechne zawieszają do czasu rozstrzygnięcia trybunalskiego postępowania. W papierach wszystko się zgadza, w prawach człowieka – nic.

Rzecznik chce się do takich wybranych spraw przed sądami przyłączać - by zwracać uwagę sądom na problem.

Na co można liczyć? Na zmianę ustawy albo na Europejski Trybunał Praw Człowieka. Ale to potrwa (skoro nawet w sprawie ekshumacji smoleńskich zajęło dwa lata, a same ekshumacje zostały w tym czasie przeprowadzone).

- Nas tu jednak interesują nie organy władzy w Warszawie, ale sądy, policja i prokuratura tu, na miejscu. A traktują nas źle. To zwycięstwo obróciło się przeciwko nam. Na czele protestów często byli ludzie, którzy doprowadzili do tego, że sądy źle działają. A władze wykorzystały sytuację w sądach do obsadzenia sądów swoimi ludźmi – mówił jeden pan.

Innym uczestnikom spotkania się to nie podobało.

- Nie możemy głosu Pana tak zostawić – zaapelował Adam Bodnar. – Wymiar sprawiedliwości nie funkcjonował dobrze – pod względem organizacyjnym, podejściem do ludzi, przewlekłością, zarobkami pracowników. To nie jest efekt tego, że jakieś „struktury” miały w tym udział – ale  w skutek bałaganu i braku jasnej wizji, jak ma funkcjonować wymiar sprawiedliwości. Nikt nie pytał się ludzi, co trzeba zmienić, a na szczeblu lokalnym sędziowie zamykali się środowiskowo (to był w dużej części skutek niskich zarobków sędziowskich – wielu prawników nawet nie rozważało kariery sędziowskiej, co tamowało dopływ „świeżej krwi”, a wspierało praktyki nepotystyczne).

Z drugiej strony – do sądów zaczęły napływać nowe typy spraw. Bo kto by 15 lat temu wyobraził sobie, że będą sprawy o upadłość konsumencką, służebność związaną z telefonią komórkową, czy tysiące spraw o kredyty „frankowe”? Nikt. A teraz sądy mają takie sprawy. Sądy mają coraz więcej spraw, a ich sposób organizacji nie zmienił się od  ćwierćwiecza. To jest problem!

I te źle zorganizowane sądy nie były w stanie uporać się także ze sprawami związanymi z rozliczeniami z przeszłością (przykładem sprawa Grzegorza Przemyka, ale też sprawa osądzenia przepisów, które uznały przestępstwa funkcjonariuszy PRL zagrożone karami do 3 lat). Osoby ukrywające się w stanie wojennym, ale nie internowane, nie mają prawa do odszkodowania za utraconą pracę i dochody. Sprawy wszystkich osób represjonowanych po wydarzeniach zielonogórskich w 1960 r. nie zostały załatwione!

Pojawia się pytanie, tłumaczył Adam Bodnar, do czego użyjemy tych problemów. Do niszczenia sądów, czy do ich naprawy? Mamy to naprawiać, bo prawa wszystkich osób – i tych represjonowanych w walce o niepodległość i policjantów, którzy ryzykowali życiem w obronie porządku publicznego – są ważne.

I prawa radiologów też – podsumował ten wątek rzecznik praw obywatelskich

Prawa radiologów

Przepisy wydłużaniu czasu pracy radiologów nie uwzględniły stażu pracy ani podniosły wynagrodzeń (za dłuższy czas pracy pensja była taka sama). W jarosławskim szpitalu radiolodzy dostają tylko nieco więcej niż sprzątacze, a pielęgniarki mają ponad tysiąc złotych więcej.

RPO: Bo jak widać, słabsze grupy zawodowe, bez silnej reprezentacji związkowej, mają w Polsce gorzej. To jest sprawa dla Rzecznika. Musimy się temu przyjrzeć.

Zarządzanie drogami publicznymi

Co można zrobić, kiedy zarządca drogi publicznej nie wywiązuje się z obowiązków, a zatem droga i jej infrastruktura niszczeje (drogą powiatową, podczas robót jeździły pojazdy wykorzystywane na drogi, a błoto z ich kół zatkało kolektor ściekowy)?

RPO: Zwracał się Pan do nas? Nie, ale zwracałem się nawet do premiera.

RPO: My w właśnie w takich sprawach interweniujemy. Proszę nam to wysłać.

A z jakiego przepisu wynika obowiązek właściciela do odśnieżania chodnika przy posesji?

RPO: Prawo do własności (art. 64 Konstytucji) podlega ograniczeniom, a jednym z nich może być taki dodatkowy obowiązek.

Barbara Imiołczyk, BRPO: Ale najwyraźniej przepisy są przestarzałe i być może wymagają zmiany?

RPO: zanalizujemy problem.

Inne problemy zgłaszane na spotkaniu

  • Zasady monitoringu w miejscu pracy
  • Problemy posiadaczy książeczek mieszkaniowych PKO BP
  • Jak doprowadzić do tego, by od emerytur nie płacić podatków (RPO: tu chodzi o podwyżkę emerytur, prawda? Moim zdaniem jest to możliwe tylko dzięki głębszej integracji europejskiej, w perspektywie niestety 20 lat. A poza tym potrzebna jest wyższa kwota wolna od podatów - bo to narzędzie sprawiedliwe)
  • Kiedy ludzie będą mieli wreszcie prawo do mieszkania. Przecież jak się mieszka z dorosłymi dziećmi, do relacje codzienne są coraz gorsze. Mieszkanie nie powinno być luksusem! (RPO: To prawda, Konstytucja nie jest tu realizwoana, ten rząd wziął się do tego dobrze, w ramach programu Mieszkanie+, niestety, ten program nie wyszedł)
  • Co zrobić z kredytami „frankowymi”?

Protesty, w tym antyrządowe

Wielu uczestników takich protestów jest potem ciąganych na policję, do prokuratury – a wszystko kończy się w sądzie uniewinnieniem. Czy mamy prawo do odszkodowania za stracony czas, dojazdy?

RPO: Sprawa jest niestety skomplikowana, bo w toku pozwu cywilnego przeciwko Skarbowi Państwa trzeba by wykazać, że organ państwa naruszył prawo. To nie jest łatwe. Udaje się to w sytuacji, gdy ktoś zostanie pozbawiony wolności a następnie uniewinniony. W przypadku samego oskarżenia trudno od razu założyć, że organ państwowy od początku działał w złej wierze – a nie, że się po prostu pomylił. Być może jednak warto to wyjaśnić przed sądem?

Sesja 5. Wykluczenie transportowe mieszkańców mniejszych miejscowości (BLOK C)

Data: 2018-12-14
  • Transport publiczny kończy się, kiedy nawet „graficiarze” nie chcą pisać na przystankach.
  • Za bilet ze Słupska trzeba zapłacić ok. 200 zł, a za bilet do Londynu 20 zł.
  • Tam gdzie jest tabliczka „sołtys”, powinien przejeżdżać autobus.

Brak połączeń kolejowych czy autobusowych przyczyną wykluczenia transportowego!

Wiele nie tylko wsi, ale też mniejszych miast jest „odciętych od reszty kraju i świata”. Ta sytuacja staje się coraz bardziej powszechna. Wielu mieszkańców, aby dostać się do lekarza, czy skorzystać z innych usług publicznych, jest zmuszonych prosić sąsiadów lub rodzinę posiadającą samochód.

Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie podnosił kwestię powszechnego wykluczenia transportowego, w szczególności dotyczącego mniejszych gmin i miejscowości. W dobie kryzysu komunikacji publicznej (kolejowej oraz autobusowej) oraz wysokich kosztów komunikacji samochodowej, istnieje coraz większa bariera z równym dostępem do edukacji publicznej, służby zdrowia oraz innych usług publicznych. Obecna sytuacja ma bezpośrednie znaczenie dla możliwości korzystania z praw przez młodzież, osoby starsze oraz osoby z niepełnosprawnością. Panel ma na celu wypracowanie rozwiązań, które pozwoliłyby na zmierzenie się z tym problemem.

Ten trud podjęli eksperci:

  • Karol Trammer – aktywny publicysta. Założyciel i redaktor naczelny dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”,
  • Marcin Kiciński – autor/współautor kilkudziesięciu publikacji z obszaru transportu i logistyki,
  • Marcin Skonieczka – wójt gminy Płużnica,
  • Andrzej Berezowski – redaktor Tygodnika Solidarność, dziennikarz, publicysta,
  • Tomasz Emiljan – dyrektor Departamentu Infrastruktury Najwyższej Izby Kontroli,
  • Jarosław Komża – ekspert Związku Powiatów Polskich,
  • oraz moderatorka

Barbara Imiołczyk, dyrektorka Centrum Projektów Społecznych w BRPO.

Dane statystyczne podane w komunikacie CBOS Nr 125/2017 wskazują, że w 75% gospodarstw domowych jest samochód osobowy, 14% nie ma, bo nie chce, 9% chciałoby mieć, ale nie stać, a 2% chciałoby mieć, ale nie ma z innych powodów.

Należy odnotować też, że od 25 lat, czyli od momentu monitorowania liczby samochodów w gospodarstwie, bardzo wyraźnie zmniejszył się odsetek badanych niemających samochodu w swoim gospodarstwie.

Jak podaje GUS, patrząc na miejsce zamieszkania, to większy odsetek gospodarstw domowych na wsi niż w mieście posiadał samochód osobowy, motocykl, skuter, motorower lub rower.

W raporcie Najwyższej Izby Kontroli z 2015 r. „Funkcjonowanie Regionalnego Pasażerskiego Transportu Drogowego” (KIN.410.007.00.2015, Nr ewid. 26/2016/P/15/035/KIN) można przeczytać, że „…skontrolowane samorządy na ogół nie były zainteresowane organizacją publicznego drogowego transportu zbiorowego i – do czasu kontroli NIK – jedynie administrowały tym transportem. Połowa kontrolowanych samorządów nie badała i nie analizowała potrzeb przewozowych w publicznym transporcie zbiorowym, z tym z uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych i osób o ograniczonej zdolności ruchowej…”.

Wszyscy uczestniczący w gorącej dyskusji zgodzili się, że wykluczenie transportowe dotyczy właściwie całego obszaru kraju i jest ono znacznie poważniejsze na obszarach wiejskich. Liczba samochodów na obszarach wiejskich jest wynikiem braku transportu publicznego, a samochód jest jedynym środkiem komunikacji. Zgodzono się, że wykluczenie transportowe skutkuje wykluczeniem społecznym, zawodowym, wpływa negatywnie na rozwój całych obszarów i uderza najbardziej w ludzi najsłabszych, biednych, starszych i z niepełnosprawnościami.

Brak transportu publicznego i konieczność posiadania dużej liczby samochodów przyczynia się do zatorów na autostradach i drogach krajowych i tym samym do degradacji środowiska.

Wskazywano na sposoby organizowania transportu zbiorowego u naszych sąsiadów za granicą. Np. w Czechach udało się zapewnić komunikację na dobrym poziomie. Szukając koniecznych rozwiązań zwrócono uwagę na wprowadzenie nowych instrumentów prawnych, które mogłyby poprawić sytuację. To co można zrobić na już to otworzyć dowozy szkolne dla wszystkich potrzebujących. Kolejnym etapem powinno być wprowadzenie autobusów na telefon. Natomiast docelowo należy skupić odpowiedzialność za cały transport autobusowy i kolejowy w samorządach województw.

Prawo jednak nie zmieni wszystkiego. Bardzo ważne jest budowanie świadomości obywatelskiej, o tym jak wielką rolę dla naszych praw odgrywa możliwość korzystania z komunikacji publicznej.

Ważna jest też współpraca między samorządami i zawiązywanie partnerstw czy porozumień.

Przywołano dobry przykład powiatu lipnowskiego, gdzie udało się założyć własny transport i zbudować sieć połączeń w powiecie. Dokonano tego głównie mając na uwadze zatrzymanie młodych ludzi w gminach. Tam gdzie nie ma komunikacji odchodzenie młodych ze wsi, czy małych miejscowości do większych aglomeracji obserwuje się już na poziomie szkoły średniej.

  • WNIOSKI: problem wykluczenia transportowego nie sprowadza się tylko do braku możliwości korzystania z komunikacji publicznej, ale dotyka też kwestii społecznych, gospodarczych. Bezpośrednio ogranicza prawa człowieka.

Sąd nie dostrzegł wyroku TK. Po kasacji Rzecznika SN uniewinnił kierowcę z niepełnosprawnością

Data: 2018-12-13
  • Kierowca z niepełnosprawnością wjechał w ulicę, na której zakaz ruchu dotyczył także osób niepełnosprawnych
  • Sąd uznał go za winnego wykroczenia i ukarał grzywną. Wyrok podtrzymał sąd II instancji  
  • W chwili orzeczenia II instancji obowiązywał już wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uchylił możliwość pozbawiania osób niepełnosprawnych prawa niestosowania się do znaków zakazu ruchu
  • Dlatego RPO wniósł kasację, którą Sąd Najwyższy uwzględnił, uniewinniając ukaranego

W czerwcu 2014 r. pan Jarosław wjechał w uliczkę mimo znaku zakazu ruchu w obu kierunkach, opatrzonego tabliczką „Dotyczy osób niepełnosprawnych". Straż Miejska wystąpiła do sądu o ukaranie go za wykroczenie z art. 92 § 1 Kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę grzywny albo nagany za niestosowanie się do znaku drogowego.

2 tys. zł grzywny dla kierowcy z niepełnosprawnością

W sądzie pan Jarosław argumentował, że jest osobą z niepełnosprawnością i ma ograniczoną sprawność ruchową oraz kartę parkingową osoby z niepełnosprawnością. Dlatego, w myśl art. 8 ust. 1 i 2 ustawy Prawo o ruchu drogowym, może nie stosować się do znaku drogowego, a tabliczka: „Dotyczy osób niepełnosprawnych” tego prawa go nie pozbawiała (Minister Infrastruktury w załączniku do swego rozporządzenia z 3 lipca 2003 r. zapisał, że w określonych sytuacjach możliwe jest ograniczenie uprawnienia osób niepełnosprawnych niestosowania się do znaku, poprzez umieszczenie tablic: "Dotyczy także niepełnosprawnych").

Sąd rejonowy nie uznał tych argumentów i w 2015 r. ukarał pana Jarosława  grzywną w wysokości 2 tys. zł; obarczył go też 300 zł kosztów postępowania.

Pan Jarosław odwołał się. Karę uznał za nadmiernie represyjną. Wskazał, że tabliczka „Nie dotyczy  osób niepełnosprawnych” jest niezgodna z załącznikiem rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2003 r. - co stwierdził 4 listopada 2014 r.  Trybunał Konstytucyjny.

W styczniu 2016 r. sąd okręgowy obniżył grzywnę do 500 zł i zwolnił pana Jarosława od kosztów, ale utrzymał wyrok co do istoty.

RPO: rażące naruszenie prawa

Kasację na korzyść pana Jarosława złożył Rzecznik Praw Obywatelskich. Zarzucił wyrokowi rażące naruszenie prawa, polegające na uznaniu obwinionego za winnego, mimo że nie wyczerpał on znamion wykroczenia. Na etapie postępowania odwoławczego nastąpiła bowiem zmiana przepisów w związku z utratą mocy - w wyniku orzeczenia TK - przepisu zezwalającego uprawnionym organom na wyłączenie prawa osób niepełnosprawnych do niestosowania się do znaku zakazu ruchu poprzez umieszczenie tabliczki: „Dotyczy także niepełnosprawnych”.

Wniosek w tej sprawie do TK wniosła Irena Lipowicz, ówczesna rzeczniczka praw obywatelskich. Trybunał podzielił jej zastrzeżenia, uznając zaskarżony przepis za sprzeczny z Konstytucją i Prawem o ruchu drogowym. TK wskazał, że materia, do jakiej powinno się odnosić rozporządzenie, powinna dotyczyć - w zakresie znaków drogowych - wyłącznie ich warunków technicznych oraz umieszczania ich na drogach. Nie powinna zaś obejmować uprawnień określonej kategorii uczestników ruchu drogowego do tego, aby stosować się, bądź nie, do tych znaków. TK uznał, że zaskarżony przepis straci moc obowiązującą 30 czerwca 2015 r.

W kasacji RPO podkreślił, że sąd odwoławczy, w ślad za sądem I instancji, uznał, że pan Jarosław popełnił zarzucane mu wykroczenie. - Tym samym sąd II instancji uznał, iż wskazane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie ma zastosowania do obwinionego – napisał Rzecznik.

Tymczasem po utracie mocy zaskarżonego przepisu, zachowanie pana Jarosława nie było już czynem zabronionym. Skoro zakaz de facto go nie obowiązywał, to mógł wjechać w ulicę nie łamiąc przy tym przepisów. Dlatego Rzecznik wniósł o uchylenie obu wyroków i uniewinnienie.

Sąd Najwyższy na rozprawie 13 grudnia 2018 r. uniewinnił pana Jarosława, a kosztami procesu obciążył Skarb Państwa (sygn. akt IV KK 283/18). - Skoro w dacie orzekania przez sąd okręgowy nastąpiła zmiana stanu prawnego, to obwiniony swoim zachowaniem nie wyczerpał znamion wykroczenia z art. 92 § 1 k.w., a ten sąd powinien był zmienić zaskarżony wyrok i uniewinnić obwinionego. Z rażącą obrazą wskazanego w zarzucie kasacji przepisu prawa materialnego, tj. art. 92 § 1 k.w., Sąd Okręgowy tego jednak nie uczynił – orzekł SN.

II.510.46.2017

Zwrot odholowanego samochodu. Trybunał Konstytucyjny uwzględnił wniosek RPO

Data: 2018-12-05
  • Nie można nie oddawać samochodu tylko dlatego, że właściciel nie zapłacił za odholowanie i parking. Kierowca może zapłacić po odebraniu auta
  • Trybunał Konstytucyjny uwzględnił wniosek RPO w sprawie przepisów o pojazdach, które są odholowywane na strzeżone parkingi
  • Według TK doszło do nieproporcjonalnego ograniczenia prawa własności, a opłatę można egzekwować w drodze egzekucji

24 maja 2017 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisów  przewidujących, że pojazd usunięty z drogi i umieszczony na parkingu strzeżonym jest wydawany właścicielowi po okazaniu dowodu opłaty za usunięcie auta i jego parkowanie.

Argumenty RPO

RPO nie kwestionował usuwania i odholowania pojazdu zaparkowanego w złym miejscu (czy też samochodu kierowanego przez osobę bez uprawnień).  Dopuszczalne jest bowiem nakładanie na kierowcę opłat za usunięcie pojazdu z uwagi na przesłanki porządku publicznego. –  Opłaty służą zapewnieniu faktycznych wpływów z tytułu opłat publicznych do budżetów powiatów – wskazywał Adam Bodnar.

Za niedopuszczalne z punktu widzenia przesłanek ograniczenia prawa własności (art. 64 Konstytucji), określonych w art. 31 ust. 3 Konstytucji, RPO uznał zaś regulacje, że wydanie pojazdu właścicielowi następuje dopiero po okazaniu dowodu wpłaty.  Nie spełniają one wymogu niezbędności dla ochrony interesu publicznego, jak również wymogu zachowania odpowiedniej proporcji między korzyściami, jakie wynikają z tych przepisów, a ograniczeniami,  których doznaje właściciel.  Jest on ograniczany w wykonywaniu prawa własności, gdyż pozbawia się go możliwości korzystania z rzeczy.

Zdaniem Rzecznika nie istnieje bowiem rzeczywista potrzeba uzależnienia  wydania właścicielowi pojazdu przechowywanego na parkingu od uprzedniego uiszczenia opłat za odholowanie pojazdu, w celu zapewnienia powiatowi dochodów z tego tytułu.

Cel ten jest bowiem możliwy do osiągnięcia przy zastosowaniu innych środków powodujących mniejsze ograniczenia praw właścicieli odholowanych pojazdów. W ocenie Rzecznika przepisy mogą bowiem nakładać na właściciela obowiązek zapłaty  w określonym terminie, po którego upływie będą dochodzone w drodze egzekucji administracyjnej.

Rzecznik podkreślał, że w obecnym stanie prawnym, choć w interesie właściciela pojazdu leży niezwłoczna zapłata, nie zawsze jest on w stanie natychmiast zapłacić. - Jeżeli bowiem np. w weekend kierowca uda się do innego miasta i nie ma przy sobie znacznej ilości gotówki, jak również nie dysponuje elektronicznymi instrumentami płatniczymi, to nie ma możliwości szybkiego uregulowania należności za odholowanie pojazdu samochodowego, a tym samym nie może korzystać z pojazdu – podkreślał Rzecznik.

Sejm i Prokurator Generalny - uczestnicy postępowania przed TK - przedstawili stanowisko, że zaskarżone przepisy są zgodne z Konstytucją, 

Wyrok TK

5 grudnia 2018 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 130a ust. 5c oraz ust. 7 pkt 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym w zakresie, w jakim przewiduje, że pojazd usunięty z drogi pozostaje na parkingu strzeżonym wyznaczonym przez starostę do czasu uiszczenia opłaty za jego usunięcie i parkowanie - są niezgodne z art. 64 ust. 1 i 3 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Orzeczenie zapadło jednogłośnie. Wydał je Trybunał w składzie: Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz (przewodniczący), Piotr Pszczółkowski, Stanisław Rymar, Piotr Tuleja (sprawozdawca) i Andrzej Zielonacki.

Uwzględniając z jednej strony konieczność ochrony porządku publicznego, a z drugiej strony - wagę praw właściciela, Trybunał uznał, że ingerencja ustawodawcy w prawo własności jest niewspółmierna do celu regulacji. Zdaniem Trybunału, obowiązek uiszczenia opłaty za usunięcie i parkowanie pojazdu – jako warunek wydania pojazdu – ma znaczenie drugorzędne dla zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym i porządku publicznego. Cel ten zostaje bowiem zrealizowany przez usunięcie pojazdu z drogi. W istocie ustawodawca miał na celu mobilizowanie kierowców do niezwłocznego uiszczenia należności publicznoprawnych, służących zapewnieniu faktycznych wpływów z tytułu opłat publicznych (w tym wypadku do budżetów powiatów).

Trybunał stwierdził, że zastosowany środek jest nieproporcjonalny w sytuacji, gdy istnieją ustawowe instrumenty egzekwowania należności publicznoprawnych (w trybie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji). Ewentualne trudności w ściąganiu opłat za usunięcie i przechowanie pojazdu nie są zaś wystarczającym powodem ingerencji w prawo własności.

W ocenie Trybunału ustawodawca przekroczył ramy wyznaczone treścią zasady proporcjonalności przewidzianej w art. 31 ust. 3 Konstytucji. Przyjęte rozwiązanie, choć przydatne, to nie jest konieczne dla osiągnięcia zakładanego celu regulacji i stanowi nadmierny ciężar dla właściciela. W konsekwencji narusza art. 64 ust. 1 i 3 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Przepisy te stracą moc obowiązującą z upływem dziewięciu miesięcy od ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw. Odroczenie utraty mocy obowiązującej zakwestionowanych przepisów TK uzasadnił faktem, że umożliwi to ustawodawcy wprowadzenie regulacji przewidującej procedurę uiszczania opłaty. Odroczenie to jest bowiem niezbędne dla zapewnienia niezakłóconego poboru opłat za usunięcie i przechowywanie pojazdów oraz dla zagwarantowania stabilności systemu finansowania zadania powiatów.

- Wyeliminowanie normy uzależniającej wydanie pojazdu od uprzedniego uiszczenia opłaty za jego usunięcie i parkowanie nie oznacza zwolnienia właściciela pojazdu z obowiązku uregulowania stosownych należności, będących dochodem budżetu powiatu – zaznaczył TK.

Skargi do sądów administracyjnych  

RPO wniósł również do sądów administracyjnych kilkanaście skarg na uchwały rad  miast o wysokości opłat za  odholowywanie aut na strzeżony parking (większość wygrał). Adam Bodnar podkreślał, że ustalanie opłat powinno zależeć od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach, świadczonych przez firmy z danego powiatu. Tymczasem rady wielu miast ustalają stawki na maksymalnym poziomie (nawet kilkukrotnie przekraczają koszt tych usług). Kierują się przy tym zwiększeniem swego budżetu. Prawo o ruchu drogowym nie zna zaś przesłanki zapewnienia jak najwyższych wpływów do budżetu miasta przy określaniu tych stawek 

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, wysokość stawek ma być wyznaczana m.in. z uwzględnieniem kosztów usług holowania i  przechowywania pojazdów w danym powiecie. RPO zarzucał radom, że nie ustaliły relacji takich kosztów do wysokości swych stawek.

V.511.266.2015

 

Rzecznik do NSA w obronie praw kierowców, którym odebrano prawo jazdy

Data: 2018-12-05
  • Kierowcy tracą na trzy miesiące prawo jazdy za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h
  • Starosta wydaje taką decyzję na podstawie informacji od policji - bez wyjaśniania, czy w ogóle doszło do wykroczenia i kto był jego sprawcą
  • Tymczasem wskazania radarów mogą być mylne. Obywatele kwestionują też, aby to oni kierowali pojazdem w chwili zrobienia zdjęcia fotoradarem
  • Informacja policji nie może być wyłączną podstawą zatrzymania prawa jazdy - uważa RPO 
  • Obywatele powinni mieć prawo do wyjaśnienia sprawy najpierw w postępowaniu wykroczeniowym; wtedy sprawa u starosty byłaby zawieszana

Wobec rozbieżności sądów administracyjnych, jak stosować przepisy w tej sprawie, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił z pytaniem prawnym do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

RPO pyta, czy podstawą decyzji starosty o zatrzymaniu prawa jazdy może być  wyłącznie informacja policji o ujawnieniu kierowania pojazdem z prędkością w obszarze zabudowanym przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h. Drugim zagadnieniem jest, czy prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie odpowiedzialności wykroczeniowej za takie przekroczenie prędkości stanowi tzw. zagadnienie wstępne (wtedy byłby wymóg zawieszenia postępowania co do zatrzymania prawa jazdy przez starostę do prawomocnego wyroku sądu).

Zgodnie z art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami, starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy po wpłynięciu informacji od policji o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości. Decyzję wydaje na 3 miesiące, z nadaniem jej rygoru natychmiastowej wykonalności.

Rozpatrując skargi obywateli w takich sprawach sądy administracyjne prezentują rozbieżne stanowiska co do stosowania tych przepisów. Zdaniem Rzecznika wymaga  to rozstrzygnięcia przez powiększony skład NSA.

RPO podkreśla, że cel, jakim kierował się ustawodawca - zapewnienie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jest pożądany i powszechnie akceptowany. Jego osiągnięcie musi jednakże odbywać się za pomocą środków zgodnych z prawem konstytucyjnym oraz w duchu poszanowania praw i wolności obywatelskich.

Rozbieżności sądów administracyjnych

W orzecznictwie reprezentowany jest pogląd, że starosta opiera decyzję wyłącznie na  informacji od policji, która ma charakter dokumentu urzędowego. Według tego stanowiska, starosta nie jest uprawniony do weryfikowania przypisanego kierowcy wykroczenia pod względem merytorycznym. Nie może np. powoływać ani z urzędu, ani na wniosek, dowodów weryfikujących informacje policji.

Do odebrania prawa jazdy nie jest zaś konieczne prawomocne skazanie sprawcy -  wystarczy ujawnienie wykroczenia, bowiem ustawodawca przewiduje tu środek administracyjny, a nie karny. Takie stanowisko zajął m.in. NSA  w uzasadnieniu wyroku z 4 października 2017 r  i 29 maja 2018 r. 

W sprawach, w których wydano takie poglądy, skarżący kwestionował przekroczenie prędkości, a z faktów przytaczanych przez sądy nie wynikało, że wina skarżącego została stwierdzona mandatem karnym. Co więcej, w sprawie o sygn. akt I OSK 2190/16 NSA wyraził taki pogląd, wiedząc, że sąd ostatecznie ustalił, iż skarżący przekroczył prędkość  nie więcej niż o 40 km/h.

W orzecznictwie prezentowane jest również odmienne stanowisko. 24 listopada 2017 r. WSA w Gliwicach (sygn. akt II SA/Gl 806/17)  stwierdził, że gdy kierowca  zaprzecza przekroczeniu prędkości i odmawia przyjęcia mandatu, decyzja starosty nie może opierać się wyłącznie na notatce policji. Decydujące ma być wtedy  rozstrzygnięcie w sprawie o wykroczenie w związku z odmową przyjęcia mandatu.

Taki pogląd znalazł akceptację NSA. W wyroku z 10 kwietnia 2018 r. (sygn. akt  I OSK 2809/17), wskazał on, że jeśli kierowca uprawdopodobni wątpliwości wobec poprawności pomiaru - wskazując np. na wadliwość legalizacji urządzenia pomiarowego - to musi być możliwość weryfikacji informacji policji. Jeśli kompetentny jest do tego sąd w sprawie wykroczeniowej, to starosta powinien zawiesić swe postępowanie co do zatrzymania prawa jazdy do rozstrzygnięcia sprawy przez ten sąd (tzw. zagadnienie wstępne).

Jednak WSA w Poznaniu i Gliwicach w wyrokach - odpowiednio -  z 19 grudnia 2017 r. (sygn. akt II SA/Po 745/17)  i 24 marca 2017 r. (sygn. akt II SA/Gl 1138/16) nie zgodziły się, że w takiej sytuacji starosta powinien zawieszać swe postępowanie. Zdaniem sądów, jeśli potem kierowca byłby uniewinniony od zarzutu, to może wystąpić o wznowienie postępowania administracyjnego; ma też prawo dochodzić odszkodowania. Pogląd o braku przesłanek do zawieszania pojawia się również w linii orzeczniczej wyrażającej stanowisko, że starosta opiera się wyłącznie na informacji policji.

Argumentacja RPO

Rzecznik opowiada się na odrzuceniem tej linii orzeczniczej, która aprobuje automatyzm i obligatoryjność zatrzymywania prawa jazdy na podstawie  niezweryfikowanych ustaleń policji.

Rzecznik zgadza się z poglądem NSA (I OSK 2809/17), iż sytuacja, gdy jedynym dowodem, który stanowi o obowiązku  zatrzymania prawa jazdy jest informacja policji, prowadzi do naruszenia konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP), którego elementem jest prawo do sprawiedliwej procedury, a także do naruszenia zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji RP).

W myśl tej wykładni zatrzymanie prawa jazdy następowałoby bez możliwości  weryfikacji zarówno w postępowaniu administracyjnym jak i przed sądem administracyjnym. Kontrola takiej decyzji ograniczona byłaby tylko do tego, czy  informacja policji w rzeczywistości wpłynęła do starosty. Tymczasem skarżący  kwestionowali nie fakt jej wpłynięcia, ale prawidłowość ustaleń policji w niej zawartych. Skuteczna ochrona ich interesu prawnego wymagałaby zatem kontroli dokonywanej właśnie w tym zakresie – podkreśla Adam Bodnar.

Konieczność zapewnienia prawa do sądu osobie ukaranej decyzją starosty nabiera szczególnego znaczenia w kontekście podnoszonych - m.in. w skargach do RPO, ale także w mediach - licznych uchybień i nieprawidłowości, których dopuszczały się osoby obsługujące radary, jak również wad technicznych oraz prawnych tego sprzętu.

Jak zauważył Prokurator Generalny w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym (sygn. akt K 24/15), na prawidłowość pomiaru przez urządzenia rejestrujące wpływ ma sposób usytuowania ich przy drodze, profesjonalizm obsługującego i natężenie ruchu.  Często nieprawidłowe pomiary wynikają z tzw. podwójnego odbicia fal od ruchomego obiektu, np. ciężarówki jadącej w przeciwnym kierunku niż pojazd namierzany. Błąd może też powodować pomiar na tle metalowego ogrodzenia. Inna jego przyczyna to dokonywanie czynności nie dość celnie lub selektywnie, w wyniku czego może być rejestrowana prędkość jadącego w bezpośrednim pobliżu pojazdu większego lub poruszającego się z większą prędkością niż pojazd namierzany.

RPO  podkreśla, że kierujący pojazdem może kwestionować nie tylko fakt prawidłowości pomiaru prędkości, ale także swoje sprawstwo. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których ujawnienie przekroczenia prędkości dokonano za pomocą fotoradaru.

- Wszystkie wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte w każdej konkretnej sprawie przez posiadający stosowne doświadczenie i właściwe instrumentarium proceduralne sąd karny - argumentuje  Rzecznik. Przyjęcie poglądu o automatyzmie zatrzymywania prawa jazdy na podstawie informacji policji oznaczałoby natomiast, że wszystkie te wątpliwości nie miałyby w postępowaniu przed starostą żadnego prawnego znaczenia.

Zakres niezbędnych ustaleń, które ma dokonać organ zatrzymujący prawo jazdy, jest również przedmiotem rozbieżnych stanowisk Trybunału Konstytucyjnego (wyroki z 22 września 2009 r., sygn. akt P 46/07 oraz z 11 października 2016 r., sygn. akt K 24/15). Ważne jest jednak to, że w ocenie Trybunału automatyzm i obligatoryjność zatrzymania prawa jazdy jest nie do pogodzenia z aksjologią Konstytucji RP.

W ocenie Rzecznika zawieszanie postępowań przed starostą ze względu na toczące się postepowanie wykroczeniowe jest najkorzystniejsze z punktu widzenia interesu obywatela i spójności systemu wymiaru sprawiedliwości.

Automatyczne nadanie decyzji starosty rygoru natychmiastowej wykonalności  - w połączeniu ze stosunkowo krótkim okresem, na jaki zatrzymuje się prawo jazdy - prowadzi do sytuacji, w której rozpoznanie odwołania  w wielu wypadkach będzie  następować po upływie trzymiesięcznego okresu, na jaki  zatrzymano prawo jazdy.

Budzi to obawę Rzecznika, że ewentualne wydanie wyroku uniewinniającego w postępowaniu karnym i wznowienie postępowania w sprawie zatrzymania prawa jazdy (lub ewentualne podważenie  przekroczenia prędkości w postępowaniu odwoławczym, czy przed sądem administracyjnym) będzie jedynie iluzorycznym instrumentem naprawczym dla obywatela, który poniósł szkodę z powodu niemożności kierowania pojazdem w okresie zatrzymania prawa jazdy.

Oznaczałoby to uruchomienie postępowań odszkodowawczych od Skarbu Państwa. Nie można bowiem wykluczyć sytuacji, w których obywatele bezprawnie pozbawieni przez kilka miesięcy prawa jazdy będą występować o odszkodowania, zarówno w zakresie poniesionych szkód, jak i utraconych korzyści - wskazuje Adam Bodnar . Odszkodowania te mogą okazać się dotkliwe dla Skarbu Państwa, zwłaszcza w przypadku osób, dla których prawo jazdy jest niezbędne do pracy. Zawieszenie zaś postępowania administracyjnego do czasu wyroku w sprawie o wykroczenie, zapobiega powstaniu szkody.

V.511.358.2018

Uchwała o bezpłatnym parkowaniu w Nysie naruszyła zasady równego traktowania. RPO złożył skargę kasacyjną do NSA

Data: 2018-11-30
  • Miasto Nysa naruszyło zasadę równego traktowania, wprowadzając „winietę mieszkańca", która uprawnia do bezpłatnego parkowania - uznał RPO
  • Prawo to przyznano bowiem wyłącznie tym mieszkańcom, którzy użytkują samochody jako ich właściciele lub leasingobiorcy
  • Pominięto zaś mieszkańców, których tytuł do pojazdu wynika z innych umów cywilnoprawnych, np. najmu czy użyczenia
  • WSA oddalił skargę RPO na uchwałę Rady Nysy. Rzecznik złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego

13 września 2018 r.  Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu oddalił skargę RPO na uchwałę Rady Miejskiej w Nysie z 22 grudnia 2016 r. Wbrew stanowisku Rzecznika, WSA uznał, że winieta przysługuje każdemu mieszkańcowi - bez względu na tytuł prawny, jaki ma do pojazdu.

W myśl uchwały, zerowa stawka opłaty przysługuje mieszkańcom strefy płatnego parkowania na podstawie „winiety mieszkańca”. Podstawą jej wydania jest przedstawienie: dowodu rejestracyjnego pojazdu z nazwiskiem właściciela lub współwłaścicieli albo  konsumenckiej umowy leasingu, a także dokumentu poświadczającego zamieszkanie na terenie strefy. Uprawnienia do winiety nie mają użytkujący pojazdy na podstawie innych niż umowa leasingu umów cywilnoprawnych (np. umowy najmu czy umowy użyczenia) - podkreślił Rzecznik.

Dlatego w jego ocenie uchwała narusza wynikającą z art. 32 Konstytucji zasadę równego traktowania obywateli przez władze publiczne. Zakazuje ona stanowienia norm prawnych, które różnicują uprawnienia osób znajdujących w jednakowej sytuacji – bez uzasadnionej przyczyny i w oderwaniu od zasad sprawiedliwości.

Zdaniem RPO nie można wskazać logicznych argumentów, dla których zróżnicowano prawa mieszkańców, nie przyznając uprawnienia do zerowej stawki tym, którzy korzystają z pojazdów na podstawie umów najmu lub użyczenia. Nie sposób także wskazać wartości konstytucyjnych, które uzasadniałyby odmienne traktowanie mieszkańców w zależności od tytułu prawnego do pojazdu. Regulacje, które wprowadzają takie zróżnicowanie, są sprzeczne z zasadą sprawiedliwości społecznej.

Rzecznik przytoczył kilka prawomocnych orzeczeń sądów administracyjnych, w których wskazano, że kryterium zróżnicowania uprawnień do zerowej stawki opłaty za parkowanie, którym jest określony tytuł prawny do pojazdu, narusza zasadę równości wobec prawa.

W odpowiedzi na skargę, Rada Miejska w Nysie podniosła, że uchwała w żaden sposób nie określa, jakim tytułem prawnym do pojazdu ma legitymować się mieszkaniec ubiegający się o winietę. W związku z tym nie zawęża ona katalogu uprawnionych tylko do osób, które użytkują pojazdy jako właściciele lub leasingobiorcy.

WSA podzielił to stanowisko. Jego zdaniem sądu, analiza nie pozwala na stwierdzenie, że uprawnienie do winiety przysługuje tylko tym mieszkańcom, którzy użytkują lub posiadają pojazdy wyłącznie jako właściciele, współwłaściciele lub leasingobiorcy. W uchwale nie ma postanowień, z których wynikałoby, że uprawnienie skierowane jest wyłącznie do tych mieszkańców, którzy posiadają określony tytuł prawny do pojazdu. Uchwała nie zawiera bowiem żadnych warunków co do danych zamieszczonych w dowodzie rejestracyjnym pojazdu.

Rzecznik złożył skargę kasacyjną do NSA. Nie zgadza się z poglądem WSA, że uchwała nie uzależnia zerowej stawki od dysponowania określonym tytułem prawnym do pojazdu.

Z uchwały wynika, że zerowa stawka opłaty przysługuje mieszkańcom strefy na podstawie „winiety mieszkańca”, a nie na „na podstawie tytułu własności lub konsumenckiej umowy leasingu”. A winieta jest wydawana po przedstawieniu dowodu rejestracyjnego pojazdu lub konsumenckiej umowy leasingu, która jest dowodem potwierdzającym tytuł prawny do pojazdu. Nieprzedstawienie któregoś z tych dokumentów może być zatem powodem odmowy wydania winiety.

Gdyby intencją uchwały było przyznanie uprawnienia do zerowej stawki wszystkim mieszkańcom - bez względu na tytuł prawny do pojazdu - to zaskarżony przepis ograniczałby się do wskazania dwóch przesłanek tego uprawnienia: statusu mieszkańca strefy oraz posiadania pojazdu. 

W ocenie Rzecznika WSA dokonał zatem błędnej wykładni uchwały, że wydanie winiety nie jest zastrzeżone wyłącznie dla tych mieszkańców, którzy są właścicielami lub leasingobiorcami pojazdów. W efekcie sąd doszedł do mylnego wniosku, że jedynymi przesłankami warunkującymi wydanie winiety są: zamieszkiwanie na terenie strefy płatnego parkowania i posiadanie pojazdu.

V.510.31.2018

Sam rozkład jazdy nie gwarantuje odpoczynku kierowcom miejskich autobusów. RPO pisze do Ministra Infrastruktury

Data: 2018-11-29
  • Kierowcy autobusów w dużych miastach nie mają gwarancji przepisowego odpoczynku między kursami
  • Prawo nie uwzględnia bowiem korków, zmian organizacji ruchu, wypadków czy awarii pojazdów.
  • Potrzebę skuteczniejszego systemu dokumentowania czasu pracy kierowców widzą inspekcje pracy oraz transportu drogowego
  • Konieczna jest zmiana przepisów - Rzecznik wystąpił o to do Ministra Infrastrkutury 

Po skargach Adam Bodnar we wrześniu 2018 r. zwrócił uwagę na problem Głównemu Inspektorowi Transportu Drogowego oraz Głównemu Inspektorowi Pracy. 

- Z odpowiedzi wynika zgodne stanowisko o potrzebie zmian przepisów o czasie pracy kierowców w zakresie obowiązku rejestrowania dokładnych i wiarygodnych danych dotyczących czynności kierowcy w pojeździe - napisał teraz Rzecznik w wystąpieniu do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka.

Kierowcy nie mogą odpoczywać tyle, ile trzeba

W praktyce nie działają bowiem przepisy, na podstawie których kierowcy maja mieć co najmniej 30 minut przerwy (gdy łączny czas prowadzenia pojazdu wynosi od 6 do 8 godz. dziennie) oraz 45 minut (gdy czas ten przekracza 8 godz.).

O takich przerwach mówi ustawa z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców. Zakłada ona, że prawo do przerw ma zagwarantować  dobrze ułożony rozkład jazdy. Nie reguluje jednak minimalnej długości poszczególnych przerw ani ich dopuszczalnej liczby. Mówi tylko, że przerwy można dzielić, ale jedna z nich trwa co najmniej 15 minut.

Ustawodawca nie dostrzegł, że sam rozkład jazdy nie wystarczy, by zapewnić ludziom odpoczynek: zatory, korki i zmiany organizacji ruchu wskutek budów i remontów sprawiają, że kierowcy muszą nadrabiać opóźnienia a więc rezygnują z przerw (mimo że oficjalny rozkład jazdy je przewiduje).

Ze skarg kierowanych do RPO wynika, że sprawa nie jest objęta ani kontrolą Państwowej Inspekcji Pracy, ani Inspekcji Transportu Drogowego. Obowiązujący system ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje bowiem wpisów dotyczących wyjazdu na trasę oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy. Ponadto wątpliwości może budzić sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.

Pogląd taki potwierdził Główny Inspektor Pracy w stanowisku z 7 listopada 2008 r. Uznano, że przerwa jest okresem, w którego trakcie kierowca nie świadczy pracy, chociaż może on zostać zaliczony do czasu pracy.

Aby uniknąć trudności z utrzymaniem odpowiedniego zatrudnienia kierowców, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy - podkreśla RPO. Nie eliminuje to jednak naruszeń przepisów co do obowiązkowych przerw na odpoczynek. Mają one bowiem istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a ponadto wymiar socjalny.

- Wymaga to, moim zdaniem, odpowiedniej zmiany regulacji ustawowej. Trzeba kierowcom zapewnić możliwość faktycznego korzystania z przerw - napisał Adam Bodnar. Powinna ona być w pełnej zgodzie z normami dotyczącymi okresów prowadzenia pojazdów, obowiązkowych przerw w prowadzeniu i gwarantowanych okresów odpoczynku, określonych  w rozporządzeniu (WE) nr 561/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z  15 marca 2006 r. w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego oraz w Umowie europejskiej dotyczącej pracy załóg pojazdów wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe (AETR) z 1 lipca 1970 r.

Odpowiedzi inspekcji transportu drogowego oraz inspekcji pracy

O ocenę odpowiednich przepisów Rzecznik poprosił głównego inspektora transportu drogowego Alvina Gajadhura oraz głównego inspektora pracy Wiesława Łyszczka. 

Zastępca GITD Łukasz Bryła, przyznał, że trudno jest ustalić, czy kierowcy mają wymagane przerwy w pracy.  Tej pracy najczęściej nie rejestruje się za pomocą tachografu, a kontrolujący muszą opierać się wyłącznie na opracowanych przez przewoźnika rozkładach czasu pracy. Tymczasem przedkładane przez przewoźników  rozkłady oraz ewidencja czasu pracy kierowcy niejednokrotnie nie odzwierciedlają rzeczywistych okresów pracy i przerw.

Dlatego GITD uznał za zasadne zmiany przepisów w kierunku zagwarantowania skuteczniejszego systemu dokumentowania i weryfikacji czasu pracy. Wyraził gotowość współdziałania w ewentualnym procesie legislacyjnym, co pozwoliłoby na zmianę niekorzystnej sytuacji tej grupy kierowców.

Ewentualna zmiana przepisów ustawy o czasie pracy kierowców, w zakresie wskazanym w piśmie RPO, powinna przewidywać wprowadzenie obowiązku rejestrowania dokładnych i wiarygodnych danych dotyczących czynności kierowcy w pojeździe – napisał zaś w odpowiedzi zastępca GIP Bogdan Drzastwa.

Poinformował, że ocena stanu przestrzegania przepisów o czasie pracy kierowców na trasach do 50 km była przedmiotem kontroli w 2011 r.  Inspektorzy pracy zakresem kontroli objęli 1021 kierowców u 69 pracodawców i sprawdzili blisko 100 tys. dni pracy kierowców. Naruszenie polegające na niezapewnieniu wymaganej przerwy przed upływem 6 godzin łącznego czasu prowadzenia pojazdu, gdy łączny czas prowadzenia pojazdu jest dłuższy niż 8 godzin, stwierdzono 295 razy i dotyczyło 15 kierowców. Stwierdzono 196 przypadków skrócenia dopuszczalnego minimalnego czasu dziennego odpoczynku kierowcy (nieprawidłowość dotyczyła 63 kierowców). W 267 przypadkach ujawniono przekroczenie dziennego limitu czasu prowadzenia pojazdu (6 kierowców).

Stanowiska inspekcji Rzecznik przekazał do wiadomości ministrowi Andrzejowi Adamczykowi, którego poprosił o stanowisko.

III.7044.45.2018

7 tysięcy osób złapanych na "podwójnym gazie" korzysta rocznie z możliwości prowadzenia aut z blokadą alkoholową

Data: 2018-11-29
  • Co siódmy kierowca skazany za jazdę po pijanemu może nadal prowadzić samochód, o ile jest on wyposażony w tzw. blokadą alkoholową. W 2017 r. sądy zgodziły się na to wobec 6796 osób, a skazywanych za to jest ok 50 000 osób rocznie.
  • Wynika to z odpowiedzi resortu sprawiedliwości dla RPO, który zwracał uwagę, że ten nowy przepis stosowany jest za rzadko, gdyż mało kto o nim wie 
  • Adam Bodnar wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o szersze rozpowszechnienie wiedzy o tym przepisie
  • Resort uznał, że nie ma do tego narzędzi, ale może to być upowszechniane wśród sędziów w ramach szkoleń w związku z wykonywaniem orzeczeń

Kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu jest albo przestępstwem, albo wykroczeniem - w zależności od poziomu alkoholu u prowadzącego. Uznanie tego przez sąd każdorazowo oznacza zastosowanie środka karnego w postaci zakazu prowadzenia pojazdów. Po takim orzeczeniu starosta cofa danej osobie prawo jazdy na dany czas. Według statystyk co roku 50 000 osób jest w ten sposób karanych.

20 marca 2015 r. do Kodeksu karnego wykonawczego wprowadzono  możliwość ubiegania w takich przypadkach przez skazanego o zwrot prawa jazdy - pod warunkiem prowadzenia jedynie pojazdów wyposażonych w blokadę alkoholową. Urządzenie takie wymusza badanie trzeźwości kierowcy i nie pozwala na uruchomienie silnika przy przekroczonym dopuszczalnym progu zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu. Kosztuje od 1500 zł w górę.

Sąd może orzec taką zmianę, jeżeli zakaz prowadzenia pojazdów był wykonywany co najmniej przez połowę jego orzeczonego wymiaru (w przypadku zakazu dożywotniego - co najmniej przez 10 lat). Warunkiem jest też uznanie, że postawa, właściwości i warunki osobiste sprawcy i jego zachowanie uzasadniają przekonanie, że prowadzenie przezeń pojazdu z blokadą nie zagraża bezpieczeństwu. Zmianę taką sąd może uchylić, jeżeli dana osoba rażąco naruszyła bezpieczeństwo ruchu, np. popełniła przestępstwo przeciw bezpieczeństwu w komunikacji.

Wnioski wpływające do Biura RPO świadczą o niskim poziomie wiedzy co do możliwości ubiegania się o taki zwrot prawa jazdy - pisał 10 sierpnia 2018 r. Adam Bodnar do Ministra  Sprawiedliwości.

Rzecznik wskazywał, że możliwość wynikająca z art. 182a § 1 Kkw jest szczególnie ważna, gdy samochód jest środkiem utrzymania lub jedyną możliwością transportu. Jednak wiedza o tym przepisie osób uprawnionych do ubiegania się o przedterminowy zwrot prawa jazdy jest zbyt niska - nikt ich o tym nie informuje.

Dlatego rzecznik wystąpił do ministra Zbigniewa Ziobry o działania w celu rozpowszechnienie wiedzy o takiej możliwości. Poprosił także o przekazanie statystyk korzystania z art. 182a.  

Odpowiedź resortu

- W świetle gromadzonych od 2017 r. przez sądy powszechne statystyk, Ministerstwo Sprawiedliwości nie podziela opinii Pana Rzecznika o niskiej wiedzy i świadomości prawnej skazanych i ukaranych o instytucji z art. 182a Kkw – odpisał wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

W 2017 r. odnotowano wpływ do wykonania 6796 orzeczeń o zakazie prowadzenia pojazdów mechanicznych niewyposażonych w blokadę alkoholową (4971 w związku z przestępstwami i 1825 w związku z wykroczeniami). Liczby te wskazują na szerokie stosowanie omawianej instytucji przez sądy w postępowaniu wykonawczym – zaznaczył wiceminister.

Przyjmując do wiadomości postulat RPO związany z informowaniem osób uprawnionych o możliwości wystąpienia do sądu z wnioskiem o faktyczne ograniczenie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych do tych niewyposażonych w blokadę alkoholową, Patryk Jaki  poinformował, że nie jest możliwe zobowiązanie sądów wykonawczych, jako organów orzekających, przez Ministra Sprawiedliwości do przedstawiania osobom skazanym i ukaranym stosownych pouczeń.

Treść i zakres udzielanych przez organy postępowania karnego pouczeń związanych z przebiegiem postępowania są określane przepisami prawa powszechnie obowiązującego. Wiceminister przypomniał, że zgodnie z przepisami organ prowadzący postępowanie karne powinien w miarę potrzeby udzielać uczestnikom postępowania informacji o ciążących obowiązkach i o przysługujących im uprawnieniach także w wypadkach, gdy ustawa wyraźnie takiego obowiązku nie stanowi.

Należy jednak pamiętać, że Minister Sprawiedliwości nie sprawuje nad sądami nadzoru merytorycznego i nie jest uprawniony do formułowania wytycznych kształtujących sposób interpretacji oraz stosowania tego przepisu wobec uczestników postępowania. Podniesione przez Rzecznika zagadnienie może natomiast być upowszechniane wśród sędziów w kategoriach dobrej praktyki w toku szkoleń poświęconych problematyce wykonywania orzeczeń w sprawach karnych - napisał Patryk Jaki.

II.510.498.2018

Cena wolności, prawa osób z niepełnosprawnościami, szkoła. Spotkanie regionalne RPO w Tarnowskich Górach

Data: 2018-11-27

Na spotkanie w Tarnogórskim Centrum Kultury w Tarnowskich Górach wczesnym popołudniem 27 listopada przyszło około 40 osób, w tym grupa uczniów VII klasy, dla których spotkanie z RPO było lekcją wiedzy o społeczeństwie (i których, jak się szybko okazało, bardzo interesowało, co RPO myśli o reformie edukacji). Kilka osób przyszło po prostu posłuchać i dowiedzieć się, „co nurtuje innych mieszkańców”.

26 i 27 listopada Rzecznik Praw Obywatelskich spotykał się z mieszkańcami województwa śląskiego. Można było zgłosić problem swojej społeczności, ale także sprawę indywidualną. Jedno z tych pięciu spotkań odbyło się w Tarnowskich Górach.

Wolność. Problem ludzi wychodzących z więzienia

Ludzie wychodzący z więzienia często nie mają gdzie wrócić. To rodzi niebezpieczeństwo, że popełnią przestępstwo tylko po to, by wrócić z powrotem za kraty – do jedynego domu, jaki mają. Gdyby w miastach, gdzie są zakłady karne, były też hostele, w których po wyjściu na wolność można było mieszkać przez rok i znaleźć pracę, to by rozwiązało wiele problemów.

Są już takie rozwiązania na świecie, w Polsce też – np. w Wodzisławiu Śląskim.

RPO: Odbywanie kary pozbawienia wolności w Polsce łączy się z tym, że człowiek przestaje podejmować decyzje. Wszystko rozstrzyga za niego zakład karny. Powrót na wolność po latach jest bardzo trudny – na wolności człowiek musi się zastanawiać, gdzie mieszkać, z czego żyć, czym się zajmować, z kim się spotykać. Mogą sobie z tym poradzić ci, co mają rodziny i przyjaciół. Jeśli jednak straci się z nimi kontakt, to pokusa powrotu do uporządkowanego życia jest ogromna. A to oznacza pokusę kolejnego przestępstwa.

Stąd pomysł, by tworzyć "śluzy wolności", miejsca przygotowujące do życia na wolności. Takie ośrodki funkcjonują np. w Krakowie albo w Toruniu, gdzie działa pan Waldemar Dąbrowski (https://www.rpo.gov.pl/pl/content/spotkanie-adama-bodnara-w-osrodku-stowarzyszenia-profilaktyki-i-resocjalizacji-mateusz)

Rolą RPO jest wspieranie i promowanie takich inicjatyw – powiedział Adam Bodnar.

Prawa OzN na otwartym rynku pracy

Na spotkanie przyszli przedstawiciele organizacji pozarządowej wspierającej zatrudnienie osób z niepełnosprawnością intelektualną (znaleźli w ciągu 10 lat na  Śląsku pracę dla 130 osób). Mówili, że osoby z niepełnosprawnością często nie wiedzą, że mogą pracować (że jest dla nich praca). To je wyklucza z samodzielnego życia. Praca jest ogromną wartością i pozbawianie jej narusza prawa tych osób. Do zrobienia jest bardzo wiele

  • wsparcie w zatrudnieniu osób z niepełnosprawnościami nie jest powszechne – ma charakter wyspowy, udaje się tam, gdzie organizacje pozarządowe i samorządy współpracują ze sobą (przykład – „Jasne że Częstochowa”).  
  • ludzie nie rozumieją też, że sformułowanie na orzeczeniu o niepełnosprawnościami „niezdolny/a do pracy” nie wyklucza z zatrudnienia (patrz - problem z orzeczeniami o niepełnosprawności; RPO naciska, by odejść od orzekania o „niezdolności do pracy” na rzecz orzekania o wsparciu potrzebnym, by móc pracować).
  • brakuje sensownych przepisów o zatrudnieni wspomaganym – miały się znaleźć w ustawie „Za życiem” (Rzecznik mógłby sprawdzić, co się dzieje z tymi przepisami).

RPO: za często słyszymy o tym problemie. Musimy się zastanowić, co zrobić, aby naprawdę problem ruszyć.

Siódmoklasiści i reforma edukacji

Siódmoklasiści nie mogli długo zostać na spotkaniu, bo autobus do ich miejscowości jeździ tylko raz na godzinę.

RPO powiedział więc krótko na pytanie o ocenę reformę edukacji, która tych młodych ludzi bezpośrednio dotknęła – mówił o tym, jak alarmował władze o problemie kumulacji roczników w liceach. Zobowiązał się też zapytać starostwo w Tarnowskich Górach o sytuację, w jakiej znaleźli się młodzi uczestnicy spotkania

Utracone prawa nauczycieli

- Wcześniejsza emerytura była dla nauczycieli rekompensatą za niską płacę. Odebranie tego prawa po latach pracy to naruszenie praw nabytych – policjanci umieli się ostatnio upomnieć o swoje, a my? Nie mamy takiej siły nacisku. Mnie dodano kilkanaście lat dodatkowej pracy.

RPO: jako "adwokat diabła" przypomnę jednak, że państwo zaczęło jednak lepiej płacić nauczycielom, poprawił się też status nauczyciela (status nauczyciela dyplomowanego). Czy to nie jest podstawa do zmiany umowy w sprawie uprawnień emerytalnych?

- Nie neguję likwidacji uprawnień. Bo rzeczywiście sytuacja zawodowa nauczycieli się poprawiła. Jednak tak nie są traktowani wszyscy. Mnie  pod koniec kariery zmienia się zasady gry, policjantom – zapowiada się, że nowe reguły dotkną tylko nowych pracowników, ale starych już nie.

Fotoradary i karanie kierowców na podstawi zdjęć

Uczestnicy spotkania skarżą się na niejasne przepisy i niesprawiedliwe ich zdaniem rozstrzygnięcia sądowe.

RPO zapowiada przyjrzenie się sprawie orzecznictwu sądów w tej sprawie.

Ochrona praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym

- My uważamy, że art. 11 projektowanej dyrektywy ogranicza dostęp do informacji. Jaki jest stosunek Rzecznika do tego?

RPO: a co jest dla Pana ważniejsze: art. 54 Konstytucji (wolność słowa) czy art. 64 (prawo własności)? Zgadzamy się, że są to równoważne prawa, będące ze sobą w kolizji. Dla Rzecznika najlepszą strategią jest zostawienie sprawy ustawodawcy i zbadanie, jak rzecz się będzie miała w praktyce. Rzecznik nie może się wypowiadać za jedną a przeciw drugiej wartości. Możemy jednak zainteresować przepisami ograniczającymi dostęp obywateli Unii Europejskich do treści spoza Unii Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Bezpieczeństwo finansowe obywateli

Czy w przypadku bankructwa większego banku (a nie SKOK) asekuracyjne dla właścicieli wkładów działanie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego  nie spowodowałoby załamania całego systemu bankowego (bo BFG musiałby upłynnić stanowiące zabezpieczenie wkładów obligacje skarbu państwa)?

RPO: Pytanie jest zasadne. Ale Rzecznik nie ma chyba narzędzi, by to zbadać. Sprawdzimy to.

Specustawa drogowa, nadużycia

Ustawa ta powstała, by ułatwiać duże inwestycje drogowe. Dała specjalne uprawnienia starostom. Ale teraz w miastach na prawach starostwa na podstawie tej ustawy powstają nawet ścieżki rowerowe i chodniki – ludzie tracą w ten sposób całe fragmenty działek i nie mogą się bronić.

Tęczowy piątek

Szkoła zareagowała na akcje dobrze, "tęczowy piątek" był wydarzeniem wewnątrzszkolnym, ale posłanka PIS i inne organizacje, w tym lokalna strona internetowa zareagowały taką agresją (oskarżenia o zboczenia, "wysyłanie do gazu"), że moim zdaniem naruszone zostały prawa tych młodych ludzi. Młodzi ludzie są zastraszeni.

RPO: A czemu Państwo tego nie zgłosili do Rzecznika. To jest nasze zadanie. A ta nienawistna akcja organizowana była nie lokalnie, ale w całym kraju. Zgłoszenie od Państwa  to mandat do działania.

- Nie wiem, chyba ludzie już za bardzo się boją. Czyli co? Trzeba zgłosić?

Spotkanie regionalne RPO w Jastrzębiu Zdroju

Data: 2018-11-26

- Najważniejszym zadaniem Rzecznika jest to, by nie patrzeć na problemy kraju tylko z punktu widzenia dużych miast. Dlatego od trzech lat RPO jeździ po Polsce i pyta ludzi o ich problemy, o to jak działa samorząd, z czym zmagają się organizacje pozarządowe. Podstawą naszego działania jest oczywiście Konstytucja, ale też ratyfikowane przez Polskę umowy międzynarodowe, które gwarantują ochronę praw człowieka. Rzecznik Praw Obywatelski jest organem apolitycznym i nie jest związany z żadną partią. Działa w sposób niezawisły od innych władz – powiedział Adam Bodnar na początku spotkania w Jastrzębiu Zdroju.

Rozmowa dotyczyła: praw obywateli zatrzymanych przez policję, praw osób z niepełnosprawnościami, w tym osób głuchych, dowożenia dzieci do szkół, opłat na autostradach, wysokości świadczeń  i potrąceń z emerytur dokonywanych przez ZUS, niewykonywanych przez Polskę wyroków Trybunału w Strasburgu, polisolokat.

Na spotkanie w Domu Zdrojowym w Jastrzębiu przyszło w południe 40 osób,  które chciały opowiedzieć o swoich problemach, a także licealiści zainteresowani prawem. 26 i 27 listopada Rzecznik Praw Obywatelskich zorganizował w ramach programu spotkań regionalnych spotkania z mieszkańcami województwa śląskiego. Można było w ich trakcie zgłosić problem swojej społeczności, ale także indywidualny problem. Spotkania zaplanowane zostały w Jastrzębiu Zdroju, Rybniku, Piekarach Śląskich, Tarnowskich Górach i Lublińcu. 

O czym mówili uczestnicy spotkania w Jastrzębiu Zdroju?

Prawa osób zatrzymanych

Osoby zatrzymane nie są powiadamiane, że mają prawo do kontakty z pełnomocnikiem prawnym (adwokatem, radcą prawnym). A jeśli ktoś zna swoje prawa, to taka prośba nie jest przekazywana. Adwokaci mają kłopoty w kontaktach z klientami. Wygląda to tak, jakby policjanci nie znali prawa.

RPO: Dobrze, że nam Pan to zgłosił, od tego tu jesteśmy. Bez gwarantowania prawa do adwokata każdemu (a nie tylko osobom, które na to stać) nie da się bronić praw człowieka. To jest podstawowa metoda przeciwdziałania torturom na policji.

Prawa osób niesłyszących

Policja nie respektuje też praw osób niesłyszących. A kiedy tłumacz języka migowego interweniuje w imieniu takiej osoby, policjanci mówią, że nikt żadnej potrzeby nie zgłaszał. Nadal mamy problem, że policja wykorzystuje słyszące dzieci niesłyszących rodziców.

RPO: Policja???

Tak

RPO: No to musimy się tym zająć

Barbara Imiołczyk, BRPO: Często nie zdajemy sobie sprawy, że osoby niesłyszące mogą słabo znać język polski. Dziś nasze Biuro uczy osoby głuche, jak pisać skargi do RPO. Bo głusi się nie skarżą.

Uczestniczka spotkania: To my, w Jastrzębiu, doprowadziliśmy do takiej zmiany przepisów w Polsce, że osoby głuche mają dostosowane do swoich potrzeb testy na prawo jazdy. Bo były całkowicie dla nich nie zrozumiałe

Pomoc dla osób z niepełnosprawnościami

W Jastrzębiu brakuje środowiskowego domu samopomocy, miejsca, gdzie osoby z niepełnosprawnościami albo chorujące psychicznie mogłyby się spotykać, rehabilitować, zbierać siły do samodzielnego życia.

Dorastające dzieci z niepełnosprawnościami osiągając pełnoletność są ubezwłasnowolniane przez rodziców. Nie mają oni innego wyjścia, by nadal móc opiekować się dzieckiem. Opiekun osoby dorosłej nie może pójść do banku i założyć lokatę z renty na przyszłość, nie może reprezentować  swego dziecka u lekarza itd.

W ten sposób i dzieciom i rodzicom odbiera się godność.

RPO: system ubezwłasnowolnienia powinien zostać zastąpiony systemem wspomagania decyzji. Tak zrobił już cały cywilizowany świat. Nawet ostatnio rząd polski zobowiązał się do tego przed ONZ.  

Kolejny zgłoszony problem to emerytury dla osób zmuszonych do rezygnacji z pracy  na rzecz wcześniejszych emerytur (innych niż tzw. EWK).

Dzieci i szkoła

Nie mamy szkoły w dzielnicy Dubielec. Nasze dzieci od IV klasy muszą dojeżdżać do szkół w innych punktach miasta autobusami miejskimi co najmniej dwa przystanki, czasami jest do tego jeszcze 15 minut piechotą. Przechodzą same przez pasy. Nie dba się o ich bezpieczeństwo. Autobusy są zatłoczone, a czas dojazdu ogranicza ich możliwości uczestnictwa w zajęciach pozalekcyjnych

RPO: Dowóz dzieci do szkół to poważny problem w Polsce. Ogromy problem mają rodziny z dziećmi z niepełnosprawnościami. Są miejsca w Polsce, gdzie do liceum dojeżdża jeden autobus i nie ma jak skorzystać z zajęć pozalekcyjnych. No i często się zdarza, że małym dzieciom oferuje się autobusy miejskie, przystosowane przecież dla osób dorosłych.

Za każdym razem taki problem jest zadaniem dla Rzecznika. Prosimy zatem o dokumenty.

Kolejny problem: w szkołach nie ma stołówek, a obiady z cateringu są drogie (9-15 zł). Wielu rodzin na to nie stać. W innych miastach na Śląsku samorządy dofinansowują żywienie dzieci.

Opłaty na autostradach

Na państwowej autostradzie płaci się za ciężar – co jest logiczne. Więc jadący kamperem czy z przyczepą płacą mniej (bo to nie przekracza 3,5 t). A na autostradach płaci się za osie pojazdu. Więc wielki TIR i samochód z przyczepką płaci tyle samo. Jest to tłumaczone tym, że zarządca autostrady nie ma podstaw do sprawdzenia masy pojazdu.

RPO: Zajmiemy się tym i sprawdzimy.

Pensje w służbie zdrowia

Pracownicy w rejestracji w szpitalu nie dostają dodatków stażowych. Bo płaca jest minimalna, więc o stażowe pomniejsza się pensję podstawową

RPO: Zajmiemy się to sprawą jeszcze raz.

Brak przerw w pracy kierowców autobusów w dużych miastach. Odpowiedź GITD

Data: 2018-11-07
  • Kierowcy autobusów w dużych miastach nie mają gwarancji przepisowego odpoczynku między kursami - alarmował RPO. Prawo nie uwzględnia bowiem korków, zmian organizacji ruchu, wypadków czy awarii
  • Problem dotyczy nie tyle gwarancji prawa do przerw, ile praktyki przedsiębiorców przy projektowaniu rozkładów jazdy i pracy kierowców - odpowiada Główny Inspektor Transportu Drogowego
  • Skoro czasu pracy tych kierowców nie zapisują tachografy, należy rozważyć, jak zapewnić rzetelny system rejestracji pracy, który umożliwiłby efektywną kontrolę przestrzegania norm socjalnych

Chodzi o trudności z zagwarantowaniem należytych przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego, wykonującym przewozy regularne, których trasa nie przekracza 50 km. Według Rzecznika potrzebna jest zmiana ustawowa, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z obowiązkowych przerw, określonych także przez prawo europejskie. We wrześniu 2018 r. Adam Bodnar wystąpił w tej sprawie do GITD oraz do Głównego Inspektora Pracy.

Ustalenia RPO

Wymiar przerw określa ustawa z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców. Przysługuje im przerwa nie krótsza niż 30 minut (gdy łączny czas prowadzenia pojazdu wynosi od 6 do 8 godz. dziennie) oraz 45 minut (gdy czas ten przekracza 8 godz.). Przerwy te mogą być dzielone na okresy krótsze, wykorzystywane zgodnie z rozkładem jazdy, pod warunkiem że jedna z nich trwa co najmniej 15 minut. Według ustawy rozkłady jazdy powinny umożliwiać kierowcom wykorzystanie przerw. Ustawa nie reguluje jednak minimalnej długości poszczególnych przerw ani ich dopuszczalnej liczby. Może to oznaczać krótkie, kilkuminutowe przerwy międzykursowe.

W praktyce regulacje te nie zapewniają kierowcom przerw gwarantowanych w ustawie. Dzieje się tak dlatego, że ustawodawca nie dostrzegł występowania znacznych utrudnień w komunikacji miejskiej, związanych z zatorami ulicznymi, zmianami organizacji ruchu wskutek budowy lub remontu dróg, wypadkami drogowymi, awariami pojazdów itp. Wymusza to często na kierowcach jazdę bez przerwy w celu nadrobienia opóźnień w stosunku do założonego rozkładu jazdy.

System ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje wpisów dotyczących wyjazdu na trasę oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy. Ponadto wątpliwości może budzić sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.

Aby uniknąć trudności z odpowiednim zatrudnianiem kierowców wykonujących przewozy miejskie i podmiejskie, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy - podkreśla RPO. Jego zdaniem nie eliminuje to jednak naruszeń przepisów co do obowiązkowych przerw na odpoczynek w prowadzeniu pojazdów, które mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także wymiar socjalny.

Odpowiedź GITD

- Występowanie utrudnień w ruchu będących wynikiem zatorów, remontów dróg itp., nie stanowi już wystarczającego powodu odstąpienia od przestrzegania przepisów socjalnych kierowców - napisał w odpowiedzi dla RPO z 16 października Łukasz Bryła, zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Powołał się na wytyczne Komisji Europejskiej i orzecznictwo sądów administracyjnych.

Jeżeli zaś takie sytuacje nie są następstwem nagłych i nie dających się przewidzieć okoliczności, powinny być one uwzględniane przy planowaniu i organizacji pracy kierowcy, albowiem szczególnie w większych miastach czy aglomeracjach utrudnienia w ruchu w określonych porach dnia są raczej zjawiskiem powszechnym. To na wykonawcy przewozu spoczywa zatem obowiązek dostosowania planu pracy kierowcy (i dostosowania rozkładu jazdy) w taki sposób, aby zapewnić mu możliwość odbioru wymaganych przerw i odpoczynków.

Według GITD przed wystąpieniem o zezwolenie na wykonywanie przewozów przewoźnik drogowy powinien dokładnie przenalizować trasę oraz warunki drogowe występujące na planowanej linii. - Planując trasę oraz rozkład jazdy, przewoźnik powinien ustalać wykonywanie przewozów w taki sposób, aby zapewnić przerwy o których mówi ustawa. Ponadto powinien wziąć pod uwagę wielkość taboru samochodowego, długość trasy, warunki związane z ruchem drogowym na planowanej trasie oraz liczbę kierowców.

- Tym niemniej, należy zgodzić się ze stwierdzeniem, że pomimo prowadzonych przez Inspekcję Transportu Drogowego kontroli w tym zakresie, w świetle obowiązujących regulacji prawnych niezwykle utrudnione jest ustalenie, czy kierowcy wykonujący przewozy regularne osób na trasach do 50 km, odbierają wymagane przerwy w pracy – przyznał  Łukasz Bryła. 

Do tych przewozów nie odnosi się bowiem rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 165/2014 z 4 lutego 2014 r. w sprawie tachografów. Okresy pracy tych kierowców nie muszą i najczęściej nie są rejestrowane za pomocą tachografu - co pozwoliłoby na rzetelną i dokładną analizę faktycznego czasu pracy kierowcy, w tym okresów przerw.

W tej sytuacji, kontrolujący zmuszeni są opierać się wyłącznie na opracowanych przez przewoźnika rozkładach czasu pracy, które powinny zawierać m.in. harmonogram pracy. Obejmuje on okresy prowadzenia pojazdu, wykonywania innej pracy, przerw i pozostawania w dyspozycji oraz dni wolne. Według GITD przedkładane przez przewoźników drogowych do kontroli rozkłady oraz ewidencja czasu pracy kierowcy niejednokrotnie nie odzwierciedlają jednak rzeczywistych okresów pracy i przerw .

Problem dotyczy zatem nie tyle norm gwarantujących kierowcom prawo do przerw w pracy, ile praktyki i postępowania przedsiębiorców przy projektowaniu rozkładów jazdy i planowaniu pracy kierowców.  

- Dostrzegając powyższe trudności, należy uznać za uzasadnione dokonanie zmian w przepisach, które powinny zmierzać w kierunku zagwarantowania skuteczniejszego systemu dokumentowania i weryfikacji czasu pracy kierowców wykonujących przewozy regularne na trasach do 50 km. Rozważenia wymaga to, w jaki sposób zapewnić rzetelny system rejestracji okresów pracy kierowcy, umożliwiający efektywny sposób weryfikacji i kontroli przestrzegania norm socjalnych - napisał zastępca szefa GITD.

Wyraził gotowość współdziałania w ewentualnym procesie legislacyjnym, co pozwoliłoby na zmianę niekorzystnej sytuacji, w jakiej znajduje się ta grupa kierowców.

III.7044.45.2018

Czy obywatele muszą tyle płacić za postój na przyszpitalnych parkingach? Minister Zdrowia dopuszcza zmianę prawa, ale tylko wobec parkingów należących do szpitali

Data: 2018-11-05
  • Pacjenci szpitali i ich bliscy często muszą ponosić wysokie opłaty za postój na przyszpitalnych parkingach prowadzonych przez prywatnych przedsiębiorców
  • RPO poprosił Ministra Zdrowia o zajęcie się tym problemem
  • Można by rozważać wprowadzenie ograniczeń opłat, jeśli tereny parkingów są własnością szpitali - odpowiedział minister Łukasz Szumowski
  • Według niego ustawą o działalności leczniczej nie da się jednak regulować sytuacji, gdy takie tereny nie należą do szpitali

Ludzie skarżą się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na często wygórowane opłaty na parkingach przy szpitalach czy przychodniach. Adam Bodnar 5 października 2018 r. poprosił Ministra Zdrowia o  stanowisko w sprawie.

Szpitale i inne podmioty lecznicze  - aby zwiększyć swe przychody - często wynajmują lub oddają w dzierżawę swe tereny na przyszpitalne płatne parkingi.  Przedsiębiorcy ustanawiają zaś regulaminy przewidujące, że kierowca, zajmując miejsce postojowe, zawiera umowę najmu tego miejsca i w przypadku nieuiszczenia opłaty lub parkowania ponad opłacony czas postoju zobowiązany jest do dość wysokiej kary umownej. Korzystający z takich parkingów nie zawsze są w stanie zapoznać się z regulaminem i często  narażają się na takie kary.  

Zdaniem RPO wygórowane opłaty mogą ograniczać prawa pacjentów do kontaktu z najbliższymi, czy prawa do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej.  Szczególnie wrażliwą grupą są osoby o ograniczonej możliwości samodzielnego poruszania się, zwłaszcza osoby starsze i osoby z niepełnosprawnościami. Mogą one nie być w stanie pokonać odległości z oddalonych od szpitala publicznie dostępnych miejsc postojowych.

W swym wystąpieniu Adam Bodnar podkreślał, że nie chodzi o pozbawienie możliwości pobierania jakichkolwiek opłat. Zwracał zaś uwagę ministra, że warto byłoby rozważyć wprowadzenie do ustawy o działalności leczniczej przepisów, które:

  • uzależniałyby możliwość oddawania w dzierżawę lub najem terenów przyszpitalnych od zobowiązania się przedsiębiorcy, że nie będzie dochodził od osób korzystających z parkingów żadnych kar umownych ani opłat dodatkowych z tytułu naruszenia regulaminu parkingu
  • ustalałyby maksymalną wysokość opłaty pobieranej za parkowanie.

- W mojej ocenie nie istnieje potrzeba podejmowania inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej w przedmiotowym zakresie - odpisał 22 października 2018 r. minister Łukasz Szumowski

Podkreślił, że materia ta dalece wykracza poza ramy ustawy o działalności leczniczej. Przyznał, że można ewentualnie rozważać wprowadzanie regulacji ograniczających opłaty parkingowe w przypadku, gdy podmioty lecznicze dysponują tytułem prawnym do nieruchomości przeznaczonych na parkingi (także, gdy są one np. oddane w dzierżawę przedsiębiorcom). 

- Należy jednak wykluczyć ingerencję ustawodawczą tą konkretną ustawą w rozporządzanie prawem własności do nieruchomości przez podmioty inne niż podmioty lecznicze - zaznaczył minister. W części przypadków parkingi przyszpitalne znajdują się obok terenu szpitala, ale są własnością i są prowadzone przez przedsiębiorców w ramach ich działalności gospodarczej.

V.565.109.2017

Kto zażył narkotyk, nie może być skazany za jego wcześniejsze „posiadanie”. RPO składa kasację

Data: 2018-10-05
  • Obywatel, który kierował samochodem pod wpływem narkotyku, został skazany także za jego wcześniejsze „posiadanie”
  • Rzecznik Praw Obywatelskich uznał to za rażące naruszenie prawa i w tym zakresie złożył kasację na korzyść skazanego
  • W Polsce karalne jest bowiem posiadanie narkotyków, a nie ich zażywanie. Podstawą do uznania, iż skazany „posiadał” porcję marihuany było to, że przyznał się do wypalenia papierosa z marihuaną.

Mężczyzna został skazany w 2017 r. przez jeden z sądów rejonowych na 2 tys. zł grzywny za prowadzenie samochodu pod wpływem środka odurzającego - marihuany. W innym punkcie wyroku sąd skazał go także za to, że w tym samym dniu „posiadał” jedną porcję suszu roślinnego ziela konopi. Za ten czyn został skazany także na 2 tys. zł grzywny. Kara łączna za oba przestępstwa opiewała na 3 tys. zł grzywny.

Ponadto mężczyźnie zakazano na 4 lata prowadzenia pojazdów mechanicznych, nakazano też zapłatę 5 tys. zł świadczenia na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej oraz obciążono kosztami procesu. Wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się w I instancji.

Według RPO wyrok w punkcie odnoszącym się do posiadania środka odurzającego zapadł z rażącym naruszeniem prawa materialnego.

W kasacji do Sądu Najwyższego zastępca RPO Stanisław Trociuk podkreśla, że wyrok sądu rejonowego nie zawiera uzasadnienia. Z akt sprawy wynika jednak, że podstawą uznania, iż skazany „posiadał” porcję marihuany było to, że - jak wyjaśniał sam podejrzany – tego dnia około południa wypalił papierosa z marihuaną.

Art. 62 ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii stanowi: „Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Przestępstwo to polega na niezgodnym z ustawą posiadaniu środków odurzających lub substancji psychotropowych.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalone jest stanowisko, iż dysponowanie środkiem odurzającym lub substancją psychotropową w trakcie ich zażywania, nie wypełnia znamienia  „posiadania” w rozumieniu art. 62 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ratio legis tego przepisu nie polega bowiem na ściganiu osób zażywających dawkę narkotyku, gdyż samo jego zażywanie nie jest przez obowiązujące w Polsce przepisy prawa penalizowane - stwierdził SN w wyroku z 2 grudnia 2009 r.

Z kolei w wyroku z 15 stycznia 2010 r. SN wskazał, że intencją ustawodawcy była karalność posiadania narkotyku w chwili stwierdzenia tego czynu. SN podkreślił, że powinno to mieć cechę trwałości od momentu wejścia w posiadanie środka odurzającego do ujawnienia tego przez organy ścigania. Niekaralny pozostaje zaś sam proces zażywania narkotyku, który zawsze wiąże się z jakąś formą "posiadania", "dysponowania", czy "trzymania" takiego środka. Te formy dysponowania narkotykiem nie mogą być uznane za jego „posiadanie”.

- Zatem w przypadku użycia w całości środka odurzającego karanie takiej osoby za wcześniejsze jego posiadanie stanowiłoby obejście zakazu karania zachowania, które z istoty swej nie jest typizowane jako czyn zabroniony. Takie karanie byłoby wyrazem złamania podstawowych reguł procesu karnego, w szczególności zasady nullum crimen sine lege ("nie ma przestępstwa bez ustawy") - uznał SN.

RPO w pełni podziela tę linię orzeczniczą SN, która ma także zastosowanie w opisywanej sprawie. Skazany w ogóle nie posiadał środka odurzającego - wyłącznie znajdował się pod jego wpływem, prowadząc samochód. Mimo to sąd uznał go  za winnego i wymierzył karę.

Kasacja wnosi o uniewinnienie skazanego od tego jednego zarzutu.

Ewentualne uwzględnienie kasacji oznaczałoby uchylenie z mocy prawa jednego z dwóch elementów kary łącznej. Nie ma wtedy potrzeby zwracania sprawy sądowi rejonowemu. W mocy pozostałby wówczas jego wyrok o ukaraniu mężczyzny 2 tys. zł grzywny za prowadzenie auta pod wpływem środka odurzającego (oraz zakaz prowadzenia pojazdów i nakaz wpłaty 5 tys. zł na Fundusz).

BPK.511.34.2018

Karalne jest niezachowanie ostrożności przez prowadzącego auto - przy jego prowadzeniu. SN uchylił grzywnę po kasacji RPO

Data: 2018-09-26
  • Obywatel dostał 200 zł grzywny za to, że w samochodzie uruchomił pilotem bramę domu, która uderzyła inny samochód
  • Sąd w trybie nakazowym uznał to za wykroczenie polegające na „niezachowaniu należytej ostrożności podczas prowadzenia pojazdu, co zagraża bezpieczeństwu”
  • Według RPO warunkiem takiego zagrożenia musi być niezachowanie ostrożności przez prowadzącego pojazd - przy jego prowadzeniu 
  • Sąd nie zbadał zaś, czy ten czyn miał związek z prowadzeniem auta. Dlatego RPO wniósł kasację, którą Sąd Najwyższy uwzględnił 

Andrzej C. z samochodu uruchomił pilotem bramę. Skrzydło uderzyło we wjeżdżający samochód.

Sąd Rejonowy ukarał go 200 zł grzywny w trybie nakazowym - czyli na posiedzeniu bez udziału stron. Uznał, że Andrzej C. naruszył art. 98 Kodeksu wykroczeń („Kto prowadząc pojazd poza drogą publiczną, nie zachowuje należytej ostrożności, czym zagraża bezpieczeństwu innych osób, lub nie stosuje się do przepisów regulujących korzystanie z dróg wewnętrznych lub innych miejsc dostępnych dla ruchu pojazdów, podlega karze grzywny albo nagany”). Wobec niezłożenia sprzeciwu przez C.,  orzeczenie uprawomocniło się.

Rzecznik zauważa, że aby zastosować artykuł 98 w tej sprawie, to Andrzej C. musiałby prowadzić pojazd i otworzyć bramę w związku z tą czynnością. Między prowadzeniem pojazdu a spowodowaniem niebezpieczeństwa musiałaby zatem wystąpić związek przyczynowo-skutkowy. Taka jest istota tego przepisu. Zatem gdyby np. siedząc w samochodzie, niechcący otworzył bramę, to już tego przepisu zastosować by się nie dało.

Sąd jednak nie sprawdził, jak doszło do otwarcia bramy. Rozstrzygnął sprawę na posiedzeniu niejawnym, uznając, że sprawa nie budzi wątpliwości i nie trzeba przesłuchiwać obwinionego ani świadków.

Tryb nakazowy został wprowadzony po to, by szybko osądzać sprawy proste i niebudzące wątpliwości. Zdarza się jednak, że w tym trybie zapadają wyroki w sprawach, które wątpliwości nie budzą tylko na pierwszy rzut oka. W tej sytuacji sąd rejonowy powinien był procedować w postępowaniu zwyczajnym, a nie nakazowym.

Zdaniem RPO w tym trybie nie sposób było więc stwierdzić, czy Andrzej C. faktycznie wykroczył przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji. W terminologii prawnej taki błąd nazywa się „rażącym naruszeniem prawa procesowego”.

W kasacji Rzecznik wniósł, aby SN uchylił wyrok i umorzył całe postępowanie. Do czynu doszło 18 czerwca 2015 r., co oznacza, że minął już trzyletni okres przedawnienia jego karalności.

26 września 2018 r. SN na posiedzeniu uwzględnił kasację, uchylając wyrok Sądu Rejonowego i umarzając postępowanie.

II.510.685.2018

Fotoradary i kamery kontrolujące przejazd na czerwonym świetle przejmie policja - informuje RPO Resort infrastruktury

Data: 2018-09-26
  • Policja ma przejąć od Inspekcji Transportu Drogowego fotoradary  i kamery kontrolujące przejazd na czerwonym świetle  
  • Tak resort infrastruktury odpowiedział RPO, który wskazywał na brak przepisów wykonawczych urządzeń rejestrujących przejazd na czerwonym świetle
  • Przygotowywana zmiana ustawy uporządkuje kwestie kontroli ruchu drogowego  przy użyciu urządzeń rejestrujących – zapewnia ministerstwo
  • Według niego odpowiednie przepisy wykonawcze istnieją i nie ma potrzeby ich dublowania

Obywatele skarżą się Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że stacjonarne fotoradary rejestrujące przejazd na czerwonym świetle nie są oznakowane. Od zmiany prawa w 2015 r. nie powstały bowiem przepisy wykonawcze regulujące sprawę tych urządzeń. Adam Bodnar w sierpniu 2018 r. spytał ministra Andrzeja Adamczyka, kiedy to nastąpi.

RPO: brak przepisów wykonawczych 

Chodzi o rozporządzenie do art. 129h ust. 5 Prawa o ruchu drogowym, w którym minister ma obowiązek określić warunki: lokalizacji radaru, sposobu jego oznakowania (ma być prewencyjnie oznaczony i widoczny) i sposobu, w jaki mierzy on zachowanie pojazdu. Takie rozporządzenie już kiedyś było. Ale gdy w 2015 r. zmieniono przepisy (odbierając straży gminnej prawo do stawiania fotoradarów - ma je obecnie tylko Inspekcja Transportu Drogowego), rozporządzenie to zostało uchylone.

Tamto rozporządzenie nie określało dokładnego sposobu uprzedzania kierowców o fotoradarach. Sama ustawa nie różnicuje zaś sposobu oznakowania stacjonarnych fotoradarów w zależności od tego, czy rejestrują przekraczanie prędkości, czy przejazd na czerwonym świetle. W  czerwcu 2016 r. w serwisie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt nowego rozporządzenia. Jego uzasadnienie głosiło, że konieczne jest niezwłoczne uzupełnienie porządku prawnego o te przepisy. Odbyły się konsultacje publiczne, ale innych śladów prac nad projektem w serwisie RCL nie ma. Stąd pismo Adama Bodnara.

MI: nie ma potrzeby dublowania aktów prawnych

W odpowiedzi wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel poinformował 12 września 2018 r. RPO, że w czasie prac legislacyjnych nad nowym rozporządzeniem przeprowadzona została analiza systemu prawnego.  - Wykazała, że przedmiot projektowanego rozporządzenia może być uregulowany w istniejących rozporządzeniach i nie ma potrzeby dublowania aktów prawnych - napisał.

W ocenie resortu właściwymi aktami prawnymi dla przepisów wykonawczych do art. 129h ust. 5 pkt Prawa o ruchu drogowym są rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych oraz  rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach, natomiast dla przepisów wykonawczych do art. 129h ust. 5 pkt 3 ustawy - rozporządzenie MSWiA  z dnia 18 lipca 2008 r. w sprawie kontroli ruchu drogowego.

Wiceminister Bittel napisał, że urządzenia rejestrujące są ujęte w katalogu urządzeń określanym rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z 3 lipca 2003 r. Regulacja ta odnosi się do położenia urządzenia rejestrującego względem elementów drogi i barwy obudowy urządzenia rejestrującego (pkt 14.6 załącznika nr 4 do rozporządzenia) i zastosowania odpowiedniego znaku drogowego przed urządzeniem (pkt 5.2.56 załącznika nr 1 do rozporządzenia).

Andrzej Bittel dodał, że nie ma przeciwwskazań dla uzupełnienia załącznika nr 4 do rozporządzenia z 3 lipca 2003 r. o kwestie uregulowane wcześniej (do zmian w 2015 r.) w rozporządzeniu, warunkujące umieszczenie urządzenia rejestrującego w pasie drogi publicznej. Wobec tego resort zaplanował nowelizację ustawy - Prawo o ruchu drogowym i uchylenie upoważnienia dla ministra właściwego do spraw transportu zawartego w art. 129h ust. 5.

Fotoradary ma od ITD przejąć policja

Ponadto Andrzej Bittel przekazał, że w resorcie trwają prace nad projektem ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw. -  Jednym z zasadniczych rozwiązań projektu ustawy pozostaje przekazanie kompetencji dotyczących systemu urządzeń rejestrujących (tzw. fotoradarów) i kontroli prędkości w ramach Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego do Komendy Głównej Policji – głosi pismo.

7 sierpnia 2018 r. projekt ten przekazano Szefowi Centrum Analiz Strategicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ze zgłoszeniem do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

- Rozwiązania przewidziane w przepisach projektowanej ustawy o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw pozwolą na uporządkowanie kwestii kontroli ruchu drogowego przy użyciu urządzeń rejestrujących, również w zakresie art. 129h ust. 5 ustawy - Prawo o ruchu drogowym - oświadczył wiceminister infrastruktury.

II.510.346.2018

Niebezpieczne zachowania kierowców po wypadku na A1. Rzecznik bada sprawę

Data: 2018-09-24

Biuro Pełnomocnika Terenowego RPO w Katowicach bada sytuację na autostradzie A1, kiedy kierowcy aut, aby nie czekać w korku z powodu wypadku, jechali tzw. korytarzem życia, zjeżdżali z autostrady skarpą drogową, wjeżdżali pasem zieleni na drogę serwisową.

Pełnomocnik Terenowy RPO poprosił Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy o informacje.

Komendant wyjaśnił, że po konsultacji i w porozumieniu ze służbami ratowniczymi podjęto decyzję o wyprowadzeniu pojazdów tzw. “korytarzem życia” pod prąd od miejsca wypadku do bramy serwisowej (ok. 2 km). Akcja przebiegała pod pełną kontrolą służb.

Kierowcy, którzy opuszczali autostradę korzystając z pasa zieleni, robili to samowolnie, bez jakiegokolwiek przyzwolenia służb będących na miejscu zdarzenia.

Obecnie w Komenda Miejska Policji we Włocławku ustala, którzy z kierowców wykonywali niebezpieczne manewry.

BPK.519.51.2018

RPO: kierowcy miejskich autobusów nie mają gwarancji należytego odpoczynku między kursami

Data: 2018-09-18
  • Kierowcy autobusów w dużych miastach nie mają gwarancji przepisowego odpoczynku między kursami - alarmuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Prawo nie uwzględnia bowiem korków, zmian organizacji ruchu, wypadków czy awarii pojazdów
  • Często wymusza to na kierowcach jazdę bez przerw dla nadrobienia opóźnień rozkładu jazdy
  • Według Rzecznika potrzebna jest zmiana przepisów, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z obowiązkowych przerw, określonych także przez prawo europejskie

RPO Adam Bodnar wystąpił w tej sprawie do Głównego Inspektora Transportu Drogowego oraz do Głównego Inspektora Pracy.

Chodzi o praktyczne trudności z zagwarantowaniem należytego wymiaru przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego, wykonującym przewozy regularne, których trasa nie przekracza 50 km. Określa je ustawa z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców. Przysługuje im przerwa nie krótsza niż 30 minut (gdy łączny czas prowadzenia pojazdu wynosi od 6 do 8 godz. dziennie) oraz 45 minut (gdy czas ten przekracza 8 godz.). Przerwy te mogą być dzielone na okresy krótsze, wykorzystywane zgodnie z rozkładem jazdy, pod warunkiem że jedna z nich trwa co najmniej 15 minut.

Według ustawy rozkłady jazdy powinny umożliwiać kierowcom wykorzystanie przerw. Ustawa nie reguluje jednak minimalnej długości poszczególnych przerw ani ich dopuszczalnej liczby. Może to oznaczać krótkie, kilkuminutowe przerwy międzykursowe. Zgodnie ze stanowiskiem Głównego Inspektoratu Pracy takiemu kierowcy-pracownikowi przysługuje jedna przerwa 15-minutowa oraz jedna przerwa 30- lub 45-minutowa. Z uwagi na to, że przerwy mogą być dzielone na krótsze, z których co najmniej jedna ma mieć nie mniej niż 15 minut, kierowcy-pracownikowi przysługują co najmniej dwie przerwy obejmujące nie mniej niż 15 minut oraz przerwa - odpowiednio - do 30 lub do 45 minut.

W praktyce regulacje te nie zapewniają kierowcom przerw gwarantowanych w ustawie. Dzieje się tak dlatego, że ustawodawca nie dostrzegł występowania znacznych utrudnień w komunikacji miejskiej, związanych z zatorami ulicznymi, zmianami organizacji ruchu wskutek budowy lub remontu dróg, wypadkami drogowymi, awariami pojazdów itp. Wymusza to często na kierowcach jazdę bez przerwy w celu nadrobienia opóźnień w stosunku do założonego rozkładu jazdy.

Ze skarg kierowanych do RPO wynika, że sprawa nie jest objęta ani kontrolą Państwowej Inspekcji Pracy, ani Inspekcji Transportu Drogowego. Obowiązujący system ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje bowiem wpisów dotyczących wyjazdu na trasę oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy. Ponadto wątpliwości może budzić sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.

Pogląd taki potwierdził Główny Inspektor Pracy w stanowisku Departamentu Prawnego z 7 listopada 2008 r. Uznano, że przerwa jest okresem, w którego trakcie kierowca nie świadczy pracy, chociaż może on zostać zaliczony do czasu pracy.

Aby uniknąć trudności z odpowiednim zatrudnieniem kierowców wykonujących przewozy miejskie i podmiejskie, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy - podkreśla RPO.

Jego zdaniem nie eliminuje to jednak naruszeń przepisów co do obowiązkowych przerw na odpoczynek w prowadzeniu pojazdów, które mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także wymiar socjalny. - Wymaga to, moim zdaniem, odpowiedniej zmiany regulacji ustawowej, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z przerw przez kierowców wykonujących przewozy regularne, w pełnej zgodzie z zasadami stosowania norm dotyczących okresów prowadzenia pojazdów, obowiązkowych przerw w prowadzeniu i gwarantowanych okresów odpoczynku, określonych rozporządzeniem (WE) nr 561/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 15 marca 2006 r. w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego oraz z Umową europejską dotyczącą pracy załóg pojazdów wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe (AETR), sporządzoną w Genewie dnia 1 lipca 1970 r. - napisał Adam Bodnar.

O ocenę odpowiednich przepisów, na podstawie wyników kontroli czasu pracy kierowców, Rzecznik poprosił głównego inspektora transportu drogowego Alvina Gajadhura oraz głównego inspektora pracy Wiesława Łyszczka. 

III.7044.45.2018

OPIS STATYSTYCZNY (dla wyszukiwarki http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/)

III.7044.45.2018 z 14 września 2018 r. – wystąpienie do Głównego Inspektora Pracy i Głównego Inspektora Transportu Drogowego w sprawie uregulowania wymiaru przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na problem praktycznych trudności z zagwarantowaniem należytego wymiaru przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego, wykonującym przewozy regularne, których trasa nie przekracza 50 km.

Gwarantowane okresy odpoczynku takich kierowców wynikają z przepisów ustawy o czasie pracy kierowców. Okazuje się jednak, że istniejące regulacje nie zapewniają w praktyce kierowcom przerw w prowadzeniu pojazdu. Dzieje się tak dlatego, że ustawodawca nie dostrzegł występowania znacznych utrudnień w komunikacji miejskiej, związanych z zatorami ulicznymi, zmianami organizacji ruchu wskutek budowy lub remontu dróg, wypadkami drogowymi, awariami pojazdów itp. Wymusza to często na kierowcach jazdę bez przerwy w celu nadrobienia opóźnień w stosunku do założonego rozkładu jazdy.

Ze skarg kierowanych do Rzecznika wynika, że powyższa sytuacja nie jest objęta kontrolą sprawowaną przez Państwową Inspekcję Pracy oraz Inspekcję Transportu Drogowego, ponieważ obowiązujący system ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje wpisów dotyczących wyjazdu na trasę kursu oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy trasy. Ponadto, wątpliwości budzić może już sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach (przystankach) za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.

Aby uniknąć trudności z utrzymaniem odpowiedniego poziomu zatrudnienia kierowców wykonujących przewozy miejskie i podmiejskie, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy. Powyższe rozwiązania nie eliminują niestety naruszeń przepisów dotyczących obowiązkowych przerw na odpoczynek w prowadzeniu pojazdów, mających przecież istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także wymiar socjalny. Wymaga to, zdaniem Rzecznika, odpowiedniej zmiany regulacji ustawowej, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z przerw przez kierowców wykonujących przewozy regularne w pełnej zgodzie z zasadami stosowania norm dotyczących okresów prowadzenia pojazdów, obowiązkowych przerw w prowadzeniu i gwarantowanych okresów odpoczynku.

W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się z prośbą o przedstawienie oceny regulacji prawnej na podstawie wyników kontroli czasu pracy kierowców wykonujących przewozy regularne.

Rzecznik bada sprawę egzaminu na prawo jazdy

Data: 2018-09-04

Interesant, działając poprzez swojego pełnomocnika, zwrócił się do Biura Pełnomocnika Terenowego RPO w Katowicach z prośbą dotyczącą przeprowadzonego egzaminu na prawo jazdy. W uzasadnieniu wniosku podano liczne przykłady nieprawidłowości dotyczących okoliczności, w jakich przeprowadzony był egzamin. 

Rzecznik Praw Obywatelskich w trakcie postępowania wyjaśniającego będzie badać, czy nie zachodzą okoliczności zawarte w art. 72 ust. 1 ustawy o kierujących pojazdami, który pozwala na unieważnienie egzaminu państwowego w drodze decyzji administracyjnej przez marszałka.

W szczególności badane będzie czy nie zachodzi przesłanka unieważnienia egzaminu z art. 72 ust. 1 pkt 2 tej ustawy (przeprowadzenie egzaminu w sposób niezgodny z przepisami ustawy, a ujawnione nieprawidłowości miały wpływ na jego wynik).

BPK.511.57.2018

Obywatele skarżą się na nieoznakowane fotoradary rejestrujące przejazd na czerwonym świele. RPO pyta ministra infrastruktury

Data: 2018-08-22
  • Obywatele skarżą się, że stacjonarne fotoradary rejestrujące przejazd na czerwonym świetle nie są oznakowane
  • Jest tak dlatego, że od 2015 r. nie powstały przepisy regulujące sprawę tych fotoradarów
  • Rzecznik Praw Obywatelskich spytał ministra Andrzeja Adamczyka, kiedy to nastąpi

Ludzie skarżą się Rzecznikowi, że dostają mandaty za przejazd na czerwonym świetle na podstawie wskazania fotoradaru, mimo że nie ma do tego podstawy prawnej. Od trzech lat, czyli od zmiany przepisów o fotoradarach, do ustawy nie wydano rozporządzenia. Chodzi o rozporządzenie do art. 129h ust. 5 Prawa o ruchu drogowym, w którym minister ma obowiązek określić warunki: 

  • lokalizacji radaru, 
  • sposobu jego oznakowania (ma być prewencyjnie oznaczony i widoczny)
  • sposobu, w jaki mierzy on zachowanie pojazdu 

Takie rozporządzenie już kiedyś było. Ale kiedy w 2015 r. zmieniono przepisy, odbierając straży gminnej prawo do stawiania fotoradarów (ma je dziś tylko Inspekcja Transportu Drogowego), rozporządzenie to[1] zostało uchylone.

Nie było to zresztą rozporządzenie doskonałe: nie określało dokładnego sposobu uprzedzania kierowców o fotoradarach. Sama ustawa tego nie robi: nie różnicuje zaś sposobu oznakowania stacjonarnych fotoradarów w zależności od tego, czy rejestrują przekraczanie prędkości, czy przejazd na czerwonym świetle. 

W  czerwcu 2016 r. w serwisie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt nowego rozporządzenia. W uzasadnieniu do niego napisane było, że konieczne jest niezwłoczne uzupełnienie porządku prawnego o te przepisy. Odbyły się konsultacje publiczne (uwagi należało składać do 8 lipca 2016 r.). Innych śladów prac nad projektem w serwisie RCL nie ma.

Z tego powodu Adam Bodnar prosi ministra Adamczyka o wskazanie, kiedy zostaną wydane odpowiednie przepisy wykonawcze.

II.510.346.2018




[1] rozporządzenie Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z 14 marca 2013 r. w sprawie warunków lokalizacji, sposobu oznakowania i dokonywania pomiarów przez urządzenia rejestrujące.

 

Straciłeś prawo jazdy za kierowanie na „podwójnym gazie” - możesz prowadzić samochody z blokadą alkoholową

Data: 2018-08-22
  • "Wypiłeś? To nie pojedziesz!”. Ci, którzy stracili prawo jazdy za kierowanie na „podwójnym gazie”, mogą ubiegać się o jego zwrot
  • Za zgodą sądu mogą wtedy prowadzić wyłącznie pojazdy z blokadą alkoholową, uniemożliwiającą jazdę po alkoholu
  • Według RPO ten nowy przepis stosowany jest za rzadko, gdyż mało kto o nim wie 
  • O szersze rozpowszechnienie wiedzy o przepisie Adam Bodnar wystąpił do Ministra Sprawiedliwości

Kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu jest albo przestępstwem, albo wykroczeniem - w zależności od poziomu alkoholu u prowadzącego. Uznanie tego przez sąd każdorazowo oznacza jednak zastosowanie środka karnego w postaci zakazu prowadzenia pojazdów. Po takim orzeczeniu starosta cofa danej osobie prawo jazdy.

Wnioski wpływające do Biura RPO świadczą o niskim poziomie wiedzy co do możliwości ubiegania się o przedterminowy zwrot prawa jazdy. Nowelizacją z 20 marca 2015 r. do Kodeksu karnego wykonawczego wprowadzono bowiem możliwość zmiany sposobu wykonywania środka karnego polegającego na zakazie prowadzenia pojazdów. Zgodnie z art. 182a § 1 Kkw środek taki przybiera formę zakazu prowadzenia pojazdów niewyposażonych w blokadę alkoholową. 

Urządzenie takie wymusza badanie trzeźwości kierowcy i nie pozwala na uruchomienie silnika przy przekroczonym dopuszczalnym progu zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu. 

Sąd może orzec taką zmianę, jeżeli zakaz prowadzenia pojazdów był wykonywany co najmniej przez połowę jego orzeczonego wymiaru (w przypadku zakazu dożywotniego - co najmniej przez 10 lat). Warunkiem jest ponadto uznanie, że postawa, właściwości i warunki osobiste sprawcy i jego zachowanie podczas wykonywania pierwotnego środka karnego uzasadniają przekonanie, że prowadzenie przezeń pojazdu z blokadą nie zagraża bezpieczeństwu. W razie uwzględnienia przez sąd wniosku skazanego, starosta zwraca prawo jazdy.

Zmianę taką sąd może uchylić, jeżeli dana osoba rażąco naruszyła bezpieczeństwo ruchu, np. popełniła przestępstwo przeciw bezpieczeństwu w komunikacji.

Możliwość wynikająca z art. 182a § 1 Kkw jest szczególnie ważna w sytuacjach, gdy samochód jest środkiem utrzymania lub jedyną możliwością transportu. Adam Bodnar podkreśla, że artykuł ten realizuje jedną z fundamentalnych zasad prawa karnego wykonawczego, jaką jest modyfikowanie kar i środków karnych w postępowaniu wykonawczym. Jednak wiedza o tym przepisie osób uprawnionych do ubiegania się o przedterminowy zwrot prawa jazdy jest zbyt niska - nikt ich o tym nie informuje.

Dlatego rzecznik wystąpił do ministra Zbigniewa Ziobry o działania w celu rozpowszechnienie wiedzy o takiej możliwości. Poprosił także o przekazanie statystyk korzystania z art. 182a.  

II.510.498.2018

Rzecznik upomina się o poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego - dwa wystąpienia RPO

Data: 2018-08-09
  • Polska jest ciagle w ogonie Europy pod względem liczby ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców
  • Fotoradary nie są skuteczne – sprawy za szybką jazdę kończą się tylko karą za odmowę wskazania, kto prowadził samochód
  • Od czterech lat władze nie uwzględniają rekomendacji Najwyższej Izby Kontroli w sprawie poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego
  • RPO pyta MSWiA i Ministra Infrastruktury, czy wykorzystają rekomendacje Izby, a jeśli nie, to jakie działania planują dla poprawy bezpieczeństwa na drogach, w tym ochrony pieszych

Wystąpienia Adama Bodnara do ministrów: SWiA - Joachima Brudzińskiego i infrastruktury - Andrzeja Adamczyka są efektem spotkania pracowników Biura RPO w czerwcu 2018 r. z przedstawicielami organizacji społecznej „Piesza Masa Krytyczna”. Zwrócili oni wtedy uwagę na nierealizowany raport NIK „Bezpieczeństwo ruchu drogowego” z 2014 r. Już wtedy NIK alarmowała, że Polska jest na przedostatnim miejscu pod względem liczby ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców. Budowa dróg i autostrad nie rozwiąże problemu. To wymaga znacznie bardziej złożonych działań państwa.

Informacja NIK była syntezą wyników sześciu kontroli w celu zbadania, czy w Polsce istnieje spójny system działania organów państwa, zapewniający obywatelom bezpieczeństwo w ruchu drogowym oraz czy podmioty odpowiedzialne za przygotowanie i realizację zadań w tej dziedzinie prawidłowo je wykonywały. Z analizy zebranych danych wynika, że potrzebne są usprawnienia w celu szybszej poprawy stanu bezpieczeństwa na drogach, a zwłaszcza - bardziej efektywnej ochrony pieszych.

Propozycje NIK:

  • powołanie krajowego Systemu Zarządzania i Kontroli Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, z prawem koordynowania działań i ich egzekwowania wobec wszystkich zajmujących się bezpieczeństwem na drogach (główną rolę w Systemie odgrywałoby MSWiA). Na słabą skuteczność podejmowanych działań ma bowiem wpływ przede wszystkim rozproszona odpowiedzialność za problemy zarządzania bezpieczeństwem ruchu drogowego. 
  • przekazanie do MSWiA zadań Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego
  • zwiększenie finansowania  zadań w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego, dzięki m.in. wieloletniemu programowi, oraz przypisanie całej kwoty wydatków do dyspozycji MSWiA
  • połączenie policji i Inspekcji Transportu Drogowego, tak by  powstała formacja kompleksowo zajmująca się  bezpieczeństwem ruchu
  • wprowadzenie mieszanych trybów odpowiedzialności za przekroczenie dozwolonej prędkości na drogach (wykroczeniowej i  administracyjno-prawnej)
  • kompleksowe uregulowanie organizacji ruchu na drogach przez wprowadzenie stałych organizacji ruchu  i weryfikację istniejącego oznakowania drogowego
  • modernizacja infrastruktury drogowej i właściwe zagospodarowanie pasa drogowego, w tym rezygnacja z obowiązku nasadzania w pasie drogowym nowych drzew w miejsce usuwanych (według NIK nie sprzyja to poprawie bezpieczeństwa ruchu)
  • wdrożenie kompleksowej strategii promocji właściwych zachowań wśród uczestników ruchu drogowego - z jak największym udziałem szkół, przedszkoli, instytucji naukowych, organizacji społeczne, mediów 

Pomimo upływu czterech lat rekomendacje NIK nie zostały uwzględnione w pracach organów władzy ustawodawczej i wykonawczej - podkreślił Adam Bodnar w pismach do ministrów.

Rzecznik zaznaczył, że np. nie utworzono Systemu Zarządzania i Kontroli Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Nadal brak jest prawnych możliwości nakładania sankcji na zarządców dróg publicznych, którzy oznakowali je niezgodnie z zatwierdzonym projektem organizacji ruchu. Z kolei struktury odpowiedzialne za funkcjonowanie systemu nadzoru nad ruchem drogowym nie zostały przeorganizowane w celu zwiększenia efektywności działań .

RPO zwrócił się do obu ministrów o informacje, czy zamierzają wykorzystać rekomendacje NIK przy wykonywaniu zadań publicznych obejmujących sprawy bezpieczeństwa i porządku publicznego. - Jeśli nie, to jakie działania planują podjąć w celu poprawy stanu bezpieczeństwa na polskich drogach, w szczególności w celu ochrony pieszych uczestników ruchu drogowego - spytał Adam Bodnar.

Uwagi NIK co do fotoradarów

Fotoradary rejestrują, jak wiele osób przekracza na drogach dozwolona prędkość. Ale karanie tych kierowców w trybie wykroczeniowym nie jest skuteczne: w istocie prowadzi do masowego karania właścicieli pojazdów za odmowę wskazania kierującego, a nie za jazdę z niedozwoloną prędkością - oceniała Izba. 

W państwach takich jak np. Austria, Holandia, Niemcy, czy też Włochy stosowane są różne formy mieszanej odpowiedzialności sprawców naruszeń przepisów drogowych. 

Mieszane tryby odpowiedzialności pozwolą skoncentrować się na ściganiu i karaniu sprawców najgroźniejszych wykroczeń. Wobec sprawców drobniejszych naruszeń przepisów - ujawnionych przez fotoradary - stosowany byłby tryb administracyjny, gwarantujący nieuchronną i szybko wymierzaną karę administracyjną dla właściciela, od której mógłby się on odwołać do sądu administracyjnego.

NIK uznała, że zaangażowanie strażników gminnych i miejskich w obsługę fotoradarów, zwłaszcza przenośnych, dyktowane jest nie bezpieczeństwem ruchu drogowego, ale przede wszystkim chęcią pozyskiwania pieniędzy do gminnej kasy. Dlatego NIK proponowała, by  pozostawić to w wyłącznych kompetencjach policji (zwłaszcza po włączeniu do niej ITD). Pozwoliłoby to skoncentrować się strażom miejskim i gminnym na realizacji innych zadań, istotnych z punktu widzenia lokalnych społeczności. Alternatywnie NIK dopuszczała pozostawienie strażom miejskim i gminnym uprawnień do kontroli wyłącznie z wykorzystaniem fotoradarów stacjonarnych (w miejscach uzgadnianych z policją).

V.511.354.2018

Śmiertelnie potrącił kobietę - sąd umorzył sprawę. Po kasacji RPO Sąd Najwyższy nakazał jej ponowne zbadanie

Data: 2018-07-31
  • Po kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich Sąd Najwyższy uchylił prawomocny wyrok umarzający proces mężczyzny, oskarżonego o śmiertelne potrącenie pieszej wskutek zbyt szybkiej jazdy po zmroku
  • Sąd I instancji uznał go za winnego jedynie wykroczenia niezastosowania się do ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym - za co ukarano go 3 tys. zł grzywny
  • Sprawa wraca do sądu II instancji. SN zakwestionował opinie biegłych, według których w aucie paliły się obowiązkowe światła mijania – inny biegły uznał, że włączone były tylko światła pozycyjne

Tomasz R. został oskarżony o to, że w 2015 r. nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, prowadząc w nocy po deszczu auto w terenie zabudowanym z niedozwoloną prędkością. W efekcie śmiertelnie potracił pieszą przechodzącą przez jezdnię. Oskarżono go na podstawie art. 177 par. 2 Kodeksu karnego, przewidującego karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie - przy naruszeniu, choćby nieumyślnym, zasad bezpieczeństwa ruchu - wypadku, którego następstwem była śmierć innej osoby.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w P. uznał R. za winnego jedynie wykroczenia z art. 92a Kodeksu wykroczeń, za co wymierzył mu 3 tys. zł grzywny. Art. 92a Kw stanowi, że kto, prowadząc pojazd, nie stosuje się do ograniczenia prędkości określonego ustawą lub znakiem drogowym, podlega karze grzywny.  

Apelację od tego wyroku wniósł prokurator i oskarżycielka posiłkowa. Według prokuratury sąd popełnił błąd w ustaleniach faktycznych, uznając że doszło jedynie do wykroczenia, a nie przestępstwa spodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Prokuratura wniosła o zmianę wyroku i skazanie R. 

W 2017 r. Sąd Okręgowy w K. uchylił wyrok I instancji, a postępowanie przeciw R. umorzył  z powodu przedawnienia karalności wykroczenia - wobec upływu 2 lat od jego popełnienia.

Kasację od tego wyroku na niekorzyść oskarżonego złożył Rzecznik Praw Obywatelskich, który wniósł o zwrot sprawy sądowi rejonowemu. Według RPO z rażącym naruszeniem prawa utrzymano w mocy niesprawiedliwe rozstrzygnięcie sądu rejonowego o braku podstaw do przypisania oskarżonemu czynu z art. 177 par. 2 Kk.

Rzecznik ocenił, że w sprawie doszło do rażącego naruszenia przepisów prawa, m.in. przez:

  • nieuwzględnienie przez sąd I instancji opinii biegłego, iż oskarżony w trakcie zdarzenia w nocy poruszał się samochodem z włączonymi światłami pozycyjnymi, a nie mijania
  • zaniechanie ustalenia w drodze eksperymentu procesowego, z jakiej odległości oskarżony mógł dostrzec pokrzywdzoną (na taką potrzebę zwracali uwagę biegli)
  • przyjęcie, że oskarżony nie był zobligowany do prowadzenia pojazdu z prędkością mniejszą od administracyjnie dopuszczalnej, podczas gdy prawidłowa ocena wszystkich okoliczności prowadzi do przeciwnego wniosku
  • przyjęcie, że brak jest możliwości określenia rodzaju obrażeń u pokrzywdzonej, które powstałyby, gdyby oskarżony prowadził pojazd z prędkością 50 km/h i rozpoczął manewr hamowania

Na czerwcowej rozprawie w SN prokurator Prokuratury Krajowej Zbigniew Siejbik wniósł o oddalenie kasacji RPO.

Trzyosobowy skład SN (sygn. akt IV KK 374/17) uznał kasację za zasadną. Uchylił zaskarżony wyrok SO i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.

SN uznał, że rozpoznając apelacje, sąd okręgowy nie skontrolował wyroku sądu I instancji w sposób przewidziany prawem, przez co zapadło orzeczenie rażąco niesprawiedliwe, wydane z obrazą przepisów prawa procesowego.

W uzasadnieniu wyroku SN podkreślił, że z opinii biegłego z laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w K. wynika, iż w chwili wypadku w samochodzie były włączone światła pozycyjne, na co wskazują gorące żarniki tych świateł. Żarniki świateł mijania i drogowych nie posiadały takich cech, a więc nie były gorące. Wnioski wynikające z tej opinii nie zostały jednak uwzględnione przez innych biegłych, którzy wydali opinie z zakresu ruchu drogowego. Jako podstawę rekonstrukcji zdarzenia przyjęli oni, że samochód miał włączone obowiązujące światła mijania.

Za tymi biegłymi sąd rejonowy przyjął, że w pojeździe paliły się światła mijania, a nie pozycyjne. SN uznał, że taka ocena opinii biegłych nie została dokonana w sposób prawidłowy - skoro opinie te były wydane na błędnych założeniach, czego sądy nie zauważyły.

Według SN uchybienia te, jako mogące mieć istotny wpływ na treść orzeczenia, wskazują na konieczność uchylenia zaskarżonego orzeczenia i zwrotu sprawy do postępowania odwoławczego. To na tym etapie istnieje bowiem możliwość wyjaśnienia tej kwestii - tak SN uzasadnił, dlaczego nie uwzględnił wniosku kasacji o uchylenie również wyroku sądu rejonowego.

Przy ponownym rozpoznaniu sprawy sąd ma jednoznacznie ustalić, czy z uwagi na rodzaj świateł, jakie były włączone w aucie, oskarżony miał ograniczoną widoczność i w jakim stopniu oraz czy mogło to mieć również wpływ na ocenę odległości zbliżającego się samochodu przez pokrzywdzoną. Konieczność przeprowadzenia eksperymentu procesowego pozostaje do decyzji sądu i winna być podjęta, gdyby zdaniem biegłych ułatwiłoby to wyjaśnienie sprawy – podkreślił SN.

II.511.462.2017

Po kasacji RPO Sąd Najwyższy naprawił błąd sądów dwóch instancji

Data: 2018-06-04
  • Sądy dwóch instancji skazały oskarżonego za kierowanie samochodem po pijanemu, nie dostrzegając zatarcia jego kary za takie samo wcześniejsze przestępstwo
  • Przeoczenie to spowodowało surowszą kwalifikację prawną zarzuconego mu czynu
  • Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że doszło do rażąco niesprawiedliwego wyroku i złożył kasację do Sądu Najwyższego
  • SN zwrócił sprawę sądowi II instancji, który przy ponownym zbadaniu sprawy ma zastosować łagodniejszą kwalifikację prawną

W 2016 r. sąd rejonowy skazał K.Ś. na 4 miesiące więzienia za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości. Sąd podkreślił, że był on już w 2010 r. prawomocnie skazany na grzywnę przez inny sąd za kierowanie w stanie nietrzeźwości - na podstawie art. 178a ust. 1 Kodeksu karnego (przewiduje on za takie przestępstwo grzywnę, karę ograniczenia wolności albo do 2 lat więzienia). Dlatego sąd zastosował wobec podsądnego surowszą kwalifikację czynu. Zgodnie bowiem z art. 178a ust. 4 Kk, jeśli sprawca był wcześniej prawomocnie skazany za kierowanie po pijanemu, podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Wyrok utrzymał sąd okręgowy, który uznał apelację oskarżonego za bezzasadną, a kwalifikację prawną za prawidłową.

Argumenty kasacji RPO

RPO złożył kasację, wnosząc by SN zwrócił sprawę sądowi okręgowemu wobec rażącego naruszenia prawa karnego procesowego przez nieuwzględnienie zatarcia prawomocnego skazania K.Ś. Doprowadziło to do  błędnej kwalifikacji prawnej jego czynu i  utrzymania w mocy rażąco niesprawiedliwego wyroku I instancji.  Niesprawiedliwość wynikła z pominięcia zatarcia wcześniejszego skazania, co oznaczało surowszą odpowiedzialność z art. 178a ust. 4. Uznanie skazanego za sprawcę wyłącznie czynu z art. 178a ust. 1 mogło zmienić jego sytuację prawną, szczególnie co do wymiaru kary – pisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk.

Skazując K.Ś., sąd rejonowy nie dysponował aktami sprawy, w tym aktami wykonawczymi. Nie miał zatem wszystkich istotnych dowodów dla prawidłowego rozstrzygnięcia. Z kolei sąd okręgowy rozpoznał apelację jedynie w jej granicach, przez co nie dostrzegł, że wyrok SR rażąco naruszał prawo. Według RPO sąd ten powinien był z urzędu wyjść poza granice apelacji i uchylić wyrok.

Rzecznik przypomniał, że po nowelizacji Kodeksu karnego z 20 lutego 2015 r. doszło m.in. do zmiany art. 107 ust. 4a, który określa przesłanki zatarcia skazania w przypadku orzeczenia kary grzywny. Zatarcie następuje wtedy z mocy prawa z upływem roku od wykonania lub darowania kary albo od przedawnienia jej wykonania. Zmiana ta weszła w życie 21 marca 2015 r. Sądy były zatem zobligowane do jej uwzględnienia – skoro zarówno w chwili czynu, jak i orzekania przez oba sądy, skazanie K.Ś. uległo zatarciu.

SN: zastosować łagodniejszą kwalifikację karną

Sąd Najwyższy uwzględnił kasację jako oczywiście zasadną (sygn. akt III KK 148/18). Uchylił wyrok sądu okręgowego i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.  Potwierdził, że oba orzekające sądy przeoczyły, iż koniecznym warunkiem uznania oskarżonego za winnego  występku z art. 178a ust. 4 jest m.in. wcześniejsze prawomocne skazanie za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości.

Sądy oparły się wyłącznie na karcie karnej oskarżonego oraz odpisie wyroku sądu rejonowego z  2010 r. Nie dysponując aktami tej ostatniej sprawy, sądy nie uwzględniły w związku z tym m.in. uiszczenia wymierzonej grzywny w październiku 2012 r.

Według SN oczywiste było zatem, że w chwili czynu K.Ś. z 2015 r. nie mógł być traktowany jako osoba skazana, bowiem skazanie z art. 178a ust. 1 Kk - formalnie figurujące w karcie karnej - uległo już zatarciu, w związku z dodaniem do art. 107 Kk nowego ustępu 4a. Wynika z tego, że powinna być zastosowana odmienna kwalifikacja prawna czynu K.Ś., co nie mogłoby pozostać bez wpływu na wymiar kary.

SN przypomniał, że przepisy nakładają na sąd II instancji obowiązek szerszego rozpoznania sprawy, niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów - jeżeli utrzymanie orzeczenia byłoby rażąco niesprawiedliwe.

Zalecenia SN są wiążące dla sądu okręgowego.

II.511.854.2016

WSA uwzględnił skargę RPO na opłaty w stolicy za odholowywanie aut w 2017 r.

Data: 2018-03-14

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał nieważność uchwały Rady m.st. Warszawy o wysokości opłat w stolicy na  2017 r. za odholowywanie źle zaparkowanych aut na strzeżony parking. Skargę wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich.

To jedna z kilkunastu skarg Adama Bodnara na takie opłaty z różnych miast. RPO podkreśla, że ich ustalanie powinno zależeć od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach - świadczonych przez firmy z danego powiatu. Tymczasem rady ustalają stawki, które nawet kilkukrotnie przekraczają koszt tych usług. Kierują się przy tym zwiększeniem swego budżetu - co także kwestionuje RPO.

Adam Bodnar zaskarżył uchwałę Rady m.st. Warszawy z 17 listopada 2016 r.  Ustalała ona wysokość opłat w 2017 r. za usunięcie pojazdu z drogi i przechowywanie go na parkingu. Koszt odholowania pojazdów o masie do 3,5 ton to 478 zł, a powyżej 16 ton - 1239 zł. Koszt  ich przechowywania to - odpowiednio - 37 zł i 132 zł za dobę. Pierwszy rodzaj stawek wyznaczono na poziomie maksymalnym (określanym przez Ministra Finansów); drugi - na poziomie do niego zbliżonym.

RPO uznał te stawki za arbitralne, a uchwałę - za wydaną z istotnym naruszeniem prawa. Wniósł o stwierdzenie jej nieważności.

W środę WSA uwzględnił skargę RPO, podzielając jego argumentację. Od wyroku można wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, wysokość stawek powinna być wyznaczana m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. RPO zarzucił Radzie, że nie ustaliła tych kosztów w Warszawie. Informacji o tym nie ma ani w uzasadnieniu projektu uchwały, ani w protokole sesji Rady - wskazał RPO. Jego zdaniem, całkowicie pominięto zatem jedną z przesłanek ustalania stawek.

Adam Bodnar podkreślił ponadto, że Rada nie wyjaśniła jednoznacznie, dlaczego stawki ustaliła na poziomie maksymalnym lub do niego zbliżonym. Uzasadnienie projektu wskazywało jedynie, że takie stawki oznaczałyby utrzymanie dochodów do budżetu miasta na poziomie 2016 r. (8-8,5 mln zł).  Zdaniem Adama Bodnara, można z tego wnosić, że przy wyznaczaniu opłat Rada kierowała się względami fiskalnymi. Tymczasem Prawo o ruchu drogowym nie zna przesłanki zapewnienia jak najwyższych wpływów do budżetu miasta przy określaniu tych stawek  - zaznaczył RPO.

8 marca br. WSA w Warszawie uznał nieważność uchwały o wysokości tych opłat w stolicy w 2016 r. Inne wojewódzkie sądy administracyjne uwzględniły kilka skarg RPO w takich sprawach. W 2017 r. ze skargi kasacyjnej Rzecznika NSA stwierdził nieważność odpowiedniej uchwały z Łodzi.

Po prawomocnym wyroku osoby, których auta odholowano, mogą domagać się zwrotu poniesionej opłaty.

W 2017 r. RPO zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy, które stanowią, że odholowany na parking pojazd oddaje się właścicielowi po okazaniu dowodu opłaty za jego usunięcie i parkowanie. Zdaniem RPO nieproporcjonalnie ogranicza to prawo własności, gdyż ustanawia swoisty zastaw na pojeździe.

V.511.64.2017

 

WSA uznał skargę RPO na opłaty za odholowywanie aut w stolicy z 2016 r.

Data: 2018-03-08

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał w czwartek nieważność uchwały Rady m.st. Warszawy o wysokości opłat w stolicy na  2016 r. za odholowywanie źle zaparkowanych aut na strzeżony parking. Skargę wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich.

To jedna z kilkunastu skarg Adama Bodnara na takie opłaty w różnych miastach. RPO podkreśla, że ich ustalanie powinno zależeć od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach, świadczonych przez firmy z danego powiatu. Tymczasem rady wielu miast ustalają stawki, które nawet kilkukrotnie przekraczają koszt tych usług. Kierują się przy tym zwiększeniem swego budżetu - co kwestionuje RPO.

W tym przypadku RPO zaskarżył uchwałę Rady m.st. Warszawy z 26 listopada 2015 r. Ustalała ona wysokość opłat w 2016 r. za usunięcie pojazdu z drogi i przechowywanie go na parkingu. Koszt odholowania pojazdów o masie do 3,5 ton wynosił 478 zł, a powyżej 16 ton - 1247 zł. Koszt  ich przechowywania to - odpowiednio - 37 zł i 132 zł za dobę. Stawki te były niższe tylko o 2 zł od dopuszczalnego maksymalnego poziomu, który corocznie określa Minister Finansów.

RPO uznał te stawki za arbitralne, a uchwałę - za wydaną z istotnym naruszeniem prawa. Wniósł o stwierdzenie nieważności tych przepisów.

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, wysokość stawek ma być wyznaczana m.in. z uwzględnieniem kosztów usług holowania i  przechowywania pojazdów w danym powiecie. RPO zarzucił Radzie, że nie ustaliła relacji  takich kosztów do wysokości swych stawek. Informacji o tym nie ma ani w uzasadnieniu projektu uchwały, ani w protokole sesji Rady - wskazał RPO.

RPO argumentował ponadto, że Rada nie wyjaśniła jednoznacznie, dlaczego stawki ustaliła niemal na maksymalnym dopuszczalnym poziomie. Uzasadnienie projektu wskazywało jedynie, że takie stawki oznaczałyby utrzymanie dochodów do budżetu miasta na poziomie 2015 r. (czyli 6,8-7 mln zł). Zdaniem Adama Bodnara, można z tego wnosić, że przy wyznaczaniu opłat Rada kierowała się względami fiskalnymi. Tymczasem Prawo o ruchu drogowym nie zna przesłanki zapewnienia jak najwyższych wpływów do budżetu miasta przy określaniu tych stawek - zaznaczył RPO.

Kolejnym zarzutem RPO było naruszenie zakazu niedziałania prawa wstecz. Uchwałę opublikowano w dzienniku urzędowym woj. mazowieckiego 12 stycznia 2016 r.,  choć z jej treści wynika, że wchodzi w życie 1 stycznia 2016 r.

WSA uwzględnił skargę RPO w całości, podzielając jego argumentację. Od wyroku można wnieść skargę kasacyjną do NSA

Z kolei 14 marca WSA ma wydać wyrok ze skargi RPO na uchwałę stołecznej Rady ws. wysokości tych opłat  w 2017 r. 

Wojewódzkie sądy administracyjne uwzględniły już kilka takich skarg RPO. Nieważność odpowiedniej uchwały z Łodzi stwierdził zaś w 2017 r. Naczelny Sad Administracyjny, który podzielił zarzuty RPO.

Po prawomocnym wyroku osoby, których auta odholowano, mogą domagać się zwrotu poniesionej opłaty.

W 2017 r. RPO zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy, które stanowią, że odholowany na parking pojazd oddaje się po okazaniu dowodu opłaty za jego usunięcie i parkowanie. Zdaniem RPO nieproporcjonalnie ogranicza to prawo własności, gdyż ustanawia swoisty zastaw na pojeździe.

V.511.365.2016

 

WSA wyda wyrok ws. opłat za odholowywanie źle zaparkowanych aut w stolicy z 2016 r.

Data: 2018-03-08

8 marca Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyda wyrok ze skargi Rzecznika Praw Obywatelskich na wysokość opłat w Warszawie w 2016 r. za odholowywanie źle zaparkowanych aut na strzeżony parking.

To jedna z kilku skarg Adama Bodnara na wysokość tych opłat. RPO podkreśla, że ich ustalenie powinno zależeć od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach, świadczonych przez firmy z danego powiatu. Tymczasem rady w wielu miastach ustalają stawki, które nawet kilkukrotnie przekraczają koszt tych usług.

W tym przypadku RPO zaskarżył uchwałę Rady m.st. Warszawy z 26 listopada 2015 r. Ustalała ona wysokość opłat w 2016 r. za usunięcie pojazdu z drogi i przechowywanie go na parkingu. Koszt odholowania pojazdów o masie do 3,5 ton wynosił 478 zł, a powyżej 16 ton - 1247 zł. Koszt  ich przechowywania to - odpowiednio - 37 zł i 132 zł za dobę. Stawki te były niższe tylko o 2 zł od dopuszczalnego maksymalnego poziomu, który corocznie określa Minister Finansów.

RPO uznał te stawki za arbitralne, a uchwałę - za wydaną z istotnym naruszeniem prawa. Wniósł o stwierdzenie nieważności tych przepisów.

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, wysokość stawek ma być wyznaczana m.in. z uwzględnieniem kosztów usług holowania i  przechowywania pojazdów w danym powiecie. RPO zarzucił Radzie, że nie ustaliła relacji  takich kosztów do wysokości swych stawek. Informacji o tym nie ma ani w uzasadnieniu projektu uchwały, ani w protokole sesji Rady - wskazał RPO.

RPO argumentował ponadto, że Rada nie wyjaśniła jednoznacznie, dlaczego stawki ustaliła niemal na maksymalnym dopuszczalnym poziomie. Uzasadnienie projektu wskazywało jedynie, że takie stawki oznaczałyby utrzymanie dochodów do budżetu miasta na poziomie 2015 r. (czyli 6,8-7 mln zł). Zdaniem Adama Bodnara, można z tego wnosić, że przy wyznaczaniu opłat Rada kierowała się względami fiskalnymi. Tymczasem Prawo o ruchu drogowym nie zna przesłanki zapewnienia jak najwyższych wpływów do budżetu miasta przy określaniu tych stawek - zaznaczył RPO.

Kolejnym zarzutem RPO było naruszenie zakazu niedziałania prawa wstecz. Uchwała została bowiem opublikowana w dzienniku urzędowym woj. mazowieckiego 12 stycznia 2016 r.,  choć z jej treści wynika, że wchodzi w życie 1 stycznia 2016 r.

14 marca WSA ma wydać wyrok ze skargi RPO na uchwałę stołecznej Rady ws. wysokości tych opłat  w 2017 r.  RPO skarży także podobne uchwały rad innych miast, w których również nie uwzględniano kosztów odholowywania pojazdów na obszarze powiatu. Wojewódzkie sądy administracyjne uwzględniły kilka tych skarg. Nieważność odpowiedniej uchwały z Łodzi stwierdził zaś w 2017 r. Naczelny Sad Administracyjny, który podzielił zarzuty RPO.

V.511.365.2016

 

SN: sąd nie może zakazać prowadzenia aut nietrzeźwemu rowerzyście

Data: 2018-02-16

Nietrzeźwemu rowerzyście sąd nie może zakazać prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych - orzekł Sad Najwyższy, uwzględniając kasację  Rzecznika Praw Obywatelskich.

Rzecznik złożył ją w sprawie obywatela, który za kierowanie w 2016 r. rowerem w stanie nietrzeźwości został ukarany wyrokiem nakazowym 300 zł grzywny i półrocznym zakazem prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wyrok uprawomocnił się wobec niewniesienia sprzeciwu przez obwinionego.

Zgodnie z art. 87 ust. 4 Kodeksu wykroczeń, w takiej sytuacji zakaz taki można orzec tylko wobec pojazdów inne niż mechaniczne - podkreślił w kasacji Rzecznik.

15 lutego SN uznał, że orzekając wobec obwinionego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ dopuścił się „rażącej obrazy” art. 87 ust. 4 Kw.

SN zwrócił w tej części sprawę sądowi rejonowemu. Zalecił mu, aby rozpoznając ją ponownie, orzekł o zakazie prowadzenia  pojazdów zgodnie z tym artykułem Kw.

SN rozpoznał kasację w niecały miesiąc od jej wniesienia na posiedzeniu niejawnym bez udziału stron, uznając ją za całkowicie zasadną.

Komentarz Marka Łukaszuka, dyrektora zespołu prawa karnego Biura RPO:

Sąd Najwyższy  w pełni podzielił racje kasacji, która była klasyczną kasacją proobywatelską Rzecznika. Warto podkreślić, że zmierzała ona nie tylko do uchylenia wadliwego orzeczenia, ale miała też swoisty walor edukacyjny dla sądów powszechnych.

II.511.258.2017

 

Opis statystyczny

II.511.258.2017 z 19 stycznia 2018 r. – kasacja dotycząca niewłaściwego zastosowania i orzeczenia wobec obwinionego środka karnego. Wyrokiem nakazowym Sąd Rejonowy uznał obwinionego za winnego tego, że na drodze publicznej w ruchu lądowym naruszył zasady przewidziane w art. 45 ust. 1 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym w ten sposób, że będąc w stanie nietrzeźwości kierował rowerem, a tym samym dopuścił się wykroczenia z art. 87 § 1a Kodeksu wykroczeń. Sąd wymierzył mu karę grzywny w wysokości 300 złotych oraz orzekł wobec niego środek karny w postaci 6 miesięcy zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że zgodnie z art. 87 § 4 Kodeksu wykroczeń można orzec zakaz prowadzenia pojazdów innych niż mechaniczne. Oznacza to, że Sąd Rejonowy orzekając wobec obwinionego, na podstawie wskazanego przepisu, środek karny w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, określił treść środka karnego w sposób sprzeczny z przepisem, co stanowiło jego rażące naruszenie, które miało istotny wpływ na treść wydanego orzeczenia. Kasacja uwzględniona (wyrok z 15 lutego 2018 r., sygn. akt II KK 30/18). Sąd Najwyższy podzielił stanowisko Rzecznika i uznał, że Sąd Rejonowy dopuścił się rażącej obrazy art. 87 § 4 Kodeksu wykroczeń.

 

Sprawy, w których Rzecznik Praw Obywatelskich w okresie od dnia 1 stycznia 2017 r. do dnia 10 stycznia 2018 r. złożył wnioski do Trybunału Konstytucyjnego o wyłączenie

Data: 2018-02-15
  1. sprawa prowadzona w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt K 36/15. Wniosek z dnia 13 grudnia 2017 r. dotyczył Pana Prof. Mariusza Muszyńskiego. Trybunał postanowił nie wyłączać Pana Prof. M. Muszyńskiego z  rozpoznania sprawy  - postanowienie TK z dnia 14 grudnia 2017 r.,
  2. sprawa prowadzona w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt  SK 37/15. Wniosek z dnia 13 grudnia 2017 r., dotyczył Pana Prof. Mariusza Muszyńskiego. Trybunał postanowił nie wyłączać Pana Prof. M. Muszyńskiego z  rozpoznania sprawy  - postanowienie TK z dnia 19 grudnia 2017 r.,
  3. sprawa prowadzona  w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt  K 17/14. Wniosek z dnia 7 grudnia 2017 r., dotyczył Pana Prof. Justyna Piskorskiego. Trybunał postanowił nie wyłączać Pana Prof. J. Piskorskiego z  rozpoznania sprawy  - postanowienie TK z dnia 13 grudnia 2017 r.,
  4. sprawa prowadzona  w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt K 1/17. Wniosek z dnia 23 października 2017 r. dotyczył Panów Prof. Mariusza Muszyńskiego oraz Prof. Henryka Ciocha. Trybunał postanowił nie wyłączać Panów Prof. M. Muszyńskiego oraz Prof. H. Ciocha z rozpoznania sprawy  - postanowienie TK z dnia 24 października 2017 r.,
  5. sprawa prowadzona  w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt  U 1/17. Wniosek z dnia 26 czerwca 2017 r. dotyczył Pana Prof. Mariusza Muszyńskiego. Trybunał postanowił nie wyłączać Pana Prof. M. Muszyńskiego z  rozpoznania sprawy  - postanowienie z TK dnia 27 lipca 2017 r.,
  6. sprawa prowadzona  w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt  K 10/15. Wniosek z dnia 11 kwietnia 2017 r. dotyczył Pana Prof. Lecha Morawskiego. Trybunał postanowił nie wyłączać Pana Prof. L. Morawskiego z  rozpoznania sprawy  - postanowienie TK z dnia 19 kwietnia 2017 r.
  7. sprawa prowadzona  w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt  K 2/15. Wniosek z dnia 10 lutego 2017 r. dotyczył Panów Prof. Mariusza Muszyńskiego i Prof. Lecha Morawskiego. Trybunał postanowił nie wyłączać Panów Prof. Mariusza Muszyńskiego i Prof. Lecha Morawskiego z rozpoznania sprawy  - postanowienie TK z dnia 15 lutego 2017 r.,
  8. sprawa prowadzona  w Trybunale Konstytucyjnym pod sygn. akt  K 9/16. Wniosek z dnia 5 stycznia 2017 r. dotyczył Panów Prof. Mariusza Muszyńskiego i Prof. Justyna Piskorskiego. Trybunał nie wydał postanowienia w tej sprawie. 

 

RPO do SN: za kierowanie rowerem „pod wpływem” nie można zakazać prowadzenia aut

Data: 2018-02-07

Obywatel, ukarany za kierowanie rowerem w stanie nietrzeźwości, dostał ponadto od sądu zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Zgodnie z Kodeksem wykroczeń, w tej sytuacji zakaz taki można orzec tylko wobec pojazdów inne niż mechaniczne - głosi kasacja złożona przez Rzecznika Praw Obywatelskich do Sądu Najwyższego.

Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ wyrokiem nakazowym z grudnia 2016 r. ukarał obwinionego M. F. grzywną 300 zł za kierowanie rowerem na drodze publicznej w stanie nietrzeźwości. Orzekł też wobec niego środek karny w postaci półrocznego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wyrok uprawomocnił się wobec niewniesienia sprzeciwu przez M.F.

W kasacji RPO zarzucił temu wyrokowi rażące naruszenie prawa materialnego przez niewłaściwe zastosowanie art. 87 par. 4 Kodeksu wykroczeń. Zastępca RPO Stanisław Trociuk powołał się na wyrok Sądu Najwyższego z 6 października 2015 roku (KZS 2016/1/28), w którym podkreślono, że treść obecnie obowiązującego przepisu art. 87 par. 4 Kw wskazuje jednoznacznie, iż w przypadku ukarania za wykroczenie polegające na prowadzeniu w stanie nietrzeźwości pojazdu innego niż mechaniczny, zakaz prowadzenia pojazdów, jaki może być orzeczony, nie dotyczy pojazdów mechanicznych.

Treść środka karnego orzeczono zatem w sposób sprzeczny ze wskazanym przepisem, co stanowiło jego rażące naruszenie, które miało istotny wpływ na treść orzeczenia - podkreśla kasacja.

RPO wnosi o uchylenie wyroku w zaskarżonej części i zwrot sprawy w tym zakresie sądowi okręgowemu do ponownego rozpoznania.

II.511.258.2017.

Opłaty za odholowywanie samochodów w Szczecinie – WSA uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2018-02-01
  •  Wysokość opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi powinna odpowiadać realnym kosztom odholowywania. Wiele miast wskazuje jednak maksymalne stawki.
  • RPO zaskarżył uchwałę Rady Miasta Szczecin w tej sprawie. Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację Rzecznikowi.

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu.

Tymczasem, Rada Miasta w Szczecinie określiła stawki opłat bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów. Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył (V.511.432.2017)  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie uchwałę Rady Miasta Szczecina w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg na terenie Miasta Szczecina w 2017 r.

W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki przedmiotowych opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze  Miasta Szczecina.

Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z 1 lutego 2018 r., sygn. akt II SA/Sz  1314/17, stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały. 

Wyrok jest nieprawomocny.

Opłaty za odholowanie samochodów w Lublinie niezgodne z prawem – WSA w Lublinie uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2018-01-16
  • Wysokość opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi powinna odpowiadać realnym kosztom odholowywania. Wiele miast wskazuje jednak maksymalne stawki.
  • RPO zaskarżył uchwałę Rady Miasta Lublin w tej sprawie. Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację Rzecznikowi.

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. Tymczasem, Rada Miasta Lublin określiła stawki opłat bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie uchwałę Rady Miasta Lublin z 20 października 2016 r. w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg w roku 2017.

W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na terenie Lublina.

Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z dnia 16 stycznia 2018 r. (sygn. akt III SA/Lu 307/17), stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały. Wyrok jest nieprawomocny.

Trybunał Konstytucyjny podzielił pogląd Rzecznika o niekonstytucyjności opłat za wymianę prawa jazdy

Data: 2017-12-18

Przepisy ustawy o kierujących pojazdami, które przewidują pobieranie opłaty za wymianę prawa jazdy również w sytuacji, gdy konieczność wymiany tego dokumentu jest spowodowana zmianą adresu zamieszkania wynikającą z działań organów samorządu terytorialnego, są niezgodne z zasadą lojalności państwa wobec obywateli. Ustawodawca powinien odstąpić od pobierania opłat za czynności administracyjne związane z wymianą dokumentu potwierdzającego uprawnienie do kierowania pojazdami, jeżeli obowiązek wymiany tego dokumentu jest następstwem okoliczności leżących w całości poza sferą woli kierowców. Prawodawca nie ma dowolności w zakresie obciążania obywateli opłatami publicznymi, a przy wprowadzaniu tych opłat musi uwzględnić interes ekonomiczny obywateli.

Takie wnioski płyną z rozstrzygnięcia zapadłego w dniu 14 grudnia 2017 r. w sprawie o sygnaturze K 36/15.

Trybunał orzekł:

art. 18 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (Dz. U. z 2017 r. poz. 978) w zakresie, w jakim przewiduje pobranie opłaty ewidencyjnej i opłaty za wydanie nowego dokumentu prawa jazdy z powodu konieczności zmiany zawartych w nim danych, wynikającej ze zmiany stanu faktycznego spowodowanej działaniem organów władzy samorządowej, jest niezgodny z art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Orzeczenie zapadło jednogłośnie.

Skutkiem przedmiotowego wyroku jest zwolnienie pro futuro obywateli z opłat za wydanie nowego prawa jazdy, zawierającego uaktualnione dane adresowe kierowcy, gdy obowiązek wymiany prawa jazdy był następstwem administracyjnej zmiany adresu (np. nadania nowej nazwy ulicy, zmiany numeracji porządkowej nieruchomości).  

Wnioskiem z dnia 13 grudnia 2017 r.  Rzecznik zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o wyłączenie ze składu orzekającego w sprawie o sygn. akt K 36/15 Mariusza Muszyńskiego, jako osoby nieuprawnionej do orzekania w Trybunale. Postanowieniem z dnia 14 grudnia 2017 r. Trybunał odmówił uwzględnienia wniosku Rzecznika.

Znaczenie ma nie tylko litera, ale także duch prawa – wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie odmowy wydania karty parkingowej

Data: 2017-12-13

Przepisy, którymi w 2014 r. zmieniono zasady wydawania kart parkingowych spowodowały, że większość ich dotychczasowych użytkowników musiała starać się o wydanie nowych orzeczeń o stopniu niepełnosprawności (potwierdzających, że spełniają nowe, zaostrzone warunki uzyskania kart). Od tej zasady ustawodawca wprowadził jednak pewien wyjątek, dotyczący osób, co do których nie może być wątpliwości, że mają (jak stanowią przepisy po nowelizacji) „znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się”. Osoby te mogą uzyskać nową kartę parkingową na podstawie starego orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, ale pod warunkiem, że: legitymują się znacznym stopniem niepełnosprawności i przyczyną niepełnosprawności są schorzenia narządu ruchu lub schorzenia neurologiczne, a dotychczasowe orzeczenie zawiera informację (tzw. „wskazanie”), że spełniały warunki do uzyskania karty parkingowej na dotychczasowych zasadach.

Pani A. S. wystąpiła do Miejskiego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności w K. z wnioskiem o wydanie karty parkingowej na powyższych zasadach. Jest osobą z niepełnosprawnością w stopniu znacznym, a przyczynami jej niepełnosprawności są choroby narządu ruchu i neurologiczne. Miejski Zespół do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności w K. odmówił jednak wydania karty parkingowej, a Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę Wnioskodawczyni na tę odmowę. Powodem było to, że przedłożone przez nią orzeczenie o niepełnosprawności nie zawierało „wskazania” o spełnieniu przesłanek uprawniających do uzyskania karty parkingowej na dotychczasowych zasadach.

Problem polegał na tym, że w czasach, z których pochodziło (nadal ważne) orzeczenie o niepełnosprawności Wnioskodawczyni (1999 r.), nie zamieszczano jeszcze „wskazań” o uprawnieniu do karty parkingowej. Ten element formalny orzeczenia wprowadzono dopiero w 2002 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na tę okoliczność we wniesionej od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skardze kasacyjnej. W wyroku wydanym 13 grudnia 2017 r. Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację Rzecznikowi. Stwierdził, że w takiej sytuacji – skoro z treści orzeczenia o niepełnosprawności jednoznacznie wynika, że Wnioskodawczyni spełnia przesłankę „znacznie ograniczonych możliwości poruszania się” – nie można odmawiać wydania karty parkingowej. Zarówno wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jak i akt Miejskiego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności o odmowie wydania karty parkingowej zostały uchylone.

Mieszkańcy ulicy Słonecznej nie mogą na niej parkować samochodów dłużej niż kwadrans. Rzecznik interweniuje.

Data: 2017-12-12

Przy ulicy Słonecznej stoi znak zakazu postoju powyżej 15 minut. Drogą tą mieszkańcy dojeżdżają wyłącznie do posesji. Zakaz postoju powoduje duże utrudnienia, bo dojazd do miejscowości możliwy jest jedynie pojazdami prywatnymi. Także dla rolników, znak ten stanowi poważne utrudnienie w trakcie ich codziennej pracy. Jak wskazują, podobnych znaków nie ma na innych ulicach w miejscowości.

W sprawie tej Rzecznik oczekuje na stanowisko Wójta Gminy. Poinformowano go, że po zbadaniu sprawy Rzecznik podejmie decyzję, co do dalszego biegu postępowania.

Uprawnienia Rzecznika wskazane są w art. 14 u.r.p.o. Umożliwiają one m.in. skierowanie przez Rzecznika wystąpienia do organu nadrzędnego z wnioskiem o zastosowanie środków przewidzianych prawem (art. 14 pkt 2 u.r.p.o.). Zgodnie z art. 10 ust. 10 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (tekst jedn. Dz. U. z 2017 r., poz. 1260 ze zm.) organ sprawujący nadzór nad zarządzaniem ruchem na drogach (wojewoda) może nakazać zmianę ruchu ze względu na ważny interes ogólnospołeczny lub konieczność zapewnienia ruchu tranzytowego.

Badana będzie również możliwość podjęcia działań związanych z sądowoadministracyjną kontrolą zatwierdzania organizacji ruchu drogowego.

BPK.7000.34.2017

Bezprawne blokowanie kół pojazdów na terenie prywatnym. Dalszy ciąg sprawy.

Data: 2017-11-15

Pełnomocnik Terenowy RPO w Katowicach kontynuuje czynności podjęte w sprawie kilkudziesięciu skarg dotyczących zablokowania kół pojazdów w celu wymuszenia opłaty za parkowanie na terenie prywatnym (BPK.565.6.2017) .

Kiedy pokrzywdzeni proszą Policję o interwencję, ta odmawia podjęcia działań. Przyzwolenie na takie bezprawne działania podmiotów prowadzących działalność gospodarczą powoduje poczucie bezkarności. Tego nie da się tego pogodzić z wymogiem ochrony praw i wolności innych osób.

Dlatego 3 listopada 2017 r. Rzecznik wystąpił do Komendanta Głównego Policji w trybie art. 16 ust. 1 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich z prośbą o rozważenie działań, których następstwem będzie ustalenie w drodze aktu o charakterze wewnętrznym jednolitej procedury postępowania przez funkcjonariuszy Policji w takich przypadkach.

Opłaty za odholowanie samochodów w Legnicy niezgodne z prawem – WSA we Wrocławiu uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2017-10-26

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. Tymczasem, Rada Miejska Legnicy określiła stawki opłat bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu uchwałę Rady Miejskiej Legnicy z 30 listopada 2015 r. w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg.

W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na terenie Legnicy.

Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z dnia 26 października  2017 r. (sygn. akt III SA/Wr 651/17), stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały. Wyrok jest nieprawomocny (V.511.144.2017). 

Trudny przejazd strażaków do auta płonącego na A4. Rzecznik podejmuje sprawę.

Data: 2017-10-17

BPK.7107.2.2017

Pojazdy uprzywilejowane mają problem z przejazdem przez bramki na autostradzie A4. Według „Gazety Krakowskiej”, wozy strażackie – jadące na sygnale do płonącego pojazdu muszą czekać na przejazd przez bramki dwóch aut. A potem jeszcze na cykl podniesienia i opuszczenia szlabanu. Jak ustaliła gazeta, tylko prawa skrajna bramka może być cały czas otwarta. Pozostałe bramki nie mają takiej opcji.

Pełnomocnik Terenowy RPO w Katowicach prowadzi teraz z urzędu tę sprawę. 

Opłaty za postój w strefie płatnego parkowania tylko na odpowiednio wyznaczonych miejscach – uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego

Data: 2017-10-09

W dniu dzisiejszym Naczelny Sąd Administracyjny podjął uchwałę (II GPS 2/17) wyjaśniającą rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych na gruncie art. 13b ust. 1 ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Wątpliwości dotyczące tego przepisu związane były z interpretacją użytego w nim zwrotu „w wyznaczonym miejscu”. W praktyce, gminy często pobierały opłaty (a także nakładały opłaty dodatkowe) za postój nie tylko w wyznaczonych odpowiednimi znakami miejscach, ale na obszarze całej strefy płatnego parkowania. Sądy administracyjne natomiast, rozpatrując skargi wnoszone przez kierowców, różnie oceniały tę praktykę, co skłoniło Prezesa NSA do wystąpienia o podjęcie uchwały wyjaśniającej te rozbieżności.

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania zainicjowanego wnioskiem Prezesa NSA i przedstawił – korzystny dla kierowców – pogląd, że opłaty za postój w strefie płatnego parkowania należne są tylko za postój w odpowiednio wyznaczonych do tego miejscach. W podjętej uchwale, Naczelny Sąd Administracyjny podzielił stanowisko Rzecznika. Oznacza to, że rady gmin powinny dostosować regulaminy stref płatnego parkowania do treści uchwały, a kierowcy, którzy zostali obciążeni opłatami dodatkowymi za postój (bez wniesienia opłaty) w miejscach „niewyznaczonych” będą mogli skutecznie kwestionować ich nałożenie przed sądami administracyjnymi.

Opłaty za odholowywanie samochodów w Łodzi – WSA w Łodzi uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2017-09-27

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. Tymczasem, Rada Miasta w Łodzi określiła stawki opłat bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi uchwałę Rady Miasta Łodzi w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg na terenie Miasta Łodzi w 2015 r.

W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na terenie Łodzi.

Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z dnia 27 września 2017 r., (sygn. akt III SA/Łd 690/17), stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały.  Wyrok jest nieprawomocny.

Bezpieczeństwo i płynność ruchu na jednym z osiedli w Kielcach

Data: 2017-08-28

Na dyżur prawnika RPO w Kielcach przyszedł interesant, który opisał problem bezpieczeństwa i płynności ruchu na jednym z osiedli. Zaproponował zmianę programu sygnalizacji świetlnej i wprowadzenie jednostronnego zakazu parkowania.

Rzecznik Praw Obywatelskich przesłał te propozycje zarządcy dróg. P.o. Dyrektora Wydziału Zarządzania Ruchem Drogowym i Mobilnością Urzędu Miasta Kielce (BPK.565.4.2017)

Ten zbadał stan bezpieczeństwa na wskazanych fragmentach dróg. Ustalił, że sygnalizacja działa poprawnie, jednak na jednym z odcinków możliwe jest wprowadzenie jednostronnego zakazu parkowania (znak B-35).

Najblizszy dyżur eksperta RPO w Kielcach planowany jest 31 sierpnia.

Po raporcie NIK Rzecznik pyta Ministra Infrastruktury i Budownictwa o nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu badań technicznych pojazdów

Data: 2017-08-02

Problemy w funkcjonowaniu systemu badań technicznych pojazdów zostały dostrzeżone przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) i przedstawione w Informacji o wynikach kontroli – Dopuszczanie pojazdów do ruchu drogowego.

NIK negatywnie oceniła działalność skontrolowanych organów dopuszczających pojazdy do ruchu drogowego (nieprawidłowości ujawniono w każdym ze skontrolowanych 21 starostw). Kontrola wykazała m.in., że starostwa nie były przygotowane do wywiązywania się z nałożonych na nie obowiązków, a uprawnienia diagnosty wydawano nierzetelnie i z naruszeniem prawa. Wskutek nierzetelnie sprawowanego nadzoru funkcjonowały Stacje Kontroli Pojazdów niespełniające wymagań, zwłaszcza w zakresie ich wyposażenia technicznego. Badania wykonywane były w niepełnym wymaganym zakresie, a nawet przez diagnostów skazanych prawomocnymi wyrokami za czyny popełnione w związku z wykonywaniem badań technicznych pojazdów.

W ocenie NIK, stwierdzone nieprawidłowości są konsekwencją słabości obowiązujących w Polsce prawnych rozwiązań systemowych w obszarze dopuszczania pojazdów do ruchu drogowego. Ustalenia kontroli pozwoliły NIK na sformułowanie postulatów de lege ferenda, których realizacja powinna przyczynić się do poprawy funkcjonowania systemu badań technicznych i dopuszczania pojazdów do ruchu, a tym samym do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o przedstawienie informacji o działaniach, jakie Ministerstwo ma zamiar podjąć w celu usunięcia wskazanych przez Najwyższą Izbę Kontroli nieprawidłowości lub realizacji formułowanych przez NIK propozycji rozwiązań legislacyjnych.

Czego się można domagać od pirata drogowego, który spowodował śmierć członka rodziny? Skuteczna kasacja RPO w obronie syna ofiary wypadku

Data: 2017-06-24

Ojciec pana Kazimierza zginął w wypadku samochodowym, którego sprawca miał już odebrane prawo jazdy. Sąd skazał tego kierowcę na półtora roku w zawieszeniu, ponownie zakazał mu prowadzenia samochodów, ale odstąpił od zasądzenia zadośćuczynienia synowi ofiary. Przyznał mu tylko 15 tys. zł tytułem naprawienia szkody materialnej.

RPO wystąpił z kasacją w obronie pana Kazimierza – i przeciwko sprawcy wypadku, a Sąd Najwyższy przyjął argumentację Rzecznika i przekazał wyrok do ponownego rozpoznania w trybie odwoławczym (II.510.389.2016).

Rzecznik zauważył, że sąd I instancji popełnił błąd, którego nie skorygował sąd II instancji: oba sądy uznały, że skoro syn ofiary występuje o naprawienie szkody materialnej i niematerialnej, to sprawcę należy zobowiązać do naprawienia jednej z tych szkód (tak zinterpretował słowo „lub” w art. 46 par 1 kodeksu Karnego „W razie skazania sąd może orzec, a na wniosek pokrzywdzonego lub innej osoby uprawnionej orzeka, stosując przepisy prawa cywilnego, obowiązek naprawienia, w całości albo w części, wyrządzonej przestępstwem szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę; przepisów prawa cywilnego o możliwości zasądzenia renty nie stosuje się”.).

Tymczasem – jak wskazał Sąd Najwyższy  - taka interpretacja słowa „lub" jest błędna.

Przepis ten (w brzmieniu zarówno przed, jak i po 1 lipca 2015 r.) nie tylko dopuszcza możliwość jednoczesnego orzeczenia wobec sprawcy obowiązku naprawienia szkody majątkowej i wynagrodzenia za szkodę niemajątkową w postaci zadośćuczynienia (zob. post. SN z 9 lipca 2013 r., II KK 161/13), ale i taki obowiązek kreuje w razie prawidłowego zgłoszenia odpowiednich roszczeń przez uprawniony podmiot, o ile rzecz jasna szkody obu rodzajów wystąpiły i nie zaistniały okoliczności wyłączające stosowanie w danym układzie tego środka.

Powinnością zatem Sądu Okręgowego było - w związku z treścią apelacji pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego - rozważyć, czy po stronie pana Kazimierza zaistniała z powodu śmierci ojca krzywda wymagająca zadośćuczynienia w celu złagodzenia cierpienia psychicznego i udzielenia mu pomocy w dostosowaniu się do zmienionej sytuacji (art. 446 § 4 k.c.) oraz – w wypadku odpowiedzi twierdzącej - ustalić, jaką kwotą pieniężną owa krzywda winna zostać zrekompensowana, a następnie - na podstawie art. 46 § 1 k.k. – taką sumę na rzecz oskarżyciela posiłkowego orzec.

Z obowiązku tego Sąd nie wywiązał się, prezentując w motywacyjnej części swojego wyroku oczywiście mylny pogląd o możliwości poprzestania na orzeczeniu na rzecz osoby uprawnionej tylko obowiązku naprawienia wyrządzonej przestępstwem szkody majątkowej.

Parkowanie samochodów w sobotę w Kostrzynie nad Odrą bez opłaty po interwencji RPO

Data: 2017-06-01

Rada Miasta w Kostrzynie nad Odrą wprowadziła już jakiś czas temu opłaty za parkowanie samochodów w soboty. Według Rzecznika taka uchwała była niezgodna z ustawą o drogach publicznych (BPW.511.17.2017).

Biuro Pełnomocnika Terenowego RPO we Wrocławiu przeprowadziło więc postępowanie wyjaśniające w sprawie niektórych przepisów uchwały Nr XVII/148/04 Rady Miasta w Kostrzynie nad Odrą z dnia 26 lutego 2004 r. (Dz. U. Woj. Lub. z 2004 r., Nr 15, poz. 281).

Dlaczego zdaniem Rzecznika § 2 ust. 3 uchwały był niezgodny z ustawą z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych, dalej: u.d.p. (tekst jedn. Dz. U. z 2016 r., poz. 1440 z późn. zm.)? Bo według art. 13b. 1 tej ustawy opłatę, o której mowa w art. 13 ust. 1 pkt 1, pobiera się za postój pojazdów samochodowych w strefie płatnego parkowania, w wyznaczonym miejscu, w określone dni robocze, w określonych godzinach lub całodobowo.

A przecież zgodnie z orzecznictwem wojewódzkich sądów administracyjnych, jak i Naczelnego Sądu Administracyjnego, skoro sobota powinna być traktowana na równi z dniami ustawowo wolnymi od pracy w rozumieniu art. 57 § 4 k.p.a., to należy soboty w ten sam sposób traktować na gruncie tej samej gałęzi prawa – prawa administracyjnego, w tym na gruncie u.d.p. Stąd wykładnia przepisu art. 13b ust. 1 u.d.p., wobec braku legalnej definicji "dni roboczych", powinna uwzględniać ten sposób jego rozumienia, który by zapewniał bezpieczeństwo prawne, a zatem aby wykładnia tego przepisu nie prowadziła do niejednolitej wykładni takich samych pojęć (wyrok NSA z dnia 26 kwietnia 2016 r., I OSK 3507/15, LEX nr 2080050). W wystąpieniu poproszono o przeanalizowanie przedmiotowej sprawy oraz rozważenie podjęcia działań zmierzających do wyeliminowania zapisów odnoszących się do pobierania opłat za parkowanie w soboty.

Po wystąpieniu Rzecznika, Zastępca Burmistrza poinformował, że Rada Miasta 30 marca 2017 r. uchyliła w całości uchwałę o opłatach za parkowanie w sobotę.

Opłaty za odholowywanie samochodów w Gdyni – WSA w Gdańsku uwzględnił skargę Rzecznika

Data: 2017-05-31

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość powinna być ustalona m.in. z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. Tymczasem, Rada Miasta w Gdyni określiła stawki opłat na maksymalnym, dopuszczalnym przez prawo poziomie, bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył  do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku uchwałę Rady Miasta Gdyni w sprawie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów na parkingu strzeżonym w roku 2016. W uzasadnieniu skargi Rzecznik wykazał, że stawki przedmiotowych opłat zostały określone bez uwzględnienia ustawowego kryterium, jakim są koszty usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze powiatu. Sąd administracyjny uwzględnił skargę Rzecznika i wyrokiem z dnia 31 maja 2017 r., sygn. akt III SA/Gd 345/17, stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały.  Nr sprawy V.511.24.2017.

Czy przedsiębiorcom wolno blokować koła samochodów zaparkowanych na ich terenie? Prokuratura prowadzi sprawę dalej

Data: 2017-05-18

BPK. 565.1.216

Zdaniem Rzecznika blokowanie przez osoby prowadzące działalność gospodarczą w celach zarobkowych kół pojazdów osób parkujących na terenie prywatnym jest bezprawne. Przypomnijmy, że w październiku 2016 r. Pełnomocnik Terenowy Rzecznika Praw Obywatelskich w Katowicach złożył do Prokuratury Okręgowej w Katowicach zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a w styczniu 2017 r. Prokuratura Rejonowa Katowice - Południe w Katowicach odmówiła wszczęcia dochodzenia. W lutym 2017r. Rzecznik złożył zażalenie na to postanowienie i wniósł o jego uchylenie. Rzecznik uzasadniał, że wydane postanowienie jest przedwczesne i błędne pod względem prawnym. Poza tym godzi ono w prawa osób pokrzywdzonych przestępstwem, w zasady współżycia i sprawiedliwości społecznej. Sąd Rejonowy Katowice - Wschód w Katowicach podzielił stanowisko Rzecznika, uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę prokuraturze do dalszego prowadzenia. Sąd zauważył, że w sprawie nie zostały przeprowadzone czynności mogące służyć za podstawę przyjętych przez prokuratora twierdzeń mających wpływ na odmowę wszczęcia dochodzenia w sprawie, w szczególności nie przesłuchano pokrzywdzonych. Prokuratura ma teraz przeprowadzić postępowanie dowodowe i ustalić fakty.

Rzecznik poprosił też Prokuratora Krajowego o objęcie nadzorem tego postępowania, aby zapewnić ochronę praw i wolności człowieka i obywatela osób pokrzywdzonych. Sprawa jest w toku.

My, mieszkańcy Świdnicy - spotkanie regionalne RPO

Data: 2017-03-29

- Usiedliśmy w kręgu, by pokazać, że wszyscy jesteśmy równi – zaczął Adam Bodnar spotkanie w Świdnicy. Na spotkanie w Miejskiej Bibliotece Publicznej przyszło w środę rano około 20 osób. Każdy po kolei przedstawiał siebie, i swoją organizację – tak jak na każdym spotkaniu regionalnym.

Moja mała społeczność

Wyprowadziłem się z dużego miasta na wieś. Zaskoczyło mnie, że wszyscy narzekają i skarżą się, ale nie chcą nic robić – bo nie wiedzą, jak. Zorganizowaliśmy więc stowarzyszenie działające na rzecz naszej małej społeczności.

My, kobiety

Koło Ligi Kobiet zajmuje się sprawami kobiet, spotykamy się - także z okazji Dnia Kobiet, informujemy o Unii, spotykamy się razem w kręgach bez uzależnień, pracujemy w hospicjach.

- Jakie macie problemy? – pytał RPO

- Takie, jak wszystkie kobiety: dostęp do legalnych świadczeń medycznych, niższe płace. Ja nie jestem za aborcją, ale nikt nie ma prawa za mnie decydować. To powinna być moja decyzja.

RPO: Tu muszę wyjaśnić: Rzecznik Praw Obywatelskich nie może mówić, jaka ma być ustawa np. „antyaborcyjna”, ale ma obowiązek interweniować, jeśli obowiązujące prawo nie jest przestrzegane.

My, seniorzy

Na 16 tys. osób starszych świdnicki Uniwersytet III Wieku (UTW) zrzesza 280 osób.

Dla nas największym problemem jest sytuacja prawdziwych seniorów, 75+. Nie ma dla nich oferty, także w UTW, bo tu oferta jest jednak przeznaczona dla osób młodszych.

Ci starsi są schorowani, zubożali i wykluczani. Nie do nich kierowane są kursy komputerowe – zatem nie mogą korzystać z usług e-zdrowia.

Wiele badan profilaktycznych prowadzonych jest tylko do 59. czy 65. roku życia, a dostęp do służby zdrowia naprawdę jest utrudniony.

Mamy ogromny problem z opieką nad osobami starszymi i z dostępem do geriatrów. To dlatego zawiązaliśmy tu, lokalnie, Koalicję na rzecz Zdrowego Starzenia się.

Barbara Imiołczyk z Biura RPO zachęcała przedstawicieli świdnickich seniorów do współpracy z Komisja Ekspertów ds. osób starszych, która działa przy Rzeczniku (patrz publikacje BRPO „System wsparcia osób starszych w środowisku zamieszkania”, „Przestrzeń Publiczna Przyjazna Seniorom. Poradnik RPO” oraz „Sytuacja osób chorych na chorobę Alzheimera w Polsce”.

My, osoby niewidome

Ciągle napotykamy na problem braku wsparcia dla naszych projektów. Bo nie są „innowacyjne”. A przecież my nie potrzebujemy innowacji – potrzebujemy aktywizacji, włączenia do społeczeństwa, umożliwienia nam godnego życia.

Czy wiecie Państwo, że instalowane w środkach komunikacji informacje głosowe są ściszane – żeby wygodnie było słuchać radia albo porozmawiać?

Bariery architektoniczne są znoszone, robiąc to uwzględnia się potrzeby osób z dysfunkcja ruchu albo osób z wózkami. A niewidomi?

Narzędzia wspierające (nawet laska inwalidzka) są wprawdzie częściowo refundowane przez państwo, ale każde zwiększenie refundacji oznacza, że producent natychmiast podnosi cenę.

My, mieszkańcy spółdzielni mieszkaniowych

Czy powstaje jakieś prawo, by spółdzielcy czuli się u siebie i nie byli okradani – tak jak pokazują audycje telewizyjne?

RPO: o problemach spółdzielni Rzecznik wie i z wniosków obywateli i ze spotkań regionalnych. Efektem jest wystąpienie do Ministra Infrastruktury i Budownictwa w sprawie problemów, jakie ludzie mają z prawem spółdzielczym

W sprawy spółdzielców zaangażowana jest senator Lidia Staroń, która współpracuje z wiceministrem infrastruktury Kazimierzem Smolińskim. Ostatnio opublikowane zostały założenia do ustawy.

My, pracownicy upadłej firmy

Od trzech lat nie mamy świadectw pracy. Syndycy przerzucają sobie nasze sprawy, sądy działają, jak działają.

RPO: Przyjrzymy się sprawie, sprawdzimy, co da się zrobić.

My i nasze kłopoty z policją

- Policja używa nielegalnych urządzeń do pomiaru prędkości. A sądy nie uwzględniają uwag obywateli w tej sprawie. Będę walczył o zmianę tego i zakładam w tym celu stowarzyszenie.

RPO: Rzecznik może zbadać sprawę urządzeń pomiarowych.

Przykładowe działania RPO w sprawach kierowców.

Kierowcy pod wpływem narkotyków. Rzecznik koresponduje z Policją i Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji

Data: 2017-03-10

W związku z sygnałami w mediach o zbyt małej liczbie narkotesterów znajdujących się na wyposażeniu Policji, Rzecznik Praw Obywatelskich w kwietniu 2016 r.  wystąpił do Komendanta Głównego Policji o zajęcie stanowiska wobec tych sygnałów. Zdaniem Rzecznika, kwestia podnoszenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym wymaga m.in. zapewnienia organom sprawującym kontrolę ruchu skutecznych narzędzi służących do uniemożliwienia kierowania pojazdami pod wpływem narkotyków.

W odpowiedzi Komendant Główny Policji poinformował, że w latach 2013-2015 liczba ujawnionych kierowców będących pod wpływem środka odurzającego stanowiła ok. 13,5% przebadanych (np. w 2015 r. 1252 osoby). Podał też informacje o wyposażeniu Policji w 2015r. w: 3590 narkotesterów jednorazowych, 82 urządzenia stacjonarno - przenośne tzw. elektroniczne i 1659 kaset do tych urządzeń.

Komendant wskazał przy tym, że niewielka liczba badań przeprowadzanych w celu wykrycia środków psychoaktywnych nie daje przełożenia na rzeczywiste zagrożenie, o którym świadczy liczba kierowców, którzy spowodowali zdarzenie drogowe (wypadek lub kolizję) będąc pod wpływem substancji psychoaktywnej. Komendant podkreślił, że w celu uzupełnienia niewystarczającej ilości narkotestów niezbędne są dodatkowe nakłady finansowe na ich zakup.

W związku z tą informacją Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z prośbą o ustosunkowanie się do tego problemu.

Minister wskazał, że w 2016 roku planowany jest zakup odpowiednio 4.650 narkotesterów jednorazowych oraz 5.880 kaset. Ponadto dodał, że Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji zgłosiło zapotrzebowanie na większą ilość narkotesterów w ramach nowej perspektywy finansowej Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020 (ogółem 92 tys. narkotesterów).

W 2017 roku Rzecznik Praw Obywatelskich kontynuował monitorowanie sprawy zakupu kolejnych narkotesterów. RPO uzyskał od Komendanta Głównego Policji informację, że w 2016 roku przeprowadzono 8380 badań kierowców, spośród których ujawniono 1147 osoby, które znajdowały się w stanie po użyciu środków działających podobnie do alkoholu.

Co do liczby zakupionych urządzeń do badania zawartości narkotyków, Komendant Główny Policji przedstawił dane, z których wynika, że w roku 2017 już zakupiono 1013 narkotesterów oraz 40 kaset do narkotestów elektronicznych. Ponadto planowany jest dalszy zakup 7120 narkotesterów oraz 907 kaset, przy czym są to wartości ramowe.

Rzecznik zamierza kontynuować działania w przedmiotowej sprawie. Wyraża przy tym nadzieję, że nastąpi dalsze zwiększanie liczby narkotestów będących na wyposażeniu Policji, co pozwoli na zintensyfikowanie badań na zawartość w organizmie kierowców środków psychoaktywnych innych niż alkohol oraz działań prewencyjnych w tym zakresie. W efekcie przyczyni się to do eliminacji z ruchu drogowego kierowców pod wpływem narkotyków lub znaczącego ograniczenia liczby takich kierowców.

Wyrok WSA w Bydgoszczy – pobieranie opłat w soboty za parkowanie w bydgoskiej strefie płatnego parkowania niezgodne z prawem

Data: 2017-02-21

21 lutego 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy uwzględnił w całości skargę Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie Regulaminu Strefy Płatnego Parkowania w Bydgoszczy (II SA/Bd 1139/16).

Rzecznik zakwestionował przepisy Regulaminu, które pozwalały na pobieranie opłat za parkowanie w sobotę, wprowadzały ograniczenia handlu w strefie płatnego parkowania oraz określały tryb przeprowadzenia kontroli uiszczenia opłaty.

Sąd podzielił stanowisko Rzecznika, że przepisy te zostały wydane przez Radę Miasta Bydgoszczy z przekroczeniem ustawowego upoważnienia.

Jeżeli powyższy wyrok się uprawomocni (Rada Miasta Bydgoszczy nie wniesie skargi kasacyjnej lub jej skarga zostanie oddalona przez Naczelny Sąd Administracyjny) wszyscy ci, którzy uiścili opłatę za parkowanie w sobotę w bydgoskiej strefie płatnego parkowania, będą mogli domagać się jej zwrotu.

Strefa płatnego parkowania w Nysie. Rozprawa przed WSA w Opolu zakończona sukcesem

Data: 2017-01-30

10 stycznia 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu rozpoznał skargę Rzecznika Praw Obywatelskich na przepisy dotyczące zasad płatnego parkowania w Nysie (V.511.149.2016).

Sąd przychylił się do stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich, a także skarżącego. Podkreślił, że z przepisów wprost wynika, co należy uznać za strefę płatnego parkowania, i że tej definicji gmina powinna się trzymać.

Sąd uznał również, że konieczność podawania numeru rejestracyjnego ogranicza prawo własności i dysponowania przez jednego właściciela kilkoma pojazdami. WSA zaznaczył też, że organ nie może pozbawiać kierowcy prawa do reklamacji w przypadku gdy uiścił opłatę za parkowanie, a tylko nie zostawił biletu w sposób wskazany w uchwale.

Zdaniem sądu, gmina nie miała także podstaw do uregulowania praw i obowiązków funkcjonariuszy Straży Miejskiej.

Sąd wskazał też na inne skutki uchylenia uchwały, a inne w przypadku stwierdzenia jej nieważności.

Chodziło o niektóre przepisy uchwały Nr XVII/277/03 Rady Miejskiej w Nysie z dnia 12 grudnia 2003 r. w sprawie ustalenia strefy płatnego parkowania na drogach publicznych kategorii gminnej i powiatowej na terenie miasta Nysa, wysokości stawek opłaty za parkowanie pojazdów samochodowych na drogach publicznych w strefie płatnego parkowania, a także Regulaminu Strefy Płatnego Parkowania w Nysie, stanowiącego załącznik Nr 2 do wspomnianej uchwały.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały, tj. przepisu:

  •  § 3 lit. a) i lit. c) (tj. w zakresie zwrotów odnoszących się do soboty)
  • Ust. 2 rozdziału 2 załącznika, w zakresie lit. a) i lit. c)
  • Ust. 1 pkt 1, 6, 7
  • Ust. 6, 7, 8 rozdziału 1 załącznika nr 2
  • Ust. 3 i 6 rozdziału 4
  • Ust. 6 rozdziału 5
  • Całego rozdziału 6 i 7

 

Opłaty za odholowanie pojazdów w Łodzi za 2016 rok niezgodne z prawem

Data: 2017-01-13

Przepisy Prawa o ruchu drogowym przewidują ustalenie opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z drogi (np. na skutek niewłaściwego parkowania). Ich wysokość ma być przy tym ustalona z uwzględnieniem kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. Tymczasem, Rada Miejska w Łodzi określiła stawki opłat na maksymalnym możliwym poziomie, bez sprawdzenia, jaka będzie ich relacja do wspomnianych kosztów.

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył uchwałę w przedmiocie opłat do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi, który nie podzielił zastrzeżeń Rzecznika. Skarga kasacyjna, jaką złożył Rzecznik od niekorzystnego wyroku okazała się skuteczna. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 13 stycznia 2017 r. podzielił argumentację Rzecznika, że określając stawki opłat za odholowanie pojazdów Rada Miejska w Łodzi nie uwzględniła ustawowego kryterium kosztów usuwania pojazdów na obszarze Łodzi, przez co w istotny sposób naruszyła przepisy Prawa o ruchu drogowym. W rezultacie NSA uchylił wcześniejszy wyrok WSA w Łodzi i stwierdził nieważność zaskarżonej przez Rzecznika uchwały (sygn. akt I OSK 1916/16).

Rozprawa przed Naczelnym Sądem Administracyjnym (sygn. akt I OSK 1916/16). Sąd stwierdził nieważność uchwały Rady Miejskiej w Łodzi w sprawie opłat za odholowywanie pojazdów

Data: 2017-01-13

Rozprawa przed Naczelnym Sądem Administracyjnym (sygn. akt I OSK 1916/16) w sprawie ze skargi kasacyjnej Rzecznika Praw Obywatelskich od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi dotyczącego skargi Rzecznika na uchwałę Rady Miejskiej w Łodzi w przedmiocie ustalenia wysokości opłat za usuwanie i przechowywanie pojazdów usuniętych z dróg.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich ustalenie wysokości opłat za odholowanie powinno być w znacznym stopniu zależne od rzeczywistych kosztów usług odholowania pojazdów i przechowywania ich na parkingach, świadczonych przez firmy z danego powiatu. Tymczasem Rada Miejska w Łodzi określiła stawki opłat za usunięcie pojazdów z drogi na maksymalnym, dopuszczonym przez prawo poziomie, kierując się jedynie względami fiskalnymi, w zupełnym oderwaniu od rzeczywistych kosztów, jakie wiążą się z holowaniem pojazdów na obszarze Miasta Łodzi.