Zawartość
Liczba całkowita wyników: 31

Sprawa podjęta po spotkaniu regionalnym RPO

Data początkowa
np.: 01/2021
Data końcowa
np.: 01/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Kolejna interwencja prawna RPO ws. budowy fermy drobiu w Kawęczynie. Środowiskowa zgoda utrzymana z rażącym naruszeniem prawa.

Data: 2020-06-12
  • Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Poznaniu potwierdziło tzw. środowiskową zgodę na budowę fermy na milion kur w Kawęczynie pod Wrześnią
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył decyzję SKO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jako wydaną z rażącym naruszeniem prawa

Sprawą budowy fermy w Kawęczynie Rzecznik zajmuje się już od ponad trzech lat. Kawęczyn to miejscowość, wokół której na terenach dawnego PGR już znajduje się kilka ferm norek, powodujących uciążliwości dla okolicznych mieszkańców. Skarżą się oni na uciążliwości, jak smród, muchy i gryzonie.

Na domiar złego, właściciel tych ferm chce w odległości niecałych 200 m od domów ludzi zbudować kolejną fermę, tym razem drobiu, na ponad milion kur.  Może to oznaczać, że już teraz złe warunki życia w tych okolicach znacznie się pogorszą.

Po kilku latach starań mieszkańców - wspieranych przez Rzecznika - udało się doprowadzić do przyjęcia przez radę gminy planu miejscowego, który zakazuje lokalizacji w okolicach Kawęczyna nowych ferm.

Mimo to - wbrew zapisom planu miejscowego - Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Poznaniu 27 kwietnia 2020 r. podtrzymało wydane 30 grudnia 2019 r. przez burmistrza Wrześni tzw. środowiskowe uwarunkowania zgody na realizację inwestycji. A to umożliwia przedsiębiorcy staranie się o pozwolenie na budowę.

W skardze do WSA w Poznaniu RPO Adam Bodnar wnosi o stwierdzenie nieważności decyzji SKO oraz o uchylenie decyzji burmistrza.

W Polsce nadal nie  ma instrumentów prawnych, dzięki którym organy ochrony środowiska mogłyby prowadzić kontrole uciążliwości zapachowych, robić pomiary emisji lub jakości powietrza oraz wydawać wystąpienia pokontrolne i decyzje (np. nakazywać redukcję lub eliminację odoru)  https://www.rpo.gov.pl/pl/content/odory

Bliższe szczczegóły zawiera skarga RPO do WSA, zamieszczona poniżej w załączniku.

V.7200.19.2019

RPO do Senatu: poprawić ustawę o wyczerpywaniu się sum gwarancyjnych dla ofiar wypadków

Data: 2020-05-18
  • RPO wystąpił do Marszałka Senatu o poprawienie ustawy z 2019 r. dającej prawo do renty tym ofiarom wypadków, którym skończyły się pieniądze z ubezpieczeniowych sum gwarancyjnych.
  • Przyjęta w zeszłym roku ustawa obejmuje pomocą tylko ofiary wypadków, które miały miejsce w Polsce. Skorzystało z niej 20 osób.
  • RPO zna jednak przypadki, gdy do wypadku doszło za granicą, ale sprawcą był polski kierowca, z polskim ubezpieczeniem. Dziś w takiej sytuacji – jeśli przyznana po wypadku suma gwarancyjna wyczerpie się, taka osoba zostaje bez pomocy. Jest ich w Polsce co najmniej cztery – bez zmiany ustawy nie da się im pomóc

RPO wnosi o poprawienie ustawy znanej też jako „ustawa Tomasza Piesieckiego”. To pan Piesiecki zgłosił problem wyczerpywania się kwot gwarancyjnych na spotkaniu regionalnym RPO w styczniu 2016 r. w Białymstoku. Dzięki jego obywatelskich aktywności doszło do zmiany prawa w 2019 r.

Problem polega na sposobie wspierania ofiar wypadków. Pieniądze na leczenie, rehabilitację, codzienne funkcjonowanie wypłacane jest przez ubezpieczyciela sprawcy, a jeśli nie ma on ubezpieczenia, to przez państwowy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Maksymalna kwota wsparcia ustalana jest odgórnie – problem w tym, że na przełomie lat 80. i 90, jej wysokość była na tyle niska, że obecnie pieniądze dawno się skończyły. Nie ma już z czego wypłacać rent.

Pan Piesiecki podkreślił na spotkaniu w 2016 r., że nie jest jedyną osobą tak poszkodowaną. Tłumaczył, że sumy gwarancyjne najszybciej wyczerpywały się w przypadku najciężej poszkodowanych, tych, którzy nie poruszają się nawet na wózku (tak jak on), ale są przykuciu do łóżka. W tym przypadku opieka i rehabilitacja pochłania ogromne sumy.

Relacja pana Piesieckiego sprawiła, że RPO złożył w jego sprawie skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego (w jej wyniku SN uchylił wyrok stwierdzający, że poszkodowanemu w wyniku wypadku w wieku 3 lat panu Piesieckiemu nie należy się wsparcie – bo po wyczerpaniu się pieniędzy z sumy gwarancyjnej wszelkie zobowiązania wobec niego wygasły; pan Piesiecki otrzymał rentę, która choć w części rekompensuje mu dodatkowe koszty życia i umożliwia samodzielność). RPO skierował też w 2016 r. do senackiej komisji petycji wniosek o zmianę przepisów tak, by automatycznie przywrócić prawo do renty osobom w takiej sytuacji.

Pan Piesiecki uczestniczył jako obywatel w pracach nad projektem, wyjaśniał parlamentarzystom i przedstawicielom instytucji finansowych problem na swoim przykładzie. Ustawę udało się przyjąć po trzech latach prac, na jednym z ostatnich posiedzeń Sejmu poprzedniej kadencji. Wiadomo wtedy było, że nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale dawała szansę na wsparcie większości poszkodowanych.

Teraz RPO występuje w imieniu tych, których – z powodu fatalnego zbiegu okoliczności – ustawa nie objęła. Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła bowiem skarga obywatela polskiego, który ucierpiał w wypadku komunikacyjnym spowodowanym także przez obywatela polskiego, objętego polskim ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny odmówił jednak przyznania renty na zasadach określonych w Ustawie o szczególnych uprawnieniach osób poszkodowanych z 2019 r. Fundusz wskazał, że ustawa dotyczy wyłącznie osób poszkodowanych z tytułu szkód powstałych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. A skoro w tej sprawie szkoda powstała poza terytorium Polski, to przypadek ten nie podlega pod regulację.

RPO sprawdził, że takich osób jest co najmniej cztery - od wejścia w życie ustawy we wrześniu 2019 r. do końca marca 2020 r. do Funduszu wpłynęły 24 roszczenia o wypłatę renty szczególnej, a cztery 4 zgłoszenia dotyczyły szkód, które powstały poza terytorium Rzeczypospolitej. Zdaniem RPO W nie ma żadnych przesłanek uzasadniających wykluczenie tej grupy poszkodowanych spod przepisów tej ustawy. Miejsce powstania szkody nie powinno przesądzać o braku możliwości ubiegania się o rentę szczególną, w sytuacji gdy poszkodowany i sprawca są obywatelami polskimi, mamy do czynienia z polskim ubezpieczycielem oraz umową ubezpieczenia zawartą na terytorium Polski, podlegającą prawu polskiemu. Istniejące zróżnicowanie w przyznaniu ochrony osobom poszkodowanym poprzez problem wyczerpywania się sum gwarancyjnych, stoi w sprzeczności z konstytucyjną zasadą równości, gwarantowaną w art. 32 ust. 1 Konstytucji.

Dlatego RPO zwraca się do Senatu o rozważenie inicjatywy legislacyjnej mającej poprawić ustawę.

V.7000.3.2020

#zadaNIEdomowe. Mniej, ale lepiej. Opracujmy szkolne zasady zadawania prac domowych! NASZ PREZENT NA MIKOŁAJKI

Data: 2019-12-06
  • Poradnik o tym, jak to zrobić, przygotowały wspólnie z RPO organizacje społeczne
  • RPO wystąpił do MEN z prośbą o wypromowanie tej akcji.
  • Ogłaszamy ją 6 grudnia – to nasz prezent na mikołajki

O tym, że uczniowie, nauczyciele i rodzice cierpią z powodu prac domowych, RPO dowiaduje się w czasie spotkań w całym kraju. Alarmował o problemie min. Annę Zalewską już w styczniu tego roku. Nadmierne obciążenie uczniów obowiązkami szkolnymi ma bowiem negatywny wpływ na życie całych rodzin, jest też niezgodne z nowoczesnymi trendami edukacyjnymi (zadania domowe nie zawsze pomagają w procesie uczenia się, mogą natomiast doprowadzić do wzrostu zniechęcenia uczniów i pogłębienia się nierówności społecznych).

Na to pismo RPO uzyskał oficjalną odpowiedź MEN, że o tym, co i jak zadawać do domu, decyduje nauczyciel, a dobrą organizację zadań domowych należy wypracowywać zawsze na poziomie szkoły.

Dlatego wspólnie z edukacyjnymi organizacjami społecznymi Rzecznik podjął pracę nad materiałami, które pomogłyby społeczności szkolnej w wypracowaniu rozwiązań dla prac domowych zgodnie z rekomendacją MEN. Tak powstał poradnik #zadaNIEdomowe, w ramach którego podpowiadamy, jak wspólnie opracować szkolne reguły dotyczące pracy w domu, tak, aby była ona rzeczywiście dostosowana do indywidualnych potrzeb i możliwości uczniów danej szkoły.

Chcemy też ułatwić korzystanie z dobrych rozwiązań wypracowanych już w wielu szkołach – można z nich korzystać w serwisie https://obywateledlaedukacji.org/zadaniedomowe/  .

Uczestnicy projektu są głęboko przekonani, że problem prac domowych uda się rozwiązać, jeśli w proces zmiany zaangażują się wszyscy członkowie społeczności szkolnej. Przy okazji będzie to doskonałą lekcję na temat funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego oraz ochrony praw człowieka i obywatela.

Ogłaszając ten obywatelski projekt RPO prosi ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego, by wsparł promocję tych dobrych praktyk w szkołach. „Wierzę, że kierując się swoją wiedzą i doświadczeniem, osoby odpowiedzialne za kształt polskiej szkoły podzielą przekonanie, że przemyślane zadania domowe, oparte w większym stopniu na kreatywności i współpracy, przyczynią się do lepszej edukacji, a w efekcie do lepszego funkcjonowania naszego społeczeństwa” – pisze Adam Bodnar.

Ulotkę #zadaNIEdomowe RPO przekazuje też rzecznikowi praw dziecka Mikołajowi Pawlakowi.

VII.501.68.2018

Obywatele i RPO przegrali przed NSA sprawę linii energetycznej Ełk-granica Rzeczypospolitej

Data: 2019-12-04
  • NSA rozstrzygnął 3 grudnia na niekorzyść skarżących obywateli sprawę budowy linii energetycznej 440 kV przez miejscowości w okolicach Suwałk
  • RPO przyłączył się do tych spraw, był bowiem na miejscu i widział, jak gigantyczne słupy wysokiego napięcia stanęły między siedliskami i jaki ma to wpływ na życie lokalnej społeczności
  • Postawienie linii było możliwe dzięki specjalnej ustawie, która ułatwiła wywłaszczenia pod budowę linii i uprościła procedury odszkodowawcze, dzięki czemu można było zrealizować istotną dla bezpieczeństwa energetycznego państwa inwestycję.

Skargi na konsekwencje błyskawicznej budowy linii wpływały do RPO od mieszkańców zwłaszcza okolic Suwałk, gdzie wiele osób inwestuje w rozwój agroturystyki. Nie kwestionowali oni konieczności budowy linii, liczyli jednak, że zostanie poprowadzona przez obrzeża miejscowości – okazało się to jednak niemożliwe ze względu na brak infrastruktury potrzebnej inwestorowi.

W efekcie działki pod słupy energetyczne wywłaszczano w samej miejscowości, co sprawiło, że linia nie idzie po prostej – słupy stanęły tam, gdzie z prawnego punktu widzenia najłatwiej było je postawić, bo właściciel działki nie protestował. Zygzakująca linia niekiedy otacza siedliska ludzkie z trzech stron.  Mieszkańcy skarżą się na hałas linii, na konieczność zmiany planów życiowych oraz na spadek wartości nieruchomości, którego ustawowe odszkodowania nie rekompensują.

Wszystko to dzieje się na terenach przyrodniczo chronionych, co tym bardziej zwiększa frustrację mieszkańców, którym zmieniło się otoczenie.

Rzecznik był w Bakałarzewie w czasie spotkań regionalnych na Suwalszczyźnie w styczniu 2016 r. Następnie przyłączył się do trzech spraw. Jedną z nich Wojewódzki Sąd Administracyjny rozstrzygnął po myśli mieszkańców, pozostałe dwie – nie. Naczelny Sąd Administracyjny obie sprawy rozstrzygnął na niekorzyść mieszkańców, przychylając się do argumentów inwestora i państwa.

Prawnie problem polegał na tym, że za wywłaszczenie działek i za sąsiedztwo wielkich słupów energetycznych linii 440 kV  właściciele dostali odszkodowanie jak za działki rolne – sądy oceniły, że nadal można w tym miejscu prowadzić uprawy, więc strata nie jest dramatyczna. Mieszkańcy i RPO argumentowali, że wartość ich ziemi i siedlisk nie zależała od rolniczego potencjału i mieli prawo planować tu inną działalność, w tym turystyczną. Obecnie nikt jednak nie będzie chciał wypoczywać w cieniu wielkich, huczących słupów energetycznych.

RPO podkreślał, że z samej decyzji środowiskowej wydanej na potrzeby inwestycji wynikało jasno, że linia będzie oddziaływać na otoczenie, że pojawi się oddziaływanie pola elektro-magnetycznego, które wpływa na ludzi (co uwzględniają przepisy BHP). Oznacza to zatem, że inwestycja ograniczy sposób użytkowania działek położonych pod linią i w jej otoczeniu. W takiej sytuacji odszkodowanie dla właścicieli powinno być znacząco wyższe: rzeczoznawcy wyceniający odszkodowanie po prostu popełnili błąd.

NSA nie uwzględnił tych argumentów. Uznał, że sposób ustalenia odszkodowania był prawidłowy – decyzja jest już prawomocna.

IV.7000.534.2015, IV.7006.246.2015

RPO występuje do starosty lublinieckiego o zobowiązanie przedsiębiorcy do przeglądu ekologicznego. Efekt spotkania w Lublińcu

Data: 2019-10-21
  • Przed tygodniem na spotkaniu z RPO mieszkańcy skarżyli się na uciążliwości sąsiadującej z ich osiedlem przetwórni szkła Krynicki Recycling. To m.in. zapach, hałas, szklany pył w powietrzu 
  • Zdaniem mieszkańców samorząd gminny, powiatowy i instytucje rządowe nie są w stanie poradzić sobie z tym problemem
  • Eksperci RPO zauważyli na spotkaniu, że punktem wyjścia w tej sprawie jest udokumentowanie sytuacji  poprzez formalne zlecenie tzw. przeglądu ekologicznego
  • 17 października, dwa dni po spotkaniu w Lublińcu, RPO formalnie wezwał Starostę do wszczęcia postępowania w sprawie takiego przeglądu i do zobowiązania przedsiębiorcy do wykonania go i przedstawienia władzom
  • Jednocześnie RPO zgłosił udział w tym postępowaniu. Prosi też Burmistrza Lublińca, a także Śląskiego i Powiatowego Inspektora Ochrony Środowiska o pilne przekazanie całej dokumentacji potrzebnej Staroście

Rzecznik Praw Obywatelskich pokazuje, jak skoordynować działania władz, aby skutecznie zebrać informacje i doprowadzić do sytuacji, w której prawo do wolności działalności gospodarczej nie będzie w sprzeczności z prawem mieszkańców do czystego środowiska.

Adam Bodnar  przypomina, że w takiej sytuacji, jak w Lublińcu, art. 237 Prawa ochrony środowiska pozwala Staroście, by zobowiązał przedsiębiorcę do sporządzenia i przedłożenia przeglądu ekologicznego. Lubliniecka fabryka może bowiem negatywnie oddziaływać na środowisko, przez co przepisy (art. 3 pkt 11 ustawy) rozumieją także negatywne oddziaływanie na zdrowie ludzi.

W ocenie Rzecznika zakres przeglądu ekologicznego powinien dotyczyć wpływu działania przedsiębiorstwa na zdrowie (w tym zdrowie psychiczne) mieszkańców. Przegląd powinien przy tym obejmować ocenę wszystkich trzech zasadniczych źródeł potencjalnego zagrożenia dla zdrowia ludzi:

  1. niezorganizowanej emisji pyłów,
  2. emisji odorów
  3. emisji hałasu.

Należy też rozważyć, czy nie wskazać przedsiębiorcy, jaką metodą prowadzić badania. Ma to duże znaczenie zwłaszcza w kontekście braku powszechnie obowiązujących przepisów regulujących metody pomiaru jakości zapachowej powietrza.

Przedstawione w przeglądzie fakty powinny zostać zweryfikowane na podstawie wyników kontroli instalacji (w tym także czynności związanych z kontrolą transportu odpadów do instalacji), jak również w oparciu o zgłoszenia uciążliwości ze strony sąsiadów nieruchomości. RPO wie, że takie zgłoszenia były – ludzie kierowali je w szczególności do Burmistrza Lublińca, Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego, a także do Starosty Lublinieckiego.

Potrzebne może się także okazać przesłuchanie świadków (mieszkańców i  pracowników zakładów zlokalizowanych w sąsiedztwie).

Środki te powinny pozwolić na ustalenie skali (częstotliwości, natężenia) zapylenia, emisji odorów i emisji hałasu, co umożliwi precyzyjne określenie zakresu przeglądu ekologicznego oraz metod badań i studiów przeprowadzanych na jego potrzeby.

Ustalenia przeglądu ekologicznego będą mogły w takich warunkach zostać wykorzystane do działań naprawczych (art. 362 ustawy) lub sankcyjnych (art. 364).

V.7203.68.2019

Projekcja filmu "Łucznik" zorganizowana dla pana Krzysztofa, który prosił o to na spotkaniu regionalnym w Lublińcu w 2018 r.

Data: 2019-10-15
  • Ten film pokazuje drogę dzieci z niepełnosprawnościami, ale pokazuje też, jak wola walki wsparta w dzieciństwie przez mądrych lekarzy i opiekunów starcza na całe życie.
  • Przed rokiem na spotkaniu regionalnym w Lublińcu pan Krzysztof Myrcik, osoba z niepełnosprawnością i na wózku, opowiedział o swoim marzeniu: jako dziecko wystąpił w filmie „Łucznik” o powszednim dniu dzieci ze schorzeniami narządów ruchu w Wojewódzkim Ośrodku Rehabilitacyjnym w Goczałkowicach Zdroju. Chciał go zobaczyć ponownie – ale film jest nie do zdobycia.
  • Dlaczego ten film był tak ważny? Dowiedzieliśmy się tego dzięki projekcji 15 października 2019 r.

Jak szukaliśmy razem filmu

Po spotkaniu w 2018 r. RPO Adam Bodnar napisał na Facebooku:

"Droga Zbiorowa Mądrości Facebooka! Poszukuję filmu dokumentalnego z 1978 r. pt. "Łucznik" w reżyserii Jana Petryszyna. Film dokumentuje powszedni dzień pacjentów ze schorzeniami narządów ruchu w Wojewódzkim Ośrodku Rehabilitacyjnym w Goczałkowicach Zdroju. Na spotkaniu regionalnym RPO w Lublińcu o pomoc w dotarciu do tego filmu poprosił dojrzały mężczyzna, z poważną niepełnosprawnością ruchową. Jego zdaniem jak był dzieckiem - sanitariuszem ośrodka w Goczałkowicach Zdroju - to został na potrzeby filmu nakręcony. Nie był głównym bohaterem, ale podobno w filmie występuje i chciałby go zobaczyć. Czy ktoś z Państwa wie jak można ten film zdobyć? Do kogo się zwrócić? Z kim porozmawiać? Obiecałem pomóc. To naprawdę ważne dla tego Pana."

Okazało się, że rolkę z filmem ma Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej (dzięki pomocy z Facebooka film namierzył w Bielsku Kacper Gwardecki z Biura RPO).

Ale dostępny był tylko w formie rolki – aparatów do odtwarzania takich nagrań praktycznie już nie ma.

Dzięki zaangażowaniu pracowników samorządowych Lublińca i miłośników kina taki aparat udało się znaleźć w Domu Kultury w Koszęcinie (kilkanaście kilometrów od Lublińca). Pan Henryk Koczuła umiał taki aparat obsłużyć („bo to moja pasja” – powiedział), przeprowadził testy i sprawdził, że się da.

Całość koordynowała Joanna Popiołek z Urzędu Miasta Lubliniec i Agata Woźniak-Rybka, dyrektorka Miejskiego Domu Kultury w Lublińcu wraz z Joanną Troszczyńską-Reyman z BRPO.

I w końcu w małej starej sali kinowej zebrało się po południu 15 października kilkanaście osób na jednorazowym bezpłatnym pokazie: główny bohater, pan Krzysztof Myrcik, jego przyjaciele i znajomi, a także inne osoby z niepełnosprawnością z Lublińca, wiceburmistrzyni Anna Jonczyk-Drzymała oraz Renata Pyrek, dyrektorka Domu Kultury, RPO Adam Bodnar i jego ekipa.

Jak oglądaliśmy razem film?

Króciutki film z 1978 r. opowiada o chłopcu, który stracił nogi w wypadku. Jako kilkulatek wpadł pod pociąg na niestrzeżonym przejeździe. Po amputacji kończyn powyżej kolan dostał protezy, na których z trudem się poruszał. Trafił do Ośrodka w Goczałkowicach – tak jak inne dzieci.

Film pokazuje krok po kroku rehabilitację, ciężkie, często bolesne i żmudne ćwiczenia – odzyskiwanie sprawności i zyskiwanie nowych umiejętności. Programy rehabilitacyjne są zaskakująco dla współczesnego widza nowoczesne, wymyślane zgodnie z potrzebami każdego dziecka.

Jednym z tych dzieci jest pan Krzysztof, a wtedy Krzysiek – jego sylwetka miga w tle.

W Ośrodku dzieci uczyły się (a także uprawiały sport). Główny bohater wybiera łucznictwo. Początkowo mu to wcale nie wychodzi – w końcu jednak startuje w zawodach i dostaje medal. Zawody są międzynarodowe, bo biorą w nich udział przedstawiciele sąsiednich krajów socjalistycznych.

To jest ten moment, kiedy widz zdaje sobie sprawę, że stosujący niezwykle nowoczesne terapie ośrodek w Goczałkowicach działa w PRL-u.

Medal dostaje mały łucznik i lekkoatletka z protezą ręki. Dzieci pokazują sobie medale, harcerze dmą w trąbki, publiczność klaszcze.

Co wynieśliśmy z kina w Koszęcinie koło Lublińca?

Po projekcji do poruszonych uczestników zwrócił się pan Myrcik. Opowiedział o swoim pobycie w Ośrodku, o nieustępliwości Mamy, która nie zgodziła się na to, by potem uczył się w szkole specjalnej – uczył się w normalnej, z innymi dziećmi (przyszli po latach na pokaz do Koszęcina).

Chciał obejrzeć ten film, bo jest w nim zawarte najważniejsze przesłanie: by nigdy się nie poddawać, nigdy nie ustępować. Walczyć do końca.

Jeśli dziś zapytać w Lublińcu o pana Myrcika, to ludzie go znają (na przykład słyszeli o nim uczestnicy spotkania z RPO w sprawie uciążliwej inwestycji, które odbędzie się w Lublińcu dwie godziny później).

Pan Krzysztof Myrcik działa bowiem społecznie, aktywnie upomina się o prawa osób z niepełnosprawnościami, udziela się w lokalnych mediach.

- To że zobaczyliśmy tu ten film, jest dowodem na to, jak wspaniała była nauka i leczenie w Goczałkowicach. Ktoś, kto jest stamtąd, doprowadzi nawet do projekcji filmu, którego nigdzie nie ma – powiedział na koniec spotkania jeden z przyjaciół pana Myrcika.

Wejście w życie prawa Tomasza Piesieckiego

Data: 2019-09-27

Od 27 września zmieniają się przepisy dla ofiar wypadków komunikacyjnych sprzed 2006 r., którym skończyły się już przyznane kwoty w ramach odszkodowania i zadośćuczynienia. Będą oni mogli wystąpić o rentę. Do tej pory osoby okaleczone w wyniku takich wypadków  pozostawały bez wsparcia. 10 września spodziewany jest ważny wyrok w sprawie indywidualnej.

Zmiany wprowadza ustawa z 19 lipca 2019 r. (Dz.U. 2019 poz. 1631) która jest efektem spotkań regionalnych RPO i sprawy zgłoszonej przez Tomasza Piesieckiego: w latach 90 i na przełomie stuleci maksymalna wysokość odszkodowania wypłacanego przez ubezpieczyciela lub Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny była na tyle ograniczona, że mogła się po kilkudziesięciu latach wyczerpać, mimo że jest to dla osób często z dużą niepełnosprawnością jedyne źródło wsparcia. Dotycchczas sądy i ubezpieczyciele wychodzili ze stanowiska, że wypłacenie ostatniej transzy sumy gwarancyjnej zamyka kwestię odpowiedzialności wobec ofiary wypadku.

Nowa ustawa, która jest wynikiem inicjatywy ustawodawczej Senatu podjętej na podstawie petycji Rzecznika Praw Obywatelskich skierowanej do senackiej Komisji Petycji, daje tym osobom prawo do wystąpienia o rentę.

Sprawa pana Tomasza. Sąd przyznał mu rentę

Data: 2019-09-24
  • Sąd Okręgowy w Białymstoku przyznał panu Tomaszowi rentę
  • Rozpatrywał tę sprawę po raz drugi, p tym jak Sąd Najwyższy zgodził się ze skargą kasacyjną RPO w tej sprawie i wskazał sądowi w Białymstoku, jak zanalizować sprawę, by wyrok był sprawiedliwy
  • Za pierwszym razem białostocki sąd uznał, że panu Tomaszowi nic się nie należy

Pan Tomasz jako trzyletnie dziecko stał się w 1992 r. ofiarą wypadku drogowego, w wyniku którego jest sparaliżowany i porusza się na wózku. Ponieważ sprawca wypadku nie miał OC, odszkodowanie (w tym rentę) wypłacał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. W momencie szacowania wysokości odszkodowania maksymalna kwota, jaką można przyznać, wynosiła 720 tys. zł. Po 20 latach suma ta się wyczerpała i pan Tomasz został z niczym. Sądy w dwóch instancjach uznały, że pana Tomasza nie ma już podstaw do roszczeń wobec Funduszu, wygasła ona bowiem w momencie, w którym pieniądze się skończyły. Tak sądy interpretowały postanowienia Kodeksu cywilnego dotyczące zobowiązań i odpowiedzialności.

O sprawie pan Tomasz powiadomił rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara w 2016 r. na spotkaniu regionalnym w Białymstoku. Nie miał już nadziei na wzruszenie tych wyroków, gdyż termin, jaki mu przysługiwał na złożenie skargi kasacyjnej, już się kończył, on zaś nie miał pieniędzy na prawnika, który umiałby przedstawić Sądowi Najwyższemu odpowiednie argumenty.

Rzecznikowi Praw Obywatelskich taki termin liczy się jednak inaczej, mógł więc zdążyć z argumentacją prawną – i zrobił to. Dzięki temu Sąd Najwyższy nakazał sprawę rozpatrzyć ponownie. RPO zwracał w skardze kasacyjnej uwagę na konstytucyjne gwarancje równości (art. 32). Nie można tłumaczyć cofnięcia wsparcia dla pana Tomasza, wsparcia, które daje mu szansę nadrobić to, co zabrał mu wypadek, tylko tym, że skończyły się przyznane pieniądze. Zresztą w Unii Europejskiej, do której od czasu wypadku pana Tomasza, Polska weszła, bardzo dba się o to, by takie sytuacje nie miały miejsca (tzw. Dyrektywa Komunikacyjna zawiera mechanizm dostosowywania wysokości sum gwarancyjnych do realnych potrzeb poszkodowanych).

Te argumenty zostały teraz uwzględnione i pozwoliły Sądowi Okręgowemu inaczej popatrzyć na sprawę. Sąd wskazał teraz, że na to, czy po wyczerpaniu się sumy gwarancyjnej Fundusz ma jeszcze wobec poszkodowanego obowiązki, można popatrzeć z dwóch stron. Rzeczywiście, suma gwarancyjna stanowi w zasadzie górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela. Dotyczy jednak stanów zwyczajnych i przewidywalnych. W przypadku pana Tomasza trzeba jednak skorzystać - tak jak wskazał RPO – z możliwości, jakie daje art. 3571 Kodeksu Cywilnego. Chodzi o to, że umówiona suma gwarancyjna ulegała wyczerpaniu, bowiem należne panu Tomaszowi świadczenia musiały zostać dostoswane do zmienionych warunków społecznych (wzrost kosztów leczenia, ustawowe zapewnienie szerzej ochrony ofiarom wypadków). Nie można więc trzymać się tej kwoty sztywno.

Sąd zauważył także w uzasadnieniu wyroku, że ubezpieczyciel kalkulując składkę z tytułu umowy ubezpieczenia powinien był wziąć pod uwagę możliwość odpowiedzialności ponad umówioną sumę gwarancyjną. Nie można odmówić poszkodowanemu człowiekowi świadczeń tylko z tego powodu, że ubezpieczyciel kalkulując składkę założył, że nie będzie miał do niego zastosowania powszechnie obowiązujący przepis art. 3571 k.c – stwierdził Sąd.

Szacując wysokość renty sąd korzystał z opinii zespołu biegłych, którzy podkreślili m.in., iż wskazane przez pana Tomasza koszty leków, wizyt lekarskich, rehabilitacji odpowiadają minimalnemu zakresowi niezbędnych działań z punktu widzenia utrzymania stanu zdrowia na dotychczasowym poziomie i zapobieganiu dalszym powikłaniom: są realne. Nakładem większej swojej pracy oraz zaangażowania pan Tomasz stara się - w miarę możliwości realizować swoje zamierzenia – podkreślił sąd.

Ustawa pana Tomasza Piesieckiego. Sejm zmienił przepisy tak, by najbardziej poszkodowane ofiary wypadków komunikacyjnych nie traciły wsparcia

Data: 2019-07-19

Sejm przyjął 19 lipca nowelizację ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Projekt powstał w Senacie dzięki zabiegom RPO i pana Tomasza Piesieckiego, który zgłosił problem w czasie spotkania regionalnego w Białymstoku w styczniu 2016 r. Ustawa pomoże kilkudziesięciu ofiarom wypadków w Polsce.

Pan Tomasz Piesiecki sam jest ofiarą wypadku komunikacyjnego z początku lat 90. Sprawca nie miał OC, więc odszkodowanie – z którego sfinansowana musiała być renta, rehabilitacja czy dostosowanie mieszkania na potrzeby osoby z niepełnosprawnościami – zostało wypłacone z Funduszu Ubezpieczeniowego. W tym czasie suma gwarancyjna wynosiła tylko 720 tys. i po latach się wyczerpała – w ten sposób młoda osoba na wózku została bez renty niezbędnej, by móc samodzielnie funkcjonować, pracować, załatwiać swoje sprawy.

Rok po wypadku pana Tomasza sumy gwarancyjne zostały radykalnie podniesione, ale nadal problem jest poważny – bo z jednej sumy gwarancyjnej finansuje się nie tylko rehabilitację czy utracone zarobki opiekunów ofiary wypadku. Z jednej sumy finansuje się np. pomoc do wszystkich ofiar zbiorowego wypadku komunikacyjnego.

Pan Piesiecki opowiedział o problemie w czasie spotkania regionalnego z RPO w Białymstoku. Pokazał wyroki wydane w imieniu Rzeczypospolitej, że po wyczerpaniu się sumy gwarancyjnej kończą się zobowiązania państwa wobec niego.

RPO złożył w 2016 r. skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego i doprowadził do ponownego rozpatrzenia sprawy. Wyrok spodziewany jest w sierpniu 2019 r.

Jednocześnie Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do senackiej Komisji Praworządności, Praw Człowieka i Petycji o inicjatywę ustawodawczą, by zmienić obecne przepisy. Senat zajął się sprawą a pan Piesiecki uczestniczył we wszystkich pracach, monitorując ich postęp, przekonując senatorów, posłów, finansistów, przedstawicieli rządu na każdym etapie.

Jeszcze w kwietniu, na kolejnym spotkaniu regionalnym w Białymstoku pan Piesiecki  opowiadał o kłopotach i zastoju w pracach parlamentarnych: - Sprawa jest dziś na etapie podkomisji sejmowej i jest blokowana przez Ministerstwo Finansów. Niestety, firmy ubezpieczeniowe mają tam dobre wejście. A jeśli sprawa nie zostanie załatwiona do końca tej kadencji, to przepadnie, a w każdym razie będziemy mieli mniejsze szanse. Bo nikt z nas nie będzie miał już sił, by pchać tę sprawę odnowa – mówił.

Pan Piesiecki nie dał za wygraną i doprowadził do zakończenia prac w Sejmie, w czym wspierali go także pracownicy Biura RPO.

Teraz projekt trafi do oceny Senatu.

Działania RPO ws likwidacji gimnazjów i reformy edukacji

Data: 2019-07-08

Rodzice i nauczyciele alarmowali Rzecznika Praw Obywatelskich o niezauważanych przez rządzących konsekwencjach reformy edukacji z 2016 r. RPO Adam Bodnar sprawdzał to, analizował przepisy, organizował spotkania eksperckie - a wnioski przekazywał władzom.

"O zasadności zmian proponowanych przez rząd można rozmawiać. Ale ważne jest to, że władze zupełnie zignorowały prawa dzieci – dwóch roczników: obecnych szóstoklasistów i pierwszej klasy gimnazjum. Pani minister edukacji mówi o tym, że „dojdzie do kumulacji roczników”. To po prostu oznacza, że dzieci te będą miały o połowę mniejszą szansę na dostanie się do wymarzonych szkół. Co możemy zrobić? Jak może nam pomóc Rzecznik? Nawet jeśli zdołamy złożyć skargę konstytucyjną, nawet jeśli Trybunał będzie pracował, to i tak rozstrzygnięcie nastąpi za późno dla naszych dzieci" - tak mówili np. uczestnicy spotkania regionalnego RPO w Krakowie, 12 października 2016 r.

Oto raport z najważniejszych działań RPO.

Sprawa nieruchomości, nad którą biegnie linia elektroenergetyczna. NSA oddalił skargę kasacyjną Rzecznika

Data: 2019-05-29
  • Przez nieruchomości mieszkańców Suwalszczyzny przeszła napowietrzna linia elektroenergetyczna wysokiego napięcia. Obniża to wartość działek, co właścicielom daje prawo do stosownego odszkodowania od państwa
  • Obywatele kwestionują wyliczone kwoty odszkodowania. Na rzecz jednej z właścicielek RPO złożył skargę kasacyjną, którą 29 maja 2019 r. oddalił Naczelny Sąd Administracyjny
  • Problemem w tych sprawach jest fikcyjność oceny przez właściwego starostę i wojewodę operatu szacunkowego sporządzanego przez rzeczoznawcę
  • Odszkodowanie ustalone na podstawie operatu nie uwzględnia bowiem wszystkich czynników wpływających na obniżenie wartości nieruchomości spowodowanych budową linii

Obywatele starają się zrównoważyć spadek wartości swych nieruchomości, nad którymi przeszła dwutorowa linia elektroenergetyczna Ełk-Granica RP najwyższych napięć (2 x 400 kV). Kluczowym dowodem w sprawach administracyjnych o odszkodowania za takie ograniczenie korzystania z nieruchomości jest operat szacunkowy sporządzany przez rzeczoznawcę. Poważnym problemem jest fikcyjność oceny operatu przez właściwego starostę i wojewodę.

Rzecznik Praw Obywatelskich zgłosił udział w czterech sprawach osób, którym ustalono odszkodowanie z tego tytułu. Ich wysokość kwestionują oni jako błędną. Sprawy te są tożsame pod względem stanu faktycznego.

29 maja 2019 r. NSA rozpoznał pierwszą z tych spraw i oddalił skargę kasacyjną Rzecznika. Sąd nie podzielił jego stanowiska, że odszkodowanie ustalono na podstawie operatu, który nie uwzględnia wszystkich czynników powodujących obniżenie wartości nieruchomości.

RPO zarzucał wyrokowi sądu I instancji (który nie uwzględnił skargi obywatelki), że nie wyjaśnił, w jaki sposób rzeczoznawca uwzględnił w operacie szacunkowym wytyczne par. 43 ust. 3 rozporządzenia Rady Ministrów z 2004 r. w sprawie wyceny nieruchomości i sporządzania operatu szacunkowego.

WSA w jednej ze spraw po stronie obywateli

W innej tego typu sprawie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku (sygn. II SA/Bk 98/17) w listopadzie 2017 r. zastosował argumentację RPO i uchylił decyzję o odszkodowaniu.

Według sądu odszkodowanie oparto na materiale dowodowym, który budzi istotne wątpliwości co do wiarygodności. Sposób sporządzenia operatu przez biegłą odbiegał od zasad rozporządzenia Rady Ministrów. Pomijał bowiem wymagane przesłanki ustalenia odszkodowania – jak zmiana warunków korzystania z nieruchomości czy zmiana jej przydatności użytkowej. Ani operat, ani wydane decyzje administracyjne nie analizowały wpływu inwestycji na dotychczasowy sposób korzystania z tej nieruchomości rolnej. Mimo to organy administracji  (starosta i wojewoda) nie zakwestionowały operatu i na nim oparły swe rozstrzygnięcia. WSA uznał to za naruszenie Kodeksu postępowania administracyjnego, nakazując ponowne zbadanie sprawy.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. złożyły skargę kasacyjną do NSA; oczekuje ona na rozpoznanie. RPO wniósł o oddalenie tej skargi.

Argumentacja RPO 

W tych sprawach Rzecznik podkreśla błędną wykładnię rozporządzenia Rady Ministrów z 2004 r przez organy administracji, zgodnie z którą możliwe jest arbitralne pominięcie wytycznych ustalenia wysokości odszkodowania. Zdaniem RPO organy administracji nie oceniły pominięcia w operacie skutków wpływu linii na zmianę warunków korzystania z nieruchomości, czy zmianę jej przydatności użytkowej - ograniczając się do ogólnikowych stwierdzeń wskazujących na dopuszczalność jej dalszego rolniczego użytkowania.

Aby skutecznie zakwestionować prawidłowość operatu, obywatel jest zmuszony uzyskać pozaprocesową i kosztowną ekspertyzę – argumentuje RPO. Ze względu na jej pozaprocesowy charakter, nie można uzyskać zwolnienia od kosztów jej ponoszenia ani rozliczyć ich w ramach postępowania administracyjnego. A to jest niezgodne z podstawowymi zasadami postępowania administracyjnego. To organy mają bowiem obowiązek zebrać pełny materiał dowodowy i dokonać jego wszechstronnej oceny. Koszty czynności niezbędnych do załatwienia sprawy obciążają zaś organ prowadzący postępowanie.

Zdaniem RPO w wyroku z listopada 2017 r. WSA słusznie odwołał się do rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy podczas wykonywania robót budowlanych. Zakazuje ono sytuowania stanowisk pracy bezpośrednio pod napowietrznymi liniami elektroenergetycznymi lub w odległości liczonej w poziomie od skrajnych przewodów, mniejszej niż 30 m w przypadku linii o napięciu znamionowym powyżej 110 kV. Ta norma, która ma chronić zdrowie osób wykonujących pracę w zasięgu oddziaływania linii przesyłowej, niewątpliwie jest przesłanką świadczącą o zmianie warunków korzystania z nieruchomości oraz zmianie jej przydatności użytkowej.

Ponadto Rzecznik wskazuje, że pomijanie wytycznych ustalenia wysokości odszkodowania nie jest możliwe w świetle norm ustanawiających ochronę prawa własności w Konstytucji, Karcie Praw Podstawowych i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

IV.7006.247.2015

Warmińsko-mazurska aplikacja DEAF HELP 112 dla osób głuchych znowu działa. Co roku przychodzi na nią 20 wezwań o pomoc

Data: 2019-05-23
  • O zagrożeniu wyłączeniem pilotażowego programu dla osób głuchych poinformowali RPO uczestnicy spotkania regionalnego w Olsztynie.
  • Aplikacja DEAF HELP 112 była wielkim osiągnięciem województwa warmińsko-mazurskiego. Korzystało z niej 300 osób.
  • Aplikacja po rozwiązaniu problemów działa poprawnie

Osoby, które dotychczas korzystały z aplikacji, poczuły się zagrożone, środowisko głuchych okradzione z efektów ich pracy. Obecni na spotkaniu z RPO w Olsztynie poprosili Adama Bodnara o pomoc: „Pan będzie umiał wytłumaczyć o co nam chodzi, bo nas urzędnicy nie zawsze rozumieją. Mamy kłopot, żeby napisać pismo do ministra tak, żeby nas zrozumiał”.

W województwie warmińsko- mazurskim aplikacja działa dla obecnych użytkowników. Wskutek zmiany polityki prywatności google, zablokowany został dostęp dla osób chcących zarejestrować się do aplikacji. W maju udało się uporać z problemem, a Warmińsko- Mazurski Urząd Wojewódzki w Olsztynie opłacił koszty związane z działaniem aplikacji. 

Jak osoba głucha może wezwać pomoc z numeru 112?

Wiele osób głuchych sprawnie posługuje się językiem polskim i rozumie rozmówcę czytając z  ust. Ale nie da się tej umiejętności wykorzystać przez telefon. Niektórzy wyślą w tej sytuacji SMS, ale dla części będzie to niemożliwe. Wśród głuchych są osoby, które mniej sprawnie posługują się językiem polskim – dla części z nich narzędziem komunikacji jest język migowy (Polski Język Migowy lub System Znaków Migowych). Dla nich najbardziej intuicyjnym sposobem komunikacji na odległość w sytuacji stresu będzie system obrazów.

Dlatego tak ważnym osiągnięciem była pilotażowa aplikacja obrazkowa przygotowana we współpracy z Olsztyńskim Stowarzyszeniem Głuchych. Została wprowadzona w 2014 r. w województwie warmińsko-mazurskim, teraz jednak przestała działać, bowiem zakładano, że zastąpi ją aplikacja ogólnopolska.

Aplikacja DEAF HELP 112 służyła do przyjmowania zgłoszeń alarmowych od osób głuchych i słabosłyszących. Powstała w ramach porozumienia, które w 2014 roku podpisał wojewoda warmińsko-mazurski z Olsztyńskim Stowarzyszeniem Głuchych. Przygotowanie i wdrożenie aplikacji zawdzięczamy wysiłkom Centrum Zarządzania Kryzysowego w Olsztynie, które działało w ścisłej współpracy ze środowiskiem osób głuchych – użytkownikami aplikacji. Celem było maksymalne uproszczenie sposobu zgłoszenia zagrożenia i wezwania pomocy. Pisanie, które często sprawia problem głuchym, zastąpione zostało obrazami. Dzięki temu obsługa aplikacji stała się intuicyjna.

Aplikacja obrazkowa jest absolutnie niezbędna dla tych, którzy nie znają języka polskiego, zatem nie potrafią napisać smsa lub napisać go w sposób zrozumiały dla osoby słyszącej. Głusi korzystają czasem w języku polskim ze składni języka migowego. To powoduje, że komunikat jest niezrozumiały dla słyszących.

W aplikacji obrazkowej dostępnych było 18 kategorii zdarzeń.

Aby wysłać zgłoszenie, należało wskazać kategorię zdarzenia, adres i ewentualne uwagi dotyczące zdarzenia. Pełna funkcjonalność aplikacji dostępna była dla osób zarejestrowanych w Centrum Powiadamiania Ratunkowego. W listopadzie 2016 r. w bazie Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Olsztynie zarejestrowanych było ok 300 osób, a za pomocą aplikacji przyjmowano ponad dwadzieścia zgłoszeń w ciągu roku. Może pomogła uratować czyjeś zdrowie lub życie. Aplikacja działała na terenie województwa warmińsko-mazurskiego i jak dotąd była jedyną taką w Polsce.

Dlatego też MSWiA postanowiło stworzyć ogólnopolską pilotażową aplikację mobilną służącą do wysyłania zgłoszeń alarmowych na numer 112 na bazie doświadczeń województwa warmińsko-mazurskiego. Aplikacja, nad którą pracowało MSWiA, miała być dostępna na wszystkich urządzeniach mobilnych (telefon, tablet z systemem Android w wersji powyżej 4.4). Aby skorzystać z aplikacji, wymagana miała być również rejestracja (imię i nazwisko, adres mail, data urodzenia, pesel, numer telefonu) oraz akceptacja regulaminu. Zgłoszenia alarmowe miały wykorzystywać interfejs graficzny, aby użytkownik w sposób dotykowy mógł określać parametry zdarzenia takie jak kategoria zdarzenia, miejsce zdarzenia, typ obrażeń itp. Kategorie zgłoszeń musiały być intuicyjne i czytelne dla użytkownika. Pilotażowe uruchomienie aplikacji dla użytkowników planowane było na IV kwartał 2018 r.

Do dziś aplikacja ogólnopolska nie została uruchomiona.

Dlatego tak poważnym problemem było wyłączenie aplikacji DEAF HELP 112. Na szczęście nie na długo. 

  • Rzecznik Praw Obywatelskich zajmuje się sprawami osób głuchych nie tylko stojąc na straży praw zapisanych w Konstytucji (zasady równego traktowania a także obowiązku wsparcia państwa dla osób z niepełnosprawnościami), ale także jako istytucja zobowiązania do czuwania nad tym, jak Polska realizuje ratyfikowaną przez siebie Konwencję ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami
  • W pracy tej Rzecznika wspiera komisja ekspertów ds. osób głuchych.

"Policja środowiskowa" bez pieniędzy. Jak zatem pomoże ludziom?

Data: 2019-04-05
  • Sąsiad za płotem dymi. Fabryka po sąsiedzku bardziej uciążliwa niż zwykle. Pracownicy fermy norek wyrzucili odpady na pole koło Twojego domu. Alarmujesz władze i nic? 
  • To dlatego, że Inspekcja Ochrony  Środowiska nie ma ani ludzi, ani sprzętu, by na takie sygnały natychmiast zareagować. Kiedy przyjadą na miejsce, wiatr wszystko rozwieje – do następnego razu
  • Ludzie zgłaszają ten problem w całej Polsce w czasie spotkań regionalnych z Adamem Bodnarem
  • Tymczasem - choć przepisy o Inspekcji zmieniono w zeszłym roku tak, że powinna działać skuteczniej - z tegorocznego budżetu zniknęło 250 mln zł na na etaty, certyfikowany sprzęt pomiarowy i samochody

Nowelizacja ustawy o Inspekcji Ochrony Środowiska z 20 lipca 2018 r. stanowi pierwszy, niezwykle ważny krok w kierunku przekształcenia Inspekcji Ochrony Środowiska w prawdziwą „policję środowiskową”. O potrzebie funkcjonowania takiej formacji Rzecznik Praw Obywatelskich przekonuje się, rozpatrując wpływające skargi, jak też rozmawiając z obywatelami podczas spotkań regionalnych (choćby w styczniu – na Śląsku).

Dziś – z powodu problemów finansowych, kadrowych, organizacyjnych i sprzętowych (narzędzia do pomiaru trucizn) – Inspekcja nie realizuje swojej roli, jaką jest kontrola przestrzegania przepisów o ochronie środowiska.

Z tego względu Rzecznik – tak jak duża część mieszkańców kraju – jest żywo zainteresowany skutkami wejścia w życie ustawy z 2018 r. Na jej realizację ma być przeznaczone nawet do 250 milionów zł rocznie, a rezultatem ma być m.in. znaczne zwiększenie zatrudnienia w Inspekcji oraz zmiany organizacyjne zwiększające możliwości wykonywania zadań.

RPO z zaniepokojeniem jednak zauważył, że w ustawie budżetowej na rok 2019 nie ma tych pieniędzy. Minister Środowiska nie wydał też rozporządzenia o tym, jak egzaminować kandydatów na inspektorów – a bez tego nie da się zatrudnić nowych inspektorów.

Adam Bodnar poprosił zatem Głównego Inspektora Ochrony Środowiska o informacje, w jaki sposób wykonuje powierzone mu w zeszłym roku zadania - bez pieniędzy. 

Odpowiedź GIOŚ

Ustawa przewiduje przeznaczenie nawet do 250 min zl rocznie na realizację zwiększonych zadań Inspekcji. Brak ich odzwierciedlenia w ustawie budżetowej wynika z faktu, że są trzy różne źródła finansowania tych zadań: budżet państwa. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie - odpowiedział główny inspektor ochrony środowiska Paweł Ciećko. Ponadto środki budżetu państwa są przekazywane w formie rezerwy celowej, natomiast z pozostałymi jednostkami muszą być dodatkowo zawarte odpowiednie umowy.

Obecnie Inspekcja posiada do dyspozycji środki z rezerwy celowej budżetu państwa przeznaczone na podwyżki wynagrodzeń i zatrudnienie nowych inspektorów, w kwocie 80 mln zł (ok. 50 mln zł dla wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska oraz ok. 30 mln dla Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska). Z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Główny Inspektor Ochrony Środowiska zawarł 4-letnią umówię na finansowanie zadań Państwowego Monitoringu Środowiska na kwotę prawie 331 mln zł, w tym na ponad 97 mln zł w roku 2019. Zabiegam także o uruchomienie środków z rezerwy celowej budżetu państwa na realizację zadania polegającego na działaniach kontrolnych i monitoringowych w zakresie ochrony wód przed azotanami pochodzącymi ze źródeł rolniczych. W bieżącym roku jest to kwota ok. 23 mln zł. a w roku 2020 - ok. 37 mln zł. Powyższe środki są w gestii Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.

W celu wykonania zadań związanych z zatrudnieniem w Inspekcji osób wykonujących działania kontrolne, w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska trwają intensywne prace nad ostateczną redakcją rozporządzenia, o którym mowa w art. 8e ust. 3 znowelizowanej ustawy o Inspekcji Ochrony Środowiska. Dobre przygotowanie nowo zatrudnianych pracowników do realizacji zadań w newralgicznym obszarze, jakim jest działalność kontrolna jest moim priorytetem. Obecnie trwają końcowe prace legislacyjne.

Niezależnie od powyższego, zarówno w wojewódzkich inspektoratach ochrony środowiska, jak i w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska, trwa proces pozyskiwania pracowników na przyznane 600 nowych etatów. Rozpoczęcie pierwszego cyklu szkoleń dla nowych inspektorów planuję pod koniec I półrocza 2019 r., a przeprowadzenie egzaminów pod koniec tego roku. Egzaminem będą objęci nowo zatrudnieni pracownicy w lOŚ. Wojewódzcy Inspektorzy Ochrony Środowiska zapewniają gotowość wykonywania kontroli w systemie całodobowym.

W ramach środków finansowych otrzymanych w roku 2018 z rezerwy celowej, powołane w niektórych wojewódzkich inspektoratach ochrony środowiska grupy interwencyjno-wyjazdowe, zostały wyposażone w niezbędny sprzęt do prowadzenia bieżących działań i zabezpieczania dowodów (fotopułapki, noktowizory, kamery cyfrowe, aparaty cyfrowe o wysokiej rozdzielczości i lornetki). Zapewniam Pana Rzecznika, że w każdej sytuacji, która tego wymaga, korzystam z przysługującego mi uprawnienia określonego w art. lOc ustawy o lOŚ i powołuję zespół kontrolny - napisał Paweł Ciećko.

V.7200.6.2019

Pracownicy kopalni z Turku i Konina na spotkaniu z Adamem Bodnarem w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich

Data: 2019-03-29
  • Brak ustawowej definicji pojęć „odkrywka” i „przodek” sprawia, że ZUS ma dowolność w interpretowaniu przepisów emerytalnych. Należy w końcu zdefiniować te kluczowe dla wydawania świadczeń emerytalnych pojęcia
  • Praktyka konińskiego ZUS jest nie do pogodzenia z zapisami ustawy – argumentują przedstawiciele pracowników kopalń
  • Pracownik stał się kozłem ofiarnym, a ZUS kwestionuje dokumenty pracodawcy. To ZUS powinien ustalić z pracodawcą, że dany pracownik rzeczywiście wykonuję pracę

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar spotkał się z pracownikami kopalń węgla brunatnego z Turku oraz Konina.

Przedstawiciele kopalni „Adamów” oraz kopalni „Konin” zgłosili problem emerytur górniczych w czasie spotkań regionalnych w województwie wielkopolskim. Konsekwencją zwrócenia się o pomoc do rzecznika było zaproszenie delegacji do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Na spotkaniu obecni byli specjaliści z Zespołu Prawa Pracy i Zabezpieczenia społecznego, pod dyrekcją Lesława Nawackiego, których niedawnym sukcesem było wygranie sprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym dotyczącej przeliczania emerytur kobiet z rocznika ’53.

Na czym polega problem?

Mamy konkretne przypadki naruszenia prawa. 90 procent problemu stanowi nazewnictwo - nie ma w ustawie określonego terminu „odkrywka”. Uczestniczyliśmy w spotkaniu zespołu trójstronnego, po nim, wystosowaliśmy pismo do prezeski ZUS Gertrudy Uścińskiej, aby to ZUS zdefiniował, czym jest odkrywka – do tej pory (przez 2 miesiące ) nie otrzymaliśmy odpowiedzi – mówił Paweł Dzikowski przedstawiciel pracowników kopalni „Adamów”.

Kwestia zdefiniowania tego sformułowania jest kluczowe dla określenia uprawnień emerytalnych pracowników tych kopalń. Problem stanowi specyfika obu kopalni, gdzie transport węgla odbywa się koleją.

ZUS kwestionuje uprawnienie pracowników kolejowych do świadczeń emerytalnych, argumentując, że kolej nie znajduje się na odkrywce. Według ZUSu, mimo niezależnych ekspertyz, między innymi profesorów Akademii Górniczo Hutniczej – odkrywka to tylko to co na dole, a więc sam obszar wydobycia.

Kolejnym problemem jest kwestia świadectwa pracy górniczej.

- Uważamy, że pracodawca określając charakter pracy przez świadectwo pracy górniczej – potwierdza, że jego praca jest pracą górniczą, tymczasem ZUS konsekwentnie ignoruje takie argumenty. Pracownik stał się kozłem ofiarnym, a ZUS kwestionuje dokumenty pracodawcy. To ZUS powinien ustalić z pracodawcą, że dany pracownik rzeczywiście wykonuję pracę. Obecnie każdy z nas za własne pieniądze musi to udowadniać w sądzie, a orzecznictwo Sądu Najwyższego jest jasne – świadectwo pracy – jest świadectwem pracodawcy, ZUS jednak tego nie respektuje – mówili uczestnicy spotkania.

Nie nazwa pracy się liczy, a charakter pracy. Sąd I instancji – potwierdza, że dopisek to tylko funkcja zastępcy – ZUS się odwołuje – bo wie, że następne półtora roku pracownik będzie płacił składki do ZUSu.

Kwestia analizy spraw i dalsze działania Rzecznika

- Naszym celem jest ustalenie wraz z panami strategii działania, po analizie przesłanych przez panów dokumentów mamy już pewne pomysły na to jakie działania wykonać – powiedział Adam Bodnar.

Rzecznik zdecydował się wystosować w najbliższych tygodniach dwa wystąpienia generalne w przeciągu:

  1.  Do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w przedmiocie pytania - dlaczego nie została wykonana delegacja ustawowa do Ustawa z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i skąd wynika niespójność dotycząca definiowania kluczowych dla wydawania decyzji emerytalnych pojęć takich jak „przodek” i „odkrywka”. 
  2. Do Prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – z pytaniem o przyczyny zwiększonej ilości odwołań od decyzji organów rentowych odmawiających prawa do świadczeń, które w poprzednim okresie nie budziły wątpliwości. 

Ponadto rzecznik zadeklarował gruntowne zbadanie przedstawionych przez członków delegacji spraw sądowych, celem ewentualnego przyłączenia się do nich, aby wzmocnić argumentację. 

- Sprawy znajdują się na różnym etapie i dotyczą dwóch grup osób – charakter pracy górniczej, a drugi dotyczy kolejarzy. W nich toczą się postępowania sądowe. Moim zdaniem istnieje możliwość badania przez Rzecznika tych kwestii. Nie chce składać deklaracji – mówił dyrektor Lesław Nawacki

Gdyby analiza akt sprawy dawała by punkt zaczepienia. Chcielibyśmy przystąpić do takich spraw. Można wpływać na linię orzeczniczą, poprzez dokonanie w niej swoistego wyłomu. To nie jest jednak żadna reguła. Musimy przygotować dobrą argumentację. Wymagana jest tu wiedza prawniczej ale i górnicza, stąd niezbędna jest pomoc z państwa strony.

Ustalono reguły dalszej współpracy i kontaktu z Zespołem Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego. Do kontaktu z ramienia kopalni Adamów wyznaczony został Paweł Dzikowski, z ramienia kopalni „Konin” - Stanisław Aleksandrowicz.

Poprawmy ochronę dzieci przed HIV. Wystąpienie Rzecznika do Ministra Zdrowia

Data: 2019-03-20
  • W ostatnich 30 latach ponad 200 dzieci zaraziło się HIV od swoich matek. Nie chronimy ich dostatecznie przed zakażeniem w ciąży, w czasie porodu i karmienia, bo matki po prostu nie wiedzą, że są zakażone
  • Dlatego potrzebne są obowiązkowe i bezpłatne dla wszystkich kobiet w ciąży testy na obecność HIV do 10. tygodnia ciąży. Bo w razie wykrycia zakażenia, można niemal ze stuprocentową pewnością zapobiec zakażeniu dziecka
  • Dziś takie testy refunduje NFZ, ale nawet ginekolodzy z kontraktem z NFZ ich nie zlecają, nie mówiąc już o prywatnych gabinetach, gdzie za takie badanie trzeba by było zapłacić

Z postulatem poprawy bezpieczeństwa dzieci Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Zdrowia. Podstawą są informacje od organizacji pozarządowych i uwagi zgłoszone przez ludzi w czasie spotkań regionalnych (np. w Szczecinie). Rzecznik przytacza szczegółowe dane zebrane przez ekspertów, którzy z inicjatywy organizacji pozarządowych i pod kierunkiem dr Edyty Widawskiej przygotowali kompleksowy raport „Funkcjonowanie systemu zapobiegania zakażeniom HIV drogą wertykalną. Analiza danych, wnioski i rekomendacje” (na podstawie ogólnopolskich badań prowadzonych przez Społeczny Komitet ds. AIDS).

Ostrzegają oni, że liczba osób zakażonych wirusem HIV w Polsce rośnie z roku na rok[1]. Jedną z dróg jest przeniesienie wirusa z matki na dziecko.

  • Od 1985 do 2016 r. w Polsce zarejestrowano około 220 takich zakażeń, a na AIDS zmarło 13 dzieci[2].
  • W latach 2012-2016 doszło w Polsce do 19 zakażeń odmatczynych[3].
  • W ponad 90% przypadków do zakażenia HIV dzieci dochodzi w czasie ciąży, porodu i karmienia piersią.
  • Jeśli matka nie wie, że jest zakażona, ryzyko transmisji HIV na dziecko w trakcie ciąży, porodu i karmienia piersią może sięgać nawet 50%.
  • W większości krajów europejskich oraz w USA ryzyko zakażenia dziecka HIV, jeśli zakażona jest matka, wynosi obecnie ok. 1%, w Polsce – ok. 20%.

Warunkiem urodzenia zdrowego dziecka jest dwukrotne wykonanie przez kobietę w ciąży testu w kierunku HIV (do 10. tygodnia ciąży oraz pomiędzy 33. a 37. tygodniem) i wdrożenie leczenia przy wyniku dodatnim.

Należy zatem wprowadzać i realizować programy oraz działania profilaktyczne skierowane bezpośrednio do kobiet w ciąży, nie pomijając oczywiście profilaktyki pierwotnej kierowanej do kobiet, potencjalnych matek i mężczyzn, ich partnerów seksualnych, potencjalnych ojców.

Dziś – od 2012 r. - badanie w kierunku HIV są w standardach opieki okołoporodowej (obecnie zakłada je rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej). Takie badania lekarz powinien zlecić dwukrotnie każdej kobiecie w ciąży. Pierwszy raz w pierwszym trymestrze (do 10. tygodnia) i drugi raz w trzecim trymestrze ciąży (między 33. a 37. tygodniem ciąży). Są one refundowane przez NFZ, ale tylko dla pacjentek poradni z kontraktem z NFZ.

Tymczasem większość pacjentek chodzi do prywatnych ginekologów, którzy kontraktów z NFZ nie mają. Co więcej, z ankiet w przychodniach z kontraktem z NFZ wynika, że i one takich badań nie zlecają (badacze szacują, że tak jest w ponad 80 proc. publicznych poradni).

Należy przy tym podkreślić, że obowiązek zalecenia pacjentce w ciąży badania w kierunku zakażenia HIV spoczywa na lekarzu/położnej, czyli na osobie udzielającej świadczeń zdrowotnych - prowadzącej ciążę.

W celu wypracowania działań mających na celu wyeliminowanie zakażeń wertykalnych, w opinii autorki raportu niezbędne jest:

  • pełne finansowanie ze środków publicznych dwukrotnego badania w kierunku HIV dla kobiet w ciąży (bezpłatność badań bez względu na to, czy pacjentka korzysta z publicznej, czy prywatnej opieki medycznej oraz wypracowanie mechanizmu zapewnienia bezpłatnych badań i jego wdrożenie);
  • zalecanie przez osoby prowadzące ciąże badań w kierunku HIV partnerom kobiet w ciąży i informowanie, iż może on wykonać test anonimowo, bezpłatnie i bez skierowania;
  • wprowadzenie obligatoryjnych i cyklicznych szkoleń dla osób prowadzących ciąże na temat profilaktyki zakażeń wertykalnych oraz działań ukierunkowanych na promowanie testowania wśród kobiet w ciąży oraz ich partnerów przygotowanie informacji dla osób prowadzących ciąże dotyczących badań profilaktycznych wykonywanych w trakcie ciąży w celu zapobiegania zakażeniom wertykalnym oraz tego, w jaki sposób zalecać ciężarnym pacjentkom takie badania i o ważności wskazania ich celu;
  • wprowadzenie obowiązku dokumentacji odmów wykonania zalecanych badań.

V.7010.82.2018

(więcej danych znajduje się w załączonym tekście wystąpienia RPO)




[2]Według danych prof. dr hab. med. Magdaleny Marczyńskiej w: Sprawozdanie z realizacji Krajowego Programu Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS w 2016 roku, opracowane przez Krajowe Centrum ds. AIDS, Minister Zdrowia, Warszawa 2017, s. 47.

[3] Zakażenia HIV i zachorowania na AIDS w Polsce, http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/hiv_aids/index.htm.

 

Zagraniczny akt urodzenia dziecka w parze jednopłciowej. Problemy z wykonaniem wyroku NSA o wpisie do akt stanu cywilnego

Data: 2019-03-19
  • Urzędy stanu cywilnego mają problemy z wykonaniem wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego o wpisywaniu do akt stanu cywilnego zagranicznego aktu urodzenia, w którym rodzicami są osoby tej samej płci
  • Urzędnicy nie wiedzą m.in., jak prawidłowo wypełnić formularz aktu urodzenia, gdzie figurują rubryki „ojciec” i ”matka”
  • RPO jest zaniepokojony, że MSWiA nie szuka rozwiązania tych trudności
  • A przecież chodzi o dobro dzieci, które nie mogą być nierówno traktowane ze względu na status prawny rodziców

Obywatele skarżyli się Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że ich dzieci, w których zagranicznych aktach urodzenia figurują rodzice tej samej płci, nie mogą dostać polskiego dokumentu tożsamości ani potwierdzenia obywatelstwa polskiego. Z uwagi na tzw. klauzulę porządku publicznego (zapisaną w art. 107 pkt 3 Prawa o aktach stanu cywilnego), kierownicy urzędów stanu cywilnego odmawiali dokonania transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia i wpisania dziecka do polskich ksiąg stanu cywilnego. Uniemożliwiało to wydanie polskiego dokumentu tożsamości. Sądy dotychczas podtrzymywały takie odmowy.

10 października 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny wydał jednak przełomowy wyrok w takiej sprawie. Uchylił wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie oraz decyzję Wojewody Małopolskiego o odmowie transkrypcji brytyjskiego aktu urodzenia, w którym jako rodzice wskazane zostały dwie matki, obywatelki Polski.

Wojewoda i WSA powoływały się na klauzulę porządku publicznego. Rozpatrując skargę kasacyjną, NSA przychylił się do argumentacji, którą zaprezentował Rzecznik, przystępując do tego postępowania. NSA wskazał, że zarówno organy administracji, jak i sąd powinny były kierować się zasadą priorytetu dobra dziecka, wynikającą z Konwencji ONZ o prawach dziecka, która na podstawie art. 91 ust. 2 Konstytucji ma pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawą.

Ponadto NSA powołał się na ustawowy obowiązek transkrypcji zagranicznego aktu stanu cywilnego, gdy obywatel Polski ubiega się o polski dokument tożsamości lub nadanie numeru PESEL. W ocenie NSA odmowa transkrypcji aktu ze względu na porządek publiczny, równoznaczna z odmową wydania dziecku dokumentu potwierdzającego jego tożsamość – obywatelstwo nabyte z mocy prawa – nie jest zgodna z obowiązującymi przepisami prawa.

Rzecznik z satysfakcją przyjął argumentację NSA, opartą na zasadzie pierwszeństwa dobra dziecka i jego ochrony przed dyskryminacją ze względu na cenzus urodzenia i status prawny rodziców. - Z tym większym zaniepokojeniem powziąłem wiadomość, że urzędy stanu cywilnego napotykają problemy z wykonaniem wyżej wskazanego wyroku, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie poszukuje rozwiązania tych trudności – napisał Adam Bodnar do ministra Joachima Brudzińskiego.

Z informacji medialnych wynika, że chcąc dokonać transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, gdy rodzicami są osoby tej samej płci, urzędnicy borykają się z wątpliwościami natury technicznej, nie wiedząc, jak prawidłowo wypełnić wzór formularza aktu urodzenia. Mówili o tym także uczestnicy spotkania regionalnego w Biłgoraju (patrz relacja niżej).

Problem ten był też przedmiotem interpelacji poselskiej co do zmiany rozporządzenia MSW z 29 stycznia 2015 r. w sprawie wzorów dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego  - tak aby wzór formularza aktu urodzenia umożliwiał transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia dziecka pary jednopłciowej.  W odpowiedzi na interpelację  minister powołał się na Kodeks rodzinny i opiekuńczy,  argumentując ze zagadnienie powinno być rozpatrywane szerzej, przez pryzmat przepisów dotyczących pochodzenia dziecka, a nie tylko w aspekcie zmiany formularzy.

- W odniesieniu do tej argumentacji pragnę wyrazić opinię, że zgodnie z omówionym wyżej wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, kwestia ta powinna być rozpatrywana przede wszystkim przez pryzmat zasady priorytetu dobra dziecka  - oświadczył Rzecznik. NSA wskazał, że odmowa transkrypcji wyłącznie ze względu na fakt, że w aktach urodzenia jako rodzice wskazane są dwie osoby tej samej płci, prowadzi do naruszenia praw dziecka, chronionych przez Konstytucję, Konwencję o prawach dziecka oraz Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności - w tym prawa do nabycia obywatelstwa, prawa do zachowania tożsamości, nazwiska i stosunków rodzinnych oraz prawa do poszanowania życia rodzinnego.

Zdaniem NSA kluczowy jest fakt, iż odmowa transkrypcji aktu urodzenia prowadzi do uniemożliwienia nadania dziecku numeru PESEL oraz wydania polskiego dowodu tożsamości, których pozbawienie wiąże się z licznymi negatywnymi konsekwencjami. Wskazanie numeru PESEL jest konieczne w przypadku ubiegania się przez rodziców o objęcie dziecka opieką w żłobku lub klubie dziecięcym. Numerem PESEL posługuje się cały system świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Brak dokumentu tożsamości może powodować problemy z ustaleniem legalnej podstawy pobytu w Polsce. W skrajnych przypadkach małoletni może zostać uznany za przebywający w Polsce bez opieki i umieszczony w placówce opiekuńczo-wychowawczej lub w strzeżonym ośrodku. Brak dokumentu tożsamości może zatem prowadzić do naruszenia prawa dziecka do ochrony zdrowia, prawa do nauki, prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Po uzyskaniu pełnoletności bez dokumentu potwierdzającego obywatelstwo nie jest natomiast możliwe korzystanie z wielu praw zastrzeżonych w Konstytucji dla polskich obywateli.

W najlepszym interesie dziecka jest zatem dokonanie transkrypcji aktu urodzenia i umożliwienie wydania dokumentu tożsamości i nadania numeru PESEL. Realizacja tego interesu nie powinna zostać zakłócona przez organizacyjno-techniczne problemy związane z używaniem wzoru formularza aktu urodzenia.

Dlatego Adam Bodnar spytał ministra Joachima Brudzińskiego, czy planowana jest zmiana rozporządzenia MSWA z 29 stycznia 2015 r. w sprawie wzorów dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego, tak aby wzór formularza aktu urodzenia umożliwiał transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia dziecka pary jednopłciowej. Jeśli nie jest to planowane, RPO chciałby wiedzieć, jakie inne działania prawne, techniczne i organizacyjne zostały lub zostaną podjęte w celu umożliwienia tych transkrypcji.

XI.534.4.2016

Efekt spotkania regionalnego w Śremie – interwencja RPO w sprawie składowiska odpadów w Pyszące

Data: 2019-03-15

Zaalarmowany przez mieszkańców i samorządowców Rzecznik poprosił o wyjaśnienia śremski wydział geodezji i gospodarki nieruchomościami:

Podczas spotkania regionalnego z mieszkańcami Śremu i okolic 14 marca 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich został poinformowany o problemie nielegalnego składowiska odpadów zlokalizowanego w miejscowości Pysząca – napisał w imieniu RPO dyrektor Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego BRPO Piotr Mierzejewski.

- Z przedstawionych Rzecznikowi informacji wynika, że składowisko zlokalizowane jest na nieruchomości stanowiącej własność Skarbu Państwa, pozostającej w użytkowaniu wieczystym posiadacza odpadów. Dodatkowo, wobec przedsiębiorcy prowadzącego składowisko została wydana przez Starostę Śremskiego decyzja cofająca zezwolenie na działalność, która podlega egzekucji administracyjnej wobec jej niewykonania przez podmiot zobowiązany.

Mając powyższe na względzie, w oparciu o art. 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz.U. z 2018 r. poz. 2179), zwracam się z uprzejmą prośbą o przedłożenie Rzecznikowi kopii: umowy użytkowania wieczystego nieruchomości, na której zlokalizowane jest wspomniane składowisko, a także decyzji Starosty Śremskiego w przedmiocie cofnięcia zezwolenia na zbieranie odpadów.

Proszę również o przedstawienie informacji o przebiegu postępowania egzekucyjnego zmierzającego do przymusowego wykonania ww. decyzji.

Proszę także o wskazanie, czy Starosta Śremski, jako organ reprezentujący Skarb Państwa w zakresie gospodarowania nieruchomościami stanowiącymi własność Skarbu Państwa (art. 11 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami, Dz.U. z 2018 r. poz. 2204, z późn. zm.), podjął czynności zmierzające do rozwiązania umowy użytkowania wieczystego (art. 240 Kodeksu cywilnego). Jeżeli na mocy przepisów szczególnych inny niż Starosta Śremski organ wykonuje uprawnienia właścicielskie wobec nieruchomości, na której zlokalizowane jest składowisko odpadów, będę zobowiązany za wskazanie tego organu – napisał dyr. Mierzejewski.

Ubezpieczenia społeczne twórców. Wicepremier wyjaśnia, co się znajdzie w rządowym projekcie

Data: 2019-02-14
  • Rząd pracuje nad projektem ustawy o statusie artysty – zapewnia RPO wicepremier Piotr Gliński
  • Celem jest m.in. rozwiązanie problemu ubezpieczeń społecznych i emerytur artystów
  • RPO zabiega w tej kwestii od ponad trzech lat, kiedy twórcy zaalarmowali go w czasie spotkań regionalnych Rzecznika

Problem polega na tym, że twórcy na ogół mają nieregularne dochody. Większość z nich nie pracuje na etat. Tymczasem zasady ubezpieczenia społecznego wymagają stałych, miesięcznych opłat składkowych w określonej wysokości. Jest ona ustalana na zasadach, jakie obowiązują przedsiębiorców. W efekcie może to prowadzić do wykluczenia twórców z dostępu do systemu ubezpieczenia społecznego, w tym świadczeń emerytalno-rentowych. 

Wicepremier i minister kultury informuje teraz Rzecznika, że projekt, który ma doprowadzić do poprawy tej sytuacji, jest wstępny i jest przedmiotem konsultacji z Zespołem Ekspertów Ogólnopolskiej Konferencji Kultury

Projekt zakłada, że osoby zawodowo prowadzące działalność twórczą i artystyczną, a nie posiadające tytułu do ubezpieczenia społecznego, po prostu opłacałyby składki takie, jak przy płacy minimalnej – pisze wicepremier i minister kultury.

Projekt zakłada ponadto, że artystom, których przeciętny miesięczny przychód byłby niższy niż przeciętne wynagrodzenie, przysługiwałyby dopłaty do składek na ubezpieczenie społeczne w wysokości dostosowanej do przychodu uzyskanego w poprzednim roku.

Zgodnie z projektem dopłaty finansowane byłyby ze specjalnego państwowego funduszu celowego - Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych - którego operatorem byłby Narodowy Fundusz Artystów.

III.7060.158.2016

Prawa uczniów pełnoletnich. RPO pyta kuratoria, czy uczniowie zgłaszają problemy, o których mówią Rzecznikowi

Data: 2019-02-04
  • Pełnoletni uczeń nie musi przynosić do szkoły usprawiedliwień od rodziców. Nie musi im pokazywać swoich stopni. Jeśli statut szkoły stanowi inaczej, należy na to zwrócić uwagę w kuratorium – wskazuje RPO
  • Na ignorowanie przez szkoły faktu uzyskania pełnoletności uczniowie liceów i techników skarżą się RPO Adamowi Bodnarowi prawie na każdym spotkaniu
  • Rzecznik zapytał więc kuratoria w całej Polsce, ile takich spraw od uczniów i rodziców dostają. Z pierwszych odpowiedzi wynika, że do władz oświatowych problem raczej nie dotarł

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wie o problemie dzięki przyjętej przez siebie metodzie spotkań z młodymi ludźmi - prosi ich, by o swoich problemach dotyczących praw konstytucyjnych pisali anonimowo na krateczkach. Karteczki ze spotkań w całej Polsce wyglądają podobnie. Pytania o prawa osób, które przekroczyły granicę dorosłości, powtarzają się w nich regularnie: Dlaczego pełnoletni uczeń sam nie może usprawiedliwić swojej nieobecności w szkole? Dlaczego zgodę na wyjście ze szkoły, zwolnienie z lekcji czy udział w wycieczce ma wydawać rodzic? Dlaczego rodzic ma być informowany o zachowaniu w szkole osoby dorosłej? Dlaczego nauczyciel zabiera dorosłemu uczniowi telefon?

Rzecznik odpowiada uczniom: w szkole obowiązuje wszystkich statut (tak stanowi prawo oświatowe). Ale statut nie może ograniczać praw, które daje człowiekowi Kodeks cywilny. A ten stwierdza, że pełną zdolność do czynności prawnych nabywa się z chwilą uzyskania pełnoletności (art. 11).

W piśmie do kuratorów RPO przedstawia szerszą argumentację. Rzecznik stoi na stanowisku, że z chwilą uzyskania pełnoletności uczeń może samodzielnie wpływać na swoją sytuację prawną, kształtowaną dotychczas w wyniku działania jego przedstawicieli ustawowych. Co do zasady więc pełnoletnia osoba powinna mieć prawo odmowy zgody na udzielanie informacji rodzicom o wynikach w nauce, usprawiedliwiania nieobecności, czy też dysponowania własnością.

Rzecznik zdaje sobie sprawę, że decyzje o umieszczeniu zakazów w statucie szkoły podyktowane są względami bezpieczeństwa oraz istnieniem po stronie rodziców obowiązku alimentacyjnego względem dzieci (również pełnoletnich), które nie są jeszcze w stanie utrzymywać się samodzielnie. Zgadza się jednakże z oceną skarżących, że niektóre z tych zakazów nadmiernie ingerują w wolność pełnoletnich uczniów.

Rzecznik informuje skarżących, że jeżeli przepisy statutu budzą wątpliwości co do zgodności z prawem, można zwrócić się w tej sprawie do odpowiedniego kuratora oświaty – stwierdza w imieniu RPO dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Mirosław Wróblewski.

Czy tak się dzieje? Czy uczniowie uważający, że ich prawa mogą być naruszone, wiedzą, jak  problem zgłosić? Żeby to sprawdzić, RPO poprosił kuratorów szczebla wojewódzkiego o informację, ile takich skarg od uczniów dostają i co z nimi robią.

Pismo RPO wysłano 18 stycznia. Odpowiedziało już kuratorium świętokrzyskie (jedna skarga),  lubuskie (brak skarg), wielkopolskie (brak skarg, ale problem sygnalizują kuratorzy), podlaskie (brak skarg).

VII.501.69.2018

Sprawy o świadczenia rodzinne i wychowawcze - nadal z dużymi zaległościami

Data: 2019-01-24
  • RPO cały czas dostaje skargi od opiekunów dzieci porzuconych przez jedno z rodziców.
  • Fakt, że taki rodzic pracuje legalnie w innym kraju Unii Europejskiej, blokuje im prawo do 500+ i pomocy społecznej.
  • Unijne przepisy zakładają  bowiem, że rodzina ma prawo do jednego świadczenia, korzystniejszego – powoduje to więc blokowanie prawa do pomocy w Polsce, o ile rodzina nie udowodni, że także w tym drugim, bogatszym kraju świadczenia nie są pobierane.
  • Jest to procedura długotrwała. Do końca 2017 r. zajmowały się tym urzędy marszałkowskie, które miały na to za mało ludzi i pieniędzy. Od 2018 r. zadanie przejął rząd (wojewodowie), pojawiły się dodatkowe fundusze – ale zaległości w przywracaniu prawa do świadczenia nie zmalały.

O problemie RPO dowiedział się m.in. w czasie spotkania regionalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim w styczniu 2018 r.: ojciec porzucił rodzinę, pracuje legalnie w Unii, matka zajmuje się opieką nad dziećmi, więc dla ZUS jest osobą niepracującą. Ojciec uzyskał prawo do świadczeń na dzieci, ale z nich nie korzysta. Matka nie dostaje żadnej pomocy.

RPO zaalarmował w tej sprawie ministrę rodziny, pracy i polityki społecz O problemie RPO dowiedział się m.in. w czasie spotkania regionalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim w styczniu 2018 r.: ojciec porzucił rodzinę, pracuje legalnie w Unii, matka zajmuje się opieką nad dziećmi, więc dla ZUS jest osobą niepracującą. Ojciec uzyskał prawo do świadczeń na dzieci, ale z nich nie korzysta. Matka nie dostaje żadnej pomocy. nej Elżbietę Rafalską i dostał odpowiedź, że problem jest znany, a sytuacja ulegnie poprawie dzięki przekazaniu zadania do urzędów wojewódzkich.

- Pragnę uspokoić Pana Rzecznika i wnioskodawców oraz podkreślić, że koordynacja świadczeń rodzinnych i świadczenia wychowawczego znajduje się pod moim szczególnym nadzorem. Ministerstwo na bieżąco monitoruje postępy w realizacji przekazanych przez Marszalków spraw, weryfikując jednocześnie otrzymane dane. Do 5 dnia każdego miesiąca, następującego po miesiącu, którego dotyczy sprawozdanie, Urzędy Wojewódzkie przekazują informacje w zakresie wniosków/spraw, które wpłynęły do Wojewody w danym miesiącu kalendarzowym - – napisała Elżbieta Rafalska.

Okazało się jednak, że reorganizacja nie rozwiązała problemu. Ludzie nadal skarżyli się Rzecznikowi, że ich rodziny są odcięte od pomocy z powodu złej koordynacji systemu świadczeń. W styczniu 2019 r. RPO napisał do resortu rodziny ponownie:

- W dalszym ciągu dostaję skargi na długotrwałość postepowań w sprawach o ustalenie prawa do świadczeń rodzinnych oraz świadczenia wychowawczego, objętych koordynacją systemów zabezpieczenia społecznego.

Problem stopniowo narastał i pogłębił się w 2016 r. Marszałkowie województw już wtedy skarżyli się, że nie mają pieniędzy na to, by w komórkach zajmujących się ustalaniem prawa do świadczeń (i korespondowaniem w tym zakresie z unijnymi agencjami) zatrudnić odpowiednią liczbę urzędników).

Niestety, dodatkowe fundusze i przejęcie zadania przez urzędy wojewódzkie nie doprowadziło dotychczas do usunięcia zaległości.

Najbardziej niepokojąca sytuacja występuje w województwie dolnośląskim, gdzie ze względu na przejęcie do realizacji ponad 15 tysięcy spraw zaległych (w tym ponad 7 tysięcy spraw, w których w ogóle nie wszczęto postepowania) oraz ze względu posiadane zasoby kadrowe, w pierwszej kolejności rozpatrywane są wnioski o ustalenie prawa do świadczenia wychowawczego za okres zasiłkowy 2016/2017 wraz z pozostałymi niezałatwionymi wnioskami danej rodziny oraz wnioski o ustalenie świadczenia pielęgnacyjnego.

Zdaniem Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu precyzyjny termin rozpatrzenia tych spraw nie jest możliwy do wskazania. W pozostałych województwach również występują opóźnienia w wydawaniu decyzji wynikające z bardzo dużej liczby prowadzonych postepowań.

Jakie są zasady dotyczące świadczeń rodzinnych w Unii Europejskiej?

Świadczenia rodzinne i świadczenia wychowawcze mają na celu wsparcie rodzica opiekującego się dzieckiem. W tym kontekście czas odgrywa istotną rolę. Długotrwałość procedowania przy rozpoznawaniu wniosków skutkuje brakiem pomocy finansowej ze strony państwa. Przepisy prawa nie przewidują zaś żadnych wyjątków, które pozwoliłyby na przyznanie tychże świadczeń osobie nieaktywnej zawodowo i opiekującej się dzieckiem, o ile inny członek rodziny podlega systemowi zabezpieczenia społecznego w jednym lub kilku państwach członkowskich. Istnieje wprawdzie możliwość ubiegania się o tymczasowe przyznanie świadczeń w Polsce za okres, w którym instytucja polska nie posiada wszelkich niezbędnych informacji dotyczących uprawnienia do świadczeń w innym państwie, jednakże praktyka taka stosowana jest bardzo rzadko i nie rozwiązuje to problemu. Wydana w tym trybie decyzja ma bowiem wyłącznie charakter czasowy i w przypadku otrzymania świadczeń rodzinnych zagranicą, może zaistnieć konieczność zwrotu przyznanych w Polsce tymczasowo świadczeń wraz z odsetkami.

III.7064.33.2018

Czy wideotłumacze języka migowego będą dostępni on-line? Rzecznik pisze do ZUS

Data: 2018-10-30
  • Osoby niesłyszące wciąż skarżą się na brak odpowiedniego dostępu w urzędach do tłumaczy języka migowego 
  • Siedem lat po wejściu w życie ustawy o języku migowym organy administracji nadal w zbyt małym stopniu wywiązują się z obowiązków nałożonych tą ustawą
  • RPO jest za upowszechnieniem możliwości porozumienia się obywatela z tłumaczem języka migowego na odległość, za pomocą aplikacji elektronicznej
  • Rzecznik wystąpił do Prezes ZUS o zapewnienie tej usługi na stałe niesłyszącym interesantom w centrali oraz w oddziałach Zakładu

Na spotkaniach regionalnych Rzecznika Praw Obywatelskich (np. w Wałczu, Ostrowcu Świętokrzyskim czy Suwałkach) przedstawiciele społeczności osób głuchych  sygnalizowali m.in. problem dostępu do tłumaczy języka migowego w urzędach.

Prawo osób głuchych do posługiwania się swobodnie wybraną metodą komunikacji w kontaktach z organami administracji publicznej przewiduje ustawa z 19 sierpnia 2011 r. i innych formach komunikowania się. Zgodnie z jej zapisami, urzędy te są zobowiązane do zapewnienia osobom głuchym lub głuchoniewidomym dostępu do usług tłumacza języka migowego. Wybór odpowiedniej formy komunikacji należy do danej osoby. Musi ona zgłosić chęć skorzystania ze świadczenia ze wskazaniem wybranej metody komunikacji do danego urzędu  co najmniej na 3 dni robocze przedtem (z wyłączeniem sytuacji nagłych).

Przeprowadzone w Biurze RPO badania stosowania tej ustawy po roku od jej wejścia w życie zawarto w raporcie pt. „Obsługa osób głuchych i głuchoniewidomych w urzędach administracji publicznej”. W przypadku osób głuchych 27 proc. urzędów nie wywiązywało się z obowiązków nałożonych na nie tą ustawą. W przypadku osób głuchoniewidomych odsetek ten wzrastał do 78 proc. Wyniki badań pokazały alarmująco niski stan wywiązywania się z nałożonych ustawą obowiązków przez organy administracji w stosunku do osób głuchych oraz marginalne realizowanie obowiązków w stosunku do osób głuchoniewidomych.

Tymczasem państwo powinno zapewnić osobom głuchym i niedosłyszącym możliwość aktywnego korzystania z ich praw i komunikowania się również w niewerbalnym języku migowym. Jednym z możliwych i dostępnym powszechnie rozwiązań jest kontakt z tłumaczem języka migowego na odległość za pomocą aplikacji dostępnej drogą elektroniczną.

Usługa ta polega na tłumaczeniu języka migowego na polski język mówiony przez tłumacza, który nie znajduje się fizycznie w urzędzie. Osoba „niemigająca” kieruje wypowiedź do tłumacza, który przekłada ją na język migowy, co osoba głucha widzi na ekranie telefonu lub komputera. Usługa jest dostępna za pomocą specjalnego urządzenia, ale do jej wdrożenia wystarczy komputer z kamerą i dostępem do  internetu. System działa też w drugą stronę – tłumacz widzi osobę głuchą i może przetłumaczyć jej wypowiedź na język werbalny.

Tego rodzaju usługa jest coraz popularniejszym rozwiązaniem stosowanym przez organy administracji publicznej; korzysta z niej również Rzecznik Praw Obywatelskich w swoim Biurze.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do prezes ZUS Gertrudy Uścińskiej o rozważenie zobligowania centrali i oddziałów Zakładu do zapewnienia niesłyszącym interesantom możliwości porozumienia się za pośrednictwem tłumacza języka migowego na odległość oraz wdrożenia takiej usługi na stałe. Poprosił ponadto o informację nt. działań mających na celu zapewnienie pełnej dostępności centrali i oddziałów ZUS dla osób z niepełnosprawnościami.

XI.815.25.2018

 

Uchylono decyzje pozwalające na rozbudowę uciążliwych dla mieszkańców ferm hodowlanych. NSA podzielił stanowisko RPO

Data: 2018-10-24
  • Prawomocnie uchylono decyzje pozwalające na rozbudowę uciążliwych dla mieszkańców powiatu Września ferm hodowlanych 
  • Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał wyrok WSA o bezpodstawnej odmowie uzgodnienia planu zagospodarowania przestrzennego, przewidującego zakaz lokalizacji nowych ferm
  • Oba sądy uwzględniły stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich

Teraz Zarząd Powiatu Wrzesińskiego ma ponownie rozpoznać wniosek Burmistrza Wrześni o uzgodnienie projektu planu miejscowego - zgodnie ze wskazówkami sądów.

Pod Wrześnią, na terenach dawnego PGR, ma powstać kolejna wielka ferma przemysłowej  hodowli zwierząt. Kolejna, bo w okolicy małego osiedla w Kawęczynie już są fermy, a mieszkańcy skarżą się na uciążliwości: smród, muchy i gryzonie. Opowiadali o tym w 2017 r. w czasie spotkania regionalnego z RPO Adamem Bodnarem w Gnieźnie. Pytali się, czy można coś zrobić z nową inwestycją  wobec wyraźnej przychylności dla niej władz samorządowych.

Po spotkaniu w Gnieźnie do Kawęczyna przyjechali przedstawiciele RPO, eksperci z Zespołu Prawa Gospodarczego i Administracyjnego. Rozmawiali z mieszkańcami, spotkali się też z zastępcą burmistrza. Poprosili o dokumenty.

Władze samorządowe miasta i gminy Wrześni próbowały zatrzymać ekspansję ferm, przyjmując miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego trzech miejscowości znajdujących się w okolicach dawnego PGR - Kawęczyn, Marzenin i Gulczewo. Jednak władze powiatu odmówiły uzgodnienia takiego planu – uznały, że nałożone w nim ograniczenia będą niekorzystne dla rozwoju gospodarczego.

Gmina to postanowienie zaskarżyła, jednak Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Poznaniu decyzję powiatu utrzymało w mocy.

Na tym etapie do postępowania włączył się RPO.Stanął na stanowisku, że przyczyny, które według organów uzasadniały odmowę uzgodnienia projektu planu miejscowego w proponowanym przez Gminę Września brzmieniu. nie mają oparcia w przepisach powszechnie obowiązującego prawa.

Ponadto Rzecznik zwrócił uwagę na fakt, że wyłączenie lokalizacji nowych przedsięwzięć w zakresie chowu i hodowli zwierząt może mieć swoje uzasadnienie w takich wartościach, jak potrzeby interesu publicznego, wymagania ochrony zdrowia oraz bezpieczeństwa ludzi, walory ekonomiczne przestrzeni i ochrona własności w aspekcie tych właścicieli nieruchomości, którzy nie prowadzą chowu i hodowli zwierząt, a których nieruchomości są objęte oddziaływaniem już istniejących obiektów hodowlanych.

Rzecznik stwierdził, że w kontekście skarg na negatywne oddziaływania obiektów już istniejących, Gmina Września miała obowiązek wzięcia pod uwagę wszystkich interesów odnoszących się do sposobu zagospodarowania nieruchomości objętych projektem planu.

9 listopada 2017 r. WSA w Poznaniu ( sygn. akt II SA/Po 723/17) przychylił się do stanowiska RPO i stanowiska gminy Września  i uchylił postanowienie SKO w Poznaniu oraz postanowienie powiatu.

24 października 2018 r. NSA  (sygn. II OSK 1068/18) rozpoznawał skargę kasacyjną SKO. NSA oddalił skargę i  tym samym utrzymał wyrok I instancji. 

W uzasadnieniu ustnym NSA w całości podzielił stanowisko RPO. Stwierdził, iż odmowa uzgodnienia przez Zarząd Powiatu Wrzesińskiego projektu miejscowego planu zagospodarowania – pod pozorem wystąpienia w §6 i §15 projektu planu negatywnego wpływu na powiatowy rynek pracy, w związku z realizowanymi przez powiat obowiązkami wynikającymi z przepisów ustawy  o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy - była pozbawiona podstaw prawnych.

Sprawa wraca do Zarządu Powiatu Wrzesińskiego, zobowiązanego raz jeszcze – zgodnie ze wskazówkami sądów obu instancji, którymi organ jest związany – rozpoznać wniosek Burmistrza Wrześni o uzgodnienie projektu planu miejscowego.

NSA uwzględnił wniosek RPO i rozpoznał skargę kasacyjną SKO poza kolejnością wpływu, z uwagi na charakter sprawy oraz toczące się na obszarze objętym projektem mpzp, procesy inwestycyjne.

Sprawa ta wiąże się z działaniami generalnymi RPO dot. uregulowania tzw. uciążliwości zapachowych w odniesieniu do inwestycji takich jak fermy drobiu. Niestety w dalszym ciągu ustawodawca tej sprawy nie rozwiązał: https://www.rpo.gov.pl/pl/content/odory

 

 

 

Warsztaty Praw Człowieka oraz konsultacje w Ostrowcu Świętokrzyskim

Data: 2018-10-09
  • Na czym polegają nasze prawa?
  • Jak się o nie upomnieć?
  • Jak zaangażować do pomocy RPO?

W styczniu RPO Adam Bodnar wraz ze współpracownikami odwiedził województwo świętokrzyskie. W ramach spotkań regionalnych rozmawiał m.in. z przedstawicielami organizacji pozarządowych, młodzieżą i mieszkańcami Ostrowca Świętokrzyskiego. Wszystkie spotkania odbyły się w Centrum Aktywności Obywatelskiej. I właśnie na zaproszenie tej bardzo aktywnej instytucji wspierającej, w poniedziałek 8 października pracownicy BRPO poprowadzili warsztaty  dla młodzieży i dla osób starszych oraz zorganizowali konsultacje prawne.

O prawach człowieka z młodzieżą

Rano do Centrum Aktywności Społecznej przyszła młodzież z czterech miejscowych gimnazjów i wzięła udział w warsztatach o prawach człowieka i obywatela. Podczas spotkania pracownicy Centrum Projektów Społecznych BRPO mówili m.in. o kompetencjach Rzecznika Praw Obywatelskich, o pracy Biura RPO a także o sprawach (wnioskach), które wpływają do Rzecznika między innymi od osób niepełnoletnich.

Rozmawialiśmy o prawach i wolnościach odszukując odpowiednie zapisy w Konstytucji. Osobną rozmowę poświeciliśmy rozważaniom o godności i jej naruszaniu, o granicach wolności osobistej. Ostatnia część warsztatów poświęcona została sprawdzeniu, jak zapisy Konstytucji mogą regulować nasze życie na podstawie przykładowych spraw, jakie rozstrzygał kiedyś Trybunał Konstytucyjny.

Konsultacje z prawnikiem

Równocześnie z warsztatami na terenie centrum odbywały się konsultacje indywidualne z mec. Joanną Łodej z Wydziału Przyjęć Interesantów BRPO. Z konsultacji prawnych skorzystało kilka osób, głównie w wieku od 60 do 85 lat. Niektóre  przedstawiały kilka spraw, w związku z tym podczas rozmów udzielono informacji prawnych w kilkunastu sprawach. Problematyka, której dotyczyły konsultacje obejmowała m.in. następujące tematy: sprawy mieszkaniowe, w tym przekazanie przez Interesanta w formie darowizny mieszkania dziecku w zamian za opiekę i niewywiązywanie się obdarowanego z tego obowiązku, brak opieki i zainteresowania ze strony najbliższych (czasami wskazywano również na brak emocjonalnego zaangażowania się rodziny, mimo iż formalny obowiązek opieki był zapewniony); problemy rodzinne ( nadużywanie alkoholu przez syna i możliwość podjęcia działań zmierzających do skierowania go na przymusowe leczenie), sprawy sądowe, w tym postępowanie spadkowe, przewlekłość działań sądu, kłopoty finansowe, zapytania o możliwość uzyskania dopłat do kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy zakupem leków.

Ponadto wszystkim osobom przekazano informacje na temat działalności Rzecznika Praw Obywatelskich i zasadach działania Infolinii Obywatelskiej, w razie innych wątpliwości lub pytań, jakie mogą pojawić się w przyszłości.

Seniorzy ćwiczą składanie wniosku do RPO

Po południu odbyło się spotkanie z seniorami. Podczas prezentacji pracownicy BRPO mówili o kompetencjach RPO, zwłaszcza w zakresie równego traktowania, o działaniach Rzecznika na rzecz osób starszych oraz pracy i rekomendacjach Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych. Seniorzy otrzymali przykładowe sprawy, z którymi osoby starsze zwracają się do Rzecznika Praw Obywatelskich. Mieli za zadanie wczuć się w sytuację tych osób a następnie złożyć wniosek do Rzecznika za pomocą listu, formularza elektronicznego lub bezpośredniej rozmowy z pracownikiem biura. Seniorzy obiecali, że przekażą zdobytą wiedzę swoim koleżankom i kolegom.

Centrum Aktywności Obywatelskiej we współpracy z biurem RPO planuje już następne warsztaty dla osób głuchych oraz kolejnej grupy seniorów z Ostrowca Świętokrzyskiego.

MEN odpowiada RPO ws. dalszej edukacji pełnoletnich wychowanków Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych

Data: 2018-10-08
  • Do szkoły wchodzącej w skład Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego może być przyjęty uczeń, który już nie jest wychowankiem MOW, ale ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na niedostosowanie społeczne
  • Jest to możliwe, jeśli szkoła w MOW dysponuje wolnymi miejscami oraz za zgodą organu prowadzącego ośrodek - odpowiada MEN na wystąpienie RPO
  • Rzecznik wskazywał w nim, że kontynuowanie edukacji w MOW po 18. roku życia, dłużej niż do końca roku szkolnego, jest bardzo utrudnione
  • Ponadto MEN zapowiada nowe rozwiązania co do kształcenia dzieci i młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi

Podczas jednego ze spotkań regionalnych RPO dowiedział się o problemie niektórych wychowanków MOW po ukończeniu 18. roku życia. Część z nich wyraża bowiem chęć dalszej nauki i ukończenia edukacji w szkole wchodzącej w skład ośrodka. Dla wielu wychowanków jest to jedyna realna możliwość kontynuowania kształcenia, które jest kluczowym elementem ich resocjalizacji i stanowi gwarancję późniejszego funkcjonowania w społeczeństwie.

Zgodnie z ustawą o postepowaniu w sprawach nieletnich, jeżeli nieletni ukończy 18 lat przed zakończeniem roku szkolnego, sąd rodzinny może przedłużyć przebywanie w zakładzie wychowawczym na czas do zakończenia roku szkolnego. Oznacza to, że możliwość pozostania w MOW w celu dokończenia edukacji ma charakter ograniczony i nie może być przedłużona do ukończenia danego etapu edukacyjnego np. szkoły gimnazjalnej lub ponadgimnazjalnej – wskazywał Adam Bodnar. W lipcu 2018 r. wystąpił w tej sprawie do Minister Edukacji Narodowej. Podkreślał, że sprawa ma istotne znaczenie z punktu widzenia konstytucyjnego prawa do nauki (art. 70 Konstytucji RP).

Wcześniej MEN wyraziło pogląd, że z nauki w szkole specjalnej w MOW mogą korzystać uczniowie niebędący wychowankami MOW, także uczniowie dorośli. Resort zarazem zwrócił uwagę, że w istocie problem nie dotyczy prawnej możliwości kontynuowania nauki w szkole w MOW. Chodzi bowiem o finansowanie z części oświatowej subwencji ogólnej koszów pobytu osób pełnoletnich w ośrodku o charakterze wychowawczo-resocjalizacyjnym dla nieletnich oraz możliwości objęcia osób pełnoletnich oddziaływaniami stosowanymi w młodzieżowych ośrodkach.

Problem zasygnalizowany Rzecznikowi dotyczył właśnie objęcia subwencją ogólną ucznia, który po 18. roku życia chciałby dokończyć w MOW edukację gimnazjalną. W praktyce kontynuowanie nauki w MOW po uzyskaniu pełnoletności dłużej niż do zakończenia roku szkolnego jest więc w istotny sposób utrudnione – pisał RPO do MEN.

- Jeżeli szkoła w MOW dysponuje wolnymi miejscami, to za zgodą organu prowadzącego ośrodek, możliwe jest przyjęcie do tej szkoły ucznia, który już nie jest wychowankiem ośrodka, ale posiada orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego wydane ze względu na niedostosowanie społeczne. Na organizację kształcenia tego ucznia przekazywane są środki finansowe w ramach podziału części oświatowej subwencji ogólnej – odpowiedziała RPO 27 września 2018 r. wiceminister edukacji Marzena Machałek.

Drugi problem z wystąpienia RPO dotyczył wydawania orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego. Według jednego rozporządzenia MEN orzeczenia te są wydawane na wniosek rodzica dziecka lub ucznia. Zgodnie z innym rozporządzeniem MEN,  w ośrodku dla każdego nieletniego opracowuje się i realizuje indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny (IPE-T). Co do zasady dokument ten jest sporządzany na podstawie orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Niesporządzenie IPE-T utrudnia zindywidualizowane oddziaływanie resocjalizacyjne i terapeutyczne.

NIK zwrócił uwagę na problem, jakim są często utrudnione kontakty placówek z opiekunami prawnymi nieletnich. Dlatego RPO podziela postulat NIK, by uprawnienia w kwestii występowania o orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego powierzyć dyrektorowi MOW, do którego nieletni został przyjęty.

- Odnosząc się do możliwości występowania do publicznej poradni  psychologiczno-pedagogicznej przez dyrektora MOW w sprawie wydania orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego dla wychowanka przebywającego w MOW, należy wskazać, że dyrektor MOW nie jest ustawowym przedstawicielem wychowanka, nie jest jego opiekunem prawnym i nie sprawuje nad nim pieczy zastępczej, zatem nie ma możliwości występowania o takie orzeczenie – brzmi odpowiedź resortu.

Jednocześnie wiceminister Marzena Machałek poinformowała, że w Ministerstwie prowadzone są prace Zespołu do spraw opracowania modelu kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Jego zadaniem jest m.in. opracowanie propozycji nowych rozwiązań systemowych w zakresie kształcenia dzieci i młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, na podstawie diagnozy  funkcjonalnej, z wykorzystaniem Międzynarodowej Klasyfikacji Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia (ICF), opartej na biopsychospołecznym modelu rozumienia specjalnych potrzeb edukacyjnych.

Przygotowywane rozwiązania będą dotyczyły m.in. określenia dokumentów stanowiących podstawę do objęcia ucznia wsparciem w szkole lub placówce. Zakłada się, że dokumentem stanowiącym podstawę przyjęcia do MOW będzie jedynie postanowienie sądu o zastosowaniu środka wychowawczego w postaci umieszczenia w młodzieżowym ośrodku wychowawczym – poinformowała Marzena Machałek.

VII.552.1.2018

Otwarcie Centrum Aktywności Obywatelskiej w Częstochowie z udziałem RPO Adama Bodnara

Data: 2018-09-26

W październiku 2017 r. w ramach spotkania regionalnego w Częstochowie podczas wizyty w Fundacji Chrześcijańskiej „Adullam” Elżbieta Ferenc, prezeska zarządu, z przejęciem oprowadzała Rzecznika Praw Obywatelskich po remontowanym budynku, w którym planowane było uruchomienie ośrodka wsparcia  wraz z hostelem dla osób w kryzysie bezdomności. Po roku, 26 września 2018 r. prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, naczelnik Wydziału Spraw Społecznych Urzędu Miasta Adrian Staroniek w towarzystwie Elżbiety Ferenc otworzyli ośrodek – Centrum Aktywności Obywatelskiej.

Pani prezes z dumą oprowadzała po kolorowych pokojach dla urzędników, terapeutów, pokojach hostelowych czy też nowoczesnej sali do ćwiczeń.

Podczas swojego wystąpienia dr Adam Bodnar podkreślał, że dobra współpraca samorządu z organizacjami pozarządowymi pozwala na to, by połączyć możliwości miasta, w tym także do pozyskiwania zewnętrznych źródeł finansowania, z potencjałem społecznym i profesjonalizmem organizacji pozarządowych.

W Centrum Aktywności Obywatelskiej prowadzone będą m.in.: świetlica środowiskowa, punkt konsultacyjno-informacyjny, łaźnia miejska, magazyn ubrań, klub seniora, hostel (będący częścią infrastruktury miejskich usług społecznych).

Prowadzenie Ośrodka Wsparcia z usługami opiekuńczymi miasto postanowiło powierzyć w drodze konkursu organizacji pozarządowej.

Efekt spotkania regionalnego w Bydgoszczy: RPO sprawdził, że rząd nie planuje ustawy o świadczeniu pieniężnym dla małoletnich ofiar wojny 1939–1945.

Data: 2017-06-05

Na spotkaniu regionalnym w Bydgoszczy w listopadzie 2017 r. przedstawiciel Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę prosił o zbadanie losów projektu ustawy o świadczeniu pieniężnym dla małoletnich ofiar wojny 1939–1945.

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął korespondencję z władzami w tej sprawie – okazało się, że takie zmiany nie są planowane (III.7061.11.2017).

Projekty ustaw o tzw. małoletnich ofiarach-wojny były rozpatrywane przez Sejmy IV, V, VI i VII kadencji. Przewidywano w nich wypłatę świadczenia pieniężnego dla osób, które świadczyły pracę przymusową w okresie II wojny światowej nie mając ukończonych 18 lat (w niektórych projektach - 16 lat). Jak wiadomo, żaden z tych projektów nie uzyskał stosownego poparcia parlamentarzystów.

Urząd ds. Kombatantów i Osób represjonowanych poinformował przy tym RPO, że nie ma wiedzy, by w ostatnim czasie pojawiły się okoliczności, które mogłyby stosunek parlamentarzystów do tej kwestii zmienić. W obecnym stanie prawnym kwestię finansowej pomocy ze strony państwa polskiego dla ofiar III Rzeszy regulują dwie ustawy: ustawa z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego oraz ustawa z dnia 31 maja 1996 r. świadczeniu pieniężnym przysługującym osobom deportowanym do pracy przymusowej oraz osadzonym w obozach pracy przez  III Rzeszę i ZSRR

Pierwszy z tych aktów prawnych przyznaje pewne przywileje - ujmując rzecz w największym skrócie - ofiarom niemieckich obozów koncentracyjnych i więzień. Drugi z kolei przyznaje prawo do świadczenia pieniężnego osobom osadzonym w obozach pracy oraz deportowanym do pracy przymusowej. Co istotne, rozwiązania ustawy o świadczeniu pieniężnym... podlegały ocenie Trybunału Konstytucyjnego, który w swoim orzeczeniu z grudnia 2009 r. (sygn. akt K 49/07) uznał, iżnie ma natomiast zastrzeżeń co do samej zasady, aby świadczenia otrzymywać osoby, wobec których obowiązek pracy przymusowej podczas II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu przybierał szczególnie dotkliwą formę, tzn. był połączony z wysiedleniem (przymusową zmianą miejsca pobytu) i "wyrwaniem" z dotychczasowego środowiska (…)”.  

Zatem w kwestii uprawnień dla małoletnich ofiar wojny mamy do czynienia nie tylko z brakiem woli zmiany istniejącego status quo wśród parlamentarzystów, ale również z nieistnieniem konstytucyjnej konieczności dla podjęcia takich działań. W związku z powyższym, również Urząd nie planuje występowania do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z wnioskiem o wszczęcie procedury zmierzającej do dokonania zmian w prawie polegających na przyznaniu prawa do świadczeń pieniężnych dla osób wykonujących pracę przymusową na rzecz III Rzeszy bez uprzedniego wysiedlenia (deportacji) – poinformował Urząd ds. Kombatantów.

Adam Bodnar odwiedził Pozytywną Szkołę Podstawową w Gdańsku, o której kłopotach dowiedział się w czasie spotkania regionalnego dwa dni wcześniej

Data: 2017-05-19

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który ponownie przyjechał w tym tygodniu do Gdańska - na Konferencję „Przeciwdziałanie bezdomności. Solidarności w działaniu”, skorzystał z okazji, by odwiedzić szkołę, o której kłopotach dowiedział się w czasie spotkania regionalnego 16 maja w Gdańsku.

Szkoła działa od 2014 r., uczy się w niej ponad tysiąc uczniów. Prowadzi ją organizacja pozarządowa, która wygrała konkurs na to, co zrobić z budynkiem miejskim. Teraz jednak kurator unieważnił decyzję o powołaniu szkoły (kwestionowane jest samo rozstrzygnięcie konkursu), co mogłoby doprowadzić do unieważnia wydanych świadectw szkolnych i awansów zawodowych nauczycieli.

RPO zobowiązał się dogłębnie przyjrzeć się problemowi.

Nielegalne składowiska odpadów w Brzegu i Pogorzeli zlikwidowane – informuje zastępca Prokuratora Regionalnego we Wrocławiu

Data: 2017-04-28

Rzecznik Praw Obywatelskich poruszony doniesieniami związanymi z zagrożeniem, jakie dla mieszkańców niosły odkryte na początku roku nielegalne składowiska odpadów, wystąpił do organów Prokuratury o przedstawienie informacji o podjętych przez nie działaniach.

W odpowiedzi, zastępca Prokuratora Regionalnego we Wrocławiu poinformował RPO, że nielegalne składowiska odpadów zostały zlikwidowane przez władze samorządowe, zaś Prokuratura prowadzi wszelkie czynności zmierzające do wykrycia sprawców przestępstwa i pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej.

Czy małoletnie ofiary Drugiej Wojny Światowej dostaną rekompensaty za represje, których doświadczyły?

Data: 2017-03-27

Kwestia przyznania świadczeń dla małoletnich ofiar wojny 1939–1945 była już wielokrotnie przedmiotem prac Sejmu w poprzednich kadencjach. Kolejne próby przyznania tej grupie poszkodowanych rekompensaty finansowej za podleganie represjom w okresie II wojny światowej, podejmowane z inicjatywy posłów, nie zyskiwały jednak akceptacji Rady Ministrów.

Projekt poselski wniesiony do Sejmu VII kadencji w 2012 r. przewidywał świadczenie pieniężne dla osób, które nie mając ukończonych 16 lat wykonywały w czasie II wojny światowej prace przymusowe na rzecz III Rzeszy lub Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Rada Ministrów odrzuciła tę propozycję z uzasadnieniem, że prawo do takiego świadczenia mają już zarówno osoby deportowane do pracy przymusowej z przyczyn politycznych, narodowościowych, rasowych i religijnych, jak i osoby osadzone w obozach pracy przez III Rzeszę i ZSRR w latach 1939–1945. Prawo do takiego świadczenia mają także żołnierze zastępczej służby wojskowej i żołnierze wcielani do brygad „Służby Polsce”, przymusowo zatrudniani w kopalniach węgla, kamieniołomach, zakładach rud uranu i batalionach budowlanych. Ponadto osoby, które nie mając 16 lat i nie będąc deportowanymi, świadczyły prace na rzecz III Rzeszy, otrzymały już stosowne świadczenia ze środków Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.

W związku z licznymi wnioskami osób zainteresowanych, Rzecznik zwrócił się z prośbą o informację, czy obecnie podejmowane są jakiekolwiek inicjatywy mające na celu uregulowanie przedstawionej kwestii świadczenia pieniężnego przysługującego małoletnim ofiarom wojny 1939–1945.

Prokuratura Krajowa nie zajmie się sprawą beczek z trucizną odkrytych w Brzegu nad Odrą

Data: 2017-03-15

Sprawa odkrytych w okolicach Brzegu trucizn została przekazana do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, z poleceniem rozpoznania w zakresie kompetencji, z jednoczesną prośbą o poinformowanie Biura Rzecznika o poczynionych ustaleniach i zajętym stanowisku – napisał zastępca Prokuratora Krajowego Krzysztof Sierak.

Należy się więc spodziewać, że sprawa trafi z powrotem do Prokuratury w Brzegu.

Chodzi o odpady zostały odkryte w styczniu tego roku na działce, której właściciela nie daje się ustalić, a dysponentem beczek jest nieistniejąca już spółka.

Wiadomo, że są w nich związki łatwopalne i wybuchowe, a także zagrażające skażeniem gleby, powietrza i wody, w tym ujęć wody pitnej (składowisko jest zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie Odry). Potwierdzają to wstępne wyniki analiz, którymi dysponuje burmistrza Brzegu.

O sprawie zaalarmowali Rzecznika Praw Obywatelskich mieszkańcy Brzegu, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar rozmawiał o tym w czasie spotkania regionalnego 21 lutego, a następnie – z burmistrzem miasta Jerzym Wrębiakiem. Efektem było wysłanie pism do Prokuratury Krajowej i ABW.

Chodzi o to, że prawne środki, jakimi dysponuje burmistrz, nie gwarantują szybkiego rozwiązania sprawy.

Może on bowiem tylko  – na podstawi ustawy o odpadach - najpierw urzędowo ustalić, kto powinien usunąć truciznę, a potem (ponieważ właściciel tego nie zrobi) – wydaną przez siebie decyzję wyegzekwować w drodze „wykonania zastępczego”.

Na usunięcie odpadów w tym trybie będzie musiał wydać pieniądze miejskie, a chodzi o dosyć kosztowną operację. Wszystko to – jak napisał RPO – „nie gwarantuje szybkiego usunięcia substancji zagrażających życiu i zdrowiu mieszkańców”.

Bieg wydarzeń potwierdził obawy Rzecznika: otóż w okolicach Brzegu, ale w innej gminie, odkryto kolejne składowisko odpadów. Dlatego – jak poinformował Biuro RPO burmistrz Wrębiak, sprawa nie ma już charakteru lokalnego – powinna być rozwiązana przez starostę. Dlatego burmistrz Brzegu jest zdania, że nie może już prowadzić żadnych działań, nawet tych wynikających z ustawy o odpadach.

W swoim piśmie z 27 lutego RPO wskazał Prokuratorowi Krajowemu, że władzom miasta pilnie potrzebna jest pomoc państwa. Rzecznik napisał też, jakich przepisów należy użyć, by sprawę załatwić szybko – w interesie mieszkańców

Narzędziem dysponuje Prokuratura, która prowadzi w tej sprawie postępowanie przygotowawcze (sygn. 1 Ds.121.2017 Prokuratury Rejonowej w Brzegu).

Kodeks postępowania karnego (art. 232a § 2) pozwala bowiem prokuratorowi wystąpić do sądu o zarządzenie zniszczenia trucizn. Wystarczy stwierdzić, że na potrzeby toczącego się postępowania zabezpieczono już wszystkie potrzebne próbki do badań.

Do tego kolejny przepis (§ 4 artykułu 232a Kpk) mówi, że jeśli rzecz dotyczy substancji stwarzających bezpośrednie niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia, można ją zniszczyć nawet przed wydaniem postanowienia sądu.

Rzecznik wie, że Burmistrz Brzegu sugerował już Prokuraturze takie rozwiązanie, ale ta uważa, że nie ma podstaw do zastosowania tych przepisów. Stąd wystąpienie RPO do Prokuratora Krajowego.

Rzecznik w sprawie nieprawidłowości dotyczących rejestracji stowarzyszeń w Krajowym Rejestrze Sądowym

Data: 2017-01-16

Z uwagi na liczne, nowe skargi obywateli i doniesienia medialne Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie podjął temat problemów dotyczących rejestracji stowarzyszeń w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS).

Przedstawiciele organizacji pozarządowych podnoszą, że praktyka działania organów rejestrowych często w istotny sposób utrudnia proces rejestracji stowarzyszeń. Wśród nieprawidłowości wymienia się: praktykę przedłużania postępowania rejestrowego, np. poprzez wielokrotne wzywanie do dokonywania zmian w statucie, niepodejmowanie żadnych działań czy też wyznaczanie zbyt krótkiego terminu do uzupełnienia wniosków. W przypadku organizacji pozarządowych 7-dniowy termin do uzupełnienia wniosku często okazuje się trudny do dotrzymania, z uwagi na konieczność zebrania walnego zgromadzenia. W ocenie Rzecznika zasadne byłoby dostosowanie procedury wzywania o uzupełnienie wniosku o wpisanie do rejestru do specyfiki podmiotów wnioskujących o taki wpis.

Inny problem w przedmiotowym zakresie dotyczy składanych przez organizacje pożytku publicznego wniosków o rozszerzenie działalności statutowej. Często zdarza się bowiem, że sąd rejestrowy oczekuje potwierdzenia prowadzenia nowego rodzaju działalności przez określony czas. Tego rodzaju praktyka powoduje konieczność prowadzenia działalności pozastatutowej i uniemożliwia organizacjom pożytku publicznego pozyskiwanie dofinasowania w tym zakresie. Ponadto w procesie rejestracji nierzadko dochodzi do sytuacji, iż na wniosek organu, który sprawować będzie nadzór, stowarzyszeniom stawiane są wymagania niewynikające z przepisów prawa. Zdaniem Rzecznika należałoby wprowadzić mechanizm pozwalający na zajęcie stanowiska w sprawie postanowień statutu właściwemu organowi nadzoru podczas procedury rejestracyjnej.

Rzecznik wskazał, iż grupą stowarzyszeń, dla których proces rejestracji jest szczególnie utrudniony są stowarzyszenia ogrodowe inne niż Polski Związek Działkowców. Mimo że Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 11 lipca 2012 r. (sygn. akt K 8/10) uznał zarówno prawny, jak i faktyczny monopol PZD za niezgodny z konstytucyjną wolnością zrzeszania się, to procedura wyodrębniania się stowarzyszeń ogrodowych ze struktur PZD wciąż jest bardzo uciążliwa w przypadku dużych ogrodów działkowych i w praktyce uniemożliwia wyodrębnienie się stowarzyszeń działających w takich ogrodach. W związku z powyższym szczególnego znaczenia nabiera konieczność realizacji wyrażonej w art. 58 Konstytucji wolności zrzeszania się, która stanowi podstawę budowania i rozwijania społeczeństwa obywatelskiego.

Rzecznik zwrócił się do Pełnomocnika Rządu z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie oraz rozważenie zasadności podjęcia działań legislacyjnych mających na celu usprawnienie procedury rejestracji stowarzyszeń.